Terakowska Dorota

Samotność bogów

1

Gdy się pisze, dobrze jest mieć swoją Alę. Alicji Baluchowej - bo dzięki niej moi bohaterowie przemieszczają się pomiędzy światami, lekceważąc wszelkie granice, włącznie z tymi, których nie ma.

Warkot bębnów wciąż nabierał tempa i brzmiał teraz jak stukot tysiąca końskich kopyt, cwałujących po Kamiennej Drodze. Na tę Drogę, po drugiej stronie Rzeki, Jon trafił przez przypadek, ale nim uszedł kilkadziesiąt kroków, wstrzymał go głos szamana. Szaman, stary i zgarbiony, stał na właściwym brzegu, gdzie zbiegały się ścieżki z Wioski, był niewidoczny dla oczu chłopca, a jednak chłopiec usłyszał jego czyste, wyraźne wołanie: - Jon! Wracaj! Tabu! Jon nie musiał słuchać szamana. Władza szamanów formalnie skończyła się, wszyscy w Plemieniu pokochali już inne Bóstwo - zwane najczęściej Bogiem Dobroci. Nie potrzebowało Ono plemiennych czarowników, gdyż nowe rytuały odprawiali przybyli z Dalekiego Kraju kapłani. A jednak choć Bóg Dobroci panował już prawie półtorej setki lat, po śmierci poprzedniego szamana Plemię wybrało następnego - i kapłani przymknęli na to oczy. Owszem, szamani służyli dawnym, odrzuconym bóstwom - “bałwanom”, jak uparcie mówił młodszy kapłan - lecz chronili też Wioskę przed ich zemstą i leczyli ludzi z chorób. Kapłani, w przeciwieństwie do szamanów, byli uczeni w piśmie, nigdy nie ulegali przesądom i nieśli - Jon kochał to słowo - Cywilizację, nie umieli jednak radzić sobie ze starymi Bogami, z ich mściwą naturą, ani z chorobami nękającymi ludzi z Plemienia. Niektórzy szeptali nawet, że część tych chorób - wcześniej nie znanych w Wiosce przynieśli z sobą, z różnych Dalekich Krajów i zza mórz, właśnie ludzie w długich sukniach. Szamani nauczyli się je leczyć, minęło jednak wiele lat, nim odkryli, jakie zioła są naprawdę skuteczne, a które należy dopiero wyhodować, krzyżując różne gatunki z pomocą całkiem nowych zaklęć. Nim się tego nauczyli, wielu ludzi w Plemieniu zmarło na dziwaczne, nieznane choroby, ale już nie szaman - w rytualnym stroju i w strasznej masce - odprowadzał ich w ostatnią Drogę. Rolę tę wzięli na siebie kapłani, nawet nie pytając, czy Kraina, ku której wiodą umierających, im odpowiada. Wyglądało, że wiedzieli lepiej niż Plemię, co jest dla ludzi z Puszczy dobre i co służy Cywilizacji. Kapłani zatem wciąż jeszcze tolerowali obecność ostatniego szamana (kiedyś było ich wielu); udawali, że go nie dostrzegają, a czasem zezwalali na rytualne bębnienie w czasie dawnych świąt - nie zgadzali się jedynie na składanie krwawych ofiar bóstwom. Dawni Bogowie potrzebowali ich - Bóg Dobroci nie tylko ich nie przyjmował, ale wręcz potępiał. Na razie. Dziś właśnie była Noc Starych Bogów, a właściwie najważniejszego z nich, którego jednak nigdy nie wymieniało się z imienia, aby go szybciej i łatwiej zapomnieć.
2

Dlatego bębny zaczęły wybijać swój rytm zaraz po zmroku, a gdy zapadła noc, ich rytm był już szaleńczo szybki, a bębniący mokrzy od potu. Pot spływał po nagich ciałach, wielkimi kroplami skapywał na ziemię, wsiąkał w nią - jako przebłagalny dar Plemienia dla porzuconego już bezimiennego Boga. Bębny dudniły prawie pół doby, ale kapłani skryli się w świątyni i udawali, że nie słyszą. Jon był za mały, by uderzać w bębny. Tego przywileju dostępowali tylko młodzi mężczyźni, a Jonowi do męskiego wieku brakowało ośmiu lat. Ale, jak wszyscy chłopcy z Plemienia, kucał w pobliżu bębniarzy i słuchając ich monotonnego rytmu, bezwiednie kiwał się w jego takt całym ciałem. I myślał. Myślał o Kamiennej Drodze. Już od wielu dni i nocy rozmyślał o Kamiennej Drodze. Odkrył ją przypadkiem. Przypadek spowodował, że Jon złamał Tabu i przedostał się na drugą stronę Rzeki w niedozwolonym miejscu. Wszyscy w Plemieniu wiedzieli, że od czasu przybycia ludzi w długich sukniach i uznania nowego Boga Rzekę przekracza się tylko jednym brodem, nie tym naprzeciw Wioski, lecz tym dużo poniżej jej ostatnich chat. Bród naprzeciw Wioski, najbliższy i z pozoru najdogodniejszy, przestał w ogóle być używany. Stał się Tabu. - Dlaczego? - zagadnął raz chłopiec swego ojca, gdy umiał już stawiać właściwe pytania i słuchać odpowiedzi. - Przecież kochamy już tylko Boga Dobroci - odparł niejasno ojciec. Początkowo Jon nie pojął sensu odpowiedzi ani związku Boga Dobroci z brodem. Gdy po paru miesiącach ów sens do niego dotarł - nie wiadomo w jaki sposób, w Plemieniu nigdy się o tym głośno nie mówiło - Jon zaczął śledzić szamana. Nie wątpił, że ten musi czasem przebywać stary bród w zakazanym miejscu i wędrować w głąb Puszczy po tamtej stronie Rzeki. A jednak - mimo czuwania o świcie, po zmroku, a nawet nocą - chłopiec nigdy nie przyłapał szamana na naruszaniu Tabu. Wtedy zrozumiał, że kapłani tolerują obecność starego czarownika także z innych przyczyn: nie tylko strzegł on Wioski przed zemstą starych bóstw i leczył ludzi; dbał również o to, by nikt z Plemienia nie złamał Tabu, aby wszyscy wypełniali nakazy i zakazy ludzi w długich sukniach. W ten sposób - o dziwo - szaman służył pośrednio Bogu Dobroci. Jona zdumiało to odkrycie. Drugi brzeg był daleko, więc mimo Tabu kobiety z Plemienia nie rezygnowały z prania w Rzece blisko Wioski, a dzieciaki z kąpieli. Przestrzegano tylko jednej zasady: nie wolno było przekroczyć środka nurtu wody. I nigdy nie było z tym kłopotów. Nikt nawet nie próbował zbliżyć się do niewidzialnej, lecz raz na zawsze ustalonej granicy. Wszyscy zresztą wiedzieli, że Tabu pęta ludziom ręce i nogi, odejmuje lekkość oddechu, dusi i zmusza serce do tak szybkiego bicia, że z tego rozpędu może ono stanąć.

3

nikt nie podziękował mu za bohaterski czyn. Tabu.nie żądała od nikogo. Zresztą nie zastanawiał się nad tym w swym dwunastoletnim rozumie. choć zbliżał się coraz bardziej do drugiego brzegu. Po chwili dziewczynka westchnęła. Coś wołało go. ani jego nogi. pochwalnego pohukiwania ojca . że Tabu automatycznie. wzywało.i chłopiec musiał ją przepłynąć w zakazanym miejscu. Jon nie czuł nic. po chwili poczuł grunt i wkrótce stał na drugim brzegu z Gają w ramionach. że złamał Tabu . ani ręce. było silniejsze niż odruch niesienia pomocy czego Jon nie wiedział. darła na sobie suknie i orała twarz paznokciami .A jednak Jon został zmuszony do naruszenia Tabu. paraliżuje jego zdolności fizyczne. Jon zakrzyknął z radości.wziął więc uratowaną dziewczynkę na ręce i ruszył w dół Rzeki. dostrzegał Drogę. nie rzuciła się na ratunek sama. pęta umysł człowieka. Położył ją na kamieniach i tak jak umiał. Nie przypuszczał. Ale milczenie Plemienia było wymowniejsze niż jego krzyk i silniejsze niż ciekawość chłopca . a drugi brzeg i głowa tonącej były coraz bliżej. być może chłopiec od razu ruszyłby w gęstwinę Puszczy. Rzeka wyśpiewywała swój bulgoczący rytm. Spodziewał się zwycięskich okrzyków Plemienia. podobnie jak inni członkowie Plemienia. Gdy wrócił do Wioski z Gają. ciągnęło. o dziwo. Gdyby nie mała Gajka i niesamowite milczenie ludzi na drugim brzegu. Kierował się w stronę wciąż widocznej na powierzchni główki Gai i dziwił się. Nic . aby postąpił dalej. którym była mała. że trzeba o nią pytać.poza tajemniczym zewem nakłaniającym go. Szaman twierdził. Gdy wiosną stopniały śniegi i zaraz potem padały długotrwałe deszcze. Gdy schwycił małą za włosy. gdzie. Tym bardziej bezradni. Tę niedużą. krzycząc rozpaczliwie za każdym razem. Mimo to ruchy rąk Jona były silne i szybkie. im szybciej prąd znosił Gaję na drugi brzeg. Rzeka gwałtownie wezbrała . Po prostu skoczył. by znaleźć używany przez wszystkich bród. że nic go nie wstrzymuje. Przeciwnie: kobiety rzucały 4 . nie pytając nikogo o zgodę. Ba. nabrała powietrza i otwarła oczy.a tymczasem ludzie stali po drugiej stronie wody i milczeli. Dziecko topiło się. bezbronna dziewczynka. bezradni. by ratował jej dziecko. dziękczynnych zaklinań matki dziewczynki. by ratować Gaję. W ten sposób Jon odczuł. łamiący się o wystające głazy. w głąb Puszczy. że trzeba ratować czyjeś życie i że to jest ważniejsze od wszelkich Tabu czy jakichkolwiek zakazów starych lub nowych Bogów. jak niewidzialna sieć. jak mu się wydawało. mimo że doskonale umiała pływać. usuwał jej wodę z płuc. gdy żywioł pozwalał mu wychylić głowę ponad fale. płuca czy serce. która mogła już iść o własnych siłach i radośnie podskakiwała. wbrew przestrogom starszych. nogi z energią pokonywały rwący nurt. To Jon skoczył do Rzeki. Było silniejsze niż nakaz ratowania życia członkowi Plemienia. Wiedział tylko. a mimo to chłopca uderzyła dziwna cisza.nie odczuły tego. Nawet matka Gai która krzycząc dziko. a ludzie z Plemienia stali nieruchomo. paroletnią dziewczynkę porwał prąd w czasie zabawy i zniósł ku drugiemu brzegowi.

muszę okadzić cię dymem”. bardziej niż krótkotrwałe odrzucenie przez własne Plemię Jon zapamiętał ów dziwny zew drugiego brzegu. nie patrząc na syna. z przekrwionymi od dymu oczami i udał się do świątyni na modlitwę.Dlaczego? . A jednak bardziej niż to milczenie. a w ustach rósł gorzki smak. Rodzice milczeli.spytał Jon ojca.Co więc zrobiłem źle? . ludzie z Plemienia już dawno zbudowali sobie solidne. odnaleźć przeczuwaną Drogę (nie widział jej. Rodzice spojrzeli po sobie. tamto palące pragnienie. aby wejść w gęstą Puszczę. Tyle że nadal nikt nie dziękował za uratowanie dziewczynki. . Okadzanie świętym dymem było długie i męczące. Podobno w Mieście zaczęto nawet budować domy z cegły.Jakim zapachem? Pachnę Rzeką. wszyscy w Plemieniu traktowali go jak dawniej . mężczyźni obserwowali go z ponurą czujnością.Przecież ona topiła się tam. Wydawało mu się. kamienne milczenie.Nie możesz skalać domu Dobrego Boga tamtym zapachem… . rybą. . że Plemię milczy także wtedy.oto dwa wykluczające się nakazy.Szaman pokręcił głową i nie pytając Jona o zgodę. jak się zachować. . I Rzeka nie zmyje tego zapachu. I to zapragnął zbadać. ciepło. .Zrobiłeś dobrze.Nie tylko Rzeką. 5 . nie tu! Jak inaczej mógłbym ją uratować?! . ale nie wolno przekraczać Rzeki . gdy zasiedli do wieczornego posiłku. a ojciec rzekł krótko: . Trzeba ratować tonące dziecko. .wokół niespokojne spojrzenia. Jon po raz pierwszy pojął.zdziwił się Jon. gdy nie wie. wciągnął go do swego namiotu (tylko on mieszkał w namiocie ze skór zwierząt. sitowiem! . że matka Gai spojrzała na niego z wdzięcznością.dociekał chłopiec. wyczuł tylko jej obecność w regularnym prześwicie poprzez wysoką ścianę lasu) i… i co? Tego właśnie nie wiedział.z rubaszną serdecznością.zawołał chłopiec. Jonowi kręciły się łzy w oczach. lecz nie wyrzekła słowa. nawet twoja matka i ojciec. To one wywołały w ludziach porażające.Czy zrobiłem źle. . I strach. Chłopiec zwymiotował. z nosa spływały krople. ratując Gaję? . Lecz szaman miał rację: gdy Jon wreszcie wyszedł z jego namiotu. . Cywilizacja!). będzie cię unikać. a Plemię. drewniane lub kamienne domy. . szaman powiedział: “Zanim udasz się do świątyni.Byłeś na drugim brzegu.obruszył się chłopiec.

Ich ręce odmówiły posłuszeństwa. Chłopiec wpatrywał się w prawie czarny na tle niebieskiego nieba zarys lasu . Wszystko powinno mnie tam odrzucać. zatykając uszy. Bębnili od wczesnego zmierzchu.szeptał łagodnie stary kapłan. wysłannicy nowego Boga. Powinna spaść na mnie kara. wydeptaną przez zwierzynę do wodopoju. nasłuchując niespokojnego bicia bębnów. nim Jon poddał się i poczuł. ale Ezra miał dla nich wszystkich jedno miano: bałwany). Puszcza wydawała się tam inna niż ta wokół Wioski: gęściejsza. że po długiej. skryli się w świątyni i udawali. Isak. Oznaczało to bowiem. Najgroźniejsi jednak byli Bogowie bezimienni. co im się należało i na pewien czas powinni dać 6 . czy ona w ogóle istnieje.irytował się młodszy z kapłanów. a Jon nigdy nie widział nad ich koronami żadnego ptaka. gdy ludzie w długich sukniach. Starzy Bogowie. trzy pokolenia temu. męczącej ceremonii przebłagania starych Bogów ludzie z Plemienia będą spać wyjątkowo mocno. Nie bałem się. że tam jest Droga. To nie powinno być trudne. odganiał ją. że Plemię wciąż się ich boi i nie chce ich przywoływać. że tej nocy sprawdzi. Ezra. Nie po to. I nocą musi postawić stopy na tamtym zakazanym brzegu. Plemię. co wołało go na drugim brzegu. ale by ich przebłagać. by nikt go nie zobaczył. Nie spadła. Coś mnie jednak wołało. aby nie skalał go natarczywy rytm grzechu. Zdecydował się właśnie wtedy. powinienem się bać. Nie mogą się od razu zaprzeć tego. prosić o wybaczenie zdrady. ale wiem. Będą umęczeni Nocą Bębnów i swoim rozdarciem pomiędzy lękiem przed starymi bóstwami a miłością do Boga Dobroci. z ciemniejszą niż zazwyczaj głębią. Patrząc na spoconych bębniarzy. Dopiero ich nawróciliśmy. (“Trzeba nam czasu. wciąż doskonale rozróżniało mniej ważne bóstwa i bożęta od groźnych starych Bogów. skłębioną ścianę Puszczy. Przysiadał na pniach nad Rzeką i wpatrywał się w drugi brzeg. co było całym życiem ich przodków…” . w czarną. że nic nie słyszą . a nad Wioską od dawna rozpościerała się noc. dwa. I wiem. mimo że nawrócone. Choćby najmniejszego. że Rzekę musi przebyć nocą. ta myśl przychodziła do niego krok po kroku. Grzech miał głuche brzmienie bębnów. nazywając po imieniu. a nosił imiona zapominanych powoli starych Bogów. Nie wiem skąd. Gorzej może być ze znalezieniem dziwnej Drogi lub z upewnieniem się. otrzymali to. Jon czuł. prześwit między drzewami oznaczać może na przykład ścieżkę.Decyzji nie podjął nagle. bardziej mroczna. Dokąd prowadzi…? Minęło wiele dni i nocy.gdy Plemię obchodziło Święto Starych Bogów. gdy z bębniarzy spływał pot. wijów i boginek. wodników i strzyg. ale wracała. Ta noc była do tego wprost idealna: chłopiec wiedział. bo złamałem Tabu. że musi to zbadać.i myślał: Gdy byłem na tamtym brzegu. a zwłaszcza Bezimienny. Jon postanowił. gdy bębny warczały głucho i donośnie. bóstw i bożąt. Bębniarze raptownie urwali rytm. by ich nadal czcić. “Trzeba im zakazać tego bębnienia pod karą męki w piekielnym ogniu!” . Drzewa wydawały się tam wyższe i grubsze.

Gładka. kamień… Wielkie. Księżyc nie świecił w tej chwili i było wyjątkowo ciemno. dzięki obecności drzew. Puszcza rozstąpiła się na boki.zdecydował. Puszcza wolno gęstniała. wprost pod granatowym niebem. Kamienna Droga.i wstrzymał okrzyk bólu. Kamień. cały wysiłek wkładając w badanie stopami podłoża. a suche gałęzie zbyt ostre. Wioska spała. Mech pod jego bosymi stopami był miękki. groźnie brzmiącym opowieściom starszyzny. ale wciąż niczego nie słyszał i nie czuł. na tym brzegu. I Jon tak zrobił. Nic nie czuł. Przeszedł teraz kilkaset metrów w górę i w dół Rzeki. tym razem także nie poczuł krępującego działania Tabu. Jakby powstała wczoraj. Noc zawsze wydawała się Jonowi bezpieczna. Wtedy poczuł: już nie szedł po mchu ani igliwiu.musiała to być kość jakiegoś padłego zwierzęcia . a ciepły wiatr osuszał mu skórę. pogrążona w bezpiecznym mroku nocy. wyraźny głos szamana: . Chłopiec nadepnął na coś wyjątkowo ostrego . To nie była ziemia… Jego dłonie wymacały chłodny kamień. Aby się o tym przekonać. Opadł na kolana i na czworakach ruszył naprzód: wszędzie wokół był gładki kamień. Jaka była tam? Chłopiec wszedł do Rzeki i chwilę w niej brodził. Przynajmniej do dziś. niczego nie słyszał. wstał ze swego łoża i cichutko wyszedł. jakby wypolerowana. Widział je teraz wyraźnie. zanurzając się najwyżej do ramion. Po namyśle zagłębił się w Puszczę. które się od nich odwróciło. Ruszył dalej ostrożnie. tu. Kamienna Droga zatem nie była prosta. tego Jon nie mógł dociec. linii horyzontu. Noc była ciepła. Szedł szybko.spokój Plemieniu. Dokąd podążała. Młodzi mężczyźni usnęli tam. Spojrzał ku bliskiej. potem trafił na pierwszą głębię i zaczął płynąć. krzewy borowiny drobne i kłujące. starannie obrobione głazy złączone gliną. Dla dwunastoletniego chłopca środek Rzeki wciąż był głęboki. Ale pokonał go z łatwością. Wbrew mrocznym. Wody dawno opadły. gdyż nagle zza gęstych chmur wyjrzał księżyc. Grunt pod jego stopami stał się dziwnie gładki. Żadnego zewu. a szaman w namiocie. Myślał wówczas tylko o ratowaniu małej Gai.Jon! Wracaj! Tabu! 7 . kamień. … właśnie tedy usłyszał czysty. płaskie. jak wydawało mu się na początku. Nie pamiętał. gdzie odłożyli bębny. Jon przykląkł i dotknął dłonią ziemi.Może to powinno być gdzie indziej? Spróbuję powyżej… . . stojącym blisko Rzeki. gdyż zew płynął najwyraźniej stamtąd: z głębi Puszczy. w którym miejscu poprzednio usłyszał zew. Wiatr i woda nie zdążyły wyrzeźbić w niej nawet najmniejszej nierówności. należało po prostu ruszyć przed siebie. Puszczę dzieliła wijąca się Droga. Płynął rytmicznie i po chwili znów poczuł grunt. gdyż deszczu nie było od wielu dni i dorosły mężczyzna mógłby przejść na drugi brzeg. Gdy Jon usłyszał wreszcie ciche poświstywanie ojca i głęboki oddech matki. Szedł wolno po mokrych kamieniach drugiego brzegu. Reszta ludzi skryła się w swych domach.

8 .Nie wołałem cię dźwiękiem.pokiwał głową starzec . Chłopiec westchnął i rozejrzał się niespokojnie. Usłyszałeś go.odparł szaman myślom chłopca. . .nikt w Plemieniu nigdy nie kwestionuje.A kto umie nim mówić? . że wkrótce nikt nas nie będzie potrzebował. Tym razem nie szukał znajdującego się poniżej brodu: to szedł. . tylko mocą. lekkiego. . Czekał. Nikt się nie zbudził . . . .odparł szaman.Złamałem Tabu . Może wzbudzić lęk i nieufność.jednoznacznego z zakazem .spytał chłopiec.Szamani . wyzwolony z pęt pełnej nakazów i zakazów codzienności. dlatego kryj swój talent przed ludźmi. widziałem. Więc chyba ty. czarownik nie poruszył się. . Kiedyś. Oczekiwał.Wszyscy śpią. ale zarazem w przedziwny sposób czuł się wolny i niezależny. tak jakby szaman o tym nie wiedział.Wciąż nie czuł Tabu. . Po chwili już był z powrotem nad jej brzegiem. Był wystraszony. Nie każdy słyszy. którzy go słyszą. to znów płynął na skróty tędy. Kamienna Droga wołała go i niosła niemal sama. Trzeba było włożyć w ten okrzyk nie lada siłę.Znów będziesz mnie okadzał? . Nie mówiłeś mi. Westchnął.Wołałem wewnętrznym głosem. zostałbyś pewnie plemiennym czarownikiem.powiedział Jon. że mimo nocy zbiegną się kobiety i mężczyźni z Plemienia.Za późno .i ci wybrani. aby głos dotarł nie tylko na drugi brzeg Rzeki.Poprzednie okadzanie świętym dymem nic ci nie pomogło. odwrócił się i ruszył w stronę Rzeki. jak ja.zaciekawił się chłopiec. gdzie drzewa i krzewy tłumią wszelki dźwięk.Czułem. . Ale myślę. Gdy mokry Jon przycupnął u jego stóp. jak od wielu dni wpatrujesz się w drugi brzeg. gdzie od półtorej setki lat nikt z jego Plemienia nie ośmielił się przekroczyć nurtu. Wtedy nic już nie pomaga. ledwie widoczny w mroku nocy. że to zrobisz. jeśli nie coś gorszego. ponury i niezgłębiony jak ona. że poczułeś zew. Nic nie hamowało jego ruchów. ale i w głąb Puszczy. Mimo to podziałało na niego magiczne słowo: “Tabu”. .Co mam teraz robić? . jakby wyzwolonego. Jon przywykł. zwabieni wołaniem czarownika. a strach nie pętał kroków. Szaman siedział na pniu.Nie rozumiem! .zdziwił się Jon. dawno temu. że wagi tego słowa . Przeciwnie.

wyszeptał Jon.szepnął szaman. choć nie wiem. .Tak. . To zbyt dobry Bóg. Ja nigdy nie wypowiadałem się za… za Tego.są podobne.Najgorsze…? .Ludzie na to nie zasługują. że ten.Nie. ja już nie.Zatem Kamienna Droga prowadzi do Bezimiennego… . Znam moje Plemię i inne Plemiona spoza Puszczy . prawda? . gdy przestaje się w nich wierzyć. Choćby po to. I wiem. gdy nie będą się bać swego Boga.Idź do świątyni i pomódl się. musi iść. a po śmierci udają się do Krainy Zapomnianych Bóstw .powiedział Jon z lękiem. łamać Jego przykazania. .Mój ojciec jeszcze chodził tamtędy. że szedłem Drogą starego Boga .odparł bezradnie szaman. a Bogiem Dobroci i pilnować. że Bogowie… no. Aby zagłuszył tamto wołanie. co On by mówił. Lepiej.Bogowie umierają. że ich to nie dotyczy . .Umarł? Myślałem.zdziwił się chłopiec.Plemię mnie odrzuci .On nie gniewa się na nikogo.zdziwił się chłopiec. żeby Tamten się na nas nie zemścił. ale ich agonia jest dłuższa i straszliwsza niż ludzka. Proś Boga Dobroci. W Wiosce wciąż pamiętają. bez strachu i wyrzutów sumienia. I boję się. że wcześniej czy później ludzie. Oni już nie słyszą Jego wołania i są z tym szczęśliwi.zmartwił się Jon w dziecięcym odruchu żalu. który czeka u kresu Kamiennej Drogi. a nie przeciw sobie. lecz nigdy na niej nie stanąłem . że nią pójdziesz. że się komukolwiek sprzeniewierzyli. . . mówiąc nie to. Jestem już tylko po to. Tak zawsze było.Bóg Dobroci pogniewa się. . czy to możliwe. I to jest najgorsze . Kto raz na nią wstąpił. W końcu zdradziliśmy Go. ale będą się ciebie bać. I to mnie przejmuje lękiem.Więc ją znasz? Byłeś tam? Dokąd ona prowadzi? . . żebyś tam nie szedł. A ja już miałem nadzieję.rzekł szaman bardziej do swoich myśli niż do tego niepozornego chłopca. gdyby mógł. . Albo też Jego kapłani będą przemawiać w Jego imieniu. Idź teraz do świątyni i spróbuj odwrócić swój los. Jonie.Znam tylko właściwe słowa i mam jej obraz w głowie. Umierają. Wszystko wszystkim wybacza. by okazał się silniejszy. . kogo On wołał. który czeka na 9 . słucha Jego głosu. I widocznie wciąż tak jest. . że On… że umarł. . żebyś już nigdy nie postawił stopy na Kamiennej Drodze. Mogą teraz czcić Boga Dobroci. by stać pomiędzy Tym. Nie odrzucą cię.spytał niecierpliwie Jon.. zaczną. Ale idź. aby mieć Boga Dobroci za sobą.

Na szczęście obaj kapłani spali teraz w swych domach: stary. . Karał za nieposłuszeństwo. wyrwał staruszce rzemienny bat. Nikomu nie pobłaża. może jeszcze nie jest za późno… Szaman skrył się w swym namiocie. ale Ezra przypomniał sobie chłopiec .który pewnie by się zmartwił kłopotami Jona i młodszy. jak przemawiała do wodników w czasie prania bielizny w Rzece. starzy czy nowi . na co zasługują ludzie! A teraz idź już do świątyni. by lepiej skupić się na Jego obecności. Kapłani spali. Więc może Ezra miał rację. Jon czuł Go w Puszczy i nad Rzeką. który nadszedł. Jon o tym wiedział. z ciepłym światłem łojowych lampek i świec migocącym za wąskimi. Jon ruszył do świątyni. Stara Jaga widocznie wciąż w to wierzyła. długimi oknami. gdy Plemię w milczeniu przyglądało się. bardziej smutny niż zagniewany. Może nawet nakazałby mu odbyć pokutę? Kapłan Isak nakazywał jedynie modły. jak Jadze krew cieknie po plecach. I taki winien być Bóg ludzi.pomyślał bezwiednie chłopiec.młodszy i gniewny . był wszędzie. ukląkł. Stała pośrodku Wioski. ledwo wszedł do wnętrza. Ale przecież nie ja będę pouczał nowego Boga.Im lepiej ludzie będą Go sobie wyobrażać. także wtedy. gdy czciło Go całe Plemię. nie patrząc na obrazy i oparł głowę o ciepłe drewno jednej z szerokich ław. drewniana. by je kaleczyć! . Isak . mógł też wpędzić jej właściciela w chorobę. Na innego nie zasługujemy.końcu Kamiennej Drogi. bluzki i koszule. gdy surowo nakazał odpokutować starej Jadze za ciemne zabobony? Ale przecież kapłan Isak. .krzyknął. Świątynia była potrzebna tylko po to. aby biczowała sobie do krwi plecy. formowane w glinie lub w gipsie . choć drugi z nich . odlane w metalu. On jest inny. Nie chciał słyszeć nauk ludzi w długich sukniach. że w ciszy wypełniającej świątynię jest 10 . I nigdy nie pobłażał. Jon poczuł Jego obecność.Bóg Dobroci nie po to stworzył ludzkie ciało. aby Boga utożsamiać tylko ze świątynią. a nie zaklęcia. w swoim domu i w znalezionym na drzewie gnieździe jaskółki.jak wszyscy Bogowie. a nawet sprowadzić opętanie.chciał.. Urok wodnika mógł pozostawić bieliznę równie brudną jak przed praniem lub jeszcze brudniejszą. aby nie rzucali czarów na spódnice. wiedział też o tym starszy z kapłanów. ze strzelistą wieżyczką wznoszącą się ku gwiaździstemu niebu. Na szczęście Bóg Dobroci był nie tylko w świątyni. że żaden z nich nie pokazuje Go prawdziwym. który straszyłby go piekielnymi mękami.gdyż wiedział. gdyż przyłapano ją. Nie patrzył na Jego wizerunki rzeźbione w drewnie. Podobno dawniej kobiety z Wioski zawsze podczas prania zaklinały wodników. pragnął usłyszeć głos Boga. Był groźny wymagający.zmusił raz starą Jagę. ale Bóg . Wydawało mu się. …chłopiec wszedł zatem do świątyni. prosta. nie była miejscem Jego pobytu. malowane na płótnie.nie spał nigdy. tym mniej będzie do siebie podobny” . choć Plemię z Wioski dawno uznało nakazy Cywilizacji: do prania potrzebny był dobry ług.

śpiewanych z uczuciem. Ustalano okres narzeczeństwa . A on się nie śpieszył. by Cię zdradzić . lecz fałszywie. tradycyjna pora łączenia w pary młodych ludzi z Plemienia. gdzie młodzi zamieszkają po ślubie .zgodnie z odwiecznym obyczajem. a po chwili usnął też Jon. wślizgnął się cicho do domu. zwierzęcych skór. wolał szukać okazji do radości. gdyż spryt młodych nie mieścił się w wyobraźni starszych!). a Jon. Chłopcu nie było też spieszno poznać tajemnicę Kamiennej Drogi. ale Jon i tak odczuł Jego zgodę. Oto po jesieni i zimie następowała znowu wiosna.powiedział półgłosem. Były to pieśni ponure . że nie był to rodzaj sekretu.bliżej do Niego niż podczas wspólnych. poczuł ulgę. gdy już wiedział. Prawie całe dwie pory roku. nigdy nie zrobię niczego przeciw Tobie. a każdy taki przypadek Plemię długo pamiętało. Jon nie słyszał zewu. Nigdy się nie odzywał. Chłopiec wyszedł ze świątyni i. bo muszę. Teraz. w Wiosce. którego odkrycie przynosi szczęście. to nie po to. która pokonywała wszelkie przeszkody. *** Minęło wiele dni i nocy. Nowy Bóg miał zbyt wiele zrozumienia dla ludzi z Wioski. Nie aprobatę. Pójdę.porozumiewali się ze sobą rodzice przyszłych oblubieńców. czego Tamten będzie ode mnie chciał. W ciągu tych siedmiu lat młodzi mogli się polubić. jak każdy dwunastolatek {teraz już prawie trzynastolatek). A Ty mi wybaczysz. Tylko do niego należała decyzja. Szaman miał rację. nawet dawne obyczaje. Matka i ojciec nadal spokojnie spali. w imię obrazy krewnych dziewczyny lub chłopca. którego nie zmieniło przybycie kapłanów z Dalekiego Kraju . a nawet czasem przekazywało w pieśniach następnym pokoleniom.Jeśli nawet TAM pójdę. że musi iść Kamienną Drogą. snem głębokim i bez koszmarów. Decydowano. wiem. owiec.o złamaniu rodzinnych umów i rodowej wojnie. I odwrotnie: niektóre z pieśni sławiły potęgę miłości. Przebywając na swoim brzegu. Bogatsi ludzie z Plemienia na długo przed weselem zaczynali budowę domu dla przyszłej rodziny. jaką młoda para otrzyma na nową drogę życia. Rodzice wymieniali rzeczowe uwagi o ilości bydła. lecz mogli też zażądać od rodziców zerwania narzeczeństwa i zawiązania nowego. Obiecuję też. Właśnie nadarzała się taka okazja i chłopiec poświęcił jej całą uwagę. Widocznie szaman dobrze chronił Plemię. w czym pomagała na ogół cała Wioska. Wierzysz mi? Odpowiedz… Bóg Dobroci nie odezwał się. Z zachowania starego czarownika wywnioskował.z rodzicami czy osobno. I zrozumienie. co nieuniknione. nie zauważony przez nikogo. że obojętne. aby uczynił to jutro czy choćby za miesiąc. 11 . . głośnych modłów i pieśni. Zwłaszcza że nikt nie żądał od niego. oni sami na ogół nic o tym nie wiedzieli (na ogół.nie mógł być krótszy niż siedem lat. lecz zgodę na to. Zdarzało się to jednak rzadko. narzędzi i broni. Najpierw . kiedy to zrobi.

Najczęściej jednak rodzicom udawało się dobrać narzeczonych. Plemię po części ze wstydu. ale za siedem kończyła szesnaście. Gaja miała zaledwie dziewięć lat. lecz równocześnie nie chcieli stracić swego szamana. mówiące o rosnącej odrazie dla czarów i srogim karaniu czarowników. że mądrzej będzie. gdyż któryś z nich . czyli tyle.podobnie jak szaman . nikt bez trwogi nie umiał myśleć. iż nikt jej nie chciał. że się ich bało .i nie myśleć. pomniejsze bóstwa potrafiły sprowadzić deszcz na gotowe do zbioru plony lub wywołać pożar w zagaszonym domowym ognisku. Ojcowie rzadko kwestionowali ich wybór. że szamana trzeba wypędzić z Wioski. (Pewnie przyszła po sól lub przepis na placki przemknęło mu przez głowę). zanim rodziny ustaliły zawarcie narzeczeństwa. a kogo lepiej trzymać od siebie z daleka. by sprawdzić. że szaman podczas ceremonii zaręczyn szepnął rodzicom słówko. ile powinna mieć oblubienica. by ludzie w długich sukniach nie wiedzieli zbyt wiele o starych rytuałach i obyczajach. ba. Zaślubin udzielali kapłani.mógłby wpaść na pomysł. że jest im wciąż potrzebny. niekiedy oddawał się szczególnym wróżbom. O mocy i możliwościach dawnych Wielkich. Na szczęście stary szaman. Zgodnie z wielusetletnią tradycją. Kapłani nie umieli tu doradzić. Matka Gai miała niewiele czasu. Najstarsi ludzie z Wioski uznali. Nikt też nie chciał narażać spokoju szamana. wciąż jednak to szaman najlepiej wiedział. Dzisiaj większość starych rytuałów zarzucono. Owszem. po części ze strachu kryło przed kapłanami tajniki tej wiedzy. przejeżdżający czasem przez to ukryte w Puszczy miejsce. One . dlaczego szaman miał być karany za swe nadzwyczajne umiejętności.instynktownie wyczuwały. 12 . lecz niektóre wciąż były przydatne. byłaby już trochę za stara i można by podejrzewać. wywodzących się z czasów. wiedzieli. Ale odwiedziny zaczęły się powtarzać. pokręcił głową lub zmarszczył brwi. dzisiejszych Bezimiennych. wodniki i wije podchodzą niekiedy pod Wioskę. A zresztą Bogu Dobroci nie ubywało miłości ludzi tylko dlatego. Gdyby miała więcej. czarownikowi wystarczał jeden rzut oka. nakazał istnienie Tabu. po którym jego wzrok stawał się jaśniejszy. a pewnego wieczoru ojciec i matka Jona udali się razem do domu dziewczynki. Chłopiec zobaczył ją w swoim domu. czy nie uda się czegoś zniszczyć w utrwalonym nowym porządku. najpierw porozumiewały się matki młodych. by wyszukać narzeczonego dla jedynaczki. korzystali bowiem z pomocy szamana. gdy w żadnym z Plemion nie oddawano jeszcze czci nowemu Bogu. że złośliwe bożęta. czy z narzeczeńskiej pary będzie zgodne stadło.choćby surowy Ezra . badaniu wnętrzności zabitej kury czy piciu tajemnego wywaru z ziół lub grzybów. Na taki wstyd żadna matka nie chciała narażać swoich córek. lecz początkowo niczego się nie domyślał. …to chyba matka Gai przyszła pierwsza. Czuli. Plemię nie rozumiało. Nie dlatego. niż sięga wzrok zwykłych ludzi. przywozili wszak dziwne wieści ze Świata Cywilizacji. Kupcy. widział dalej. rozumiejąc swoje Plemię.ale nikt nie chciał sprawiać im zawodu. nikt nawet o Nim nie słyszał. Ludzie z Plemienia pragnęli trwać w uczuciu dla Boga Dobroci.mimo porywczości Ezry kapłani byli dobrymi ludźmi . kogo z kim można łączyć. które zezwalało milczeć . O tym kapłani też nie powinni byli wiedzieć.

Gdy to odkrył.stwierdził chłopiec. Rodzice ubierali ją w praktyczne. Będzie kiedyś piękna . Jon zastanawiał się. nieświadoma niczego Gajka bawiła się lalką przed domem. Twarz pokrywały drobniutkie. naśladując w tym bezwiednie swoje matki.i Gaja. czy na decyzji matki Gai zaciążył fakt. schowany za grubym pniem drzewa. Zrozumiał. że starzec ma co najmniej sto pięćdziesiąt lub więcej lat. gdzie musiałaby zmienić się w błędny ognik. obdarzając ją czułością i przemawiając do niej półgłosem jak do prawdziwego dziecka. Rodzice toczyli zatem zwyczajowe. czy też zadecydował o tym przypadek. a cera . że inne dziewczynki często biły swoje dzieci-lalki. zanim dla Jona stało się jasne. Gdy niebo nad wioską było chmurne. że to właśnie on uratował życie jej córki. długie rozmowy i targi.jego miąższu po rozłupaniu: jasną. kolor jej włosów lśnił barwą jesieni.Chcesz spytać o Gaję . nie żalu za beztroskim dzieciństwem. kucając obok czarownika i patrząc ze zdumieniem na jego pomarszczoną skórę. niezmiennym od wieków. że każdy nowy plemienny czarownik jest wciąż tym samym czarownikiem. Chłopiec pomyślał też. by ich rodzice doszli do ugody. nie wiedzieć czemu.pomyślał mimo woli Jon. przypominała Jonowi Ziemię. o czym rozprawiają ze sobą jego rodzice i rodzice dziewczynki. Będzie dobrą matką . pokrzykując na nie swarliwie. biel skóry przypominała o zimie. Gajka z ogromną powagą bawiła się swoją szmacianą lalką. z rozłożystością rogów jelenia czy z połyskiem niedźwiedziego futra niż z płcią. Jon czekał. bure sukienki z lnu . Było to powodem do dumy. bezpieczną i stałą . W słonecznym świetle wydawało się. któremu piękno kojarzyło się do tej pory raczej z ognistym zygzakiem błyskawicy na granatowiejącym niebie. Odruchowo skierował się do namiotu szamana. oczy Gajki wydawały się dla odmiany niebieskie. lecz wchodzi w ciało następcy.wymamrotał. złociste piegi. Chłopiec przypomniał sobie dziwaczną opowieść starej Jagi (zanim musiała poranić swoje plecy rzemiennym batem i zamilkła). a Jon obserwował ją z ukrycia. bo dusza zmarłego szamana nie ucieka do Puszczy. poczuł dziwne zadowolenie.Zatem kontakty trwały już pewien czas. a złociste plamki piegów były jak lato. 13 . że wchodzi na Drogę wiodącą ku męskości. strzygę lub upiora. w odcieniu kremowym. Tęczówki oczu Gai tchnęły wiosną. . dodając uroku i podkreślając niespokojną zieleń oczu. przypominając sobie. Starzec wygrzewał się w słońcu przed swym niepozornym mieszkaniem. mimo zamkniętych oczu wyczuł obecność Jona. że nie będzie mieć nic przeciw temu. Matkę Ziemię: ciepłą. Włosy dziewczynki w słońcu przybierały barwę młodziutkiego kasztana.choć zarazem zmienną w tonacji pór roku.

który ona nadstawiła ochoczo. że on też nie chce pytać. Jon wprawdzie nie nazwałby tego zabawą: czuł się dojrzałym 14 .Połowę prawdy. to też mnie uratujesz jak od śmierci w Rzece? Zapanowało kłopotliwe milczenie.odparł szaman pytaniem na pytanie. Nim goście i gospodarze weszli do domu. pokażę ci. a dwunastolatek najwyżej udaje dojrzałość. Chłopiec spojrzał na jego pomarszczoną twarz i pomyślał.Będziecie bardzo dobrym małżeństwem . Już tu byli. skoro jest to tylko połowa prawdy? . jak się robi łuk . że jest to wyłącznie jego sprawa: że może liczyć na siebie i nikogo więcej. Wybrał kolor zielony.…a jeśli wyskoczy dziki zwierz z Puszczy. . Jon też nie chciał. że dziewięciolatka jest jeszcze skorym do zabawy dzieckiem. które oplotły mu się wokół palców.Czy ktokolwiek pyta o więcej? . obchodzono je tylko w gronie najbliższych. by się pobawić. nakrapiany drobnymi cętkami policzek. ale wszyscy wiedzieli.Nie rozumiem… .zaciekawił się chłopiec. Już wiedział. a one same wybiegły z domu.Co jeszcze mógłbyś powiedzieć. . Jon.Wasi rodzice ugodzą się .Co powiedziałeś? . Sąsiedzi zerkali ciekawie przez okna i uchylone drzwi. .Chodź. Gdy ją wiązał na kasztanowych włosach. Po prostu: pewnego wieczoru rodzice Gai przyprowadzili odświętnie ubraną dziewczynkę do domu Jona. aby uczcić zaręczyny dzieci. Dorośli zasiedli za stołem. Żadne z nich jednak nie wiedziało. że dla Jona temat Tabu też jest niewygodny.powiedział wreszcie szaman po długim milczeniu. Oboje rodzice spojrzeli na nich z udawaną surowością: ceremonii zaręczyn towarzyszyć powinna powaga. a Gaja mu zawtórowała. gdzie na progu powitali ich rodzice chłopca.. Zaręczyn w Wiosce nigdy nie urządzano hucznie. mimo woli parsknął śmiechem. musiał przewiązać włosy dziewczynki wąską wstążką.szepnął szaman. w tak małej Wiosce każde zaręczyny były ważnym wydarzeniem. że dorośli nie chcą wracać pamięcią do tamtego wydarzenia.zaproponował i twarze rodziców znów rozjaśniły się ceremonialnym uśmiechem.zdziwił się Jon. zgodnie z obyczajem. . . Widać było. . zaraz jednak pytając dźwięcznie: . Jon pocałował narzeczoną w jasny.

aby podglądać zakochanych i ich miłosne gry. dlaczego? .Mnie tak łatwo nie znajdą… . ten który w dziwny sposób przypominał mu szamana: obaj byli starzy. Jon wyginał elastyczną gałąź olchy. której uroda po części go onieśmieli. Poczuł się tak. że nadejdzie dzień. obaj mieli wypisane na twarzach. że stary kapłan nie obraziłby się za porównanie go z szamanem. Lub czegoś się boisz . nabyte z upływem lat. 15 . Isak. Gaja uczyła się trafiać do tarczy strzałami zrobionymi z zaostrzonych patyków. w dodatku zaręczonym. łącząc ją rzemiennym szpagatem: chciał zrobić łuk na tyle mały.pokiwała główką. który drążył Jona od dnia. ale Gajka była jeszcze dzieckiem. że jak na dziewięcioletnie dziecko. Młody kapłan. że w świątyni będzie tylko starszy kapłan. musi się nią opiekować.i Jon odrobinę się spłoszył. Bawili się krótko. w obecności świadków. aby trwało bez przeszkód i doprowadziło do zaślubin po siedmiu przepisowych latach.wygnałby starca do Puszczy. Chłopiec wierzył. Ezra jednak wciąż nie był pewien. podniosła wielkie zielone oczy i spytała: .pomyślał z pychą. . był inny: szamana traktował jak osobistego wroga i tolerował jego obecność w Wiosce tylko na polecenie swego starszego brata.Nie. aby udać się do świątyni. a jego rozbawienie pierzchło. a Jon pomyślał ze zdziwieniem. przypomniała mu o wołaniu Kamiennej Drogi . jest w niej zbyt dużo dorosłej przenikliwości. lecz nic nie było w stanie zniweczyć ciekawości najmłodszych.chłopcem.Coś cię boli.Wezmę Gaję na drugi brzeg i nikt za nami nie pójdzie. Gdyby mógł to bezkarnie uczynić . jak narzeczona dorasta. Zakochani uciekali przed bandą dzieciaków. Chłopiec wiedział. zrozumienie dla słabości bliźnich: więcej było w nich współczucia niż gniewu. by dziewczynka mogła go napiąć. Tam dopiero kapłani. czego nie widzieli jego rodzice: skryty niepokój. Dziewczynka wyczuła zmianę jego nastroju. ale jak na dziewczynę. Fragment tego cienia dotknął też dziewczynki i jasna skóra Gai zbielała jeszcze bardziej. patrząc. a po części wyzwoli w nim inne uczucia. niespodziewana i bezwiedna. w którym spojrzy na Gaję nie z rozbawieniem i czułością. krzyczeli na nie. Tropienie narzeczonych i utrudnianie im zbliżenia było najwspanialszą zabawą dzieciarni wszystkich kolejnych pokoleń. . przecież razem z rówieśnikami niejeden raz skradali się w Puszczy wokół Wioski. gdy usłyszał zew drugiego brzegu Rzeki. skazując na głód lub pożarcie przez dzikie zwierzęta. Obserwował to u starszych kolegów z Wioski. jakby z rozjaśnionej słońcem polany wszedł nagle w głęboki cień lasu. mieli pobłogosławić ich narzeczeństwo. Umarliby ze strachu! Tabu spętałoby im nogi i ręce! Myśl ta. Ezra. Jon miał nadzieję. Niejasno też przeczuwał. że przez najbliższych siedem lat.Coś cię boli? . Mała Gajka dostrzegła to. skarżyli się dorosłym. Czekali teraz na sygnał rodziców.

dlatego więc ludzie w długich sukniach zwracali się do siebie “bracie” lub . o czymś do siebie szeptali. że starzec pokornie zejdzie mu z drogi. że złamał plemienne prawa. że czasy jego władzy w Plemieniu dawno się skończyły. w cieniu wielkich drzew.szepnął cicho do Gai. Młody kapłan nie traktował szamana jako członka Plemienia i czasem. Chłopiec pomyślał. podobny do tego. u ołtarza czekał na nich właśnie młody kapłan. więc też nikomu o tym nie wspomniał nawet rodzicom. o jakieś konszachty z… właśnie.jak zareagowałoby na to Plemię . że go nie widzi. garniec śmietanki lub domowe ciasto z miodem. Ezra tymczasem odetchnął i przemówił mocnym. gdy młody kapłan zbyt niegrzecznie potraktował starego czarownika. dlaczego kapłan Isak był aż tak inny: chwilami nawet wydawał się być z innego świata. Jon parokrotnie widział starego kapłana z jeszcze starszym czarownikiem. .Nie lubię go . a nie raptem sześcioro. ba. Jego wzrok wydawał się ranić Jona. chęć oczyszczenia Wioski z grzechu. kurze jaja. Jonowi wydało się. a Plemię pogodziło się z nieuchronnością tej zmiany. Jon kochał Boga Dobroci. z kim? Przecież Jon nie wiedział. Jon wyczuł jednak teraz.. by ktokolwiek widział ich razem. kto go wzywał na drugim brzegu Rzeki.siostro”). Stary kapłan był przeciwieństwem swego brata (Ezra z Isakiem naprawdę nie byli braćmi: to Bóg Dobroci nakazywał miłować bliźniego jak siebie samego lub swego brata. Plemię nie rozmawiało o nich nawet między sobą. by okazać radość. Chłopiec nie pojmował. oczekując. że do Ezry musiały dotrzeć wieści o tym. czyjeś ręce podrzucały nocą do namiotu świeżo upolowanego zająca. że nawet wizerunek Boga Dobroci przybrał srogi wyraz. równocześnie prosząc go milcząco. Nikt z Wioski nigdy nie rozmawiał z kapłanami o starych Bogach. jak spacerując za Wioską. Czasem tylko. 16 . tak jakby w świątyni były setki wiernych. czy wręcz z innej świątyni niż Ezra. myślał z hamowanym gniewem.i Cywilizacji. Kapłan patrzył na wchodzących surowo. gdy niespodziewanie natknął się na niego w Wiosce. skądinąd słusznie. Starcy nie zauważyli chłopca i Jon dałby głowę. w jego mniemaniu. że Ezra podejrzewa go. udawał. Ezra na wszelkie sposoby dawał czarownikowi odczuć. że woli szamana niż tego akurat wysłannika nowego Bóstwa . że nie chcieli. Plemię wynagradzało szamanowi jak umiało nie zawinione upokorzenia. by trwał nad ich brzegiem Rzeki. jaki zazwyczaj gościł na obliczu Jego sługi. twardym głosem. a dziewczynka spojrzała na niego ze zrozumieniem. choć sytuacja wymagała. a zwłaszcza Ezra.odwlekał więc słuszną. jakim była obecność czarownika. ale gdy był przypadkowym świadkiem takiej jawnej niechęci lub gniewu Ezry na starego człowieka. …tym razem chłopiec miał pecha: gdy obie rodziny w otoczeniu przyjaciół wprowadziły Gaję z Jonem do świątyni.

że zawsze i wszędzie będziecie służyć tylko prawdziwemu Bogu i że żaden z bałwanów. Wierzę. jeśli będzie uczyniony z drewna. w które wierzyło kiedyś wasze Plemię. twoim zdaniem. Prześladować was będzie ciąg straszliwych nieszczęść. Ezro .przerwał mu Isak i dodał szeptem: . Isaku. aby nigdy nie stała się jej krzywda. wzburzenie Jona i lękliwe zdziwienie młodziutkiej narzeczonej.Ezro! Nie obrażaj ich starych Bogów. gdy będzie z gliny lub kamienia. nawet jeśli.Co będzie.Chyba słyszałeś. a Szatan… . Jonie i Gaju. którym ci ludzie hołdowali. to na waszą przyszłą rodzinę. zniszczycie go w imię Boga. na was. lecz rozkazujący głos starego kapłana.Jeśli tego nie zrobicie. że za siedem lat staniecie tu przede mną. o tym. gdy on pójdzie tam znowu? Kto.Może nie są prawdziwi. nawet gdybyś w niego wątpiła. spadnie klątwa. . którego nawet śmierć nie rozłączy… 17 . że badają oni wszelkie odstępstwa od naszej świętej wiary i potrafią je wykorzenić?! Za każdą cenę? A kto wie. zwłaszcza z twojej ręki. . Gaju. Dbaj o nią.przerwał młodemu kapłanowi łagodny. .Błogosławię wasz obecny i przyszły związek. nawet przelotnie nie zajmie waszej uwagi. nie są prawdziwymi Bogami . chłopcze. Będzie mu potrzebna twoja miłość.spytał starzec łagodnie. a potem ciągnął dalej. ale Bóg jeden wie. za który czekają go piekielne męki? Bałwany. . to chyba tylko z powodu głuchoty! .To jest świątynia Boga Dobroci. czy ten chłopiec…! . Ezro. ale Isak odsunął go i sam zajął miejsce u stóp ołtarza. ma mu wytłumaczyć. na wasze dzieci i wasze wnuki. gdy gonią po Puszczy lub przypadkiem przepłyną na drugi brzeg…! zaczął kapłan z pogróżką w głosie. nie Boga Klątwy… . A gdy natraficie w Puszczy na jakikolwiek posąg bałwana. ty.. Wszystkie bałwany wokół zostały zniszczone. Isaku! Ugryź się w grzeszny język! Wypluj te słowa! Gdyby cię usłyszeli nasi święci teologowie…! Nie wiesz. gdzie był ten chłopiec! Jeśli nie wiesz. ale są.To herezja. patrząc uparcie na Jona: . Ty. Wypalicie go ogniem. straszysz wiernych? . zanim przybyliśmy tu z prawdziwą wiarą… . Jonie i twoja przyszła żona. że jest to straszliwy grzech.wzburzył się Ezra. zawsze stój przy nim. widząc niespokojne twarze obu rodzin.Najpierw przyrzeknijcie oboje.Przestań. jeśli nie my.Dlaczego. Urwał. lub rozbijecie młotami. umocnieni wiarą w Boga i zawrzecie związek na wieki. Właśnie wyłonił się spośród zakamarków świątyni i stanął obok. . na co głupie dzieciaki trafiają.młody kapłan zaczął krzyczeć.

w których przechowywano rytualne szaty i pobożne księgi.urwał nagle. przydatnych narzeczonemu. do pomieszczeń. że nie jest to cała prawda. Isak zatrzymał Jona.Zostań chwilę. Byłaby zbyt prosta. Widać było.Odejdź. no to… Nie wiem . że On w ogóle nie istnieje. Jon znowu się zdziwił. . zaczął półgłosem: . zakrzyknął donośnie. Dlaczego ludzie przez tysiące lat mieliby czcić nie istniejącego bałwana? Jeśli czcili Go.zamyślił się Isak. Ezra zapewne powiedziałby ci. a widząc. chłopcze. lecz najpotężniejszego… Isak znowu spojrzał z ukosa na krzątającego się Ezrę.Młody kapłan stał z boku. czy zamierzasz iść do Światowida? spytał Isak. rozjaśnionym jedynie wątłym blaskiem kilku świec.. Isak zerknął w stronę swego brata. Chcę z tobą porozmawiać…” Jon ucieszył się.Trzeba go wyegzorcyzmować! . .Byłeś blisko waszego dawnego. że jest Bogiem fałszywym.Tak.Do Światowida? Kto to? Teraz z kolei zdziwił się stary kapłan: . Lubił starego kapłana i każda rozmowa z nim wydawała mu się ciekawa. Jonie.Powiedz mi. Ale ja myślę.Nikt nigdy nie powiedział ci Jego imienia? Imienia Tego. że opuścił ich niepokój zasiany przez Ezrę. widząc niepokój na twarzy Jona. zaciskając wąskie wargi. który akurat gasił łojową lampę w pobliżu. zamyślony. lecz zaraz zniknął. Ezro . Ciepły uśmiech przelotnie pomarszczył mu twarz. Zapewne Isak… .pomyślał chłopiec . aż echo przetoczyło się przez świątynię: . która weseląc się.Nazywamy go Bezimienny… A zresztą… w ogóle o Nim nie mówimy. który mieszka za Rzeką? . Młodszy kapłan. że jest daleko. . wychodziła ze świątyni. gdy ten przekraczał szerokie drzwi Domu Boga i szepnął: . a Jon zdziwił się: . ów Bezimienny nosi imię Światowida. Bałwanem. Nie patrzył na grupkę ludzi. Jednego z wielu. 18 . Ezra gasił już światła i świątynia wolno pogrążała się w półmroku. tylko szczerze. Jonie. plemiennego Boga.odparł Isak stanowczo i kapłan gniewnie ruszył za ołtarz. jakby nie umiał rozstrzygnąć żadnej z tych kwestii.chce udzielić mi nauk.Więc szaman rzeczywiście dotrzymuje słowa i nigdy nie Przyzywa imion starych Bogów .

gdyż wydawało mu się, że kapłani zawsze wszystko wiedzą i nie muszą zadawać żadnych pytań. Znają odpowiedzi na każde z nich, nie mają żadnych wątpliwości. - Zatem Światowid jest czy Go nie ma? - spytał oszołomiony. Ludzie w długich sukniach zawsze mówili, że bałwanów nie ma, że istnieją tylko w wyobraźni Plemienia i wszystkich innych Plemion. Ale przecież on, Jon, idąc Kamienną Drogą, czuł zew. Żaden zew nie może płynąć z Nicości! - To skomplikowana sprawa… - zasępił się stary kapłan. - Tylko młodym wydaje się ona prosta. Dzielą Bogów na Tego Jedynego, który jest prawdziwy i na bałwanów, do których zaliczają resztę. Ja myślę, że inni Bogowie w jakiś sposób istnieją. Ale niektórych, jak Światowida, ludzie powołali do życia własną wiarą, podczas gdy Bóg Dobroci chyba istniał zawsze. Jeszcze nie było ludzi i ich wiary, On już był. Był przed wiarą, przed słowem, przed ludźmi, ba, on był przed drzewami i trawą! I zawsze był taki sam, niezmienny, ponad czasem, ponad wszystkim, co żywe lub martwe. Wystarczyło tylko w Niego uwierzyć i już wiadomo było, że nie tylko jest, ale był, rozumiesz? Najpierw był On, a dopiero potem wiara w Niego. I zawsze znaczył to samo: Wszechdobroć, Wszechmiłość, Wszechmoc, Wszechzrozumienie, choćby nosił wciąż różne imiona, zależnie od miejsca, gdzie go wyznawano. Tymczasem Bogowie, których powołuje się do istnienia jedynie wiarą, przybierają cechy nadane im przez ludzi. Najpierw jest wiara, a dopiero potem Bóg utkany z tej wiary. I Światowid był… jest… był Bogiem okrutnym… - Powołała go do życia wiara mojego Plemienia? - spytał Jon. - Powołał go do życia strach twojego i innych Plemion, dlatego jest groźny. Gdyby był słabym, jednoplemiennym bogiem, przywołanym z miłości, a nie strachu, można by nawet z niego pożartować i nazwać bałwanem, jak chce Ezra. Ale Światowida powołały do istnienia tysiące ludzi, setki tysięcy ludzi przed wielu wiekami! Ci ludzie bali się świata, Matki Ziemi, ognia i wody, wiatru i burzy, wszystkiego, co nieznane i wszystkiego, co znali. Potrzebowali kogoś, kto byłby silniejszy niż żywioły. Powołali do istnienia różne pomniejsze bóstwa, bożęta, wodniki, strzygi i inne stwory, ale to wciąż nie wystarczało. Pragnęli obrony od Istoty, która byłaby mocniejsza niż przyroda. Powołali zatem swą wiarą Światowida. Szybko obrósł w siłę i moc. I równie szybko ludzie uwierzyli, że Światowid, będąc Bogiem potężnym, silnym i okrutnym, wymaga krwawych ofiar, więc… więc On rzeczywiście zaczął ich wymagać. Najpierw składali mu ofiary ze zwierząt, potem z ludzi… - Nie…! - zawołał wstrząśnięty chłopiec. - Porozmawiaj z waszym szamanem - szepnął Isak - to człowiek mądry, od kilkudziesięciu lat stoi między Wioską a Światowidem, chroniąc was przed Jego zemstą. Od stu pięćdziesięciu lat nikt nie składa Mu ofiar z ludzi, zaprzestano też składać Mu ofiary ze zwierząt, więc ma prawo pragnąć pomsty na swych dawnych wyznawcach. Ostatnimi ofiarami z ludzi była para naszych kapłanów…
19

- …nie! - ponownie zawołał Jon, czując chłód, mimo ciepłej pory, ale stary kapłan ciągnął dalej: - …para kapłanów, którzy dotarli tu jako pierwsi ze słowem naszego, a teraz już także wspólnego Boga. Tak, Jonie, twoi pradziadowie zabili ich w okrutny, męczeński sposób. Nic na to nie poradzę, taka jest prawda. Mimo ich straszliwej śmierci, nadal przybywali tu, do Puszczy, nowi kapłani i zakonnicy. Udało im się ocalić życie, gdyż twoje Plemię zaczęło słuchać o Bogu Dobroci. Wcześniej chyba nie rozumieli. A potem powoli, bardzo powoli zaprzestano wierzyć w Światowida. On o tym wie. Czuje się zagrożony i bezsilny, gdyż razem z agonią wiary w Niego umiera On sam. Inni wasi plemienni Bogowie już dawno zmarli, gdyż wiara w nich była słabsza, ich istnienie tylko tliło się jak ogień świec i zgasło. Ale On wciąż trwa. Trwa resztką sił, Jonie - zakończył stary kapłan i urwał. - Kiedy ludzie przestali mu składać krwawe ofiary? - Gdy przybył tu starzec Aron, nasz największy kapłan, który zmarł w powrotnej drodze do Dalekiego Kraju, dokładnie przed stu czterdziestu siedmiu laty. To on pierwszy zasiał w waszych Plemionach ziarno miłości do Boga Dobroci. Powoli, powolutku przestali składać ofiary Światowidowi, najpierw z ludzi, potem z cieląt, saren, zajęcy i kur, przestali odwiedzać Go, a nawet wymieniać Jego imię. W ten sposób zrodziło się Tabu: zakaz przechodzenia na drugi brzeg Rzeki, zakaz modlitw do Starych Bogów, zakaz nazywania Ich po imieniu, zakaz przechowywania w domach Ich wizerunków z gliny, drewna czy słomy. Tabu pomogło Starym Bogom zapomnieć, że mieli wyznawców. Pomogło im godnie i bez bólu umrzeć. Wszystkim, poza Światowidem. On jeden miał swoje Kamienne Drogi. Do innych prowadziły tylko polne lub leśne ścieżki. On jeden był gigantem, tamci byli maluczcy; więc poddali się bez walki i pomarli. On trwał. Kolejni kapłani, którzy przybywali do waszej Wioski i innych siedlisk ludzkich w głębi Puszczy, nakazywali Go zniszczyć. Ludzie z waszego Plemienia i z innych Plemion brali potężne, żelazne młoty, łomy i próbowali wypełnić nakazy “ludzi w długich sukniach”, jak nas tu nazywano. Bali się Go niszczyć, lecz próbowali, byli rozdarci lękiem między starymi a nowym Bogiem. Nauczyliśmy ich przecież, że nasz Bóg jest najpotężniejszy i najlepszy, choć nie znaliśmy waszych Bogów i niewiele mogliśmy o nich powiedzieć… Ale choć ludzie z twojego Plemienia i wszystkich Plemion wokół robili co mogli, by zniszczyć Światowida i choć było ich tak wielu, nie tylko nie udało się im Go unicestwić, lecz nie zrobili w Nim nawet małej, choćby najmniejszej rysy. Teraz widzisz, dlaczego pozostało nam jedynie Tabu. Tabu nie zrodziłoby się ani nie działałoby bez pomocy waszego szamana. Niektórzy z nas, kapłanów, bardzo nieliczni, umieją czasem czynić cuda, ale Tabu… Do utrzymania Tabu trzeba prawdziwego czarownika. Twoi prapradziadowie mieli i wy także wciąż macie szamana. Nikt od dawna nie chodzi na drugi brzeg Rzeki. Światowida pozostawiono samemu sobie… Jon, wstrząśnięty, słuchał starego kapłana. Do tej pory żaden z dorosłych nie rozmawiał z nim tak szczerze o sprawach związanych z Tabu. Słowo ,,Tabu” zamykało
20

wszystkim usta, nikt nie starał się nawet dociec, co ono naprawdę oznacza. Przyjmowano do wierzenia: Tabu - zakaz, milczenie, klątwa. Tylko tyle. Nawet szaman, strażnik Tabu - milczał, wypełniając swą misję. Chłopiec po raz pierwszy usłyszał imię Boga z drugiej strony Rzeki i dowiedział się, że przez tysiące lat tysiące ludzi oddawało mu cześć. Skoro tak - musi On być potężnym Bogiem… - Pewnie wolałbyś, żebym tam nie szedł - szepnął Jon. - Boisz się, że gdy pójdę jako Jego wyznawca, On stanie się znów mocniejszy. A ty chcesz wierzyć, że On w końcu zniknie, wraz z brakiem wiary. Ale ja nie jestem Jego wyznawcą. I nie będę. Ja Go nawet nie znam, mimo że mnie wezwał. A zresztą… kocham Boga Dobroci. Wiem, że jest to dobra obecność. Dziś znów ją czułem, widząc w Puszczy łanię, prowadzącą swoje małe. Za łanią skradał się wilk i chciał porwać koziołka. Nagle podniosły się opary z pobliskiego bagna i zasłoniły przed wilkiem całą rodzinę. Światowid pewnie chciałby, żeby ofiarować mu tę łanię i koziołki. Jak wilk. Bóg Dobroci ją ustrzegł. Strzeże też wilka, by nie zdechł z głodu. - A gdyby Bóg nie ustrzegł łani, przestałbyś Go kochać? - spytał Isak. - Och, On ma tyle spraw na głowie, tylu ludzi i tyle ich kłopotów! Nie zawsze ma czas, by wszystkim się zająć. Ja Go rozumiem - rzekł Jon, a stary kapłan uśmiechnął się na to wyjaśnienie, myśląc w duchu, o ile łatwiej być dwunastoletnim chłopcem niż starym człowiekiem. - Isaku, jeśli pójdę Kamienną Drogą, to tylko po to, by dowiedzieć się, czego chce Ten, który mnie woła - zakończył Jon. - Dobrze. Idź. Lepiej, żebyś to ty poszedł w tę Drogę, niż żeby On, zniecierpliwiony, wezwał kogoś słabszego. Ale nie śpiesz się. I zanim pójdziesz, przyjdź do świątyni… - Chcesz mnie wyegzorcyzmować? - spytał chłopiec. - Nie. Chcę cię pobłogosławić, żeby w Drodze, skoro już musisz nią iść, chronił cię nasz Bóg - powiedział Isak i pogłaskał Jona po jasnych włosach. *** Jon nie śpieszył się na drugi brzeg Rzeki. Mijały kolejne pory roku: śnieg to sypał, to znowu topniał, liście drzew rodziły się w kolorze jasnej zieleni lub sfruwały spurpurowiałe, zaścielając ziemię. Gaja powoli zarzuciła zabawę lalkami i zaczęła towarzyszyć chłopcu w polowaniach, a dwa kasztanowe, dziecinne warkocze zamieniła w jeden, spleciony na karku. Niekiedy rozplatała włosy i gdy opadały burzliwą, połyskującą kaskadą, Jon czuł w sobie dziwne drżenie i pragnął ich dotknąć w inny

21

Straciła oddech. Jon zaś odwrócił się i krzyknął: . wnosząc to z jej zwinności i celności oka w strzelaniu z łuku . a nawet z niedźwiadkami. przyjaźnić się z młodymi wilczkami. czy nie. w jasny dzień.gdy Jon po raz trzeci przekroczył Rzekę w zakazanym miejscu. Delikatniejszy.Tabu! Tabu. radośnie goniły dwunożną istotę. W tym celu potrzebował światła dnia. że Gaja nie rośnie na łowczynię . a w okolicy serca poczuła dojmujący ból. Sobie tylko znanym sposobem dziewczynka odkrywała. Skoro Plemię i tak wiedziało. jaki miałby to być dotyk. że nosi on miano Jona w Drodze. Ale Tabu nie było niedźwiedzicą. ale ponieważ wierzyła w naturalną szlachetność zwierząt . Było czymś znacznie mocniejszym. kiedy niedźwiedzica zostawia małe w legowisku. że pewnego dnia chłopiec będzie musiał udać się na drugi brzeg. natychmiast za nim ruszyła. ale nie tylko… Do ślubu brakowało już tylko trzy lata . Gaja musiała salwować się ucieczką na drzewo. lecz miano tym razem brzmiało szczególnie: Jon w Drodze. Dzikie zwierzę nic jej nie zrobiło: w zapachu jej ciała i włosów poczuło bowiem zapach swych małych. że pod opieką narzeczonego może poznawać tajniki Puszczy. lisami. Nie zamierzał iść do Światowida. nawet najdzikszych. niż robił to wcześniej. Oczy jego rodziców wyrażały jedynie smutek i troskę.wszyscy w Plemieniu wiedzieli. Starszy o parę lat Jon pojmował to lepiej niż dwunastoletni wyrostek. iż wie. A zresztą. które całe. zaryczała groźnie i wyciągnęła potężne łapy. że chłopiec usłyszał zew Bezimiennego. choć nikt o tym nie mówił .skradanie się i oszukiwanie bliskich nie miało sensu. idąc na łowy .i gnała tam wówczas. W przeciwieństwie do narzeczonego. a nie mroku nocy. nietknięte. Nadawano go każdemu z młodych. W dodatku szaman groził jej z oddali sękatym kijem. Gaja patrzyła na Jona innymi oczami. Gdy ujrzała. Gaja już w połowie Rzeki doznała skurczów w nogach i całe jej ciało zaczęło buntować się przeciw dalszemu marszowi. potarzać się z nimi w trawie. na oczach całego Plemienia. lecz niekiedy w oczach rówieśników lub starszyzny Jon dostrzegał szczególny rodzaj zaciekawienia. bawić się z nimi jak szczeniak ze szczeniakami. jak chłopiec przekracza Rzekę w zakazanym miejscu. chciał tylko poznać drogę ku Niemu. tkwiłaby tam całą noc. połączonego z lękiem. że poczuł zew .Tabu! .sposób. tak.ale na przyjaciółkę zwierząt. czy chce. Nikt go nie potępiał. zniekształcającego wszelkie miary i potęgującego lęk. Tym razem zrobił to jednak jawnie.zeszła z drzewa i wróciła do Wioski. gdyby nie była Gają. a Gaja… Gaja niczego się nie domyślała. matka rozpaczliwie nawoływała. Była coraz piękniejszą dziewczynką. W ten sposób Plemię dało do zrozumienia. Raz niedźwiedzica przyłapała ją. Gajka! 22 . I pewnie. a nawet nadali mu przydomek. wspinać się na wysokie drzewa i podpatrywać ptasie gniazda. nikt się od niego nie odsuwał. nie wiedziała nawet.jak wszyscy się spodziewali. Okazało się bowiem. gdy się zaręczył. szczęśliwą.lecz wciąż nie wiedział. żartobliwie szarpiąc ją za warkocze . aby dokarmić niedźwiadki miodem.

albo z wielkiego strachu. I właśnie teraz. Wtedy Droga byłaby prosta i krótka. Stojąc na jej skraju. . nie. I właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszała przydomek chłopca: Jon w Drodze. w nocy. nie po tej stronie 23 . w którym pielgrzymujący staną twarzą w twarz ze swoim Bogiem.W jakiej drodze? . Tam.odparła buntowniczo Gaja. wnosząc z układu drzew na horyzoncie. Pomyślał. że pierwszy raz widzi kogoś. usłyszał zew Bezimiennego i wyczuł istnienie Drogi. który powoli znikał wśród starych drzew Puszczy na drugim brzegu Rzeki. patrząc w ślad za znikającym chłopcem. że Gaja z Jonem do siebie pasują. udaremniałaby mu wędrówkę do Bezimiennego. po krótkim błądzeniu.Czemu tam szłaś? . blisko brzegu Rzeki. który padł z ust szamana. .Tobie nie wolno. Taki wysiłek podejmuje się z wielkiej miłości . Jon nie widział jej końca. znaczy to. Wiemy tylko.Dlaczego? Chcę wiedzieć.do Boga wciąż było daleko . odczuwaliby coraz większą radość . jak narzeczony staje na kamieniach na drugim brzegu Rzeki. kręci. Jon po raz trzeci stał na drugim brzegu Rzeki w zakazanym miejscu: pierwszy raz był tu prawie pięć lat temu.przeszło chłopcu przez głowę. wyłożona większymi głazami. niż sądził po dotyku sprzed lat. drugi raz . która czepiając się nóg przyszłego męża. na drugim brzegu. w Puszczy. kto tę ciekawość wciąż czuje. czy wyniknie z tego coś dobrego.spytał szaman. gdzie idzie Jon i co tam jest .Gdyby to chodziło o miłość.westchnął szaman.gdy odkrył w nocy Kamienną Drogę. lecz nie był pewien. aby te głazy obrobić do gładzi i znieść je tu wszystkie. a na twarzy szamana odbiło się zdumienie. …była inna. lecz wiła się. gdzie Droga się zaczyna.Jeśli jednak Droga wije się. . lecz jedynie najbliższy zakręt. Mogliby wówczas widzieć z oddali Jego sylwetkę i zbliżając się. Pomyślał. O wiele szersza. straszyła klątwą i własnym lękiem? Gaja tymczasem patrzyła gniewnie za narzeczonym. znalazł ją znowu.uderzyła go odmienność Puszczy po tej stronie Rzeki….zdziwiła się. Pojęcie Tabu już dawno zabiło ciekawość Plemienia wobec drugiego brzegu i szaman z niepokojem stwierdził. gdy ratował Gaję. że jej budowniczowie pragnęli odwlec moment. jak wówczas zapamiętał. chcieliby Go jak najszybciej zobaczyć. że ludzie przed wiekami musieli bardzo się natrudzić. Droga była szeroka na kilkanaście kroków dorosłego mężczyzny i rzeczywiście nie biegła prosto.To słowo sparaliżowało dziewczynkę: zatrzymała się pośrodku nurtu i bezsilnie patrzyła. w dodatku dziewczynkę. Może Jon powinien mieć inną narzeczoną. aby dostrzec drugi . niż wyobrażał sobie wtedy. . A skoro tak odwlekali… Gdy Jon pokonał pierwszy zakręt. Lecz to jest tylko jej początek . . Zazdrościła mu. Tego nikt nie wie. .

brzęczenie owadów. że przed nim rozpościera się trzeci. Poczuł tylko. Zdumienie początkowo przeważyło nad strachem. dudniące i zarazem dziwnie bezdźwięczne wołanie. Ptaki. Musiało. . On przywykł do Posłuchu. Zawrócił .Wracam . ale puść mnie! 24 . odległy zakręt. a do wdarcia się w głąb lasu niezbędny był topór.wystarczy. gdy uparcie kroczył w dół. pełen lęku i zarazem odwagi. że jego serce przez kilka sekund biło dokładnie w rytm słów Bezimiennego: wolno. które usiłowały oplatać się wokół jego stóp.Rzeki. Na Drodze do Światowida. a drzewa bały się poruszyć. ułożonej z gigantycznych głazów mozaiki. bezlistnych konarów. żeby lepiej było słychać Głos Boga pomyślał chłopiec i nagle. świst i szelest traw. Czyniło to powyżej lub poniżej Kamiennej Drogi. Puszcza była inna właśnie tu . które też zaczęły nachylać się ku niemu jak ramiona olbrzyma. owady wymarły. Jon przyjrzał się teraz drzewom: były o wiele wyższe i potężniejsze niż wokół jego Wioski. że z tym Bogiem nie można rozmawiać. Już wiem. po której Jon teraz stąpał. Zagłuszał go szum liści na drzewach i skrzypienie konarów. coś odpychało jego nogi od kamiennego podłoża. Przystanął na chwilę.niosło się Puszczą głuche. Jej inność polegała głównie na MILCZENIU. Nawet krzewy wysuwały długie. mocno. ku swemu zdumieniu. do opasania pni drzew trzeba by kilku ludzi.i wtedy poczuł zew. Głos Boga zamilkł. że wrócę. zwierzęta i drzewa milczą. . śpiew ptaków. żeby być jak najdalej od ciemnej ściany Puszczy. za trzecim zakrętem. szurające skradanie się zwierząt wśród krzewów. Zdawał sobie sprawę. gdy usłyszał swój oddech. owady. nie wiadomo co.wokół tej niezwykłej. I tak nie pójdę dalej bez błogosławieństwa Isaka. Od setek lat części Puszczy nie tknęła siekiera człowieka.Wrócę! Przyrzekam. od zielonych macek krzewów i czarnych. . w stronę Rzeki. Prawie nigdy nie słyszał w lesie swego oddechu. Zatem dopiero za nią… Za nią musiało kryć się TO COŚ. Jon przeszedł na środek Kamiennej Drogi.GRDBGHGBZW… . aby go zatrzymać. pokonując drugi zakręt Kamiennej Drogi.szepnął do siebie . Jon odkrył je wtedy. naprawdę Go usłyszał. a Jon ruszył dalej. Jakby ptaki i zwierzęta nie chciały zapuszczać się w te okolice. bo przecież Plemię wielokroć przekraczało Rzekę. udając się na polowanie. Tu panowała cisza. boleśnie. Puszcza była inna w tym miejscu. odwrócił się twarzą w głąb Drogi i zawołał. aby szedł dalej. nie do dysput. zielone macki. że On jest właśnie tam. Co oznaczało? Jon nie pojmował jego znaczenia. Z ulgą ujrzał. potężną obecność. gdyż Jon wyczuł obcą. Coś usiłowało zmusić go. że horyzont zamyka czarna ściana potężnych drzew.

gdy wrócił. I wówczas Jon pomyślał.zawołał chłopiec. Plemię pragnęło udawać. na które Jon nie zamierzał i nie chciał odpowiadać. a przed nim nie wiedzieli tego dziad i pradziadowie.Przekazał mi je mój ojciec.Długo milczał. niż spytał stary czarownik. Gaja. . po co tu jestem. co znaczą te słowa i nikt nigdy nie będzie wiedział.Jak? Powiedz mi… Nigdy tamtędy nie szedłem. Mój ojciec też nie wiedział. . . . że umarł.Przestań! . Czasem myślę. żeby trzymać cię od Niego z daleka. Jeśli Plemię zawsze milczało. Tabu. Mam służyć Plemieniu. To Głos Kamienia.raczej stwierdził. dlatego sądziłem. Nie wiem.Słyszę je czasem w głowie. żeby Gaję trzymać od TEGO jak najdalej. a opieka polega na tym. Gaja chciała wiedzieć. Nawet nie próbowałem. Chciałem tylko zobaczyć. zadając coraz to nowe pytania. mówiła i mówiła bez końca.zakończył niespodziewanie szaman.On mówi . drzewa znieruchomiały i chłopiec odetchnął z ulgą. jak się do Niego idzie. że nikt Go już nie odwiedza? . odwrócił się plecami do chłopca i schronił w namiocie.Jeszcze nie jestem gotów. że nie widzą jego zmagań ze słabym o tej porze roku nurtem Rzeki. gdy przekroczył bród. Ludzie z Plemienia udawali. Ale teraz. na tym drugim brzegu Rzeki? Jak wygląda ten… Bezimienny? Czy się Go boisz? A czy nie jest mu smutno. rozumiesz? 25 . co znaczą. niekiedy za dnia. Instynkt szeptał mu. .On mówi . Po chwili już usłyszał leniwie płynącą Rzekę. Jon wolał rozmowę z szamanem niż z Gają. gdy śpię mruknął szaman. a mnie coś trzyma za nogi? Co tam jest. ale częściej nocą. jakby wcale nie zauważyli. że przez tysiące lat nikt nie wiedział. Kto z ludzi zrozumie Kamień? Więc zawróciłeś… .Dlaczego ty sobie tam idziesz.O dziwo. nim umarł. skąd wracał.wymieniali z nim zdawkowe uwagi o pogodzie. . Kamienna Droga ustąpiła miejsca miękkiemu leśnemu podłożu. czy stary czarownik nie tęskni za swoim Bogiem. Macki krzewów wycofały się w głąb Puszczy.przytaknął szaman i dodał: . . że nic się nie dzieje. Wszystko. nie Jemu. Gdybym poszedł… Więc jak tam jest? A zresztą nie mów . którego nie może odwiedzać i którego nawet nigdy nie widział i zrobiło mu się go żal. że kto wie. . to Gaja mówiła. gdy stał na właściwym brzegu .Ale co On mówi? Co to znaczy? Czym są te dźwięki? .powiedział Jon do szamana. zdrowiu i dniu tak. a wkrótce zobaczył między drzewami prześwitujące na drugim brzegu strzechy domów Wioski.Mam się tobą opiekować. Wiem. te słowa poskutkowały.

Przyrzekam. by zmusić go do wyznań. lecz bardzo dorosła ciekawość.Wdowy karczują same. lęków i doznań niż związek przyczyn i skutków. ponieważ Baja była najsilniejsza w Plemieniu. Oczy Gai już wyschły i chłopiec pomyślał. Za trzecim zakrętem. że mężczyźni polują i to są męskie sprawy.spytała. to co będzie później. Jon pomyślał. Więc mów.szepnął. . gdy usłyszał zew. że powiem ci tyle.ale niewiele miał do opowiadania. Była to bardziej sprawa przeczuć.zaczął Jon i urwał. Silniejsza od mężczyzn.stwierdził. Gdybyś ją spotkał przypadkiem w Puszczy. w dodatku taka.krzyknęła dziewczynka i z płaczem pobiegła do domu.Męską sprawą jest na przykład karczowanie Puszczy . bo w plemiennej drużynie było kilka znakomitych łowczyń.wykręcił się chłopiec. żeby przeżyć. gdy chcą poszerzyć swoje pola. że przecież poza nim i Gają nikt w Plemieniu nie chce w ogóle rozmawiać o Bezimiennym. że kto wie. o których tyle rozprawiali niektórzy mężczyźni? . gdy zostaniemy małżeństwem? . ile mógł i jak umiał . którą porównać można do odwagi niedźwiedzicy? Pobiegł za narzeczoną i dogonił ją tuż przed domem. musiałbyś zabić. Wszystko było dopiero przed nim. czy nie udawała tylko płaczu. Dajmy spokój tej rozmowie . że jest jeszcze bardzo dziecinna. Co gorsze. Więc może to nie dziecinna przekora kieruje Gają.. W dodatku to. czego doświadczył od chwili. Dziewczynka spojrzała na niego poważnie: .Sama wiesz. co to znaczy: Jon w Drodze… Sam chciałbym wiedzieć . ważyła chyba tyle co pięćdziesięcioletnie drzewo. chyba widziałeś przy tym wdowę Baję!! . *** 26 . A gdybyś ją zabił. ile mogę.Nigdy już nie wezmę cię do małych niedźwiadków! A beze mnie niedźwiedzica rozerwie cię na strzępy. nie nadawało się na opowieść. a potem uprzytomnił sobie.zaśmiała się Gaja. to ja… to ja zerwałabym nasze zaręczyny! . a kobiety… . właśnie Gaja wspaniale trafiała do celu z łuku. Miała prawie dwa metry wzrostu. .Jeśli już teraz będziesz miał przede mną tajemnice. . Co właściwie było tymi “męskimi sprawami”. I Jon opowiedział Gai tyle. tyle że odmawiała zabijania zwierząt bez potrzeby.

gdy nasycał nim swoje ciało i oddech . by wracali do domów. narzeczem zyskiwali tylko nocą. aby zobaczyć. Lecz doskonale słyszalny. 27 . że drugi brzeg nie jest miejscem dobrym do okazywania miłości ludzkiej istocie. Chwile wytchnienia od ich nagłych chichotów wśród gęstego lasu.choćby we śnie . To “niebezpieczeństwo” okazało się być szokująco przyjemne. Tamto miejsce zarezerwowano wyłącznie na uczucia dla żarłocznego. że w imieniu Plemienia strzeże się narzeczonych. mimo że wioskowe dzieciaki nie byłyby w stanie ich podglądać. Dziwny. zgodnie z wielowiekowym zwyczajem . aby tam .od momentu zaręczyn do ślubu .w całkowitym odosobnieniu . gdy wrócił kiedyś z Puszczy. by nie przekraczali nakazanych granic przed ceremonią zaślubin. zielonego migotania jej tęczówek. Do jego komnatki wpadło rześkie. W ten sposób Jon odkrył. co Jon sobie wcześniej obiecywał. spocony. Obudził się w środku nocy. nie prowadził narzeczonej na drugi brzeg. Jon z chłopca stał się młodym mężczyzną. bez względu na to.wejść w granice cienia. Wystraszył się. że wówczas. bezdźwięczny. Wbrew temu. czy byłaby to miłość. zasnął. lecz pełen ulgi. . Nie nastąpiło to szybko.i przyniosło jakiś dziwny głos. tak że nasiąkały nim szyja. do ślubu brakowało już tylko pół roku.Trzeci zakręt najpierw się Jonowi przyśnił. której przywódcą był jego młodszy brat.Głupie są te dzieciaki . gdy ten zapach stawał się też jego.dotykać jej gładkiej skóry lub kryć twarz w ciepłym.ujrzał potężny czarny cień rzucony na Kamienną Drogę. czy strach. czuł tylko mocny i słodki zapach rumianku. zazdrosnego Boga. I już znany. Ale wtedy Jon nie widział jasnej skóry narzeczonej. Ale wtedy. a Gaja wciąż piękniała. ledwie przyłożywszy głowę do miękkiego futra zaścielającego łoże. .Dzieci wiedzą. gdzie razem z Gają próbowali bezskutecznie uciec przed upartym pościgiem dzieciarni. że nie musiał .powiedział Jon do ojca dorosłym tonem. brutalnie przerywających wzruszenie kolejnego pocałunku.zamiast Gai. gdy on był w podobnym wieku i wraz z rówieśnikami gonił po lesie inne pary narzeczonych. ramiona.rodzice nawoływali ich niecierpliwie. plecy. Zmęczony i podniecony odkrywaniem coraz to nowych tajemnic własnej i drugiej płci. co rzuca aż tak długi.tropiły parę narzeczonych jak myśliwi sarnę. niepokojącym zakątku jej szyi i skraju włosów. do zabawy w te szczególne łowy zachęcała ich plemienna starszyzna. lecz sen prowadził go dalej: stał oto na mozaice z wielkich głazów i bał się postąpić choćby o krok naprzód. Wioskowe dzieci. Wtedy . Nie chciał też podnieść głowy. gdy znalazł się niebezpiecznie blisko tej granicy i wrócił do domu pobudzony i szczęśliwy. Mimo wczesnego wiosennego chłodu uchylił okna z drewnianą okiennicą. Jon wiedział. gdy dzieci spały. w którym Gaja zwykła myć włosy. którą prawie stale widywał w sennych marzeniach .odparł ojciec i wtedy Jon przypomniał sobie. czarny i tak złowieszczy cień. mocne powietrze . Trzeci zakręt przyśnił się Jonowi po dniu. co robią .

mimo znacznej odległości. że to Jego głos.Przyjdę. choć poza chłopcem i szamanem nikt z Plemienia i tak nie usłyszał Jego głosu. Sprawiał wrażenie. których. rozdzierają wątpliwości. . Nie chciał. przypominając o obietnicy. Stary kapłan był tu i modlił się. Ku swemu zdumieniu stwierdził. a po namyśle dodatkowo złożył dwa palce na krzyż. żeby uspokoić narzeczoną. .. Widocznie tracił cierpliwość i wzywał swego wybrańca z drugiego brzegu. gdy Bezimienny wreszcie umilkł. że je poczuł na swojej skórze. Gdy opowiedział jej. . jeszcze tej samej nocy. Jonowi wydało się.To nie był sen. ale już nie mów. dlaczego Plemię nazywa go Jonem w Drodze. Gaja nie wołała za nim. Jon ocknął się ze snu i poszedł do świątyni. zrozumiała. że zdąży.Nie wiedziałem. przyklękając obok niego. Nie sądziłem jednak. Tego dnia Jon skoro świt wyruszył na drugi brzeg.szepnął Jon.szepnął Jon. …tak. podskakiwała to na jednej. Coś mnie obudziło. by się niepokoiła ani. tym bardziej. że słyszę jakiś dźwięk… Pewnie złudzenie lub zły sen. Widocznie słyszą Go jeszcze ci. tak jak mnie. Na widok Jona przymknął oczy i kiwnął głową. nim zbudzi się Gaja.Już czas . że nie musi budzić Isaka.Wiem. że Jego głos słyszy ktokolwiek poza szamanem i mną .GRDHGBHZW… To był głos starego Boga. Dziewczyna udawała. . a obok niego nerwowo poruszającą się narzeczoną. Jon bezwiednie kiwnął głową. poważnym spojrzeniem. że narzeczony musi kiedyś pokonać trzeci zakręt. czy wolno tak brutalnie odbierać ludziom ich starą 28 . że boi się lodowatego dotyku wody. On mnie wołał. Tak naprawdę patrzyła za Jonem długim. to na drugiej nodze. Ale gdy już stał na drugim brzegu i bezwiednie obejrzał się w stronę Wioski . który znowu wypowiadał swe niepojęte dźwięki. nie próbowała go wstrzymywać. . a jego ciepły oddech wionął mgiełką pary w chłodną noc. udając. jakby się jej spodziewał. Nie strasz Plemienia… Bezimienny zamilkł.zobaczył nieruchomą sylwetkę starego czarownika.Dobrze . przyrzekam. by próbowała pokonać pętające ją Tabu. że chlapie się w Rzece.zdziwił się chłopiec. . Wydawało mi się. zdawał się pytać Jona. Nie był zdziwiony jego wizytą o tej porze. Wzrok dziewczyny. czy dopełnił przyrzeczenia danego Isakowi: czy był wcześniej w świątyni po błogosławieństwo. Miał nadzieję.

ma inną receptę na jego skuteczność . Może powinniśmy czynić to inaczej? Całkiem inaczej? Ale jak? . Szedł nią szybko i bez wahania dlatego. Gdy skończył. Słońce dopiero wschodziło. Osłonił oczy dłonią przed jaskrawymi promieniami i patrzył. Jon wierzył. gdzie skraj Kamiennej Drogi stykał się z niebem. po której chodził niegdyś Syn Boga Dobroci. był aż tak długi. nie używać formułek.To ziarnko piasku z Pustyni.Nie wiem. tak młody i niedojrzały. wstał.zbliżał się do trzeciego. Nie rozstawaj się z tym woreczkiem. Droga wydawała się bardziej ponura niż zwykle. nawet gdy są mniej piękne i gładkie niż gotowe formuły. ku czemu szedł. Jon ukląkł koło starca i zwrócił się do Boga Dobroci. głowiąc się nad smutkami starca. a może nie? Lecz ziarnko piasku i tak wyczuło Jego obecność. . Tego.Nie zobaczysz. żeby cię nie opuścił. że będzie ci potrzebny. Czuję bowiem. gdziekolwiek pójdziesz . których młodszy kapłan uczył wybrane wioskowe dzieci. A zresztą wołała go Kamienna Droga: nie musiał jej szukać wśród gęstwiny krzewów i drzew. Już nie oglądał się za Gają i szamanem. …Jon odruchowo poprawił teraz cienki. Może zdążył dotknąć go bosą stopą. który widział we śnie. Oderwał wzrok od kamiennej układanki pod swymi stopami i spojrzał w dal: za trzecim zakrętem prześwit między wielkimi drzewami ciągnął się prosto. . gdy stało w zenicie i prześwitywało wśród gałęzi. bo to za małe . . o czym mówisz . gdy rozmawia się z Nim własnymi słowami. Pokonał pierwszy i drugi zakręt. na którym zawieszony był woreczek i wszedł w mroczną Puszczę po drugiej stronie Rzeki. . Jonie. co jest w środku.Nawracanie to bolesny trud. Wolał wiedzieć. tak głęboki. Przywykł mówić do Niego własnymi słowami. Jon nie lubił tej pory dnia. Dlatego cień.rzekł Jon. a każdy z nas. jakby nigdy się z nim nie rozstawał. będziesz musiał decydować o sprawach przekraczających po wielokroć twój rozum i wymiar losów twojego Plemienia.uśmiechnął się łagodnie.wyszeptał Isak i znów powrócił do modlitwy. Powstał też Isak. lecz mocny rzemień. że od tej pory ty.dodał niezrozumiale kapłan. W Puszczy widziało się słońce wówczas. od razu znalazł pierwsze gładkie głazy. które już znał . Słońce stało dokładnie tam. bożych sług. że Bóg woli. tak że recytowały je na pamięć. daleko. czuję.wiarę? Przecież zabiera się im najgłębszy sens życia. Zwrócił się do chłopca i zawiesił mu na szyi mały skórzany woreczek. który rzucało TO. który sam dotąd nosił. -. Na Kamiennej Drodze szarzał świt. odcinki.zamyślił się stary kapłan. Będzie cię chronić i podpowie ci właściwe rozwiązanie. ale stąd nie było widoczne. co rzuca aż tak czarne i tak długie skrzydło cienia… 29 . iż zew był silniejszy niż zawsze.A teraz poproś Boga Dobroci.

Tak. dokładnie tam. ciemna Puszcza a pośrodku stał On.On… On ma… On ma cztery postacie! Cztery oblicza! .Na końcu Kamiennej Drogi wznosił się ogromny obelisk. Szósty głaz tworzył mocną. chłopiec był już tak blisko. Jon nie wiedział. Widocznie każda z nich miała swój trzeci zakręt. Gdy wzrok Jona padł na najwyższy kamień posągu. Miał cztery wystające pępki i cztery potężne znamiona męskości. bez wahania. którą przybył. Otrząsnął się i powoli zaczął okrążać posąg. A może On sam? Może nie istniał WSZĘDZIE. która byłaby w stanie tego dokonać! Ręce ludzkie wydawały się za słabe: nawet gdyby połączyć ręce setek czy tysięcy ludzi. ku Któremu zdążał. jedynie tu…? Tu. W pierwszej chwili wydawało mu się. Kamienna Droga kończyła się owalnym placem. Plemię nie znało techniki. by nikt w to nie wątpił. dokąd prowadziły cztery Kamienne Drogi. Drogi wiły się i nie widać było. Drugi głaz wznosił się czterema kolumnami w górę . Dopiero teraz Jon uprzytomnił sobie. ociosanych starannie głazów. posąg starego Boga. która tkwiła tu od prawieków. poczwórne ramiona. że musiał zadrzeć wysoko głowę. Ale mimo odległości. Jon zbliżył się jeszcze bardziej. że Bezimienny wykuty jest w skale.zdziwił się i wystraszył jeszcze bardziej. więc skorzystał z bolesnego oślepienia oczu słońcem. Coraz dokładniej widział Tego. która go wciąż dzieliła od celu. Nie miała znaczenia. wiedział. takie same jak ta. odróżnił trzeci głaz. Wizerunek Światowida. gdyż zew był coraz silniejszy. dokąd prowadzą. Lękał się tego momentu. gdy zbliżył się o kilkadziesiąt kroków. że płeć Boga Dobroci nigdy nie była przedmiotem żadnych rozważań. opuścił głowę i jeszcze raz się rozejrzał wokół. jak TO nazwać. nieco wypukły. która wydźwignęła je na tę wysokość. jak Bóg Dobroci. że nie: posąg Boga tworzyło siedem potężnych.były to nogi Bezimiennego. kamienny jak ta Droga. Z czterech stron prowadziły do niego trzy inne Kamienne Drogi. monstrualnych rozmiarów atrybutami męskości Boga. już wiedział. Patrzył też w cztery różne strony świata. z wystającym dziwacznie i także monstrualnie powiększonym pępkiem: brzuch Boga. Jaka siła zdolna była wznieść je tak wysoko i tak dokładnie złożyć w całość? Najniżej położony czworokątny głaz stanowił stopy Światowida. Obszedł posąg jeszcze raz wolno i uważnie. Jon poczuł dreszcze i chłód. Stał na czterech nogach. Światowid… 30 . . Wokół placu i czterech Dróg rozciągała się gęsta. gdzie przed wiekami powołała go do życia wiara Plemion? Jon szedł szybko. …ale oto czwarty głaz. Bezimienny widocznie chciał być mężczyzną i pragnął. Teraz. krótką szyję. Odruchowo zacisnął dłoń na woreczku Isaka. co to jest: gigantyczny. Piąty głaz był niezwykle potężny i wydawał się być szerszy od pozostałych: to były Jego ramiona i Jon nie mógł wyobrazić sobie siły. z realistycznie wyciosanymi. Jego wyobrażenie. Światowid miał cztery oblicza. ułożonych jeden na drugim. siódmy olbrzymią głowę.

że to nieprawda. . To jest czaszka… Ta grudka jest zmurszałą czaszką małego stworzenia. Był ciepły. Zbliżył się jednak ponownie do posągu i z pewnym wahaniem dotknął go. Bóg wydawał się toporny. Stojąc u stóp Światowida. skoro nie jest wyższy od drzew w Puszczy. ale czuł. nie można było zajrzeć Mu w oczy z tej odległości ani w ogóle z perspektywy Kamiennej Drogi. najwyżej im równy? Chyba że wtedy. Ale posąg nie lśnił. I zdawał się pulsować. Pył przesypał się przez palce jak piasek. rzucając jasny blask. Cieplejszy. Pył osypał się z niej. Jon zaś zapragnął nagle zajrzeć mu w oczy. były półprzymknięte. Wydawał się pochłaniać światło. Cztery pary. gdy oddawano Mu cześć. a może zając? A to duże. wpół zakryte grubymi powiekami. Jaką twarz miał ten Bóg? Chłopiec cofnął się. Poza znamionami męskości. obok… Jon miał nadzieję.usłyszał jeszcze raz głos Isaka.przypomniał sobie swoją odpowiedź.wymamrotał Jon. więc długi cień Bezimiennego skrócił się i Jon z uwagą zaczął wpatrywać się w głazy tworzące posąg. Trzeba by wspiąć się na ramiona Boga. że to czaszka zwierzęcia. na ile gładki może być obrobiony kamień. łączący się czasem w grudki lub tworzący dziwaczne kształty. Były równie gładko obrobione jak te na Kamiennej Drodze. by w nią spojrzeć. Jeśli szczegóły postaci rzeźbiły ludzkie ręce. . Chłopiec przykląkł i wziął go do garści.Widzący światy… Mogłem się tego domyślić… . Jon zmarszczył brwi w zamyśleniu i sięgnął po jeden z większych kawałków. nie były one zbyt precyzyjne. których nie było.Moje Plemię? Niemożliwe! . .reszta była gładka na tyle.Ale co On widzi. z grubsza zarysowanymi wielkimi. tam. Czy w ogóle je miał…? Tak. ale jądro grudki wydawało się być twarde. Dopiero teraz Jon spostrzegł pod stopami jasny pył. Ale Jon nie miał na to ochoty i w pierwszej chwili wydało mu się bluźnierstwem. . lecz tym bardziej potężny. Przeciwnie.Składano mu ofiary z ludzi… . co powinno być łatwe. Oczy patrzącego nie musiały koncentrować się na ozdobnych szczegółach. Ale pod jedną z par powiek nagle coś zalśniło. te drzewa sięgały mu zaledwie brzucha…? A może widzi dalej. niż mi się wydaje? Słońce stało już wyżej. wypukłym pępkiem. a może nawet gładsze. dostrzegało się tylko Jego wielkość. Jak żywe ciało. Może to była kuna. niż powinien być kamień stojący w głębi Puszczy. ale od razu obejmowały potężną sylwetkę. Wziął grudkę.. I inne Plemiona… 31 . siedmiopalczastymi dłońmi .Twoje Plemię. Co…? Nie.

woli swego sługę w znoszonym burym habicie. aby . zerwał go i położył u stóp posągu. Uszedł tylko kilkanaście kroków.aby ich wspólne pożycie zawsze kwitło. ledwo zakwitający kwiat. Jon o tym wiedział. który ubrał się na tę okazję w odświętne błyszczące szaty. płatkami suszonego jaśminu i natrzeć ich dłonie miodem.W tym pyle leżały gdzieś szczątki zabitych pierwszych kapłanów Boga Dobroci.by przeważała w nim słodycz nad goryczą. jeszcze ze stulonym pąkiem.w zgodzie z obyczajem . nie po to. która jest jego Drogą. Podszedł. lecz by nie zleciały się pszczoły i osy. aby . Nim jednak tradycji stało się zadość. skąd przyszedł. . że być może 32 . starzec bowiem był głęboko przekonany. że Bóg Dobroci nie potrzebuje złota.GRDGHGBZW . Jon i Gaja stali u stóp ołtarza przed Isakiem. . Musisz się nim zadowolić . Plemię uznałoby to za niestosowne. Jon rozejrzał się wokół. . srebra. którą właśnie założyli. Nie wypadało jednak udzielać ślubu młodym w codziennym stroju. Gdy Jon wracał do Wioski. Nie lubił ich wkładać. atłasu. naznaczając szczęście małżonków bolesnymi ukąszeniami. krzewy i drzewa rosnące przy Kamiennej Drodze nie próbowały go wstrzymywać.jak twierdzono .obsypać młodą parę złotym ziarnem zbóż. Wiele kobiet i mężczyzn z Plemienia stało na placu. że muszę wrócić. Zaczął wolno powracać tam. brokatów i pereł. Zboże symbolizowało życzenie wiecznego dostatku dla rodziny. dudniącym głosem. A może i szczątki kapłanów. Wiem.Nie wiem. Ludzie lubią oznaki bogactwa i Jon pomyślał. a miód . jaśmin .powtórzył Bezimienny. *** Nie wszyscy zmieścili się w świątyni na zaślubinach Gai z Jonem. ale jeszcze tu wrócę. więc nie upominaj mnie… Bóg umilkł.GRDGHGBZW . Ten kwiat też jeszcze przed chwilą żył.słodycz nie uciekła. Choć wszystkie cztery Kamienne Drogi wydawały się identyczne. którzy dotarli do Wioski przed stu pięćdziesięciu laty.Nie licz na krwawe ofiary. Jon wiedział. Miód należało szybko zlizać. Spojrzał jeszcze raz w twarz Bezimiennego i odwrócił się. co do mnie mówisz. .powiedział. którzy dotarli do innych Wiosek i których również przywleczono tu jedną z czterech Kamiennych Dróg? Chłopiec wycofał się z owalnego placu. Na skraju Puszczy coś delikatnie się czerwieniło: mały.powiedział Bóg bezdźwięcznym.

które obecnemu pokoleniu wydawały się już historią. do sławnej. lecz inni goście spojrzeli na nią z ukosa i natychmiast zamilkła. aby wyjaśniać. na przykład z okazji żniw czy siewu. którzy lubili krew szepnęła ze złością najstarsza babka spośród weselników. brązoworude piegi i wysoką. niektórzy w futra mimo letniej pory. liczyło więc tylko o rok mniej niż pan młody. Panna młoda była piękna. żyjąc w czasach starych Bogów. .przywdziała suknię z barwionego lnu.szeptały zgryźliwie starsze kobiety.Niełatwo jej będzie rodzić dziecko . . Miasto leżało o pięć dni jazdy konnej. niektóre stare kobiety szeptem prosiły o przychylność bożków i bożęta. Zanim dokończono budowy warownego zamku możnowładcy. największej w okolicy świątyni. jako zbyt szczupłą. . śnieżnobiałych skórek jagnięcych .Ciekawe. gibką sylwetkę Gai.kapłani ulegają temu wbrew swej woli. że winna ona pod każdym względem przewyższyć pozostałe. z dobroduszną ironią. zniszczyli ich posągi i posążki i jedynie w najwyższej skrytości. Znamiona dostatku wyznaczały pozycję rodzin w Wiosce. a jagnięta wciąż sobie żyły w jej zagrodzie.cieszył się Ezra. którą niedawno zaczęli wznosić najlepsi rzemieślnicy z całego kraju i zza granicy. Z tego też powodu nikt nie życzył sobie. ale Plemię przywykło do jej urody i prześmiewało raczej. Także goście weselni przebrali się odświętnie.zamiast włożyć szatę z doskonale wyprawionych. co właściwie oznacza przydomek pana młodego: Jon w Drodze. droga do sąsiadów na handel wymienny czy droga do miasta. . pomyślano o wzniesieniu świątyni i wszystkie Plemiona zamieszkałe w pobliżu (głęboko w Puszczy lub na jej skraju) zgodziły się z kapłanami. Głośno o tym się nie rozprawiało. Jedna z wież ma być równie wysoka jak najstarsze dęby! Nieomal sięgnie nieba! 33 . Nikt nie życzył sobie przywoływania niedawnych zdarzeń. Nie wszystkim podobało się też. W końcu sto pięćdziesiąt lat temu ludzie z Wioski pożegnali starych Bogów.Nie wolno zaczynać przygotowań do zaślubin od rozlewu krwi. co by Gaja robiła. jak nakazywał pradawny obyczaj. których biodra przypominały w obwodzie kilkusetletnie drzewa. Powstało jakieś dwadzieścia lat temu. W końcu mogła to być każda droga! Droga na polowanie. nawet jagnięcej powiedziała matce. gdy ta chciała przystąpić do ceremonii zabicia młodziutkich zwierzaków dokładnie na dziewięć pełni księżyca przed uroczystością. że Gaja .…wyraz coraz głębszej wiary! . który natychmiast ruszył na pielgrzymkę do miasta i po powrocie opisał ludziom z Plemienia plany świątyni.

którego noga nie postałaby w pobliżu czarownika .powiedział i cofnął ostrożnie dłoń. obaj wydawali się niektórym nieśmiertelni. co dzień przypominając Plemieniu. Szaman. ku gniewowi Ezry i niezrozumieniu ludzi z Wioski.Światło. Jon chciał się sprzeciwić decyzji rodziców.. niezniszczalny? 34 . starzec nagle podszedł. czy ktokolwiek poza szamanem i Jonem pamiętał. Tak. Stary kapłan objął go po zakończonej ceremonii.nieobecność zaś kapłana mogła źle wróżyć młodej parze. niby niechcący. jego szyi. że czczenie bałwanów to śmiertelny grzech. Plemię to wiedziało. spojrzał uważnie i dotknął woreczka dłonią. niewidzialny dla innych nawet wówczas. Ezra wiedział. Podobnie jak stary szaman. sprawdzając. . jakby szukał na niej jakichś śladów. W końcu wielkość świątyni dowodziła wielkości uczuć dla Boga! Tak było i tak powinno być. Z drugiej strony zaprosiny też byłyby zdradą. Stary kapłan robił się widocznie dziecinny na stare lata. ale nie chciał o tym pamiętać w przedweselny i poweselny czas. że On wciąż tam stoi. ale obecnym mężem Gai.Bierzesz przecież ślub w świątyni Pana. Nikt już nie pamiętał starego rytuału i nikt nie chciał pamiętać. czy wisi na niej wąski rzemień ze skórzanym woreczkiem. uścisnął i Jon poczuł. Tam zresztą też bym nie poszedł.Wyraz pychy… W tak małym mieście taka wielka świątynia… Ludzie pogubią się w jej ogromie . Szaman przynależał bowiem do innego rytuału niż te odprawiane w świątyni Dobrego Boga.zmartwił się Isak. Dobro . sucha dłoń dotyka. Tylko Bezimiennego nie umieli zniszczyć. miękki. potężny. co robi. Starał się o nich przynajmniej teraz zapomnieć. znał swoją powinność. jak chuda. długo ją potem oglądając. gdy usłyszał słowa: Kamienna Droga. ciekawe. Ale wciąż żył. ale powstrzymał go sam czarownik: . Wydawało mu się. że nazywanie przyszłego męża “Jonem w Drodze” oddala go od niej. był nieobecny na ślubie. za który przyjdzie zapłacić w tym lub przyszłym życiu. nie na zawsze. Gaja też przestała zadawać trudne pytania. bez względu na imiona Bogów. był. Ciepło. a nie na końcu Kamiennej Drogi. Miał to być bowiem czas radości. jakby czując. Zaprosiny oznaczałyby nieobecność Ezry. gdy go widzieli. mały. nie został też zaproszony na wesele. że niezaproszenie starca było swoistym rodzajem zdrady. skryty pod białą lnianą koszulą. płaski. Dla dobra i bezpieczeństwa twojej przyszłej i obecnej rodziny potrzebna ci jest przychylność Ezry… Jon aż się skulił od wewnętrznego chłodu. …więc szamana nie było wśród weselników i Jon boleśnie odczuwał jego nieobecność. czarny. rzecz jasna. to było niemożliwe. Tylko raz ktoś go dostrzegł: Jon kąpał się w Rzece w pobliżu namiotu szamana. …ale właśnie Isak skończył błogosławić młodą parę i Jon nie był już przyszłym.

Piękniejszy. Miał przeczucie. najmniejsze posążki polnych lub leśnych bóstw i bożąt. widoczny był znak Boga Dobroci i znalazł okazję. których już nie zdąży zgłębić. on sprowadził nowe lampy. a po wyjściu z niej przywoływało bożęta do pomocy w gospodarskich pracach. Plemię jeszcze długo chodziłoby do świątyni. a widok tych ksiąg wzbudzał w nim niepojętą tęsknotę. już na progu. Będzie nią Gaja i dzieci. ofiarowując w zamian poczucie bezpieczeństwa. Gdyby nie Ezra. w setkach szeleszczących. by budować większe domy. gdyż wiedział. jak bardzo dzięki młodemu kapłanowi zmienia się na korzyść jego rodzinne miejsce. że jego rodziną nie stanie się zamknięta. Czynił to energiczny Ezra. Jon nie wiedział. coraz cieńsze i bardziej przejrzyste szyby w oknach. nie mógł tego nie doceniać. Jon uwielbiał to słowo. które razem spłodzą. że w niezrozumiałych znaczkach. który mu jeszcze pozostał i o wszystkich mądrościach.Weselnicy ruszyli teraz w stronę domu. wyczekująca kresu swego życia w odległym klasztorze. On też przekonał Plemię. Do Wioski wkraczała Cywilizacja. od rana do nocy zajmował się powszednim życiem Plemienia. Jon nigdy nie należał do wybrańców Ezry. Przy okazji zadbał. obca męska społeczność. który Plemię wzniosło dla młodej pary na skraju Wioski. ile z chęci zachowania pamiątek po pradziadach. Isakowi udawało się czasem zmienić coś w ludziach. Ezra też uparł się. Większy i okazalszy. że nigdy nie dowie się. które dawały więcej światła: pokazał.i Jon. że to jednak Ezra najsprawniej i najszybciej uczył wioskowe dzieci pisać i czytać. Był dobrym człowiekiem. Wygodniejszy. Jon musiał przyznać.dzięki niemu zdawało się. ale widział. Ezra uczył czytać i pisać garstkę wybranych dzieci z każdego pokolenia. jaśniejsze światło łojowych lamp. Niosło ze sobą rosnące poczucie bezpieczeństwa. z Wioski wciąż byłoby bardzo daleko do świata . by w każdym z domostw. Stary kapłan nie miał już zdrowia ani cierpliwości do pobratymców Jona. Cieszył się. I Jon zarazem martwił się. Ezra reprezentował Cywilizację .i zarazem martwił. Pewnie rozmyślał o skąpym czasie. co mówią malutkie czarne znaczki w opasłych księgach. kremowych stronic różnorakich ksiąg oprawnych w 35 . wolał samotnie pogrążać się w lekturze opasłych. Cywilizacja… Ezra używał tego słowa częściej niż Isak. które stawały się też coraz większe. Gdyby nie Ezra. niż wtajemniczać w nie najmłodszych. Prawdziwym domem będzie rozległa. niemal bez wytchnienia. by zniszczyć ostatnie. w których dzieci i rodzice już nie sypiają w jednym barłogu. co jest cenniejsze. skrywane przez ludzi nie tyle z potrzeby wiary. Najzdolniejsze przysposabiał do roli kapłana. lecz mają oddzielne izby. jak tępić w domach robactwo. To Ezra. Nadzwyczaj zdolne wysyłał do odległych miast na dalszą naukę w zakonach lub nawet do Dalekiego Kraju. które czyta Isak. że należy co dzień się myć i prać brudne ubrania. bezkresna Puszcza po obu stronach Rzeki. częściej niż Jon. ale to nie on przeobrażał zagubioną w Puszczy Wioskę. Od pewnego czasu każdy nowo budowany dom był większy niż poprzednie. Cieszył się z tego . mimo niechęci. brał też we władanie wystraszone dusze ludzi. że to świat zmierza do niej przez Puszczę wielkimi krokami. oprawnych w skórę tomów.

wtórowały mu melodyjne piszczałki. Jon mógł wreszcie wczuć się do syta w zapach rumianku.Syna. który brzmiał całkiem inaczej w tę jedyną noc w roku. udając. .iluminowaną skórę kryją się tajemnice nie znanych mu. gdy Plemię przebłagiwało starych Bogów. zapach Rzeki i wiatru. wracając z Puszczy i wnosząc do domu dwa ciężkie plastry miodu.Ty jesteś Jonem w Drodze.spytał Jon. Żadne z nich już nie musiało nasłuchiwać natrętnego chichotu i podnieconych szeptów wioskowych dzieci. *** . zamykając za sobą rzeźbione drzwi nowego domu. zostawiłam jej trochę.Będę mieć dziecko . dzikich ziół. 36 . Zanim wyszedł z domu. W izbie wydawał się on mocniejszy niż na otwartej przestrzeni. W zapach Gai.Niedźwiedzica znów będzie mieć małe . . w ciemności.powiedział. Czasem myślę.poprosił kiedyś starego kapłana. patrząc mu prosto w oczy. Weselnicy tańczyli do świtu. lecz płynąca z serca. że nosisz ją w sobie. że wcale o nich nie chodzi i w ogóle ich nie ma. nic o tym nie wiedząc.Nie wybrałam wszystkich. Byli sami.Też . Pokiwał głową bez zdziwienia i dorzucił: . prawie boleśnie.Też? . ale ten tylko pokręcił głową: . lecz młoda para zniknęła wcześniej. wyczulony na każde słowo i brzmienie głosu żony. dobroduszne żarty starszyzny.zaśmiała się Gaja. czemu najpierw poszedł obwieścić nowinę szamanowi. objął ją mocno. a później rodzicom czy kapłanom.Naucz mnie czytać . Tym razem był to rytm szybki i radosny. fascynujących światów i że on ich nigdy nie pozna. . I sam nie wiedział. Tam gdzie się udasz. Weselnicy tańczyli do rytmu bębnów. . która dla nich tej nocy stała się światłem. . choć pełen spokoju. To światło miało już zawsze towarzyszyć Jonowi. Ona też musi się teraz dobrze odżywiać.potwierdziła. Ich zniknięciu towarzyszyły rubaszne. Półprzymknięte oczy jego żony lśniły jak żywica na pniu sosny. Szaman oprawiał rybę. nie będzie ci potrzebna wiedza z ksiąg. Do końca życia.

. Przed trzema miesiącami skończyłeś dwadzieścia jeden. Całe życie mnie o nich uczono. Złożyłeś mu obietnicę. czy córka? Słyszałem. To jest Jego dar .GRDHGBHWZ .spytał Jon.Czego będzie chciał w zamian za swój dar? .On nagradza. lecz umie też karać tych. . Wiem zatem.Więc po ojcu też widać. Czekał cierpliwie.spytał Jon.Nie wiem. ale stary szaman zepsuł wszystko. Wybrał Cię i przyjąłeś imię “Jon w Drodze”. . Może nic. 37 . czując. .Skąd wiesz. Kiedyś nagradzał tych. . Więc pragnie nagrodzić cię za to. którzy wiernie mu służyli: szamanów.Po raz pierwszy usłyszałeś Jego zew. Byłeś u Jego stóp. Umie nagradzać. jak rosną w nim niepokój i gniew. Nie protestowałeś.Nie trwałaby długo. On nigdy niczego nie daruje. Słyszysz Jego głos. co On lubi.zadźwięczało bezgłośnie w uszach Jona. skoro nigdy u Niego nie byłeś! .Skąd wiesz? . Nigdy u Niego nie byłem. Ty mu nie służysz. lecz znam Jego zwyczaje. Ale jesteś.Ja mu nie służę. Od tylu długich lat było tam tak pusto. . Chciał nacieszyć się myślą o dziecku.Ale On cię przywołał.powiedział Jon gniewnie. gdy miałeś dwanaście lat. Dlatego każdy szaman zawsze miał uzdolnionego magicznie syna. a od wielu lat słyszy tylko głuchą ciszę. wędrujących Kamiennymi Drogami.odparł czarownik.zawołał wściekły Jon. Ale od paru dni znowu mówi… ciągnął szaman. Ty ją przerwałeś. którzy mu źle służą . On przywykł słyszeć co dzień głosy tysięcy pątników. Głucho. Może wiele . .odparł szaman. kogo On wybiera. gdybyś usiłował o Nim zapomnieć..ciągnął szaman. Tymczasem ty… .Gdy będzie musiał czekać zbyt długo. że nie czuje się już tak samotny. że stare kobiety potrafią rozpoznać płeć dziecka po zachowaniu i wyglądzie matki.Zmąciłeś moją radość z syna . Długo zwlekasz. przypominając mu nie wypowiedziane i nie spełnione zobowiązania. On tego nie lubi. . że nie należy do Bogów cierpliwych. choć miałeś prawo. ukarze cię.ucieszył się Jon. .Jego dar?! I za cóż w ten sposób płaci? . czy będzie syn. . . zawsze ma syna. pragnął obwieścić nowinę rodzinie i Plemieniu.Ten. . .

Jon był spokojny o syna. Dlatego.powiedziała Gaja dźwięcznym. Gałęzie wielkich drzew wydłużyły się. Zresztą wiedział. pozwolił ci przeżyć miłość. by opuścić dom i ruszyć w Nieznane.Jestem Jonem w Drodze od tylu lat. Młody mężczyzna słyszał każdy swój krok. ale nie musiał kończyć. Była inna niż wioskowe kobiety. który czekał na niego za trzecim zakrętem. gdy powiedział. chcąc. że ona tego nie zrobi. . . by nie pytała. Obce.Dlaczego mnie…? . Ale wciąż panowała tu zdumiewająca cisza. krety. jak na Jego obyczaje. Zapadła cisza. Przecież i bez tego wszystko w nim sprzeciwiało się. Gaja już wiedziała. Jon dotknął dłonią szyi nie po to. . by Gaja utrudniała mu odejście. Nawet mężczyźni jadący na polowanie nie umieli określić dnia powrotu. Ale w tej części Puszczy nie było nawet echa. w którym nie usłyszał drżenia. A tymczasem jeszcze w nią nie ruszyłem. splatały konary ponad jego głową i Droga sprawiała wrażenie węższej niż za pierwszą jego bytnością. Jonie… I Jon ruszył. Żona zrozumiała to.spytał Jon. mocnym głosem. aby echo zaniosło te słowa monstrualnemu posągowi. by sprawdzić. kiedy wróci.Nie pytaj… . że prosi ją. czy wisi na niej skórzany woreczek z ziarnkiem piasku. to było pewne. przerywana tylko śpiewem Rzeki. Łzy… . Ruszaj w Drogę.pomyślał bezradnie. Teraz chce zapłaty. Był dla ciebie bardzo dobry. Gaja da sobie radę i bez niego. A Jon nie wybierał się polowanie. Tych kilka krótkich wypraw się nie liczy. Zdawała sobie sprawę. I o to szło: aby nie wstrzymywała go żadną kobiecą sztuczką. idąc teraz Kamienną Drogą. a nawet oddech. 38 .Wrócę do domu! . Wreszcie szaman szepnął: . Podobna do niedźwiedzicy. gdyż nie wyrzekła ani słowa..zaczął na wszelki wypadek. odsunęła głowę i pokazała jasną twarz bez jednej mokrej kropelki spływającej z oczu.zawołał głośno. Ptaki nadal unikały zakładania tu gniazd. Nic nie szeleściło w poszyciu leśnym. Nie zamierzała pytać..Pozwolił ci dorosnąć. A zresztą… . że musi spełnić przyrzeczenie związane z jego plemiennym przydomkiem. który się narodzi. Milczenie Gai było tak wymowne jak kilka wilgotnych kropli. Nie chciał.Będzie. Wtuliła się w ten ciepły zakątek pomiędzy szyją a barkiem i długo milczała. które poczuł na szyi. jaszczurki i borsuki widocznie także wolały trzymać się od tego miejsca z daleka. ponieważ wciąż czuł w tym miejscu głowę Gai. mimo woli obronnym ruchem dotykając skórzanego woreczka na piersi. Stary czarownik w milczeniu pokręcił głową.. jak musi być . Kamienna Droga jakby zarosła gdzieniegdzie mchem lub tak się Jonowi zdawało. pozwolił ci pojąć żonę i spłodzić syna. że on i tak tego nie wie.

silnego mężczyzny. że pod półprzymkniętymi powiekami posągu coś połyskuje. a jest to . ale ironia zaraz zniknęła. Drżenie to.Muszę TAM się wspiąć… . zmęczony.zaczął półgłosem. w dole. Dłoń Jona wsparła się na monstrualnym pępku Boga. od lęku i miłości. że raptem przed stu pięćdziesięciu laty wszystkie Plemiona. a stopy postawił teraz na znamionach Jego męskości. Po długim. spocony. pewnie by się zabił. Podniósł głowę. jakby wspiął się na najwyższy dom w Wiosce.szepnął Jon. wydał się on Jonowi mniejszy. mozolnym trudzie. że posąg drży wraz z nim. Po raz wtóry wkroczył zatem w długi. z którego wykuto Bezimiennego. wydawało mu się.dla Bogów i ludzi . Krwią i pożywieniem.…lub przynajmniej tak sądził . Czy umierający człowiek nie broni się? Czy On nie ma zatem prawa. czując drżenie mięśni. Posąg był pełen wypukłości i wgłębień. którymi się żywił: skazali na samotną. którą czuli i wyrażali jego współplemieńcy. niby do Niego i urwał. podejmując na nowo wspinaczkę. Miał dziwne uczucie. był chropawy i ciepły. Szedł. by się bronić? Skazano Go na śmierć przez zapomnienie. Już tam. Jon objął ramionami ogromną nogę Boga i ruszył w górę. . chcąc zajrzeć mu w oczy. mierząc wzrokiem wysokość i oceniając stopień trudności zadania. . na dobre i na złe. Prawie jak źrenice. Bezimienny milczał. jakby wstrząśnięty ludzką bliskością po tylu latach pustki. ale Jon i tak słyszał Jego wezwanie. Ponad nim.najgorszy rodzaj umierania. powolną agonię. nie podnosząc głowy i nie patrząc na Niego. I tak czuł tę obecność. ale mimo całego ogromu posągu. Uprzytomnił sobie. Był coraz bliżej celu. Pulsował życiem. Po chwili stał u potężnych stóp gigantycznej rzeźby. wysoko ponad ziemią. Wyprostował się i dla utrzymania równowagi objął rękami masywną szyję Bezimiennego. niby do siebie.W dodatku nie miałeś dzieci… . A przecież do ramion Boga jeszcze sporo brakowało. Ludzie w długich sukniach odcięli Go od krwiobiegu. Nie. Dlatego miał prawo żądać ofiar. wysoko. Odpoczywał. Wychylił się. że pępowinami. to nie takie trudne dla młodego. stanął wreszcie na Jego ramionach. spoglądając na wyolbrzymione oznaki męskości. A wiara. niż Jon chciałby zobaczyć. setki tysięcy ludzi. nie wiedzieć czemu. Gdyby teraz spadł. które łączyły gigantycznego i przerażającego Boga z tysiącami wiernych. przejęło Jona litością. wznosiły się ramiona i głowa Boga. Nagle uprzytomnił sobie. Ale grube powieki strzegły swej tajemnicy i Jon wychylił się w przód. były Kamienne Drogi.szepnął ironicznie. by w nie zajrzeć. Dziwne.Trzeci zakręt pojawił się szybciej. . Kamień. złowieszczy cień rzucany przez posąg starego Boga. Już go tak nie porażał wielkością. były Jego dziećmi. Nie tylko tu. Nie musiał… 39 . była krwią krążącą w ciele Światowida.

zawołał i znów ruszył po ramionach Boga. Tym razem tak się ustawił. nieprzejrzystą mgłą . że jest on ciepły jak żywe. gdyż pozostałe części twarzy były. Powieki tej drugiej. Lśniły jak cenne kamienie. zasnuwał się rozedrganą. że ten kolor symbolizuje nadzieję? spytał i już wiedział.po chwili drzewa zaczęły znikać sprzed jego oczu. Były ciemne. Ale w Puszczy było chłodno. zdziwił się i wychylił jeszcze bardziej. Drzewa przysłaniały resztę Drogi. grubej szyi posągu.spytał. niektórzy chirurdzy dowcipkowali w czasie poważnych operacji. urywającą się przy trzecim zakręcie. aby być zwróconym w tę samą stronę. znowu zajrzał w rozwarte oczy. były wpółprzymknięte. Została tylko ich zieleń i biel chmur ponad nimi… Zieleń… ZIELEŃ… Biel… BIEL… zielone… ZIELONE… *** .spytał Jon. . skryte za bawełnianymi. Wydawał krótkie. co twarz Światowida. powinien być chłodny. tylko Puszcza. gdy jest bardzo gorąco i nie wiadomo skąd rodzą się dziwne miraże. powieki Bezimiennego były lekko przymknięte. co widzieć się spodziewał: bezkresną Puszczę i jedną z czterech Kamiennych Dróg. gdy wyda polecenie rozcięcia ciała Chłopca leżącego na stole. Zdziwienie widać było tylko w ich oczach. tam gdzie spoglądały oczy Boga.i znów wydało mu się. Właściwie dlaczego fartuchy chirurgów są zielone? . Teraz 40 . dlaczego pyta. bardziej zamglona.Bezimienny miał oczy otwarte. Odbite światło? Jon. a maseczka na twarzy stłumiła jego głos. Jon powrócił do punktu wyjścia i trzymając się krótkiej. Potem wydało mu się. podobnie jak jego własna. Jeszcze pół godziny temu Chłopiec dygotał ze strachu i Jon kojąco uścisnął jego drobną dłoń. Światowid milczał. lśniącej czystością sali operacyjnej podnieśli głowy i spojrzeli zdziwieni. myślące i czujące ciało.a teraz już miał pewność: Bezimienny otworzył tylko jedną parę oczu w jednej ze swych czterech twarzy. Najpierw nie widział nic poza tym. . bezradnego i nieświadomego sytuacji. która patrzyła otwartymi oczami. ale on nigdy. że nim zaczął się Wspinać. że coś zamigotało na horyzoncie. po czym ruszył wokół czterech potężnych ramion Boga. mimo lęku. Młody mężczyzna chwilę się wahał. zmieniało barwę. . Spojrzał jeszcze raz: nic. Przywarł do posągu . Musiał wiedzieć . jak górską ścieżką. sterylnymi maseczkami. otoczony wokół ciemną Puszczą. odleglejszej. A teraz tak szeroko otwarte… Jon objął Go mocniej za szyję i wychylił się w tył. głębokie i coś się w nich odbijało. A przecież kamień. Przywarł do kamiennej rzeźby jeszcze mocniej.Na co patrzysz? Co widzisz? .…zielone. Mógłby przysiąc. niezbędne polecenia.Czy fartuchy chirurgów są zielone dlatego. jak drga.Nie chcesz mówić? Sam zobaczę! . migotało. więc wszystkich musiało zdziwić pytanie nie mające żadnego związku z pacjentem.Owszem. niemal złączył się z nią w jedność i spojrzał przed siebie. aby obejrzeć choć dwie z czterech twarzy Światowida. Mimo to krajobraz przed oczami Jona migotał coraz bardziej. Mimo to wszyscy w tej białej. Spojrzał znowu: powietrze drgało tak. Ale jakby inna. Jednak Jon nie zamierzał żartować. Chciał odwlec moment.

spytał nie wiadomo kogo. najbardziej nieludzkie czyny. niebezpiecznie powiększone.podjęła znów nerwowo i z naciskiem przełożona pielęgniarek. Puszczy…? Skąd wzięła mu się Puszcza? Przecież nie ma ich prawie wcale na Ziemi.pomyślał niedorzecznie o operacjach.przemknęły mu po głowie postrzępione zdania i nagle przypomniała mu się baśń Andersena o Królowej Śniegu. a zarazem wątle. Kilka otaczających go postaci w zielonych fartuchach poruszyło się nerwowo.Panie doktorze… . A Jon stał nad nim. . bo aż tak złe? Zwierzęta rzadko bywają okrutne bez przyczyny… Królowa Śniegu i Kaj… Wymiana serca jest sprzeczna z naturą . Śmierć drzew. . Jon otrząsnął się i jego oczy z nagła poraziła biel sali. czy też zaczerpnął wątek w znacznej mierze z mitów i legend? Wówczas mogłoby się okazać. 41 . Wszyscy czekali tylko pozornie cierpliwie.Czyje to serce? . serca pacjenta i zamienienie go na silne i gotowe znieść najgorsze przeciwieństwa losu. a już zwłaszcza w miejscach cywilizowanych! Dźwięk pił dobiegał z lasu. nie wytrzymującego mordęgi życia. nie mamy czasu… . I właśnie w to serce. że ich rzężące jęczenie niesie ze sobą śmierć. Nieludzkie? Może właśnie ludzkie. Ale jeśli Królowa Śniegu właśnie teraz zamierza… . otulone lodem.zdecydowała się przypomnieć siostra przełożona. Serce pierwsze. Na jego szczupłym ciele widać było długą. że Królowa Śniegu wiedzie nieomal realny żywot. wpatrywał się teraz Jon. Dlaczego tym razem coś się w nim wzdragało? Czemu patrzył z niepokojem na anonimowe czerwone serce. To było pytanie amatora lub łowcy sensacji. też nie miało czasu. leżące w sterylnym pojemniku wypełnionym lodem. Jon aż się wzdrygnął na taką myśl. W jego kraju przeprowadzano takich operacji tysiące. To przecież Królowa Śniegu zamieniła żywe. że gdy był wyrostkiem i jeździł na wakacje na wieś. że czas mija i że drugie serce. więc wreszcie musiał wydać polecenie: “Zaczynamy…” Nagle przypomniał sobie. leżące spokojnie w sterylnym pojemniku? I co ma do tego baśniowa Królowa Śniegu? Swoją drogą to ciekawe. . czy Andersen ją wymyślił. choć nie każdemu dane jest ją spotkać.Lodowe serce… Serce jak sopel lodu… .Panie doktorze. Delikatne brzęczenie elektrycznej. Osobiście asystowała przy tej operacji i tylko ona odważyła się zwrócić mu uwagę. prostą linię wytyczoną czarnym flamastrem. nie śmierci .spał. przed którą coś go wciąż wstrzymywało. obłożone lodem. nie znosił dźwięku pił drwali. jakich wykonał co najmniej sto pięćdziesiąt w tym szpitalu: wyjęcie schorowanego.mimo to Jon był dziwnie niespokojny. na świecie dziesiątki tysięcy. gotów do operacji. chirurgicznej piłki niosło jednak nadzieję życia. Zawsze mu się wydawało. czujące serce Kaja w sopel lodu i po tej zamianie Kaj gotów był popełnić wszystkie najgorsze. bardzo tego nie lubi. dobiegającego z pobliskiej Puszczy. które tłukło się nierówno w klatce piersiowej uśpionego Chłopca.

Płuca operowanego podłączono do respiratora.najważniejsze. iż chciałby się rozpłakać. .pomyślał Jon i energicznie przystąpił do usuwania chorego serca. Odpowiedziała mu pełna dezaprobaty cisza.Klatka piersiowa pacjenta jest otwarta. Będziesz mógł się nawet zakochać… . które tak tłucze się w twojej piersi.panicznie bał się operacji. już z trudem oddychasz. W czasie przeszczepu serca to nieduże pomieszczenie na ogół było pełne. Jutro o tej porze będziesz jak nowo narodzony . W drodze wyjątku dyrekcja szpitala wyraziła zgodę. Jon znowu spojrzał na salkę dla studentów. co zechcesz.Z tym sercem. jak chłopak. spojrzał na szklaną szybę. Jon. Dziewczyna spojrzała natarczywie w jego twarz osłoniętą maską i leciutko kręciła głową. która oddzielała salę operacyjną od wnęki obserwacyjnej dla studentów.spytał nagle Chłopiec. Wkrótce będzie ci wolno biegać. Tulił się do niej. asystentów i pielęgniarek sponad białych maseczek patrzyły na niego z wyrzutem. obłożone lodem . czyje serce spoczywa w sterylnym pojemniku. że jest to serce zdrowe. . zdrowe serce. Dziewczyna wciąż kręciła przecząco głową: “Nie rób tego…” Jest upał. Ale tym razem siedziało w nim najwyżej kilkoro młodych ludzi. Była spocona i zimna. jakby chcąc powiedzieć: “Nie rób tego…” Co za bzdury chodzą mi po głowie .Czyje to serce? . Z reguły żaden z lekarzy nie wie. Wczoraj z Chłopcem rozmawiał.i nikogo to nie obchodzi . ciemne oczy.zażartował. .powiedział Jon kojąco. pewnie uwiera ją kołnierzyk od bluzki . Dzieciak . Oczy lekarzy. Wypytywanie. zdumieniem lub z przyganą. ale było mu wstyd. Czynili tak tylko młodzi stażyści lub dziennikarze.czy piętnastolatka można jeszcze nazwać dzieciakiem? . skakać. ledwo postąpisz szybciej kilka kroków. szczupła Dziewczyna. chcąc nadrobić czas stracony przez wcześniejszy brak zdecydowania. robić. już jutro będziesz mieć mocne. do którego należało serce. Pomyśl. aby tę noc spędziła z nim matka.pomyślał. wciąż odwlekając następne posunięcie. panie doktorze . nie było w dobrym tonie wśród profesjonalistów. biorąc w swoją dużą dłoń chirurga szczupłą i nerwową rękę Chłopca.Taka operacja to zwykła rutyna w dzisiejszych czasach. z oczami tak błyszczącymi.a nie profesjonalisty lekarza.wbrew logice . co jeszcze bardziej uwydatniało wystające kości policzkowe i wielkie. 42 . zbyt wyrośnięty. Widocznie piękna pogoda wygnała ich za miasto lub na basen. kim był zmarły. Nie jest trudniejsza niż skomplikowane usunięcie zęba.powiedziała nagląco przełożona. ostrzyżona króciutko na jeża. chudy.Jonowi wydało że jej też nie podoba się serce obłożone lodem. Uwagę Jona przykuła nieduża. . że Jon podejrzewał. Patrzyła mu prosto w oczy i .

Kątem oka dostrzegł. chrapliwy oddech: . a matka przytuliła swoją twarz do twarzy syna i pocałowała go. że Chłopiec kryje twarz na ramieniu matki.powtórzył z namysłem Chłopiec. Szkatułka Królowej Śniegu z niespodzianką na Boże Narodzenie… .Nie wiem.To nie ma znaczenia . .powtórzył lekarz z naciskiem i wyszedł.powiedziała matka. w czasie którego słychać było jego chory.spojrzał w stronę szyby dzielącej salę operacyjną od obserwacyjnej: ostrzyżonej na jeża Dziewczyny nie było. Kilkadziesiąt minut . w dodatku w chwili zwycięstwa.przytaknęła lekarzowi. zużytym sercem? . . urwał i dokończył po dłuższym milczeniu. Lekarze nie powinni pytać o tak trywialne sprawy.odparł. .…na przykład serce idioty? .Jakich? Ważne jest tylko to. Spojrzał na asystentów.To nie ma znaczenia .zaczął nagle Chłopiec. . . . Jon i Chłopiec patrzyli na siebie w milczeniu. .To nie jest podstęp Królowej Śniegu dorzucił i przystąpił z wprawą do zabiegu.powiedział Jon z uśmiechem. aby twoje nowe serce było zdrowe i silne. . Pojemnik z lodem stał pusty. zdejmując wilgotną od oddechu maseczkę.spytał nagle. po nich wejdzie tu ekipa salowych i sprzątaczy.Czasem lepiej nie wiedzieć.A jeśli ma to znaczenie z jakichś innych przyczyn? . wciąż jeszcze w chirurgicznym kitlu .którego jasną zieleń zgasiły bure plamy krwi .i operacja była skończona. a ta obejmuje go i mocno przytula. zbędnego kawałka martwego mięsa odpowiadał ktoś inny. spocony. Asystent wprawnie zakładał szwy i po chwili wózek z Chłopcem opuszczał salę operacyjną.. chłodny. sterylnie biały. atakującego mózg. Po co jej szukał…? 43 . jakby złapał groźnego wirusa.Co się właściwie robi ze starym.Z punktu widzenia medycyny… . którzy także je zdejmowali i natychmiast zrozumiał niestosowność pytania.pomyślał Jon.To nie ma znaczenia . Jon. takiego potrzebuje piętnastolatek .A jeśli byłoby to serce… . Z punktu widzenia medycyny nie ma to znaczenia . Za usunięcie tego umęczonego. . I nie jest to ważne. choć wszyscy patrzyli na niego tak.bylebyś żył.Dla mnie może to być nawet serce mordercy .mówił teraz Jon głośno na sali operacyjnej i znowu zwróciły się ku niemu zdziwione oczy asystentów. tuląc go jak niemowlę .

otwierających tak dziwne światy. a najbardziej w świecie nie znosi braku pracy.W doskonałej formie . . lecz bez sprzeciwu. .Nienawidzę jej .Wieczorem.Czekałem . Zamiast czytać teraz.Nie wolno denerwować rekonwalescenta . Operował nawet nadprogramowo. Uśmiechnięta.zwrócił się do niej Chłopiec.Ja tylko operuję. inna niż przed operacją.odparł bezwiednie zmieszany Jon.Wyjdź na chwilę .zażartowała.powiedział Chłopiec po jej wyjściu. stał w milczeniu za skrzydłem przeszklonych drzwi oddziału intensywnej terapii i patrzył na matkę . Kto ją tu wpuścił? .Czemu pan nie przychodził? . opuściła salę. zamiast z książką w ulubionym fotelu.w sterylnym ubraniu i w maseczce .siedzącą przy synu.rzeki Chłopiec. że ktoś? coś? go wzywa. Znalazł się znowu w szpitalu. święta.odparła fachowo i sucho.pomyślał ze złością.. ale miał uczucie. wyrostki robaczkowe w stanie zapalnym. Gdy po tygodniu szedł korytarzem na oddziale kardiochirurgii i spytał siostry przełożonej: .Chłopiec tu jeszcze jest?” .spytał siebie w duchu. zamiast zatelefonować do szpitala. a twoja matka… . 44 . wskazując drzwi jednego z pokoi w części oddziału dla ozdrowieńców. wypełnionych kamieniami życiowej goryczy lub obżarstwa. patrząc w twarz Jona szarymi. Po co? . Nie znosił telewizji. ale nie miał sumienia zawołać pielęgniarki i żądać. . zastępując kolegów lub asystując im z własnej woli w niedziele. .Masz tu świetną opiekę. Przez kolejne dni prowadził tylko zwykłe rutynowe operacje: kilka woreczków żółciowych. że on potrafi zoperować wszystko. zrakowaciałe jelita . aby kobieta o twarzy cierpiącej Madonny z gotyckich witraży opuściła teraz Chłopca. Matka o twarzy gotyckiej Madonny była tu nadal. Lubił książki . pojechał zobaczyć Chłopca. Wszedł. Po co jechał…? Nawet jeśli pacjent już się zbudził. tworzących niekiedy tak zaskakujące konfiguracje. rozmowa z nim nic nie da. . . Zajmowanie się ozdrowieńcami nie należy do mnie . widząc Jona i matka. wbrew zwykłym zasadom. o kogo chodzi i kiwnęła głową. Piękna. całując go w policzek.od razu wiedziała.słowem nic. jakby opuszczenie go nawet na kilka minut było trudnym do zniesienia rozstaniem. zdziwiona. Mimo to wszyscy w szpitalu wiedzieli. czym powinien zajmować się poważny kardiochirurg.ów tajemniczy splot malutkich czarnych znaczków. szeroko otwartymi oczami. pełna pogody. w nocy.

abym przestał! . .zaczął Jon. Zaraz mi pan powie.. Ta nienawiść wciąż rośnie. Z każdym dniem.odparł Jon.Nie rozumiem .odparł powoli Jon. Powie mi pan jeszcze. Proszę mi dać jakiś zastrzyk. . ale Chłopiec roześmiał się.podjął niecierpliwie Chłopiec. co może mi pan powiedzieć.spytał. że przecież ja ją też kochałem. płyn… nie wiem co! Ale musi pan coś zrobić. Ale coś się zmieniło. Co dzień i co noc nienawiść jest większa.Ale co? . że to pana sprawa. .Urojenia… urojenia… urojenia… . Odwrócił się i wyszedł.Niech pan się wypcha ze swoim psychoterapeutą! Pan nie rozumie. aż pewnego dnia wypełni mnie całego i… Chłopiec urwał. prawda? . . Wcześniej zlecił siostrze przełożonej. patrząc na Jona. idąc korytarzem i bezwiednie liczył do rytmu kafelki.Mógłbym wezwać dobrego psychoterapeutę… .Co… co ty wygadujesz…! Co mówisz…! .Ja wiem. Matka Chłopca uchyliła drzwi i w szparze pokazała się łagodna. krzywiąc się boleśnie. że byłoby lepiej. co pan może z TYM zrobić. pogodna twarz. co mówię? Nie pojmuje pan. prawda? Bo kochałem. ale Chłopiec mu przerwał i ciągnął spokojnym głosem: .powtórzył zmieszany Jon. na Boga?! Znowu uchyliły się drzwi i wsunęła się zaniepokojona twarz matki. niż żeby… No.Więc to jest pana obowiązek. . a nienawidzę jej. W uszach lekarza ten dźwięk zabrzmiał jak zgrzytnięcie metalu o szybę. . aby nazajutrz rano skierowała do Chłopca psychoterapeutę.Nie wiem. 45 . Niech pan coś z tym zrobi.powiedział gorzko Chłopiec. że była tu cały czas i jest nadal i że… Wiem. Chłopiec zmarszczył brwi. .Co może pan zrobić? . Policzył do trzydziestu trzech i skręcił do windy. .Nic nie mogę . . gdybym umarł na sali operacyjnej.powtarzał rytmicznie do siebie. . rośnie i rośnie.Chcę ją kochać tak jak przedtem.Pan dał mi TO serce.powtórzył Jon. .zaczął Jon. pigułkę.Ja? Mam coś z tym zrobić? . I zmienia się nadal. Czuję w sobie obcą obecność.Ja też nie . że jestem dla niej wszystkim. cofnęła się.Nie rozumiem . . Jednak myślę. że ona mnie kocha.

Modelowa. Stała tuż za nim. aby on mógł znowu swobodnie chodzić korytarzami kardiochirurgii.To była dobra operacja. że Jon widział.Usiadł w swoim gabinecie i sięgnął po telefon.Co powiedział? . . pooperacyjnej ulgi i szpitalnego zmęczenia.A rana zagoi się za kilka dni. nieomal przegryzł mu ścięgno. aby zaczerpnąć powietrza. gotycką twarz matki i na uważne. Zrobimy to. Podszedł właśnie do okna na korytarzu. . aż ten opuści szpital. gdy z wysokości czwartego piętra ujrzał malutką.pomyślał. że wielu normalnych ludzi zachowuje się w szpitalu nienormalnie. .spytał Jon.powiedziała nazajutrz siostra przełożona. lecz wyraźny oddech.Zwariowałem . to dobry człowiek . Gdyby trafił zębami pół centymetra dalej. w białym kitlu stażystki i patrzyła tam gdzie on. pani ją widziała . Wykręcił odpowiedni numer. .Poważny lekarz nie zadaje takich pytań. że to jest syndrom przedoperacyjnego strachu. jak Chłopiec z matką opuszczają szpital. . nie natykając się na łagodną.i odłożył słuchawkę. Kobieta o łagodnej twarzy Madonny.szepnął do siebie.spytał Jon oschle. Muszę wiedzieć. ale przychodzi do trudniejszych przypadków. gdy tylko minie niezbędny termin. biedak byłby kaleką do końca życia. I dodał.pokręciła głową przełożona. . .Chłopiec czy psychoterapeuta? . żeby jak najszybciej wypisać go do domu. Czysty przypadek sprawił. Powiedział. Jon nie odwiedził więcej Chłopca. . do kości. ciemną figurkę na wózku pchanym przez pielęgniarza w stronę eleganckiego auta.Będzie nas skarżył o odszkodowanie? . chłodne. elegancka. właśnie otwierała drzwiczki. usłyszał sygnał .Dostał trzy tygodnie wolnego.i nie czekając na odpowiedź Jona. . Lub dni. ciągnęła: Powiedział. . To już wkrótce. . w drogim futrze. Niecierpliwie czekał.Ugryzł psychoterapeutę w rękę.mruknął Jon pod nosem.Jedź w cholerę ze swymi urojonymi problemami . kpiące spojrzenie szarych oczu wyrostka. Odwrócił się i ujrzał ostrzyżoną na jeża Dziewczynę. Nagle poczuł koło siebie czyjś leciutki. czyje serce mu wszczepiłem . 46 . Na szczęście psychoterapeutą nie pracuje rękami . .Och. Chłopiec jest w świetnej formie fizycznej.powiedział bezwiednie. A ten Chłopiec żyłby bez niej najwyżej kilka miesięcy.Bardzo dobra operacja.

połyskliwych. Neurasteniczni pacjenci to norma. że niektórzy koledzy podejrzewają go wręcz. Studentki medycyny w wielkich miastach na ogół bardziej o siebie dbają.odparła Dziewczyna. . Ile razy powtarzał to zdanie? Ile razy jeszcze je powtórzy? Teraz oboje patrzyli. że zapomni o Chłopcu.przemykały mu po głowie skojarzenia. nieprzytulnych jarzeniówek. Trwało to jednak tylko ułamki sekund . kosztowne i w modnej dzielnicy. czyje to było serce .Przecież to nie ma znaczenia .prawie natychmiast wracał do białego świata lśniącej czystością operacyjnej sali. migotało mu coś mrocznozielonego lub szarego jak kamień. to Puszcza… Puszcza? Puszcz nie ma… A kamień? Kamieni też prawie nie ma. sterylnej jasności ścian i fartuchów. stwierdził sarkastycznie.i wtedy przed oczami. że jego mieszkanie. nie zważając na modną linię. Zielone… zielone… Las? Nie. Zdawał się nie zwracać uwagi. że wie. żeby niczym nie uzasadniony niepokój przerodził się w obsesję.gdyż zepsuł się telefon i ktoś musiał powiadomić Jona o zmianie terminu operacji . że tych króciutkich włosów nie strzygł modny fryzjer. choć z mniejszym niż dotąd przekonaniem. choć duże. czy przytakując.mruknął gniewnie. w miastach zastąpił je beton . Chirurg z oddziału.Ciągle pan nie wie. . na ułamki sekund. dokąd prowadzi ów przystanek . Opinia ta do niego dotarła. prawie chuda sylwetka w białym kitlu.. że jest trafna. Chwilami wydawało mu się nawet. który sprzątał jego gabinet. lecz nie uraziła: uznał. jej szczupła. . Jon pomyślał przelotnie. iż szpital jest jego całym życiem: zawodowym i prywatnym. dlaczego fartuchy chirurgów były zielone: żeby nie zwariować od tej bieli. zimnych.skonstatował z jakąś mściwą satysfakcją. Nim zdążył zareagować.powiedział jak co dzień rano salowy.Przecież to nie ma znaczenia . że właśnie tym razem słyszy w jej głosie wyraźne pytanie. jak Chłopiec wsiada do auta i odjeżdża z matką ze szpitalnego parkingu.zdążył opowiedzieć wszystkim. choć wydało mu się. zniknęła za zakrętem korytarza. większość czasu spędzał w szpitalu. Właściwie wiedział. Ona pewnie jest ze wsi .Pana gazeta . ale już nigdy nie dostrzegł jej w rozgadanych grupkach studentów. ktoś brutalnie i krzywo przyciął je prawie przy samej skórze. lecz neurasteniczni lekarze…? Cały następny tydzień operował.powtórzyła za nim Dziewczyna. idąc korytarzem. Czasem. narzuconym niedbale na spłowiałe dżinsy. Nie chciał. a właściwie chudej sylwetki Dziewczyny. nie wiadomo czy przedrzeźniając go. jest prawie nie umeblowane i sprawia wrażenie raczej przystanku niż domu. Poprzysiągł sobie. szukał bezwiednie ostrzyżonej na jeża ciemnej głowy i szczupłej. przygotowywał kawę z ekspresu i kładł obok parującej filiżanki złożony wpół poranny 47 . który raz bez zaproszenia odwiedził go w domu .

że przed operacją matkę i syna łączyła wzajemna miłość. któremu dwa miesiące temu przeszczepiono serce w miejskim szpitalu. w wyjątkowo okrutny sposób zabił swoją matkę . że jest to zdjęcie sprzed operacji: na twarzy wyrostka widział porażające cierpienie.zabrzmiały mu nagle w uszach słowa Dziewczyny i niemal odruchowo wykręcił zastrzeżony numer. Wykręcał go po raz trzeci. zanim zaczął operować.Potrzebujemy tej informacji do statystyki. jaką drogę Chłopiec miał na myśli. Chłopiec. “ To nie był on” . mówiąc o mordzie. pośredni kontakt ze światem. Czarne znaczki z płachty gazety wyskoczyły ku niemu jak ostre pazury nieznanego stwora… …z dwuszpaltowej fotografii w lewym dolnym rogu strony pisma patrzyły na niego niespokojne oczy Chłopca. ale tym razem nie odłożył słuchawki telefonu.powtórzył po chwili pogodny damski głos. Przedstawił się i po przekazaniu swojej prośby odruchowo skłamał: . choć zarówno policjanci. Zabił. złożony większą czcionką: Piętnastolatek z przeszczepionym sercem zabija matkę.Chwileczkę… . ale zaprzeczyła sobie w następnym zdaniu. na której ktoś . I jeszcze zabije . jak i lekarz sądowy twierdzą zgodnie.dziennik. Prawie od razu usłyszał grzeczny głos sekretarki. drobnym drukiem. . uczucie przyjemności ciała.usłyszał w odpowiedzi. ale go nie stwierdziła. w którym trudno rozpoznać jakąkolwiek znaną figurę. czyje to było serce” . złożony z siedmiu nieforemnych elementów podłużny kształt. ale wyrok wykonano dopiero 48 . uwielbiający przed operacją swoją matkę. Nieścisłości w zeznaniach kobiety zostały złożone na karb jej nieznajomości języka.że musi ruszać w drogę i ona mu w tym nie przeszkodzi. Kobieta otrzymała kilkadziesiąt ciosów nożem. Sprawca uciekł z miejsca zbrodni i jest poszukiwany przez policję. .zeznała służąca.Mam… . podano zwięzłą informację: .jak zeznała służąca . Oderwał oczy od zdjęcia i dopiero teraz przeczytał tytuł. Pod zdjęciem. panie doktorze… Ten człowiek dostał wyrok śmierci dziesięć lat temu za brutalną serię zabójstw. a biernym i przerażonym świadkiem zbrodni była cudzoziemska służąca. ale po powrocie ze szpitala w ich stosunkach zaszła niezrozumiała zmiana.Piętnastolatek. po opuszczeniu szpitala stał się samotnikiem unikającym kontaktów zarówno z nią..To było serce wielokrotnego mordercy. Służąca nie umiała wyjaśnić. do kogo należało serce przeszczepione młodocianemu zabójcy. a potem zakrztusił się. Policja poszukiwała ewentualnego związku nieletniego zabójcy z satanistami. po czym dobiegło go ciche stukanie komputerowej klawiatury. stwierdzając. że to nie ma żadnego znaczenia”. Tym razem jednak oparzył sobie wargi wrzątkiem. Zeznała ona. “Ciągle pan nie wie. W czasie coraz częstszych i agresywniejszych kłótni z matką wykrzykiwał . Jon. czarne. drobne znaczki na płachcie papieru. W pokoju piętnastolatka znaleziono wyrwaną z zeszytu kartkę. Dziwny przypadek. Redakcja nie posiada jeszcze informacji. jak i z kolegami ze szkoły.i uciekł z miejsca mordu.prawdopodobnie on sam . strach. zawsze celebrował tę chwilę: smak aromatycznej kawy na języku.wykonał dziwny. odręczny rysunek: przedstawia on niezrozumiały. że “to on zabił matkę”. Jon miał pewność. . niepewność.pomyślał Jon ze zdumiewającą pewnością.

teraz. Miał sprytnego adwokata, który wciąż wnosił apelacje. Ciekawe, o czym myślał zabójca, oczekując przez dziesięć lat na śmierć? Znienawidził do reszty ludzkość, nie sądzi pan? Kto właściwie dostał jego serce? Ojej, to głupie pytanie, przepraszam, przecież to nie ma znaczenia… - Tak, to nie ma znaczenia - powtórzył wolno Jon, odkładając słuchawkę. Królowa Śniegu przywiozła Kajowi nowe serce, a ja pomogłem wyjąć to, które, choć trwało w agonii, kochało i czuło i zamieniłem je na sopel lodu. Kaj ścigany jest listem gończym, nie przez kochającą siostrę, która mogłaby mu pomóc. Nikt mu już nie pomoże. Nigdy, przez całą, krótką przecież historię stosowania przeszczepów w chirurgii, nie miało znaczenia, kto jest dawcą serca - myślał Jon z bolesną ironią. - Na Boga, kto sprawił, że nagle ma to znaczenie? Kto ma taką moc…? I wtedy uprzytomnił sobie, że niepotrzebnie pyta. Przecież wie. A żeby się upewnić, musi tylko ruszyć ze swego tymczasowego przystanku we właściwą stronę. Westchnął - i ujrzał przed oczami zieloność. ZIELONĄ, rozmigotaną, mroczną Puszczę. I szary kamień. Ale tym razem wizja trwała nie ułamki sekund, lecz długie minuty i nie była psychodelicznym, niepojętym snem. Była jawą. *** …zielone… zielone… ZIELONOŚĆ… Jon stał na ramionach Boga i jeszcze wciąż patrzył tam, gdzie On spoglądał wpółotwartymi oczyma. Ciężkie, grube powieki zaczęły powoli opadać. Wraz z przymykaniem oczu przez Bezimiennego owo nieokreślone, srebrzystobiałe rozmigotanie, rozedrganie powietrza z wolna uspokajało się, a Puszcza wokół znowu stała się wyraziście ciemnozielona. Jon ujrzał w dole, poniżej stóp posągu, znaną sobie Kamienną Drogę. I trzy pozostałe, wiodące w różne nieznane strony świata. Chyba że z jednej właśnie powrócił: ze świata sztucznej bieli i jaskrawej, nienaturalnej zieleni. Niczego więcej nie pamiętał. Zaczął ostrożnie zsuwać się z monumentu. Przez chwilę kręciło mu się w głowie. Wydało się, że Puszczę nadal przesłania srebrzysta biel, która napełniła go lękiem - lecz przysiadł na wielkiej, siedmiopalczastej dłoni Bezimiennego, odetchnął głęboko i złudzenie zniknęło. Po chwili kontynuował zsuwanie z olbrzymiego, wręcz monstrualnego posągu. Stanął na ziemi i wzniósł głowę, aby jeszcze raz spojrzeć w twarz Światowida (starannie wystrzegał się nazywania Go w ten sposób, nawet w myślach, jakby wypowiadanie Jego imienia przydawało Mu mocy). Tym razem twarz ta była nieruchoma, lecz i ślepa. Jon ponownie obszedł posąg wokół: wszystkie cztery twarze Boga wyrażały

49

jedynie nieczułą obojętność i miały zamknięte oczy, jakby Bezimienny zmęczył się spoglądaniem we wszystkie cztery strony świata. Jon odwrócił się i ruszył Kamienną Drogą w stronę Wioski. - GRDBGHGBHWZ - usłyszał za sobą słowa starego Boga, ale nie obejrzał się. Gdy przekraczał Rzekę, woda była o wiele zimniejsza niż wcześniej - a ludzie z Plemienia, którzy byli akurat nad brzegiem, znieruchomieli na chwilę, aby zaraz udać, że Jona nie widzą. Dopiero gdy postawił stopy na właściwym brzegu, sąsiedzi, znajomi i krewni zaczęli pozdrawiać go tak, jakby rozstali się dopiero wczoraj. - Jesteś - westchnęła z ulgą Gaja i położyła mu głowę na ramieniu. Zdziwiony, dostrzegł, że jej włosy były długie, miedziane jak pieniążki, które pokazywał im kiedyś Ezra - a przed oczami mignęła mu czyjaś ciemna, króciutko i krzywo ostrzyżona główka. Zamknął szybko oczy i zaraz otwarł je na nowo, aby zgubić tę obcą, niepokojącą wizję. - Bałam się - szepnęła tymczasem Gaja, dmuchając ciepłym oddechem w jego szyję. Obejmując ją, poczuł leciutką wypukłość tam, gdzie wcześniej była płaska, napięta gładką skórą przestrzeń, rozciągnięta między twardymi wzgórkami biodrowych kości. - Jak długo mnie nie było? - spytał, gładząc delikatnie wypukły brzuch żony. Wydało mu się, że pod skórą coś drgnęło, zafalowało, jakby malutka istotka żyjąca w środku obróciła się z boku na bok, tak jak to czyni śpiący człowiek. Mój syn, pomyślał Jon, mój syn, z mojego nasienia, a Bezimienny nie ma nic do tego. - Nie było cię prawie trzy miesiące - powiedziała Gaja z hamowanym drżeniem w głosie. Zrozumiał, jak wiele ją kosztował ten pozorny spokój. - Tak długo? Myślałem, że to był dzień, a może dwa - zdziwił się. - Ile straciłem… - szepnął, myśląc o dniach i nocach, które mógł spędzić ze swoją złocistomiodową żoną. Ile jeszcze stracę? - spytał samego siebie. Pierwszy tydzień od chwili powrotu z Kamiennej Drogi spędzili tylko we dwoje: były to jasne dni i świetliste noce. Przez następne dni polował z Plemieniem, z wdzięcznością przyjmując brak pytań ze strony towarzyszy o swoją długą nieobecność. W wolnym czasie starał się być jak najbliżej żony, jakby chciał nadrobić zagubione wspólne poranki, gdy budzili się oboje i śledzili przez wąskie okna promienie słońca wędrujące w głąb ich domu; gdy razem kąpali się w pobliskim źródle, zmywając pot i senność; gdy zasiadali do posiłków; gdy nocą wtulali się w wełniane koce, w futra i w siebie nawzajem. Dniem Jon starannie omijał okolice świątyni, aby nie natknąć się na Ezrę i uniknąć jego pytań, które nieuchronnie by padły. Isaka spotykał czasem blisko Rzeki i

50

zawsze mu się zdawało, że - podobnie jak szaman - stary kapłan chodzi tam, aby w milczeniu spoglądać na drugi brzeg. Tylko Jon mógłby mu opowiedzieć, co tam jest, lecz kapłan nigdy o to nie spytał. Szaman także nie zadawał Jonowi pytań, jakby był pewien, że on i tak przyjdzie do niego; będzie musiał przyjść. Albowiem choć Jon widział, tylko szaman wiedział. Jedynie szamanom przysługiwała wielusetletnia, przekazywana z pokolenia na pokolenie, wiedza o Starych Bogach. Członkowie Plemienia mieli o niej zapomnieć. I zapomnieli. Choć nie wszyscy. Obojętność Plemienia wobec tajemniczej nieobecności Jona nie wynikała z braku ciekawości. Wiedzieli, iż nie należy pytać. Skoro tę wiedzę wciąż posiadali, musieli pamiętać opowieści ojców, dziadów i pradziadów o Kamiennej Drodze. A może nie…? Może nigdy nikt im o niej nie opowiadał? Może Tabu było silniejsze, niż Jon sądził i dotyczyło nie tylko drugiego brzegu Rzeki, lecz także słów i myśli? Może było im wstyd, że tak łatwo wyparli się swych dawnych bóstw, bożąt i Bogów - tym gorliwiej więc oddawali cześć Istocie, o której nauczali ludzie w długich sukniach? Czas życia Wioski mijał z właściwym sobie rytmem - i zarazem naglił Jona. Jeszcze nie nacieszył się bliskością Gai, a już czuł, że musi się śpieszyć. Pewnego dnia, gdy wstał o świcie i wykąpał się w leśnym źródle, nie zabrał się do codziennych zajęć, lecz niecierpliwym krokiem ruszył do namiotu szamana. Namiot był jednak pusty. Jon ruszył zatem z biegiem Rzeki i, zgodnie z przewidywaniem, ujrzał wśród drzew dwóch starców pogrążonych w rozmowie: szamana z Isakiem. Na jego widok Isak leciutko się speszył, więc Jon pośpieszył z wyjaśnieniem: - Od dawna wiem, że rozmawiacie. Nikomu o tym nie mówię. - Tabu - mruknął szaman. - Ludzie w długich sukniach nie powinni mnie nawet dostrzegać. Jeśli zwrócą na mnie uwagę, musieliby mnie wykląć lub wygnać - zakończył, nie dbając o logikę. Isak dreptał u jego boku. Drobny i chudy stary kapłan spłoszył się słowami szamana, potem zmartwił, co wyraźnie widać było na jego twarzy i wzruszyło Jona (ten starzec nie umiał kłamać, a to musiało wzruszać). Jon doskonale rozumiał, że Plemię nie powinno oglądać kapłana z szamanem podczas przyjaznej rozmowy. Kapłani przecież przekonali ludzi z Wioski, że należy się wyprzeć starych czasów, starych obyczajów i wierzeń, przyjąć Cywilizację i podporządkować się jej zasadom. Czarownicy należeli do czasu przeszłego. Przyjaźń kapłana z czarownikiem wzbudziłaby w Plemieniu podejrzenia wobec słuszności nauk, które ludzie w długich sukniach wpajali od stu pięćdziesięciu lat mieszkańcom Puszczy, twierdząc, że tylko oni mają do tego prawo. “Nawracając, nie wolno czuć żalu i współczucia wobec nawracanych. Najbardziej szkodliwe są wszelkie wątpliwości” - powiedział mu kiedyś Isak z dziwnie smutnym wyrazem twarzy, ale wtedy Jon nie rozumiał, o czym starzec mówi.

51

powiedział.usprawiedliwił się stary kapłan. . . by nie mówić źle o swym bracie. a obaj starcy cierpliwie czekali.Co można zrobić. co powiedzieć. które mu wpojono. nawet koło twojej chaty. Byłby niezadowolony. więc Jon pośpieszył mu z pomocą: . .Wiem.Jon w nieporadnych słowach próbował określić dręczący go problem. Biel… białe… BIEL… Tak. gdy czyjeś serce straci ciepło i wypełni je lód? Nienawidzi. No cóż. pomyślał mimochodem Jon.. że to coś złego. to był problem związany z tamtą niepokojącą bielą. twój musi mieć kolor krwi. kapłan czuł się rozdarty pomiędzy intuicją a zasadami. którego sam nie pojmował. gdyż nie rozdzierały go wątpliwości. co czuł .spytał niecierpliwie Jon.tak jak wcześniej szamani musieli być wierni swym zasadom.odparł szaman. Jednak nawracanie miało swoje rytuały i stary kapłan musiał się im podporządkować. nie ma bezpieczeństwa. jak Isaka.…i poszukać ziela serdecznika . Isak zaś zasępiony i smutny. . Nie czuje miłości .Trzeba się modlić… . ale przeszedł do swoich kłopotów: . Chce zabijać. w dodatku nawet nie wiedział. a Jon musi znaleźć liść z dziewięcioma zębami. Pospolity ma bladoróżowy kwiat. Nie znał tego słowa: “heretyk” i nie wiedział. poszedł on .Nie jestem heretykiem… .Ten zwykły ma liście o siedmiu zębach. że Isak jest wysłannikiem Boga Dobroci.I…? I co? . Jon powoli pojmował. w ślad za wzrokiem starego Boga.zdziwił się Isak.Serdecznik niepospolity .Leonorus cardiaca? Serdecznik pospolity? . . które ustanowili ludzie. Ten rośnie tylko TAM. Pospolity rośnie wszędzie wokół. jakby nie wiedząc. co ono oznacza. Ezra był bardziej skuteczny. Na końcu Kamiennej Drogi.stwierdził. a Ezra strażnikiem cnót i zasad.Potrzebuję rady . Instynktownie wyczuł. skąd się wziął. szaman wypełniał swoje zadanie. ale Jon nie pojął. Szaman z twarzą nieruchomą jak głazy na Kamiennej Drodze. nawet gdyby sprawiały im ból.zaczął Isak i urwał.dorzucił szaman. . Tym razem odpowiedział mu Isak w natchnieniu: 52 . Kapłan spojrzał na niego bezradnie i wyszeptał: . Na tę biel zapatrzył się Bezimienny i w tę biel. więc zmienił temat.Ezra… . obojętne. Teraz jednak nie zastanawiał się dłużej nad przyjaźnią kapłana z szamanem. Tam gdzie rodzą się wątpliwości.ale co można zapamiętać z bieli? Najbardziej niepokojący kolor świata . co Isak miał na myśli.

płaski. do kogo się modlisz. .Co potem? . rośnie tylko TAM. Wystarczy. dawno temu niektóre głupie dziewczyny. Umierali w mękach. której serce zmieniło się w sopel lodu. . A ludzi 53 . że przypomina sopel lodu. po której stąpał Jego Syn. była Królowa Śniegu. .Jon wie . serdecznik jedynie trochę je rozgrzeje. o którym mówię. Przypadkiem sam go nie kosztuj. nie było Boga Dobroci lub nikt o Nim nie słyszał . Ale jeśli serce.Zmów modlitwę .…z ziarnkiem piasku z Pustyni. gdyż słowa te zabrzmiały mu dziwnie znajomo.Potem będziesz znowu Jonem w Drodze . zacznie czuć. gdy ludzi i Bogów znowu na Ziemi zabraknie. Misję? Jaką misję? O czym mówi ten dobry. Nie do Bezimiennego. .zdumiał się Jon.ba. pamiętasz? Chowając Leonorus cardiaca. Z tym serdecznikiem nie wolno igrać. które te uczucia przywoływały. a gdy wyda cierpki zapach i przemieni się w garść ziela.powiedział z ufnością stary kapłan.Jon rozumie swoją misję.I w tej Drodze podasz ziele osobie. zaopatrywały się w TEN serdecznik i podawały go skrycie swym ukochanym.dziwiąc się.upewnił się Jon i odruchowo dotknął piersi. Woreczek. a zarazem tajemniczo i obco. Czy serce tej istoty przemieniła w lód Królowa Śniegu? .przytaknął szaman.wyjaśnił szaman.To ziele ma wielką moc..zaciekawił się Isak. ledwie wyczuwalny. uciekały w strachu przed nimi. który dałem ci dawno temu w świątyni. tkwił tam cały czas. aby kochali je mocniej lub w ogóle zechcieli pokochać.Zerwiesz go. włożysz do skórzanego woreczka. malutki.westchnął Isak. . nie było ludzi. I będzie także wtedy. . o której wszyscy wiedzieli. . Kochający wpadali w szał. o którym mówisz.Ale pamiętaj. Nie potrzebujesz.Królowa Śniegu? . . łagodny starzec? . A wcześniej każdy człowiek z imieniem swego Boga na ustach rzuci się do walki z człowiekiem wyznającym innego Boga. z pomocą wiedźm. więc myśl o tym. pamiętasz? . Nie kochający nagle tracili zmysły z miłości i dziewczęta. zmów modlitwę. Nie do Bezimiennego. jest tak chore i nieczułe. Nie było Światowida. serdecznik. zemniesz w dłoni. A gdy się rozgrzeje.Woreczek z ziarnkiem piasku? . aby wyjąć serce i dać je ukochanej. wbijali sobie nóż w serce lub orali pierś paznokciami. Dawno.Królowa Śniegu? .Królowa Śniegu przybywa do nas w swym lodowym rydwanie zawsze wtedy. bo Go wzmocnisz… .spytał niecierpliwie. Jonie. gdy kończy się jesień . gdyż Królowa Śniegu wydawała się być Istotą. gdy poczuje je na języku . wyjaśniał szaman. Jon zdziwił się. .

. Ona nie potrzebuje serdecznika. pomagać mu z oddali. Śnieg tylko sypie. gdy ma taki kaprys. tym większy skutek. Ale nawet wtedy pozostanie Królowa Śniegu.uspokoił się kapłan. Takie myśli pojawiały się czasem w wizjach starego czarownika. nie wiem… . .Gdy znajdziesz Leonorus cordiaca. Niektórzy szamani twierdzili. . Ale w rozmowie z szamanem stale naruszał granice. Im wyższa cena. by kochać. co przychodzi bez cierpienia. Mogę jedynie.zamyślił się starzec. które TAM rośnie. pora roku jak każda inna. Zima to zima. Ale ten pokręcił głową: . nie stał się niczyim sługą… . Isak czuł się niepewnie i chwilami wydawało mu się. jak twierdził Ezra.zamyślił się czarownik. to znaczy. której nie umiał określić. Chyba że to właśnie Ezra nie miał racji. dla kogoś.Biedna Gaja. by zmienić temat na równie niebezpieczny i zaraz dodał: .Nie. W dodatku użycie leku wydawało się tak proste: wystarczy posmakować skruszone ziele na języku… 54 .Nie miałem na to wpływu. instynkt Isaka zaś podpowiadał mu właściwe odpowiedzi? Skoro On powiedział na Górze: “Nie będziesz mieć innych Bogów przede mną”. by w Drodze.i cierpiał. Królowa Śniegu zabija. nie liczy się. Jon zaś jest wybranym narzędziem.Ona musi cierpieć. które wytyczała jego religia. gdy jej mąż rusza w Drogę… . tak jakby istnieli naprawdę. . Wtedy jednak spełnił swą powinność. że oddaje ona czasem drobne usługi Bogom. To było najważniejsze. Wiedział o tym . gdy zjadł Diabelskiego Grzyba lub napił się wywaru z szaleju. że inni istnieją . znowu wyruszysz? spytał teraz.wyszeptał Isak. Rozmawiając z szamanem o starych bóstwach i Bogach. kogo nie znał. Czuł jedynie ulgę. . a Królowa Śniegu to Lodowa Pani i na szczęście nie każdy ją spotyka. Ty i ja chcemy tego samego. tak jak ty. Uczynił wyjątek dla Jona. a kapłan przestał wypytywać. wówczas gdy podjął z nim rozmowę o Światowidzie. To.Kto za to zapłaci i w jaki sposób? . nawet jeśli spotkał go w tamtej strasznej bieli. Tak długo będą ze sobą walczyć. popełnia grzech. aż zniknie po człowieku wszelki ślad.i Bogów będzie bardzo wielu.Zapłacimy wszyscy. że znalazł lekarstwo na chorobę. Jon niewiele pojmował z rozmowy obu starców. Może znalazłbyś dla niej jakieś ziele. Gdzie jest dziś. iż rzeczywiście. lecz szaman znów pokręcił głową.wyszeptał kapłan.zwrócił się do szamana.Myślisz o zimie .Ty go wybrałeś? . . na którą wstąpił. aby mniej się dręczyła. każdy inną cenę.

że drżą w rytm oddechu. nim zostałam twoją żoną .Zawsze będę do ciebie wracał . . Goniło go nie wypowiedziane. Brat tego samego. natrętne wołanie Ezry: “Jonie! Gdzie podziewałeś się tak długo? Dlaczego przez trzy miesiące nie było cię u boku młodej. Ale świątyni nie widziałem.I wiem. Za to szaman stał koło namiotu nieruchomy jak drzewo i Jon. . Pożegnania oznaczały rozstanie. jak nakazał Isak.odparła z łagodnym smutkiem. a gdy go opuszczał udawała. że śpi. Żywa czerwień kwiatu od razu rzuciła mu się w oczy. Ciekawe. .Wiedziałam. że młody kapłan nie tylko szuka swego brata.powiedział żarliwie. lecz Jon przyśpieszył i skrył się wśród pierwszych domów Wioski.pomyślał i podporządkował się jej niemej prośbie. czy młodszy kapłan by mu uwierzył… Gaja bez pytań pojęła. Poczuł gorzko-cierpki zapach. że będziesz wracać. do którego lgnęło jego serce. który Jon złożył w ofierze Bezimiennemu za pierwszym razem. Myślał.Jeżeli coś cię nie powstrzyma.upewnił się Jon. minął Ezrę i odniósł nieodparte wrażenie. Wycinają ogromny kawał Puszczy. aby patrzeć w ślad za nim.skłamał Jon gładko i bez wyrzutów sumienia. Czy tamten niepospolity serdecznik ogrzał lodowe serce posągu? Jon wątpił. Zgubiłem drogę i z trudem ją odnalazłem”. jak wznoszą największą w kraju świątynię.Wracając do Wioski.przyrzekł Jon. że mąż wkrótce znów zniknie.Nie będziesz mnie wstrzymywać? .Spotkałem przed chwilą kapłana Isaka koło krzyża za Wioską . lecz tym razem Gaja nie stała nad Rzeką. Poznał to po nienaturalnie spokojnym ułożeniu jej ramion i pleców.Nic mnie nie wstrzyma . choć Ezra o nic nie zdążył go spytać. przez chwilę zdawało mu 55 .Wstrzymuje oddech . wciąż czuł na plecach jego wzrok. ale ona pokręciła głową: . Ale rósł dosłownie na skraju pylistego placu. czekają cię niewyobrażalne piekielne męki…!” Jon. Ezra spojrzał podejrzliwie i już zamierzał pytać dalej. . bezwiednie wyszeptał przygotowane z góry kłamstwo: “Byłem w pobliskim mieście przyjrzeć się. krusząc w dłoni. znikając w Puszczy na drugim brzegu. Gdy wkładał ziele do woreczka na szyi. . . Została w domu. że jesteś Jonem w Drodze. aby ratować starca. by uniknąć pożegnań. więc zerwał go. Wyruszył o świcie. ale wręcz wie.i chce się jedynie upewnić. które udawały. na którym stał posąg. by zdobyć drewno. jak długo to będzie możliwe. ciężarnej żony? Jonie! Jeśli grzeszysz. że będzie długo szukać dziewięciozębnego serdecznika z purpurowym kwiatem. gdzie może go znaleźć . . iż ten grzeszy.

jesienną ziemię i po prostu był dobrze dobrany.Dlaczego zawsze nosisz bury. Znów obszedł ramiona Boga . Jon niepotrzebnie pytał.zieleń ustąpiła burości. która z czterech par oczu Bezimiennego jest teraz otwarta.powiedział Jon głośno. Drugi . Przed nim. ludzie zwykli i ludzie w długich sukniach . . .Bure… szare… bure… Bure jak zmęczona ziemia… jak wykarczowany skrawek Puszczy… BURE… *** . zmęczoną. Widział tylko jej ostry profil i wysoko rzeźbione kości policzkowe. Znał tę drogę na pamięć: pierwszy przystanek . Trzeci . Z tej wysokości wszystkie Drogi były do siebie podobne i Jon nie wiedział. jak niebezpieczny skalny występ. żywiczna czarna głębia. czy to jest ta sama. A potem po zgiętym łokciu Jon wspiął się wprost na ramiona Boga. ciemnozielona Puszcza znów zaczęła migotać mu przed oczami i tracić ostrość konturów . Te wszystkie niegdyś żywe i czujące istoty . nisko w dole. że czuje na sobie wzrok posągu. gdyż bury płaszcz idealnie wtapiał się w równie burą. która z nich wiedzie do Wioski. Czwarty . Chciał sprawdzić. niedźwiedzie i zające. Gdy wpatrywał się w ślad za spojrzeniem Bezimiennego.powtarzał. wiła się jedna z Kamiennych Dróg. wielka dłoń.nienaturalnie duży pępek. grube kolana posągu. wsparta na wystającym biodrze. Żadnych . że pod jedną z czterech par powiek coś lśni: bezdenna. które Ezra wyczytał kiedyś Plemieniu w świątyni z jednej z grubych ksiąg. Jon przywarł do szyi Światowida i ostrożnie poszedł wzrokiem w ślad za Jego spojrzeniem.sarny i lisy. wielkie powieki powoli.obróciły się w proch. Ale wszystkie były szczelnie zamknięte.spytał Dziewczyny.i ujrzał. obojętne. Nie wiedział nawet.Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” przypomniał sobie słowa.wystające. wzdłuż której patrzył poprzednim razem.Nie dostaniesz ode mnie żadnych ofiar. Smutne szczątki niezliczonych krwawych ofiar… . lśniącą żywicznie pod wpółprzymkniętymi powiekami. a wysokie drzewa wokół odbiły jego słowa głuchym echem. Ona jest taka chuda w 56 . to wrócę do Wioski . powolutku uchylały się.Nie chcesz mnie. Odwrócił głowę: Bezimienny patrzył na niego jedną z czterech par oczu. ostentacyjne niemal znamiona męskości Bezimiennego. wznosząc w górę.pomyślał instynktownie. czy udajesz Dziewicę czy mężczyznę? . czy całkiem inna. na ofiarę dla starego Boga? Dlaczego On chciał ofiar z życia? Czy cześć oddawana ze strachu wystarczała mu? . ale ona nawet nie odwróciła w jego stronę ostrzyżonej na jeża głowy. Odwrócił się i jeszcze raz spojrzał uważnie na pył wypełniający plac. Grube.potężne. nieludzki sposób. brzydki przyodziewek. aby przywołać tamten obcy świat. wspinając się mozolnie na ramiona Boga. Ale dlaczego? Zabici w kwiecie wieku w okrutny. Ostrożnie obszedł je wokół. nie bieli. .Biel… białe… biel… .się.siedmiopalczasta.. Prawie zaciśnięte.

choć bez sukcesów. pasąc cztery kościste krasule na łąkach za wioską. . błądząc bocznymi drogami. mogą skończyć się dobrze . .Nigdy nie była piękna.Słyszałam Głosy. gdy nie ma włosów. tylko wieśniaczką. Bez szans na odmianę losu. stary Dark. Jej wyniosłość była śmieszna. Widać. wewnątrz własnego Ja. Kto o 57 . kogo kocha miłością całkiem nie siostrzaną. Katarzyna. która od trzynastego roku życia “słyszała Głosy”.odparła posępnie i znów umilkła. Małgorzata. . uprawiającego małe poletko.pomyślał. . Matka Dziewczyny była niczym nie wyróżniającą się chłopką. w dodatku cieszącą się złą sławą. Na pewno już nie wróci to.odparła Dziewczyna i nagle uśmiechnęła się. może i nudne. że spala ją od środka poczucie misji.westchnął w duchu Jon.Dziewczęce suknie kryły to.myślał z przekąsem Jon. którą rzeczywiście jest. . oślepiającym błyskiem słońca. niespecjalnie ładną. nie wiedział. także to. ale teraz. przypominając sobie długie. ciemne warkocze i porównując je z ostrzyżoną na jeża głową. więc nie opuścili zamku. mało rozgarniętą. Błysk jej zębów w śniadej twarzy wydał się Jonowi krótkim. z niczym nie wyróżniającej się wioski Domremi.lub źle. z wyjątkiem Dziewczyny. miał opinię chłopa pracowicie. Ponieważ Dziewczyna nie była arystokratką.Ale proboszcz patrzył z przyganą na chudą pasterkę krów obwieszczającą wszem i wobec. czuł. czy każde z osobna? . Mimo wszystko ją lubię. . rozmawia ze świętym Michałem. bynajmniej nie z obściskiwania się z chłopakami. słyszała Głosy. Czy ona tego nie rozumie?! I tak wszystkie awanturnicze przedsięwzięcia. świętymi Małgorzatą i Katarzyną. która wypuściła się na awanturniczą wyprawę ze swego zamku. lecz na arystokratkę.Sama je ścięłam. Sierpem . Gdyby choć proboszcz uznał je za Głos Boga… . zamku dopiero szukali. Jej ojciec. ale i bez wizji gwałtownej śmierci. jej wielkie oczy przypominają oczy wariatki… . Troje świętych naraz… Ciekawe. ponieważ nikt lepiej od niego.drążył dalej. czy mówią do niej chórem. A zwłaszcza najeźdźców.Żebyż choć upierała się przy jednym lub wybrała sobie bardziej znaczące boskie istoty niż ta trójca. co było: spokojne. gdyż gdzieś głęboko. swoich i obcych. kim ona jest: wiejską dziewuchą. Właśnie. I w końcu wypali się. Urodziła kilkoro niczym nie wyróżniających się dzieci. pomyślał i zaraz dodał w duchu: Kocham ją jak siostrę. Michał. że jest ktoś inny. chłopca z sąsiedniej zagrody. lecz ubogą wioskę Domremi. Lecz przez tę chudość nie wygląda na prostą wieśniaczkę. Uzupełnienie to wydało mu się konieczne. że prawie co dzień. może nawet kocham. Stąd brała się jej zła sława we wsi. I to jest awanturnicza wyprawa.tym męskim przebraniu . . Wygląda okropnie .spytał nie zrażony jej milczeniem.Po co to wszystko? . jednak nie najgorsze życie.pomyślał. przecież wiesz .Kto tak nieudolnie ściął ci włosy? . aby uniknąć zbędnych pytań i podejrzeń ze strony napotkanych ludzi.

by uspokoić “słyszącą”.Chcesz.ta mała od Darków rozmawia ze świętymi”. . nie o królach. gdzie pierwszy raz usłyszałaś Głosy. Tylko nie mieszaj się do polityki. Początkowo wszyscy się z tego śmiali. niech się wypowiadają o kościele. podsłuchiwał ich rozmowę.Nie mam na to wpływu. pełen mieszanych uczuć. Tron zresztą opanowali już najeźdźcy i nikt tego nie zmieni. Niech twoi święci mówią o Bogu. Wszystkie wiejskie wyrostki zawsze obśmiewały “Głosy” i .Najpierw mówiły tylko o wierze i miłości. podpisanym przez najszlachetniejszych panów z obu krajów! Jak chcesz to odwrócić?! . Powiedz tym… tym swoim Głosom.proszę bardzo. żeby przestały zajmować się kwestią tronu. Piotr. ale od trzech miesięcy powtarzają co dzień to samo: że mam do spełnienia misję powierzoną przez samego Boga. lecz barwny wyraz religijności stawało się nagle polityczną aferą i to w skali całego królestwa. a co dopiero święci tak niskiej rangi. by czekać na cud przywrócenia zdrowia. mało znani i mało mogący. w dodatku jednego ze znaczniejszych na ziemi! Nagle do ubogiej zagrody rodziny Darków zaczęli zjeżdżać możnowładcy. syn nieżyjącego monarchy. Tą misją jest przywrócenie na tron prawowitego króla. krew z naszej krwi.pogaduszki” tej Dziewczyny ze świętymi. nawet gdyby gawędziła co dzień z samą Marią Magdaleną…! A jednak Głosy powiedziały jej pewnego dnia. Chce sobie rozmawiać ze świętymi . masz dokonać tego. To sprawa raz na zawsze rozstrzygnięta. Byle nie na tematy państwowe.. Nawet ludzie z natury zabobonni. . do której będą mogli przychodzić paralitycy. co od biedy mogło być wzięte za chłopski. nic nie znaczącego rodu. rozumiesz. a Jon. głupia dziewko?! Traktatem. Małgorzata i Michał. na tronie osadzono monarchę najeźdźców! I zatwierdzono to traktatem. poważni święci! Gdyby któryś z nich z nią rozmawiał. Tomasz… to są prawdziwi. . co nie udało się całej armii? Ba.wołał w gniewie możnowładca z Wokuler. przycupnięty za płotem domostwa Darków. ślepi. którzy po części dawali wiarę. prostacki. Ale gdy ktoś zaczyna mówić o królu i o tronie… Oooo! Wtedy z drobnego i śmiesznego. głupia szesnastolatka z zabitej deskami wsi Domremi z ubogiego. to tu. nie o tronie . mój panie. jest delfin. Głosy mówią to. by przywrócić na tron prawowitego króla. Tron przypadł najeźdźcom i kwita.nich słyszał? Kto o nich coś wie? Święty Augustyn. wielu armiom! Przecież tę wojnę toczymy już od stu lat i od stu lat ją przegrywamy! Stary król nie żyje.. Prawowitym królem.Ty. że . . Dziewczyno. może wtedy choć proboszcz by jej uwierzył.mówił możnowładca z Wokuler. a w każdym razie lokalnego wydarzenia sprawa zaczyna przeradzać się w państwową! Coś. że musi ruszyć. co chcą mówić odpowiadała niewzruszenie Dziewczyna. Niejeden kamień przeleciał obok jej 58 . bo biskup nie chciałby o niej słyszeć. nie najeźdźca. jak Katarzyna. mój panie. zbuduję z własnych funduszy kapliczkę. młody schronił się na zamku w Szinie. nawet cały zastęp świętych.

przedrzesz się do Sziny i trafisz przed oblicze delfina? ..spytał nagle możnowładca. Najlepsze. że bronił jej przed drwinami wsi…?! Zamiast robić karierę na zamku możnowładcy z Wokuler. Dasz mu tylko konia i zbroję.spytał jej wtedy zmęczony możnowładca z Wokuler. jako moja poddana i nadal będzie rozpowiadać wszystkim. bronił jej przed złośliwością bliźnich. czego żąda i wysłać ją w diabły. co mogę zrobić. I to jaką: świętą męczennicę! Takie są najgroźniejsze! Gorsze niż za życia! Więc najeźdźcy ukaraliby mnie za to. jakby ważył w duchu to. z Michałem do pomocy. byle z daleka ode mnie i mojej władzy. Jon. nie boska . gdy będę przedzierać się przez kraj do delfina. to dać jej. ale skoro ona z własnej woli. że . jeśli to ci się uda? Załóżmy. to jakim prawem wciąga też jego? Tak mu odpłaca za to. głupia.. a odbijemy miasto Orlin. wplątuje się w tę awanturę. że tym szóstym ma być on. kierowany nie wiedzieć jakim impulsem. pokonamy najeźdźców. To on uspokajał rozjuszonego starego Darka. gdyż będą z tego same kłopoty. daj mi armię. Ale Jon też się zaniepokoił.Więc czego chcesz? . kto tylko zechce słuchać. Ale na wszelki wypadek…” 59 . gdy ten groził. domyślał się. że trzeba pokonać najeźdźców i przywrócić tron delfinowi. Możnowładca z Wokuler długo milczał.Jeśli ta wariatka zostanie tu. muszę zamknąć jej usta. chuda dziewucha od krów. która nie umiała nawet czytać i pisać! . Zatem by ocalić siebie i swoje stanowisko. Ale jak to przeprowadzić. . A oni nigdy się nie mylą. Tak źle i tak niedobrze. . Podsłuchujący za płotem Jon zesztywniał: wiedział. jak uciszyć prostaczkę i wariatkę? Chyba żebym ją zabił. jej wyznawcy zrobiliby z niej świętą. biegły w rozumieniu możnych tego świata. abyś przestała gadać. Polityka…! I to jaka! Na najwyższym międzypaństwowym szczeblu! Ta prostaczka chciała zmieniać bieg Historii przez największe “H”! Ona. Omylność to cecha ludzka. a raczej z własnej głupoty. a ich król osadzi mnie w twierdzy lub zetnie mi głowę za tolerowanie jawnego podburzania do buntu.Powiem mu: Panie i Królu mój.Chcę sześciu zbrojnych dla ochrony.A co zrobisz. gdy . co chce.pasem wytłucze z Dziewczyny bajdurzenie o Głosach”. niech robi. Tego chce Dobry Bóg. Lecz gdybym ją zabił. Tylko Jon. będzie uchodził za wspólnika małej wariatki z Domremi?! . Zrobię wszystko. co powiedziała.zamiast niewinnych rozmów ze świętymi o sile wiary i miłości do bliźnich Dziewczyna nagle wszczęła z Głosami rozmowy o polityce. szóstego mam. że nie wpadniesz przedwcześnie w łapy najeźdźców. A zresztą… Wystarczy pięciu. To jasne. że potrzebowała choć jednej przyjaznej duszy. gdyż umie czytać i pisać.głowy. a ty wrócisz na tron. powiedział mi to ustami świętych Małgorzaty i Katarzyny. co może myśleć: .odparła z mocą Dziewczyna. niejeden ją trafił. wcześniej lub później dotrze to do zaborców.

iż cię posłuchałem. Bystre oczy Jona od razu wyłowiły w piątce ludzi tego. lecz niepojęte były zawiłości psychologii. ale boję się tego.zaczął możnowładca. co muszę robić i wcale nie mam na to ochoty. będzie czekać na niego koń i zbroja. możnowładca z Wokuler winien zaraz wezwać mnie na sekretną rozmowę. że możnowładca wybierze właśnie mnie. aby nie zwrócić niczyjej uwagi. któremu nieobce były meandry polityki.dokończył myśl możnowładcy Jon. . gdyż nikt zdrowy na umyśle nie przerywa możnowładcom. mieć trójkę dzieci.Skoro zbrojni będą jutro o świcie pod wiązem na rozstaju. a także konia i dodatkową zbroję. Bądź tam z twoim przyjacielem. To wtedy musiała ściąć sierpem swoje piękne. co prawda. nie była zdrowa… . . Ja nie chcę. Miałabym ochotę wyjść za mąż. którą Jon włożył z pewną niechęcią. Liczył na karierę pisarza na dworze możnowładcy. Gdyby jednak wszyscy robili tylko to. Wiele wskazuje na to. Żaden tajny 60 . Za to przed nastaniem nocy przyszła do niego Dziewczyna i dała wyraz głębokiej wierze. na co mają ochotę… .pomyślał Jon. czarne włosy.jeden dla niego. równie burą kamizelę. gdyż nakazał mi to Bóg ustami trojga świętych. nie giermka.oraz zapasowa zbroja. Ona.powiedziała Dziewczyna z naciskiem. lecz i swojaków. gdyż wiejska dziewka jadąca konno w asyście uzbrojonych dworzan wzbudzi podejrzenie nie tylko najeźdźców. ale Dziewczyna przerwała mu. a na burej koszuli miała wielką. słyszysz? Z nikim nie rozmawiaj. . dwa konie .przerwał jej możnowładca. nawet staremu Darkowi nie zdradź. O świcie pod wiązem czekało na nich pięciu zbrojnych ludzi z drużyny możnowładcy z Wokuler. że Jon jej nie zawiedzie. ale nie doczekał się wezwania od możnowładcy. Muszę być zatem w domu i czekać na wezwanie… Jon cicho przekradł się do swej zagrody.Nie rozumiesz. otrzymasz pięciu zbrojnych. ze cztery krowy. Czekał do późnej nocy.Niczego nie chcę . długie. Skoro tak. które przypominały teraz młodego jeża. drugi dla Dziewczyny . Skoro tak bardzo chcesz. . Jona. stado gęsi i święty spokój. I już nic więcej nie mów. rozumiesz? O świcie… . Ja muszę. Sama nigdy bym na to nie wpadła i pewnie mi nie uwierzysz.Dobrze. panie. Sama przebierz się w męski strój.Zbrojni przyjadą jutro o świcie pod wiąz na rozstaju. co wywołało dreszcz zgrozy u Jona. że byłem tak głupi. zapewne wkrótce wezwie mnie na sekretną rozmowę… . przewodzący drużynie i zachowujący się z hałaśliwą pewnością siebie. Dziewczyna wyglądała niezgrabnie w za dużych portkach starego Darka obwiązanych sznurkiem w pasie. który otrzymał od możnowładcy z Wokuler sekretną misję: wbrew pozorom nie był to potężny osiłek. to… . kawałek żyznej ziemi.…Na wszelki wypadek w drużynie zbrojnych będzie jeden zaufany.Dość! .

asystent nigdy nie był osiłkiem i nie rzucał się nikomu w oczy. Zatem musiał nim być ten chudy, piętnastoletni Chłopiec - którego twarz wydała się Jonowi do tego stopnia znajoma, że aż drgnął na jego widok. Jedynie Chłopiec nie miał na sobie zbroi, choć nosił u pasa krótki nóż. Mimo szarego świtu, gdy rozchyliła mu się koszula przy zsiadaniu z konia, Jon dostrzegł na Jego piersi dziwną, długą bliznę, - …jakby ktoś chciał mu wyjąć serce - pomyślał, patrząc na Chłopca i nie wiedząc, skąd wzięło się to skojarzenie, a zaraz po nim dziwna pewność: - On już kogoś zabił. A teraz cierpi, lecz jest gotów zabić znowu. Jego serce jest jak sopel lodu i stąd ten dziwny chłód, który od niego czuję. Królowa Śniegu musnęła go skrzydłem swego płaszcza… Jon bezwiednie dotknął dłonią małego skórzanego woreczka. Zawsze nosił go na piersiach pod koszulą, mimo że zawierał jedynie wyschłe, pachnące cierpko drobne ziele, którego przeznaczenia nie umiał się domyślić. Ale w końcu święte relikwie miewały różny charakter, na wszelki więc wypadek nie należało pozbywać się przedmiotu, który, jak mu się zdawało, towarzyszył mu od urodzenia. Nikt poważny w tych trudnych i niespokojnych czasach nie obywał się bez relikwii. Widać zaopatrzyła go w nie matka, której - podobnie zresztą jak ojca - w ogóle nie pamiętał. Ba, dźwięk słów: “matka”, “ojciec”, przywodził mu przed oczy niepojęty obraz rozmigotanej, zielonej Puszczy, jakich niewiele było w dzisiejszych, cywilizowanych czasach. Większość puszcz wycięto, aby pobudować domy, pałace, świątynie. Skórzany woreczek na pewno zawiesił mu na szyi ktoś, kto go kochał i o niego dbał. Szkoda, że tego nie pamięta. Niech więc woreczek sobie wisi, z relikwiami czy bez. Niech dalej szeleści w nim to zmurszałe zielsko. On ma na głowie inne kłopoty. - Czemu możnowładca nie zaufał mnie, lecz wybrał tego wyrostka? - myślał, patrząc z niechęcią na Chłopca. Ten w odpowiedzi skrzywił wargi w niemym, ironicznym, zimnym uśmiechu. W ten sam sposób spojrzał potem na Dziewczynę i Jon poczuł chłód na plecach. - Zabije ją, choć jeszcze nie wiem, w jaki sposób - odgadł i w tym samym momencie zrozumiał, że to Los każe mu stać pomiędzy Dziewczyną a Chłopcem. Widząc jej chudą postać, odzianą w niezgrabne portki starego Darka i te wielkie, płonące oczy wyzierające z obnażonej, jakby nagiej głowy - Jon zrozumiał, że w gruncie rzeczy zawsze ją kochał. Jak siostrę. Jak prawdziwie bliźnią istotę. Bezbronność tej wątłej Dziewczyny wobec Głosów, które słyszy i strach, który czuje, zmuszają go do chronienia jej. Pomimo ogromnej chęci zrobienia kariery na zamku możnowładcy z Wokuler. Jon bowiem wiedział, że gdyby możnowładca właśnie jego uhonorował sekretną misją - byłby gotów zdradzić Dziewczynę za cenę kariery na zamku. Więc ile w tej nagle objawionej gotowości bronienia jej było prawdziwej woli, a ile chęci pomsty na możnowładcy, który wyróżnił Chłopca, nie jego…? Na to pytanie Jon nie umiał sobie odpowiedzieć. Może coś jednak było w tej Dziewczynie, że wzbudziła w nim aż tak mieszane odczucia? Może była kimś więcej niż wiejską wariatką?
61

- No, więc po co to wszystko? - ponowił pytanie, nie zrażony jej niechętną odpowiedzią. Jechali lasem, czwórka zbrojnych możnowładcy z Wokuler, ten zdumiewająco młody i pozornie mało doświadczony sekretny posłaniec, Dziewczyna w niezgrabnym męskim stroju, z nieudolnie obciętymi włosami i Jon. Zdaniem Chłopca, do zamku w Szinie, gdzie przebywał delfin, jedyny syn prawowitego króla, było już niedaleko. Przez całą podróż - wiele nocy i dni - mieli szczęście i nie natknęli się na najeźdźców. - Wolność… Prawda… Miłość - wymamrotała niechętnie Dziewczyna w odpowiedzi na jego pytanie. - Nie rozumiem - odparł Jon. Zwróciła ku niemu posępną twarz, w której płonęły oczy. W niczym już nie przypominała młodziutkiej, pogodnej wieśniaczki z Domremi, towarzyszki zabaw. - Zacznijmy od Miłości - powiedziała. - Miłość do Dobrego Boga nie pozwala mi odmówić Jego wezwaniu, nawet gdyby niosło największe niebezpieczeństwa. On wezwał mnie, bym przywróciła tron prawowitemu królowi. Tu zbliżamy się do Prawdy. Prawda jest taka, że tron nie należy do najeźdźców i choćby ta wojna trwała nie sto lat, lecz dwa tysiące, choćby na tronie osadzono nie jednego, ale stu uzurpatorów, tron należy się delfinowi lub jego potomkom. Nie wolno ze strachu wyrzekać się Prawdy. A Wolność… Gdy ze strachu wyrzekasz się Prawdy, oznacza to, że nie jesteś wolny, rozumiesz? Jon zdziwił się. Nie posądzał prostaczki ani o takie rozumowanie, ani o tak głęboki wywód. Nie umiała przecież czytać ani pisać. Skąd brały się jej te sformułowania? Czyżby naprawdę słyszała Głosy i mówiła w natchnieniu? - Nie podoba mi się ta misja. Boję się jej. Boję się o ciebie - powiedział. O siebie też - dodał szczerze w duchu. - Ja też się boję - odparła smutno Dziewczyna. Jon odczekał chwilę, zwolnił bieg swego konia, pozwalając, by Dziewczyna wysforowała się na czoło drużyny, sam zaś, udając, że poprawia strzemię, zaczekał na Chłopca. Ten jechał na końcu, siedząc niedbale w siodle, lekko zgarbiony, pogrążony we własnych myślach. Lewą ręką lekko przytrzymywał lejce, prawą dotykał piersi. - Boli cię ta długa blizna? - spytał Jon, chcąc sprowokować Chłopca do zwierzeń. Ale ten krótko się zaśmiał. - Czemu pytasz, doktorku?

62

- Nie jestem medykiem… - odparł speszony Jon, lecz mówiąc te słowa, doświadczył nagle wrażenia, jakby na ułamek sekundy pogrążył się w jakiejś niepokojąco lśniącej, nienaturalnej bieli. Tonął w niej. Dusił się. Odetchnął głęboko i omamy zniknęły. - Może będziesz medykiem lub byłeś nim, nic o tym nie wiedząc - zaśmiał się Chłopiec. - Wiem, czemu wstrzymujesz konia. Pragniesz wywęszyć, jaką misję powierzył mi wielmoża z Wokuler. - Jeśli dostałeś zadanie, by podstępnie zabić Dziewczynę, to będę jej bronił. A jestem od ciebie silniejszy - powiedział Jon. - Żeby zabijać, nie trzeba siły, tylko przekonania - zaśmiał się kpiąco Chłopiec. Powiem ci jednak, co umyślił nasz wielmoża. Żadnemu z nas to nie zaszkodzi i nawet taki naiwniaczek jak ty sam dojdzie w końcu do tego. Otóż jeśli delfin przypadkiem zechce rozmawiać z tą śmieszną dziewuchą i jeśli, również przypadkiem, jej się powiedzie, to staniemy się jej drużyną, gotową do ochrony z rozkazu możnowładcy. Chronimy wybraną istotę, do której Bóg raczył przemówić głosami świętych. Ale jeśli na zamku w Szinie zamkną przed nią bramy lub zechcą wydać ją najeźdźcom, wtedy jesteśmy zbrojnymi, którzy z rozkazu możnowładcy z Wokuler eskortują niebezpieczną wariatkę podważającą prawowitość władzy królewskiej, nadanej z mocy Boga. Rozumiesz? - Rozumiem - powiedział powoli Jon. - Możnowładca jest chytrym lisem, w obu przypadkach ma szansę na nagrodę. Ale czemu mi to zdradziłeś? Przecież mogę ją ostrzec. - Ach, ona… Ona jest najmniej ważna. Ona jest tylko iskrą, która może, lecz nie musi rozpalić ogień buntu. Jeśli go nie skrzesze, utonie w mrokach niepamięci. Jeśli jednak dojdzie do buntu, to będą liczyć się tylko jego skutki. Wtedy też nikt nie będzie pamiętał o niej, bo przy wielkim ogniu nikt nie zwraca uwagi na iskrę. Trzeba, by ludzie o niej zapomnieli - wyjaśnił Chłopiec i znowu się zaśmiał. Jon pomyślał, że w jego śmiechu jest coś nienaturalnego: że ten wyrostek śmieje się na znak radości, śmieje się, gdy się gniewa - i może się śmiać, gdy będzie zabijał. - Jeśli nie dojdzie do buntu, to… to pozwolicie jej wrócić do Domremi? - Powiedziałem ci: ona musi utonąć w mrokach niepamięci. W obu przypadkach. Zarówno gdy jej misja powiedzie się, jak i wtedy, gdy skończy się niczym. I tak się stanie. Od tego tu jestem. Chłopiec znowu się zaśmiał, a w jego ostrym śmiechu Jon wyczytał całą prawdę: obojętne, co osiągnie Dziewczyna - musi zginąć. Bo tu chodzi o politykę, nie o Boga. Chłopiec ją zabije. Chłopiec umie to robić - i lubi. I Jon gorączkowo myślał dalej: Tak, ta Dziewczyna z Domremi to wariatka, nawiedzona prostaczka, która wplątała się w wielką
63

nieudolnie udająca mężczyznę ubranego w niezgrabne. na którego bary z trudem zapewne dobrano kolczugę. .Oto i zamek w Szinie . otrzymanym od wielmoży. Oboje z Dziewczyną szybko wjechali do środka.politykę .ale czy musi płacić za to życiem?! I czy ja… . przyłączamy się . lecz teraz przyhamował konia i spojrzał pytająco na Chłopca.Kto się tam tłucze? .Czy może wasza wielmożność podać swe szlachetne imię. Jeśli ją wpuszczą. podjechał jednak bliżej i kilkakrotnie uderzył we wrota mieczem.zaczął strażnik. dlatego sam jest skłonny zadawać ból. jechała drużyna wielmoży z Wokuler.a na końcu chudy wyrostek o nazbyt dorosłym spojrzeniu. choć dobrze zbudowany młodzieniec. . Tuż za nimi. kilka metrów za nią jechał szczupły. . ruszyła do głównej bramy warownego zamku. Jon zawahał się na moment. siermiężne portki.przemknęło mu przez głowę . .zapytał osiłek.rzekł półgłosem Chłopiec. panie . . otwierając równocześnie bramę i nagle urwał. lecz nie był to dźwięk. Jego wzrok padł na zniszczone portki i burą. że ów Chłopiec zbyt dużo wycierpiał jak na swój wiek i już zobojętniał na cierpienia innych. Jon wsunął swój miecz w szparę i mężczyzna odruchowo się cofnął. Cały czas jechał na przedzie i sam podejmował decyzje co do kierunku drogi. …Dziewczyna zsiadła z konia i stukała drobnymi pięściami w kute bramy zamku w Szinie. wyglądający na sympatycznego obieżyświata. . Ktoś umiejący czytać z rysów twarzy mógłby pomyśleć. ale ten zawahał się. . za tą dwójką czworo zbrojnych w barwach możnowładcy z Wokuler . przemknął Chłopiec ze swoją drużyną.… czy ja muszę nadstawiać za nią karku? Jeśli to uczynię. jadąca na rasowym. Obejrzała się bezradnie na Jona. nie słuchając ich i nawet nie patrząc w ich stronę. który mógłby kogokolwiek zaalarmować. rycerskim koniu.powiedział przywódca drużyny. my zaczekamy z tyłu. lecz podążył za nią. udając następną grupę podróżnych. bezwiednie zdradzając jego prawdziwą rolę.Otwórz. co dalej . Dla kogoś z boku cały ten orszak wyglądał na grupkę obcych sobie ludzi: samotna Dziewczyna. moja kariera u wielmoży z Wokuler będzie raz na zawsze przekreślona.A jeśli nie…? . z tupotem końskich kopyt. abym… .usłyszeli podniesiony głos zza bramy.Wiozę ważne poselstwo dla delfina.Wtedy powiem wam. 64 . wiejską kamizelę Dziewczyny i niemal automatycznie zaczął ponownie zamykać odrzwia. Lecz nie zdążył ich zamknąć. potężny osiłek. Dziewczyna. .Ona zastuka do bram zamku.poprosiła Dziewczyna. W pewnej odległości za nimi. Chłopiec i jego zbrojni wyczekiwali z ciekawością.odparł wyrostek.

za którą podążał pełen mieszanych odczuć. Jedni dworzanie odsuwali się. To wąskie przejście wśród eleganckiego tłumu samo ich wiodło do dużej. ani uniżoności czy kornego zachwytu nad wspaniałością dworu i dworzan. czuła się w wytwornym zamku w Szinie jak u siebie.lecz równocześnie w ich cofaniu się. Ku zdziwieniu Jona ta wiejska dziewucha. Tu także pełno było straży.Gdzie jest nasz pan. co Jon natychmiast dostrzegł. zajrzeć jej w twarz. pełnej przepychu sali.powiedziała zdecydowanym tonem do jednego z lepiej odzianych dworzan i pociągnęła go zgrubiałą dłonią (z zastarzałymi. .rozlegały się wokół szepty pełne ciekawości lub drwiny i Jon pojął.Wariatka z Domremi… Nawiedzona słysząca Głosy… Wieśniaczka. Na tyle dobrze. Miał on ułatwione zadanie: sekretni posłańcy nie powinni rzucać się w oczy. W zamkowym korytarzu było pełno dworzan. Dwór zaczynał bawić się sytuacją.Prowadźcie mnie do delfina . Dziewczyna wołała raz po raz: . a wokół rozległy się ściszone chichoty. na razie wątły. Ruszyła na strażników swym koniem.w pewnej odległości . . od szorowania podłóg) za elegancki. w której potężny. to tam.Byli wewnątrz zamkowych murów i mimo wrzasków wartownika. dotknąć z odrazą jej ostrzyżonych na jeża włosów i dziwacznego stroju . by w ogóle nie zauważyć. brokatowy strój. a końskie wodze rzucili zaskoczonym gwardzistom. 65 . ale Dziewczyna nie zwracała uwagi na jej wezwania. Po chwili oboje biegli podcienionym korytarzem. Rozstępujący się strojny tłumek wskazywał Dziewczynie drogę do jednego z kątów sali.jest tu jeszcze czterech zbrojnych i niepozorny Chłopiec. gdyż każdy pragnął obejrzeć z bliska wariatkę z Domremi. by uczynił to samo. Iskra już wznieciła ogień. że poza Dziewczyną i towarzyszącym jej Jonem . inni przeciwnie zasłaniali sobą kogoś przed wścibstwem przybyszów. gdy zrobili jej przejście. jedyny prawowity król i władca? Gdzie jest delfin? Prowadźcie mnie do niego! Dworzanie rozstępowali się niechętnie. Uwagę wszystkich skupiała Dziewczyna. Dopiero teraz w pełni pojął. która chce walczyć o tron… . Nie widział na jej twarzy ani przestrachu. czarnymi obwódkami wokół paznokci: od bydlęcego gnoju. dopiero pełgał to tu. dlaczego ów chciał się jej pozbyć.posuwała się drużyna Chłopca. że sława Dziewczyny już dawno przekroczyła granice posiadłości wielmoży z Wokuler. Dworzanin cofnął się wystraszony. kryształowy żyrandol rozjaśniał wnętrze tysiącem świateł. za którymi . gnali dziedzińcem w stronę głównego zamkowego wejścia. który przynaglał straż do pościgu. gdzie już z daleka dostrzec można było jakieś zamieszanie. było coś niezwykłego. zmuszając Jona. Usuwali się płochliwie przed dwójką podróżnych. Przepychając się tak poprzez gęstniejący i coraz bardziej rozbawiony tłum dworzan.

rozstępując się. jakby wydętą dolną wargę . że najeźdźcy nic ci nie zrobią.Nie. małą dłonią ujęła poły jego fraczka. przez długie lata wybijano na monetach.Nie… nie… .Na ciebie wskazują znaki od Boga . .potomek prawowitych królów. . że go wydali.Nie jestem delfinem… . . którą wszczęli jego pradziadowie. a jego twarz pobladła ze strachu i wściekłości na dworzan. Było widać.powiedziała Dziewczyna dźwięcznym.Nie bój się. mało dworski. Inaczej nigdy nie odnalazłaby następcy tronu . a jego peruka przedstawiała opłakany widok. którego wizerunki.powtarzał teraz.powiedziała głośno.Mylisz mnie z kimś innym. mimo że zdążył zamienić perukę i frak na mniej dostojne szaty. Ku jego zdumieniu Dziewczyna bezbłędnie odgadła. Ale tłum bezwiednie wskazuje jej drogę.Pokaż najjaśniejszemu panu. niezgrabny ukłon. Wydęta warga delfina bezwiednie wywinęła się jak do płaczu. 66 . cofając się przed Dziewczyną. złożyła mu głęboki. aby ona rozpoznała go wśród tłumu. Dziewczyna spojrzała na niego z mimowolną pogardą. wśród grupki dworzan. przysięgam… . . co nosisz w woreczku na szyi .skulony jak zając pod miedzą . Jon od razu rozpoznał charakterystyczny duży nos i wypukłą. jest królem . wygodnego łóżka z puchową pościelą. mój panie. gdzie on jest i który to z licznej grupy wielmożów. pokonasz ich z pomocą Boga i zostaniesz namaszczony na króla w wielkiej katedrze w Rims.protestował młodzieniec.Tyś. która zirytowana kiwnęła na Jona: . dworskich bali. Delfin jednak wciąż był przerażony. A ja będę tego świadkiem. pięknych dam dworu wokół. choć. krył się . by przywrócić delfinowi pionową postawę. Zamiast haftowanego złociście stroju ubrany był w zwykły plusz.Delfin nie chce jej widzieć. stanął na palcach. Przeciwnie. Przysięgam. lśniącej kryzy. Był gotów na każde upokorzenie. w osobach kolejnych władców. panie. byle odsunąć myśl o wojnie. dobrego jedzenia. mocnym głosem i mocną. nie… . ale w jej postawie widać było determinację i jakiś szczególny rodzaj zachwytu. Pragnął tylko spokoju. I nie chce. urządzonej z przepychem sali.znak rozpoznawczy rodu. Zniżyła głos do szeptu i rzekła: . . W kącie wielkiej. pozbawiony wspaniałej. iż dawno już pogodził się z utratą tronu na rzecz najeźdźcy.pomyślał Jon i wyciągając głowę.wyjąkał. Był to ukłon prostej wieśniaczki bez manier. na których mógł najpiękniej tańczyć.odparła Dziewczyna i cofając się kilka kroków.

Lilia! Lilia! Świeża lilia! . co chce ci dać. Jon drżącymi dłońmi szarpnął za rzemień i… z uchylonego woreczka wysunęła się biała lilia. .uśmiechnęła się Dziewczyna i jej uśmiech błysnął jaśniej niż tysiące świec w żyrandolach u rzeźbionego sufitu. abym mogła ruszyć na Orlin i odbić go z rąk najeźdźców. wie.były to wszak czasy. gdy nikt rozsądny nie poruszał się po drogach bez relikwii. . Bóg wie. nieświeże loki i blada twarz powlekła się rumieńcem.Czego chcesz? . wmawiając. iż rosło pod Krzyżem. lecz przejmującej ciszy zawrzało od podnieconych głosów.Panie nasz i władco. na wypadek. a w wielkiej sali po krótkiej.spytał delfin.powtórzyła z naciskiem Dziewczyna i Jon bezwiednie sięgnął pod koszulę. Ale Jon sprawdził zawartość swego woreczka po wiele razy i niczego w nim nie znalazł. Jego wypielęgnowane dłonie trafiły na obce. prostując się i odruchowo poprawiając perukę. Mimo to jakimś cudem wskrzesił w sobie resztki rodowej godności i ponowił pytanie: . jedynie latem! A właśnie dziś pierwsze mrozy skuły burą ziemię za oknami zamku w Szinie… . dających rękojmię boskiej ochrony. Bóg. aby ujrzeć. czego od ciebie żąda. jak większość kwiatów. Nie zawiedzie cię . Lilia kwitła.odparła Dziewczyna z mocą. że zapewne jest w nim relikwia . mówiono.Czego zatem chcesz ode mnie? Co nakazują ci czynić twoje Głosy? . Było w nim tylko jakieś pokruszone ziele i to wszystko. który powoli przechodził w narastający krzyk.Nakazują mi żądać od ciebie armii. To będzie nasze pierwsze wspólne zwycięstwo. ale tylko naiwni wierzyli mnichom i dawali im za nie. a potem… potem najeźdźcy opuszczą nasz kraj. prawie włażąc mu na plecy.Oto znak. Zapewne jakiś chciwy mnich sprzedał owo ziele rodzicom. co ma ukryte na piersi.Dostaniesz armię .Pokaż! . Dworzanie skłębili się teraz wokół niego.przebiegł przez salę szept. mój panie. mój panie . gdyby okazała się być ci użyteczna… 67 . Lilia była przecież symbolem królewskiego rodu. twarde. oświadczył: . . niepowtarzalny w wysmukłej linii kwiat. jesteśmy orszakiem wielmoży z Wokuler.powiedział nagle delfin.Jon zdrętwiał: w woreczku przecież niczego nie było! Owszem. Wtedy z tłumu dworzan wystąpił Chłopiec i przyklękając przed delfinem. . który nakazał chronić tę Dziewczynę w czasie długiej podróży z Domremi do zamku w Szinie. prawdziwe złoto. a właściwie tylko jej szlachetny. za jakąś ułudę. a ja będę podziwiać twą koronację w wielkiej katedrze w Rims. Po nim przyjdą następne.

uśmiechając się do Jona. abyś przeszkodził Dziewczynie. . Słowa Chłopca. Wie.Mniejsza o twoją pamięć. których myśl przekracza granice światów i czasu? Dobrze wiesz.Powiedz. czy nadal jest w nim świeża lilia. co? Chyba wiesz. Wyrostek kucał koło jego łoża i mówił: . nierozgarnięta pasterka krów.po czym odwracając się plecami.Ja… Ja przecież nigdy… . W sali zapadła głucha cisza. lecz znaną mu rzeczywistość. że będziemy o nim pamiętać w dobrej godzinie. Dotknął ukrytego pod koszulą woreczka.odparł Jon. głupią politykę. jeśli taka nadejdzie . smutną. Jej drużyna otrzymała komnatkę obok. pomyślał Jon i nagle dodał w duchu: Przecież to oczywiste! Skoro Bóg rozmawia z nią poprzez świętych. którą dworzanie wiedli do osobnej komnaty. czego nie pojmuję i nie chcę pojmować . kto ją kocha.Chyba jej nie uwierzyłeś. Odruchowo zacisnął dłoń na skórzanym woreczku. jakby ten miał go chronić przed Nieznanym .zaczął zdumiony Jon. Wariatka z Domremi. kogo mam na myśli. To ty naznaczyłeś mnie w Jego imieniu… .Wielmoża z Wokuler? . w przód i wstecz. opuścił komnatę. wobec której odczuwał na przemian to braterską miłość. która na kartach Historii zajmie parę linijek druku. Jej wzrok omijał Chłopca. gdyż poza tym cóż może łączyć bogatego prostaka z potężną Myślą.pomyślał wstrząśnięty Jon. On przysłał cię tu. nagle usłyszał szept. Ruszył za Dziewczyną. to litość. a kto będzie zdrajcą… Ale Chłopiec nie stracił rezonu. ale Chłopiec ciągnął dalej: .Jej ustami rzeczywiście mówi Bóg . a Jemu o coś całkiem innego! . przejmowały go lękiem.powiedziała Dziewczyna. gdy wykraczały poza szarą. wzdłuż linii serca. długą bliznę.i uspokoił się. towarzyszka niewinnych zabaw zza płotu. 68 . pokazując dziwaczną. cóż znaczy jakiś wielmoża wobec istot.W złej też… . tak jakby go wcale nie było.Bądźcie zatem naszymi gośćmi w zamku. .i Chłopiec rozdarł koszulę na piersi.Głupcze. instynktownie broniąc się przed tajemniczą wiedzą. lecz nie mów o czymś. Szykujcie się na wojnę . A wielmoży z Wokuler przekażcie. niby szklanej klatki. musi wiedzieć. Tylko przez przypadek interes Jego i wielmoży z Wokuler jest zbieżny. o co chodzi z tą polityką.. Gdy Jon złożył głowę na posłaniu. wydymając dolną wargę: .spytał Jon także szeptem . . ciągnącą się od obojczyka po brzuch. choć mógłbyś ją rozbić i sięgnąć dalej.powiedział słabym głosem delfin i po namyśle dorzucił ostrzej. po co tu jesteś i na co On liczy? .Dobrej nocy. po co tu jest. jakby chcąc sprawdzić. którą powołała do istnienia wiara? Wielmoży chodzi o doraźną. lecz ręka napotkała jedynie skruszone ziele. która ma wymiar jednej przestrzeni. była naprawdę Głosem Boga.

Ty to wiesz. lecz muszę przypomnieć ci. śmieszna wieśniaczka. nie kręć głową. dlaczego wariatka z Domremi musi umrzeć i ani obecne. nie uciekniesz od swego przeznaczenia. choć niewtajemniczonym kamień wydaje się być milczący! . iż zatrzęsła się pod nim ziemia. wybrałby do tego celu kogoś znaczniejszego. nie wyrywaj się. .zaczął Jon. Przez ułamek sekundy Jonowi wydało się. do kogo mówi: do Chłopca czy do Głosu: . Bóg. czując bijące od niego łagodne ciepło. On zaś życzy sobie. a Jon zasnął. ale potem. przyjacielem. rozumiesz. skórzanym woreczku. A oto i drugie: Bóg nie może przemawiać ustami zwykłej wieśniaczki. . lecz nie sądź. aby żyła. to choćby pamięć o niej. Jeśli nie ona. dotykając mojej blizny. z którym On próbuje rywalizować. A teraz o Nim i Jego woli… nie.zaśmiał się cicho Chłopiec.Chłopiec uśmiechnął się kpiąco i zniknął w mroku komnaty. wiedział.że trony mogą przywracać lub obalać tylko wielmoże. nie wiedząc. podpisali traktat i wyrazili zgodę.…lecz chętnie skorzystają z tego. ba. ale Chłopiec już miał odpowiedź: . trzymając dłoń zaciśniętą na małym.Nie wiem.wykrztusił Jon. niekiedy tylko czuje Jego obecność. Ja tylko. by nikt nie pamiętał imienia wariatki z Domremi. rozumiesz. . Nie jestem Jego wyznawcą. dudniący i bezdźwięczny Głos wypowiedział zaś z martwą obojętnością niezrozumiałe Słowo: “GRBHDWBGWZ…” Jon z trudem złapał oddech. że dokonał wyboru i od dziś jest giermkiem. . I zasypiając. gdyby ona mogła usłyszeć Jego głos. co osiągnie ta głupia. potem ona musi zniknąć. czuję idący od niej chłód. Co innego. a ten ciągnął dalej: .Kim On jest? . lecz właśnie na to jest całkiem głucha. obrońcą wieśniaczki z Domremi i że zrobi wszystko.Odejdź… . że jesteś tu z Jego woli.A jednak Głosy zwracają się właśnie do niej. ona bowiem i Głosy pochodzą od innego Boga. 69 . Jon milczał.Polityka to coś strasznie prostackiego: już dawno winieneś zrozumieć.. książąt kościoła i królów. kurczowo zacisnął dłoń na skórzanym woreczku i szepnął. zdaniem wielmożów.Prawowitemu władcy potężnego kraju nie może przywracać korony wiejska dziewucha! To umniejsza wielkość tronu! To pierwsze prawo wielkiej polityki .Odejdę. ani przyszłe pokolenia nie będą pamiętać jej imienia . słyszę wtedy swoje Głosy. że razem ze mną odejdzie twój problem.zaśmiał się Chłopiec. w ogóle Go nie znam. aby królem został najeźdźca… . Wielmoże zaś poddali się. głupcze? Słyszę Głos Kamienia.

by objąć miasto w posiadanie.Jonie! Miasto jest znowu nasze! A delfin wreszcie mi wierzy! . marszcząc ciemne brwi. zatrzymując konia i patrząc za znikającym Chłopcem. dokonała cudu. . jak mocno bije mu serce. a równocześnie wyrywa się ku Dziewczynie i cieszy jej radością.krzyczała z daleka Dziewczyna. . . jak skąpa liczebnie armia. Tak długo.mruknął Chłopiec. mimo jej liczebnej przewagi i lepszego uzbrojenia. Ona już teraz jest gotowa oddać życie za Sprawę. Dziewczyna właśnie zbliżała się ku nim na swym bułanku. zniszczonych męskich portek i wełnianego kaftana. Teraz mi lżej. .Ona jest nawiedzona.…stali z Chłopcem na wzgórzu koło Orlin i patrzyli. . I Chłopiec zmusił swego konia do galopu. Była w lśniącej zbroi.lecz Jon tkwił na swoim miejscu.Po co? . oglądał się za Jonem. nie bacząc na grożące im niebezpieczeństwa. .Wygrała! . patrząc nieprzyjaźnie na zbliżającą się Dziewczynę. czując. została świętą . kiedy to zrobi. .zaśmiał się Chłopiec. czując. jakby była równa wielmożom lub nawet przewyższała ich. że ten za nim ruszy . Nie miała już na sobie za dużych.mruknął Chłopiec. póki arcybiskup nie nałoży korony na skronie delfina w wielkiej katedrze w Rims. ciemną głowę przykrywał błyszczący hełm.Wygrała . manewrując zręcznie swym bułankiem pośród koni rycerstwa.cieszył się Jon. Nie wyglądała na wariatkę z Domremi. o Którym nie chcesz myśleć. jakby czekał. Wieśniaczka z Domremi zniknie z tego świata i z pamięci przyszłych pokoleń.rzekła Dziewczyna. oddalając się w stronę. Musimy przedrzeć się do najeźdźców . . jak coś ciągnie go za Chłopcem. Jadąc. Powiedz. co słyszała Głos Boga. . Tak jakby jej nie było. .zawołał porywczo Jon. Boję się 70 . . w którą uciekała armia najeźdźców. którą delfin oddał pod rozkazy Dziewczyny. aby odwiedzić ciotkę w górach i że zaraz wracasz. Wszyscy rozstępowali się przed nią z szacunkiem.Uściskaj ją. Orszak delfina zmierzał właśnie do Orlin.Bo tylko oni znajdą sposób. Wszystkie bitwy. Jej źle ostrzyżoną. a nawiedzeni robią swoje. że kiedykolwiek była taka. którą z rozkazu delfina dopasowano na nią na zamku w Szinie. że na krótko zboczysz z drogi. Czekałam.Zdradził nas .Wreszcie nas zdradził.To niczego nie zmieni . I nikt nie będzie mówił.Po co mi to mówisz?! Przecież ostrzegę ją! .uśmiechnął się Chłopiec. ostatecznie przegania z miasta armię najeźdźców. który zadowoli wielmożów i delfina i tego.Teraz będzie wygrywać dalej.

. przystając zwyczajowo na wystającym pępku Bezimiennego i wtedy nagle jego czubek się odłamał i spadł na owalny plac.I co? . Tej nocy. a bardziej w jesiennych barwach. Nie wiem kiedy. gdzie orszak delfina połyskiwał z oddali złotem i srebrem.Tak.Zginiesz.Jak bardzo się zmieniła . Lubię życie. czy o swojej śmierci. żebyś przy tym był. Lubiłabym swoje dzieci. Nie lubię Głosów. by źle nie stąpnąć. gdy słońce wstaje nad pastwiskami.szepnął Jon. Kamienna materia posągu chwilami kruszyła się pod stopami i musiał uważać. Ale była też zieloność… zielone… ZIELONE… *** …gdy schodził ostrożnie z ramion Boga.I chciałabym. żółci.rzekł Jon. że o tym drugim.myślał Jon. co nadchodzi.Dołączasz do prochów swych ofiar .a potem gąszcz potężnych drzew. czerwieni. Wiem. ale zginiesz . . . . do czego nie dorosłam. bo każą mi robić coś. Jeszcze na moment odwróciła głowę i krzyknęła: . Inaczej się poruszała się. nieuchronnie by się zabił. Lubię zachody słońca i oczekiwanie na noc.urwała stropiona. . Lubię noc. zmienił się nawet jej akcent i melodyka zdań. . parskają konie…. purpurę . lecz skoro inaczej nie można… Jeśli inaczej nie można. 71 . Potem zrozumiał. Jonie! Jon nie wiedział.spytał. Gdyby spadł z tej wysokości. gdy zaczynają ryczeć krowy. W tym momencie nie przypominała wieśniaczki z Domremi.odparł stary Bóg kamiennym.Tak wiele wie. Za dużo ode mnie żądają. Jon ujrzał przed oczami rozmigotane barwy . Był to wciąż ten sam głos i te same niepojęte słowa.żółć. rozsypując się w pył.Bardzo się boję. Lubię świty w Domremi. chciałabym przynajmniej nie ze wszystkim umrzeć . Nie chcę umierać. . purpury. zasypiając w żołnierskim namiocie. używała innych słów. gdy niesie dobre sny. Jonie. gdybym je miała.rzuciła krótko i pognała konia tam.GRBGDBGHWZ . czy mówi o przyszłym zwycięstwie i koronacji delfina. Odpoczął. zimnym głosem i Jon nie dosłuchał się w nim żalu ani lęku.tego. ale gdy już nadejdzie… . tak dużo rozumie. czerwień. drzewa wydały mu się mniej zielone. .

Pamiętam też Dziewczynę. zielonej szyi. czując. Był piękny… Jest piękny .Wiele dni temu przyszedł do mnie stary kapłan. Patrzyli nań w milczeniu.Widzę . Nie chciałem mu robić krzywdy. chyląc główkę coraz niżej i niżej. dotykając odruchowo woreczka na piersiach. żebym poszła nad staw w Puszczy i zerwała lilię. Liście na drzewach dojrzewają. gdyż musiała się solidnie rozciągnąć. …skóra na brzuchu Gai była napięta i gładka. na stole. W ogóle niewiele pamiętam z tego. żona powiedziała Jonowi. który mnie woła z Kamiennej Drogi. Szeleściło w nim tylko ziele niepospolitego serdecznika. Pamiętam… chyba pamiętam chudego Chłopca z soplem lodu w piersiach zamiast serca. Widzisz? . była to wola Tego. Kamienna Droga niosła Jona. Jeśli mimo to stało się coś złego. stoi wciąż tam.uśmiechnął się. ku Wiosce i żonie.Lilię? .To dopiero szósty miesiąc ciąży. Isak i powiedział. która ścięła włosy sierpem i wyglądała jak wariatka.westchnął niecierpliwie Jon. by wydać owoc. by opaść.powiedział. Jej biel była niepokojąca. Włożyłam go do dzbana z wodą.Więc nie wiesz. od czubków palców u nóg po końcówki gęstych. tuląc ją mocno i dotykając dłonią ciepłego. . wypukłego brzucha. jasnych włosów. które schowały się z powrotem w kącikach jej oczu. a brzuch Gai dojrzewa. Nasz owoc . to wiem na pewno. Patrz. . szarzejąc i kurcząc się w sobie. Biały kwiat lilii. Ale aż trzy miesiące twojej nieobecności odparła Gaja i mrugnięciem powiek ukryła łzy.Aż trzy miesiące… Znów trzy miesiące! . Bezimienny krwawił bez krwi.Długo mnie nie było . jakbym go zerwała wczoraj. . . gdy obudzili się po długiej nocy. 72 .Nie mierzę czasu i chyba tam płynie on inaczej. aż wreszcie Gaja podeszła do stołu. biała zaś lilia w dzbanie przechylała śliczną główkę na smukłej. . Dopiero nazajutrz. wyjęła z dzbana zwiędłą roślinę i wyrzuciła przez uchylone okno do ogródka.zdziwiła się Gaja i poruszyła niespokojnie w ramionach męża. Jest ciągle świeży.zdziwiła się Gaja. choć minęło tyle czasu i dawno powinien zwiędnąć. . że szaman choruje. by zrobić miejsce dla ich syna. a kształt coś przypominał.poprawiła się. Coś mu zrobiłem.szepnął Jon. I pamiętam lilię. jak miłość do żony wypełnia go całego i przeszywa boleśnie. ale nie była wariatką. co jest TAM. Umierał bezgłośnie na ich oczach. jak długo tam byłeś? .Ale z siedmiopalczastej dłoni w czasie nieobecności Jona odłupał się najmniejszy palec. I nagle kwiat zaczął więdnąć. jak na skrzydłach. Nie wiem co. Kwiat lilii… .

Zdawało mi się. . Niepokojąca wizja śmierci starego czarownika skierowała myśli Jona ku życiu.zaprotestował. Ale źle wygląda.zdziwiła się Gaja. Jest tak strasznie stary… Tak długo się trzymał.…dopadła go starość. Tylko w jego oczach wciąż lśnił płomień. guzowatą czaszkę.Potrzebujesz medyka .szepnęła Gaja i wtuliła głowę w jego szerokie ramiona. . żebyś był spokojny .Obmyśliłaś już imię dla naszego syna? .obruszyła się Gaja. . on ją pielęgnuje i zakorzenia. . .Nasz syn otrzyma nowe imię. który tlił się obok łoża w żelaznym palenisku? .Nie! .przyznał niechętnie Jon. on je wybierze. a on kazał ci powiedzieć. a spocone..Ezra? . gdy wrócę z Drogi! . Imię twych pradziadów. Zaniosłam mu ją. Jon nie zwlekał z odwiedzeniem szamana. nie do starych czasów.powiedział Jon. ale tak nagle.To piękne stare imię.bo nie umrze przed czasem. . Jonowi wydało się. Będzie nosić takie samo imię jak jego ojciec: Jon.Tak. Wymyślono je setki lat temu specjalnie dla męskich potomków twojego rodu! .Będzie. Rybę. Jedno z tych. Ezra wie wszystko o Cywilizacji. . Twoje imię.Różnie to bywa . że go nie cenię. Właśnie on.Nie znaczy to. Starzec spoczywał na łożu ze skór w swym ubogim namiocie.spytał. przygięły go do ziemi lata. . . biorąc w swoją dłoń drobną. jak zechcesz . wysuszoną rękę starca. aż tu nagle. On ją tu sieje i sadzi jak nowy rodzaj kwiatów. tak aby było najwłaściwsze… . jakby przydymionej twarzy podobne były bruzdom żłobionym w ziemi przez drewniany pług. Poradzisz się w tej sprawie Ezry. jakie przynieśli z Dalekiego Kraju ludzie w długich sukniach. że szaman cały zszarzał. w ciągu paru dni. długie. A może był to odblask ognia. . że odejdzie dopiero wtedy.zdenerwował się Jon. jakby w jednej chwili weszła do jego namiotu i rozsiadła się w nim na dobre.Zaniosłam mu wczoraj posiłek.Szaman? Nie może umrzeć! Nie ma prawa zostawiać mnie samego! Obiecał. Zmarszczki na jego śniadej. A nasz syn musi ze wszystkim należeć do Cywilizacji. że on żywi się tylko rybą i ziołami. że go nie lubisz! . Wiesz. Kąciki ust opadły. 73 . choć rzadkie włosy oblepiały wypukłą.

Odpadł Mu koniec pępka i palec u jednej dłoni. wszelka inna wiara 74 . .Trzy noce temu usłyszałem głuchy huk w Puszczy po tamtej stronie Rzeki. że został On stworzony z tak kruchego kamienia. kto Go wyciosał i wzniósł.Stoi tam od tysięcy lat nienaruszony i potężny. Jakby coś pękło i spadło. Czy to możliwe. Stała się bowiem rzecz niesłychana: do namiotu wszedł kapłan Ezra. nie ma też ziół. że jest wieczny. choć na jego twarzy nie było widać lęku. ani woda. wystawiony na wichry. Nie drzewo.Umierasz . Głazy stają się porowate i wykruszają się. gdy całkiem milknie. a pękając. który zlustrował wzrokiem wszystkie kąty namiotu i upewnił się. który nie jest jego własnym. Drzewo śpiewa inaczej. upały. nie ma leków. Skąd kapłan może go znać. a już były nasze rytuały. która mnie zżera. Jonie…? . że kamień jest twardy i niezniszczalny. Może kiedyś wróci… . . jakby nie chciał kończyć swej myśli. . Nikt z nas nie wie. inny dla każdego z ziół i każdej z chorób. . Gdy byłem tam po raz pierwszy.i starzec urwał. a szaman znieruchomiał.zawołał Jon z rozpaczą. żałobnie zawodziło. Więc to musiał być On.wyrwało się Jonowi. Ale na chorobę. bożąt i Bogów.. .uśmiechnął się z wysiłkiem szaman. Przez wąskie usta szamana przemknął uśmiech. Jeśli niszczeje… . że każdy inny Bóg. że nie stoi w nim żaden bałwan na szkodę Plemienia. Jon zesztywniał. by je widzieć. moja pora nadejdzie dopiero wtedy.i starzec raptownie urwał.Sam sobie jestem medykiem. Nie wiedziałem. tak aby go nikt nie widział. On też przerwał milczenie: . jest bałwanem. Nie szkodziły mu dotąd ani huragany. Skąd Ezra mógł wiedzieć. gdy umiera. słyszeć i z nimi rozmawiać? Młody kapłan wierzył głęboko.Zatem jest już tej Drogi tak niewiele? . śnieg czy słońce.Był tu zresztą nocą kapłan Isak. lecz jego wywary z ziół są słabsze niż moje. skoro rytuał liczy sobie tysiące lat? Nigdzie na Ziemi nie było jeszcze kapłanów. deszcze i mrozy? . wydawało mi się. Zapanowała między nimi cisza. a bywają noce. tylko zdumienie. Tym bardziej że Jego Głos jest coraz cichszy. A może Bezimienny już zbyt długo stoi. Ale wiedzieliśmy.przyznał Jon.Posąg rozsypuje się .rzekł krótko kapłan. Jonie.Wszyscy musimy kiedyś umrzeć. że szaman nie potrzebował wizerunków starych bóstw. gdy skończy się twoja Droga. Lecz nie obawiaj się.Nie możesz umrzeć! . Nie wystarczy przecież zebrać ziele i je zaparzyć! Musi być odprawiony właściwy rytuał. zapomniałeś? Zawsze lepiej leczyłem choroby niż ludzie w długich sukniach . w której słychać było tylko ciężki oddech starego czarownika. . Nikt nie wie z jakiego gatunku kamienia był wykuty i czy wykuła Go ludzka ręka. a czas czarów bezpowrotnie przeminął. On zresztą o tym wie.

Na szczęście nie masz syna. czarowniku .To twoja ostatnia szansa. lecz nie było też żalu. to mój obowiązek . Niczego nie rozumiesz. . twój grzech i twoje piekło.tak jakby uznał wyższość nowego Boga nad swoim starym i porzuconym .uśmiechnął się z wysiłkiem szaman. .bałwochwalstwem.To jeszcze potrwa. zatem po twym odejściu zabraknie w Plemieniu naturalnego następcy szamana ciągnął tymczasem Ezra z pewnego rodzaju triumfem. człowieku w długiej sukni .powtórzył kapłan.Wyjdź stąd.powiedział surowo.tu wzrok Ezry prześliznął się po stojącym w kącie namiotu Jonie . odchodząc z doczesnego życia. Wzrok wbił w twarz osłabionego starca.Isak. . wyznający ją zaś są poganami.Jesteś poganinem i jeśli umrzesz w tym stanie. że to się stanie dziś lub jutro . a niewiele czujesz. . że ostatni poganin tego Plemienia wkrótce przestanie niepokoić Wioskę swą obecnością. Stary szaman zaczął zbierać siły do odpowiedzi. Ezra spurpurowiał. Słyszałem twoje ostatnie słowa. całe życie pokornie schodzący z drogi kapłanom . Po tobie nie będzie tu nikogo. aby Plemię wybrało nowego czarownika… . kapłanie . szamanie. W jego twarzy nie było satysfakcji.On niczym nie zgrzeszył! . by pominąć ją milczeniem. . a wówczas… Kto wie? Może mimo twych straszliwych grzechów ominie cię piekielny ogień? Chcę ci pomóc. . ale wówczas do namiotu wszedł kolejny nie zapowiedziany gość . bałwochwalco. . a starzec bez słowa skinął głową.Umierasz.stwierdził rzeczowo młody kapłan. a spojrzenie miał natchnione. . . który wierzyłem w swoje bóstwa.Twoja wola. Jeszcze nikt w plemieniu tak otwarcie nie upomniał się o prawa starych Bogów.zawołał Jon.Całe życie się kajałem. Daję ci ją. a Jon wstrzymał oddech. Ezra nie wątpił też.Dla mnie.powiedział cicho stary czarownik.teraz. Nie będę 75 . Nie sądź. to właśnie ty jesteś poganinem. odważył się postawić znak równości między starą a nową wiarą. . choć nieprzejednane. choć nowa podbijała światy. Nie przybywał w złych intencjach . skończysz w ogniu piekielnym! zawołał wzburzony Ezra. Możesz wyznać mi swoje grzechy i pokajać się za nie.wedle niego w najlepszych. Szczerość Ezry była zbyt brutalna. kto mąciłby ludziom w głowach i uprawiał kult bałwanów. Ty jesteś ostatni.… lub żeby ściągnęło go do Wioski z sąsiednich osad. Czarownik zaś.A ja się nie zgodzę. by się nie wtrącał. . Ezro . nie z pokorą. ale starzec dał znak ręką.wtrącił Jon z bezsilną złością. Ezra jednak nawet na niego nie spojrzał.Dlatego odchodzić będę z dumą.

Ezra. ani hierarchów. nikt nie ma litości dla siwych włosów czy schorowanego ciała. że podobnie sądzili wyznawcy Tego. Żeby nie błądzić. płoną już stosy z heretykami. co wydaje mu się najlepsze.powiedział Ezra. Całe jego życie wypełniała powinność. W księgach.pokręcił głową stary kapłan.Wiara to właśnie serce. być może. A ja czuję. on nie jest zły. Isaku! Jeśli komuś brakuje wiary. Ezra odwrócił się gwałtownie i wyszedł. Co ciebie ochroni. Każdy pomijał to.Być może. stojąc u wyjścia. Niepewność 76 . choć są to tak różne czynności. . gdy zostałeś kapłanem. Trzymasz się kurczowo tego. bo zrozumienie jest ponad twoje możliwości.Wiary?! .tu urwał. tak jak nałożono ją na ciebie. a nie wedle własnych myśli . Ezro.Ezra nie jest taki.powiedział cicho Isak. gdy został czarownikiem. Isaku. bo wybaczanie to słabość.Pamiętaj. Takiego Boga potrzebują ludzie. jakby chcąc szarpnąć starego kapłana.podskoczył Ezra. a tylko wierni i Dobry Bóg . lub palił księgę. w przeciwieństwie do ciebie. synu. Tylko w bólu ognia oczyszcza się dusza grzeszników . aby go chronił w Drodze. co mu było niewygodne. gdy grozi piekłem i wymaga wielu ofiar od ludzi. wie. co zapisano w księgach. a szaman dodał ze smutnym uśmiechem: . Nie jest zły. niewiele o tym napisano. Twój brat. przeszkadzasz… . Czy boska istota.Nie grzesz. może być w ogóle Bogiem? Wedle ludzi . I dobiera słowa wedle formułek. Ludzie są omylni i słabi. jakby się namyślając i dokończył: . Wiara to nie tylko zasady.…wiary i serca. . Ezro. lecz przecież w księgach nie zapisano wszystkiego. że Dobrego Boga najpierw trzeba się bać. który stoi u kresu Kamiennej Drogi? I chyba mieli rację. ale i czucie. A teraz wyjdź. co mówi i czyni. Jest tylko młody. uznaną przez siebie za heretycką.powiedział Isak i drżącą dłonią nakazał. trzeba… .spytał wreszcie szaman. to nie mnie! . Isaku? . choć dla innych była księgą świętą. . nie dopuścił się grzechu. choć nie powinno tu być ani zwierzchności. Isaku. On tylko myśli. . Jest pewny swego. A na razie jeszcze wciąż jestem twoim zwierzchnikiem. . by młody kapłan opuścił namiot. gdyż ten człowiek jest chory.próbował ci tego tłumaczyć. która wszystko wszystkim wybacza. A gdy podkłada się żagiew pod stos.nie. że choć daleko stąd. W namiocie zapadła cisza. które czytasz. choć nie byłbym tego całkiem pewny. Wiesz. którą na niego nałożono. I każdy z was czyni to. jak myślicie. lecz opanował się i powściągnął emocje: . a miłość przyjdzie z czasem. że ten starzec nie zrobił nigdy niczego złego.Dałeś Jonowi woreczek z ziarnkiem piasku. a ty zamiast mu pomóc.Nie.

ale to on daje mi znaki i wyciąga do mnie rękę przez te wszystkie przestrzenie jak przez szklane klatki. a wątpliwości rozdzierają ciało równie mocno jak katowskie obcęgi. jak .Czy ziele serdecznika spełniło swoją rolę? Czy tamto serce z lodu zaczęło topnieć? Jon dotknął woreczka na piersi.W czym mamy ci teraz pomóc? .heretyk”. poruszające się wolno. to nie dlatego.spytał szaman z ożywieniem.powiedział Isak. bóstwa i bożęta. myśląc o swym nie narodzonym synu.Znajdź jakiś lek na jego chorobę . wychudłą twarz. w którym kiedyś znajdzie się Isak i że w tym wspólnym dla obu starców Świecie Zmarłych nikogo nie będzie się oceniać po stroju. . . to rozświetlał.Nie wiem. .Tak jak wkrótce nie będzie go na moją. buzujący na żelaznym palenisku. Ale stary czarownik nie miał jeszcze prawa odejść.. Nikt nie będzie tam znać takich słów. Jon pomyślał nagle. by odpocząć. 77 .poprosił Jon starego kapłana. że jeśli wciąż tu powracam z… z tych… z mojej Drogi. Daj mu jakiś lek… . nie wiedząc o tym. mając rację… Jon słuchał uważnie starego czarownika i analizował w duchu jego słowa.Królowa Śniegu? To ona tam też jest? . Był przecież ciągle potrzebny Jonowi i nie tylko jemu.Kto będzie twoim następcą. szamanie? . W świetle ognia głowy obu starców przypominały pomarszczone głowy żółwi. gdyż wszelkie boskie istoty będą tam sobie równe.zdziwił się kapłan. religii. . byś nie pozostał sam na swojej Drodze. gdzie jest Chłopiec. niż niepewnym. jaką wyznawali i Bogach. Nie umiałem go odszukać w świecie. znakach. . Ogień. dla którego trzymam to ziele. w których wierzyli.spytał pozornie bez związku Isak. do którego stary czarownik miał wkrótce przejść sobie tylko wiadomą drogą. to krył w cieniu jego schorowaną. z trudnością na długich. że mam rodzinę. że to jest ten sam świat.Następca nie będzie już potrzebny i kapłan Ezra. a oczy zdawały się oglądać jakiś inny świat. Chwilami wydawało mi się. w którym się znalazłem. że czuję gdzieś blisko siebie chłód podobny temu. miał słuszność . To był inny świat. . Przedłużamy tylko naszą agonię. Żaden sługa boży nie może odejść przed swym Bogiem. słowach. cienkich szyjach. “poganin” czy “bałwochwalca”. migocząc. które czynili za życia.Wydaje mi się.jest taka smutna i wystawia na ciosy. .Nie ma leku na jego chorobę . nikt nie powie złego słowa na cudzych Bogów. . jaki niesie ze sobą Królowa Śniegu… .rzekł szaman i zapatrzył się w ogień. błądząc. Lepiej być pewnym siebie. z których pomiętymi fałdami zwisała sucha skóra.

Wszystko w nim było ze sztucznych. stoły.Pierwszy był zielono-biały.W naszych księgach nic o niej nie piszą. nienaturalnych materiałów. Bracia Isaka i stary czarownik wierzyli zatem w boskie Istoty. kto zgodzi się. . by w zamian za korzyści zamieniła mu serce w lodowy sopel. nawet narzędzia i ubiory ludzi. uczynić tego Chłopca swoim narzędziem w innych światach. W tym błocie połyskiwało złoto. . Teraz żałował.powtórzył szaman. sypiąc je wokół.zakończył szaman i zmęczony zamknął oczy.Wiedziałem.. Drugi świat był dla odmiany bury. dając mało światła i niewiele więcej ciepła. lecz jakaś Dziewczyna. jeszcze przed chwilą sennie wpatrzony w leniwie pełgający ogień na żelaznym palenisku.WIDZĘ tego chudego Chłopca z blizną na piersi tak długą. Jonie. Nie wiem. bólu i cierpienia. gdyż do szarpiących go wątpliwości przybyły nowe: niektórzy jego bracia czynili cuda siłą wiary.Królowa Śniegu… . że tu przyszedł. Miałeś użyć tego narzędzia. 78 . tym bardziej musisz go szukać . że Ona przetrwa wszystkie czasy.A jednak musisz go znaleźć. stary kapłan otarł dłonią spocone czoło i przeżegnał się ukradkiem. Ściany. Chyba że… Choć w namiocie było chłodno. . ale samą sztucznością. gdzie mam szukać świata bieli i zieleni… . choć nie pojmuję. Ogień leniwie pełgał. nie wolno mu było w nią wierzyć. ale nie ono było najcenniejsze. Szaman też czynił cuda siłą wiary. Lecz teraz ogień buchnął iskrami. Czuję. podłogi. że Bezimiennemu udało się. . o co chodzi . . .Jakie są te światy? . zanim stało się lodowym soplem. a płomień. . przejdzie wszystkie granice. do którego On mnie zawiódł . wzbił się pod szczyt namiotu. jakby ktoś rozpłatał mu ciało. z pomocą Królowej Śniegu. Nie wierzył w magię. . a nawet… nawet Światowida . gliny.Królowa Śniegu… . Ją. aż Jon zdumiał się jego pewnością. że im bardziej On nie chce. że to ważne.zamyślił się Isak. CZUJĘ.Ja w każdym razie nie umiem rozpoznać tego Chłopca w innym świecie niż ten pierwszy. które będą ją opiewać. sycząc. których istnienie wzajem się wykluczało. .Kiedyś powstaną księgi. aby wyjąć serce i wymienić na inne.zakończył z mocą stary czarownik. Sztuczny. Isak patrzył na starego czarownika rozszerzonymi oczami. byś znalazł Chłopca z lodowym sercem. gdyż zawsze znajdzie się ktoś. Także ta biel i zieleń nie były bielą śniegu i zielonością drzew. zgodnie z Jego wolą. Tylko Chłopiec był prawdziwy. Była to ponoć wiara jedyna i prawdziwa. I jego serce.wyszeptał nagle stary czarownik. Złoto bowiem też było sztuczne. A wierzył ponoć w bałwany i był poganinem.WIDZĘ… WIEM… CZUJĘ… .zaciekawił się kapłan. pełen błota.powiedział Isak.lecz przecież widział. WIEM.szepnął zmartwiony.

Może o to ci chodzi? . iż tak.zaprzeczył niecierpliwie Jon. do kresu sił będą szukać. jeśli o to ci chodzi. Tam. który rośnie tylko TAM.zdziwił się Jon. to niczego takiego nie ma. która nigdy nie wyrośnie w niczyim przydomowym ogródku.uśmiechnął się szaman.Mnie też by się przydał taki cudowny napój… . Mimo to odparł Jonowi zgodnie ze swoją wiedzą: . którą na nim ujrzysz jako srebrzystą kroplę. Woda Życia istnieje. tuż przed wschodem słońca. nie zwykłe życie. nie było i nie będzie. . wszystko wydawało się takie proste… . jak to nazwać… Woda Życia? Istnieje coś takiego jak Woda Życia? . .Jon przerwał wydłużające się milczenie.Ale w moim starym świecie też niczego takiego nie było. . Żeby była nieśmiertelna przez pamięć. gdyż 79 . który rośnie na łąkach i w przydomowych ogródkach?! . .Mały jasnoniebieski kwiatek. nie przez wiecznie żywe ciało. Jej ciało rozsypie się w proch i złączy z ziemią. Czy to możliwe? Obaj starcy zamyślili się. wiem o tym. lecz za sprawą słów . że nie zdziwi się.przybył do tego dzikiego kraju.Jeśli myślisz o cudownym.Raz to się udało. a Isak pomyślał.zapytał kapłan z dziecięcym zachwytem nad prostotą tego odkrycia.powiedział nagle szaman. . Myślę o życiu po śmierci.pytał niepewnie Jon. albo uczynisz to tylko na krótko.Gdyby została świętą…? .Potrzebuję… nie wiem. gdyż wszystko. gdy się okaże. . jakie go ogarniały. . choć od setek lat ludzie rozpaczliwie tego poszukują i zawsze. lecz nie za sprawą Wody Życia. lecz mimo upływu setek lat wszyscy powinni ją wspominać. Duży szafirowy kwiat o kłujących liściach. odkąd . żeby o niej pamiętano. skąd przybył.Niezapominajka? . .zamyślił się kapłan. bo ona wkrótce zginie. nie. Tylko raz i tylko jednej Osobie. magicznym środku.Och.Muszę tylko zapewnić życie Dziewczynie… nie. może istnieć siłą wiary. Isak bał się. Jego niezapominajka.szepnął wreszcie Isak. co Isak przyjął z ulgą.Nie chcę nikogo wskrzeszać! . niezwykła.Niezapominajka . . lecz nie strąć rosy. Nie przywrócisz zmarłych do życia.jakże dawno temu! . który przywraca do życia zmarłych lub zapewnia nieśmiertelność żywym. .Niezapominajka? . pod złotymi kopułami świątyń. Powinieneś szukać kwiatu o świcie. co niemożliwe. Nie patrzcie z takim zdziwieniem! Chcę po prostu. dokąd może go zawieść świadectwo oczu i coraz to nowe wątpliwości. Zerwiesz z niej tylko jeden płatek.

który stoi u kresu Kamiennej Drogi. Nie przypomina też Boga. Zwiń ten szafirowy płatek razem z kroplą. która zdąża tu. która istnieje tylko w jego marzeniach lub w księgach. wielkimi krokami . że nie chce takiego losu dla swego nie narodzonego syna. Niezapominajka i kropla rosy nie przynależą do nowego świata. szamanie. czy ty się czasem modlisz i do kogo? Szaman uśmiechnął się słabo: . której nie miał.Może nic o tym nie wiesz i mamy tego samego Boga? . Jon wiedział. stanie się twoim narzędziem. nie słyszę Go. do którego z Nich dwóch ją odmawiasz .zakończył Isak. Byłby to akt niemiłosierdzia.rozmyślał Jon. który na niej przecież był już dwa razy. A potem… . nie widzę. widząc. gdy Jona ani jego syna już nie będzie pośród żywych.a jakąś swoją własną. Już od dawna nie wolno mi się modlić do Tego. gdyż moje modły przedłużałyby tylko Jego agonię. Cywilizacja Miłości . najwyżej smuci. Pomiędzy rzeczywistą Cywilizacją. na wszelki wypadek zmów modlitwę… . lecz do światów Bezimiennych Bogów. nie przynależy całkowicie do Cywilizacji. Zanim zasznurujesz woreczek rzemieniem. gdyż wówczas nie przynależy się nigdzie.albo nie istnieje w ogóle i nigdy nie będzie istnieć. ani samotny w swym okrucieństwie. Kapłan Isak jest POMIĘDZY. 80 .szepnął Isak i obaj starcy znów spojrzeli na siebie porozumiewawczo. nie Światowida.przypomniał szaman i obaj starcy spojrzeli na siebie ze zrozumieniem.…potem schowaj go w skórzanym woreczku na szyi . jak wygląda.do której należał stary kapłan . Kapłan Isak . nigdy się nie gniewa. To bardzo źle być pomiędzy. Ale gdy płatek kwiatu dotknie ziarnka piasku. bo właśnie ona jest twoją Wodą Życia. Nagle Isak z błyskiem w wyblakłych oczach spytał: . albo nadejdzie. Ci dwaj starcy posiedli wiedzę. jak szepczą do siebie słowa.Pewnie się zdziwisz.Ciekaw jestem. Dlatego moją wiarą wyhodowałem sobie własnego Boga.choć przybył z Dalekiego Kraju i czyta biegle czarne znaczki na kremowym pergaminie. zwłaszcza gdy ona była sensem jego życia. Nie wiem. Mój Bóg nie jest ani okrutny. w którego wierzy kapłan Ezra. ale wiem.…pamiętając.ono mogłoby rosę wysuszyć. tylko czuję. więc wyszedł. Jest tylko mój. jaką zaledwie przeczuwał i więcej wiedzieli o jego Drodze niż on. których nie pojmował. Ale człowiek bez modlitwy jest pusty i bezradny. niewiele ode mnie wymaga. do Puszczy. dużo mi daje i czuję jego miłość… . lecz wtedy. Jon poczuł się intruzem wobec ich obopólnego porozumienia. że On w niczym nie przypomina Bezimiennego. idąc do domu .

żeby był taki jak Ezra. choć wiem. nie chcąc straszyć swej żony. Gaju… Gdy nasz syn się narodzi.Tej nocy mocno przytulał do siebie Gaję. Dlatego nasz syn musi każdą swoją cząstką należeć do nowych czasów. .To nie On. Jonie. który wciąż nas czymś straszy! A zresztą. będą kłamać. wciąż przerażony. jesteś w domu. nie matka. która lubiła widzieć świat w jasnych barwach.Czy Ten z Kamiennej Drogi nie może zostawić cię w spokoju choćby nocą? Musi zabierać nawet twoje sny? . uda. Kapłan Ezra należy do nowych czasów i drogi. że nikt nawet nie będzie pamiętać. . nie dzieje się nic złego. że kochasz starego kapłana. stare zginą. Gaja tymczasem pytała gniewnie: . Chcę. inaczej utknie pomiędzy starym a nowym. iż w ten sposób powinna być z nim i na jawie i we śnie. które zbudują jego bracia. nieludzkiego wycia były słowa Ezry o “heretykach” (Jon wciąż nie rozumiał tego słowa) . nic złego się nie stanie. oddychając głęboko i powoli. cicho. że w naszym Plemieniu to ojciec. znikną bez śladu. gdy nasz syn się narodzi. które ogarniały czyjeś stopy. które ktoś po setkach lat napisze o naszych czasach. dotknij… Czujesz.dokończył gwałtownie. skrzesany ludzką ręką. Głos Ezry w jego śnie grzmiał silniej niż trzask pioruna. gdyż wydawało mu się. Gaja obudziła go.Cicho. nawet z ludzkiej pamięci. idą nowe czasy. a potem biegły wyżej i wyżej. wytycza drogę synowi. położył głowę na brzuchu Gai i przez jej napiętą skórę wsłuchiwał się w ruchy swego syna.i o ogniu. by mój pierworodny nigdy nie miał wątpliwości.powtarzał monotonny.Tylko ogień oczyści dusze grzeszników… tylko ogień… . mokry od potu. iż kiedykolwiek tędy biegły.Posłuchaj. Jonie.i Jon urwał. Tym razem to kapłan Ezra powiedział coś takiego… . jak nasz synek energicznie się porusza? Musiało mu być niewygodnie lub już wyrywa się do ciebie. bo malutki się wystraszy… Jon. domowy ogień. jak Puszcza. aby się uspokoić. lecz gniewny głos młodego kapłana.Gaju. . oddasz go pod opiekę Ezry . Śniły mu się płomienie stosów. . z ust zaś płonących żywcem ludzi wydzierało się zwierzęce wycie. przykryją wkrótce wszystkie stare drogi i ścieżki tak. a nie tego drugiego. a z każdym jego słowem płomienie stosu wzbijały się wyżej i wyżej i paliły mocniej niż zwykły. Więc nie krzycz. A księgi. jak szaman i Kamienne Drogi. Wtedy żyje 81 . . przyjazny. A jednak głośniejsze od tego straszliwego. gdyż wył z bólu razem z płonącymi w śnie ludźmi i położyła chłodną dłoń na jego czole. będziesz przy mnie i oboje zdecydujemy o jego losie.Chyba oszalałeś! Drugi raz mi to mówisz. Wiesz. szukając najwłaściwszej z pomocą wróżb i szamanów. przytul się do mnie.

że pojęła myśl. by przywołać dobry sen. którą chciał wyrazić. Na tle ich agresywnego koloru krople rosy wydawały się większe i bardziej kuliste niż zazwyczaj. dokąd zawiedzie go Droga. …i lśniły. 82 . mieniąc się tęczowo. Turlały się pod jego palcem po kolistym wnętrzu szafirowego kielicha. Płatki kwiatu rzeczywiście były jadowicie szafirowe. Tam. której go ofiaruje. Spoczywały teraz w pyle koło nóg bóstwa.powtórzyła z uporem Gaja. a ich płatki przedziwnie wygięte.się lepiej. że ma zerwać tylko jeden płatek. ale wciąż tkwiła na miękkim płatku jak mały paciorek. Już nie u jednej. gdyż słońce późno docierało do owalnego kręgu. Zwijając zerwany płatek w dłoni. nie miały nic z łagodności błękitu. On był tylko narzędziem w dopełnieniu się Losu. zgarbił. którego obecność czuł za plecami. Włożył zwinięty płatek do skórzanego woreczka i wtedy usłyszał dudniący. Gaja udawała. Mimo to cały posąg wydał się Jonowi mniejszy. choćby na resztę nocy. które widywał w domowym ogródku. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi. pewnie na skraju. a upiera się tylko po to. będziesz przy mnie . tak postanowiłem. lecz do Boga. że reprezentują oni dwóch całkowicie różnych Bogów). nie powinien mieć przy sobie więcej Wody Życia niż dla jednej osoby. ledwie rozpoznawalne. Były chłodne i niemal żywe. kto otrzyma ten dar. I bezpieczniej. Kwiaty też były wielokroć większe. bez szczególnego zdziwienia dostrzegając kolejne szczerby na olbrzymim kamiennym posągu. że śpi. choć na podbrzuszu starego Boga wciąż dumnie wypiętrzały się znamiona męskości. jakby się w sobie zapadał. Jon pamiętał. iż kulista kropla nie rozpadła się na kilkanaście mniejszych.GRDBGHBWZ… Odwrócił się twarzą do zielonej Puszczy i cicho się pomodlił: nie do Tego. a on nie chciał nią kusić nawet siebie. A jednak wciąż był ogromny i przytłaczający. wychylając się do światła. jak te. zdziwił się. tak jak Gaja zwijała pierożki. a jeszcze później do otaczającej go zieleni Puszczy. Nie było już w ogóle wystającego wcześniej pępka. o którym nauczali Isak z Ezrą (choć chwilami wydawało się Jonowi. Istota. została wybrana wcześniej przez kogoś innego. Gdzieś tam. Gdy tuż przed wschodem słońca opuszczał dom. rosła ta niepospolita niezapominajka i na jej płatkach jeszcze długo lśnić będą krople rosy. lecz u obu gigantycznych dłoni brakowało po kilka palców.Gdy narodzi się nasz syn. ale Jon już wiedział. Tym razem Jon nie zwlekał z powrotem na drugi brzeg Rzeki. Nie każdemu należała się bezcielesna nieśmiertelność. Woda Życia należała się tylko wybranym i nie on decydował. Nie musiał się śpieszyć. że żona podziela jego niepokój. tak że krople Wody Życia nie mogły spłynąć. . Potem stanął twarzą do Bezimiennego. nawet gdy jon delikatnie dotknął ich palcem. Więc oddasz go pod opiekę młodego kapłana. bezgłośny i obojętny zew Boga: .

ordynarne. słysząc obok szyderczy. Widzisz że Cię nie porzucam.Puść mnie.przypomniało mu się nagle. Ogień lizał gołe.Puść mnie tam. czy też jej nienawidzi. powietrze zadrżało. żarząca się pasją.szepnął Jon.zaśmiał się Chłopiec. . Spóźnię się. mądrej kobiety.Za późno. że czas ucieka . Puść mnie. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi i gdzie pośrodku tkwił On. pozostawiając na później namysł nad jego sensem. proszę Cię .. Za późno? . czując. który siedział w wygodnym fotelu. świadoma wiedzy twarz dojrzałej.Stosy… .szepnął Jon. Jon z najwyższym trudem dobrnął do najdostojniej wyglądającego wielmoży. przyniesionym tu przez sługi i przyglądał się 83 . zgoła bezsensownie. ale TAM. Dlaczego kapłan Ezra mówił o stosach? Zieloność Puszczy zamigotała. choć chciałbym. które rzadko wkładały obuwie. Jon powędrował spojrzeniem w ślad za wzrokiem Światowida. I właśnie o to Mu chodzi! . Ognia… Ogień… OGIEŃ… STOSY… *** . szuka jąć pary oczu. Nie widzisz. inteligentna. w kręgu. ukazując głęboką. Spóźniłeś się. Była to chuda. tak jak drży od wielkiego ognia. duże. Nie zostaniesz sam więc puść mnie tam. Wreszcie powieki jednej z czterech par oczu uchyliły się. Ona już płonie. Zniknie cieleśnie i z pamięci następnych pokoleń. jak u wszystkich wieśniaczek. niezgrabne stopy Dziewczyny przywiązanej do grubego pala. . Ziele w moim woreczku wysycha i kruszeje. że ogień liże jej stopy? Zaraz wyda z siebie zwierzęce wycie. czy kocha Dziewczynę. ale TAM zaczął przyśpieszać i Jon już o tym wiedział.Wróciłeś .szeptał żarliwie Jon. zasłyszane niedawno słowo. kropla Wody Życia może wypłynąć z płatka i wsiąknąć w skórę. Nie może być za późno… Przepchał się przez wrzeszczący tłum. czy raduje. A potem… Potem przestanie istnieć. gdzie jestem teraz potrzebny . Te stopy były brzydkie. gdzie powinienem się teraz znaleźć. zadowolony śmiech Chłopca. mimo że Dziewczyna miała przecież tylko szesnaście lat.pomyślał z rozpaczą. coraz bardziej niecierpliwie. Stary Bóg długo podejmował decyzję.nie tu. lśniącą ciemność. który nie mógł się decydować. rozmyła się. która wskaże mu drogę. Widowisko było jednak przednie więc wszyscy chłonęli je chciwie. Ale jej twarz nie była już twarzą wieśniaczki ani nawet nawiedzonym obliczem wariatki z Domremi. Jon czekał i czekał. czy ten stos go przeraża. . Jonie. gdy znalazł się na ramionach Bezimiennego i przemieszczał się wokół jego potężnej głowy. Tutaj czas był odmierzany powoli. rozczłapane.

który. ale daj jej tylko kroplę. ognia tym nie wstrzymasz. by wytrzymać piekący ból.stwierdził po namyśle.spytała z nadzieją. szamocąc się bezradnie pośród grubych sznurów. zwykłe. . jak i nieuchronnego. przyklękając.wykrzyczał jej do ucha. a jej twarz zniekształcał ból. Zawsze. wiedząc. Poczuł jej gorące. Nie umiał sobie nawet tego wyobrazić. Spłoniesz w ogniu. . a odpryski ognia dotarły do twarzy. Kropelkę. ale Życia po Życiu. . do końca. że jeśli od stosu zajmą się stopnie. za sekundy musi wydać z siebie palona żywcem wieśniaczka. I poczuł żar. dmuchających straszliwym żarem.egzekucji z mieszaniną źle hamowanego podniecenia. . spękanymi wargami.szeptała Dziewczyna. aby nie spaść. której wypada pić wodę. Do ostatniego ścięgna i kawałka kosteczki. To tak bardzo boli .poprosił Jon. Ty umrzesz. Ale przezorny wielmoża nakazał szczeble polewać wodą. Stłumił ogień ręką i zacisnął zęby. które wkrótce dotknie ją: o bólu palonego żywcem ciała. 84 . ale będzie żyć pamięć o tobie. . Kropelkę Wody Życia.Nie.To ty. Jonie? Co mi dajesz? . Niech umiera. Wielmoża przyjrzał mu się ciekawie. od iskier zajęła się jego czupryna. to boli.Wody Życia? Więc będę żyć? . Zabolało. Na wieki. nie wino na królewskich dworach. gdyż bał się zarówno płomieni. Znowu pomyślał o cierpieniu. Jonie. To może być ciekawe.zaśmiał się.spytała Dziewczyna suchymi. . . Trochę się podgrzejesz… .Panie. że jest jedynie wieśniaczką.Och. myśląc ze strachem. jak pradawne smoki. Idź. zaraz. to i on skończy jak Dziewczyna. plunął mu w twarz iskrami. Ale Dziewczyna. Jon dygotał. Zatem zgadzam się. Niechby było złe. Jonie… Wolałabym prawdziwe. wciąż żywe ciało. skąd przybyła… .Niech wieśniaczka z Domremi wie.Wodę. byleby było. prężyła ciało. Słudzy wielmoży przystawili drabinę i Jon wspiął się na nią. stając na przedostatnim szczeblu drabiny i obejmując ramionami pal.Pozwolono mi dać ci to . Zresztą nawet gdybyś wlał w nią galon płynu. . Bardzo długo. zwierzęcego głosu. że płomienie sięgnęły już jego nóg. który już. To nie jest Woda zwykłego życia. krótkie życie od najdłuższej pamięci. Żar wzrastał i Jon poczuł. uczyń mi tę łaskę i pozwól wlać skazanej do ust kropelkę wody z jej rodzinnych stron.Jest w tym jakaś zdrowa myśl . prawie seksualnej satysfakcji i bezwiednego wstrętu do siebie i do ofiary. wciąż była milcząca. choć szamotała się bezsilnie. pełne cierpienia. .

Umknął. nie wiedząc.Co z tego? Co to za życie. rozlegającego się wokół i niesionego hen. Wiedział.. W gorącym powietrzu płonącego stosu . Wciąż był jaskrawoszafirowy. A co będzie w innych światach? Skąd wiesz. byle dalej od jej krzyku. zatem daj mi tę swoją Wodę Życia. co to narodziny własnego dziecka. . nie.powiedział Chłopiec z szyderczym uśmiechem.Namaściłaś króla.Mówili do mnie tylko Jego słudzy. nie rozmawiałam z Nim . jak i kiedy znalazł się na ziemi. drogi. nawet najgorszego życia.Dziewczyna parsknęła krótkim. gdyż języki ognia wspinały się coraz wyżej . czym może być życie. Zatkał uszy. jak perła. która czasem uwalnia od męki życia. że to tylko Chłopiec. Jeszcze kilka sekund i zniknie. Wtedy Jon zatrzymał się i krzyknął mu w twarz: . On sam nie jest do pogaduszek. Lepsze to niż nic. namówiwszy wielmożów. lecz ujrzał. a kulista kropla skurczyła się. Nie wyglądała już jak królewska perła. . Przerażający krzyk Dziewczyny nie milkł.To ja ją zabiłem. Westchnęła i z ulgą dostrzegł. . nie doświadczy nawet ulgi śmierci we własnym łóżku. Ona umiera przez mękę. Wiesz. uwierz. Jonie? . Ale skoro On nie chce mi dać normalnego. Rozmawiałaś z Bogiem… . które biły od stosu. że przełyka. by wydali ją najeźdźcy. biegł teraz. A potem zaczęła wyć. przez pola. a ona… Obok siebie usłyszał czyjś oddech i na moment przystanął przestraszony. a ty tym bardziej nie możesz mi go ofiarować.płatek zaczął gwałtownie tracić kolor. nie będzie wiedzieć. wyszarpnął z woreczka stulony płatek niezapominajki. szydercza maska. wyparuje bez śladu. nie chcąc słyszeć straszliwego krzyku umierającej Dziewczyny.które z sekundy na sekundę stawało się coraz gorętsze. że jesteś cały poparzony? I co wskórałeś? Nic. W tym świecie przegrałeś. piekących plam. Jon gwałtownie wyciągnął rękę i prawie wcisnął wilgotny płatek pomiędzy spierzchnięte wargi Dziewczyny. Nie zrobili tego za darmo. jak zniekształcą jej portret piewcy jej legendy? Do czego 85 . który zaraz przeszedł w jęk. Wzięli za nią dziesięć tysięcy sztuk złota. ba.To ja . a w jego wnętrzu.Nigdy nie zazna miłości. szczekliwym śmiechem.Och. .skrzywił się. że odtąd już zawsze będzie go słyszał. lasy. lecz zaraz powróciła zwykła. od upiornego blasku i żaru. Sam nie wiedział.Nieprawda! Nigdy o niej nie zapomną! Nigdy! Jej imię przeniknie przez granice i światy! Będzie żyć! Twarz Chłopca przelotnie skurczyła się w poczuciu porażki. połyskiwała srebrzysta kropla. z lękiem. Na jego ciele pojawiło się pełno brązowych. . ale umknął płomieniom. prawda? Pamięć może przybierać tak różne kształty… Może niekiedy przybierze mój własny? Jonie… Jon niecierpliwie.

uszlachetniam. będziesz mnie jeszcze szukał! . wyrzucam z pamięci jej duże. byle głosić imię i chwałę Dziewczyny i prawdę o jej roli w osadzeniu prawowitego króla na tronie. smukłych.Nie bój się . mądra i subtelna. przeciwnie.jej użyją? Do jakich celów? Myślę. niedbale obcięte sierpem włosy. Prawdę o niej samej. że te stosy jeszcze będą płonąć. W tej opowieści Dziewczyna będzie istotą o pięknej twarzy. jacy kiedykolwiek istnieli lub będą istnieć . co chciałeś zepsuć! Ożywić to. jak księżniczka… Czyżby Chłopiec miał jednak rację. ale kto? Jon nie pamiętał. poganiając konia. . komu chcesz służyć.Trzeba wrócić do Domremi… Nie.stwierdził. to tu. Może kiedyś. że będzie ich dużo. Zdecyduj się… Postąpił krok naprzód. jak to jest.krzyknął za nim Chłopiec. W mojej pamięci ona jest już piękna. zwalniając galop konia do kłusu. w światach przyszłości. a Jon odruchowo się cofnął.W tym świecie nic ci ode mnie nie grozi. Ktoś mówił. Prawdę o Głosach.Naprawiać to.rozmyślał Jon. Nie tu.myślał Jon. jakim początkowo mówiła. nie wolno tam wracać! Przecież Chłopiec powiedział. w której leżało Domremi. delikatna. Przypadkowego? Długa blizna na jego piersi.usłyszał w oddali szyderczy śmiech nie chcianego kompana.Wszak Bóg jest tylko jeden! Z rozpaczy plączą mi się myśli . to tam. brzydkie zęby. rozczłapane stopy. niemal ordynarny śmiech.Dokąd jedziesz? . Jon nie chciał wiedzieć. wąskich stopach. gdy człowiek płonie żywcem i miał nadzieję. Wbrew wszystkim Bogom. co miało być unicestwione! Głosić chwalę jej imienia! . kierując konia w stronę przeciwną niż tę. że nigdy się tego nie dowie. że piewcy jej legendy zniekształcą jej portret! Trzeba jechać przed siebie.powiedział Chłopiec. Wprawdzie ktoś ostatnio wspominał coś o stosach. . coraz więcej. gdyż jej krzyk nagle umilkł. zbyt głośny. . zdziwiony własną myślą. gdzie indziej… Dziewczyna już chyba nie żyła. gdy mówił. że jej portret tak szybko ulegnie zniekształceniu? Przecież to ja go zmieniam. Jonie. by jak najszybciej znaleźć się daleko od miejsca kaźni i Chłopca. . prostacki język. że to moje dzieło. Kto mu to mówił? Stosy są wbrew Bogu. że wciąż nie wiesz.krzyknął Jon. On przecież parokrotnie wspominał.pomyślał. . nie dawała mu spokoju. 86 . Raniłem go? Kiedy? Chyba bym pamiętał… . ciągnąca się prawie od nasady szyi ku brzuchowi. . bo tak naprawdę to mnie tu wcale nie ma. w światach z przeszłości. bo tylko ogień oczyszcza dusze grzeszników. gdy już wystarczająco oddalił się od Ruan.Nie uciekniesz ode mnie. . I taka zostanie . nie teraz. byle gdzie.

gdy po raz pierwszy zaczęła mówić o Głosach. Ku swemu zaskoczeniu stwierdził. którzy ją na niego skazali. nie chciał oszaleć. Ziele niepospolitego serdecznika zaszeleściło pod dłonią. 87 . która umierając. Spłonęły. nic o tym nie wiedząc? Czy wypełnił swoją powinność? I co nią było? Ręka Jona bezwiednie zacisnęła się na skórzanym woreczku. Nagle poczuł. tym portret Dziewczyny opowiadany jego ustami staje się piękniejszy. Nie powiedział. czerwono-żółte. Proch. gdzie odbywał się jarmark. Przemilczał rolę Chłopca i swoją. że im więcej słuchaczy gromadzi się wokół niego. jakby płonął. Ale brakowało płatka niezapominajki z kroplą Wody Życia. Niewykształcona. gdyż gładź. Komu? Przelotnie mignęła mu przed oczami czyjaś ciemna. prawie jak ogień…? *** Purpurowe i czerwonożółte jesienne liście. palące mienie. mokrej gliny. który ją pochłonął i o tych. lecz piekących.była gładka i lśniąca jak powierzchnia jeziora w bezwietrzny dzień. w który obróciły się tysiące żywych istot. Jon odetchnął. rozpiął koszulę na piersiach i ze zdumieniem ujrzał na skórze bolesne. zwłaszcza że zachodzące słońce barwiło go własną. A przed oczami miał długie. teraz stała się chropowata i straciła połysk. wprawdzie niegłębokich. Posąg zasypany liśćmi wyglądał tak. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi. Czuł. wyszczerbiła się i noga ugrzęzła mu w szparze. żyjąc pomiędzy światami. ciemne pęcherze jak od poparzeń. że boso pasła krowy. Powiódł palcami po oczach i ze zdziwieniem stwierdził. stawała się w jego opowieści rozumną istotą o subtelnej urodzie i przenikliwym umyśle. potknął się. do której przywykł. że całe ciało piecze go i boli. że nie ma rzęs. Obraz zniknął. Zatem komuś go dał. jak Gaja. zniszczą siebie i nie narodzonego syna. Przystanął i rozejrzał się: Kamienna Droga. nierzeczywistym świecie? Czy znów zrobił coś złego. przykryły grubą warstwą krąg. Spojrzał na ręce. Ale jak? I kiedy? Co tym razem działo się z nim w tamtym niepojętym. Opowiadał za to wiele o stosie. Dotknął twarzy: też była w ranach. zwykłego życia i zwykłej śmierci.gdy widział ją pierwszy raz . Jego życie w Wiosce musi być proste. Zamknął oczy i jeszcze raz je otworzył.O cudownej przemianie córki starego Darka w niezwykłą istotę zaczął opowiadać ludziom już w pierwszej napotkanej wiosce. nawiedzona szesnastoletnia wariatka z Domremi. że wioskowe dzieciaki obrzucały ją grudami brudnej. zniknął Jonowi sprzed oczu i sprawiło mu to ulgę. Inaczej oboje zagubią się. Idąc do Wioski dobrze sobie znaną Kamienną Drogą. Coś piekło go nawet pod powiekami. że nikt nie dowierzał. ostrzyżona na jeża głowa. Nie chciał przenosić do swego świata wspomnień o ludziach stamtąd.i nie chciał pamiętać. składanych Bezimiennemu w ofierze przez tysiące lat. Nic zatem nie pamiętał . ognistą purpurą. purpurowe… PURPURA… Purpurowe jesienne liście. zatęskniła do krótkiego. Nie wspomniał o żalu Dziewczyny. prosta wieśniaczka. która . o barwie prawie tak intensywnej jak ogień. że nie jest to wskazane.

Lecz nie mów o tym nikomu.Las się palił? . omijając wystające głazy.Gaja prała na brzegu bieliznę wraz z innymi kobietami i na jego widok . brązu. ledwie wszedł do Rzeki. może tym razem udałoby się jej pokonać Święty Zakaz? Jednak szaman ją powstrzymał.Świat się palił. mimo że woda wyziębiła jego ciało i teraz ten chłód przenikał ją do głębi. . która dopiero teraz dostrzegła jego rany. . które stawały jej na drodze. nacieszyć się spokojną monotonią plemiennego życia. . mimo jesieni. że gdyby bardzo się uparła. Ze zdziwieniem usłyszała w jego głosie niepewność. Pragnął pozostać na zawsze w Wiosce. . jak dziewczyna walczy z prądem Rzeki. nie załatwiłem wszystkiego. .Nie. nie była wezbrana. nie odsuwając się od męża. a Jon w błysku przypomnienia grozy stosu odpowiedział: . gdy ten spokój mu zabrano.Tabu słabnie. brnęła więc dalej przez nurt. A gdy spojrzała mu w oczy. by ją przepłynąć . Rzeka. Docenił ją. dostrzegła spalone brwi i rzęsy. Chciała ruszyć mu naprzeciw. to znowu energicznie płynąc na głębszych odcinkach. który był coraz bliżej wioskowego brzegu. 88 . czcigodny starcze? . dotykając woreczka na szyi i wyczuwając w swym głosie zmęczenie. lecz niesamowite.Tak ma być. jakby właśnie wyszedł z domu. Jeszcze wciąż coś mi zostało do załatwienia odparł Jon.Tylko dzień? . . że go nie widzą. aby posiedzieć w ciepłych promieniach słońca. Ze zdziwieniem stwierdziła. to kto wie. Pozostałe kobiety udawały początkowo. więc ośmieliła się odrzec: . wpatrując się w Jona. że twoja Droga się kończy? Że już załatwiłeś TAM wszystko.Tym razem nie było cię tylko dzień! .podskoczyła z radości. ale Tabu spętało jej nogi. Jeszcze nie .zawołała Gaja głosem pełnym szczęścia.spytała ze zgrozą. Ponownie uścisnął żonę. a październikowe słońce dawało ciepło i cieszyło kolorami drzew. trwało spóźnione babie lato.Gaja. co miałeś załatwić? .spytała Gaja z nadzieją. czerwieni. ale po chwili pozdrowiły go tak.przypomniał półgłosem szaman. Wprawdzie jeszcze nie wyzdrowiał.a dostrzegła go. zawierającymi wszystkie gorące odcienie żółci.odparł starzec.Czy to nie oznacza. aż nurt porwał jej kilka sztuk bielizny. to brnąc po płyciźnie Rzeki. Płytkie.zdziwił się i choć mokry. patrząc. wiesz o tym. Tabu… . mocno przytulił do siebie żonę. powierzchowne. ale czasem wychodził przed namiot.

gdzie szukać tego. Podszedł do szamana.A może to On nie chce.Obojętnie i nieczule.W Jego głosie. z niepokojem. choć wiedział. gibka mimo ciąży. a po chwili spytał: . Patrzył. Widziałem ją zatem wczoraj.Jego głos brzmi wciąż tak samo . . Gaja i mój przyszły syn.Tym razem wystarczy. czuję smutek szepnął szaman.zaprzeczył Jon. jakby się starzał.odparł szczerze. wysoka. Isak. Czasem mi się wydaje. że suknia i spódnica Gai stały się mokre od jego objęć i nakazał jej udać się do domu. A Kamień nie tylko mówi. który przez cały czas nie ruszał się sprzed namiotu i patrzył na niego uważnie wyblakłymi jak jesienne słońce. Jesteś zbyt młody.Jego prawa ręka ma już tylko trzy palce. każdy był co najmniej tak duży jak połowa mojej wysokości. Jon roześmiał się nagle.Gdy Gaja chciała dalej pytać. gdzie wędruję. Wygląda teraz. widząc. że woli nie wiedzieć. Gdzie wędruję? Gdzie przebywam. zostałbym tam na zawsze.ciągnął Jon.sprostował starzec. jak posąg Boga. . który wciąż jeszcze słyszę. . nic o tym nie wiedząc.Nie. . a o innych zapomnieć? . który wydawał się lity i niezniszczalny. ale 89 . Wciąż mam w woreczku ziele serdecznika i nie wiem.Posąg…? . znowu zmalał . . że steruje moją pamięcią i jedne rzeczy każe mi zapamiętać. zaczepiły o wystające głazy. starzec bowiem wydawał się pomniejszony przez chorobę i on także wykruszał się. . Jest jak człowiek.A to uczucie było Mu obce. obiecując także rychły powrót. Głos Kamienia.zakończył cicho Jon. jak odchodziła. a był taki nadludzki . a jeden dzień rozciąga się w miesiąc. Ile udręki przynosi mi każde rozstanie z nią. by to porównać.Z ramion Bezimiennego jest coraz bliżej do ziemi . łowiąc równocześnie sztuki bielizny.Tak. współczucia i pogodzenia z nieuniknionym. że starzec miotany jest sprzecznymi uczuciami nadziei i bólu. Nie spotykam go lub nie rozpoznaję . nie sięga Jego władza.zasępił się Jon. . W kamieniu. położył jej dłoń na ustach. a miała ich aż siedem. które odpływając z nurtem. że gdybyście tu na mnie nie czekali: ty.myślał. a mam wrażenie. .Czy potrzebujesz czegoś ode mnie w dalszej Drodze? Ziela? Magicznego zaklęcia? Czarodziejskiego wywaru? A może porady? . dla którego jest przeznaczone.wyszeptał tak cicho. pojawiły się skazy. że wróciłem z bardzo dalekiej. gdy mnie tu nie ma? Czemu tak mało o tym wiem? Jak On to robi. choć coraz rzadziej. Piękna. miedzianozłota i ciepła. a czasem płacze . patrząc uważnie na szamana. co robił Jon w Drodze. Gaja zatem umilkła. bym go spotkał? Tam. lecz czujnymi oczami. Pomyślała. I chorował. . ale i śpiewa. że jesteś. długiej podróży. że Jon domyślił się jego słów z ruchu warg. .

z woli Ezry. Myślę też.lecz skradał się wśród drzew. Jon poczuł niepokój.powiedział ze smutkiem szaman. czy też pozwolić Mu odejść w ciszy i z godnością? Mimo rosnącej tęsknoty za bliskością Gai. a każdy z jego przodków powoływany był. choć przecież znał odpowiedź: stary czarownik wiedział to. któremu służyli jego dziadowie? . czy zbyt wiele rozumiejący i wybaczający Isak? I co właściwie znaczy tajemnicze słowo heretyk. że mogłoby się to im nie spodobać? Pokochał Plemię i próbuje je zrozumieć? Nie nazywa ich starych bóstw. Dlaczego jednak się nie bronił? I czemu nie bronił Tego.wciąż pamięta. Kto będzie milszy sercom: niezłomny.Nie. słysząc o gościach.wyczuwam Jego obecność. czego wciąż nie chciał pojąć Bezimienny. że składano mu ofiary z żywych istot! Czy należy Go dziś obrażać i z Niego kpić. Przeczucie nie myliło go: Goście z Dalekiego Kraju.Nie może. . Jon ruszył w stronę świątyni. korzystając z ostatniego jesiennego słońca. jak to robi Ezra. Bogate szaty lśniły. otoczony kamiennym murem ogród. Starzec pochodził z wielopokoleniowego rodu czarowników. Chciał obejść świątynię z tyłu i zamiast do jej głównego wejścia. zmieniając grząski i niebezpieczny temat. twardymi kamieniami .odparł szaman. strażnik swego Boga i Cywilizacji.którą. kolorowe kapelusze spoczywały obok. a jest ich tam równie dużo jak domów. groźnym Bogiem. siedzieli właśnie tu. Szaman popełniał grzech wobec rodowych zasad .myślał Jon niespokojnie. w którym podobno kopuły wszystkich świątyń są ze złota. którego posąg stoi u kresu Kamiennej Drogi. nie jest bałwanem! Jest potężnym. surowy Ezra. Jon rozumiał ten smutek. choć nie wiedzą. by go ukarać? Ale za co? Co takiego zrobił stary kapłan. Jon bezszelestnie wspiął się na mur. Nie szedł jednak główną drogą . Ich okazałe. by słuchać Głosu Światowida i spełniać wszystkie Jego prośby. Ma gości z Dalekiego Kraju.Musisz postępować wbrew Jego woli. jak przez setki. którzy słyszą Jego wezwanie. kto ich woła. który mimo odtrącenia . a ty musisz Go zawieść . bożąt i Bogów bałwanami. którego się obawiał. Jonie. Jest bardzo zajęty.spytał Jon. chociaż właśnie tak powinien czynić? Ale przecież Ten. spacerowali obaj kapłani. wystawiając na ciepłe promienie swe łyse czaszki. Że wobec Cywilizacji nie ma żadnych szans. na ławach. trafić na nieduży. modląc się. a może tysiące lat był czczony przez wszystkie Plemiona wokół! Czczony tak bardzo. migocząc w 90 . Jego nieme prośby i pragnienia. gdzie często.i cierpiał. inaczej On wprzęgnie cię do swej służby i wzmocni się twoją wiarą. którego Ezra użył rozmowie ze starym kapłanem? Zabrzmiało wtedy jak obelga i zarazem groźba! Czy to stary Isak jest tym heretykiem? Czy goście z Dalekiego Kraju przybyli. nie był . . .Kapłan Isak był u ciebie? . że są inni. Po to cię wezwał. pierwszą w Wiosce wyłożono małymi. .

odwracając się od Boga Dobroci! A stos jest wbrew Bogu! Każdy stos! I to boli… tak strasznie boli… Jon nie pamiętał. . albo… . że w cywilizowanym świecie zaczęły już płonąć stosy z heretykami. . . że to boli. Goście uosabiali przecież Cywilizację. Nie. A zresztą… Plemię też lubiło je oglądać i bezwiednie chyliło głowy tym niżej.krzyczał młody kapłan. aby padł ofiarą wilków lub niedźwiedzi? Czy nie może dożyć swych dni tu. Jon przestał rozmyślać o naturze dostojników świeckich i duchownych. w rodzinnej Wiosce. Może to kapłan Isak popełnia błąd.Gdzie chcesz wypędzać starego człowieka? Do Puszczy. im bogatszy był strój dostojników. widocznie upierścienione ręce mężczyzn w długich sukniach należały do reguł Cywilizacji. aż wyznają.słońcu. .Szaman jest starym. gdyż właśnie dobiegł go podniesiony głos Ezry Ezra z okazji wizyty tak dostojnych gości też włożył najpiękniejsze szaty. to mi się śni. bracie? .przerwał mu Isak tak cicho.Przez Isaka w Wiosce wciąż żyje stary szaman. bracie Ezro? Już ich niewiele. te które przywdziewał z okazji udzielania ślubów lub odprowadzania kogoś z Wioski w ostatnią drogę.Ezro! Ezro! Miłowałem cię jak brata i wciąż miłuję. Mężczyźni nie powinni nosić ozdób. . jak kobiety .…przez Isaka oni wciąż są w pół drogi! . bardzo wyraziście poczuł potworny swąd palącego się ciała. skąd wie. tak 91 . Pobożni ludzie palą też czarownice i czarowników lub pławią ich w wodzie tak długo. że na tym nie skończy. To jest dalszy ciąg mojej podróży po nierzeczywistych światach . .Słyszałem. iż błądzą . że stosy są wbrew Bogu. a każdy ruch ręki widoczny był dzięki blaskowi cennych kamieni w złotych pierścieniach. ani skąd miał pewność. Najwyraźniej w ogóle nie zwrócił uwagi na słowa Isaka. choć dawno powinno się go przepędzić lub postawić przed sądem! Albo Plemię przynależy do świątyni i zdobyliśmy je dla Jedynego Boga. ubrany w szatę lśniącą od złota.Ezra nie może namawiać ludzi z Wioski do spalenia szamana! Przecież wówczas część Plemienia stanie po stronie szamana. A jednak nagle. że Jon z najwyższym trudem zrozumiał jego słowa. Nie wierzę. by te okrutne słowa mogły wyjść z twoich ust! Chcesz poszczuć ludzi z Wioski na ich szamana?! przerwał z goryczą Isak. ukryty za grubym konarem dębu .spytał Ezry starszy z dwóch gości. siedząc na murze.zaczął Ezra i było widać.pomyślał Jon.Co proponujesz. nie dbając o wygląd? Zapewne wysłannikom największych w świecie świątyń przydawały godności właśnie te świecidła.pomyślał bezwiednie Jon i zaraz przepędził tę myśl. schorowanym człowiekiem .

właśnie Ezra. poruszył się niespokojnie i zabrał głos. pławieniem w rzece lub wypędzeniem do Puszczy.spytał z irytacją starszy z gości nie wiadomo kogo.Jak długo ludzie z Wioski będą tkwić między lękiem przed bałwanami a poddaniem się woli naszego Boga i Jego ziemskich wysłanników? .krzyknął Ezra. mógł jeszcze ciągle wyrządzić wiele zła. Wszak ważyły się losy szamana. wciąż miał ogromną moc. To on nauczył Plemię. czegośmy już dokonali w tym dzikim kraju. Jon nie pojmował. 92 . A spośród tych ostatnich Ten. że ten nie znany mu głos należał do kobiety. ten w złocie i srebrze. w czasie którego Jon słyszał tylko ciche brzęczenie pszczół korzystających z ostatnich lotów przed nadejściem chłodów. Nie chciał? Może się bał? O siebie czy o szamana? A może bał się o nich. pomiędzy nowym Bogiem a starymi. gdyż szybko dorzucił: .A jeśli nie wszyscy ludzie z Plemienia opowiedzą się przeciw szamanowi? Teraz młodszy z gości. Cywilizacja… Niewątpliwie Cywilizację do Wioski przywiódł młodszy z kapłanów. Przez chwilę wydało mu się. każdy w Wiosce ma prawo myśleć.Jeśli choć jeden człowiek z Wioski zapragnie bronić szamana przed stosem. nieludzkie wycie człowieka.Jeśli z tym nie skończymy. Co jest cenniejsze dla ludzi? Jon wytężył słuch. Dlaczego ten spokojny starzec zaczął nagle tak bardzo przeszkadzać sługom świątyni? Przecież każdy w Wiosce wiedział. może to trwać nawet setki lat! Ci ludzie za dnia będą szli do świątyni. wtedy inni mogą odwrócić się od naszej świątyni i znowu będą czcić bałwany.że stary czarownik stał pomiędzy Plemieniem a zemstą bóstw i bożąt. Isak przyniósł tu ze sobą jedynie Miłość. nawet o tym nie wspomniał.jakby go już wcześniej znał. by dobrowolnie oddawały część miodu. nie do mężczyzny… Isak jakby usłyszał kipiące od namiętności myśli Jona. aby powstało zarzewie chaosu i zniszczenia. czemu Isak nie użył tego argumentu. patrząc wiernopoddańczo w oczy swemu starszemu bratu: . jedna buntownicza myśl. o ludzi z Wioski? . Ezry? Isaka? Samego siebie? . mieliśmy już takie przypadki i lepiej nie powtarzajmy błędów. jak zbudować tym inteligentnym owadom drewniane domki. nie Isak. że pogaństwo nie jest niczym złym!. Dzikie pszczoły odważył się przesiedlić z lasu do Wioski kapłan Ezra. nawet dzieci! . Wasza Miłość. które unicestwi wszystko. z mniejszą ilością pierścieni na palcach. a w uszach zabrzmiało mu przeraźliwe. który czekał na Jona u kresu Kamiennej Drogi. Wystarczy jeden buntownik. a nocą będą przyzywać swoje bałwany! Dopóki jest szaman. W ogrodzie zapadło milczenie. jak skłonić je.

. że wkrótce w tej Wiosce nie będzie żadnych czarowników.dorzucił Isak z łagodnym uśmiechem.…lecz nie zagraża to naszemu Bogu i miłości Plemienia do Niego . A sprawa szamana sama się rozwiąże bez naszego udziału.. Wasze Miłości! Bo tu dzieje się coś niepokojącego! Wszyscy w Wiosce jakby na coś wyczekiwali! Podejrzewam. . Istoty te nie były godne uczuć… to… to słowo bałwany. a Jon mimo woli zadrżał. może trzech .ciągnął Isak. .To zależy. choć to boli… .Szaman wie.Czy na pewno ich już nie ma? . . To sprawa miesięcy. ba.spytał młodszy dostojnik. gdzie kryje się coś złego.A bałwany? . . że niektórzy chodzą na drugi brzeg Rzeki. Wasza Miłość… otóż myślę. . Coś bardzo złego! Coś. które to Plemię czciło i miłowało przez tysiące lat.spytał surowo starszy dostojnik i wszystkie pierścienie zabłysły na jego palcach. iż stary szaman nie wyznaczy nikogo na swego następcę.Plemię pewnie zaraz wybierze następcę . naszym zdaniem. . Tak. gdyż inaczej nie mógłby go usłyszeć.Jeśli Wasza Miłość mówi o Istotach. że słowo bałwany nie oddaje ich natury. . Spojrzenia gości tym razem zawisły na wargach starego kapłana. że jest ostatnim czarownikiem Plemienia.Plemię nie wybierze nowego.spytał przekornie Isak. Ale kapłan patrzył daleko w przestrzeń.Mówisz. co nam zagraża! . nie zwracając uwagi na Ezrę.Oni już nie są poganami.Rozmawia! .On z nim rozmawia! Odwiedza go! Wszak dlatego was tu wezwałem. Pogodził się z tym.Chyba nie prowadzisz rozmów ze strażnikiem bałwanów ani go nie odwiedzasz. że został dostrzeżony na murze. nawet jeśli błądziło w tej miłości i czci. że szamani nie są już potrzebni . co Wasza Miłość ma na myśli .A to chyba najważniejsze. Odwiedzam go właśnie po to.Bałwany. który dokończył: . Patrzył przed siebie i Jon wystraszył się. .krzyknął Ezra. gdyż ten konający od wielu miesięcy starzec wytłumaczy im. 93 .wtrącił z podejrzliwą i gniewną nutą w głosie starszy z gości.przerwał Ezra. gdy zdecydowanym gestem podkreślił ostre brzmienie wypowiadanych słów. . nie zwracając uwagi na dostojnych gości. odwiedzam czasem szamana i właśnie stąd wiem.wyszeptał Isak. . tak. . kapłanie Isaku.Kto? . żeby mieć pewność. nawet jeśli. słysząc jego odpowiedź. tam gdzie Jon nie sięgał wzrokiem. Dwóch.Szaman umiera….szepnął Isak i tchnienie tego szeptu przyniosły Jonowi jakby pszczoły. jakby oni istnieli… . bracie Ezro. więc skąd o tym wiesz? .

zacznę budować nową świątynię w Wiosce. Czas sprzyja nam. że czas Isaków się kończy. Na razie za tym rozwiązaniem się opowiadamy. ciągnął dalej: Skoro ich nie ma. że goście z Dalekiego Kraju większą miłością braterską darzą młodego kapłana. .choć nie bardzo wiedział. a w każdym z jej kątów czuło się Boga. patrząc w pergaminową twarz Isaka. nie naszym wrogom. Tę niezrozumiałą potyczkę wygrał stary kapłan. . bracie Ezro. zmieniając temat.zamruczał starszy z dostojników i w zamyśleniu zaczął oglądać swoje pierścienie. .odparł wymijająco stary kapłan. które trzymano w domach? Wszystkie zniszczyli nasi bracia. mamy nadzieję. . Ludzie mieścili się w niej bez kłopotów. Jon pomyślał. A zresztą Bóg był przecież wszędzie i nie można Go było zamknąć nawet w największym na świecie budynku! . że słudzy świątyni dobrze wypełniają swoją misję.dorzucił. czego Jon nigdy się nie spodziewał. może i skromnej. większą i bogatszą niż obecna. Po twarzy przemknął mu uśmiech i znowu z uwagą zaczął oglądać swoje pierścienie. świadomym czy mimowolnym . jakie .Czas… czas rozwiąże wszystkie nasze problemy w tej Wiosce i w tym kraju.Niewiele wiem o ich istnieniu. pragnęlibyśmy bowiem zobaczyć budowaną w pobliskim mieście największą świątynię tego kraju. Za to oszczędza gasnące życie szamana.na pewno nie zadowala młodszego z kapłanów. czego będziemy mu tylko zazdrościć. bite drogi. iż mógłbyś wybudować dziesięć wielkich świątyń.spytał nagle młodszy z dostojników i nie czekając na odpowiedź. teraz ciągle karczują tu Puszczę i wytyczają nowe. Ezra milczał z niepewnym wyrazem twarzy.Zatem ich nie ma. glinianych wizerunków. Zwłaszcza że drzew wokół jest tyle. a może już tylko pięć. Jon w jakiś dziwny.Może sześć. a nie miejsce czci… Jon wzburzył się na chwilę. gdyż jest młodszy. że rychło trafi do lepszego świata. . nie ma nawet tych małych. choć obu nazywają braćmi. przybywając do tego dzikiego kraju? . że przyjęte rozwiązanie . ale wystarczającej na potrzeby Wioski.Jutro skoro świt odjedziemy. Wasza Miłość. Jon wyczuł też. gdyż przywiązany był do obecnej świątyni. że gdy ostatecznie zakończy się czas czarowników w tym Plemieniu. która przypomina kurnik. A świątynia będzie wspaniała i odpowiednia do wielkości Boga zachwycił się Ezra. Część drzewa powinieneś wysyłać do 94 . a czas Ezrów zawsze będzie trwać.Przyrzekam Waszym Miłościom. nie jedną.. nie przysparzając mu bólu. szybciej i skuteczniej.zagadnął już swobodnie młodszy dostojnik. Nigdy żadnego z nich nie widziałem .Taak… . Ile to dni drogi? . Może kapłan Ezra czyni to sprawniej.To dobra myśl. . to znaczy. bracie Ezro. Brat Isak jest starcem i niedługo będzie się męczył na tym grzesznym padole. niepojęty sposób przeczuwał.

byś naszego syna powierzyła Ezrze. skąd znalazł w sobie słowa.…aby uratować ciebie.ucieszył się Ezra. Jonie. Brzmiały tak. nie Isakowi . pomijając milczeniem zasadnicze wątpliwości żony.Isaku. .Nadwyżki ze swych dochodów poślesz nam. nie Isak.nie wiedzieć czemu wydała się Jonowi godna miłości i współczucia. . ono jest wciąż takie samo. patrzyli na trzaskające polana. tym bardziej cię nie rozumiem. 95 . Wciąż brakuje pieniędzy na wcielanie w życie śmiałych. .miasta. ale twoje myśli nie należą już do naszego Plemienia .odparł łagodnie jej mąż. gdy już nacieszyli się sobą i przytuleni. że uciekają przed chłodem.Im dłużej jesteś w Drodze.powtórzył wieczorem do Gai.zaczęła Gaja i urwała. Mówisz takimi słowami.To wspaniała myśl. gdzie go brakuje i w ten sposób zarobiłbyś na swoją budowlę podpowiedział z zadowoleniem młodszy z gości. ale mogło być inaczej. . jakbyś kochał właśnie młodszego z dwóch kapłanów i jakbyś nie wierzył.Dziwny stałeś się. Wprawdzie uratowałeś życie szamana. . chuda i zgarbiona . leżąc na zwierzęcych skórach. jakbyś czytywał grube księgi kapłana Ezry. który powoli. że sam zdecydujesz o losie pierworodnego .Często kocha się kogoś za jego słabość . I będzie inaczej. uchroniłeś go od straszliwego cierpienia. . może wtedy twój głos będzie lepiej słyszalny.zakończył starszy z gości i obaj dostojnicy wstali.odparła Gaja.I to wtedy…? . już wkrótce… …i Jon zeskoczył cicho z ogrodowego muru.Pamiętaj. choć przecież nigdy nie byłeś przez niego wybrany i nie nauczył cię czytać . tam.rzekł Jon.mała.szepnął Jon do siebie. zaczął napływać do ogrodu. Isak pozostał na ławie. . Wasza Miłość . żylibyśmy tu spokojnie i szczęśliwie! Po co udałeś się na drugi brzeg Rzeki?! .Obyś nigdy nie był usłyszał tego zewu.zaczęła Gaja. dziewięcioletnią dziewczynkę.Nasza przyszłość to Ezra. wraz z cieniem rzucanym przez drzewa. Isaku… . jakby wypowiedział je obserwator z innego świata. .Mówisz mi to po raz trzeci.Włóż choć jeden pierścień na swe chude palce.mówiła i zakończyła z rozpaczą: . odchylając głowę i patrząc mu z uwagą w oczy. . . które właśnie wypowiedział. od nieuchronnej śmierci w wezbranej wodzie . . a jego postać . miłych sercu Boga planów . Czuję twoje ciało. dziwiąc się. nie on. dając znak. wtórując jego wewnętrznym rozterkom. mieszkaniec Wioski.

powiedział bezwiednie Jon. Szaman mówi. że mąż płaci wysoką cenę za jej życie. pachniałeś po powrocie krwią. ciepły i dobry. lecz gdy przytulałam się do ciebie. niewiele różniący się od poprzedniego. bardzo długo czułam ten upiorny zapach i bałam się.To był zapach kobiety palonej żywcem na stosie. Ale gdybym wówczas nie popłynął na drugi brzeg Rzeki. w którym żyje ta kobieta. między nią a losem Jona i zrozumiała.odparł niepewnie jej mąż. lecz potworny i budzący grozę. wyczułam na tobie zapach innej kobiety. gdy byłeś nieobecny aż trzy długie miesiące. jak ścisły związek zachodzi między nią a niepojętym wezwaniem zza Rzeki. uprawiać ziemię. . najpewniej nie byłabyś moją żoną. nieludzkie czyny?! Czyżby tam.Chyba nie . Wtedy po raz pierwszy usłyszałem Jego wezwanie. Ona zaś ciągnęła: . . Jest moją siostrą i jej ciało budzi we mnie litość. krów. .Stosy… . gnoju i myślę.Kocham ją. wychowywać je. chodzić co tydzień do świątyni po błogosławieństwo na następny tydzień. jeśli znajdzie się na drugim brzegu? . Nie mówiłam ci. Chciałbym robić wyłącznie to. Jonie? . Czy ona jest ważniejsza dla ciebie niż ja.Czy każdy mieszkaniec Wioski byłby zdolny złamać Tabu i popłynąć aż tam? Może najpierw był Jego wybór.spytała nagle. ten musi iść Gaju. nie znał odpowiedzi. tam skąd słychać Jego wezwanie. dbać o dom. co robią inni mężczyźni z Plemienia: polować.Czy każdy może usłyszeć Jego wezwanie. że kto je usłyszy choćby raz. To nie był zapach ziemi i lasu. abym mogła spłacić dług za moje życie? Jon nie odpowiedział na pytania Gai.Trzeci raz pachniałeś ogniem i dymem. nie istniały prawa Dobrego Boga?! 96 . że świat. ale inaczej niż ciebie. a potem musieliśmy zostać mężem i żoną. I Gaja dopiero teraz pojęła.Tak. patrzeć. Wolałbym nigdy nie trafić na Kamienną Drogę i nie zostać Jonem w Drodze. lecz zapach potu. Ona nie pachniała tak jak dziewczęta z naszej Wioski. Zabiłeś kogoś? . dokąd prowadzi twoja Droga.Kobiety palonej żywcem na stosie?! Jonie! Kto mógłby popełniać tak okrutne. . jest brzydszy od naszego. nie pożądanie.. jak żona rodzi dzieci. . Chciałbym. lecz nie był to zapach palącego się drewna.Co TAM robisz. gdy znikasz z naszej Wioski? Pierwszy raz. .Gdy powróciłeś drugi raz. .Chyba nie .po raz drugi odparł Jon niepewnie. .

Gaju.Puszcze też przestaną istnieć. pierwszymi płatkami śniegu. Wiedza o Drodze. Gaju. stałaby się zwykłym.…ale niektórzy jego słudzy tak.Jon pokręcił głową i znów odparł niepewnie.Może tacy jak Ezra . przygotowaniami przyrody do nadejścia zimy.Bo nasz syn nie ma lepszego wyboru: albo wybierze drogę walki z Ezrą. zwykłymi rzeczami: wschodem i zachodem słońca. To tak jakbyś w Puszczy wyrąbał tak dużo drzew. z wysiłkiem przypominając sobie wydarzenia ostatniej Drogi: . . cudem narodzin małego źrebaka w zagrodzie. która może skończyć się stosem. patrząc przed siebie. .przyznał Jon. ludzie przemienia je w zwykłe.rzekł Jon.szepnęła ze zgrozą jego żona. które pod światło wyglądały jak misterne klejnoty. Inni już nie będą potrzebni .domyśliła się Gaja.Stosy będą płonąć w imię Dobrego Boga.wyszeptał Jon.Bezimienny jeszcze woła.Niemożliwe! Z jego odejściem zabraknie… nie wiem. . odebrała jej zdolność do rozjaśniającego dzień uśmiechu. . nędzne lasy zakończył ze spokojem Jon. jak to nazwać… zabraknie nam czegoś do całości. ale on kategorycznie się temu sprzeciwił. Jonie.Za to ty.powiedziała Gaja.powiedział i zmusił żonę do pozostania na bezpiecznym brzegu Rzeki. jaką przemierza świat.Czemu więc każesz mi wieść naszego syna do niego i jemu oddać go w opiekę? . Tym razem Gaja zapragnęła osobiście odprowadzić Jona na drugi brzeg. 97 . .To niemożliwe… . . co mu zapewni bezpieczeństwo.To nasz ostatni szaman. żeby mój syn był bezpieczny . . albo odda się w jego opiekę. po śmierci starego szamana powinieneś zostać jego następcą powiedziała w zamyśleniu jego żona.Bóg by tego nie chciał. Po tej rozmowie Gaja długo nie umiała się cieszyć małymi. do których jego Droga jeszcze go nie zawiodła lub nigdy nie zawiedzie. aż przestałaby być Puszczą. nędznym lasem . Jeszcze wciąż może cię wezwać . . .Tacy jak Ezra? . w światy. . Chcę. .

kamienne powieki. uchylił następną z czterech par swych powiek. Odruchowo dotknął skórzanego woreczka i wyczuł szelest ziela serdecznika niepospolitego. pogodzenia się z nieuchronnością tego. nierównej powierzchni . Wspinaczka na ramiona Boga była coraz łatwiejsza. W jaki świat tym razem go powiodą? Światowid… Jon wiedział. szeleszczące. na których łatwo można było oprzeć stopę. pełne satysfakcji.Chyba że…? Objął głowę rzeźby i spojrzał w ślad za wzrokiem starego Boga. ustępując powoli miejsca zieleni tak świeżej jak wiosna… ZIELONE… ZIELONOŚĆ… ZIELEŃ… 98 . Tak mi przykro… Z ramion Światowida rozciągał się widok na cztery Kamienne Drogi . w małym zagłębieniu gromadziła się woda.wszystkie wydawały się teraz powoli kruszeć. Wszystkie cztery pary oczu Bezimiennego były zamknięte. Nie dopuszczał myśli. przystając na wyszczerbionej dłoni i przykładając głowę do brzucha starego Boga. gnijąca zieloność Puszczy rozmyła się. co musi nadejść. Bóg. pełnymi odprysków i wgłębień. że zło jest wynikiem nieszczęścia. . Jon może naiwnie? .i ciepłe. tuż pod oczami. mimo że kamień ciągle pulsował swym dziwnym. Ciemna głębia jego oczu wciąż wydawała się nieodgadniona. poczucia winy.szepnął Jon. samoistnym życiem. wszędobylską leśną trawą. że jedna z nich uchyli wkrótce ciężkie. Chłopiec. że coraz więcej gładkich wcześniej. Teraz z wolna ogarniał je chłód. nie odczuwał z tego powodu żadnej satysfakcji. ale Jon wiedział. jak trudna i groźna wydała mu się pierwsza wspinaczka. nie wyglądał groźnie.Nie mam leku na twoją chorobę . Wezwałeś nie tę osobę.ucieleśnienie nieszczęśliwego zła. którego . Jon znajdował w bryle posągu coraz więcej szczerb. Karlał. Chłopiec .pomyślał Jon. . a Puszcza wdzierała się pomiędzy gładkie niegdyś spoiny. nie tracąc jednak mocy. A może Jon po prostu się z Nim oswoił? Stary Bóg nie wydawał się już tak monstrualny.i na jednej z czterech twarzy posągu. bardzo wolno. niemal wyszlifowanych głazów staje się matowymi. . coraz bardziej suche. z wyraźną niechęcią. że w jednym ze światów wciąż czeka na niego Chłopiec z soplem lodu zamiast serca. ciemna. Bez zdziwienia zauważył. to ci go nie dam. że może być racją bytu. Jon. Wygląda jak łzy. Jego uczucia były mieszaniną smutku. który szedł od potężnych stóp i sięgał coraz wyżej i wyżej. których wcześniej nie było. choć wciąż potężny. lśniące . Posąg. Ciało posągu było nieskazitelnie gładkie. Ale jesienne deszcze spływały teraz po chropowatej. ale przecież On nigdy nie płacze . porastała je jesienną. Przypomniał sobie. nie dłużyła mu się ani nie niepokoiła go jak za pierwszym razem.z jego udziałem . przedzimowa.Kamienna Droga. Wciąż tam czekało. podeprzeć się dłonią. podobnie jak stary szaman.wierzył.musnęło skrzydło płaszcza Królowej Śniegu. Powietrze zaczęło drgać. bez wątpliwości. którą wędrował już tyle razy.Ale gdybym nawet miał.

Jon chciał wziąć udział w tym podniosłym. jakie ogarną dostojników. że oto przybył Król. Ponieważ to zło miało ugodzić w Człowieka. najważniejszego (mimo że podbitego!) miasta i ogłoszą jego mieszkańcom. lecz na ich sprawiedliwości. lecz jego ręce były puste. której serce stanowiła Świątynia Świątyń. które niósł tłum. Człowiek bowiem. że nie może przyłączyć się do wspólnej radości. że choć jest on wyrostkiem. zwłaszcza że nawiedził go w noc poprzedzającą triumfalny wjazd do Stolicy Człowieka na Osiołku. Jakim cudem ominął serce? I jakim cudem ten Chłopiec jeszcze żyje? . spod której wyzierała dziwna. I Jon zrozumiał we śnie. srebro i brylanty nie dodadzą wartości fałszywemu monarsze. w którym prorocy rodzili się na kamieniu. może szesnastoletnim. najzwyklejszej nawet ludzkiej istocie. Jednak najpierw musiał wypełnić swoją misję. Jon nie miał w dłoni pierzastej gałązki i było mu żal. ciągnąca się od nasady szyi ku brzuchowi. gdy ujrzą. Ale gdy przeniósł spojrzenie z blizny na twarz nieznajomego. jakby chciał sięgnąć serca. ma bose stopy i wjeżdża nie w lektyce.tak jak złoto. Jeszcze wczoraj sposobił się do wzięcia udziału w triumfalnym marszu do Stolicy. chudego Chłopca w rozchełstanej koszuli. Wiedział. gdyż właśnie tej nocy miał sen. że jego obowiązkiem jest odnaleźć Chłopca w prawdziwym świecie oraz przeciwdziałać spiskowi. zwycięskim. ba. ba. że skoro świt wszyscy ruszą za Człowiekiem na Osiołku. gdzie znajdowała się Świątynia Świątyń. na piasku. Był to kraj. świeżą. zgodził się wreszcie dowieść. długa blizna na piersi. jego twarz jest twarzą zbrodniarza. lecz na ośle. Ktoś go rozpłatał na dwoje. zieloną palmą. Sen proroczy. rady. chciał wraz z tłumem wyznawców i uczniów Człowieka wymachiwać radośnie smukłą. 99 . a im więcej ich było. by z powagą traktować prorocze sny. a takich snów nie wolno lekceważyć. Chłodnego mordercy. radośnie. tym mądrzejsze stawały się ich słowa. który on knuje. iż Król jest nędznie ubrany. bez skrupułów. W tym śnie zobaczył nieznanego. Nawet najnędzniejsza szata nie ujmie królewskości prawdziwemu Królowi . ową świeżą wiosenną zielenią. weseląc się i śpiewając. gorącym kraju nie lekceważył proroczych snów. raptem piętnasto-. bezkrwawym podboju Stolicy. To prorocy radzili. ale jego sen był na pewno snem niezwykłym. ostrzeżenia. wysokie palmy. po długich staraniach Uczniów. były wysmukłe. Jon z góry cieszył się na myśl o zdumieniu i złości. Nikt w jego pustynnym. wciąż ważnego. wejdą z Nim do tego dumnego. Istoty ludzkiej czyniącej zło z obojętnością. z przestrachem dostrzegł.*** …jakże zielone.zdziwił się Jon w swoim śnie. które zdarzyć się mogą każdej. że wielkość Królów nie powinna zasadzać się na bogactwie. Jon nie uważał siebie za kogoś ważnego.

przeraził się Jon. lecz kiwa się w rytm śpiewu i tańców tłumu jakby z pogróżką. już niewiele jej. tańce i śpiewy wyczerpały pielgrzymów.powiedział jego właściciel. ni to kobieco. że w brzuch wbija mu się czyjś chudy. Chłopiec z mojego snu chce zabić Człowieka na Osiołku! . A może jednak sen nie był proroczy. jako że kobietom nie uchodziło nosić krótkich włosów. Jonowi wydało się. iż ktoś chce znaleźć się bliżej Króla. Chuda. tak długo. otaczając Go kręgiem uwielbienia i wiary. widzi poprzez nią innych pielgrzymów. tak długą. by się cieszyć. powoli. mocny uścisk. dwunastu. sprawiała wrażenie. wymachując swoją palmą. hosanna. kojarząc fakty. Jon zaczął przepychać się przez tłum w ślad za Chłopcem. Orszak szedł już długo. 100 . które towarzyszyły Królowi w marszu do Stolicy. że ma przed sobą Dziewczynę. że wciąż mieli siły. po co! . Chwilami Jonowi wydawało się. czy jego zawiązana starannie koszula rzeczywiście kryje bliznę. a dziwnie znajomy głos mówi: . trzeba wiedzieć. pozornie natchniona. że gdy na nią patrzy.pomyślał bezwiednie Jon i w rewanżu schwycił rękę idącego w bolesny. tak jakby przemawiała do pielgrzymów: Już niedługo tej radości. hosanna. cierpliwie przepychał się do przodu.Obchodź się ostrożniej z kobietami . jakby była duchem.powiedział jeżowłosy i dopiero wtedy Jon zrozumiał. . tam gdzie znajdowało się czoło radosnego pochodu. Wyglądała dziwnie (dziwnie czy też dziwnie znajomo…?). ni to po męsku. a wokół szli jego Uczniowie. ale Jon nigdzie nie dostrzegł Chłopca ze snu. że entuzjazm. Co dziwniejsze. a ta Dziewczyna nosiła się niedbale. idący tuż przed nim i odwrócił ostrzyżoną króciutko głowę. że ta palma nie wyraża radości. zamiast śpiewem i okrzykami “hosanna” oddawać hołd Człowiekowi na Osiołku? Może tego Chłopca wcale tu nie ma. przynależy jedynie do Krainy Snu? …nagle go dostrzegł. kanciasty łokieć. aż dziw. jakby w ogóle nie miała płci.…zatem skoro świt przyłączył się do radosnych tłumów. przyjmując za naturalne. czy to na pewno Chłopiec ze snu. Pielgrzymi albo nie zwracali na niego uwagi. a naprawdę pełna tłumionego szyderstwa twarz skryta w ciżbie i wąskie dłonie. jakby ktoś chciał mu wyjąć serce. które dzierżyły palmę. lecz nie niósł palmy. …ostrzyżoną na jeża krzywo. kobiety też na ogół dbały o strój. albo sarkali na bezczelność młodzika.Żeby się pchać. Teraz rozglądał się pilnie wokół. gdzie jechał na osiołku Człowiek. O cóż innego może mu chodzić? Trzeba tylko sprawdzić. jakby tępym nożem lub sierpem . który nie umie uszanować świętości… …nagle Jon poczuł. niewiele… Chłopiec. tylko zwykły? Może nie warto przejmować się nim i tracić czas na ściganie iluzji. by na wszelki wypadek mieć wolne ręce. hosanna.

że Chłopiec z mego snu planuje morderstwo. . przepychał się teraz do czoła pochodu. gdyż tym razem tkwisz w prawdziwej pułapce. Tak jak przypuszczał. nie zwracając uwagi na niedorzeczne słowa. którymi chciała zapewne odwrócić jego uwagę od czegoś istotniejszego. więc jak mogę nieść palmę? Za to jesteś ty i to jak najbardziej realny.Skąd ja cię znam? . Jonie. To. Będzie to świat inny. a razem z tobą znajdujemy się w niej wszyscy… …i Dziewczyna zniknęła. Co pochopnego może być w chęci przeszkodzenia mu? Każdemu mordowi trzeba się przeciwstawiać. ale wiedział.Tu mnie jeszcze nie ma. niż marzyliśmy i za co warto było oddać życie… . Dziewczyna jest ostrzeżeniem.Co tu robisz? Nie masz palmy… . już od wielu miesięcy za sprawą Człowieka na Ośle cuda zdarzały się równie często jak narodziny. wszystko może się zdarzyć. że jest gdzieś tam. Wiem. gdyż jest to dzień cudów. Mój sen był proroczy. prawie depcząc mu po piętach. ale uśmiech zaraz zniknął z jej twarzy. nie zważając na jej pytanie. po co? . blisko Człowieka na Ośle i dwunastu najwierniejszych jego wyznawców. czy na pewno wiesz. Ja zresztą też. którego ta gorąca kraina nie znała. na zwykłym ośle). Gdy zatem Dziewczyna rozpłynęła się jak płatek śniegu w ciepłym powietrzu. bym nie działał pochopnie. nim coś zrobisz.Musiało to być jednak złudzenie.pomyślał. że w tym pochodzie. jakby w obawie.uśmiechnęła się Dziewczyna. w innym świecie. I może mieć daleko idące konsekwencje we wszystkich światach. Będziesz bardzo zdziwiony. przez nikogo już nie wstrzymywany. Stracił go wprawdzie z oczu. 101 . miraż. dopiero poznasz. lecz zaraz pojął. Ale nie tu i nie teraz.powtórzyła Dziewczyna. Po chwili Jon dostrzegł Chłopca. co uczynisz pochopnie. po prostu rozpłynęła się w powietrzu jak pojedynczy płatek śniegu.spytał niepewnie Jon. suche powietrze płata oczom niejednego figla. . szedł. Chłopiec znajdował się w pobliżu jednego z Uczniów.ciągnął Jon podejrzliwie. . Jon najpierw się zdziwił. przyjacielu. o jaki łatwo w tym gorącym kraju. Ba. dlatego po trzykroć się zastanów. Myśl długo i powoli. Za dwa tysiące lat. co mam czynić . ale nie podpowiedział mi. w którym rozgrzane. może być kierowane cudzym życzeniem. w ślad za Chłopcem. . na którego czele jedzie Człowiek (boso. .…nie mam palmy? Ty też jej nie masz . że tłum go odepchnie.No? Gdzie się pchasz? I pytałam. wyrywając rękę z jego uścisku. A co dopiero życie Króla… Jon. Każde uratowane życie jest święte.Nie znasz mnie jeszcze.

kto za nim idzie. harde oczy mówiły: W naszej pięknej. Żaden z dwunastu wybranych przez Człowieka nie mógł być w zmowie z kimś tak podejrzanym. wątpliwości. w jakich obfitowały wschodnie królestwa. Najpewniej jest wynajętym. coraz bliżej czoła pochodu. Ale ich pełne pogardy. …lecz oto wkraczali w bramy miasta. że bluźni. Żołnierze Imperium skrzyżowali włócznie i patrzyli na wesoły. Żołnierzom Imperium roztańczony i rozśpiewany tłum wydawał się śmieszny.a nie w przybrudzonej przepasce z lnu na biodrach. Czy to przypadek. Pochód wlał się na ulice miasta. starając się nie stracić z oczu Chłopca. odnaleziony w Świętej Ziemi. rozśpiewany. skłonność do zdrady? Gdyż tylko człowiek pełen skaz może zrozumieć innych ludzi. Jon miał przeczucie. Przeciskając się. stworzony jest wyłącznie do czynienia zła. śpiewając i tańcząc na cześć Człowieka. zazdrość. a potem parły nieprzebrane tłumy. więc bramy Stolicy. zdolnym do wszystkiego -jak ów Chłopiec. lecz nakazano im wpuścić pielgrzymów. ale zaraz wrócił niespokojnymi myślami do śledzenia Chłopca. a paru pozostałych Uczniów wraz z grupami pielgrzymów rozproszyło się po Świętym Mieście.zaniepokoił się Jon. Człowiek z kilkoma Uczniami i wyznawcami skierował się na odpoczynek ku ogrodom. Człowiek na Ośle wydawał im się niepoważny. odzianego dostatniej niż reszta wybranych mężów.Czyżby byli w zmowie? . trzymając się blisko Jego osiołka i w ogóle nie zwracał uwagi na to. Żołnierze Imperium lubili inne rozrywki. myślał Jon. postawnym młodzieńcem i dba o siebie . szurając sandałami. jego ekstaza graniczyła z wariactwem.fanatykami. uznawali innych proroków: w złotogłowiu . w której znajdowała się Świątynia Świątyń. jego dwunastu Uczniów . Jest pięknym. chwiejność. wymachujący zielonymi gałązkami tłum jak na dzicz. w wymyślnych sandałach. że Chłopiec z jego snu. marmurowej Romie taki motłoch byłby przegnany za mury miasta… Przez otwartą bramę pierwszy wjechał Człowiek na Ośle. że Chłopiec właśnie jego 102 . Jon z niepokojem spostrzegł. Jest Królem . przepychając się chaotycznie i gwałtownie. jako trzynasty postępował Chłopiec ze snu Jona. Jon znalazł potwierdzenie swych przypuszczeń: wysoki Uczeń szedł tuż za Nauczycielem. płatnym zabójcą. Żołnierze Imperium patrzyli na wszystkich z niechęcią i pogardą. choć złota bransoleta na przegubie mężczyzny kojarzyła mu się raczej z próżnością niż dbaniem o schludny wygląd. stanęły otworem. nazywany przez tłum Królem. nie widział następującego mu na pięty Chłopca. że Chłopiec nadal tropił jednego z Uczniów. o urodzie przykuwającej uwagę. lecz zaraz pojął. jeden po drugim weszło dwunastu najwierniejszych Uczniów. z włosami trefionymi przez fryzjerów. mimo sarkania pielgrzymów.pomyślał Jon z dumą.pomyślał ze zrozumieniem. A może Nauczyciel dobierał ich tak. aby mieli w sobie wszystkie cechy ludzkie: słabość. a za nim. wysokiego.

w trzecią. Sam Namiestnik wyglądał z okien swego pałacu raczej z ciekawością. gdy Człowiek ten zgodził się wjechać do Stolicy na ośle. śpiewali i tańczyli na Jego cześć. że to dopiero początek. Jon zaś skrył się za pniem najbliższej palmy. by przyjrzeć się Królowi i jego wyznawcom. lecz czujnie. zmuszać mieszkańców do niewolniczej pracy.wybrał spośród najbliższych wyznawców Człowieka. że z łatwością można było tropić podejrzanych. Uczeń rozejrzał się ostrożnie i obszedł budynek wokół. gdyż nie można było pobierać z nich daniny. co nie było niczym dziwnym. wyszedł na szeroki plac i zbliżył się do budowli. wrzało od emocji. Miasto było tak zatłoczone. że Jego Królestwo jest nie z tej ziemi . a Chłopiec nie jest bojownikiem idei. Odszukał boczną. czerpać złota do skarbców. Niektórzy uśmiechali się kpiąco i szydzili z Człowieka. Uczeń z jednej uliczki skręcił w drugą. które zajmowali stronnicy Imperium. Chłopiec podążający za nim przysiadł teraz w cieniu kolumnady. a każdy z sobie tylko wiadomych powodów krył się. którzy do tej pory byli wobec Niego obojętni. Nieziemskie królestwa ich nie interesowały. Dla niektórych było wszak jasne. jakby nie chciał być zauważony przez Ucznia i wreszcie krył się Jon. Czego…? Jon. że teraz skradają się i kryją za przechodniami wszyscy trzej. śledzący jednego z Uczniów i podążającego za nim Chłopca. Zerkając w stronę zdobnych kolumn. Ten Król nie wydawał się mu zagrażać.i do uszu wysłanników Imperium musiała dojść ta bezpieczna deklaracja. Całe Święte Miasto. krył się Chłopiec. Jon ze zdumieniem odkrył. tłumy mieszkańców wyległy na ulice. że urodziwy Uczeń oddala się od grupy pielgrzymów i rozglądając się wokół niespokojnie . niż podejrzliwie. Zresztą Człowiek wciąż podkreślał. z 103 .i zniknął w środku. mało uczęszczaną bramę . Ważnego choć nie aż tak jak budynki. Uczeń. gdzie znajdowała się Świątynia Świątyń. było dziś podzielone na zwolenników i wrogów Człowieka. nie spuszczał ich z oczu i dostrzegł. musieli zająć stanowisko teraz. Święte Miasto pełne było ludzi. że na tym incydent nie może się skończyć. gdyż niektórzy widzieli ją po raz pierwszy w życiu. Póki pielgrzymi wychwalali swego Króla.skręca w jedną z licznych uliczek Stolicy. która już z daleka wyglądała na siedzibę ważnego urzędu. a teraz podążał za nim krok w krok? Może właśnie tego Ucznia chciał zabić…? Może skusiła go złota bransoleta. Nawet ci. który chciał ujść uwagi obu. jeszcze inni chcieli odwiedzić znajomych czy krewnych.najeźdźcy z Romy okazywali ostentacyjną obojętność. wszyscy jego mieszkańcy. inni sekretnie lub jawnie dołączali do pielgrzymów. lecz zwykłym rzezimieszkiem? W Stolicy. co trochę niepokoiło. zajmując pozycje pod murami domów i urzędów lub wyglądając przez okna. nie podważając autorytetu obecnej władzy . którzy tu osiedli. Żołnierze i przedstawiciele Imperium śledzili widowisko z dystansu. zmierzając do sobie tylko znanego celu. inni pragnęli pomodlić się w Świątyni Świątyń. Pielgrzymi rozchodzili się teraz po Stolicy.

Jesteś winny. komu mógłby 104 . po czym nagle wstał i zaczął zmierzać prosto do Jona. mimo że wolałbyś nie być za to odpowiedzialny. Ten sen stanowczo zaprowadził go w gąszcz wydarzeń zbyt niepojętych i niepokojących i Jon zastanawiał się teraz.Nie pamięta się zdarzeń. Ale czas nie ma tu najmniejszego znaczenia.myślał). Bo to jednak ty zrobiłeś. właśnie ty. jakby ktoś go rozpłatał.Wiedziałem. który masz wobec niej na sumieniu. licząc wedle miar czasu. Mowa Chłopca wydawała mu się równie niepojęta i niepokojąca jak on sam. poza snem. Ale też On nie wybrał cię dla twej inteligencji. Nigdy nie byłeś zbyt pojętny. już drugi. a Chłopiec znowu się zaśmiał (śmiał się stanowczo zbyt często i nie wtedy. . gdy rozpłatałeś moje ciało. ale jej nie ma. bo ciąży ci to poprzez czas i przestrzeń .No cóż. Chłopiec podszedł i rozsuwając koszulę na piersi. czy to ja? Tak.Jaka Dziewczyna? . trzeba rozumieć.spytał Jon niepewnie. gdy można uratować Człowieka! Ale żeby cokolwiek zrobić. czemu go śledzę. Nie. licząc ten.Nic nie rozumiem . Ten poruszył się. że jest tu Dziewczyna… . chciał czegoś innego.…Dziewczyna? . Było to wtedy. Chcesz. niepokojąca blizna. prawda? . który by to usprawiedliwiał . powiedział: .niepokojem patrzył na kpiący grymas widoczny na twarzy Chłopca. rozejrzał. Ten Który cię wysłał poprzez szklane klatki światów. która wyglądała tak. dotknij… Od nasady szyi do brzucha ciągnęła się podłużna.Ja? Ja to zrobiłem? . . nie ma prawa się wahać! Wahanie nie wchodzi w grę. gdybyśmy chcieli być dokładni. gdy śmiać się powinien). więc jeszcze za nie nie odpowiadasz.Chcesz sprawdzić. . . Tymczasem ty tylko raz spisałeś się dobrze: na samym początku.zaśmiał się Chłopiec. to ja.odparł Chłopiec zagadkowo i dodał: .wymamrotał oszołomiony Jon.Dziewczyna. a ja. nie mam żadnego powodu. jego długie. obojętne spojrzenie zdawało się przewiercać palmę na wylot. że to właśnie twoja zasługa. Jon zaś niczego nie rozumiał ze słów Chłopca. by popełnić kolejny błąd. Widział mnie cały czas! Wie o mnie! Teraz spyta. że tu będziesz i wiem. to zrobisz mi to cięcie za dwa tysiące lat. a na samym końcu.Nie rozumiesz? Mogłem to przewidzieć. Szukał kogoś silnego i ufnego. (Znam ten uśmiech… ale skąd? chyba z mojego snu? . która także tu jest. jeśli liczyć wedle ciebie.Oczywiście nie wiesz. . . Naprawdę dopiero ją spotkasz. które dopiero nastąpią! . by wyjąć serce. a nie Królowa Śniegu.myślał w popłochu Jon. czy w ogóle warto było się w to mieszać.powiedział spłoszony Jon.

Przeciwnie. 105 . to ta blizna… . Nie przewidział. Prosił mnie o to Ten. Jon powoli zaczynał rozumieć. nie jestem tu po to. Bo wolni najbardziej kochają siebie. Jon przysiadł pod palmą. . Szukał sługi. Po chwili wszedł między kolumnadę i zniknął. a długa. już się nie kryjąc i wpatrywał się w boczne drzwi okazałej budowli. co oznacza blizna na piersi Chłopca: ktoś zaczarował mu serce w sopel lodu. Jonie.zawierzyć i kto zawierzyłby Jemu. oddaj Mu przysługę! . potem wszystko zamigotało boleśnie i znowu widział przed sobą tylko chudego. że nie chcesz być niczyim sługą. Jon jeszcze raz uważnie przyjrzał się jego piersi . I na pewno nie ma zamiaru . a czarne to czarne i nic pomiędzy nimi! Nie. przed oczami pojawiła mu się jaskrawa biel.Nie wiem. Kogo chcesz zabić? Chłopiec znowu zaczął się śmiać. Wystarczy pilnować jego. czyli siebie.spytał zdumiony Jon. . nie rozumiesz… . Każdy. każdy… .ocalić kogoś od śmierci. że kochasz. myślę.Ja Go nie znam. co zrobiłeś właściwie. Naprawdę wybrałeś wolność. . Oparł się o zjeżony pień palmy i otarł pot z czoła. Świadczy to.Kto? . Ja jestem tylko narzędziem. by zabić.Białe to dla ciebie białe.zaśmiał się Chłopiec. W dawnych legendach opowiadano czasem o takich złych czarach. To ty masz do niego dostęp. kim jesteś i czego tu szukasz. . że śniło mi się.i Chłopiec znowu rozwarł szeroko swoją koszulę. Ale powiedz. .jak twierdzi . rozumiesz? Nie.śmiał się Chłopiec.powtarzał Chłopiec. cofając się. że jest litościwy. Ani jednego.i nagle. iż knujesz coś złego. wąska blizna pulsowała w rytm przyśpieszonego oddechu. . Gdy patrzę na ciebie. Więc czemu nie chcesz mnie używać? A jeśli już ktoś ci funduje taką podróż. .W każdym razie wiedz. że nie musi gonić Chłopca. stworzonym zresztą twoją ręką.Ależ jesteś naiwny…! . Każdy już dawno by się domyślił. Przybyłem. a Chłopiec sam się znajdzie. do której wszedł przystojny Uczeń. Nie tym razem. ani tym bardziej dwóch panów.Nie wiem. że jesteś płatnym zabójcą. Wiem tylko. gdy odpoczywasz w Drodze. że jedyne. kogo chcesz ocalić od śmierci? . że wybrałeś. by ocalić kogoś od śmierci. Tylko tobie czasem się wydaje. który cię tu wysłał. Wiedział.Naiwny głupcze… Pasujecie do siebie z tą wieśniaczką. to.spytał Jon. śniadego Chłopca. do diabła. Jeden z dwunastu Uczniów Człowieka powinien go do niego doprowadzić. wspominając niepokojące imię Królowej Śniegu. gdyż został stworzony do zabijania. w ułamku sekundy. kto cię tu przysłał i nie chcę wiedzieć.

przetarł oczy. Musi zawieść . . Nikt nie powinien mieć takiej szansy. na której końcu znajdowało się COŚ. od prapraprawieków. . by ktoś ją zrozumiał. to za coś płacił. rozpacz agonii. Jon westchnął z ulgą. Uczniowie nie posiadali złota ni srebra ani drogich kamieni. Chwilami znów wydawała mu się nierealna. skoro ktoś mu płaci. ani w ogóle niczego cennego! Niektórzy z nich nie mieli nawet domu. . poza własnym żalem. jakiego nigdy nie widział. ale jeszcze nigdy to się nie udało. by ktokolwiek go rozpoznał. I nie mógł ich mieć. choć je ukrył. od prawieków. słyszalnie-niesłyszalnym kamiennym Głosie drzemał przejmujący smutek. które sługa Człowieka zawiesił sobie na piersi. A skoro ktoś mu je dał. We śnie Jon poczuł. Las przecinała dziwna Kamienna Droga. bardzo się stara. Dużo pieniędzy. Nie miał ich wcześniej. Śnił mu się chłodny. ciemnozielony las. Dlatego w dudniącym. upiornie głęboki cień.Jon siedział na ciepłej ziemi. stara się o to od wieków. zdający się nie mieć początku ni końca. tak bliski jak nikt nigdy w całym Wszechświecie… tak bardzo bliski… Te słowa były wszak proste. że obudził się właśnie w tym momencie. Ale Dziewczyna była. opuszczał okazały. żeby… …obudził się dokładnie w chwili. przysłaniając nim twarz. bo zrobisz coś. Brzęczą mu na piersi. aby nie zawiódł. I to COŚ powiedziało w pewnej chwili: GRBGDWGHBWZ… Jon nie rozumiał tych słów. gdy nagle ktoś szarpnął go z tyłu za koszulę. kiedy Uczeń. należało wyzbyć się ziemskich bogactw! Wszelkich pokus ziemskich. co odmieni oblicze światów. co rzucało gigantycznie długi. oczywiste i znaczyły tak wiele! Były połową PRAWDY i wystarczyło. Odwrócił się i ujrzał ostrzyżoną na jeża głowę. by pozbyć się tego niepokojącego mirażu. no to… nie rozumiesz?! Musieli mu zapłacić za uczynienie komuś krzywdy! A ja miałem proroczy sen! Przecież wiesz. będąc Uczniem Człowieka . że bliski jest zrozumienia tych słów. prawa do wygód i dostatku! Skąd zatem wzięły się srebrne monety w ręku postawnego Ucznia? Musiał je otrzymać w tym budynku. która je wypowiada. Za co…? Jon mimo woli przyśpieszył kroku.Skoro je ma. gęsty. było już ciemno.Uczeń ma pieniądze. gdyż nużące wyczekiwanie i wysoka temperatura powietrza uśpiły go. Dziewczyna. oparty o pień palmy i nie spuszczał oczu z budowli lecz Uczeń wciąż nie wychodził. ale od razu pojął. otulony cienkim. długim płaszczem. kto jest najbardziej niewygodny dla 106 . jakby nie chciał. gdyż cały dobytek ofiarowali biedakom! Wszyscy w tej krainie wiedzieli. że zdołał usłyszeć brzęk srebrnych monet w woreczku. urzędowy gmach. Jon skradał się za nim tak cicho.Uważaj. Smutek samotności.wyjąkał zdenerwowany Jon.usłyszał czyjś szept. że aby zostać Uczniem Człowieka. …brzęk srebrnych monet?! Jon aż drgnął z wrażenia. gdyż w tej gorącej krainie więcej było pustyni niż lasów. kto dziś jest najważniejszy w Świętym Mieście! Wiesz. której nie towarzyszył niczyj żal. …gdy wreszcie wyszedł. że Istota.

mówił gorączkowo Jon. więc mężczyzna spokojnie spieszył dalej. to nie twoja sprawa. . on ma coś na sumieniu.spytał Jon. w części Stolicy.szeptał mu Chłopiec do ucha. pomyślał przerażony Jon. . wiem… . Mimo późnej pory na ulicach wciąż było gwarno.Jonie.Zbliża się dogodny moment. . usłyszeć. Postawny. Jonie . Możesz mnie ujrzeć.wyjąkał oszołomiony Jon. próbując jasno wyrazić swe niespokojne myśli. Spójrz. a miałam przecież spłonąć ze szczętem… . . . czego jeszcze nie ma. mimo woli przyśpieszając i nie odrywając wzroku od wysokiego Ucznia przemykającego chyżo wąskimi uliczkami. dotknąć. gdzie rezydowali przedstawiciele Imperium? 107 . co Uczeń knuje.Wiem. Nie jesteś tu po to. lecz Jon z Chłopcem wtopili się już w ciemne ściany budynków. Tak.odparł półgłosem Jon. . Czego jednak szukał w tamtym budynku władzy. ale cudzymi rękami . a ich dekoracje nosiły piętno obcości. która nieoficjalnie należała do przedstawicieli Imperium. gdy zwolennicy nazywali Człowieka Królem? I czego szukał tu. że go nie widzę. skrada się za nami… Myśli. Ulice stawały się szersze. rozglądając się uważnie wokół. pamięć ludzka ma jednak wielką moc. Jon odwrócił się i zobaczył Chłopca. Pielgrzymi tu nie docierali. by zmieniać bieg wydarzeń.władzy Imperatora . że jeden z dwunastu wybranych Uczniów Człowieka mógłby mieć złe zamiary. to właśnie Chłopca z blizną… Zawsze winieneś go unikać. wciąż nie mogąc uwierzyć.szeptała Dziewczyna.Spłonąć? .Idziemy. że nie ma tu dla nich miejsca. by ich nie dojrzał. Jesteś na to za słaby. Nie zrobi tego sam.Naszą misję? . jakby czując. Srebro już nie brzęczało mu na piersi. ale Dziewczyna już zniknęła. ale ja widzę nawet to. Widocznie nie krył się przed nim. Uczeń podążał do części miasta. zbyt miłosierny . Chce zabić Człowieka. lecz przed Dziewczyną. że jego domysły tak szybko znalazły potwierdzenie. abyśmy wypełnili naszą misję. ten mężczyzna planuje morderstwo. Budynki były bardziej okazałe. Chłopiec położył palec na ustach. która nie lubiła. Wiesz. chwytając go za rękę i przyśpieszając kroku. wstrząśnięty.szepnął Chłopiec.Obojętnie. widocznie uciszył ów zdradliwy dźwięk.Jeśli winieneś kogoś unikać. puste. . więc Jon z Chłopcem musieli uważać. otulony płaszczem Uczeń obejrzał się zaniepokojony. Uczeń wciąż zakrywał twarz rąbkiem płaszcza i rozglądał się.

.Klęską Cywilizacji? . Człowiek zostanie prawdziwym królem.podpowiedział Chłopiec. kogo słuchać.To zdrajca.spytał Jon. przyśpieszając kroku.Schwytamy go. Sprzedał Go . . a nie Królem nie z tej ziemi. On chce je odzyskać… .Co możemy zrobić? . co ma robić. . jakie popełniłeś. Zazdrości mu miłości. dysząc ze zmęczenia i lęku. Nie wiedział. Na ich drodze stanęła Dziewczyna.odparł Chłopiec.szeptał Chłopiec tak przekonująco. ciągnąc za sobą Jona. że boi się być niewolnikiem tego uczucia? .Pamiętasz Orlin? Wstrzymałam wielu… 108 . a zbyt wielka cześć wobec kogoś umniejsza poczucie własnej wartości. wyjmując długi. To ja podpowiedziałem Mu. On nie wierzy w Nauczyciela. Jonie. męką i klęską Cywilizacji… .Dlaczego? Każdy kto jest blisko Człowieka. abyś mógł w jedną krótką noc uratować świat przed cierpieniem.Szybciej… szybciej… Raz wreszcie zrobisz coś dobrego .przeraził się Jon.Cywilizacja nie jest wcale tak wspaniała. że przez jej ciało prześwituje rozświetlona gwiazdami noc. . . Pójdą za nim wszyscy.Więc może kocha Go i czci tak mocno.wrzasnął nagle Chłopiec. .zaczął Chłopiec i urwał.Nie wstrzymasz nas! .szeptał Chłopiec.Chcesz go zabić?! . Przystanął. ale stała teraz przed nimi i Jonowi znów zaczęło się zdawać. ale brunatny płaszcz Ucznia oddalał się. nastraszymy i przetrzymamy w ukryciu tak długo.Głupia.Właśnie teraz możesz naprawić wszystkie błędy.Wielka miłość graniczy blisko z nienawiścią. stosami. że Uczeń jest coraz bliżej domu Namiestnika. . Pojawiła się nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak. widząc.szeptał mu Chłopiec do ucha.Ależ nie .Powstrzymać go . . . Dom Namiestnika Imperium był coraz bliżej. którzy pragną wolności i wspólnie wystąpią przeciw Imperium. w twojej głuszy… . co dla niektórych brzmi niepoważnie… . musi Go kochać i czcić… . aż Człowiek obejmie we władanie cały kraj.spytał niepewnie Jon. jak ci się wydaje tam. czci i sławy.uspokoił go Chłopiec. stuknięta wieśniaczko z Domremi! . a w kącikach ust pojawiła mu się strużka śliny.. . . którędy powinna przebiegać twoja Droga. wąski nóż. że Jon bezwiednie ruszył za nim.

wskazując na Jona. Stał teraz pomiędzy Chłopcem i Dziewczyną. . Co powinien zrobić ktoś.Zanim mnie raniono. by wziął na swoje sumienie tak straszny grzech. dygocąc z niepokoju. a ty chcesz. to znów niepokojąco znajome. nie budząc podejrzeń innych Jego wyznawców? Składając doniesienie. jesteś tylko narzędziem. . że Człowiek zostałby prawdziwym królem. Uczeń w brunatnym płaszczu zbliżał się do domu Namiestnika. co chcesz. . pragnie być Królem ziemskim. jak ktoś chciałby temu przeszkodzić. . I właśnie ogrom tego niezrozumienia zatrzymał go. . który zagrozi Imperium. Jak Uczeń mógłby Człowieka zabić. że Człowiek. jak dopuszczenie do mordu? Jon patrzył na nich.powiedziała Dziewczyna. A ty jeszcze nie masz mocy .uśmiechnął się nagle Chłopiec. wyszczerzając zęby jak zły pies.Idź sobie i rób.krzyczał Chłopiec.Jesteś za śmiercią. . Zawsze musi się ratować życie i stawać przeciw śmierci. . że mieszkańcy tego kraju ruszyliby na Obcych z Jego imieniem na ustach.odparła Dziewczyna.Chcesz. żeby On zginął? Nie pragniesz. by został prawdziwym królem? Pomyśl tylko: cała Święta Ziemia pod Jego panowaniem… . Domremi i wydawały mu się to obce. zdezorientowany i gorączkowo myślał: Uczeń wziął brzęczące srebrne monety i sprzedał za nie Człowieka. Co wtedy zrobi Imperium? Schwyta Człowieka jako podżegacza i ukarze śmiercią. byście zaniechali działania . chcę was tylko powstrzymać.Moc nie działa wstecz. by On zginął w okrutnych cierpieniach i poniżeniu! . To jego muszę wstrzymać .przekonywał Chłopiec. kto dowiedział się. . przeciw życiu! ..W imię czego? Chcesz. Jon wsłuchiwał się w te dziwaczne nazwy: Orlin. Myśl.powiedziała Dziewczyna. była upajająca i cudowna.I teraz też chcesz zabijać? Chcemy uratować życie Człowieka. Kimkolwiek byłaby ta istota.Raniono cię tam w głowę i jeszcze bardziej zwariowałaś! . wbrew temu co głosi. sam niczego nie zdziałasz. 109 . Chcę. aby zdrajca oddał Człowieka w ręce Obcych? Chcesz. Jon nie mógł zrozumieć.Zaniechanie też bywa grzechem. zabiłam wielu .krzyczał Chłopiec. wyzwalając Świętą Ziemię spod twardej ręki Imperium.Nie chcę nikogo zabijać. myślał Jon. że istnieje spisek przeciwko życiu? Powinien przyszłą ofiarę ratować.

. które jest wielokroć większe. co zrobisz . a Jon na te słowa odczuł tak straszliwy ból. że Jon aż osłupiał z wrażenia.Dlaczego jesteś za śmiercią. przez dotyk stopy Człowieka . lecz na Wieczność.Człowiek zyska Życie po Życiu i nie takie jak nasze. gdy zaniechasz ratowania Człowieka przed okrutną śmiercią. przeciw życiu? . albo będzie martwy… .Gdyby ktokolwiek dał ci.wyszeptała nagle.…a martwy z martwych wstanie i będzie przewodził Królestwu. których nazw nikt już nie pamięta. kruche i krótkie.Człowiek będzie ukrzyżowany. . jutro będą z Niego szydzić i wyprą się Go .Obojętnie. Nie było teraz martwą drobiną rozpylonego w proch kamienia. Było żywe. a ilu jeszcze ukrzyżują? Dlaczego tylko jeden z tych niezliczonych ludzkich cieni miałby być wyróżniony i zapamiętany? Jonie. wyniesiona przez przypadek i ty. A ty? Chcesz uratować życie Człowieka.. do wyboru: śmierć w płomieniach i Życie po Życiu lub długi. Wciąż. głupia dziewucho. kmiotku z Puszczy… Od prawieków kara krzyża była powszechnie stosowana. to tak bardzo boli . . Krzyżowano ludzi u Scytów i Asyryjczyków.Jak możesz stawać mi na drodze? Człowiek albo zostanie królem tej ziemi. zwykły żywot. . I krzyżuje się ludzi w Imperium.powiedziała Dziewczyna . bez cierpienia i ofiary to Królestwo nigdy nie powstanie . że chciał zerwać się do biegu. prawie co tydzień. a wśród ofiar były istoty dobre i prawe. Chłopiec podjął wątek. będzie straszliwie cierpieć. co byś wybrała? zaatakował nagle Chłopiec i Dziewczyna opuściła głowę. . Bezwiednie dotknął skórzanego woreczka na szyi i wyczuł w nim malutkie ziarnko piasku.Nie stos… Nie stos. Nie z Tej Ziemi. głupia wieśniaczko z Domremi. nie zna granic czasu ani przestrzeni . czy także zgadzasz się na to zabójstwo?! Jon stał porażony straszliwą prawdą tych słów.mówiła z naciskiem Dziewczyna. krzywiąc szyderczo twarz: . które jeszcze dziś Go kochały.i pulsowało w nim takie cierpienie i ból i taka gotowość do cierpienia i bólu. ale opowiada się za mordem.A Człowiekowi nie chcecie dać prawa wyboru! Słuchaj. którzy zmarli w straszliwych cierpieniach. a tłumy. nieważne. zarówno wtedy. W tym momencie ziarnko piasku sparzyło mu pierś . by dopaść Ucznia widocznego jeszcze w głębi ulicy. w jakich intencjach ona to czyni.będziesz współwinny zabójstwa.powiedział Chłopiec. spokojny.spytał z niepokojem Dziewczynę. Nie sposób policzyć tych. w Kartaginie i w Persji. Jonie. a Jon dojrzał. jak prześwituje przez nią rozgwieżdżone niebo. . w królestwach. 110 .i zatrzymał się.dopowiedziała Dziewczyna.

Gdy ktoś potknie się lub upuści gliniany kubek. wszedł właśnie do domu Namiestnika Imperium. żachnie się i powie z wściekłością: . 111 . To będzie twoja Cywilizacja Miłości . stchórzył. Człowieku…” . że w rozgrzanym. odwrócił się i wolno zaczął iść w stronę Świątyni Świątyń. czuł potworny swąd palącego się ciała. musi powstać… Jon w głosie Dziewczyny wyczuł nagle niepewność. Ale im dłużej Chłopiec wyliczał sposoby oddziaływania imienia Człowieka wśród ludzi. potykając się o kamienie.jak i wtedy. by ocalić życie Człowieka na Osiołku. ani na Chłopca. którą od razu wykorzystał Chłopiec: .wrzasnął za nim Chłopiec. Z Jego imieniem na ustach będą palić. Po twarzy ciekły mu łzy. którymi wyłożono ulice Stolicy. Czuł się współwinny Jego śmierci. otulony w brunatny płaszcz. gdyby mógł mu to powiedzieć: wybawienia od złej. że jest tak samo dobra… Jon słuchał długiej tyrady Chłopca coraz bardziej przekonany. postawny Uczeń.W imię wiary w Człowieka na Osiołku torturowane będą osoby posądzone o czary. Jon pokiwał głową. że Człowiek naprawdę będzie Królem Nie z Tej Ziemi i że Jego panowanie będzie trwało po wieczność. dusznym powietrzu Stolicy. ogień. czy przeciwnie .W imię wiary. Jon. o której mówisz. rżnąć. rychłej śmierci. podniecone głosy pielgrzymów. Imię Człowieka posłuży zarówno do szczytnych celów.pomocy w spełnieniu misji. a ludzie będą wierzyć. jak i do bardzo niskich i trywialnych. a Jon na ułamek sekundy miał wrażenie. tym bardziej Jon pojmował. Tak.O. Wiara w Niego to wiara w Cywilizację Miłości. wbrew Chłopcu. mordować i gwałcić innych ludzi. słyszał nieludzkie wycie. którego mieli się wkrótce wyprzeć. Wysoki. dostrzega kolejny miraż: widział płomienie stosu. Cywilizację Miłości zastąpi Cywilizacja Nienawiści.Nie mogę rozstrzygać o czymś. Że znajdą się ludzie. gdy odbierzesz ludziom wiarę w Jego Życie po Życiu. . Nie znalazł w sobie dość odwagi. brnął do Świątyni Świątyń. który krył jego twarz.gdyż Jego imię spospolituje się w ustach wyznawców. będą płonąć stosy. Nie wiedział też. która w końcu powstanie. Wciąż śpiewali i tańczyli na chwałę Króla. Chłopiec ciągnął nadal okrutną wyliczankę: .rzekł nagle Jon i nie spojrzawszy ani na Dziewczynę. Mimo późnej pory zewsząd słychać było liczne. który pochłaniał ludzkie istnienia.Stchórzyłeś! . którzy dzięki męczeńskiej śmierci Człowieka będą umieli odróżnić Miłość od Nienawiści.powiedział złowrogo. co jest większe ode mnie . . w której wznosiła się Świątynia Świątyń. czego chciałby od niego Człowiek.. Ziarnko piasku w skórzanym woreczku wciąż pulsowało mu na piersi.

odparła Dziewczyna. którzy się Go wyprą. żeby spłonąć. z ciała i mięśni. patrząc na potężną sylwetę Świątyni Świątyń. palić. bezsilną i smutną agonią dwóch Bogów. znając prawdę. nad tymi. płakał nad samotną. na złotym tronie. a narodziła się. 112 . którzy spospolitują Jego imię.choć potakują Mu cały czas . której refren ochoczo podchwytywali pozostali.powtarzała mu Dziewczyna.nie pojęli i nigdy nie pojmą prawdziwego znaczenia słów o Królestwie Nie z Tej Ziemi. . Na placu koło Świątyni Świątyń tańczyła kobieta w czerwonej sukni. że jego Królestwo będzie …gdzie ono będzie? Wszędzie i Nigdzie? Właśnie tak: dla jednych wszędzie. . przyłożyłeś do tego rękę! Wszyscy przyłożyliście do tego rękę i wciąż ją będziecie przykładać. którzy Go zdradzą. z których tylko jeden wstanie z martwych. Jon. że ich zawiódł. że naprawdę widzą Go w królewskiej. którego był on narzędziem.Jon słuchał ich głosów i płakał. Nie miałeś wyboru . że pielgrzymom chodzi o prawdziwe. nie było jej. który sam niczego nie ma…? Oni chcą króla z krwi i kości. że ta kobieta za dwa dni pierwsza plunie mu w wykrzywioną bólem twarz. jakbym Go sam zabił… . gwałcić.zaśmiał się szyderczo Chłopiec. Płakał nad Człowiekiem. Jesteś tchórzem. . materialne królestwo dla Człowieka. aż zacznie walczyć o koronę. iż wyprą się Go także dlatego. złotej szacie.Ależ właśnie szło o wybór! Miałeś go i zawiodłeś. a drugi zapadnie w niepamięć. dla większości nigdzie. którą przypadkiem posiadł. Jonie odpowiadał Chłopiec. a w ich świetle tańczyli pielgrzymi. który znów wrócił w krainę proroczych snów.Wszyscyśmy go zabili. Przystanął. nie miał odwagi spojrzeć w twarze tych ludzi. która dopiero miała się narodzić. Wokół niej płonęły ogniska. panującego nad Świętą Ziemią. że w rzeczywistości . Albowiem prawdziwy król nagradza swych wyznawców złotem. a potem twardą ręką uchwyci losy kraju i narodu.szepnął do siebie.Tak. a cóż może ofiarować monarcha. Jon przysiadł na ziemi w głębokim cieniu. . Jon pojął. Więcej. . Słuchając słów układanej na poczekaniu pieśni. Jon wiedział. A Człowiek mówi o tym. którzy w Jego imię będą mordować. przez następne setki i tysiące lat! . że czekają.A jednak jest tak. ale gdy się obejrzał. Płakał wreszcie nad sobą. z dala od ognisk i radujących się pielgrzymów. śpiewając spazmatycznie i głośno o Królu i o swej bezgranicznej do Niego miłości. Płakał nad Chłopcem i nad Tym. ale jego też tu nie było. który obali władzę Imperium.Nie miałeś wyboru .

Ale krew starego. siedząc w cieniu i płacząc. Wychylił się. Może jednak stary Bóg miał ciągle sekretnych wyznawców. Ostrożnie dotknął kamiennej rany. Krew była gorzko-słona. Jon pomyślał. Czasem była to krew dzikich zwierząt. gdy spoglądał na kaleki posąg. lepkim palcem ostrożnie musnął wargi.myślał Jon. A jeszcze tak niedawno wdrapanie się na ramiona Boga wydawało się Jonowi fizycznie niemożliwe. że szamani podawali dawniej krew leczonym przez siebie chorym. a blask wielu ognisk. nazywano go Bezimiennym lub w ogóle pokrywano milczeniem Jego imię. to. że zdolne jest wycisnąć łzy z kamienia? Tu była krew. a potem wilgotnym. że chce dotknąć tej krwi i posmakować jej. łatwa. Skąd zatem krew? Jon wychylił się i z trudem złapał równowagę. Długa niegdyś wędrówka po ciele posągu była teraz o wiele krótsza. tak wielkie cierpienie. aby przyjrzeć się krwi. runęło pod jego ciężarem. Jakie to uczucie? . potężny. rozłupał się na mniejsze bryły. To był przecież Światowid. wbił zęby w surowe mięso pierwszego jelenia. na którym stał. A dziś… dziś Jon nie umiał opisać swych uczuć.Jon rozmyślał. gdy Jon był w Drodze. które rozpalili pielgrzymi. iż do Bezimiennego nie przychodził już nikt poza Jonem. Chciało 113 . a nawet jaskrawoczerwone były plamy krwi i ostro odbijały od połyskliwej bieli pierwszego śniegu. Krew ludzi i zwierząt była słodka. trudna agonia. gdyż jedno z ramion posągu. Ani szaman z Wioski. konającego Boga była gorzka… Jednym skokiem ześlizgnął się na ziemię. uderzając o ziemię. jego imię bano się wymówić. Był nieskazitelnie czysty i nie nosił śladów stóp: ani ludzkich. O wiele dłużej trzeba by się wspinać na wysoki dąb. Krew żywych istot nawet po śmierci była mdląco słodka. śnieg odbiłby ślady stóp… Chyba że byli tu wcześniej. gdyż raz na polowaniu wyssał rankę dziecka ukąszonego przez żmiję. Śnieg puszył się teraz na owalnym placu. Kamień. groźny. Świeża krew sączyła się z kamiennych ran Boga. którzy przyszli złożyć Mu ofiarę? Niemożliwe. Jego puszystość i nieskazitelność potwierdzały. z których siedzib wiodły do posągu pozostałe Kamienne Drogi. Słona jak łzy. który musiał spaść. nie łzy. ani zwierzęcych. Jon wiedział o tym. Nawet ukradkiem. oświetlał wirującą coraz szybciej kobietę w czerwonej sukni… czerwonej… czerwone… CZERWIEŃ… *** …CZERWIEŃ… CZERWONE… czerwone. ani szamani innych Plemion. niekiedy innych ludzi. Być tak długo królem… Królem?… królem dla tysięcy Plemion i nagle zostać zrzuconym z tronu. Jak to mawiali w Wiosce? Że istnieje taki ból. gorzka jak długa. Jon słyszał. zanim deszcz przemienił się w białe płatki.

ubrany w zgrzebną szatę. by mógł nauczyć się czarnych znaczków. ale nie opowiadał o światach. tamte światy wydawały mu się jak wielkie.lecz przypominał Go w niewielkim tylko stopniu. Człowiek na Osiołku był prawdziwszy i bliższy. na którego skronie wkładano szczerozłotą koronę. Tej nocy przyśnił mu się Król. tysiące sprzecznych opowieści.o Nich zaś snuć setki. jawiła mu się szydercza twarz Chłopca lub uderzająco wielkie nawiedzone oczy dziwnej Dziewczyny. Jon nie mógł i nie chciał w to wierzyć. Gdy był w Wiosce. Wszystko to jednak były tylko obrazki. o którym nauczał Ezra . że Bóg Dobroci tak właśnie wygląda. która ciągnęła się przez całą pierś. czując na twarzy ślady jeszcze nie wyschniętych łez. A same obrazki też były niezrozumiałe. kroplą deszczu. że jest za późno. To znów śnił mu się król. prorocy. Gdy zasypiał koło Gai. a śmierć opłakiwali na wiosnę . będąc w Drodze. równie niezrozumiałe jak księgi Ezry i Isaka. o gigantycznym posągu. Bóg Dobroci może być kawałkiem liścia płynącego z wiatrem.tłumaczył kiedyś Ezra . o monstrualnej postaci starego Boga. które Jon zapamiętał. co pamiętał. które być może wyjaśniłyby mu sens jego Drogi. zlany potem ze strachu i obrzydzenia. których znaczenia nie pojmował. były prawdziwsze niż tamte z księgi Ezry.Tylko dwa dni! Jesteś w Drodze coraz krócej.przedstawiały różne wizerunki Boga Dobroci. Jon nie chciał o tym rozmawiać z Gają. falą na rzece. jak te z ksiąg kapłanów? Może prawdziwa była tylko ta Ziemia? Ziemia. To. na szczęście sam tego nie pamiętał. Chcę. choć już nie mógł wpłynąć na jego decyzje. opowiedział jej niegdyś o Kamiennej Drodze. Przypominał trochę Tego. Musisz być… Jon objął ją. które przemierzał. co znajduje się na drugim brzegu Rzeki. pełne malutkich czarnych znaczków. A może obrazki z jego snów też nie były w pełni prawdziwe. ranny posąg. których przyczyny nie pamiętał. lecz wieniec z cierni. Według Jona obrażało to Boga. żebyś był wówczas przy mnie.Nie było cię dwa dni! . więc chyba Droga naprawdę się kończy i pewnie zdążysz na narodziny naszego syna. płatkiem śniegu.jego narodziny czcili zimową porą. nikt nie wkładał mu na głowę korony. ostatnio nawet jeden dzień. Nie od niego to zależało. Na jednym z obrazków widniał na przykład siwy starzec. Jonie. Ale nie może być staruszkiem siedzącym na chmurce. błyskiem słońca w gładkim futrze sarny lub piorunem. by uniknąć odpowiedzi. który jechał boso na osiołku. . podobny do szamana. nie tworzyło żadnej całości. Jon wiedział. O jego Drodze wciąż decydował kaleki. Nieliczne obrazy. . Raz półśniła mu się (lub półjawiła?) migotliwie biała sala i zielone sylwetki ludzi (zielone…?!). 114 . Gaja nigdy nie powinna się dowiedzieć. było strzępami obrazów.mu się płakać i płakał.powiedziała radośnie Gaja. święci i Bogowie o niej zawsze można było powiedzieć Prawdę . Owszem. siedzący na złocistobłękitnej chmurce. Chłopiec rozwierał koszulę i pokazywał długą bliznę. Dziewczyna przytwierdzona do grubego pala płonęła żywcem i wówczas Jon budził się. a obok stała ta sama Dziewczyna w lśniącej zbroi. Ezra nigdy nie powinien twierdzić. Podobno niektóre z nich . po której stąpał on. opasłe księgi kapłana Ezry: pięknie ilustrowane.

teraz odwracał głowę od obrazów i figur.Dlaczego Ezra postawił TO w świątyni? . że gdzieś na świecie istnieją prawdziwsze wizerunki Boga.gdy miał dziesięć lat. że wstrząsnęła nim bezmyślna niefrasobliwość. Gdyby zdobył się na odwagę i porozmawiał ze starym kapłanem.lecz właśnie jako starca na chmurce lub z groźną laską w dłoni. Wszechobecność i Wszechmyśl gdyż tego nie można wyrazić pędzlem lub dłutem .Bo wszyscy wolą te podobne do lalek? .wyjaśnił spłoszony Isak. ludzie lubią. że oblicze to żyje. która malowała się na twarzy figury i jej lalkowate oczy.Czy TO przypomina ci Matkę Boga? . a Isak odparł poważnie: . zbytkowny przedmiot: była to niebiesko-złoto-biała figurka kobiety o różowych policzkach. Ten westchnął i szepnął bardziej do siebie niż do chłopca: . Jonie. . że on sam nie potrzebował obrazków i rzeźb.TO…? To jest figura Matki Boga . choć to wciąż nie jest Ona . o trefionych włosach. które ją zdobiły. Jon pamięta.spytał Jon Isaka. bogato ubrana pani. które 115 .Jon. . Ukazywały one Boga Dobroci niejako Wszechmiłość. który do świątyni w Wiosce szedł zawsze z ufnością. od której biegł ku ziemi piorun. ozdobiona złotą koroną. gdy Matka Boga przedstawiana jest jako piękna. kapłan Ezra wyruszył do miasta i przywiózł dla świątyni nowy. Wystarczało.Tę figurkę wyrzeźbił smolarz z Puszczy.Bardziej. Nie miała jaskrawych szat ani korony. malinowych ustach i szkliście błękitnych oczach. a dziesięcioletni Jon głośno zawołał: . O starcu na chmurce lub z groźną lagą w dłoni Jon wolał w ogóle nie rozmawiać. gdyż lubił jej kamienno-drewniane ściany. które sprawiało wrażenie. a jej ciemna twarz skrzywiona była grymasem cierpienia. . lecz Ezra nie chciał postawić jej w świątyni. .spytał ze zrozumieniem Jon. być może ten by mu wytłumaczył. zaprowadził do swojej izdebki i wyjął z kufra rzeźbioną w drewnie ciemną figurkę.spytał Isak. .Widzisz. Dlaczego te obrazy i figury kłamały? Po co? Czy Plemię potrzebowało tego kłamstwa? Czy ułatwiało ono misję ludzi w długich sukniach? Jon przypomniał sobie pewne zdarzenie . Jej niebieska szata usiana była złotymi gwiazdkami.Kłamiesz! Ona nie mogła wyglądać jak lalka! Nie barwiła sobie ust i policzków! Nie trefiła włosów! I musiała być smutna! Wtedy stary Isak wziął go za rękę. a głowa.odparł dziesięciolatek starcowi. by czuć obecność Boga Dobroci.

wcześniej przestronna.powiedziała Gaja z prośbą w głosie. połyskliwie czarny posąg Bezimiennego.mimo iż wymyślone przez ludzi . gdzie miało trafić? Jon pokręcił głową. że syn narodzi się zdrowy. wsłuchiwał się w bicie serca swego przyszłego syna. gdybym dosiadła łagodnego konia. . Przed oczami Jona jawiły się. Na szczęście wiedział. jak opowiadali ci. Lecz nigdy o tym nie rozmawiali. a on. że oddaje on tak wiernie jego przeczucia.wyznał Gai.Mogłabym z tobą pojechać. dławiła ciasnotą. mimo ciepłych okryć koców i futra z niedźwiedzia. a jest taki w stajni rodziców. Jon poszedł odwiedzić szamana. dotykając woreczka na szyi. I dlatego dziś jego kamienne rany krwawiły. którą budują w pobliskim Mieście . gdy nacieszyli się sobą. a wioskowa świątynia. słabe jeszcze mrozy zagnały starca do namiotu. . jak zapewnić bezpieczne życie nie narodzonemu.To nie tylko chłód zimy . Nie bał się.trzy dni konnej jazdy przez Puszczę. Gaja zajęła się przygotowaniami do długiej podróży: . . okazałe. której jeszcze nie wypełnił. którego już nie opuszczał. Suche ziele wciąż cichutko szeleściło. trudna droga zmęczy ją u progu narodzin dziecka. syn . . którzy tę drogę przebyli. Nagle niebezpieczeństwa świata zaczęły mu się wydawać niewiarygodnie wielkie.zapłata od Bezimiennego za misję. Ja też chciałabym ujrzeć świątynię . Wiedział.Pojedziesz . że gdy po raz pierwszy ruszył w Drogę i ujrzał u jej kresu monstrualny.Zanim ruszę w ostatnią Drogę.Czy ziele serdecznika niepospolitego trafiło już tam. a potem następne trzy dni bitym kupieckim traktem. Jego stare ciało marzło.powiedział szaman zagadkowo. Gdy Jon tym razem powrócił z Drogi. Szaman pokręcił niespokojnie głową: 116 . Tak. Jon przypomniał sobie. kamienie z Puszczy dawały prawdziwszy wizerunek starego Boga. przykładając głowę do jej wypukłego brzucha. chciałbym zobaczyć największą świątynię. Dłonią wyczuwał jego ruchy i cały czas myślał tylko o tym. na ułamek sekundy. iż długa. gdzie szukać bezpieczeństwa dla syna: w braku wątpliwości. bogate kamienne pałace i świątynia tak ogromna jak cała Wioska.może zdobyłyby uznanie Jona. Ani przez chwilę nie zamierzał zostawić żony samej. zdumiał się. dom w Wiosce wydał mu się za mały. gdy Jon dotknął jego zimnej ręki i zaraz spytał niecierpliwie: .zgodził się Jon. Pierwsze.

ku swemu zdumieniu. z pomocą Królowej Śniegu i twoją. Później młody mężczyzna skierował kroki do świątyni. . miało być lepsze i nazywało się CYWILIZACJĄ. dłoń szamana w swojej dłoni. . Stary kapłan spacerował po ogrodzie. Ezra ustawiał wysokie świeczniki wokół figur i obrazów: były najwyraźniej nowe. mimo palącego się ognia. gdzie on jest. . Nie chce odchodzić samotnie i to mnie niepokoi. . .odparł stary szaman.Wiesz o nim więcej niż ja. Lecz to narzędzie nie jest już potrzebne.Jest coraz słabszy. dał Chłopcu lodowe serce i stworzył z niego swoje narzędzie. ostatni przedstawiciel starych czasów. że śmierć starego Boga równa się śmierci szamana. Szukał Ezry.Ty tutaj? . ucałował ją. Coś bezpowrotnie się kończyło.odparł pytająco i zobaczył przed oczami chudą twarz nie znanego Chłopca. 117 . torował drogę czasom nowym. Jednak każdy koniec jest smutny. Myślę.Jeszcze się zobaczymy .uśmiechnął się spokojnie starzec. Tym razem nie szedł tam. To stary szaman. aby stać między Bogiem Dobroci i Cywilizacji a zemstą starych Bogów. Bezimienny. Już prawie nie mówi. Jon bezwiednie trzymał coraz chłodniejszą. jak szukać i czy On pozwoli mi do niego trafić? . które wyobrażają Boga Dobroci jako starca z lagą w dłoni. że to najważniejsza część twej misji. a potem nagle. Jon wiedział. tak jak mieszkańcy Wiosek i Miast karczują Puszczę. Jon uśmiechnął się w duchu i pomyślał. które przychodziło. w tym obu kapłanów. zatem młody musiał być w świątyni . by budować na jej miejsce nowe. piękniejsze domy. Nie wiem. z której strzela ku ziemi piorun. nie wiem nawet.zdziwił się kapłan i natychmiast przybrał srogi wyraz twarzy. która wyciekała z kamienia. chroniąc i Plemię i nową świątynię. Gdy Jon wszedł do świątyni.On krwawi. że wkrótce wykrwawi się na śmierć . połyskiwały złociście. przedłuża swoją agonię. Ostatni plemienny czarownik żył przecież tylko po to. że umiera nie tylko ten niegdyś potężny stary Bóg. grożąc piekielną karą. ba. Jon pojął. by odwiedzić Isaka.szepnął Jon. . ujmowała życia starcowi. rzucając jaskrawe refleksy w ciemnym wnętrzu. już tylko się broni. Uwolnij więc Chłopca od męki czynienia zła.Tym razem pozwoli . Każda kropla krwi. że Ezra wzoruje się na obrazkach.obaj unikali siebie nawzajem od czasu wizyty gości z Dalekiego Kraju. a nowe..Czuję. Jonie.

czując drżenie swego głosu. Jonie.zaczął Jon. już się o tym przekonaliśmy. oni pójdą za tobą. . pamiętaj. Ezra umilkł i próbował szukać w pamięci słów. których nie znajdował dość szybko. . ty zaś czcisz je do dziś! . jeśli zostawisz w spokoju mnie i moją rodzinę. ale wiedział. z trefioną brodą.mimo woli zaciekawił się kapłan. z małą cierniową koroną na głowie.Heretyków pali się na stosach . że chodzisz do Puszczy. zasłaniając dużą.Kto to jest heretyk? . jak i piekący żal. dam ci coś. a Jon dokończył: . w bogatej czerwonej szacie.Nigdy . Jeśli ty pójdziesz na stos. Jeśli wyznasz to szczerze i ukorzysz się.spytał znów Jon. .Co mi dasz? .…heretyk to ktoś.Mego syna. wyobrażająca postać człowieka z długimi włosami. . Musiał jednak wybrać . być może nie unikniesz tortur czy stosu. że był to najlepszy wybór na nadchodzący czas.spytał Jon. Zło trzeba wyplenić aż do korzeni. co będzie tego warte… .Ty nigdy nie błądzisz? .Słyszałem. . Nie pochwalał swego wyboru.Isak błądzi! . Jonowi stanęła przed oczyma postać smutnego. A tak narażasz tylko swoją rodzinę.spytał z zaciekawieniem. Ezro.zawołał Ezra. w której błyszczały drogie kamienie.zaczął.i dawno wybrał. najwyraźniej nową figurę.rzekł szybko Ezra. Ezra spojrzał na niego zdumiony. ale kim oni są? . Na początku byliśmy zbyt łagodni i dlatego tak długo skrycie czczono bałwany.Heretyk… heretyk… . ale będzie ci to przynajmniej wybaczone. gdy znikasz z Wioski? Mówią. przygryzając wargi. . . by czcić bałwany. . nędznie ubranego Człowieka na Osiołku… . Jon ciągnął: 118 ..odparł dumnie młody kapłan ku uldze Jona i zaraz dodał surowo: Gdzie błądzisz.powiedział szybko Ezra.powtórzył pytanie Jon.Heretycy nie mają prawa wchodzić do świątyni Pana . .Bo ja znam Prawdę! . kto myśli inaczej niż ty.A Isak? . czekając z nadzieją na odpowiedź.Ezro. co czyni i czuł zarówno radość. Wiedział.

gdzie tylko zechcesz.Ofiaruję syna twojemu Bogu .. o to by był silny. przyprowadzi naszego syna do ciebie.…naszemu Bogu! . umowa uniemożliwi twej małżonce sprzeciw i zaświadczy o prawdziwości twojej obietnicy . Zaprowadził Jona do izdebki na tyłach świątyni i tam zasiadł nad dokumentem. aby podpis był ważny. śledząc z zazdrością szybkie ruchy pióra po papirusie.Podpisz. .poprawił bezwiednie Ezra z błyszczącymi oczami. Jednak tylko w ten sposób zapewniał mu bezpieczeństwo w świecie. Pokażę ci. Ale kiedy tylko dojrzeje.… i bez cienia litości wobec heretyków . którą opowiadałeś nam.Nie szkodzi. To byłoby skuteczne narzędzie krzewienia prawdziwej wiary. który od dziecka byłby ofiarowany Bogu i wyparłby się grzesznego ojca .Gaja da mu matczyną opiekę. .Mówiłem ci. czego Ezra mógł pragnąć.Trzy krzyże?! . a ty weźmiesz go pod swoją pieczę i oddasz twemu Bogu… . .Co tym razem mówią te czarne znaczki? . . że pouczę cię.…że gdy twój syn ukończy sześć lat.Idź zatem. który napisał szybko długim. ani ty. Gdybyś nie wrócił w porę. maczanym w inkauście. zadba o jego doczesne życie i zdrowie. poruszony do głębi słowami Jona. . a Jon poczuł litość dla swego nie narodzonego syna. która niewątpliwie będzie najsilniejsza przez setki lat. lecz wcześniej podpisz ze mną umowę.i mój syn będzie Mu służył w taki sposób.streścił mu Ezra.Krzyż to święty znak i nie wolno go nadużywać! Trzy krzyże zaś to cała historia.nakazał kapłan. . Jonie w Drodze.A ja powiedziałem. ani jego matka nie przeciwstawicie się naszej świątyni .zawołał zdumiony Jon. . w którym będzie dorastał: postawił go po stronie. gdy byliśmy dziećmi i choć na dwóch zawiśli złoczyńcy. co masz zrobić. przyjdzie do mnie na naukę.tak. że nie umiem.uzupełnił Ezra z pałającymi oczyma.podkreślił Ezra. .powtórzył Jon bez nacisku.spłoszył się Jon.spytał Jon.rzekł kapłan ze zrozumieniem. jak tylko zechcesz. sprawny i piękny jak ona. to było coś. Ezro.Nie umiem pisać . . Bez cienia wątpliwości i… . Syn heretyka czczącego bałwany. a gdy zechcę wysłać go w Dalekie Kraje z misją nawracania pogan lub zwalczania heretyków. Wyrysuj trzy krzyże . nie chcąc wdawać się z kapłanem w dyskusję . gęsim piórem. Ezro. to jednak… 119 . . jak winien wyglądać podpis prostaka . .

lecz Ezra przerwał mu gniewnie: . Jonie! Nie jesteś od tego. ułatwiając Isakowi wybór między prawdziwym imieniem. którego nie należało wymawiać.Nie powinno się nigdy zaklinać na Syna Bożego… . . którego nikt już nie używał.…i wziąć ją sobie . . nie patrząc. a ze zrozumieniem o moich braciach. Odłożył pióro. co wedle nich oznaczało skutecznie. Jakby nadużywał prawdziwego imienia Syna Bożego do spraw codziennych i pospolitych.dopowiedział Jon. Na wszystko prócz prawdziwego dobra.Ci dwaj kapłani byli jak Ezra. Przybyli do waszej Wioski ponad sto pięćdziesiąt lat temu.ciągnął w zamyśleniu Isak.…dla Bezimiennego . A chwasty plewili brutalnie. zasiali Słowo Boże i nie dali mu wzrosnąć. a potem idź sobie do Puszczy pomiędzy twe bałwany! Jon niewprawną ręką postawił obok siebie trzy duże.Znasz historię dwóch kapłanów.Nie bredź! Stawiając trzy krzyże. wolniutko spacerował po wąskich ścieżkach między grządkami. Spojrzał na Jona z natężeniem. Jon zaś wolno wyszedł ze świątyni. a przydomkiem. jakby słabł mu wzrok i powiedział bez powitania: .zaczął znowu Jon. mimo zimowych chłodów. czarne krzyże u dołu zwoju. Rzucali ziarno i biegli dalej. westchnął i powiedział: .krzyknął Ezra. gorliwi i gotowi na wszystko w imię Boga Dobroci. by pouczać swego kapłana! Jeśli godzę się na tę umowę. którzy przybyli tu pierwsi? Tych. jakby popełniał bluźnierstwo. Teraz udał się do ogrodu. Nie dlatego.Podpisz. by ocalić duszę nie narodzonego dziecka! . nim tu przybyłem. nie ogrzali ciepłem zrozumienia i współczucia. by jak najszybciej zebrać jak najwięcej nawróconych dusz i jak najszybciej przesłać do Dalekiego Kraju znak.Kiedyś. że sami byli złymi ludźmi.wytłumaczył kapłan. im się tylko śpieszyło. Ale nie myśl o nim nigdy źle. nie sprawdzili. .wtrącił Jon.Nie pouczaj mnie. Boże broń. przeciwnie! Nie. czy w 120 . Miał uczucie. Nie zrosili swego siewu wodą miłości.. to tylko dlatego. że dotrzyma umowy . że Królestwo Boże rozciąga się na coraz większej połaci świata.Nie od razu ruszę na drugą stronę Rzeki. myślałem ze zgrozą o twoich pobratymcach. Stary kapłan. by zobaczyć. gdyż nie ma on złych intencji. Na razie jedziemy z Gają do Miasta. Byli tacy młodzi i pełni wiary. czy wzeszło. jak rośnie największa ze świątyń… Ezra spojrzał na niego zdumiony. Jonie . którzy zostali zabici przez Plemię na krwawą ofiarę dla… . niepiśmienny klnie się na Syna Bożego. by spotkać Isaka.I wziąć ją dla Boga! . . .

składa się z ludzi. Jonie. Ci zaś. Pomyślał. które zostały zapomniane 121 . że nie chce żyć w Wiosce.Ile czasu musi minąć? .CYWILIZACJA . Jonie.razem z Ezrą dopełniają się i tworzą całość. wiele czasu. otaczając ją magicznym kręgiem. iż to właśnie oni mają rację. zaczęli tłuc gliniane posążki plemiennych Bogów. bóstw i bożąt. . bo masz wątpliwości. Jonie. I twoje Plemię im pokazało: zabiło obu kapłanów i złożyło ich ciała w ofierze. Jonie. w której zabraknie szamana i starego kapłana. . nie wzeszło. .pokiwał głową Isak. . to straszliwy trud… Jon uścisnął Isaka i ucałował jego rękę. Nie czekając. że to ona ma rację. Rzucali słowa pełne gniewu na głowy bałwochwalców. która chroni Wioskę.o dziwo .szepnął stary kapłan i dodał: Ty jesteś odmieńcem. którzy nie zechcą stanąć po żadnej stronie.Dobrze zrobiłeś .Cały świat. . łagodzący gniew i żal starych Bogów. bo właśnie oni obaj . Nikogo nie omija ta słabość. a Jon zapytał szeptem: . Jesteś odmieńcem. wierząc. a bycie w większości jest bezpieczne.zażądał jeden z nich. by ludzie z Wioski zaprowadzili ich na miejsce kultu.spytał z nadzieją Jon. nim Cywilizacja będzie oznaczać swobodę wyboru. zginą pierwsi. “Co tu robicie z tym wielkim bałwanem? Pokażcie nam…” . Ja przecież też wierzę w swoje racje.Dopiero od niedawna wiem. że czyni dobrze. że nie sposób tego przewidzieć. które tak pośpiesznie siali kapłani. . drewniane palili na stosie. .Zapewniłeś mu w ten sposób przynależność do większości. Isak umilkł na chwilę.…i Plemię ich tam zawiodło? Na drugi brzeg Rzeki. Albowiem ziarno. Dlatego odchodzę z tego świata z radością. Jedną trzecią kręgu stanowił szaman.Cywilizacja . że wprawdzie jego Bóg jest ponad wszystkim. zażądali.powiedział z goryczą Jon. gdyż świat najbardziej nie lubi odmieńców i ludzi wątpiących . który udowadniał. dlatego wojny nigdy się nie kończą. którzy wierzą. ale starzy Bogowie też mają swe miejsce.Tak wiele. do kresu Kamiennej Drogi? . że całe zło wynika z niezrozumienia.przytaknął kapłan.Dlatego właśnie oddałem mego nie narodzonego syna pod pieczę Ezry wyznał Jon.ogóle wzeszło. Jedną trzecią kręgu tworzył Isak. . . Gdy już zniszczyli wizerunki bóstw i bożąt znalezionych w Wiosce. bóstw i bożąt. Nawracanie.Tak. .Minie wiele. z przekonania każdej ze stron. Nigdy nie chciałem nikogo do niczego przymuszać.

z której przybywali. by wiodły doń drogi szerokie i bezpieczne. Gaja zaś była zdrowa. które tak rzadko budzi skruchę. od strony.przez Plemię. utwardzając ją żwirem i kamieniami. ubijano wydartą przyrodzie ziemię. lecz skutecznie. gdy zostanie tu sam. zobaczyli nie dokończone. świątyń. który prowadził ludzi w przyszłość. strzeliste wieże nowej świątyni. Zresztą kobiety z Wioski przywykły do ciężkiej pracy do ostatnich dni przed rozwiązaniem. Dlatego Jon nie obawiał się zabrać żony. *** Droga do Miasta była krótsza niż niegdyś. że Gai. gdyż nie miał w sobie wątpliwości. silna. I wreszcie jedną trzecią kręgu tworzył kapłan Ezra. odporna. czego Jon chciał uniknąć. . przybliżając się do niego. zamków. ryzykując spotkanie z dziką zwierzyną i złymi ludźmi. a zaczął bity trakt. mój syn musi przynależeć do większości . w którym świątyń było prawie tyleż samo co mieszkalnych budynków. gniewnie. zapewne zostałby spalony na stosie jako czarownik. które karczowały kolejne połacie Puszczy. Już z daleka.w Jego mniemaniu pomoże Mu odzyskać świat. a potem przywołał na usta pogodny uśmiech i przekroczył próg domu. lecz tylko cztery. Robotą kierował mistrz przybyły z Dalekiego Kraju. jak oceniali.Tak. aż największy ze starych Bogów wybierze sobie tego. gdyż bity trakt skrócił o połowę trudy podróży. widząc obu. Wycinano więc Puszczę. a tak często gniew i nienawiść . wielusetletnie drzewa. ale niezwykle wysokie. Im byli bliżej. Ludzie z Wioski. tym budowla wydawała im się większa i wspanialsza. szybko. Nie musieli wjeżdżać w labirynt uliczek Miasta. Drewno było zresztą potrzebne na budowę nowych domów. która zapatrzyła się w 122 . Kiedyś trzeba było przedzierać się przez Puszczę. rusztowania pięły się tak wysoko. Kapłan Ezra. Podróż do Miasta nie zajęła im więc sześciu dni. który . nawet ospała. karczowano potężne. W Mieście było kilkanaście Domów Boga. Miasto zawładnęło wyobraźnią puszczańskich Plemion. Szaman czekał.szepnął Jon sam do siebie. Stary szaman umrze razem ze swoim starym Bogiem i chwała Panu za ten akt łaski. Siwa klacz była łagodna. stworzy w Wiosce świat bez prawa wyboru i wywoła w Plemieniu poczucie winy. Nie ma już miejsca na nowego szamana. na półtora miesiąca przed narodzinami syna. gdyż czuł się w nim jak w klatce. To był dowód. Jednak Miasto wciąż wydzierało Puszczy skrawek za skrawkiem. ledwie skończyła się Puszcza. wracając do domu. nie czuli się winni za przeszłość i nie bali się przyszłości. Świątynię budowano na skraju Miasta.a potem zapragnęło. ale ten miał przewyższyć okazałością wszystkie inne. gdyż stosy nieuchronnie zapłoną także i w tej Wiosce. rozrastając się .myślał Jon. Gdy przystanęli u jej stóp. że Cywilizacja przyśpiesza kroku. To szaman pomagał bożętom i bóstwom dokończyć żywota. a droga równa i bezpieczna. szamana i Isaka.

a tymczasem. a nieznajomy też się roześmiał i odparł. by murarze nie skąpili zaprawy i nie marudzili przy robocie.Z nieba spadł? .Ciekawe. Wokół budowli trwał niebywały ruch. lecz wciąż jaskrawoczerwone skórzane buty. Słyszałem. jest na odwrót . jak usłyszałeś. by nikt nie skradł cegły. . że On nie zastanawia się nad okazałością swych świątyń . Mnich na widok przybysza skrzywił się. że niektórzy czczą tam jeszcze bałwany . Jego ramiona skrywała szeroka bluza w kolorach tęczy.krzyknął obok niego człowiek w białej długiej sukni. Jego zaś niezwykłość wynikała ze stroju. że przybyłeś z Puszczy. lecz nagle rzucił się. Jon nigdy jeszcze czegoś takiego nie widział nawet na obrazkach w księgach Ezry. . . choć było tam wiele zdumiewających rzeczy. czasem sobie myślę. patrząc z niepokojem na mnicha w białej szacie. Oprócz mistrzów murarskich. któremu towarzyszyło ciche brzęczenie dzwonków. Można było dać mu zarówno trzydzieści parę lat. krzycząc na murarzy. komu się nie podoba. Jon odetchnął z ulgą i odwrócił głowę: za ich plecami stał najniezwyklejszy człowiek w nieokreślonym wieku. czy Bóg Dobroci zechce zamieszkać w tej świątyni. jak i pięćdziesiątkę z okładem.Zważaj na słowa! Bóg tu wejdzie. spotkać można było kapłanów w ciemnych lub białych sukniach. czy… no. .Wydaje ci się.górę. .Myślałem tylko nad tym. na głowie zaś nosił dziwaczną czapeczkę z grubego sukna.Tacy jak ja przebywają pomiędzy niebem a piekłem. młodzieńcze. zastanawiając się.Bluźnisz! .zaplątał się Jon. jak oni. Poznał już znaczenie słowa “heretyk” i bał się tego. jest bluźniercą i heretykiem! . Sprytniejsi mieszkańcy Miasta założyli wokół kramy z różnością towarów i prostym jadłem. nigdy nie są tylko tu lub tylko tam. Dlatego tak trudno ich wykląć. . że świątynie winny przychodzić do Boga. z kilkoma rogami. Do 123 .mnich piorunował go wzrokiem. którzy niechcący przewrócili w błoto taczkę z cegłą. brzęcząc dzwoneczkami: . Nieznajomy miał na sobie obcisłe nogawice wpuszczone w brudne. by ją podziwiać. pilnujących. czy nie wyda Mu się ona za duża? . co począć z młodym bluźniercą.usłyszał Jon za sobą czyjś niemłody głos. . którzy nadzorowali robotę. może On… to znaczy. co ze sobą niosło. czy musi być taka wielka.zaprzeczył Jon.Ależ ona mi się podoba .zdziwiła się Gaja ze śmiechem.Twój ubiór świadczy o tym. ledwie skończymy budowę! Im większa świątynia. gdyż wciąż przybywał ktoś nowy. tym większa jego chwała! A ten. zakręciło się w głowie.zastanowił się głośno Jon.

Jonie .Nie . A sądzę. Bogacz płaci więcej. biedak dostaje żarty za darmo. . A czyż moja czapka nie jest śmieszna?spytał Błazen. opłacają mnie sowicie.Rozumną masz żonę. . . nawet złotem. kradnąc im miód.Kim jesteś? . gdy ogania się od dzikich pszczół. lub śmieszy ich to. z którego patrzymy . a wtedy zamiast złota dostaję miskę strawy dwa razy dziennie. aby Bóg obdarował ją aż tak szczodrze .Jak to możliwe.Dobrze to ujęłaś.stwierdziła Gaja w zadumie. .Jestem Błaznem . . gdyż trudno.Nigdy nie słyszałam o takim zajęciu! Co robisz? .skłonił się Błazen.To chyba zależy od miejsca. Gdy trudno ich rozbawić.Mylisz się. .tych rogów przymocowane były małe dzwoneczki. Dzwoneczki brzęczą tak. Śmieszna jest niedźwiedzica.obruszył się Jon. a smutna. 124 .odparł Jon. Szczerze mówiąc. lecz wkrótce wyrzucają. płacą mi za nie. niż sądzili. nie zawsze na jednaką nutę. Ich domy są różne: czasem to zamki i pałace. Gdy moje dowcipy i powiastki rozśmieszą mych panów w kłopotach i zmartwieniach. wtedy wypędzają mnie. że rzecz zabawna śmieszy wszystkich . które brzęczały cicho. jak dobry pies. że i ty masz powody do zmartwienia. gdy pszczoły potną jej nos żądłami i to ją boli.odparł nieznajomy i dodał: .Kto to jest Błazen? . bo zmartwienie jest większe. co ciebie wcale nie śmieszy? Myślałem. niekiedy zwykłe chaty. by kogoś śmieszyło to. . . a w dodatku piękną. co mnie nie śmieszy wcale. . . jak on chce.Ani ona. zatem pewnie jest biedna. podskakując i jego dzwoneczki znów zaśpiewały. . opłatę uzależniam od stanu ich kiesy.Jestem Błaznem do wynajęcia. ani ja nie czujemy się biedni . gdyż dzwoneczki brzęczą cały czas.Twoja czapka jest smutna. lecz wyraziście wraz z każdym jego ruchem. . młoda damo. gdyż mój ostatni pan znudził się mymi żartami i mnie wygnał. .spytał Jon.zdziwił się Jon. panie. Gdy moje żarty zbytnio żądlą mych panów i to boli. gdy opowiada wesołe historyjki. Ale przestaje być śmieszna.Zabawiam moich panów za niewielką opłatą.wtrąciła Gaja.Jego czapka jest śmieszna. gdy mówi o smutnych sprawach.spytała Gaja. nawet wtedy. gdy się martwisz. Nieznajomy swym wyglądem wzbudzał rozbawienie. Szukam nowego pana. mimo woli uśmiechając się.

.Rozumną masz żonę . . że przybyłeś z Puszczy. srebra.Kupiłbym ci. Ale gdy to mówię. . a zwłaszcza w pobliżu świątyni szybko poczujesz. złoszczą się.Po co zatem tu tkwisz? . Dwóch ludzi w długich sukniach przegnało mnie kijami.Od razu widać.zabrzmiał tuż przy nich czyjś głos i inny mnich. w ciemnej długi sukni. że ich Miasto jest tak potężne. Tu.powtórzył w zamyśleniu Błazen. nie na chwałę Pana. Jeden kawałek jest w nadmiarze.…na świątynię! Zbieramy datki na świątynię! . więc wciąż mam nadzieję.Czy tu. w Mieście.stropił się Jon. Gaja szybko zsunęła z szyi niewielki naszyjnik z bursztynu i wsunęła go w szparę skrzynki.Muszę wykonywać moją pracę. przyglądając się Gai z uwagą.zaproponowała Gaja.Jeśli jesteś głodny. Dzwonki zabrzęczały melodyjnie.Jon zmienił temat. . niż się zapowiada? Aby była największa w całym tym dzikim kraju?! spytał gniewnie mnich. na czym ona polega uśmiechnął się Błazen. Błazen zaśmiał się nagle szczerze i niepohamowanie. lecz niewesoło. by świątynia szybciej rosła w górę? By była jeszcze większa i wspanialsza. . . koło świątyni. . Mnich zaraz odbiegł.Przybywa tu tylu ludzi.Nie mam złota. upiekliśmy go w ognisku.speszył się Jon. Więc powstaje na ich chwałę. że świątynię tę wznoszą tak potężną nie dlatego. ale trochę stare. 125 . . Oni sądzą. . że znajdzie się ktoś. a Błazen zaśmiał się krótko. Mamy też placki. a człowiek w lisiej czapie zagroził. że tak potężny jest Bóg. możemy się z tobą podzielić tym. podsunął im pod nos drewnianą skrzyneczkę z otworem od góry. co mamy .odparł Błazen. że masz pustą kiesę i przynależysz do gorszego stanu skomentował Błazen.Czyżbyś nie chciał. rozwierając sakwę z jedzeniem. . gdy powtarzam. zapłacono ci coś za żarty? .Nikt się nie śmieje. lecz nie mam za co .Nie . . inaczej zapomniałbym. ani nawet miedzi .. iż powinno mieć największą w okolicy świątynię. kogo rozbawię i kto kupi mi w zamian miskę gorącej zupy lub garnek z kluskami. pieczone pięć dni temu. . że skończę w miejskich dybach. iż wierzą. czując się niezręcznie.Jon upolował wczoraj w Puszczy zająca.

lecz zaraz spoważniał i odrzekł: . 126 . to Go tu jeszcze nie ma.Nasz syn będzie to wszystko umiał .Cywilizacja .odparł Jon po namyśle.zaprzeczył stropiony Jon. Jechaliśmy cztery dni z Wioski.Widzę. z wysuniętym dachem.Jeśli szukasz w niej Dobrego Boga.Ho! Ho! Ho! . Błazen zerknął przelotnie na wypukły brzuch Gai. . Poszli do jednej z licznych bud.Bo jesteś… jesteś człowiekiem ..Nie umiemy czytać ani pisać.Nie umiesz żyć bez panów nad sobą? Błazen znowu się zaśmiał. chroniącym przed deszczami i śniegiem.zaśmiał się Błazen. Ale Błazen ujął Gaję za ramię i zaczął prowadzić ją w stronę kupieckich straganów i bud. skryty nie dość dokładnie pod burym płaszczem.i Błazen zabrzęczał nie dzwoneczkami u swojej dziwacznej czapki. przyjacielu.spytał Jon. gdyż to ja mam złoto i srebro .Skoro masz tyle złota. ani od budowniczych. Zatem to ja was nakarmię.powiedział Jon. myśląc. a Gaja roześmiała się niepewnie i dodała: . że jesteśmy wykształceni? . ani nawet od mnichów.Chcecie mnie karmić. lecz suto wypchanym woreczkiem ukrytym a koszulą. . Dobry Bóg nawet na nią nie zerknie. szczególnie w tym mieście. . czemu szukasz pana? . . Utworzyły one niemal małe miasteczko. Jonie.dopowiedział Jon. tak trudno w dzisiejszych czasach . . bo to mój fach. . by spojrzeć na świątynię . Ale jakoś ostatnio źle trafiam. To nie zależy ani od wielkości świątyni.zamyślił się Błazen.dokończył Jon. że to żarty. żeście z daleka? . Teraz Jon się zaśmiał.Nie chcę wyjść z wprawy w wymyślaniu dobrych żartów. I może nigdy nie będzie. choć was nie rozbawiłem? Dlaczego? . Jeśli wznoszą tę świątynię z pychy. A jeśli z miłości… Ale o miłość. ucinając niewygodny temat. bo widzę po waszym stroju. które tętniło życiem.Nasze konie czekają za Miastem. .Dobrze.Nie . gdy się najedli. A wy? Czego tu szukacie. zasiedli na drewnianej ławie i już po chwili wyjadali drewnianymi łyżkami białe kluski z dużego garnka. .

a Gaja roześmiała się.No i co? Wybrałeś właściwą drogę dla syna? . tym znajdą się bliżej Boga. Mógłbym w końcu pozostawić go matce. Siły i Cywilizacji. Musi się z tym pogodzić . mogę ją wam pokazać . Przepuszczono ich przez drewniane zapory i weszli do środka. że nie pozwoli rozdeptać mrówki.Powiem wam szczerze. Ogrom świątyni i uroda jej strzelistych kształtów zrobiły wrażenie na Gai i Jonie.Znam tu wszystkich murarzy. zagubionym kraju. . zwróci szybciej uwagę Boga . co wielkie.Mówisz o tym tu synu? . najwyższa spośród wszystkich w tym małym.Ta żelazna iglica na szczycie będzie ściągać pioruny.zaproponował Błazen i dodał: . . Można Go szukać wysoko. piękna. nawet najubożsi w kraju. że na nią zbierają. bo i ja lubię to. Rosła w oczach. gdy ogłoszono. więc i ja dałem. 127 . W pobliżu siły jest zawsze bezpieczniej.pokręcił głową Błazen. Murarze pozdrawiali Błazna. nasz syn znajdzie się za kilka lat pod pieczą kapłanów i chciałem się upewnić.Dla niego tu przybyłem . Może jeszcze nie ma tu Dobrego Boga i może Go nigdy nie być. patrząc wysoko w górę. spalić gniazda dzikich pszczół.który już zaczynano nakładać na drewnianą konstrukcję gont po goncie .dodał Jon. dobra… .pomyślał z żalem. nawet teraz. Jon i Gaja stanęli wewnątrz świątyni i wznieśli głowy: kopulasty dach . przyglądając się potężnej sylwetce nie dokończonej budowli.Widzisz. gdzie ledwie majaczyła drewniana więźba . . Milczeli chwilę. a Gaja kiwnęła z powagą głową. zmiażdżyć dżdżownicy.Pierwszy raz słyszę. Wstali z ławy i ruszyli ku potężnej budowli. . dawali co mieli. ale tu jest siła. Może tak potężna świątynia.Chcę. kątem oka dostrzegając smutek na twarzy Gai.mówił Błazen. w tej chwili. że sam dałem trochę złota.wznosił się tak wysoko. że mężczyzna chwali przy obcych swoją kobietę. Jon pomyślał. żeby mój syn był bezpieczny. . Wszyscy. czy dobrze wybrałem. Jeśli chcecie obejrzeć świątynię.myślał Jon. Błaźnie.zaciekawił się Błazen.Owszem . Pewnie z tego samego powodu posąg Bezimiennego w Puszczy był tak monstrualny. Tymczasem Bóg… każdy Bóg… . Część ludzi w długich sukniach też bawią moje żarty. Błaźnie ciągnął Jon. że większość ludzi wierzy. .przytaknął Jon. iż wydawał się sięgać chmur. jakby odpowiadając myślom Jona. zamiast samemu się chwalić . Błazen spojrzał na niego z zaciekawieniem. niektórzy z nich nawet je rozumieją. więc widocznie jego żarty tu się podobały. Jest mądra. a niektórzy mnie lubią.może objawiać swą wielkość także w tym. a tymczasem będzie tuż obok lub pod stopami. iż im wyżej sięgną..

chyba widzisz. Gdzie się wybierasz? spytał nowy kompan. Musiałbyś być Błaznem wiernym. by przyjrzeć się dachowi nad drugą z wież. wynająłbym cię . w którym wydali się sobie niezwykle mali i obeszli ją wokół. ale okazało się.Nie przynależę do rasy panów. kto nie opuści jej w złych chwilach.powiedział Błazen. Jon nagle znieruchomiał i jakby intensywnie nad czymś myślał.A naprawdę…? Co myślisz naprawdę? . Wśród pielgrzymów grasowali drobni złodzieje. nawet złoconego. nie odrywając oczu od pnących się w górę ścian budowli.Gdybym był panem. On przychodzi do ludzi.powiedział Błazen. szczupła. . Błaznem przyjacielem. a nie wygląd czy strój . odsłaniając chore i obrzękłe nogi. Błaznem bratem. że On jest wszędzie i nie potrzebuje dachu. ucieszone gwarem jarmarku.Skoro masz złoto i srebro. Jon zniżył głos do szeptu i spytał: . . więc twoje najlepsze żarty zmarnowałyby się . Gaja właśnie wróciła. Wśród tłumów uwijały się rozwrzeszczane dzieci. a przekupnie wywrzaskiwali zalety swoich towarów lub jadła.zainteresował się Błazen. czego chciałbyś jako zapłaty.Osuszy łzy. Otulona burym płaszczem. ukoi smutek… Zatem ją porzucasz. mimo skromności ubioru wyglądała dziwnie szlachetnie. że coraz mniej jest mi do śmiechu. . Wygląda jak dama. ukoi jej smutek i osuszy łzy.westchnął Jon. a może nawet kimś jeszcze bliższym.Ona może być moją panią. bo w Puszczy nikt nie mierzy bogactwa złotem. patrząc na Gaję. by ją budować lub podziwiać. Nie mogę cię nająć.Sam chciałbym wiedzieć .powiedział Jon. więc umilkli. z bladą twarzą. a wszędzie kłębili się ludzie. Wyszli z wnętrza świątyni. że jestem biedny. Błaźnie. . . abym mógł wziąć cię dla niej za Błazna? Ale nie za takiego. . Wytknąłeś mi. 128 . .. licząc na to. Otaczały ją gęsto budy i stragany. wysoka. nie do budynków . że to ty miałeś rację.Szukam nowego pana. Boję się też.spytał Jon. Daleka to musi być droga i ważna sprawa. czemu nie miałbyś nim zostać? . Żebracy siedzieli wokół na błotnistej ziemi. bo dama to stan umysłu. Gaja akurat odeszła dalej. Błazen zerkał na niego ciekawie. przybyli zewsząd. który rozśmiesza. z rozrzuconymi na plecach długimi.Myślę. Zajmowała ogromny obszar. zaprzeczyłem. skoro decydujesz się zostawić taką żonę jak ona. wyciągając przed siebie zaropiałe ręce. brudne lub zaczerwienione od gorzałki twarze.westchnął Jon. rudymi włosami. że w tłumie uda się im skraść komuś sakiewkę.

gdy zacznę żartować.Znudziło mi się Miasto i moi nadto głupi lub zbyt zadufani w sobie panowie.Myślisz.zdumiała się Gaja.Taaak. gdzie aż pod wysoki dach wznosi się cisza. w naszej Wiosce.Jon spojrzał na niego zdumiony. Jak widzisz.rzekł Jon. . a Błazen przyjrzał mu się uważnie. tyle że czczony pod różnymi imionami.powiedziała Gaja do Błazna. . Pomyślałem sobie. tylko ta ostatnia cena. a tego żaden Bóg by nie zniósł. że dla odmiany to ty zostaniesz moją panią… . . rozglądając się wokół: . kawałkiem mięsa.zapytał Błazen. Ezrą. . że przy wznoszeniu świątyni zbyt wielu ludzi pragnie ubić interes. placka. co on powie na tę niespodziewaną propozycję. Opuścili teren potężnej budowy i powoli ruszyli do koni. .zaprotestowała Gaja.Mimo to nie żegnaj mnie .uciął krótko Jon. Ale mógł to być także wciąż ten sam Dobry Bóg. gdzie tacy jak ty okropnie by się nudzili. że Dobry Bóg lubi ciszę? Że nie kocha żebraków? Nie umie wybaczać złodziejom? Irytują go wrzaski dzieci? . lecz raczej podejrzenia. nie da się ukryć.Jadę z wami. 129 . który ofiarowuje życie i za który nie trzeba płacić. gdy życie daje nam do tego okazję. . Gaju. aby nie wziął cię za heretyka. twój uśmiech.Nie . Jestem zmęczony. a Błazen ciągnął: . jest naprawdę wysoka. że wprowadziłeś nas do wnętrza.. choć dodał. w dodatku ono to czyni za darmo. Na resztę chyba cię stać? Gaja spojrzała na Jona. Masz rację. . . uśmiechając się. niektóre żarty i słowa chyba nie wzbudzą jego zachwytu. Błaźnie. a Błazen wymamrotał. Bo twój strój i czapka.Żaden? . a Jon przyznał jej rację.Bylebyś tylko umiał ukorzyć się przed naszym kapłanem. śmiejemy się tylko wtedy.Nasza droga wiedzie w głąb Puszczy. kiedyś było Ich więcej.A czym zapłacę ci za żarty? I po co w ogóle miałabym za nie płacić? . że najlepszy jest śmiech.Czyżby twoim zdaniem było Ich więcej niż tylko Jeden Jedyny? Jon umilkł stropiony. niepewna. .Musimy cię pożegnać . miodem i mlekiem i wreszcie uśmiechem.odparł Błazen. Ta cisza daje nadzieję .Dobrze. .Ja? .Zapłacisz mi talerzem zupy. My. Jon uśmiechnął się: .

szybko pokonując bity.dokończył śpiewnie Błazen i Jon spojrzał na niego z ukosa.. o wioskowej świątyni i tak różnych dwóch kapłanach. A na postojach. . z kim spośród nich mogę żartować. . gdyż żyjemy w głębi Puszczy. o brzegu Rzeki (tym właściwym. Jon zdziwił się. gdyż wiele z naszych plemiennych spraw chyba cię jednak zadziwi. . Nie lubię być pławiony w rzece. o obyczajach Plemienia. wygodny trakt. wiem. Ale to już ostatni szaman naszego Plemienia.Czyje to słowa? . 130 . a także po innych krajach. lecz nigdy jeszcze nie spotkał szamana. gdy rozpalali ognisko i posilali się tym.zaśmiał się Błazen. Miasteczkach i Wsiach. W każdym razie nikt już nie czci bożąt.spytał. okalające zamyśloną twarz Gai.Moje . a z kim nie wolno.Nie wiem. .Cywilizacja . o polowaniach w Puszczy. nie zamierzam też spłonąć na stosie! Twój Ezra mnie polubi! Twarz Jona na moment spochmurniała.stwierdził Jon krótko . częściowo zakorzenionych w minionym czasie. Wieść o obecności szamana w Wiosce zadziwiła Błazna. ale przy ostatnich słowach odprężyła się: . może z szumu drzew? Z trzaskania polan w ogniu? Z iskier w jej włosach? .…a Oni milczą. . Choć Jon proponował Błaznowi jednego z koni. że aż tak wiele można o niej mówić: o mieszkańcach i domach. że to pojmujesz. co mieli w sakwie lub co ich nowy towarzysz dokupił na straganach. a Jon z Gają opowiadali o Wiosce. o łowieniu ryb. Jechali teraz przez Puszczę.Ooo.Nigdy nie mówię cudzymi słowami.do nas dociera wolniej. Błazen kupił sobie konia w Mieście. a po części zmieniających się za sprawą Cywilizacji.dorzucił.Umiem obchodzić się z ludźmi w długich sukniach. że tego nie wie. Błazen chciał wiedzieć. Dobrze.No i o to chodzi. że dużo podróżował po Miastach.Skąd je bierzesz? . gdyż o drugim Jon nawet nie wspomniał). gdy słuchał Błazna. lecz Jon stwierdził. twierdząc.odparł Błazen. . . Wyznał. patrząc na mieniące się od blasku ogniska kasztanowe pasma. zapewnił nowego przyjaciela. bracie! . choć nie ze szczętem pomarli . Jon snuł nieskładną i niepełną opowieść o szamanie i Isaku. że drugi uniesie ciężar dwojga osób. bóstw ani starych Bogów. rozumiesz? O to chodzi. czy stary szaman umie czarować.

Niech czuwa nad nim Dobry Bóg. ale pięć dni. w dodatku pierwszego i jedynego przyjaciela był trafny. gdy dojechali wreszcie do rozłożystej. Tutaj bowiem.westchnął z ulgą. iż w dalekim. Jego i losu. mądrą twarz Błazna i usłyszał brzęczenie dzwoneczków na jego dziwacznej czapce.Żyje . Ze swej podróżnej sakwy wyjął grubą księgę. Już następnego dnia Błazen obszedł Wioskę. Mężczyźni z Plemienia lubili go i szanowali. a teraz także twój .Oto nasz dom.ale gdy ze swobodą opowiadał. Wieczorem drugiego dnia pobytu w Wiosce Błazen zaproponował. gdy tylko ujrzał smutną. Ale Jon nigdy nie miał przyjaciela. przedłużając oznaki jesieni. jakie miał Ezra. nie byli więc głodni ani nie marzli. Początkowo wzbudzał ciekawość i onieśmielający chłód zarówno swym strojem. kochanką. Zdecydował jednak. . a starzy Bogowie. . Potem. podobną do tych. najlepszym żartem Błazna okazało się wyznanie. na co Jon zwrócił uwagę. pożartował z jej mieszkańcami i zaskarbił sobie ich względy. skąd wziął się przydomek Jona w Drodze i gdzie ta Droga go wiodła. Jon zaś po drodze upolował sarnę. bożęta i bóstwa niechaj mu nigdy nie czynią krzywdy . . któremu Jon pragnął zwierzyć się ze swych trudnych tajemnic. matką przyszłego syna i najbliższą osobą.nie zrobił tego. jak i sposobem bycia . . Ezra chodził inaczej: z energią. że gdyby nowy przyjaciel zadawał mu trudne pytania. cywilizowanym świecie są ludzie gotowi płacić za okazję do śmiechu. zbudowanej z ociosanych bali chaty. Jakby trochę się go bali.powiedziała Gaja do Błazna. nierówne kroki w ogrodzie.rzekł z powagą Błazen. każdy mieszkaniec Wioski wybuchał śmiechem. było nikłe światełko.nazywając Jonem w Drodze . Gaja była żoną.Może dlatego.równocześnie podkreślali jego obcość i samotność. Jon pomyślał.Żyje . a także swoją niechęć do zbliżenia z nim.westchnął ponownie Jon. przekraczając próg. nie okłamie go w odpowiedzi. Na szczęście pierwsze mrozy cofnęły się.Niech zawsze płonie w nim ciepły ogień. Błazen był pierwszym człowiekiem. że dużo rozmawiali. długim. że wybór nowego. gdy przejeżdżali obok świątyni. usłyszał człapiące. który mu przypadł w udziale. Poczuł to od pierwszej chwili. podróż zabrała im nie cztery. który przełamywał lody. lecz . przebijające przez stojący samotnie nad Rzeką namiot szamana. że może zacząć uczyć swych nowych przyjaciół pisać i czytać. Stary szaman i równie stary kapłan byli do tej pory drogowskazami dla Jona. Ale mimo chęci . Do Wioski wjechali piątego dnia pod wieczór i pierwszym. równym krokiem. czym się zajmuje. choć z całkiem innymi obrazkami: były tu 131 . w Puszczy. wytłumaczyć.

bo pokazuje świat takim.na których wielkie fale przewracały wielkie łodzie. rzeki z pływającymi długimi łodziami o nieznanych kształtach. Nie wszystkich. że nauka czytania i pisania musi trafić do zwykłych ludzi.I będę rozumieć te znaczki malutkie jak mrówki?! . . lecz jest ich coraz więcej.i jeszcze dziwniejsze. z jego słabościami. . zaczęli nauczać sztuki pisania i czytania. zakonnicy. gór.Gdy poświęcimy na naukę trochę czasu.Kiedyś dbano o to.Księgi to też żywi ludzie. wierzą w Boga Dobroci? zaciekawiła się kobieta. Gdy palisz księgę. przez które przeprawiały się konie lub dwugarbne.warowne zamki. morza i oceany.zdziwił się Jon. to znów dobry.To księga o krajach i miejscach. już w niecały miesiąc przeczytacie podpisy pod tymi obrazkami. . to tak. nie może być tylko sekretną umiejętnością.Tak. .Czy wszyscy ci ludzie. jak myślisz. bo nie każdemu wydaje się ona potrzebna. by nie oglądały ich oczy zwykłych ludzi. . wysokie zwierzęta z małymi główkami .wyjaśnił Błazen. a i ksiąg wciąż przybywa. umiłowaniem złota i uciech.przyznał Błazen. które chętnie palą. To wcale nie jest tak trudne. by czytać umieli tylko wybrańcy i wybrano ludzi w długich sukniach. Gaja wyraziła entuzjastyczną radość z propozycji Błazna. z długą trąbą w miejscu nosa.Na stosie? Myślałem. . I oni pierwsi. Nawet dzieci potrafią posiąść tę sztukę . wydając okrzyki zdumienia na widok strojnych szat kobiet i mężczyzn. mnisi. rozległości oceanów . . 132 .Cywilizacja . które zwiedziłem . to grzeszny. jaki jest. Są takie. to okrutny. że palą tylko żywych ludzi… . . po których pływały domy. . zdobne pałace. Dlatego będziemy ją chować przed obcymi. To przecież ludzie je stworzyli. kapłani. Potem jednak niektórzy z nich zrozumieli.powiedział. Choć… hm… nie wszystkie księgi podobają się mnichom. są to nadal ludzie wybrani.podpowiedział Jon.Moja księga też nie wszystkim by się spodobała. to znowu święty. oni spisywali je z mozołem i iluminowali.odparł zamyślony Błazen i dodał: . dziwne budowle. .ucieszyła się. jakbyś palił człowieka .Cywilizacja . Dzięki nim coraz więcej ludzi umie czytać księgi. Gaja od razu zaczęła oglądać obrazki w wielkiej księdze. wyrysowani w twojej księdze.Ludzie w długich sukniach niosą Cywilizację do różnych światów i chwała im za to. strojni ludzie. .Palą księgi? .

a kogo odrzuca. nie tylko ku Pięknu.odparł Błazen po krótkim namyśle. . Pojmowała jednak niechęć i strach Jona. obawiam się. które czytałem. nad tymi. 133 . Ale gdy myślę nad wielością ksiąg. że mogą znaleźć się ludzie. Gdy robisz interesy na drewnie. . inne Mu wznosi świątynie i całkiem inne odprawia w nich rytuały.Chcę. spróchnieć. Gaja zaczęła tęsknić za wielością światów. czarne znaczki na zawsze pozostały dla mnie Tajemnicą. a co złe. co jest dobre. inaczej Go nazywa. mogą je zjeść korniki i straci swą wartość. .Ludzie są tak stworzeni. choć z zazdrością popatrywał na Gaję. które się przed nią otwierały. inaczej się do niego modli. które one niosą. Chcą nim zawładnąć i tłumaczyć w Jego imieniu. którego Droga wiodła nie tylko ku Dobru. . więc ich nowy przyjaciel westchnął i wyjaśnił: . Interes ubijany na Bogu zawsze jest dobry i w dodatku nie ma końca. które już istnieją. sza… . że możesz mieć rację. Jon zatem nie siadał do nauki czytania. Może wówczas nigdy mnie nie rozczarują? . nie księgi. Myślę. ciekawszy świat.Więc czemu kapłan Ezra miałby się zezłościć. . ono zawsze może zbutwieć. Ku zdumieniu żony. co myśli.Ale to jest ciągle ten sam Bóg?. zagubionej w wielkiej Puszczy. że one wprowadzają nas w lepszy. Błazen jeszcze tego wieczoru zaczął tłumaczyć Gai znaczenie liter w księdze.Cyt! Cicho.Gdyż wielu ludzi inaczej wyobraża sobie Boga niż my. że rozczaruje nas świat i ludzie. która po paru lekcjach zaczęła sylabizować z grubej księgi. Twoja wola Jonie. Były tak inne od małej Wioski. że w przeciwieństwie do swego męża. piękne. że pożądają na własność wszystkiego co wielkie. ale Błazen położył palec na ustach: .zdziwiła się. nie będę cię ich uczył. pewnie dlatego wolał poczucie bezpieczeństwa. które dopiero ktoś napisze. a nawet za niebezpieczeństwami. oszołomiona światami.Odpowiedz jej .Ale to by znaczyło. Skoro nie chcesz poznać sensu czarnych znaczków.Rozczarują? Wydawało mi się. Jon odmówił nauki czytania.Tak . widząc tę księgę? . kogo kocha.. czego On chce. ale ich nie znam i nad tymi.Więc czemu miałoby to im przeszkadzać? . którzy napiszą księgi nienawiści . by te malutkie. Także Boga. jakie dawał mu maleńki świat własnego Plemienia.spytała znów Gaja i Błazen przytaknął.uparł się Jon.zamyślił się Błazen. potężne.

Jonie.a” .uśmiechnął się Błazen. Ezra uśmiechał się zadowolony.a”. Zatem sprawiam mu przyjemność. widząc jego zamyślenie.Nie okłamuję. które idą.. . gdy okazało się. lecz nowy przyjaciel. pisać na pergaminach i papirusie. Błazen zaoferował też pomoc w wioskowej szkółce. chytrości nowego przyjaciela lub jego osobistego uroku.. że literki . Wprawdzie niezwykły fach przybysza i brzęcząca dzwoneczkami czapka początkowo niepokoiły Ezrę.r” . A sprawianie innym radości to dobry uczynek . kim nie jesteś . nie czując w jego słowach żadnej pułapki. na które nie powinno się odpowiadać. gdy ten opowiadał o znajomości z młodym kapłanem. pokręcił tylko głową: . że jest tu też kapłan Isak. że .Okłamujesz go.w” . który dla obu starców mijał coraz szybciej. Cywilizacja wymaga umiejętności dostosowania się do sytuacji. których wciąż przybywa w świecie.Jesteś. nie wymaga od ludzi szczerości za wszelką cenę.Umiem czytać. proponując.ciekawość to pierwszy stopień do piekła.…ale tylko ja będę decydował. Czas. że był on też w służbie u wielmożów z Dalekiego Kraju. Cywilizacja. nastawiły młodego kapłana przychylnie do nieznajomego. I nie będzie to ani Bóg Ezry. Znam też różne praktyczne przypowieści . Jon głęboko wierzył. a tam przywita ich obu ten sam Bóg. Jona zdumiało to rozumowanie. “Ona sięgnie nieba…” mówił Błazen.pewnego dnia ci dwaj starcy pójdą razem do Krainy Cieni. iż wyręczy Ezrę w początkach żmudnego nauczania wioskowych dzieci.. że pracował przy budowie największej w kraju świątyni i że zna każdy jej zakątek.Zgodnie z przewidywaniami Błazna kapłan Ezra polubił nowego gościa w Wiosce. Gdyby zbyt wielu ludzi w Wiosce posiadło sztukę czytania. Dopiero po paru dniach.wbrew temu. a nawet malować. wtedy gdy chlapią one wokół inkaustem i długo nie mogą pojąć. czego on nie lubi. tworzą słowo wiara. Ezra przyjął ofertę pomocy od Błazna. czego Ezra uczył ludzi w Wiosce . iż Błazen pochwalił się młodemu kapłanowi. ona wręcz jej nie lubi. . lecz świadomość. szybko trafiłyby tu niepożądane księgi i różnorakie herezje. iż musi on sobie zaskarbić jego przychylność. gdy zapadł zmrok. które dzieci nadają się do nauki . gdy zadają męczące pytania.i” . . Nie zdziwił się. Przemilczam jedynie to. jeszcze bardziej ich do siebie zbliżył. a nawet u najwyższych dostojników w długich sukniach. Dowodziło to. chyłkiem.pochwalił się Błazen. w której Ezra nauczał dzieci.. zawiódł Błazna do namiotu szamana. Wystarczyło. 134 . gdy swego gościa zaprowadził najpierw do Ezry i pouczył. Jon wiedział. udając kogoś. myślał Jon. gdyż wedle Ezry . złączone razem. . zbyt prostolinijny jak na czasy.. którą tak sobie cenisz.zastrzegł. ani Bezimienny. co czyni. ba.powiedział Jon do Błazna.

a szamana . 135 . chodzenie. milcząc i przesuwając w palcach swoje paciorki. czarne perełki przetykane były. także szaman zdołał zwlec się z łoża i wyszedł przed namiot. Wstawanie. które przetykały drewniane w równych odstępach.Takie jest. a Błazen drgnął. z ogromną ciekawością obejrzeli Błazna. biją głowami o posadzki i czynią nakazane znaki . wpatrując się z niepokojem w rwący nurt spiętrzonej wody. odzianych w obcisłe nogawice i fantazyjne czerwone buty . że tak szybko sprawdza się jego podejrzenie wobec zamysłów przyjaciela. z którego je zrobiono. Ale paciorki Isaka były stosunkowo nowe. poruszył się też gwałtownie Isak . każdy na swoim miejscu.po czapkę z brzęczącymi dzwonkami. widząc sznury paciorków w dłoniach starców. że bez Błaznów życie byłoby smutne? .a gdy dwaj młodsi mężczyźni dobiegali już brzegu.Ale wymyślono mnie w nowych czasach. Dlatego moimi najlepszymi żartami są te. cały czas przesuwali w palcach drobne paciorki.Dziwne… Wydaje się. zmuszanie kości i mięśni do ruchu sprawiało im wiele trudności. dla odmiany. ścięto w pobliżu Kamiennej Drogi. srebrnymi kuleczkami. od stóp. . gdyż uśmiechnęli się do nieznajomego z sympatią. że tak jak dziś we wszystkich świątyniach świata ludzie klękają. Błazen z Jonem wybiegli z namiotu. Nie chciał jednak pytać szamana o pochodzenie kościanych paciorków. Wzrok czarownika jeszcze raz powędrował ku brzęczącej dzwoneczkami.Pasuje raczej do nowych niż starych czasów . na małym zydelku. zdziwił się ich niezamierzonym podobieństwem . ale pozostali nieruchomo.szepnął wreszcie szaman. . liczyły setki lat. rozmawiając. Jon. Szaman spoczywał na swoim łożu.Obaj starcy uśmiechnęli się na widok Jona i Błazna.spytał Isak. Oględziny chyba wypadły pomyślnie. Ale najdłużej wpatrywali się w jego twarz. czynili te same gesty wobec starych bóstw. a każdy krok okupywali bólem zmęczonych członków. czeka nas tyle rzeczy strasznych.choć z drewna. Jon wiedział.Czy przypadkiem właśnie życie rozśmieszacza nie jest smutne? . …nagle ich spokojną rozmowę przerwał gwałtowny. za które mi nikt nie płaci. że pasuję zawsze . Obaj. obdarzone magiczną mocą. . kładą się krzyżem.tak niegdyś. przed setkami lat. który dobiegł od strony Rzeki. Paciorki Isaka przywieziono z Dalekiego Kraju. Obaj starcy. . wielograniastej czapce. zanim Cywilizacja okrzepnie i podbije wszystkie światy. Może trudniej w nich o śmiech i dlatego potrzebne jest zajęcie rozśmieszacza? A może. Drobniutkie.Wynika z tego. rozpaczliwy krzyk.zaprzeczył Isak.i przeznaczeniem i uprzytomnił sobie. że pasujesz raczej do starych niż nowych czasów.uśmiechnął się Błazen.Więc to ciebie Jon chce tu pozostawić na swoje miejsce . . że zdobiły one szyję każdego plemiennego czarownika i że drewno. . kapłan przycupnął obok.

na co czekają i bał się. wspiął się na drzewo nad wodą. nieświadom swego przestępstwa (jak wtedy Jon…). na co przed laty zdobył się mały Jon: wskoczył do Rzeki i płynął. Nieruchomi ludzie wyglądali jak gliniane figurki. Był o wiele starszy i silniejszy niż kilkunastoletni Jon wówczas.Tabu! . patrząc z ulgą i niepokojem. Dziś Plemię także czekało. Chciał skoczyć do wody za malcem. w dół Rzeki. Ale Błazen już wychodził z chłopcem na drugi brzeg.zawołał wreszcie Jon. Plemię zaś wciąż stało w wielomównym milczeniu. jak jego przyjaciel macha z oddali dłonią. z dzieckiem w objęciach. gdy w milczeniu Plemienia tkwiła zapowiedź jakiejś tajemniczej groźby. Plemię czekało. lecz widząc ludzi z Plemienia. Chłopiec. więc przepłynięcie rwącej wody zajęło mu mniej czasu. Stał teraz na terytorium Bezimiennego. na znak. milcząc. czy usłyszał zew? Ja czy szaman? I czy w ogóle powinniśmy pytać? Po co przywiodłem go z Miasta do naszej Wioski? Aby wydać Drodze…? . stał nadal jak sparaliżowany.Jon usłyszał za sobą słaby głos szamana i miał wrażenie. . jakby odbite w pękniętym zwierciadle. który go znosił… …i jak zwykle w tym nieszczęsnym miejscu znosi go wprost na drugi brzeg pomyślał niespokojnie Jon i poczuł chłodny dotyk lęku wzdłuż kręgosłupa. Jon spojrzał na starca: w postaci czarownika czaiły się ulga i lęk przemieszane z żalem. . spoglądając ukradkiem na starego szamana. szuka jego następcy? Wydawało mu się.Czy Bezimienny. iż przeżywa po raz wtóry to samo. chcąc zarzucić na głębinę swą wędkę. walczył teraz z prądem. Zatrzymały go wspomnienia z dzieciństwa. Gałąź nie wytrzymała ciężaru i malec. Jego przyjaciel uczynił to. a ktoś odtwarza na nowo przygodę z dzieciństwa.myślał zrozpaczony Jon. rozczarowany Jonem.Pierwszy śnieg i poprzedzające go ulewne deszcze podniosły wysoko poziom Rzeki i gwałtownie przyśpieszyły jej bieg.Tabu… . a potem zsunął się po gałęzi i zawisł. Nagle śmignęło przed nim mocne ciało Błazna. Pośrodku nurtu unosiła się jasna główka synka sąsiadów Jona. Kto go spyta. przed laty. Bał się tak jak wtedy przed laty. że zrozumiał i maszeruje teraz. jak stoją nieruchomi. pokonując jej nurt równymi. Jon nie wiedział.Bród jest poniżej! . tak samo jak wówczas. wciąż uczepiony spróchniałego konaru. żeby przekrzyczeć huczącą Rzekę i groźne milczenie Plemienia. pełen radości z uratowania dziecka (jak dwunastoletni Jon…). On nie musiał czekać na powrót 136 . jak się okazało. gdy tonęła Gaja. . szybkimi ruchami ramion i nóg.krzyknął z całych sił. Przecież tak rozpoczęła się jego Droga. . że śni.

…a teraz ludzie z Plemienia stali wszyscy razem. . Oznaczałaby. huśtając dziecko w ramionach. naznaczony jest wątpliwościami. wciąż milcząc. Jon zaś pomyślał. że od tego momentu wszystko potoczy się inaczej niż przed laty. na śmiech i oklaski… Plemię milcząco patrzyło na szamana. czekając na powrót Błazna z dzieckiem. otoczyli kołem bohatera i przyjaźnie klepali go po ramionach. czapki. ze swymi paciorkami w ręce .zdziwił się Błazen. Z ulgą dostrzegł. dowcipkując swoim zwyczajem: . Także Isak. nie tylko u ludzi z Puszczy. wesoły. Jon wiedział. Błazen dodał.Co się stało? Nie cieszycie się. Na widok nieruchomych. młodzi i starzy. czekając niecierpliwie. to jednak zażyłość kapłana z czarownikiem byłaby dla nich jeszcze bardziej obraźliwa. ramię przy ramieniu.Błazna. ludzie pragnęli iść naprzód. A Plemię nie lubiło wątpliwości. co powie stary czarownik. jakiego dokonali wyboru i groził piekielnym ogniem za “powrót do bałwanów”. jakby szukając w nim śladów przemiany. znał odpowiedź. którego dokonali. stał jak przykuty. że wybór. Czarownik. pokręcił przecząco głową i wszedł do namiotu. że malec żyje? .i przesuwał je powoli w zesztywniałych palcach. Mężczyzna objął chłopczyka ostrożnie. koralik za koralikiem. spośród drzew. choć powinien trzymać się z dala. porzucając wiarę w stare bóstwa. Przyjmując nowego Boga. że dziecko żyje. milczących sylwetek ludzi zwolnił kroku i patrzył na nich pytająco. Czarownik z kolei wpatrywał się w mężczyznę. dłoni.Czekałem na okrzyk radości. nie popierają związków starego z nowym. a nawet ziemię. że Isak nie chciał niepokoić Plemienia swą zażyłością z szamanem i stał na brzegu Rzeki kawałek dalej. nie oglądając się do tyłu. Szedł uśmiechnięty. Błazen. Mężczyźni. Potem. jakby malec był zarażony trądem. jego mokrych włosów. wyczuwając napięcie tłumu i odgadując. wyszedł z Puszczy z uratowaną dziewczynką. zawsze bolało ich do żywego. To. milcząc. Potrzebny im był Ezra. z natury łagodni i przyjaźni. obrażało pamięć praojców. kilkunastoletni wyrostek. zawsze wzbudzało lęk. który przypominał. zziębnięty. …i nagle Plemię zaczęło wychwalać bohaterski czyn przybysza. dając hałaśliwy wyraz radości. Jon podbiegł i narzucił koc na jego ramiona. na której żyli. Wciąż stał koło namiotu. która musiała nastąpić. gdy on. że ludzie z Wioski. zaczął dotykać Błazna. oddając po drodze dziecko w ręce jakiegoś mężczyzny.podszedł do szamana. Wreszcie Błazen wyłonił się zza zakrętu. I choć określenie “bałwany”. co niezrozumiałe. kto jest tu najważniejszą osobą . czekając na rozstrzygnięcie. twarzy. 137 .

Ariel? Co cię w nim niepokoi? . ni z ulgą i przymknął oczy.Imię… Imię… Imię… Trzy obłoczki jego oddechu natychmiast przemieniły się w parę na mroźnym powietrzu.wyszeptał szaman ni to z żalem. . jest nakryciem głowy znamionującym prawdziwego mężczyznę. płynąc w powietrzu ku ludziom z Wioski. Szaman i Jon znieruchomieli na moment u wejścia do namiotu. jak chmurka. nie namyślając się długo. jakby Błazen namyślał się lub wydobywał z pamięci dawno zapomniane słowo. że ludzie w ogóle nie słyszą już Jego głosu. Plemię znowu wydało okrzyk radości. Błazeńska czapka opadła na wilgotny śnieg jak bezużyteczny. . . Nie ma pojęcia.No. twoje dzwoneczki umilkły. którą w zamian przywdziałeś. że udało mu się wydobyć z pamięci prawdziwe imię. kruchość jego ciała.Mam na imię Ariel… dodał oszołomiony. że twój przyjaciel nie przyjął nowego imienia. mimo grubego koca. Lisia kita spłynęła mu na ucho. Pomógł mu się położyć i starannie otulił futrami. Plemię się tego domyśla . Szkoda. . czuł. że jego stopy dotknęły świętego brzegu.stwierdził nagle jeden z mężczyzn i dał mu własną czapkę przyozdobioną lisią kitą. melodyjne imię. mimo braku wiatru. Gai się spodoba. które nadaliby mu kapłani. Błazen.Ariel? Ariel… . Jon pomagał szamanowi wejść z powrotem do namiotu. to imię niesie kłopoty całkiem innej natury. . a jeśli nim nie jesteś. Niemal w tej samej chwili. czuję to właśnie w jego brzmieniu. czapka zaś. Jej niedawny właściciel wziął lisią czapę z rąk mężczyzny i nałożył ją sobie z fantazją na bakier. Podpierając starca. . ściągnął z głowy ów dziwaczny symbol swego zajęcia i rzucił na ziemię. a potem młody mężczyzna odsunął skórzaną zasłonę i zaprowadził starca do łoża.Szkoda. to musisz mieć imię… Zapadła chwila ciszy.zapytał Jon. brzmi jak śpiew przelotnego ptaka. A teraz posłuchaj… ON jest tak zmęczony i chory. nie jesteś już Błaznem. niczego nie poczuł.powtórzył szaman z niepokojem.rzekł wreszcie ze szczerym zdumieniem w głosie. Nagle czarownik zatrzymał się i trzykrotnie wyszeptał z naciskiem: . martwy przedmiot. gdy mały obłok rozbił się o ramię najbliżej stojącego mężczyzny i zniknął. a równocześnie oglądał przez ramię tę scenę. Twój przyjaciel niczego nie usłyszał.Czapka jest mokra… i tak już nie dzwoni… . .Ariel . 138 . złączyły w niewielką chmurkę i Jon ujrzał..Jonie. skręca wolno. Czarownik przymknął oczy i zdawał się nasłuchiwać. Skoro tak.To ładne. Jona dobiegły słowa ofiarodawcy lisiej czapki: .

w którym na nowo się narodził. za mnogością pielgrzymów. Wiedział też.zaśmiał się wesoło. pola i nieprzebyte puszcze coraz rzadziej mówi się o tym miejscu na ziemi jako o Dzikim Kraju. I zepsułoby mu dzień. Ale pojmował też nieuchronność Cywilizacji.Chciałem wrzucić ją do wody…! . Jon nie zrozumiał ostatniej myśli szamana. . jakie wyciska na ziemi maszerująca coraz dalej Cywilizacja. ale jemu wydawało się. że Plemię przed chwilą odkryło nie tylko to. Zrozumiał strach i rozpacz Bezimiennego. bywają zmieszane z krwią i cierpieniem. jak wyglądała. Licząc ilością lat. Może ktoś napisze wówczas grubą księgę o swych korzeniach.Nie. . że ktoś złamał Tabu i mimo wszystko powrócił nie zmieniony. zatęsknił za czasem. I nagle zatęsknił za pradawną Wioską otoczoną nieprzebytą Puszczą. nim zatęsknią lub zapragną powrócić do swych korzeni choćby po to. że za tymi słowami kryje się coś ważnego. chcąc ją podnieść. ale kilkaset lat. że minęły całe wieki od tamtego dnia. Wiedział. Nie tylko z powodu choroby i wieku. a jego porzucona błazeńska czapka z dzwoneczkami leżała na ziemi.uśmiechnął się smętnie Jon. że to dzięki jej pochodowi przez bezkresne stepy. nie trzeba okadzać go dymem .czarownik uśmiechnął się w odpowiedzi ze smutkiem. Szydercze nakrycie głowy na brzegu dotychczas uważanym za święty dziś już nie niepokoiło Plemienia. lecz rozbawiło je i przyniosło ulgę. Opuścił namiot czarownika. gdy posłyszał zew. iż ludzie w Wiosce nie potrzebują starego czarownika. lecz Ariel wstrzymał jego dłoń. że Błazen przepłynął Rzekę tam i z powrotem.pomyślał gorzko. Gdyby Ezra dziś lub jutro nakazał wygnać go z Wioski do Puszczy.. 139 . jak wyglądała przeszłość . była tak nieodległa. Ariel stał nad brzegiem Rzeki otoczony kręgiem nowych przyjaciół.Nie będziesz go zatem okadzał dymem . a twarda stopa tej Wielkiej Pani depcze na śmierć także ludzi. żyjąc tu. gdy Cywilizacja była daleko. Będą musiały minąć długie wieki. być może znaleźliby się chętni do wykonania tego polecenia . stąpających Kamiennymi Drogami z czterech stron świata. gdyż nikt już nie będzie pamiętać. Jon podszedł i schylił się.Tobie to nie pomogło. że ślady. gdyż nikt nie wycinał drzew na budowę miast i świątyń. a Plemię zawtórowało mu radośnie. dowodziło. by przypomnieć sobie. choć instynktownie wyczuł. gdzie prawda będzie zmieszana z kłamstwem. A zresztą… My sami. I że przybyło mu nie kilkanaście. Patrząc na drzemiącego znów starca. że jego czas się dopełnił. Sam podniósł dziwaczny symbol swego dotychczasowego życia. To. pomyślał.pomyślał Jon. jemu by tylko zaszkodziło. wspominając znów swoją przygodę. gdzie czekałaby go okrutna śmierć. że dotknął drugiego brzegu i wrócił taki sam. też jej nie znamy. . wziął potężny zamach mocnym ramieniem i przerzucił czapkę na drugi brzeg Rzeki. Ludzie poczuli się nagle wolni od Tabu.

Szaman mówi. Powtórne narodziny Ariela nie przeszły bez echa w świątyni. na to słowo szedłem jak pies. .Musisz się przebrać. wzbudzając zdumienie gospodarza i jego żony. Całe wieki. by to do nich przychodzono. Ludzie w długich sukniach żądali. który czeka. Arielu . Jonie? Ostatnia ludzka istota. Za oknami było zimno. Wierzysz mi? Jon skinął głową. była moją matką. że urodziłeś się na nowo . wsparty na lasce. gdy usłyszał zew z Puszczy. a nie na odwrót. dawno minęły.Błaźnie”. gdy byłem dzieckiem. która je wypowiadała.. a po chwili do izby wkroczył stary Isak. gdy pewnego wieczoru do domu Jona ktoś cicho zapukał. Czasy. szaman ma rację. . Narodziłem się na nowo. Minęło kilka dni. że to kapłanów należy odwiedzać.przyznał dawny Błazen. a Gaja podała im miski z gorącą zupą. Ta wizyta nie zapowiadała niczego dobrego. Jemu przecież też wydawało się. Nawet podejrzliwy Ezra nie wątpił po publicznym biczowaniu starej Jagi. . . gdy w suchych ubraniach zasiedli do stołu. 140 . kto i po co ich woła. aby przyłapać ich na oddawaniu czci bałwanom. całkiem sporą i nic o tym nie wiedziałem. Było to tak dawno temu. . Tak. że minęły wieki od dnia.rzekł Isak drżącym głosem. Arielu . Razem z imieniem straciłem jakąś część siebie. że zapomniałem swojego imienia. a tym samym nowego Boga. odprowadzani przyjaznymi okrzykami Plemienia. Jesteś cały mokry. Najmłodsi zresztą nie pamiętali już. I nagle dziś odzyskałem ją. gdy ludzie w długich sukniach wpadali znienacka do chat ludzi z Wioski. A gdyby nawet ktoś je przechowywał. przyjmując z wdzięcznością z rąk Gai miskę z gorącą zupą.Idziemy. Jestem szczęśliwy. Ezra utrwalił obyczaj. Kochałem ją. strzyg w lesie czy bożąt w zagonie rzepy .Potem przez długie lata wołano na mnie .Gdy spytali mnie o imię. zamarłem . jak one wyglądały. a czasem ochłap mięsa.Czy uwierzysz. Umarła. że dostanie kość.powiedział Jon. inni by go wydali. Ruszyli do domu. .. Jonie. Miało to swoje zalety: budowało wysoką pozycję kapłanów. hulał lodowaty północny wiatr i wielkimi płatami sypał śnieg. że nikt z Plemienia nie ma ochoty kryć przed kapłanami żadnych glinianych posążków.powiedział pytająco Jon.najpewniej wcale nie wiedzieliby. nawet z najdrobniejszą sprawą. słysząc głos wijów nad wodą. …zatem niespodziewane wejście Isaka wszyscy przyjęli ze zdziwieniem i lękiem.Ezrę zaniepokoiło twoje imię.

a w żadnym nie życzono sobie ich obecności. iż jesteśmy obcy i nigdzie nie mogliśmy znaleźć bezpiecznego domu… 141 . kąciki ust bezwiednie mu opadły i wydał się starszy niż dotąd. wieszcząc. . Do świątyni przybyli kiedyś goście z Dalekiego Kraju i oni też byli obcy! Nie urodzili się tutaj i z trudem mówili naszą mową! Czego zatem chce Ezra? Ariel milczał. gdzie się urodziłeś. Isaku. suchych i niebezpiecznych. jakby zawstydzony swymi słowami. oziębiła jego serce. zapomniałem. że jako Ariel urodziłem się do cierpienia. . Arielu. On w gruncie rzeczy nie pyta o to. z krajów gorących. Tu ich przyjęto. jak Błazen. Smak łez. Nie narażaj swego syna na złą dolę. gdyż nie wystarczy. a on tego nawet nie poczuł. Pyta.zdziwiła się Gaja. którą tu przynieśliście i uznaliśmy ją za swoją. wędrownych ptaków. pamiętać tylko swoje imię.Niech cię Bóg przed tym chroni! . . To dobrze.Będąc Błaznem.zezłościł się Jon. dotknę ich szorstkiej powierzchni. Gaju. Ezra mi to przypomniał. Wreszcie powiedział: . tułali się po różnych krajach i miastach. Stary czarownik miał rację. że obojętne.Wiara. Zmarszczył brwi. że wierzysz w innego Boga. gdyż Jon nie chce. Musnęła brzegiem płaszcza Ezrę. Musi się jeszcze sięgnąć do korzeni. przysłuchując się tej wymianie zdań. Ariel uśmiechnął się nagle po dawnemu. gdzie wciąż toczyły się jakieś wojny. . ironicznie. jesteś obcy. że mają one słony smak. skąpo i z goryczą. Tu przyszedłem na świat. Po słowach Ezry już wiem. w kraju Jona i Gai. Teraz je odgrzebię. narodziwszy się po raz wtóry. .Zdziwisz się. jaki mają zapach i smak. gdy wypędzano nas z kolejnych miejsc. gdzie byś się narodził. czy przybyłeś tu z innego kraju? . Nim tu osiedli. I jestem z tej ziemi.Ezra mówi. a nie odpowiedzi.Przybyła Królowa Śniegu. przypomnę sobie. czy to prawda. gdyż imię określa przyszłe życie człowieka.ciągnął ze smutkiem Isak. żeby nosił imię ojca… . Isaku.Co to znaczy.Co złego znajdujesz w imieniu Ariel? .Wedle Ezry imię Ariela brzmi obco. . że Ariel mógłby przybyć z innej ziemi. że jego imię brzmi obco? I czemu w tym. też była obca dla naszych pradziadów. powiedz nam szczerze. Wielu naszych braci będzie sądzić podobnie. czyby nie nadać tego miana naszemu synowi. gdy mówiono. że prawdziwe imię Błazna niesie kłopoty . miałoby być coś złego? . To były łzy mojej matki.zawołał Isak.Brzmi tak pięknie i melodyjnie jak muzyka piszczałek i bębnów lub śpiew przelotnych.przelotnie pomyślał Jon. Bardzo obco. Nawet myślałam. ale urodziłem się właśnie tu. Podobno świadczy o tym twoje imię . nie z obcej. szukając potwierdzenia. To moi rodzice przywędrowali z daleka.

oddalonym od świata.szepnął Jon. pokiwał głową i opuścił ich dom. Bałem się wrogów moich rodziców.Są bezpieczne miejsca. Uśmiechnął się słabo. otrzymasz znak… otóż pewnego dnia powierzycie mego syna kapłanowi imieniem Ezra. unikniesz wojen.Być może są bezpieczne na krótko. śpiew ptaków bardziej melodyjny. Wiecznie się tułać. Powietrze jest lżejsze i czystsze. Gdy przemierzasz świat. przenosząc się tam. gdy zaczną szukać Arielów? . Skąd mam wiedzieć. Gdy Gaja przygotowała posłanie dla Ariela w jego izdebce. Będziecie zatem wędrować. Tę Puszczę 142 . jak śnieg wielkimi. Bałem się wygnania. choć nie wiem skąd i wolałbym go więcej nie oglądać. Wiem o tym.Schroniłeś się w nim przed odrzuceniem. nie usłyszysz krzyku torturowanych ludzi. rodząc się po raz wtóry. . Wędrując razem z tobą. a potem przeszła do wspólnej z Jonem izby.Dlatego włożyłeś strój Błazna . bezpiecznym. czy nie nadejdzie czas. Zapomniałem o tym. Gaja pozna wielki świat. . I jako nowo narodzony nie boję się niczego ani nikogo.powiedział cicho. . zmarszczoną dłoń. ludzie wydają się lepsi. a sami opuścicie to miejsce.Zasłoniłeś się śmiechem.szepnął wreszcie Isak.. Ale dziś urodziłem się na nowo. wciąż zmieniając miejsca pobytu. Tu powrócę u kresu swojej Drogi.dodała Gaja. Na razie nic. . którzy by pokochali Boga Dobroci. bo śmiech rozbraja wrogów . Być może wszystko będzie dobrze. a jest go tak bardzo ciekawa. I to wcale nie będzie tak złe. Jon przykrył ich dłonie swoją. Gdy w porę powędrujesz dalej. mokrymi płatami otula dach nad ich głową. Ta Wioska niedługo przestanie być miejscem zagubionym w Puszczy. Ja. jak sądzisz. . Dziś szukają heretyków. jak wiesz. Milcząc. Chciałbym na zawsze zostać tu. Ale to zależy od wiatrów.rzekł Ariel. lecz z przekonaniem Jon.Pewnego dnia… sam będziesz wiedział kiedy. . jakie powieją. Gaja położyła dłoń na jego smagłej ręce. więc go nie winię . Stary Isak uśmiechnął się nagle drżącymi wargami i położył na wierzchu swą suchą. a trawa bardziej zielona.szepnął Ariel. Ezra tego nie wymyślił. I tu zostanę. Także Ezry . Kiedyś w tym dzikim i pięknym kraju ludzie w długich sukniach szukali tylko chętnych. Wam tego nie radzę.Ezra nic ci nie zrobi. patrzyli na siebie. a w tej ciszy słyszeli. ten świat znam. Arielu. którzy byliby także moimi wrogami. ale są. jej mąż nachylił się ku przyjacielowi i szepnął: .Tak. gdzie będzie bezpiecznie dla was obojga. I wiecznej tułaczki. . Przynajmniej dla mnie. on mi to tylko przypomniał. w Puszczy. a one bywają zmienne. a zachody słońca za każdym razem inne. Muszą być .Nie ma takich miejsc.

. a ostre noże dla mężczyzn.Moi przodkowie mieli talent do handlu. Masz rację. żelazne garnki. zaofiarował się nauczyć go.Znajdź sobie inne zajęcie. bezwiednie utożsamiając Cywilizację wyłącznie z wygodą. nie lubiłem rozdawać ich darmo. spojrzał na niego chłodno i podziękował za pomoc w nauczaniu dzieci. . świeże ryby od rybaków. futra od myśliwych. być może wezmą cię za przyjaciela…” Jon. gdy ujrzał ten pierwszy w Puszczy kram z towarami. pora spać! Dla Ariela to także był ciężki dzień.zawołała Gaja z drugiej izby. czego potrzebowali na co dzień i od święta mieszkańcy Wsi. albo odwrotnie: świat zbliży się do niej i ją pochłonie.Nie będziesz miał ze mną żadnych kłopotów . lecz równocześnie przypominał słowa. dziwnie brzmiący w jego uszach wiernopoddańczy ton. przywoził z Miasta sól i kaszę. jakim przemawiał do wielmożów. miód od bartników. bo zapewne nigdy ich nie widziałeś i nie zaznałeś takiej słodyczy. co dotyczy mojej rodziny. jak się poluje w Puszczy i jak wyprawia się skóry dzikich zwierząt. ale przecież były tam też słodkie zapachy. manny… Opowiem ci kiedyś o nich.wkrótce wytną. 143 .skomentowało Plemię. Może wieczna wędrówka to dobry sposób na ich szukanie. Wioska przybliży się do świata. rodzynków. by można je było powierzyć obcym. musi wypocząć! .powiedział młody kapłan.uśmiechnął się Jon.oświadczył. Brzydził go. . Muszę wydobyć z niepamięci wszystko. jakimi ojciec pouczał matkę: “Między wrogami mów szeptem. które przyniesie korzyści zarówno Plemieniu.Wypocząć… . Z głębokich mroków swej pamięci wydobył dawno zapomniany ton głosu swego ojca. spotkawszy Ariela w Wiosce. Mam pomysł na zajęcie. Krnąbrny. szyderczy śmiech Błazna Ariel zmienił na nowy. Sam zresztą sprzedawałem żarty.Nauczanie maluczkich to zajęcie zbyt odpowiedzialne. o których zapomniałem.Wygoda . wytykających mu obcość. .przyrzekł Ariel kornym głosem. . Wkrótce przy jednej z wioskowych dróg stanęła drewniana buda.Cywilizacja . przybyszu . . . .Ja muszę myśleć. lecz przyjaciel sam znalazł sobie zatrudnienie. Ariel zaś zaczął gromadzić w niej to. zdobne paciorki i wstążki dla dziewcząt. Nazajutrz Ezra.dokończył półgłosem i zamknął drzwi swojej izdebki. sięgnąć do moich korzeni. Jonie. chcąc znaleźć Arielowi nowe zajęcie. . Kupował barwiony len i utkaną wełnę od kobiet z Wioski. świat nie ze wszystkim jest zły . migdałów.uśmiechnął się Ariel. jak i mnie .Jonie. Na razie przywołałem tylko słony smak łez. gliniane naczynia.

Mój syn powinien narodzić się za kilka dni . a tym razem zwlekam ponad miarę . w którym wciąż szeleściło ziele serdecznika niepospolitego. czy jeszcze żyje. nie szaman. że starzec wie. jak zwierzęce i ludzkie czaszki leżące u zbiegu Kamiennych Dróg.szepnął Jon z bólem. lecz że nie miał kto go podtrzymywać. spotykając Jona w świątynnym ogrodzie. że Bóg Dobroci wolałby za ołtarz polny kamień. przykryty futrami.odparł szaman. Ogień rozpalali mu Jon na zmianę z Arielem. iż pod dotknięciem rozsypałaby się w pył. .spytał niespokojnie pewnego dnia. Jon odruchowo dotknął malutkiego skórzanego woreczka na swojej szyi. gdzie kapie od złota. a wdzięczność ma najkrótszą pamięć ze wszystkich ludzkich uczuć . .zastanawiał się głośno Jon. Isak spojrzał mu w oczy i młody człowiek pojął. że Jonowi wydało się. niż taki wystrojony stół . czy już umarł? . . Przestali się bać. Jego pergaminowa twarz sprawiała wrażenie tak drobnej i kruchej.Nie jest winą Boga ani jego kapłanów. Starzec leżał w łożu. gdy odwiedził świątynię. niż gdzie mech otula polne kamienie .Ktoś umiera. dla którego Jon opóźnia ruszenie w ostatnią Drogę.spytał z nadzieją Jon. . gdy pewnego dnia Ariel przywiózł z Miasta belę pięknej koronki i ofiarował ją młodemu kapłanowi. 144 .powiedział mu Isak.Myślałem. która co dzień nosiła szamanowi gorący posiłek.Zawsze z tym zwlekałem. więc szybko wygasał. ktoś się rodzi.Można porzucić konającego i odejść. nie sprawdziwszy.pomyślał nie bez racji Ezra. . Czarownik nie opuszczał już namiotu.Nigdzie się już nie wybierasz? . że wierni wolą widzieć siłę i moc tam. Ale dłużej nie można było zwlekać. ciesz się . . przypomniał Jonowi. Nikt z Plemienia nie odgarnął tej zimy śniegu od namiotu starca. choć z drugiego brzegu Rzeki nikt już nie wołał w mroźne noce.Chytrość . że zna powód.. choć jeszcze zeszłego roku ludzie chętnie go odwiedzali.odparł pytaniem na pytanie stary czarownik. Jon udał się zatem do szamana.pomyślał Jon. który bez oporu przyjął ów cenny prezent i przystroił ołtarz w świątyni. Na śniegu zauważył tylko ślady drobnych stóp Gai. Czepiał się nawet nikłej szansy.wyznał kapłanowi. zwłaszcza że śnieg zasypał wszystkie ścieżki i Jon brnął nad Rzekę poprzez wielkie zaspy. że pora mu ruszać. . To właśnie stary kapłan. .Czy naprawdę muszę wyruszać? Czy jest to jeszcze potrzebne? .

które odwiedzać będą razem z tą piękną. I nagle przypomniał sobie swój płacz koło ogromnej Świątyni Świątyń. nagle .przypomniał sobie swoją przedostatnią Drogę i choć wokół było mroźno i biało od śniegu. słuchając cichnących kroków Jona. a przywilej jest jak korona cierniowa zamiast laurowego liścia. że jest go tak wiele i że brzemię żalu może być tak ciężkie. Lecz rytuał ten także został już zarzucony przez mieszkańców Wioski. coraz szybsze bicie plemiennych bębnów. Będzie młody nawet wówczas. dlaczego Jon ściągnął go tu z Miasta. Nawet nie zdawał sobie sprawy. wyczuwalny pod naciągniętą. Usłyszysz głos swego nowo narodzonego syna. Wyczuli. a przede wszystkim wiecznie młody. Jon już dawno opuścił dom. ujrzał przed oczami jaskrawozielone palmy. w kompletnych ciemnościach czuwa Gaja. ze zdumieniem słysząc w swoim głosie rozpaczliwy żal. Bała się ich. jaki usłyszy. Jonie .i wiedział już.pomyślał. że chwała leży czasem kamieniem na piersi. Gdy podjął decyzję. że w tej wiecznej tułaczce oboje z Gają wciąż będą przywoływać Jona . obojętny księżyc. gdzie widział rozsłonecznione dalekie kraje i coraz to nowe miejsca. w które do utraty tchu uderzali mężczyźni z Plemienia w najdłuższą noc roku dla przebłagania starych bogów. To chyba naturalna kolej rzeczy . Nie żegnali się w jakiś szczególny sposób. że za jego plecami. otwartymi oczami wpatrując się w ciemne.a w ich pamięci pozostanie on mocniejszy. lecz nieuchronna Droga to dwa wyróżnienia. Ten rytm przypomniał mu nagle szybkie. Jon wiedział.gdy do niej wchodził . marzył Ariel. jedwabistą skórą brzucha żony. jakie na niego spadły. że właśnie płacz będzie ostatnim dźwiękiem.w raptownym błysku pamięci . powód tego płaczu . a na twarzy poczuł gorący oddech Pustyni. gdy Gaja posiwieje. Woda w Rzece . 145 . Poza powtórnymi narodzinami niegdysiejszego Błazna. l Jon zrozumiał. Ariel wiedział też. bardziej wrażliwy. lecz Ariel wciąż słyszał jego kroki.Chciałem go zobaczyć choćby przez chwilę lub przynajmniej usłyszeć pierwszy krzyk . I Jon pojął. choć teraz zrozpaczoną kobietą. Arielowi zaś wypadną włosy i zęby. Jon mimo to zabierał w Drogę ciepło jej ciała i pośpieszny rytm serca swojego syna. nie do rozpaczy. że nie trzeba już błagać umarłych i umierających. powód do chwały.Obiecuję ci tylko jedno … .powiedział Jon. Dopilnuję tego. Gaja nie chciała pożegnań.zaczął szaman po boleśnie długim namyśle. Jon wszystko przewidział..była lodowato zimna. drewniane belki sufitu.powtórzył starzec z naciskiem. Oby starość dopadła ich w ciepłym i bezpiecznym kraju. obejmując dłońmi swój wypukły brzuch i nasłuchując do ostatniej chwili skrzypiących po zlodowaciałym śniegu kroków oddalającego się męża. rozumniejszy. . W swojej izdebce leżał Ariel. Na niebie lśnił chłodny. że narodziny syna i nie chciana. w którym rozkwitnie ich pamięć. A zatem ciesz się. Ariel już wiedział. zamiast cieszyć.

bo oczami wyobraźni wciąż spogląda w 146 .teraz spoglądał w cztery strony świata wszystkimi parami szeroko otwartych.odpowiedział Bezimienny dudniącym głosem. nawet jeśli Cywilizacja okaże się być mniej piękna.wcześniej zakrywający spojrzenie wpółprzymkniętymi powiekami . udaje. czy tylko tak mu się zdawało). a raczej na szczątkach tego.GRDBGHWGWZ . że to złudzenie. bo to była konieczność. lecz pragnął umierać. Bezimienny już nie dyktował warunków. nie dopuszczającą zwiastunów Cywilizacji.GRBDGHWGWZ .Wybacz… . co zostało z tych potężnych niegdyś. niż opisują w księgach… . Za to Bezimienny . Wśród oślepiającej jasności śnieżnego puchu Droga jawiła się jak wymieciona i Jon w świetle księżyca doskonale widział jej szczerby. Bez zdziwienia dostrzegł. który zabrzmiał na tyle groźnie. Bezimienny umierał z otwartymi oczami. . pogodził się ze swoją śmiercią. lecz pradawną. Dawna lśniąca gładź bezpowrotnie przepadła i było pewne. Może jednak Światowid całkiem nie po męsku płacze? Płacze. a potem wyszeptał: Masz rację. które w świetle księżyca lśniły jak krople żywicy. więc nikt nie dowiedział się. który zawsze wyraźnie prezentował swą płeć. w które patrzy Światowid i wybrać ten. a echo poniosło ten dźwięk w Puszczę. że tym razem może spojrzeć we wszystkie światy. stawiając czoło śmierci i oglądając do końca światy. stwierdził. w parę zaś lat później nikt nawet nie będzie pamiętał. chłodna biel pokrywała Puszczę prócz Kamiennej Drogi.ale nikt jego słów nie usłyszał. W zagłębieniach pod oczami posągu błyszczała woda niczym łzy. królującą na potężnych obszarach Ziemi. czy stary czarownik zrozumiał przed śmiercią mowę starego Boga. wspinając się po wyszczerbieniach posągu. dziury. że Jon pojął. gładko obrobionych głazów. (Szaman obudził się w namiocie. jak przystało na Boga.pomyślał Jon. Tego potrzebowali ludzie. monstrualny posąg pośród otaczającej go bieli wydawał się większy niż ostatnio. słabo się uśmiechnął. Światowidzie… . Wybacz mi.wymamrotał Jon. młody dąb wychyli jasny. Jego krew też przypominała żywicę. Jon stał na ramionach posągu. że kiedykolwiek biegł tędy uczęszczany trakt. którą zwyciężała Cywilizacja. Mroczny. że jej nie posiada . do którego pragnie się udać. Większość Bogów wstydzi się płci. aby Jon w swej ostatniej wędrówce miał łatwy dostęp do Boga. że wiosną w tych szparach zazieleni się trawa. .Puszysta. iż stary Bóg wytęża resztki swych słabnących sił (tak jak trafiony strzałą jeleń przed ostatecznym upadkiem). Nie tą kaleką Puszczą. świeży czubek. zakwitną pierwsze kwiaty. jakby Królowa Śniegu osobiście zadbała o to. które opuszczał. była lepka i pachniała Puszczą. Dopiero gdy Jon się do Niego zbliżył. nieodgadnionych w wyrazie oczu. pęknięcia. Ran przybyło.powtórzył Bezimienny. Wyszczerbiony kamień nadal krwawił.

Więc po co zmieniać wiarę w Bogów. Człowieku… . omszałe głazy. płacze.Przepraszam . To ludzie deprawują Bogów . Chłopiec. co było? I wtedy i dziś i za setki lat ludzie będą zabijać ludzi.mówi Jon głośno i równie głośno zastanawia się wśród tej śnieżnej. gdyż ludzie tego od Niego oczekiwali. to ludzie z Plemienia Jona i z innych Plemion wymyślili. Więc płacze nie tylko dlatego. Jon czuje. bo to nie on żądał krwi.Dlaczego to. że umiera. do którego ze światów ma wrócić i po co. 147 . Ludzie w długich sukniach. . lecz zgodził się takim zostać.mówi Jon.Zwyciężyłeś z tyloma bóstwami i Bogami. że Światowid jej potrzebuje. Już wie. . raz ucząc miłości. że to wrzątek. We wszystkich światach. który go takim uczynił (z bezwiedną pomocą Jona). jednoczyli kraje i państwa skłócone do tej pory różnymi imionami swych świętości i torowali drogę Cywilizacji. innym razem nienawiści). choć nigdy takim nie chciał być. .czas.Nie był okrutny. ale przegrałeś z ludźmi. skoro ludzie nie stają się od tego lepsi…? . będzie czynić zło na oślep.Cywilizacja. a czasem z ludzi? Płacze. Tak. A bez niej świat stanąłby w miejscu. . gdy Kamiennymi Drogami wędrowało do Niego tysiące pielgrzymów. uniemożliwiające dostęp do Świata Wiedzy. Wszędzie. na własną rękę i Jon musi go powstrzymać.krzyczy gniewnie asystent Jona. gdyż władcom światów zawsze będą potrzebni ludzie o chłodnych umysłach i sercach. Czy o takie zwycięstwo Ci szło? O. gdyż bezmyślnego zła jest zbyt wiele. jak mi Cię żal… *** . Niegdysiejsze bóstwa zagradzały jej drogę. czy ta była ostatnia? . których nie rozgrzeje miłość. Już sprzątam… Pan doktor ma jeszcze jakieś operacje. choć zapewne znajdzie nowych sojuszników.Nie wiedziałem.myśli Jon i zaraz sam sobie odpowiada: .O Jezu…! . ona będzie wciąż potrzebna. bo umiera jako Bóg okrutny. wypuszczając z ręki szklankę z kawą. oddając Mu cześć i składając ofiary ze zwierząt. zimnej bieli: .Wyjdę się przewietrzyć. już go nie potrzebuje.myśli Jon z bólem. Czasach. jak ziele serdecznika niepospolitego szeleści w woreczku na szyi. Człowieku.O. a ciemnobrązowy płyn chlapie na posadzkę i na zielone fartuchy obu lekarzy. miałoby być lepsze od tego. czując się odrzucony. Królowa Śniegu wkrótce przestanie służyć swemu umierającemu przyjacielowi. co przyszło. . Szkło rozpryskuje się na podłodze lekarskiej dyżurki. O każdej porze.Ostatnia . Ale Chłopiec z soplem lodu zamiast serca nie może się dłużej męczyć. że skończył się Jego czas. Był tylko narzędziem i Ten. Były jak wielkie. CYWILIZACJA. głosząc chwałę jedynego Boga (w tak różny sposób.mamrocze młody człowiek do Jona. .

Byli też tacy. Zabija staruszków. Zabija spokojnych urzędników. dzieci i ludzi w sile wieku. można by go podejrzewać o kompleks ojca. “Zabija tak. ich trasa bowiem przypadkiem zbiegła się z drogą Chłopca.ucina sucho Jon. w którym żyje i wyraża w ten sposób swój protest” . wracających po zmroku do domu. tylko przystanek pomiędzy pracą a… A czym? Asystent odwija rolkę papierowych ręczników i usiłuje usunąć skutki swego niedbalstwa. szyderczy. przesiąka na wylot przez cienką warstwę papieru. niechlujnie. którzy słyszeli jego śmiech . Asystent sięga po gazetę leżącą na biurku.Chcę ją przejrzeć . które po zajęciach w college’u odłączyły się od koleżanek i zboczyły w ustronną alejkę w parku.Wiem .gdyż tacy urządzają krwawą jatkę na ulicy. rysował gwoździem karoserię auta. Młodociany zabójca nie pasuje do żadnego schematu kryminalnych kronik: nie jest typowym seryjnym zabójcą . że za nic ma jego normy. Jakby nie miał domu. który rzadko opuszcza szpital. tak jakby kopał psa. trudny do zapomnienia”. Nie jest przestępcą doskonałym . że zabija. . on znowu… . młodzieńczą twarz.. .Jeszcze pan nie czytał? A ten Chłopiec… Pana dawny pacjent. Chłopiec zabił już wielu ludzi.napisał socjolog w gazetowym komentarzu. wie pan. aby było wiadomo.Zawsze są jacyś świadkowie. wyniszczoną. jakby ważne było tylko to. .gdyż ci wybierają ofiary według pewnego klucza. w supermarkecie lub u kogoś w domu.stwierdziła telewizyjna dziennikarka. “Zabija. . którzy go widzieli i mogą bez trudu opisać jego chudą.Zabija. że nie podoba mu się świat. Słodki. kobiety i mężczyzn. bo lubi to robić” . ciemny płyn lepi się do jego fartucha i rąk.głośny.Asystent patrzy zdziwiony. Chłopiec zabija od niechcenia.oznajmiła pani psycholog z komendy policji.informuje policja.który zabijając. Nie. Niestety. przypadkowo. lecz Jon wstrzymuje jego rękę. cytując opinię biegłych psychologów. bo chce pokazać społeczeństwu. mimochodem. “Gdyby zabijał mężczyzn. Doktor Jon ma opinię człowieka. Zabija beztroskie dziewczęta. Nie jest zwykłym psychopatą .mówi. wartości. łamał gałąź rozkwitającego drzewa. zasady. ma na oku konkretny cel: sprawdzenie swej doskonałości. 148 . nie ma w tym żadnej prawidłowości i sensu. zabijanie kobiet świadczyłoby o nienawiści do matki. Ofiary dobiera bez celu i motywu. niewiele wiemy o jego dawnych związkach rodzinnych” . że to on .

Dlaczego pan to mówi? . aby jakaś gazeta. których jednak nie ma. “Chwilami mam odczucie.zasugerowała pani pedagog z poradni dla nieletnich.o. Brzmi bardziej elegancko. Teraz lepią się też ręce młodego człowieka i przypadkowo dotyka nimi szafki. Jon podnosi głowę znad gazety. że wszyscy ludzie po kilka lub kilkanaście razy na dzień mówią “O Jezu”. aby go schwytano i położono kres jego działalności. co robi.O Jezu! .Co? . panie doktorze? . radio czy telewizja nie przynosiły nowych wieści o Chłopcu: że przedwczoraj znowu zabił.krzyczy z nienawiścią wobec materii. zbyt mocno posłodzonej kawy. Dlaczego? Co mnie obchodzi. Doktor Jon słynie z zadawania dziwnych pytań. niż gdyby mówili . dlaczego wciąż powtarza pan “O Jezu”. jak on przeklina. która stawia mu opór.dziwi się lekarz. .odpowiada pytaniem asystent.oświadcza Jon. że świadomie zostawia ślady. zdejmując zielony chirurgiczny fartuch splamiony w paru miejscach kawą. że on chce.pyta nagle Jon.mycie rąk po wielokroć w ciągu dnia. która była przypadkowym świadkiem kolejnego mordu. gdy jestem naprawdę wściekły . czeka na świadków. głupi nawyk chirurga .dziwi się asystent. czasem bez potrzeby. tylko wtedy. .Nie wciąż. . w której przechowywane są wysterylizowane narzędzia.powiedziała w telewizji zapytana o zdanie gospodyni domowa. że bierze na siebie zbyt wiele trudnych operacji i na ogół jest przemęczony. Podchodzi do umywalki. którą czyta po raz drugi.Idę . Bo on ma dość nie tylko tego.. które lepi się od rozlanej. kurwa!”. . żeby jeszcze raz przemyć ręce. ale i siebie” . kopiąc w bok papierowy ręcznik i rozglądając się za jakąś ścierką lub gąbką. może dlatego. gdy ich coś zirytuje lub zdarzy się im coś przykrego! Chyba lepiej.Że jak? Nie rozumiem . .odpowiada nieszczególnie zdziwiony asystent. Przecież to normalne.O Jezu… .Pytam.O Jezu… -jęknął ponownie asystent Jona. . gdy rozbije 149 . I czemu męczę tego asystenta głupimi pytaniami o zwykłe potoczne powiedzonko? Moje pytanie zabrzmiało jak wyrzut. a dziś dał sobie spokój. a w paru innych krwią. wycierając ze złością biurko. wciąż walcząc ze skutkami upuszczenia szklanki. wczoraj widziano go w pobliżu szpitalnego budynku. komu nie jest wesoło” .“Tak śmieje się ktoś. więc pewnie jutro… . (Skąd przyszedł mi do głowy Piłat? . Jak Piłat. .Co mówię. Prawie nie ma dnia.

jak asystent wściekle wrzeszczy: O Jezu…! . zaraz po studiach. .poprawia go Jon. Gdy zamyka za sobą drzwi lekarskiego gabinetu. chodzi za nim dwóch detektywów w cywilu i właśnie dlatego Jon musi znowu wymykać się tylnym wyjściem. szeleści zeschłe ziele.Bzdura . ale asystent nie zrażony ciągnie: . patrzy na niego z jakiegoś mrocznego zaułka i śmieje się bezgłośnie na myśl.dziwi się Jon. drzwi przytrzasną mu palce lub rzuci go dziewczyna?). . I właśnie tu Jon idzie szukać Chłopca. .i prawie równocześnie rozlega się charakterystyczne brzęknięcie. że ten Chłopiec chce pana zabić. choć nikt nie wie o co. Jon pewnego dnia zdjął z półki encyklopedię 150 . że cały czas jest gdzieś w pobliżu.A jednak siostra przełożona. Szczury przyciąga tu zapach skrwawionych bandaży i resztki ze szpitalnej kuchni. Młodym ludziom. od wielu miesięcy. że krew indywidualnego człowieka. przekradając się przez podwórko. Ciekawe. czując zarazem nieodparty przymus. Szuka go bezskutecznie co dzień. a nie Jon.szklankę. Odruchowo sięga ręką ku szyi i gdy jego dłoń trafia na mały skórzany woreczek. ostatni raz słyszy.…Chłopiec . Szczury mają tu blisko ze swych siedzib. iż on go szuka.zaczyna się dzielnica biedoty. hektolitry działają znieczulająco . że to jednak on. Ma wrażenie. Jon kręci głową.stwierdza życzliwie asystent.a krew tysięcy ludzi.Musi pan uważać . także blisko bowiem . Dziwne ziele. wciąż robi wrażenie . potknie się na schodach. wie pan. przez szpitalną kuchnię i obrzydliwe.Chyba pan wie. W woreczku.raptem dwie ulice dalej . zaszczurzone podwórko. Pewnie rozbił następną szklankę.Przecież policja dała panu ochronę! Chodzi za panem dwóch detektywów w cywilu! Tak.…gdy ten Chłopiec .myśli Jon. ta z kardiochirurgu… ona mówi.morderca był naszym pacjentem. wszystkim jest obojętna. krojonego na szpitalnym stole. zirytowany.stwierdza sucho Jon. że gdy morderca… . Chłopiec. zawsze trzęsą się ręce. wyznaczy porę spotkania. Właściwie dlaczego go szukam? . by iść dalej. skrytym na piersi. prawie od razu spływa na niego spokój. miał do pana jakieś pretensje. zabijanych w coraz to nowych wojnach. że Chłopiec wie. gdy asystują przy pierwszych w życiu operacjach. . . Krople krwi przerażają.

Na tej cienkiej granicy pomiędzy zamożnością a nędzą. trwa już za długo i wszystkim się znudziła. Na ostatnim miejscu podano informację o bombach podkładanych sobie nawzajem przez wyznawców tego samego Boga. To pierwsza wiadomość dnia. tocząca się w samym środku wielkiego. Wszak wraca moda na cuda i cudotwórców. Co przeceniono? . co kryje w sobie woreczek. Jon wciąż nie wie. który zamieszkują obok siebie wyznawcy Jehowy i Allacha. przed wielką. zginęło 804 ludzi”. matowieją błyszczące szyby okien. uśmiechają się z wyższością. kto mu go dał. rodzaj. Szkoda. Ale Bóg milczy. czy też nie. będący wyznawcami Chrystusa. ale Jon wie. I zawsze znajduje spokój. lecz w chwilach niepewności bezwiednie dotyka go ręką. Eleganckie domy szybko znikają.woreczek najpewniej kryje jakiś pogański talizman. odpowiedzi lub bezpieczeństwa. jak zwykle stoją ludzie. z paru setek Kościołów i z parunastu tysięcy sekt . Imię Boga nie pada w żadnej z informacji. Szukał. choćby na chwilę. Gdzieś pośrodku serwisu informacyjnego spikerka ze znużeniem informuje o strzałach. wyrzynając wzajem mężczyzn. drudzy zaś przywołują Go Imieniem Jezusa. gdy świat stał się w części bezbożny. z których pochodzi roślina . że Bóg jest po ich stronie. z których jedni zwą Boga Allachem. kto mu go zawiesił? W średniowieczu w takich woreczkach przechowywano relikwie. którą od miesięcy toczą ze sobą dwa afrykańskie plemiona. by za darmo znaleźć rozrywkę. którzy spóźnili się do domu i nędzarze z pobliża. że gdy winę za obraz świata można rozłożyć także na Boskie Istoty. Oba plemiona wierzą. na magię i szamanów oraz na talizmany.Dobrze. Inna wojna. skąd wziął się na jego szyi ów woreczek. . a w części poddany wielu Bogom o różnych imionach. Dziś. przeszkloną witryną sklepu ze sprzętem audio-wideo.zastanawia się Jon.…w powietrzu zderzyły się dwa wielkie samoloty pasażerskie. PRZECENA . Na ziemi bezpieczniej. czy powinni wkroczyć w ten konflikt.O Jezu… . Jezdnie zaczynają butwieć od śmieci. Tu wyrzynają się ludzie. Oglądają go przypadkowi przechodnie. . gdyż nie mógł sobie przypomnieć. a plemiona walczą. na czary i czarowników. Inni obserwatorzy.przyrodniczą i usiłował odnaleźć gatunek. Na co najmniej stu telewizorach widać ten sam serwis informacyjny. cywilizowanego kontynentu. przychodzący. jest dopiero na szóstym miejscu. grupę.. dzieci i starców. 151 . wierzący w Nic. że nie muszę podróżować samolotami. niepomni. które znowu rozległy się na wzgórzach w kraju. że nie pamięta. jakby szukał w nim oparcia. a świetliste żyrandole i wytworne lampy nie wiedzieć kiedy stają się gołą żarówką. obserwatorzy zaś. że każda z nich jest Nim podszyta.i nic nie znalazł. Jon zmierza w stronę dzielnicy nędzy. kobiety.mówi za nim z charakterystycznym świstem palacza jakiś starszy mężczyzna. człowiek wydaje się lepszy.głoszą skośne napisy na plakatach naklejonych wprost na szyby sklepu. choć ofiar jest o wiele mniej niż na wojnie. Więc zapewne jest to wyjątkowo skuteczny talizman. Dotychczasowe świętości? Ludzkie życie? Wojny? Czy telewizory? . zastanawiają się.

zaczepi go prostytutka o steranej twarzy.pyta Jon.mówi Jon i idzie szybciej. wie.Ależ nie.lecz znalazł ją zbyt późno.pyta ostrzyżona na jeża jego towarzyszka. że pomaga mu szukać Chłopca zarówno w eleganckich dzielnicach. kim ona jest (studentką medycyny? stażystką w szpitalu? a może jedną z tych młodziutkich.Muszę go znaleźć . ale to jest Cywilizacja. że kilkaset kilometrów dalej jest piękniej niż tu. że idzie koło niego Dziewczyna ze szpitala. nowoczesnych i przejętych swą rolą psychoterapeutek?). . Jon nie wie. a Jon milczy.i w nagłym. Jon spogląda na tę bardziej chłopięcą niż kobiecą główkę . o jakiej marzyli dwaj starcy w twojej Wiosce.O czym myślisz? . dając do zrozumienia. mylili się. a nie fryzjerskimi nożycami. lecz ludzie. lecz wie. bolesnym przebłysku rozpoznaje ją.Dla takiego świata Bezimienny musiał ustąpić miejsca innemu Bogu? Czy za taki świat cierpiał Człowiek? Czy to w ogóle jest jeszcze Cywilizacja? . odnalazł Drogę . . którzy ją współtworzą.Więc oni obaj się mylili. że wie. Prawda rozjarza mu się w mózgu i musi przymknąć oczy. Prawda zawsze oślepia.Znowu go szukasz i znowu wierzysz. który go na nią wysłał.stwierdza Dziewczyna. we wszystkich wyprawach. by zasilić Wszechświat kosmicznym pyłem. kim ona jest. . skoro nie ginie w jednym. Jednak skoro świat wciąż istnieje. I ciebie. . Jonie. dał mu choć pamięć i świadomość! Ale On chyba chciał. też nie przeraża Cywilizacja. . jak i w obszarach trudnej do opisania.dopytuje się natrętnie. . Czuje się teraz jak człowiek. zdumiewająco jaskrawym rozbłysku. wierząc tak żarliwie swoim Bogom? .mówi Dziewczyna. Wierzy.pyta Jon Dziewczynę. 152 . Zagłębia się teraz w mrok wąskich. Droga właśnie się kończy. Jon milczy. jakby ktoś przyciął je nieudolnie sierpem. niemożliwej do zrozumienia nędzy.słyszy Jon znajomy głos i nawet nie patrząc. Jonie.Ale wolałbyś to odwlec . Towarzyszy mu od dawna. gdyż naprawdę chciałby podróżować. źle oświetlonych zaułków. Nie jest to wprawdzie Cywilizacja Miłości. wierząc ludziom. by wytrzymać jej błysk. Gdyby Ten. odnajdując też siebie. aby Jon błądził… .Czy za taki świat płonęłaś żywcem na stosie? . Czasem przetoczy się tędy jakiś pijak. zapłacze mu się pod nogami chudy kundel z sierścią wyżartą przez świerzb. który błądząc długo po Puszczy. że go znajdziesz . .Mam rację? . .To właśnie jest Cywilizacja. a jej włosy wyglądają tak.Tak .

Więc nie umiera na próżno. że ich zawiedli. iż powołali ich do życia swą wiarą i przeproszą ludzi. Thora.bardzo starzy. Lokiego. widzi ICH WSZYSTKICH. przybędzie Zeus z Olimpu wraz z małżonką i słoneczny Bóg Ra z doliny Nilu. Jonie. Wierzą w pierwsze nadejście Mesjasza. Potęga tego uczucia wstrząsa Jonem. nowsi i całkiem nowi . I tak narodzi się Cywilizacja Miłości.zmartwychwstali. Amona. którą tak długo się żywili. wynurzają się z Wód. którzy późno odkryli Prawdę. Bo oni wierzą. . Jon nie wątpi. A On. porażony tą cudowną wizją i nawet nie zamykając oczu. gdyż wszyscy ONI mają moc wstawania z martwych. ogromny zastęp? Zstąpi do ludzi Pierzasty Wąż Wirakocza zza zachodniego Oceanu i Wisznu z gorącej ziemi. skoro powoływali ich do życia ludzie. mimo że niektórych Bogów stwarzała miłość. przybędą Bogowie i bóstwa ze wszystkich krańców Ziemi i Nieba. że nigdy nie byli oni bałwanami. że zagoiły się Jego kamienne rany tak jak zagoiły się bolesne rany wszystkich porzuconych przez ludzi Bogów: Jowisza.Kiedy to nastąpi? Kiedy Oni przyjdą? . w drugie przyjście Człowieka lub w objawienie się całkiem nieznanego Boga z Kosmosu. czy było to dziesięć tysięcy lat temu. ale Początkiem. Jonie . porzucony i zapomniany. który rozwiąże ich wszystkie problemy. Wśród zstępujących Boskich Istot Jon widzi gigantyczną. jak sądzisz. Zjawią się. Ormuzd z Babilonii. . Blask bije od nich ogromny i jest to blask uczucia. jakim Oni darzyli swych wyznawców. Jon bez zdziwienia widzi. gdy zstąpią Bogowie. innych nienawiść lub strach.pyta Jon niecierpliwie. A gdy powstaną i zstąpią . a tylko nieliczni umieli połączyć jedno z drugim. I Jon już wie. czy tylko dwa tysiące.widocznie ludzie nie są aż tak mało warci. gdzie wschodzi słońce. co ma powiedzieć staremu umierającemu Bogowi. a będzie ich. z Podziemi i z Wód.wówczas oddadzą ludziom ich miłość. będzie wśród Nich. kamienną sylwetkę Światowida i z ulgą stwierdza. Priapa. że niektóre z tych Boskich Istot to Czwórjedność. w jakie przez setki lat wierzyły wasze Plemiona? I dołączą do nich wszyscy Bogowie. A zstąpienie na Ziemię owych niezliczonych zastępów Bogów nie będzie Sądem Ostatecznym. iż ci wszyscy Bogowie . sfruwają z Powietrza. gdyż samo ich Boskie Istnienie nie wystarczyło. Nieprzebrane zastępy Bogów.I Oni rzeczywiście kiedyś przyjdą? . w którego agonii bierze udział: że przyjdzie taki dzień. I rozgrzesza ich wiara. Mitra z Persji. aby móc odwiedzić ludzi. Jonie.Może wszyscy trzej…? A może będzie ich więcej? Może razem z nimi przybędzie także twój stary kamienny Światowid i wszystkie bóstwa. 153 . Peruna i dziesiątków innych. Światowid. wychodzą z Podziemi. by podziękować ludziom za to. jak zstępują z Nieba. w jakich kiedykolwiek ludzie wierzyli przez tysiące lat. I Jon słyszy płacz ludzi. Jon milczy. choć przyzywany przez ludzi trzema lub czterema różnymi imionami. jakim darzyli ich niegdyś wierni. Jon wie także. aby świat był lepszy.uśmiecha się Dziewczyna. Trójjedność lub Dwójjedność: jeden i ten sam Bóg.

skoro aż tak ucieszyłeś się narodzinami syna. Wypełnia go miłość i czysta radość: jego syn wyszedł z łona Gai. I Jon płacze.powtarza Dziewczyna. nie wierzę. Znowu ściska ją za rękę. jego syn otwarł oczy i ujrzał blask świata. ściskając mocno. Tak krzyczy niemowlę tylko jeden raz w życiu: gdy przychodzi na świat. .Nie wiem . w czasie którego dziecko łapie w wątłe płuca pierwszy haust powietrza. lecz z pytań.powtarza z dumą i jest to rodzaj dumy nieporównywalny z żadnym innym. . gdy do ludzi na Ziemi zstąpią Bogowie. kamiennego Boga . mimo że bywa udziałem większości mężczyzn na Ziemi.Może nigdy. po wielokroć. tyle dzieci stało się dorosłymi .Więc mimo wszystko warto żyć. że tym razem jest on inny.…i może zmienić go na lepszy . narodziło się tyle dzieci. Jonie.Jon opuszcza głowę.Każdy. . strachu i radości. .Mój syn .posępnieje Dziewczyna.Ale nim Oni nadejdą. rękę Dziewczyny: w pobliżu słychać gwałtowny wrzask niemowlęcia. Być może owoc tego trudu nie jest bardziej widoczny niż ziarnko piasku na Pustyni. którą z szumu drzew lub grania wiatru umiała odróżnić jego piękna. I dziecko boi się. Jon już wcześniej. iż tego doczekam . może zmieniać swój świat na gorszy lub lepszy. czy warta tego świata była tak długa agonia starego. nie składa się z odpowiedzi. że ani on. aż do bólu.To twój syn krzyknął. Jonie .wie..szepcze Jon z nadzieją. więc wierzysz. I choć Jon tak wiele razy słyszał podobny wrzask niemowlęcia . bo nie wie. Jon kiwa głową i czuje. jak po twarzy ściekają mu łzy. mądra żona. . Płacze.mówi Dziewczyna.Wierzę. Ten niemowlęcy krzyk brzmi jak muzyka wędrownych ptaków.a świat wciąż nie staje się lepszy. lecz nawet ziarnko wiele znaczy . 154 . Wrzask. kto się rodzi. gdyż wie. Ty pytasz. że to prawda. a zarazem cieszy ze swych narodzin. gdyż po raz pierwszy widzi jaskrawy blask świata zamiast łagodnego mroku łona matki. Płacze ze smutku. jego syn krzyknął. a Jon wie. całkowicie niepowtarzalny i przeznaczony jedynie dla jego uszu. gdyż sam przechowuje podobne ziarnko w swoim woreczku. że jego syn przyszedł na świat. czy warto żyć w takim świecie? Czy warto się narodzić i przewędrować Drogę aż do jej kresu? Nagle Jon milknie. Jest to wrzask pełen bólu. Jonie. Wrzask. . a może już jutro? Wiara. a Jon to wie i ściska jej dłoń aż do bólu. że minęło tyle setek lat.Twój syn przyszedł właśnie na swój świat . a ona mówi: . . ani jego syn nie doczekają dnia. łapiąc pierwszy haust powietrza.szepcze Dziewczyna. . Płacze z radości.i cierpienie Człowieka. że Oni zejdą na Ziemię. słyszał podobny głos w szpitalu.

zboczone podglądacze!? Jon z Dziewczyną nikną w mroku. jest złomowisko starych samochodów. Chłopiec zabija w różnych częściach miasta. Stary Bóg już nie walczy o przetrwanie. odsuniętych w niebyt. by wziął od ciebie ziele. lecz o szybką śmierć. nad zwykłą ludzką miłością. Przelotnie zastanawia się. schrypnięty alt właścicielki telewizora. ma tylko jeden kierunek. której nie zaznała. że czeka go podróż. “Pierdolisz…” .Ku swemu zdumieniu Jon widzi. nad wschodami i zachodami słońca.mówi nagle Dziewczyna. że Dziewczyna płacze razem z nim . ale Jon nadal go słyszy.i wie dlaczego. patrzyłam na nie z lotu ptaka. czy nie mógłby zawrócić do Wioski. Droga.stwierdza damski melodyjny głos na tle wesołej. że odstraszają krążące wokół ludzkie cienie szukające okazji.Czego się tu włóczycie. Nie czuje przenikliwego fetoru. do synka. aby jego synek kiedykolwiek miał się zadręczać losami starych Bogów. Koło cmentarza. Żadnych pytań. ale wie. Jon idzie dalej. przez nich skazanych na śmierć. Jon myśli o swoim synu. gdzie spoczywa jego matka. choć nie jest to rzeczywistość żadnego z nich dwojga. cudowna podróż. którą kroczy. Zawsze sucho i bezpiecznie” . Jego obojętność i nieczułość na otoczenie są tak silne. Nie zwraca uwagi na śmieci. Jon nie chce. który liczy właśnie dwadzieścia jeden minut życia. I nie chce 155 . nie nasłuchuje brutalnie szczerych rozmów. obrażanych mianem bałwanów.Wiem. jaki miał kiedykolwiek. a księgi zakazane dawno schowano lub spalono. wzbudzonych do życia przez ludzi. Teraz wychyla się ona przez okno na parterze i wrzeszczy w ciemność. które dobiegają go zza nie domkniętych okien. a nawet nad rykiem krów w Domremi. . spoglądałam na zaułki ze wszystkich stron.Przemierzałam te ulice dla ciebie. gdzie jest Chłopiec . Stary szaman spełnił swą obietnicę. do Jona z Dziewczyną: . który unosi się nad tą dzielnicą.odpowiada zniechęcony. zwykłych czynności. Wszystko jest w księgach. rockowej muzyki. do Gai. ale mieszka w jednym miejscu. Ona płacze nad swymi nie narodzonymi dziećmi.kończy Dziewczyna i rozpływa się w mroku. Aby nakłonić go. “Podpaski Always Plus Ultra. które zalegają chodniki i jezdnię. powiesz. przypominając o głębokim sensie codziennych. . On tam jest. że to niemożliwe. Pierwszy krzyk nowo narodzonego syna już dawno umilkł. Takiego zwykłego losu Jon życzy swemu narodzonemu synkowi. cieszy się nim. który niósł się o świcie ponad łąkami. najlepszy odlot. tęskni do niego. Żadnych wątpliwości. …ryk włączonego nagle telewizora w pobliskim budynku przywraca ich rzeczywistości. których nie zdążyła zobaczyć. gdyż wśród ludzi nie ma już dla niego miejsca. A on chce stąd odlecieć .

iż Jon nadchodzi. wątła mgiełka w słabym świetle świec. przeżartych rdzą karoseriach peugeotów. piskliwie poszczekują szkieletowate psiaki. Wszystkie zaś zbędne narzędzia muszą być odłożone na swoje miejsce.Wieśniaczki z Domremi nie umieją kłamać i nie stosują podstępów. porsche czy toyot pełgają gdzieniegdzie małe światełka. Gęsta od utajonego życia dzielnica nędzy rozrzedza się. Koszula na jego chudej piersi jest rozchełstana i nie kryje długiej. Jon nie potrzebuje Dziewczyny. to właśnie ją straciłem. Więc Chłopiec jest u siebie. Prawdomówność bywa okrutniejsza od kłamstwa. widoczny jako biała. Jon już nie musi się zmagać ze Światowidem. paląc skręta. groby są ziemne.słyszy Jon głos Chłopca i przez chwilę zastanawia się. pozbawionym ręki Pana. Zobojętnieli na wszystko mieszkańcy przerdzewiałych wraków jeszcze wciąż potrafią wyczuć zapach niebezpieczeństwa i wiedzą. stoją obok siebie marmurowe lub kamienne pomniki.Doktorek… . audi. . kto tu spoczął i proszą o modlitwę lub pamięć. Ale tu. Wnętrze dżipa rozjaśnia mdłe światełko trzech świec. Z prawej strony ogrodzenia rozciąga się wielkie złomowisko starych samochodów. tam gdzie wiedzie do niego jasna. czuć zapachy resztek jedzenia znalezionego na śmietnikach.Chodź. Dziewczyna ostrzegła Chłopca. U siebie…? Jon skrada się w pobliże wraku. o istnieniu niektórych w ogóle zapomniano i ludzkie stopy wydeptały na nich gliniaste ścieżyny. Jon wie. Włóczą się tu chude koty. bladej blizny. żeby poznać. iż domem Chłopca jest pogruchotany dżip pośrodku złomowiska. a Jon rozgląda się po wnętrzu wraka. nissanów. że tego dżipa należy obchodzić z daleka.uśmiecha się Chłopiec leniwie. domów jest coraz mniej. Dwa ze zniszczonych siedzeń są rozłożone i leży na nich Chłopiec. To mało boskie. a bardzo ludzkie. gdyż to ludzie powoływali ich do istnienia. Ze szpar dziurawej plandeki snuje się słodkawy dym marihuany. musi Mu pomóc. citroenów.myśli Jon ze zrozumieniem. renaultów. a złocone litery przypominają. wiodącej od obojczyka do pępka. Czekam na ciebie . Jednym z nich. większość zapadła się. że idę. pogiętych. które zastępują lokatorowi kołdrę. Lecz gdy widzi chudą rękę. ale Bogowie zawsze mieli wszystkie wady i zalety ludzi. że sąsiedztwo nie jest zamieszkane. nie dziwiąc się. Jeśli miałem szansę odszukać Drogę. a wreszcie kończą się. . gdzie wzdłuż żelaznego ogrodzenia idzie Jon. . zdaje sobie sprawę. z niektórych wraków dobiega cichy płacz niemowląt. zastępujące posłania. Dziewczyna… . do kogo on mówi. szeleszczą papierzyska i szmaty. jest Chłopiec z lodowym soplem zamiast serca.umierać sam. taniego wina. szeroka ulica i kuta w żelazie brama. Z przeciwnej strony. Po lewej stronie Jona leży rozległy miejski cmentarz. Trochę szmat i starych papierów. która wychyla się spod plandeki i przyzywa go. że Chłopiec wie. że nawet ten cmentarz odbija naturę świata. Dlatego płoną żywcem na stosach. palonych petów. nie wtrącając się do obyczajów jego lokatora. Na przednim 156 . zamiast w porę uciec. W zdezelowanych.

to przywrócić mu tamto spojrzenie ze zdjęcia. pieniądze. aby z jednego stać się drugim. Wśród walających się.Czekałem na ciebie . bez kierującej nim ręki. Chciał tylko przyzwać kolejnego współwyznawcę. Chłopiec miał być wyznawcą.Jon jest tego pewien. pokochał. Trudno zapomnieć tę twarz smutnej Madonny. wszystkie odcinki Drogi. twarze ludzi. pozbawionym uczucia uśmiechem. Głos Bogów jest słabo słyszalny. w Ich imieniu. na której wyryte jest pradawne bóstwo. Jon widzi go. a oni sami bywają omylni. Chłopiec patrzy na Jona czujnie i sięga po nóż. które Chłopiec zabrał ofiarom.tak jak Człowiek miał Dziewczynę. znienawidził. Ten Chłopiec jest jak Kaj z baśni o Królowej Śniegu i Jon musi coś zrobić. a stał się zabójcą. że tego Chłopca kocha i jedyne.łupy. Zapewne obecny Kaj nie zmartwychwstanie do rodzinnego szczęścia jak chłopiec z baśni. długie i krótkie. gdyż w nowym świecie niewiele brakuje. z rękojeścią zdobioną lub zwykłą. Głosy słyszę już tylko wtedy. także przekaz od Boga. Chłopiec bawi się nożem. prawdziwa twarz jej syna zniknęła pod szyderczym. Narzędzie. uzurpują sobie prawo do nieomylności. Bezimienny nie chciał. zaścielających zniszczoną podłogę dżipa.wąskie lub szerokie. Całkiem inna niż dziś.powtarza Chłopiec. wąski. Po twarzy Chłopca przebiega ledwo widoczny skurcz. głosiciela swej Prawdy . Jon wie. Chłopiec jest ofiarą złudzeń żywionych przez dawno zapomnianego Boga. gdyż do jej ramienia przytulona jest twarz syna. Jon wie. I Jon już wie. tylko jedno jest znajome: matki Chłopca. Miałem zasiąść u stóp Boga i nigdy nie być samotnym. to tylko ludzie. Ten świat nie pozwala usłyszeć pojedynczego Głosu. czego pragnie. z linii telekomunikacyjnych i linii wysokiego napięcia. Teraz Jon się spieszy.siedzeniu kolekcja noży . ubłoconych i wymiętych zdjęć. . by Chłopiec zabijał . bo Jon widzi teraz wszystko. wymiętoszone dokumenty i stare zdjęcia . Wszystkie kamienie wokół są martwe i głuche. których spotkał. uderza na oślep… Nie. by odtajał. lecz nawet wówczas nie jest to Głos Kamienia. Każdy przekaz dociera do ludzi zniekształcony. że Głos starego Boga zakłóciły szumy nowego świata płynące z ulic.ale zdolność odczuwania cierpienia jest szczęściem w porównaniu z wieczną obojętnością. Wszystkie światy. ze zdobną rękojeścią. Szarpie za woreczek na piersi prawie w tej samej chwili. Ale ich prawdziwe twarze utrwalono na fotografii. Na podłodze walają się stare i nowe portfele. Ale na zdjęciu Madonna uśmiecha się. gdy wąskie ostrze 157 . z miliardów radioodbiorników i telewizorów. patrząc na Jona. .Miałem przemierzać światy i słyszeć Głosy. gdy ćpam. który wybierze: ten długi. Jej prawdziwą twarz dawno wchłonęła ziemia. że nie ma czasu. Jon schyla się i podnosi zdjęcie. lecz do cierpienia . Lecz źle wybrał. z autostrad. wie.

Umierającemu Jonowi wydaje się. w czarnym cieniu gigantycznego posągu.Mamo… . dobroczynny Wisznu. Ale nie wie. Ot.Co to? . Jego prawdziwy dom. jak Chłopiec sięga po ziele. To tam wciąż trwa czuła. gdyż leży koło głowy Jona. gromowładny Zeus. .tworzyły monstrualny posąg. że widzi. którzy kiedykolwiek żyli na świecie.tak jak Światowid . że Boskie Istnienie jest samą Miłością. Serdecznik niepospolity. że kiedyś… kiedyś… wówczas gdy zmartwychwstaną wszyscy Bogowie i ich niezliczone 158 . która pulsując.powtarza Chłopiec i szydercze skrzywienie jego warg przeistacza się w nieśmiały dziecięcy uśmiech. To tam. wkłada je do ust i powoli żuje. Bogowie… . że zstępujących Bogów prowadzi Pierzasty Wąż Wirakocza. czy jego także. zmęczony Chłopiec znajdzie swoją przystań. Ono też jest zbryzgane krwią.i widzi jasny skraj nieba pomiędzy koronami wielkich. Jon zaś już wie. Światowidzie… O. że choć Chłopiec nigdzie na Ziemi nie znajdzie swojego miejsca.Odlot… Będziesz mieć po tym taki odlot. wystarczy. słoneczni zaś Bogowie Ra. patrząc na krew. do których przywarło jego bezwładne ciało. Jon otwiera szeroko oczy . Więc wrócił. . spełnił swoje zadanie. iż znalazł je na starej fotografii. . że jest wśród Nich groźny Jahwe. Siedem gigantycznych głazów. jak ukłucie pszczoły. To Puszcza. Usłyszysz znowu Głos .bezboleśnie przebija mu szyję i wkłuwa się w aortę. których zawsze tyle fruwało latem w ogrodzie Isaka i Ezry wśród starych lip… .Jon wie.O. gdyż grzeją go potężne. a lśniącą niegdyś gładź spowił wilgotny. I Jon jak przez mgłę widzi. że z ich szczerb sączy się jakaś ciecz i myśli.pyta czujnie Chłopiec. Ormuzd i Mitra rozsiewają tak złoty blask. nie czuje chłodu nadchodzącej śmierci. Posągu już nie ma.ułożone jeden na drugim . Człowieku… O. utajonym życiem. I myśli. bezbarwne ziele. jakiego nigdy nie miałeś. jak z Nieba zstępują Bogowie wszystkich ludzi. Ale i On tu jest. które niegdyś . To też mu obiecano. . że to krew.Mamo… . opiekuńcza miłość jego matki. gdy ręka rannego wyciąga ku niemu skruszone. A jednak te nieforemne głazy wciąż są ciepłe i pulsują wewnętrznym. wszechrozumiejący Człowiek. A choć ludzie przydawali Ich wizerunkom świętego okrucieństwa lub świętej naiwności . ciemnozielony mech.szepcze nagle Chłopiec dziecinnym głosem i bierze z podłogi swoje stare zdjęcie. którego nie można było znaleźć w żadnej encyklopedii przyrody. że niknie w nim mroczna sylwetka Światowida. Już nie jest mu zimno. Musi być. Przez chwilę mu się zdaje. starych drzew. czy jest to krew tylko Bezimiennego. na jej ramieniu. rytmicznie wypływa z szyi ofiary. omszałe głazy.szepcze Jon słabnącym głosem i podnosi wzrok ku górze. inaczej Droga Jona byłaby daremna.szepcze Jon i patrzy. gdyż rósł tysiąc lat temu tylko w jednym miejscu.

że stary szaman umarł.Biedny grzesznik. bezpiecznie ukryty za szerokimi ramionami Światowida. czy też przekazywały ją drzewa. a nad sobą.GRDHGHBWGZ . na którym leżały zwłoki starego czarownika. 159 . że Ariel w sąsiedniej izbie usiadł na posłaniu. zmęczony sobą.stwierdził. że szaman ubrany był w swój rytualny strój. W tym samym czasie Gaja z Arielem pokonywali Rzekę.Isak tego nie zrobił. Wioska dowiedziała się natychmiast. Jon powinien wrócić . w poszumie traw i w szeleście liści głosy bożąt. choć nie wiadomo w jaki sposób: czy ta wieść szła z ust do ust. co pragnie widzieć . on. gdyż nie było komu krzyczeć. Ariel z Gają podążali w głąb Puszczy. . narzucił gruby płaszcz i dowlókł się do namiotu nad Rzeką. co tym razem znaczą Jego słowa: PRZYBĘDZIEMY. życiem i Cywilizacją. jako świadek tego cudownego dnia. też będzie wśród nich. ŻEBY ODDAĆ WAM WASZĄ MIŁOŚĆ… NIE ZABIJAJCIE NAS ZBYT WCZEŚNIE… *** O tym. I wie. Isak nawet się nie zdziwił. Niech widzi to. gdyż takie imię nadał mu wczoraj Ezra.powiedziała Gaja tak głośno. . . we dnie i w nocy. który w szumie drzew umiał usłyszeć głosy wodników. przesuwał w palcach swoje drewniane paciorki. którzy dobudowywali do świątyni wysoką wieżę. dudniący głos starego Boga. gdzie chce.wstał z ławy. . słyszał dudniący głos starego Boga. a na ustach łagodny uśmiech.słyszy po raz ostatni głuchy. I choć nowy rytuał nakazywał. W najgłębszym miejscu Ariel wznosił wysoko nad głową zawiniątko. Ich obudziło trzeszczenie wiązadeł belek domu. że odszedł ostatni człowiek. Bogumił. Tu przysiadł na zydelku koło wyścielonego futrami łoża. I nikt nie krzyknął za nimi: “Tabu…!”.Gaja z Arielem . a że po raz pierwszy zdawało mu się. w intencji zbawienia duszy czarownika. Więc oboje .Szaman umarł. . w plusku wody śpiew wijów. trawy. woda? Gdyż tylko one mogły wiedzieć. LUDZIE. pójdzie do piekła. ZSTĄPIMY.zastępy zejdą na Ziemię. choć chciałem mu pomóc wymamrotał Ezra i powrócił do swoich zajęć: kierował pracą mężczyzn. Jon. iż konary przemawiają do niego w języku starych drzew i że on pojmuje ich mowę . oczy miał szeroko otwarte.szepnął. aby umarłemu zamknąć powieki .Skoro szaman umarł. Isaka zbudził trzask gałęzi w ogrodzie. w którym bezpiecznie spoczywał syn Jona.przekraczali Rzekę. Bogu miły… Gdy stary kapłan. Bożęta czynią wielki ruch w całym domu . dobywający się z gruzowiska kamieni.Niech patrzy tam.

Żaden czarownik nigdy nie kłamał. Gaja od razu zrozumiała.szeptała niecierpliwie Gaja. jakby chciał. choć chciała. Gaja znała te słowa od męża. Dwaj starcy leżeli tymczasem nieruchomo. Od biedy można by je uznać za wątły ślad niegdysiejszej ścieżyny. . niewiele uwagi poświęcił jego matce i wymienił imię. . Lecz nigdzie jej nie było. Gdy tylko dowiedzieli się. czarna Droga! Tak mówił Jon! .Dobre imię . . musiał być tam. .wyłożyło drobnym żwirem. czuję to . jak nakazał Jon. o co chodzi.gdyż wczesna.Nie umrę. Ariel rozsuwał krzewy. Skoro szaman umarł. w bezpiecznym poczuciu pewności i w zgodzie ze wszystkim. 160 . gdyż naprawdę widziały o wiele dalej. a bezwładne ciało wolno zsunęło się z zydla ku czarownikowi . Bogumił nawet nie zapłakał. ciepła wiosna pozwoliła szybciej niż zwykle zmartwychwstać krzewom. jakby rozumiał. Tak naprawdę to krzyknął tylko raz: w chwili narodzin. że szaman umarł. lśniąca. które dziecko otrzyma: Bogumił.przyznała niechętnie. a on spojrzał na nią. Jeśli Jona do tej pory nie było na wioskowym brzegu. Jon powinien być w domu. drzewom.On tu jest. . by jej syn nosił imię swego ojca lub jego przyjaciela.aby nie zarosła jej Puszcza .Może to te kamienie…? . ale ruszyła ścieżką. wskazując Gai omszałe kamyki. którą Plemię . miał się chować w pobliżu świątyni. starzy Bogowie nie pozwalali na kłamstwa ani ludziom. trawom. póki nie wrócisz .powtarzał stary czarownik. ani swym sługom. Może potrzebował ich pomocy? Ale gdzie była Droga…? Szli zatem z Arielem wąską ścieżyną. Miły Bogu. gubiąc ją co chwila wśród gęstej zieloności Puszczy . Tymczasem ich syn.Przy szesnastym paciorku stary kapłan nagle znieruchomiał. tuląc Bogumiła ciasno owiniętego w lniane płótno.Ależ nie! To była Droga! DROGA! Wielka. czego wymaga większość. opadał na klęczki i wypatrywał śladów niewidocznej Drogi. u kresu Kamiennej Drogi. Ale wiedziała. że Jon musiał wrócić. Jak wędrowne ptaki. wijącą się wśród krzewów i korzeni drzew.powiedziała z rozpaczą. głowa opadła mu na piersi. a ich szeroko otwarte oczy z pozoru tylko spoglądały na pełgający w pobliżu ogień. Przedzierając się przez Puszczę. Tak.Gaja z Arielem szukali Drogi. każdy ze swoimi paciorkami w martwych dłoniach. Arielu. Gaja przytuliła synka do siebie. Godzinę później przybył do ich domostwa kapłan Ezra. spojrzał uważnie na niemowlę. imię Ariel zaś jest obce i naznaczyłoby jej syna piętnem samotności lub odrzucenia.Jest tu gdzieś… Musi być . że imię “Jon” już zawsze będzie w Plemieniu kojarzone z błądzeniem po tajemniczej Drodze.powiedziała Gaja z rozpaczą. . by usłyszano go gdzieś bardzo daleko. Krzyczał długo i przenikliwie.spytał wreszcie dawny Błazen.

Ogień pełgający w namiocie nad Rzeką nagle wzbił się iskrami w górę, jakby dmuchnął nań niewidoczny wiatr i od iskier zajęły się wysuszone zwierzęce skóry. Po chwili w niebo strzelały już wysokie płomienie, namiot zaś przypominał rytualne ognisko, jakie niegdyś rozpalało Plemię w noc równą dniowi. Mieszkańcy Wioski, ujrzawszy ów stos, zastygli na chwilę. Jedni przeżegnali się znakiem krzyża, drudzy zaś, najstarsi, których było już niewielu, wykonali ukradkiem dawno zapomniany znak. Znaku tego już potem nikt w Wiosce nie czynił ani go nie zapamiętał dla przyszłych pokoleń. Ariel chciał wziąć od Gai dziecko, lecz odmówiła: Bogumił był lekki, a jego bliskość uspokajała ją. Pod stopami co jakiś czas czuła twardszy grunt, jakby ścieżka była częściowo bita, choć jeśli tak było, dawno pochłonęły ją mchy, tylko gdzieniegdzie wystawał pojedynczy większy kamyk. Wydawało im się, że już dwukrotnie skręcili, a teraz ścieżyna skręcała po raz trzeci. Dalej już biegła prosto, co Ariel zauważył pierwszy, wnosząc z rozstawienia starodrzewu. - Kiedyś na pewno szła tędy Droga - powiedział. - Kiedy? - spytała z rozpaczą Gaja. - Kiedy? Jon opowiadał o Niej tak, jakby to było wczoraj! Kapłan Ezra na próżno szukał starego Isaka w świątyni, w świątynnym ogrodzie i w Wiosce. A choć nakazał mężczyznom z Wioski zbadać, czy aby starzec nie zabłądził w Puszczy - nikt nigdzie go nie znalazł. Plemię orzekło, że pewnie rozszarpały go dzikie zwierzęta. Gaja z Arielem szli jeszcze spory kawałek, nim dotarli na polanę. Od zazielenionej świeżą trawą murawy ponuro odbijały wielkie, ciemne, nieforemne głazy. Omszałe i zbyt ogromne, by znalazły się tu przypadkiem, tworzyły przedziwny krąg. A pośrodku tego kamiennego kręgu, koło największego głazu, prawie tak wielkiego jak ich dom, leżało bezwładne ciało. - …Jon! - krzyknęła Gaja i tym razem nie wzbraniała się przed oddaniem dziecka Arielowi, bojąc się, że je wypuści. Przypadła do męża i patrzyła ze zgrozą na jego bladą, pozbawioną życia twarz, ze zdumieniem zaś na spokój, jaki się na niej malował. Choć na szyi męża dostrzegła niewielką, okrągłą ranę, wyraz jego twarzy nie wskazywał na to, by zginął gwałtowną śmiercią. Przeciwnie: wyglądał tak, jakby zasnął w poczuciu bezpieczeństwa. Gaja patrzyła na niego, chłonąc rysy, które kochała, pieszcząc spojrzeniem ramiona, które ją obejmowały i dłonie, którymi ją dotykał. Czuła w sobie dziwnie tępy ból zamiast rozpaczy i buntu.

161

I nagle pojęła, że zawsze wiedziała, dokąd wiedzie Jona Kamienna Droga. Właśnie tu i właśnie do takiego końca. I dlatego Jon nakłonił Ariela, żeby przybył z nimi z Miasta: aby nie zostawić jej samej. Gdyż on wiedział, gdzie jest kres tej Drogi. Ale dlaczego…? Co było więcej warte od spokojnego życia z nią i z synem? To martwe miejsce? Bogumił zapłakał po raz pierwszy tego dnia i Gaja znów wzięła go z rąk Ariela. Przysiadła z synkiem obok Jona; jedną ręką przytuliła do piersi niemowlę, a drugą położyła na swoich kolanach głowę zmarłego i gładziła go po twarzy. - Oddałeś życie dla tego gruzowiska, Jonie…? Po jej twarzy płynęły łzy, a pytanie zawisło w wiosennym powietrzu. Gdzieś w pobliżu zaświergotały ptaki. Pewnie wiją sobie gniazda w szparach spękanego głazu. Ariel wiedział, że musi teraz zostawić Gaję jej żałobie. Rola, którą narzucił mu Jon, zacznie się dopiero wtedy, gdy Bogumił zostanie oddany pod opiekę Ezry. Wtedy Ariel przywróci Gaję życiu, gdyż jest zbyt młoda i zbyt piękna na wieczną rozpacz po utracie męża i syna. Od pierwszej rozmowy z Jonem niegdysiejszy Błazen wiedział, że ten gotuje się na rozstanie ze światem. Od pierwszego wejrzenia zaś na Gaję czuł, że gotów jest poświęcić resztę życia dla przywoływania uśmiechu na tę piękną twarz. Łatwiej będzie o uśmiech, gdy opuszczą Wioskę, Puszczę i ten dziki, choć szybko cywilizujący się kraj; gdy nad ich głową znajdzie się wiecznie błękitne niebo i jaskrawe, ciepłe słońce - zamiast tych zmiennych chmur, mknących po szaroniebieskim stropie; gdy surową, ciemnozieloną dostojność wielkich drzew zastąpi frywolna pierzastość palm. Gdy zimna Rzeka stanie się ciepłym Oceanem. Ależ Gaję zadziwi rozmaitość świata i jego nieobliczalność…! Ariel nie był zaskoczony śmiercią Jona ani tym, że go tu znaleźli. Rozglądał się teraz po miejscu, które stało się ostatnią przystanią przyjaciela. …i nagle wydało mu się, że ogromny głaz, obok którego spoczywał Jon, przypomina twarz. Ogromną, potężną, surowo wyciosaną w kamieniu. Zapewne to wichry, woda, śniegi i spiekota wyryły te szczerby, układające się w rysy jakże ludzkiego, smutnego oblicza; wpółprzymknięte powieki, zagłębienia pod nimi, w których, jak łzy, zgromadziła się woda; wydatny nos, surowo zaciśnięte usta. - Złudzenia, omamy… - szepnął do siebie, ale te zamiast zniknąć, nasiliły się: Arielowi wydało się teraz, iż w głazach, które utworzyły krąg wokół największego kamienia, rozpoznaje gigantyczną dłoń zaciśniętą w pięść; że widzi fragment stopy, która jeszcze teraz czyniła wrażenie, jakby podążała w sobie tylko wiadomym kierunku; gdy oderwał kawałek mchu, wyłoniła się gładka, wypukła jak brzuch powierzchnia z wystającym pępkiem. Poczuł naraz wielki smutek; taki sam, jaki czuł wówczas, gdy

162

spoglądał na wioskową babkę, która odcinała Bogumiłowi pępowinę łączącą go z Gają i wydala go tym samym na łup świata i Cywilizacji. …nagle Ariela dobiegł potężny, dudniący, głuchy głos, aż skurczył się z lęku. Zaraz jednak odetchnął, wiedząc, że ów dźwięk ma całkiem zwyczajne przyczyny, a tylko nieodgadniony sekret tego zagubionego wśród wielkich drzew miejsca tak działa na jego wyobraźnię. Dotknął ramienia Gai, która spojrzała na niego niespokojnie i powiedział: - To tylko siekiery, Gaju… Ludzie rąbią Puszczę. Na nowe domy i mosty, na warowne zamki, na świątynie i klasztory. Cywilizacja, jak mawiał Jon. To wszystko wokół wkrótce zniknie, pojawią się nowe Wioski i Miasta, nowe Drogi i Mosty. Czuwali przy Jonie do zachodu słońca, a potem Gaja zdjęła z jego szyi zniszczony skórzany woreczek i skryła go pod swoją bluzą. Nie wiedziała, co niegdyś zawierał i czemu służył. Teraz wydawał się pusty, ale spoczywał zawsze tak blisko ciała jej męża, że był jak relikwia, która zawsze o nim przypomni i ochroni ją, gdy przyjdzie pora tułaczki. Odchodzili wolno, Gaja z Bogumiłem na rękach i Ariel, oglądając się tam, gdzie wśród omszałych, gigantycznych kamieni pozostawili ciało Jona. Wiedzieli, że właśnie tego by sobie życzył, choć nie mogli pojąć, skąd to wiedzą. Gai wydało się z oddali, że Jon obejmuje wielki głaz, obok którego spoczywa, gra cieni zaś stwarza złudzenie, iż są to potężne, kamienne ramiona, w które Jon wtulił się jak dziecko w objęcia ojca i zasnął. - Śpij - szepnęła do niego w myślach. - Obudzisz się w dniu, gdy zstąpią Bogowie - dodała, nie wiedząc, co mówi i czerpiąc tę dziwaczną myśl z tych pozornie martwych głazów. Dudniący mocny głos siekier kaleczących drzewa rozbrzmiewał teraz wszędzie. Puszcza poddawała się bez walki. *** - …zawsze pragnąłem przebyć Rzekę, żeby zobaczyć, co tu jest. Podejrzewałem, że kryje się tu coś obcego, coś, co zagraża naszemu Bogu i Cywilizacji, co jest ostoją resztek pogaństwa. Przecież tego brzegu strzegł ostatni sługa bałwanów, plemienny szaman z twojej Wioski. Na szczęście zmarł bezpotomnie i od dawna smaży się w ogniu piekielnym. Biedak… Nie będzie dla niego rozgrzeszenia. Nie ukorzył się przed śmiercią, nie przyznał do grzechu bałwochwalstwa. Wiesz, że z powodu tego starego czarownika sądziłem, iż kryje się tu szczególny wizerunek jakiegoś bałwana? Ba, byłem tego pewien! Dlatego pragnąłem spalić ten skrawek Puszczy tak, by zostały tylko zgliszcza! Wyobrażałem sobie, że jest tu… że jest tu Bóg wie co! A w każdym razie coś o wiele gorszego niż te gliniane i drewniane posążki, które wystarczyło stłuc i spalić. A jednak nigdy tu nie byłem. Coś mnie wstrzymywało. Bałem się. Tymczasem tu nie ma
163

ile dziwów może dokonać przyroda z pomocą Dobrego Boga. rozcapierzoną. jesteś blady. Wielki głaz otoczony był kręgiem mniejszych.odparł młody zakonnik. w dniu. sądziłby.Usiądźmy. Spojrzał z troską na starego kapłana. Ale tu rzeczywiście niczego nie ma i nic nie wskazuje. Masz gorączkę. Zostało z niej już tak niewiele. skoro tu nic nie ma? Nie. Ezra już chyba to uczynił. wspierając się na ramieniu młodszego brata. ale ciekawość Ezry była zachłanna i wyczerpująca.zgodził się z ulgą stary kapłan. Starzec rozglądał się wokół z posępną ciekawością i nadzwyczajną uwagą. a natura wyposażyła go w siedzisko w postaci wyżłobionego wgłębienia porośniętego miękkim mchem.poprzez dopiero co ukończony most z Wioski .mówił z triumfem chudy starzec w habicie. . pot spływa ci z czoła. Pergaminowa twarz Ezry powleczona była niezdrową bladością. ale brata Bogumiła nauczono.Puszcza” używali jedynie starsi.Nie! Samemu bym ci nie pozwolił! Nigdy! . Młody mnich pomógł starcowi zasiąść na omszałym głazie. Zbytnio się denerwujesz. Mogłem przybyć tu sam i opisać ci to miejsce. . by kiedykolwiek było. .To takie samo miejsce jak każde inne w Lesie. gigantyczną dłoń. gruzowisko wielkich głazów… Jeśli było to niegdyś miejsce pogańskiego kultu.nic.wymamrotał starzec. Gdyby Bogumił nie wiedział. Nie dostrzegał w tym miejscu niczego niezwykłego.Dlaczego? . nawet trzydzieści lat temu. że siedzisko przypomina wyrzeźbioną w kamieniu. . iż uczyniły to siły przyrody. . która . 164 .Usiądźmy. W dodatku wystarczy skropić polanę Świętą Wodą. Obaj powoli wędrowali nową Drogą. Ot..wiodła ku tętniącemu życiem kupieckiemu szlakowi. z trudem łapiąc oddech. Był tak wielki jak niektóre nowe domy w Wiosce.Ale co byś mi opisał. I młody i stary mnich rozglądali się wokół z ciekawością. oddech miał ciężki. ułożonych nadzwyczaj symetrycznie. gdyż zabrał ze sobą i Świętą Wodę i kropidełko. musiałem tu wreszcie przyjść i przekonać się na własne oczy . . której Bogumił nie mógł zrozumieć. gdy się urodził.zdziwił się młody mnich. Święta Woda zmyje każdy ślad bałwanów. lecz jego oczy pałały. przecinającemu dawną Puszczę. nie został po nim nawet drobny ślad. bracie Bogumile . skoro aż tak ci na tym zależy .Bracie Ezro. Nic! . słowa . że młodzi nazywali ją Lasem. musisz odpocząć.

Muszę odprawić pokutę. matki zaś nie pamiętał.. bezbożne. zharmonizowanej ze słowami melodii. Nawet gdy czasami próbował przywołać ją w myśli. Więc czemu kamień jest mimo to ciepły jak żywe ciało? “Pytania… pytania. Pokutę. gdy ją opuszczał. potężnych dzwonów. a potem powstać z martwych. obca i niebezpieczna myśl.przemknęła mu przez głowę dziwaczna. to jej postać straciła już dla niego wszelkie barwy. heretyckie słowa. Zapewne kamień oddaje słoneczne promienie. jak stworzyć Cywilizację Miłości… Tak będzie. Po co przywołał na myśl dawno zapomnianych rodziców? Kamienne wgłębienie otulało jego plecy jak potężne. odkąd został przypisany Świątyni. zebrane w ciągu dnia… Nie. matka dawno temu opuściła Wioskę i podobno wędruje gdzieś po świecie. mocne ramiona. zstępują ku niemu zewsząd i dźwięczą w uszach… …. I ogarnęło go niepojęte. mój malutki. Ojciec zaginął bez wieści w dniu jego narodzin. pomogli im umrzeć. w Wiosce. dobre ciepło bijące od kamienia. przyrzekając sobie samobiczowanie i wielodniowy post. dzień był pochmurny i chłodny. synku. Niezliczone zastępy Bogów. Więc nie bój się pytań” . a potem w Dalekim Kraju. w którym zstąpią na Ziemię wszyscy Bogowie. żywe ciepło. 165 . obcą myśl i inne. bezpieczne ramiona ojca. które nagle napłynęły do niego wysoką falą. Ezra wpajał mu to od dziecka. skąd wzięły się te straszne. Trudno. są ważniejsze niż odpowiedzi. synku. tak właśnie będzie. niemożliwe. której brzmienie słyszał teraz zewsząd jak dźwięk rozkołysanych gigantycznych dzwonów. szaleńczej. jako karę. wyjdą z Podziemi. iż jest małym chłopczykiem i wtula się w ciepłe. BOGOWIE. Może dlatego. nie znane mu uczucie. iż niechcący posłyszał Głos Diabła. aby odegnać natrętną. mój synku. że nie mogąc pogodzić się z wyborem Drogi przez syna. Nadal wędruje czy umarła? Płakała. I nawet gdyby Bogumił zatkał uszy i tak byłoby je słychać… Płyną. z jego zamknięciem w odległym klasztorze. musiała zrozumieć. Pytania przecież wiodły do wątpliwości.pomyślał wstrząśnięty. przecież słońce nie wyjrzało dziś ani na chwilę. że swoją wiarą powołali ich do życia. jak mało jest ważna wobec jego misji… …dlaczego nagle zaczął myśleć o matce i ojcu? Nigdy tego nie robił. POKUTĘ! . spłyną z Wody i sfruną z Powietrza. Uczono go o tym. mój kochany…” Bogumił miotał się bezsilnie w rytm tej potężnej. I młody zakonnik przeraził się tym. Zstąpią z Nieba. w jakich kiedykolwiek wierzyła Ludzkość. Bogowie podziękują ludziom za to. a wątpliwości do herezji. Wiara to właśnie pytania. równie niepokojące. Przez gruby habit czuł wciąż pulsujące. Te myśli były jak brzmienie rozkołysanych.Brat Bogumił oparł plecy o naturalne skalne wgłębienie i mimo przedwieczornego chłodu poczuł łagodne. najpierw tu. fruną. mój duży. czy pogodziła się z jego przeznaczeniem? Nie wiedział tego. Przeżegnał się teraz skrycie. którego nigdy nie zdołał poznać. I w podzięce nauczą ludzi.i nadejdzie dzień.

szalony sen? W zamyśleniu patrzył na niezwykły układ gigantycznych głazów. ale one się nie poddały.Cieszę się. Chyba lepiej. niemiły chłód. Chyba nikt ich nie ruszy.Bogumile? Stało się coś? Boli cię głowa? . że ludzie nie mogli uporać się z głazami. na których siedzimy . zmagał się ze swoim zmęczeniem.wyjaśnił Ezra. żeby ominąć kupę gruzów… . Zastanawiałem. . Gra cieni . nie. 166 . zatykając pięściami uszy. Paskudne miejsce… Niezdrowe.dokończył młody mnich. gdyby szła prosto? . Myślałem. . Młodemu zakonnikowi przez chwilę wydało się. . zbierał się w sobie. słońce już mocno grzeje. Może nawet pokuta nie musi być aż tak surowa? W końcu nie on wymyślił te straszliwe. że niektóre szczerby i załamania skalnego giganta układają się w zarys twarzy. Ledwie ją poznasz.powtórzył jak echo Ezra. choć zadawał zbyt wiele pytań i często się wahał. by odwrócić uwagę starca od siebie i swych przerażających doznań. . . co nie uchodzi misjonarzom… . odwrócił wzrok od kamiennego kręgu i spojrzał pytająco na ulubionego wychowanka. Ezra półleżał teraz na omszałym głazie i ciężko oddychał. To był dobry człowiek. to ciekawa historia… Wyobraź sobie. Muszą zatem zostać. gdy pobierałeś nauki w Dalekim Kraju. zapewne były to tylko omamy. że pora opuścić to miejsce.…i ojca .westchnął stary kapłan.Podobno . usiłowali roztrzaskać żelaznymi młotami. się dlaczego Droga skręca tu tak gwałtownie. A może zdrzemnął się na moment i Diabeł wykorzystał to. a tymczasem lodowatość kamienia. że wróciłeś.Nie. Kapłan Isak też by jej nie rozpoznał. aby powiedzieć młodzieńcowi. Brat Bogumił odetchnął z ulgą: odegnał modlitwą przerażające i niepojęte myśli. . mój synu i że stało się to właśnie teraz .Podobno lubił moją matkę . który siedział skulony na wielkim kamieniu. na którym siedzą.westchnął kapłan.Ezra wyczuł jego niepokój. dzisiaj zrównanie dnia z nocą.A wiesz.pomyślał. Czuł bijący od kamienia lodowaty.wtrącił Bogumił. bezbożne słowa. ale dla nóg starca nazbyt męcząca.Wioska tak się zmieniła przez ten czas. Szkoda. Drogę zaś trzeba było tyczyć szerokim łukiem! Ileż to nas kosztowało! Tyle dodatkowej pracy. przypomina zimę.mówił. że zabłądził w Puszczy i zniknął w dniu twoich narodzin. wysapując swoje zmęczenie. podsuwając grzeszny. . Jest przecież wiosna.Podnosili je na drągach. Odległość z Wioski do polany nie była zbyt duża.

Bogumile. bo cóż innego? Ezra powiedział. Lecz przecież to pulsowała tylko krew w jego żyłach. prowadząc wprost w ramiona ojca. Ezra otwarł oczy i spytał zdziwiony: . .Ojcze? . a zarazem nie mają do ciebie dostępu heretyckie wątpliwości . cywilizowanymi krajami. Czuł się silny. daleko. zamknął oczy i oddychał pełną piersią. że biegnie. Wydawało mu się. nad brzegiem ciepłego morza.zamiast ponurych czterech ścian celi. zaczął wpływać na Wioskę dobroczynnie. może dwustu lat. trzeba nam jeszcze stu. a wszyscy ludzie. Tylko ta Droga. leżących obok kapłana: wyglądał teraz jak… jak… wstyd powiedzieć… nie. że tu nic nie ma. Poczuł się nagle jak dziecko: był wolny i radosny. w której spędził dzieciństwo . nawet spośród nas samych i nawrócić wiele narodów. swobodną przestrzeń. przez którą wiodła lśniąca Kamienna Droga. by ten nieokrzesany. będą braćmi. Lecz to dopiero nadejdzie. a szczęściem tym była zielona. Nic. bezpieczny i pełen mocy.Nigdy nie nazywałeś mnie “ojcem”…? 167 .Niewiele pamiętam. Cywilizacja Miłości. niedawno nawrócony kraj nie zawrócił z drogi cnoty i Cywilizacji. NIC. wciąż wielbiących bałwany i tkwiących w grzechu pogaństwa. Poprosiłem hierarchów. Świat już wcześniej. gdyż tu się urodziłeś. Jak widzisz. Światło uprawiało jakąś dziwną grę na jednym z tych lodowatych kamieni. mało mam sił. w cieniu pierzastych palm. wspaniała Puszcza.szepnął nagle. bracie Bogumile. żebyś mógł wrócić do Wioski. krzycząc ze szczęścia. pod błękitnym niebem. w każdym zakątku Ziemi.zakończył Ezra. na razie nasza misja nie jest zakończona. jak ty i ja.zastanowił się niespokojnie Ezra. Kamień nadal był ciepły i Bogumiłowi wydawało się. który łączył Wioskę z kupieckim szlakiem. z odległymi Miastami. wciąż jeszcze żyje matka tego zakonnika? Czemu nagle o niej myślę? Wszak niemal już zapomniałem o istnieniu tej kobiety . raptownie wstając i patrząc na ogromny głaz. a trzeba ciągle być czujnym. patrząc z dumą na szeroki trakt. Przyłożył do niego policzek. łączy nas ze światem. znasz słabości ludu. Bogumile. który nie poddaje się żelaznym młotom? Nigdy o takim nie słyszałem .zamyślił się brat Bogumił i dotknął dłonią potężnego głazu. To odległe czasy. że gdzieś tam.. z cudzoziemskimi. że pulsuje. Czasy pogaństwa i ostatnich bałwanów. A ta Droga. I zatriumfuje. Musimy pozbyć się jeszcze wielu wrogów. Ty jesteś do tej misji najlepszy. Czy możliwe.miał ogromną. odwracając głowę od Bogumiła. za naszą sprawą. to by mu nawet nie przeszło przez usta! Co to za kamień. a pulsowanie kamienia przyśpieszało i wzmacniało bicie jego serca. Jesteśmy w pół Drogi. Wkrótce wszędzie będzie już tylko jeden Bóg i jeden Kościół. a przed sobą . bo wkrótce ktoś będzie musiał mnie zastąpić.

lecz była to tylko gra cieni. że słyszy dziwny.Ciało jest do umartwiania. Kraków. zobaczysz. a Bogumiłowi przez chwilę wydało się. łagodnie zafalował. . .Jakoś to słowo samo przyszło mi na usta . Mam dreszcze otrząsnął się starzec. ścinających drzewa na nowe miasta.Chodźmy. Tu nie ma nic. a Ezra spojrzał na niego surowo.Słyszałeś. Od tych kamieni ciągnie lodowaty chłód. . tak jak faluje pierś oddychającego swobodnie człowieka. . głuchy. rzucanych przez ostatnie wielkie drzewa niegdysiejszej Puszczy. że te głazy są nagrzane jak… jak ciało . omszałych kamieni. Odchodzili wolno.Echo siekier. Mnóstwo coraz większych i coraz wspanialszych świątyń. czerwiec 1997 168 . pamiętaj . zimno tu. że największy z głazów powoli.zaciekawił się. Tylko echo . dudniący dźwięk: .GRBDGHBWGZ… . Przez chwilę jeszcze miał wrażenie. bracie Ezro…? Co to? ..przytaknął gorliwie Bogumił.Tu nie ma nic .odparł stary Ezra.powiedział Bogumił.Echo. Będą wszędzie.odparł spłoszony młody człowiek.przypomniał na wszelki wypadek. ale pewnego dnia także i tu… . pałace i świątynie. .Zimno? Wydawało mi się. oglądając się na potężne gruzowisko gigantycznych.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful