P. 1
Grzegorz Rossa Ciężkie czasy dla agentów

Grzegorz Rossa Ciężkie czasy dla agentów

|Views: 825|Likes:

Autor uczciwie uprzedzał czytelnika — sensacji nie będzie. Żadnych „nieznanych dotąd dokumentów z prezydenckiego archiwum”, żadnych tajnych i dlatego nikomu nieznanych „wspomnień doradcy Stalina”. Nic oprócz nudnego, nieciekawego, skrupulatnego badania jawnych i — w zasadzie — ogólnodostępnych źródeł.
Spece od „płaszcza i kindżału” twierdzą, że właśnie takimi drogami zdobywa się największą część całej informacji rozpoznawczej…

Autor uczciwie uprzedzał czytelnika — sensacji nie będzie. Żadnych „nieznanych dotąd dokumentów z prezydenckiego archiwum”, żadnych tajnych i dlatego nikomu nieznanych „wspomnień doradcy Stalina”. Nic oprócz nudnego, nieciekawego, skrupulatnego badania jawnych i — w zasadzie — ogólnodostępnych źródeł.
Spece od „płaszcza i kindżału” twierdzą, że właśnie takimi drogami zdobywa się największą część całej informacji rozpoznawczej…

More info:

Published by: Katarzyna Krzan on Feb 05, 2013
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial
Cennik: $19.99 Kup teraz

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
See more
See less

11/13/2014

$19.99

USD

pdf

text

original

Grzegorz Rossa

Ciężkie czasy
dla agentów

Warszawa 2009÷2013


Ciężkie czasy dla agentów©2009÷2012 Copyright Grzegorz Rossa.
Copyright for this edition konwersja do epub by e-bookowo
Okładka:
Projekt Grzegorz Rossa.
Dopracowanie by e-bookowo


ISBN 978-83-7859-130-6







Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo
www.e-bookowo.pl
Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl















W listopadzie AD 2002 rozmawiałem ze ś. p. Sławomirem Skrzypkiem
1
. Przedstawił
mi program polityczny. Za najważniejszy problem uznał infiltrację Polski przez szpiegów
państw wrogich. Zneutralizowanie ich było głównym celem programu.
Program został zrealizowany częściowo. Ś. p. Lech Kaczyński został prezydentem Polski
(2005÷2010). Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory parlamentarne. Ale szpiedzy
państw wrogich nie zostali zneutralizowani.
Ś. p. Sławomir Skrzypek swoją walkę ze szpiegami państw wrogich przegrał
10 kwietnia AD 2010.
Pamięci ś. p. Sławomira Skrzypka i wszystkich poległych 10 kwietnia AD 2010 poświęcam.
* * *
AD 1941 folksdojcze szydzili z Polaków, że gdyby wiedzieli, co Niemcy planują z nimi
zrobić, staliby w kolejkach do aptek po truciznę. AD 1945 folksdojcze snuli się z obłedem
w oczach, rwali sobie włosy z głowy i zdjęci wielkim strachem bełkotali gdybym tyliko wiedział…
ale kto mógł przypuszczać…
Współczesnemu odpowiednikowi folksdojcza — służalcowi Moskowii — w państwie pol-
skim, w jakimkolwiek innym państwie, gdziekolwiek jest…

1
Zob. [3]


Motto 1
To są ciężkie czasy, moja pani, dla oszwiate…
Stefan Żeromski[4]
Motto 2
Rosja jest najsilniejsza, gdy wydaje się słaba i jest słaba, gdy wydaje
się silna.
Józef Piłsudski
Motto 3
W polityce nic nie zdarza się przypadkowo. Jeśli jednak się zdarzy, bądźcie
pewni, że tak zostało zaplanowane.
Franklin Delano Roosevelt[5]
Motto 4
Żeby wygrać bitwę potrzeba setek tysięcy żołnierzy, ale żeby zwycięstwo
poszło na marne wystarczy kilku szpiegów.
Stalin
Motto 5
Armia baranów, której przewodzi lew jest lepsza niż armia
lwów prowadzona przez barana.
Napoleon Bonaparte
Motto 6
Granica między głupotą i policją jest cienka i trudno zauważalna.
Adam Michnik
Motto 7
Widziałem starania ustawiczne i stale idące bez ustanku w jednym
i tym samym kierunku, aby agentury obce, płatne, były możliwie na górze
państwa. Szły one krok w krok obok mnie jako Naczelnika Państwa, szuka-
jąc wytworzenia kilku rządów w Polsce – obok rządów, stojących przy mnie
– rządów agentur stojących poza mną. Widziałem uśmiechy reprezentantów
obcych państw, gdy śmiało w oczy mi patrząc, mogli powiedzieć, że moje
zamiary mogą być zniszczone zupełnie nie przez kogo innego,
jak przez polskich agentów. Widziałem to, proszę państwa, i nieraz ucieka-
łem ze swymi zamiarami do odległego pokoju, aby sekretów państwa
nie wydać na rozszarpanie obcym. Uciekałem nieraz od moich najbliższych
pomocników, dlatego, aby moje prawdy i moje zamiary nie były wydane
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ....................................................... 6/419
na łup kogokolwiek bądź, byle był cudzoziemcem. Nigdy nie byłem pe-
wien, że gdy piszę rozkaz, nie będzie on czytany prędzej w biurach wszyst-
kich obcych państw, niż przez moich podwładnych. Nie byłem nigdy pew-
ny, czy taki lub inny mój zamiar polityczny nie będzie natychmiast skontro-
lowany przez agentury państw obcych z taką siłą i pewnością, że musiałbym
się go wyrzec.
Józef Piłsudski[6]
Motto 8
w deszczu złota i kadzideł chmurach
Pióra miast armat państw krzyżują szyki
Jacek Kaczmarski[7]
Motto 9
Musimy uważać Rosję w całości tymczasem po prostu jako siłę, siłę barba-
rzyńską, świat bez prawa, świat wrogi prawu, a który w tym względzie
nie czyni żadnego postępu, przeciwnie cofa się wstecz i nawraca
do barbarzyństwa starożytnego, świat, który przyjmuje cywilizację nowo-
czesną tylko po to, aby wprowadzić rozkład do świata zachodniego i zabić
samo prawo
Jules Michelet[8]
Motto 10
Rosja jest wytworem pierwiastków najbardziej złowrogich i najbardziej
rozkładowych, jakie są w historii. Zepsucie wyrafinowane ostatnich czasów
Bizancjum przeszło w jej kościół i jej dyplomację. Srogość nieubłagana
a zimna chanów mongolskich stała się sprężyną jej administracji. Urządze-
nia gminne pierwotnych Słowian przechowały się u jej ludów. Rosja
jest wielkim komunizmem, rządzonym przez władzę zarazem teokratyczną
i wojskową. Ta władza zaś równa terrorowi z 1793 r. w okropności,
jest od niego nierównie wyższa w swej organizacji, w swej zdolności trwa-
nia. Danton, Marat i Robespierre to figury blade, jeśli się je postawi
obok takich rewolucjonistów, jak Iwan Groźny,
jak Piotr I, jak Mikołaj I. Jeśli Rosja ma przestać być plagą, gotową zawsze
spaść na kościół, na cywilizację, na świat, to jest na to tylko jeden sposób:
doprowadzić ją do zupełnej niemocy. Wszelki pokój zawarty
przed tym ostatecznym rezultatem, pogorszy tylko sytuację
i pchnie nieprzyjaciela do nowych i straszniejszych wysileń. Upokorzony,
ze zdartą maską, ale nie osłabiony, chwyci się on innej broni i zanim powtó-
rzy swój chybiony zamach na Konstantynopol, przygotowuje sobie inne
drogi, ciemniejsze a skuteczniejsze. Poda rękę wszystkim tajnym stowarzy-
szeniom, wszystkim konspiracjom i skrytym konszachtom. Będzie
je opłacał swoim złotem a popierał swoimi intrygami. Słowem odda całą
swą potęgę na usługi rewolucji socjalnej, aby obalić trony tych dynastii,
co świeże zerwały z nim przymierze, albo nim wzgardziły.
Zygmunt Krasiński[9]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ....................................................... 7/419
Motto 11
Przez sto lat duch rosyjskiej potęgi rzucał cień swego zwalistego cielska
na rządy środkowej i zachodniej Europy, zasiadał na płycie nagrobnej auto-
kracji, odcinając dostęp powietrza, światła, wiedzy o sobie samych
i o świecie milionom pogrzebanych Rosjan.(…)
Pożałowania godny los tego kraju w mocy złego uroku, kraju dotkniętego
dopustem bożym, którego nie sposób wytłumaczyć ani jego grzechami,
ani szaleństwami, uczynił naród rosyjski tak trudnym do zrozumienia
dla Europy. Od chwili upiornego poczęcia się jako państwo Rosja zmuszona
była oddychać atmosferą despotyzmu; cały jej ustrój od początku do końca
opierał się na samowoli mrocznych tyranów. Stąd się bierze nieprzenikal-
ność Rosji na wszystko, co prawdziwe w myśli zachodniej. Z chwilą prze-
kroczenia granicy rosyjskiej myśl zachodnia pada ofiarą złego uroku auto-
kracji i staje się odrażającą parodią samej siebie. Stąd biorą się sprzeczności
i zagadki w życiu narodowym Rosji wywołujące tak wielkie zainteresowa-
nie u reszty świata. Przekleństwo przeniknęło do głębi jego duszę;
nic poza autokracją nie miało wpływu na ukształtowanie się jej instytucji;
a trucizna niewolnictwa otępiła temperament narodowy, wpędzając
go w apatię beznadziejnego fatalizmu.(…)
Rewolucje w państwach europejskich nie miały nigdy charakteru bez-
względnego i masowego protestu przeciwko samej zasadzie monarchizmu;
były to bunty ludzi wywołane uciskiem zwyrodniałej, legalnej władzy.
Ale w Rosji nigdy nie było żadnej legalności; Rosja jest jej zaprzeczeniem,
podobnie jak jest zaprzeczeniem wszystkiego, co ma swoje źródło
w rozumie lub sumieniu. Każda rewolucja musi mieć przygotowany
grunt intelektualny. Rewolucja to droga na przełaj w racjonalnym rozwoju
potrzeb narodu budzonych przez światowe promieniowanie ideałów. Można
sobie wyobrazić genialnego monarchę, który staje na czele rewolucji,
nie przestając być królem swojego ludu. Dla autokracji Świętej Rosji jedyną
możliwą samoreformą jest - samobójstwo.(…)
Joseph Conrad
Motto 12
Słowo Rosja — wszystko jedno jaka, carska, republikańska, bolszewicka —
budzi tylko wstręt, odrazę, pogardę bardziej niż nienawiść; jest zupełnie
obojętne czy istnieje, jak istnieje. Bóg stworzył Rosję na to, by była jednym
wielkim naturalnym więzieniem, olbrzymim łagrem — i żadne zmiany we-
wnętrzne nie mogą tego wyroku Bożego odwrócić. Nie ma dobrych Rosjan,
bo w tym kraju nie ma ludzi — są tylko raby, niewolnicy.
Cóż z tego, że ktoś nauczy się na pamięć Błoka czy Tiutczewa, jeśli
za chwilę będzie smagał knutem, rozpruwał czaszki czy płaszczył
się ohydnie przed tyranem?
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ....................................................... 8/419
Popi ciągle błagają Boga, by przyjął raba swojego — swojego niewolnika.
Modlitwa ta jest bezbożna kacerska, bo właśnie cała teologia chrześcijańska
jest oparta na założeniu wolnej woli, a więc wolnego człowieka.
Wacław Zbyszewski
Motto 13
W prawosławiu natomiast człowiek jest częścią Kościoła, częścią wspólno-
towego organizmu, tak jak noga. Jak więc człowiek może odpowiadać
za siebie? Czy noga może odpowiadać za siebie? Stąd wywodzi
się idea państwa, totalnego państwa. Dlatego też Rosjanie, ponieważ
są prawosławni, mogą być prawdziwymi faszystami, w odróżnieniu
od sztucznych włoskich faszystów w rodzaju Gentile czy tamtejszych hegli-
stów. Prawdziwy heglizm to Iwan Pereswietow - człowiek, któ-
ry w XVI w. wymyślił dla Iwana Groźnego opryczninę. To był prawdziwy
twórca rosyjskiego faszyzmu. On sformułował tezę, że państwo
jest wszystkim, a jednostka niczym. Państwo jest zbawieniem, państwo
jest Kościołem. Wystarczy poczytać pisma naszego prawosławnego święte-
go, Józefa z Wołokołamska, by przekonać się, że te dwa organizmy
są identyczne, tożsame. I teraz cały ten organizm prze ku zbawieniu, wszy-
scy dążą do zbawienia nie rozdrabniając się, jak jedna zbiorowa dusza, jed-
no zbiorowe ciało.
Aleksander Dugin[10]
Motto 14
W Rosji przez ostatnie 25 lat nikt nie inwestował w infrastrukturę
czy na przykład w elektrownie atomowe. Powoli nadchodzi moment, kiedy
to wszystko zacznie się sypać. Zarobione pieniądze płynęły do Szwajcarii,
do banków w Londynie, Paryżu czy na Kajmanach. Kiedy kryzys się nasili,
wszystko zacznie upadać, a pieniędzy nie będzie, bo są za granicą. W Rosji
zacznie się walka każdego z każdym. To będzie anarchia.
[…]
Powinniśmy brać przykład ze Szwajcarii. Ten kraj nie ma praktycznie żad-
nych surowców. Szwajcarzy biorą minimum materiału i przetwarzają
go, wykorzystując maksimum umiejętności. Ze stu gramów stali robią
na przykład zegarek Rolex, który sprzedają za tysiące dolarów. Gospodarka
radziecka czy też obecna rosyjska jest zupełnym przeciwieństwem tego mo-
delu. Wydobywamy potężne ilości surowców i nie wkładamy w nie żadnej
wiedzy. Marnujemy to, czego marnować nie wolno. Mendelejew powiedział
kiedyś, że spalać ropę to tak, jakby spalać pieniądze. Pochodne ropy wyko-
rzystywane są przy produkcji najnowocześniejszych urządzeń,
a my nią po prostu rzygamy. To jest przestępstwo.
Wiktor Suworow[11]
Motto 15
A zając rzekł do siebie: „Niech nikt nie narzeka,
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ....................................................... 9/419
Że jest tchórzem, bo cały świat na tchórzu stoi;
Każdy ma swoją żabę, co przed nim ucieka,
I swojego zająca, którego się boi”.
Adam Mickiewicz[12]
Motto 16
Wywiad to najbardziej niewdzięczne zadanie na świecie. Człowiek, który
popełniał błędy, który dał się złapać, którego powiesili — zdobywa sławę.
Jak, na przykład, Sorge.
Wiktor Suworow[13]
Motto 17
Służby specjalne żyją według własnych praw i każdy wie, jakie to są prawa
Putin
Motto 18
Sic transit gloria huius mundi.
Motto 19
Mutato nomine de te fabula narratur
Horacy[14]


1. Główne tezy książki
1. Specsłużby i agentura wpływu są rodzajem broni takim samym, jak:
1.1. Wojska lądowe
1.2. Marynarka wojenna
1.3. Lotnictwo
1.4. Wojska rakietowe
1.5. Wojska kosmiczne
1.6. Wojska elektroniczne
2. Kiedy nie jest prowadzona wojna energetyczna, najskuteczniejsze w osiąganiu celów
są specsłużby i agentura wpływu
3. Od specsłużb i agentury wpływu silniejsza jest gospodarka. Specsłużby i agentura wpływu
nie są w stanie zmienić skutków gospodarczych
4. Najsilniejsze na świecie specsłużby i agentury wpływu ma Moskowia
5. Rozpad Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) nie był wydarzeniem incy-
dentalnym ani pojedynczym. Jest jednym z etapów procesu, którego ciągiem dalszym będzie
rozpad Federacji Rosyjskiej (FR) i zanik Moskowii
6. Moskowia popełnia samobójstwo. Pogłębia surowcowość swojej gospodarki
7. Jednym ze skutków zaniku Moskowii będzie ściganie zbrodniarzy Moskowii jeszcze intensyw-
niejsze od ścigania zbrodniarzy III Rzeszy Niemieckiej
8. Najgorliwszymi i najskuteczniejszymi łowcami zbrodniarzy Moskowii będą byli funkcjonariu-
sze specsłużb i agenci wpływu Moskowii
9. Jeżeli zbrodniarze Moskowii nie zneutralizują, póki jeszcze mogą, większość specsłużb
i agentur wpływu Moskowii, ich szanse na uniknięcie pochwycenia będą bliskie zeru
10. Powyższe procesy można przyspieszyć zmniejszając światowe ceny węglowodorów.
Oprócz powyższych tez książka zawiera:
1. Inne tezy powyżej niewymienione
2. Dowody
3. Analizę faktów wykorzystanych w dowodach
4. In.


2. Résumé
Motto
Autor uczciwie uprzedzał czytelnika — sensacji nie będzie. Żadnych „nie-
znanych dotąd dokumentów z prezydenckiego archiwum”, żadnych tajnych
i dlatego nikomu nieznanych „wspomnień doradcy Stalina”. Nic oprócz
nudnego, nieciekawego, skrupulatnego badania jawnych i — w zasadzie —
ogólnodostępnych źródeł.
Spece od „płaszcza i kindżału” twierdzą, że właśnie takimi drogami zdoby-
wa się największą część całej informacji rozpoznawczej…
Mark Sołonin[1]
Postrzeganie kwestii agentury wpływu, działań specjalnych specsłużb jest silnie
zmistyfikowane. Na jednym biegunie osoba interesująca się agenturą wpływu jest traktowana,
jakby wierzyła w zabobony. Przekonanie o istnieniu agentur wpływu jest utożsamiane z wiarą
w czarnego kota. Rzecz, którą trzeba obowiązkowo wyszydzić. A pierwszym krokiem jest użycie
znanego powszechnie epitetu, spiskowa teoria dziejów.
Na drugim biegunie specsłużbom przypisuje się zdolności nadludzkie. Demoniczne.
Są mroczną, wszechmocną siłą, przenikającą wszystko i nad wszystkim mającą władzę. Nie można
wysiąkać nosa, aby wszechświatowy spisek o tym nie wiedział. A nawet bez jego przyzwolenia.
Książka stara się zagadnienie agentury wpływu zdemistyfikować. Obraz agentury wpływu
zdemistyfikowanej sytuuje się, wbrew pozorom, bynajmniej, nie między powyższymi biegunami.
Agentura wpływu jest zjawiskiem, jak każde inne. I, jak każde inne, może i powinno
być przedmiotem badań. Książka posługuje się obszerną literaturą źródłową. I, bynajmniej,
nie jest to literatura specjalistyczna. Źródła są powszechnie dostępne i popularne. Jest to zabieg
celowy. Ma za zadanie udowodnienie, że przy badaniu agentury wpływu sięganie po źródła tajne
czy choćby tylko trudniej dostępne nie jest konieczne. Przeciwnie, większość informacji, które,
rzekomo, mają pochodzić ze źródeł tajnych, które uwiarygodniane są formą rozpowszechniania,
plotką czy omówieniem, są celowo preparowanymi fałszywkami. Aby je badać niezbędna
jest wiedza fachowa i doświadczenie. Amator zdziała więcej interesując się tym, co jest dostępne
każdemu.
Celem istnienia agentury wpływu jest, jak sama nazwa wskazuje, oddziaływanie
na otoczenie. Ale, kto wie, czy sama agentura wpływu nie podlega bardziej warunkom, w których
operuje. Agentura wpływu jest narzędziem, jak każde inne. I, jak każde narzędzie,
jest dostosowywana do potrzeb i celów narzędziem operującego. Narzędzia zbędne się złomuje.
Agenturę wpływu częściej, niż to się wydaje. W książce zostały poddane analizie czynniki
wpływające na agenturę wpływu: geopolityczne, cywilizacyjne, socjocybernetyczne, kulturowe,
gospodarcze, historiozoficzne, ekonomiczne, polityczne, historyczne, antropologiczne,
socjologiczne, psychologiczne i in. Analiza wydała się na tyle obiecująca, że pokuszono
się o prognozę.
Ciężkie czasy dla agentów można potraktować, jako kontynuację Żydów, Polaków,
dialogu[2]. W porównaniu z nimi obejmują obszar znaczenie większy i przestawiają ujęcie głębsze.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 12/419
Żydzi, Polacy, dialog[2] też zawierały prognozy. Około połowa z nich już została spełniona.
Żydzi, Polacy, dialog[2] przewidywały np.: emancypację ludności kolorowej
w USA i jej marsz przez instytucje — prezydentem USA jest osoba kolorowa; przewidywały,
że wzrost cen ropy naftowej da terrorystycznym przeciwnikom Państwa Izraela lepsze uzbrojenie
— Państwo Izraela przegrało wojnę z Hezbollahem w południowym Libanie.
Spełnianie się prognoz z Żydów, Polaków, dialogu[2] dobrze rokuje prognozom z Ciężkich
czasów dla agentów.


3. Wprowadzenie
Motto 1
Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego,
co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście
w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, gło-
sić będą na dachach.
Łk 12: 2,3
Motto 2
Weź niebieską pigułkę, a historia się skończy, obudzisz się we własnym
łóżku i uwierzysz we wszystko, w co zechcesz. Weź czerwoną pigułkę,
a zostaniesz w krainie czarów i pokażę ci, dokąd prowadzi królicza nora.
Motto 3
Kto nie wie, ten śpi w poduchach,
A kto wie, tego wiodą w łańcuchach.
Przysłowie rosyjskie
Motto 4
Kto sieje kłamstwa, ten w końcu zawsze się doczeka ich plonów, a wtedy
już może odpoczywać po trudach i śledzić tylko, jak inni zbierają żniwo
i wyręczają go w rozsiewaniu dalej złego ziarna.
J. R. R. Tolkien[15]
Motto 5
Pamięta pan na pewno Matrix, film, w którym Keanu Reeves tak bardzo
chciał się wyzwolić z komputerowego snu, że wybrał życie w biedzie, chło-
dzie, głodzie i cierpieniu jako wyrzutek ścigany przez rządzące Ziemią
komputery, który próbuje zniszczyć Matrix. Dla mnie ten jego wybór
był zupełnie niezrozumiały, szalony wręcz!
Bo jeśli wyobrażenie, do tego przyjemne, jest równie silne,
jak rzeczywistość, to jaka w sumie różnica?
gazeta wyborcza
Motto 6
Kto żyje w kłamstwie, ten nigdy nie będzie szczęśliwy. To wie każdy. Oszu-
stwo i cwaniactwo zawsze wyjdą bokiem. A ten, kto okłamuje innych,
sam jest tchórzem. Nie ma potrzeby go torturować. Wystarczy huknąć
raz, a dobrze i sam się na wszystko zgodzi.
Wiktor Suworow[16]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 14/419
Motto 7
Dawniej ludzie mniej mieli kultury,
Lecz byli szczersi.
Tadeusz Boy-Żeleński[17]
Motto 8
Najstraszniejszej nie widać
Adam Mickiewicz[18]
Motto 9
Idee są potężniejsze od karabinów. Skoro nie pozwalamy naszym wrogom
na posiadanie karabinów, to dlaczego mamy im pozwolić na posiadanie ide-
i?
Stalin
Motto 10
You're gonna have to serve somebody
Bob Dylan[19]
Motto 11
Nie lubię gdy mi mówią po imieniu
Gdy w co drugim zdaniu pada słowo - brat
Nie lubię gdy mnie klepią po ramieniu
Z uśmiechem wykrzykując - kopę lat!
Nie lubię gdy czytają moje listy
Przez ramię odczytując treść ich kart
Nie lubię tych co myślą, że na wszystko
Najlepszy jest cios w pochylony kark
Nie znoszę gdy do czegoś ktoś mnie zmusza
Nie znoszę gdy na litość brać mnie chce
Nie znoszę gdy z butami lezą w duszę
Zwłaszcza, gdy mi napluć w nią starają się
Nie znoszę much co żywią się krwią świeżą
Nie znoszę psów co szarpią mięsa strzęp
Nie znoszę tych co tępo w siebie wierzą
Nawet nawet gdy ich dławi własny pęd!
Nie cierpię poczucia bezradności
Z jakim zaszczute zwierzę patrzy w lufy strzelb
Nie cierpię zbiegów złych okoliczności
Co pojawiają się gdy ktoś osiąga cel
Nie cierpię więc nie wyjaśnionych przyczyn
Nie cierpię niepowetowanych strat
Nie cierpię liczyć niespełnionych życzeń
Nim mi ostatnie uprzejmy spełni kat
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 15/419
Ja nienawidzę gdy przerwie mi rozmowę
W słuchawce suchy metaliczny szczęk
Ja nienawidzę strzałów w tył głowy
Do salw w powietrze czuję tylko wstręt
Ja nienawidzę siebie kiedy tchórzę
Gdy wytłumaczeń dla łajdactw szukam swych
Kiedy uśmiecham się do tych którym służę
Choć z całej duszy nienawidzę ich!
Jacek Kaczmarski[20]
Motto 12
Pomału można doprowadzić nawet konklawe do kanibalizmu. Byle postę-
pować stopniowo, krok za krokiem.
Stanisław Lem[21]
Motto 13
Najtrudniej jest naprawić błędy popełnione na początku akcji.
Bond, James Bond
Motto 14
Γνῶθι σεαυτόν
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 16/419
3.1. Globalizacja
Świat się kurczy. Globalizacja postępuje coraz szybciej. Już nigdy na światowej scenie poli-
tycznej nie pojawi się nagle gracz wcześniej nieznany. Dawne dzieje pełne są takich niespodziewa-
nych wejść. Z gór w doliny, z głębi lądów na wybrzeża, z morza na okrętach pojawiały się ludy,
o których nigdy nikt wcześniej nie słyszał. Nieznani, tajemniczy przybysze wykorzystywali zasko-
czenie i przestawiali bieg dziejów.
Obecnie nic takiego wydarzyć się nie może. Wszyscy gracze polityczni aktywni
i potencjalni są znani. Wszyscy są obserwowani, analizowani. Ich dynamika jest rejestrowana. Jeże-
li nagle któryś z nich zacznie rosnąć w siłę, to nikogo nie zaskoczy. Wzrostowi jego siły będzie to-
warzyszyła adekwatna reakcja zainteresowanych graczy. Przedstawiając obrazowo — światowa
gra polityczna coraz mniej przypomina poker, a coraz bardziej upodobnia się do szachów.
Nastąpiła diametralna zmiana paradygmatu. Obecnie graczowi politycznemu ukrywanie in-
formacji o sobie nie pomaga, tylko szkodzi. Żeby sobie nie szkodzić, nie wolno siedzieć cicho. In-
formacje o sobie trzeba generować i zadbać by dotarły, do kogo trzeba i odniosły skutek, jaki trze-
ba.
O przykrych konsekwencjach niedostatku informacji o sobie bardzo boleśnie przekonały
się Skonfederowane Stany Ameryki. Stany północne wmówiły światowej opinii publicznej,
co w praktyce sprowadzało się do krajów europejskich, że walczą, aby znieść niewolnictwo,
a Skonfederowane Stany Ameryki chcą jego utrzymania. Nie była to prawda. Oficerowie stanów
północnych udawali się na front ze swoimi służącymi, niewolnikami, Murzynami,
a po stronie Skonfederowanych Stanów Ameryki, przeciwko stanom północnym walczyły oddziały
Murzynów. Niewolnictwo w stanach północnych zostało zniesione dopiero w trakcie trwania dzia-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 17/419
łań wojennych 1 stycznia AD 1863r. Propaganda zwyciężyła. Stany Północne poparła
m. in. I Międzynarodówka. Skonfederowane Stany Ameryki, pomimo początkowych sukcesów, po-
zbawione, w odróżnieniu od Unii, pomocy państw europejskich, naiwnie wierzących, że służą
tzw. „wielkim celom humanitarnym”; zostały podbite i utraciły niepodległość.
Ostatnim wielkim zaskoczeniem był terroryzm. Ta lekcja jest właśnie odrabiana.
Każdej akcji towarzyszy reakcja. Rozwój miecza powoduje rozwój tarczy. Jeżeli nie można
faktu swojego istnienia utrzymać w tajemnicy, to trzeba przynajmniej swój obraz zmienić
na korzystniejszy. Można to uczynić na dwa sposoby. Pierwszym sposobem jest zmiana w swojej
powierzchowności tego, co widzą inni. Najbardziej znanym symbolem sposobu pierwszego
jest wioska potiomkinowska. Drugim sposobem jest zmiana możliwości percepcyjnych odpowied-
nich obserwatorów. Użycie sposobu drugiego wymaga ingerencji w wewnętrzne struktury obserwa-
tora. Najlepiej użyć oba sposoby. Z tym, że sposób drugi jest niebezpieczny dla stosującego. Odno-
szenie sukcesów w manipulowaniu obserwatorami rozleniwia, sprawia, że manipulant się opuszcza
i staje się fleją. W miarę, jak obserwatorzy kupują coraz bezczelniejsze kłamstwa wzrasta
chęć przeciągania struny.
Należy sobie uświadomić skalę i powszechność zjawiska.
3.2. Wybrane przykłady manipulacji w przyrodzie ożywionej
Motto 1
Co się zżera w jeziorze
Jeziora pozornie są takie spokojne,
gdy lekka pokrywa je falka,
jedynie na niby są takie cudowne:
w ich głębi śmiertelna wre walka.
Wypływasz łódeczką, zanurzasz się w trzcinie,
co brzegi znienacka porasta…
dwa metry po tobą w bagiennej głębinie,
bandytyzm, sadyzmy, bestialstwa!
Tam szczupak bandyta poluje na lina
i okoń się czai na żabę.
Węgorz na płotkę swój parol zagina,
sandacz się wpija w doradę.
Tam rak, wodny żulik dopadłszy robaka,
zamęcza go w sposób haniebny,
leszcz goni pędraka, sum gnębi ślimaka,
liczą się tylko zęby!
A w górze słoneczko i miły zefirek
i zielsko rozrasta się sielsko.
Na zielsku nenufar, a nad nim motylek
z tą swoją słodyczą anielską.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 18/419
I można by całkiem z uciechy oszaleć
i rzucić się na to z oskomą,
lecz chętkę tę jednak wstrzymuje wytrwale
ta jedna niemiła świadomość:
Że w głębi panoszy się licho podstępne,
krwiopijcze, złośliwe, nerwowe,
Siedząc w topieli niemiłej i mętnej,
knując swe plany niezdrowe!
Zżerają się stare bezzębne sielawy,
wzajemnie nad sobą się pastwiąc,
zaś w nocy gdy wszystko to niby zasypia
rdza zżera stare żelastwo!
Jan Kaczmarek
Motto 2
Lecą muchy
Z Podkarpacia, od Suchej
Wyleciały dwie muchy.
Pofrunęły do Ełka
Wyszlifować skrzydełka,
Poleciały do Rabki
Rozprostować swe łapki,
Potem z Rabki do Ryków,
Gdzie jest dużo śmietników,
I do Małej Sokółki
Gdzie są brudne zaułki,
I do Białej Podlaskiej
Pozbierały zarazki,
By je zanieść z wyprawy
Do Koluszek do Mławy,
A zarazki - mikroby
Powodują choroby.
Dziwnym może się wydać,
Że ich wcale nie widać,
Lecz uczone osoby
Znają wszystkie mikroby.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 19/419
Kto roznosi je? Muchy.
Muchy - znane flejtuchy.
Czy to Kutno, czy Mława,
Jednakowa z tym sprawa.
Czy to Ryki, czy Rabka,
Siedzą muchy na jabłkach,
Siedzą muchy - brudaski,
Rozsiewają zarazki.
Grześ miał babkę, a babka
Myć kazała mu jabłka,
Lecz Grześ babki nie słucha.
„Co mi jakaś tam mucha,
Ja się muchy nie brzydzę,
Ja zarazków nie widzę.”
Schrupał jabłko z ochotą,
Minął dzień… Nagle - co to?
Boli brzuszek i głowa
I choroba gotowa.
Cierpiał Grześ do wieczora,
Więc wezwano doktora.
Doktor groźną miał minę,
Dał Grzesiowi rycynę.
Lek przepisał mu gorzki
I okłady, i proszki,
I zastrzyków niemało,
A to bardzo bolało.
Wreszcie rzekł niby z łaski:
„Tak, mój Grzesiu, zarazki
Są choroby przyczyną.
Teraz szybko wyginą,
Będziesz zdrów, tak jak przedtem.”
I dał nową receptę.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 20/419
Grześ wycierpiał się, wierzcie,
A gdy zdrów był już wreszcie,
Wtedy znów z apetytem
Jabłko zjadł. Ale myte.
Jan Brzechwa
Motto 3
Posłanie Lenina przez Niemców do Rosji można by porównać do zatrucia
wody w wodociągach wielkiego miasta bakteriami tyfusu lub cholery
Winston Churchill
Nasiona roślin pestkowych zawierają cyjanowodór. Cyjanowodór w małych ilościach
jest środkiem przeczyszczającym. Pestki są odporne na trawienie. Kiedy układ trawienny przystę-
puje do trawienia pestki, następuje wydzielenie cyjanowodoru i przeczyszczenie. Rośliny pestkowe
za cenę miąższu owocu zamieniają zwierzęta żywiące się ich owocami w siewniki z jednoczesnym
nawożeniem. Z pestek Krzyżacy pozyskiwali cyjanowodór, który podawali swoim ofiarom
w miodzie. W państwie zakonnym Krzyżacy ustanowili dla siebie monopol na sycenie miodu,
za którego złamanie karali śmiercią. Wystarczyło zostać złapanym na zbieraniu jagód. Stąd inną na-
zwą cyjanowodoru jest kwas pruski.
Z niektórymi gatunkami owadów są związane pasożytujące na nich grzyby. Zarodnik grzyba
dostaje się do ciała owada przez tchawkę, rozwija się, grzybnia wrasta w tkanki i owad ginie. Dany
gatunek pasożytuje na określonych gatunkach owadów, dlatego obecnie trwają prace
nad wykorzystaniem zarodników grzybów do ochrony roślin przed owadami szkodnikami. Niektóre
grzyby oddziałują na układ nerwowy owada, na którym pasożytują zmuszając go do określonych
zachowań dla siebie korzystnych. Np. cordyceps unilateralis
2
pasożytuje na pewnych gatunkach
mrówek. Zdrowe mrówki rozpoznają mrówkę porażoną grzybem. Wynoszą ją z mrowiska
na odległość większą od zasięgu zarodników grzyba. Grzyb zmusza mrówkę do wspięcia
się na źdźbło rośliny i wgryzienia się w nią żuwaczkami. Z głowy mrówki wyrasta owocnik grzyba,
który rozsiewa zarodniki.[22]
Przywra leucochloridium
3
pasożytuje na ślimakach z rodzaju bursztynka. Ślimak żywi
się glonami występującymi na blaszce liścia, które zdziera tarką swojego języka. Wraz z glonami
do organizmu ślimaka dostają się larwy pochodzący z odchodów ptaka, żywiciela pośredniego.
W organizmie ślimaka pasożyt wytwarza sporocystę
4
. Oddziałuje na układ nerwowy ślimaka. Zmu-
sza go do wyjścia z cienia i przejścia na nasłonecznioną stronę liścia. Ślimaki zdrowe unikają bez-

2
Cordyceps unilateralis - Wikipedia, the free encyclopedia,
http://en.wikipedia.org/wiki/Cordyceps_unilateralis,
http://tinyurl.com/chjk7e
3
Leucochloridium – Wikipedia, wolna encyklopedia,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Leucochloridium,
http://tinyurl.com/yjg7j9n
4
Sporocysta – Wikipedia, wolna encyklopedia,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Sporocysta,
http://tinyurl.com/ygokmbx
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 21/419
pośrednich promieni słonecznych i trzymają się cienia. Sporocysta przemieszcza się do czułka śli-
maka, w którym wykonuje ruchy pulsacyjne podobne do ruchów robaka. Zwraca uwagę ptaka, któ-
ry ją pożera.
Gryzonie instynktownie unikają kotów. Gryzonie porażone pasożytem pierwotniakiem tok-
soplazmozą są przez niego zmuszane do ułatwiania kotom zadania. Cysta toxoplasma gondii
w mózgu szczura sprawia, że zapach moczu kota postrzega jako zapach hormonów płciowych
szczura płci przeciwnej. Poza tym zmienia połączenia neuronów. Przerywa obwody odpowiedzialne
za odczuwanie strachu.[23][24] Kot jest żywicielem pośrednim toksoplazmozy, która dostaje
się do jego organizmu w pożartym gryzoniu. Kot, aby uniknąć zakażenia toksoplazmozą,
przed pożarciem upolowanego gryzonia sprawdza, czy nie jest zakażony. Na przemian kilkakrotnie
puszcza i łapie. Stąd wzięło się powiedzenie, bawi się, jak kot z myszką. Zdrowa mysz podczas ta-
kiej zabawy wypuszcza na skórę wydzielinę odpowiednich gruczołów. Stąd wzięło się powiedzenie,
poci się, jak mysz. Kot wyczuwa zapach wydzieliny.[25]
Medycyna długo uważała, że toksoplazmoza jest groźna tylko dla dziecka w rozwoju pło-
dowym, wywołuje wodogłowie, zapalenie mięśnia sercowego. Dlatego kobiety boją się myszy.
Ostatnio odkryto, że toksoplazmoza jest niebezpieczna także dla dorosłych, jest podejrzewana
o: wywoływanie schizofrenii, choroby Parkinsona, zespołu Tourette’a, zmuszanie prowadzących
pojazdy mechaniczne do ryzykownej jazdy, spowalnia refleks i zwiększa wydzielanie dopaminy
odpowiedzialnej za uczucie przyjemności (kierowcy zakażeni pierwotniakiem trzy razy częściej
ulegają wypadkom drogowym niż osoby, u których nie wykryto przeciwciał świadczących
o obecności pasożyta, liczba ofiar śmiertelnych może być od kilkuset tysięcy do miliona rocznie),
zmuszanie kobiet do większej niewierności,[23][24] a mężczyzn — agresji i zazdrości.
Zarodźce malarii wywołują u chorego wysoką temperaturę. Temperatura jest tak wysoka,
że przed sulfamidami i antybiotykami medycyna wykorzystywała malarię do leczenia kiły. Krętki
blade są nieodporne na wysoką temperaturę. Lekarz zakażał chorego na kiłę malarią. Wysoka tem-
peratura niszczyła krętki blade. Sąd wzięło się powiedzenie, syf, malaria. Wysoka temperatura ciała
chorego nie wynika ze sposobu pasożytowania zarodźca malarii na żywicielu, lecz służy
do rozprzestrzeniania się choroby. Wysoka temperatura zmusza chorego do odsłaniania ciała
i wystawiania się na komary. Towarzyszące malarii dreszcze płoszą komary zmuszając
je do żerowania na większej liczbie organizmów. Wysoką temperaturę i dreszcze zarodźce malarii
wywołują oddziałując na układ nerwowy chorego. Dodatkowo zarodźce malarii wywołują u komara
większy głód.
Bardzo wielu ludziom prace ogrodnicze sprawiają ogromną przyjemność. Dłubaniu
w glebie poświęcają każdą wolną chwilę swojego czasu. Pracę ogrodnika wykonują z wielkim od-
daniem. W glebie znajdują się bakterie mycobacterium vaccae
5
. Podwyższają poziom serotoniny
6
,
neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za odczuwanie przyjemności.[26] Według niektórych przepi-
sów dawnej medycyny, w ranę wpychało się mieszankę sporządzoną z udziałem gleby.

5
Mycobacterium vaccae - Wikipedia, the free encyclopedia,
http://en.wikipedia.org/wiki/Mycobacterium_vaccae,
http://tinyurl.com/yb2su4z
6
Serotonina – Wikipedia, wolna encyklopedia,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Serotonina,
http://tinyurl.com/yabf33j
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 22/419
Wirus wścieklizny rozprzestrzenia się przez ślinę chorego. Oddziałuje na układ nerwowy
chorego zmuszając go do kąsania innych osobników.
Choroby zakaźne układu oddechowego przenoszą się drogą kropelkową. Prątek gruźlicy
zmusza chorego do kaszlu, wirusy wywołujące choroby górnych dróg oddechowych — do kichania.
Aby zwiększyć prawdopodobieństwo zakażenia, wirus grypy zwiększa pragnienie towarzystwa.
Ten sam efekt wywołuje szczepienie przeciw grypie, ponieważ szczepionka zawiera te same sub-
stancje chemiczne, co żywy wirus.[23][24] To może tłumaczyć dużą popularność szczepień pomi-
mo małej skuteczności. Ludzie mogą szczepić się z tego samego powodu, z którego zażywają nar-
kotyki — dla towarzystwa.
AIDS, syfilis i opryszczka intensyfikują głód seksu[23][24]. Być może przyczyną promisku-
ityzmu sodomitów jest nie tylko zboczenie ale także choroby zakaźne.
Koty zmuszają swoich opiekunów do podejmowania określonych zachowań.
„[…]koty potrafią skłonić do posłuszeństwa ludzi. Zespół uczonych
z Uniwersytetu Sussex w Wielkiej Brytanii pod kierunkiem Karen McComb twier-
dzi, że żyjące z ludźmi koty domowe nauczyły się manipulować zachowaniem
swoich opiekunów, modyfikując wydawane przez siebie dźwięki. Uczeni nagrali
charakterystyczne mruczenie wydawane o poranku przez głodnego kota, który
życzy sobie, by podano mu śniadanie, a także różne dźwięki, które zwierze wydaje
w innych okolicznościach. Nagrania odtworzono 50 właścicielom kotów. Wszyscy
orzekli niemal jednogłośnie, że poranne mruczenie jest wyraźnie ponaglające,
natrętne i bardziej przykre niż pomruki zadowolonego kota. We wcześniejszych
badaniach stwierdzono, że w dźwięku tym występują podobne częstotliwości
jak w płaczu niemowlęcia[…]”[27]
Ww. przykłady nie wyczerpują całości zagadnienia. Przeciwnie, mogą być traktowane, jako
wierzchołek góry lodowej.
Badania nad opisanym zjawiskiem są dopiero w fazie początkowej. W przytłaczającej więk-
szości przypadków nie są znane mechanizmy oddziaływania pasożyta na układ nerwowy żywiciela.
Są dopiero identyfikowane niektóre używane substancje chemiczne. Nawet nie jest oszacowana
skala zjawiska. Niektóre choroby psychiczne ludzi są dopiero podejrzewane o wywoływanie
przez pasożyty, ale to jeszcze nie zostało udowodnione.
We wszystkich ww. przykładach mamy do czynienia z manipulowaniem przez organizm
prymitywniejszy organizmem bardziej złożonym.
3.3. Tak samo u ludzi
Dawniej wojownicy starali się być dobrze widoczni. Ubierali się w barwy jaskrawe.
Z czasem w walce rzucanie się w oczy przestało być zaletą. Do wojskowości są wprowadzane co-
raz doskonalsze techniki maskowania. Wojsko udaje, że jest wszystkim, tylko nie wojskiem.
Kiedyś używanie kosmetyków kobietę dyskwalifikowało, a nawet już tylko samo podejrze-
nie — mocno dyskwalifikowało, rosyjskie, блядь, można przetłumaczyć na, korzystająca
z kosmetyków. Dawniej wśród kobiet sztuczne poprawianie urody nie tylko za pomocą kosmetyków,
ale przy użyciu dowolnych środków było tabu. Rzucenie przez jedną na drugą podejrzenia
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 23/419
o sztuczne poprawianie urody było ciężką obmową. Obecnie istnieje nie tylko przemysł kosme-
tyczny, ale też chirurgia plastyczna.
Jednym z elementów Buddenbrooków Manna[30], którym autor przypisał większe znacze-
nie, była księgowość kreatywna. Młody przedsiębiorca chcąc się dobrze wżenić, aby uzyskać ak-
ceptację ojca swojej wybranki, musiał przedstawić mu księgi rachunkowe swojego przedsiębior-
stwa. Okazało się, że są podrasowane. Zrobił się wielki skandal. Obecnie Jean-Vincent Jacek Ro-
stowski, minfin tzw. III RP właśnie za księgowość kreatywną dostał od międzynarodowego maga-
zynu The Banker tytuł Ministra Finansów Roku[31]. W czasach Buddenbrooków na księgowość
kreatywną mówiono — fałszowanie ksiąg rachunkowych.
Świat roślin, grzybów, zwierząt, ludzi jest jednym wielkim teatrem, w którym osobnicy jed-
ni przed drugimi odgrywają role. Starają się być scenarzystą i reżyserem, a uniknąć tańczenia,
jak im zagrają inni. Skryte zmuszanie dla własnej korzyści innych do zachowań, jakich bez tego
by nie podjęli, choćby przez wzgląd na instynkt samozachowawczy, jest immanentną cechą świata,
w którym żyjemy.
Jest niemożliwe, aby powszechna w świecie, występująca na różnych szczeblach praktyka
manipulowania jednych drugimi kończyła się na granicy pomiędzy tym, co niepaństwowe
i państwowe. Państwo często jest porównywane do organizmu żywego. W strukturze państwa moż-
na znaleźć odpowiednik układu nerwowego.
„[…]Energetyczne funkcjonowanie kraju porównać w tym wypadku moż-
na do krwiobiegu człowieka, a tożsamość psychologiczno – ideologiczną odnieść
do ludzkiej duszy[…]”[32]
Jeżeli toksoplazmoza może zmusić kierowcę do rozbicia samochodu, a kobietę
do puszczenia się na boku za pomocą nieznanych mechanizmów, to cóż takiego mogłoby
stać na przeszkodzie, aby jedno państwo wymuszało na innym państwie pożądane zachowania
przy użyciu agentury wpływu, której skład osobowy też nie jest znany?
Gdyby ukryte zmuszanie innych do podejmowania działań niekorzystnych występowało
tylko poza państwami, a w państwach — nie, znaczyłoby to, że funkcje opisujące właściwości
świata wyrażające się wartościami liczbowymi na granicy pomiędzy tym, co niepaństwowe
i państwowe swoje wartości zmieniają skokowo, a niektóre z nich nawet są nieciągłe. Taki przebieg
funkcji odpowiada katastrofie, co jest tautologią, bo w teorii katastrof katastrofa definiowana
jest jako zjawisko opisywane funkcjami o takiej właśnie postaci. Na granicy pomiędzy
tym, co niepaństwowe i państwowe obserwowalibyśmy nieustający stan katastrofy. Ponieważ tego
nie obserwujemy, a w każdym razie nie zawsze i nie wszędzie, to dowodzi, że państwa też zajmują
się tajnym zmuszaniem do zachowań niekorzystnym, jak zresztą i cały świat.
Gian Giacomo Trivulzio
7
(1440 lub 1441÷1518), włoski arystokrata, marszałek Francji,
kondotier, wielokrotny dowódca w wojnach włoskich (1494÷1559) powiedział
do Ludwika XII
8
(1462÷1515) — Najjaśniejszy Panie, do prowadzenia wojny potrzebne

7
http://en.wikipedia.org/wiki/Gian_Giacomo_Trivulzio
http://preview.tinyurl.com/brmeorh
8
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ludwik_XII,
http://preview.tinyurl.com/c5gmlao
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 24/419
są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i jeszcze
raz pieniądze. Należy dodać, że pieniędze coraz
większe.
Do gdzieś tak mniej więcej połowy Śre-
dniowiecza wojny były dochodowe. Wartość łu-
pów przekraczała koszty poniesione na wyprawę
wojenną.
„[…]każdego państwa wczesnofeu-
dalnego, w pierwszej bowiem fazie
swego istnienia utrzymuje
się ono w znacznej mierze —
o ile nie przede wszystkim —
z wojny. Oczywiście z wojny zwycię-
skiej, przynoszącej nowe ziemie
i łupy, pozwalające zaspokoić po-
trzeby rozbudowującego się aparatu
państwowego i wszystkich jego be-
neficjentów bez nadmiernego obciążania własnych poddanych[…]”[33]
Od tego czasu wojny są deficytowe. Więcej kosztują, niż się na nich zarabia.
Koszt prowadzenia wojny rośnie coraz gwałtowniej, np. podczas drugiej wojny światowej
nakłady ponoszone przez Wielką Brytanię na naloty bombowe na Niemcy były wyższe
od strat, które te bombardowania powodowały. Każdy nalot bombowy Wielką Brytanię
od zwycięstwa oddalał. Według informacji Departamentu Obrony USA średni koszt zabicia jednego
żołnierza wroga podczas wojny wietnamskiej za pomocą M-16 wynosił
$23000[34]. W Afganistanie wyliczono, że zabicie jednego taliba to $50 milionow[35]
9
. Wprawdzie
koszt prowadzenia wojny wzrasta w czasie, a to znaczy, że w przeszłości był niższy,
ale już Cyceron powiedział — Nervus belli pecunia.
Coraz mniej państw stać na prowadzenie wojny. Obecnie wojny mogą prowadzić tylko mo-
carstwa. To nie znaczy, że konflikty między państwami zanikają. Owszem, są i mają się dobrze.
Tylko przybierają inne formy. Wojna prowadzona przy użyciu środków militarnych (broni) nazywa
się wojną energetyczną. Nie jest to jedyny rodzaj wojny.
Oprócz wojny energetycznej istnieje wojna informacyjna
10
, zwana też, wojną czwartej gene-
racji. Badaniem wojny informacyjnej zajmuje się cybernetyka społeczna
11
.

9
Dziękuję Panu prof. Markowi Janowi Chodakiewiczowi za wskazanie tego źródła
10
Wojna informacyjna, Wojna – Wikipedia, wolna encyklopedia
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna#Wojna_informacyjna,
http://tinyurl.com/yhwfeuk
11
Cybernetyka społeczna – Wikipedia, wolna encyklopedia,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Cybernetyka_spo%C5%82eczna,
http://tinyurl.com/yk45ty5
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 25/419
Nigdy żadna wojna nie jest w pełni ani energetyczna, ani informacyjna. Nawet wojna naj-
bardziej energetyczna zawiera elementy wprowadzania nieprzyjaciela w błąd, a na wojnie nawet
najbardziej informacyjnej czasem też trzeba popracować sztyletem i trucizną. Jest stałą
i niezmienną tendencją, że z upływem czasu wojny stają się coraz mniej energetyczne, a coraz bar-
dziej informacyjne.
„[…]
Jedna z najbardziej znamiennych metafor naszych czasów wiąże
się z postacią agenta wywiadu. Nikt inny nie pobudza dziś bardziej wyobraźni
ludzkiej setki filmów gloryfikuje słynnego agenta 007 i jego zuchwałych, filmo-
wych i powieściowych, kolegów. Telewizja i kieszonkowe edycje książek mnożą
w nieskończoność sylwetkę szpiega jako bohatera nieustraszonego, romantycz-
nego, amoralnego, przerastającego samo życie (lub doń nie dorastającego).
Rządy, tymczasem, wydają na szpiegostwo miliardy. Agenci różnych wywiadów
podrużują tam i z powrotem między Berlinem a Bejrutem, między Makao
a Meksykiem.
Szpiegostwo zarzuca się zachodnim korespondentom w Moskwie.
W Bonn, z powodu szpiegów infiltrujących ministerstwa, odchodzą kanclerze.
W Waszyngtonie podczas przesłuchań w Kongresie odsłaniają
się nieprawidłowości tajnych agentów amerykańskich i koreańskich, podczas
gdy równocześnie niebo jest pełne satelitów szpiegowskich, fotografujących
cal po calu każdą piędź ziemi.
Historia oswojona jest ze szpiegostwem od dawna, toteż warto
się zastanowić, dlaczego właśnie w tej chwili motyw szpiegostwa owładnął wy-
obraźnią ludzi, usuwając w cień nawet prywatnych detektywów, policjantów
i kowbojów. Kiedy się nad tym zastanowimy, od razu dostrzeżemy jedną istotną
różnicę między szpiegiem a innymi bohaterami naszej kultury: otóż filmowi poli-
cjanci i kowboje używają zwykłych rewolwerów lub gołych pięści, filmowi
i powieściowi szpiedzy dysponują natomiast najnowoczesniejszą, najbardziej wy-
szukaną technologią — elektronicznym podsłuchem, bankami komputerów, ka-
merami i promieniami podczerwonymi, latającymi i pływającymi samochodami,
helikopterami, jednoosobowymi łodziami podwodnymi, promieniami śmierci itp.
Istnieje jednak i inny, głębszy powód rosnącej popularności szpiega.
Kowboje, policjanci, detektywi, awanturnicy i podróżnicy, a więc tradycyjni bo-
haterowie książek i filmów, gonią zazwyczaj za rzeczami namacalnymi — pragną
ziemi pod pastwiska, chcą pieniędzy, chcą schwytać oszusta lub zdobyć dziew-
czyną. Ale nie szpieg.
Szpiega interesuje informacja. Informacja stała się chyba najszybciej
rozwijającym się i najpotężniejszym interesem na świecie. Szpieg jest żywym
symbolem rewolucji, która ogarnia dziś infosferę.
[…]”[36]
W wojnie informacyjnej bardzo ważny jest zwrot przepływu informacji. Od zwrotu
od wroga do swojej centrali ważniejszy jest zwrot przeciwny — od swojej centrali do wroga.
Szpiegostwo klasyczne pełni rolę służebną.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 26/419
„[…]
Obecnie główną metodą budowania imperiów nie jest wojenna inkorpo-
racja, tylko raczej - pokojowa wasalizacja[…]”[37]
To zjawisko już miało miejsce w historii. Wraz z rozwojem broni palnej i armii masowych,
składających się z przedstawicieli stanów niższych, głównie chłopów, malała rola szlachty
i arystokracji. Zmieniło się źródło przywilejów. Wcześniej źródłem przywilejów rycerzy były nada-
nia przez króla z wdzięczności za zasługi bojowe. Tych z winy broni palnej zabrakło. Nie znaczy
to, że skończyły się też i przywileje. Przeciwnie, uprzywilejowanie rosło i to nawet coraz bardziej,
ale pochodziło z innego źródła.
Arystokracja pozbawiona rzeczywistej weryfikacji na polu walki degenerowała
się, zamykała się w sobie, otorbielała, upodobniała do cechów rzemieślniczych późnego Średnio-
wiecza, do związku zawodowego, korporacji. Likwidowała kanały dopływu świeżej
krwi, wytwarzała kulturowe i behawioralne mechanizmy rozpoznawania swój-obcy. Przywileje po-
chodziły już nie z wdzięczności króla za zasługi bojowe, tylko z biurokratycznych przepisów. Do-
rabiano ideologię do faktów, tworzono wiedzę fałszywą o wyjątkowości, szczególnej roli
i wyrodzonej niezbędności arystokracji.
Władcy tworzyli coraz większe dwory. Potomkowie dawnych rycerzy zostali dworakami.
Dawne zdolności bojowe zamieniły się w dworskie intrygi i pojedynki. Pojedynki były coraz bar-
dziej zrytualizowane, symboliczne, a ich wynik coraz mniej zależał od sprawności, a coraz bardziej
od przypadku. Np. przepisy nakazywały, by pistolety pojedynkowe były gładkolufowe o celności
mniejszej, kiedy w użyciu już długo była broń gwintowa.
Dwory miały strukturę. Ważniejsi dworacy mieli swoich ludzi zorganizowanych w koterie,
kamaryle. Te zabawy były bardzo kosztowne, ale ten sam postęp techniczny, który wytworzył
broń palną i zdeklasował rycerstwo, w innych dziadzinach gospodarki podniósł wydajność pracy,
co pozwoliło na utrzymywanie klasy próżniaczej.
W tych warunkach szczególną rolę grały kobiety. Ważniejsze arystokratki miały własne
fraucymery. Niektóre z nich wykorzystywały je, jako narzędzie do realizowania swoich celów poli-
tycznych. W końcu erotyka wchodzi w skład triady worek, korek i rozporek. Chyba najwyrazist-
szym przykładem jest Katarzyna Medycejska. Wśród swoich dwórek miała prostytutki, które pod-
kładała mężczyznom, na których chciała wywrzeć wpływ. W swoim fraucymerze Katarzyna Medy-
cejska trzymała żelazną dyscyplinę. Był jej własną organizacją. Obowiązywało
coś na kształt regulaminu. Wobec nieposłusznych prostytutek były stosowane kary cielesne.
Tak więc w przypadku Katarzyny Medycejskiej burdel nie był synonimem bałaganu.
Analogiczny fraucymer przywiozła z ziemi włoskiej do Polski Bona Sforza. Swoje dwórki
też używała do celów analogicznych.
„[…]Stosowała do osiągnięcia swych celów niezwyczajne w Polsce meto-
dy:groźby, szantaże, a nawet, o co ją powszechnie podejrzewano, skrytobójstwa.
Nie pogardziła również kupowaniem stronników, ale to akurat było u Polaków
ogólnie akceptowaną normą[…]”[33]
Pewnego razu wpadła na, jak jej się wydawało, genialny pomysł racjonalizatorski. Postano-
wiła połączyć dwa w jednym. Narzędzie służące do osiągania celów politycznych użyć w celach
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 27/419
rodzinnych. Kochająca mamusia zafundowała swojemu synowi, Zygmuntowi Augustowi, inicjację
seksualną. Podłożyła mu jedną ze swoich dwórek. Po raz kolejny ujawniły się ograniczenia rozwią-
zań uniwersalnych. Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Dwórka Zygmunta Augusta za-
raziła kiłą. W ten sposób w Polsce skończyła się dynastia Jagiellonów.
„[…]Bona, starając się już w młodych latach uzależnić jak najbardziej syna,
podsuwała mu swoje włoskie dwórki (»aby nie obudziło się w nim pragnienie
władzy, aby jego energia rozpłynęła się w pieszczotach uroczych młodocianych
kochanek«). Pierszą, która wprowadziła go w arkana miłości, była Diana
di Cordona, cierpiąca jednak, na nieszczęście, na »chorobę francuską«). Syfilis
okazał się prawdopodobnie przyczyną bezpłodności króla i spowodował
wraz z gruźlicą jego przedwczesną smierć.
[…]”[33]
To, co Katarzyna Medycejska i Bona Sforza załatwiały za pośrednictwem swoich dwórek,
caryca Katarzyna II załatwiała własno… własno… …osobiście. Ze swoich kochanków zorganizo-
wała coś w rodzaju swojej gwardii, przy której pomocy zamordowała swojego męża, cara Piotra III
i zdobyła władzę.
„[…]Za życia Elżbiety starała się grać rolę troskliwej i przykładnej małżonki.
Nie mogła pozostać wierną, bowiem jedynym atutem, jaki mogła wykorzystać
dla realizacji projektów zdobycia władzy, jakie już wtedy snuła, było młode
i powabne ciało. Gdy stara caryca, która zresztą sama prowadząc ongi swobod-
ne życie znajdowała pewne zrozumienie dla słabostek następczyni tronu, wreszcie
umarła i w roku 1762 nadszedł właściwy, wybrany od dawna moment odpowied-
nio urobieni w łóżku oficerowie aresztowali bez trudu Piotra. Katarzyna, która
od początków panowania wykazywała ogromną przezorność, zadbała,
aby mąż, jak również inny wieczny pretendent i zarazem więzień,
car Iwan VI, przestali w jakikolwiek sposób zagrażać jej władzy:obydwu zamor-
dowano.
[…]”[33]
Jednego ze swoich byłych kochanków, Stanisława Augusta Poniatowskiego osadziła
na tronie Polski. Polską arystokrację zinfiltrowała agenturą wpływu. W końcu swojego byłego ko-
chanka zmusiła do abdykacji.
Jedną ze współczesnych kontynuacji wyżej opisanych technik prowadzenia bieżącej
gry politycznej jest tzw. pogotowie seksualne MSW[38].
„Gabriele Kleim długo czekała na mężczyznę swojego życia. Traciła
już nadzieję, że kiedykolwiek takiego spotka. Gdy zaczynała pracę sekretarki
w ambasadzie amerykańskiej w Bonn, snuła wielkie plany. Marzyła
o zamążpójściu z dyplomatą, wielkim domu i egzotycznych podróżach. Tymcza-
sem mijały dni, miesiące, lata, a upragniony wybranek nie nadchodził,
zaś przygodni partnerzy nie przejawiali chęci na utrzymywanie znajomości
z trzydziestokilkuletnią, mało urodziwą, coraz bardziej zgorzkniałą i zaniedbaną
kobietą. Nagle i nieoczekiwanie, zjawił się właśnie On. Wysoki, wysportowany,
zabójczo przystojny blondyn wkroczył majestatycznie do lokalu, obrzucił wzro-
kiem grono urodziwych dziewcząt tkwiących samotnie przy kawiarnianych stoli-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 28/419
kach i zatrzymał źrenice niebieskich oczu na skromnej, szarej myszce. Przez salę
przeleciała magnetyzująca iskra. Gabriele zakochała się od pierwszego wejrze-
nia. A tajemniczy Romeo odwzajemnił jej gorące uczucie. Amatorzy filmów
z Jamesem Bondem dobrze wiedzą, że erotyczne podboje wspaniale rymują
się ze szpiegostwem w służbie Jej Królewskiej Mości. Ale dopiero upadek berliń-
skiego muru ujawnił światu, iż wszelkie wymysły scenarzystów bledną w obliczu
jak najbardziej realnych osiągnięć HVA - wywiadu byłej
NRD. Wschodnioniemieccy fachowcy uczynili z seksu niezmiernie skuteczną, cu-
downą broń cichego frontu »zimnej wojny«. Używali specjalnych agentów - su-
permanów, a ściślej - supersamców do zdobywania informacji wywiadowczych
od biuralistek centralnych urzędów Republiki Federalnej. Agenci, zwani Romeo,
byli starannie selekcjonowani i wszechstronnie szkoleni w ośrodku tajnych służb
w Belzig na obrzeżach Berlina. Mieli od dwudziestu pięciu do trzydziestu pięciu
lat, dobre wykształcenie, nienaganną aparycję i eleganckie maniery.
Swych ofiar szukali wśród samotnych, niezbyt urodziwych sekretarek i innych
urzędniczek zatrudnionych w rozmaitych instytucjach cywilnych i wojskowych
w Bonn, a także w ambasadach państw NATO. Obserwacja potencjalnych kan-
dydatek trwała przez kilka, a nawet kilkanaście miesięcy. Dopiero
po długotrwałych »podchodach« potencjalnej kandydatki, rozpoznaniu
jej słabych stron i sfabrykowaniu sobie odpowiedniej »legendy« Romeo wkraczał
do akcji. Zwykle z pełnym sukcesem. Umiejętnie podtrzymywany intymny związek
trwał latami. Gabriele Kleim durzyła się w niebieskookim Franku Dietzelu
przez dwanaście lat, Margret Hoeke, sekretarka prezydenta RFN, romansowała
z Franzem Beckerem przez lat siedemnaście! Obie kobiety dostarczyły wschod-
nioniemieckiemu wywiadowi mnóstwo bezcennych informacji. Najpierw nieświa-
domie, potem już z premedytacją. Jednak do końca nie miały pojęcia, dla kogo
pracują. Wierzyły, lub chciały wierzyć, że ich kochankowie są działaczami mię-
dzynarodowych organizacji walczących o pokój na świecie.”[39]
Jednym ze skutków wykorzystywania przez wysokie arystokratki do osiągania celów poli-
tycznych prostytucji była zgnilizna moralna arystokracji, rozwiązłość seksualna, promiskuityzm.
Zachowywano pozory. Nierządu nie uprawiano jawnie, tylko w ukryciu. Na zewnątrz upadli ary-
stokraci przedstawiali się, jako ludzie wysokiej moralności. Kwitła hipokryzja i obłuda.
Do organizowania potajemnych schadzek wypracowywano techniki konspiracyjne. Umiejętności
konspiracyjne pozwalały nie tylko lepiej zaspokajać chuci, ale też dawały przewagę w rozgrywkach
z rywalami. Zabawom dworskim nadano formy organizacyjne i dorobiono fałszywy rodowód.
W tym czasie Europa Zachodnia była świeżo po dwóch wiekach wojen religijnych. Jednym
z ich ważniejszych aspektów były spory dotyczące interpretacji Pisma Świętego. Jednocześnie epo-
ka wielkich odkryć geograficznych przechodziła w epokę kolonialną. Tereny opisywane w Piśmie
Świętym stawały się łatwiej dostępne. Fałszywą genealogię dociągnięto aż do Hirama, budowni-
czego Świątyni Salomona po drodze zagarniając budowniczych katedr gotyckich. Akurat ci ostatni
posłużyli nie tylko, jako figuranci, ale wnieśli także wkład realny.
Wielu uważa gotyk za szczytowe osiągnięcie technologii budowlanej używającej jedynie
elementy konstrukcyjne pracujące na ściskanie ustawiane jeden na drugim bez użycia elementów
pracujących na rozciąganie. Budowniczowie gotyckich katedr nie mieli żadnej podstawy teoretycz-
nej, do wszystkich swoich sukcesów dochodzili wyłącznie metodą prób i błędów. A była to droga
niełatwa i okupiona wielkimi ofiarami. Na budowniczych waliły się nieudane fragmenty konstruk-
cji, spadali wysokich rusztowań, ginęli i byli okaleczani w wielu rodzajach innych katastrof. Wie-
dza zdobyta za cenę krwi i zdrowia jest bardzo cenna. Tak cenna, że korzyści z niej nie powinni
czerpać profani, którzy tych ofiar nie ponieśli. W tamtych czasach nie było prawnej ochrony wła-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 29/419
sności intelektualnej. Pozostawało jedynie utrzymywanie wiedzy w tajemnicy. Wytworzyły
się techniki konspiracyjne kontroli obiegu informacji. Aby były skuteczne musiały zostać wsparte
organizacją. Organizacja musiała mieć hierarchię. Musiał być sprawny system rozpoznawania swój-
obcy na zewnątrz organizacji i pionowo między szczeblami hierarchii. Zapamiętaniu i sprawnemu
stosowaniu technik konspiracji pomaga ich zrytualizowanie i symbolika. Na rozwój konspiracji bu-
downiczych katedr miała wpływ ich mobilność. W Średniowieczu wszystkie rzemiosła były mobil-
ne, warunkiem dopuszczenia czeladnika do egzaminu mistrzowskiego była praktyka w co najmniej
dwóch krajach innych niż jego rodzinny. Wszystkie rzemiosła chroniły swoje tajniki produkcji,
ale budowniczy katedr najbardziej.
Tradycje konspiracji budowniczych katedr przejęli jak swoje zblazowani zbereźnicy
i obwołali się adeptami sztuki królewskiej. Powstała masoneria.[40]
Celem deklaratywnym Wielkiej Rewolucji Francuskiej było obalenie starego porządku
i ustanowienie nowego, różnego od poprzedniego. Ten cel nie został osiągnięty. Przeciwnie, Wielka
Rewolucja Francuska odegrała rolę utrwalacza starego porządku. Po Wielkiej Rewolucji Francu-
skiej i po wszystkich następnych rewolucjach, przewrotach, gwałtownych zmianach, hucznych za-
powiedziach odnowy oraz przebudowy następowało odtwarzanie ostatniej fazy zdegenerowanej
arystokracji sprzed Wielkiej Rewolucji Francuskiej w formie, jaką nowa władza uważała za lepsze
życie. Po przejęciu władzy w formie rewolucji, przewrotu zbrojnego czy innej, po początkowym
entuzjastycznym rozpoczęciu wdrażania rewolucyjnych haseł pierwsze pokolenie zelotów idzie
pod nóż (Rewolucja, jak Saturn, pożera własne dzieci
12
), bądź jest pozbawiane władzy innymi
środkami. Następne pokolenie rewolucjonistów, a czasami nawet już pierwsze robi wszystko,
aby czym bardziej upodobnić się do zdegenerowanej arystokracji sprzed Wielkiej Rewolucji Fran-
cuskiej, według własnych o niej wyobrażeń. To zjawisko zauważył Lem, chociaż opisał je w formie
fantastycznej[41]. To jest zgodne z prawem Janusza Korwin-Mikkego
13
. Po Wielkiej Rewolucji
Francuskiej ludzkość gra w Dniu świstaka. Jedynym realnym skutkiem Wielkiej Rewolucji Francu-
skiej oprócz rekordowej w historii liczby ofiar jest zablokowanie nadejścia nowego Średniowiecza
Bierdiajewa[42].
Wielka Rewolucja Francuska była skutkiem prac teoretycznych tzw. les philosophes byli
opłacani przez carycę Katarzynę II. Za pieniądze Katarzyny II les philosohes załatwiali też zadania
bardziej doraźne.
„[…]
Edward Gibbon, który nigdy nie postawił stopy na wschód od granicy
Szwajcarii, bardzo lubił się zabawiać podkreślaniem »obrzydliwości« ludów
Wschodu. Wolter zaś, który najdalej na wschód dotarł do Berlina, fantazjował
z wielkim powodzeniem na temat nędzy i bigoterii wschodnich narodów,
by usprawiedliwiać łupiestwa swoich mecenasów z Poczdamu i Petersburga.
Nikt jednak nie był tak niegrzeczny i nieuczciwy, jak Fryderyk Wielki, który
z upodobaniem przyłączał się do szyderstw swoich przyjaciół-filozofów. Potrafił

12
Rewolucja, jak Saturn, pożera własne dzieci — Georges Jacques Danton (1759÷1794),
http://pl.wikipedia.org/wiki/Georges_Danton,
http://preview.tinyurl.com/d6xjmzw
13
Prawo Janusza Korwin-Mikkego — Im gorsza epoka, tym lepsze pozostawia po sobie świadectwo i vice versa
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 30/419
kiedyś opowiadać o »tych mnożących się setkami imbecylach, których nazwiska
kończą się na -ski«. W przeddzień pierwszego rozbioru Polski,
w roku 1771, mówił o »kraju, który w niczym się nie zmienił od chwili Stworze-
nia«[…]”[43]
Pieniądze Katarzyny II zapoczątkowały ciąg przyczynowo skutkowy: pienią-
dze→les philosophes→pisarstwo→Oświecenie→Wielka Rewolucja Francuska→wojny napoleoń-
skie, w którego rezultacie zachodnie granice Moskowii przesunęły się na zachód.
W osobach les philosophes Moskowia w Europie wysadziła swój desant. Desant Moskowii
rozmnożył się, a jego potomstwo, bardziej duchowe niż cielesne, niszczy Europę do dzisiaj.
Późniejszym analogicznym działaniem było danie Hitlerowi władzy nad Niemcami[44].
Skutek był ten sam, zachodnie granice Moskowii przesunęły się na zachód. Według pierwotnego
zamiaru rolę schwartzcharakteru, od którego trzeba uwalniać świat, zyskując za to jego wdzięcz-
ność, miały odegrać nie Niemcy, tylko Polska. Wydawało się, że z Polską włączoną do Moskowii
pójdzie łatwiej. Ale nie poszło. Polska okazała się być odporna na usilne próby wrobienia
w antysemityzm i w roli schwartzcharakteru zastępczego z braku Polski musiały wystąpić Niemcy.
Polska jest samotną skałą od wschodu i od zachodu oblewaną morzami antysemityzmu.[2][1]
Finansowanie les philosophes i danie Hitlerowi władzy nad Niemcami[44] były działaniami
największymi, ale nie jedynymi. W skali większej lub mniejszej Moskowia nieprzerwanie wywiera
tajny wpływ na państwa obce.
Wraz z rozwojem medycyny pojawił się problem kształcenia lekarzy. Jednym z elementów
studiów lekarskich jest sekcja zwłok. Ale ciało ludzkie jest tabu. Sekcja zwłok tabu ludzkiego ciała
łamie drastycznie. Pojawił się problem, skąd wziąć zwłoki na sekcja dla studentów medycyny. Jed-
nym ze źródeł mogłyby być zapisy testamentowe. Ale większość ludzi po śmierci
chce być pogrzebana. Swoich zmarłych chowali już: Homo neanderthalensis i Homo Crô-Magnon.
Tradycja pochówku liczy co najmniej kilkadziesiąt tysięcy lat. Wystarczająco dużo czasu,
aby obyczaj zakorzenił się bardzo mocno. Z pozoru wydaje się, że lekarze postawili sobie zadanie
nie do wykonania, stanęli przed przypadkiem beznadziejnym.
Lekarze wywołali psychozę strachu przed pogrzebaniem w letargu i obudzeniem
się w trumnie, w grobie. Ta obsesja strachu była bardzo powszechna. Dla wielu ludzi
jest to najgorsze, co można sobie wyobrazić. Obecnie metody diagnozowania śmierci bardzo
się poprawiły, chociaż wciąż zdarzają się błędy metodologiczne[45], ale i tak wytwórcy trumien
wciąż oferują wersję luksusową z zapasem tlenu i łączem telefonicznym. Jeżeli nie można liczyć
na prawidłową diagnozę letargu, można spróbować czegoś odwrotnego. Obudzenia się w trumnie,
w grobie nie będzie po dobiciu, a takim dobiciem niewątpliwie jest sekcja zwłok. Nie w każdym
przypadku ten sposób działał. Np. Fryderyk Szopen (1810÷1849) polecił wyjęcie serca. Jego zwłoki
nie trafiły na sekcję, tylko zostały pochowane w grobie na cmentarzu Père-Lachaise.
Ale na ogół system się sprawdzał. Np. Alfred Nobel (1833÷1896), szwedzki przedsiębiorca, wyna-
lazca dynamitu i fundator nagrody swojego imienia swoje ciało zapisał uczelni medycznej.
Przykład z lekarzami pozwala na wyciągnięcie wniosków dotyczących zakresu możliwości
skrytego wpływania na ludzi, aby podejmowali decyzje pożądane:
- Nie ma przypadków beznadziejnych
- Można przełamać każdy, nawet najstarszy i najbardziej ugruntowany obyczaj
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 31/419
- Sukces zależy od odwołania się do ludzkiej natury
- Dużą i udaną akcję mogą przeprowadzić nawet amatorzy
- Dobrze zaplanowana akcja jest samograjem, po zainicjowaniu dalej realizuje się sama
- Do sukcesu dobrze zaplanowanej akcji nie jest wymagana tajność.
Przynajmniej od początku przechodzenia od gospodarki samowystarczalnej do podziału
pracy i handlu wojownicy korzystają z osiągnięć gospodarki. Nie tylko materialnych.
14
Ogromy
awans osiągnęła reklama. Zaczęła od nawoływań kramarzy na targu. Obecnie zajmuje najważniej-
szą pozycję w gospodarce. Jest ważniejsza nawet od postępu technicznego. Owszem, determinuje
go. Znane są liczne przypadki, kiedy to technologia gorsza wyparła, bądź nawet nie dopuściła
do zaistnienia technologii lepszej, bo lepiej się od niej sprzedawała. Najwartościowszymi składni-
kami bardzo licznych przedsiębiorstw jest ich marka, znaki firmowe i towarowe, sieci sprzedaży,
postrzeganie przez klientów obecnych oraz potencjalnych itp. Powstały nowe formy reklamy funk-
cjonujące niezależnie czy też w połączeniu z nowymi formami sprzedaży: marketing szeptany[46],
marketing spamowy, marketing wirusowy, etc., etc. Pracownicy przedsiębiorstw oferujących takie
usługi udają konsumentów, a reklamie — postać opinii użytkownika i pozyskują nowych klientów,
którym wydaje się, że decyzje o zakupie podjęli samodzielnie jako wynik swoich własnych prze-
myśleń. Zespoły fachowców opracowują nowe formy informacji, które mogą rozprzestrzeniać
się samodzielnie i stanowić opakowanie zakamuflowanej reklamy. Człowiekowi wydaje
się, że będzie postrzegany jako bardziej towarzyski i dowcipny, jeżeli sam puści dalej
to, co w ten sam sposób trafiło do niego, a nieświadomie staje się przekaźnikiem reklamy.
Część z tych nowych technik reklamy, zwłaszcza najnowszych, stanowi wewnętrzną tajemnicą
przedsiębiorstw, ale inne są przedmiotem kursów i szkoleń. Jest całkowicie nieprawdopodobne,
aby tymi nowymi technikami posługiwała się tylko przedsiębiorczość cywilna, natomiast nie były
wykorzystywane przez specsłużby.
Agentura wpływu
15
wykorzystuje naturę człowieka. Sposoby, w jakie nawiązujemy stosunki
z innymi ludźmi, na ile jesteśmy podatni na ich wpływy, częściowo są zdeterminowane genetycz-
nie. Jesteśmy podatni na wpływy innych, bo mamy geny podatności na wpływy innych. Mamy tyl-
ko te geny, które odziedziczyliśmy po naszych przodkach. I to nawet bardzo odległych. Większość
ludzi brzydzi się gadów i płazów. To dziedzictwo z czasów, kiedy ssaki były wielkości myszy. Nasi
przodkowie znali swoje miejsce w szeregu. Przez większość czasu ewolucji przodków człowieka
współczesnego warunkiem przeżycia było robienie tego, co inni bez tracenia czasu
na zastanawianie się, dlaczego oni to robią. Kto nie miał genów ustawiających go karnie w szeregu,
ten ginął z głodu, nie rozmnażał się i jego geny wypadały z puli. Dlatego my tych genów
nie mamy.[48] Każdy może bardzo łatwo się o tym przekonać. Wystarczy pójść do dobrze uczęsz-
czanej placówki użyteczności publicznej, np. dużego sklepu, w której obok siebie są więcej
niż jedne drzwi z samozamykaczem, bez otwierania automatycznego, żeby, kiedy
nie są przytrzymywane, nie było wiadomo, czy drzwi są zamknięte na zamek. Wszyscy ludzie prze-
chodzą tylko przez te drzwi, przez które przechodzą inni. Nikt nie sprawdzi, czy inne, nieużywane
drzwi dają się otworzyć. To jest niezależne od warunków. Może być dowolnie tłoczno, ruch może
być dowolnie spowolniony, mogą się kulturalne przepuszczać przodem nawzajem, mogą
się po chamsku przepychać, ale dla ludzi istnieją tylko te drzwi, które już używa ktoś inny. Pozosta-
łe drzwi jakby nie istnieją. Ten, kto pierwszy wybierze, które drzwi otworzy, kiedy wszystkie mają

14
Zob. też. Aneksy, Grzegorz Górny, Zadanie pozostaje właściwie jedno: nie pozwolić im, żeby złowili nasze dusze.
Manipulacja, prowokacja, dezinformacja czyli kupcy, intelektualiści i prezenterzy
15
Zob. też. Aneksy, Leszek Szymowski, Agentura wpływu, (fragmenty) i [47]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 32/419
skrzydła przyłożone do ościeżnic, decyduje, którędy przez jakiś czas będzie przebiegał strumień
ludzki. Agentura wpływu działa w sposób analogiczny, oczywiście, w sposób bardziej skompliko-
wany i wyrafinowany.
Od AD 1989 bezrobocie częściowo prze-
stało być ukrywane na fikcyjnych etatach
w państwowych zakładach. Zaczęła
być wypłacana kuroniówka. Jednymi
z pierwszych wydatków zasiłków świeżo upie-
czonych bezrobotnych były zakupy magnetowi-
dów i zestawów do odbioru telewizji satelitarnej.
Niekiedy za cenę niedojadania.
„[…]
Od kartofli dziatwę wzdęło,
Za to każdy ma wideo.
[…]”[49]
Dla gminu dostatecznym motywem zro-
bienia czegoś, nawet wymagającego wyrzeczenia, jest fakt, że to robią inni.
Nie zdajemy sobie sprawy z: tego, że cechą wrodzoną człowieka jest bycie podatnym
na wpływy, z głębokości, znaczenia tego zjawiska ani jego rozpowszechnienia. Od czasu do czasu
w miejscach publicznych spotykamy osoby mimowolnie, mechanicznie naśladujące otoczenie. Na-
śladują dźwięki. Kiedy zobaczą szczekającego psa, to sami wydają z siebie odgłos szczekania. Kie-
dy usłyszą ćwierkanie ptaka, sami zaćwierkają. Naśladują odgłosy pracujących urządzeń mecha-
nicznych. Jadąc pojazdem komunikacji publicznej na głos odczytują mijane napisy. Na początku
AD 1999 przez Warszawę Traktem Królewskim przeszedł pochód zorganizowany
przez Samoobronę o liczebności 28,5tys. Liczebność korpusu piechoty. Trasa przemarszu wiodła
Nowym Światem przed Wyższą Szkołą Dziennikarska im. Melchiora Wańkowicza. Na balkonie
stał Janusz Korwin-Mikke i starał się przemawiać do przechodzących pod balkonem.
Wzdłuż kolumny pochodu szli funkcyjni rozmieszczeni równomiernie. Rzucali w Janusza Korwin-
Mikkego jajami kurzymi surowymi i zagłuszali gwizdkami. W pewnej chwili większość funkcyj-
nych przechodzących najbliżej balkonu jednocześnie nabierała powietrze w płuca, zrobiło się trochę
ciszej i można było usłyszeć fragment przemówienia. W tym czasie Janusz Korwin-Mikke wymy-
ślił sobie, że głosy wyborców zdobędzie obiecując im, że jak go wybiorą, to on obniży podatki
na paliwa i będą tańsze. Między gwizdami dało się usłyszeć — […]ropa po dwa złote[…]. Niektó-
rzy uczestnicy pochodu podchwycili i dalej szli, co krok powtarzając mechanicznie — ropa
po dwa złote, ropa po dwa złote. Udział powtarzających w pochodzie szacuję na ok. ¼.
Przysłowie polskie głosi, młynarz śpi przy żarnach. Oznacza ono, że częste doznawanie
bodźca zobojętnia nawet na bardzo silny. My, wszyscy ludzie, jesteśmy w sytuacji młynarza
z przysłowia. Tym, czym dla młynarza, dla wszystkich ludzi jest postrzeganie zjawiska podatności
na wpływy. Rodzimy się i dorastamy w otoczeniu ludzi podatnych na wpływy. Podatność
na wpływy jest nam niezbędna do życia zbiorowego. Bez niej nie bylibyśmy zdolni do współpracy
i nie mielibyśmy żadnych osiągnięć. Ale może też być niebezpieczna.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 33/419
Jednym ze sposobów odszczurzania jest oswojenie. Szczurołap podaje szczutom pożywie-
nie. Np. mąkę zbożową. Z początku szczury są nieufne. Do mąki zbliżają się dopiero, kiedy szczu-
rołap się wycofa. Z upływem czasu może stać coraz bliżej szczurów zjadających jego przynętę. Do-
chodzi do tego, że szczury jedzą mu z ręki. Wtedy pożywienie podawane szczurom zatruwa.
Np. mąkę miesza z gipsem. Pod wpływem wilgoci w układzie trawiennym szczura
gips krystalizuje, tężeje, przewód trawienny czyni niedrożnym i szczur zdycha. Nie wszystkie
szczury zdychają jednoczesnie. Ale to szczurołapowi w osiągnięciu celu nie przeszkadza. Szczury
są tak oswojone, że nawet widząc zdychanie innych osobników, nie przerywają z ręki szczurołapa
pożerania zatrutego pożywienia. W porównaniu z podatnością na oswojenie człowieka, szczura
można uznać za szczyt podejrzliwości i nieufności.
Dobrym modelem do rozpatrywania populacji ludzi w aspekcie podatności na wpływy
jest biologia. Dla specsłużb i agentur wpływu ludzie są jak kawał surowego mięsa owiniętego
w papier w letni, ciepły dzień położony na nasłonecznionym kamieniu. Wkrótce się zepsuje,
to znaczy zostanie stoczony przez robaki i zgnije. Współczesny badacz agentury wpływu
jest w sytuacji podobnej do sytuacji Ludwika Pasteura na początku badań nad mikrobiologią. Wte-
dy powszechnie nie wierzono w istnienie mikroorganizmów, a choroby zakaźne tłumaczono innymi
przyczynami. Inne ich wyjaśnienia wydawały się zbędne i dziwaczne. Jest zdumiewające,
że współczesny badacz agentury wpływu jest wyszydzany tak samo, jak był wyszydzany Pasteur.
Treści szyderstw różnią się tylko paroma rzeczownikami.[50]
„Edward Bernays, ojciec public relations, prywatnie krewny Zygmunta
Freuda, zafascynowany »Wstępem do psychoanalizy« szukał metod manipulowa-
nia ludźmi w ten sposób, by wzbudzać w nich popędy. Bernays
już w 1917 r. doradzał rządowi USA podczas I wojny światowej. Od tego czasu
nastąpił gigantyczny postęp technologiczny. Umożliwił on nieosiągalny kiedyś
zasięg i intensywność oddziaływania na jednostki i społeczeństwa w procesie
psychomanipulacji[…]”[51]
Etnografii znana jest teoria opadania wytworów kulturowych. Najlepiej było widoczne
w społeczeństwie stanowym. Gmin przejmuje obyczaje szlachty, szlachta — arystokracji, w obrębie
arystokracji warstwa niższa przejmuje obyczaje wyższej, a najwyższa — monarchy. Np. łowicki
pasiak pochodzi od munduru Gwardii Szwajcarskiej, a chłopska sukmana od szlacheckiego żupana.
Kiedy proch czarny zniszczył arystokrację, wytworzyła się próżnia, która zasysa różnorakie substy-
tuty arystokracji, w tym także agenturę wpływu.
Sięganie przez warstwę niższą po wzorce kulturowe warstwy wyższej jest cechą uniwersal-
ną, występuje zawsze i wszędzie niezależnie od istnienia formalnego podziału na stany. Kiedy
nie ma arystokracji, wytwarzają się jej namiastki będące źródłem wzorców kulturowych, pseudo-
kulturowych i antykulturowych. Brak arystokracji bardzo obniża koszt działania agentury wpływu.
Gmin lubi anonimowość. Najlepiej czuje się niezidentyfikowany w masie osobników jemu
podobnych. Ujawnienie tożsamości człowieka gminu, zwłaszcza komuś spoza jego kręgu życiowe-
go jest dla niego przeżyciem nieprzyjemnym, a niekiedy nawet traumatycznym. Trafnie
to zaobserwował i odmalował Edward Redliński w powieści Awans (1973).
„[…]To ja was… — Sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, wyjął
długopis i notes. Notes otworzył. — To ja was zapiszę!
Chłop zdębiał… Zbladł na płótno…
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 34/419
Ech, majster był z delegata, wirtuoz! Wspaniale zaszedł Macieja: wie-
dział, że prosty lud panicznie boi się wszelkiego zapisywania — bo-
i się lud zapisywania, bo nie wie, czym się ono skończy: turmą, pójściem
w sołdaty na ćwierć wieku czy zsyłką na Sybir. Aby ten strach przed protokołem,
podpisem, urzędami wyplenić z krwi chłopskiej, trzeba niejednego pokolenia.
— A tak, zapiszę — rzekł delegat i długopisem dotknął notesu.
Grzyb padł na kolana.
— Nie zapisujcie, panie! — jęknął. Bijcie, rżnijcie, ale nie zapisujcie…
I po rękach chce całować… Okropne to, okropne, ta chłopska bezradność
i naiwność, odwieczne klękanie — przed Panem Bogiem, przed dziedzicem,
przed byle czynownikiem.
[…]”[52]
Podczas stanu wojennego komuniści nie zawsze manifestacje rozpędzali siłą. Czasami funk-
cjonariusze legitymowali uczestników. I to też dawało rezultaty.
Pracownicy niektórych przedsiębiorstw w ramach obowiązków świadczenia pracy muszą
nosić identyfikatory z ich danymi personalnymi. Dla pracowników z gminu obsługujących klientów
jest to męka. Podejmują wiele zabiegów, aby ją uniknąć. Dolną część identyfikatora z imieniem
i nazwiskiem wpuszczają w kieszeń zewnętrzną uniformu, przypinają pod klapą, jeżeli identyfikator
jest na szyi na smyczy, to obracają go awersem do ciała. Niektóre przedsiębiorstwa litują
się nad swoimi pracownikami i, aby ulżyć ich mękom, dane personalne na identyfikatorze ograni-
czają tylko do podania imienia w formie zdrobniałej. W Internecie, w serwisach społecznościo-
wych, które wymagają rejestrację i dopuszczają zarejestrowanie się pod nickiem, tylko bardzo
drobna część internautów rejestruje się pod swoimi prawdziwymi imionami i nazwiskami, przytła-
czająca większość swoją tożsamość ukrywa. Na kongresach, seminariach itp. po sposobie noszenia
identyfikatora przez uczestnika można poznać, kto nie powinien był być awansowany.
W ustroju demokracji politycznej głosowania są tajne dlatego, bo jawnie głosowałoby bar-
dzo niewielu z uprawnionych do głosowania. Jeżeli jakaś organizacja chce obalić demokrację poli-
tyczną, wystarczy, że jej członkowie podrzucą do kabin do głosowania w lokalach wyborczych
atrapy kamer podobnych do używanych do inwigilacji. Jeżeli specsłużby będą mądre,
to nie dopuszczą do upublicznienia wiedzy o tym incydencje. Inaczej to będzie ostatnie głosowanie.
Następne zostanie zbojkotowane.
Gmin nie chce się wyróżniać pod każdym względem, także ubiorem. Wszyscy obserwujemy
zmiany mody. Zachodzą tak szybko, jakby wszyscy byli przeszkoloną karną armią sprawnie wyko-
nującą rozkaz. Wiemy, że tak nie jest. Ludzie sami obserwują się nawzajem i upodobniają jedni
do drugich. Nawet hipisi podający się za wielkich nonkonformistów w swojej dżinsowej odzieży
byli zuniformizowani, jak obywatele Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL) za przewodniczącego
Mao.
Dla gminu poglądy mają takie same znaczenie, jak ubiór. Gmin jak nie chce wyróżniać
się odzieżą, tak samo nie chce wyróżniać się poglądami innymi niż mają wszyscy. Media mainstre-
amowe faktycznie są żurnalami mody łżeinteligenckiej, informują, jakie w tym sezonie nosi
się poglądy.[53]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 35/419
Cechy natury ludzkiej determinują używane środki:
„[…]
Najważniejszym działaniem, którym wpływa się na społeczeństwo,
jest dezinformacja. Obecnie szerzy się ją przez rozpowszechnianie prawdziwych,
ale zmanipulowanych informacji albo takich, które nie podlegają natychmiasto-
wej weryfikacji. Do dystrybucji takich »prawd« i »półprawd« używani są agenci
wpływu. Nie chodzi bynajmniej o osoby posiadające rejestrację i status agenta
(aczkolwiek nie jest to wykluczone). Najlepiej oddaje dziś tę funkcję słowo »auto-
rytet«. System korzystania z agentów wpływu (autorytetów, elit) do perfekcji
opanowały sowieckie służby. Dlatego do dzisiaj nie została rozliczona kolabora-
cja z sowieckim okupantem, ponieważ ucierpiałyby na tym zbyt mocno elity
i ich spadkobiercy. Większość agentów wpływu jest świadoma celów, do których
jest używana. W zamian otrzymuje prestiżowe nagrody, stypendia, możliwość pu-
blikowania w mediach za sowitym wynagrodzeniem itp. Jest jednak kategoria,
która daje się wykorzystywać za darmo. To tzw. pożyteczni idioci. Nie trzeba
ich werbować, płacić itp. Sami zrobią to, czego się od nich oczekuje.
16

[…]”[54]
„[…]ważnym elementem »covert action« jest wpływanie na wyobrażenia
(»influencing perceptions«). Tutaj wszystko zależy od celu (»target«) operacji.
Można wpłynąć na sposób widzenia sytuacji przez rząd państwa ościennego
za pomocą agentów wpływu oraz stosowania informacji i dezinformacji. Można
wpłynąć na obce społeczeństwo — również za pomocą agentury wpływu,
ale też. tzw. czarnej propagandy (»unattributed«, »black propaganda«)
i fałszywek. Wreszcie działania tajne mogą mieć charakter siłowy: popierania
zamachów stanu, rebelii czy operacji paramilitarnych. Naturalnie w to wchodzi
sabotaż i tzw. mokra robota, czyli fizyczna likwidacja przeciwników na szczeblu
kierowniczym.
[…]”[55]
17

Celem oddziaływania agentury wpływu jest zarówno zbiorowość, jak i jednostka.
„[…]opis działań, które inspirowano w esbeckiej pralni mózgów:
»Działania operacyjne skierowano na wytworzenie w świadomości figu-
ranta przekonania o bezcelowości i braku uzasadnienia dla podobnych poglą-
dów.
Jedną z podstawowych metod zastosowanych w stosunku do figuranta by-
ło wykorzystanie t.w.
18
, którzy w toczących się dyskusjach negowali i poddawali
w wątpliwość słuszność jego wypowiedzi«.

16
Zob. też. Aneksy, Wiktor Suworow, Gównojady
17
Zob. też. Aneksy, Marek Jan Chodakiewicz, Washington, DC, Czerwona pedagogika w USA[438]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 36/419
Wyobrażam sobie, że musiało to wyglądać… zupełnie naturalnie,
jak i nam się zdarzało. Więc: Józinek coś proponuje — a jego przyjaciele, pod-
skakują i wrzeszczą, że to absurd; Józinek wrzeszczy, a zarówno sympatyczny ko-
lega, jak i sprzyjająca dziewczyna głaszczą go po główce i tłumaczą,
że nie ma racji, że wszystko jest odwrotnie. Jak długo można wytrzymać? Do-
świadczenia psychologów dowodzą, że pod wpływem opinii grupy badani zmie-
niają prawidłowe odpowiedzi na błędne, że o najkrótszym z widzianych odcinków
piszą, że jest najdłuższy, o najbrzydszej z lalek — że najbardziej sexy.
Bo tak pisze cała (podstawiona) grupa, a oni nie chcą się wychylać.
I to mógł być (nie twierdzę, że był) taki przypadek. Meldunek kończy się niemal
triumfalnie:
»Powyższe działania doprowadziły do zneutralizowania aktywności figu-
ranta w jego zachowaniu i prowadzonych dyskusjach. W chwili obecnej
nie stwierdza się faktów wrogich wypowiedzi pod adresem prowadzonej polityki
władz politycznych i administracyjnych. Sprawę należy zakończyć i złożyć
w archiwum Wydziału C KW MO w Przemyślu«. (cytaty za : IPN Rz 00 212/106).
[…]”[56]
Według podziału klasycznego wojsko dzieli się na trzy rodzaje broni: siły lądowe, marynar-
kę i lotnictwo. Postęp techniczny sprawił, że największe mocarstwa mają jeszcze międzykontynen-
talne rakiety balistyczne przenoszące głowice jądrowe i wojska kosmiczne, które traktują, jako od-
rębne rodzaje broni. Agentura wpływu dysponuje wszelkimi znamionami, aby i ją można było
uznać za odrębny rodzaj broni.
„[…]Głównym rodzajem broni rosyjskiej, decydującym o dotychczasowej
trwałości Rosji, jej sile i ewentualnych przyszłych zwycięstwach,
nie jest normalny w warunkach europejskich czynnik siły militarnej, lecz głęboka
akcja polityczna, nacechowana treścią dywersyjną, rozkładową i propagandową.
W tej też dziedzinie twórczości obronnej Rosji skupia się gros wysiłków rosyj-
skich umysłów, tych wysiłków, które w Europie ograniczają się głównie
do dociekań na tematy manewrowo-operacyjne.
[…]”[57]
W Średniowieczu najbardziej skutecznym rodzajem wojsk byli rycerze. Nie wszyscy ryce-
rze przestrzegali rycerski kodeks honorowy. Niektórzy zostawali raubritterami i dopuszczali
się rabunków. Obecnie na pierwszym miejscu skuteczności rycerzy zastąpiły specsłużby.
One też często zdradzają służbę swoim panom i popełniają przestępstwa dla własnych korzyści.

18
TW — tajny współpracownik,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Tajny_wsp%C3%B3%C5%82pracownik,
http://tiny.pl/hxd46
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 37/419
„[…]Agenci wpływu należą do osób o najściślej strzeżonej tożsamości
w ewidencji służby.[16]
19
Są bowiem najczęściej postaciami publicznymi,
a ich skuteczność opiera się na totalnym utajnieniu. Raz zdemaskowany
agent wpływu nieodwracalnie traci swą przydatność.
Agenci wpływu, zwłaszcza uplasowani wysoko w hierarchii politycznej,
prowadzeni są najczęściej werbalnie, drogą ustnych sugestii, bez zostawiania
śladów w dokumentacji służby. Często w prowadzonej przez służbę ewidencji
agentury jeden kryptonim obejmuje całą grupę lub organizację złożoną z wielu
osób, których tożsamość nie jest wymieniana. Zdarza się, że anonimowi agenci
wpływu ukrywani są zbiorowo pod kryptonimem konkretnej operacji
i uaktywniani incydentalnie w momentach ważnych rozstrzygnięć politycz-
nych.[17]
20
Zabiegi te sprawiają, że agentura wpływu dekonspirowana
jest najczęściej przez oficerów wywiadu, którzy przeszli na drugą stronę.
W rosyjskich służbach mówiono, że każdy wielki sukces wywiadowczy prowadzi
do klęski.[18]
21
Im agent jest lepszy, tym bardziej narażony jest na ryzyko.
Nie tylko ze strony kontrwywiadu kraju, w którym działa, ale również z uwagi
na fakt, że jego wysokie notowania w Centrali zwracają uwagę lokalnych ofice-
rów wywiadu, a zatem rośnie niebezpieczeństwo zdekonspirowania
przez uciekiniera, który przejdzie na drugą stronę i wykorzysta posiadane infor-
macje, jako swoisty »bon obiadowy«.
Wysoki stopień utajnienia tożsamości agentów wpływu sprawia,
że udowodnienie im przed sądem działania na rzecz obcego państwa
jest praktycznie niemożliwe. Podstawą demokracji jest bowiem prawo
do głoszenia własnych poglądów. Agent wpływu nie wykrada tajemnic z sejfów
i prawie nie sposób przyłapać go na »gorącym uczynku«. Najczęściej
nie kontaktuje się potajemnie z oficerem prowadzącym i nie otrzymuje od niego
instrukcji, zadań lub wynagrodzenia. Nie odwiedza skrzynek kontaktowych,
nie zostawia nigdzie mikrofilmów lub innych materiałów wywiadowczych.
Agent wpływu wyjeżdża oficjalnie na jawne seminaria lub konferencje naukowe,
pobiera stypendia naukowe lub wykłada na zagranicznym uniwersytecie, zagra-
niczni wydawcy publikują jego książki, otrzymuje nagrody twórcze, spotyka
się z politykami, ludźmi ze świata gospodarki i nauki. Zebrane »wrażenia« ubra-
ne we »własne przemyślenia« publikuje w mediach, rozpowszechnia
w »politycznych salonach«, albo podczas spotkań z politykami i decydentami
własnego kraju. Formalnie nie robi nic nielegalnego. Dlatego też jedynym ska-
zanym agentem wpływu pozostaje Pierre-Charles Pathé. Inni, przykładowo Gün-
ther Guillaume lub Arne Treholt stanęli przed sądem, ponieważ prowadzili rów-
nolegle »standardową« działalność wywiadowczą.
Ponadto, agent wpływu najczęściej działa pośrednio (to nie on podejmuje
decyzje, lecz polityk, któremu on doradza!). Dlatego jest trudny
do zdemaskowania i zneutralizowania, natomiast jego mocodawcom stosunkowo

19
Ryszard Świętek, Agentura wpływu: Najniebezpieczniejsza broń mocarstw, Rzeczpospolita, 20 stycznia 1996 r.
20
Ibid.
21
David A. Vise, The Bureau and the Mole, Atlantic Monthly Press, Nowy Jork, 2002, str.210.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 38/419
łatwo jest zorganizować jego obronę drogą petycji, interpelacji parlamentar-
nych, demonstracji poparcia ze strony znanych postaci lub medialnej akcji
pod hasłem obrony uznanego autorytetu przed dyskryminacją, wpisując
ją przy tym w generalną kampanię obywatelskiego sprzeciwu wobec panoszące-
go się »izmu«. Rodzaj tego »izmu« nie jest istotny, ważne jest, żeby
ten »izm« źle się odbiorcom mediów kojarzył. A jeśli medialna wrzawa
nie przynosi spodziewanych rezultatów, można zorganizować manifestację prote-
stacyjną, której umiejętnie zainspirowani uczestnicy będą ochoczo wywrzaskiwać
hasła podsunięte przez inną siatkę agentury wpływu. Liczba i struktura kombina-
cji w gruncie rzeczy zależy od stopnia naiwności społeczności sterowanej
przez służbę i jej agentury.
[…]”[58]
Agentura wpływu wykazuje największą bliskość do broni biologicznej. W dwudziestoleciu
międzywojennym wiele państw prowadziło badania nad bronią biologiczną. Jednakowoż podczas
drugiej wojny światowej żadne z państw nie użyło broni biologicznej w działaniach bojowych.
Broń biologiczna jest niebezpieczna nie tylko dla przeciwnika, przeciwko któremu jest użyta,
ale także dla strony posługującej się nią. Na złomowiskach Moskowii może sobie rdzewieć
broń jądrowa i reaktory jądrowe łodzi podwodnych. Może dochodzić do wycieków. Może docho-
dzić do skażeń radioaktywnych. Ci, od których zależy czy broń jądrowa zostanie zutylizowana bez-
piecznie, czy też zostanie porzucona i będzie skażała, mieszkają daleko od miejsca skażeń
i są bezpieczni. Całkiem inaczej jest z bronią biologiczną. Odległość nie zapewnia bezpieczeństwa.
Dlatego w odróżnieniu od broni jądrowej broń biologiczną trzeba mieć pod nieustanną kontrolą,
a kiedy można podejrzewać, że kontrola nad bronią biologiczną może osłabnąć, broń biologiczną
trzeba bezpiecznie zutylizować i z tą utylizacją trzeba zdążyć przed utartą kontroli. Agentura wpły-
wu, jak broń biologiczna, też może mnożyć się, nowych agentów werbować mogą nie tylko funk-
cjonariusze specsłużb, ale także sami agenci wpływu. Niekiedy rozmnażanie się zachodzi w sensie
dosłownym, biologicznym. Są rodziny, w których tradycja agenta wpływu przechodzi z pokolenia
na pokolenie, np. Andrzej Szczypiorski (1928÷2000), znany literat, tzw. autorytet moralny michni-
kowszczyzny donosił na swojego ojca. Z kolei na niego samego donosił jego syn.
„[…]Naiwne są nadzieje, że problem rozwiąże się w sposób naturalny,
że elity PRL-u wreszcie wymrą. Elity, tak jak mafia, odnawiają
się przez kooptację. Prędzej można się spodziewać, że w jakiejś wojnie gangów
wszyscy »capo di tutti capi« wystrzelają się przypadkowo, niż oczekiwać, że elity
sprzedajne, marne intelektualnie wylansują ludzi niezależnych, mądrych, odważ-
nych.
[…]”[59]
„[…]Fakt, iż w życie wchodzi już trzecie pokolenie, nie ma tu znaczenia.
gdyż drogi karier medialnych są otwarte przede wszystkim przed córkami pół-
kowników SB czy synami komunistycznych ministrów i aparatczyków[…]”[60]
Bezpieczeństwo centrali od własnej agentury wpływu zależy tylko od możliwości wyegze-
kwowania dyscypliny organizacyjnej. Agentura wpływu składa się z osobników skrajnie egoistycz-
nych bez żadnej moralności i lojalności wobec kogokolwiek. Kiedy więzi organizacyjne słabną,
agentura wpływu przechodzi w stan broni biologicznej poza arsenałem. Nikt nie jest bezpieczny.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 39/419
„[…]»Obecni i byli oficerowie WSI mieli mieszkania i zagraniczne konta
bankowe, prowadzili operacje przemytu broni, mieli własne źródła dochodu
i własne kontakty na Wschodzie i na Zachodzie. W ciągu kilku ostatnich miesięcy
komunizmu sprzedawali swe tajemnice każdemu, kto gotów był zapłacić«
[…]”[61]
Agenturę utylizuje się natychmiast, jak tylko przestaje być potrzebna. Bez zbędnej zwłoki.
„[…]będąc lewicowcem w USA, podobnie jak ci profesorowie i obrońcy
praw człowieka, służysz destabilizacji porządku, na którym się wspiera życie na-
rodu. Kiedy ich misja zostanie wykonana, ludzie ci przestają być potrzebni. Poza
tym, wiedzą za dużo. Niektórzy, widząc dochodzącą do władzy ideologię marksi-
zmu-leninizmu, liczą na to, że część tej władzy przypadnie im w udziale. Oczywi-
ście nic takiego się nie zdarzy, zostaną postawieni pod ścianą i rozstrzelani. Jed-
nak mogą się zmienić w najbardziej niebezpiecznych wrogów marksizmu-
leninizmu. To właśnie wydarzyło się w Nikaragui, gdzie większość marksi-
stów-leninistów została osadzona w więzieniu, a część uciekła i obecnie opowia-
da się przeciw reżimowi. Podobnie rzeczy się miały w Grenadzie, gdzie będący
marksistą Maurice Bishop, został zamordowany poprzez nowych bardziej mark-
sistowskich marksistów. To samo stało się w Afganistanie, gdzie Taraki został
zamordowany przez Hafizullaha Amina, zaś ten został zgładzony przez oficera
KGB, Babraka Karmala, a także w Bangladeszu, gdzie prosowiecki lewicowiec
Sheikh Majibur Rahman został zamordowany przez własnych towarzyszy. Wszę-
dzie spotykamy tą samą prawidłowość. Wszyscy pożyteczni idioci, w czasie,
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 40/419
gdy już nie spełniają swoich funkcji, zostają zesłani, zgładzeni bądź uwięzieni.
Na przykład na Kubie, gdzie nadal przebywa wielu marksistów[…]”[62]
3.4. Nic szczególnego
Agentura wpływu jest skuteczna za zasadzie nowości i zaskoczenia. Każda nowa broń zaraz
po wprowadzeniu daje uzbrojonemu w nią dużą przewagę. Z upływem czasu nowa broń przestaje
być nowa, opatruje się, powszednieje i początkowa przewaga maleje.
Należy zdemistyfikować specsłużby. Są taką samą biurokracją, jak każda inna.
„[…]»Zła analiza jest mniejszym problemem niż dobra analiza, na którą
nie zwraca się odpowiedniej uwagi. Służby wywiadowcze są przecież rozbudo-
wanymi biurokracjami i wiele informacji po prostu niknie w ich czeluściach«
(»The problem is less bad analysis than it is good analysis that doesn’t
get the right attention. Intelligence agencies are vast bureaucracies, and plenty
od information falls through the cracks within and between them«). Czyli mimo
technologii i innego nowoczesnego badziewia nic się nie zmienia[…]”[63]
Nawet tajność nie jest wyróżnikiem. W biurokracji cywilnej trwa nieustanna akcja powięk-
szania jawności, to znaczy nie tylko, że biurokracja cywilna jeszcze wciąż dysponuje ogromnymi
zasobami tajności, ale że na bieżąco potrafi je odtwarzać. Tajność nie sprzyja skuteczności. Celem
każdej organizacji tajnej jest ujawnienie się. Np. podczas prohibicji w USA (1920÷1933) Józef
Kennedy w Bostonie i Alfons Capone w Chicago byli takimi samymi przestępcami łamiącymi
18 poprawkę do Konstytucji USA o prohibicji. Józef Kennedy swoje interesy zalegalizował i został
ambasadorem w Londynie, a jego synowie: Jan Fitzgerald i Robert — prezydentem i prokuratorem
generalnym USA. Ujawnienie się umożliwiło Józefowi Kennedy’emu zostanie protoplastą jednej
z najbardziej wpływowych dynastii politycznych. A Alfons Capone trafił do więzienia,
a po zwolnieniu zmarł na syfilis. Na skutek nazbyt długiego pozostawania w konspiracji masoneria,
jeżeli jeszcze nie jest cepeliowskim folklorem, to realnie jej grozi, że może nim zostać wkrótce.
Masoneria ma złą prasę. Dlaczego? Czy nie może mieć dobrej? A ile to trzeba? Masonerii przypisu-
je się wpływanie na bieg wydarzeń przez m. in. kształtowanie opinii publicznej. Czy jest możliwe,
żeby masoneria mogła kształtować opinię publiczną tak, żeby zmieniać bieg wydarzeń, natomiast
nie mogła ukształtować opinii publicznej tak, żeby polepszyć swoją famę? Weźmy przykład. Noto-
wania komunistów AD 1989 były takie, że czerwcowe wybory są nazywane plebiscytem.
Za wyjątkiem Stokłosy przegrali wszystko, co mogli. Ale zostawili swoją agenturę w merdiach.
I dzięki pracy tej agentury wystarczyły im cztery lata do wygrania wyborów.[64][65] Następne
wprawdzie przegrali, ale głosowała na nich większa liczba wyborców. Takich przykładów można
podać znacznie więcej. Czy masoneria nie może robić tak, jak komuniści? Jeżeli nie robi,
to widocznie nie może.
Masoneria jest bardzo dobrą przykrywką dla specsłużb działających pod obcą flagą.
Ma stosunkowo słabe zabezpieczenia przed infiltracją z zewnątrz i agentom stosunkowo łatwo
do niej wnikać i działać na konto nie swojego państwa, tylko masonerii. Zła opinia masonerii
jest potrzebna centralom specsłużb. Dzięki złej opinii masonerii ludzie nie szukają wyjaśnień dzia-
łań pozakulisowych w zainteresowanych państwach, tylko w podetkniętej im pod nos masonerii.
Ideologią masonerii jest materializm, wszystko inne jest konsekwencją materializmu. Mate-
rializm jest światopoglądem powszechnie obowiązującym, jeżeli nawet specsłużby mają
nad masonerią kontrolę organizacyjną, to masoneria ma nad specsłużbami kontrolę światopoglądo-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 41/419
wą, z której specsłużby mogą nie zdawać sobie sprawy. Masoneria ma nad służbami kontrolę
(i nie tylko nad nimi) ideologiczną, której kontrola operacyjna, a nawet strategiczna
nie jest w stanie się przeciwstawić. Kontroli ideologicznej może się przeciwstawić tylko inna ide-
ologia: w tym wypadku spirytualizm. Masoneria już teraz myli rzeczywistość z operetką
i wypowiada jawną wojnę rzekomym wpływom chrześcijańskim w Komisji Europejskiej. Utajnie-
nia działań nie jest przejawem siły, tylko słabości. Tajnie prowadzi się te działania, których
nie można prowadzić jawnie. Tajność działań nie usprawnia, tylko je osłabia. Z winy utajnienia
działania nie można do niego zaangażować tylu sprzymierzeńców, ilu można by, gdyby było jawne.
Tajność wymusza ograniczenie zakresu i zaangażowanie większych środków. Biurokracja cywilna
i specsłużby tajność wykorzystuje głównie do okradania podatników przez budżet
i przez uprzywilejowywanie powiązanej ze sobą działalności gospodarczej. Kiedy agenci
chcą zabrać jakiś fant agentowi od nich lepszemu, włamują się do jego mieszkania, prują
sejf, coś w nim znajdują, zabierają i cieszą się, jak dzieci z dobrze, ich zdaniem, przeprowadzonej
akcji. Nie wiedzą, że gdy buszowali po mieszkaniu i pruli sejf, na stole leżało
coś, na co nie zwrócili uwagi, o wiele cenniejszego od zawartości sejfu. Najwięksi fachowcy potra-
fią pracować jawnie w taki sposób, że jak ktoś się nie zna, to nie zauważy.
„»Tools of trade« to w szpiegowskim żargonie rozmaite czynniki, zjawi-
ska czy przedmioty, które pomagają w przeprowadzaniu zadań wywiadowczych.
Naturalnie większość zaraz pomyśli o gadgetach, którymi lubi popisywać
się James Bond. Najważniejszym narzędziem jest jednak naturalnie
mózg[…]”[66]
„Prawdziwy szpieg nie używa gadżetów. Szpieg używa tylko mózgu”[67]
Najlepsze specsłużby swoje agentury wpływu prowadzą prawie całkiem jawnie.
„[…]fundacja zajmuje się przyznawaniem stypendiów »uzdolnionej młodzieży«
— tyle że w praktyce laureatami nie zawsze są ludzie młodzi, a grono wyróżnio-
nych obejmuje osoby z wpływowych sfer, m.in. właśnie dziennikarzy. — Mecha-
nizm takiego działania jest prosty — mówi emerytowany oficer kontrwywiadu. —
Fundacja na różne, teoretycznie legalne sposoby finansuje ludzi, którzy mają
wpływ na opinię publiczną, aby kształtowali ją zgodnie
z oczekiwaniami[…]”[68]
Specsłużby, jako biurokracja popełniają błędy i większość ich działań to jest naprawianie
wpadek popełnionych podczas poprzednich akcji.
„[…]Norman Davis napisał kiedyś, że wszyscy wyszydzamy spiski, a w Europie
ciągle jest jakiś spisek, tylko 99 proc. z nich po prostu nie wychodzi[…]”[69]
„Praca agenta wywiadu jest skrajnie jednostajna i monotonna… więk-
szość jego działań jest pozornie lub faktycznie bezużyteczna”[70]
„[…]poziom zachodnich, w tym amerykańskich analiz jest żenująco niski.
W większości wypadków — mimo posiadania dostatecznych danych — nie udaje
się analitykom przewidzieć podstawowych scenariuszy rozwoju sytuacji[…]”[66]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 42/419
Birokracja ma niektóre cechy organizmu
żywego. W szczególności biurokracja ma instynkt
samozachowawczy. Kiedy biurokracja
jest zagrożona potrafo zdobyć się na wyrzeczenia.
Np. może czasowo ograniczyć żerowanie
na ofierze. Jako przykłady takiego zachowania
się biurokracji można podać NEP Lenina i ustawę
o działalności gospodarczej z AD 1988 Wilczka.
Kiedy zagrożenie istnienia biurokracji mija,
nie tylko wraca do poziomu żerowania na ofierze
sprzed jego pojawiania się, ale ten poziom prze-
kracza. Celem instynktu samozachowawczego
biurokracji jest zachowanie samego jej istnienia
w postaci dowolnej, ale już nie jej jednostek or-
ganizacyjnych. Stąd nieustanne reorganizacje, reformy itp. Chociaż niektóre jednostki organizacyj-
ne znikają bezpowrotnie, to po każdej takiej operacji biurokracja jest wzmocniona liczebnie
i co do powiększenia zakresu wydartej człowiekowi wolności. Jedną z metod ratowania istnienia
biurokracji jest wchłonięcie przez inną. Kiedy Konstytucja 3 Maja wzięła pod opiekę chłopa pańsz-
czyźnianego, żerująca na nim magnateria przystapiła do konfederacji targowickiej i poparła rozbiór
Polski. Wspólczesnie obserwujemy wchłanianie biurokracji wielu państw Europy przez biurokrację
Unii Europejskiej (UE). W specsłużbach jako biurokracji też obserwujemy wchłanianie jednej spe-
csłużby przez drugą. Może przyjąć postać infiltracji przy posłużeniu się podwójnymi
i wielokrotnymi agentami.
Specsłużby podejmują działania osłonowe mające na celu zniechęcanie do baczniejszego
przyglądania się im. Np. rozpuszczają szyderstwa, które są skonstruowane tak atrakcyjnie,
że powtarzają je ludzie nieświadomi. Jednym z nich jest, spiskowa teoria dziejów.
„[…]Jednym z głównych zadań diabła jest przekonanie potencjalnych
ofiar, że diabły nie istnieją. Wtedy można działać już do woli – pisał angielski pi-
sarz Carl Staples Lewis w »Listach starego diabła do młodego«. Na polu działa-
nia tajnych służb oznacza to potrzebę przekonania ludzi, że mówienie
o zakulisowych działaniach, inspiracjach, dezinformacji i agentach wpływu
to teorie spiskowe. A w te – jak wiemy – nie wypada wierzyć.
[…]”[54]
Akurat tutaj specsłużby przedobrzyły i tak się osłoniły, że aż się odsłoniły. Spiskowa teoria
dziejów jest dadaistyczną zbitką słowną nieniosącą żadnej informacji. Gdyby spytać wypowiadają-
cego słowa, spiskowa teoria dziejów, co rozumie przez to, co przed chwilą powiedział, to żaden
z nich na to pytanie nie umiałby odpowiedzieć. Ponad szum informacyjny wystaje tylko funkcja,
jaką jest wyszydzenie i zniechęcenie do spostrzegawczości. Równie dobrze grzybiarz wracający
z grzybobrania z koszem pustym grzybiarzom niosącym kosze pełne zarzucić mógłby spiskową teo-
rię grzybów. Spiskowa teoria dziejów jest odpowiednikiem, pierdolisz! dla półinteligenta. Już trochę
lepiej wychodzi puszczanie węży morskich, czyli kierowanie uwagi na tory fałszywe (UFO, zdalne
sterowanie wolą promieniowaniem itp.).
„[…]Winston Churchill twierdził, że podczas wojny prawda
jest tak cenna, iż trzeba jej zapewnić ochronę złożoną z kłamstw. Otóż, państwo
płk. Putina ma dwie zasadnicze cechy: z jednej strony, kłamstwo jest dla niego
formą istnienia, z drugiej zaś, znajduje się w stanie permanentnej wojny.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 43/419
Podstawowym orężem tej wojny, nierozerwalnie związanym z formą ist-
nienia dzisiejszej Rosji jest mistrzowsko stosowana dezinformacja, w taki sposób,
by przeciwnik uwierzył w to, w co powinien uwierzyć i działał na własną zgubę
na płaszczyźnie politycznej, gospodarczej lub militarnej.
Istota takiej dezinformacji nie polega tylko na zmyleniu przeciwnika,
ale na posłużeniu się nim samym do sprokurowania fałszywych informacji -
na tyle skutecznych, że przyspieszą jego przegraną. By tak się stało muszą zostać
spełnione dwa warunki: trzeba doskonale znać przeciwnika; przede wszystkim
jednak przeciwnika tego musi cechować naturalna skłonność do wyrażania idei
sprzyjających realizacji zamiarów nieprzyjaciela. O ile podstawowa dezinforma-
cja sprowadza się do przedstawienia fałszu jako prawdy, o tyle dezinformacja
stosowana przez Rosję ma na celu zmuszenie przeciwnika do stworzenia
przez niego samego fałszywego obrazu wroga. Nie trzeba zatem okłamywać
przeciwnika, on sam wprowadza się w błąd. Na przykładzie wielu zdarzeń roz-
grywanych na arenie światowej widać, że specyfika rosyjskiej (a wcześniej so-
wieckiej) dezinformacji polega na tym, że czerpie ona swoje siły z postawy Za-
chodu, który po otrzymaniu impulsu z Moskwy, dezinformuje się już sam.
[…]
A zatem - sam przeciwnik zostaje zmuszony do stworzenia fałszywego ob-
razu i sam siebie ma wprowadzić w błąd, kierując się przewidywalnymi schema-
tami myślenia. Dezinformację powierza się temu, kogo chce się oszukać,
a działanie z zewnątrz ograniczone zostaje do początkowego impulsu[…]
odbiorcy rosyjskiego przekazu są całkowicie bezbronni i narażeni
na manipulację, bo jako przeciwnika mają przed sobą największy na świecie
aparat dezinformacji, działający nieprzerwanie od blisko 90 lat i służby specjal-
ne państwa, które uczyniło z niej najgroźniejszą i najbardziej skuteczną broń.
Nikt, kto sięga po wiedzę rozpowszechnianą na podstawie rosyjskich
przekazów nie może mieć pewności, że buduje na prawdzie i nie może wiedzieć,
czy nie stanie się mimowolnym rezonatorem[…]
Po drugiej stronie są ludzie, którzy »robią swoje« od dziesięcioleci, kal-
kulują każdy ruch, kontrolują najważniejsze media, mają na usługach rzesze eks-
pertów, naukowców, polityków czy blogerów. Wyprodukowanie dokumentu, stwo-
rzenie zdjęcia czy filmu, publikacja artykułu, przeciek z akt śledztwa i setki in-
nych działań, nie stanowią dla nich żadnego problemu.
[…]
Warto mieć świadomość, że dla Rosjan kreowanie kolejnych, a nawet
najbardziej fantastycznych hipotez nie stanowi najmniejszego zagrożenia.
Są wpisane w mechanizm dezinformacji i służą odwróceniu uwagi od kwestii rze-
czywiście istotnych. Im więcej tego rodzaju teorii się pojawia, im bardziej
są nagłaśniane i komentowane, tym lepiej dla służb kierujących tym procesem.
Groźna byłaby tylko jedna, prawdziwa hipoteza lub wiedza[…]. Wszystko inne
pracuje na korzyść głównych kreatorów dezinformacji; wywołuje
szum informacyjny, ośmiesza »teorie spiskowe«, zniechęca osoby powściągliwe
w ocenach, utrudnia dotarcie do najważniejszych wątków, przytłacza rozmaito-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 44/419
ścią szczegółów. Działa niczym wirus atakujący system immunologiczny organi-
zmu, by uodpornić go na działanie prawdy. Gdy zostanie ona odkryta –
kto wówczas w nią uwierzy?
[…]dewizą dezinformacji nie jest: »kłamcie, kłamcie, zawsze coś z tego zosta-
nie« lecz: »perorujcie, perorujcie, w końcu odpowiednio do tego postąpi-
cie«.”[71]
Specsłużby dbają o swój monopol, aby swoją działalność mogły prowadzić tylko
one. Dlatego starają się nie dopuszczać do powtórzenia się akcji typu pozyskiwanie przez lekarzy
zwłok na sekcje.
Agentura wpływu może być skuteczna tak bardzo, ponieważ płynie z prądem. Celem agen-
tury wpływu jest osłabienie wrogiego państwa i kraju. Do badania kraju i państwa można
użyć metodologię fizyki statystycznej. Stan, w jakim znajduje się państwo (kraj) można opisać ze-
stawem parametrów o wartościach liczbowych. Każdemu parametrowi można przypisać kierunek
w przestrzeni geometrycznej. Jeżeli zestaw parametrów opisujących państwo (kraj) wybraliśmy
tak, że każde dwa dowolnie wybrane parametry są niezależne, to każde dwa dowolnie wybrane od-
powiadające im kierunki w przestrzeni geometrycznej są ortogonalne. Parametry opisujące państwo
(kraj) rozpinają nam przestrzeń wektorową. W niej każdy punkt odpowiada mikrostanowi,
w którym teoretycznie państwo może się znaleźć. Większość mikrostanów nie jest rozróżniana
przy oglądaniu z zewnątrz państwa (kraju) w nich się znajdującego. Wszystkie te mikrostany two-
rzą makrostan. Makrostany w przestrzeni fazowej zajmują określone objętości. Stosunek wartości
objętości makrostanu do wartości objętości całej przestrzeni fazowej jest prawdopodobieństwem
znalezienia się państwa (kraju) w tym makrostanie. Objętość przestrzeni fazowej jest skończona
dla realnych wartości zakresu parametrów. Makrostany państwa (kraju) bardziej pożądane, siła,
sprawność w przestrzeni fazowej zajmują małą objętość, czyli są mało prawdopodobne. Makrosta-
ny państwa (kraju) mniej pożądane, słabość, niesprawność w przestrzeni fazowej zajmują większą
objętość, czyli są bardziej prawdopodobne. Gdyby przechodzenie państwa (kraju) między mikro-
stanami odbywało się przypadkowo, to państwo (kraj) z większym prawdopodobieństwem by słabło
i dezorganizowało się niż wzmacniało i usprawniało. Piromani podpalacze też są bardzo skuteczni.
Piromani są sami. Za agenturami wpływu stoją państwa z ich potencjałami.
Agentury wpływu dążą do osiągania celów doraźnych i długoterminowych. Celem najbar-
dziej długofalowym agentury wpływu jest taka przebudowa (перековка (pieriekovka)) społeczeń-
stwa państwa wrogiego, aby cele centrali realizowało samo lub z ingerencją minimalną. Przebudo-
wa dotyczy struktur społecznych i pojedynczych osób. Przedmiotem przebudowy są: osobowość,
mentalność, percepcja, siła woli, hierarchia wartości, etc., etc.
„[…]Pamiętać należy, że agenci to działacze na rzecz jakiejś sprawy
czy grupy — nie tylko najemnicy, szpiedzy czy terroryści. Często ludzie uczciwi,
lecz naiwni, otumanieni jakąś ideologią, próżni, zakompleksieni. »Użyteczni
idioci«, którzy nie wiedzą, że są agentami, są najlepsi.
[…]”[72]
„[…]
Zdecydowana cześć aktywności rosyjskiego wywiadu jest skierowana
nie tyle na klasyczne działania o charakterze wywiadowczym (pozyskiwanie wie-
dzy i źródeł osobowych), lecz jest od wielu lat – datuje się na początek
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 45/419
zmian ustrojowych w Europie i upadek ZSRR – ukierunkowana jest na rodzaj
psychologicznej aktywności wywiadowczej zwany dywersją ideologiczną, reali-
zowaną najczęściej poprzez strategie powolnych kroków w psychologicznych
działaniach aktywnych.
Plan ten zakłada zmianę sposobu postrzegania rzeczywistości
przez obywateli danego kraju do tego stopnia, że pomimo swobody demokratycz-
nej i łatwemu dostępowi do wiedzy niezbędnej do wyciągnięcia z niej wniosków,
w istocie nie będzie możliwe wyciągnięcie rozsądnych wniosków w sprawach
o znaczeniu egzystencjalnym dla tego kraju, ale również będących przedmiotem
istotnego zainteresowania Rosji.
Proces ten jest klasycznym mechanizmem psychologicznych działań wy-
wiadowczych, składającym się z kilku najistotniejszych podsystemów, a w całości
obliczonym na około 20 lat realizacji – tyle w jego ocenie zajmuje wykreowanie
zmiany pokoleniowej o odpowiednio zewnętrznie zaimplikowanych wartościach
ideologicznych. Proces ten odnosi się głównie do świadomości młodzieży stu-
denckiej, jako przyszłych kadr administracyjnych, szkolnictwie, mediach, ekono-
mii i służbach specjalnych kraju poddanego temu procesowi. To właśnie
te elementy funkcjonowania państwa mają być zainfekowane poprzez nieświa-
domie wyprofilowaną zmianę pokoleniową. Państwo, które nie broni własnej toż-
samości ideologicznej, nie znając tych mechanizmów, jest pośrednio zdane
na tę kadrę przyszłych zarządców w najważniejszych gałęziach społecznych.
[…]Siła oddziaływania psychologicznego w tym względzie
jest tak wielka, że nawet próba jakiejkolwiek konfrontacji tak wyprofilowanej in-
teligencji z wyraźnymi faktami, ocenami historii i rzeczywistości jest z góry ska-
zana na porażkę, ponieważ nie da się w ten sposób zmienić ich podstawowego
sposobu myślenia, a proces zaimplikowanej nieświadomie tożsamości będzie
broniony zgodnie z podręczna logiką faktu. Podążająca za globalizacją moda
na demoralizację młodzieży, nie sprzyja również budowaniu takiej tożsamości,
a w tym kontekście warto zauważyć, że demoralizacja jest jednym
z najskuteczniejszych czynników prania mózgu, a młodzież najbardziej plastycz-
nym i podatnym sugestywnie celem[…]”[32]
„[…]15% czasu, pieniędzy oraz zasobów ludzkich jest przeznaczone
do realizowania celów wywiadu jako takiego. Pozostałe 85% służy nadzorowaniu
powolnego procesu, nazywanego przez nas »przewrotem ideologicznym« albo
»strategią małych kroków«. Oznacza ona plan zmienienia sposobu postrzegania
rzeczywistości każdego Amerykanina, do tego stopnia, że mimo dostępu
do informacji, żaden z nich nie będzie w stanie wyciągnąć rozsądnych wniosków,
dotyczących obrony ich samych, ich rodzin, społeczeństwa i kraju. Jest to potężny
i bardzo powolny sposób prania mózgów, dzielącym się na cztery, podstawowe
etapy.
Pierwszym z nich jest faza demoralizacji, zajmująca
od 15-20 lat. Dlaczego tyle? Ponieważ właśnie tyle czasu zabiera wyedukowanie
jednego pokolenia studentów we wrogim kraju, wystawionych na ideologię wro-
ga. Innymi słowy marksizm i leninizm jest zaszczepiany w młodych umysłach
co najmniej od trzech pokoleń amerykańskich studentów, nie będąc
przy tym podważany czy równoważony przez podstawowe wartości amerykani-
zmu czy amerykańskiego patriotyzmu. W rezultacie większość studentów, którzy
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 46/419
ukończyli naukę w latach 60-tych, zajmuje obecnie kluczowe stanowiska
w rządzie, służbach publicznych, biznesie massmediach i edukacji. Jesteście
na nich skazani, nie możecie się ich pozbyć. Oni zostali skażeni
i są zaprogramowani na myślenie w konkretny sposób i reagowanie na pewne
bodźce zgodnie z określonymi wzorcami. Nie możecie zmienić ich umysłów. Na-
wet, jeśli skonfrontujecie ich z prawdziwymi informacjami, nawet jeśli udowod-
nicie, że białe jest białe, a czarne jest czarne i tak nie będziecie w stanie zmienić
ich podstawowego sposobu postrzegania i logiki, z jaką się zachowują.
Innymi słowy, ten proces demoralizacji się już dokonał
i jest nieodwracalny. Ażeby usunąć tych ludzi ze społeczeństwa, musielibyście
poświęcić kolejne dwadzieścia albo 15 lat na wykształcenie nowego pokolenia,
nastawionego patriotycznie i hołdującego zdrowemu rozsądkowi[…]
Proces demoralizacji dokonujący się w USA zakończył się już w zasadzie
powodzeniem. Spoglądając na ostatnich 25 lat można powiedzieć, że sukces
przerósł oczekiwania, ponieważ demoralizacja objęła sfery, o których wcześniej
nie śniło się nawet tow. Andropowowi i jego ekspertom. Większość tej pracy wy-
konali sami Amerykanie dla Amerykanów, a stało się to za sprawą braku moral-
nych standardów.
Jak wcześniej wspomniałem, dostęp do informacji przestał już cokolwiek
znaczyć, bowiem zdemoralizowana osoba nie będzie w stanie ich docenić
i przestanie przywiązywać wagę do faktów.
22

Nawet gdyby została zalana strumieniem potwierdzonych informacji,
dokumentów, obrazów
22
, albo gdyby siłą została zabrana
do ZSRR, gdzie pokazałoby jej obozy zagłady, nie byłby w stanie uwierzyć.
Aż do chwili, w której ktoś kopnąłby ją w tłusty tyłek, jednak nie wcześniej.
Na tym polega tragizm sytuacji ludzi zdemoralizowanych.
22

[…]”[62][73]
„[…]»Poza wywiadem« — pisał w drugiej połowie lat siedemdziesiątych
wyższy funkcjonariusz CIA, odnosząc się do rynku pracy w Stanach Zjednoczo-
nych czy w Europie Zachodniej jeszcze w latach sześćdziesiątych — było »rzeczą
bardzo trudną znalezienie analityka posiadającego realistyczne wyobrażenie
Związku Sowieckiego, ponieważ większość z nich [niesłusznie —
dop. A.J.W.] zakładała, iż amerykańskie analogie można zastosować
do spraw sowieckich«[…]”[74]
Skutki działań opisanych powyżej powyżej są obserwowane i trwałe:
„[…]»mimo wszystkich nowych dowodów archiwalnych na temat so-
wieckiego szpiegostwa i amerykańskich szpiegów, rewizjonizm wciąż dominuje
na wyższych uczelniach i wśród `establishmentu’ historyków. Wiodące periodyki
historyczne nie drukują prac, które są krytyczne wobec Komunistycznej Par-
tii USA albo traktują pozytywnie amerykańskich antykomunistów.

22
Wytł. oryg.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 47/419
W czasopismach tych nie ma miejsca na debatę o amerykańskim komunizmie
i sowieckim szpiegostwie; rewizjonizm rządzi bezwzględnie, Rewizjonistyczna hi-
storia nadal jest wykluczona z konieczności dostosowania się do standardów na-
ukowych stosowanych w innych dziedzinach. Praktyka naukowa przywoływania
prac, w których znajdują się nieprawidłowości i kłamstwa na temat sowieckiego
szpiegostwa, pozostaje bez zmian. Normą na uczelniach wyższych
jest przyjmowanie prokomunistycznej dezinformacji jako autentycznej historii.
Elementarne standardy są ignorowane, a polityczne preferencje triumfują
nad wiernością faktom« (str. 232).
Haynes i Klehr denerwują się: »To jest intelektualnie chora sytuacja«
(»This is an intellectually sick situation« — str. 232). Przypomnijmy:
to nie jest post-PRL, lecz USA[…]”[75]
Pieriekovkę najlepiej osiągnąć przez jeden dla całego państwa program nauczania. Temu
sprzyja taki ustrój państwa, w którym biurokracja czym bardziej ingeruje w życie osobiste obywate-
la. W państwie, w którym uczenie dzieci jest usługą, jak każda inna, szkoły są prywatne,
o programie nauczania w danej szkole decyduje jej właściciel, rodzice mają wolny wybór, agentura
wpływu jest bez szans. Już w państwie średniej wielkości na świecie nie ma agentury wpływu
tak licznej, aby wystarczyła na większość szkół. Opanowywanie szkolnictwa szkoła po szkole
jest niemożliwe, szkoły opanowane przez agenturę wpływu będą bankrutowały, a na opróżnione
przez nie miejsce na rynku będą pojawiały się nowe szkoły zakładane przez właścicieli,
nad którymi agentura wpływu nie będzie miała kontroli. Co innego w takim państwie, w którym
wszystkie szkoły są zmuszone nauczać według jednego programu. Tutaj wystarczy tylko paru agen-
tów w gremiach ustalających wytyczne do sporządzania programu i go zatwierdzających.
17

„[…]Manipulacja medialna jest tylko wtedy możliwa (skuteczna), gdy została
przekroczona pewna masa krytyczna. Ludzi już zdezinformowanych. Przyjmują-
cych, nawet z satysfakcją, podpowiedzi dominujących ekspertów i autorytetów.
Wręcz wdzięcznych, że oto dowiedzieli się, jak należy interpretować rzeczywi-
stość. Tyle się dzieje, trudno się połapać. Prościej jest przyjąć za własną ocenę
»fachowców«. Z pewnością jest trafna[…]”[76]
Autor siedział na internie z Michnikiem. Pod tymi samymi celami. Często dyskutowaliśmy.
Kiedy dyskusja przybierała dla Michnika obrót zły, wtedy zamiast wypowiedzieć się, mówił,
że to skomplikowane. Ale w taki sposób, jakby odpowiedź znał tylko on, a ja pojąć jej nie byłem
zdolny.
Zachodzi sprzężenie zwrotne dodatnie, im więcej w państwie biurokracji, tym agenturom
wpływu w takim państwie łatwiej operować i im państwo bardziej porażone przez agenturę wpły-
wu, tym ona bardziej w tym państwie rozwija biurokrację. Na to można spojrzeć inaczej, jako
na stały wzrost jednej biurokracji, a działalność agentur wpływu i ich relacje z biurokracją cywilną
— jako wewnętrzne procesy jednej biurokracji.
„[…]im bardziej zbiurokratyzowane i socjalistyczne społeczeństwo,
tym spisków rzeczywistych i urojonych będzie więcej. Bo metodą pozaspiskową
nic nie będzie można zrobić.
Spiskowcy mają jednak problem, nad którym żywo debatują spiskolodzy.
Otóż nie są nadludźmi, choćby — jak swego czasu Niemcy — sobie to wmawiali.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 48/419
W efekcie spiski się wysypują i prawda bądź część prawdy o nich zwykle wycho-
dzi na jaw.
[…]”[77]
23

Z tożasmości specsłużb z biurokracją wynika, że naturalną konsekwencją aktywności
ich instynktu samozachowawczego jest obrona ingerowania państwa w gospodarkę. Jedną
z form jest deprecjonowanie poglądów przeciwnych:
„[…]
Fałszywe oskarżanie liberalizmu
Podręcznikowym przykładem manipulacji sloganami jest termin »naro-
dowy socjalizm«. Większość ludzi, nie tylko w Polsce, nie zdaje sobie sprawy
z tego, że III Rzesza była państwem socjalistycznym. Uważają nazizm, czyli na-
rodowy socjalizm, za ustrój radykalnie prawicowy. W Polsce z podobnym zjawi-
skiem mieliśmy do czynienia w trakcie ostatnich kampanii wyborczych i wiązało
się ono z podziałem na część solidarną i liberalną. Chociaż Polska od 1989 roku
plasuje się bardzo nisko w rankingach wolności gospodarczej (jak słusznie za-
uważył Kazik Staszewski, mieliśmy transformację socjalizmu totalitarnego
w koncesyjno-etatystyczny), wszystkie ciemne strony systemu gospodarczego
III RP określono mianem liberalizmu. Jak się wydaje, zamierzeniem
spin doktorów PiS było stworzenie negatywnego obrazu uchodzącej za liberalną
Platformy Obywatelskiej – jako współodpowiedzialnej za całe społeczne
zło transformacji ustrojowej. Samo nazywanie PO partią liberalną także
nie do końca odpowiada prawdzie. Jak na ironię, jedyne ekipy w Polsce, które
dokonywały obniżek podatków (fundamentalny warunek liberalizmu gospo-
darczego), to rządy Mieczysława Rakowskiego (jeszcze komunistyczny), Leszka
Millera i Jarosława Kaczyńskiego.
[…]”[54]
And last but not least. Odcięcie od wolnego rynku umożliwia pogorszenie warunków za-
trudnienia. Zwłaszcza zmniejszenie pensji. Zatrudnianie pracowników mniej wymagających. Femi-
nizację zawodów. Zatrudnianie pracowników o mniejszych szansach gdzie indziej. Mniej ambit-
nych i o ambicjach wadliwych. Posłuszniejszych. Podatniejszych na kształtowanie. Ustępliwszych.
Zgodnie z zasadą BMW (bierny, mierny, ale wierny). Skłonniejszych do kompromisów. Również
moralnych. Obok oficjalnych, ale nieprzestrzeganych kryteriów oceny pracy, można wprowadzić
nieoformalne, niejawne, domyślne, zmienne w czasie. Daje to możliwość realizowania celów taj-
nych, nieakceptowanych. Tak jest ze wszystkimi dziedzinami życia. Między pełną wolnością
i obozem pracy niewolniczej nie ma granicy. Przejście jest całkowicie płynne. Zadnego stopnia.
Kiedy strukturę zatrudnienia kształtuje wolny rynek, na nim pracownicy gorsi też występują.
Ale od nich zależy mniej. Nie ma selekcji negatywnej. Nie ma też zmuszania kobiet do pracy poza
domem.

23
Zob. też. Aneksy, Mateusz Matyszkowicz, Jak polec w czasie wojny bez ofiar
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 49/419
3.5. Jeszcze jeden przedmiot badań, jeszcze jedna gałąź wiedzy
Agentura wpływu jest zjawiskiem takim samym, jak każde inne, dlatego też powinna
być przedmiotem takich samych badań, jak jakiekolwiek inne interesujące zjawisko. Tym bardziej,
że droga już jest przetarta.
„[…]»nauka o wywiadzie« stała się w latach dziewięćdziesiątych
XX wieku dziedziną akademicką[…]”[74]
Na rzecz specsłużb i agentur wpływu pracują placówki niekiedy odpowiadające wyższej
uczelni. Jednakże one mają charakter rzemieślniczy, co najwyżej odpowiadają politechnice. Pań-
stwa je zakładają z motywów wyłącznie utylitarnych, badania teoretyczne są służebne.
Chodzi o badanie agentury wpływu odpowiadające badaniom uniwersyteckim, całkowicie
wyabstrahowane od zastosowań praktycznych.
„[…]należałoby przede wszystkim utworzyć całkowicie nowy program
psychologii specjalnej[…]”[32]
„[…]Już Arystoteles wskazywał bowiem, że nauka ma być uprawiana dla samej
nauki, wykształcenie zdobywane dla samego wykształcenia. Jakikolwiek uprag-
matycznienie celów nauki zawsze prowadzi do jej ostatecznego zaniku
24
. Teoria,
a nie praktyka jest bowiem kluczem do dobrej nauki i dobrego wykształcenia.
Uniwersytet, jeżeli ma pozostać sobą, musi zatem kształcić nie tyle fachowców,
specjalistów w wąskich dziedzinach, ile teoretyków, którzy z bagażem wiedzy
mogą dopiero zająć się pracą zawodową, często w odległych od przedmiotowego
wykształcenia dziedzinach.
[…]”[78]
Bynajmniej nie chodzi tu o uprawianie sztuki dla sztuki w ogóle bez żadnej wartości prak-
tycznej. Przeciwnie, chodzi o imperatyw naszej cywilizacji euroatlantyckiej dążenia do prawdy
dla niej samej, uznanej za najwyższą wartość, której nie trzeba niczym uzasadniać, a która sama
uzasadnia wszystko inne. Badania nad agenturą wpływu są niezbędnie konieczne, abyśmy byli
w stanie odpowiedzieć sobie na najbardziej podstawowe pytanie filozofii: jakim
jest nasz świat, w którym żyjemy; co jest prawdą, a co jest fałszem; co może, a co nie może
się wydarzyć; co jest autentyczne, a co jest sztuczne; co jest spontaniczne, a co jest sterowane;
etc., etc. Z doświadczenia wiemy, że po takich badaniach zastosowania praktyczne pojawiają
się bardziej obficie, jakby same z siebie.
„[…]Faraday sam zbudował pierwszy ręczny generator na korbę, który
nazwano dynamem. Ale był zbyt zajęty »odkrywaniem nowych fak-
tów[…]w przekonaniu, że [zastosowania praktyczne] potem się pojawią«,
by zastanawiać się, do czego takie dynamo mogłoby się przydać. Często powta-
rzana anegdota głosi, że gdy premier brytyjski odwiedził w 1832 roku laborato-
rium Faradaya, wskazał na dziwaczne urządzenie i zapytał, do czego ono służy.
»Nie wiem, ale idę o zakład, że kiedyś pański rząd obłoży je podatkiem« – powie-

24
Cel ocalenia nauki przed zanikiem jest celem pragmatycznym (przy. G. R.)
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 50/419
dział Faraday. Podatek od wytwarzania elektryczności wprowadzono w Anglii
w 1880 roku.”[79]
Sytuacja odwrotna, w której priorytet najwyższy mają zastosowania praktyczne rodzi nie-
bezpieczeństwo poświęcania prawdy dla korzyści doraźnych, a to jest drogą donikąd. Wkrótce
nie będzie ani wiedzy, ani korzyści praktycznych. Badania nad agenturą wpływu powinny
być czysto cywilne i całkowicie niezależne nie tylko od specsłużb, ale też od władzy publicznej.
Wyniki badań nad agenturą wpływu będą wykorzystywane przez historyków, politologów, socjolo-
gów, psychologów, geopolityków, etc., etc.
Wiedza o pasożytach oddziałujących na układ nerwowy żywiciela i o agenturze wpływu
jest dopiero w fazie początkowej i jest bardzo skromna. Niewiedza jest frustrująca. Podczas pewnej
międzynarodowej konferencji o pasożytach oddziałujących na układ nerwowy żywiciela uczestnicy
przechodzili między budynkami. Kiedy mijali kałużę jeden z nich wskazał ją i wyraził przypusz-
czenie, że w niej być może znajduje się pasożyt, który o układzie nerwowym wie więcej
od nich. Ale wiedza o pasożytach oddziałujących na układ nerwowy żywiciela i o agenturze wpły-
wu będzie stale powiększać się i już wkrótce jej rozmiary przestaną być powodem do wstydu.
Kot mógł nauczyć się, jak radzić sobie z toksoplazmozą. Czy ludzie są gorsi od kota?


4. Armia, jakiej jeszcze nie było
Motto 1
Na polu walki, mniejsze znaczenie ma ilość czołgów, a elementem
o znaczeniu szczególnym jest ilość dusz przeciwnika, którymi można za-
wczasu zawładnąć, aby terytorium tak ułożonego przeciwnika zająć
bez zbytniego wysiłku.
Marcin Kosek[32]
Motto 2
Aby przyszłe swe ofiary przygotować na czekający je los, trzeba
je pozbawić całkowicie moralnej zdolności do stawiania oporu. W tym celu
wszystkie stosunki trzeba pogmatwać do niepoznania, wszelkie wartości
odwrócić do góry nogami, z winy uczynić zasługę, a z zasługi — winę.
Przede wszystkim zaś same przyszłe ofiary skruszyć moralnie, obudzić
w ich sumieniach niepokój i odebrać im w ten sposób wszelką zdolność
psychiczną do obrony i oporu
Adolf Hitler
Motto 3
“Where does a wise man hide a leaf? In the forest.
But what does he do if there is no forest?”
“Well, well,” cried Flambeau irritably, “what does he do?”
“He grows a forest to hide it in,”
Gilbert Keith Chesterton[80]
Karol Marx, a za nim Karol Radek Sobelsohn zauważyli, że socjalizm w niesocjalistycznym
otoczeniu nie przetrwa. Socjalizm pogarsza warunki życia, a ludzie mają taką naturę, że dążą
do warunków życia lepszych. Migrują z państw o natężeniu socjalizmu większym
do państw o natężeniu socjalizmu mniejszym.
Gdy temu nie zapobiegać, państwa socjalistyczne wyludniają się, słabną i upadają. Ograni-
czanie emigracji środkami siłowymi z zasiekami i Murem Berlińskim włącznie
nie jest rozwiązaniem — uciekają coraz wyżsi funkcjonariusze państwa.
Ludzie z państwa socjalistycznego uciekać nie będą, jeżeli uciekać nie będą mieli dokąd. Je-
żeli w państwach, do których dotąd uciekali, też będzie socjalizm. Jeżeli nie będzie ani jednego
państwa niesocjalistycznego, do którego mogli by uciec . Ale działania podejmowane w celu wy-
eliminowania państw niesocjalistycznych nie powiodły się.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 52/419
Ogólnoświatowa rewolucja nie wybuchła. Udzielić pomocy rewolucjom w toku nie udało
się. Eksport rewolucji najlepiej udawał się do państw, do których mało kto chciał migrować. Pozo-
stał podbój i narzucenie socjalizmu siłą.
25

„[…]doktryna rosyjskich dążeń imperialistycznych, w odniesieniu
do państw będących w orbicie jej zainteresowań, nie posiada w swoim słowniku
takiego słowa jak pokój[…]”[32]
Moskowia ma bardzo duże tradycje wspierania swoich podbojów działaniami tajnymi[81]
14
.
„[…]o istocie siły rosyjskiej nigdy nie decydowały czynniki »europejskie«,
jak bogactwo czy wyszkolona armia. Zawsze na pierwszym miejscu były metody
azjatyckie odziedziczone od Chińczyków i Mongołów — rozkładanie, degenero-
wania państwa, które ma być ofiarą ataku, przy pomocy swojej agentury.
Gdy rozkład się dokonał, następowała decyzja o ataku. Natomiast nawet niewiel-
kie, ale zdrowe narody potrafiły stawiać przez kilka pokoleń opór moskiewskiej
ekspansji.
[…]»Podstawową cechą charakteru rosyjskiego jest azefizm (dwustronna pro-
wokacja, na zasadniczej sprzeczności celów i idei oparta), który powstał
w narodzie rosyjskim w wyniku wielowiekowego ucisku i tyranii policyjnej pań-
stwa[…]”[82]
Orda mongolska pozostawiła po sobie dziedzictwo, np.: Polska miała najlepszą jazdę świata,
a Moskowia ma najlepsze na świecie działania specjalne.
„[…]Strategia Czyngis-chana polegała na tym, że miał on swoją podsta-
wę operacyjną nie za sobą, lecz przed sobą: brzmi to paradoksalnie,
ale rozumieć to trzeba tak, że zanim nastąpić miał najazd, umiejętna propaganda
musiała przygotować w upatrzonym na zdobycie kraju wszystkie drogi i ścieżki,
korzystając ze wszystkich w nim niedomagań politycznych i społecznych, wszel-
kich wewnętrznych niesnasek, podjudzając jednych przeciw drugim, przekupując
tych, obiecując tamtym i w ten sposób osłabiając, niszcząc odporność moralną
ludności; gdy oznaki rozkładu były już widoczne, następował najazd, a podbite
i zajęte obszary stawały się źródłem nie utrudnień, lecz przypływu nowych zaso-
bów, nowych środków do powiększania armii.
[…]”[83]
„potrzeba stanowczo nauczyć się pracy legalnej w najbardziej reakcyj-
nych parlamentach, zawodowych, spółdzielczych i tym podobnych organiza-
cjach”
Lenin

25
Zob. też. Aneksy, Wiktor Suworow, Klęska. Rozdział 6. Socjalizm w jednym kraju?[224] (fragment)
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 53/419
„[…]władcom nieszczęśliwej Rosji to przyznać należy, że z niesłychaną dotych-
czas umiejętnością uprawiają sztukę zasypywania ludziom oczu piaskiem; oślepi-
li ich i wzbudzają ślepy ich podziw dla swego dzieła
[…]korzystają z tego i z niewzruszoną, bo na mocnych podstawach opartą wiarą
w zwycięstwo, szybko i umiejętnie przygotowują przyszłą ofensywę.
[…]nie rozpoczną jej, dopóki nie będą miały pewności, że rozbrojenie psychiczne
Europy stało się faktem dokonanym. Drogą do tego rozbrojenia psychicznego
jest propaganda, której wszystkie nici we wszystkich krajach schodzą
się w sowieckich poselstwach i agencjach handlowych [...] Obok tego pomocą
dla Sowietów nie mniej ważną i ogromnie ułatwiającą im zadanie
jest powszechny, zwłaszcza w większych państwach europejskich, defetyzm, któ-
rego wyraz jaskrawy mamy w tak starannie pielęgnowanych stosunkach dyplo-
matycznych i handlowych z Sowietami. Defetyzm ten wmówił sobie z góry,
że w walce z sowiecką Rosją porażka jest nieunikniona. Walka przeto
jest daremna, natomiast przymilaniem się i ustępowaniem można groźne jutro
odsunąć w dal bliżej nieokreślonej przyszłości.[...]
[…]”[83]
„[…]
Naturalnie w te klocki starzy wyjadacze z Kremla znacznie przewyższają
konkurencję. Jak stwierdził jeden z najbardziej doświadczonych oficerów
CIA Jack Dziak, gry szpiegowskie siedzą post-Sowietom we krwi, a Rosja
wręcz to »państwo kontrwywiadowcze«. Środki kontrwywiadowcze
są najpotężniejszymi narzędziami kontroli społecznej bez potrzeby uciekania
się do przemocy.
[…]”[84]
Moskowia na swoją ofiarę poluje, jak waran z Komodo
26
[85] (varanus komodoensis). Waran
czatuje w ukryciu czekając na przechodzącą w pobliżu potencjalną ofiarę. Gdy znajdzie
się w zasięgu jego zębów, lekko ją kąsa i na tym poprzestaje.
„[…]czekiści lubią ugryźć i odskoczyć[…]”[86]
Rana nie jest wielka, ale waran do organizmu ofiary wprowadza swój jad. Ofiara żyje jesz-
cze od dwóch do trzech dni. W tym czasie waran pozornie nią nie interesuje się, ale jej tropem po-
dąża. Po dwóch, trzech dniach ofiara pada i dopiero wtedy waran przystępuje do pożerania
jej. Jadem Moskowii jest jej agentura wpływu. O jadowitości warana z Komodo wiemy niedawno.
Wcześniej panowało przekonanie, że waran z Komodo jest niejadowity i odżywia się ścierwem
zwierząt padłych na zakażenie bakteryjne. Przekonanie o niejadowitości warana z Komodo wynika-
ło z nieznalezienia u niego zębów jadowych takich, jak u jadowitych węży i żmij. Szukano
nie tam, gdzie trzeba. Przewody jadowe warana z Komodo mają ujście nie przez zęby jadowe, tylko

26
Waran z Komodo - Wikipedia, wolna encyklopedia,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Waran_z_Komodo,
http://tinyurl.com/y9h3y8n
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 54/419
między zębami zwykłymi. Przy opisywaniu aktywności Moskowii popełniane są błędy analogiczne
do błędów popełnionych przy opisywaniu warana z Komodo.
„Prowokacja polityczna to użycie najświętszych symboli narodowych
i najgłębszych jego uczuć przeciwko narodowi”
Józef Mackiewicz
Państwo, które w przyszłości padnie ofiarą Moskowii różni się od innych państw, słabnie,
jego przywódcy zachowują się irracjonalnie, przejawia skłonności samobójcze.[87]
27

[…]”
„[…]Główne wytyczne tej polityki polegają na powolności w działaniu,
na stopniowej penetracji i na początkowym zacieraniu różnic między zdecydo-
wanymi zwolennikami unii z Rosją i zwolennikami dobrych stosunków,
ale nie unii politycznej i społecznej[…]”[88]
„[…]
Bolszewizm zainicjował coś, co można by nazwać wojną psychologiczną.
Celem jest uderzenie w moralność i psychikę. Ten rodzaj działań wojennych
nie zakładał w pierwszej kolejności zniszczenia wroga jako zorganizowanej siły,
ale odebranie mu nadziei i wszelkich szans bytowych. Aby uświadomić czytelni-
kom, z jakim przeciwnikiem mamy w istocie do czynienia, posłużę się dwoma cy-
tatami, które nawet przy założeniu, że dawny ośrodek komunistycznej władzy
w ówczesnej formie nie istnieje – obrazują metodę działania stojącą
za tym wszystkim. Pierwszy cytat pochodzi od Dmitrija Manuilskiego, sowieckie-
go psychologa i wieloletniego przewodniczącego Kominternu.
W 1931 r. Manuilski powiedział: »Dzisiaj, oczywiście, nie jesteśmy dostatecznie
silni. Nasz czas nadejdzie w ciągu 20–30 lat. Aby zwyciężyć, potrzebujemy ele-
mentu zaskoczenia. Burżuazja musi zostać uśpiona. Musimy zacząć
od wywołania najbardziej spektakularnego ruchu pokojowego. Będą elektryzują-
ce rokowania i trudne do wyobrażenia koncesje. Kraje kapitalistyczne, głupie
i dekadenckie będą cieszyć się z możliwości współpracy, działając
na rzecz swojego zniszczenia. Złapani na lep możliwości będą się czołgać
ku nowej przyjaźni. W chwili kiedy się odsłonią, zdruzgoczemy ich naszą zaci-
śniętą pięścią”.

27
Zob. też. Aneksy, Marcin Wolski, Kompleks polski[372] (za zezwoleniem Autora)
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 55/419
Niektórzy zapewne zdążyli zauważyć oddziaływanie tej zapowiedzi
na zachodnie społeczeństwa. Cofnijmy się do wydarzeń lat 60. i 70., których za-
sięg przecież nie ograniczył się wyłącznie do Niemiec. Dziś wiemy,
że np. za ruchami pokojowymi stał Związek Sowiecki, to tam je wymyślono, in-
struowano i stamtąd płynęły środki na ich finansowanie. Wysuwam teraz oskar-
żenie pod adresem wielu młodych ludzi, którzy biegali pod jakimiś sztandarami,
nie zdając sobie zupełnie sprawy z tego, czym one w istocie są. Proroctwa Manu-
ilskiego ziściły się, bo Zachodowi zabrakło trzeźwej oceny sytuacji.
[…]”[89]
Swoją agenturę wpływu Moskowia plasuje w pierwszej kolejności w środowiskach
tzw. inteligenckich[90]:
„[…]Nie prześladują nas bowiem upiory, ale trefnisie. Nie straszą nas cmentarne
duchy, ale pajace.
[…]”[91]
28

„[…]Następną fazą jest destabilizacja. W tym przypadku sabotażysta
nie zajmuje się pańskimi poglądami ani modelami konsumpcji. Nie obchodzi
go, że pan się niezdrowo odżywia i staje się pan tłusty. Etap destabilizacji narodu
trwa zaledwie od 2-5 lat. W tym czasie na celowniku znajduje się gospodarka,
polityka zagraniczna i obronność kraju. Wpływ ideologii marksizmu-leninizmu
jest szczególnie widoczny w takich dziedzinach jak obronność i gospodarka.
Jeszcze czternaście lat temu, gdy przybyłem do tego zakątka świata,
nie uwierzyłbym, że ten proces będzie przebiegał tak szybko.
Następną fazą jest kryzys. 6 tygodni wystarczy, aby przywieść państwo
na skraj kryzysu, co obserwujemy obecnie w Ameryce Środkowej. Potem następu-
je — poprzedzony dużymi zmianami — w strukturach władzy i ekonomi tzw. okres
normalizacji. Normalizacja jest cynicznym terminem stworzonym przez sowiecką
propagandę. Gdy radzieckie czołgi wjechały do Czechosłowacji w 1968 roku,
powiedziano: teraz sytuacja w bratniej Czechosłowacji została znormalizowana.
Taki los czeka Stany Zjednoczone, jeśli pozwolicie tym kretynom, doprowadzić
wasz kraj do kryzysu, obietnicami wszelakich dóbr i nastaniem raju na ziemi, de-
stabilizowaniem waszej gospodarki, zniszczeniem wartości stojących
za konkurencją wolnorynkową[…]”[62]
Działalnością agentury wpływu Moskowii te anomalie tłumaczone są rzadko i niepełnie.
„przygotowywać nowe zabory to nie znaczy w polityce współczesnej go-
tować się do wypowiedzenia wojny sąsiadom; dziś zamiarom takim toruje drogę
szereg nie tylko pokojowych, ale i »przyjacielskich« kroków. Najważniejszym
z nich jest pozyskanie stanowczego wpływu na politykę zewnętrzną, a następnie
i na wewnętrzne sprawy mocarstw ościennych, zupełnie jak to było z Polską
przed rozbiorami”[92]

28
Zob. też. Aneksy, Tomasz Szczepański, Inteligencja kompradorska (za zezwoleniem Autora)
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 56/419
„[…]
Na polecenie polskich tajnych służb swoje działania mieli podjąć
na zachodzie, także wytypowani prowokatorzy. Pewne jest, że po wkroczeniu
zwycięskich wojsk Układu Warszawskiego do państw kapitalistycznych, SB miało
odegrać ważną rolę w zainstalowaniu tam nowych władz. Sporządzono,
więc wykazy osób o poglądach lewicowych, »nadających się do podjęcia z nimi
współpracy«. Miały one zacząć prace w administracji prosowieckiej,
po przejściu oddziałów frontowych.
[…]”[93]
1615

Przygotowując się do trzeciej wojny światowej, w której zamierzała podbić państwa Europy
Zachodniej, Moskowia zorganizowała agenturę na niespotykaną skalę.
„[…]Jaruzelski prezentował wobec sowieckiej kadry dowódczej postawę
wręcz żenującą swoją uniżonością. Wspólnie z Sowietami gotował ludowe Woj-
sko Polskie do inwazji na Zachód, co (gdyby wojna doszła do skutku) nieuchron-
nie skończyłoby się nuklearnym kontratakiem Zachodu i całkowitym unicestwie-
niem Polski[…]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 57/419
Jaruzelski dobrze wie, kim jest i co w swoim życiu robił. Zapewne dlatego
w 1990 r. kazał zniszczyć wszystkie stenogramy Biura Politycznego
z lat 1981 - 1989 - dokumenty kluczowe dla zrozumienia i opisu funkcjonowania
mechanizmów jego dyktatury. Równie dokładnie wyczyszczono inne dokumenty
PZPR
29
dotyczące jego osobistej działalności.
[…]”[94]
Jedni agenci mieli torować drogę nacierającej Armii Radzieckiej, inni byli przygotowani
na przejęcie władzy. To rozwiązanie wymaga utrzymywania w konspiracji agentury o liczebności
bezprecedensowej.
„[…]
Grupa Forstera miała destabilizować Republikę Federalną, również
środkami militarnymi. Stasi
30
i KGB potrzebowało na wypadek
»walk klasowych« w RFN zorganizowanej grupy, którą można by poderwać
do walki zbrojnej. W razie konfliktu militarnego między Wschodem a Zachodem
zachodnioniemieccy komuniści mieli przeprowadzać akty sabotażu i terroru
w newralgicznych miejscach. Żyli z dnia na dzień, gotowi w każdej chwili chwy-
cić za broń.
Byli grupą »śpiochów«, jak w języku służb na całym świecie określa
się agentów zwerbowanych, przeszkolonych do wykonania konkretnego zadania -
i czekających latami na sygnał. »Gruppe Aktion« istniała przez dwadzieścia
lat, nierozpoznana przez zachodnie służby. Rada Wojskowa złożona z wysokich
rangą funkcjonariuszy DKP i "Ralfa Forstera« spotykała się regularnie
na obradach w NRD.
[…]
Uzbrojeni byli znakomicie w karabinki szybkostrzelne, maszynowe pisto-
lety i tysiące sztuk amunicji, granaty, kneble, kastety. Zachowały się zamówienia
materiałów potrzebnych do ćwiczeń, na przykład w lutym 1978 roku
do rąk Mielkego trafiła lista chemikaliów, środków owadobójczych
oraz nawozów sztucznych dostępnych w sklepach zachodnioniemieckich. Wszyst-
ko w kilogramach i litrach. Na zamówieniu znalazła się odręczna notka: »Towa-
rzysz minister zaaprobował«. I obok: »Rzeczy, których brakuje, musimy jakoś
zdobyć«.
[…]”[95]

29
PZPR — Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, funkcjonująca w Polsce organizacja kolaboracyjna utworzona
przez Moskowię po zbrojnym opanowaniu terytorium Polski, wykorzystywana do pośredniego, w celu ukrycia faktu
okupacji, sprawowania władzy nad Polską
30
Stasi — Staatssicherheit (niem. Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego NRD),
http://pl.wikipedia.org/wiki/Ministerstwo_Bezpiecze%C5%84stwa_Pa%C5%84stwowego_NRD,
http://tiny.pl/hx3k9
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 58/419
Podczas wojny roku 1920 przyszły rząd Polskiej Republiki Rad z Dzierżyńskim, Marchlew-
skim, Kohnem, Unszlichtem w składzie był wieziony za frontem RKKA
31
na furmankach. Wykonał
ruch wahadłowy. Pojechał tam i z powrotem. Nie było z niego żadnego pożytku.
W trzeciej wojnie światowej składy przyszłych moskowicińskich marionetkowych
władz nad państwami podbitymi miały zostać ujawnione jeszcze przed zakończeniem zbrojnego
opanowania terenu przez Armię Radziecką. Agentura była zbyt liczna, by mogła być kierowana tyl-
ko z zewnątrz. Musiał powstać wewnętrzny ośrodek dowodzenia jej częścią. Gdyby podbój
się nie udał, a zdrajcom nie udałoby się zbiec, ponieśliby odpowiedzialność. To bardzo silna moty-
wacja do skutecznej pracy na rzecz podboju. Chodzi o to, by agentura nie obijała się, kiedy Armia
Radziecka się wykrwawia. Poza tym dwuwładza bardzo demotywuje do obrony.
Największy przerzut agentury na Zachód miał miejsce przed planowanym terminem rozpo-
częcia trzeciej wojny światowej. Całej agentury na miejscy przyszłych walk zbrojnych zwerbować
i przeszkolić się nie da. Część z niej trzeba przygotować u siebie, a następnie na krótko
przed napaścią przerzucić. Ale jak to zrobić, aby nie zwrócić uwagi kontrwywiadów
państw mających zostać podbitymi i nie wywołać ich przeciwdziałania?
Do przerzucania agentury bardzo dobrze nadaje się emigracja, która jest wykorzystywana
do produkowania…
„[…]nowego gatunku agentów ro-
syjskiego wywiadu SWR. Są nimi
młodzi Rosjanie emigrujący
na Zachód po studiach, wtapiający
się w coraz większą rosyjską diaspo-
rę, zdobywający dobrą pracę
i kontakty, dzięki którym werbują
współpracowników w kręgach poli-
tycznych i biznesowych danego kra-
ju. Liczona w tysiącach emigracja
Rosjan (zwłaszcza do W. Brytanii)
otwiera przed wywiadem ogromne
możliwości pozyskiwania źródeł in-
formacji tam, gdzie wcześniej można
było tylko pomarzyć[…]”[96]
Tak Moskowia może postępować obecnie.
Ale wtedy takiej emigracji ani diaspory nie było.
Przywódcy Moskowii sami sobie utrudnili
zadanie. Twórcą ustroju (ZSRR) był Stalin. Wy-
brał ustrój najbardziej przysposabiający Mosko-
wię do podboju świata. Skorzystał
z doświadczenia. Podczas pierwszej wojny świa-
towej Moskowia została pokonana

31
RKKA — Рабоче-Крестьянская Красная Армия (wym. Raboczio-Krietianskaia Krasnaia Armia), (ros.) —
Robotniczo-Chłopska Armia Czerwona.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 59/419
przez Cesarstwo Niemieckie. Niemcy mogły to dokonać, bo podczas pierwszej wojny światowej
wprowadziły u siebie komunizm wojenny. Komunizm wojenny dla państwa
jest tym, czym dla sportowca wyczynowego jest doping. Przy użyciu komunizmu wojennego wła-
dze państwa mogą pobrać więcej zasobów kraju i przeznaczyć je do prowadzenia wojny.
„[…]Socjalizm bowiem to gospodarka nakazowa. A gospodarka nakazowa
to jest gospodarka wojenna. Rosja została poddana takiej gospodarce stopniowo
po wybuchu I wojny światowej jeszcze przez rząd carski. Socjalizm w tym sensie
jest systemem wywodzącym się z potrzeby wojennej. Socjalizm to odgórne mobi-
lizowanie surowców, potencjału przemysłowego i pracowników na potrzeby zwy-
cięstwa. Bolszewicy odziedziczyli podstawy socjalistycznego systemu gospodarki
wojennej i rozbudowali go jeszcze do monstrualnych rozmiarów w czasie pokoju.
I skoordynowali z propagandą, stąd stała »walka na froncie pracy«
oraz nomenklatura wojenna — »zwycięstwa produkcyjne«, »brygady«
itp. Prowadzili bowiem wojnę wewnętrzną, rewolucyjną ze swoimi własnymi
poddanymi.
[…]”[97]
Doping sportowy i komunizm wojenny można stosować krótko. Stosowanie zbyt długie
prowadzi do wyniszczenia organizmu tak zarówno sportowca, jak i państwowego. Stalin to wiedział
i w Moskowii komunizmu wojennego nie wprowadzał zbyt wcześnie. Jak długo mógł utrzymywał
NEP, a komunizm wojenny dopiero wtedy, gdy to wynikało z kalendarza przygotowań do drugiej
wojny światowej. Na tym tle zresztą miał zatarg z Tuchaczewskim. Tuchaczewski
chciał już AD 1927, aby w roku następnym — 1928 wyprodukować sto tysięcy lub pięćdziesiąt ty-
sięcy czołgów. Na jedenaście lat przed wojną. Kiedy Moskowii jeszcze nie były do niczego po-
trzebne.[98]
Stalin bardzo dobrze rozumiał korzyści, jakie daje niespodziewany atak z zaskoczenia
na ofiarę nieprzygotowaną do obrony. Dlatego swoje przygotowania do podbojów ukrywał. Posłu-
żył się marxizmem-leninizmem, który był oficjalną ideologią Moskowii przed wprowadzeniem
w niej komunizmu wojennego, a po wprowadzeniu stracił rację bytu. Stalin postanowił
nie ogłaszać, dezaktualizacji marxizmu-leninizmu. Przeciwnie, dopuścił się mistyfikacji. Używał
go, jako omaskowanie komunizmu wojennego. Dzięki temu mógł oczyścić państwo z ideowych
bolszewików, którzy w nowej sytuacji stali się nie tylko zbędni, ale wręcz szkodliwi. Nielicznych
z nich wymordował w tzw. wielkiej czystce, większość została zdymisjonowana, bądź przesunięta.
Najpierw sama Moskowia, a potem Blok Krajów Demokracji Ludowej (KDL) były tajnym
obozem wojskowym, z którego miało wyjść potężne uderzenie. Dzięki omaskowaniu przy użyciu
marxizmu-leninizmu z zewnątrz, od środka, z każdej strony ten obóz wojskowy wyglądał
nie, jak obóz wojskowy, tylko jak dom obłąkanych. Moskowia sobie i swoim zdobyczom terytorial-
nym, na których zaprowadziła swoje porządki wyrobiła żółte papiery. Opinia wariata bardzo demo-
tywuje do dociekania prawdziwych celów, natomiast skłania do wydawania sądów powierzchow-
nych. Np. kopalnie, huty, fabryki przemysłu ciężkiego były stawiane nie dla produkowania czoł-
gów, których gąsienice rozjadą Europę Zachodnią, tylko dla produkowania tzw. klasy robotniczej,
aby odrobić zaległości i osiągnąć jej ilość umożliwiającą, według Marxa, zbudowanie komunizmu.
I to działało ze skutecznością nadspodziewaną.
„[…]bolszewizmu jako idei, doktryny, nie ma; są tylko bolszewicy,
a są oni zgrają łotrów, którzy się chwycili idei komunistycznej,
nią się posługują[…]”[83]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 60/419
A w każdym obozie wojskowym, jak to w obozie wojskowym, nawet w tajnym, przemiesz-
czanie się żołnierzy w celach innych niż na rozkaz podlega rozległym ograniczeniom. Nawet, jeżeli
ci żołnierze sami nie wiedzą, że są żołnierzami i wydaje się im, że wciąż są cywilami.
„[…]Stalin przygotowywał się do wojny. Przygotowywał się od zawsze,
od pierwszego dnia zdobycia władzy. Kolektywizacja, industrializacja, wielka
czystka — to jedynie rózne aspekty wielotorowych działań towarzysza Stalina
w celu przeistoczenia Kraju Rad w olbrzymi obóz wojskowy i rozdzielenia bu-
downiczych komunizmu na dwie kategorie: »niewolników« i »mięso armat-
nie«[…]”[99]
Wydanie paszportu stało się wydaniem przepustki na wyjście z obozu. Ruch transgraniczny
bardzo się zmniejszył.
Zmniejszył się tak bardzo, że znacznie zaburzyłoby go już tylko nawet samo przerzucenie
agentury. Należało wytworzyć jakiś pretekst do zwiększenia ruchu transgranicznego,
aby nie wzbudzał podejrzeń, a samą przerzucaną agenturę opakować w jakiś ruch ludności. Wcze-
śniej przemieszczanie się dużych mas ludności przez granice było już wykorzystywane
do przerzucania agentury. W tych operacjach brali też udział polscy renegaci:
„[…]polscy aktywiści komunistyczni czynnie uczestniczyli - szczególnie
na obszarach kontrolowanych przez wojska sowieckie - w propagowaniu ideałów
rewolucyjnych, korzystając z pomocy prasy, broszur, wieców, a także organizując
manifestacje w zakładach pracy, szkołach, urzędach oraz w wojsku
32
. W okresie
po 18 marca 1921 roku nadal prowadzili wzmożoną działalność agitacyj-
no-wywiadowczą wśród Polaków na wschodzie - w ich miejscach zamieszkania,
przebywania oraz w punktach zbornych i punktach repatriacyjnych, w których
składano wnioski o powroty do Polski. Punkty te wykorzystywano do celów agi-
tacyjnych. Działali tam intensywnie agenci sowieccy, a repatriację wykorzysty-
wano jako drogę przerzutu do Polski
33
.
[…]”[100]
Na taki pretekst bardzo dobrze nadaje się ucieczka Żydów przed prześladowaniami
z powodu antysemityzmu. Tylko skąd antysemityzm u wyznawców marxizmu-leninizmu, interna-
cjonałów zwalczających rasizm z ogromnym poświęceniem? Przy czym nie chodziło tu bynajmniej
o stan faktyczny, tylko o opinię analityków kontrwywiadów państw zachodnich. Nie można było
tak po prostu lekko podnieść osłonę propagandową i pokazać kawałek prawdziwych warunków ży-
cia Żydów w Moskowii. Jak później tę osłonę założyć z powrotem? A i z samym jej zdjęciem

32
W przyp.:
„W. Najdus, Polacy w rewolucji 1917 roku, op. cit., s. 46 i nast.; Księga Polaków uczestników…,
op. cit., s. 418 i nast.”
33
W przyp.:
„M. Iwanow, Pierwszy naród ukarany, op. cit., s. 166; A. Pepłoński, Kontrwywiad II Rzeczypospolitej,
op. cit., s. 150 i nast.”
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 61/419
też nie idzie prosto. Weźmy np. taką Polskę. Póki była w KDL-ach, Moskowia
nad nią rozpościerała parasol ochronny przed oskarżeniami o antysemityzm. Uchodziło znacznie
więcej niż obecnie. Po wyjściu Moskowia znad Polski parasol ochronny przed oskarżeniami
o antysemityzm zwinęła. Co więcej, takie oskarżenia inspiruje.[101] Idzie, jak z kamienia. Mosko-
wia usiłuje wrobić Polskę w antysemityzm co najmniej od powstania styczniowego. Czas płynie,
a skutki są raz większe, raz mniejsze. Potrzebna była zatem impreza typu słomiany
ogień, przynosząca natychmiast duży efekt, ale krótkotrwały. Bez poważniejszych następstw póź-
niej. Sprawa się komplikowała, intryga musiała być wielopiętrowa. Żydzi musieliby zrobić
coś bardzo dużego, dotknąć same żywotne interesy, aby zaskarbić sobie nienawiść KDL. I Żydzi
coś takiego zrobili. Państwo Izraela wygrało wojnę sześciodniową
(5 czerwca AD 1967÷10 czerwca AD 1967).
Przed wojną sześciodniową Moskowia trzymała stronę państw Arabskich przeciwko Pań-
stwu Izraela. Państwo Izraela pobiło pupili Moskowii. Blok wojskowy Moskowii potraktował
zniszczenie wojsk arabskich, jako cios wymierzony w potencjał wojskowy Układu Warszawskiego,
ponieważ arabskie armie były wyposażone w sprzęt wojskowy Moskowii oraz przeszły szkolenie
w KDL. Pretekst do antysemityzmu był już wyprodukowany.
Aby Państwo Izraela pupili Moskowii pobić mogło, Moskowia Arabów mu podłożyła.
Dla wygrania wojny sześciodniowej decydujące było zdobycie przez Państwo Izraela przewagi
w powietrzu. Oprócz tego czołgi państw arabskich paliły się, jak pochodnie.
Armie państw arabskich zostały uzbrojone i przeszkolone przez Moskowię. Dostały
m. in. naziemne środki obrony przeciwlotniczej, w tym także radary; broń pancerną itd.
Radar umożliwia wykrycie, obserwację, wyznaczenie położenia samolotu nieprzyjaciela.
Dostarcza informacje, które pozwalają na zniszczenie samolotu rakietą ziemia-powietrze.
Jest to możliwe, ponieważ radar wysyła do samolotu promienie radarowe i rejestruje
ich echo odbite od samolotu. Ale radar jest bronią obosieczną. Emitując promienie radarowe ujaw-
nia swoje położenie i naraża się na zniszczenie. Są rakiety przeznaczone do niszczenia radarów, kie-
rujące się na źródło promieni radarowych. Takimi rakietami Moskowia 21 kwietnia AD 1996 zabiła
gen. Dżochara Dudajewa, prezydenta Republiki Czeczeńskiej. Moskowia te rakiety (pelengacyjne
typu 072 klasy powietrze-ziemia) dostosowała do nowego zadania. Zamiast na promieniowanie ra-
darowe, kietowały się na fale radiowe emitowane przez telefon satelitarny Dudajewa.[102] Państwo
Izraela w wojnie sześciodniowej takie rakiety miało, je użyło i stacje radarowe obrony przeciwlot-
niczej państw arabskich zniszczyło.
Dlaczego zatem Moskowia produkowała radary tak podatne na zniszczenie, użycia
tak krótkotrwałego? Bo wypracowała bezpieczny sposób używania radarów. Radar emituje promie-
nie radarowe w wiązce dobrze skolimowanej. Po trafieniu wiązką radarową w samolot nieprzyjacie-
la jego pilot natychmiast odpala rakietę antyradarową. Jeżeli wiązkę radarową utrzymuje
się na samolocie, jak to robili żołnierze państw arabskich, rakieta antyradarowa leci w niej, trafia
w radar i go niszczy. Dlatego wiązki radarowej na samolocie nieprzyjaciela nie należy utrzymywać
zbyt długo. Po wykryciu samolotu należy na przemian radar skierowywać w innych kierunkach,
schodzić wiązką radarową z samolotu i z powrotem nią na niego wracać. W ten sposób można na-
mierzać samolot, a przy każdym zejściu wiązki radarowej odpalona rakieta antyradarowa traci sy-
gnał i przestaje być naprowadzana na radar. Żołnierze państw arabskich tego nie robili
i utrzymywali wiązkę radarową na samolocie izraelskim aż do utraty radaru.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 62/419
Czołg swoje paliwo przewozi w zbiorniku głównym chronionym pancerzem i w zbiornikach
rezerwowych umieszczonych na pancerzu, niechronionych. Dlatego czołg maszeruje na zbiornikach
rezerwowych, a walczy na zbiorniku głównym. Przed wejściem do boju, czołg zrzuca z pancerza
zbiorniki rezerwowe i przełącza zasilanie silnika na zbiornik główny.
Czołgiści państw arabskich robili odwrotnie, maszerowali na zbiorniku głównym, a kiedy
ze zbiornika głównego całe paliwo już wyczerpali, przełączali na zbiorniki rezerwowe i wchodzili
do boju. Wystarczał jeden strzał z broni strzeleckiej, aby czołg natychmiast stanął w płomieniach.
Te informacje nie są, bynajmniej, tajne. Podał je politruk na wykładzie w Studium Wojsko-
wym UW. Politruk nie ograniczył się tylko do podania samych faktów, ale też je skomentował.
W krótkich żołnierskich słowach powiedział, co myśli o predyspozycjach Arabów do posługiwania
się zaawansowaną techniką i dlaczego jej dla nich szkoda.
Ale politruk nie miał racji. Jest niemożliwe, aby żołnierze państw arabskich zostali prze-
szkoleni prawidłowo, a w warunkach bojowych postępowali odwrotnie. Dlaczego mieliby
tak robić? Z przekory? Ze sklerozy? Niemożliwe jest też, aby szkoleniowcy Moskowii te punkty
pominęli. Jedynym wyjaśnieniem jest że Moskowia celowo żołnierzy państw arabskich przeszkoliła
błędnie, aby państwa arabskie wojnę z Państwem Izraela przegrały.
Funkcjonuje jeszcze inna nazwa, wojna butów. Szlaki ucieczki żołnierzy państw arabskich
były znaczone porzuconymi butami. Te buty też zostały dostarczone przez Moskowię
i KDL. Wyprodukowane zostały przez Chełmek.
Część produkcji była dostępna w Polsce. Nosiłem te buty. W nich zimą zszedłem
z Trzech Koron. Z tym, że, zszedłem, należy rozumieć symbolicznie. Podeszwy były powierzchnią
z podłożem mającą kontakt najrzadszy.
Rozumiem żołnierzy arabskich zrzucających te buty. Bez nich uciekali szybciej.
Moskowia parła do tej wojny. Bez Moskowii ta wojna by nie wybuchła. Wojska Państwa
Izraela od wojsk państw arabskich oddzielały wojska ONZ. Moskowia zażądała wycofania wojsk
ONZ.
„[…]
13 maja 1967 przewodniczący Prezydium Rady Najwyższej ZSRR Nikołaj
Podgorny przekazał egipskiemu wiceprezydentowi Anwarowi Sadatowi fałszywą
informację o koncentracji 12 izraelskich brygad przy granicy z Syrią. Wprowa-
dzeni w błąd Egipcjanie byli przekonani, że Izrael przygotowuje się do inwazji.
Dlatego ich reakcja była natychmiastowa i zdecydowana. 14 maja prezydent Na-
ser zarządził mobilizację armii i rozpoczęto przerzucanie wojsk na półwysep Sy-
naj.
[…]”[103]
Zdolność bojowa Państwa Izraela silnie zależy od liczby imigrantów. Głównym źródłem
imigrantów był ZSRR. Jeżeli ZSRR przed planowana wojną zdolność bojową Państwa Izraela
chciał wzmocnić, wypuszczał więcej Żydów.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 63/419
Na rzecz spreparowania erupcji antysemityzmu w KDL przemawia jeszcze stosunek żydo-
komuny do Jaruzelskiego — tytułuje go, człowiekiem honoru. Erupcja antysemityzmu w Krajach
Demokracji Ludowej, pogorszenie traktowania osób pochodzenia żydowskiego, wreszcie migracja
z KDL powszechnie kojarzona jest z AD 1968. Tymczasem już rok wcześniej —
AD 1967 Jaruzelski rozpoczął przeprowadzanie w LWP czystki.
W zamiarze też miała wyglądać na przeprowadzoną z motywów
antysemickich. Jaruzelski dymisjonował ze stanowisk oficerów
pod pretekstem ich żydowskiego pochodzenia, żydowskiego po-
chodzenia ich żon, sympatii prożydowskich
itd.[104] Wystarczyło, że na oficera ktoś doniósł, że w stołówce
znad kotleta bąkną jakąś uwagę dla Państwa Izraela życzliwą,
aby Jaruzelski tego oficera ze stanowiska wywalił. Dlaczego Ja-
ruzelski to robił?
Wojsko może znajdować się w jednym z dwóch stanów. W czasie wojny wojsko walczy,
w czasie pokoju wojsko przygotowuje się do wojny. W obu tych stanach oddziały i pododdziały
są dowodzone przez oficerów, ale te sytuacje są bardzo różne, dlatego wymagają różnych dowód-
ców.
W wojsku na czas pokoju i na czas wojny potrzeba ludzi o różnych cechach osobowościo-
wych. Dowodzenie na wojnie wymaga szybkiego podejmowania decyzji przy niepełnych danych.
W takich warunkach większy wpływ na decyzje uzyskują cechy charakteru i nawyki nabyte. Długa
praktyka dowódcy czasu pokoju może prowadzić do podejmowania złych decyzji w warunkach
wojny. Np. w czasie pokoju i w czasie wojny różne są hierarchie wartości. Np. dla kwatermistrza
saperka jest więcej warta od palika tarczy strzeleckiej. Co więcej, na wojnie hierarchia wartości
nie jest stała, a zmieniać się może nawet bardzo szybko. Np. zapałka, którą dywersant podpala
lont do materiału wybuchowego podłożonego pod sztab nieprzyjaciela, czy ośrodek dekryptażu
może być warta więcej od dwóch lotniskowców. Analogicznie przewartościowywane jest życie
ludzkie.
Sztuka wojenna nieprzypadkowo nazywa się sztuką. Aby móc zwyciężać przeciwnika, trze-
ba być artystą. Z negatywnymi aspektami posiadania talentu włącznie. Nie wiadomo, czy geniusz
i szaleństwo są od siebie odgraniczone. Nie wiemy, co dokonaliby dowódcy LWP podczas trzeciej
wojny światowej, czy wypełniliby rozkazy i podbili północne Niemcy, Danię i Holandię.
Ale wiemy, co zrobili w czasie pokoju. Pod ich rozkazami LWP degenerowało się w tempie galopu-
jącym. Szerzyły się patologie, pijaństwo, korupcja. Żołnierze byli wykorzystywani, jak niewolni
robotnicy, do wykonywania prac prywatnych. Wojsko dziwaczało dostarczając obfity materiał
do anegdot i dowcipów. Wszyscy słyszeliśmy o rozkazach malowania trawy na zielono i zrywaniu
liści z drzew. Jednym z nich był sam Jaruzelski, kiedy był dowódcą 12 Dywizji Zmechanizowanej
w Szczecinie (12DZ), postawił na tzw. humanizm socjalistyczny, m. in. dbał, by w oknach świetlic
dla żołnierzy były zasłonki i firanki, a na ścianach obrazy, organizował konkursy czytelnicze zwią-
zane z Ziemią Szczecińską[105]. Ich szczytowym osiągnięciem był stan wojenny. Niektórzy
z nich zostali komisarzami i kierowali państwowymi zakładami. Jednym z ich obowiązków była
walka z korupcją. Wytrzymali pół roku. Potem brali w łapę, jak wszyscy. Dobili gospodarkę, która
i tak już leżała. Spowodowali kłopoty, z którymi borykamy się do dzisiaj. Powszechnie błędnie
przyjmuje się, że to są cechy wojska, jako takiego, ale to jest skutkiem dowodzenia wojskiem
w czasie pokoju przez dowódców czasu wojny. Wartość bojowa LWP znacznie spadła. Wiadomo,
że ludzie potrafiący dowodzić na wojnie, w czasie pokoju przygotować wojska do niej nie potrafią.
Aby wojsko mogło skutecznie podbić państwa Europy Zachodniej, do tego zadania musieli
je przygotować inni ludzie niż wodzowie wojenni.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 64/419
Z tym samym problemem zderzył się Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Soli-
darność (NSZZ„S”, Solidarność). Większość działaczy dobrych podczas tzw. Karnawału Solidar-
ności (31 sierpnia AD 1980÷13 grudnia AD 1981) okazała się złymi konspiratorami podczas wojny
jaruzelskiej. Większość dobrych konspiratorów z czasu wojny jaruzelskiej okazała się złymi działa-
czami po AD 1989. Konieczność dobrania do wykonania odpowiednich zadań odpowiednich ludzi
znalazła wyraz w przysłowiu stare miotły muszą się zedrzeć.
Uniwersalnych ludzi Renesansu jest mało. Najczęściej, predysponowani
do ponadprzeciętnych osiągnięć w jednych dziedzinach, w innych muszą ponosić klęski.
Nie da się w wojsku skompletować kadry dowódczej składającej się z tych samych oficerów dobrze
przygotowujących wojsko do wojny i dobrze na niej nim dowodzących. To muszą
być dwa komplety różnych ludzi. A to oznacza, że przed wojną komplet dowódców czasu pokoju
trzeba wymienić na komplet dowódców czasu wojny. I to jest robione. Np. Hitler wymienił dowód-
ców przed Fall Weiss (napaść na Polskę), przed Barbarossa (wyprzedzający atak na Moskowię
22 czerwca AD 1941).
Duże zmiany kadrowe w wojsku są nie do ukrycia, a wymiana dowódców na większą skalę
jest sygnałem ostrzegawczym. Jak palenie dokumentów w ambasadzie. O tym wiedzą bardzo do-
brze wszystkie wywiady świata.
„[…]
Oficjalna data rozpoczęcia II wojny światowej, to 1 września 1939 roku.
Tego dnia jednostki Wehrmachtu wtargnęły do Polski. W operacji uczestniczyło
pięć armii, wchodzących w skład dwóch grup armii: GA »Południe«
i GA »Północ«. Wszyscy dowódcy niemieckich armii i grup armii, wszyscy
ich zastępcy i szefowie sztabów wraz z zastępcami pełnili swoje obowiązki
przez okres bez porównania krótszy niż rok. Powiem więcej — krótszy
niż miesiąc. Jeżeli to wam nie wystarczy, to — uwaga! — powiem,
że ich staż nie przekraczał… dziesięciu dni.
Niedowiarków zachęcam do przejrzenia życiorysu któregokolwiek znane-
go hitlerowskiego generała.
W maju 1940 roku nastąpiło wtargnięcie do Francji. I znowu, przytłacza-
jąca większość wyższych dowódców i w ogóle cały korpus oficerski Wehrmachtu
zajmował swoje stanowiska krócej niż rok.
22 czerwca 1941 roku. Napaść na ZSRR. Jeszcze raz to samo: generało-
wie i oficerowie Wehrmachtu pełnią swoje funkcje krócej niż rok.
[…]”[98] (s. 34)
Dlatego wywiady zwracają baczną uwagę na ruchy kadrowe w armiach obcych. Kiedy za-
uważą odstępstwa od normy, wszczynają alarm. Gdyby Moskowia i KDL wymieniły dowódców
czasu pokoju na dowódców czasu wojny, straciłyby efekt zaskoczenia. Dlatego należy zaaranżować
jakieś zjawisko, które wymianę przykryje. Przed drugą wojną światową Stalin wykorzystał
tzw. wielką czystkę. Udało się. Do dzisiaj przeważająca większość komentatorów twierdzi, że Stalin
Armii Radzieckiej nie wzmocnił, tylko ją osłabił. Przed trzecią wojną światową wymianę dowód-
ców czasu pokoju na dowódców czasu wojny zamaskowano rzekomym antysemityzmem.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 65/419
„[…]Zwolniono ponad 1,4 tys., w tym około 200 pochodzenia żydowskie-
go. Rzekome »rozżydzanie« kadry było dymną zasłoną – prawie wszyscy żydow-
scy oficerowie zostali w Polsce na innych dobrze płatnych stanowiskach
lub na tłustych emeryturach, chodziło o zdyscyplinowanie kadry[…]”[106]
Jednymi z usuniętych z szeregów wojska byli Michał Dodik, przyjaciel Jaruzelskiego
i świadek na jego cywilnym ślubie AD 1969 z Barbarą Jaskólską oraz Michał Sadykiewicz, przyja-
ciel Jaruzelskiego z młodości. Kiedy Jaruzelski był dowódcą 12DZ, Dodik był szefem sztabu
12DZ w randze pułkownika, a Sadykiewicz zastępcą Szefa Zarządu Szkolenia w Dowództwie
Wojsk Lądowych, też jako pułkownik. Obaj Jaruzelskiemu pomogli. Dodik wykonywał czarną ro-
botę na poziomie taktycznego dowodzenia dywizją, łącznie z przygotowywaniem ćwiczeń dywi-
zyjnych i ich przeprowadzaniem. Sadykiewicz informował Jaruzelskiego o planowanych kontrolach
i inspekcjach 12DZ, Jaruzelski był zawsze uprzedzony, o miesiąc, o półtora miesiąca, tak, by mógł
się na czas przygotować. Niektóre te inspekcje obsługiwał sam Sadykiewicz i on z kolei gwaranto-
wał to, że te opinie z inspekcji były bardzo wysokie. Jaruzelski tam był oceniany na cztery, cztery
i pół, no to były kapitalne oceny. I to między innymi zdecydowało, że stał się głównym kandydatem
na szefa Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego. Niektórzy Dodika i Sadykiewicza Ja-
ruzelskiemu wypominają, jako przejaw jego niewdzięczności i nielojalności.[107] Dodik
i Sadykiewicz pomagając Jaruzelskiemu dali się mu poznać, jako dobrzy oficerowie czasu pokoju.
Tym samym przed wybuchem wojny musieli ustąpić miejsca dowódcom czasu wojny.
Jaruzelski chciał, aby wywiady państw zachodnich postrzegały go nie jako szykującego ar-
mię do podbojów, tylko jako fanatycznego antysemitę. Wtedy to mu się udało. Podstęp nie został
przejrzany i państwa Zachodu nie podjęły odpowiednich przygotowań do obrony. Dlaczego zatem
obecnie żydokomuna nie postrzega Jaruzelskiego, jako antysemity? Zawodowi łowcy antysemitów,
psy gończe o węchu absolutnym, potrafiące antysemitę wywęszyć z głębokości większej niż świnia
owerniackiego chłopa — truflę, wobec Jaruzelskiego nagle swój węch całkiem tracą i wcale
nie czują bijącego od niego fetoru antysemityzmu. Odpowiedź może być tylko jedna, po prostu
wiedzą, że z tym antysemityzmem to był tylko pic, a naprawdę chodziło o ich wspólne cele, walkę
z kapitalizmem i szerzenie komunizmu. Przy okazji warto zauważyć dezaktualizację i utratę aktual-
ności nazwy, żydokomuna — wobec stosunku do Moskowii i komunizmu, kwestie etniczne odgry-
wają rolę dalszoplanową.
Inną przesłanką na rzecz instrumentalnego posługiwania się komunistów antysemityzmem
jest kariera Jerzego Urbana.
„[…]Urban jest semitą[…]po Marcu`68 Urban kwitł jak pełnokrwisty
moczarowiec[…]”[108]
Operacja specjalna udała się. Chociaż groziło jej ryzyko spalenia. Nie wszyscy odgrywane
dla nich przedstawienie rozumieli zgodnie z jego scenariuszem. Np. Golda Meir, premierka Pań-
stwa Izraela podziękowała Władysławowi Gomułce, pierwszemu sekretarzowi
KC PZPR
29
za pozwolenie Żydom na wyjechanie z państwa komunistycznego. A miało to wyglądać
odwrotnie, to nie miało być wyzwolenie ludzi zniewolonych, tylko ucieczka biednych ofiar
przed prześladowaniami. Poza tym incydentem wszystko potoczyło się zgodnie z planem. Kontr-
wywiady państw zachodnich wpuściły do siebie tzw. emigrację pomarcową. Jeden agent przypadał
na dwóch emigrantów cywilnych robiących za jego omaskowanie. Zorganizowanie tej agentury by-
ło najłatwiejsze w historii. Dotąd agenci byli przygotowywani w konspiracji. Ich prawdziwe życio-
rysy były utrzymywane w tajemnicy i zastępowane życiorysami fałszywymi. Tym razem prawie
wszystko było jawne. Agentami zostali funkcjonariusze instytucji.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 66/419
„Wielu komunistycznych oprawców uciekło za granicę. Tylko do Izraela
wyjechało po marcu 1968 r. ok. tysiąc zagorzałych stalinistów[…]”[109]
Wczorajszy funkcjonariusz, któremu wypomnienie jego żydowskich korzeni było antysemi-
tyzmem przemieniał się w prześladowanego Żyda. Tym razem antysemityzmem było wypomnienie
mu jego komunistycznej przeszłości. Towarzysz Hyde zmienił się w doktora Jekylla. Za całe uwia-
rygodnienie posłużyła dymisja z powodów antysemickich. Dobremu plasowaniu agentury pomaga-
ło jednoczesne tworzenie przez Moskowię Holocaust Industry[110].
„[…]Jerzy Mering - obrońca z urzędu generała »Nila«, który wyjechał
do Izraela i tam był witany owacyjnie, jako ofiara polskiego antysemityzmu. Po-
tem jeszcze popisał się morderstwem kochanka żony. W wyjściu z więzienia po-
mógł mu, nikt inny jak właśnie Władysław Bartoszewski.”[109]
Przerzucenie agentury zostało omaskowane zwalczaniem w instytucjach komunistycznych
rzekomego żydowskiego spisku. Złodziej krzyczał, łapaj złodzieja!
34
Agentura przerzucona połą-
czyła się z agenturą zwerbowaną z kanalii autochtonicznej i przystąpiła do robienia tego samego,
co ona — kariery w instytucjach związanych z obronnością. Np. przez emigrację pomarcową zosta-
ła opanowana sekcja polska Radia Wolna Europa.
„[…]złośliwi twierdzili, że nie była to emigracja z Polski, lecz z ulicy Ra-
kowieckiej. Rzeczywiście, przeważali w tej grupie pracownicy dawnych
służb specjalnych, aparatu partyjno-państwowego i pracownicy propagandy. Po-
stacią symboliczną tej fali był Dawid Kornhendler, nadzorca kilku urzędów bez-
pieczeństwa, który brylowal potem w Wolnej Europie. Istnieje domniemanie,
że był on jednym z wtajemniczonych w organizowanie »pogromu« w Kielcach –
niestety nikt go przed wyjazdem nie przesłuchał. Warto też odnotować hipotezę
Adama Schaffa, iż pod przykrywką żydowskiej emigracji służby sowieckie wysłały
na Zachód setki szpiclów.
[…]”[111]
Kariery porobili nie tylko na Zachodzie, ale także nawet w samym Państwie Izraela:
„[…]
To kolejny przykład promoskiewskich poglądów obecnego szefa dyplo-
macji izraelskiej. Lieberman urodził się w Kiszyniowie, wyjechał ze Związku So-
wieckiego do Izraela w 1978 r. Zasłynął niedawną wizytą w Moskwie.
Trzy dni po sfałszowanych wyborach do Dumy Lieberman spotkał się z Putinem
i wychwalał wybory.
[…]”[112]
Przerzucenie i uplasowanie agentury to jeszcze nie wszystko, aby było można
ją użyć do przecierania drogi Armii Radzieckiej nacierającej na państwa Europy Zachodniej.

34
Kartoteka werbunkowa emigracji pomarcowej zaginęła. Informacja od Piotra Woyciechowskiego, spotkanie Klubu
Ronina, 28 listopada AD 2011, godzina 20:00, Warszawa
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 67/419
Przed wszczęciem wojny należało się upewnić, czy agentura nie została wykryta
przez kontrwywiady państw uplasowania, zwłaszcza w NRF. Nie można było ryzykować,
że np. na podstawie danych od agentury manipulowanej przez kontrwywiady państw broniących
się, wojska pancerne Armii Radzieckiej będą koncentrowały się w celu przełamywania pozorowa-
nych rubieży obronnych wojsk państw NATO, tylko po to, aby US Army mogła je niszczyć tak-
tyczną bronią jądrową krótkiego zasięgu.
Brak aresztowań o niczym nie świadczy. Kontrwywiad wykrytego agenta nie aresztuje, tyl-
ko podsuwa mu dezinformacje. Wywiady o tym wiedzą, dlatego konfrontują informacje z różnych
źródeł. Kontrwywiady wiedzą, jak wywiady bronią się przed dezinformacją, dlatego starają
się ochronić przed zdekonspirowaniem, czym większą liczbę wykrytych agentów, aby tworzyć wra-
żenie wielu źródeł.
„[…]
Ideałem działań dezinformacyjnych jest doprowadzenie do sytuacji, kiedy
przeciwnik szukając potwierdzenia posuniętej mu informacji fałszywej uzyskuje
je z drugiego źródła dezinformującego.
[…]”[113]
Moskowia postanowiła formacje policyjne państw Europy Zachodniej zmusić siłą
do aresztowań wykrytych agentów. W tym celu rozkazała swojej agenturze dokonanie szeregu ban-
dyckich napadów na banki, sklepy jubilerów itp. Agentura rabowała pieniądze, biżuterię, złoto, sa-
mochody itp. Podczas napadów agenci Moskowii mordowali strażników bankowych i policjantów.
Ta operacja jest znana pod kryptonimem, afera Żelazo. Oprócz zmuszenia kontrwywiadów
do ujawnienia swojej wiedzy o agenturze Moskowii była praktycznym ćwiczeniem działań bardzo
podobnych do aktów dywersji podczas wojny.
„[…]Gen. Milewski uważał stawiane mu zarzuty za atak na prawdziwego
i zasłużonego komunistę, który padł ofiarą prześladowań i spisków. Krzyczał,
że będzie bronił swojego honoru do końca »bez względu na to, że może skończyć
jak Popiełuszko«.
[…]Wspomniał za to o swoich zasługach dla Polski Ludowej i miał władzom
PZPR
29
za złe, że jako jedyny znaczący działacz partyjny nie dostał żadnego od-
znaczenia na 40-lecie PRL.
Ostatecznie tylko Milewski został usunięty z PZPR
29
. Szlachcic
i zaangażowani w aferę »Żelazo« oficerowie wywiadu otrzymali… nagany par-
tyjne. Tych, którzy jeszcze pracowali w resorcie lub na stanowiskach państwo-
wych, wysłano wcześniej na emeryturę, ale żadnemu
z nich nie spadł włos z głowy.
Już po upadku komunizmu gen. Wojciech Jaruzelski utrzymywał,
że sprawę »Żelazo« zamknięto, nikogo nie stawiając przed sądem ze względu
na »interes kraju«, by nie dekonspirować działalności wywiadu
PRL za granicą[…]”[114]
Ale każdy kij ma dwa końce. Agenturą tak liczną kierować można sprawnie tylko podczas
prowadzenia działań militarnych. Kiedy działania militarne nie są prowadzone, sterowalność
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 68/419
tak licznej agentury pogarsza się. Np. słabnie możliwość szantażowania ujawnieniem. Gdyby spec-
służby Moskowii podały do publicznej wiadomości, że w danym parlamencie od tej ławy do ściany,
to są jej ludzie.
„[…]szef HVA (Hauptverwaltung Aufklärung — Głównego Zarządu Wywiadu
NRD, części Ministerstwa Bezpieczeństwa) Markus Wolf w latach
80, kilkakrotnie chwalił się na posiedzeniach komunistycznych notabli,
że »w Bundestagu dysponujemy własną frakcją« (»Die Welt«).
[…]”[115]
„[…]Do tej pory zbadano jedynie (4-5 lat temu) kadencję
z lat 1969-1972. Okazało się, że tajnymi współpracownikami Stasi
30
było
aż 49 ówczesnych posłów Bundestagu — z wszystkich parlamentarnych (czte-
rech) partii.
[…]”[116]
„[…]spora część tych posłów i ministrów — jak dowiodły opublikowane badania
wybranej kadencji Bundestagu (tej z lat 1996-1972) — była tajnymi współpra-
cownikami, płatnymi informatorami lub nieświadomymi informatorami wywiadu
komunistycznej NRD i Moskwy.
[…]”[118]
„[…]Gdy okazało się, że pod wpływem głównie Polski i krajów bałtyc-
kich nie da się ominąć Unii Europejskiej, Rosjanie postanowili ją obłaskawić
i stworzyć jak najszersze lobby prorosyjskie w strukturach instytucji europej-
skich. Było to spektakularne już podczas akcji mającej udaremnić uchwalenie
przez PE rezolucji przeciwnej Gazociągowi Północnemu, gdy wielu posłów wło-
skich, brytyjskich, niemieckich i litewskich wystąpiło faktycznie w barwach Rosji.
Ale było też widoczne, gdy część wyższej administracji europarlamentu
oraz wpływowi politycy niemieccy i bułgarscy usiłowali ograniczyć rolę nowego
instrumentu unijnej polityki wschodniej, jakim jest Zgromadzenie Parlamentarne
EURONEST (Partnerstwo Wschodnie, czyli UE, Ukraina, Białoruś, Gruzja, Ar-
menia, Azerbejdżan i Mołdawia). To prorosyjskie lobby zgłaszało pomysł,
aby na zebraniach EURONESTU w roli obserwatorów mogli pojawiać
się… politycy rosyjscy.
Ten mecz — o »przejęcie« lub przynajmniej zneutralizowanie instytucji
UE przez Rosjan — trwa.”[117]
A w danym gabinecie jej ludzie są od tego
fotela do drzwi…
…„[…]spora część tych posłów
i ministrów — jak dowiodły opubli-
kowane badania wybranej kadencji
Bundestagu (tej z lat 1996-1972) —
była tajnymi współpracownikami,
płatnymi informatorami
lub nieświadomymi informatorami
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 69/419
wywiadu komunistycznej NRD i Moskwy.
[…]”[118]…
…zostałaby zabita śmiechem. Wszyscy pamiętamy reakcję na oświadczenie Antoniego Macierewi-
cza, że pięciu spośród ministrów spraw zagranicznych jest obcymi agentami. Żaden
z nich nie powiedział, że nie chodzi o niego, tylko o pozostałych. Wszyscy oni solidaryzowali
się ze sobą nawzajem.
Część tajnej agentury uplasowanej w państwach Europy Zachodniej podległa prylowi
prim nazywała się Agenturalny Wywiad Operacyjny (AWO)
35
.
„[…]
Agenturalny Wywiad Operacyjny (AWO) zaczęto tworzyć w ludowym
WP dwa lata przed opisywanymi wydarzeniami, w 1967 r., zgodnie z najnowszy-
mi sowieckimi trendami. Warto pamiętać, że podstawowe dokumenty dotyczące
funkcjonowania tej jednostki i programy szkolenia były sporządzone po rosyjsku.
I praktycznie, i logicznie w chwili wybuchu wojny cały wojskowy wywiad
PRL automatycznie przestawał być samodzielną jednostką i przekształcał
się w część składową sowieckiego wywiadu wojskowego — GRU.
Zadania AWO dzieliły się na dwa zasadnicze bloki: czas »P« (pokoju)
i czas »W« (wojny). Kluczowy oczywiście był ten drugi, na który cały
czas przygotowywano agentów tej jednostki. Tuż przed uderzeniem wojsk Układu
Warszawskiego na Zachód z rozmaitych peerelowskich placówek na Zachodzie
mieli »urwać się« wywiadowcy AWO i stworzyć kilkuosobowe mobilne grupy
wywiadowcze pozostające w łączności z krajem. Inni ich członkowie mieli zostać
przerzuceni z kraju. Ponieważ część z nich była naukowcami, pracownikami cen-
tral handlowych i przedsiębiorstw na stałe utrzymującymi kontakty z Zachodem
(placówki naukowe, »Orbis« czy PLL LOT), liczono, że ich kolejny przyjazd
nie wzbudzi zainteresowania.
Agentów AWO szkolono analogicznie jak w sowieckim
GRU. W skład programu zajęć wchodziły podstawy funkcjonowania rezydentury
w terenie zurbanizowanym (zbieranie informacji wywiadowczych, pisanie mel-
dunków, obsługa »martwych« skrzynek, itp.). Absolwenci kursu przechodzili
też szkolenie w wykrywaniu obserwacji, posługiwaniu się bronią i obsługi radio-
stacji.
Grupy Agenturalnego Wywiadu Operacyjnego miały działać na obszarze,
na który planowano atak ludowego WP w ramach podziału zadań obowiązują-
cych w siłach zbrojnych Układu Warszawskiego (północne Niemcy, Dania
i Benelux). W ich skład miał wchodzić szef siatki – rezydent, kilku wywiadowców
i radiotelegrafista utrzymujący łączność z centralą. Ich głównym zadaniem miało

35
Agenturalny Wywiad Operacyjny — AWO,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Agenturalny_Wywiad_Operacyjny,
http://tiny.pl/hxd4j
AWO powstał na polecenie Moskowii AD 1967. Informacja od dr. hab. Sławomira Cenckiewicza, spotkanie Klubu
Ronina, 28 listopada AD 2011, godzina 20:00, Warszawa
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 70/419
być obserwowanie ruchów sztabów dużych jednostek wojskowych oraz jednostek
dysponujących bronią masowego rażenia, szczególnie taktyczną bronią nuklear-
ną. To za pomocą jej siły NATO zamierzały powstrzymać drugi rzut wojsk Armii
Sowieckiej (kilkadziesiąt tysięcy pojazdów mechanicznych i kilka milionów żoł-
nierzy) podążający z głębi ZSRS. Warunkiem zwycięskiej kampanii
wojsk UW zmierzającej do opanowania Europy było właśnie unieszkodliwienie
NATO-wskiego systemu dowodzenia i broni masowego rażenia. Zamierzano tego
dokonać głównie za pomocą uderzeń lotnictwa i oddziałów specnazu. W chwili
wybuchu wojny informacje wywiadowcze na temat dyslokacji wybranych obiek-
tów miały dostarczać grupy wywiadowcze, w tym także AWO.
W czasie pokoju głównym zadaniem Agenturalnego Wywiadu Operacyj-
nego było szkolenie i utrzymywanie w gotowości zespołów wywiadowczych
na czas »W«. W tym celu w okresie pokoju prowadzono bieżącą działalność wy-
wiadowczą. Agenci AWO podróżujący na Zachód mieli zbierać informacje
o tzw. sytuacji kontrwywiadowczej. Chodziło o sposób kontroli w portach
i na granicach, dokumenty niezbędne przy poruszaniu się po poszczególnych kra-
jach, a także panujące tam obyczaje. Informacje te były konieczne,
by przygotować kolejnych agentów do pracy na Zachodzie.
Innym zadaniem wykonywanym przez ludzi AWO w czasie pokoju była
działalność typowniczo-werbunkowa. Chodziło o to, że przeszkoleni agenci wy-
wiadu mogli wskazać osoby ze swojego środowiska, które ewentualnie mogły
być wykorzystane przez Zarząd II, a nawet typować potencjalnych agentów spo-
śród obcokrajowców.
Podwójne znaczenie miało zbieranie rozmaitych informacji na temat
funkcjonowania systemów stypendialnych i obsady placówek naukowych
za granicą. Ich znajomość dawała szansę uplasowania tam »swoich« ludzi,
ale też stworzenia właściwej «legendy« dla tych, którzy mieli być przerzuceni
na Zachód tuż przed rozpoczęciem działań wojennych.
[…]”[119]
Jednym z dowódców był Józef Oleksy, premier (1995÷1996). Jednym z agentów — Irene-
usz Sekuła (ps. Atrur[120]), wicepremier (1988÷1989)[121]. Sekuła
zmarł 29 kwietnia AD 2000 śmiercią gwałtowną na skutek odniesienia trzech ran postrzałowych
brzucha. Strzelec oddał czwarty strzał chybiony. Strzały zostało oddane z odległości
ok. 1m.[122] Inni odległość tych strzałów wydłużają:
„[…]zaczął strzelać do siebie z odległości kilku metrów[…]”[120]
Według oficjalnej wersji Sekuła w ten sposób miał popełnić samobójstwo. Sprawę obiecał
wyjaśnić Lech Kaczyński, brat Jarosława, premiera (2006÷2007), prezydent RP (2005÷2010), kiedy
w rządzie Jerzego Buzka (1997÷2001), zarejestrowanego jako TW
18
pod pseudonimami: Karol
i Docent[123], był ministrem sprawiedliwości (12 czerwca 2000÷2001). Ale pomimo tej obietnicy
sprawa do dzisiaj jest niewyjaśniona.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 71/419
„[…]W polityce, nawet tej prowadzonej w czasach pokoju, zdarzają
się polityczne morderstwa, ale też samobójstwa prawdziwe (ostatnio były koreań-
ski premier) i pozorowane (były wicepremier Ireneusz Sekuła).
[…]”[124]
AWO nie był jedynym rodzajem agentury plasowanej przez specsłużby pryla
prim na Zachodzie. Rodzajów agentur było więcej.
„[…]dostałem od służb specjalnych wojskowych zadanie po konsultacjach
z Pospieszyńskim aby znaleźć za granicą firmę, która mogłaby pełnić rolę »konia
trojańskiego«, to znaczy która mogłaby służyć do wprowadzenia agentów
na obszar na Zachodzie, w dziedzinie mediów. Był to rok 1987.
[…]”[125]
Czy specsłużby pryla prim zaczęłyby wprowadzenie agentów na obszar na Zachodzie,
w dziedzinie mediów, gdyby wcześniej swoimi agentami nie opanowały wszystkich mediów
w prylu prim?


5. Jak nie wojna, to… wojna
5.1. Determinanty
Trzecia wojna światowa nie wybuchła. Ronald Reagan, prezydent USA zazbroił Moskowię
na śmierć. Dodatkowo załatwił z Fahdem ibn Abd al-Aziz as-Saudem, królem Arabii Saudyjskiej
zwiększenie wydobycia ropy naftowej. Cena spadła, a wraz z nią wpływy Moskowii
z eksportu.[126][127]
Po rezygnacji z napaści na państwa Europy Zachodniej i wszczęcia trzeciej wojny światowej
powstał problem, co zrobić z utworzoną na tę okazję agenturą. Występuje analogia do powożenia
nazbyt dużym zaprzęgiem. Powożenie ułatwia wyprzęgnięcie kilku koni. Ale co zrobić z agenturą
wyprzęgniętą? Zostawić ją samej sobie nie było można. Tym ludziom Moskowia dała do ręki ol-
brzymią władzę. Ta władza wynika z ich nadzwyczajnych umiejętności. Specsłużby Moskowii
przeszkoliły swoich agentów w zakresie skutecznego szkodzenia swoim państwom, działania
w warunkach ekstremalnych, samoorganizowania się, rywalizowania z agenturami państw trzecich.
Wszystkiego wymienić się nie da.
„[…]
W październiku 1973 roku Harry Schmitt, człowiek w NRD niezwykle
wpływowy, przekazał ministrowi bezpieczeństwa Erichowi Mielkemu wskazówki:
"Kadra musi umieć: zadawać wrogowi niespodziewane ciosy i szybko znikać;
obchodzić się z materiałami wybuchowymi i zapalającymi, a także wytwarzać
je samodzielnie; maskować się i zacierać ślady; likwidować bezgłośnie wroga.
A przede wszystkim znać i stosować zasady konspiracji".
[…]uczono tych ludzi »bezgłośnego« zabijania, nie na darmo wydawano
na ich szkolenie miliony[…]”[95]
Powstał materiał ludzki na największą organizację mafijną w dziejach, przy której masone-
ria i żydowskie spiski z antysemickich opowieści to pikuś. I to częściowo się stało. Mafia rosyjska
jest najpotężniejsza ze wszystkich mafii, operuje w największej liczbie państw. Jej trzon stanowią
byli funkcjonariusze specsłużb Moskowii oraz żołnierze Specnazu. I to pomimo podjęcia przeciw-
działań ze strony szefostw specsłużb Moskowii. Gdyby szefostwa specsłużb Moskowii
tych przeciwdziałań nie podjęły, mafia rosyjska byłaby tak potężna, że członkostwo w niej byłoby
bardziej prestiżowe od członkostwa w ONZ-cie
36
. (FR) mogłaby być co najwyżej jednym
z klientów mafii rosyjskiej, a i to tylko w najlepszym razie, bo zatargu z nią mogłaby nie przeżyć.
„[…]Jak przypomniał niedawno Wiktor Suworow, »ludzie stojący na czele
służb mają olbrzymie majątki ulokowane poza granicami Rosji — na Zachodzie.
Są tam ich pałace, jachty, zamki, wille i to uzależnia rządzącą elitę Rosji
od Zachodu. (…) Należy obawiać się powiązań rosyjskich elit ze światem prze-
stępczym oraz przestępczej mentalności władców Rosji. Macki organizacji prze-

36
ONZ — Organizacja Narodów Zjednoczonych,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Organizacja_Narod%C3%B3w_Zjednoczonych,
http://tiny.pl/hxvhk
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 73/419
stępczych powiązanych z władzami Rosji sięgają wielu krajów
w świecie[…]”[128]
Umiejętność szkodzenia państwu własnemu jest uniwersalna. Kto umie szkodzić państwu
swojemu, umie szkodzić państwu każdemu. W szczególności — Moskowii.
Gen. Kuropieska zauważył, że armia, która przez 20lat nie bierze udziału w wojnie, dziwa-
czeje. Ta prawidłowość już była znana wcześniej. Np. Hadrian, cesarz rzymski znany jest z muru
w północnej Brytanii. Mur nie miał żadnego znaczenia militarnego. Hadrian kazał go wznieść, żeby
legioniści się nie nudzili.
Historia jest pełna puczów wojskowych. Wojskowi obalają władzę i biorą ją sami albo dają,
komu chcą. Moskowia jest bardzo wyczulona na zagrożenie ze strony armii własnej. Dlatego mo-
skowicińska armia jest gęsto naszpikowana szpiegami. To dotyczy wszystkich armii KDL.
Jeszcze gorzej jest z armią tajną. Armia tajna nie musi prowadzić jawnych działań zbroj-
nych, może dokonać zamach pałacowy. W historii Moskowii roi się od zamachów pałaco-
wych[129]. Specsłużby Moskowii przejęły doświadczenie Ochrany. Tym samym zyskały odporność
na to, co Ochranę gnębiło. Ochrana rywalizowała o władzę z cywilami i stosowała wobec
nich swoistego rodzaju politykę kadrową. Wykorzystywała terrorystów do przeprowadzania zama-
chów na wybrane postaci.
„[…]
Generał żandarmerii Gierasimow dowiedział się o śmierci dzieci premie-
ra Stołypina pół godziny po zamachu. Zginęły z sześćdziesięcioma innymi oso-
bami, pod gruzami willi premiera. Pierwsza reakcja generała to ryk: —
To nie moi socjalrewolucjoniści, tylko socjalmaksymaliści pułkownika Trusiec-
kiego. (Gierasimow był szefem petersburskiej Ochrany, Trusiecki — moskiew-
skiej).
Obaj oficerowie otrzymali uprzednio od premiera szukającego pretekstu
do zaostrzenia polityki wewnętrznej, rozkaz dokonania zamachu na jego życie.
Premier oczywiście zażądał, aby nic mu się nie stało. Życzenie to, w nieludzki
sposób zostało spełnione. Co do autorstwa zamachu przez 5lat, rację
miał pan generał. Potem okazało się, że bombę wprawdzie przynieśli ludzie pana
pułkownika, jednak mózgiem zamachu był człowiek pana generała — Raskin czy-
li Azef,
Był rok 1904. Jak Rosja długa i szeroka, poszczególni gubernatorzy
i szefowie departamentów policji tworzyli od podstaw własne, bądź przejmowali
przez agentów istniejące tajne organizacje i legalne partie polityczne
wraz z ich nielegalnymi przybudówkami. Prowadzili oni najprawdziwsze walki
frakcyjne w Dumie, robili rozłamy i secesje. Od czasu do czasu doprowadzali
do odstrzału ministra, wielkiego księcia, gubernatora czy innego dostojnika. Ła-
pali szeregowych wykonawców, wykazywali sukcesami, otrzymywali ordery
i gratyfikacje. Szczególnie ambitni próbowali nawet zmontować zamach na cara
i dwa razy nieomal im się udało.
Zdarzało się, że mniej roztropni niż premier wysocy urzędnicy zapominali
zrobić odpowiedniego zastrzeżenia i następnie na własny rozkaz byli mordowani
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 74/419
przez własnych podwładnych. Do tego dochodziła działalność dziesiątków lokal-
nych lojalistycznych organizacji, służących za przykrywkę zwykłym rabunkowym
bandom. Wobec najpotężniejszych z nich (np. w Odessie) policja i żandarmeria
okazywały się bezsilne, a to za sprawą poparcia, jakiego użytecznym hersztom
udzielały różne dworskie frakcje. W samym 1906 roku, według raportów Depar-
tamentu Policji, na terenie Rosji dokonano ponad 7tys. morderstw politycznych
(a przynajmniej zakwalifikowanych, jako polityczne) – nieliczną
część z nich stanowiły ofiary pogromów.
Bezpośredni wykonawcy zamachów byli ludźmi ideowymi, niemającymi
pojęcia, że ich przywódcy są płatnymi agentami tej czy innej policji. Do tego do-
chodziło sporo autentycznie niezależnych organizacji i zawodowych rewolucjoni-
stów.
[…]”[130]
„[…]
Autorzy »Nowej arystokracji« twierdzą również, że dzisiejsi generałowie
FSB pod wieloma względami przypominają rosyjską arystokrację z czasów car-
skich[…]”[128]
Gdyby Moskowia agenturę niewykorzystaną w podboju Europy Zachodniej i niewybuchłej
trzeciej wojnie światowej pozostawiła samopas, ta zorganizowałby się w potężną siłę, dla której że-
rem byłyby państwa. Nie wyłączając Moskowii. Na terenie Moskowii mogłaby toczyć
się niewidzialna wojna domowa. Moskowia w swoich dziejach nie raz doświadczała: wojny domo-
we, smuty, bunty, ruchawki, miatieże, i inne formy niepokojów zbrojnych. Dlatego tak bardzo
jest wyczulona na ich punkcie. I podejmuje starania zapobiegania im.
„[…]u nas nie ma puczów, bowiem nie każdemu dane jest prawo rozstrzygania
delikatnej kwestii doboru i rozmieszczania kadr dowodzenia[…]Ci, którzy po-
zwalali sobie na takie samowole, w trzydziestym siódmym szli pod mur. Od tego
czasu nikomu nie zachciewa się takich żartów[…]”[131]
Po wyprzedzającym uderzeniu na Moskowię 22 czerwca AD 1941 do niewoli poddało
się 5,7 miliona oficerów i żołnierzy Armii Radzieckiej[132].
„[…]
Według szacunków niemieckich historyków liczba radzieckich jeńców
wojennych wynosi ogółem nie mniej niż 5,2 miliona osób. Jeszcze raz powtórzę,
że są to bardzo ostrożne oceny (wielu autorów zwiększa liczby do poziomu
5,7-5,8 miliona)[…]”[99]
„[…]Wszystkich ludzi radzieckich wychowywano w duchu donosicielstwa
i zdrady. Dla wszystkich wzorcem był Pawlik Morozow[w przypisie: — Chło-
piec, który podczas przymusowej kolektywzacji wsi (1932) wydał własnego ojca
organom OGPU. Został za to zabity przez wieśniakw. Władze uczyniły
zeń narodowego bohatera, wzór do naśladowania dla wszystkich dzieci radziec-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 75/419
kich [przyp. tłum.]
37
] Donosicielstwo to stos pacierzowy socjalizmu.
Bez donosicielstwa socjalizm nie jest możliwy w żadnym kraju, w żadnej formie.
Socja1izm opiera się na strachu, strach - na donosicielstwie. W roku 1991 naród
rosyjski powinien był zlikwidować donosicieli jako grupę społeczną.
Nie zrobiono tego. Dlatego Rosja się chwieje.
Donosiciele - to tajna armia państwa socjalistycznego. Jego główna siła.
Ale w wojnie obronnej hufce radzieckich donosicieli nagle znalazły się po drugiej
stronie frontu, w niewoli. I tam kontynuowały energiczną działalność. Tylko teraz
nie dla Stalina, ale dla Hitlera. Cały tak długo i z takim staraniem gromadzony
potencjał radzieckiego donosicielstwa zwrócił się przeciwko Związkowi Radziec-
kiemu.
[…]”[133]
Wielu z nich potem walczyło przeciwko Moskowii.[134]
„[…]504 tysiące wyzwolono przed 1 maja 1943 r. (przeważnie w związku
z wcieleniem do formacji ochotniczych Wehrmachtu i Waffen SS).
[…]przeanalizował 302 akta osobowe policjantów i dowódców średniego szcze-
bla stworzonej przez Niemców na okupowanych terenach policji i[…]co czwarty
to były pracownik NKWD, były członej partii lub były sekretarz rejonowego ko-
mitetu partii[…]”[99]
„[…]Znane są liczne przypadki propozycji sowieckich oficerów którzy
oferowali swoje usługi w walce ze Stalinem. Najbardziej widowiskową deklarację
współpracy złożył chyba pułkownik Buniaczenko szef sztabu marszałka Timo-
szenki, który nie czekając na przybycie Wermachtu uciekł samolotem poza linie
frontu by zaproponować Niemcom pomoc w dalszej walce[…]”[135]
„[…]
Dziesiątki pilotów przeleciało do Niemców wraz z samolotami bojowymi.
Później z nich oraz znajdujących się w obozach lotników sformowano »rosyjski«
oddział lotniczy Luftwaffe pod dowództwem pułkownika Malcewa. Byli
wśród nich dwaj Bohaterowie Związku Radzieckiego: myśliwiec kapitan Byczkow
i pilot szturmowca starszy lejtnant Antilewski. A i sam Malcew w swoim czasie
był przedstawiony do nagrody Orderem Lenina

37
Według innych ustaleń przypadki wiązane z Pawlikiem Morozowem miały być od początku do końca fałszywką
propagandy. Prawdziwy Pawlik Morozow miał być dzieckiem z niedorozwojem. Stopień niedorozwoju miał być duży
na tyle, że wykluczał możliwość dokonania czynów i wzięcia udziału w wydarzeniach przypisywanych [przyp. G. R.]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 76/419
[…]dwunas t u
38
generałów Armii Czerwonej nie oddało się tak prostu
i dobrowolnie do niewoli, ale przeszło na stronę przeciwnika i aktywnie współ-
działało z hitlerowcami.
Wśród nich byli także dowódcy bardzo wysokiego stopnia
– szef Oddziału Operacyjnego sztabu Frontu Północno-Zachodniego Truchlin;
– dowódca 2. Armii Uderzeniowej Własow;
– szef sztabu 19. Armii Małyszkin;
– członek Rady Wojennej (tj. komisarz!) 32. Armii Żylenkow;
– dowódca 4. Korpusu Strzeleckiego (3. Armia) Jegorow;
– dowódca 21. korpusu Strzeleckiego (Front Zachodni) Zakutny.
[…]”[1]
Można było spodziewać się zasadnie, że analogicznie po rozpadzie ZSRR żołnierze tajnej
armii też przeszliby na stronę wroga. Temu przejściu nie można było zapobiec. Podczas drugiej
wojny światowej grożono rozstrzeliwaniem rodzin. A samych wojskowych to i owszem.
„[…]strzelanie do swoich nie ustało ani na jeden dzień. Tylko w ciągu niepeł-
nych czterech miesięcy wojny (od 22 czerwca do 10 października 1941 roku)
z wyroków trybunałów wojennych i Oddziałów Specjalnych NKWD rozstrzelano
10 201 wojskowych. W sumie w czasie wojny same trybunały wojenne osądziły
ponad 994 tysiące radzieckich wojskowych, z których 157 593 ludzi rozstrzela-
no [118
39
, s. 139]. Rozstrzelano więc dz i e s i ęć dy wi z j i !
38

[…]”[1]
Pomogło niewiele. Współczesnie nawet nie można grozić. A przynajmniej — oficjalnie.
Trzeba było wymyśleć coś innego. I wymyślono. Skoro przejściu na stronę wroga zpobiec
nie można, to niech odbędzie się ono według planu i pod nadzorem.

38
Rozstrzelenie orgy.
39
A. N. Jakowlew, Po moszczam i lejej, Moskwa 1995


5.2. Konieczności
Motto 1
ciebie błyskotkami łudzą!
Pawiem narodów byłaś i papugą,
A teraz jesteś służebnicą cudzą —
Choć wiem, że słowa te nie zadrżą długo
W sercu — gdzie nie trwa myśl nawet godziny
Juliusz Słowacki[136]
Motto 2
Każdy głupiec potrafi popełnić morderstwo, ale trzeba być artystą,
by popełnić naturalną śmierć.
Złota myśl morderców z KGB
Nieużyteczny nadmiar agentury należało unieszkodliwić. Moskowia przeprowadziła
to po mistrzowsku. Neutralizacją bezprzydziałowej agentury zajęła się bez zbędnej zwłoki, natych-
miast, kiedy tylko okazało się, że przygotowań do podboju państw Europy Zachodniej
nie da się ukończyć. Wykorzystano rozpad ZSRR.[137]
„[…]
Stałem na szczycie ogromnego drapacza chmur w Nowym Jorku,
gdy ujrzałem King Konga. Olbrzymi goryl przemierzał triumfalnie Manhattan
na zapierającej dech w piersiach wysokości. Wiedziałem oczywiście,
że nie jest prawdziwy, lecz w tej gigantycznej czarnej postaci było
coś przerażającego i symbolicznego.
Dowiedziałem się później, że goryl był gumowy i że postanowiono uczcić
pięćdziesiątą rocznicę pierwszego filmu o King Kongu przez stworzenie ogrom-
nego, nadmuchiwanego modelu bestii i umieszczenie jej wysoko nad Nowym Jor-
kiem. Gumowy potwór został wypełniony powietrzem i kołysał się na wietrze.
Z technicznego punktu widzenia operacja okazała się prawdziwym triumfem in-
żynierów i robotników, którzy wzięli w niej udział. Sukces nie był jednak całkowi-
ty. Potwór okazał się zbyt wielki, w wyniku czego jego ciało uległo przedziura-
wieniu. Gigantyczna umięśniona postać szybko skurczyła się do rozmiarów bez-
kształtnej torby. Próbowano napompować ją powtórnie, lecz im mocniej pompo-
wano, tym większe stawały się dziury i tym szybciej uciekało z potwora powie-
trze. Trzeba było zaprzestać nadmuchiwania…
Przywódcy komunistyczni również stworzyli gumowego potwora
i wynieśli go na zapierającą dech wysokość. Potworem tym jest Związek Socjali-
stycznych Republik Sowieckich, a jego przywódcy stoją przed dylematem: rozwi-
jać się czy nagle upaść i stać się sflaczałą torbą[…]”[138]
Przywódcy wybrali trzecią możliwość, kontrolowany rozpad.[139][140] Rozpad
ZSRR był operacją przygotowaną bardzo starannie. Nawet przeprowadzono jej próbę generalną.
Była nią tzw. jesień ludów.[141]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 78/419
[…]w czasie tzw. Jesieni Ludów. Zmianę ustroju organizowały
tam po prostu służby specjalne[…]”[59]
Kadry specsłużb zdobyły doświadczenie niezbędne do działania w tzw. krajach bliskiej za-
granicy. Półtora roku później wyposażone w nowe umiejętności przystąpiły do operowania
już na terenie własnej ojczyzny.
Rozpad ZSRR był wydarzeniem niezwykłym, niemającym porównania ani punktu odniesie-
nia. Zatem można było bezpiecznie, bez obawy wywołania podejrzeń nadać mu pożądany obraz
i podciągnąć pod niego inne sprawy.
Specsłużby Moskowii na użytek swoich kolegów po fachu z państw wrogich odegrały ko-
medyjkę. Zasymulowały rozpad struktur państwa (FR) o wiele głębszy niż miał miejsce faktycznie.
Bardzo dobrze jest znane wydarzenie, dzięki któremu Włodzimierz Bukowski zdobył mate-
riały do książki, Moskiewski proces. Wyżsi funkcjonariusze KGB zaprosili na rozmowę grupę
osób, wśród których był Bukowski. Podczas rozmowy przedstawiono niektóre dokumenty
z archiwum KGB. Dokumenty można było czytać na miejscu, ale nie wolno było ich wynosić, ko-
piować ani robić odpisów. Wszyscy dyskutowali tak zapamiętale, że nie zwracali uwagi
na to, co robi Bukowski. Bukowski przyniósł na dyskusję notebook i skaner ręczny. Kiedy inni
przekonywali się nawzajem do swoich racji, Bukowski skanował dokument po dokumencie. Po-
dobno generałowie KGB nie wiedzieli, co to jest skaner, do czego służy i co Bukowski robi. Mieli
zorientować się dopiero pod koniec spotkania, tuż przed wyjściem gości, ale jakimś cudem pozwo-
lili Bukowskiemu wynieść notebook z plikami skanów dokumentów.
Być może KGB do odegrania roli generałów durniów zatrudnił aktorów. Może generałowie
mieli talent aktorski i durniów odegrali. A może wybrano autentycznie durnych generałów.
Specsłużby Moskowii odegrały więcej takich scenek, dla których powyższa anegdota
z Bukowskim jest reprezentatywną. I specsłużby państw zachodnich to kupiły.
Specsłużby państw zachodnich dały się Moskowii przekonać, że oto powtarza się sytuacja
z AD 1945 na opanowanych terenach III Rzeszy Niemieckiej. I alianci, i Moskowia utworzyli grupy
specjalne składające się ze swoich funkcjonariuszy i dobranych osób kompetentnych; które prze-
mierzały swoje strefy okupacyjne, bez nadmiernego szacunku dla ich granic. USA swojej operacji
nadały kryptonim, Paperclip. Buszujące specgrupy znajdowały archiwa: Abwehry, RS-
HA, SD, Sipo, Gestapo, a w nich listy ich byłych agentów. Oprócz archiwów poszukiwani byli
też wyżsi funkcjonariusze i fachowcy. Przydatni zostali wykorzystani, zbrodniarze osądzeni, fa-
chowcy rakietowcy włączeni do prac w programach kosmicznych, fizycy jądrowi w Moskowii pra-
cowali nad skonstruowaniem ładunku jądrowego. W USA pracowali ci fizycy, którzy z III Rzeszy
Niemieckiej i państw przez nią okupowanych uciekli przed 1 września AD 1939.
Można było dostrzec pewne analogie między upadkiem III Rzeszy Niemieckiej i upadkiem
ZSRR. ZSRR też został pobity, wprawdzie nie zbrojnie, ale w wyścigu zbrojeń i gospodarczo.
Funkcjonariusze specsłużb uciekali na Zachód przez cały czas trwania ZSRR, fachowcy
właśnie runęli na Zachód szerokim strumieniem. Były szmuglowane urządzenia i materiały
do produkcji broni masowej zagłady. Istniejące i nieistniejące. Uran, pluton i tzw. czerwona
rtęć (ang. — red mercury).
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 79/419
Wydawało się, że analogia do III Rzeszy Niemieckiej jest pełna. Jest triada, w której
skład wchodzą też i dokumenty. W Moskwie pojawili się wyżsi oficerowie rzekomo działający
na własną rękę, gotowi sprzedawać dokumenty KGB każdemu, kto zapłaci. A skoro tak, to można
na terenie byłego ZSRR prowadzić te same działania, które zostały przeprowadzone na terenie byłej
III Rzeszy Niemieckiej.
Szefostwa specsłużb zachodnich wyobraziły sobie, że oto przed nimi otwarła się wąska
szczelina, przez którą mogą sobie wziąć, ile zdołają, zanim ich ubiegną konkurenci. Nabrały men-
talność prylowskiego robola przyłapanego przez straż przemysłową na wynoszeniu z fabryki —
nie wziąłbym ja, wziąłby kto inny.
Specsłużby zachodnie potraktowały Moskowię jak hipermarket. Wysyłały swoich ludzi
z pieniędzmi, którzy od wyższych funkcjonariuszy KGB kupowali dokumenty
KGB. W dokumentach były siatki agentur w państwach poza aktualnymi granicami
FR: w państwach Europy Zachodniej, w państwach byłego Bloku KDL i w niektórych republikach,
które wyszły z ZSRR, ale tylko w tych, które Moskowia we własnym mniemaniu utraciła na dłużej,
w państwach bałtyckich, bo na Ukrainie i Białorusi już nie.
„[…]Władimir Abarimow wspomina, że po nieudanym puczu Janajewa
w archiwach zapanował chaos i można było wydobyć z nich za kilka dolarów do-
kumenty o sensacyjnej treści. Ten karnawał trwał przez kilka tygodni, po których
sowieckie służby specjalne nieco okrzepły i ponownie położyły rękę
na archiwach[…]”[142]
Przejmowanie siatek funkcjonariuszy specsłużb i prowadzonych przez nich tajnych współ-
pracowników miało miejsce nie tylko na terenie FR:
„[…]Jesienią 1989 r. władze Stanów Zjednoczonych postanowiły przejąć kontro-
lę nad służbami wywiadowczymi państw bloku wschodniego. Z Polakami przed-
stawiciele Stanów Zjednoczonych podjęli rozmowy wiosną 1990 r. Z ramienia
Departamentu I MSW mieli je prowadzić m.in. Gromosław Czempiński, wówczas
naczelnik Kontrwywiadu Zagranicznego, Aleksander Makowski, naczelnik Wy-
działu XI, i właśnie Henryk Jasik. Pierwsza tura rozmów odbywała się w jednym
z hoteli w Lizbonie w Portugalii, druga już na terenie Polski w willi wywiadu
w Magdalence pod Warszawą.
[…]”[143]
Moskowia pozbyła się kłopotu z nadmiarem agentury. Słowa mają moc samospełniającej
się przepowiedni. W USA prohibicja (1920÷1933) została wprowadzona, bo Jankesi nadużywali
napoje alkoholowe. Jankesi nigdy tak nie chlali, jak podczas prohibicji. Im bardziej handel narkoty-
kami jest zwalczany, tym narkomanów jest więcej, a mafie narkotykowe mają większe wpływy.
W specsłużbach jednym z największych problemów jest przewerbowywanie. Dlatego walce
z nim poświęca się dużo wysiłku i jest częstym tematem rozmów. W tym środowisku termin, spi-
skowa teoria dziejów nie jest używany. Dlatego zjawisko przewerbowywania częściej
niż gdzie indziej występuje właśnie w specsłużbach.
Większość agentów ze sprzedanych siatek Moskowia zachodnim specsłużbom pozwoliła
przewerbować autentycznie, ale lojalność najważniejszych zachowała. Chodzi o jakość nie tylko
osobniczą, ale i też uplasowania.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 80/419
Prowadzenie podwójnego agenta jest sztuką nie lada. Moskowia nie zawsze ją umiała.
Np. za Stalina jedynym środkiem na zabezpieczenie się przed infiltracją była parokrotna likwidacja
pełnych składów szefostw GPU, OGPU, NKWD i GRU. Ale Moskowia jest zdolna,
uczy się, sztukę prowadzenia podwójnego agenta opanowała i dlatego mogła z powodzeniem
sprzedać specsłużbom zachodnim wybrane siatki agentów, w których potrafiła zachować wobec
siebie lojalność agentów najważniejszych.
Można zadać sobie pytanie, co Moskowii po lojalności swojego byłego agenta po zmianie
oficera prowadzącego z moskowicińskiego na zachodnioeuropejskiego? Przecież zależność prze-
biega tylko w jedną stronę, od oficera prowadzącego do agenta. Oficer prowadzący
jest przełożonym, a agent jest podwładnym. Oficer prowadzący wydaje polecenia,
a agent je wykonuje. Oficer prowadzący przekazuje gratyfikację, a agent na nią zapracowuje.
Tak, to prawda. Zależności od agenta do oficera prowadzącego nie ma. Ale nie ma tylko
bezpośrednio. Ze specyfiki ustroju państw Europy Zachodniej, a konkretniej, ze specyfiki je-
go jednego składnika — demokracji politycznej poza gminą wynika pośrednia, okrężna zależność
oficera prowadzącego, a szerzej, specsłużb, od agenta wpływu.
Agenci wpływu plasowani są nie byle gdzie[144]: w ośrodkach kształtowania opinii pu-
blicznej, w mediach
40
[145][146]
41

„[…]
Do przeprowadzenia tego typu operacji psychologicznej istotne będzie
obsadzenie istotnych punktów kształtowania opinii publicznej osobami odpo-
wiednio »wyprofilowanymi«, lub pozyskanymi agenturalnie. Trudno byłoby po-
stawić tezę, że polskie media w zakresie relacjonowania spraw mających
wpływ na kształtowanie się narodowej tożsamości ideologicznej oparły
się powyższym procesom, poprzez sposoby relacji, dobór komentatorów, stoso-
wanie nierównych reprezentacji, wybór ekspertów, etc. Kontrola »niezależnych
mediów« jest bardzo istotną częścią tej układanki, ponieważ we współczesnym
świecie media stanowią dla służb specjalnych najistotniejsze pudła rezonansowe,
często nieświadomie biorąc udział w grze, której reguł po prostu nie znają
i nie rozumieją – są klasycznym słupem ogłoszeniowym.
[…]”[32]
„[…]O dezinformacyjnym potencjale TASS może świadczyć fakt, że w tym czasie
jej serwis odbierało około 300 redakcji informacyjnych w 93 krajach,
zaś 70-80 procent personelu placówek korespondenckich agencji stanowili ofice-
rowie KGB i GRU[…]”[147]

40
Zob. też. Aneksy, Witold Gadowski: Rebus doktora Globke
41
Wpływ specsłużb na treści mediów przedstawił Stanisław Bareja w filmie Miś,
http://www.youtube.com/watch?v=jCKQ3Ublc2w
http://preview.tinyurl.com/32y9pvc
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 81/419
„[…]
W lutym 2007 roku — kilka dni po ujawnieniu raportu z likwidacji WSI
— na biurko premiera Jarosława Kaczyńskiego trafił ściśle tajny dokument. Była
to tzw. lista 300 zawierająca nazwiska 304 informatorów ABW i Agencji Wywia-
du uplasowanych w mediach centralnych i regionalnych w Polsce[…]”[148]
Nikt nie zagwarantował, że jest to lista kompletna ani obejmująca większość agentów. Jeden
z byłych funkcjonariuszy SB oświadczył publicznie, że kiedy SB odkrywała dziennikarza jeszcze
niezwerbowanego, to funkcjonariusze SB bili się między sobą o to, który z nich go zwerbuje.
„[…]dziennikarz rozmawiał przez 10 minut z dawnym funkcjonariuszem, wypili
wspólnie kawę. Próbował się dowiedzieć, kto z jego redakcji poszedł
na lep współpracy. Podawał nazwiska, swoje podejrzenia. Były oficer skomento-
wał spotkanie krótko: »Dopiłem kawę i wyszedłem. Co, miałem mu powiedzieć,
że prawie wszyscy?«”[149]
„Odpowiedzialnym z ramienia II Zarządu Sztabu Generalne-
go WP za lokowanie agentów w sferze mediów był Ryszard Pospieszyński, naj-
pierw pracownik Komitetu Centralnego ZPR, a później dyrektor generalny Filmu
Polskiego[…]”[125]
„[…]
A. Golicyn, W. Suworow, W. Bukowski, A. Besancon i in. napisali
tak wiele na temat specjalizowania się służb sowieckich i podporządkowanych
im mediów w zakłamywaniu rzeczywistości (w Polsce mamy analogiczną sytu-
ację — mainstreamowi media są od 21 lat podporządkowane służbom),
że właściwie tajemnicą poliszynela jest to, iż kłamstwo w świecie zsowietyzowa-
nym jest »chlebem powszednim«[…]”[150]
Infiltracja agentami wpływu nie jest jedyną metodą sprawowania przez specsłużby Mosko-
wii kontroli nad mediami. Innymi takimi metodami są: biurokracja, brak konkurencji,
chów wsobny, etatyzm, hermetyczność, interwencjonizm, karierowiczostwo, konformizm, korpo-
racyjność, mentalność hordy, narzucanie wzorców negatywnych, neotrybalizm, niewolnictwo
mody, owczy pęd, regulacje, równanie w dół, selekcja negatywna, tresura. Te metody z infiltracją
agenturą wpływu nie wykluczają się. Przeciwnie. Są wobec siebie komplementarne, uzupełniają
się i przenikają. Ich stosowanie łączne daje efekt synergii.
„[…]
Wielu byłych peerelowskich dziennikarzy nadal pracuje w mediach,
zachowując wysoką pozycję zawodową i autorytet, ciesząc się zaufaniem swego
środowiska. Szkolą oni młodych dziennikarzy, decydują
o tym, kto w tym środowisku awansuje, kształtują poglądy i sympatie środowi-
skowe.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 82/419
Po 21 latach od »okrągłego
stołu« rolę tę wciąż jeszcze
w polskich mediach pełnią takie po-
staci jak: Daniel Passent
(TW »John«), Jerzy Urban, Janusz
Rolicki, Monika Olejnik, Zygmunt
Broniarek, Olga Lipińska, Janina
Paradowska, Jacek Żakowski, Ste-
fan Bratkowski, Marek Ostrowski
i wielu jeszcze innych,
choć niektórzy z nich zdążyli
już w aureoli sławy
i środowiskowego szacunku docze-
kać swych ostatnich dni.
W TVN rej wodzi Grzegorz
Miecugow – syn peerelowskiej sła-
wy dziennikarskiej Bruno Miecugo-
wa. W "»Rzeczpospolitej« podobną
rolę dyskretnie pełni Krzysztof Got-
tesman – syn byłego redaktora na-
czelnego peerelowskiej »Kultury«.
Założycielami i współwłaścicielami
oraz szefami TVN czy Polsatu
są tacy byli peerelowscy dziennika-
rze i agenci bezpieki
jak: Jan Bohdan Wejhert, Zygmunt
Solorz (TW »Zegarek«) czy Milan
Subotić (TW »Milan«). Właściciel
i założyciel Radia Zet – nieżyjący
już Andrzej Woyciechowski
42

wraz ze współzałożycielem tego ra-
dia Januszem Weissem
22

to wieloletni, zasłużeni
dla komunistycznego systemu dzien-
nikarze.
[…]”[151]
„[…]nasz świat filmowy jest jednym
zamkniętym kręgiem, który
od czasów Władysława Gomułki
po dziś dzień, w różnego rodzaju
konfiguracjach, ciągle funkcjonu-
je
22
.
Dziś na jego czele sto-
i pani Agnieszka Odorowicz, jako

42
Andrzej Woyciechowski zmarł nagle w kwiecie wieku
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 83/419
dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, a wokół niej kotłuje się to całe śro-
dowisko i jest to ciągle grupa tych samych ludzi[…]”[152]
Nb. korporacyjność sam Il Duce Benito Mussolini utożsamiał z faszyzmem.
Nie jest przypadkiem, że kapituła, w której skład wchodzą przedstawiciele największych
polskich mediów: Tygodnika Powszechnego, Polityki, Newsweeka Polska, Wprost, Przekroju, Gaze-
ty Wyborczej, Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej, Polski The Times,
Press, TVP 1, TVP2, Telewizji Polsat, TVN, TVN 24, Radia Zet przyznała nagrodę dziennikarza
XX-lecia tajnemu współpracownikowi bezpieki.[153]
Na rzecz głębokiej i rozległej infiltracji mediów przez agenturę wpływu przemawia poszla-
ka — wśród ofiar operacji smoleńskiej nie ma ani jednego dziennikarza. A w samolocie rządowym,
którym leciała polska delegacja państwowa jeszcze były miejsca wolne. We wszystkich znanych
przypadkach dziennikarze starają się za wszelką cenę lecieć tym samym samolotem, co ważne oso-
bistości. Ale akurat w tym jednym przypadku postąpili odwrotnie. Polecieli innym samolotem. Mo-
skowia oszczędziła swoich agentów wpływu. Jeszcze tym razem. Stąd bierze się parcie
na szkło. Tandetny politykier robi wszystko, aby skupić na sobie uwagę dziennikarzy.
Brak dziennikarzy w pobliżu jest symptomem wystawienia na odstrzał.
Zainteresowanie specsłużb mediami nie ogranicza się tylko do samych dziennikarzy:
„Nazwisko miliardera Leszka Czarneckiego po raz kolejny powróciło
na czołówki mediów - tym razem chodzi o gigantyczny kredyt, który udzielił kon-
trolowany przez biznesmena Getin Noble Bank Grzegorzowi Hajdarowiczowi,
właścicielowi Presspubliki. To, że nazwisko miliardera pojawia się w kontekście
finansów drugiego co do wielkości dziennika w Polsce, jest niezwykle istotne,
zważywszy na znajdujące się w IPN materiały tajnych służb dotyczące biznesme-
na.
[…]
Ze zgromadzonych w IPN dokumentów wynika, że zaledwie 18-letni Le-
szek Czarnecki został zarejestrowany w czerwcu 1980 r. przez Służbę Bezpieczeń-
stwa jako Tajny Współpracownik o ps. Ernest.
W jego teczce znajduje się własnoręcznie napisane zobowiązanie.
»Zobowiązuję się do udzielenia wszechstronnej pomocy organom Służby
Bezpieczeństwa. Dla utajnienia Kontaktu przyjmuję pseudonim Er-
nest« - czytamy w dokumencie.
[…]
Warto nadmienić, że przypadek Leszka Czarneckiego
nie jest odosobniony - w Instytucie Pamięci Narodowej można znaleźć nazwiska
biznesmenów z listy najbogatszych Polaków, którzy figurują w dokumentach jako
tajni współpracownicy służb specjalnych PRL.
Przed publikacją podjęliśmy kilka prób skontaktowania się z Leszkiem
Czarneckim - chcieliśmy się umówić poprzez jego asystentkę, wysłaliśmy także
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 84/419
pytania mailem. Chcieliśmy się m.in. dowiedzieć o jego przeszłość
oraz o wpływ na treść artykułów ukazujących się w pismach należących
do Presspubliki. Do momentu oddania gazety do druku nie otrzymaliśmy żadnej
odpowiedzi.”[154]
Plasowanie agentów wpływu w mediach jest równoważne wykłuciu oczu konsumentów
mediów. A w królestwie ślepców jednooki jest królem.
„[…]Człowiek czyta sobie gazety, słucha radia, wieczorem ogląda dziennik tele-
wizyjny, a rano idzie do pracy, zaszyfrowuje, rozszyfrowuje, i wychodzi
mu na to, że w prawdziwym życiu wszystko wygląda całkiem inaczej, niż pisze
prasa. Fiedia osiągnął dzięki swojej pracy niekłamaną satysfakcję. Szedł sobie
ulicą, wiedząc, że mijają go miliony ślepców, a on, jako jeden z niewielu — wi-
dzi. To fantastyczne.
[…]”[155]
Agenci wpływu plasowani są też w biznesie[156], w przedsiębiorstwach badania opinii pu-
blicznej[157], think tankach, instytucjach prowadzących działalność mającą wpływ na politykę, in-
stytutach politologicznych, jako funkcjonariusze partii politycznych[158].
„[…]do każdej zapowiadającej się obiecująco partii nałażą karierowicze;
co do agentury, wiadomo – kierowana jest do wszystkich partii, a niektóre nawet
zakłada.
[…]”[159]
Gen. Gromosław Czempiński,…
…„[…]który zainspirowany zamachem na papieża obrał sobie pseudonim wy-
wiadowczy »Aca«[…]”[160],…
…oświadczył publicznie
43
, że założył Platformę Obywatelską[161][162][163][164].
„[…]
To nie jakieś wyjątkowe zdolności i nikomu nieznana pracowitość Donal-
da Tuska uczyniła z niego lidera politycznego, lecz potęga służby kierowanej
przez gen. Bułę i Wawrzyniaka. To Wiktor Kubiak, występujący w raporcie
na temat likwidacji WSI, wyciągnął go z politycznego marginesu i dał mu środki
umożliwiające przekucie osobistego cynizmu w partyjny sukces. To nie z powodu
atrakcyjności towarzyskiej Donek obdarzył agenta WSW pełnym zaufaniem
i osobistą przyjaźnią[…]”[165]
„Kwestia agenta »Bolka«
Są ludzie, którzy na ogół bredzą, jeśli mówią od siebie. Czasem jednak
przekazują wiadomości od kogoś poważnego – i wtedy należy ich słuchać
uważnie.

43
Na antenie Polsat News i w rozmowie z Gazetą Polską
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 85/419
Otóż – jak donosi »Wirtualna Polska«:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Walesa-Donald-nie-kandyduj-
na-prezydenta,wid,11888914,wiadomosc.html
p.Lech Wałęsa przyłączył się do chóru odradzającego JE Donaldowi
Tuskowi start w wyborach prezydenckich.
Może to oznaczać jedno z dwojga: bezpieka popierająca do tej pory
obydwu Panów nie życzy sobie, by p. Tusk został prezydentem (i w razie
czego zrobi dobrą propagandę np. p. Andrzejowi Olechowskiemu,
by pozbawić p. Tuska szans) – lub też: wie, że konkurencyjna bezpieka
ma na p. Tuska jakieś dobre haki.
Bo hak hakowi nierówny.
Na ten temat pisałem w »Dzienniku Polskim« przewidująco tak:
Start Donalda Tuska
Rzecz w świecie polityki bez precedensu (chyba): kandydat
na prezydenta, któremu ludzie dają 90% szans na zwycięstwo - waha
się, czy wystartować!!!
W Polsce jednak nie istnieje normalna polityka; istnieje tylko
gra służb specjalnych (i, prawdopodobnie, obcych wywiadów). Zacho-
wanie p. Donalda stanie się wytłumaczalne, jeśli przyjmiemy, ze jakieś
służby (np. te, które wymogły odstąpienie od tubalnie zapowiadanej
dymisji JE Aleksandra Grada po kompromitacji z "inwestorem
z Kataru" i grożą wystawieniem p. Andrzeja Olechowskiego
ps. "Must") grożą ujawnieniem jakichś haków.
Pamiętajmy też, że do tej pory na szczycie władzy byli ludzie - delikat-
nie pisząc - związani z CIA, którzy czasem po kadencji jechali nawet
do Ameryki zdawać sprawę ze swych poczynań. Natomiast p. Donald
jest faworytem p. Anieli Merkel.
Amerykanie jak trzeba, to nie przebierają we środkach!
Pytanie brzmi: czy p. Tusk ma »kontr-haki« na konkurentów?
Wydaje się, że dziś została już tylko ta wątpliwość, o której wspomnia-
łem na początku.
Chociaż…
Bezpiece udało się prośbą, namową czy szantażem zmusić JE Donalda
Tuska by nie odwołał JE Aleksandra Grada. Być może są jeszcze jakieś
lewe interesy do załatwienia – i ten odłam bezpieki nie ma pewności,
czy inny premier by je krył.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 86/419
I dlatego chce, by p. Tusk pozostał premierem.
Z tego by wynikało, że p. Wałęsa mówiąc: »Zmiana na stanowisku pre-
miera w najbliższych miesiącach skomplikuje sytuację na scenie poli-
tycznej. Dlatego lepiej dla Polski byłoby, gdyby Donald Tusk wyznaczył
innego polityka Platformy Obywatelskiej jako kandydata do walki
o fotel prezydenta« był w pewnym sensie szczery.”[166]
Żeby nie wspomnieć o samych specsłużbach.
„[…]największe usługi Golicyn oddał paradoksalnie Francji, której służby
w latach sześćdziesiątych były niemal całkowicie opanowane przez agentury
Kremla.
[…]
Wśród spraw, o których Golicyn powiedział Amerykanom, były informa-
cje mówiące o tym, że na czele wywiadu i kontrwywiadu francuskiego stoją lu-
dzie Kremla, a on sam widział przed swoją ucieczką w kwaterze na Łubiance do-
kument mówiący o tym, że wywiad francuski — »zadaniowany« przez KGB —
miałby wykraść Amerykanom tajemnice ich broni rakietowej[…]”[74][167]
„[…]Organy bezpieczeństwa »Polski Ludowej« zostały od góry do dołu obsa-
dzone przez radzieckich »doradców« i faktycznie stanowiły jeden z zarządów te-
renowych NKWD[…]”[99]
44

„[…]
Od samego początku prac Komisji Weryfikacyjnej było wiadomo, że będą
dokładnie sprawdzane działania WSI. W raporcie z prac komisji znalazła
się m.in. lista żołnierzy szkolonych przez sowieckie służby specjalne, szczegółowe
opisy niezgodnych z prawem działań WSI, informacja o niszczeniu
akt i przekazaniu przez gen. Edmunda Bułę – ostatniego dowódcę Wojskowej
Służby Wewnętrznej – zmikrofilmowanych akt specjalnych służb wojskowych
do Moskwy.
[…]”[168]
Werbunki tajnych współpracowników specsłużb dokonane przed AD 1989 są trwałe:
„[…]Chociaż minęły już 23 lata od transformacji PRL w III RP, haki zebrane
przez komunistyczną bezpiekę wciąż są w użyciu. O jednym z opozycyjnych po-
słów w 1989 roku Molka mówi: — I tak nie powiem publicznie o tym nazwisku.
Dlaczego ten poseł nie pojawił się na żadnej liście? Są sposoby, aby nie znaleźć
się w żadnych kartotekach. Poza tym kto uwierzy skruszonemu esbekowi?
Czy ktoś da dzisiaj wiarę, że znany producent telewizyjny to TW o pseudonimie
»Kunigas«? A inny opozycjonista, który zrobił karierę biznesową,

44
Zob. też Aneksy, Raport dla premiera Jana Olszewskiego, Wydział Studiów Gabinetu Ministra Spraw Wewnętrznych,
koniec maja 1992 r. (fragmenty)
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 87/419
to TW »Baron«? Zaraz zastrzega jednak, że to »wiedza nabyta«, a w sejfie
nie ma żadnych papierów.
Problemem polskiej transformacji jest to, że aby nie podlegać lustracji,
należało kontynuować współpracę z bezpieką. Wówczas jako agent
III RP zyskiwało się pełną bezkarność. Lustracji podlegają tylko ci, którzy zerwa-
li współpracę z peerelowską bezpieką lub ci, których uznała za nielojalnych (nie-
przydatnych) i sama ich odstawiła. Kwity z lat 70. i 80. będą miały jeszcze siłę
rażenia jeszcze przez jakieś 20-30 lat[…]”[169]
Z infiltracji specsłużb tzw. III RP agenturami obcymi zdawano sobie sprawę:
„[…]Od początku zakładaliśmy, że nasz Urząd może być dla Rosjan
przejrzysty. Rosjanie dzięki swoim starym kontaktom towarzyskim i aktywom
operacyjnym mogli kontrolować większość operacji naszego kontrwywiadu.
(...) UOP był obiektem wielu agresywnych akcji ze strony służb rosyjskich, ukra-
ińskich, białoruskich. Nasza reakcja była najczęściej taka: nie prowokować
bez potrzeby, tylko obserwować i uniemożliwiać działanie. Aby to było skuteczne,
szczególnie kiedy nasz wywiad jest sparaliżowany, potrzebujemy wiedzy
o tym, co tu się działo przez ostatnie 25 lat. Kim i czym KGB się interesował
w Polsce i do jakich spraw potrzebował pomocy SB? Jakie działania podejmował
wobec polskich obywateli w kraju i za granicą? Problem ten dotyczy nie tylko
SB. Także wojskowych służb specjalnych i struktur PZPR
29
.
Nikt tego dotychczas nie zrobił. A przecież współpraca ze służbami
ZSRR przed 1989 r. nie dotyczyła paru osób, to były statystycznie ogromne liczby.
Czy to jest kontynuowane?
Mimo zniszczeń archiwów SB i służb wojskowych odtworzenie tej wiedzy
jest możliwe. Na tej podstawie kontrwywiad mógłby ocenić, w jakim zakresie
służby rosyjskie wracają do starych wpływów, operacji i kontaktów. Nie chodzi
mi więc o to, by kogoś rozliczać bez powodu, ale ze względu na bezpieczeństwo
państwa. Musimy to wiedzieć[…]”[170]
Pomimo powyższej wiedzy nie zrobiono niczego, aby chociaż utrudnić agenturom obcym
operowanie w specsłużbach tzw. III RP.
Specsłużby nie zaniedbują plasowania swoich agentów wpływu nawet w przestępczości
zorganizowanej. Agentura wpływu w organizacjach przestępczych specsłużb jest czymś innym
niż informatorzy policji kryminalnej.
45
Niekiedy infiltrowanie środowiska politycznego
i infiltrowanie środowiska przestępczego łączą się harmonijnie. Mariusz Kamiński, były
szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) ujawnił wywiadzie prasowym, że w czasie, kie-
dy był jego szefem, CBA prowadziło śledztwa dotyczące prania przez Platformę Obywatelską
brudnych pieniędzy pochodzących z handlu narkotykami.[171]

45
Zob. też Aneksy, Leszek Szymowski, Zorganizowana przestępczość operacyjna
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 88/419
„[…]stronnicy Moskwy (opłacani przez nią oraz naiwni wolontariusze
16
) mieli
się w III Rzeczpospolitej jak pączki w maśle i bez przeszków mogli wykonywać
rozmaite prace zlecone[…]”[172]
Na podsumowanie zdobył się Tekieli:
[…]
Szacuję, że 200 tys. mężczyzn i kobiet z aparatu siłowego PRL dzierży
90 proc. realnej władzy w naszym kraju. Najwyżej zaszli najsprytniejsi
z pokolenia lat 50. Mają medialne i biznesowe imperia. Tuż za nimi podążają
urodzeni w latach 60. A także ich dzieci oraz dzieci ich dzieci…
[…]”[173]
W państwach spoza KDL jest nie aż tak źle. Ale różnica nie jest duża.
Co by o niej nie mówić, to jednak w państwach Europy Zachodniej w jakiejś formie
tzw. cywilna kontrola nad służbami specjalnymi jest. Tym samym agenci wpływu nawet poza spec-
służbami wpływ na nie mają.
Członkowie grupy, którzy rozpoznają się nawzajem, a dla osób spoza ich grupy są z tą grupą
nieidentyfikowani lub identyfikowalni słabo, przechodzą przez procedury demokracji politycznej
jak nóż przez masło. To dotyczy nie tylko tajnych agentów, ale też np.: mniejszości etniczne, zbo-
czeńców (sodomici, pedofile,…), przestępców itp., ale w przypadku tajnych agentów to zjawisko
działa najsilniej.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 89/419
Oprócz tego do tajnych agentów niektórzy politycy demokratyczni pałają afektem.
Np. w latach 2005÷2007 Jarosław Kaczyński nominował sam i nakłaniał innych do nominowania
tajnych agentów na wysokie stanowiska państwowe. W swojej naiwności roił sobie, że będą
mu służyli lepiej od nie agentów. Chyba postępował z motywów takich, jak Józef
Ślisz (1934÷2001), w swoim czasie osoba bardzo wpływowa, który nakłonił Ministerstwo Finan-
sów do mianowania pułkownika SB na stanowisko likwidatora jednej z prylowskich central spół-
dzielczości rolnej. Spytany, dlaczego, odpowiedział — byle był dyspozycyjny. Obecnie to samo tyle,
że na o wiele większą skalę robi Platforma Obywatelska. Niekoniecznie z tych samych motywów.
Dla niektórych polityków demokratycznych tajne agentury są panteonem pogańskich bożków, które
trzeba obłaskawiać ofiarami ze stanowisk, aby odwdzięczały się opieką.[174] Jeżeli dotąd jeszcze
ktoś nie wiedział, dlaczego demokracja polityczna z tak wielką determinacją i uporem
jest narzucana per fas et nefas każdemu niezależnie od jego woli, to teraz już wie. Demokracja poli-
tyczna jest najlepszym w historii środowiskiem działań specsłużb.
Demokracja to rządy hien nad osłami.
Arystoteles
Na to, by w danym kraju zapanował socjalizm, wystarczy wprowadzić
w nim demokrację.
Karol Marx
Demokracja polityczna poza gminą jest najlepszym przyjacielem tajnego agenta.
„[…]
Na ogół uważa się, że totalniacy to przeciwnicy demokracji. Tymczasem
nic podobnego! Totalniak może być szczerym demokratą – bo totalniacy są tylko
wrogami wolności. Tymczasem demokracja to wcale nie to samo, co wolność.
Demokracja polega na tym, że z góry przyznajemy i władzę i rację każdorazowej
większości. Co więcej – ostatnio coraz bardziej upowszechnia się pogląd, że jeśli
każdorazowa większość uzna coś za dobre, to to JEST dobre[…]”[175]
Dla Polski groźniejsza
od armii najeźdźców jest tylko
armia wyborców.
Roman Dmowski
Niniejsza książka pokazuje,
że to to samo.
O trwałości agentury wpływu
i niezależności od istnienia instytucji spec-
służb oraz zmian pokoleniowyć świadczy wy-
bór przez Moskowię bardzo korzystnych
dla niej metod werbunkowych:
„[…]wspomnienia ówczesnego rezydenta KGB, Witalija Pawłowa. Wieloletni
oficer wywiadu KGB usilnie przekonuje czytelnika, że nie wolno było w Polsce
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 90/419
werbować współpracowników. Jego działanie polegało na wyszukiwaniu
i podtrzymywaniu kontaktów z polskimi obywatelami, którzy mogli pomóc za-
pewnić realizację sowieckiej polityki. Ten sposób współpracy znany z licznych
wypowiedzi osób oskarżonych o kontakty z SB. Twierdzą one, że nie współpraco-
wały, lecz tylko prowadziły dialog. Taktykę werbunku stosowaną przez sowiecki,
a później rosyjski wywiad świetnie scharakteryzował Siergiej Tretiakow (Pete
Earley »Towarzysz J«). Rosjanom nie zależało na formalnym, tzn. potwierdzonym
podpisanym zobowiązaniem werbunku, ale na zaprzyjaźnieniu się i uzyskaniu in-
formacji, najlepiej tajnych. Podbudową przyjaźni były jakieś względy ideologicz-
ne. Co prawda już w latach 80. KGB nie miało wątpliwości, że warbowanie
»na komunizm« się skończyło, ale czynnik ideologiczny pozostał, chociażby była
to idea panslawizmu, pokojowej koegzystencji czy równouprawnienian aro-
dów[…]”[176]
Mechanizm tej taktyki werbunku opisał Ziemkiewicz w formie sfabularyzowanej:
„[…]ambasador nadzwyczajny i pełnomocny prezydenta-imperatora Wszechro-
sji, Michaiła I, podejmował właśnie w swojej rezydencji przybyłych
wprost z wielkiej manifestacji na Starym Mieście przywódców siedmiu zrzeszo-
nych pod przewodnictwem prezesa Sicińskiego central związkowych, gratulując
im udanej ogólnopolskiej akcji protestacyjnej w obronie ludzi pracy. Nie było
to żadne oficjalne spotkanie, dlatego nie znalazło się w wydruku z agencji pra-
sowej, którym posługiwali się redaktorzy prowadzący kolegia; a zresztą gdyby
nawet się znalazło, dziennikarze nie mieliby co z nim zrobić. Na spotkaniu
nie przewidziano żadnych przemówień, nie zamierzano wydawać
po nim komunikatu, krótko mówiąc — nie dostarczało ono żadnego niusa.
Bo fakt, że przywódcy związków spotkali się z generałem-gubernatorem Paskud-
nikowem nie był żadnym, ale to żadnym niusem.
Z generałem-gubernatorem spotykali się wszyscy, nie wyłączając przy-
wódców Zjednoczonego Obozu Katolicko-Patriotycznego. Każdego wieczora
u generała-gubernatora Paskudnikowa wystawiano szwedzki stół, ciągnący
się przez trzy sale, każdego dnia wywożono setki butelek po najprzedniejszych
trunkach, każdego dnia wreszcie przy owym szwedzkim stole i zawartości
owych butelek czołowi intelektualiści i autorytety moralne spotykali
się z przywódcami głównych partii i central związkowych, szefowie socjaldemo-
kratów układali się z szefami liberałów, osobisty sekretarz pani prezydent wymie-
niał uwagi z Jego Eminencją, były premier z przyszłym, a gwiazdy ekranów speł-
niały toasty z redaktorami naczelnymi, posłami i ministrami. Każdy zaś czekał
z utęsknieniem, czy aby właśnie do niego nie podejdzie dyskretnie któryś z bardzo
eleganckich i bardzo »charmant« przybocznych generała-gubernatora,
i nie zakomunikuje, że Ambasador pozwala sobie prosić w drobnej sprawie
na stronę, Szczęśliwcy, którym się to przytrafiło, rozpływając
się w ależ-ależ, odprowadzani zawistnymi spojrzeniami, podążali
za przybocznym do małego, bocznego saloniku, gdzie pod gipsowymi stiukami
nafaszerowano ściany antypodsłuchowymi obwodami tempestu
i gdzie generał-gubernator zwykł odbywać prywatne rozmowy. Czasem
ową poufną sprawą było podziękowanie za jakąś wyświadczoną przysługę, cza-
sem prośba o wyświadczenie takowej, czasem chęć zasięgnięcia informacji
lub poznania opinii rozmówcy na taki a taki temat, a czasem wysondowanie,
jak jego partia, związek czy grono przyjaciół postąpiłoby, gdyby zdarzyło
się to i owo. Casem też zdarzało się, że żadnej drobnej sprawy nie było
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 91/419
i generał-gubernator rozmawiał z gościem przez kilkanaście minut o niczym, tyl-
ko po to, by podtrzymać jego reputację w oczach innych gości.
Krótko mówiąc, rezydencja generała-gubernatora była od niejakiego
czasu miejscem spotkań całej elity i jeśli ktoś nie bywał tam przynajmniej
te dwa-trzy razy w miesiącu, to widać po prostu, że nic nie znaczył.
[…]”[177]
Opisana powyżej wykorzystywana przez Moskowię taktyka werbunkowa jest twórczym po-
łączeniem jej praktyk z wzorcami przejętymi od specsłużb zachodnich. Łączy zalety
ich obu. Od Zachodu wzięła bezpieczeństwo, nieuchwytność, elastyczność, rozległość, uniwersal-
ność, nie tracąc przy tym niczego ze swojej tradycyjnej twardości, skuteczności i dyscypliny. Poza
granicą twardego jądra: rezydentury, funkcjonariuszy, nielegałów, współpracowników zwerbowa-
nych i prowadzonych na starych zasadach rozciąga się obszar rożnorodnych form płynnie przecho-
dzących jedna w drugą: agenci wpływu, którzy niczego nie podpisali, a tylko roznawiają; gównoja-
dy
16
; pożyteczni idioci; poputcziki; fani; sympatycy; zwolennicy; realpolitycy; lemingi i in. Taka
struktura i jej dynamika pozwalają utrzymywać agenturę bardzo liczną. Nie wszyscy jej uczestnicy
zdają sobie sprawę, że są agentami. Ich prowadzenie jest realizowane oddziaływaniem środowi-
skowy. Pomimo tej nieuchwytności skuteczność jest wysoka. Agentura jest towarzystwem. Dyscy-
plina w dużym stopniu jest adaptacją dla potrzeb Moskowii praw socjologii rządzących zachowa-
niem się tego typu zbiorowisk ludzkich. Jednocześnie agentura się nie zużywa. W miarę wymiera-
nia starych środowisko agenturalne samo dokooptowuje młode jednostki. Budżet centrali
nie obciąża finansowanie agentów. Centrala organizuje dla nich żerowiska, na których żywią
się sami. Centrala pozostawia sobie kontrolę pozwalającą agenta nieposłusznego tydzież nieuży-
tecznego ukarać wykluczeniem z dostępu do żerowiska. Jednocześni sam fakt istnienia takiego że-
rowiska i jego funkcjonowania szkodzą krajowi, w którym Moskowia operuje swoją agenturą.[2]
Przejaw posłużenia prawie jawnego się agenturą nowego typu mogliśmy obserwować
9 maja AD 2010, kiedy agenci palili znicze na grobach żołnierzy Armii Radzieckiej.
Moskowia sprzedając wybrane siatki agentów specsłużbom państw Europy Zachodniej
wprowadziła do nich swoje konie trojańskie. Jeżeli zachodni obrońcy demokracji politycznej,
stwierdzają, że w FR demokracja jest, a że inna niż w ich państwach, to nie szkodzi, to znaczy,
że uznają hegemonię Moskowii. Moskowia wciąż mocarstwem jest faktycznie nawet, jeżeli
na to nie wygląda.
„[…]
Dziennikarz, publicysta, pisarz w III RP wciąż przypomina astronoma,
który śledzi loty planet, komet i innych ciał niebieskich, oblicza ich odchylenia,
perturbacje, i wie na pewno, że gdzieś tam, w głębi kosmosu, musi
być COŚ, coś, co te odchylenia i perturbacje wywołuje. Ale co –
nie wie. Teleskopy, jakimi dysponuje, niczego nie są w stanie pokazać.
Coś tam musi być, dowodzą tego zakłócenia w ruchu ciał niebieskich. Ale tego
nie widać, można tylko się domyślać, stawiać hipotezy. Astronomowie nazywają
to „ciemną materią”, i są w o tyle łatwiejszej sytuacji, że kosmiczna „ciemna
materia” nie dysponuje suto opłacanymi kancelariami prawnymi wytaczającymi
ujawniającym jej istnienie astronomom procesy, podsłuchami węszących
za »hakami« służb ani innymi metodami uprzykrzania im życia.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 92/419
W życiu publicznym III RP ta ciemna materia daje się zauważyć
po skutkach. Opisać ją, objaśnić, walnąć tą prawdą między oczy otępione
i otępiałe społeczeństwo jest trudno.
[…]”[178]
„[…]porzućmy na chwilę obserwowanie wydarzeń na środku sceny poli-
tycznej i zajrzyjmy za kulisy, gdzie nolens volens musimy natknąć się na starą,
poczciwą razwiedkę. Skoro tedy nolens volens już się na nią natknęliśmy,
to warto by sprawdzić, jak też do wydarzeń z centrum politycznej sceny odnosi
się za jej kulisami stara, poczciwa razwiedka. Demokracja ma bowiem
to do siebie, że sprawia wrażenie pełnego spontanu i luzu, tym niemniej, jednak
niektórzy ludzie doświadczeni utrzymują, że luz, spontan i demokracja, to jasne,
ale tak naprawdę ktoś przecież musi tym kierować
46
. Jeszcze bardziej doświad-
czeni twierdzą nawet, że gdyby demokracja naprawdę musiała opierać
się wyłącznie na luzie i spontanie, to już dawno zostałaby zlikwidowana. Wszyst-
kie te opinie tym bardziej skłaniają nas do przyjrzenia się starej, poczciwej ra-
zwiedce, bo — powiedzmy sobie szczerze — jeśli już ktoś musi naprawdę kiero-
wać naszą młodą demokracją, to kogóż lepszego znajdziemy?
[…]”[180]
47

„[…]rozmawiałem z pewnym pułkownikiem w stanie spoczynku (le colonel retra-
ite), zajmującym się nadal naukowo technikami inwigilacji. Na podstawie tego,
co mi powiedział o tych sposobach, a zwłaszcza - o skali ich zastosowania,
utwierdziłem się w przeświadczeniu o całkowitej fasadowości demokracji poli-
tycznej nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju - ale wszędzie.
W takiej sytuacji powinienem traktować Umiłowanych Przywódców
ze szczególną pogardą, bo mamy dwie możliwości: albo są durniami, sądzącymi,
iż naprawdę sprawują władzę, albo cynikami, którzy za udawanie Umiłowanych
Przywódców dostają od okupantów naszego nieszczęśliwego kraju jurgielt
w postaci tak zwanych »diet« - poselskich lub senatorskich[…]”[182]
Fasadowość demokracji politycznej poza gminą jest cechą nie tylko komunizmu. Występuje
na całym świecie. AD 1958 w Punto Fijo w Wenezueli Akcja Demokratyczna zawarła z chadekami
porozumienie…

46
(por.) nawet demokracja musi posiadać organizatorów, sir John Halford Mackinder, Democratic Ideals and Reality,
Londyn 1919, [za:] [179]
47
Robienie w demokracji jest w świecie bardziej rozpowszechnione i nie ogranicza się tylko do moskiewskich
specsłużb: „[…]wewnętrzne służby bezpieczeństwa (AIVD) będą miały dodatkową robotę przy podsłuchiwaniu
nowego polityka — zarówno telefonicznie, jak i w jego mieszkaniu — tak jak to miało miejsce w przypadku Pima
Fortuyna. Agenci ponownie także wypełniają swoją funkcję, pomagając tworzyć nowy scenariusz, który pomoże
establishmentowi zachować władzę.”[181]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 93/419
„[…]iż będą zmieniali się u władzy i nie dopuszczą żadnych innych ugrupowań.
W ten sposób nadano demokracji cechy fasadowości[…]”[183]
Podobieństwo wskazuje, że, być może, na porozumieniu z Punto Fijo Czesław Kiszczak
wzorował aneks do porozumienia okrągłego stołu, który negocjował pod przykrywką rzekomego
tworzenia rządu, po tym jak wyniki głosowania 4 czerwca AD 1989 unieważniły warunki spisku
wynegocjowanego w Dolinie Chochołowskiej, Magdalence, Pałacu Namiestnikowskim i w innych,
nieznanych miejscach.
Demokracja polityczna poza gminą jest fikcją wszędzie na świecie:
„[…]
Do 1913 roku ukształtował się także amerykański patrycjat. I proszę
nie mylić go z próżniaczą burżuazją, która dorobiła się kilku milionów
na fabrykach spinaczy, sprzedaży lodów na patyku czy kilku złotych
płyt. Amerykańska arystokracja nie jest znana, nie gra na giełdzie i zawsze pozo-
staje w cieniu wydarzeń. To ludzie, którzy nikomu w niczym nie muszą impono-
wać. Ale za to ich wola jest faktyczny prawem. Ten współczesny feudalizm
jest niemal doskonały. Każdego bowiem dnia żyjemy w przekonaniu, że na nasze
życie i decyzje w nim podejmowane mają wpływ politycy — wybierane
przez nas kreatury, które są podstawowym składnikiem demokracji. Tymczasem
tzw. wyborcy są jedynie trybikami w znakomitym mechanizmie, który
ma nad nami władzę absolutną. A jak to bywa z Absolutem, jest on niewidzialny
i empirycznie niedoświadczany. »Jestem, który jestem«! Przecież nikomu
nie musi udowadniać swojego istnienia czy imponować.
Wbrew wszelkim pozorom na politykę Stanów Zjednoczonych, decyzje
Białego Domu, Kapitolu i poszczególnych departamentów, mają wpływ siły, któ-
rych nie widać — polityczna ciemna materia, będąca lepiszczem politycznego
wszechświata, o ktorej wiemy, że ma generalny wpływ na otaczającą
nas rzeczywistość, chociaż jednocześnie nie mamy pojęcia, czym jest i jak działa.
Dalekosiężne plany o charakterze globalnym, wybiegające na wiele pre-
zydenckich kadencji do przodu, są ustalane przez faktycznych zdobywców nowe-
go świata. Są nimi dzisiejsi potomkowie wielkich rodów przemysłowych przełomu
XIX i XX wieku: królów amerykańskiego przemysłu hutniczego jak Andrew Car-
negie, władców kolei z E. H. Harrisem na czele, twórców nowego przemysłu sa-
mochodowego jak Henry Ford czy też suwerenów przemysłu paliwowego —
twórców i właścicieli wszechmocnego Standard Oil — dynastii Rockefellerów.
Patrząc na te wielkie familie rządzące Ameryką zza zamkniętych
drzwi bajecznych rezydencji, możemy zrozumieć, dlaczego współczesna klasa po-
lityczna tego państwa jest tak przeżarta korupcją i nepotyzmem. Różnica pomię-
dzy politykami wybieralnymi, znanymi z pierwszych stron gazet, a faktycznymi
przywódcami państwa jest porównywalna do róznic, jakie dzieliły patrycjuszy
i plebejuszy w starożytnym Rzymie. Ci pierwsi tworzyli plany imperium
na dekady naprzód, podczas gdy drudzy cieszyli się z faktu, że »demokratyczne«
decyzje ich skorumpowanego zgromadzenia (od 287 roku p.Chr.) stanowiły rze-
komo prawo powszechne.
Analogie historyczne w stosunku do USA czy każdego innego imperium
nasuwają się same. Czy amerykański prezydent, jego ministrowie i członkowie
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 94/419
Kongresu naprawdę mają suwerenną i pełną kontrolę nad polityką swojego pań-
stwa? Odpowiedź na to pytanie daje obraz polityki globalnej.
Rada Polityki Zagranicznej i Rada Biznesu Powstanie Systemu Rezerwy
Feeralnej USA w 1913 roku ujawniło, że wola wielkich rodów jest ponad konsty-
tucyjną władzą prezydenta Woodrowa Wilsona.
Po 1918 roku powstała w Nowym Jorku Rada Stosunków Zagranicznych
— założyli ją bracia Rockefellerowie wraz ze spadkobiercami J. P. Morgana,
przedstawicielami rody DuPontów, dynastii Vanderbildów i innymi wielkimi fa-
miliami, które mają zakulisowy wpływ na politykę gospodarczą i zagraniczną
USA.
To ona podejmowała i podejmuje do dzisiaj decyzje o kierunku ekspansji
amerykańskich inwestycji za granicą, tam też do dzisiaj decyduje
się, gdzie zostaną wysłane amerykańskie siły ekspedycyjne. Ministrów (secreta-
ries) lub reprezentantów prezydenta Stanów Zjednoczonych zaprasza się jedynie
po odbiór decyzji podjętych przez Radę. Ale na tym nie koniec.
W porównaniu z Rzymem amerykańskie imperium rzadko używa
sił zbrojnych do obrony swoich interesów w odległych miejscach naszej planety.
Wszelkie amerykańskie korporacje mają wystarczający wpływ na lokalne układy
polityczne, żeby móc decydować o tym, kto będzie lokalnym przywódcą.
To system żywcem przypominający wyznaczanie rzymskich namiestników
wśród ludności tubylczej podbitych prowincji.
W 1933 roku powstała Rada Biznesu (Business Council), o której David
Horowitz napisał w swojej znakomitej książce »Rockefellerowie«, że »wytyczyła
sobie za cel uczestniczenie w podejmowaniu decyzji rządowych«. Jakże zwykła
nazwa — prawda? Władza absolutna nie potrzebuje splendoru ani poetyckiej na-
zwy! Członkowie Rady do dzisiaj spotykają się w Hot Springs.
A jednak zakres jej władzy jest wręcz trudny do objęcia. Aby zilustrować
tę tezę, posłużę się cytatem jednego z prezesów General Motors: »Spotkania
w Hot Springs nie są potrzebne, abyśmy mogli wysłuchać poglądów rządu,
lecz (…) by rząd mógł zapoznać się z naszymi poglądami”. Inaczej mówiąc panie
i panowie z Waszyngtonie mają wyznaczone zadanie, a tzw. demokracja
i programy wyborcze to fasada, za którą siedzą prawdziwi decydenci.
Oba zespoły — Rada Stosunków zagranicznych i Rada Biznesu działają
»bardzo aktywnie« do dziś. Można śmiało zawołać »chwała Bogu«,
bo to oznacza, że nad wybieralnymi łapówkowiczami istnieje jakaś nadrzędna si-
ła odpowiedzialna za losy państwa.
Ich siła jest wprost proporcjonalna do niewiedzy o ich istnieniu
wśród mas. Dla jej członków ustawy są instrumentem ich woli, a politycy stano-
wią kastę vilissimos servos.
[…]
W ławach amerykańskiego Kongresu zasiadają często dorobkiewicze
i ludzie średnio zamożni. Najbogatszym członkiem parlamentu
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 95/419
USA jest republikański kongresmen z Teksasu — Micheal McCaul. Wartość jego
majątku oblicza się na 294 miliony dolarów. Majątek pozostałych
50 najbogatszych parlamentarzystów mieści się w przedziale wartości
od 5 do 50 milionów dolarów. Bardzo daleko im do majętności i znaczenia poli-
tycznego ludzi, którzy naprawdę kierują Ameryką z tylnego siedzenia.”[184]
Nie we wszystkich państwach zjawiska opisane powyżej są widoczne tak bardzo wyraźnie.
Nie znaczy to, że w którymkolwiek państwie demokracja polityczna poza gminą jest bardziej praw-
dziwa.
Wprawdzie lojalni agenci Moskowii i przed sprzedażą siatek, wraz z którymi zostali sprze-
dani, byli agentami Moskowii, ale dzięki operacji sprzedaży zyskali możliwość skuteczniejszego
działania w interesie Moskowii. Stracili możliwość spiskowania przeciwko Moskowii z tymi
ze swoich kolegów, których specsłużby państw Europy Zachodniej przewebowały w całości. Dzia-
łając w ramach operacji prowadzonych przez specsłużby państw Europy Zachodniej, swoje zadania
mogą wykonywać pozornie dokładnie wprowadzając w interesie Moskowii niezauważalne modyfi-
kacje. Diabeł tkwi w szczegółach, czasami nawet najdrobniejsza zmiana może całkiem zmienić sku-
tek. Z analizy zleceń Moskowia może dowiedzieć się, co specsłużby państw Europy Zachodniej
zamierzają. Jeszcze ważniejsi agenci nie zostali włączeni do siatek sprzedanych.
Zachowania lojalności dowodzi łatwość i szybkość, z jaką
po 10 kwietnia AD 2010 w Polsce Moskowia odtworzyła na bazie osobowej les souteneurs
de le roi de Prusse swoje stronnictwo. Te same me®dia, celebryci, towarzystwa, które jeszcze
wczoraj na Putinie wieszały zdechłe psy, jako wschodnim despocie, zbóju, krwiożerczym wrogu
demokracji i praw człowieka, dzisiaj oddają mu cześć bałwochwalczą, jako świetlistemu mężowi
stanu i naczyniu cnót wszelakich.
„[…]zaraz po katastrofie smoleńskiej, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki,
pojawił się masowy ruch zwolenników pojednania. Nieomylny to znak, że Rosja
może liczyć na pozytywny rezonans każdej operacji, jaką w stosunku do naszego
nieszczęśliwego kraju podejmie[…]”[185]
„[…]o peerelowskich służbach w Polsce, że nawet jak się je kupi, kupione
nie pozostaną. Czyli USA zneutralizowały przekupstwem polskojęzycznych czeki-
stów na krótko, ale potem to tałatajstwo powróciło do starych, wypróbowanych
zabaw.
[…]”[69]
„[…]Unia Europejska i Niemcy karcą rząd Donalda Tuska za oczywiste poświę-
canie polskiego interesu narodowego na rzecz Gazpromu i bronią
nas przed uzależnieniem energetycznym od Rosji przez najbliższych 35 lat – na-
tomiast polski rząd, który cały swój piarowski wizerunek zbudował na uległości
wobec »głównego nurtu europejskiej polityki«, odważa się wejść w bodaj pierw-
szy poważny konflikt z Komisją Europejską.
[…]
Doszło w końcu do tego, że nawet komentator ekonomiczny gorliwie po-
pierającej PO i patronującej posmoleńskiemu »pojednaniu« »Gazety Wyborczej«
zwraca uwagę, że »rząd zachowuje się tak, jakby miał za złe Brukseli,
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 96/419
że chce nam pomóc uniezależnić się od Gazpromu« i «jakby był zakładnikiem
Gazpromu«, i sugeruje, iż pracujemy na miano »konia trojańskiego Gazpromu
w UE«.
[…]”[186]
Sposób działania mechanizmu odzyskiwania przez Moskowię lojalności swoich agentów
wypożyczonych specsłużbom państw trzecich najlepiej prześledzić na przykładach konkretnych
przypadków:
[…]Czempiński bowiem, choć bardzo chciał uchodzić za związanego
z Amerykanami, zawsze w ostateczności ulegał presji silniejszego. A w Warszawie
w ciągu ostatnich 20 lat przeważnie byli to Rosjanie.
[…]Lobby amerykańskie było bardzo silne,
a Piotr D. [od 2003 r. wiceprezes ds. handlowych PLL LOT] działał na jego rzecz
— dodaje nasz informator. Jednak według niego w ostatnich latach sytuacja
się zmieniła. Grupa Czempińskiego miała zmienić front, nawiązując współpracę
z lobby rosyjskim.
[…]”[187]
Najmniej możliwości sprawdzenia jakości kupionych agentów miała BND
48
, bo kupiła
ich najwięcej.
Na dużą liczbę posiadanych przez BND agentów wpłynął też, oprócz zakupu od Moskowii,
sposób zorganizowania przez Moskowię funkcjonowania specsłużb w KDL. Moskowia zleciła nad-
zór nad specsłużbami w poszczególnych państwach, poza samą Moskowią, Stasi
30
z NRD.

48
BND — Bundesnachrichtendienst, oficjalna witryna internetowa,
http://www.bnd.de/,
http://tiny.pl/hx3k7
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 97/419
„[…]
Kontroluj kontrolującego
Dzięki przemianom na geopolitycznej mapie Europy archiwalia komuni-
stycznych specsłużb nabrały charakteru międzynarodowego. Od tej chwili po-
wstałe na gruzach sowieckiego obozu państwa zaczęły dysponować dossier
nie tylko własnych obywateli, ale i obywateli krajów obcych. Stało
się tak, ponieważ każda z policji politycznych w demoludach była integralną czę-
ścią sowieckiego systemu kontroli i represji. System ten zakładał, że archiwa po-
szczególnych specsłużb służą celom strategicznym całego bloku sowieckiego
i na tej podstawie wymuszał ścisłe współdziałanie i znaczną transparentność po-
siadanych informacji. Wszechobecna w komunizmie zasada »kontroluj kontrolu-
jącego« powodowała, że służby jednych państw zbierały i archiwizowały infor-
macje o innych (tu szczególną rolę powierzono Stasi
30
), a wszystkie zbiory da-
nych musiały być przekazywane do moskiewskiej centrali.
[…]
cała wiedza o dzisiejszych elitach III RP znajduje się w Moskwie,
a ogromna jej część również w Berlinie[…]”[188]
„[…]Rosjanie bowiem wykorzystują w swoich działaniach jakikolwiek związek
z dawnymi tajnymi służbami. Kiedy upadał PRL czy NRD interesowali
się zbiorami kartotecznymi i archiwalnymi ówczesnych bratnich służb, mimo,
że w ramach systemów informatycznych i koordynacji działań służb mieli
do większości danych stały dostęp. Swego czasu, na łamach »Arcanów«, opubli-
kowałem raport płk. Henryka Jasika z 1990 r., który alarmował Mazowieckiego
i Jaruzelskiego, że w »kontenerarch do Moskwy« wywieziono archiwalia STASI
30

dotyczące spraw polskich. Podobnie było w Polsce - przykładem może
być skopiowanie kartoteki WSW dla Sowietów w ostatnich miesiącach istnienia
PRL. Podobnych przykładów jest więcej.
[…]”[189]
„[…]Fakty, o których wiem, są takie, że kopie niszczonych akt wojskowej
i cywilnej bezpieki trafiały do ZSRR. Wiele też wskazuje na to, że Rosjanie mają
też kopie kompletu akt SB. W MSW nadzorującym Służbę Bezpieczeństwa rezy-
dentura KGB miała łączników dla każdego pionu. Tylko dla wywiadu Departa-
ment I SB) było ich przynajmniej trzech. Jest oczywiste, że rosyjskie tajne służby
używały i używają akt uzyskanych od służb PRL do działań werbunkowych
w Polsce.
[…]”[190]
BND przejmując archiwa Stasi
30
przejęła też wiedzę o specsłużbach KDL. Część archiwów
Stasi
30
BND przejęła bezpośrednio.
„[…]15 stycznia 1990 roku, setki dzielnych demonstrantów wdarło
się do dwóch budynków (z grupy kilkunastu obiektów) centrali Ministerstwa Bez-
pieczeństwa NRD. I nikt im w tym nie przeszkodził. Z tej okazji niektóre niemiec-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 98/419
kie gazety, m.in. »Die Welt«, zastanawiały się, czy to był cud, czysty przypadek,
czy też szturm obywateli NRD został jednak przygotowany i pokierowany
przez agentów komunistycznej bezpieki?
Niektórzy przypominają, że podczas tego krótkiego szturmu nie musiano
forsować na siłę głównej bramy siedziby bezpieki (ktoś ją im otworzył). Demon-
stranci stłukli tylko parę szyb, przewrócili kilka biurek i krzeseł, ale żadnego
ubeka nie powiesili ani nie obili. Ponoć nikt się z nikim nawet nie szamotał
i nikt do nikogo nie strzelał — mimo opanowania przez antykomunistów,
po raz pierwszy w historii sowieckiego imperium, centrali władzy tajnej policji.
Na pewno doszłoby do strzelania i nie udałoby się opanować jakiegokolwiek bu-
dynku Stasi
30
, gdyby demonstranci próbowali tego dokonać dwa-trzy miesiące
wcześniej, gdy funkcjonariusze bezpieki mieli bezwzględne rozkazy użycia broni
»w sytuacji zagrożenia«. A podobno w połowie stycznia 1990 roku, dziewięć ty-
godni po obaleniu berlińskiego muru, już takich rozkazów nie mieli.
Sześć tygodni przed 15 stycznia 1990 roku urzędujący nowy premier
NRD Hans Modrow (agent Stasi
30
) i nowo wybrany przewodniczący »Partii De-
mokratycznego Socjalizmu« — czyli komunistycznej SED pod nową nazwą —
Gregor Gysi (też wieloletni agent komunistycznej bezpieki) za wszelką ceną
chcieli zachować ministerstwo Bezpieczeństwa. Na pierwszym posiedzeniu
wschodnioniemieckiego »okrągłego stołu«, 7 grudnia 1989 roku, Gysi zapropo-
nował »reformę« i zmianę nazwy ministerstwa bezpieki
na »Urząd bezpieczeństwa Narodowego«. I walczył o jego utworzenie.
Gdy reprezentanci »demokratycznej opozycji« dość zgodnie odrzucili ten pomysł,
już parę godzin później Stasi
30
zaczęła palić swoje akta. Ale przez następne
pięć tygodni bezpiece NRD na szczęście nie udało się spalić większości
akt (choć najcenniejsze zdążyła wywieźć do Moskwy). I dzięki temu ich znaczna
część wpadła w ręce wspomnianych demonstrantów, a następnie badaczy
i dziennikarzy.
[…]”[191]
„[…]W Polsce wyglądało to zupełnie inaczej, niż w NRD. Przykładowo
w tym samym dniu, w którym protestującym nie udało się zająć budynku
SB w Poznaniu, ponieważ przeciwko nim stanęło 1800 milicjantów i esbeków,
w Berlinie 100 tysięcy osób zajęło siedzibę Stasi
30
[…]”[192]
Różnice w przebiegu przejmowania akt specsłużb w NRD i w Polsce zauważył Joachim
Gauck i nazwał je, czymś kuriozalnym:
„[…]między upadkiem komunizmu w Polsce i w Niemieckiej Republice
Demokratycznej była zasadnicza i wielka różnica. »Przeżyliśmy
coś kuriozalnego« — powiedział Gauck. »Niemcy, tradycyjnie posłuszni, dokona-
li rewolucji, która polegała przede wszystkim na wzięciu w swoje ręce sprawy
zabezpieczenia akt Stasi
30
i przejęcia wszystkich lokali NRD-owskiej policji poli-
tycznej. Ludzie, zwykli ludzie z ulicy, zajęli te siedziby i zabezpieczyli akta, któ-
rych nie zdążono zniszczyć«, I chyba najważniejszy fragment jego wypowiedzi —
»Intelektualiści wschodnioniemieccy zasiadający przy NRD-owskim Okrągłym
Stole chcieli restaurować i poprawiać system. Masy tego nie chciały i nadały
procesowi zmian dynamikę, której już nie można było zatrzymać. Faza końcowa
upadku komunizmu w obu krajach różniła się od siebie, ponieważ w NRD miała
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ........................................................................... 99/419
charakter rewolucyjny, a w Polsce po długiej walce rewolucyjnej przeszła
w rewolucję negocjacyjną«[…]”[193]
Na rzecz hipotezy sfingowania przez bezpiekę NRD zdobywania jej siedziby przemawia
przesłanka późniejszej bezkarności jej funkcjonariuszy, względnie karania ich bardziej
niż symbolicznie.
„[…]podczas szturmu na berlińską siedzibę Stasi
30
»w jednym
z przeszukiwanych pokojów znaleziono, a następnie zabezpieczono materiały
dot. działalności `Solidarności’ i jej przywódcy oraz korespondencję obywateli
polskich (materiały te zostały uzyskane w wyniku działań operacyjnych
MSW NRD)«[…]”[194]
„[…]
Część dokumentacji »Gruppe Aktion« jej funkcjonariusze przepuścili
przez niszczarki do papieru, część spalili, ale resztę zdążyli w styczniu 1990 roku
tylko potargać na strzępy w obleganej przez tłum siedzibie. Członkowie ruchów
obywatelskich, którzy zajęli biura Stasi
30
, uratowali 17 tysięcy worków -
jak często pisze prasa - »największych puzzli świata«. Rekonstrukcją akt zajmują
się dwie grupy: jedna od 1995 roku w bawarskim Zirndorf (projekt "Manualna
Rekonstrukcja"), druga w Berlinie (projekt »Wirtualna Rekonstrukcja«). Elektro-
nika wkroczyła do akcji dwa lata temu; przetestowany już program komputerowy
gwarantuje »posklejanie« całości do 2012 roku.
[…]”[95]
Część archiwów Stasi
30
BND przejęła za pośrednictwem USA w ramach akcji
pod kryptonimem Rosenholtz.
„[…]Jeden z wyższych oficerów Stasi
30
dostał polecenie dostarczenia kopii
jej archiwów do Moskwy. Zrobił sobie odbitki, jedną zawiózł do Moskwy, drugą
sprzedał Amerykanom i zniknął. Ponad 10 lat zajęło rządowi Niemiec błaganie,
żeby oddali archiwa agenta, ale Amerykanie zwrócili tylko tę część dokumentów,
która dotyczyła działań Stasi
30
na terenie Niemiec Zachodnich
i w NRD[…]”[69]
44

BND na sprawdzenia jakości kupionych agentów miała najmniej czasu, bo od razu zagnała
ich do roboty. ZSRR rozpadł się i transakcje sprzedaży siatek agentów miały miejsce
AD 1991, a już następnego roku został zawarty Traktat z Maastricht. Ta zbieżność czasowa
nie jest przypadkowa.
„[…]nacjonalizm niemiecki niejedno ma imię, wśród tych imion jest książeczka
czekowa, która ma zastąpić, przynajmniej na jakiś czas, dominację militarną.
Poza tym germańska pycha i pogarda dla innych narodów[…]”[195]
Po raz pierwszy pojawiło się pojęcie Unii Eropejskiej i pieniądza, euro (€), jako celu,
do których mają dążyć państwa strony traktatów Wspólnot Europejskich. Jednocześnie Traktat
z Maastricht dał możliwość spreparowania fikcji, jakoby UE już istniała. UE miała zostać utworzo-
na metodą faktów dokonanych. To może sugerować, że twórcy UE spodziewali się napotkać
opór i postanowili go obejść.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 100/419
Pojawiła się nowość, o której nigdy wcześniej się nie mówiło. I od razu została polubiona.
Polubiona na zasadzie ślepego zauroczenia. Bo rzeczowej analizie i ocenie poddana nie została.
Powstała apolityczna, ale o politycznych skutkach moda ma UE. Zadawałoby się poważni politycy,
nagle zaczęli zachowywać się, jak niewolnica mody goniąca za szałowym ciuchem. Gdyby
w tych państwach BND nie dysponowała swoją agenturą wpływu w odpowiednio dużej skali,
nie byłoby to możliwe. Czy to przypadek, że do Wspólnoty Europejskiej nie przystąpiły Szwajcaria
i Norwegia, państwa leżące poza głównymi kierunkami planowanych uderzeń Armii Radzieckiej,
a więc państwa, w których Moskowia nie miała interesu utrzymywania agentury torującej drogę na-
cierającej Armii Radzieckiej? Po AD 1989 w Norwegii zaobserwowano bardzo wysoki
wzrost aktywności szpiegowskiej i liczby prób werbunku. Może to była próba odrobienia zaległo-
ści. Ale czy te zaległości udało się odrobić, skoro Norwegia do dzisiaj jest poza UE?
Bardzo wysoki wzrost aktywności szpiegowskiej i liczby prób werbunku zaobserwowano
nie tylko w Norwegii.
49

„[…]Brytyjskie służby przyznają, że liczba rosyjskich agentów po zakończeniu
zimnej wojny wcale nie zmalała, a w ostatnich latach nawet wzrosła[…]”[197]
„[…]wywiad rosyjski działa dziś w Kanadzie na skalę porównywalną z zimną
wojną.
[…]”[198]
„[…]inspirowane myślą zachodnią osiągnięcia uczonych pracujących
dla czerwonego imperium to raczej reguła niż wyjątki. Szpiegostwo naukowe
i przemysłowe Moskwa uprawiała bez skrupułów, a i po formalnym rozwiązaniu
ZSRR nie pozbyła się dawnych nawyków: miałem okazję poznać kiedyś »zespół
badawczy« jednej z syberyjskich fabryk, którego w pewnym momencie rozluźnio-
ny członek ze śmiechem pochwalił się, że sztandarowy produkt jego zakładu sko-
piowany został z amerykańskiego wzoru świśniętego ze stoiska Stanów Zjedno-
czonych kilka lat wcześniej podczas międzynarodowej wystawy.
[…]”[199]
„Sobota 07.04.2012, 08:01
Rosyjscy szpiedzy opanowali świat. Są już wszędzie
Walczą o władzę i pieniądze.
Obecnie Rosja ma o wiele bardziej rozbudowaną siatkę agentów
na świecie niż za czasów ZSRR. A o ostatnie przypadki demaskowa-
nia rosyjskich szpiegów to tylko czubek góry lodowej - twierdzą mię-
dzynarodowi eksperci zajmujący się bezpieczeństwem.
AFERA SZPIEGOWSKA. TAK ROSJA ZDOBYWA NIEMCY>>

49
Zob. też [196]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 101/419
Ich zdaniem od rosyjskich szpiegów roi się niemal wszędzie. Działają biznesie
i ośrodkach badawczych, gdzie wykradają nowe technologie. Są w instytucjach
i organizacjach międzynarodowych, takich jak OBWE czy Rada Europy,
gdzie dbają by Rosja nie była posądzana o łamanie praw człowieka,
aż po organizacje wojskowe. Tu chodzi przede wszystkim o utrzymanie równo-
wagi sił i powstrzymanie ekspansji NATO.
Ta sieć oplata najwyższe kręgi władzy w wielu krajach. Widać
to po ilości polityków, którzy po zakończeniu służby dla swojego
kraju znajdują lukratywne posady w rosyjskich firmach - mówi
Edward Lucas, autor książki »Deception,
Spies, Lies and How Russia Dupes the West«.
ABW: NASI SZPIEDZY SĄ ZAGROŻENI>>
Eksperci twierdzą, że obecnie Rosji łatwiej jest rozmieszczać swoich agentów
na świecie. Po pierwsze dlatego, że świat stał się bardziej otwarty. Po drugie
mocarstwa bardziej skupiły się na walce z islamskim terroryzmem.
Według Andreja Soldatowa i Iriny Borogan, założycieli portalu agentura.ru
w zachodniej Europie i USA działa Służba Wywiadu Zagranicznego
(SWR). Jak dawniej funkcjonuje wywiad wojskowy GRU. Natomiast
KGB zostało zastąpione przez FSB, które działa głównie wewnątrz Rosji
i na terenie byłych republik sowieckich, ale także w Pakistanie czy Afganistanie.
BB
http://www.rp.pl/artykul/29,856536-Kreml-stawia-na-szpiegow.html?p=1”[200]
Niepodległość i suwerenność państwa zawsze były dobrami cenionymi bardzo wysoko.
Przez długą część dziejów niepodległość i suwerenność cenione były wyżej od życia. Ludzie
za niepodległość i suwerenność dobrowolnie oddawali życie własne i ryzykowali życiem swoich
najbliższych pozostających pod ich opieką. Polegli w obronie niepodległości i suwerenności stawali
się bohaterami, ich pamięć była czczona, na ich przykładach były wychowywane liczne pokolenia.
Pojęcie obrony niepodległości i suwerenności jest składnikiem konstytutywnym cywilizacji euro-
atlantyckiej. I teraz nagle to zmienia się w mgnieniu oka. Okazuje się, że niepodległość
i suwerenność są rupieciami kurzącymi się w lamusie. Zmiana tak szybka, zmiana tak głęboka,
zmiana tak sprzeczna z istotą cywilizacji euroatlantyckiej musi mieć bardzo poważną przyczynę.
Owszem, w historii zdarzały się przypadki dobrowolnego zrzeczenia się niepodległości
i suwerenności, ale na zasadzie wyjątku. Udzielenie zgody na zrzeczenie się niepodległości
i suwerenności zawsze było procesem bardzo długim. W jego trakcie wnikliwie starano
się przewidzieć, jakie przyniesie skutki, zaprzęgając do tego całą dostępną wiedzę i umiejętności.
Toczyła się też powszechna debata. Najcenniejszymi wskazówkami były precedensy. Np. kiedy
tworzono unię Anglii i Szkocji poproszono Rzeczpospolitą o kopię aktu Unii Polsko Litewskiej,
przetłumaczono i podpisano.
Zrzeczenie się niepodległości i suwerenności nie zawsze było aktem jednorazowym.
Np. Teksas przystąpił do Unii, wystąpił z niej i znowu przystąpił, ale na warunkach szczególnych.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 102/419
W przypadku UE niczego takiego nie ma miejsca. O utracie przez państwa członkowskie
niepodległości i suwerenności wygłaszane są kłamstwa. Historia UE jest fałszywie przedłużana
wstecz aż do początku Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. Nie ma żadnej analizy. Nie ma żadnej
próby określenia skutków. Nie ma żadnych odniesień do precedensów. Przeciwnie. Akurat
tu coś jednak jest mówione, ale że w historii UE jest wydarzeniem całkowicie niespotykanym
i oryginalnym. I, o dziwo, to jest przedstawiane nie jako wada projektu UE, ale jako jego zaleta.
Ta sama osoba potrafi jednym tchem argumentować, że nie można zmienić jakiegoś szczegółu
ustrojowego, bo takiej zmiany nie ma nigdzie na świecie i jednocześnie, że trzeba zrobić wszystko
dla powstania UE, właśnie dlatego, że czegoś takiego na świecie nigdy w historii nie było.
To akurat nie jest prawdą, bo UE jest współczesnym, europejskim odpowiednikiem Cesarstwa
Chińskiego i Indii z początków ich powstawania.
Wszelka dyskusja jest praktycznie stłumiona. Argumenty na rzecz UE są infantylne. Zwo-
lennicy UE głównie odwołują się do emocji, np. przeciwnikom zarzucają strach. Przeważają hasła
na poziomie intelektualnym dekabrystów — Niech żyje Konstanty i jego żona, Konstytucja! Ocze-
kiwania zwolenników wobec UE są jak oczekiwania niektórych polskich magnatów wobec carycy
Katarzyny II. Potem okazało się, że oni wszyscy brali od niej jurgielt. Z królem włącznie.
Do czego można porównać tworzenie UE? Jeżeli premier publicznie przyznaje
się, że dokumentu ustanawiającego UE nie czytał, a pomimo tego domaga się jego podpisania, two-
rzenie UE można porównać do złożenia podpisu bez czytania nie tylko tego, co jest napisane
tzw. drobnym drukiem, ale bez czytania czegokolwiek.
Do czego jeszcze można porównać tworzenie UE? Od czasu do czasu szczególnie w okresie
wakacji letnich w mediach prowadzona jest kampania przestrzegająca przed skokami do nieznanej
wody. Od czasu do czasu jakiś chłopak skacze do jakiejś wody po raz pierwszy i już po oddaniu
skoku okazuje się, że na ten skok ta woda jest za płytka. Chłopak uderza głową o dno, łamie sobie
kręgosłup na odcinku szyjnym, przerywa rdzeń kręgowy, zostaje sparaliżowany i, jeżeli od razu
nie tonie, na resztę życia zostaje inwalidą niekiedy nawet nie mogącym usiedzieć na wózku inwa-
lidzkim. Wiedza o UE jej przeciętnego zwolennika nie jest głębsza od znajomości głębokości wody
przez chłopaka przed skokiem.
Powyższe fakty są przesłankami wskazującymi na posługiwanie się dużymi siatkami agen-
tur wpływu. Gdybyśmy spytali chłopaka, czy ceni swoje życie i zdrowie, i czy o nie dba unikając
zagrożeń, z pewnością by potwierdził. Dlaczego zatem skoczył i okaleczył się? Dlatego,
że przed skokiem nie był sam. Stał nad wodą wraz ze swoimi kolegami, którzy judzili go do skoku.
Szydzili z jego tchórzostwa. Agentura wpływu jest jak koledzy chłopaka, tak samo szydzi
z tchórzostwa osób obawiających się UE.
Agentury wpływu wypiętrzyły falę owczego pędu. Kiedy opadnie, wczorajsi fanatycy będą
pytali sami siebie, dlaczego tak czuli, tak myśleli, tak mówili, tak robili. Ale fala owczego pędu
jeszcze nie opadła i fanatycy jeszcze nie mają pretensji do siebie.
W Polsce odebraniem państwu niepodległości i suwerenności zajmowali się TWTW
18

(KO
50
, m. in., w kolejności alfabetycznej): Alek, Beatus, Buyer, Carex, Jan, K, Kat, Kosk, Minim,

50
KO — kontakt operacyjny,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kontakt_operacyjny,
http://tiny.pl/hxdst
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 103/419
Must, Olin, Piotr, Rad, Ralf, Rauf, Serb. Niewykluczone, że Moskowia sprzedała zachodnioeuro-
pejskim specsłużbom jeżeli nie wszystkich, to przynajmniej część z nich.
W innych państwach Europy Zachodniej jest podobnie. Np. były szef francuskiego kontr-
wywiadu wydał książkę ze swoimi wspomnieniami. Kiedy obejmował stanowisko, jego poprzednik
zaprowadził go do podziemi siedziby kontrwywiadu. Korytarze były zawalone zapieczętowanymi
worami. Zawierały donosy Francuzów do Gestapo. Poprzednik nie wiedział, co z nimi zrobić, dla-
tego nie zrobił niczego i tak leżały nieruszane przez nikogo. Wiedza jego następcy też nie była
większa, dlatego też niczego z nimi nie zrobił.
„[…]w jednej z piwnic pokazano mi ogromen paki, zawierające,
jak się wydawało, jakieś papiery; tworzyły stos w głębi pomieszczenia.
Spytałem:
— Cóż to takiego?
Odpowiedziano mi:
— No cóż, to archiwa niemieckie.
Chodziło o słynne nazistowskie archiwa Gestapo i Abwehry zdobyte pod-
czas wyzwolenia, których wycofujący się Niemcy nie zdołali ze sobą zabrać. Za-
pytałem:
— Ile tego jest?
Dziesięć ton.
Przez dwadzieścia pięć lat nikomu nie przyszło na myśl — albo
nikt nie miał odwagi — by je obejrzeć i przewertować[…]
Ockrent — »Chyba, że przyjmiemy, iż w archiwach tych istnieją doku-
menty tyczące ludzi, którzy nadal działają!«
M. — Właśnie! Dokonałem więc, na los szczęścia, paru sondaży. Wynik
był nieprzyjemny, nawet przykry. Znaleźliśmy osobistości — właścicieli domów
— będące członkami ruchu oporu czy wspaniałymi patriotami, ewentualnie
za takich się podające. W rzeczywistości… ludzie ci byli na żołdzie
służb niemieckich. Podpisywali nawet kwity na pieniądze za zdradę.
[…]

„[…]»Osobowe źródła informacji – zagadnienia metodologiczno-źródłoznawcze« (Kraków 2008) –
można tam przeczytać chociażby (s. 23): »W Departamencie I MSW(wywiadzie cywilnym
PRL) KO[kontakt operacyjny] oznaczał w pełni świadomego i dyspozycyjnego konfidenta – najwyższą
kategorię współpracy przeznaczoną dla obywateli PRL«.
[…]”[201]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 104/419
O. — »Nawet jeśli chodzi o ludzi, którzy w pewnych przypadkach mogli
ubiegać się o ważne stanowiska państwowe, świadczył pan dzieło miłosierdzia?«
M. — To, o czym wspomniałem, jest możliwe, ale nie zrobiłem tego[…]”
„[…]W Berlinie zgromadzone były archiwa Gestapo i Abwehry. Kiedy
zostałem mianowany dyrektorem generalnym SDECE, w 1970 roku, odzyskałem
zaledwie ich część, niemal dziesięć ton. Odkryliśmy tam rzeczy straszne. Niestety
niektórzy znani ze swej przeszłości Francuzi, zasłużeni uczestnicy ruchu oporu
byli w rzeczywistości agentami Gestapo lub włoskich służb wywiadowczych. Po-
zostawali na żołdzie Niemców i Włochów jeszcze od czasów przedwojennych.
Na ogół Włosi płacili lepiej. Strach bierze na myśl, co by się stało, gdyby
nasz kraj znalazł się pod inną okupacją. (...) Tylko Rosjanie dysponowali cało-
ścią archiwów dotyczących wszystkich europejskich krajów okupowanych
przez Niemcy. Do dziś jeszcze skłonni są kazać »śpiewać« pewnej liczbie ludzi,
którzy następnie stają się szacownymi osobistościami. To oni, wówczas jeszcze
młodzi, stawali się »towarzyszami drogi«, zobowiązanymi - jeśli na przykład
związani byli z prasą - do publikowania od czasu do czasu artykułów precyzują-
cych taki czy innych punkt widzenia, mających na celu długoterminowe podtrzy-
mywanie lub popieranie odpowiednio ujętego tematu, na ogół z zakresu polityki
zagranicznej.
[…]”[202]
Współpraca z specsłużbą może mieć różne formy. Jeżeli donosiciel tylko wysyła anonimy
zachowując przy tym ostrożność i nie popełniając błędów, specsłużba może jego tożsamości
nie poznać. Natomiast, jeżeli tożsamość współpracownika specsłużbie jest znana, wciąga
go do swojej ewidencji i informacje o nim przechowuje w swoim archiwum.
W czerwcu AD 1945 w Radomierzycach i na zamkach: Czocha oraz Książ
51
na Dolnym
Śląsku zostało znalezione archiwum Gestapo. Jednymi z pierwszych, którzy mieli do niego dostęp,
byli trzej oficerowie LWP. Piotr Jaroszewicz, późniejszy generał i premier (jak Oleksy i Sekuła);
Fonkowicz — gen., szef kontrwywiadu; Steć — płk. Jaroszewicz i Fonkowicz mieli zadanie przy-
gotowania archiwum do wyekspediowania dla specsłużb Moskowii.[203] Jaroszewicz przeglądał
archiwum. Niektóre dokumenty wyjmował dla siebie oraz robił odpisy. Ponieważ Jaroszewicz słabo
znał niemiecki, niektóre dokumenty tłumaczył mu Steć. Jaroszewicz w archiwum Gestapo buszo-
wał tak zapamiętale, że wyekspediowanie go do specsłużb Moskowii przeciągało się i musiał inter-
weniować NKWD.
„[…]kiedy NKWD przejęło archiwa Gestapo z Generalnej Guberni, kon-
fidenci dostali propozycję; albo pracujecie dla nas, albo Kołyma lub kula
w łeb. Wówczas to wszyscy, jak jeden mąż, zamienili nagle narodowy socjalizm
niemiecki na internacjonalistyczny komunizm radziecki[…]”[204]
W nocy z 8 na 9 grudnia AD 1947 na parafię p. w. Niepokalanego Poczęcia
NMP i św. Katarzyny Aleksandryjskiej Dziewicy Męczennicy na Służewcu
przy ul Fosa 17 w Warszawie został dokonany napad bandycki. Napad dokonała tzw. trójka spo-

51
Niektóre źródła (Wikipedia, Gazeta Polska) podają tylko Radomierzyce
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 105/419
łeczna. Wśród zrabowanych przedmiotów były też księgi parafialne. Potem parafianie zapisani
w zrabowanych księgach dowiadywali się, że ich nazwiska noszą różni dziwni osobnicy,
m. in. folksdojcze.
52
Parafia p. w. św. Katarzyny na Służewcu w Warszawie jest najstarszą. Ufun-
dował ją Książę Konrad (Biały) Mazowiecki AD 1238. Specsłużby nie mogły zdobyć
ksiąg parafialnych nadających się lepiej do preparowania fałszywych tożsamości.
Służenie Niemcom nie było przeszkodą w zrobieniu kariery i dojściu do wysokich stano-
wisk w strukturach utworzonych i wykorzystywanych przez Moskowię. Np. Jan (Hauptmann Szy-
dlok) Szydlak (1925÷1997) został członkiem Biura Politycznego Komitetu Centralnego
PZPR
29
, Włodzimierz Janiurek (1924÷2011) był: ambasadorem, rzecznikiem prasowym rządu
i posłem na Sejm pryla prim.
To samo było w NRF:
„[…]co dziesiąty pracownik niemieckiego wywiadu służył wcześniej
pod dowództwem szefa SS Heinricha Himmlera
[…]w 2007 roku BND zniszczył akta osobowe około 250 byłych współ-
pracowników SS i Gestapo[…]”[205]

52
Informacja od ks. prałata dr. Józefa R. Maja, proboszcza, 16 grudnia AD 2011
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 106/419
Jaroszewicz, Fonkowicz i Steć zostali zamordowani ze szczególnym okrucieństwem
po ciężkich, wielogodzinnych torturach. Jaroszewicz — 1992, Fonkowicz — 1997, Steć —
1993. Sprawcy do dzisiaj pozostają nieznani.
„[…]
Co jest najważniejsze w torturach? Najważniejsze, to nie dać klientowi
wyjść po angielsku, bez pożegnania, nie wypuścić go śmierci przed czasem
Ten, kto kieruje torturami, powinien być jednoczesnie lekarzen, psychologiem
i po trosze poetą. Tortury to nie zawód. To powołanie. To talent. Nie każdy potra-
fi. Czasami — z wyglądu wielki chłop, a trochę mu ściśniesz co nieco i zatrzyma
się serce. I tyle. Koniec torturowania. Co to jest? To błąd w stuce.
[…]”[206]
Trzeba wielkiego talentu, aby wielogodzinnymi, ciężkimi torturami nie zabić 83-latka, który
13lat wczesniej przeszedł ciężkie załamanie zdrowia. W sprawie Jaroszewicza doszło
do oskarżenia, ale dowody były tak marne, że oskarżeni zostali przez sąd uniewinnieni. W sprawach
Fonkowicza i Stecia nawet nie doszło do próby wrabiania kozłów ofiarnych.
Sejf Jaroszewicza został otwarty. Być może oprawcy torturami wymusili na Jaroszewiczu
podanie hasła. Razem z Jaroszewiczem torturowana była jego żona, Alicja Solska. Z sejfu zniknęła
część przechowywanej w nim zawartości. Przed śmiercią Jaroszewicz ogłosił publicznie, zamiar
napisania książki i ujawnienia prawdy. W tym zamordowanie Jaroszewicza jest podobne
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 107/419
do uprzedniego zamordowania płk. Jana Gerharda, który przed swoją śmiercią też zapowiedział
ujawnienie prawdy o przyczynach śmierci gen. Karola Waltera Świerczewskiego. Zamordowanie
Gerharda też zostało upozorowane na czysto kryminalne.
Trup Jaroszewicza został znaleziony z rękami przybitymi gwoźdźmi do fotela, w którym
był torturowany. Skądinąd wiadomo, że unieruchomienie rąk osoby torturowanej przez przybicie
ich gwoźdźmi do poręczy jest metodą stosowaną przez funkcjonariuszy specsłużb Moskowii. Kiedy
30 czerwca AD 1941 Niemcy wkroczyli do Lwowa, w więzieniach zostały znalezione zwłoki tortu-
rowanych polskich oficerów z rękami przybitymi gwoźdźmi do poręczy (w 8 dniu kampanii). Pod-
pisali się czy ktoś ich wrabia? Skoro naśladowców znajdują jednostki-seryjni mordercy, to dlaczego
naśladowców nie mogłoby znaleźć państwo-seryjny morderca?
Fonkowicz miał pochodzenie żydowskie. Za żydowskie pochodzenie Fonkowicza
z LWP wyrzucił Jaruzelski[203]. Zdumiewające, że przypadek jego zamordowania nie został wyko-
rzystany do już automatycznego oskarżania Polaków o tradycyjny polski antysemityzm wyssany
z mlekiem matki. Kiedy na ulicy przypadkowy przechodzień dopuścił się próby zdezodorowania ra-
bina Michała Szudricha, cała polska policja została postawiona na nogi. Rzuciła wszystkie inne
swoje sprawy i nie spoczęła, dopóki tego wielkiego zbrodniarza nie wtrąciła do lochu. Podczas
trwania sprawy i jeszcze długo po niej me®dia podnosiły wielki jazgot. A o zamordowaniu Fonko-
wicza suchą informację puściły tylko jeden raz. Czy dopuszczenie się próby zdezodorowania
jest zbrodnią cięższą od brutalnego zamordowania po zadaniu długich i wyrafinowanych tortur
przez dziesięciu tzw. nieznanych sprawców?
O stosunku Moskowii do Jaroszewicza może świadczyć jego wyniesienie:
„[…]tow. Wiesław przeszedł na emeryturę, a jego miejsce zajął popierany
przez Kreml Edward Gierek. Warunkiem poparcia było mianowanie premierem
Piotra Jaroszewicza, dobrze widzianego w Moskwie[…]”[207]
Sstracili do niego zaufanie czy ktoś inny? Znamienne, że przez tyle lat pretensji
do Jaroszewicza, Fonkowicza i Stecia o zainteresowanie się archiwum Gestapo nie miała Mosko-
wia. Przeciwnie, awansowali, robili kariery i należeli do nomenklatury. Zamordowani zostali dopie-
ro po rozpadzie ZSRR, zredukowaniu liczebności agentury, sprzedaży siatek agentur specsłużbom
Europy Zachodniej i użyciu agentów do tworzenia UE. Chyba ci trzej mieli mniejsze od innych
predyspozycje do przewerbowania.
„[…]urzędnicy powstałej w 1949 roku RFN mieli (wraz z niektórymi wa-
tykańskimi księżmi, odnotujmy) w 1950 roku pomóc uciec do Włoch, a potem
do Argentyny Adolfowi Eichmannowi. Idąc tym tropem, niemiecka dziennikarka
Gabriele Weber wystąpiła do Federalnego Trybunału Sprawiedliwości (niemiecki
odpowiednik Sądu Najwyższego) o odtajnienie dokumentów związanych
z Adolfem Eichmannem, jego ucieczką i uprowadzeniem przez izraelski Mossad.
BND sprzeciwia się temu twierdząc, że może to narazić tożsamość niektórych
agentów BND i utrudnić współpracę z »innymi« służbami specjalnymi. To akurat
najbanalniejszy argument, jaki można podać, ale niech będzie.
Dwa wnioski (na tym etapie, bo sprawa może być ciekawa i rozwojowa):
1. Można przypuszczać, że ktoś w jakiejś kwestii próbuje wywrzeć presję
na Niemcy i/lub Watykan (Benedykt XVI jest w końcu Niemcem
z pochodzenia) i sięga w tym celu po argumenty z najgrubszej rury. Wiado-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 108/419
mo, co w dzisiejszym świecie oznaczają konszachty z nazistami (słusznie;
szkoda, że jeszcze kolaboracja z komunizmem nie jest tak piętnowana). Nie-
koniecznie musi to być Izrael, choć takie wydaje się pierwsze odczucie.
Eichmann to medialna broń masowego rażenia i mógł po nią sięgnąć każdy.
2. Jeśli BND przypadkiem mówi w tej kwestii prawdę,
to co na to nasz kontrwywiad maści wszelkiej? Jeżeli sprawa
sprzed 50 lat może zaszkodzić tożsamości agentów, a w tle majaczy
duch Gehlena, to znaczy, że niemieckie służby korzystają na Wschodzie
(w tym i w Polsce) z kontaktów (lub następców kontaktów) jeszcze
z lat II wojny światowej… wnioski niech sobie każdy dopowie sam.”[208]
13 grudnia (nomen omen) AD 2003 odbył się szczyt, na którym miał zostać parafowany
tzw. traktat konstytucyjny tworzący UE. Parafowanie traktatu miało rozpocząć proces ratyfikacyjny.
9 dni wcześniej, 4 grudnia, rozbił się śmigłowiec wiozący Leszka Millera, ówczesnego prezesa Ra-
dy Ministrów III RP. Miller przeżył, ale doznał kontuzję kręgosłupa. Przyczyną katastrofy podaną
oficjalnie było oblodzenie. To był najcwańszy lód na świecie, wiedział, co i kiedy oblodzić.
TV4 wyemitowała migawkę, w której dwaj reporterzy przez niezamkniętą furtkę weszli na lotnisko
na Bemowie w Warszawie, podeszli do stojących tam śmigłowców i jeden z nich włożył rękę
do otworu w jednym ze śmigłowców. To był jedyny przypadek zainteresowania się mediów hipote-
zą zamachu. Nigdy później w mediach ten wątek nie pojawił się. Wszyscy polscy dziennikarze,
a każdy z nich jaknajniezależniejszy, niezależnie od siebie uznali, że nie jest ciekawy. Jeszcze
wczoraj był intrygujący i dający do myślenia, a już następnego dnia stał się śmiertelnie nudny. Te-
lepatia jaka, czy co?[209]
Aleksander Kwaśniewski, ówczesny prezydent III RP zaoferował zastępstwo. Kwaśniewski
uprzednio deklarował, że traktat parafuje. Miller na zastępstwo Kwaśniewskiego nie zgodził
się i, mimo fatalnego stanu zdrowia, na szczyt pojechał. W dniu odbywania się szczytu, 13 grudnia
rano w Iraku został złapany Saddam Husajn, były prezydent Iraku. Był poszukiwany bezskutecznie
przez ponad pół roku i został znaleziony, oczywiście, całkiem przypadkowo tego samego
dnia, kiedy odbywał się szczyt. Złapanie Husajna zostało nagrane. Pierwszą relację ze złapania Hu-
sajna światowe sieci telewizyjne wyemitowały też, oczywiście, całkiem przypadkowo w czasie
przerwy w obradach szczytu. Uczestnicy szczytu mieli możliwość obejrzenia, a wśród nich, Miller
i Aznar, premier Królestwa Hiszpanii. Nagranie pokazywało, jak żołnierze US Army wyciągają Hu-
sajna z jakiejś dziury w ziemi, a następnie poddają go badaniu, każą mu otworzyć paszczę
i w nią zaglądają, jak koniowi kupowanemu na wiejskim jarmarku. Miller i Aznar traktatu
nie podpisali, a ponieważ była wymagana jednomyślność, traktat nie został parafowany. Spowodo-
wało to opóźnienie utworzenia UE o, jak teraz wiemy, 6lat. 6lat jest czasem bardzo długim. Porów-
nywalnym z teoretyczną długością istnienia UE. Gdyby na szczycie 13 grudnia AD 2003 Miller
i Aznar traktat podpisali, został on ratyfikowany i wtedy UE by powstała, to dzisiaj najprawdopo-
dobniej byłoby już po rozpadzie UE.[210][211][212][213][214][215][216]
44
Po szczycie Aznar za-
powiedział wycofanie się z polityki. Słowa dotrzymał.
Jeżeli ta interpretacja jest prawidłowa, mieliśmy rzadką okazję obserwowania wynurzenia
się tajnej wojny na powierzchnię.
„[…]Rozmawiałem o tym podówczas z byłym szefem UOP, który na moją, mimo-
chodem rzuconą uwagę: »ten Miller; przewerbował się, czy co?« – odpowiedział
spokojnie: »tak, 8 miesięcy temu«.
[…]”[217]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 109/419
Działania nad utworzeniem UE służą Moskowii do tego samego celu, do którego służyła
jej III Rzesza Niemiecka i dla którego dała Hitlerowi władzę nad Niemcami[44] — do osłabiania
Europy. Aby nakłaniać państwa do UE, Niemcy przy pomocy kupionych od Moskowii siatek agen-
tur muszą je osłabiać. Moskowia zmniejsza dystans i zyskuje na Europę wpływy: agenturalny, go-
spodarczy i polityczny. Sprzedaż przez Moskowię wyselekcjonowanych agentów wpływu
BND miała cele analogiczne, jak w latach 1939÷41 dostarczanie surowców III Rzeszy Niemieckiej.
„[…]Wstrzymano m.in. rozpracowywanie agentów BND ulokowanych
w strukturach administracji państwowej i samorządowej w Polsce.
[…]obce mocarstwa mogą w Polsce realizować swoje interesy – często
sprzeczne z bezpieczeństwem i dobrem Polski[…]”[218]
Moskowia jest jak Sauron z Władcy Pierścieni J. R. R. Tolkiena, wybranemu państwu daje
pierścień władzy, który zamienia je w Nazgûla, niewolnika ani żywego, ani umarłego. Pierścień
władzy daje pozory zdobycia narzędzia zwiększającego możliwości. Faktycznie, jest pułapką.
Zwiększenie władzy jest ułudą, uzależnienie od Moskowii — twardą rzeczywistością. Pierścieniem
władzy NRF są: kupione siatki agentur wpływu i gaz ziemny, Iranu — broń jądrowa, Żydów (Pań-
stwa Izraela i diaspory) — Holocaust Industry[110], USA — Żydzi.


6. Powtórka z rozrywki
6.1. Determinanty
Motto 1
Z przeciwnikiem trzeba walczyć! Z nim trzeba umieć walczyć!
Lenin[219]
Motto 2
Hej, tam, pod Krakowem,
Skąd ta Wisła płynie,
Rozwaliła nam się świnia
Na polskiej krainie./bis
Jak się tu upasie,
Przyjdą lepsze czasy,
Zabijemy pałą świnię,
Narobim kiełbasy./bis
Tymi kiełbasami
Zamiast denatury
Wytrujemy wszystkie w Polsce
Prusaki i szczury./bis[220]
Motto 3
Uderzyć twardym chójem w miękkie serce
Adam Michnik
Motto 4
To, czego tutaj potrzeba, to prawo, uczciwość, porządek, bezpieczeństwo.
Każdemu wolno deklamować o tych rzeczach, ja jednak pokładam ufność
w interesach materialnych. Pozwólmy tylko materialnym interesom zako-
rzenić się na mocnym gruncie, a już same będą musiały narzucić warunki,
bez których dalsze ich istnienie jest niemożliwe. Oto co usprawiedliwia
osławione groszoróbstwo w obliczu bezprawia i zamętu. Usprawiedliwie-
niem jest fakt, że niezbędne dla niego bezpieczeństwo musi
stać się udziałem gnębionego ludu. Potem przyjdzie kolej na doskonalszą
sprawiedliwość. To właśnie ów promyk nadziei
Joseph Conrad[221]
Motto 5
Most people would die sooner than think — in fact they do so
53
.
Bertrand Arthur William Russell, 3rd Earl Russell[222]

53
Most people would die sooner than think — in fact they do so — (ang.) większość ludzi woli popełnić samobójstwo
niż pomyśleć
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..........................................................................111/419
Przyczyna rozpadu ZSRR była gospodarcza. ZSRR z winy komunizmu miał gospodarkę
surowcową.
„[…]
Proces gnicia rozpoczął się, dlatego że Rosja ma pecha. Przypadły
jej w udziale niezliczone bogactwa naturalne. Przeklęta ropa i przeklęty
gaz, przeklęte złoto i uran, przeklęty mangan i nikiel, podarowane naszemu kra-
jowi w niewiarygodnych ilościach! Niezliczone bogactwa to nasze nieszczęście,
jak banany w kraju Papuasów. Papuasi też mają pecha, przyszło
im żyć tam, gdzie nigdy nie ma mrozów. Nie muszą budować domów, mogą za-
słaniać się od deszczu palmowymi liśćmi. Nie muszą pracować ani myśleć — ba-
nany rosną na każdym drzewie. I to łatwe życie jest hamulcem ich rozwoju.
Mój kraj też ma pecha. Kraj może gnić przez dziesięciolecia, nauka może
stać w miejscu lub cofać się. Lecz nie trzeba niczego zmieniać, wszystko można
kupić w Ameryce. Nawet chleb. I zapłacić surowcami naturalnymi. Dlatego pro-
ces gnicia ciągnął się przez dziesięciolecia. W innych okolicznościach radziecki
socjalizm runąłby jeszcze szybciej.
[…]”[223]
„[…]
Gospodarka Związku Radzieckiego, jak wiadomo, była całkowicie paso-
żytnicza. Kraj wydobywał ropę i wysyłał ją za granicę. Nasz eksport — ropa,
gaz i broń na III wojnę światową. Gigantyczne ilości tej broni przepełniały arse-
nały Armii radzieckiej i armii zależnych krajow braterskich. Oprócz tego krem-
lowscy przywódcy na potęgę sprzedawali w nieograniczonych ilościach
broń wszelkim możliwym Indonezjom i Algieriom, Syriom i Libiom, Angolom,
Kubom i Egiptom. Wszystko — po preferencyjnej cenie. Wszysko — na kredyt,
przy braku jakichkolwiek złudzeń, że ktoś będzie zwracał wielomiliardowe długi.
Spróbujcie włączyć wiadomości dowolnej rosyjskiej, amerykańskiej, bry-
tyjskiej, niemieckiej, francuskiej telewizji i znaleźć wydanie, gdzie nie pojawiłby
się automat Kałasznikowa. Jeżeli znajdzie się takie, to zamiast kałasznikowa zo-
baczycie »DSzK«, »T-54« czy »RPG-7«. Bez tego wiadomości nie mogą
się obejść. Nawet jesteśmy dumni, że na godłach czterech różnych
państw widnieje kałasznikow.
Zaopatrując i przepełniając świat bronią, Związek Radziecki zmienił pla-
netę w jedno pole bitwy i sam powoli syaczał się ku wojnie. Najpierw na dalekiej
prowincji, a potem wszędzie zaopatrywanie ludności zaczęło odbywać
się na kartki. Jak w czasie wojny. I na państwo równie powoli, ale nieuchronnie
nadciągnęło bankructwo finansowe. Towarzysz Gorbaczow wydrukował mnóstwo
banknotów o nominale 50 rubli (wówczas — olbrzymie pieniądze) i nimi wypłacił
pensje całemu ludowi, a później oświadczył, że te papierki są niewazne. Każdy
normalny człowiek, który zobaczył coś takiego, dobrze rozumiał:nie tędy droga.
To koniec.
Tymczasem niejaki Ronald Reagan postanowił lekko potrząsnąć Związ-
kiem Radzieckim, wypróbować jego trwałość, zastraszyć. Reagan miał możliwość
wpłynięcia na Arabię Saudyjską. Wpłynął. 13 września 1985 roku Reagan po-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 112/419
wiedział cztery słowa: Będziemy zwiększać wydobycie ropy. To był wyrok śmierci
na Związek Radziecki.
Wydobycie ropy w gorących piaskach Arabii zwiększyło się gwałtownie.
Zwiększyło się również w USA. Reszta państw wydobywających ropę poniosła
straty z powodu spadku cen. Zrekompensować straty można było tylko poprzez
zwiększenie wydobycie. I ceny się załamały.
Teraz Rosja nie boi się załamania cen ropy. W kraju uruchomiono maso-
wą produkcję matrioszek. Jeżeli spadną gwałtownie ceny ropy, to mamy produkt
eksportowy. A Gorbaczow w ogóle nie zajmował się rozwojem przemysłu. Maso-
wej produkcji matrioszek nie przewidywał plan pięcioletni…
I oto pod koniec 1990 roku ukazał się, a na początku 1991 roku pojawił
się na wystawach amerykańskich i brytyjskich księgarni przykład zbiorowej
twórczości erudytów: fundamentalne dzieło o perspektywach rozwoju Związku
Radzieckiego. Popełniła ów bohaterski czyn grupa wybitnych amerykańskich
i brytyjskich ekspertów, których autorytet po obu stronach Atlantyku
był niezachwiany.
Nie mówię o treści. Wystarczy tytuł: »Soviet Union 2000«, St. Martin
Press, Nowy Jork, 1990.
Najlepsi eksperci Zachodu zbili się w stado, po czym omawiali kwestię
perspektyw pierestrojki i malowali obraz rozkwitu Związku Radzieckiego
w 2000 roku.
Czy trzeba być ekspertem, żeby zrozumieć: Ceny ropy lecą
na łeb na szyję, a zatem żadnego Związku Radzieckiego już nie będzie…
Trzeba powiedzieć, że każdy z tych ekspertów z osobna to mądry, inteli-
gentny człowiek, ciekawy rozmówca. Ale wystarczy, że połączą się w grupę po-
waznych specjalistów, i natychmiast się zmieniają. Cała ich wiedza i zdolności
ulatniają się w jednej chwili.
Szkoda, że obywatele Ameryki (i nie tylko Ameryki) przyzwyczaili
się ufać grupom ekspertów. Nawet zamówiono kolejny nakład… Ale akurat Zwią-
zek Radziecki padł.
Jedna z głównych przyczyn: Kremlowscy przywódcy zbytnio ufali
w zbiorową mądrość partii i jej leninowskiego Komitetu Centralnego. I każdy
kierownik, od samego dołu do samej góry opierał się na zbiorowej mądrości
grup ekspertów. Po prostu przywódcy oduczyli się samodzielnego myślenia…
[…]”[224]
Gospodarkę surowcową po ZSRR odziedziczyła FR. Pierwszym obowiązkiem nowych
władz FR była zamiana gospodarki surowcowej na gospodarkę nowoczesnych technologii
i produktów wysoko przetworzonych. Nie trzeba było wymyślać niczego nowego. Wystarczyło ro-
bić tylko to, co zrobił Lenin, bądź też ChRL. Nawet na zasadzie bezrozumnego, małpiego naśla-
downictwa. Lenin zawarł z Niemcami pokój brzeski i wprowadził NEP. W FR niczego takiego
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 113/419
nie miało miejsca. Nic się nie zmieniło. Gospodarka FR jest tak samo surowcowa, jak była
w ZSRR.
„[…]wszystko opiera się na eksporcie surowców. A Rosja pod rządami Putina
to kraj o gospodarce na poziomie kraju Trzeciego Świata. I tak jak Trzeci
Świat opierał się kiedyś na eksporcie bananów bądź kawy, tak Rosja
nie produkuje dziś dosłownie niczego oprócz gazu i ropy. I jak te banany
są droższe, to pensje są wyższe. Co będzie, gdy będą tańsze? Nie dziwi
mnie jednak to, że ludzie rządzący obecnie Rosją nie potrafią tego zrozumieć. Al-
bo kombinują w sowieckim stylu, myśląc tylko o szpiegostwie,
w tym gospodarczym.”[225]
Próby zmniejszenia udziału surowców w gospodarce FR podjęto późno. Były nieudane:
„[…]Już dobrą dekadę temu Putin grzmiał, że Rosja powinna eksportować przy-
najmniej półprodukty, a nie surowce, jednak rzeczywistość rządzi się swoimi
prawami. Wreszcie inwestycje w mowoczesne technologie także nie przynoszą
oczekiwanych efektów. Mocno przereklamowana rosyjska Dolina Krzemowa
w Skołkowie pod Moskwą boryka się z prozaicznymi problemami, a im dalej
od stolicy, tym gorzej[…]”[226]
A ChRL z eksportera surowców stała się ich importerem. Jest największym światowym kon-
sumentem energii. Import surowców do ChRL stale się zwiększa. ChRL podejmuje aktywne działa-
nia w celu zapewnienia dostaw. I nie chodzi tu, bynajmniej, o dostawy z FR.[227][228][229]
Niezależnie, jakie były tego przyczyny, surowcowość gospodarki FR pozostaje faktem.[230]
Ropa, gaz, metale i drewno stanowią ponad 80% eksportu. W 2007 wartość eksportu —
$365mld[231] (w tym ropa i gaz — $155mld).
Od AD 2007, którego dotyczą powyższe dane, surowcowość gospodarki Moskowii jeszcze
się pogłębiła. Udział samych tylko węglowodorów w dochodach eksportowych wzrósł do ponad
70%. Jest to tendencja stała. Nie widać symptomów zmiany.
„Pogarsza się sytuacja ekonomiczna Rosji. Źródłem problemów jest zbyt duża
zależność budżetu od eksportu ropy i gazu. Jak donosi dziennik »Wiedomosti«,
po przyszłorocznych wyborach prezydenckich konieczna może być dewaluacja
rubla.
22

Na rosyjskiej gospodarce negatywnie odbija się ciągły wzrost importu
przy niezmieniającym się eksporcie - piszą »Wiedomosti«. A w Rosji gaz i ropa
to ponad 70 proc. dochodów eksportowych. Oznacza to, że rosyjski budżet prak-
tycznie zależy od cen na światowych rynkach.
Do tego Rosji nie udaje się przyciągać kapitału i inwestycji. Tylko w ubiegłym
roku odpłynęło z Rosji prawie 40 mld dolarów. Z powodu korupcji i braku
ochrony własności boją się inwestować zachodnie koncerny, a bogaci Rosjanie
też wolą lokować pieniądze za granicą.”[232]
„[…]Inercja popycha bowiem Rosję — zdaniem Jürgensa — w kierunku utrwa-
lenia surowcowej orientacji gospodarki, deindustrializacji i degradacji sfery in-
stytucjonalnej w wyniku wszechogarniającej korupcji[…]”[233]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 114/419
Dane z lat następnych pokazują,
że surowcowość gospodarki Moskowii
po przejściu przyspieszenia maksymalnego wy-
syca się. Przy czym maleje udział innych surow-
ców na rzecz węglowodorów.
„[…]90 proc. dochodów budżetu
to zysk ze sprzedaży ropy
i gazu[…]”[234]
Jest to dziwne i trudno wytłumaczalne,
ale są oznaki zdające się wskazywać, jakby surowcowość gospodarki Moskowii nie była nieinten-
cjonalnym dryfem, tylko była celowa, zamierzona i zaplanowana:
„[…]Jednym z kluczowych elementów koncepcji Putina, który chce zbudować
»trzecie światowe imperium rosyjskie« (po Rosji carskiej i Rosji sowieckiej),
jest umacnianie politycznej kontroli Moskwy nad zaopatrzeniem Europy
w energię. Amerykańscy analitycy uważają, że Rosja chce do 2030 r. przejąć kon-
trolę nad połową wszystkich dostaw gazu do Europy. Ich zdaniem nowe »impe-
rium rosyjskie« Putina może być finansowane jedynie dzięki stałym dochodom
z eksportu surowców energetycznych. Przede wszystkim – gazu[…]”[235]
„[…]
Rosja zachłysnęła się pieniędzmi. Pieniędzy jest tak dużo, że przywódcy
Rosji muszą wywozić je miliardami, dziesiątkami i setkami miliardów dolarów.
Wiozą je do Ameryki. Żeby uchronić Rosję przed inflacją. Pomysł genial-
ny: Wypompować całą rosyjską ropę i gaz, żeby zasypać Amerykę pieniędzmi.
Im na złość! Żeby ta wstrętna Ameryka od naszych zasobów i pieniędzy pękła!
A później u nas bez ropy, gazu i pieniędzy zacznie się wspaniałe życie. Świetlana
przyszłość.
[…]”[224]
Na podstawie tylko tych danych to wygląda, jak świadome popełnianie samobójstwa. Mo-
tywy nie są znane. Może Moskowia goni złudzenia:
„[…]Wymiana aktywów i wzajemne inwestycje to dziś główne metody pogłębia-
nia zależności Europy od rosyjskich węglowodorów,
a co za tym idzie, zwiększania politycznych wpływów Kremla w UE. Rosjanie
płacą znacznie poniżej wartości rynkowej kupowanych firm — wartości
sprzed kryzysu. Godzą się na niskie dochody lub wręcz straty, dokładając
z własnej kieszeni i cierpliwie czekają na koniec kryzysu. Wtedy strumień euro
zamiast na konta zachodnich firm, popłynie do Rosji.
[…]”[236]
Stawiając na surowcowość gospodarki Moskowia bardzo drastycznie ogranicza swoje moż-
liwości manewru, a odwody redukuje do specsłużb i agentur wpływu. Ostatnia linia obrony
jest jednoczesnie pierwszą linią ataku. Głębia strategiczna zawęziła się do cienkiej linii. Można po-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 115/419
wiedzieć, że, paradoksalnie, w najbardziej podstawowych zasadach funkcjonowania państwa zosta-
ła wdrożona strategia taranowa Tuchaczewskiego. Michał Tuchaczewski proponował uderzanie ca-
łością posiadanych sił bez pozostawiania odwodów. Taki sposób wojowania nazwał strategią tara-
nową. Jakość strategii taranowej przejawiła się w wojnie z Polską AD 1920. Od tego czasu
nie ujawniły się przesłanki, pozwalające mniemać, że jakość strategii taranowej się zwiększyła.
Za inne sprawy też, ale i za strategię taranową Stalin kazał Tuchaczewskiego rozstrzelać.
„[…]40% wszystkich zasobów świata znajduje się w Rosji, a liczba mieszkańców
– 2,5%. To nie może trwać długo[…]”[237]
Gospodarka surowcowa oddziaływała w kierunku rozpadu ZSRR i tak samo oddziałuje
w kierunku rozpadu FR.
„[…]
W Rosji Putina
i Miedwiediewa względna stabil-
ność podtrzymywana jest dzięki wy-
sokim cenom za ropę i gaz. Tak było
kiedyś w Związku Radzieckim. Jed-
nak kiedy w połowie lat 80. cena
ropy spadła do 10 dolarów
za baryłkę, system zaczął się sypać.
Nie pomogły nawet próby reform
od Gorbaczowa.
ZSRR wpadł w potężny kryzys go-
spodarczy i w końcu przestał ist-
nieć.
To samo według ekspertów grozi dzisiejszej Rosji, jeżeli nie podejmie
stanowczych kroków w celu zmniejszenia uzależnienia gospodarki
od cen na surowce energetyczne. Hucznie ogłoszona przez prezydenta Miedwie-
diewa polityka wielkiej modernizacji i przeniesienia punktu ciężkości na nowe
technologie wymiernych wyników jak na razie nie przyniosła.
[…]”[238]
Moskowia nie jest zdolna do samodzielnego, wyłącznie własnymi siłami przestawienia swo-
jej gospodarki z surowcowej na bardziej zaawansowaną. Takie przystawienie nie jest możliwe
bez pomocy Unii Europejskiej.[239]
Rozpad ZSRR polegał na wyjściu z niego republik związkowych. W ZSRR oprócz republik
związkowych były jeszcze republiki federacyjne. Te już nie były tak odważne. Przygotowały
się do ogłoszenia niepodległości, ale z samym ogłoszeniem poczekały na rozwój wypadków. Jedyną
republiką federacyjną, która odważyła się ogłosić niepodległość, była Czeczenia. Moskowia postą-
piła zgodnie z Zasadą karania grupy — Jeżeli chcesz ukarać grupę, uderz w najsłabszego.
Aby sterroryzować pozostałe republiki federacyjne i odebrać im wolę wybicia się na niepodległość,
Moskowia na ich oczach Czeczenię przykładnie po rakarsku oprawiła.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 116/419
„[…]Rosja prowadzi na Kaukazie wojnę kolonialną i tam popełniane
są zbrodnie. Na ogół są to operacje specjalne, kiedy wojsko wkracza do jakiejś
miejscowości, morduje ludzi, bierze zakładników[…]”[240]
W republikach federacyjnych aspirujących do niepodległości przeprowadziła zmiany perso-
nalne, ale one są do łatwego odrobienia. Można nawet powiedzieć, że zastępowanie nominatów
z centrali moskiewskiej już się dokonuje. Tyle, że tego nie robią niepodległościowcy republik fede-
racyjnych. Stanowiska kierownicze w administracji terenowej przejmują organizacje przestęp-
cze.[241]
Wytworzyła się sytuacja patowa. Dopóki republika federacyjna wierzy, że Moskowia
ma możliwości militarne potraktowania ją jak Czeczenię, z niepodległością się nie wychyli.
„[…]
W najbliższym czasie ma być przeprowadzony w Rosji powszechny
spis ludności. Wobec tego miliony ludzi na Syberii mają wypełnić w ankiecie ru-
brykę narodowość. Już teraz wielu z nich deklaruje, że poda nie rosyjską naro-
dowość, lecz syberyjską
54
. Nie chcą mówić o sobie jak dawniej, że są Rosjanami,
lecz Sybirakami. Wy tam w Moskwie macie swoją działkę, a my tu na Syberii —
swoją własną. Ludzie pracujący na Syberii nie chcą podlegać Moskwie. Obser-
wujemy rozkład narodu Rosyjskiego.
Pytam ludzi, o co się toczy wojna na Kaukazie. Po co nam ta wojna. Pe-
wien polityk wyjaśnia mi, że Czeczeni chcą odłączyć się od Rosji. Mówię
więc: a niech się odłączają. Na to mi replikują, że za Czeczenami pójdą inne na-
rody. Pan rozumie? Sami przyznają, że wszystko się trzyma na przemocy,
na krwi. Żadnej przyciągającej siły Moskwa nie posiada. Jeżeli pozwolić,
to wszyscy pouciekają. Czeczeni, Tatarzy, nawet Rosjanie
nie chcą żyć pod władzą Moskwy. Wszystko się trzyma na strachu
przed przemocą, przed śmiercią.
Tak było zawsze. Rosja to więzienie narodów.
Oczywiście. Rosja pozostaje więzieniem narodów i jeśli tylko otworzą
bramę, wszyscy z tego więzienia uciekną.”[240]
Niewykluczone, że bierność Moskowii podczas odzyskiwania przez Czeczenię niepodległo-
ści była prowokacją. Za tym przemawia równoległe prowadzenie silnej propagandy antyczeczeń-
skiej.
Integralność terytorialna FR jest deficytowa, jej utrzymanie nieustannie pochłania pieniądze.
I to nie jest inwestycja przynosząca dochód.
„[…]Mocarstwowość dzisiejszej Rosji polega głównie na działalności reklamo-
wej. Utwierdzaniu w przekonaniu o mocarstwowości własnych obywateli.
A w świecie reklamy trzeba wydawać morze pieniędzy. Inne imperia mają kolo-

54
Zob. też [242]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 117/419
nie, żeby na nich zarabiać. Rosja to imperium »na opak«. Ona dziś na imperium
traci, ale ma reklamowy efekt, prezentując je jako objaw siły i znaczenia. Kiedy
zachodnim imperiom kolonie zaczęły się buntować, rachunek ekonomiczny poka-
zał, że pozostawanie w nich jest bez sensu. Rosja dokłada zaś do małej Czeczenii
50 mld dolarów rocznie. Ale interes![…]”[225]
Owszem, można zubażać prowincję na rzecz wielkich miast, ale ta grabież pogłębia tenden-
cje odśrodkowe. Jednym ze środków utrzymania jedności terytorialnej FR są wojska
MSW.[243] Liczebnie dywizje MSW sięgają nawet 270000 żołnierzy. Funkcjonowanie
wojsk MSW można obecnie porównać z byłą iracką Gwardią Republikańską.[244] Siła militarna
Moskowii zależy od jej możliwości finansowych. Jeżeli republiki federacyjne zobaczą,
że Moskowii pieniędzy starczy na interwencje zbrojne tylko w niektórych
z nich, ale nie we wszystkich, bądź Moskowia będzie miała wydatki pilniejsze od interwencji
zbrojnych, nastąpi reakcja lawinowa rozpadu FR.
Modelem FR jest beczka. Terytoria wchodzące w jej skład są klepkami. Obręczą
są światowe ceny węglowodorów. Kiedy spadną, klepki się rozsypią. Nb. ten model Moskowii
jest uniwersalny. Ponadczasowy. Tym modelem Mark Sołonin opisał[1] sytuację Moskowii
po 22 czerwca AD 1941. Wtedy USA i Wielka Brytania na Moksowię nałożyły nową obręcz.
Nb. o tę obręcz poprosił sam Stalin. Wcześniej niż USA i Wielką Brytanię Stalin prosił Hitlera.
Ale Hitler Stalina zignorował:
„Na początku lipca 1941 roku Józef Stalin wysłał emisariuszy do Adolfa
Hitlera. Ofertę pokoju za wszelką cenę przedstawił Hitlerowi bułgarski ambasa-
dor Iwan Stamenow, zwerbowany przez Sowietów w 1934 roku w Rzymie. Jego
misja zakończyła się porażką. Hitler był zbyt bliski zwycięstwa i interesowała
go tylko bezwarunkowa kapitulacja. Rosyjskie propozycje pokojowe to –
obok przygotowań do ataku na Hitlera w połowie lipca 1941 roku – skrzętnie
przemilczany temat. Proponując pokój, Stalin chciał – po pierwsze – »uratować«
przed niemiecką okupacją jak największą cześć terytorium Związku Sowieckiego.
Po drugie – chciał rządzić nadal tą »uratowaną« częścią jako dyktator.”[245]
Stalin musiał sobie znaleźć nowych adresatów swoich próśb:
„[…]
3 września Stalin, próbując jednoczesnie przestraszyć i wzruszyć Chur-
chilla, pisał do niego: »Bez tych dwóch rodzajów pomocy (rzecz dotyczyła lądo-
wania Anglików we Francji i dostaw do ZSRR 400 samolotów i 500 czołgów
miesięcznie — M. S. ) Związek Radziecki albo poniesie klęskę, albo (…) na długo
utraci zdolność do prowadzenia aktywnych działań na froncie walki
z hitleryzmem« [72, s. 233]
55
.
Dziesięć dni później Stalin dopuścił się tego, za co oskarżano
i rozstrzelano dziesiątki tysięcy ofiar Wielkiego Terroru: wezwał brytyjskich im-
perialistów do wtargnięcia do kraju zwycięskiego proletariatu. 13 wrzesnia po-

55
W. S. Churchill, Wtorraja mirowaja wojna, t. 3, Moskwa 1998 [wyd. pol. Druga wojna światowa,
t. 1-6, Gdańsk 1995].
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 118/419
prosił on Churchilla »o lądowanie 25-30 dywizji w Archangielsku
lub przewiezienie ich przez Iran do południowych rejonów ZSRR« [72, s. 239]
55
.
Wstrząśnięty takim rozwojem wydarzeń Churchill pisał do Roosevelta:
»Nie mogliśmy uniknąć wrażenia, że oni (kierownictwo rosyjskie — M.S. ) praw-
dopodobnie myślą o separatystycznym pokoju«.
Potomek lorda Marlborough jakby czytał w myślach! Właśnie
w tych jesiennych dniach 1941 roku Stalin i Beria podejmowali szczególne wysił-
ki, aby »nawiązać kontakt« w celu podpisania zawieszenia broni za cenę przeka-
zania Niemcom większej części okupowanego terytorium. I gdyby Hitler posłu-
chał mądrej rady swoich podwładnych i zakończył wojnę ze Związkiem Radziec-
kim na takich własnie warunkach, na jakich 24 czerwca 1940 roku podpisał ro-
zejm z Francją (czyli zmniejszenie armii do 10 dywizji piechoty, rozbrojenie fran-
cuskiego lotnictwa i floty wojennej, demilitaryzacja gospodarki), to historia Sta-
rego Świata wyglądałaby inaczej…
[…]”[1]
Ta prośba Stalina została uwzględniona. USA i Wielka Brytania na rozpadające się klepki
Moskowii obręcz nałożyły.
„[…]
Sama tylko Ameryka dostarczyła Stalinowi 427.284 ciężarówki wojskowe.
Były to najlepsze na świecie, ulubione przez wojskowych Studebackery i Dodge.
Oprócz tego Związek Radziecki otrzymał od Amerykanów 50.501 samochodów
terenowych Willis. Było to auto, które w tym czasie nie miało sobie równych.
Amerykański dżip był prosty w obsłudze, a niezawodny jak prawdziwy towarzysz
broni; woził kadrę dowódczą, był zwiadowcą, łącznikiem, szperaczem, konwojen-
tem, obserwatorem artyleryjskim, saperem, sanitariuszem, komandosem, a nawet
czekistą i politrukiem.
Stalin dostał z USA cała flotę w składzie 595 jednostek, w tym 28 fregat,
105 niszczycieli, 77 trałowców, 3 lodołamacze (do lodołamaczy mam szczególny
styment), 202 kutry torpedowe itd.
Sama tylko Ameryka przekazała Stalinowi:
13.303 ciągniki i transportery opancerzone;
35.041 motocykli;
8.089 pojazdów do układania torów;
1.981 lokomotyw;
11.155 wagonów kolejowych;
136.000 ton materiałów wybuchowych;
3.820.906 ton żywności, głównie konserw mięsnych, masła, czekolady itd.;
2.541.008 ton ropy naftowej i materiałów ropopochodnych;
2.317.694 ton stali, w tym pancernej;
50.413 ton skóry;
15.010.900 par skórzanych butów wojskowych.
Ta lista nie ma końca. Figurują na niej myśliwce: 4.952 P-39 Aircobra,
2.410 P-63 Kingcobra oraz pięciu innych typów, ogółem 9.681 płatowców; bom-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 119/419
bowce: A-20 Boston — 2.771, B-25 Mitchell — 861. Do tego 423.107 polowych
aparatów telefonicznych, cyna, kobalt, beryl, kadm, ruda kobaltu,
5.807 ton rur aluminiowych, 166.699 ton stopów aluminium, 624 tony aluminium
w sztabach, 56.387 ton blachy aluminiowej, 34.793 tony brązu i mosiądzu
w sztabach, 7.335 ton drutu brązowego i mosiężnego, 24.513 ton blachy brązo-
wej i mosiężnej, 181.619 ton izolowanego drutu miedzianego, czysty molibden,
stopy magnezu, miedź, cynk, ołów, nikiel, 350.000 ton rudy manganu,
3.700.000 opon samochodowych, oprócz tego — 81.000 ton gumy, setki tysięcy
radiostacji, całkowite wyposażenie rafinerii ropy naftowej, stacje radiolokacyjne,
torpedy, miny morskie, namioty żołnierskie, sztabowe i szpitalne, suwnice
do zakładów samochodowych, piekarnie polowe, przyrządy optyczne —
od celowników snajperskich po skomplikowane urządzenia do kierowania
ogniem artyleryjskim, kuchnie polowe, cement, setki tysięcy ton szyn kolejowych,
narzędzia chirurgiczne, dziesiątki tysięcy ton drutu kolczastego, setki tysięcy cię-
żarówek, kompletne wyposażenie szpitali wojskowych, sprzęt desantowo prze-
prawowy, setki tysięcy ton siatki maskowniczej, spadochrony, wyposażenie zakła-
dów metalurgicznych, precyzyjne obrabiarki, rury stalowe, buldożery,
8.218 zenitówek i 5.815 dział przeciwpancernych, 8.701 ciągników artyleryj-
skich, 473.000.000 pocisków artyleryjskich, erkaemy, pistolety maszynowe, ceka-
emy, wyposażenie nawigacyjne dla okrętów i samolotów i tak dalej, i tak dalej,
bez końca.
56

Poza Ameryką również inne kraje dostarczały Związkowi Radzieckiemu
sprzęt strategiczny. Mikojan podał, że ZSRR zużywał 4.000 ton aluminium mie-
sięcznie
57
.

Z kombinatu w Zaporożu otrzymywano miesięcznie
po 4.500 ton. Ale kombinat został zajęty przez Niemców, produkcja
zaś pozostałych radzieckich zkładów była bardzo niewielka. Wobec tego Wielka
Brytania regularnie dostarczała towarzyszowi Stalinowi 2.000 ton aluminium
miesięcznie.
58
Skąd pochodziła reszta aluminium, już pisałem. Zapotrzebowanie
ZSRR na aluminium w czasie wojny zaspokajały dostawy z USA i Anglii. I kiedy
komuniści chełpią się wojenną produkcją samolotów, należy oddać sprawiedli-
wość przemysłowi lotniczemu ZSRR. Niemniej, trzeba też wspomnieć
o pochodzeniu »lotniczego metalu« i innych drobiazgów, bez których samoloty
nie mogą latać. Najlepsze na świecie radzieckie czołgi miały najlepsze na świecie
silniki W-2. Robiono je z aluminium. A skąd je brano?

56
W przyp.:
„»Krasnaja zwiezda«, 18 lipca i 29 sierpnia 1991; »Wojenno-istoriczeskij żurnał« nr 6/ 1990 i 2/ 1991;
»Grani« nr 136/1985, s. 229-233; »The Fatal Decisions«, Nowy Jork 1956, s. 114.”
57
W przyp.:
„»Wojenno-istoriczeskij żurnał«, nr 9/1978, s. 64.”
58
W przyp.:
„»Ibid«.”
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 120/419
Radziecka Flota Północna tylko od Wielkiej Brytanii otrzymała 22 okręty
bojowe, w tym 4 okręty podwodne. Poza tym Anglia przekazała Stalinowi czaso-
wo, do zakończenia działań wojennych, całą flotę (oprócz dostaw amerykańskicj)
w składzie 92 okrętów, w tym pancernik HMS »Royal Sovereign« i jeden krążow-
nik. Na zastrzeżenie, że pancernik był przestarzały, należy odpowiedzieć,
że Związek Radziecki w tym czasie na Morzu Arktycznym w ogóle
nie miał dużych okrętów: ani jednego pancernika i ani jednego krążownika. An-
glia dostarczyła najwyższej jakości futrzaną odzież dla lotników. Nawet
dziś zadaje się w Anglii szyku futrzanymi lotniczymi kurtkami o fasonie
z 1940 roku, własnie takimi, w jakich uwieczniono na pożółkłych fotografiach
słynnych asów Kożeduba i Pokryszkina, Rieczłkowa i Kłubowa. Moda
na te kurtki w Anglii nie przemija. Ponieważ firma Irvin szyła je niezwykle sta-
rannie. W te właśnie kurtki odziała Anglia stalinowskich sokołów.
W okresie od 1 października 1941 do 31 maja 1945 roku sama tylko Ame-
ryka wyposażyła i przekazała Stalinowi 2.660 frachtowców, na które załadowano
siedemnaści i pół miliona ton surowców strategicznych. Po drodze hitlerowska
Kriegsmarine zatopiła dziesiątki frachtowców i milion trzysta tysięcy
ton ładunku, ale resztę dostarczono do radzieckich portów. Do ochrony konwo-
jów użyto setek okrętów wojennych amerykańskich i angielskich, tysięcy samolo-
tów i dziesiątki tysięcy ludzi. Tylko Anglia straciła 19 okrętów konwojujących ła-
dunek dla Związku Radzieckiego, w tym dwa krążowniki.
[…]”[246]
Bez tej pomocy Moskowia by nie przetrwała. Pomoc pozwoliła Moskowii przepuścić
przez Armię Radziecką 35mln żołnierzy bez mała (nie jednocześnie). Mogli walczyć z Niemcami,
bo dzięki pomocy mogli zostać oderwani od innych obowiązków. Bez pomocy musieliby wytwa-
rzać produkty w pomocy dostarczone.
Z przypadku pomocy podanego powyżej nie można wyciągnąć wniosku, że Moskowia, kie-
dy znowu znajdzie się w tarapatach takich lub większych, to z nich też wyjdzie, bo pomoc
też dostanie.
W okresie od 1 października AD 1941 do 31 maja AD 1945 USA i Wielka Brytania udzieliły
Moskowii pomoc, bo III Rzesza Niemiecka była ich wspólnym wrogiem. Moskowia bardzo docenia
wagę roli wspólnego wroga w detrminowainu zachowania państw trzecich wobec niej. W połowie
19w. brak wspólnego wroga kosztował Moskowię przegraną wojnę krymską i rozpoczęcie zsuwania
się po równi pochyłej. Dlatego Moskowia nie liczy na przypadek. Moskowia wspólnych wrogów
kreuje sama. Władzę nad Niemcami dała Hitlerowi[44]. Po rozpadzie ZSRR kreuje międzynarodo-
wy terroryzm, od którego cierpią zwłaszcza państwa zachodnie, a najbardziej USA, a siebie samą
na najlepszego sprzymierzeńca w walce ze światowym terroryzmem. Ale nieoczekiwanie okazało
się, że specsłużby międzynarodowy terroryzm szybciej likwidują, niż Moskowia go tworzy. Tego
wspólnego wroga sprokurować się nie udało.
Państwa zachodnie, a zwłaszcza USA pomocą Moskowii się sparzyły. Prawie natychmiast
po rozpadzie ZSRR media w krótkich odstępach donosiły o pożyczkach dla FR. To były pożyczki
tylko z nazwy. Z góry było wiadomo, że nie zostaną zwrócone. Każda z pożyczek była nie mniejsza
od miliarda dolarów. Trwało to przez początek lat `90-ych ub. w. Suma szła w setki miliarów dola-
rów. Większość tych kwot została zdefraudowana. Niektóre z tych pożyczek nawet nie dotarły
do granicy FR. Od razu trafiały na tajne konta szwajcarskie. Można zasadnie spodziewać
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 121/419
się, że z ewentualną pomocą następną będzie analogicznie. Zwłaszcza, że wyżsi funkcjonariusze
Moskowii bez przerwy tak postępują z wpływami z eksportu węglowodorów.
Na Zachodzie trwa kryzys. UE nie jest w stanie udźwignąć ciężaru pomocy dla PIGS (ang.
— Portigal, Italy, Grece, Spain). Nie jest w stanie uratować tzw. strefy euro.[247] USA są właśnie
po bardzo kosztownej pomocy dla banków w dwóch turach, które obie zakończyły
się spektakularną klapą. Tym bardziej ich nie stać na skuteczną pomoc dla Moskowii.
Przymierze Moskowii z NRF jest wzajemnym podtrzymywaniem się przed upadkiem
dwóch chwiejących się państw. Po rozpadzie UE NRF wpadnie w taki kryzys gospodarczy, w jakim
Japonia tkwi od AD 1992 i nie widać, żeby z niego miała wyjść. Wtedy Moskowia dla NRF stanie
się nie podporą, tylko obciążeniem.
Nie wiadomo, jaka forma pomocy dla Moskowii jest odpowiednia. Z pewnością pomoc fi-
nansowa czy ogólnie rzeczowa może przynieść skutki tylko doraźne, natomiast jej położenia
nie zmieni.
Dla Moskowii najkorzystniejszą formą pomocy byłoby przywrócenie status quo ante, czyli
zaprzestanie podziemnego upłynniania węgla[248]. Ale na świecie jest więcej
osób zainteresowanych niskimi cenami węglowodorów niż wysokimi. Ta forma pomocy
dla Moskowii może na świecie spotkać się z powszechnym i dużym oporem. Nie ma analogii
do zakazu eksploatowania gazu łupkowego:
„[…]prasa »fachowa« donosiła o spadku cen ropy naftowej pod horrendalnymi
tytułami: »złe wieści dla sektora naftowego«. Okazało się, że ćwierćwiecze rzą-
dów »rynków finansowych« doprowadziło do tego, że im więcej terrorystów, hu-
raganów i polityków idiotów w krajach produkujących ropę naftową, tym lepiej
dla akcjonariuszy firm paliwowych!!!
22
[…]”[249]
Nawet w przypadku najkorzystniejszym, czyli wydaniu w krajach zasobnych w węgiel
przepisu penalizującego jego podziemne upłynnianie[248], mogą być trudności z jego wyegze-
kwowaniem. Przez analogię do tzw. walki z handlem narkotykami. Do niej najbardziej pasuje zda-
nie — w miarę postępów w budowie socjalizmu walka klasowa zaostrza się. Im większe sukcesy
policji, tym więej ćpunów, tym większa podaż narkotyków na rynek. Podziemne upłynnianie wę-
gla[248] jest bezpieczniejsze nie tylko od handlu narkotykami, jest bezpieczniejsze
od bimbrownictwa. Podziemne upłynnianie węgla[248] jest łatwiejsze nie tylko od wytwarzania
narkotyków, jest łatwiejsze od smolarstwa. A smolarstwem ludzie zajmują się z powodzeniem
już od, chwalić Pana Boga, paru tysięcy lat. Nawet jeżeli podziemne upłynnianie węgla[248] będzie
penalizowane we wszystkich państwach, w których występuje węgiel, podaż węglowodorów
z nielegalnego wytwarzania w podziemnym upłynnianiu może być tak duża, że spowoduje obniżkę
ich światowych cen tak wielką, że przychody Moskowii z eksportu mogą być niewystarczające
od utrzymania jej integralności terytorialnej.
Z powyższego wynika, że kiedy obręcz gospodarki surowcowej spadnie z klepek terytoriów
Moskowii, zostanie ona sam na sam ze swoimi problemami. Na żadną pomoc z zewnątrz nie będzie
mogła liczyć.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 122/419
„[…]
2009 r. pokazał, że obszar postsowiecki ostatecznie stracił jedność geo-
polityczną[…]”[250]
Istnienie i integralność FR trzyma się tylko i wyłącznie na wpływach z eksportu węglowo-
dorowych nośników energii.
„[…]
W stwierdzeniu, że rosyjska gospodarka przeżyła upadek Związku Ra-
dzieckiego tylko dzięki ogromnym zasobom surowcowym i ich eksportowi,
jest wprawdzie trochę przesady, ale bardzo niewiele, szczypta zaledwie. Jednak
ropa naftowa i gaz były dla Kremla nie tylko kroplówką wprowadzającą dolary
w rosyjski krwioobieg, ale także ważnym instrumentem politycznym, dzięki któ-
remu podupadające imperium nadal mogło wywierać znaczący
wpływ w emancypujące się kraje Europy Środkowej. Zresztą Rosjanie specjalnie
się z tym nie kryli. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Jewgienij Primakow, były
szef wywiadu, potem minister spraw zagranicznych i wreszcie premier, oświad-
czył, że wobec ograniczenia militarnego potencjału Rosji ten kraj musi używać
jako narzędzia w polityce zagranicznej swojego potencjału energetycznego.
Po raz kolejny dawało się we znaki półwieczne gospodarcze uzależnienie tego
regionu od Wielkiego Brata.
Polska nie była wyjątkiem, choć już w 1989 roku zdawano sobie sprawę
z możliwych konsekwencji, jakie stwarza sytuacja[…]”[251]
Pozostawiając gospodarkę surowcową Moskowia wystawiła się na ogromne ryzyko. Uza-
leżniła się wahań światowych cen węglowodorowych nośników energii i założyła sobie na szyję pę-
tlę. Kiedy ceny ropy i gazu są wysokie, Moskowia wprawdzie uzyskuje większe wpływy z eksportu
ropy i gazu, ale jednocześnie zwiększa się motywacja do badań na ich zamiennikami.
„[…]sojusz niemiecko-rosyjski przestanie się Berlinowi opłacać, zwłasz-
cza jeśli dojdzie do rozwoju nowych nośników energii i Gazprom stanie
się niepotrzebny.
[…]”[252]
Kiedy ceny ropy i gazu są niskie, badania nad zamiennikami ropy i gazu powolnieją,
ale Moskowia ma kłopoty budżetowe. I tak źle, i tak niedobrze.
Moskowia zawiesiła sobie nad głową miecz Damoklesa. Jeżeli na świecie pojawi
się coś, co ropę i gaz zastąpi, koński włos pęknie i miecz Damoklesa rozpłata Moskowii gło-
wę.[139][140]
I właśnie coś takiego nastąpiło. Koński włos pękł i miecz Damoklesa spada Moskowii
na głowę.
W miejscach, w których obecnie znajdują się złoża ropy i gazu, wcześniej znajdowały
się czarne łupki węglowe. Zamieniły się w ropę i gaz pod wpływem ciepła wnętrza Ziemi (energii
geotermalnej). Złoża węgla istnieją tylko dlatego, że zabrakło energii geotermalnej. Inaczej
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 123/419
też zamieniłyby się w ropę i gaz. Ten brak energii geotermalnej można zastąpić energią cieplną po-
chodzącą z innego źródła. Wtedy węgiel zamieni się w paliwa płynne i gazowe.
Najprościej energię geotermalną jest zastąpić energią jądrową. Wykonuje się odwiert
na odpowiednią głębokość, w złoże węgla kamiennego lub pod nie, umieszcza mały, czysty ładunek
termojądrowy, odpala i czeka, aż energia cieplna przereaguje węgiel. Przed odpałem dobrze
jest węgiel nasączyć wodą. Niestety, to rozwiązanie jest czysto teoretyczne. Z powodu powszechnej
histerii antynuklearnej jest niemożliwe do zastosowania.
Zamiast energii jądrowej można użyć energię chemiczną. Należy poświęcić część węgla,
spalić ją, a uzyskaną energię cieplną użyć do przemiany pozostałej części węgla w paliwa płynne
i gazowe. Węgiel spala się w tlenie. Tlen może być atmosferyczny. Technologie podziemnego zga-
zowywania węgla znane są bardzo długo i są opracowane bardzo dobrze. Np. instalacja przemysło-
wa produkująca gaz palny zasilający elektrownię pracuje nieprzerwanie
od AD 1961 w Uzbekistanie, w Angren[253].
Spalanie węgla w tlenie atmosferycznym wiąże się z paroma niedogodnościami. Jeżeli
do złoża węgla zatłacza się powietrze, to w uzyskiwanym gazie jest dużo azotu.
Aby w produkowanym gazie azotu nie było, trzeba zatłaczać tlen. Ale produkcja tlenu łączy
się z wydatkowaniem energii. Uzyskiwanym produktem jest tzw. gaz procesowy. Zawiera dużo wo-
doru, jest jego najtańszym źródłem, ale to wciąż jest tylko gaz. Można z niego wyprodukować pa-
liwa płynne w procesie Fischera-Tropscha, ale to wiąże się z koniecznością poniesienia kosztów,
chociażby wybudowania instalacji. Syntezę gazu procesowego można przeprowadzić pod ziemią,
ale to wymaga zwiększonego ciśnienia, substraty trzeba zatłaczać pod wyższym ciśnieniem.
Powietrze atmosferyczne nie jest jedynym źródłem tlenu. Innym źródłem tlenu jest ruda że-
laza. Przy użyciu rudy żelaza odpada problem azotu. Rudą żelaza nie można operować tak łatwo
jak tlenem i parą wodną, ale to nie jest problemem.
Podczas funkcjonowania głębinowej kopalni węgla kamiennego ze złóż wydobywa
się 35% węgla, a pod ziemią pozostawia — 65%. Dotąd ten węgiel jest tracony bezpowrotnie.
Ale otrzymujemy do dyspozycji puste wyrobiska pozostałe po zakończeniu eksploatacji kopal-
ni.[254]
Kiedy kopalnia kończy wydobycie węgla, puste wyrobiska powinny zostać podsadzone,
czyli wypełnione podsadzką z piasku kwarcowego. Ale to nie musi być piasek kwarcowy. Zamiast
piasku kwarcowego może być coś innego. Np. ruda żelaza. Nie sama. Przecież nie chcemy spalić
za dużo węgla. Przed zamuleniem w chodnikach kopalni można ułożyć rury do odparowywania
wody dla elektrowni. Oprócz pozyskiwania energii będą chronić powierzchnię przed przegrzaniem.
Dzięki dostarczeniu tlenu w rudzie żelaza, czyli przed rozpoczęciem procesu, a nie w trakcie, pro-
ces może odbywać się w zamknięciu, czyli pod wyższym ciśnieniem. Stalowe ścianki reaktora pro-
cesu Fischera-Tropscha są zastąpione nadkładem górotworu. Zachodzi polimeryzacja węglowodo-
rów w dłuższe łańcuchy węglowe, powstają cięższe frakcje, czyli paliwa płynne. Nadkład górotwo-
ru przywrócony na miejsce jego zdjęcia może być użyty do wytworzenia ciśnienia także
w przypadku złoża węgla kamiennego i brunatnego eksploatowanego metodą odkrywkową.
Węgiel kamienny z kopalni głębinowej jest tańszy od ropy i gazu. Węgiel z biedaszybu,
przy wysokiej jakości, jest trzykrotnie tańszy od węgla z kopalni. Paliwa płynne i gazowe wypro-
dukowane pod ziemią z węgla niewydobytego są tańsze od węgla z biedaszybu, bo ich nie trzeba
wydobywać, tylko wypływają same. Paliwa płynne i gazowe wyprodukowane z węgla pozostałego
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 124/419
po zakończeniu działalności kopalni głębinowej są jeszcze tańsze, bo węgiel pozostawiony
pod ziemią nigdy dotąd nie był przewidywany do zagospodarowania i jest go dwa razy więcej
od węgla wydobytego. Jeżeli przy okazji produkcji paliw płynnych i gazowych dodatkowo weź-
miemy pieniądze za utylizację odpadów i ścieków, wyprodukujemy żelazo, cement, indukowaną
energię geotermalną, odzyskamy grunty spod zlikwidowanych hałd, ustabilizujemy górotwór,
etc., etc., to wychodzi, że paliwa płynne i gazowe mamy darmo.
[255][248][256][257][258][259][260]
Na świecie węgla jest więcej niż ropy i gazu. Jest rozłożony bardziej równomiernie. Wystę-
puje powszechniej, w większej liczbie państw. Rurociągi będą wprawdzie krótsze i mniejsze,
ale za to będzie ich więcej i gęściej. Rurociągi transportujące węglowodory upodobnią
się do wodociągów. Oprócz gazociągów będą olejociągi. Będą produkowane urządzenia domowe
— odpowiedniki spalających gaz — przystosowane do spalania oleju.
Podziemne upłynnianie i zgazowywanie węgla nie jest jedyną przyczyną spadku świato-
wych cen gazu ziemnego i ropy naftowej. Odkryto nowe źródło gazu ziemnego — łupki. Ustalono
rozmieszczenie pokładów łupków na świecie, a technologie pozyskiwania z nich gazu zostały do-
pracowane.[261][262][263] Duże złoża łupków gazonośnych znajdują się w Polsce.
„[…]
Analitycy firmy Wood Mackenzie twierdzą, że złoża gazu niekonwencjo-
nalnego, pozyskiwanego z łupków
22
mogą być jednymi z największych
na świecie.
[…]
Ich wielkość szacuje się na 1,4 bln m sześc. co wystarczy na pokrycie ca-
łego krajowego zapotrzebowania przez 100 lat.
[…]”[264]
Łupki, jako źródło gazu, są tak wydajne, że np. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej
nie tylko osiągnęły samowystarczalność w zaopatrzeniu w gaz i zaprzestały jego importu,
co jest w zasięgu wielu innych państw, ale stały się jego największym światowym producentem.
„[…]dziś Rosja produkuje ok. 660 mld m
3
, a USA o prawie
100 mld m
3
więcej[…]”[265]
W ciągu ostatnich lat ceny gazu w USA spadły nawet o dwie trzecie.[266]
„[…]rosyjski gaz drożeje, a w Stanach Zjednoczonych gaz od 2009 roku potaniał
trzykrotnie i dalej tanieje, zbliżając się do kwoty 70 dolarów
za 1000 m
3
[…]”[265]
„[…]
Amerykańska agencja EIA prognozuje, że produkcja USA za cały
rok najpewniej zwiększy się o 3,7 proc. do 624 mld m sześć. Wydobycie w Rosji
w skali roku spadło o 12 proc. do 582 mld m sześć.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 125/419
Spadek wewnętrznego zapotrzebowania na gaz w Rosji jest wynikiem
kryzysu gospodarczego. Premier Władimir Putin powiedział 30 grudnia,
że rosyjskie PKB w skali roku spadło o 8,5 proc., najwięcej od czasu rozpadu
Związku Radzieckiego w 1991 roku
22
.
[…]”[267]
„[…]W USA dzięki eksploatacji gazu łupkowego ceny »błękitnego paliwa« spa-
dły od roku 2005 o 85 proc., a kraj stopniowo uzyskuje suwerenność energetycz-
ną. Według koncernu BP, Stany Zjednoczone osiągną samowystarczalność
w zakresie wytwarzania energii już w 2030 roku.
[…]”[268]
Jak węgiel z USA wypiera w Europie węgiel miejscowy[269], tak niewykluczone,
że gaz z USA będzie wypierał z Europy gaz Moskowii.[270][271]
„[…]Eksperci oceniają, że za dwa–
trzy lata skroplony gaz Amerykanie będą eks-
portować do krajów Unii Europejskiej, rugu-
jąc Gazprom. Jest szansa, że część rynku
UE przejmiemy wspólnie z amerykańskimi fir-
mami.
[…]”[272]
„[…]
Węgry to dla ExxonMobile przyczółek w kampanii wypierania Gazpromu
z rynku europejskiego — oceniają analitycy z Wood Mackenzie (konsultacyjnej
firmy z branży paliwowo-energetycznej). Także przedstawiciele koncernu
z teksasu nie ukrywają, że ich celem jest zastopowanie rosyjskiej ekspansji gazo-
wej w Europie. Zresztą konkurencja między Gazpromem i ExxonMobile coraz
bardziej zaczyna przypominać wojnę ekonomiczną[…]”[273]
„[…]
Nowe metody wydobywcze uczyniły dostępnymi znaczne rezerwy gazu
łupkowego w Ameryce Północnej. Potencjał zagospodarowania jego
złóż w innych regionach świata nie jest jeszcze dokładnie znany, ale Europie
z pewnością przydadzą się dostawy skroplonego gazu ziemnego, kierowane
obecnie do Stanów Zjednoczonych. Oznaczałoby to również negatywne skutki
dla Rosji - kontrolowana przez jej rząd spółka Gazprom zaspokaja obecnie około
20 procent europejskiego zapotrzebowania na gaz.
»Nie doceniamy, jaki to (wydobycie gazu łupkowego) może
mieć wpływ na świat w ciągu następnych 10 od 20 lat. To wielka sprawa
i z konieczności globalna« - powiedział w swym wystąpieniu w Davos prezes
koncernu energetycznego Royal Dutch Shell Peter Voser.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 126/419
W udzielonym w kuluarach konferencji wywiadzie prezes firmy konsultin-
gowej Cambridge Research Energy Associates (CERA) Daniel Yergin
22
podkre-
ślił, że branża naftowa zainteresowała się poważniej gazem łupkowym w roku
2007, ale w polu widzenia szerszej publiczności kwestia ta znalazła się dopiero
w ostatnich miesiącach ubiegłego roku. »Największy rozwój w pierwszej deka-
dzie XXI stulecia odnotują nie energia słoneczna czy wiatrowa,
lecz gaz niekonwencjonalny (tzn. łupkowy)« - powiedział Yergin.”[274]
„[…]Ceny ropy spadły na początku ub. roku 5-krotnie (do 32,7 dolara),
a popyt na gaz w Europie skurczył się o 30 proc. Pociągnęło to gospodarkę Rosji
w dół, gdyż połowa budżetu kraju oparta jest na eksporcie surowców[…]”[275]
„[…]Rosjanie są zaniepokojeni rosnącym zainteresowaniem niekonwen-
cjonalnym gazem. Jak podał rosyjski dziennik »Kommiersant«, Gazprom przy-
znaje, że wzrost wydobycia gazu z niekonwencjonalnych złóż w Stanach Zjedno-
czonych może radykalnie zmienić cały światowy rynek gazowy i zagrozić takim
strategicznym projektom rosyjskiego koncernu, jak zagospodarowanie gigantycz-
nego złoża gazowego paliwa Sztokman na Morzu Barentsa. W 2009 r. eksport ro-
syjskiego gazu zmniejszył się o 11,4 proc. - do 140 mld metrów sześciennych su-
rowca.
[…]”[276]
59

Analizy dokonywane w Moskowii są coraz bardziej precyzyjne i coraz bardziej pesymi-
styczne:
„Wydobycie gazu łupkowego w USA naruszy interesy Gazpro-
mu - analitycy rosyjskiego banku
PAP - Biznes
26 Maj 2012, 18:26
26.05. Warszawa (PAP) - Łupkowa rewolucja w Ameryce naruszy interesy
potentata gazowego w Europie, Gazpromu prognozują analitycy rosyjskiego
Sberbanku.
Rozwój wydobycia złóż łupkowych w USA oznacza dla Gazpromu utratę
części europejskiego rynku i obniżkę ceny gazu w perspektywie 4 lat - taki scena-
riusz przedstawili analitycy, jednej z największych instytucji finansowych Rosji.

59
Zob. też [277]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 127/419
Główna ekonomistka banku, Judajewa w najnowszym raporcie cytowa-
nym przez rosyjskie media, przekonuje, że ze względu na szybki wzrost wydobycia
złóż łupkowych, Stany Zjednoczone uruchomią eksport LNG (gazu skroplonego)
i zaleją rynek. W efekcie kraje europejskie nie będą potrzebowały już tak dużo
drogiego paliwa z Rosji.
Według raportu ceny mogą spaść nawet o 50 proc.
Obecnie gaz na rynku Stanów Zjednoczonych jest wyjątkowo ta-
ni ok. 95 dolarów za 1000 m sześc. Natomiast na granicy z Niemcami,
za 1000 m sześc. gazu rosyjskiego - według danych Index Mundi - trzeba było
zapłacić w kwietniu średnio ponad 450 dolarów. Analitycy przewidują, że nawet
jeśli cena na amerykańskim rynku podwoi się, to i tak gaz wyeksportowany stat-
kami do Europy w postaci LNG, będzie tańszy od paliwa z Rosji, oferowanego
przez Gazprom w kontraktach długoterminowych (jeśli obecne notowania ropy
utrzymają się - PAP).
Tym bardziej, że w Ameryce Północnej powstanie odpowiednia infra-
struktura, umożliwiające eksport surowca. Znane są bowiem plany budowy
co najmniej 10 terminali do skraplania gazu, z których pierwsze będą gotowe
ok. 2015 roku.
Z raportu Sberbanku wynika, że Gazprom nie będzie mógł konkurować
z gazem łupkowym, przekonując, że ma wysokie koszty wydobycia. Za-
tem - uważają analitycy choć obecnie koncern ma 27 proc. udział w dostawach
paliwa dla państw unijnych, grozi mu utrata znaczącej części europejskiego ryn-
ku i to perspektywie do 2016 roku.
Rosyjski gigant nie będzie bowiem w stanie utrzymać wysokich
cen swojego surowca, sztywno powiązanych z rynkiem naftowym. Według rapor-
tu, wzrost rynku LNG, a zatem i dalsze zwiększenie możliwości dostaw krótkoter-
minowych oraz spadek cen w transakcjach spotowych, doprowadzi do tego,
że klienci Gazpromu będą bardziej naciskać na niego i domagać się obniżki
cen kontraktowych. Tym bardziej, że już w ostatnich dwóch latach
gaz z transakcjach spotowych można było kupić na europejskim rynku znacznie
taniej od rosyjskiego.
Skorzystało z tej możliwości wiele firm w Europie, także Polskie Górnic-
two Naftowe i Gazownictwo (PGNiG). To właśnie różnica miedzy cenami gazu
zakontraktowanego w Gazpromie a rynkową spowodowały, że rosyjski potentat
zdecydował się udzielić rabatów niektórym ze swoich najważniejszych odbior-
ców. A ci, którzy bezskutecznie o nie zabiegali, wystąpili do międzynarodowego
arbitrażu, wśród nich także PGNiG.
Dla rosyjskiego koncernu obniżka ceny gazu, choćby o jednego dolara
na każdym tysiącu metrów sześciennych wyeksportowanym do Europy, oznacza
spadek wpływów o ponad 150 mln dolarów w skali roku. W zeszłym roku
Gazprom sprzedał do Europy 150 mld m sześc. gazu, w obecnym planuje nawet
o 10 mld m sześc. więcej.
Eksperci Sberbanku przypomnieli, że osłabienie pozycji Gazpromu
na europejskim rynku za 4 lata odbić się może na całej rosyjskiej gospodarce.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 128/419
Zwłaszcza, gdy chodzi o przychody do budżetu Federacji, dla którego głównym
źródłem są właśnie wpływy z eksportu surowców - szczególnie ropy i gazu.
Łakoma (PAP)
ała/ drag/ dan/”[278]
Niekorzystne dla budżetu FR tendencje, które podaje raport Sberbanku, są stałe i będą
się pogłębiały.
Podziemne zgazowywanie węgla i gaz ze źródeł niekonwencjonalnych nie są jedynymi za-
grożeniami wpływów, a w konsekwencji samego istnienia Moskowii. Innym zagrożeniem
jest gaz ziemny ze źródeł konwencjonalnych. Takich samych, jakie eksploatuje Moskowia. Ostatnio
na świecie odkryto wiele nowych konwencjonalnych złóż gazu ziemnego. Są przeznaczone
do eksploatacji. Eksperci prognozują, że światowe ceny gazu ziemnego spadną. I to nawet
tak bardzo, że zagrożą nie tylko Moskowii, ale nawet mogą nieopłacalną uczynić eksploatację gazu
ze źródeł niekonwencjonalnych.[279]
Moskowia straciła nie tylko światową pierwszą pozycję producenta gazu ziemnego,
ale także posiadacza największych na świacie złóż konwencjonalnych:
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 129/419

A 2004 map from Wikipedia shows the Iranian claims in the Southern Caspian
Sea. Map from Wikipedia
A large natural gas deposit has been discovered in the Caspian
Sea section claimed by Iran, according to Iranian officials.
The newly found deposit is said to have reserves of 50 trillion cubic
feet or 1.42 trillion cubic meters in the Iranian part of the Caspian Sea, reported
Iran's Shama TV channel on Sunday quoting Iranian Oil Minister Rostam
Qassemi.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 130/419
Qassemi said that reserves of the new deposit at a depth of 700 meters
exceeded a total volume of proven gas reserves of 11 trillion cubic
feet in the country's part of the Caspian Sea by almost 400%.
Iran's gas reserves are the second largest in the world after Russia's
and amount to about 16% of all world reserves. The new Caspian Sea deposit,
if proven, is to change that ratio.
The littoral states of the Caspian Sea have not settled yet their claims
for the respective portions of the sea bed.
For example, the project for the Trans-Caspian Gas Pipeline
from Turkmenistan to Azerbaijan, whose gas transit can be included
in the so called Southern Gas Corridor developed by the EU around Russia,
has been stalled largely by opposition on part of Russia and Iran.
Short of declaring outright political reasons, Russia
and Iran have objected to the project on technically environmental and legal
grounds - with respect to the status of the Caspian Sea
22
and the littoral states.
They claim that a potential pipeline project, regardless
of the route, should need the consent of all five Caspian littoral states.”[280]
60

Sergiusz Ignatiew (Михайлович) , który był wiceministrem finansów i prezesem Central-
nego Banku Rosji, podczas międzynarodowego spotkania ekonomistów odbywającego
się pod koniec ubiegłego wieku poinformował, że jeżeli cena ropy spadnie do $17 za baryłkę,
w FR wybuchną zamieszki, m. in. z powodu niemożności wypłaty emerytur. Dzisiaj to odpowiada
ok. $30.
„[…]najlepszym sojusznikiem spokoju w Rosji jest wysoka cena ropy. Przypo-
mnijmy, że dziś to ponad 100 USD za baryłkę. Zdaniem ekspertów, do buntu spo-
łecznego mogłoby dojść, gdyby jej cena spadła poniżej 30 USD.”[281]
Obecnie w USA 1cena 1000m
3
gazu ziemnego wynosi $70. Gdyby cena czystej energii za-
wartej w węglowodorowym nośniku niezależnie od jego rodzaju była równa, to ropa naftowa po-
winna kosztować $20 za baryłkę.
61

Po rozpadzie ZSRR przywódcy FR mieli nadzieję, że światowe ceny węglowodorowych no-
śników energii kiedyś pójdą w górę. Ich nadzieja nie została zawiedziona. Dzięki niej udało
się im przetrwać.
62


60
Tłumaczenie: Iran zabezpieczony na lata. Odkryli gigantyczne złoża
http://www.sfora.pl/Iran-zabezpieczony-na-lata-Odkryli-gigantyczne-zloza-a38547,
http://preview.tinyurl.com/784lul9
61
Informacja podana przez Jego Ekscelencję Waldemar a Pawlaka, wiceprezesa Rady Ministrów
tzw. III RP 29 czerwca AD 2012 na VIII Międzynarodowej Konferencji NEUF 2012 New Energy User Friendly „Na-
rodowy Program Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej” w Warszawie
62
Zob. też. Aneksy, Witold St. Michałowski, Służby w rurach
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 131/419
„[…]w epoce 147 dolarów za baryłkę, w epoce, gdy Rosja wraz z ceną
za baryłkę ropy »wstawała z kolan«[…]”[99]
„[…]
Rządy Putina rozpoczynają się w czasach, gdy baryłka ropy kosztuje oko-
ło 20 dol. Od 2003 r. będzie rosnąć stale i bić kolejne rekordy. Rosja zwiększy
tymczasem produkcję — to jeden z większych zastrzyków gotówki w jej historii.
Skończy z kilkusetmiliardowymi rezerwami i gotowością spłaty całego swojego
zadłużenia. A putinowski boom z powrotem ściągnie do Moskwy anglojęzycznych
ekspertów, których dziesiątki tysięcy wróciły do swoich krajów po plajcie rosyj-
skiej gospodarki w sierpniu 1998 r. Moskwa Putina staje się placem budowy
i miejscem rozrywki — wszystko to dzięki boomowi naftowemu.
W tym miejscu zmienia się również Kreml. Bolesne reformy
są niepotrzebne, gdy gospodarkę można utrzymywać dzięki dotacjom,
a modernizacja Rosji może być modernizacją odgórną. Pierwsze lata putinizmu
idą w niepamięć[…]”[282]
Obecnie wiedzą, że światowe ceny węglowodorowych nośników energii już nigdy
nie zwiększą się, a wszelkie próby ratowania Moskowii są z góry skazane na niepowodzenie.
„[…]Gazprom ma się czego obawiać i lęk przed gazem łupkowym
to zaledwie część rosyjskich problemów.
Jeszcze dwa lata temu koncern był (według agencji Bloomberg) trzecią
pod względem wielkości kapitału spółką świata, zaraz po PetroChina
i ExxonMobil. Dzisiaj nie wiadomo, czy mieści się w pierwszej setce.
Dług Gazpromu już przed rokiem wynosił ponad 50 mld dolarów. Zadłużona
jest też Rosja – długi znacznie dziś przewyższają rezerwy zaoszczędzone
przez Kreml w okresie prosperity[…]”[283]
„[…]po obecnym spadku zapotrzebowania na gaz na rynkach światowych zuży-
cie tego surowca na świecie wzrośnie
o 44 proc., do 4,4 bln m sześc. w 2015 r. Na szczęście ceny pozostaną relatywnie
niskie dzięki rosnącemu gazu niekonwencjonalnego, zwłaszcza łupkowego.
Tak prognozuje amerykańska agencja rządowa informacji energii (U.S. Energy
Information Administration — EIA)[…]”[284]
„[…]przy braku motywacji, przy braku umiejętności, to w istocie jest najgorsze
połączenie — »nie potrafię i nie chcę«: nie chcę, dlatego, że nie potrafię,
i nie potrafię, dlatego, że nie chciałem się tego nauczyć[…]”[99]
Moskowia nie jest jedynym producentem węglowodorów na świecie. Są inne kraje uzależ-
nione od wartości światowych cen węglowodorów nie mniej niż Moskowia. Kiedy ceny węglowo-
dorów spadają, producenci zmniejszają spadki wpływów zwiększeniem wydobycia. To rozwiązanie
dla Moskowii może być niedostępne.[285]
„[…]rosyjski sektor naftowy doszedł już do apogeum swoich możliwości
i wydobycie ropy w Rosji w najbliższych latach zacznie spadać[…]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 132/419
W sprawie zabrał jednak głos Włodzimierz Putin, który oświadczył, że Rosja
jest gotowa sprzedać państwowe przedsiębiorstwa za niską cenę,
ale pod warunkiem, że kontrachenci zobowiążą się do wprowadzenia
do nich nowych technologii. Może to świadczyć, że Federacja
ma nóz na gardle[…]”[286]
Zostało potwierdzone doświadczalnie, że oszczędności zgromadzone w czasie, kiedy świa-
towe ceny węglowodorów były wysokie, starczają na bardzo krótko:
„[…]PKB w 2009 r. spadł o prawie 11 proc., a system finansowy został ustabili-
zowany kosztem wydatkowania połowy zgromadzonego w czasie niezwykłej hossy
na rynku ropy naftowej Fubduszu Stabilizacyjnego[…]”[287]
„[…]
Putinowi nie starczy waluty
Do przełamania kryzysu mieszkaniowo-cywilizacyjnego, bez którego
nie będzie postępu w demografii, potrzeba zaś tyle środków, że Putinowi
nie wystarczą nawet zgromadzone przez lata rezerwy walutowe przekraczające
pół biliona dolarów! Tych pieniędzy zresztą nie może ruszyć, bo amortyzują
one napięty do granic rosyjski budżet. Oparty jest on na dochodach z ropy
i wystarczy załamanie na rynku paliw, by zaczął się trząść. Gdyby Putin
nie zgromadził tych środków, to podczas ostatniego kryzysu finansowego Rosja
wróciłaby do czasów wczesnego Jelcyna, kiedy milionom ludzi przez wiele mie-
sięcy nie wypłacano rent, emerytur i pensji, a oficerowie armii żebrali
na ulicach. Aby w Rosji zaczęło coś się zmieniać, musi ona osiągać jeszcze więk-
sze nadwyżki budżetowe, by mieć środki na rozpoczęcie cywilizacyjnej moderni-
zacji. To zaś nie jest takie proste, więc Rosja raczej będzie dalej
żyć w zamkniętym kole[…]”[288]
Gospodarcze i demograficzne skutki już dotykają Moskowię.
„19.02.2011 01:02
Rosja: ucieczka kapitałów, ucieczka ludzi
22

Zgodnie z danymi podanymi przez Komsomolską Prawdę w ostatnim ro-
ku gwałtownie wzrosła tendencja do wycofywania kapitałów inwestycyjnych
z Rosji. Podobnie odczuwa się wzrost emigracji z Federacji Rosyjskiej.
Według przedstawionych danych, w 2010 r. z Rosji wycofano
38 miliardów 300 milionów dolarów. Prawie 60 procent z nich »uciekło«
w czwartym kwartale.
W ostatnich latach Rosję opuściło milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy
ludzi. Jest to fala emigracji, którą można porównać tylko z tą po 1917 r. Każdego
roku z Rosji emigruje 300-350 tysięcy obywateli. Są to liczby oficjalne. Dane
szacunkowe organizacji pozarządowych nie są znane, ale kręgi nieprzyjazne
władzom Federacji twierdzą, żeсliczba ta może być nawet trzykrotnie wyższa.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 133/419
Co więcej, w ciągu 2010 r. drastycznie spadła liczba indywidualnych
przedsiębiorców – z 4,6 mln do 4,1 mln. Pół miliona ludzi zamknęło swoje firmy.
Zgodnie z sondażami przeprowadzonymi wśród studentów, aż 45 procent
z nich nie wyklucza emigracji, od 18 do 24 procent jest zdeterminowana
by wyjechać. Powodem chęci wyjazdu nie jest jednak sytuacja materialna.
Aż 79 procent potencjalnych emigrantów jako główny motyw podaje pragnienie
życia w kraju, gdzie przestrzegane są wolności obywatelskie i prawo, 69 procent
chce uniknąć samowoli władzy.
http://kavkazcenter.com/russ/content/2011/02/13/79173.shtml
http://pab.nowyekran.pl/post/3363,rosja-ucieczka-kapitalow-ucieczka-ludzi
Współcześnie Moskowia swoich potrzeb żywnościowych nie potrafi zaspokoić sama
w stopniu jeszcze większym niż ZSRR. Importuje jeszcze więcej żywności.
„[…]Warzywniaki od Smoleńska po Kamczatkę zaczną świecić wkrótce, wzorem
stacji benzynowych, pustkami. Wprawdzie na Ałtaju znakomicie udają
się pomidory i ogórki, ale dla wszystkich nie wystarczy. Rosja importuje nawet
ziemniaki, choć Związek Sowiecki utrzymywał, że przoduje w produkcji karto-
fli[…]”[289]
Ta sytuacja ma tendencje do pogłębiania się. Nie widać symptomów poprawy.[290] Kiedy
ilość pieniędzy z eksportu węglowodorów zmniejszy się, może zaistnieć konieczność ograniczenia
importu żywności. Wtedy mogą wybuchnąć bunty głodowe. Niektórzy analitycy i komentatorzy,
jako przyczynę rozruchów, nierzadko zbrojnych, w Afryce Północnej i niektórych państwach arab-
skich oraz mahometańskich, podają właśnie głód.
„[…]w 2008 roku wywołało to zamieszki w ponad 35 krajach[…]”[291]
Przywódcy Moskowii widząc, że już wkrótce na utrzymanie integralności terytorialnej FR
pieniędzy im zabraknie, podejmują próby zastąpienia ich siłą:
„Jak się obronić przed rewolucją? Choćby 400 tysiącami pretorian go-
towych do ulicznych rzezi na każde wezwanie Kremla. To recepta nowe-
go-starego prezydenta, jeśli wierzyć przeciekom z kręgów siłowików. Władimir
Putin myśli o utworzeniu Gwardii Narodowej, zbrojnego ramienia reżimu,
a jednocześnie obsadza najważniejsze stanowiska w państwie sprawdzonymi cze-
kistami, gotowymi na »scenariusz siłowy«.
[…]
Rewolucja świeci w oczy
Dlaczego Putin chce mieć wierną »żelazną pięść«, wojsko nie regularne,
ale dysponujące niemal taką siłą uderzeniową? Doświadczenia rewolucji
w Egipcie, Tunezji, Libii i Syrii pokazują, że do obrony porządku konstytucyjnego
potrzeba wystarczającej liczby wojsk specjalnych zdolnych obronić reżim
przed uzbrojoną opozycją. Na regularną armię złozoną w dużej mierze
z poborowych w takich sytuacjach władza liczyć nie może. Rewolucje w Egipcie
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 134/419
i Tunezji zwyciężały w momencie, gdy armia przyjmowała neutralną postawę.,
a siły bezpieczeństwa nie były w stanie stłumić protestów. Putin spodziewa
się kolejnych ulicznych demonstracji, co więcej — wraz ze spodziewanym wzro-
stem kryzysu — protesty te mogą być jeszcze większe. Do tego dochodzi destabi-
lizacja na Kaukazie Północnym. Własnie w marcu do Czeczenii i Dagestanu rzu-
cono dodatkowe tysiące żołnierzy Wojsk Wewnętrznych. Dagestan
stał się już de facto frontem regularnej wojny z rebeliantami
tak, jak od 12 lat Czeczenia.
[…]”[292]
Rozwiązanie siłowe Moskowii nie uratuje. Może co najwyżej jej rozpad jedynie odroczyć.
I to raczej na krótko.
Pewien wódz indiański z Ameryki Północnej stwierdził w rozmowie z pewnym Białym,
że pożywienie Czerwonego Człowieka biega na czterech nogach (zwierzyna łowna), a pożywienie
Białego Człowieka stoi na jednej nodze (zboże), dlatego Czerwony Człowiek musi przegrać. Para-
frazując można powiedzieć, że bogactwo Moskowicina leży w ziemi, a bogactwo Człowieka Białe-
go, Człowieka Żółtego i Człowieka Herbacianego (Hindus) leży w jego głowie, dlatego Moskowi-
cin musi przegrać.
Oprócz gospodarki surowcowej jeszcze występują inne czynniki dla Moskowii niekorzyst-
ne. Ale one oddziałują w od gospodarki surowcowej bardziej długoterminowo.[293] Gospodarka
surowcowa działa najszybciej.
W Instytucie Mate-
matyki Stosowanej została
sporządzona
z wykorzystaniem dyna-
micznej teorii informacji
prognoza geopolityczna
dla Moskowii
do AD 2030 przy założeniu
tzw. scenariusza bezwładne-
go, czyli takiego, według
którego sprawy dalej
idą tak, jak szły dotąd.
Gdzie: ██ — USA, ██ —
Chiny, ██ — Japonia, ██
— mahometanie, ██ — te-
rytorium niezależne, ██ —
Moskowia.[294][295] Z powyższą są zgodne inne prognozy.
„[…]Fantazja Karaganowa w wielu punktach jest zbieżna z »obrazem pożąda-
nego jutra« Jürgensa. Co ciekawe w obu tych tekstach uznaje
się, że pesymistyczny dla Rosji wariant rozwoju sytuacji jest bardziej prawdopo-
dobny. Zasadnicza różnica pomiędzy nimi polega na tym, że Jürgens początkowo
zakładał, że w Rosji istnieją siły (»myśląca mniejszość«) zdolne
do przeprowadzenia modernizacji, natomiast Karaganow z góry założył
brak jakichkolwiek wewnętrznych impulsów modernizacyjnych.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 135/419
W obu raportach można więc wyodrębnić dwa scenariusze dla Rosji –
mniej prawdopodobny »idealistyczny« i bardziej prawdopodobny »inercyjny«.
Ponieważ Igor Jürgens i Siergiej Karaganow wchodzą w skład intelektualnego
zaplecza władz państwowych, zarówno ich fantazje, jak i ich realizm można
uznać za ważne przejawy rosyjskiego myślenia strategicznego
[…]”[233][283]
Obawy rozpadu Moskowii wyrażają publicznie nie tylko eksperci, ale też prezydent FR.
„- Konflikty etniczne są »śmiertelnie niebezpieczne« dla Rosji i mogą
spowodować jej rozpad, jeśli rządowi nie uda się zapobiec nacjonalizmowi
przechodzącemu w przemoc i bardziej zdecydowanie likwidować rozru-
chy - powiedział Dmitrij Miedwiediew.
22

Prezydent Rosji powiedział, że milicja musi działać twardziej, by tłumić
takie zamieszki, do których doszło 11 grudnia nieopodal Kremla. Fani piłki noż-
nej i rasiści skandujący »Rosja dla Rosjan« starli się z milicją i pobili ludzi
z mniejszości etnicznych na Kaukazie.
Miedwiediew powiedział w trakcie posiedzenia organu doradcze-
go - Rady Państwowej - że regionalne władze muszą ściślej współpracować
z grupami etnicznymi w celu zapobieżenia wzrostowi agresywnego nacjonalizmu.
- Konflikty międzyetniczne są śmiertelnie niebezpieczne dla Rosji – po-
wiedział Miedwiediew, podkreślając, że nie wolno dopuścić do tego, by jacyś
»głupcy zniszczyli nasz wspólny dom«.
Podczas posiedzenia doszło do wymiany zdań między prezydentem
a premierem - piszą agencje. Premier Władimir Putin wskazał na ZSRR jako
na przykład przyjaznych kontaktów między różnymi grupami etnicznymi. Prezy-
dent Miedwiediew oświadczył, że doświadczeń radzieckich nie można powtórzyć.
- Czy możemy powtórzyć to, co zostało zrobione w czasach
ZSRR? Nie, to niemożliwe - powiedział Miedwiediew przypominając, że Związek
Radziecki był państwem opartym na ideologii i bardzo surowych prawach.
- Rosja jest inna - dodał.
11 grudnia doszło do starć pseudokibiców piłkarskich i nacjonalistów
z milicyjnymi siłami specjalnymi OMON na Placu Maneżowym, w samym sercu
Moskwy. Obrażeń doznały 32 osoby, a 66 zostało zatrzymanych,
gdy manifestacja przekształciła się w starcia między milicją a tysiącami nacjona-
listów i fanów piłki nożnej; domagali się ukarania winnych śmierci jednego
z kolegów, który zginął w bójce z przybyszami z Kaukazu. To zdarzenie wywołało
kolejne akty przemocy podyktowane ksenofobią.
(PAP)”
Prognozy nowsze też nie są wolne od pesymizmu:
„W Moskwie zakończył się okrągły stół niezależnych ekonomistów, pod-
sumowujących czteroletnią kadencję Miedwiediewa-Putina. Wynik ich dociekań
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 136/419
nie jest dla tej pary optymistyczny. Uczestnicy spotkania uznali, że w Rosji mo-
że się powtórzyć rok 1991, kiedy po rozpadzie ZSRR jej gospodarka
się załamała, a ona sama znalazła się na skraju rozpadu.
[…]Sektor surowcowy rosyjskiej gospodarki osiągnął maksimum swoich możli-
wości, a niesurowcowy tkwi wciąż w zapaści. W państwie może
dojść do »nowego 1991 roku«, czyli gospodarczego załamania[…]”[296]
Warunkiem realizacji sposobów zapobieżenia rozpadowi FR zaproponowanych
przez prezydenta FR jest dysponowanie pieniędzmi. Do rozpadu FR też jest przekonana jej opinia
publiczna.
„[…]Rosjanie z pesymizmem patrzą w przyszłość. Niedawno
w plebiscycie Echo Moskwy ponad 80 proc. słuchaczy uznało, że Rosja
nie utrzyma jedności terytorialnej.”[297]
Są tworzone instytucje, których celem jest znalezienie sposobów zachowania integralności
FR.
„W Rosji powołano grupę ekspertów z grona najwyższych urzędników
państwa, która bada genezę ludowych rewolucji w Tunezji i Egipcie. Władze kra-
ju obawiają się powtórzenia u siebie wydarzeń, do których doszło w Afryce Pół-
nocnej. - Tam przepaść między bogatymi a biednymi wynosi 1 do 5, w Rosji
1 do 16 - mówi jeden z członków powołanego zespołu.
W skład zespołu weszli najwyżsi przedstawiciele MSW, służb specjalnych
oraz kancelarii prezydenta Rosji. Zespół, który zbiera się w jednym z budynków
rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego, ma przygotować rekomendacje
dla rządzących jak uniknąć scenariusza, który spotkał obalone reżimy w Tunezji
i Egipcie.
- Pozycja Rosji w tym regionie jest teraz mocno osłabiona - powiedział
anonimowo gazecie »Argumienty i fakty« jeden z członków zespołu, pracownik
kancelarii prezydenta Federacji Rosyjskiej. - To, co obserwujemy, świadczy
o tym, że mamy do czynienia z katastrofalną przepaścią między bogatymi
a biednymi. Tam (w Egipcie i Tunezji) różnica wynosi około
1 do 5. U nas - 1 do 16. Tak więc mamy co analizować - dodał.
[…]”[238]
Spadek cen węglowodorów ma też wpływ na opozycję w Moskowii:
„[…]
Wszystko zależy od cen ropy. Jeśli nie spadną, reżim w Moskwie może zlikwido-
wać opozycję w ciągu następnych kilku lat, jednych przekupując, innych zastra-
szając. W przypadku zapaści cen ropy i gazu, wpadnie w poważny kryzys, o wiele
gorszy niż ten w roku 2008 r. To będzie przede wszystkim kryzys Federacji Rosyj-
skiej[…]”[298]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 137/419
Kiedy światowe ceny węglowodorów spadną, opozycja Moskowii będzie bezpieczna.
Nie każda opozycja chce zachowania integralności terytorialnej FR. Obok takiej w Moskowii funk-
cjonuje opozycja separatystyczna. Kiedy tylko uzyska taką możliwość, będzie usiłowała swoje tery-
torium oderwać.
„[…]
Co czeka Rosję w przyszłości? Zniknie z mapy czy zostanie wasalem
Chin, jak przewiduje znany rosyjski pisarz Wiktor Jerofiejew?
Według mnie szkód wyrządzonych na rosyjskim społeczeństwie
przez 70 lat komunizmu nie da się już cofnąć. Nie wierzę, że Rosja
się kiedykolwiek podniesie.”[298]
FR może rozpaść się według takiego samego schematu, według którego rozpadł
się ZSRR. Przynajmniej w relacji Stanisława Szuszkiewicza, b. przewodniczącego parlamentu Bia-
łorusi:
„»Nawet mi przez myśl nie przeszło, że można zlikwidować Związek Ra-
dziecki, ale trzeba było przetrwać zimę. Ja i rząd chcieliśmy zaprosić (ówczesne-
go prezydenta Rosji Borysa) Jelcyna na Białoruś, żeby nas wspomógł w sposób
nierynkowy rosyjską ropą i gazem. Dlatego zaprosiłem go do Puszczy Białowie-
skiej na polowanie« - powiedział Szuszkiewicz.
Władze Białorusi nie chciały umawiać się za plecami Ukraińców
Ponieważ władze Białorusi nie chciały umawiać się w tej sprawie poza
plecami Ukraińców, postanowiły zaprosić także Leonida Krawczuka, który
1 grudnia 1991 r. został prezydentem tego kraju.
»Tym posobem spotkaliśmy się we trzech w Wiskulach w Białowieży. Za-
prosiliśmy ekspertów, żeby uzgodnić tam na miejscu wszystkie zobowiąza-
nia - kto komu i na jakich warunkach dostarczy ropę naftową i co otrzyma
w zamian. To były bardzo skomplikowane kwestie, dlatego nasze delegacje były
bardzo mocne« - opowiada Szuszkiewicz.
Kiedy jednak uczestnicy spotkania zasiedli 7 grudnia wieczorem
do rozmów, natknęli się na problem praktyczny: skoro istnieje Związek Radziecki,
należałoby zwrócić się o zaakceptowanie umów w sprawie surowców
do prezydenta ZSRR Michaiła Gorbaczowa.
»A Jelcyn został wybrany przez mieszkańców Federacji Rosyjskiej
na prezydenta 12 czerwca ogromną większością już w pierwszej turze - dostał
56 proc. głosów. Jak mógł prosić o to Gorbaczowa? Uważał, że jest ważniejszą
postacią w Związku Radzieckim niż on« - relacjonuje Szuszkiewicz.
»Związek Radziecki jako rzeczywistość geopolityczna i podmiot prawa
międzynarodowego przestaje istnieć«
Jeden z najbliższych doradców Jelcyna i wicepremier Giennadij Burbulis
zaproponował wtedy podpisanie dokumentu stwierdzającego, że »Związek Ra-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 138/419
dziecki jako rzeczywistość geopolityczna i podmiot prawa międzynarodowego
przestaje istnieć«. »Posłuchałem i powiedziałem: ja to podpiszę. To samo Kraw-
czuk« - mówi Szuszkiewicz.
[…]”[299]
Historia może się powtórzyć. Znowu ktoś będzie chciał coś od kogoś. I znowu warunkiem
porozumienia może być podpisanie dokumentu stwierdzającego , że jako rzeczywistość geopoli-
tyczna i podmiot prawa międzynarodowego istnieć przestaje Federacja Rosyjska. Jakiś gubernator
czy inna szycha na wyraju może wpaść na genialny pomysł, że ze stołka nie poleci, jeżeli zrzucić
go z niego nie będzie komu.
Historycy uczą nas, że były dwie wojny światowe. Pierwsza — 1914÷1918. I druga —
1939÷1945. Ale trafiają się też i tacy historiozofowie, którzy twierdzą, że wojna była jedna, trzy-
dziestoletnia — 1914÷1945. Z dwudziestoletnią przerwą między rundami na odbudowanie
sił. Być może w przyszłości historycy będą twierdzili, że nie było dwóch rozpadów:
ZSRR i FR. Był tylko jeden rozpad Moskowii z dwudziestoletnią przerwą między rundami
na nieskuteczne ratowanie FR.
„[…]Rosja jest dziś słabszym państwem, a zagrożenie rozpadem
jest większe niż w 1993 r.[…]”[300]
W obliczu nieuchronności rozpadu przywódcy Moskowii stoją przed tym samym proble-
mem, co przywódcy III Rzeszy Niemieckiej — odpowiedzialności karnej za swoje zbrodnie.
Po rozpadzie FR byli przywódcy i funkcjonariusze Moskowii będą ścigani tak samo,
jak zbrodniarze III Rzeszy Niemieckiej, jak podejrzani o popełnienie zbrodni na terenie byłej Jugo-
sławii, Rwandzie, etc., etc. Powstaną odpowiedniki Centrum Szymona Wiesenthala. Przywódcy
FR wiedzą o tym bardzo dobrze i z pewnością zawczasu podejmą starania zaradzenia temu.
Gdyby szefowie specsłużb Moskowii nie podjęli odpowiednich działań, ściganie zbrodnia-
rzy Moskowii wyglądałoby, jak ściganie zbrodniarzy III Rzeszy Niemieckiej. Dynamikę Ścigania
zbrodniarzy III Rzeszy Niemieckiej można zobrazować modelem pożaru. Sukcesy złapania po-
przednich zbrodniarzy podsycały żarliwość ścigania następnych. Nawet końce są podobne. Dopala-
jący się pożar usiłuje podpalić, co się tylko da. Kiedy przegrzebuje się pogorzelisko, znajduje
się ślady oddziaływania pożaru na przedmioty, których przedtem o to się nie podejrzewało. Podob-
nie po wyczerpaniu się autentycznych zbrodniarzy III Rzeszy Niemieckiej, usiłuje się ścigać osoby
podobne. Przez jedną trzecią (32,23%) drugiej wojny światowej Moskowia i III Rzesza Niemiecka
były sprzymierzeńcami i zbrodnie popełniały razem. Kiedy upowszechni się wiedza o pomocy Hi-
tlerowi w zdobyciu władzy nad Niemcami[44], zbrodnie III Rzeszy Niemieckiej mogą zostać włą-
czone do zbrodni Moskowii, jako ich podzbiór. Ze względu na korzyści przerzucanie win III Rzeszy
Niemieckiej na Moskowię może stać się półoficjalną czy nawet oficjalną polityką Niemców. Pożar
ścigania zbrodniarzy III Rzeszy Niemieckiej może przerzucić się na zbrodniarzy Moskowii
i płynnie być kontynuowany.
„[…]Gdyby zbudowano nekropolię katyńską w Polsce, stworzono
by w ten sposób pierwszy tak wielki pomnik ofiar sowieckiego ludobójstwa, do-
równujący znaczeniem KL Auschwitz — symbolowi ludobójstwa niemieckiego.
Odwiedzające nasz kraj oficjalne delegacje państwowe składają wizyty
w KL Auschwitz, oddając hołd ofiarom Niemców. Gdyby w ten sam sposób mogły
oddać hołd ofiarom Sowietów, zbrodnie stalinowskie — których ogromu
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 139/419
świat zdaje się do dziś nie dostrzegać — spotkałyby się w oczach światowej opi-
nii publicznej z takim samym potępieniem jak zbrodnie hitlerowskie[…]”[142]
„[…]to przeklęta ziemia. Dlatego chciałbym, by wszystkie cmentarze ze wschodu
przenieść do Polski, żeby ciała pomordowanych w Miednoje czy w Smoleńsku
spoczęły w naszej ziemi. Żeby stworzyć dla nich wielkie mauzoleum,
coś monumentalnego, miejsce budowania pamięci narodu. To jest jednak zadanie
dla architektów, a nie dla mnie.
[…]”[301]
„[…]Witomiła Wołk-Jezierska, Wanda Rodowicz, Krystyna Krzyszkowiak, Stani-
sław Drabczyński i kilkoro innych krewnych zamordowanych
przez NKWD oficerów wysłało listy do szefa MSZ Radosława Sikorskiego.
Chcą, by do kraju wróciły z Rosji szczątki ich krewnych, pochowanych
na cmentarzach w Katyniu i Miednoje[…]
– Miejsce bohaterów jest w Polsce. Marzę, by wreszcie tu postawić
dziadkowi pomnik. Cała moja rodzina, bo wniosek, jaki złożyłam
w MSZ 16 stycznia, kieruję w imieniu 80 krewnych, nie godzi się, by szczątki
dziadka pozostały w obcej ziemi. W Katyniu czy Miednoje nie ma nawet porząd-
nych grobów, tylko tabliczki, gdzie trudno położyć kwiaty. Poza tym nie uznajemy
rosyjskich »memoriałów« za prawdziwe wojskowe cmentarze – twierdzi Wanda
Rodowicz.
[…]”[302]
„To, że nie powstał jeszcze klub krajów poszkodowanych przez Rosję So-
wiecką, domagający się wypłaty odszkodowań za zbrodnie i rabunki, wynika naj-
prawdopodobniej z połączenia głupoty rządzących w tych krajach polityków
z pracą działającej wewnątrz nich postsowieckiej agentury. Ale oto z zupełnie
nieoczekiwanej strony pojawiła się pierwsza jaskółka w tej sprawie – prezydent
Iranu Ahmadineżad zaapelował o rozpoczęcie debaty nad tym problemem.”[303]
Ściganie zbrodniarzy Moskowii może mieć przebieg bardziej drastyczny od ścigania zbrod-
niarzy III Rzeszy Niemieckiej z porwaniem Adolfa Eichmanna przez Mossad
14 maja AD 1960 w Bancalari w Argentynie włącznie. Może być bardziej podobne do wojny do-
mowej w Moskowii po puczu Lenina i Wielkiej Czystki Stalina. Takie praktyki już podjęto
w ramach przygotowań do sprzedaży specsłużbom państw zachodnich nadmiaru agentury mającego
powstać na skutek kontrolowanego rozpadu ZSRR.
„[…]»Merc« na przełomie lat 80. i 90. był oskarżony o malwersacje finansowe
i spędził ponad 1,5 roku w więzieniu. Stało się to prawdopodobnie z powodu kon-
fliktu, jaki zaistniał na linii komunistyczny wywiad wojskowy — Służba Bezpie-
czeństwa. Obrońcą Załuski w procesie karnym był adwokat Władysław Pociej,
według dokumentów IPN k.o. »Lucky« (o czym pisaliśmy w poprzednich wyda-
niach »Gazety Polskiej«).
W latach 90. Jan Załuska został porwany i był torturowany w celu wyłu-
dzenia okupu w wysokości 600 tys. dol. Według prasy za jego porwaniem mieli
stać oficerowie WSI, którzy nielegalnie próbowali przejąć Rafinerię Trzebinia.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 140/419
[…]”[304]
Najgorliwsi łowcy zbrodniarzy Moskowii będą rekrutowali się z funkcjonariuszy średnich
i niższych szczebli specsłużb Moskowii i agentów wpływu. Ze ścigania zbrodniarzy Moskowii
uczynią swój sposób na życie, źródło utrzymania i sadystyczną rozrywkę wywierania zemsty
na swoich byłych przełożonych, których własną ręką strącili z ich stanowisk w niebyt i poniżenie.
Jeżeli szefowie specsłużb Moskowii nie podejmą odpowiednich działań, pożar ścigania
zbrodniarzy Moskowii nie wygaśnie, dopóki ostatni szczur nie zostanie wyciągnięty z ostatniej
dziury, a wszystkie potencjalne kryjówki sprawdzone po wielokroć.
Jak można obronić się przed pożarem? Np. traper broni się przed pożarem prerii podpalając
ją samemu, czym bliżej siebie. Na początku ogień nie jest groźny. Można bezpiecznie przebywać
blisko niego. Żeby ogień mógł stać się groźny, musi od trapera podpalacza oddalić się na odległość,
z której już mu krzywdy zrobić nie może. Najskuteczniejszą zaporą przed ogniem jest pogorzelisko.
Podobnie szefowie specsłużb Moskowii, jeżeli za podpałkę użyją tych swoich agentów, których
chcą sobie zachować, mogą pożar ścigania zbrodniarzy Moskowii ograniczyć wyłącznie
do agentów, których przeznaczyli do redukcji. Wtedy kierunek pożaru będzie przebiegał
od nich na zewnątrz. Dodatkowo mogą pożarowi nadać charakter słomianego ognia.
Wraz ze spalaniem niepotrzebnej agentury równolegle będzie się wypalał zapał do ścigania zbrod-
niarzy Moskowii. Aby to mogło nastąpić, los spalanych agentów musi być tak straszny, żeby budził
grozę taką, aby w międzynarodowej opinii publicznej wzbudził litość. O chicagowskich rzeźniach
mówiło się, że w nich nic się nie marnuje, nawet kwik zarzynanych świń jest wykorzystywany jako
syrena fabryczna; Moskowia swoich utylizowanych agentów spożytkuje nie mniej gospodarnie.


6.2. Konieczności
Motto 1
Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam.
Armand Jean de Richelieu (1585÷1642) – książę, kardynał, francuski
mąż stanu, pierwszy minister Francji od 1624 r.
Motto 2
Kto panu służy wiernie,
Tenu mu za to pierdnie!
Przysłowie śląskie
Motto 3
Berman oraz Minc Hilary,
ludowej władzy dwa filary,
leżą strzaskane Gnoma ręką
i nawet im nie wolno jęknąć!
Janusz Szpotański[305]
Motto 4
Ten niepokój dopadnie nas zawsze i wszędzie -
Pamiętamy, co było
Więc wiemy - co będzie.
Jacek Kaczmarski[306]
Motto 5
Zapamiętajcie, że za nieszczerość i tchórzostwo zawsze trzeba płacić.
Nie wyobrażajcie sobie, że przez całe lata można uprawiać służalczą propa-
gandę na rzecz radzieckiego lub też jakiegokolwiek innego reżimu, a potem
powrócić nagle do intelektualnej przyzwoitości. Raz się skurwisz – kurwą
zostaniesz.
George Orwell[307]
Motto 6
Dwie osoby mogą zachować tajemnicę tylko wtedy, jeżeli jedna
z nich nie żyje
Stare powiedzenie związane z amerykańskim światem przestępczym
Motto 7
Ruble rosyjskie, widzę, bardzo niebezpieczne
Adam Mickiewicz
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 142/419
Zbrodniarze III Rzeszy Niemieckiej uciekli do Ameryki Południowej.
„[…]Gdy ulotni się gaz czy też raczej generowane przez jego sprzedaż góry do-
larów, z Rosji ulotni się zapewne także kilka wybitnych osobistości[…]”[308]
Przywódcy Moskowii są w sytuacji lepszej o tyle, że jeszcze dysponują terenem
przez wroga niezajętym zbrojnie. Mogą na tyle, na ile to jest możliwe, starać się powtórzyć opera-
cję rozpadu ZSRR, zawęzić granice i z terytorium FR wykroić państwo mniejsze, odpowiednik tego
czym dla ordy mongolskiej była Mongolia, a dla zbrodniarzy III Rzeszy Niemieckiej — Ameryka
Południowa. Ze względu na cel i funkcje może nosić nazwę roboczą, Azylia. Szefostwa specsłużb
Moskowii mogą na użytek wewnętrzny nazywać ją, Piemontem.
Azylia musi spełniać szereg wymogów. Pole powierzchni nie za duże i warunki miejscowe
w miarę jednolite, aby uniknąć następnego rozpadu. Być uznaną przez inne państwa,
ale jednocześnie nie mieć z nimi umów o ekstradycję. Utrzymywać dobre stosunki dyplomatyczne
z możnymi tego świata. Mieć dobrą prasę. Uczestniczyć w międzynarodowym systemie bankowym.
Być samowystarczalną gospodarczo i finansowo, co jest równoznaczne z posiadaniem cennych su-
rowców. Mieć dobre połączenia komunikacyjne z resztą świata. Z żadnego z sąsiadów nie można
przeprowadzić na Azylię ataku ani żaden z sąsiadów nie może zostać przejęty przez państwo
od Azylii silniejsze.
Na całym terenie FR nie ma miejsca, które spełniałoby wszystkie te warunki w stopniu do-
brym. Co najwyżej można wybrać miejsce takie, które warunki spełnia zaledwie zadowalająco.
Przy wyborze lokalizacji Azylii trzeba dokonywać kompromisy. Pole powierzchni Azylii
jest zbyt małe, aby objąć nim wszystkie te rejony, z których da się uzyskać korzystne wartości pa-
rametrów. Zwiększając jakość jednego, jednocześnie trzeba pogarszać inne.
Wydaje się, że względnie dobrą lokalizacją Azylii jest wybrzeże Pacyfiku. I to raczej
nie okolice Władywostoku, bo można spodziewać się, że ChRL z okazji skorzysta i tereny sporne
odbierze.
„[…]chińscy przywódcy, w tym sam Hu Jintao, nie pogodzili się z utratą daw-
nych chińskich terytoriów i nie wyobrażają sobie przyszłych Wielkich
Chin bez Mandżurii Zewnętrznej[…]”[309]
Nie jest to miejsce idealne. Klimat jest surowy, trzeba importować dużo żywności. Mała
atrakcyjność dla osadników. Wprawdzie zbrodniarze z krwią na rękach nad Pacyfik będą walili
drzwiami i oknami tak, że ich dopływ trzeba będzie ograniczać, ale oprócz nich jeszcze są potrzebni
ludzie do roboty, choćby do wydobywania surowców.
Daje się zauważyć podejmowanie kroków zmierzających w kierunku utworzenia
w przyszłości Azylii w tym miejscu.
„[…]program LDPR zawiera też akcenty liberalne. Zakłada m.in. ograniczenie
liczby podmiotów Federacji Rosyjskiej z 83 do 20. Proponuje także zwolnienie
z wszelkich podatków mieszkańców i przedsiębiorstw w Dalekowschodnim Okrę-
gu Federalnym, obejmującym cały obszar od Zabajkala po Czukotkę, Kamczatkę,
Sachalin i Kraj Nadmorski ze stolicą we Władywostoku — w sumie 15 obecnych
regionów. Zdaniem Żyrinowskiego, tylko w ten sposób da się zatrzymać odpływ
ludności z tego makroregionu i zbudować w nim silną gospodarkę[…]”[310]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 143/419
Cel powyższego programu jest jasny, przemieszczenie zasobów z tych terytoriów Federacji
Rosyjskiej, które zostaną utracone, do tych, na których ma być utworzona Azylia.
A w szczególności, zmniejszenie odpływu fachowców zanim do Azylii zaczną napływać zbrodnia-
rze. Te cele są widoczne lepiej w świetle przeprowadzonej analizy.
„[…]wykorzystując fakt, że jego wystąpienie transmituje kanał rosyjskiej telewi-
zji Rossija 24, poużywał sobie na wszystkich ekipach rządzących Rosją od czasu
rozpadu ZSRR. Pijanego wiecznie Jelcyna oskarżył, że wydał Rosję
w pacht Żydom i omal nie doprowadził do rozpadu Rosji. Putinowi
i Miedwiediewowi zarzucił brak skuteczności. Nie atakował ich osobiście.
Nie wymienił nawet nazwisk. Mówił o nich »oni«, ale jednocześnie stwierdził,
że realizowany przez nich plan modernizacji kraju nic nie dał i skończył
się »przewałem«. Jego zdaniem, kryzys w Rosji narasta we wszystkich dziedzi-
nach. Reforma armii skończyła się jej unicestwieniem, doprowadziła do spadku
dyscypliny, a w wielu jednostkach panuje zwyczajny burdel. Jako przykład tego
podał ostatnią serię wybuchów w składach amunicyjnych, które wydarzyły
się na skutek nieostrożności żołnierzy… Państwo, zdaniem Żyrinowskiego,
nie radzi sobie z klęskami żywiołowymi. Jego system przeciwpożarowy okazał
się całkiem bezradny wobec pożarów, które ogarnęły Rosję w minionym roku.
Zapaść panuje, według Żyrinowskiego, w rosyjskiej nauce. Rosyjskie uczelnie
nie liczą się w świecie i zdecydowanie odstają od zachodnich. Rosyjskie rolnic-
two nie jest w stanie wyżywić własnego narodu, a żywność wytwarzana
przez zakłady spożywcze nie odpowiada normom.
Eksport sierot
22

Żyrinowski podał jako przykład kilkanaście masowych zatruć w eożniego rodzaju
stołówkach i przedszkolach. Za największą klęskę uznał ciągłe zmniejszanie
się liczby ludności Rosji, zwłaszcza zaś malejącą liczbę etnicznych Rosjan, któ-
rych stan fizyczno-duchowo-moralny jest coraz gorszy; jako rasa ulegają
oni dalszej degradacji, ustępując miejsca muzułmanom. Lider LDPR skrytykował
też obecne władze Rosji za politykę »eksportu rosyjskich sierot« do krajów za-
chodnich, zwłaszcza do Niemiec. Uświadomił widzom, że w ostatnich latach oko-
ło 100 tysięcy rosyjskich dzieci zostało usynowionych przez niemieckie rodziny.
Zdaniem Żyrinowskiego, jest to dowód na kompletną klęskę polityki demogra-
ficznej Rosji… Konkludując swoje wywody, Zyrinowski nie pozostawił suchej nit-
ki na żadnej z dziedzin rosyjskiego życia[…]”[310]
Przy wybrzeżu Azylii ocean zamarza i komunikacja przez cały rok nie jest możliwa. Z tego
powodu nie będzie można oddać Japonii wysp Kurylskich, bo przy nich ocean nie zamarza.
Ale to znaczy, że nie będzie z nią dobrych stosunków. Blisko znajdują się terytoria, które
ChRL uznaje za utracone.
„[…]jedynym większym obszarem, do którego Chiny stale zgłaszają pretensje
i o który stoczyły nawet wojnę, jest rosyjski Daleki Wschód.
[…]”[311]
„[…]Pekin przewiduje odebranie Moskwie »prastarych chińskich
ziem zrabowanych na mocy nierównoprawnych traktatów«[…]”[312]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 144/419
Na rzecz poważnego traktowania zamierzeń ChRL przemawiają fakty. ChRL w niektórych
republikach byłego ZSRR dzierżawi terytoria, a nawet uzyskała aneksje terytorialne. Dołączenie
do grona tych republik Moskowii jest tylko kwestią czasu.[311] Granica ChRL może przesunąć
się na północ.[313] Azylia zlokalizowana w tym miejscu będzie leżała na kierunku osadnictwa
chińskiego.
„[…]
Azja Środkowa i Syberia są dla Chin naturalnym źródłem surowców
i pozbycia się nadwyżki ludności, ale Rosja nie jest żadnym przeciwnikiem.
Z tej perspektywy Pekin dąży raczej do jej zwasalizowania uzależnienia gospo-
darczego Syberii, czemu służą inwestycje na Uralu czy we Władywostoku,
a w przyszłości zapewne w innych ośrodkach. Syberia i Azja Środkowa stanowią
raczej tereny ekspansji[…]”[314]
Można je zatrzymać administracyjnie, ale póki Azylia będzie oblężoną twierdzą, nie będzie
się rozwijała.
„[…]Przez kilkanaście lat Moskwa walczyła w byłym ZSRR z wpływami
Zachodu — były »kolorowe rewolucje«, były »kontrrewolucyjne« działania rosyj-
skie. Teraz jednak można mówić już o »wojnie na dwa fronty«. To, co od dawna
przewidywano, wreszcie się realizuje — rozpoczęła się otwarta ekonomiczno-
polityczna ekspansja Chin w Azji Centralnej.
[…]
Okazuje się, że strategiczną pomyłką Moskwy było uznawanie przez wiele
lat za głównego przeciwnika w Azji Centralnej Zachodu i zgoda
na wzrost znaczenia Chin[…]”[250]
Dość dobry opis wypierania Moskowii z Azji Środkowej i Wschodniej (Daleki
Wschód) dał Rybczyński
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 145/419

(foto. Mariusz Troliński)[315].
Innym polem konfrontacji
z ChRL jest Przejście Północno-
Wschodnie[316].
„[…]Na arktyczną scenę
wkracza coraz śmielej inny global-
ny gracz. W marcu 2010 r. chiński
kontradmirał Yin Zhuo oświadczył:
»Chiny muszą odgrywać niezbędną
rolę w eksploracji Arktyki, bo mamy
jedną piątą populacji świata«. Pe-
kin stara się rozwijać stosunki
z »krajami arktycznymi«
i uczestniczyć w takich organiza-
cjach, jak Rada Arktyczna.
Ale na spotkaniu w Nuuk Rosja
storpedowała pomysł nadania Chi-
nom statusu obserwatora Rady
Arktycznej. Nie przeszkadza to Pekinowi słać na Daleką Północ jednej ekspedycji
naukowej za drugą. A największy lodołamacz świata pływa pod banderą
nie rosyjską czy amerykańską, ale chińską. Nazywa się »Xue Long« (Śnieżny
Smok).”[317]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 146/419
I najważniejsze. W pobliżu znajdują się silne centra krystalizacji geopolitycznej: Chiny, Ja-
ponia i Korea Południowa.
Światowa kariera Księstwa Moskiewskiego zaczęła się od umieszczenia w jego granicach
centrum krystalizacji geopolitycznej. Dokonał tego Piotr I. Zrabował Finom
część ich ziem i zbudował tam Petersburg. Piotr I dokonał sztukę nie lada, przeniósł centrum kry-
stalizacji geopolitycznej z granic Rzeczypospolitej i umieścił je w granicach swojego państwa. Jego
następcy utrzymali centrum krystalizacji geopolitycznej i umacniali je. Utrata centrum krystalizacji
geopolitycznej z granic państwa była główną przyczyną upadku Pierwszej Rzeczypospolitej. Ma-
gnaci, którzy wcześniej w swoich sprawach jeździli do Warszawy, zaczęli jeździć do Petersburga.
Skutki przeniesienia centrum krystalizacji geopolitycznej z granic Rzeczypospolitej
i umieścił go w granicach Moskowii zauważył Mickiewicz i opisał trochę marginalnie w „Panu Ta-
deuszu” (w interpretacji Mateusza Matyszkowicza):
„[…]moglibyśmy mówić o postawie Telimeny. Chowała ona w biurku
plan Petersburga, który stanowił dla niej prawdziwą stolicę i kulturowy
punkt odniesienia. To ona, razem z Hrabią, nie rozumiała »Sopliców choroby«,
którą jest przywiązanie do polskości. Petersburg jest dla Telimeny wyzwoleniem:
tam wchodzi się na salony i obcuje się z siłą. Wyjazd tam to porzucenie indyków
i kurek – tego wszystkiego, co nasze i wsiowe. Ta emancypacja osobista, kulturo-
we wyzwolenie, nie idzie jednak w parze z politycznym wyzwoleniem.
To wyzwolenie przez zlanie się z tym, co obce i despotyczne.
Rozmowa Telimeny i Hrabiego z Tadeuszem – ta, w której omawiane
są sprawy sztuki i pejzażu – jest dobrym odniesieniem dla dzisiejszych dyskusji
o zakresie debaty publicznej. Wspierany przez Telimenę Hrabia wykłada
tu klasycystyczny pogląd o sztuki piękne, konieczności oparcia jej na określonych
prawidłach i ustalonym zestawie kolorystycznym. Niebo włoskie, o którym mówi
Hrabia, schematyzm przedstawień postaci – to wszystko, co ma być nałożone
na soplicowski pejzaż, ma go przetwarzać, okcydentalizować, choćby
pod wschodnim patronatem, to wszystko powtarza się i teraz, tak by soplicowski
gust nie mógł się przebić, by został unicestwiony i wyśmiany.
A zatem to wyzwolenie artysty, a w domyśle i wyzwolenie Polaka, musi
mieć ramy wzięte z zewnątrz, przygotowane wcześniej i praktykowane gdzie in-
dziej. Tak, by wszelka indywidualność rozmyła się w gotowym schemacie.
Telimena i Hrabia nie chcą władzy dla siebie – oni tak naprawdę
nie tworzą ideałów. Ich zadanie sprowadza się do pouczania,
a więc multiplikowania własnych postaw. Wprowadzając cudzą władzę, uspra-
wiedliwiają się z własnej niesamodzielności i niemocy. Czym byłoby
dla nich wolne słowo, jeśli nie objawem soplicowskiej choroby, która
nie chce przyjąć ani wspaniałości ulic Petersburga, ani wzorczości włoskiego
nieba?
Stoi za tym rozumowanie parapatriotyczne, to jest takie, które próbuje
uzasadnić własne zaprzaństwo – służbie narodowym interesom, zniewolenie –
kulturową emancypacją i wreszcie politykę – estetyką. I przede wszystkim
lęk przed władzą i podmiotowością – politycznym realizmem.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 147/419
Dla reprezentanta takiej postawy ktoś, kto wychyla się z szeregu
i odmawia marszu w stronę tego obcego zbawienia, ten jest narodowym szkodni-
kiem, zaprzańcem jeszcze większym od niego samego, zdrajcą i w ogóle wszyst-
kim, co najgorsze.
Sopliców choroba zatem nie tylko jest dla Telimeny śmieszna – przede
wszystkim czai się w niej niebezpieczeństwo dla pewnego projektu politycznego.
[…]”[318]
Tak samo Azylia może być zbyt słaba na wytworzenie i utrzymanie w swoich granicach cen-
trum krystalizacji geopolitycznej. Bliskość trzech silnych centrów krystalizacji geopolitycznej:
Chin, Japonii i Korei Południowej może sprawić, że Azylia stopnieje jak bałwan śniegowy
na wiosnę.
Budowa Azylii zacznie się z poziomu bardzo niskiego. Z początku będzie bardzo słaba
i podatna na zagrożenia. Ta operacja jest bardzo ryzykowna. Wymaga czasu i spokoju. Szefostwa
specsłużb Moskowii zrobią wszystko, aby uwagę światowych graczy politycznych skierować
na inne wydarzenia.
Twórcy Azylii, szefowie specsłużb Moskowii, postarają się o zapewnienie jej względnej
przewagi nad sąsiedztwem. Najlepiej, gdyby Azylia była wyspą rozwoju i dobrobytu na pustyni po-
piołów. Rozpadowi FR i organizowaniu Azylii będą towarzyszyły burzliwe wydarzenia: akty terro-
ru, wojny, konflikty zbrojne, zamieszki, ruchawki, niepokoje, zorganizowana przestępczość, maso-
we rabunki, akty dywersji, strajki, zwiększona podaż narkotyków itp. W największym natężeniu
będą przebiegały na terenie rozpadającej się FR, ale szefostwa specsłużb Moskowii zrobią wszyst-
ko, co w ich mocy, aby rozciągnąć ja na czym większy obszar całego świata. Poza wszystkim in-
nym, obecnie migracja przebiega z terenów najdogodniejszych do utworzenia Azylii na zachód.
Duże zniszczenia materialne mogą migrację odwrócić i skierować do Azylii. Moskowia zamęt
na świecie sieje już teraz.
„[…]wszędzie GRU-ista siał chaos — od Ameryki Łacińskiej przez Afrykę
do Azji. A chaos to zagrożenie dla »Pax Americana«. Amerykanom tymczasem
(szczególnie Departamentowi Stanu) zależy na stabilizacji. Kłopoty
dla USA oznaczały, że Waszyngton miał mniej czasu i środków, aby zwracać
uwagę na Moskwę. Postsowiecka Rosja mogła więc w tym czasie zbierać siły,
podnosić się z zapaści[…]”[319]
Teraz zamęt zostanie dokonany na skalę o wiele większą. Maksymalną. Przy wykorzystaniu
wszelkich dostępnych środków.
Pozostaje problem samego miasta Moskwa. Brak surowców sprawia, że Azylia swoimi gra-
nicami Moskwy objąć nie może. Zostawienie Moskwy jest dla Azylii bardzo niebezpieczne.
W pozostawionej Moskwie mógłby utworzyć się ośrodek władzy, który Azylii mógłby zagrozić.
Ten ośrodek władzy mógłby utworzyć się z sił miejscowych albo z obcych. Kiedy to się stanie,
Azylia będzie mogła tylko bezradnie obserwować wzbierającą potęgę.
Moskale już raz zniszczyli swoją starą stolicę. Miało to miejsce podczas kampanii francu-
sko-rosyjskiej 1812÷1813. Różnica polega na tym, że wtedy ją odbudowali, a teraz nie odbudują.
Chodzi o to, aby nikt nie mógł wjechać na Kreml na białym koniu przez bramę w Wieży Spasskiej
i przejeżdżając uderzyć w nią mieczem ceremonialnym lub szablą mahometańską.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 148/419
„[…]
Jestem pewien, że kiedy zapanuje w Rosji islam, Maria Gieorgiewna od-
szuka dowody na to, że jej wielki rodzic całą wojnę nosił Koran za pazuchą,
a adiutanci na wszystkich fraontach wozili za nim dywanik modlitewny. I ciągle,
biedaczysko, chciał odbyć pielgrzymkę do Mekki na bosaka, ale się nie udało…
Przeklęci koniunkturaliści z KC przeszkodzili.
[…]”[320]
Zburzenie niczego nie daje. Wszystko zburzone można odbudować. Odbudowa nie musi
być dokładna. Odbudować można byle jak. W ogóle nie trzeba odbudowywać. Na gruzach można
postawić cokolwiek. Łuk triumfalny. Bramę powitalną. Skażenia chemiczne i biologiczne
są krótkotrwałe i łatwo je usunąć. Pozostaje tylko jedno. Skażenie radionuklidami.
Nad Moskwą w ramach organizowania Azylii może zostać odpalona brudna bomba. Poza
pozbyciem się konkurencji, zbrodniarze moskowicińscy mogą upozorować własną śmierć.
Z powodu wysokiej radioaktywność nikt nie sprawdzi, czy ich ciała leżą pod gruzami Moskwy.
Może to być bardzo użyteczny argument przeciwko wścibskim sprawdzającym, czy w Azylii ukry-
wają się zbrodniarze Moskowii.
„[…]14 września 2009 r. na terenie jednostki wojskowej 57604 w Tambowie
(400 km od Moskwy), gdzie mieści się dowództwo Głównej Dyrekcji Wywiadu
Sztabu Generalnego, doszło do potężnego pożaru, podczas którego (według ofi-
cjalnych danych) zginęło pięć osób, a 14 odniosło obrażenia. Zniszczeniu uległa
znaczna część budynków, a szczególnie te, w których przechowywano tajne ar-
chiwum GRU, związane m.in. z operacjami wojskowymi na terytorium Abchazji.
Na miejscu natychmiast zjawili się zastępca ministra obrony Rosji i wielu wyż-
szych oficerów służb wywiadu. W Tambowie stacjonowała 16. brygada specjalna
GRU, »wsławiona« w 2008 r. walkami w Abchazji, a wcześniej w Czeczenii
i Afganistanie.
Pojawiły się wówczas spekulacje, że pożar nie powstał z powodu zwarcia
instalacji elektrycznej (jak głosiła wersja oficjalna), a był efektem precyzyjnej
akcji grupy komandosów, wykonujących zadanie zniszczenia archiwum wywiadu
wojskowego. Do ataku miało dojść 13 września, trwał tylko 15 minut,
a do wywołania gigantycznego pożaru użyto pocisków zapalających. W Dyrekcji
GRU w Tambowie miały znajdować się dokumenty dotyczące wielu operacji
CIA, ataku terrorystycznego z 11 września 2001 r., ale też materiały wskazujące
na powiązania ważnych polityków światowych, w tym Busha i Cheneya,
ze słynną organizacją wojskową Blackwater Worldwide (obecnie Xe Services
LLC), którą CIA i izraelski Mossad miały wykorzystywać do likwidacji terrory-
stów al Kaidy. Rosyjski wywiad wojskowy miał również dysponować materiałami
wskazującymi, że za zamachami na byłego premiera Libanu Rafika Haririego
i premier Pakistanu Benazir Bhutto stała Blackwater.
Atak na obiekty GRU w Tambowie łączono z niespodziewanym lądowa-
niem samolotu premiera Izraela Beniamina Netanjahu (udającego się do Gruzji)
na terenie jednej z baz rosyjskich 10 września i jego spotkaniem z prezydentem .
Netanjahu miał wówczas zażądać natychmiastowego zwrotu dokumentów
i agentów Mossadu schwytanych przez Rosjan na pokładzie frachtowca »Arctic
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 149/419
Sea«, którym Rosjanie przewozili elementy rakiet S-300 oraz materiały
dla irańskich instalacji nuklearnych. Ludzie, którzy 24 lipca 2009 r. weszli
na pokład rosyjskiego statku, byli agentami Mosadu, mającymi za zadanie
sprawdzić ładownie frachtowca. Gdy okazało się, że na Arctic Sea znajdują
się poszukiwane obiekty, zdecydowano o jego uprowadzeniu, podejmując jedno-
cześnie pertraktacje z Rosjanami.
Trudno powiedzieć, która wersja zdarzeń odpowiada prawdzie.
Czy pożar w Tambowie był efektem ataku grupy komandosów i światowej
gry tajnych służb, czy – jak głosiła inna hipoteza – chodziło o zniszczenie dowo-
dów obciążających wysokich rangą dowódców armii rosyjskiej i oficerów
GRU w związku z działaniami Specnazu w Abchazji i nadzorowanymi
przez służby »aktami terrorystycznymi«?[…]”[321]
Być może ten pożar był próbą przed zwijaniem interesu w FR, analogiczną do jesieni ludów
przed przeprowadzeniem kontrolowanego rozpadu ZSRR. Ale to też może być początek samego
zwijania interesu.
Azylia zacznie z czystym kontem. Będzie państwem całkiem nowym. Z FR łączyć
jej nie będzie nic. W każdym bądź razie mniej niż jakiekolwiek inne państwo powstałe po rozpadzie
FR. FR zostanie zlikwidowana jak firma krzak. Zostanie po niej tylko trochę dymu w powietrzu,
który szybko się rozwieje.
Są podejmowane kroki, których celu obecnie nie da się określić jednoznacznie.
„»Rosja potrzebuje nowej stolicy na wschodzie«
IAR Agnieszka Kamińska 04.04.2012
Eksperci przekonują, że Moskwa nie jednoczy całego kraju, co stwarza za-
grożenie rozpadem państwa.
Rosja potrzebuje nowej stolicy - pod takim tytułem »Niezawisimaja Gazieta«
przekonuje, że centrum administracyjne Federacji Rosyjskiej powinno zostać
przeniesione na wschód. Dwaj eksperci z Rosyjskiej Akademii Nauk twierdzą,
że skoncentrowanie całej władzy w europejskiej części kraju doprowadzi
do rozpadu państwa.
W opinii Nikołaja Szmieliewa z Instytutu Europejskiego coraz wyraźniejszy
jest podział Rosji na cześć centralną oraz Daleki Wschód i północ. Jego zdaniem,
w największym terytorialnie kraju świata, w którym mieszka ponad 140 narodów,
konieczne jest stworzenie ośrodka administracyjnego łączącego najdalsze zakątki
federacji. Według politologa Walentina Fiedorowa, Moskwa już nie spełnia
tej roli. Specjalista twierdzi, że obecna stolica stała się państwem w państwie,
skoncentrowanym na europejskiej części kraju.
Obaj eksperci przypominają, że narody Syberii i Dalekiego Wschodu coraz
mniej identyfikują się z Moskwą. Pojawiają się lokalne ruchy
na rzecz niezależności, co w konsekwencji doprowadzi do rozpadu federacji.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 150/419
Dlatego - zdaniem autorów publikacji - pierwszym krokiem do wzmocnienia pro-
cesów integracyjnych powinno być przeniesienie stolicy bliżej azjatyckiej części
państwa.
IAR, agkm”[322]
Szybkie przejęcie pomysłu przez władzę każe wątpić w działanie ekspertów z inicjatywy
własnej.
„Szef Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych Siergiej Szojgu, zatwierdzo-
ny przez obwodową dumę na stanowisko szefa obwodu moskiewskiego, uważa,
że stolica Rosji powinna znajdować się na Syberii.
»W ogóle na dobrą sprawę wszyscy o tym mówią, jestem jednym
z nich. Uważam, że stolicę trzeba przenieść gdzieś dalej, na Syberię. Przynajm-
niej ja tak uważam« - powiedział Szojgu.
Pochodzący z Tuwy Szojgu już wielokrotnie mówił o konieczności rozwo-
ju zarówno tego regionu, jak i Syberii w ogólnym zarysie. Właśnie
szef Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych zaproponował premierowi Władimi-
rowi Putinowi założenie korporacji, która zajmowałaby się rozwojem Syberii
Wschodniej i Dalekiego Wschodu - poczynając od zachodnich granic kraju kra-
snojarskiego kończąc na Kamczatce, Wyspach Kurylskich oraz Sachalinie.”[323]
To nie jest wyskok jednorazowy. Sprawa ma ciąg dalszy.[324] To może służyć:
- Utworzeniu Azylii
- Zmniejszeniu znaczenia Moskwy tak, aby w przyszłości, po rozpadzie FR, nie mogła posłużyć
nikomu do zbierania ziem ruskich
- Zniszczeniu Moskwy
- Dowolnej kombinacji powyższych.
Azylia będzie miała ten sam problem z nadmiarem agentury odziedziczonej po FR, który
miała FR z nadmiarem agentury odziedziczonej po ZSRR. Azylia nie będzie miała ani tylu oficerów
prowadzących, ani tyle pieniędzy, aby móc im wypłacać jurgielt. Nawet jeżeli specsłużby Moskowii
większości swojej agentury nie opłacają ze swojego budżetu, tylko wypuszczają ją na żerowiska[2].
„[…]pretorianie
mają odmienne nieco zdanie
o swojej przyszłej perspektywie —
czemu się zresztą trudno dziwić.
Brudną i mokrą swą robotą
przecież parają się nie po to,
by takie odnieść stąd korzyści,
że obłąkańczy sen się ziści
i że im także głowy utną,
bowiem ten sen się kończy smutno.
Przeciwnie — oni happy endu
pragną, więc boją się obłędu.
Kiedy zwycięskie toczą boje
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 151/419
ze straszną reakcyjną hydrą,
to chcą mieć pewność, że na zawsze
zdobędą to, co hydrze wydrą.
Fanatyzm lśniący w wodza oku
straszliwy budzi w nich niepokój,
asceza zaś napawa trwogą,
że im zdobycze zabrać mogą.
I tak się oto kończy sojusz
teoretyka z lumpem, bo już,
gdy każdy własną chce iść drogą,
powstaje problem: Kto tu kogo?
O, Rewolucjo w Permanencji —
tyś mrzonką jest inteligencji,
a ten twój cały krwawy przerób
daje rezultat równy zeru!
Szmaciak chce władzy nie dla śmichu,
lecz dla bogactwa, dla przepychu,
chce mieć tytuły, forsę, włości
i w nosie przyszłość ma ludzkości!
Więc czeka na stosowny moment,
by stuknąć mędrca w główkę łomem
[…]”[305]
Aby w specsłużbach i agenturze wpływu była dyscyplina, ich dowódcami muszą być dranie
więksi i twardziele twardsi od podwładnych. Po rozpadzie Moskowii znikną. Przywódcami Azylii
będą mędrcy. Nawet jeżeli w Moskowii byli kimś całkiem innym, w Azylii dla bezpieczeństwa,
dla maskirowki, dla kamuflażu, mędrców będą musieli udawać. I to udawać skutecznie. Jako mędrcy
sami będą się prosić o stuknięcie w główkę łomem. Jeżeli tego chcą uniknąć, zawczasu muszą za-
dbać, aby ich w główkę łomem stuknąć nie było komu.
Politykę zagraniczną Moskowii można porównać do tresowania psów bojowych. Kiedy Mo-
skowia była silna, mogła swoje psy szczuć, na kogo chciała i wypierać swojego z nimi związku.
Obecnie, kiedy Moskowia jest słaba, ranna i krwawi, musi niezwłocznie wszystkie swoje
psy powystrzelać, bo ją zagryzą.
„[…]samolubni bojarzy zgromadzenie wokół dobrego cara, to sfora psów. Jeżeli
poczują się zagrożeni, zagryzą przywódcę. Czeka go nowe brutalne star-
cie[…]”[206]
„[…]Nie byli teraz żołnierzami, lecz bandą łajdaków, morderców i gwałcicieli.
Poszliby bez słowa za pierwszym lepszym oprychem, poszliby dokądkolwiek —
do gangu, do ochrony łagru, albo rozwalać ludziom czerepy saperkami.
I niech ojczyzna nie poważy się ich rozliczać!
[…]”[155]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 152/419
Jeżeli grozi przechwycenie przez wroga, broń jest niszczona.
[…]trzyma palną świécę,
Biorą go - zginął - o nie, - skoczył w dół, - do lochów"!
"Dobrze - rzecze Jenerał - nie odda im prochów".[18]
Najgroźniejszą bronią jest agentura wpływu. Niewykorzystywana część agentury wpływu
też zostanie zniszczona, z tym że przy użyciu innych technik. Niektóre obiekty o znaczeniu militar-
nym wznosi się od razu z komorami na ładunki wybuchowe, żeby później nie tracić czasu
na wiercenie otworów. Podobnie Moskowia tworząc swoją agenturę wpływu wmontowała
w nią mechanizm autodestrukcji.
„[…]
VII
Kiedyś, dawno temu, towarzysz Lenin siedział w szałasie. Siedział
i marzył. Wiedział, że każda rewolucja musi zniszczyć swoich wrogów. Jednak
tak się jakoś zawsze składa, że rewolucja ma więcej wrogów niż przyjaciół.
To się po prostu wie, jakie grupy społeczne, jakie klasy, powinny zostać wykorze-
nione. Raptem towarzysz Lenin doznał olśnienia: przecież wróg może się ukryć
wśród najbliższych towarzyszy. Kto zamordował Juliusza Cezara? »Tu quoque,
Brute!« - wołał do swojego faworyta. Kto wysłał Robespierre'a na gilotynę?
Człowiek, który wyniósł go do rangi Najwyższej Istoty. Kto odsunął od władzy
Napoleona Bonaparte? Jego marszałkowie, którzy zawdzięczali mu wszystko.
Którzy za jego sprawą wspięli się do książęcych godności. A kto domagał
się poćwiartowania Jemieliana Pugaczowa? Jego podkomendni. Mało to historia
zna podobnych przypadków?
Jaka z tego nauka? Że zaufanych towarzyszy trzeba
mieć na oku. Im wyżej, tym większe zagrożenie, bo mocniej kusi chęć przejęcia
władzy. Przecież są w otoczeniu Lenina przyjaciele, których należałoby postawić
pod murem, zanim oni rzucą mu się do gardła. Dobrze byłoby
mieć przygotowaną zawczasu listę.
Towarzysz Lenin wyszarpnął z notesu kartkę, zmarszczył powieki, spoj-
rzał w dal — i począł notować nazwiska. Błyskawicznie zapisał cały karteluszek,
zdziwił się, po czym wyrwał następny. Po chwili i na nim zabrakło miejsca. Wte-
dy towarzysz Lenin wyjął granatowy skoroszyt dużego formatu, otworzył
do na pierwszej stronie i zaczął wszystko od początku. Zajęło mu to masę czasu.
Zapisał cały zeszyt. Znudziło go to.
Ale trud Włodzimierza Iljicza nie poszedł na marne.
VIII
Gdy komuniści przejęli władzę, powołali nadzwyczajne organa do walki
z kontrrewolucją i skierowali je do eksterminacji wrogich partii,
grup społecznych i całych klas. Ale towarzysz Lenin nie zapomniał o granatowym
zeszycie. Gdy likwiduje się całe wrogie klasy i grupy, dobrze jest nie zapominać
o przyjaciołach. Rewolucja ma wielu wrogów. Ale i przyjaciół na odstrzał
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 153/419
ma wielu. Nijak nie zmieszczą się w żadnym zeszycie. Toteż towarzysz Lenin we-
zwał do siebie towarzysza Stalina i nakazał kontynuować pracę.
Towarzysz Stalin zakasał rękawy. Ale szybko zrozumiał, że nie sposób
przez kilka miesięcy sporządzić listę wszystkich przyjaciół, którzy mogą
stać się wrogami. Wtedy towarzysz Stalin zlecił to odpowiedzialne zadanie
sprawdzonemu towarzyszowi, swojemu osobistemu sekretarzowi, Grigorijowi
Kannerowi. Przydzielił mu pomocników, dał odpowiedni lokal i powiedział: —
To będzie twoje główne i jedyne zajęcie.
Ktoś mógłby pomyśleć: — jak to możliwe? Przecież to towarzysz Stalin
otrzymał zadanie, a sam zrzuca je na innego? Bynajmniej. Oddajmy sprawiedli-
wość. Towarzysz Stalin nie zaniedbał roboty, tylko objął ją osobistym nadzorem.
Grisza Kanner przygotowuje listy nazwisk, a towarzysz Stalin sprawdza, korygu-
je, zatwierdza. Z wrogami rozprawia się Czeka, a Kanner opracowuje spisy przy-
jaciół, o których nie wolno zapomnieć.
Szybko wyodrębniło się kilka kategorii. Są przyjaciele wewnętrzni,
to znaczy radzieccy i zewnętrzni, a więc zagraniczni. Dla usprawnienia
prac z czasem powołano odpowiedni wydział. Listy nazwisk też podzielono
na dwie grupy, a Wydział Statystyki rozdzielono na departament wewnętrzny
i zagraniczny. Ale i jedni i drudzy przyjaciele dzielili się na mnóstwo klas, typów,
i gatunków. Dlatego Wydział Statystyki przekształcono w zarząd, kontrolujący
liczne wydziały i departamenty.
IX
Towarzysz Stalin nie tylko nadzorował układanie list nazwisk,
ale dodatkowo zaproponował systematyzowanie ich według określonych kryte-
riów: alfabetycznie, według stopnia szkodliwości przyjaciół, według kategorii
działalności. Ponadto towarzysz Stalin polecił, by listy w miarę możliwości skra-
cać. Nie czekać na rewolucję Światową, ale na bieżąco, po troszeczku, wybierać
niektórych przyjaciół i rozstrzeliwać. Tak przypadkiem. Na polowaniu. Albo tego
czy owego przyjaciela podczas kąpieli do dna.
63
Lub bladym świtem troszkę roz-
huśtać łódkę z samotnym rybakiem. Albo zarżnąć. Na stole operacyjnym.
Ale uwaga: wszystko ma być w białych rękawiczkach! Do realizacji
tych odpowiedzialnych zadań utworzono WMR: Wydział Mokrej Roboty.
Niektórych przyjaciół lepiej nie topić, tylko popchnąć pod nadjeżdżający
samochód. Albo pociąg. Tymczasem towarzysz Stalin zaleca, aby nie ograniczać
się do sporządzania samych list nazwisk, lecz na każdego przyjaciela zakładać
teczkę personalną.

63
Tak zostali zamordowani synowie płk. Ryszarda Kuklińskiego (przyp. G. R.)
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 154/419
W 1923 roku organizacja była już tak rozbudowana, że trzeba było wy-
myślić jakąś odpowiednią nazwę. Oczywiście to mógł być na przykład Zarząd
do Walki ze Zwolennikami Rewolucji Światowej. Ale to nie brzmi dobrze. Lepiej
łagodnie. Dlaczego zarząd? Dlaczego nie instytut? Instytut Rewolucji Światowej.
Krótko i zgrabnie.
[…]”[325]
W cywilizacji moskiewskiej największym nieszczęściem jest zamienić się rolami ze swoim
podwładnym. To bardzo dobrze rozumiał Stalin. Podczas Wielkiej Czystki zastępca torturował swo-
jego szefa. Jeżeli torturował go dobrze, dostawał jego stanowisko. Trochę na nim pobył,
po czym z kolei jego torturował nowy zastępca. I tak parę razy pod rząd.
„[…]Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. »Tradycją« sowieckiego państwa by-
ły czystki. Co kilka lat wyrzynano w pień jedną ekipę, by zastąpić ich jeszcze gor-
szymi neofitami. Za każdym razem ci biedacy, którzy wspierali wymianę i byli
jej beneficjentami, naiwnie wierzyli, że czystka, która wyniosła
ich na stanowiska, dopuściła do żłobów, była ostatnia. Oj, płonne były
ich nadziej, płonne. Jeżeli zatem dziennikarze Zetki i inni uczestnicy wiosennego
ataku na »GP« liczyli, że ich takie bezprawne działania nigdy nie spotkają,
to chyba poważnie się pomylili.
[…]”[326]
Tego każdy boi się najbardziej. I każdy zrobi wszystko, żeby to uniknąć. Ten mechanizm
jest opisany w literaturze:
„[…]
Gryf wychodzi z gabinetu Stalina. Mija dowódcę specgrupy Szyrmanowa. Bez-
czelne spojrzenie. Aresztuje?
Zresztą Szyrmanow zawsze się bezczelnie patrzy. Dobrze z nim pracować, dopóki
ma się go pod sobą, ale jeśli trafisz w jego łapska, to nie wiadomo, co ścierwo
z tobą zrobi.
[…]
A swoją drogą Szyrmanowa warto rozstrzelać, żeby w razie aresztowania trafić
w ręce nieznajomego kata, a nie w łapy ulubionego ucznia.
[…]
— Wszystkich uczestników misji przedstawić do odznaczenia.
— Tak jest!
— Kiedy wrócą, powitać jak bohaterów. Wydać bankiet. Uroczyste wręczenie od-
znaczeń. Potem… Makarego aresztować… i zlikwidować.
— Z jakiego paragrafu?
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 155/419
— Wszystko jedno.
— Może też Szyrmanowa?
Stalin umilkł. Spojrzał Gryfowi uważnie w oczy.
— Szyrmanowa? Za co?
— Kiedyś kazałem odnaleźć Mazura. Nie wykonał rozkazu…
Stalin jeszcze raz popatrzył mu w oczy:
— Dobra. Szyrmanowa też. Ale najpierw order.
[…]”[16]
„[…]Kiedy dużo zabijasz, masz ochotę na więcej. Ilu w życiu zabiłaś ludzi?
— Będziesz trzeci.
— No to nie spiesz się, bo obudzisz pragnienie, nie będziesz mogła
żyć bez nowych ofiar.
— A ty?
— Ja obudziłem. Dusi mnie. Nie mogę inaczej. Kiedy mam komuś
w łeb strzelić, trzęsę się cały, dostaję gorączki, nie mogę się doczekać…
[…]sobie wyobrazić, za co płacą szalone pieniądze nie tylko wykonawcom
z Lefortowa, ale nawet ich pomocnikom. A płacą im za ukochaną, uwielbianą,
ale mimo wszystko bardzo, ale to bardzo ciężką i nerwową pracę.[…]Co może
być ciekawszego od pracy wykonawcy wyroków? Choćby nawet tylko pomocnika
wykonawcy?
I jak to — nie pojawiaj się w pracy?[…]Nie, czasami jednak trzeba
się pojawić. Jutro z rana. Przecież lubi tę pracę. Jak bez niej żyć?
[…]”[206]
Są pewne przesłanki, by sadzić, że egzystencja tego mechanizmu nie ogranicza się jedynie
do literatury:
„[…]
Zwolennicy Grzegorza Schetyny w Platformie uwielbiają porównywać
styl rządzenia partią przez Tuska do rządzenia Związkiem Sowieckim
przez Stalina. Nikt nie jest pewny dnia i godziny. Tusk potrafi obłudnie uśmiechać
się i uspokajać polityków przeznaczonych do ostrzału. Na przykład potrafił pu-
blicznie łajać tych, którzy na jego polecenie atakowali Jana Rokitę[…]”[327]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 156/419
Moskowia zrobi wszystko, żeby jej agentura wpływu nie była od niej silniejsza. Gdyby
funkcjonariusz Ochrany wiedział, że będzie przewrót, carat upadnie, zostanie utworzona Czeka, je-
go podwładny z Ochrany zostanie czekistą i będzie go torturował, to nie zastanawiałby
się ani chwili. Natychmiast, bez wahania, w odruchu psa Pawłowa by go zastrzelił. Różnica między
funkcjonariuszami Ochrany i współczesnymi wyższymi funkcjonariuszami specsłużb Moskowii
jest taka, że funkcjonariusze Ochrany nie znali przyszłości. A współcześni wyżsi funkcjonariusze
specsłużb Moskowii przyszłość znają i mają czas, by się do niej dobrze przygotować. Z pewnością
tego czasu nie zmarnują.
And last but not least. Kiedy Moskowia się rozpadnie osieroconych funkcjonaiuszy
jej specsłużb i siatki agentur wpływu mogą z dużym prawdopodobieństwem przejąć specsłużby
ChRL. Przejęcie przez ChRL będzie różniło się skrajnie od zaakceptowanego przez Moskowię
przejęcia AD 1991 przez NRF, USA i in. siatek wybranych i podłożonych. Specsłużby ChRL będą
potrafiły zapewnić sobie lojalność do ostatniego przejętego agenta. A wtedy ChRL będzie mogła za-
jąć tyle ziem po byłym ZSRR, ile tylko zechce. Jeżeli na nich znajdzie się Azylia, to ChRL może
zbrodniarzy Moskowii wydać trybunałom międzynarodowym. Może to zrobić z wielu powodów.
Choćby dla poprawy stosunków z Zachodem. Kosztować to nie będzie niczego. A jeszcze długo po-
tem tzw. obrończy praw człowieka będą ChRL wychwalać pod niebiosy.
Obecnie polityka kadrowa Moskowii sprawia wrażenie ucywilizowanej. Jawne kary
są symboliczne, polegają na dymisji, złamaniu kariery, pozbawieniu zarobków. Morderstwa doko-
nywane są skrytobójczo i pozorowane na samobójstwa i zabójstwa z motywów czysto kryminal-
nych. Ale taki stan rzeczy nie musi trwać w nieskończoność. Jeżeli polityka kadrowa Moskowii
pod wpływem okoliczności mogła zmienić się raz, to pod wpływem nowych okoliczności może
zmienić się ponownie. Bezpieczeństwo najwyższych funkcjonariuszy specsłużb Moskowii
jest okolicznością, na którą odpowiedzieć najlepiej powrotem do form polityki kadrowej starych
i wypróbowanych.
W pierwszej kolejności zostaną zlikwidowani fizycznie nadmiarowi agenci mający dostęp
do tajnych kont w bankach zagranicznych. 25 czerwca 1998 około godziny 22:00 podczas wysiada-
nia ze swojego samochodu na parkingu przed budynkiem, w którym miał mieszkanie, strzałem
w głowę z pistoletu z tłumikiem został zamordowany Marek Papała, generał, były komendant
główny policji. Według jednej z hipotez śledztwa powodem zamordowania było posiadanie
przez Papałę dostępu do tajnych kont[328]
64
. Zamordowanie Papały zapoczątkowało serię zabójstw
i tajemniczych zgonów świadków oraz osób powiązanych ze sprawą[329].
„[…]»w sprawie Papały, kolejni świadkowie, którzy mogliby doprowadzić
do mocodawców, popełniają `samobójstwa’, a działania śledczych
nie przybliżają nas do prawdy« – mówią »GP«.
Według nich, nad tym, by mord na gen. Papale, Olewniku i inne zbrodnie
III RP nie wyszły na jaw, czuwają m.in. ludzie wywodzący
się z b. Międzyresortowego Centrum do Spraw Zwalczania Przestępczości Zor-
ganizowanej i Międzynarodowego Terroryzmu.
– »O tym boją się mówić z różnych powodów świadkowie wzywani przed kolejne
sejmowe komisje śledcze, boją się również pytać o to kolejni sejmowi śledczy.

64
Zob. też Aneksy, Stanisław Michalkiewicz, Prawdy prawdziwe i jeszcze prawdziwsze[442]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 157/419
Paraliżuje ich strach przed zemstą polskiej cupoli« (cupola – zarząd mafii –
przyp. red.) – twierdzą nasi informatorzy.
Zespół Międzyresortowego Centrum do Spraw Zwalczania Przestępczości Zor-
ganizowanej i Międzynarodowego Terroryzmu (ZMCZPZiMT) został powołany
za rządów Leszka Millera, w sierpniu 2002 r. Był to twór o ponadministerialnych
uprawnieniach, w którego kierownictwie znaleźli się – jak twierdzą nasi rozmów-
cy – m.in. oficerowie i funkcjonariusze stanu wojennego, których akta znajdują
się w b. siedzibie STASI
30
w Berlinie.
Gdy powoływano Centrum, na czele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych
i Administracji stał Krzysztof Janik, a jego zastępcą odpowiedzialnym za służby
mundurowe podległe resortowi (m.in. policję) był Zbigniew Sobotka, później ska-
zany w aferze starachowickiej. W kierownictwie Centrum byli doradcy Sobotki,
Roman Kurnik (były kadrowiec SB)[…]”[330]
Sprawcy do dzisiaj pozostają niewykryci.
Morderstwo Papały nie jest jedynym związanym z tajnymi kontami w bankach zagranicz-
nych. Wcześniej, 7 października AD 1991, w niewyjaśnionych okolicznościach, w wypadku komu-
nikacyjnym zginął Walerian Pańko, prezes NIK. Rzekomy wypadek zdarzył się na kilka
dni przed planowanym przedstawieniem Sejmowi raportu NIK w sprawie afery Funduszu Obsługi
Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ). FOZZ był instytucją służącą do tajnego wyprowadzania poza
granice Polski walut wymienialnych, taką jak: Pewex; zsynchronizowane manipulowanie stopami
hiperinflacji, kursami wymiany walut i oprocentowaniem kont; trzymanie rezerwy walutowej
NBP na kontach oprocentowanych nisko, etc., etc. Policjanci, którzy oglądali miejsce wypadku jako
pierwsi, wkrótce też zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach.
Moskowia już dzisiaj dysponuje wszelkimi środkami i sposobnościami do likwidowania
wybranych swoich agentów i funkcjonariuszy. Na rzecz Moskowii pracują zawodowi skrytobójcy
operujący w państwach trzecich. Mogą poszczycić się wieloma zamordowanymi wrogami Mosko-
wii. Mordowanie funkcjonariuszy i agentów nie sprawi im różnicy. O wadze, jaką Moskowia przy-
wiązuje do ich pracy świadczy fakt, że nadała jej pozory legalności.[331]
Pozostali zlikwidowani fizycznie nie zostaną. Nie ma takiej potrzeby, koszta są zbyt duże,
a będąc likwidowanymi niefizycznie, jeszcze mogą do czegoś się przydać. Z tym, że numer
z usamodzielnionymi funkcjonariuszami sprzedającymi dokumenty specsłużb z siatkami agentur
był jednorazowy. Drugi raz już nikt na niego się nie nabierze. Trzeba wymyślić coś nowego.
Wprawdzie zimni kremlowscy szachiści znani są ze zdolności przewidywania posunięć wroga wiele
ruchów naprzód, ale teraz, jak by nie myśleli, to chyba nie wymyślą niczego poza zwykłym zade-
nuncjowaniem.
Agenci nieprzeznaczeni do likwidacji fizycznej dostaną ostatnie zadanie.
Że ono jest ostatnie, o tym dowiedzą się dopiero po fakcie. Będą destabilizowali sytuację,
jak kto potrafi. Przydzielone zadania będą cząstkowe. Nikt nie dostanie więcej informacji,
niż to jest mu potrzebne do wykonania jego zadania. To nie wzbudzi żadnych podejrzeń,
bo to jest procedura standardowa. Specsłużby Moskowii zawsze tak postępują.[131] Nie każdy
agent wpływu będzie miał możliwość zorientowania się, co z wykonania jego zadania wynika.
Że po złożeniu z zadaniami ich kolegów po fachu wychodzą: akty terroru, wojny, konflikty zbrojne,
rewolucje, zamieszki, niepokoje, strajki, akty dywersji, masowe grabieże, zwiększona podaż narko-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 158/419
tyków, rozpady struktur władz publicznych itp. Broń z arsenałów Moskowii będzie odnajdowała
się w różnych dziwnych miejscach całego świata. Nb. na mniejszą skalę i ostrożniej
to już jest prowadzone od rozpadu ZSRR.
„[…]Układ miał być prosty: But zarabia kasę i część oddaje kolegom
z wojskówki, przy okazji realizuje zadania wywiadowcze i dbając o interesy, jeże-
li nie rosyjskiego państwa, to części jego elit władzy. Działalność Buta
to przykład skutecznego połączenia prywatnej aktywności biznesowej
z interesami państwa rosyjskiego w nowej globalnej rzeczywistości. Działał
pod osłoną i często na zlecenie swych mocodawców ze służb. Jego dostęp
do arsenałów Armii Czerwonej, do broni produkowanej przez rosyjską zbroje-
niówkę nie byłby możliwy bez protekcji wysoko postawionych osób. Bez osłony
wywiadu nie byłyby możliwe dostawy helikopterów bojowych, systemów obrony
przeciwlotniczej czy systemów min przeciwczołgowych.
[…]Buta można bez cienia wątpliwości nazwać największym dostawcą broni
w konfliktach na Czarnym Lądzie. Z usług Rosjanina korzystali m.in. Muammar
Kadafi czy uczestnicy wojny domowej w Angoli. Zresztą But był znany z robienia
interesów z obiema stronami konfliktu jednocześnie. Tak było w czasie krwawej
wojny w Kongo, w którą zaangażowało się siedem sąsiednich państw i która po-
chłonęła kilka milionów ofiar. »Handlarz śmiercią« wysłał samolot, żeby urato-
wać upadającego dyktatora Mobutu Sese Seko z oblężonego bastionu,
choć ten bastion oblegali rebelianci zbrojeni przez tego samego Buta.
[…]
Dlaczego But wpadł tak łatwo?[…]sposób, w jaki w końcu wpadł, mocno
zastanawia. But został aresztowany w jednym z hoteli w Bangkoku
w marcu 2008 r., gdy przyszedł na spotkanie z przedstawicielami lewackiej party-
zantki FARC. Okazało się, że to agenci antynarkotykowi z amerykańskiej DE-
A[…]”[332]
Jeżeli np. separatyści ujgurscy zamiast wykrwawiać się na ulicach w walkach z policją
ChRL, będą mieli do dyspozycji walizkowe ładunki jądrowe, ekspansja Chińczyków na północ mo-
że być, jeżeli nie powstrzymana, to spowolniona. Może nawet uda się utrzymać Władywostok.
„[…]W lutym 2004 roku arabska gazeta »Al Hayat«, powołując się na »godne
zaufania« źródła w Islamabadzie, poinformowała, że w 1998 roku al-Kaida zdo-
łała kupić w Afganistanie taktyczną broń jądrową pochodzącą z Ukrainy,
przy czym transakcję wynegocjował w Kandaharze, będącym bastionem talibów,
ukraiński naukowiec, imieniem Wiktor.
Władze w Kijowie stanowczo zaprzeczyły tym rewelacjom, podkreślając,
że na mocy międzynarodowych układów Ukraina przekazała Rosji wszystkie gło-
wice jądrowe w 1996 roku. Komentatorzy przypomnieli jednak wystąpienie ukra-
ińskiego parlamentarzysty Piotra Symonenki, który we wrześniu 2002 roku głosił,
że udokumentowany jest transfer do Rosji tylko 2,2 tys. głowic jądrowych,
zaś los pozostałych 200 pozostaje nieznany.
Ponownie zaczęto też analizować ostrzeżenie generała Aleksandra Le-
biedzia, w 1996 roku sekretarza Rady Bezpieczeństwa Rosji. Swego czasu decy-
dent stwierdził, że władze rosyjskie nie mogą się doliczyć
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 159/419
od 50 do 100 miniaturowych walizkowych bomb nuklearnych, stanowiących
część uzbrojenia wywiadu wojskowego GRU. Generał poinformował, że każda
z tych bomb ma moc jednej kilotony i może zabić do 100 tys. osób. Według Le-
biedzia, miniaturowe ładunki mogą być przenoszone w walizkach o wymiarach
60x40x20 cm i stanowią »idealną broń terroryzmu nuklearnego«.
[…]”[333]
„[…]w 1998 r. islamiści kupili w Afganistanie taktyczną broń jądrową z Ukrainy.
Oczywiście Kijów temu zaprzeczył, faktem jest jednak, że po upadku komunizmu
Ukraina nie przekazała Rosji wszystkich głowic jądrowych. Braku-
je 200, jak kamień w wodę przepadła również setka miniaturowych
bomb nuklearnych GRU. Co się z nimi stało? Pytanie jest jak najbardziej zasad-
ne[…]”[334]
Być może te ładunki zniknęły przypadkowo, naturalnie, nieintencjonalnie. Ale może
być też i tak, że rozpowszechnianiem informacji o zaginionych ładunkach tworzona jest podkładka,
alibi w celu uniknięcia odpowiedzialności z wybuchy planowane w przyszłości.
Każdy agent wpływu zrobi, co będzie mógł. Jeżeli kogo nie będzie stać na więcej,
to niech sprowokuje jakąś grupę do powybijania szyb kamieniami, porysowania samochodów,….
Jeżeli jakiegoś agenturalnego redaktorka nie stać na więcej, to niech ściągnie z Internetu i w swoim
szmatławcu opublikuje przepisy na konstruowanie domowym sposobem broni i ładunków wybu-
chowych[335]. Jeżeli to nie wypali od razu, to może zaowocuje w przyszłości. Itd. A potem dowody
przestępstw wylądują na biurkach funkcjonariuszy kontrwywiadu, policji kryminalnej
i wszystkiego, czego trzeba.
Mogą być przeprowadzane przez fałszywych buntowników przejęcia wyrzutni
i wystrzeliwania rakiet. W tym także z głowicami jądrowymi.[336] Mogą być dokonywane
z dwóch motywów. Zniszczenia celu. I sprowokowania odwetu w celu zniszczenia terenu poten-
cjalnie dla Azylii konkurencyjnego. W końcu agenci wpływu uplasowani w Hollywood
po coś nakręcili filmy przygotowujące opinię publiczną na nadejście takich zdarzeń.
Jednym z takich działań może być tworzenie przez przywódców Moskowii gwardii narodo-
wej.
Organizatorzy Azylii, szefowie specsłużb Moskowii i tym razem bardzo starannie wyselek-
cjonują agentów najlepszych. Najpierw wytypują więcej niż na potrzeby Azylii. Agenci nieprzezna-
czeni do zaszmalcowania dostaną zadanie zaszmalcowania pozostałych. Najlepiej, jeżeli będą upla-
sowani, jako funkcjonariusze specsłużb, organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości
państw wrogich. Wtedy będą mogli sami prowadzić postępowania przeciwko byłym agentom Mo-
skowii przeznaczonym do redukcji. Takie doświadczenie bardzo zwiększy pożytek
z nich w przyszłości. Wzmocni lojalność, ułatwi karierę, da cenne doświadczenie. Zwłaszcza,
że ten z nich, który zadania utylizowania swoich kolegów po fachu nie wykona wystarczająco do-
brze, sam zostanie wydany i wtedy to nim zajmą się lepsi od niego. To jest zgodne z tradycją Mo-
skowii. Członka kierownictwa GPU, OGPU, NKWD, GRU aresztował jego zastępca, prowadził
śledztwo w jego sprawie, przesłuchiwał go, torturował i, jeżeli osiągnął sukces, czyli samooskarże-
nie się w procesie pokazowym, dostawał po nim stanowisko. I tak parę razy pod rząd. Ta polityka
kadrowa nie zmieniła się, co do istoty, dostosowała się do okoliczności przybierając inne formy.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 160/419
Co wydarzyło się w granicach Moskowii wśród funkcjonariuszy specsłużb, teraz powtórzy
się poza jej granicami wśród tych specsłużb agentów. Ale tym razem to pójdzie na konto
nie Moskowii, tylko państw trzecich.
Jedną z form polityki kadrowej opisanej powyżej jest tzw. chrzest krwi. Polega na zabiciu
ofiary. Tylko zabiciu lub zabiciu z czynnościami towarzyszącymi. Ofiarą może być ktoś z instytucji
własnej, jak to pokazano powyżej. Ale ofiara może też pochodzić spoza niej.
„[…]
Masowe represje lat 1929-1933 wraz z prostymi, prozaicznymi zadaniami
»państwowymi« (zabezpieczyć rozwijający się przemysł supertanią siłą roboczą
i darmowymi produktami rolnymi, zebrać złoto i walutę na zakup zachodniej
technologii) miały swoje cele i wymagały rozwiązania jednego bardzo złożonego
problemu. Nowa klasa rządząca od góry do dołu składała się z ludzi posiadają-
cych doświadczenie osobiste. Doświadczenie organizowania powstań, oddziałów
partyzanckich, czerwono-zielonych »gwardii« itp. To doświadczenie i ci ludzie
nie mogli nie trwożyć partyjnej wierchuszki.
Dopiero po rozkułaczeniu, kolektywizacji, klęsce głodu Stalin i jego kom-
pania mogli odetchnąć. Teraz wiedzieli: dla aktywistów wydłubujących ka-
szę-zacierkę z kociołka głodujących już nie ma i nie będzie drogi odwrotu
ku ograbionemu narodowi. Powiązani kręgiem bezmiernego złodziejstwa mogli
teraz tylko pokornie brnąć w dół po krętej linii partii.
W styczniu 1934 roku tak gorąco kochany przez naszych »sześćdziesię-
ciolatków« Sergo Ordżonikidze posał do jeszcze bardziej umiłowanego
S. M. Kirowa: »Kadry, które przesły sytuację lat 1932-1933 i wytrzymały, zahar-
towały się jak stal. Myślę, że będzie można z nimi stworzyć Państwo, którego hi-
storia jeszcze nie znała«[…]”[1]
W czasie masowych represji były chłop awansowany na funkcjonariusza Moskowii mordo-
wał chłopów nieawansowanych. To uniemożliwiło mu wykorzystanie chłopów niedorżniętych
do buntu przeciw władzy.
[…]
Wśród wielu setek wyższych dowódców armii i NKWD (a każdy
z nich miał ochronę, broń osobistą, tajną agenturę) nie znalazł się ani jeden, któ-
ry zdecydowałby się na choćby mikrobunt lub okazał zbrojny
opór przy aresztowaniu. Na bierny opór — próbę ucieczki — zdecydowali
się tylko dwaj ludzie: uciekł za kordon szef Dalekowschodniego
NKWD Liuszkow, kilka miesięcy ukrywał się w czasie ucieczki główny czekista
Ukrainy Uspienski. Wszyscy pozostali pokornie ponieśli głowy na szafot albo
sami strzelali sobie w leb.
[…]
Krwawy karzeł Jeżow został zdjęty ze stanowiska szefa
NKWD 25 listopada 1938 roku. Pił przez długich 138 dni w nieustannym amoku,
skomlał, użalał się na swój los, czekał na coś, aż w końcu
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 161/419
10 kwietnia 1939 roku został osadzony w strasznym suchanowskim więzieniu
specjalnym NKWD[…]
Często porównuje się Stalina z Czyngis-chanem. To porównanie
jest jednak nietrafne. Czyngis-chan nazwał siebie przewodnikiem watahy zacię-
tych wilków. Otoczenie, które dobrał sobie Stalin, było nieprawdopodobną hy-
brydą wieprzów i żmij
65
[…]”[1]
Teraz historia się powtórzy. Azylia będzie mogła być całkowicie pewna lojalności
i wierności swoich funkcjonariuszy specsłużb i agentów wpływu. Zanim ze służby Moskowii przej-
dą do służby Azylii, wcześniej będą musieli wobec swoich niezakwalifikowanych kolegów
po służbie dopuścić się takich czynów, które raz na zawsze skutecznie ich skompromitują
we wszystkich środowiskach specsłużb, organizacji tajnych, przestępczości zorganizowanej
itp. na całym świecie. Podobne postępowanie, choć na mniejszą skalę, jest już stosowane
przez specsłużby. Można je potraktować, jako rozgrzewkę.
„[…]elementem gry chińskich służb jest tzw. palenie szpiegów. — Polega
ono na tym, że pozwala się kontrwywiadowi zidentyfikować, a nawet zatrzymać
mniej ważnych szpiegów, aby odwrócić jego uwagę od najcenniejszych agen-
tów[…]”[337]
„B. funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej w Gdańsku, Janusz S. zeznał
przed Sądem Okręgowym w Gdańsku, że Lech Wałęsa w połowie grud-
nia 1970 r. został zwerbowany do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa jako
agent o pseudonimie »Bolek«.
[…]
Wałęsa pełniąc służbę wojskową był wcześniej pozyskany także
do współpracy przez WSW.
[…]
Coś wtedy we mnie pękło. Nie ujawniałem się natomiast ze swoją wiedzą
wtedy, gdy sąd lustracyjny w 2000 r. orzekł, że oświadczenie lustracyjne Lecha
Wałęsy jest prawdziwe. Nie chciałem się wtedy w to mieszać[…]”[338]
Moskowia denuncjuje nie tylko swoich pojedynczych agentów, ale także ich większe struk-
tury:
„[…]
Niegdyś przedstawiciele palestyńskiego Hamasu byli z honorami przyj-
mowani w Moskwie, teraz zostali poświęceni na ołtarzu odbudowywania wpły-
wów w Azji postsowieckiej i Europy Wschodniej[…]”[339]

65
Według Wiktora Suworowa, żmijojad mówi się na człowieka, który zabił czekistę. Na miano największego
ze wszystkich żmijojadów zasługuje Stalin[206]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 162/419
Wysocy funkcjonariusze specsłużb Moskowii są świadomi niepewności swojego losu[131].
Dobrze, gdyby ta wiedza spłynęła w dół hierarchii.
W niektórych państwach agentura Moskowii jest tak liczna, że jej zwalczanie może
być bardzo trudne nawet pomimo jej zadenuncjowania. Może przerodzić się w wojnę domową —
była agentura kontra specsłużby miejscowe. Jej wynik nie zawsze będzie z góry przesądzony.
Każdy agent Moskowii zrobi, co zechce. Ale byłoby dla niego najbezpieczniej, gdyby
nie czekał, aż go centrala moskowicińska zaszmalcuje specsłużbom państwa, w którym operuje,
tylko uprzedził jej ruch, wystąpił ze służby, ujawnił się i podał do wiadomości publicznej wszystko,
co wie, przede wszystkim informacje o znanych mu innych agentach. Może wśród tych, których
ujawni on, znajdą się ci, którzy mieli ujawnić jego. Co raz zostało spalone, drugi raz spalone
być nie może. Poza tym, ujawnionym byłym agentom łatwiej będzie zorganizować samoobronę
przed swoją byłą centralą.
Są precedensy samoujawniania się agentów z obawy o swoje bezpieczeństwo.
„[…]do redakcji »Spiegla« oraz prokuratury federalnej zgłosił się Karl-
Georg Herrmann. »Chciałem uprzedzić nieuniknioną wsypę i wywlekanie
mi starych spraw - wyjaśnił. - Wolałem zacząć od nowa z czystą kartą«.
Kolejny był 39-letni Dieter Schnidtgunst-Seidel. »Nikt, kto tego
nie przeżył, nie jest w stanie nas zrozumieć. Miałem 25 lat i siedziałem w Berlinie
Wschodnim twarzą w twarz ze starymi komunistami, którzy walczyli jeszcze
w Hiszpanii - mówił - za naszą wspólną sprawę. Przez dwa dni rozmawialiśmy
tylko o Komunie Paryskiej, Republice Weimarskiej, o Chile i Franco. Kiedy spy-
tali mnie, czy gotów jestem zginąć za komunizm, bez namysłu powiedziałem
`tak’. Chciałem walczyć z bronią w ręce, poświęcić tej idei życie«.
Schnidtgunst-Seidel i Herrmann, którzy wspominają swoją »partyzanc-
ką« przeszłość, kiedyś nie śmieli pomyśleć nawet o ujawnieniu się władzom
RFN. Każdy z »bojowców« składał w Berlinie na piśmie przysięgę wierności.
Za jej złamanie miała go spotkać »najcięższa kara rewolucyjna«. »Bałem
się po prostu o życie« - powiedział Herrmann.
[…]”[95]
Po zredukowaniu agentury do zaplanowanej wielkości zostaną zamordowani ci członkowie
wyższych gremiów kierowniczych Moskowii, dla których zabraknie miejsca w Azylii, a którzy mo-
gliby wskazać miejsca ukrywania się poszukiwanych za zbrodnie.


7. Wariant polski
Azylia niekoniecznie musi zostać założona na terenie wykrojonym z FR. Specsłużby Mo-
skowii mogą przejąć jakieś państwo poza terytorium FR.
Na Azylię najlepiej nadaje się Polska. Specsłużby Moskowii dysponują w Polsce agenturą
wystarczającą do przekształcenia Polski w Azylię.
„[…]warto pamiętać słowa rosyjskiego historyka — opozycjonisty Jurija Felsz-
tyńskiego. Komentując przed ponad rokiem obchody rocznicy napaści Sowietów
na Polskę, Felsztyński przypomniał: »Jest na kremlu duża grupa osób, która są-
dzi, że okupacja Polski była dobrym politycznym posunięciem. W rządzie rosyj-
skim w otoczeniu prezydenta jest też grupa ludzi, która przekonuje, że kiedyś
o te tereny znowu będzie można się upomnieć«.”[128]
Polska nie ma wad Azylii wykrojonej z FR. Ale ma jedną, bardzo poważną. W Polsce może
schronić się o wiele mniejsza liczba zbrodniarzy Moskowii.
Dotąd Moskowia Polskę traktowała, jako utraconą na dłużej. Dlatego używała swoją agen-
turę wpływu uplasowaną w Polsce do jej osłabiania. To zadanie nie wymaga zbyt wielkiego zdy-
scyplinowania agentów. Przeciwnie, w realizacji niektórych zadań szkodzenia państwu może
być nawet lepiej, kiedy agenci są chciwi, pazerni, kierują się prywatą, są skłonni do popełniania
przestępstw kryminalnych, działań mafijnych itp. Swoje zadanie sabotowania interesów państwa
wykonają, a mniej kojarzą się z Moskowią.
Agenci zhardzieli, poprzewracało im się w… głowach i swoje stosunki z Moskowią starali
się kształtować na zasadach handlowych, coś za coś.
„[…]prawdopodobne jest, że przyjdzie ktoś z zewnątrz i zabierze dzie-
ciom zabawki. Jednych wzmocni, innych osłabi, a tym, którzy
się nie podporządkują, powie: »wypad szczyle z piaskownicy«[…]”[204]
Sytuacja całkowicie zmieni się, kiedy wyżsi funkcjonariusze specsłużb Moskowii wybiorą
Polskę na Azylię. Zacznie chodzić o ich bezpieczeństwo. Rola ich agentury w Polsce wzrośnie.
Od niej będzie zależało, czy zmienią się w zwierzynę łowną. Inaczej prowadzi się agenturę, kiedy
między nią i bezpieczeństwem osobistym jest więcej stopni pośrednich, a inaczej — kiedy mniej.
Bardzo wzrasta rola dyscypliny.
Wybór ekipy, której hegemon powierza władzę w państwie, nad którym panuje za pomocą
swoich specsłużb i agentury wpływu jest sztuką niełatwą. Największym zagrożeniem
jest usamodzielnienie się ekipy. Może ona przeciąć więzy łączące ją hegemonem, a jego agenturę
wpływu unieszkodliwić. Wtedy hegemon traci wszystko, co w swojego byłego wasala zainwesto-
wał, a, co gorsza, może w nim znaleźć nowego wroga.
Są różne sposoby zabezpieczenia się przed usamodzielnieniem się ekipy. Najskuteczniej-
szym jest powierzenie władzy odpowiednim ludziom. Najodpowiedniejsi są najbardziej
od hegemona uzależnieni. Tacy, którzy zawdzięczają mu, nie tylko wyniesienie, ale wszystko. Tacy,
którzy w warunkach normalnych sami z siebie nie osiągnęliby niczego. Sposób jest bardzo podobny
do posługiwania się instytucją tzw. słupa przez przestępczość zorganizowaną.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 164/419
Ci z nich, którzy są na tyle głupi, że nawet nie wiedzą o swoich ograniczeniach są szybko
usuwani. Zostają tylko świadomi swojej impotencji i nieudacznictwa. Bardzo dobrze wiedzą,
o nienormalności swojego położenia, sytuacji. Że hegemon w każdej chwili może ich odesłać
tam, skąd ich wyciągnął — w niebyt, a na ich miejscu osadzić innych nieudaczników, takich sa-
mych, jak oni. Dlatego bez szemrania gorliwie spełniają wszelkie jego rozkazy, na ile im pozwalają
ich ograniczenia osobnicze.
Posłużenie się tym sposobem ma jednak skutki uboczne. I to jeszcze dodatkowe oprócz po-
wierzenia władzy ludziom do jej sprawowania całkowicie się nienadającym. W wąskim zakresie
samodzielności, jaki hegemon im pozostawia, nieudacznicy na stołkach działają we własnym inte-
resie. Robią wszystko, co potrafią, aby w państwie, w którym hegemon powierzył im zewnętrzne
znamiona władzy, sytuacja nigdy nie stała się normalna. Bo bardzo dobrze wiedzą, że normalność
dla ich pozycji społecznej jest zagrożeniem śmiertelnym.
„Nie dziw, że nas tu przeklinają,
Wszak to już mija wiek,
Jak z Moskwy w Polskę nasyłają
Samych łajdaków stek”[340]
Tego sposobu hegemon nie może zastosować wobec każdego państwa, tylko takiego, wobec
którego nie ma poważniejszych planów. Ale wraz ze zmianą planów nieunikniona jest zmiana eki-
py.
Dyscyplina agentury przekłada się bezpośrednio na bezpieczeństwo zbrodniarzy Moskowii
ukrywających się w Polsce. Trzeba wypowiedzieć międzynarodowe umowy o ekstradycji.
Na bieżąco nadzorować współpracę polskich organów ścigania z zagranicznymi. Kontrwywiad mu-
si zapobiegać prowadzeniu w Polsce śledztw poszukujących ukrywających się zbrodniarzy Mosko-
wii. Agentury w rękach byłych wyższych funkcjonariuszy specsłużb Moskowii muszą w Polsce
być jedyne, agentury wszelkich innych państw w Polsce muszą być zlikwidowane. Trzeba
też przeprowadzić wiele innych niezbędnych czynności.
Moskowia swoją agenturę zawsze dyscyplinuje tym samym — terrorem. Tworzeniu
tzw. III PR, towarzyszyły mordy założycielskie. Skrytobójczo zamordowano m. in.: księży: Sucho-
wolca, Niedzielaka, Zycha oraz świeckich: Dariusza Stolarskiego, Roberta Możejkę, dra Jana Strze-
leckiego, socjologa i in. Tym razem mordowani będą nie cywile, tylko agenci.
„[…]
Znana rosyjska obrończyni praw człowieka Ludmiła Aleksiejewa
w niedawnym wywiadzie dla Reutersa stwierdziła, że u schyłku czasów sowiec-
kich KGB był aparatem ucisku, ale nie tak niebezpiecznym jak dzisiejsze służby.
»Były wtedy więzienia i szpitale psychiatryczne, ale nikogo nie zabijali. Morder-
stwa się nie zdarzały. A teraz się zdarzają…« — powiedziała Aleksiejewa.
[…]”[128]
Aleksiejewa mogła powiedzieć, u schyłku czasów sowieckich nikogo nie zabijali.
Ale my tego powiedzieć nie możemy ani o schyłku czasów pryla
prim, ani po AD 1989, ani przed, ani o jakimkolwiek innym okresie.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 165/419
Po Polsce grasuje komando śmierci. Grasowało w prylu prim, grasuje
w tzw. III RP.[341] Za rozpoczęcie działalności w Polsce komanda śmierci można chyba przyjąć
zamordowanie Małgorzaty Fornalskiej i Pawła Findera. Fornalska i Finder byli członkami kierow-
nictwa PPR, zrzutkami radzieckimi do Polski. 14 listopada AD 1943 zostali uprowadzeni z lokalu
konspiracyjnego, w którym odbywała się narada kierownictwa PPR, przez niezidentyfikowanych
cywilów, rzekomych funkcjonariuszy niemieckiego Gestapo. Później Fornalska i Finder mieli zo-
stać zamordowani w więzieniu na Pawiaku. Twierdzeniu o aresztowaniu przez Niemców przeczy
fakt, że po wyprowadzeniu Fornalskiej i Findera kierownictwo PPR kontynuowało naradę,
jak gdyby nic się nie stało.
Wprawdzie przed Fornalską i Finderem zamordowani zostali Marceli Nowotko, bracia Mo-
łojcy, a Jan Krasicki zginął na skutek zadenuncjowania Niemcom, ale sprawcy tamtych morderstw
są znani, dlatego ich morderstwa nie mogą zostać zaliczone na konto komanda śmierci.
Od zamordowania Fornalskiej i Findera komando śmierci w Polsce nieprzerwanie dokonuje
mordy skrytobójcze. Część skrytobójstw jest przeprowadzona tak, aby dokonanie morderstwa
nie budziło wątpliwości. Część jest pozorowana na samobójstwa. Efekty tego pozorowania później
są zatwierdzane przez: policję, laboratoria kryminalistyczne, prokuratorów, sądy, agentów wpływu
odgrywających rolę dziennikarzy śledczych[342], czytelników.
„[…]Informator, najczęściej ze służb specjalnych, podrzuca dziennikarzowi te-
mat i ukierunkowuje go[…]”[342]
„[…]Jak zauważył w »Nowym Państwie« Leszek Misiak[342], dziennikarstwo
śledcze w Polsce toczy trąd. Z jedyną różnicą — trędowatych w krajach tropikal-
nych zamyka się w miejscach odosobnienia. W III RP daje się im nagrody. Swo-
isty to trąd, który pozwala wpływać na sytuację polityczną w kraju. Zawsze
w czyimś interesie. Dziwna to choroba, dzięki której można zyskać miano autory-
tetu i poklask »elit«[…]”[343]
Niewykluczone, że morderstwa, o których mówi Aleksiejewa, są ćwiczeniami
kadr przed przystąpieniem do dyscyplinowania agentury w Polsce. Przez analogię, zanim przywód-
cy Moskowii przeprowadzili kontrolowany rozpad ZSRR, wcześniej to przećwiczyli na tzw. jesieni
ludów. Takie manewry przed przystąpieniem do dyscyplinowania agentury w Polsce są niezbędne
także i z tego powodu, że, jak mówi Aleksiejewa, u schyłku czasów sowieckich nikogo nie zabijali.
Kadry mogły wyjść z wprawy. Manewry przynoszą skutek pozytywny. Obserwujemy, jak z operacji
na operację podnosi się jakość wykonania.
Przez Polskę przetoczy się fala skrytobójstw. Będzie ich tak wiele, aby każdy agent, nawet
jeżeli tego nie pomyślał, to poczuł, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby on był następny. Niektóre
morderstwa będą bardzo brutalne. Za każdym razem sprawcy będą pozostawali nieznani.
Nie będzie zrzucania winy na kozły ofiarne. Media będą bardzo powściągliwe. Kto trzeba, dowie
się kanałami środowiskowymi. Po drodze plotki można jeszcze wyolbrzymiać.
Na ofiary będą przeznaczeni ci agenci, których niezdyscyplinowanie wobec Moskowii
w środowisku jest znane, ale głównie będą typowani z agentów z siatek sprzedanych po rozpadzie
ZSRR przewerbowanych autentycznie przez specsłużby państw zachodnich. A Moskowia
ma z kogo wybierać.
„[…]Rosja szpiegująca Polskę. Opowiada o tym były oficer rosyjskiego
wywiadu, Siergiej Trietiakow. Nie podaje nam żadnych rewelacji.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 166/419
Wręcz przeciwne, mówi to, co sami wiemy doskonale od dawna, a co niestety,
niektórzy boją się mówić głośno. Bo to przecież żadna nowość, że Polska
jest atrakcyjnym krajem dla Rosji i dlatego musi być infiltrowana, szpiegowana
i kontrolowana.
Ale mówi też coś, co może nie jest wielkim zaskoczeniem,
ale brzmi jednak bardzo niepokojąco. Mianowicie wprost twierdzi, że rosyjskie
specsłużby mają odpowiednie narzędzia, by wpływać na polskie władze, wedle
własnej woli. Jak mówi: »To są kontakty, także te z przeszłości, przez które
nasz wywiad stara się na przykład rozprzestrzeniać pewne informacje«.
To doskonale współbrzmi ze słowami Aleksandra Litwinienki, zamordowanego
w 2006 roku rosyjskiego szpiega, który zdążył wyznać, iż rosyjskie służby spe-
cjalne mają swoich ludzi w każdym ważniejszym polskim urzędzie.
Oczywiście najwięcej ich mieli w WSI, ale ta służba dzięki Bogu
już rozwiązana. Ale służący tam ludzie przecież pozostali, nie wyparowali.
Po prostu się przegrupowali, zmienili mundury, pozaczepiali się w innych miej-
scach i tam także służą wiernie swojemu rosyjskiemu mocodawcy. Innego wnio-
sku nie można wysnuć, gdy patrzy się na pewne prorosyjskie posunięcia rządzą-
cych. Prorosyjskie, bo antypolskie.
[…]”[344]
Do wykonania jest ogrom pracy. Wszystkiego tu wymienić nie sposób. Warto jednak
ze względu na wagę wspomnieć o jednym.
Często wyżsi funkcjonariusze PZPR
29
występujący publicznie odpowiedzialność za swoje
czyny przerzucali na ZSRR. Nie robili tego otwarcie. Ich zabiegi raczej przypominały występ arty-
sty kabaretu politycznego prowadzącego grę z cenzurą: wicie, rozumicie, cienkie aluzje, napo-
mknienia, mimochodem rzucane luźne uwagi itp. Polacy na skutek wielowiekowej niewoli
i oporowi stawianemu antypolskim działaniom okupantów są bardzo wyczuleni na tego typu język.
I to się sprawdzało. Dzięki zwalaniu odpowiedzialności wyżsi funkcjonariusze
PZPR
29
część nienawiści za zło, które wyrządzali, odwracali od siebie i kierowali na ZSRR. To było
jak odruch psa Pawłowa. Wżarł się w ich naturę, jak niemyty brud w skórę. Spłynął
w dół hierarchii. Ogarnął funkcjonariuszy PZPR
29
niższych szczebli, arywistów przybudówek,
funkcjonariuszy państwowych, nomenklaturę, funkcjonariuszy specsłużb, ich tajnych współpra-
cowników, klasę uprzywilejowaną.
Nawyk jest tak silny, że przetrwał zmiany po AD 1989. Obecna klasa polityczna wszystkie
przypadki działania na szkodę państwa, gospodarki, wyrządzania krzywd i wszelkie inne łajdactwa
oraz głupoty tłumaczy, że Unia tak kazała[345].
„[…]
Niektóre media poinformowały, że rząd jest zmuszony przez Komisję Eu-
ropejską do przyjęcia nowego podatku. Podaje się nawet uchwaloną w kwietniu
zeszłego roku dyrektywę 2009/33/WE »w sprawie promowania ekologicznie czys-
tych i energooszczędnych pojazdów transportu drogowego«. Niestety, gdy chodzi
o podatki, nasz rząd wykorzysta każdą możliwą sposobność do oszukania opinii
publicznej. Szkoda, że dziennikarze w tak łatwy sposób dają się wmanewrować
i nawet nie zajrzą do opisywanego dokumentu. Otóż dyrektywa 2009/33/WE na-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 167/419
kłada na państwa członkowskie od 4 grudnia 2010 roku obowiązek uwzględnia-
nia czynnika ekologicznego przy rozpisywaniu przetargów dla jednostek publicz-
nych na środki transportu. Zużycie energii oraz emisja spalin ma stać się jednym
z kryteriów podczas procedury przetargowej. Powoływanie się zatem
na tę dyrektywę (prawdopodobnie ktoś w Ministerstwie Finansów
wpadł na ten pomysł, chcąc zwalić winę za podatek na Unię Europejską,
tak by nie podejrzewano polskiego rządu o wyciąganie pieniędzy z kieszeni naj-
biedniejszej części społeczeństwa) przy okazji wprowadzania ekopodatku
jest całkowicie nieuzasadnione. Trzeba jasno powiedzieć: na razie podatek eko-
logiczny jest inicjatywą tylko i wyłącznie polskiego rządu
22
[…]”[346]
Jeżeli zbrodniarze Moskowii zamierzają uwić swoje gniazdko w Polsce, to jakakolwiek su-
gestia, że władza w Polsce nie jest autentyczna, tylko jest fasadą, za którą może ukrywać
się ktoś inny, stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo. Wymiana całego składu osobowego polskiej
klasy politycznej jest być albo nie być zbrodniarzy Moskowii.
Obecna klasa polityczna w Polsce została ukształtowana przez tzw. okrągły stół. Okrągły
stół został zaprojektowany i przeprowadzony przez specsłużby Mosko-
wii[347]. I nie był to pierwszy przypadek kształtowania klasy politycznej w Polsce
przez specsłużby Moskowii. Mogą być też i następne.
Niewykluczone, że początkiem następnego kształtowania klasy politycznej w Polsce by-
ło zamordowanie polskiej delegacji państwowej z prezydentem upozorowane na upadek samolotu
w Smoleńsku 10 kwietnia AD 2010. To dla Moskowii typowa metoda realizowani polityki kadro-
wej[130][348].
Nie jest to jedyna hipoteza robocza:
- Działanie osłonowe, jeden z elementów wywoływania ogólnoświatowego zamętu w celu odwró-
cenia uwagi od sytuacji wewnętrznej w Moskowii
- Walka o władzę w Moskowii. Przesłanką na rzecz tej hipotezy jest objęcie przewodzenia komisji
badającej katastrofę przez Putina. Może broni swoją skórę
- Dążenie do uniemożliwienia eksploatacji w Polsce gazu ze złóż niekonwencjonalnych (łupko-
wego i uwięzionego). Uniemożliwienie eksploatacji w Polsce gazu ze złóż niekonwencjonalnych
jest niezbędnym warunkiem uratowania projektu Nord Stream i eksploatacji gazu ze złoża
Sztokman
- In.[349]
„[…]z prowadzenia śledztwa w sprawie przyczyn smoleńskiej katastrofy Rosjanie potra-
fili uczynić sprawne narzędzie już nawet nie tyle monitorowania, ale aktywnego kształ-
towania sytuacji na polskiej tak zwanej scenie politycznej - co znakomicie uzupełnia
i dodatkowo kamufluje przedsięwzięcia agenturalne.
[…]”[350]
Następne śledztwa Moskowia też będzie potrafiła wykorzystać.
Byli wyżsi funkcjonariusze specsłużb Moskowii do Polski przeniosą się niepostrzeżenie
i w Polsce będą przebywali incognito. Przybiorą nowe tożsamości, wyrobią sobie nowe życiorysy
i miejsca pochodzenia. Sposób zorganizowania ich pobytu w Polsce będzie przypominał trochę
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 168/419
program ochrony świadków. Ale będą żyli na o wiele wyższej stopie materialnej i będą o wiele bar-
dziej swobodni.
Zbrodniarze Moskowii władzę nad Polską za pośrednictwem swojej agentury będą sprawo-
wali niejawnie, z ukrycia. Aby wykrycie swojej obecności w Polsce i wpływu na władze państwa
utrudnić jeszcze bardziej, przedstawią opinii publicznej pozorantów, którzy całe odium podejrzeń
o spiskowanie przejmą na siebie. Tymi pozorantami będą, jak zwykle, Żydzi. Obecnie w Polsce
liczba Żydów do odegrania tej roli jest niewystarczająca. Liczbę Żydów w Polsce można zwiększyć
migracją. W tym celu Moskowia zlikwiduje Państwo Izraela.
„[…]ewentualność katastrofy Izraela i pojawienia się milionów żydow-
skich uchodźców proszących o azyl[…]”[351]
Moskowia Państwo Izraela zlikwiduje również w przypadku tworzenia Azylii na ziemiach
FR, w ramach wywoływania ogólnoświatowego zamętu.
Moskowia zniszczy Państwo Izraela odbierając Żydom Holocaust Industry. Cuius
est condere, eius est tollere. Do kogo należy założenie, do tego należy zburzenie. Moskowia mogła
Żydom Holocaust Industry dać i może go im odebrać.


7.1. Geopolityka
Najistotniejszy wkład do historii wnosi kontynent euroazjatycki. Podział na Europę i Azję
jest sztuczny. Eurazję należy traktować, jako całość. Jeden kontynent. Europa jest jednym z jego
półwyspów. O najbardziej rozwiniętej linii brzegowej.
W kontyne
ncie euroazjatyc-
kim można wy-
różnić dwa typy
obszarów. Zlewnie
i środkowoazjatyc
ki obszar bezod-
pływowy.
66
Lud-
ność
ze środkowoazjaty
ckiego obszaru
bezodpływowego
migruje
do zlewisk. Mi-
gracja odbywa
się falami. Na-
przemiennie nastę-
pują nasilenia mi-
gracji
i jej brak. Na pozio
mie wiedzy powszechnej znane są wędrówki ludów pod koniec starożytnego Rzymu. W Polsce
wiemy jeszcze o wędrówce Lecha, Czecha i Rusa. Ale fal migracji było o wiele więcej. Każda ko-
lejna fala migracji dopycha ludność autochtoniczną na zewnątrz, w stronę morza. Na półwyspie eu-
ropejskim ludy indoeuropejskie dopchnęły Basków. W obrębie samych ludów indoeuropejskich Ga-
lowie dopchnęli Celtów, Germanie dopchnęli Galów, Słowianie dopchnęli Germanów[352][353].
Potem były m. in.: ludy turskie (wielokrotnie w różnej skali), Ugrofinowie. Po każdym dopchnięciu
następuje relaksacja, podczas której fala dopychająca cofa się. W stosunkach germańsko słowiań-
skich dopchnięcie nazywa się, Ostflucht, a relaksacja — Drang nach Osten. Analogicznie sprawa
się ma w innych częściach kontynentu euroazjatyckiego. Teren obecnego Afganistanu
jest tradycyjnym przejściem do Azji południowej. Obecnie te obszary są w fazie relaksacji.
Ruch ludności zachodzi stronę od morza do środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływowego. Indie
napierają na Pakistan zapoczątkowując ciąg, który sięga do FR. Pakistan jest świadomy tego zagro-
żenia i odpowiada na nie m. in. organizując swoją głębię strategiczną na terenie Afganista-
nu[354][355].
Najpierw ludność migrująca ze środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływowego do zlewni
była zorganizowana w formy przedpaństwowe: plemiona, klany, szczepy, rody… Potem zorgani-
zowana w formacje geopolityczne. Zlewnie i środkowoazjatycki obszar bezodpływowy generują
różne typy polityczne. Po przejściu od przedpaństwowych form organizacji do zorganizowania
w formacje geopolityczne środkowoazjatycki obszar bezodpływowy znajduje się w jednym

66
Błąd! Nie można odnaleźć źródła odwołania., na stronie 72
Rysunek 1 Położenie na kontynencie euroazjatyckim zlewni: oceanów,
mórz: Śródziemnego i Arktycznego (obszary barwne) oraz środkowoazjatyckiego
obszaru bezodpływowego (obszar szary)‎
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 170/419
z dwóch stanów: zorganizowania w dużą formację geopolityczną i w stanie całkowitego rozprosz-
kowania. Te stany odpowiadają falom migracji z fazy przedpaństwowych form organizacji. Forma-
cja geopolityczna środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływowego przechodzi cyklicznie pomiędzy
tymi dwoma stanami.
Formacja geopolityczna środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływowego zawsze dąży
do dokonania czym większego podboju terytorialnego. Swoim podbojom nie stawia żadnych ogra-
niczeń.
Kiedy napór formacji geopolitycznej środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływowego
na zlewnię słabnie, w zlewni pojawiają się tendencje integracyjne. Tworami osłabnięcia naporu
formacji geopolitycznej środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływowego na zlewnie
są m. in.: Związek Ateński Morski, Cesarstwo Chińskie, Wielkie Księstwo Litewskie, Rzeczpospo-
lita Obojga Narodów, Indie, Unia Europejska. Dwie wojny światowe są europejskim odpowiedni-
kiem okresu walczących królestw w Chinach. Kiedy napór ordy mongolskiej na Ruś osłabł, na Rusi
wytworzyła się próżnia geopolityczna, która wessała Litwę[356]. Koncepcję EWG porzucono
i przystąpiono do realizacji projektu europejskiego superpaństwa —Unii Europejskiej po rozpadzie
ZSRR, kiedy na terenie byłych KDL wytworzyła się próżnia geopolityczna. Kiedy orda mongolska
nacierała na Europę, państwa europejskie były w stanie rozbicia dzielnicowego. Zagrożenie
ze strony Tatarów nie wywołało tendencji zjednoczeniowych. Kiedy prezydentem FR został Putin,
ogłoszono koniec wielkiej smuty okresu Jelcyna, światowe ceny ropy naftowej poszły w górę
62
, po-
zycja międzynarodowa FR wzrosła — proces tworzenia UE został zatrzymany — ratyfikacja trak-
tatu konstytucyjnego padła.
Każda formacja geopolityczna, która powstała na środkowoazjatyckim obszarze bezodpły-
wowym dąży do przebicia się do morza, a po przebiciu się tworzy wielką flotę. Tak zrobiły: Persja,
orda mongolska, Imperium Osmańskie, Wielcy Mogołowie.
Wojska perskie pod koniec 6w. prz. Chr. oraz w 480r. prz. Chr. przekroczyły cieśninę Dar-
danele (Hellespont) po moście z łodzi. W bitwie pod Salaminą 480 roku prz. Chr. flota grecka miała
380 jednostek, perska — 1200. Mongołowie już podczas podboju Chin przeciągali na swoją stronę,
marynarzy flotylli rzecznych. AD 1274 Kubilaj-chan wysłał przeciwko Japończykom korpus eks-
pedycyjny w sile 800 okrętów. AD 1281 prawdopodobnie największa flota inwazyjna
owych czasów liczyła ok. 4000 okrętów. U Wielkich Mogołów handlem morskim zajmowały
się nawet tzw. damy haremowe. Chociaż miały szczególnie trudno, bo nie wolno im było wychodzić
z haremu. Pomiędzy haremem i portem kursowały eunuchy. Z kapitanami swoich okrętów damy
haremowe kontaktowały się w rozmównicy przez kratę. W handlu morskim osiągały sukcesy, jedne
były właścicielkami pojedynczych okrętów, inne dorabiały się całych flot.
Można powiedzieć, że przebicie się formacji geopolitycznej ze środkowoazjatyckiego ob-
szaru bezodpływowego do morza i utworzenie dużej floty jest prawem natury.
7.1.1. Do Oceanu Indyjskiego!
Na tle poprzednich formacji geopolitycznych środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływo-
wego Moskowia przedstawia się szczególnie nędznie. Wyraźnie jest upośledzona.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 171/419
Pierwszym i na półtora wieku jedynym portem morskim Moskowii był Archangielsk.
Ale zimą morze zamarza. Pierwszym niezamarzającym portem Moskowii nad otwartym morzem
był Murmańsk założony dopiero AD 1916.
Obecnie marynarka wojenna Moskowii wypływająca z Murmańska nie może niepostrzeże-
nie dopłynąć do dowolnego miejsca. Na Północnym Atlantyku Flota Stanów Zjednoczonych zain-
stalowała urządzenia nasłuchu akustycznego zdolne wykryć ruchy okrętów podwodnych
i nawodnych.
Piotr I odebrał zbrojnie Finom część ich ziem przebijając się do Bałtyku i zbudował
na nich port morski. Ale zimą w okolicach Petersburga Bałtyk zamarza.
Piotr I stopniowo uzależniał Polskę. Ze świadomością różnic można powiedzieć,
że Piotr I układał stosunki z Polską w sposób, który można porównać do stosunków pomiędzy Kró-
lestwem Brytyjskim i Indiami. Piotr I położył podwaliny pod zasady polityki Moskowii, które
w największym skrócie można określić jako poprzestawaniu na samym uzależnianiu
przy zachowaniu pozorów niezależności i dobrych stosunków. Gdyby polityka Piotra I była konty-
nuowana, Moskowia uzyskałaby nieformalne przejście do portu w Gdańsku przez terytorium ofi-
cjalnie niezależnej Rzeczypospolitej. Moskowia mogła uzyskać w Gdańsku port, w którym mogła-
by stacjonować flota wojenna zdolna do wyjścia w morze przez cały rok. Ale Moskowii przytrafiło
się nieszczęście. Carycą została Katarzyna II.
Katarzyna II zniszczyła politykę Piotra I. Uzależnianie przy zachowaniu pozorów niezależ-
ności i dobrych stosunków zastąpiła podbojami i przejmowaniem terytoriów. Jednocześnie odwró-
ciła niektóre reformy Piotra I. Zdeterminowała przynależność cywilizacyjną Moskowii. Żaden na-
stępca nie mógł porzucić polityki katarzyńskiej (zwanej też polityką katarzyńsko-fryderycjańską)
i wrócić do polityki Piotra I, nie zanosi się też na to obecnie. Katarzyna II politykę Moskowii
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 172/419
wprowadziła w ślepą uliczkę. Od Katarzyny II koszty następnych osiągnięć Moskowii wzrosły
niewspółmiernie. Porzucenie polityki katarzyńskiej i powrót do polityki Piotra I było być albo
nie być Moskowii. Teraz na jakikolwiek ratunek już jest za późno.
„[…]żaden z carów, oprócz Katarzyny Wielkiej, nigdy nie popierał rozbiorów
Polski. Tak twierdzi historyk i politolog Piotr Romanow. Przekonuje, że Rosja
miała z tego powodu nieustające problemy na arenie międzynarodowej. »Impe-
rium w żaden sposób nie mogło przełknąć polskiego kawałka tortu, bo powstania
wybuchały tam jedno za drugim« - wyjaśnia rosyjski ekspert. W jego opinii, wła-
śnie Polakom Rosja zawdzięcza wojnę z Napoleonem, w trakcie której francu-
sko-polska armia zdobyła Moskwę.
[…]”[357]
Katarzyna II do prowadzenia polityki Piotra I cierpliwości nie miała i część terytorium Rze-
czypospolitej wraz z innymi zaborcami zaanektowała. I tu przejawiają się istotne różnice między
zasadami polityki Piotra I i katarzyńskiej.
Do osiągnięcia celów metodami Piotra I potrzebne było utrzymywanie Polski w stanie uza-
leżnienia, a to z kolei wymagało osłabienia Polski. Polska mogła być osłabiona tylko wobec Mo-
skowii, natomiast wobec państw trzecich mogła zachować pozory siły, ale z konsekwencjami, jakby
te siła była realna. Ujmując inaczej, polityka Piotr I Moskowii dawała monopol na Rzeczpospolitą,
wpływy na całym jej terytorium z wyłączeniem państw trzecich, bez konieczności dzielenia
się z kimkolwiek, jakimkolwiek terytorium Rzeczypospolitej.
„O ile chodzi o stosunek do Polski, to polityka rosyjska od wieków
już oscylowała między dwoma możliwymi rozwiązaniami. Pierwszym rozwiąza-
niem było połączenie całej Polski z Rosją. Drugim było odebranie Polsce
ziem zamieszkanych przez Białorusinów i Ukraińców i ewentualnie również pew-
nych części Polski etnograficznej. Ideałem dla Rosji było zawsze rozwiązanie
pierwsze. Rozwiązanie drugie było natomiast zawsze rezultatem kompromisu
z siłami położonymi dalej na zachód od Polski. Polityka rozbiorcza Katarzy-
ny II była właściwie polityką rezygnacji z ambitnych zamiarów wcielenia całej
Polski do Rosji[…]”[88]
Co więcej, królowie Rzeczypospolitej August II Mocny i jego
syn August III Sas jednocześnie byli władcami Saksonii. Polska i Saksonia były państwami odręb-
nymi pozostającymi w unii personalnej tylko podczas ich panowania. Ale Polska i Wielkie Księ-
stwo Litewskie też zaczynały od unii tylko personalnej. Gdyby Moskowia kontynuowała politykę
Piotra I, to nie pozostawało poza zakresem jej możliwości powtórzyć za pomocą swojej agentury
wpływu wobec Polski i Saksonii ten sam proces integracji, jaki dokonał się między Polską
i Wielkim Księstwem Litewskim. Ta tendencja zresztą w Polsce pojawiła
się, np. Konstytucja 3 Maja przewidywała w tron dziedziczny dla dynastii Wettynów, z której po-
chodzili dwaj poprzedni polscy królowie, począwszy od Fryderyka Augusta I, króla Saksonii. Kata-
rzyna II nie musiała na tronie polskim osadzać swojego byłego kochanka, Stanisława Augusta Po-
niatowskiego. Kontynuacja polityki Piotra I pozwoliłaby Moskowii zdobyć wpływy nie tylko
w Polsce i Saksonii, ale za pośrednictwem Saksonii w całej Rzeszy Niemieckiej. Moskowia miała
szanse sprawić, aby czynnikiem jednoczącym Niemcy nie były Prusy, tylko Saksonia. Praktycznie
bezkosztowo Moskowia miała szanse osiągnąć więcej niż półtora wieku później zdobyła za cenę
niewyobrażalnych wyrzeczeń. Historia odnotowuje przypadki, kiedy na tronie zasiadał władca
bądź to nieletni, bądź to niespełna rozumu, bądź to z jakiegoś innego powodu władzę sprawującym
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 173/419
formalnie, podczas gdy faktyczny ciężar władzy spoczywa w rękach doradcy, wychowawcy
itp. W 18w. Polska była państwem bardzo słabym, przypominającym takiego władcę figuranta, Mo-
skowia mogła stosunki z Polską ułożyć analogicznie zostając tajnym protektorem jej państwowości
i nienaruszalności terytorialnej.
„[…]do 1769 roku udało się zachować Rzeczypospolitej kształt terytorialny
ustalony w wyniku zawartych traktatów pokojowych z Rosją (pokój Grzymuł-
towskiego z 1686 roku) i Imperium Osmańskim (traktat karłowicki z 1699 roku).
Sytuację, która wytworzyła się w trakcie III wojny północnej
z lat 1700-1721, sprawiła, że całe ówczesne państwo polsko-litewskie stało
się rosyjskim protektoratem.
Mimo oczywistych negatywnych skutków tego stanu rzeczy, protektorat
ten oznaczał jednoczesnie »ochronę« terytorium Rzeczypospolitej przed zakusami
terytorialnymi jej sąsiadów, głównie Prus[…]”[358]
Uczestnictwo w rozbiorze Polski też wymagało jej uprzedniego osłabienia, ale tym razem
to osłabienie musiało być uniwersalne, nie tylko wobec Moskowii, ale w takim samym stopniu wo-
bec wszystkich przyszłych zaborców. Zamiast prowadzić finezyjną i żmudną politykę Pio-
tra I, Katarzyna II politykę Moskowii sprymitywizowała, dokonała zwykły handel terytorium Polski
dopuszczając do udziału innych zaborców.
Katarzyna II politykę Piotra I porzuciła częściowo pod wpływem Fryderyka II:
„[…]W pierwszym rozbiorze, przesądzającym o upadku Rzeczypospolitej, ode-
grał rolę nieomal decydującą, nakłaniając do podziału wahającą
się Katarzynę II[…]”[33]
Pomorze przypadło w udziale Prusom. Wprawdzie Kongres Wiedeński (1815) przesunął za-
chodnią granicę imperium na zachód włączając do niego m. in. Warszawę i Łódź uprzednio pruskie,
ale Pomorze pruskie pozostało.
„[…]Po zwycięskiej wojnie z Napoleonem, Aleksander I podjął na nowo
zamiar zupełnego połączenia obu państw. Trzeba było koalicji pobitej Francji
z Anglią i Austrią, aby uratować dla Prus Poznańskie, a dla Austrii ówczesną
Galicję[…]”[88]
Katarzyna II uzyskanie niezamarzającego portu nad Bałtykiem opóźniła o półtora wieku
do AD 1945.
„[…]Niezmiennym prawem rozwoju imperializmu kontynentalnego
(a więc i rosyjskiego) jest niszczenie buforów i kompletna centralizacja, podczas
gdy imperializm morski dąży zawsze do liberalizmu politycznego
i gospodarczego w postaci dominiów i kolonii autonomicznych. W swym ruchu
postępowym w tym kierunku Rosja w XVIII wieku zlikwidowała wspólnie
z równie kontynentalnym imperializmem germańskim olbrzymi bufor – Rzeczpo-
spolitą, stratowawszy [wcześniej] Ukrainę, państwa bałtyckie, zagroziwszy
Szwecji, Mołdawii i Imperium Ottomańskiemu, a w XIX wieku osiągnęła olbrzy-
mie sukcesy, zniszczywszy szereg buforów (państwa kaukaskie, Chiwę i Bucharę)
i rozszerzywszy się daleko na południe swoją strefę wpływów (Palestyna, Persja,
częściowo Afganistan)[…]”
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 174/419
[I dalej w przypisie #29]
„Do końca XVIII wieku Rosja wchłonęła wschodnie obszary Rzeczpospo-
litej, autonomiczną Ukrainę kozacką oraz państwo tatarsko-krymskie.
Na początku XIX stulecia zhołdowano Gru-
zję (1803) i Finlandię (1806) oraz zlikwidowano status mocarstwowy Szwecji
i Turcji. W tym też czasie carat uzyskał duże nabytki terytorialne od Persji
w rejonie Morza Kaspijskiego. Z kolei w połowie XIX wieku rozpoczęła
się ekspansja wobec chanatów środkowoazjatyckich.”[359]
Fryderyk II częściowo wyraził analizę porównawczą skutków geopolitycznych pierwszego
rozbioru Polski. Przyznał też, że Moskowię ograł:
„[…]Geopolityczny sens rozbioru najlepiej wyłożył sam monarcha:
Cząstka ziem polskich, która przypadła Rosji,
jest dla niej kwestią wygody […], udział Austrii stanowi artykuł luk-
susowy […], część natomiast pruska jest organem życiowym,
bez którego organizm państwowy nie mógłby dłygo istnieć.
[…]”[33]
Moskowicini lubią mówić o sobie, że ich państwo jest Trzecim Rzymem
67
. Gdyby Moskowia
miała w sobie coś z Rzymu, potraktowałaby Rzeczpospolitą, jak Rzym starożytny Grecję. Polską
kulturę zamiast niszczyć Moskowia przejęłaby i się ucywilizowała. Przejęcie kultury Greckiej sta-
rożytnemu Rzymowi w niczym nie uwłaczyło. Przeciwnie, stało się powodem jego chwały. Analo-
gicznie na przyjęciu kultury polskiej i ucywilizowaniu się Moskowia mogła tylko zyskać.
„[…]
Krok jeden dzielił Rosję od tego, by weszła w obręb promieniowania
wolności polskiej z początkiem XVII w. Z owych czasów datują się pierwsze
przywileje ograniczające władzę cara. Statut litewski z r. 1588 diacy moskiewscy
przepisywali kawałkami, a z dwudziestu pięciu rozdziałów pierwszego kodeksu
prawa moskiewskiego dziesięć wzorowanych jest całkowicie na kodeksie litew-
skim. Jeszcze po pierwszym rozbiorze wolność polska, polska ide-
a demokratyczna promieniuje na Rosję. Jeszcze w czasie Aleksandra I, jeszcze
na przekór reakcji Mikołajewskiej grają w Rosji echa polskie.
[…]”[361]

67
Niech wie o tym kraj twój władco prawosławny, że wszystkie księstwa prawosławnej wiary chrześcijańskiej złączyły
się w twoim. Tyś car jedyny dla wszystkich chrześcijan pod tym niebem. Kościół Starego Rzymu upadł z powodu
herezji. Bramy drugiego Rzymu rozrąbali toporami Turcy. Ale Cerkiew moskiewska – nowy Rzym – lśni nad całym
światem. Uważaj i słuchaj, pobożny carze, wszystkie cesarstwa chrześcijańskie zeszły się w twoim jedynym,
albowiem dwa Rzymy upadły, trzeci stoi, a czwartego nie będzie, gdyż twoje królestwo chrześcijańskie przez żadne
inne nie zostanie zastąpione — mnich Filoteusz, ihumen monasteru pskowskiego, do wielkiego księcia
moskiewskiego Wasyla III w liście napisanym ok. AD 1515÷1521[360]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 175/419
Zamiana polityki Piotra I na katarzyńską dowodzi, że mówienie o Trzecim Rzymie jest tylko
mitomanią[230]. Moskowia zdeterminowała swój stosunek do Polski — nienawiść wynikająca
z kompleksu niższości. Poza wszystkim innym Katarzyna II wyhodowała śmiertelnego wroga Mo-
skowii, który nie jeden raz zagroził jej istnieniu, ale obwinianie o to Katarzyny II byłoby anachro-
nizmem, jak obwinianie Konrada Mazowieckiego za sprowadzenie do Polski Krzyżaków.
Od czasów Katarzyny II upłynęło już trochę czasu i obecnie Moskowia jest bardziej doświadczona.
Może zatem dostrzec prawidłowość, że po wielkich tajnych operacjach: finansowanie
les philosophes, rozbiór Polski, danie Hitlerowi władzy nad Niemcami[44] wchodzą głęboko obce
wojska. Z podejściem pod Moskwę i jej zajęciem włącznie. Ale okazje na naukę z tego minęły
już bezpowrotnie. Moskowia grała ostro. Wygrywała zbyt dużą liczbę razy. Ale nawet najdłuższa
dobra pasja nie trwa wiecznie. Właśnie się skończyła.
Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy przejście od polityki Piotra I do katarzyńskiej sta-
ło się już nieodwracalne, trwały przygotowania do rozbiorów Polski oraz same rozbiory zwycięskie
wojny z Turkami (AD 1768÷1774, 1787÷1792) otworzyły szeroki dostęp do Morza Czarnego.
AD 1794 Katarzyna II na wybrzeżu Morza Czarnego założyła pierwszy niezamarzający
port Moskowii — Odessę. Ale wyjście z Morza Czarnego na Morze Śródziemne przebiega
przez cieśniny. Są one tak wąskie i łatwe do upilnowania, że kto przez nie przepłynie,
a kto nie, zależy tylko od woli Turcji.
Moskowia postanowiła cieśniny zająć zbrojnie. I to było jednym z największych jej błędów.
Strzeliła sobie w nogę. Rozwój wypadków po napaści na Turcję nie tylko był, ale do dzisiaj pozo-
staje bezprecedensowy. Po stronie Turcji opowiedziała się prawie cała Europa, a w każdym
bądź razie wszyscy możni Europy. Europa formalnego pretekstu prowadzenia wojny przeciwko
Turcji, prawa duchowieństwa prawosławnego, względnie katolickiego do opieki nad miejscami
świętymi i w ogóle niemuzułmańską ludnością imperium tureckiego nie kupiła. Takiego zjednocze-
nia w Europie nie było nigdy przedtem ani nigdy potem. Próba siłowego przejęcia cieśnin Europę
zjednoczyła nawet bardziej niż wojny krzyżowe. Wyprawa po cieśniny zamieniła się w wojnę
krymską (AD 1853÷1856), w której po jednej stronie była Europa i Turcja, a przeciwko
nim samotna Moskowia.
„[…]
Mikołaj kontynuował zewnętrzną politykę brata. Okrzyknięty »żandar-
mem Europy«, podczas Wiosny Ludów wypełniając testament rozpadającego
się Świętego Przymierza, wysłał swoją armię na pomoc Austrii, celem stłumienia
powstania węgierskiego. Główny cel wszytkich jego działań stanowiły jednak
upragnione od czasów Piotra I cieśniny czarnomorskie.
[…]
Piotr nadał również nowe impulsy terytorialnej ekspansji Rosji. Jako
twórca floty wojennej rozumiał lepiej niż ktokolwiek z jego następców znaczenie
morskich szlaków komunikacyjnych i w długotrwałej wojnie ze Szwecją zdobył
szeroki dostęp do Baltyku. »Otwarcie« drugiego z przybrzeżnych
mórz nie powiodło się, ale i tam, kosztem Turcji, zdobył przyczółki
dla późniejszego utrwalania rosyjskiego władztwa w basenie czarnomorskim.
[…]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 176/419
Wobec postępującej degeneracji Turcji łup wydawał się w zasięgu ręki i dlatego
w roku 1853 Rosja zaczęła wojnę, mającą przynieść jej Bosfor i Dardanele. Ra-
chuby cara okazały się jednak złudne, bowiem z pomocą Imperium Ottomań-
skiemu przyszły Anglia i Francja, Austria zaś zajęła wobec Rosji postawę nie-
życzliwej neutralności. Rozgoryczony Mikołaj stwierdził wówczas filozoficznie,
iż w dziejach Polski najgłupszymi królami byli Jan III i on, obydwaj bowiem ura-
towali Habsburgów, licząc naiwnie na ich wdzięczność[…]”[33]
Wbrew nazwie działania wojenne toczyły się nie tylko na Krymie, państwa europejskie Mo-
skowię nękały, gdzie mogły. Anglia i Francja, wykorzystując swe panowanie na morzach, dokonały
szeregu bombardowań i prób desantu w Finlandii, Zatoce Fińskiej, na wyspach Alandzkich
na Bałtyku, w Pietropawłowsku na Kamczatce oraz w Odessie i Kerczu na Morzu Czarnym.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 177/419
Moskowia wojnę krymską przegrała. Została zmuszona do przyjęcia bardzo niekorzystnego,
upokarzającego traktatu paryskiego, który zamknął Moskowii możliwość wyjścia na otwarty ocean
w kierunku zachodnim (zakaz posiadania floty wojennej i budowy twierdz przybrzeżnych na Morzu
Czarnym, demilitaryzacja Wysp Alandzkich).
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 178/419
Próbę zbrojnego wyrwania Turcji cieśnin bez cienia przesady można nazwać początkiem
upadku Moskowii. Po wojnie krymskiej nastąpiła seria wydarzeń układających się w staczanie
się Moskowii po równi pochyłej. Powstanie styczniowe, wojna japońska, rewolucja 1905, pierwsza
wojna światowa, rewolucja lutowa, pucz Lenina (tzw. Wielka Socjalistyczna Rewolucja Październi-
kowa), wojna domowa itd.
„[…]
Mikołaj, jakby świadomy słów Mickiewicza, pod wpływem upokarzają-
cych klęsk wojskowych, obnażających stan nie tylko armii, ale i państwa, załamał
się zupełnie. Poddawszy się chorobie zmarł na zapalenie
płuc 2 marca 1855 roku. Przed śmiercią przekazał ostatnie posłanie dziedziczą-
cemu tron synowi: »Masz służyć Rosji«.
[…]”[33]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 179/419
Skoro kierunek północny był zablokowany przez warunki klimatyczne, a zachodni
przez Europę, pozostawały tylko kierunki: wschodni i południowy.
Kierunek wschodni to północna część wschodniego wybrzeża kontynentu euroazjatyckiego
(Dalekiego Wschodu). Dzieli się ono na dwie części. Część północna ma użyteczność podobną
do północnego wybrzeża kontynentu euroazjatyckiego, morze przy nim też zamarza. Częścią połu-
dniową jest wybrzeże Chin. Moskowia przejęła zbrojnie część ziem Chin. Chiny nigdy
nie zapomniały o tej stracie i nie zrezygnowały z jej odzyskania. Ale to wciąż było daleko
od morza. W tym czasie Chiny słabły. Mogłoby się wydawać, że zajęcie przynajmniej części chiń-
skiego wybrzeża z niezamarzającymi portami nie powinno dla Moskowii przedstawiać problemu.
Ale oprócz Moskowii w Chinach pojawili się inni gracze. Chiny zaczęły być penetrowane
przez europejskie państwa kolonialne i przez Japonię. Zderzenie z nią dla Moskowii było szczegól-
nie przykre. W wojnie 1904÷1905 Moskowia poniosła poniżający szereg klęsk. Poniosła bezprece-
densową klęskę w historii wojen morskich, tracąc dwie spośród swoich trzech flot (prawie całą Flo-
tę Bałtycką i Flotę Oceanu Spokojnego) z minimalnymi stratami drugiej strony. Japońska armia
o stosunkowo małym doświadczeniu bojowym uzyskała druzgocące zwycięstwo nad siłami Mo-
skowii. Dostęp do otwartego oceanu pozostał niepełny przez porty zamarzające.
Moskowia przejściowo uzyskała dostęp do portów Chin od zwycięstwa w Chinach rewolu-
cji komunistycznej AD 1949 do rozejścia się dróg ChRL i Moskowii.
Moskowia dąży do uzyskania dostępu do Oceanu Indyjskiego (Indii)
już od Piotra I. Równolegle z podbijaniem przez Moskowię ziem Azji Środkowej i Południowej
z głębi lądu, od morza kolonizację prowadziła Wielka Brytania. Kolonie brytyjskie w Azji Połu-
dniowej zamknęły Moskowii drogę do Oceanu Indyjskiego. Zmagania Moskowii z Wielką Brytanią
o dostęp przez jej kolonie do Oceanu Indyjskiego nazywa się, Wielka Gra.
„[…]
Azja Środkowa została przyłączona do Rosji w XIX wieku.
ZSRR utrzymał tam swoje panowanie przy okazji podzieliwszy ten obszar
na szereg sowieckich republik narodowych. Ludy zamieszkujące te tereny
od setek lat mieszały się, a nagle, decyzją sowieckich urzędników podzielono
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 180/419
je, poklasyfikowano, opracowano urzędowe języki. Gdy upadł ZSRR między nimi
pojawiły się granice państwowe.
Jedno się nie zmieniło. Kraje Azji Środkowej, w mniejszym lub większym
stopniu, nadal znajdują się strefie wpływów Rosji. Czasem oznacza to wyczulenie
na sygnały dyplomatyczne płynące z Moskwy. Czasem, jak w przypadku Tadżyki-
stanu, strefa wpływów ma bardziej realny charakter. Jej namacalnym dowodem
jest stacjonowanie rosyjskiej 201 dywizji zmechanizowanej pod Duszanbe – ta-
dżycką stolicą. Borys Jelcyn w 1993 oznajmił nawet, że granica tadżycka
jest tak naprawdę granicą Rosji. Granicą ukształtowaną jeszcze w XIX wieku,
w czasach podbojów carskiego imperium.
Wtedy właśnie pojawiło
się określenie Wielka
Gra. Nazywano tak rywalizację Ro-
sji i Wielkiej Brytanii na terenie Azji
Środkowej. Do słownika dyploma-
tycznego weszło też pojęcie strefy
wpływów. By rozgraniczyć strefy
swoich wpływów dwa imperia od-
dzieliły znajdujący się pod rosyjska
kontrolą Pamir od Brytyjskich Indii
(dzisiejszy Pakistanu) wąskim pa-
skiem terenu. Powstały tak Korytarz
Wahański przyłączono
do Afganistanu, który miał pełnić rolę państwa buforowego[…]”[362]
Wielka Gra opóźniła zawarcie przymierza Wielkiej Brytanii z Moskowią do AD 1907.
Wielka Gra zawiera też wątek polski:
„[…]Najsłynniejszym »Wallenrodem« był prawdopodobnie
Jan Witkiewicz (1808-1839). Mając lat 15 Witkiewicz został karnie wcielony
do armii carskiej za nielegalną działalność patriotyczną, z czasem zyskał zaufa-
nie władz rosyjskich, stał się agentem dyplomatycznym Petersburga
na Środkowym Wschodzie, by wreszcie — świadomie doprowadzić do konfliktu
angielsko-rosyjskiego w Afganistanie (zginął w tajemniczych okolicznościach,
prawdopodobnie popełniając samobójstwo). Według rodzinnej legendy Witkiewi-
czów, Jan Witkiewicz był polskim Wallenrodem, który poprzez swoje »intrygi«
chciał zaszachować Rosję od Wschodu i Południa. Prawdopodobnie myślał
o Witkiewiczu Tadeusz Miciński, przedstawiając go pod imieniem Witoldowicza
w »Nietocie« (1910)[…]”[363]
Z uwagi na to, że dostęp do niezamarzającego portu nad otwartym morzem jest być, albo
nie być Moskowii, Witkiewicz może być uznany za Wallenroda pełnoformatowego. Niewykluczo-
ne, że ocalił cały świat od zagłady.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 181/419
„[…]Zasługą jego życia pozostanie to, że doprowadzając do ostrego konfliktu
między dwoma największymi wtedy mocarstwami, powstrzymał imperializm ro-
syjski na przedprożu Indii, czyli w Afganistanie. Rosja (a potem ZSRR) nigdy
nie zdołała przekroczyć tych granic.
[…]
jego działalność
– chociaż prowadzona w ramach instrukcji – wywołała poważny zatarg z Wielką
Brytanią, grożący nawet wybuchem wojny, co mogło się okazać zgubne dla Rosji.
Podobnie jak wielu Polaków Witkiewicz marzył o zniszczeniu potęgi caratu. Jed-
nak w odróżnieniu od innych postanowił sam zrealizować swój zamiar. Odgadu-
jąc jego plany, Maria Janion trafnie stwierdziła: »Ktoś, kto chciał klęski Rosji
carskiej, życzył jej konfliktu z Anglią. Witkiewicz zatem, doprowadziwszy
do zatargu angielsko-rosyjskiego, pragnąłby popchnąć Rosję do tego, czego
nie chciała, obawiając się – i słusznie […] – wielkiego dla siebie niebezpieczeń-
stwa.«
[…]”[364]
„[…]
To, co stało się absolutnym sukcesem wysłannika Petersburga, okazało
się wkrótce klęską dyplomatyczną Rosji. Brytyjczycy zareagowali na misję Wit-
kiewicza gwałtowną notą dyplomatyczną przesłaną na ręce księcia Nesselrode,
ministra spraw zagranicznych. Mikołaj I postawiony wobec perspektywy za-
ostrzenia stosunków z Brytyjczykami, uznał, że nie może wdać się w konflikt
o daleki Afganistan w sytuacji, gdy dla polityki rosyjskiej sąsiednia Porta Oto-
mańska i Bałkany były priorytetem.
[…]”[365]
„[…]Meldunki o poczynaniach Witkiewicza trafiły do Londynu
i wywołały popłoch wśród brytyjskich polityków. Stawka była wysoka - albo
wszystko, albo nic. Głównym imperatywem brytyjskiej polityki zagranicznej stała
się teraz rywalizacja z Rosją. Wielka Gra to \"zimna wojna XIX w.\".
\"Nie zamierzaliśmy ingerować w sprawy Afganistanu, lecz, gdy Rosjanie
chcą uczynić Afgańczyków Rosjanami, powinniśmy zatroszczyć się, by zostali
oni Brytyjczykami\", stwierdził minister spraw zagranicznych, wicehrabia Pal-
merston.
Na wieści z Afganistanu londyńska prasa w histerycznym tonie pisała,
jak to od granic Węgier do serca Indii i Nepalu rosyjski diabeł uciska ludzki
ród i nieustannie knuje mroczne intrygi, drażniąc tym \"nasze miłujące pokój im-
perium\". Rosja Mikołaja I zyskała wówczas miano \"żandarma Europy\".
Dziś powiedzielibyśmy, że \"Petersburg miał kiepski PR\".
Rząd Jej Królewskiej Mości uznał oblężenie Heratu przez Persów
za wrogi akt wobec brytyjskich interesów i wysłał do Zatoki Perskiej okręty wo-
jenne. Wysadzono desant na wyspie Korrak. Angielscy żołnierze widzieli jakoby
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 182/419
w okolicy Rosjan, choć ich tam nigdy nie było. Przerażony brytyjską interwencją
szach wycofał wojska spod Heratu.
\"Zapędziliśmy Rosję do kąta\", oświadczył dumnie Palmerston. Jedno-
cześnie wysłał stanowczą notę dyplomatyczną do szefa rosyjskiego
MSZ, hrabiego Nesselrodego, w której ujawnił materiały wywiadu na temat dzia-
łalności Witkiewicza przeciw Anglii w Afganistanie. Między Wielką Brytanią
a Rosją rozpoczęły się intensywne negocjacje na temat określenia stref wpływów.
Porucznik Jan Witkiewicz otrzymał rozkaz powrotu do Petersburga. W uznaniu
zasług car Mikołaj I awansował go do stopnia sztabskapitana.
[…]”[366]
„[…]
W odpowiedzi na notę zaznaczono, że wysłannik przekroczył swoje
uprawnienia. Zarówno Witkiewicz, jak i poseł rosyjski w Teheranie Simonicz zo-
stali odwołani. W wyniku tej demonstracji dobrej woli konfrontacja zostaje zała-
godzona.
[…]”[365]
„[…]Mikołaj I szybko anulował traktat z Persją i rozmaitymi ustępstwami starał
się złagodzić gniew potężnego rywala. Dwór przekazał gazetom informację,
że misja Polaka w Afganistanie była jego własną inicjatywą.
[…]
skuteczne zacieranie wszelkich śladów jego istnienia, i to przez tyle lat, wynikało
z żądzy zemsty władz rosyjskich. Trudno im było pogodzić się z tym, że pojawił
się ktoś, kto wprowadził w błąd wielkie mocarstwo. I to ktoś tak mało znaczący:
zniewolony Polak, zesłaniec, prosty sołdat, więc nikt! Dumni despoci woleli
jak najszybciej zapomnieć o tej wstydliwej karcie w dziejach Rosji i dlatego
tak usilnie dążyli, by wszyscy zapomnieli o Witkiewiczu.
[…]”[364]
Wielka Brytania analogicznie przyczyniła się do ograniczenia dostępu Moskowii
do Pacyfiku podpisując 30 stycznia AD 1902 sojusz japońsko-brytyjski. Zawarty on został na okres
5lat, a w 1905 został przedłużony na kolejne 5.
Podczas drugiej wojny światowej ZSRR na krótko opanował północną część Iranu
nie uzyskując dostępu do Oceanu Indyjskiego. Musiał się wycofać pod naciskiem
państw zachodnich.
Po drugiej wojnie światowej Moskowia postanowiła przeszkodę brytyjskich kolonii
ze swojej drogi do Oceanu Indyjskiego usunąć podstępem. Zainicjowała tzw. dekolonizację,
przy pomocy swojej agentury wpływu przekonała do niej światową opinię publiczną
i ją zrealizowała. Moskowia osiągnęła sukces częściowy. Rzeczywiście, z miejsca na drodze Mo-
skowii do Oceanu Indyjskiego kolonie brytyjskie zniknęły, ale pojawiły się niepodległe państwa.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 183/419
Po uzyskaniu dostępu do broni jądrowej i po cywilnych wdrożeniach technik jądrowych
Moskowia podjęła próbę zimowego użytkowania portów zamarzających, do których tory wodne
z lodu oczyszczałyby lodołamacze. Była to kontynuacja i rozwinięcie koncepcji zapoczątkowanej
AD 1915 otwarciem Biura Lodołamaczy przy zarządzie portu handlowego w Archangielsku, któ-
remu podlegało 13 lodołamaczy i łamiących lód okrętów, dających początek flotylli lodołamaczy.
Owe statki zimową porą ubezpieczały przepływanie okrętów z Morza Białego do Archangielska.
AD 1957 został zwodowany lodołamacz NS Lenin[367], pierwszy na świecie niewojenny statek
o napędzie jądrowym, mogący kruszyć lód o grubości dochodzącej do 3m. Rekordowo szybkie, nie-
typowe dla Moskowii, wdrożenie technologii militarnej w zastosowaniach cywilnych i nadanie lo-
dołamaczowi imienia w hierarchii wartości komunistów stojącego najwyżej świadczy o wielkich
nadziejach wiązanych przez Moskowię z możliwością użytkowania przez okrągły rok dzięki lodo-
łamaczom wszystkich jej portów, również położonych nad otwartymi morzami. Gdyby próby
z NS Leninem[367] powiodły się, byłby pierwszym z serii lodołamaczy obsługujących porty
nad zamarzającymi morzami. Rezultaty nie spełniły oczekiwań. Zamarzające porty
z lodołamaczami to wciąż było mniej niż port nad niezamarzającym otwartym oceanem.
Po rozpadzie ZSRR Moskowia nie zaprzestała prób umożliwienia korzystania zimą
z portów zamarzających.
„[…]Rosja realizuje unikalny projekt, który polega na zbudowaniu elek-
trowni jądrowej na powierzchni morskiej. Ma ona przemieszczać
się wzdłuż wybrzeża, od Petersburga na północ.
[…]”[368]
Aby sobie uzmysłowić, jak bardzo Moskowii potrzebny jest dostęp do otwartego niezama-
rzającego morza, należy pokazać, co Moskowia osiągnęła pomimo braku takiego portu, do czego
dążyła, co ze swoich osiągnięć straciła z powodu braku tego portu, co była w stanie osiągnąć, gdy-
by ten port miała i jakie okazje przeszły jej przed nosem.
Rosji carskiej nawet bez portu nad niezamarzającym otwartym morzem udało się zdobyć
posiadłości zamorskie. Najbardziej znany jest przypadek Alaski, w posiadaniu Moskowii przej-
ściowo w latach 1784÷1867. Mniej znane są jej inne posiadłości zamorskie. Moskowia miała fakto-
rie w Kalifornii. Obecnie z nich zostały tylko nazwy, jak np. Russian Hill
68
. Podróż z Petersburga
do zamorskich posiadłości Moskowii trwała półtora roku z półrocznym zimowaniem
we Władywostoku.
ZSRR w okresie, kiedy mógł korzystać
z portów ChRL i kiedy już korzystać
z nich nie mógł, zdobywał terytoria zamorskie
(np.: Koreańska Republika Ludowo-
Demokratyczna, Republika Kuby, Ludowo-
Demokratyczna Republika Jemenu, Etiopia, Re-
publika Chile, Republika Mozambiku , Republika
Angoli, Somalijska Republika Demokratyczna,

68
Russian Hill, San Francisco - Wikipedia, the free encyklopedia,
http://en.wikipedia.org/wiki/Russian_Hill,_San_Francisco#History,
http://tinyurl.com/yfudt5n
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 184/419
etc., etc.). Za wyjątkiem jednej Republiki Kuby Moskowia wszystkie swoje posiadłości zamorskie
utraciła. Nakłady na ich zdobycie i utrzymanie nigdy się nie zwróciły. Częścią tych nakładów Mo-
skowia obciążała KDL, w tym także Polskę[369], ale część z nich ponosiła sama.
Gdyby Moskowia uzyskała dostęp do otwartego niezamarzającego oceanu w tym samym
czasie, w którym Wielka Brytania zaczęła tworzyć swoje imperium lub nieznacznie później, impe-
rium utworzyłaby nie Brytania, tylko Moskowia. To nad imperium Moskowii Słońce nigdy
by nie zachodziło. Oceany Indyjski i Spokojny byłyby wewnętrznymi jeziorami Moskowii. Mosko-
wia ze swoimi koloniami nie miałaby takich problemów, jak Wielka Brytania z buntem trzynastu
kolonii w Ameryce Północnej. Można powiedzieć, że na potrzeby tłumienia buntu w kolonii moż-
liwości mobilizacyjne Moskowii są nieograniczone. Moskowia do zbuntowanej kolonii może okrę-
tami dowieźć dowolną liczbę żołnierzy. Jest tylko jeden warunek. Moskowia musi mieć dostęp lą-
dowy do portu, z którego te okręty mogą wypłynąć. Przecież koloniści celowo nie będą wszczynali
buntu, kiedy na półkuli północnej jest lato.
Moskowia ma głębokie kompleksy braku dostępu do otwartego, niezamarzającego oceanu.
Tym kompleksom daje wyraz w postaci buńczucznych gestów i propagandy. Od 2 połowy
18w do początku 19w (do wojny japońskiej), marynarka wojenna Moskowii była trzecią,
co do wielkości flotą na świecie, za marynarką Wielkiej Brytanii i Francji. Jak widać, w takim roz-
miarze została utworzona przedwcześnie i na wyrost. Nakłady na jej utworzenie zostały zmarnowa-
ne. Pierwszą eskadrą okrętów wojennych, która opłynęła dookoła glob ziemski była eskadra rosyj-
ska. To nie był wyskok jednorazowy. Pomimo przykrych doświadczeń próby rozwoju floty ponad
potrzeby i możliwości były ponawiane:
„[…]W 1938 roku podjęto decyzję budowy w ciągu
10 lat 15 (!!!) pancerników, 35 ciężkich i 20 lekkich krążowników, 145 liderów
i niszczycieli[…]”[99]
Przed AD 1989 w prylu prim nauczanie uczniów języka rosyjskiego było obowiązkowe.
W jednej z obowiązkowych czytanek do nauki języka rosyjskiego Moskwa (miasto) została nazwa-
na portem morskim pięciu mórz, bo z tych pięciu mórz do Moskwy można dopłynąć kanałami.
„[…]Razem ze stolicą rozkwitnie cały kraj. Od krańca po kraniec przetną
go wielkie kanały żeglugowe i Moskwa stanie się portem pięciu mórz: Białego,
Czarnego, Azowskiego, Bałtyckiego, Kaspijskiego Majestatyczny dworzec rzecz-
ny jest już wznoszony w Chimkach![…]”[206]
Moskowia dość wiernie powtarza działania swojej poprzedniczki, ordy mongolskiej. Mon-
gołowie do stolicy swojego imperium, Pekinu, przekopali od morza kanał żeglowny.
„[…]
»Należy tak zorganizować pracę wyższych stztabów, aby Armia Czerwo-
na mogła wypełnić swoje zadania na dowolnym kierunku operacyjnym
i dowolnym kierunku możliwego przyszłego frontu. Granice tego frontu
w pierwszej kolejności określa obręb całego kontynentu Starego Świata« —
tak oto przedstawiał wiosną 1921 roku ówczesną doktrynę wojenną Armii Czer-
wonej M. W. Frunze, ówczesny szef Sztabu Generalnego Armii Czerwonej
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 185/419
i Przewodniczący Rewolucyjnej Rady Wojennej ZSRR [133]
69
. Czynny członek
rady (L. D. Trocki) opracował w tym czasie plan marszu 40-tysięcznego korpusu
konnego przez Afganistan, Pendżab i Bengal ku brzegom Oceanu Indyjskie-
go[…]”[1]
Jednym z celów zawarcia paktu Ribbentrop Mołotow było uzyskanie dostępu do otwartych,
niezamarzających mórz. Na raz do więcej niż jednego:
„[…]orędzie radzieckiego rządu z 25 listopada 1940 roku, w którym został
przedstawiony plan podziału świata pomiędzy Niemcy, Włochy, Japonię i ZSRR.
Związek Radziecki żądał:
1. Od Finlandii — Pieczengi i Porkalii.
2. Baz w duńskich cieśninach Kattegat i Skagerrak do wyjścia w Morze Pół-
nocne.
3. Baz w Jugosławii i na Adriatyku.
4. Baz w Grecji (port w Salojnikach).
5. Od Ruminii — Bukowiny Południowej.
6. Od Bułgarii — przejścia do radzieckiej strefy wpływów i zawarcia stosow-
nego paktu.
7. Od Turcji — baz w czarnomorskich cieśninach Bosfor i Dardanele.
8. Baz w Zatoce Perskiej.
9. Przejścia pod radzieckie wpływy krajów na południe od Baku-Batumi, czyli
Turcji Wschodniej, pólnocnego Iranu i Iraku.
10. Rezygnacji Japonii ze swoich koncesji na Sachalinie.
[…]”[370]
Moskowia w realizacji jej żądań nie zdawała się bynajmniej na dobrą wolę
państw, do których te żądania skierowała:
„[…]
21 czerwca 1940 roku generał pułkownik D. Pawłow zreferował ludowe-
mu komisarzowi obrony marszałkowi Timoszence swoje stanowisko w sprawie
ewentualnego wykorzystania sił zbrojnych podbitych krajów nadbałtyckich:
»Po czystce wśród oficerów
70
i wzmocnieniu oddziałów naszymi dowódcami do-
puszczam możliwość w pierwszym okresie — w najbliższym czasie — wykorzy-
stania w wojnie oddziałów armii litewskiej i estońskiej — poza Bałtyckim
SOW, na przykład — w walce z Rumunami, Afgańczykami i Japończykami«.
W najbliższym czasie.

69
„Krasnaja now”, 1921, nr1.
70
Po czystce wśród oficerów — pewnie po takiej samej, jak wśród oficerów polskich. Nb. 22 lipca 1941
Pawłow został rozstrzelany na poligonie NKWD pod Moskwą. Cała jego rodzina została zesłana
do Krasnojarska (przyp. G. R.)
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 186/419
[…]W notatce dowódcy Powietrznej Floty Czarnomorskiej dotyczącej planu ope-
racyjnego (dokument powstał nie wcześniej niż 27 marca 1940 roku) czytamy:
»Przypuszczalny nieprzyjaciel: Anglia, Francja, Rumunia, Turcja. Zadania lot-
nictwa: zaatakować okręty na wodach morza Marmara, cieśninie Bosfor, posta-
wić zagrody minowe w Bosforze«.
Raport dowódcy Powietrznej Floty Czaromorskiej dla Głównego Sztabu
Morskiego o planie rozwoju 1940-1941 zakładał następujący rozwój wypadków:
Zadania lotnictwa według teatrów działań wojennych:
1. Morze Czarne. Potężne uderzene bombowe na bazy: Konstanca,
Izmaił, Warna (…).
2. Morze Egejskie: Saloniki, Smyrna (…).
3. Morze Śródziemne: Aleksandria, Hajfa, Kanał Sueski, Malta,
Brindisi (…).
Systematycznymi uderzeniami na Kanał Sueski pozbawić
Anglię i państwa śródziemnomorskie możliwości normalnej eksplo-
atacji tego szlaki komunikacyjnego.
W tym samym czasie wiosną 1940 roku Zarząd Główny Sił Powietrznych
Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej przygotował dokumenty na 19 stronach
pod tytułem: »Opis marszruty w Indiach nr 1 (przełęcze Barochil, Chitral)
i nr 4 (przełęcze Killio, Gilhit, Śrinagar)«. Na 34 stronach sporządzono »Wykaz
obiektów wojskowo-przemysłowych« Turcji, Iranu, Afganistanu, Iraku, Syrii, Pa-
lestyny, Egiptu i Indii. Prawie wszystkie wymienione państwa to kolonie
lub półkolonie Wielkiej Brytanii i Francji.
[…]”[99]
Po rozpadzie ZSRR kompleks dostępu do niezamarzającego otwartego morza nie zmniejszył
się. Portem pięciu mórz (za pośrednictwem kanałów) nazwano Gniezdowo rzekomo założone
w 8 wieku, w 9 wieku mającym być drugim, co do wielkości, miastem Europy i kolebką Rusi
(czyżby próba sfabrykowania moskowicińskiego Gniezna?). To na stacji kolejowej Gniezdowo zo-
stali z pociągów wyładowani polscy oficerowie, jeńcy wojenni więzieni w Kozielsku, a następnie
zamordowani w Katyniu.
„[…]
В нескольких десятках метров от железнодорожной станции
Гнездово расположено огромное городище, существовавшее с конца
VIII века. В IX веке оно по своим размером было вторым городом в Европе.
Большинство историков считают Гнездовское городище древним
Смоленском. Именно древний Смоленск (Гнездовское городище) следует
считать колыбелью Руси. Именно Гнездово в VIII-XIII веках было «портом
пяти морей». Оттуда шли волоки и копанки (каналы) на Волгу,
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 187/419
Оку, Северную Двину и Ловать. Кстати, название Катынь произошло
от «катить суда по волоку».
71

[…]”[371]
Od czasu do czasu w Moskowicinach ożywa tęsknota za starymi dobrymi czasami potęgi
na oceanach świata. Żałość wyolbrzymia wspomnienia. Wtedy snują marzenia o powrocie dawnej
siły i osiągnięciu celów.[372] Twarda rzeczywistość brutalnie ściąga na ziemię marzycieli bujają-
cych w obłokach:
„[…]Utrzymanie mocarstwowej pozycji Rosji, jest jednym z głównych ce-
lów tandemu Miedwiediew - Władymir Putin. Obecnie oznaką prawdziwej mor-
skiej potęgi, są właśnie lotniskowce. Bezsprzeczny prym w tej dziedzinie wiodą
Amerykanie z 11 aktywnymi lotniskowcami, które nie tylko są liczne, ale także
największe. Na dodatek w USA są już budowane trzy następne wielkie okręty no-
wego typu.
Na tym tle Rosja z jednym relatywnie małym »krążownikiem lotniczym«
Admirał Kuzniecow, wypada bardzo blado. W 2008 roku w błysku fleszy podczas
ćwiczeń ma Morzu Barentsa, Miedwiediew zapowiedział zmianę tego stanu rze-
czy. - Nie będziemy szczędzić na ten cel funduszy - mówił prezydent. Dowódca
marynarki wojennej, adm. Władymir Wysocki sprecyzował, że chodzi o budowę
sześciu lotniskowców porównywalnych ze swoimi amerykańskimi odpowiednika-
mi.
Na drodze ambitnych planów stanęły koszty budowy samych okrętów
(dla porównania jeden lotniskowiec nowego typu General R. Ford ma kosztować
USA około dziewięciu miliardów dolarów) oraz problemy rosyjskiej marynarki
z wykorzystywaniem nowych jednostek[…]

„[…]
Dowodzący Frontem Zachodnim, bohater Obrony Madrytu i przełamania linii Mannerheima gene-
rał armii Pawłow aresztowany został 4 lipca, a 22 lipca 1941 roku — równiutko miesiąc od wybuchu
wojny (oj, lubił, lubił towarzysz Stalin teatralne efekty!) — skazany został na rozstrzelanie.
[…]”[1]
71
В нескольких десятках метров от железнодорожной станции Гнездово расположено огромное городище,
существовавшее с конца VIII века. В IX веке оно по своим размером было вторым городом в Европе.
Большинство историков считают Гнездовское городище древним Смоленском. Именно древний Смоленск
(Гнездовское городище) следует считать колыбелью Руси. Именно Гнездово в VIII-XIII веках было «портом
пяти морей». Оттуда шли волоки и копанки (каналы) на Волгу, Оку, Северную Двину и Ловать. Кстати,
название Катынь произошло от «катить суда по волоку» — (ros.) Kilkadziesiąt metrów od stacji kolejowej Gnie-
zdowo położone jest ogromne grodzisko, które istniało od końca 8 wieku. W 9 wieku ono było drugim,
co do wielkości, miastem w Europie. Większość historyków uważa, że grodzisko gniezdowskie
jest starym Smoleńskiem. Akurat starożytny Smoleńsk (grodzisko gniezdowskie) należy uważać za kolebkę Rosji.
To Gniezdowo w wiekach 8÷13 było portem pięciu mórz. Stąd wychodziły pochylnie i wykopy (kanały) do Wołgi,
Oki, północnej Dźwiny i Łowaci. Nawiasem mówiąc, nazwa Katyń pochodzi od przeciągać statki wodne po pochylni.
(tł. wł.)
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 188/419
minister obrony Anatolij Serdiukow. - Obecnie dostępne fundusze pozwolą
na opracowywanie planów konstrukcyjnych lotniskowców, ale nie na budowę
samych okrętów - przyznał Serdiukow.
[…]Ponadto Rosjanie nie posiadają żadnych zamorskich baz i ich okręty muszą
być w znacznym stopniu zaopatrywane z kraju, co bardzo podnosi koszty
ich użytkowania[…]”[373]
Przywódcy Moskowii mają świadomość wielowiekowego lizania cukru przez szybę.
To może frustrować, dawać poczucie krzywdy, niesprawiedliwości dziejowej i zwalniać z wszelkich
hamulców.
„Już w 1911 roku Halford Mackinder pisał, że Rosja to uwięziony
w interriorze azjatyckim gigant, który usiłuje wyjść poza wąskie gardła i przebić
się do otwartego ciepłego morza. Pod tym względem Rosja jest następcą
nie tylko imperializmu mongolskiego, lecz i turkuckiego z VII wieku.
Por.: H. Mackinder, The Nations of the Modern World: An Elementary Study
in Geography, London 1911, s. 224; L. Gumilow, Śladami cywilizacji Wielkiego
Stepu, Warszawa 2004.”[374]
Z państw oddzielających od Oceanu Indyjskiego Moskowii zainstalować reżim komuni-
styczny udało się tylko w Afganistanie. Ponieważ Moskowia otwartą walkę zarezerwowała
do podboju Europy Zachodniej, do Oceanu Indyjskiego musiała przedzierać się potajemnie
i podstępem.
7.1.1.1. O tym, jak pracowałem dla radzieckiej propagandy
AD 1978 miałem 18lat. Zdałem maturę i egzaminy wstępne na studia wyższe. W wakacje
pracowałem dorywczo za pośrednictwem OHP
72
w nieistniejącej już Centrali Kolportażu Prasy
i Wydawnictw (CKPiW) Ruch. Obecnie w budynku byłej CKPiW znajduje się IPN. Pracowałem
na stanowisku robotnika załadowczo wyładowczego. Do moich obowiązków należało wożenie ga-
zet. Od czasu do czasu jechaliśmy ciężarówką na Okęcie po prasę radziecką (Правда, Известия,
Советская женщина, Мурзилка itd.). Kiedy w Moskwie była mgła, przylot samolotu opóźniał
się. Nie pozostawało nic innego, jak tylko czekać. Wydawnictwa radzieckie miały pierwszeństwo
przed wszelkimi innymi obowiązkami. Siedzieliśmy w nieistniejącym już budynku cargo. Rozma-
wiałem z pracownikami spedycji lotniska.
Pewnego razu jedna z pracownic wskazała ręką na jedenaście worków różnie załadowanych
leżących najbliżej wejścia i spytała mnie, czy wiem, co w nich jest. Worki wyróżniały się spośród
innych. Były nowe i niezniszczone. Miały niespotykany kolor granatowy, były czyste, miały
schludne, niepomięte etykiety i lśniące plomby. Podszedłem i starałem się wymacać zawartość.
Wewnątrz były papierowe paczki zawierające jeszcze jakieś pakiety. Wciąż nie wiedziałem,
co w nich jest, ale wyczerpałem już swoje możliwości rozpoznawcze. Dlatego strzeliłem w ciemno
— książeczki dla dzieci z obrazkami do kolorowania. — Swoją odpowiedzią wywołałem wesołość
pracowników cargo. To była stutysięczna pożyczka zachodnich bankierów dla Gierka. W paczkach
były banknoty studolarowe. Ta pożyczka nie była jedynym takim przypadkiem. Niecałe dwa lata

72
OHP — Ochotnicze Hufce Pracy, komunistyczny odpowiednik Reichsarbeitsdienst
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 189/419
później, 28 kwietnia AD 1980 Gierek dostał kolejną pożyczkę, pięćsettysięczną. Skróciła moją od-
siadkę poprzedniego dnia, 27 kwietnia, do czterech godzin. Bezpieka złapała
mnie, aby uniemożliwić mi udział we mszy św. w intencji ofiar zbrodni katyńskiej. Można
by pomyśleć, że zachodni bankierzy dawali pożyczki komunistom, żeby nas mniej mordowali, bili,
więzili,…
Jedna z pracownic cargo powiedziała, że te pieniądze leżą przy wejściu całkiem
bez ochrony, nie wiadomo, jak długo będą tak leżeć, bo nie wiadomo, kiedy po nie przyjadą. Nie-
wykluczone, że będzie razem z nimi na nocnej zmianie. Gdyby wtedy zjawili się przestępcy,
to nie będzie stawiała im żadnego oporu i pozwoli im je zabrać.
Wysiliłem się na kiepski dowcip, poprosiłem pracowników cargo, aby przez chwilę patrzyli
w inną stronę i najmniejszy worek schowałem pod swój fartuch roboczy, jakbym
chciał go pod nim wynieść i pożyłem go z powrotem na podłogę. Mój dowcip może był i płaski,
ale swój cel osiągnął, pracownikom cargo rozwiązał języki.
Pół roku wcześniej, zimą z AD 1977 na `78 do Warszawy przyleciało złoto banku centralne-
go Afganistanu na przechowanie w skarbcu NBP. 50 sztab po 5kg. Z samolotu sztaby zostały prze-
ładowane do ambulansu bankowego. Przeładunek został przeprowadzony na płycie lotniska. Po-
między samolotem i ambulansem pocztowym był taśmociąg. Sztaby złota z samolotu były kładzio-
ne na taśmociąg, a z taśmociągu ładowane do ambulansu. Przeładunek odbywał się pod nadzorem
odpowiednich służb. Po przyjechaniu ambulansu do NBP sztaby policzono. Do NBP dotarło
49 sztab. Jedna sztaba złota zniknęła. Przeprowadzono intensywne śledztwo. Wszyscy pracownicy
cargo z Okęcia zostali przesłuchani. Zrewidowano szafki w ich szatni i wszystkie pomieszczenia.
Zaglądano do zbiorników spłuczek klozetowych. Zrewidowano mieszkania wszystkich pracowni-
ków cargo. Na ślad sztaby nie natrafiono.
Sztaba znalazła się dwa miesiące później, w marcu, kiedy śnieg stopniał. Leżała
pod wrakiem jaka, w którego pobliżu przeprowadzono przeładunek. Pierwszą sztabę złota robotnik
zdjął z taśmociągu i podłożył pod koło. Po zakończeniu przeładunku kopnął sztabę pod wrak jaka.
Sztaby nie było widać, bo była przykryta śniegiem. Robotnik był człowiekiem prostym.
Nie wiedział, co przeładowuje. Złota nie było widać, bo sztaby były powleczone miedzią.
Przechwytywanie złota państwa podbijanego jest tradycją Moskowii.
25 października AD 1936 Moskowia wywiozła złoto Hiszpanii.
„[…]
A oto kolejny bojownik o wolność i demokrację w Hiszpanii. Najważniej-
szy. Nazywał się Władimir Antonow-Owsiejenko. Jak pamiętamy, jako pierwszy
zjawił się w Hiszpanii i objął kluczowe stanowisko konsula generalnego
w Barcelonie. Zaczął od tego, że zalecił rządowi Republiki Hiszpańskiej dobrze
schować zapas złota. Ale gdzie? W Moskwie. Gdzież by indziej?
[…]Po konsultacji z przedstawicielami radzieckimi hiszpański rząd poprosił Mo-
skwę o »wzięcie na przechowanie« złota republiki.
[…]
Po podjęciu politycznej decyzji praca zawrzała — 20 października
w Hiszpanii otrzymano telegram o zgodzie na przyjęcie złota,
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 190/419
a już 22-25 października zostało ono załadowane na radzieckie statki
w Kartagenie. Łącznie zabrano 510 ton złota
73
.
Dla porównania: w grudniu 2002 roku złoty zapas Rosji wynosił
387 ton
74
. Pod koniec 2006 roku złoty zapas Rosji — 420 ton
75
.
[…]”[370]
Operacje przechwycenia złota Hiszpanii i Afganistanu są bliźniaczo do siebie podobne.
Różnią się tylko jednym. Złoto Hiszpanii popłynęło do Moskwy, a złoto Afganistanu poleciało
do Warszawy.
7.1.1.2. Operacja afgańska
Podczas prowadzenia blitzkriegu bardzo ważny jest czynnik czasu. Nie należy go tracić
na zastanawianie się, co robić. Dlatego blitzkrieg należy prowadzić na podstawie planów opraco-
wanych wcześniej. Przerwy między działaniami zbrojnymi wykorzystuje się na analizowanie da-
nych, wykorzystywanie doświadczeń, opracowywanie wariantowanych instrukcji na wypadek przy-
szłych spodziewanych działań. W określonym czasie do sztabów jednostek przychodzi rozkaz,
otworzyć sejf, wyjąć kopertę oznakowaną kodem takim to, a takim, otworzyć, znajdujące
się w niej rozkazy, wykonać, wszystkie pozostałe koperty spalić. To z jednej strony te działania
bardzo usprawnia, ale coś za coś. Takie przygotowywanie zawczasu rozkazów, które w założeniu
mają obejmować czym więcej przypadków, grozi popadnięciem w schematyzm.
Np. po 22 czerwca AD 1941 do sztabów jednostek Armii Sowiet’skiej przeszedł rozkaz spalenia
wszystkich kopert.
Podczas manewrów wojsk pancernych Moskowii wóz pancerny obserwatora
jest oznakowany białym szerokim pasem namalowanym farbą na pancerzu. Takie same białe pasy
na pancerzach miały czołgi wozy pancerne wojsk państw stron Układu Warszawskiego, które
AD 1968 wtargnęły do Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej. Armia ČSSR była uzbrojona
w tę samą broń, zachodziła potrzeba odróżniania, żeby się nie pomylić. Żołnierzom
wojsk wkraczających zapowiedziano, że kto usunie biały pas ze swojego pojazdu, zostanie ukarany
śmiercią. Ktoś skopiował pomysł z manewrów i trafił on do wielu kopert.
Takie same białe pasy na pancerzach miały czołgi i wozy bojowe piechoty, które na Nowy
Rok AD 1995 podczas pierwszej wojny w czeczeńskiej wjechały do Groznego. To dowodzi,
że w wojskowości Moskowii pomysły sprawdzone są trwałe. Obronę przygotowywał Dżochar Du-

73
W przyp.:
„R. Hrapaczewskij, »Ispanskoje zołoto Kriemla«, »Russkij fokus«, 14 maja 2001, nr 7.”
74
W przyp.:
„Informacja Rosyjskiej agencji informacyjnej Interfaks z 4 stycznia 2003 roku.”
75
W przyp.:
„»Krasnaja zwiezda«, 4-10 kwietnia 2007.”
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 191/419
dajew, prezydent Czeczenii. Przed rozpadem ZSRR Dudajew służył w Armii Radzieckiej w stopniu
generał-majora. Dobrze poznał jej zwyczaje i dlatego mógł dobrze przygotować swoich ludzi
do obrony. Do Groznego weszły trzy kolumny pancerne i już zostały w nim na zawsze.
„[…]»Szóstego stycznia 1995, w czasie ciężkich bojów o Grozny, byłem
u Maschadowa — wspomina Turpał-Ali Atgerijew. — Powiedział
mi, że w mieście walczy trzystu ludzi, a jeśli będzie miał jeszcze dwustu,
to wyprzemy ruskich z Groznego. W ciągu pierwszych trzech dni nowego roku
Rosjanie stracili na ulicach pięćset sztuk broni pancernej. W jedną tylko nowo-
roczną noc — całą 131. brygadę pancerną z Majkopu, ponad sto czołgów
i transporterów, jakieś półtora tysiąca ludzi«.
[…]”[375]
Latem AD 1995 Moskowia ugodziła Grozny większą liczbą pocisków niż ich dostał Stalin-
grad[376].
Innym punktem instrukcji przygotowywanych na wypadek zbrojnego zajęcia państwa obce-
go jest zabezpieczenie jego rezerw złota, żeby nie przepadło w zawierusze wojennej. Przewiezienie
złota banku Demokratycznej Republiki Afganistanu z Kabulu do Warszawy na dwa lata
przed zbrojnym wtargnięciem Armii Radzieckiej dowodzi, że ta operacja była dla Moskowii bardzo
ważna i przygotowywała ją bardzo starannie.
Armia Sowiet’ska do Afganistanu weszła 25 grudnia AD 1979. W tym czasie Afganistan
był już tzw. Demokratyczną Republiką Afganistanu (DRA) proklamowaną zaledwie półtora roku
wcześniej,
bo 30 kwietnia AD 1978 po komunistycznym
wojskowym zamachu stanu zwanym rewolucją
kwietniową. Takie działanie nie pasuje
do typowego postępowania Moskowii, która, je-
żeli gdzieś instaluje reżim komunistyczny,
to raczej unika ostentacji, stara się swoją rolę
ukrywać. Zainstalowany przez siebie komuni-
styczny reżim wspiera dyskretnie. Tym razem
zbrojny najazd nie był nawet wsparciem poprzed-
niej ekipy komunistycznej, której przewodził Ha-
fizullah Amin, sekretarz generalny Ludowo-
Demokratycznej Partii Afganistanu
(i jej współzałożyciel) oraz przewodniczący Rady
Rewolucyjnej DRA czyli de facto prezydent
DRA tytułujący się Nieustraszonym Komendan-
tem Rewolucji.
„[…]Sprytnie zneutralizowano afgańską dywizję pancerną, wydając
uprzednio rozkaz o zdaniu akumulatorów w celu ich regeneracji. Co do wiernych
Aminowi nomenklaturszczyków cywilnych i wojskowych, zaproszono
ich na osobne przyjęcia i spito. Cywilów następnie wysadzono w powietrze,
a wojskowych wystrzelano. Samego Amina i jego rodzinę oraz świtę wymordo-
wano seriami z karabinów maszynowych[…]”[377]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 192/419
Jeżeli rozkaz Moskowii zdania akumulatorów jest przez afgańską dywizję pancerną wyko-
nywany, a nomenklaturszczycy wojskowi i cywilni dają się spijać, to znaczy, że Moskowia
w Afganistanie jest zainstalowana dobrze. Zatem nie chodziło o zainstalowanie się. Moskowia nie-
jednokrotnie wymienia zainstalowane przez siebie ekipy.[62] Dlaczego jednak ekipę Amina wy-
mieniła tak bardzo brutalnie? To już nawet Stalin wyrzynając KPP bardziej dbał o zachowanie po-
zorów, nie mówiąc już o rozłożeniu procesu wyrzynania KPP w czasie. Należy sobie zadać pytanie,
dlaczego Moskowia to zrobiła.
Moskowia w Afganistanie pod postacią jawnej obecności wojskowej przebywała dziewięć
lat, opuściła go 15 lutego AD 1989. Powszechnie przyjęło się uważać, że przyczyną wyjścia Mo-
skowii z Afganistanu była niemożliwość jego podbicia, Afganie mieli się przed Moskowią obronić.
Moskowia do Afganistanu skierowała sto tysięcy żołnierzy. Ta liczba do podbicia Afganistanu oka-
zała się niewystarczająca. Dlaczego zatem Moskowia do Afganistanu nie skierowała żołnierzy do-
datkowych dopełniając ich liczbę do dostatecznej do podbicia? Czyżby Moskowia tych żołnierzy
nie miała? Czyżby wojnę afgańską wszczęła bez rezerw, całymi posiadanymi zasobami ludzkimi?
Wojowanie bez odwodów nie leży w zwyczajach Moskowii.
To nie trudności kadrowe były powodem szczupłości i niedostateczności kontyngentu skie-
rowanego do Afganistanu, skutkującej przegraniem wojny. Moskowia, gdyby chciała,
do Afganistanu mogłaby posłać nawet milion żołnierzy. Taka, a nawet znacznie skromniejsza masa
niewątpliwie zmiażdżyłaby wszelki opór Afganów wojna była wygrana, Afganistan opanowany,
nie trzeba byłoby go opuszczać. Dlaczego zatem Moskowia ograniczyła się do użycia tylko
stu tysięcy żołnierzy?
Wygranie wojny afgańskiej i opanowanie samego tylko Afganistanu nie było celem samym
w sobie ani ostatecznym Moskowii. Z punktu widzenia Moskowii Afganistan ma bardzo poważną
wadę, nie ma dostępu do morza. Moskowia opanowała go tylko dlatego, że mogła, był słabszy
od sąsiadów, ale Moskowii mógł posłużyć tylko jako przejściowa baza w przebijaniu się do Oceanu
Indyjskiego. Dostęp do niego mają sąsiedzi Afganistanu, Iran i Pakistan, ale od Afganistanu byli
znacznie silniejsi, w żadnym z nich nie udało się zainstalować ekipy komunistycznej,
jak w Afganistanie. Opanowanie któregoś z nich, wymagało zabiegów o wiele bardziej skompliko-
wanych niż Afganistanu, ale Moskowia mogła posłużyć się Afganistanem jako narzędziem.
Ale w tym celu Afganistanowi należało dać pozory samodzielności i niezależności, dlatego
nie można było do niego wprowadzić zbyt wielu żołnierzy. Bardzo ważny był czynnik czasu
i koordynacji, stąd niekiedy pośpiech i brutalność wymuszona terminami planu.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 193/419
Rok przed wkroczeniem wojsk Moskowii do Afganistanu, u jednego z jego sąsiadów,
w Iranie, miały miejsce bardzo poważne zmiany. Do tego czasu Iran był monarchą pod władzą sza-
cha. Iran był proamerykański i proizraelski.
Historia umacniania wpływów Moskowii w Iranie jest bardzo długa. W latach
1804÷1813 i 1826÷1828 Iran stoczył dwie przegrane wojny z Moskowią, w których wyniku utracił
Zakaukazie i musiał przyznać Moskowii przywileje konsularne i handlowe. Iran miał więcej szczę-
ścia od i Rzeczypospolitej. Moskowia nie była jedynym mocarstwem zabiegającym o wpływy
w Iranie. Drugim była Wielka Brytania. Na szczęście dla Iranu Wielka Brytania w odróżnieniu
od Prus w tamtym czasie należała do cywilizacji euroatlantyckiej. Dlatego rozbiór Iranu między
Moskowię i Wielką Brytanię nie nastąpił. Przeciwnie, parcia Moskowii i Wielkiej Brytanii w Iranie
równoważyły się. AD 1879 została utworzona Brygada Kozacka dowodzona przez oficerów Mo-
skowii. AD 1889 Brytyjczycy utworzyli Bank Szachinszacha. Iran stał się częścią terytorium,
na którym Moskowia i Wielka Brytanie toczyły ze sobą Wielką Grę, Moskowia starła się przebić
dowolną drogą do Oceanu Indyjskiego, a wielka Brytania skutecznie ją blokowała. W ten sposób
Wielka Brytania w Iranie siłą wymusiła na Moskowii tymczasowy odwrót od polityki katarzyńskiej
i powrót do polityki Piotra I. Iran za cenę częściowej utraty niezależności zachował swoją odręb-
ność państwową i mógł się modernizować. W I Rzeczypospolitej, działań Moskowii
nie równoważył nikt należący do cywilizacji euroatlantyckiej na miarę Wielkiej Brytanii, dlatego
nastąpiły rozbiory.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 194/419
Moskowia o wpływy w Iranie walczyła nie tylko z Wielką Brytanią.
„[…]
Innym, nie zażegnanym antagonistą kolei bagdadzkiej była Rosja, która
gdy zbliżano się z budową do granic Persji wyrażała coraz większe zaniepokoje-
nie. Zdecydowano się na negocjacje. W 1910 roku podczas wizyty Mikoła-
ja II w Niemczech rozpoczęto rozmowy. W ich wyniku w 1911 roku podpisano
tzw. układ poczdamski, w którym Rosja zobowiązała się do cofnięcia sprzeciwu
w związku z budową kolei, w zamian za uznanie przez Niemcy jej dominującej
pozycji w północnej Persji i nie prowadzenie przedsięwzięć gospodarczych
w tej rosyjskiej strefie wpływów[…]”[378]
Podczas drugiej wojny światowej Moskowia na krótko opanowała północną część Iranu
nie uzyskując dostępu do Oceanu Indyjskiego. Musiała się wycofać pod naciskiem
państw zachodnich. Swoją okupację starała się przeciągnąć czym dłużej. Wycofała się dopiero
AD 1946. Przed wycofaniem się zainstalowała w północnej prowincji Azerbejdżan Irański
dwa komunistyczne rządy marionetkowe — Ludowej Republiki Azerbejdżanu i Kurdyjskiej Repu-
bliki Ludowej. Jednakże po wyjściu wojsk Moskowii z Iranu oba państewka szybko upadły. Nale-
żało zatem spróbować czegoś innego.
AD 1978 w Iranie miała miejsce seria wielomilionowych demonstracji ulicznych powtarza-
jących się regularnie i innych form protestów ze strajkiem generalnym włącznie. W ich wyniku in-
stytucje państwa zostały bardzo poważnie osłabione, nastąpiła dezorganizacja.
1 lutego AD 1979 do Iranu wrócił ajatollah Chomeini. Na wygnaniu przebywał
w warunkach, jak na wygnańca, komfortowych. Przez długie lata jego wygnania
ktoś go utrzymywał i wyraźnie na jego utrzymaniu nie oszczędzał. Altruizm czy inwestycja?
1 kwietnia AD 1979 została proklamowana Islamska Republika Iranu. W polityce zagra-
nicznej Iranu oznaczało to zwrot dla Moskowii bardzo korzystny. Iran radykalny zwrot, z państwa
proamerykańskiego stał się państwem antyamerykańskim. 4 listopada AD 1979 dobrze zorganizo-
wana, z zapleczem i dobrze wyszkolona terrorystyczna grupa bojowa używająca wobec siebie kryp-
tonimu, studenci, napadła na ambasadę USA w Teheranie. Terroryści dokonali bardzo ciężkiego po-
gwałcenia prawa międzynarodowego. W ambasadzie wzięli do niewoli dyploma-
tów USA. Okupacja trwała 444dni i zakończyła się 20 stycznia AD 1981. Wtedy ujawniło
się, że słowo, rewolucja, w nazwie, rewolucja islamska, nie znalazło się przypadkiem. Względy re-
wolucyjne wzięły górę. Nowe władze Iranu, zamiast z terrorystami postąpić tak, jak z terrorystami
się postępuje, a do czasu uwolnienia zakładników z USA współpracować, postąpiły odwrotnie
niż nakazuje prawo międzynarodowe, przyzwoitość i instynkt samozachowawczy. Nowe władze
Iranu, terrorystów poparły, a wobec ich ofiary, USA odniosły się wrogo, co przejawiło
się m. in. w przezywaniu ich, wielkim szatanem.
W tej sytuacji Kubuś Carter ówczesny prezydent USA po długim hamletyzowaniu podjął
decyzję o odbiciu zakładników. Zakładnicy nie zostali odbici i pozostali w niewoli. Misja ratunko-
wa nie powiodła się. Dwa ze śmigłowców, którymi byli przewożeni komandosi mający dokonać
odbicia i którymi mieli wrócić wraz z uwolnionymi zakładnikami uległy uszkodzeniu i musiały
awaryjnie lądować na pustyni. Pozostałe nie mogły kontynuować misji. Bo musiały podjąć załogi
uszkodzonych śmigłowców. Według oficjalnej wersji przyczyną awarii było uszkodzenie pyłem pu-
stynnym turbin gazowych napędzających wirniki. Oficjalna wersja przyczyny niepowodzenia misji
nie brzmi szczególnie wiarygodnie. Według innej wersji misja ratunkowa poniosła fiasko na skutek
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 195/419
sabotażu. Istnieje więcej niż jedna wersja motywu dokonania tego sabotażu. Według jednej
z nich miały się go dopuścić z pobudek patriotycznych osoby niezgadzające się z decyzją
prez. Cartera. Ta wersja motywu wygląda jak rozpuszczana dezinformacja. Prez. Carter
w wystapieniu publicznym wziął odpowiedzialność za śmierć ośmiu żołnierzy z zderzeniu
dwóch śmigłowców.
Innym przejawem rewolucyjności nowych władz Iranu jest zmiana stosunku do Państwa
Izraela. Przed rewolucją Iran do Państwa Izraela miał stosunek pozytywny. A rewolucjoniści,
jak to rewolucjoniści, rewolucję chcą eksportować. Chcą wśród mahometan odgrywać rolę przy-
wódczą. Aby przez mahometan zostać za takich uznawanymi muszą wykazać się sukcesem. Pojawi-
ło się pytanie, w jakiej dziedzinie ten sukces ma zostać osiągnięty. Nowe władze Iranu uznały,
że mahometan najbardziej interesuje kwestia palestyńska. Stąd zmiana kierunku polityki zagranicz-
nej Iranu z proizraelskiej na antyizraelską.[379]
„[…]przez długi czas jedynym prawdziwym sojusznikiem Teheranu pozostawała
Syria, rządzona przez klan Assadów, należący do szyickiej sekty alawitów. Socja-
listyczny reżim w Damaszku zbliżyła jednak do Iranu nie wspólnota wyznaniowa
czy światopoglądowa, lecz wrogość do Izraela[…]”[380]
Te i inne działania nowych władz Iranu sprawiły, że stał się państwem na arenie międzyna-
rodowej izolowanym. Nawet gdyby szkoda Iranu miała przynieść szkodę innemu państwu, byłoby
mu bardzo trudno pospieszyć Iranowi z pomocą. Już prędzej wolałoby przeboleć stratę własną
niż zapobiec jej pomagając Iranowi. I o to właśnie Moskowii chodziło. Dotyczy to zwłaszcza
USA. Uprzednio pomogły już Iranowi wywierając na Moskowię nacisk, pod którym USA zmusiły
ją do wycofania się AD 1946 z północnego Iranu. Teraz Moskowia podobne ewentualności wyklu-
czyła. Mogła przystąpić do realizowania następnego punktu swojego planu.
22 września 1980 na Iran napadł sąsiedni Irak, zaczęła się wojna iracko-irańska. Rozpatrując
Irak w tamtym czasie należy się strzec, aby nie ulegnąć anachronizmowi. Owszem, później
w obu wojnach w Zatoce Moskowia Irak zdradziła, ale miarą wielkości tych zdrad jest rozmiar
wcześniejszej współpracy. W tamtym czasie przywódcą Iraku był Saddam Husajn wywodzący
się z BAAS, socjalistycznej partii arabskiej obejmującej wiele krajów arabskich. Husajn
był w bardzo dobrych stosunkach z Moskowią, dostarczała mu broń, a KDL wyświadczały Irakowi
wiele przysług. Iran znalazł się w promoskiewskim otoczeniu. Moskowia sytuacją geopolityczną
zagrała tak skutecznie, że do wzięcia udziału w swojej grze zmusiła nawet USA. USA z Iranem zo-
stały skonfliktowane tak, że w wojnie iracko-irańskiej poparły Irak.
„[…]
Zachód od dawna bezzasadnie wspierał Saddama Husajna. W 1981 roku,
mimo zaciekłych działań sabotażowych Izraela w dokach Marsylii,
skąd wysyłano istotne komponenty elektrowni atomowej Osirak w Iraku, Francu-
zi zakończyli jej budowę. Izrael, ku nie ukrywanej furii prezydenta Francji
François Mitterranda i równie nie skrywanemu zadowoleniu administracji Car-
tera, która wykorzystując swoje satelity dostarczyła Izraelowi aktualne wywia-
dowcze dane o obiekcie ataku, natychmiast zbombardował obiekt produkujący
pluton.
Mimo tego początkowego zahamowania, w latach osiemdziesiątych
do Saddama napływała zachodnia pomoc wojskowa. Sama Francja miała obroty
rzędu dwóch miliardów dolarów rocznie i sprzedawała siłom Saddama podczas
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 196/419
pierwszej wojny w Zatoce Perskiej uzbrojenie warte 5,6 miliarda dolarów.
Do Francji dołączyły, jak zawsze głodne zysków, amerykańskie firmy zbrojenio-
we. Po 1982 r. Stany Zjednoczone zaczęły pompować do Iraku broń: śmigłowce,
turbiny do okrętów wojennych, amunicję i części zapasowe. Amerykańska pomoc
rosła w miarę jak rozwijała się wojna z Iranem. W 1984 roku Kongres zaapro-
bował »wspieranie Iraku« i Stany Zjednoczone zdjęły go z oficjalnej listy
państw sponsorujących terroryzm. W połowie lat osiemdziesiątych Stany Zjedno-
czone dawały nawet Bagdadowi nie oprocentowane kredyty handlowe rzędu
pół miliarda dolarów w celu zakupu 150 000 ton amerykańskiego ryżu.
Stany Zjednoczone nie były w tym odosobnione. Wielka Brytania również
weszła do tego zyskownego interesu, czerpiąc zyski z popierania Saddama.
Do samego ataku na Kuwejt Wielka Brytania dostarczała radary,
sprzęt łączności, a nawet, co zaskakujące, elementy służące do rozwoju badań
nuklearnych, w tym takie niebezpieczne zabawki, jak pluton i tor do reaktorów
jądrowych. Oprócz tego Brytyjczycy sprzedawali Irakowi silniki do samolotów
odrzutowych, systemy kierowania ogniem artylerii oraz amunicję do artylerii ra-
kietowej z filii Vickersa. Wśród tych atrakcyjnych towarów znajdowała
się również dostawa potencjalnie śmiertelnych substancji chemicznych — tiodi-
glikolu i chlorku sulfinylu, których jedynym przeznaczeniem mogła być produkcja
gazów trujących. Na zakończenie należy dodać, że MCP Ltd. sprzedała również
odtrutkę na bojowe paralityczno-drgawkowe środki trujące — Piptil.
[…]
W późnych latach osiemdziesiątych były amerykański ambasador Mars-
hall Wiley założył amerykańsko-irackie Forum Handlu. Reprezentowało
ono świat potężnych producentów broni, świat wielkiego biznesu
oraz rząd. Natychmiast dołączyły do niego firmy takie jak Exxon, Mobil,
Bell, Lockheed i General Motors i wydaje się, że amerykańska pomoc była kie-
rowana do Iraku przez to półoficjalne gremium. Gdy w tajemniczy sposób znikły
cztery miliardy dolarów z filii włoskiego banku Forum w Atlancie, nie było
dla nikogo żadnym zaskoczeniem, że interweniował w tej sprawie amerykański
Departament Skarbu, nie chcąc dopuścić do publicznego dochodzenia.
Pod koniec 1988 roku Forum, przy poparciu amerykańskiego rządu,
otwarcie zorganizowało w Bagdadzie poważne targi handlowe najnowszych
amerykańskich technologii. Według słów wpływowego i dobrze poinformowane-
go pisarza zajmującego się Irakiem, Goeffa Simonsa: Pod koniec
lat osiemdziesiątych handel między Stanami Zjednoczonymi a Irakiem
wart był miliardy dolarów i zaangażowane w niego były tuziny amerykańskich
firm. Nie może być żadnych wątpliwości, że siła Saddama w dużej mierze została
stworzona przez ambicje amerykańskiego biznesu.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 197/419
Apogeum tego nie nagłaśnianego wsparcia dla irackiego reżimu i jego
morderczego przywódcy nastąpiło 12 kwietnia 1990 roku, kiedy to amerykańska
delegacja składająca się z senatorów i urzędników rządowych złożyła wizytę
w Iraku. Towarzyszyła jej amerykańska ambasador April Glaspie. Mówi
się, że podczas spotkania Saddama z delegacją w Mosul Glaspie zaaranżowała
bezpośrednią rozmowę telefoniczną z Georgem Bushem tak, by prezydent
mógł osobiście uwierzytelnić propozycje handlowe delegacji.
[…]”[381]
Inaczej sprawa przedstawiała się z drugim z sąsiadów Afganistanu mającym dostęp
do Oceanu Indyjskiego — Pakistanem. W odróżnieniu od Iranu jest państwem nowym, powstałym
z rozpadu kolonii brytyjskiej. Pakistan nie był państwem częściowo niezależnym i Moskowia
nie mogła w nim rywalizować swoimi wpływami z Wielką Brytanią. Ta stosunkowo wcześnie za-
bezpieczyła instytucjonalnie swoje posiadłości, w których skład wchodził późniejszy Pakistan. Mo-
skowia w Pakistanie miała o wiele mniejsze tradycje swojej tajnej obecności i musiała zaczynać
z o wiele niższego poziomu. Operacje na tak wielką skalę, jak w Iranie, były niemożliwe.
Trudności z tajnymi działaniami wewnątrz Pakistanu Moskowii kompensowała jego sytuacji
wewnętrzna. Pakistan powstał po rozpadzie byłej kolonii brytyjskiej. Początkowo nawet nie było
wiadomo, czy będzie odrębnym państwem. Gandhi i inni hinduistyczni aktywiści niepodległościowi
chcieli, żeby całe terytorium kolonii brytyjskiej było jednym państwem. Życie wymusiło podział
na część mahometańską i niemahometańską. Podczas podziału miały miejsce walki między ludno-
ścią hinduistyczną i mahometańską, w których życie straciły miliony ludzi. Początkowo Pakistan
miał terytorium niespójne. W jego skład wchodził Pakistan Wschodni, który potem odpadł stając
się niepodległym państwem, Bangladeszem.
Pakistan i Indie mają wobec siebie wzajemne pretensje terytorialne o Kaszmir. Toczyły
o to ze sobą wojny: 1947÷1948, 1965, 3÷16 grudnia 1971, 1999. Przyczyną wojny AD 1971 była
seria incydentów związanych z jawnym udzielaniem pomocy przez Indie Mukti Bachini (bengal-
skiej organizacji wyzwoleńczej) podczas wojny o niepodległość Bangladeszu. Konflikt zakończył
się zdecydowanym zwycięstwem armii indyjskiej, która w ciągu kilkunastu dni rozbiła wojska pa-
kistańskie w Pakistanie Wschodnim. rząd pakistański zmuszony został do uznania niepodległości
Bangladeszu.
Pakistan wie, że od Indii jest słabszy i może na ich rzecz utracić część swojego terytorium.
Przygotowuje się na taką okoliczność.
Moskowia podjęła szereg kroków mających na celu osłabienie Pakistanu.
„[…]
Integralną częścią sowieckiej ofensywy były też ataki na Pakistan. Terror
powodował stałe fale uchodźców, które destabilizowały to państwo. Ponadto ko-
muniści stali za atakami terrorystycznymi w samym Pakistanie. Wysyłali pienią-
dze, broń, narkotyki, ludzi. Przy okazji starano się też uszczelniać granice, minu-
jąc drogi i zatruwając źródła wody. Ershad Ahmad twierdzi nawet,
że KGB zorganizowało udany zamach na prezydenta Pakistanu
w sierpniu 1988 roku.
[…]”[377]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 198/419
Prezydentem Pakistanu, o którym wspomi-
na Chodakiewicz, a który według Ershada Ahmada
miał zginąć w sierpniu AD 1988, w zamachu zor-
ganizowanym przez KGB jest Muhammad
Zia-ul-Haq (12 sierpnia AD 1924÷17 sierpnia AD
1988) , który zginął w katastrofie lotniczej.
Jak te wehikuły latające lubią spadać!
76

„[…]
17 sierpnia 1988 r. zginął
w katastrofie lotniczej prezydent Pa-
kistanu, gen. Zia-ul-Haq, nieprzejed-
nany wróg Rosji, wspólnie
z prezydentem Reaganem główny ar-
chitekt antysowieckiej strategii
w Afganistanie. Razem z nim zginął
także kwiat armii pakistańskiej, am-
basador USA i gen. Wassom, naczelny
przedstawiciel armii amerykańskiej w tym kraju. Katastrofa była wynikiem sabo-
tażu, co dowiodło wspólne pakistańsko-amerykańskie śledztwo. Do dziś jednak
nie ma absolutnej pewności, kto dokonał tego zamachu. Wśród różnych hipotez
na czoło wysuwają się dwie: dokonali tego politycy opozycyjni (generał rządził
żelazną ręką, między innymi posłał na szubienicę byłego premiera Zulfikara
Ali Bhutto, ojca późniejszej premier Benazir Bhutto), albo sowieckie KGB[…]
Te dwie hipotezy bynajmniej się nie wykluczają, ponieważ zamach
z 17 sierpnia nie był pierwszy. Uprzednio usiłowano zestrzelić samolot prezyden-
ta za pomocą sowieckiej rakiety SAM 7. Dokonali tego bojownicy ugrupowania
dowodzonego przez syna Zulfikara, Mira Murtaza Bhutto, szkoleni
w okupowanym przez ZSRR Kabulu. Zaraz po udanym zamachu ten ostatni przy-
znał się do jego autorstwa, ale gdy podano, że w zamachu zginęli
też Amerykanie, odwołał swoje oświadczenie.
[…]”[382]
Obecność w spekulacjach wielu wątków, instytucji i osób może świadczyć o próbach skie-
rowania poszukiwań sprawcy na fałszywe tory.
„[…]
Zia-ul-Haq (1924-1988), charyzmatyczny prezydent Pakistanu, zginął
w katastrofie lotniczej 17 sierpnia 1988 r. Okoliczności wypadku do dzisiaj
są niejasne. W pamiętnikach Freda Burtona, byłego szefa dyplomatycznej służby
bezpieczeństwa amerykańskiego rządu, pojawiła się informacja, że Amerykanie
znaleźli w szczątkach samolotu nikłe ślady gazu paraliżującego i materiału wy-
buchowego. Wyciągnięto z tego wniosek, że eksplozja posłużyła do rozpylenia

76
W tej książce to już czwarta katastrofa lotnicza: (1)udany zamach na prezydenta Pakistanu
17 sierpnia AD 1988; (2)Ratowanie zakładników; (3)Leszek Miller; (4)10 kwietnia AD 2010 — Smoleńsk
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 199/419
w kokpicie gazu, który błyskawicznie zabił pilotów. Przed śmiercią nie zdążyli
nawet nadać komunikatu radiowego. Autor wspomnień wskazał KGB jako jedy-
nego możliwego sprawcę, który dysponował zastosowanymi środkami. Motywem
zabójstwa mogła być zemsta na jednym z głównych architektów antysowieckiego
powstania w Afganistanie. Zdaniem innych, Rosjanie przygotowywali już sobie
grunt dla realizacji własnych interesów w Pakistanie, którym stał na drodze pro-
amerykański polityk.
[…]”[102]
Moskowia swoje przebicie się do Oceanu Indyjskiego przygotowała w dwóch wariantach.
Mogła wraz z Irakiem dokonać rozbioru Iranu lub z Indiami — Pakistanu.
Moskowia z Indiami utrzymywała bardzo dobre stosunki. Socjalistyczny ustrój Indii wpro-
wadził Oskar Lange, który był doradcą ekonomicznym rządu Indii (1955÷1956), a który
jest identyfikowany jako agent Stalina ps. Friend. AD 1944 był wysłannikiem prezydenta Roosevel-
ta do Józefa Stalina. Kilkakrotnie występuje w radzieckich depeszach rozszyfrowanych w Projekcie
Venona. O Langem Jawaharlal Nehru, premier Indii powiedział, że jest największym darem narodu
polskiego dla Indii. Moskowia była tradycyjnym indyjskim dostawcą uzbrojenia. To właśnie bronią
od Moskowii Indie biły Pakistan. Moskowia nie miałaby żadnego problemu z namówieniem Indii
na wspólny rozbiór Pakistanu.
W obu przypadkach swój udział w rozbiorach Moskowia ukrywałaby za Afganistanem.
„[…]
Okupacja Afganistanu była jednak tylko preludium do dużo poważniej-
szej gry Moskwy. Strategicznymi celami Kremla były: rozbiór Pakistanu, zdoby-
cie dostępu do Oceanu Indyjskiego oraz wasalizacja Iranu, co miało zapewnić
Moskwie dominację na Bliskim i Środkowym Wschodzie[…]”[377]
Operacja przebicia się Moskowii do Oceanu Indyjskiego była wprawdzie zwariantowana,
ale na warianty rozszczepiała się dopiero w końcowej fazie jej realizacji. Wspólnym punktem
obu wariantów był Afganistan. I Afganistan był piętą achillesową operacji, zdecydował
o jej niepowodzeniu.
Moskowia była za słaba na wzięcie jawnego udziału w rozbiorze Iranu bądź Pakistanu. Ofi-
cjalnym zaborcą musiał być Afganistan. Dlatego musiał wyglądać jak zaborca. Moskowia
nie mogła Afganistanu okupować z nazbyt dużą ostentacją. Afganistan musiał wyglądać na państwo
względnie samodzielne. Dlatego kontyngent Armii Radzieckiej wprowadzony do Afganistanu
nie mógł być zbyt wielki. Okazał się za mały, aby Afganistan doprowadzić do stanu, w którym
mógłby wystąpić, jako przykrywka rozbioru Iranu bądź Pakistanu.
Armia Radziecka wyszła z Afganistanu. Pół roku wcześniej skończyła się wojna iracko-
irańska. Wobec fiaska rozbioru Iranu, Irak w charakterze współzaborcy Moskowii
nie był już potrzebny. Armia Radziecka w Afganistanie została pół roku dłużej, bo jeszcze miała
coś do załatwienia. Niepowodzenie jednej operacji nie oznacza rezygnacji Moskowii z przebicia
się do Oceanu Indyjskiego. A do następnych trzeba przygotować się sprzątając po poprzednich.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 200/419
„[…]
Chyba największym sukcesem Kremla było tzw. wycofanie się Sowietów
z Afganistanu w 1989 r. W rzeczywistości to była operacja otumanienia przeciw-
nika na potężną skalę. Przed podpisaniem tzw. umów genewskich do Afganistanu
wysłano bowiem w afgańskich mundurach dziesiątki tysięcy żołnierzy Specnazu
wywodzących się z sowieckich republik azjatyckich. Sowiecki cel w świetle ugody
w Genewie był następujący:
1. wynegocjować układ, którego nie trzeba by dotrzymywać (m.in. odmawiając
ustalenia, jaki system polityczny ma zapanować w Afganistanie);
2. załatwić, aby USA przestały pomagać powstańcom, a równocześnie obwi-
niać Amerykę i Pakistan o wszelkie problemy z wprowadzeniem
umów w życie;
3. zachować kontrolę nad reżimem komunistycznym w Kabulu;
4. zostawić sobie dość czasu, aby odpowiednio zabezpieczyć stolicę Afganista-
nu przed powstańcami, tworząc system obronny i obsadzając go lojalnymi
wojskami, aż sytuacja międzynarodowa pozwoli Kremlowi na ponowną in-
terwencję.
Moskwie udało się wszystko. I komunizm zatriumfowałby, ale nastąpiła
implozja centrum.
Analogia z doświadczeniami Polski w latach 1944-1989 narzuca
się sama. Przynajmniej niektórym.”[377]
7.1.1.3. Operacja iracko irańska
Rozpad ZSRR nie przerwał zabiegów Moskowii o przebicie się do Oceanu Indyjskiego.
Owszem, trwał nieprzerwanie, tylko zmienił charakter i był dokonywany innymi metodami. Sko-
ro na przebicie się do Oceanu Indyjskiego przez zajmowanie państw za słaby
był ZSRR, to tym bardziej za słaba jest FR.
Aby uzyskać dostęp do wybrzeża Oceanu
Indyjskiego zajęcie całego państwa
nie jest konieczne. Wystarczy korytarz komuni-
kacyjny do portu. Np. po pierwszej wojnie świa-
towej w ten sposób dostęp do morza uzyskała
Czechosłowacja przez uzyskanie czasowego
użytkowania nabrzeża w porcie, w Hamburgu.
Korytarzem dostępowym była Łaba. Berlin Za-
chodni był połączony z NRF autostradą ekstery-
torialną. W przypadku Moskowii i Oceanu Indyj-
skiego z braku odpowiedniej rzeki korytarz musi
być lądowy. W Azerbejdżanie jest już zbudowany
odcinek tego korytarza.
Moskowia jest opóźniona.
ChRL, jej największy rywal w tym rejonie
ma korytarz tranzytowy do pakistańskiego portu
w Gwadarze nad Morzem Arabskim. W budowę
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 201/419
portu w Gwadarze ChRL wniosła wkład inwestycyjny i techniczny. Na korytarz tranzytowy składa
się autostrada Karakorum (N-35/G314, ), linia kolejowa Havelian-Kaszgar, suchy port na granicy
chińsko-pakistańskiej w Sust 200km na północ od Gilgit, tory w ChRL mają rozstaw
1435mm, w Pakistanie — 1676mm. ChRL inwestuje w infrastrukturę komunikacyjną w Pakistanie.
Ma zamiar zbudować naftociąg do odbioru ropy z rejonu Zatoki Perskiej i Afryki[228],
oraz pogłębić port w Gwadarze. Na 40lat rząd Pakistanu nadał Gwadarowi status portu wolnocło-
wego.
Z punktu widzenie interesów Pakistanu, port w Gwadarze jest częścią projektu głębi strate-
gicznej. Ma położenie strategiczne u wylotu Zatoki Omańskiej prowadzącej do cieśniny Ormuz,
wyjścia z Zatoki Perskiej. Cieśnina Ormuz jest jednym z punktów o najważniejszym światowym
znaczeniu strategicznym. Przez nią przechodzi 40% światowej ropy przewożonej drogą morską
i 20% światowego frachtu. Port w Gwadarze jest rezerwą na wypadek zablokowania portu
w Karaczi przez flotę Indii, zwiększa znaczenie
Pakistanu w całym rejonie.
Współpraca ChRL z Pakistanem
jest kontynuowana, rozwijana i pogłębiana.
„[…]
Jednym z ważniejszych ku-
luarowych wydarzeń podczas ubie-
głorocznego listopadowego szczytu
Szanghajskiej Organizacji Współ-
pracy było spotkanie premierów
Chin i Pakistanu. Wen Jiabao
i Yousaf Raza Gilani uzgodnili dal-
sze zacieśnienie współpracy gospo-
darczej, obronnej i energetycznej.
Kilka dni później
na pustynnym pograniczu Pakistanu, w pobliżu granicy z Indiami rozpoczęły
się pakistańsko-chińskie ćwiczenia wojskowe. Już drugie w ciągu
trzech miesięcy. W październiku szef indyjskiej armii
gen. V. K. Singh informował, że w pakistańskiej części Kaszmiru
jest 4 tys. chińskich żołnierzy. Mają się głównie zajmować budową dróg i tam.
Pekin Chojnie wspiera pakistańską armię. Islamabad kupuje
od sojusznika m.in. myśliwce JF-17 i F-7, fregaty F-22P, czołgi i pociski rakie-
towe[…]”[383]
„[…]Armia indyjska od dawna zwraca uwagę na dynamiczny rozwój chińskiej
infrastruktury komunikacyjnej i wojskowej w Tybecie w pobliżu granicy
z Indiami. Długość dróg wiodących w stronę granicy sięga niemal
60 tys. kilometrów. Rozwój sieci kolejowej ma połączyć Tybet z Nepalem, Birmą,
Bhutanem, Pakistanem, a także krajami Azji Centralnej. Tak rozbudowana infra-
struktura ma ułatwić przerzucanie wojsk w rejon graniczny.
[…]”[384]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 202/419
Wprawdzie ChRL w odróżnieniu
od Moskowii niezamarzającymi portami dyspo-
nuje, ale łatwo ją zablokować. ChRL czuje
się okrążona przez sprzymierzeńców USA, takich
jak Tajwan, Koreę Południową, Japonię i państwa
Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-
Wschodniej
77
.
„[…]
Budowa nowoczesnej floty
oceanicznej została podzielona
na trzy etapy. W pierwszym.
»de facto« już zakończonym, obej-
mującym lata 2002-2010 (tzw. faza
zielonych wód), marynarka wojenna
uzyskała możliwość operowania
na akwenach ograniczonych
przez »pierwszy łańcuch wysp« —
Wyspy Japońskie, Tajwan i zachodni
brzeg Borneo. Obszar ten obejmuję
wody bezpośrednio przylegające
do chińskich wybrzeży,
w tym archipelagi Senkaku (sporny
z Japonią i Tajwanem) oraz Spratly
(sporny z Wietnamem, Filipinami,
Indonezją i Tajwanem). Drugi
etap, zaplanowany właśnie
na obecną dekadę, zakłada rozsze-
rzenia zasięgu operacyjnego
po »drugi łańcuch wysp«, czyli Ku-
ryle, Wyspy Bonin, Filipiny i Nową
Gwineę. Kolejnym ruchem ma być wyjście na otwarte wody Pacyfiku[…]

Pekin wyciągnął wnioski z bolesnej porażki Związku Sowieckiego[…]”[385]
Dlatego stara się aktywnie polepszyć
swoje położenie geopolityczne. Oprócz portu
w Gwadarze realizuje wytyczne polityki zagra-
nicznej o nazwie, Naszyjnik z Pereł.
Jest to budowa na zewnątrz granic państwa infra-
struktury cywilnej, jak np. port w Gwadarze
i korytarz tranzytowy do niego, i wojskowych,

77
http://www.aseansec.org/,
http://preview.tinyurl.com/2v4c5l
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 203/419
jak np. baza wojsk lądowych w Birmie, budowany w tym kraju port marynarki wojennej.
„[…]
Omawiając sytuację współczesnej Birmy, nie sposób nie wspomnieć
o wątku chińskim. Państwo Środka prowadzi z juntą bardzo zaawansowane inte-
resy gospodarcze. Myli się jednak ten, kto sądzi, że chodzi o rubiny, szafiry
czy drzewo tekowe. Gra toczy się o gaz ziemny i ropę naftową — surowce spro-
wadzane z bengalskiego wybrzeża Birmy[…]”[386]
78

Powiedzieć, że w wyścigu z ChRL Moskowia dała się przegonić, to za mało. Moskowia
w tym wyścigu w ogóle nie wystartowała. Czas działa na niekorzyść Moskowii. Powtarza
się sytuacja geopolityczna z Wielkiej Gry. W rolę Wielkiej Brytanii wchodzi ChRL. Jest jeszcze
słabsza od Wielkiej Brytanii z okresu Wielkiej Gry, ale jej siła stale rośnie i już wkrótce będzie mo-
gła skutecznie zagrodzić Moskowii drogę do Oceanu Indyjskiego.
79

Z upływem czasu i uświadamianiem sobie, że rozpad ZSRR nie zatrzymał procesu rozpadu
Moskowii, a był tylko jednym z jego etapów[139], znaczenie dla Moskowii korytarza do portu
nad Oceanem Indyjskim zmieniało się. Moskowia jest już za słaba, aby dostęp do Oceanu Indyj-
skiego mógł stać skokowym wzrostem możliwości ekspansji. Korytarz raczej będzie czynnikiem
zwiększającym jakość terytorium po jego stronie przeciwnej do portu. Terytorium, z którego kory-
tarz będzie wychodził, stanie się czymś w rodzaju przetrwalnika, zimowiska na przetrwanie cięż-
kich czasów, Piemontu, od którego zacznie się odbudowa imperium, Azylią. Korytarz pozwoli
na zachowanie przynajmniej części znaczenia politycznego na arenie międzynarodowej, nawet
po poniesieniu znacznych strat terytorialnych i da utrzymanie materialne.
Moskowia jest za słaba na zdobycie korytarza wbrew woli, zwłaszcza USA oraz innych sil-
nych państw zainteresowanych utrzymaniem i zdobywaniem wpływów Azji Południowej. Wymaga
to ukrywania nie tylko swojego celu, ale też aktywności. Pomimo konieczności działania bardziej
skrytego cel można osiągnąć, ale to wymaga intensywniejszego posługiwania się agenturami wpły-
wu w państwach trzecich, zwłaszcza USA, bardziej skutecznego intrygowania, posługiwania
się nieświadomymi państwami trzecimi jako swoimi narzędziami, zwłaszcza USA. Na głębokość
penetracji może wskazywać zachowanie najwyższych władz:
„The Wall Street Journal:
USA pełne rosyjskich agentów
24-04-2012 18:17
Według amerykańskiego
czasopisma liczba oficerów wywia-
du Rosji, pracujących obecnie
w Stanach, jest równa tej z czasów
zimnej wojny.

78
Zob. też [387]
79
Zob. Aneksy, Marcin Wolski, Na Zachód, marsz! (za zezwoleniem Autora) i [388]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 204/419
przeczytaj także:
- „Kommiersant” ujawnił nazwiska agentów pracujących w Niemczech
- Kanada wydaliła rosyjskich dyplomatów
- Władze Wielkiej Brytanii ujawniają nazwisko kolejnego rosyjskiego szpiega
Artykuł na temat rosyjskiego wywiadu w Ameryce opublikowała Michelle
Van Cleave, odpowiedzialna za działalność kontrwywiadu USA w okresie prezy-
dentury Georga W. Busha. Co prawda samych faktów aresztowania
czy spraw karnych jest mniej - pomimo to w 2010 r. FBI prowadziło aż siedem ty-
sięcy osiemset spraw dotyczących działalności obcych wywiadów na terenie
USA, w większości Amerykanów podejrzanych o pracę na rzecz Moskwy. Pro-
blem w tym, że większość z tych śledztw nie doprowadziła do sprawy sądowej.
Według Van Cleave dzieje się tak, gdyż obecnie działalność szpiegowską
jest o wiele trudniej udowodnić w sądzie niż w okresie zimnej wojny.
Pomimo niepokojących sygnałów obecne władze w Waszyngtonie zmniej-
szyły znacznie wydatki na kontrwywiad. Co więcej, nawet jeżeli służby osiągają
sukcesy, to administracja Baracka Obamy nie potrafi ich wykorzystać. Najlep-
szym przykładem jest tutaj przypadek dziesięciu rosyjskich nielegałów areszto-
wanych w 2010 r. Van Cleave podkreśla, że »zostali oni odesłani do Moskwy za-
nim zadano im istotne pytania«. Autorka konkluduje, że wobec takich działań
rządu amerykańskiego nie może dziwić tryumfalne powitanie agentów, jakie zgo-
towano im w Rosji.
Źródło: pik.tv
(BC)”[389]
Inną przesłanką przemawiającą na rzecz głębokości penetracji i z penetracją docierania
do wysokich szczebli hierarchii jest tajna współpraca z KGB kochanki Jana Fitzgeralda Kenne-
dy’ego, prez. USA — Marilyn Monroe[390]. Od tamtego czasu sytuacja nie uległa poprawie:
„Amerykańscy prezydenci, poza nielicznymi wyjątkami, to najwięksi
skandaliści w historii Nowego Świata. Chociaż na światło dzienne wychodzą je-
dynie szczątkowe informacje o ich moralności, to i tak mogą one wywołać od-
ruch wstrętu u wyborców.
[…]Jeżeli jednak prezydent nie chce, żeby jego ludzie wyjawiali kompromitujące
go informacje, to musi sam przymykać oczy na ich grzechy i grzeszki. A jest tego
naprawdę niemało[…]
Nie jest tajemnicą, że ten rodzaj komitywy istniał między Johnem
F. Kennedym a jego pretorianami. Musiała to być więź oparta na dużej lojalno-
ści, ponieważ większość wiadomości o skandalach obyczajowych wyciekła dopie-
ro po zamachu z 22 listopada 1963 roku i bynajmniej nie z ust wspomnianych
agentów.
O apetycie seksualnym kilku amerykańskich prezydentów krążą legendy
oraz informacje potwierdzone. Co ciekawe jednak, nie wyciekły one nigdy
od ludzi z Secret Service. Być może dlatego kolejni lokatorzy Białego Domu mają
do oficerów tej formacji na tyle duże zaufanie, że za ich pośrednictwem kazali
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 205/419
sobie nawet sprowadzać panie lekkich obyczajów — tak jak to miało miejsce
w czasie kadencji Johna F. Kennedy’ego. Franklin D. Roosevelt,
John F. Kennedy, Lyndon B. Johnson czy Clinton oraz kilku innych prezydentów
mogło liczyć na poufność ze strony swojej asysty.
Barack Obama zdaje się także liczyć na lojalność swoich ludzi, skoro po-
zwala im na ostrą zabawę w klubach o dość kiepskiej reputacji[…]
A jeżeli — jak całkiem słusznie zakłada senator Collins — wśród wspo-
mnianych kobiet znajdowały się także osoby pracujące dla obcego wywiadu?
Przecież wydobywanie informacji za pomocą seksu i alkoholu to najstarsza
i najskuteczniejsza metoda wywiadowcza!
[…]”[391]
Od czasów Estery wiemy, że nałożnice bardziej niż do wydobywania informacji służą
do wywierania wpływu.
Większości roboty nie można wykonać osobiście, trzeba posługiwać się cudzymi rękami.
Najlepiej doprowadzić do wytworzenia takiej sytuacji, w której będzie się wydawało, że korytarz
nie jest inicjatywą Moskowii, tylko innych państw. Moskowia byłaby w sytuacji najkorzystniejszej,
gdyby inne państwa były przekonane, że Moskowia wobec nich zdobyła jakieś zasługi, rozwiązała
ich problemy, a one wobec Moskowii zaciągnęły dług wdzięczności, z którego wobec Moskowii
powinny się wywiązać, np. obdarowując Moskowię korytarzem.
Moskowia zdradziła Irak, swojego byłego sprzymierzeńca już podczas pierwszej wojny
w Zatoce. Później swoją zdradę jeszcze pogłębiła. Moskowia przy wykorzystaniu swojej agentury
wpływu w USA[392], w Państwie Izraela i w diasporze wytworzyła fałszywy obraz, jakoby
Irak był w posiadaniu niektórych rodzajów broni masowego rażenia (biologicznej i chemicznej)
i był bliski wejścia w posiadanie broni jądrowej. Według tej dezinformacji broń masowego rażenia
Irakowi była potrzebna do natychmiastowego jej użycia przeciwko państwom sąsiednim, które za-
mierzał podbić, względnie groźbą użycia broni masowego rażenia zmuszać do narzucanych zacho-
wań, zwłaszcza przeciwko Państwu Izraela. Oprócz broni masowego rażenia w Iraku miały znaj-
dować się bazy Al-Kajdy odpowiedzialnej za przeprowadzone 11 września AD 2001 w USA ataki
terrorystyczne.
Kiedy z perspektywy chwili bieżącej spoglądamy wstecz przez pryzmat ujawnionych mate-
riałów wywiadowczych o rzekomym uzbrojeniu Iraku w broń masowego rażenia, zdumienie budzi
ich miałkość, szczupłość, niekonkretność, brak logiki w wyciąganiu wniosków.
W oczernianiu Iraku przed pierwszą wojną w Zatoce widać daleko posunięte analogie
do oczerniania Czeczenii i Czeczeńców. Przed pierwszą wojną w Czeczenii Moskowia rozpuszczała
plotki o rzekomej mafii czeczeńskiej, która miała być straszliwsza od jakiejkolwiek innej mafii
na świecie, a przynależność do niej wśród Czeczeńców miała być powszechna. Przed drugą wojną
w Czeczenii czekiści Putina na konto rzekomych terrorystów czeczeńskich wysadzali bloki miesz-
kalne wraz ze znajdującymi się w nich mieszkańcami[393]. Jeden z autorów książki, Blowing
up Russia, Aleksander Litwinienko, został zamordowany. Zabójstwo Litwinienki formalnie mieści
się w kategorii skrytobójstwa, ale środki techniczne zastosowane do jego popełnienia nadają
mu charakter egzekucji publicznej. Morderca, funkcjonariusz FSB i poseł do Dumy FR, Andrzej
Ługowoj dodał do herbaty Litwinienki izotop polonu 210. Wielka Brytania wystąpiła
do FR o wydanie Ługowoja, ale spotkała się z odmową. W tym samym czasie miały miejsce incy-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 206/419
denty naruszania brytyjskiej przestrzeni powietrznej przez samoloty bojowe FR. Po podbiciu
Czecznii przez Moskowię pogłoski o czeczeńskiej mafii skończyły się, jak nożem uciął. Jakby cze-
czeńska mafia nigdy nie istniała. Po osiągnięciu celu dalsze łożenie na dezinformację przestało
być potrzebne. W przypadku Iraku analogicznie wojnie informacyjnej towarzyszyły działania kon-
kretne
62
.
„[…]bardzo często działania wywiadowcze i kontrwywiadowcze kończą
się klapą mimo ogromnych środków, jakie na nie przeznaczono. »Kluczowym
niepowodzeniem (`failure’) wywiadowczym jest niezrozumienie (`misunderstan-
ding’) sytuacji, co powoduje, że rząd czy wojsko podejmują działania, które
są nieodpowiednie albo wręcz szkodliwe dla ich interesów«. Co jest tego powo-
dem? Po pierwsze — podporządkowanie wywiadu polityce. Po prostu politycy
wymagają tego, co im w głowie zaświta, ideologia nieraz dyktuje
coś nierealistycznego, a wywiadowcy zmuszeni są dostosować się (np. George
Bush i rzekoma broń masowego rażenia w Iraku). Po drugie — powodem niepo-
wodzenia bywa niedostępność informacji, gdy właśnie jej potrzeba. Po trzecie —
tzw. obiegowa opinia (»received opinion«) paraliżuje jakość i trafność działań
»inel«. Przykład: »wszyscy« zgadzali się, że Jasio jest głupi,
więc nikt nie zajmował się nim, bo nikt nie spodziewał się, że Jasio wysadzi par-
lament. Ale najpoważniejszym źródłem niepowodzeń wywiadowczych jest chyba
kompleks lustrzanego odbicia (»mirror imaging«). Polega on na »osądzaniu sy-
tuacji nieznanych na podstawie znanych«.
[…]”[55]
Oprócz rozsiewania kłamstw o rzekomym uzbrojeniu Iraku w broń masowego rażenia Mo-
skowia wpajała fałszywe przekonanie o łatwości zaprowadzenia w Iraku reform po pokonaniu opo-
ru sił zbrojnych poprzedniego reżimu.
Moskowia osłaniała źródło prowokowania USA do napaści na Irak. Większość światowej
opinii publicznej jest przekonana, że do obalenia reżimu Saddama Husajna przekonali USA Żydzi.
Ale to dla Państwa Izraela i diaspory było niekorzystne.
Na Bliskim Wschodzie największymi wrogami Państwa Izraela były trzy państwa: Syria,
Irak i Iran. Dla Izraela tak się szczęśliwie złożyło, że były ze sobą wzajemnie skonfliktowane,
co bardzo obniżało skuteczność działań podejmowanych przez te państwa przeciwko Państwu Izra-
ela, co bardzo zwiększało jego bezpieczeństwo. W interesie Państwa Izraela leżało podtrzymywanie
konfliktu między tymi trzema jego przeciwnikami, co wymagało istnienia każdego
z nich. Usunięcie któregokolwiek z tej trójki, pozostałych dwóch spuszczało ze smyczy na Państwo
Izraela. I tak się stało. Po obaleniu reżimu Saddama Husajna Iran i Syria uzyskały wolne środki,
którymi wsparły Hezbollah, operujący w południowym Libanie przy północnej granicy Państwa
Izraela. Hezbollah dostał m. in. nowe, lepsze typy rakiet w większej liczbie, którymi ostrzeliwał
północne rejony Państwa Izraela. Dopuścił się też rajdu oddziału terrorystów na samo terytorium
Państwa Izraela. To był pretekst do wojny Izraela z Hezbollahem. Wojnę przeciwko Hezbollahowi
Państwo Izraela przegrało. Nie zrealizowało żadnych z celów wojny i musiało wycofać swoje siły
zbrojne z południowego Libanu. Już w trakcie działań zbrojnych okazało się, że Hezbollah zbudo-
wał podziemne schrony, w których terroryści bezpiecznie przeczekiwali izraelskie ostrzały artyle-
ryjskie i bombardowania lotnicze, poczym wychodzili i wracali do walki. Do tych schronów celowo
nie wpuszczali ludności cywilnej, której ofiary wykorzystywali propagandowo przeciwko Żydom.
Takie schrony są bardzo kosztowne. Zwłaszcza, że były bardzo dobrze zamaskowane i trudne
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 207/419
do wykrycia. Tych schronów by nie było, gdyby Iran swoje środki zamiast na nie, musiał przezna-
czyć przeciwko Irakowi.
„[…]Droga do politycznej ekspansji ajatollahów otworzyła się kilka
lat temu. Paradoksalnie, najbardziej przyczynili się do tego Amerykanie, obala-
jąc wrogie Iranowi reżimy talibów w Afganistanie i Saddama Husajna w Iraku.
Szczególnie demokratyzacja Iraku umożliwiła przejęcie władzy z rąk sunnickiej
mniejszości, do której należał Husajn, przez szyitów, stanowiących
60 proc. populacji kraju. Już w trakcie amerykańskiej okupacji Iran zaczął bu-
dować swoje przyczółki, zbrojąc szyickie bojówki religijne. Jednakże prawdziwe
korzyści przyniosła mu współpraca z nowymi władzami w Bagdadzie.
Po pokonaniu Al-Kaidy i wycofaniu w 2011 r. amerykańskiego kontyngentu
z Iraku administracja Baracka Obamy straciła zainteresowanie wewnętrznymi
sprawami kraju. W tym czasie Teheran zaczął odgrywać kluczową rolę
w negocjacjach między skłóconymi frakcjami w irackim parlamencie. Pośredni-
czył w utworzeniu przez szyickie partie religijne
w listopadzie 2010 r. umiarkowanie islamistycznego rządu premiera Nuriego
al-Maliki, kładąc fundamenty pod bliższą współpracę obu państw.
Już kilka miesięcy później, gdy uwaga całego świata skupiła
się na niespodziewanej arabskiej wiośnie, Iran odniósł jeszcze większy sukces
w Libanie. Wspierany przez niego szyicki Hezbollah doprowadził do upadku pro-
zachodniego rządu jedności narodowej, by następnie w czerwcu 2011 r. utworzyć
własny gabinet i parlamentarnymi metodami przejąć kontrolę nad państwem.
[…]”[380]
Powyżej nie została opisana jakaś wiedza tajemna. Przeciwnie, przed takimi konsekwen-
cjami drugiej wojny w Zatoce dla Państwa Izraela i diaspory przestrzegał m. in. Janusz Korwin-
Mikke w więcej niż jednej publikacji i niżej podpisany[2][1]. Jeżeli dwaj ww. mogli
na to wpaść, to tym bardziej wpaść na to powinni analitycy gremiów decyzyjnych Państwa Izraela.
Jeżeli Państwo Izraela nie tylko, że nie mogło zapobiec obaleniu reżimu Saddama Husajna w Iraku,
lecz, co więcej, nie mogło zdementować, że to właśnie ono prze do drugiej wojny w Zatoce,
to świadczy o bardzo silnym zinfiltrowaniu elit władzy Państwa Izraela i kręgów przywódczych
diaspory przez agentów wpływu Moskowii.
Wojna z Irakiem nie musi oznaczać automatycznie obalenia Saddama Husajna. Celem
pierwszej wojny w Zatoce było wyzwolenie Kuwejtu podbitego przez Irak. Wtedy wojska koalicji
po wyzwoleniu Kuwejtu zajęły tylko południową część Iraku, nie zajęły jego stolicy, Bagdadu,
i po krótkim pobycie wycofały się. Nawet, jeżeli kwestię posiadania przez Irak broni masowego ra-
żenia przyjąć za dobą monetę, to do jej rozwiązania nie było konieczne ani zajęcie całego teryto-
rium Iraku, ani obalenie reżimu Saddama Husajna.
Przed drugą wojną w Zatoce, w Iraku operowali inspektorzy ONZ poszukujący broni ma-
sowego rażenia. Żadnej broni masowego rażenia nie znaleźli. Jednak ich działalność w Iraku przy-
pominała zabawę w ciuciubabkę. Funkcjonariusze reżimu Saddama Husajna zachowywali
się tak, jakby przed inspektorami ONZ broń masowego rażenia ukrywali. Opóźniali wejścia inspek-
torów do niektórych obiektów, co mogło rodzić podejrzenia, że broń masowego rażenia
jest przewożona z obiektu przed kontrolą do obiektu po kontroli. Inna sprawa, że w miarę postępów
kontroli inspektorzy ONZ przeszli od kontroli typowych obiektów militarnych i przemysłowych
do prywatnych pałaców Husajna. Ludzie Husajna utrudnianie procedowania inspektorów
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 208/419
ONZ tłumaczyli ochroną prywatności Husajna. Nie wyglądało to wiarygodnie, bo Husajna
miał więcej pałaców niż niejeden koncern hal fabrycznych. Aby inspektorzy ONZ mogli dokończyć
lustrację obiektów w Iraku nie była potrzebna wojna, wystarczyła zwykła demonstracja siły. Zdaje
się, chyba, że Husajn w możliwość wybuchu wojny nie wierzył do końca. Wystarczyło go tylko
mocniej postraszyć. Jednak podczas drugiej wojny w Zatoce postąpiono odmiennie niż w pierwszej.
Zajęto całe terytorium Iraku, a reżim Saddama Husajna obalono. I to było otwarcie puszki Pandory.
Moskowia ma bardzo bogate doświadczenia w dyskretnym wspieraniu terroryzmu.
„[…]jak zwerbować obcokrajowca do roli prawdziwego terrorysty, ak-
tywnie uczestniczącego w morderstwach czy podkładającego bomby?
Czy to bardzo trudne? Wcale nie.
[…]jest wystarczająco wielu kontestatorów, gotowych nie tylko zabijać
innych, ale i naraża własne życie dla urzeczywistnienia ideałów.
VI
Agentura Specnazu i terroryzm międzynarodowy miały ze sobą wiele
wspólnego, na przykład tę samą centralę, jednak są to zupełnie niezależne kwe-
stie i nie należy ich ze sobą mieszać.
W żadnym wypadku nie twierdzę, Że międzynarodowy terroryzm narodził
się z polecenia Moskwy, niemniej uważam, że bez poparcia Moskwy nigdy
nie osiągnąłby on takiego rozmachu.
Terroryzm międzynarodowy rodził się w różnych sytuacjach, na różnym
gruncie. Często jego bazą był lokalny nacjonalizm, co zresztą ZSRR skrzętnie
wykorzystywał, popierając różne grupy separatystyczne. Wyjątkiem były oczywi-
ście ugrupowania nacjonalistyczne wewnątrz Związku Radzieckiego i
państw znajdujących się pod jego wpływem.
Jeśli jednak ugrupowania nacjonalistyczne powstawały w rejonach,
w których wpływy radzieckie nie były ugruntowane, wtedy Związek Radziecki
mógł stać się najlepszym przyjacielem separatystów. Tylko wewnątrz
GRU istniały dwa potężne i niezależne od siebie piony zajmujące się problemami
terroryzmu i ruchów ekstremistycznych. Po pierwsze Trzeci Zarząd GRU, który
zajmował się obserwacją ugrupowań terrorystycznych i celem którego było prze-
niknięcie do nich. Po drugie zaś Piąty Zarząd, kierujący wywiadem niższego
szczebla, w tym także Specnazem.
Taktyka GRU wobec terrorystów była prosta: w żadnym wypadku
nie wydawać im żadnych poleceń, nie sugerować co mają robić. Terroryści nisz-
czą cywilizację Zachodu, wiedzą co robić i niech robią to sami, bez zbędnej opie-
ki. Wśród terrorystów niemało jest idealistów gotowych
iść na śmierć w imię szczytnych ideałów. Niech idą na śmierć walcząc
za nie! Najważniejsze jest, żeby upewnić
ich, że w s w y c h p o g l ą d a c h s ą c a ł k o w i c i e
n i e z a l e ż n i.
Moskwa stanowiła centrum międzynarodowego terroryzmu.
Ale nie dlatego, że właśnie z Moskwy płynęły rozkazy dla terrorystów — kogo
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 209/419
przyjąć do organizacji, a kogo nie, kogo zamordować, a kogo oszczędzić. Było
zupełne inaczej. Radzieckie kierownictwo w żadnym wypadku nie mieszało
się w takie sprawy i mieszać się nie zamierzało: tak było łatwiej, a i śladów
mniej. Grupa terrorystyczna czy organizacja, która z w r ó c i ł a b y
s i ę d o M o s k w y o p o m o c, w większości przypadków taką
pomoc otrzymałaby. Kierowanie terroryzmem — to cała polityka: jednemu »ru-
chowi oporu« zwiększyć pomoc finansową innemu — zmniejszyć, jednej »armii
czerwonej« przekazać nowoczesną broń, innej — starą i niewielką
ilość amunicji. Jeden »ruch« uznać oficjalnie, inny — skarcić w słowach,
a faktycznie wesprzeć itp.
»Niezależni« terroryści często nie myślą o pochodzeniu środków, dzięki
którym podróżują po wszystkich krajach świata; karabinów Kałasznikowa,
z których zabijają ludzi; instruktorów, którzy szkolą ich i trenują. Spójrzcie
na »niezależnych« Palestyńczyków. Z jaką rozrzutnością zużywają amunicję! Je-
śli obejrzeć film o walkach w Afganistanie, a potem o walkach na ulicach Bejru-
tu, to różnica jest kolosalna. Agańscy mudżahedini liczyli każdy nabój,
a w Bejrucie przeciwstawne ugrupowania wystrzeliwują pociski nawet
nie celując, walą Panu Bogu w okno, wysyłają w przestrzeń długie serie, chociaż
to strata czyichś pieniędzy. Czyjeż to pieniądze pozwalały im na te fajerwerki?
[…]
Oprócz czysto wojskowej i finansowej pomocy Związek Radziecki okazy-
wał ją terrorystom także w inny sposób. Jedną ze sfer tej pomocy było przygoto-
wanie kadr. W Związku Radzieckim zostały utworzone centra szkoleniowe przy-
gotowujące terrorystów z różnych krajów. Podobne centra działały w krajach
Europy Wschodniej, na Kubie, a także w innych miejscach. Dobrze znam takie
centrum w Odessie. Oficjalnie należało ono do Dziesiątego Zarządu Głównego
Sztabu Generalnego, który zajmował się eksportem broni, kierował radzieckich
doradców wojskowych do innych krajów, szkolił cudzoziemskie kadry.
Na początku lat 60. centrum to było filią Wyższej Wojskowej Szkoły Dowódczej
w Odessie. Jednak centrum rozwijało się burzliwie. W 1965 roku uczelnię prze-
niesiono do Kijowa i zaczęła nazywać się Wyższą Ogólnowojskową Szkołą Do-
wódczą im. Frunzego. W uczelni utworzono wydział rozpoznania dla radzieckich
słuchaczy (wielu jego absolwentów trafiło potem do GRU i Specnazu), a cały
ogromny teren, kompleksy szkoleniowe i mieszkalne, które zostały w Odessie,
przekazano centrum szkolenia cudzoziemskich bojowników.
W owym okresie szkolono przede wszystkim ludzi o czarnej skórze.
Ich przydziałem miała być centralna Afryka. Ciekawe, że nie wszyscy pochodzili
z krajów Afryki. Wśród nich było wielu Murzynów z Kuby.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 210/419
Różnica w szkoleniu oraz poziomie życia radzieckich i obcych słuchaczy
była ogromna. Cudzoziemców lepiej karmili, umundurowano ich w radzieckie,
oficerskie mundury polowe, ale bez jakichkolwiek dystynkcji i oznak. Prawie
nie prowadzono z nimi zajęć teoretycznych. Za to treningi praktyczne były bardzo
intensywne, nawet biorąc pod uwagę radzieckie standardy. Nie żałowano
im amunicji. Strzały w »murzyńskim« obozie nie milkły dniem i nocą.
[…]
Członkowie »ruchów wyzwoleńczych«, skłaniających się ku Związkowi
Sowieckiemu, nie są generalnie rekrutowani przez sowieckie służby wywiadow-
cze. Doświadczenie pokazuje jeszcze raz, że terrorysta, który myśli,
iż jest niezależny, i zabija ludzi dla s w o i c h w ł a s n y c h przeko-
nań, jest bardziej skuteczny niż ten, który walczy na rozkaz innych ludzi.
Dla sprawy, dla własnej sprawy, terrorysta podejmie ryzyko i poświęci swoje ży-
cie, ale nie zrobi wiele na polecenie wydane przez ludzi z zagranicy.
Po co go więc rekrutować?
Zdarzają się jednak istotne wyjątki. Podczas szkolenia każdy student
jest poddawany szczegółowej obserwacji. Wyławiani są spośród nich potencjalni
przywódcy i urodzeni rewolucjoniści, którzy nie ulegają żadnym autorytetom.
Równie ważne są słabości i ambicje studentów oraz stosunki między nimi. Pew-
nego dnia, wiele lat później, jeden z nich może zostać ważną osobistością, nie-
wygodną dla Moskwy, więc dobrze jest zawczasu wiedzieć, jakich ma przyjaciół
i wrogów.
Jako że studenci sami siebie poznają w czasie szkolenia, spośród tłumu
wyłaniają się wyjątkowe jednostki i dobry materiał do rekrutacji. Rekrutacji do-
konują w ośrodkach szkoleniowych równocześnie dwie różne komórki
GRU. 3 Wydział kaptuje informatorów, którzy pozostają w »narodowych ruchach
wyzwoleńczych« i będą przekazywali szefom GRU ich wewnętrzne sekrety.
5 Wydział GRU prowadzi nabór studentów do sieci agentów »Specnazu«.
Jest to dosyć skomplikowany proces. Formalnie kandydaci pozostają w swoich
»ruchach wyzwoleńczych« i tam pracują. A faktycznie działają zgodnie
z instrukcjami otrzymywanymi z GRU. Jest to sytuacja bardzo delikatna
i podejmuje się wszelkie możliwe zabiegi, aby w razie niepowodzenia uchronić
reputację ZSRR
80
. Mając to na uwadze dokonuje się ostrożnej selekcji kandyda-
tów, niezależnie od zajmowanej przez nich pozycji, i wysyła się ich na szkolenie
do jednego z krajów podlegających wpływom sowieckim. Tam dokonuje
się ich rekrutacji, ale nie przeprowadza jej sowiecki wywiad, lecz raczej służba
wywiadowcza jednego z państw satelickich Moskwy.
Rekrutacja terrorysty z prawdziwego zdarzenia różni się bardzo
od werbowania agenta-informatora. Terrorysta musi przejść twarde szkolenie,
które staje się koszmarem w dzień i w nocy. Śni mu się koniec kursu: tęskni
za czymś realnym. Instruktorzy rozmawiają z nim i pytają, co, jako terrorysta,
chciałby robić. Terrorysta wyjawia im to. Instruktorzy »myślą o tym« i kilka
dni później komunikują mu, że to niemożliwe do wykonania. Tortura szkolenia

80
Wytł. G. R.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 211/419
trwa dalej. Ponownie pojawia się pytanie dotyczące planów działania i znowu
są one postponowane. Wiele jest powodów wpływających na odmowne reakcje:
cenimy twoje życie zbyt wysoko, aby powierzać ci tak ryzykowną misję; taki
akt mógłby wywrzeć nie zamierzony wpływ na życie twojej rodziny twoich przy-
jaciół i tak dalej. Takim sposobem obszar wyboru ulega stopniowemu zawężeniu,
aż terrorysta sugeruje dokładnie to, o co chodzi szefom sowieckiego wywiadu
wojskowego. »Myślą nad tym« przez kilka dni i ostatecznie wyrażają zgodę
w taki sposób, że mogłoby się wydawać, iż nie jest to coś pożądanego
przez GRU, lecz raczej kompromis lub ustępstwo na rzecz terrorysty: jeśli na-
prawdę sądzi, że trzeba to zrobić, nie będą mu w tym przeszkadzali.
Uprościłem oczywiście ten proces, który w rzeczywistości jest bardzo
skomplikowaną grą.
Nagrodą dla GRU jest fakt, że terrorysta przeprowadzając akcje
dla »Specnazu«, w większości przypadków nie podejrzewa,
iż jest wykorzystywany. Jest głęboko przekonany, że działa niezależnie, z własnej
woli i z własnego wyboru. GRU nie pozostawia nigdzie swojego podpisu
czy też odcisków palców.
80

GRU przedsiębierze odpowiednie kroki nawet w tych wypadkach,
gdy nie kontaktuje się z pojedynczymi terrorystami, a z doświadczonymi przy-
wódcami organizacji terrorystycznych, żeby się upewnić, iż nie tylko osoby po-
stronne, ale i szefowie terrorystów nie znają prawdziwych rozmiarów zależności
od »Specnazu«, a tym samym od GRU. Przywódcy terrorystów pozostawia
się ogromne pole działania i szeroki wybór. Są operacje i akty terroru, na które
»Specnaz« przeznaczy każdą sumę pieniędzy, dostarczy każdy rodzaj broni,
przy którym pomoże w wyrobieniu paszportów i zorganizuje kryjówki. Są jednak
i takie akcje, na które nie ma pieniędzy, broni, odpowiednich ludzi i miejsc
schronienia. Przywódcy terrorystów pozostawia się zupełną swobodę
co do wyboru akcji, którą chce przeprowadzić, ale bez broni, pieniędzy i innych
form pomocy jego wolność wyboru ulega nagle drastycznemu ograniczeniu.
[…]”[138]
Po rozpadzie ZSRR Moskowia kontynuowała posługiwanie się terroryzmem i rozwijała
go twórczo[394][395].
„[…]ze znalezionych w Bagdadzie tajnych dokumentów wyłonił się obraz ścisłe-
go sojuszu Putina z Husajnem. Nie ograniczał się tylko do sprzedaży uzbrojenia
i pomocy dyplomatycznej. Rosjanie systematycznie dzielili się z Irakiem tajemni-
cami wywiadowczymi i szkolili agentów irackiej bezpieki jeszcze na parę miesię-
cy przed inwazją USA. Agenci budzącej postrach tajnej policji Mukhabarat
po szkoleniu w Moskwie dostawali nawet dyplomy z dwugłowym rosyjskim orłem.
Rosjanie przekazali Saddamowi listę potencjalnych zabójców, których można
wykorzystać do ataków na cele na Zachodzie oraz pomagali agentom irackim za-
łatwiać »papiery«. Wśród znalezionych dokumentów irackiej bezpieki były nawet
kartki świąteczne, jakie przesyłali sobie szefowie wywiadów Iraku
i Rosji[…]”[396]
Wszystkich innowacji tutaj wymienić nie sposób, warto jednak wspomnieć o czarnej wdo-
wie. Czarna wdowa jest kobietą mahometańską bojowniczką lub terrorystką.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 212/419
Kiedy najwybitniejsi, światowej sławy specjaliści od terroryzmu mahometańskiego dowie-
dzieli się, że na Bliskim Wschodzie w samobójczych, mahometańskich zamachach terrorystycznych
biorą udział kobiety, to powypadały im na podłogę sztuczne szczęki z ust rozdziawionych
w bezbrzeżnym zdumieniu. Dotąd w swoich publikacjach dowodzili, że w mahometańskich zama-
chach terrorystycznych kobiety udziału brać nie mogą z przyczyn podstawowych. Tym większa za-
sługa Moskowii.
Pierwsze czarne wdowy Moskowia wyprodukowała w Czeczenii. Jak się robi czarną wdo-
wę? Lekko, łatwo i przyjemnie. Aby zrobić czarną wdowę należy złapać czeczeńską rodzinę
z matką w średnim wieku i wsadzić ją do tzw. obozu filtracyjnego, czyli przekładając na ludzki, ka-
towni i miejsca kaźni.
„[…]Każdego miesiąca w Czeczenii przepada bez wieści sto kilkadziesiąt
osób, wyciąganych nocą z domów przez zamaskowanych bandytów w rosyjskich
mundurach. Żaden z tych ludzi już nigdy nie powraca[…]”[375]
Wszystkich należy zamordować za wyjątkiem matki. Matkę należy wypuścić. Nie od razu.
Przed wypuszczeniem należy ją zgwałcić zbiorowo i wielokrotnie. Mordować należy na oczach
matki, też nie od razu, lecz po torturach długich, wyrafinowanych i z efektami specjalnymi.
Po torturowanych ma być widać, że cierpią i to bardzo.
81

„[…]
— Gdziekolwiek stacjonowali i odeszli, tam znajdujemy masowe groby
ich żołnierzy i Czeczeńców, zatrzymanych na posterunkach i pomordowanych —
mówił Szamil.
[…]”[375]
W takim traktowaniu przez Moskowię Czeczenów, których Moskowia traktuje jak swoje ra-
by, nie ma niczego dziwnego zważywszy, że Moskowia bardzo podobnie traktuje cudzoziemców.
„17 grudnia 1996 r. ok. godz. 4 rano do domu w Nowych Atagach,
w którym mieszkał personel medyczny szpitala, wtargnęła grupa napastników.
Według świadków było ich dziesięciu i byli zamaskowani. Otworzyli gwałtowny
ogień z broni automatycznej do śpiących ludzi, a potem opuścili budynek
i miejscowość. Zginęło sześć osób: technik budowlany z Holandii
oraz pięć pielęgniarek: z Hiszpanii, Kanady, Norwegii i Nowej Zelandii. Wszyscy
pracowali w miejscowym szpitalu, uruchomionym przez Międzynarodowy Czer-
wony Krzyż ledwie 3,5 miesiąca wcześniej.
[…]efekt polityczny był dla Rosji korzystny, natomiast uderzał w wizerunek Cze-
czeńskiej Republiki Iczkerii, która dopiero co wywalczyła sobie niezależność
od Moskwy (ledwie kilka miesięcy wcześniej zawarto rozejm, prowadzone były
też rozmowy ostatecznie określające relacje Moskwa-Grozny).

81
Zob. Aneksy, Piotr Lisiewicz, Współczesny Auschwitz jest na Kaukazie
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 213/419
W następnych kilku latach na terenie podległym czeczeńskim władzom
bardzo często dochodziło do aktów przemocy przeciwko cudzoziemcom (porwa-
nia, zabójstwa) — w wielu przypadkach okazywało się, że to rosyjskie prowoka-
cje, działania dywersyjne służb rosyjskich, destabilizujące sytuację w republice.
Warto też pamiętać o symbolicznym wymiarze miejsca zbrodni. Nowe Atagi leżą
zaledwie 17 km od Groznego — a więc do masakry wolontariuszy MCK doszło
pod samym nosem władz Iczkerii. To w Nowych Atagach doszło też do pierwszej
rundy rozmów rosyjsko-czeczeńskich, które doprowadziły ostatecznie do rozejmu.
[…]”[397]
Po czymś takim większość kobiet popada w szaleństwo i nie ma z nich żadnego pożytku.
Ale nie wszystkie. Skąd wiadomo, która kobieta oszaleje, a która nie, czyli jak poznać, której kobie-
ty rodzinę złapać? Ta wiedza nie jest do niczego potrzebna. Wiadomo, jaka część kobiet wariuje,
a jaka nie, dlatego należy złapać tyle rodzin czeczeńskich, żeby z tego wyszło tyle nie oszalałych
kobiet, ile trzeba.
Nie można wiedzieć, co czuje kobieta, która straciła swoje dzieci i innych bliskich
w tak bestialski sposób, ale można przeanalizować determinanty, które prowadzą do zostania czarną
wdową. Kobieta ma poczucie przegranego życia. Do śmierci pozostanie sama. W kulturze mahome-
tańskiej prawdopodobieństwo ponownego zamążpójścia i urodzenia nowych dzieci jest bardzo ma-
łe. Zresztą jest w wieku po lub bliskim klimakterium. Jeżeli skupi się tylko na przeżyciu, codziennie
będzie rozpamiętywała niewiarygodną kaźń swoich dzieci. Aby choć trochę złagodzić
swój ból musi zająć się czymś innym. Czymś konkretnym. Czymś wymagającym dużego zaanga-
żowania i poświęcenia. Dla takiej kobiety ofiara własnego życia nie jest niczym szczególnym.
A poza tym może się zemścić na oprawcach i katach swoich dzieci.
W Czeczenii czarne wdowy zostawały strzelcami wyborowymi. Na Bliskim Wschodzie —
samobójczymi zamachowcami. Moskowii udało się przełamać tabu mahometańskie.
„[…]Fundamentalny islamizm to jest bardzo poważny problem Kaukazu.
Zwłaszcza agresywny fundamentalizm został zaszczepiony przez rosyjskie służby
specjalne jako antidotum na niepodległościowe dążenia Czeczenów. Islamiści
z niepodległościowcami mocno się tam ścierali, że prawie doszło do wojny do-
mowej. Dopiero Asłan Maschadow podporządkował ich w 2001 r. w czasie wojny
Rosyjsko-Czeczeńskiej. Przed problemem islamizacji Rosjan przestrzegał Mas-
chadow, który uważał,
że z nim można rozmawiać,
ale z wojującymi islamistami bę-
dzie to znacznie trudniejsze. Ma-
schadowa zabito[…]”[398]
Pomimo zdradzenia Iraku, swojego by-
łego sprzymierzeńca, Moskowia
nie opowiedziała się po żadnej ze stron drugiej
wojny w Zatoce. Przeciwnie, przyznała sobie
pozycję neutralną oraz mediatora
i ją umacniała.
Gdyby sytuacja w Iraku stała się taka,
jak w Republice Wietnamu, pomoc Moskowii
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 214/419
w jej opanowaniu mogłaby być cenna i Moskowia mogłaby za nią otrzymać gratyfikację.
Ale wypadki w Iraku potoczyły się inaczej. USA znalazły skuteczne sposoby na zwalczanie
terroryzmu, utrzymanie spójności terytorialnej Iraku i wzmocnienie irackiego reżimu posthusaj-
nowskiego.
Sytuacja w Iraku była jeszcze bardzo daleko od wyklarowania się, kiedy Moskowia
po raz kolejny zajęła się Iranem. Dostarcza Iranowi broń, zwłaszcza technologie, urządzenia
i materiały do rozwoju energetyki jądrowej cywilnej oraz do skonstruowania broni jądrowej; tech-
nologie do środków przenoszenia głowic bojowych; systemy obrony przeciwlotniczej,
etc., etc. Tymi dostawami Moskowia bardzo zaognia sytuację polityczną w rejonie. Jednocześnie
Moskowia nasiliła działalność agentury wpływu.
Iran jest coraz bliższy skonstruowania broni jądrowej. Jednocześnie od czasu do czasu prze-
prowadza udaną próbę z rakietą o coraz większym zasięgu zdolną do przenoszenia głowicy jądro-
wej. To wywołuje zaniepokojenie innych państw, zwłaszcza Państwa Izraela i USA. Agentura
wpływu Moskowii uniemożliwia tym państwom zajęcie się prawdziwą przyczyną zaogniania sytu-
acji, czyli dostawami Moskowii i zmusza do zajmowania się Iranem, który w tej relacji zależności
jest stroną bierną. Wpływ Iranu na zaognianie sytuacji zależy całkowicie od dostaw Moskowii.
„[…]
Rosyjska gra na dwa fronty
W ceremonii otwarcia [elektrowni jądrowej w Buszerze] oprócz irań-
skich dygnitarzy wzięli udział minister energetyki Rosji i szef Rosyjskiej Agencji
Energii Atomowej, którzy pogratulowali Teheranowi sukcesu. Moskwa
jest głównym międzynarodowym partnerem irańskiego programu atomowego.
Bez jej pomocy uruchomienie elektrowni nie byłoby możliwe.
Finalizacja projektu wpłynęła na poprawę relacji dyplomatycznych mię-
dzy Teheranem a Moskwą, napiętych w ostatnich miesiącach właśnie z powodu
opóźnień prac w Buszerze. Pierwotnie elektrownia miała ruszyć już na początku
roku. W październiku 2010 r. Iran zaczął wypełniać paliwem rdzeń jej reaktora.
Jednakże w lutym musiał go opróżnić z powodu awarii. Wstrzymało to prace
na kilka miesięcy. Przez pewien czas istniała nawet groźba, że trzeba będzie wy-
mienić cały rdzeń. W maju reaktor ponownie zapełniono paliwem. Teheran za-
powiedział wówczas, że elektrownia ruszy już w sierpniu. W lecie termin
ten jednak znowu przełożono.
Wywołało to irytację władz irańskich. Za niepowodzenia publicznie ob-
winili oni Moskwę. Rosja, wbrew Zachodowi, dostarcza paliwo i technologie nu-
klearne dla Teheranu. Czyni to jednak opieszale i nieregularnie. Stale podnosi
koszty budowy elektrowni, które przekroczyły dwukrotność początkowych szacun-
ków. Planowana od ponad 30 lat instalacja miała działać już na początku deka-
dy.
Rosjanie w sprawie irańskiego atomu zręcznie rozgrywają obie strony.
Łudzą Zachód, że pomogą mu zablokować nuklearne ambicje ajatollahów. Zara-
zem umożliwiają Irańczykom dalsze postępy prac, tak jednak, by wycisnąć
z nich jak najwięcej pieniędzy.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 215/419
W sierpniu rozzłoszczeni na Moskwę irańscy politycy zapowiedzieli,
że w przyszłości Teheran zbuduje kolejne elektrownie atomowe bez pomocy Rosji.
Teraz jednak, po uruchomieniu reaktora w Buszerze, nastąpiła ożywiona akcja
dyplomatyczna, by załagodzić stosunki.
[…]”[399]
„Potajemne wsparcie
Amerykańska Rada ds. Wywiadu opublikowała raport, z którego jedno-
znacznie wynika, że Rosja potajemnie dozbraja Iran. Mechanizm jest prosty –
Moskwa sprzedaje Teheranowi wyposażenie do satelitów komercyjnych, które
zawiera technologie balistyczne.”[400]
Moskowii nie chodzi ani o wypromowanie na swojego konkurenta jądrowego, ani o to, żeby
wojna przeciwko Iranowi wybuchła, bo w odróżnieniu od drugiej wojny w Zatoce na wojnie prze-
ciwko Iranowi niczego by nie zyskała. Moskowii chodzi o czym większe nastraszenie Iranu. Do-
prowadzenie w rejonie sytuacji politycznej na krawędź wybuchu wojny. Żeby Iran w pełni sobie
uświadomił, realność zagrożenia jego bytu państwowego. Żeby był skłonny do ustępstw i hojny.
Kiedy w Iranie, Państwie Izraela, USA większość będzie przekonana, że wybuch wojny będzie nie-
unikniony, że wyczerpali wszystkie swoje możliwości zapobieżenia wojnie, że będzie krwawa nie-
potrzebna jatka, na której wszyscy stracą, a nikt nie zyska, wtedy, jak deus ex machina, w sposób
półcudowny pojawi się Moskowia z realną ofertą pokojową. Dzięki Moskowii nie będzie wojny,
której nikt nie chciał, a której nikt nie był w stanie zapobiec. Wszyscy odetchną z ulgą i poskromią
węża w kieszeni. Za tak wielkie zasługi Moskowia będzie chciała bardzo niewiele, bo czymże
jest korytarz eksterytorialny na granicy iracko-irańskiej.
„[…]wielu polityków amerykańskich wzywa do militarnego uderzenia
na Iran, a Rosja wraca do pozycji ważnego uczestnika rozgrywki o pokój
na świecie i, co za tym idzie, odzyskuje prawo do kontrolowania »bliskiej zagra-
nicy«[…]”[401]
Moskowia o dostęp do Oceanu Indyjskiego zabiega nie tylko zbrojeniem Iranu. Podejmuje
także działania bardziej mieszczące się w pojęciu wojny informacyjnej.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 216/419
„[…]król Arabii Saudyjskiej namawiał rząd Stanów Zjednoczonych do uderzenia
na Iran. Opublikowanie tej informacji wywołało burzę w świecie arabskim. Pre-
zydent Ahmadineżad i irański rząd dostali dowód, że kraj, który uważali
za sojusznika (Arabia Saudyjska), spiskuje przeciwko nim z ich odwiecznym,
śmiertelnym wrogiem. Opublikowanie takich informacji może doprowadzić
do zmiany układu sił na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Dotychczas bowiem
Iran głównych wrogów upatrywał w USA i właśnie w Izraelu (dowodem tego by-
ły wielokrotnie wypowiadane pełne nienawiści słowa Ahmadineżada o Żydach
i konieczności zniszczenia Izraela). Z Arabią Saudyjską Teheran starał się zawsze
utrzymywać stosunki poprawne, licząc, że przeciągnie ją na swoją stronę prze-
ciwko Waszyngtonowi. Teraz okazuje się, że jest to niemożliwe. Doprowadzi
to do napięcia między Arabią Saudyjską a Iranem, a część swojego potencjału
militarnego (zwłaszcza głowic nuklearnych i rakiet dalekiego zasięgu) Iran może
skierować przeciwko Arabii Saudyjskiej[…]”[402]
Publikując te dokumenty zdobyte metodami szpiegowskimi w WikiLeaks Moskowia zwięk-
sza poczucie zagrożenia wojną, ale bez niebezpieczeństwa jej niekontrolowanego wybuchu. Wciąga
do gry więcej państw, ale umacnia swoją pozycję głównego rozgrywającego. Poddaje uczestników
konfliktu presji na konieczność działania, ale jednocześnie ich ubezwłasnowolnia i uzależnia
od siebie. Powiększa swój wpływ na graczy, ale jednocześnie się z tym nie ujawnia pozostawiając
w cieniu.
Denuncjując Arabię Saudyjską Moskowia pozornie zwiększa zagrożenie Iranu zmuszając
go do obrony w tym także zbrojnej. Ale faktycznie jest odwrotnie. Bezpieczeństwo Iranu wzrosło.
Wróg ukryty jest groźniejszy od jawnego. Moskowia wyrównuje szanse, stabilizuje sytuację, czyni
konflikt bardziej pozycyjnym, ale jednocześnie presja na uczestników wzrasta, co wytwarza pozory
zwiększenia dynamizmu i niepewności.
Wciągnięcie Arabii Saudyjskiej, jako jawnego gracza jest dla Moskowii bardzo korzystne.
Jest niemal pewne, że, gdy już dojdzie do targów, Arabia Saudyjska opowie się na rzecz utworzenia
na części terytorium Iranu korytarza eksterytorialnego i przekazania go Moskowii. To zmniejszy
jej zagrożenie ze strony Iranu. Ale tylko ze strony Iranu. Z dużym prawdopodobieństwem zwięk-
szenia zagrożenia ze strony Moskowii Arabia Saudyjska może w swoich kalkulacjach
nie brać lub je zaniżać. Ale to może zrobić tylko Arabia Saudyjska będąc już stroną jawną. Gdyby
w ukryciu pozostawała, Moskowia jej głosu by nie zyskała. A jednocześnie wszyscy wiedzą,
że Arabia Saudyjska od Moskowii jest całkowicie niezależna, przemawia tylko w interesie wła-
snym, a nie Moskowii. Arabia Saudyjska wzięła istotny udział w doprowadzeniu do rozpadu
ZSRR. Tak więc zbieżność interesów jest czysto przypadkowa. Moskowia ma murowane, stupro-
centowe alibi. Zemścić się na Jankesach tym samym narzędziem, którym doprowadzili do rozpadu
ZSRR — czyż to nie piękne?
Warto zauważyć finezję działania Moskowii. Głównymi podejrzanymi są USA i Państwo
Izraela. Ale zadenuncjowanie Arabii Saudyjskiej w ich interesie nie leżało. Arabia Saudyjska
dla nich wartość miała tylko, jako cichy wspólnik. I Arabia Saudyjska dobrze o tym wiedziała. Ina-
czej nie wystąpiłaby do USA o zaatakowanie Iranu pod własnym szyldem. Gdyby Arabia Saudyjska
podejrzewała USA albo Państwo Izraela, że mogłyby jej wystąpienie ujawnić, nie zrobiłaby tego
sama, tylko za czyimś pośrednictwem.
„Amerykańskie służby specjalne udaremniły zamach na ambasadora
Arabii Saudyjskiej. Podejrzenie padło na Iran[…]”[403]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 217/419
„Duchowo-polityczny przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei oświadczył
w sobotę, że formułowane przez Waszyngton oskarżenia, według których
Iran planował spisek w celu zabicia saudyjskiego ambasadora w Waszyngtonie,
są »bezsensowne« i »absurdalne«.
22

»Przeciwko kilku Irańczykom w Ameryce sformułowano bezsensowne
i absurdalne oskarżenie, które posłużyło jak pretekst, by przedstawić
Iran jako sprzymierzeńca terrorystów« - powiedział Chamenei podczas wy-
stąpienia w prowincji Kermanszach na zachodzie Iranu. Wystąpienie transmi-
towała irańska telewizja.
Ajatollah zaznaczył, że historia »całkowicie sfabrykowana«
przez USA nie doprowadzi do »odizolowania« Iranu.
We wtorek amerykańskie władze oskarżyły dwóch obywateli Iranu o planowanie
zabójstwa ambasadora Arabii Saudyjskiej w USA, w ramach operacji przygoto-
wywanej przez Teheran.
Iran odrzuca te oskarżenia i twierdzi, że są obliczone na wywołanie podziałów
w krajach muzułmańskich. W czwartek saudyjski minister spraw zagranicznych,
książę Saud al-Fajsal, zapowiedział, że Arabia Saudyjska pociągnie
Iran do odpowiedzialności za wszelkie wrogie działania.
Szef irańskiego MSZ Ali Akbar Salehi zapewnił, że Iran nie dąży do konfrontacji,
ale jest w stanie »odpowiedzieć USA takim policzkiem, po którym
się nie podniosą«.
Zasugerował też, że skandal z domniemanym zamachem na saudyjskiego dyplo-
matę to tylko sposób Stanów Zjednoczonych na odwrócenie uwagi
od ich wewnętrznych problemów.”[404]
Kiedy w połowie dekady 2000÷2010 był dyskutowany publicznie projekt rozmieszczenia
w Polsce elementów tarczy antyrakietowej mającej bronić przed rakietami m. in. irańskimi, Mo-
skowia była temu przeciwna. Stwierdzała m. in., że tarcza przeciwko rakietom irańskim
nie jest potrzebna, bo rakiety irańskie nie stanowią zagrożenia. I akurat w tym przypadku Moskowia
nie skłamała. Już na kilka lat wcześniej wiedziała, że Iran swoje rakiety przekieruje na Arabię Sau-
dyjską.
82

Kiedy Moskowia korytarz do Oceanu Indyjskiego uzyska, stanie przed problemem jego
ochrony. Niezależnie od tego, gdzie korytarz będzie przebiegał, przez terytorium Iraku, Iranu,
czy po ich granicy, korytarz rozerwie spójność terytorium mahometańskiego. Przez mahometan bę-
dzie postrzegany, jako nieznośny cierń. Wielu z nich na korytarz będzie podejmowało ataki zbrojne.
Moskowia ma wystarczająco dużo siły, aby korytarzowi zapewnić całkowite bezpieczeństwo, sku-
tecznie odeprzeć wszystkie mahometańskie ataki. Ale jeżeli Moskowia będzie broniła korytarz oso-
biście, pod własną flagą, bardzo zaszarga swoją opinię w oczach mahometan. A przecież Moskowia
nie zabiega o korytarz, aby utrzymać status quo. Przeciwnie, Moskowii korytarz jest potrzebny
do odwrócenia złej passy, do powrotu do właściwego sobie trybu egzystencji — nieustannej

82
Zob. też [405]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 218/419
i niczym nieograniczonej ekspansji. A temu zła opinia w oczach mahometan mogłaby bardzo po-
ważnie zaszkodzić. Moskowia mogłaby u mahometan nie stracić, gdyby byli przekonani,
że ich ataki na korytarz odpiera nie Moskowia, tylko ktoś inny, z Moskowią niezwiązany.
Na ochroniarzy korytarza najlepiej nadają się izraelscy osadnicy z ziem palestyńskich oku-
powanych przez Państwo Izraela. Moskowia przy użyciu swojej agentury wpływu nakłoniła
USA i Państwo Izraela do usuwania osiedli osadników żydowskich z Zachodniego Brzegu Jordanu
i Strefy Gazy. Ale osadnicy są ludźmi twardymi. W utrzymanie swoich osiedli włożyli dużo wysił-
ku, pracy i bronili je przed atakami zbrojnymi Palestyńczyków. Do swoich osiedli są bardzo mocno
przywiązani emocjonalnie. Nie chcieli, aby ich poświęcenie poszło na marne. Aby ich usunąć, Pań-
stwo Izraela musiało przeciwko nim używać siłę. Usunięci byli osadnicy stali się ludźmi rozgory-
czonymi, z poczuciem doznania głębokiej krzywdy, zdradzeni przez swoje własne państwo.
Ich więzi z ziemią izraelską, jeżeli nawet nie zostały całkowicie zerwane, to bardzo poważnie osła-
bione. W społeczeństwie izraelskim byli ludźmi wyobcowanymi. Zostali zdegradowani z roli boha-
terskich pionierów do zawalidrogi, лишнх людей, obciążenia budżetu. Zawalił im się cały
ich dotychczasowy świat, mieli poczucie zmarnowanego życia i świadomość braku kontynuacji,
konieczności zaczynania wszystkiego od początku. Gdyby wtedy w ich sytuacji ktoś złożył
im ofertę możliwości kontynuowania życia w ich dotychczasowym stylu, to niejedna rodzina
by na to przystała. I fakt, że ich nowe osiedle byłoby z dala od terytorium Państwa Izraela położone
w jednym z dwóch szeregów przebiegających równolegle po obu stronach korytarza, miałoby
dla nich znaczenie podrzędne.
Ale Moskowia rozminęła się z oczekiwaniami. Sytuacja w Iraku zaczęła się stabilizować,
usługi Moskowii przestały być potrzebne. Z braku korytarza, przestali też być potrzebni jego straż-
nicy. Wysiedlanie osadników z terenów palestyńskich okupowanych przez Państwo Izraela zostało
wstrzymane. Moskowia przecież kiedyś w końcu ten korytarz zdobędzie, a wtedy ochroniarze zno-
wu będą jej potrzebni. Termin przydatności wysiedlonego osadnika jest ograniczony. Powinien
być wysiedlony na krótko przed przeniesieniem do ochrony korytarza. Nie można go wysiedlić
za wcześnie. Lepiej go przechować w zamrażarce.
W tym czasie premierem Państwa Izraela był Ariel Szaron. Zaczął coś podejrzewać. Należa-
ło mu zamknąć usta.
„[…]
ŻYDOWSKA MĄDROŚĆ PO SZKODZIE
W tropikalnym kurniku nie brakuje Żydów mądrych po szkodzie.
Nie brakuje także Żydów, którzy jak Kataw Zar zastanawiają się, kto zdołał po-
konać Szarona, herosa tropikalnej przeszłości i wyeliminować go z życia poli-
tycznego i państwowego żydowskiego państwa.
[…]
ZABÓJCY W BIAŁYCH CHAŁATACH
Mało tego. Czołowi lekarze opiekujący się premierem Izraela lekką ręką
podpisali zlecenie na aplikowanie Szaronowi środków chemicznych rozrzedzają-
cych krew. Szaron posłusznie łukał pastylki i brał zastrzyki zwiększające możli-
wość wylewu krwi do mózgu! Te pożal się Boże tropikalne sławy medyczne
nie pomyślały, że Szaron szpikowany aspiryną, clexanem i czymś tam jeszcze po-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 219/419
winien był podlegać nieustannej obserwacji lekarskiej, mogącej ujawnić pierw-
sze symptomy niebezpieczeństwa.
BEZ KAMIZELKI OCHRONNEJ
Tak jak Icchak Rabin znalazł się na przeciw swojego zabójcy
bez kamizelki ochronnej mogącej zatrzymać pociski, tak Szaron nocował
na swojej farmie Szikmim bez opieki lekarskiej. Zamiast osobistego lekarza Sza-
rona, Segewa Szloma, do dyspozycji Szarona stał pracownik Szabaku, policyjny
felczer, członek ochrony premiera. Kiedy premier Izraela poczuł
się źle, przestraszony felczer poradził wezwać doktora Segewa, któremu dojazd
z Tel Awiwu na farmę Szarona zabrał okrągłą godzinę.
W tym momencie zapadł wyrok na Szarona, bo kolejną godzinę zabrała
podróż ambulansem do Hadassy w Jerozolimie, odległej o 90 kilometrów.
To i tak szybko, zważywszy, że przed 10 laty na przebycie niecałych
dwóch kilometrów, dzielących plac Królów Izraela w Tel Awiwie od szpitala Ichi-
low, kierowca Icchaka Rabina potrzebował 20 minut.
ZABRAKŁO SZEKLI NA HELIKOPTER
Żydowski kurnik tropikalny nie szczędzi na wydatki reprezentacyjne,
utrzymuje obiboków i złodziei, łoży miliardy na armię zbrojącą się przeciwko
urojonym przeciwnikom, ale nikomu nie przyszło do głowy, że po pierwszym uda-
rze i panicznej wyprawie do szpitala — na farmie Szarona powinien parkować
śmigłowiec mogący w każdej chwili przetransportować premiera do Hadassy.
Ale nie tylko widzowie telewizyjni i czytelnicy gazet dali się omamić kol-
portowanym w mediach informacjom o rzekomym, perfekcyjnym stanie zdrowia
Szarona.
W ponadludzkie siły premiera żydowskiego państwa, katorgo matka żyła
100 lat, uwierzyło jego najbliższe otoczenie, łącznie z oboma synami-aferzystami,
Omrim i Giladem. A Szaron, proszę panów komentatorów,
czy wam się to podoba, czy też nie, był w istocie rzeczy jedynie zmęczonym,
78-letnim starcem[…]”[406]
„[…]film Anety Goren rzuca niechcący fascynujące światło
na koronkową robotę strategów Kadimy, którzy przed pięcioma miesiącami,
przy pomocy zespołu medycznego szpitala Hadassa w Jerozolimie usunęli
od władzy Ariela Szarona.
Teraz wychodzi na jaw, że lekarze opiekujący się Szaronem w Hadasie
zostali ubezwłasnowolnieni. Nie wolno im było informować przedstawicieli me-
diów zgromadzonych na dziedzińcu szpitala o prawdziwym stanie zdrowia pre-
miera. Mogli podawać jedynie komunikaty ułożone przez strategów politycznych
Kadimy. Nie mogli polecić Szaronowi pozostania w szpitalu po pierwszym, lek-
kim urazie. Musieli konsultować swoje decyzje lekarskie z Adlerem i Aradem,
z kierownictwem politycznym Kadimy, z otoczeniem premiera i jego synami.
Istotne było dla Kadimy, ubiegającej się o przejęcie po zdziesiątkowanym
Likudzie czołowej roli na scenie politycznej kurnika, żeby opinia publiczna uwie-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 220/419
rzyła, że Szaron wrócił do pełni sił po pierwszym kryzysie zdrowotnym, którego
nie zdołali ukryć. W obliczu czyhających za progiem wyborów najważniejsze było
dla strategów Kadimy przeświadczenie społeczeństwa, że założyciel partii Ariel
Szaron, utożsamiany z programem politycznym mającym zapewnić Żydom pokój
i cieszący się szerokim zaufaniem elektoratu — znajduje się w pełni
sił, jak podczas zwycięskich kampanii wojennych.
ZAMACH NA SZARONA
Stratedzy Kadimy postanowili dokonać zmiany na stanowisku przywódcy
partii, kiedy przypomnieli sobie, że Szaron jest w istocie rzeczy 78-letnim, zmę-
czonym starcem, cierpiącym na nadwagę i coraz częściej podupadającym
na zdrowiu. Dlatego nie pozwolili lekarzom ostrzec Szarona przed udaniem
się na farmę bez opieki lekarskiej. Nastraszyli Szarona koniecznością poddania
się operacji serca. Puszczali mimo uszu opinie lekarzy, że podawanie środków
rozcieńczających krew może doprowadzić u pacjenta do ciężkiego wylewu krwi
do mózgu i wymaga nieustannej kontroli lekarzy. Odseparowali Szarona od jego
osobistego lekarza i kiedy nastąpił spodziewany wylew, zaczekali
z przewiezieniem do szpitala. Zamiast do pobliskiego szpitala w Ber Szewie, wy-
posażonego nie gorzej od Hadassy, wieźli Szarona przez półtorej godziny
do odległej Jerozolimy. Nie wzięli nawet pod uwagę możliwości użycia helikopte-
ra, przydzielonego Szaronowi i zaparkowanego bezużytecznie na pobliskim lotni-
sku wojskowym na Negewie.
Trudno się oprzeć przeświadczeniu, że dyrektywy Ruwena Adlera, pole-
cające przydeptanie gardła Netanjahu butem »póki nie zdechnie«, wykonane zo-
stały co do joty na osobie Szarona. I jeśli tak było, to likwidacja Szarona mało
różni się od zamachu na premiera Rabina.
[…]”[407]
W ramach przygotowań do zamachu
z Szarona zrobiono durnia. Rozpuszczono foto-
montaż przedstawiający Szarona udającego ob-
serwowanie przez lornetkę z zasłoniętymi obiek-
tywami.
Może jednak stać się i tak, że dla Iranu
za ocalenie niezależnego bytu państwowego,
uniknięcie wojny, uratowanie obywateli
przed śmiercią, niedopuszczenie do zniszczeń
wojennych, zapłata częścią swojego terytorium
na korytarz dla Moskowii może Iranowi wydać
się zbyt wygórowaną. Moskowia
jest przygotowana i na taką ewentualność. Zgromadziła środki na dopłatę. Jeżeli Iranowi będzie
mało, to Moskowia dorzuci mu jeszcze zlikwidowanie Państwa Izraela.
Moskowia wobec Iranu postąpiła jak doświadczony nieuczciwy sprzedawca wobec naiwne-
go klienta, wciskający towar do niczego mu niepotrzebny. To o wiele więcej niż rozrabianie kwestii
palestyńskiej na potrzeby eksportu rewolucji islamskiej.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 221/419
„[…]
Nawet teoretyczne "wymazanie Izraela z mapy" nie rozwiąże żadnych pro-
blemów Irańczyków[…]”[408]
Moskowia przy użyciu agentury wpływu przekonała Iran, że likwidacja państwa Izraela
jest czymś, o czym marzy. Moskowia doprowadziła do tego, że likwidacja Państwa Izraela stała
się celem polityki Iranu.
„Rosja patrzy na region Bliskiego Wschodu oczami szakala, mięsożernego
zwierzęcia, które żyje padliną i resztkami pozostawionymi przez inne zwierzę-
ta”[409]
7.1.1.3.1. Zapłata Żydami
Motto
Pan Tadeusz, KSIĘGA XIII: Geopolityka
Już się przed Litwą przyszłość rysowała lepsza
Gdy nagle krzyk się podniósł : "Napoleon spieprza!"
Faktycznie, cesarz nawiał w kapciach i w negliżu
"Aj, waj - zmartwił się Jankiel - uciekł do Paryżu"
W tejże chwili od wschodu wśród gromkich okrzyków
W kufajce i walonkach wszedł kapitan Ryków
I rzekł patrząc życzliwie na szlachtę struchlałą:
"Nu, wot my znowuż razem" I tak już zostało.[410]
Następnie wziął Jankiela i na czas pacierza
Zniknął za zamkniętymi drzwiami do alkierza
A kiedy wyszli obaj, Jankiel kroczył z gracją
Bo już na Asesora wziął był nominacją.[411]
Andrzej Waligórski>Stanisław Michalkiewicz
7lat po klęsce Moskowii w wojnie krym-
skiej wybuchło powstanie styczniowe.
Z polskiego punktu widzenia było narodową tra-
gedią, ale i z punktu widzenia Moskowii jego
stłumienie też nie było spacerkiem. Wysiłek tłu-
mienia powstania pochłonął duże środki
i dezorganizował państwo. Powstanie uniemożli-
wiło Moskowii wzięcie udziału w wojnie secesyj-
nej w USA. Ale najważniejsze, że powstanie było
elementem ciągu staczania się Moskowii
po równi pochyłej.
W powstaniu styczniowym masowy udział
wzięli Żydzi. I to nie tylko spolonizowani,
ale również ortodoksyjni. Było regułą,
że w strukturach państwa podziemnego
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 222/419
na kierowniczym stanowisku był Polak, a jego zastępcą był Żyd. Zdarzały się oddziały powstańcze,
złożone wyłącznie z samych Żydów. Postawa Żydów w powstaniu styczniowym była bardziej pro-
polska, niż polskich chłopów.
„[…]Do manifestacji patriotyczno-religijnych dołączyli w 1861 r. również,
jak wtedy mówiono, Polacy wyznania mojżeszowego. Żydzi polscy organizowali
wówczas własne nabożeństwa w synagogach, brali też udział w nabożeństwach
odprawianych w kościołach katolickich, przy kapliczkach i krzyżach przydrożnych.
Nosili na piersi krzyże z koroną cierniową, symbolizujące cierpienie Polski.
Uczestniczyli, niejednokrotnie gremialnie, w procesjach patriotyczno-religijnych
z udziałem duchowieństwa katolickiego, które poprzedzał zawsze krzyż. Procesje
takie kończyły się często zbrojną interwencją władz rosyjskich, wojska
bądź żandarmerii.
Tak się rzecz miała również w Warszawie
8 kwietnia 1861 r. W tym dniu odbył się na Powązkach pogrzeb zesłańca syberyj-
skiego Ksawerego Stobnickiego, z udziałem także ludności żydowskiej,
po czym na cmentarzu żydowskim, u mogiły zmarłego kilka lat wcześniej Antonie-
go Eisenbauma, zwierzchnika szkoły rabinackiej, odbyła się demonstracja zbrata-
nia Polaków katolików z Polakami wyznania mojżeszowego - Żydami. Po południu
lud Warszawy modlił się przed Zamkiem koło figury Matki Boskiej. Pocztylion
z nadjeżdżającego dyliżansu zagrał Jeszcze Polska nie zginęła. Zakazana melodia
poruszyła tłum modlących się. Interweniowało rosyjskie wojsko. Padały strzały
w kierunku procesji wychodzących ze śpiewem religijnym i krzyżami od strony
Krakowskiego Przedmieścia i ul. Senatorskiej. Jednej z procesji przewodniczył
Karol Nowakowski. Zakonnik niosący krzyż został raniony. Upadający
krzyż z wizerunkiem Chrystusa podniósł i ujął w ręce uczestniczący w procesji
młody Żyd, Michał Landy.
Michał Landy urodził się w Warszawie 25 stycznia 1844 r. w rodzinie Cha-
ima (Henryka) - kupca drzewnego i Sary (Salomei) z Eliaszów. Jego brat, Szoel,
uczestniczył w polskich manifestacjach patriotyczno-religijnych w Kownie,
za co został odesłany do Warszawy, do rodziny. Michał Landy uczęszczał
w Warszawie do szkoły rabinackiej, a następnie do gimnazjum realnego. Według
późniejszych zwierzeń ojca, pasjonował się historią Polski, jej dziejami chwały
i upadku w następstwie rozbiorów. Te »przejęły go grozą i zapaliły do fanatyzmu«.
8 kwietnia 1861 r. Michał Landy wyszedł z domu,
by wziąć udział w manifestacji ludu Warszawy i nigdy już nie powrócił. Dołączył
do jednej z procesji. Po przejęciu krzyża z rąk ranionego zakonnika, uniósł
go w górę zaledwie na chwilę, gdy - według jednej relacji - »cięty pałaszem«, za-
raz także upadł, według innej relacji - »padł trafiony kulą«,
gdyż wzniósł »Krzyż Polaków ponad głowy mordowanego ludu« Warszawy. Ataku-
jące wojsko chciało zaciągnąć rannego Michała na Zamek. Doniesiono go jednak
do pobliskiej apteki Steinerta, skąd ojciec przeniósł go do szpitala św. Rocha.
Tam - mimo natychmiastowej pomocy lekarskiej - Michał zmarł nazajutrz,
9 kwietnia 1861 r., o godz. 6 rano. Zwłoki jego Rosjanie zabrali do Cytadeli. Ojcu
jednak udało się uzyskać pozwolenie namiestnika carskiego Gorczakowa
na odebranie zwłok syna. W nocy z 10 na 11 kwietnia 1861 r. ciało jego zostało
złożone do grobu na cmentarzu żydowskim, zgodnie z przepisami religii mojżeszo-
wej. Nikt z Polaków-katolików nie mógł uczestniczyć w ceremonii żałobnej bohate-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 223/419
ra obu narodów, obu wyznań. Dopilnował tego towarzyszący konduktowi pogrze-
bowemu rosyjski policjant.
Śmierć Michała Landego, Żyda - obrońcy Krzyża - stała się źródłem inspi-
racji twórczej dla wielu polskich pisarzy i poetów. Z myślą o Landym, Cyprian
K. Norwid w wierszu, zatytułowanym: Żydowie polscy, napisał: Poważny naro-
dzie! cześć tobie w tych, którzy / Mongolsko-czerkieskiej nie zlękli się burzy - /
l Boga Mojżeszów bronili wraz z nami / Spojrzeniem rycerskim, nagimi piersiami.
Zgon Michała Landego w tak niezwykłych okolicznościach okrył żałobą
społeczność katolicką na ziemiach polskich. W wielu kościołach obrządku łaciń-
skiego, a także w unickich, odprawiano przez długi czas, niekiedy kilkakrotnie, na-
bożeństwa żałobne za jego duszę. W świątyniach katolickich, często z udziałem de-
legacji kahałów żydowskich, proszono Boga, by przyjął Michał Landego do swej
chwały.
[…]”[412]

Można powiedzieć, że w Powstaniu Styczniowym Polacy i Żydzi zawarli ze sobą
coś na kształt braterstwa broni. I to jest pierwszy z powodów, dla których, od tamtego czasu, Mo-
skowia między nas wbija klin.[2]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 224/419
Udział Żydów w powstaniu styczniowym dla Moskowii był wstrząsem. Moskowia wzorem
ordy mongolskiej wszystkie ludy na podbitych przez siebie ziemiach gleichschaltuje.
Przy czym nie chodzi tutaj o wynaradawianie ani rusyfikację. Owszem, Moskowia w swojej historii
ma okres z wynaradawianiem i rusyfikacją, ale to było małpie naśladownictwo oświeceniowej mo-
dy na nacjonalizm z Zachodu, skutek uboczny finansowania les philosophes. Ludy przez Moskowię
podbite mogą zachować zewnętrzne znamiona odrębności narodowej i etnicznej. W historii Mo-
skowii zdarzało się, że odrębności etniczne, religijne, kulturowe, narodowościowe nie tylko
nie były tępione, ale były tolerowane, a nawet wspierane, również finansowo z budżetu. W Rosji
carskiej były ordery w wersji podstawowej i w wersji dla innowierców, pozbawione symboliki
chrześcijańskiej. Natomiast każdy lud żyjący w Moskowii ma obowiązek należeć do cywilizacji tu-
rańsko bizantyjskiej
83
. Jeżeli wcześniej należał do jakiejś innej cywilizacji, musi ją porzucić.[413]
Tak postępują wszystkie formacje geopolityczne powstałe na środkowoazjatyckim obszarze bezod-
pływowym. Moskowia ten wymóg egzekwuje bardzo rygorystycznie, nie cofając
się przed brutalnością i okrucieństwem. Z zewnątrz pozornie to może wyglądać,
jak wynaradawianie, ale nim nie jest. Przynajmniej bezpośrednio, jeżeli istnienie jakiegoś narodu
nie jest uzależnione od przynależności
do cywilizacji różnej od stepowo bizantyjskiej.
Od tej żelaznej reguły Moskowia uczyniła jeden
wyjątek. Z obowiązku przystąpienia
do cywilizacji turańsko bizantyjskiej zostali
zwolnieni Żydzi. Moskowia uznała, że stosunek
trudności do nieszkodliwości czyni nieopłacalną
skórkę za wyprawkę. To jest zgodne
z późniejszymi badaniami, Koneczny
83
scharak-
teryzował cywilizację judaistyczną, jako herme-
tyczną. Moskowia uznała, że skoro Żydzi
są zaimpregnowani na cywilizację turańsko bi-
zantyjską, to są zaimpregnowani na wszelkie
wpływy zewnętrzne, są ciałem obcym,
ale biernym, o niskiej szkodliwości, dlatego mo-
gą być względnie tolerowani. Nie znaczy
to, że w Moskowii Żydzi nie są poddani żadnej
presji. Są powszechnie znienawidzeni, jako wro-
gowie. Jednym z haseł patriotycznych
w Moskowii jest wezwanie, Бей жидов, спасай
Россию! Moskowia jest najbardziej antysemic-
kim krajem na świecie. Akurat w przypadku Ży-
dów zachodziło zjawisko odwrotne niż innych
narodów, pozostając w cywilizacji judaistycznej
nabierali zewnętrzne cechy rosyjskie. Przymierze
polsko żydowskie w powstaniu styczniowym

83
Cywilizacja turańsko bizantyjska — zob.:
Feliks Koneczny – Wikipedia, wolna encyklopedia,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Feliks_Koneczny,
http://tinyurl.com/yamoazk
Zwana także cywilizacją stepowo bizantyjską[414]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 225/419
pokazało nietrafność ocen Żydów. Żydzi nie byli aż tak zaimpregnowani na wpływy zewnętrzne,
jak to oceniła Moskowia. Idea pierwszej Rzeczypospolitej okazała się żywa nie tylko u Polaków,
ale też i u Żydów. Żydzi zostali ujawnieni, jako potencjalne niebezpieczeństwo dla Moskowii. Mo-
gli stać się medium, przez które do Moskowii mogą przenikać wpływy polskie. Przymierze polsko
żydowskie nie musiało ograniczać się tylko do byłych terenów Rzeczypospolitej, mogło objąć Ży-
dów zamieszkujących tereny, które nigdy do Rzeczpospolitej nie należały. Moskowia po powstaniu
styczniowym poczuła się, jakby wraz z rozbiorem Polski połknęła truciznę. Przymierze polsko ży-
dowskie było cierniem w łapie rosyjskiego niedźwiedzia. Żeby rosyjski niedźwiedź mógł dalej
iść przez świat, musiał ten cierń ze swojej łapy wyjąć. Moskowia wpadła na pomysł,
jak się to jej wydawało, genialny. Skoro wy poliacziszki tak bardzo jewriejew lubicie,
to my wam ich dołożymy. W Moskowii dokonano pogromy ludności żydowskiej. Pogromy wyryły
się trwale w pamięci historycznej i kulturze judaistycznej. O ich trwałości świadczy
fakt, że przykryć ich nie zdołało nawet Endlösung der Judenfrage.
Zbliża się pogrom. Ponieważ Kozacy nie tylko mordują i grabią, ale również
i gwałcą, zaczyna się ukrywanie dziewcząt i kobiet. Stara Żydówka także wciska
się do kryjówki.
Ależ babciu, jesteś już bardzo stara! Staruszka obrażona:
A starych Kozaków może nie ma?
Pogrom w Rosji carskiej. Kozacy wywlekli z ukrycia matkę z dwiema córkami
i ryczą z uciechy. Córki wołają:
Bierzcie nas, ale nie tykajcie naszej starej matki! Miejcie rachmones! (litość, mi-
łosierdzie) Na to matka:
Co znaczy rachmones? Wojna to wojna!
Ostatnią bronią bezbronnych jest humor. Polacy w sytuacji zagrożenia życia i bezbronności
też, tak jak Żydzi, reagowali humorem. Okupacja Polski przez III Rzeszę Niemiecką była czasem
wielkiego wysypu dowcipów. Pryl prim jest nazywany, najweselszym barakiem Obozu KDL.
W wyniku pogromów do Kongresówki napłynęli Litwacy. Byli kulturowo obcy, w dużym
stopniu zrusyfikowani. Od nich dystansowali się nie tylko Polacy etniczni, ale też polscy Żydzi.
Moskowia swój cel osiągnęła częściowo, spowodowała w Kongresówce wzrost nastrojów antyse-
mickich, wspólne wystąpienie antyrosyjskie Polaków i Żydów, jak w powstaniu styczniowym,
nie tylko zbrojne, ale jakiekolwiek, stało
się niemożliwe. I to był jeden z największych błę-
dów Moskowii. W tym czasie Żydzi na całym
świecie byli już inni niż kilka ostatnich wieków.
Żydzi przechodzili ogromną przemianę,
jedną z większych w historii ich narodu, przesta-
wali być bierni, uaktywniali się, emancypowali,
zdobywali znaczenie i wpływy.
„[…]W ciągu jednego
lub dwu pokoleń najbardziej ambitni
z tych imigrantów stali
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 226/419
się właścicielami domów towarowych, bankierami i finansistami. Antysemickie
uprzedzenia zaczęły zdobywać sobie posłuch w tym kraju, ale brak prawnych re-
strykcji gospodarczych i możliwość kariery dla ludzi zdolnych pozwalał Żydom
łatwiej osiągnąć sukces w Ameryce niż gdziekolwiek na świecie. Zatem ci nowi
żydowscy przybysze skrycie oczekiwali, że staną się częścią »wszystkich Amery-
kanów«[…]”[415]
Tworzyli swój potencjał. I na pogromy swoich współplemieńców w Moskowii postanowili
zareagować z tego potencjału wykorzystaniem.
Obserwatorom zewnętrznym sprawia trudność odpowiedź na pytanie o stan zorganizowania
Żydów, czy są zjednoczeni, czy podzieleni. Argumenty dają sprzeczne odpowiedzi. Według jed-
nych, Żydzi są monolitem, według innych, nieustannie żrą się ze sobą.
Żydzi jednocześnie są podzieleni i zjednoczeni. Taka dialektyka. Żydzi uznali Moskowię
za swojego wroga i podjęli działania przeciw jej interesom.
„[…]olbrzymia większość niemieckojęzycznych Żydów czuła się lepiej
w rozkwitającym ruchu reform. Twórcy takich kongregacji mieli głębokie poczu-
cie przynależności do ogólnoświatowej wspólnoty Żydów, nawet jeśli usunęli
ze swojej liturgii modlitwę o powrót do Syjonu. Odegrali oni przewodnią rolę
w protestach przeciw morderczym pogromom Żydów w Rosji w latach
1881-1882 i nigdy nie wahali się uważać cara i rządu cesarskiej Rosji za swoich
wrogów.
Uznanym przywódcą tych amerykańskich Żydów był finansista Jacob
Schiff
84
(1847-1920). Był on równie władczy i bojowy, jak żyjąca trzy stulecia
wcześniej doña Gracia. Ona walczyła z papieżem, podczas gdy on stanął przeciw
carowi. Jednak Schiff odniósł znacznie większy sukces. Dał jasno do zrozumienia,
że działa jako Żyd, który postanowił ukarać rząd za bezlitosne i krwawe ataki
na Żydów. W 1904 roku Schiff zatwierdził pożyczkę na sumę dwustu milionów do-
larów dla rządu Japonii, która prowadziła wówczas wojnę z Rosją. Po japońskim
zwycięstwie został nagrodzony medalem i był pierwszym cudzoziemcem podjętym
obiadem przez cesarza Japonii.
[…]”[415]
Kulminacją działań Żydów przeciwko Moskowii było obalenie starego porządku
i wprowadzenie ustroju komunistycznego.
„[…]
Jeśli syjonizm był pierwszą radykalną odpowiedzią na trwałość antyse-
mityzmu w Europie, to drugą okazała się rewolucja socjalistyczna, stworzenie
»bezklasowego społeczeństwa«. Większość Żydów, którzy przyłączyli
się do przywódców rewolucyjnych, nie próbowała szukać remedium

84
Jacob Schiff - Wikipedia, the free encyclopedia,
http://en.wikipedia.org/wiki/Jacob_Schiff,
http://tinyurl.com/2vo9fo
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 227/419
na antysemityzm. Desperacko starała się znaleźć lekarstwo na swoją żydowską
tożsamość. Wielu młodych Żydów przyłączyło się do rewolucji i poświęciło życie
w nieudanych zamachach na czy w powstaniach w Rosji i Europie Środkowej.
Prawdziwi żydowscy wyznawcy Marksa nie mieli wątpliwości,
że rewolucja wymaga zerwania wszelkich więzi ze wspólnotą żydowską
i porzucenia własnej zbiorowej tożsamości.
[…]Lew Trocki (1879-1940) — który urodził się jako Lew Dawidowicz
Bronstein, a zmienił nazwisko na rosyjsko brzmiące, gdy został rewolucjonistą —
utrzymywał, że tylko światowa rewolucja może rozwiązać problemy Ży-
dów[…]”[415]
Aby móc prawidłowo zrozumieć, co później stało się ze stosunkami żydowsko moskowiciń-
skimi najlepiej ich ewolucję przedstawić na modelu.
„[…]przybyłem do Rosji, gdzie nie ma zwyczaju zimą konno podróżować.
Że zaś kieruję się zasadą »Co kraj — to obyczaj« — nabyłem małe, rącze sanki
zaprzęgnięte w jednego konia i ruszyłem do Petersburga z animuszem.
Nie pomnę już zgoła, czy mi się to przydarzyło w Estonii,
czy też w okolicach między Narwą i Newą, to przecie pamiętam, iż było
to w srogim lesie, gdym ujrzał pędzące za mną straszliwe wilczysko, któremu
gwałtowny zimowy głód dodawał jeszcze rączości. Toteż wilk wnet mnie dogonił
i zdawało się, że już nie ma dla mnie ratunku. W mgnieniu oka położyłem
się na dnie sań, zdając konia na jego własny spryt, co mi się zdało najlepsze
dla nas obu.
I wtedy stało się to, co mi wprawdzie chodziło po głowie, ale czegom
się ani spodziewał, ani oczekiwał.
Wilczysko, nie bacząc na moją skromną osobę, dało przeze mnie susa
i, zapamiętale w złości, skoczyło wprost na konia, oderwało i łyknęło cały
zad biednej szkapy, która z trwogi i bólu gnała tym tym ci prędzej.
A ja, skryty w saniach i bezpieczny, ukradkiem podniosłem głowę i wtedy
ujrzałem z przerażeniem, że wilczysko przeżarło prawie konia na wylot.
Zaledwie jednak wcisnęło się zgrabnie do wewnątrz końskiego kadłuba,
skorzystałem z okazji i zamachnąłem się siarczyście biczem po jego kudłach.
Choć wilczysko tkwiło jakby w pokrowcu, przecież ten niespodziewany
cios napędził mu tęgiego stracha. Z całej mocy targnęło się naprzód,
aż spadł zeń koński zewłok i wyobraźcie sobie! — miast konia gna wilczysko
w zaprzęgu! Ja ze swojej strony coraz gęściej świadczyłem mu razy biczem
i oto niespodzianie dla obydwu nas, zdrowo i cało, galopem wpadliśmy
do Petersburga, ku niebywałemu zdziwieniu spektatorów.
[…]”[416]
W modelu przytoczonym powyżej wilk symbolizuje Żydów, pościg za saniami — pierwsze
reakcje na pogromy, Münchhausen — Moskowię, przeskoczenie Münchhausena — nierozpoznanie
istoty problemu, koń — stary porządek Moskowii, pożarcie konia — obalenie starego porządku,
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 228/419
zamachnięcie się siarczyście biczem po kudłach wilka i coraz gęściej świadczenie mu razy biczem
— stalinizm.
Żydzi stary porządek Moskowii obalili tak szybko, że zajęli jego miejsce w uprzęży i dalej
przez świat ekspansjonizm Moskowii jedzie ciągnięty przez Żydów.
Żydom wydało się, że wykonali całą swoją robotę, osiągnęli swój cel, zlikwidowali swoje
główne zagrożenie, a na jego miejscu utworzyli jego przeciwieństwo, pierwsze i jedyne na świecie
państwo internacjonalistyczne, w którym nie mogą być krzywdzeni, bo to jest niemożliwe syste-
mowo.
85
Żydom wydawało się, że za pogromy wywarli na carskiej Rosji swoją zemstę.
Tak bardzo w ten obraz uwierzyli, że całkiem stracili kontakt z rzeczywistością.
O 180° zmienili podejście, ze zwalczania na wspieranie.
Na usprawiedliwienie Żydów można podać, że nie mieli narzędzi, przy których pomocy
mogliby trafnie ocenić sytuację. Teoria cywilizacji Konecznego
83
jeszcze nie istniała. Geopolityka
istniała bardzo krótko
86
i formacje generowane przez środkowoazjatycki obszar bezodpływowy
jeszcze nie zostały zbadane wystarczająco dobrze.
Dodatkowo zadziałała podświadomość Żydów. Marxizm jest zwulgaryzowaną wersją juda-
izmu. W rodzinie Marxów były wielopokoleniowe tradycje rabiniczne. Dziadek Karola
był głównym rabinem w Trewirze. Karol Marx nie wysilił się. Spisał, co wyniósł z domu rodzinne-
go, tylko pozmieniał nazwy. Wprawdzie ojciec Karola, Heinrich (dawniej Hirschel ha-Levi) prze-
szedł na luteranizm, ale dlatego, żeby móc uprawiać zawód prawniczy. Marxizm
nie jest zwulgaryzowany bezpośrednio z judaizmu. Etapem pośrednim jest bajka o Kopciuszku.
Kopciuszek — klasa robotnicza; zła macocha — kapitalizm; złe siostry przyrodnie — burżuazja
i obszarnictwo; bal u księcia — rewolucja proletariacka; dobra wróżka — Marx; umycie, szaty
i powóz — nowa świadomość klasowa; książę — kompartia; zgubienie i dopasowanie pantofelka
— gwarancja więzi kompartii z masami. Istota bajki o Kopciuszku i marxizmu zawiera
się w stwierdzeniu, będzie dobrze, bo jest źle. Tak więc, marxizm jest wulgaryzacją o jeden stopień
większą w stosunku do oryginału.
Marx i Hegel są nazywani czerwonymi Prusakami[417]. Marx potraktował prusactwo jako
coś w rodzaju swojej nowej religii. Wyznawał ją z gorliwością neofity. Za główny wyraz przywią-
zania do prusactwa uznał odcięcie się od swojej żydowskiej przeszłości, spalenie za sobą mostów.
W swoich pismach dawał wyraz swojej wrogości do żydostwa. Wrogość do żydostwa jest pierwot-
na, a wrogość Marxa do kapitalizmu i burżuazji jest pochodną wrogości do żydostwa. Pisarstwo
Hegla i Marxa (materializm historyczny) jest symboliczną, alegoryczną wizją wyidealizowanej hi-
storii Prus. Klasa robotnicza będąca przeróbką Marxa Narodu Wybranego jest alegorią Prus. Wizja
Hegla i Marxa jest na tyle pojemna, że oprócz Prus wzięła ją za własną również Moskowia.
Nic dziwnego, że z racji pochodzenia bardziej od nich predestynowani do poczuwania
się podmiotem tej wizji byli Żydzi.

85
When the Tsar's government fell in 1917, Schiff believed that the oppression of Jews would end. He formally repealed
the impediments within his firm against lending to Russia.
84

86
Geopolityka, Instytut Geopolityki,
http://www.geopolityka.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=28&Itemid=37,
http://tinyurl.com/ykpp5b2
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 229/419
„[…]W nowożytnych czasach, najczęściej można się spotkać z ideą naro-
du wybranego nie wśród żydowskich wiernych, lecz pośród niewierzących Ży-
dów. Na początku dziewiętnastego wieku ośrodek zainteresowania europejskich
społeczności żydowskich przesunął się z oczekiwania, że Bóg wybawi
ich z wygnania, na gwałtowne dążenie do uznania ich przez większe społeczeń-
stwa za równych. Nie wystarczyło już żywienie nadziei, że Mesjasz przyjdzie
i położy kres cierpieniu. Rosnąca liczba Żydów od razu chciała przejąć kontrolę
nad swoim przeznaczeniem i uzyskać stosowną pozycję w świecie.
Najbardziej zawiła odmiana narodu wybranego została stworzona
przez niewierzących żydowskich intelektualistów, którzy uczestniczyli w wielkich
ruchach rewolucyjnych Europy Środkowej i Wschodniej. Ci mężczyźni i kobiety
demonstrowali wyjątkową pasję do przeistaczania świata, zaakceptowali mę-
czeństwo jako cenę za spełnienie obietnicy lepszego życia dla wszystkich.
W ich szeregach znalazł się Aaron Liberman (1845-1880), wczesny socjalista
i hebrajski pisarz, który przypisywał postępową ideologię starożytnej żydowskiej
kulturze, zwłaszcza motywowi mesjanistycznego wybawienia. W swoim manife-
ście adresowanym do »zdrowych i religijnych Żydów« (1876) utrzymywał,
że prawdziwymi przywódcami ruchu na rzecz stworzenia socjalistycznego społe-
czeństwa uniwersalnej sprawiedliwości byli nie Żydzi, którzy chcieli
się zasymilować, lecz ci »oświeceni Żydzi«, hebraiści, którzy identyfikowali
się z narodem żydowskim i byli przepełnieni troską o swoich współbraci. Przyłą-
czyli się do czołówki nowej elity, »cierpiących sług« rewolucji, aby wypełnić za-
danie, które prorocy i rabini wyznaczyli dla ludzkości: uregulować moralny cha-
os społeczeństwa przez stworzenie sprawiedliwego porządku.
Jednym z najbardziej uderzających przykładów tej nowej wersji opisywa-
nej idei był sposób, w jaki określało się żydowskie socjalistyczne ugrupowanie
»Bund« na spotkaniu założycielskim w 1897 roku. Zorganizowany w Wilnie
»Bund« szybko stał się najsilniejszą organizacją żydowskich robotników w całej
carskiej Rosji. Od początku bundyści deklarowali się jako stowarzyszenia areli-
gijne, antynacjonalistyczne i antysyjonistyczne. Ich głoszonym jawnie celem było
włączenie się do walki szerokich mas rosyjskich robotników o wyzwolenie
spod ucisku klasy rządzącej. Zjednoczenie robotników mówiących w jidysz było
po prostu kwestią konformizmu — ułatwiało ich wzajemne porozumiewanie.
Bund nie planował pielęgnowania żydowskiej jedności czy kultywowania języka
i kultury jidysz. Jednak w ciągu kilku lat rozpadł się, kiedy niektórzy jego przy-
wódcy zaczęli wychwalać pod niebiosa cnoty żydowskich więzi społecznych
i znaczenie żydowskiej kultury masowej. Uważali, że Żydzi mają do odegrania
wyjątkową rolę w rewolucji, ponieważ — jako lud od dawna prześladowany —
wnosili do sprawy nieproporcjonalnie więcej energii[…]”[414]
Hegel wpływ wywarł nie tylko na lewicę. System Hegla był atrakcyjny też dla Nachmana
Kohena Krochmala, autora historiografii Żydów
87
.
Juda Halewi
88
(1085÷1138), legendarny rabin, poeta i filozof twierdził

87
Nachman Krochmal, Moreh Nebuke ha-Zeman, Wikipedia, the free encyclopedia,
http://en.wikipedia.org/wiki/Nachman_Krochmal#Moreh_Nebuke_ha-Zeman,
http://tinyurl.com/yeoylyr
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 230/419
„[…], że różnica między Ja-
kubem a Ezawem (czyli między juda-
izmem a chrześcijaństwem)
jest tak oczywista, »jak pomiędzy
wodą a ogniem«. Ezaw ma teraz
władzę, jednak swój obecny status
zawdzięcza ułomności świata. Jakub
odniesie zwycięstwo, kiedy
świat zostanie uzdrowiony i stanie
się godny zamieszkania
przez lud Boży[…]”[414]
To uzdrawianie świata w filozofii Żydow-
skiej nazywa się, tikkun olam
89
. Żydzi chcieli
wierzyć, że dokonało się właśnie w utworzeniu
Rosji Radzieckiej. W historii Żydów
nie był to pierwszy fałszywy alarm.
Żydzi w Rosji Radzieckiej postrzegali Go-
lema-bis. Golem był nadczłowiekiem sporządzo-
nym w Pradze czeskiej przez rabina Jehudę Löw-
ę bena Bekalela
90
(ok. 1520÷1609). Ciało wypalił
z gliny i ożywił wkładając do jego ust pergamin
z tekstem magicznym. Golem zabijał wrogów
Żydów. Z początku swoje zadanie wykonywał prawidłowo, ale potem popsuł się i zabijał
też Żydów. Rabin unieruchomił go wyjmując z jego ust pergamin z tekstem magicznym. Wzorzec
Golema okazał się bardzo płodny. Jednym z naśladownictw był komiksowy Superman. Rosja Ra-
dziecka też, jak Golem, wypaliła się w ogniu walki klasowej, rewolucji proletariackiej i wojny do-
mowej. Rabinem był Marx, a magicznym tekstem — dzieła klasyków. Żydom wydawało
się, że właśnie zyskali potężnego obrońcę. Ale ZSRR też, jak Golem, popsuł się, dał władzę
nad Niemcami Hitlerowi[44].
Po tym przykrym doświadczeniu każdy Żyd powinien powiesić napis nad swoim łóżkiem,
żeby był pierwszą rzeczą, którą zobaczy po przebudzeniu, cytat z filmu, Vabank II, czyli riposta,
w reżyserii Juliusza Machulskiego, kwestia Kwinty zwracającego się do Duńczyka — jeśli jeszcze
kiedyś będę chciał się mścić, to kopnij mnie w dupę! I z Konfucjusza — zanim wyruszysz na zemstę,
wykop dwa groby.

88
Judah Halevi - Wikipedia, the free encyclopedia,
http://en.wikipedia.org/wiki/Judah_Halevi,
http://tinyurl.com/yb73an2
89
Tikkun olam - Wikipedia, the free encyclopedia,
http://en.wikipedia.org/wiki/Tikkun_olam,
http://tinyurl.com/5a4a2f
90
Jehuda Löw ben Bekalel – Wikipedia, wolna encyklopedia,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Jehuda_L%C3%B6w_ben_Bekalela,
http://tinyurl.com/y9dkvb4
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 231/419
Druga wojna światowa w historii Żydów była jednym z ważniejszych punktów zwrotnych.
Po drugiej wojnie światowej stosunek Żydów do poniesienia licznych ofiar był skrajnie przeciwny
do obecnego.
„[…]żydowska tendencja do winienia raczej siebie niż rzeczywistego
wroga ma głębokie korzenie. Żydzi powtarzali ten wzorzec po zburzeniu Pierw-
szej i Drugiej Świątyni, po wygnaniu z Hiszpanii, a także po Holokauście.
[…]”[414]
Żydzi byli skrajnie dalecy od wykorzystywania upustu swojej krwi, jako czegoś, co mogliby
podtykać pod oczy innym nacjom. Zresztą taki zamiar zaraz po wojnie miałby się z celem.
Na nikim nie zrobił wrażenia. Poniesienie ofiar było bardzo powszechne. Żydzi swojej ofiary raczej
wstydzili się. Uważali za skutek swojego błędu, że nie potrafili w porę dostrzec zbliżającego
się niebezpieczeństwa i jemu skutecznie zapobiec, że dali się podejść, zaskoczyć i narżnąć,
jak barany.
Negatywny stosunek do tzw. holocaust survivors był szczególnie silny w Państwie Izraela:
„[…]
Jeszcze zanim ocaleńcy przybyli do Palestyny wstydzono
się za nich, wstydzono się za polskich, węgierskich Żydów, którzy nie znaleźli
w sobie odwagi by stawić czoło wrogom. Gardzono tymi, którzy »potulnie,
ze śpiewem na ustach szli na śmierć«. Pochodzący z Polski Żyd Grünbaum, jeden
z przywódców syjonistycznych, którego syn zaginął w czasie wojny i trafił
do Auschwitz powiedział, że »polscy Żydzi woleli żyć jak psy, niż umrzeć
z honorem«. Takie głosy nie były odosobnione. Wskazywano niejednokrotnie
na winę samych ofiar, które odrzucały wezwania syjonistów do osadnictwa
w Palestynie, do dokładania własnych sił w budowie przyszłego żydowskiego
państwa. Mogli uniknąć Zagłady, mogli ujść przed śmiercią, ale nie usłuchali.
Pytali i oskarżali publicyści, poeci. Odwołując się do słów Księgi Izajasza pisano
o Żydach europejskich, że szli »jako jagnięta na rzeź wiedzione«.[…]
Tak rosła przepaść między syjonistycznym herosem, syjonistycznym Ży-
dem-pionierem, a tym, który ocalał, który przeżył, dźwigając do końca brzemię
śmierci swoich najbliższych. Brak duchowej identyfikacji ze współbraćmi, którzy
masowo ginęli w piecach Treblinki, Bełżca, Auschwitz doprowadził do czegoś
niewyobrażalnego, wręcz paradoksalnego, że Żydzi, którzy wymknęli się śmierci
przybywając po hekatombie wojny do Palestyny czy utworzonego
w 1948 roku Izraela byli traktowani z pogardą, byli obcymi w państwie, które
w myśl ojców założycieli miało przynieść Żydom wolność i chronić przed nowym
antysemityzmem, które było moralnym, historycznym spadkobiercą milionów
zgładzonych. Oni jednak nie byli »nowymi Żydami«.
Wysłannicy Agencji Żydowskiej, którzy zaraz po wojnie zwiedzali obozy
przejściowe z trwogą pisali w raportach o »ludzkich cieniach«, »ludzkich ru-
inach«, »o głębokiej demoralizacji«, »społeczności złamanej fizycznie, psychicz-
nie i moralnie«. Ha-Arec odnotował »Klejnoty narodu zniszczono w pierwszej
kolejności, a wielu ocalałych można podejrzewać o niską moralność«[…]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 232/419
W 1945 roku zaczęły przybywać z Europy do Palestyny pierwsze statki
z uchodźcami. W pierwszych czterech latach przybyło ich 150 tysięcy.
Do 1951 roku ocalonych z Zagłady było w Izraelu ok 300 tysięcy. Rozsyłani
po rożnych kibucach musieli nauczyć się nowego życia, pracy często tak rożnej
od tej, której się oddawali z Europie. Ich rozterki nie były nikomu potrzebne,
ich pamięć uwierała. Często nie chciano o niej słuchać, albo nie dawano
jej wiary. Zazwyczaj nikt nie pytał o ich wojenne przeżycia. Nauczyli się milczeć,
nie opowiadali nawet własnym dzieciom. Młoda państwowość potrzebowała
nie ich »cmentarzy serc«, ale rąk do pracy. Próbowano ich formować, »nauczyć
miłości do ojczyzny, etyki pracy, ludzkiej moralności«, padały nawet hasła
o »reedukacji«. Część z nich przyjmowała nową tożsamość, zmieniała nazwiska
na hebrajskie, uczyła się nowego języka, wstępowała do wojska. Wielu było ta-
kich. Problemem byli ci, którzy nie przyjmowali nowego życia, u których »wyro-
bienie nowego oblicza« stawało się rzeczą wydawać by się mogło nieosiągalną,
którym z trudem przychodziło dostosowywanie się do norm, które narzucał
im system kibucowy. Ciężko było, jak mówili syjoniści porzucić »mentalność dia-
spory«. Paszportem lojalności była identyfikacja z nowym Żydem zwanym
po hebrajsku »Sabra« — czyli tym urodzonym już w Izraelu. W rodzącej
się państwowości nie było miejsca na pamięć o Szoa, odrzucano
ją, nie dostrzegano w dużej mierze jej wyjątkowości. Na długie lata ocaleni zo-
stali wykluczeni z pamięci narodowej. Kultywowano państwowo podział
na »godnych« i »niegodnych«, na »my« i »oni«. To był czas bohaterów
a nie ofiar, żywych, a nie umarłych za życia, bo obciążonymi traumatycznymi do-
świadczeniami wojny. Jak pisała Zertal w swojej książce „Naród i śmierć. Za-
głada w dyskursie i polityce Izraela”: »Początkowo chodziło o to, żeby potęgę
i wolę mocy budować w opozycji do kompletnej bezsilności Żydów w czasie Za-
głady«. Więc budowano ją sprawnie przez kolejne lata.
[…]”[418]
Żydzi chcieli być narodem, jak każdy inny, nie wyróżniać się negatywnie,
ale też i nie być uprzywilejowanymi. Jednym z najbardziej bolesnych i palących wspomnień było
to, że Żydzi wobec swoich niemieckich prześladowców byli, jak na patelni. W porównaniu
z innymi narodami mieli bardzo ograniczone możliwości ukrycia się, byli bardzo łatwym celem
do namierzenia i upolowania. To doświadczenie skłaniało do bardzo podejrzliwego traktowania
w przyszłości wyróżniania się — pod każdym względem, nawet pozytywnym.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 233/419
„[…]
W połowie lat czterdziestych Stany Zjednoczone stały się zwycięskim mo-
carstwem. Amerykańscy Żydzi pragnęli, by myślano o nich jako o uczestnikach
alianckiego zwycięstwa i z pewnością nimi byli: żydowscy żołnierze z wielkim
bohaterstwem walczyli w tej wojnie. Jako Żydzi byli identyfikowani
nie z przerażonym generałem Eisenhowerem, oglądającym stosy trupów leżących
w wyzwolonych obozach zagłady, ale właśnie z ciałami pomordowanych. Amery-
kańscy Żydzi mieli rozdarte serca pomiędzy pragnieniem utożsamiania
się z alianckim zwycięstwem a świadomością, że jako Żydzi przegrali tę wojnę.
Czuli także potrzebę stłumienia swojego poczucia winy za to, że nie uratowali
więcej swoich braci. Tak więc w latach czterdziestych zaangażowali się w walkę
o stworzenie Izraela. Nie mogli jednak poradzić sobie z przesłaniem
Shoah, od którego nie było ucieczki — że Żydzi są inni. Zatem zabronili uczenia
o Holokauście w szkołach religijnych. O tym temacie lepiej było zapomnieć.
[…]”[414]
Analitycy specsłużb Moskowii zbadali sytuację Żydów i doszli do wniosku, że nadają
się, jako środowisko do intensywniejszego werbowania agentów wpływu i jako omaskowanie dzia-
łań własnych. Nie jest to ani pierwsze, ani oryginalne wykorzystanie Żydów do działań specjalnych
(„Po cóż innego stworzył Bóg Żydów polskich, jak nie po to by byli naszymi szpiegami?” — Otto
von Bismarck). Ta gra operacyjna w języku działań specjalnych nazywa się, werbowaniem
pod obcą banderą (flagą). Stosowana jest już od dłuższego czasu i przez służby specjalne wszyst-
kich państw świata. Prowadzona umiejętnie przynosi dobre rezultaty. Agentury wpływu Moskowii
przystąpiły do zmiany mentalności Żydów.
„[…]Osiągnięcia te stały się możliwe przede wszystkim dzięki zmianom
mentalności społeczeństwa amerykańskiego, w tym osób, które przeżyły Zagładę,
oraz ich dzieci.
Kontekst
Jednak zaraz po drugiej wojnie światowej większość społeczności żydow-
skiej nie myślała o upamiętnianiu Holokaustu. Do lat sześćdziesiątych Izrael
miał większe problemy niż pamięć o rzezi. Ponadto w kraju tym panowała nawet
pewna awersja w stosunku do Żydów europejskich, którym zarzucano rzekomą
pasywność w obliczu eksterminacji — zatem odwrotność postawy wojowniczej,
kultywowanej przez młode państwo żydowskie. A nowo przybyli na Zachód —
szczególnie do USA — po prostu chcieli zapomnieć o koszmarze Holocaustu. Za-
jęci byli utrzymaniem rodziny, budowaniem pozycji w nowym społeczeństwie.
A społeczeństwo to było w najlepszym przypadku obojętne. Uniwersytety były na-
stawione pasywnie wrogo. Dominował przecież paradygmat WASP — »Whi-
te Anglo-Saxon Protestant«. O sprawach żydowskich nikt nie chciał słyszeć.
Gdy w 1952 roku na Uniwersytecie Columbia Raul Hilberg zdecydował
się napisać doktorat o eksterminacji Żydów w Europie, jego promotor kazał
mu puknąć się w głowę i oznajmił, że to »pocałunek śmierci.« Praca ta miała
nawet zrujnować karierę Hilberga. A ten się uparł. Obronił doktorat.
Był pierwszy, ale zapłacił dużą cenę. Prawie dziesięć lat zajęło mu znalezienie
wydawnictwa, w którym mógłby opublikować swą pracę. W końcu mała chica-
gowska oficyna zgodziła się na wydrukowanie książki, bowiem zgłosił
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 234/419
się do niej dobroczyńca, który zapłacił za nakład — kupił na pniu tysiąc egzem-
plarzy (przy 300 zakupionych książkach już zwraca się koszt druku).
[…]”[419]
Moskowia utworzyła Holocaust Industry i podarowała go niektórym starannie przez siebie
wybranym organizacjom żydowskim. Na rzecz Holocaust Industry Moskowia ukradła nawet na-
zwę. Pierwotnie holocaust oznaczał spalenie Warszawy.
„(…) najdzielniejsi z dzielnych mogli zginąć, ale te ofiary przez Boga mi-
le przyjęte w pojednawczym holocauście złączą swe modlitwy z orędownictwem
polskich świętych”[420]
Siłę swojej pozycji w polityce międzynarodowej po drugiej wojnie światowej Moskowia
fundowała na kreowanym przez siebie swoim wizerunku pogromcy niemieckiego faszyzmu. Propa-
ganda stalinowska socjalizm hitlerowski przemieniła w niemiecki faszyzm, zło absolutne wszech-
czasów. Tym samym jego pogromca musiał być czymś dobrym. Wszelkie jego wady i ułomności si-
łą rzeczy musiały zejść na plan dalszy. Propaganda Moskowii skonstruowała automat, kto ważył
się Moskowię skrytykować za cokolwiek, umniejszał wagę jej zwycięstwa nad niemieckim faszy-
zmem, stawał po stronie zła ergo jego krytyka stawała się niewiarygodna. W tej operacji propagan-
dowej bardzo ważną rolę odgrywały ofiary poniesione przez Moskowię podczas pokonywania nie-
mieckiego faszyzmu, jak wszystko w Rosji, musiały być самые большые. Nikt nie miał prawa po-
wiedzieć, że w drugiej wojnie światowej poniósł ofiary większe niż Moskowia. Moskowia podjęła
szeroko zakrojone działania, aby swoim ofiarom dać zewnętrzny widoczny wyraz. Wszędzie
tam, gdzie ginęli żołnierze Armii Radzieckiej, co prawie jest tożsame z państwami przez Moskowię
okupowanymi, Moskowia wznosiła cmentarze, mauzolea, pomniki, etc., etc. O podrzędności
i służebności czczenia pamięci poległych żołnierzy Armii Radzieckiej świadczy fakt, że ono było
podejmowane tylko w państwach okupowanych poza granicami ZSRR. W samym ZSRR zwłoki
poległych żołnierzy Armii Radzieckiej z pól bitew nie zostały zebrane i leżały w lasach,
gdzie ci żołnierze padli, wydane na pastwę dzikich zwierząt i gnicie. Dopiero po rozpadzie
ZSRR nieoficjalnie, na małą skalę poszukiwania pamiątek i niepogrzebanych szczątków podjęli
amatorzy.
„[…]
Wojna zakończyła się przed 65-ciu laty, a wciąż w rosyjskich lasach po-
niewierają się szczątki nie pochowanych żołnierzy Armii Czerwonej. Kolega
mi opowiadał, że widział ostatnio w Wołgogradzie (dawnym Stalingradzie)
w pobliżu wielkiego pomnika zwycięstwa w bitwie stalingradzkiej
wciąż poniewierające się odłamki pocisków oraz ludzkie kości. Pomnik olbrzymi
postawiono, ale szczątków ludzkich nie pochowano. Takich pomników wiele
w różnych miastach Rosji. Pieniądze na pomniki są, zaś na pochówek żołnierzy –
nie ma.
[…]”[421]
„[…]nawet »Krasnaja zwiezda« (11 grudnia 2001) przyznaje, że uwzględniono
i pochowano tu ledwie małą część poległych. Czaszki i kości reszty
jak rozrzucone dookoła śmieci zanieczyszczają środowisko.
[…]”[224]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 235/419
Moskowia nie zaprzestała kultywowania tego swojego obyczaju.
„[…]Lasy w niedostępnych górskich żlebach obrodziły strasznym urodzajem —
wśród konarów wisiały czarne plastykowe worki z rozkładającymi się trupami
w mundurach. Rosjanie wyrzucali swoich poległych ze śmigłowców.
[…]”[375]
Zaniechanie grzebania ciał poległych żołnierzy nie wynika z niedbalstwa ani lenistwa.
Ma swój cel. Służy propagandzie. Zaniżaniu strat osobowych.
„[…]stosy ciał żołnierzy radzieckich. Po wojnie niektórych pogrzebano,
ale nie wszystkich. U nas bowiem jest łatwe — straty obliczano na podstawie
liczby pochowanych. A ci, których nie chowano? Tamci się nie liczą. Wypadli
ze statystyki. Wlaśnie tak uczyliśmy się historii wojennej. W Akademii Woksko-
wo-Dyplomatycznej armii radzieckiej tłumaczono mi: w rejonie Siniawina obe-
szło się prawie bez strat. Tam zginęło ze sto tysięcy, nie więcej.
[…]oficjalnie mówi się, że pochowanych zostało 128 390 żołnierzy i oficerów«.
Trzeba pamiętać, że chowano tylko tych, którzy leżeli w poprzek drogi.
A do tych, co leżeli w krzakach czy w rowach, nie docierano. Dlatego wychodzi,
że strat tam prawie nie było. Tylko 128 tysięcy zabitych.
[…]”[320]
Kiedy Moskowia chciała na jakieś państwo wywrzeć presję międzynarodowej opinii pu-
blicznej, wystarczyło, że do tego państwa wysłała prowokatorów, którzy w charakterze
tzw. nieznanych sprawców dokonywali aktów profanacji cmentarza czy mauzoleum żołnierzy Armii
Radzieckiej. I za każdym razem to działało. Moskowia nie zaprzestała zmuszania innych
do przyjmowania wyjątkowego stosunku do pamiątek po poległych żołnierzach Armii Radzieckiej
nawet w państwach niepodległych, które spod okupacji Moskowii się wyzwoliły. Estonia
spod okupacji niemieckiej wyzwoliła się siłami własnymi. Wolne i niepodległe państwo zostało
przez Moskowię podbite i zagarnięte. Moskowia swojemu napadowi na Estonię nadała pozory wy-
zwalania od Niemców. W stolicy Estonii, Tallinie, Moskowia wzniosła pomnik żołnierzy radziec-
kich rzekomych wyzwolicieli Estonii. Pomnik stwierdzał fałsz. Żołnierze, których czci, nie byli
wyzwolicielami, tylko najeźdźcami. AD 2007 władze Estonii podjęły decyzję nawet
nie o zlikwidowaniu tego pomnika, tylko o przeniesieniu na cmentarz, który dla tego typu pomni-
ków, abstrahując od jego zafałszowania, jest miejscem odpowiedniejszym. Moskowia zareagowała
wściekłą, nieprzytomną histerią. Rozpętała międzynarodową nagonkę na Estonię na wielką skalę.
Promoskiewscy bojówkarze w Estonii napadali czynnie na estońskich policjantów. Moskowia przy-
puściła nawet cyberatak na estońską infrastrukturę teleinformatyczną. Przez parę dni strony interne-
towe estońskich instytucji były niedostępne. Po tym cyberataku Moskowii na Estonię NA-
TO utworzył Cooperative Cyber Defence Centre of Excellence
91
, czyli ośrodek koordynujący obro-
nę NATO-wskiej cyberprzestrzeni z siedzibą właśnie w Tallinie. Zimni kremlowscy szachiści mogli
przewidzieć, że ich napaść na Estonię wywoła reakcje dla Moskowii niekorzystne, ale obrona każ-

91
http://www.ccdcoe.org/
http://tinyurl.com/ljedhz
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 236/419
dego składnika propagandy poniesienia największych ofiar przy pokonywaniu niemieckiego faszy-
zmu jest nadrzędna.
Od tej żelaznej reguły jest jeden wyjątek. Kiedy aktywiści Holocaust Industry głoszą,
że podczas drugiej wojny światowej największe ofiary poniosła nie Moskowia, tylko Żydzi, Mo-
skowia udaje, że jej nie ma. We wszystkich innych przypadkach kwestionowanie największego
wkładu Moskowii w zwycięstwo nad niemieckim faszyzmem jest godzeniem w jej najbardziej ży-
wotnie interesy i nieuchronnie powoduje ich obronę, tylko nie w tym jednym. To inne narody mogą
się wykłócać o kolejność rozmiaru ofiar poniesionych w drugiej wojnie światowej.
[…]
SCENA 50
BARBAR (do żołnierzy, który przedtem prowadzili Macieja i Przepiórkę) —
Ich też powiesić (żołnierze ruszają na lewo) …A potem odciąć, żeby byli wdzięcz-
ni. Najpierw powiesić, a potem odciąć. Niech będą żywi, ale przedtem trochę
umarli. W ten sposób nauczą się wdzięczności, a oduczą mądrości.
(dwaj żołnierze wychodzą na lewo)
[…]
SCENA 55
Z prawej strony wchodzą Maciej i Przepiórka. Każdy ma powróz na szyi. Po-
wrozy wloką się po ziemi i są tej samej długości. Maciej i Przepiórka kłócą się.
MACIEJ — Miała być równość, a tymczasem wy macie dłuższy postronek.
PRZEPIÓRKA — To niemożliwe, bo właśnie wasz stryczek jest dłuższy.
MACIEJ — Ja wam nie skąpię, ale skoro nas powiesili równo, to powinni
nas odciąć równo. Nie powinniście mieć więcej sznurka ode mnie.
PRZEPIÓRKA — Mnie nie zależy, ale to wstyd prawdziwy, że jeden ma więcej,
a drugi mniej.
MACIEJ — Oddajcie, czego macie za dużo.
PRZEPIÓRKA — Oddajcie, czego macie za wiele.
MACIEJ — Ha, skoro nie chcecie po dobroci, to pójdę na skargę do naszego wy-
bawiciela, co nas równo powiesił, za co niech mu będzie chwała.
Już on nie pozwoli, żebyście mieli za długi stryczek.
PRZEPIÓRKA — Przednia myśl! Już on wam skróci!
MACIEJ — Już on się upomni o moją szkodę!
PRZEPIÓRKA — Już on nie dopuści do mojej krzywdy.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 237/419
MACIEJ I PRZEPIÓRKA (razem) — Już on się postara o sprawiedliwość. (wychodzą
na lewo)
[…][422]
Moskowia w tych bijatykach udziału brać nie musi, bo Moskowia swoje korzyści czerpie
z tych bijatyk ustawiania.
Kluczowym aspektem Holocaust Industry jest czerpanie z niego korzyści materialnych.
Służby specjalne Moskowii są bardzo zdolne, szybko się uczą. Opracowały nowy sposób finanso-
wania swoich agentur wpływu. Nie płacą im bezpośrednio z własnego budżetu, tylko organizują że-
rowiska, na które swej agentury wpływu wypuszczają. Z zewnątrz wygląda to tak, jakby Moskowia
z finansowaniem swojej agentury wpływu nie miała niczego wspólnego. Jednak Moskowia pozo-
stawia sobie możliwości odebrania swojej agenturze wpływu żerowiska w każdej chwili. Jeżeli na-
wet ten mechanizm nie jest stosowany w przypadku każdej agentury, to w przypadku siatek naj-
większych, tak.[2]
Państwo przegrywające wojnę jest zobowiązane do wypłacenia państwom zwycięskim od-
szkodowań wojennych. Tak samo było po zakończeniu drugiej wojny światowej. Pokonane Niemcy
zostały zmuszone do wypłaty odszkodowań wojennym państwom, instytucjom i osobom fizycz-
nym. Państwa nieokupowane przez Moskowię sprawy odszkodowań od Niemiec załatwiały samo-
dzielnie. Państwom przez siebie okupowanym Moskowia narzuciła swoje pośrednictwo w wypłacie
odszkodowań. Dla Moskowii nie stanowiło żadnego problemu objęcie swoim pośrednictwem Ży-
dów. Ale Moskowia dla Żydów zrobiła wyjątek. Organizacje Żydowskie pozyskują odszkodowania
bez pośrednictwa Moskowii. Również za Żydów, którzy byli obywatelami ZSRR i Niemcy zamor-
dowali ich na terytorium ZSRR.
Współcześni aktywiści Holocaust Industry od czasu do czasu publikują swoje wspomnienia,
w których opisują ewolucję stosunku opinii publicznej do ofiary poniesionej przez Żydów podczas
drugiej wojny światowej. I te opisy niezbyt daleko odbiegają od prawdy. Wszyscy aktywiści nie-
zmiennie podkreślają ogrom pracy, która wykonali. Z początku nic nie zapowiadało, że dojdą
do miejsca, w którym znajdują się obecnie. Dzień po dniu wykonywali żmudną mrówczą pracę.
Systematycznie i planowo. Aktywiści wymieniają tylko wkład swojej pracy, pracę agentur wpływu
Moskowii pomijają całkowitym milczeniem.
„amerykański wywiad został — z udziałem szpiegów izraelskich —
sprzedany wywiadowi rosyjskiemu[…]”[423]
Jednocześnie Moskowia zabezpieczyła się przed wykorzystywaniem przez Żydów holocau-
stu do wywierania wpływu na nią samą. Aby sama się nie ugodziła swoją własną bronią:
„[…]Po wojnie Żydowski Komitet Antyfaszystowski stał się ważnym ośrodkiem
żydowskiej historii i kultury w Związku Sowieckim. Zajął się również zbieraniem
informacji o prześladowaniach Żydów i o ich oporze w okupowanej Europie.
Opublikował nawet »Czarną Księgę« dotyczącą żydowskiej zagłady w Europie
Wschodniej[…]Stalin powoli zaczął zmieniać swój stosunek do Żydów. Coraz
bardziej uważał, że Żydzi wywierają na państwo sowieckie znacznie większy
wpływ niż Sowieci na państwo żydowskie. A poza tym coraz bardziej nie znosił
mówienia o żydowskim Holokauście. Nie chciał, aby znalazł się on w centrum hi-
storii Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Coraz bardziej drażniły go inicjatywy so-
wieckich Żydów, chcących udokumentować masowe zbrodnie
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 238/419
na przedstawicielach społeczności żydowskiej w ZSRR w czasie wojny. W jego
ocenie pomniejszało to wielkość jego wojennych czynów i odwagę Rosjan.
Chciał, aby historia ostatniej wojny schlebiała jemu i Rosjanom. To on i Rosjanie
mieli być największymi ofiarami i największymi zwycięzcami. Żydzi nie mogli
być zatem największą ofiarą hitlerowskiej napaści. Stalin nie dopuszczał także
myślenia o tragedii Żydów w czasie wojny jako o mordzie rasowym,
bo to oznaczałoby, według niego, podpisanie się pod rasistowską wizją świata
Hitlera. A poza tym zdawał sobie sprawę, że w karajach, w których udało
mu się zainstalować komunistyczny system, sowiecka władza utożsamiana
jest z żydostwem. Według Stalina, wszystko zatem przemawiało
za zdystansowaniem się od żydowskich cierpień w czasie wojny i ograniczeniem
wpływu Żydów na sowieckie państwo.
[…]”[424]
Jednym ze skutków ubocznych jest konieczność zawyżania liczby ofiar śmiertelnych nieży-
dowskich obywateli ZSRR. Stalin — 7mln, Chruszczow — 20, Gorbaczow — 27. Skoro nie zostali
zamordowani Żydzi, musiał za nich zostać zamordowany ktoś inny.[99]
Moskowia Holocaust Industry nadęła jak bańkę spekulacyjną i jak bańkę Holocaust Indu-
stry przekłuje. Zgodnie z prawem Stanisława Michalkiewicza — kiedy jakiś etap dobiegnie końca,
to z każdego, kto na poprzednim był nadmuchany, funkcjonariusze gwałtownie spuszczają powie-
trze[425]. Sytuację geopolityczną Żydów obrazuje kuplet:
„[…]
Ten pech pamiętać będę do grobowej deski
To nie moja wona, że nazywam się Sobieski
O Allach z błędu go wyprowadź
Bowiem zwiał i nie chciał już kupować
[…]
O Allach racz wyjawić kiedy
Skończy nam się historyczny kredyt.”
92

Żydzi, kiedy skończy się ich historyczny kredyt, nie muszą pytać ani Allacha, ani nikogo in-
nego. Bo to wiadomo. Historyczny kredyt, a właściwie nadymanie przez Moskowię Żydów kończy
się właśnie teraz. Skutki już są widoczne.
„[…]Elity zachodnie, ich większość, nie mówią już o zbyt drastycznych
reakcjach Izraela itd. Ale poważnie, na serio, o sensie, potrzebie istnienia Izraela
w ogóle. W Szwecji mecz tenisowy z Izraelem odbył się bez udziału publiczności,
w niektórych krajach zachodnich na sklepach wiszą kartki: »Nie sprzedajemy
izraelskich towarów«. Żydzi są atakowani fizycznie na ulicach zachodnich
miast. A wyznawcy islamu – w skali globalnej – bezustannie dopieszczani.

92
Kuplet. Tekst spisany z pamięci (G. R.)
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 239/419
To znacznie więcej niż antysemityzm, to choroba groźna – twierdzę –
dla nieodległego bezpieczeństwa całego Zachodu[…]
W niektórych państwach Europy »ogólna« nienawiść do Izraela i Żydów
niemal dorównuje tej okazywanej w części państw arabskich.
[…]”[426]
W historii znane są liczne przypadki masowych mordów. Na ich tle wyróżnia
się mordowanie Żydów przez Niemców. Podawane jest wiele okoliczności mających wyróżniać
mordowanie Żydów spośród innych. Jedną z ważniejszych jest technologia dokonywania samego
aktu zbrodni. Żydzi byli mordowani w komorach gazowych.
W wielu państwach (m. in.: NRF, Polska, Republika Austrii) twierdzenie, że komór gazo-
wych nie było, jest traktowane jak przestępstwo i karane więzieniem. I to, bynajmniej,
nie jest przepis martwy. Owszem, znane są przypadki jego gorliwego egzekwowania.
Po przejęciu od Niemców ich obozów zagłady (Vernichtunglager), koncentracyjnych, pracy
przymusowej… przez kilka następnych lat Moskowia użytkowała je z wykorzystaniem całej
ich infrastruktury i wyposażenia w tym samym charakterze. Moskowia w tych obozach osadziła
więźniów przez siebie złapanych. W tym czasie na terenach tych obozów Moskowia prowadziła
prace budowlane.
„[…]Oni do nas jeździli się uczyć, jak budować obozy koncentracyjne. (A potem,
po wojnie, my hitlerowskie obozy koncentracyjne dopasowywaliśmy do naszych
potrzeb).
[…]”[320]
„[…]
30 stycznia przybył do francuskiego sektora Berlina pociąg z grupą wy-
puszczonych ze względów propagandowych więźniów politycznych
z nadzorowanego przez Sowiety Gułagu NRD (około 200 tys. przetrzymywanych,
m. in. w Buchenwaldzie i Sachsenhausen; połowa zmarła; dalsze
70 tys. wywieziono na Syberię). Z opowieści powracającego: »Byłem
dwa lata więziony przez hitlerowców, gdy wracałem do domu, zatrzymali mnie
Sowieci i odesłali do tego samego Sachsenhausen, gdzie spędziłem kolejne
pięć lat«.
[…]”[427]
Do zniszczenia Państwa Izraela wystarczy, żeby Moskowia podała do publicznej wiadomo-
ści, że w niemieckich obozach zagłady, które wyzwoliła Armia Radziecka, komór gazowych
nie znaleziono. W obozach zagłady wyzwolonych przez inne armie komór gazowych nie było.
To jest pogląd przyjęty powszechnie. Za jego głoszenie nie grozi odpowiedzialność karna.[428]
Moskowia swoim stosunkom z żydostwem nadała kształt stosunków między dealerem
i narkomanem. Dla Państwa Izraela i większości żydowskich organizacji w wielu państwach świata
Holocaust Industry jest jak narkotyk. Nie mogą się bez niego obyć. O tym, czy swoją działkę dosta-
ną, decyduje Moskowia.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 240/419
Operacja przekonania przez Moskowię świtowej opinii publicznej do tzw. kłamstwa oświę-
cimskiego nie jest łatwa. Aby móc ją przeprowadzić z sukcesem, Moskowia musi się do niej dobrze
przygotować. I Moskowia już takie przygotowania podjęła.
Całkiem przypadkowo (Przypadek byłby to zbyt rzadki.\\A czy w ogóle są przypadki?[305])
w prywatnym mieszkaniu, w Berlinie znaleziono plany KL Auschwitz-Birkenau. Na tych planach
nie ma komór gazowych. Zinterpretowano to w ten sposób, że komory gazowe są, tylko Niemcy
na planie je ukryli. Oznakowali je, jako odwszalnie.[429] Wystarczy, że Moskowia powie,
że odwszalnie, to odwszalnie i nic więcej. Ciekawe, czy znajdzie się tak odważny, który Moskowii
postawi zarzut tzw. kłamstwa oświęcimskiego, nie mówiąc już o pociąganiu do odpowiedzialności
karnej. Niewykluczone, że Moskowia, zanim odbierze Państwu Izraela i diasporze Holocaust Indu-
stry, wcześniej dokona jeszcze dodatkowe, pośrednie kroki przygotowawcze.
W opinii publicznej pojęcie holocaustu Żydów dewaluuje się.
„[…]»Pedofile to nowi Żydzi, a obecnie ma miejsce ich Holocaust
[…] w pedofilu widzi się podczłowieka«[…]”[430]


8. Upadek
Motto 1
Hegel powiada gdzieś, że wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają
się, rzec można, dwukrotnie. Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako
tragedia, za drugim jako farsa.
Karol Marx[431]
Motto 2
Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna,
ale jak kończy.
Leszek Miller[432]
Przywódcy Moskowii w końcu dokonają niemożliwe — odejdą od polityki katarzyńskiej
i wrócą do polityki Piotra I. Ale to dokona się nie, jako tragedia, tylko jako farsa. Po uprzedniej
utracie imperium z kolebką swojej państwowości włącznie. Ta może zostać utracona w sposób
szczególny. Politykę Piotra I będą uprawiali nie, jako zdobywcy, nie dla podbojów, tylko ścigani
uciekinierzy, dla własnego bezpieczeństwa, czując na karku gorący oddech swoich prześladowców.
W farsę nie zmienią się chyba tylko stosunki z Żydami. Tradycyjnie pozostaną tragiczne.
„[…]Żydowska historia to następujące po sobie okresy wzlotów
i upadków. Są czasy nadziei i rozpaczy, czasy zniszczenia i odbudowy. Stwierdze-
nie, że nie ma nic nowego pod słońcem (Eklezjastes, 1:9), nie jest tylko trawesta-
cją Eklezjasty. Opiera się ono na teorii historii żydowskiej stworzonej
sto pięćdziesiąt lat temu przez Nachmana Krochmala (1785-1840), historyka re-
ligii żyjącego w południowo wschodniej Polsce. W swojej książce, »Przewodnik
błądzących naszych czasów«
87
, wzorowanej na dziele »Przewodnik błądzących«
Majmonidesa, Krochmal utrzymuje, że historia Żydów ma charakter cykliczny —
przechodzi okresy narodzin (jak w czasach Abrahama), wzrost aż do zenitu
(jak w czasach Salomona, kiedy zbudowano Pierwszą Świątynię) i upadku
na dno rozpaczy (jak wtedy, gdy po pięciuset latach zniszczono Świątynię).
W chwilach klęski niektórzy mówią, że już wszystko się skończyło —
nasz Bóg został pokonany. Wygnano nas z naszej ziemi. Zapomnijmy o judaizmie
i asymilujmy się z większością. Inni deklarują — nie będziemy rozpaczać,
nie poddamy się. Czekają na lepsze czasy, na znak odkupienia.
Krochmal uważa, że historia Żydów jest wyjątkowa, ponieważ
wciąż przechodzi wzloty i upadki[…]”[414]
Jeżeli Krochmal
87
ma rację, to niejedno zdaje się wskazywać, że obecnie Żydzi znajdują
się pod koniec fazy swojego wzlotu, chociaż sztucznie spreparowanego przez specsłużby Mosko-
wii, a w przededniu fazy upadku.
Po zabraniu przez Moskowię Holocaust Industry Żydzi z diaspory stracą prestiż, stanowi-
ska, wpływy, znaczenie. Muzea Holocaustu zostaną zamknięte. Niewykluczone, że zostaną splą-
drowane przez wzburzony motłoch, a eksponaty zniszczone. Po utracie przez Moskowię możliwo-
ści kształtowania w światowej opinii publicznej swojego pozytywnego obrazu część odium może
z Moskowii spaść na Żydów, jako środowisko, z którego Moskowia werbowała swoją agenturę
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 242/419
szczególnie intensywnie i wykorzystywała, jako swoją maskirowkę. Państwo Izraela straci poparcie
i dofinansowanie USA. Zbrojne zajęcie Państwa Izraela będzie tylko kwestią czasu. Raczej bliższe-
go niż dalszego. Część Izraelczyków polegnie podczas upadku Państwa Izraela. Reszta
uda się na wygnanie. Niektórzy z nich — do Polski.
Dla zbrodniarzy Moskowii najkorzystniej, aby Żydzi z upadłego Państwa Izraela przybyli
do Polski jednocześnie z nimi. Byli wyżsi funkcjonariusze specsłużb Moskowii z części żydow-
skich imigrantów uczynią pozorantów. Dadzą im fikcyjne stanowiska i obarczą całą winą
za spiskowe wpływy na organy władzy państwa Polskiego. Pozycja Żydów będzie całkiem fikcyj-
na, nie będą mieli żadnej realnej władzy, nie będą nawet pośrednikami między zbrodniarzami Mo-
skowii i ich agenturą. Będą tylko omaskowaniem i chłopcem do bicia. Zza ich pleców w głębszym
ukryciu byli wyżsi funkcjonariusze specsłużb Moskowii będą bezpośrednio rządzić agenturą upla-
sowaną w istotnych instytucjach Polski. Będą także prowokować nastroje antysemickie.
Zorganizowanie Azylii w Polsce przez przywódców Moskowii zostało przewidziane
w literaturze. W powieści symbolicznej J. R. R. Tolkiena, Władca Pierścieni, Saruman,
zły czarodziej po: nieudanej próbie podbicia Rohanu, poniesieniu klęski militarnej, utracie większo-
ści mocy, wygnaniu z Isengardu, jego siedziby zdobył władzę nad Shire, krajem Hobbitów, rasy ni-
ziołków. Hobbici decydująco przyczynili się do upadku Mordoru. Można to porównać do wyjścia
z Polski impulsu, który zapoczątkował ciąg wydarzeń, w których wyniku rozpadł
się ZSRR. Saruman popełnił błąd, że zabrał
ze sobą Grímę Wormtongue. Gríma Wormtongue
jest uznawany za symbol agentury wpływu[433].
Gríma Wormtongue Sarumanowi poderżnął gar-
dło.
„[…]
Gdy odchodził, hobbici rozstąpili się otwierając mu przejście,
lecz tak silnie ściskali w garści broń, że kostki na rękach im zbielały. Gadzi Język
wahał się chwilę, potem ruszył za swoim panem.
— Gadzi Języku! — zawołał Frodo. — Nie jesteś zmuszony
iść za nim. O ile mi wiadomo, nie wyrządziłeś mi nic złego. Możesz odpocząć
i odżywiać się tutaj, a gdy nabierzesz sił, pójść własną drogą.
Gadzi Język przystanął i obejrzał się na Froda, jak gdyby prawie zdecy-
dowany pozostać. Lecz Saruman odwrócił się szybko.
— Nic złego nie wyrządził? — zaskrzeczał. — Och, nie! Nawet,
gdy się wymykał po nocach, chciał tylko popatrzeć na gwiazdy.
Ale czy mi się zdawało, czy też ktoś pytał, gdzie schował się biedny Lotho?
Ty coś o tym wiesz, Gadzie, prawda? Może im powiesz?
Gadzi Język skulił się i wyjąkał:
— Nie, nie!
— A więc ja powiem — rzekł Saruman. — Gadzi Język zabił waszego
Wodza, biednego malca, poczciwego naczelnika. Prawda, Gadzie? Zadźgałeś
go śpiącego, jak przypuszczam. I pochowałeś, mam nadzieję; chociaż
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 243/419
nie wiem, bo Gad ostatnio był bardzo zgłodniały. Nie, Gad nie jest przyjemną
osobistością. Radzę wam oddać go pod moją opiekę.
Dzika nienawiść zabłysła w przekrwionych oczach Gadziego Języka.
— To tyś mi kazał, tyś mnie zmusił — syknął.
— A ty zawsze robisz, co Sharkey każe, czy tak? — zaśmiał się Saruman.
— Więc teraz powiadam ci: choć ze mną.
Kopnął w twarz kulącego się na ziemi niewolnika, odwrócił
się i już miał odejść, gdy nagle Gadzi Język, jakby na sprężynie, zerwał
się i wyciągnąwszy ukryty w fałdach odzieży sztylet skoczył Sarumanowi
na kark, szarpnął wstecz głowę i poderżnął gardziel[…]”[434]
Przywódcy Moskowii bogatsi o tę wiedzę nie powtórzą błędu Sarumana i wcześniej swoje-
mu Grímie gardło sami poderżną.


9. Rytuał
Wysługiwanie się Moskowii jest procederem nad wyraz haniebnym i pozbawiającym czło-
wieczeństwa. Każdy człowiek ma prawo osobnika wysługującym się Moskowii nienawidzić
i nim gardzić. Ten stosunek jest zrozumiały i usprawiedliwiony. Ale jest jeszcze druga strona tego
medalu.
Jesteśmy chrześcijanami. Naszym Panem jest Jezus Chrystus. Ale On oddał swoje życie
za zbawienie nie tylko nas. Chrystus swoje życie oddał za zbawienie wszystkich ludzi.
Za zbawienie agentów specsłużb Moskowii też. Oni też znajdują się w Bożym planie zbawczym.
Naszą powinnością moralną jest wypełnianie woli Boga. O to modlimy się w naszej modlitwie co-
dziennej. W odniesieniu do agentów Moskowii też. Dlatego naszym moralnym obowiązkiem
jest nie tylko nie przykładać naszej ręki do potępienia agentów Moskowii, ale uczynienie wszyst-
kiego, co w naszej mocy, na rzecz ich zbawienia. Oczywiście, nie, jako agentów Moskowii, tylko
jako ludzi. Choćby tylko potencjalnych. Oczywiście, jako agent Moskowii zbawionym
być nie można, do tego trzeba przestać być agentem Moskowii. I to zerwanie musi być radykalne.
Pierwszy krok należy do byłego agenta Moskowii. Musi dowieść, że wypełnił te same warunki, któ-
re są niezbędne przy sakramencie pokuty.
Trzeba opracować widoczny zewnętrzny znak przejścia ze strony zła, na stronę dobra (Rytu-
ał). Nieodzowna tu będzie pomoc hierarchów.
Formy współpracy ze specsłużbami Moskowii bywają różne. Bywa nawet całkiem niefor-
malna polegająca tylko na donoszeniu, prowokowaniu i odbieraniu gratyfikacji. Ale najczęściej po-
dejmujący tajną współpracę ze specsłużbami Moskowii podejmuje w formie pisemnej
dwa zobowiązania. W pierwszym zobowiązuje się do współpracowania. W drugim —
do zachowania tajemnicy. Od AD 1989 upłynęło już 20lat, a tajnych współpracowników specsłużb
Moskowii nikt z tych zobowiązań nie zwolnił. Byłoby najlepiej, gdyby zwolnienie ze zobowiązań
miało formę ustawy. Ale na naszym państwie nie można polegać nie tylko w tej sprawie. Jeżeli
nie państwo świeckie, to tradycyjny polski interrex — prymas. Byłoby dobrze, gdyby prymas zwol-
nił tajnych agentów specsłużb Moskowii ze zobowiązań współpracy i dochowania tajemnicy. Po-
winno być wszystkim wiadome, że były agent Moskowii decydując się na ujawnienie postępuje
nie źle, tylko dobrze. Niczego nie łamie, bo nie ma niczego do złamania, bo to, co w przeszłości
złamane by być mogło, teraz już nie istnieje — zlikwidowane przez prymasa.
Nawracający się były agent specsłużb Moskowii (skruszony) przystępuje do sakramentu po-
kuty i sakramentu Eucharystii. Skruszony odbywa rekolekcje przygotowujące go do Rytuału. Od-
dzielnie rekolekcje odbywają ofiary skruszonego. Rytuał odbywa się podczas
mszy św. Od początku mszy św. skruszony leży krzyżem przed ołtarzem na posadzce.
Msza św. powinna odbywać się przy ołtarzu głównym. Po spowiedzi powszechnej głos dostaje
skruszony. Może korzystać z nagłośnienia. Przyznaje się do faktu współpracy ze specsłużbami Mo-
skowii, oświadcza, że zaprzestał służenia Moskowii, wyjaśnia, dlaczego służenie Moskowii
jest złe, oświadcza, że żałuje, że służył Moskowii, wymienia wszystkie swoje winy i ofiary, które
swoją służbą Moskowii skrzywdził, zobowiązuje się do zadośćuczynienia swoim ofiarom
i zapowiada, jak to zrobi, informuje o innych agentach specsłużb Moskowii, o których wie, podaje
inne ważne okoliczności swojej służby Moskowii. Nie należy oszczędzać czasu, wypowiedź skru-
szonego trwa, ile trwać ma. Z drugiej strony, nie może być nudna. Dobrze jest wypowiedź przygo-
tować zawczasu. Jednak ona nie może być czytana z kartki. Należy dobrze rozpoznać ducha
i cel przyznania się. Musi być szczere i autentyczne. Skruszony musi zerwać ze złem radykalnie
i nieodwołalnie. Musi za sobą spalić wszystkie mosty. Przekroczyć Rubikon.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 245/419
Po wezwaniu celebransa do przekazania znaku pokoju, po przekazaniu znaku pokoju
przez innych uczestników mszy św. ofiary skruszonego okazują publicznie, że mu przebaczają (po-
dają ręce, obejmują).
Po dokonaniu Rytuału skruszony jest traktowany przez Kościół (rozumiany, jako wspólnota
wiernych) jak zwykły członek Kościoła. Jednocześnie członkowie Kościoła korzystając z daru Du-
cha Świętego — roztropności, nie naruszając jego godności ani nie uchybiając dobrym obyczajom
dyskretnie obserwują skruszonego, aby upewnić się, że jego nawrócenie jest autentyczne,
a nie podstępem specsłużb Moskowii. Niekiedy dochodzenie do zaufania może trwać bardzo długo.
Po dokonaniu Rytuału Kościół (rozumiany, jako wspólnota wiernych) zaciąga wobec skru-
szonego zobowiązanie uczynienia wszystkiego dla uchronienia go przed zemstą Moskowii i siatek
agentur jeszcze tkwiących w złu.
Rytuałowi należy nadać odpowiednią oprawę. O ile to możliwe powinien dokonywać
się w niedziele i święta na sumie. O rytuale powinny czym szerzej informować media. To dużo za-
leży od samych mediów. Oczywiście, że bardziej zainteresują się nawróceniem wielkiego prowoka-
tora niż drobnego kapusia, ale uczestnicy Rytuału mogą umieścić swoje relacje w Internecie.
Oczywiście, pierwszymi, którzy powinni nawrócić się i poddać Rytuałowi, powinni
być ci z hierarchów, którzy splamili się tajną współpracą z Moskowią.
Inne związki wyznaniowe powinny opracować analogiczne rytuały własne.
Nie wiadomo, czy można opracować Rytuał dla ateistów.


10. Aneksy
10.1. Janusz Szpotański, Caryca i zwierciadło, 1974 (fragment)
[…]
Atomnych nielzia nam kartaczy,
nam nada tolko oduraczyć!
Duraczyć — to specjalność caryc.
To jest po prostu nie do wiary,
jakie miewają tu pomysły,
jakie odnoszą tu sukcesy
i jakie łapią się umysły
na niewybredne ich karesy!
Tę trudną sztukę duraczenia
na szczyty wzniosła od niechcenia
Jekatierina Wielikaja.
Ach, jak te twarde lizał stopy
kwiat oświeconej Europy,
jak na wyścigi cała zgraja
Wolterów, Russów, Diderotów,
z poważną miną, bez wymiotów,
na cześć jej układała ody —
patronki nauk i swobody,
gdy ta dusiła twardą ręką
każdą myśl wolną, a narody
za kark chwytała tak kak koszkę
i przenosiła na wschód troszkę.
Gdy to wcielenie gumanizma
humanitarnie niesłychanie
stłumiło chłopów swych powstanie
(„wot, kak gumanno” — myśli głowa
na pal wbitego Pugaczowa),
kiedy zesłała Radiszczewa
i Polszy sjeła kawał spory,
tłum postępowców ją opiewał,
wielbiły liberalne chory.
Wot krasawica! Wot mistrzyni!
Nieważne czto, ważne kto czyni!
A Soso? Kakie czudne wąsy!
Pod wąsem pykał sobie z trubki,
a że się wkoło słały trupki,
czy kto powiedział na to co?
Były z powodu tego dąsy?
Chwalił go Wells i Bernard Shaw,
a daże słynny Russeł łord.
Raził jewo tot całyj mord —
te łagry, tiurmy, kaźnie? Niet!
Mołodiec Soso! Wot kokiet!
Bo nic nie wzrusza tak Zachodu,
jak szum frazesów o wolności.
Możesz pół świata zakuć w dyby,
strzelać w tył głowy, łamać kości,
ale bredź przy tym o ludzkości,
o Lepszym Jutrze, Wielkim Świcie,
a wyjdziesz na tym znakomicie!
Wot Gitler, kakoj to durak!
On się przechwalał zbrodnią swoją!
A mudriec to by zdiełał tak:
Nu czto, że gdzieś koncłagry stoją?
Nu czto, że dymią krematoria?
Taż w nich przetapia się historia,
niewoli topią się okowy,
powstaje sprawiedliwszy świat,
rodzi się typ człowieka nowy!
I czto, nie miałby wtedy on
gumannych w krąg apołogietów,
co pieliby, kak on jest miły,
a kakij kapitalizm zgniły?
Wsadzać na czapku główkę trupią,
o, Boże moj, kak eto głupio!
Na czarne — „białe” mówić nada,
bo to przemawia do Zapada;
na knuty, kaźnie i tortury —
że to gumanne manikiury!
Nada ich przekonywać mudro,
że wojna — mir, że chlew to źródło,
że okupacja — wyzwolenie,
a będą cieszyć się szalenie!
A kiedy z wolna, po troszeczku
w tej dialektyce się wyćwiczą,
to moją staną się zdobyczą
[…]


10.2. Zbigniew Herbert, Potwór Pana Cogito
1
Szczęśliwy święty Jerzy
z rycerskiego siodła
mógł dokładnie ocenić
siłę i ruchy smoka
pierwsza zasada strategii
trafna ocena wroga
Pan Cogito
jest w gorszym położeniu
siedzi w niskim
siodle doliny
zasnutej gęstą mgłą
przez mgłę nie sposób dostrzec
oczu pałających
łakomych pazurów
paszczy
przez mgłę
widać tylko
migotanie nicości
potwór Pana Cogito
pozbawiony jest wymiarów
trudno go opisać
wymyka się definicjom
jest jak ogromna depresja
rozciągnięta nad krajem
nie da się przebić
piórem
argumentem
włócznią
gdyby nie duszny ciężar
i śmierć którą zsyła
można by sądzić
że jest majakiem
chorobą wyobraźni
ale on jest
jest na pewno
jak czad wypełnia szczelnie
domy świątynie bazary
zatruwa studnie
niszczy budowle umysłu
pokrywa pleśnią chleb
dowodem istnienia potwora
są jego ofiary
jest dowód nie wprost
ale wystarczający
2
rozsądni mówią
że można współżyć
z potworem
należy tylko unikać
gwałtownych ruchów
gwałtownej mowy
w przypadku zagrożenia
przyjąć formę
kamienia albo liścia
słuchać mądrej Natury
która zaleca mimetyzm
oddychać płytko
udawać że nas nie ma
Pan Cogito jednak
nie lubi życia na niby
chciałby walczyć
z potworem
na ubitej ziemi
wychodzi tedy o świcie
na senne przedmieście
przezornie zaopatrzony
w długi ostry przedmiot
nawołuje potwora
po pustych ulicach
obraża potwora
prowokuje potwora
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 248/419
jak zuchwały harcownik
armii której nie ma
woła -
wyjdź podły tchórzu
przez mgłę
widać tylko
ogromny pysk nicości
Pan Cogito chce stanąć
do nierównej walki
powinno to nastąpić
możliwie szybko
zanim nadejdzie
powalenie bezwładem
zwyczajna śmierć bez glorii
uduszenie bezkształtem


10.3. Grzegorz Górny, Zadanie pozostaje właściwie jedno: nie pozwolić
im, żeby złowili nasze dusze. Manipulacja, prowokacja, dezinfor-
macja czyli kupcy, intelektualiści i prezenterzy[435]
10.3.1. Dziedzictwo Dżyngis Chana
W XX wieku w Rosji pojawiła się cała plejada wybitnych historyków i myślicieli, którzy
odwrócili zupełnie myślenie o przeszłości Rosji. O ile do tej pory kraj ten uważano za dziedzica
Rusi Kijowskiej, którego dziejowym powołaniem było zjednoczenie ziem ruskich, o tyle wówczas
pojawiła się myśl, że jest on spadkobiercą imperium Dżyngis Chana, którego zadaniem pozostaje
zjednoczenie Eurazji. Do grona osobistości, które wywarły niewątpliwy wpływ na rosyjskie życie
umysłowe, należeli m.in.: książę Nikołaj Trubeckoj, Nikołaj Aleksiejew, Piotr Sawicki,
Lew Karsawin czy Lew Gumilow.
Panowanie mongoło-tatarskie nad Rusią Moskiewską trwało ponad dwa wieki i odcisnęło
na niej trwałe piętno, tym bardziej, że były to stulecia, w których kształtował się dopiero etnos ro-
syjski. Od Złotej Ordy przejęło więc państwo moskiewskie struktury i mechanizmy życia społecz-
nego, np. system podatkowy, który funkcjonował w Rosji aż do rewolucji październikowej (i który
nakładał podatki nawet na kury). Także podział bojarstwa na rangi, tzw. czyny, opierał
się na wzorcach mongolskich (samo słowo czyn było pochodzenia chińskiego), nie mówiąc
już o tym, że niektóre rody bojarskie, np. Subarowie, wywodziły się z plemion tatarskich. Władcy
moskiewscy przejmowali też z Saraju rozbudowany ceremoniał dworski, mocno kontrastujący
z prostymi obyczajami dawnej Rusi.
Podobne wnioski formułował amerykański historyk Michael Cherniavsky, który
w swych pracach dowodził, że moskiewska koncepcja władzy i modelu panowania przejęta została
nie z Bizancjum, lecz ze Złotej Ordy, innymi słowy: car miał więcej w sobie z chana
niż z basileusa. System oparty na podboju i tyranii nie był bowiem pochodzenia bizantyjskiego,
lecz azjatyckiego.
Symboliczny pozostaje zwłaszcza fakt, że wśród insygniów koronacyjnych carów moskiew-
skich znajdowała się „czapka Monomacha” (po raz pierwszy wymieniona w testamencie wielkiego
księcia Iwana I Kality w 1339 roku jako „złota czapka”), która według rosyjskich przekazów miała
zostać podarowana księciu kijowskiemu Włodzimierzowi przez imperatora bizantyjskiego Konstan-
tyna IX (co oznaczać miało, że Moskwa jest prawowitym sukcesorem Konstantynopola),
w rzeczywistości zaś nakrycie głowy było prezentem dla Iwana I od chana Uzbeka.
Kto wie, czy najbardziej symptomatyczna dla omawianych tu spraw nie jest jednak kwestia
obszcziny, czyli prarosyjskiej gminy. Dla XIX-wiecznych słowianofilów ta instytucja zbiorowego
władania ziemią przez chłopską gromadę była samą esencją rosyjskości i decydować miała
o rosyjskiej odmienności wobec krajów europejskich. Instytucja ta, wynoszona pod niebiosa
m.in. przez Hercena, Danilewskiego czy Samarina, miała powstać w czasach przeddziejowych jako
naturalny przejaw mądrości życiowej rosyjskiego ludu. Tymczasem badania history-
ków - Cziczerina, Kluczewskiego i Milukowa - dowiodły, że obszczina była wynalazkiem Tatarów,
którzy wymyślili ją i narzucili Rusi w XIII wieku tylko po to, by łatwiej było ściągać daninę
z ludności. Także inne badania pokazują, że wiele elementów, które bez zastrzeżeń uznawano
do tej pory za wykwint rosyjskiego ducha, jest w rzeczywistości przejęciem wzorów mongo-
ło-tatarskich.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 250/419
W świetle tego, co zostało wyżej powiedziane, przyjrzyjmy się więc metodzie prowadzenia
wojen, a zwłaszcza specyficznemu sposobowi osiągania zwycięstw nad przeciwnikiem.
10.3.2. Misje kupieckie
W dawnych czasach rolę środków masowego przekazu pełniły bazary. Odpowiednikami
współczesnych dziennikarzy i publicystów - a więc, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, liderów opinii
publicznej - byli kupcy. To oni najlepiej znali świat, podróżowali po różnych krajach, mieli najwię-
cej informacji. Kiedy docierali do jakiegoś miasta, zjawiali się na targu.
Targ był czymś więcej niż tylko miejscem handlu, kupna i sprzedaży, był centrum informa-
cyjnym, miejscem wymiany poglądów. Św. Grzegorz z Nazjanzu pozostawia nam opisy wielkich
sporów teologicznych, toczonych w dobie soboru chalcedońskiego, przez handlarzy i przekupniów
na bazarach bizantyjskich. Nowe wieści rozchodziły się zawsze z targów. Przywożone
przez kupców, powtarzane z ust do ust przez straganiarzy, były następnie roznoszone po niedalekich
wsiach i miasteczkach przez okolicznych mieszkańców.
To kupcy sterowali dyskusją - mogli podrzucać nowe tematy, rozpalać wyobraźnię, mylić
tropy, odwracać uwagę. Jeśli więc dostatecznie wielu kupców pojawi się jednocześnie w wielu mia-
stach z tymi samymi informacjami, to mogą oni wręcz narzucić nową wizję świata. I to postanowił
wykorzystać Dżyngis Chan.
Mongolski wódz, zanim przystępował do nowego podboju, wysyłał do kraju, który zamie-
rzał podbić, swoich wywiadowców. Najczęściej pojawiali się oni jako kupcy na czele wielkich ka-
rawan, zaopatrzonych w tanie i dobre towary. Żeby nie budzić podejrzeń, najczęściej w roli
tej nie występowali sami Mongołowie, lecz raczej Połowcy, Chorezmijczycy czy Rusini. Wcześniej
przechodzili oni odpowiednie szkolenie, gdzie uczono ich pracy wywiadowczej. Sporządzali
np. szkice, na które nanosili każdy zagajnik, bród czy łąkę na popas. Kiedy później hordy przystę-
powały do ataku, bezbłędnie wykorzystywały znajomość terenu.
Działalność „kupców” nie ograniczała się jedynie do rozpoznania topograficznego,
lecz również do rozpoznania stosunków politycznych, społecznych, ekonomicznych i religijnych.
Wykorzystując tą wiedzę, manipulowali odpowiednio informacjami, by rozbudzać waśnie plemien-
ne i wyznaniowe, a w ten sposób doprowadzić do maksymalnego osłabienia wewnętrznego swego
przyszłego przeciwnika, rozbijając jego jedność i solidarność. Zarazem członkowie karawan w niby
dyskretny sposób rozpowiadali wokół o wielkich dobrodziejstwach, jakie przynoszą wszędzie pro-
stej ludności wojska Złotej Ordy.
„Dżyngis Chan miał doskonale zorganizowany aparat szeptanej propagandy, który osłabiał
wolę oporu zaplanowanej ofiary” - te słowa nie wyszły spod pióra historyka zajmującego
się średniowieczem, lecz jednego z najwybitniejszych sowietologów II Rzeczpospolitej, eksperta
Instytutu Europy Wschodniej w Wilnie, Stanisława Swianiewicza. Znalazły się natomiast w jego
pracy opisującej metody sowieckiej infiltracji w Polsce przed 1939 rokiem. Nie uprzedzajmy jed-
nak faktów…
Jak zauważył Witold St. Michałowski, „za panowania Dżyngisydów nie zarejestrowano wie-
lu przykładów indywidualnej odwagi i bohaterstwa”. Nic w tym dziwnego – starali się oni bowiem
prowadzić swe podboje tak, aby odwaga i bohaterstwo nie były potrzebne. Ich ideałem było osiąga-
nie zwycięstwa nad przeciwnikiem bez używania siły. Ten sposób pojmowania konfliktów został
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 251/419
zaczerpnięty z dzieła, które znacznie później, bo w XX wieku, stało się „biblią” sowieckich
służb specjalnych.
10.3.3. Zwyciężać bez użycia siły
Sun Tzu był genialnym strategiem wojskowym, żyjącym 25 wieków temu w Chinach. Do-
wodził wojskami króla Wej, odnosząc same sukcesy. Swoje przemyślenia zawarł w księdze „Sztuka
wojny”, która - jak wiemy z przekazów - znana była japońskim władcom już w VIII stuleciu.
„Ci, którzy są znawcami sztuki wojennej, pokonują nieprzyjacielską armię bez walki. Zdobywają
miasta bez przypuszczania szturmu i obalają państwo bez długotrwałych działań”, pisał
Sun Tzu i dodawał: „Waszym celem powinno być opanowanie w stanie nietkniętym wszystkiego,
co jest pod słońcem. W ten sposób wasze wojska pozostaną nie zmęczone, a wasze zwycięstwo bę-
dzie całkowite. Oto sztuka ofensywnej strategii.”
Jak to jednak osiągnąć? W tym celu Sun Tzu podawał „13 złotych zasad”:
1. Dyskredytujcie wszystko co dobre w kraju przeciwnika.
2. Wciągajcie przedstawicieli warstw rządzących przeciwnika w przestępcze przedsięwzięcia.
3. Podrywajcie ich dobre imię. I w odpowiednim momencie rzućcie ich na pastwę pogardy roda-
ków.
4. Korzystajcie ze współpracy istot najpodlejszych i najbardziej odrażających.
5. Dezorganizujcie wszelkimi sposobami działalność rządu przeciwnika.
6. Zasiewajcie waśnie i niezgodę między obywatelami wrogiego kraju.
7. Buntujcie młodych przeciwko starym.
8. Ośmieszajcie tradycje waszych przeciwników.
9. Wszelkimi siłami wprowadzajcie zamieszanie na zapleczu, w zaopatrzeniu i wśród wojsk wro-
ga.
10. Osłabiajcie wolę walki nieprzyjacielskich żołnierzy za pomocą zmysłowych piosenek i muzyki.
11. Podeślijcie im nierządnice, żeby dokończyły dzieła zniszczenia.
12. Nie szczędźcie obietnic i podarunków, żeby zdobyć wiadomości. Nie żałujcie pieniędzy,
bo pieniądz w ten sposób wydany zwróci się stukrotnie.
13. Infiltrujcie wszędzie swoich szpiegów.
„Tylko człowiek, który ma do dyspozycji takie właśnie środki i potrafi je wykorzystać, żeby
wszędzie siać niezgodę i rozkład - tylko taki człowiek godzien jest rządzić i wydawać rozkazy.
Jest on skarbem dla swojego władcy i ostoją państwa” - tymi słowy Sun Tzu podsumowywał ko-
deks swych wojennych zasad.
Owych „13 złotych zasad” było instrukcją działania dla wysyłanych przez Dżyngis Chana
kupców. Ponieważ mogli dotrzeć wszędzie i spotykać się ze wszystkimi, mieli możliwość dyskret-
nego realizowania, punkt po punkcie, powyższych założeń.
W XX wieku ich rolę przejęli inni „liderzy opinii publicznej”. Dopiero w świetle
tych faktów staje się zrozumiała sowiecka szpiegomania, każąca w każdym cudzoziemcu widzieć
potencjalnego agenta i starająca się objąć tajemnicą państwową jak najwięcej dziedzin ży-
cia - był to efekt przykładania do innych swojej własnej miary.
W innym miejscu Sun Tzu pisał: „Cała sztuka wojenna opiera się na przebiegłości
i stwarzaniu złudzeń”. Dlatego też dla powodzenia batalii ważniejsza od siły oręża jest umiejętność
stosowania takich technik, jak dezinformacja, manipulacja i prowokacja.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 252/419
10.3.4. Trzeci Rzym albo Drugi Saraj
Wielcy wojownicy, Dżyngis Chan i Tamerlan, przyswoili sobie nauki Sun Tzu. Ich wojska
były niezwyciężone, gdyż wkraczały do akcji - jak pisał rosyjski generał Iwanin
w 1875 roku - „dopiero w końcowym etapie, dopiero wówczas, gdy na rzecz armii spadał względ-
nie łatwy obowiązek ostatecznego spacyfikowania kraju, przeznaczonego na opanowanie”.
O prawdziwym sukcesie ofensywy decydowała natomiast podjęta znacznie wcześniej długotrwała
akcja rozpoznawcza, dywersyjna i rozkładowa. Armia miała za zadanie postawić tylko kropkę
nad „i”. Jak pisał inny rosyjski teoretyk wojskowości, wykładowca w sowieckich szkołach wojsko-
wych, generał Aleksander Swieczin: „większa wyprawa wojskowa była przedsiębrana tylko wów-
czas, gdy zjawiała się pewność, że w organizmie państwowym sąsiada powstały głębokie szpary”.
Znany XIX-wieczny historyk wojskowości, członek wojennego komitetu naukowego
przy sztabie głównym w Petersburgu, książę Nikołaj Golicyn pisał, że system wojenny Dżyngis
Chana „był opanowany przez nas [Rosjan - przyp. S.S.], wchodząc w ciągu dwóch stuleci tatarskiej
niewoli w nasze wojskowe zwyczaje i obyczaje w okresie przed reformami Piotra I”. Wspomniany
już generał Swieczin podkreślał zwłaszcza zapożyczenia w dziedzinie służby wywiadowczej.
System ten był przejmowany nie w teorii, lecz w praktyce, co rosyjscy historycy wojskowo-
ści prześledzili na przykładzie straży rosyjskiej przy dworze Chubilaj Chana (wnuka Dżyngis Cha-
na, cesarza Chin i założyciela panującej dynastii Juan) czy też moskiewskich oddziałów podpo-
rządkowanych chanom Złotej Ordy, np. Tochtamyszowi. U Tatarów terminował nawet
św. Aleksander Newski, który najpierw bronił Nowogrodu przed Szwedami i Krzyżakami, a później
z tego samego Nowogrodu ściągał haracz w ramach tatarskich ekspedycji karnych.
Rosyjski historyk Paweł Milukow pisał, że gdy skończyła się mongolska niewola, wielcy
książęta moskiewscy nie byli w stanie „rozwinąć innego programu, oprócz tego dawnego, tradycyj-
nego, który stał się instynktem: jeszcze więcej zabiegać i zbierać, oszukiwać i gwałty czy-
nić - z jednym celem - zdobycia jak największej władzy i jak największej ilości pieniędzy”.
Typowym przykładem tego rodzaju polityka był car Iwan IV Groźny. Jego reforma wojsko-
wa dokonała się według wzorów tureckich, zaś powstanie słynącej z niesłychanego okrucieństwa
gwardii przybocznej cara, tzw. opryczniny, zwanej niekiedy „ciemnością nieprzeniknioną”, nawią-
zywało do modelu mongolskiego. Dżyngis Chan dzielił bowiem ludzi na dwie kategorie:
tych, których można zastraszyć, i tych, którzy nie odczuwają strachu. Pierwszych utożsamiał
z ludami osiadłymi, drugich z koczownikami. Dlatego uważał, że polegać można tylko
na koczownikach. Pewne podobieństwa odnaleźć można też w postępowaniu Iwana Groźnego, któ-
ry w swoich rządach postanowił oprzeć się na ludziach wykorzenionych, igrających ze śmiercią,
nie respektujących żadnych zasad i norm. Z takiego materiału ludzkiego rekrutowała się jego
oprycznina - organizacja terrorystyczna umiejscowiona między władcą a klasą uprzywilejowaną.
Ten sam model działania wykorzystają później Piotr I i Stalin.
Car popierał politykę dezinformacji. Zachowały się jego instrukcje do posłów moskiewskich
na dworach europejskich, nakazujące kłamać na temat potęgi i stanu posiadania władcy.
W błąd wprowadzano także cudzoziemców, przyjeżdżających do Moskwy. Jak pisze biograf Iwana
Groźnego, Władysław Serczyk: „Szczególny protokół obowiązywał przy przyjmowaniu książęcych
gości przybywających z zagranicy, a zwłaszcza ważniejszych poselstw. By przybysze mieli dobre
mniemanie o bogactwie i gęstości zaludnienia państwa, w dniu przyjęcia legacji zamykano wszyst-
kie sklepy, kramy i warsztaty, a ludzi spędzano na trasę przejazdu cudzoziemców.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 253/419
Tłum powiększano gromadząc na ulicy służbę z domów bojarskich i szlacheckich, a nawet
z okolicznych osiedli podmoskiewskich.”
Ta tradycja pokazuchy nie tylko zachowała się w czasach późniejszych, lecz nawet została
twórczo rozwinięta, by wspomnieć o sztucznych „wioskach potiomkinowskich” w XVIII stuleciu
czy też o przyjazdach do ZSRS w latach 30-tych XX wieku zachodnich pisarzy w rodzaju Romaina
Rollanda, Andre Gide’a czy Leona Feuchtwangera, którzy podziwiali „socjalizm z ludzką twarzą”.
Anegdota mówi, że jeden z owych twórców, George Bernard Shaw zachwycał się po powrocie
do Wielkiej Brytanii, że w Związku Sowieckim nawet szwaczki znają na pamięć jego dramaty
i recytują między sobą z pamięci podczas pracy w fabrykach - oczywiście po angielsku!
10.3.5. Po kupcach - encyklopedyści
O tym, że rosyjscy władcy wzięli sobie do serca nauki Sun Tzu i Dżyngis Chana, świadczy
historia rozbiorów Rzeczpospolitej. Zanim nastąpił podbój militarny, miała miejsce długoletnia ak-
cja dywersyjna, prowadząca m.in. do rozkładu moralnego elit rządzących Polską. Kiedy w ręce po-
wstańców kościuszkowskich wpadło archiwum ambasadora rosyjskiego Igelströma, ujawniono listę
110 najważniejszych osób w państwie polskim, które przez lata pobierały niejawne pobory
z petersburskiej kasy. Byli wśród nich m.in. król Stanisław August Poniatowski,
ks. Adam Czartoryski, prymasi Łubieński i Poniatowski oraz dziesiątki innych urzędników pań-
stwowych i dostojników kościelnych.
Innym zapożyczeniem od Dżyngis Chana był sposób przedstawienia rozbiorów zachodniej
opinii publicznej.
Raymond Aron stwierdził kiedyś, że geniusz to ten, kto potrafi narzucić swoją wizję rze-
czywistości masom. W drugiej połowie XVIII wieku takimi geniuszami byli z pewnością francuscy
encyklopedyści, który potrafili narzucić swój oświeceniowy ład całemu światu. Najwybitniejszymi
ze wszystkich encyklopedystów byli jednak Diderot i Wolter. Ich też postanowili wprząc do swego
rydwanu moskiewscy władcy jako „agentów wpływu”.
Katarzyna II kupiła Diderotowi wielki księgozbiór za 15 tysięcy liwrów i ustanowiła
go dożywotnim strażnikiem tej biblioteki z roczną pensją tysiąca liwrów. Nic więc dziwnego,
że filozof oddał swoje pióro na usługi Petersburga. Stawiał barbarzyńskiej rzekomo Francji jako
wzór do naśladowania Rosję czyli „idealne państwo rozumu”. Na cześć carycy Katarzyny pisał
zaś hymny pochwalne, tak serwilistyczne, że dadzą się tylko porównać z XX-wiecznymi peanami
na cześć Stalina, pisanymi przez Paula Eluarda czy Johannesa R. Bechera.
Jeszcze bardziej spolegliwy wobec rosyjskich instrukcji okazał się Wolter. Za odpowiednią
zapłatę w dukatach, wypłaconą mu przez księcia Woroncowa, usprawiedliwiał rosyjską politykę
wobec Polski, zakończoną rozbiorami. Swoje zadanie wypełniał, nie tylko publikując oszczerczą
wobec Rzeczpospolitej broszurę, lecz również rozsyłając listy do swoich znajomych, o których
wiedział, że mają wpływ na opinię publiczną. W korespondencji z panią du Deffand pisał: „Semi-
randa Północy wysyła pięćdziesiąt tysięcy wojska do Polski, by wprowadzić tam tolerancję
i wolność sumienia”. W liście do Szuwałowa entuzjazmował się: „Zdarza się to po raz pierwszy w
historii świata, że sztandar wojny został podniesiony tylko po to, by dać ludziom pokój i szczęście”.
Helwecjuszowi pisał natomiast: „Jest oszczerstwem twierdzenie, jakoby imperatorowa rosyjska
wspierała dysydentów w Polsce tylko po to, aby zagarnąć kilka prowincji tej republiki. Przysięgała
ona, że nie pragnie ani skrawka tej ziemi, a wszystko, co robi, podporządkowane
jest jednemu - ustanowieniu tolerancji.”
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 254/419
Tak więc rozbiory Rzeczpospolitej były usprawiedliwiane przez Woltera koniecznością za-
prowadzenia tolerancji, gdyż ciemne katolickie masy polskie nie gwarantowały dysydentom religij-
nym wolności wyznania. Podobna argumentacja pojawi się w propagandzie filosowieckiej
po II wojnie światowej, kiedy zniewolenie Polski przez Sowietów będzie usprawiedliwiane zdła-
wieniem rzekomo odwiecznego polskiego antysemityzmu.
Sam Wolter zresztą wielokrotnie sprzedawał swój talent polemiczny carom rosyjskim.
Sprzedawał najzupełniej dosłownie. Najlepszą transakcją było napisanie przez niego „Historii Pio-
tra I”, o którym to dziele d’Alambert wyraził się, że „wywołuje obrzydzenie niskością
i plugawością swych pochwał”. Wolter, który na europejskich dworach uchodził
za wzór niezależności myślenia i nonkonformizmu działania, zgarnął za swój utwór, pisany
przy pomocy rosyjskich cenzorów, 100 tysięcy liwrów.
W swym dziele na temat Piotra I francuski filozof pominął pewną ważną zasługę rosyjskie-
go cara. Otóż to on jako pierwszy z rosyjskich władców docenił rolę dziennikarstwa i znaczenie
opinii publicznej w krajach Europy Zachodniej. Postanowił więc wpływać przez nie na obraz Rosji,
kształtowany za granicą. Jak pisze rosyjski historyk Piekarski w swej książce „Nauka i literatura
w Rosji”: „Piotr uznał za wystarczające wynająć około tuzina redaktorów naczelnych
i dziennikarzy, którzy zobowiązaliby się pisać artykuły o Rosji w pożądanym duchu, zgodnie
z wytycznymi rządu. Agenci werbowali więc adwokatów sprawy rosyjskiej wśród europejskich
dziennikarzy i literatów ze wszystkich krajów.”
Długa jest lista sprzedajnych pisarzy, wykonujących polecenia Rosji: Fontenelle, Marmon-
tel, Grimm, Falconet, Mercier, Dumas - to tylko pierwsze z brzegu nazwiska. Cały
wiek XIX zresztą to okres nieustannego subsydiowania przez Rosję największych gazet europej-
skich, wśród których znajdował się m.in. „Times”. Pieniądze płacono m.in. za niepodejmowanie
na swoich łamach „kwestii polskiej”. Największą liczbę ludzi pióra zwerbował rosyjski agent
w Paryżu Jakow Tołstoj. W jednej z depesz do szefa rosyjskiej policji, generała Benkendorfa, dono-
sił: „’La Quotidienne’ jest całkowicie oddana interesom Rosji. Panowie Michaux i Lyoranty będą
przyjmować do druku wszystko, co zechcemy im dać na temat Rosji.” Ponad pół wieku później,
w 1904 roku, inny agent rosyjski w Paryżu Raffałowicz raportował do centrali: „W ciągu pierw-
szych miesięcy potworna sprzedajność prasy francuskiej pochłonie sumę 600 000 franków”. We-
dług danych rosyjskiego ministerstwa finansów z 1906 roku, jedynie dotacje dla prasy francuskiej
w samym tylko roku 1905 kosztowały budżet państwa ponad dwa miliony franków.
93


93
Specsłużby Moskowii nie skazywały redaktorów na pracę samotną. Dawały im wsparcie z zewnątrz innych rodzajów
swoich agentur wpływu:
„[…]urzędnicy III Wydziału Osobistej Kancelarii Cesarskiej (czyli rosyjskiego wywiadu) postanowili
podjąć potężny wysiłek finansowo-organizacyjny, którego celem miało być ośmieszanie wszystkiego
co polskie i wszystkiego, co dla Polski dobre. Zaczęto więc instalować w środowiskach emigracyjnych
agentów i prowokatorów. Najsłynniejszy bodaj z nich, Bałaszewicz vel Potocki[pseudonim Potocka
nosiła prostytutka podłożona posłom. Specsłużby Moskowii lubią bawić się pseudonimami
swoich agentów — G. R.], dokonywał na tym polu majstersztyków. Wystarczy nadmienić, że pisał
pod pseudonimami do różnych polskich gazet, prowadząc polemiki z samym sobą, aby skłócić niepodle-
głościowe środowisko, a Polaków ośmieszyć. Prowokował akcje związane z produkcją fałszywych pie-
niędzy tylko po to, żeby uwikłać w nią polskich patriotów; przykładem głośna sprawa sądowa Jarosła-
wa Dąbrowskiego, spreparowana rosyjskimi rękami. Każdy proces »Polaka fałszerza« służył sprawie:
podważał autorytet Polski.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 255/419
Zastanawiające jest, że ci sami zachodni autorzy, którzy tak chętnie wychwalali Rosję,
z drugiej strony podkopywali fundamenty tradycji w swoich krajach, często występowali przeciw
ogólnie przyjętym normom moralnym, atakowali Kościół, osłabiali rodzinę. Zupełnie jakby reali-
zowali program zawarty w „13 złotych zasadach” Sun Tzu.
Nic więc dziwnego, że w 1856 roku Ludwik Mierosławski pisał: „Czemu przypisać
tę nieomal niemoc wszelkich wysiłków materialnych Francji i Anglii przeciwko państwu trzykrot-
nie słabszemu technicznie, niż każde z nich, jeśli nie temu naczelnemu rozbrojeniu,
tej niewidzialnej malarii, którą sączą doktryny rosyjskie poprzez wszystkie szczyty społeczne Za-
chodu, aż wreszcie przedostają się one do najgłębszych pokładów społeczeństwa zachodniego.
Doktryny te mogą być tylko zaprzeczane i to właśnie czyni je tak groźnymi. Idea rosyjska,
to w istocie cezarat mongolski starego świata, czyli zaprzeczenie drogą pochłaniania wszelkich
praw ludzkości. Ma ona zbyt wiele sprytu na to, by miała wystąpić otwarcie, zadawala
się wszczepianiem własnych nienawiści i wstrętów w sercu narodów, po których duszę sięga.
Ileż złych instynktów, ileż zawiści mrocznych, ileż zaprzaństwa duchowego, ile, zwłaszcza, słabo-
ści dostało się nieświadomie na żołd tego kusiciela, który drugą ręką sieje oszczerstwa przeciwko
wszystkiemu, co mu staje na przeszkodzie.”
10.3.6. Po encyklopedystach - intelektualiści
Encyklopedyści nie dożyli już czasów, kiedy ich pojętni uczniowie sformowali nową kla-
sę - intelektualistów. Zdaniem Friedricha Augusta von Hayeka, nigdy nie posiadali oni większej
władzy niż w wieku XX, kształtując wyobrażenia mas i modelując opinię publiczną. Hayek, defi-
niując intelektualistów jako „sprzedawców używanych idei”, zauważał, że „przeciętny człowiek
dnia dzisiejszego niewiele dowiaduje się o wydarzeniach czy ideach bez pośrednictwa tej klasy”,
tak więc to intelektualiści „decydują, które opinie i poglądy do nas dotrą, które fakty są dość ważne,
byśmy je poznali, w jakiej formie i pod jakim kątem powinny zostać ukazane”. Przy tym wszystkim
przeciętny człowiek nie zdaje sobie sprawy, czy intelektualiści wiernie opisują rzeczywistość,
czy też deformują jej opis zgodnie ze swoimi poglądami. Lub zgodnie ze zleceniami mocodaw-
ców - mógłby powiedzieć ktoś obeznany w historii kolaboracji XX-wiecznych intelektualistów
z reżimami totalitarnymi.
Niewątpliwym sukcesem sowieckich komunistów było to, że nie wszyscy zachodni intelek-
tualiści oddawali się na usługi komunizmu za pieniądze. Niezależnie od tego, czy zaangażowanie
tych ostatnich tłumaczyć „ukąszeniem heglowskim”, „zdradą klerków” czy „hańbą domową”,

Z Ludwika Mierosławskiego, najgorętszego emigracyjnego zwolennika idei powstańczej, or-
ganizującego szkołę wojskową w Genui, a potem w Cuneo, Albert Potocki postanowił zrobić w oczach
Zachodu szaleńca, prawdziwego wariata, opętanego chorą wizją niepodległej Polski. Stwierdził,
że polskich patriotów należy ośmieszać. Wtedy nie będą groźni. Najlepiej zresztą, gdy robią to sami Po-
lacy. Także w imię »patriotyzmu«, tyle że racjonalnego. »Pod osłoną patriotyzmu przeprowadza się idee
kontrrewolucyjne« - wyjaśniał cel drukowania materiałów negujących sens wszelkich ruchów wyzwo-
leńczych, właśnie z pozycji mądrej, rozsądnej miłości do ojczyzny!
Do wydziału i do cara pisał raporty, relacjonując postępy w opluwaniu rodaków w oczach za-
chodniej opinii publicznej i podważaniu idei wolnej ojczyzny: »Załączam kilka broszur: jedną
z nich, Duch Polski, z dodatkiem zawierającym satyrę na Mierosławskiego przedrukowałem powtórnie
i zamierzam rozrzucić we wszystkich restauracjach Paryża, a także wysłać do Włoch i Krakowa,
znaczną zaś część (…) wysłałem do największego księgarza w Berlinie”.
[…]”[436]
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 256/419
nie zmienia to faktu, że przez samych bolszewików traktowani byli - tak jak nazywał
ich Lenin - jak „użyteczni idioci”. Jak zauważył emigracyjny znawca problemów ZSRS Michał
Heller, „specyfika sowieckiej dezinformacji polega na tym, że czerpie ona swe soki żywotne
z postawy Zachodu, który po otrzymaniu impulsu z Moskwy, dezinformuje się już sam”.
Lista nazwisk może porażać: Jean-Paul Sartre, Louis Aragon, Andre Breton, Simone
de Beauvoir, Paul Eluard, Henri Barbusse, Romain Rolland, Jean Cocteau, Andre Malraux, Paul Va-
lery, Herbert George Wells, George Bernard Shaw, Ernest Hemingway, Man Ray, Sinclair Lewis,
Upton Sinclair, Virginia Woolf, Luis Bunuel, Stefan Zweig, Heinrich Mann, Anna Seghers, Tristan
Tzara i inni.
Nie wszyscy byli jednak idiotami i znali swoją cenę. Leon Feuchtwanger zjawił
się w Moskwie w 1937 roku akurat podczas apogeum „wielkiej czystki” i procesów pokazowych.
Podczas rozmowy ze Stalinem narzekał na panujący w ZSRS kult jednostki, jednak zgodził
się napisać książkę wychwalającą zalety państwa sowieckiego, ustroju komunistycznego
i wielkiego wodza - Józefa Stalina. Miał tylko jeden warunek: żeby podczas drugiego procesu da-
rowano życie wszystkim oskarżonym pochodzenia żydowskiego. Stalin przystał na to i jeszcze
w tym samym roku ukazała się drukiem książka pt. „Moskwa 1937”.
Pierwszą wielką imprezą polityczno-kulturalną, która ściągnęła wiele z wymienionych wy-
żej sław literackich, był zorganizowany w czerwcu 1935 roku w Paryżu Międzynarodowy Kongres
Pisarzy w Obronie Kultury. Myliłby się ten, kto by myślał, że pomysł owego przedsięwzięcia wy-
szedł od któregoś z owych twórców. Inicjatorem zwołania kongresu był osobiście Józef Stalin, któ-
ry zadanie to powierzył sowieckiemu pisarzowi, a zarazem korespondentowi „Izwiestii”
w Paryżu - Ilji Erenburgowi. O tym dowiedziano się jednak wiele lat później. Dla ówczesnych Eu-
ropejczyków kongres miał być manifestacją postępowych poglądów świata literackiego. Świata
nieświadomie realizującego „13 złotych zasad”.
O skuteczności sowieckiej akcji niech świadczy następujący przykład: w 1933 roku
na Ukrainie w wyniku sztucznie wywołanego przez Stalina Wielkiego Głodu zmarło - według róż-
nych szacunków - od 6 do 12 milionów ludzi. Korespondentem „New York Timesa” w Moskwie
był wówczas Walter Duranty, który za swe reportaże z Rosji otrzymał nawet Nagrodę Pulitzera. Du-
ranty pisał, że owszem w ZSRS panuje klęska, ale jest to klęska urodzaju - i rozwodził się długo
o „tłuściutkich niemowlakach w żłobkach i przedszkolach” oraz bazarach „pełnych jajek, owoców,
drobiu, jarzyn, mleka i masła”. W tym samym czasie wiejskie drogi i ulice miast na Ukrainie zasła-
ne były ludzkimi trupami, obgryzano nawet korę z drzew, a przypadki kanibalizmu nie należały
do rzadkości.
A jednak wiedza o Wielkim Głodzie nie przebiła się do świadomości społeczeństw zachod-
nich. Korespondencje Malcolma Muggeridge’a na ten temat były cenzurowane w redakcji „Man-
chester Guardian”. Para znanych socjologów Sydney i Beatrice Webb stawiała kolektywizację
oraz rolniczy system ZSRS jako wzór „nowej cywilizacji” i przykład do naśladowania
dla państw kapitalistycznych. W Hollywood natomiast nakręcono wkrótce potem film „Zorza po-
larna”, w którym sowiecki kołchoz przedstawiono idyllicznie niczym raj na ziemi.
10.3.7. Jezus - materialista, Stalin - dobra kobieta
Kiedy przed II wojną światową zbiegł do USA agent GPU Walter Krywicki, wśród swoich
rozmówców w Ameryce nie znalazł nikogo, z kim mógłby poważnie porozmawiać
o ZSRS. Sowietologia amerykańska znajdowała się bowiem w powijakach, a nowojorscy dzienni-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 257/419
karze zadawali Krywickiemu naiwne pytania w stylu: czy to prawda, że Stalin wydaje rozkazy Ko-
minternowi?
W owym czasie jeden z krajów, w których refleksja sowietologiczna była najlepiej rozwinię-
ta, stanowiła Polska. Do czołowych znawców problemu należeli m.in. wspomniany już Stanisław
Swianiewicz, Ryszard Wraga czy też Włodzimierz Bączkowski. Ten ostatni w 1938 roku opubliko-
wał znaczący szkic pt. „Uwagi o istocie siły rosyjskiej”. Podkreślając zapożyczenia Rosjan
w dziedzinie wojskowości z tradycji tataro-mongolskiej, Bączkowski pisał: „Głównym rodzajem
broni rosyjskiej, decydującym o dotychczasowej trwałości Rosji, jej sile i ewentualnych przyszłych
zwycięstwach, nie jest normalny w warunkach europejskich czynnik siły militarnej, lecz głęboka
akcja polityczna, nacechowana treścią dywersyjną, rozkładową i propagandową.”
Bączkowski zwracał uwagę na „olbrzymie wybrzuszenie w strukturze państwowej Rosji
czynników wywiadu, policji politycznej i narzędzi dywersji”, w porównaniu z którymi „armia ro-
syjska jest de facto drugoplanowym rodzajem broni rosyjskiej”.
Już pierwszy schemat organizacyjny sowieckiej bezpieki - CzeKa - zawierał Wydział Pro-
wokacji, który w ramach kolejnych przekształceń zamienił się w Biuro Dezinformacji,
zaś od 1959 roku zaczął działać jako Wydział „D” I Zarządu Głównego KGB, a od 1969 roku jako
Wydział „A” Zarządu Zagranicznego. Na skutek każdej kolejnej reorganizacji rosły znaczenie
i liczebność struktur dezinformacyjnych w ramach sowieckich służb specjalnych.
Pisząc swój tekst w 1938 roku Bączkowski nie mógł nawet przypuszczać, jakiego rozmachu
nabierze akcja dywersyjna ZSRS po II wojnie światowej. Żeby rozkładać od wewnątrz burżuazyjne
społeczeństwa świata kapitalistycznego, inspirowano i wspierano działalność wielu najróżniejszych
ruchów i ugrupowań.
Jest rzeczą obecnie powszechnie znaną, że aktywność najbardziej znanych organizacji terro-
rystycznych na świecie sponsorowana i wspomagana była przez Sowietów. Do grup potajemnie fa-
woryzowanych przez Kreml należały m.in.: La Lotta Continua, Czerwone Brygady, Baa-
der-Meinhof, Rote Armee Fraktion, IRA czy ETA. Najbardziej poszukiwani na świecie terroryści,
tacy jak Carlos czy Abu Nidal, korzystali z gościny, szkoleń i pomocy w krajach komunistycznych.
Moskwa nakręcała jednak nie tylko terror lewacki, lecz również skrajnie prawicowy. Dopiero
po otwarciu archiwów Stasi
30
okazało się np., że „Grupa Sportów Obronnych Hoffmana”, odpowie-
dzialna za wiele zamachów, m.in. za potworną eksplozję bomby podczas Oktoberfest
w Monachium w 1980 roku, była kierowana przez komunistycznych agentów z NRD.
Podobnie infiltrowany i sterowany przez moskiewską centralę był ruch pacyfistyczny, który
w krajach zachodnich potrafił gromadzić na ulicach setki milionów ludzi, protestujących najpierw
przeciwko wojnie w Korei, później przeciw amerykańskiej interwencji w Wietnamie, w końcu
zaś przeciw rozmieszczeniu amerykańskich rakiet „Pershing” w Europie Zachodniej (oczywiście
podobnych protestów nie było przeciw rozmieszczeniu rosyjskich rakiet SS-20 w Europie
Wschodniej, choć to Sowieci zaczęli, zaś Amerykanie tylko odpowiedzieli na ich krok). Zjawisko
to opisał bardzo precyzyjnie Władimir Bukowski w pracy „Pacyfiści kontra pokój”.
Z kolei w książce pt. „Czerwona kokaina. Narkotyzowanie Ameryki i Zachodu” amerykań-
ski ekspert ds. handlu narkotykami Joseph D. Douglas ujawnił długofalowe operacje dywersyjne
Rosjan i Chińczyków, których celem było rozpowszechnienie narkotyków w krajach zachodnich.
Douglas opisał zwłaszcza powiązania największych karteli narkotykowych z centralami wywia-
dowczymi państw komunistycznych. W tego rodzaju akcjach celował zwłaszcza chiński przywódca
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 258/419
Mao Tse Tung, którego ulubioną lekturą była „Sztuka wojny” Sun Tzu, i który powtarzał,
że Chińczycy powinni wziąć odwet za XIX-wieczne „wojny opiumowe” i to oni w XX stuleciu
powinni wykorzystać narkotyki przeciw swoim wrogom.
Innym rodzajem działalności komunistycznej było eskalowanie nastrojów antysemickich.
Jednym z przykładów może być przeprowadzona na przełomie lat 1959/1960 operacja „Swastyka”,
której szczegóły ujawnił zbiegły na Zachód agent KGB Rupert Sigl. Otóż pomiędzy Bożym Naro-
dzeniem 1959 a połową lutego 1960 roku zanotowano w RFN aż 833 wystąpienia antysemickie:
profanacje żydowskich cmentarzy, pomników i synagog. Mieszkający w Niemczech Zachodnich
Żydzi otrzymywali anonimowe pogróżki telefoniczne i listowne. Jednocześnie w tym samym czasie
antysemickie ekscesy miały miejsce w Londynie, Oslo, Wiedniu, Paryżu, Parmie, Glasgow, Kopen-
hadze, Sztokholmie, Mediolanie, Antwerpii, Nowym Jorku, Melbourne, Manchesterze, Atenach,
Perth, Bogocie i Buenos Aires. Najwięcej było ich jednak w RFN - łącznie, w kilkudziesięciu mia-
stach. Nic więc dziwnego, że Niemcy Zachodnie zaczęły tracić zaufanie swoich sojuszników
z NATO: w niektórych krajach zaczęto ignorować zachodnioniemieckich dyplomatów, zwalniać za-
chodnioniemieckich pracowników, wycofywać ze sprzedaży niemieckie towary czy też zrywać
kontrakty z RFN-owskimi partnerami. Wielki tytuł w „New York Herald Tribune” głosił:
“Bonn nie jest w stanie wyeliminować nazistowskiej trucizny”.
Sowieci nie poprzestawali na tego typu akcjach - swoich agentów wpływu usadawiali
też w kluczowych miejscach dla dzisiejszych społeczeństw: jako urzędników w ministerstwach,
producentów telewizyjnych, agentów literackich a nawet dostojników kościelnych.
Dość powiedzieć, że w latach 1931-1968 Dziekanem Canterbury w Kościele Anglikańskim
był Hewlett Johnson - człowiek, który po swej podróży do ZSRS w 1937 roku (w czasie najwięk-
szych czystek stalinowskich) napisał wychwalającą komunizm książkę pt. „Socjalistyczna jedna
szósta świata” (przetłumaczoną na 25 języków i wydaną w milionach egzemplarzy), który
po spotkaniu ze Stalinem powiedział, że Soso przypomina mu jego matkę: „dobrą kobietę”, który
w 1949 roku podczas procesu Krawczenki w Paryżu zeznawał, że w Związku Sowieckim
nie ma obozów pracy przymusowej, który w 1950 roku otrzymał Stalinowską Nagrodę Pokoju, któ-
ry oświadczył w końcu, że „Jezus był materialistą”, za co w Wielkiej Encyklopedii Sowieckiej po-
święcono mu więcej miejsca niż Chrystusowi.
10.3.8. Sztuczna negatywność
Oprócz „frontu zewnętrznego” istniał także „front wewnętrzny”. W państwie chanów,
a później w państwie carów i komunistycznych sekretarzy nie było miejsca dla opozycji. Pluralizm
w sprawach społecznych i politycznych był zakazany. Każdy, kto miał inne zdanie niż władca, sta-
wał się automatycznie zdrajcą ojczyzny. Ponieważ jednak tacy ludzie się pojawiali, musieli
być traktowani jak wrogowie. Wobec wroga zaś stosowano wypróbowaną taktykę tata-
ro-mongolską.
Najbardziej znanym przykładem akcji Ochrany była działalność Iwana Azefa - szefa Orga-
nizacji Bojowej Partii Socjalistów--Rewolucjonistów, a zarazem tajnego agenta carskiej policji. Je-
go działalność była jednak o tyle tajemnicza, że kierowana przez niego organizacja dokonała
m.in. udanego zamachu na ministra spraw wewnętrznych von Plehwego, który był przecież
zwierzchnikiem policji, i to w tym samym czasie, kiedy Azef pozostawał jej konfidentem. Problem
„podwójnych agentów” był zresztą stałym ryzykiem w tej pracy, dlatego aktualne pozostawało
wskazanie Sun Tzu: „infiltrujcie wszędzie swoich szpiegów”.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 259/419
W tej dziedzinie sowiecka CzeKa (oraz jej następczynie: OGPU, NKWD i KGB) przebiła
jednak Ochranę: o ile carska policja tylko stawiała swoich ludzi na czele organizacji opozycyjnych,
o tyle sowiecka bezpieka tworzyła całe takie organizacje. Najbardziej znaną tego typu akcją
(dziś można przeczytać o niej jako o wzorcowej operacji wywiadowczej na stronach internetowych
rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa) była akcja „Trust” w latach 20-tych ubiegłego stule-
cia.
Czekiści stworzyli mianowicie fikcyjną organizację antykomunistyczną o nazwie Monarchi-
styczny Związek Rosji Środkowej i kierowali nią przez pięć lat: od 1922 do 1927 roku.
Owa formacja istniała rzeczywiście w latach 1919-20, ale została rozbita przez czekistów,
a następnie przez nich reanimowana - co ciekawe, z tymi samymi ludźmi co przedtem, ale teraz
zwerbowanymi już przez Sowietów. Kierowali nią carscy generałowie Brusiłow, Zainczkowski i
Potapow, którzy w rzeczywistości wykonywali bolszewickie rozkazy. Dzięki nim Moskwie udało
się skłócić rosyjską emigrację, rozbić opozycję i dostarczyć zachodnim wywiadom fałszywych in-
formacji. Przekonano mianowicie kraje europejskie, aby nie interweniowały zbrojnie
w ZSRS, gdyż komunizm w tym kraju dogorywa, a konflikt militarny skupi jedynie naród rosyjski
wokół sowieckiego rządu, który jeśli zostanie pozostawiony sam sobie, to niechybnie upadnie.
Dzięki operacji „Trust” zostali też podstępnie ściągnięci do ZSRS, a następnie aresztowani liderzy
antykomunistycznej opozycji emigracyjnej, m.in. Borys Sawinkow, który następnie zginął, wypada-
jąc z okna więzienia na Łubiance.
Ten sam schemat został zresztą wykorzystany po II wojnie światowej do spacyfikowania
polskiego podziemia niepodległościowego, kiedy to Urząd Bezpieczeństwa stworzył fikcyjną Ko-
mendę WiN-u. Jadwiga Staniszkis na ów sposób działania wymyśliła określenie „sztucznej nega-
tywności”.
10.3.9. Po intelektualistach - telewizja
Zawrotną karierę w terminologii postmodernistycznej robi dziś słowo simulacrum. Najkró-
cej mówiąc, oznacza ona kopię bez oryginału. Takimi kopiami, które nie miały nigdy swojego ory-
ginalnego wzorca, były wielkie medialne spektakle związane z tzw. Jesienią Ludów w 1989 roku,
np. Okrągły Stół w Polsce czy Rewolucja Grudniowa w Rumunii lub też obrona Białego Domu
w Moskwie w sierpniu 1991 roku. Właściwie wszystkie one były pomyślane nie jako realne wyda-
rzenia, ale jako wielkie widowiska telewizyjne. Okrągły Stół odwoływał się do istniejącej w Polsce
tradycji polityki symboli, a jego celem - by znów użyć sformułowania Jadwigi Staniszkis - było
to, by „przełom służył zakamuflowaniu ciągłości”. Obrona Białego Domu z bohaterskim Borysem
Jelcynem na wieżyczce czołgu była jedynie faktem wirtualnym, gdyż żadnej obrony nie było,
a to z tego prostego powodu, że nie było żadnego szturmu na Biały Dom. Wydarzenie to zaistniało
jedynie na dziesiątkach milionów ekranów telewizyjnych na całym świecie.
Dość dużo wiemy już dziś - m.in. z badań przeprowadzonych przez Radu Portoca-
la - o obaleniu rządów Nicolae Caeucescu w Rumunii. W rzeczywistości doszło tam do przewrotu
pałacowego, ale po to, by nowa ekipa uzyskała legitymację społeczną, zorganizowano rewolucję.
Nieprzypadkowo jej centrum znajdowało się w głównym gmachu państwowej telewizji
w Bukareszcie. Była to bowiem „rewolucja telewizyjna”. Jak na rumuńskie warunki rozegrano
ją z iście hollywoodzkim rozmachem. Kiedy 21 grudnia 1989 roku uczestnicy demonstracji
w centrum stolicy uciekali przed atakiem czołgów, telewidzowie mieli wrażenie, że ledwie uniknię-
to masakry. W rzeczywistości chrzęst pancernych gąsienic był emitowany z wielkich głośników
na dachach domów, toteż wystarczyło kilkunastu wmieszanych w tłum agentów, którzy krzyknęli
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 260/419
„czołgi jadą!” i rzucili się do ucieczki, by ludzie wpadli w panikę. Telewidzowie mieli wrażenie au-
tentyczności wydarzenia, ponieważ demonstranci nie grali, lecz przerażeni byli naprawdę.
Podobnie z głośników na dachach bloków puszczano nagrania magnetofonowe z seriami ka-
rabinów maszynowych. Broniąc dzielnie rewolucji, żołnierze wierni Frontowi Ocalenia Narodowe-
go odpowiadali ogniem karabinowym, w wyniku czego zginęło więcej ludzi niż zastrzelono
ich za panowania Ceaucescu. Zachód przymknął oczy na mord sądowy na byłym dyktatorze
po tym, jak francuska telewizja nadała reportaż o tysiącach ofiar zamordowanych przez Ceaucescu,
których zbiorową mogiłę odkryto w Timisoarze. Po raz kolejny mieliśmy do czynienia z simula-
crum, gdyż żadnej egzekucji nie było, a trupy ze śladami sekcji zwłok zwieziono z różnych kostnic
i prosektoriów. Spektakl się jednak udał, gdyż telewidzowie weń uwierzyli.
Najlepiej udokumentowana została jednak akcja dezinformacyjna w Czechosłowacji, zwią-
zana z tzw. Aksamitną Rewolucją. Czechy były bowiem jedynym krajem, w którym powołano ofi-
cjalną komisję (tzw. Komisja 17 Listopada) zajmującą się wyjaśnieniem wszelkich okoliczności
tzw. Jesieni Ludów. Dzięki otwarciu milicyjnych archiwów udało się ustalić,
że w czerwcu 1987 roku czeskie służby specjalne rozpoczęły akcję o kryptonimie
„KLIN”. Jak stwierdził odpowiedzialny za jej przebieg wysoki oficer owych służb Miroslav
Chovanec: „celem tej akcji było hamowanie jednoczenia się opozycji i zyskiwanie wpływu
w jej szeregach, by możliwe stało się regulowane przejście do systemu pluralistycznego”.
Rok później czeska StB (Bezpieka Państwa) zaczęła tworzyć „nielegalne grupy” i wydawać
„konspiracyjne wydawnictwa”, a także powołała do życia nowy rodzaj agenta, czyli „zawodowego”
dysydenta antykomunistycznego. Jak wykazała Komisja 17 Listopada, jedną z najbardziej naszpi-
kowanych agentami organizacji „antykomunistycznych” był Klub Obroda (Odrodzenie), wchodzą-
cy w skład Karty 77. „Agentura, którą mieliśmy w opozycji, po prostu szła z tą opozycją w górę”,
zeznał później Chovanec.
Jednocześnie w samej partii komunistycznej zaczęto awansować działaczy, mających opinię
„niepokornych liberałów”, zwolenników „demokratyzacji” i przeciwników „ortodoksyjnego beto-
nu”. Najlepszym przykładem może być postać Josefa Bartonczika, w latach 1971-1988 płatnego
agenta StB, sekretarza partii komunistycznej w Brnie, późniejszego lidera ludowców.
Dr Pavel Żaczek, który już po upadku komunizmu w Urzędzie ds. Dokumentacji i Badania
Działalności StB zajmował się operacją „KLIN”, pisze: „Chodziło o stworzenie jakiegoś mechani-
zmu kontrolnego dla zakładanych negocjacji okrągłego stołu, dokładnie według modelu polskiego”.
Celem operacji służb specjalnych było więc najpierw stworzenie „antykomunistycznej” opozycji,
a później podzielenie się z nią władzą przy „okrągłym stole”. Opinia publiczna miała to przyjąć
oczywiście jako porozumienie dwóch stron reprezentujących całe społeczeństwo.
„Aksamitna rewolucja” w Czechach rozpoczęła się 17 listopada 1989 roku od brutalnie roz-
pędzonej przez milicję studenckiej demonstracji w Pradze. O terminie tej manifestacji funkcjonariu-
sze StB wiedzieli wcześniej niż jej oficjalni organizatorzy - studenci z ruchu STUHA. Demonstra-
cja 17 listopada zapoczątkowała ciąg antyrządowych wystąpień, który doprowadził w końcu
do ustąpienia władz. Iskrą, która spowodowała wybuch niezadowolenia społecznego, była rzekoma
śmierć studenta idącego na czele antykomunistycznego pochodu.
W rzeczywistości prowadzący demonstrację porucznik StB Ludvik Zifczak-Rużiczka uda-
wał martwego i został natychmiast zabrany przez karetkę MSW. Tymczasem plotka o jego śmierci
zaczęła zataczać coraz szersze kręgi i prowokować do otwartych wystąpień przeciw reżimowi.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 261/419
Warto nadmienić, że porucznik Zifczak-Rużiczka był parę miesięcy wcześniej aresztowany
przez milicję jako dysydent (co miało uwiarygodnić go w kręgach opozycji), zaś podczas samej
demonstracji dążył do tego, by skierować przemarsz studentów trasą zakazaną przez władze,
co zakończyć się musiało starciem z milicją.
Jak zeznał jeden z głównych organizatorów operacji „KLIN”, generał StB Alojs Lo-
renc - na nowego przywódcę państwa kreowany był jeden z przywódców Praskiej Wiosny
w 1968 roku, zwolennik Gorbaczowa i „socjalizmu z ludzką twarzą”, Zdenek Mlynarz. Przebywał
on na emigracji, ale został przywieziony do Pragi przez funkcjonariuszy czeskiego wywiadu. Oka-
zało się jednak, że przybył już za późno - sytuacja wymknęła się spod kontroli.
Władimir Bukowski opisuje to następująco: „Wszystko szło bardzo dobrze, zgodnie
ze scenariuszem - aż do ostatniej chwili, kiedy wśród wszystkich tych niepokojów, tuż po upadku
rządu, w Pradze pojawił się nagle Mlynarz. Miał bardzo wiele wystąpień telewizyjnych, wygłosił
przemówienie na Placu św. Wacława. Ludzie jednak buczeli i gwizdali, ponieważ rzucał tylko stare
slogany z 1968 roku. Na tym etapie nie chcieli już Czechosłowacji, nie chcieli ‘socjalizmu z ludzką
twarzą’, nie chcieli żadnego socjalizmu z żadną twarzą. Wygwizdany Mlynarz wycofał
się z gry. Ponieważ reakcja ludzi była inna od tej, której oczekiwał, po prostu obrócił się na pięcie
i powrócił do Wiednia. I nagle ten bardzo staranny, bardzo precyzyjny spisek wszedł w impas. So-
wieci nie mieli na miejscu żadnego swojego kandydata. Sprawy bardzo szybko wymknęły
się spod kontroli. Havel ze swoimi przyjaciółmi byli na miejscu i to oni zgarnęli całą pulę.”
Zwróćmy uwagę, że Władimir Bukowski stwierdził: „Sowieci nie mieli na miejscu żadnego
swojego kandydata”. Ten znany rosyjski dysydent, tuż po nieudanym puczu w Moskwie
w sierpniu 1991 roku i po objęciu władzy przez Borysa Jelcyna, wykorzystał moment politycznej
zawieruchy i dostał wgląd do archiwów Kremla. Z materiałów, z którymi się zapoznał, wynika ja-
sno, że proces upadku komunizmu był zdarzeniem wcześniej zaplanowanym w Moskwie
i przebiegał według określonego scenariusza - a właściwie kilku różnych scenariuszy w zależności
od specyfiki danego kraju (np. wariant węgierski różnił się znacznie od rumuńskiego). Według Bu-
kowskiego, jedynymi krajami, w których plan całkowicie zawiódł, były NRD i Czechosłowacja.
Wyniki swojej kwerendy w kremlowskich archiwach zawarł Bukowski m.in. w książce
„Moskiewski proces”. Jej polskie wydanie zostało w 1999 roku ostro skrytykowane na łamach „Ga-
zety Wyborczej”. Autorowi najbardziej dostało się oczywiście za rozpowszechnianie teorii spisko-
wych. Recenzent gazety radził Bukowskiemu, aby zajął się raczej „bardziej pożytecznym zaję-
ciem - pisaniem thrillerów politycznych w stylu Roberta Ludluma”. Owym recenzentem był Lesław
Maleszka, zdemaskowany dwa lata później jako wieloletni płatny agent SB.
W swoim tekście Maleszka obśmiewał m.in. przedstawioną przez Bukowskiego wersję „ak-
samitnej rewolucji” w Czechach. Tymczasem wystarczy wejść na oficjalne strony internetowe cze-
skiej policji (Policie Ceske Republiky), by w katalogu tamtejszego Urzędu Dokumentacji i Badania
Zbrodni Komunizmu odnaleźć teksty dotyczące szczegółów operacji „KLIN”, potwierdzające
prawdziwość faktów podawanych przez Bukowskiego.
Wiedza ta jest w Czechach powszechnie dostępna od roku 1994, kiedy to po raz pierwszy
opublikowano wyniki badań komisji. Co ciekawe, wiedza ta nie została upowszechniona w polskich
mediach, chociaż w Pradze akredytowanych było wielu korespondentów, a tak sensacyjny temat
powinien stanowić łakomy kąsek dla każdego dziennikarza. Dzięki temu widzowie polskiej telewi-
zji i czytelnicy polskiej prasy zostali uchronieni jednak od snucia niepotrzebnych porównań
z wydarzeniami w Czechach.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 262/419
Dopiero w świetle przedstawionych powyżej faktów staje się jasne, dlaczego Czechom bar-
dzo szybko udało się przeprowadzić lustrację i dekomunizację. Gdyby zwyciężył wariant „okrągłe-
go stołu”, do którego zasiadłaby „konstruktywna opozycja”, zapewne mielibyśmy tam do czynienia
z filozofią „grubej kreski”.
Warto dodać, że uchwalenie ustawy lustracyjnej spotkało się z gwałtownym atakiem dużej
części czeskich mediów, których publicyści wyczuwali już swąd palonych na stosie czarownic.
Ataki umilkły nagle w maju 1992 roku, kiedy dwa konserwatywne dzienniki: „Telegraf”
i „Metropolitan” opublikowały legitymacyjne fotografie wraz z danymi osobowymi 400 czeskich
dziennikarzy, którzy byli niewątpliwymi agentami bezpieki. Niewątpliwymi, czyli takimi, którzy
fakt współpracy z StB potwierdzili własnym podpisem, często na pokwitowaniu honorarium.
Wydarzenia 1989 roku potwierdzają spostrzeżenia Rogera Mucchielliego, który
już w 1971 roku w swej pracy pt. „Dywersja” pisał, że bez prasy, radia i telewizji dezinformacja
jest dziś bezsilna, gdyż „mass media są idealnym nowoczesnym narzędziem manipulowania opinią
publiczną”.
Marshall McLuhan zapytał kiedyś swoich słuchaczy: „W jaki sposób łowi się dzisiaj ludzkie
dusze? Wędką czy siecią?” Kiedy milczeli, odpowiedział: „Ani wędką, ani siecią. Wędką łowiono
w czasach Apostołów, siecią - w epoce Guttenberga. Dzisiaj natomiast wymienia się wodę. I robią
to media elektroniczne.”
Gdyby przenieść to porównanie na nasz grunt, to okazałoby się, że wędką łowili kupcy
na starożytnych bazarach, siecią intelektualiści w swoich książkach i broszurach, dzisiaj natomiast
media wymieniają nam wodę - zmieniają nam nasze środowisko naturalne, gdyż naszym środowi-
skiem w coraz większym stopniu jest przestrzeń informacyjna.
Wobec manipulacji, dezinformacji i prowokacji zadanie pozostaje właściwie jedno:
nie pozwolić im, żeby złowili nasze dusze.


10.4. Leszek Szymowski, Agentura wpływu[437], (fragmenty)
[…]
10.4.1. Na wysokie stanowiska
Coraz bardziej popularną formą działania każdego wywiadu jest tzw. agentura wpływu. —
Polega ona na osadzaniu współpracowników wywiadu na kluczowych stanowiskach
w administracji obcego państwa — tłumaczy Konstanty Miodowicz — były dyrektor Zarządu
Kontrwywiadu UOP, dziś poseł Platformy Obywatelskiej. — Taki agent wpływu podejmuje decyzje
korzystne dla wywiadu, który go zadaniuje, a nie dla państwa, w którym oficjalnie pracuje.
Największą chyba aferą związaną z „agenturą wpływu” w Polsce była tzw. sprawa Olina.
Według służb NATO, rosyjskiemu wywiadowi udało się uplasować na kluczowych stanowiskach
w Polsce pięciu agentów wpływu, którzy mieli sabotować przyjęcie do NATO państw bałtyckich:
Litwy, Łotwy i Estonii. Umożliwić miał to przepis NATO wymuszający jednomyślność decyzji.
Sprzeciw Polski wobec przyjęcia nowych członków de facto pozbawiłby ich możliwości akcesji
do Paktu, co stwarzałoby dla nich realne niebezpieczeństwo ze strony Rosji.
Podobna sytuacja wytworzyła się kilka lat wcześniej, gdy rząd Jana Olszewskiego prowadził
rozmowy na temat wycofania z Polski rosyjskich wojsk. Rozmowy zakończyły się powodzeniem
i pozostałości Armii Czerwonej — zrządzeniem losu — przestały stacjonować nad Wisłą. W czasie
negocjacji ujawniła się również rosyjska agentura wpływu, która zaczęła torpedować i same roz-
mowy, i w końcu wyjście rosyjskich wojsk. O się tej grupy interesów świadczy fakt, że jeden
z agentów wpływu — pozostający w bardzo bliskim otoczeniu Lecha Wałęsy — usiłował
go wówczas szantażować teczką „Bolka”, aby aby wymusić decyzję zapobiegającą wyjściu rosyj-
skich wojsk[…]
10.4.2. Na pasku wywiadów
Od jesieni 2007 roku mamy do czynienia z aktywnością rozmaitych obcych agentur wpływu
działających na terenie Polski. Jednym z pierwszych projektów ustaw, które rząd Donalda Tuska
wyrzucił do kosza, była projektowana zmiana mająca na celu unieważnić przedwojenne wpisy
do ksiąg wieczystych na Warmii i Mazurach. Uchwalenie takiego przepisu przekreśliłoby szanse
na odzyskiwanie przez obywateli Niemiec nieruchomości na Warmii i Mazurach, które przed wojną
należały do ich przodków. Przepisu nie uchwalono i przedwojenne księgi wieczyste ciągle mają
moc prawną. Ruszyła więc lawina niemieckich pozwów o zwrot majątków przodków. Rekordzista
— mieszkaniec Nadrenii Północnej - Westfalii — domaga się od polskiego państwa zwrotu połowy
kamienic w Olsztynie (stoją na terenie, który przed wojną należał do jego dziadka). Doprowadzi
to do tego, że większość ziemi w północnej Polsce trafi w ręce Niemców, co w przyszłości może
wywołać próby przyłączenia tych terytoriów do Niemiec. Problem istnieje, bo rząd Tuska
nie przegłosował sensownej ustawy anulującej ważność ksiąg wieczystych. Ten ewidentny
akt zdrady stanu był wielkim sukcesem niemieckiej agentury wpływu w Polsce. Warto tym bardziej
podkreślić, że dziennikarze wpływowego w Polsce pisma, którzy sekundowali Tuskowi
i krytykowali zwolenników PiS-owskiej ustawy, są stypendystami… jednej z niemieckich fundacji
działających w Polsce.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 264/419
10.4.3. Długi Gazpromu
Weźmy inny przykład: późną jesienią 2009 roku rząd Tuska zdecydował się na umorzenie
długów Gazpromu wynoszących 1,2 miliarda złotych. Zaczął również negocjować z Gazpromem
nową umowę gazową. I umorzenia długów, i nowej umowie sprzeciwiał się Lech Kaczyński.
Sprzeciwiał się do 10 kwietnia. Gdy Kaczyński zginął (a wraz z nim zginęli wszyscy przeciwnicy
umowy gazowej i przeciwnicy umorzenia długów), rząd natychmiast podjął negocjacje, których
efektem było podpisanie rażąco niekorzystnej umowy gazowej, uzależniającej Polskę na wiele
lat od dostaw rosyjskiego gazu. Długi Gazpromu oczywiście również umorzono. Skutki tej decyzji
są bardziej dotkliwe niż skutki działalności ponad 300 dyplomatów zidentyfikowanych
przez ABW w obcych ambasadach.
[…]
Szkoda, że w raporcie Bondaryk nie poinformował opinii publicznej o działalności agentury
wpływu. Ale być może wynika to z tego, że musiałby wówczas opisać wielu kolegów z rządu, ad-
ministracji i parlamentu.


10.5. Wiktor Suworow, Gównojady, [w:] GRU
[…]
Omawiając rozmaite rodzaje agentów, czyli obywateli wolnego świata, którzy
w ten czy inny sposób sprzedali się GRU, nie można pominąć jeszcze jednej ich kategorii, najbar-
dziej ze wszystkich obrzydliwej. Choć monografia o ambicjach naukowych nie powinna ustosun-
kowywać się w sposób emocjonalny do omawianego tematu, tutaj jednakże rozgrzesza określenie,
jakiego wobec wspomnianych osobników używali między sobą wszyscy oficerowie radzieckiego
wywiadu.
Określenie owo brzmi „gównojad” (gawnojed), a skąd się wzięło nie sposób już dzisiaj
dojść, używane było od zawsze i wszędzie, niezależnie od ustroju i położenia geograficznego pań-
stwa, a dotyczyło członków wszelkiej maści Towarzystw Przyjaźni ze Związkiem Radzieckim,
działaczy organizacji pacyfistycznych (z ruchem na rzecz jednostronnego rozbrojenia na czele), zie-
lonych i innych postępowych radykałów. Oficjalnie nie można ich było zakwalifikować jako agen-
tów, gdyż nikt ich nie werbował, oficjalnie też wszyscy przedstawiciele Związku Radzieckiego byli
wobec nich uprzejmi i przyjacielscy, ale prawda jest inna: gównojad to gównojad i nikt tego
nie zmieni.
Oficerowie GRU i KGB zazwyczaj szanowali swoich agentów. Motywy ich działania były
jasne: albo przymus (np. szantaż), albo chęć wzbogacenia lub pragnienie mocnych wrażeń.
To wszystko jest normalne. Poza tym agenci ryzykują: jeśli wpadną, to nie będzie ani gotówki,
ani podniecającego dreszczyku emocji tylko długie lata nudy za kratkami albo nawet kara śmierci.
Natomiast motywy postępowania gównojadów były dla każdego obywatela Związku Radzieckiego
całkowicie niezrozumiałe.
W Związku Radzieckim każdy marzył, żeby znaleźć się za granicą — gdzie, to sprawa dru-
gorzędna (mogła być nawet Kambodża). Kiedy Rosjanin chce powiedzieć, że coś jest naprawdę do-
bre — mówi: „To jest zagraniczne”. Nie jest ważne skąd albo jakiej jest jakości — jest zagraniczne,
a więc dobre. A tu nagle człowiek znajduje takiego przyjaciela Związku Radzieckiego, który
ma wszystko (od żyletek Gillette po perfumowane prezerwatywy), który może wszystko kupić
w sklepie (nawet banany), a który wychwala pod niebiosa Związek Radziecki.
Jest to tak patologiczne, że jedynym właściwym określeniem był „gównojad”.
Pogarda, jaką oficerowie GRU i KGB żywili wobec takich osobników, nie oznaczała natu-
ralnie, że nie wykorzystywali ich gdzie i jak się dało, i to absolutnie nie zważając
na ich bezpieczeństwo (w przeciwieństwie do bezpieczeństwa agentów). Gównojady robili wszyst-
ko — nawet przychodzili na spotkania do tak nie rzucającego się w oczy miejsca jak radziecka am-
basada.
Nikt ich nie werbował, bo i po co — i tak robili, co im się kazało. Zwykle chodziło o jakieś
drobiazgi: informacje o sąsiadach, współpracownikach czy znajomych, czasem o zorganizowanie
przyjęcia z udziałem kogoś interesującego GRU. Po przyjęciu GRU oficjalnie takiemu dziękowało
i kazało zapomnieć o wszystkim. Gównojad to dobrze wychowany osobnik — zapominał wszystko
i to natychmiast, ale GRU nigdy nie zapomina…
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 266/419
Z czasem wielu gównojadów się ustatkowało. Osobnicy ci, zamieniwszy porwane dżinsy
na garnitury od najlepszych krawców, zasiadają obecnie w gustownie urządzonych gabinetach, pia-
stując często wysokie funkcje państwowe.
Nie pamiętają już „szlachetnych” porywów młodości, lecz tylko do czasu.
[…]


10.6. Marek Jan Chodakiewicz, Czerwona pedagogika w USA[438]
Przeglądałem właśnie jedno ze swoich pudeł i wpadł mi w rękę dokument
z zamkniętych ponownie archiwów postsowieckich, a dokładniej z archiwum Kominter-
nu, ze zbioru Dymitrowa (Fond 495, opis 73, dieło 164). „Kratkie swiedienija
o 15-ti obszcziestwiennych diejatielej SSzA, proisojediniawszychsia w wozzwaniju
60-ti,” z 21 lutego 1942 roku to raport z operacji przeprowadzonej w USA przez wywiad
sowiecki za pomocą miejscowej kompartii. Chodziło o to aby apel poparcia dla Stalina
i sowieckiego wysiłku zbrojnego opracowany w Moskwie przez niemieckich komuni-
stów publicznie poparli prominentni Amerykanie niemieckiego pochodzenia.
Niewiele z tego wyszło, ale autor raportu wymienia osoby, które inicjatywę poparły
i na które Kreml może zawsze liczyć. Wśród tych przyjaciół Sowietów wyróżnia
się profesor Franz Boas, antropolog z Uniwerstretu Columbia. „Popierał Związek Sowiecki,
KP USA, oraz ruch robotniczy (…) podczas trudnego okresu 1939-1940”. Boasowi
nie przeszkadzał więc pakt Ribbentrop-Mołotow, po którym wielu liberałów
94
i postępowców odsu-
nęło się od komunistów, a szeregi kompartii znacznie się skurczyły.
Franz Boas był ojcem teorii multikulturalizmu. Przybył do USA pod koniec XIX wieku
z Niemiec, gdzie doskwierała mu atmosfera antyżydowskości. W nowym kraju zamieszkania
wnet doszedł ze smutkiem do wniosku, że elita amerykańska (tzw. White Anglo-Saxon Protestants
— WASPs) jest zbyt chrześcijańska i zbyt patriotyczna, a przy tym zbyt pewna swoich wierzeń, po-
stawy i kultury. Powodowało to dyskomfort u Boasa. Twierdził, że miało to też negatywny
wpływ na psychikę wielu nowo przybyłych do USA imigrantów, którzy doświadczali dyskryminacji
ze strony protestancko i narodowo nastawionych warstw przywódczych i ludowych Ameryki, pod-
kreślających swoje zachodnio- i północnoeuropejskie korzenie. Większość nowych emigrantów
wywodziła się natomiast wtedy z południowej, środkowej i wschodniej Europy (Włosi, Polacy,
Słowacy, Węgrzy, Rusini, Żydzi i inni) i była wyznania katolickiego, prawosławnego,
bądź mojżeszowego.
Boas w związku z tym uznał, że w USA należy stworzyć system bez dominującego para-
dygmatu kulturowego. Wszystkie kultury powinn być traktowane jednakowo („równo”). Naturalnie
na straży tolerancji systemu multikulturowego miał stanąć on i jemu podobni ateiści i moralni rela-
tywiści. Jednym słowem chodziło o wprowadzenie nihilizmu pod płaszczykiem „równości”
i zastąpienie tradycyjnej elity nową warstwą panującą.
Boas nie miał recepty na krwawą rewolucję, nie wstąpił też najpewniej do kompartii,
ale był bezpartyjnym bolszewikiem. Jak wielu postępowcom i liberałom
94
, było mu po drodze
z komunistami. Widział w nich siłę destrukcyjną skierowaną przeciwko tradycyjnemu ładowi. Ko-
muna w rozumieniu postępowców działa jako buldożer urawniłowki. Na takiej pustyni, pozbywszy
się konkurencji Boas i inni postępowcy mogliby dopiero zabrylować. Budować nowy, wspaniał
świat powszechnej równości pod swoją batutą.

94
liberałów — w rozumieniu anglosaskim. Nie kontynentalnym. Czyli antyliberałów. Radykalnych, komunizujących
socjaldemokratów. Prof. Marek Jan Chodaliewicz nie przetłumaczył z angielskiego. Przepisał w wersji nieprzetłuma-
czonej (przyp. G. R.)
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 268/419
To jest właśnie główne źródło poparcia różowych intelektualistów dla czerwonych. Wystar-
czy poszukać analogii w propozycjach intelektualnych komunistów i postępowców. Kontrast
i porównywanie. I zestawienie ich z sowieckimi propozycjami. Z amerykańskimi intelektualistami,
a szczególnie organizacjami profesjonalnymi pedagogów, wyszło tak jak z Wandą Wasilewską
i Związkiem Nauczycielstwa Polskiego przed wojną: czerwona wierchuszka z kremlowskimi agen-
tami wpływu oraz użytecznymi różowymi idiotami. Podkreślmy, że zysk z kolaboracji
miał być wspólny, mimo, że naturalnie w takich warunkach największa korzyść przypada najsilniej-
szemu, czyli Moskwie.
Zacznijmy od Sowietów. Najpierw wykładnia teoretyczna. Tow. Lenin napisał: „nasza spra-
wa jest sprawą międzynarodową i tak długo jak we wszystkich krajach – włączając to nawet naj-
większe i najbardziej cywilizowane – rewolucja nie wygrała, tak długo nasze zwycięstwo pozostaje
połowiczne, a może nawet mniej niż to”. Ale nie każdy kraj był gotowy na rewolucję
i nie w każdym kraju komuna mogła taką rewolucję sama zacząć. Szczególnie dotyczyło to Stanów
Zjednoczonych. Dlatego odwoływano się do służb specjalnych i tak zwanych przedsięwzięć aktyw-
nych (aktiwnyje mieroprijatija; active measures).
KGB-ista Jurij Biezmienow wyjaśnił, że przedsięwzięcia aktywne to „powolny pro-
ces (…), aby zmienić percepcje rzeczywistości u każdego Amerykanina do tego stopnia, że mimo
bogactwa informacji, nikt nie będzie zdolny wywieść z tego sensownej konkluzji aby bronić siebie,
swich rodzin, swoich społeczności, a także swojego kraju. Jest to potężny proces prania mózgów,
który posuwa się bardzo powoli”. Jego zadaniem jest podminować kulturę społeczeństwa w taki
sposób aby obywatele zaczęli kwestionować swoją własną historię oraz system wartości, na których
oparta jest ich cywilizacja. W żargonie KGB to „demoralizacja”.
Jeśli chodzi o generalną metodę to — uzupełnia oficer CIA Kent Clizbe – ze względu
na amerykańską naiwność, „większy sukces odnosiło raczej odwoływanie się do serca
niż do rozumu” (Kent Clizbe, „Willing Accomplices: How KGB Influence Agents Created Political
Correctness, Obama’s Hate-America-First Political Platform, and Destroyed America” — Andemca
Publishing, Ashburn, VA, 2011). Następnie utworzono sieć organizacji-przykrywek zajmujących
się a to pomocą dla biednych, a to oświeceniem niewykształconych, a to przysposobieniem bezro-
botnych. I odpowiednio wszystko tłumaczono.
Żona jednego z najzdolniejszych sowieckich propagandzistów, Williego Münzenberga, wy-
jaśniła, w jaki sposób otumania się społeczność docelową: „Nie popierasz Stalina. Nie nazywasz
się komunistą (…). Nie wzywasz ludzi, aby popierali Sowiety. Nigdy. Pod żadnym pretekstem.
Udajesz niezależnego idealistę. Tak naprawdę to nie rozumiesz o co chodzi w polityce, ale uważasz,
że biednych i słabych ludzi traktuje się łajdacko. Wyznajesz otwartość (…). Przeraża cię rasizm,
prześladowanie robotników (…). Wierzysz w pokój. Łakniesz porozumienia między narodami.
Nienawidzisz faszyzmu. Uważasz, że kapitalizm jest skorumpowany. I powtarzasz
to raz po raz i jeszcze raz, stale. I nic więcej nie mówisz. Nic więcej” (Stephen Koch, „Double
Lives: Stalin, Willi Münzenberg and the Seduction of Intellectuals” — Enigma Books,
New York, NY, 1994).
Oprócz agentów świadomych rekrutowano nieświadomych, tzw. użytecznych idiotów. Naj-
bardziej prominentnych zapraszano do Sowietów. Paul Hollander nazwał ich „politycznymi piel-
grzymami”. Część z nich to naiwniacy, ale inni doskonale wiedzieli, o co chodzi. Guru postępowej
pedagogiki profesor John Dewey z Uniwersytetu Columbia (Teacher’s College) odwiedził
„Kraj Rad” w 1928 roku. Doświadczył potiomkinowskiej przygody i wszystko mu się podobało,
szczególnie „wspaniały rozwój postępowych ideii edukacyjnych i praktyk pod troskliwymi rządami
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 269/419
bolszewickimi” (the marvelous development of progressive educational ideaes and the practices
under the fostering care of the Bolshevist government — w: John Dewey, „Impressions of Soviet
Russia and the Revolutionary World”, New Republic, Inc., New York, 1929).
Inny guru edukacyjny to professor George S. Counts również z Uniwersytetu Columbia
(Teacher’s College). Counts nie znał rosyjskiego, ale przyjęto go na uczelnię jako sowieckiego
„eksperta”. I wybrał się w podróż do Sowietów, wrócił zachwycony, publikował mnóstwo
o bolszewickim postępie, między innymi dzieło „Czy szkoła ośmieli się zbudować nowy porządek
społeczny?” („Dare the School Build a New Social Order?” — The John Day Company,
New York, 1932), gdzie propagował „przymus i indoktrynację” (imposition and indoctrination)
w stosunku do uczniów aby osiągnąć postępowe cele. A naturalnie były one antywolnorynkowe,
oparte na walce klas i ras oraz – dla niepoznaki – na radykalnym indywidualiźmie (ale tylko
w sensie wyzwania dla tradycyjnego ładu). Podkreślmy: do dziś w pedagogice amerykańskiej
nie ma większych autorytetów niż Dewey i Counts.
Jeden z sowieckich szpiegów i członek amerykańskiej kompartii Louis Budenz stwierdził,
że „aby podminować państwo takie jak USA, jedną z najważniejszych rzeczy jest infiltracja syste-
mu edukacyjnego” (Louis F. Budenz, „The Techniques of Communism” — Henry Regnery Compa-
ny, Chicago, IL, 1954). Oficer FBI W. Cleon Skousen wymienił kilkadziesiąt celów komunistycznej
dywersji w USA. Jednym z najważniejszych było „przejąć kontrolę nad szkołami. Użyć ich jako
pasyów transmisyjnych dla socjalizmu i bieżącej propagandy komunistycznej. Osłabić program na-
uczania. Przejąć związki nauczycielskie. Umieścić linię partii w podręcznikach”. Następnie należa-
ło „wyeliminować modlitwę oraz jakąkolwiek formę religijną w szkołach na podstawie tego,
że narusza to doktrynę »rozdziału Kościoła od państwa«”. I w końcu „podkreślić potrzebę wycho-
wania dzieci poza negatywnymi wpływami rodziców. Winić tłamszący wpływ rodziców
za uprzedzenia, kłopoty mentalne, oraz spowolnienie umysłowe dzieci” (W. Cleon Skousen,
„The Naked Communist” — Ensign Publishing Company, Salt Lake City, UT, 1958).
Dzisiaj cele są podobnie, a ponieważ po rewolucji kontrkulturowej lat sześćdziesiątych le-
waccy radykałowie opanowali większość instytucji, szczególnie uniwersytety, chodzi przede
wszystkim o „utrwalenie władzy ludowej”. Oto filozofia Curry School of Education
przy prestiżowym University of Virginia: „historia naszego programu podyplomowego w dziedzinie
podstaw społecznych sięga 1970 roku, ale jesteśmy podłączeni pod szersze pole badań, które zosta-
ło pioniersko zaorane w Teacher’s College przy Uniwersytecie Columbia w latach trzydziestych.
Dzisiaj obejmuje ono większość prominentnych uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych. Podob-
nie jak John Dewey, George S. Counts, oraz Harold Rugg, upieramy sią przy tym aby nasza działal-
ność edukacyjna była oceniana zarówno pod kątem wyników społecznych, jak i pedagogicznych.
(http://curry.virginia.edu/academics/areas-of-study/social-foundations).
Wystarczy prześledzić obrady i rezolucje jednego z największych związków nauczycielstwa
amerykańskiego — Narodowego Zrzeszenia Edukacyjnego (National Education Association – NE-
A) — aby zobaczyć niesamowitą synchronizację dzisiejszych amerykańskich pedagogów
ze starymi sowieckimi celami dywersyjnymi w stosunku do USA. NEA popierała usunięcie religii
ze szkoły – udało się; w 2011 roku NEA udało się nawet zbić próbę wprowadzenia tzw. chwili ci-
szy, aby te dzieci, które chcą, mogły się w sercu pomodlić. No i naturalnie są próby wprowadzenia
przymusowej edukacji dzieci od chwili narodzin. Chodzi tutaj o jak najwcześniejsze pozbawienie
rodziców wpływu na dziecko. Z tych samych powodów zrzeszenie opowiada się za edukacją seksu-
alną oraz możliwością podawania środków antykoncepcyjnych dzieciom w szkole bez wiedzy ro-
dziców. Oprócz tego NEA daje odpór amerykańskiemu patriotyzmowi i kulturze, sprzeciwiając
się oficjalnemu ustanowieniu angielskiego jako języka państwowego oraz popierając darmową
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 270/419
i wielokulturową edukację dla nielegalnych emigrantów (www.nea.org). To tylko taki mały prze-
gląd. Jak skomentował konserwatywny obserwator, NEA oparte jest na „wściekłej nienawiści
do kapitalizmu oraz na stałym, bezkrytycznym podziwie dla socjalizmu” (Samuel L. Blumenfeld,
„NEA: Trojan Horse in American Education” — The Paradigm Company, Boise, ID, 1984).
Od trzech pokoleń za publiczne pieniądze sączy się w głowy młodych Amerykanów lewac-
ką truciznę. Powoli, bardzo powoli. Ale ze skutkiem. Może jeszcze nie śmiertelnym. Takie pogro-
bowe zwycięstwo Sowietów. A może nie pogrobowe? Lenin wiecznie żywy.


10.7. Mateusz Matyszkowicz, Jak polec w czasie wojny bez ofiar[87]
Informacja jest bronią. Co więcej, w podręcznikach wywiadu można przeczytać
o „informacji niszczącej”, czyli takiej, która osłabia struktury przeciwnika lub dezorganizuje
ich działanie. Celem walki jest niszczenie. Używa się do tego informacji. Jeśli więc chcemy wy-
grywać lub przynajmniej nie chcemy, żeby nas zniszczono, zepchnięto lub unieszkodliwiono, mu-
simy nauczyć się panować nad informacją. Tą, która od nas wychodzi, i tą, która do nas dociera.
Czy ktoś w naszej części świata toczy wojnę? Większość powie, że nie. Ale to nieprawda.
Trwa wojna informacyjna.
Celem każdej wojny jest zneutralizowanie przeciwnika. Środki do tego są różne. Tradycyjna
wojna, czyli wojna energetyczna, toczy się na polach bitewnych przy użyciu broni konwencjonal-
nej lub niekonwencjonalnej. Wojnę informacyjną można prowadzić wszędzie, a jej broń jest trudno
uchwytna.
Wojna energetyczna toczy się w sposób jawny. Do prowadzenia wojny informacyjnej
zaś nikt się nie przyzna. Jak więc można mówić w ogóle o jej istnieniu? Skąd czerpać
o niej informację, aby nie popaść w manię prześladowczą i inne tego typu ekstrema? Kiedy
trwa tradycyjna wojna, wszyscy o niej wiemy. Widzimy śmierć i zniszczenie. Tu widać niewiele.
10.7.1. To wojna trwa
Ale, po pierwsze, wojna informacyjna wcale nie jest czymś nowym ani wymyślonym
w umysłach, które w naszych czasach szukają spisków. Tak naprawdę jest ona równie tradycyjna
jak ta, która na co dzień uchodzi za zwykłą, i toczona od tysięcy lat.
Za każdym razem, kiedy człowiek poszukiwał danych o przeciwniku, przetwarzał
je, podsuwał własne informacje, często fałszywe, zakrzywione, mylące. Jak Rzeczpospolita wygrała
pod Grunwaldem, jeśli nie za pomocą pozorowanego ruchu i zmyłki? I jak Polska zdołała pokonać
bolszewików, jeśli nie dzięki świetnemu nasłuchowi? Zarówno mylenie przeciwnika,
jak i zdobywanie prawdziwych o nim informacji, są elementami wojny informacyjnej.
Wojny informacyjne toczą między sobą prywatne osoby, prywatne firmy, korporacje.
Ale też trwa ona cały czas między państwami. Twórcy III RP próbowali nam wmówić,
że coś takiego nie istnieje, że polityka międzynarodowa opiera się na sympatiach
i ich poszukiwaniu. Zupełnie ignorowano przy tym fakt, że o układzie sił międzynarodowych decy-
dują interesy i że są one brutalnie realizowane przez większość państw.
Dziwne jest to o tyle, że w sprawach wewnętrznych politycy postsolidarnościowi chętnie
używali narzędzi wojny informacyjnej. Sprawa słynnej „szafy Lesiaka” jest tego najlepszym przy-
kładem. Inwigilacja i dezorganizacja prawicy to znakomity przykład użycia wojny informacyjnej
w relacjach wewnętrznych. A w zewnętrznych? W tym samym czasie tolerowano istnienie wojsko-
wych służb specjalnych w stanie niezmienionym od czasów Układu Warszawskiego, z oficerami
przeszkolonymi w ośrodkach sowieckich, których lojalność względem państwa polskiego pozosta-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 272/419
wiała wiele do życzenia. Trzeba było likwidacji WSI i powołania nowych służb, aby na jaw wyszła
skala nadużyć, których się dopuszczano.
Ludzi zaś, którzy wtedy publicznie mówili o sprzecznych interesach, o informacyjnej walce
i konieczności prowadzenia asertywnej polityki informacyjnej, traktowano jak oszołomów, wielbi-
cieli UFO i zwolenników tezy, że Elvis nadal żyje.
10.7.2. Broń informacyjna
Informacja jest bronią. Co więcej, w podręcznikach wywiadu można przeczytać
o „informacji niszczącej”, czyli takiej, która osłabia struktury przeciwnika lub dezorganizuje
ich działanie. Celem walki jest niszczenie. Używa się do tego informacji.
W zasadzie informacja jest wszystkim. Wszystko to, co widzimy, czego doświadczamy,
wszystko, co znajduje się w naszym zasięgu, przetwarzamy jako informację. Wszystko,
co do nas dociera i od nas wychodzi, jest informacją. Jeśli więc chcemy wygrywać
lub przynajmniej nie chcemy, żeby nas zniszczono, zepchnięto lub unieszkodliwiono, musimy na-
uczyć się panować nad informacją. Tą, która od nas wychodzi, i tą, która do nas dociera. Wymaga
to od nas sporej elastyczności i uwagi. A przede wszystkim sprawnie działających służb państwa.
Przeprowadźmy teraz pewne ćwiczenie, zupełnie w oderwaniu od rzeczywistości
i bez ferowania jakichkolwiek wyroków.
Załóżmy, że w naszym interesie jest przeprowadzenie gazociągu z jednego państwa
do drugiego, pomijając dotychczasowe państwa tranzytowe oraz ograniczając ich swobodny dostęp
do morza. Jakich argumentów użyjemy i dróg perswazji? Czy będziemy mówili
o tym wprost? Ależ oczywiście, że nasza postawa będzie jak najbardziej przyjacielska. I nawet
przywódcę pominiętego państwa przyjmiemy z serdecznością i wykonamy wiele gestów. W naszym
interesie będzie przedstawiać się jako strona najmniej agresywna, najmniej żądająca, najbardziej
otwarta.
To oczywiste, że podnoszone zastrzeżenia będziemy uznawać za niepotrzebne pieniactwo,
że wykorzystamy każdy rozdźwięk między wypowiedziami polityków owego państwa. Będziemy
robić także inne rzeczy. Ot, zawsze można wesprzeć najbardziej skrajne środowiska, te krzyczące
najbardziej, i jeszcze podsuniemy im mnóstwo argumentów, w tym taki, że całość zaplanowali ko-
smici. Niech to mówią, niech krzyczą, niech światli ludzie widzą, jak bardzo zarzuty przeciw
nam skierowane są niedorzeczne i niegodne cywilizowanego człowieka. Nie dawajmy się.
10.7.3. Cele wojny
Celem wojny informacyjnej, jak powiedzieliśmy, jest dezorganizacja przeciwnika, dopro-
wadzenie do stanu, w którym nie będzie on podejmował racjonalnych decyzji, na wysokich stano-
wiskach znajdą się niekompetentni ludzie, w przetargach wygrają najgorsze firmy. Mamy jeden
cel: realizacja naszego interesu. Jeśli ktoś stoi mu na przeszkodzie, skutecznie sparaliżujmy jego
działania.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 273/419
Będziemy popierać wszystko, co przeciwnika osłabia. Mamy choćby świetnie opisaną pro-
wokację służb specjalnych przeciw kardynałowi Wyszyńskiemu. Otóż w czasie, gdy trwał Sobór
Watykański II, grupka tajnych współpracowników bezpieki na uczelniach katolickich wystosowała
specjalny list do Świętego Oficjum, w którym zarzucono prymasowi nie tylko autorytarny
styl zarządzania, lecz także herezję maryjną. Następnie dokonano kontrolowanego wycieku infor-
macji o tym liście do francuskiej prasy katolickiej. Ta chętnie opublikowała informację. Następnie
polska prasa reżimowa mogła spokojnie opublikować przedruki z prasy francuskiej. Polski czytel-
nik mógł dzięki temu się dowiedzieć, jak bardzo postępowa (choć katolicka) prasa na Zachodzie
krytykuje polskiego prymasa, jak bardzo jest on ciemny i niepostępowy, jak bardzo urąga przyjętym
standardom. A wszystko miało jeden cel. Doprowadzenie do spadku autorytetu głowy polskiego
Kościoła i sparaliżowanie jego działań w trakcie obrad soborowych. W tym czasie kard. Wyszyński
optował bowiem za potępieniem przez Sobór ideologii komunistycznej. Komuniści nie bali
się wprawdzie ogni piekielnych, ale utrudnienia sytuacji w postępującej komunizacji krajów kato-
lickich.
Na tym przykładzie bardzo wyraźnie widzimy, jak silną bronią jest informacja, jak wiele
od niej zależy i jak krętymi drogami można doprowadzić do realizacji własnych celów.
Zarzuty przeciw Wyszyńskiemu fachowiec od wywiadu nazwałby dziś „informacją niszczą-
cą”. Osłabienie autorytetu przywódcy, a co za tym idzie, uniemożliwienie realizowania przez niego
misji, to fachowo „wprowadzenie błędnych algorytmów do działania przeciwnika”.
Sięgać daleko nie trzeba. Możemy też przywołać wizytę Lecha Kaczyńskiego w Gruzji. Pol-
ski prezydent zaprosił do ogarniętej wojną Gruzji przywódców państw naszego regionu.
Ich wspólna wizyta doprowadziła z kolei do umiędzynarodowienia konfliktu i uniemożliwiła Rosji
przedstawiania całej sytuacji jako jej wewnętrznego problemu. Mieliśmy tu wzorcowe zderzenie in-
formacji dwóch stron. Narracja, która była forsowana przez Rosjan, została skonfrontowana
z narracją inną, tą, którą światu chcieli przekazać prezydenci.
Informacją niszczącą może być nawet dowcip. Jego siła jest ogromna. Jest taka anegdota
o Napoleonie i trzykrotnym podnoszeniu przez niego podatków. Za pierwszym razem szef policji
powiedział, że ulica szemrze. Nic się nie dzieje - uspokajał cesarz. Za drugim razem ulica szemrała.
Cesarz również nie był tym specjalnie zaniepokojony. Natomiast, gdy dowiedział się, że ulica
się śmieje, nie pozostało mu nic innego, jak tylko powiedzieć: „No to jesteśmy skończeni”.
Innym, bardzo skutecznym narzędziem jest polityka historyczna. Spełnia ona podwójne za-
danie. Z jednej strony mobilizuje nasze własne zasoby. Motywuje ludzi i nadaje ich działaniom
sens. Sprawia, że zdolni są oni do poświęceń. Z drugiej strony, może ona skutecznie demobilizować
szeregi przeciwnika i osłabiać jego pozycję międzynarodową.
Polityka historyczna to wielka broń, której nie można się wyrzekać. Jeśli nie będziemy
jej prowadzić na własny rachunek, staniemy się przedmiotem oddziaływania polityki innego pań-
stwa. Czyż nie jest wymyślna i godna uwagi broń, którą nazywa się polityką ekspiacji?
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 274/419
10.7.4. Wojna dotyczy nas wszystkich
Wojna ma to do siebie, że angażuje nie tylko żołnierzy. Nie uda się tylko dlatego, że mamy
dobrą armię, świetnych żołnierzy i zdolnych dowódców. Wygranie wojny jest możliwe wtedy,
gdy obywatele naszego własnego państwa będą się identyfikować ze zwycięstwem. To dlatego ar-
mia zawsze dbała o dobrą propagandę we własnym kraju. To dlatego w czasie wojen najczęściej
wprowadza się cenzurę.
Wojna informacyjna - ta, która toczy się cały czas i która zwykle nie pociąga za sobą
ofiar śmiertelnych, jest szczególnie trudna do prowadzenia w kraju demokratycznym.
Tam, gdzie panuje wolność słowa i media są niezależne od władzy… Problem polega jednak
na tym, że w Polsce mamy niewiele mediów naprawdę niezależnych, większość chętnie wpisuje
się w politykę informacyjną rządu. A mimo to w prowadzeniu wojny informacyjnej jesteśmy wyjąt-
kowo słabi.
Co sprawia, że jesteśmy tak miękcy, że tak łatwo dajemy sobie narzuć obcą argumentację,
że tak trudno jest zmobilizować nas w sprawach dla państwa najważniejszych - takich jak polityka
energetyczna, śledztwo smoleńskie, modernizacja armii… O wiele łatwiej przyszło to rządowi
w sprawach gospodarczych. Był on w stanie narzucić narrację o Zielonej Wyspie (to też element
wojny informacyjnej, właściwie zgodny z naszymi interesami międzynarodowymi).
Nie ma natomiast woli w dalszym prowadzeniu skutecznej i mobilizującej polityki historycznej,
brakuje woli i zdolności w forsowaniu polskiej podmiotowości w Europie.
Odpowiedź na to pytanie wydaje się następująca. Owszem, w demokracji trudno prowadzi
się wojnę informacyjną w interesie kraju. Ale jeszcze trudniejsze jest to w kraju oligarchicznym.
Państwo demokratyczne potrafi przekonać obywateli do działania w jego interesie. Interes państwa
jest bowiem tożsamy z interesem obywateli. W państwie oligarchicznym natomiast interesy poli-
tyczne idą nie po myśli wszystkich obywateli, ale niewielkiej ich grupy.
Jest jeszcze jedna sprawa. Ta wąska grupa ludzi, która potrafi zarządzać ogólnymi nastroja-
mi, sama została wychowana w postawach dość służalczych. Sama w pewnym sensie jest ofiarą
wojny informacyjnej. Tych ludzi wychowano w przekonaniu, że w polskiej kulturze i w polskim
systemie zachowań niewiele jest postaw godnych przekazywania, że Polska jest obciachem i wcale
nie jest najważniejsza.
Przez prawie 50 lat komunizmu bano się, że ów system jest tylko zamrażarką, a po jego oba-
leniu odżyją te wszystkie postawy, o których uczono się, że są polską zmorą. Kiedy więc komunizm
upadł, robiono wszystko, aby modernizacja ekonomiczna i techniczna szły w parze
z tzw. modernizacją obyczajową.
To zupełnie unieszkodliwiło na długie lata myślenie w kategoriach polskiego interesu. Cze-
go bowiem bronić i o co zabiegać, skoro to wszystko marność, obłuda i zaściankowość. Lepiej pod-
łączyć się gdzieś, roztopić w czymś cywilizacyjnie lepszym.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 275/419
Skoro zaś nie chce się Polski bronić, to i brakuje chętnych na to, by wziąć udział
w tej wielkiej grze, jaka toczy się w naszej części Europy. Jej celem jest odbudowa rosyjskiej strefy
wpływów i osiągnięcie maksymalnych korzyści ze zintegrowania interesów rosyjskich
z niemieckimi. I znów, jednym z narzędzi jest informacja.


10.8. Wiktor Suworow, Klęska. Rozdział 6. Socjalizm w jednym kra-
ju?[224] (fragment)
ZSRR znajduje się w kapitalistycznym otoczeniu.
Zderzenie między światem socjalizmu i kapitalizmu jest nieuniknione. (…) Leninizm
uczy, że kraj socjalistyczny, wykorzystując sprzyjającą sytuację międzynarodową, powinien i musi prze-
jąć inicjatywę ofensywnych działań wojennych przeciwko kapitalistycznemu otoczeniu w celu posze-
rzenia frontu socjalizmu.
(…) W tych warunkach hasło Lenina „na obcej ziemi bronić własnej” może w każdej chwili zmienić
się w działania praktyczne.
dyrektywa Głównego Zarządu Propagandy
Politycznej Armii Czerwonej 15 maja 1941
95
.
Świat socjalizmu rozrzucił swe komórki rakowe po całym świecie, obdarowując
ZSRR dziesięcioleciami wyniszczającej „pomocy”. Ostatnie trzydzieści lat władzy sowieckiej
to w istocie klasyczne uosobienie polityki „mrożonego gówna”, podtrzymywania i konserwacji niezdol-
nego do życia systemu kosztem przerażającego marnotrawienia majątku narodowego Rosji
96
.
1
W kapitalizmie człowiek eksploatuje człowieka.
A w socjalizmie — odwrotnie.
Przez tysiące lat ludzie marzyli o równośc, braterstwie i szczęściu. Ale próby urzeczywist-
nienia tych marzeń, nie wiadomo dlaczego, zawsze kończyły się spustoszeniem, powszechnym sza-
leństwem i zdziczeniem, rozpasaniem tłumu, wielką krwią, triumfem łajdaków.
W 1917 roku w drogę poszukiwania szczęścia dla wszystkich wyruszyła Rosja.
Problem polega na tym, że na tej drodze, jak na oblodzonej górze, nie można się zatrzymać.
Pędzi się do końca. Do powszechnego szczęścia.
Przywódcy socjalistycznego zamachu Lenin i Trocki bardzo wyraźnie rozumieli, całkiem
pewnie i kategorycznie oświadczali, że nie można zbudować szczęśliwości w jednym oddzielnym
państwie. Bodowa powszechnego szczęścia jest możliwa tylko w skali świtowej. Państwo socjali-
styczne powinno albo zginąć, albo skierować cały świat na ścieżkę socjalizmu.
Logika nie do przebicia: jeżeli robotnicy i chłopi zdobyli władzę w jednym kraju, jeżeli
wprowadzili u siebie szczęśliwe życie, to staje się ono przykładem dla robotników i chłopów reszty
świata. Oni też spróbują obalić władzę kapitału w swoich państwach. Ale burżuje za nic nie zechcą
rozstać się z władzą, oddać swoje pałace i narabowane skarby.

95
Rosyjskie Centrum Przechowywania i Badania Dokumentów Historii Najnowszej,
dział 88, rejestr 1, teczka 898, karta 21.
96
„Litieraturnaja gazieta”, 20 listopada 1996.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 277/419
Żeby zapobiec rewolucji we własnych krajach, burżuje będą musieli zniszczyć Republikę
Radziecką — pierwszą wysepkę robotniczego szczęścia w światowym oceanie nieszczęścia i łez.
Istnienie Republiki Radzieckiej obok państw imperialistycznych przez dłuższy
czas jest nie do pomyślenia. Ostatecznie albo jedno, albo drugie zwycięży
97
.
Lenin i Trocki widzieli ratunek dla Rosji Radzieckiej tylko w światowej rewolucji: jeżeli
upowszechnimy socjalizm na całym świecie, to robotnicy i chłopi na całym świecie nie będą mieli
więcej wrogów, nikt wtedy nie będzie porywał się na ich wolność i lepszy los.
Właśnie dlatego Lenin i Trocki podejmowali wielokrotnie próby rozpętania rewolucyjnych
wojen w Europie i Azji. Stworzyli Komintern — sztab światowej rewolucji. Uważali wojnę między
Rosją i resztą świata za nieuniknioną, przygotowywali się do tej wojny, rozniecali ją i podżegali
do niej.
Niektórzy wodzowie rewolucji nigdy nie wyleczyli się z rewolucyjnego romantyzmu.
Z głów innych przywódców ten romantyzm uleciał bardzo szybko. A jeszcze inni na tę dolegliwość
nigdy nie cierpieli. Tylko udawali.
Ale wszyscy mieli ten sam problem: socjalizm w jednym państwie długo istnieć nie może.
I w grupie państw również. Należało nim w jakiś sposób zainfekować cały świat.
Ku temu jest wiele powodów.
Jeden z nich: w normalnym kraju gospodarką rządzi zażarta konkurencja. Przetrwa tylko
ten, kto jest zdolny do wytwarzania najlepszych towarów w dowolnych wymaganych ilościach
po najniższych cenach. Dlatego każdy właściciel fabryki musi wstrzymać dopiero
co zorganizowaną produkcję bardzo dobrych żelazek i garnków, spodni i szelek, samochodów
i traktorów, a zamiast nich zaczynać produkcję towarów jeszcze lepszej jakości. Kto się spóźni
o dzień, splajtuje. Przy tym każdy właściciel fabryki musi walczyć nie tylko z konkurentem
z miasta po sąsiedzku, ale i z tym, który coś tam modernizuje na wyspie Hokkaido, i z tym, który
coś wymyślił w nowej fabryce na przedmieściach Mediolanu.
A w kraju socjalistycznym cała gospodarka znajduje się pod kontrolą państwa, czyli
pod kontrolą rządu, czyli pod kontrolą urzędników, czyli pod kontrolą biurokracji. Konkurencja
przy takim układzie jest niemożliwa z założenia. Nie jest tu nikomu potrzebna.
Jeżeli w państwie nie ma brutalnej walki o nieustanne nowości. o jakość produkowanych
towarów, o obniżkę kosztów, to wówczas na rynku międzynarodowym produkty „Made
in DDR” czy „Made in USSR” nie wywołują zachwytu. Wtedy państwo socjalistyczne musi alebo
handlować surowcami, albo sprzedawać swoje liche i przestarzałe towary poniżej kosztów.
Coś jeszcze: Właściciel fabryki ryzykuje własne pieniądze i fabrykę. Jeden
błąd czy po prostu pech (światowy kryzys czy na przykład kataklizm) i wypadasz z biznesu, zwal-
niając miejsce dla mądrzejszych, sprytniejszych, obrotniejszych lub po prostu mających więcej
szczęścia. Żadnych wyjaśnień nikt nie wymaga i nie przyjmuje.

97
W Lenin, Dzieła wybrane, Książka i Wiedza, Warszawa 1949-1975.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 278/419
W socjalizmie biurokrata nie ryzykuje własnych pieniędzy. Wszystko należy do państwa,
czyli do nikogo konkretnie. Za niewłaściwą decyzję biurokratę mogą skarcić, a mogą
i mu wybaczyć, nie widząc błędu. Albo starając się nie zobaczyć. Najważniejsze to złożyć przeło-
żonemu sprawozdanie. Można błędną decyzję przedstawić jako słuszną czy nawet jedyną możliwą.
Przełożeni przecież też odpowiadają za błędy podwładnych. Więc ci wyżej postawieni mają inte-
res, żeby błędów tych maluczkich nie zauważać. A jak zauważą, będą kryć.
98

Jeżeli produkujemy towary, których jakość daleko odbiega od światowych standardów,
i jeszcze sprzedajemy je po cenach dumpingowych, to nie możemy swoim robotnikom zapewnić
wysokiego standardu życia. I wtedy klasa robotnicza państwa socjalistycznego zaczyna zwracać
uwagę na to, jak się żyje nieszczęsnym uciśnionym proletariuszom w zgniłym kapitalizmie. Bardzo
szybko ze zdziwieniem zauważa dziwne rzeczy i zaczyna stawiać niewygodne pytania…
Co ma zrobić biedny wiejski rzemieślnik, skoro może wytwarzać tylko drogi
chłam, ale nie jest w stanie wznieść się do poziomu sąsiada, który robi dobrze, szybko i tanio?
Tu są dwa wyjścia.
Pierwsze: Ogłosić bankructwo i spróbować nauczyć się nowego zawodu, chociażby pasać
świnie.
Drugie: Jakoś zaszkodzić sąsiadowi, żeby jego produkcja była równie marna i droga.
W ostateczności — podpalić konkurentowi warsztat. Dobrze też samego go złapać w ciemnym za-
ułku i zdzielić po cichu siekierą.
Co mają począć mądrzy przywódcy wielkiego państwa, którzy stworzyli niezdolny do życia
system ekonomiczny socjalizmu? Co zrobić, jeżeli ich gospodarka nie może sprostać konkurencji
z krajami rozwiniętymi, jeżeli nie jest zdolna zapewnić ludności możliwego do przyjęcia poziomu
życia?
Przywódcy mają dwa wyjścia.
Pierwsze: Przyznać, że ich droga jest błędna, ogłosić bankructwo. I zająć się pasaniem świń.
Drugie wyjście…
Problem tylko polega na tym, że konkurenci to cały świat.

98
Prawo Murphy’ego stanowi, że jeszcze nigdy żaden urzędnik nie został ukarany za to, że czegoś nie zrobił. Urzędnik
może zostać ukarany tylko za to, co zrobił. Dlatego wszyscy biurokraci unikają jak ognia działań konkretnych. Nato-
miast lubują się w działaniach pozornych. Przy próbie ukarania za działanie pozorne biurokracie łatwiej jest dowieść,
że on tego, za co ma zostać ukarany, nie zrobił. Biurokracja jest jak pies ogrodnika. Karze człowieka
za podejmowanie pewnych określonych czynności. Zobowiązuje się te czynności robić za człowieka. I z tego zobo-
wiązania się nie wywiązuje. To dotyczy każdej biurokracji. Ze specsłużbami włącznie (przyp. G. R.)
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 279/419
2
Są dziewczynki na telefon.
Są chłopcy na telefon.
I są profesorowie na telefon. Profesorowie lekkich obyczajów. Zbierają się w okolicach
Ogrodu Aleksandrowskiego
99
i placu Łubieńskiego. To jeden z rodzajów sługusów Kremla.
A więc profesorowie na telefon zgodnie przekonują, że Lenin i Trocki byli fanatykami świa-
towej rewolucji. Nie tylko teoretykami, ale i praktykami.
Tak było jednak, dodają, już na początku tal 20., gdy władzę w Rosji radzieckiej zagrabił
sobie Stalin. Skoncentrował w swoich rękach nieograniczone kompetencje. Stalin zrezygnował
z idei światowej rewolucji. Budował socjalizm w jednym kraju… A zatem nie zamierzał nikogo na-
jeżdżać.
Brzmi przekonująco.
Dla tych, którzy nie czytali Stalina.
Ale nie czytając Stalina, można zrozumieć, że argument dotyczący socjalizmu w jednym
kraju jest kulawy. Stalin rzeczywiście budował socjalizm w jednym kraju. I na początku
lat 30. socjalizm zbudował. Ten punkt programu Stalin wykonał. Co zamierzał zrobić dalej?
Oto jest pytanie.
Tu mi zaprzeczają, że w Związku Radzieckim nie było żadnego socjalizmu. Była totalna
władza biurokracji i tajnej policji. Były łagry. Masowa eksterminacja ludzi. Zamknięta granica.
Hordy donosicieli. Głód. Brak wszystkiego. Pięciokilometrowe kolejki. Czy to jest socjalizm?
To jest socjalizm.
Prawdziwy.
Socjalizm według towarzysza Marksa to równość. Drogę do równości Marks wskazał wy-
raźnie: zlikwidowanie własności prywatnej.
Stalin kontynuował wielkie dzieło Marksa-Lenina-Trockiego, zlikwidował własność pry-
watną. Całą własność zrobił wspólną. Oddał ją pod kontrolę pańtwa. Czyli pod kontrolę struktur
państwowych. Czyli pod kontrolę urzędników. Czyli biurokracji.
A pięciokilometrowe kolejki to był bezpośredni skutek biurokratycznej (czyli socjalistycz-
nej) metody zarządzania gospodarką. I łagry — nieunikniona konsekwencja tych metod. A gdzie
podziać tych maluczkich, którzy sprzeciwiają się państwowemu kierowaniu gospodarką, czyli
sprzeciwiają się socjalizmowi, sprzeciwiają się sprawiedliwości i równości?

99
Ogród Aleksandrowski ciągnie się wzdłuż zachodniego muru Kremla (przyp. tłum.).
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 280/419
Tych trzeba reedukować. Pracą. Łagry właśnie nazwano karnymi obozami pracy.
Zresztą Marks nie obiecywał ludowi życia bez panowania biurokracji, rozstrzeliwań, głodu,
chłodu i kolejek. Czytajcie jego dzieła. Szukajcie takich obietnic. Kopcie, nie znajdziecie! Obiecy-
wał łagry. I usilnie zalecał.
Stalin postępował zgodnie z testamentem Marksa i Lenina. Zapewniając szczęśliwe życie
ludom własnego kraju, patrzył w przyszłość. Najważniejsze dla niego: jak zachować uzyskaną wol-
ność i zdobyte szczęście?
Oto plan Stalina: „Projekt proponuję zamiast hasła Zjednoczonych Stanów Europy hasło fe-
deracji oderwanych i odrywających się od statemu imperialistycznego republik radzieckich rozwi-
niętych państw i kolonii, walczących o światowy socjalizm ze śwaitowym systemem kapitalistycz-
nym”
100
.
3
Stalinowi nie wystarczała sama Europa. Potrzebował socjalizmu na skalę światową. Droga
do szczęścia jest prosta: odrywać od systemu kapitalistycznego tak kraje rozwinięte (nie tylko euro-
pejskie), jak i kolonie, kierować je na drogę socjalizmu i łączyć w federację, która będzie prowadzi-
ła walkę o zwycięstwo w skali światowej.
[…]

100
Przemówienie na zebraniu aktywu partii leningradzkiej organizacji WKP(b) 13 lipca 1928 roku.


10.9. Marcin Wolski, Kompleks polski[439] (za zezwoleniem Autora)
Jakiś czas temu za polski problem numer jeden uznałem naszą „niewymiarowość”. Jesteśmy
za mali na mocarstwo, ale za duzi, aby pogodzić się z rolą pionka przesuwanego na mapie albo zgo-
ła z niej strącanego. Mamy z tym problem my, ale mają również ci, którzy te pionki przesuwają,
używając do tego czasem nagiej siły, a częściej samych Polaków. Warto zauważyć, że ostateczna li-
kwidacja I Rzeczypospolitej nastąpiła w momencie, kiedy mogliśmy zerwać się z owej podwójnej
smyczy dzierżonej w Petersburgu i Berlinie.
Nie nastąpiło to od razu – kolejne fazy „ostatecznego rozwiązania” poprzedzała trwająca
blisko wiek akcja propagandowa. Celowała w niej Rosja, ale Prusy nie pozostawały daleko w tyle.
Trzeba było wmówić światu, a przy okazji Polakom, że sami nie potrafimy sobą rządzić,
że nie ma wyjścia z zaklętego kręgu naszych kompleksów narodowych, z ciemnoty i zacofania.
Przez 300 lat słyszeliśmy, że albo jesteśmy „chorym człowiekiem Europy”, albo w najlepszym razie
„państwem sezonowym”, stałym zarzewiem konfliktów – z informacją na zewnątrz: „Spokój panuje
w Warszawie” i wewnątrz: „Żadnych marzeń, panowie!”. To przeciw nam stworzono Święte Przy-
mierze i dopiero kłótnia w rodzinie, czyli Wielka Wojna, dała nam szansę ponownego wybicia
się na niepodległość.
Przy różnych narodowych mankamentach nie opanowaliśmy sztuki autopromocji, będąc
w XVI w. realnym mocarstwem, największym terytorialnie państwem europejskim, żywiącym na-
szym zbożem zachodnioeuropejskich głodomorów. Nie potrafiliśmy tego sprzedać (rzadkim wyjąt-
kiem polskie poselstwo gubiące w Italii złote podkowy!).
10.9.1. Rzeczpospolita tolerancji
Obcy widzieli u nas głównie błoto i kurne chaty, przysłaniające magnackie rezydencje,
klasztory, uczelnie itp. W wiekach powszechnej nietolerancji nasza nadzwyczajna tolerancja była
towarem niechodliwym. I co z tego, że staliśmy się ziemią obiecaną dla Żydów z całej Europy.
Wszędzie tępieni, u nas mieli autonomie, uczelnie, własny samorząd. Podobnie innowiercy
nie płonęli w naszym kraju na stosach, tylko pospołu z katolikami piastowali najwyższe urzędy,
a Rzeczpospolita była dobrowolną unią dwojga narodów, z demokracją, o jakiej na naszym konty-
nencie od czasów starożytnej Republiki Rzymskiej trudno było marzyć. Zapewne wówczas
w oczach obcych były to bardziej wady niż zalety, wszędzie tężał absolutyzm, tępiono dysydentów,
szermowano karą śmierci…
Wiek później, kiedy koniunktura się zmieniła, jeden proces za czary i jeden antyprotestancki
tumult (w Toruniu) wystarczył, aby przyprawić Polakom gębę nietolerancyjnych obskurantów.
A narodowy zryw – konfederacja barska – została uznana za wykwit polskiego ciemnogrodu (nie-
omal taki XVIII-wieczny PiS).
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 282/419
Tyle że powyższa wykładnia wynikała ze świadomej roboty mocarstw ościennych. Poczyna-
jąc od Piotra I, na rzecz przyszłego zaborcy działała cała rzesza „agentów wpływu”, których rola
za Katarzyny II niebywale wzrosła. Były tam takie znakomitości jak Wolter, który u siebie przed-
stawiał się jako zwolennik wolności, jednak za najlepsze rozwiązanie dla wschodniej Europy uwa-
żał oświecony absolutyzm. Rozbiór Polski uznał za ochronę wolności religijnych dysydentów.
Szczególnie wymownie brzmi w tym kontekście opinia o armii rosyjskiej, która w ocenie francu-
skiego filozofa „miast pustoszyć, wzbogacała kraj, będąc tam dla opiekowania się tolerancją”.
Równie znamienny jest list, który napisał do swojego protektora Fryderyka Wielkiego:
„Mówią, Sire, że to Pan poddał pomysł rozbioru Polski – i ja tak sądzę, ponieważ
znać w tym geniusz”.
10.9.2. Zacofani wobec świata
Na co Fryc odpowiadał, mówiąc o losie swoich nowych poddanych: „Będę się starał bied-
nych tych Irokezów oswoić z cywilizacją Europejską”. No i cywilizował.
Z oporami za to szło „cywilizowanie” Polaków od wewnątrz – mimo nacisków Stanisława
Augusta, króla Europejczyka, który nawet na koronację nie dał się ubrać w strój sarmacki
i przedstawił dokument z uzasadnieniem lekarskim tej niemożności (sic!).
Metoda zawstydzania i wrabiania nas w kompleksy niższości nie udawała się. Najlepsze
pióra szły w sukurs tradycji – krytykowali cudzoziemszczyznę twórcy od Zabłockiego (w „Fircyku
w zalotach”) po Mickiewicza i Fredrę. Wystarczy wspomnieć Hrabiego Horeszkę czy Papkina, po-
stacie wybitnie groteskowe i ośmieszane.
Upadek kolejnych powstań zaowocował refleksją krakowskiej szkoły „stańczyków”, upatru-
jących klęski Polski w winach własnych, zacofaniu i anachronicznym ustroju, na dalszy
plan odsuwając zmowę zaborców. Święcący sukcesy pozytywizm, uosabiany w realnej polityce
przez margrabiego Wielopolskiego, głosił, że dla Polaków można zrobić wiele, z Polakami – nic.
Ale co można było robić w dobie Kulturkampfu czy twardej rusyfikacji
ery Apuchtinowskiej?
Spuścizna zaborów, mimo sukcesu Czynu Niepodległościowego, przeniosła
w XX w. garb narodowych kompleksów. Wzmocniła przekonanie że „nikt nie jest prorokiem
we własnym kraju”, „sukces można odnieść tylko za granicą”, a zdanie obcych ma większy rezo-
nans niż swoich. Pogłębiała się też opinia o polskim zacofaniu wobec świata.
Oczywiście, emigrujący Polacy, przeważnie biedni i niewykształceni, nie stanowili najlep-
szej rekomendacji naszego narodu w Stanach Zjednoczonych.
A sąsiedzi? Cała działalność niemiecka polegała na urabianiu opinii o II Rzeczypospolitej
jako o „państwie sezonowym”, a Sowieci po wybuchu wojny i „czwartym rozbiorze” ustami Moło-
towa mówili o „pokracznym bękarcie traktatu wersalskiego”.
10.9.3. Wielcy niedocenieni
Gigantyczny wysiłek militarny Polaków na wszystkich frontach, w tym udział w bitwie
o Anglię, Monte Cassino, Normandię czy złamanie kodu Enigmy, nigdy nie został należycie doce-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 283/419
niony. Ileż powstało filmów o konspiracji i walce Francuzów, Włochów czy Czechów, nie mówiąc
o Żydach… Fenomen największego podziemnego państwa w historii czy heroizm Powstania War-
szawskiego doceniają nieliczni polonofile, tacy jak Norman Davies. Nawet niedawny supertriumf
Solidarności prowadzący do upadku komunizmu coraz częściej okazuje się zbiorowym dziełem
Gorbaczowa, berlińczyków, którzy obalili mur, i innych zniewolonych narodów.
Z pewnością są tu i nasze krajowe winy – pięć dekad bez suwerenności, przyjęta
przez zwycięski obóz po roku 1989 koncepcja pokojowej transformacji bez zwycięzców
i zwyciężonych. W dodatku nie należy zapominać, że mamy niewielki wpływ na to, co się kręci
w Hollywood czy pokazuje w CNN.
Tymczasem agenci wpływu na usługach naszych przeciwników, jak za czasów Woltera,
działają, odgrywają od zawsze wielką rolę w mediach, ruchach alternatywnych, a rewolucja kontr-
kulturowa lat 60. otworzyła im drogę do kręgów nauki, kultury, a nade wszystko władzy.
Nie dziw, że praca nad kompromitowaniem Polaków na zewnątrz i zawstydzenie wewnątrz
trwa. Tym bardziej że paliwa dostarczają ich „uszy i oczy z kraju” oraz użyteczni idioci
lub zaślepieni karierowicze.
Nakłada się to na trwający od stuleci spór tych, którzy piszą dla pokrzepienia serc,
i tych, którzy dbają, aby krwawe blizny nie zarosły błoną podłości. W niedawnych czasach
był to konflikt o miejsce w lekturach szkolnych Sienkiewicza i Gombrowicza, trochę wcześniej
PRL-owskie boje między zwolennikami „bohaterszczyzny”, których bronił płk Załuski,
a kpiarstwem z narodowej tromtadracji, ucieleśnianym przez żarty Mrożka. Póki jednak
spór miał charakter intelektualny i ograniczał się do elity, można było nawet uznać jego płodność.
Gorzej, gdy doszło do podziału na Polaków i „polactwo”, zwolenników i przeciwników narodowej
tradycji, tych co pilnują krzyży i tych gotowych je deptać…
Przez jakiś czas możliwości działań antypolskich osłabiał Jan Paweł II, ale obecnie
nie mamy takiego autorytetu. Wewnątrz rozszalały się żywioły, których siły naiwnie
nie przewidzieliśmy, a zewnątrz… Cóż, nadal jesteśmy cierniem i przeszkodą na drodze
do hegemonii paru potęg w imię modernizacji i postępu. Przeszkadzamy mocarstwom próbującym
urządzić świat na własną modłę i salonom, które je wspierają i z nich żyją.
Naszą bronią jest nasza świadomość – wiemy, o co idzie gra, jak się to odbywa i dokąd
prowadzi. Mamy to przerobione, a co istotne, znaczna część społeczeństwa pozostaje uodporniona
na „zjadłe trucizny”. Mówi się, że Pan Bóg musiał być w kiepskim humorze, wyznaczając
nam miejsce pomiędzy Rosja i Niemcami, ale przecież z jakiegoś powodu jednak umieścił
w tym miejscu właśnie nas.


10.10. Tomasz Szczepański, Inteligencja kompradorska[440]
(za zezwoleniem Autora)
Kraje Trzeciego Świata znały zjawisko burżuazji kompradorskiej czyli pośredniczącej. Była
to grupa przedsiębiorców pochodzących z kraju uzależnionego, których zasadniczą cechą było silne
powiązanie lub wręcz uzależnienie od kapitału kraju kolonizującego. Powiązanie to miało głównie
charakter ekonomiczny, chociaż tworzyły się również powiązania polityczne. Taki lokalny przed-
siębiorca pośredniczył między burżuazją kolonizatorów lub ich administracją a narodem uzależnio-
nym. Jego ekonomiczna siła wynikała z sukcesu jego mocodawcy. Obsługując interesy kolonizatora
(wnosząc do spółki z nim np. swoje nazwisko) przedsiębiorca kompradorski powodował powstanie
między nimi ekonomicznych więzi. Gdy tracił kolonizator, tracił i on — tym właśnie burżuazja
kompradorska zawsze różniła się od burżuazji narodowej krajów Trzeciego Świata, która prowadzi-
ła interesy na własny rachunek.
W dzisiejszej Polsce obserwujemy zjawisko do pewnego stopnia analogiczne. Dotyczy
ono głównie inteligencji. Powstaje w naszym kraju nieliczna, ale wpływowa warstwa inteligencji
kompradorskiej.
Jej powstanie spowodowały trzy zjawiska. Po pierwsze — wyjątkowa rola inteligencji
w kraju (drugi obok Kościoła czynnik sprawujący „rząd dusz”). Jest ona elementem zabiegów każ-
dego czynnika zewnętrznego. (Przypomnijmy tylko zabiegi komunistów po 1945 roku.) Pozyskanie
pewnej części polskiej inteligencji to uchwycenie poważnego przyczółka wpływów na stan rzeczy
w kraju.
Po drugie — systematyczna degradacja tej warstwy spowodowana i ubóstwem materialnym,
i utratą prestiżu. Zubożenie jest oczywiście efektem złego stanu państwa, którego
nie stać na wysokie płace w sferze budżetowej. Jednak w sytuacji nagłego wzrostu dochodów
z biznesu, ubóstwo inteligenta jest bardziej widoczne i powoduje więcej frustracji. Ekipy rządzące
po 1989 roku lansując wzorzec biznesmena (W naszych warunkach często o korzeniach nomenkla-
turowych i przestępczych), jako podstawowy wzór zachowań społecznych popełniły błąd. Jeżeli
sukces finansowy jest jedyną miarą wartości człowieka, to inteligent, wbrew pozorom, także może
coś sprzedać temu, kto najlepiej zapłaci - a mianowicie siebie. Tym najlepiej płacącym,
z obiektywnych przyczyn, nie może być państwo polskie.
Po trzecie — kryzys wartości w społeczeństwie postkomunistycznym. System komunistycz-
ny pozostawił dużą grupę ludzi przyzwyczajonych do tego, że nic od nich nie zależy
i do podporządkowania się innym. Widoczne to było nawet w działalności niektórych opozycjoni-
stów - wielu z nich traktowało swoje działanie wyłącznie jako „dawanie świadectwa”, a nie jako
przygotowanie się do walki o władzę. Niewiara w możliwość bycia samodzielnym ułatwia psycho-
logicznie przyjęcie propozycji protektora. Dodajmy, że część z tej grupy nawykła nie tylko
do protektoratu, ale i do jego zmiany. Komunizm rozbił tradycyjne poczucie lojalności w stosunku
do państwa oraz myślenie w kategoriach interesu narodowego i racji stanu. Niektóre formy oporu
przeciw dyktaturze komunistycznej w Polsce nie sprzyjały odbudowie tych wartości. W kraju, który
kilkakrotnie omal nie zginął z powodu braku armii, spontanicznie powołano organizację zwalczają-
cą nie tyle deformacje w LWP, co samą ideę wojska. Liczące się autorytety stawiały dezertera
za wzorzec ideowy. Przedstawione wyżej środowiska inteligenckie, pozbawione wystarczającej lo-
jalności w stosunku do państwa i narodu, są materiałem do wzięcia dla protektora, który zapewni
im status materialny i społeczny. Iluż widzieliśmy byłych komunistów, którzy w latach osiemdzie-
siątych masowo odwiedzali Kościoły otrzymując tam wsparcie duchowe i paczki. A w momencie,
gdy te ostatnie przestały być potrzebne - zaczęli akcentować groźbę klerykalizmu w kraju,
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 285/419
w którym nigdy nie było wojen religijnych. Najpierw byli wierzącymi komunistami, później prak-
tykującymi katolikami, obecnie są zaprzysięgłymi Europejczykami publicznie lżącymi
swój kraj. Kim będą jutro? Mogą być wszystkim, bo w gruncie rzeczy są niczym.
Ten stan mentalny jest dopiero potencjalną możliwością zaistnienia relacji kompradorstwa.
Potrzebny jest jeszcze protektor dysponujący możliwościami finansowymi. W naszej konkretnej sy-
tuacji istnieje ryzyko, że protektorem tym będą Niemcy pod postacią agend państwowych
lub organizacji pozarządowych.
Celem takiego działania nie ma być zrobienie z niektórych grup inteligenckich Niemców,
jak w wypadku grup pogranicza, tylko ich materialnie uzależnienie od ośrodków niemieckich po-
przez wytworzenie między nimi sieci powiązań. Między taką inteligencją a znanymi z praktyki
KGB „agentami wpływu” istnieje różnica polegająca przede wszystkim
na tym, że agent wie, że nim jest. Przedstawiciele inteligencji kompradorskiej, np. polscy naukowcy
pracujący na etatach opłacanych z niemieckiej fundacji, mogą być szczerze przekonani,
że przyczyniają się do europeizacji kraju — powiedzmy — zakładając niemiecką placówkę nauko-
wą w średniej wielkości mieście wojewódzkim na Śląsku czy Pomorzu. I nie czują się winni,
gdy w tym samym czasie padnie polski państwowy instytut w tym mieście.
W ciągu ostatnich lat powołano w Polsce cały szereg fundacji i stowarzyszeń, które istnieją
tylko dzięki pieniądzom zagranicznego sponsora. Stworzone przez nie miejsca pracy dla bardzo
wielu inteligentów są nie tylko pewnym źródłem utrzymania, ale i gwarancją pozycji społecznej,
a także formą promocji politycznej. Kim byłby organizator np. sesji naukowej, na którą zaprasza
naukowców, polityków, dziennikarzy i wyrabia sobie nazwisko przydatne później w kampanii wy-
borczej, gdyby nie miał europejskiego sponsora. Byłby nauczycielem albo bibliotekarzem w Domu
Kultury.
Nie oznacza to, że każdy inteligent jest skłonny do uwzględnienia każdego życzenia sponso-
ra. Oznacza to, że wytworzono mechanizmy do zaistnienia takiej właśnie sytuacji.
Dobrze jest, że kwartalnik zajmujący się historią Warmii i Mazur drukuje artykuł niemiec-
kiego naukowca, który stara się nas przekonać, że Polacy na tych ziemiach przed 1945 rokiem
to nieporozumienie, bo trzeba poznać różne - nawet absurdalne - punkty widzenia. Dobrze
też, że w tym samym numerze jest artykuł ukazujący, że raczej nieporozumieniem jest wyrażony
wyżej pogląd. Nasuwa się jednak pytanie - czy w sytuacji, gdy cały kwartalnik jest finansowany
przez jedną z niemieckich fundacji, istnieje możliwość - powiedzmy - eliminacji tekstów polskiej
strony sporu i czy redakcja zdołałaby się takim naciskom oprzeć?
Helsińska Fundacja Praw Człowieka zaprotestowała przeciwko likwidacji nielegalnie zbu-
dowanych pomników Wehrmachtu — czczących armię, a nie poszczególne ofiary wojny. Fundacja
ta korzysta z niepolskich środków finansowych i marny prawo zapytać, czy oba te fakty pozostają
ze sobą w związku, a jeśli tak, to w jakim?
Powyższe przykłady można mnożyć, lecz nie o to przecież chodzi, ale o samo zjawisko.
Na sukces inteligencji kompradorskiej składa się też intelektualna zależność sporej części
polskiej inteligencji od warszawki, tzn. od powiązanych ze sobą silnym układem towarzyskim
grup inteligencji warszawsko-krakowskiej uznanych za autorytety byłej opozycji demokratycznej
(symbolem tej formacji jest Adam Michnik). Warto zauważyć, że ci ludzie już w czasach swojej
działalności opozycyjnej przyzwyczaili się do zależności od zachodnich elit politycznych. Do tego
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 286/419
środowiska kierowany był największy strumień pomocy. Miało też ono ułatwiony dostęp
do zachodnich mediów. Z tych lat pozostała potęga materialna i potęga autorytetu pozwalająca tak-
że na wydawanie opinii, z którą musi się liczyć każdy, kto chce funkcjonować w życiu publicznym
jako inteligent. Potęga autorytetu, towarzyska siła salonu jest także elementem rzeczywistości poli-
tycznej i dlatego zasadne jest pytanie, za czyje pieniądze odbywa się dziś „bal u senatora”.
Zjawisko inteligencji kompradorskiej jest potencjalnym niebezpieczeństwem dla duchowej
suwerenności kraju, co w ostatecznym rachunku oznacza także zagrożenie suwerenności politycz-
nej.
Alternatywą dla niego nie powinien być jednak izolacjonizm, choć hasła izolacjonistyczne
są zrozumiałe w pierwszym odruchu. Państwo powinno uwzględniać to zjawisko i przeciwdziałać
mu różnymi środkami, zwłaszcza prawnymi. Potrzebna jest taka regulacja działania obcych instytu-
cji w naszej infrastrukturze kulturalnej, aby przewaga finansowa sąsiada nie mogła
być wykorzystana przeciwko nam. Przed problemem tym mogą stanąć także inne kraje naszego re-
gionu. Nasze przeciwdziałanie winno być jednak prowadzone środkami nie powodującymi samo-
izolacji.


10.11. Witold Gadowski: Rebus doktora Globke
Sporo mówi się o niezależności dziennikarzy, o tym, że wolne media są gwarantem demokra-
cji. Tak? Co zatem powiecie na umieszczenie w mediach kilkudziesięciu agentów
UOP, a potem ABW? O kadrowych oficerach, udających dziennikarzy, już nie wspomnę.
Dziś jeden z odkrytych przeze mnie współpracowników
WSI, strasznie ambitny swego czasu „dziennikarz śled-
czy”, zamilkł. Inny przeszedł do public relations.
W czasie, kiedy ministrem koordynatorem
służb specjalnych był pan Wassermann, zwróciłem
mu uwagę, że nadszedł czas najwyższy, aby wycofać
z mediów choćby najbardziej skompromitowanych agen-
tów.
Efekt? – Pan Wassermann bardzo mnie znielubił.
Oj, można o tym opowiadać godzinami.
Postanowiłem jednak, co jakiś czas ujawnić wam jednego gagatka.
Nie będzie jednak lekko.
Za każdym razem będzie rebusik i dopiero jak solidnie pokojarzycie fakty, to znajdziecie rozwiąza-
nie.
A więc rebusik pierwszy:
Przypomnijcie sobie postać pułkownika Lesiaka. Był jak doktor Hans Globke w Reichu. Globke
służył Trzeciej Rzeszy, a potem zbierał materiały kompromitujące polityków dla kanclerza Konrada
Adenauera.
Lesiak, esbek wybroniony ponoć przez Kuronia, zbierał haki na prawicę dla środowisk ówczesnej
Unii Wolności. Nie tylko zbierał, ale także dopuszczał się prowokacji, dezintegrował, napuszczał
jednych na drugich i kompromitował.
Do wielu zadań potrzebni mu byli dziennikarze.
Grupa Lesiaka ma wielkie osiągnięcia na polu kinematografii, beletrystyki i „dziennikarstwa
śledczego”. Ludzie wysługujący się grupie Lesiaka do dziś bezczelnie pracują w mediach i często
pouczają innych.
Do zasług bandy Lesiaka należy zaszczucie mecenasa Andrzeja Kerna (pamiętacie
film „Uprowadzenie Agaty” wyreżyserowany przez współpracującego z SB Marka Piwowskiego
i łzawy serial miłosny córki senatora Kerna, serial, któremu łamów udzieliła „Gazeta Wyborcza”?),
sprokurowanie tzw „teczki Kaczyńskiego” i prawdziwy majstersztyk – wykreowanie Anastazji P.

fot. sxc.hu
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 288/419
Pamiętacie „Erotyczne immunitety”?
I pytanie – kto był prawdziwym autorem tego dzieła? Ciepło, ciepło, blisko…
Ponoć zadowolony Lesiak pękał ze śmiechu, czytając taką „literaturę”.
Macie pierwszego.
Czekam na rozwiązanie rebusu.
Autora prawidłowej odpowiedzi zapraszam na dobrą kawę do „Noworola”.
Poczujemy się, jak bohaterowie akcji bezpieki z lat osiemdziesiątych.


10.12. Raport dla premiera Jana Olszewskiego, Wydział Studiów Gabine-
tu Ministra Spraw Wewnętrznych, koniec maja 1992 r. (fragmenty)
Głównym spoiwem komunistycznego państwa były tajne służby. Spełniały one dwojaką ro-
lę. Z jednej strony inwigilowały i zniewalały społeczeństwo w imieniu totalitarnego państwa,
z drugiej — służyły ścisłemu podporządkowaniu Polski ościennemu mocarstwu. Trzeba pamiętać,
iż Związek Sowiecki kierował i kontrolował cywilne i wojskowe służby specjalne PRL, także
po 1956 roku.
Skuteczna próba odejścia od komunizmu w pierwszej kolejności musi oznaczać ujawnienie
i przecięcie stworzonych przez poprzedni system niejawnych powiązań wewnątrz społeczeństwa,
jak i w relacjach Polski ze światem zewnętrznym. Jest to bezwzględnie konieczny warunek utrzy-
mania pełnej niepodległości kraju oraz powodzenia programu przekształceń ustrojowych. Niespeł-
nienie tego warunku stawia kraj wobec trojakiego typu zagrożeń:
1. Zagrożenie wewnętrzne — gdy stwarza możliwość postkomunistycznym ugrupowaniom poli-
tycznymi środowiskowym wielkiego biznesu, które korzeniami tkwią w byłej nomenklaturze,
paraliżowania państwa — pośrednictwem nieujawnionej agentury służb specjalnych
PRL. W przychylnej koniunkturze międzynarodowej oba te środowiska nie zawahają
się użyć tego rodzaju instrumentu dla odzyskania dominującej roli w państwie
2. Zagrożenie zewnętrzne — agentura ta może być instrumentem penetrowania, a nawet ograni-
czania niezawisłości Polski przez inne państwa, szczególnie przez Rosję. Prawdopodobne
jest podjęcie próby utworzenia alternatywnych siatek agenturalnych, działających po-
za kontrolą oficjalnych służb informacyjnych
3. Zagrożenie moralne i polityczne — nieoczyszczenie instytucji państwowych z agentów
oraz brak jasnego stosunku do minionego systemu i ludzi z nim związanych podważa prestiż
państwa, stawia pod znakiem zapytania wiarygodność przemian ustrojowych, a także uniemoż-
liwia odbudowę wiarygodnych instytucji demokratycznego państwa.
Dotychczasowa praca analityczno-badawcza Wydziału Studiów Gabinetu Ministra
Spraw Wewnętrznych w pełni potwierdza realność wymienionych zagrożeń. Stwierdzono fakty pia-
stowania przez byłych tajnych współpracowników służb specjalnych PRL wysokich
i odpowiedzialnych stanowisk w parlamencie, administracji państwowej. Kancelarii Prezydenta
i we władzach sądowniczych. Ustalono obecność tego typu ludzi w kierownictwach niemal wszyst-
kich liczących się partii politycznych, w państwowych środkach masowego przekazu, bankach,
służbie dyplomatycznej i instytucjach gospodarczych. Wszystkie te osoby mogą być bardzo łatwy-
mi obiektami szantażu zmierzającego do wymuszenia na ich decyzji przynoszących krajowi niepo-
wetowane szkody: polityczne, materialne i moralne. Zanotowano np. przypadek próby zwerbowa-
nia byłego tajnego współpracownika SB, posła na Sejm obecnej kadencji — podstawą werbunku
miał być fakt dawnej współpracy z Wydziałem III KW MO w Katowicach. To pokazuje, iż służby
specjalne traktują zjawisko współpracy z SB jako szczególnie dogodną podstawę werbunku.
Wydział Studiów jest w stanie udowodnić agenturalną działalność wielu prominentnych po-
staci obecnej sceny politycznej. Na temat tajnej współpracy innych posiada wiarygodne informacje.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 290/419
Brak materialnych dowodów jest w niektórych przypadkach rezultatem zorganizowanej akcji nisz-
czenia oraz ukrywania materiałów byłych służb specjalnych PRL w ciągu ostatnich trzech lat.
Mimo dokonanych zniszczeń, Wydział Studiów Gabinetu Ministra opracował metodę prze-
prowadzenia weryfikacji osób piastujących wysokie stanowiska w państwie pod kątem
ich ewentualnej współpracy z SB. Opracowana metoda oraz fakt, iż istnieje możliwość odtwarzania
zniszczonych zasobów kartotek, akt (między innymi za pomocą akt paszportowych) stwarzają wa-
runki ustalania tożsamości tajnych współpracowników, chroni zarazem przed niebezpieczeństwem
pomyłkowego oskarżenia osób niewinnych. Niszczenie materiałów na wielką skalę rozpoczęto
w lecie 1989 roku. Proces ten trwał praktycznie do stycznia 1991 r. Wydział Studiów posiada do-
wody wskazujące na to, że dokumenty oraz zapisy komputerowe w MSW niszczono po wydaniu
zakazu brakowania akt przez gen. Kiszczaka w styczniu 1990 roku oraz po powstaniu Urzędu
Ochrony Państwa, gdy funkcję ministra spraw wewnętrznych piastował Krzysztof Kozłowski,
a szefem UOP był Andrzej Milczanowski. Przykładem jest wymazywanie w 1991 roku z systemu
komputerowego ZSKO, który rejestrował w przeszłości agenturę SB, informacji o pracy agentural-
nej na rzecz SB, urzędników Kancelarii Prezydenta, a także niszczenie akt operacyjnych Departa-
mentu I w okresie od sierpnia 1990 do stycznia 1991 roku. Zachowało się 300 protokołów znisz-
czenia tego typu dokumentów. Niszczenie, w szczególności dokumentacji operacyjnej, realizowane
było na ogromną skalę i objęło wszystkie wymiary i aspekty działalności tajnych służb. Zniszczono
część kartotek, zbiory dokumentów, a także dużą ilość akt operacyjnych. Od zniszczenia wyłączone
były (jak to się działo w Wydziale XI departamentu I MSW — powołanym do inwigilowania
i infiltrowania środowisk politycznych w kraju i za granicą), dokumenty o szczególnej wartości
operacyjnej. Chodzi przede wszystkim o zobowiązania do współpracy i pokwitowania za otrzymane
wynagrodzenie, czyli tzw. materiały kompromitujące. Praktyka wyłączania tych dokumentów
świadczy o chęci pozostawienia sobie możliwości odnowienia kontaktu w dogodnej
dla tych służb sytuacji. Zniszczeń na ogół nie dokonywano na oślep. Wyraźnie widoczny
jest klucz, w myśl którego chciano usunąć z archiwum pewne obszary informacji.
Likwidowano przede wszystkim:
1. Dokumenty dotyczące ludzi i środowisk bezpośrednio związanych z kontraktem „okrągłego sto-
łu” (tzw. konstruktywna opozycja)
2. Materiały dotyczące Kościoła katolickiego
3. Materiały mogące naprowadzić na ślad wartościowej agentury, uplasowanej wysoko
w strukturach opozycji
4. Materiały dotyczące spraw szczególnie kompromitujących dla dawnego kierownictwa
MSW i PRL, świadczących o ich przestępczej działalności
5. Wszelkie dokumenty z akt personalnych funkcjonariuszy MSW, które mogłyby uchodzić
za kompromitujące w oczach nowego kierownictwa.
Warto przy tym podkreślić, iż akty niszczenia dokumentacji operacyjnej nie miały na celu
wyłącznie usunięcia określonych informacji. Można podejrzewać, iż miały też być narzędziem dez-
informacji. Niejednokrotnie bowiem prowadziły do zniekształcenia obrazu penetracji
przez SB polskiego społeczeństwa, agenturalnego uwikłania jednych środowisk, a chronienia in-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 291/419
nych. O takich intencjach może świadczyć wyraźna, świadoma selekcja akt przeznaczonych
do zniszczenia lub zachowania w archiwum MSW. Niepokojące było udostępnienie
akt służb specjalnych niektórym osobom związanym z kontraktem „okrągłego stołu”. Przykładem
jest tzw. komisja Michnika. Działająca wiosną 1990 r. komisja, w której składzie znajdował
się co najmniej jeden tajny współpracownik SB, posiadała bardzo szeroki dostęp
do akt MSW. Nie wiadomo jak została wykorzystana zebrana wówczas wiedza.
W MSW brak jest jakiejkolwiek dokumentacji jej działalności. W ramach prowadzonych
prac Wydział Studiów Gabinetu Ministra Spraw Wewnętrznych odtworzył przebieg procesu nisz-
czenia materiałów operacyjnych MSW w latach 1989-91. Wiele „zniszczonych” materiałów zostało
w rzeczywistości wyniesionych przez ówczesnych funkcjonariuszy MSW. Traktowane były jako
swoista polisa ubezpieczeniowa na dalsze życie, a także narzędzie dalszego oddziaływania
na władze oraz gwarancja możliwości prowadzenia interesów gospodarczych. Jasno uświadamiają-
cym wagę i wartość wyniesionych informacji jest przykład zaginięcia tzw. Zbioru 560, czyli karto-
teki zawierającej nazwiska członków parlamentu X kadencji, wyłonionego w czerwcowych wybo-
rach roku 1989. Kartoteka ta została utworzona na polecenie gen. H. Dankowskiego
w lipcu 1989 r., nakazujące wyrejestrowanie i zdjęcie z ewidencji wszystkich tych posłów
i senatorów, którymi kiedykolwiek interesowała się SB lub którzy z tą instytucją współpracowali.
Fiszki usunięte z centrali i wojewódzkich kartotek SB i milicji stanowiły właśnie
tzw. Zbiór 560. Kierownictwo MSW jest w posiadaniu oświadczeń pracowników byłego Biu-
ra „C” MSW (centralnego Archiwum SB), iż kartoteka ta została przekazana na początku 1990 roku
ówczesnemu dyrektorowi tego biura. Od tego momentu datuje się, zupełny brak informacji o losach
powstałej kartoteki i nie natrafiono do tej pory na żaden dokument świadczący o jej zniszczeniu.
Posiadanie odpowiednich materiałów zapewnia byłej nomenklaturze nie tylko nietykalność.
Pozwala również wpływać na globalne procesy polityczne, gospodarcze i kulturalne w duchu ko-
rzystnym dla jej interesów. Istnieją podstawy do przypuszczeń, że niekontrolowany obieg tajnych
dokumentów byłych cywilnych i wojskowych służb specjalnych PRL jest ukrytą przyczyną wielu
niefortunnych decyzji rozmaitych władz, źródłem bezkarności wielu afer gospodarczych, a także
takiej a nie innej polityki informacyjnej mediów publicznych.
Również brak radykalnych zmian personalnych w instytucjach finansowych i politycznych
państwa w tym może mieć swój rzeczywisty powód. Wielkie afery finansowe
jak Art.-B i FOZZ były dokonywane pod osłoną i z udziałem oficerów i agentury byłego Zarzą-
du II Sztabu Generalnego WP i Departamentu I MSW. G. Żemek — główny podejrzany w śledztwie
w sprawie FOZZ był tajnym współpracownikiem Zarządu II Sztabu Generalnego WP, podobnie
jak kilku innych jego współpracowników. Prezes Rady Nadzorczej FOZZ, wiceminister finansów
Janusz S., najpierw był tajnym współpracownikiem, a następnie kadrowym pracownikiem wywiadu
na etacie niejawnym. Dający osłonę spółce ART-B były prezes NBP Grzegorz Wójtowicz
był tajnym współpracownikiem Departamentu I MSW. Można zasadnie przypuszczać, że system fi-
nansowy Polski znajduje się obecnie w dużym stopniu pod kontrolą struktur i ludzi dyspozycyjnych
względem byłych formalnych przełożonych, np. gen. Kiszczaka lub gen. Pożogi, a także dysponen-
tów spoza granic RP. Rozwikłanie i rozbicie tych powiązań jest niemożliwe bez ujawnienia dawnej
agentury (ten sam problem dotyczy polskiej polityki zagranicznej). Dużym zagrożeniem
dla bezpieczeństwa państwa jest, opanowanie przez byłych pracowników cywilnych i wojskowych
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 292/419
służb specjalnych PRL i ich agentury tak newralgicznej dziedziny życia gospodarczego każdego
kraju, jakim jest handel bronią i sprzętem specjalnym. Typowym przykładem jest spółka CENZIN,
która była w pełni kontrolowana przez kadrowych pracowników Zarządu II Sztabu Generalnego
i ich agentur. W wyniku przemian w ostatnich dwóch latach część tych ludzi założyła własne firmy,
a część nadal kontroluje państwowe przedsiębiorstwa. Charakterystyczna jest postać Andrzeja
Urbaniaka, obywatela RP, byłego oficera Zarządu II Sztabu Generalnego w stopniu majora, obecnie
dyrektora firmy INTERMADOR z siedzibą na Cyprze, powiązanego z arabskimi organizacjami ter-
rorystycznymi. Wydaje się on jedną z centralnych postaci mających wpływ na handel bronią
na terenie RP. Sferą działalności byłych agentów i ich kontrolerów są także cywilne przedsiębior-
stwa. Jedna z central handlu zagranicznego, zmierzająca do przejęcia kilkudziesięciu zakładów
przemysłowych w Polsce, w składzie swoich władz ma wyłącznie byłych oficerów Zarzą-
du II Sztabu Generalnego, kryminalistów oraz byłych tajnych współpracowników SB. Trudno
jest mówić w takiej sytuacji o reformie i wprowadzeniu w Polsce zdrowych podstaw gospodarki
rynkowej. Bezprawne posługiwanie się materiałami SB ma też wymiar bardziej spektakularny, zna-
ne są przypadki wywierania w ten sposób zemsty na osobistych wrogach i przeciwnikach politycz-
nych, zdarzają się próby szantażu, obliczone na uzyskanie korzyści materialnych bądź społecznego
awansu.
Cywilne i wojskowe służby specjalne PRL były ściśle podporządkowane mocarstwu so-
wieckiemu. W MSW istniała rezydentura KGB, posiadająca łączników do poszczególnych pionów
(np. dla Departamentu I było ich co najmniej 3). Posiadali oni pełną swobodę poruszania
się po budynkach MSW. Kontaktowali się z naczelnikami wydziałów, a nawet poszczególnymi pra-
cownikami operacyjnymi. Można śmiało założyć, iż posiadali szeroki dostęp do akt operacyjnych.
Jaskrawym przykładem, świadczącym o spełnianiu podrzędnej roli tajnych służb PRL w stosunku
do służb sowieckich także po 1956 r., jest tzw. Połączony System Ewidencji Danych o przeciwniku
(PSED) — komputerowy system zbierania informacji o osobach (cudzoziemcach i własnych oby-
watelach) oraz organizacjach uznanych za wrogie dla obozu państw komunistycznych, pozostają-
cych w sferze zainteresowań jednostek operacyjnych. Sygnatariusze porozumienia
PSED zobligowani byli do przekazywania danych do centrali w Moskwie raz na dwa tygodnie.
Chodziło tu o informacje, które przez służby państw niepodległych są szczególnie chronione.
W systemie PSED rejestrowano także osoby zajmujące się działalnością opozycyjną. Informacje
o rejestrowanej osobie przekazywane do Moskwy, charakteryzowały się wysokim stopniem szcze-
gółowości. Oprócz danych personalnych zawierały także charakterystyki psychologiczne,
opis stanu majątkowego i szczegółowe informacje o rodzinie. System działał
od 1978 r. Część dokumentacji systemu dotyczącej opozycji i Kościoła, zgodnie z sugestią przed-
stawiciela PSED, członka rezydentury KGB w Warszawie, zniszczono na przełomie ro-
ku 1989 i 90., kopia natomiast pozostała w moskiewskiej centrali.
Innym przykładem, mówiącym o rejestrowaniu osób związanych z podziemnymi struktura-
mi „S” przez służby państw obozu komunistycznego, jest kooperacja STASI
30
z Biurem Studiów
SB MSW dotycząca rozpracowania środowisk opozycyjnych. Wydział Studiów udokumentował ta-
ki rodzaj współpracy ze STASI
30
w przypadku infiltracji warszawskich środowisk opozycyjnych
skupionych wokół Kościoła katolickiego i kontroli kontaktów podziemnej RKW „S”w Poznaniu
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 293/419
z Berlinem Zachodnim. Dane będące owocem tej współpracy pozostają prawdopodobnie
w dyspozycji służb specjalnych RFN i Rosji.
Fakt ścisłego podporządkowania cywilnych i wojskowych służb specjalnych
PRL Związkowi Sowieckiemu daje podstawy do twierdzenia, iż duża część dokumentacji
służb specjalnych PRL została wywieziona za granicę. Uwiarygodniają to następujące fakty:
Według wiarygodnych zeznań funkcjonariuszy przed zniszczeniem akt operacyjnych w Wy-
dziale XI Departamentu I MSW, Sporządzono ich streszczenia, a następnie ukształtowane
w ten sposób informacje przelano na dyskietki komputerowe i oddano przełożonym.
Nie wiadomo, kto obecnie dysponuje zmagazynowaną na dyskietkach wiedzą. Sowieckie
wydmuszki jak Gen. Wolski - Jaruzelski, Kiszczak, Pożoga, Buła a może również
KGB i GRU? Wydziałowi Studiów znane są nazwiska oficerów Zarządu Wywiadu
UOP, posiadających wiedzę o dalszych losach dyskietek. Wszyscy uchylają się od udzielenia ja-
kichkolwiek informacji na ten temat. Dysponowanie danymi zgromadzonymi
przez Wydział XI umożliwia szantażowanie ludzi będących w polu zainteresowania Wydzia-
łu XI, a więc osób z kierownictwa „S” w kraju, działaczy Biur „S” za granicą, emigracji politycz-
nej. (Kultura Paryska, Rząd na Uchodźstwie itp.). Po otrzymaniu zebranych informacji,
2 czerwca br. Prokuratura Wojewódzka wszczęła śledztwo w sprawie wynoszenia
i nieprawidłowego niszczenia akt byłego Wydziału XI Departamentu I. Chodzi
tu o fakt bezprawnego wynoszenia lub niszczenia dokumentów operacyjnych oraz fałszowania do-
kumentów (postanowień o zniszczeniu) w latach 1989-90. Prowadzenie śledztwa prokuratura po-
wierzyła w całości Zarządowi Śledczemu UOP. W wyniku zmiany kierownictwa MSW wszystkie
materiały dotyczące śledztwa zostały opieczętowane i wstrzymano wykonywanie jakichkolwiek
czynności dochodzeniowych. Wydziałowi Studiów znany jest fakt samowolnego zmikrofilmowania
przez naczelnika wydziału w Departamencie II (kontrwywiadu) akt przeznaczonych do zniszczenia
i wyniesienia mikrofilmu poza MSW. Po wielu miesiącach, nie będąc pracownikiem UOP, zgłosił
się, on do urzędu i oddał mikrofilmy. Tylko dobra wola wymienionego oficera spowodowała,
iż mikrofilmy są pod kontrolą nowego kierownictwa MSW. Jeden z wyższych oficerów kontrwy-
wiadu wojskowego dysponuje listą agentów jednego okręgów wojskowych. Listę sporządził pod-
czas wykonywania czynności związanych z poleceniem niszczenia ewidencji i materiałów opera-
cyjnych. Wiadomo z pewnością, iż oficer ten pozostaje w kontakcie ze służbami
KGB Rosji. Obecnie prowadzone są działania operacyjne zmierzające do odzyskania listy agentury.
W styczniu 1990 r. w niejasnych okolicznościach i na ustny rozkaz ówczesnego kierownictwa do-
konano w ciągu dwóch tygodni nagłego zmikrofilmowania kartoteki oraz operacyjnych
ksiąg ewidencji Departamentu I — Wywiadu MSW. Brak jasno określonego celu oraz forma wyko-
nania wymienionej operacji, pozwalają brać pod uwagę przypuszczenie, iż chodziło o próbę prze-
prowadzenia ewakuacji archiwum wywiadu. Obecnie zmikrofilmowana kartoteka znajduje
się w posiadaniu Zarządu Wywiadu UOP i nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie,
czy wykonano tylko jedną kopię. MSW posiada informacje, iż KGB wie o agenturalnej działalności
jednego z wysokich dostojników państwowych RP.


10.13. Leszek Szymowski, Zorganizowana przestępczość operacyj-
na[441]
W trakcie obrad Okrągłego Stołu i transformacji ustrojowej tajne służby PRL zadbały
o stworzenie silnych struktur zorganizowanej przestępczości, które miały być wykorzystywane
przez służby w nowej Polsce. To dlatego w każdej głośnej zbrodni politycznej
po 1989 r. obok zorganizowanej przestępczości pojawia się wątek służb specjalnych… Rozmowy
przy Okrągłym Stole zostały zaplanowane latem 1988 r. Historia wykorzystywania zorganizowanej
przestępczości przez służby specjalne PRL zaczęła się prawie dwie dekady wcześniej.
We wczesnych latach 70. w Gdyni, w znanym z piosenek Lady Pank klubie Maxim, młody, silnie
zbudowany Nikodem Skotarczak został zatrudniony jako ochroniarz.
10.13.1. Agent i ojciec chrzestny
Praca w nocnym klubie cieszącym się popularnością wśród lokalnych rzezimieszków umoż-
liwiła mu nawiązywanie dalszych znajomości. Młody człowiek bardzo szybko zaprzyjaźnił
się z szefami złodziejskich szajek i wpływowymi przestępcami na Wybrzeżu, by wkrótce zostać
ochroniarzem jednego z gdańskich bossów, a później jego prawą ręką. Początki jego kariery przy-
padły na czas reform Gierka i chwilowego dobrobytu. W pustych dotychczas sklepach pokazały
się lodówki, pralki i telewizory. Budowano coraz więcej mieszkań, a po drogach jeździło coraz
więcej samochodów. W wyższych sferach pojawiła się moda na auta z krajów zachodniej Europy,
które nielicznym szczęśliwcom udało się sprowadzić. Tę modę wykorzystał Nikoś. Wraz z kilkoma
kolegami zajął się przemytem aut skradzionych w Niemczech. Z dokumentów zachowanych
w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej wynika, że Skotarczak już w połowie lat 70. został in-
formatorem gdańskiej Służby Bezpieczeństwa, a potem także Wojskowej Służby Wewnętrznej.
Używał pseudonimów Nikoś i Nikodem. W konsekwencji SB udzielała mu cichej pomocy
w przemycie pojazdów. W zamian oficerowie bezpieki i wojska kupowali od Nikosia luksusowe
audi, mercedesy i volkswageny. Jego klientami byli również dygnitarze PZPR
29
ze szczebla woje-
wódzkiego i centralnego. - Służby specjalne PRL-u bardzo często wykorzystywały przestępców
do swoich gier - mówi Henryk Piecuch, autor książek o służbach specjalnych. - Dzięki temu prze-
stępcy mogli czuć się bezkarnie. Ten układ przynosił korzyści obu stronom - dodaje. Skotarczak
wspomógł finansowo Lechię Gdańsk. Klub piłkarski odbił się od dna i przez pewien czas święcił
tryumfy, zaś sam gangster został odznaczony tytułem Zasłużonego Obywatela Gdańska.
Był człowiekiem wyjątkowo inteligentnym, przebiegłym i elokwentnym. Rozmowy prowadził
w sposób kulturalny, miał szeroką wiedzę o świecie, powoływał się na różne znajomości,
choć nigdy nie używał nazwisk. Nikoś został zastrzelony w kwietniu 1998 r., najprawdopodobniej
dlatego, że był niewygodnym świadkiem w sprawie zabójstwa gen. Papały. Schedę po nim przejął
na krótko Kazimierz Hedberg - przestępca związany z SB.
10.13.2. Ferajna z Pruszkowa
Gdy na Pomorzu Nikodem Skotarczak piął się po szczeblach przestępczej kariery, konku-
rencyjna dla niego grupa powoli rodziła się w podwarszawskim Pruszkowie. Ci, którzy ją tworzyli,
byli młodymi ludźmi z małego, robotniczego miasteczka pod Warszawą. W dorosłość wchodzili
w drugiej połowie lat 80. na pruszkowskim Żbikowie, które nie różniło się niczym od setek podob-
nych osiedli w PRL-u: przytłaczające, szare, brudne, socrealistyczne blokowiska z małymi, ciasny-
mi mieszkaniami, które dla ich rodziców były szczytem marzeń. Typowa dla tamtych czasów sen-
ność, nuda i monotonia były tym trudniejsze do zniesienia, że pozbawione jakichkolwiek perspek-
tyw. - Młodzież mogła albo kształcić się i czekać na lepsze jutro, albo zająć działalnością przestęp-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 295/419
czą - opowiada Andrzej W., emerytowany milicjant z Pruszkowa, który w latach 80. rozpracowywał
grupy kryminalne. - Oni wybierali to drugie - dodaje. Z danych zawartych w kartotekach policyj-
nych wynika, że w latach 80. wszyscy późniejsi liderzy gangu byli znani milicji dzięki pospolitym
przestępstwom: pobiciom, wyłudzeniom pieniędzy, drobnym kradzieżom.
O tym jak rodził się gang pruszkowski dużo mówią zeznania Jarosława Sokołowskiego
ps. Masa, który później uzyskał status świadka koronnego i uniknął kary, w zamian za zeznania ob-
ciążające byłych wspólników, zwłaszcza Wojciecha Kiełbińskiego ps. Kiełbasa - Wojciecha Kieł-
bińskiego poznałem w dzieciństwie, pochodziliśmy z jednego miasta - mówił Masa prokuratorom
Elżbiecie Grześkiewicz i Jerzemu Mierzewskiemu 15 czerwca 2000 r.
Kiełbasa miał charyzmę. Koledzy, którzy lgnęli do niego, ufali mu i byli gotowi wykonać
każde jego polecenie. Z czasem młody mężczyzna stał się niekwestionowanym liderem młodzieży
w pruszkowskim półświatku. W roku 1988 został szefem małej grupy przestępczej działającej
na terenie Pruszkowa i okolic. Z zeznań Masy wynika, że na początku zajmowali się kradzieżami
benzyny ze stacji i srebra z zakładów jubilerskich.
Pod koniec lat 81, gang kierowany przez Kiełbasę poszerzył swoją działalność. Wtedy grupa
zajmowała się napadami na tiry z przemycanym towarem. Głównie były to alkohol, papierosy
i sprzęt elektroniczny. - Największe przebicie było na alkoholu i papierosach - mówił Masa prze-
słuchującym go śledczym. Z jego zeznań wynika, że gang opracował nową metodę kradzieży tego
towaru, który później był sprzedawany na bazarach w całym Mazowszu. - Sposób działania polegał
na tym, że na początku ktoś z grupy (…) kontaktował się z handlarzem pod pozorem zakupu towa-
ru. Następnie kilku ludzi spotykało się w umówionym miejscu, w hotelu lub w restauracji,
tam pokazywano temu człowiekowi, że mamy pieniądze na zakup towaru. On wtedy dawał sygnał
do magazynu gdzie był samochód z towarem, potem odchodziliśmy nie dając mu pieniędzy
lub dostawał kanapkę, tzn. plik pociętego papieru zawierającego z zewnątrz kilka prawdziwych
banknotów. W tym czasie samochód, który wyjechał z magazynu, był przejmowany przez naszych
ludzi. Potem samochód był ukrywany w dziupli, a towar sprzedawany.
10.13.3. Pod egidą Barabasza
Takich kilkuosobowych grup jak ta, kierowana przez Wojciecha Kiełbińskiego, w całym
Pruszkowie było kilkanaście. Od wszystkich haracz pobierał Ireneusz P. ps. Barabasz - od połowy
lat 70. szef lokalnych złodziei i włamywaczy. - Barabasz miał świetne układy z tutejszymi milicjan-
tami i esbekami - opowiada emerytowany funkcjonariusz z Pruszkowa. - Dlatego unikał zawsze
wpadek i nalotów - dodaje. Nasz rozmówca twierdzi, że część przestępców opłacała się milicji
i SB w zamian za informacje o zbliżających się działaniach. Funkcjonariusze zamykali
więc cinkciarzy
101
, handlarzy walutą i drobnych złodziei, z którymi nie mieli nic wspólnego.
W ten sposób eliminowali konkurencję swoich przestępców. - W czasach PRL-u wszędzie funkcjo-
nowali równi i równiejsi i tak samo było w półświatku - opowiada Andrzej W. - Wpływowi prze-
stępcy, milicjanci i esbecy, którzy udawali, że walczą z sobą, popołudniami spotykali
się przy wódce i robili interesy. Dzięki temu mechanizmowi, Barabasz i skupieni wokół niego prze-
stępcy przez całe lata byli bezkarni.

101
cinkciarzy — błąd. Prawidłowo — cinciarzy — przyp. G. R.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 296/419
Układ ten okazał się korzystny dla każdej ze stron: milicjanci zatrzymywali drobnych zło-
dziejaszków, zyskując tym premie i awanse, esbecy przyjmowali łapówki i zyskiwali wpływy.
Osobną korzyścią dla wszystkich był podział towarów przemyconych do Polski przez wprawnych
złodziei, przy cichej akceptacji esbeków. Ludzie Barabasza mogli więc za cichą zgodą
władz dokonywać kolejnych przestępstw. On sam zaś mógł być pewien, że protektorzy
w SB pomogą mu utrzymać w półświatku pozycję lidera.
Ten pierwszy, pruszkowski układ trwał przez lata, a przerwała go dopiero śmierć Barabasza.
Wiosną 1989 r. rozpędzona Łada, którą kierował, wypadła z drogi między Pruszkowem
a Komorowem. Przestępcy szeptali, że za wypadkiem stali konkurenci gangstera. Czy tak było fak-
tycznie, tego nie wiadomo, gdyż prokuratura szybko uznała, że wypadek Barabasza był zdarzeniem
losowym i sprawę umorzyła. Wraz z tym wypadkiem skończył się ważny rozdział w historii prusz-
kowskiego półświatka. Śmierć Barabasza przypadła bowiem na czas, kiedy przed jego spadkobier-
cami zaczęły rysować się znakomite perspektywy.
10.13.4. Na zakręcie historii
Ostatni rok upadającej PRL był czasem wielkich przemian gospodarczych i politycznych.
W wyniku porozumień zawartych przy Okrągłym Stole, solidarnościowe władze rozwiązały Służbę
Bezpieczeństwa. Wielu funkcjonariuszy SB zostało pozytywnie zweryfikowanych i rozpoczęło pra-
cę w Urzędzie Ochrony Państwa, bądź w innych służbach mundurowych. Ci, którzy nie przeszli
weryfikacji do policji, trafili na ważne stanowiska w państwowych spółkach, w państwowej
i samorządowej administracji. W ten sposób w nowej rzeczywistości odnaleźli się także funkcjona-
riusze, którzy wcześniej zajmowali się szajkami z Pruszkowa. Te zaś miały coraz większe pole
do działania i coraz mniej skutecznych przeciwników. Autorzy transformacji ustrojowej zapomnieli
bowiem przeprowadzić konieczne zmiany w organach ścigania. W prokuraturze i sądach szerzyła
się korupcja.
Równie prędko zmieniały się realia gospodarcze. W połowie 1988 r., komunistyczny
rząd Mieczysława Rakowskiego zliberalizował przepisy i zezwolił na prowadzenie prywatnej dzia-
łalności gospodarczej. Władze zezwoliły na swobodny handel walutami, umożliwiły podróże, zli-
kwidowały kartki i bony towarowe, dopuściły obrót towarami na rynkowych warunkach. Doprowa-
dziło to do powstania i rozwoju małych przedsiębiorstw, które tworzyły doskonale rozwijający
się sektor prywatny.
10.13.5. Powstaje mafia
Po wypadku Barabasza, schedę po nim przejął jego współpracownik - Zbigniew Kujawski
ps. Ali. W aktach Instytutu Pamięci Narodowej figuruje jako kontakt operacyjny (informator) Służ-
by Bezpieczeństwa. Parę lat później został zastrzelony w nie do końca jasnych okolicznościach.
Po jego śmierci funkcjonowało kilka mniejszych i większych gangów, które zaczęły łączyć
się i współpracować z sobą. Tak powstał pierwszy skład grupy pruszkowskiej, której niepodzielnym
szefem został na początku lat 90. Andrzej Kolikowski ps. Pershing. Kolikowski, podobnie
jak Barabasz, Nikoś czy Ali od początku lat 80. współpracował z wojskowymi służbami specjalny-
mi. W połowie lat 80. założył w Warszawie pierwsze kasyno (musiał mieć na to zgodę
władz). Kasyno było miejscem spotkań oficerów wojska, policji i tajnych służb. Cały
czas dyskretną opiekę nad nim roztaczał kontrwywiad wojskowy. A sam Pershing, jako informator,
składał regularne meldunki.
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 297/419
Kasyno w centrum Warszawy było również ulubionym miejscem zabaw mazowieckiego
półświatka. To właśnie tam, w latach 80. Pershing poznał liderów szajek przestępczych ze stolicy
i z Pruszkowa. Był ich człowiekiem.
Po śmierci Alego stał się niekwestionowanym liderem grupy pruszkowskiej. Jeszcze
raz przywołajmy zeznania Masy: - W tamtym okresie grupa liczyła około 80 osób. Swoich ludzi
mieli Pawlik i Parasol, około 20 osób z Pruszkowa, Pershing miał około 50 osób, pozbieranych
z całej Warszawy. Te osoby wykonywały ich polecenia. Grupa zajmowała się wtedy napadami
na tiry, wymuszaniem haraczy od restauratorów, odzyskiwaniem długów.
Odnośnie napadów na tiry, to były to organizowane napady na samochody przewożące al-
kohol i papierosy - mówił Masa prokuratorom.
Z jego zeznań wynika, że bandyckie napady i wyłudzenia haraczy miesięcznie przynosiły
gangsterom kilkadziesiąt tysięcy dolarów zysku. Z czasem, bandyci poszerzali swój teren. Wymu-
szali haracze w kolejnych miasteczkach m. in. w Błoniu i Ożarowie Mazowieckim, później
w południowo-zachodnich częściach stolicy. Imperium mafijne powiększało się z każdym tygo-
dniem. - Haracze od restauracji zbierane były w Warszawie (…). Kwoty haraczu zaczynały
się od 500 dolarów, w zależności od zysków restauracji (…) Później zaczęły się też wymuszenia
z agencji towarzyskich, tym zajmowała się grupa Rympałka - Marka Czarneckiego. Z agencji ścią-
gano średnio 500USD miesięcznie - czytamy w protokołach zeznań gangstera. Masa zapamiętał,
że obowiązywał ścisły podział zysków. - System był taki, że każdy dowodzący swoją grupą,
np. Żaba połowę zebranych haraczy brał dla siebie, a połowę dzielił między żołnierzy. Ze swojej
części połowę oddawał mnie, a ja z kolei ze swojej części połowę oddawałem starym. Miesięcznie
starym przekazywałem kwoty kilkudziesięciu tysięcy nowych złotych - opowiedział prokuratorom.
Równolegle, kolejnym źródłem zysku gangsterów była sprzedaż samochodów. - Samochody
braliśmy od różnych złodziei, było wiele tych osób, nie pamiętam ich, pamiętam jedynie,
że samochody te załatwiał Wojtek Kiełbiński. Potem razem sprzedawaliśmy je (…) Z tego,
co pamiętam, sprzedaliśmy wtedy kilkaset samochodów. Na każdym sprzedanym samochodzie za-
rabiałem kilkaset dolarów - powiedział skruszony gangster. Masa wspominał, że klientami mafii
byli również biskupi z archidiecezji warszawskiej.
Co ciekawe, skruszony bandyta opowiedział także prokuratorom o tym, w jaki sposób
gang pozyskiwał broń. Według niego, kupował ją z jednostek wojskowych za pośrednictwem Woj-
skowych Służb Informacyjnych. Masa wymienił nawet nazwisko oficera WSI, który organizował
dostawę broni dla Pruszkowa. Człowiek ten został opisany w raporcie z weryfikacji WSI. Został
również objęty zawiadomieniem o popełnieniu przestępstwa nielegalnego handlu bronią. Zawiado-
mienie to trafiło do prokuratury z Komisji Weryfikacyjnej WSI. Sprawa stoi w miejscu, oficer
nie poniósł żadnych konsekwencji.
10.13.6. Jacht Baraniny
Gang pruszkowski bardzo szybko stał się wiodącą strukturą przestępczą w Polsce.
Tym bardziej, że od 1991 r. blisko współpracował z nim Jeremiasz Barański ps. Baranina, wywo-
dzący się z łódzkiego półświatka. Od początku lat 80. był znany milicji w Łodzi. Współpracował
z nią jednak lojalnie, informując o przestępstwach popełnianych przez konkurencję. Na początku
lat 90. Barański stał się udziałowcem spółki Bakoma (drugim udziałowcem był Edward Mazur, po-
lonijny biznesmen podejrzewany o zlecenie zabójstwa generała Marka Papały). W 1992 r. Baranina
wyjechał na stałe do Wiednia. Oficjalnie był biznesmenem i konsulem honorowym Liberii, akredy-
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 298/419
towanym na Słowacji. To ostatnie stanowisko uzyskał dzięki Wojskowym Służbom Informacyjnym.
- WSI miało różne materiały obciążające Baraninę - mówi członek Komisji Weryfikacyjnej WSI. -
Przez cały czas, będąc w Wiedniu, Baranina współpracował niejawnie z WSI przy prowadzonych
przez tę służbę operacjach przestępczych. Dowodem tego może być odnaleziona w archiwach
WSI notatka z 1991 r, czytamy w niej: Jest członkiem zorganizowanej grupy przestępczej zajmują-
cej się przemytem papierosów, alkoholu i narkotyków do RP oraz nielegalnym handlem bronią.
W innej notatce napisane jest, że Baranina i współpracujący z nim oficer WSI stwierdzili, że mają
stosowne powiązania ze służbami specjalnymi, lecz nie określili jednak, o jakie służby chodzi.
W 2001 r. Sejmowa Komisja ds. służb specjalnych odkryła, że wyznaczaniem zadań Baraninie
zajmowali się trzej oficerowie WSI. Najważniejszym był płk Andrzej Kaźmierczak ps. Siwy -
po 2001 r. negatywny bohater afer paliwowych. Status konsula honorowego zapewnił Baraninie
immunitet dyplomatyczny. Policja nie mogła kontrolować jego mieszkania, biura, pojazdów
ani bagażu. Jeszcze w 1994 r. świeżo upieczony konsul kupił luksusowy jacht, którym często wy-
pływał w dalekie podróże. Oficjalnym powodem było nawiązywanie z kolejnymi państwami sto-
sunków dyplomatycznych w imieniu rządu Liberii. W rzeczywistości Baranina wykorzystywał
swoje podróże do przewożenia narkotyków. Z akt śledztwa prowadzonego przez Wydział Przestęp-
czości Zorganizowanej wiedeńskiej prokuratury wynika, że w Kolumbii i w Belize gangsterowi do-
starczano środki odurzające w przesyłkach dyplomatycznych. Barański pakował
je na jacht i przewoził przez ocean, a następnie przez Cieśninę Gibraltarską wracał do Europy. Cu-
mował najczęściej w Marsylii lub Barcelonie. Tam jego bagaż - bez kontroli celnej - zabierał samo-
chód oznaczony dyplomatycznymi numerami rejestracyjnymi. W ten sposób narkotyki trafiały
do wiedeńskiego gabinetu konsula honorowego Liberii. Stamtąd przez Czechy jechały do Polski
i dalej do krajów zachodniej Europy. Odpowiedzialnym za transport był oficer WSI nazwiskiem
Adam Chmielewski, późniejszy bohater afery paliwowej. Z kolei w podróżach jachtem Baraninie
towarzyszyła Halina G. Inka, która została później skazana za współudział w zabójstwie Jacka Dęb-
skiego.
10.13.7. Od spawacza do ojca chrzestnego
Od drugiej połowy lat 90. klientem Baraniny był również gang mokotowski - wówczas kon-
trolowany przez grupę pruszkowską i opłacający się jej. Szefem grupy od samego początku
był Andrzej Horych. Zaskakująca jest kariera przestępcza tego człowieka. Horych - absolwent szko-
ły zawodowej, z wykształcenia spawacz - urodził się pod koniec lat 50. w ubogiej rodzinie
na warszawskiej Pradze. W latach 70. był wielokrotnie notowany i zatrzymywany za pospolite
przestępstwa i chuligańskie wybryki. Później związał się z hersztem trójmiejskich gangsterów - Ni-
kodemem Skotarczakiem ps. Nikoś - i szybko stał się ważną postacią w półświatku.
W kwietniu 1979 r. Andrzej Horych został zarejestrowany w ewidencji Wojskowej Służby We-
wnętrznej jako kontakt operacyjny Korek. Zachowane dokumenty wskazują, że od tamtego momen-
tu przez lata brał udział w przestępczych grach operacyjnych specsłużb specjalnych. Pod koniec
lat 80. odłączył się od Skotarczaka, ale wciąż blisko z nim współpracował. Nowe miejsce dla siebie
w przestępczym świecie znalazł w Warszawie. Z początku opłacał się Pruszkowiakom, jednak
w 2000 r., gdy CBŚ rozbiło gang pruszowski, natychmiast przejął kontrolę nad podziemiem prze-
stępczym stolicy. Stworzył najbardziej brutalny gang w historii Polski. Jego ludzie kontrolowali
m. in. gang obcinaczy palców, wyłudzali haracze i podporządkowali sobie rynek narkotykowy. Za-
robione pieniądze inwestowali w nieruchomości nad Morzem Śródziemnym. Czuwał
nad tym Janusz G. - były funkcjonariusz warszawskiej SB, później jedna z kluczowych postaci
w gangu. Sam Korek został aresztowany w 2003 r., a pięć lat później skazany na 15 lat więzienia
za handel narkotykami i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Nie zgodził
się na współpracę z policją i prokuraturą, a zza krat wydał wyrok śmierci na świadka koronnego,
prokuratora i zajmującego się jego grupą dziennikarza. Choć on sam siedzi w pilnie strzeżonej celi,
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 299/419
jego gang zdaje się odradzać. I znowu pojawiają się wokół niego byli funkcjonariusze tajnych
służb, w tym bliski współpracownik wspomnianego Janusza G. Nazwiska Janusza G., gangsterów
z Pruszkowa i Mokotowa oraz współpracujących z nimi oficerów służb specjalnych pojawiały
się przy każdej głośnej zbrodni lat 90. - przy zabójstwie Andrzeja Stuglika, Jacka Dębskiego
i Marka Papały. Nazwiska gangsterów, funkcjonariuszy specsłużb i agentów przewijają
się też w zbrodni na Krzysztofie Olewniku. Wszystko wskazuje więc na to, że służby specjalne PRL
- choć formalnie nie istnieją - mają wciąż kontrolę nad całkowicie realną i istniejącą polską prze-
stępczością zorganizowaną. I wykorzystują ją do celów operacyjnych.


10.14. Stanisław Michalkiewicz, Prawdy prawdziwe i jeszcze prawdziw-
sze[442]
Rozwińcze sze sztandary! Zagrajcze fanfary! Niech radoszcz i duma w każdym sercu gosz-
czy! Dżysz dżeń żwyczęstwa sprawiedliwoszczy! To znaczy nie tyle może „dżysz”, co w ostatnią
środę - kiedy niezależna prokuratura ogłosiła rewelacyjny przełom w trwającym, a właściwie
nie tyle trwającym, co ciągnącym się przez ostatnie 14 lat śledztwie w sprawie zamordowania byłe-
go Głównego Komendanta Policji, generała Marka Papały Marek Papała. Został on zastrzelony
przez nieznanego sprawcę w samochodzie marki „Daewoo-Espero” przed własnym domem. Wszy-
scy zachodzili w głowę nad motywem tego zabójstwa. Wydawało się nieprawdopodobne,
by dokonali go w ramach dintojry jacyś gangsterzy w sytuacji, gdy generał Papała właśnie szyko-
wał się do wyjazdu do Brukseli na stanowisko oficera łącznikowego - a więc policją kierować
już przestał - ale zabójstwo generała policji ściągało im na głowy policję całego kraju. Nie wydawał
się prawdopodobny również motyw polityczny - bo stanowisko które miał objąć generał Papała
nie było przedmiotem niczyjego pożądania, a on sam usuwał się z krajowego targowiska próżności.
Motyw zazdrości o kobietę lub zemsty na tym tle mógł oczywiście występować, ale niczego pew-
nego nie można było tu powiedzieć poza tym, że generał Papała prowadził życie raczej umiarkowa-
ne i o żadnych jego romansach nikt nie słyszał. Pozostawał zatem motyw pieniędzy - ale jakich? Je-
śli już, to jakichś dużych, a nawet - bardzo dużych, które uzasadniałyby targnięcie się na życie by-
łego, bo byłego, niemniej jednak - szefa policji.
Takie pieniądze były, a być może nawet i dzisiaj użycie w ich kontekście czasu przeszłego
może nie być do końca uzasadnione. Oto zaraz po oskarżeniu premiera Józefa Oleksego
przez ministra spraw wewnętrznych w jego rządzie Andrzeja Milczanowskiego o szpiegostwo
na rzecz Rosji (nawiasem mówiąc - mimo upływu 16 lat nikt nie został w tej sprawie pociągnięty
do odpowiedzialności!) - w tygodniku „Wprost”, uważanym zarówno wtedy, jak i dzisiaj
za medialną odkrywkę bezpieczniaków, ukazał się artykuł opisujący, jak to PZPR
29
na podstawie
udzielanych jej zezwoleń dewizowych, transferowała do szwajcarskich banków ogromne sumy
w walutach obcych, kradzione z Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego „PEWEX”,
w tym właśnie, jak się wydaje, celu założonego w 1972 roku na bazie sklepów Banku PEKA-
O S.A. Autorzy artykułu dysponowali ścisłymi danymi z lat 1988-1989, kiedy dyrektorem PE-
WEXU był Marian Zacharski, późniejszy generał bezpieki („Nazywam się Zacharski, Marian Za-
charski”), który tę posadę dostał na otarcie łez po odsiadywaniu w amerykańskim więzieniu doży-
wotniego wyroku, przerwanego po wymienieniu go na amerykańskiego szpiega
102
.
Więc w latach 1988-1989 PZPR
29
dostała 800 zezwoleń dewizowych, co oznacza, że musiała reali-
zować więcej niż jedno dziennie. Transfer z jednego dnia (22 mln franków szwajcarskich
i 750 tys. dolarów) pokazuje, jakiej skali były to transfery - i tak przez co najmniej 18 lat!
Ten szwajcarski Sezam musiał być oczywiście starannie strzeżony przed dostępem
osób niepowołanych, a i samo jego istnienie było osłaniane mgłą tajemnicy. Wskazywałaby
na to reakcja prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który po wspomnianym artykule zagroził,

102
Dyrektorem Pewexu Zacharski został mianowany, aby nim zarządzał w trybie niszczącym. Z Pewexu wyciągnął
maksimum pieniędzy kosztem jego zniszczenia. Wtedy specsłużby planowały upozorowanie podzielenia
się przez komunistów władzą i pieniądze były im potrzebne bardziej niż Pewex. I rzeczywiście, po zarządzaniu
przez Zacharskiego Pewex istnieć przestał. Niszczące drenowanie Pewexu z pieniędzy było upozorowane
na nieudolność — rzekome nieuwzględnianie wahań kursów walut. W tym czasie taką samą działalność gospodarczą
prowadziła Baltona. W odróżnieniu od Pewexu — po upozorowaniu przez specsłużby podzielenia się władzą — swo-
ją działalność gospodarczą kontynuowała (przyp. — G. R.)
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 301/419
że jeśli jeszcze chociaż jedno słowo na ten temat gdziekolwiek się ukaże, to on zarządzi „lustrację
totalną”. Po tej deklaracji Aleksandra Kwaśniewskiego Jacek Kuroń i Karol Modzelewski napisali
doń pojednawczy list, w którym dopraszali się już tylko dymisji Józefa Oleksego - i kiedy
to nastąpiło, poza niżej podpisanym o szwajcarskim Sezamie już nikt nigdy więcej nie wspomniał
ani słowem. Gdyby zatem ktoś ze strażników powziął podejrzenie, że generał Papała przy jakiejś
okazji dowiedział się, jakie zaklęcie otwiera wrota Sezamu i zamierza z tej wiedzy skorzy-
stać - to mógł być wystarczający motyw, by go profilaktycznie odstrzelić. Zachowanie genera-
ła Papały w dniu zabójstwa też dawało podstawy do podejrzeń, że swoimi kanałami
mógł on o takim wyroku się dowiedzieć i próbował zapobiec egzekucji - ale bezskutecznie,
bo ci, z którymi daremnie usiłował tego dnia się skontaktować, chyba nie mogli już zatrzymać ka-
rzącej ręki, a przyznając się do tego - zarazem by się dekonspirowali. Tedy na wszelki wypadek
nie odbierali alarmowych telefonów generała.
Okazało się jednak, że niezależna prokuratura po 14 latach spenetrowała prawdę, która wy-
gląda zupełnie inaczej. Generał Papała został zastrzelony zupełnie przypadkowo przez szajkę mło-
docianych złodziei samochodów, którzy normalnie na zamówienie kradli „Mercedesy” i inne luksu-
sowe auta - ale tym razem szalenie zaimponował im stary samochód marki „Daewoo-Espero”,
za który od pasera mogli dostać najwyżej ok. tysiąca dolarów, a więc tyle,
co na papierosy - i tak się na tego rzęcha uwzięli, że aż generała zastrzelili - ale potem z jakichś za-
gadkowych przyczyn samochodu jednak nie ukradli, tylko - widać przerażeni własną zuchwało-
ścią - zbiegli nie wiedząc nawet, kogo zabili. Z takiego obrotu sprawy dlaczegoś szalenie ucieszył
się Leszek Miller oraz były minister sprawiedliwości w pierwszym rządzie premiera Tuska,
pan Zbigniew Ćwiąkalski, nastręczony mu, chociaż w ogóle nie należał do sławnego „gabinetu cie-
ni” Platformy Obywatelskiej, w którym resort sprawiedliwości miała objąć pani Julia Pitera.
Jak pamiętamy, pani Piterze trzeba było w związku z tym na poczekaniu stworzyć jakieś operetko-
we stanowisko, więc już choćby na tej podstawie można snuć przypuszczenia,
że pan prof. Ćwiąkalski wszedł do rządu pod dużym ciśnieniem, które gwałtownie opadło dopiero
po próbie wykorzystania w celach politycznych aresztowania Petera Vogla.
Nazywał się on naprawdę Piotr Filipczyński i w latach 70-tych skazany
był na 25 lat więzienia za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem - ale w czasie stanu wojen-
nego na przepustkę z więzienia wyjechał był do Szwajcarii, gdzie zaraz został finansistą,
a mówiono również - że „kasjerem lewicy”. Czy w Sezamie - tego nie wiem, ale wykluczyć tego
nie można tym bardziej, że prezydent Kwaśniewski ułaskawił go w ostatnim dniu swego urzędowa-
nia. Kiedy więc Peter Vogel został na wiosnę 2008 roku aresztowany pod śmiesznym zarzutem pra-
nia brudnych pieniędzy - zarówno wicepremier Schetyna, jak i minister Ćwiąkalski właśnie, wiele
sobie po jego spowiedzi obiecywali. Okazało się jednak, że dłużej klasztora,
niż przeora - bo zarówno Grzegorz Schetyna w następstwie rozpętanej wkrótce afery hazardowej
wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych być przestał, podobnie
jak i minister Ćwiąkalski - zaś premier Donald Tusk zrezygnował z ubiegania się o prezydenturę.
Natomiast Vogel miał podobnież zeznać - tak przynajmniej twierdzili dziennikarze śledczy jednego
z dzienników, którzy do tajnych jego zeznań, jak to się mówi - „dotarli” że jakiś Turek ukradł
ze szwajcarskiego konta generała Gromosława Czempińskiego milion dolarów
103
, a generał podob-
no nawet tego nie zauważył. Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś by-
ło bo jak pamiętamy generał Gromosław Czempiński został zatrzymany przez CBA w listopadzie
ubiegłego roku pod zarzutami korupcyjnymi - a tak się jakoś to wszystko zbiegło, że od tamtej pory
premieru Tusku wszystko idzie jak z kamienia. Ale porzućmy te dygresje, bo największą radość

103
W innych tekstach Michalkiewicz pisze o dwóch (przyp. — G. R.)
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 302/419
z odkrycia obiektywnej prawdy przez niezależną prokuraturę w sprawie prawdziwego przebiegu
zabójstwa generała Papały odczuł „polonijny biznesmen” Edward Mazur - ongiś funkcjonariusz
PRL-owskiej razwiedki, a pod koniec lat 80-tych - również razwiedki amerykańskiej - i to do tego
stopnia, że podobnież „pragnie” powrócić na łono ukochanej ojczyzny, która w takiej sytuacji
na pewno obmyśli mu jakąś rekompensatę. Kto wie - może nawet zostanie zastępcą Janusza Paliko-
ta w jego „Ruchu”?
Niewiarygodne - ale jednak nie wszyscy chcą wierzyć w to zwycięstwo prawdy
i sprawiedliwości. Mówią, że na widok skwapliwości, z jaką funkcjonariusze niezależnych mediów
głównego nurtu, Salon, stado autorytetów moralnych oraz „młodzi wykształceni” wierzą zarówno
w raport MAK, jak i suwerenne urojenia komisji pod kierownictwem ministra Jerzego Millera
oraz na widok żarliwości, z jaką dają odpór wszystkim teoriom spiskowym - że na widok znajomy
ten razwiedka postanowiła przetestować mniej wartościowy naród tubylczy - co jeszcze można
mu w biały dzień wmówić. Najwyraźniej uważa, że zbiór zastrzeżony Instytutu Pamięci Narodowej
stanowi dostateczną gwarancję, iż płomień gorącej wiary w odkrytą właśnie przez niezależną pro-
kuraturę prawdziwą wersję przebiegu zabójstwa generała Papały ani na chwilę nie przygaśnie,
a gdyby nawet - co wydaje się absolutnie nieprawdopodobne - jednak zaczął przygasać, to przecież
są jeszcze w Moskwie mikrofilmy z jednego z owych trzech kompletów, sporządzonych
przed rozpoczęciem niszczenia dokumentacji MSW - a towarzysze radzieccy tej bratniej pomocy
polskim towarzyszom chyba przecież nie odmówią. Jeszcze tylko każdy z pięciu podejrzanych
w tej sprawie, których niezawisły sąd w podskokach kazał tymczasowo aresztować, powiesi
się w swojej, monitorowanej przez 24 godziny na dobę celi tak, że nikt tego nie zauważy, a wtedy
niezależna prokuratura będzie mogła wykryć jeszcze prawdziwszą prawdę że mianowicie gene-
rał Marek Papała sam upozorował rabunkowy napad z udziałem domniemanych złodziei samocho-
dów, by w ten sposób ukryć samobójstwo
104
, na które składał się szereg zagadkowych przy-
czyn między innymi obawa przed sądem zagniewanego ludu.
Jak bowiem zauważył Rejent Milczek - „nie brak świadków na tym świecie”, a policja opie-
kuje się podobno aż 98 świadkami koronnymi, z których każdy zezna, co tylko będzie trzeba. Jeśli
dodatkowo uwzględnić konfidentów, o których zarówno policja, jak i niezależna prokuratura,
nie mówiąc już o niezawisłych sądach, musi dbać, niczym o źrenicę oka, to nie ma takiej wersji,
której nie można by, po pierwsze - odkryć, a po drugie niezbicie udowodnić przed niezawisłym są-
dem, który przecież też powinność swej służby rozumie. Dlatego właśnie prawda i sprawiedliwość
w naszym nieszczęśliwym kraju brną od zwycięstwa do zwycięstwa. Pod tym względem możemy
spać spokojnie choćby i snem wiecznym tym bardziej, że z okazji swego przyjazdu do Warszawy
chiński premier Wen Jiabao obiecał, że w ramach „strategicznego partnerstwa” Polski
i Chin - o którym co prawda mówią raczej tubylczy Umiłowani Przywódcy - Chińczycy zainwestu-
ją w naszym nieszczęśliwym kraju 10 miliardów dolarów. 10 miliardów dolarów to mniej więcej
30 miliardów złotych. Ani to mało, ani dużo, ale raczej niewiele zwłaszcza, gdy się zważy, z iloma
chętnymi będą musieli się podzielić.

104
Więcej na ten temat:
Jak wymordować najwyższych funkcjonariuszy państwa,
http://grzegorz.rossa.nowyekran.pl/post/14786,jak-wymordowac-najwyzszych-funkcjonariuszy-panstwa,
http://preview.tinyurl.com/bl9drsp


10.15. Zastosowanie metod historycznych i matematycznych do badania
wybranych zagadnień geopolitycznych.
Długość czasu trwania złożonych formacji geopolitycznych
w zlewiskach Eurazji i Morza Śródziemnego
10.15.1. Sformułowanie problemu
Z historii wiemy, o łączeniu się państw małych w większe i rozpadach państw większych
na mniejsze. Przedmiotem badania jest stwierdzenie, czy ten proces jest opisywalny. Czy przebiega
chaotycznie, czy jest zdeterminowany jakimś czynnikiem (czynnikami). A jeżeli tak, to czy podlega
jakimś regułom. Czy te reguły można wyrazić. Wreszcie, czy te reguły pozwalają
na prognozowanie.
Badanie jest czysto fenomenologiczne. W badaniu uwzględnione są tylko parametry charak-
teryzujące zjawisko. Badanie jest prowadzone w całkowitym wyabstrahowaniu od przyczyn zacho-
dzenia zjawisk: łączenia się państw mniejszych w większe, trwania państw większych
i ich rozpadów.
W badaniu zostały wykorzystane dwa parametry: czas powstania i czas rozpadu.
Czas powstania został użyty, jako zmienna niezależna. Z czasów: rozpadu i powstania; została wy-
liczona długość czasu trwania, jako ich różnica.
10.15.2. Obszar badania przestrzenny i przedmiotowy
Obszarem przestrzennym badania są zlewiska Eurazji i Morza Śródziemnego.
Obszarem przedmiotowym badania jest złożona formacja geopolityczna.
10.15.2.1. Definicja
Złożona formacja geopolityczna jest znamienna tym, że jest zbudowana ze składników
zdolnych do samodzielnego istnienia, jako państwa lub twory quasipaństwowe.
Badanie pomija państwa powstałe ze zjednoczenia plemion, klanów bądź innych tworów
niepaństwowych.
◊ Produkty rozpadu — warunek słaby
◊ Składniki tworzące — warunek silny — ma znaczenie dla określenia początku.
10.15.3. Wybór przypadków badanych
Przypadki wybrane do badania są przedstawione w poniższej tabeli.
L. p. Formacja geopolityczna Początek Koniec Długość
Data Wydarzenie Data Wydarzenie
1 Persja -836

-331
Bitwa między
Arbelą
i Gaugamelą 505
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 304/419
L. p. Formacja geopolityczna Początek Koniec Długość
Data Wydarzenie Data Wydarzenie
2 Hellenizm -338 Bitwa pod Cheroneją -30
Zagarnięcie
Egiptu
przez Rzym 308
3 Rzym -272
Zajęcie przez Rzymian
miast etruskich, zwycięstwo
nad Tarentem 1453
Upadek Kon-
stantynopola 1725
4 Chiny -221

2008

2229
5 Państwo Franków 486 Bitwa pod Soissons 843 Rozpad 357
6
Wielkie Księstwo Litew-
skie i Rzeczpospolita
Obojga Narodów 1235
Mendog, zajęcie posiadłości
na Rusi Czarnej
i w zach. części Rusi Białej 1795
III rozbiór Pol-
ski 560
7 Indie 1451 Koniec dynastii Sajjidów 2008

557
8 Austro-Węgry 1526

1918

392
9 Wielkie Cesarstwo 1797
Traktat pokojowy w Campo
Formio 1814

17
10 III Rzesza Niemiecka 1938 Anschluß Austrii 1945

7
10.15.4. Znajdowanie związku
Wartości parametrów charakteryzujących przypadki badane zostały przedstawione
na wykresie. Okazało się, że na wykresie punkty pomiarowe układają się tak, że przez nie można
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 305/419
poprowadzić krzywą. Okazało się, że krzywa może zostać potraktowana jako wykres funkcji danej
równaniem,
( )
( )
|
.
|

\
|
÷
÷
=
1221
50
cos
e
2
889778
-
50
3852
2
t
t
Δt
t
,
gdzie:
Δt
— długość trwania złożonej formacji geopolitycznej,
t
— czas powstania formacji geo-
politycznej.
Dokładność dopasowania równania do danych została sprawdzona metodą wyrównawczą
Gaussa najmniejszych kwadratów, stopa odchylenia standardowego
si
14.02% = S
, co jest, zważywszy na specyfikę przedmiotu badań, wartością małą, czyli równanie
jest dobrze dopasowane do danych.
10.15.5. Uwagi
◊ W dziejach są czasy lepsze i gorsze do założenia złożonej formacji geopolitycznej
◊ Związek długości trwania złożonej formacji geopolitycznej od czasu jej powstania może
być dany zależnością funkcyjną
◊ Periodyczność (człon równania —
( )
|
.
|

\
|
÷
1221
50
cos
2
t t
) jest dowiedziona dobrze
Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ......................................................................... 306/419
◊ Obwiednia (człon równania —
( )
e
889778
-
50
3852
2
÷ t
) jest dowiedziona słabiej, w szczególności może
mieć inną postać, w szczególności może być dana funkcją z więcej niż jednym maksimum,
w szczególności może być dana funkcją periodyczną, w szczególności w przyszłości może wy-
stąpić okres korzystny do zakładania złożonych formacji geopolitycznych
◊ Mało punktów badawczych (10)
◊ Selekcję można przeprowadzić inaczej
◊ Można inaczej określać punkty początku i końca
◊ Dobrze byłoby takie badania przeprowadzić dla innych miejsc na Ziemi (np. Ameryki Połu-
dniowej i Środkowej).
10.15.6. Podsumowanie
Opracowanie nie rości sobie pretensji do uznania za ostateczne, czy nawet precyzyjne,
ale może być uznane za etap w badaniu zagadnienia, po którym przyjdą następ