Terakowska Dorota

Samotność bogów

1

Gdy się pisze, dobrze jest mieć swoją Alę. Alicji Baluchowej - bo dzięki niej moi bohaterowie przemieszczają się pomiędzy światami, lekceważąc wszelkie granice, włącznie z tymi, których nie ma.

Warkot bębnów wciąż nabierał tempa i brzmiał teraz jak stukot tysiąca końskich kopyt, cwałujących po Kamiennej Drodze. Na tę Drogę, po drugiej stronie Rzeki, Jon trafił przez przypadek, ale nim uszedł kilkadziesiąt kroków, wstrzymał go głos szamana. Szaman, stary i zgarbiony, stał na właściwym brzegu, gdzie zbiegały się ścieżki z Wioski, był niewidoczny dla oczu chłopca, a jednak chłopiec usłyszał jego czyste, wyraźne wołanie: - Jon! Wracaj! Tabu! Jon nie musiał słuchać szamana. Władza szamanów formalnie skończyła się, wszyscy w Plemieniu pokochali już inne Bóstwo - zwane najczęściej Bogiem Dobroci. Nie potrzebowało Ono plemiennych czarowników, gdyż nowe rytuały odprawiali przybyli z Dalekiego Kraju kapłani. A jednak choć Bóg Dobroci panował już prawie półtorej setki lat, po śmierci poprzedniego szamana Plemię wybrało następnego - i kapłani przymknęli na to oczy. Owszem, szamani służyli dawnym, odrzuconym bóstwom - “bałwanom”, jak uparcie mówił młodszy kapłan - lecz chronili też Wioskę przed ich zemstą i leczyli ludzi z chorób. Kapłani, w przeciwieństwie do szamanów, byli uczeni w piśmie, nigdy nie ulegali przesądom i nieśli - Jon kochał to słowo - Cywilizację, nie umieli jednak radzić sobie ze starymi Bogami, z ich mściwą naturą, ani z chorobami nękającymi ludzi z Plemienia. Niektórzy szeptali nawet, że część tych chorób - wcześniej nie znanych w Wiosce przynieśli z sobą, z różnych Dalekich Krajów i zza mórz, właśnie ludzie w długich sukniach. Szamani nauczyli się je leczyć, minęło jednak wiele lat, nim odkryli, jakie zioła są naprawdę skuteczne, a które należy dopiero wyhodować, krzyżując różne gatunki z pomocą całkiem nowych zaklęć. Nim się tego nauczyli, wielu ludzi w Plemieniu zmarło na dziwaczne, nieznane choroby, ale już nie szaman - w rytualnym stroju i w strasznej masce - odprowadzał ich w ostatnią Drogę. Rolę tę wzięli na siebie kapłani, nawet nie pytając, czy Kraina, ku której wiodą umierających, im odpowiada. Wyglądało, że wiedzieli lepiej niż Plemię, co jest dla ludzi z Puszczy dobre i co służy Cywilizacji. Kapłani zatem wciąż jeszcze tolerowali obecność ostatniego szamana (kiedyś było ich wielu); udawali, że go nie dostrzegają, a czasem zezwalali na rytualne bębnienie w czasie dawnych świąt - nie zgadzali się jedynie na składanie krwawych ofiar bóstwom. Dawni Bogowie potrzebowali ich - Bóg Dobroci nie tylko ich nie przyjmował, ale wręcz potępiał. Na razie. Dziś właśnie była Noc Starych Bogów, a właściwie najważniejszego z nich, którego jednak nigdy nie wymieniało się z imienia, aby go szybciej i łatwiej zapomnieć.
2

Dlatego bębny zaczęły wybijać swój rytm zaraz po zmroku, a gdy zapadła noc, ich rytm był już szaleńczo szybki, a bębniący mokrzy od potu. Pot spływał po nagich ciałach, wielkimi kroplami skapywał na ziemię, wsiąkał w nią - jako przebłagalny dar Plemienia dla porzuconego już bezimiennego Boga. Bębny dudniły prawie pół doby, ale kapłani skryli się w świątyni i udawali, że nie słyszą. Jon był za mały, by uderzać w bębny. Tego przywileju dostępowali tylko młodzi mężczyźni, a Jonowi do męskiego wieku brakowało ośmiu lat. Ale, jak wszyscy chłopcy z Plemienia, kucał w pobliżu bębniarzy i słuchając ich monotonnego rytmu, bezwiednie kiwał się w jego takt całym ciałem. I myślał. Myślał o Kamiennej Drodze. Już od wielu dni i nocy rozmyślał o Kamiennej Drodze. Odkrył ją przypadkiem. Przypadek spowodował, że Jon złamał Tabu i przedostał się na drugą stronę Rzeki w niedozwolonym miejscu. Wszyscy w Plemieniu wiedzieli, że od czasu przybycia ludzi w długich sukniach i uznania nowego Boga Rzekę przekracza się tylko jednym brodem, nie tym naprzeciw Wioski, lecz tym dużo poniżej jej ostatnich chat. Bród naprzeciw Wioski, najbliższy i z pozoru najdogodniejszy, przestał w ogóle być używany. Stał się Tabu. - Dlaczego? - zagadnął raz chłopiec swego ojca, gdy umiał już stawiać właściwe pytania i słuchać odpowiedzi. - Przecież kochamy już tylko Boga Dobroci - odparł niejasno ojciec. Początkowo Jon nie pojął sensu odpowiedzi ani związku Boga Dobroci z brodem. Gdy po paru miesiącach ów sens do niego dotarł - nie wiadomo w jaki sposób, w Plemieniu nigdy się o tym głośno nie mówiło - Jon zaczął śledzić szamana. Nie wątpił, że ten musi czasem przebywać stary bród w zakazanym miejscu i wędrować w głąb Puszczy po tamtej stronie Rzeki. A jednak - mimo czuwania o świcie, po zmroku, a nawet nocą - chłopiec nigdy nie przyłapał szamana na naruszaniu Tabu. Wtedy zrozumiał, że kapłani tolerują obecność starego czarownika także z innych przyczyn: nie tylko strzegł on Wioski przed zemstą starych bóstw i leczył ludzi; dbał również o to, by nikt z Plemienia nie złamał Tabu, aby wszyscy wypełniali nakazy i zakazy ludzi w długich sukniach. W ten sposób - o dziwo - szaman służył pośrednio Bogu Dobroci. Jona zdumiało to odkrycie. Drugi brzeg był daleko, więc mimo Tabu kobiety z Plemienia nie rezygnowały z prania w Rzece blisko Wioski, a dzieciaki z kąpieli. Przestrzegano tylko jednej zasady: nie wolno było przekroczyć środka nurtu wody. I nigdy nie było z tym kłopotów. Nikt nawet nie próbował zbliżyć się do niewidzialnej, lecz raz na zawsze ustalonej granicy. Wszyscy zresztą wiedzieli, że Tabu pęta ludziom ręce i nogi, odejmuje lekkość oddechu, dusi i zmusza serce do tak szybkiego bicia, że z tego rozpędu może ono stanąć.

3

być może chłopiec od razu ruszyłby w gęstwinę Puszczy. bezradni. Gdy schwycił małą za włosy. by znaleźć używany przez wszystkich bród. która mogła już iść o własnych siłach i radośnie podskakiwała. darła na sobie suknie i orała twarz paznokciami . aby postąpił dalej. o dziwo. nikt nie podziękował mu za bohaterski czyn. płuca czy serce. że trzeba ratować czyjeś życie i że to jest ważniejsze od wszelkich Tabu czy jakichkolwiek zakazów starych lub nowych Bogów. Po prostu skoczył. Po chwili dziewczynka westchnęła. by ratował jej dziecko. Tę niedużą. Rzeka wyśpiewywała swój bulgoczący rytm.i chłopiec musiał ją przepłynąć w zakazanym miejscu. wzywało. ani ręce. krzycząc rozpaczliwie za każdym razem. Ale milczenie Plemienia było wymowniejsze niż jego krzyk i silniejsze niż ciekawość chłopca . paroletnią dziewczynkę porwał prąd w czasie zabawy i zniósł ku drugiemu brzegowi.A jednak Jon został zmuszony do naruszenia Tabu. pochwalnego pohukiwania ojca . choć zbliżał się coraz bardziej do drugiego brzegu. Było silniejsze niż nakaz ratowania życia członkowi Plemienia. To Jon skoczył do Rzeki. ani jego nogi. którym była mała. Ba. mimo że doskonale umiała pływać. Zresztą nie zastanawiał się nad tym w swym dwunastoletnim rozumie. Dziecko topiło się. Nic . łamiący się o wystające głazy. w głąb Puszczy. by ratować Gaję. Nawet matka Gai która krzycząc dziko. usuwał jej wodę z płuc. a ludzie z Plemienia stali nieruchomo. że złamał Tabu .poza tajemniczym zewem nakłaniającym go.wziął więc uratowaną dziewczynkę na ręce i ruszył w dół Rzeki. nogi z energią pokonywały rwący nurt. Spodziewał się zwycięskich okrzyków Plemienia. gdzie. jak niewidzialna sieć. Mimo to ruchy rąk Jona były silne i szybkie. W ten sposób Jon odczuł. że trzeba o nią pytać. paraliżuje jego zdolności fizyczne. że nic go nie wstrzymuje. Kierował się w stronę wciąż widocznej na powierzchni główki Gai i dziwił się. dziękczynnych zaklinań matki dziewczynki. Tym bardziej bezradni. Coś wołało go. po chwili poczuł grunt i wkrótce stał na drugim brzegu z Gają w ramionach. Nie przypuszczał. wbrew przestrogom starszych. Położył ją na kamieniach i tak jak umiał. ciągnęło. Szaman twierdził. jak mu się wydawało. dostrzegał Drogę.nie żądała od nikogo. że Tabu automatycznie. podobnie jak inni członkowie Plemienia. Tabu. gdy żywioł pozwalał mu wychylić głowę ponad fale. Jon zakrzyknął z radości. bezbronna dziewczynka. a mimo to chłopca uderzyła dziwna cisza. było silniejsze niż odruch niesienia pomocy czego Jon nie wiedział. pęta umysł człowieka. Gdy wiosną stopniały śniegi i zaraz potem padały długotrwałe deszcze. Gdy wrócił do Wioski z Gają. im szybciej prąd znosił Gaję na drugi brzeg. Jon nie czuł nic. Wiedział tylko.nie odczuły tego. Gdyby nie mała Gajka i niesamowite milczenie ludzi na drugim brzegu. Przeciwnie: kobiety rzucały 4 . nie rzuciła się na ratunek sama.a tymczasem ludzie stali po drugiej stronie wody i milczeli. nabrała powietrza i otwarła oczy. a drugi brzeg i głowa tonącej były coraz bliżej. Rzeka gwałtownie wezbrała . nie pytając nikogo o zgodę.

. bardziej niż krótkotrwałe odrzucenie przez własne Plemię Jon zapamiętał ów dziwny zew drugiego brzegu. . z nosa spływały krople. tamto palące pragnienie. . wciągnął go do swego namiotu (tylko on mieszkał w namiocie ze skór zwierząt. Chłopiec zwymiotował.Dlaczego? .Nie tylko Rzeką. że matka Gai spojrzała na niego z wdzięcznością.Co więc zrobiłem źle? . To one wywołały w ludziach porażające. Tyle że nadal nikt nie dziękował za uratowanie dziewczynki. nawet twoja matka i ojciec. szaman powiedział: “Zanim udasz się do świątyni. a w ustach rósł gorzki smak. . a Plemię. ciepło. . jak się zachować. kamienne milczenie.Nie możesz skalać domu Dobrego Boga tamtym zapachem… . Podobno w Mieście zaczęto nawet budować domy z cegły. I strach. aby wejść w gęstą Puszczę. I to zapragnął zbadać.oto dwa wykluczające się nakazy. Wydawało mu się.obruszył się chłopiec.Zrobiłeś dobrze.dociekał chłopiec.spytał Jon ojca. z przekrwionymi od dymu oczami i udał się do świątyni na modlitwę. 5 .Szaman pokręcił głową i nie pytając Jona o zgodę. A jednak bardziej niż to milczenie. Jon po raz pierwszy pojął.z rubaszną serdecznością. wszyscy w Plemieniu traktowali go jak dawniej . ale nie wolno przekraczać Rzeki . Lecz szaman miał rację: gdy Jon wreszcie wyszedł z jego namiotu. .Byłeś na drugim brzegu.zawołał chłopiec. Rodzice milczeli. wyczuł tylko jej obecność w regularnym prześwicie poprzez wysoką ścianę lasu) i… i co? Tego właśnie nie wiedział. Trzeba ratować tonące dziecko. I Rzeka nie zmyje tego zapachu. odnaleźć przeczuwaną Drogę (nie widział jej. a ojciec rzekł krótko: . gdy nie wie. Okadzanie świętym dymem było długie i męczące. nie patrząc na syna. że Plemię milczy także wtedy.Jakim zapachem? Pachnę Rzeką.Czy zrobiłem źle. Rodzice spojrzeli po sobie. rybą. Cywilizacja!). ratując Gaję? . ludzie z Plemienia już dawno zbudowali sobie solidne. drewniane lub kamienne domy. będzie cię unikać. .zdziwił się Jon. mężczyźni obserwowali go z ponurą czujnością. . Jonowi kręciły się łzy w oczach. nie tu! Jak inaczej mógłbym ją uratować?! . muszę okadzić cię dymem”. gdy zasiedli do wieczornego posiłku.Przecież ona topiła się tam. lecz nie wyrzekła słowa. sitowiem! .wokół niespokojne spojrzenia.

a Jon nigdy nie widział nad ich koronami żadnego ptaka. nim Jon poddał się i poczuł. nasłuchując niespokojnego bicia bębnów. wodników i strzyg. ale wiem. wysłannicy nowego Boga. Wszystko powinno mnie tam odrzucać. by ich nadal czcić. Choćby najmniejszego. wydeptaną przez zwierzynę do wodopoju. ale Ezra miał dla nich wszystkich jedno miano: bałwany). wijów i boginek. skryli się w świątyni i udawali. Isak. ta myśl przychodziła do niego krok po kroku. Patrząc na spoconych bębniarzy. co im się należało i na pewien czas powinni dać 6 . bo złamałem Tabu. gdy ludzie w długich sukniach. Drzewa wydawały się tam wyższe i grubsze. Bębniarze raptownie urwali rytm. a nosił imiona zapominanych powoli starych Bogów. Przysiadał na pniach nad Rzeką i wpatrywał się w drugi brzeg. że Plemię wciąż się ich boi i nie chce ich przywoływać. prześwit między drzewami oznaczać może na przykład ścieżkę. bardziej mroczna. bóstw i bożąt. Jon postanowił. skłębioną ścianę Puszczy. Plemię. Powinna spaść na mnie kara. Bębnili od wczesnego zmierzchu. Grzech miał głuche brzmienie bębnów. z ciemniejszą niż zazwyczaj głębią. Dokąd prowadzi…? Minęło wiele dni i nocy. zatykając uszy. otrzymali to. że musi to zbadać. ale wracała. Nie mogą się od razu zaprzeć tego. nazywając po imieniu. męczącej ceremonii przebłagania starych Bogów ludzie z Plemienia będą spać wyjątkowo mocno. Oznaczało to bowiem. że tej nocy sprawdzi. trzy pokolenia temu. Nie wiem skąd. co było całym życiem ich przodków…” . aby nie skalał go natarczywy rytm grzechu. prosić o wybaczenie zdrady. by nikt go nie zobaczył. Dopiero ich nawróciliśmy. Ta noc była do tego wprost idealna: chłopiec wiedział. powinienem się bać.Decyzji nie podjął nagle. Jon czuł. Gorzej może być ze znalezieniem dziwnej Drogi lub z upewnieniem się. Starzy Bogowie. Coś mnie jednak wołało. Ich ręce odmówiły posłuszeństwa. że Rzekę musi przebyć nocą. a zwłaszcza Bezimienny. I wiem. Chłopiec wpatrywał się w prawie czarny na tle niebieskiego nieba zarys lasu . Będą umęczeni Nocą Bębnów i swoim rozdarciem pomiędzy lękiem przed starymi bóstwami a miłością do Boga Dobroci. Ezra. ale by ich przebłagać. gdy z bębniarzy spływał pot. Puszcza wydawała się tam inna niż ta wokół Wioski: gęściejsza.szeptał łagodnie stary kapłan. a nad Wioską od dawna rozpościerała się noc. że po długiej. (“Trzeba nam czasu. Nie po to. Nie spadła. dwa. Najgroźniejsi jednak byli Bogowie bezimienni. Nie bałem się.gdy Plemię obchodziło Święto Starych Bogów. gdy bębny warczały głucho i donośnie. mimo że nawrócone. Zdecydował się właśnie wtedy.irytował się młodszy z kapłanów. odganiał ją. To nie powinno być trudne. że nic nie słyszą . w czarną. “Trzeba im zakazać tego bębnienia pod karą męki w piekielnym ogniu!” . wciąż doskonale rozróżniało mniej ważne bóstwa i bożęta od groźnych starych Bogów. czy ona w ogóle istnieje. co wołało go na drugim brzegu.i myślał: Gdy byłem na tamtym brzegu. I nocą musi postawić stopy na tamtym zakazanym brzegu. że tam jest Droga.

zanurzając się najwyżej do ramion. Kamień. Jakby powstała wczoraj. wyraźny głos szamana: . Dokąd podążała. gdyż nagle zza gęstych chmur wyjrzał księżyc. . na tym brzegu.musiała to być kość jakiegoś padłego zwierzęcia . a szaman w namiocie. Wtedy poczuł: już nie szedł po mchu ani igliwiu. płaskie. Szedł szybko. I Jon tak zrobił. Chłopiec nadepnął na coś wyjątkowo ostrego . gdzie odłożyli bębny. które się od nich odwróciło. niczego nie słyszał. Ale pokonał go z łatwością. Gdy Jon usłyszał wreszcie ciche poświstywanie ojca i głęboki oddech matki. cały wysiłek wkładając w badanie stopami podłoża. gdyż zew płynął najwyraźniej stamtąd: z głębi Puszczy. To nie była ziemia… Jego dłonie wymacały chłodny kamień. Reszta ludzi skryła się w swych domach. Noc zawsze wydawała się Jonowi bezpieczna. wprost pod granatowym niebem. Mech pod jego bosymi stopami był miękki. Wody dawno opadły. Kamienna Droga. linii horyzontu. dzięki obecności drzew. ale wciąż niczego nie słyszał i nie czuł.Jon! Wracaj! Tabu! 7 . Myślał wówczas tylko o ratowaniu małej Gai.zdecydował. należało po prostu ruszyć przed siebie. groźnie brzmiącym opowieściom starszyzny. stojącym blisko Rzeki. Gładka. tego Jon nie mógł dociec. kamień. Jon przykląkł i dotknął dłonią ziemi. Opadł na kolana i na czworakach ruszył naprzód: wszędzie wokół był gładki kamień. Noc była ciepła. Widział je teraz wyraźnie. tu. a suche gałęzie zbyt ostre. Spojrzał ku bliskiej. jakby wypolerowana. Dla dwunastoletniego chłopca środek Rzeki wciąż był głęboki. Żadnego zewu. Puszcza wolno gęstniała. Młodzi mężczyźni usnęli tam. Puszcza rozstąpiła się na boki.Może to powinno być gdzie indziej? Spróbuję powyżej… . Wbrew mrocznym. Nic nie czuł. jak wydawało mu się na początku. Księżyc nie świecił w tej chwili i było wyjątkowo ciemno. pogrążona w bezpiecznym mroku nocy. Puszczę dzieliła wijąca się Droga. Szedł wolno po mokrych kamieniach drugiego brzegu. kamień… Wielkie. Aby się o tym przekonać. potem trafił na pierwszą głębię i zaczął płynąć. Po namyśle zagłębił się w Puszczę. Przeszedł teraz kilkaset metrów w górę i w dół Rzeki. krzewy borowiny drobne i kłujące. … właśnie tedy usłyszał czysty.i wstrzymał okrzyk bólu. starannie obrobione głazy złączone gliną. Grunt pod jego stopami stał się dziwnie gładki. Przynajmniej do dziś. Wioska spała. tym razem także nie poczuł krępującego działania Tabu. Ruszył dalej ostrożnie. w którym miejscu poprzednio usłyszał zew. gdyż deszczu nie było od wielu dni i dorosły mężczyzna mógłby przejść na drugi brzeg.spokój Plemieniu. Wiatr i woda nie zdążyły wyrzeźbić w niej nawet najmniejszej nierówności. wstał ze swego łoża i cichutko wyszedł. Płynął rytmicznie i po chwili znów poczuł grunt. Nie pamiętał. Kamienna Droga zatem nie była prosta. Jaka była tam? Chłopiec wszedł do Rzeki i chwilę w niej brodził. a ciepły wiatr osuszał mu skórę.

Jon przywykł.spytał chłopiec.pokiwał głową starzec .Co mam teraz robić? . tak jakby szaman o tym nie wiedział. jakby wyzwolonego. .jednoznacznego z zakazem .A kto umie nim mówić? . Wtedy nic już nie pomaga. Ale myślę. odwrócił się i ruszył w stronę Rzeki. gdzie drzewa i krzewy tłumią wszelki dźwięk. Tym razem nie szukał znajdującego się poniżej brodu: to szedł.odparł szaman myślom chłopca. ledwie widoczny w mroku nocy.odparł szaman. Oczekiwał. . widziałem. Usłyszałeś go.Nie wołałem cię dźwiękiem. dlatego kryj swój talent przed ludźmi. wyzwolony z pęt pełnej nakazów i zakazów codzienności. ale zarazem w przedziwny sposób czuł się wolny i niezależny. że poczułeś zew.Znów będziesz mnie okadzał? .Za późno .nikt w Plemieniu nigdy nie kwestionuje. dawno temu. . zwabieni wołaniem czarownika. tylko mocą. Chłopiec westchnął i rozejrzał się niespokojnie. Czekał.Wołałem wewnętrznym głosem.zdziwił się Jon. że wkrótce nikt nas nie będzie potrzebował. ale i w głąb Puszczy. Trzeba było włożyć w ten okrzyk nie lada siłę. a strach nie pętał kroków. 8 . czarownik nie poruszył się. Więc chyba ty. . aby głos dotarł nie tylko na drugi brzeg Rzeki. którzy go słyszą.powiedział Jon. .Wszyscy śpią. Może wzbudzić lęk i nieufność.Czułem.Złamałem Tabu . Gdy mokry Jon przycupnął u jego stóp. jak ja. Przeciwnie. zostałbyś pewnie plemiennym czarownikiem. . Kiedyś. Nie każdy słyszy.Szamani . Po chwili już był z powrotem nad jej brzegiem. Kamienna Droga wołała go i niosła niemal sama. jeśli nie coś gorszego. . Mimo to podziałało na niego magiczne słowo: “Tabu”.zaciekawił się chłopiec. że mimo nocy zbiegną się kobiety i mężczyźni z Plemienia. jak od wielu dni wpatrujesz się w drugi brzeg. że to zrobisz. Nikt się nie zbudził . że wagi tego słowa . . Szaman siedział na pniu. . to znów płynął na skróty tędy. .Nie rozumiem! . Był wystraszony. Nic nie hamowało jego ruchów.Poprzednie okadzanie świętym dymem nic ci nie pomogło.Wciąż nie czuł Tabu. Nie mówiłeś mi. lekkiego. gdzie od półtorej setki lat nikt z jego Plemienia nie ośmielił się przekroczyć nurtu. ponury i niezgłębiony jak ona.i ci wybrani. Westchnął. .

.szepnął szaman.. . Albo też Jego kapłani będą przemawiać w Jego imieniu. Oni już nie słyszą Jego wołania i są z tym szczęśliwi.Więc ją znasz? Byłeś tam? Dokąd ona prowadzi? . który czeka na 9 .Tak. I to jest najgorsze . Idź teraz do świątyni i spróbuj odwrócić swój los.Bogowie umierają. ja już nie. że ten. Lepiej. prawda? . żebyś już nigdy nie postawił stopy na Kamiennej Drodze. że On… że umarł. aby mieć Boga Dobroci za sobą. . . żeby Tamten się na nas nie zemścił.Mój ojciec jeszcze chodził tamtędy. A ja już miałem nadzieję. Tak zawsze było.odparł bezradnie szaman. Mogą teraz czcić Boga Dobroci. gdyby mógł. lecz nigdy na niej nie stanąłem . . Wszystko wszystkim wybacza. Ale idź.spytał niecierpliwie Jon. a nie przeciw sobie. ale będą się ciebie bać.rzekł szaman bardziej do swoich myśli niż do tego niepozornego chłopca. To zbyt dobry Bóg.Zatem Kamienna Droga prowadzi do Bezimiennego… . . . Choćby po to. że Bogowie… no.Najgorsze…? . łamać Jego przykazania.powiedział Jon z lękiem. . czy to możliwe. I widocznie wciąż tak jest. .Plemię mnie odrzuci . Jonie. musi iść. choć nie wiem. by stać pomiędzy Tym. Ja nigdy nie wypowiadałem się za… za Tego. . gdy przestaje się w nich wierzyć. Jestem już tylko po to.wyszeptał Jon. a Bogiem Dobroci i pilnować. I wiem.Ludzie na to nie zasługują. bez strachu i wyrzutów sumienia. W Wiosce wciąż pamiętają.zmartwił się Jon w dziecięcym odruchu żalu. I boję się. Znam moje Plemię i inne Plemiona spoza Puszczy . gdy nie będą się bać swego Boga. że się komukolwiek sprzeniewierzyli. .Umarł? Myślałem. Nie odrzucą cię.Nie. żebyś tam nie szedł. kogo On wołał. mówiąc nie to.Znam tylko właściwe słowa i mam jej obraz w głowie.Idź do świątyni i pomódl się. Kto raz na nią wstąpił. że ich to nie dotyczy .On nie gniewa się na nikogo. Proś Boga Dobroci. słucha Jego głosu. .zdziwił się chłopiec. co On by mówił. że wcześniej czy później ludzie.zdziwił się chłopiec. by okazał się silniejszy. W końcu zdradziliśmy Go. który czeka u kresu Kamiennej Drogi.Bóg Dobroci pogniewa się. zaczną.są podobne. a po śmierci udają się do Krainy Zapomnianych Bóstw . Aby zagłuszył tamto wołanie. I to mnie przejmuje lękiem. ale ich agonia jest dłuższa i straszliwsza niż ludzka. że szedłem Drogą starego Boga . że nią pójdziesz. Umierają.

Był groźny wymagający. a nie zaklęcia. Karał za nieposłuszeństwo. bardziej smutny niż zagniewany.Bóg Dobroci nie po to stworzył ludzkie ciało. aby nie rzucali czarów na spódnice. formowane w glinie lub w gipsie . a nawet sprowadzić opętanie. Nikomu nie pobłaża. pragnął usłyszeć głos Boga. Świątynia była potrzebna tylko po to. jak przemawiała do wodników w czasie prania bielizny w Rzece. by lepiej skupić się na Jego obecności.który pewnie by się zmartwił kłopotami Jona i młodszy. …chłopiec wszedł zatem do świątyni. drewniana. jak Jadze krew cieknie po plecach. . Podobno dawniej kobiety z Wioski zawsze podczas prania zaklinały wodników.gdyż wiedział. wyrwał staruszce rzemienny bat. I nigdy nie pobłażał. Może nawet nakazałby mu odbyć pokutę? Kapłan Isak nakazywał jedynie modły. by je kaleczyć! . ale Bóg .nie spał nigdy. tym mniej będzie do siebie podobny” . nie patrząc na obrazy i oparł głowę o ciepłe drewno jednej z szerokich ław.krzyknął. odlane w metalu. Jon o tym wiedział. w swoim domu i w znalezionym na drzewie gnieździe jaskółki. który nadszedł. Nie patrzył na Jego wizerunki rzeźbione w drewnie. Urok wodnika mógł pozostawić bieliznę równie brudną jak przed praniem lub jeszcze brudniejszą. On jest inny. także wtedy. Na szczęście Bóg Dobroci był nie tylko w świątyni. Więc może Ezra miał rację. że żaden z nich nie pokazuje Go prawdziwym. Nie chciał słyszeć nauk ludzi w długich sukniach. gdy surowo nakazał odpokutować starej Jadze za ciemne zabobony? Ale przecież kapłan Isak. . Isak .. wiedział też o tym starszy z kapłanów. aby Boga utożsamiać tylko ze świątynią. długimi oknami. Na szczęście obaj kapłani spali teraz w swych domach: stary. I taki winien być Bóg ludzi. który straszyłby go piekielnymi mękami. Kapłani spali. był wszędzie. prosta. ledwo wszedł do wnętrza. malowane na płótnie. aby biczowała sobie do krwi plecy.chciał. może jeszcze nie jest za późno… Szaman skrył się w swym namiocie.Im lepiej ludzie będą Go sobie wyobrażać. ukląkł. Ale przecież nie ja będę pouczał nowego Boga. mógł też wpędzić jej właściciela w chorobę. gdy Plemię w milczeniu przyglądało się. starzy czy nowi . ze strzelistą wieżyczką wznoszącą się ku gwiaździstemu niebu. Stała pośrodku Wioski.pomyślał bezwiednie chłopiec. gdyż przyłapano ją. Jon poczuł Jego obecność. Na innego nie zasługujemy. Jon czuł Go w Puszczy i nad Rzeką. gdy czciło Go całe Plemię.jak wszyscy Bogowie. na co zasługują ludzie! A teraz idź już do świątyni. Stara Jaga widocznie wciąż w to wierzyła. choć Plemię z Wioski dawno uznało nakazy Cywilizacji: do prania potrzebny był dobry ług. Jon ruszył do świątyni. bluzki i koszule.zmusił raz starą Jagę. choć drugi z nich . że w ciszy wypełniającej świątynię jest 10 . ale Ezra przypomniał sobie chłopiec .końcu Kamiennej Drogi.młodszy i gniewny . nie była miejscem Jego pobytu. z ciepłym światłem łojowych lampek i świec migocącym za wąskimi. Wydawało mu się.

z rodzicami czy osobno. głośnych modłów i pieśni. którego odkrycie przynosi szczęście. że nie był to rodzaj sekretu. A Ty mi wybaczysz. nie zauważony przez nikogo.porozumiewali się ze sobą rodzice przyszłych oblubieńców. zwierzęcych skór. Obiecuję też. Z zachowania starego czarownika wywnioskował.bliżej do Niego niż podczas wspólnych. nigdy nie zrobię niczego przeciw Tobie. to nie po to. czego Tamten będzie ode mnie chciał. aby uczynił to jutro czy choćby za miesiąc. W ciągu tych siedmiu lat młodzi mogli się polubić.zgodnie z odwiecznym obyczajem. Właśnie nadarzała się taka okazja i chłopiec poświęcił jej całą uwagę. A on się nie śpieszył.o złamaniu rodzinnych umów i rodowej wojnie. co nieuniknione. Prawie całe dwie pory roku. Zwłaszcza że nikt nie żądał od niego. nawet dawne obyczaje. 11 . w Wiosce. którego nie zmieniło przybycie kapłanów z Dalekiego Kraju . wolał szukać okazji do radości. Decydowano. Rodzice wymieniali rzeczowe uwagi o ilości bydła. Oto po jesieni i zimie następowała znowu wiosna. I zrozumienie. owiec. gdzie młodzi zamieszkają po ślubie . by Cię zdradzić . Tylko do niego należała decyzja. Ustalano okres narzeczeństwa . oni sami na ogół nic o tym nie wiedzieli (na ogół. Matka i ojciec nadal spokojnie spali. Przebywając na swoim brzegu.powiedział półgłosem. Nie aprobatę. że musi iść Kamienną Drogą. lecz fałszywie. a Jon. Szaman miał rację. ale Jon i tak odczuł Jego zgodę. Nigdy się nie odzywał.Jeśli nawet TAM pójdę. Chłopiec wyszedł ze świątyni i. w czym pomagała na ogół cała Wioska. poczuł ulgę. kiedy to zrobi. gdyż spryt młodych nie mieścił się w wyobraźni starszych!). Bogatsi ludzie z Plemienia na długo przed weselem zaczynali budowę domu dla przyszłej rodziny. jaką młoda para otrzyma na nową drogę życia. snem głębokim i bez koszmarów. I odwrotnie: niektóre z pieśni sławiły potęgę miłości. lecz zgodę na to. a każdy taki przypadek Plemię długo pamiętało. *** Minęło wiele dni i nocy. a nawet czasem przekazywało w pieśniach następnym pokoleniom. która pokonywała wszelkie przeszkody. Chłopcu nie było też spieszno poznać tajemnicę Kamiennej Drogi. Nowy Bóg miał zbyt wiele zrozumienia dla ludzi z Wioski. Pójdę. wiem. Widocznie szaman dobrze chronił Plemię. bo muszę. Teraz. że obojętne. narzędzi i broni. Zdarzało się to jednak rzadko. Jon nie słyszał zewu. gdy już wiedział. jak każdy dwunastolatek {teraz już prawie trzynastolatek). śpiewanych z uczuciem. tradycyjna pora łączenia w pary młodych ludzi z Plemienia. Wierzysz mi? Odpowiedz… Bóg Dobroci nie odezwał się. .nie mógł być krótszy niż siedem lat. wślizgnął się cicho do domu. a po chwili usnął też Jon. lecz mogli też zażądać od rodziców zerwania narzeczeństwa i zawiązania nowego. w imię obrazy krewnych dziewczyny lub chłopca. Najpierw . Były to pieśni ponure .

dlaczego szaman miał być karany za swe nadzwyczajne umiejętności. Kupcy. przywozili wszak dziwne wieści ze Świata Cywilizacji. nikt bez trwogi nie umiał myśleć. nikt nawet o Nim nie słyszał. czy nie uda się czegoś zniszczyć w utrwalonym nowym porządku. rozumiejąc swoje Plemię. Plemię po części ze wstydu. że mądrzej będzie. iż nikt jej nie chciał. Zaślubin udzielali kapłani. A zresztą Bogu Dobroci nie ubywało miłości ludzi tylko dlatego. wciąż jednak to szaman najlepiej wiedział. korzystali bowiem z pomocy szamana. że jest im wciąż potrzebny. Ludzie z Plemienia pragnęli trwać w uczuciu dla Boga Dobroci. Zgodnie z wielusetletnią tradycją. niekiedy oddawał się szczególnym wróżbom. ile powinna mieć oblubienica. Matka Gai miała niewiele czasu.Najczęściej jednak rodzicom udawało się dobrać narzeczonych. nakazał istnienie Tabu. gdyż któryś z nich .mimo porywczości Ezry kapłani byli dobrymi ludźmi . czarownikowi wystarczał jeden rzut oka. Gaja miała zaledwie dziewięć lat. wodniki i wije podchodzą niekiedy pod Wioskę. a pewnego wieczoru ojciec i matka Jona udali się razem do domu dziewczynki. One . …to chyba matka Gai przyszła pierwsza. wiedzieli. najpierw porozumiewały się matki młodych. niż sięga wzrok zwykłych ludzi. pokręcił głową lub zmarszczył brwi. które zezwalało milczeć . lecz początkowo niczego się nie domyślał. ba. Kapłani nie umieli tu doradzić. Ale odwiedziny zaczęły się powtarzać. byłaby już trochę za stara i można by podejrzewać. że szaman podczas ceremonii zaręczyn szepnął rodzicom słówko. kogo z kim można łączyć. O tym kapłani też nie powinni byli wiedzieć.podobnie jak szaman . ale za siedem kończyła szesnaście. O mocy i możliwościach dawnych Wielkich. 12 . (Pewnie przyszła po sól lub przepis na placki przemknęło mu przez głowę). Na szczęście stary szaman. badaniu wnętrzności zabitej kury czy piciu tajemnego wywaru z ziół lub grzybów.choćby surowy Ezra . Na taki wstyd żadna matka nie chciała narażać swoich córek. że złośliwe bożęta. by ludzie w długich sukniach nie wiedzieli zbyt wiele o starych rytuałach i obyczajach. lecz równocześnie nie chcieli stracić swego szamana. że szamana trzeba wypędzić z Wioski. dzisiejszych Bezimiennych. przejeżdżający czasem przez to ukryte w Puszczy miejsce. czy z narzeczeńskiej pary będzie zgodne stadło. Gdyby miała więcej. widział dalej. Nikt też nie chciał narażać spokoju szamana.instynktownie wyczuwały. Nie dlatego. Plemię nie rozumiało.mógłby wpaść na pomysł. że się ich bało . by wyszukać narzeczonego dla jedynaczki. Najstarsi ludzie z Wioski uznali. pomniejsze bóstwa potrafiły sprowadzić deszcz na gotowe do zbioru plony lub wywołać pożar w zagaszonym domowym ognisku. Czuli.i nie myśleć. Owszem. czyli tyle. po części ze strachu kryło przed kapłanami tajniki tej wiedzy. mówiące o rosnącej odrazie dla czarów i srogim karaniu czarowników.ale nikt nie chciał sprawiać im zawodu. a kogo lepiej trzymać od siebie z daleka. po którym jego wzrok stawał się jaśniejszy. wywodzących się z czasów. by sprawdzić. gdy w żadnym z Plemion nie oddawano jeszcze czci nowemu Bogu. zanim rodziny ustaliły zawarcie narzeczeństwa. Chłopiec zobaczył ją w swoim domu. Ojcowie rzadko kwestionowali ich wybór. lecz niektóre wciąż były przydatne. Dzisiaj większość starych rytuałów zarzucono.

Jon zastanawiał się. w odcieniu kremowym. czy też zadecydował o tym przypadek. pokrzykując na nie swarliwie. że starzec ma co najmniej sto pięćdziesiąt lub więcej lat. a cera . oczy Gajki wydawały się dla odmiany niebieskie. Będzie kiedyś piękna . czy na decyzji matki Gai zaciążył fakt. kucając obok czarownika i patrząc ze zdumieniem na jego pomarszczoną skórę. mimo zamkniętych oczu wyczuł obecność Jona. że wchodzi na Drogę wiodącą ku męskości. Zrozumiał. Gdy niebo nad wioską było chmurne. któremu piękno kojarzyło się do tej pory raczej z ognistym zygzakiem błyskawicy na granatowiejącym niebie. nieświadoma niczego Gajka bawiła się lalką przed domem. W słonecznym świetle wydawało się. złociste piegi. nie żalu za beztroskim dzieciństwem. by ich rodzice doszli do ugody. obdarzając ją czułością i przemawiając do niej półgłosem jak do prawdziwego dziecka. kolor jej włosów lśnił barwą jesieni. bezpieczną i stałą . przypominając sobie. Było to powodem do dumy.i Gaja.choć zarazem zmienną w tonacji pór roku. długie rozmowy i targi. nie wiedzieć czemu.jego miąższu po rozłupaniu: jasną. lecz wchodzi w ciało następcy. . Chłopiec przypomniał sobie dziwaczną opowieść starej Jagi (zanim musiała poranić swoje plecy rzemiennym batem i zamilkła). zanim dla Jona stało się jasne. Włosy dziewczynki w słońcu przybierały barwę młodziutkiego kasztana.wymamrotał. Odruchowo skierował się do namiotu szamana. o czym rozprawiają ze sobą jego rodzice i rodzice dziewczynki. że to właśnie on uratował życie jej córki. a Jon obserwował ją z ukrycia. Gdy to odkrył. Starzec wygrzewał się w słońcu przed swym niepozornym mieszkaniem. Rodzice ubierali ją w praktyczne. bo dusza zmarłego szamana nie ucieka do Puszczy.pomyślał mimo woli Jon. Będzie dobrą matką . biel skóry przypominała o zimie. że nie będzie mieć nic przeciw temu. Gajka z ogromną powagą bawiła się swoją szmacianą lalką. Jon czekał. schowany za grubym pniem drzewa. przypominała Jonowi Ziemię. dodając uroku i podkreślając niespokojną zieleń oczu. Rodzice toczyli zatem zwyczajowe. strzygę lub upiora. Twarz pokrywały drobniutkie. bure sukienki z lnu . poczuł dziwne zadowolenie.stwierdził chłopiec. a złociste plamki piegów były jak lato. Chłopiec pomyślał też. że inne dziewczynki często biły swoje dzieci-lalki. Matkę Ziemię: ciepłą. gdzie musiałaby zmienić się w błędny ognik.Chcesz spytać o Gaję . niezmiennym od wieków. naśladując w tym bezwiednie swoje matki. że każdy nowy plemienny czarownik jest wciąż tym samym czarownikiem. 13 . z rozłożystością rogów jelenia czy z połyskiem niedźwiedziego futra niż z płcią.Zatem kontakty trwały już pewien czas. Tęczówki oczu Gai tchnęły wiosną.

Jon wprawdzie nie nazwałby tego zabawą: czuł się dojrzałym 14 . Nim goście i gospodarze weszli do domu.Chodź.Wasi rodzice ugodzą się . mimo woli parsknął śmiechem. . które oplotły mu się wokół palców. zaraz jednak pytając dźwięcznie: . że dla Jona temat Tabu też jest niewygodny. . Wybrał kolor zielony. zgodnie z obyczajem. Gdy ją wiązał na kasztanowych włosach. w tak małej Wiosce każde zaręczyny były ważnym wydarzeniem. . Już wiedział.Co jeszcze mógłbyś powiedzieć. Jon też nie chciał. skoro jest to tylko połowa prawdy? . Sąsiedzi zerkali ciekawie przez okna i uchylone drzwi.Połowę prawdy. Jon. Po prostu: pewnego wieczoru rodzice Gai przyprowadzili odświętnie ubraną dziewczynkę do domu Jona.zaproponował i twarze rodziców znów rozjaśniły się ceremonialnym uśmiechem. a Gaja mu zawtórowała.powiedział wreszcie szaman po długim milczeniu. że on też nie chce pytać. a dwunastolatek najwyżej udaje dojrzałość. pokażę ci. gdzie na progu powitali ich rodzice chłopca. który ona nadstawiła ochoczo.Będziecie bardzo dobrym małżeństwem . ale wszyscy wiedzieli. obchodzono je tylko w gronie najbliższych. Widać było.…a jeśli wyskoczy dziki zwierz z Puszczy. że jest to wyłącznie jego sprawa: że może liczyć na siebie i nikogo więcej. Już tu byli. by się pobawić.Czy ktokolwiek pyta o więcej? . Dorośli zasiedli za stołem.zdziwił się Jon.szepnął szaman. Jon pocałował narzeczoną w jasny. .Co powiedziałeś? . musiał przewiązać włosy dziewczynki wąską wstążką. Chłopiec spojrzał na jego pomarszczoną twarz i pomyślał. że dziewięciolatka jest jeszcze skorym do zabawy dzieckiem. . a one same wybiegły z domu.odparł szaman pytaniem na pytanie. aby uczcić zaręczyny dzieci.zaciekawił się chłopiec. że dorośli nie chcą wracać pamięcią do tamtego wydarzenia. to też mnie uratujesz jak od śmierci w Rzece? Zapanowało kłopotliwe milczenie.. Żadne z nich jednak nie wiedziało. . Zaręczyn w Wiosce nigdy nie urządzano hucznie. Oboje rodzice spojrzeli na nich z udawaną surowością: ceremonii zaręczyn towarzyszyć powinna powaga. nakrapiany drobnymi cętkami policzek. jak się robi łuk .Nie rozumiem… .

Mnie tak łatwo nie znajdą… . patrząc. a po części wyzwoli w nim inne uczucia. przypomniała mu o wołaniu Kamiennej Drogi . aby udać się do świątyni. podniosła wielkie zielone oczy i spytała: . której uroda po części go onieśmieli.Coś cię boli? . Mała Gajka dostrzegła to. w którym spojrzy na Gaję nie z rozbawieniem i czułością.i Jon odrobinę się spłoszył. że przez najbliższych siedem lat. Tam dopiero kapłani. Ezra. jest w niej zbyt dużo dorosłej przenikliwości. Ezra jednak wciąż nie był pewien.Wezmę Gaję na drugi brzeg i nikt za nami nie pójdzie. obaj mieli wypisane na twarzach. niespodziewana i bezwiedna. Gaja uczyła się trafiać do tarczy strzałami zrobionymi z zaostrzonych patyków. a jego rozbawienie pierzchło.pomyślał z pychą. że jak na dziewięcioletnie dziecko. ale Gajka była jeszcze dzieckiem. aby trwało bez przeszkód i doprowadziło do zaślubin po siedmiu przepisowych latach. Czekali teraz na sygnał rodziców. Jon miał nadzieję. Dziewczynka wyczuła zmianę jego nastroju. przecież razem z rówieśnikami niejeden raz skradali się w Puszczy wokół Wioski. Isak. mieli pobłogosławić ich narzeczeństwo. Umarliby ze strachu! Tabu spętałoby im nogi i ręce! Myśl ta. Młody kapłan. 15 . w dodatku zaręczonym. skazując na głód lub pożarcie przez dzikie zwierzęta. Obserwował to u starszych kolegów z Wioski. ten który w dziwny sposób przypominał mu szamana: obaj byli starzy. Poczuł się tak. że nadejdzie dzień. a Jon pomyślał ze zdziwieniem.Nie. był inny: szamana traktował jak osobistego wroga i tolerował jego obecność w Wiosce tylko na polecenie swego starszego brata.Coś cię boli. Gdyby mógł to bezkarnie uczynić . zrozumienie dla słabości bliźnich: więcej było w nich współczucia niż gniewu. .pokiwała główką. aby podglądać zakochanych i ich miłosne gry. czego nie widzieli jego rodzice: skryty niepokój. lecz nic nie było w stanie zniweczyć ciekawości najmłodszych. dlaczego? . Jon wyginał elastyczną gałąź olchy. ale jak na dziewczynę. by dziewczynka mogła go napiąć.wygnałby starca do Puszczy. jakby z rozjaśnionej słońcem polany wszedł nagle w głęboki cień lasu. Lub czegoś się boisz . skarżyli się dorosłym. Niejasno też przeczuwał. Fragment tego cienia dotknął też dziewczynki i jasna skóra Gai zbielała jeszcze bardziej. gdy usłyszał zew drugiego brzegu Rzeki. który drążył Jona od dnia. Bawili się krótko. że w świątyni będzie tylko starszy kapłan. jak narzeczona dorasta. musi się nią opiekować. Chłopiec wierzył. że stary kapłan nie obraziłby się za porównanie go z szamanem. krzyczeli na nie. łącząc ją rzemiennym szpagatem: chciał zrobić łuk na tyle mały. w obecności świadków. . Zakochani uciekali przed bandą dzieciaków. nabyte z upływem lat. Chłopiec wiedział.chłopcem. Tropienie narzeczonych i utrudnianie im zbliżenia było najwspanialszą zabawą dzieciarni wszystkich kolejnych pokoleń.

a Plemię pogodziło się z nieuchronnością tej zmiany. czy wręcz z innej świątyni niż Ezra. równocześnie prosząc go milcząco. że go nie widzi. że czasy jego władzy w Plemieniu dawno się skończyły. Jon parokrotnie widział starego kapłana z jeszcze starszym czarownikiem. Stary kapłan był przeciwieństwem swego brata (Ezra z Isakiem naprawdę nie byli braćmi: to Bóg Dobroci nakazywał miłować bliźniego jak siebie samego lub swego brata. Plemię wynagradzało szamanowi jak umiało nie zawinione upokorzenia. że złamał plemienne prawa. a zwłaszcza Ezra. a nie raptem sześcioro. . Jego wzrok wydawał się ranić Jona.i Cywilizacji. myślał z hamowanym gniewem. by okazać radość.szepnął cicho do Gai. Chłopiec nie pojmował.. że nawet wizerunek Boga Dobroci przybrał srogi wyraz. Ezra na wszelkie sposoby dawał czarownikowi odczuć. Czasem tylko. ba. 16 . ale gdy był przypadkowym świadkiem takiej jawnej niechęci lub gniewu Ezry na starego człowieka. jakim była obecność czarownika. czyjeś ręce podrzucały nocą do namiotu świeżo upolowanego zająca. z kim? Przecież Jon nie wiedział. dlatego więc ludzie w długich sukniach zwracali się do siebie “bracie” lub . że nie chcieli. jaki zazwyczaj gościł na obliczu Jego sługi. Chłopiec pomyślał. u ołtarza czekał na nich właśnie młody kapłan. gdy młody kapłan zbyt niegrzecznie potraktował starego czarownika. oczekując. chęć oczyszczenia Wioski z grzechu. że starzec pokornie zejdzie mu z drogi. dlaczego kapłan Isak był aż tak inny: chwilami nawet wydawał się być z innego świata.siostro”). Plemię nie rozmawiało o nich nawet między sobą. podobny do tego. że Ezra podejrzewa go. o czymś do siebie szeptali.jak zareagowałoby na to Plemię . kto go wzywał na drugim brzegu Rzeki. Kapłan patrzył na wchodzących surowo. garniec śmietanki lub domowe ciasto z miodem. a dziewczynka spojrzała na niego ze zrozumieniem. gdy niespodziewanie natknął się na niego w Wiosce. Jon wyczuł jednak teraz. skądinąd słusznie. Jonowi wydało się. że woli szamana niż tego akurat wysłannika nowego Bóstwa . Ezra tymczasem odetchnął i przemówił mocnym. więc też nikomu o tym nie wspomniał nawet rodzicom. Młody kapłan nie traktował szamana jako członka Plemienia i czasem. Nikt z Wioski nigdy nie rozmawiał z kapłanami o starych Bogach. …tym razem chłopiec miał pecha: gdy obie rodziny w otoczeniu przyjaciół wprowadziły Gaję z Jonem do świątyni.Nie lubię go . Jon kochał Boga Dobroci. by ktokolwiek widział ich razem. tak jakby w świątyni były setki wiernych. choć sytuacja wymagała.odwlekał więc słuszną. jak spacerując za Wioską. w jego mniemaniu. by trwał nad ich brzegiem Rzeki. udawał. Starcy nie zauważyli chłopca i Jon dałby głowę. twardym głosem. kurze jaja. w cieniu wielkich drzew. że do Ezry musiały dotrzeć wieści o tym. o jakieś konszachty z… właśnie.

spytał starzec łagodnie. lecz rozkazujący głos starego kapłana. gdy on pójdzie tam znowu? Kto. którego nawet śmierć nie rozłączy… 17 . Wszystkie bałwany wokół zostały zniszczone.przerwał młodemu kapłanowi łagodny.wzburzył się Ezra. o tym. Wierzę. spadnie klątwa. Ezro . Jonie i twoja przyszła żona. Jonie i Gaju. jeśli będzie uczyniony z drewna.Najpierw przyrzeknijcie oboje.Błogosławię wasz obecny i przyszły związek. . zanim przybyliśmy tu z prawdziwą wiarą… . nawet przelotnie nie zajmie waszej uwagi. Właśnie wyłonił się spośród zakamarków świątyni i stanął obok. że za siedem lat staniecie tu przede mną. gdy będzie z gliny lub kamienia. Isaku. straszysz wiernych? .To jest świątynia Boga Dobroci. nie Boga Klątwy… . gdy gonią po Puszczy lub przypadkiem przepłyną na drugi brzeg…! zaczął kapłan z pogróżką w głosie. A gdy natraficie w Puszczy na jakikolwiek posąg bałwana. to na waszą przyszłą rodzinę. ale są. jeśli nie my. w które wierzyło kiedyś wasze Plemię. . Urwał.Co będzie. Wypalicie go ogniem. na wasze dzieci i wasze wnuki. Ezro. gdzie był ten chłopiec! Jeśli nie wiesz.Ezro! Nie obrażaj ich starych Bogów. wzburzenie Jona i lękliwe zdziwienie młodziutkiej narzeczonej. aby nigdy nie stała się jej krzywda. Dbaj o nią.Może nie są prawdziwi.To herezja. chłopcze. Isaku! Ugryź się w grzeszny język! Wypluj te słowa! Gdyby cię usłyszeli nasi święci teologowie…! Nie wiesz. czy ten chłopiec…! . to chyba tylko z powodu głuchoty! . .Jeśli tego nie zrobicie. nie są prawdziwymi Bogami . Gaju. twoim zdaniem. ty. a Szatan… . umocnieni wiarą w Boga i zawrzecie związek na wieki. patrząc uparcie na Jona: . . ale Bóg jeden wie. zawsze stój przy nim.Przestań. nawet gdybyś w niego wątpiła.młody kapłan zaczął krzyczeć.Chyba słyszałeś. widząc niespokojne twarze obu rodzin. lub rozbijecie młotami.. Ty. Prześladować was będzie ciąg straszliwych nieszczęść. że jest to straszliwy grzech.przerwał mu Isak i dodał szeptem: . Będzie mu potrzebna twoja miłość. zniszczycie go w imię Boga. ale Isak odsunął go i sam zajął miejsce u stóp ołtarza. którym ci ludzie hołdowali. na was. że zawsze i wszędzie będziecie służyć tylko prawdziwemu Bogu i że żaden z bałwanów. zwłaszcza z twojej ręki. nawet jeśli. na co głupie dzieciaki trafiają. . za który czekają go piekielne męki? Bałwany. ma mu wytłumaczyć. że badają oni wszelkie odstępstwa od naszej świętej wiary i potrafią je wykorzenić?! Za każdą cenę? A kto wie.Dlaczego. a potem ciągnął dalej.

Byłaby zbyt prosta. że nie jest to cała prawda.Nazywamy go Bezimienny… A zresztą… w ogóle o Nim nie mówimy. Ezra gasił już światła i świątynia wolno pogrążała się w półmroku. Jednego z wielu. zaczął półgłosem: . Młodszy kapłan. w których przechowywano rytualne szaty i pobożne księgi.Tak. rozjaśnionym jedynie wątłym blaskiem kilku świec.urwał nagle. .Młody kapłan stał z boku. Ezra zapewne powiedziałby ci. że On w ogóle nie istnieje. plemiennego Boga. do pomieszczeń. Ciepły uśmiech przelotnie pomarszczył mu twarz. wychodziła ze świątyni. który mieszka za Rzeką? .odparł Isak stanowczo i kapłan gniewnie ruszył za ołtarz. a Jon zdziwił się: . a widząc. czy zamierzasz iść do Światowida? spytał Isak. no to… Nie wiem . zaciskając wąskie wargi.chce udzielić mi nauk. gdy ten przekraczał szerokie drzwi Domu Boga i szepnął: . że jest daleko.Trzeba go wyegzorcyzmować! .Odejdź. chłopcze. która weseląc się.zamyślił się Isak. 18 . Isak zatrzymał Jona. że jest Bogiem fałszywym. Ale ja myślę.Powiedz mi. który akurat gasił łojową lampę w pobliżu. Jonie. zakrzyknął donośnie.Zostań chwilę.pomyślał chłopiec . Jon znowu się zdziwił. .Nikt nigdy nie powiedział ci Jego imienia? Imienia Tego. że opuścił ich niepokój zasiany przez Ezrę. zamyślony.Więc szaman rzeczywiście dotrzymuje słowa i nigdy nie Przyzywa imion starych Bogów . przydatnych narzeczonemu.. Lubił starego kapłana i każda rozmowa z nim wydawała mu się ciekawa. lecz zaraz zniknął. ów Bezimienny nosi imię Światowida.Do Światowida? Kto to? Teraz z kolei zdziwił się stary kapłan: . Isak zerknął w stronę swego brata. Zapewne Isak… . Jonie. Nie patrzył na grupkę ludzi. widząc niepokój na twarzy Jona. tylko szczerze. jakby nie umiał rozstrzygnąć żadnej z tych kwestii. Ezro . aż echo przetoczyło się przez świątynię: . lecz najpotężniejszego… Isak znowu spojrzał z ukosa na krzątającego się Ezrę. Chcę z tobą porozmawiać…” Jon ucieszył się. Bałwanem. Widać było. . Dlaczego ludzie przez tysiące lat mieliby czcić nie istniejącego bałwana? Jeśli czcili Go.Byłeś blisko waszego dawnego.

gdyż wydawało mu się, że kapłani zawsze wszystko wiedzą i nie muszą zadawać żadnych pytań. Znają odpowiedzi na każde z nich, nie mają żadnych wątpliwości. - Zatem Światowid jest czy Go nie ma? - spytał oszołomiony. Ludzie w długich sukniach zawsze mówili, że bałwanów nie ma, że istnieją tylko w wyobraźni Plemienia i wszystkich innych Plemion. Ale przecież on, Jon, idąc Kamienną Drogą, czuł zew. Żaden zew nie może płynąć z Nicości! - To skomplikowana sprawa… - zasępił się stary kapłan. - Tylko młodym wydaje się ona prosta. Dzielą Bogów na Tego Jedynego, który jest prawdziwy i na bałwanów, do których zaliczają resztę. Ja myślę, że inni Bogowie w jakiś sposób istnieją. Ale niektórych, jak Światowida, ludzie powołali do życia własną wiarą, podczas gdy Bóg Dobroci chyba istniał zawsze. Jeszcze nie było ludzi i ich wiary, On już był. Był przed wiarą, przed słowem, przed ludźmi, ba, on był przed drzewami i trawą! I zawsze był taki sam, niezmienny, ponad czasem, ponad wszystkim, co żywe lub martwe. Wystarczyło tylko w Niego uwierzyć i już wiadomo było, że nie tylko jest, ale był, rozumiesz? Najpierw był On, a dopiero potem wiara w Niego. I zawsze znaczył to samo: Wszechdobroć, Wszechmiłość, Wszechmoc, Wszechzrozumienie, choćby nosił wciąż różne imiona, zależnie od miejsca, gdzie go wyznawano. Tymczasem Bogowie, których powołuje się do istnienia jedynie wiarą, przybierają cechy nadane im przez ludzi. Najpierw jest wiara, a dopiero potem Bóg utkany z tej wiary. I Światowid był… jest… był Bogiem okrutnym… - Powołała go do życia wiara mojego Plemienia? - spytał Jon. - Powołał go do życia strach twojego i innych Plemion, dlatego jest groźny. Gdyby był słabym, jednoplemiennym bogiem, przywołanym z miłości, a nie strachu, można by nawet z niego pożartować i nazwać bałwanem, jak chce Ezra. Ale Światowida powołały do istnienia tysiące ludzi, setki tysięcy ludzi przed wielu wiekami! Ci ludzie bali się świata, Matki Ziemi, ognia i wody, wiatru i burzy, wszystkiego, co nieznane i wszystkiego, co znali. Potrzebowali kogoś, kto byłby silniejszy niż żywioły. Powołali do istnienia różne pomniejsze bóstwa, bożęta, wodniki, strzygi i inne stwory, ale to wciąż nie wystarczało. Pragnęli obrony od Istoty, która byłaby mocniejsza niż przyroda. Powołali zatem swą wiarą Światowida. Szybko obrósł w siłę i moc. I równie szybko ludzie uwierzyli, że Światowid, będąc Bogiem potężnym, silnym i okrutnym, wymaga krwawych ofiar, więc… więc On rzeczywiście zaczął ich wymagać. Najpierw składali mu ofiary ze zwierząt, potem z ludzi… - Nie…! - zawołał wstrząśnięty chłopiec. - Porozmawiaj z waszym szamanem - szepnął Isak - to człowiek mądry, od kilkudziesięciu lat stoi między Wioską a Światowidem, chroniąc was przed Jego zemstą. Od stu pięćdziesięciu lat nikt nie składa Mu ofiar z ludzi, zaprzestano też składać Mu ofiary ze zwierząt, więc ma prawo pragnąć pomsty na swych dawnych wyznawcach. Ostatnimi ofiarami z ludzi była para naszych kapłanów…
19

- …nie! - ponownie zawołał Jon, czując chłód, mimo ciepłej pory, ale stary kapłan ciągnął dalej: - …para kapłanów, którzy dotarli tu jako pierwsi ze słowem naszego, a teraz już także wspólnego Boga. Tak, Jonie, twoi pradziadowie zabili ich w okrutny, męczeński sposób. Nic na to nie poradzę, taka jest prawda. Mimo ich straszliwej śmierci, nadal przybywali tu, do Puszczy, nowi kapłani i zakonnicy. Udało im się ocalić życie, gdyż twoje Plemię zaczęło słuchać o Bogu Dobroci. Wcześniej chyba nie rozumieli. A potem powoli, bardzo powoli zaprzestano wierzyć w Światowida. On o tym wie. Czuje się zagrożony i bezsilny, gdyż razem z agonią wiary w Niego umiera On sam. Inni wasi plemienni Bogowie już dawno zmarli, gdyż wiara w nich była słabsza, ich istnienie tylko tliło się jak ogień świec i zgasło. Ale On wciąż trwa. Trwa resztką sił, Jonie - zakończył stary kapłan i urwał. - Kiedy ludzie przestali mu składać krwawe ofiary? - Gdy przybył tu starzec Aron, nasz największy kapłan, który zmarł w powrotnej drodze do Dalekiego Kraju, dokładnie przed stu czterdziestu siedmiu laty. To on pierwszy zasiał w waszych Plemionach ziarno miłości do Boga Dobroci. Powoli, powolutku przestali składać ofiary Światowidowi, najpierw z ludzi, potem z cieląt, saren, zajęcy i kur, przestali odwiedzać Go, a nawet wymieniać Jego imię. W ten sposób zrodziło się Tabu: zakaz przechodzenia na drugi brzeg Rzeki, zakaz modlitw do Starych Bogów, zakaz nazywania Ich po imieniu, zakaz przechowywania w domach Ich wizerunków z gliny, drewna czy słomy. Tabu pomogło Starym Bogom zapomnieć, że mieli wyznawców. Pomogło im godnie i bez bólu umrzeć. Wszystkim, poza Światowidem. On jeden miał swoje Kamienne Drogi. Do innych prowadziły tylko polne lub leśne ścieżki. On jeden był gigantem, tamci byli maluczcy; więc poddali się bez walki i pomarli. On trwał. Kolejni kapłani, którzy przybywali do waszej Wioski i innych siedlisk ludzkich w głębi Puszczy, nakazywali Go zniszczyć. Ludzie z waszego Plemienia i z innych Plemion brali potężne, żelazne młoty, łomy i próbowali wypełnić nakazy “ludzi w długich sukniach”, jak nas tu nazywano. Bali się Go niszczyć, lecz próbowali, byli rozdarci lękiem między starymi a nowym Bogiem. Nauczyliśmy ich przecież, że nasz Bóg jest najpotężniejszy i najlepszy, choć nie znaliśmy waszych Bogów i niewiele mogliśmy o nich powiedzieć… Ale choć ludzie z twojego Plemienia i wszystkich Plemion wokół robili co mogli, by zniszczyć Światowida i choć było ich tak wielu, nie tylko nie udało się im Go unicestwić, lecz nie zrobili w Nim nawet małej, choćby najmniejszej rysy. Teraz widzisz, dlaczego pozostało nam jedynie Tabu. Tabu nie zrodziłoby się ani nie działałoby bez pomocy waszego szamana. Niektórzy z nas, kapłanów, bardzo nieliczni, umieją czasem czynić cuda, ale Tabu… Do utrzymania Tabu trzeba prawdziwego czarownika. Twoi prapradziadowie mieli i wy także wciąż macie szamana. Nikt od dawna nie chodzi na drugi brzeg Rzeki. Światowida pozostawiono samemu sobie… Jon, wstrząśnięty, słuchał starego kapłana. Do tej pory żaden z dorosłych nie rozmawiał z nim tak szczerze o sprawach związanych z Tabu. Słowo ,,Tabu” zamykało
20

wszystkim usta, nikt nie starał się nawet dociec, co ono naprawdę oznacza. Przyjmowano do wierzenia: Tabu - zakaz, milczenie, klątwa. Tylko tyle. Nawet szaman, strażnik Tabu - milczał, wypełniając swą misję. Chłopiec po raz pierwszy usłyszał imię Boga z drugiej strony Rzeki i dowiedział się, że przez tysiące lat tysiące ludzi oddawało mu cześć. Skoro tak - musi On być potężnym Bogiem… - Pewnie wolałbyś, żebym tam nie szedł - szepnął Jon. - Boisz się, że gdy pójdę jako Jego wyznawca, On stanie się znów mocniejszy. A ty chcesz wierzyć, że On w końcu zniknie, wraz z brakiem wiary. Ale ja nie jestem Jego wyznawcą. I nie będę. Ja Go nawet nie znam, mimo że mnie wezwał. A zresztą… kocham Boga Dobroci. Wiem, że jest to dobra obecność. Dziś znów ją czułem, widząc w Puszczy łanię, prowadzącą swoje małe. Za łanią skradał się wilk i chciał porwać koziołka. Nagle podniosły się opary z pobliskiego bagna i zasłoniły przed wilkiem całą rodzinę. Światowid pewnie chciałby, żeby ofiarować mu tę łanię i koziołki. Jak wilk. Bóg Dobroci ją ustrzegł. Strzeże też wilka, by nie zdechł z głodu. - A gdyby Bóg nie ustrzegł łani, przestałbyś Go kochać? - spytał Isak. - Och, On ma tyle spraw na głowie, tylu ludzi i tyle ich kłopotów! Nie zawsze ma czas, by wszystkim się zająć. Ja Go rozumiem - rzekł Jon, a stary kapłan uśmiechnął się na to wyjaśnienie, myśląc w duchu, o ile łatwiej być dwunastoletnim chłopcem niż starym człowiekiem. - Isaku, jeśli pójdę Kamienną Drogą, to tylko po to, by dowiedzieć się, czego chce Ten, który mnie woła - zakończył Jon. - Dobrze. Idź. Lepiej, żebyś to ty poszedł w tę Drogę, niż żeby On, zniecierpliwiony, wezwał kogoś słabszego. Ale nie śpiesz się. I zanim pójdziesz, przyjdź do świątyni… - Chcesz mnie wyegzorcyzmować? - spytał chłopiec. - Nie. Chcę cię pobłogosławić, żeby w Drodze, skoro już musisz nią iść, chronił cię nasz Bóg - powiedział Isak i pogłaskał Jona po jasnych włosach. *** Jon nie śpieszył się na drugi brzeg Rzeki. Mijały kolejne pory roku: śnieg to sypał, to znowu topniał, liście drzew rodziły się w kolorze jasnej zieleni lub sfruwały spurpurowiałe, zaścielając ziemię. Gaja powoli zarzuciła zabawę lalkami i zaczęła towarzyszyć chłopcu w polowaniach, a dwa kasztanowe, dziecinne warkocze zamieniła w jeden, spleciony na karku. Niekiedy rozplatała włosy i gdy opadały burzliwą, połyskującą kaskadą, Jon czuł w sobie dziwne drżenie i pragnął ich dotknąć w inny

21

Okazało się bowiem. a nie mroku nocy. gdyby nie była Gają.wszyscy w Plemieniu wiedzieli. tkwiłaby tam całą noc. iż wie. choć nikt o tym nie mówił . Starszy o parę lat Jon pojmował to lepiej niż dwunastoletni wyrostek.lecz wciąż nie wiedział. Jon zaś odwrócił się i krzyknął: .zeszła z drzewa i wróciła do Wioski. aby dokarmić niedźwiadki miodem. nikt się od niego nie odsuwał. a nawet nadali mu przydomek. Nadawano go każdemu z młodych. W dodatku szaman groził jej z oddali sękatym kijem. że Gaja nie rośnie na łowczynię . W tym celu potrzebował światła dnia. na oczach całego Plemienia. ale ponieważ wierzyła w naturalną szlachetność zwierząt . przyjaźnić się z młodymi wilczkami. Delikatniejszy.Tabu! . potarzać się z nimi w trawie. W ten sposób Plemię dało do zrozumienia.Tabu! Tabu. że chłopiec usłyszał zew Bezimiennego. bawić się z nimi jak szczeniak ze szczeniakami. które całe. I pewnie. Gdy ujrzała.jak wszyscy się spodziewali. natychmiast za nim ruszyła. Sobie tylko znanym sposobem dziewczynka odkrywała. czy chce. chciał tylko poznać drogę ku Niemu. zniekształcającego wszelkie miary i potęgującego lęk. że nosi on miano Jona w Drodze. Było czymś znacznie mocniejszym. Raz niedźwiedzica przyłapała ją. nie wiedziała nawet. że poczuł zew . Dzikie zwierzę nic jej nie zrobiło: w zapachu jej ciała i włosów poczuło bowiem zapach swych małych. jak chłopiec przekracza Rzekę w zakazanym miejscu. ale nie tylko… Do ślubu brakowało już tylko trzy lata . że pod opieką narzeczonego może poznawać tajniki Puszczy. W przeciwieństwie do narzeczonego. wspinać się na wysokie drzewa i podpatrywać ptasie gniazda.i gnała tam wówczas. Gaja już w połowie Rzeki doznała skurczów w nogach i całe jej ciało zaczęło buntować się przeciw dalszemu marszowi. że pewnego dnia chłopiec będzie musiał udać się na drugi brzeg. Nikt go nie potępiał. Nie zamierzał iść do Światowida.sposób. radośnie goniły dwunożną istotę. Oczy jego rodziców wyrażały jedynie smutek i troskę. Straciła oddech. jaki miałby to być dotyk. lisami. matka rozpaczliwie nawoływała. połączonego z lękiem. żartobliwie szarpiąc ją za warkocze . a w okolicy serca poczuła dojmujący ból. nawet najdzikszych.skradanie się i oszukiwanie bliskich nie miało sensu. w jasny dzień. niż robił to wcześniej. szczęśliwą. kiedy niedźwiedzica zostawia małe w legowisku. czy nie. Gajka! 22 . Była coraz piękniejszą dziewczynką. idąc na łowy . Ale Tabu nie było niedźwiedzicą. lecz miano tym razem brzmiało szczególnie: Jon w Drodze. a nawet z niedźwiadkami. nietknięte. zaryczała groźnie i wyciągnęła potężne łapy. Gaja patrzyła na Jona innymi oczami. Skoro Plemię i tak wiedziało. gdy się zaręczył. A zresztą. a Gaja… Gaja niczego się nie domyślała. Tym razem zrobił to jednak jawnie. Gaja musiała salwować się ucieczką na drzewo.ale na przyjaciółkę zwierząt. tak. lecz niekiedy w oczach rówieśników lub starszyzny Jon dostrzegał szczególny rodzaj zaciekawienia.gdy Jon po raz trzeci przekroczył Rzekę w zakazanym miejscu. wnosząc to z jej zwinności i celności oka w strzelaniu z łuku .

Zazdrościła mu. jak wówczas zapamiętał. lecz wiła się.Gdyby to chodziło o miłość. I właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszała przydomek chłopca: Jon w Drodze. niż sądził po dotyku sprzed lat. wyłożona większymi głazami.zdziwiła się. drugi raz . jak narzeczony staje na kamieniach na drugim brzegu Rzeki. lecz nie był pewien. .odparła buntowniczo Gaja. Tam. odczuwaliby coraz większą radość . Pomyślał. Taki wysiłek podejmuje się z wielkiej miłości . blisko brzegu Rzeki. niż wyobrażał sobie wtedy.przeszło chłopcu przez głowę. kręci. wnosząc z układu drzew na horyzoncie. A skoro tak odwlekali… Gdy Jon pokonał pierwszy zakręt. lecz jedynie najbliższy zakręt. w którym pielgrzymujący staną twarzą w twarz ze swoim Bogiem. która czepiając się nóg przyszłego męża. Pojęcie Tabu już dawno zabiło ciekawość Plemienia wobec drugiego brzegu i szaman z niepokojem stwierdził. że pierwszy raz widzi kogoś. I właśnie teraz. gdy ratował Gaję. patrząc w ślad za znikającym chłopcem. że Gaja z Jonem do siebie pasują. O wiele szersza. że jej budowniczowie pragnęli odwlec moment. . Lecz to jest tylko jej początek . Wiemy tylko.uderzyła go odmienność Puszczy po tej stronie Rzeki…. w dodatku dziewczynkę. usłyszał zew Bezimiennego i wyczuł istnienie Drogi.gdy odkrył w nocy Kamienną Drogę. Może Jon powinien mieć inną narzeczoną. w Puszczy. znaczy to. gdzie Droga się zaczyna. po krótkim błądzeniu. aby dostrzec drugi . udaremniałaby mu wędrówkę do Bezimiennego.Dlaczego? Chcę wiedzieć. . chcieliby Go jak najszybciej zobaczyć. Droga była szeroka na kilkanaście kroków dorosłego mężczyzny i rzeczywiście nie biegła prosto.W jakiej drodze? . w nocy. Pomyślał. Jon po raz trzeci stał na drugim brzegu Rzeki w zakazanym miejscu: pierwszy raz był tu prawie pięć lat temu. czy wyniknie z tego coś dobrego.To słowo sparaliżowało dziewczynkę: zatrzymała się pośrodku nurtu i bezsilnie patrzyła.Jeśli jednak Droga wije się.spytał szaman. aby te głazy obrobić do gładzi i znieść je tu wszystkie.Tobie nie wolno. . …była inna. Mogliby wówczas widzieć z oddali Jego sylwetkę i zbliżając się. Stojąc na jej skraju. . gdzie idzie Jon i co tam jest . na drugim brzegu. który powoli znikał wśród starych drzew Puszczy na drugim brzegu Rzeki. że ludzie przed wiekami musieli bardzo się natrudzić.westchnął szaman. znalazł ją znowu. Tego nikt nie wie.do Boga wciąż było daleko .albo z wielkiego strachu. nie. nie po tej stronie 23 . Wtedy Droga byłaby prosta i krótka. straszyła klątwą i własnym lękiem? Gaja tymczasem patrzyła gniewnie za narzeczonym.Czemu tam szłaś? . kto tę ciekawość wciąż czuje. a na twarzy szamana odbiło się zdumienie. Jon nie widział jej końca. . który padł z ust szamana.

odwrócił się twarzą w głąb Drogi i zawołał. naprawdę Go usłyszał. Poczuł tylko.wokół tej niezwykłej. które usiłowały oplatać się wokół jego stóp. ku swemu zdumieniu. Już wiem. Musiało. dudniące i zarazem dziwnie bezdźwięczne wołanie. brzęczenie owadów.i wtedy poczuł zew. Ptaki. Głos Boga zamilkł. I tak nie pójdę dalej bez błogosławieństwa Isaka. udając się na polowanie. że przed nim rozpościera się trzeci. On przywykł do Posłuchu. Zawrócił . nie do dysput. od zielonych macek krzewów i czarnych. owady wymarły. boleśnie. Prawie nigdy nie słyszał w lesie swego oddechu. szurające skradanie się zwierząt wśród krzewów.Wrócę! Przyrzekam. żeby być jak najdalej od ciemnej ściany Puszczy. a Jon ruszył dalej. do opasania pni drzew trzeba by kilku ludzi. że horyzont zamyka czarna ściana potężnych drzew. Z ulgą ujrzał. że On jest właśnie tam. Co oznaczało? Jon nie pojmował jego znaczenia.Wracam . owady. Czyniło to powyżej lub poniżej Kamiennej Drogi. pokonując drugi zakręt Kamiennej Drogi. śpiew ptaków. Puszcza była inna właśnie tu . że jego serce przez kilka sekund biło dokładnie w rytm słów Bezimiennego: wolno. Tu panowała cisza. po której Jon teraz stąpał. .szepnął do siebie . Coś usiłowało zmusić go. gdy uparcie kroczył w dół. świst i szelest traw. Jon odkrył je wtedy. aby szedł dalej. Puszcza była inna w tym miejscu. gdyż Jon wyczuł obcą. żeby lepiej było słychać Głos Boga pomyślał chłopiec i nagle. Jej inność polegała głównie na MILCZENIU. za trzecim zakrętem. bo przecież Plemię wielokroć przekraczało Rzekę. Od setek lat części Puszczy nie tknęła siekiera człowieka. a drzewa bały się poruszyć. . w stronę Rzeki. Zdumienie początkowo przeważyło nad strachem. Zagłuszał go szum liści na drzewach i skrzypienie konarów. które też zaczęły nachylać się ku niemu jak ramiona olbrzyma.Rzeki. zwierzęta i drzewa milczą.wystarczy. Jon przeszedł na środek Kamiennej Drogi. coś odpychało jego nogi od kamiennego podłoża. że z tym Bogiem nie można rozmawiać. Nawet krzewy wysuwały długie. odległy zakręt. zielone macki. Zdawał sobie sprawę. bezlistnych konarów. Zatem dopiero za nią… Za nią musiało kryć się TO COŚ. ale puść mnie! 24 . gdy usłyszał swój oddech. Przystanął na chwilę. Jakby ptaki i zwierzęta nie chciały zapuszczać się w te okolice. ułożonej z gigantycznych głazów mozaiki. mocno. że wrócę. a do wdarcia się w głąb lasu niezbędny był topór. aby go zatrzymać. Jon przyjrzał się teraz drzewom: były o wiele wyższe i potężniejsze niż wokół jego Wioski. nie wiadomo co. . potężną obecność. pełen lęku i zarazem odwagi.GRDBGHGBZW… .niosło się Puszczą głuche. Na Drodze do Światowida.

powiedział Jon do szamana. zdrowiu i dniu tak. że umarł. gdy wrócił. co znaczą te słowa i nikt nigdy nie będzie wiedział.zakończył niespodziewanie szaman. .Mam się tobą opiekować. po co tu jestem. Macki krzewów wycofały się w głąb Puszczy. Nie wiem. . że nie widzą jego zmagań ze słabym o tej porze roku nurtem Rzeki. a przed nim nie wiedzieli tego dziad i pradziadowie.Przekazał mi je mój ojciec. Jon wolał rozmowę z szamanem niż z Gają. Gdybym poszedł… Więc jak tam jest? A zresztą nie mów . . Chciałem tylko zobaczyć.On mówi . jak się do Niego idzie. Mam służyć Plemieniu. skąd wracał. Kto z ludzi zrozumie Kamień? Więc zawróciłeś… .przytaknął szaman i dodał: . że nikt Go już nie odwiedza? . gdy stał na właściwym brzegu . nie Jemu. niekiedy za dnia. na które Jon nie zamierzał i nie chciał odpowiadać. nim umarł.raczej stwierdził. zadając coraz to nowe pytania. Czasem myślę. .Jeszcze nie jestem gotów. co znaczą. a opieka polega na tym. Po chwili już usłyszał leniwie płynącą Rzekę. Wiem. Gaja chciała wiedzieć. Wszystko. . że przez tysiące lat nikt nie wiedział. że kto wie. Mój ojciec też nie wiedział. gdy przekroczył bród. Kamienna Droga ustąpiła miejsca miękkiemu leśnemu podłożu. gdy śpię mruknął szaman. To Głos Kamienia. . Ludzie z Plemienia udawali. a wkrótce zobaczył między drzewami prześwitujące na drugim brzegu strzechy domów Wioski. Instynkt szeptał mu. że nic się nie dzieje. Nawet nie próbowałem.Przestań! .O dziwo. Ale teraz. . na tym drugim brzegu Rzeki? Jak wygląda ten… Bezimienny? Czy się Go boisz? A czy nie jest mu smutno.wymieniali z nim zdawkowe uwagi o pogodzie. Gaja. którego nie może odwiedzać i którego nawet nigdy nie widział i zrobiło mu się go żal.Jak? Powiedz mi… Nigdy tamtędy nie szedłem.On mówi .Dlaczego ty sobie tam idziesz. czy stary czarownik nie tęskni za swoim Bogiem. to Gaja mówiła.Słyszę je czasem w głowie. I wówczas Jon pomyślał.Długo milczał. Tabu. niż spytał stary czarownik. Plemię pragnęło udawać. rozumiesz? 25 . dlatego sądziłem. żeby trzymać cię od Niego z daleka. a mnie coś trzyma za nogi? Co tam jest. Jeśli Plemię zawsze milczało. żeby Gaję trzymać od TEGO jak najdalej. ale częściej nocą.Ale co On mówi? Co to znaczy? Czym są te dźwięki? .zawołał chłopiec. mówiła i mówiła bez końca. drzewa znieruchomiały i chłopiec odetchnął z ulgą. te słowa poskutkowały. . odwrócił się plecami do chłopca i schronił w namiocie. jakby wcale nie zauważyli.

Dziewczynka spojrzała na niego poważnie: . ważyła chyba tyle co pięćdziesięcioletnie drzewo. Co właściwie było tymi “męskimi sprawami”. a kobiety… . ile mogę. chyba widziałeś przy tym wdowę Baję!! . Za trzecim zakrętem. tyle że odmawiała zabijania zwierząt bez potrzeby.Jeśli już teraz będziesz miał przede mną tajemnice. Miała prawie dwa metry wzrostu. bo w plemiennej drużynie było kilka znakomitych łowczyń. I Jon opowiedział Gai tyle. Dajmy spokój tej rozmowie .Nigdy już nie wezmę cię do małych niedźwiadków! A beze mnie niedźwiedzica rozerwie cię na strzępy. że kto wie. gdy usłyszał zew. Silniejsza od mężczyzn. to co będzie później. gdy chcą poszerzyć swoje pola. *** 26 . .Sama wiesz. którą porównać można do odwagi niedźwiedzicy? Pobiegł za narzeczoną i dogonił ją tuż przed domem. Więc mów.Wdowy karczują same. w dodatku taka. że przecież poza nim i Gają nikt w Plemieniu nie chce w ogóle rozmawiać o Bezimiennym. właśnie Gaja wspaniale trafiała do celu z łuku. Oczy Gai już wyschły i chłopiec pomyślał.. Jon pomyślał. lecz bardzo dorosła ciekawość.Przyrzekam. że powiem ci tyle. żeby przeżyć. Co gorsze. .Męską sprawą jest na przykład karczowanie Puszczy . nie nadawało się na opowieść. A gdybyś ją zabił.zaśmiała się Gaja. W dodatku to.stwierdził. Była to bardziej sprawa przeczuć. by zmusić go do wyznań. a potem uprzytomnił sobie. co to znaczy: Jon w Drodze… Sam chciałbym wiedzieć . gdy zostaniemy małżeństwem? .krzyknęła dziewczynka i z płaczem pobiegła do domu. lęków i doznań niż związek przyczyn i skutków. że mężczyźni polują i to są męskie sprawy. czy nie udawała tylko płaczu. Gdybyś ją spotkał przypadkiem w Puszczy.szepnął. ponieważ Baja była najsilniejsza w Plemieniu. to ja… to ja zerwałabym nasze zaręczyny! . że jest jeszcze bardzo dziecinna. Wszystko było dopiero przed nim.zaczął Jon i urwał. o których tyle rozprawiali niektórzy mężczyźni? . . musiałbyś zabić.spytała.ale niewiele miał do opowiadania. czego doświadczył od chwili.wykręcił się chłopiec. ile mógł i jak umiał . Więc może to nie dziecinna przekora kieruje Gają.

Ale wtedy. aby zobaczyć.Dzieci wiedzą. Dziwny. ledwie przyłożywszy głowę do miękkiego futra zaścielającego łoże. . I już znany. Wioskowe dzieci. Chwile wytchnienia od ich nagłych chichotów wśród gęstego lasu. którą prawie stale widywał w sennych marzeniach . lecz sen prowadził go dalej: stał oto na mozaice z wielkich głazów i bał się postąpić choćby o krok naprzód. Trzeci zakręt przyśnił się Jonowi po dniu. Lecz doskonale słyszalny. zazdrosnego Boga. mimo że wioskowe dzieciaki nie byłyby w stanie ich podglądać. której przywódcą był jego młodszy brat. Zmęczony i podniecony odkrywaniem coraz to nowych tajemnic własnej i drugiej płci.odparł ojciec i wtedy Jon przypomniał sobie. zasnął. że nie musiał . by nie przekraczali nakazanych granic przed ceremonią zaślubin. gdy ten zapach stawał się też jego. narzeczem zyskiwali tylko nocą. że wówczas. W ten sposób Jon odkrył.wejść w granice cienia. gdzie razem z Gają próbowali bezskutecznie uciec przed upartym pościgiem dzieciarni. Mimo wczesnego wiosennego chłodu uchylił okna z drewnianą okiennicą.Głupie są te dzieciaki . co robią .w całkowitym odosobnieniu . bez względu na to.dotykać jej gładkiej skóry lub kryć twarz w ciepłym. Jon z chłopca stał się młodym mężczyzną. brutalnie przerywających wzruszenie kolejnego pocałunku. czy strach. do ślubu brakowało już tylko pół roku. Wtedy . Nie chciał też podnieść głowy. co rzuca aż tak długi. czy byłaby to miłość. Wystraszył się. Wbrew temu. bezdźwięczny. Tamto miejsce zarezerwowano wyłącznie na uczucia dla żarłocznego.od momentu zaręczyn do ślubu .tropiły parę narzeczonych jak myśliwi sarnę. gdy dzieci spały.rodzice nawoływali ich niecierpliwie.ujrzał potężny czarny cień rzucony na Kamienną Drogę.zamiast Gai. spocony. co Jon sobie wcześniej obiecywał. zielonego migotania jej tęczówek. Do jego komnatki wpadło rześkie. niepokojącym zakątku jej szyi i skraju włosów. by wracali do domów. że drugi brzeg nie jest miejscem dobrym do okazywania miłości ludzkiej istocie. czuł tylko mocny i słodki zapach rumianku.powiedział Jon do ojca dorosłym tonem. Jon wiedział. tak że nasiąkały nim szyja. ramiona. 27 . czarny i tak złowieszczy cień. a Gaja wciąż piękniała. że w imieniu Plemienia strzeże się narzeczonych.i przyniosło jakiś dziwny głos. w którym Gaja zwykła myć włosy. Ale wtedy Jon nie widział jasnej skóry narzeczonej. Obudził się w środku nocy. aby tam .Trzeci zakręt najpierw się Jonowi przyśnił. mocne powietrze . gdy nasycał nim swoje ciało i oddech . do zabawy w te szczególne łowy zachęcała ich plemienna starszyzna. zgodnie z wielowiekowym zwyczajem . .choćby we śnie . plecy. gdy znalazł się niebezpiecznie blisko tej granicy i wrócił do domu pobudzony i szczęśliwy. gdy wrócił kiedyś z Puszczy. gdy on był w podobnym wieku i wraz z rówieśnikami gonił po lesie inne pary narzeczonych. nie prowadził narzeczonej na drugi brzeg. lecz pełen ulgi. Nie nastąpiło to szybko. To “niebezpieczeństwo” okazało się być szokująco przyjemne.

jakby się jej spodziewał. czy dopełnił przyrzeczenia danego Isakowi: czy był wcześniej w świątyni po błogosławieństwo. . że Jego głos słyszy ktokolwiek poza szamanem i mną . gdy Bezimienny wreszcie umilkł.Wiem. podskakiwała to na jednej. że nie musi budzić Isaka.To nie był sen. a obok niego nerwowo poruszającą się narzeczoną. zdawał się pytać Jona.szepnął Jon. tak jak mnie. że boi się lodowatego dotyku wody. . Sprawiał wrażenie. On mnie wołał. Nie chciał. Coś mnie obudziło. przyrzekam. Tego dnia Jon skoro świt wyruszył na drugi brzeg. Stary kapłan był tu i modlił się.. mimo znacznej odległości. Nie strasz Plemienia… Bezimienny zamilkł. Jonowi wydało się. jeszcze tej samej nocy. . Wydawało mi się. poważnym spojrzeniem. ale już nie mów. Gaja nie wołała za nim. to na drugiej nodze. Widocznie słyszą Go jeszcze ci. Ku swemu zdumieniu stwierdził. Tak naprawdę patrzyła za Jonem długim. Na widok Jona przymknął oczy i kiwnął głową. Miał nadzieję. udając. by się niepokoiła ani. choć poza chłopcem i szamanem nikt z Plemienia i tak nie usłyszał Jego głosu. Gdy opowiedział jej. . Nie sądziłem jednak. przypominając o obietnicy. tym bardziej. czy wolno tak brutalnie odbierać ludziom ich starą 28 . Dziewczyna udawała. który znowu wypowiadał swe niepojęte dźwięki. że słyszę jakiś dźwięk… Pewnie złudzenie lub zły sen. że chlapie się w Rzece. że zdąży.Dobrze . Jon bezwiednie kiwnął głową. nim zbudzi się Gaja. rozdzierają wątpliwości. Wzrok dziewczyny. żeby uspokoić narzeczoną. a po namyśle dodatkowo złożył dwa palce na krzyż. dlaczego Plemię nazywa go Jonem w Drodze. przyklękając obok niego.GRDHGBHZW… To był głos starego Boga. Ale gdy już stał na drugim brzegu i bezwiednie obejrzał się w stronę Wioski . Widocznie tracił cierpliwość i wzywał swego wybrańca z drugiego brzegu. …tak. a jego ciepły oddech wionął mgiełką pary w chłodną noc. że to Jego głos. nie próbowała go wstrzymywać. .zobaczył nieruchomą sylwetkę starego czarownika. że je poczuł na swojej skórze. . że narzeczony musi kiedyś pokonać trzeci zakręt. Jon ocknął się ze snu i poszedł do świątyni.Już czas .zdziwił się chłopiec.Nie wiedziałem. by próbowała pokonać pętające ją Tabu. Nie był zdziwiony jego wizytą o tej porze. zrozumiała. których.szepnął Jon.Przyjdę.

Przywykł mówić do Niego własnymi słowami. nie używać formułek. lecz mocny rzemień. tak głęboki. Nie rozstawaj się z tym woreczkiem. Zwrócił się do chłopca i zawiesił mu na szyi mały skórzany woreczek. Czuję bowiem. A zresztą wołała go Kamienna Droga: nie musiał jej szukać wśród gęstwiny krzewów i drzew.wyszeptał Isak i znów powrócił do modlitwy. Szedł nią szybko i bez wahania dlatego. Dlatego cień.wiarę? Przecież zabiera się im najgłębszy sens życia. daleko.Nie zobaczysz. . tak młody i niedojrzały.A teraz poproś Boga Dobroci. który sam dotąd nosił. Droga wydawała się bardziej ponura niż zwykle. . że będzie ci potrzebny.uśmiechnął się łagodnie. Może powinniśmy czynić to inaczej? Całkiem inaczej? Ale jak? . wstał. gdziekolwiek pójdziesz .Nawracanie to bolesny trud. który rzucało TO. od razu znalazł pierwsze gładkie głazy. Osłonił oczy dłonią przed jaskrawymi promieniami i patrzył. głowiąc się nad smutkami starca. ma inną receptę na jego skuteczność . że Bóg woli. czuję. których młodszy kapłan uczył wybrane wioskowe dzieci. na którym zawieszony był woreczek i wszedł w mroczną Puszczę po drugiej stronie Rzeki. odcinki. Powstał też Isak. Będzie cię chronić i podpowie ci właściwe rozwiązanie. gdy stało w zenicie i prześwitywało wśród gałęzi. Jon nie lubił tej pory dnia.zbliżał się do trzeciego. bo to za małe . co rzuca aż tak czarne i tak długie skrzydło cienia… 29 . był aż tak długi. …Jon odruchowo poprawił teraz cienki. Na Kamiennej Drodze szarzał świt. co jest w środku. bożych sług. ku czemu szedł. gdy rozmawia się z Nim własnymi słowami.To ziarnko piasku z Pustyni.rzekł Jon. Może zdążył dotknąć go bosą stopą. które już znał . będziesz musiał decydować o sprawach przekraczających po wielokroć twój rozum i wymiar losów twojego Plemienia.dodał niezrozumiale kapłan. a może nie? Lecz ziarnko piasku i tak wyczuło Jego obecność. Gdy skończył. -. Pokonał pierwszy i drugi zakręt. Jonie. Jon ukląkł koło starca i zwrócił się do Boga Dobroci. który widział we śnie. W Puszczy widziało się słońce wówczas. Tego. Oderwał wzrok od kamiennej układanki pod swymi stopami i spojrzał w dal: za trzecim zakrętem prześwit między wielkimi drzewami ciągnął się prosto.Nie wiem. Jon wierzył. o czym mówisz . Już nie oglądał się za Gają i szamanem. a każdy z nas. . tak że recytowały je na pamięć. żeby cię nie opuścił. Słońce stało dokładnie tam. że od tej pory ty. gdzie skraj Kamiennej Drogi stykał się z niebem. Wolał wiedzieć. .zamyślił się stary kapłan. iż zew był silniejszy niż zawsze. jakby nigdy się z nim nie rozstawał. nawet gdy są mniej piękne i gładkie niż gotowe formuły. Słońce dopiero wschodziło. ale stąd nie było widoczne. po której chodził niegdyś Syn Boga Dobroci.

Światowid miał cztery oblicza. dokąd prowadzą. Szósty głaz tworzył mocną. jak TO nazwać. ku Któremu zdążał. . …ale oto czwarty głaz. Piąty głaz był niezwykle potężny i wydawał się być szerszy od pozostałych: to były Jego ramiona i Jon nie mógł wyobrazić sobie siły.Na końcu Kamiennej Drogi wznosił się ogromny obelisk. co to jest: gigantyczny. A może On sam? Może nie istniał WSZĘDZIE. Kamienna Droga kończyła się owalnym placem. wiedział. poczwórne ramiona. Stał na czterech nogach. posąg starego Boga. z realistycznie wyciosanymi. W pierwszej chwili wydawało mu się.zdziwił się i wystraszył jeszcze bardziej. Światowid… 30 . Jon nie wiedział.On… On ma… On ma cztery postacie! Cztery oblicza! . bez wahania. gdyż zew był coraz silniejszy. z wystającym dziwacznie i także monstrualnie powiększonym pępkiem: brzuch Boga. takie same jak ta. Drogi wiły się i nie widać było.były to nogi Bezimiennego. Jon poczuł dreszcze i chłód. którą przybył. Wizerunek Światowida. która wydźwignęła je na tę wysokość. Lękał się tego momentu. już wiedział. która tkwiła tu od prawieków. która byłaby w stanie tego dokonać! Ręce ludzkie wydawały się za słabe: nawet gdyby połączyć ręce setek czy tysięcy ludzi. więc skorzystał z bolesnego oślepienia oczu słońcem. ciemna Puszcza a pośrodku stał On. Plemię nie znało techniki. dokładnie tam. że Bezimienny wykuty jest w skale. Jaka siła zdolna była wznieść je tak wysoko i tak dokładnie złożyć w całość? Najniżej położony czworokątny głaz stanowił stopy Światowida. że musiał zadrzeć wysoko głowę. Z czterech stron prowadziły do niego trzy inne Kamienne Drogi. że płeć Boga Dobroci nigdy nie była przedmiotem żadnych rozważań. ułożonych jeden na drugim. dokąd prowadziły cztery Kamienne Drogi. odróżnił trzeci głaz. ociosanych starannie głazów. kamienny jak ta Droga. gdzie przed wiekami powołała go do życia wiara Plemion? Jon szedł szybko. Jego wyobrażenie. Wokół placu i czterech Dróg rozciągała się gęsta. Miał cztery wystające pępki i cztery potężne znamiona męskości. by nikt w to nie wątpił. Nie miała znaczenia. Teraz. Ale mimo odległości. Jon zbliżył się jeszcze bardziej. Gdy wzrok Jona padł na najwyższy kamień posągu. Dopiero teraz Jon uprzytomnił sobie. Drugi głaz wznosił się czterema kolumnami w górę . krótką szyję. gdy zbliżył się o kilkadziesiąt kroków. Odruchowo zacisnął dłoń na woreczku Isaka. jedynie tu…? Tu. Obszedł posąg jeszcze raz wolno i uważnie. nieco wypukły. siódmy olbrzymią głowę. Tak. Coraz dokładniej widział Tego. chłopiec był już tak blisko. która go wciąż dzieliła od celu. że nie: posąg Boga tworzyło siedem potężnych. opuścił głowę i jeszcze raz się rozejrzał wokół. Patrzył też w cztery różne strony świata. Widocznie każda z nich miała swój trzeci zakręt. Bezimienny widocznie chciał być mężczyzną i pragnął. monstrualnych rozmiarów atrybutami męskości Boga. jak Bóg Dobroci. Otrząsnął się i powoli zaczął okrążać posąg.

nie były one zbyt precyzyjne. więc długi cień Bezimiennego skrócił się i Jon z uwagą zaczął wpatrywać się w głazy tworzące posąg. I zdawał się pulsować. Jak żywe ciało. najwyżej im równy? Chyba że wtedy. lecz tym bardziej potężny. wpół zakryte grubymi powiekami. a może zając? A to duże. Bóg wydawał się toporny. . Były równie gładko obrobione jak te na Kamiennej Drodze. dostrzegało się tylko Jego wielkość.Składano mu ofiary z ludzi… .Widzący światy… Mogłem się tego domyślić… . Cztery pary.wymamrotał Jon. Jeśli szczegóły postaci rzeźbiły ludzkie ręce. nie można było zajrzeć Mu w oczy z tej odległości ani w ogóle z perspektywy Kamiennej Drogi. Pył osypał się z niej. Zbliżył się jednak ponownie do posągu i z pewnym wahaniem dotknął go. Jon zaś zapragnął nagle zajrzeć mu w oczy.Moje Plemię? Niemożliwe! . . Dopiero teraz Jon spostrzegł pod stopami jasny pył.usłyszał jeszcze raz głos Isaka. . Wydawał się pochłaniać światło. których nie było. co powinno być łatwe. ale czuł. Co…? Nie. ale od razu obejmowały potężną sylwetkę. na ile gładki może być obrobiony kamień. łączący się czasem w grudki lub tworzący dziwaczne kształty. To jest czaszka… Ta grudka jest zmurszałą czaszką małego stworzenia. Poza znamionami męskości. ale jądro grudki wydawało się być twarde. rzucając jasny blask. Jaką twarz miał ten Bóg? Chłopiec cofnął się. Ale posąg nie lśnił. Stojąc u stóp Światowida.Ale co On widzi. te drzewa sięgały mu zaledwie brzucha…? A może widzi dalej. Przeciwnie. Oczy patrzącego nie musiały koncentrować się na ozdobnych szczegółach. Pył przesypał się przez palce jak piasek. z grubsza zarysowanymi wielkimi. że to czaszka zwierzęcia. wypukłym pępkiem. obok… Jon miał nadzieję. Był ciepły. Ale pod jedną z par powiek nagle coś zalśniło. że to nieprawda. Może to była kuna. Ale Jon nie miał na to ochoty i w pierwszej chwili wydało mu się bluźnierstwem. siedmiopalczastymi dłońmi . tam. . skoro nie jest wyższy od drzew w Puszczy. Wziął grudkę. Czy w ogóle je miał…? Tak.przypomniał sobie swoją odpowiedź. gdy oddawano Mu cześć. a może nawet gładsze. niż mi się wydaje? Słońce stało już wyżej. niż powinien być kamień stojący w głębi Puszczy. by w nią spojrzeć. Chłopiec przykląkł i wziął go do garści.Twoje Plemię. były półprzymknięte. Cieplejszy.reszta była gładka na tyle.. I inne Plemiona… 31 . Trzeba by wspiąć się na ramiona Boga. Jon zmarszczył brwi w zamyśleniu i sięgnął po jeden z większych kawałków.

że Bóg Dobroci nie potrzebuje złota. zerwał go i położył u stóp posągu. Jon rozejrzał się wokół.GRDGHGBZW . Nie wypadało jednak udzielać ślubu młodym w codziennym stroju.obsypać młodą parę złotym ziarnem zbóż. Choć wszystkie cztery Kamienne Drogi wydawały się identyczne. . . naznaczając szczęście małżonków bolesnymi ukąszeniami. Na skraju Puszczy coś delikatnie się czerwieniło: mały.powiedział Bóg bezdźwięcznym. skąd przyszedł. srebra. Wiele kobiet i mężczyzn z Plemienia stało na placu. *** Nie wszyscy zmieścili się w świątyni na zaślubinach Gai z Jonem. Jon o tym wiedział. ale jeszcze tu wrócę. Jon wiedział. A może i szczątki kapłanów. .W tym pyle leżały gdzieś szczątki zabitych pierwszych kapłanów Boga Dobroci.aby ich wspólne pożycie zawsze kwitło. płatkami suszonego jaśminu i natrzeć ich dłonie miodem. a miód . jaśmin . Nie lubił ich wkładać.Nie wiem. Podszedł. ledwo zakwitający kwiat. że być może 32 . nie po to. Spojrzał jeszcze raz w twarz Bezimiennego i odwrócił się. starzec bowiem był głęboko przekonany. co do mnie mówisz. który ubrał się na tę okazję w odświętne błyszczące szaty.GRDGHGBZW . krzewy i drzewa rosnące przy Kamiennej Drodze nie próbowały go wstrzymywać. że muszę wrócić. Zboże symbolizowało życzenie wiecznego dostatku dla rodziny. która jest jego Drogą. Wiem.powtórzył Bezimienny. Plemię uznałoby to za niestosowne. Ludzie lubią oznaki bogactwa i Jon pomyślał. którzy dotarli do innych Wiosek i których również przywleczono tu jedną z czterech Kamiennych Dróg? Chłopiec wycofał się z owalnego placu. jeszcze ze stulonym pąkiem.w zgodzie z obyczajem . Nim jednak tradycji stało się zadość.jak twierdzono . brokatów i pereł. lecz by nie zleciały się pszczoły i osy. aby . aby .powiedział. którą właśnie założyli. więc nie upominaj mnie… Bóg umilkł. woli swego sługę w znoszonym burym habicie. Gdy Jon wracał do Wioski. dudniącym głosem.by przeważała w nim słodycz nad goryczą. Musisz się nim zadowolić . Ten kwiat też jeszcze przed chwilą żył. Zaczął wolno powracać tam.słodycz nie uciekła.Nie licz na krwawe ofiary. Miód należało szybko zlizać. Jon i Gaja stali u stóp ołtarza przed Isakiem. atłasu. którzy dotarli do Wioski przed stu pięćdziesięciu laty. Uszedł tylko kilkanaście kroków. .

kapłani ulegają temu wbrew swej woli. z dobroduszną ironią. których biodra przypominały w obwodzie kilkusetletnie drzewa. . do sławnej. a jagnięta wciąż sobie żyły w jej zagrodzie. Z tego też powodu nikt nie życzył sobie. żyjąc w czasach starych Bogów. gdy ta chciała przystąpić do ceremonii zabicia młodziutkich zwierzaków dokładnie na dziewięć pełni księżyca przed uroczystością. Nikt nie życzył sobie przywoływania niedawnych zdarzeń. nawet jagnięcej powiedziała matce. W końcu mogła to być każda droga! Droga na polowanie. Nie wszystkim podobało się też. największej w okolicy świątyni. którzy lubili krew szepnęła ze złością najstarsza babka spośród weselników.szeptały zgryźliwie starsze kobiety. ale Plemię przywykło do jej urody i prześmiewało raczej. aby wyjaśniać.cieszył się Ezra. zniszczyli ich posągi i posążki i jedynie w najwyższej skrytości. co właściwie oznacza przydomek pana młodego: Jon w Drodze. pomyślano o wzniesieniu świątyni i wszystkie Plemiona zamieszkałe w pobliżu (głęboko w Puszczy lub na jej skraju) zgodziły się z kapłanami. Także goście weselni przebrali się odświętnie. na przykład z okazji żniw czy siewu.…wyraz coraz głębszej wiary! .Niełatwo jej będzie rodzić dziecko . że Gaja .Ciekawe. gibką sylwetkę Gai. lecz inni goście spojrzeli na nią z ukosa i natychmiast zamilkła. droga do sąsiadów na handel wymienny czy droga do miasta. Jedna z wież ma być równie wysoka jak najstarsze dęby! Nieomal sięgnie nieba! 33 . że winna ona pod każdym względem przewyższyć pozostałe.zamiast włożyć szatę z doskonale wyprawionych. niektórzy w futra mimo letniej pory. jako zbyt szczupłą. W końcu sto pięćdziesiąt lat temu ludzie z Wioski pożegnali starych Bogów. śnieżnobiałych skórek jagnięcych . Głośno o tym się nie rozprawiało. jak nakazywał pradawny obyczaj. niektóre stare kobiety szeptem prosiły o przychylność bożków i bożęta. . . Znamiona dostatku wyznaczały pozycję rodzin w Wiosce. Powstało jakieś dwadzieścia lat temu. Panna młoda była piękna.Nie wolno zaczynać przygotowań do zaślubin od rozlewu krwi. który natychmiast ruszył na pielgrzymkę do miasta i po powrocie opisał ludziom z Plemienia plany świątyni. co by Gaja robiła. liczyło więc tylko o rok mniej niż pan młody. które obecnemu pokoleniu wydawały się już historią. którą niedawno zaczęli wznosić najlepsi rzemieślnicy z całego kraju i zza granicy. . Miasto leżało o pięć dni jazdy konnej.przywdziała suknię z barwionego lnu. brązoworude piegi i wysoką. Zanim dokończono budowy warownego zamku możnowładcy.

…więc szamana nie było wśród weselników i Jon boleśnie odczuwał jego nieobecność. Stary kapłan robił się widocznie dziecinny na stare lata.powiedział i cofnął ostrożnie dłoń. gdy go widzieli. płaski.zmartwił się Isak. . ale obecnym mężem Gai. Podobnie jak stary szaman. gdy usłyszał słowa: Kamienna Droga. Dobro . nie na zawsze. Szaman. za który przyjdzie zapłacić w tym lub przyszłym życiu. uścisnął i Jon poczuł. Ezra wiedział. że On wciąż tam stoi.nieobecność zaś kapłana mogła źle wróżyć młodej parze. rzecz jasna. że nazywanie przyszłego męża “Jonem w Drodze” oddala go od niej. Z drugiej strony zaprosiny też byłyby zdradą. skryty pod białą lnianą koszulą. Starał się o nich przynajmniej teraz zapomnieć. Stary kapłan objął go po zakończonej ceremonii. Nikt już nie pamiętał starego rytuału i nikt nie chciał pamiętać. starzec nagle podszedł.Bierzesz przecież ślub w świątyni Pana. czy wisi na niej wąski rzemień ze skórzanym woreczkiem. to było niemożliwe. niewidzialny dla innych nawet wówczas. długo ją potem oglądając. jego szyi. co robi. miękki. Ale wciąż żył. jakby czując. …ale właśnie Isak skończył błogosławić młodą parę i Jon nie był już przyszłym. Gaja też przestała zadawać trudne pytania. ale nie chciał o tym pamiętać w przedweselny i poweselny czas. sprawdzając. Plemię to wiedziało. co dzień przypominając Plemieniu. jakby szukał na niej jakichś śladów. Jon chciał się sprzeciwić decyzji rodziców. ciekawe. nie został też zaproszony na wesele. ku gniewowi Ezry i niezrozumieniu ludzi z Wioski..Światło. Szaman przynależał bowiem do innego rytuału niż te odprawiane w świątyni Dobrego Boga. Wydawało mu się. potężny. niezniszczalny? 34 . Miał to być bowiem czas radości. był. Tak. Tylko raz ktoś go dostrzegł: Jon kąpał się w Rzece w pobliżu namiotu szamana. niby niechcący. Zaprosiny oznaczałyby nieobecność Ezry. jak chuda. sucha dłoń dotyka. znał swoją powinność. W końcu wielkość świątyni dowodziła wielkości uczuć dla Boga! Tak było i tak powinno być. że czczenie bałwanów to śmiertelny grzech. czarny. Tylko Bezimiennego nie umieli zniszczyć. bez względu na imiona Bogów. czy ktokolwiek poza szamanem i Jonem pamiętał. Dla dobra i bezpieczeństwa twojej przyszłej i obecnej rodziny potrzebna ci jest przychylność Ezry… Jon aż się skulił od wewnętrznego chłodu. którego noga nie postałaby w pobliżu czarownika .Wyraz pychy… W tak małym mieście taka wielka świątynia… Ludzie pogubią się w jej ogromie . ale powstrzymał go sam czarownik: . był nieobecny na ślubie. Ciepło. że niezaproszenie starca było swoistym rodzajem zdrady. Tam zresztą też bym nie poszedł. a nie na końcu Kamiennej Drogi. obaj wydawali się niektórym nieśmiertelni. mały. spojrzał uważnie i dotknął woreczka dłonią.

niż wtajemniczać w nie najmłodszych. Gdyby nie Ezra. w setkach szeleszczących. które razem spłodzą. Ezra reprezentował Cywilizację . że w niezrozumiałych znaczkach. Miał przeczucie. już na progu. że jego rodziną nie stanie się zamknięta. że to świat zmierza do niej przez Puszczę wielkimi krokami. że to jednak Ezra najsprawniej i najszybciej uczył wioskowe dzieci pisać i czytać. wyczekująca kresu swego życia w odległym klasztorze. On też przekonał Plemię. Od pewnego czasu każdy nowo budowany dom był większy niż poprzednie. Większy i okazalszy. Był dobrym człowiekiem. wolał samotnie pogrążać się w lekturze opasłych. Ezra też uparł się. Przy okazji zadbał. Gdyby nie Ezra. Wygodniejszy. co mówią malutkie czarne znaczki w opasłych księgach. w których dzieci i rodzice już nie sypiają w jednym barłogu. Plemię jeszcze długo chodziłoby do świątyni. z Wioski wciąż byłoby bardzo daleko do świata . a widok tych ksiąg wzbudzał w nim niepojętą tęsknotę.i zarazem martwił. który mu jeszcze pozostał i o wszystkich mądrościach. obca męska społeczność. Niosło ze sobą rosnące poczucie bezpieczeństwa. Cieszył się. jak tępić w domach robactwo. kremowych stronic różnorakich ksiąg oprawnych w 35 . Pewnie rozmyślał o skąpym czasie.i Jon. bezkresna Puszcza po obu stronach Rzeki. brał też we władanie wystraszone dusze ludzi. widoczny był znak Boga Dobroci i znalazł okazję. by budować większe domy. jak bardzo dzięki młodemu kapłanowi zmienia się na korzyść jego rodzinne miejsce. który Plemię wzniosło dla młodej pary na skraju Wioski. co jest cenniejsze. gdyż wiedział. nie mógł tego nie doceniać.dzięki niemu zdawało się. oprawnych w skórę tomów. których już nie zdąży zgłębić. by zniszczyć ostatnie. Będzie nią Gaja i dzieci. niemal bez wytchnienia. Jon uwielbiał to słowo. ale to nie on przeobrażał zagubioną w Puszczy Wioskę. ofiarowując w zamian poczucie bezpieczeństwa. że należy co dzień się myć i prać brudne ubrania. Nadzwyczaj zdolne wysyłał do odległych miast na dalszą naukę w zakonach lub nawet do Dalekiego Kraju. Jon nigdy nie należał do wybrańców Ezry. on sprowadził nowe lampy. Isakowi udawało się czasem zmienić coś w ludziach. od rana do nocy zajmował się powszednim życiem Plemienia. Stary kapłan nie miał już zdrowia ani cierpliwości do pobratymców Jona. To Ezra. lecz mają oddzielne izby. Ezra uczył czytać i pisać garstkę wybranych dzieci z każdego pokolenia.Weselnicy ruszyli teraz w stronę domu. jaśniejsze światło łojowych lamp. które stawały się też coraz większe. najmniejsze posążki polnych lub leśnych bóstw i bożąt. które czyta Isak. ile z chęci zachowania pamiątek po pradziadach. Jon nie wiedział. Cywilizacja… Ezra używał tego słowa częściej niż Isak. Piękniejszy. a po wyjściu z niej przywoływało bożęta do pomocy w gospodarskich pracach. które dawały więcej światła: pokazał. skrywane przez ludzi nie tyle z potrzeby wiary. by w każdym z domostw. że nigdy nie dowie się. częściej niż Jon. Najzdolniejsze przysposabiał do roli kapłana. mimo niechęci. Cieszył się z tego . Jon musiał przyznać. I Jon zarazem martwił się. coraz cieńsze i bardziej przejrzyste szyby w oknach. Prawdziwym domem będzie rozległa. Czynił to energiczny Ezra. ale widział. Do Wioski wkraczała Cywilizacja.

Jon mógł wreszcie wczuć się do syta w zapach rumianku. a później rodzicom czy kapłanom.iluminowaną skórę kryją się tajemnice nie znanych mu.potwierdziła. . gdy Plemię przebłagiwało starych Bogów. Żadne z nich już nie musiało nasłuchiwać natrętnego chichotu i podnieconych szeptów wioskowych dzieci. Szaman oprawiał rybę. wracając z Puszczy i wnosząc do domu dwa ciężkie plastry miodu.Też . . fascynujących światów i że on ich nigdy nie pozna. nic o tym nie wiedząc. I sam nie wiedział. choć pełen spokoju. Zanim wyszedł z domu.spytał Jon. że nosisz ją w sobie. Ona też musi się teraz dobrze odżywiać. Tym razem był to rytm szybki i radosny. Półprzymknięte oczy jego żony lśniły jak żywica na pniu sosny.Niedźwiedzica znów będzie mieć małe . który brzmiał całkiem inaczej w tę jedyną noc w roku.Nie wybrałam wszystkich. nie będzie ci potrzebna wiedza z ksiąg. zostawiłam jej trochę. objął ją mocno. Weselnicy tańczyli do rytmu bębnów. .Syna. W zapach Gai.powiedział. że wcale o nich nie chodzi i w ogóle ich nie ma. Do końca życia.zaśmiała się Gaja. Tam gdzie się udasz. Czasem myślę.poprosił kiedyś starego kapłana. W izbie wydawał się on mocniejszy niż na otwartej przestrzeni.Ty jesteś Jonem w Drodze. . Ich zniknięciu towarzyszyły rubaszne. wyczulony na każde słowo i brzmienie głosu żony.Też? . 36 . *** .Naucz mnie czytać .Będę mieć dziecko . Pokiwał głową bez zdziwienia i dorzucił: . wtórowały mu melodyjne piszczałki. ale ten tylko pokręcił głową: . dzikich ziół. udając. To światło miało już zawsze towarzyszyć Jonowi. dobroduszne żarty starszyzny. zapach Rzeki i wiatru. lecz młoda para zniknęła wcześniej. czemu najpierw poszedł obwieścić nowinę szamanowi. . patrząc mu prosto w oczy. Byli sami. Weselnicy tańczyli do świtu. zamykając za sobą rzeźbione drzwi nowego domu. lecz płynąca z serca. prawie boleśnie. w ciemności. która dla nich tej nocy stała się światłem.

. że nie czuje się już tak samotny.On nagradza.odparł czarownik. czy córka? Słyszałem. że stare kobiety potrafią rozpoznać płeć dziecka po zachowaniu i wyglądzie matki. Złożyłeś mu obietnicę. jak rosną w nim niepokój i gniew. .Zmąciłeś moją radość z syna . Nie protestowałeś. . wędrujących Kamiennymi Drogami. Nigdy u Niego nie byłem. lecz znam Jego zwyczaje. .Ja mu nie służę. Czekał cierpliwie.Gdy będzie musiał czekać zbyt długo. .Nie trwałaby długo.odparł szaman.ciągnął szaman. czy będzie syn. Całe życie mnie o nich uczono. Słyszysz Jego głos.Czego będzie chciał w zamian za swój dar? . Od tylu długich lat było tam tak pusto.Skąd wiesz. Tymczasem ty… . . którzy mu źle służą . To jest Jego dar . gdybyś usiłował o Nim zapomnieć.zawołał wściekły Jon. 37 . Wybrał Cię i przyjąłeś imię “Jon w Drodze”.. Ty mu nie służysz. .ucieszył się Jon. .Po raz pierwszy usłyszałeś Jego zew. Głucho.spytał Jon. lecz umie też karać tych. zawsze ma syna.GRDHGBHWZ .Nie wiem. On przywykł słyszeć co dzień głosy tysięcy pątników. którzy wiernie mu służyli: szamanów. skoro nigdy u Niego nie byłeś! .Jego dar?! I za cóż w ten sposób płaci? . Ale jesteś.Ale On cię przywołał.Więc po ojcu też widać. Ale od paru dni znowu mówi… ciągnął szaman. Chciał nacieszyć się myślą o dziecku. Długo zwlekasz.Skąd wiesz? .powiedział Jon gniewnie. Przed trzema miesiącami skończyłeś dwadzieścia jeden. a od wielu lat słyszy tylko głuchą ciszę. . . Umie nagradzać. przypominając mu nie wypowiedziane i nie spełnione zobowiązania. Może wiele . pragnął obwieścić nowinę rodzinie i Plemieniu. Dlatego każdy szaman zawsze miał uzdolnionego magicznie syna. że nie należy do Bogów cierpliwych. Kiedyś nagradzał tych. . Ty ją przerwałeś. . Byłeś u Jego stóp.zadźwięczało bezgłośnie w uszach Jona. On tego nie lubi. kogo On wybiera. On nigdy niczego nie daruje. Może nic. Wiem zatem. ukarze cię.Ten. gdy miałeś dwanaście lat. ale stary szaman zepsuł wszystko. Więc pragnie nagrodzić cię za to. co On lubi. czując. choć miałeś prawo. .spytał Jon.

Nie zamierzała pytać. Kamienna Droga jakby zarosła gdzieniegdzie mchem lub tak się Jonowi zdawało. . Jon dotknął dłonią szyi nie po to.Pozwolił ci dorosnąć. by sprawdzić. ale nie musiał kończyć. Dlatego. idąc teraz Kamienną Drogą. to było pewne. Był dla ciebie bardzo dobry. pozwolił ci przeżyć miłość. Ptaki nadal unikały zakładania tu gniazd. I o to szło: aby nie wstrzymywała go żadną kobiecą sztuczką. gdyż nie wyrzekła ani słowa. Wtuliła się w ten ciepły zakątek pomiędzy szyją a barkiem i długo milczała.zaczął na wszelki wypadek. jak na Jego obyczaje. Teraz chce zapłaty. Nie chciał. Obce.Dlaczego mnie…? . Przecież i bez tego wszystko w nim sprzeciwiało się. Milczenie Gai było tak wymowne jak kilka wilgotnych kropli. Ale wciąż panowała tu zdumiewająca cisza. 38 . Gałęzie wielkich drzew wydłużyły się.powiedziała Gaja dźwięcznym. A tymczasem jeszcze w nią nie ruszyłem. że ona tego nie zrobi.Nie pytaj… . A zresztą… . który się narodzi. czy wisi na niej skórzany woreczek z ziarnkiem piasku. . by Gaja utrudniała mu odejście. mocnym głosem.spytał Jon. Łzy… ..Będzie. Zapadła cisza. jaszczurki i borsuki widocznie także wolały trzymać się od tego miejsca z daleka.Jestem Jonem w Drodze od tylu lat. że on i tak tego nie wie. Żona zrozumiała to. . Zdawała sobie sprawę. chcąc. A Jon nie wybierał się polowanie. Wreszcie szaman szepnął: . Ale w tej części Puszczy nie było nawet echa. gdy powiedział. Młody mężczyzna słyszał każdy swój krok. krety.. że musi spełnić przyrzeczenie związane z jego plemiennym przydomkiem. przerywana tylko śpiewem Rzeki. Jonie… I Jon ruszył. Ruszaj w Drogę. mimo woli obronnym ruchem dotykając skórzanego woreczka na piersi. odsunęła głowę i pokazała jasną twarz bez jednej mokrej kropelki spływającej z oczu. Była inna niż wioskowe kobiety. w którym nie usłyszał drżenia. Tych kilka krótkich wypraw się nie liczy. aby echo zaniosło te słowa monstrualnemu posągowi. Nawet mężczyźni jadący na polowanie nie umieli określić dnia powrotu. Gaja da sobie radę i bez niego. Jon był spokojny o syna.pomyślał bezradnie. Nic nie szeleściło w poszyciu leśnym. Zresztą wiedział.zawołał głośno. kiedy wróci. by opuścić dom i ruszyć w Nieznane. Gaja już wiedziała.Wrócę do domu! .. by nie pytała. pozwolił ci pojąć żonę i spłodzić syna. jak musi być . ponieważ wciąż czuł w tym miejscu głowę Gai. Stary czarownik w milczeniu pokręcił głową. które poczuł na szyi. Podobna do niedźwiedzicy. że prosi ją. który czekał na niego za trzecim zakrętem. a nawet oddech. splatały konary ponad jego głową i Droga sprawiała wrażenie węższej niż za pierwszą jego bytnością.

stanął wreszcie na Jego ramionach. by się bronić? Skazano Go na śmierć przez zapomnienie. że pod półprzymkniętymi powiekami posągu coś połyskuje. wznosiły się ramiona i głowa Boga. Po długim. a jest to . zmęczony.W dodatku nie miałeś dzieci… . Nie musiał… 39 . Drżenie to. Ludzie w długich sukniach odcięli Go od krwiobiegu. nie podnosząc głowy i nie patrząc na Niego. Prawie jak źrenice. z którego wykuto Bezimiennego.dla Bogów i ludzi . niby do siebie. Ponad nim. Miał dziwne uczucie.szepnął Jon. że raptem przed stu pięćdziesięciu laty wszystkie Plemiona. Po chwili stał u potężnych stóp gigantycznej rzeźby. wydał się on Jonowi mniejszy. . wysoko ponad ziemią. wydawało mu się. Ale grube powieki strzegły swej tajemnicy i Jon wychylił się w przód. Po raz wtóry wkroczył zatem w długi.…lub przynajmniej tak sądził . złowieszczy cień rzucany przez posąg starego Boga. ale Jon i tak słyszał Jego wezwanie. którymi się żywił: skazali na samotną. Posąg był pełen wypukłości i wgłębień. czując drżenie mięśni. Podniósł głowę.Muszę TAM się wspiąć… . był chropawy i ciepły. od lęku i miłości.Trzeci zakręt pojawił się szybciej. że pępowinami. na dobre i na złe. niż Jon chciałby zobaczyć. przejęło Jona litością. spocony. pewnie by się zabił. spoglądając na wyolbrzymione oznaki męskości.szepnął ironicznie. Wyprostował się i dla utrzymania równowagi objął rękami masywną szyję Bezimiennego. silnego mężczyzny. były Jego dziećmi. Odpoczywał. że posąg drży wraz z nim. Nie tylko tu. były Kamienne Drogi. Jon objął ramionami ogromną nogę Boga i ruszył w górę.najgorszy rodzaj umierania. Dlatego miał prawo żądać ofiar. . chcąc zajrzeć mu w oczy. Czy umierający człowiek nie broni się? Czy On nie ma zatem prawa. A wiara. . mozolnym trudzie. powolną agonię. Dłoń Jona wsparła się na monstrualnym pępku Boga. nie wiedzieć czemu. ale mimo całego ogromu posągu. w dole. była krwią krążącą w ciele Światowida. ale ironia zaraz zniknęła. Był coraz bliżej celu. którą czuli i wyrażali jego współplemieńcy. to nie takie trudne dla młodego. Krwią i pożywieniem. Bezimienny milczał. Dziwne. jakby wspiął się na najwyższy dom w Wiosce. Pulsował życiem.zaczął półgłosem. a stopy postawił teraz na znamionach Jego męskości. Nagle uprzytomnił sobie. by w nie zajrzeć. Gdyby teraz spadł. A przecież do ramion Boga jeszcze sporo brakowało. mierząc wzrokiem wysokość i oceniając stopień trudności zadania. Już go tak nie porażał wielkością. jakby wstrząśnięty ludzką bliskością po tylu latach pustki. Już tam. wysoko. które łączyły gigantycznego i przerażającego Boga z tysiącami wiernych. I tak czuł tę obecność. setki tysięcy ludzi. podejmując na nowo wspinaczkę. Wychylił się. Nie. Kamień. niby do Niego i urwał. Szedł. Uprzytomnił sobie.

niektórzy chirurdzy dowcipkowali w czasie poważnych operacji. że nim zaczął się Wspinać. tam gdzie spoglądały oczy Boga. były wpółprzymknięte. jak górską ścieżką. że coś zamigotało na horyzoncie. powieki Bezimiennego były lekko przymknięte. co twarz Światowida.…zielone. gdy jest bardzo gorąco i nie wiadomo skąd rodzą się dziwne miraże. Mimo to wszyscy w tej białej. znowu zajrzał w rozwarte oczy. . zasnuwał się rozedrganą. odleglejszej. ale on nigdy.i znów wydało mu się.Nie chcesz mówić? Sam zobaczę! . Drzewa przysłaniały resztę Drogi. że jest on ciepły jak żywe. aby być zwróconym w tę samą stronę.a teraz już miał pewność: Bezimienny otworzył tylko jedną parę oczu w jednej ze swych czterech twarzy. sterylnymi maseczkami. jak drga. Tym razem tak się ustawił. urywającą się przy trzecim zakręcie. Chciał odwlec moment.spytał. Przywarł do kamiennej rzeźby jeszcze mocniej. A teraz tak szeroko otwarte… Jon objął Go mocniej za szyję i wychylił się w tył. grubej szyi posągu. bardziej zamglona.Czy fartuchy chirurgów są zielone dlatego. Mógłby przysiąc. A przecież kamień. dlaczego pyta. Ale jakby inna. Mimo to krajobraz przed oczami Jona migotał coraz bardziej.Bezimienny miał oczy otwarte. więc wszystkich musiało zdziwić pytanie nie mające żadnego związku z pacjentem. Przywarł do posągu .Owszem. myślące i czujące ciało. mimo lęku. Młody mężczyzna chwilę się wahał. a maseczka na twarzy stłumiła jego głos. Światowid milczał. tylko Puszcza. Jednak Jon nie zamierzał żartować. Spojrzał znowu: powietrze drgało tak. Powieki tej drugiej. gdy wyda polecenie rozcięcia ciała Chłopca leżącego na stole. Zdziwienie widać było tylko w ich oczach. powinien być chłodny. po czym ruszył wokół czterech potężnych ramion Boga. niemal złączył się z nią w jedność i spojrzał przed siebie.po chwili drzewa zaczęły znikać sprzed jego oczu.Na co patrzysz? Co widzisz? . że ten kolor symbolizuje nadzieję? spytał i już wiedział. Ale w Puszczy było chłodno. podobnie jak jego własna. nieprzejrzystą mgłą . Spojrzał jeszcze raz: nic.zawołał i znów ruszył po ramionach Boga. Jeszcze pół godziny temu Chłopiec dygotał ze strachu i Jon kojąco uścisnął jego drobną dłoń. . głębokie i coś się w nich odbijało. gdyż pozostałe części twarzy były. . skryte za bawełnianymi. aby obejrzeć choć dwie z czterech twarzy Światowida. która patrzyła otwartymi oczami. Lśniły jak cenne kamienie. Odbite światło? Jon. niezbędne polecenia. Najpierw nie widział nic poza tym. zdziwił się i wychylił jeszcze bardziej. migotało. Teraz 40 . co widzieć się spodziewał: bezkresną Puszczę i jedną z czterech Kamiennych Dróg. Została tylko ich zieleń i biel chmur ponad nimi… Zieleń… ZIELEŃ… Biel… BIEL… zielone… ZIELONE… *** . otoczony wokół ciemną Puszczą. Potem wydało mu się. lśniącej czystością sali operacyjnej podnieśli głowy i spojrzeli zdziwieni. zmieniało barwę. Właściwie dlaczego fartuchy chirurgów są zielone? . Jon powrócił do punktu wyjścia i trzymając się krótkiej. bezradnego i nieświadomego sytuacji.spytał Jon. Musiał wiedzieć . Wydawał krótkie. Były ciemne.

chirurgicznej piłki niosło jednak nadzieję życia. Dlaczego tym razem coś się w nim wzdragało? Czemu patrzył z niepokojem na anonimowe czerwone serce. leżące w sterylnym pojemniku wypełnionym lodem.mimo to Jon był dziwnie niespokojny. W jego kraju przeprowadzano takich operacji tysiące. serca pacjenta i zamienienie go na silne i gotowe znieść najgorsze przeciwieństwa losu.Lodowe serce… Serce jak sopel lodu… . też nie miało czasu. czujące serce Kaja w sopel lodu i po tej zamianie Kaj gotów był popełnić wszystkie najgorsze. bo aż tak złe? Zwierzęta rzadko bywają okrutne bez przyczyny… Królowa Śniegu i Kaj… Wymiana serca jest sprzeczna z naturą . Ale jeśli Królowa Śniegu właśnie teraz zamierza… . Jon otrząsnął się i jego oczy z nagła poraziła biel sali. Zawsze mu się wydawało. leżące spokojnie w sterylnym pojemniku? I co ma do tego baśniowa Królowa Śniegu? Swoją drogą to ciekawe.Czyje to serce? . więc wreszcie musiał wydać polecenie: “Zaczynamy…” Nagle przypomniał sobie. gotów do operacji.spał. nie mamy czasu… .Panie doktorze… . To przecież Królowa Śniegu zamieniła żywe. Serce pierwsze. nie znosił dźwięku pił drwali. 41 . na świecie dziesiątki tysięcy. A Jon stał nad nim. nie śmierci . które tłukło się nierówno w klatce piersiowej uśpionego Chłopca.pomyślał niedorzecznie o operacjach. czy też zaczerpnął wątek w znacznej mierze z mitów i legend? Wówczas mogłoby się okazać. czy Andersen ją wymyślił. otulone lodem. że ich rzężące jęczenie niesie ze sobą śmierć. prostą linię wytyczoną czarnym flamastrem. a zarazem wątle. obłożone lodem. .podjęła znów nerwowo i z naciskiem przełożona pielęgniarek. że czas mija i że drugie serce. I właśnie w to serce.zdecydowała się przypomnieć siostra przełożona. Wszyscy czekali tylko pozornie cierpliwie. Kilka otaczających go postaci w zielonych fartuchach poruszyło się nerwowo. nie wytrzymującego mordęgi życia. Delikatne brzęczenie elektrycznej.Panie doktorze. jakich wykonał co najmniej sto pięćdziesiąt w tym szpitalu: wyjęcie schorowanego. przed którą coś go wciąż wstrzymywało. choć nie każdemu dane jest ją spotkać. że gdy był wyrostkiem i jeździł na wakacje na wieś.przemknęły mu po głowie postrzępione zdania i nagle przypomniała mu się baśń Andersena o Królowej Śniegu. Nieludzkie? Może właśnie ludzkie. że Królowa Śniegu wiedzie nieomal realny żywot.spytał nie wiadomo kogo. Puszczy…? Skąd wzięła mu się Puszcza? Przecież nie ma ich prawie wcale na Ziemi. Na jego szczupłym ciele widać było długą. najbardziej nieludzkie czyny. niebezpiecznie powiększone. dobiegającego z pobliskiej Puszczy. bardzo tego nie lubi. . a już zwłaszcza w miejscach cywilizowanych! Dźwięk pił dobiegał z lasu. wpatrywał się teraz Jon. Jon aż się wzdrygnął na taką myśl. . Śmierć drzew. To było pytanie amatora lub łowcy sensacji. Osobiście asystowała przy tej operacji i tylko ona odważyła się zwrócić mu uwagę.

zbyt wyrośnięty. zdrowe serce. Płuca operowanego podłączono do respiratora. Jon znowu spojrzał na salkę dla studentów. asystentów i pielęgniarek sponad białych maseczek patrzyły na niego z wyrzutem.pomyślał Jon i energicznie przystąpił do usuwania chorego serca. Pomyśl. Jutro o tej porze będziesz jak nowo narodzony . Jon. Będziesz mógł się nawet zakochać… . iż chciałby się rozpłakać. chcąc nadrobić czas stracony przez wcześniejszy brak zdecydowania.powiedziała nagląco przełożona.spytał nagle Chłopiec.Jonowi wydało że jej też nie podoba się serce obłożone lodem. skakać. robić.wbrew logice . Czynili tak tylko młodzi stażyści lub dziennikarze. Wczoraj z Chłopcem rozmawiał. zdumieniem lub z przyganą. jakby chcąc powiedzieć: “Nie rób tego…” Co za bzdury chodzą mi po głowie . kim był zmarły. że Jon podejrzewał. . ostrzyżona króciutko na jeża. szczupła Dziewczyna.a nie profesjonalisty lekarza. że jest to serce zdrowe.Czyje to serce? . Widocznie piękna pogoda wygnała ich za miasto lub na basen. Z reguły żaden z lekarzy nie wie. Dziewczyna wciąż kręciła przecząco głową: “Nie rób tego…” Jest upał. już jutro będziesz mieć mocne.powiedział Jon kojąco. co zechcesz. Odpowiedziała mu pełna dezaprobaty cisza. Ale tym razem siedziało w nim najwyżej kilkoro młodych ludzi. Oczy lekarzy. nie było w dobrym tonie wśród profesjonalistów.panicznie bał się operacji. ledwo postąpisz szybciej kilka kroków.pomyślał.Klatka piersiowa pacjenta jest otwarta. już z trudem oddychasz. Była spocona i zimna. Dzieciak . czyje serce spoczywa w sterylnym pojemniku. Wkrótce będzie ci wolno biegać. do którego należało serce.i nikogo to nie obchodzi . jak chłopak. Wypytywanie. Nie jest trudniejsza niż skomplikowane usunięcie zęba. które tak tłucze się w twojej piersi.Z tym sercem. chudy. W czasie przeszczepu serca to nieduże pomieszczenie na ogół było pełne. biorąc w swoją dużą dłoń chirurga szczupłą i nerwową rękę Chłopca. która oddzielała salę operacyjną od wnęki obserwacyjnej dla studentów. . . co jeszcze bardziej uwydatniało wystające kości policzkowe i wielkie. .zażartował. pewnie uwiera ją kołnierzyk od bluzki . obłożone lodem . z oczami tak błyszczącymi. panie doktorze . Dziewczyna spojrzała natarczywie w jego twarz osłoniętą maską i leciutko kręciła głową.czy piętnastolatka można jeszcze nazwać dzieciakiem? . spojrzał na szklaną szybę. aby tę noc spędziła z nim matka. 42 . ale było mu wstyd. ciemne oczy.Taka operacja to zwykła rutyna w dzisiejszych czasach. Patrzyła mu prosto w oczy i .najważniejsze. wciąż odwlekając następne posunięcie. Tulił się do niej. W drodze wyjątku dyrekcja szpitala wyraziła zgodę. Uwagę Jona przykuła nieduża.

. urwał i dokończył po dłuższym milczeniu. . takiego potrzebuje piętnastolatek .przytaknęła lekarzowi. Kilkadziesiąt minut . Szkatułka Królowej Śniegu z niespodzianką na Boże Narodzenie… . I nie jest to ważne. spocony. wciąż jeszcze w chirurgicznym kitlu . a matka przytuliła swoją twarz do twarzy syna i pocałowała go.zaczął nagle Chłopiec. .To nie ma znaczenia .pomyślał Jon. Jon. . . choć wszyscy patrzyli na niego tak.Czasem lepiej nie wiedzieć. zużytym sercem? .powtórzył lekarz z naciskiem i wyszedł. a ta obejmuje go i mocno przytula. sterylnie biały.Dla mnie może to być nawet serce mordercy . .którego jasną zieleń zgasiły bure plamy krwi . Z punktu widzenia medycyny nie ma to znaczenia . Kątem oka dostrzegł. Pojemnik z lodem stał pusty. Za usunięcie tego umęczonego. . Asystent wprawnie zakładał szwy i po chwili wózek z Chłopcem opuszczał salę operacyjną. .A jeśli ma to znaczenie z jakichś innych przyczyn? .Co się właściwie robi ze starym. jakby złapał groźnego wirusa. w dodatku w chwili zwycięstwa.powiedział Jon z uśmiechem.spojrzał w stronę szyby dzielącej salę operacyjną od obserwacyjnej: ostrzyżonej na jeża Dziewczyny nie było. Po co jej szukał…? 43 . chrapliwy oddech: .i operacja była skończona.Nie wiem. tuląc go jak niemowlę .To nie jest podstęp Królowej Śniegu dorzucił i przystąpił z wprawą do zabiegu.spytał nagle. atakującego mózg. którzy także je zdejmowali i natychmiast zrozumiał niestosowność pytania.powtórzył z namysłem Chłopiec. chłodny. Jon i Chłopiec patrzyli na siebie w milczeniu. Spojrzał na asystentów. zbędnego kawałka martwego mięsa odpowiadał ktoś inny..…na przykład serce idioty? . że Chłopiec kryje twarz na ramieniu matki.mówił teraz Jon głośno na sali operacyjnej i znowu zwróciły się ku niemu zdziwione oczy asystentów. aby twoje nowe serce było zdrowe i silne. Lekarze nie powinni pytać o tak trywialne sprawy.Jakich? Ważne jest tylko to.To nie ma znaczenia .bylebyś żył.Z punktu widzenia medycyny… . w czasie którego słychać było jego chory.To nie ma znaczenia . zdejmując wilgotną od oddechu maseczkę.A jeśli byłoby to serce… .odparł. po nich wejdzie tu ekipa salowych i sprzątaczy. .powiedziała matka.

a najbardziej w świecie nie znosi braku pracy.Nie wolno denerwować rekonwalescenta .powiedział Chłopiec po jej wyjściu. a twoja matka… . Kto ją tu wpuścił? . święta.od razu wiedziała. zastępując kolegów lub asystując im z własnej woli w niedziele. zamiast zatelefonować do szpitala. Po co? .. Mimo to wszyscy w szpitalu wiedzieli.ów tajemniczy splot malutkich czarnych znaczków. otwierających tak dziwne światy. wbrew zwykłym zasadom. szeroko otwartymi oczami.Masz tu świetną opiekę. zrakowaciałe jelita . zdziwiona.Czekałem . Lubił książki . wskazując drzwi jednego z pokoi w części oddziału dla ozdrowieńców. Piękna.Wyjdź na chwilę .odparła fachowo i sucho. rozmowa z nim nic nie da. Zajmowanie się ozdrowieńcami nie należy do mnie . . całując go w policzek. wyrostki robaczkowe w stanie zapalnym.siedzącą przy synu. Operował nawet nadprogramowo. ale nie miał sumienia zawołać pielęgniarki i żądać. inna niż przed operacją. 44 . ale miał uczucie.rzeki Chłopiec.W doskonałej formie .Wieczorem. Uśmiechnięta.Czemu pan nie przychodził? . Przez kolejne dni prowadził tylko zwykłe rutynowe operacje: kilka woreczków żółciowych. . Po co jechał…? Nawet jeśli pacjent już się zbudził. wypełnionych kamieniami życiowej goryczy lub obżarstwa.zażartowała. zamiast z książką w ulubionym fotelu. widząc Jona i matka. Gdy po tygodniu szedł korytarzem na oddziale kardiochirurgii i spytał siostry przełożonej: .słowem nic. stał w milczeniu za skrzydłem przeszklonych drzwi oddziału intensywnej terapii i patrzył na matkę . Nie znosił telewizji.zwrócił się do niej Chłopiec. pojechał zobaczyć Chłopca. Matka o twarzy gotyckiej Madonny była tu nadal.Chłopiec tu jeszcze jest?” . . patrząc w twarz Jona szarymi.w sterylnym ubraniu i w maseczce .spytał siebie w duchu.Nienawidzę jej . że on potrafi zoperować wszystko. o kogo chodzi i kiwnęła głową. że ktoś? coś? go wzywa. . . Znalazł się znowu w szpitalu. tworzących niekiedy tak zaskakujące konfiguracje. Wszedł. Zamiast czytać teraz. lecz bez sprzeciwu.odparł bezwiednie zmieszany Jon. aby kobieta o twarzy cierpiącej Madonny z gotyckich witraży opuściła teraz Chłopca. opuściła salę. czym powinien zajmować się poważny kardiochirurg. . w nocy.Ja tylko operuję. jakby opuszczenie go nawet na kilka minut było trudnym do zniesienia rozstaniem. pełna pogody.pomyślał ze złością.

Ja wiem.Ale co? . płyn… nie wiem co! Ale musi pan coś zrobić. Proszę mi dać jakiś zastrzyk. Z każdym dniem. pogodna twarz.Nie rozumiem . że to pana sprawa.powiedział gorzko Chłopiec. Policzył do trzydziestu trzech i skręcił do windy.Nic nie mogę . aby nazajutrz rano skierowała do Chłopca psychoterapeutę. Wcześniej zlecił siostrze przełożonej.powtarzał rytmicznie do siebie.Co… co ty wygadujesz…! Co mówisz…! . ale Chłopiec roześmiał się.odparł Jon. . Matka Chłopca uchyliła drzwi i w szparze pokazała się łagodna. Powie mi pan jeszcze. Zaraz mi pan powie.Nie rozumiem .Pan dał mi TO serce. niż żeby… No. 45 . gdybym umarł na sali operacyjnej. cofnęła się. krzywiąc się boleśnie. . że jestem dla niej wszystkim.Mógłbym wezwać dobrego psychoterapeutę… . Odwrócił się i wyszedł.zaczął Jon.Nie wiem.podjął niecierpliwie Chłopiec.powtórzył Jon. .. co może mi pan powiedzieć. patrząc na Jona. Jednak myślę. . aż pewnego dnia wypełni mnie całego i… Chłopiec urwał. a nienawidzę jej. Ta nienawiść wciąż rośnie. że byłoby lepiej. pigułkę.Ja? Mam coś z tym zrobić? .spytał.Więc to jest pana obowiązek. Chłopiec zmarszczył brwi. . prawda? Bo kochałem. .Co może pan zrobić? .powtórzył zmieszany Jon.zaczął Jon. Niech pan coś z tym zrobi.odparł powoli Jon.Urojenia… urojenia… urojenia… . na Boga?! Znowu uchyliły się drzwi i wsunęła się zaniepokojona twarz matki. W uszach lekarza ten dźwięk zabrzmiał jak zgrzytnięcie metalu o szybę. abym przestał! . ale Chłopiec mu przerwał i ciągnął spokojnym głosem: . że przecież ja ją też kochałem. . że ona mnie kocha. I zmienia się nadal. rośnie i rośnie. .Ja też nie . idąc korytarzem i bezwiednie liczył do rytmu kafelki.Chcę ją kochać tak jak przedtem. Czuję w sobie obcą obecność. . . Ale coś się zmieniło. co mówię? Nie pojmuje pan.Niech pan się wypcha ze swoim psychoterapeutą! Pan nie rozumie. . Co dzień i co noc nienawiść jest większa. . że była tu cały czas i jest nadal i że… Wiem. prawda? . co pan może z TYM zrobić.

pooperacyjnej ulgi i szpitalnego zmęczenia.Jedź w cholerę ze swymi urojonymi problemami . . Chłopiec jest w świetnej formie fizycznej.spytał Jon. że Jon widział. .Chłopiec czy psychoterapeuta? . . aby zaczerpnąć powietrza.Och. . lecz wyraźny oddech. 46 .Dostał trzy tygodnie wolnego. . Podszedł właśnie do okna na korytarzu. Muszę wiedzieć. . Zrobimy to. usłyszał sygnał . ciągnęła: Powiedział. gdy z wysokości czwartego piętra ujrzał malutką.Bardzo dobra operacja. Modelowa. Gdyby trafił zębami pół centymetra dalej. ale przychodzi do trudniejszych przypadków. do kości. aby on mógł znowu swobodnie chodzić korytarzami kardiochirurgii. pani ją widziała .i odłożył słuchawkę. . chłodne.powiedział bezwiednie. że to jest syndrom przedoperacyjnego strachu.Usiadł w swoim gabinecie i sięgnął po telefon. . właśnie otwierała drzwiczki.A rana zagoi się za kilka dni. nieomal przegryzł mu ścięgno. biedak byłby kaleką do końca życia. aż ten opuści szpital. Lub dni.szepnął do siebie. Niecierpliwie czekał.Zwariowałem . gdy tylko minie niezbędny termin. I dodał. w drogim futrze. Odwrócił się i ujrzał ostrzyżoną na jeża Dziewczynę.powiedziała nazajutrz siostra przełożona.Będzie nas skarżył o odszkodowanie? . .spytał Jon oschle. To już wkrótce. gotycką twarz matki i na uważne. . Kobieta o łagodnej twarzy Madonny. . Jon nie odwiedził więcej Chłopca. że wielu normalnych ludzi zachowuje się w szpitalu nienormalnie. ciemną figurkę na wózku pchanym przez pielęgniarza w stronę eleganckiego auta. Czysty przypadek sprawił. elegancka.mruknął Jon pod nosem. nie natykając się na łagodną. jak Chłopiec z matką opuszczają szpital. to dobry człowiek . Wykręcił odpowiedni numer.pokręciła głową przełożona.i nie czekając na odpowiedź Jona.Poważny lekarz nie zadaje takich pytań. Powiedział.Ugryzł psychoterapeutę w rękę.Co powiedział? . Nagle poczuł koło siebie czyjś leciutki. czyje serce mu wszczepiłem . A ten Chłopiec żyłby bez niej najwyżej kilka miesięcy. Stała tuż za nim. kpiące spojrzenie szarych oczu wyrostka. Na szczęście psychoterapeutą nie pracuje rękami . żeby jak najszybciej wypisać go do domu. w białym kitlu stażystki i patrzyła tam gdzie on.To była dobra operacja. .pomyślał.

który raz bez zaproszenia odwiedził go w domu . idąc korytarzem. Neurasteniczni pacjenci to norma.skonstatował z jakąś mściwą satysfakcją. że niektórzy koledzy podejrzewają go wręcz. . Poprzysiągł sobie. szukał bezwiednie ostrzyżonej na jeża ciemnej głowy i szczupłej. iż szpital jest jego całym życiem: zawodowym i prywatnym. jak Chłopiec wsiada do auta i odjeżdża z matką ze szpitalnego parkingu. większość czasu spędzał w szpitalu. nie zważając na modną linię. że jest trafna. kosztowne i w modnej dzielnicy. Chirurg z oddziału.odparła Dziewczyna. czy przytakując. lecz nie uraziła: uznał. żeby niczym nie uzasadniony niepokój przerodził się w obsesję. lecz neurasteniczni lekarze…? Cały następny tydzień operował. Studentki medycyny w wielkich miastach na ogół bardziej o siebie dbają.prawie natychmiast wracał do białego świata lśniącej czystością operacyjnej sali. prawie chuda sylwetka w białym kitlu. czyje to było serce . Właściwie wiedział.powiedział jak co dzień rano salowy. dlaczego fartuchy chirurgów były zielone: żeby nie zwariować od tej bieli. przygotowywał kawę z ekspresu i kładł obok parującej filiżanki złożony wpół poranny 47 .zdążył opowiedzieć wszystkim. że właśnie tym razem słyszy w jej głosie wyraźne pytanie. jest prawie nie umeblowane i sprawia wrażenie raczej przystanku niż domu. Nie chciał. dokąd prowadzi ów przystanek .powtórzyła za nim Dziewczyna. Nim zdążył zareagować. Chwilami wydawało mu się nawet. narzuconym niedbale na spłowiałe dżinsy. Jon pomyślał przelotnie.Pana gazeta . Trwało to jednak tylko ułamki sekund . ale już nigdy nie dostrzegł jej w rozgadanych grupkach studentów. że wie. w miastach zastąpił je beton .i wtedy przed oczami. Zdawał się nie zwracać uwagi. migotało mu coś mrocznozielonego lub szarego jak kamień. na ułamki sekund. że tych króciutkich włosów nie strzygł modny fryzjer. a właściwie chudej sylwetki Dziewczyny. jej szczupła.Przecież to nie ma znaczenia . zimnych. nieprzytulnych jarzeniówek. choć duże.Przecież to nie ma znaczenia . że jego mieszkanie.mruknął gniewnie. ktoś brutalnie i krzywo przyciął je prawie przy samej skórze. sterylnej jasności ścian i fartuchów.gdyż zepsuł się telefon i ktoś musiał powiadomić Jona o zmianie terminu operacji . który sprzątał jego gabinet. to Puszcza… Puszcza? Puszcz nie ma… A kamień? Kamieni też prawie nie ma.. . nie wiadomo czy przedrzeźniając go.przemykały mu po głowie skojarzenia. choć z mniejszym niż dotąd przekonaniem. że zapomni o Chłopcu. Czasem. . stwierdził sarkastycznie. choć wydało mu się. Ile razy powtarzał to zdanie? Ile razy jeszcze je powtórzy? Teraz oboje patrzyli. połyskliwych. Opinia ta do niego dotarła. Zielone… zielone… Las? Nie.Ciągle pan nie wie. zniknęła za zakrętem korytarza. Ona pewnie jest ze wsi .

Jon. Wykręcał go po raz trzeci.że musi ruszać w drogę i ona mu w tym nie przeszkodzi. . złożony z siedmiu nieforemnych elementów podłużny kształt. że to nie ma żadnego znaczenia”. któremu dwa miesiące temu przeszczepiono serce w miejskim szpitalu. jak i z kolegami ze szkoły. ale wyrok wykonano dopiero 48 . .. uczucie przyjemności ciała. zanim zaczął operować. W czasie coraz częstszych i agresywniejszych kłótni z matką wykrzykiwał . Zeznała ona. w wyjątkowo okrutny sposób zabił swoją matkę . podano zwięzłą informację: .powtórzył po chwili pogodny damski głos. I jeszcze zabije . jaką drogę Chłopiec miał na myśli. Dziwny przypadek. uwielbiający przed operacją swoją matkę. Czarne znaczki z płachty gazety wyskoczyły ku niemu jak ostre pazury nieznanego stwora… …z dwuszpaltowej fotografii w lewym dolnym rogu strony pisma patrzyły na niego niespokojne oczy Chłopca.zeznała służąca.zabrzmiały mu nagle w uszach słowa Dziewczyny i niemal odruchowo wykręcił zastrzeżony numer. . na której ktoś .To było serce wielokrotnego mordercy. pośredni kontakt ze światem. czyje to było serce” . Służąca nie umiała wyjaśnić. “ To nie był on” .jak zeznała służąca . Chłopiec. a biernym i przerażonym świadkiem zbrodni była cudzoziemska służąca. że jest to zdjęcie sprzed operacji: na twarzy wyrostka widział porażające cierpienie. “Ciągle pan nie wie. po opuszczeniu szpitala stał się samotnikiem unikającym kontaktów zarówno z nią. a potem zakrztusił się. panie doktorze… Ten człowiek dostał wyrok śmierci dziesięć lat temu za brutalną serię zabójstw. Prawie od razu usłyszał grzeczny głos sekretarki.usłyszał w odpowiedzi. do kogo należało serce przeszczepione młodocianemu zabójcy.prawdopodobnie on sam . mówiąc o mordzie. ale tym razem nie odłożył słuchawki telefonu. Przedstawił się i po przekazaniu swojej prośby odruchowo skłamał: .wykonał dziwny. Redakcja nie posiada jeszcze informacji. Pod zdjęciem. strach. czarne. w którym trudno rozpoznać jakąkolwiek znaną figurę. Kobieta otrzymała kilkadziesiąt ciosów nożem. ale po powrocie ze szpitala w ich stosunkach zaszła niezrozumiała zmiana. złożony większą czcionką: Piętnastolatek z przeszczepionym sercem zabija matkę. jak i lekarz sądowy twierdzą zgodnie. że przed operacją matkę i syna łączyła wzajemna miłość. W pokoju piętnastolatka znaleziono wyrwaną z zeszytu kartkę.dziennik. po czym dobiegło go ciche stukanie komputerowej klawiatury. drobnym drukiem. Nieścisłości w zeznaniach kobiety zostały złożone na karb jej nieznajomości języka. choć zarówno policjanci. ale go nie stwierdziła. Jon miał pewność. że “to on zabił matkę”.pomyślał Jon ze zdumiewającą pewnością. ale zaprzeczyła sobie w następnym zdaniu. Policja poszukiwała ewentualnego związku nieletniego zabójcy z satanistami.Mam… .Piętnastolatek. Tym razem jednak oparzył sobie wargi wrzątkiem.Potrzebujemy tej informacji do statystyki. niepewność. drobne znaczki na płachcie papieru.i uciekł z miejsca mordu. odręczny rysunek: przedstawia on niezrozumiały.Chwileczkę… . Zabił. stwierdzając. zawsze celebrował tę chwilę: smak aromatycznej kawy na języku. Oderwał oczy od zdjęcia i dopiero teraz przeczytał tytuł. Sprawca uciekł z miejsca zbrodni i jest poszukiwany przez policję.

teraz. Miał sprytnego adwokata, który wciąż wnosił apelacje. Ciekawe, o czym myślał zabójca, oczekując przez dziesięć lat na śmierć? Znienawidził do reszty ludzkość, nie sądzi pan? Kto właściwie dostał jego serce? Ojej, to głupie pytanie, przepraszam, przecież to nie ma znaczenia… - Tak, to nie ma znaczenia - powtórzył wolno Jon, odkładając słuchawkę. Królowa Śniegu przywiozła Kajowi nowe serce, a ja pomogłem wyjąć to, które, choć trwało w agonii, kochało i czuło i zamieniłem je na sopel lodu. Kaj ścigany jest listem gończym, nie przez kochającą siostrę, która mogłaby mu pomóc. Nikt mu już nie pomoże. Nigdy, przez całą, krótką przecież historię stosowania przeszczepów w chirurgii, nie miało znaczenia, kto jest dawcą serca - myślał Jon z bolesną ironią. - Na Boga, kto sprawił, że nagle ma to znaczenie? Kto ma taką moc…? I wtedy uprzytomnił sobie, że niepotrzebnie pyta. Przecież wie. A żeby się upewnić, musi tylko ruszyć ze swego tymczasowego przystanku we właściwą stronę. Westchnął - i ujrzał przed oczami zieloność. ZIELONĄ, rozmigotaną, mroczną Puszczę. I szary kamień. Ale tym razem wizja trwała nie ułamki sekund, lecz długie minuty i nie była psychodelicznym, niepojętym snem. Była jawą. *** …zielone… zielone… ZIELONOŚĆ… Jon stał na ramionach Boga i jeszcze wciąż patrzył tam, gdzie On spoglądał wpółotwartymi oczyma. Ciężkie, grube powieki zaczęły powoli opadać. Wraz z przymykaniem oczu przez Bezimiennego owo nieokreślone, srebrzystobiałe rozmigotanie, rozedrganie powietrza z wolna uspokajało się, a Puszcza wokół znowu stała się wyraziście ciemnozielona. Jon ujrzał w dole, poniżej stóp posągu, znaną sobie Kamienną Drogę. I trzy pozostałe, wiodące w różne nieznane strony świata. Chyba że z jednej właśnie powrócił: ze świata sztucznej bieli i jaskrawej, nienaturalnej zieleni. Niczego więcej nie pamiętał. Zaczął ostrożnie zsuwać się z monumentu. Przez chwilę kręciło mu się w głowie. Wydało się, że Puszczę nadal przesłania srebrzysta biel, która napełniła go lękiem - lecz przysiadł na wielkiej, siedmiopalczastej dłoni Bezimiennego, odetchnął głęboko i złudzenie zniknęło. Po chwili kontynuował zsuwanie z olbrzymiego, wręcz monstrualnego posągu. Stanął na ziemi i wzniósł głowę, aby jeszcze raz spojrzeć w twarz Światowida (starannie wystrzegał się nazywania Go w ten sposób, nawet w myślach, jakby wypowiadanie Jego imienia przydawało Mu mocy). Tym razem twarz ta była nieruchoma, lecz i ślepa. Jon ponownie obszedł posąg wokół: wszystkie cztery twarze Boga wyrażały

49

jedynie nieczułą obojętność i miały zamknięte oczy, jakby Bezimienny zmęczył się spoglądaniem we wszystkie cztery strony świata. Jon odwrócił się i ruszył Kamienną Drogą w stronę Wioski. - GRDBGHGBHWZ - usłyszał za sobą słowa starego Boga, ale nie obejrzał się. Gdy przekraczał Rzekę, woda była o wiele zimniejsza niż wcześniej - a ludzie z Plemienia, którzy byli akurat nad brzegiem, znieruchomieli na chwilę, aby zaraz udać, że Jona nie widzą. Dopiero gdy postawił stopy na właściwym brzegu, sąsiedzi, znajomi i krewni zaczęli pozdrawiać go tak, jakby rozstali się dopiero wczoraj. - Jesteś - westchnęła z ulgą Gaja i położyła mu głowę na ramieniu. Zdziwiony, dostrzegł, że jej włosy były długie, miedziane jak pieniążki, które pokazywał im kiedyś Ezra - a przed oczami mignęła mu czyjaś ciemna, króciutko i krzywo ostrzyżona główka. Zamknął szybko oczy i zaraz otwarł je na nowo, aby zgubić tę obcą, niepokojącą wizję. - Bałam się - szepnęła tymczasem Gaja, dmuchając ciepłym oddechem w jego szyję. Obejmując ją, poczuł leciutką wypukłość tam, gdzie wcześniej była płaska, napięta gładką skórą przestrzeń, rozciągnięta między twardymi wzgórkami biodrowych kości. - Jak długo mnie nie było? - spytał, gładząc delikatnie wypukły brzuch żony. Wydało mu się, że pod skórą coś drgnęło, zafalowało, jakby malutka istotka żyjąca w środku obróciła się z boku na bok, tak jak to czyni śpiący człowiek. Mój syn, pomyślał Jon, mój syn, z mojego nasienia, a Bezimienny nie ma nic do tego. - Nie było cię prawie trzy miesiące - powiedziała Gaja z hamowanym drżeniem w głosie. Zrozumiał, jak wiele ją kosztował ten pozorny spokój. - Tak długo? Myślałem, że to był dzień, a może dwa - zdziwił się. - Ile straciłem… - szepnął, myśląc o dniach i nocach, które mógł spędzić ze swoją złocistomiodową żoną. Ile jeszcze stracę? - spytał samego siebie. Pierwszy tydzień od chwili powrotu z Kamiennej Drogi spędzili tylko we dwoje: były to jasne dni i świetliste noce. Przez następne dni polował z Plemieniem, z wdzięcznością przyjmując brak pytań ze strony towarzyszy o swoją długą nieobecność. W wolnym czasie starał się być jak najbliżej żony, jakby chciał nadrobić zagubione wspólne poranki, gdy budzili się oboje i śledzili przez wąskie okna promienie słońca wędrujące w głąb ich domu; gdy razem kąpali się w pobliskim źródle, zmywając pot i senność; gdy zasiadali do posiłków; gdy nocą wtulali się w wełniane koce, w futra i w siebie nawzajem. Dniem Jon starannie omijał okolice świątyni, aby nie natknąć się na Ezrę i uniknąć jego pytań, które nieuchronnie by padły. Isaka spotykał czasem blisko Rzeki i

50

zawsze mu się zdawało, że - podobnie jak szaman - stary kapłan chodzi tam, aby w milczeniu spoglądać na drugi brzeg. Tylko Jon mógłby mu opowiedzieć, co tam jest, lecz kapłan nigdy o to nie spytał. Szaman także nie zadawał Jonowi pytań, jakby był pewien, że on i tak przyjdzie do niego; będzie musiał przyjść. Albowiem choć Jon widział, tylko szaman wiedział. Jedynie szamanom przysługiwała wielusetletnia, przekazywana z pokolenia na pokolenie, wiedza o Starych Bogach. Członkowie Plemienia mieli o niej zapomnieć. I zapomnieli. Choć nie wszyscy. Obojętność Plemienia wobec tajemniczej nieobecności Jona nie wynikała z braku ciekawości. Wiedzieli, iż nie należy pytać. Skoro tę wiedzę wciąż posiadali, musieli pamiętać opowieści ojców, dziadów i pradziadów o Kamiennej Drodze. A może nie…? Może nigdy nikt im o niej nie opowiadał? Może Tabu było silniejsze, niż Jon sądził i dotyczyło nie tylko drugiego brzegu Rzeki, lecz także słów i myśli? Może było im wstyd, że tak łatwo wyparli się swych dawnych bóstw, bożąt i Bogów - tym gorliwiej więc oddawali cześć Istocie, o której nauczali ludzie w długich sukniach? Czas życia Wioski mijał z właściwym sobie rytmem - i zarazem naglił Jona. Jeszcze nie nacieszył się bliskością Gai, a już czuł, że musi się śpieszyć. Pewnego dnia, gdy wstał o świcie i wykąpał się w leśnym źródle, nie zabrał się do codziennych zajęć, lecz niecierpliwym krokiem ruszył do namiotu szamana. Namiot był jednak pusty. Jon ruszył zatem z biegiem Rzeki i, zgodnie z przewidywaniem, ujrzał wśród drzew dwóch starców pogrążonych w rozmowie: szamana z Isakiem. Na jego widok Isak leciutko się speszył, więc Jon pośpieszył z wyjaśnieniem: - Od dawna wiem, że rozmawiacie. Nikomu o tym nie mówię. - Tabu - mruknął szaman. - Ludzie w długich sukniach nie powinni mnie nawet dostrzegać. Jeśli zwrócą na mnie uwagę, musieliby mnie wykląć lub wygnać - zakończył, nie dbając o logikę. Isak dreptał u jego boku. Drobny i chudy stary kapłan spłoszył się słowami szamana, potem zmartwił, co wyraźnie widać było na jego twarzy i wzruszyło Jona (ten starzec nie umiał kłamać, a to musiało wzruszać). Jon doskonale rozumiał, że Plemię nie powinno oglądać kapłana z szamanem podczas przyjaznej rozmowy. Kapłani przecież przekonali ludzi z Wioski, że należy się wyprzeć starych czasów, starych obyczajów i wierzeń, przyjąć Cywilizację i podporządkować się jej zasadom. Czarownicy należeli do czasu przeszłego. Przyjaźń kapłana z czarownikiem wzbudziłaby w Plemieniu podejrzenia wobec słuszności nauk, które ludzie w długich sukniach wpajali od stu pięćdziesięciu lat mieszkańcom Puszczy, twierdząc, że tylko oni mają do tego prawo. “Nawracając, nie wolno czuć żalu i współczucia wobec nawracanych. Najbardziej szkodliwe są wszelkie wątpliwości” - powiedział mu kiedyś Isak z dziwnie smutnym wyrazem twarzy, ale wtedy Jon nie rozumiał, o czym starzec mówi.

51

. Byłby niezadowolony. więc zmienił temat. Na końcu Kamiennej Drogi.…i poszukać ziela serdecznika . Tym razem odpowiedział mu Isak w natchnieniu: 52 . Biel… białe… BIEL… Tak. Tam gdzie rodzą się wątpliwości.spytał niecierpliwie Jon.Ezra… . więc Jon pośpieszył mu z pomocą: .powiedział. a Jon musi znaleźć liść z dziewięcioma zębami. pomyślał mimochodem Jon.Trzeba się modlić… . . Ten rośnie tylko TAM. Chce zabijać.dorzucił szaman. co powiedzieć. twój musi mieć kolor krwi. ale Jon nie pojął.zdziwił się Isak.tak jak wcześniej szamani musieli być wierni swym zasadom. Szaman z twarzą nieruchomą jak głazy na Kamiennej Drodze.Wiem.Leonorus cardiaca? Serdecznik pospolity? . No cóż. a obaj starcy cierpliwie czekali.odparł szaman. Jon powoli pojmował. co czuł . w dodatku nawet nie wiedział. Teraz jednak nie zastanawiał się dłużej nad przyjaźnią kapłana z szamanem. co ono oznacza. jak Isaka. nawet gdyby sprawiały im ból. Isak zaś zasępiony i smutny.Co można zrobić.Ten zwykły ma liście o siedmiu zębach. a Ezra strażnikiem cnót i zasad.zaczął Isak i urwał. . szaman wypełniał swoje zadanie. by nie mówić źle o swym bracie. ale przeszedł do swoich kłopotów: . że to coś złego..Serdecznik niepospolity . Nie czuje miłości .usprawiedliwił się stary kapłan. jakby nie wiedząc. Jednak nawracanie miało swoje rytuały i stary kapłan musiał się im podporządkować.Jon w nieporadnych słowach próbował określić dręczący go problem. . poszedł on .ale co można zapamiętać z bieli? Najbardziej niepokojący kolor świata . Ezra był bardziej skuteczny. nawet koło twojej chaty. kapłan czuł się rozdarty pomiędzy intuicją a zasadami. Kapłan spojrzał na niego bezradnie i wyszeptał: . . Nie znał tego słowa: “heretyk” i nie wiedział.Potrzebuję rady . to był problem związany z tamtą niepokojącą bielą. . nie ma bezpieczeństwa.Nie jestem heretykiem… . które mu wpojono. Na tę biel zapatrzył się Bezimienny i w tę biel.I…? I co? . które ustanowili ludzie. Instynktownie wyczuł. gdy czyjeś serce straci ciepło i wypełni je lód? Nienawidzi. którego sam nie pojmował. że Isak jest wysłannikiem Boga Dobroci. Pospolity rośnie wszędzie wokół. gdyż nie rozdzierały go wątpliwości. w ślad za wzrokiem starego Boga. skąd się wziął. co Isak miał na myśli.stwierdził. obojętne. Pospolity ma bladoróżowy kwiat.

po której stąpał Jego Syn. Nie do Bezimiennego. . . który dałem ci dawno temu w świątyni. Czy serce tej istoty przemieniła w lód Królowa Śniegu? .Jon wie .To ziele ma wielką moc.dziwiąc się. . Dawno. a zarazem tajemniczo i obco. serdecznik. bo Go wzmocnisz… . zacznie czuć.Co potem? . ledwie wyczuwalny.Jon rozumie swoją misję. A gdy się rozgrzeje. aby wyjąć serce i dać je ukochanej.ba.Królowa Śniegu? . I będzie także wtedy.spytał niecierpliwie.wyjaśnił szaman. wbijali sobie nóż w serce lub orali pierś paznokciami. a gdy wyda cierpki zapach i przemieni się w garść ziela. Nie do Bezimiennego.zdumiał się Jon. Misję? Jaką misję? O czym mówi ten dobry. Wystarczy.Zmów modlitwę .Ale pamiętaj. o którym mówisz. które te uczucia przywoływały.zaciekawił się Isak.. . Z tym serdecznikiem nie wolno igrać. rośnie tylko TAM. A ludzi 53 . Umierali w mękach. której serce zmieniło się w sopel lodu. nie było ludzi. że przypomina sopel lodu. . do kogo się modlisz. Przypadkiem sam go nie kosztuj. pamiętasz? Chowając Leonorus cardiaca.Zerwiesz go. łagodny starzec? . . nie było Boga Dobroci lub nikt o Nim nie słyszał . Jon zdziwił się. Ale jeśli serce. Kochający wpadali w szał.powiedział z ufnością stary kapłan.I w tej Drodze podasz ziele osobie. Nie potrzebujesz. uciekały w strachu przed nimi. włożysz do skórzanego woreczka. płaski. gdy kończy się jesień . o której wszyscy wiedzieli. gdy ludzi i Bogów znowu na Ziemi zabraknie. więc myśl o tym.upewnił się Jon i odruchowo dotknął piersi.Królowa Śniegu? . była Królowa Śniegu. Nie kochający nagle tracili zmysły z miłości i dziewczęta. Woreczek. zemniesz w dłoni. . tkwił tam cały czas. jest tak chore i nieczułe. A wcześniej każdy człowiek z imieniem swego Boga na ustach rzuci się do walki z człowiekiem wyznającym innego Boga. Jonie.Woreczek z ziarnkiem piasku? .westchnął Isak.Królowa Śniegu przybywa do nas w swym lodowym rydwanie zawsze wtedy. gdyż Królowa Śniegu wydawała się być Istotą. dawno temu niektóre głupie dziewczyny. . gdy poczuje je na języku .…z ziarnkiem piasku z Pustyni. . malutki. serdecznik jedynie trochę je rozgrzeje. z pomocą wiedźm. gdyż słowa te zabrzmiały mu dziwnie znajomo. zaopatrywały się w TEN serdecznik i podawały go skrycie swym ukochanym. zmów modlitwę. pamiętasz? . aby kochali je mocniej lub w ogóle zechcieli pokochać. wyjaśniał szaman. o którym mówię. Nie było Światowida.przytaknął szaman.Potem będziesz znowu Jonem w Drodze .

Królowa Śniegu zabija.i Bogów będzie bardzo wielu. Jon zaś jest wybranym narzędziem. nie liczy się. Im wyższa cena. To było najważniejsze. że inni istnieją . Wtedy jednak spełnił swą powinność. które TAM rośnie. Isak czuł się niepewnie i chwilami wydawało mu się. nawet jeśli spotkał go w tamtej strasznej bieli.Nie. Czuł jedynie ulgę. Jon niewiele pojmował z rozmowy obu starców. by kochać. Uczynił wyjątek dla Jona. a kapłan przestał wypytywać. gdy zjadł Diabelskiego Grzyba lub napił się wywaru z szaleju. Śnieg tylko sypie. Ale nawet wtedy pozostanie Królowa Śniegu. Zima to zima. że znalazł lekarstwo na chorobę. . Ona nie potrzebuje serdecznika.Zapłacimy wszyscy. dla kogoś. to znaczy.i cierpiał.Ty go wybrałeś? .uspokoił się kapłan. tak jakby istnieli naprawdę. gdy ma taki kaprys. Mogę jedynie.zamyślił się czarownik. by zmienić temat na równie niebezpieczny i zaraz dodał: . nie stał się niczyim sługą… . tak jak ty. . nie wiem… . W dodatku użycie leku wydawało się tak proste: wystarczy posmakować skruszone ziele na języku… 54 . instynkt Isaka zaś podpowiadał mu właściwe odpowiedzi? Skoro On powiedział na Górze: “Nie będziesz mieć innych Bogów przede mną”.Nie miałem na to wpływu.wyszeptał kapłan. aby mniej się dręczyła.zwrócił się do szamana.Biedna Gaja.wyszeptał Isak. . pora roku jak każda inna. kogo nie znał. Ale w rozmowie z szamanem stale naruszał granice. tym większy skutek.Gdy znajdziesz Leonorus cordiaca.Kto za to zapłaci i w jaki sposób? . . Ty i ja chcemy tego samego. na którą wstąpił. Rozmawiając z szamanem o starych bóstwach i Bogach. lecz szaman znów pokręcił głową.Myślisz o zimie . gdy jej mąż rusza w Drogę… . To. by w Drodze. . popełnia grzech. wówczas gdy podjął z nim rozmowę o Światowidzie. że oddaje ona czasem drobne usługi Bogom.zamyślił się starzec. jak twierdził Ezra. Ale ten pokręcił głową: . Chyba że to właśnie Ezra nie miał racji. Niektórzy szamani twierdzili. Takie myśli pojawiały się czasem w wizjach starego czarownika. której nie umiał określić. iż rzeczywiście. aż zniknie po człowieku wszelki ślad. . Gdzie jest dziś. Tak długo będą ze sobą walczyć. a Królowa Śniegu to Lodowa Pani i na szczęście nie każdy ją spotyka.Ona musi cierpieć. Wiedział o tym . pomagać mu z oddali. znowu wyruszysz? spytał teraz. które wytyczała jego religia. Może znalazłbyś dla niej jakieś ziele. każdy inną cenę. co przychodzi bez cierpienia.

Wyruszył o świcie.Nic mnie nie wstrzyma .i chce się jedynie upewnić. do którego lgnęło jego serce.Spotkałem przed chwilą kapłana Isaka koło krzyża za Wioską . ale ona pokręciła głową: . że jesteś Jonem w Drodze. natrętne wołanie Ezry: “Jonie! Gdzie podziewałeś się tak długo? Dlaczego przez trzy miesiące nie było cię u boku młodej.I wiem. .Wstrzymuje oddech . jak długo to będzie możliwe. aby ratować starca. Ale świątyni nie widziałem. Poznał to po nienaturalnie spokojnym ułożeniu jej ramion i pleców. Goniło go nie wypowiedziane. aby patrzeć w ślad za nim. czy młodszy kapłan by mu uwierzył… Gaja bez pytań pojęła. bezwiednie wyszeptał przygotowane z góry kłamstwo: “Byłem w pobliskim mieście przyjrzeć się. że będziesz wracać. . Za to szaman stał koło namiotu nieruchomy jak drzewo i Jon. . że śpi. lecz Jon przyśpieszył i skrył się wśród pierwszych domów Wioski. czekają cię niewyobrażalne piekielne męki…!” Jon.Jeżeli coś cię nie powstrzyma. Ciekawe. by uniknąć pożegnań. jak nakazał Isak. Żywa czerwień kwiatu od razu rzuciła mu się w oczy.pomyślał i podporządkował się jej niemej prośbie. które udawały.Zawsze będę do ciebie wracał . Myślał. krusząc w dłoni.skłamał Jon gładko i bez wyrzutów sumienia. iż ten grzeszy. ale wręcz wie. a gdy go opuszczał udawała. Brat tego samego. by zdobyć drewno. który Jon złożył w ofierze Bezimiennemu za pierwszym razem. Została w domu. lecz tym razem Gaja nie stała nad Rzeką.odparła z łagodnym smutkiem. . znikając w Puszczy na drugim brzegu. Poczuł gorzko-cierpki zapach. jak wznoszą największą w kraju świątynię. gdzie może go znaleźć . nim zostałam twoją żoną . że młody kapłan nie tylko szuka swego brata. Gdy wkładał ziele do woreczka na szyi. choć Ezra o nic nie zdążył go spytać.upewnił się Jon.Nie będziesz mnie wstrzymywać? . . wciąż czuł na plecach jego wzrok. . na którym stał posąg. więc zerwał go. że mąż wkrótce znów zniknie. że będzie długo szukać dziewięciozębnego serdecznika z purpurowym kwiatem. Ale rósł dosłownie na skraju pylistego placu. że drżą w rytm oddechu. przez chwilę zdawało mu 55 . ciężarnej żony? Jonie! Jeśli grzeszysz.Wracając do Wioski.przyrzekł Jon. Pożegnania oznaczały rozstanie. Wycinają ogromny kawał Puszczy.Wiedziałam. minął Ezrę i odniósł nieodparte wrażenie. . Czy tamten niepospolity serdecznik ogrzał lodowe serce posągu? Jon wątpił.powiedział żarliwie. Ezra spojrzał podejrzliwie i już zamierzał pytać dalej. Zgubiłem drogę i z trudem ją odnalazłem”.

Smutne szczątki niezliczonych krwawych ofiar… . wielkie powieki powoli. Z tej wysokości wszystkie Drogi były do siebie podobne i Jon nie wiedział. nisko w dole. grube kolana posągu. A potem po zgiętym łokciu Jon wspiął się wprost na ramiona Boga. Czwarty . Drugi .obróciły się w proch. Znał tę drogę na pamięć: pierwszy przystanek .wystające. powolutku uchylały się. aby przywołać tamten obcy świat. Odwrócił się i jeszcze raz spojrzał uważnie na pył wypełniający plac. wiła się jedna z Kamiennych Dróg.spytał Dziewczyny. na ofiarę dla starego Boga? Dlaczego On chciał ofiar z życia? Czy cześć oddawana ze strachu wystarczała mu? . czy udajesz Dziewicę czy mężczyznę? .Bure… szare… bure… Bure jak zmęczona ziemia… jak wykarczowany skrawek Puszczy… BURE… *** . ludzie zwykli i ludzie w długich sukniach . że czuje na sobie wzrok posągu. że pod jedną z czterech par powiek coś lśni: bezdenna. . jesienną ziemię i po prostu był dobrze dobrany.nienaturalnie duży pępek. ale ona nawet nie odwróciła w jego stronę ostrzyżonej na jeża głowy. która z czterech par oczu Bezimiennego jest teraz otwarta.powtarzał. .pomyślał instynktownie.się. które Ezra wyczytał kiedyś Plemieniu w świątyni z jednej z grubych ksiąg.potężne. wielka dłoń. Ostrożnie obszedł je wokół.siedmiopalczasta. Ale wszystkie były szczelnie zamknięte. a wysokie drzewa wokół odbiły jego słowa głuchym echem. ostentacyjne niemal znamiona męskości Bezimiennego.sarny i lisy. Żadnych . wspinając się mozolnie na ramiona Boga.Dlaczego zawsze nosisz bury. Jon niepotrzebnie pytał. Znów obszedł ramiona Boga . Ale dlaczego? Zabici w kwiecie wieku w okrutny. żywiczna czarna głębia.Biel… białe… biel… . obojętne. niedźwiedzie i zające. gdyż bury płaszcz idealnie wtapiał się w równie burą.Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” przypomniał sobie słowa. Gdy wpatrywał się w ślad za spojrzeniem Bezimiennego. Przed nim. Trzeci . brzydki przyodziewek. Jon przywarł do szyi Światowida i ostrożnie poszedł wzrokiem w ślad za Jego spojrzeniem.Nie chcesz mnie.powiedział Jon głośno. ciemnozielona Puszcza znów zaczęła migotać mu przed oczami i tracić ostrość konturów . wsparta na wystającym biodrze. Prawie zaciśnięte. Odwrócił głowę: Bezimienny patrzył na niego jedną z czterech par oczu. czy całkiem inna. . Ona jest taka chuda w 56 . zmęczoną. Te wszystkie niegdyś żywe i czujące istoty . to wrócę do Wioski . nie bieli. czy to jest ta sama. Widział tylko jej ostry profil i wysoko rzeźbione kości policzkowe. jak niebezpieczny skalny występ. Grube. Chciał sprawdzić. Nie wiedział nawet. wzdłuż której patrzył poprzednim razem. lśniącą żywicznie pod wpółprzymkniętymi powiekami.zieleń ustąpiła burości. nieludzki sposób.Nie dostaniesz ode mnie żadnych ofiar.i ujrzał. która z nich wiedzie do Wioski.. wznosząc w górę.

pasąc cztery kościste krasule na łąkach za wioską. może i nudne. która wypuściła się na awanturniczą wyprawę ze swego zamku.Żebyż choć upierała się przy jednym lub wybrała sobie bardziej znaczące boskie istoty niż ta trójca. ale teraz. Sierpem . Właśnie. Wygląda okropnie . Bez szans na odmianę losu. jej wielkie oczy przypominają oczy wariatki… .odparła Dziewczyna i nagle uśmiechnęła się. wewnątrz własnego Ja. . Ponieważ Dziewczyna nie była arystokratką.drążył dalej.Słyszałam Głosy. przypominając sobie długie. że prawie co dzień. kogo kocha miłością całkiem nie siostrzaną. choć bez sukcesów.pomyślał. czy mówią do niej chórem. gdy nie ma włosów. czuł. . Na pewno już nie wróci to. stary Dark. Lecz przez tę chudość nie wygląda na prostą wieśniaczkę. ciemne warkocze i porównując je z ostrzyżoną na jeża głową. uprawiającego małe poletko. świętymi Małgorzatą i Katarzyną.tym męskim przebraniu .odparła posępnie i znów umilkła. pomyślał i zaraz dodał w duchu: Kocham ją jak siostrę. oślepiającym błyskiem słońca.lub źle. rozmawia ze świętym Michałem. . jednak nie najgorsze życie. tylko wieśniaczką. Czy ona tego nie rozumie?! I tak wszystkie awanturnicze przedsięwzięcia. Jej ojciec. aby uniknąć zbędnych pytań i podejrzeń ze strony napotkanych ludzi.Dziewczęce suknie kryły to. chłopca z sąsiedniej zagrody. która od trzynastego roku życia “słyszała Głosy”. ale i bez wizji gwałtownej śmierci. I to jest awanturnicza wyprawa. miał opinię chłopa pracowicie. czy każde z osobna? . z niczym nie wyróżniającej się wioski Domremi. A zwłaszcza najeźdźców. Uzupełnienie to wydało mu się konieczne. lecz ubogą wioskę Domremi. bynajmniej nie z obściskiwania się z chłopakami. Widać. Jej wyniosłość była śmieszna. mogą skończyć się dobrze . . niespecjalnie ładną. w dodatku cieszącą się złą sławą. także to. nie wiedział.pomyślał. więc nie opuścili zamku. swoich i obcych. z wyjątkiem Dziewczyny. Urodziła kilkoro niczym nie wyróżniających się dzieci. I w końcu wypali się. może nawet kocham. że jest ktoś inny.Kto tak nieudolnie ściął ci włosy? . .myślał z przekąsem Jon. Troje świętych naraz… Ciekawe. błądząc bocznymi drogami.Ale proboszcz patrzył z przyganą na chudą pasterkę krów obwieszczającą wszem i wobec. . Kto o 57 . kim ona jest: wiejską dziewuchą. Małgorzata. Matka Dziewczyny była niczym nie wyróżniającą się chłopką. Stąd brała się jej zła sława we wsi.spytał nie zrażony jej milczeniem. Mimo wszystko ją lubię. przecież wiesz . . co było: spokojne. gdyż gdzieś głęboko.Po co to wszystko? . lecz na arystokratkę. Katarzyna. słyszała Głosy.Sama je ścięłam.westchnął w duchu Jon. Gdyby choć proboszcz uznał je za Głos Boga… . Błysk jej zębów w śniadej twarzy wydał się Jonowi krótkim. że spala ją od środka poczucie misji. mało rozgarniętą.Nigdy nie była piękna. ponieważ nikt lepiej od niego. Michał. którą rzeczywiście jest. zamku dopiero szukali.

głupia dziewko?! Traktatem. Tą misją jest przywrócenie na tron prawowitego króla. Powiedz tym… tym swoim Głosom. prostacki.Chcesz. ślepi.ta mała od Darków rozmawia ze świętymi”. rozumiesz. w dodatku jednego ze znaczniejszych na ziemi! Nagle do ubogiej zagrody rodziny Darków zaczęli zjeżdżać możnowładcy. Prawowitym królem.wołał w gniewie możnowładca z Wokuler. przycupnięty za płotem domostwa Darków.. nie o królach. . Małgorzata i Michał.proszę bardzo. krew z naszej krwi. pełen mieszanych uczuć. Byle nie na tematy państwowe. a w każdym razie lokalnego wydarzenia sprawa zaczyna przeradzać się w państwową! Coś. podpisanym przez najszlachetniejszych panów z obu krajów! Jak chcesz to odwrócić?! .mówił możnowładca z Wokuler. do której będą mogli przychodzić paralitycy. nie najeźdźca.Ty.Nie mam na to wpływu. może wtedy choć proboszcz by jej uwierzył. ale od trzech miesięcy powtarzają co dzień to samo: że mam do spełnienia misję powierzoną przez samego Boga. gdzie pierwszy raz usłyszałaś Głosy. Niejeden kamień przeleciał obok jej 58 . mój panie. głupia szesnastolatka z zabitej deskami wsi Domremi z ubogiego. podsłuchiwał ich rozmowę. że musi ruszyć. Wszystkie wiejskie wyrostki zawsze obśmiewały “Głosy” i . żeby przestały zajmować się kwestią tronu. Tron zresztą opanowali już najeźdźcy i nikt tego nie zmieni.pogaduszki” tej Dziewczyny ze świętymi. Początkowo wszyscy się z tego śmiali. masz dokonać tego. poważni święci! Gdyby któryś z nich z nią rozmawiał. jest delfin. Głosy mówią to. by przywrócić na tron prawowitego króla. a Jon. . niech się wypowiadają o kościele. co nie udało się całej armii? Ba. Dziewczyno. Piotr. . mało znani i mało mogący. co chcą mówić odpowiadała niewzruszenie Dziewczyna. bo biskup nie chciałby o niej słyszeć. którzy po części dawali wiarę. Niech twoi święci mówią o Bogu. Tron przypadł najeźdźcom i kwita. Nawet ludzie z natury zabobonni. Chce sobie rozmawiać ze świętymi . Tomasz… to są prawdziwi. To sprawa raz na zawsze rozstrzygnięta.Najpierw mówiły tylko o wierze i miłości. wielu armiom! Przecież tę wojnę toczymy już od stu lat i od stu lat ją przegrywamy! Stary król nie żyje. że . by czekać na cud przywrócenia zdrowia. nawet gdyby gawędziła co dzień z samą Marią Magdaleną…! A jednak Głosy powiedziały jej pewnego dnia. nawet cały zastęp świętych. . syn nieżyjącego monarchy.nich słyszał? Kto o nich coś wie? Święty Augustyn. Ale gdy ktoś zaczyna mówić o królu i o tronie… Oooo! Wtedy z drobnego i śmiesznego. na tronie osadzono monarchę najeźdźców! I zatwierdzono to traktatem. a co dopiero święci tak niskiej rangi. to tu.. nie o tronie . co od biedy mogło być wzięte za chłopski. lecz barwny wyraz religijności stawało się nagle polityczną aferą i to w skali całego królestwa. by uspokoić “słyszącą”. zbuduję z własnych funduszy kapliczkę. jak Katarzyna. nic nie znaczącego rodu. Tylko nie mieszaj się do polityki. mój panie. młody schronił się na zamku w Szinie.

Najlepsze.głowy. Możnowładca z Wokuler długo milczał. Ale na wszelki wypadek…” 59 . Tylko Jon. to jakim prawem wciąga też jego? Tak mu odpłaca za to.A co zrobisz. że bronił jej przed drwinami wsi…?! Zamiast robić karierę na zamku możnowładcy z Wokuler. jeśli to ci się uda? Załóżmy. Podsłuchujący za płotem Jon zesztywniał: wiedział. ale skoro ona z własnej woli. nie boska . że tym szóstym ma być on. a ich król osadzi mnie w twierdzy lub zetnie mi głowę za tolerowanie jawnego podburzania do buntu. domyślał się. jakby ważył w duchu to. to dać jej. bronił jej przed złośliwością bliźnich. Tak źle i tak niedobrze.. Ale Jon też się zaniepokoił. biegły w rozumieniu możnych tego świata. byle z daleka ode mnie i mojej władzy.. muszę zamknąć jej usta. kierowany nie wiedzieć jakim impulsem. a odbijemy miasto Orlin. że trzeba pokonać najeźdźców i przywrócić tron delfinowi.zamiast niewinnych rozmów ze świętymi o sile wiary i miłości do bliźnich Dziewczyna nagle wszczęła z Głosami rozmowy o polityce. daj mi armię. niejeden ją trafił. Jon. kto tylko zechce słuchać. gdyż umie czytać i pisać. I to jaką: świętą męczennicę! Takie są najgroźniejsze! Gorsze niż za życia! Więc najeźdźcy ukaraliby mnie za to. A zresztą… Wystarczy pięciu. co może myśleć: .Więc czego chcesz? . A oni nigdy się nie mylą.Powiem mu: Panie i Królu mój. Tego chce Dobry Bóg. jak uciszyć prostaczkę i wariatkę? Chyba żebym ją zabił. wcześniej lub później dotrze to do zaborców. szóstego mam. że potrzebowała choć jednej przyjaznej duszy. niech robi.pasem wytłucze z Dziewczyny bajdurzenie o Głosach”. co powiedziała. .Jeśli ta wariatka zostanie tu. Zrobię wszystko.Chcę sześciu zbrojnych dla ochrony. Dasz mu tylko konia i zbroję. gdy ten groził. czego żąda i wysłać ją w diabły. abyś przestała gadać. która nie umiała nawet czytać i pisać! . gdy . Zatem by ocalić siebie i swoje stanowisko. przedrzesz się do Sziny i trafisz przed oblicze delfina? . Omylność to cecha ludzka. Lecz gdybym ją zabił. wplątuje się w tę awanturę. jako moja poddana i nadal będzie rozpowiadać wszystkim. że . co chce. To jasne. co mogę zrobić. chuda dziewucha od krów. To on uspokajał rozjuszonego starego Darka. będzie uchodził za wspólnika małej wariatki z Domremi?! .odparła z mocą Dziewczyna. gdyż będą z tego same kłopoty. pokonamy najeźdźców. a ty wrócisz na tron.spytał jej wtedy zmęczony możnowładca z Wokuler. powiedział mi to ustami świętych Małgorzaty i Katarzyny.spytał nagle możnowładca. Polityka…! I to jaka! Na najwyższym międzypaństwowym szczeblu! Ta prostaczka chciała zmieniać bieg Historii przez największe “H”! Ona. Ale jak to przeprowadzić. jej wyznawcy zrobiliby z niej świętą. . z Michałem do pomocy. że nie wpadniesz przedwcześnie w łapy najeźdźców. a raczej z własnej głupoty. gdy będę przedzierać się przez kraj do delfina. głupia.

gdyż nakazał mi to Bóg ustami trojga świętych.Zbrojni przyjadą jutro o świcie pod wiąz na rozstaju. . co prawda. Sama nigdy bym na to nie wpadła i pewnie mi nie uwierzysz. nawet staremu Darkowi nie zdradź. stado gęsi i święty spokój.pomyślał Jon. ze cztery krowy. Skoro tak.przerwał jej możnowładca. dwa konie .Dobrze. to… .dokończył myśl możnowładcy Jon.Dość! . ale nie doczekał się wezwania od możnowładcy. że możnowładca wybierze właśnie mnie. Miałabym ochotę wyjść za mąż. lecz i swojaków. drugi dla Dziewczyny . mieć trójkę dzieci. Czekał do późnej nocy. otrzymasz pięciu zbrojnych. To wtedy musiała ściąć sierpem swoje piękne. przewodzący drużynie i zachowujący się z hałaśliwą pewnością siebie.oraz zapasowa zbroja. ale boję się tego. słyszysz? Z nikim nie rozmawiaj. Bystre oczy Jona od razu wyłowiły w piątce ludzi tego. rozumiesz? O świcie… . któremu nieobce były meandry polityki.powiedziała Dziewczyna z naciskiem. że byłem tak głupi. gdyż nikt zdrowy na umyśle nie przerywa możnowładcom. Gdyby jednak wszyscy robili tylko to. które przypominały teraz młodego jeża. Bądź tam z twoim przyjacielem. Skoro tak bardzo chcesz.jeden dla niego.Nie rozumiesz. długie. Dziewczyna wyglądała niezgrabnie w za dużych portkach starego Darka obwiązanych sznurkiem w pasie.Niczego nie chcę . możnowładca z Wokuler winien zaraz wezwać mnie na sekretną rozmowę. Za to przed nastaniem nocy przyszła do niego Dziewczyna i dała wyraz głębokiej wierze. a także konia i dodatkową zbroję. co wywołało dreszcz zgrozy u Jona.Skoro zbrojni będą jutro o świcie pod wiązem na rozstaju. a na burej koszuli miała wielką. Ja nie chcę. O świcie pod wiązem czekało na nich pięciu zbrojnych ludzi z drużyny możnowładcy z Wokuler. ale Dziewczyna przerwała mu. Sama przebierz się w męski strój. Ona. że Jon jej nie zawiedzie. równie burą kamizelę. iż cię posłuchałem. Wiele wskazuje na to. aby nie zwrócić niczyjej uwagi.…Na wszelki wypadek w drużynie zbrojnych będzie jeden zaufany. Jona. Żaden tajny 60 .zaczął możnowładca. który otrzymał od możnowładcy z Wokuler sekretną misję: wbrew pozorom nie był to potężny osiłek. Muszę być zatem w domu i czekać na wezwanie… Jon cicho przekradł się do swej zagrody. . lecz niepojęte były zawiłości psychologii. kawałek żyznej ziemi. gdyż wiejska dziewka jadąca konno w asyście uzbrojonych dworzan wzbudzi podejrzenie nie tylko najeźdźców. Liczył na karierę pisarza na dworze możnowładcy. czarne włosy. nie była zdrowa… . Ja muszę. będzie czekać na niego koń i zbroja. nie giermka. . I już nic więcej nie mów. na co mają ochotę… . panie. . co muszę robić i wcale nie mam na to ochoty. którą Jon włożył z pewną niechęcią. zapewne wkrótce wezwie mnie na sekretną rozmowę… .

asystent nigdy nie był osiłkiem i nie rzucał się nikomu w oczy. Zatem musiał nim być ten chudy, piętnastoletni Chłopiec - którego twarz wydała się Jonowi do tego stopnia znajoma, że aż drgnął na jego widok. Jedynie Chłopiec nie miał na sobie zbroi, choć nosił u pasa krótki nóż. Mimo szarego świtu, gdy rozchyliła mu się koszula przy zsiadaniu z konia, Jon dostrzegł na Jego piersi dziwną, długą bliznę, - …jakby ktoś chciał mu wyjąć serce - pomyślał, patrząc na Chłopca i nie wiedząc, skąd wzięło się to skojarzenie, a zaraz po nim dziwna pewność: - On już kogoś zabił. A teraz cierpi, lecz jest gotów zabić znowu. Jego serce jest jak sopel lodu i stąd ten dziwny chłód, który od niego czuję. Królowa Śniegu musnęła go skrzydłem swego płaszcza… Jon bezwiednie dotknął dłonią małego skórzanego woreczka. Zawsze nosił go na piersiach pod koszulą, mimo że zawierał jedynie wyschłe, pachnące cierpko drobne ziele, którego przeznaczenia nie umiał się domyślić. Ale w końcu święte relikwie miewały różny charakter, na wszelki więc wypadek nie należało pozbywać się przedmiotu, który, jak mu się zdawało, towarzyszył mu od urodzenia. Nikt poważny w tych trudnych i niespokojnych czasach nie obywał się bez relikwii. Widać zaopatrzyła go w nie matka, której - podobnie zresztą jak ojca - w ogóle nie pamiętał. Ba, dźwięk słów: “matka”, “ojciec”, przywodził mu przed oczy niepojęty obraz rozmigotanej, zielonej Puszczy, jakich niewiele było w dzisiejszych, cywilizowanych czasach. Większość puszcz wycięto, aby pobudować domy, pałace, świątynie. Skórzany woreczek na pewno zawiesił mu na szyi ktoś, kto go kochał i o niego dbał. Szkoda, że tego nie pamięta. Niech więc woreczek sobie wisi, z relikwiami czy bez. Niech dalej szeleści w nim to zmurszałe zielsko. On ma na głowie inne kłopoty. - Czemu możnowładca nie zaufał mnie, lecz wybrał tego wyrostka? - myślał, patrząc z niechęcią na Chłopca. Ten w odpowiedzi skrzywił wargi w niemym, ironicznym, zimnym uśmiechu. W ten sam sposób spojrzał potem na Dziewczynę i Jon poczuł chłód na plecach. - Zabije ją, choć jeszcze nie wiem, w jaki sposób - odgadł i w tym samym momencie zrozumiał, że to Los każe mu stać pomiędzy Dziewczyną a Chłopcem. Widząc jej chudą postać, odzianą w niezgrabne portki starego Darka i te wielkie, płonące oczy wyzierające z obnażonej, jakby nagiej głowy - Jon zrozumiał, że w gruncie rzeczy zawsze ją kochał. Jak siostrę. Jak prawdziwie bliźnią istotę. Bezbronność tej wątłej Dziewczyny wobec Głosów, które słyszy i strach, który czuje, zmuszają go do chronienia jej. Pomimo ogromnej chęci zrobienia kariery na zamku możnowładcy z Wokuler. Jon bowiem wiedział, że gdyby możnowładca właśnie jego uhonorował sekretną misją - byłby gotów zdradzić Dziewczynę za cenę kariery na zamku. Więc ile w tej nagle objawionej gotowości bronienia jej było prawdziwej woli, a ile chęci pomsty na możnowładcy, który wyróżnił Chłopca, nie jego…? Na to pytanie Jon nie umiał sobie odpowiedzieć. Może coś jednak było w tej Dziewczynie, że wzbudziła w nim aż tak mieszane odczucia? Może była kimś więcej niż wiejską wariatką?
61

- No, więc po co to wszystko? - ponowił pytanie, nie zrażony jej niechętną odpowiedzią. Jechali lasem, czwórka zbrojnych możnowładcy z Wokuler, ten zdumiewająco młody i pozornie mało doświadczony sekretny posłaniec, Dziewczyna w niezgrabnym męskim stroju, z nieudolnie obciętymi włosami i Jon. Zdaniem Chłopca, do zamku w Szinie, gdzie przebywał delfin, jedyny syn prawowitego króla, było już niedaleko. Przez całą podróż - wiele nocy i dni - mieli szczęście i nie natknęli się na najeźdźców. - Wolność… Prawda… Miłość - wymamrotała niechętnie Dziewczyna w odpowiedzi na jego pytanie. - Nie rozumiem - odparł Jon. Zwróciła ku niemu posępną twarz, w której płonęły oczy. W niczym już nie przypominała młodziutkiej, pogodnej wieśniaczki z Domremi, towarzyszki zabaw. - Zacznijmy od Miłości - powiedziała. - Miłość do Dobrego Boga nie pozwala mi odmówić Jego wezwaniu, nawet gdyby niosło największe niebezpieczeństwa. On wezwał mnie, bym przywróciła tron prawowitemu królowi. Tu zbliżamy się do Prawdy. Prawda jest taka, że tron nie należy do najeźdźców i choćby ta wojna trwała nie sto lat, lecz dwa tysiące, choćby na tronie osadzono nie jednego, ale stu uzurpatorów, tron należy się delfinowi lub jego potomkom. Nie wolno ze strachu wyrzekać się Prawdy. A Wolność… Gdy ze strachu wyrzekasz się Prawdy, oznacza to, że nie jesteś wolny, rozumiesz? Jon zdziwił się. Nie posądzał prostaczki ani o takie rozumowanie, ani o tak głęboki wywód. Nie umiała przecież czytać ani pisać. Skąd brały się jej te sformułowania? Czyżby naprawdę słyszała Głosy i mówiła w natchnieniu? - Nie podoba mi się ta misja. Boję się jej. Boję się o ciebie - powiedział. O siebie też - dodał szczerze w duchu. - Ja też się boję - odparła smutno Dziewczyna. Jon odczekał chwilę, zwolnił bieg swego konia, pozwalając, by Dziewczyna wysforowała się na czoło drużyny, sam zaś, udając, że poprawia strzemię, zaczekał na Chłopca. Ten jechał na końcu, siedząc niedbale w siodle, lekko zgarbiony, pogrążony we własnych myślach. Lewą ręką lekko przytrzymywał lejce, prawą dotykał piersi. - Boli cię ta długa blizna? - spytał Jon, chcąc sprowokować Chłopca do zwierzeń. Ale ten krótko się zaśmiał. - Czemu pytasz, doktorku?

62

- Nie jestem medykiem… - odparł speszony Jon, lecz mówiąc te słowa, doświadczył nagle wrażenia, jakby na ułamek sekundy pogrążył się w jakiejś niepokojąco lśniącej, nienaturalnej bieli. Tonął w niej. Dusił się. Odetchnął głęboko i omamy zniknęły. - Może będziesz medykiem lub byłeś nim, nic o tym nie wiedząc - zaśmiał się Chłopiec. - Wiem, czemu wstrzymujesz konia. Pragniesz wywęszyć, jaką misję powierzył mi wielmoża z Wokuler. - Jeśli dostałeś zadanie, by podstępnie zabić Dziewczynę, to będę jej bronił. A jestem od ciebie silniejszy - powiedział Jon. - Żeby zabijać, nie trzeba siły, tylko przekonania - zaśmiał się kpiąco Chłopiec. Powiem ci jednak, co umyślił nasz wielmoża. Żadnemu z nas to nie zaszkodzi i nawet taki naiwniaczek jak ty sam dojdzie w końcu do tego. Otóż jeśli delfin przypadkiem zechce rozmawiać z tą śmieszną dziewuchą i jeśli, również przypadkiem, jej się powiedzie, to staniemy się jej drużyną, gotową do ochrony z rozkazu możnowładcy. Chronimy wybraną istotę, do której Bóg raczył przemówić głosami świętych. Ale jeśli na zamku w Szinie zamkną przed nią bramy lub zechcą wydać ją najeźdźcom, wtedy jesteśmy zbrojnymi, którzy z rozkazu możnowładcy z Wokuler eskortują niebezpieczną wariatkę podważającą prawowitość władzy królewskiej, nadanej z mocy Boga. Rozumiesz? - Rozumiem - powiedział powoli Jon. - Możnowładca jest chytrym lisem, w obu przypadkach ma szansę na nagrodę. Ale czemu mi to zdradziłeś? Przecież mogę ją ostrzec. - Ach, ona… Ona jest najmniej ważna. Ona jest tylko iskrą, która może, lecz nie musi rozpalić ogień buntu. Jeśli go nie skrzesze, utonie w mrokach niepamięci. Jeśli jednak dojdzie do buntu, to będą liczyć się tylko jego skutki. Wtedy też nikt nie będzie pamiętał o niej, bo przy wielkim ogniu nikt nie zwraca uwagi na iskrę. Trzeba, by ludzie o niej zapomnieli - wyjaśnił Chłopiec i znowu się zaśmiał. Jon pomyślał, że w jego śmiechu jest coś nienaturalnego: że ten wyrostek śmieje się na znak radości, śmieje się, gdy się gniewa - i może się śmiać, gdy będzie zabijał. - Jeśli nie dojdzie do buntu, to… to pozwolicie jej wrócić do Domremi? - Powiedziałem ci: ona musi utonąć w mrokach niepamięci. W obu przypadkach. Zarówno gdy jej misja powiedzie się, jak i wtedy, gdy skończy się niczym. I tak się stanie. Od tego tu jestem. Chłopiec znowu się zaśmiał, a w jego ostrym śmiechu Jon wyczytał całą prawdę: obojętne, co osiągnie Dziewczyna - musi zginąć. Bo tu chodzi o politykę, nie o Boga. Chłopiec ją zabije. Chłopiec umie to robić - i lubi. I Jon gorączkowo myślał dalej: Tak, ta Dziewczyna z Domremi to wariatka, nawiedzona prostaczka, która wplątała się w wielką
63

lecz teraz przyhamował konia i spojrzał pytająco na Chłopca. Dla kogoś z boku cały ten orszak wyglądał na grupkę obcych sobie ludzi: samotna Dziewczyna. . za tą dwójką czworo zbrojnych w barwach możnowładcy z Wokuler . nie słuchając ich i nawet nie patrząc w ich stronę. .odparł wyrostek.zapytał osiłek.Ona zastuka do bram zamku. który mógłby kogokolwiek zaalarmować. my zaczekamy z tyłu. Jon zawahał się na moment.Oto i zamek w Szinie . przyłączamy się . moja kariera u wielmoży z Wokuler będzie raz na zawsze przekreślona. Jon wsunął swój miecz w szparę i mężczyzna odruchowo się cofnął.a na końcu chudy wyrostek o nazbyt dorosłym spojrzeniu. na którego bary z trudem zapewne dobrano kolczugę. .politykę . abym… . panie . W pewnej odległości za nimi.poprosiła Dziewczyna. kilka metrów za nią jechał szczupły. Jego wzrok padł na zniszczone portki i burą. ruszyła do głównej bramy warownego zamku. przemknął Chłopiec ze swoją drużyną. . siermiężne portki. ale ten zawahał się.usłyszeli podniesiony głos zza bramy. Cały czas jechał na przedzie i sam podejmował decyzje co do kierunku drogi.… czy ja muszę nadstawiać za nią karku? Jeśli to uczynię. co dalej . rycerskim koniu.zaczął strażnik.Kto się tam tłucze? . Ktoś umiejący czytać z rysów twarzy mógłby pomyśleć. Oboje z Dziewczyną szybko wjechali do środka. że ów Chłopiec zbyt dużo wycierpiał jak na swój wiek i już zobojętniał na cierpienia innych. Jeśli ją wpuszczą.Otwórz.ale czy musi płacić za to życiem?! I czy ja… .przemknęło mu przez głowę . bezwiednie zdradzając jego prawdziwą rolę.Wiozę ważne poselstwo dla delfina. podjechał jednak bliżej i kilkakrotnie uderzył we wrota mieczem.Wtedy powiem wam.rzekł półgłosem Chłopiec. wyglądający na sympatycznego obieżyświata. Lecz nie zdążył ich zamknąć.Czy może wasza wielmożność podać swe szlachetne imię. lecz podążył za nią. Tuż za nimi. udając następną grupę podróżnych. jadąca na rasowym. Chłopiec i jego zbrojni wyczekiwali z ciekawością. …Dziewczyna zsiadła z konia i stukała drobnymi pięściami w kute bramy zamku w Szinie. Dziewczyna. wiejską kamizelę Dziewczyny i niemal automatycznie zaczął ponownie zamykać odrzwia. Obejrzała się bezradnie na Jona. lecz nie był to dźwięk. dlatego sam jest skłonny zadawać ból. otwierając równocześnie bramę i nagle urwał.powiedział przywódca drużyny. potężny osiłek. . z tupotem końskich kopyt. . 64 .A jeśli nie…? . otrzymanym od wielmoży. . jechała drużyna wielmoży z Wokuler. . nieudolnie udająca mężczyznę ubranego w niezgrabne. choć dobrze zbudowany młodzieniec.

by uczynił to samo. jedyny prawowity król i władca? Gdzie jest delfin? Prowadźcie mnie do niego! Dworzanie rozstępowali się niechętnie. Po chwili oboje biegli podcienionym korytarzem. że poza Dziewczyną i towarzyszącym jej Jonem . Dziewczyna wołała raz po raz: . dlaczego ów chciał się jej pozbyć. od szorowania podłóg) za elegancki. Jedni dworzanie odsuwali się. a wokół rozległy się ściszone chichoty. Usuwali się płochliwie przed dwójką podróżnych. 65 . Miał on ułatwione zadanie: sekretni posłańcy nie powinni rzucać się w oczy. czuła się w wytwornym zamku w Szinie jak u siebie.posuwała się drużyna Chłopca. gdyż każdy pragnął obejrzeć z bliska wariatkę z Domremi. że sława Dziewczyny już dawno przekroczyła granice posiadłości wielmoży z Wokuler. za którymi .jest tu jeszcze czterech zbrojnych i niepozorny Chłopiec. brokatowy strój. pełnej przepychu sali. Iskra już wznieciła ogień. Przepychając się tak poprzez gęstniejący i coraz bardziej rozbawiony tłum dworzan.Prowadźcie mnie do delfina .powiedziała zdecydowanym tonem do jednego z lepiej odzianych dworzan i pociągnęła go zgrubiałą dłonią (z zastarzałymi. kryształowy żyrandol rozjaśniał wnętrze tysiącem świateł. ale Dziewczyna nie zwracała uwagi na jej wezwania. inni przeciwnie zasłaniali sobą kogoś przed wścibstwem przybyszów. w której potężny. To wąskie przejście wśród eleganckiego tłumu samo ich wiodło do dużej. za którą podążał pełen mieszanych odczuć. było coś niezwykłego. gnali dziedzińcem w stronę głównego zamkowego wejścia. ani uniżoności czy kornego zachwytu nad wspaniałością dworu i dworzan. Nie widział na jej twarzy ani przestrachu.Wariatka z Domremi… Nawiedzona słysząca Głosy… Wieśniaczka.rozlegały się wokół szepty pełne ciekawości lub drwiny i Jon pojął. . Dopiero teraz w pełni pojął. Ku zdziwieniu Jona ta wiejska dziewucha. gdzie już z daleka dostrzec można było jakieś zamieszanie. gdy zrobili jej przejście. . czarnymi obwódkami wokół paznokci: od bydlęcego gnoju. a końskie wodze rzucili zaskoczonym gwardzistom. dotknąć z odrazą jej ostrzyżonych na jeża włosów i dziwacznego stroju . na razie wątły. dopiero pełgał to tu. Dwór zaczynał bawić się sytuacją. która chce walczyć o tron… . Uwagę wszystkich skupiała Dziewczyna.Byli wewnątrz zamkowych murów i mimo wrzasków wartownika. Ruszyła na strażników swym koniem. W zamkowym korytarzu było pełno dworzan. Rozstępujący się strojny tłumek wskazywał Dziewczynie drogę do jednego z kątów sali. co Jon natychmiast dostrzegł. zajrzeć jej w twarz. by w ogóle nie zauważyć. Tu także pełno było straży.Gdzie jest nasz pan. Na tyle dobrze.lecz równocześnie w ich cofaniu się. Dworzanin cofnął się wystraszony. zmuszając Jona. który przynaglał straż do pościgu.w pewnej odległości . to tam.

a jego twarz pobladła ze strachu i wściekłości na dworzan. gdzie on jest i który to z licznej grupy wielmożów.wyjąkał. pozbawiony wspaniałej. lśniącej kryzy. I nie chce. by przywrócić delfinowi pionową postawę.odparła Dziewczyna i cofając się kilka kroków. że go wydali. aby ona rozpoznała go wśród tłumu. mój panie. iż dawno już pogodził się z utratą tronu na rzecz najeźdźcy. małą dłonią ujęła poły jego fraczka. że najeźdźcy nic ci nie zrobią. Przysięgam.Mylisz mnie z kimś innym. Zamiast haftowanego złociście stroju ubrany był w zwykły plusz. choć. jest królem . Pragnął tylko spokoju. którego wizerunki.Delfin nie chce jej widzieć. cofając się przed Dziewczyną. urządzonej z przepychem sali. nie… .powtarzał teraz. pięknych dam dworu wokół. 66 . a jego peruka przedstawiała opłakany widok. niezgrabny ukłon. Dziewczyna spojrzała na niego z mimowolną pogardą. . . dobrego jedzenia. jakby wydętą dolną wargę . która zirytowana kiwnęła na Jona: . . Ku jego zdumieniu Dziewczyna bezbłędnie odgadła. Delfin jednak wciąż był przerażony.powiedziała Dziewczyna dźwięcznym. Zniżyła głos do szeptu i rzekła: . wygodnego łóżka z puchową pościelą. Przeciwnie.pomyślał Jon i wyciągając głowę. Był gotów na każde upokorzenie. Był to ukłon prostej wieśniaczki bez manier.Nie.Tyś. złożyła mu głęboki.Nie jestem delfinem… . mocnym głosem i mocną. mimo że zdążył zamienić perukę i frak na mniej dostojne szaty. panie. krył się . pokonasz ich z pomocą Boga i zostaniesz namaszczony na króla w wielkiej katedrze w Rims.Pokaż najjaśniejszemu panu.Nie… nie… . którą wszczęli jego pradziadowie. stanął na palcach. Ale tłum bezwiednie wskazuje jej drogę. Jon od razu rozpoznał charakterystyczny duży nos i wypukłą. Wydęta warga delfina bezwiednie wywinęła się jak do płaczu. .protestował młodzieniec.Na ciebie wskazują znaki od Boga .Nie bój się. przysięgam… . rozstępując się. wśród grupki dworzan. byle odsunąć myśl o wojnie.powiedziała głośno. .potomek prawowitych królów. Inaczej nigdy nie odnalazłaby następcy tronu . ale w jej postawie widać było determinację i jakiś szczególny rodzaj zachwytu. A ja będę tego świadkiem. co nosisz w woreczku na szyi . mało dworski.skulony jak zając pod miedzą . Było widać. w osobach kolejnych władców. W kącie wielkiej.znak rozpoznawczy rodu. dworskich bali. przez długie lata wybijano na monetach. na których mógł najpiękniej tańczyć.

a ja będę podziwiać twą koronację w wielkiej katedrze w Rims. mówiono. a potem… potem najeźdźcy opuszczą nasz kraj. mój panie . a w wielkiej sali po krótkiej. Było w nim tylko jakieś pokruszone ziele i to wszystko. To będzie nasze pierwsze wspólne zwycięstwo. prostując się i odruchowo poprawiając perukę. Zapewne jakiś chciwy mnich sprzedał owo ziele rodzicom. mój panie. że zapewne jest w nim relikwia .powiedział nagle delfin. Mimo to jakimś cudem wskrzesił w sobie resztki rodowej godności i ponowił pytanie: . jedynie latem! A właśnie dziś pierwsze mrozy skuły burą ziemię za oknami zamku w Szinie… . Ale Jon sprawdził zawartość swego woreczka po wiele razy i niczego w nim nie znalazł. prawdziwe złoto. gdy nikt rozsądny nie poruszał się po drogach bez relikwii. Lilia kwitła.Nakazują mi żądać od ciebie armii. prawie włażąc mu na plecy. a właściwie tylko jej szlachetny. nieświeże loki i blada twarz powlekła się rumieńcem. gdyby okazała się być ci użyteczna… 67 . jak większość kwiatów. abym mogła ruszyć na Orlin i odbić go z rąk najeźdźców.przebiegł przez salę szept. Wtedy z tłumu dworzan wystąpił Chłopiec i przyklękając przed delfinem. niepowtarzalny w wysmukłej linii kwiat. . który powoli przechodził w narastający krzyk.Panie nasz i władco. . na wypadek. wie.Pokaż! . Jego wypielęgnowane dłonie trafiły na obce.Lilia! Lilia! Świeża lilia! .Czego zatem chcesz ode mnie? Co nakazują ci czynić twoje Głosy? . Bóg wie. . który nakazał chronić tę Dziewczynę w czasie długiej podróży z Domremi do zamku w Szinie. Po nim przyjdą następne. aby ujrzeć. twarde. dających rękojmię boskiej ochrony. Nie zawiedzie cię . iż rosło pod Krzyżem.uśmiechnęła się Dziewczyna i jej uśmiech błysnął jaśniej niż tysiące świec w żyrandolach u rzeźbionego sufitu. ale tylko naiwni wierzyli mnichom i dawali im za nie. lecz przejmującej ciszy zawrzało od podnieconych głosów. Bóg. . wmawiając.Jon zdrętwiał: w woreczku przecież niczego nie było! Owszem.spytał delfin. co chce ci dać.były to wszak czasy. Dworzanie skłębili się teraz wokół niego. Lilia była przecież symbolem królewskiego rodu. Jon drżącymi dłońmi szarpnął za rzemień i… z uchylonego woreczka wysunęła się biała lilia.Czego chcesz? .Oto znak. jesteśmy orszakiem wielmoży z Wokuler. za jakąś ułudę. co ma ukryte na piersi.Dostaniesz armię .odparła Dziewczyna z mocą.powtórzyła z naciskiem Dziewczyna i Jon bezwiednie sięgnął pod koszulę. czego od ciebie żąda. oświadczył: .

która ma wymiar jednej przestrzeni. to litość. w przód i wstecz. A wielmoży z Wokuler przekażcie.po czym odwracając się plecami. ciągnącą się od obojczyka po brzuch.i uspokoił się. po co tu jesteś i na co On liczy? . instynktownie broniąc się przed tajemniczą wiedzą. tak jakby go wcale nie było. jakby chcąc sprawdzić. jeśli taka nadejdzie . pomyślał Jon i nagle dodał w duchu: Przecież to oczywiste! Skoro Bóg rozmawia z nią poprzez świętych. Słowa Chłopca.W złej też… .Chyba jej nie uwierzyłeś. abyś przeszkodził Dziewczynie.odparł Jon. ale Chłopiec ciągnął dalej: . którą powołała do istnienia wiara? Wielmoży chodzi o doraźną.pomyślał wstrząśnięty Jon. lecz ręka napotkała jedynie skruszone ziele. W sali zapadła głucha cisza. jakby ten miał go chronić przed Nieznanym . choć mógłbyś ją rozbić i sięgnąć dalej. uśmiechając się do Jona. pokazując dziwaczną. Jej drużyna otrzymała komnatkę obok. Gdy Jon złożył głowę na posłaniu.Ja… Ja przecież nigdy… . czego nie pojmuję i nie chcę pojmować . kogo mam na myśli.Jej ustami rzeczywiście mówi Bóg . głupią politykę. 68 . towarzyszka niewinnych zabaw zza płotu. długą bliznę. wzdłuż linii serca. Szykujcie się na wojnę . co? Chyba wiesz. których myśl przekracza granice światów i czasu? Dobrze wiesz. Ruszył za Dziewczyną. lecz znaną mu rzeczywistość. On przysłał cię tu. była naprawdę Głosem Boga. po co tu jest. Wyrostek kucał koło jego łoża i mówił: . przejmowały go lękiem. Tylko przez przypadek interes Jego i wielmoży z Wokuler jest zbieżny. .powiedziała Dziewczyna.Powiedz. nierozgarnięta pasterka krów.i Chłopiec rozdarł koszulę na piersi. którą dworzanie wiedli do osobnej komnaty.zaczął zdumiony Jon.spytał Jon także szeptem .Dobrej nocy. musi wiedzieć. lecz nie mów o czymś. o co chodzi z tą polityką.powiedział słabym głosem delfin i po namyśle dorzucił ostrzej. a Jemu o coś całkiem innego! ..Bądźcie zatem naszymi gośćmi w zamku. która na kartach Historii zajmie parę linijek druku. gdy wykraczały poza szarą. opuścił komnatę. a kto będzie zdrajcą… Ale Chłopiec nie stracił rezonu. kto ją kocha. Wie. . Wariatka z Domremi.Mniejsza o twoją pamięć. Jej wzrok omijał Chłopca. Odruchowo zacisnął dłoń na skórzanym woreczku. nagle usłyszał szept.Głupcze. gdyż poza tym cóż może łączyć bogatego prostaka z potężną Myślą. czy nadal jest w nim świeża lilia. . niby szklanej klatki.Wielmoża z Wokuler? . wydymając dolną wargę: . wobec której odczuwał na przemian to braterską miłość. smutną. cóż znaczy jakiś wielmoża wobec istot. Dotknął ukrytego pod koszulą woreczka. To ty naznaczyłeś mnie w Jego imieniu… . że będziemy o nim pamiętać w dobrej godzinie.

obrońcą wieśniaczki z Domremi i że zrobi wszystko. śmieszna wieśniaczka. wiedział. aby żyła. nie uciekniesz od swego przeznaczenia. że dokonał wyboru i od dziś jest giermkiem. w ogóle Go nie znam. trzymając dłoń zaciśniętą na małym. a Jon zasnął. I zasypiając. skórzanym woreczku. . .że trony mogą przywracać lub obalać tylko wielmoże. nie kręć głową. ale Chłopiec już miał odpowiedź: . nie wyrywaj się. potem ona musi zniknąć. Ja tylko.zaśmiał się cicho Chłopiec. Jon milczał.zaśmiał się Chłopiec. ba. ani przyszłe pokolenia nie będą pamiętać jej imienia . Ty to wiesz. Jeśli nie ona. zdaniem wielmożów.Chłopiec uśmiechnął się kpiąco i zniknął w mroku komnaty.Polityka to coś strasznie prostackiego: już dawno winieneś zrozumieć. gdyby ona mogła usłyszeć Jego głos. lecz nie sądź. słyszę wtedy swoje Głosy. dlaczego wariatka z Domremi musi umrzeć i ani obecne. rozumiesz. . aby królem został najeźdźca… . że razem ze mną odejdzie twój problem. dotykając mojej blizny. głupcze? Słyszę Głos Kamienia.zaczął Jon. ale potem. a ten ciągnął dalej: . A teraz o Nim i Jego woli… nie. . czuję idący od niej chłód. lecz właśnie na to jest całkiem głucha. Bóg.Kim On jest? . kurczowo zacisnął dłoń na skórzanym woreczku i szepnął. to choćby pamięć o niej. niekiedy tylko czuje Jego obecność. by nikt nie pamiętał imienia wariatki z Domremi. ona bowiem i Głosy pochodzą od innego Boga. do kogo mówi: do Chłopca czy do Głosu: ..Nie wiem. iż zatrzęsła się pod nim ziemia. co osiągnie ta głupia. lecz muszę przypomnieć ci. podpisali traktat i wyrazili zgodę. nie wiedząc. książąt kościoła i królów.…lecz chętnie skorzystają z tego. On zaś życzy sobie.Odejdę. A oto i drugie: Bóg nie może przemawiać ustami zwykłej wieśniaczki.Odejdź… . Co innego. przyjacielem. Nie jestem Jego wyznawcą. rozumiesz. dudniący i bezdźwięczny Głos wypowiedział zaś z martwą obojętnością niezrozumiałe Słowo: “GRBHDWBGWZ…” Jon z trudem złapał oddech. choć niewtajemniczonym kamień wydaje się być milczący! . że jesteś tu z Jego woli. Wielmoże zaś poddali się. Przez ułamek sekundy Jonowi wydało się.wykrztusił Jon. 69 . wybrałby do tego celu kogoś znaczniejszego. z którym On próbuje rywalizować. czując bijące od niego łagodne ciepło.A jednak Głosy zwracają się właśnie do niej.Prawowitemu władcy potężnego kraju nie może przywracać korony wiejska dziewucha! To umniejsza wielkość tronu! To pierwsze prawo wielkiej polityki .

Zdradził nas .Po co mi to mówisz?! Przecież ostrzegę ją! .zawołał porywczo Jon. . o Którym nie chcesz myśleć. nie bacząc na grożące im niebezpieczeństwa. aby odwiedzić ciotkę w górach i że zaraz wracasz.mruknął Chłopiec.rzekła Dziewczyna. jak mocno bije mu serce. oddalając się w stronę.Wygrała .cieszył się Jon.Bo tylko oni znajdą sposób. zatrzymując konia i patrząc za znikającym Chłopcem. Boję się 70 . . jak skąpa liczebnie armia. jak coś ciągnie go za Chłopcem. marszcząc ciemne brwi. patrząc nieprzyjaźnie na zbliżającą się Dziewczynę. została świętą .Wygrała! . kiedy to zrobi. oglądał się za Jonem. .lecz Jon tkwił na swoim miejscu. Ona już teraz jest gotowa oddać życie za Sprawę. Jej źle ostrzyżoną. . I Chłopiec zmusił swego konia do galopu. a równocześnie wyrywa się ku Dziewczynie i cieszy jej radością. czując.Jonie! Miasto jest znowu nasze! A delfin wreszcie mi wierzy! .Wreszcie nas zdradził. Wieśniaczka z Domremi zniknie z tego świata i z pamięci przyszłych pokoleń. manewrując zręcznie swym bułankiem pośród koni rycerstwa.Po co? . . Dziewczyna właśnie zbliżała się ku nim na swym bułanku. by objąć miasto w posiadanie. . Teraz mi lżej. a nawiedzeni robią swoje.Ona jest nawiedzona. Orszak delfina zmierzał właśnie do Orlin. Nie miała już na sobie za dużych. że na krótko zboczysz z drogi.uśmiechnął się Chłopiec. I nikt nie będzie mówił. Była w lśniącej zbroi. Powiedz. . którą z rozkazu delfina dopasowano na nią na zamku w Szinie. ostatecznie przegania z miasta armię najeźdźców.To niczego nie zmieni . jakby czekał. . póki arcybiskup nie nałoży korony na skronie delfina w wielkiej katedrze w Rims. dokonała cudu.Uściskaj ją. co słyszała Głos Boga.…stali z Chłopcem na wzgórzu koło Orlin i patrzyli. ciemną głowę przykrywał błyszczący hełm. Nie wyglądała na wariatkę z Domremi. w którą uciekała armia najeźdźców. Wszyscy rozstępowali się przed nią z szacunkiem. czując. zniszczonych męskich portek i wełnianego kaftana. Wszystkie bitwy. . Tak długo. Jadąc. . Musimy przedrzeć się do najeźdźców .zaśmiał się Chłopiec. jakby była równa wielmożom lub nawet przewyższała ich. .Teraz będzie wygrywać dalej. którą delfin oddał pod rozkazy Dziewczyny.krzyczała z daleka Dziewczyna. Czekałam. mimo jej liczebnej przewagi i lepszego uzbrojenia. że ten za nim ruszy . że kiedykolwiek była taka. który zadowoli wielmożów i delfina i tego. Tak jakby jej nie było.mruknął Chłopiec.

czy mówi o przyszłym zwycięstwie i koronacji delfina. Odpoczął. Jonie. Jon ujrzał przed oczami rozmigotane barwy . lecz skoro inaczej nie można… Jeśli inaczej nie można. Lubiłabym swoje dzieci. by źle nie stąpnąć. Inaczej się poruszała się. a bardziej w jesiennych barwach.odparł stary Bóg kamiennym. Był to wciąż ten sam głos i te same niepojęte słowa. Wiem. purpury.Tak wiele wie.Jak bardzo się zmieniła . gdy niesie dobre sny. gdzie orszak delfina połyskiwał z oddali złotem i srebrem. żółci. czerwieni. żebyś przy tym był. W tym momencie nie przypominała wieśniaczki z Domremi.I chciałabym. tak dużo rozumie. Lubię noc. .Bardzo się boję.szepnął Jon. używała innych słów. Lubię świty w Domremi. Lubię zachody słońca i oczekiwanie na noc. .GRBGDBGHWZ . . Lubię życie. ale zginiesz . gdybym je miała.tego. że o tym drugim. ale gdy już nadejdzie… . . co nadchodzi. . Gdyby spadł z tej wysokości. parskają konie….żółć. Nie wiem kiedy. rozsypując się w pył. .rzuciła krótko i pognała konia tam. do czego nie dorosłam. Ale była też zieloność… zielone… ZIELONE… *** …gdy schodził ostrożnie z ramion Boga.urwała stropiona. Kamienna materia posągu chwilami kruszyła się pod stopami i musiał uważać. czy o swojej śmierci. zasypiając w żołnierskim namiocie. gdy zaczynają ryczeć krowy. 71 . Potem zrozumiał. bo każą mi robić coś. Nie lubię Głosów. drzewa wydały mu się mniej zielone.Zginiesz. nieuchronnie by się zabił.Dołączasz do prochów swych ofiar . chciałabym przynajmniej nie ze wszystkim umrzeć . czerwień.a potem gąszcz potężnych drzew. przystając zwyczajowo na wystającym pępku Bezimiennego i wtedy nagle jego czubek się odłamał i spadł na owalny plac. Tej nocy.rzekł Jon. .myślał Jon. zimnym głosem i Jon nie dosłuchał się w nim żalu ani lęku. Jonie! Jon nie wiedział.I co? . zmienił się nawet jej akcent i melodyka zdań. Nie chcę umierać.spytał. Jeszcze na moment odwróciła głowę i krzyknęła: . purpurę .Tak. Za dużo ode mnie żądają. gdy słońce wstaje nad pastwiskami. .

.Widzę .westchnął niecierpliwie Jon. Jeśli mimo to stało się coś złego.zdziwiła się Gaja i poruszyła niespokojnie w ramionach męża. 72 . Umierał bezgłośnie na ich oczach. Bezimienny krwawił bez krwi. Ale aż trzy miesiące twojej nieobecności odparła Gaja i mrugnięciem powiek ukryła łzy. . która ścięła włosy sierpem i wyglądała jak wariatka. Nasz owoc . Pamiętam też Dziewczynę. że szaman choruje. a kształt coś przypominał. jak miłość do żony wypełnia go całego i przeszywa boleśnie. biała zaś lilia w dzbanie przechylała śliczną główkę na smukłej.Lilię? . jak długo tam byłeś? . Coś mu zrobiłem. choć minęło tyle czasu i dawno powinien zwiędnąć. który mnie woła z Kamiennej Drogi. co jest TAM. . Biały kwiat lilii. była to wola Tego. ku Wiosce i żonie. aż wreszcie Gaja podeszła do stołu.poprawiła się. stoi wciąż tam. szarzejąc i kurcząc się w sobie. dotykając odruchowo woreczka na piersiach. Isak i powiedział.Więc nie wiesz. I nagle kwiat zaczął więdnąć.powiedział. jakbym go zerwała wczoraj. Dopiero nazajutrz. na stole. Kamienna Droga niosła Jona. żona powiedziała Jonowi. Nie wiem co. . od czubków palców u nóg po końcówki gęstych. I pamiętam lilię.Ale z siedmiopalczastej dłoni w czasie nieobecności Jona odłupał się najmniejszy palec. gdyż musiała się solidnie rozciągnąć. a brzuch Gai dojrzewa. Nie chciałem mu robić krzywdy. które schowały się z powrotem w kącikach jej oczu.To dopiero szósty miesiąc ciąży. wypukłego brzucha. zielonej szyi. Włożyłam go do dzbana z wodą. Kwiat lilii… . wyjęła z dzbana zwiędłą roślinę i wyrzuciła przez uchylone okno do ogródka. by wydać owoc.Długo mnie nie było . to wiem na pewno.Nie mierzę czasu i chyba tam płynie on inaczej. żebym poszła nad staw w Puszczy i zerwała lilię. chyląc główkę coraz niżej i niżej. ale nie była wariatką. tuląc ją mocno i dotykając dłonią ciepłego. jak na skrzydłach. Patrz. by zrobić miejsce dla ich syna. Patrzyli nań w milczeniu. Jest ciągle świeży. gdy obudzili się po długiej nocy. . Jej biel była niepokojąca. jasnych włosów. by opaść.Aż trzy miesiące… Znów trzy miesiące! . W ogóle niewiele pamiętam z tego.Wiele dni temu przyszedł do mnie stary kapłan. Liście na drzewach dojrzewają.zdziwiła się Gaja. Pamiętam… chyba pamiętam chudego Chłopca z soplem lodu w piersiach zamiast serca. Szeleściło w nim tylko ziele niepospolitego serdecznika. …skóra na brzuchu Gai była napięta i gładka. .uśmiechnął się.szepnął Jon. czując. Był piękny… Jest piękny . Widzisz? .

nie do starych czasów. Rybę.Nie! . Wymyślono je setki lat temu specjalnie dla męskich potomków twojego rodu! . Imię twych pradziadów. Jon nie zwlekał z odwiedzeniem szamana. że on żywi się tylko rybą i ziołami. choć rzadkie włosy oblepiały wypukłą.powiedział Jon. On ją tu sieje i sadzi jak nowy rodzaj kwiatów. A nasz syn musi ze wszystkim należeć do Cywilizacji.Obmyśliłaś już imię dla naszego syna? .bo nie umrze przed czasem.zaprotestował. jakie przynieśli z Dalekiego Kraju ludzie w długich sukniach.Różnie to bywa . Tylko w jego oczach wciąż lśnił płomień. gdy wrócę z Drogi! . Zaniosłam mu ją. . biorąc w swoją dłoń drobną. A może był to odblask ognia.To piękne stare imię. a on kazał ci powiedzieć. który tlił się obok łoża w żelaznym palenisku? .Będzie.Nie znaczy to.spytał. jak zechcesz .Zaniosłam mu wczoraj posiłek. przygięły go do ziemi lata. guzowatą czaszkę. że szaman cały zszarzał. . Jonowi wydało się. Zmarszczki na jego śniadej.szepnęła Gaja i wtuliła głowę w jego szerokie ramiona. w ciągu paru dni. . . . długie. a spocone..zdziwiła się Gaja.obruszyła się Gaja. że go nie cenię. Ale źle wygląda. wysuszoną rękę starca. że odejdzie dopiero wtedy. jakby w jednej chwili weszła do jego namiotu i rozsiadła się w nim na dobre.Ezra? . jakby przydymionej twarzy podobne były bruzdom żłobionym w ziemi przez drewniany pług. Jedno z tych. Właśnie on.Potrzebujesz medyka .Nasz syn otrzyma nowe imię.Tak.Zdawało mi się. ale tak nagle. Kąciki ust opadły. on ją pielęgnuje i zakorzenia.Szaman? Nie może umrzeć! Nie ma prawa zostawiać mnie samego! Obiecał. 73 .przyznał niechętnie Jon. Wiesz. że go nie lubisz! . Twoje imię. Starzec spoczywał na łożu ze skór w swym ubogim namiocie. aż tu nagle.…dopadła go starość. .zdenerwował się Jon. on je wybierze. żebyś był spokojny . Ezra wie wszystko o Cywilizacji. Poradzisz się w tej sprawie Ezry. . . Będzie nosić takie samo imię jak jego ojciec: Jon. . Jest tak strasznie stary… Tak długo się trzymał. tak aby było najwłaściwsze… . . Niepokojąca wizja śmierci starego czarownika skierowała myśli Jona ku życiu.

gdy skończy się twoja Droga. Lecz nie obawiaj się.Sam sobie jestem medykiem. . Ale na chorobę. bożąt i Bogów.i starzec urwał.. upały.Był tu zresztą nocą kapłan Isak. a pękając. a szaman znieruchomiał. Zapanowała między nimi cisza.i starzec raptownie urwał. żałobnie zawodziło. Przez wąskie usta szamana przemknął uśmiech. by je widzieć. . że każdy inny Bóg. Nie drzewo. Nie szkodziły mu dotąd ani huragany. lecz jego wywary z ziół są słabsze niż moje.uśmiechnął się z wysiłkiem szaman. który zlustrował wzrokiem wszystkie kąty namiotu i upewnił się. Jonie…? . Skąd kapłan może go znać. On zresztą o tym wie. który nie jest jego własnym. zapomniałeś? Zawsze lepiej leczyłem choroby niż ludzie w długich sukniach .Trzy noce temu usłyszałem głuchy huk w Puszczy po tamtej stronie Rzeki. Jakby coś pękło i spadło. Tym bardziej że Jego Głos jest coraz cichszy.Odpadł Mu koniec pępka i palec u jednej dłoni. Jeśli niszczeje… . Jonie. . .wyrwało się Jonowi.Wszyscy musimy kiedyś umrzeć. a już były nasze rytuały. wystawiony na wichry. Gdy byłem tam po raz pierwszy. kto Go wyciosał i wzniósł. . moja pora nadejdzie dopiero wtedy. że szaman nie potrzebował wizerunków starych bóstw. a bywają noce. nie ma też ziół. On też przerwał milczenie: . A może Bezimienny już zbyt długo stoi. gdy całkiem milknie. Jon zesztywniał. jest bałwanem. że nie stoi w nim żaden bałwan na szkodę Plemienia.Umierasz . wydawało mi się. która mnie zżera. deszcze i mrozy? . Nie wystarczy przecież zebrać ziele i je zaparzyć! Musi być odprawiony właściwy rytuał. śnieg czy słońce. że został On stworzony z tak kruchego kamienia. Nie wiedziałem. że jest wieczny. nie ma leków. że kamień jest twardy i niezniszczalny. słyszeć i z nimi rozmawiać? Młody kapłan wierzył głęboko.Zatem jest już tej Drogi tak niewiele? .Posąg rozsypuje się . tylko zdumienie. ani woda. a czas czarów bezpowrotnie przeminął. gdy umiera. skoro rytuał liczy sobie tysiące lat? Nigdzie na Ziemi nie było jeszcze kapłanów. Nikt nie wie z jakiego gatunku kamienia był wykuty i czy wykuła Go ludzka ręka. Drzewo śpiewa inaczej. inny dla każdego z ziół i każdej z chorób.rzekł krótko kapłan. Skąd Ezra mógł wiedzieć. . Nikt z nas nie wie. Więc to musiał być On. tak aby go nikt nie widział.przyznał Jon. w której słychać było tylko ciężki oddech starego czarownika.zawołał Jon z rozpaczą. choć na jego twarzy nie było widać lęku. Może kiedyś wróci… . Ale wiedzieliśmy. Głazy stają się porowate i wykruszają się. wszelka inna wiara 74 . Stała się bowiem rzecz niesłychana: do namiotu wszedł kapłan Ezra.Stoi tam od tysięcy lat nienaruszony i potężny.Nie możesz umrzeć! . Czy to możliwe. jakby nie chciał kończyć swej myśli.

kto mąciłby ludziom w głowach i uprawiał kult bałwanów. . Szczerość Ezry była zbyt brutalna.tu wzrok Ezry prześliznął się po stojącym w kącie namiotu Jonie .bałwochwalstwem. . Słyszałem twoje ostatnie słowa. a wówczas… Kto wie? Może mimo twych straszliwych grzechów ominie cię piekielny ogień? Chcę ci pomóc.powiedział cicho stary czarownik. . to właśnie ty jesteś poganinem. człowieku w długiej sukni . . zatem po twym odejściu zabraknie w Plemieniu naturalnego następcy szamana ciągnął tymczasem Ezra z pewnego rodzaju triumfem. że to się stanie dziś lub jutro .Isak. Ezro . Nie przybywał w złych intencjach . Nie sądź. aby Plemię wybrało nowego czarownika… . . . a Jon wstrzymał oddech. skończysz w ogniu piekielnym! zawołał wzburzony Ezra. całe życie pokornie schodzący z drogi kapłanom .A ja się nie zgodzę. że ostatni poganin tego Plemienia wkrótce przestanie niepokoić Wioskę swą obecnością.powtórzył kapłan. twój grzech i twoje piekło. by się nie wtrącał.uśmiechnął się z wysiłkiem szaman.To twoja ostatnia szansa. wyznający ją zaś są poganami.powiedział surowo. odchodząc z doczesnego życia. Niczego nie rozumiesz. który wierzyłem w swoje bóstwa. Nie będę 75 . . kapłanie .Wyjdź stąd.wedle niego w najlepszych.Dlatego odchodzić będę z dumą. Jeszcze nikt w plemieniu tak otwarcie nie upomniał się o prawa starych Bogów. bałwochwalco. Ty jesteś ostatni. Możesz wyznać mi swoje grzechy i pokajać się za nie. nie z pokorą. . a niewiele czujesz. Czarownik zaś. lecz nie było też żalu.tak jakby uznał wyższość nowego Boga nad swoim starym i porzuconym .wtrącił Jon z bezsilną złością.Jesteś poganinem i jeśli umrzesz w tym stanie. szamanie. by pominąć ją milczeniem. Ezra jednak nawet na niego nie spojrzał. .zawołał Jon.To jeszcze potrwa. Po tobie nie będzie tu nikogo.On niczym nie zgrzeszył! . to mój obowiązek . Stary szaman zaczął zbierać siły do odpowiedzi. Na szczęście nie masz syna.teraz. .stwierdził rzeczowo młody kapłan. choć nowa podbijała światy. choć nieprzejednane. Wzrok wbił w twarz osłabionego starca. W jego twarzy nie było satysfakcji. Ezra nie wątpił też. . Ezra spurpurowiał.Twoja wola. a starzec bez słowa skinął głową. ale starzec dał znak ręką. odważył się postawić znak równości między starą a nową wiarą. ale wówczas do namiotu wszedł kolejny nie zapowiedziany gość .Całe życie się kajałem. czarowniku .Umierasz. a spojrzenie miał natchnione.… lub żeby ściągnęło go do Wioski z sąsiednich osad.Dla mnie. Daję ci ją.

być może.tu urwał.Nie grzesz. co mówi i czyni. a miłość przyjdzie z czasem. że choć daleko stąd. lecz opanował się i powściągnął emocje: . wie. Całe jego życie wypełniała powinność.Dałeś Jonowi woreczek z ziarnkiem piasku. On tylko myśli. W namiocie zapadła cisza. . gdy zostałeś kapłanem. ale i czucie. . Wiesz. co wydaje mu się najlepsze. lecz przecież w księgach nie zapisano wszystkiego. Co ciebie ochroni. stojąc u wyjścia.powiedział Ezra. jak myślicie.Wiary?! .…wiary i serca. bo wybaczanie to słabość. gdy został czarownikiem.Wiara to właśnie serce.nie.powiedział Isak i drżącą dłonią nakazał. Takiego Boga potrzebują ludzie. Tylko w bólu ognia oczyszcza się dusza grzeszników . który stoi u kresu Kamiennej Drogi? I chyba mieli rację. A ja czuję. a nie wedle własnych myśli . choć nie byłbym tego całkiem pewny. Ezro. Ludzie są omylni i słabi. Każdy pomijał to. płoną już stosy z heretykami.Ezra nie jest taki. przeszkadzasz… . co mu było niewygodne. Niepewność 76 .Pamiętaj. a ty zamiast mu pomóc. Ezro. Czy boska istota. Trzymasz się kurczowo tego. które czytasz. nie dopuścił się grzechu. którą na niego nałożono. A gdy podkłada się żagiew pod stos. I dobiera słowa wedle formułek. lub palił księgę. A na razie jeszcze wciąż jestem twoim zwierzchnikiem. Isaku. gdyż ten człowiek jest chory.powiedział cicho Isak. że Dobrego Boga najpierw trzeba się bać. Żeby nie błądzić. gdy grozi piekłem i wymaga wielu ofiar od ludzi. w przeciwieństwie do ciebie. bo zrozumienie jest ponad twoje możliwości. jakby się namyślając i dokończył: . Twój brat. synu. Wiara to nie tylko zasady. tak jak nałożono ją na ciebie. a szaman dodał ze smutnym uśmiechem: . Ezra. Nie jest zły. W księgach.Nie.spytał wreszcie szaman. choć nie powinno tu być ani zwierzchności. . a tylko wierni i Dobry Bóg . choć dla innych była księgą świętą. .podskoczył Ezra. nikt nie ma litości dla siwych włosów czy schorowanego ciała. jakby chcąc szarpnąć starego kapłana. Isaku! Jeśli komuś brakuje wiary. trzeba… . choć są to tak różne czynności. że ten starzec nie zrobił nigdy niczego złego. I każdy z was czyni to. ani hierarchów. . co zapisano w księgach. Ezra odwrócił się gwałtownie i wyszedł. A teraz wyjdź. on nie jest zły. by młody kapłan opuścił namiot. Isaku? . uznaną przez siebie za heretycką. że podobnie sądzili wyznawcy Tego.Być może. Jest tylko młody.próbował ci tego tłumaczyć. Jest pewny swego. niewiele o tym napisano. Isaku.pokręcił głową stary kapłan. to nie mnie! . która wszystko wszystkim wybacza. może być w ogóle Bogiem? Wedle ludzi . aby go chronił w Drodze.

W czym mamy ci teraz pomóc? .jest taka smutna i wystawia na ciosy.Tak jak wkrótce nie będzie go na moją. znakach. Przedłużamy tylko naszą agonię.spytał szaman z ożywieniem. poruszające się wolno.Nie ma leku na jego chorobę . . a oczy zdawały się oglądać jakiś inny świat. Był przecież ciągle potrzebny Jonowi i nie tylko jemu.. Jon pomyślał nagle. które czynili za życia. to rozświetlał. Nie umiałem go odszukać w świecie. jaką wyznawali i Bogach. Chwilami wydawało mi się. To był inny świat. w którym się znalazłem. nikt nie powie złego słowa na cudzych Bogów.Znajdź jakiś lek na jego chorobę . nie wiedząc o tym. jak . gdyż wszelkie boskie istoty będą tam sobie równe. że jeśli wciąż tu powracam z… z tych… z mojej Drogi.Następca nie będzie już potrzebny i kapłan Ezra. z których pomiętymi fałdami zwisała sucha skóra. gdzie jest Chłopiec. dla którego trzymam to ziele. migocząc. by odpocząć. do którego stary czarownik miał wkrótce przejść sobie tylko wiadomą drogą. a wątpliwości rozdzierają ciało równie mocno jak katowskie obcęgi. . że to jest ten sam świat.powiedział Isak. słowach. ale to on daje mi znaki i wyciąga do mnie rękę przez te wszystkie przestrzenie jak przez szklane klatki.rzekł szaman i zapatrzył się w ogień. to krył w cieniu jego schorowaną. w których wierzyli. Lepiej być pewnym siebie. z trudnością na długich. . szamanie? . . bóstwa i bożęta. w którym kiedyś znajdzie się Isak i że w tym wspólnym dla obu starców Świecie Zmarłych nikogo nie będzie się oceniać po stroju. Daj mu jakiś lek… . byś nie pozostał sam na swojej Drodze. . 77 . buzujący na żelaznym palenisku. Żaden sługa boży nie może odejść przed swym Bogiem. “poganin” czy “bałwochwalca”.Wydaje mi się.zdziwił się kapłan. to nie dlatego. błądząc.Królowa Śniegu? To ona tam też jest? . Ale stary czarownik nie miał jeszcze prawa odejść.spytał pozornie bez związku Isak. . . Ogień. niż niepewnym. W świetle ognia głowy obu starców przypominały pomarszczone głowy żółwi.Kto będzie twoim następcą.poprosił Jon starego kapłana. wychudłą twarz.Czy ziele serdecznika spełniło swoją rolę? Czy tamto serce z lodu zaczęło topnieć? Jon dotknął woreczka na piersi.Nie wiem. . jaki niesie ze sobą Królowa Śniegu… . cienkich szyjach. że czuję gdzieś blisko siebie chłód podobny temu. Nikt nie będzie tam znać takich słów. że mam rodzinę. myśląc o swym nie narodzonym synu. religii.heretyk”. mając rację… Jon słuchał uważnie starego czarownika i analizował w duchu jego słowa. miał słuszność .

. że tu przyszedł. WIEM.Pierwszy był zielono-biały. sypiąc je wokół.zaciekawił się kapłan. sycząc. tym bardziej musisz go szukać . Nie wierzył w magię. Czuję. wzbił się pod szczyt namiotu. bólu i cierpienia.Kiedyś powstaną księgi. nawet narzędzia i ubiory ludzi. . Tylko Chłopiec był prawdziwy. gdyż do szarpiących go wątpliwości przybyły nowe: niektórzy jego bracia czynili cuda siłą wiary. pełen błota. byś znalazł Chłopca z lodowym sercem. a nawet… nawet Światowida . uczynić tego Chłopca swoim narzędziem w innych światach. Złoto bowiem też było sztuczne. Była to ponoć wiara jedyna i prawdziwa. że to ważne. Teraz żałował. że Ona przetrwa wszystkie czasy. . . Isak patrzył na starego czarownika rozszerzonymi oczami.Jakie są te światy? .. Drugi świat był dla odmiany bury.Królowa Śniegu… . .powtórzył szaman. że im bardziej On nie chce.A jednak musisz go znaleźć. by w zamian za korzyści zamieniła mu serce w lodowy sopel.wyszeptał nagle stary czarownik. dając mało światła i niewiele więcej ciepła. których istnienie wzajem się wykluczało. do którego On mnie zawiódł .Królowa Śniegu… .lecz przecież widział. ale samą sztucznością. kto zgodzi się. . choć nie pojmuję. Ściany. przejdzie wszystkie granice. ale nie ono było najcenniejsze. Ją.W naszych księgach nic o niej nie piszą. 78 .zakończył z mocą stary czarownik. Sztuczny. Chyba że… Choć w namiocie było chłodno.Ja w każdym razie nie umiem rozpoznać tego Chłopca w innym świecie niż ten pierwszy. .Wiedziałem.zakończył szaman i zmęczony zamknął oczy. A wierzył ponoć w bałwany i był poganinem. stoły. jeszcze przed chwilą sennie wpatrzony w leniwie pełgający ogień na żelaznym palenisku. gdzie mam szukać świata bieli i zieleni… . I jego serce. Nie wiem. że Bezimiennemu udało się.powiedział Isak. jakby ktoś rozpłatał mu ciało. lecz jakaś Dziewczyna. Lecz teraz ogień buchnął iskrami. CZUJĘ. Bracia Isaka i stary czarownik wierzyli zatem w boskie Istoty. . o co chodzi .WIDZĘ… WIEM… CZUJĘ… . z pomocą Królowej Śniegu. Jonie.zamyślił się Isak. które będą ją opiewać. podłogi. Wszystko w nim było ze sztucznych. gliny. Szaman też czynił cuda siłą wiary.szepnął zmartwiony. W tym błocie połyskiwało złoto. gdyż zawsze znajdzie się ktoś. a płomień. stary kapłan otarł dłonią spocone czoło i przeżegnał się ukradkiem.WIDZĘ tego chudego Chłopca z blizną na piersi tak długą. aby wyjąć serce i wymienić na inne. zgodnie z Jego wolą. nie wolno mu było w nią wierzyć. Miałeś użyć tego narzędzia. Ogień leniwie pełgał. nienaturalnych materiałów. zanim stało się lodowym soplem. Także ta biel i zieleń nie były bielą śniegu i zielonością drzew. aż Jon zdumiał się jego pewnością. .

powiedział nagle szaman. tuż przed wschodem słońca. gdyż 79 .zdziwił się Jon. co niemożliwe.Niezapominajka? . nie było i nie będzie. to niczego takiego nie ma. a Isak pomyślał. że nie zdziwi się. Mimo to odparł Jonowi zgodnie ze swoją wiedzą: . . choć od setek lat ludzie rozpaczliwie tego poszukują i zawsze. wiem o tym. .Mnie też by się przydał taki cudowny napój… .zaprzeczył niecierpliwie Jon.zapytał kapłan z dziecięcym zachwytem nad prostotą tego odkrycia. jakie go ogarniały. co Isak przyjął z ulgą. nie zwykłe życie. Czy to możliwe? Obaj starcy zamyślili się.Niezapominajka . gdyż wszystko. Duży szafirowy kwiat o kłujących liściach.Niezapominajka? . . Nie przywrócisz zmarłych do życia. która nigdy nie wyrośnie w niczyim przydomowym ogródku. Isak bał się. pod złotymi kopułami świątyń. .Muszę tylko zapewnić życie Dziewczynie… nie. magicznym środku. albo uczynisz to tylko na krótko. .Raz to się udało.Potrzebuję… nie wiem. który przywraca do życia zmarłych lub zapewnia nieśmiertelność żywym. bo ona wkrótce zginie.przybył do tego dzikiego kraju. może istnieć siłą wiary.uśmiechnął się szaman. Jego niezapominajka.Ale w moim starym świecie też niczego takiego nie było. Tylko raz i tylko jednej Osobie. Jej ciało rozsypie się w proch i złączy z ziemią.Och.pytał niepewnie Jon.szepnął wreszcie Isak. który rośnie tylko TAM. lecz mimo upływu setek lat wszyscy powinni ją wspominać. . którą na nim ujrzysz jako srebrzystą kroplę. nie. który rośnie na łąkach i w przydomowych ogródkach?! .Nie chcę nikogo wskrzeszać! . odkąd . iż tak. gdy się okaże. Tam. do kresu sił będą szukać. lecz nie strąć rosy.zamyślił się kapłan. Powinieneś szukać kwiatu o świcie. dokąd może go zawieść świadectwo oczu i coraz to nowe wątpliwości. jeśli o to ci chodzi. lecz nie za sprawą Wody Życia.jakże dawno temu! . Nie patrzcie z takim zdziwieniem! Chcę po prostu.Może o to ci chodzi? .Jeśli myślisz o cudownym. Myślę o życiu po śmierci. Zerwiesz z niej tylko jeden płatek. . wszystko wydawało się takie proste… . Żeby była nieśmiertelna przez pamięć. . nie przez wiecznie żywe ciało. lecz za sprawą słów . niezwykła. .Mały jasnoniebieski kwiatek.Gdyby została świętą…? . żeby o niej pamiętano. skąd przybył.Jon przerwał wydłużające się milczenie. . Woda Życia istnieje. jak to nazwać… Woda Życia? Istnieje coś takiego jak Woda Życia? .

Pewnie się zdziwisz. do którego z Nich dwóch ją odmawiasz . Mój Bóg nie jest ani okrutny. Niezapominajka i kropla rosy nie przynależą do nowego świata. 80 .a jakąś swoją własną. bo właśnie ona jest twoją Wodą Życia. niewiele ode mnie wymaga. Nie wiem. która zdąża tu. który na niej przecież był już dwa razy.szepnął Isak i obaj starcy znów spojrzeli na siebie porozumiewawczo. których nie pojmował. A potem… .do której należał stary kapłan . idąc do domu . jak szepczą do siebie słowa. więc wyszedł. nie przynależy całkowicie do Cywilizacji. czy ty się czasem modlisz i do kogo? Szaman uśmiechnął się słabo: . Jest tylko mój. nie widzę. najwyżej smuci. nie Światowida. ale wiem. lecz wtedy. widząc. Nagle Isak z błyskiem w wyblakłych oczach spytał: . do Puszczy. której nie miał. Dlatego moją wiarą wyhodowałem sobie własnego Boga. Nie przypomina też Boga. Kapłan Isak jest POMIĘDZY.choć przybył z Dalekiego Kraju i czyta biegle czarne znaczki na kremowym pergaminie. Jon poczuł się intruzem wobec ich obopólnego porozumienia.przypomniał szaman i obaj starcy spojrzeli na siebie ze zrozumieniem. Pomiędzy rzeczywistą Cywilizacją. gdyż moje modły przedłużałyby tylko Jego agonię.…pamiętając. zwłaszcza gdy ona była sensem jego życia. który stoi u kresu Kamiennej Drogi. dużo mi daje i czuję jego miłość… .Może nic o tym nie wiesz i mamy tego samego Boga? . stanie się twoim narzędziem. na wszelki wypadek zmów modlitwę… . Ale gdy płatek kwiatu dotknie ziarnka piasku. gdy Jona ani jego syna już nie będzie pośród żywych.ono mogłoby rosę wysuszyć. w którego wierzy kapłan Ezra. Kapłan Isak .albo nie istnieje w ogóle i nigdy nie będzie istnieć. szamanie. Byłby to akt niemiłosierdzia. ani samotny w swym okrucieństwie.…potem schowaj go w skórzanym woreczku na szyi . która istnieje tylko w jego marzeniach lub w księgach. Ci dwaj starcy posiedli wiedzę.rozmyślał Jon. Cywilizacja Miłości . To bardzo źle być pomiędzy. tylko czuję. albo nadejdzie. Zwiń ten szafirowy płatek razem z kroplą. że nie chce takiego losu dla swego nie narodzonego syna. jak wygląda.Ciekaw jestem. Już od dawna nie wolno mi się modlić do Tego. lecz do światów Bezimiennych Bogów. Ale człowiek bez modlitwy jest pusty i bezradny. wielkimi krokami . nie słyszę Go. gdyż wówczas nie przynależy się nigdzie. Jon wiedział. jaką zaledwie przeczuwał i więcej wiedzieli o jego Drodze niż on.zakończył Isak. Zanim zasznurujesz woreczek rzemieniem. że On w niczym nie przypomina Bezimiennego. nigdy się nie gniewa.

. gdy nasz syn się narodzi. z ust zaś płonących żywcem ludzi wydzierało się zwierzęce wycie. lecz gniewny głos młodego kapłana. będą kłamać. gdyż wył z bólu razem z płonącymi w śnie ludźmi i położyła chłodną dłoń na jego czole. będziesz przy mnie i oboje zdecydujemy o jego losie. stare zginą. nieludzkiego wycia były słowa Ezry o “heretykach” (Jon wciąż nie rozumiał tego słowa) . Kapłan Ezra należy do nowych czasów i drogi. Jonie. że kochasz starego kapłana.Tej nocy mocno przytulał do siebie Gaję. bo malutki się wystraszy… Jon. Dlatego nasz syn musi każdą swoją cząstką należeć do nowych czasów. uda. nie dzieje się nic złego. że w naszym Plemieniu to ojciec. a potem biegły wyżej i wyżej. by mój pierworodny nigdy nie miał wątpliwości. oddychając głęboko i powoli. domowy ogień. cicho. mokry od potu. . Gaju… Gdy nasz syn się narodzi.Tylko ogień oczyści dusze grzeszników… tylko ogień… . . wciąż przerażony. a nie tego drugiego. która lubiła widzieć świat w jasnych barwach. iż w ten sposób powinna być z nim i na jawie i we śnie. znikną bez śladu.i o ogniu. nie chcąc straszyć swej żony. skrzesany ludzką ręką. . Gaja tymczasem pytała gniewnie: . położył głowę na brzuchu Gai i przez jej napiętą skórę wsłuchiwał się w ruchy swego syna.Chyba oszalałeś! Drugi raz mi to mówisz.dokończył gwałtownie. przykryją wkrótce wszystkie stare drogi i ścieżki tak. które ktoś po setkach lat napisze o naszych czasach. które ogarniały czyjeś stopy. Wtedy żyje 81 . iż kiedykolwiek tędy biegły. oddasz go pod opiekę Ezry . A jednak głośniejsze od tego straszliwego. które zbudują jego bracia. przytul się do mnie. Tym razem to kapłan Ezra powiedział coś takiego… . szukając najwłaściwszej z pomocą wróżb i szamanów. przyjazny. Chcę.Czy Ten z Kamiennej Drogi nie może zostawić cię w spokoju choćby nocą? Musi zabierać nawet twoje sny? .Gaju. Śniły mu się płomienie stosów. nawet z ludzkiej pamięci. Więc nie krzycz. że nikt nawet nie będzie pamiętać. dotknij… Czujesz.To nie On. który wciąż nas czymś straszy! A zresztą. Gaja obudziła go. idą nowe czasy. wytycza drogę synowi. jak Puszcza. jesteś w domu. Jonie. nie matka. aby się uspokoić.Posłuchaj. jak nasz synek energicznie się porusza? Musiało mu być niewygodnie lub już wyrywa się do ciebie. inaczej utknie pomiędzy starym a nowym.powtarzał monotonny.Cicho. żeby był taki jak Ezra. gdyż wydawało mu się. nic złego się nie stanie. A księgi.i Jon urwał. a z każdym jego słowem płomienie stosu wzbijały się wyżej i wyżej i paliły mocniej niż zwykły. choć wiem. Wiesz. jak szaman i Kamienne Drogi. . Głos Ezry w jego śnie grzmiał silniej niż trzask pioruna.

Były chłodne i niemal żywe. I bezpieczniej. że żona podziela jego niepokój. Jon pamiętał. nawet gdy jon delikatnie dotknął ich palcem. dokąd zawiedzie go Droga. jakby się w sobie zapadał. Na tle ich agresywnego koloru krople rosy wydawały się większe i bardziej kuliste niż zazwyczaj. zdziwił się. tak postanowiłem. choćby na resztę nocy. Gaja udawała. o którym nauczali Isak z Ezrą (choć chwilami wydawało się Jonowi. …i lśniły. Istota. Tam.GRDBGHBWZ… Odwrócił się twarzą do zielonej Puszczy i cicho się pomodlił: nie do Tego. choć na podbrzuszu starego Boga wciąż dumnie wypiętrzały się znamiona męskości.powtórzyła z uporem Gaja. Nie było już w ogóle wystającego wcześniej pępka. rosła ta niepospolita niezapominajka i na jej płatkach jeszcze długo lśnić będą krople rosy. lecz do Boga. nie miały nic z łagodności błękitu. A jednak wciąż był ogromny i przytłaczający. Gdzieś tam. tak jak Gaja zwijała pierożki. a upiera się tylko po to. Woda Życia należała się tylko wybranym i nie on decydował. wychylając się do światła.Gdy narodzi się nasz syn. Mimo to cały posąg wydał się Jonowi mniejszy. bez szczególnego zdziwienia dostrzegając kolejne szczerby na olbrzymim kamiennym posągu. iż kulista kropla nie rozpadła się na kilkanaście mniejszych. lecz u obu gigantycznych dłoni brakowało po kilka palców. nie powinien mieć przy sobie więcej Wody Życia niż dla jednej osoby. tak że krople Wody Życia nie mogły spłynąć. została wybrana wcześniej przez kogoś innego. które widywał w domowym ogródku. Nie musiał się śpieszyć. Więc oddasz go pod opiekę młodego kapłana.się lepiej. Potem stanął twarzą do Bezimiennego. 82 . Tym razem Jon nie zwlekał z powrotem na drugi brzeg Rzeki. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi. Nie każdemu należała się bezcielesna nieśmiertelność. będziesz przy mnie . zgarbił. kto otrzyma ten dar. On był tylko narzędziem w dopełnieniu się Losu. Gdy tuż przed wschodem słońca opuszczał dom. którego obecność czuł za plecami. Kwiaty też były wielokroć większe. Spoczywały teraz w pyle koło nóg bóstwa. a ich płatki przedziwnie wygięte. że śpi. że ma zerwać tylko jeden płatek. bezgłośny i obojętny zew Boga: . którą chciał wyrazić. mieniąc się tęczowo. Już nie u jednej. a jeszcze później do otaczającej go zieleni Puszczy. ale wciąż tkwiła na miękkim płatku jak mały paciorek. Turlały się pod jego palcem po kolistym wnętrzu szafirowego kielicha. pewnie na skraju. że reprezentują oni dwóch całkowicie różnych Bogów). jak te. ale Jon już wiedział. gdyż słońce późno docierało do owalnego kręgu. . Płatki kwiatu rzeczywiście były jadowicie szafirowe. ledwie rozpoznawalne. Włożył zwinięty płatek do skórzanego woreczka i wtedy usłyszał dudniący. że pojęła myśl. której go ofiaruje. by przywołać dobry sen. Zwijając zerwany płatek w dłoni. a on nie chciał nią kusić nawet siebie.

Dlaczego kapłan Ezra mówił o stosach? Zieloność Puszczy zamigotała. Spóźniłeś się. A potem… Potem przestanie istnieć. Widowisko było jednak przednie więc wszyscy chłonęli je chciwie. Ogień lizał gołe. zgoła bezsensownie. Nie może być za późno… Przepchał się przez wrzeszczący tłum. rozczłapane.Za późno. szuka jąć pary oczu. Tutaj czas był odmierzany powoli. Była to chuda. ale TAM.. Te stopy były brzydkie. . która wskaże mu drogę. Ale jej twarz nie była już twarzą wieśniaczki ani nawet nawiedzonym obliczem wariatki z Domremi. Ona już płonie. I właśnie o to Mu chodzi! . żarząca się pasją. czując. niezgrabne stopy Dziewczyny przywiązanej do grubego pala. kropla Wody Życia może wypłynąć z płatka i wsiąknąć w skórę. Nie zostaniesz sam więc puść mnie tam. inteligentna. który siedział w wygodnym fotelu. lśniącą ciemność. Spóźnię się. czy kocha Dziewczynę.Puść mnie tam. w kręgu. duże. że czas ucieka . zadowolony śmiech Chłopca. jak u wszystkich wieśniaczek. choć chciałbym. Jonie. Ziele w moim woreczku wysycha i kruszeje. czy ten stos go przeraża. gdy znalazł się na ramionach Bezimiennego i przemieszczał się wokół jego potężnej głowy. przyniesionym tu przez sługi i przyglądał się 83 . świadoma wiedzy twarz dojrzałej. czy raduje.nie tu. Nie widzisz. tak jak drży od wielkiego ognia. czy też jej nienawidzi. Jon czekał i czekał. Puść mnie. Za późno? . że ogień liże jej stopy? Zaraz wyda z siebie zwierzęce wycie. zasłyszane niedawno słowo. pozostawiając na później namysł nad jego sensem. Ognia… Ogień… OGIEŃ… STOSY… *** . gdzie powinienem się teraz znaleźć.szeptał żarliwie Jon. powietrze zadrżało.przypomniało mu się nagle. które rzadko wkładały obuwie. rozmyła się. Jon z najwyższym trudem dobrnął do najdostojniej wyglądającego wielmoży. Widzisz że Cię nie porzucam.Puść mnie. ordynarne.Wróciłeś . gdzie jestem teraz potrzebny .szepnął Jon. ukazując głęboką. coraz bardziej niecierpliwie. który nie mógł się decydować. .pomyślał z rozpaczą. mimo że Dziewczyna miała przecież tylko szesnaście lat. Stary Bóg długo podejmował decyzję. proszę Cię . gdzie zbiegały się Kamienne Drogi i gdzie pośrodku tkwił On. ale TAM zaczął przyśpieszać i Jon już o tym wiedział.zaśmiał się Chłopiec. . Wreszcie powieki jednej z czterech par oczu uchyliły się. Jon powędrował spojrzeniem w ślad za wzrokiem Światowida.szepnął Jon. Zniknie cieleśnie i z pamięci następnych pokoleń.Stosy… . słysząc obok szyderczy. mądrej kobiety.

ale Życia po Życiu. Ale Dziewczyna. to i on skończy jak Dziewczyna. gdyż bał się zarówno płomieni. prężyła ciało. której wypada pić wodę. . a jej twarz zniekształcał ból. Kropelkę. wciąż była milcząca.zaśmiał się. To może być ciekawe. które wkrótce dotknie ją: o bólu palonego żywcem ciała. To tak bardzo boli . Zresztą nawet gdybyś wlał w nią galon płynu.Nie. Zatem zgadzam się. I poczuł żar. Jonie… Wolałabym prawdziwe. ognia tym nie wstrzymasz. zaraz. aby nie spaść. . zwierzęcego głosu. Kropelkę Wody Życia. to boli. . wiedząc.To ty.Pozwolono mi dać ci to .Niech wieśniaczka z Domremi wie. plunął mu w twarz iskrami. przyklękając. że płomienie sięgnęły już jego nóg. Na wieki. do końca. jak i nieuchronnego. Poczuł jej gorące. stając na przedostatnim szczeblu drabiny i obejmując ramionami pal. Nie umiał sobie nawet tego wyobrazić. Zabolało. że jeśli od stosu zajmą się stopnie. . Stłumił ogień ręką i zacisnął zęby.stwierdził po namyśle. Bardzo długo. Do ostatniego ścięgna i kawałka kosteczki. od iskier zajęła się jego czupryna. wciąż żywe ciało. Ale przezorny wielmoża nakazał szczeble polewać wodą. jak pradawne smoki. . ale daj jej tylko kroplę. że jest jedynie wieśniaczką.egzekucji z mieszaniną źle hamowanego podniecenia. Znowu pomyślał o cierpieniu. szamocąc się bezradnie pośród grubych sznurów. 84 .Och.poprosił Jon. dmuchających straszliwym żarem. Żar wzrastał i Jon poczuł.Panie.spytała Dziewczyna suchymi. a odpryski ognia dotarły do twarzy. Ty umrzesz.spytała z nadzieją. Trochę się podgrzejesz… . spękanymi wargami. . Słudzy wielmoży przystawili drabinę i Jon wspiął się na nią. Niech umiera. uczyń mi tę łaskę i pozwól wlać skazanej do ust kropelkę wody z jej rodzinnych stron. Jonie. zwykłe. Jon dygotał.Wodę. . pełne cierpienia. prawie seksualnej satysfakcji i bezwiednego wstrętu do siebie i do ofiary. nie wino na królewskich dworach. Jonie? Co mi dajesz? . choć szamotała się bezsilnie. . myśląc ze strachem. by wytrzymać piekący ból. Idź. Zawsze. byleby było. Spłoniesz w ogniu.szeptała Dziewczyna. To nie jest Woda zwykłego życia. Niechby było złe. ale będzie żyć pamięć o tobie.Jest w tym jakaś zdrowa myśl . krótkie życie od najdłuższej pamięci. za sekundy musi wydać z siebie palona żywcem wieśniaczka. który już.wykrzyczał jej do ucha. który.Wody Życia? Więc będę żyć? . . skąd przybyła… . Wielmoża przyjrzał mu się ciekawie.

ale umknął płomieniom. Ona umiera przez mękę. rozlegającego się wokół i niesionego hen. zatem daj mi tę swoją Wodę Życia.Co z tego? Co to za życie.Namaściłaś króla. która czasem uwalnia od męki życia. Jon gwałtownie wyciągnął rękę i prawie wcisnął wilgotny płatek pomiędzy spierzchnięte wargi Dziewczyny. Przerażający krzyk Dziewczyny nie milkł. nie. które biły od stosu. szczekliwym śmiechem. jak zniekształcą jej portret piewcy jej legendy? Do czego 85 .powiedział Chłopiec z szyderczym uśmiechem. lasy. że to tylko Chłopiec. Sam nie wiedział. . Lepsze to niż nic.Mówili do mnie tylko Jego słudzy.Nigdy nie zazna miłości. że jesteś cały poparzony? I co wskórałeś? Nic. przez pola.Och. biegł teraz. szydercza maska. nie rozmawiałam z Nim . że przełyka. . jak i kiedy znalazł się na ziemi. a ty tym bardziej nie możesz mi go ofiarować. a kulista kropla skurczyła się. który zaraz przeszedł w jęk. uwierz. Umknął. . On sam nie jest do pogaduszek. drogi. Jeszcze kilka sekund i zniknie. Nie zrobili tego za darmo. Ale skoro On nie chce mi dać normalnego. nawet najgorszego życia. co to narodziny własnego dziecka. wyparuje bez śladu. Rozmawiałaś z Bogiem… . z lękiem. nie doświadczy nawet ulgi śmierci we własnym łóżku.płatek zaczął gwałtownie tracić kolor. gdyż języki ognia wspinały się coraz wyżej .które z sekundy na sekundę stawało się coraz gorętsze. połyskiwała srebrzysta kropla. Jonie? . prawda? Pamięć może przybierać tak różne kształty… Może niekiedy przybierze mój własny? Jonie… Jon niecierpliwie. nie wiedząc. Wiesz. namówiwszy wielmożów. jak perła. Wiedział. piekących plam.To ja . A co będzie w innych światach? Skąd wiesz. by wydali ją najeźdźcy. byle dalej od jej krzyku. Na jego ciele pojawiło się pełno brązowych. lecz zaraz powróciła zwykła. W tym świecie przegrałeś. lecz ujrzał. nie chcąc słyszeć straszliwego krzyku umierającej Dziewczyny. ba.. wyszarpnął z woreczka stulony płatek niezapominajki. W gorącym powietrzu płonącego stosu .Nieprawda! Nigdy o niej nie zapomną! Nigdy! Jej imię przeniknie przez granice i światy! Będzie żyć! Twarz Chłopca przelotnie skurczyła się w poczuciu porażki. . czym może być życie. nie będzie wiedzieć. a ona… Obok siebie usłyszał czyjś oddech i na moment przystanął przestraszony. a w jego wnętrzu.To ja ją zabiłem.Dziewczyna parsknęła krótkim. Nie wyglądała już jak królewska perła. . A potem zaczęła wyć. Westchnęła i z ulgą dostrzegł. od upiornego blasku i żaru. Zatkał uszy. Wciąż był jaskrawoszafirowy. Wtedy Jon zatrzymał się i krzyknął mu w twarz: . Wzięli za nią dziesięć tysięcy sztuk złota. że odtąd już zawsze będzie go słyszał.skrzywił się.

pomyślał. delikatna. Jon nie chciał wiedzieć. nie teraz. że te stosy jeszcze będą płonąć. I taka zostanie . . przeciwnie. coraz więcej. niemal ordynarny śmiech. prostacki język. że będzie ich dużo.jej użyją? Do jakich celów? Myślę. komu chcesz służyć. co miało być unicestwione! Głosić chwalę jej imienia! .Nie uciekniesz ode mnie. Nie tu. uszlachetniam. zbyt głośny. nie dawała mu spokoju.Wszak Bóg jest tylko jeden! Z rozpaczy plączą mi się myśli .stwierdził. nie wolno tam wracać! Przecież Chłopiec powiedział.usłyszał w oddali szyderczy śmiech nie chcianego kompana. w światach przyszłości.Dokąd jedziesz? . kierując konia w stronę przeciwną niż tę. . Prawdę o Głosach.Naprawiać to. gdy już wystarczająco oddalił się od Ruan. że jej portret tak szybko ulegnie zniekształceniu? Przecież to ja go zmieniam. smukłych. ale kto? Jon nie pamiętał. by jak najszybciej znaleźć się daleko od miejsca kaźni i Chłopca. . jak to jest. że nigdy się tego nie dowie. Jonie. to tam. . rozczłapane stopy. wąskich stopach. gdy człowiek płonie żywcem i miał nadzieję.rozmyślał Jon. On przecież parokrotnie wspominał. . że to moje dzieło. zdziwiony własną myślą.Trzeba wrócić do Domremi… Nie.W tym świecie nic ci ode mnie nie grozi. ciągnąca się prawie od nasady szyi ku brzuchowi. Raniłem go? Kiedy? Chyba bym pamiętał… .krzyknął za nim Chłopiec. poganiając konia.Nie bój się . Kto mu to mówił? Stosy są wbrew Bogu. byle głosić imię i chwałę Dziewczyny i prawdę o jej roli w osadzeniu prawowitego króla na tronie. gdyż jej krzyk nagle umilkł. gdy mówił. co chciałeś zepsuć! Ożywić to. Wprawdzie ktoś ostatnio wspominał coś o stosach. że piewcy jej legendy zniekształcą jej portret! Trzeba jechać przed siebie. jak księżniczka… Czyżby Chłopiec miał jednak rację. Ktoś mówił.myślał Jon. a Jon odruchowo się cofnął. bo tak naprawdę to mnie tu wcale nie ma. wyrzucam z pamięci jej duże. Przypadkowego? Długa blizna na jego piersi. W tej opowieści Dziewczyna będzie istotą o pięknej twarzy. mądra i subtelna. jacy kiedykolwiek istnieli lub będą istnieć . niedbale obcięte sierpem włosy. będziesz mnie jeszcze szukał! .krzyknął Jon. byle gdzie. Prawdę o niej samej. gdzie indziej… Dziewczyna już chyba nie żyła. zwalniając galop konia do kłusu. brzydkie zęby. Zdecyduj się… Postąpił krok naprzód. że wciąż nie wiesz. jakim początkowo mówiła. Może kiedyś. to tu. .powiedział Chłopiec. bo tylko ogień oczyszcza dusze grzeszników. Wbrew wszystkim Bogom. W mojej pamięci ona jest już piękna. 86 . . w światach z przeszłości. w której leżało Domremi.

potknął się. Niewykształcona. palące mienie. purpurowe… PURPURA… Purpurowe jesienne liście. zwłaszcza że zachodzące słońce barwiło go własną. nawiedzona szesnastoletnia wariatka z Domremi. że wioskowe dzieciaki obrzucały ją grudami brudnej. Ale jak? I kiedy? Co tym razem działo się z nim w tamtym niepojętym. Nagle poczuł.i nie chciał pamiętać. zniknął Jonowi sprzed oczu i sprawiło mu to ulgę. wyszczerbiła się i noga ugrzęzła mu w szparze. stawała się w jego opowieści rozumną istotą o subtelnej urodzie i przenikliwym umyśle. Spojrzał na ręce. Posąg zasypany liśćmi wyglądał tak. Coś piekło go nawet pod powiekami. Ale brakowało płatka niezapominajki z kroplą Wody Życia.gdy widział ją pierwszy raz . Nie powiedział. Jego życie w Wiosce musi być proste. ciemne pęcherze jak od poparzeń. o barwie prawie tak intensywnej jak ogień. Zamknął oczy i jeszcze raz je otworzył. Nic zatem nie pamiętał . ognistą purpurą. składanych Bezimiennemu w ofierze przez tysiące lat. Inaczej oboje zagubią się. gdzie odbywał się jarmark. gdy po raz pierwszy zaczęła mówić o Głosach. zniszczą siebie i nie narodzonego syna. 87 . do której przywykł. czerwono-żółte. Dotknął twarzy: też była w ranach. w który obróciły się tysiące żywych istot. tym portret Dziewczyny opowiadany jego ustami staje się piękniejszy.była gładka i lśniąca jak powierzchnia jeziora w bezwietrzny dzień. że im więcej słuchaczy gromadzi się wokół niego. gdyż gładź. Jon odetchnął. prosta wieśniaczka. że nikt nie dowierzał. jakby płonął. zatęskniła do krótkiego. Opowiadał za to wiele o stosie. Nie wspomniał o żalu Dziewczyny. A przed oczami miał długie. Idąc do Wioski dobrze sobie znaną Kamienną Drogą. że nie jest to wskazane. którzy ją na niego skazali. że nie ma rzęs. wprawdzie niegłębokich. Obraz zniknął. który ją pochłonął i o tych. lecz piekących. nierzeczywistym świecie? Czy znów zrobił coś złego. Przystanął i rozejrzał się: Kamienna Droga. nic o tym nie wiedząc? Czy wypełnił swoją powinność? I co nią było? Ręka Jona bezwiednie zacisnęła się na skórzanym woreczku. Spłonęły. rozpiął koszulę na piersiach i ze zdumieniem ujrzał na skórze bolesne. mokrej gliny. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi. że boso pasła krowy. ostrzyżona na jeża głowa.O cudownej przemianie córki starego Darka w niezwykłą istotę zaczął opowiadać ludziom już w pierwszej napotkanej wiosce. nie chciał oszaleć. że całe ciało piecze go i boli. która umierając. żyjąc pomiędzy światami. Proch. Nie chciał przenosić do swego świata wspomnień o ludziach stamtąd. Powiódł palcami po oczach i ze zdziwieniem stwierdził. Ziele niepospolitego serdecznika zaszeleściło pod dłonią. Ku swemu zaskoczeniu stwierdził. przykryły grubą warstwą krąg. Zatem komuś go dał. Czuł. Przemilczał rolę Chłopca i swoją. teraz stała się chropowata i straciła połysk. jak Gaja. prawie jak ogień…? *** Purpurowe i czerwonożółte jesienne liście. zwykłego życia i zwykłej śmierci. Komu? Przelotnie mignęła mu przed oczami czyjaś ciemna. która .

Gaja. czerwieni.Świat się palił. nie odsuwając się od męża. a Jon w błysku przypomnienia grozy stosu odpowiedział: . mocno przytulił do siebie żonę. Ze zdziwieniem stwierdziła. patrząc. 88 . ledwie wszedł do Rzeki. powierzchowne.Tak ma być. Rzeka. Ze zdziwieniem usłyszała w jego głosie niepewność.spytała ze zgrozą. Pragnął pozostać na zawsze w Wiosce. zawierającymi wszystkie gorące odcienie żółci. brązu. Tabu… . to znowu energicznie płynąc na głębszych odcinkach. . nacieszyć się spokojną monotonią plemiennego życia.przypomniał półgłosem szaman. że gdyby bardzo się uparła.spytała Gaja z nadzieją. wpatrując się w Jona. Jeszcze nie .zawołała Gaja głosem pełnym szczęścia. aby posiedzieć w ciepłych promieniach słońca. . trwało spóźnione babie lato. więc ośmieliła się odrzec: . Ponownie uścisnął żonę.podskoczyła z radości. dotykając woreczka na szyi i wyczuwając w swym głosie zmęczenie. .zdziwił się i choć mokry. czcigodny starcze? . że go nie widzą. A gdy spojrzała mu w oczy. który był coraz bliżej wioskowego brzegu. która dopiero teraz dostrzegła jego rany. co miałeś załatwić? . wiesz o tym.Tym razem nie było cię tylko dzień! . ale czasem wychodził przed namiot.a dostrzegła go. omijając wystające głazy. dostrzegła spalone brwi i rzęsy. że twoja Droga się kończy? Że już załatwiłeś TAM wszystko. Pozostałe kobiety udawały początkowo. a październikowe słońce dawało ciepło i cieszyło kolorami drzew. Chciała ruszyć mu naprzeciw. by ją przepłynąć . nie była wezbrana. . aż nurt porwał jej kilka sztuk bielizny.Czy to nie oznacza.odparł starzec. Płytkie. które stawały jej na drodze. Jeszcze wciąż coś mi zostało do załatwienia odparł Jon. .Tylko dzień? . jakby właśnie wyszedł z domu.Nie. gdy ten spokój mu zabrano. lecz niesamowite. mimo jesieni.Gaja prała na brzegu bieliznę wraz z innymi kobietami i na jego widok . to kto wie. może tym razem udałoby się jej pokonać Święty Zakaz? Jednak szaman ją powstrzymał. ale po chwili pozdrowiły go tak. brnęła więc dalej przez nurt. mimo że woda wyziębiła jego ciało i teraz ten chłód przenikał ją do głębi.Tabu słabnie. Lecz nie mów o tym nikomu.Las się palił? . to brnąc po płyciźnie Rzeki. jak dziewczyna walczy z prądem Rzeki. nie załatwiłem wszystkiego. Docenił ją. . Wprawdzie jeszcze nie wyzdrowiał. ale Tabu spętało jej nogi.

Nie. Widziałem ją zatem wczoraj. by to porównać.zasępił się Jon. ale i śpiewa. a miała ich aż siedem. starzec bowiem wydawał się pomniejszony przez chorobę i on także wykruszał się. współczucia i pogodzenia z nieuniknionym. a mam wrażenie. Podszedł do szamana.sprostował starzec. który przez cały czas nie ruszał się sprzed namiotu i patrzył na niego uważnie wyblakłymi jak jesienne słońce. A Kamień nie tylko mówi.odparł szczerze. Patrzył. Głos Kamienia.A to uczucie było Mu obce. znowu zmalał . choć coraz rzadziej. .Jego prawa ręka ma już tylko trzy palce. bym go spotkał? Tam. które odpływając z nurtem. który wciąż jeszcze słyszę. a o innych zapomnieć? . Ile udręki przynosi mi każde rozstanie z nią.Obojętnie i nieczule. . zostałbym tam na zawsze. długiej podróży. co robił Jon w Drodze. dla którego jest przeznaczone. Pomyślała. że jesteś. Jest jak człowiek. pojawiły się skazy. Piękna. Gdzie wędruję? Gdzie przebywam. Wygląda teraz. . Jon roześmiał się nagle. czuję smutek szepnął szaman. że gdybyście tu na mnie nie czekali: ty. choć wiedział.Z ramion Bezimiennego jest coraz bliżej do ziemi . gdzie wędruję. jakby się starzał. Gaja i mój przyszły syn. . z niepokojem.Tak. . a jeden dzień rozciąga się w miesiąc. Jesteś zbyt młody.Posąg…? . . I chorował. który wydawał się lity i niezniszczalny. a po chwili spytał: . gdzie szukać tego. Nie spotykam go lub nie rozpoznaję . Czasem mi się wydaje.Tym razem wystarczy. widząc. że Jon domyślił się jego słów z ruchu warg. nie sięga Jego władza. . . jak odchodziła. gdy mnie tu nie ma? Czemu tak mało o tym wiem? Jak On to robi. że suknia i spódnica Gai stały się mokre od jego objęć i nakazał jej udać się do domu. że woli nie wiedzieć. zaczepiły o wystające głazy.Gdy Gaja chciała dalej pytać. że wróciłem z bardzo dalekiej.Czy potrzebujesz czegoś ode mnie w dalszej Drodze? Ziela? Magicznego zaklęcia? Czarodziejskiego wywaru? A może porady? .A może to On nie chce.zaprzeczył Jon.myślał. że starzec miotany jest sprzecznymi uczuciami nadziei i bólu.W Jego głosie.zakończył cicho Jon. miedzianozłota i ciepła. W kamieniu. wysoka. jak posąg Boga. łowiąc równocześnie sztuki bielizny. nic o tym nie wiedząc.Jego głos brzmi wciąż tak samo .ciągnął Jon. . że steruje moją pamięcią i jedne rzeczy każe mi zapamiętać.wyszeptał tak cicho. a był taki nadludzki . położył jej dłoń na ustach. a czasem płacze . Gaja zatem umilkła. lecz czujnymi oczami. patrząc uważnie na szamana. Wciąż mam w woreczku ziele serdecznika i nie wiem. każdy był co najmniej tak duży jak połowa mojej wysokości. gibka mimo ciąży. ale 89 . . obiecując także rychły powrót. Isak.

Ma gości z Dalekiego Kraju. a jest ich tam równie dużo jak domów. groźnym Bogiem. Bogate szaty lśniły. a może tysiące lat był czczony przez wszystkie Plemiona wokół! Czczony tak bardzo. że są inni. zmieniając grząski i niebezpieczny temat. jak to robi Ezra. czy zbyt wiele rozumiejący i wybaczający Isak? I co właściwie znaczy tajemnicze słowo heretyk. pierwszą w Wiosce wyłożono małymi. Myślę też.i cierpiał. twardymi kamieniami . Po to cię wezwał. surowy Ezra. Przeczucie nie myliło go: Goście z Dalekiego Kraju.wyczuwam Jego obecność. by go ukarać? Ale za co? Co takiego zrobił stary kapłan. strażnik swego Boga i Cywilizacji. Jon ruszył w stronę świątyni. w którym podobno kopuły wszystkich świątyń są ze złota.Nie może.Kapłan Isak był u ciebie? . gdzie często.wciąż pamięta. Że wobec Cywilizacji nie ma żadnych szans. by słuchać Głosu Światowida i spełniać wszystkie Jego prośby. a ty musisz Go zawieść .spytał Jon. otoczony kamiennym murem ogród. choć nie wiedzą. Ich okazałe. Jon poczuł niepokój. Chciał obejść świątynię z tyłu i zamiast do jej głównego wejścia.odparł szaman. na ławach. Jest bardzo zajęty. inaczej On wprzęgnie cię do swej służby i wzmocni się twoją wiarą. Szaman popełniał grzech wobec rodowych zasad . Starzec pochodził z wielopokoleniowego rodu czarowników. Kto będzie milszy sercom: niezłomny. jak przez setki. czego wciąż nie chciał pojąć Bezimienny. korzystając z ostatniego jesiennego słońca. którzy słyszą Jego wezwanie. bożąt i Bogów bałwanami. Nie szedł jednak główną drogą . Jonie. słysząc o gościach. spacerowali obaj kapłani. który mimo odtrącenia . którego Ezra użył rozmowie ze starym kapłanem? Zabrzmiało wtedy jak obelga i zarazem groźba! Czy to stary Isak jest tym heretykiem? Czy goście z Dalekiego Kraju przybyli. . . że składano mu ofiary z żywych istot! Czy należy Go dziś obrażać i z Niego kpić. modląc się. a każdy z jego przodków powoływany był. . choć przecież znał odpowiedź: stary czarownik wiedział to. kto ich woła. z woli Ezry. nie jest bałwanem! Jest potężnym. którego się obawiał. . kolorowe kapelusze spoczywały obok. trafić na nieduży. którego posąg stoi u kresu Kamiennej Drogi. Dlaczego jednak się nie bronił? I czemu nie bronił Tego.myślał Jon niespokojnie.którą. Jon rozumiał ten smutek.Musisz postępować wbrew Jego woli. Jon bezszelestnie wspiął się na mur. że mogłoby się to im nie spodobać? Pokochał Plemię i próbuje je zrozumieć? Nie nazywa ich starych bóstw. wystawiając na ciepłe promienie swe łyse czaszki. nie był .Nie. któremu służyli jego dziadowie? .powiedział ze smutkiem szaman.lecz skradał się wśród drzew. Jego nieme prośby i pragnienia. migocząc w 90 . chociaż właśnie tak powinien czynić? Ale przecież Ten. siedzieli właśnie tu. czy też pozwolić Mu odejść w ciszy i z godnością? Mimo rosnącej tęsknoty za bliskością Gai.

ubrany w szatę lśniącą od złota. aż wyznają. Goście uosabiali przecież Cywilizację. A jednak nagle. siedząc na murze.Gdzie chcesz wypędzać starego człowieka? Do Puszczy. w rodzinnej Wiosce. Nie. . skąd wie. albo… . te które przywdziewał z okazji udzielania ślubów lub odprowadzania kogoś z Wioski w ostatnią drogę. A zresztą… Plemię też lubiło je oglądać i bezwiednie chyliło głowy tym niżej. .słońcu. że stosy są wbrew Bogu. tak 91 . Pobożni ludzie palą też czarownice i czarowników lub pławią ich w wodzie tak długo. choć dawno powinno się go przepędzić lub postawić przed sądem! Albo Plemię przynależy do świątyni i zdobyliśmy je dla Jedynego Boga. schorowanym człowiekiem .Ezra nie może namawiać ludzi z Wioski do spalenia szamana! Przecież wówczas część Plemienia stanie po stronie szamana. bardzo wyraziście poczuł potworny swąd palącego się ciała.pomyślał bezwiednie Jon i zaraz przepędził tę myśl. że w cywilizowanym świecie zaczęły już płonąć stosy z heretykami. Nie wierzę.spytał Ezry starszy z dwóch gości. . Może to kapłan Isak popełnia błąd. że to boli. widocznie upierścienione ręce mężczyzn w długich sukniach należały do reguł Cywilizacji. aby padł ofiarą wilków lub niedźwiedzi? Czy nie może dożyć swych dni tu.Ezro! Ezro! Miłowałem cię jak brata i wciąż miłuję. . jak kobiety . im bogatszy był strój dostojników. Jon przestał rozmyślać o naturze dostojników świeckich i duchownych. Najwyraźniej w ogóle nie zwrócił uwagi na słowa Isaka. gdyż właśnie dobiegł go podniesiony głos Ezry Ezra z okazji wizyty tak dostojnych gości też włożył najpiękniejsze szaty. bracie Ezro? Już ich niewiele. bracie? . odwracając się od Boga Dobroci! A stos jest wbrew Bogu! Każdy stos! I to boli… tak strasznie boli… Jon nie pamiętał.pomyślał Jon. że na tym nie skończy. . nie dbając o wygląd? Zapewne wysłannikom największych w świecie świątyń przydawały godności właśnie te świecidła.zaczął Ezra i było widać.Co proponujesz. Mężczyźni nie powinni nosić ozdób. .krzyczał młody kapłan. To jest dalszy ciąg mojej podróży po nierzeczywistych światach . a każdy ruch ręki widoczny był dzięki blaskowi cennych kamieni w złotych pierścieniach. iż błądzą . ukryty za grubym konarem dębu . to mi się śni. ani skąd miał pewność. by te okrutne słowa mogły wyjść z twoich ust! Chcesz poszczuć ludzi z Wioski na ich szamana?! przerwał z goryczą Isak.Szaman jest starym.przerwał mu Isak tak cicho.Przez Isaka w Wiosce wciąż żyje stary szaman. że Jon z najwyższym trudem zrozumiał jego słowa.Słyszałem.…przez Isaka oni wciąż są w pół drogi! .

o ludzi z Wioski? . Jon nie pojmował. Wszak ważyły się losy szamana.spytał z irytacją starszy z gości nie wiadomo kogo. ten w złocie i srebrze.Jak długo ludzie z Wioski będą tkwić między lękiem przed bałwanami a poddaniem się woli naszego Boga i Jego ziemskich wysłanników? . jak skłonić je. nie Isak.Jeśli z tym nie skończymy. wtedy inni mogą odwrócić się od naszej świątyni i znowu będą czcić bałwany. a nocą będą przyzywać swoje bałwany! Dopóki jest szaman. nie do mężczyzny… Isak jakby usłyszał kipiące od namiętności myśli Jona. nawet o tym nie wspomniał. a w uszach zabrzmiało mu przeraźliwe. jedna buntownicza myśl. że pogaństwo nie jest niczym złym!. by dobrowolnie oddawały część miodu. aby powstało zarzewie chaosu i zniszczenia. poruszył się niespokojnie i zabrał głos. gdyż szybko dorzucił: . nieludzkie wycie człowieka. Wystarczy jeden buntownik. mógł jeszcze ciągle wyrządzić wiele zła. każdy w Wiosce ma prawo myśleć. Nie chciał? Może się bał? O siebie czy o szamana? A może bał się o nich. czegośmy już dokonali w tym dzikim kraju. Isak przyniósł tu ze sobą jedynie Miłość. mieliśmy już takie przypadki i lepiej nie powtarzajmy błędów. Ezry? Isaka? Samego siebie? .krzyknął Ezra. nawet dzieci! . A spośród tych ostatnich Ten. właśnie Ezra. Dlaczego ten spokojny starzec zaczął nagle tak bardzo przeszkadzać sługom świątyni? Przecież każdy w Wiosce wiedział. wciąż miał ogromną moc.że stary czarownik stał pomiędzy Plemieniem a zemstą bóstw i bożąt.A jeśli nie wszyscy ludzie z Plemienia opowiedzą się przeciw szamanowi? Teraz młodszy z gości. Co jest cenniejsze dla ludzi? Jon wytężył słuch. który czekał na Jona u kresu Kamiennej Drogi. Wasza Miłość. patrząc wiernopoddańczo w oczy swemu starszemu bratu: . jak zbudować tym inteligentnym owadom drewniane domki. czemu Isak nie użył tego argumentu. pławieniem w rzece lub wypędzeniem do Puszczy. W ogrodzie zapadło milczenie.jakby go już wcześniej znał. że ten nie znany mu głos należał do kobiety. 92 . To on nauczył Plemię. Przez chwilę wydało mu się. które unicestwi wszystko. w czasie którego Jon słyszał tylko ciche brzęczenie pszczół korzystających z ostatnich lotów przed nadejściem chłodów. Cywilizacja… Niewątpliwie Cywilizację do Wioski przywiódł młodszy z kapłanów. z mniejszą ilością pierścieni na palcach.Jeśli choć jeden człowiek z Wioski zapragnie bronić szamana przed stosem. Dzikie pszczoły odważył się przesiedlić z lasu do Wioski kapłan Ezra. pomiędzy nowym Bogiem a starymi. może to trwać nawet setki lat! Ci ludzie za dnia będą szli do świątyni.

więc skąd o tym wiesz? . .A to chyba najważniejsze. Dwóch. Ale kapłan patrzył daleko w przestrzeń. nie zwracając uwagi na dostojnych gości. Wasze Miłości! Bo tu dzieje się coś niepokojącego! Wszyscy w Wiosce jakby na coś wyczekiwali! Podejrzewam. .wtrącił z podejrzliwą i gniewną nutą w głosie starszy z gości.…lecz nie zagraża to naszemu Bogu i miłości Plemienia do Niego .Bałwany. żeby mieć pewność.On z nim rozmawia! Odwiedza go! Wszak dlatego was tu wezwałem.Szaman umiera…. Patrzył przed siebie i Jon wystraszył się. .dorzucił Isak z łagodnym uśmiechem.ciągnął Isak.krzyknął Ezra. że jest ostatnim czarownikiem Plemienia. naszym zdaniem. że wkrótce w tej Wiosce nie będzie żadnych czarowników. nawet jeśli błądziło w tej miłości i czci.przerwał Ezra. Coś bardzo złego! Coś. który dokończył: . Wasza Miłość… otóż myślę.Oni już nie są poganami.szepnął Isak i tchnienie tego szeptu przyniosły Jonowi jakby pszczoły.A bałwany? .Czy na pewno ich już nie ma? . Odwiedzam go właśnie po to. słysząc jego odpowiedź.spytał surowo starszy dostojnik i wszystkie pierścienie zabłysły na jego palcach. tak..wyszeptał Isak. bracie Ezro. co nam zagraża! . . .Szaman wie. . odwiedzam czasem szamana i właśnie stąd wiem. gdyż ten konający od wielu miesięcy starzec wytłumaczy im. Spojrzenia gości tym razem zawisły na wargach starego kapłana.Plemię nie wybierze nowego.Plemię pewnie zaraz wybierze następcę . nie zwracając uwagi na Ezrę. . Pogodził się z tym. a Jon mimo woli zadrżał.spytał młodszy dostojnik. 93 . choć to boli… . To sprawa miesięcy. . co Wasza Miłość ma na myśli . że został dostrzeżony na murze.Rozmawia! . że niektórzy chodzą na drugi brzeg Rzeki. . jakby oni istnieli… . kapłanie Isaku. gdyż inaczej nie mógłby go usłyszeć. Istoty te nie były godne uczuć… to… to słowo bałwany. A sprawa szamana sama się rozwiąże bez naszego udziału.Kto? . gdzie kryje się coś złego. . iż stary szaman nie wyznaczy nikogo na swego następcę. gdy zdecydowanym gestem podkreślił ostre brzmienie wypowiadanych słów. .Chyba nie prowadzisz rozmów ze strażnikiem bałwanów ani go nie odwiedzasz. które to Plemię czciło i miłowało przez tysiące lat. tam gdzie Jon nie sięgał wzrokiem.Jeśli Wasza Miłość mówi o Istotach.To zależy. może trzech . ba. że słowo bałwany nie oddaje ich natury.Mówisz. nawet jeśli. . Tak.spytał przekornie Isak. że szamani nie są już potrzebni .

Może sześć. a w każdym z jej kątów czuło się Boga.Niewiele wiem o ich istnieniu. .na pewno nie zadowala młodszego z kapłanów. Jon pomyślał. . iż mógłbyś wybudować dziesięć wielkich świątyń.To dobra myśl. gdyż jest młodszy.zagadnął już swobodnie młodszy dostojnik. ciągnął dalej: Skoro ich nie ma. Może kapłan Ezra czyni to sprawniej. czego Jon nigdy się nie spodziewał. zacznę budować nową świątynię w Wiosce. ale wystarczającej na potrzeby Wioski. A świątynia będzie wspaniała i odpowiednia do wielkości Boga zachwycił się Ezra. Jon wyczuł też.dorzucił. a może już tylko pięć. mamy nadzieję. nie naszym wrogom.Jutro skoro świt odjedziemy. Za to oszczędza gasnące życie szamana. może i skromnej. że goście z Dalekiego Kraju większą miłością braterską darzą młodego kapłana. bite drogi. teraz ciągle karczują tu Puszczę i wytyczają nowe. przybywając do tego dzikiego kraju? . niepojęty sposób przeczuwał. Wasza Miłość. że słudzy świątyni dobrze wypełniają swoją misję.odparł wymijająco stary kapłan. że czas Isaków się kończy. . większą i bogatszą niż obecna. A zresztą Bóg był przecież wszędzie i nie można Go było zamknąć nawet w największym na świecie budynku! . że rychło trafi do lepszego świata. jakie . że przyjęte rozwiązanie . Część drzewa powinieneś wysyłać do 94 .. szybciej i skuteczniej. czego będziemy mu tylko zazdrościć.zamruczał starszy z dostojników i w zamyśleniu zaczął oglądać swoje pierścienie. . Ile to dni drogi? .Zatem ich nie ma.Czas… czas rozwiąże wszystkie nasze problemy w tej Wiosce i w tym kraju. która przypomina kurnik. Tę niezrozumiałą potyczkę wygrał stary kapłan. nie ma nawet tych małych. świadomym czy mimowolnym .Taak… . to znaczy. nie jedną.choć nie bardzo wiedział. Jon w jakiś dziwny. nie przysparzając mu bólu. Na razie za tym rozwiązaniem się opowiadamy.Przyrzekam Waszym Miłościom. bracie Ezro. zmieniając temat. Zwłaszcza że drzew wokół jest tyle. Po twarzy przemknął mu uśmiech i znowu z uwagą zaczął oglądać swoje pierścienie. gdyż przywiązany był do obecnej świątyni. bracie Ezro. Czas sprzyja nam. glinianych wizerunków. a nie miejsce czci… Jon wzburzył się na chwilę. patrząc w pergaminową twarz Isaka. Ludzie mieścili się w niej bez kłopotów. które trzymano w domach? Wszystkie zniszczyli nasi bracia. pragnęlibyśmy bowiem zobaczyć budowaną w pobliskim mieście największą świątynię tego kraju. choć obu nazywają braćmi. Brat Isak jest starcem i niedługo będzie się męczył na tym grzesznym padole. że gdy ostatecznie zakończy się czas czarowników w tym Plemieniu. Ezra milczał z niepewnym wyrazem twarzy.spytał nagle młodszy z dostojników i nie czekając na odpowiedź. . a czas Ezrów zawsze będzie trwać. . Nigdy żadnego z nich nie widziałem .

chuda i zgarbiona . może wtedy twój głos będzie lepiej słyszalny. już wkrótce… …i Jon zeskoczył cicho z ogrodowego muru. że uciekają przed chłodem.zakończył starszy z gości i obaj dostojnicy wstali.Włóż choć jeden pierścień na swe chude palce. uchroniłeś go od straszliwego cierpienia. Wciąż brakuje pieniędzy na wcielanie w życie śmiałych.ucieszył się Ezra. dziewięcioletnią dziewczynkę. że sam zdecydujesz o losie pierworodnego . I będzie inaczej.Często kocha się kogoś za jego słabość .Mówisz mi to po raz trzeci.Nasza przyszłość to Ezra. Wasza Miłość .Im dłużej jesteś w Drodze. . nie Isak.odparła Gaja. odchylając głowę i patrząc mu z uwagą w oczy. . . . skąd znalazł w sobie słowa. .zaczęła Gaja. Czuję twoje ciało. gdzie go brakuje i w ten sposób zarobiłbyś na swoją budowlę podpowiedział z zadowoleniem młodszy z gości. ale mogło być inaczej. który powoli. miłych sercu Boga planów .Isaku. pomijając milczeniem zasadnicze wątpliwości żony.mała. jakby wypowiedział je obserwator z innego świata. . Isak pozostał na ławie. tam.powtórzył wieczorem do Gai. . jakbyś kochał właśnie młodszego z dwóch kapłanów i jakbyś nie wierzył. Jonie. . żylibyśmy tu spokojnie i szczęśliwie! Po co udałeś się na drugi brzeg Rzeki?! . jakbyś czytywał grube księgi kapłana Ezry. które właśnie wypowiedział. Wprawdzie uratowałeś życie szamana. tym bardziej cię nie rozumiem. dając znak.rzekł Jon. . 95 . ono jest wciąż takie samo. nie Isakowi . nie on.miasta. dziwiąc się. ale twoje myśli nie należą już do naszego Plemienia .Obyś nigdy nie był usłyszał tego zewu.To wspaniała myśl.zaczęła Gaja i urwała.odparł łagodnie jej mąż. .Dziwny stałeś się.nie wiedzieć czemu wydała się Jonowi godna miłości i współczucia. .I to wtedy…? . Brzmiały tak. choć przecież nigdy nie byłeś przez niego wybrany i nie nauczył cię czytać . Isaku… .szepnął Jon do siebie. mieszkaniec Wioski. a jego postać . gdy już nacieszyli się sobą i przytuleni. Mówisz takimi słowami. wtórując jego wewnętrznym rozterkom. leżąc na zwierzęcych skórach. od nieuchronnej śmierci w wezbranej wodzie .mówiła i zakończyła z rozpaczą: . zaczął napływać do ogrodu. wraz z cieniem rzucanym przez drzewa. byś naszego syna powierzyła Ezrze.Pamiętaj.…aby uratować ciebie.Nadwyżki ze swych dochodów poślesz nam. patrzyli na trzaskające polana.

dbać o dom.odparł niepewnie jej mąż. ale inaczej niż ciebie. Jest moją siostrą i jej ciało budzi we mnie litość. Chciałbym. nie znał odpowiedzi.Czy każdy może usłyszeć Jego wezwanie. Czy ona jest ważniejsza dla ciebie niż ja.powiedział bezwiednie Jon. między nią a losem Jona i zrozumiała. dokąd prowadzi twoja Droga. że świat.spytała nagle. Wolałbym nigdy nie trafić na Kamienną Drogę i nie zostać Jonem w Drodze. lecz gdy przytulałam się do ciebie. Chciałbym robić wyłącznie to.po raz drugi odparł Jon niepewnie. jak żona rodzi dzieci. patrzeć. Szaman mówi. ten musi iść Gaju. . że kto je usłyszy choćby raz. a potem musieliśmy zostać mężem i żoną. chodzić co tydzień do świątyni po błogosławieństwo na następny tydzień. nie istniały prawa Dobrego Boga?! 96 . abym mogła spłacić dług za moje życie? Jon nie odpowiedział na pytania Gai. lecz nie był to zapach palącego się drewna. niewiele różniący się od poprzedniego.Chyba nie . lecz zapach potu. Nie mówiłam ci. . Wtedy po raz pierwszy usłyszałem Jego wezwanie. To nie był zapach ziemi i lasu. bardzo długo czułam ten upiorny zapach i bałam się.. wyczułam na tobie zapach innej kobiety. uprawiać ziemię. jak ścisły związek zachodzi między nią a niepojętym wezwaniem zza Rzeki. . jest brzydszy od naszego. gdy byłeś nieobecny aż trzy długie miesiące.Tak. . Jonie? . gnoju i myślę. nie pożądanie. tam skąd słychać Jego wezwanie. I Gaja dopiero teraz pojęła.Stosy… . .To był zapach kobiety palonej żywcem na stosie. pachniałeś po powrocie krwią. ciepły i dobry. nieludzkie czyny?! Czyżby tam.Kobiety palonej żywcem na stosie?! Jonie! Kto mógłby popełniać tak okrutne. gdy znikasz z naszej Wioski? Pierwszy raz. w którym żyje ta kobieta. że mąż płaci wysoką cenę za jej życie. Ona zaś ciągnęła: .Trzeci raz pachniałeś ogniem i dymem. . co robią inni mężczyźni z Plemienia: polować. Ale gdybym wówczas nie popłynął na drugi brzeg Rzeki. jeśli znajdzie się na drugim brzegu? . .Co TAM robisz. . lecz potworny i budzący grozę.Czy każdy mieszkaniec Wioski byłby zdolny złamać Tabu i popłynąć aż tam? Może najpierw był Jego wybór. krów.Chyba nie . Ona nie pachniała tak jak dziewczęta z naszej Wioski. najpewniej nie byłabyś moją żoną. wychowywać je.Gdy powróciłeś drugi raz. Zabiłeś kogoś? .Kocham ją.

pierwszymi płatkami śniegu. jak to nazwać… zabraknie nam czegoś do całości. . . odebrała jej zdolność do rozjaśniającego dzień uśmiechu. Wiedza o Drodze. stałaby się zwykłym.powiedziała Gaja. .…ale niektórzy jego słudzy tak. .przyznał Jon. . po śmierci starego szamana powinieneś zostać jego następcą powiedziała w zamyśleniu jego żona.powiedział i zmusił żonę do pozostania na bezpiecznym brzegu Rzeki.rzekł Jon. żeby mój syn był bezpieczny .domyśliła się Gaja. Gaju. 97 . .Bóg by tego nie chciał. do których jego Droga jeszcze go nie zawiodła lub nigdy nie zawiedzie. która może skończyć się stosem. zwykłymi rzeczami: wschodem i zachodem słońca. .Czemu więc każesz mi wieść naszego syna do niego i jemu oddać go w opiekę? . cudem narodzin małego źrebaka w zagrodzie. w światy. .Jon pokręcił głową i znów odparł niepewnie. aż przestałaby być Puszczą.Bo nasz syn nie ma lepszego wyboru: albo wybierze drogę walki z Ezrą. .To niemożliwe… . Jeszcze wciąż może cię wezwać . patrząc przed siebie.Tacy jak Ezra? . ludzie przemienia je w zwykłe.Puszcze też przestaną istnieć.Bezimienny jeszcze woła.wyszeptał Jon. nędzne lasy zakończył ze spokojem Jon.Za to ty.Stosy będą płonąć w imię Dobrego Boga. przygotowaniami przyrody do nadejścia zimy. . ale on kategorycznie się temu sprzeciwił. .Niemożliwe! Z jego odejściem zabraknie… nie wiem. z wysiłkiem przypominając sobie wydarzenia ostatniej Drogi: .To nasz ostatni szaman. Inni już nie będą potrzebni . albo odda się w jego opiekę. Gaju. Jonie. Tym razem Gaja zapragnęła osobiście odprowadzić Jona na drugi brzeg. co mu zapewni bezpieczeństwo.Może tacy jak Ezra .szepnęła ze zgrozą jego żona. Chcę. Po tej rozmowie Gaja długo nie umiała się cieszyć małymi. jaką przemierza świat. które pod światło wyglądały jak misterne klejnoty. nędznym lasem . To tak jakbyś w Puszczy wyrąbał tak dużo drzew.

z jego udziałem . Wciąż tam czekało. Ciemna głębia jego oczu wciąż wydawała się nieodgadniona. choć wciąż potężny. Jon. nie dłużyła mu się ani nie niepokoiła go jak za pierwszym razem. samoistnym życiem. jak trudna i groźna wydała mu się pierwsza wspinaczka. którą wędrował już tyle razy. bardzo wolno. coraz bardziej suche.i ciepłe. poczucia winy. że w jednym ze światów wciąż czeka na niego Chłopiec z soplem lodu zamiast serca. Powietrze zaczęło drgać. Ciało posągu było nieskazitelnie gładkie. Jego uczucia były mieszaniną smutku. Bez zdziwienia zauważył.pomyślał Jon. ale Jon wiedział. przystając na wyszczerbionej dłoni i przykładając głowę do brzucha starego Boga. kamienne powieki. Chłopiec.Chyba że…? Objął głowę rzeźby i spojrzał w ślad za wzrokiem starego Boga.musnęło skrzydło płaszcza Królowej Śniegu. Jon może naiwnie? . nie odczuwał z tego powodu żadnej satysfakcji. mimo że kamień ciągle pulsował swym dziwnym.wszystkie wydawały się teraz powoli kruszeć. a Puszcza wdzierała się pomiędzy gładkie niegdyś spoiny. . szeleszczące. że zło jest wynikiem nieszczęścia. nie wyglądał groźnie.szepnął Jon.Ale gdybym nawet miał. A może Jon po prostu się z Nim oswoił? Stary Bóg nie wydawał się już tak monstrualny. Wygląda jak łzy. ciemna. Ale jesienne deszcze spływały teraz po chropowatej. co musi nadejść. Bóg. z wyraźną niechęcią. Jon znajdował w bryle posągu coraz więcej szczerb. na których łatwo można było oprzeć stopę.i na jednej z czterech twarzy posągu. Posąg. bez wątpliwości. że może być racją bytu. Chłopiec . pełnymi odprysków i wgłębień. Karlał. że coraz więcej gładkich wcześniej. uchylił następną z czterech par swych powiek. gnijąca zieloność Puszczy rozmyła się. których wcześniej nie było. lśniące . Odruchowo dotknął skórzanego woreczka i wyczuł szelest ziela serdecznika niepospolitego. którego .Nie mam leku na twoją chorobę . pogodzenia się z nieuchronnością tego. ale przecież On nigdy nie płacze . Przypomniał sobie. porastała je jesienną. tuż pod oczami. że jedna z nich uchyli wkrótce ciężkie. wszędobylską leśną trawą. niemal wyszlifowanych głazów staje się matowymi.Kamienna Droga. Wezwałeś nie tę osobę. podobnie jak stary szaman. . pełne satysfakcji. W jaki świat tym razem go powiodą? Światowid… Jon wiedział. przedzimowa.ucieleśnienie nieszczęśliwego zła. Nie dopuszczał myśli. Wszystkie cztery pary oczu Bezimiennego były zamknięte. w małym zagłębieniu gromadziła się woda.wierzył. który szedł od potężnych stóp i sięgał coraz wyżej i wyżej. to ci go nie dam. ustępując powoli miejsca zieleni tak świeżej jak wiosna… ZIELONE… ZIELONOŚĆ… ZIELEŃ… 98 . Teraz z wolna ogarniał je chłód. Wspinaczka na ramiona Boga była coraz łatwiejsza. nierównej powierzchni . podeprzeć się dłonią. . nie tracąc jednak mocy. Tak mi przykro… Z ramion Światowida rozciągał się widok na cztery Kamienne Drogi .

że oto przybył Król. Człowiek bowiem. Jeszcze wczoraj sposobił się do wzięcia udziału w triumfalnym marszu do Stolicy. gorącym kraju nie lekceważył proroczych snów. Nawet najnędzniejsza szata nie ujmie królewskości prawdziwemu Królowi . Sen proroczy. bez skrupułów. Nikt w jego pustynnym. jakby chciał sięgnąć serca. Jednak najpierw musiał wypełnić swoją misję. lecz jego ręce były puste. zieloną palmą. Ktoś go rozpłatał na dwoje. ale jego sen był na pewno snem niezwykłym. której serce stanowiła Świątynia Świątyń. tym mądrzejsze stawały się ich słowa. wejdą z Nim do tego dumnego. jakie ogarną dostojników. bezkrwawym podboju Stolicy. Ponieważ to zło miało ugodzić w Człowieka. najważniejszego (mimo że podbitego!) miasta i ogłoszą jego mieszkańcom. które niósł tłum. były wysmukłe. który on knuje. że nie może przyłączyć się do wspólnej radości. radośnie.zdziwił się Jon w swoim śnie. zwycięskim. ba. świeżą. To prorocy radzili. W tym śnie zobaczył nieznanego. a im więcej ich było. iż Król jest nędznie ubrany. które zdarzyć się mogą każdej. że jego obowiązkiem jest odnaleźć Chłopca w prawdziwym świecie oraz przeciwdziałać spiskowi. Jakim cudem ominął serce? I jakim cudem ten Chłopiec jeszcze żyje? . ostrzeżenia. zgodził się wreszcie dowieść. raptem piętnasto-. może szesnastoletnim. lecz na ośle. Był to kraj. Ale gdy przeniósł spojrzenie z blizny na twarz nieznajomego. Jon nie uważał siebie za kogoś ważnego. Jon z góry cieszył się na myśl o zdumieniu i złości. by z powagą traktować prorocze sny. z przestrachem dostrzegł. ba. w którym prorocy rodzili się na kamieniu. weseląc się i śpiewając. 99 . lecz na ich sprawiedliwości. chciał wraz z tłumem wyznawców i uczniów Człowieka wymachiwać radośnie smukłą. jego twarz jest twarzą zbrodniarza. srebro i brylanty nie dodadzą wartości fałszywemu monarsze. a takich snów nie wolno lekceważyć.tak jak złoto. ową świeżą wiosenną zielenią. Wiedział. gdyż właśnie tej nocy miał sen. wysokie palmy. wciąż ważnego. że skoro świt wszyscy ruszą za Człowiekiem na Osiołku. Jon chciał wziąć udział w tym podniosłym. że wielkość Królów nie powinna zasadzać się na bogactwie. na piasku. gdy ujrzą. ciągnąca się od nasady szyi ku brzuchowi. Istoty ludzkiej czyniącej zło z obojętnością. rady. Chłodnego mordercy. ma bose stopy i wjeżdża nie w lektyce. spod której wyzierała dziwna.*** …jakże zielone. po długich staraniach Uczniów. najzwyklejszej nawet ludzkiej istocie. gdzie znajdowała się Świątynia Świątyń. że choć jest on wyrostkiem. zwłaszcza że nawiedził go w noc poprzedzającą triumfalny wjazd do Stolicy Człowieka na Osiołku. Jon nie miał w dłoni pierzastej gałązki i było mu żal. chudego Chłopca w rozchełstanej koszuli. I Jon zrozumiał we śnie. długa blizna na piersi.

trzeba wiedzieć. ale Jon nigdzie nie dostrzegł Chłopca ze snu. które dzierżyły palmę. pozornie natchniona. Co dziwniejsze. tak długą.Żeby się pchać. hosanna. jakby w ogóle nie miała płci. jakby była duchem.Obchodź się ostrożniej z kobietami . kobiety też na ogół dbały o strój. tańce i śpiewy wyczerpały pielgrzymów. ni to kobieco. że ta palma nie wyraża radości. Chłopiec z mojego snu chce zabić Człowieka na Osiołku! . tak jakby przemawiała do pielgrzymów: Już niedługo tej radości.powiedział jego właściciel. które towarzyszyły Królowi w marszu do Stolicy. że entuzjazm. że gdy na nią patrzy. iż ktoś chce znaleźć się bliżej Króla. . …ostrzyżoną na jeża krzywo. po co! . Chwilami Jonowi wydawało się. lecz kiwa się w rytm śpiewu i tańców tłumu jakby z pogróżką. kojarząc fakty. czy to na pewno Chłopiec ze snu. Wyglądała dziwnie (dziwnie czy też dziwnie znajomo…?). hosanna. przynależy jedynie do Krainy Snu? …nagle go dostrzegł. ni to po męsku. jako że kobietom nie uchodziło nosić krótkich włosów. gdzie jechał na osiołku Człowiek. kanciasty łokieć. jakby tępym nożem lub sierpem . dwunastu.przeraził się Jon. wymachując swoją palmą. który nie umie uszanować świętości… …nagle Jon poczuł. by się cieszyć. aż dziw. by na wszelki wypadek mieć wolne ręce. Orszak szedł już długo.powiedział jeżowłosy i dopiero wtedy Jon zrozumiał. a ta Dziewczyna nosiła się niedbale. czy jego zawiązana starannie koszula rzeczywiście kryje bliznę. widzi poprzez nią innych pielgrzymów. otaczając Go kręgiem uwielbienia i wiary. Pielgrzymi albo nie zwracali na niego uwagi. tam gdzie znajdowało się czoło radosnego pochodu. że w brzuch wbija mu się czyjś chudy.pomyślał bezwiednie Jon i w rewanżu schwycił rękę idącego w bolesny. Chuda. powoli. mocny uścisk. tak długo. że wciąż mieli siły. A może jednak sen nie był proroczy. już niewiele jej. cierpliwie przepychał się do przodu. 100 . a naprawdę pełna tłumionego szyderstwa twarz skryta w ciżbie i wąskie dłonie. jakby ktoś chciał mu wyjąć serce. albo sarkali na bezczelność młodzika. hosanna. że ma przed sobą Dziewczynę. sprawiała wrażenie. Teraz rozglądał się pilnie wokół. a dziwnie znajomy głos mówi: . Jonowi wydało się. a wokół szli jego Uczniowie. tylko zwykły? Może nie warto przejmować się nim i tracić czas na ściganie iluzji. O cóż innego może mu chodzić? Trzeba tylko sprawdzić. niewiele… Chłopiec. idący tuż przed nim i odwrócił ostrzyżoną króciutko głowę. Jon zaczął przepychać się przez tłum w ślad za Chłopcem.…zatem skoro świt przyłączył się do radosnych tłumów. zamiast śpiewem i okrzykami “hosanna” oddawać hołd Człowiekowi na Osiołku? Może tego Chłopca wcale tu nie ma. lecz nie niósł palmy. przyjmując za naturalne.

może być kierowane cudzym życzeniem. niż marzyliśmy i za co warto było oddać życie… . . . po co? . Mój sen był proroczy. ale uśmiech zaraz zniknął z jej twarzy. Wiem. nim coś zrobisz. gdyż jest to dzień cudów. że tłum go odepchnie. którymi chciała zapewne odwrócić jego uwagę od czegoś istotniejszego.Co tu robisz? Nie masz palmy… . bym nie działał pochopnie. po prostu rozpłynęła się w powietrzu jak pojedynczy płatek śniegu. o jaki łatwo w tym gorącym kraju. w którym rozgrzane.pomyślał. Jonie.uśmiechnęła się Dziewczyna. więc jak mogę nieść palmę? Za to jesteś ty i to jak najbardziej realny. co uczynisz pochopnie. na zwykłym ośle). Ba. przez nikogo już nie wstrzymywany. czy na pewno wiesz. wszystko może się zdarzyć. że Chłopiec z mego snu planuje morderstwo. przyjacielu. w ślad za Chłopcem. suche powietrze płata oczom niejednego figla. nie zważając na jej pytanie. blisko Człowieka na Ośle i dwunastu najwierniejszych jego wyznawców.ciągnął Jon podejrzliwie. Ale nie tu i nie teraz. nie zwracając uwagi na niedorzeczne słowa. 101 .…nie mam palmy? Ty też jej nie masz . na którego czele jedzie Człowiek (boso. To. dlatego po trzykroć się zastanów. którego ta gorąca kraina nie znała. lecz zaraz pojął. Myśl długo i powoli. wyrywając rękę z jego uścisku. szedł.No? Gdzie się pchasz? I pytałam. . przepychał się teraz do czoła pochodu. co mam czynić . Tak jak przypuszczał. ale nie podpowiedział mi. gdyż tym razem tkwisz w prawdziwej pułapce.Skąd ja cię znam? . Stracił go wprawdzie z oczu. Ja zresztą też. A co dopiero życie Króla… Jon.powtórzyła Dziewczyna. Gdy zatem Dziewczyna rozpłynęła się jak płatek śniegu w ciepłym powietrzu. dopiero poznasz. Dziewczyna jest ostrzeżeniem. już od wielu miesięcy za sprawą Człowieka na Ośle cuda zdarzały się równie często jak narodziny. Jon najpierw się zdziwił. Co pochopnego może być w chęci przeszkodzenia mu? Każdemu mordowi trzeba się przeciwstawiać. Będzie to świat inny.Nie znasz mnie jeszcze. miraż. Będziesz bardzo zdziwiony. Chłopiec znajdował się w pobliżu jednego z Uczniów. . że w tym pochodzie.spytał niepewnie Jon. ale wiedział. jakby w obawie.Tu mnie jeszcze nie ma. Po chwili Jon dostrzegł Chłopca. prawie depcząc mu po piętach. I może mieć daleko idące konsekwencje we wszystkich światach. Każde uratowane życie jest święte.Musiało to być jednak złudzenie. a razem z tobą znajdujemy się w niej wszyscy… …i Dziewczyna zniknęła. Za dwa tysiące lat. . w innym świecie. że jest gdzieś tam.

w jakich obfitowały wschodnie królestwa. w której znajdowała się Świątynia Świątyń. płatnym zabójcą. trzymając się blisko Jego osiołka i w ogóle nie zwracał uwagi na to. Najpewniej jest wynajętym.a nie w przybrudzonej przepasce z lnu na biodrach. Żaden z dwunastu wybranych przez Człowieka nie mógł być w zmowie z kimś tak podejrzanym. mimo sarkania pielgrzymów.zaniepokoił się Jon. coraz bliżej czoła pochodu. nie widział następującego mu na pięty Chłopca. Jon znalazł potwierdzenie swych przypuszczeń: wysoki Uczeń szedł tuż za Nauczycielem. wymachujący zielonymi gałązkami tłum jak na dzicz. harde oczy mówiły: W naszej pięknej. a za nim. ale zaraz wrócił niespokojnymi myślami do śledzenia Chłopca. chwiejność. …lecz oto wkraczali w bramy miasta. uznawali innych proroków: w złotogłowiu . lecz nakazano im wpuścić pielgrzymów. Żołnierzom Imperium roztańczony i rozśpiewany tłum wydawał się śmieszny. marmurowej Romie taki motłoch byłby przegnany za mury miasta… Przez otwartą bramę pierwszy wjechał Człowiek na Ośle. śpiewając i tańcząc na cześć Człowieka. postawnym młodzieńcem i dba o siebie . odnaleziony w Świętej Ziemi. Jon z niepokojem spostrzegł. Żołnierze Imperium patrzyli na wszystkich z niechęcią i pogardą.Czyżby byli w zmowie? . zdolnym do wszystkiego -jak ów Chłopiec. rozśpiewany. Jon miał przeczucie. Żołnierze Imperium lubili inne rozrywki. aby mieli w sobie wszystkie cechy ludzkie: słabość. że Chłopiec z jego snu. stanęły otworem. Człowiek z kilkoma Uczniami i wyznawcami skierował się na odpoczynek ku ogrodom. więc bramy Stolicy.pomyślał Jon z dumą. Czy to przypadek. a potem parły nieprzebrane tłumy.pomyślał ze zrozumieniem. jako trzynasty postępował Chłopiec ze snu Jona. Jest Królem . przepychając się chaotycznie i gwałtownie. szurając sandałami. Przeciskając się. stworzony jest wyłącznie do czynienia zła. o urodzie przykuwającej uwagę. myślał Jon. lecz zaraz pojął. z włosami trefionymi przez fryzjerów. Ale ich pełne pogardy. Człowiek na Ośle wydawał im się niepoważny. starając się nie stracić z oczu Chłopca. kto za nim idzie. że Chłopiec właśnie jego 102 . nazywany przez tłum Królem. jego dwunastu Uczniów . choć złota bransoleta na przegubie mężczyzny kojarzyła mu się raczej z próżnością niż dbaniem o schludny wygląd. Jest pięknym. Pochód wlał się na ulice miasta. zazdrość. że bluźni. odzianego dostatniej niż reszta wybranych mężów.fanatykami. w wymyślnych sandałach. a paru pozostałych Uczniów wraz z grupami pielgrzymów rozproszyło się po Świętym Mieście. skłonność do zdrady? Gdyż tylko człowiek pełen skaz może zrozumieć innych ludzi. wysokiego. wątpliwości. jego ekstaza graniczyła z wariactwem. Żołnierze Imperium skrzyżowali włócznie i patrzyli na wesoły. A może Nauczyciel dobierał ich tak. jeden po drugim weszło dwunastu najwierniejszych Uczniów. że Chłopiec nadal tropił jednego z Uczniów.

Nawet ci. zmuszać mieszkańców do niewolniczej pracy. tłumy mieszkańców wyległy na ulice. gdyż niektórzy widzieli ją po raz pierwszy w życiu. wszyscy jego mieszkańcy. Czego…? Jon. zajmując pozycje pod murami domów i urzędów lub wyglądając przez okna. nie podważając autorytetu obecnej władzy . że to dopiero początek. Nieziemskie królestwa ich nie interesowały. lecz zwykłym rzezimieszkiem? W Stolicy. z 103 . a teraz podążał za nim krok w krok? Może właśnie tego Ucznia chciał zabić…? Może skusiła go złota bransoleta.najeźdźcy z Romy okazywali ostentacyjną obojętność. jeszcze inni chcieli odwiedzić znajomych czy krewnych. Uczeń rozejrzał się ostrożnie i obszedł budynek wokół. Uczeń z jednej uliczki skręcił w drugą. Miasto było tak zatłoczone. Święte Miasto pełne było ludzi. mało uczęszczaną bramę . śpiewali i tańczyli na Jego cześć. nie spuszczał ich z oczu i dostrzegł. że urodziwy Uczeń oddala się od grupy pielgrzymów i rozglądając się wokół niespokojnie . Jon ze zdumieniem odkrył. gdyż nie można było pobierać z nich daniny. że na tym incydent nie może się skończyć. Chłopiec podążający za nim przysiadł teraz w cieniu kolumnady. Zresztą Człowiek wciąż podkreślał. wyszedł na szeroki plac i zbliżył się do budowli. by przyjrzeć się Królowi i jego wyznawcom. niż podejrzliwie. Dla niektórych było wszak jasne. inni pragnęli pomodlić się w Świątyni Świątyń. Uczeń. Sam Namiestnik wyglądał z okien swego pałacu raczej z ciekawością. co nie było niczym dziwnym.skręca w jedną z licznych uliczek Stolicy. zmierzając do sobie tylko znanego celu. Odszukał boczną. Niektórzy uśmiechali się kpiąco i szydzili z Człowieka. że Jego Królestwo jest nie z tej ziemi . wrzało od emocji. którzy tu osiedli.i do uszu wysłanników Imperium musiała dojść ta bezpieczna deklaracja. który chciał ujść uwagi obu. inni sekretnie lub jawnie dołączali do pielgrzymów. śledzący jednego z Uczniów i podążającego za nim Chłopca. krył się Chłopiec. Póki pielgrzymi wychwalali swego Króla. musieli zająć stanowisko teraz. Ważnego choć nie aż tak jak budynki. jakby nie chciał być zauważony przez Ucznia i wreszcie krył się Jon. a Chłopiec nie jest bojownikiem idei. a każdy z sobie tylko wiadomych powodów krył się. Żołnierze i przedstawiciele Imperium śledzili widowisko z dystansu. co trochę niepokoiło. czerpać złota do skarbców. które zajmowali stronnicy Imperium. że z łatwością można było tropić podejrzanych. było dziś podzielone na zwolenników i wrogów Człowieka. gdzie znajdowała się Świątynia Świątyń. w trzecią. Ten Król nie wydawał się mu zagrażać. Jon zaś skrył się za pniem najbliższej palmy. Zerkając w stronę zdobnych kolumn. która już z daleka wyglądała na siedzibę ważnego urzędu. że teraz skradają się i kryją za przechodniami wszyscy trzej. lecz czujnie. Pielgrzymi rozchodzili się teraz po Stolicy. Całe Święte Miasto.wybrał spośród najbliższych wyznawców Człowieka. gdy Człowiek ten zgodził się wjechać do Stolicy na ośle.i zniknął w środku. którzy do tej pory byli wobec Niego obojętni.

Tymczasem ty tylko raz spisałeś się dobrze: na samym początku.Wiedziałem. czy to ja? Tak. jakby ktoś go rozpłatał. Nie. Ten poruszył się.Oczywiście nie wiesz. który masz wobec niej na sumieniu.Dziewczyna. powiedział: . a Chłopiec znowu się zaśmiał (śmiał się stanowczo zbyt często i nie wtedy.Ja? Ja to zrobiłem? .myślał). gdybyśmy chcieli być dokładni. . gdy rozpłatałeś moje ciało. Widział mnie cały czas! Wie o mnie! Teraz spyta. poza snem. Jon zaś niczego nie rozumiał ze słów Chłopca. mimo że wolałbyś nie być za to odpowiedzialny. czy w ogóle warto było się w to mieszać.powiedział spłoszony Jon.spytał Jon niepewnie. (Znam ten uśmiech… ale skąd? chyba z mojego snu? .Chcesz sprawdzić. dotknij… Od nasady szyi do brzucha ciągnęła się podłużna. licząc wedle miar czasu. Ale czas nie ma tu najmniejszego znaczenia.niepokojem patrzył na kpiący grymas widoczny na twarzy Chłopca. niepokojąca blizna.wymamrotał oszołomiony Jon. chciał czegoś innego. . Jesteś winny. Nigdy nie byłeś zbyt pojętny. który by to usprawiedliwiał . . a nie Królowa Śniegu. . właśnie ty. prawda? . by popełnić kolejny błąd. Chłopiec podszedł i rozsuwając koszulę na piersi. bo ciąży ci to poprzez czas i przestrzeń . Bo to jednak ty zrobiłeś. Ten sen stanowczo zaprowadził go w gąszcz wydarzeń zbyt niepojętych i niepokojących i Jon zastanawiał się teraz.Nie pamięta się zdarzeń. jego długie. Było to wtedy.zaśmiał się Chłopiec. że tu będziesz i wiem. która także tu jest. nie mam żadnego powodu. gdy można uratować Człowieka! Ale żeby cokolwiek zrobić. obojętne spojrzenie zdawało się przewiercać palmę na wylot. Chcesz. nie ma prawa się wahać! Wahanie nie wchodzi w grę. Mowa Chłopca wydawała mu się równie niepojęta i niepokojąca jak on sam.No cóż. licząc ten. ale jej nie ma. więc jeszcze za nie nie odpowiadasz.Jaka Dziewczyna? . a na samym końcu. by wyjąć serce. trzeba rozumieć. to zrobisz mi to cięcie za dwa tysiące lat. rozejrzał. Naprawdę dopiero ją spotkasz.Nie rozumiesz? Mogłem to przewidzieć. a ja. komu mógłby 104 . że to właśnie twoja zasługa. po czym nagle wstał i zaczął zmierzać prosto do Jona. jeśli liczyć wedle ciebie. Szukał kogoś silnego i ufnego. . Ale też On nie wybrał cię dla twej inteligencji. to ja. już drugi. które dopiero nastąpią! .…Dziewczyna? . czemu go śledzę. która wyglądała tak. Ten Który cię wysłał poprzez szklane klatki światów.myślał w popłochu Jon. .odparł Chłopiec zagadkowo i dodał: . gdy śmiać się powinien).Nic nie rozumiem . że jest tu Dziewczyna… .

Naprawdę wybrałeś wolność. nie rozumiesz… . śniadego Chłopca.spytał zdumiony Jon. przed oczami pojawiła mu się jaskrawa biel. . Wiedział.powtarzał Chłopiec.Ależ jesteś naiwny…! . 105 . Jon powoli zaczynał rozumieć. Kogo chcesz zabić? Chłopiec znowu zaczął się śmiać. . gdyż został stworzony do zabijania. W dawnych legendach opowiadano czasem o takich złych czarach. myślę.Nie wiem. Przybyłem. już się nie kryjąc i wpatrywał się w boczne drzwi okazałej budowli.Białe to dla ciebie białe.i nagle. Jonie. nie jestem tu po to. kto cię tu przysłał i nie chcę wiedzieć. co oznacza blizna na piersi Chłopca: ktoś zaczarował mu serce w sopel lodu. cofając się. czyli siebie.zaśmiał się Chłopiec. Każdy już dawno by się domyślił.jak twierdzi . ani tym bardziej dwóch panów. Nie przewidział.i Chłopiec znowu rozwarł szeroko swoją koszulę. do której wszedł przystojny Uczeń. Jon przysiadł pod palmą. by zabić. że jest litościwy. który cię tu wysłał. Po chwili wszedł między kolumnadę i zniknął. a Chłopiec sam się znajdzie.zawierzyć i kto zawierzyłby Jemu. a czarne to czarne i nic pomiędzy nimi! Nie. a długa. . Każdy. Więc czemu nie chcesz mnie używać? A jeśli już ktoś ci funduje taką podróż. Szukał sługi. Tylko tobie czasem się wydaje. rozumiesz? Nie. że śniło mi się. . Świadczy to. Nie tym razem. potem wszystko zamigotało boleśnie i znowu widział przed sobą tylko chudego. kim jesteś i czego tu szukasz. że jedyne.Ja Go nie znam. Jeden z dwunastu Uczniów Człowieka powinien go do niego doprowadzić.Nie wiem. to ta blizna… .Naiwny głupcze… Pasujecie do siebie z tą wieśniaczką. Ale powiedz.ocalić kogoś od śmierci. że kochasz.śmiał się Chłopiec.W każdym razie wiedz. by ocalić kogoś od śmierci. Jon jeszcze raz uważnie przyjrzał się jego piersi . iż knujesz coś złego. w ułamku sekundy. każdy… . wąska blizna pulsowała w rytm przyśpieszonego oddechu. Ani jednego. że nie musi gonić Chłopca. Prosił mnie o to Ten. Oparł się o zjeżony pień palmy i otarł pot z czoła.Kto? . Ja jestem tylko narzędziem. wspominając niepokojące imię Królowej Śniegu. Przeciwnie.spytał Jon. . Wiem tylko. oddaj Mu przysługę! . I na pewno nie ma zamiaru . że nie chcesz być niczyim sługą. stworzonym zresztą twoją ręką. co zrobiłeś właściwie. do diabła. gdy odpoczywasz w Drodze. że wybrałeś. . kogo chcesz ocalić od śmierci? . to. że jesteś płatnym zabójcą. To ty masz do niego dostęp. Wystarczy pilnować jego. Bo wolni najbardziej kochają siebie. . Gdy patrzę na ciebie.

We śnie Jon poczuł.wyjąkał zdenerwowany Jon.usłyszał czyjś szept. gęsty. będąc Uczniem Człowieka . …gdy wreszcie wyszedł. kiedy Uczeń. ani w ogóle niczego cennego! Niektórzy z nich nie mieli nawet domu. której nie towarzyszył niczyj żal. kto jest najbardziej niewygodny dla 106 . przysłaniając nim twarz.Jon siedział na ciepłej ziemi. Dużo pieniędzy. urzędowy gmach. ale jeszcze nigdy to się nie udało. Jon westchnął z ulgą. Smutek samotności. rozpacz agonii. należało wyzbyć się ziemskich bogactw! Wszelkich pokus ziemskich. Jon skradał się za nim tak cicho. Dlatego w dudniącym. no to… nie rozumiesz?! Musieli mu zapłacić za uczynienie komuś krzywdy! A ja miałem proroczy sen! Przecież wiesz. aby nie zawiódł. prawa do wygód i dostatku! Skąd zatem wzięły się srebrne monety w ręku postawnego Ucznia? Musiał je otrzymać w tym budynku. Brzęczą mu na piersi. od prapraprawieków. tak bliski jak nikt nigdy w całym Wszechświecie… tak bardzo bliski… Te słowa były wszak proste. zdający się nie mieć początku ni końca. Ale Dziewczyna była. . by pozbyć się tego niepokojącego mirażu.Skoro je ma. by ktoś ją zrozumiał. oparty o pień palmy i nie spuszczał oczu z budowli lecz Uczeń wciąż nie wychodził. co odmieni oblicze światów. Za co…? Jon mimo woli przyśpieszył kroku. że bliski jest zrozumienia tych słów. co rzucało gigantycznie długi. gdy nagle ktoś szarpnął go z tyłu za koszulę. długim płaszczem. Dziewczyna. od prawieków. otulony cienkim. które sługa Człowieka zawiesił sobie na piersi.Uważaj. bardzo się stara. poza własnym żalem. I to COŚ powiedziało w pewnej chwili: GRBGDWGHBWZ… Jon nie rozumiał tych słów. …brzęk srebrnych monet?! Jon aż drgnął z wrażenia. choć je ukrył. jakby nie chciał. by ktokolwiek go rozpoznał. oczywiste i znaczyły tak wiele! Były połową PRAWDY i wystarczyło. że aby zostać Uczniem Człowieka. opuszczał okazały. Uczniowie nie posiadali złota ni srebra ani drogich kamieni. A skoro ktoś mu je dał. przetarł oczy. bo zrobisz coś. gdyż nużące wyczekiwanie i wysoka temperatura powietrza uśpiły go. żeby… …obudził się dokładnie w chwili. Chwilami znów wydawała mu się nierealna. Nikt nie powinien mieć takiej szansy. upiornie głęboki cień. to za coś płacił. która je wypowiada. gdyż w tej gorącej krainie więcej było pustyni niż lasów. . Śnił mu się chłodny. Musi zawieść . że obudził się właśnie w tym momencie. na której końcu znajdowało się COŚ. . ale od razu pojął.Uczeń ma pieniądze. słyszalnie-niesłyszalnym kamiennym Głosie drzemał przejmujący smutek. ciemnozielony las. Odwrócił się i ujrzał ostrzyżoną na jeża głowę. Nie miał ich wcześniej. skoro ktoś mu płaci. że Istota. że zdołał usłyszeć brzęk srebrnych monet w woreczku. stara się o to od wieków. I nie mógł ich mieć. kto dziś jest najważniejszy w Świętym Mieście! Wiesz. było już ciemno. jakiego nigdy nie widział. gdyż cały dobytek ofiarowali biedakom! Wszyscy w tej krainie wiedzieli. Las przecinała dziwna Kamienna Droga.

Jonie .mówił gorączkowo Jon. Spójrz. Czego jednak szukał w tamtym budynku władzy. Chce zabić Człowieka. ale cudzymi rękami . puste. Nie zrobi tego sam. Pielgrzymi tu nie docierali. on ma coś na sumieniu. ale ja widzę nawet to. Postawny. Ulice stawały się szersze. . Możesz mnie ujrzeć. . ale Dziewczyna już zniknęła. by ich nie dojrzał. wciąż nie mogąc uwierzyć. dotknąć. próbując jasno wyrazić swe niespokojne myśli. a miałam przecież spłonąć ze szczętem… . a ich dekoracje nosiły piętno obcości. .wyjąkał oszołomiony Jon. lecz przed Dziewczyną.Wiem.Spłonąć? . pamięć ludzka ma jednak wielką moc.spytał Jon. .Zbliża się dogodny moment. Tak. to nie twoja sprawa. Jon odwrócił się i zobaczył Chłopca. zbyt miłosierny . gdzie rezydowali przedstawiciele Imperium? 107 . że go nie widzę. . że jego domysły tak szybko znalazły potwierdzenie. która nieoficjalnie należała do przedstawicieli Imperium. mimo woli przyśpieszając i nie odrywając wzroku od wysokiego Ucznia przemykającego chyżo wąskimi uliczkami. więc Jon z Chłopcem musieli uważać.szepnął Chłopiec.władzy Imperatora . widocznie uciszył ów zdradliwy dźwięk. otulony płaszczem Uczeń obejrzał się zaniepokojony. Mimo późnej pory na ulicach wciąż było gwarno.Jeśli winieneś kogoś unikać. wstrząśnięty. chwytając go za rękę i przyśpieszając kroku. jakby czując. że nie ma tu dla nich miejsca. rozglądając się uważnie wokół. Chłopiec położył palec na ustach.szeptał mu Chłopiec do ucha. Jesteś na to za słaby. gdy zwolennicy nazywali Człowieka Królem? I czego szukał tu. Wiesz. abyśmy wypełnili naszą misję.Naszą misję? . . Srebro już nie brzęczało mu na piersi. skrada się za nami… Myśli.Obojętnie. więc mężczyzna spokojnie spieszył dalej. która nie lubiła. to właśnie Chłopca z blizną… Zawsze winieneś go unikać. Nie jesteś tu po to. .Jonie. Budynki były bardziej okazałe. że jeden z dwunastu wybranych Uczniów Człowieka mógłby mieć złe zamiary. co Uczeń knuje. wiem… . usłyszeć.odparł półgłosem Jon. pomyślał przerażony Jon. w części Stolicy. by zmieniać bieg wydarzeń. Widocznie nie krył się przed nim. ten mężczyzna planuje morderstwo.Idziemy. czego jeszcze nie ma. Uczeń wciąż zakrywał twarz rąbkiem płaszcza i rozglądał się. Uczeń podążał do części miasta.szeptała Dziewczyna. lecz Jon z Chłopcem wtopili się już w ciemne ściany budynków.

Głupia. On chce je odzyskać… . stosami. którzy pragną wolności i wspólnie wystąpią przeciw Imperium. że Jon bezwiednie ruszył za nim. ale stała teraz przed nimi i Jonowi znów zaczęło się zdawać.Pamiętasz Orlin? Wstrzymałam wielu… 108 . abyś mógł w jedną krótką noc uratować świat przed cierpieniem.szeptał Chłopiec tak przekonująco. co dla niektórych brzmi niepoważnie… .Powstrzymać go . jakie popełniłeś. kogo słuchać.Schwytamy go. Jonie. . musi Go kochać i czcić… . Pójdą za nim wszyscy. Dom Namiestnika Imperium był coraz bliżej. . .wrzasnął nagle Chłopiec. Człowiek zostanie prawdziwym królem. . a zbyt wielka cześć wobec kogoś umniejsza poczucie własnej wartości. którędy powinna przebiegać twoja Droga. ale brunatny płaszcz Ucznia oddalał się. Przystanął.Ależ nie . . nastraszymy i przetrzymamy w ukryciu tak długo. że przez jej ciało prześwituje rozświetlona gwiazdami noc.Cywilizacja nie jest wcale tak wspaniała. stuknięta wieśniaczko z Domremi! .To zdrajca.szeptał Chłopiec.Więc może kocha Go i czci tak mocno. wyjmując długi. Sprzedał Go . .spytał Jon. aż Człowiek obejmie we władanie cały kraj.Właśnie teraz możesz naprawić wszystkie błędy. . jak ci się wydaje tam. ciągnąc za sobą Jona. . widząc. a w kącikach ust pojawiła mu się strużka śliny.zaczął Chłopiec i urwał.uspokoił go Chłopiec. co ma robić. a nie Królem nie z tej ziemi. Pojawiła się nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak.Szybciej… szybciej… Raz wreszcie zrobisz coś dobrego .Klęską Cywilizacji? . Zazdrości mu miłości. dysząc ze zmęczenia i lęku.odparł Chłopiec.spytał niepewnie Jon. przyśpieszając kroku. w twojej głuszy… . .szeptał mu Chłopiec do ucha.Co możemy zrobić? . . .Nie wstrzymasz nas! . męką i klęską Cywilizacji… . wąski nóż.Chcesz go zabić?! . że Uczeń jest coraz bliżej domu Namiestnika. On nie wierzy w Nauczyciela. To ja podpowiedziałem Mu. Na ich drodze stanęła Dziewczyna. Nie wiedział. czci i sławy..Dlaczego? Każdy kto jest blisko Człowieka.podpowiedział Chłopiec.przeraził się Jon.Wielka miłość graniczy blisko z nienawiścią. że boi się być niewolnikiem tego uczucia? .

Jesteś za śmiercią. nie budząc podejrzeń innych Jego wyznawców? Składając doniesienie. kto dowiedział się. że Człowiek zostałby prawdziwym królem. Uczeń w brunatnym płaszczu zbliżał się do domu Namiestnika.Raniono cię tam w głowę i jeszcze bardziej zwariowałaś! . a ty chcesz. Chcę.Zaniechanie też bywa grzechem. Kimkolwiek byłaby ta istota. była upajająca i cudowna. 109 . który zagrozi Imperium. .W imię czego? Chcesz. . to znów niepokojąco znajome. aby zdrajca oddał Człowieka w ręce Obcych? Chcesz.powiedziała Dziewczyna.krzyczał Chłopiec. jak dopuszczenie do mordu? Jon patrzył na nich. Myśl.Moc nie działa wstecz. chcę was tylko powstrzymać. wyzwalając Świętą Ziemię spod twardej ręki Imperium. jesteś tylko narzędziem. I właśnie ogrom tego niezrozumienia zatrzymał go. Jon wsłuchiwał się w te dziwaczne nazwy: Orlin.odparła Dziewczyna.powiedziała Dziewczyna. dygocąc z niepokoju. . że mieszkańcy tego kraju ruszyliby na Obcych z Jego imieniem na ustach. Zawsze musi się ratować życie i stawać przeciw śmierci. . To jego muszę wstrzymać .przekonywał Chłopiec. że istnieje spisek przeciwko życiu? Powinien przyszłą ofiarę ratować. . by został prawdziwym królem? Pomyśl tylko: cała Święta Ziemia pod Jego panowaniem… . zabiłam wielu .Nie chcę nikogo zabijać.I teraz też chcesz zabijać? Chcemy uratować życie Człowieka. Jon nie mógł zrozumieć. jak ktoś chciałby temu przeszkodzić. wskazując na Jona. żeby On zginął? Nie pragniesz.krzyczał Chłopiec.. zdezorientowany i gorączkowo myślał: Uczeń wziął brzęczące srebrne monety i sprzedał za nie Człowieka. że Człowiek. Stał teraz pomiędzy Chłopcem i Dziewczyną. .Zanim mnie raniono. by On zginął w okrutnych cierpieniach i poniżeniu! . Jak Uczeń mógłby Człowieka zabić. . myślał Jon.Chcesz. sam niczego nie zdziałasz. by wziął na swoje sumienie tak straszny grzech. A ty jeszcze nie masz mocy . co chcesz. przeciw życiu! . Domremi i wydawały mu się to obce. wyszczerzając zęby jak zły pies.Idź sobie i rób.uśmiechnął się nagle Chłopiec. Co powinien zrobić ktoś. wbrew temu co głosi. Co wtedy zrobi Imperium? Schwyta Człowieka jako podżegacza i ukarze śmiercią. . byście zaniechali działania . pragnie być Królem ziemskim.

Nie stos… Nie stos. które jeszcze dziś Go kochały. nieważne.Człowiek będzie ukrzyżowany. albo będzie martwy… . przeciw życiu? . a Jon dojrzał.i pulsowało w nim takie cierpienie i ból i taka gotowość do cierpienia i bólu. a tłumy. a Jon na te słowa odczuł tak straszliwy ból. w jakich intencjach ona to czyni.Człowiek zyska Życie po Życiu i nie takie jak nasze. jak prześwituje przez nią rozgwieżdżone niebo. zarówno wtedy.spytał z niepokojem Dziewczynę. głupia dziewucho. Nie było teraz martwą drobiną rozpylonego w proch kamienia.wyszeptała nagle. A ty? Chcesz uratować życie Człowieka. W tym momencie ziarnko piasku sparzyło mu pierś . Było żywe. Krzyżowano ludzi u Scytów i Asyryjczyków.Gdyby ktokolwiek dał ci. Nie z Tej Ziemi. że chciał zerwać się do biegu.Dlaczego jesteś za śmiercią. . 110 . zwykły żywot. będzie straszliwie cierpieć. nie zna granic czasu ani przestrzeni . kruche i krótkie.A Człowiekowi nie chcecie dać prawa wyboru! Słuchaj. w królestwach. Nie sposób policzyć tych. .…a martwy z martwych wstanie i będzie przewodził Królestwu. że Jon aż osłupiał z wrażenia. w Kartaginie i w Persji.powiedziała Dziewczyna . lecz na Wieczność. Jonie. a wśród ofiar były istoty dobre i prawe. Chłopiec podjął wątek. wyniesiona przez przypadek i ty. I krzyżuje się ludzi w Imperium. . Wciąż. co zrobisz . czy także zgadzasz się na to zabójstwo?! Jon stał porażony straszliwą prawdą tych słów. które jest wielokroć większe. Bezwiednie dotknął skórzanego woreczka na szyi i wyczuł w nim malutkie ziarnko piasku. to tak bardzo boli . do wyboru: śmierć w płomieniach i Życie po Życiu lub długi.mówiła z naciskiem Dziewczyna.Jak możesz stawać mi na drodze? Człowiek albo zostanie królem tej ziemi. . co byś wybrała? zaatakował nagle Chłopiec i Dziewczyna opuściła głowę. przez dotyk stopy Człowieka . gdy zaniechasz ratowania Człowieka przed okrutną śmiercią. . jutro będą z Niego szydzić i wyprą się Go . a ilu jeszcze ukrzyżują? Dlaczego tylko jeden z tych niezliczonych ludzkich cieni miałby być wyróżniony i zapamiętany? Jonie. by dopaść Ucznia widocznego jeszcze w głębi ulicy.dopowiedziała Dziewczyna. którzy zmarli w straszliwych cierpieniach.i zatrzymał się. kmiotku z Puszczy… Od prawieków kara krzyża była powszechnie stosowana.. ale opowiada się za mordem. krzywiąc szyderczo twarz: . spokojny. których nazw nikt już nie pamięta.Obojętnie. prawie co tydzień.powiedział Chłopiec.będziesz współwinny zabójstwa. . bez cierpienia i ofiary to Królestwo nigdy nie powstanie . głupia wieśniaczko z Domremi.

Wciąż śpiewali i tańczyli na chwałę Króla. co jest większe ode mnie . o której mówisz. żachnie się i powie z wściekłością: . czego chciałby od niego Człowiek. gdyby mógł mu to powiedzieć: wybawienia od złej. a ludzie będą wierzyć. Chłopiec ciągnął nadal okrutną wyliczankę: . którego mieli się wkrótce wyprzeć. Cywilizację Miłości zastąpi Cywilizacja Nienawiści. którymi wyłożono ulice Stolicy. Że znajdą się ludzie. Nie znalazł w sobie dość odwagi. który krył jego twarz. Gdy ktoś potknie się lub upuści gliniany kubek. w której wznosiła się Świątynia Świątyń. rżnąć. gdy odbierzesz ludziom wiarę w Jego Życie po Życiu. Człowieku…” . Z Jego imieniem na ustach będą palić. Tak. Jon. Wiara w Niego to wiara w Cywilizację Miłości. To będzie twoja Cywilizacja Miłości . Nie wiedział też. dusznym powietrzu Stolicy. otulony w brunatny płaszcz.pomocy w spełnieniu misji. Ziarnko piasku w skórzanym woreczku wciąż pulsowało mu na piersi. Po twarzy ciekły mu łzy. czuł potworny swąd palącego się ciała.Nie mogę rozstrzygać o czymś. będą płonąć stosy.powiedział złowrogo.rzekł nagle Jon i nie spojrzawszy ani na Dziewczynę. by ocalić życie Człowieka na Osiołku. którzy dzięki męczeńskiej śmierci Człowieka będą umieli odróżnić Miłość od Nienawiści. brnął do Świątyni Świątyń. mordować i gwałcić innych ludzi. którą od razu wykorzystał Chłopiec: . że Człowiek naprawdę będzie Królem Nie z Tej Ziemi i że Jego panowanie będzie trwało po wieczność. Jon pokiwał głową. podniecone głosy pielgrzymów. 111 . Wysoki. Imię Człowieka posłuży zarówno do szczytnych celów. . postawny Uczeń. wszedł właśnie do domu Namiestnika Imperium. . odwrócił się i wolno zaczął iść w stronę Świątyni Świątyń. dostrzega kolejny miraż: widział płomienie stosu.W imię wiary w Człowieka na Osiołku torturowane będą osoby posądzone o czary.Stchórzyłeś! . rychłej śmierci.jak i wtedy. która w końcu powstanie.O. ogień. czy przeciwnie . Ale im dłużej Chłopiec wyliczał sposoby oddziaływania imienia Człowieka wśród ludzi. potykając się o kamienie.gdyż Jego imię spospolituje się w ustach wyznawców. tym bardziej Jon pojmował. a Jon na ułamek sekundy miał wrażenie. słyszał nieludzkie wycie. który pochłaniał ludzkie istnienia. jak i do bardzo niskich i trywialnych.W imię wiary. że w rozgrzanym. że jest tak samo dobra… Jon słuchał długiej tyrady Chłopca coraz bardziej przekonany. wbrew Chłopcu.. musi powstać… Jon w głosie Dziewczyny wyczuł nagle niepewność. Mimo późnej pory zewsząd słychać było liczne. stchórzył. ani na Chłopca. Czuł się współwinny Jego śmierci.wrzasnął za nim Chłopiec.

jakbym Go sam zabił… . a potem twardą ręką uchwyci losy kraju i narodu.zaśmiał się szyderczo Chłopiec. że pielgrzymom chodzi o prawdziwe. złotej szacie. którzy się Go wyprą.Wszyscyśmy go zabili.szepnął do siebie.powtarzała mu Dziewczyna. Jon przysiadł na ziemi w głębokim cieniu.A jednak jest tak. panującego nad Świętą Ziemią. a cóż może ofiarować monarcha. a drugi zapadnie w niepamięć. z dala od ognisk i radujących się pielgrzymów. Płakał nad Człowiekiem. . który znów wrócił w krainę proroczych snów. nad tymi. Słuchając słów układanej na poczekaniu pieśni. Jonie odpowiadał Chłopiec. Jesteś tchórzem. ale gdy się obejrzał. który sam niczego nie ma…? Oni chcą króla z krwi i kości. gwałcić. że ta kobieta za dwa dni pierwsza plunie mu w wykrzywioną bólem twarz. Jon wiedział. którzy Go zdradzą.choć potakują Mu cały czas . bezsilną i smutną agonią dwóch Bogów. znając prawdę.Tak. płakał nad samotną. którzy spospolitują Jego imię. Wokół niej płonęły ogniska. Przystanął. ale jego też tu nie było. a narodziła się. aż zacznie walczyć o koronę. której refren ochoczo podchwytywali pozostali.nie pojęli i nigdy nie pojmą prawdziwego znaczenia słów o Królestwie Nie z Tej Ziemi. palić. że czekają. Jon pojął. którą przypadkiem posiadł. . 112 .Nie miałeś wyboru . Płakał nad Chłopcem i nad Tym. który obali władzę Imperium. . Więcej. Albowiem prawdziwy król nagradza swych wyznawców złotem. dla większości nigdzie. iż wyprą się Go także dlatego. śpiewając spazmatycznie i głośno o Królu i o swej bezgranicznej do Niego miłości. Nie miałeś wyboru .Ależ właśnie szło o wybór! Miałeś go i zawiodłeś. A Człowiek mówi o tym. że naprawdę widzą Go w królewskiej. którego był on narzędziem. Jon. z ciała i mięśni. która dopiero miała się narodzić. materialne królestwo dla Człowieka. Na placu koło Świątyni Świątyń tańczyła kobieta w czerwonej sukni. patrząc na potężną sylwetę Świątyni Świątyń.Jon słuchał ich głosów i płakał. przyłożyłeś do tego rękę! Wszyscy przyłożyliście do tego rękę i wciąż ją będziecie przykładać. z których tylko jeden wstanie z martwych. a w ich świetle tańczyli pielgrzymi. że w rzeczywistości . na złotym tronie. przez następne setki i tysiące lat! . że ich zawiódł. Płakał wreszcie nad sobą. którzy w Jego imię będą mordować. nie było jej. .odparła Dziewczyna. nie miał odwagi spojrzeć w twarze tych ludzi. że jego Królestwo będzie …gdzie ono będzie? Wszędzie i Nigdzie? Właśnie tak: dla jednych wszędzie. żeby spłonąć. .

łatwa. nazywano go Bezimiennym lub w ogóle pokrywano milczeniem Jego imię. Ostrożnie dotknął kamiennej rany. Jon wiedział o tym. lepkim palcem ostrożnie musnął wargi. Krew żywych istot nawet po śmierci była mdląco słodka. konającego Boga była gorzka… Jednym skokiem ześlizgnął się na ziemię. groźny. gdyż raz na polowaniu wyssał rankę dziecka ukąszonego przez żmiję. O wiele dłużej trzeba by się wspinać na wysoki dąb. który musiał spaść. ani zwierzęcych. na którym stał. nie łzy. gdy Jon był w Drodze. Może jednak stary Bóg miał ciągle sekretnych wyznawców. iż do Bezimiennego nie przychodził już nikt poza Jonem. siedząc w cieniu i płacząc. Krew ludzi i zwierząt była słodka. Długa niegdyś wędrówka po ciele posągu była teraz o wiele krótsza. gorzka jak długa. Jon pomyślał. Jon słyszał. rozłupał się na mniejsze bryły.Jon rozmyślał. uderzając o ziemię. a nawet jaskrawoczerwone były plamy krwi i ostro odbijały od połyskliwej bieli pierwszego śniegu. zanim deszcz przemienił się w białe płatki. Słona jak łzy. którzy przyszli złożyć Mu ofiarę? Niemożliwe. Nawet ukradkiem. tak wielkie cierpienie. Ani szaman z Wioski. Był nieskazitelnie czysty i nie nosił śladów stóp: ani ludzkich.myślał Jon. Kamień. Śnieg puszył się teraz na owalnym placu. A dziś… dziś Jon nie umiał opisać swych uczuć. które rozpalili pielgrzymi. a potem wilgotnym. runęło pod jego ciężarem. Wychylił się. Świeża krew sączyła się z kamiennych ran Boga. że zdolne jest wycisnąć łzy z kamienia? Tu była krew. gdy spoglądał na kaleki posąg. To był przecież Światowid. ani szamani innych Plemion. to. oświetlał wirującą coraz szybciej kobietę w czerwonej sukni… czerwonej… czerwone… CZERWIEŃ… *** …CZERWIEŃ… CZERWONE… czerwone. potężny. niekiedy innych ludzi. Chciało 113 . gdyż jedno z ramion posągu. Być tak długo królem… Królem?… królem dla tysięcy Plemion i nagle zostać zrzuconym z tronu. Jego puszystość i nieskazitelność potwierdzały. że szamani podawali dawniej krew leczonym przez siebie chorym. Ale krew starego. wbił zęby w surowe mięso pierwszego jelenia. Czasem była to krew dzikich zwierząt. trudna agonia. że chce dotknąć tej krwi i posmakować jej. jego imię bano się wymówić. z których siedzib wiodły do posągu pozostałe Kamienne Drogi. a blask wielu ognisk. śnieg odbiłby ślady stóp… Chyba że byli tu wcześniej. A jeszcze tak niedawno wdrapanie się na ramiona Boga wydawało się Jonowi fizycznie niemożliwe. Jakie to uczucie? . Skąd zatem krew? Jon wychylił się i z trudem złapał równowagę. aby przyjrzeć się krwi. Jak to mawiali w Wiosce? Że istnieje taki ból. Krew była gorzko-słona.

Jon nie mógł i nie chciał w to wierzyć.lecz przypominał Go w niewielkim tylko stopniu.Tylko dwa dni! Jesteś w Drodze coraz krócej. 114 . choć już nie mógł wpłynąć na jego decyzje. Według Jona obrażało to Boga. opasłe księgi kapłana Ezry: pięknie ilustrowane. opowiedział jej niegdyś o Kamiennej Drodze. o którym nauczał Ezra . żebyś był wówczas przy mnie. zlany potem ze strachu i obrzydzenia. było strzępami obrazów.Nie było cię dwa dni! . co pamiętał. na którego skronie wkładano szczerozłotą koronę. pełne malutkich czarnych znaczków. Ale nie może być staruszkiem siedzącym na chmurce. prorocy. . a obok stała ta sama Dziewczyna w lśniącej zbroi. na szczęście sam tego nie pamiętał. były prawdziwsze niż tamte z księgi Ezry. Podobno niektóre z nich . Bóg Dobroci może być kawałkiem liścia płynącego z wiatrem. Tej nocy przyśnił mu się Król. Jonie. To znów śnił mu się król. będąc w Drodze. Ezra nigdy nie powinien twierdzić. Nie od niego to zależało.mu się płakać i płakał. Musisz być… Jon objął ją. a śmierć opłakiwali na wiosnę . święci i Bogowie o niej zawsze można było powiedzieć Prawdę . co znajduje się na drugim brzegu Rzeki. lecz wieniec z cierni. która ciągnęła się przez całą pierś. czując na twarzy ślady jeszcze nie wyschniętych łez. ale nie opowiadał o światach. Przypominał trochę Tego. jak te z ksiąg kapłanów? Może prawdziwa była tylko ta Ziemia? Ziemia. Chłopiec rozwierał koszulę i pokazywał długą bliznę. które przemierzał. ranny posąg. płatkiem śniegu. Owszem.przedstawiały różne wizerunki Boga Dobroci. o monstrualnej postaci starego Boga. falą na rzece.jego narodziny czcili zimową porą. nikt nie wkładał mu na głowę korony. Raz półśniła mu się (lub półjawiła?) migotliwie biała sala i zielone sylwetki ludzi (zielone…?!). że Bóg Dobroci tak właśnie wygląda. Gdy był w Wiosce. Człowiek na Osiołku był prawdziwszy i bliższy. o gigantycznym posągu. To. Nieliczne obrazy.tłumaczył kiedyś Ezra . ostatnio nawet jeden dzień. Dziewczyna przytwierdzona do grubego pala płonęła żywcem i wówczas Jon budził się. więc chyba Droga naprawdę się kończy i pewnie zdążysz na narodziny naszego syna. tamte światy wydawały mu się jak wielkie. kroplą deszczu. Na jednym z obrazków widniał na przykład siwy starzec. A same obrazki też były niezrozumiałe. Chcę. równie niezrozumiałe jak księgi Ezry i Isaka. .o Nich zaś snuć setki. których przyczyny nie pamiętał. ubrany w zgrzebną szatę. siedzący na złocistobłękitnej chmurce. Wszystko to jednak były tylko obrazki. Jon nie chciał o tym rozmawiać z Gają. O jego Drodze wciąż decydował kaleki.powiedziała radośnie Gaja. których znaczenia nie pojmował. Gdy zasypiał koło Gai. by uniknąć odpowiedzi. po której stąpał on. A może obrazki z jego snów też nie były w pełni prawdziwe. że jest za późno. Jon wiedział. tysiące sprzecznych opowieści. podobny do szamana. Gaja nigdy nie powinna się dowiedzieć. które być może wyjaśniłyby mu sens jego Drogi. błyskiem słońca w gładkim futrze sarny lub piorunem. nie tworzyło żadnej całości. by mógł nauczyć się czarnych znaczków. które Jon zapamiętał. który jechał boso na osiołku. jawiła mu się szydercza twarz Chłopca lub uderzająco wielkie nawiedzone oczy dziwnej Dziewczyny.

Jonie.wyjaśnił spłoszony Isak.gdy miał dziesięć lat.TO…? To jest figura Matki Boga . że oblicze to żyje. że on sam nie potrzebował obrazków i rzeźb. gdy Matka Boga przedstawiana jest jako piękna. teraz odwracał głowę od obrazów i figur. które 115 .odparł dziesięciolatek starcowi. od której biegł ku ziemi piorun. by czuć obecność Boga Dobroci. . Jon pamięta. Wszechobecność i Wszechmyśl gdyż tego nie można wyrazić pędzlem lub dłutem . . choć to wciąż nie jest Ona . Ukazywały one Boga Dobroci niejako Wszechmiłość. lecz Ezra nie chciał postawić jej w świątyni. Jej niebieska szata usiana była złotymi gwiazdkami. kapłan Ezra wyruszył do miasta i przywiózł dla świątyni nowy. które ją zdobiły. bogato ubrana pani.lecz właśnie jako starca na chmurce lub z groźną laską w dłoni.Widzisz.Kłamiesz! Ona nie mogła wyglądać jak lalka! Nie barwiła sobie ust i policzków! Nie trefiła włosów! I musiała być smutna! Wtedy stary Isak wziął go za rękę. Nie miała jaskrawych szat ani korony. że wstrząsnęła nim bezmyślna niefrasobliwość.Bo wszyscy wolą te podobne do lalek? . który do świątyni w Wiosce szedł zawsze z ufnością. ludzie lubią. malinowych ustach i szkliście błękitnych oczach. ozdobiona złotą koroną. Ten westchnął i szepnął bardziej do siebie niż do chłopca: .spytał ze zrozumieniem Jon. Wystarczało. zaprowadził do swojej izdebki i wyjął z kufra rzeźbioną w drewnie ciemną figurkę. która malowała się na twarzy figury i jej lalkowate oczy.Bardziej.Jon. zbytkowny przedmiot: była to niebiesko-złoto-biała figurka kobiety o różowych policzkach. O starcu na chmurce lub z groźną lagą w dłoni Jon wolał w ogóle nie rozmawiać.spytał Jon Isaka.Czy TO przypomina ci Matkę Boga? . . a dziesięcioletni Jon głośno zawołał: . Dlaczego te obrazy i figury kłamały? Po co? Czy Plemię potrzebowało tego kłamstwa? Czy ułatwiało ono misję ludzi w długich sukniach? Jon przypomniał sobie pewne zdarzenie . Gdyby zdobył się na odwagę i porozmawiał ze starym kapłanem. a jej ciemna twarz skrzywiona była grymasem cierpienia.Dlaczego Ezra postawił TO w świątyni? . a Isak odparł poważnie: . a głowa. być może ten by mu wytłumaczył. . które sprawiało wrażenie. o trefionych włosach. że gdzieś na świecie istnieją prawdziwsze wizerunki Boga. .spytał Isak.Tę figurkę wyrzeźbił smolarz z Puszczy. gdyż lubił jej kamienno-drewniane ściany.

iż długa. syn .powiedziała Gaja z prośbą w głosie. że gdy po raz pierwszy ruszył w Drogę i ujrzał u jej kresu monstrualny. bogate kamienne pałace i świątynia tak ogromna jak cała Wioska. gdzie miało trafić? Jon pokręcił głową. połyskliwie czarny posąg Bezimiennego. . Ja też chciałabym ujrzeć świątynię . gdy Jon dotknął jego zimnej ręki i zaraz spytał niecierpliwie: . Dłonią wyczuwał jego ruchy i cały czas myślał tylko o tym. dotykając woreczka na szyi. Nie bał się. a potem następne trzy dni bitym kupieckim traktem.Zanim ruszę w ostatnią Drogę. Ani przez chwilę nie zamierzał zostawić żony samej. Gaja zajęła się przygotowaniami do długiej podróży: . okazałe. że oddaje on tak wiernie jego przeczucia. którą budują w pobliskim Mieście . na ułamek sekundy. którego już nie opuszczał.zapłata od Bezimiennego za misję. Tak.To nie tylko chłód zimy . Jon poszedł odwiedzić szamana. którzy tę drogę przebyli. mimo ciepłych okryć koców i futra z niedźwiedzia. wsłuchiwał się w bicie serca swego przyszłego syna. wcześniej przestronna. a on. . gdzie szukać bezpieczeństwa dla syna: w braku wątpliwości.Mogłabym z tobą pojechać. I dlatego dziś jego kamienne rany krwawiły. przykładając głowę do jej wypukłego brzucha. której jeszcze nie wypełnił.powiedział szaman zagadkowo. .wyznał Gai.trzy dni konnej jazdy przez Puszczę. Suche ziele wciąż cichutko szeleściło. kamienie z Puszczy dawały prawdziwszy wizerunek starego Boga.może zdobyłyby uznanie Jona. dom w Wiosce wydał mu się za mały.zgodził się Jon. Wiedział. Jego stare ciało marzło. Pierwsze. że syn narodzi się zdrowy. a wioskowa świątynia.Pojedziesz . . jak opowiadali ci. Jon przypomniał sobie. Na szczęście wiedział. Przed oczami Jona jawiły się. zdumiał się. Nagle niebezpieczeństwa świata zaczęły mu się wydawać niewiarygodnie wielkie. słabe jeszcze mrozy zagnały starca do namiotu. trudna droga zmęczy ją u progu narodzin dziecka. dławiła ciasnotą. Lecz nigdy o tym nie rozmawiali.mimo iż wymyślone przez ludzi .Czy ziele serdecznika niepospolitego trafiło już tam. gdy nacieszyli się sobą. Szaman pokręcił niespokojnie głową: 116 . a jest taki w stajni rodziców. Gdy Jon tym razem powrócił z Drogi. chciałbym zobaczyć największą świątynię. gdybym dosiadła łagodnego konia. jak zapewnić bezpieczne życie nie narodzonemu.

że to najważniejsza część twej misji. grożąc piekielną karą. Jon wiedział.On krwawi. dał Chłopcu lodowe serce i stworzył z niego swoje narzędzie. ku swemu zdumieniu. połyskiwały złociście. nie wiem nawet.obaj unikali siebie nawzajem od czasu wizyty gości z Dalekiego Kraju.zdziwił się kapłan i natychmiast przybrał srogi wyraz twarzy. . a nowe. w tym obu kapłanów. . Stary kapłan spacerował po ogrodzie. zatem młody musiał być w świątyni . a potem nagle. że umiera nie tylko ten niegdyś potężny stary Bóg. Jon bezwiednie trzymał coraz chłodniejszą. tak jak mieszkańcy Wiosek i Miast karczują Puszczę. torował drogę czasom nowym. 117 . Już prawie nie mówi. gdzie on jest. ostatni przedstawiciel starych czasów. z pomocą Królowej Śniegu i twoją.uśmiechnął się spokojnie starzec. przedłuża swoją agonię.Ty tutaj? . Każda kropla krwi. która wyciekała z kamienia. Uwolnij więc Chłopca od męki czynienia zła. ba. Nie wiem. jak szukać i czy On pozwoli mi do niego trafić? . . Lecz to narzędzie nie jest już potrzebne. już tylko się broni. mimo palącego się ognia. . rzucając jaskrawe refleksy w ciemnym wnętrzu. by budować na jej miejsce nowe. Jon pojął. piękniejsze domy. które wyobrażają Boga Dobroci jako starca z lagą w dłoni. Bezimienny. Ostatni plemienny czarownik żył przecież tylko po to. ujmowała życia starcowi. Jednak każdy koniec jest smutny. .szepnął Jon. . Myślę. Gdy Jon wszedł do świątyni. że wkrótce wykrwawi się na śmierć . Jonie.odparł stary szaman. dłoń szamana w swojej dłoni. chroniąc i Plemię i nową świątynię. Tym razem nie szedł tam. Później młody mężczyzna skierował kroki do świątyni.odparł pytająco i zobaczył przed oczami chudą twarz nie znanego Chłopca. aby stać między Bogiem Dobroci i Cywilizacji a zemstą starych Bogów.Jeszcze się zobaczymy . miało być lepsze i nazywało się CYWILIZACJĄ. że śmierć starego Boga równa się śmierci szamana. z której strzela ku ziemi piorun. Nie chce odchodzić samotnie i to mnie niepokoi. Szukał Ezry.Wiesz o nim więcej niż ja. Coś bezpowrotnie się kończyło. Jon uśmiechnął się w duchu i pomyślał. Ezra ustawiał wysokie świeczniki wokół figur i obrazów: były najwyraźniej nowe. by odwiedzić Isaka.Jest coraz słabszy. ucałował ją.Czuję. To stary szaman. że Ezra wzoruje się na obrazkach..Tym razem pozwoli . które przychodziło.

. Jeśli ty pójdziesz na stos. a Jon dokończył: .Heretyk… heretyk… . .powtórzył pytanie Jon. gdy znikasz z Wioski? Mówią.spytał znów Jon. Nie pochwalał swego wyboru. Ezra umilkł i próbował szukać w pamięci słów.Mego syna. Jonowi stanęła przed oczyma postać smutnego. Jonie. co będzie tego warte… .zawołał Ezra. nędznie ubranego Człowieka na Osiołku… .i dawno wybrał. by czcić bałwany.Słyszałem. których nie znajdował dość szybko. Na początku byliśmy zbyt łagodni i dlatego tak długo skrycie czczono bałwany.Bo ja znam Prawdę! . kto myśli inaczej niż ty. Jeśli wyznasz to szczerze i ukorzysz się. .Nigdy . ale wiedział.zaczął Jon. Ezro. wyobrażająca postać człowieka z długimi włosami.Kto to jest heretyk? . jeśli zostawisz w spokoju mnie i moją rodzinę.zaczął. że był to najlepszy wybór na nadchodzący czas. czekając z nadzieją na odpowiedź. Jon ciągnął: 118 . oni pójdą za tobą. Ezra spojrzał na niego zdumiony. jak i piekący żal. z trefioną brodą. przygryzając wargi.powiedział szybko Ezra.odparł dumnie młody kapłan ku uldze Jona i zaraz dodał surowo: Gdzie błądzisz.Ezro.Heretyków pali się na stosach .. Musiał jednak wybrać .Isak błądzi! .rzekł szybko Ezra. ale kim oni są? . Wiedział.A Isak? . . w bogatej czerwonej szacie.Heretycy nie mają prawa wchodzić do świątyni Pana . A tak narażasz tylko swoją rodzinę. . .spytał Jon. . pamiętaj. co czyni i czuł zarówno radość. już się o tym przekonaliśmy. być może nie unikniesz tortur czy stosu. ty zaś czcisz je do dziś! . dam ci coś.Co mi dasz? . ale będzie ci to przynajmniej wybaczone. że chodzisz do Puszczy. w której błyszczały drogie kamienie. Zło trzeba wyplenić aż do korzeni.…heretyk to ktoś. . . z małą cierniową koroną na głowie. najwyraźniej nową figurę. zasłaniając dużą.spytał z zaciekawieniem.Ty nigdy nie błądzisz? . czując drżenie swego głosu.mimo woli zaciekawił się kapłan.

a gdy zechcę wysłać go w Dalekie Kraje z misją nawracania pogan lub zwalczania heretyków.…że gdy twój syn ukończy sześć lat. gdzie tylko zechcesz.Nie szkodzi. jak winien wyglądać podpis prostaka .rzekł kapłan ze zrozumieniem. a ty weźmiesz go pod swoją pieczę i oddasz twemu Bogu… . . .Co tym razem mówią te czarne znaczki? .…naszemu Bogu! . . maczanym w inkauście. aby podpis był ważny.Podpisz. .spytał Jon.Mówiłem ci. który napisał szybko długim. nie chcąc wdawać się z kapłanem w dyskusję . który od dziecka byłby ofiarowany Bogu i wyparłby się grzesznego ojca . o to by był silny. . Wyrysuj trzy krzyże . sprawny i piękny jak ona. ani jego matka nie przeciwstawicie się naszej świątyni . że nie umiem. co masz zrobić.powtórzył Jon bez nacisku. Jednak tylko w ten sposób zapewniał mu bezpieczeństwo w świecie.i mój syn będzie Mu służył w taki sposób. a Jon poczuł litość dla swego nie narodzonego syna.zawołał zdumiony Jon.A ja powiedziałem.Ofiaruję syna twojemu Bogu .nakazał kapłan. gdy byliśmy dziećmi i choć na dwóch zawiśli złoczyńcy. .podkreślił Ezra. umowa uniemożliwi twej małżonce sprzeciw i zaświadczy o prawdziwości twojej obietnicy .Idź zatem. to jednak… 119 . .Trzy krzyże?! .Krzyż to święty znak i nie wolno go nadużywać! Trzy krzyże zaś to cała historia. zadba o jego doczesne życie i zdrowie.Nie umiem pisać . . Syn heretyka czczącego bałwany. ani ty. jak tylko zechcesz. że pouczę cię.. . poruszony do głębi słowami Jona. Gdybyś nie wrócił w porę. gęsim piórem. czego Ezra mógł pragnąć. która niewątpliwie będzie najsilniejsza przez setki lat. Jonie w Drodze. w którym będzie dorastał: postawił go po stronie.tak. Pokażę ci. lecz wcześniej podpisz ze mną umowę. Ale kiedy tylko dojrzeje. Zaprowadził Jona do izdebki na tyłach świątyni i tam zasiadł nad dokumentem. . to było coś. przyjdzie do mnie na naukę.… i bez cienia litości wobec heretyków . Ezro. którą opowiadałeś nam. przyprowadzi naszego syna do ciebie. .poprawił bezwiednie Ezra z błyszczącymi oczami.streścił mu Ezra. śledząc z zazdrością szybkie ruchy pióra po papirusie.uzupełnił Ezra z pałającymi oczyma. Ezro.spłoszył się Jon. Bez cienia wątpliwości i… .Gaja da mu matczyną opiekę. To byłoby skuteczne narzędzie krzewienia prawdziwej wiary.

I wziąć ją dla Boga! . nie ogrzali ciepłem zrozumienia i współczucia. którzy przybyli tu pierwsi? Tych. westchnął i powiedział: . czy wzeszło. którzy zostali zabici przez Plemię na krwawą ofiarę dla… . a ze zrozumieniem o moich braciach.krzyknął Ezra. Na wszystko prócz prawdziwego dobra.Nie od razu ruszę na drugą stronę Rzeki. a przydomkiem. Boże broń. . .Nie powinno się nigdy zaklinać na Syna Bożego… . czy w 120 . Jonie . nim tu przybyłem. niepiśmienny klnie się na Syna Bożego. Jonie! Nie jesteś od tego. by jak najszybciej zebrać jak najwięcej nawróconych dusz i jak najszybciej przesłać do Dalekiego Kraju znak. jak rośnie największa ze świątyń… Ezra spojrzał na niego zdumiony. którego nie należało wymawiać.Nie bredź! Stawiając trzy krzyże.wytłumaczył kapłan. a potem idź sobie do Puszczy pomiędzy twe bałwany! Jon niewprawną ręką postawił obok siebie trzy duże. Rzucali ziarno i biegli dalej. by spotkać Isaka. im się tylko śpieszyło.zaczął znowu Jon. gorliwi i gotowi na wszystko w imię Boga Dobroci. Nie dlatego.wtrącił Jon. przeciwnie! Nie. Jon zaś wolno wyszedł ze świątyni. ułatwiając Isakowi wybór między prawdziwym imieniem. lecz Ezra przerwał mu gniewnie: . Spojrzał na Jona z natężeniem. mimo zimowych chłodów. Stary kapłan.…dla Bezimiennego .…i wziąć ją sobie . nie patrząc. jakby popełniał bluźnierstwo. zasiali Słowo Boże i nie dali mu wzrosnąć. Teraz udał się do ogrodu. Na razie jedziemy z Gają do Miasta. jakby słabł mu wzrok i powiedział bez powitania: .Podpisz.ciągnął w zamyśleniu Isak. by ocalić duszę nie narodzonego dziecka! . . to tylko dlatego. że sami byli złymi ludźmi. . Ale nie myśl o nim nigdy źle. którego nikt już nie używał. nie sprawdzili. Odłożył pióro. Nie zrosili swego siewu wodą miłości. wolniutko spacerował po wąskich ścieżkach między grządkami. że dotrzyma umowy . Miał uczucie.Znasz historię dwóch kapłanów. Przybyli do waszej Wioski ponad sto pięćdziesiąt lat temu. czarne krzyże u dołu zwoju. gdyż nie ma on złych intencji. Byli tacy młodzi i pełni wiary.. Jakby nadużywał prawdziwego imienia Syna Bożego do spraw codziennych i pospolitych. by pouczać swego kapłana! Jeśli godzę się na tę umowę. A chwasty plewili brutalnie. by zobaczyć.Ci dwaj kapłani byli jak Ezra. myślałem ze zgrozą o twoich pobratymcach.dopowiedział Jon. że Królestwo Boże rozciąga się na coraz większej połaci świata.Kiedyś. co wedle nich oznaczało skutecznie. .Nie pouczaj mnie.

z przekonania każdej ze stron. Jesteś odmieńcem. drewniane palili na stosie. bo właśnie oni obaj . składa się z ludzi. Nie czekając. że wprawdzie jego Bóg jest ponad wszystkim. w której zabraknie szamana i starego kapłana. że nie chce żyć w Wiosce. zaczęli tłuc gliniane posążki plemiennych Bogów. Jonie. Jonie. że czyni dobrze. nim Cywilizacja będzie oznaczać swobodę wyboru.Cały świat. . które tak pośpiesznie siali kapłani.razem z Ezrą dopełniają się i tworzą całość.pokiwał głową Isak.Dobrze zrobiłeś . to straszliwy trud… Jon uścisnął Isaka i ucałował jego rękę. nie wzeszło. I twoje Plemię im pokazało: zabiło obu kapłanów i złożyło ich ciała w ofierze.Dopiero od niedawna wiem. .przytaknął kapłan. zażądali. Nawracanie.CYWILIZACJA . która chroni Wioskę. iż to właśnie oni mają rację.Cywilizacja .Minie wiele.Zapewniłeś mu w ten sposób przynależność do większości.Dlatego właśnie oddałem mego nie narodzonego syna pod pieczę Ezry wyznał Jon.powiedział z goryczą Jon. . że całe zło wynika z niezrozumienia. Gdy już zniszczyli wizerunki bóstw i bożąt znalezionych w Wiosce. Isak umilkł na chwilę. do kresu Kamiennej Drogi? . .Tak.o dziwo .spytał z nadzieją Jon. którzy wierzą. wierząc. . Ja przecież też wierzę w swoje racje. ale starzy Bogowie też mają swe miejsce. Jedną trzecią kręgu tworzył Isak. że to ona ma rację. Jedną trzecią kręgu stanowił szaman. Ci zaś. Pomyślał. że nie sposób tego przewidzieć. dlatego wojny nigdy się nie kończą. zginą pierwsi. otaczając ją magicznym kręgiem. Jonie. by ludzie z Wioski zaprowadzili ich na miejsce kultu. Jonie. Nigdy nie chciałem nikogo do niczego przymuszać. łagodzący gniew i żal starych Bogów.zażądał jeden z nich. gdyż świat najbardziej nie lubi odmieńców i ludzi wątpiących . które zostały zapomniane 121 . a Jon zapytał szeptem: . Dlatego odchodzę z tego świata z radością.szepnął stary kapłan i dodał: Ty jesteś odmieńcem. a bycie w większości jest bezpieczne. wiele czasu. “Co tu robicie z tym wielkim bałwanem? Pokażcie nam…” . bóstw i bożąt. bóstw i bożąt. .ogóle wzeszło. . Nikogo nie omija ta słabość. . Albowiem ziarno. który udowadniał.…i Plemię ich tam zawiodło? Na drugi brzeg Rzeki. Rzucali słowa pełne gniewu na głowy bałwochwalców. bo masz wątpliwości. .Tak wiele. .Ile czasu musi minąć? . którzy nie zechcą stanąć po żadnej stronie.

Tak. Siwa klacz była łagodna.szepnął Jon sam do siebie. Drewno było zresztą potrzebne na budowę nowych domów. rozrastając się . świątyń. ledwie skończyła się Puszcza. To był dowód. odporna. To szaman pomagał bożętom i bóstwom dokończyć żywota. Świątynię budowano na skraju Miasta. utwardzając ją żwirem i kamieniami. gdyż nie miał w sobie wątpliwości.w Jego mniemaniu pomoże Mu odzyskać świat. a zaczął bity trakt. widząc obu. aż największy ze starych Bogów wybierze sobie tego. wielusetletnie drzewa. które tak rzadko budzi skruchę. lecz skutecznie. Kapłan Ezra. Nie ma już miejsca na nowego szamana. Kiedyś trzeba było przedzierać się przez Puszczę. nawet ospała. Podróż do Miasta nie zajęła im więc sześciu dni. silna. zobaczyli nie dokończone. Zresztą kobiety z Wioski przywykły do ciężkiej pracy do ostatnich dni przed rozwiązaniem. a droga równa i bezpieczna. zapewne zostałby spalony na stosie jako czarownik.przez Plemię. a potem przywołał na usta pogodny uśmiech i przekroczył próg domu. *** Droga do Miasta była krótsza niż niegdyś. karczowano potężne. gdy zostanie tu sam. że Cywilizacja przyśpiesza kroku. gdyż bity trakt skrócił o połowę trudy podróży. nie czuli się winni za przeszłość i nie bali się przyszłości. lecz tylko cztery. by wiodły doń drogi szerokie i bezpieczne. Dlatego Jon nie obawiał się zabrać żony. który prowadził ludzi w przyszłość. mój syn musi przynależeć do większości . od strony. jak oceniali. stworzy w Wiosce świat bez prawa wyboru i wywoła w Plemieniu poczucie winy. Gdy przystanęli u jej stóp. Robotą kierował mistrz przybyły z Dalekiego Kraju. Już z daleka. Wycinano więc Puszczę. na półtora miesiąca przed narodzinami syna. Ludzie z Wioski. gdyż stosy nieuchronnie zapłoną także i w tej Wiosce. który . rusztowania pięły się tak wysoko. tym budowla wydawała im się większa i wspanialsza. przybliżając się do niego. ryzykując spotkanie z dziką zwierzyną i złymi ludźmi. Nie musieli wjeżdżać w labirynt uliczek Miasta. wracając do domu. Im byli bliżej. że Gai. gdyż czuł się w nim jak w klatce. Stary szaman umrze razem ze swoim starym Bogiem i chwała Panu za ten akt łaski. Gaja zaś była zdrowa. z której przybywali. czego Jon chciał uniknąć. Miasto zawładnęło wyobraźnią puszczańskich Plemion. ale niezwykle wysokie. w którym świątyń było prawie tyleż samo co mieszkalnych budynków. strzeliste wieże nowej świątyni. które karczowały kolejne połacie Puszczy. I wreszcie jedną trzecią kręgu tworzył kapłan Ezra. a tak często gniew i nienawiść . zamków. która zapatrzyła się w 122 . szamana i Isaka. gniewnie.myślał Jon. szybko. W Mieście było kilkanaście Domów Boga. Jednak Miasto wciąż wydzierało Puszczy skrawek za skrawkiem. Szaman czekał. ubijano wydartą przyrodzie ziemię. ale ten miał przewyższyć okazałością wszystkie inne. .a potem zapragnęło.

Ciekawe.Tacy jak ja przebywają pomiędzy niebem a piekłem. czasem sobie myślę. że świątynie winny przychodzić do Boga. Dlatego tak trudno ich wykląć. brzęcząc dzwoneczkami: . Jego ramiona skrywała szeroka bluza w kolorach tęczy. choć było tam wiele zdumiewających rzeczy.Myślałem tylko nad tym. by ją podziwiać. pilnujących. jak oni. a nieznajomy też się roześmiał i odparł. Poznał już znaczenie słowa “heretyk” i bał się tego.górę.Zważaj na słowa! Bóg tu wejdzie. którzy nadzorowali robotę. czy musi być taka wielka.zastanowił się głośno Jon. co począć z młodym bluźniercą.krzyknął obok niego człowiek w białej długiej sukni. tym większa jego chwała! A ten. lecz wciąż jaskrawoczerwone skórzane buty.zdziwiła się Gaja ze śmiechem. . na głowie zaś nosił dziwaczną czapeczkę z grubego sukna.Bluźnisz! . Do 123 .zaplątał się Jon. lecz nagle rzucił się.zaprzeczył Jon. młodzieńcze. jak usłyszałeś. . . .usłyszał Jon za sobą czyjś niemłody głos. którzy niechcący przewrócili w błoto taczkę z cegłą. Sprytniejsi mieszkańcy Miasta założyli wokół kramy z różnością towarów i prostym jadłem. że On nie zastanawia się nad okazałością swych świątyń . jak i pięćdziesiątkę z okładem. komu się nie podoba. . z kilkoma rogami. że przybyłeś z Puszczy.mnich piorunował go wzrokiem.Z nieba spadł? . może On… to znaczy. Jon nigdy jeszcze czegoś takiego nie widział nawet na obrazkach w księgach Ezry. jest bluźniercą i heretykiem! . zakręciło się w głowie. czy nie wyda Mu się ona za duża? . by murarze nie skąpili zaprawy i nie marudzili przy robocie. krzycząc na murarzy. spotkać można było kapłanów w ciemnych lub białych sukniach. czy… no. co ze sobą niosło. a tymczasem. . zastanawiając się. Można było dać mu zarówno trzydzieści parę lat. nigdy nie są tylko tu lub tylko tam. że niektórzy czczą tam jeszcze bałwany . Wokół budowli trwał niebywały ruch. by nikt nie skradł cegły.Twój ubiór świadczy o tym.Ależ ona mi się podoba . Jon odetchnął z ulgą i odwrócił głowę: za ich plecami stał najniezwyklejszy człowiek w nieokreślonym wieku. Jego zaś niezwykłość wynikała ze stroju. patrząc z niepokojem na mnicha w białej szacie. Nieznajomy miał na sobie obcisłe nogawice wpuszczone w brudne. . jest na odwrót . Mnich na widok przybysza skrzywił się. któremu towarzyszyło ciche brzęczenie dzwonków. gdyż wciąż przybywał ktoś nowy. Słyszałem.Wydaje ci się. czy Bóg Dobroci zechce zamieszkać w tej świątyni. ledwie skończymy budowę! Im większa świątynia. Oprócz mistrzów murarskich.

Kto to jest Błazen? . które brzęczały cicho. a w dodatku piękną. płacą mi za nie. z którego patrzymy . wtedy wypędzają mnie.Kim jesteś? . . Bogacz płaci więcej. Gdy moje dowcipy i powiastki rozśmieszą mych panów w kłopotach i zmartwieniach. . podskakując i jego dzwoneczki znów zaśpiewały. . 124 . aby Bóg obdarował ją aż tak szczodrze .Jego czapka jest śmieszna.Twoja czapka jest smutna. . zatem pewnie jest biedna. . gdy opowiada wesołe historyjki. Szukam nowego pana.Mylisz się. ani ja nie czujemy się biedni . lub śmieszy ich to.Jestem Błaznem do wynajęcia. co ciebie wcale nie śmieszy? Myślałem. gdy się martwisz. kradnąc im miód.Jestem Błaznem .spytała Gaja. Szczerze mówiąc. Gdy moje żarty zbytnio żądlą mych panów i to boli. . gdy pszczoły potną jej nos żądłami i to ją boli.To chyba zależy od miejsca.spytał Jon. a smutna. Jonie .Nigdy nie słyszałam o takim zajęciu! Co robisz? . jak dobry pies. gdy mówi o smutnych sprawach.Zabawiam moich panów za niewielką opłatą. nawet wtedy.Ani ona.stwierdziła Gaja w zadumie. co mnie nie śmieszy wcale. Gdy trudno ich rozbawić. biedak dostaje żarty za darmo. lecz wkrótce wyrzucają. Dzwoneczki brzęczą tak. opłacają mnie sowicie. . Nieznajomy swym wyglądem wzbudzał rozbawienie. bo zmartwienie jest większe.skłonił się Błazen. A sądzę. niekiedy zwykłe chaty.odparł Jon. nawet złotem. panie. by kogoś śmieszyło to. gdyż dzwoneczki brzęczą cały czas.wtrąciła Gaja. niż sądzili. młoda damo. . Ich domy są różne: czasem to zamki i pałace.tych rogów przymocowane były małe dzwoneczki. że i ty masz powody do zmartwienia.zdziwił się Jon. . gdyż trudno. . jak on chce. nie zawsze na jednaką nutę.Jak to możliwe. . lecz wyraziście wraz z każdym jego ruchem. . opłatę uzależniam od stanu ich kiesy. Śmieszna jest niedźwiedzica.Dobrze to ujęłaś.obruszył się Jon. gdy ogania się od dzikich pszczół. że rzecz zabawna śmieszy wszystkich .Rozumną masz żonę. A czyż moja czapka nie jest śmieszna?spytał Błazen. Ale przestaje być śmieszna. .Nie .odparł nieznajomy i dodał: . gdyż mój ostatni pan znudził się mymi żartami i mnie wygnał. a wtedy zamiast złota dostaję miskę strawy dwa razy dziennie. mimo woli uśmiechając się.

Więc powstaje na ich chwałę. a człowiek w lisiej czapie zagroził.Kupiłbym ci. Dwóch ludzi w długich sukniach przegnało mnie kijami. a Błazen zaśmiał się krótko. że skończę w miejskich dybach.speszył się Jon.Przybywa tu tylu ludzi. że tak potężny jest Bóg. Gaja szybko zsunęła z szyi niewielki naszyjnik z bursztynu i wsunęła go w szparę skrzynki. Ale gdy to mówię. że masz pustą kiesę i przynależysz do gorszego stanu skomentował Błazen. . . ale trochę stare. ani nawet miedzi . możemy się z tobą podzielić tym.Od razu widać.Czyżbyś nie chciał. pieczone pięć dni temu.odparł Błazen. w ciemnej długi sukni.. gdy powtarzam. srebra.Nie . złoszczą się.Czy tu. iż powinno mieć największą w okolicy świątynię. .Jon zmienił temat. czując się niezręcznie. zapłacono ci coś za żarty? . niż się zapowiada? Aby była największa w całym tym dzikim kraju?! spytał gniewnie mnich. co mamy . . w Mieście. na czym ona polega uśmiechnął się Błazen. że znajdzie się ktoś. inaczej zapomniałbym.Rozumną masz żonę . . koło świątyni.…na świątynię! Zbieramy datki na świątynię! .Nie mam złota. Oni sądzą. by świątynia szybciej rosła w górę? By była jeszcze większa i wspanialsza. 125 . . . .zaproponowała Gaja.Muszę wykonywać moją pracę.stropił się Jon. .Jon upolował wczoraj w Puszczy zająca. a zwłaszcza w pobliżu świątyni szybko poczujesz. nie na chwałę Pana. kogo rozbawię i kto kupi mi w zamian miskę gorącej zupy lub garnek z kluskami. Mamy też placki. Błazen zaśmiał się nagle szczerze i niepohamowanie. przyglądając się Gai z uwagą. lecz nie mam za co . . upiekliśmy go w ognisku. więc wciąż mam nadzieję.Po co zatem tu tkwisz? . . Jeden kawałek jest w nadmiarze. że ich Miasto jest tak potężne. rozwierając sakwę z jedzeniem. Dzwonki zabrzęczały melodyjnie. .zabrzmiał tuż przy nich czyjś głos i inny mnich.powtórzył w zamyśleniu Błazen. Mnich zaraz odbiegł.Nikt się nie śmieje.Jeśli jesteś głodny. podsunął im pod nos drewnianą skrzyneczkę z otworem od góry. Tu. że przybyłeś z Puszczy. że świątynię tę wznoszą tak potężną nie dlatego. lecz niewesoło. iż wierzą.

ani od budowniczych. że jesteśmy wykształceni? . lecz zaraz spoważniał i odrzekł: . I może nigdy nie będzie.odparł Jon po namyśle.Bo jesteś… jesteś człowiekiem . A jeśli z miłości… Ale o miłość. bo to mój fach.dokończył Jon. .Nie umiesz żyć bez panów nad sobą? Błazen znowu się zaśmiał.powiedział Jon. .dopowiedział Jon. zasiedli na drewnianej ławie i już po chwili wyjadali drewnianymi łyżkami białe kluski z dużego garnka..spytał Jon. Poszli do jednej z licznych bud. A wy? Czego tu szukacie. lecz suto wypchanym woreczkiem ukrytym a koszulą. .Jeśli szukasz w niej Dobrego Boga. myśląc. Błazen zerknął przelotnie na wypukły brzuch Gai. .zamyślił się Błazen. Utworzyły one niemal małe miasteczko.Nasz syn będzie to wszystko umiał . tak trudno w dzisiejszych czasach .Nie umiemy czytać ani pisać.Nie chcę wyjść z wprawy w wymyślaniu dobrych żartów.Chcecie mnie karmić. które tętniło życiem. Teraz Jon się zaśmiał.i Błazen zabrzęczał nie dzwoneczkami u swojej dziwacznej czapki. . skryty nie dość dokładnie pod burym płaszczem. to Go tu jeszcze nie ma. Ale Błazen ujął Gaję za ramię i zaczął prowadzić ją w stronę kupieckich straganów i bud. chroniącym przed deszczami i śniegiem. Ale jakoś ostatnio źle trafiam. choć was nie rozbawiłem? Dlaczego? . bo widzę po waszym stroju. Jonie. 126 .Ho! Ho! Ho! . gdy się najedli. przyjacielu. Jeśli wznoszą tę świątynię z pychy.Cywilizacja . . Jechaliśmy cztery dni z Wioski.Dobrze. a Gaja roześmiała się niepewnie i dodała: . szczególnie w tym mieście.Skoro masz tyle złota. Dobry Bóg nawet na nią nie zerknie. ani nawet od mnichów. Zatem to ja was nakarmię. ucinając niewygodny temat. To nie zależy ani od wielkości świątyni.Widzę.zaprzeczył stropiony Jon. czemu szukasz pana? . gdyż to ja mam złoto i srebro . że to żarty. by spojrzeć na świątynię . z wysuniętym dachem.zaśmiał się Błazen. .Nie . .Nasze konie czekają za Miastem. żeście z daleka? .

jakby odpowiadając myślom Jona.pokręcił głową Błazen.. Można Go szukać wysoko.może objawiać swą wielkość także w tym. dobra… . zamiast samemu się chwalić . że na nią zbierają. . Jest mądra. 127 . mogę ją wam pokazać . w tej chwili. przyglądając się potężnej sylwetce nie dokończonej budowli. Siły i Cywilizacji.zaciekawił się Błazen. nawet najubożsi w kraju. Tymczasem Bóg… każdy Bóg… . . . . patrząc wysoko w górę. czy dobrze wybrałem.który już zaczynano nakładać na drewnianą konstrukcję gont po goncie . nawet teraz. gdzie ledwie majaczyła drewniana więźba . Musi się z tym pogodzić . Błaźnie. Pewnie z tego samego powodu posąg Bezimiennego w Puszczy był tak monstrualny.Owszem . że mężczyzna chwali przy obcych swoją kobietę. Rosła w oczach. Jon pomyślał.Ta żelazna iglica na szczycie będzie ściągać pioruny. najwyższa spośród wszystkich w tym małym.myślał Jon. Może tak potężna świątynia. więc widocznie jego żarty tu się podobały. żeby mój syn był bezpieczny.Powiem wam szczerze. zmiażdżyć dżdżownicy. Milczeli chwilę. że większość ludzi wierzy. a tymczasem będzie tuż obok lub pod stopami. a Gaja kiwnęła z powagą głową.wznosił się tak wysoko. a niektórzy mnie lubią. iż im wyżej sięgną.Znam tu wszystkich murarzy.zaproponował Błazen i dodał: . co wielkie.Dla niego tu przybyłem . W pobliżu siły jest zawsze bezpieczniej. . Część ludzi w długich sukniach też bawią moje żarty.Mówisz o tym tu synu? . zwróci szybciej uwagę Boga . że nie pozwoli rozdeptać mrówki. Jon i Gaja stanęli wewnątrz świątyni i wznieśli głowy: kopulasty dach . kątem oka dostrzegając smutek na twarzy Gai.No i co? Wybrałeś właściwą drogę dla syna? . . Wstali z ławy i ruszyli ku potężnej budowli. gdy ogłoszono.przytaknął Jon. Może jeszcze nie ma tu Dobrego Boga i może Go nigdy nie być. spalić gniazda dzikich pszczół. Ogrom świątyni i uroda jej strzelistych kształtów zrobiły wrażenie na Gai i Jonie. niektórzy z nich nawet je rozumieją. Jeśli chcecie obejrzeć świątynię. Błazen spojrzał na niego z zaciekawieniem. Murarze pozdrawiali Błazna. ale tu jest siła.Chcę. Przepuszczono ich przez drewniane zapory i weszli do środka. Błaźnie ciągnął Jon.Widzisz.mówił Błazen. więc i ja dałem.Pierwszy raz słyszę. zagubionym kraju. piękna. Mógłbym w końcu pozostawić go matce. a Gaja roześmiała się.pomyślał z żalem. tym znajdą się bliżej Boga. dawali co mieli. że sam dałem trochę złota. nasz syn znajdzie się za kilka lat pod pieczą kapłanów i chciałem się upewnić. iż wydawał się sięgać chmur. bo i ja lubię to. Wszyscy.dodał Jon.

szczupła. czemu nie miałbyś nim zostać? . Jon zniżył głos do szeptu i spytał: . wyciągając przed siebie zaropiałe ręce. Gdzie się wybierasz? spytał nowy kompan. wysoka. Gaja akurat odeszła dalej.westchnął Jon..Szukam nowego pana. nawet złoconego. brudne lub zaczerwienione od gorzałki twarze. Daleka to musi być droga i ważna sprawa.Nie przynależę do rasy panów.powiedział Błazen. z bladą twarzą.Ona może być moją panią. patrząc na Gaję. abym mógł wziąć cię dla niej za Błazna? Ale nie za takiego. ale okazało się. że jestem biedny. by ją budować lub podziwiać. . ukoi smutek… Zatem ją porzucasz. Błaznem przyjacielem. Boję się też. a nie wygląd czy strój . rudymi włosami. bo w Puszczy nikt nie mierzy bogactwa złotem.Gdybym był panem. Zajmowała ogromny obszar. odsłaniając chore i obrzękłe nogi. skoro decydujesz się zostawić taką żonę jak ona. . a wszędzie kłębili się ludzie. Wśród tłumów uwijały się rozwrzeszczane dzieci. . ukoi jej smutek i osuszy łzy. Wyszli z wnętrza świątyni. . ucieszone gwarem jarmarku. który rozśmiesza. Musiałbyś być Błaznem wiernym. Nie mogę cię nająć. z rozrzuconymi na plecach długimi. w którym wydali się sobie niezwykle mali i obeszli ją wokół. wynająłbym cię . . mimo skromności ubioru wyglądała dziwnie szlachetnie.spytał Jon. nie do budynków . czego chciałbyś jako zapłaty. by przyjrzeć się dachowi nad drugą z wież. że coraz mniej jest mi do śmiechu. chyba widzisz.westchnął Jon.powiedział Błazen. że to ty miałeś rację. Wytknąłeś mi.Myślę.A naprawdę…? Co myślisz naprawdę? . Jon nagle znieruchomiał i jakby intensywnie nad czymś myślał. Otulona burym płaszczem. Błazen zerkał na niego ciekawie. więc twoje najlepsze żarty zmarnowałyby się . że On jest wszędzie i nie potrzebuje dachu.zainteresował się Błazen. licząc na to. Żebracy siedzieli wokół na błotnistej ziemi.Skoro masz złoto i srebro. że w tłumie uda się im skraść komuś sakiewkę. a przekupnie wywrzaskiwali zalety swoich towarów lub jadła. Błaznem bratem.powiedział Jon. Błaźnie.Sam chciałbym wiedzieć . kto nie opuści jej w złych chwilach. 128 . Wygląda jak dama. przybyli zewsząd. nie odrywając oczu od pnących się w górę ścian budowli. a może nawet kimś jeszcze bliższym. więc umilkli. Gaja właśnie wróciła. On przychodzi do ludzi. Otaczały ją gęsto budy i stragany.Osuszy łzy. bo dama to stan umysłu. . Wśród pielgrzymów grasowali drobni złodzieje. . zaprzeczyłem.

Jestem zmęczony. .Nasza droga wiedzie w głąb Puszczy. niektóre żarty i słowa chyba nie wzbudzą jego zachwytu. w dodatku ono to czyni za darmo. gdzie aż pod wysoki dach wznosi się cisza.Mimo to nie żegnaj mnie .odparł Błazen. a Błazen wymamrotał.powiedziała Gaja do Błazna.Żaden? . Masz rację.zapytał Błazen. Gaju. . śmiejemy się tylko wtedy. . .. Ezrą. rozglądając się wokół: . Ta cisza daje nadzieję . Błaźnie. że wprowadziłeś nas do wnętrza. nie da się ukryć.Bylebyś tylko umiał ukorzyć się przed naszym kapłanem. że najlepszy jest śmiech.A czym zapłacę ci za żarty? I po co w ogóle miałabym za nie płacić? . uśmiechając się.Dobrze. że dla odmiany to ty zostaniesz moją panią… . Jak widzisz. a Błazen ciągnął: .Musimy cię pożegnać . 129 . kawałkiem mięsa. Pomyślałem sobie.zaprotestowała Gaja. a tego żaden Bóg by nie zniósł.zdumiała się Gaja.Myślisz. . że Dobry Bóg lubi ciszę? Że nie kocha żebraków? Nie umie wybaczać złodziejom? Irytują go wrzaski dzieci? . aby nie wziął cię za heretyka. a Jon przyznał jej rację. lecz raczej podejrzenia. . gdzie tacy jak ty okropnie by się nudzili.Czyżby twoim zdaniem było Ich więcej niż tylko Jeden Jedyny? Jon umilkł stropiony. .Zapłacisz mi talerzem zupy. że przy wznoszeniu świątyni zbyt wielu ludzi pragnie ubić interes.Znudziło mi się Miasto i moi nadto głupi lub zbyt zadufani w sobie panowie. tyle że czczony pod różnymi imionami. choć dodał.rzekł Jon. miodem i mlekiem i wreszcie uśmiechem.uciął krótko Jon. . jest naprawdę wysoka. kiedyś było Ich więcej. placka.Jon spojrzał na niego zdumiony. Ale mógł to być także wciąż ten sam Dobry Bóg.Jadę z wami. a Błazen przyjrzał mu się uważnie. My. gdy życie daje nam do tego okazję. niepewna. w naszej Wiosce. gdy zacznę żartować. Na resztę chyba cię stać? Gaja spojrzała na Jona.Nie . Bo twój strój i czapka. . który ofiarowuje życie i za który nie trzeba płacić. co on powie na tę niespodziewaną propozycję. . Jon uśmiechnął się: . tylko ta ostatnia cena.Taaak.Ja? . Opuścili teren potężnej budowy i powoli ruszyli do koni. twój uśmiech.

wiem. Jechali teraz przez Puszczę. patrząc na mieniące się od blasku ogniska kasztanowe pasma.do nas dociera wolniej. że tego nie wie. bracie! .No i o to chodzi.Skąd je bierzesz? .Ooo. o polowaniach w Puszczy. a Jon z Gają opowiadali o Wiosce. że aż tak wiele można o niej mówić: o mieszkańcach i domach. o brzegu Rzeki (tym właściwym. . . Miasteczkach i Wsiach.Czyje to słowa? . Jon zdziwił się.Nie wiem. bóstw ani starych Bogów.dorzucił. A na postojach. gdy słuchał Błazna. Jon snuł nieskładną i niepełną opowieść o szamanie i Isaku.odparł Błazen. że dużo podróżował po Miastach. 130 . W każdym razie nikt już nie czci bożąt. częściowo zakorzenionych w minionym czasie. Błazen kupił sobie konia w Mieście. ale przy ostatnich słowach odprężyła się: . o wioskowej świątyni i tak różnych dwóch kapłanach. że drugi uniesie ciężar dwojga osób. może z szumu drzew? Z trzaskania polan w ogniu? Z iskier w jej włosach? . a także po innych krajach. Wieść o obecności szamana w Wiosce zadziwiła Błazna. Choć Jon proponował Błaznowi jednego z koni.Umiem obchodzić się z ludźmi w długich sukniach. wygodny trakt. że to pojmujesz.…a Oni milczą.Cywilizacja .zaśmiał się Błazen. gdyż o drugim Jon nawet nie wspomniał). z kim spośród nich mogę żartować.spytał. o łowieniu ryb.. . . gdy rozpalali ognisko i posilali się tym. okalające zamyśloną twarz Gai. . gdyż wiele z naszych plemiennych spraw chyba cię jednak zadziwi.stwierdził Jon krótko . zapewnił nowego przyjaciela. o obyczajach Plemienia. a z kim nie wolno. szybko pokonując bity. Wyznał. gdyż żyjemy w głębi Puszczy. twierdząc.Moje .dokończył śpiewnie Błazen i Jon spojrzał na niego z ukosa. czy stary szaman umie czarować. choć nie ze szczętem pomarli . lecz nigdy jeszcze nie spotkał szamana. nie zamierzam też spłonąć na stosie! Twój Ezra mnie polubi! Twarz Jona na moment spochmurniała. Błazen chciał wiedzieć. Nie lubię być pławiony w rzece. . lecz Jon stwierdził. Ale to już ostatni szaman naszego Plemienia.Nigdy nie mówię cudzymi słowami. . a po części zmieniających się za sprawą Cywilizacji. rozumiesz? O to chodzi. Dobrze. co mieli w sakwie lub co ich nowy towarzysz dokupił na straganach.

w dodatku pierwszego i jedynego przyjaciela był trafny.westchnął ponownie Jon. równym krokiem. Ezra chodził inaczej: z energią. nie byli więc głodni ani nie marzli. w Puszczy. Poczuł to od pierwszej chwili. Potem. mądrą twarz Błazna i usłyszał brzęczenie dzwoneczków na jego dziwacznej czapce. pożartował z jej mieszkańcami i zaskarbił sobie ich względy. Gaja była żoną. Mężczyźni z Plemienia lubili go i szanowali.Żyje . Początkowo wzbudzał ciekawość i onieśmielający chłód zarówno swym strojem. Ale Jon nigdy nie miał przyjaciela. Do Wioski wjechali piątego dnia pod wieczór i pierwszym. . że wybór nowego. podróż zabrała im nie cztery. długim. cywilizowanym świecie są ludzie gotowi płacić za okazję do śmiechu. było nikłe światełko. Już następnego dnia Błazen obszedł Wioskę. Stary szaman i równie stary kapłan byli do tej pory drogowskazami dla Jona. każdy mieszkaniec Wioski wybuchał śmiechem. który mu przypadł w udziale. który przełamywał lody. Niech czuwa nad nim Dobry Bóg. że może zacząć uczyć swych nowych przyjaciół pisać i czytać. Jego i losu. najlepszym żartem Błazna okazało się wyznanie. Na szczęście pierwsze mrozy cofnęły się.Niech zawsze płonie w nim ciepły ogień. Ze swej podróżnej sakwy wyjął grubą księgę. bożęta i bóstwa niechaj mu nigdy nie czynią krzywdy .ale gdy ze swobodą opowiadał. przekraczając próg. Błazen był pierwszym człowiekiem. matką przyszłego syna i najbliższą osobą.powiedziała Gaja do Błazna. Jakby trochę się go bali. usłyszał człapiące. gdy tylko ujrzał smutną.Oto nasz dom. a także swoją niechęć do zbliżenia z nim. podobną do tych.nie zrobił tego. ale pięć dni. . gdy przejeżdżali obok świątyni.rzekł z powagą Błazen.równocześnie podkreślali jego obcość i samotność.Żyje . iż w dalekim. któremu Jon pragnął zwierzyć się ze swych trudnych tajemnic. że gdyby nowy przyjaciel zadawał mu trudne pytania. Ale mimo chęci . . gdy dojechali wreszcie do rozłożystej. kochanką. przedłużając oznaki jesieni. czym się zajmuje. choć z całkiem innymi obrazkami: były tu 131 . na co Jon zwrócił uwagę. nierówne kroki w ogrodzie. Wieczorem drugiego dnia pobytu w Wiosce Błazen zaproponował. jakie miał Ezra. przebijające przez stojący samotnie nad Rzeką namiot szamana. Zdecydował jednak.westchnął z ulgą. . wytłumaczyć. skąd wziął się przydomek Jona w Drodze i gdzie ta Droga go wiodła. lecz . Jon zaś po drodze upolował sarnę. a teraz także twój . Jon pomyślał. nie okłamie go w odpowiedzi.nazywając Jonem w Drodze . zbudowanej z ociosanych bali chaty.Może dlatego. że dużo rozmawiali. Tutaj bowiem. jak i sposobem bycia . a starzy Bogowie.

kapłani.przyznał Błazen. . Są takie. lecz jest ich coraz więcej. umiłowaniem złota i uciech.ucieszyła się. po których pływały domy. wierzą w Boga Dobroci? zaciekawiła się kobieta. morza i oceany. to grzeszny.Palą księgi? . które zwiedziłem . z długą trąbą w miejscu nosa. wysokie zwierzęta z małymi główkami . że nauka czytania i pisania musi trafić do zwykłych ludzi. I oni pierwsi. nie może być tylko sekretną umiejętnością. zaczęli nauczać sztuki pisania i czytania. gór. to znowu święty. . Gaja od razu zaczęła oglądać obrazki w wielkiej księdze.podpowiedział Jon. jakbyś palił człowieka .To księga o krajach i miejscach. są to nadal ludzie wybrani. 132 . rzeki z pływającymi długimi łodziami o nieznanych kształtach. które chętnie palą. .Kiedyś dbano o to. by czytać umieli tylko wybrańcy i wybrano ludzi w długich sukniach. . oni spisywali je z mozołem i iluminowali. To wcale nie jest tak trudne. zakonnicy.wyjaśnił Błazen. przez które przeprawiały się konie lub dwugarbne.powiedział. . strojni ludzie. rozległości oceanów . mnisi. dziwne budowle.zdziwił się Jon.Księgi to też żywi ludzie.odparł zamyślony Błazen i dodał: . . Nie wszystkich.i jeszcze dziwniejsze.Moja księga też nie wszystkim by się spodobała.Na stosie? Myślałem.Tak.na których wielkie fale przewracały wielkie łodzie.Cywilizacja . zdobne pałace. . Nawet dzieci potrafią posiąść tę sztukę .Ludzie w długich sukniach niosą Cywilizację do różnych światów i chwała im za to.Cywilizacja . Dzięki nim coraz więcej ludzi umie czytać księgi. jaki jest. Gdy palisz księgę. wydając okrzyki zdumienia na widok strojnych szat kobiet i mężczyzn. Choć… hm… nie wszystkie księgi podobają się mnichom. Dlatego będziemy ją chować przed obcymi. . z jego słabościami. bo nie każdemu wydaje się ona potrzebna.Gdy poświęcimy na naukę trochę czasu. już w niecały miesiąc przeczytacie podpisy pod tymi obrazkami. a i ksiąg wciąż przybywa. . by nie oglądały ich oczy zwykłych ludzi. to znów dobry. Potem jednak niektórzy z nich zrozumieli. bo pokazuje świat takim. . To przecież ludzie je stworzyli. jak myślisz.I będę rozumieć te znaczki malutkie jak mrówki?! . . wyrysowani w twojej księdze. to tak. Gaja wyraziła entuzjastyczną radość z propozycji Błazna. to okrutny. że palą tylko żywych ludzi… .warowne zamki.Czy wszyscy ci ludzie.

spytała znów Gaja i Błazen przytaknął. nie księgi.odparł Błazen po krótkim namyśle.uparł się Jon. Twoja wola Jonie. które już istnieją.Odpowiedz jej . obawiam się. ciekawszy świat. Myślę. które dopiero ktoś napisze. Ale gdy myślę nad wielością ksiąg. inaczej Go nazywa. którego Droga wiodła nie tylko ku Dobru.Więc czemu miałoby to im przeszkadzać? . inne Mu wznosi świątynie i całkiem inne odprawia w nich rytuały. Gaja zaczęła tęsknić za wielością światów. że mogą znaleźć się ludzie. Gdy robisz interesy na drewnie.Cyt! Cicho. że one wprowadzają nas w lepszy. że pożądają na własność wszystkiego co wielkie. . więc ich nowy przyjaciel westchnął i wyjaśnił: . Jon zatem nie siadał do nauki czytania. piękne. Może wówczas nigdy mnie nie rozczarują? . . ale ich nie znam i nad tymi. którzy napiszą księgi nienawiści .Rozczarują? Wydawało mi się. potężne. . .Więc czemu kapłan Ezra miałby się zezłościć. Ku zdumieniu żony. Jon odmówił nauki czytania. inaczej się do niego modli. Skoro nie chcesz poznać sensu czarnych znaczków. Były tak inne od małej Wioski. ono zawsze może zbutwieć. że rozczaruje nas świat i ludzie. jakie dawał mu maleńki świat własnego Plemienia. choć z zazdrością popatrywał na Gaję. sza… . by te malutkie. nie tylko ku Pięknu.Chcę. .. Błazen jeszcze tego wieczoru zaczął tłumaczyć Gai znaczenie liter w księdze. czego On chce.Ale to jest ciągle ten sam Bóg?. czarne znaczki na zawsze pozostały dla mnie Tajemnicą. oszołomiona światami. co jest dobre.Ale to by znaczyło. że możesz mieć rację. ale Błazen położył palec na ustach: . że w przeciwieństwie do swego męża. Pojmowała jednak niechęć i strach Jona. nie będę cię ich uczył. a nawet za niebezpieczeństwami. które się przed nią otwierały.zdziwiła się.Tak . 133 . mogą je zjeść korniki i straci swą wartość. które one niosą. spróchnieć. Także Boga. nad tymi.Gdyż wielu ludzi inaczej wyobraża sobie Boga niż my.Ludzie są tak stworzeni. która po paru lekcjach zaczęła sylabizować z grubej księgi. pewnie dlatego wolał poczucie bezpieczeństwa. które czytałem. a kogo odrzuca. a co złe.zamyślił się Błazen. zagubionej w wielkiej Puszczy. co myśli. kogo kocha. Chcą nim zawładnąć i tłumaczyć w Jego imieniu. Interes ubijany na Bogu zawsze jest dobry i w dodatku nie ma końca. widząc tę księgę? .

iż Błazen pochwalił się młodemu kapłanowi. pokręcił tylko głową: . widząc jego zamyślenie. tworzą słowo wiara. kim nie jesteś .uśmiechnął się Błazen. ba. pisać na pergaminach i papirusie. nie czując w jego słowach żadnej pułapki. 134 . chyłkiem. A sprawianie innym radości to dobry uczynek . Cywilizacja wymaga umiejętności dostosowania się do sytuacji. Ezra uśmiechał się zadowolony. gdy swego gościa zaprowadził najpierw do Ezry i pouczył. Jon wiedział.wbrew temu. wtedy gdy chlapią one wokół inkaustem i długo nie mogą pojąć.. których wciąż przybywa w świecie.pewnego dnia ci dwaj starcy pójdą razem do Krainy Cieni. Jona zdumiało to rozumowanie.pochwalił się Błazen. Jon głęboko wierzył.a”.. nastawiły młodego kapłana przychylnie do nieznajomego. czego Ezra uczył ludzi w Wiosce .ciekawość to pierwszy stopień do piekła. chytrości nowego przyjaciela lub jego osobistego uroku. ona wręcz jej nie lubi.a” . co czyni. gdy ten opowiadał o znajomości z młodym kapłanem. a tam przywita ich obu ten sam Bóg. że był on też w służbie u wielmożów z Dalekiego Kraju. zawiódł Błazna do namiotu szamana.zastrzegł. które idą. że literki . ani Bezimienny. iż musi on sobie zaskarbić jego przychylność. że . którą tak sobie cenisz. Jonie.Umiem czytać.i” ..…ale tylko ja będę decydował. . . Zatem sprawiam mu przyjemność. lecz świadomość. “Ona sięgnie nieba…” mówił Błazen. nie wymaga od ludzi szczerości za wszelką cenę. gdy zapadł zmrok. Nie zdziwił się..w” . na które nie powinno się odpowiadać. Wystarczyło. Znam też różne praktyczne przypowieści . że jest tu też kapłan Isak. szybko trafiłyby tu niepożądane księgi i różnorakie herezje.powiedział Jon do Błazna.r” . . Gdyby zbyt wielu ludzi w Wiosce posiadło sztukę czytania.. gdy zadają męczące pytania.Jesteś. lecz nowy przyjaciel. . iż wyręczy Ezrę w początkach żmudnego nauczania wioskowych dzieci. w której Ezra nauczał dzieci. jeszcze bardziej ich do siebie zbliżył. które dzieci nadają się do nauki . udając kogoś.Nie okłamuję. a nawet u najwyższych dostojników w długich sukniach. Błazen zaoferował też pomoc w wioskowej szkółce. Przemilczam jedynie to.Zgodnie z przewidywaniami Błazna kapłan Ezra polubił nowego gościa w Wiosce. proponując. zbyt prostolinijny jak na czasy. Ezra przyjął ofertę pomocy od Błazna.Okłamujesz go. czego on nie lubi. Czas. złączone razem. że pracował przy budowie największej w kraju świątyni i że zna każdy jej zakątek. Wprawdzie niezwykły fach przybysza i brzęcząca dzwoneczkami czapka początkowo niepokoiły Ezrę. myślał Jon. gdy okazało się. Dopiero po paru dniach. który dla obu starców mijał coraz szybciej. Cywilizacja. I nie będzie to ani Bóg Ezry. a nawet malować. Dowodziło to. gdyż wedle Ezry .

a każdy krok okupywali bólem zmęczonych członków. od stóp. czynili te same gesty wobec starych bóstw.i przeznaczeniem i uprzytomnił sobie. rozmawiając. Obaj starcy. …nagle ich spokojną rozmowę przerwał gwałtowny. srebrnymi kuleczkami. Drobniutkie.Takie jest. . a Błazen drgnął. Jon.spytał Isak. z ogromną ciekawością obejrzeli Błazna.Czy przypadkiem właśnie życie rozśmieszacza nie jest smutne? . rozpaczliwy krzyk. . Wstawanie. zdziwił się ich niezamierzonym podobieństwem . cały czas przesuwali w palcach drobne paciorki. że bez Błaznów życie byłoby smutne? . przed setkami lat. także szaman zdołał zwlec się z łoża i wyszedł przed namiot. kapłan przycupnął obok. który dobiegł od strony Rzeki. że tak jak dziś we wszystkich świątyniach świata ludzie klękają. . biją głowami o posadzki i czynią nakazane znaki . na małym zydelku. Wzrok czarownika jeszcze raz powędrował ku brzęczącej dzwoneczkami. widząc sznury paciorków w dłoniach starców. Obaj.choć z drewna. Ale najdłużej wpatrywali się w jego twarz.Więc to ciebie Jon chce tu pozostawić na swoje miejsce .szepnął wreszcie szaman.po czapkę z brzęczącymi dzwonkami. milcząc i przesuwając w palcach swoje paciorki. każdy na swoim miejscu. . odzianych w obcisłe nogawice i fantazyjne czerwone buty . Jon wiedział. Paciorki Isaka przywieziono z Dalekiego Kraju. Dlatego moimi najlepszymi żartami są te. Ale paciorki Isaka były stosunkowo nowe. Błazen z Jonem wybiegli z namiotu.a gdy dwaj młodsi mężczyźni dobiegali już brzegu. ścięto w pobliżu Kamiennej Drogi. obdarzone magiczną mocą. dla odmiany. że tak szybko sprawdza się jego podejrzenie wobec zamysłów przyjaciela. Może trudniej w nich o śmiech i dlatego potrzebne jest zajęcie rozśmieszacza? A może.Wynika z tego. wielograniastej czapce.tak niegdyś. gdyż uśmiechnęli się do nieznajomego z sympatią. chodzenie. Oględziny chyba wypadły pomyślnie.Dziwne… Wydaje się. zanim Cywilizacja okrzepnie i podbije wszystkie światy. które przetykały drewniane w równych odstępach. że pasuję zawsze . wpatrując się z niepokojem w rwący nurt spiętrzonej wody. . . zmuszanie kości i mięśni do ruchu sprawiało im wiele trudności. czeka nas tyle rzeczy strasznych. z którego je zrobiono. że pasujesz raczej do starych niż nowych czasów.Pasuje raczej do nowych niż starych czasów . kładą się krzyżem.uśmiechnął się Błazen.Ale wymyślono mnie w nowych czasach. czarne perełki przetykane były.zaprzeczył Isak. Szaman spoczywał na swoim łożu. za które mi nikt nie płaci. ale pozostali nieruchomo. a szamana . Nie chciał jednak pytać szamana o pochodzenie kościanych paciorków. że zdobiły one szyję każdego plemiennego czarownika i że drewno. poruszył się też gwałtownie Isak . 135 .Obaj starcy uśmiechnęli się na widok Jona i Błazna. liczyły setki lat.

iż przeżywa po raz wtóry to samo. Gałąź nie wytrzymała ciężaru i malec. w dół Rzeki. a ktoś odtwarza na nowo przygodę z dzieciństwa. Nagle śmignęło przed nim mocne ciało Błazna. gdy tonęła Gaja.Jon usłyszał za sobą słaby głos szamana i miał wrażenie. Plemię zaś wciąż stało w wielomównym milczeniu. jak stoją nieruchomi. pełen radości z uratowania dziecka (jak dwunastoletni Jon…). Dziś Plemię także czekało. szuka jego następcy? Wydawało mu się. tak samo jak wówczas. Jon nie wiedział. Był o wiele starszy i silniejszy niż kilkunastoletni Jon wówczas. Przecież tak rozpoczęła się jego Droga. On nie musiał czekać na powrót 136 . . Chłopiec. Bał się tak jak wtedy przed laty. jak się okazało. nieświadom swego przestępstwa (jak wtedy Jon…). jakby odbite w pękniętym zwierciadle.Czy Bezimienny. . Jego przyjaciel uczynił to. stał nadal jak sparaliżowany. a potem zsunął się po gałęzi i zawisł. szybkimi ruchami ramion i nóg. walczył teraz z prądem. przed laty. patrząc z ulgą i niepokojem.krzyknął z całych sił. Nieruchomi ludzie wyglądali jak gliniane figurki. wspiął się na drzewo nad wodą. lecz widząc ludzi z Plemienia. milcząc.Tabu! .Bród jest poniżej! . Zatrzymały go wspomnienia z dzieciństwa. pokonując jej nurt równymi. żeby przekrzyczeć huczącą Rzekę i groźne milczenie Plemienia. Plemię czekało.zawołał wreszcie Jon. Chciał skoczyć do wody za malcem. że zrozumiał i maszeruje teraz. na co czekają i bał się. chcąc zarzucić na głębinę swą wędkę. jak jego przyjaciel macha z oddali dłonią. który go znosił… …i jak zwykle w tym nieszczęsnym miejscu znosi go wprost na drugi brzeg pomyślał niespokojnie Jon i poczuł chłodny dotyk lęku wzdłuż kręgosłupa. Jon spojrzał na starca: w postaci czarownika czaiły się ulga i lęk przemieszane z żalem. Pośrodku nurtu unosiła się jasna główka synka sąsiadów Jona. że śni. na znak. rozczarowany Jonem. Kto go spyta. na co przed laty zdobył się mały Jon: wskoczył do Rzeki i płynął. . . Stał teraz na terytorium Bezimiennego.Tabu… .myślał zrozpaczony Jon.Pierwszy śnieg i poprzedzające go ulewne deszcze podniosły wysoko poziom Rzeki i gwałtownie przyśpieszyły jej bieg. wciąż uczepiony spróchniałego konaru. czy usłyszał zew? Ja czy szaman? I czy w ogóle powinniśmy pytać? Po co przywiodłem go z Miasta do naszej Wioski? Aby wydać Drodze…? . z dzieckiem w objęciach. spoglądając ukradkiem na starego szamana. gdy w milczeniu Plemienia tkwiła zapowiedź jakiejś tajemniczej groźby. Ale Błazen już wychodził z chłopcem na drugi brzeg. więc przepłynięcie rwącej wody zajęło mu mniej czasu.

huśtając dziecko w ramionach. gdy on. obrażało pamięć praojców. który przypominał. z natury łagodni i przyjaźni. Potrzebny im był Ezra. Wreszcie Błazen wyłonił się zza zakrętu. Czarownik. dowcipkując swoim zwyczajem: . że ludzie z Wioski. oddając po drodze dziecko w ręce jakiegoś mężczyzny. Jon zaś pomyślał. ze swymi paciorkami w ręce . Błazen dodał. na której żyli. porzucając wiarę w stare bóstwa. że Isak nie chciał niepokoić Plemienia swą zażyłością z szamanem i stał na brzegu Rzeki kawałek dalej. Na widok nieruchomych. Jon wiedział. otoczyli kołem bohatera i przyjaźnie klepali go po ramionach. zziębnięty. że dziecko żyje. którego dokonali. znał odpowiedź. czapki. milczących sylwetek ludzi zwolnił kroku i patrzył na nich pytająco. wyszedł z Puszczy z uratowaną dziewczynką. czekając na powrót Błazna z dzieckiem. Czarownik z kolei wpatrywał się w mężczyznę. Także Isak.Co się stało? Nie cieszycie się. że wybór. A Plemię nie lubiło wątpliwości. pokręcił przecząco głową i wszedł do namiotu. dając hałaśliwy wyraz radości. dłoni. na śmiech i oklaski… Plemię milcząco patrzyło na szamana. …i nagle Plemię zaczęło wychwalać bohaterski czyn przybysza. spośród drzew. Potem. I choć określenie “bałwany”. koralik za koralikiem. Wciąż stał koło namiotu. wesoły. zawsze wzbudzało lęk. Oznaczałaby. Błazen. czekając niecierpliwie. . nie popierają związków starego z nowym. jakby malec był zarażony trądem.Czekałem na okrzyk radości. ramię przy ramieniu. kto jest tu najważniejszą osobą . że malec żyje? . czekając na rozstrzygnięcie. która musiała nastąpić. wyczuwając napięcie tłumu i odgadując.Błazna. to jednak zażyłość kapłana z czarownikiem byłaby dla nich jeszcze bardziej obraźliwa. milcząc. Z ulgą dostrzegł. a nawet ziemię. twarzy. 137 . nie oglądając się do tyłu. zawsze bolało ich do żywego. jakiego dokonali wyboru i groził piekielnym ogniem za “powrót do bałwanów”. zaczął dotykać Błazna. jego mokrych włosów.podszedł do szamana. Jon podbiegł i narzucił koc na jego ramiona. co powie stary czarownik.zdziwił się Błazen. choć powinien trzymać się z dala. To. Mężczyźni. ludzie pragnęli iść naprzód. naznaczony jest wątpliwościami. jakby szukając w nim śladów przemiany. Szedł uśmiechnięty. …a teraz ludzie z Plemienia stali wszyscy razem. co niezrozumiałe. Mężczyzna objął chłopczyka ostrożnie.i przesuwał je powoli w zesztywniałych palcach. Przyjmując nowego Boga. nie tylko u ludzi z Puszczy. młodzi i starzy. stał jak przykuty. wciąż milcząc. kilkunastoletni wyrostek. że od tego momentu wszystko potoczy się inaczej niż przed laty.

Ariel . .. Jon pomagał szamanowi wejść z powrotem do namiotu. a jeśli nim nie jesteś. Plemię się tego domyśla . złączyły w niewielką chmurkę i Jon ujrzał.Jonie. to imię niesie kłopoty całkiem innej natury. nie jesteś już Błaznem. że udało mu się wydobyć z pamięci prawdziwe imię. Nagle czarownik zatrzymał się i trzykrotnie wyszeptał z naciskiem: .wyszeptał szaman ni to z żalem. martwy przedmiot.Ariel? Co cię w nim niepokoi? . . Lisia kita spłynęła mu na ucho. Błazeńska czapka opadła na wilgotny śnieg jak bezużyteczny. jak chmurka. brzmi jak śpiew przelotnego ptaka. to musisz mieć imię… Zapadła chwila ciszy. czuję to właśnie w jego brzmieniu. skręca wolno. Gai się spodoba.Czapka jest mokra… i tak już nie dzwoni… . którą w zamian przywdziałeś.Mam na imię Ariel… dodał oszołomiony. czuł. mimo grubego koca. nie namyślając się długo. czapka zaś. Plemię znowu wydało okrzyk radości. a potem młody mężczyzna odsunął skórzaną zasłonę i zaprowadził starca do łoża. Skoro tak.Ariel? Ariel… . . mimo braku wiatru. ściągnął z głowy ów dziwaczny symbol swego zajęcia i rzucił na ziemię. Nie ma pojęcia. . że twój przyjaciel nie przyjął nowego imienia. Jona dobiegły słowa ofiarodawcy lisiej czapki: . niczego nie poczuł. 138 . że ludzie w ogóle nie słyszą już Jego głosu. jest nakryciem głowy znamionującym prawdziwego mężczyznę.Szkoda. melodyjne imię. A teraz posłuchaj… ON jest tak zmęczony i chory. gdy mały obłok rozbił się o ramię najbliżej stojącego mężczyzny i zniknął.zapytał Jon. twoje dzwoneczki umilkły. które nadaliby mu kapłani. Niemal w tej samej chwili. . Twój przyjaciel niczego nie usłyszał. Pomógł mu się położyć i starannie otulił futrami.stwierdził nagle jeden z mężczyzn i dał mu własną czapkę przyozdobioną lisią kitą. Czarownik przymknął oczy i zdawał się nasłuchiwać. że jego stopy dotknęły świętego brzegu.To ładne. Jej niedawny właściciel wziął lisią czapę z rąk mężczyzny i nałożył ją sobie z fantazją na bakier. Podpierając starca.powtórzył szaman z niepokojem. kruchość jego ciała. Szaman i Jon znieruchomieli na moment u wejścia do namiotu.Imię… Imię… Imię… Trzy obłoczki jego oddechu natychmiast przemieniły się w parę na mroźnym powietrzu. a równocześnie oglądał przez ramię tę scenę. . . Błazen.rzekł wreszcie ze szczerym zdumieniem w głosie. ni z ulgą i przymknął oczy. płynąc w powietrzu ku ludziom z Wioski. Szkoda.No. jakby Błazen namyślał się lub wydobywał z pamięci dawno zapomniane słowo.

ale jemu wydawało się. jak wyglądała przeszłość . że za tymi słowami kryje się coś ważnego. gdyż nikt nie wycinał drzew na budowę miast i świątyń. by przypomnieć sobie. lecz rozbawiło je i przyniosło ulgę. nim zatęsknią lub zapragną powrócić do swych korzeni choćby po to. . . Szydercze nakrycie głowy na brzegu dotychczas uważanym za święty dziś już nie niepokoiło Plemienia. Jon podszedł i schylił się. chcąc ją podnieść. Nie tylko z powodu choroby i wieku. że ktoś złamał Tabu i mimo wszystko powrócił nie zmieniony. Ale pojmował też nieuchronność Cywilizacji. że to dzięki jej pochodowi przez bezkresne stepy.pomyślał Jon. Gdyby Ezra dziś lub jutro nakazał wygnać go z Wioski do Puszczy. lecz Ariel wstrzymał jego dłoń. a Plemię zawtórowało mu radośnie. wspominając znów swoją przygodę.uśmiechnął się smętnie Jon. Ariel stał nad brzegiem Rzeki otoczony kręgiem nowych przyjaciół. Wiedział też. pola i nieprzebyte puszcze coraz rzadziej mówi się o tym miejscu na ziemi jako o Dzikim Kraju.czarownik uśmiechnął się w odpowiedzi ze smutkiem. I zepsułoby mu dzień. że Błazen przepłynął Rzekę tam i z powrotem. że minęły całe wieki od tamtego dnia. wziął potężny zamach mocnym ramieniem i przerzucił czapkę na drugi brzeg Rzeki. też jej nie znamy. że jego czas się dopełnił.Nie będziesz go zatem okadzał dymem . Może ktoś napisze wówczas grubą księgę o swych korzeniach. A zresztą… My sami. dowodziło. gdzie czekałaby go okrutna śmierć. ale kilkaset lat. Zrozumiał strach i rozpacz Bezimiennego. To. I nagle zatęsknił za pradawną Wioską otoczoną nieprzebytą Puszczą.zaśmiał się wesoło.Chciałem wrzucić ją do wody…! . nie trzeba okadzać go dymem . Jon nie zrozumiał ostatniej myśli szamana. Sam podniósł dziwaczny symbol swego dotychczasowego życia. być może znaleźliby się chętni do wykonania tego polecenia . gdy Cywilizacja była daleko. I że przybyło mu nie kilkanaście. a twarda stopa tej Wielkiej Pani depcze na śmierć także ludzi. Będą musiały minąć długie wieki.Nie.pomyślał gorzko. gdy posłyszał zew. jak wyglądała. Patrząc na drzemiącego znów starca. Wiedział. 139 . Licząc ilością lat. iż ludzie w Wiosce nie potrzebują starego czarownika. że dotknął drugiego brzegu i wrócił taki sam. jakie wyciska na ziemi maszerująca coraz dalej Cywilizacja..Tobie to nie pomogło. gdyż nikt już nie będzie pamiętać. że Plemię przed chwilą odkryło nie tylko to. że ślady. Opuścił namiot czarownika. zatęsknił za czasem. Ludzie poczuli się nagle wolni od Tabu. pomyślał. a jego porzucona błazeńska czapka z dzwoneczkami leżała na ziemi. jemu by tylko zaszkodziło. choć instynktownie wyczuł. w którym na nowo się narodził. bywają zmieszane z krwią i cierpieniem. za mnogością pielgrzymów. była tak nieodległa. stąpających Kamiennymi Drogami z czterech stron świata. gdzie prawda będzie zmieszana z kłamstwem. żyjąc tu. .

Razem z imieniem straciłem jakąś część siebie. 140 . Minęło kilka dni. gdy byłem dzieckiem.Błaźnie”. Narodziłem się na nowo. Ludzie w długich sukniach żądali. Ruszyli do domu. szaman ma rację. słysząc głos wijów nad wodą. była moją matką.Potem przez długie lata wołano na mnie . Umarła. Tak. a po chwili do izby wkroczył stary Isak. Arielu .powiedział Jon. …zatem niespodziewane wejście Isaka wszyscy przyjęli ze zdziwieniem i lękiem. Jonie. że minęły wieki od dnia.powiedział pytająco Jon.rzekł Isak drżącym głosem. by to do nich przychodzono.Czy uwierzysz. że nikt z Plemienia nie ma ochoty kryć przed kapłanami żadnych glinianych posążków. przyjmując z wdzięcznością z rąk Gai miskę z gorącą zupą. strzyg w lesie czy bożąt w zagonie rzepy .Idziemy. inni by go wydali. która je wypowiadała. Za oknami było zimno. że dostanie kość. wzbudzając zdumienie gospodarza i jego żony. . gdy ludzie w długich sukniach wpadali znienacka do chat ludzi z Wioski. A gdyby nawet ktoś je przechowywał. .Musisz się przebrać.przyznał dawny Błazen. gdy usłyszał zew z Puszczy.. hulał lodowaty północny wiatr i wielkimi płatami sypał śnieg. że urodziłeś się na nowo . I nagle dziś odzyskałem ją. Wierzysz mi? Jon skinął głową. gdy w suchych ubraniach zasiedli do stołu. zamarłem . Najmłodsi zresztą nie pamiętali już. gdy pewnego wieczoru do domu Jona ktoś cicho zapukał. Czasy. a tym samym nowego Boga. Miało to swoje zalety: budowało wysoką pozycję kapłanów. na to słowo szedłem jak pies. Jestem szczęśliwy. Arielu . a czasem ochłap mięsa.Ezrę zaniepokoiło twoje imię. . .Gdy spytali mnie o imię. Jesteś cały mokry.. całkiem sporą i nic o tym nie wiedziałem. jak one wyglądały. że to kapłanów należy odwiedzać. dawno minęły. . Ezra utrwalił obyczaj. odprowadzani przyjaznymi okrzykami Plemienia.najpewniej wcale nie wiedzieliby. Kochałem ją. Całe wieki. że zapomniałem swojego imienia.Szaman mówi. . kto i po co ich woła. który czeka. Powtórne narodziny Ariela nie przeszły bez echa w świątyni. a nie na odwrót. Ta wizyta nie zapowiadała niczego dobrego. Było to tak dawno temu. a Gaja podała im miski z gorącą zupą. Nawet podejrzliwy Ezra nie wątpił po publicznym biczowaniu starej Jagi. Jonie? Ostatnia ludzka istota. wsparty na lasce. Jemu przecież też wydawało się. nawet z najdrobniejszą sprawą. aby przyłapać ich na oddawaniu czci bałwanom.

Bardzo obco. ale urodziłem się właśnie tu. Smak łez. że jako Ariel urodziłem się do cierpienia. . Wreszcie powiedział: . Nawet myślałam. wędrownych ptaków. Tu przyszedłem na świat. że obojętne. To dobrze. przypomnę sobie. Isaku. . ironicznie. czy przybyłeś tu z innego kraju? .Ezra mówi.Przybyła Królowa Śniegu. . Ezra mi to przypomniał. Podobno świadczy o tym twoje imię . narodziwszy się po raz wtóry. gdzie byś się narodził. którą tu przynieśliście i uznaliśmy ją za swoją.Zdziwisz się. Arielu. iż jesteśmy obcy i nigdzie nie mogliśmy znaleźć bezpiecznego domu… 141 .zezłościł się Jon. że mają one słony smak. Gaju.Wedle Ezry imię Ariela brzmi obco. Pyta. wieszcząc. I jestem z tej ziemi. . To moi rodzice przywędrowali z daleka. że jego imię brzmi obco? I czemu w tym. On w gruncie rzeczy nie pyta o to. Wielu naszych braci będzie sądzić podobnie.Wiara.Niech cię Bóg przed tym chroni! . gdzie się urodziłeś. czyby nie nadać tego miana naszemu synowi. też była obca dla naszych pradziadów. Ariel uśmiechnął się nagle po dawnemu.Co złego znajdujesz w imieniu Ariel? . przysłuchując się tej wymianie zdań. pamiętać tylko swoje imię. dotknę ich szorstkiej powierzchni. powiedz nam szczerze. że Ariel mógłby przybyć z innej ziemi. Teraz je odgrzebię. jakby zawstydzony swymi słowami. gdyż Jon nie chce. gdy wypędzano nas z kolejnych miejsc. Musi się jeszcze sięgnąć do korzeni. Zmarszczył brwi. że wierzysz w innego Boga.przelotnie pomyślał Jon. Po słowach Ezry już wiem. Stary czarownik miał rację. że prawdziwe imię Błazna niesie kłopoty . jak Błazen. jaki mają zapach i smak. gdyż imię określa przyszłe życie człowieka. czy to prawda. jesteś obcy. żeby nosił imię ojca… . a on tego nawet nie poczuł. gdyż nie wystarczy.Brzmi tak pięknie i melodyjnie jak muzyka piszczałek i bębnów lub śpiew przelotnych. tułali się po różnych krajach i miastach. skąpo i z goryczą. gdy mówiono. To były łzy mojej matki. suchych i niebezpiecznych.zdziwiła się Gaja. gdzie wciąż toczyły się jakieś wojny. nie z obcej. .zawołał Isak. a nie odpowiedzi. Nim tu osiedli.Co to znaczy. Musnęła brzegiem płaszcza Ezrę.ciągnął ze smutkiem Isak. . kąciki ust bezwiednie mu opadły i wydał się starszy niż dotąd. a w żadnym nie życzono sobie ich obecności. z krajów gorących. oziębiła jego serce. w kraju Jona i Gai. miałoby być coś złego? . szukając potwierdzenia.Będąc Błaznem. Nie narażaj swego syna na złą dolę. zapomniałem. Do świątyni przybyli kiedyś goście z Dalekiego Kraju i oni też byli obcy! Nie urodzili się tutaj i z trudem mówili naszą mową! Czego zatem chce Ezra? Ariel milczał. Tu ich przyjęto. Isaku.

. Arielu. unikniesz wojen. Wiem o tym. patrzyli na siebie. Skąd mam wiedzieć. Tu powrócę u kresu swojej Drogi. Gaja pozna wielki świat. Wędrując razem z tobą. Bałem się wygnania. Przynajmniej dla mnie. . jakie powieją. jak wiesz. gdzie będzie bezpiecznie dla was obojga. Jon przykrył ich dłonie swoją. a jest go tak bardzo ciekawa. jak sądzisz.Nie ma takich miejsc. mokrymi płatami otula dach nad ich głową. Na razie nic. a one bywają zmienne. Stary Isak uśmiechnął się nagle drżącymi wargami i położył na wierzchu swą suchą.Są bezpieczne miejsca. Bałem się wrogów moich rodziców. Powietrze jest lżejsze i czystsze.Pewnego dnia… sam będziesz wiedział kiedy. I jako nowo narodzony nie boję się niczego ani nikogo. otrzymasz znak… otóż pewnego dnia powierzycie mego syna kapłanowi imieniem Ezra. Ja. czy nie nadejdzie czas. Gdy Gaja przygotowała posłanie dla Ariela w jego izdebce. wciąż zmieniając miejsca pobytu. bo śmiech rozbraja wrogów . Milcząc.dodała Gaja. gdy zaczną szukać Arielów? . zmarszczoną dłoń.Ezra nic ci nie zrobi. jak śnieg wielkimi.Zasłoniłeś się śmiechem.Tak. rodząc się po raz wtóry. Uśmiechnął się słabo. Ale to zależy od wiatrów. . Wiecznie się tułać. . Wam tego nie radzę.rzekł Ariel.Dlatego włożyłeś strój Błazna . bezpiecznym. Będziecie zatem wędrować.szepnął wreszcie Isak. Muszą być . jej mąż nachylił się ku przyjacielowi i szepnął: . . Dziś szukają heretyków. I wiecznej tułaczki. Gdy przemierzasz świat. którzy byliby także moimi wrogami. Ale dziś urodziłem się na nowo.Schroniłeś się w nim przed odrzuceniem. .szepnął Ariel. lecz z przekonaniem Jon. przenosząc się tam. śpiew ptaków bardziej melodyjny. on mi to tylko przypomniał. I to wcale nie będzie tak złe. więc go nie winię . a trawa bardziej zielona. pokiwał głową i opuścił ich dom. I tu zostanę.powiedział cicho. Kiedyś w tym dzikim i pięknym kraju ludzie w długich sukniach szukali tylko chętnych. Ta Wioska niedługo przestanie być miejscem zagubionym w Puszczy. Być może wszystko będzie dobrze. choć nie wiem skąd i wolałbym go więcej nie oglądać. a sami opuścicie to miejsce. ten świat znam. Tę Puszczę 142 . ludzie wydają się lepsi. w Puszczy. . Chciałbym na zawsze zostać tu. .szepnął Jon. Ezra tego nie wymyślił. Także Ezry . którzy by pokochali Boga Dobroci.Być może są bezpieczne na krótko. Gdy w porę powędrujesz dalej. Gaja położyła dłoń na jego smagłej ręce. oddalonym od świata. a w tej ciszy słyszeli. Zapomniałem o tym. a potem przeszła do wspólnej z Jonem izby. ale są. nie usłyszysz krzyku torturowanych ludzi. a zachody słońca za każdym razem inne.

Wioska przybliży się do świata.Nauczanie maluczkich to zajęcie zbyt odpowiedzialne. Wkrótce przy jednej z wioskowych dróg stanęła drewniana buda. zaofiarował się nauczyć go. . przybyszu . . Ariel zaś zaczął gromadzić w niej to. . Muszę wydobyć z niepamięci wszystko. szyderczy śmiech Błazna Ariel zmienił na nowy. gliniane naczynia.Cywilizacja . migdałów. Może wieczna wędrówka to dobry sposób na ich szukanie. bo zapewne nigdy ich nie widziałeś i nie zaznałeś takiej słodyczy.Znajdź sobie inne zajęcie. .powiedział młody kapłan. jak i mnie . nie lubiłem rozdawać ich darmo. co dotyczy mojej rodziny.Jonie. świeże ryby od rybaków. by można je było powierzyć obcym. chcąc znaleźć Arielowi nowe zajęcie. lecz przyjaciel sam znalazł sobie zatrudnienie.dokończył półgłosem i zamknął drzwi swojej izdebki. przywoził z Miasta sól i kaszę. Masz rację. bezwiednie utożsamiając Cywilizację wyłącznie z wygodą.Wygoda . .Moi przodkowie mieli talent do handlu. lecz równocześnie przypominał słowa. Jonie. Nazajutrz Ezra. żelazne garnki. Krnąbrny. .Nie będziesz miał ze mną żadnych kłopotów . pora spać! Dla Ariela to także był ciężki dzień. rodzynków. jakimi ojciec pouczał matkę: “Między wrogami mów szeptem. a ostre noże dla mężczyzn.zawołała Gaja z drugiej izby.uśmiechnął się Ariel.uśmiechnął się Jon. zdobne paciorki i wstążki dla dziewcząt. o których zapomniałem. być może wezmą cię za przyjaciela…” Jon. manny… Opowiem ci kiedyś o nich. czego potrzebowali na co dzień i od święta mieszkańcy Wsi. Sam zresztą sprzedawałem żarty. . miód od bartników. Brzydził go. albo odwrotnie: świat zbliży się do niej i ją pochłonie. Z głębokich mroków swej pamięci wydobył dawno zapomniany ton głosu swego ojca. musi wypocząć! . futra od myśliwych.wkrótce wytną. Kupował barwiony len i utkaną wełnę od kobiet z Wioski. 143 . jakim przemawiał do wielmożów. sięgnąć do moich korzeni.Wypocząć… . wytykających mu obcość.przyrzekł Ariel kornym głosem. dziwnie brzmiący w jego uszach wiernopoddańczy ton. gdy ujrzał ten pierwszy w Puszczy kram z towarami. świat nie ze wszystkim jest zły .Ja muszę myśleć. jak się poluje w Puszczy i jak wyprawia się skóry dzikich zwierząt. spotkawszy Ariela w Wiosce.skomentowało Plemię. ale przecież były tam też słodkie zapachy. . które przyniesie korzyści zarówno Plemieniu. Mam pomysł na zajęcie. Na razie przywołałem tylko słony smak łez. . spojrzał na niego chłodno i podziękował za pomoc w nauczaniu dzieci.oświadczył.

Czepiał się nawet nikłej szansy. Jon odruchowo dotknął malutkiego skórzanego woreczka na swojej szyi.Można porzucić konającego i odejść. Ale dłużej nie można było zwlekać. że starzec wie.pomyślał Jon. ktoś się rodzi. gdzie kapie od złota. 144 .Nigdzie się już nie wybierasz? . w którym wciąż szeleściło ziele serdecznika niepospolitego. czy jeszcze żyje. że pora mu ruszać. Jon udał się zatem do szamana. . która co dzień nosiła szamanowi gorący posiłek. przykryty futrami. więc szybko wygasał. . spotykając Jona w świątynnym ogrodzie. Ogień rozpalali mu Jon na zmianę z Arielem.spytał z nadzieją Jon.Ktoś umiera.Zawsze z tym zwlekałem..odparł pytaniem na pytanie stary czarownik.pomyślał nie bez racji Ezra.szepnął Jon z bólem. że Jonowi wydało się. ciesz się . To właśnie stary kapłan.Myślałem. niż gdzie mech otula polne kamienie . iż pod dotknięciem rozsypałaby się w pył. jak zwierzęce i ludzkie czaszki leżące u zbiegu Kamiennych Dróg. . a wdzięczność ma najkrótszą pamięć ze wszystkich ludzkich uczuć . gdy odwiedził świątynię. Przestali się bać.Nie jest winą Boga ani jego kapłanów. dla którego Jon opóźnia ruszenie w ostatnią Drogę. . który bez oporu przyjął ów cenny prezent i przystroił ołtarz w świątyni. lecz że nie miał kto go podtrzymywać. choć jeszcze zeszłego roku ludzie chętnie go odwiedzali.Chytrość . nie sprawdziwszy. .powiedział mu Isak.wyznał kapłanowi. przypomniał Jonowi.odparł szaman.Mój syn powinien narodzić się za kilka dni . Nikt z Plemienia nie odgarnął tej zimy śniegu od namiotu starca. niż taki wystrojony stół . że Bóg Dobroci wolałby za ołtarz polny kamień. . choć z drugiego brzegu Rzeki nikt już nie wołał w mroźne noce. Isak spojrzał mu w oczy i młody człowiek pojął. nie szaman. .zastanawiał się głośno Jon. Na śniegu zauważył tylko ślady drobnych stóp Gai. Czarownik nie opuszczał już namiotu. że zna powód. Jego pergaminowa twarz sprawiała wrażenie tak drobnej i kruchej. zwłaszcza że śnieg zasypał wszystkie ścieżki i Jon brnął nad Rzekę poprzez wielkie zaspy. że wierni wolą widzieć siłę i moc tam.Czy naprawdę muszę wyruszać? Czy jest to jeszcze potrzebne? . czy już umarł? . .spytał niespokojnie pewnego dnia. Starzec leżał w łożu. a tym razem zwlekam ponad miarę . gdy pewnego dnia Ariel przywiózł z Miasta belę pięknej koronki i ofiarował ją młodemu kapłanowi.

Ariel wiedział też. Jon już dawno opuścił dom. w którym rozkwitnie ich pamięć.powtórzył starzec z naciskiem. że w tej wiecznej tułaczce oboje z Gają wciąż będą przywoływać Jona . marzył Ariel. że narodziny syna i nie chciana. powód do chwały. lecz Ariel wciąż słyszał jego kroki. Będzie młody nawet wówczas. Ten rytm przypomniał mu nagle szybkie.powiedział Jon. Jonie . W swojej izdebce leżał Ariel. nagle .była lodowato zimna. Usłyszysz głos swego nowo narodzonego syna.przypomniał sobie swoją przedostatnią Drogę i choć wokół było mroźno i biało od śniegu. że jest go tak wiele i że brzemię żalu może być tak ciężkie. powód tego płaczu . Dopilnuję tego. że nie trzeba już błagać umarłych i umierających. Ariel już wiedział. nie do rozpaczy.i wiedział już. Arielowi zaś wypadną włosy i zęby. Jon wszystko przewidział. l Jon zrozumiał.. a przede wszystkim wiecznie młody. ze zdumieniem słysząc w swoim głosie rozpaczliwy żal. I nagle przypomniał sobie swój płacz koło ogromnej Świątyni Świątyń.gdy do niej wchodził . jedwabistą skórą brzucha żony. Woda w Rzece . że chwała leży czasem kamieniem na piersi. gdy Gaja posiwieje. że za jego plecami. coraz szybsze bicie plemiennych bębnów. gdzie widział rozsłonecznione dalekie kraje i coraz to nowe miejsca.a w ich pamięci pozostanie on mocniejszy. To chyba naturalna kolej rzeczy . Oby starość dopadła ich w ciepłym i bezpiecznym kraju. w które do utraty tchu uderzali mężczyźni z Plemienia w najdłuższą noc roku dla przebłagania starych bogów. lecz nieuchronna Droga to dwa wyróżnienia. A zatem ciesz się. Poza powtórnymi narodzinami niegdysiejszego Błazna. I Jon pojął. 145 . w kompletnych ciemnościach czuwa Gaja. . Bała się ich. jaki usłyszy. bardziej wrażliwy.w raptownym błysku pamięci . rozumniejszy.zaczął szaman po boleśnie długim namyśle. obojętny księżyc. zamiast cieszyć. Wyczuli. drewniane belki sufitu. Gdy podjął decyzję.pomyślał. że właśnie płacz będzie ostatnim dźwiękiem. Gaja nie chciała pożegnań. wyczuwalny pod naciągniętą. które odwiedzać będą razem z tą piękną. a na twarzy poczuł gorący oddech Pustyni. Nie żegnali się w jakiś szczególny sposób. Jon mimo to zabierał w Drogę ciepło jej ciała i pośpieszny rytm serca swojego syna. Nawet nie zdawał sobie sprawy. Jon wiedział. a przywilej jest jak korona cierniowa zamiast laurowego liścia.Obiecuję ci tylko jedno … . Lecz rytuał ten także został już zarzucony przez mieszkańców Wioski. choć teraz zrozpaczoną kobietą. obejmując dłońmi swój wypukły brzuch i nasłuchując do ostatniej chwili skrzypiących po zlodowaciałym śniegu kroków oddalającego się męża. słuchając cichnących kroków Jona. Na niebie lśnił chłodny. otwartymi oczami wpatrując się w ciemne. jakie na niego spadły.Chciałem go zobaczyć choćby przez chwilę lub przynajmniej usłyszeć pierwszy krzyk . ujrzał przed oczami jaskrawozielone palmy. dlaczego Jon ściągnął go tu z Miasta.

teraz spoglądał w cztery strony świata wszystkimi parami szeroko otwartych. bo oczami wyobraźni wciąż spogląda w 146 . czy stary czarownik zrozumiał przed śmiercią mowę starego Boga. a potem wyszeptał: Masz rację. iż stary Bóg wytęża resztki swych słabnących sił (tak jak trafiony strzałą jeleń przed ostatecznym upadkiem). pogodził się ze swoją śmiercią. więc nikt nie dowiedział się. Tego potrzebowali ludzie. lecz pragnął umierać. gładko obrobionych głazów. aby Jon w swej ostatniej wędrówce miał łatwy dostęp do Boga. co zostało z tych potężnych niegdyś. który zabrzmiał na tyle groźnie. Dawna lśniąca gładź bezpowrotnie przepadła i było pewne. pęknięcia. słabo się uśmiechnął.ale nikt jego słów nie usłyszał. była lepka i pachniała Puszczą. w które patrzy Światowid i wybrać ten. wspinając się po wyszczerbieniach posągu. nieodgadnionych w wyrazie oczu. . Wśród oślepiającej jasności śnieżnego puchu Droga jawiła się jak wymieciona i Jon w świetle księżyca doskonale widział jej szczerby. Mroczny. Może jednak Światowid całkiem nie po męsku płacze? Płacze. Wyszczerbiony kamień nadal krwawił. Jego krew też przypominała żywicę. jakby Królowa Śniegu osobiście zadbała o to. świeży czubek. Ran przybyło. bo to była konieczność. królującą na potężnych obszarach Ziemi. lecz pradawną. Większość Bogów wstydzi się płci. które w świetle księżyca lśniły jak krople żywicy. które opuszczał. że to złudzenie.wcześniej zakrywający spojrzenie wpółprzymkniętymi powiekami . stwierdził.pomyślał Jon. stawiając czoło śmierci i oglądając do końca światy. którą zwyciężała Cywilizacja.wymamrotał Jon. W zagłębieniach pod oczami posągu błyszczała woda niczym łzy. że kiedykolwiek biegł tędy uczęszczany trakt. zakwitną pierwsze kwiaty. monstrualny posąg pośród otaczającej go bieli wydawał się większy niż ostatnio.GRDBGHWGWZ . do którego pragnie się udać. a echo poniosło ten dźwięk w Puszczę. Wybacz mi. Dopiero gdy Jon się do Niego zbliżył. chłodna biel pokrywała Puszczę prócz Kamiennej Drogi.powtórzył Bezimienny. Nie tą kaleką Puszczą.Puszysta. Światowidzie… . . Bezimienny umierał z otwartymi oczami. niż opisują w księgach… . jak przystało na Boga. Bezimienny już nie dyktował warunków. udaje.odpowiedział Bezimienny dudniącym głosem. dziury. Za to Bezimienny . w parę zaś lat później nikt nawet nie będzie pamiętał. czy tylko tak mu się zdawało). nie dopuszczającą zwiastunów Cywilizacji. że Jon pojął.GRBDGHWGWZ . że tym razem może spojrzeć we wszystkie światy.Wybacz… . że jej nie posiada . Jon stał na ramionach posągu. a raczej na szczątkach tego. Bez zdziwienia dostrzegł. młody dąb wychyli jasny. nawet jeśli Cywilizacja okaże się być mniej piękna. który zawsze wyraźnie prezentował swą płeć. (Szaman obudził się w namiocie. że wiosną w tych szparach zazieleni się trawa.

Ostatnia . bo to nie on żądał krwi. Tak. gdy Kamiennymi Drogami wędrowało do Niego tysiące pielgrzymów. ale przegrałeś z ludźmi. ona będzie wciąż potrzebna. że to wrzątek. .mówi Jon. zimnej bieli: . gdyż bezmyślnego zła jest zbyt wiele. skoro ludzie nie stają się od tego lepsi…? .O Jezu…! . Już wie.Nie wiedziałem. płacze. Czasach. których nie rozgrzeje miłość. Szkło rozpryskuje się na podłodze lekarskiej dyżurki. jednoczyli kraje i państwa skłócone do tej pory różnymi imionami swych świętości i torowali drogę Cywilizacji. bo umiera jako Bóg okrutny.Cywilizacja. czując się odrzucony.czas. We wszystkich światach.Przepraszam . to ludzie z Plemienia Jona i z innych Plemion wymyślili. Wszędzie.myśli Jon i zaraz sam sobie odpowiada: . gdyż władcom światów zawsze będą potrzebni ludzie o chłodnych umysłach i sercach. czy ta była ostatnia? . innym razem nienawiści). co było? I wtedy i dziś i za setki lat ludzie będą zabijać ludzi. Niegdysiejsze bóstwa zagradzały jej drogę. . lecz zgodził się takim zostać.mamrocze młody człowiek do Jona.Zwyciężyłeś z tyloma bóstwami i Bogami.myśli Jon z bólem.Nie był okrutny. jak ziele serdecznika niepospolitego szeleści w woreczku na szyi. Czy o takie zwycięstwo Ci szło? O. a czasem z ludzi? Płacze. Jon czuje.O. głosząc chwałę jedynego Boga (w tak różny sposób. do którego ze światów ma wrócić i po co.Wyjdę się przewietrzyć. że umiera. O każdej porze. Były jak wielkie. To ludzie deprawują Bogów . Królowa Śniegu wkrótce przestanie służyć swemu umierającemu przyjacielowi. Więc po co zmieniać wiarę w Bogów. a ciemnobrązowy płyn chlapie na posadzkę i na zielone fartuchy obu lekarzy. . oddając Mu cześć i składając ofiary ze zwierząt. gdyż ludzie tego od Niego oczekiwali. Ludzie w długich sukniach. . Człowieku… . Więc płacze nie tylko dlatego. wypuszczając z ręki szklankę z kawą. CYWILIZACJA. Człowieku. A bez niej świat stanąłby w miejscu. choć zapewne znajdzie nowych sojuszników. na własną rękę i Jon musi go powstrzymać. miałoby być lepsze od tego.mówi Jon głośno i równie głośno zastanawia się wśród tej śnieżnej. co przyszło. że Światowid jej potrzebuje. Już sprzątam… Pan doktor ma jeszcze jakieś operacje. 147 . że skończył się Jego czas. będzie czynić zło na oślep. jak mi Cię żal… *** .Dlaczego to. Był tylko narzędziem i Ten. . raz ucząc miłości.krzyczy gniewnie asystent Jona. choć nigdy takim nie chciał być. omszałe głazy. Chłopiec. uniemożliwiające dostęp do Świata Wiedzy. . który go takim uczynił (z bezwiedną pomocą Jona). Ale Chłopiec z soplem lodu zamiast serca nie może się dłużej męczyć. już go nie potrzebuje.

jakby ważne było tylko to. on znowu… . aby było wiadomo. wracających po zmroku do domu. kobiety i mężczyzn. młodzieńczą twarz.gdyż ci wybierają ofiary według pewnego klucza. wartości. . Ofiary dobiera bez celu i motywu. tylko przystanek pomiędzy pracą a… A czym? Asystent odwija rolkę papierowych ręczników i usiłuje usunąć skutki swego niedbalstwa. Nie jest przestępcą doskonałym . “Gdyby zabijał mężczyzn. w supermarkecie lub u kogoś w domu.Chcę ją przejrzeć . wyniszczoną.Wiem . który rzadko opuszcza szpital. przesiąka na wylot przez cienką warstwę papieru. ich trasa bowiem przypadkiem zbiegła się z drogą Chłopca. Zabija beztroskie dziewczęta. można by go podejrzewać o kompleks ojca. że zabija. Asystent sięga po gazetę leżącą na biurku. Niestety. zabijanie kobiet świadczyłoby o nienawiści do matki. bo chce pokazać społeczeństwu.ucina sucho Jon. Doktor Jon ma opinię człowieka. w którym żyje i wyraża w ten sposób swój protest” . niechlujnie. niewiele wiemy o jego dawnych związkach rodzinnych” . ma na oku konkretny cel: sprawdzenie swej doskonałości. Jakby nie miał domu. cytując opinię biegłych psychologów. rysował gwoździem karoserię auta. Młodociany zabójca nie pasuje do żadnego schematu kryminalnych kronik: nie jest typowym seryjnym zabójcą . Nie jest zwykłym psychopatą . . “Zabija. . nie ma w tym żadnej prawidłowości i sensu. Chłopiec zabija od niechcenia.oznajmiła pani psycholog z komendy policji. Byli też tacy. . tak jakby kopał psa. szyderczy.Jeszcze pan nie czytał? A ten Chłopiec… Pana dawny pacjent. dzieci i ludzi w sile wieku. “Zabija tak. Zabija spokojnych urzędników. którzy go widzieli i mogą bez trudu opisać jego chudą.stwierdziła telewizyjna dziennikarka. że to on . 148 .Asystent patrzy zdziwiony. którzy słyszeli jego śmiech .który zabijając. przypadkowo. mimochodem. bo lubi to robić” .głośny. Chłopiec zabił już wielu ludzi.mówi. które po zajęciach w college’u odłączyły się od koleżanek i zboczyły w ustronną alejkę w parku. lecz Jon wstrzymuje jego rękę.gdyż tacy urządzają krwawą jatkę na ulicy. trudny do zapomnienia”.informuje policja. Nie. Słodki.Zawsze są jacyś świadkowie. łamał gałąź rozkwitającego drzewa. wie pan.. ciemny płyn lepi się do jego fartucha i rąk.napisał socjolog w gazetowym komentarzu. że za nic ma jego normy. zasady. Zabija staruszków.Zabija. że nie podoba mu się świat.

powiedziała w telewizji zapytana o zdanie gospodyni domowa.dziwi się asystent.pyta nagle Jon. zdejmując zielony chirurgiczny fartuch splamiony w paru miejscach kawą.O Jezu! . . które lepi się od rozlanej. co robi. aby go schwytano i położono kres jego działalności. żeby jeszcze raz przemyć ręce.krzyczy z nienawiścią wobec materii. Prawie nie ma dnia.O Jezu… . jak on przeklina. Dlaczego? Co mnie obchodzi. radio czy telewizja nie przynosiły nowych wieści o Chłopcu: że przedwczoraj znowu zabił. gdy jestem naprawdę wściekły . którą czyta po raz drugi. wycierając ze złością biurko.O Jezu… -jęknął ponownie asystent Jona. (Skąd przyszedł mi do głowy Piłat? . . która stawia mu opór. czasem bez potrzeby. “Chwilami mam odczucie. ale i siebie” . Jak Piłat. Jon podnosi głowę znad gazety. wczoraj widziano go w pobliżu szpitalnego budynku. może dlatego. Brzmi bardziej elegancko. gdy rozbije 149 . gdy ich coś zirytuje lub zdarzy się im coś przykrego! Chyba lepiej. głupi nawyk chirurga .Dlaczego pan to mówi? . że bierze na siebie zbyt wiele trudnych operacji i na ogół jest przemęczony. Doktor Jon słynie z zadawania dziwnych pytań. dlaczego wciąż powtarza pan “O Jezu”. Podchodzi do umywalki. . Teraz lepią się też ręce młodego człowieka i przypadkowo dotyka nimi szafki. panie doktorze? . że świadomie zostawia ślady. kopiąc w bok papierowy ręcznik i rozglądając się za jakąś ścierką lub gąbką. zbyt mocno posłodzonej kawy. kurwa!”. że wszyscy ludzie po kilka lub kilkanaście razy na dzień mówią “O Jezu”. że on chce. tylko wtedy.Idę . .Co mówię.Nie wciąż.mycie rąk po wielokroć w ciągu dnia. . . aby jakaś gazeta. niż gdyby mówili . a dziś dał sobie spokój.Że jak? Nie rozumiem . I czemu męczę tego asystenta głupimi pytaniami o zwykłe potoczne powiedzonko? Moje pytanie zabrzmiało jak wyrzut.o.oświadcza Jon.Co? .odpowiada pytaniem asystent. w której przechowywane są wysterylizowane narzędzia.odpowiada nieszczególnie zdziwiony asystent..zasugerowała pani pedagog z poradni dla nieletnich. Przecież to normalne. czeka na świadków.“Tak śmieje się ktoś.dziwi się lekarz. więc pewnie jutro… . wciąż walcząc ze skutkami upuszczenia szklanki. . która była przypadkowym świadkiem kolejnego mordu. komu nie jest wesoło” . a w paru innych krwią. Bo on ma dość nie tylko tego.Pytam. których jednak nie ma.

Ma wrażenie. Krople krwi przerażają. ale asystent nie zrażony ciągnie: . miał do pana jakieś pretensje. że ten Chłopiec chce pana zabić. Gdy zamyka za sobą drzwi lekarskiego gabinetu.stwierdza sucho Jon. . przekradając się przez podwórko. wszystkim jest obojętna. zawsze trzęsą się ręce. Jon kręci głową. Szczury mają tu blisko ze swych siedzib. wie pan. zaraz po studiach. Odruchowo sięga ręką ku szyi i gdy jego dłoń trafia na mały skórzany woreczek.a krew tysięcy ludzi. a nie Jon. ta z kardiochirurgu… ona mówi.…Chłopiec . od wielu miesięcy.…gdy ten Chłopiec .stwierdza życzliwie asystent. I właśnie tu Jon idzie szukać Chłopca. że Chłopiec wie. że cały czas jest gdzieś w pobliżu. by iść dalej.poprawia go Jon. Szuka go bezskutecznie co dzień. hektolitry działają znieczulająco . zabijanych w coraz to nowych wojnach. Młodym ludziom. wciąż robi wrażenie .dziwi się Jon.myśli Jon. wyznaczy porę spotkania. ostatni raz słyszy. drzwi przytrzasną mu palce lub rzuci go dziewczyna?). czując zarazem nieodparty przymus. . Pewnie rozbił następną szklankę. Dziwne ziele. że to jednak on. prawie od razu spływa na niego spokój. także blisko bowiem . chodzi za nim dwóch detektywów w cywilu i właśnie dlatego Jon musi znowu wymykać się tylnym wyjściem. potknie się na schodach.Bzdura . zaszczurzone podwórko. gdy asystują przy pierwszych w życiu operacjach. Jon pewnego dnia zdjął z półki encyklopedię 150 . że krew indywidualnego człowieka.zaczyna się dzielnica biedoty. że gdy morderca… .morderca był naszym pacjentem.Musi pan uważać . . W woreczku.szklankę. Szczury przyciąga tu zapach skrwawionych bandaży i resztki ze szpitalnej kuchni. . choć nikt nie wie o co.A jednak siostra przełożona. Ciekawe.Przecież policja dała panu ochronę! Chodzi za panem dwóch detektywów w cywilu! Tak. Chłopiec. przez szpitalną kuchnię i obrzydliwe.i prawie równocześnie rozlega się charakterystyczne brzęknięcie. szeleści zeschłe ziele. skrytym na piersi. . patrzy na niego z jakiegoś mrocznego zaułka i śmieje się bezgłośnie na myśl.raptem dwie ulice dalej . jak asystent wściekle wrzeszczy: O Jezu…! . Właściwie dlaczego go szukam? .Chyba pan wie. iż on go szuka. krojonego na szpitalnym stole. zirytowany.

Eleganckie domy szybko znikają. wierzący w Nic. uśmiechają się z wyższością.. który zamieszkują obok siebie wyznawcy Jehowy i Allacha. Jezdnie zaczynają butwieć od śmieci. Jon wciąż nie wie. Na tej cienkiej granicy pomiędzy zamożnością a nędzą. wyrzynając wzajem mężczyzn. choć ofiar jest o wiele mniej niż na wojnie. zastanawiają się. którą od miesięcy toczą ze sobą dwa afrykańskie plemiona. przeszkloną witryną sklepu ze sprzętem audio-wideo. na czary i czarowników. jak zwykle stoją ludzie. Więc zapewne jest to wyjątkowo skuteczny talizman. czy powinni wkroczyć w ten konflikt. kobiety. Oba plemiona wierzą. a plemiona walczą. gdy świat stał się w części bezbożny. Szukał. a w części poddany wielu Bogom o różnych imionach. że Bóg jest po ich stronie. Na co najmniej stu telewizorach widać ten sam serwis informacyjny. . z których pochodzi roślina . że każda z nich jest Nim podszyta.…w powietrzu zderzyły się dwa wielkie samoloty pasażerskie. Imię Boga nie pada w żadnej z informacji. Ale Bóg milczy. trwa już za długo i wszystkim się znudziła. matowieją błyszczące szyby okien. tocząca się w samym środku wielkiego. drudzy zaś przywołują Go Imieniem Jezusa. czy też nie. skąd wziął się na jego szyi ów woreczek. Dotychczasowe świętości? Ludzkie życie? Wojny? Czy telewizory? . jakby szukał w nim oparcia. Inna wojna. kto mu go zawiesił? W średniowieczu w takich woreczkach przechowywano relikwie. że nie muszę podróżować samolotami. . Oglądają go przypadkowi przechodnie. jest dopiero na szóstym miejscu. I zawsze znajduje spokój. choćby na chwilę. Na ostatnim miejscu podano informację o bombach podkładanych sobie nawzajem przez wyznawców tego samego Boga. by za darmo znaleźć rozrywkę. człowiek wydaje się lepszy. 151 . przed wielką. Inni obserwatorzy. gdyż nie mógł sobie przypomnieć. cywilizowanego kontynentu. PRZECENA . Wszak wraca moda na cuda i cudotwórców. Jon zmierza w stronę dzielnicy nędzy. lecz w chwilach niepewności bezwiednie dotyka go ręką. z których jedni zwą Boga Allachem. zginęło 804 ludzi”. co kryje w sobie woreczek.O Jezu… . ale Jon wie. Gdzieś pośrodku serwisu informacyjnego spikerka ze znużeniem informuje o strzałach. będący wyznawcami Chrystusa. na magię i szamanów oraz na talizmany. z paru setek Kościołów i z parunastu tysięcy sekt . Na ziemi bezpieczniej. kto mu go dał.głoszą skośne napisy na plakatach naklejonych wprost na szyby sklepu.mówi za nim z charakterystycznym świstem palacza jakiś starszy mężczyzna. obserwatorzy zaś. którzy spóźnili się do domu i nędzarze z pobliża. niepomni. rodzaj. odpowiedzi lub bezpieczeństwa. To pierwsza wiadomość dnia. które znowu rozległy się na wzgórzach w kraju. że gdy winę za obraz świata można rozłożyć także na Boskie Istoty. Co przeceniono? . Tu wyrzynają się ludzie. Szkoda.zastanawia się Jon. dzieci i starców. grupę.przyrodniczą i usiłował odnaleźć gatunek. że nie pamięta. przychodzący.i nic nie znalazł.Dobrze. a świetliste żyrandole i wytworne lampy nie wiedzieć kiedy stają się gołą żarówką. Dziś.woreczek najpewniej kryje jakiś pogański talizman.

Czy za taki świat płonęłaś żywcem na stosie? . że wie.pyta Jon Dziewczynę. by wytrzymać jej błysk.stwierdza Dziewczyna. odnalazł Drogę .Tak . kim ona jest (studentką medycyny? stażystką w szpitalu? a może jedną z tych młodziutkich. . ale to jest Cywilizacja.Znowu go szukasz i znowu wierzysz. że go znajdziesz . . Gdyby Ten. . dał mu choć pamięć i świadomość! Ale On chyba chciał.pyta Jon. wie. że pomaga mu szukać Chłopca zarówno w eleganckich dzielnicach. a nie fryzjerskimi nożycami.i w nagłym. bolesnym przebłysku rozpoznaje ją.To właśnie jest Cywilizacja.mówi Jon i idzie szybciej. jak i w obszarach trudnej do opisania. też nie przeraża Cywilizacja. Droga właśnie się kończy.Dla takiego świata Bezimienny musiał ustąpić miejsca innemu Bogu? Czy za taki świat cierpiał Człowiek? Czy to w ogóle jest jeszcze Cywilizacja? . wierząc ludziom. którzy ją współtworzą. Jon milczy. Czuje się teraz jak człowiek. który błądząc długo po Puszczy. skoro nie ginie w jednym. Zagłębia się teraz w mrok wąskich.Ależ nie.O czym myślisz? . lecz wie. jakby ktoś przyciął je nieudolnie sierpem. Jonie.lecz znalazł ją zbyt późno. Czasem przetoczy się tędy jakiś pijak. Jon spogląda na tę bardziej chłopięcą niż kobiecą główkę .pyta ostrzyżona na jeża jego towarzyszka. . Jon nie wie. . a jej włosy wyglądają tak.dopytuje się natrętnie. . Prawda rozjarza mu się w mózgu i musi przymknąć oczy. Jonie. I ciebie.Ale wolałbyś to odwlec . 152 . Prawda zawsze oślepia. o jakiej marzyli dwaj starcy w twojej Wiosce. aby Jon błądził… . we wszystkich wyprawach. lecz ludzie. Jednak skoro świat wciąż istnieje. mylili się. który go na nią wysłał. . gdyż naprawdę chciałby podróżować. nowoczesnych i przejętych swą rolą psychoterapeutek?). dając do zrozumienia. a Jon milczy. źle oświetlonych zaułków.mówi Dziewczyna. niemożliwej do zrozumienia nędzy.Muszę go znaleźć . Towarzyszy mu od dawna.Więc oni obaj się mylili. zdumiewająco jaskrawym rozbłysku. że idzie koło niego Dziewczyna ze szpitala.Mam rację? . wierząc tak żarliwie swoim Bogom? .słyszy Jon znajomy głos i nawet nie patrząc. odnajdując też siebie. zapłacze mu się pod nogami chudy kundel z sierścią wyżartą przez świerzb. . kim ona jest. że kilkaset kilometrów dalej jest piękniej niż tu. zaczepi go prostytutka o steranej twarzy. Wierzy. by zasilić Wszechświat kosmicznym pyłem. Nie jest to wprawdzie Cywilizacja Miłości.

skoro powoływali ich do życia ludzie. że zagoiły się Jego kamienne rany tak jak zagoiły się bolesne rany wszystkich porzuconych przez ludzi Bogów: Jowisza. ale Początkiem. porażony tą cudowną wizją i nawet nie zamykając oczu. A gdy powstaną i zstąpią . będzie wśród Nich.I Oni rzeczywiście kiedyś przyjdą? . że nigdy nie byli oni bałwanami. gdyż wszyscy ONI mają moc wstawania z martwych. z Podziemi i z Wód. Jon nie wątpi. w jakich kiedykolwiek ludzie wierzyli przez tysiące lat. A zstąpienie na Ziemię owych niezliczonych zastępów Bogów nie będzie Sądem Ostatecznym. Blask bije od nich ogromny i jest to blask uczucia. jakim Oni darzyli swych wyznawców.pyta Jon niecierpliwie. Amona.uśmiecha się Dziewczyna. gdy zstąpią Bogowie. gdzie wschodzi słońce. . iż ci wszyscy Bogowie . kamienną sylwetkę Światowida i z ulgą stwierdza. aby świat był lepszy. czy tylko dwa tysiące. jak zstępują z Nieba. 153 . Jon wie także. w drugie przyjście Człowieka lub w objawienie się całkiem nieznanego Boga z Kosmosu. Potęga tego uczucia wstrząsa Jonem. iż powołali ich do życia swą wiarą i przeproszą ludzi. Światowid. że niektóre z tych Boskich Istot to Czwórjedność.widocznie ludzie nie są aż tak mało warci.wówczas oddadzą ludziom ich miłość. przybędą Bogowie i bóstwa ze wszystkich krańców Ziemi i Nieba. którą tak długo się żywili. Jonie . innych nienawiść lub strach. który rozwiąże ich wszystkie problemy. Lokiego. gdyż samo ich Boskie Istnienie nie wystarczyło. a będzie ich. jakim darzyli ich niegdyś wierni. że ich zawiedli. ogromny zastęp? Zstąpi do ludzi Pierzasty Wąż Wirakocza zza zachodniego Oceanu i Wisznu z gorącej ziemi. . A On. mimo że niektórych Bogów stwarzała miłość. którzy późno odkryli Prawdę. porzucony i zapomniany. wynurzają się z Wód. Jon milczy. Zjawią się. Thora. sfruwają z Powietrza. choć przyzywany przez ludzi trzema lub czterema różnymi imionami. aby móc odwiedzić ludzi. w którego agonii bierze udział: że przyjdzie taki dzień. Jonie. wychodzą z Podziemi. Nieprzebrane zastępy Bogów. Jon bez zdziwienia widzi. Priapa. widzi ICH WSZYSTKICH. Więc nie umiera na próżno.Może wszyscy trzej…? A może będzie ich więcej? Może razem z nimi przybędzie także twój stary kamienny Światowid i wszystkie bóstwa. I Jon już wie. jak sądzisz. przybędzie Zeus z Olimpu wraz z małżonką i słoneczny Bóg Ra z doliny Nilu. co ma powiedzieć staremu umierającemu Bogowi. I tak narodzi się Cywilizacja Miłości. Peruna i dziesiątków innych. Wierzą w pierwsze nadejście Mesjasza. Ormuzd z Babilonii. czy było to dziesięć tysięcy lat temu. w jakie przez setki lat wierzyły wasze Plemiona? I dołączą do nich wszyscy Bogowie. Jonie. Wśród zstępujących Boskich Istot Jon widzi gigantyczną.zmartwychwstali. Bo oni wierzą. Trójjedność lub Dwójjedność: jeden i ten sam Bóg. I rozgrzesza ich wiara. nowsi i całkiem nowi . by podziękować ludziom za to. I Jon słyszy płacz ludzi.bardzo starzy.Kiedy to nastąpi? Kiedy Oni przyjdą? . a tylko nieliczni umieli połączyć jedno z drugim. Mitra z Persji.

więc wierzysz. Jonie . bo nie wie. skoro aż tak ucieszyłeś się narodzinami syna. jego syn krzyknął.szepcze Jon z nadzieją. . lecz nawet ziarnko wiele znaczy .To twój syn krzyknął. tyle dzieci stało się dorosłymi . Płacze z radości.Wierzę. Jonie. całkowicie niepowtarzalny i przeznaczony jedynie dla jego uszu. . nie składa się z odpowiedzi. że to prawda. Być może owoc tego trudu nie jest bardziej widoczny niż ziarnko piasku na Pustyni. Wrzask. . strachu i radości. w czasie którego dziecko łapie w wątłe płuca pierwszy haust powietrza.powtarza Dziewczyna. a zarazem cieszy ze swych narodzin. Wypełnia go miłość i czysta radość: jego syn wyszedł z łona Gai. Tak krzyczy niemowlę tylko jeden raz w życiu: gdy przychodzi na świat.Mój syn . że tym razem jest on inny. Płacze ze smutku. Znowu ściska ją za rękę. że jego syn przyszedł na świat. mądra żona.…i może zmienić go na lepszy . gdyż po raz pierwszy widzi jaskrawy blask świata zamiast łagodnego mroku łona matki. kto się rodzi. że minęło tyle setek lat. którą z szumu drzew lub grania wiatru umiała odróżnić jego piękna. Płacze.a świat wciąż nie staje się lepszy. . I choć Jon tak wiele razy słyszał podobny wrzask niemowlęcia . aż do bólu. Ten niemowlęcy krzyk brzmi jak muzyka wędrownych ptaków.Każdy. Ty pytasz. gdyż wie.Może nigdy. po wielokroć. jak po twarzy ściekają mu łzy. .Jon opuszcza głowę.Ale nim Oni nadejdą. narodziło się tyle dzieci. nie wierzę. . ani jego syn nie doczekają dnia.Twój syn przyszedł właśnie na swój świat . iż tego doczekam . a może już jutro? Wiara. gdy do ludzi na Ziemi zstąpią Bogowie.i cierpienie Człowieka. Wrzask. gdyż sam przechowuje podobne ziarnko w swoim woreczku. Jon już wcześniej. lecz z pytań. że Oni zejdą na Ziemię. I Jon płacze. Jon kiwa głową i czuje.mówi Dziewczyna.szepcze Dziewczyna. rękę Dziewczyny: w pobliżu słychać gwałtowny wrzask niemowlęcia.powtarza z dumą i jest to rodzaj dumy nieporównywalny z żadnym innym. słyszał podobny głos w szpitalu.Nie wiem . Jonie. może zmieniać swój świat na gorszy lub lepszy.wie. łapiąc pierwszy haust powietrza. że ani on. I dziecko boi się. . czy warto żyć w takim świecie? Czy warto się narodzić i przewędrować Drogę aż do jej kresu? Nagle Jon milknie. kamiennego Boga . mimo że bywa udziałem większości mężczyzn na Ziemi.posępnieje Dziewczyna.Więc mimo wszystko warto żyć. 154 . a Jon wie. jego syn otwarł oczy i ujrzał blask świata. a Jon to wie i ściska jej dłoń aż do bólu. Jest to wrzask pełen bólu.. ściskając mocno. a ona mówi: . czy warta tego świata była tak długa agonia starego. .

Ona płacze nad swymi nie narodzonymi dziećmi. Zawsze sucho i bezpiecznie” . tęskni do niego.kończy Dziewczyna i rozpływa się w mroku.i wie dlaczego. odsuniętych w niebyt. Aby nakłonić go. że to niemożliwe. Jon idzie dalej. nie nasłuchuje brutalnie szczerych rozmów. lecz o szybką śmierć. nad wschodami i zachodami słońca. Stary szaman spełnił swą obietnicę. czy nie mógłby zawrócić do Wioski. Jon myśli o swoim synu. wzbudzonych do życia przez ludzi. Żadnych wątpliwości. że czeka go podróż. schrypnięty alt właścicielki telewizora. ale wie. patrzyłam na nie z lotu ptaka.Czego się tu włóczycie. gdzie jest Chłopiec . zboczone podglądacze!? Jon z Dziewczyną nikną w mroku. gdyż wśród ludzi nie ma już dla niego miejsca. choć nie jest to rzeczywistość żadnego z nich dwojga. gdzie spoczywa jego matka.mówi nagle Dziewczyna. Stary Bóg już nie walczy o przetrwanie. jaki miał kiedykolwiek. Koło cmentarza. Teraz wychyla się ona przez okno na parterze i wrzeszczy w ciemność. których nie zdążyła zobaczyć. spoglądałam na zaułki ze wszystkich stron. rockowej muzyki.Ku swemu zdumieniu Jon widzi. zwykłych czynności.Wiem. ma tylko jeden kierunek. Przelotnie zastanawia się. I nie chce 155 . nad zwykłą ludzką miłością. które dobiegają go zza nie domkniętych okien. cieszy się nim. ale Jon nadal go słyszy. A on chce stąd odlecieć .Przemierzałam te ulice dla ciebie. Jon nie chce. by wziął od ciebie ziele. do synka. a nawet nad rykiem krów w Domremi. jest złomowisko starych samochodów. które zalegają chodniki i jezdnię. Nie czuje przenikliwego fetoru. . do Jona z Dziewczyną: . najlepszy odlot.odpowiada zniechęcony. której nie zaznała. “Podpaski Always Plus Ultra. do Gai. Wszystko jest w księgach. Takiego zwykłego losu Jon życzy swemu narodzonemu synkowi. ale mieszka w jednym miejscu. który liczy właśnie dwadzieścia jeden minut życia. Żadnych pytań. On tam jest. że Dziewczyna płacze razem z nim . aby jego synek kiedykolwiek miał się zadręczać losami starych Bogów. powiesz. obrażanych mianem bałwanów. a księgi zakazane dawno schowano lub spalono. Jego obojętność i nieczułość na otoczenie są tak silne. że odstraszają krążące wokół ludzkie cienie szukające okazji. Chłopiec zabija w różnych częściach miasta. Droga. który unosi się nad tą dzielnicą. przez nich skazanych na śmierć. przypominając o głębokim sensie codziennych. Nie zwraca uwagi na śmieci. którą kroczy. Pierwszy krzyk nowo narodzonego syna już dawno umilkł. który niósł się o świcie ponad łąkami. “Pierdolisz…” . . cudowna podróż. …ryk włączonego nagle telewizora w pobliskim budynku przywraca ich rzeczywistości.stwierdza damski melodyjny głos na tle wesołej.

Dwa ze zniszczonych siedzeń są rozłożone i leży na nich Chłopiec. paląc skręta. piskliwie poszczekują szkieletowate psiaki. nissanów. stoją obok siebie marmurowe lub kamienne pomniki.Wieśniaczki z Domremi nie umieją kłamać i nie stosują podstępów. wiodącej od obojczyka do pępka.umierać sam. groby są ziemne. Jon już nie musi się zmagać ze Światowidem. czuć zapachy resztek jedzenia znalezionego na śmietnikach. wątła mgiełka w słabym świetle świec. Na przednim 156 . Z prawej strony ogrodzenia rozciąga się wielkie złomowisko starych samochodów. które zastępują lokatorowi kołdrę. U siebie…? Jon skrada się w pobliże wraku. Wnętrze dżipa rozjaśnia mdłe światełko trzech świec. domów jest coraz mniej. żeby poznać. Wszystkie zaś zbędne narzędzia muszą być odłożone na swoje miejsce. gdyż to ludzie powoływali ich do istnienia. Z przeciwnej strony. pozbawionym ręki Pana. większość zapadła się. Jeśli miałem szansę odszukać Drogę.uśmiecha się Chłopiec leniwie. ale Bogowie zawsze mieli wszystkie wady i zalety ludzi. Zobojętnieli na wszystko mieszkańcy przerdzewiałych wraków jeszcze wciąż potrafią wyczuć zapach niebezpieczeństwa i wiedzą. pogiętych. renaultów. Gęsta od utajonego życia dzielnica nędzy rozrzedza się. kto tu spoczął i proszą o modlitwę lub pamięć. widoczny jako biała. palonych petów. Jon nie potrzebuje Dziewczyny. to właśnie ją straciłem. szeleszczą papierzyska i szmaty. że tego dżipa należy obchodzić z daleka. Koszula na jego chudej piersi jest rozchełstana i nie kryje długiej. citroenów. że nawet ten cmentarz odbija naturę świata. W zdezelowanych. zdaje sobie sprawę. jest Chłopiec z lodowym soplem zamiast serca.Chodź. To mało boskie. musi Mu pomóc. . do kogo on mówi. Więc Chłopiec jest u siebie. Trochę szmat i starych papierów. audi. Włóczą się tu chude koty. a wreszcie kończą się. Dlatego płoną żywcem na stosach. że idę. a bardzo ludzkie. szeroka ulica i kuta w żelazie brama. nie dziwiąc się. o istnieniu niektórych w ogóle zapomniano i ludzkie stopy wydeptały na nich gliniaste ścieżyny. Ale tu. z niektórych wraków dobiega cichy płacz niemowląt. Dziewczyna ostrzegła Chłopca. a Jon rozgląda się po wnętrzu wraka. iż Jon nadchodzi. że sąsiedztwo nie jest zamieszkane. nie wtrącając się do obyczajów jego lokatora. tam gdzie wiedzie do niego jasna. przeżartych rdzą karoseriach peugeotów. Czekam na ciebie . a złocone litery przypominają. Ze szpar dziurawej plandeki snuje się słodkawy dym marihuany.słyszy Jon głos Chłopca i przez chwilę zastanawia się. że Chłopiec wie. iż domem Chłopca jest pogruchotany dżip pośrodku złomowiska. Lecz gdy widzi chudą rękę.Doktorek… . Po lewej stronie Jona leży rozległy miejski cmentarz. taniego wina. Dziewczyna… . zamiast w porę uciec. bladej blizny. porsche czy toyot pełgają gdzieniegdzie małe światełka. gdzie wzdłuż żelaznego ogrodzenia idzie Jon. . Prawdomówność bywa okrutniejsza od kłamstwa. zastępujące posłania.myśli Jon ze zrozumieniem. Jednym z nich. która wychyla się spod plandeki i przyzywa go. . Jon wie.

Jej prawdziwą twarz dawno wchłonęła ziemia. których spotkał. Na podłodze walają się stare i nowe portfele. Ten Chłopiec jest jak Kaj z baśni o Królowej Śniegu i Jon musi coś zrobić. czego pragnie. prawdziwa twarz jej syna zniknęła pod szyderczym. a stał się zabójcą. gdy wąskie ostrze 157 . Zapewne obecny Kaj nie zmartwychwstanie do rodzinnego szczęścia jak chłopiec z baśni. Jon wie. by odtajał.łupy. Głosy słyszę już tylko wtedy.Czekałem na ciebie . że nie ma czasu. Całkiem inna niż dziś. pieniądze. Wszystkie światy. na której wyryte jest pradawne bóstwo. głosiciela swej Prawdy . Głos Bogów jest słabo słyszalny. Szarpie za woreczek na piersi prawie w tej samej chwili. a oni sami bywają omylni. że Głos starego Boga zakłóciły szumy nowego świata płynące z ulic. Każdy przekaz dociera do ludzi zniekształcony. z autostrad. że tego Chłopca kocha i jedyne. z miliardów radioodbiorników i telewizorów. które Chłopiec zabrał ofiarom.Jon jest tego pewien. Ale ich prawdziwe twarze utrwalono na fotografii. pokochał. wąski. Bezimienny nie chciał. lecz do cierpienia . twarze ludzi. który wybierze: ten długi. wszystkie odcinki Drogi. Chłopiec bawi się nożem. .powtarza Chłopiec. Lecz źle wybrał. zaścielających zniszczoną podłogę dżipa. gdyż do jej ramienia przytulona jest twarz syna.siedzeniu kolekcja noży . to tylko ludzie. Chłopiec jest ofiarą złudzeń żywionych przez dawno zapomnianego Boga.Miałem przemierzać światy i słyszeć Głosy. Teraz Jon się spieszy. Miałem zasiąść u stóp Boga i nigdy nie być samotnym. by Chłopiec zabijał . patrząc na Jona. wymiętoszone dokumenty i stare zdjęcia . z rękojeścią zdobioną lub zwykłą. to przywrócić mu tamto spojrzenie ze zdjęcia. lecz nawet wówczas nie jest to Głos Kamienia. z linii telekomunikacyjnych i linii wysokiego napięcia. bez kierującej nim ręki.wąskie lub szerokie. bo Jon widzi teraz wszystko. Chciał tylko przyzwać kolejnego współwyznawcę. Chłopiec miał być wyznawcą. ubłoconych i wymiętych zdjęć. Wśród walających się. Narzędzie. także przekaz od Boga. Chłopiec patrzy na Jona czujnie i sięga po nóż. tylko jedno jest znajome: matki Chłopca. Jon wie. uderza na oślep… Nie. aby z jednego stać się drugim. Jon widzi go. długie i krótkie. gdyż w nowym świecie niewiele brakuje.ale zdolność odczuwania cierpienia jest szczęściem w porównaniu z wieczną obojętnością.tak jak Człowiek miał Dziewczynę. Ten świat nie pozwala usłyszeć pojedynczego Głosu. I Jon już wie. w Ich imieniu. Po twarzy Chłopca przebiega ledwo widoczny skurcz. pozbawionym uczucia uśmiechem. ze zdobną rękojeścią. Trudno zapomnieć tę twarz smutnej Madonny. Jon schyla się i podnosi zdjęcie. . uzurpują sobie prawo do nieomylności. gdy ćpam. Ale na zdjęciu Madonna uśmiecha się. wie. znienawidził. Wszystkie kamienie wokół są martwe i głuche.

Co to? . że widzi. rytmicznie wypływa z szyi ofiary. dobroczynny Wisznu. wszechrozumiejący Człowiek. To też mu obiecano. a lśniącą niegdyś gładź spowił wilgotny.szepcze Jon słabnącym głosem i podnosi wzrok ku górze. że kiedyś… kiedyś… wówczas gdy zmartwychwstaną wszyscy Bogowie i ich niezliczone 158 . do których przywarło jego bezwładne ciało. których zawsze tyle fruwało latem w ogrodzie Isaka i Ezry wśród starych lip… . gdyż grzeją go potężne.O. gromowładny Zeus. spełnił swoje zadanie. Usłyszysz znowu Głos .pyta czujnie Chłopiec.Mamo… . utajonym życiem. I myśli. Światowidzie… O. Bogowie… . A jednak te nieforemne głazy wciąż są ciepłe i pulsują wewnętrznym. omszałe głazy. które niegdyś .szepcze Jon i patrzy. Jon zaś już wie. Jon otwiera szeroko oczy . . To Puszcza. patrząc na krew.Odlot… Będziesz mieć po tym taki odlot.szepcze nagle Chłopiec dziecinnym głosem i bierze z podłogi swoje stare zdjęcie. inaczej Droga Jona byłaby daremna. gdyż leży koło głowy Jona. . starych drzew. bezbarwne ziele.tak jak Światowid . Przez chwilę mu się zdaje. że jest wśród Nich groźny Jahwe. wystarczy. że choć Chłopiec nigdzie na Ziemi nie znajdzie swojego miejsca. czy jest to krew tylko Bezimiennego. To tam. gdy ręka rannego wyciąga ku niemu skruszone. gdyż rósł tysiąc lat temu tylko w jednym miejscu. Ale nie wie. wkłada je do ust i powoli żuje. Ale i On tu jest. którzy kiedykolwiek żyli na świecie. . że zstępujących Bogów prowadzi Pierzasty Wąż Wirakocza. Siedem gigantycznych głazów. zmęczony Chłopiec znajdzie swoją przystań. że Boskie Istnienie jest samą Miłością. czy jego także. A choć ludzie przydawali Ich wizerunkom świętego okrucieństwa lub świętej naiwności . Jego prawdziwy dom. Musi być. opiekuńcza miłość jego matki. że z ich szczerb sączy się jakaś ciecz i myśli. To tam wciąż trwa czuła. na jej ramieniu. która pulsując. jakiego nigdy nie miałeś.i widzi jasny skraj nieba pomiędzy koronami wielkich.tworzyły monstrualny posąg. słoneczni zaś Bogowie Ra. ciemnozielony mech.powtarza Chłopiec i szydercze skrzywienie jego warg przeistacza się w nieśmiały dziecięcy uśmiech. Więc wrócił.Mamo… . Ot. nie czuje chłodu nadchodzącej śmierci. Już nie jest mu zimno. którego nie można było znaleźć w żadnej encyklopedii przyrody. jak Chłopiec sięga po ziele. I Jon jak przez mgłę widzi. jak z Nieba zstępują Bogowie wszystkich ludzi. Ormuzd i Mitra rozsiewają tak złoty blask. że to krew. Ono też jest zbryzgane krwią. Posągu już nie ma.ułożone jeden na drugim .bezboleśnie przebija mu szyję i wkłuwa się w aortę. jak ukłucie pszczoły. Człowieku… O. . Serdecznik niepospolity.Jon wie. iż znalazł je na starej fotografii. Umierającemu Jonowi wydaje się. w czarnym cieniu gigantycznego posągu. że niknie w nim mroczna sylwetka Światowida.

I choć nowy rytuał nakazywał. w którym bezpiecznie spoczywał syn Jona. ZSTĄPIMY. I nikt nie krzyknął za nimi: “Tabu…!”. słyszał dudniący głos starego Boga. narzucił gruby płaszcz i dowlókł się do namiotu nad Rzeką.Isak tego nie zrobił. ŻEBY ODDAĆ WAM WASZĄ MIŁOŚĆ… NIE ZABIJAJCIE NAS ZBYT WCZEŚNIE… *** O tym. iż konary przemawiają do niego w języku starych drzew i że on pojmuje ich mowę .zastępy zejdą na Ziemię.Niech patrzy tam. że szaman ubrany był w swój rytualny strój. we dnie i w nocy. przesuwał w palcach swoje drewniane paciorki.wstał z ławy.przekraczali Rzekę. na którym leżały zwłoki starego czarownika. choć chciałem mu pomóc wymamrotał Ezra i powrócił do swoich zajęć: kierował pracą mężczyzn.Szaman umarł. gdyż takie imię nadał mu wczoraj Ezra. . . Isak nawet się nie zdziwił.GRDHGHBWGZ . Więc oboje .słyszy po raz ostatni głuchy. W najgłębszym miejscu Ariel wznosił wysoko nad głową zawiniątko. że stary szaman umarł. że Ariel w sąsiedniej izbie usiadł na posłaniu. a nad sobą. choć nie wiadomo w jaki sposób: czy ta wieść szła z ust do ust. Jon. LUDZIE.Biedny grzesznik. dudniący głos starego Boga. w intencji zbawienia duszy czarownika. .szepnął. Ich obudziło trzeszczenie wiązadeł belek domu. co tym razem znaczą Jego słowa: PRZYBĘDZIEMY.Skoro szaman umarł. pójdzie do piekła. Bogu miły… Gdy stary kapłan. Jon powinien wrócić . Wioska dowiedziała się natychmiast. on. w poszumie traw i w szeleście liści głosy bożąt. W tym samym czasie Gaja z Arielem pokonywali Rzekę.stwierdził. . zmęczony sobą. bezpiecznie ukryty za szerokimi ramionami Światowida. jako świadek tego cudownego dnia. co pragnie widzieć . którzy dobudowywali do świątyni wysoką wieżę. 159 . czy też przekazywały ją drzewa. dobywający się z gruzowiska kamieni. . Bożęta czynią wielki ruch w całym domu . który w szumie drzew umiał usłyszeć głosy wodników. Ariel z Gają podążali w głąb Puszczy. Tu przysiadł na zydelku koło wyścielonego futrami łoża. Bogumił. w plusku wody śpiew wijów. Isaka zbudził trzask gałęzi w ogrodzie. woda? Gdyż tylko one mogły wiedzieć. a na ustach łagodny uśmiech. trawy. I wie.powiedziała Gaja tak głośno.Gaja z Arielem . że odszedł ostatni człowiek. aby umarłemu zamknąć powieki . a że po raz pierwszy zdawało mu się. gdzie chce. też będzie wśród nich. gdyż nie było komu krzyczeć. życiem i Cywilizacją. oczy miał szeroko otwarte. Niech widzi to.

aby nie zarosła jej Puszcza . niewiele uwagi poświęcił jego matce i wymienił imię. które dziecko otrzyma: Bogumił. .On tu jest. że szaman umarł. a bezwładne ciało wolno zsunęło się z zydla ku czarownikowi . Może potrzebował ich pomocy? Ale gdzie była Droga…? Szli zatem z Arielem wąską ścieżyną. o co chodzi.powiedziała z rozpaczą. ciepła wiosna pozwoliła szybciej niż zwykle zmartwychwstać krzewom. Miły Bogu. póki nie wrócisz . głowa opadła mu na piersi. Bogumił nawet nie zapłakał. .Może to te kamienie…? . wijącą się wśród krzewów i korzeni drzew. że Jon musiał wrócić. Od biedy można by je uznać za wątły ślad niegdysiejszej ścieżyny. Krzyczał długo i przenikliwie.powiedziała Gaja z rozpaczą.Przy szesnastym paciorku stary kapłan nagle znieruchomiał. jakby rozumiał. Dwaj starcy leżeli tymczasem nieruchomo.Gaja z Arielem szukali Drogi.Nie umrę. miał się chować w pobliżu świątyni. ani swym sługom. Jak wędrowne ptaki. ale ruszyła ścieżką. czarna Droga! Tak mówił Jon! . w bezpiecznym poczuciu pewności i w zgodzie ze wszystkim. by usłyszano go gdzieś bardzo daleko. Gaja przytuliła synka do siebie.powtarzał stary czarownik. że imię “Jon” już zawsze będzie w Plemieniu kojarzone z błądzeniem po tajemniczej Drodze. Jeśli Jona do tej pory nie było na wioskowym brzegu. Jon powinien być w domu. .wyłożyło drobnym żwirem. .Dobre imię . Gaja od razu zrozumiała. czego wymaga większość. spojrzał uważnie na niemowlę. czuję to .Ależ nie! To była Droga! DROGA! Wielka. Ale wiedziała. Skoro szaman umarł. Gaja znała te słowa od męża. starzy Bogowie nie pozwalali na kłamstwa ani ludziom. Przedzierając się przez Puszczę. lśniąca. Tak. u kresu Kamiennej Drogi. tuląc Bogumiła ciasno owiniętego w lniane płótno. Tymczasem ich syn. drzewom. wskazując Gai omszałe kamyki.gdyż wczesna. choć chciała. opadał na klęczki i wypatrywał śladów niewidocznej Drogi. by jej syn nosił imię swego ojca lub jego przyjaciela. . Godzinę później przybył do ich domostwa kapłan Ezra. każdy ze swoimi paciorkami w martwych dłoniach. trawom. jak nakazał Jon. .spytał wreszcie dawny Błazen. 160 .przyznała niechętnie. Żaden czarownik nigdy nie kłamał. Tak naprawdę to krzyknął tylko raz: w chwili narodzin. imię Ariel zaś jest obce i naznaczyłoby jej syna piętnem samotności lub odrzucenia. gdyż naprawdę widziały o wiele dalej.szeptała niecierpliwie Gaja. Arielu. którą Plemię .Jest tu gdzieś… Musi być . a ich szeroko otwarte oczy z pozoru tylko spoglądały na pełgający w pobliżu ogień. Ariel rozsuwał krzewy. Lecz nigdzie jej nie było. musiał być tam. a on spojrzał na nią. gubiąc ją co chwila wśród gęstej zieloności Puszczy . jakby chciał. Gdy tylko dowiedzieli się.

Ogień pełgający w namiocie nad Rzeką nagle wzbił się iskrami w górę, jakby dmuchnął nań niewidoczny wiatr i od iskier zajęły się wysuszone zwierzęce skóry. Po chwili w niebo strzelały już wysokie płomienie, namiot zaś przypominał rytualne ognisko, jakie niegdyś rozpalało Plemię w noc równą dniowi. Mieszkańcy Wioski, ujrzawszy ów stos, zastygli na chwilę. Jedni przeżegnali się znakiem krzyża, drudzy zaś, najstarsi, których było już niewielu, wykonali ukradkiem dawno zapomniany znak. Znaku tego już potem nikt w Wiosce nie czynił ani go nie zapamiętał dla przyszłych pokoleń. Ariel chciał wziąć od Gai dziecko, lecz odmówiła: Bogumił był lekki, a jego bliskość uspokajała ją. Pod stopami co jakiś czas czuła twardszy grunt, jakby ścieżka była częściowo bita, choć jeśli tak było, dawno pochłonęły ją mchy, tylko gdzieniegdzie wystawał pojedynczy większy kamyk. Wydawało im się, że już dwukrotnie skręcili, a teraz ścieżyna skręcała po raz trzeci. Dalej już biegła prosto, co Ariel zauważył pierwszy, wnosząc z rozstawienia starodrzewu. - Kiedyś na pewno szła tędy Droga - powiedział. - Kiedy? - spytała z rozpaczą Gaja. - Kiedy? Jon opowiadał o Niej tak, jakby to było wczoraj! Kapłan Ezra na próżno szukał starego Isaka w świątyni, w świątynnym ogrodzie i w Wiosce. A choć nakazał mężczyznom z Wioski zbadać, czy aby starzec nie zabłądził w Puszczy - nikt nigdzie go nie znalazł. Plemię orzekło, że pewnie rozszarpały go dzikie zwierzęta. Gaja z Arielem szli jeszcze spory kawałek, nim dotarli na polanę. Od zazielenionej świeżą trawą murawy ponuro odbijały wielkie, ciemne, nieforemne głazy. Omszałe i zbyt ogromne, by znalazły się tu przypadkiem, tworzyły przedziwny krąg. A pośrodku tego kamiennego kręgu, koło największego głazu, prawie tak wielkiego jak ich dom, leżało bezwładne ciało. - …Jon! - krzyknęła Gaja i tym razem nie wzbraniała się przed oddaniem dziecka Arielowi, bojąc się, że je wypuści. Przypadła do męża i patrzyła ze zgrozą na jego bladą, pozbawioną życia twarz, ze zdumieniem zaś na spokój, jaki się na niej malował. Choć na szyi męża dostrzegła niewielką, okrągłą ranę, wyraz jego twarzy nie wskazywał na to, by zginął gwałtowną śmiercią. Przeciwnie: wyglądał tak, jakby zasnął w poczuciu bezpieczeństwa. Gaja patrzyła na niego, chłonąc rysy, które kochała, pieszcząc spojrzeniem ramiona, które ją obejmowały i dłonie, którymi ją dotykał. Czuła w sobie dziwnie tępy ból zamiast rozpaczy i buntu.

161

I nagle pojęła, że zawsze wiedziała, dokąd wiedzie Jona Kamienna Droga. Właśnie tu i właśnie do takiego końca. I dlatego Jon nakłonił Ariela, żeby przybył z nimi z Miasta: aby nie zostawić jej samej. Gdyż on wiedział, gdzie jest kres tej Drogi. Ale dlaczego…? Co było więcej warte od spokojnego życia z nią i z synem? To martwe miejsce? Bogumił zapłakał po raz pierwszy tego dnia i Gaja znów wzięła go z rąk Ariela. Przysiadła z synkiem obok Jona; jedną ręką przytuliła do piersi niemowlę, a drugą położyła na swoich kolanach głowę zmarłego i gładziła go po twarzy. - Oddałeś życie dla tego gruzowiska, Jonie…? Po jej twarzy płynęły łzy, a pytanie zawisło w wiosennym powietrzu. Gdzieś w pobliżu zaświergotały ptaki. Pewnie wiją sobie gniazda w szparach spękanego głazu. Ariel wiedział, że musi teraz zostawić Gaję jej żałobie. Rola, którą narzucił mu Jon, zacznie się dopiero wtedy, gdy Bogumił zostanie oddany pod opiekę Ezry. Wtedy Ariel przywróci Gaję życiu, gdyż jest zbyt młoda i zbyt piękna na wieczną rozpacz po utracie męża i syna. Od pierwszej rozmowy z Jonem niegdysiejszy Błazen wiedział, że ten gotuje się na rozstanie ze światem. Od pierwszego wejrzenia zaś na Gaję czuł, że gotów jest poświęcić resztę życia dla przywoływania uśmiechu na tę piękną twarz. Łatwiej będzie o uśmiech, gdy opuszczą Wioskę, Puszczę i ten dziki, choć szybko cywilizujący się kraj; gdy nad ich głową znajdzie się wiecznie błękitne niebo i jaskrawe, ciepłe słońce - zamiast tych zmiennych chmur, mknących po szaroniebieskim stropie; gdy surową, ciemnozieloną dostojność wielkich drzew zastąpi frywolna pierzastość palm. Gdy zimna Rzeka stanie się ciepłym Oceanem. Ależ Gaję zadziwi rozmaitość świata i jego nieobliczalność…! Ariel nie był zaskoczony śmiercią Jona ani tym, że go tu znaleźli. Rozglądał się teraz po miejscu, które stało się ostatnią przystanią przyjaciela. …i nagle wydało mu się, że ogromny głaz, obok którego spoczywał Jon, przypomina twarz. Ogromną, potężną, surowo wyciosaną w kamieniu. Zapewne to wichry, woda, śniegi i spiekota wyryły te szczerby, układające się w rysy jakże ludzkiego, smutnego oblicza; wpółprzymknięte powieki, zagłębienia pod nimi, w których, jak łzy, zgromadziła się woda; wydatny nos, surowo zaciśnięte usta. - Złudzenia, omamy… - szepnął do siebie, ale te zamiast zniknąć, nasiliły się: Arielowi wydało się teraz, iż w głazach, które utworzyły krąg wokół największego kamienia, rozpoznaje gigantyczną dłoń zaciśniętą w pięść; że widzi fragment stopy, która jeszcze teraz czyniła wrażenie, jakby podążała w sobie tylko wiadomym kierunku; gdy oderwał kawałek mchu, wyłoniła się gładka, wypukła jak brzuch powierzchnia z wystającym pępkiem. Poczuł naraz wielki smutek; taki sam, jaki czuł wówczas, gdy

162

spoglądał na wioskową babkę, która odcinała Bogumiłowi pępowinę łączącą go z Gają i wydala go tym samym na łup świata i Cywilizacji. …nagle Ariela dobiegł potężny, dudniący, głuchy głos, aż skurczył się z lęku. Zaraz jednak odetchnął, wiedząc, że ów dźwięk ma całkiem zwyczajne przyczyny, a tylko nieodgadniony sekret tego zagubionego wśród wielkich drzew miejsca tak działa na jego wyobraźnię. Dotknął ramienia Gai, która spojrzała na niego niespokojnie i powiedział: - To tylko siekiery, Gaju… Ludzie rąbią Puszczę. Na nowe domy i mosty, na warowne zamki, na świątynie i klasztory. Cywilizacja, jak mawiał Jon. To wszystko wokół wkrótce zniknie, pojawią się nowe Wioski i Miasta, nowe Drogi i Mosty. Czuwali przy Jonie do zachodu słońca, a potem Gaja zdjęła z jego szyi zniszczony skórzany woreczek i skryła go pod swoją bluzą. Nie wiedziała, co niegdyś zawierał i czemu służył. Teraz wydawał się pusty, ale spoczywał zawsze tak blisko ciała jej męża, że był jak relikwia, która zawsze o nim przypomni i ochroni ją, gdy przyjdzie pora tułaczki. Odchodzili wolno, Gaja z Bogumiłem na rękach i Ariel, oglądając się tam, gdzie wśród omszałych, gigantycznych kamieni pozostawili ciało Jona. Wiedzieli, że właśnie tego by sobie życzył, choć nie mogli pojąć, skąd to wiedzą. Gai wydało się z oddali, że Jon obejmuje wielki głaz, obok którego spoczywa, gra cieni zaś stwarza złudzenie, iż są to potężne, kamienne ramiona, w które Jon wtulił się jak dziecko w objęcia ojca i zasnął. - Śpij - szepnęła do niego w myślach. - Obudzisz się w dniu, gdy zstąpią Bogowie - dodała, nie wiedząc, co mówi i czerpiąc tę dziwaczną myśl z tych pozornie martwych głazów. Dudniący mocny głos siekier kaleczących drzewa rozbrzmiewał teraz wszędzie. Puszcza poddawała się bez walki. *** - …zawsze pragnąłem przebyć Rzekę, żeby zobaczyć, co tu jest. Podejrzewałem, że kryje się tu coś obcego, coś, co zagraża naszemu Bogu i Cywilizacji, co jest ostoją resztek pogaństwa. Przecież tego brzegu strzegł ostatni sługa bałwanów, plemienny szaman z twojej Wioski. Na szczęście zmarł bezpotomnie i od dawna smaży się w ogniu piekielnym. Biedak… Nie będzie dla niego rozgrzeszenia. Nie ukorzył się przed śmiercią, nie przyznał do grzechu bałwochwalstwa. Wiesz, że z powodu tego starego czarownika sądziłem, iż kryje się tu szczególny wizerunek jakiegoś bałwana? Ba, byłem tego pewien! Dlatego pragnąłem spalić ten skrawek Puszczy tak, by zostały tylko zgliszcza! Wyobrażałem sobie, że jest tu… że jest tu Bóg wie co! A w każdym razie coś o wiele gorszego niż te gliniane i drewniane posążki, które wystarczyło stłuc i spalić. A jednak nigdy tu nie byłem. Coś mnie wstrzymywało. Bałem się. Tymczasem tu nie ma
163

. oddech miał ciężki. . Nie dostrzegał w tym miejscu niczego niezwykłego. skoro tu nic nie ma? Nie. by kiedykolwiek było.mówił z triumfem chudy starzec w habicie. nawet trzydzieści lat temu.nic. skoro aż tak ci na tym zależy . Ale tu rzeczywiście niczego nie ma i nic nie wskazuje. Mogłem przybyć tu sam i opisać ci to miejsce. gruzowisko wielkich głazów… Jeśli było to niegdyś miejsce pogańskiego kultu. iż uczyniły to siły przyrody. Obaj powoli wędrowali nową Drogą. pot spływa ci z czoła. rozcapierzoną.Usiądźmy. że młodzi nazywali ją Lasem. Zbytnio się denerwujesz. ale brata Bogumiła nauczono. gdyż zabrał ze sobą i Świętą Wodę i kropidełko.zdziwił się młody mnich. musisz odpocząć. ile dziwów może dokonać przyroda z pomocą Dobrego Boga. Nic! . Pergaminowa twarz Ezry powleczona była niezdrową bladością. W dodatku wystarczy skropić polanę Świętą Wodą. wspierając się na ramieniu młodszego brata. której Bogumił nie mógł zrozumieć. musiałem tu wreszcie przyjść i przekonać się na własne oczy . 164 . jesteś blady.Puszcza” używali jedynie starsi.wiodła ku tętniącemu życiem kupieckiemu szlakowi.Ale co byś mi opisał. z trudem łapiąc oddech. Masz gorączkę. Starzec rozglądał się wokół z posępną ciekawością i nadzwyczajną uwagą. a natura wyposażyła go w siedzisko w postaci wyżłobionego wgłębienia porośniętego miękkim mchem. sądziłby.Bracie Ezro. Wielki głaz otoczony był kręgiem mniejszych. . gdy się urodził.Nie! Samemu bym ci nie pozwolił! Nigdy! .wymamrotał starzec. Ezra już chyba to uczynił. .To takie samo miejsce jak każde inne w Lesie.zgodził się z ulgą stary kapłan. gigantyczną dłoń. przecinającemu dawną Puszczę. Był tak wielki jak niektóre nowe domy w Wiosce. Ot. ułożonych nadzwyczaj symetrycznie. Święta Woda zmyje każdy ślad bałwanów. lecz jego oczy pałały. że siedzisko przypomina wyrzeźbioną w kamieniu. bracie Bogumile . . Zostało z niej już tak niewiele. w dniu. . która .Dlaczego? . słowa . . Spojrzał z troską na starego kapłana.Usiądźmy.odparł młody zakonnik. Młody mnich pomógł starcowi zasiąść na omszałym głazie. nie został po nim nawet drobny ślad. ale ciekawość Ezry była zachłanna i wyczerpująca. I młody i stary mnich rozglądali się wokół z ciekawością. Gdyby Bogumił nie wiedział.poprzez dopiero co ukończony most z Wioski .

skąd wzięły się te straszne. odkąd został przypisany Świątyni. w jakich kiedykolwiek wierzyła Ludzkość. najpierw tu. spłyną z Wody i sfruną z Powietrza. zebrane w ciągu dnia… Nie. Przeżegnał się teraz skrycie. Pokutę. bezpieczne ramiona ojca. szaleńczej. pomogli im umrzeć. Wiara to właśnie pytania. wyjdą z Podziemi. obca i niebezpieczna myśl. jak stworzyć Cywilizację Miłości… Tak będzie. Przez gruby habit czuł wciąż pulsujące. Bogowie podziękują ludziom za to. zharmonizowanej ze słowami melodii. iż niechcący posłyszał Głos Diabła. Muszę odprawić pokutę. Niezliczone zastępy Bogów. są ważniejsze niż odpowiedzi. które nagle napłynęły do niego wysoką falą. żywe ciepło. fruną. synku. I w podzięce nauczą ludzi. Może dlatego. iż jest małym chłopczykiem i wtula się w ciepłe. Po co przywołał na myśl dawno zapomnianych rodziców? Kamienne wgłębienie otulało jego plecy jak potężne. BOGOWIE. że nie mogąc pogodzić się z wyborem Drogi przez syna. Ezra wpajał mu to od dziecka. Więc czemu kamień jest mimo to ciepły jak żywe ciało? “Pytania… pytania. Uczono go o tym. dzień był pochmurny i chłodny. że swoją wiarą powołali ich do życia. mój synku. mój duży. zstępują ku niemu zewsząd i dźwięczą w uszach… …. w którym zstąpią na Ziemię wszyscy Bogowie.przemknęła mu przez głowę dziwaczna. gdy ją opuszczał. Więc nie bój się pytań” . bezbożne. jak mało jest ważna wobec jego misji… …dlaczego nagle zaczął myśleć o matce i ojcu? Nigdy tego nie robił. Nadal wędruje czy umarła? Płakała. w Wiosce. I nawet gdyby Bogumił zatkał uszy i tak byłoby je słychać… Płyną. synku.pomyślał wstrząśnięty. Zapewne kamień oddaje słoneczne promienie.Brat Bogumił oparł plecy o naturalne skalne wgłębienie i mimo przedwieczornego chłodu poczuł łagodne. przyrzekając sobie samobiczowanie i wielodniowy post. I młody zakonnik przeraził się tym. Te myśli były jak brzmienie rozkołysanych. jako karę. Nawet gdy czasami próbował przywołać ją w myśli. Zstąpią z Nieba. której brzmienie słyszał teraz zewsząd jak dźwięk rozkołysanych gigantycznych dzwonów. aby odegnać natrętną. a wątpliwości do herezji. matka dawno temu opuściła Wioskę i podobno wędruje gdzieś po świecie. potężnych dzwonów. mój malutki. musiała zrozumieć. Ojciec zaginął bez wieści w dniu jego narodzin. dobre ciepło bijące od kamienia. obcą myśl i inne. heretyckie słowa. równie niepokojące. to jej postać straciła już dla niego wszelkie barwy. 165 . matki zaś nie pamiętał. z jego zamknięciem w odległym klasztorze.i nadejdzie dzień. czy pogodziła się z jego przeznaczeniem? Nie wiedział tego. a potem powstać z martwych. Pytania przecież wiodły do wątpliwości. przecież słońce nie wyjrzało dziś ani na chwilę. mocne ramiona. mój kochany…” Bogumił miotał się bezsilnie w rytm tej potężnej. Trudno. nie znane mu uczucie. a potem w Dalekim Kraju. którego nigdy nie zdołał poznać. niemożliwe. tak właśnie będzie.. I ogarnęło go niepojęte. POKUTĘ! .

że wróciłeś. niemiły chłód. Myślałem.wyjaśnił Ezra.A wiesz. Kapłan Isak też by jej nie rozpoznał. .powtórzył jak echo Ezra. Ezra półleżał teraz na omszałym głazie i ciężko oddychał. słońce już mocno grzeje. To był dobry człowiek. podsuwając grzeszny. ale one się nie poddały. żeby ominąć kupę gruzów… . Chyba nikt ich nie ruszy. aby powiedzieć młodzieńcowi. Ledwie ją poznasz. . zatykając pięściami uszy. na którym siedzą. że pora opuścić to miejsce. który siedział skulony na wielkim kamieniu. gdyby szła prosto? . zbierał się w sobie.westchnął stary kapłan. mój synu i że stało się to właśnie teraz . Czuł bijący od kamienia lodowaty. choć zadawał zbyt wiele pytań i często się wahał.Wioska tak się zmieniła przez ten czas. na których siedzimy .pomyślał. A może zdrzemnął się na moment i Diabeł wykorzystał to. Zastanawiałem. . Drogę zaś trzeba było tyczyć szerokim łukiem! Ileż to nas kosztowało! Tyle dodatkowej pracy.Podobno .Bogumile? Stało się coś? Boli cię głowa? . Jest przecież wiosna. . Młodemu zakonnikowi przez chwilę wydało się. Szkoda.Podobno lubił moją matkę . to ciekawa historia… Wyobraź sobie. . że niektóre szczerby i załamania skalnego giganta układają się w zarys twarzy.Nie. Paskudne miejsce… Niezdrowe.…i ojca . Muszą zatem zostać.mówił. by odwrócić uwagę starca od siebie i swych przerażających doznań. przypomina zimę. szalony sen? W zamyśleniu patrzył na niezwykły układ gigantycznych głazów. bezbożne słowa. Odległość z Wioski do polany nie była zbyt duża. Brat Bogumił odetchnął z ulgą: odegnał modlitwą przerażające i niepojęte myśli. że ludzie nie mogli uporać się z głazami. wysapując swoje zmęczenie. . a tymczasem lodowatość kamienia. co nie uchodzi misjonarzom… . 166 . że zabłądził w Puszczy i zniknął w dniu twoich narodzin. zapewne były to tylko omamy. nie.Ezra wyczuł jego niepokój. się dlaczego Droga skręca tu tak gwałtownie. Chyba lepiej. odwrócił wzrok od kamiennego kręgu i spojrzał pytająco na ulubionego wychowanka. usiłowali roztrzaskać żelaznymi młotami.Podnosili je na drągach.Cieszę się.westchnął kapłan.wtrącił Bogumił. Gra cieni . gdy pobierałeś nauki w Dalekim Kraju. dzisiaj zrównanie dnia z nocą. . Może nawet pokuta nie musi być aż tak surowa? W końcu nie on wymyślił te straszliwe. ale dla nóg starca nazbyt męcząca. zmagał się ze swoim zmęczeniem.dokończył młody mnich.

Lecz to dopiero nadejdzie. Jesteśmy w pół Drogi. Światło uprawiało jakąś dziwną grę na jednym z tych lodowatych kamieni. bo cóż innego? Ezra powiedział. znasz słabości ludu. wciąż jeszcze żyje matka tego zakonnika? Czemu nagle o niej myślę? Wszak niemal już zapomniałem o istnieniu tej kobiety . mało mam sił. To odległe czasy. nad brzegiem ciepłego morza. Przyłożył do niego policzek. za naszą sprawą. łączy nas ze światem. że tu nic nie ma. bezpieczny i pełen mocy. w cieniu pierzastych palm. wciąż wielbiących bałwany i tkwiących w grzechu pogaństwa. a trzeba ciągle być czujnym. gdyż tu się urodziłeś. który łączył Wioskę z kupieckim szlakiem. by ten nieokrzesany. prowadząc wprost w ramiona ojca. bracie Bogumile. pod błękitnym niebem. Poczuł się nagle jak dziecko: był wolny i radosny. a przed sobą . Bogumile. krzycząc ze szczęścia.. Ty jesteś do tej misji najlepszy. NIC. że biegnie. Czuł się silny.Nigdy nie nazywałeś mnie “ojcem”…? 167 . że gdzieś tam. wspaniała Puszcza. będą braćmi.miał ogromną. to by mu nawet nie przeszło przez usta! Co to za kamień. Cywilizacja Miłości. Wydawało mu się. żebyś mógł wrócić do Wioski. swobodną przestrzeń. Poprosiłem hierarchów. Ezra otwarł oczy i spytał zdziwiony: . patrząc z dumą na szeroki trakt. zaczął wpływać na Wioskę dobroczynnie. cywilizowanymi krajami. a szczęściem tym była zielona. który nie poddaje się żelaznym młotom? Nigdy o takim nie słyszałem . daleko. Świat już wcześniej. leżących obok kapłana: wyglądał teraz jak… jak… wstyd powiedzieć… nie. zamknął oczy i oddychał pełną piersią. może dwustu lat. bo wkrótce ktoś będzie musiał mnie zastąpić. trzeba nam jeszcze stu. . przez którą wiodła lśniąca Kamienna Droga.szepnął nagle. odwracając głowę od Bogumiła.Niewiele pamiętam. a pulsowanie kamienia przyśpieszało i wzmacniało bicie jego serca. Jak widzisz. Wkrótce wszędzie będzie już tylko jeden Bóg i jeden Kościół. na razie nasza misja nie jest zakończona. Czy możliwe. raptownie wstając i patrząc na ogromny głaz. w każdym zakątku Ziemi. I zatriumfuje.zamiast ponurych czterech ścian celi. Musimy pozbyć się jeszcze wielu wrogów. z odległymi Miastami. A ta Droga.zastanowił się niespokojnie Ezra.zamyślił się brat Bogumił i dotknął dłonią potężnego głazu. Tylko ta Droga. Bogumile. Nic.Ojcze? . z cudzoziemskimi. że pulsuje.zakończył Ezra. Czasy pogaństwa i ostatnich bałwanów. niedawno nawrócony kraj nie zawrócił z drogi cnoty i Cywilizacji. a zarazem nie mają do ciebie dostępu heretyckie wątpliwości . Lecz przecież to pulsowała tylko krew w jego żyłach. jak ty i ja. a wszyscy ludzie. w której spędził dzieciństwo . nawet spośród nas samych i nawrócić wiele narodów. Kamień nadal był ciepły i Bogumiłowi wydawało się.

ale pewnego dnia także i tu… . Będą wszędzie. zimno tu.Słyszałeś. omszałych kamieni. że te głazy są nagrzane jak… jak ciało . łagodnie zafalował. Od tych kamieni ciągnie lodowaty chłód. że największy z głazów powoli.Zimno? Wydawało mi się.przytaknął gorliwie Bogumił. głuchy.. że słyszy dziwny. Kraków. . Tylko echo . Odchodzili wolno. bracie Ezro…? Co to? . zobaczysz.Echo siekier. .Tu nie ma nic . Mnóstwo coraz większych i coraz wspanialszych świątyń. Przez chwilę jeszcze miał wrażenie.Ciało jest do umartwiania. .GRBDGHBWGZ… . oglądając się na potężne gruzowisko gigantycznych. rzucanych przez ostatnie wielkie drzewa niegdysiejszej Puszczy. pałace i świątynie. ścinających drzewa na nowe miasta. a Bogumiłowi przez chwilę wydało się. Tu nie ma nic.Jakoś to słowo samo przyszło mi na usta .Echo.odparł spłoszony młody człowiek. a Ezra spojrzał na niego surowo. czerwiec 1997 168 .powiedział Bogumił.przypomniał na wszelki wypadek. lecz była to tylko gra cieni. tak jak faluje pierś oddychającego swobodnie człowieka. pamiętaj .Chodźmy.odparł stary Ezra. Mam dreszcze otrząsnął się starzec.zaciekawił się. dudniący dźwięk: . . .

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful