Terakowska Dorota

Samotność bogów

1

Gdy się pisze, dobrze jest mieć swoją Alę. Alicji Baluchowej - bo dzięki niej moi bohaterowie przemieszczają się pomiędzy światami, lekceważąc wszelkie granice, włącznie z tymi, których nie ma.

Warkot bębnów wciąż nabierał tempa i brzmiał teraz jak stukot tysiąca końskich kopyt, cwałujących po Kamiennej Drodze. Na tę Drogę, po drugiej stronie Rzeki, Jon trafił przez przypadek, ale nim uszedł kilkadziesiąt kroków, wstrzymał go głos szamana. Szaman, stary i zgarbiony, stał na właściwym brzegu, gdzie zbiegały się ścieżki z Wioski, był niewidoczny dla oczu chłopca, a jednak chłopiec usłyszał jego czyste, wyraźne wołanie: - Jon! Wracaj! Tabu! Jon nie musiał słuchać szamana. Władza szamanów formalnie skończyła się, wszyscy w Plemieniu pokochali już inne Bóstwo - zwane najczęściej Bogiem Dobroci. Nie potrzebowało Ono plemiennych czarowników, gdyż nowe rytuały odprawiali przybyli z Dalekiego Kraju kapłani. A jednak choć Bóg Dobroci panował już prawie półtorej setki lat, po śmierci poprzedniego szamana Plemię wybrało następnego - i kapłani przymknęli na to oczy. Owszem, szamani służyli dawnym, odrzuconym bóstwom - “bałwanom”, jak uparcie mówił młodszy kapłan - lecz chronili też Wioskę przed ich zemstą i leczyli ludzi z chorób. Kapłani, w przeciwieństwie do szamanów, byli uczeni w piśmie, nigdy nie ulegali przesądom i nieśli - Jon kochał to słowo - Cywilizację, nie umieli jednak radzić sobie ze starymi Bogami, z ich mściwą naturą, ani z chorobami nękającymi ludzi z Plemienia. Niektórzy szeptali nawet, że część tych chorób - wcześniej nie znanych w Wiosce przynieśli z sobą, z różnych Dalekich Krajów i zza mórz, właśnie ludzie w długich sukniach. Szamani nauczyli się je leczyć, minęło jednak wiele lat, nim odkryli, jakie zioła są naprawdę skuteczne, a które należy dopiero wyhodować, krzyżując różne gatunki z pomocą całkiem nowych zaklęć. Nim się tego nauczyli, wielu ludzi w Plemieniu zmarło na dziwaczne, nieznane choroby, ale już nie szaman - w rytualnym stroju i w strasznej masce - odprowadzał ich w ostatnią Drogę. Rolę tę wzięli na siebie kapłani, nawet nie pytając, czy Kraina, ku której wiodą umierających, im odpowiada. Wyglądało, że wiedzieli lepiej niż Plemię, co jest dla ludzi z Puszczy dobre i co służy Cywilizacji. Kapłani zatem wciąż jeszcze tolerowali obecność ostatniego szamana (kiedyś było ich wielu); udawali, że go nie dostrzegają, a czasem zezwalali na rytualne bębnienie w czasie dawnych świąt - nie zgadzali się jedynie na składanie krwawych ofiar bóstwom. Dawni Bogowie potrzebowali ich - Bóg Dobroci nie tylko ich nie przyjmował, ale wręcz potępiał. Na razie. Dziś właśnie była Noc Starych Bogów, a właściwie najważniejszego z nich, którego jednak nigdy nie wymieniało się z imienia, aby go szybciej i łatwiej zapomnieć.
2

Dlatego bębny zaczęły wybijać swój rytm zaraz po zmroku, a gdy zapadła noc, ich rytm był już szaleńczo szybki, a bębniący mokrzy od potu. Pot spływał po nagich ciałach, wielkimi kroplami skapywał na ziemię, wsiąkał w nią - jako przebłagalny dar Plemienia dla porzuconego już bezimiennego Boga. Bębny dudniły prawie pół doby, ale kapłani skryli się w świątyni i udawali, że nie słyszą. Jon był za mały, by uderzać w bębny. Tego przywileju dostępowali tylko młodzi mężczyźni, a Jonowi do męskiego wieku brakowało ośmiu lat. Ale, jak wszyscy chłopcy z Plemienia, kucał w pobliżu bębniarzy i słuchając ich monotonnego rytmu, bezwiednie kiwał się w jego takt całym ciałem. I myślał. Myślał o Kamiennej Drodze. Już od wielu dni i nocy rozmyślał o Kamiennej Drodze. Odkrył ją przypadkiem. Przypadek spowodował, że Jon złamał Tabu i przedostał się na drugą stronę Rzeki w niedozwolonym miejscu. Wszyscy w Plemieniu wiedzieli, że od czasu przybycia ludzi w długich sukniach i uznania nowego Boga Rzekę przekracza się tylko jednym brodem, nie tym naprzeciw Wioski, lecz tym dużo poniżej jej ostatnich chat. Bród naprzeciw Wioski, najbliższy i z pozoru najdogodniejszy, przestał w ogóle być używany. Stał się Tabu. - Dlaczego? - zagadnął raz chłopiec swego ojca, gdy umiał już stawiać właściwe pytania i słuchać odpowiedzi. - Przecież kochamy już tylko Boga Dobroci - odparł niejasno ojciec. Początkowo Jon nie pojął sensu odpowiedzi ani związku Boga Dobroci z brodem. Gdy po paru miesiącach ów sens do niego dotarł - nie wiadomo w jaki sposób, w Plemieniu nigdy się o tym głośno nie mówiło - Jon zaczął śledzić szamana. Nie wątpił, że ten musi czasem przebywać stary bród w zakazanym miejscu i wędrować w głąb Puszczy po tamtej stronie Rzeki. A jednak - mimo czuwania o świcie, po zmroku, a nawet nocą - chłopiec nigdy nie przyłapał szamana na naruszaniu Tabu. Wtedy zrozumiał, że kapłani tolerują obecność starego czarownika także z innych przyczyn: nie tylko strzegł on Wioski przed zemstą starych bóstw i leczył ludzi; dbał również o to, by nikt z Plemienia nie złamał Tabu, aby wszyscy wypełniali nakazy i zakazy ludzi w długich sukniach. W ten sposób - o dziwo - szaman służył pośrednio Bogu Dobroci. Jona zdumiało to odkrycie. Drugi brzeg był daleko, więc mimo Tabu kobiety z Plemienia nie rezygnowały z prania w Rzece blisko Wioski, a dzieciaki z kąpieli. Przestrzegano tylko jednej zasady: nie wolno było przekroczyć środka nurtu wody. I nigdy nie było z tym kłopotów. Nikt nawet nie próbował zbliżyć się do niewidzialnej, lecz raz na zawsze ustalonej granicy. Wszyscy zresztą wiedzieli, że Tabu pęta ludziom ręce i nogi, odejmuje lekkość oddechu, dusi i zmusza serce do tak szybkiego bicia, że z tego rozpędu może ono stanąć.

3

ani jego nogi. Nawet matka Gai która krzycząc dziko. Tę niedużą. paraliżuje jego zdolności fizyczne. Spodziewał się zwycięskich okrzyków Plemienia. nogi z energią pokonywały rwący nurt. Jon zakrzyknął z radości. pęta umysł człowieka. że nic go nie wstrzymuje. że Tabu automatycznie. Tabu. by znaleźć używany przez wszystkich bród. nabrała powietrza i otwarła oczy. jak mu się wydawało. wzywało. Ale milczenie Plemienia było wymowniejsze niż jego krzyk i silniejsze niż ciekawość chłopca . Dziecko topiło się. że trzeba o nią pytać. było silniejsze niż odruch niesienia pomocy czego Jon nie wiedział. Rzeka gwałtownie wezbrała . jak niewidzialna sieć. Nic . gdzie. Gdy wrócił do Wioski z Gają. o dziwo. mimo że doskonale umiała pływać. paroletnią dziewczynkę porwał prąd w czasie zabawy i zniósł ku drugiemu brzegowi. aby postąpił dalej. którym była mała. w głąb Puszczy. Gdy wiosną stopniały śniegi i zaraz potem padały długotrwałe deszcze.poza tajemniczym zewem nakłaniającym go.wziął więc uratowaną dziewczynkę na ręce i ruszył w dół Rzeki. To Jon skoczył do Rzeki. a mimo to chłopca uderzyła dziwna cisza. ani ręce. płuca czy serce. nie pytając nikogo o zgodę. usuwał jej wodę z płuc. Jon nie czuł nic. choć zbliżał się coraz bardziej do drugiego brzegu. Położył ją na kamieniach i tak jak umiał.i chłopiec musiał ją przepłynąć w zakazanym miejscu. Kierował się w stronę wciąż widocznej na powierzchni główki Gai i dziwił się. podobnie jak inni członkowie Plemienia. Rzeka wyśpiewywała swój bulgoczący rytm. nie rzuciła się na ratunek sama. bezbronna dziewczynka. dziękczynnych zaklinań matki dziewczynki. że złamał Tabu . pochwalnego pohukiwania ojca . Ba. darła na sobie suknie i orała twarz paznokciami . która mogła już iść o własnych siłach i radośnie podskakiwała. Gdyby nie mała Gajka i niesamowite milczenie ludzi na drugim brzegu. by ratował jej dziecko. krzycząc rozpaczliwie za każdym razem. Gdy schwycił małą za włosy. ciągnęło. po chwili poczuł grunt i wkrótce stał na drugim brzegu z Gają w ramionach.nie żądała od nikogo.nie odczuły tego. a ludzie z Plemienia stali nieruchomo. dostrzegał Drogę. być może chłopiec od razu ruszyłby w gęstwinę Puszczy. łamiący się o wystające głazy. Nie przypuszczał. Tym bardziej bezradni. Po chwili dziewczynka westchnęła. a drugi brzeg i głowa tonącej były coraz bliżej.a tymczasem ludzie stali po drugiej stronie wody i milczeli. Wiedział tylko. Przeciwnie: kobiety rzucały 4 . nikt nie podziękował mu za bohaterski czyn. że trzeba ratować czyjeś życie i że to jest ważniejsze od wszelkich Tabu czy jakichkolwiek zakazów starych lub nowych Bogów. Po prostu skoczył.A jednak Jon został zmuszony do naruszenia Tabu. by ratować Gaję. Było silniejsze niż nakaz ratowania życia członkowi Plemienia. Zresztą nie zastanawiał się nad tym w swym dwunastoletnim rozumie. Szaman twierdził. Coś wołało go. gdy żywioł pozwalał mu wychylić głowę ponad fale. Mimo to ruchy rąk Jona były silne i szybkie. im szybciej prąd znosił Gaję na drugi brzeg. wbrew przestrogom starszych. bezradni. W ten sposób Jon odczuł.

będzie cię unikać.Zrobiłeś dobrze.zdziwił się Jon. Tyle że nadal nikt nie dziękował za uratowanie dziewczynki. . nie tu! Jak inaczej mógłbym ją uratować?! . sitowiem! . szaman powiedział: “Zanim udasz się do świątyni. aby wejść w gęstą Puszczę.Czy zrobiłem źle. a ojciec rzekł krótko: .Dlaczego? .Nie możesz skalać domu Dobrego Boga tamtym zapachem… . tamto palące pragnienie. wciągnął go do swego namiotu (tylko on mieszkał w namiocie ze skór zwierząt. że Plemię milczy także wtedy. . Jonowi kręciły się łzy w oczach. jak się zachować. nie patrząc na syna. Trzeba ratować tonące dziecko. Chłopiec zwymiotował. z nosa spływały krople. Cywilizacja!). . . lecz nie wyrzekła słowa.z rubaszną serdecznością. nawet twoja matka i ojciec. Jon po raz pierwszy pojął.spytał Jon ojca. mężczyźni obserwowali go z ponurą czujnością. drewniane lub kamienne domy.Przecież ona topiła się tam. . wszyscy w Plemieniu traktowali go jak dawniej .Byłeś na drugim brzegu.oto dwa wykluczające się nakazy. I Rzeka nie zmyje tego zapachu.Co więc zrobiłem źle? .Jakim zapachem? Pachnę Rzeką. I to zapragnął zbadać.zawołał chłopiec.Nie tylko Rzeką. że matka Gai spojrzała na niego z wdzięcznością. Podobno w Mieście zaczęto nawet budować domy z cegły. Rodzice spojrzeli po sobie. gdy zasiedli do wieczornego posiłku. bardziej niż krótkotrwałe odrzucenie przez własne Plemię Jon zapamiętał ów dziwny zew drugiego brzegu. . kamienne milczenie. ciepło. Okadzanie świętym dymem było długie i męczące. Lecz szaman miał rację: gdy Jon wreszcie wyszedł z jego namiotu.wokół niespokojne spojrzenia. A jednak bardziej niż to milczenie. I strach. ludzie z Plemienia już dawno zbudowali sobie solidne. To one wywołały w ludziach porażające.Szaman pokręcił głową i nie pytając Jona o zgodę. ale nie wolno przekraczać Rzeki . odnaleźć przeczuwaną Drogę (nie widział jej. a Plemię. rybą. 5 . gdy nie wie. muszę okadzić cię dymem”.dociekał chłopiec. z przekrwionymi od dymu oczami i udał się do świątyni na modlitwę. a w ustach rósł gorzki smak.obruszył się chłopiec. wyczuł tylko jej obecność w regularnym prześwicie poprzez wysoką ścianę lasu) i… i co? Tego właśnie nie wiedział. ratując Gaję? . . Rodzice milczeli. Wydawało mu się. .

ale by ich przebłagać. co wołało go na drugim brzegu. Jon postanowił. męczącej ceremonii przebłagania starych Bogów ludzie z Plemienia będą spać wyjątkowo mocno. Jon czuł. Dokąd prowadzi…? Minęło wiele dni i nocy. “Trzeba im zakazać tego bębnienia pod karą męki w piekielnym ogniu!” . Zdecydował się właśnie wtedy. ale wiem. nim Jon poddał się i poczuł. Nie po to. wijów i boginek. gdy z bębniarzy spływał pot. Wszystko powinno mnie tam odrzucać. zatykając uszy. a nad Wioską od dawna rozpościerała się noc. a Jon nigdy nie widział nad ich koronami żadnego ptaka. aby nie skalał go natarczywy rytm grzechu. wysłannicy nowego Boga. Chłopiec wpatrywał się w prawie czarny na tle niebieskiego nieba zarys lasu . Nie wiem skąd. gdy bębny warczały głucho i donośnie. Coś mnie jednak wołało. czy ona w ogóle istnieje. Powinna spaść na mnie kara. trzy pokolenia temu. ta myśl przychodziła do niego krok po kroku. Najgroźniejsi jednak byli Bogowie bezimienni. gdy ludzie w długich sukniach. Nie mogą się od razu zaprzeć tego.Decyzji nie podjął nagle. że Plemię wciąż się ich boi i nie chce ich przywoływać. Grzech miał głuche brzmienie bębnów. że nic nie słyszą . Choćby najmniejszego. że tej nocy sprawdzi. otrzymali to. Będą umęczeni Nocą Bębnów i swoim rozdarciem pomiędzy lękiem przed starymi bóstwami a miłością do Boga Dobroci. w czarną. Przysiadał na pniach nad Rzeką i wpatrywał się w drugi brzeg. by nikt go nie zobaczył. Drzewa wydawały się tam wyższe i grubsze.gdy Plemię obchodziło Święto Starych Bogów. Gorzej może być ze znalezieniem dziwnej Drogi lub z upewnieniem się. Dopiero ich nawróciliśmy. ale wracała. To nie powinno być trudne. prześwit między drzewami oznaczać może na przykład ścieżkę. Plemię. Oznaczało to bowiem. (“Trzeba nam czasu. a zwłaszcza Bezimienny. bo złamałem Tabu. by ich nadal czcić. Patrząc na spoconych bębniarzy. z ciemniejszą niż zazwyczaj głębią. wydeptaną przez zwierzynę do wodopoju. że po długiej. skłębioną ścianę Puszczy. I wiem.irytował się młodszy z kapłanów. Bębniarze raptownie urwali rytm. dwa. co im się należało i na pewien czas powinni dać 6 . nazywając po imieniu. Nie bałem się. Puszcza wydawała się tam inna niż ta wokół Wioski: gęściejsza. powinienem się bać. bardziej mroczna. nasłuchując niespokojnego bicia bębnów. wciąż doskonale rozróżniało mniej ważne bóstwa i bożęta od groźnych starych Bogów. Ezra. mimo że nawrócone. prosić o wybaczenie zdrady. Ich ręce odmówiły posłuszeństwa. odganiał ją. że Rzekę musi przebyć nocą.szeptał łagodnie stary kapłan. I nocą musi postawić stopy na tamtym zakazanym brzegu. skryli się w świątyni i udawali. Starzy Bogowie. Bębnili od wczesnego zmierzchu.i myślał: Gdy byłem na tamtym brzegu. ale Ezra miał dla nich wszystkich jedno miano: bałwany). że musi to zbadać. a nosił imiona zapominanych powoli starych Bogów. Ta noc była do tego wprost idealna: chłopiec wiedział. Nie spadła. wodników i strzyg. Isak. że tam jest Droga. bóstw i bożąt. co było całym życiem ich przodków…” .

Jon! Wracaj! Tabu! 7 . kamień. wyraźny głos szamana: .zdecydował. pogrążona w bezpiecznym mroku nocy. Kamień. I Jon tak zrobił. Gdy Jon usłyszał wreszcie ciche poświstywanie ojca i głęboki oddech matki. To nie była ziemia… Jego dłonie wymacały chłodny kamień. Nie pamiętał. Jon przykląkł i dotknął dłonią ziemi. Po namyśle zagłębił się w Puszczę. Nic nie czuł. Płynął rytmicznie i po chwili znów poczuł grunt. gdyż deszczu nie było od wielu dni i dorosły mężczyzna mógłby przejść na drugi brzeg. Wbrew mrocznym. Wioska spała. Młodzi mężczyźni usnęli tam. Dla dwunastoletniego chłopca środek Rzeki wciąż był głęboki. tu. Kamienna Droga.spokój Plemieniu. Opadł na kolana i na czworakach ruszył naprzód: wszędzie wokół był gładki kamień. jakby wypolerowana. Wtedy poczuł: już nie szedł po mchu ani igliwiu. a szaman w namiocie. wstał ze swego łoża i cichutko wyszedł. jak wydawało mu się na początku. cały wysiłek wkładając w badanie stopami podłoża. Ale pokonał go z łatwością. gdzie odłożyli bębny.i wstrzymał okrzyk bólu. kamień… Wielkie. na tym brzegu. a suche gałęzie zbyt ostre. Gładka. wprost pod granatowym niebem. krzewy borowiny drobne i kłujące. Noc była ciepła.musiała to być kość jakiegoś padłego zwierzęcia . Przeszedł teraz kilkaset metrów w górę i w dół Rzeki. Kamienna Droga zatem nie była prosta. Reszta ludzi skryła się w swych domach. tego Jon nie mógł dociec. potem trafił na pierwszą głębię i zaczął płynąć. dzięki obecności drzew. Puszczę dzieliła wijąca się Droga. niczego nie słyszał. Jaka była tam? Chłopiec wszedł do Rzeki i chwilę w niej brodził. starannie obrobione głazy złączone gliną. linii horyzontu. Grunt pod jego stopami stał się dziwnie gładki. w którym miejscu poprzednio usłyszał zew. ale wciąż niczego nie słyszał i nie czuł. Dokąd podążała. Chłopiec nadepnął na coś wyjątkowo ostrego . gdyż zew płynął najwyraźniej stamtąd: z głębi Puszczy. Spojrzał ku bliskiej. które się od nich odwróciło. tym razem także nie poczuł krępującego działania Tabu. gdyż nagle zza gęstych chmur wyjrzał księżyc. Widział je teraz wyraźnie. płaskie. Przynajmniej do dziś.Może to powinno być gdzie indziej? Spróbuję powyżej… . … właśnie tedy usłyszał czysty. groźnie brzmiącym opowieściom starszyzny. Myślał wówczas tylko o ratowaniu małej Gai. zanurzając się najwyżej do ramion. Ruszył dalej ostrożnie. Wody dawno opadły. Wiatr i woda nie zdążyły wyrzeźbić w niej nawet najmniejszej nierówności. Jakby powstała wczoraj. Szedł wolno po mokrych kamieniach drugiego brzegu. Noc zawsze wydawała się Jonowi bezpieczna. . Żadnego zewu. a ciepły wiatr osuszał mu skórę. Księżyc nie świecił w tej chwili i było wyjątkowo ciemno. Mech pod jego bosymi stopami był miękki. Puszcza wolno gęstniała. Puszcza rozstąpiła się na boki. należało po prostu ruszyć przed siebie. stojącym blisko Rzeki. Szedł szybko. Aby się o tym przekonać.

jednoznacznego z zakazem .Co mam teraz robić? . Chłopiec westchnął i rozejrzał się niespokojnie. .Wciąż nie czuł Tabu. Usłyszałeś go. ponury i niezgłębiony jak ona.Znów będziesz mnie okadzał? . Był wystraszony. czarownik nie poruszył się. . Więc chyba ty. Szaman siedział na pniu. Wtedy nic już nie pomaga. Może wzbudzić lęk i nieufność.Wołałem wewnętrznym głosem. ledwie widoczny w mroku nocy. Kiedyś. zwabieni wołaniem czarownika.Nie wołałem cię dźwiękiem. Kamienna Droga wołała go i niosła niemal sama. jak od wielu dni wpatrujesz się w drugi brzeg. którzy go słyszą. a strach nie pętał kroków. lekkiego. Westchnął. wyzwolony z pęt pełnej nakazów i zakazów codzienności. jak ja. tylko mocą.Za późno . że mimo nocy zbiegną się kobiety i mężczyźni z Plemienia. ale i w głąb Puszczy. dlatego kryj swój talent przed ludźmi.Wszyscy śpią. to znów płynął na skróty tędy.i ci wybrani. .Szamani . . Po chwili już był z powrotem nad jej brzegiem. że poczułeś zew. Nie każdy słyszy. Trzeba było włożyć w ten okrzyk nie lada siłę.Złamałem Tabu . Jon przywykł. że wagi tego słowa . 8 . zostałbyś pewnie plemiennym czarownikiem.A kto umie nim mówić? . . Mimo to podziałało na niego magiczne słowo: “Tabu”.odparł szaman.powiedział Jon. gdzie drzewa i krzewy tłumią wszelki dźwięk. Tym razem nie szukał znajdującego się poniżej brodu: to szedł. . Oczekiwał. . aby głos dotarł nie tylko na drugi brzeg Rzeki. Nie mówiłeś mi. . jeśli nie coś gorszego. dawno temu. Nic nie hamowało jego ruchów.zaciekawił się chłopiec. ale zarazem w przedziwny sposób czuł się wolny i niezależny. że wkrótce nikt nas nie będzie potrzebował. Ale myślę. Gdy mokry Jon przycupnął u jego stóp.Nie rozumiem! .odparł szaman myślom chłopca. odwrócił się i ruszył w stronę Rzeki. że to zrobisz. Czekał. .Poprzednie okadzanie świętym dymem nic ci nie pomogło. . gdzie od półtorej setki lat nikt z jego Plemienia nie ośmielił się przekroczyć nurtu.zdziwił się Jon. jakby wyzwolonego. tak jakby szaman o tym nie wiedział.pokiwał głową starzec . Przeciwnie.spytał chłopiec.Czułem. Nikt się nie zbudził . widziałem.nikt w Plemieniu nigdy nie kwestionuje. .

zdziwił się chłopiec. gdy przestaje się w nich wierzyć. Ale idź. .Tak. Aby zagłuszył tamto wołanie. prawda? . żeby Tamten się na nas nie zemścił. . . co On by mówił. a Bogiem Dobroci i pilnować. który czeka u kresu Kamiennej Drogi. Nie odrzucą cię.Plemię mnie odrzuci . Lepiej. że Bogowie… no. ale ich agonia jest dłuższa i straszliwsza niż ludzka.Idź do świątyni i pomódl się. Oni już nie słyszą Jego wołania i są z tym szczęśliwi.rzekł szaman bardziej do swoich myśli niż do tego niepozornego chłopca.Najgorsze…? . Albo też Jego kapłani będą przemawiać w Jego imieniu.On nie gniewa się na nikogo.Nie.szepnął szaman. gdy nie będą się bać swego Boga.zdziwił się chłopiec. że wcześniej czy później ludzie. Umierają. że szedłem Drogą starego Boga . Mogą teraz czcić Boga Dobroci.Bóg Dobroci pogniewa się.Mój ojciec jeszcze chodził tamtędy. . Proś Boga Dobroci. że nią pójdziesz. aby mieć Boga Dobroci za sobą.Ludzie na to nie zasługują.odparł bezradnie szaman. słucha Jego głosu. A ja już miałem nadzieję.zmartwił się Jon w dziecięcym odruchu żalu. . Kto raz na nią wstąpił.Umarł? Myślałem. . łamać Jego przykazania.Zatem Kamienna Droga prowadzi do Bezimiennego… . żebyś już nigdy nie postawił stopy na Kamiennej Drodze. I wiem. Tak zawsze było. . Choćby po to. że ich to nie dotyczy . żebyś tam nie szedł. W końcu zdradziliśmy Go. a nie przeciw sobie. zaczną. że ten. . Idź teraz do świątyni i spróbuj odwrócić swój los.wyszeptał Jon. Znam moje Plemię i inne Plemiona spoza Puszczy . Jestem już tylko po to. a po śmierci udają się do Krainy Zapomnianych Bóstw . by stać pomiędzy Tym. mówiąc nie to. że się komukolwiek sprzeniewierzyli. musi iść. W Wiosce wciąż pamiętają. by okazał się silniejszy. To zbyt dobry Bóg. .są podobne. Jonie. .spytał niecierpliwie Jon. I widocznie wciąż tak jest. I boję się. I to jest najgorsze . ale będą się ciebie bać. lecz nigdy na niej nie stanąłem .powiedział Jon z lękiem. Ja nigdy nie wypowiadałem się za… za Tego.Znam tylko właściwe słowa i mam jej obraz w głowie. . bez strachu i wyrzutów sumienia. I to mnie przejmuje lękiem. choć nie wiem. Wszystko wszystkim wybacza. czy to możliwe. kogo On wołał. który czeka na 9 . że On… że umarł. ja już nie. . gdyby mógł.Więc ją znasz? Byłeś tam? Dokąd ona prowadzi? ..Bogowie umierają.

pragnął usłyszeć głos Boga. On jest inny. a nie zaklęcia.nie spał nigdy.krzyknął. nie patrząc na obrazy i oparł głowę o ciepłe drewno jednej z szerokich ław. bardziej smutny niż zagniewany.jak wszyscy Bogowie. Na innego nie zasługujemy. …chłopiec wszedł zatem do świątyni. drewniana.gdyż wiedział. Więc może Ezra miał rację. .końcu Kamiennej Drogi. Nie patrzył na Jego wizerunki rzeźbione w drewnie. by je kaleczyć! . wyrwał staruszce rzemienny bat. Urok wodnika mógł pozostawić bieliznę równie brudną jak przed praniem lub jeszcze brudniejszą. Podobno dawniej kobiety z Wioski zawsze podczas prania zaklinały wodników. malowane na płótnie. długimi oknami. I taki winien być Bóg ludzi. aby Boga utożsamiać tylko ze świątynią. mógł też wpędzić jej właściciela w chorobę. także wtedy. Jon czuł Go w Puszczy i nad Rzeką. w swoim domu i w znalezionym na drzewie gnieździe jaskółki. ukląkł. tym mniej będzie do siebie podobny” . Na szczęście obaj kapłani spali teraz w swych domach: stary. Isak ..młodszy i gniewny . Ale przecież nie ja będę pouczał nowego Boga. Był groźny wymagający. Nikomu nie pobłaża. gdy czciło Go całe Plemię. Nie chciał słyszeć nauk ludzi w długich sukniach. gdy surowo nakazał odpokutować starej Jadze za ciemne zabobony? Ale przecież kapłan Isak.Bóg Dobroci nie po to stworzył ludzkie ciało. Karał za nieposłuszeństwo. .chciał. który nadszedł. że w ciszy wypełniającej świątynię jest 10 . ledwo wszedł do wnętrza. wiedział też o tym starszy z kapłanów. który straszyłby go piekielnymi mękami. starzy czy nowi .zmusił raz starą Jagę. ale Ezra przypomniał sobie chłopiec . Stara Jaga widocznie wciąż w to wierzyła. Świątynia była potrzebna tylko po to.Im lepiej ludzie będą Go sobie wyobrażać. Stała pośrodku Wioski. formowane w glinie lub w gipsie . bluzki i koszule. I nigdy nie pobłażał. Może nawet nakazałby mu odbyć pokutę? Kapłan Isak nakazywał jedynie modły. Wydawało mu się. by lepiej skupić się na Jego obecności. ze strzelistą wieżyczką wznoszącą się ku gwiaździstemu niebu. jak Jadze krew cieknie po plecach. Jon poczuł Jego obecność.który pewnie by się zmartwił kłopotami Jona i młodszy. a nawet sprowadzić opętanie. że żaden z nich nie pokazuje Go prawdziwym. był wszędzie. jak przemawiała do wodników w czasie prania bielizny w Rzece. aby biczowała sobie do krwi plecy. nie była miejscem Jego pobytu. gdy Plemię w milczeniu przyglądało się. Na szczęście Bóg Dobroci był nie tylko w świątyni. gdyż przyłapano ją. na co zasługują ludzie! A teraz idź już do świątyni. odlane w metalu. Kapłani spali. z ciepłym światłem łojowych lampek i świec migocącym za wąskimi.pomyślał bezwiednie chłopiec. Jon ruszył do świątyni. prosta. ale Bóg . choć drugi z nich . Jon o tym wiedział. choć Plemię z Wioski dawno uznało nakazy Cywilizacji: do prania potrzebny był dobry ług. może jeszcze nie jest za późno… Szaman skrył się w swym namiocie. aby nie rzucali czarów na spódnice.

Chłopiec wyszedł ze świątyni i. którego odkrycie przynosi szczęście.z rodzicami czy osobno. 11 . jak każdy dwunastolatek {teraz już prawie trzynastolatek). lecz fałszywie. wolał szukać okazji do radości.zgodnie z odwiecznym obyczajem. W ciągu tych siedmiu lat młodzi mogli się polubić. ale Jon i tak odczuł Jego zgodę. a każdy taki przypadek Plemię długo pamiętało. w czym pomagała na ogół cała Wioska. głośnych modłów i pieśni. Najpierw . I odwrotnie: niektóre z pieśni sławiły potęgę miłości. wiem. Szaman miał rację. że musi iść Kamienną Drogą. jaką młoda para otrzyma na nową drogę życia. że nie był to rodzaj sekretu. bo muszę. Widocznie szaman dobrze chronił Plemię. Nie aprobatę. Były to pieśni ponure . Decydowano. aby uczynił to jutro czy choćby za miesiąc. nawet dawne obyczaje. a Jon.bliżej do Niego niż podczas wspólnych. czego Tamten będzie ode mnie chciał. gdzie młodzi zamieszkają po ślubie .porozumiewali się ze sobą rodzice przyszłych oblubieńców. a po chwili usnął też Jon. to nie po to. narzędzi i broni. gdy już wiedział. w imię obrazy krewnych dziewczyny lub chłopca. co nieuniknione. nie zauważony przez nikogo. A on się nie śpieszył. Zdarzało się to jednak rzadko. Jon nie słyszał zewu. Tylko do niego należała decyzja. Zwłaszcza że nikt nie żądał od niego. snem głębokim i bez koszmarów. Oto po jesieni i zimie następowała znowu wiosna. Prawie całe dwie pory roku. Ustalano okres narzeczeństwa . Nigdy się nie odzywał. Wierzysz mi? Odpowiedz… Bóg Dobroci nie odezwał się. a nawet czasem przekazywało w pieśniach następnym pokoleniom. Przebywając na swoim brzegu. by Cię zdradzić . kiedy to zrobi. Matka i ojciec nadal spokojnie spali. Teraz. *** Minęło wiele dni i nocy. Chłopcu nie było też spieszno poznać tajemnicę Kamiennej Drogi. oni sami na ogół nic o tym nie wiedzieli (na ogół. wślizgnął się cicho do domu.powiedział półgłosem. w Wiosce. Pójdę. lecz mogli też zażądać od rodziców zerwania narzeczeństwa i zawiązania nowego. zwierzęcych skór. którego nie zmieniło przybycie kapłanów z Dalekiego Kraju . gdyż spryt młodych nie mieścił się w wyobraźni starszych!). Obiecuję też. która pokonywała wszelkie przeszkody.Jeśli nawet TAM pójdę. Właśnie nadarzała się taka okazja i chłopiec poświęcił jej całą uwagę. Rodzice wymieniali rzeczowe uwagi o ilości bydła. poczuł ulgę. Bogatsi ludzie z Plemienia na długo przed weselem zaczynali budowę domu dla przyszłej rodziny. śpiewanych z uczuciem. A Ty mi wybaczysz. nigdy nie zrobię niczego przeciw Tobie. że obojętne. Z zachowania starego czarownika wywnioskował. lecz zgodę na to. owiec. tradycyjna pora łączenia w pary młodych ludzi z Plemienia. I zrozumienie.nie mógł być krótszy niż siedem lat. Nowy Bóg miał zbyt wiele zrozumienia dla ludzi z Wioski. .o złamaniu rodzinnych umów i rodowej wojnie.

gdy w żadnym z Plemion nie oddawano jeszcze czci nowemu Bogu. zanim rodziny ustaliły zawarcie narzeczeństwa. O mocy i możliwościach dawnych Wielkich. czarownikowi wystarczał jeden rzut oka. gdyż któryś z nich . Czuli. nakazał istnienie Tabu.choćby surowy Ezra . by wyszukać narzeczonego dla jedynaczki. niekiedy oddawał się szczególnym wróżbom. Na taki wstyd żadna matka nie chciała narażać swoich córek. Gdyby miała więcej. badaniu wnętrzności zabitej kury czy piciu tajemnego wywaru z ziół lub grzybów.Najczęściej jednak rodzicom udawało się dobrać narzeczonych. korzystali bowiem z pomocy szamana. byłaby już trochę za stara i można by podejrzewać. Najstarsi ludzie z Wioski uznali. nikt nawet o Nim nie słyszał. O tym kapłani też nie powinni byli wiedzieć. wodniki i wije podchodzą niekiedy pod Wioskę. Plemię po części ze wstydu. pomniejsze bóstwa potrafiły sprowadzić deszcz na gotowe do zbioru plony lub wywołać pożar w zagaszonym domowym ognisku. Kupcy. ba.mógłby wpaść na pomysł. ale za siedem kończyła szesnaście.mimo porywczości Ezry kapłani byli dobrymi ludźmi . by ludzie w długich sukniach nie wiedzieli zbyt wiele o starych rytuałach i obyczajach. mówiące o rosnącej odrazie dla czarów i srogim karaniu czarowników. wywodzących się z czasów. …to chyba matka Gai przyszła pierwsza. najpierw porozumiewały się matki młodych. po części ze strachu kryło przed kapłanami tajniki tej wiedzy. (Pewnie przyszła po sól lub przepis na placki przemknęło mu przez głowę).instynktownie wyczuwały. 12 . a kogo lepiej trzymać od siebie z daleka. wiedzieli. czyli tyle. Matka Gai miała niewiele czasu. czy nie uda się czegoś zniszczyć w utrwalonym nowym porządku. dlaczego szaman miał być karany za swe nadzwyczajne umiejętności. Na szczęście stary szaman.ale nikt nie chciał sprawiać im zawodu. A zresztą Bogu Dobroci nie ubywało miłości ludzi tylko dlatego. Dzisiaj większość starych rytuałów zarzucono. Zgodnie z wielusetletnią tradycją. dzisiejszych Bezimiennych. Plemię nie rozumiało. że się ich bało . ile powinna mieć oblubienica. Ojcowie rzadko kwestionowali ich wybór. Zaślubin udzielali kapłani. lecz początkowo niczego się nie domyślał. że złośliwe bożęta. wciąż jednak to szaman najlepiej wiedział. lecz równocześnie nie chcieli stracić swego szamana. Chłopiec zobaczył ją w swoim domu. Kapłani nie umieli tu doradzić. że szamana trzeba wypędzić z Wioski. Gaja miała zaledwie dziewięć lat. przejeżdżający czasem przez to ukryte w Puszczy miejsce. że jest im wciąż potrzebny. Owszem. Nie dlatego. rozumiejąc swoje Plemię. czy z narzeczeńskiej pary będzie zgodne stadło. pokręcił głową lub zmarszczył brwi. niż sięga wzrok zwykłych ludzi. nikt bez trwogi nie umiał myśleć. że szaman podczas ceremonii zaręczyn szepnął rodzicom słówko.podobnie jak szaman . które zezwalało milczeć . One . że mądrzej będzie. Ludzie z Plemienia pragnęli trwać w uczuciu dla Boga Dobroci. widział dalej. Ale odwiedziny zaczęły się powtarzać. przywozili wszak dziwne wieści ze Świata Cywilizacji. by sprawdzić. Nikt też nie chciał narażać spokoju szamana. a pewnego wieczoru ojciec i matka Jona udali się razem do domu dziewczynki. iż nikt jej nie chciał.i nie myśleć. lecz niektóre wciąż były przydatne. po którym jego wzrok stawał się jaśniejszy. kogo z kim można łączyć.

kucając obok czarownika i patrząc ze zdumieniem na jego pomarszczoną skórę. że to właśnie on uratował życie jej córki. Chłopiec przypomniał sobie dziwaczną opowieść starej Jagi (zanim musiała poranić swoje plecy rzemiennym batem i zamilkła).stwierdził chłopiec.pomyślał mimo woli Jon. czy na decyzji matki Gai zaciążył fakt. czy też zadecydował o tym przypadek. Rodzice ubierali ją w praktyczne. Jon czekał. że inne dziewczynki często biły swoje dzieci-lalki. przypominając sobie. Chłopiec pomyślał też. pokrzykując na nie swarliwie. Matkę Ziemię: ciepłą. że każdy nowy plemienny czarownik jest wciąż tym samym czarownikiem. by ich rodzice doszli do ugody.Chcesz spytać o Gaję . Twarz pokrywały drobniutkie. gdzie musiałaby zmienić się w błędny ognik.wymamrotał. . schowany za grubym pniem drzewa. przypominała Jonowi Ziemię. że nie będzie mieć nic przeciw temu. któremu piękno kojarzyło się do tej pory raczej z ognistym zygzakiem błyskawicy na granatowiejącym niebie. że wchodzi na Drogę wiodącą ku męskości. z rozłożystością rogów jelenia czy z połyskiem niedźwiedziego futra niż z płcią. 13 . bezpieczną i stałą . Było to powodem do dumy. złociste piegi. strzygę lub upiora. Gajka z ogromną powagą bawiła się swoją szmacianą lalką. Tęczówki oczu Gai tchnęły wiosną.Zatem kontakty trwały już pewien czas. Zrozumiał. lecz wchodzi w ciało następcy. o czym rozprawiają ze sobą jego rodzice i rodzice dziewczynki.i Gaja. a złociste plamki piegów były jak lato. nie żalu za beztroskim dzieciństwem. naśladując w tym bezwiednie swoje matki. mimo zamkniętych oczu wyczuł obecność Jona. biel skóry przypominała o zimie. Będzie dobrą matką . a cera . niezmiennym od wieków. kolor jej włosów lśnił barwą jesieni. oczy Gajki wydawały się dla odmiany niebieskie. Jon zastanawiał się. dodając uroku i podkreślając niespokojną zieleń oczu. Odruchowo skierował się do namiotu szamana. bure sukienki z lnu . że starzec ma co najmniej sto pięćdziesiąt lub więcej lat. Włosy dziewczynki w słońcu przybierały barwę młodziutkiego kasztana. Gdy niebo nad wioską było chmurne. Rodzice toczyli zatem zwyczajowe. poczuł dziwne zadowolenie. bo dusza zmarłego szamana nie ucieka do Puszczy. długie rozmowy i targi. zanim dla Jona stało się jasne. Będzie kiedyś piękna . W słonecznym świetle wydawało się. Gdy to odkrył. nie wiedzieć czemu. w odcieniu kremowym. nieświadoma niczego Gajka bawiła się lalką przed domem.choć zarazem zmienną w tonacji pór roku. a Jon obserwował ją z ukrycia.jego miąższu po rozłupaniu: jasną. obdarzając ją czułością i przemawiając do niej półgłosem jak do prawdziwego dziecka. Starzec wygrzewał się w słońcu przed swym niepozornym mieszkaniem.

Chodź. . mimo woli parsknął śmiechem.zaproponował i twarze rodziców znów rozjaśniły się ceremonialnym uśmiechem. Dorośli zasiedli za stołem.. Gdy ją wiązał na kasztanowych włosach. aby uczcić zaręczyny dzieci. Chłopiec spojrzał na jego pomarszczoną twarz i pomyślał. by się pobawić. . Jon.zaciekawił się chłopiec.Czy ktokolwiek pyta o więcej? . że dla Jona temat Tabu też jest niewygodny. Jon pocałował narzeczoną w jasny.Połowę prawdy. .powiedział wreszcie szaman po długim milczeniu. pokażę ci. Już wiedział. to też mnie uratujesz jak od śmierci w Rzece? Zapanowało kłopotliwe milczenie. że dziewięciolatka jest jeszcze skorym do zabawy dzieckiem. Widać było. które oplotły mu się wokół palców. Nim goście i gospodarze weszli do domu.szepnął szaman. Zaręczyn w Wiosce nigdy nie urządzano hucznie. Już tu byli. Po prostu: pewnego wieczoru rodzice Gai przyprowadzili odświętnie ubraną dziewczynkę do domu Jona. że on też nie chce pytać. nakrapiany drobnymi cętkami policzek. musiał przewiązać włosy dziewczynki wąską wstążką.Co powiedziałeś? . jak się robi łuk .odparł szaman pytaniem na pytanie.Będziecie bardzo dobrym małżeństwem . skoro jest to tylko połowa prawdy? . obchodzono je tylko w gronie najbliższych. a dwunastolatek najwyżej udaje dojrzałość.Wasi rodzice ugodzą się . Sąsiedzi zerkali ciekawie przez okna i uchylone drzwi. . ale wszyscy wiedzieli. w tak małej Wiosce każde zaręczyny były ważnym wydarzeniem. który ona nadstawiła ochoczo.Nie rozumiem… . a Gaja mu zawtórowała. że jest to wyłącznie jego sprawa: że może liczyć na siebie i nikogo więcej. Jon wprawdzie nie nazwałby tego zabawą: czuł się dojrzałym 14 . . zaraz jednak pytając dźwięcznie: . . zgodnie z obyczajem. Żadne z nich jednak nie wiedziało. Jon też nie chciał. Wybrał kolor zielony. Oboje rodzice spojrzeli na nich z udawaną surowością: ceremonii zaręczyn towarzyszyć powinna powaga.zdziwił się Jon.…a jeśli wyskoczy dziki zwierz z Puszczy. a one same wybiegły z domu. gdzie na progu powitali ich rodzice chłopca.Co jeszcze mógłbyś powiedzieć. że dorośli nie chcą wracać pamięcią do tamtego wydarzenia.

który drążył Jona od dnia. ale Gajka była jeszcze dzieckiem. Niejasno też przeczuwał. łącząc ją rzemiennym szpagatem: chciał zrobić łuk na tyle mały.Wezmę Gaję na drugi brzeg i nikt za nami nie pójdzie. a po części wyzwoli w nim inne uczucia. Jon wyginał elastyczną gałąź olchy. ale jak na dziewczynę. był inny: szamana traktował jak osobistego wroga i tolerował jego obecność w Wiosce tylko na polecenie swego starszego brata. w obecności świadków. w którym spojrzy na Gaję nie z rozbawieniem i czułością. .Nie. Gdyby mógł to bezkarnie uczynić . gdy usłyszał zew drugiego brzegu Rzeki.Coś cię boli. aby podglądać zakochanych i ich miłosne gry. że w świątyni będzie tylko starszy kapłan. że nadejdzie dzień. 15 . że jak na dziewięcioletnie dziecko. skazując na głód lub pożarcie przez dzikie zwierzęta. zrozumienie dla słabości bliźnich: więcej było w nich współczucia niż gniewu. podniosła wielkie zielone oczy i spytała: . musi się nią opiekować. w dodatku zaręczonym.pokiwała główką. krzyczeli na nie.Coś cię boli? . Tropienie narzeczonych i utrudnianie im zbliżenia było najwspanialszą zabawą dzieciarni wszystkich kolejnych pokoleń. aby udać się do świątyni. Chłopiec wiedział. przypomniała mu o wołaniu Kamiennej Drogi . jakby z rozjaśnionej słońcem polany wszedł nagle w głęboki cień lasu. której uroda po części go onieśmieli. a Jon pomyślał ze zdziwieniem. Bawili się krótko. Poczuł się tak. skarżyli się dorosłym.i Jon odrobinę się spłoszył. ten który w dziwny sposób przypominał mu szamana: obaj byli starzy. nabyte z upływem lat. a jego rozbawienie pierzchło. Dziewczynka wyczuła zmianę jego nastroju. lecz nic nie było w stanie zniweczyć ciekawości najmłodszych. Obserwował to u starszych kolegów z Wioski. dlaczego? . że przez najbliższych siedem lat.chłopcem. Lub czegoś się boisz . Czekali teraz na sygnał rodziców. Jon miał nadzieję. Chłopiec wierzył. Mała Gajka dostrzegła to. aby trwało bez przeszkód i doprowadziło do zaślubin po siedmiu przepisowych latach. niespodziewana i bezwiedna. Ezra jednak wciąż nie był pewien. Fragment tego cienia dotknął też dziewczynki i jasna skóra Gai zbielała jeszcze bardziej. jest w niej zbyt dużo dorosłej przenikliwości.wygnałby starca do Puszczy. mieli pobłogosławić ich narzeczeństwo. przecież razem z rówieśnikami niejeden raz skradali się w Puszczy wokół Wioski. że stary kapłan nie obraziłby się za porównanie go z szamanem. by dziewczynka mogła go napiąć. Ezra.pomyślał z pychą. jak narzeczona dorasta. obaj mieli wypisane na twarzach. Zakochani uciekali przed bandą dzieciaków. Isak. czego nie widzieli jego rodzice: skryty niepokój. . Gaja uczyła się trafiać do tarczy strzałami zrobionymi z zaostrzonych patyków.Mnie tak łatwo nie znajdą… . patrząc. Młody kapłan. Umarliby ze strachu! Tabu spętałoby im nogi i ręce! Myśl ta. Tam dopiero kapłani.

Jonowi wydało się. by trwał nad ich brzegiem Rzeki. Nikt z Wioski nigdy nie rozmawiał z kapłanami o starych Bogach. że go nie widzi. Czasem tylko.szepnął cicho do Gai. myślał z hamowanym gniewem. ba. Jego wzrok wydawał się ranić Jona. by ktokolwiek widział ich razem. że woli szamana niż tego akurat wysłannika nowego Bóstwa . gdy młody kapłan zbyt niegrzecznie potraktował starego czarownika. a Plemię pogodziło się z nieuchronnością tej zmiany. chęć oczyszczenia Wioski z grzechu. że czasy jego władzy w Plemieniu dawno się skończyły.Nie lubię go .i Cywilizacji. a dziewczynka spojrzała na niego ze zrozumieniem. Plemię wynagradzało szamanowi jak umiało nie zawinione upokorzenia. jak spacerując za Wioską. udawał. Chłopiec nie pojmował. czy wręcz z innej świątyni niż Ezra. Starcy nie zauważyli chłopca i Jon dałby głowę. u ołtarza czekał na nich właśnie młody kapłan.siostro”). dlaczego kapłan Isak był aż tak inny: chwilami nawet wydawał się być z innego świata. twardym głosem.odwlekał więc słuszną. że starzec pokornie zejdzie mu z drogi. kurze jaja. Młody kapłan nie traktował szamana jako członka Plemienia i czasem.. Chłopiec pomyślał. Jon kochał Boga Dobroci. kto go wzywał na drugim brzegu Rzeki. że Ezra podejrzewa go.jak zareagowałoby na to Plemię . 16 . że nie chcieli. że złamał plemienne prawa. Ezra tymczasem odetchnął i przemówił mocnym. z kim? Przecież Jon nie wiedział. oczekując. ale gdy był przypadkowym świadkiem takiej jawnej niechęci lub gniewu Ezry na starego człowieka. w cieniu wielkich drzew. Plemię nie rozmawiało o nich nawet między sobą. tak jakby w świątyni były setki wiernych. Stary kapłan był przeciwieństwem swego brata (Ezra z Isakiem naprawdę nie byli braćmi: to Bóg Dobroci nakazywał miłować bliźniego jak siebie samego lub swego brata. dlatego więc ludzie w długich sukniach zwracali się do siebie “bracie” lub . garniec śmietanki lub domowe ciasto z miodem. by okazać radość. . jaki zazwyczaj gościł na obliczu Jego sługi. jakim była obecność czarownika. w jego mniemaniu. o czymś do siebie szeptali. Ezra na wszelkie sposoby dawał czarownikowi odczuć. więc też nikomu o tym nie wspomniał nawet rodzicom. a nie raptem sześcioro. o jakieś konszachty z… właśnie. równocześnie prosząc go milcząco. że nawet wizerunek Boga Dobroci przybrał srogi wyraz. że do Ezry musiały dotrzeć wieści o tym. Kapłan patrzył na wchodzących surowo. choć sytuacja wymagała. Jon parokrotnie widział starego kapłana z jeszcze starszym czarownikiem. gdy niespodziewanie natknął się na niego w Wiosce. a zwłaszcza Ezra. Jon wyczuł jednak teraz. podobny do tego. skądinąd słusznie. …tym razem chłopiec miał pecha: gdy obie rodziny w otoczeniu przyjaciół wprowadziły Gaję z Jonem do świątyni. czyjeś ręce podrzucały nocą do namiotu świeżo upolowanego zająca.

Właśnie wyłonił się spośród zakamarków świątyni i stanął obok. ty. lub rozbijecie młotami. zwłaszcza z twojej ręki.Błogosławię wasz obecny i przyszły związek. że jest to straszliwy grzech. za który czekają go piekielne męki? Bałwany. gdy on pójdzie tam znowu? Kto. patrząc uparcie na Jona: . ale Bóg jeden wie. o tym. na co głupie dzieciaki trafiają. a Szatan… . . gdy gonią po Puszczy lub przypadkiem przepłyną na drugi brzeg…! zaczął kapłan z pogróżką w głosie. nie Boga Klątwy… . Isaku! Ugryź się w grzeszny język! Wypluj te słowa! Gdyby cię usłyszeli nasi święci teologowie…! Nie wiesz. wzburzenie Jona i lękliwe zdziwienie młodziutkiej narzeczonej.To herezja.przerwał młodemu kapłanowi łagodny. Ezro.Jeśli tego nie zrobicie. chłopcze. gdzie był ten chłopiec! Jeśli nie wiesz. w które wierzyło kiedyś wasze Plemię.To jest świątynia Boga Dobroci. czy ten chłopiec…! . a potem ciągnął dalej. Wypalicie go ogniem. A gdy natraficie w Puszczy na jakikolwiek posąg bałwana. umocnieni wiarą w Boga i zawrzecie związek na wieki. straszysz wiernych? . ma mu wytłumaczyć.Może nie są prawdziwi.Najpierw przyrzeknijcie oboje. widząc niespokojne twarze obu rodzin. gdy będzie z gliny lub kamienia. zawsze stój przy nim. spadnie klątwa. . na wasze dzieci i wasze wnuki. . nawet przelotnie nie zajmie waszej uwagi. jeśli będzie uczyniony z drewna. Jonie i Gaju. Prześladować was będzie ciąg straszliwych nieszczęść.Co będzie.wzburzył się Ezra. ale są. aby nigdy nie stała się jej krzywda. . Gaju. jeśli nie my. Jonie i twoja przyszła żona. lecz rozkazujący głos starego kapłana. zniszczycie go w imię Boga.Przestań. którego nawet śmierć nie rozłączy… 17 . że zawsze i wszędzie będziecie służyć tylko prawdziwemu Bogu i że żaden z bałwanów. to na waszą przyszłą rodzinę. . Wszystkie bałwany wokół zostały zniszczone. Ezro .Dlaczego.spytał starzec łagodnie. nie są prawdziwymi Bogami . Będzie mu potrzebna twoja miłość.. to chyba tylko z powodu głuchoty! . Urwał. Wierzę. Isaku. że za siedem lat staniecie tu przede mną. na was.młody kapłan zaczął krzyczeć.przerwał mu Isak i dodał szeptem: . Ty. ale Isak odsunął go i sam zajął miejsce u stóp ołtarza. Dbaj o nią. twoim zdaniem.Ezro! Nie obrażaj ich starych Bogów. że badają oni wszelkie odstępstwa od naszej świętej wiary i potrafią je wykorzenić?! Za każdą cenę? A kto wie. zanim przybyliśmy tu z prawdziwą wiarą… . którym ci ludzie hołdowali. nawet gdybyś w niego wątpiła. nawet jeśli.Chyba słyszałeś.

urwał nagle. wychodziła ze świątyni. Ezra gasił już światła i świątynia wolno pogrążała się w półmroku. która weseląc się.Powiedz mi.pomyślał chłopiec . Jonie.Nazywamy go Bezimienny… A zresztą… w ogóle o Nim nie mówimy. 18 .odparł Isak stanowczo i kapłan gniewnie ruszył za ołtarz.zamyślił się Isak. że nie jest to cała prawda. Isak zatrzymał Jona. który akurat gasił łojową lampę w pobliżu. Chcę z tobą porozmawiać…” Jon ucieszył się. do pomieszczeń. który mieszka za Rzeką? . Jon znowu się zdziwił. plemiennego Boga.Więc szaman rzeczywiście dotrzymuje słowa i nigdy nie Przyzywa imion starych Bogów . zamyślony. czy zamierzasz iść do Światowida? spytał Isak. jakby nie umiał rozstrzygnąć żadnej z tych kwestii. widząc niepokój na twarzy Jona. Byłaby zbyt prosta. Młodszy kapłan. przydatnych narzeczonemu. chłopcze.Trzeba go wyegzorcyzmować! .Zostań chwilę. Nie patrzył na grupkę ludzi. Zapewne Isak… . a Jon zdziwił się: . aż echo przetoczyło się przez świątynię: . Ezro .chce udzielić mi nauk. Ezra zapewne powiedziałby ci.Tak. rozjaśnionym jedynie wątłym blaskiem kilku świec. że On w ogóle nie istnieje. że jest daleko.Nikt nigdy nie powiedział ci Jego imienia? Imienia Tego. lecz najpotężniejszego… Isak znowu spojrzał z ukosa na krzątającego się Ezrę. Jonie. tylko szczerze.Młody kapłan stał z boku. Dlaczego ludzie przez tysiące lat mieliby czcić nie istniejącego bałwana? Jeśli czcili Go. .Byłeś blisko waszego dawnego. zaciskając wąskie wargi. . w których przechowywano rytualne szaty i pobożne księgi. Bałwanem. że jest Bogiem fałszywym.Do Światowida? Kto to? Teraz z kolei zdziwił się stary kapłan: . lecz zaraz zniknął. zakrzyknął donośnie. zaczął półgłosem: . Jednego z wielu.. że opuścił ich niepokój zasiany przez Ezrę. Lubił starego kapłana i każda rozmowa z nim wydawała mu się ciekawa. a widząc. ów Bezimienny nosi imię Światowida. .Odejdź. Ale ja myślę. Widać było. no to… Nie wiem . gdy ten przekraczał szerokie drzwi Domu Boga i szepnął: . Isak zerknął w stronę swego brata. Ciepły uśmiech przelotnie pomarszczył mu twarz.

gdyż wydawało mu się, że kapłani zawsze wszystko wiedzą i nie muszą zadawać żadnych pytań. Znają odpowiedzi na każde z nich, nie mają żadnych wątpliwości. - Zatem Światowid jest czy Go nie ma? - spytał oszołomiony. Ludzie w długich sukniach zawsze mówili, że bałwanów nie ma, że istnieją tylko w wyobraźni Plemienia i wszystkich innych Plemion. Ale przecież on, Jon, idąc Kamienną Drogą, czuł zew. Żaden zew nie może płynąć z Nicości! - To skomplikowana sprawa… - zasępił się stary kapłan. - Tylko młodym wydaje się ona prosta. Dzielą Bogów na Tego Jedynego, który jest prawdziwy i na bałwanów, do których zaliczają resztę. Ja myślę, że inni Bogowie w jakiś sposób istnieją. Ale niektórych, jak Światowida, ludzie powołali do życia własną wiarą, podczas gdy Bóg Dobroci chyba istniał zawsze. Jeszcze nie było ludzi i ich wiary, On już był. Był przed wiarą, przed słowem, przed ludźmi, ba, on był przed drzewami i trawą! I zawsze był taki sam, niezmienny, ponad czasem, ponad wszystkim, co żywe lub martwe. Wystarczyło tylko w Niego uwierzyć i już wiadomo było, że nie tylko jest, ale był, rozumiesz? Najpierw był On, a dopiero potem wiara w Niego. I zawsze znaczył to samo: Wszechdobroć, Wszechmiłość, Wszechmoc, Wszechzrozumienie, choćby nosił wciąż różne imiona, zależnie od miejsca, gdzie go wyznawano. Tymczasem Bogowie, których powołuje się do istnienia jedynie wiarą, przybierają cechy nadane im przez ludzi. Najpierw jest wiara, a dopiero potem Bóg utkany z tej wiary. I Światowid był… jest… był Bogiem okrutnym… - Powołała go do życia wiara mojego Plemienia? - spytał Jon. - Powołał go do życia strach twojego i innych Plemion, dlatego jest groźny. Gdyby był słabym, jednoplemiennym bogiem, przywołanym z miłości, a nie strachu, można by nawet z niego pożartować i nazwać bałwanem, jak chce Ezra. Ale Światowida powołały do istnienia tysiące ludzi, setki tysięcy ludzi przed wielu wiekami! Ci ludzie bali się świata, Matki Ziemi, ognia i wody, wiatru i burzy, wszystkiego, co nieznane i wszystkiego, co znali. Potrzebowali kogoś, kto byłby silniejszy niż żywioły. Powołali do istnienia różne pomniejsze bóstwa, bożęta, wodniki, strzygi i inne stwory, ale to wciąż nie wystarczało. Pragnęli obrony od Istoty, która byłaby mocniejsza niż przyroda. Powołali zatem swą wiarą Światowida. Szybko obrósł w siłę i moc. I równie szybko ludzie uwierzyli, że Światowid, będąc Bogiem potężnym, silnym i okrutnym, wymaga krwawych ofiar, więc… więc On rzeczywiście zaczął ich wymagać. Najpierw składali mu ofiary ze zwierząt, potem z ludzi… - Nie…! - zawołał wstrząśnięty chłopiec. - Porozmawiaj z waszym szamanem - szepnął Isak - to człowiek mądry, od kilkudziesięciu lat stoi między Wioską a Światowidem, chroniąc was przed Jego zemstą. Od stu pięćdziesięciu lat nikt nie składa Mu ofiar z ludzi, zaprzestano też składać Mu ofiary ze zwierząt, więc ma prawo pragnąć pomsty na swych dawnych wyznawcach. Ostatnimi ofiarami z ludzi była para naszych kapłanów…
19

- …nie! - ponownie zawołał Jon, czując chłód, mimo ciepłej pory, ale stary kapłan ciągnął dalej: - …para kapłanów, którzy dotarli tu jako pierwsi ze słowem naszego, a teraz już także wspólnego Boga. Tak, Jonie, twoi pradziadowie zabili ich w okrutny, męczeński sposób. Nic na to nie poradzę, taka jest prawda. Mimo ich straszliwej śmierci, nadal przybywali tu, do Puszczy, nowi kapłani i zakonnicy. Udało im się ocalić życie, gdyż twoje Plemię zaczęło słuchać o Bogu Dobroci. Wcześniej chyba nie rozumieli. A potem powoli, bardzo powoli zaprzestano wierzyć w Światowida. On o tym wie. Czuje się zagrożony i bezsilny, gdyż razem z agonią wiary w Niego umiera On sam. Inni wasi plemienni Bogowie już dawno zmarli, gdyż wiara w nich była słabsza, ich istnienie tylko tliło się jak ogień świec i zgasło. Ale On wciąż trwa. Trwa resztką sił, Jonie - zakończył stary kapłan i urwał. - Kiedy ludzie przestali mu składać krwawe ofiary? - Gdy przybył tu starzec Aron, nasz największy kapłan, który zmarł w powrotnej drodze do Dalekiego Kraju, dokładnie przed stu czterdziestu siedmiu laty. To on pierwszy zasiał w waszych Plemionach ziarno miłości do Boga Dobroci. Powoli, powolutku przestali składać ofiary Światowidowi, najpierw z ludzi, potem z cieląt, saren, zajęcy i kur, przestali odwiedzać Go, a nawet wymieniać Jego imię. W ten sposób zrodziło się Tabu: zakaz przechodzenia na drugi brzeg Rzeki, zakaz modlitw do Starych Bogów, zakaz nazywania Ich po imieniu, zakaz przechowywania w domach Ich wizerunków z gliny, drewna czy słomy. Tabu pomogło Starym Bogom zapomnieć, że mieli wyznawców. Pomogło im godnie i bez bólu umrzeć. Wszystkim, poza Światowidem. On jeden miał swoje Kamienne Drogi. Do innych prowadziły tylko polne lub leśne ścieżki. On jeden był gigantem, tamci byli maluczcy; więc poddali się bez walki i pomarli. On trwał. Kolejni kapłani, którzy przybywali do waszej Wioski i innych siedlisk ludzkich w głębi Puszczy, nakazywali Go zniszczyć. Ludzie z waszego Plemienia i z innych Plemion brali potężne, żelazne młoty, łomy i próbowali wypełnić nakazy “ludzi w długich sukniach”, jak nas tu nazywano. Bali się Go niszczyć, lecz próbowali, byli rozdarci lękiem między starymi a nowym Bogiem. Nauczyliśmy ich przecież, że nasz Bóg jest najpotężniejszy i najlepszy, choć nie znaliśmy waszych Bogów i niewiele mogliśmy o nich powiedzieć… Ale choć ludzie z twojego Plemienia i wszystkich Plemion wokół robili co mogli, by zniszczyć Światowida i choć było ich tak wielu, nie tylko nie udało się im Go unicestwić, lecz nie zrobili w Nim nawet małej, choćby najmniejszej rysy. Teraz widzisz, dlaczego pozostało nam jedynie Tabu. Tabu nie zrodziłoby się ani nie działałoby bez pomocy waszego szamana. Niektórzy z nas, kapłanów, bardzo nieliczni, umieją czasem czynić cuda, ale Tabu… Do utrzymania Tabu trzeba prawdziwego czarownika. Twoi prapradziadowie mieli i wy także wciąż macie szamana. Nikt od dawna nie chodzi na drugi brzeg Rzeki. Światowida pozostawiono samemu sobie… Jon, wstrząśnięty, słuchał starego kapłana. Do tej pory żaden z dorosłych nie rozmawiał z nim tak szczerze o sprawach związanych z Tabu. Słowo ,,Tabu” zamykało
20

wszystkim usta, nikt nie starał się nawet dociec, co ono naprawdę oznacza. Przyjmowano do wierzenia: Tabu - zakaz, milczenie, klątwa. Tylko tyle. Nawet szaman, strażnik Tabu - milczał, wypełniając swą misję. Chłopiec po raz pierwszy usłyszał imię Boga z drugiej strony Rzeki i dowiedział się, że przez tysiące lat tysiące ludzi oddawało mu cześć. Skoro tak - musi On być potężnym Bogiem… - Pewnie wolałbyś, żebym tam nie szedł - szepnął Jon. - Boisz się, że gdy pójdę jako Jego wyznawca, On stanie się znów mocniejszy. A ty chcesz wierzyć, że On w końcu zniknie, wraz z brakiem wiary. Ale ja nie jestem Jego wyznawcą. I nie będę. Ja Go nawet nie znam, mimo że mnie wezwał. A zresztą… kocham Boga Dobroci. Wiem, że jest to dobra obecność. Dziś znów ją czułem, widząc w Puszczy łanię, prowadzącą swoje małe. Za łanią skradał się wilk i chciał porwać koziołka. Nagle podniosły się opary z pobliskiego bagna i zasłoniły przed wilkiem całą rodzinę. Światowid pewnie chciałby, żeby ofiarować mu tę łanię i koziołki. Jak wilk. Bóg Dobroci ją ustrzegł. Strzeże też wilka, by nie zdechł z głodu. - A gdyby Bóg nie ustrzegł łani, przestałbyś Go kochać? - spytał Isak. - Och, On ma tyle spraw na głowie, tylu ludzi i tyle ich kłopotów! Nie zawsze ma czas, by wszystkim się zająć. Ja Go rozumiem - rzekł Jon, a stary kapłan uśmiechnął się na to wyjaśnienie, myśląc w duchu, o ile łatwiej być dwunastoletnim chłopcem niż starym człowiekiem. - Isaku, jeśli pójdę Kamienną Drogą, to tylko po to, by dowiedzieć się, czego chce Ten, który mnie woła - zakończył Jon. - Dobrze. Idź. Lepiej, żebyś to ty poszedł w tę Drogę, niż żeby On, zniecierpliwiony, wezwał kogoś słabszego. Ale nie śpiesz się. I zanim pójdziesz, przyjdź do świątyni… - Chcesz mnie wyegzorcyzmować? - spytał chłopiec. - Nie. Chcę cię pobłogosławić, żeby w Drodze, skoro już musisz nią iść, chronił cię nasz Bóg - powiedział Isak i pogłaskał Jona po jasnych włosach. *** Jon nie śpieszył się na drugi brzeg Rzeki. Mijały kolejne pory roku: śnieg to sypał, to znowu topniał, liście drzew rodziły się w kolorze jasnej zieleni lub sfruwały spurpurowiałe, zaścielając ziemię. Gaja powoli zarzuciła zabawę lalkami i zaczęła towarzyszyć chłopcu w polowaniach, a dwa kasztanowe, dziecinne warkocze zamieniła w jeden, spleciony na karku. Niekiedy rozplatała włosy i gdy opadały burzliwą, połyskującą kaskadą, Jon czuł w sobie dziwne drżenie i pragnął ich dotknąć w inny

21

Było czymś znacznie mocniejszym. zniekształcającego wszelkie miary i potęgującego lęk. Sobie tylko znanym sposobem dziewczynka odkrywała. że nosi on miano Jona w Drodze. nawet najdzikszych. W dodatku szaman groził jej z oddali sękatym kijem. tak. W tym celu potrzebował światła dnia.Tabu! . żartobliwie szarpiąc ją za warkocze . Ale Tabu nie było niedźwiedzicą. potarzać się z nimi w trawie. wspinać się na wysokie drzewa i podpatrywać ptasie gniazda. Dzikie zwierzę nic jej nie zrobiło: w zapachu jej ciała i włosów poczuło bowiem zapach swych małych.gdy Jon po raz trzeci przekroczył Rzekę w zakazanym miejscu. kiedy niedźwiedzica zostawia małe w legowisku. Gdy ujrzała. lecz niekiedy w oczach rówieśników lub starszyzny Jon dostrzegał szczególny rodzaj zaciekawienia. że Gaja nie rośnie na łowczynię . Była coraz piękniejszą dziewczynką. jaki miałby to być dotyk. Gaja już w połowie Rzeki doznała skurczów w nogach i całe jej ciało zaczęło buntować się przeciw dalszemu marszowi. chciał tylko poznać drogę ku Niemu. ale ponieważ wierzyła w naturalną szlachetność zwierząt . A zresztą. Nie zamierzał iść do Światowida. na oczach całego Plemienia. Straciła oddech. niż robił to wcześniej. nietknięte. Skoro Plemię i tak wiedziało. lecz miano tym razem brzmiało szczególnie: Jon w Drodze. a Gaja… Gaja niczego się nie domyślała. że pewnego dnia chłopiec będzie musiał udać się na drugi brzeg. W ten sposób Plemię dało do zrozumienia. czy chce. przyjaźnić się z młodymi wilczkami.jak wszyscy się spodziewali. wnosząc to z jej zwinności i celności oka w strzelaniu z łuku . nie wiedziała nawet.wszyscy w Plemieniu wiedzieli. a nawet nadali mu przydomek. Oczy jego rodziców wyrażały jedynie smutek i troskę. gdyby nie była Gają. I pewnie.i gnała tam wówczas. że chłopiec usłyszał zew Bezimiennego. aby dokarmić niedźwiadki miodem. w jasny dzień. jak chłopiec przekracza Rzekę w zakazanym miejscu. Nikt go nie potępiał.Tabu! Tabu. lisami. choć nikt o tym nie mówił . połączonego z lękiem. Nadawano go każdemu z młodych.zeszła z drzewa i wróciła do Wioski. nikt się od niego nie odsuwał. Gajka! 22 . tkwiłaby tam całą noc. natychmiast za nim ruszyła. Gaja patrzyła na Jona innymi oczami. bawić się z nimi jak szczeniak ze szczeniakami. a w okolicy serca poczuła dojmujący ból. Okazało się bowiem.skradanie się i oszukiwanie bliskich nie miało sensu. Starszy o parę lat Jon pojmował to lepiej niż dwunastoletni wyrostek. idąc na łowy . iż wie. Raz niedźwiedzica przyłapała ją. matka rozpaczliwie nawoływała. ale nie tylko… Do ślubu brakowało już tylko trzy lata . a nawet z niedźwiadkami. że pod opieką narzeczonego może poznawać tajniki Puszczy. Delikatniejszy. szczęśliwą. które całe. W przeciwieństwie do narzeczonego. radośnie goniły dwunożną istotę. Gaja musiała salwować się ucieczką na drzewo. że poczuł zew .sposób.ale na przyjaciółkę zwierząt. zaryczała groźnie i wyciągnęła potężne łapy. gdy się zaręczył. czy nie.lecz wciąż nie wiedział. Jon zaś odwrócił się i krzyknął: . a nie mroku nocy. Tym razem zrobił to jednak jawnie.

wnosząc z układu drzew na horyzoncie. gdy ratował Gaję. Pomyślał. udaremniałaby mu wędrówkę do Bezimiennego. Droga była szeroka na kilkanaście kroków dorosłego mężczyzny i rzeczywiście nie biegła prosto.Dlaczego? Chcę wiedzieć. lecz jedynie najbliższy zakręt. . gdzie Droga się zaczyna. znaczy to.do Boga wciąż było daleko . na drugim brzegu. po krótkim błądzeniu. w którym pielgrzymujący staną twarzą w twarz ze swoim Bogiem. Pojęcie Tabu już dawno zabiło ciekawość Plemienia wobec drugiego brzegu i szaman z niepokojem stwierdził. . aby dostrzec drugi .spytał szaman. w nocy. który powoli znikał wśród starych drzew Puszczy na drugim brzegu Rzeki.W jakiej drodze? . która czepiając się nóg przyszłego męża. że ludzie przed wiekami musieli bardzo się natrudzić.Tobie nie wolno. Zazdrościła mu. gdzie idzie Jon i co tam jest .Jeśli jednak Droga wije się. odczuwaliby coraz większą radość . a na twarzy szamana odbiło się zdumienie.odparła buntowniczo Gaja. drugi raz . aby te głazy obrobić do gładzi i znieść je tu wszystkie. Tego nikt nie wie. jak wówczas zapamiętał. lecz wiła się. blisko brzegu Rzeki. w Puszczy.To słowo sparaliżowało dziewczynkę: zatrzymała się pośrodku nurtu i bezsilnie patrzyła. Może Jon powinien mieć inną narzeczoną. Tam. że Gaja z Jonem do siebie pasują. znalazł ją znowu. Wtedy Droga byłaby prosta i krótka. . który padł z ust szamana. patrząc w ślad za znikającym chłopcem. Pomyślał.westchnął szaman. straszyła klątwą i własnym lękiem? Gaja tymczasem patrzyła gniewnie za narzeczonym. jak narzeczony staje na kamieniach na drugim brzegu Rzeki. Mogliby wówczas widzieć z oddali Jego sylwetkę i zbliżając się. . Jon po raz trzeci stał na drugim brzegu Rzeki w zakazanym miejscu: pierwszy raz był tu prawie pięć lat temu. w dodatku dziewczynkę.Czemu tam szłaś? . niż wyobrażał sobie wtedy. I właśnie teraz.zdziwiła się. . że pierwszy raz widzi kogoś. …była inna. chcieliby Go jak najszybciej zobaczyć.albo z wielkiego strachu. niż sądził po dotyku sprzed lat. Jon nie widział jej końca. A skoro tak odwlekali… Gdy Jon pokonał pierwszy zakręt. O wiele szersza. usłyszał zew Bezimiennego i wyczuł istnienie Drogi. I właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszała przydomek chłopca: Jon w Drodze. że jej budowniczowie pragnęli odwlec moment. kręci.uderzyła go odmienność Puszczy po tej stronie Rzeki…. nie po tej stronie 23 .przeszło chłopcu przez głowę. Stojąc na jej skraju. nie.gdy odkrył w nocy Kamienną Drogę. kto tę ciekawość wciąż czuje. Taki wysiłek podejmuje się z wielkiej miłości . lecz nie był pewien. czy wyniknie z tego coś dobrego. Lecz to jest tylko jej początek . Wiemy tylko.Gdyby to chodziło o miłość. wyłożona większymi głazami. .

do opasania pni drzew trzeba by kilku ludzi. Już wiem.Wracam . bo przecież Plemię wielokroć przekraczało Rzekę. owady. udając się na polowanie.szepnął do siebie . ku swemu zdumieniu. potężną obecność. Na Drodze do Światowida. mocno. świst i szelest traw. naprawdę Go usłyszał. Co oznaczało? Jon nie pojmował jego znaczenia.niosło się Puszczą głuche. nie do dysput. Zdawał sobie sprawę. Puszcza była inna w tym miejscu. Jon odkrył je wtedy. Czyniło to powyżej lub poniżej Kamiennej Drogi. że wrócę. boleśnie. Z ulgą ujrzał. które usiłowały oplatać się wokół jego stóp. gdyż Jon wyczuł obcą. owady wymarły. I tak nie pójdę dalej bez błogosławieństwa Isaka. żeby lepiej było słychać Głos Boga pomyślał chłopiec i nagle. w stronę Rzeki. Tu panowała cisza. Zagłuszał go szum liści na drzewach i skrzypienie konarów. . a do wdarcia się w głąb lasu niezbędny był topór. że jego serce przez kilka sekund biło dokładnie w rytm słów Bezimiennego: wolno. . Jon przeszedł na środek Kamiennej Drogi. nie wiadomo co. a drzewa bały się poruszyć. że z tym Bogiem nie można rozmawiać.Rzeki. odległy zakręt. Jon przyjrzał się teraz drzewom: były o wiele wyższe i potężniejsze niż wokół jego Wioski. Coś usiłowało zmusić go. że horyzont zamyka czarna ściana potężnych drzew. bezlistnych konarów. Zatem dopiero za nią… Za nią musiało kryć się TO COŚ.GRDBGHGBZW… . aby go zatrzymać. Poczuł tylko. zielone macki. Zdumienie początkowo przeważyło nad strachem. gdy usłyszał swój oddech. śpiew ptaków. pokonując drugi zakręt Kamiennej Drogi. dudniące i zarazem dziwnie bezdźwięczne wołanie. szurające skradanie się zwierząt wśród krzewów.wokół tej niezwykłej. Puszcza była inna właśnie tu . On przywykł do Posłuchu. odwrócił się twarzą w głąb Drogi i zawołał. Musiało. że On jest właśnie tam. coś odpychało jego nogi od kamiennego podłoża. Nawet krzewy wysuwały długie. Jej inność polegała głównie na MILCZENIU. Głos Boga zamilkł. żeby być jak najdalej od ciemnej ściany Puszczy. Od setek lat części Puszczy nie tknęła siekiera człowieka. gdy uparcie kroczył w dół.Wrócę! Przyrzekam. Jakby ptaki i zwierzęta nie chciały zapuszczać się w te okolice. Zawrócił . ułożonej z gigantycznych głazów mozaiki. brzęczenie owadów. Przystanął na chwilę. po której Jon teraz stąpał. Prawie nigdy nie słyszał w lesie swego oddechu. że przed nim rozpościera się trzeci. . pełen lęku i zarazem odwagi. aby szedł dalej. za trzecim zakrętem. zwierzęta i drzewa milczą.wystarczy. a Jon ruszył dalej. od zielonych macek krzewów i czarnych.i wtedy poczuł zew. Ptaki. które też zaczęły nachylać się ku niemu jak ramiona olbrzyma. ale puść mnie! 24 .

przytaknął szaman i dodał: .O dziwo. . Tabu.On mówi . rozumiesz? 25 . . co znaczą te słowa i nikt nigdy nie będzie wiedział. Czasem myślę. Gdybym poszedł… Więc jak tam jest? A zresztą nie mów . To Głos Kamienia.Jak? Powiedz mi… Nigdy tamtędy nie szedłem.Słyszę je czasem w głowie. Ale teraz. Mam służyć Plemieniu. mówiła i mówiła bez końca.raczej stwierdził. Nawet nie próbowałem. Gaja chciała wiedzieć. jak się do Niego idzie. żeby Gaję trzymać od TEGO jak najdalej. Jeśli Plemię zawsze milczało. że przez tysiące lat nikt nie wiedział. drzewa znieruchomiały i chłopiec odetchnął z ulgą. nim umarł. zadając coraz to nowe pytania. nie Jemu. Instynkt szeptał mu.Dlaczego ty sobie tam idziesz. że umarł. Macki krzewów wycofały się w głąb Puszczy.powiedział Jon do szamana. . Wiem.wymieniali z nim zdawkowe uwagi o pogodzie. . te słowa poskutkowały. a wkrótce zobaczył między drzewami prześwitujące na drugim brzegu strzechy domów Wioski. po co tu jestem. to Gaja mówiła. . że nic się nie dzieje. niekiedy za dnia. .Jeszcze nie jestem gotów. Chciałem tylko zobaczyć. gdy przekroczył bród. a mnie coś trzyma za nogi? Co tam jest. żeby trzymać cię od Niego z daleka. Nie wiem. Gaja.Mam się tobą opiekować. dlatego sądziłem. I wówczas Jon pomyślał. niż spytał stary czarownik. gdy stał na właściwym brzegu . że nikt Go już nie odwiedza? . Mój ojciec też nie wiedział. czy stary czarownik nie tęskni za swoim Bogiem. że nie widzą jego zmagań ze słabym o tej porze roku nurtem Rzeki. a przed nim nie wiedzieli tego dziad i pradziadowie. Jon wolał rozmowę z szamanem niż z Gają. odwrócił się plecami do chłopca i schronił w namiocie. Kamienna Droga ustąpiła miejsca miękkiemu leśnemu podłożu. gdy wrócił. co znaczą. że kto wie. jakby wcale nie zauważyli.Ale co On mówi? Co to znaczy? Czym są te dźwięki? . zdrowiu i dniu tak. ale częściej nocą.Przestań! . którego nie może odwiedzać i którego nawet nigdy nie widział i zrobiło mu się go żal. Kto z ludzi zrozumie Kamień? Więc zawróciłeś… . . . Wszystko. Po chwili już usłyszał leniwie płynącą Rzekę.Długo milczał. Plemię pragnęło udawać.On mówi . gdy śpię mruknął szaman. Ludzie z Plemienia udawali.Przekazał mi je mój ojciec. a opieka polega na tym. skąd wracał. na które Jon nie zamierzał i nie chciał odpowiadać. na tym drugim brzegu Rzeki? Jak wygląda ten… Bezimienny? Czy się Go boisz? A czy nie jest mu smutno.zakończył niespodziewanie szaman.zawołał chłopiec.

A gdybyś ją zabił.zaczął Jon i urwał. . czego doświadczył od chwili. I Jon opowiedział Gai tyle. ile mogę.Przyrzekam. gdy zostaniemy małżeństwem? . *** 26 .spytała. Co właściwie było tymi “męskimi sprawami”. Co gorsze. właśnie Gaja wspaniale trafiała do celu z łuku. Za trzecim zakrętem. w dodatku taka. gdy chcą poszerzyć swoje pola. . a kobiety… . to co będzie później. o których tyle rozprawiali niektórzy mężczyźni? .Męską sprawą jest na przykład karczowanie Puszczy . musiałbyś zabić.krzyknęła dziewczynka i z płaczem pobiegła do domu. że powiem ci tyle.Nigdy już nie wezmę cię do małych niedźwiadków! A beze mnie niedźwiedzica rozerwie cię na strzępy.. Oczy Gai już wyschły i chłopiec pomyślał. lęków i doznań niż związek przyczyn i skutków. że kto wie.ale niewiele miał do opowiadania. to ja… to ja zerwałabym nasze zaręczyny! . czy nie udawała tylko płaczu. Była to bardziej sprawa przeczuć. Więc mów.Wdowy karczują same. .Sama wiesz. że mężczyźni polują i to są męskie sprawy. lecz bardzo dorosła ciekawość. którą porównać można do odwagi niedźwiedzicy? Pobiegł za narzeczoną i dogonił ją tuż przed domem. W dodatku to. Jon pomyślał. Dziewczynka spojrzała na niego poważnie: . nie nadawało się na opowieść. by zmusić go do wyznań.szepnął. Więc może to nie dziecinna przekora kieruje Gają. gdy usłyszał zew. Miała prawie dwa metry wzrostu. Gdybyś ją spotkał przypadkiem w Puszczy. że jest jeszcze bardzo dziecinna. Silniejsza od mężczyzn. tyle że odmawiała zabijania zwierząt bez potrzeby. bo w plemiennej drużynie było kilka znakomitych łowczyń.stwierdził. żeby przeżyć. a potem uprzytomnił sobie. co to znaczy: Jon w Drodze… Sam chciałbym wiedzieć . ile mógł i jak umiał . ponieważ Baja była najsilniejsza w Plemieniu.wykręcił się chłopiec. Wszystko było dopiero przed nim.zaśmiała się Gaja. że przecież poza nim i Gają nikt w Plemieniu nie chce w ogóle rozmawiać o Bezimiennym.Jeśli już teraz będziesz miał przede mną tajemnice. ważyła chyba tyle co pięćdziesięcioletnie drzewo. chyba widziałeś przy tym wdowę Baję!! . Dajmy spokój tej rozmowie .

I już znany. gdy on był w podobnym wieku i wraz z rówieśnikami gonił po lesie inne pary narzeczonych. spocony. niepokojącym zakątku jej szyi i skraju włosów. aby tam . Jon wiedział. Obudził się w środku nocy. bezdźwięczny. zielonego migotania jej tęczówek. Dziwny. że nie musiał .choćby we śnie .Trzeci zakręt najpierw się Jonowi przyśnił. . Wtedy .i przyniosło jakiś dziwny głos. gdy wrócił kiedyś z Puszczy. gdy ten zapach stawał się też jego. w którym Gaja zwykła myć włosy.zamiast Gai. że w imieniu Plemienia strzeże się narzeczonych. Trzeci zakręt przyśnił się Jonowi po dniu. Ale wtedy. że drugi brzeg nie jest miejscem dobrym do okazywania miłości ludzkiej istocie. 27 . której przywódcą był jego młodszy brat.Dzieci wiedzą. ledwie przyłożywszy głowę do miękkiego futra zaścielającego łoże.rodzice nawoływali ich niecierpliwie. Lecz doskonale słyszalny. czuł tylko mocny i słodki zapach rumianku. narzeczem zyskiwali tylko nocą. by nie przekraczali nakazanych granic przed ceremonią zaślubin. czy byłaby to miłość.powiedział Jon do ojca dorosłym tonem. a Gaja wciąż piękniała. co robią . by wracali do domów. Mimo wczesnego wiosennego chłodu uchylił okna z drewnianą okiennicą.ujrzał potężny czarny cień rzucony na Kamienną Drogę. do ślubu brakowało już tylko pół roku. brutalnie przerywających wzruszenie kolejnego pocałunku. Nie nastąpiło to szybko. zasnął. . Zmęczony i podniecony odkrywaniem coraz to nowych tajemnic własnej i drugiej płci. To “niebezpieczeństwo” okazało się być szokująco przyjemne.Głupie są te dzieciaki . bez względu na to. Nie chciał też podnieść głowy. tak że nasiąkały nim szyja. aby zobaczyć. Wystraszył się. gdy nasycał nim swoje ciało i oddech . lecz sen prowadził go dalej: stał oto na mozaice z wielkich głazów i bał się postąpić choćby o krok naprzód. nie prowadził narzeczonej na drugi brzeg.w całkowitym odosobnieniu .wejść w granice cienia.dotykać jej gładkiej skóry lub kryć twarz w ciepłym. Do jego komnatki wpadło rześkie. Jon z chłopca stał się młodym mężczyzną. czy strach. zazdrosnego Boga. mocne powietrze . Ale wtedy Jon nie widział jasnej skóry narzeczonej.odparł ojciec i wtedy Jon przypomniał sobie. lecz pełen ulgi.tropiły parę narzeczonych jak myśliwi sarnę. plecy. gdy dzieci spały. mimo że wioskowe dzieciaki nie byłyby w stanie ich podglądać. gdzie razem z Gają próbowali bezskutecznie uciec przed upartym pościgiem dzieciarni. co Jon sobie wcześniej obiecywał. gdy znalazł się niebezpiecznie blisko tej granicy i wrócił do domu pobudzony i szczęśliwy. W ten sposób Jon odkrył. Tamto miejsce zarezerwowano wyłącznie na uczucia dla żarłocznego. czarny i tak złowieszczy cień. zgodnie z wielowiekowym zwyczajem . Wbrew temu. do zabawy w te szczególne łowy zachęcała ich plemienna starszyzna. że wówczas. którą prawie stale widywał w sennych marzeniach . Wioskowe dzieci.od momentu zaręczyn do ślubu . ramiona. co rzuca aż tak długi. Chwile wytchnienia od ich nagłych chichotów wśród gęstego lasu.

że boi się lodowatego dotyku wody. Gdy opowiedział jej. że chlapie się w Rzece. Tego dnia Jon skoro świt wyruszył na drugi brzeg.To nie był sen. tak jak mnie. udając. czy dopełnił przyrzeczenia danego Isakowi: czy był wcześniej w świątyni po błogosławieństwo. jeszcze tej samej nocy. Gaja nie wołała za nim.zobaczył nieruchomą sylwetkę starego czarownika. . . Nie sądziłem jednak. Widocznie słyszą Go jeszcze ci. Tak naprawdę patrzyła za Jonem długim. by próbowała pokonać pętające ją Tabu. Nie był zdziwiony jego wizytą o tej porze. czy wolno tak brutalnie odbierać ludziom ich starą 28 . zdawał się pytać Jona.Wiem. Sprawiał wrażenie. Stary kapłan był tu i modlił się. to na drugiej nodze. nim zbudzi się Gaja. podskakiwała to na jednej. a jego ciepły oddech wionął mgiełką pary w chłodną noc. Wzrok dziewczyny. Coś mnie obudziło.zdziwił się chłopiec.Przyjdę. który znowu wypowiadał swe niepojęte dźwięki. a obok niego nerwowo poruszającą się narzeczoną.Dobrze . przypominając o obietnicy. Widocznie tracił cierpliwość i wzywał swego wybrańca z drugiego brzegu. gdy Bezimienny wreszcie umilkł. że Jego głos słyszy ktokolwiek poza szamanem i mną . Wydawało mi się. nie próbowała go wstrzymywać. że to Jego głos. Jon ocknął się ze snu i poszedł do świątyni. że zdąży. a po namyśle dodatkowo złożył dwa palce na krzyż. których. by się niepokoiła ani.Już czas . . Jonowi wydało się. ale już nie mów. dlaczego Plemię nazywa go Jonem w Drodze. …tak. .Nie wiedziałem. zrozumiała. Nie strasz Plemienia… Bezimienny zamilkł. . poważnym spojrzeniem. jakby się jej spodziewał.szepnął Jon. choć poza chłopcem i szamanem nikt z Plemienia i tak nie usłyszał Jego głosu. przyrzekam. że narzeczony musi kiedyś pokonać trzeci zakręt. mimo znacznej odległości. przyklękając obok niego.. tym bardziej. Dziewczyna udawała. Jon bezwiednie kiwnął głową. Nie chciał. Ale gdy już stał na drugim brzegu i bezwiednie obejrzał się w stronę Wioski . . że słyszę jakiś dźwięk… Pewnie złudzenie lub zły sen. że je poczuł na swojej skórze. rozdzierają wątpliwości.szepnął Jon. On mnie wołał. Ku swemu zdumieniu stwierdził. żeby uspokoić narzeczoną.GRDHGBHZW… To był głos starego Boga. Na widok Jona przymknął oczy i kiwnął głową. że nie musi budzić Isaka. Miał nadzieję.

. . co jest w środku. który sam dotąd nosił. że będzie ci potrzebny. Zwrócił się do chłopca i zawiesił mu na szyi mały skórzany woreczek. że Bóg woli. który widział we śnie. żeby cię nie opuścił. których młodszy kapłan uczył wybrane wioskowe dzieci. a każdy z nas. Może zdążył dotknąć go bosą stopą. Przywykł mówić do Niego własnymi słowami. był aż tak długi. bożych sług. W Puszczy widziało się słońce wówczas.Nie wiem. który rzucało TO.uśmiechnął się łagodnie. Czuję bowiem. . iż zew był silniejszy niż zawsze. ku czemu szedł. będziesz musiał decydować o sprawach przekraczających po wielokroć twój rozum i wymiar losów twojego Plemienia. o czym mówisz . ale stąd nie było widoczne.dodał niezrozumiale kapłan. Słońce stało dokładnie tam. Gdy skończył. Na Kamiennej Drodze szarzał świt. A zresztą wołała go Kamienna Droga: nie musiał jej szukać wśród gęstwiny krzewów i drzew. gdziekolwiek pójdziesz . nawet gdy są mniej piękne i gładkie niż gotowe formuły. co rzuca aż tak czarne i tak długie skrzydło cienia… 29 . jakby nigdy się z nim nie rozstawał.To ziarnko piasku z Pustyni. Szedł nią szybko i bez wahania dlatego. Tego.wiarę? Przecież zabiera się im najgłębszy sens życia. po której chodził niegdyś Syn Boga Dobroci. Jon wierzył.Nawracanie to bolesny trud. . lecz mocny rzemień.Nie zobaczysz. od razu znalazł pierwsze gładkie głazy. Dlatego cień. Oderwał wzrok od kamiennej układanki pod swymi stopami i spojrzał w dal: za trzecim zakrętem prześwit między wielkimi drzewami ciągnął się prosto. tak młody i niedojrzały. Powstał też Isak. …Jon odruchowo poprawił teraz cienki. Droga wydawała się bardziej ponura niż zwykle. Pokonał pierwszy i drugi zakręt. na którym zawieszony był woreczek i wszedł w mroczną Puszczę po drugiej stronie Rzeki.zbliżał się do trzeciego. czuję.rzekł Jon. Jon ukląkł koło starca i zwrócił się do Boga Dobroci. a może nie? Lecz ziarnko piasku i tak wyczuło Jego obecność. wstał. Może powinniśmy czynić to inaczej? Całkiem inaczej? Ale jak? . -.zamyślił się stary kapłan. które już znał . odcinki. Wolał wiedzieć. gdy rozmawia się z Nim własnymi słowami. Słońce dopiero wschodziło. Jon nie lubił tej pory dnia. bo to za małe . daleko. Nie rozstawaj się z tym woreczkiem.wyszeptał Isak i znów powrócił do modlitwy. głowiąc się nad smutkami starca. nie używać formułek.A teraz poproś Boga Dobroci. tak że recytowały je na pamięć. Osłonił oczy dłonią przed jaskrawymi promieniami i patrzył. gdzie skraj Kamiennej Drogi stykał się z niebem. gdy stało w zenicie i prześwitywało wśród gałęzi. tak głęboki. że od tej pory ty. Jonie. Już nie oglądał się za Gają i szamanem. ma inną receptę na jego skuteczność . Będzie cię chronić i podpowie ci właściwe rozwiązanie.

Jon zbliżył się jeszcze bardziej. co to jest: gigantyczny. ciemna Puszcza a pośrodku stał On. Z czterech stron prowadziły do niego trzy inne Kamienne Drogi. ku Któremu zdążał. Szósty głaz tworzył mocną. z wystającym dziwacznie i także monstrualnie powiększonym pępkiem: brzuch Boga. jak TO nazwać. Gdy wzrok Jona padł na najwyższy kamień posągu.On… On ma… On ma cztery postacie! Cztery oblicza! . krótką szyję. Dopiero teraz Jon uprzytomnił sobie. Drogi wiły się i nie widać było. Coraz dokładniej widział Tego. opuścił głowę i jeszcze raz się rozejrzał wokół. Obszedł posąg jeszcze raz wolno i uważnie. bez wahania. Plemię nie znało techniki. Odruchowo zacisnął dłoń na woreczku Isaka. Jon nie wiedział. kamienny jak ta Droga. posąg starego Boga. Piąty głaz był niezwykle potężny i wydawał się być szerszy od pozostałych: to były Jego ramiona i Jon nie mógł wyobrazić sobie siły. Wizerunek Światowida. że nie: posąg Boga tworzyło siedem potężnych. gdyż zew był coraz silniejszy. którą przybył. siódmy olbrzymią głowę. że Bezimienny wykuty jest w skale. nieco wypukły. Jaka siła zdolna była wznieść je tak wysoko i tak dokładnie złożyć w całość? Najniżej położony czworokątny głaz stanowił stopy Światowida. takie same jak ta.zdziwił się i wystraszył jeszcze bardziej. Światowid miał cztery oblicza. gdy zbliżył się o kilkadziesiąt kroków. Ale mimo odległości. z realistycznie wyciosanymi. więc skorzystał z bolesnego oślepienia oczu słońcem. Stał na czterech nogach. gdzie przed wiekami powołała go do życia wiara Plemion? Jon szedł szybko. jak Bóg Dobroci. która tkwiła tu od prawieków. . że płeć Boga Dobroci nigdy nie była przedmiotem żadnych rozważań. dokąd prowadziły cztery Kamienne Drogi. która wydźwignęła je na tę wysokość. Bezimienny widocznie chciał być mężczyzną i pragnął. Światowid… 30 . ułożonych jeden na drugim. dokąd prowadzą. Widocznie każda z nich miała swój trzeci zakręt. W pierwszej chwili wydawało mu się. monstrualnych rozmiarów atrybutami męskości Boga. Drugi głaz wznosił się czterema kolumnami w górę . by nikt w to nie wątpił. Kamienna Droga kończyła się owalnym placem. że musiał zadrzeć wysoko głowę. Tak. Miał cztery wystające pępki i cztery potężne znamiona męskości. …ale oto czwarty głaz. Jon poczuł dreszcze i chłód. Jego wyobrażenie. poczwórne ramiona.były to nogi Bezimiennego. dokładnie tam. Wokół placu i czterech Dróg rozciągała się gęsta. która go wciąż dzieliła od celu. Lękał się tego momentu. Nie miała znaczenia. ociosanych starannie głazów. jedynie tu…? Tu. chłopiec był już tak blisko. która byłaby w stanie tego dokonać! Ręce ludzkie wydawały się za słabe: nawet gdyby połączyć ręce setek czy tysięcy ludzi. Teraz. Otrząsnął się i powoli zaczął okrążać posąg. odróżnił trzeci głaz. już wiedział. Patrzył też w cztery różne strony świata. wiedział.Na końcu Kamiennej Drogi wznosił się ogromny obelisk. A może On sam? Może nie istniał WSZĘDZIE.

ale czuł.Twoje Plemię.wymamrotał Jon. To jest czaszka… Ta grudka jest zmurszałą czaszką małego stworzenia. Oczy patrzącego nie musiały koncentrować się na ozdobnych szczegółach. z grubsza zarysowanymi wielkimi. obok… Jon miał nadzieję.przypomniał sobie swoją odpowiedź. nie były one zbyt precyzyjne. najwyżej im równy? Chyba że wtedy. nie można było zajrzeć Mu w oczy z tej odległości ani w ogóle z perspektywy Kamiennej Drogi. Ale posąg nie lśnił. Cieplejszy. były półprzymknięte. Ale pod jedną z par powiek nagle coś zalśniło. tam. a może zając? A to duże. . że to nieprawda. łączący się czasem w grudki lub tworzący dziwaczne kształty. Co…? Nie. wpół zakryte grubymi powiekami. co powinno być łatwe. I zdawał się pulsować. Jon zaś zapragnął nagle zajrzeć mu w oczy.usłyszał jeszcze raz głos Isaka. Czy w ogóle je miał…? Tak. Były równie gładko obrobione jak te na Kamiennej Drodze. . Jeśli szczegóły postaci rzeźbiły ludzkie ręce. Cztery pary. niż powinien być kamień stojący w głębi Puszczy. Pył osypał się z niej. których nie było. Wydawał się pochłaniać światło. Chłopiec przykląkł i wziął go do garści. Jon zmarszczył brwi w zamyśleniu i sięgnął po jeden z większych kawałków. Jak żywe ciało. I inne Plemiona… 31 . a może nawet gładsze. Pył przesypał się przez palce jak piasek. skoro nie jest wyższy od drzew w Puszczy. Poza znamionami męskości. więc długi cień Bezimiennego skrócił się i Jon z uwagą zaczął wpatrywać się w głazy tworzące posąg. siedmiopalczastymi dłońmi . . dostrzegało się tylko Jego wielkość. ale od razu obejmowały potężną sylwetkę. gdy oddawano Mu cześć. by w nią spojrzeć.reszta była gładka na tyle.. Stojąc u stóp Światowida. że to czaszka zwierzęcia. te drzewa sięgały mu zaledwie brzucha…? A może widzi dalej. Zbliżył się jednak ponownie do posągu i z pewnym wahaniem dotknął go. na ile gładki może być obrobiony kamień. lecz tym bardziej potężny. Przeciwnie. Trzeba by wspiąć się na ramiona Boga. Bóg wydawał się toporny. Może to była kuna.Moje Plemię? Niemożliwe! . wypukłym pępkiem. Wziął grudkę.Ale co On widzi. rzucając jasny blask. ale jądro grudki wydawało się być twarde. Jaką twarz miał ten Bóg? Chłopiec cofnął się. Był ciepły. niż mi się wydaje? Słońce stało już wyżej. . Dopiero teraz Jon spostrzegł pod stopami jasny pył.Widzący światy… Mogłem się tego domyślić… .Składano mu ofiary z ludzi… . Ale Jon nie miał na to ochoty i w pierwszej chwili wydało mu się bluźnierstwem.

Zboże symbolizowało życzenie wiecznego dostatku dla rodziny.słodycz nie uciekła. naznaczając szczęście małżonków bolesnymi ukąszeniami. więc nie upominaj mnie… Bóg umilkł. Choć wszystkie cztery Kamienne Drogi wydawały się identyczne.by przeważała w nim słodycz nad goryczą. Jon i Gaja stali u stóp ołtarza przed Isakiem. który ubrał się na tę okazję w odświętne błyszczące szaty. zerwał go i położył u stóp posągu.aby ich wspólne pożycie zawsze kwitło. Wiele kobiet i mężczyzn z Plemienia stało na placu. ledwo zakwitający kwiat. Podszedł. aby .jak twierdzono . . . Musisz się nim zadowolić . którą właśnie założyli. którzy dotarli do Wioski przed stu pięćdziesięciu laty. ale jeszcze tu wrócę. Jon o tym wiedział. Wiem. a miód . Ten kwiat też jeszcze przed chwilą żył.w zgodzie z obyczajem . Spojrzał jeszcze raz w twarz Bezimiennego i odwrócił się. którzy dotarli do innych Wiosek i których również przywleczono tu jedną z czterech Kamiennych Dróg? Chłopiec wycofał się z owalnego placu.GRDGHGBZW . . dudniącym głosem.Nie licz na krwawe ofiary. Jon rozejrzał się wokół.powiedział. że Bóg Dobroci nie potrzebuje złota. Gdy Jon wracał do Wioski. że być może 32 . Uszedł tylko kilkanaście kroków. skąd przyszedł. brokatów i pereł. aby .GRDGHGBZW . że muszę wrócić. Nie lubił ich wkładać. Jon wiedział. *** Nie wszyscy zmieścili się w świątyni na zaślubinach Gai z Jonem. woli swego sługę w znoszonym burym habicie.Nie wiem. Miód należało szybko zlizać. . co do mnie mówisz. Plemię uznałoby to za niestosowne. krzewy i drzewa rosnące przy Kamiennej Drodze nie próbowały go wstrzymywać. atłasu. Zaczął wolno powracać tam. która jest jego Drogą.powtórzył Bezimienny. Nie wypadało jednak udzielać ślubu młodym w codziennym stroju.W tym pyle leżały gdzieś szczątki zabitych pierwszych kapłanów Boga Dobroci. Nim jednak tradycji stało się zadość. jaśmin . jeszcze ze stulonym pąkiem. srebra. lecz by nie zleciały się pszczoły i osy. starzec bowiem był głęboko przekonany.powiedział Bóg bezdźwięcznym. Na skraju Puszczy coś delikatnie się czerwieniło: mały.obsypać młodą parę złotym ziarnem zbóż. Ludzie lubią oznaki bogactwa i Jon pomyślał. nie po to. A może i szczątki kapłanów. płatkami suszonego jaśminu i natrzeć ich dłonie miodem.

kapłani ulegają temu wbrew swej woli. żyjąc w czasach starych Bogów. Znamiona dostatku wyznaczały pozycję rodzin w Wiosce. że Gaja . których biodra przypominały w obwodzie kilkusetletnie drzewa. gibką sylwetkę Gai. z dobroduszną ironią. na przykład z okazji żniw czy siewu. pomyślano o wzniesieniu świątyni i wszystkie Plemiona zamieszkałe w pobliżu (głęboko w Puszczy lub na jej skraju) zgodziły się z kapłanami. co właściwie oznacza przydomek pana młodego: Jon w Drodze. . .cieszył się Ezra. Jedna z wież ma być równie wysoka jak najstarsze dęby! Nieomal sięgnie nieba! 33 . Także goście weselni przebrali się odświętnie. . którą niedawno zaczęli wznosić najlepsi rzemieślnicy z całego kraju i zza granicy.Nie wolno zaczynać przygotowań do zaślubin od rozlewu krwi. brązoworude piegi i wysoką. nawet jagnięcej powiedziała matce.szeptały zgryźliwie starsze kobiety.…wyraz coraz głębszej wiary! . Nikt nie życzył sobie przywoływania niedawnych zdarzeń. niektórzy w futra mimo letniej pory. jak nakazywał pradawny obyczaj. Nie wszystkim podobało się też. W końcu sto pięćdziesiąt lat temu ludzie z Wioski pożegnali starych Bogów. liczyło więc tylko o rok mniej niż pan młody. lecz inni goście spojrzeli na nią z ukosa i natychmiast zamilkła.Niełatwo jej będzie rodzić dziecko . Z tego też powodu nikt nie życzył sobie. a jagnięta wciąż sobie żyły w jej zagrodzie. Miasto leżało o pięć dni jazdy konnej. który natychmiast ruszył na pielgrzymkę do miasta i po powrocie opisał ludziom z Plemienia plany świątyni. Głośno o tym się nie rozprawiało. gdy ta chciała przystąpić do ceremonii zabicia młodziutkich zwierzaków dokładnie na dziewięć pełni księżyca przed uroczystością. śnieżnobiałych skórek jagnięcych .zamiast włożyć szatę z doskonale wyprawionych. aby wyjaśniać. do sławnej. jako zbyt szczupłą. co by Gaja robiła.przywdziała suknię z barwionego lnu. które obecnemu pokoleniu wydawały się już historią. W końcu mogła to być każda droga! Droga na polowanie. droga do sąsiadów na handel wymienny czy droga do miasta. Panna młoda była piękna. największej w okolicy świątyni. . którzy lubili krew szepnęła ze złością najstarsza babka spośród weselników. Powstało jakieś dwadzieścia lat temu.Ciekawe. niektóre stare kobiety szeptem prosiły o przychylność bożków i bożęta. że winna ona pod każdym względem przewyższyć pozostałe. Zanim dokończono budowy warownego zamku możnowładcy. ale Plemię przywykło do jej urody i prześmiewało raczej. zniszczyli ich posągi i posążki i jedynie w najwyższej skrytości.

gdy usłyszał słowa: Kamienna Droga. Wydawało mu się. ciekawe. sucha dłoń dotyka. co robi. nie na zawsze. W końcu wielkość świątyni dowodziła wielkości uczuć dla Boga! Tak było i tak powinno być. Szaman przynależał bowiem do innego rytuału niż te odprawiane w świątyni Dobrego Boga. Nikt już nie pamiętał starego rytuału i nikt nie chciał pamiętać.Wyraz pychy… W tak małym mieście taka wielka świątynia… Ludzie pogubią się w jej ogromie . był.Bierzesz przecież ślub w świątyni Pana. Ale wciąż żył.Światło. Tam zresztą też bym nie poszedł. że On wciąż tam stoi. Podobnie jak stary szaman. Tak. Stary kapłan objął go po zakończonej ceremonii. ale obecnym mężem Gai. ku gniewowi Ezry i niezrozumieniu ludzi z Wioski. jakby szukał na niej jakichś śladów. niezniszczalny? 34 . skryty pod białą lnianą koszulą. Plemię to wiedziało. niewidzialny dla innych nawet wówczas. Ezra wiedział. mały. Z drugiej strony zaprosiny też byłyby zdradą. ale nie chciał o tym pamiętać w przedweselny i poweselny czas. niby niechcący. Starał się o nich przynajmniej teraz zapomnieć. jak chuda. potężny. czy wisi na niej wąski rzemień ze skórzanym woreczkiem. Tylko raz ktoś go dostrzegł: Jon kąpał się w Rzece w pobliżu namiotu szamana. Dobro . bez względu na imiona Bogów. …więc szamana nie było wśród weselników i Jon boleśnie odczuwał jego nieobecność.powiedział i cofnął ostrożnie dłoń. długo ją potem oglądając. rzecz jasna. miękki. że czczenie bałwanów to śmiertelny grzech. Zaprosiny oznaczałyby nieobecność Ezry. jego szyi. Gaja też przestała zadawać trudne pytania. za który przyjdzie zapłacić w tym lub przyszłym życiu. płaski. Jon chciał się sprzeciwić decyzji rodziców. Miał to być bowiem czas radości.nieobecność zaś kapłana mogła źle wróżyć młodej parze. . a nie na końcu Kamiennej Drogi. czy ktokolwiek poza szamanem i Jonem pamiętał. czarny. co dzień przypominając Plemieniu. Szaman. był nieobecny na ślubie. obaj wydawali się niektórym nieśmiertelni. że nazywanie przyszłego męża “Jonem w Drodze” oddala go od niej. gdy go widzieli.. Tylko Bezimiennego nie umieli zniszczyć. nie został też zaproszony na wesele. spojrzał uważnie i dotknął woreczka dłonią. starzec nagle podszedł. Dla dobra i bezpieczeństwa twojej przyszłej i obecnej rodziny potrzebna ci jest przychylność Ezry… Jon aż się skulił od wewnętrznego chłodu. jakby czując. ale powstrzymał go sam czarownik: . że niezaproszenie starca było swoistym rodzajem zdrady. to było niemożliwe. sprawdzając. Stary kapłan robił się widocznie dziecinny na stare lata. Ciepło. którego noga nie postałaby w pobliżu czarownika . znał swoją powinność. …ale właśnie Isak skończył błogosławić młodą parę i Jon nie był już przyszłym. uścisnął i Jon poczuł.zmartwił się Isak.

w setkach szeleszczących. on sprowadził nowe lampy. których już nie zdąży zgłębić. a widok tych ksiąg wzbudzał w nim niepojętą tęsknotę. Ezra też uparł się. które stawały się też coraz większe. Jon uwielbiał to słowo. Był dobrym człowiekiem. najmniejsze posążki polnych lub leśnych bóstw i bożąt. Jon nie wiedział. że w niezrozumiałych znaczkach. To Ezra. Cieszył się z tego . już na progu. że jego rodziną nie stanie się zamknięta. niemal bez wytchnienia. co mówią malutkie czarne znaczki w opasłych księgach.Weselnicy ruszyli teraz w stronę domu. nie mógł tego nie doceniać. który Plemię wzniosło dla młodej pary na skraju Wioski. Jon nigdy nie należał do wybrańców Ezry. Przy okazji zadbał. że to jednak Ezra najsprawniej i najszybciej uczył wioskowe dzieci pisać i czytać. ile z chęci zachowania pamiątek po pradziadach.i zarazem martwił. by w każdym z domostw. jak tępić w domach robactwo. że należy co dzień się myć i prać brudne ubrania. brał też we władanie wystraszone dusze ludzi. że to świat zmierza do niej przez Puszczę wielkimi krokami. kremowych stronic różnorakich ksiąg oprawnych w 35 . wyczekująca kresu swego życia w odległym klasztorze. Stary kapłan nie miał już zdrowia ani cierpliwości do pobratymców Jona. Isakowi udawało się czasem zmienić coś w ludziach. które dawały więcej światła: pokazał. ale widział. Miał przeczucie. oprawnych w skórę tomów. Jon musiał przyznać. Do Wioski wkraczała Cywilizacja. od rana do nocy zajmował się powszednim życiem Plemienia. Większy i okazalszy. co jest cenniejsze. jak bardzo dzięki młodemu kapłanowi zmienia się na korzyść jego rodzinne miejsce. mimo niechęci. Gdyby nie Ezra. a po wyjściu z niej przywoływało bożęta do pomocy w gospodarskich pracach. które razem spłodzą. wolał samotnie pogrążać się w lekturze opasłych. Wygodniejszy. obca męska społeczność. widoczny był znak Boga Dobroci i znalazł okazję. Czynił to energiczny Ezra. z Wioski wciąż byłoby bardzo daleko do świata . by zniszczyć ostatnie. Pewnie rozmyślał o skąpym czasie. niż wtajemniczać w nie najmłodszych. Gdyby nie Ezra. Będzie nią Gaja i dzieci. ale to nie on przeobrażał zagubioną w Puszczy Wioskę. lecz mają oddzielne izby. które czyta Isak. bezkresna Puszcza po obu stronach Rzeki.dzięki niemu zdawało się. gdyż wiedział. Najzdolniejsze przysposabiał do roli kapłana. coraz cieńsze i bardziej przejrzyste szyby w oknach. Prawdziwym domem będzie rozległa. Cywilizacja… Ezra używał tego słowa częściej niż Isak. On też przekonał Plemię. Nadzwyczaj zdolne wysyłał do odległych miast na dalszą naukę w zakonach lub nawet do Dalekiego Kraju. Ezra reprezentował Cywilizację . Cieszył się. Plemię jeszcze długo chodziłoby do świątyni. że nigdy nie dowie się. by budować większe domy. Piękniejszy. skrywane przez ludzi nie tyle z potrzeby wiary. który mu jeszcze pozostał i o wszystkich mądrościach. ofiarowując w zamian poczucie bezpieczeństwa. I Jon zarazem martwił się. Od pewnego czasu każdy nowo budowany dom był większy niż poprzednie. częściej niż Jon. w których dzieci i rodzice już nie sypiają w jednym barłogu. Ezra uczył czytać i pisać garstkę wybranych dzieci z każdego pokolenia. jaśniejsze światło łojowych lamp.i Jon. Niosło ze sobą rosnące poczucie bezpieczeństwa.

I sam nie wiedział. To światło miało już zawsze towarzyszyć Jonowi. lecz płynąca z serca. Czasem myślę. wracając z Puszczy i wnosząc do domu dwa ciężkie plastry miodu. Weselnicy tańczyli do rytmu bębnów. prawie boleśnie. udając. 36 . . gdy Plemię przebłagiwało starych Bogów. W zapach Gai.Naucz mnie czytać . która dla nich tej nocy stała się światłem.potwierdziła. .Też? . . Pokiwał głową bez zdziwienia i dorzucił: . a później rodzicom czy kapłanom. który brzmiał całkiem inaczej w tę jedyną noc w roku.Syna. zostawiłam jej trochę. fascynujących światów i że on ich nigdy nie pozna.iluminowaną skórę kryją się tajemnice nie znanych mu. Żadne z nich już nie musiało nasłuchiwać natrętnego chichotu i podnieconych szeptów wioskowych dzieci. że wcale o nich nie chodzi i w ogóle ich nie ma.Będę mieć dziecko . Tam gdzie się udasz. . Szaman oprawiał rybę. dzikich ziół.poprosił kiedyś starego kapłana. Jon mógł wreszcie wczuć się do syta w zapach rumianku. Do końca życia. Ona też musi się teraz dobrze odżywiać. dobroduszne żarty starszyzny. czemu najpierw poszedł obwieścić nowinę szamanowi. lecz młoda para zniknęła wcześniej. wtórowały mu melodyjne piszczałki. ale ten tylko pokręcił głową: .Też .powiedział. . Półprzymknięte oczy jego żony lśniły jak żywica na pniu sosny. że nosisz ją w sobie. wyczulony na każde słowo i brzmienie głosu żony.zaśmiała się Gaja.Nie wybrałam wszystkich.Ty jesteś Jonem w Drodze. choć pełen spokoju. nic o tym nie wiedząc.spytał Jon. Ich zniknięciu towarzyszyły rubaszne. Byli sami. Tym razem był to rytm szybki i radosny. W izbie wydawał się on mocniejszy niż na otwartej przestrzeni.Niedźwiedzica znów będzie mieć małe . patrząc mu prosto w oczy. *** . zamykając za sobą rzeźbione drzwi nowego domu. w ciemności. zapach Rzeki i wiatru. Zanim wyszedł z domu. nie będzie ci potrzebna wiedza z ksiąg. Weselnicy tańczyli do świtu. objął ją mocno.

. lecz znam Jego zwyczaje.Nie wiem.Ale On cię przywołał. Nie protestowałeś. . . On przywykł słyszeć co dzień głosy tysięcy pątników. . .Zmąciłeś moją radość z syna .spytał Jon. On nigdy niczego nie daruje.odparł czarownik.spytał Jon. co On lubi. którzy mu źle służą .Skąd wiesz. Słyszysz Jego głos.zadźwięczało bezgłośnie w uszach Jona. . czy córka? Słyszałem.Ten. . że stare kobiety potrafią rozpoznać płeć dziecka po zachowaniu i wyglądzie matki.Jego dar?! I za cóż w ten sposób płaci? . gdy miałeś dwanaście lat. zawsze ma syna. Ty mu nie służysz.Więc po ojcu też widać. On tego nie lubi. Umie nagradzać. gdybyś usiłował o Nim zapomnieć. . Może wiele . Całe życie mnie o nich uczono. Czekał cierpliwie. Przed trzema miesiącami skończyłeś dwadzieścia jeden. Długo zwlekasz. kogo On wybiera. że nie należy do Bogów cierpliwych. Od tylu długich lat było tam tak pusto. pragnął obwieścić nowinę rodzinie i Plemieniu. Dlatego każdy szaman zawsze miał uzdolnionego magicznie syna. wędrujących Kamiennymi Drogami. czy będzie syn. a od wielu lat słyszy tylko głuchą ciszę. Ty ją przerwałeś.Czego będzie chciał w zamian za swój dar? . To jest Jego dar . Ale jesteś. .GRDHGBHWZ . ukarze cię. ale stary szaman zepsuł wszystko. którzy wiernie mu służyli: szamanów. Nigdy u Niego nie byłem.Gdy będzie musiał czekać zbyt długo. Tymczasem ty… . Więc pragnie nagrodzić cię za to. Wiem zatem.Nie trwałaby długo.powiedział Jon gniewnie. .Ja mu nie służę. lecz umie też karać tych. skoro nigdy u Niego nie byłeś! . Złożyłeś mu obietnicę. Ale od paru dni znowu mówi… ciągnął szaman.zawołał wściekły Jon. Kiedyś nagradzał tych. choć miałeś prawo. Chciał nacieszyć się myślą o dziecku. przypominając mu nie wypowiedziane i nie spełnione zobowiązania.odparł szaman. . jak rosną w nim niepokój i gniew. Wybrał Cię i przyjąłeś imię “Jon w Drodze”.ciągnął szaman. . Głucho. czując. Byłeś u Jego stóp.On nagradza. . Może nic.Skąd wiesz? . 37 .Po raz pierwszy usłyszałeś Jego zew.ucieszył się Jon. że nie czuje się już tak samotny. .

38 . gdyż nie wyrzekła ani słowa. Jonie… I Jon ruszył. a nawet oddech. by Gaja utrudniała mu odejście. Jon był spokojny o syna. który czekał na niego za trzecim zakrętem. że musi spełnić przyrzeczenie związane z jego plemiennym przydomkiem.spytał Jon. by nie pytała. Zresztą wiedział. Jon dotknął dłonią szyi nie po to. Przecież i bez tego wszystko w nim sprzeciwiało się. Podobna do niedźwiedzicy. Wtuliła się w ten ciepły zakątek pomiędzy szyją a barkiem i długo milczała. ponieważ wciąż czuł w tym miejscu głowę Gai. idąc teraz Kamienną Drogą.. który się narodzi. Nie zamierzała pytać. Ale wciąż panowała tu zdumiewająca cisza.zaczął na wszelki wypadek. Milczenie Gai było tak wymowne jak kilka wilgotnych kropli.zawołał głośno. Zdawała sobie sprawę. Dlatego. krety. Zapadła cisza. A zresztą… . Tych kilka krótkich wypraw się nie liczy. że on i tak tego nie wie. mimo woli obronnym ruchem dotykając skórzanego woreczka na piersi. to było pewne. chcąc. kiedy wróci. Młody mężczyzna słyszał każdy swój krok. A Jon nie wybierał się polowanie. Ptaki nadal unikały zakładania tu gniazd.Pozwolił ci dorosnąć. Był dla ciebie bardzo dobry.Dlaczego mnie…? . że ona tego nie zrobi.Jestem Jonem w Drodze od tylu lat. czy wisi na niej skórzany woreczek z ziarnkiem piasku. Stary czarownik w milczeniu pokręcił głową. Łzy… . Była inna niż wioskowe kobiety. aby echo zaniosło te słowa monstrualnemu posągowi. Gaja już wiedziała. przerywana tylko śpiewem Rzeki. jak na Jego obyczaje. jaszczurki i borsuki widocznie także wolały trzymać się od tego miejsca z daleka. A tymczasem jeszcze w nią nie ruszyłem. Nic nie szeleściło w poszyciu leśnym. pozwolił ci przeżyć miłość. które poczuł na szyi. splatały konary ponad jego głową i Droga sprawiała wrażenie węższej niż za pierwszą jego bytnością. gdy powiedział.Nie pytaj… . jak musi być . że prosi ją.Wrócę do domu! . Ale w tej części Puszczy nie było nawet echa.pomyślał bezradnie. by sprawdzić. Gałęzie wielkich drzew wydłużyły się. I o to szło: aby nie wstrzymywała go żadną kobiecą sztuczką. Nie chciał. Obce. Wreszcie szaman szepnął: . w którym nie usłyszał drżenia. Nawet mężczyźni jadący na polowanie nie umieli określić dnia powrotu.Będzie. Gaja da sobie radę i bez niego. . by opuścić dom i ruszyć w Nieznane. ale nie musiał kończyć.powiedziała Gaja dźwięcznym.. . mocnym głosem. Kamienna Droga jakby zarosła gdzieniegdzie mchem lub tak się Jonowi zdawało. pozwolił ci pojąć żonę i spłodzić syna.. odsunęła głowę i pokazała jasną twarz bez jednej mokrej kropelki spływającej z oczu. Teraz chce zapłaty. Ruszaj w Drogę. Żona zrozumiała to. .

zmęczony. niż Jon chciałby zobaczyć.najgorszy rodzaj umierania. Posąg był pełen wypukłości i wgłębień. że pod półprzymkniętymi powiekami posągu coś połyskuje. spoglądając na wyolbrzymione oznaki męskości. Uprzytomnił sobie. Ale grube powieki strzegły swej tajemnicy i Jon wychylił się w przód. niby do siebie. to nie takie trudne dla młodego. Wychylił się. Po raz wtóry wkroczył zatem w długi. Dziwne. była krwią krążącą w ciele Światowida. wznosiły się ramiona i głowa Boga. Krwią i pożywieniem. spocony. Kamień. Drżenie to. ale ironia zaraz zniknęła. mozolnym trudzie. Ludzie w długich sukniach odcięli Go od krwiobiegu. Już go tak nie porażał wielkością. Miał dziwne uczucie. Prawie jak źrenice.Trzeci zakręt pojawił się szybciej. czując drżenie mięśni. a stopy postawił teraz na znamionach Jego męskości. Czy umierający człowiek nie broni się? Czy On nie ma zatem prawa. A wiara. jakby wstrząśnięty ludzką bliskością po tylu latach pustki. Nie tylko tu. wydał się on Jonowi mniejszy. by w nie zajrzeć. Podniósł głowę. Nie. Po długim. setki tysięcy ludzi. że raptem przed stu pięćdziesięciu laty wszystkie Plemiona. silnego mężczyzny. Dlatego miał prawo żądać ofiar. że pępowinami. Nie musiał… 39 . były Kamienne Drogi. Pulsował życiem. ale mimo całego ogromu posągu. z którego wykuto Bezimiennego. były Jego dziećmi. które łączyły gigantycznego i przerażającego Boga z tysiącami wiernych. był chropawy i ciepły. którą czuli i wyrażali jego współplemieńcy. na dobre i na złe. by się bronić? Skazano Go na śmierć przez zapomnienie. Szedł. w dole. Dłoń Jona wsparła się na monstrualnym pępku Boga. Wyprostował się i dla utrzymania równowagi objął rękami masywną szyję Bezimiennego. którymi się żywił: skazali na samotną. .szepnął ironicznie. powolną agonię. Odpoczywał. A przecież do ramion Boga jeszcze sporo brakowało. . Był coraz bliżej celu. Ponad nim. Gdyby teraz spadł.dla Bogów i ludzi . Po chwili stał u potężnych stóp gigantycznej rzeźby.zaczął półgłosem. stanął wreszcie na Jego ramionach. podejmując na nowo wspinaczkę. złowieszczy cień rzucany przez posąg starego Boga. Już tam. a jest to . . ale Jon i tak słyszał Jego wezwanie. pewnie by się zabił. Bezimienny milczał. chcąc zajrzeć mu w oczy. Nagle uprzytomnił sobie.…lub przynajmniej tak sądził . nie podnosząc głowy i nie patrząc na Niego. wydawało mu się. nie wiedzieć czemu. od lęku i miłości.szepnął Jon. przejęło Jona litością. że posąg drży wraz z nim. wysoko.W dodatku nie miałeś dzieci… . niby do Niego i urwał. mierząc wzrokiem wysokość i oceniając stopień trudności zadania.Muszę TAM się wspiąć… . wysoko ponad ziemią. I tak czuł tę obecność. Jon objął ramionami ogromną nogę Boga i ruszył w górę. jakby wspiął się na najwyższy dom w Wiosce.

zdziwił się i wychylił jeszcze bardziej. Musiał wiedzieć . bezradnego i nieświadomego sytuacji. były wpółprzymknięte. podobnie jak jego własna. skryte za bawełnianymi. głębokie i coś się w nich odbijało. jak górską ścieżką. tam gdzie spoglądały oczy Boga. niektórzy chirurdzy dowcipkowali w czasie poważnych operacji. że coś zamigotało na horyzoncie. migotało. Mimo to wszyscy w tej białej. zmieniało barwę. a maseczka na twarzy stłumiła jego głos. co twarz Światowida.po chwili drzewa zaczęły znikać sprzed jego oczu. Światowid milczał. Najpierw nie widział nic poza tym. . bardziej zamglona. myślące i czujące ciało. Przywarł do kamiennej rzeźby jeszcze mocniej. sterylnymi maseczkami. Wydawał krótkie. Lśniły jak cenne kamienie. Ale jakby inna. Teraz 40 . aby być zwróconym w tę samą stronę. dlaczego pyta. gdy jest bardzo gorąco i nie wiadomo skąd rodzą się dziwne miraże. zasnuwał się rozedrganą. więc wszystkich musiało zdziwić pytanie nie mające żadnego związku z pacjentem.spytał. Mógłby przysiąc. Spojrzał jeszcze raz: nic. Tym razem tak się ustawił. znowu zajrzał w rozwarte oczy. Potem wydało mu się. Zdziwienie widać było tylko w ich oczach.Nie chcesz mówić? Sam zobaczę! .i znów wydało mu się. że ten kolor symbolizuje nadzieję? spytał i już wiedział. Przywarł do posągu . która patrzyła otwartymi oczami. niezbędne polecenia.spytał Jon. mimo lęku. . Została tylko ich zieleń i biel chmur ponad nimi… Zieleń… ZIELEŃ… Biel… BIEL… zielone… ZIELONE… *** . aby obejrzeć choć dwie z czterech twarzy Światowida.Czy fartuchy chirurgów są zielone dlatego. lśniącej czystością sali operacyjnej podnieśli głowy i spojrzeli zdziwieni. ale on nigdy. Ale w Puszczy było chłodno. Były ciemne. nieprzejrzystą mgłą . A teraz tak szeroko otwarte… Jon objął Go mocniej za szyję i wychylił się w tył. Jon powrócił do punktu wyjścia i trzymając się krótkiej. grubej szyi posągu. że nim zaczął się Wspinać. Mimo to krajobraz przed oczami Jona migotał coraz bardziej. Drzewa przysłaniały resztę Drogi. Chciał odwlec moment.zawołał i znów ruszył po ramionach Boga. Jeszcze pół godziny temu Chłopiec dygotał ze strachu i Jon kojąco uścisnął jego drobną dłoń. Odbite światło? Jon.Na co patrzysz? Co widzisz? . po czym ruszył wokół czterech potężnych ramion Boga. Właściwie dlaczego fartuchy chirurgów są zielone? . Spojrzał znowu: powietrze drgało tak. otoczony wokół ciemną Puszczą. jak drga. Jednak Jon nie zamierzał żartować. .Owszem. tylko Puszcza.Bezimienny miał oczy otwarte. Młody mężczyzna chwilę się wahał. co widzieć się spodziewał: bezkresną Puszczę i jedną z czterech Kamiennych Dróg. Powieki tej drugiej. urywającą się przy trzecim zakręcie.a teraz już miał pewność: Bezimienny otworzył tylko jedną parę oczu w jednej ze swych czterech twarzy. powieki Bezimiennego były lekko przymknięte. powinien być chłodny. gdy wyda polecenie rozcięcia ciała Chłopca leżącego na stole. gdyż pozostałe części twarzy były. A przecież kamień. że jest on ciepły jak żywe. niemal złączył się z nią w jedność i spojrzał przed siebie. odleglejszej.…zielone.

pomyślał niedorzecznie o operacjach. Jon aż się wzdrygnął na taką myśl. .podjęła znów nerwowo i z naciskiem przełożona pielęgniarek. czujące serce Kaja w sopel lodu i po tej zamianie Kaj gotów był popełnić wszystkie najgorsze. prostą linię wytyczoną czarnym flamastrem. że Królowa Śniegu wiedzie nieomal realny żywot. że gdy był wyrostkiem i jeździł na wakacje na wieś. bo aż tak złe? Zwierzęta rzadko bywają okrutne bez przyczyny… Królowa Śniegu i Kaj… Wymiana serca jest sprzeczna z naturą . leżące spokojnie w sterylnym pojemniku? I co ma do tego baśniowa Królowa Śniegu? Swoją drogą to ciekawe.zdecydowała się przypomnieć siostra przełożona. więc wreszcie musiał wydać polecenie: “Zaczynamy…” Nagle przypomniał sobie. nie wytrzymującego mordęgi życia. . W jego kraju przeprowadzano takich operacji tysiące. Śmierć drzew. Osobiście asystowała przy tej operacji i tylko ona odważyła się zwrócić mu uwagę.Lodowe serce… Serce jak sopel lodu… . To przecież Królowa Śniegu zamieniła żywe. I właśnie w to serce.mimo to Jon był dziwnie niespokojny. chirurgicznej piłki niosło jednak nadzieję życia. 41 . To było pytanie amatora lub łowcy sensacji.Panie doktorze… . bardzo tego nie lubi. Kilka otaczających go postaci w zielonych fartuchach poruszyło się nerwowo.przemknęły mu po głowie postrzępione zdania i nagle przypomniała mu się baśń Andersena o Królowej Śniegu. a już zwłaszcza w miejscach cywilizowanych! Dźwięk pił dobiegał z lasu. leżące w sterylnym pojemniku wypełnionym lodem.Panie doktorze. nie mamy czasu… . na świecie dziesiątki tysięcy. Jon otrząsnął się i jego oczy z nagła poraziła biel sali. że czas mija i że drugie serce. niebezpiecznie powiększone. czy też zaczerpnął wątek w znacznej mierze z mitów i legend? Wówczas mogłoby się okazać.spał. Wszyscy czekali tylko pozornie cierpliwie. Nieludzkie? Może właśnie ludzkie. obłożone lodem. .spytał nie wiadomo kogo. Zawsze mu się wydawało. najbardziej nieludzkie czyny. Na jego szczupłym ciele widać było długą. jakich wykonał co najmniej sto pięćdziesiąt w tym szpitalu: wyjęcie schorowanego. nie śmierci . choć nie każdemu dane jest ją spotkać. że ich rzężące jęczenie niesie ze sobą śmierć. czy Andersen ją wymyślił. otulone lodem. Ale jeśli Królowa Śniegu właśnie teraz zamierza… . dobiegającego z pobliskiej Puszczy. wpatrywał się teraz Jon. A Jon stał nad nim. przed którą coś go wciąż wstrzymywało. Delikatne brzęczenie elektrycznej. które tłukło się nierówno w klatce piersiowej uśpionego Chłopca. Dlaczego tym razem coś się w nim wzdragało? Czemu patrzył z niepokojem na anonimowe czerwone serce. Serce pierwsze. też nie miało czasu. gotów do operacji. a zarazem wątle. Puszczy…? Skąd wzięła mu się Puszcza? Przecież nie ma ich prawie wcale na Ziemi. serca pacjenta i zamienienie go na silne i gotowe znieść najgorsze przeciwieństwa losu.Czyje to serce? . nie znosił dźwięku pił drwali.

Wczoraj z Chłopcem rozmawiał. W drodze wyjątku dyrekcja szpitala wyraziła zgodę. .czy piętnastolatka można jeszcze nazwać dzieciakiem? . Z reguły żaden z lekarzy nie wie.Jonowi wydało że jej też nie podoba się serce obłożone lodem. Będziesz mógł się nawet zakochać… .Z tym sercem.pomyślał. Jutro o tej porze będziesz jak nowo narodzony . Nie jest trudniejsza niż skomplikowane usunięcie zęba.powiedziała nagląco przełożona.powiedział Jon kojąco. Odpowiedziała mu pełna dezaprobaty cisza.pomyślał Jon i energicznie przystąpił do usuwania chorego serca. Pomyśl. zdrowe serce. ale było mu wstyd. ostrzyżona króciutko na jeża. do którego należało serce. Jon znowu spojrzał na salkę dla studentów.spytał nagle Chłopiec. nie było w dobrym tonie wśród profesjonalistów. skakać. Oczy lekarzy. co zechcesz.najważniejsze. Dziewczyna spojrzała natarczywie w jego twarz osłoniętą maską i leciutko kręciła głową. kim był zmarły. iż chciałby się rozpłakać. Czynili tak tylko młodzi stażyści lub dziennikarze. Patrzyła mu prosto w oczy i . że Jon podejrzewał. . Uwagę Jona przykuła nieduża. 42 . panie doktorze . Ale tym razem siedziało w nim najwyżej kilkoro młodych ludzi.Taka operacja to zwykła rutyna w dzisiejszych czasach. Widocznie piękna pogoda wygnała ich za miasto lub na basen. . pewnie uwiera ją kołnierzyk od bluzki . już jutro będziesz mieć mocne. które tak tłucze się w twojej piersi. spojrzał na szklaną szybę. W czasie przeszczepu serca to nieduże pomieszczenie na ogół było pełne. jak chłopak. robić. asystentów i pielęgniarek sponad białych maseczek patrzyły na niego z wyrzutem.panicznie bał się operacji. czyje serce spoczywa w sterylnym pojemniku. Dzieciak .wbrew logice . Wypytywanie. jakby chcąc powiedzieć: “Nie rób tego…” Co za bzdury chodzą mi po głowie . która oddzielała salę operacyjną od wnęki obserwacyjnej dla studentów.Czyje to serce? . zdumieniem lub z przyganą. obłożone lodem . Płuca operowanego podłączono do respiratora. Była spocona i zimna. chudy. już z trudem oddychasz. ledwo postąpisz szybciej kilka kroków.a nie profesjonalisty lekarza.i nikogo to nie obchodzi . Tulił się do niej. biorąc w swoją dużą dłoń chirurga szczupłą i nerwową rękę Chłopca. zbyt wyrośnięty. wciąż odwlekając następne posunięcie.zażartował. Wkrótce będzie ci wolno biegać. aby tę noc spędziła z nim matka. z oczami tak błyszczącymi. że jest to serce zdrowe.Klatka piersiowa pacjenta jest otwarta. ciemne oczy. Dziewczyna wciąż kręciła przecząco głową: “Nie rób tego…” Jest upał. szczupła Dziewczyna. chcąc nadrobić czas stracony przez wcześniejszy brak zdecydowania. co jeszcze bardziej uwydatniało wystające kości policzkowe i wielkie. Jon. .

To nie ma znaczenia .powiedział Jon z uśmiechem.i operacja była skończona.To nie ma znaczenia . Za usunięcie tego umęczonego. Pojemnik z lodem stał pusty. wciąż jeszcze w chirurgicznym kitlu . Kątem oka dostrzegł. w dodatku w chwili zwycięstwa.powiedziała matka.spytał nagle. a ta obejmuje go i mocno przytula. aby twoje nowe serce było zdrowe i silne. chrapliwy oddech: . Szkatułka Królowej Śniegu z niespodzianką na Boże Narodzenie… . Jon i Chłopiec patrzyli na siebie w milczeniu.spojrzał w stronę szyby dzielącej salę operacyjną od obserwacyjnej: ostrzyżonej na jeża Dziewczyny nie było. tuląc go jak niemowlę .To nie ma znaczenia .Co się właściwie robi ze starym. Jon.powtórzył lekarz z naciskiem i wyszedł.odparł. Po co jej szukał…? 43 . .Czasem lepiej nie wiedzieć. którzy także je zdejmowali i natychmiast zrozumiał niestosowność pytania. choć wszyscy patrzyli na niego tak.przytaknęła lekarzowi. . . .…na przykład serce idioty? . jakby złapał groźnego wirusa.Jakich? Ważne jest tylko to.Dla mnie może to być nawet serce mordercy . w czasie którego słychać było jego chory.. .A jeśli ma to znaczenie z jakichś innych przyczyn? . Z punktu widzenia medycyny nie ma to znaczenia . zbędnego kawałka martwego mięsa odpowiadał ktoś inny.pomyślał Jon.zaczął nagle Chłopiec. po nich wejdzie tu ekipa salowych i sprzątaczy. takiego potrzebuje piętnastolatek .powtórzył z namysłem Chłopiec. . . a matka przytuliła swoją twarz do twarzy syna i pocałowała go. .Nie wiem. atakującego mózg. I nie jest to ważne.mówił teraz Jon głośno na sali operacyjnej i znowu zwróciły się ku niemu zdziwione oczy asystentów. urwał i dokończył po dłuższym milczeniu. spocony.którego jasną zieleń zgasiły bure plamy krwi . zdejmując wilgotną od oddechu maseczkę. Spojrzał na asystentów. chłodny. sterylnie biały.To nie jest podstęp Królowej Śniegu dorzucił i przystąpił z wprawą do zabiegu. Lekarze nie powinni pytać o tak trywialne sprawy.bylebyś żył. .Z punktu widzenia medycyny… . zużytym sercem? . Asystent wprawnie zakładał szwy i po chwili wózek z Chłopcem opuszczał salę operacyjną. że Chłopiec kryje twarz na ramieniu matki. Kilkadziesiąt minut .A jeśli byłoby to serce… .

opuściła salę. stał w milczeniu za skrzydłem przeszklonych drzwi oddziału intensywnej terapii i patrzył na matkę . pełna pogody. Przez kolejne dni prowadził tylko zwykłe rutynowe operacje: kilka woreczków żółciowych. widząc Jona i matka. ale nie miał sumienia zawołać pielęgniarki i żądać. otwierających tak dziwne światy. Mimo to wszyscy w szpitalu wiedzieli. Znalazł się znowu w szpitalu. a najbardziej w świecie nie znosi braku pracy. wskazując drzwi jednego z pokoi w części oddziału dla ozdrowieńców. Operował nawet nadprogramowo. Uśmiechnięta..Wieczorem. Po co? . Piękna. ale miał uczucie.Czekałem . pojechał zobaczyć Chłopca.odparła fachowo i sucho. wyrostki robaczkowe w stanie zapalnym. całując go w policzek.Czemu pan nie przychodził? .słowem nic.odparł bezwiednie zmieszany Jon. .zwrócił się do niej Chłopiec.ów tajemniczy splot malutkich czarnych znaczków.Chłopiec tu jeszcze jest?” . Gdy po tygodniu szedł korytarzem na oddziale kardiochirurgii i spytał siostry przełożonej: .Ja tylko operuję. . aby kobieta o twarzy cierpiącej Madonny z gotyckich witraży opuściła teraz Chłopca.od razu wiedziała.rzeki Chłopiec.w sterylnym ubraniu i w maseczce . zdziwiona. szeroko otwartymi oczami. .W doskonałej formie . a twoja matka… . rozmowa z nim nic nie da.siedzącą przy synu. czym powinien zajmować się poważny kardiochirurg. Kto ją tu wpuścił? . zrakowaciałe jelita . inna niż przed operacją. jakby opuszczenie go nawet na kilka minut było trudnym do zniesienia rozstaniem.Wyjdź na chwilę . o kogo chodzi i kiwnęła głową.pomyślał ze złością. patrząc w twarz Jona szarymi. święta.spytał siebie w duchu.Nie wolno denerwować rekonwalescenta .powiedział Chłopiec po jej wyjściu. . tworzących niekiedy tak zaskakujące konfiguracje. zamiast zatelefonować do szpitala. że on potrafi zoperować wszystko. Wszedł.zażartowała. w nocy. że ktoś? coś? go wzywa. . zastępując kolegów lub asystując im z własnej woli w niedziele. lecz bez sprzeciwu. Zamiast czytać teraz. Matka o twarzy gotyckiej Madonny była tu nadal. 44 . Zajmowanie się ozdrowieńcami nie należy do mnie . Nie znosił telewizji. Lubił książki . wypełnionych kamieniami życiowej goryczy lub obżarstwa.Masz tu świetną opiekę. wbrew zwykłym zasadom. .Nienawidzę jej . Po co jechał…? Nawet jeśli pacjent już się zbudził. zamiast z książką w ulubionym fotelu.

Wcześniej zlecił siostrze przełożonej. płyn… nie wiem co! Ale musi pan coś zrobić. . co może mi pan powiedzieć. . co pan może z TYM zrobić. niż żeby… No. . Niech pan coś z tym zrobi. że byłoby lepiej.Ja? Mam coś z tym zrobić? .Urojenia… urojenia… urojenia… .Chcę ją kochać tak jak przedtem.Mógłbym wezwać dobrego psychoterapeutę… . że ona mnie kocha. aż pewnego dnia wypełni mnie całego i… Chłopiec urwał. że to pana sprawa. krzywiąc się boleśnie. Proszę mi dać jakiś zastrzyk.Więc to jest pana obowiązek.podjął niecierpliwie Chłopiec. a nienawidzę jej.odparł Jon.Nic nie mogę . .odparł powoli Jon. . na Boga?! Znowu uchyliły się drzwi i wsunęła się zaniepokojona twarz matki. pogodna twarz. prawda? Bo kochałem. Ale coś się zmieniło. Z każdym dniem.Nie wiem. Co dzień i co noc nienawiść jest większa. 45 . cofnęła się. . ale Chłopiec roześmiał się. . .spytał.zaczął Jon.zaczął Jon. . pigułkę. rośnie i rośnie. Jednak myślę. że jestem dla niej wszystkim.Ale co? .Ja też nie .Nie rozumiem . W uszach lekarza ten dźwięk zabrzmiał jak zgrzytnięcie metalu o szybę. ale Chłopiec mu przerwał i ciągnął spokojnym głosem: .Ja wiem.Co może pan zrobić? . gdybym umarł na sali operacyjnej.powtórzył Jon.powtarzał rytmicznie do siebie.powiedział gorzko Chłopiec. Matka Chłopca uchyliła drzwi i w szparze pokazała się łagodna. patrząc na Jona. Powie mi pan jeszcze.powtórzył zmieszany Jon. aby nazajutrz rano skierowała do Chłopca psychoterapeutę. że przecież ja ją też kochałem. Odwrócił się i wyszedł. Chłopiec zmarszczył brwi. I zmienia się nadal. co mówię? Nie pojmuje pan. . Policzył do trzydziestu trzech i skręcił do windy. ..Nie rozumiem . Ta nienawiść wciąż rośnie.Pan dał mi TO serce.Co… co ty wygadujesz…! Co mówisz…! . idąc korytarzem i bezwiednie liczył do rytmu kafelki. . Zaraz mi pan powie.Niech pan się wypcha ze swoim psychoterapeutą! Pan nie rozumie. Czuję w sobie obcą obecność. abym przestał! . że była tu cały czas i jest nadal i że… Wiem. prawda? .

pooperacyjnej ulgi i szpitalnego zmęczenia. nieomal przegryzł mu ścięgno. aż ten opuści szpital. .Usiadł w swoim gabinecie i sięgnął po telefon.mruknął Jon pod nosem. że wielu normalnych ludzi zachowuje się w szpitalu nienormalnie. Jon nie odwiedził więcej Chłopca.Dostał trzy tygodnie wolnego. Muszę wiedzieć. że Jon widział. Kobieta o łagodnej twarzy Madonny. gdy tylko minie niezbędny termin. to dobry człowiek . ale przychodzi do trudniejszych przypadków. A ten Chłopiec żyłby bez niej najwyżej kilka miesięcy. w białym kitlu stażystki i patrzyła tam gdzie on. Czysty przypadek sprawił.pokręciła głową przełożona.pomyślał. . właśnie otwierała drzwiczki. Gdyby trafił zębami pół centymetra dalej.i nie czekając na odpowiedź Jona.powiedział bezwiednie. Zrobimy to.spytał Jon oschle. elegancka. ciemną figurkę na wózku pchanym przez pielęgniarza w stronę eleganckiego auta.Poważny lekarz nie zadaje takich pytań. Na szczęście psychoterapeutą nie pracuje rękami . . .Zwariowałem . że to jest syndrom przedoperacyjnego strachu.A rana zagoi się za kilka dni. Lub dni.Ugryzł psychoterapeutę w rękę.Chłopiec czy psychoterapeuta? . biedak byłby kaleką do końca życia. Chłopiec jest w świetnej formie fizycznej.Będzie nas skarżył o odszkodowanie? . żeby jak najszybciej wypisać go do domu. . Powiedział. . To już wkrótce. chłodne. aby zaczerpnąć powietrza. jak Chłopiec z matką opuszczają szpital.Co powiedział? . gotycką twarz matki i na uważne. .szepnął do siebie. czyje serce mu wszczepiłem . Podszedł właśnie do okna na korytarzu. .Jedź w cholerę ze swymi urojonymi problemami . kpiące spojrzenie szarych oczu wyrostka. do kości. usłyszał sygnał . 46 . lecz wyraźny oddech. Niecierpliwie czekał. Nagle poczuł koło siebie czyjś leciutki.i odłożył słuchawkę. . .spytał Jon. aby on mógł znowu swobodnie chodzić korytarzami kardiochirurgii. nie natykając się na łagodną. . Odwrócił się i ujrzał ostrzyżoną na jeża Dziewczynę. ciągnęła: Powiedział. gdy z wysokości czwartego piętra ujrzał malutką. Stała tuż za nim. I dodał. w drogim futrze. . Wykręcił odpowiedni numer.Och.powiedziała nazajutrz siostra przełożona. Modelowa. pani ją widziała .Bardzo dobra operacja.To była dobra operacja.

lecz neurasteniczni lekarze…? Cały następny tydzień operował. kosztowne i w modnej dzielnicy.Pana gazeta . idąc korytarzem. nie zważając na modną linię.powiedział jak co dzień rano salowy. iż szpital jest jego całym życiem: zawodowym i prywatnym.odparła Dziewczyna. ..powtórzyła za nim Dziewczyna. żeby niczym nie uzasadniony niepokój przerodził się w obsesję. . Opinia ta do niego dotarła. przygotowywał kawę z ekspresu i kładł obok parującej filiżanki złożony wpół poranny 47 . Zielone… zielone… Las? Nie. Ona pewnie jest ze wsi . czyje to było serce .zdążył opowiedzieć wszystkim.Przecież to nie ma znaczenia . że jego mieszkanie. na ułamki sekund. że wie. że tych króciutkich włosów nie strzygł modny fryzjer. nie wiadomo czy przedrzeźniając go.i wtedy przed oczami. Chirurg z oddziału. choć z mniejszym niż dotąd przekonaniem. Chwilami wydawało mu się nawet. połyskliwych.Przecież to nie ma znaczenia . zniknęła za zakrętem korytarza. ktoś brutalnie i krzywo przyciął je prawie przy samej skórze. w miastach zastąpił je beton . stwierdził sarkastycznie. dlaczego fartuchy chirurgów były zielone: żeby nie zwariować od tej bieli. Neurasteniczni pacjenci to norma.mruknął gniewnie.przemykały mu po głowie skojarzenia. jej szczupła. dokąd prowadzi ów przystanek .gdyż zepsuł się telefon i ktoś musiał powiadomić Jona o zmianie terminu operacji . . większość czasu spędzał w szpitalu. który sprzątał jego gabinet. szukał bezwiednie ostrzyżonej na jeża ciemnej głowy i szczupłej. jak Chłopiec wsiada do auta i odjeżdża z matką ze szpitalnego parkingu. narzuconym niedbale na spłowiałe dżinsy. że niektórzy koledzy podejrzewają go wręcz. jest prawie nie umeblowane i sprawia wrażenie raczej przystanku niż domu. sterylnej jasności ścian i fartuchów. lecz nie uraziła: uznał. Czasem. że właśnie tym razem słyszy w jej głosie wyraźne pytanie.prawie natychmiast wracał do białego świata lśniącej czystością operacyjnej sali. Zdawał się nie zwracać uwagi. a właściwie chudej sylwetki Dziewczyny.skonstatował z jakąś mściwą satysfakcją. Studentki medycyny w wielkich miastach na ogół bardziej o siebie dbają. czy przytakując.Ciągle pan nie wie. choć duże. Ile razy powtarzał to zdanie? Ile razy jeszcze je powtórzy? Teraz oboje patrzyli. choć wydało mu się. Jon pomyślał przelotnie. Właściwie wiedział. zimnych. który raz bez zaproszenia odwiedził go w domu . Poprzysiągł sobie. to Puszcza… Puszcza? Puszcz nie ma… A kamień? Kamieni też prawie nie ma. że zapomni o Chłopcu. Nim zdążył zareagować. nieprzytulnych jarzeniówek. że jest trafna. ale już nigdy nie dostrzegł jej w rozgadanych grupkach studentów. Trwało to jednak tylko ułamki sekund . prawie chuda sylwetka w białym kitlu. Nie chciał. migotało mu coś mrocznozielonego lub szarego jak kamień.

zawsze celebrował tę chwilę: smak aromatycznej kawy na języku. I jeszcze zabije . . Dziwny przypadek.zabrzmiały mu nagle w uszach słowa Dziewczyny i niemal odruchowo wykręcił zastrzeżony numer. Jon miał pewność.i uciekł z miejsca mordu. Czarne znaczki z płachty gazety wyskoczyły ku niemu jak ostre pazury nieznanego stwora… …z dwuszpaltowej fotografii w lewym dolnym rogu strony pisma patrzyły na niego niespokojne oczy Chłopca. odręczny rysunek: przedstawia on niezrozumiały. a biernym i przerażonym świadkiem zbrodni była cudzoziemska służąca. Jon. ale po powrocie ze szpitala w ich stosunkach zaszła niezrozumiała zmiana. Pod zdjęciem. drobne znaczki na płachcie papieru. że jest to zdjęcie sprzed operacji: na twarzy wyrostka widział porażające cierpienie. . Nieścisłości w zeznaniach kobiety zostały złożone na karb jej nieznajomości języka.zeznała służąca.dziennik. jaką drogę Chłopiec miał na myśli. . W pokoju piętnastolatka znaleziono wyrwaną z zeszytu kartkę.To było serce wielokrotnego mordercy. do kogo należało serce przeszczepione młodocianemu zabójcy. jak i z kolegami ze szkoły.pomyślał Jon ze zdumiewającą pewnością. na której ktoś . Redakcja nie posiada jeszcze informacji. W czasie coraz częstszych i agresywniejszych kłótni z matką wykrzykiwał . złożony z siedmiu nieforemnych elementów podłużny kształt.Potrzebujemy tej informacji do statystyki. pośredni kontakt ze światem. Oderwał oczy od zdjęcia i dopiero teraz przeczytał tytuł.że musi ruszać w drogę i ona mu w tym nie przeszkodzi. czarne. ale go nie stwierdziła. zanim zaczął operować. stwierdzając. Zeznała ona. po czym dobiegło go ciche stukanie komputerowej klawiatury. ale zaprzeczyła sobie w następnym zdaniu. Sprawca uciekł z miejsca zbrodni i jest poszukiwany przez policję. uczucie przyjemności ciała. a potem zakrztusił się. “Ciągle pan nie wie. panie doktorze… Ten człowiek dostał wyrok śmierci dziesięć lat temu za brutalną serię zabójstw. jak i lekarz sądowy twierdzą zgodnie. Zabił.Mam… .powtórzył po chwili pogodny damski głos. ale tym razem nie odłożył słuchawki telefonu. Tym razem jednak oparzył sobie wargi wrzątkiem. Prawie od razu usłyszał grzeczny głos sekretarki. że przed operacją matkę i syna łączyła wzajemna miłość.usłyszał w odpowiedzi. niepewność. w którym trudno rozpoznać jakąkolwiek znaną figurę. “ To nie był on” . Policja poszukiwała ewentualnego związku nieletniego zabójcy z satanistami.Piętnastolatek. któremu dwa miesiące temu przeszczepiono serce w miejskim szpitalu.prawdopodobnie on sam . że to nie ma żadnego znaczenia”. w wyjątkowo okrutny sposób zabił swoją matkę . złożony większą czcionką: Piętnastolatek z przeszczepionym sercem zabija matkę. Kobieta otrzymała kilkadziesiąt ciosów nożem. po opuszczeniu szpitala stał się samotnikiem unikającym kontaktów zarówno z nią.jak zeznała służąca ..wykonał dziwny. Przedstawił się i po przekazaniu swojej prośby odruchowo skłamał: . Służąca nie umiała wyjaśnić. strach. mówiąc o mordzie. drobnym drukiem. uwielbiający przed operacją swoją matkę. Chłopiec. czyje to było serce” . choć zarówno policjanci. że “to on zabił matkę”. podano zwięzłą informację: . ale wyrok wykonano dopiero 48 .Chwileczkę… . Wykręcał go po raz trzeci.

teraz. Miał sprytnego adwokata, który wciąż wnosił apelacje. Ciekawe, o czym myślał zabójca, oczekując przez dziesięć lat na śmierć? Znienawidził do reszty ludzkość, nie sądzi pan? Kto właściwie dostał jego serce? Ojej, to głupie pytanie, przepraszam, przecież to nie ma znaczenia… - Tak, to nie ma znaczenia - powtórzył wolno Jon, odkładając słuchawkę. Królowa Śniegu przywiozła Kajowi nowe serce, a ja pomogłem wyjąć to, które, choć trwało w agonii, kochało i czuło i zamieniłem je na sopel lodu. Kaj ścigany jest listem gończym, nie przez kochającą siostrę, która mogłaby mu pomóc. Nikt mu już nie pomoże. Nigdy, przez całą, krótką przecież historię stosowania przeszczepów w chirurgii, nie miało znaczenia, kto jest dawcą serca - myślał Jon z bolesną ironią. - Na Boga, kto sprawił, że nagle ma to znaczenie? Kto ma taką moc…? I wtedy uprzytomnił sobie, że niepotrzebnie pyta. Przecież wie. A żeby się upewnić, musi tylko ruszyć ze swego tymczasowego przystanku we właściwą stronę. Westchnął - i ujrzał przed oczami zieloność. ZIELONĄ, rozmigotaną, mroczną Puszczę. I szary kamień. Ale tym razem wizja trwała nie ułamki sekund, lecz długie minuty i nie była psychodelicznym, niepojętym snem. Była jawą. *** …zielone… zielone… ZIELONOŚĆ… Jon stał na ramionach Boga i jeszcze wciąż patrzył tam, gdzie On spoglądał wpółotwartymi oczyma. Ciężkie, grube powieki zaczęły powoli opadać. Wraz z przymykaniem oczu przez Bezimiennego owo nieokreślone, srebrzystobiałe rozmigotanie, rozedrganie powietrza z wolna uspokajało się, a Puszcza wokół znowu stała się wyraziście ciemnozielona. Jon ujrzał w dole, poniżej stóp posągu, znaną sobie Kamienną Drogę. I trzy pozostałe, wiodące w różne nieznane strony świata. Chyba że z jednej właśnie powrócił: ze świata sztucznej bieli i jaskrawej, nienaturalnej zieleni. Niczego więcej nie pamiętał. Zaczął ostrożnie zsuwać się z monumentu. Przez chwilę kręciło mu się w głowie. Wydało się, że Puszczę nadal przesłania srebrzysta biel, która napełniła go lękiem - lecz przysiadł na wielkiej, siedmiopalczastej dłoni Bezimiennego, odetchnął głęboko i złudzenie zniknęło. Po chwili kontynuował zsuwanie z olbrzymiego, wręcz monstrualnego posągu. Stanął na ziemi i wzniósł głowę, aby jeszcze raz spojrzeć w twarz Światowida (starannie wystrzegał się nazywania Go w ten sposób, nawet w myślach, jakby wypowiadanie Jego imienia przydawało Mu mocy). Tym razem twarz ta była nieruchoma, lecz i ślepa. Jon ponownie obszedł posąg wokół: wszystkie cztery twarze Boga wyrażały

49

jedynie nieczułą obojętność i miały zamknięte oczy, jakby Bezimienny zmęczył się spoglądaniem we wszystkie cztery strony świata. Jon odwrócił się i ruszył Kamienną Drogą w stronę Wioski. - GRDBGHGBHWZ - usłyszał za sobą słowa starego Boga, ale nie obejrzał się. Gdy przekraczał Rzekę, woda była o wiele zimniejsza niż wcześniej - a ludzie z Plemienia, którzy byli akurat nad brzegiem, znieruchomieli na chwilę, aby zaraz udać, że Jona nie widzą. Dopiero gdy postawił stopy na właściwym brzegu, sąsiedzi, znajomi i krewni zaczęli pozdrawiać go tak, jakby rozstali się dopiero wczoraj. - Jesteś - westchnęła z ulgą Gaja i położyła mu głowę na ramieniu. Zdziwiony, dostrzegł, że jej włosy były długie, miedziane jak pieniążki, które pokazywał im kiedyś Ezra - a przed oczami mignęła mu czyjaś ciemna, króciutko i krzywo ostrzyżona główka. Zamknął szybko oczy i zaraz otwarł je na nowo, aby zgubić tę obcą, niepokojącą wizję. - Bałam się - szepnęła tymczasem Gaja, dmuchając ciepłym oddechem w jego szyję. Obejmując ją, poczuł leciutką wypukłość tam, gdzie wcześniej była płaska, napięta gładką skórą przestrzeń, rozciągnięta między twardymi wzgórkami biodrowych kości. - Jak długo mnie nie było? - spytał, gładząc delikatnie wypukły brzuch żony. Wydało mu się, że pod skórą coś drgnęło, zafalowało, jakby malutka istotka żyjąca w środku obróciła się z boku na bok, tak jak to czyni śpiący człowiek. Mój syn, pomyślał Jon, mój syn, z mojego nasienia, a Bezimienny nie ma nic do tego. - Nie było cię prawie trzy miesiące - powiedziała Gaja z hamowanym drżeniem w głosie. Zrozumiał, jak wiele ją kosztował ten pozorny spokój. - Tak długo? Myślałem, że to był dzień, a może dwa - zdziwił się. - Ile straciłem… - szepnął, myśląc o dniach i nocach, które mógł spędzić ze swoją złocistomiodową żoną. Ile jeszcze stracę? - spytał samego siebie. Pierwszy tydzień od chwili powrotu z Kamiennej Drogi spędzili tylko we dwoje: były to jasne dni i świetliste noce. Przez następne dni polował z Plemieniem, z wdzięcznością przyjmując brak pytań ze strony towarzyszy o swoją długą nieobecność. W wolnym czasie starał się być jak najbliżej żony, jakby chciał nadrobić zagubione wspólne poranki, gdy budzili się oboje i śledzili przez wąskie okna promienie słońca wędrujące w głąb ich domu; gdy razem kąpali się w pobliskim źródle, zmywając pot i senność; gdy zasiadali do posiłków; gdy nocą wtulali się w wełniane koce, w futra i w siebie nawzajem. Dniem Jon starannie omijał okolice świątyni, aby nie natknąć się na Ezrę i uniknąć jego pytań, które nieuchronnie by padły. Isaka spotykał czasem blisko Rzeki i

50

zawsze mu się zdawało, że - podobnie jak szaman - stary kapłan chodzi tam, aby w milczeniu spoglądać na drugi brzeg. Tylko Jon mógłby mu opowiedzieć, co tam jest, lecz kapłan nigdy o to nie spytał. Szaman także nie zadawał Jonowi pytań, jakby był pewien, że on i tak przyjdzie do niego; będzie musiał przyjść. Albowiem choć Jon widział, tylko szaman wiedział. Jedynie szamanom przysługiwała wielusetletnia, przekazywana z pokolenia na pokolenie, wiedza o Starych Bogach. Członkowie Plemienia mieli o niej zapomnieć. I zapomnieli. Choć nie wszyscy. Obojętność Plemienia wobec tajemniczej nieobecności Jona nie wynikała z braku ciekawości. Wiedzieli, iż nie należy pytać. Skoro tę wiedzę wciąż posiadali, musieli pamiętać opowieści ojców, dziadów i pradziadów o Kamiennej Drodze. A może nie…? Może nigdy nikt im o niej nie opowiadał? Może Tabu było silniejsze, niż Jon sądził i dotyczyło nie tylko drugiego brzegu Rzeki, lecz także słów i myśli? Może było im wstyd, że tak łatwo wyparli się swych dawnych bóstw, bożąt i Bogów - tym gorliwiej więc oddawali cześć Istocie, o której nauczali ludzie w długich sukniach? Czas życia Wioski mijał z właściwym sobie rytmem - i zarazem naglił Jona. Jeszcze nie nacieszył się bliskością Gai, a już czuł, że musi się śpieszyć. Pewnego dnia, gdy wstał o świcie i wykąpał się w leśnym źródle, nie zabrał się do codziennych zajęć, lecz niecierpliwym krokiem ruszył do namiotu szamana. Namiot był jednak pusty. Jon ruszył zatem z biegiem Rzeki i, zgodnie z przewidywaniem, ujrzał wśród drzew dwóch starców pogrążonych w rozmowie: szamana z Isakiem. Na jego widok Isak leciutko się speszył, więc Jon pośpieszył z wyjaśnieniem: - Od dawna wiem, że rozmawiacie. Nikomu o tym nie mówię. - Tabu - mruknął szaman. - Ludzie w długich sukniach nie powinni mnie nawet dostrzegać. Jeśli zwrócą na mnie uwagę, musieliby mnie wykląć lub wygnać - zakończył, nie dbając o logikę. Isak dreptał u jego boku. Drobny i chudy stary kapłan spłoszył się słowami szamana, potem zmartwił, co wyraźnie widać było na jego twarzy i wzruszyło Jona (ten starzec nie umiał kłamać, a to musiało wzruszać). Jon doskonale rozumiał, że Plemię nie powinno oglądać kapłana z szamanem podczas przyjaznej rozmowy. Kapłani przecież przekonali ludzi z Wioski, że należy się wyprzeć starych czasów, starych obyczajów i wierzeń, przyjąć Cywilizację i podporządkować się jej zasadom. Czarownicy należeli do czasu przeszłego. Przyjaźń kapłana z czarownikiem wzbudziłaby w Plemieniu podejrzenia wobec słuszności nauk, które ludzie w długich sukniach wpajali od stu pięćdziesięciu lat mieszkańcom Puszczy, twierdząc, że tylko oni mają do tego prawo. “Nawracając, nie wolno czuć żalu i współczucia wobec nawracanych. Najbardziej szkodliwe są wszelkie wątpliwości” - powiedział mu kiedyś Isak z dziwnie smutnym wyrazem twarzy, ale wtedy Jon nie rozumiał, o czym starzec mówi.

51

to był problem związany z tamtą niepokojącą bielą. Na tę biel zapatrzył się Bezimienny i w tę biel. gdy czyjeś serce straci ciepło i wypełni je lód? Nienawidzi. Jednak nawracanie miało swoje rytuały i stary kapłan musiał się im podporządkować. nie ma bezpieczeństwa. .…i poszukać ziela serdecznika . obojętne.odparł szaman. nawet gdyby sprawiały im ból. którego sam nie pojmował. Biel… białe… BIEL… Tak.Co można zrobić.zaczął Isak i urwał. jakby nie wiedząc. Pospolity rośnie wszędzie wokół.spytał niecierpliwie Jon.Serdecznik niepospolity .I…? I co? . a Jon musi znaleźć liść z dziewięcioma zębami. w dodatku nawet nie wiedział. jak Isaka. ale Jon nie pojął. Jon powoli pojmował. Chce zabijać. nawet koło twojej chaty.Trzeba się modlić… . Szaman z twarzą nieruchomą jak głazy na Kamiennej Drodze.Wiem. Byłby niezadowolony. szaman wypełniał swoje zadanie.dorzucił szaman. Ten rośnie tylko TAM.usprawiedliwił się stary kapłan. Nie czuje miłości .Jon w nieporadnych słowach próbował określić dręczący go problem.Ezra… . . poszedł on . Tym razem odpowiedział mu Isak w natchnieniu: 52 . Isak zaś zasępiony i smutny. a obaj starcy cierpliwie czekali.zdziwił się Isak. gdyż nie rozdzierały go wątpliwości. kapłan czuł się rozdarty pomiędzy intuicją a zasadami. co ono oznacza. co czuł . .Potrzebuję rady .ale co można zapamiętać z bieli? Najbardziej niepokojący kolor świata . Na końcu Kamiennej Drogi. ale przeszedł do swoich kłopotów: . skąd się wziął. Kapłan spojrzał na niego bezradnie i wyszeptał: .Nie jestem heretykiem… . . które mu wpojono. pomyślał mimochodem Jon. Ezra był bardziej skuteczny. Instynktownie wyczuł.Ten zwykły ma liście o siedmiu zębach. że to coś złego. które ustanowili ludzie. w ślad za wzrokiem starego Boga. Teraz jednak nie zastanawiał się dłużej nad przyjaźnią kapłana z szamanem. Tam gdzie rodzą się wątpliwości. że Isak jest wysłannikiem Boga Dobroci. . więc zmienił temat. . Pospolity ma bladoróżowy kwiat.stwierdził.powiedział. Nie znał tego słowa: “heretyk” i nie wiedział. więc Jon pośpieszył mu z pomocą: .Leonorus cardiaca? Serdecznik pospolity? . a Ezra strażnikiem cnót i zasad.tak jak wcześniej szamani musieli być wierni swym zasadom. co powiedzieć.. No cóż. twój musi mieć kolor krwi. by nie mówić źle o swym bracie. co Isak miał na myśli.

. gdy poczuje je na języku . wyjaśniał szaman. pamiętasz? .Co potem? . Przypadkiem sam go nie kosztuj. I będzie także wtedy. więc myśl o tym.Zerwiesz go.To ziele ma wielką moc. . A gdy się rozgrzeje. wbijali sobie nóż w serce lub orali pierś paznokciami. Nie do Bezimiennego. o którym mówię. aby kochali je mocniej lub w ogóle zechcieli pokochać.zaciekawił się Isak. Czy serce tej istoty przemieniła w lód Królowa Śniegu? . zaopatrywały się w TEN serdecznik i podawały go skrycie swym ukochanym. o którym mówisz. zmów modlitwę. rośnie tylko TAM. włożysz do skórzanego woreczka. Dawno. gdy ludzi i Bogów znowu na Ziemi zabraknie. . serdecznik. . A ludzi 53 . z pomocą wiedźm. Nie potrzebujesz. gdyż Królowa Śniegu wydawała się być Istotą. pamiętasz? Chowając Leonorus cardiaca.wyjaśnił szaman. . Wystarczy.Jon rozumie swoją misję. a zarazem tajemniczo i obco. a gdy wyda cierpki zapach i przemieni się w garść ziela. .dziwiąc się. Ale jeśli serce. Umierali w mękach. Z tym serdecznikiem nie wolno igrać. które te uczucia przywoływały. uciekały w strachu przed nimi. Nie do Bezimiennego. łagodny starzec? . .zdumiał się Jon. nie było Boga Dobroci lub nikt o Nim nie słyszał . gdy kończy się jesień . Nie kochający nagle tracili zmysły z miłości i dziewczęta. której serce zmieniło się w sopel lodu.spytał niecierpliwie.…z ziarnkiem piasku z Pustyni.upewnił się Jon i odruchowo dotknął piersi. do kogo się modlisz. Kochający wpadali w szał.ba. zemniesz w dłoni. bo Go wzmocnisz… .Królowa Śniegu? .Królowa Śniegu przybywa do nas w swym lodowym rydwanie zawsze wtedy.westchnął Isak. Nie było Światowida. jest tak chore i nieczułe.Potem będziesz znowu Jonem w Drodze . aby wyjąć serce i dać je ukochanej. . który dałem ci dawno temu w świątyni. zacznie czuć. tkwił tam cały czas. o której wszyscy wiedzieli.. Jonie. Misję? Jaką misję? O czym mówi ten dobry.przytaknął szaman.Woreczek z ziarnkiem piasku? . nie było ludzi. że przypomina sopel lodu. gdyż słowa te zabrzmiały mu dziwnie znajomo. serdecznik jedynie trochę je rozgrzeje. płaski. Jon zdziwił się.powiedział z ufnością stary kapłan. Woreczek.Ale pamiętaj.I w tej Drodze podasz ziele osobie. była Królowa Śniegu. ledwie wyczuwalny.Królowa Śniegu? . malutki. dawno temu niektóre głupie dziewczyny. A wcześniej każdy człowiek z imieniem swego Boga na ustach rzuci się do walki z człowiekiem wyznającym innego Boga. po której stąpał Jego Syn. .Jon wie .Zmów modlitwę .

Mogę jedynie. na którą wstąpił. nie liczy się. której nie umiał określić. to znaczy.i Bogów będzie bardzo wielu. Ale nawet wtedy pozostanie Królowa Śniegu. . każdy inną cenę. pora roku jak każda inna. nawet jeśli spotkał go w tamtej strasznej bieli.Kto za to zapłaci i w jaki sposób? . które wytyczała jego religia. Ty i ja chcemy tego samego. . by zmienić temat na równie niebezpieczny i zaraz dodał: . W dodatku użycie leku wydawało się tak proste: wystarczy posmakować skruszone ziele na języku… 54 . a Królowa Śniegu to Lodowa Pani i na szczęście nie każdy ją spotyka. znowu wyruszysz? spytał teraz. To było najważniejsze. instynkt Isaka zaś podpowiadał mu właściwe odpowiedzi? Skoro On powiedział na Górze: “Nie będziesz mieć innych Bogów przede mną”. Chyba że to właśnie Ezra nie miał racji. wówczas gdy podjął z nim rozmowę o Światowidzie. To. Rozmawiając z szamanem o starych bóstwach i Bogach. . że inni istnieją . dla kogoś. by w Drodze. Ona nie potrzebuje serdecznika. Gdzie jest dziś.zamyślił się czarownik. które TAM rośnie.Nie miałem na to wpływu.Biedna Gaja.Gdy znajdziesz Leonorus cordiaca. Śnieg tylko sypie. pomagać mu z oddali. Wtedy jednak spełnił swą powinność.Ty go wybrałeś? . Może znalazłbyś dla niej jakieś ziele. Królowa Śniegu zabija. . Isak czuł się niepewnie i chwilami wydawało mu się. jak twierdził Ezra. Niektórzy szamani twierdzili. Im wyższa cena. kogo nie znał. Jon zaś jest wybranym narzędziem. Tak długo będą ze sobą walczyć. gdy jej mąż rusza w Drogę… . iż rzeczywiście. tym większy skutek.Nie.wyszeptał kapłan. by kochać. Uczynił wyjątek dla Jona. Zima to zima. Czuł jedynie ulgę.wyszeptał Isak. gdy ma taki kaprys. Wiedział o tym .i cierpiał. tak jakby istnieli naprawdę. Ale w rozmowie z szamanem stale naruszał granice. tak jak ty. Takie myśli pojawiały się czasem w wizjach starego czarownika. że oddaje ona czasem drobne usługi Bogom. gdy zjadł Diabelskiego Grzyba lub napił się wywaru z szaleju. co przychodzi bez cierpienia.zamyślił się starzec. lecz szaman znów pokręcił głową. nie stał się niczyim sługą… .Zapłacimy wszyscy. aby mniej się dręczyła. popełnia grzech.uspokoił się kapłan. że znalazł lekarstwo na chorobę.Myślisz o zimie . a kapłan przestał wypytywać.Ona musi cierpieć. . Ale ten pokręcił głową: . nie wiem… . . aż zniknie po człowieku wszelki ślad. Jon niewiele pojmował z rozmowy obu starców.zwrócił się do szamana.

Zawsze będę do ciebie wracał . bezwiednie wyszeptał przygotowane z góry kłamstwo: “Byłem w pobliskim mieście przyjrzeć się. minął Ezrę i odniósł nieodparte wrażenie.Nic mnie nie wstrzyma . Żywa czerwień kwiatu od razu rzuciła mu się w oczy.upewnił się Jon. czekają cię niewyobrażalne piekielne męki…!” Jon. Brat tego samego. . Ciekawe. ciężarnej żony? Jonie! Jeśli grzeszysz. . Czy tamten niepospolity serdecznik ogrzał lodowe serce posągu? Jon wątpił. .powiedział żarliwie. które udawały. Pożegnania oznaczały rozstanie. Wycinają ogromny kawał Puszczy. Zgubiłem drogę i z trudem ją odnalazłem”.skłamał Jon gładko i bez wyrzutów sumienia.Nie będziesz mnie wstrzymywać? . by zdobyć drewno. lecz tym razem Gaja nie stała nad Rzeką. nim zostałam twoją żoną . więc zerwał go. jak nakazał Isak. Gdy wkładał ziele do woreczka na szyi. choć Ezra o nic nie zdążył go spytać.Wracając do Wioski. natrętne wołanie Ezry: “Jonie! Gdzie podziewałeś się tak długo? Dlaczego przez trzy miesiące nie było cię u boku młodej. krusząc w dłoni. Goniło go nie wypowiedziane. aby ratować starca.odparła z łagodnym smutkiem.pomyślał i podporządkował się jej niemej prośbie. Wyruszył o świcie. . Ale świątyni nie widziałem. jak wznoszą największą w kraju świątynię. . że śpi. znikając w Puszczy na drugim brzegu. do którego lgnęło jego serce. który Jon złożył w ofierze Bezimiennemu za pierwszym razem. Została w domu. lecz Jon przyśpieszył i skrył się wśród pierwszych domów Wioski.Spotkałem przed chwilą kapłana Isaka koło krzyża za Wioską . a gdy go opuszczał udawała. .Wiedziałam. iż ten grzeszy. że drżą w rytm oddechu.I wiem. Poznał to po nienaturalnie spokojnym ułożeniu jej ramion i pleców.Wstrzymuje oddech .przyrzekł Jon. Za to szaman stał koło namiotu nieruchomy jak drzewo i Jon. że będzie długo szukać dziewięciozębnego serdecznika z purpurowym kwiatem. że mąż wkrótce znów zniknie. że młody kapłan nie tylko szuka swego brata. Poczuł gorzko-cierpki zapach. ale wręcz wie. jak długo to będzie możliwe. przez chwilę zdawało mu 55 . gdzie może go znaleźć . że jesteś Jonem w Drodze. Myślał.i chce się jedynie upewnić. czy młodszy kapłan by mu uwierzył… Gaja bez pytań pojęła. ale ona pokręciła głową: . na którym stał posąg. że będziesz wracać. wciąż czuł na plecach jego wzrok.Jeżeli coś cię nie powstrzyma. by uniknąć pożegnań. Ezra spojrzał podejrzliwie i już zamierzał pytać dalej. Ale rósł dosłownie na skraju pylistego placu. aby patrzeć w ślad za nim. .

Biel… białe… biel… . wspinając się mozolnie na ramiona Boga. grube kolana posągu. Jon niepotrzebnie pytał.siedmiopalczasta. czy całkiem inna. Czwarty . jak niebezpieczny skalny występ. Żadnych . wiła się jedna z Kamiennych Dróg. Znał tę drogę na pamięć: pierwszy przystanek . Ona jest taka chuda w 56 .potężne. Ale dlaczego? Zabici w kwiecie wieku w okrutny. wznosząc w górę.spytał Dziewczyny. nie bieli. nieludzki sposób. czy udajesz Dziewicę czy mężczyznę? . . ale ona nawet nie odwróciła w jego stronę ostrzyżonej na jeża głowy. ciemnozielona Puszcza znów zaczęła migotać mu przed oczami i tracić ostrość konturów . która z czterech par oczu Bezimiennego jest teraz otwarta. jesienną ziemię i po prostu był dobrze dobrany. gdyż bury płaszcz idealnie wtapiał się w równie burą. Chciał sprawdzić.powtarzał. wsparta na wystającym biodrze. lśniącą żywicznie pod wpółprzymkniętymi powiekami.obróciły się w proch.powiedział Jon głośno. .się. ludzie zwykli i ludzie w długich sukniach . wzdłuż której patrzył poprzednim razem. Trzeci . Smutne szczątki niezliczonych krwawych ofiar… . brzydki przyodziewek. ostentacyjne niemal znamiona męskości Bezimiennego. które Ezra wyczytał kiedyś Plemieniu w świątyni z jednej z grubych ksiąg. Znów obszedł ramiona Boga . czy to jest ta sama. Grube.pomyślał instynktownie. Z tej wysokości wszystkie Drogi były do siebie podobne i Jon nie wiedział.nienaturalnie duży pępek. że czuje na sobie wzrok posągu. nisko w dole.zieleń ustąpiła burości.wystające.sarny i lisy. która z nich wiedzie do Wioski. A potem po zgiętym łokciu Jon wspiął się wprost na ramiona Boga. żywiczna czarna głębia. Drugi . obojętne. powolutku uchylały się. Gdy wpatrywał się w ślad za spojrzeniem Bezimiennego. . wielka dłoń. a wysokie drzewa wokół odbiły jego słowa głuchym echem. Odwrócił głowę: Bezimienny patrzył na niego jedną z czterech par oczu. Ostrożnie obszedł je wokół. Odwrócił się i jeszcze raz spojrzał uważnie na pył wypełniający plac. aby przywołać tamten obcy świat. Nie wiedział nawet. wielkie powieki powoli.. zmęczoną. Jon przywarł do szyi Światowida i ostrożnie poszedł wzrokiem w ślad za Jego spojrzeniem. Widział tylko jej ostry profil i wysoko rzeźbione kości policzkowe. Prawie zaciśnięte. Ale wszystkie były szczelnie zamknięte. niedźwiedzie i zające.Dlaczego zawsze nosisz bury.Bure… szare… bure… Bure jak zmęczona ziemia… jak wykarczowany skrawek Puszczy… BURE… *** .i ujrzał.Nie chcesz mnie. Te wszystkie niegdyś żywe i czujące istoty .Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” przypomniał sobie słowa.Nie dostaniesz ode mnie żadnych ofiar. Przed nim. to wrócę do Wioski . że pod jedną z czterech par powiek coś lśni: bezdenna. na ofiarę dla starego Boga? Dlaczego On chciał ofiar z życia? Czy cześć oddawana ze strachu wystarczała mu? .

drążył dalej.Żebyż choć upierała się przy jednym lub wybrała sobie bardziej znaczące boskie istoty niż ta trójca. aby uniknąć zbędnych pytań i podejrzeń ze strony napotkanych ludzi. kogo kocha miłością całkiem nie siostrzaną.tym męskim przebraniu . Lecz przez tę chudość nie wygląda na prostą wieśniaczkę. choć bez sukcesów. . swoich i obcych. zamku dopiero szukali. ale i bez wizji gwałtownej śmierci. .Ale proboszcz patrzył z przyganą na chudą pasterkę krów obwieszczającą wszem i wobec. że prawie co dzień. Michał. lecz na arystokratkę. słyszała Głosy. błądząc bocznymi drogami. że spala ją od środka poczucie misji. świętymi Małgorzatą i Katarzyną.spytał nie zrażony jej milczeniem. Matka Dziewczyny była niczym nie wyróżniającą się chłopką. która wypuściła się na awanturniczą wyprawę ze swego zamku. chłopca z sąsiedniej zagrody. Uzupełnienie to wydało mu się konieczne. Bez szans na odmianę losu. A zwłaszcza najeźdźców. przypominając sobie długie. stary Dark.pomyślał. oślepiającym błyskiem słońca. Wygląda okropnie .Sama je ścięłam.westchnął w duchu Jon.Słyszałam Głosy. Sierpem . . pomyślał i zaraz dodał w duchu: Kocham ją jak siostrę. która od trzynastego roku życia “słyszała Głosy”. z niczym nie wyróżniającej się wioski Domremi. miał opinię chłopa pracowicie. jednak nie najgorsze życie. lecz ubogą wioskę Domremi. ponieważ nikt lepiej od niego. Troje świętych naraz… Ciekawe. także to. . Czy ona tego nie rozumie?! I tak wszystkie awanturnicze przedsięwzięcia. uprawiającego małe poletko.Po co to wszystko? . którą rzeczywiście jest. . Jej wyniosłość była śmieszna.myślał z przekąsem Jon. Jej ojciec. może i nudne.Nigdy nie była piękna. mało rozgarniętą. nie wiedział. . I w końcu wypali się. Ponieważ Dziewczyna nie była arystokratką. wewnątrz własnego Ja. że jest ktoś inny. Na pewno już nie wróci to. tylko wieśniaczką. Właśnie. pasąc cztery kościste krasule na łąkach za wioską. kim ona jest: wiejską dziewuchą.Dziewczęce suknie kryły to. czy mówią do niej chórem. Kto o 57 . . ale teraz. gdy nie ma włosów. czuł. gdyż gdzieś głęboko. więc nie opuścili zamku. bynajmniej nie z obściskiwania się z chłopakami. Błysk jej zębów w śniadej twarzy wydał się Jonowi krótkim.lub źle. Małgorzata. ciemne warkocze i porównując je z ostrzyżoną na jeża głową. może nawet kocham. I to jest awanturnicza wyprawa.odparła posępnie i znów umilkła.Kto tak nieudolnie ściął ci włosy? . Mimo wszystko ją lubię. rozmawia ze świętym Michałem. Urodziła kilkoro niczym nie wyróżniających się dzieci. mogą skończyć się dobrze . co było: spokojne. Widać.odparła Dziewczyna i nagle uśmiechnęła się. jej wielkie oczy przypominają oczy wariatki… . Katarzyna. z wyjątkiem Dziewczyny. przecież wiesz . Stąd brała się jej zła sława we wsi. w dodatku cieszącą się złą sławą.pomyślał. czy każde z osobna? . Gdyby choć proboszcz uznał je za Głos Boga… . niespecjalnie ładną.

nic nie znaczącego rodu. pełen mieszanych uczuć. poważni święci! Gdyby któryś z nich z nią rozmawiał. że musi ruszyć.. . . Tylko nie mieszaj się do polityki.nich słyszał? Kto o nich coś wie? Święty Augustyn.pogaduszki” tej Dziewczyny ze świętymi. syn nieżyjącego monarchy. Początkowo wszyscy się z tego śmiali. Byle nie na tematy państwowe. Wszystkie wiejskie wyrostki zawsze obśmiewały “Głosy” i . Dziewczyno. Tomasz… to są prawdziwi. To sprawa raz na zawsze rozstrzygnięta. . bo biskup nie chciałby o niej słyszeć. Tron przypadł najeźdźcom i kwita.wołał w gniewie możnowładca z Wokuler. głupia szesnastolatka z zabitej deskami wsi Domremi z ubogiego. do której będą mogli przychodzić paralitycy. na tronie osadzono monarchę najeźdźców! I zatwierdzono to traktatem. może wtedy choć proboszcz by jej uwierzył. Powiedz tym… tym swoim Głosom. zbuduję z własnych funduszy kapliczkę. a Jon. którzy po części dawali wiarę. co od biedy mogło być wzięte za chłopski. gdzie pierwszy raz usłyszałaś Głosy. młody schronił się na zamku w Szinie. Głosy mówią to. w dodatku jednego ze znaczniejszych na ziemi! Nagle do ubogiej zagrody rodziny Darków zaczęli zjeżdżać możnowładcy. Tą misją jest przywrócenie na tron prawowitego króla. a w każdym razie lokalnego wydarzenia sprawa zaczyna przeradzać się w państwową! Coś. Niech twoi święci mówią o Bogu.Chcesz. mój panie. by przywrócić na tron prawowitego króla. co nie udało się całej armii? Ba. ślepi. masz dokonać tego. przycupnięty za płotem domostwa Darków. Niejeden kamień przeleciał obok jej 58 . a co dopiero święci tak niskiej rangi. nie o tronie . prostacki. Chce sobie rozmawiać ze świętymi .. nie o królach. Małgorzata i Michał. mój panie.Nie mam na to wpływu. Prawowitym królem.ta mała od Darków rozmawia ze świętymi”. . Piotr. nawet gdyby gawędziła co dzień z samą Marią Magdaleną…! A jednak Głosy powiedziały jej pewnego dnia. głupia dziewko?! Traktatem. wielu armiom! Przecież tę wojnę toczymy już od stu lat i od stu lat ją przegrywamy! Stary król nie żyje. ale od trzech miesięcy powtarzają co dzień to samo: że mam do spełnienia misję powierzoną przez samego Boga. podpisanym przez najszlachetniejszych panów z obu krajów! Jak chcesz to odwrócić?! . lecz barwny wyraz religijności stawało się nagle polityczną aferą i to w skali całego królestwa. rozumiesz. Nawet ludzie z natury zabobonni. że . niech się wypowiadają o kościele. Tron zresztą opanowali już najeźdźcy i nikt tego nie zmieni. nawet cały zastęp świętych. mało znani i mało mogący. Ale gdy ktoś zaczyna mówić o królu i o tronie… Oooo! Wtedy z drobnego i śmiesznego. krew z naszej krwi. to tu. żeby przestały zajmować się kwestią tronu. nie najeźdźca. by czekać na cud przywrócenia zdrowia.Najpierw mówiły tylko o wierze i miłości. podsłuchiwał ich rozmowę. jest delfin.Ty. by uspokoić “słyszącą”.proszę bardzo.mówił możnowładca z Wokuler. jak Katarzyna. co chcą mówić odpowiadała niewzruszenie Dziewczyna.

będzie uchodził za wspólnika małej wariatki z Domremi?! . Tego chce Dobry Bóg. a ty wrócisz na tron. gdy ten groził. Podsłuchujący za płotem Jon zesztywniał: wiedział. a raczej z własnej głupoty. co może myśleć: . muszę zamknąć jej usta. jeśli to ci się uda? Załóżmy. Polityka…! I to jaka! Na najwyższym międzypaństwowym szczeblu! Ta prostaczka chciała zmieniać bieg Historii przez największe “H”! Ona. daj mi armię. że trzeba pokonać najeźdźców i przywrócić tron delfinowi.pasem wytłucze z Dziewczyny bajdurzenie o Głosach”. Najlepsze. To jasne. Omylność to cecha ludzka. Dasz mu tylko konia i zbroję. a ich król osadzi mnie w twierdzy lub zetnie mi głowę za tolerowanie jawnego podburzania do buntu. Możnowładca z Wokuler długo milczał.spytał jej wtedy zmęczony możnowładca z Wokuler..zamiast niewinnych rozmów ze świętymi o sile wiary i miłości do bliźnich Dziewczyna nagle wszczęła z Głosami rozmowy o polityce. domyślał się. niejeden ją trafił. pokonamy najeźdźców. a odbijemy miasto Orlin. przedrzesz się do Sziny i trafisz przed oblicze delfina? . chuda dziewucha od krów. że tym szóstym ma być on. To on uspokajał rozjuszonego starego Darka.odparła z mocą Dziewczyna..Jeśli ta wariatka zostanie tu. która nie umiała nawet czytać i pisać! . A oni nigdy się nie mylą. jej wyznawcy zrobiliby z niej świętą. to jakim prawem wciąga też jego? Tak mu odpłaca za to. nie boska . byle z daleka ode mnie i mojej władzy. Jon. że potrzebowała choć jednej przyjaznej duszy. wplątuje się w tę awanturę.Powiem mu: Panie i Królu mój.A co zrobisz. Zatem by ocalić siebie i swoje stanowisko. czego żąda i wysłać ją w diabły. jakby ważył w duchu to. szóstego mam. powiedział mi to ustami świętych Małgorzaty i Katarzyny. gdy będę przedzierać się przez kraj do delfina. gdyż będą z tego same kłopoty.głowy. A zresztą… Wystarczy pięciu. że bronił jej przed drwinami wsi…?! Zamiast robić karierę na zamku możnowładcy z Wokuler. że . to dać jej.Więc czego chcesz? . niech robi. abyś przestała gadać. biegły w rozumieniu możnych tego świata. głupia. co mogę zrobić. z Michałem do pomocy. jak uciszyć prostaczkę i wariatkę? Chyba żebym ją zabił. . wcześniej lub później dotrze to do zaborców. kierowany nie wiedzieć jakim impulsem. gdyż umie czytać i pisać. ale skoro ona z własnej woli.Chcę sześciu zbrojnych dla ochrony. że nie wpadniesz przedwcześnie w łapy najeźdźców. bronił jej przed złośliwością bliźnich. jako moja poddana i nadal będzie rozpowiadać wszystkim. Tak źle i tak niedobrze. Zrobię wszystko. Ale jak to przeprowadzić. Ale Jon też się zaniepokoił. kto tylko zechce słuchać. co powiedziała. Ale na wszelki wypadek…” 59 .spytał nagle możnowładca. co chce. . Lecz gdybym ją zabił. gdy . Tylko Jon. I to jaką: świętą męczennicę! Takie są najgroźniejsze! Gorsze niż za życia! Więc najeźdźcy ukaraliby mnie za to.

Czekał do późnej nocy. a także konia i dodatkową zbroję. że możnowładca wybierze właśnie mnie.oraz zapasowa zbroja. lecz i swojaków.pomyślał Jon. mieć trójkę dzieci. aby nie zwrócić niczyjej uwagi.Dobrze. gdyż wiejska dziewka jadąca konno w asyście uzbrojonych dworzan wzbudzi podejrzenie nie tylko najeźdźców. którą Jon włożył z pewną niechęcią.przerwał jej możnowładca. lecz niepojęte były zawiłości psychologii. że Jon jej nie zawiedzie.…Na wszelki wypadek w drużynie zbrojnych będzie jeden zaufany. drugi dla Dziewczyny .Dość! . To wtedy musiała ściąć sierpem swoje piękne. Sama przebierz się w męski strój. Muszę być zatem w domu i czekać na wezwanie… Jon cicho przekradł się do swej zagrody. Ja nie chcę. ze cztery krowy. Gdyby jednak wszyscy robili tylko to. Liczył na karierę pisarza na dworze możnowładcy. I już nic więcej nie mów. . Wiele wskazuje na to.Skoro zbrojni będą jutro o świcie pod wiązem na rozstaju. Dziewczyna wyglądała niezgrabnie w za dużych portkach starego Darka obwiązanych sznurkiem w pasie. możnowładca z Wokuler winien zaraz wezwać mnie na sekretną rozmowę. . Jona. stado gęsi i święty spokój. dwa konie . co prawda. Ona. to… . nawet staremu Darkowi nie zdradź. Skoro tak bardzo chcesz. kawałek żyznej ziemi. O świcie pod wiązem czekało na nich pięciu zbrojnych ludzi z drużyny możnowładcy z Wokuler. Bystre oczy Jona od razu wyłowiły w piątce ludzi tego. nie giermka. przewodzący drużynie i zachowujący się z hałaśliwą pewnością siebie. słyszysz? Z nikim nie rozmawiaj. Sama nigdy bym na to nie wpadła i pewnie mi nie uwierzysz. który otrzymał od możnowładcy z Wokuler sekretną misję: wbrew pozorom nie był to potężny osiłek. gdyż nikt zdrowy na umyśle nie przerywa możnowładcom. iż cię posłuchałem. co muszę robić i wcale nie mam na to ochoty. będzie czekać na niego koń i zbroja. Ja muszę. gdyż nakazał mi to Bóg ustami trojga świętych. a na burej koszuli miała wielką. długie.Niczego nie chcę . Skoro tak. . ale boję się tego. czarne włosy.dokończył myśl możnowładcy Jon.Zbrojni przyjadą jutro o świcie pod wiąz na rozstaju. panie. któremu nieobce były meandry polityki. zapewne wkrótce wezwie mnie na sekretną rozmowę… . rozumiesz? O świcie… .powiedziała Dziewczyna z naciskiem. ale nie doczekał się wezwania od możnowładcy. równie burą kamizelę.Nie rozumiesz. które przypominały teraz młodego jeża. że byłem tak głupi. otrzymasz pięciu zbrojnych. . Miałabym ochotę wyjść za mąż. Za to przed nastaniem nocy przyszła do niego Dziewczyna i dała wyraz głębokiej wierze. Żaden tajny 60 . co wywołało dreszcz zgrozy u Jona.zaczął możnowładca. nie była zdrowa… . na co mają ochotę… .jeden dla niego. ale Dziewczyna przerwała mu. Bądź tam z twoim przyjacielem.

asystent nigdy nie był osiłkiem i nie rzucał się nikomu w oczy. Zatem musiał nim być ten chudy, piętnastoletni Chłopiec - którego twarz wydała się Jonowi do tego stopnia znajoma, że aż drgnął na jego widok. Jedynie Chłopiec nie miał na sobie zbroi, choć nosił u pasa krótki nóż. Mimo szarego świtu, gdy rozchyliła mu się koszula przy zsiadaniu z konia, Jon dostrzegł na Jego piersi dziwną, długą bliznę, - …jakby ktoś chciał mu wyjąć serce - pomyślał, patrząc na Chłopca i nie wiedząc, skąd wzięło się to skojarzenie, a zaraz po nim dziwna pewność: - On już kogoś zabił. A teraz cierpi, lecz jest gotów zabić znowu. Jego serce jest jak sopel lodu i stąd ten dziwny chłód, który od niego czuję. Królowa Śniegu musnęła go skrzydłem swego płaszcza… Jon bezwiednie dotknął dłonią małego skórzanego woreczka. Zawsze nosił go na piersiach pod koszulą, mimo że zawierał jedynie wyschłe, pachnące cierpko drobne ziele, którego przeznaczenia nie umiał się domyślić. Ale w końcu święte relikwie miewały różny charakter, na wszelki więc wypadek nie należało pozbywać się przedmiotu, który, jak mu się zdawało, towarzyszył mu od urodzenia. Nikt poważny w tych trudnych i niespokojnych czasach nie obywał się bez relikwii. Widać zaopatrzyła go w nie matka, której - podobnie zresztą jak ojca - w ogóle nie pamiętał. Ba, dźwięk słów: “matka”, “ojciec”, przywodził mu przed oczy niepojęty obraz rozmigotanej, zielonej Puszczy, jakich niewiele było w dzisiejszych, cywilizowanych czasach. Większość puszcz wycięto, aby pobudować domy, pałace, świątynie. Skórzany woreczek na pewno zawiesił mu na szyi ktoś, kto go kochał i o niego dbał. Szkoda, że tego nie pamięta. Niech więc woreczek sobie wisi, z relikwiami czy bez. Niech dalej szeleści w nim to zmurszałe zielsko. On ma na głowie inne kłopoty. - Czemu możnowładca nie zaufał mnie, lecz wybrał tego wyrostka? - myślał, patrząc z niechęcią na Chłopca. Ten w odpowiedzi skrzywił wargi w niemym, ironicznym, zimnym uśmiechu. W ten sam sposób spojrzał potem na Dziewczynę i Jon poczuł chłód na plecach. - Zabije ją, choć jeszcze nie wiem, w jaki sposób - odgadł i w tym samym momencie zrozumiał, że to Los każe mu stać pomiędzy Dziewczyną a Chłopcem. Widząc jej chudą postać, odzianą w niezgrabne portki starego Darka i te wielkie, płonące oczy wyzierające z obnażonej, jakby nagiej głowy - Jon zrozumiał, że w gruncie rzeczy zawsze ją kochał. Jak siostrę. Jak prawdziwie bliźnią istotę. Bezbronność tej wątłej Dziewczyny wobec Głosów, które słyszy i strach, który czuje, zmuszają go do chronienia jej. Pomimo ogromnej chęci zrobienia kariery na zamku możnowładcy z Wokuler. Jon bowiem wiedział, że gdyby możnowładca właśnie jego uhonorował sekretną misją - byłby gotów zdradzić Dziewczynę za cenę kariery na zamku. Więc ile w tej nagle objawionej gotowości bronienia jej było prawdziwej woli, a ile chęci pomsty na możnowładcy, który wyróżnił Chłopca, nie jego…? Na to pytanie Jon nie umiał sobie odpowiedzieć. Może coś jednak było w tej Dziewczynie, że wzbudziła w nim aż tak mieszane odczucia? Może była kimś więcej niż wiejską wariatką?
61

- No, więc po co to wszystko? - ponowił pytanie, nie zrażony jej niechętną odpowiedzią. Jechali lasem, czwórka zbrojnych możnowładcy z Wokuler, ten zdumiewająco młody i pozornie mało doświadczony sekretny posłaniec, Dziewczyna w niezgrabnym męskim stroju, z nieudolnie obciętymi włosami i Jon. Zdaniem Chłopca, do zamku w Szinie, gdzie przebywał delfin, jedyny syn prawowitego króla, było już niedaleko. Przez całą podróż - wiele nocy i dni - mieli szczęście i nie natknęli się na najeźdźców. - Wolność… Prawda… Miłość - wymamrotała niechętnie Dziewczyna w odpowiedzi na jego pytanie. - Nie rozumiem - odparł Jon. Zwróciła ku niemu posępną twarz, w której płonęły oczy. W niczym już nie przypominała młodziutkiej, pogodnej wieśniaczki z Domremi, towarzyszki zabaw. - Zacznijmy od Miłości - powiedziała. - Miłość do Dobrego Boga nie pozwala mi odmówić Jego wezwaniu, nawet gdyby niosło największe niebezpieczeństwa. On wezwał mnie, bym przywróciła tron prawowitemu królowi. Tu zbliżamy się do Prawdy. Prawda jest taka, że tron nie należy do najeźdźców i choćby ta wojna trwała nie sto lat, lecz dwa tysiące, choćby na tronie osadzono nie jednego, ale stu uzurpatorów, tron należy się delfinowi lub jego potomkom. Nie wolno ze strachu wyrzekać się Prawdy. A Wolność… Gdy ze strachu wyrzekasz się Prawdy, oznacza to, że nie jesteś wolny, rozumiesz? Jon zdziwił się. Nie posądzał prostaczki ani o takie rozumowanie, ani o tak głęboki wywód. Nie umiała przecież czytać ani pisać. Skąd brały się jej te sformułowania? Czyżby naprawdę słyszała Głosy i mówiła w natchnieniu? - Nie podoba mi się ta misja. Boję się jej. Boję się o ciebie - powiedział. O siebie też - dodał szczerze w duchu. - Ja też się boję - odparła smutno Dziewczyna. Jon odczekał chwilę, zwolnił bieg swego konia, pozwalając, by Dziewczyna wysforowała się na czoło drużyny, sam zaś, udając, że poprawia strzemię, zaczekał na Chłopca. Ten jechał na końcu, siedząc niedbale w siodle, lekko zgarbiony, pogrążony we własnych myślach. Lewą ręką lekko przytrzymywał lejce, prawą dotykał piersi. - Boli cię ta długa blizna? - spytał Jon, chcąc sprowokować Chłopca do zwierzeń. Ale ten krótko się zaśmiał. - Czemu pytasz, doktorku?

62

- Nie jestem medykiem… - odparł speszony Jon, lecz mówiąc te słowa, doświadczył nagle wrażenia, jakby na ułamek sekundy pogrążył się w jakiejś niepokojąco lśniącej, nienaturalnej bieli. Tonął w niej. Dusił się. Odetchnął głęboko i omamy zniknęły. - Może będziesz medykiem lub byłeś nim, nic o tym nie wiedząc - zaśmiał się Chłopiec. - Wiem, czemu wstrzymujesz konia. Pragniesz wywęszyć, jaką misję powierzył mi wielmoża z Wokuler. - Jeśli dostałeś zadanie, by podstępnie zabić Dziewczynę, to będę jej bronił. A jestem od ciebie silniejszy - powiedział Jon. - Żeby zabijać, nie trzeba siły, tylko przekonania - zaśmiał się kpiąco Chłopiec. Powiem ci jednak, co umyślił nasz wielmoża. Żadnemu z nas to nie zaszkodzi i nawet taki naiwniaczek jak ty sam dojdzie w końcu do tego. Otóż jeśli delfin przypadkiem zechce rozmawiać z tą śmieszną dziewuchą i jeśli, również przypadkiem, jej się powiedzie, to staniemy się jej drużyną, gotową do ochrony z rozkazu możnowładcy. Chronimy wybraną istotę, do której Bóg raczył przemówić głosami świętych. Ale jeśli na zamku w Szinie zamkną przed nią bramy lub zechcą wydać ją najeźdźcom, wtedy jesteśmy zbrojnymi, którzy z rozkazu możnowładcy z Wokuler eskortują niebezpieczną wariatkę podważającą prawowitość władzy królewskiej, nadanej z mocy Boga. Rozumiesz? - Rozumiem - powiedział powoli Jon. - Możnowładca jest chytrym lisem, w obu przypadkach ma szansę na nagrodę. Ale czemu mi to zdradziłeś? Przecież mogę ją ostrzec. - Ach, ona… Ona jest najmniej ważna. Ona jest tylko iskrą, która może, lecz nie musi rozpalić ogień buntu. Jeśli go nie skrzesze, utonie w mrokach niepamięci. Jeśli jednak dojdzie do buntu, to będą liczyć się tylko jego skutki. Wtedy też nikt nie będzie pamiętał o niej, bo przy wielkim ogniu nikt nie zwraca uwagi na iskrę. Trzeba, by ludzie o niej zapomnieli - wyjaśnił Chłopiec i znowu się zaśmiał. Jon pomyślał, że w jego śmiechu jest coś nienaturalnego: że ten wyrostek śmieje się na znak radości, śmieje się, gdy się gniewa - i może się śmiać, gdy będzie zabijał. - Jeśli nie dojdzie do buntu, to… to pozwolicie jej wrócić do Domremi? - Powiedziałem ci: ona musi utonąć w mrokach niepamięci. W obu przypadkach. Zarówno gdy jej misja powiedzie się, jak i wtedy, gdy skończy się niczym. I tak się stanie. Od tego tu jestem. Chłopiec znowu się zaśmiał, a w jego ostrym śmiechu Jon wyczytał całą prawdę: obojętne, co osiągnie Dziewczyna - musi zginąć. Bo tu chodzi o politykę, nie o Boga. Chłopiec ją zabije. Chłopiec umie to robić - i lubi. I Jon gorączkowo myślał dalej: Tak, ta Dziewczyna z Domremi to wariatka, nawiedzona prostaczka, która wplątała się w wielką
63

…Dziewczyna zsiadła z konia i stukała drobnymi pięściami w kute bramy zamku w Szinie.Oto i zamek w Szinie . . . my zaczekamy z tyłu. Dla kogoś z boku cały ten orszak wyglądał na grupkę obcych sobie ludzi: samotna Dziewczyna. przyłączamy się . jadąca na rasowym. że ów Chłopiec zbyt dużo wycierpiał jak na swój wiek i już zobojętniał na cierpienia innych.Kto się tam tłucze? . . Jon wsunął swój miecz w szparę i mężczyzna odruchowo się cofnął. Lecz nie zdążył ich zamknąć.politykę . wyglądający na sympatycznego obieżyświata. przemknął Chłopiec ze swoją drużyną.… czy ja muszę nadstawiać za nią karku? Jeśli to uczynię. Jon zawahał się na moment. choć dobrze zbudowany młodzieniec. siermiężne portki. panie . Obejrzała się bezradnie na Jona. Ktoś umiejący czytać z rysów twarzy mógłby pomyśleć. . nie słuchając ich i nawet nie patrząc w ich stronę. za tą dwójką czworo zbrojnych w barwach możnowładcy z Wokuler . z tupotem końskich kopyt. potężny osiłek. .Wiozę ważne poselstwo dla delfina. lecz nie był to dźwięk. co dalej . nieudolnie udająca mężczyznę ubranego w niezgrabne. otwierając równocześnie bramę i nagle urwał.zapytał osiłek. Oboje z Dziewczyną szybko wjechali do środka. . Jego wzrok padł na zniszczone portki i burą. Tuż za nimi. W pewnej odległości za nimi. na którego bary z trudem zapewne dobrano kolczugę. dlatego sam jest skłonny zadawać ból.a na końcu chudy wyrostek o nazbyt dorosłym spojrzeniu.rzekł półgłosem Chłopiec. abym… .usłyszeli podniesiony głos zza bramy.Ona zastuka do bram zamku. moja kariera u wielmoży z Wokuler będzie raz na zawsze przekreślona. Dziewczyna.poprosiła Dziewczyna. otrzymanym od wielmoży. podjechał jednak bliżej i kilkakrotnie uderzył we wrota mieczem.przemknęło mu przez głowę .powiedział przywódca drużyny. jechała drużyna wielmoży z Wokuler.ale czy musi płacić za to życiem?! I czy ja… . kilka metrów za nią jechał szczupły.Czy może wasza wielmożność podać swe szlachetne imię. 64 . ale ten zawahał się.Wtedy powiem wam. lecz podążył za nią. rycerskim koniu.odparł wyrostek. lecz teraz przyhamował konia i spojrzał pytająco na Chłopca. ruszyła do głównej bramy warownego zamku. Chłopiec i jego zbrojni wyczekiwali z ciekawością. Jeśli ją wpuszczą. Cały czas jechał na przedzie i sam podejmował decyzje co do kierunku drogi. który mógłby kogokolwiek zaalarmować. . udając następną grupę podróżnych.Otwórz. wiejską kamizelę Dziewczyny i niemal automatycznie zaczął ponownie zamykać odrzwia.A jeśli nie…? .zaczął strażnik. bezwiednie zdradzając jego prawdziwą rolę. .

. a końskie wodze rzucili zaskoczonym gwardzistom. w której potężny.w pewnej odległości . Tu także pełno było straży. co Jon natychmiast dostrzegł. że poza Dziewczyną i towarzyszącym jej Jonem . Na tyle dobrze. Dziewczyna wołała raz po raz: . by uczynił to samo. a wokół rozległy się ściszone chichoty. Po chwili oboje biegli podcienionym korytarzem. 65 . .Gdzie jest nasz pan. Dworzanin cofnął się wystraszony. było coś niezwykłego. to tam. gdyż każdy pragnął obejrzeć z bliska wariatkę z Domremi. Jedni dworzanie odsuwali się. Uwagę wszystkich skupiała Dziewczyna. Dwór zaczynał bawić się sytuacją. zajrzeć jej w twarz. dotknąć z odrazą jej ostrzyżonych na jeża włosów i dziwacznego stroju . by w ogóle nie zauważyć. jedyny prawowity król i władca? Gdzie jest delfin? Prowadźcie mnie do niego! Dworzanie rozstępowali się niechętnie. Iskra już wznieciła ogień.Byli wewnątrz zamkowych murów i mimo wrzasków wartownika.Prowadźcie mnie do delfina . brokatowy strój. od szorowania podłóg) za elegancki.powiedziała zdecydowanym tonem do jednego z lepiej odzianych dworzan i pociągnęła go zgrubiałą dłonią (z zastarzałymi. Usuwali się płochliwie przed dwójką podróżnych. na razie wątły.Wariatka z Domremi… Nawiedzona słysząca Głosy… Wieśniaczka. Rozstępujący się strojny tłumek wskazywał Dziewczynie drogę do jednego z kątów sali. Miał on ułatwione zadanie: sekretni posłańcy nie powinni rzucać się w oczy. zmuszając Jona. Przepychając się tak poprzez gęstniejący i coraz bardziej rozbawiony tłum dworzan. czarnymi obwódkami wokół paznokci: od bydlęcego gnoju. pełnej przepychu sali. że sława Dziewczyny już dawno przekroczyła granice posiadłości wielmoży z Wokuler. gnali dziedzińcem w stronę głównego zamkowego wejścia. kryształowy żyrandol rozjaśniał wnętrze tysiącem świateł. za którą podążał pełen mieszanych odczuć. czuła się w wytwornym zamku w Szinie jak u siebie. Nie widział na jej twarzy ani przestrachu. W zamkowym korytarzu było pełno dworzan. Dopiero teraz w pełni pojął.jest tu jeszcze czterech zbrojnych i niepozorny Chłopiec.posuwała się drużyna Chłopca. gdy zrobili jej przejście.rozlegały się wokół szepty pełne ciekawości lub drwiny i Jon pojął. dlaczego ów chciał się jej pozbyć. ani uniżoności czy kornego zachwytu nad wspaniałością dworu i dworzan. gdzie już z daleka dostrzec można było jakieś zamieszanie. Ku zdziwieniu Jona ta wiejska dziewucha. która chce walczyć o tron… . To wąskie przejście wśród eleganckiego tłumu samo ich wiodło do dużej. inni przeciwnie zasłaniali sobą kogoś przed wścibstwem przybyszów. który przynaglał straż do pościgu. ale Dziewczyna nie zwracała uwagi na jej wezwania.lecz równocześnie w ich cofaniu się. za którymi . Ruszyła na strażników swym koniem. dopiero pełgał to tu.

Na ciebie wskazują znaki od Boga . . Pragnął tylko spokoju. Inaczej nigdy nie odnalazłaby następcy tronu . Dziewczyna spojrzała na niego z mimowolną pogardą.powiedziała Dziewczyna dźwięcznym. że go wydali. Było widać. 66 . Zamiast haftowanego złociście stroju ubrany był w zwykły plusz. choć. przez długie lata wybijano na monetach. wygodnego łóżka z puchową pościelą. aby ona rozpoznała go wśród tłumu. stanął na palcach. W kącie wielkiej. pozbawiony wspaniałej. rozstępując się. wśród grupki dworzan.Nie… nie… .Nie bój się.Nie jestem delfinem… .odparła Dziewczyna i cofając się kilka kroków. dobrego jedzenia. . w osobach kolejnych władców. Przeciwnie. urządzonej z przepychem sali. gdzie on jest i który to z licznej grupy wielmożów.potomek prawowitych królów.skulony jak zając pod miedzą . .Delfin nie chce jej widzieć.protestował młodzieniec. na których mógł najpiękniej tańczyć.powtarzał teraz.znak rozpoznawczy rodu. mimo że zdążył zamienić perukę i frak na mniej dostojne szaty. którego wizerunki.pomyślał Jon i wyciągając głowę. Był to ukłon prostej wieśniaczki bez manier.Nie. która zirytowana kiwnęła na Jona: . A ja będę tego świadkiem.wyjąkał. Delfin jednak wciąż był przerażony. pokonasz ich z pomocą Boga i zostaniesz namaszczony na króla w wielkiej katedrze w Rims. że najeźdźcy nic ci nie zrobią. nie… . Przysięgam. Zniżyła głos do szeptu i rzekła: . dworskich bali. . mało dworski. mocnym głosem i mocną. jest królem . przysięgam… . . Ale tłum bezwiednie wskazuje jej drogę. Wydęta warga delfina bezwiednie wywinęła się jak do płaczu. Jon od razu rozpoznał charakterystyczny duży nos i wypukłą. ale w jej postawie widać było determinację i jakiś szczególny rodzaj zachwytu. iż dawno już pogodził się z utratą tronu na rzecz najeźdźcy. a jego twarz pobladła ze strachu i wściekłości na dworzan.Tyś. Był gotów na każde upokorzenie. I nie chce. cofając się przed Dziewczyną. Ku jego zdumieniu Dziewczyna bezbłędnie odgadła. panie.powiedziała głośno. a jego peruka przedstawiała opłakany widok. którą wszczęli jego pradziadowie. małą dłonią ujęła poły jego fraczka. by przywrócić delfinowi pionową postawę. krył się . niezgrabny ukłon.Pokaż najjaśniejszemu panu. jakby wydętą dolną wargę . byle odsunąć myśl o wojnie. mój panie. pięknych dam dworu wokół.Mylisz mnie z kimś innym. co nosisz w woreczku na szyi . złożyła mu głęboki. lśniącej kryzy.

To będzie nasze pierwsze wspólne zwycięstwo.powiedział nagle delfin.Jon zdrętwiał: w woreczku przecież niczego nie było! Owszem.odparła Dziewczyna z mocą.Czego zatem chcesz ode mnie? Co nakazują ci czynić twoje Głosy? . Wtedy z tłumu dworzan wystąpił Chłopiec i przyklękając przed delfinem. niepowtarzalny w wysmukłej linii kwiat.przebiegł przez salę szept. a potem… potem najeźdźcy opuszczą nasz kraj. czego od ciebie żąda.były to wszak czasy. wmawiając.powtórzyła z naciskiem Dziewczyna i Jon bezwiednie sięgnął pod koszulę. prawdziwe złoto. Było w nim tylko jakieś pokruszone ziele i to wszystko. nieświeże loki i blada twarz powlekła się rumieńcem. . jesteśmy orszakiem wielmoży z Wokuler. Jon drżącymi dłońmi szarpnął za rzemień i… z uchylonego woreczka wysunęła się biała lilia.Panie nasz i władco. lecz przejmującej ciszy zawrzało od podnieconych głosów. mówiono. abym mogła ruszyć na Orlin i odbić go z rąk najeźdźców. jedynie latem! A właśnie dziś pierwsze mrozy skuły burą ziemię za oknami zamku w Szinie… . a w wielkiej sali po krótkiej.uśmiechnęła się Dziewczyna i jej uśmiech błysnął jaśniej niż tysiące świec w żyrandolach u rzeźbionego sufitu. prawie włażąc mu na plecy. mój panie . ale tylko naiwni wierzyli mnichom i dawali im za nie.spytał delfin. jak większość kwiatów. Jego wypielęgnowane dłonie trafiły na obce. Nie zawiedzie cię . gdy nikt rozsądny nie poruszał się po drogach bez relikwii. że zapewne jest w nim relikwia . aby ujrzeć. a właściwie tylko jej szlachetny. twarde. Ale Jon sprawdził zawartość swego woreczka po wiele razy i niczego w nim nie znalazł. gdyby okazała się być ci użyteczna… 67 . . co chce ci dać. za jakąś ułudę. Bóg. .Dostaniesz armię . Po nim przyjdą następne. Mimo to jakimś cudem wskrzesił w sobie resztki rodowej godności i ponowił pytanie: .Oto znak. na wypadek. Zapewne jakiś chciwy mnich sprzedał owo ziele rodzicom. . a ja będę podziwiać twą koronację w wielkiej katedrze w Rims. Lilia była przecież symbolem królewskiego rodu.Czego chcesz? .Pokaż! .Lilia! Lilia! Świeża lilia! . wie. mój panie. iż rosło pod Krzyżem.Nakazują mi żądać od ciebie armii. co ma ukryte na piersi. który nakazał chronić tę Dziewczynę w czasie długiej podróży z Domremi do zamku w Szinie. Bóg wie. dających rękojmię boskiej ochrony. Dworzanie skłębili się teraz wokół niego. oświadczył: . prostując się i odruchowo poprawiając perukę. który powoli przechodził w narastający krzyk. Lilia kwitła.

. była naprawdę Głosem Boga. czy nadal jest w nim świeża lilia. nagle usłyszał szept. co? Chyba wiesz. to litość. jakby chcąc sprawdzić.Jej ustami rzeczywiście mówi Bóg .pomyślał wstrząśnięty Jon. że będziemy o nim pamiętać w dobrej godzinie. przejmowały go lękiem. pomyślał Jon i nagle dodał w duchu: Przecież to oczywiste! Skoro Bóg rozmawia z nią poprzez świętych. nierozgarnięta pasterka krów. lecz ręka napotkała jedynie skruszone ziele. pokazując dziwaczną.Powiedz. Wariatka z Domremi. . smutną.powiedział słabym głosem delfin i po namyśle dorzucił ostrzej. głupią politykę. tak jakby go wcale nie było. czego nie pojmuję i nie chcę pojmować . To ty naznaczyłeś mnie w Jego imieniu… . jakby ten miał go chronić przed Nieznanym . Jej wzrok omijał Chłopca. Dotknął ukrytego pod koszulą woreczka. którą powołała do istnienia wiara? Wielmoży chodzi o doraźną. Tylko przez przypadek interes Jego i wielmoży z Wokuler jest zbieżny. 68 .Wielmoża z Wokuler? . gdy wykraczały poza szarą.po czym odwracając się plecami. kogo mam na myśli. wzdłuż linii serca. musi wiedzieć.powiedziała Dziewczyna. opuścił komnatę. po co tu jest. których myśl przekracza granice światów i czasu? Dobrze wiesz.Bądźcie zatem naszymi gośćmi w zamku. kto ją kocha. Wyrostek kucał koło jego łoża i mówił: . W sali zapadła głucha cisza. długą bliznę. która ma wymiar jednej przestrzeni.Chyba jej nie uwierzyłeś.spytał Jon także szeptem .. w przód i wstecz. gdyż poza tym cóż może łączyć bogatego prostaka z potężną Myślą. Gdy Jon złożył głowę na posłaniu. lecz nie mów o czymś. ciągnącą się od obojczyka po brzuch. A wielmoży z Wokuler przekażcie. wobec której odczuwał na przemian to braterską miłość. a Jemu o coś całkiem innego! . Wie. .W złej też… .i uspokoił się. Ruszył za Dziewczyną. cóż znaczy jakiś wielmoża wobec istot. uśmiechając się do Jona.i Chłopiec rozdarł koszulę na piersi. jeśli taka nadejdzie . którą dworzanie wiedli do osobnej komnaty. która na kartach Historii zajmie parę linijek druku. lecz znaną mu rzeczywistość. a kto będzie zdrajcą… Ale Chłopiec nie stracił rezonu. Szykujcie się na wojnę . wydymając dolną wargę: .Głupcze. po co tu jesteś i na co On liczy? .Mniejsza o twoją pamięć.Dobrej nocy. ale Chłopiec ciągnął dalej: . abyś przeszkodził Dziewczynie. choć mógłbyś ją rozbić i sięgnąć dalej.zaczął zdumiony Jon. Słowa Chłopca. Odruchowo zacisnął dłoń na skórzanym woreczku. instynktownie broniąc się przed tajemniczą wiedzą. Jej drużyna otrzymała komnatkę obok. On przysłał cię tu.odparł Jon. niby szklanej klatki. towarzyszka niewinnych zabaw zza płotu.Ja… Ja przecież nigdy… . o co chodzi z tą polityką.

to choćby pamięć o niej. śmieszna wieśniaczka.Prawowitemu władcy potężnego kraju nie może przywracać korony wiejska dziewucha! To umniejsza wielkość tronu! To pierwsze prawo wielkiej polityki . wybrałby do tego celu kogoś znaczniejszego. Wielmoże zaś poddali się.A jednak Głosy zwracają się właśnie do niej. ale Chłopiec już miał odpowiedź: . gdyby ona mogła usłyszeć Jego głos. choć niewtajemniczonym kamień wydaje się być milczący! . Jon milczał. rozumiesz. zdaniem wielmożów.…lecz chętnie skorzystają z tego. z którym On próbuje rywalizować.że trony mogą przywracać lub obalać tylko wielmoże. dlaczego wariatka z Domremi musi umrzeć i ani obecne. . . skórzanym woreczku. książąt kościoła i królów. a ten ciągnął dalej: .zaśmiał się cicho Chłopiec. iż zatrzęsła się pod nim ziemia. że razem ze mną odejdzie twój problem. że jesteś tu z Jego woli. lecz muszę przypomnieć ci. lecz właśnie na to jest całkiem głucha.Odejdę. do kogo mówi: do Chłopca czy do Głosu: . . dotykając mojej blizny. by nikt nie pamiętał imienia wariatki z Domremi. A teraz o Nim i Jego woli… nie. . I zasypiając. czując bijące od niego łagodne ciepło. a Jon zasnął. Jeśli nie ona. ani przyszłe pokolenia nie będą pamiętać jej imienia .Chłopiec uśmiechnął się kpiąco i zniknął w mroku komnaty. obrońcą wieśniaczki z Domremi i że zrobi wszystko.zaśmiał się Chłopiec. 69 . On zaś życzy sobie. trzymając dłoń zaciśniętą na małym. Ja tylko. niekiedy tylko czuje Jego obecność. potem ona musi zniknąć. podpisali traktat i wyrazili zgodę. nie uciekniesz od swego przeznaczenia.Nie wiem. Ty to wiesz. Nie jestem Jego wyznawcą. Bóg.Odejdź… . ona bowiem i Głosy pochodzą od innego Boga. czuję idący od niej chłód. co osiągnie ta głupia. A oto i drugie: Bóg nie może przemawiać ustami zwykłej wieśniaczki.Kim On jest? . nie wiedząc. przyjacielem. lecz nie sądź.. Co innego. głupcze? Słyszę Głos Kamienia. ba. w ogóle Go nie znam.Polityka to coś strasznie prostackiego: już dawno winieneś zrozumieć. dudniący i bezdźwięczny Głos wypowiedział zaś z martwą obojętnością niezrozumiałe Słowo: “GRBHDWBGWZ…” Jon z trudem złapał oddech. słyszę wtedy swoje Głosy. nie kręć głową. ale potem. że dokonał wyboru i od dziś jest giermkiem.zaczął Jon. rozumiesz. aby królem został najeźdźca… . kurczowo zacisnął dłoń na skórzanym woreczku i szepnął.wykrztusił Jon. wiedział. Przez ułamek sekundy Jonowi wydało się. aby żyła. nie wyrywaj się.

Po co mi to mówisz?! Przecież ostrzegę ją! .Bo tylko oni znajdą sposób. Boję się 70 . .zaśmiał się Chłopiec.Jonie! Miasto jest znowu nasze! A delfin wreszcie mi wierzy! . została świętą . jakby była równa wielmożom lub nawet przewyższała ich. Nie miała już na sobie za dużych.Teraz będzie wygrywać dalej.Uściskaj ją. Wieśniaczka z Domremi zniknie z tego świata i z pamięci przyszłych pokoleń. . że na krótko zboczysz z drogi. Musimy przedrzeć się do najeźdźców . I Chłopiec zmusił swego konia do galopu. . .Ona jest nawiedzona. Nie wyglądała na wariatkę z Domremi. Powiedz.…stali z Chłopcem na wzgórzu koło Orlin i patrzyli. o Którym nie chcesz myśleć. którą delfin oddał pod rozkazy Dziewczyny. jakby czekał. aby odwiedzić ciotkę w górach i że zaraz wracasz. nie bacząc na grożące im niebezpieczeństwa. Jadąc.uśmiechnął się Chłopiec. czując.Wygrała! . który zadowoli wielmożów i delfina i tego.rzekła Dziewczyna. Jej źle ostrzyżoną. zniszczonych męskich portek i wełnianego kaftana. póki arcybiskup nie nałoży korony na skronie delfina w wielkiej katedrze w Rims. dokonała cudu. Teraz mi lżej. by objąć miasto w posiadanie.Wygrała . że kiedykolwiek była taka. mimo jej liczebnej przewagi i lepszego uzbrojenia. . ostatecznie przegania z miasta armię najeźdźców.To niczego nie zmieni . Tak długo.mruknął Chłopiec. . Wszyscy rozstępowali się przed nią z szacunkiem. a równocześnie wyrywa się ku Dziewczynie i cieszy jej radością. oglądał się za Jonem. . Była w lśniącej zbroi.Po co? . co słyszała Głos Boga. . Orszak delfina zmierzał właśnie do Orlin. w którą uciekała armia najeźdźców.Zdradził nas . .zawołał porywczo Jon. . jak coś ciągnie go za Chłopcem. jak mocno bije mu serce. Wszystkie bitwy. jak skąpa liczebnie armia. Dziewczyna właśnie zbliżała się ku nim na swym bułanku.Wreszcie nas zdradził. .cieszył się Jon. I nikt nie będzie mówił. ciemną głowę przykrywał błyszczący hełm. oddalając się w stronę. którą z rozkazu delfina dopasowano na nią na zamku w Szinie.lecz Jon tkwił na swoim miejscu. że ten za nim ruszy . Czekałam. manewrując zręcznie swym bułankiem pośród koni rycerstwa. a nawiedzeni robią swoje. kiedy to zrobi. patrząc nieprzyjaźnie na zbliżającą się Dziewczynę. Ona już teraz jest gotowa oddać życie za Sprawę. Tak jakby jej nie było.mruknął Chłopiec. czując. zatrzymując konia i patrząc za znikającym Chłopcem.krzyczała z daleka Dziewczyna. marszcząc ciemne brwi.

Tak wiele wie.tego. rozsypując się w pył. . Potem zrozumiał.Jak bardzo się zmieniła . zasypiając w żołnierskim namiocie. żółci.myślał Jon.rzuciła krótko i pognała konia tam. by źle nie stąpnąć.odparł stary Bóg kamiennym. czerwień. parskają konie…. Tej nocy. Jonie! Jon nie wiedział.spytał. . czy mówi o przyszłym zwycięstwie i koronacji delfina. drzewa wydały mu się mniej zielone. czerwieni. Nie wiem kiedy. . Jonie.Bardzo się boję. purpury. Ale była też zieloność… zielone… ZIELONE… *** …gdy schodził ostrożnie z ramion Boga. Lubię życie. Gdyby spadł z tej wysokości. że o tym drugim. .a potem gąszcz potężnych drzew. purpurę . ale gdy już nadejdzie… .Tak. gdybym je miała. gdy niesie dobre sny. chciałabym przynajmniej nie ze wszystkim umrzeć . używała innych słów. .GRBGDBGHWZ . W tym momencie nie przypominała wieśniaczki z Domremi.I chciałabym. czy o swojej śmierci.Zginiesz. co nadchodzi. lecz skoro inaczej nie można… Jeśli inaczej nie można. Lubiłabym swoje dzieci. Nie chcę umierać. do czego nie dorosłam. a bardziej w jesiennych barwach. bo każą mi robić coś. Lubię zachody słońca i oczekiwanie na noc.żółć. Jon ujrzał przed oczami rozmigotane barwy . ale zginiesz . 71 . nieuchronnie by się zabił. Inaczej się poruszała się. żebyś przy tym był. Był to wciąż ten sam głos i te same niepojęte słowa. gdy zaczynają ryczeć krowy. gdzie orszak delfina połyskiwał z oddali złotem i srebrem.Dołączasz do prochów swych ofiar . Lubię noc.I co? . Odpoczął. Wiem.szepnął Jon. zimnym głosem i Jon nie dosłuchał się w nim żalu ani lęku. gdy słońce wstaje nad pastwiskami. Nie lubię Głosów. zmienił się nawet jej akcent i melodyka zdań. . Lubię świty w Domremi. . tak dużo rozumie. przystając zwyczajowo na wystającym pępku Bezimiennego i wtedy nagle jego czubek się odłamał i spadł na owalny plac. Kamienna materia posągu chwilami kruszyła się pod stopami i musiał uważać. .rzekł Jon. Za dużo ode mnie żądają. Jeszcze na moment odwróciła głowę i krzyknęła: .urwała stropiona.

chyląc główkę coraz niżej i niżej.westchnął niecierpliwie Jon.To dopiero szósty miesiąc ciąży. Kwiat lilii… . zielonej szyi.Lilię? . Umierał bezgłośnie na ich oczach. Bezimienny krwawił bez krwi. a kształt coś przypominał. ku Wiosce i żonie. . była to wola Tego. aż wreszcie Gaja podeszła do stołu. jakbym go zerwała wczoraj. 72 . Patrzyli nań w milczeniu. Włożyłam go do dzbana z wodą. Jest ciągle świeży. jasnych włosów. . . Liście na drzewach dojrzewają. czując. Pamiętam… chyba pamiętam chudego Chłopca z soplem lodu w piersiach zamiast serca. gdyż musiała się solidnie rozciągnąć. który mnie woła z Kamiennej Drogi.zdziwiła się Gaja. Kamienna Droga niosła Jona. jak miłość do żony wypełnia go całego i przeszywa boleśnie. Dopiero nazajutrz. . stoi wciąż tam. gdy obudzili się po długiej nocy. co jest TAM.szepnął Jon. Jeśli mimo to stało się coś złego.powiedział.Widzę .uśmiechnął się. biała zaś lilia w dzbanie przechylała śliczną główkę na smukłej. .Aż trzy miesiące… Znów trzy miesiące! . wypukłego brzucha. żona powiedziała Jonowi. Nie chciałem mu robić krzywdy. I nagle kwiat zaczął więdnąć. od czubków palców u nóg po końcówki gęstych.Wiele dni temu przyszedł do mnie stary kapłan. Nie wiem co. by zrobić miejsce dla ich syna. Nasz owoc . I pamiętam lilię. by wydać owoc. że szaman choruje. tuląc ją mocno i dotykając dłonią ciepłego. by opaść.Więc nie wiesz. …skóra na brzuchu Gai była napięta i gładka. Widzisz? . Ale aż trzy miesiące twojej nieobecności odparła Gaja i mrugnięciem powiek ukryła łzy. Patrz. Biały kwiat lilii. Był piękny… Jest piękny .Ale z siedmiopalczastej dłoni w czasie nieobecności Jona odłupał się najmniejszy palec. Pamiętam też Dziewczynę.zdziwiła się Gaja i poruszyła niespokojnie w ramionach męża. Isak i powiedział. to wiem na pewno. Szeleściło w nim tylko ziele niepospolitego serdecznika. choć minęło tyle czasu i dawno powinien zwiędnąć. które schowały się z powrotem w kącikach jej oczu. Coś mu zrobiłem. dotykając odruchowo woreczka na piersiach. W ogóle niewiele pamiętam z tego. a brzuch Gai dojrzewa. jak długo tam byłeś? . Jej biel była niepokojąca. szarzejąc i kurcząc się w sobie. jak na skrzydłach. ale nie była wariatką.Długo mnie nie było . . wyjęła z dzbana zwiędłą roślinę i wyrzuciła przez uchylone okno do ogródka. która ścięła włosy sierpem i wyglądała jak wariatka. żebym poszła nad staw w Puszczy i zerwała lilię.poprawiła się. na stole.Nie mierzę czasu i chyba tam płynie on inaczej.

choć rzadkie włosy oblepiały wypukłą.szepnęła Gaja i wtuliła głowę w jego szerokie ramiona. Rybę. nie do starych czasów. A może był to odblask ognia. Zmarszczki na jego śniadej. on je wybierze. Jest tak strasznie stary… Tak długo się trzymał. Imię twych pradziadów.przyznał niechętnie Jon. Jon nie zwlekał z odwiedzeniem szamana. Będzie nosić takie samo imię jak jego ojciec: Jon. . Ale źle wygląda. .zaprotestował. Twoje imię. jakby w jednej chwili weszła do jego namiotu i rozsiadła się w nim na dobre. . . długie.powiedział Jon. . On ją tu sieje i sadzi jak nowy rodzaj kwiatów.zdenerwował się Jon.obruszyła się Gaja. w ciągu paru dni.zdziwiła się Gaja. że go nie lubisz! . że go nie cenię.…dopadła go starość. gdy wrócę z Drogi! . a on kazał ci powiedzieć. . A nasz syn musi ze wszystkim należeć do Cywilizacji. przygięły go do ziemi lata. tak aby było najwłaściwsze… . on ją pielęgnuje i zakorzenia. wysuszoną rękę starca.Obmyśliłaś już imię dla naszego syna? . aż tu nagle. jakie przynieśli z Dalekiego Kraju ludzie w długich sukniach.. . że on żywi się tylko rybą i ziołami. Niepokojąca wizja śmierci starego czarownika skierowała myśli Jona ku życiu.Zdawało mi się.Szaman? Nie może umrzeć! Nie ma prawa zostawiać mnie samego! Obiecał. Wiesz.Różnie to bywa . Tylko w jego oczach wciąż lśnił płomień. a spocone. który tlił się obok łoża w żelaznym palenisku? . Zaniosłam mu ją. jakby przydymionej twarzy podobne były bruzdom żłobionym w ziemi przez drewniany pług.Tak. Jedno z tych.Nie! . 73 .Będzie. Kąciki ust opadły.Zaniosłam mu wczoraj posiłek. biorąc w swoją dłoń drobną. że odejdzie dopiero wtedy. .bo nie umrze przed czasem.spytał. guzowatą czaszkę.To piękne stare imię.Ezra? . że szaman cały zszarzał. Poradzisz się w tej sprawie Ezry. ale tak nagle. Jonowi wydało się.Potrzebujesz medyka . Wymyślono je setki lat temu specjalnie dla męskich potomków twojego rodu! .Nasz syn otrzyma nowe imię. . Starzec spoczywał na łożu ze skór w swym ubogim namiocie. jak zechcesz . żebyś był spokojny . . Właśnie on.Nie znaczy to. Ezra wie wszystko o Cywilizacji.

Więc to musiał być On. lecz jego wywary z ziół są słabsze niż moje. Nikt z nas nie wie.Był tu zresztą nocą kapłan Isak. Drzewo śpiewa inaczej. Jonie. Głazy stają się porowate i wykruszają się. ani woda.Zatem jest już tej Drogi tak niewiele? . że został On stworzony z tak kruchego kamienia. który zlustrował wzrokiem wszystkie kąty namiotu i upewnił się. żałobnie zawodziło. śnieg czy słońce. Zapanowała między nimi cisza. nie ma leków.Umierasz . Jon zesztywniał. jakby nie chciał kończyć swej myśli. która mnie zżera. że nie stoi w nim żaden bałwan na szkodę Plemienia. . Może kiedyś wróci… . Nie wystarczy przecież zebrać ziele i je zaparzyć! Musi być odprawiony właściwy rytuał. Jakby coś pękło i spadło. gdy umiera. że każdy inny Bóg. wystawiony na wichry.Stoi tam od tysięcy lat nienaruszony i potężny. Nikt nie wie z jakiego gatunku kamienia był wykuty i czy wykuła Go ludzka ręka. a szaman znieruchomiał. Ale na chorobę. Gdy byłem tam po raz pierwszy.i starzec raptownie urwał. by je widzieć. a bywają noce. . nie ma też ziół. A może Bezimienny już zbyt długo stoi. Ale wiedzieliśmy.Odpadł Mu koniec pępka i palec u jednej dłoni.wyrwało się Jonowi.Wszyscy musimy kiedyś umrzeć. słyszeć i z nimi rozmawiać? Młody kapłan wierzył głęboko. Jonie…? . moja pora nadejdzie dopiero wtedy. choć na jego twarzy nie było widać lęku. Stała się bowiem rzecz niesłychana: do namiotu wszedł kapłan Ezra.Posąg rozsypuje się ..Trzy noce temu usłyszałem głuchy huk w Puszczy po tamtej stronie Rzeki. Przez wąskie usta szamana przemknął uśmiech. bożąt i Bogów. wydawało mi się. a czas czarów bezpowrotnie przeminął. Skąd Ezra mógł wiedzieć. Lecz nie obawiaj się. a już były nasze rytuały.przyznał Jon.uśmiechnął się z wysiłkiem szaman. wszelka inna wiara 74 . Nie wiedziałem. deszcze i mrozy? .zawołał Jon z rozpaczą. gdy całkiem milknie. Nie drzewo. tak aby go nikt nie widział.Sam sobie jestem medykiem. . jest bałwanem. kto Go wyciosał i wzniósł. że szaman nie potrzebował wizerunków starych bóstw. tylko zdumienie. . Jeśli niszczeje… . Czy to możliwe.rzekł krótko kapłan. w której słychać było tylko ciężki oddech starego czarownika. On zresztą o tym wie. gdy skończy się twoja Droga. Tym bardziej że Jego Głos jest coraz cichszy. . że kamień jest twardy i niezniszczalny. zapomniałeś? Zawsze lepiej leczyłem choroby niż ludzie w długich sukniach . Skąd kapłan może go znać. że jest wieczny. . Nie szkodziły mu dotąd ani huragany. który nie jest jego własnym.Nie możesz umrzeć! . a pękając. skoro rytuał liczy sobie tysiące lat? Nigdzie na Ziemi nie było jeszcze kapłanów. On też przerwał milczenie: . upały.i starzec urwał. inny dla każdego z ziół i każdej z chorób.

choć nieprzejednane.bałwochwalstwem. Stary szaman zaczął zbierać siły do odpowiedzi. a spojrzenie miał natchnione. Nie sądź. . . Wzrok wbił w twarz osłabionego starca.uśmiechnął się z wysiłkiem szaman. Ezra spurpurowiał. Na szczęście nie masz syna. twój grzech i twoje piekło. skończysz w ogniu piekielnym! zawołał wzburzony Ezra. odważył się postawić znak równości między starą a nową wiarą. całe życie pokornie schodzący z drogi kapłanom . odchodząc z doczesnego życia. . by pominąć ją milczeniem.To jeszcze potrwa. czarowniku . kto mąciłby ludziom w głowach i uprawiał kult bałwanów. .tu wzrok Ezry prześliznął się po stojącym w kącie namiotu Jonie .Twoja wola. .… lub żeby ściągnęło go do Wioski z sąsiednich osad.wtrącił Jon z bezsilną złością.powtórzył kapłan. Daję ci ją. zatem po twym odejściu zabraknie w Plemieniu naturalnego następcy szamana ciągnął tymczasem Ezra z pewnego rodzaju triumfem.zawołał Jon. człowieku w długiej sukni . to mój obowiązek . . aby Plemię wybrało nowego czarownika… . by się nie wtrącał. Słyszałem twoje ostatnie słowa. nie z pokorą. Ezro . że to się stanie dziś lub jutro . to właśnie ty jesteś poganinem. że ostatni poganin tego Plemienia wkrótce przestanie niepokoić Wioskę swą obecnością.Wyjdź stąd. ale wówczas do namiotu wszedł kolejny nie zapowiedziany gość . ale starzec dał znak ręką. a Jon wstrzymał oddech.Całe życie się kajałem. .Dla mnie.To twoja ostatnia szansa. a starzec bez słowa skinął głową. .tak jakby uznał wyższość nowego Boga nad swoim starym i porzuconym .powiedział surowo. Ezra nie wątpił też.wedle niego w najlepszych. . Możesz wyznać mi swoje grzechy i pokajać się za nie.Jesteś poganinem i jeśli umrzesz w tym stanie.stwierdził rzeczowo młody kapłan. Nie będę 75 . Czarownik zaś. kapłanie . bałwochwalco.On niczym nie zgrzeszył! . szamanie. a niewiele czujesz. W jego twarzy nie było satysfakcji.A ja się nie zgodzę. Po tobie nie będzie tu nikogo. wyznający ją zaś są poganami. Ty jesteś ostatni.Dlatego odchodzić będę z dumą. a wówczas… Kto wie? Może mimo twych straszliwych grzechów ominie cię piekielny ogień? Chcę ci pomóc. Ezra jednak nawet na niego nie spojrzał. który wierzyłem w swoje bóstwa. lecz nie było też żalu. Jeszcze nikt w plemieniu tak otwarcie nie upomniał się o prawa starych Bogów. Szczerość Ezry była zbyt brutalna.teraz. . .powiedział cicho stary czarownik. Niczego nie rozumiesz.Umierasz. choć nowa podbijała światy.Isak. Nie przybywał w złych intencjach .

ani hierarchów. . choć nie powinno tu być ani zwierzchności. A na razie jeszcze wciąż jestem twoim zwierzchnikiem. Co ciebie ochroni. że ten starzec nie zrobił nigdy niczego złego. A gdy podkłada się żagiew pod stos. być może. Ezro. lub palił księgę. a szaman dodał ze smutnym uśmiechem: . gdy grozi piekłem i wymaga wielu ofiar od ludzi.Pamiętaj. trzeba… . jak myślicie. niewiele o tym napisano. choć nie byłbym tego całkiem pewny. Ezra. . ale i czucie. Każdy pomijał to. jakby chcąc szarpnąć starego kapłana. tak jak nałożono ją na ciebie.Nie grzesz. co mówi i czyni. . Czy boska istota. Tylko w bólu ognia oczyszcza się dusza grzeszników . on nie jest zły. które czytasz. A teraz wyjdź. Niepewność 76 . . gdyż ten człowiek jest chory. lecz przecież w księgach nie zapisano wszystkiego. W namiocie zapadła cisza. co zapisano w księgach. Całe jego życie wypełniała powinność. może być w ogóle Bogiem? Wedle ludzi . Nie jest zły. nie dopuścił się grzechu. gdy zostałeś kapłanem. przeszkadzasz… .…wiary i serca. Trzymasz się kurczowo tego.Dałeś Jonowi woreczek z ziarnkiem piasku. to nie mnie! . Takiego Boga potrzebują ludzie.Nie. a nie wedle własnych myśli .podskoczył Ezra. lecz opanował się i powściągnął emocje: . że choć daleko stąd. Jest pewny swego.tu urwał. Isaku? . On tylko myśli. płoną już stosy z heretykami.powiedział Ezra. . a tylko wierni i Dobry Bóg .powiedział cicho Isak. a miłość przyjdzie z czasem. by młody kapłan opuścił namiot. nikt nie ma litości dla siwych włosów czy schorowanego ciała. I dobiera słowa wedle formułek. uznaną przez siebie za heretycką. Isaku. A ja czuję. W księgach. że Dobrego Boga najpierw trzeba się bać. Isaku.Być może. Jest tylko młody.spytał wreszcie szaman.próbował ci tego tłumaczyć. Isaku! Jeśli komuś brakuje wiary. że podobnie sądzili wyznawcy Tego.Ezra nie jest taki. Wiesz.powiedział Isak i drżącą dłonią nakazał. gdy został czarownikiem. Twój brat.nie. stojąc u wyjścia. Ezro. Ludzie są omylni i słabi. choć są to tak różne czynności. choć dla innych była księgą świętą. jakby się namyślając i dokończył: .Wiary?! . synu. bo zrozumienie jest ponad twoje możliwości. Żeby nie błądzić. aby go chronił w Drodze. co mu było niewygodne. w przeciwieństwie do ciebie. Ezra odwrócił się gwałtownie i wyszedł. Wiara to nie tylko zasady. I każdy z was czyni to. która wszystko wszystkim wybacza. bo wybaczanie to słabość. którą na niego nałożono. a ty zamiast mu pomóc.Wiara to właśnie serce.pokręcił głową stary kapłan. co wydaje mu się najlepsze. wie. który stoi u kresu Kamiennej Drogi? I chyba mieli rację.

do którego stary czarownik miał wkrótce przejść sobie tylko wiadomą drogą.rzekł szaman i zapatrzył się w ogień.Nie ma leku na jego chorobę .heretyk”. w którym się znalazłem. religii. Przedłużamy tylko naszą agonię. jaki niesie ze sobą Królowa Śniegu… . Jon pomyślał nagle.powiedział Isak. .Wydaje mi się. a oczy zdawały się oglądać jakiś inny świat. . W świetle ognia głowy obu starców przypominały pomarszczone głowy żółwi.poprosił Jon starego kapłana. Był przecież ciągle potrzebny Jonowi i nie tylko jemu. bóstwa i bożęta. że mam rodzinę. gdzie jest Chłopiec.. poruszające się wolno.Następca nie będzie już potrzebny i kapłan Ezra.Tak jak wkrótce nie będzie go na moją. to nie dlatego.Znajdź jakiś lek na jego chorobę .Czy ziele serdecznika spełniło swoją rolę? Czy tamto serce z lodu zaczęło topnieć? Jon dotknął woreczka na piersi. z których pomiętymi fałdami zwisała sucha skóra. niż niepewnym. że to jest ten sam świat. nikt nie powie złego słowa na cudzych Bogów. Nikt nie będzie tam znać takich słów. Daj mu jakiś lek… . Nie umiałem go odszukać w świecie. “poganin” czy “bałwochwalca”. To był inny świat.spytał szaman z ożywieniem. słowach.Królowa Śniegu? To ona tam też jest? . buzujący na żelaznym palenisku. nie wiedząc o tym. to rozświetlał. które czynili za życia. . miał słuszność . Ogień. znakach. by odpocząć. byś nie pozostał sam na swojej Drodze. ale to on daje mi znaki i wyciąga do mnie rękę przez te wszystkie przestrzenie jak przez szklane klatki. Chwilami wydawało mi się. wychudłą twarz.spytał pozornie bez związku Isak. Żaden sługa boży nie może odejść przed swym Bogiem. błądząc. . myśląc o swym nie narodzonym synu. jak .jest taka smutna i wystawia na ciosy. jaką wyznawali i Bogach. że jeśli wciąż tu powracam z… z tych… z mojej Drogi.zdziwił się kapłan. Lepiej być pewnym siebie. . . dla którego trzymam to ziele. migocząc. z trudnością na długich.Kto będzie twoim następcą. cienkich szyjach. w których wierzyli. gdyż wszelkie boskie istoty będą tam sobie równe. . 77 . w którym kiedyś znajdzie się Isak i że w tym wspólnym dla obu starców Świecie Zmarłych nikogo nie będzie się oceniać po stroju.Nie wiem.W czym mamy ci teraz pomóc? . to krył w cieniu jego schorowaną. . Ale stary czarownik nie miał jeszcze prawa odejść. szamanie? . mając rację… Jon słuchał uważnie starego czarownika i analizował w duchu jego słowa. że czuję gdzieś blisko siebie chłód podobny temu. a wątpliwości rozdzierają ciało równie mocno jak katowskie obcęgi.

I jego serce. do którego On mnie zawiódł . ale nie ono było najcenniejsze. Ściany. Czuję.Jakie są te światy? . pełen błota. by w zamian za korzyści zamieniła mu serce w lodowy sopel. nie wolno mu było w nią wierzyć. Nie wiem. . zanim stało się lodowym soplem. Była to ponoć wiara jedyna i prawdziwa. a płomień. sypiąc je wokół.wyszeptał nagle stary czarownik. Złoto bowiem też było sztuczne. jakby ktoś rozpłatał mu ciało. sycząc. . lecz jakaś Dziewczyna. kto zgodzi się. że tu przyszedł. Miałeś użyć tego narzędzia. Ogień leniwie pełgał. aby wyjąć serce i wymienić na inne. . Chyba że… Choć w namiocie było chłodno. ale samą sztucznością. nienaturalnych materiałów. dając mało światła i niewiele więcej ciepła. uczynić tego Chłopca swoim narzędziem w innych światach. 78 .A jednak musisz go znaleźć.W naszych księgach nic o niej nie piszą. Jonie. że im bardziej On nie chce. Wszystko w nim było ze sztucznych. podłogi. gdzie mam szukać świata bieli i zieleni… . A wierzył ponoć w bałwany i był poganinem. Sztuczny. z pomocą Królowej Śniegu. przejdzie wszystkie granice. gliny. o co chodzi . . . Szaman też czynił cuda siłą wiary.powtórzył szaman. Tylko Chłopiec był prawdziwy. Także ta biel i zieleń nie były bielą śniegu i zielonością drzew. .Królowa Śniegu… . Ją. Bracia Isaka i stary czarownik wierzyli zatem w boskie Istoty. aż Jon zdumiał się jego pewnością.szepnął zmartwiony.Kiedyś powstaną księgi.WIDZĘ tego chudego Chłopca z blizną na piersi tak długą. których istnienie wzajem się wykluczało. że to ważne.zamyślił się Isak.Pierwszy był zielono-biały. stary kapłan otarł dłonią spocone czoło i przeżegnał się ukradkiem. że Bezimiennemu udało się. WIEM. . Nie wierzył w magię. . tym bardziej musisz go szukać . CZUJĘ. Teraz żałował.. Drugi świat był dla odmiany bury. Lecz teraz ogień buchnął iskrami. byś znalazł Chłopca z lodowym sercem.Królowa Śniegu… . stoły. zgodnie z Jego wolą. nawet narzędzia i ubiory ludzi. a nawet… nawet Światowida . które będą ją opiewać. bólu i cierpienia.lecz przecież widział. Isak patrzył na starego czarownika rozszerzonymi oczami.Ja w każdym razie nie umiem rozpoznać tego Chłopca w innym świecie niż ten pierwszy. choć nie pojmuję. jeszcze przed chwilą sennie wpatrzony w leniwie pełgający ogień na żelaznym palenisku. gdyż zawsze znajdzie się ktoś.zakończył z mocą stary czarownik. . gdyż do szarpiących go wątpliwości przybyły nowe: niektórzy jego bracia czynili cuda siłą wiary. że Ona przetrwa wszystkie czasy.zakończył szaman i zmęczony zamknął oczy.WIDZĘ… WIEM… CZUJĘ… . W tym błocie połyskiwało złoto.powiedział Isak.zaciekawił się kapłan. wzbił się pod szczyt namiotu.Wiedziałem.

lecz za sprawą słów .Może o to ci chodzi? . . co Isak przyjął z ulgą. która nigdy nie wyrośnie w niczyim przydomowym ogródku. Mimo to odparł Jonowi zgodnie ze swoją wiedzą: . . Isak bał się. tuż przed wschodem słońca. Powinieneś szukać kwiatu o świcie.Potrzebuję… nie wiem. gdy się okaże. Myślę o życiu po śmierci. to niczego takiego nie ma. . nie zwykłe życie. dokąd może go zawieść świadectwo oczu i coraz to nowe wątpliwości. Tylko raz i tylko jednej Osobie.zaprzeczył niecierpliwie Jon. Czy to możliwe? Obaj starcy zamyślili się. a Isak pomyślał. Nie przywrócisz zmarłych do życia. jakie go ogarniały.Ale w moim starym świecie też niczego takiego nie było. odkąd . albo uczynisz to tylko na krótko. Duży szafirowy kwiat o kłujących liściach.zamyślił się kapłan. że nie zdziwi się.Jeśli myślisz o cudownym.szepnął wreszcie Isak.Jon przerwał wydłużające się milczenie. Tam.pytał niepewnie Jon. lecz mimo upływu setek lat wszyscy powinni ją wspominać. choć od setek lat ludzie rozpaczliwie tego poszukują i zawsze.Gdyby została świętą…? . magicznym środku. iż tak. . Nie patrzcie z takim zdziwieniem! Chcę po prostu.Raz to się udało. .Nie chcę nikogo wskrzeszać! . Woda Życia istnieje. .zapytał kapłan z dziecięcym zachwytem nad prostotą tego odkrycia. wiem o tym. który rośnie na łąkach i w przydomowych ogródkach?! .Mały jasnoniebieski kwiatek. . który rośnie tylko TAM. gdyż 79 . nie było i nie będzie.Niezapominajka? . nie przez wiecznie żywe ciało.powiedział nagle szaman. .zdziwił się Jon.Och. . bo ona wkrótce zginie. niezwykła. do kresu sił będą szukać.Niezapominajka .Niezapominajka? . Żeby była nieśmiertelna przez pamięć. wszystko wydawało się takie proste… .jakże dawno temu! . Jego niezapominajka.uśmiechnął się szaman. . Zerwiesz z niej tylko jeden płatek. który przywraca do życia zmarłych lub zapewnia nieśmiertelność żywym. pod złotymi kopułami świątyń. jak to nazwać… Woda Życia? Istnieje coś takiego jak Woda Życia? .Muszę tylko zapewnić życie Dziewczynie… nie. może istnieć siłą wiary.Mnie też by się przydał taki cudowny napój… . Jej ciało rozsypie się w proch i złączy z ziemią. nie.przybył do tego dzikiego kraju. żeby o niej pamiętano. co niemożliwe. jeśli o to ci chodzi. skąd przybył. którą na nim ujrzysz jako srebrzystą kroplę. gdyż wszystko. lecz nie strąć rosy. lecz nie za sprawą Wody Życia.

A potem… .Może nic o tym nie wiesz i mamy tego samego Boga? .Ciekaw jestem. Nie przypomina też Boga. lecz wtedy. do którego z Nich dwóch ją odmawiasz . ale wiem. Ale gdy płatek kwiatu dotknie ziarnka piasku. że nie chce takiego losu dla swego nie narodzonego syna. Jest tylko mój. Byłby to akt niemiłosierdzia. Już od dawna nie wolno mi się modlić do Tego. To bardzo źle być pomiędzy.choć przybył z Dalekiego Kraju i czyta biegle czarne znaczki na kremowym pergaminie. jak wygląda. która zdąża tu. Dlatego moją wiarą wyhodowałem sobie własnego Boga. nie Światowida. jak szepczą do siebie słowa. Nagle Isak z błyskiem w wyblakłych oczach spytał: . Mój Bóg nie jest ani okrutny.Pewnie się zdziwisz.albo nie istnieje w ogóle i nigdy nie będzie istnieć.…pamiętając. gdyż wówczas nie przynależy się nigdzie. Jon poczuł się intruzem wobec ich obopólnego porozumienia.zakończył Isak. który na niej przecież był już dwa razy. nie słyszę Go.przypomniał szaman i obaj starcy spojrzeli na siebie ze zrozumieniem. których nie pojmował. Zwiń ten szafirowy płatek razem z kroplą. która istnieje tylko w jego marzeniach lub w księgach. bo właśnie ona jest twoją Wodą Życia. nie przynależy całkowicie do Cywilizacji. gdy Jona ani jego syna już nie będzie pośród żywych. wielkimi krokami .…potem schowaj go w skórzanym woreczku na szyi . Niezapominajka i kropla rosy nie przynależą do nowego świata. na wszelki wypadek zmów modlitwę… . Nie wiem. dużo mi daje i czuję jego miłość… . nigdy się nie gniewa. Jon wiedział. jaką zaledwie przeczuwał i więcej wiedzieli o jego Drodze niż on.szepnął Isak i obaj starcy znów spojrzeli na siebie porozumiewawczo. widząc. której nie miał. w którego wierzy kapłan Ezra. tylko czuję. albo nadejdzie. gdyż moje modły przedłużałyby tylko Jego agonię. czy ty się czasem modlisz i do kogo? Szaman uśmiechnął się słabo: .ono mogłoby rosę wysuszyć. że On w niczym nie przypomina Bezimiennego. stanie się twoim narzędziem. Cywilizacja Miłości . Ci dwaj starcy posiedli wiedzę. który stoi u kresu Kamiennej Drogi. Kapłan Isak .rozmyślał Jon. Pomiędzy rzeczywistą Cywilizacją. do Puszczy. idąc do domu . nie widzę. lecz do światów Bezimiennych Bogów.a jakąś swoją własną. Zanim zasznurujesz woreczek rzemieniem. 80 . niewiele ode mnie wymaga. zwłaszcza gdy ona była sensem jego życia. Kapłan Isak jest POMIĘDZY. więc wyszedł. najwyżej smuci. ani samotny w swym okrucieństwie.do której należał stary kapłan . Ale człowiek bez modlitwy jest pusty i bezradny. szamanie.

Tym razem to kapłan Ezra powiedział coś takiego… . szukając najwłaściwszej z pomocą wróżb i szamanów. Dlatego nasz syn musi każdą swoją cząstką należeć do nowych czasów. przykryją wkrótce wszystkie stare drogi i ścieżki tak. będą kłamać. jak Puszcza. . A jednak głośniejsze od tego straszliwego. nie chcąc straszyć swej żony. by mój pierworodny nigdy nie miał wątpliwości. Chcę. z ust zaś płonących żywcem ludzi wydzierało się zwierzęce wycie. Gaja obudziła go.powtarzał monotonny. . gdy nasz syn się narodzi. . idą nowe czasy. położył głowę na brzuchu Gai i przez jej napiętą skórę wsłuchiwał się w ruchy swego syna. bo malutki się wystraszy… Jon. oddasz go pod opiekę Ezry .i Jon urwał. Głos Ezry w jego śnie grzmiał silniej niż trzask pioruna.Tej nocy mocno przytulał do siebie Gaję. znikną bez śladu. które ogarniały czyjeś stopy. będziesz przy mnie i oboje zdecydujemy o jego losie. nic złego się nie stanie. oddychając głęboko i powoli. jak nasz synek energicznie się porusza? Musiało mu być niewygodnie lub już wyrywa się do ciebie. Jonie. lecz gniewny głos młodego kapłana. iż kiedykolwiek tędy biegły.Chyba oszalałeś! Drugi raz mi to mówisz. Kapłan Ezra należy do nowych czasów i drogi. Gaju… Gdy nasz syn się narodzi. domowy ogień. iż w ten sposób powinna być z nim i na jawie i we śnie. nie matka. Wtedy żyje 81 . stare zginą. że kochasz starego kapłana. gdyż wydawało mu się.dokończył gwałtownie. który wciąż nas czymś straszy! A zresztą. nie dzieje się nic złego. Gaja tymczasem pytała gniewnie: . wytycza drogę synowi. które zbudują jego bracia. która lubiła widzieć świat w jasnych barwach. a potem biegły wyżej i wyżej. Wiesz.i o ogniu. inaczej utknie pomiędzy starym a nowym. aby się uspokoić. choć wiem. cicho. jak szaman i Kamienne Drogi.Cicho.Czy Ten z Kamiennej Drogi nie może zostawić cię w spokoju choćby nocą? Musi zabierać nawet twoje sny? . Jonie. a z każdym jego słowem płomienie stosu wzbijały się wyżej i wyżej i paliły mocniej niż zwykły. które ktoś po setkach lat napisze o naszych czasach.Posłuchaj. nieludzkiego wycia były słowa Ezry o “heretykach” (Jon wciąż nie rozumiał tego słowa) . uda. dotknij… Czujesz. nawet z ludzkiej pamięci. przyjazny. skrzesany ludzką ręką. mokry od potu. że nikt nawet nie będzie pamiętać. Śniły mu się płomienie stosów. jesteś w domu. . A księgi.Tylko ogień oczyści dusze grzeszników… tylko ogień… . Więc nie krzycz. gdyż wył z bólu razem z płonącymi w śnie ludźmi i położyła chłodną dłoń na jego czole.To nie On. że w naszym Plemieniu to ojciec. . żeby był taki jak Ezra.Gaju. a nie tego drugiego. wciąż przerażony. przytul się do mnie.

o którym nauczali Isak z Ezrą (choć chwilami wydawało się Jonowi.GRDBGHBWZ… Odwrócił się twarzą do zielonej Puszczy i cicho się pomodlił: nie do Tego. Płatki kwiatu rzeczywiście były jadowicie szafirowe. Były chłodne i niemal żywe. rosła ta niepospolita niezapominajka i na jej płatkach jeszcze długo lśnić będą krople rosy. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi. kto otrzyma ten dar. a ich płatki przedziwnie wygięte. Tym razem Jon nie zwlekał z powrotem na drugi brzeg Rzeki. którą chciał wyrazić. On był tylko narzędziem w dopełnieniu się Losu. że śpi. Mimo to cały posąg wydał się Jonowi mniejszy. tak że krople Wody Życia nie mogły spłynąć. że żona podziela jego niepokój. ledwie rozpoznawalne. której go ofiaruje. wychylając się do światła. a jeszcze później do otaczającej go zieleni Puszczy. jak te. ale wciąż tkwiła na miękkim płatku jak mały paciorek. jakby się w sobie zapadał. Zwijając zerwany płatek w dłoni.Gdy narodzi się nasz syn. którego obecność czuł za plecami. Kwiaty też były wielokroć większe. które widywał w domowym ogródku. by przywołać dobry sen. Nie musiał się śpieszyć. bez szczególnego zdziwienia dostrzegając kolejne szczerby na olbrzymim kamiennym posągu. Tam. mieniąc się tęczowo. Potem stanął twarzą do Bezimiennego. lecz do Boga. że ma zerwać tylko jeden płatek.powtórzyła z uporem Gaja. że reprezentują oni dwóch całkowicie różnych Bogów). a upiera się tylko po to. 82 . nie powinien mieć przy sobie więcej Wody Życia niż dla jednej osoby. ale Jon już wiedział. Na tle ich agresywnego koloru krople rosy wydawały się większe i bardziej kuliste niż zazwyczaj. choć na podbrzuszu starego Boga wciąż dumnie wypiętrzały się znamiona męskości. że pojęła myśl. została wybrana wcześniej przez kogoś innego. Istota. Gdy tuż przed wschodem słońca opuszczał dom. Turlały się pod jego palcem po kolistym wnętrzu szafirowego kielicha. Gdzieś tam. bezgłośny i obojętny zew Boga: . zgarbił. tak postanowiłem. iż kulista kropla nie rozpadła się na kilkanaście mniejszych. tak jak Gaja zwijała pierożki. . Woda Życia należała się tylko wybranym i nie on decydował. choćby na resztę nocy.się lepiej. dokąd zawiedzie go Droga. będziesz przy mnie . zdziwił się. a on nie chciał nią kusić nawet siebie. nie miały nic z łagodności błękitu. Włożył zwinięty płatek do skórzanego woreczka i wtedy usłyszał dudniący. I bezpieczniej. Już nie u jednej. gdyż słońce późno docierało do owalnego kręgu. Nie było już w ogóle wystającego wcześniej pępka. nawet gdy jon delikatnie dotknął ich palcem. Nie każdemu należała się bezcielesna nieśmiertelność. …i lśniły. Spoczywały teraz w pyle koło nóg bóstwa. lecz u obu gigantycznych dłoni brakowało po kilka palców. Jon pamiętał. A jednak wciąż był ogromny i przytłaczający. Więc oddasz go pod opiekę młodego kapłana. pewnie na skraju. Gaja udawała.

Ziele w moim woreczku wysycha i kruszeje. rozczłapane. przyniesionym tu przez sługi i przyglądał się 83 . Spóźnię się. choć chciałbym. szuka jąć pary oczu. mądrej kobiety. Puść mnie. Ale jej twarz nie była już twarzą wieśniaczki ani nawet nawiedzonym obliczem wariatki z Domremi. Nie może być za późno… Przepchał się przez wrzeszczący tłum.szeptał żarliwie Jon. rozmyła się. Jon czekał i czekał.szepnął Jon. inteligentna.Puść mnie. powietrze zadrżało. gdy znalazł się na ramionach Bezimiennego i przemieszczał się wokół jego potężnej głowy. Jon z najwyższym trudem dobrnął do najdostojniej wyglądającego wielmoży. proszę Cię . coraz bardziej niecierpliwie. Spóźniłeś się. tak jak drży od wielkiego ognia. Była to chuda. lśniącą ciemność. Za późno? . gdzie zbiegały się Kamienne Drogi i gdzie pośrodku tkwił On. gdzie powinienem się teraz znaleźć. kropla Wody Życia może wypłynąć z płatka i wsiąknąć w skórę. zadowolony śmiech Chłopca. świadoma wiedzy twarz dojrzałej. pozostawiając na później namysł nad jego sensem. ukazując głęboką.przypomniało mu się nagle.. Jon powędrował spojrzeniem w ślad za wzrokiem Światowida. czując. duże. mimo że Dziewczyna miała przecież tylko szesnaście lat. czy też jej nienawidzi. jak u wszystkich wieśniaczek. Dlaczego kapłan Ezra mówił o stosach? Zieloność Puszczy zamigotała. .szepnął Jon. czy ten stos go przeraża. ordynarne. I właśnie o to Mu chodzi! . Widowisko było jednak przednie więc wszyscy chłonęli je chciwie. że ogień liże jej stopy? Zaraz wyda z siebie zwierzęce wycie. Widzisz że Cię nie porzucam. Ognia… Ogień… OGIEŃ… STOSY… *** .Za późno. Jonie. Stary Bóg długo podejmował decyzję. Nie zostaniesz sam więc puść mnie tam. że czas ucieka . Tutaj czas był odmierzany powoli. który siedział w wygodnym fotelu. które rzadko wkładały obuwie. . Wreszcie powieki jednej z czterech par oczu uchyliły się. gdzie jestem teraz potrzebny . A potem… Potem przestanie istnieć. czy kocha Dziewczynę.pomyślał z rozpaczą. która wskaże mu drogę.Stosy… .nie tu. czy raduje. . Nie widzisz.Wróciłeś . zasłyszane niedawno słowo.Puść mnie tam. Te stopy były brzydkie. zgoła bezsensownie. ale TAM zaczął przyśpieszać i Jon już o tym wiedział. Ona już płonie. niezgrabne stopy Dziewczyny przywiązanej do grubego pala. żarząca się pasją. w kręgu.zaśmiał się Chłopiec. który nie mógł się decydować. Ogień lizał gołe. słysząc obok szyderczy. Zniknie cieleśnie i z pamięci następnych pokoleń. ale TAM.

zaraz. . Idź.wykrzyczał jej do ucha. zwykłe. Stłumił ogień ręką i zacisnął zęby. Jonie? Co mi dajesz? . ale Życia po Życiu.Panie. jak i nieuchronnego. ale będzie żyć pamięć o tobie.Wodę. To tak bardzo boli .stwierdził po namyśle. plunął mu w twarz iskrami. wiedząc.Nie. I poczuł żar. przyklękając. . że jeśli od stosu zajmą się stopnie. uczyń mi tę łaskę i pozwól wlać skazanej do ust kropelkę wody z jej rodzinnych stron. . od iskier zajęła się jego czupryna. jak pradawne smoki. Jonie. to i on skończy jak Dziewczyna. wciąż była milcząca. ale daj jej tylko kroplę.Niech wieśniaczka z Domremi wie. Jon dygotał. Spłoniesz w ogniu. prawie seksualnej satysfakcji i bezwiednego wstrętu do siebie i do ofiary.spytała Dziewczyna suchymi. a jej twarz zniekształcał ból. 84 .poprosił Jon.Jest w tym jakaś zdrowa myśl . krótkie życie od najdłuższej pamięci. wciąż żywe ciało. Niechby było złe. . stając na przedostatnim szczeblu drabiny i obejmując ramionami pal. Nie umiał sobie nawet tego wyobrazić. Zawsze. Kropelkę Wody Życia. Do ostatniego ścięgna i kawałka kosteczki. Trochę się podgrzejesz… . Na wieki. której wypada pić wodę. za sekundy musi wydać z siebie palona żywcem wieśniaczka. Zabolało. nie wino na królewskich dworach. Żar wzrastał i Jon poczuł. . gdyż bał się zarówno płomieni. To nie jest Woda zwykłego życia. Zatem zgadzam się. dmuchających straszliwym żarem. Ty umrzesz.szeptała Dziewczyna. ognia tym nie wstrzymasz. Ale przezorny wielmoża nakazał szczeble polewać wodą. do końca.spytała z nadzieją. Słudzy wielmoży przystawili drabinę i Jon wspiął się na nią. Kropelkę. . Zresztą nawet gdybyś wlał w nią galon płynu. które wkrótce dotknie ją: o bólu palonego żywcem ciała. który już. . . myśląc ze strachem.egzekucji z mieszaniną źle hamowanego podniecenia.Och. Znowu pomyślał o cierpieniu. spękanymi wargami. Ale Dziewczyna. Bardzo długo. a odpryski ognia dotarły do twarzy. To może być ciekawe. Poczuł jej gorące. który. zwierzęcego głosu. że płomienie sięgnęły już jego nóg. Jonie… Wolałabym prawdziwe. szamocąc się bezradnie pośród grubych sznurów. pełne cierpienia. Wielmoża przyjrzał mu się ciekawie. skąd przybyła… . choć szamotała się bezsilnie. . że jest jedynie wieśniaczką. Niech umiera. aby nie spaść. to boli.zaśmiał się.To ty.Wody Życia? Więc będę żyć? . prężyła ciało. byleby było.Pozwolono mi dać ci to . by wytrzymać piekący ból.

. nie chcąc słyszeć straszliwego krzyku umierającej Dziewczyny. jak perła. namówiwszy wielmożów. ba. szydercza maska. Wzięli za nią dziesięć tysięcy sztuk złota. byle dalej od jej krzyku.Dziewczyna parsknęła krótkim. a w jego wnętrzu.Nigdy nie zazna miłości. rozlegającego się wokół i niesionego hen. Jonie? . . nie doświadczy nawet ulgi śmierci we własnym łóżku.skrzywił się. że odtąd już zawsze będzie go słyszał. A co będzie w innych światach? Skąd wiesz. a kulista kropla skurczyła się. piekących plam. a ona… Obok siebie usłyszał czyjś oddech i na moment przystanął przestraszony. jak zniekształcą jej portret piewcy jej legendy? Do czego 85 . od upiornego blasku i żaru. W gorącym powietrzu płonącego stosu . . Ale skoro On nie chce mi dać normalnego. szczekliwym śmiechem. że jesteś cały poparzony? I co wskórałeś? Nic. nie wiedząc. Wciąż był jaskrawoszafirowy. Zatkał uszy.Nieprawda! Nigdy o niej nie zapomną! Nigdy! Jej imię przeniknie przez granice i światy! Będzie żyć! Twarz Chłopca przelotnie skurczyła się w poczuciu porażki. ale umknął płomieniom. . nie będzie wiedzieć. Sam nie wiedział. Wtedy Jon zatrzymał się i krzyknął mu w twarz: . drogi. z lękiem. Lepsze to niż nic.To ja ją zabiłem.Och. które biły od stosu. Rozmawiałaś z Bogiem… . który zaraz przeszedł w jęk. Ona umiera przez mękę. Jeszcze kilka sekund i zniknie.Mówili do mnie tylko Jego słudzy. że przełyka. Umknął. lecz zaraz powróciła zwykła. Wiesz. czym może być życie. lasy. gdyż języki ognia wspinały się coraz wyżej . lecz ujrzał. nawet najgorszego życia. nie rozmawiałam z Nim . zatem daj mi tę swoją Wodę Życia. Przerażający krzyk Dziewczyny nie milkł. Nie wyglądała już jak królewska perła. On sam nie jest do pogaduszek.To ja . Jon gwałtownie wyciągnął rękę i prawie wcisnął wilgotny płatek pomiędzy spierzchnięte wargi Dziewczyny. . wyszarpnął z woreczka stulony płatek niezapominajki. by wydali ją najeźdźcy.Namaściłaś króla. A potem zaczęła wyć.płatek zaczął gwałtownie tracić kolor. biegł teraz. W tym świecie przegrałeś. Na jego ciele pojawiło się pełno brązowych. prawda? Pamięć może przybierać tak różne kształty… Może niekiedy przybierze mój własny? Jonie… Jon niecierpliwie. . a ty tym bardziej nie możesz mi go ofiarować. która czasem uwalnia od męki życia. wyparuje bez śladu. Westchnęła i z ulgą dostrzegł. uwierz. jak i kiedy znalazł się na ziemi. co to narodziny własnego dziecka. że to tylko Chłopiec. Nie zrobili tego za darmo. połyskiwała srebrzysta kropla. Wiedział.które z sekundy na sekundę stawało się coraz gorętsze. przez pola. nie.Co z tego? Co to za życie.powiedział Chłopiec z szyderczym uśmiechem.

Trzeba wrócić do Domremi… Nie. uszlachetniam. kierując konia w stronę przeciwną niż tę.Dokąd jedziesz? . 86 . . zdziwiony własną myślą. to tu. .krzyknął Jon. gdyż jej krzyk nagle umilkł. komu chcesz służyć. ciągnąca się prawie od nasady szyi ku brzuchowi. w której leżało Domremi. Kto mu to mówił? Stosy są wbrew Bogu. delikatna. jacy kiedykolwiek istnieli lub będą istnieć . że te stosy jeszcze będą płonąć. nie dawała mu spokoju.W tym świecie nic ci ode mnie nie grozi. . . Nie tu. zbyt głośny. mądra i subtelna.rozmyślał Jon. prostacki język. bo tak naprawdę to mnie tu wcale nie ma.pomyślał. przeciwnie. niedbale obcięte sierpem włosy. że wciąż nie wiesz. Ktoś mówił. . Prawdę o Głosach. niemal ordynarny śmiech. by jak najszybciej znaleźć się daleko od miejsca kaźni i Chłopca. bo tylko ogień oczyszcza dusze grzeszników. w światach z przeszłości. I taka zostanie . że nigdy się tego nie dowie. a Jon odruchowo się cofnął. że jej portret tak szybko ulegnie zniekształceniu? Przecież to ja go zmieniam. co miało być unicestwione! Głosić chwalę jej imienia! . zwalniając galop konia do kłusu. Wprawdzie ktoś ostatnio wspominał coś o stosach. że będzie ich dużo. wąskich stopach. gdy mówił. On przecież parokrotnie wspominał. coraz więcej. to tam. gdy już wystarczająco oddalił się od Ruan. że to moje dzieło.myślał Jon.stwierdził. w światach przyszłości.krzyknął za nim Chłopiec. nie teraz. .Naprawiać to. gdy człowiek płonie żywcem i miał nadzieję. gdzie indziej… Dziewczyna już chyba nie żyła. Jon nie chciał wiedzieć. że piewcy jej legendy zniekształcą jej portret! Trzeba jechać przed siebie. W mojej pamięci ona jest już piękna.powiedział Chłopiec. Raniłem go? Kiedy? Chyba bym pamiętał… . . Zdecyduj się… Postąpił krok naprzód. Prawdę o niej samej.jej użyją? Do jakich celów? Myślę. będziesz mnie jeszcze szukał! . co chciałeś zepsuć! Ożywić to.usłyszał w oddali szyderczy śmiech nie chcianego kompana. Może kiedyś. rozczłapane stopy. jak księżniczka… Czyżby Chłopiec miał jednak rację.Nie uciekniesz ode mnie. Przypadkowego? Długa blizna na jego piersi. poganiając konia. Wbrew wszystkim Bogom.Nie bój się . byle głosić imię i chwałę Dziewczyny i prawdę o jej roli w osadzeniu prawowitego króla na tronie. W tej opowieści Dziewczyna będzie istotą o pięknej twarzy.Wszak Bóg jest tylko jeden! Z rozpaczy plączą mi się myśli . Jonie. jakim początkowo mówiła. byle gdzie. smukłych. ale kto? Jon nie pamiętał. brzydkie zęby. wyrzucam z pamięci jej duże. nie wolno tam wracać! Przecież Chłopiec powiedział. jak to jest.

gdyż gładź. nic o tym nie wiedząc? Czy wypełnił swoją powinność? I co nią było? Ręka Jona bezwiednie zacisnęła się na skórzanym woreczku. Obraz zniknął. teraz stała się chropowata i straciła połysk. że całe ciało piecze go i boli. A przed oczami miał długie. prosta wieśniaczka. rozpiął koszulę na piersiach i ze zdumieniem ujrzał na skórze bolesne. Ale jak? I kiedy? Co tym razem działo się z nim w tamtym niepojętym. do której przywykł. Ku swemu zaskoczeniu stwierdził. który ją pochłonął i o tych. Proch. gdy po raz pierwszy zaczęła mówić o Głosach. prawie jak ogień…? *** Purpurowe i czerwonożółte jesienne liście. Nie chciał przenosić do swego świata wspomnień o ludziach stamtąd.O cudownej przemianie córki starego Darka w niezwykłą istotę zaczął opowiadać ludziom już w pierwszej napotkanej wiosce. Ziele niepospolitego serdecznika zaszeleściło pod dłonią. że nie ma rzęs. Nic zatem nie pamiętał . że nie jest to wskazane. Nie powiedział. że wioskowe dzieciaki obrzucały ją grudami brudnej. Powiódł palcami po oczach i ze zdziwieniem stwierdził. Niewykształcona. Dotknął twarzy: też była w ranach.była gładka i lśniąca jak powierzchnia jeziora w bezwietrzny dzień. Posąg zasypany liśćmi wyglądał tak. lecz piekących. Przystanął i rozejrzał się: Kamienna Droga. Nagle poczuł. wprawdzie niegłębokich. palące mienie. Nie wspomniał o żalu Dziewczyny. Komu? Przelotnie mignęła mu przed oczami czyjaś ciemna. purpurowe… PURPURA… Purpurowe jesienne liście. wyszczerbiła się i noga ugrzęzła mu w szparze. która umierając. gdzie odbywał się jarmark. potknął się. o barwie prawie tak intensywnej jak ogień. Opowiadał za to wiele o stosie. Ale brakowało płatka niezapominajki z kroplą Wody Życia. nierzeczywistym świecie? Czy znów zrobił coś złego. zniknął Jonowi sprzed oczu i sprawiło mu to ulgę.gdy widział ją pierwszy raz . składanych Bezimiennemu w ofierze przez tysiące lat. przykryły grubą warstwą krąg. tym portret Dziewczyny opowiadany jego ustami staje się piękniejszy. Przemilczał rolę Chłopca i swoją. Jego życie w Wiosce musi być proste. jak Gaja. żyjąc pomiędzy światami. ostrzyżona na jeża głowa. zniszczą siebie i nie narodzonego syna. ciemne pęcherze jak od poparzeń. Spojrzał na ręce. Zamknął oczy i jeszcze raz je otworzył. która . w który obróciły się tysiące żywych istot. że im więcej słuchaczy gromadzi się wokół niego. Zatem komuś go dał. że nikt nie dowierzał. Idąc do Wioski dobrze sobie znaną Kamienną Drogą. mokrej gliny. nie chciał oszaleć. stawała się w jego opowieści rozumną istotą o subtelnej urodzie i przenikliwym umyśle. zwłaszcza że zachodzące słońce barwiło go własną. Spłonęły. czerwono-żółte.i nie chciał pamiętać. Czuł. Inaczej oboje zagubią się. którzy ją na niego skazali. ognistą purpurą. że boso pasła krowy. jakby płonął. zwykłego życia i zwykłej śmierci. zatęskniła do krótkiego. Jon odetchnął. 87 . nawiedzona szesnastoletnia wariatka z Domremi. Coś piekło go nawet pod powiekami. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi.

.Gaja. 88 . lecz niesamowite. jakby właśnie wyszedł z domu.odparł starzec. . ale po chwili pozdrowiły go tak. Rzeka.spytała ze zgrozą. omijając wystające głazy. ale Tabu spętało jej nogi.podskoczyła z radości.Świat się palił. to znowu energicznie płynąc na głębszych odcinkach. dostrzegła spalone brwi i rzęsy. Ze zdziwieniem stwierdziła. Tabu… . nacieszyć się spokojną monotonią plemiennego życia.Czy to nie oznacza.Tym razem nie było cię tylko dzień! .Tak ma być. brązu.zawołała Gaja głosem pełnym szczęścia. .spytała Gaja z nadzieją. Ponownie uścisnął żonę. mocno przytulił do siebie żonę. że go nie widzą. nie załatwiłem wszystkiego. Pragnął pozostać na zawsze w Wiosce. . to brnąc po płyciźnie Rzeki. Wprawdzie jeszcze nie wyzdrowiał. aż nurt porwał jej kilka sztuk bielizny. może tym razem udałoby się jej pokonać Święty Zakaz? Jednak szaman ją powstrzymał. Jeszcze wciąż coś mi zostało do załatwienia odparł Jon. ale czasem wychodził przed namiot. by ją przepłynąć . a październikowe słońce dawało ciepło i cieszyło kolorami drzew. więc ośmieliła się odrzec: .Tabu słabnie. mimo że woda wyziębiła jego ciało i teraz ten chłód przenikał ją do głębi. która dopiero teraz dostrzegła jego rany. . to kto wie.Gaja prała na brzegu bieliznę wraz z innymi kobietami i na jego widok . trwało spóźnione babie lato.Las się palił? .przypomniał półgłosem szaman. jak dziewczyna walczy z prądem Rzeki. dotykając woreczka na szyi i wyczuwając w swym głosie zmęczenie. aby posiedzieć w ciepłych promieniach słońca. powierzchowne. brnęła więc dalej przez nurt. ledwie wszedł do Rzeki. patrząc. nie odsuwając się od męża. czcigodny starcze? . Pozostałe kobiety udawały początkowo. które stawały jej na drodze. Lecz nie mów o tym nikomu.zdziwił się i choć mokry.a dostrzegła go. zawierającymi wszystkie gorące odcienie żółci. gdy ten spokój mu zabrano. wiesz o tym. Płytkie. a Jon w błysku przypomnienia grozy stosu odpowiedział: . Chciała ruszyć mu naprzeciw.Tylko dzień? . że twoja Droga się kończy? Że już załatwiłeś TAM wszystko.Nie. mimo jesieni. że gdyby bardzo się uparła. Ze zdziwieniem usłyszała w jego głosie niepewność. A gdy spojrzała mu w oczy. Docenił ją. . wpatrując się w Jona. co miałeś załatwić? . Jeszcze nie . nie była wezbrana. który był coraz bliżej wioskowego brzegu. czerwieni.

Gaja i mój przyszły syn. że woli nie wiedzieć. że jesteś.wyszeptał tak cicho. by to porównać. który przez cały czas nie ruszał się sprzed namiotu i patrzył na niego uważnie wyblakłymi jak jesienne słońce. Ile udręki przynosi mi każde rozstanie z nią. Wygląda teraz. że Jon domyślił się jego słów z ruchu warg. położył jej dłoń na ustach. współczucia i pogodzenia z nieuniknionym. Jest jak człowiek. zostałbym tam na zawsze.ciągnął Jon. długiej podróży. miedzianozłota i ciepła.Czy potrzebujesz czegoś ode mnie w dalszej Drodze? Ziela? Magicznego zaklęcia? Czarodziejskiego wywaru? A może porady? . . Podszedł do szamana. .odparł szczerze. Nie spotykam go lub nie rozpoznaję . .Tak. Patrzył. Gaja zatem umilkła. I chorował. Piękna. że starzec miotany jest sprzecznymi uczuciami nadziei i bólu.zasępił się Jon. . a był taki nadludzki . gdy mnie tu nie ma? Czemu tak mało o tym wiem? Jak On to robi.Nie. A Kamień nie tylko mówi.Obojętnie i nieczule. . nie sięga Jego władza.sprostował starzec. czuję smutek szepnął szaman.zakończył cicho Jon. łowiąc równocześnie sztuki bielizny. . gdzie szukać tego. jak posąg Boga. dla którego jest przeznaczone. z niepokojem. który wciąż jeszcze słyszę.Posąg…? . Jon roześmiał się nagle. które odpływając z nurtem. który wydawał się lity i niezniszczalny. a jeden dzień rozciąga się w miesiąc. . starzec bowiem wydawał się pomniejszony przez chorobę i on także wykruszał się. każdy był co najmniej tak duży jak połowa mojej wysokości. zaczepiły o wystające głazy. Pomyślała. a o innych zapomnieć? . pojawiły się skazy.Jego prawa ręka ma już tylko trzy palce.W Jego głosie. jak odchodziła. widząc. a mam wrażenie.Z ramion Bezimiennego jest coraz bliżej do ziemi . gibka mimo ciąży. Czasem mi się wydaje. Głos Kamienia. . jakby się starzał. Gdzie wędruję? Gdzie przebywam.Gdy Gaja chciała dalej pytać.myślał. Jesteś zbyt młody. a czasem płacze . Wciąż mam w woreczku ziele serdecznika i nie wiem.A może to On nie chce.Jego głos brzmi wciąż tak samo .A to uczucie było Mu obce. lecz czujnymi oczami. choć coraz rzadziej. choć wiedział. Isak. że wróciłem z bardzo dalekiej. bym go spotkał? Tam. gdzie wędruję. że suknia i spódnica Gai stały się mokre od jego objęć i nakazał jej udać się do domu. . a po chwili spytał: . ale 89 . wysoka. . nic o tym nie wiedząc. znowu zmalał .zaprzeczył Jon. obiecując także rychły powrót. że steruje moją pamięcią i jedne rzeczy każe mi zapamiętać. a miała ich aż siedem. Widziałem ją zatem wczoraj. patrząc uważnie na szamana.Tym razem wystarczy. co robił Jon w Drodze. że gdybyście tu na mnie nie czekali: ty. W kamieniu. ale i śpiewa.

pierwszą w Wiosce wyłożono małymi.wciąż pamięta. z woli Ezry. który mimo odtrącenia . Nie szedł jednak główną drogą . którzy słyszą Jego wezwanie. spacerowali obaj kapłani. w którym podobno kopuły wszystkich świątyń są ze złota. Ich okazałe. surowy Ezra. by słuchać Głosu Światowida i spełniać wszystkie Jego prośby. Dlaczego jednak się nie bronił? I czemu nie bronił Tego. czy też pozwolić Mu odejść w ciszy i z godnością? Mimo rosnącej tęsknoty za bliskością Gai. nie jest bałwanem! Jest potężnym. Ma gości z Dalekiego Kraju.Musisz postępować wbrew Jego woli. . Jon rozumiał ten smutek. że składano mu ofiary z żywych istot! Czy należy Go dziś obrażać i z Niego kpić. Jego nieme prośby i pragnienia. a może tysiące lat był czczony przez wszystkie Plemiona wokół! Czczony tak bardzo. siedzieli właśnie tu. a każdy z jego przodków powoływany był. Jon bezszelestnie wspiął się na mur.Kapłan Isak był u ciebie? .którą. otoczony kamiennym murem ogród. czy zbyt wiele rozumiejący i wybaczający Isak? I co właściwie znaczy tajemnicze słowo heretyk. . wystawiając na ciepłe promienie swe łyse czaszki. Jon ruszył w stronę świątyni. modląc się. by go ukarać? Ale za co? Co takiego zrobił stary kapłan. Starzec pochodził z wielopokoleniowego rodu czarowników. którego się obawiał.lecz skradał się wśród drzew. . trafić na nieduży. kolorowe kapelusze spoczywały obok. gdzie często. że mogłoby się to im nie spodobać? Pokochał Plemię i próbuje je zrozumieć? Nie nazywa ich starych bóstw. którego Ezra użył rozmowie ze starym kapłanem? Zabrzmiało wtedy jak obelga i zarazem groźba! Czy to stary Isak jest tym heretykiem? Czy goście z Dalekiego Kraju przybyli. jak to robi Ezra. chociaż właśnie tak powinien czynić? Ale przecież Ten. twardymi kamieniami . Jest bardzo zajęty. którego posąg stoi u kresu Kamiennej Drogi. a ty musisz Go zawieść . strażnik swego Boga i Cywilizacji.spytał Jon. kto ich woła. słysząc o gościach. Bogate szaty lśniły. że są inni.wyczuwam Jego obecność. któremu służyli jego dziadowie? . a jest ich tam równie dużo jak domów. Że wobec Cywilizacji nie ma żadnych szans. migocząc w 90 . jak przez setki. Kto będzie milszy sercom: niezłomny. korzystając z ostatniego jesiennego słońca.odparł szaman. Myślę też. choć nie wiedzą. Jonie. nie był . zmieniając grząski i niebezpieczny temat. Po to cię wezwał. na ławach.Nie może. Przeczucie nie myliło go: Goście z Dalekiego Kraju. bożąt i Bogów bałwanami.Nie. groźnym Bogiem.i cierpiał. inaczej On wprzęgnie cię do swej służby i wzmocni się twoją wiarą.myślał Jon niespokojnie.powiedział ze smutkiem szaman. Chciał obejść świątynię z tyłu i zamiast do jej głównego wejścia. . Jon poczuł niepokój. choć przecież znał odpowiedź: stary czarownik wiedział to. Szaman popełniał grzech wobec rodowych zasad . czego wciąż nie chciał pojąć Bezimienny.

skąd wie. a każdy ruch ręki widoczny był dzięki blaskowi cennych kamieni w złotych pierścieniach.krzyczał młody kapłan. aż wyznają.Co proponujesz. że to boli.zaczął Ezra i było widać.Przez Isaka w Wiosce wciąż żyje stary szaman.Szaman jest starym. że stosy są wbrew Bogu. w rodzinnej Wiosce. im bogatszy był strój dostojników. gdyż właśnie dobiegł go podniesiony głos Ezry Ezra z okazji wizyty tak dostojnych gości też włożył najpiękniejsze szaty.spytał Ezry starszy z dwóch gości. . Pobożni ludzie palą też czarownice i czarowników lub pławią ich w wodzie tak długo. bracie Ezro? Już ich niewiele.pomyślał bezwiednie Jon i zaraz przepędził tę myśl. by te okrutne słowa mogły wyjść z twoich ust! Chcesz poszczuć ludzi z Wioski na ich szamana?! przerwał z goryczą Isak. jak kobiety . schorowanym człowiekiem . odwracając się od Boga Dobroci! A stos jest wbrew Bogu! Każdy stos! I to boli… tak strasznie boli… Jon nie pamiętał.pomyślał Jon. tak 91 . Jon przestał rozmyślać o naturze dostojników świeckich i duchownych. Nie wierzę. Goście uosabiali przecież Cywilizację. Może to kapłan Isak popełnia błąd. A jednak nagle.Ezro! Ezro! Miłowałem cię jak brata i wciąż miłuję.słońcu. A zresztą… Plemię też lubiło je oglądać i bezwiednie chyliło głowy tym niżej. albo… .Gdzie chcesz wypędzać starego człowieka? Do Puszczy. bracie? . te które przywdziewał z okazji udzielania ślubów lub odprowadzania kogoś z Wioski w ostatnią drogę. ubrany w szatę lśniącą od złota. choć dawno powinno się go przepędzić lub postawić przed sądem! Albo Plemię przynależy do świątyni i zdobyliśmy je dla Jedynego Boga. . ani skąd miał pewność. Najwyraźniej w ogóle nie zwrócił uwagi na słowa Isaka. że Jon z najwyższym trudem zrozumiał jego słowa. ukryty za grubym konarem dębu . . nie dbając o wygląd? Zapewne wysłannikom największych w świecie świątyń przydawały godności właśnie te świecidła.Słyszałem. to mi się śni. że na tym nie skończy. aby padł ofiarą wilków lub niedźwiedzi? Czy nie może dożyć swych dni tu. siedząc na murze. .Ezra nie może namawiać ludzi z Wioski do spalenia szamana! Przecież wówczas część Plemienia stanie po stronie szamana. Nie. iż błądzą . . . że w cywilizowanym świecie zaczęły już płonąć stosy z heretykami. bardzo wyraziście poczuł potworny swąd palącego się ciała.…przez Isaka oni wciąż są w pół drogi! .przerwał mu Isak tak cicho. widocznie upierścienione ręce mężczyzn w długich sukniach należały do reguł Cywilizacji. To jest dalszy ciąg mojej podróży po nierzeczywistych światach . Mężczyźni nie powinni nosić ozdób.

nawet dzieci! .że stary czarownik stał pomiędzy Plemieniem a zemstą bóstw i bożąt.spytał z irytacją starszy z gości nie wiadomo kogo.jakby go już wcześniej znał. o ludzi z Wioski? . patrząc wiernopoddańczo w oczy swemu starszemu bratu: . mógł jeszcze ciągle wyrządzić wiele zła. w czasie którego Jon słyszał tylko ciche brzęczenie pszczół korzystających z ostatnich lotów przed nadejściem chłodów. by dobrowolnie oddawały część miodu.A jeśli nie wszyscy ludzie z Plemienia opowiedzą się przeciw szamanowi? Teraz młodszy z gości.Jak długo ludzie z Wioski będą tkwić między lękiem przed bałwanami a poddaniem się woli naszego Boga i Jego ziemskich wysłanników? . Cywilizacja… Niewątpliwie Cywilizację do Wioski przywiódł młodszy z kapłanów. Isak przyniósł tu ze sobą jedynie Miłość.Jeśli choć jeden człowiek z Wioski zapragnie bronić szamana przed stosem. ten w złocie i srebrze. Wszak ważyły się losy szamana. nie Isak. Wystarczy jeden buntownik. czemu Isak nie użył tego argumentu. Co jest cenniejsze dla ludzi? Jon wytężył słuch. To on nauczył Plemię. Jon nie pojmował. nawet o tym nie wspomniał. wtedy inni mogą odwrócić się od naszej świątyni i znowu będą czcić bałwany.krzyknął Ezra. że ten nie znany mu głos należał do kobiety. gdyż szybko dorzucił: . poruszył się niespokojnie i zabrał głos. właśnie Ezra. 92 . że pogaństwo nie jest niczym złym!. wciąż miał ogromną moc. jak zbudować tym inteligentnym owadom drewniane domki. pomiędzy nowym Bogiem a starymi. pławieniem w rzece lub wypędzeniem do Puszczy. Dzikie pszczoły odważył się przesiedlić z lasu do Wioski kapłan Ezra. z mniejszą ilością pierścieni na palcach. Ezry? Isaka? Samego siebie? . nieludzkie wycie człowieka. Nie chciał? Może się bał? O siebie czy o szamana? A może bał się o nich. jedna buntownicza myśl. a w uszach zabrzmiało mu przeraźliwe. każdy w Wiosce ma prawo myśleć. A spośród tych ostatnich Ten. W ogrodzie zapadło milczenie. czegośmy już dokonali w tym dzikim kraju. jak skłonić je. Przez chwilę wydało mu się. które unicestwi wszystko. może to trwać nawet setki lat! Ci ludzie za dnia będą szli do świątyni. który czekał na Jona u kresu Kamiennej Drogi. nie do mężczyzny… Isak jakby usłyszał kipiące od namiętności myśli Jona. mieliśmy już takie przypadki i lepiej nie powtarzajmy błędów. aby powstało zarzewie chaosu i zniszczenia. Wasza Miłość. a nocą będą przyzywać swoje bałwany! Dopóki jest szaman. Dlaczego ten spokojny starzec zaczął nagle tak bardzo przeszkadzać sługom świątyni? Przecież każdy w Wiosce wiedział.Jeśli z tym nie skończymy.

…lecz nie zagraża to naszemu Bogu i miłości Plemienia do Niego .Plemię pewnie zaraz wybierze następcę . Tak. Istoty te nie były godne uczuć… to… to słowo bałwany. 93 . że wkrótce w tej Wiosce nie będzie żadnych czarowników. odwiedzam czasem szamana i właśnie stąd wiem.Jeśli Wasza Miłość mówi o Istotach. Odwiedzam go właśnie po to.. więc skąd o tym wiesz? . gdzie kryje się coś złego. gdyż inaczej nie mógłby go usłyszeć.Szaman umiera…. a Jon mimo woli zadrżał. .Czy na pewno ich już nie ma? . że szamani nie są już potrzebni . który dokończył: .Plemię nie wybierze nowego. że słowo bałwany nie oddaje ich natury.Oni już nie są poganami.dorzucił Isak z łagodnym uśmiechem. Wasze Miłości! Bo tu dzieje się coś niepokojącego! Wszyscy w Wiosce jakby na coś wyczekiwali! Podejrzewam.Bałwany.spytał surowo starszy dostojnik i wszystkie pierścienie zabłysły na jego palcach. . gdyż ten konający od wielu miesięcy starzec wytłumaczy im. co Wasza Miłość ma na myśli . Dwóch. . żeby mieć pewność. choć to boli… .Szaman wie.Rozmawia! . jakby oni istnieli… . .A to chyba najważniejsze. Wasza Miłość… otóż myślę. . To sprawa miesięcy. nawet jeśli błądziło w tej miłości i czci.Chyba nie prowadzisz rozmów ze strażnikiem bałwanów ani go nie odwiedzasz.On z nim rozmawia! Odwiedza go! Wszak dlatego was tu wezwałem.przerwał Ezra.krzyknął Ezra. gdy zdecydowanym gestem podkreślił ostre brzmienie wypowiadanych słów.Kto? . kapłanie Isaku.wtrącił z podejrzliwą i gniewną nutą w głosie starszy z gości. że jest ostatnim czarownikiem Plemienia. ba.To zależy. że niektórzy chodzą na drugi brzeg Rzeki. Pogodził się z tym. Spojrzenia gości tym razem zawisły na wargach starego kapłana. .Mówisz. Patrzył przed siebie i Jon wystraszył się. nie zwracając uwagi na dostojnych gości. A sprawa szamana sama się rozwiąże bez naszego udziału.wyszeptał Isak. . nawet jeśli. . może trzech . . Coś bardzo złego! Coś. . iż stary szaman nie wyznaczy nikogo na swego następcę.A bałwany? .spytał przekornie Isak. co nam zagraża! . . że został dostrzeżony na murze. nie zwracając uwagi na Ezrę.szepnął Isak i tchnienie tego szeptu przyniosły Jonowi jakby pszczoły. które to Plemię czciło i miłowało przez tysiące lat.ciągnął Isak. słysząc jego odpowiedź. naszym zdaniem. bracie Ezro. . tak. Ale kapłan patrzył daleko w przestrzeń. tam gdzie Jon nie sięgał wzrokiem.spytał młodszy dostojnik.

. szybciej i skuteczniej.spytał nagle młodszy z dostojników i nie czekając na odpowiedź.Czas… czas rozwiąże wszystkie nasze problemy w tej Wiosce i w tym kraju. A zresztą Bóg był przecież wszędzie i nie można Go było zamknąć nawet w największym na świecie budynku! . Ludzie mieścili się w niej bez kłopotów. a nie miejsce czci… Jon wzburzył się na chwilę. A świątynia będzie wspaniała i odpowiednia do wielkości Boga zachwycił się Ezra. . Za to oszczędza gasnące życie szamana. glinianych wizerunków. Wasza Miłość.zagadnął już swobodnie młodszy dostojnik. większą i bogatszą niż obecna. iż mógłbyś wybudować dziesięć wielkich świątyń. Zwłaszcza że drzew wokół jest tyle.Może sześć. może i skromnej. zmieniając temat. Może kapłan Ezra czyni to sprawniej.Niewiele wiem o ich istnieniu. które trzymano w domach? Wszystkie zniszczyli nasi bracia.odparł wymijająco stary kapłan. mamy nadzieję. że rychło trafi do lepszego świata. że gdy ostatecznie zakończy się czas czarowników w tym Plemieniu. Jon pomyślał. zacznę budować nową świątynię w Wiosce. Brat Isak jest starcem i niedługo będzie się męczył na tym grzesznym padole.dorzucił. Ezra milczał z niepewnym wyrazem twarzy. bite drogi.To dobra myśl.Zatem ich nie ma. Nigdy żadnego z nich nie widziałem . . bracie Ezro. nie jedną. Jon wyczuł też. a czas Ezrów zawsze będzie trwać. przybywając do tego dzikiego kraju? . jakie . patrząc w pergaminową twarz Isaka. nie naszym wrogom. gdyż przywiązany był do obecnej świątyni. czego będziemy mu tylko zazdrościć. Ile to dni drogi? . nie ma nawet tych małych. niepojęty sposób przeczuwał. że goście z Dalekiego Kraju większą miłością braterską darzą młodego kapłana. czego Jon nigdy się nie spodziewał. że słudzy świątyni dobrze wypełniają swoją misję.choć nie bardzo wiedział. nie przysparzając mu bólu. a może już tylko pięć. że przyjęte rozwiązanie .zamruczał starszy z dostojników i w zamyśleniu zaczął oglądać swoje pierścienie. Jon w jakiś dziwny. . to znaczy. Po twarzy przemknął mu uśmiech i znowu z uwagą zaczął oglądać swoje pierścienie. .na pewno nie zadowala młodszego z kapłanów. świadomym czy mimowolnym . choć obu nazywają braćmi. . Czas sprzyja nam. Na razie za tym rozwiązaniem się opowiadamy. pragnęlibyśmy bowiem zobaczyć budowaną w pobliskim mieście największą świątynię tego kraju. Część drzewa powinieneś wysyłać do 94 . Tę niezrozumiałą potyczkę wygrał stary kapłan.. ale wystarczającej na potrzeby Wioski. bracie Ezro.Jutro skoro świt odjedziemy.Przyrzekam Waszym Miłościom. gdyż jest młodszy. ciągnął dalej: Skoro ich nie ma. teraz ciągle karczują tu Puszczę i wytyczają nowe. a w każdym z jej kątów czuło się Boga.Taak… . że czas Isaków się kończy. która przypomina kurnik.

. byś naszego syna powierzyła Ezrze. tam. nie on. jakbyś czytywał grube księgi kapłana Ezry.Im dłużej jesteś w Drodze. że uciekają przed chłodem. Mówisz takimi słowami.zaczęła Gaja i urwała. jakby wypowiedział je obserwator z innego świata. dziewięcioletnią dziewczynkę. .Włóż choć jeden pierścień na swe chude palce. choć przecież nigdy nie byłeś przez niego wybrany i nie nauczył cię czytać .nie wiedzieć czemu wydała się Jonowi godna miłości i współczucia.Isaku.…aby uratować ciebie.Często kocha się kogoś za jego słabość . nie Isakowi .I to wtedy…? .zakończył starszy z gości i obaj dostojnicy wstali. pomijając milczeniem zasadnicze wątpliwości żony. Wciąż brakuje pieniędzy na wcielanie w życie śmiałych. odchylając głowę i patrząc mu z uwagą w oczy. chuda i zgarbiona .ucieszył się Ezra. Czuję twoje ciało. miłych sercu Boga planów . skąd znalazł w sobie słowa.Nadwyżki ze swych dochodów poślesz nam. . jakbyś kochał właśnie młodszego z dwóch kapłanów i jakbyś nie wierzył. żylibyśmy tu spokojnie i szczęśliwie! Po co udałeś się na drugi brzeg Rzeki?! . .odparł łagodnie jej mąż.rzekł Jon. 95 . które właśnie wypowiedział. I będzie inaczej.Mówisz mi to po raz trzeci. Wasza Miłość . Isaku… .powtórzył wieczorem do Gai. który powoli.Nasza przyszłość to Ezra. uchroniłeś go od straszliwego cierpienia.szepnął Jon do siebie. .Pamiętaj. ono jest wciąż takie samo. że sam zdecydujesz o losie pierworodnego . . .To wspaniała myśl. patrzyli na trzaskające polana. gdzie go brakuje i w ten sposób zarobiłbyś na swoją budowlę podpowiedział z zadowoleniem młodszy z gości. Jonie. Brzmiały tak. wtórując jego wewnętrznym rozterkom. od nieuchronnej śmierci w wezbranej wodzie . gdy już nacieszyli się sobą i przytuleni. . Wprawdzie uratowałeś życie szamana. może wtedy twój głos będzie lepiej słyszalny. mieszkaniec Wioski. dając znak.mówiła i zakończyła z rozpaczą: . leżąc na zwierzęcych skórach. zaczął napływać do ogrodu. nie Isak. już wkrótce… …i Jon zeskoczył cicho z ogrodowego muru.odparła Gaja. ale mogło być inaczej. .mała. . a jego postać . dziwiąc się.miasta. ale twoje myśli nie należą już do naszego Plemienia . Isak pozostał na ławie. wraz z cieniem rzucanym przez drzewa.zaczęła Gaja. tym bardziej cię nie rozumiem.Dziwny stałeś się. .Obyś nigdy nie był usłyszał tego zewu.

Czy ona jest ważniejsza dla ciebie niż ja. gnoju i myślę. Ona zaś ciągnęła: . w którym żyje ta kobieta. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem Jego wezwanie.powiedział bezwiednie Jon. dbać o dom. Chciałbym robić wyłącznie to. . nie pożądanie. Jonie? .Chyba nie . . gdy znikasz z naszej Wioski? Pierwszy raz. nieludzkie czyny?! Czyżby tam. ten musi iść Gaju. I Gaja dopiero teraz pojęła. ciepły i dobry. Nie mówiłam ci.. Ona nie pachniała tak jak dziewczęta z naszej Wioski. pachniałeś po powrocie krwią. patrzeć.Kobiety palonej żywcem na stosie?! Jonie! Kto mógłby popełniać tak okrutne.Co TAM robisz. dokąd prowadzi twoja Droga. Wolałbym nigdy nie trafić na Kamienną Drogę i nie zostać Jonem w Drodze. nie znał odpowiedzi. wyczułam na tobie zapach innej kobiety.Chyba nie . nie istniały prawa Dobrego Boga?! 96 . najpewniej nie byłabyś moją żoną. co robią inni mężczyźni z Plemienia: polować. lecz zapach potu. krów.Tak. jeśli znajdzie się na drugim brzegu? .spytała nagle. lecz gdy przytulałam się do ciebie. jest brzydszy od naszego. . . niewiele różniący się od poprzedniego. . gdy byłeś nieobecny aż trzy długie miesiące. jak żona rodzi dzieci. chodzić co tydzień do świątyni po błogosławieństwo na następny tydzień.Kocham ją. Ale gdybym wówczas nie popłynął na drugi brzeg Rzeki.odparł niepewnie jej mąż. uprawiać ziemię. lecz potworny i budzący grozę.po raz drugi odparł Jon niepewnie. między nią a losem Jona i zrozumiała. że kto je usłyszy choćby raz. wychowywać je.Czy każdy może usłyszeć Jego wezwanie. To nie był zapach ziemi i lasu. a potem musieliśmy zostać mężem i żoną. Szaman mówi. ale inaczej niż ciebie.Gdy powróciłeś drugi raz. . bardzo długo czułam ten upiorny zapach i bałam się. abym mogła spłacić dług za moje życie? Jon nie odpowiedział na pytania Gai. Jest moją siostrą i jej ciało budzi we mnie litość. Chciałbym. jak ścisły związek zachodzi między nią a niepojętym wezwaniem zza Rzeki.To był zapach kobiety palonej żywcem na stosie. . Zabiłeś kogoś? . że świat. .Czy każdy mieszkaniec Wioski byłby zdolny złamać Tabu i popłynąć aż tam? Może najpierw był Jego wybór.Trzeci raz pachniałeś ogniem i dymem. że mąż płaci wysoką cenę za jej życie.Stosy… . lecz nie był to zapach palącego się drewna. tam skąd słychać Jego wezwanie.

Stosy będą płonąć w imię Dobrego Boga.wyszeptał Jon. jaką przemierza świat. co mu zapewni bezpieczeństwo. cudem narodzin małego źrebaka w zagrodzie. z wysiłkiem przypominając sobie wydarzenia ostatniej Drogi: . . .domyśliła się Gaja.To nasz ostatni szaman. 97 . Wiedza o Drodze. Jonie. do których jego Droga jeszcze go nie zawiodła lub nigdy nie zawiedzie.Może tacy jak Ezra . Chcę. jak to nazwać… zabraknie nam czegoś do całości. Po tej rozmowie Gaja długo nie umiała się cieszyć małymi. albo odda się w jego opiekę. . w światy. nędznym lasem . która może skończyć się stosem.powiedziała Gaja.Tacy jak Ezra? .Bo nasz syn nie ma lepszego wyboru: albo wybierze drogę walki z Ezrą. nędzne lasy zakończył ze spokojem Jon. .przyznał Jon.Puszcze też przestaną istnieć. ludzie przemienia je w zwykłe. po śmierci starego szamana powinieneś zostać jego następcą powiedziała w zamyśleniu jego żona. patrząc przed siebie. . Inni już nie będą potrzebni . Tym razem Gaja zapragnęła osobiście odprowadzić Jona na drugi brzeg. przygotowaniami przyrody do nadejścia zimy. Gaju. . Jeszcze wciąż może cię wezwać .powiedział i zmusił żonę do pozostania na bezpiecznym brzegu Rzeki. aż przestałaby być Puszczą.Jon pokręcił głową i znów odparł niepewnie. żeby mój syn był bezpieczny .…ale niektórzy jego słudzy tak. To tak jakbyś w Puszczy wyrąbał tak dużo drzew. .rzekł Jon. Gaju. ale on kategorycznie się temu sprzeciwił. zwykłymi rzeczami: wschodem i zachodem słońca. odebrała jej zdolność do rozjaśniającego dzień uśmiechu. .Czemu więc każesz mi wieść naszego syna do niego i jemu oddać go w opiekę? . pierwszymi płatkami śniegu. . .Bóg by tego nie chciał. stałaby się zwykłym.Za to ty. które pod światło wyglądały jak misterne klejnoty.Bezimienny jeszcze woła.szepnęła ze zgrozą jego żona. .To niemożliwe… .Niemożliwe! Z jego odejściem zabraknie… nie wiem.

kamienne powieki. W jaki świat tym razem go powiodą? Światowid… Jon wiedział. niemal wyszlifowanych głazów staje się matowymi. Powietrze zaczęło drgać. że może być racją bytu. Bóg.wierzył. poczucia winy. szeleszczące. Tak mi przykro… Z ramion Światowida rozciągał się widok na cztery Kamienne Drogi . tuż pod oczami. to ci go nie dam. choć wciąż potężny.Kamienna Droga. samoistnym życiem.i ciepłe. Karlał. Nie dopuszczał myśli. co musi nadejść. podeprzeć się dłonią. a Puszcza wdzierała się pomiędzy gładkie niegdyś spoiny. pełne satysfakcji. coraz bardziej suche. Teraz z wolna ogarniał je chłód.z jego udziałem .i na jednej z czterech twarzy posągu. którą wędrował już tyle razy. których wcześniej nie było. Wciąż tam czekało. nie dłużyła mu się ani nie niepokoiła go jak za pierwszym razem. Ciemna głębia jego oczu wciąż wydawała się nieodgadniona. ciemna. Chłopiec. pogodzenia się z nieuchronnością tego. ustępując powoli miejsca zieleni tak świeżej jak wiosna… ZIELONE… ZIELONOŚĆ… ZIELEŃ… 98 . nie wyglądał groźnie. Jon może naiwnie? . ale Jon wiedział. Bez zdziwienia zauważył.ucieleśnienie nieszczęśliwego zła. Posąg.Ale gdybym nawet miał. w małym zagłębieniu gromadziła się woda. Jon.musnęło skrzydło płaszcza Królowej Śniegu. . na których łatwo można było oprzeć stopę. którego . ale przecież On nigdy nie płacze . bez wątpliwości. Jon znajdował w bryle posągu coraz więcej szczerb. gnijąca zieloność Puszczy rozmyła się. pełnymi odprysków i wgłębień.szepnął Jon. nie odczuwał z tego powodu żadnej satysfakcji. nierównej powierzchni . podobnie jak stary szaman. Wygląda jak łzy. porastała je jesienną. Odruchowo dotknął skórzanego woreczka i wyczuł szelest ziela serdecznika niepospolitego. nie tracąc jednak mocy.pomyślał Jon. że w jednym ze światów wciąż czeka na niego Chłopiec z soplem lodu zamiast serca.Nie mam leku na twoją chorobę . . A może Jon po prostu się z Nim oswoił? Stary Bóg nie wydawał się już tak monstrualny. który szedł od potężnych stóp i sięgał coraz wyżej i wyżej. wszędobylską leśną trawą. bardzo wolno. mimo że kamień ciągle pulsował swym dziwnym. Wezwałeś nie tę osobę. przystając na wyszczerbionej dłoni i przykładając głowę do brzucha starego Boga. Jego uczucia były mieszaniną smutku. lśniące .wszystkie wydawały się teraz powoli kruszeć. Ciało posągu było nieskazitelnie gładkie. Chłopiec . że zło jest wynikiem nieszczęścia.Chyba że…? Objął głowę rzeźby i spojrzał w ślad za wzrokiem starego Boga. . jak trudna i groźna wydała mu się pierwsza wspinaczka. że jedna z nich uchyli wkrótce ciężkie. Wspinaczka na ramiona Boga była coraz łatwiejsza. z wyraźną niechęcią. Przypomniał sobie. Wszystkie cztery pary oczu Bezimiennego były zamknięte. Ale jesienne deszcze spływały teraz po chropowatej. uchylił następną z czterech par swych powiek. przedzimowa. że coraz więcej gładkich wcześniej.

Człowiek bowiem. spod której wyzierała dziwna. Jakim cudem ominął serce? I jakim cudem ten Chłopiec jeszcze żyje? .zdziwił się Jon w swoim śnie. radośnie. chciał wraz z tłumem wyznawców i uczniów Człowieka wymachiwać radośnie smukłą. jego twarz jest twarzą zbrodniarza. ba. że wielkość Królów nie powinna zasadzać się na bogactwie. świeżą. w którym prorocy rodzili się na kamieniu. Jon z góry cieszył się na myśl o zdumieniu i złości. ciągnąca się od nasady szyi ku brzuchowi. Ponieważ to zło miało ugodzić w Człowieka. które niósł tłum. zgodził się wreszcie dowieść. ale jego sen był na pewno snem niezwykłym. że jego obowiązkiem jest odnaleźć Chłopca w prawdziwym świecie oraz przeciwdziałać spiskowi. lecz na ośle. Istoty ludzkiej czyniącej zło z obojętnością. że choć jest on wyrostkiem. Był to kraj. Sen proroczy. lecz jego ręce były puste. że oto przybył Król. które zdarzyć się mogą każdej. gdy ujrzą. wejdą z Nim do tego dumnego. Jeszcze wczoraj sposobił się do wzięcia udziału w triumfalnym marszu do Stolicy. który on knuje. 99 . ową świeżą wiosenną zielenią. W tym śnie zobaczył nieznanego. Ktoś go rozpłatał na dwoje. gorącym kraju nie lekceważył proroczych snów. Chłodnego mordercy. ba. lecz na ich sprawiedliwości. rady. wysokie palmy. Jon nie uważał siebie za kogoś ważnego. a takich snów nie wolno lekceważyć. chudego Chłopca w rozchełstanej koszuli.*** …jakże zielone. a im więcej ich było. gdyż właśnie tej nocy miał sen. I Jon zrozumiał we śnie. Jon nie miał w dłoni pierzastej gałązki i było mu żal. na piasku. zwłaszcza że nawiedził go w noc poprzedzającą triumfalny wjazd do Stolicy Człowieka na Osiołku. To prorocy radzili. by z powagą traktować prorocze sny. gdzie znajdowała się Świątynia Świątyń. ma bose stopy i wjeżdża nie w lektyce. najzwyklejszej nawet ludzkiej istocie. najważniejszego (mimo że podbitego!) miasta i ogłoszą jego mieszkańcom.tak jak złoto. srebro i brylanty nie dodadzą wartości fałszywemu monarsze. tym mądrzejsze stawały się ich słowa. były wysmukłe. z przestrachem dostrzegł. zwycięskim. bez skrupułów. Jednak najpierw musiał wypełnić swoją misję. Jon chciał wziąć udział w tym podniosłym. Nikt w jego pustynnym. ostrzeżenia. raptem piętnasto-. wciąż ważnego. że skoro świt wszyscy ruszą za Człowiekiem na Osiołku. jakie ogarną dostojników. może szesnastoletnim. weseląc się i śpiewając. której serce stanowiła Świątynia Świątyń. długa blizna na piersi. bezkrwawym podboju Stolicy. jakby chciał sięgnąć serca. że nie może przyłączyć się do wspólnej radości. po długich staraniach Uczniów. iż Król jest nędznie ubrany. Nawet najnędzniejsza szata nie ujmie królewskości prawdziwemu Królowi . zieloną palmą. Wiedział. Ale gdy przeniósł spojrzenie z blizny na twarz nieznajomego.

ni to kobieco. otaczając Go kręgiem uwielbienia i wiary.Żeby się pchać.powiedział jego właściciel. które towarzyszyły Królowi w marszu do Stolicy. jako że kobietom nie uchodziło nosić krótkich włosów.pomyślał bezwiednie Jon i w rewanżu schwycił rękę idącego w bolesny. Teraz rozglądał się pilnie wokół. a naprawdę pełna tłumionego szyderstwa twarz skryta w ciżbie i wąskie dłonie. a dziwnie znajomy głos mówi: . Orszak szedł już długo. że ma przed sobą Dziewczynę. …ostrzyżoną na jeża krzywo. czy to na pewno Chłopiec ze snu. lecz nie niósł palmy. zamiast śpiewem i okrzykami “hosanna” oddawać hołd Człowiekowi na Osiołku? Może tego Chłopca wcale tu nie ma. trzeba wiedzieć. cierpliwie przepychał się do przodu. tak długą. lecz kiwa się w rytm śpiewu i tańców tłumu jakby z pogróżką. że gdy na nią patrzy. Chwilami Jonowi wydawało się.powiedział jeżowłosy i dopiero wtedy Jon zrozumiał. niewiele… Chłopiec. tak jakby przemawiała do pielgrzymów: Już niedługo tej radości. mocny uścisk. ni to po męsku. ale Jon nigdzie nie dostrzegł Chłopca ze snu. Jonowi wydało się. Jon zaczął przepychać się przez tłum w ślad za Chłopcem. Co dziwniejsze. Wyglądała dziwnie (dziwnie czy też dziwnie znajomo…?). który nie umie uszanować świętości… …nagle Jon poczuł. by na wszelki wypadek mieć wolne ręce. wymachując swoją palmą.Obchodź się ostrożniej z kobietami . by się cieszyć. idący tuż przed nim i odwrócił ostrzyżoną króciutko głowę. iż ktoś chce znaleźć się bliżej Króla. przynależy jedynie do Krainy Snu? …nagle go dostrzegł. jakby w ogóle nie miała płci. O cóż innego może mu chodzić? Trzeba tylko sprawdzić. gdzie jechał na osiołku Człowiek. Chuda. kobiety też na ogół dbały o strój.…zatem skoro świt przyłączył się do radosnych tłumów.przeraził się Jon. że ta palma nie wyraża radości. albo sarkali na bezczelność młodzika. a ta Dziewczyna nosiła się niedbale. kojarząc fakty. hosanna. jakby tępym nożem lub sierpem . że wciąż mieli siły. widzi poprzez nią innych pielgrzymów. aż dziw. jakby ktoś chciał mu wyjąć serce. kanciasty łokieć. A może jednak sen nie był proroczy. tam gdzie znajdowało się czoło radosnego pochodu. hosanna. hosanna. czy jego zawiązana starannie koszula rzeczywiście kryje bliznę. a wokół szli jego Uczniowie. że entuzjazm. tańce i śpiewy wyczerpały pielgrzymów. jakby była duchem. dwunastu. powoli. po co! . Pielgrzymi albo nie zwracali na niego uwagi. Chłopiec z mojego snu chce zabić Człowieka na Osiołku! . . 100 . tak długo. że w brzuch wbija mu się czyjś chudy. pozornie natchniona. tylko zwykły? Może nie warto przejmować się nim i tracić czas na ściganie iluzji. sprawiała wrażenie. już niewiele jej. przyjmując za naturalne. które dzierżyły palmę.

. ale uśmiech zaraz zniknął z jej twarzy. w innym świecie. czy na pewno wiesz. którymi chciała zapewne odwrócić jego uwagę od czegoś istotniejszego. że w tym pochodzie.Tu mnie jeszcze nie ma.Skąd ja cię znam? . w którym rozgrzane. szedł. . a razem z tobą znajdujemy się w niej wszyscy… …i Dziewczyna zniknęła. gdyż jest to dzień cudów. po co? . na zwykłym ośle). więc jak mogę nieść palmę? Za to jesteś ty i to jak najbardziej realny. jakby w obawie. . nim coś zrobisz. Ale nie tu i nie teraz. suche powietrze płata oczom niejednego figla. 101 . Mój sen był proroczy. To. którego ta gorąca kraina nie znała. przyjacielu. Stracił go wprawdzie z oczu. A co dopiero życie Króla… Jon. Będzie to świat inny.No? Gdzie się pchasz? I pytałam. w ślad za Chłopcem. dopiero poznasz. . Myśl długo i powoli. Chłopiec znajdował się w pobliżu jednego z Uczniów. że jest gdzieś tam. o jaki łatwo w tym gorącym kraju. wszystko może się zdarzyć. gdyż tym razem tkwisz w prawdziwej pułapce.ciągnął Jon podejrzliwie. po prostu rozpłynęła się w powietrzu jak pojedynczy płatek śniegu.Musiało to być jednak złudzenie. lecz zaraz pojął. miraż. że tłum go odepchnie. dlatego po trzykroć się zastanów. Dziewczyna jest ostrzeżeniem. Po chwili Jon dostrzegł Chłopca. już od wielu miesięcy za sprawą Człowieka na Ośle cuda zdarzały się równie często jak narodziny.powtórzyła Dziewczyna. blisko Człowieka na Ośle i dwunastu najwierniejszych jego wyznawców.pomyślał.…nie mam palmy? Ty też jej nie masz . ale nie podpowiedział mi. wyrywając rękę z jego uścisku. nie zważając na jej pytanie. prawie depcząc mu po piętach. Jon najpierw się zdziwił. Tak jak przypuszczał. ale wiedział.spytał niepewnie Jon.uśmiechnęła się Dziewczyna. . bym nie działał pochopnie. Każde uratowane życie jest święte. Co pochopnego może być w chęci przeszkodzenia mu? Każdemu mordowi trzeba się przeciwstawiać. Ja zresztą też. Za dwa tysiące lat. na którego czele jedzie Człowiek (boso. co uczynisz pochopnie. przepychał się teraz do czoła pochodu. co mam czynić . I może mieć daleko idące konsekwencje we wszystkich światach.Nie znasz mnie jeszcze. Ba. niż marzyliśmy i za co warto było oddać życie… . Wiem. że Chłopiec z mego snu planuje morderstwo. może być kierowane cudzym życzeniem. przez nikogo już nie wstrzymywany. nie zwracając uwagi na niedorzeczne słowa. Jonie. Gdy zatem Dziewczyna rozpłynęła się jak płatek śniegu w ciepłym powietrzu. Będziesz bardzo zdziwiony.Co tu robisz? Nie masz palmy… .

nazywany przez tłum Królem. uznawali innych proroków: w złotogłowiu . że bluźni. w której znajdowała się Świątynia Świątyń. że Chłopiec nadal tropił jednego z Uczniów. lecz nakazano im wpuścić pielgrzymów. lecz zaraz pojął.Czyżby byli w zmowie? . Żołnierze Imperium patrzyli na wszystkich z niechęcią i pogardą. starając się nie stracić z oczu Chłopca. wymachujący zielonymi gałązkami tłum jak na dzicz.pomyślał ze zrozumieniem. marmurowej Romie taki motłoch byłby przegnany za mury miasta… Przez otwartą bramę pierwszy wjechał Człowiek na Ośle. że Chłopiec właśnie jego 102 . w wymyślnych sandałach. o urodzie przykuwającej uwagę. przepychając się chaotycznie i gwałtownie. płatnym zabójcą. Pochód wlał się na ulice miasta. rozśpiewany. Człowiek na Ośle wydawał im się niepoważny. zdolnym do wszystkiego -jak ów Chłopiec. Przeciskając się.a nie w przybrudzonej przepasce z lnu na biodrach. wysokiego. Jon znalazł potwierdzenie swych przypuszczeń: wysoki Uczeń szedł tuż za Nauczycielem. kto za nim idzie.fanatykami. choć złota bransoleta na przegubie mężczyzny kojarzyła mu się raczej z próżnością niż dbaniem o schludny wygląd. a paru pozostałych Uczniów wraz z grupami pielgrzymów rozproszyło się po Świętym Mieście. że Chłopiec z jego snu. Jon z niepokojem spostrzegł. trzymając się blisko Jego osiołka i w ogóle nie zwracał uwagi na to. jego dwunastu Uczniów . z włosami trefionymi przez fryzjerów. Najpewniej jest wynajętym. stworzony jest wyłącznie do czynienia zła. Jon miał przeczucie. Czy to przypadek. Jest Królem . jeden po drugim weszło dwunastu najwierniejszych Uczniów. szurając sandałami. stanęły otworem. A może Nauczyciel dobierał ich tak. Żołnierzom Imperium roztańczony i rozśpiewany tłum wydawał się śmieszny. coraz bliżej czoła pochodu. aby mieli w sobie wszystkie cechy ludzkie: słabość. myślał Jon. Żołnierze Imperium lubili inne rozrywki. wątpliwości. Żołnierze Imperium skrzyżowali włócznie i patrzyli na wesoły. jego ekstaza graniczyła z wariactwem. odzianego dostatniej niż reszta wybranych mężów.zaniepokoił się Jon. mimo sarkania pielgrzymów. ale zaraz wrócił niespokojnymi myślami do śledzenia Chłopca. Jest pięknym. Człowiek z kilkoma Uczniami i wyznawcami skierował się na odpoczynek ku ogrodom. jako trzynasty postępował Chłopiec ze snu Jona. harde oczy mówiły: W naszej pięknej. a za nim. skłonność do zdrady? Gdyż tylko człowiek pełen skaz może zrozumieć innych ludzi. chwiejność. postawnym młodzieńcem i dba o siebie . Żaden z dwunastu wybranych przez Człowieka nie mógł być w zmowie z kimś tak podejrzanym. śpiewając i tańcząc na cześć Człowieka. w jakich obfitowały wschodnie królestwa. więc bramy Stolicy. Ale ich pełne pogardy. a potem parły nieprzebrane tłumy. zazdrość. …lecz oto wkraczali w bramy miasta. nie widział następującego mu na pięty Chłopca.pomyślał Jon z dumą. odnaleziony w Świętej Ziemi.

która już z daleka wyglądała na siedzibę ważnego urzędu. Niektórzy uśmiechali się kpiąco i szydzili z Człowieka. zmierzając do sobie tylko znanego celu.najeźdźcy z Romy okazywali ostentacyjną obojętność. w trzecią. lecz czujnie. inni pragnęli pomodlić się w Świątyni Świątyń. Żołnierze i przedstawiciele Imperium śledzili widowisko z dystansu. który chciał ujść uwagi obu.i zniknął w środku. zmuszać mieszkańców do niewolniczej pracy. by przyjrzeć się Królowi i jego wyznawcom. Zerkając w stronę zdobnych kolumn. wyszedł na szeroki plac i zbliżył się do budowli. Nieziemskie królestwa ich nie interesowały. którzy do tej pory byli wobec Niego obojętni. gdyż nie można było pobierać z nich daniny. gdzie znajdowała się Świątynia Świątyń. inni sekretnie lub jawnie dołączali do pielgrzymów. czerpać złota do skarbców. Ważnego choć nie aż tak jak budynki. mało uczęszczaną bramę . że teraz skradają się i kryją za przechodniami wszyscy trzej.skręca w jedną z licznych uliczek Stolicy. śledzący jednego z Uczniów i podążającego za nim Chłopca. a Chłopiec nie jest bojownikiem idei.i do uszu wysłanników Imperium musiała dojść ta bezpieczna deklaracja. musieli zająć stanowisko teraz. którzy tu osiedli. Nawet ci. Uczeń. że z łatwością można było tropić podejrzanych. lecz zwykłym rzezimieszkiem? W Stolicy. gdy Człowiek ten zgodził się wjechać do Stolicy na ośle. a każdy z sobie tylko wiadomych powodów krył się. Jon zaś skrył się za pniem najbliższej palmy. Całe Święte Miasto. Ten Król nie wydawał się mu zagrażać. co nie było niczym dziwnym. Sam Namiestnik wyglądał z okien swego pałacu raczej z ciekawością. było dziś podzielone na zwolenników i wrogów Człowieka. które zajmowali stronnicy Imperium. wrzało od emocji. że na tym incydent nie może się skończyć. Święte Miasto pełne było ludzi. zajmując pozycje pod murami domów i urzędów lub wyglądając przez okna. gdyż niektórzy widzieli ją po raz pierwszy w życiu. niż podejrzliwie. Chłopiec podążający za nim przysiadł teraz w cieniu kolumnady. wszyscy jego mieszkańcy.wybrał spośród najbliższych wyznawców Człowieka. że Jego Królestwo jest nie z tej ziemi . Uczeń rozejrzał się ostrożnie i obszedł budynek wokół. Pielgrzymi rozchodzili się teraz po Stolicy. nie podważając autorytetu obecnej władzy . nie spuszczał ich z oczu i dostrzegł. że urodziwy Uczeń oddala się od grupy pielgrzymów i rozglądając się wokół niespokojnie . z 103 . Uczeń z jednej uliczki skręcił w drugą. krył się Chłopiec. Czego…? Jon. jeszcze inni chcieli odwiedzić znajomych czy krewnych. śpiewali i tańczyli na Jego cześć. Odszukał boczną. Zresztą Człowiek wciąż podkreślał. Póki pielgrzymi wychwalali swego Króla. tłumy mieszkańców wyległy na ulice. a teraz podążał za nim krok w krok? Może właśnie tego Ucznia chciał zabić…? Może skusiła go złota bransoleta. Miasto było tak zatłoczone. że to dopiero początek. jakby nie chciał być zauważony przez Ucznia i wreszcie krył się Jon. Jon ze zdumieniem odkrył. co trochę niepokoiło. Dla niektórych było wszak jasne.

trzeba rozumieć. jeśli liczyć wedle ciebie. . bo ciąży ci to poprzez czas i przestrzeń .myślał). .wymamrotał oszołomiony Jon. Tymczasem ty tylko raz spisałeś się dobrze: na samym początku. Ten Który cię wysłał poprzez szklane klatki światów.Dziewczyna. że to właśnie twoja zasługa. czy to ja? Tak. (Znam ten uśmiech… ale skąd? chyba z mojego snu? . Szukał kogoś silnego i ufnego. Nie.Chcesz sprawdzić.spytał Jon niepewnie.Nic nie rozumiem . dotknij… Od nasady szyi do brzucha ciągnęła się podłużna. . Chcesz. która także tu jest. mimo że wolałbyś nie być za to odpowiedzialny.zaśmiał się Chłopiec. obojętne spojrzenie zdawało się przewiercać palmę na wylot. Mowa Chłopca wydawała mu się równie niepojęta i niepokojąca jak on sam. Jesteś winny.myślał w popłochu Jon. prawda? . więc jeszcze za nie nie odpowiadasz. . gdy można uratować Człowieka! Ale żeby cokolwiek zrobić.powiedział spłoszony Jon. licząc ten. Ale czas nie ma tu najmniejszego znaczenia.Jaka Dziewczyna? . nie mam żadnego powodu. nie ma prawa się wahać! Wahanie nie wchodzi w grę. poza snem. Jon zaś niczego nie rozumiał ze słów Chłopca. a Chłopiec znowu się zaśmiał (śmiał się stanowczo zbyt często i nie wtedy. Było to wtedy. czemu go śledzę. to ja. by wyjąć serce.…Dziewczyna? . właśnie ty. powiedział: . to zrobisz mi to cięcie za dwa tysiące lat. Widział mnie cały czas! Wie o mnie! Teraz spyta. chciał czegoś innego. gdy rozpłatałeś moje ciało. a ja.Oczywiście nie wiesz. gdy śmiać się powinien). ale jej nie ma. że tu będziesz i wiem. który by to usprawiedliwiał .Ja? Ja to zrobiłem? . Naprawdę dopiero ją spotkasz. . po czym nagle wstał i zaczął zmierzać prosto do Jona.odparł Chłopiec zagadkowo i dodał: . że jest tu Dziewczyna… . czy w ogóle warto było się w to mieszać. komu mógłby 104 .Nie pamięta się zdarzeń. Bo to jednak ty zrobiłeś. jakby ktoś go rozpłatał. które dopiero nastąpią! . rozejrzał.Nie rozumiesz? Mogłem to przewidzieć. który masz wobec niej na sumieniu. Ale też On nie wybrał cię dla twej inteligencji. licząc wedle miar czasu. jego długie.No cóż. niepokojąca blizna.Wiedziałem. a na samym końcu. już drugi. by popełnić kolejny błąd. która wyglądała tak. Ten poruszył się. gdybyśmy chcieli być dokładni.niepokojem patrzył na kpiący grymas widoczny na twarzy Chłopca. a nie Królowa Śniegu. Nigdy nie byłeś zbyt pojętny. Chłopiec podszedł i rozsuwając koszulę na piersi. Ten sen stanowczo zaprowadził go w gąszcz wydarzeń zbyt niepojętych i niepokojących i Jon zastanawiał się teraz. .

przed oczami pojawiła mu się jaskrawa biel. . kto cię tu przysłał i nie chcę wiedzieć. rozumiesz? Nie. Świadczy to. 105 . Każdy już dawno by się domyślił. a Chłopiec sam się znajdzie. I na pewno nie ma zamiaru .powtarzał Chłopiec. kogo chcesz ocalić od śmierci? . że wybrałeś. Jon jeszcze raz uważnie przyjrzał się jego piersi . Bo wolni najbardziej kochają siebie.i nagle. a długa. Przybyłem. który cię tu wysłał. potem wszystko zamigotało boleśnie i znowu widział przed sobą tylko chudego. że śniło mi się. Wiem tylko. Szukał sługi.Kto? . wąska blizna pulsowała w rytm przyśpieszonego oddechu. Ja jestem tylko narzędziem. śniadego Chłopca. by ocalić kogoś od śmierci. każdy… . myślę. Jon powoli zaczynał rozumieć. w ułamku sekundy. cofając się. ani tym bardziej dwóch panów. Przeciwnie. Po chwili wszedł między kolumnadę i zniknął.ocalić kogoś od śmierci. że nie musi gonić Chłopca. oddaj Mu przysługę! . to ta blizna… .Nie wiem. że jest litościwy. Tylko tobie czasem się wydaje. Prosił mnie o to Ten. Jon przysiadł pod palmą. To ty masz do niego dostęp.Nie wiem. .i Chłopiec znowu rozwarł szeroko swoją koszulę. nie jestem tu po to. Gdy patrzę na ciebie. .zawierzyć i kto zawierzyłby Jemu.zaśmiał się Chłopiec.Białe to dla ciebie białe. stworzonym zresztą twoją ręką. Jonie. co zrobiłeś właściwie. Nie tym razem. że jedyne. gdyż został stworzony do zabijania. już się nie kryjąc i wpatrywał się w boczne drzwi okazałej budowli. iż knujesz coś złego.Naiwny głupcze… Pasujecie do siebie z tą wieśniaczką. . gdy odpoczywasz w Drodze. Każdy. . do diabła. .spytał zdumiony Jon. że kochasz. kim jesteś i czego tu szukasz. Ani jednego.Ja Go nie znam. nie rozumiesz… . Więc czemu nie chcesz mnie używać? A jeśli już ktoś ci funduje taką podróż. do której wszedł przystojny Uczeń.jak twierdzi . Naprawdę wybrałeś wolność.W każdym razie wiedz. Jeden z dwunastu Uczniów Człowieka powinien go do niego doprowadzić. co oznacza blizna na piersi Chłopca: ktoś zaczarował mu serce w sopel lodu. Oparł się o zjeżony pień palmy i otarł pot z czoła. to. że nie chcesz być niczyim sługą.Ależ jesteś naiwny…! . Wiedział. by zabić. . Kogo chcesz zabić? Chłopiec znowu zaczął się śmiać. Ale powiedz. a czarne to czarne i nic pomiędzy nimi! Nie. Nie przewidział. że jesteś płatnym zabójcą. Wystarczy pilnować jego. W dawnych legendach opowiadano czasem o takich złych czarach. wspominając niepokojące imię Królowej Śniegu. czyli siebie.śmiał się Chłopiec.spytał Jon.

że aby zostać Uczniem Człowieka. gęsty.wyjąkał zdenerwowany Jon. stara się o to od wieków. gdy nagle ktoś szarpnął go z tyłu za koszulę. urzędowy gmach. by pozbyć się tego niepokojącego mirażu. choć je ukrył. by ktokolwiek go rozpoznał. A skoro ktoś mu je dał. no to… nie rozumiesz?! Musieli mu zapłacić za uczynienie komuś krzywdy! A ja miałem proroczy sen! Przecież wiesz. było już ciemno. rozpacz agonii. Odwrócił się i ujrzał ostrzyżoną na jeża głowę. Dlatego w dudniącym. od prapraprawieków. Ale Dziewczyna była. kiedy Uczeń. tak bliski jak nikt nigdy w całym Wszechświecie… tak bardzo bliski… Te słowa były wszak proste.Skoro je ma. I nie mógł ich mieć. Za co…? Jon mimo woli przyśpieszył kroku. ani w ogóle niczego cennego! Niektórzy z nich nie mieli nawet domu. Jon westchnął z ulgą. Dziewczyna. jakby nie chciał. skoro ktoś mu płaci. co odmieni oblicze światów. Śnił mu się chłodny. . gdyż w tej gorącej krainie więcej było pustyni niż lasów. ale od razu pojął. ciemnozielony las. na której końcu znajdowało się COŚ. upiornie głęboki cień. przetarł oczy. przysłaniając nim twarz. poza własnym żalem. …brzęk srebrnych monet?! Jon aż drgnął z wrażenia. Brzęczą mu na piersi. Nikt nie powinien mieć takiej szansy. żeby… …obudził się dokładnie w chwili. kto jest najbardziej niewygodny dla 106 . Musi zawieść . . należało wyzbyć się ziemskich bogactw! Wszelkich pokus ziemskich. od prawieków. I to COŚ powiedziało w pewnej chwili: GRBGDWGHBWZ… Jon nie rozumiał tych słów. oczywiste i znaczyły tak wiele! Były połową PRAWDY i wystarczyło. Nie miał ich wcześniej. oparty o pień palmy i nie spuszczał oczu z budowli lecz Uczeń wciąż nie wychodził. Las przecinała dziwna Kamienna Droga. bardzo się stara. Jon skradał się za nim tak cicho. długim płaszczem. że Istota. która je wypowiada. …gdy wreszcie wyszedł. to za coś płacił. które sługa Człowieka zawiesił sobie na piersi. . słyszalnie-niesłyszalnym kamiennym Głosie drzemał przejmujący smutek. prawa do wygód i dostatku! Skąd zatem wzięły się srebrne monety w ręku postawnego Ucznia? Musiał je otrzymać w tym budynku. której nie towarzyszył niczyj żal. zdający się nie mieć początku ni końca. opuszczał okazały. że bliski jest zrozumienia tych słów.Uczeń ma pieniądze. będąc Uczniem Człowieka . Uczniowie nie posiadali złota ni srebra ani drogich kamieni. otulony cienkim. jakiego nigdy nie widział. by ktoś ją zrozumiał. Dużo pieniędzy. że obudził się właśnie w tym momencie. aby nie zawiódł. gdyż cały dobytek ofiarowali biedakom! Wszyscy w tej krainie wiedzieli. że zdołał usłyszeć brzęk srebrnych monet w woreczku. gdyż nużące wyczekiwanie i wysoka temperatura powietrza uśpiły go. co rzucało gigantycznie długi. We śnie Jon poczuł. kto dziś jest najważniejszy w Świętym Mieście! Wiesz.Jon siedział na ciepłej ziemi. Chwilami znów wydawała mu się nierealna. Smutek samotności.Uważaj. bo zrobisz coś.usłyszał czyjś szept. ale jeszcze nigdy to się nie udało.

Zbliża się dogodny moment. gdy zwolennicy nazywali Człowieka Królem? I czego szukał tu. jakby czując. w części Stolicy. a ich dekoracje nosiły piętno obcości. czego jeszcze nie ma. że jego domysły tak szybko znalazły potwierdzenie. . Chce zabić Człowieka.Naszą misję? . dotknąć. Uczeń podążał do części miasta. Pielgrzymi tu nie docierali. Wiesz. Jonie . by ich nie dojrzał.Wiem. ale ja widzę nawet to. to nie twoja sprawa. wciąż nie mogąc uwierzyć.Spłonąć? . . ale Dziewczyna już zniknęła. chwytając go za rękę i przyśpieszając kroku.szeptał mu Chłopiec do ucha. Czego jednak szukał w tamtym budynku władzy. Nie jesteś tu po to. Ulice stawały się szersze. ten mężczyzna planuje morderstwo. . gdzie rezydowali przedstawiciele Imperium? 107 . on ma coś na sumieniu. . wstrząśnięty. że jeden z dwunastu wybranych Uczniów Człowieka mógłby mieć złe zamiary. widocznie uciszył ów zdradliwy dźwięk.Jeśli winieneś kogoś unikać. próbując jasno wyrazić swe niespokojne myśli.szeptała Dziewczyna. Jesteś na to za słaby. że go nie widzę.Obojętnie. usłyszeć. ale cudzymi rękami . co Uczeń knuje. . a miałam przecież spłonąć ze szczętem… . pamięć ludzka ma jednak wielką moc. pomyślał przerażony Jon. Widocznie nie krył się przed nim. rozglądając się uważnie wokół. Spójrz. Budynki były bardziej okazałe. Uczeń wciąż zakrywał twarz rąbkiem płaszcza i rozglądał się.spytał Jon. . abyśmy wypełnili naszą misję. otulony płaszczem Uczeń obejrzał się zaniepokojony.Jonie. mimo woli przyśpieszając i nie odrywając wzroku od wysokiego Ucznia przemykającego chyżo wąskimi uliczkami. Jon odwrócił się i zobaczył Chłopca. skrada się za nami… Myśli. wiem… . by zmieniać bieg wydarzeń. puste.szepnął Chłopiec. Nie zrobi tego sam.Idziemy. lecz przed Dziewczyną. więc mężczyzna spokojnie spieszył dalej. która nie lubiła. Mimo późnej pory na ulicach wciąż było gwarno. lecz Jon z Chłopcem wtopili się już w ciemne ściany budynków. która nieoficjalnie należała do przedstawicieli Imperium. Możesz mnie ujrzeć. Postawny. zbyt miłosierny .władzy Imperatora . Tak. Chłopiec położył palec na ustach. więc Jon z Chłopcem musieli uważać. to właśnie Chłopca z blizną… Zawsze winieneś go unikać.wyjąkał oszołomiony Jon. Srebro już nie brzęczało mu na piersi.odparł półgłosem Jon. .mówił gorączkowo Jon. że nie ma tu dla nich miejsca.

a w kącikach ust pojawiła mu się strużka śliny. Jonie.Chcesz go zabić?! . że przez jej ciało prześwituje rozświetlona gwiazdami noc.Schwytamy go.Klęską Cywilizacji? . jakie popełniłeś. .Nie wstrzymasz nas! .Powstrzymać go . nastraszymy i przetrzymamy w ukryciu tak długo.Szybciej… szybciej… Raz wreszcie zrobisz coś dobrego .wrzasnął nagle Chłopiec. On nie wierzy w Nauczyciela.Właśnie teraz możesz naprawić wszystkie błędy. którzy pragną wolności i wspólnie wystąpią przeciw Imperium. widząc. że boi się być niewolnikiem tego uczucia? . stuknięta wieśniaczko z Domremi! . w twojej głuszy… . .spytał Jon. a zbyt wielka cześć wobec kogoś umniejsza poczucie własnej wartości. . .szeptał Chłopiec. że Uczeń jest coraz bliżej domu Namiestnika. czci i sławy. co ma robić. Nie wiedział.Ależ nie .To zdrajca. . . którędy powinna przebiegać twoja Droga.szeptał Chłopiec tak przekonująco. Dom Namiestnika Imperium był coraz bliżej. a nie Królem nie z tej ziemi. Człowiek zostanie prawdziwym królem. Na ich drodze stanęła Dziewczyna. męką i klęską Cywilizacji… .Wielka miłość graniczy blisko z nienawiścią.Co możemy zrobić? . przyśpieszając kroku.Głupia. Pójdą za nim wszyscy. To ja podpowiedziałem Mu.Pamiętasz Orlin? Wstrzymałam wielu… 108 .Cywilizacja nie jest wcale tak wspaniała. ciągnąc za sobą Jona. On chce je odzyskać… . Przystanął. wąski nóż.podpowiedział Chłopiec.odparł Chłopiec. jak ci się wydaje tam. Zazdrości mu miłości.zaczął Chłopiec i urwał. .szeptał mu Chłopiec do ucha. dysząc ze zmęczenia i lęku. musi Go kochać i czcić… . aż Człowiek obejmie we władanie cały kraj. ale stała teraz przed nimi i Jonowi znów zaczęło się zdawać.Dlaczego? Każdy kto jest blisko Człowieka. . .Więc może kocha Go i czci tak mocno. ale brunatny płaszcz Ucznia oddalał się. .spytał niepewnie Jon. co dla niektórych brzmi niepoważnie… .uspokoił go Chłopiec. wyjmując długi.. stosami. . Sprzedał Go . że Jon bezwiednie ruszył za nim. abyś mógł w jedną krótką noc uratować świat przed cierpieniem. kogo słuchać.przeraził się Jon. Pojawiła się nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak.

Jesteś za śmiercią.powiedziała Dziewczyna. I właśnie ogrom tego niezrozumienia zatrzymał go. zabiłam wielu . chcę was tylko powstrzymać. że Człowiek. by został prawdziwym królem? Pomyśl tylko: cała Święta Ziemia pod Jego panowaniem… . przeciw życiu! .Zanim mnie raniono.Nie chcę nikogo zabijać. jak ktoś chciałby temu przeszkodzić. . że mieszkańcy tego kraju ruszyliby na Obcych z Jego imieniem na ustach. Jak Uczeń mógłby Człowieka zabić. .krzyczał Chłopiec. jak dopuszczenie do mordu? Jon patrzył na nich. wyszczerzając zęby jak zły pies. a ty chcesz. który zagrozi Imperium. .I teraz też chcesz zabijać? Chcemy uratować życie Człowieka. Chcę.Zaniechanie też bywa grzechem. . . pragnie być Królem ziemskim.Idź sobie i rób. dygocąc z niepokoju. Co wtedy zrobi Imperium? Schwyta Człowieka jako podżegacza i ukarze śmiercią. kto dowiedział się.. myślał Jon.Chcesz. sam niczego nie zdziałasz. Jon wsłuchiwał się w te dziwaczne nazwy: Orlin.Moc nie działa wstecz. Zawsze musi się ratować życie i stawać przeciw śmierci. nie budząc podejrzeń innych Jego wyznawców? Składając doniesienie.uśmiechnął się nagle Chłopiec. wyzwalając Świętą Ziemię spod twardej ręki Imperium. że Człowiek zostałby prawdziwym królem.przekonywał Chłopiec. zdezorientowany i gorączkowo myślał: Uczeń wziął brzęczące srebrne monety i sprzedał za nie Człowieka. była upajająca i cudowna. aby zdrajca oddał Człowieka w ręce Obcych? Chcesz. co chcesz. Uczeń w brunatnym płaszczu zbliżał się do domu Namiestnika. wbrew temu co głosi. wskazując na Jona. Co powinien zrobić ktoś.powiedziała Dziewczyna. by On zginął w okrutnych cierpieniach i poniżeniu! .W imię czego? Chcesz. to znów niepokojąco znajome. . A ty jeszcze nie masz mocy . jesteś tylko narzędziem.odparła Dziewczyna. Jon nie mógł zrozumieć. by wziął na swoje sumienie tak straszny grzech. To jego muszę wstrzymać .Raniono cię tam w głowę i jeszcze bardziej zwariowałaś! . byście zaniechali działania .krzyczał Chłopiec. Myśl. . Stał teraz pomiędzy Chłopcem i Dziewczyną. że istnieje spisek przeciwko życiu? Powinien przyszłą ofiarę ratować. . żeby On zginął? Nie pragniesz. Domremi i wydawały mu się to obce. Kimkolwiek byłaby ta istota. 109 .

mówiła z naciskiem Dziewczyna. Było żywe.powiedział Chłopiec. I krzyżuje się ludzi w Imperium. w królestwach. kruche i krótkie. Nie było teraz martwą drobiną rozpylonego w proch kamienia. Wciąż. że Jon aż osłupiał z wrażenia. przez dotyk stopy Człowieka . Nie z Tej Ziemi. głupia wieśniaczko z Domremi. by dopaść Ucznia widocznego jeszcze w głębi ulicy. jak prześwituje przez nią rozgwieżdżone niebo.Dlaczego jesteś za śmiercią.spytał z niepokojem Dziewczynę. w Kartaginie i w Persji. zwykły żywot. którzy zmarli w straszliwych cierpieniach.powiedziała Dziewczyna . Krzyżowano ludzi u Scytów i Asyryjczyków. co zrobisz . których nazw nikt już nie pamięta. nieważne.Człowiek zyska Życie po Życiu i nie takie jak nasze. czy także zgadzasz się na to zabójstwo?! Jon stał porażony straszliwą prawdą tych słów. .będziesz współwinny zabójstwa. kmiotku z Puszczy… Od prawieków kara krzyża była powszechnie stosowana. głupia dziewucho. to tak bardzo boli . Chłopiec podjął wątek. Nie sposób policzyć tych. spokojny.A Człowiekowi nie chcecie dać prawa wyboru! Słuchaj.Jak możesz stawać mi na drodze? Człowiek albo zostanie królem tej ziemi. .wyszeptała nagle.i pulsowało w nim takie cierpienie i ból i taka gotowość do cierpienia i bólu. . prawie co tydzień. A ty? Chcesz uratować życie Człowieka. przeciw życiu? .dopowiedziała Dziewczyna. a wśród ofiar były istoty dobre i prawe.Gdyby ktokolwiek dał ci. . W tym momencie ziarnko piasku sparzyło mu pierś . . krzywiąc szyderczo twarz: . ale opowiada się za mordem. albo będzie martwy… . a Jon na te słowa odczuł tak straszliwy ból.Nie stos… Nie stos. bez cierpienia i ofiary to Królestwo nigdy nie powstanie . a tłumy. jutro będą z Niego szydzić i wyprą się Go . w jakich intencjach ona to czyni. a Jon dojrzał.Obojętnie.i zatrzymał się.. wyniesiona przez przypadek i ty. . co byś wybrała? zaatakował nagle Chłopiec i Dziewczyna opuściła głowę. nie zna granic czasu ani przestrzeni .…a martwy z martwych wstanie i będzie przewodził Królestwu.Człowiek będzie ukrzyżowany. będzie straszliwie cierpieć. Bezwiednie dotknął skórzanego woreczka na szyi i wyczuł w nim malutkie ziarnko piasku. a ilu jeszcze ukrzyżują? Dlaczego tylko jeden z tych niezliczonych ludzkich cieni miałby być wyróżniony i zapamiętany? Jonie. 110 . lecz na Wieczność. do wyboru: śmierć w płomieniach i Życie po Życiu lub długi. które jeszcze dziś Go kochały. Jonie. gdy zaniechasz ratowania Człowieka przed okrutną śmiercią. zarówno wtedy. że chciał zerwać się do biegu. które jest wielokroć większe.

odwrócił się i wolno zaczął iść w stronę Świątyni Świątyń.O. podniecone głosy pielgrzymów. że jest tak samo dobra… Jon słuchał długiej tyrady Chłopca coraz bardziej przekonany. wszedł właśnie do domu Namiestnika Imperium.W imię wiary.rzekł nagle Jon i nie spojrzawszy ani na Dziewczynę. Tak. w której wznosiła się Świątynia Świątyń. którzy dzięki męczeńskiej śmierci Człowieka będą umieli odróżnić Miłość od Nienawiści. Że znajdą się ludzie. Wciąż śpiewali i tańczyli na chwałę Króla. którą od razu wykorzystał Chłopiec: . Wiara w Niego to wiara w Cywilizację Miłości. otulony w brunatny płaszcz. że w rozgrzanym. rychłej śmierci. Imię Człowieka posłuży zarówno do szczytnych celów. postawny Uczeń.pomocy w spełnieniu misji.Stchórzyłeś! .wrzasnął za nim Chłopiec. Czuł się współwinny Jego śmierci. ani na Chłopca. o której mówisz. . która w końcu powstanie. mordować i gwałcić innych ludzi. słyszał nieludzkie wycie. Ale im dłużej Chłopiec wyliczał sposoby oddziaływania imienia Człowieka wśród ludzi. Po twarzy ciekły mu łzy.. jak i do bardzo niskich i trywialnych. Ziarnko piasku w skórzanym woreczku wciąż pulsowało mu na piersi. gdy odbierzesz ludziom wiarę w Jego Życie po Życiu. Chłopiec ciągnął nadal okrutną wyliczankę: . potykając się o kamienie. którego mieli się wkrótce wyprzeć. żachnie się i powie z wściekłością: . którymi wyłożono ulice Stolicy. stchórzył. że Człowiek naprawdę będzie Królem Nie z Tej Ziemi i że Jego panowanie będzie trwało po wieczność.W imię wiary w Człowieka na Osiołku torturowane będą osoby posądzone o czary. brnął do Świątyni Świątyń. To będzie twoja Cywilizacja Miłości . co jest większe ode mnie . czuł potworny swąd palącego się ciała. Mimo późnej pory zewsząd słychać było liczne.powiedział złowrogo. który pochłaniał ludzkie istnienia. rżnąć. ogień. tym bardziej Jon pojmował. czy przeciwnie . dostrzega kolejny miraż: widział płomienie stosu. Z Jego imieniem na ustach będą palić. Jon pokiwał głową. Nie znalazł w sobie dość odwagi.Nie mogę rozstrzygać o czymś. Cywilizację Miłości zastąpi Cywilizacja Nienawiści. a ludzie będą wierzyć. gdyby mógł mu to powiedzieć: wybawienia od złej. będą płonąć stosy. Wysoki. Nie wiedział też. by ocalić życie Człowieka na Osiołku. Gdy ktoś potknie się lub upuści gliniany kubek. a Jon na ułamek sekundy miał wrażenie. wbrew Chłopcu. 111 .gdyż Jego imię spospolituje się w ustach wyznawców. czego chciałby od niego Człowiek. . dusznym powietrzu Stolicy. Jon. musi powstać… Jon w głosie Dziewczyny wyczuł nagle niepewność.jak i wtedy. Człowieku…” . który krył jego twarz.

którzy w Jego imię będą mordować. Płakał wreszcie nad sobą. . aż zacznie walczyć o koronę. śpiewając spazmatycznie i głośno o Królu i o swej bezgranicznej do Niego miłości. Płakał nad Człowiekiem. gwałcić. którzy Go zdradzą. Płakał nad Chłopcem i nad Tym. iż wyprą się Go także dlatego. że jego Królestwo będzie …gdzie ono będzie? Wszędzie i Nigdzie? Właśnie tak: dla jednych wszędzie. materialne królestwo dla Człowieka. że w rzeczywistości . bezsilną i smutną agonią dwóch Bogów. z dala od ognisk i radujących się pielgrzymów. który znów wrócił w krainę proroczych snów. którego był on narzędziem. na złotym tronie. z których tylko jeden wstanie z martwych. Wokół niej płonęły ogniska. . dla większości nigdzie. przez następne setki i tysiące lat! .A jednak jest tak. którzy się Go wyprą. . którą przypadkiem posiadł. ale gdy się obejrzał. a w ich świetle tańczyli pielgrzymi. Przystanął. którzy spospolitują Jego imię. Jon wiedział. Jesteś tchórzem.nie pojęli i nigdy nie pojmą prawdziwego znaczenia słów o Królestwie Nie z Tej Ziemi. nad tymi. ale jego też tu nie było. palić. złotej szacie. Jon pojął. znając prawdę. płakał nad samotną.Wszyscyśmy go zabili.Nie miałeś wyboru . żeby spłonąć. która dopiero miała się narodzić.Ależ właśnie szło o wybór! Miałeś go i zawiodłeś. a cóż może ofiarować monarcha. a drugi zapadnie w niepamięć. że czekają. nie miał odwagi spojrzeć w twarze tych ludzi. . panującego nad Świętą Ziemią. a potem twardą ręką uchwyci losy kraju i narodu. patrząc na potężną sylwetę Świątyni Świątyń.Tak. który sam niczego nie ma…? Oni chcą króla z krwi i kości. że ta kobieta za dwa dni pierwsza plunie mu w wykrzywioną bólem twarz. nie było jej. Więcej. Na placu koło Świątyni Świątyń tańczyła kobieta w czerwonej sukni. Nie miałeś wyboru .choć potakują Mu cały czas . Jon przysiadł na ziemi w głębokim cieniu. z ciała i mięśni. 112 .Jon słuchał ich głosów i płakał.odparła Dziewczyna. że ich zawiódł. przyłożyłeś do tego rękę! Wszyscy przyłożyliście do tego rękę i wciąż ją będziecie przykładać. jakbym Go sam zabił… .powtarzała mu Dziewczyna. który obali władzę Imperium. że naprawdę widzą Go w królewskiej. że pielgrzymom chodzi o prawdziwe. Jonie odpowiadał Chłopiec. A Człowiek mówi o tym. Jon.zaśmiał się szyderczo Chłopiec. .szepnął do siebie. Albowiem prawdziwy król nagradza swych wyznawców złotem. Słuchając słów układanej na poczekaniu pieśni. której refren ochoczo podchwytywali pozostali. a narodziła się.

konającego Boga była gorzka… Jednym skokiem ześlizgnął się na ziemię. a nawet jaskrawoczerwone były plamy krwi i ostro odbijały od połyskliwej bieli pierwszego śniegu. uderzając o ziemię. Krew żywych istot nawet po śmierci była mdląco słodka. Ostrożnie dotknął kamiennej rany. że zdolne jest wycisnąć łzy z kamienia? Tu była krew.myślał Jon. Jon słyszał. Śnieg puszył się teraz na owalnym placu. Jon pomyślał. Jakie to uczucie? . aby przyjrzeć się krwi. który musiał spaść. To był przecież Światowid. ani szamani innych Plemion. gdyż raz na polowaniu wyssał rankę dziecka ukąszonego przez żmiję. Świeża krew sączyła się z kamiennych ran Boga. niekiedy innych ludzi. runęło pod jego ciężarem. wbił zęby w surowe mięso pierwszego jelenia. ani zwierzęcych. siedząc w cieniu i płacząc. Nawet ukradkiem. Być tak długo królem… Królem?… królem dla tysięcy Plemion i nagle zostać zrzuconym z tronu. na którym stał. z których siedzib wiodły do posągu pozostałe Kamienne Drogi. lepkim palcem ostrożnie musnął wargi. to. oświetlał wirującą coraz szybciej kobietę w czerwonej sukni… czerwonej… czerwone… CZERWIEŃ… *** …CZERWIEŃ… CZERWONE… czerwone. jego imię bano się wymówić. trudna agonia. gorzka jak długa. potężny. a blask wielu ognisk. że szamani podawali dawniej krew leczonym przez siebie chorym. nazywano go Bezimiennym lub w ogóle pokrywano milczeniem Jego imię. Krew ludzi i zwierząt była słodka. O wiele dłużej trzeba by się wspinać na wysoki dąb. nie łzy. gdy spoglądał na kaleki posąg. Był nieskazitelnie czysty i nie nosił śladów stóp: ani ludzkich. Jon wiedział o tym. Słona jak łzy. Długa niegdyś wędrówka po ciele posągu była teraz o wiele krótsza. Kamień. a potem wilgotnym. Chciało 113 . gdy Jon był w Drodze. rozłupał się na mniejsze bryły. które rozpalili pielgrzymi. Skąd zatem krew? Jon wychylił się i z trudem złapał równowagę. groźny. iż do Bezimiennego nie przychodził już nikt poza Jonem. Jego puszystość i nieskazitelność potwierdzały. Ale krew starego. A jeszcze tak niedawno wdrapanie się na ramiona Boga wydawało się Jonowi fizycznie niemożliwe. Ani szaman z Wioski. A dziś… dziś Jon nie umiał opisać swych uczuć. tak wielkie cierpienie. że chce dotknąć tej krwi i posmakować jej. którzy przyszli złożyć Mu ofiarę? Niemożliwe. zanim deszcz przemienił się w białe płatki. Wychylił się.Jon rozmyślał. Czasem była to krew dzikich zwierząt. Może jednak stary Bóg miał ciągle sekretnych wyznawców. łatwa. śnieg odbiłby ślady stóp… Chyba że byli tu wcześniej. Jak to mawiali w Wiosce? Że istnieje taki ból. Krew była gorzko-słona. gdyż jedno z ramion posągu.

ale nie opowiadał o światach. Ezra nigdy nie powinien twierdzić. Człowiek na Osiołku był prawdziwszy i bliższy.o Nich zaś snuć setki. święci i Bogowie o niej zawsze można było powiedzieć Prawdę . będąc w Drodze. prorocy. A może obrazki z jego snów też nie były w pełni prawdziwe. Nieliczne obrazy. Gaja nigdy nie powinna się dowiedzieć. błyskiem słońca w gładkim futrze sarny lub piorunem. że Bóg Dobroci tak właśnie wygląda. ostatnio nawet jeden dzień. równie niezrozumiałe jak księgi Ezry i Isaka. Raz półśniła mu się (lub półjawiła?) migotliwie biała sala i zielone sylwetki ludzi (zielone…?!). .lecz przypominał Go w niewielkim tylko stopniu. opowiedział jej niegdyś o Kamiennej Drodze. tamte światy wydawały mu się jak wielkie. których przyczyny nie pamiętał. siedzący na złocistobłękitnej chmurce. było strzępami obrazów. które Jon zapamiętał. podobny do szamana. Bóg Dobroci może być kawałkiem liścia płynącego z wiatrem. Chcę. które być może wyjaśniłyby mu sens jego Drogi. pełne malutkich czarnych znaczków. . Gdy zasypiał koło Gai. ubrany w zgrzebną szatę. by uniknąć odpowiedzi. co pamiętał. A same obrazki też były niezrozumiałe. Podobno niektóre z nich . kroplą deszczu. których znaczenia nie pojmował. który jechał boso na osiołku. Przypominał trochę Tego. o którym nauczał Ezra . by mógł nauczyć się czarnych znaczków. na szczęście sam tego nie pamiętał. o gigantycznym posągu. płatkiem śniegu. a obok stała ta sama Dziewczyna w lśniącej zbroi. Tej nocy przyśnił mu się Król. Wszystko to jednak były tylko obrazki. a śmierć opłakiwali na wiosnę . Jon nie chciał o tym rozmawiać z Gają. o monstrualnej postaci starego Boga.mu się płakać i płakał. na którego skronie wkładano szczerozłotą koronę.Tylko dwa dni! Jesteś w Drodze coraz krócej. że jest za późno. jak te z ksiąg kapłanów? Może prawdziwa była tylko ta Ziemia? Ziemia. Według Jona obrażało to Boga. Na jednym z obrazków widniał na przykład siwy starzec. czując na twarzy ślady jeszcze nie wyschniętych łez. choć już nie mógł wpłynąć na jego decyzje. Musisz być… Jon objął ją. Nie od niego to zależało. Jon nie mógł i nie chciał w to wierzyć. jawiła mu się szydercza twarz Chłopca lub uderzająco wielkie nawiedzone oczy dziwnej Dziewczyny. zlany potem ze strachu i obrzydzenia. lecz wieniec z cierni.Nie było cię dwa dni! . ranny posąg.przedstawiały różne wizerunki Boga Dobroci. były prawdziwsze niż tamte z księgi Ezry. Jonie. opasłe księgi kapłana Ezry: pięknie ilustrowane. Owszem. Dziewczyna przytwierdzona do grubego pala płonęła żywcem i wówczas Jon budził się. Ale nie może być staruszkiem siedzącym na chmurce. po której stąpał on. nie tworzyło żadnej całości.tłumaczył kiedyś Ezra . tysiące sprzecznych opowieści.jego narodziny czcili zimową porą. To znów śnił mu się król. więc chyba Droga naprawdę się kończy i pewnie zdążysz na narodziny naszego syna. które przemierzał. co znajduje się na drugim brzegu Rzeki. nikt nie wkładał mu na głowę korony. która ciągnęła się przez całą pierś. To.powiedziała radośnie Gaja. Chłopiec rozwierał koszulę i pokazywał długą bliznę. Gdy był w Wiosce. O jego Drodze wciąż decydował kaleki. żebyś był wówczas przy mnie. 114 . Jon wiedział. falą na rzece.

które 115 . Wszechobecność i Wszechmyśl gdyż tego nie można wyrazić pędzlem lub dłutem . że gdzieś na świecie istnieją prawdziwsze wizerunki Boga. że oblicze to żyje. by czuć obecność Boga Dobroci. a dziesięcioletni Jon głośno zawołał: .Tę figurkę wyrzeźbił smolarz z Puszczy.TO…? To jest figura Matki Boga . być może ten by mu wytłumaczył. ozdobiona złotą koroną.Dlaczego Ezra postawił TO w świątyni? . kapłan Ezra wyruszył do miasta i przywiózł dla świątyni nowy.Czy TO przypomina ci Matkę Boga? . gdy Matka Boga przedstawiana jest jako piękna. który do świątyni w Wiosce szedł zawsze z ufnością. teraz odwracał głowę od obrazów i figur. O starcu na chmurce lub z groźną lagą w dłoni Jon wolał w ogóle nie rozmawiać. bogato ubrana pani. lecz Ezra nie chciał postawić jej w świątyni. Gdyby zdobył się na odwagę i porozmawiał ze starym kapłanem. Wystarczało. choć to wciąż nie jest Ona .Bardziej. że on sam nie potrzebował obrazków i rzeźb. a głowa.spytał Isak. a jej ciemna twarz skrzywiona była grymasem cierpienia. . Nie miała jaskrawych szat ani korony.spytał ze zrozumieniem Jon. a Isak odparł poważnie: .Bo wszyscy wolą te podobne do lalek? .odparł dziesięciolatek starcowi. Ten westchnął i szepnął bardziej do siebie niż do chłopca: . zaprowadził do swojej izdebki i wyjął z kufra rzeźbioną w drewnie ciemną figurkę. zbytkowny przedmiot: była to niebiesko-złoto-biała figurka kobiety o różowych policzkach. Dlaczego te obrazy i figury kłamały? Po co? Czy Plemię potrzebowało tego kłamstwa? Czy ułatwiało ono misję ludzi w długich sukniach? Jon przypomniał sobie pewne zdarzenie . które sprawiało wrażenie.lecz właśnie jako starca na chmurce lub z groźną laską w dłoni. Jej niebieska szata usiana była złotymi gwiazdkami. o trefionych włosach. Jonie.Widzisz. że wstrząsnęła nim bezmyślna niefrasobliwość.spytał Jon Isaka. . . ludzie lubią.Jon. . która malowała się na twarzy figury i jej lalkowate oczy.Kłamiesz! Ona nie mogła wyglądać jak lalka! Nie barwiła sobie ust i policzków! Nie trefiła włosów! I musiała być smutna! Wtedy stary Isak wziął go za rękę.gdy miał dziesięć lat. od której biegł ku ziemi piorun. Jon pamięta.wyjaśnił spłoszony Isak. gdyż lubił jej kamienno-drewniane ściany. malinowych ustach i szkliście błękitnych oczach. Ukazywały one Boga Dobroci niejako Wszechmiłość. które ją zdobiły. .

jak opowiadali ci. Nie bał się. przykładając głowę do jej wypukłego brzucha. Pierwsze. Ani przez chwilę nie zamierzał zostawić żony samej. Wiedział. Tak. kamienie z Puszczy dawały prawdziwszy wizerunek starego Boga. Szaman pokręcił niespokojnie głową: 116 . że oddaje on tak wiernie jego przeczucia. na ułamek sekundy. .powiedział szaman zagadkowo. Jon przypomniał sobie.wyznał Gai. gdy Jon dotknął jego zimnej ręki i zaraz spytał niecierpliwie: . Jego stare ciało marzło. Ja też chciałabym ujrzeć świątynię .To nie tylko chłód zimy . Lecz nigdy o tym nie rozmawiali. którego już nie opuszczał. bogate kamienne pałace i świątynia tak ogromna jak cała Wioska. a wioskowa świątynia.może zdobyłyby uznanie Jona.Czy ziele serdecznika niepospolitego trafiło już tam. I dlatego dziś jego kamienne rany krwawiły. połyskliwie czarny posąg Bezimiennego. Gaja zajęła się przygotowaniami do długiej podróży: .zapłata od Bezimiennego za misję. Jon poszedł odwiedzić szamana. Przed oczami Jona jawiły się. iż długa. Nagle niebezpieczeństwa świata zaczęły mu się wydawać niewiarygodnie wielkie. gdy nacieszyli się sobą. że syn narodzi się zdrowy. dotykając woreczka na szyi. że gdy po raz pierwszy ruszył w Drogę i ujrzał u jej kresu monstrualny. Suche ziele wciąż cichutko szeleściło. gdzie szukać bezpieczeństwa dla syna: w braku wątpliwości.zgodził się Jon. Gdy Jon tym razem powrócił z Drogi. której jeszcze nie wypełnił. którzy tę drogę przebyli. słabe jeszcze mrozy zagnały starca do namiotu.mimo iż wymyślone przez ludzi .Mogłabym z tobą pojechać. . . a jest taki w stajni rodziców. gdybym dosiadła łagodnego konia.powiedziała Gaja z prośbą w głosie. chciałbym zobaczyć największą świątynię. gdzie miało trafić? Jon pokręcił głową. jak zapewnić bezpieczne życie nie narodzonemu. . a on. okazałe. dom w Wiosce wydał mu się za mały. Dłonią wyczuwał jego ruchy i cały czas myślał tylko o tym. zdumiał się. mimo ciepłych okryć koców i futra z niedźwiedzia. trudna droga zmęczy ją u progu narodzin dziecka.trzy dni konnej jazdy przez Puszczę. Na szczęście wiedział.Pojedziesz . a potem następne trzy dni bitym kupieckim traktem. syn .Zanim ruszę w ostatnią Drogę. którą budują w pobliskim Mieście . wsłuchiwał się w bicie serca swego przyszłego syna. dławiła ciasnotą. wcześniej przestronna.

gdzie on jest. piękniejsze domy. by odwiedzić Isaka. chroniąc i Plemię i nową świątynię. Tym razem nie szedł tam.Jeszcze się zobaczymy . Szukał Ezry. miało być lepsze i nazywało się CYWILIZACJĄ. rzucając jaskrawe refleksy w ciemnym wnętrzu. które przychodziło.Wiesz o nim więcej niż ja. Bezimienny. Później młody mężczyzna skierował kroki do świątyni. Jon bezwiednie trzymał coraz chłodniejszą. które wyobrażają Boga Dobroci jako starca z lagą w dłoni. . Uwolnij więc Chłopca od męki czynienia zła.szepnął Jon. . . a nowe. z której strzela ku ziemi piorun. Myślę.odparł pytająco i zobaczył przed oczami chudą twarz nie znanego Chłopca. że umiera nie tylko ten niegdyś potężny stary Bóg. dał Chłopcu lodowe serce i stworzył z niego swoje narzędzie. torował drogę czasom nowym. Jednak każdy koniec jest smutny. jak szukać i czy On pozwoli mi do niego trafić? . która wyciekała z kamienia. Jonie. Coś bezpowrotnie się kończyło. ku swemu zdumieniu. Już prawie nie mówi. zatem młody musiał być w świątyni . Lecz to narzędzie nie jest już potrzebne. ujmowała życia starcowi. a potem nagle. Każda kropla krwi. Stary kapłan spacerował po ogrodzie.zdziwił się kapłan i natychmiast przybrał srogi wyraz twarzy. ostatni przedstawiciel starych czasów. że wkrótce wykrwawi się na śmierć . z pomocą Królowej Śniegu i twoją. Jon wiedział. . Ezra ustawiał wysokie świeczniki wokół figur i obrazów: były najwyraźniej nowe. . że Ezra wzoruje się na obrazkach. grożąc piekielną karą. . połyskiwały złociście.Jest coraz słabszy. mimo palącego się ognia.obaj unikali siebie nawzajem od czasu wizyty gości z Dalekiego Kraju.. już tylko się broni. by budować na jej miejsce nowe. aby stać między Bogiem Dobroci i Cywilizacji a zemstą starych Bogów. ba. Gdy Jon wszedł do świątyni. że to najważniejsza część twej misji. dłoń szamana w swojej dłoni. Jon uśmiechnął się w duchu i pomyślał.Ty tutaj? .odparł stary szaman. w tym obu kapłanów.Czuję. przedłuża swoją agonię. ucałował ją. Ostatni plemienny czarownik żył przecież tylko po to. tak jak mieszkańcy Wiosek i Miast karczują Puszczę. Jon pojął. Nie wiem. Nie chce odchodzić samotnie i to mnie niepokoi. nie wiem nawet. 117 .uśmiechnął się spokojnie starzec. że śmierć starego Boga równa się śmierci szamana. To stary szaman.On krwawi.Tym razem pozwoli .

z trefioną brodą.Ty nigdy nie błądzisz? . . w bogatej czerwonej szacie.Heretycy nie mają prawa wchodzić do świątyni Pana .zawołał Ezra. Ezro.mimo woli zaciekawił się kapłan. czekając z nadzieją na odpowiedź. Ezra umilkł i próbował szukać w pamięci słów. ty zaś czcisz je do dziś! . nędznie ubranego Człowieka na Osiołku… . ale kim oni są? . ale wiedział. by czcić bałwany. czując drżenie swego głosu. w której błyszczały drogie kamienie. Zło trzeba wyplenić aż do korzeni. już się o tym przekonaliśmy. .spytał Jon.Mego syna. których nie znajdował dość szybko. wyobrażająca postać człowieka z długimi włosami. . pamiętaj.Isak błądzi! . najwyraźniej nową figurę. Musiał jednak wybrać .spytał znów Jon. Wiedział.odparł dumnie młody kapłan ku uldze Jona i zaraz dodał surowo: Gdzie błądzisz.zaczął Jon. Jeśli wyznasz to szczerze i ukorzysz się.Heretyków pali się na stosach . .powiedział szybko Ezra. Jonie.zaczął. A tak narażasz tylko swoją rodzinę.Kto to jest heretyk? .Co mi dasz? .spytał z zaciekawieniem. Jonowi stanęła przed oczyma postać smutnego. . co będzie tego warte… . zasłaniając dużą. oni pójdą za tobą. Nie pochwalał swego wyboru. . ale będzie ci to przynajmniej wybaczone. z małą cierniową koroną na głowie.rzekł szybko Ezra. co czyni i czuł zarówno radość.Ezro.Nigdy .Bo ja znam Prawdę! .A Isak? .…heretyk to ktoś. a Jon dokończył: . . .Heretyk… heretyk… . że chodzisz do Puszczy.powtórzył pytanie Jon. że był to najlepszy wybór na nadchodzący czas.. Jeśli ty pójdziesz na stos. Ezra spojrzał na niego zdumiony. być może nie unikniesz tortur czy stosu. Na początku byliśmy zbyt łagodni i dlatego tak długo skrycie czczono bałwany. kto myśli inaczej niż ty.i dawno wybrał. dam ci coś. jeśli zostawisz w spokoju mnie i moją rodzinę.Słyszałem. przygryzając wargi. gdy znikasz z Wioski? Mówią. . jak i piekący żal. Jon ciągnął: 118 .

o to by był silny. gdzie tylko zechcesz. nie chcąc wdawać się z kapłanem w dyskusję .…że gdy twój syn ukończy sześć lat.nakazał kapłan.Mówiłem ci. To byłoby skuteczne narzędzie krzewienia prawdziwej wiary. Jednak tylko w ten sposób zapewniał mu bezpieczeństwo w świecie. co masz zrobić. który od dziecka byłby ofiarowany Bogu i wyparłby się grzesznego ojca . lecz wcześniej podpisz ze mną umowę. że pouczę cię.tak.Podpisz.…naszemu Bogu! .A ja powiedziałem.Nie umiem pisać . .powtórzył Jon bez nacisku.Ofiaruję syna twojemu Bogu . Gdybyś nie wrócił w porę. Pokażę ci. Wyrysuj trzy krzyże .Idź zatem. że nie umiem. który napisał szybko długim. przyprowadzi naszego syna do ciebie.i mój syn będzie Mu służył w taki sposób. ani jego matka nie przeciwstawicie się naszej świątyni . Zaprowadził Jona do izdebki na tyłach świątyni i tam zasiadł nad dokumentem. która niewątpliwie będzie najsilniejsza przez setki lat. . Jonie w Drodze. aby podpis był ważny. .. jak tylko zechcesz. . czego Ezra mógł pragnąć. .… i bez cienia litości wobec heretyków . . .Krzyż to święty znak i nie wolno go nadużywać! Trzy krzyże zaś to cała historia. a Jon poczuł litość dla swego nie narodzonego syna. jak winien wyglądać podpis prostaka . ani ty. to jednak… 119 .Trzy krzyże?! . przyjdzie do mnie na naukę.rzekł kapłan ze zrozumieniem. maczanym w inkauście. sprawny i piękny jak ona. umowa uniemożliwi twej małżonce sprzeciw i zaświadczy o prawdziwości twojej obietnicy .uzupełnił Ezra z pałającymi oczyma.streścił mu Ezra. Ezro.Nie szkodzi. a gdy zechcę wysłać go w Dalekie Kraje z misją nawracania pogan lub zwalczania heretyków. Ale kiedy tylko dojrzeje. Syn heretyka czczącego bałwany. którą opowiadałeś nam. Bez cienia wątpliwości i… . a ty weźmiesz go pod swoją pieczę i oddasz twemu Bogu… . .Co tym razem mówią te czarne znaczki? .spłoszył się Jon. w którym będzie dorastał: postawił go po stronie.zawołał zdumiony Jon. zadba o jego doczesne życie i zdrowie. . . śledząc z zazdrością szybkie ruchy pióra po papirusie. . Ezro.podkreślił Ezra. to było coś. gdy byliśmy dziećmi i choć na dwóch zawiśli złoczyńcy. poruszony do głębi słowami Jona. gęsim piórem.poprawił bezwiednie Ezra z błyszczącymi oczami.spytał Jon.Gaja da mu matczyną opiekę.

nim tu przybyłem. im się tylko śpieszyło. co wedle nich oznaczało skutecznie. nie patrząc. Teraz udał się do ogrodu. myślałem ze zgrozą o twoich pobratymcach. którzy zostali zabici przez Plemię na krwawą ofiarę dla… .…dla Bezimiennego . to tylko dlatego. Jonie . przeciwnie! Nie. . . że dotrzyma umowy . że Królestwo Boże rozciąga się na coraz większej połaci świata. Jonie! Nie jesteś od tego. Przybyli do waszej Wioski ponad sto pięćdziesiąt lat temu. a potem idź sobie do Puszczy pomiędzy twe bałwany! Jon niewprawną ręką postawił obok siebie trzy duże. którego nikt już nie używał. Jakby nadużywał prawdziwego imienia Syna Bożego do spraw codziennych i pospolitych. jakby słabł mu wzrok i powiedział bez powitania: . a ze zrozumieniem o moich braciach. by jak najszybciej zebrać jak najwięcej nawróconych dusz i jak najszybciej przesłać do Dalekiego Kraju znak. Byli tacy młodzi i pełni wiary. Nie zrosili swego siewu wodą miłości.Nie bredź! Stawiając trzy krzyże. a przydomkiem. niepiśmienny klnie się na Syna Bożego.wtrącił Jon. by spotkać Isaka.wytłumaczył kapłan. Ale nie myśl o nim nigdy źle. którego nie należało wymawiać.…i wziąć ją sobie .zaczął znowu Jon. lecz Ezra przerwał mu gniewnie: . ułatwiając Isakowi wybór między prawdziwym imieniem.Nie powinno się nigdy zaklinać na Syna Bożego… .Podpisz. czarne krzyże u dołu zwoju.I wziąć ją dla Boga! . Spojrzał na Jona z natężeniem. Boże broń. gorliwi i gotowi na wszystko w imię Boga Dobroci.dopowiedział Jon. Na wszystko prócz prawdziwego dobra.Nie od razu ruszę na drugą stronę Rzeki. czy wzeszło.Nie pouczaj mnie.Znasz historię dwóch kapłanów. mimo zimowych chłodów. Rzucali ziarno i biegli dalej. Odłożył pióro. wolniutko spacerował po wąskich ścieżkach między grządkami. Miał uczucie. by zobaczyć. Jon zaś wolno wyszedł ze świątyni. gdyż nie ma on złych intencji. Na razie jedziemy z Gają do Miasta. by pouczać swego kapłana! Jeśli godzę się na tę umowę. jak rośnie największa ze świątyń… Ezra spojrzał na niego zdumiony. nie ogrzali ciepłem zrozumienia i współczucia. jakby popełniał bluźnierstwo. westchnął i powiedział: . że sami byli złymi ludźmi.ciągnął w zamyśleniu Isak.Ci dwaj kapłani byli jak Ezra. czy w 120 . zasiali Słowo Boże i nie dali mu wzrosnąć. którzy przybyli tu pierwsi? Tych. . .. by ocalić duszę nie narodzonego dziecka! . Stary kapłan. nie sprawdzili.Kiedyś. . A chwasty plewili brutalnie. Nie dlatego.krzyknął Ezra.

składa się z ludzi. Jonie. . Isak umilkł na chwilę.zażądał jeden z nich. Nikogo nie omija ta słabość.Tak wiele. I twoje Plemię im pokazało: zabiło obu kapłanów i złożyło ich ciała w ofierze. Nigdy nie chciałem nikogo do niczego przymuszać.Tak. którzy nie zechcą stanąć po żadnej stronie. z przekonania każdej ze stron.pokiwał głową Isak. nie wzeszło. zginą pierwsi. drewniane palili na stosie. bóstw i bożąt.…i Plemię ich tam zawiodło? Na drugi brzeg Rzeki. a bycie w większości jest bezpieczne. . że czyni dobrze. otaczając ją magicznym kręgiem. Albowiem ziarno. . zażądali. . . który udowadniał. gdyż świat najbardziej nie lubi odmieńców i ludzi wątpiących . to straszliwy trud… Jon uścisnął Isaka i ucałował jego rękę.przytaknął kapłan. iż to właśnie oni mają rację.o dziwo . którzy wierzą. Dlatego odchodzę z tego świata z radością. bóstw i bożąt. Rzucali słowa pełne gniewu na głowy bałwochwalców. a Jon zapytał szeptem: . “Co tu robicie z tym wielkim bałwanem? Pokażcie nam…” . Nawracanie. dlatego wojny nigdy się nie kończą. . do kresu Kamiennej Drogi? .Cały świat. Pomyślał. . łagodzący gniew i żal starych Bogów.Dopiero od niedawna wiem. wiele czasu. które tak pośpiesznie siali kapłani. która chroni Wioskę.Minie wiele. zaczęli tłuc gliniane posążki plemiennych Bogów. . wierząc.CYWILIZACJA .Zapewniłeś mu w ten sposób przynależność do większości.ogóle wzeszło.Cywilizacja .Dlatego właśnie oddałem mego nie narodzonego syna pod pieczę Ezry wyznał Jon.Ile czasu musi minąć? . by ludzie z Wioski zaprowadzili ich na miejsce kultu. że wprawdzie jego Bóg jest ponad wszystkim. że nie chce żyć w Wiosce.szepnął stary kapłan i dodał: Ty jesteś odmieńcem.razem z Ezrą dopełniają się i tworzą całość. które zostały zapomniane 121 . że nie sposób tego przewidzieć.powiedział z goryczą Jon. Ja przecież też wierzę w swoje racje. że to ona ma rację. Jedną trzecią kręgu stanowił szaman. bo masz wątpliwości. bo właśnie oni obaj . . Jonie. ale starzy Bogowie też mają swe miejsce. że całe zło wynika z niezrozumienia. Jesteś odmieńcem. Jedną trzecią kręgu tworzył Isak.spytał z nadzieją Jon. nim Cywilizacja będzie oznaczać swobodę wyboru. Ci zaś. Nie czekając. Jonie. Jonie. . w której zabraknie szamana i starego kapłana. Gdy już zniszczyli wizerunki bóstw i bożąt znalezionych w Wiosce.Dobrze zrobiłeś .

Miasto zawładnęło wyobraźnią puszczańskich Plemion.przez Plemię. wielusetletnie drzewa. strzeliste wieże nowej świątyni. by wiodły doń drogi szerokie i bezpieczne. świątyń. gdyż stosy nieuchronnie zapłoną także i w tej Wiosce. z której przybywali. Stary szaman umrze razem ze swoim starym Bogiem i chwała Panu za ten akt łaski. rozrastając się . Zresztą kobiety z Wioski przywykły do ciężkiej pracy do ostatnich dni przed rozwiązaniem. zobaczyli nie dokończone. zapewne zostałby spalony na stosie jako czarownik. aż największy ze starych Bogów wybierze sobie tego. To szaman pomagał bożętom i bóstwom dokończyć żywota. jak oceniali. nie czuli się winni za przeszłość i nie bali się przyszłości. utwardzając ją żwirem i kamieniami. że Gai. W Mieście było kilkanaście Domów Boga. od strony. Kiedyś trzeba było przedzierać się przez Puszczę. .a potem zapragnęło. a zaczął bity trakt.w Jego mniemaniu pomoże Mu odzyskać świat. a tak często gniew i nienawiść . Gaja zaś była zdrowa.Tak. rusztowania pięły się tak wysoko. Już z daleka. który prowadził ludzi w przyszłość. ryzykując spotkanie z dziką zwierzyną i złymi ludźmi. że Cywilizacja przyśpiesza kroku. który . I wreszcie jedną trzecią kręgu tworzył kapłan Ezra. Podróż do Miasta nie zajęła im więc sześciu dni. Jednak Miasto wciąż wydzierało Puszczy skrawek za skrawkiem. silna. a droga równa i bezpieczna. gdyż nie miał w sobie wątpliwości. Siwa klacz była łagodna. w którym świątyń było prawie tyleż samo co mieszkalnych budynków. gdyż bity trakt skrócił o połowę trudy podróży. przybliżając się do niego. tym budowla wydawała im się większa i wspanialsza. lecz tylko cztery. Ludzie z Wioski. Świątynię budowano na skraju Miasta. ale ten miał przewyższyć okazałością wszystkie inne. szybko. gniewnie. nawet ospała. wracając do domu. widząc obu. ale niezwykle wysokie. Im byli bliżej.myślał Jon. *** Droga do Miasta była krótsza niż niegdyś. Dlatego Jon nie obawiał się zabrać żony. ubijano wydartą przyrodzie ziemię. lecz skutecznie. zamków. stworzy w Wiosce świat bez prawa wyboru i wywoła w Plemieniu poczucie winy. które tak rzadko budzi skruchę. a potem przywołał na usta pogodny uśmiech i przekroczył próg domu. Robotą kierował mistrz przybyły z Dalekiego Kraju. Drewno było zresztą potrzebne na budowę nowych domów. Nie ma już miejsca na nowego szamana. To był dowód. które karczowały kolejne połacie Puszczy. która zapatrzyła się w 122 . odporna. Gdy przystanęli u jej stóp. Kapłan Ezra. mój syn musi przynależeć do większości . Nie musieli wjeżdżać w labirynt uliczek Miasta. gdy zostanie tu sam. Wycinano więc Puszczę. karczowano potężne. czego Jon chciał uniknąć. Szaman czekał. gdyż czuł się w nim jak w klatce. ledwie skończyła się Puszcza. na półtora miesiąca przed narodzinami syna. szamana i Isaka.szepnął Jon sam do siebie.

zakręciło się w głowie. by nikt nie skradł cegły. ledwie skończymy budowę! Im większa świątynia. Dlatego tak trudno ich wykląć. młodzieńcze. Poznał już znaczenie słowa “heretyk” i bał się tego. . . którzy nadzorowali robotę. Sprytniejsi mieszkańcy Miasta założyli wokół kramy z różnością towarów i prostym jadłem. czy musi być taka wielka.Wydaje ci się.Tacy jak ja przebywają pomiędzy niebem a piekłem. lecz nagle rzucił się. Do 123 .Ależ ona mi się podoba .Myślałem tylko nad tym. na głowie zaś nosił dziwaczną czapeczkę z grubego sukna. patrząc z niepokojem na mnicha w białej szacie. Jon nigdy jeszcze czegoś takiego nie widział nawet na obrazkach w księgach Ezry. Mnich na widok przybysza skrzywił się. co ze sobą niosło. zastanawiając się. czasem sobie myślę.górę. jest na odwrót . Jon odetchnął z ulgą i odwrócił głowę: za ich plecami stał najniezwyklejszy człowiek w nieokreślonym wieku. krzycząc na murarzy. jak i pięćdziesiątkę z okładem. a nieznajomy też się roześmiał i odparł.zaplątał się Jon. lecz wciąż jaskrawoczerwone skórzane buty. . Jego zaś niezwykłość wynikała ze stroju. czy Bóg Dobroci zechce zamieszkać w tej świątyni. Oprócz mistrzów murarskich. co począć z młodym bluźniercą. gdyż wciąż przybywał ktoś nowy. brzęcząc dzwoneczkami: .zastanowił się głośno Jon. . spotkać można było kapłanów w ciemnych lub białych sukniach. z kilkoma rogami. . jak usłyszałeś. Wokół budowli trwał niebywały ruch. czy… no. że przybyłeś z Puszczy. że świątynie winny przychodzić do Boga. że On nie zastanawia się nad okazałością swych świątyń .usłyszał Jon za sobą czyjś niemłody głos. .Ciekawe. komu się nie podoba. że niektórzy czczą tam jeszcze bałwany . a tymczasem. którzy niechcący przewrócili w błoto taczkę z cegłą. Można było dać mu zarówno trzydzieści parę lat. nigdy nie są tylko tu lub tylko tam. . pilnujących.mnich piorunował go wzrokiem.zaprzeczył Jon.Bluźnisz! .Zważaj na słowa! Bóg tu wejdzie. Słyszałem. czy nie wyda Mu się ona za duża? . choć było tam wiele zdumiewających rzeczy. jak oni.Z nieba spadł? . może On… to znaczy.Twój ubiór świadczy o tym. Nieznajomy miał na sobie obcisłe nogawice wpuszczone w brudne. by murarze nie skąpili zaprawy i nie marudzili przy robocie.krzyknął obok niego człowiek w białej długiej sukni. jest bluźniercą i heretykiem! . tym większa jego chwała! A ten. któremu towarzyszyło ciche brzęczenie dzwonków. by ją podziwiać. Jego ramiona skrywała szeroka bluza w kolorach tęczy.zdziwiła się Gaja ze śmiechem.

Twoja czapka jest smutna. ani ja nie czujemy się biedni . podskakując i jego dzwoneczki znów zaśpiewały. gdy mówi o smutnych sprawach.Dobrze to ujęłaś. Gdy moje żarty zbytnio żądlą mych panów i to boli. panie. . kradnąc im miód.odparł Jon. . lecz wkrótce wyrzucają. . płacą mi za nie. zatem pewnie jest biedna.obruszył się Jon.Jestem Błaznem do wynajęcia.Rozumną masz żonę. niekiedy zwykłe chaty.Mylisz się. niż sądzili. gdyż dzwoneczki brzęczą cały czas. A czyż moja czapka nie jest śmieszna?spytał Błazen. co mnie nie śmieszy wcale.Nie .Jego czapka jest śmieszna. Bogacz płaci więcej. że i ty masz powody do zmartwienia. Ale przestaje być śmieszna. biedak dostaje żarty za darmo. Gdy trudno ich rozbawić.wtrąciła Gaja. z którego patrzymy . a wtedy zamiast złota dostaję miskę strawy dwa razy dziennie. 124 . Gdy moje dowcipy i powiastki rozśmieszą mych panów w kłopotach i zmartwieniach. .odparł nieznajomy i dodał: . Szczerze mówiąc. które brzęczały cicho. nie zawsze na jednaką nutę. lecz wyraziście wraz z każdym jego ruchem. gdyż mój ostatni pan znudził się mymi żartami i mnie wygnał. . Szukam nowego pana. że rzecz zabawna śmieszy wszystkich . wtedy wypędzają mnie. .skłonił się Błazen. .stwierdziła Gaja w zadumie.spytał Jon.Ani ona. . Ich domy są różne: czasem to zamki i pałace. .zdziwił się Jon. opłacają mnie sowicie.spytała Gaja. mimo woli uśmiechając się. co ciebie wcale nie śmieszy? Myślałem. młoda damo. nawet wtedy. gdy się martwisz. gdy pszczoły potną jej nos żądłami i to ją boli. nawet złotem.Kto to jest Błazen? . Śmieszna jest niedźwiedzica.Kim jesteś? . . lub śmieszy ich to.Nigdy nie słyszałam o takim zajęciu! Co robisz? .Jak to możliwe. Nieznajomy swym wyglądem wzbudzał rozbawienie.tych rogów przymocowane były małe dzwoneczki. . a w dodatku piękną. A sądzę. by kogoś śmieszyło to. bo zmartwienie jest większe. Dzwoneczki brzęczą tak. Jonie . . gdyż trudno.To chyba zależy od miejsca. gdy ogania się od dzikich pszczół. gdy opowiada wesołe historyjki. . aby Bóg obdarował ją aż tak szczodrze . jak on chce. jak dobry pies.Jestem Błaznem .Zabawiam moich panów za niewielką opłatą. a smutna. opłatę uzależniam od stanu ich kiesy.

.stropił się Jon. iż wierzą. ale trochę stare. możemy się z tobą podzielić tym.Nie mam złota.Nikt się nie śmieje. że świątynię tę wznoszą tak potężną nie dlatego.…na świątynię! Zbieramy datki na świątynię! . że znajdzie się ktoś. że ich Miasto jest tak potężne. czując się niezręcznie. . . rozwierając sakwę z jedzeniem. że masz pustą kiesę i przynależysz do gorszego stanu skomentował Błazen. w ciemnej długi sukni. .Czy tu.Kupiłbym ci. Mamy też placki. przyglądając się Gai z uwagą.Przybywa tu tylu ludzi. niż się zapowiada? Aby była największa w całym tym dzikim kraju?! spytał gniewnie mnich. a Błazen zaśmiał się krótko. . na czym ona polega uśmiechnął się Błazen.Czyżbyś nie chciał. pieczone pięć dni temu. lecz niewesoło. lecz nie mam za co . a zwłaszcza w pobliżu świątyni szybko poczujesz. Więc powstaje na ich chwałę..Od razu widać.Nie .odparł Błazen. że skończę w miejskich dybach. a człowiek w lisiej czapie zagroził. ani nawet miedzi . .Jon upolował wczoraj w Puszczy zająca.Muszę wykonywać moją pracę. Dwóch ludzi w długich sukniach przegnało mnie kijami.speszył się Jon. więc wciąż mam nadzieję. że tak potężny jest Bóg. . Jeden kawałek jest w nadmiarze. . Gaja szybko zsunęła z szyi niewielki naszyjnik z bursztynu i wsunęła go w szparę skrzynki. .zabrzmiał tuż przy nich czyjś głos i inny mnich. kogo rozbawię i kto kupi mi w zamian miskę gorącej zupy lub garnek z kluskami. by świątynia szybciej rosła w górę? By była jeszcze większa i wspanialsza. . 125 .powtórzył w zamyśleniu Błazen. nie na chwałę Pana. zapłacono ci coś za żarty? . Oni sądzą. Mnich zaraz odbiegł. Dzwonki zabrzęczały melodyjnie. . .Rozumną masz żonę . koło świątyni.Jon zmienił temat.Po co zatem tu tkwisz? . Tu.Jeśli jesteś głodny. co mamy . srebra. Ale gdy to mówię. upiekliśmy go w ognisku. że przybyłeś z Puszczy. podsunął im pod nos drewnianą skrzyneczkę z otworem od góry. złoszczą się. w Mieście. inaczej zapomniałbym. gdy powtarzam.zaproponowała Gaja. Błazen zaśmiał się nagle szczerze i niepohamowanie. iż powinno mieć największą w okolicy świątynię.

dopowiedział Jon. .spytał Jon. zasiedli na drewnianej ławie i już po chwili wyjadali drewnianymi łyżkami białe kluski z dużego garnka. z wysuniętym dachem.Bo jesteś… jesteś człowiekiem .Ho! Ho! Ho! . . które tętniło życiem. że to żarty. Utworzyły one niemal małe miasteczko.Nie umiemy czytać ani pisać. Błazen zerknął przelotnie na wypukły brzuch Gai. by spojrzeć na świątynię . a Gaja roześmiała się niepewnie i dodała: . 126 .Nasze konie czekają za Miastem. przyjacielu. żeście z daleka? . . Ale Błazen ujął Gaję za ramię i zaczął prowadzić ją w stronę kupieckich straganów i bud. choć was nie rozbawiłem? Dlaczego? . Teraz Jon się zaśmiał.Nie umiesz żyć bez panów nad sobą? Błazen znowu się zaśmiał.Widzę. I może nigdy nie będzie. . Jonie.zamyślił się Błazen.dokończył Jon. ani od budowniczych. lecz suto wypchanym woreczkiem ukrytym a koszulą. To nie zależy ani od wielkości świątyni.Nie chcę wyjść z wprawy w wymyślaniu dobrych żartów. tak trudno w dzisiejszych czasach .odparł Jon po namyśle. ani nawet od mnichów. Ale jakoś ostatnio źle trafiam. chroniącym przed deszczami i śniegiem. czemu szukasz pana? .powiedział Jon. gdyż to ja mam złoto i srebro .Dobrze.Jeśli szukasz w niej Dobrego Boga.i Błazen zabrzęczał nie dzwoneczkami u swojej dziwacznej czapki. to Go tu jeszcze nie ma. skryty nie dość dokładnie pod burym płaszczem. Zatem to ja was nakarmię.zaśmiał się Błazen.Skoro masz tyle złota.Nasz syn będzie to wszystko umiał . myśląc. . ucinając niewygodny temat.Nie . Jechaliśmy cztery dni z Wioski. że jesteśmy wykształceni? . bo widzę po waszym stroju.. . A jeśli z miłości… Ale o miłość. Jeśli wznoszą tę świątynię z pychy.Cywilizacja . . Poszli do jednej z licznych bud. lecz zaraz spoważniał i odrzekł: . Dobry Bóg nawet na nią nie zerknie. .zaprzeczył stropiony Jon.Chcecie mnie karmić. A wy? Czego tu szukacie. gdy się najedli. bo to mój fach. szczególnie w tym mieście.

więc widocznie jego żarty tu się podobały. mogę ją wam pokazać . dobra… . Tymczasem Bóg… każdy Bóg… ..wznosił się tak wysoko. Murarze pozdrawiali Błazna. Wstali z ławy i ruszyli ku potężnej budowli. 127 .Owszem . . jakby odpowiadając myślom Jona. nawet najubożsi w kraju.Chcę. Jon i Gaja stanęli wewnątrz świątyni i wznieśli głowy: kopulasty dach .Znam tu wszystkich murarzy.No i co? Wybrałeś właściwą drogę dla syna? . zagubionym kraju.pokręcił głową Błazen.przytaknął Jon.który już zaczynano nakładać na drewnianą konstrukcję gont po goncie .zaproponował Błazen i dodał: .Widzisz. co wielkie.Pierwszy raz słyszę. piękna. kątem oka dostrzegając smutek na twarzy Gai. że sam dałem trochę złota. Mógłbym w końcu pozostawić go matce. iż wydawał się sięgać chmur. że nie pozwoli rozdeptać mrówki. Wszyscy. Może tak potężna świątynia. Milczeli chwilę. Przepuszczono ich przez drewniane zapory i weszli do środka. W pobliżu siły jest zawsze bezpieczniej.mówił Błazen.pomyślał z żalem. a niektórzy mnie lubią. spalić gniazda dzikich pszczół. . że mężczyzna chwali przy obcych swoją kobietę.Mówisz o tym tu synu? . Siły i Cywilizacji.Dla niego tu przybyłem .myślał Jon. Część ludzi w długich sukniach też bawią moje żarty. .zaciekawił się Błazen. zwróci szybciej uwagę Boga . . czy dobrze wybrałem. zmiażdżyć dżdżownicy. niektórzy z nich nawet je rozumieją. ale tu jest siła. że większość ludzi wierzy. Musi się z tym pogodzić . nasz syn znajdzie się za kilka lat pod pieczą kapłanów i chciałem się upewnić. iż im wyżej sięgną. Jest mądra. a Gaja kiwnęła z powagą głową.może objawiać swą wielkość także w tym. w tej chwili. Błaźnie.Powiem wam szczerze. Jeśli chcecie obejrzeć świątynię. . a Gaja roześmiała się. patrząc wysoko w górę. a tymczasem będzie tuż obok lub pod stopami. nawet teraz. . żeby mój syn był bezpieczny. Może jeszcze nie ma tu Dobrego Boga i może Go nigdy nie być. Błazen spojrzał na niego z zaciekawieniem. bo i ja lubię to. więc i ja dałem. tym znajdą się bliżej Boga.Ta żelazna iglica na szczycie będzie ściągać pioruny. Błaźnie ciągnął Jon. najwyższa spośród wszystkich w tym małym. dawali co mieli. że na nią zbierają. Ogrom świątyni i uroda jej strzelistych kształtów zrobiły wrażenie na Gai i Jonie. Rosła w oczach. gdy ogłoszono. Pewnie z tego samego powodu posąg Bezimiennego w Puszczy był tak monstrualny. Jon pomyślał. zamiast samemu się chwalić . Można Go szukać wysoko.dodał Jon. przyglądając się potężnej sylwetce nie dokończonej budowli. gdzie ledwie majaczyła drewniana więźba .

Wytknąłeś mi. a może nawet kimś jeszcze bliższym. Gdzie się wybierasz? spytał nowy kompan. .. Wygląda jak dama. wynająłbym cię . odsłaniając chore i obrzękłe nogi. . ucieszone gwarem jarmarku. Wyszli z wnętrza świątyni. licząc na to. że w tłumie uda się im skraść komuś sakiewkę. Błaznem bratem. Gaja właśnie wróciła. by przyjrzeć się dachowi nad drugą z wież. Błaźnie. abym mógł wziąć cię dla niej za Błazna? Ale nie za takiego. 128 . że coraz mniej jest mi do śmiechu. nie do budynków .Nie przynależę do rasy panów. a nie wygląd czy strój . chyba widzisz. mimo skromności ubioru wyglądała dziwnie szlachetnie. Zajmowała ogromny obszar. kto nie opuści jej w złych chwilach. że On jest wszędzie i nie potrzebuje dachu. a przekupnie wywrzaskiwali zalety swoich towarów lub jadła. Żebracy siedzieli wokół na błotnistej ziemi. Gaja akurat odeszła dalej. więc umilkli.Szukam nowego pana. czemu nie miałbyś nim zostać? . Otulona burym płaszczem. . z rozrzuconymi na plecach długimi. ale okazało się. Jon zniżył głos do szeptu i spytał: . w którym wydali się sobie niezwykle mali i obeszli ją wokół. . Boję się też. bo dama to stan umysłu.westchnął Jon. czego chciałbyś jako zapłaty. . wyciągając przed siebie zaropiałe ręce. że to ty miałeś rację. rudymi włosami.Skoro masz złoto i srebro.Myślę.Ona może być moją panią. a wszędzie kłębili się ludzie. bo w Puszczy nikt nie mierzy bogactwa złotem.Sam chciałbym wiedzieć . Błaznem przyjacielem.zainteresował się Błazen. wysoka. Musiałbyś być Błaznem wiernym. patrząc na Gaję.Osuszy łzy. ukoi jej smutek i osuszy łzy. brudne lub zaczerwienione od gorzałki twarze.A naprawdę…? Co myślisz naprawdę? .westchnął Jon. nie odrywając oczu od pnących się w górę ścian budowli. szczupła. by ją budować lub podziwiać. . Daleka to musi być droga i ważna sprawa. Wśród pielgrzymów grasowali drobni złodzieje. że jestem biedny. Błazen zerkał na niego ciekawie. Jon nagle znieruchomiał i jakby intensywnie nad czymś myślał.spytał Jon. który rozśmiesza. ukoi smutek… Zatem ją porzucasz. więc twoje najlepsze żarty zmarnowałyby się . Otaczały ją gęsto budy i stragany.powiedział Jon. Nie mogę cię nająć. skoro decydujesz się zostawić taką żonę jak ona.powiedział Błazen. zaprzeczyłem.powiedział Błazen. z bladą twarzą. przybyli zewsząd. nawet złoconego. Wśród tłumów uwijały się rozwrzeszczane dzieci.Gdybym był panem. On przychodzi do ludzi. .

gdzie tacy jak ty okropnie by się nudzili. a tego żaden Bóg by nie zniósł. niektóre żarty i słowa chyba nie wzbudzą jego zachwytu. twój uśmiech. nie da się ukryć. niepewna.Taaak. Opuścili teren potężnej budowy i powoli ruszyli do koni. kiedyś było Ich więcej. rozglądając się wokół: . Ale mógł to być także wciąż ten sam Dobry Bóg. Pomyślałem sobie. . placka.Myślisz. . Błaźnie. . że wprowadziłeś nas do wnętrza.Znudziło mi się Miasto i moi nadto głupi lub zbyt zadufani w sobie panowie.Żaden? . . gdy życie daje nam do tego okazję. a Błazen wymamrotał. tyle że czczony pod różnymi imionami.Nasza droga wiedzie w głąb Puszczy. który ofiarowuje życie i za który nie trzeba płacić.Zapłacisz mi talerzem zupy.Mimo to nie żegnaj mnie .zapytał Błazen. aby nie wziął cię za heretyka.rzekł Jon. a Błazen przyjrzał mu się uważnie. uśmiechając się. Jestem zmęczony. a Jon przyznał jej rację. kawałkiem mięsa. 129 . tylko ta ostatnia cena. w naszej Wiosce.Dobrze.Ja? . Jak widzisz. że dla odmiany to ty zostaniesz moją panią… .Jon spojrzał na niego zdumiony. w dodatku ono to czyni za darmo.powiedziała Gaja do Błazna. miodem i mlekiem i wreszcie uśmiechem. My.Nie .zaprotestowała Gaja. .A czym zapłacę ci za żarty? I po co w ogóle miałabym za nie płacić? . że najlepszy jest śmiech.odparł Błazen.Jadę z wami. Na resztę chyba cię stać? Gaja spojrzała na Jona. . choć dodał.uciął krótko Jon. Gaju.Czyżby twoim zdaniem było Ich więcej niż tylko Jeden Jedyny? Jon umilkł stropiony. Masz rację. Bo twój strój i czapka. gdzie aż pod wysoki dach wznosi się cisza.. lecz raczej podejrzenia.Musimy cię pożegnać . śmiejemy się tylko wtedy. Jon uśmiechnął się: . co on powie na tę niespodziewaną propozycję. że Dobry Bóg lubi ciszę? Że nie kocha żebraków? Nie umie wybaczać złodziejom? Irytują go wrzaski dzieci? . a Błazen ciągnął: . jest naprawdę wysoka. że przy wznoszeniu świątyni zbyt wielu ludzi pragnie ubić interes. . . .zdumiała się Gaja. gdy zacznę żartować. Ta cisza daje nadzieję . . Ezrą.Bylebyś tylko umiał ukorzyć się przed naszym kapłanem.

o brzegu Rzeki (tym właściwym. Nie lubię być pławiony w rzece.odparł Błazen. o wioskowej świątyni i tak różnych dwóch kapłanach. częściowo zakorzenionych w minionym czasie. gdyż żyjemy w głębi Puszczy. .dokończył śpiewnie Błazen i Jon spojrzał na niego z ukosa. bracie! . rozumiesz? O to chodzi.Ooo. a Jon z Gają opowiadali o Wiosce. co mieli w sakwie lub co ich nowy towarzysz dokupił na straganach. szybko pokonując bity. twierdząc. Jon zdziwił się. z kim spośród nich mogę żartować. Ale to już ostatni szaman naszego Plemienia.do nas dociera wolniej. okalające zamyśloną twarz Gai. Dobrze. wiem. Jon snuł nieskładną i niepełną opowieść o szamanie i Isaku. o łowieniu ryb.zaśmiał się Błazen. że tego nie wie.Cywilizacja . choć nie ze szczętem pomarli .Umiem obchodzić się z ludźmi w długich sukniach. Wieść o obecności szamana w Wiosce zadziwiła Błazna. Choć Jon proponował Błaznowi jednego z koni.dorzucił. gdyż o drugim Jon nawet nie wspomniał). . że dużo podróżował po Miastach. .Nigdy nie mówię cudzymi słowami.Skąd je bierzesz? . W każdym razie nikt już nie czci bożąt. . o obyczajach Plemienia. . wygodny trakt. Wyznał. gdy rozpalali ognisko i posilali się tym.spytał. . lecz nigdy jeszcze nie spotkał szamana. może z szumu drzew? Z trzaskania polan w ogniu? Z iskier w jej włosach? . bóstw ani starych Bogów. ale przy ostatnich słowach odprężyła się: . . a po części zmieniających się za sprawą Cywilizacji. patrząc na mieniące się od blasku ogniska kasztanowe pasma.…a Oni milczą. gdy słuchał Błazna.Nie wiem. A na postojach. 130 . o polowaniach w Puszczy. że aż tak wiele można o niej mówić: o mieszkańcach i domach. nie zamierzam też spłonąć na stosie! Twój Ezra mnie polubi! Twarz Jona na moment spochmurniała. lecz Jon stwierdził.No i o to chodzi. Błazen kupił sobie konia w Mieście.Moje .Czyje to słowa? .stwierdził Jon krótko . a także po innych krajach.. Jechali teraz przez Puszczę. czy stary szaman umie czarować. że to pojmujesz. Błazen chciał wiedzieć. że drugi uniesie ciężar dwojga osób. zapewnił nowego przyjaciela. a z kim nie wolno. Miasteczkach i Wsiach. gdyż wiele z naszych plemiennych spraw chyba cię jednak zadziwi.

nazywając Jonem w Drodze . a teraz także twój . a także swoją niechęć do zbliżenia z nim.Oto nasz dom. ale pięć dni.ale gdy ze swobodą opowiadał. Błazen był pierwszym człowiekiem. usłyszał człapiące. Początkowo wzbudzał ciekawość i onieśmielający chłód zarówno swym strojem. Poczuł to od pierwszej chwili. pożartował z jej mieszkańcami i zaskarbił sobie ich względy. przekraczając próg. czym się zajmuje. a starzy Bogowie. gdy tylko ujrzał smutną. . że dużo rozmawiali. kochanką. że może zacząć uczyć swych nowych przyjaciół pisać i czytać. iż w dalekim. w dodatku pierwszego i jedynego przyjaciela był trafny.Żyje . lecz . jakie miał Ezra. nierówne kroki w ogrodzie. podobną do tych. nie okłamie go w odpowiedzi. Potem. Ale Jon nigdy nie miał przyjaciela. Wieczorem drugiego dnia pobytu w Wiosce Błazen zaproponował. Jon zaś po drodze upolował sarnę.nie zrobił tego. Już następnego dnia Błazen obszedł Wioskę. bożęta i bóstwa niechaj mu nigdy nie czynią krzywdy . . Na szczęście pierwsze mrozy cofnęły się.westchnął ponownie Jon. Niech czuwa nad nim Dobry Bóg. w Puszczy. Gaja była żoną. matką przyszłego syna i najbliższą osobą. Ze swej podróżnej sakwy wyjął grubą księgę. Stary szaman i równie stary kapłan byli do tej pory drogowskazami dla Jona. któremu Jon pragnął zwierzyć się ze swych trudnych tajemnic. Jakby trochę się go bali. równym krokiem.Niech zawsze płonie w nim ciepły ogień. który mu przypadł w udziale. gdy przejeżdżali obok świątyni. było nikłe światełko. skąd wziął się przydomek Jona w Drodze i gdzie ta Droga go wiodła. przebijające przez stojący samotnie nad Rzeką namiot szamana. długim. . Mężczyźni z Plemienia lubili go i szanowali. gdy dojechali wreszcie do rozłożystej. Ale mimo chęci .westchnął z ulgą. wytłumaczyć. Jon pomyślał.równocześnie podkreślali jego obcość i samotność. który przełamywał lody. na co Jon zwrócił uwagę. Do Wioski wjechali piątego dnia pod wieczór i pierwszym. że wybór nowego. że gdyby nowy przyjaciel zadawał mu trudne pytania. zbudowanej z ociosanych bali chaty. Jego i losu. podróż zabrała im nie cztery. choć z całkiem innymi obrazkami: były tu 131 .powiedziała Gaja do Błazna. każdy mieszkaniec Wioski wybuchał śmiechem. przedłużając oznaki jesieni. Ezra chodził inaczej: z energią. jak i sposobem bycia . mądrą twarz Błazna i usłyszał brzęczenie dzwoneczków na jego dziwacznej czapce.rzekł z powagą Błazen.Może dlatego. . nie byli więc głodni ani nie marzli. cywilizowanym świecie są ludzie gotowi płacić za okazję do śmiechu.Żyje . Zdecydował jednak. Tutaj bowiem. najlepszym żartem Błazna okazało się wyznanie.

To wcale nie jest tak trudne.Cywilizacja .Palą księgi? . zdobne pałace.Tak. nie może być tylko sekretną umiejętnością. Nie wszystkich. zaczęli nauczać sztuki pisania i czytania.Moja księga też nie wszystkim by się spodobała. zakonnicy. wyrysowani w twojej księdze. że nauka czytania i pisania musi trafić do zwykłych ludzi. jaki jest.Czy wszyscy ci ludzie. wierzą w Boga Dobroci? zaciekawiła się kobieta. które chętnie palą. . oni spisywali je z mozołem i iluminowali. I oni pierwsi. Nawet dzieci potrafią posiąść tę sztukę . . to tak. Potem jednak niektórzy z nich zrozumieli.na których wielkie fale przewracały wielkie łodzie. przez które przeprawiały się konie lub dwugarbne. są to nadal ludzie wybrani. Są takie.Gdy poświęcimy na naukę trochę czasu. to znowu święty. mnisi. to okrutny.Na stosie? Myślałem. z długą trąbą w miejscu nosa.zdziwił się Jon. . 132 . by nie oglądały ich oczy zwykłych ludzi. to grzeszny. umiłowaniem złota i uciech.I będę rozumieć te znaczki malutkie jak mrówki?! .Księgi to też żywi ludzie. lecz jest ich coraz więcej. gór. Dzięki nim coraz więcej ludzi umie czytać księgi. dziwne budowle. . wysokie zwierzęta z małymi główkami . rozległości oceanów .podpowiedział Jon. by czytać umieli tylko wybrańcy i wybrano ludzi w długich sukniach.i jeszcze dziwniejsze. Choć… hm… nie wszystkie księgi podobają się mnichom. bo nie każdemu wydaje się ona potrzebna. które zwiedziłem . Gaja wyraziła entuzjastyczną radość z propozycji Błazna. już w niecały miesiąc przeczytacie podpisy pod tymi obrazkami. bo pokazuje świat takim. to znów dobry. wydając okrzyki zdumienia na widok strojnych szat kobiet i mężczyzn. Gaja od razu zaczęła oglądać obrazki w wielkiej księdze. Dlatego będziemy ją chować przed obcymi. Gdy palisz księgę. To przecież ludzie je stworzyli. kapłani. rzeki z pływającymi długimi łodziami o nieznanych kształtach.ucieszyła się.powiedział. jak myślisz. .warowne zamki. morza i oceany. .Cywilizacja . . a i ksiąg wciąż przybywa. jakbyś palił człowieka .Ludzie w długich sukniach niosą Cywilizację do różnych światów i chwała im za to. . po których pływały domy. że palą tylko żywych ludzi… . .Kiedyś dbano o to.wyjaśnił Błazen. strojni ludzie.odparł zamyślony Błazen i dodał: . .To księga o krajach i miejscach. z jego słabościami.przyznał Błazen. .

Gdy robisz interesy na drewnie. . zagubionej w wielkiej Puszczy.Ale to jest ciągle ten sam Bóg?. potężne. ono zawsze może zbutwieć. że możesz mieć rację.Cyt! Cicho. by te malutkie. 133 . Może wówczas nigdy mnie nie rozczarują? .spytała znów Gaja i Błazen przytaknął. które dopiero ktoś napisze. . a co złe. Twoja wola Jonie. ale Błazen położył palec na ustach: . ciekawszy świat. które już istnieją. czarne znaczki na zawsze pozostały dla mnie Tajemnicą. Błazen jeszcze tego wieczoru zaczął tłumaczyć Gai znaczenie liter w księdze. . inaczej Go nazywa. Myślę. Skoro nie chcesz poznać sensu czarnych znaczków. co jest dobre.odparł Błazen po krótkim namyśle. kogo kocha.. co myśli. Były tak inne od małej Wioski. Także Boga. mogą je zjeść korniki i straci swą wartość.Gdyż wielu ludzi inaczej wyobraża sobie Boga niż my.Ale to by znaczyło. Interes ubijany na Bogu zawsze jest dobry i w dodatku nie ma końca.Więc czemu miałoby to im przeszkadzać? .zamyślił się Błazen. którego Droga wiodła nie tylko ku Dobru. widząc tę księgę? . Pojmowała jednak niechęć i strach Jona.zdziwiła się. ale ich nie znam i nad tymi. pewnie dlatego wolał poczucie bezpieczeństwa.Ludzie są tak stworzeni. które się przed nią otwierały.Więc czemu kapłan Ezra miałby się zezłościć.Odpowiedz jej . nad tymi. że pożądają na własność wszystkiego co wielkie. oszołomiona światami. Chcą nim zawładnąć i tłumaczyć w Jego imieniu. . Ku zdumieniu żony. które one niosą. Jon zatem nie siadał do nauki czytania.uparł się Jon. a kogo odrzuca. spróchnieć. nie tylko ku Pięknu. nie księgi. sza… . obawiam się. . którzy napiszą księgi nienawiści . inaczej się do niego modli. więc ich nowy przyjaciel westchnął i wyjaśnił: . czego On chce. a nawet za niebezpieczeństwami. Ale gdy myślę nad wielością ksiąg.Chcę. że one wprowadzają nas w lepszy. która po paru lekcjach zaczęła sylabizować z grubej księgi. Jon odmówił nauki czytania. jakie dawał mu maleńki świat własnego Plemienia. że w przeciwieństwie do swego męża. inne Mu wznosi świątynie i całkiem inne odprawia w nich rytuały. Gaja zaczęła tęsknić za wielością światów.Rozczarują? Wydawało mi się.Tak . że rozczaruje nas świat i ludzie. nie będę cię ich uczył. które czytałem. że mogą znaleźć się ludzie. piękne. choć z zazdrością popatrywał na Gaję.

Dopiero po paru dniach.Okłamujesz go. które dzieci nadają się do nauki . w której Ezra nauczał dzieci. Przemilczam jedynie to. które idą. gdy zadają męczące pytania.r” . których wciąż przybywa w świecie. którą tak sobie cenisz.pewnego dnia ci dwaj starcy pójdą razem do Krainy Cieni. gdy swego gościa zaprowadził najpierw do Ezry i pouczył. Zatem sprawiam mu przyjemność.w” . Znam też różne praktyczne przypowieści . I nie będzie to ani Bóg Ezry. ona wręcz jej nie lubi. nastawiły młodego kapłana przychylnie do nieznajomego. gdy okazało się. Cywilizacja wymaga umiejętności dostosowania się do sytuacji.Jesteś. a tam przywita ich obu ten sam Bóg. chyłkiem.powiedział Jon do Błazna. kim nie jesteś . zbyt prostolinijny jak na czasy. chytrości nowego przyjaciela lub jego osobistego uroku. jeszcze bardziej ich do siebie zbliżył. ba.. gdy zapadł zmrok.. gdyż wedle Ezry . Gdyby zbyt wielu ludzi w Wiosce posiadło sztukę czytania.Nie okłamuję. pisać na pergaminach i papirusie. który dla obu starców mijał coraz szybciej. wtedy gdy chlapią one wokół inkaustem i długo nie mogą pojąć.…ale tylko ja będę decydował. co czyni.a”. pokręcił tylko głową: . Nie zdziwił się. 134 . a nawet malować. myślał Jon.pochwalił się Błazen. iż musi on sobie zaskarbić jego przychylność.ciekawość to pierwszy stopień do piekła. lecz świadomość. zawiódł Błazna do namiotu szamana. lecz nowy przyjaciel. udając kogoś.Zgodnie z przewidywaniami Błazna kapłan Ezra polubił nowego gościa w Wiosce. Wprawdzie niezwykły fach przybysza i brzęcząca dzwoneczkami czapka początkowo niepokoiły Ezrę. iż wyręczy Ezrę w początkach żmudnego nauczania wioskowych dzieci. A sprawianie innym radości to dobry uczynek . czego on nie lubi. Wystarczyło. że . Dowodziło to. Jon wiedział.uśmiechnął się Błazen.zastrzegł.i” . Ezra uśmiechał się zadowolony.. Jonie. . iż Błazen pochwalił się młodemu kapłanowi. Jon głęboko wierzył. nie czując w jego słowach żadnej pułapki. .Umiem czytać. że literki . proponując. że jest tu też kapłan Isak.wbrew temu. Błazen zaoferował też pomoc w wioskowej szkółce. a nawet u najwyższych dostojników w długich sukniach. że pracował przy budowie największej w kraju świątyni i że zna każdy jej zakątek. na które nie powinno się odpowiadać.. gdy ten opowiadał o znajomości z młodym kapłanem. Czas. ani Bezimienny. widząc jego zamyślenie. .. że był on też w służbie u wielmożów z Dalekiego Kraju.a” . nie wymaga od ludzi szczerości za wszelką cenę. “Ona sięgnie nieba…” mówił Błazen. szybko trafiłyby tu niepożądane księgi i różnorakie herezje. czego Ezra uczył ludzi w Wiosce . złączone razem. . Ezra przyjął ofertę pomocy od Błazna. Jona zdumiało to rozumowanie. Cywilizacja. tworzą słowo wiara.

biją głowami o posadzki i czynią nakazane znaki . czeka nas tyle rzeczy strasznych. że tak jak dziś we wszystkich świątyniach świata ludzie klękają. Błazen z Jonem wybiegli z namiotu. kładą się krzyżem. zmuszanie kości i mięśni do ruchu sprawiało im wiele trudności. . ale pozostali nieruchomo. ścięto w pobliżu Kamiennej Drogi. . Szaman spoczywał na swoim łożu.a gdy dwaj młodsi mężczyźni dobiegali już brzegu. Paciorki Isaka przywieziono z Dalekiego Kraju. chodzenie. że pasuję zawsze . czarne perełki przetykane były. . Drobniutkie. za które mi nikt nie płaci. . Ale najdłużej wpatrywali się w jego twarz. kapłan przycupnął obok. Ale paciorki Isaka były stosunkowo nowe. poruszył się też gwałtownie Isak . Nie chciał jednak pytać szamana o pochodzenie kościanych paciorków.po czapkę z brzęczącymi dzwonkami. że tak szybko sprawdza się jego podejrzenie wobec zamysłów przyjaciela. przed setkami lat. od stóp. na małym zydelku. że bez Błaznów życie byłoby smutne? .Czy przypadkiem właśnie życie rozśmieszacza nie jest smutne? . rozmawiając. a Błazen drgnął.spytał Isak. Jon wiedział.Wynika z tego. wielograniastej czapce.Dziwne… Wydaje się. dla odmiany. milcząc i przesuwając w palcach swoje paciorki. które przetykały drewniane w równych odstępach. …nagle ich spokojną rozmowę przerwał gwałtowny. wpatrując się z niepokojem w rwący nurt spiętrzonej wody. Może trudniej w nich o śmiech i dlatego potrzebne jest zajęcie rozśmieszacza? A może. Dlatego moimi najlepszymi żartami są te.Więc to ciebie Jon chce tu pozostawić na swoje miejsce . rozpaczliwy krzyk.zaprzeczył Isak. cały czas przesuwali w palcach drobne paciorki.choć z drewna. że pasujesz raczej do starych niż nowych czasów.Takie jest. każdy na swoim miejscu. Wstawanie. . że zdobiły one szyję każdego plemiennego czarownika i że drewno.Obaj starcy uśmiechnęli się na widok Jona i Błazna. 135 . zdziwił się ich niezamierzonym podobieństwem . Obaj starcy. a szamana . zanim Cywilizacja okrzepnie i podbije wszystkie światy. obdarzone magiczną mocą.Pasuje raczej do nowych niż starych czasów .i przeznaczeniem i uprzytomnił sobie.szepnął wreszcie szaman.Ale wymyślono mnie w nowych czasach.tak niegdyś. srebrnymi kuleczkami. . odzianych w obcisłe nogawice i fantazyjne czerwone buty . Wzrok czarownika jeszcze raz powędrował ku brzęczącej dzwoneczkami. Jon. także szaman zdołał zwlec się z łoża i wyszedł przed namiot. gdyż uśmiechnęli się do nieznajomego z sympatią. z którego je zrobiono. liczyły setki lat. a każdy krok okupywali bólem zmęczonych członków. Obaj.uśmiechnął się Błazen. z ogromną ciekawością obejrzeli Błazna. który dobiegł od strony Rzeki. czynili te same gesty wobec starych bóstw. Oględziny chyba wypadły pomyślnie. widząc sznury paciorków w dłoniach starców.

Jon nie wiedział. spoglądając ukradkiem na starego szamana. milcząc. . a potem zsunął się po gałęzi i zawisł. z dzieckiem w objęciach. Chciał skoczyć do wody za malcem. walczył teraz z prądem. że śni. jakby odbite w pękniętym zwierciadle. czy usłyszał zew? Ja czy szaman? I czy w ogóle powinniśmy pytać? Po co przywiodłem go z Miasta do naszej Wioski? Aby wydać Drodze…? .Bród jest poniżej! . na znak. gdy tonęła Gaja.Tabu… . w dół Rzeki. Ale Błazen już wychodził z chłopcem na drugi brzeg. Jego przyjaciel uczynił to. który go znosił… …i jak zwykle w tym nieszczęsnym miejscu znosi go wprost na drugi brzeg pomyślał niespokojnie Jon i poczuł chłodny dotyk lęku wzdłuż kręgosłupa. Plemię zaś wciąż stało w wielomównym milczeniu. lecz widząc ludzi z Plemienia. rozczarowany Jonem. nieświadom swego przestępstwa (jak wtedy Jon…). szuka jego następcy? Wydawało mu się. iż przeżywa po raz wtóry to samo. więc przepłynięcie rwącej wody zajęło mu mniej czasu. tak samo jak wówczas. szybkimi ruchami ramion i nóg.Pierwszy śnieg i poprzedzające go ulewne deszcze podniosły wysoko poziom Rzeki i gwałtownie przyśpieszyły jej bieg. żeby przekrzyczeć huczącą Rzekę i groźne milczenie Plemienia.Tabu! . . Zatrzymały go wspomnienia z dzieciństwa. chcąc zarzucić na głębinę swą wędkę. Był o wiele starszy i silniejszy niż kilkunastoletni Jon wówczas. Pośrodku nurtu unosiła się jasna główka synka sąsiadów Jona. Chłopiec. Kto go spyta. . Jon spojrzał na starca: w postaci czarownika czaiły się ulga i lęk przemieszane z żalem. na co czekają i bał się. stał nadal jak sparaliżowany. Bał się tak jak wtedy przed laty.myślał zrozpaczony Jon. On nie musiał czekać na powrót 136 .Czy Bezimienny. Nagle śmignęło przed nim mocne ciało Błazna. przed laty. pokonując jej nurt równymi. patrząc z ulgą i niepokojem.Jon usłyszał za sobą słaby głos szamana i miał wrażenie. Stał teraz na terytorium Bezimiennego. jak się okazało. Dziś Plemię także czekało. wspiął się na drzewo nad wodą. Plemię czekało. pełen radości z uratowania dziecka (jak dwunastoletni Jon…). a ktoś odtwarza na nowo przygodę z dzieciństwa. wciąż uczepiony spróchniałego konaru.zawołał wreszcie Jon. Przecież tak rozpoczęła się jego Droga.krzyknął z całych sił. . że zrozumiał i maszeruje teraz. jak stoją nieruchomi. na co przed laty zdobył się mały Jon: wskoczył do Rzeki i płynął. gdy w milczeniu Plemienia tkwiła zapowiedź jakiejś tajemniczej groźby. Nieruchomi ludzie wyglądali jak gliniane figurki. Gałąź nie wytrzymała ciężaru i malec. jak jego przyjaciel macha z oddali dłonią.

stał jak przykuty. młodzi i starzy. jakiego dokonali wyboru i groził piekielnym ogniem za “powrót do bałwanów”. która musiała nastąpić. kilkunastoletni wyrostek. spośród drzew. że malec żyje? . . milczących sylwetek ludzi zwolnił kroku i patrzył na nich pytająco. że Isak nie chciał niepokoić Plemienia swą zażyłością z szamanem i stał na brzegu Rzeki kawałek dalej.Co się stało? Nie cieszycie się. wesoły. Przyjmując nowego Boga. Błazen. gdy on. 137 . Czarownik. Na widok nieruchomych. wciąż milcząc. I choć określenie “bałwany”. zziębnięty. jakby szukając w nim śladów przemiany. nie tylko u ludzi z Puszczy. ze swymi paciorkami w ręce . nie popierają związków starego z nowym. czekając na rozstrzygnięcie. …a teraz ludzie z Plemienia stali wszyscy razem. otoczyli kołem bohatera i przyjaźnie klepali go po ramionach.i przesuwał je powoli w zesztywniałych palcach. że wybór. co powie stary czarownik. że od tego momentu wszystko potoczy się inaczej niż przed laty. który przypominał. Oznaczałaby. czekając niecierpliwie. zawsze bolało ich do żywego. Wreszcie Błazen wyłonił się zza zakrętu. obrażało pamięć praojców. …i nagle Plemię zaczęło wychwalać bohaterski czyn przybysza. że ludzie z Wioski. dłoni. huśtając dziecko w ramionach. którego dokonali. pokręcił przecząco głową i wszedł do namiotu. jego mokrych włosów. dając hałaśliwy wyraz radości. co niezrozumiałe. zaczął dotykać Błazna. ludzie pragnęli iść naprzód.Czekałem na okrzyk radości. jakby malec był zarażony trądem. na śmiech i oklaski… Plemię milcząco patrzyło na szamana. A Plemię nie lubiło wątpliwości. Potrzebny im był Ezra. czekając na powrót Błazna z dzieckiem. zawsze wzbudzało lęk. Jon podbiegł i narzucił koc na jego ramiona. wyszedł z Puszczy z uratowaną dziewczynką. znał odpowiedź. wyczuwając napięcie tłumu i odgadując. Czarownik z kolei wpatrywał się w mężczyznę. Potem. Szedł uśmiechnięty. twarzy. Jon wiedział.Błazna. oddając po drodze dziecko w ręce jakiegoś mężczyzny. kto jest tu najważniejszą osobą . że dziecko żyje. Z ulgą dostrzegł. Mężczyźni. naznaczony jest wątpliwościami. czapki. choć powinien trzymać się z dala. koralik za koralikiem. z natury łagodni i przyjaźni. na której żyli. Także Isak. Wciąż stał koło namiotu. milcząc. To. nie oglądając się do tyłu. dowcipkując swoim zwyczajem: . Jon zaś pomyślał. Mężczyzna objął chłopczyka ostrożnie.zdziwił się Błazen. a nawet ziemię. Błazen dodał. porzucając wiarę w stare bóstwa. ramię przy ramieniu.podszedł do szamana. to jednak zażyłość kapłana z czarownikiem byłaby dla nich jeszcze bardziej obraźliwa.

kruchość jego ciała. Nie ma pojęcia.Ariel? Ariel… . .Imię… Imię… Imię… Trzy obłoczki jego oddechu natychmiast przemieniły się w parę na mroźnym powietrzu. Plemię się tego domyśla . Nagle czarownik zatrzymał się i trzykrotnie wyszeptał z naciskiem: . Podpierając starca. a równocześnie oglądał przez ramię tę scenę. którą w zamian przywdziałeś. Jon pomagał szamanowi wejść z powrotem do namiotu. A teraz posłuchaj… ON jest tak zmęczony i chory. . jest nakryciem głowy znamionującym prawdziwego mężczyznę. .rzekł wreszcie ze szczerym zdumieniem w głosie. 138 .. Pomógł mu się położyć i starannie otulił futrami. melodyjne imię. a jeśli nim nie jesteś. złączyły w niewielką chmurkę i Jon ujrzał. gdy mały obłok rozbił się o ramię najbliżej stojącego mężczyzny i zniknął.zapytał Jon. mimo grubego koca. Twój przyjaciel niczego nie usłyszał.Szkoda. brzmi jak śpiew przelotnego ptaka.wyszeptał szaman ni to z żalem. Jona dobiegły słowa ofiarodawcy lisiej czapki: . Jej niedawny właściciel wziął lisią czapę z rąk mężczyzny i nałożył ją sobie z fantazją na bakier. Gai się spodoba. martwy przedmiot. .Mam na imię Ariel… dodał oszołomiony. to imię niesie kłopoty całkiem innej natury. Błazeńska czapka opadła na wilgotny śnieg jak bezużyteczny. jakby Błazen namyślał się lub wydobywał z pamięci dawno zapomniane słowo.Czapka jest mokra… i tak już nie dzwoni… . że twój przyjaciel nie przyjął nowego imienia. niczego nie poczuł. że jego stopy dotknęły świętego brzegu. czuł. Czarownik przymknął oczy i zdawał się nasłuchiwać.Ariel? Co cię w nim niepokoi? . jak chmurka. .Ariel . ściągnął z głowy ów dziwaczny symbol swego zajęcia i rzucił na ziemię. nie namyślając się długo. Niemal w tej samej chwili. że udało mu się wydobyć z pamięci prawdziwe imię. Szkoda. że ludzie w ogóle nie słyszą już Jego głosu. . Skoro tak. Lisia kita spłynęła mu na ucho. Plemię znowu wydało okrzyk radości. . płynąc w powietrzu ku ludziom z Wioski. które nadaliby mu kapłani. skręca wolno. czuję to właśnie w jego brzmieniu. nie jesteś już Błaznem. mimo braku wiatru. a potem młody mężczyzna odsunął skórzaną zasłonę i zaprowadził starca do łoża.To ładne. ni z ulgą i przymknął oczy. twoje dzwoneczki umilkły. to musisz mieć imię… Zapadła chwila ciszy.No. Szaman i Jon znieruchomieli na moment u wejścia do namiotu. czapka zaś.Jonie.stwierdził nagle jeden z mężczyzn i dał mu własną czapkę przyozdobioną lisią kitą. Błazen.powtórzył szaman z niepokojem.

a twarda stopa tej Wielkiej Pani depcze na śmierć także ludzi. Wiedział. że minęły całe wieki od tamtego dnia. lecz rozbawiło je i przyniosło ulgę. nie trzeba okadzać go dymem .pomyślał Jon. iż ludzie w Wiosce nie potrzebują starego czarownika. . lecz Ariel wstrzymał jego dłoń. bywają zmieszane z krwią i cierpieniem. gdy Cywilizacja była daleko. gdzie prawda będzie zmieszana z kłamstwem. gdyż nikt nie wycinał drzew na budowę miast i świątyń. zatęsknił za czasem. Ale pojmował też nieuchronność Cywilizacji. że Błazen przepłynął Rzekę tam i z powrotem.czarownik uśmiechnął się w odpowiedzi ze smutkiem. nim zatęsknią lub zapragną powrócić do swych korzeni choćby po to. Patrząc na drzemiącego znów starca.zaśmiał się wesoło. a jego porzucona błazeńska czapka z dzwoneczkami leżała na ziemi. Będą musiały minąć długie wieki. że za tymi słowami kryje się coś ważnego. a Plemię zawtórowało mu radośnie. gdy posłyszał zew. Nie tylko z powodu choroby i wieku. stąpających Kamiennymi Drogami z czterech stron świata. Wiedział też. dowodziło. że jego czas się dopełnił. gdyż nikt już nie będzie pamiętać. pomyślał.pomyślał gorzko. To. że ktoś złamał Tabu i mimo wszystko powrócił nie zmieniony.uśmiechnął się smętnie Jon.. I nagle zatęsknił za pradawną Wioską otoczoną nieprzebytą Puszczą. też jej nie znamy. 139 .Tobie to nie pomogło. że dotknął drugiego brzegu i wrócił taki sam. I że przybyło mu nie kilkanaście. że Plemię przed chwilą odkryło nie tylko to. Licząc ilością lat. I zepsułoby mu dzień. w którym na nowo się narodził. za mnogością pielgrzymów. Opuścił namiot czarownika. Jon podszedł i schylił się. Szydercze nakrycie głowy na brzegu dotychczas uważanym za święty dziś już nie niepokoiło Plemienia. ale jemu wydawało się. Jon nie zrozumiał ostatniej myśli szamana. że to dzięki jej pochodowi przez bezkresne stepy. Sam podniósł dziwaczny symbol swego dotychczasowego życia. ale kilkaset lat. chcąc ją podnieść. pola i nieprzebyte puszcze coraz rzadziej mówi się o tym miejscu na ziemi jako o Dzikim Kraju. Ariel stał nad brzegiem Rzeki otoczony kręgiem nowych przyjaciół. że ślady.Nie. wziął potężny zamach mocnym ramieniem i przerzucił czapkę na drugi brzeg Rzeki. . żyjąc tu. Zrozumiał strach i rozpacz Bezimiennego.Chciałem wrzucić ją do wody…! . jak wyglądała przeszłość . Gdyby Ezra dziś lub jutro nakazał wygnać go z Wioski do Puszczy. A zresztą… My sami. gdzie czekałaby go okrutna śmierć. jak wyglądała. by przypomnieć sobie. Ludzie poczuli się nagle wolni od Tabu. jemu by tylko zaszkodziło. jakie wyciska na ziemi maszerująca coraz dalej Cywilizacja. być może znaleźliby się chętni do wykonania tego polecenia . choć instynktownie wyczuł. .Nie będziesz go zatem okadzał dymem . wspominając znów swoją przygodę. była tak nieodległa. Może ktoś napisze wówczas grubą księgę o swych korzeniach.

A gdyby nawet ktoś je przechowywał. Narodziłem się na nowo. Miało to swoje zalety: budowało wysoką pozycję kapłanów. a po chwili do izby wkroczył stary Isak. 140 . jak one wyglądały. . Jesteś cały mokry. Umarła. strzyg w lesie czy bożąt w zagonie rzepy . gdy w suchych ubraniach zasiedli do stołu. a nie na odwrót. całkiem sporą i nic o tym nie wiedziałem. Za oknami było zimno.Idziemy. wsparty na lasce.przyznał dawny Błazen. Całe wieki. Arielu . .Potem przez długie lata wołano na mnie . gdy byłem dzieckiem. nawet z najdrobniejszą sprawą. że minęły wieki od dnia. że zapomniałem swojego imienia.. kto i po co ich woła. Wierzysz mi? Jon skinął głową. aby przyłapać ich na oddawaniu czci bałwanom. gdy pewnego wieczoru do domu Jona ktoś cicho zapukał. Jonie? Ostatnia ludzka istota. szaman ma rację. była moją matką. . że to kapłanów należy odwiedzać. Ruszyli do domu. przyjmując z wdzięcznością z rąk Gai miskę z gorącą zupą.Ezrę zaniepokoiło twoje imię. która je wypowiadała. Nawet podejrzliwy Ezra nie wątpił po publicznym biczowaniu starej Jagi. Ta wizyta nie zapowiadała niczego dobrego.. I nagle dziś odzyskałem ją. Tak. hulał lodowaty północny wiatr i wielkimi płatami sypał śnieg.Musisz się przebrać. Jestem szczęśliwy.Czy uwierzysz. Kochałem ją. odprowadzani przyjaznymi okrzykami Plemienia.powiedział Jon. Jemu przecież też wydawało się. zamarłem .Błaźnie”. Arielu . na to słowo szedłem jak pies. wzbudzając zdumienie gospodarza i jego żony. że urodziłeś się na nowo .rzekł Isak drżącym głosem. że nikt z Plemienia nie ma ochoty kryć przed kapłanami żadnych glinianych posążków.Gdy spytali mnie o imię. inni by go wydali. gdy ludzie w długich sukniach wpadali znienacka do chat ludzi z Wioski. słysząc głos wijów nad wodą. który czeka. dawno minęły. . Najmłodsi zresztą nie pamiętali już. …zatem niespodziewane wejście Isaka wszyscy przyjęli ze zdziwieniem i lękiem.najpewniej wcale nie wiedzieliby. Było to tak dawno temu. .powiedział pytająco Jon.Szaman mówi. że dostanie kość. Ezra utrwalił obyczaj. Razem z imieniem straciłem jakąś część siebie. . gdy usłyszał zew z Puszczy. Ludzie w długich sukniach żądali. by to do nich przychodzono. Powtórne narodziny Ariela nie przeszły bez echa w świątyni. a czasem ochłap mięsa. Minęło kilka dni. a Gaja podała im miski z gorącą zupą. a tym samym nowego Boga. Jonie. Czasy.

Ezra mówi. gdyż imię określa przyszłe życie człowieka. że jako Ariel urodziłem się do cierpienia. powiedz nam szczerze. ale urodziłem się właśnie tu. gdyż nie wystarczy. też była obca dla naszych pradziadów. Tu przyszedłem na świat. kąciki ust bezwiednie mu opadły i wydał się starszy niż dotąd.ciągnął ze smutkiem Isak. w kraju Jona i Gai. Do świątyni przybyli kiedyś goście z Dalekiego Kraju i oni też byli obcy! Nie urodzili się tutaj i z trudem mówili naszą mową! Czego zatem chce Ezra? Ariel milczał. Tu ich przyjęto. Arielu. skąpo i z goryczą.Wedle Ezry imię Ariela brzmi obco. Zmarszczył brwi.zezłościł się Jon. . gdy wypędzano nas z kolejnych miejsc. że jego imię brzmi obco? I czemu w tym. wędrownych ptaków. ironicznie. Po słowach Ezry już wiem. To moi rodzice przywędrowali z daleka.przelotnie pomyślał Jon. jakby zawstydzony swymi słowami. suchych i niebezpiecznych. gdzie się urodziłeś. Wreszcie powiedział: . gdzie wciąż toczyły się jakieś wojny. wieszcząc.Co złego znajdujesz w imieniu Ariel? . gdzie byś się narodził. Wielu naszych braci będzie sądzić podobnie. z krajów gorących.zawołał Isak. To były łzy mojej matki. jaki mają zapach i smak. narodziwszy się po raz wtóry. . czy to prawda. To dobrze. miałoby być coś złego? . gdy mówiono.Wiara. a on tego nawet nie poczuł. dotknę ich szorstkiej powierzchni. On w gruncie rzeczy nie pyta o to. Stary czarownik miał rację. I jestem z tej ziemi.Niech cię Bóg przed tym chroni! . Isaku. Bardzo obco.Brzmi tak pięknie i melodyjnie jak muzyka piszczałek i bębnów lub śpiew przelotnych. iż jesteśmy obcy i nigdzie nie mogliśmy znaleźć bezpiecznego domu… 141 . którą tu przynieśliście i uznaliśmy ją za swoją. . że Ariel mógłby przybyć z innej ziemi.zdziwiła się Gaja. że prawdziwe imię Błazna niesie kłopoty . oziębiła jego serce. czyby nie nadać tego miana naszemu synowi. nie z obcej. że obojętne. Nawet myślałam. czy przybyłeś tu z innego kraju? . gdyż Jon nie chce. jesteś obcy.Przybyła Królowa Śniegu. Podobno świadczy o tym twoje imię . Smak łez. zapomniałem. Nie narażaj swego syna na złą dolę.Zdziwisz się. pamiętać tylko swoje imię. Pyta. że wierzysz w innego Boga. . . że mają one słony smak. Isaku. przypomnę sobie. Teraz je odgrzebię. a w żadnym nie życzono sobie ich obecności. Ezra mi to przypomniał. przysłuchując się tej wymianie zdań. Musi się jeszcze sięgnąć do korzeni. Nim tu osiedli.Co to znaczy. tułali się po różnych krajach i miastach. jak Błazen. Ariel uśmiechnął się nagle po dawnemu. żeby nosił imię ojca… . Gaju. Musnęła brzegiem płaszcza Ezrę.Będąc Błaznem. szukając potwierdzenia. a nie odpowiedzi. .

Ale dziś urodziłem się na nowo. . I to wcale nie będzie tak złe. więc go nie winię . Ja. Gaja położyła dłoń na jego smagłej ręce. Wiem o tym.Być może są bezpieczne na krótko.szepnął wreszcie Isak. choć nie wiem skąd i wolałbym go więcej nie oglądać. a sami opuścicie to miejsce. oddalonym od świata. patrzyli na siebie.Dlatego włożyłeś strój Błazna . Kiedyś w tym dzikim i pięknym kraju ludzie w długich sukniach szukali tylko chętnych. Dziś szukają heretyków. a w tej ciszy słyszeli. pokiwał głową i opuścił ich dom. Wam tego nie radzę. a potem przeszła do wspólnej z Jonem izby. czy nie nadejdzie czas.dodała Gaja. którzy by pokochali Boga Dobroci. . Gdy Gaja przygotowała posłanie dla Ariela w jego izdebce. Gdy w porę powędrujesz dalej.szepnął Jon. bezpiecznym. nie usłyszysz krzyku torturowanych ludzi. . Powietrze jest lżejsze i czystsze. . Jon przykrył ich dłonie swoją. jakie powieją. jak śnieg wielkimi. Wiecznie się tułać.Ezra nic ci nie zrobi. przenosząc się tam.Zasłoniłeś się śmiechem. lecz z przekonaniem Jon. jak wiesz.rzekł Ariel. Chciałbym na zawsze zostać tu. zmarszczoną dłoń. Gaja pozna wielki świat. w Puszczy. on mi to tylko przypomniał. Muszą być . Ale to zależy od wiatrów.. Będziecie zatem wędrować.Nie ma takich miejsc.Tak. Tę Puszczę 142 . Na razie nic. Arielu. a zachody słońca za każdym razem inne. Ezra tego nie wymyślił. Bałem się wygnania. wciąż zmieniając miejsca pobytu. . Tu powrócę u kresu swojej Drogi. Uśmiechnął się słabo. Bałem się wrogów moich rodziców. bo śmiech rozbraja wrogów .Schroniłeś się w nim przed odrzuceniem. ten świat znam. mokrymi płatami otula dach nad ich głową. Także Ezry . Zapomniałem o tym. I tu zostanę. Gdy przemierzasz świat. Skąd mam wiedzieć. . Być może wszystko będzie dobrze. jak sądzisz. jej mąż nachylił się ku przyjacielowi i szepnął: . a trawa bardziej zielona. I jako nowo narodzony nie boję się niczego ani nikogo. ludzie wydają się lepsi. gdzie będzie bezpiecznie dla was obojga. gdy zaczną szukać Arielów? . rodząc się po raz wtóry. I wiecznej tułaczki. unikniesz wojen.Pewnego dnia… sam będziesz wiedział kiedy. Wędrując razem z tobą.szepnął Ariel. Przynajmniej dla mnie. Ta Wioska niedługo przestanie być miejscem zagubionym w Puszczy. . Milcząc.Są bezpieczne miejsca. śpiew ptaków bardziej melodyjny. a one bywają zmienne. którzy byliby także moimi wrogami. otrzymasz znak… otóż pewnego dnia powierzycie mego syna kapłanowi imieniem Ezra.powiedział cicho. a jest go tak bardzo ciekawa. ale są. Stary Isak uśmiechnął się nagle drżącymi wargami i położył na wierzchu swą suchą.

świeże ryby od rybaków. Masz rację. .wkrótce wytną. pora spać! Dla Ariela to także był ciężki dzień. czego potrzebowali na co dzień i od święta mieszkańcy Wsi. jakim przemawiał do wielmożów. które przyniesie korzyści zarówno Plemieniu. lecz równocześnie przypominał słowa. Wioska przybliży się do świata. 143 . wytykających mu obcość. . Ariel zaś zaczął gromadzić w niej to. by można je było powierzyć obcym. Sam zresztą sprzedawałem żarty. Nazajutrz Ezra. . zaofiarował się nauczyć go.Wygoda . albo odwrotnie: świat zbliży się do niej i ją pochłonie.uśmiechnął się Jon. Krnąbrny.Wypocząć… . . migdałów.powiedział młody kapłan. spotkawszy Ariela w Wiosce. bezwiednie utożsamiając Cywilizację wyłącznie z wygodą. .zawołała Gaja z drugiej izby. lecz przyjaciel sam znalazł sobie zatrudnienie. gdy ujrzał ten pierwszy w Puszczy kram z towarami. jak i mnie .Ja muszę myśleć. Na razie przywołałem tylko słony smak łez. zdobne paciorki i wstążki dla dziewcząt. manny… Opowiem ci kiedyś o nich.uśmiechnął się Ariel. rodzynków. przywoził z Miasta sól i kaszę. żelazne garnki. .Moi przodkowie mieli talent do handlu. Brzydził go.przyrzekł Ariel kornym głosem.skomentowało Plemię. Z głębokich mroków swej pamięci wydobył dawno zapomniany ton głosu swego ojca. Muszę wydobyć z niepamięci wszystko. nie lubiłem rozdawać ich darmo. ale przecież były tam też słodkie zapachy. dziwnie brzmiący w jego uszach wiernopoddańczy ton.Cywilizacja . Może wieczna wędrówka to dobry sposób na ich szukanie. Wkrótce przy jednej z wioskowych dróg stanęła drewniana buda.oświadczył. miód od bartników. Kupował barwiony len i utkaną wełnę od kobiet z Wioski. futra od myśliwych. .Nie będziesz miał ze mną żadnych kłopotów . o których zapomniałem. a ostre noże dla mężczyzn.dokończył półgłosem i zamknął drzwi swojej izdebki. szyderczy śmiech Błazna Ariel zmienił na nowy. Mam pomysł na zajęcie. bo zapewne nigdy ich nie widziałeś i nie zaznałeś takiej słodyczy. . być może wezmą cię za przyjaciela…” Jon. .Nauczanie maluczkich to zajęcie zbyt odpowiedzialne. musi wypocząć! . chcąc znaleźć Arielowi nowe zajęcie.Jonie. jak się poluje w Puszczy i jak wyprawia się skóry dzikich zwierząt. gliniane naczynia. co dotyczy mojej rodziny. spojrzał na niego chłodno i podziękował za pomoc w nauczaniu dzieci. Jonie. przybyszu . świat nie ze wszystkim jest zły .Znajdź sobie inne zajęcie. jakimi ojciec pouczał matkę: “Między wrogami mów szeptem. sięgnąć do moich korzeni.

. że Jonowi wydało się. gdzie kapie od złota.Ktoś umiera. lecz że nie miał kto go podtrzymywać. . że Bóg Dobroci wolałby za ołtarz polny kamień. czy jeszcze żyje.zastanawiał się głośno Jon. dla którego Jon opóźnia ruszenie w ostatnią Drogę. Przestali się bać. .Chytrość . niż gdzie mech otula polne kamienie . iż pod dotknięciem rozsypałaby się w pył. Ogień rozpalali mu Jon na zmianę z Arielem.Nie jest winą Boga ani jego kapłanów. Jego pergaminowa twarz sprawiała wrażenie tak drobnej i kruchej. . który bez oporu przyjął ów cenny prezent i przystroił ołtarz w świątyni. Isak spojrzał mu w oczy i młody człowiek pojął.odparł szaman. ktoś się rodzi. a wdzięczność ma najkrótszą pamięć ze wszystkich ludzkich uczuć . nie sprawdziwszy.Myślałem.spytał z nadzieją Jon. niż taki wystrojony stół . a tym razem zwlekam ponad miarę . przykryty futrami. .odparł pytaniem na pytanie stary czarownik.Czy naprawdę muszę wyruszać? Czy jest to jeszcze potrzebne? . że starzec wie.wyznał kapłanowi. więc szybko wygasał.powiedział mu Isak. zwłaszcza że śnieg zasypał wszystkie ścieżki i Jon brnął nad Rzekę poprzez wielkie zaspy. przypomniał Jonowi. że wierni wolą widzieć siłę i moc tam. gdy pewnego dnia Ariel przywiózł z Miasta belę pięknej koronki i ofiarował ją młodemu kapłanowi.Nigdzie się już nie wybierasz? . Nikt z Plemienia nie odgarnął tej zimy śniegu od namiotu starca.szepnął Jon z bólem.Można porzucić konającego i odejść. 144 . choć jeszcze zeszłego roku ludzie chętnie go odwiedzali.. Jon udał się zatem do szamana. nie szaman. gdy odwiedził świątynię. spotykając Jona w świątynnym ogrodzie. czy już umarł? . To właśnie stary kapłan. . że pora mu ruszać.Mój syn powinien narodzić się za kilka dni . Ale dłużej nie można było zwlekać. . w którym wciąż szeleściło ziele serdecznika niepospolitego. ciesz się . która co dzień nosiła szamanowi gorący posiłek. . jak zwierzęce i ludzkie czaszki leżące u zbiegu Kamiennych Dróg.Zawsze z tym zwlekałem.spytał niespokojnie pewnego dnia. Jon odruchowo dotknął malutkiego skórzanego woreczka na swojej szyi. Starzec leżał w łożu. Czarownik nie opuszczał już namiotu. Na śniegu zauważył tylko ślady drobnych stóp Gai. Czepiał się nawet nikłej szansy. choć z drugiego brzegu Rzeki nikt już nie wołał w mroźne noce. że zna powód.pomyślał Jon.pomyślał nie bez racji Ezra.

w które do utraty tchu uderzali mężczyźni z Plemienia w najdłuższą noc roku dla przebłagania starych bogów. a przede wszystkim wiecznie młody. słuchając cichnących kroków Jona. że chwała leży czasem kamieniem na piersi. dlaczego Jon ściągnął go tu z Miasta. Jonie . Lecz rytuał ten także został już zarzucony przez mieszkańców Wioski. Jon wiedział.a w ich pamięci pozostanie on mocniejszy. że za jego plecami.była lodowato zimna.zaczął szaman po boleśnie długim namyśle. Bała się ich. powód do chwały. a na twarzy poczuł gorący oddech Pustyni. jakie na niego spadły. obojętny księżyc. a przywilej jest jak korona cierniowa zamiast laurowego liścia. nie do rozpaczy. I Jon pojął. bardziej wrażliwy. że właśnie płacz będzie ostatnim dźwiękiem. Jon już dawno opuścił dom.przypomniał sobie swoją przedostatnią Drogę i choć wokół było mroźno i biało od śniegu. W swojej izdebce leżał Ariel.w raptownym błysku pamięci .powiedział Jon. Gdy podjął decyzję. Jon mimo to zabierał w Drogę ciepło jej ciała i pośpieszny rytm serca swojego syna.Chciałem go zobaczyć choćby przez chwilę lub przynajmniej usłyszeć pierwszy krzyk . coraz szybsze bicie plemiennych bębnów. że jest go tak wiele i że brzemię żalu może być tak ciężkie. jedwabistą skórą brzucha żony. ujrzał przed oczami jaskrawozielone palmy. Ariel wiedział też. lecz Ariel wciąż słyszał jego kroki. marzył Ariel. To chyba naturalna kolej rzeczy . Arielowi zaś wypadną włosy i zęby. zamiast cieszyć.gdy do niej wchodził . . A zatem ciesz się. Nawet nie zdawał sobie sprawy. Jon wszystko przewidział. choć teraz zrozpaczoną kobietą. ze zdumieniem słysząc w swoim głosie rozpaczliwy żal. gdzie widział rozsłonecznione dalekie kraje i coraz to nowe miejsca. l Jon zrozumiał. jaki usłyszy. w kompletnych ciemnościach czuwa Gaja.pomyślał. powód tego płaczu . obejmując dłońmi swój wypukły brzuch i nasłuchując do ostatniej chwili skrzypiących po zlodowaciałym śniegu kroków oddalającego się męża. wyczuwalny pod naciągniętą. że narodziny syna i nie chciana. Gaja nie chciała pożegnań. Usłyszysz głos swego nowo narodzonego syna. Będzie młody nawet wówczas. Ariel już wiedział. lecz nieuchronna Droga to dwa wyróżnienia. Oby starość dopadła ich w ciepłym i bezpiecznym kraju. Na niebie lśnił chłodny. Wyczuli. w którym rozkwitnie ich pamięć. otwartymi oczami wpatrując się w ciemne. Woda w Rzece . Nie żegnali się w jakiś szczególny sposób. Poza powtórnymi narodzinami niegdysiejszego Błazna. I nagle przypomniał sobie swój płacz koło ogromnej Świątyni Świątyń. 145 . że w tej wiecznej tułaczce oboje z Gają wciąż będą przywoływać Jona . Ten rytm przypomniał mu nagle szybkie..powtórzył starzec z naciskiem. drewniane belki sufitu. rozumniejszy.i wiedział już. Dopilnuję tego. nagle . gdy Gaja posiwieje.Obiecuję ci tylko jedno … . że nie trzeba już błagać umarłych i umierających. które odwiedzać będą razem z tą piękną.

bo to była konieczność. pogodził się ze swoją śmiercią. Jego krew też przypominała żywicę. lecz pradawną. Bezimienny już nie dyktował warunków. którą zwyciężała Cywilizacja. stawiając czoło śmierci i oglądając do końca światy.wymamrotał Jon. młody dąb wychyli jasny. słabo się uśmiechnął. nawet jeśli Cywilizacja okaże się być mniej piękna. stwierdził. . (Szaman obudził się w namiocie. że wiosną w tych szparach zazieleni się trawa. Nie tą kaleką Puszczą. Większość Bogów wstydzi się płci. jakby Królowa Śniegu osobiście zadbała o to.pomyślał Jon. co zostało z tych potężnych niegdyś.GRBDGHWGWZ . Wybacz mi.GRDBGHWGWZ . wspinając się po wyszczerbieniach posągu. który zabrzmiał na tyle groźnie. królującą na potężnych obszarach Ziemi. że to złudzenie. a potem wyszeptał: Masz rację. nie dopuszczającą zwiastunów Cywilizacji. do którego pragnie się udać.Puszysta. a echo poniosło ten dźwięk w Puszczę. czy tylko tak mu się zdawało).Wybacz… . niż opisują w księgach… . Tego potrzebowali ludzie. że tym razem może spojrzeć we wszystkie światy. aby Jon w swej ostatniej wędrówce miał łatwy dostęp do Boga. była lepka i pachniała Puszczą. Dawna lśniąca gładź bezpowrotnie przepadła i było pewne. Wśród oślepiającej jasności śnieżnego puchu Droga jawiła się jak wymieciona i Jon w świetle księżyca doskonale widział jej szczerby. Ran przybyło. chłodna biel pokrywała Puszczę prócz Kamiennej Drogi. zakwitną pierwsze kwiaty. że jej nie posiada . Bez zdziwienia dostrzegł. lecz pragnął umierać. gładko obrobionych głazów. .teraz spoglądał w cztery strony świata wszystkimi parami szeroko otwartych. Mroczny. Za to Bezimienny . Wyszczerbiony kamień nadal krwawił. że kiedykolwiek biegł tędy uczęszczany trakt. a raczej na szczątkach tego. w które patrzy Światowid i wybrać ten. który zawsze wyraźnie prezentował swą płeć. bo oczami wyobraźni wciąż spogląda w 146 . w parę zaś lat później nikt nawet nie będzie pamiętał. jak przystało na Boga. monstrualny posąg pośród otaczającej go bieli wydawał się większy niż ostatnio. Jon stał na ramionach posągu. pęknięcia. więc nikt nie dowiedział się. świeży czubek. czy stary czarownik zrozumiał przed śmiercią mowę starego Boga.ale nikt jego słów nie usłyszał. które w świetle księżyca lśniły jak krople żywicy. W zagłębieniach pod oczami posągu błyszczała woda niczym łzy. Bezimienny umierał z otwartymi oczami. Światowidzie… . iż stary Bóg wytęża resztki swych słabnących sił (tak jak trafiony strzałą jeleń przed ostatecznym upadkiem). Może jednak Światowid całkiem nie po męsku płacze? Płacze. dziury. które opuszczał.odpowiedział Bezimienny dudniącym głosem. udaje. Dopiero gdy Jon się do Niego zbliżył. że Jon pojął. nieodgadnionych w wyrazie oczu.wcześniej zakrywający spojrzenie wpółprzymkniętymi powiekami .powtórzył Bezimienny.

innym razem nienawiści).Dlaczego to. ona będzie wciąż potrzebna. do którego ze światów ma wrócić i po co. miałoby być lepsze od tego. Szkło rozpryskuje się na podłodze lekarskiej dyżurki. zimnej bieli: . choć nigdy takim nie chciał być. że Światowid jej potrzebuje. Czasach. Już sprzątam… Pan doktor ma jeszcze jakieś operacje.Nie był okrutny. Tak. na własną rękę i Jon musi go powstrzymać. że skończył się Jego czas. To ludzie deprawują Bogów . wypuszczając z ręki szklankę z kawą. już go nie potrzebuje. Więc płacze nie tylko dlatego. bo umiera jako Bóg okrutny. jednoczyli kraje i państwa skłócone do tej pory różnymi imionami swych świętości i torowali drogę Cywilizacji. raz ucząc miłości. choć zapewne znajdzie nowych sojuszników. a czasem z ludzi? Płacze.Przepraszam . Czy o takie zwycięstwo Ci szło? O. których nie rozgrzeje miłość. że to wrzątek. gdyż władcom światów zawsze będą potrzebni ludzie o chłodnych umysłach i sercach. . CYWILIZACJA. . Więc po co zmieniać wiarę w Bogów. a ciemnobrązowy płyn chlapie na posadzkę i na zielone fartuchy obu lekarzy.mówi Jon. oddając Mu cześć i składając ofiary ze zwierząt. A bez niej świat stanąłby w miejscu.Nie wiedziałem. omszałe głazy. gdyż ludzie tego od Niego oczekiwali. We wszystkich światach. . czy ta była ostatnia? .O. .czas. Już wie. czując się odrzucony. jak mi Cię żal… *** . głosząc chwałę jedynego Boga (w tak różny sposób.Wyjdę się przewietrzyć. jak ziele serdecznika niepospolitego szeleści w woreczku na szyi. Królowa Śniegu wkrótce przestanie służyć swemu umierającemu przyjacielowi. . Wszędzie.myśli Jon i zaraz sam sobie odpowiada: . 147 . Był tylko narzędziem i Ten.myśli Jon z bólem. Były jak wielkie. płacze. gdy Kamiennymi Drogami wędrowało do Niego tysiące pielgrzymów. będzie czynić zło na oślep. gdyż bezmyślnego zła jest zbyt wiele. że umiera. Ludzie w długich sukniach.O Jezu…! . Człowieku… . co przyszło. skoro ludzie nie stają się od tego lepsi…? .mówi Jon głośno i równie głośno zastanawia się wśród tej śnieżnej. Niegdysiejsze bóstwa zagradzały jej drogę. lecz zgodził się takim zostać. Ale Chłopiec z soplem lodu zamiast serca nie może się dłużej męczyć. co było? I wtedy i dziś i za setki lat ludzie będą zabijać ludzi. O każdej porze.Zwyciężyłeś z tyloma bóstwami i Bogami.Ostatnia . ale przegrałeś z ludźmi.Cywilizacja. Jon czuje. bo to nie on żądał krwi. to ludzie z Plemienia Jona i z innych Plemion wymyślili.krzyczy gniewnie asystent Jona. uniemożliwiające dostęp do Świata Wiedzy. który go takim uczynił (z bezwiedną pomocą Jona). .mamrocze młody człowiek do Jona. Człowieku. Chłopiec.

Jeszcze pan nie czytał? A ten Chłopiec… Pana dawny pacjent. wracających po zmroku do domu. mimochodem. którzy go widzieli i mogą bez trudu opisać jego chudą. zabijanie kobiet świadczyłoby o nienawiści do matki.Chcę ją przejrzeć . Nie jest przestępcą doskonałym . . .informuje policja. “Gdyby zabijał mężczyzn. trudny do zapomnienia”. Chłopiec zabił już wielu ludzi. 148 .napisał socjolog w gazetowym komentarzu. Asystent sięga po gazetę leżącą na biurku. bo chce pokazać społeczeństwu. Byli też tacy. Chłopiec zabija od niechcenia. Nie. Zabija spokojnych urzędników.gdyż tacy urządzają krwawą jatkę na ulicy. rysował gwoździem karoserię auta. “Zabija. Ofiary dobiera bez celu i motywu. że nie podoba mu się świat. że to on . że za nic ma jego normy. niechlujnie. przypadkowo. tylko przystanek pomiędzy pracą a… A czym? Asystent odwija rolkę papierowych ręczników i usiłuje usunąć skutki swego niedbalstwa.który zabijając. kobiety i mężczyzn. wie pan. Nie jest zwykłym psychopatą .gdyż ci wybierają ofiary według pewnego klucza. Zabija staruszków. wyniszczoną.Zawsze są jacyś świadkowie. lecz Jon wstrzymuje jego rękę. jakby ważne było tylko to. Słodki. Jakby nie miał domu.mówi. . wartości. dzieci i ludzi w sile wieku.Zabija. ich trasa bowiem przypadkiem zbiegła się z drogą Chłopca.Asystent patrzy zdziwiony. ciemny płyn lepi się do jego fartucha i rąk. niewiele wiemy o jego dawnych związkach rodzinnych” . Doktor Jon ma opinię człowieka. Młodociany zabójca nie pasuje do żadnego schematu kryminalnych kronik: nie jest typowym seryjnym zabójcą .. którzy słyszeli jego śmiech . cytując opinię biegłych psychologów. młodzieńczą twarz.Wiem . aby było wiadomo. tak jakby kopał psa. można by go podejrzewać o kompleks ojca.stwierdziła telewizyjna dziennikarka.oznajmiła pani psycholog z komendy policji.ucina sucho Jon. “Zabija tak. przesiąka na wylot przez cienką warstwę papieru. zasady. łamał gałąź rozkwitającego drzewa. w którym żyje i wyraża w ten sposób swój protest” . ma na oku konkretny cel: sprawdzenie swej doskonałości. które po zajęciach w college’u odłączyły się od koleżanek i zboczyły w ustronną alejkę w parku. Niestety. szyderczy. . w supermarkecie lub u kogoś w domu. Zabija beztroskie dziewczęta. bo lubi to robić” .głośny. który rzadko opuszcza szpital. nie ma w tym żadnej prawidłowości i sensu. że zabija. on znowu… .

żeby jeszcze raz przemyć ręce.dziwi się asystent. ale i siebie” . . radio czy telewizja nie przynosiły nowych wieści o Chłopcu: że przedwczoraj znowu zabił. że bierze na siebie zbyt wiele trudnych operacji i na ogół jest przemęczony.O Jezu! . panie doktorze? .o.krzyczy z nienawiścią wobec materii. która stawia mu opór. których jednak nie ma. komu nie jest wesoło” .Co mówię. gdy jestem naprawdę wściekły . która była przypadkowym świadkiem kolejnego mordu.pyta nagle Jon. .. Przecież to normalne. wciąż walcząc ze skutkami upuszczenia szklanki. czasem bez potrzeby. Podchodzi do umywalki.Nie wciąż.powiedziała w telewizji zapytana o zdanie gospodyni domowa.mycie rąk po wielokroć w ciągu dnia. Jon podnosi głowę znad gazety. . niż gdyby mówili . gdy rozbije 149 . zdejmując zielony chirurgiczny fartuch splamiony w paru miejscach kawą.Co? . kopiąc w bok papierowy ręcznik i rozglądając się za jakąś ścierką lub gąbką. Dlaczego? Co mnie obchodzi. które lepi się od rozlanej. że on chce. Jak Piłat.Idę . I czemu męczę tego asystenta głupimi pytaniami o zwykłe potoczne powiedzonko? Moje pytanie zabrzmiało jak wyrzut.dziwi się lekarz. zbyt mocno posłodzonej kawy. głupi nawyk chirurga . którą czyta po raz drugi. . a w paru innych krwią. a dziś dał sobie spokój.Że jak? Nie rozumiem . “Chwilami mam odczucie. dlaczego wciąż powtarza pan “O Jezu”. Prawie nie ma dnia.O Jezu… -jęknął ponownie asystent Jona. kurwa!”. aby go schwytano i położono kres jego działalności. Teraz lepią się też ręce młodego człowieka i przypadkowo dotyka nimi szafki.Dlaczego pan to mówi? .odpowiada pytaniem asystent. jak on przeklina. co robi. więc pewnie jutro… . Doktor Jon słynie z zadawania dziwnych pytań. może dlatego.odpowiada nieszczególnie zdziwiony asystent.O Jezu… . wczoraj widziano go w pobliżu szpitalnego budynku.Pytam. że świadomie zostawia ślady.“Tak śmieje się ktoś. Bo on ma dość nie tylko tego. aby jakaś gazeta.oświadcza Jon. . czeka na świadków. (Skąd przyszedł mi do głowy Piłat? . w której przechowywane są wysterylizowane narzędzia. Brzmi bardziej elegancko. wycierając ze złością biurko.zasugerowała pani pedagog z poradni dla nieletnich. tylko wtedy. że wszyscy ludzie po kilka lub kilkanaście razy na dzień mówią “O Jezu”. gdy ich coś zirytuje lub zdarzy się im coś przykrego! Chyba lepiej. . .

Odruchowo sięga ręką ku szyi i gdy jego dłoń trafia na mały skórzany woreczek.dziwi się Jon.stwierdza sucho Jon. że Chłopiec wie.poprawia go Jon. Właściwie dlaczego go szukam? . czując zarazem nieodparty przymus. potknie się na schodach. zabijanych w coraz to nowych wojnach. jak asystent wściekle wrzeszczy: O Jezu…! . wyznaczy porę spotkania.Przecież policja dała panu ochronę! Chodzi za panem dwóch detektywów w cywilu! Tak. krojonego na szpitalnym stole.…gdy ten Chłopiec . zaraz po studiach. wszystkim jest obojętna. drzwi przytrzasną mu palce lub rzuci go dziewczyna?). prawie od razu spływa na niego spokój.a krew tysięcy ludzi. przez szpitalną kuchnię i obrzydliwe. ta z kardiochirurgu… ona mówi. ostatni raz słyszy. chodzi za nim dwóch detektywów w cywilu i właśnie dlatego Jon musi znowu wymykać się tylnym wyjściem.Musi pan uważać . Szuka go bezskutecznie co dzień. Jon kręci głową. Dziwne ziele. przekradając się przez podwórko.szklankę. choć nikt nie wie o co. zawsze trzęsą się ręce. I właśnie tu Jon idzie szukać Chłopca. także blisko bowiem . a nie Jon. zirytowany. że krew indywidualnego człowieka. by iść dalej. W woreczku.myśli Jon. . Szczury mają tu blisko ze swych siedzib. Ma wrażenie. szeleści zeschłe ziele. że ten Chłopiec chce pana zabić. Szczury przyciąga tu zapach skrwawionych bandaży i resztki ze szpitalnej kuchni. skrytym na piersi. patrzy na niego z jakiegoś mrocznego zaułka i śmieje się bezgłośnie na myśl. Krople krwi przerażają. Chłopiec. hektolitry działają znieczulająco . Gdy zamyka za sobą drzwi lekarskiego gabinetu.raptem dwie ulice dalej . od wielu miesięcy. .zaczyna się dzielnica biedoty. Jon pewnego dnia zdjął z półki encyklopedię 150 . że to jednak on. wie pan. miał do pana jakieś pretensje. . iż on go szuka. Młodym ludziom. że gdy morderca… . zaszczurzone podwórko.A jednak siostra przełożona.Chyba pan wie. Pewnie rozbił następną szklankę. Ciekawe. gdy asystują przy pierwszych w życiu operacjach. że cały czas jest gdzieś w pobliżu.i prawie równocześnie rozlega się charakterystyczne brzęknięcie.…Chłopiec . . ale asystent nie zrażony ciągnie: . .Bzdura . wciąż robi wrażenie .morderca był naszym pacjentem.stwierdza życzliwie asystent.

zastanawia się Jon. tocząca się w samym środku wielkiego. To pierwsza wiadomość dnia. kto mu go zawiesił? W średniowieczu w takich woreczkach przechowywano relikwie. Oglądają go przypadkowi przechodnie. obserwatorzy zaś. choć ofiar jest o wiele mniej niż na wojnie. Więc zapewne jest to wyjątkowo skuteczny talizman. .i nic nie znalazł. Gdzieś pośrodku serwisu informacyjnego spikerka ze znużeniem informuje o strzałach. Na co najmniej stu telewizorach widać ten sam serwis informacyjny. jest dopiero na szóstym miejscu. Co przeceniono? . 151 .woreczek najpewniej kryje jakiś pogański talizman. że Bóg jest po ich stronie. skąd wziął się na jego szyi ów woreczek. choćby na chwilę. będący wyznawcami Chrystusa. Eleganckie domy szybko znikają. Oba plemiona wierzą. Dziś. jak zwykle stoją ludzie. przeszkloną witryną sklepu ze sprzętem audio-wideo. Na ziemi bezpieczniej. Jezdnie zaczynają butwieć od śmieci. matowieją błyszczące szyby okien. czy powinni wkroczyć w ten konflikt. ale Jon wie. że nie pamięta. które znowu rozległy się na wzgórzach w kraju. Inna wojna. a w części poddany wielu Bogom o różnych imionach. PRZECENA . kto mu go dał. Dotychczasowe świętości? Ludzkie życie? Wojny? Czy telewizory? . a świetliste żyrandole i wytworne lampy nie wiedzieć kiedy stają się gołą żarówką.O Jezu… . Szukał. Inni obserwatorzy. na magię i szamanów oraz na talizmany. Tu wyrzynają się ludzie. z których pochodzi roślina . przychodzący. co kryje w sobie woreczek. którą od miesięcy toczą ze sobą dwa afrykańskie plemiona. na czary i czarowników. przed wielką. Jon wciąż nie wie. z paru setek Kościołów i z parunastu tysięcy sekt . że nie muszę podróżować samolotami. z których jedni zwą Boga Allachem. trwa już za długo i wszystkim się znudziła. człowiek wydaje się lepszy. . grupę. drudzy zaś przywołują Go Imieniem Jezusa. że każda z nich jest Nim podszyta.mówi za nim z charakterystycznym świstem palacza jakiś starszy mężczyzna. niepomni.przyrodniczą i usiłował odnaleźć gatunek. którzy spóźnili się do domu i nędzarze z pobliża. Na ostatnim miejscu podano informację o bombach podkładanych sobie nawzajem przez wyznawców tego samego Boga. Na tej cienkiej granicy pomiędzy zamożnością a nędzą. kobiety..Dobrze. wierzący w Nic. zastanawiają się. rodzaj. odpowiedzi lub bezpieczeństwa. cywilizowanego kontynentu. Szkoda. by za darmo znaleźć rozrywkę. Wszak wraca moda na cuda i cudotwórców. czy też nie. jakby szukał w nim oparcia. Ale Bóg milczy. że gdy winę za obraz świata można rozłożyć także na Boskie Istoty. a plemiona walczą. I zawsze znajduje spokój. zginęło 804 ludzi”. gdy świat stał się w części bezbożny. dzieci i starców.…w powietrzu zderzyły się dwa wielkie samoloty pasażerskie. Jon zmierza w stronę dzielnicy nędzy.głoszą skośne napisy na plakatach naklejonych wprost na szyby sklepu. Imię Boga nie pada w żadnej z informacji. gdyż nie mógł sobie przypomnieć. wyrzynając wzajem mężczyzn. który zamieszkują obok siebie wyznawcy Jehowy i Allacha. uśmiechają się z wyższością. lecz w chwilach niepewności bezwiednie dotyka go ręką.

Ale wolałbyś to odwlec . 152 .stwierdza Dziewczyna. odnajdując też siebie. zdumiewająco jaskrawym rozbłysku.O czym myślisz? . . .mówi Dziewczyna.słyszy Jon znajomy głos i nawet nie patrząc.mówi Jon i idzie szybciej. . . którzy ją współtworzą. że pomaga mu szukać Chłopca zarówno w eleganckich dzielnicach. aby Jon błądził… . który błądząc długo po Puszczy. że kilkaset kilometrów dalej jest piękniej niż tu.Dla takiego świata Bezimienny musiał ustąpić miejsca innemu Bogu? Czy za taki świat cierpiał Człowiek? Czy to w ogóle jest jeszcze Cywilizacja? . a nie fryzjerskimi nożycami. skoro nie ginie w jednym.pyta Jon Dziewczynę. . Zagłębia się teraz w mrok wąskich. Jonie.i w nagłym.Ależ nie. lecz ludzie. Czasem przetoczy się tędy jakiś pijak. o jakiej marzyli dwaj starcy w twojej Wiosce.Mam rację? . ale to jest Cywilizacja. dał mu choć pamięć i świadomość! Ale On chyba chciał. który go na nią wysłał. gdyż naprawdę chciałby podróżować. że go znajdziesz . Wierzy. że idzie koło niego Dziewczyna ze szpitala. źle oświetlonych zaułków. we wszystkich wyprawach. Jonie. że wie. by wytrzymać jej błysk. wierząc ludziom. też nie przeraża Cywilizacja. Jednak skoro świat wciąż istnieje. mylili się. Prawda rozjarza mu się w mózgu i musi przymknąć oczy. kim ona jest (studentką medycyny? stażystką w szpitalu? a może jedną z tych młodziutkich. jak i w obszarach trudnej do opisania. . kim ona jest. wierząc tak żarliwie swoim Bogom? . Prawda zawsze oślepia. . a jej włosy wyglądają tak. Czuje się teraz jak człowiek. dając do zrozumienia. nowoczesnych i przejętych swą rolą psychoterapeutek?). Jon milczy. odnalazł Drogę .Czy za taki świat płonęłaś żywcem na stosie? .Tak . I ciebie. jakby ktoś przyciął je nieudolnie sierpem. by zasilić Wszechświat kosmicznym pyłem. bolesnym przebłysku rozpoznaje ją. zaczepi go prostytutka o steranej twarzy. Droga właśnie się kończy.lecz znalazł ją zbyt późno. Jon spogląda na tę bardziej chłopięcą niż kobiecą główkę . Towarzyszy mu od dawna.To właśnie jest Cywilizacja.dopytuje się natrętnie.Muszę go znaleźć .Więc oni obaj się mylili. niemożliwej do zrozumienia nędzy. lecz wie. Nie jest to wprawdzie Cywilizacja Miłości.pyta Jon. . zapłacze mu się pod nogami chudy kundel z sierścią wyżartą przez świerzb. Jon nie wie.pyta ostrzyżona na jeża jego towarzyszka.Znowu go szukasz i znowu wierzysz. Gdyby Ten. a Jon milczy. wie.

Więc nie umiera na próżno. Priapa. w jakich kiedykolwiek ludzie wierzyli przez tysiące lat. przybędzie Zeus z Olimpu wraz z małżonką i słoneczny Bóg Ra z doliny Nilu. Światowid. że zagoiły się Jego kamienne rany tak jak zagoiły się bolesne rany wszystkich porzuconych przez ludzi Bogów: Jowisza. I Jon słyszy płacz ludzi. skoro powoływali ich do życia ludzie. I Jon już wie. A zstąpienie na Ziemię owych niezliczonych zastępów Bogów nie będzie Sądem Ostatecznym. Trójjedność lub Dwójjedność: jeden i ten sam Bóg.widocznie ludzie nie są aż tak mało warci.Kiedy to nastąpi? Kiedy Oni przyjdą? . gdzie wschodzi słońce.zmartwychwstali. ale Początkiem. kamienną sylwetkę Światowida i z ulgą stwierdza. którą tak długo się żywili. A gdy powstaną i zstąpią . porażony tą cudowną wizją i nawet nie zamykając oczu. jakim Oni darzyli swych wyznawców. będzie wśród Nich. . gdy zstąpią Bogowie. którzy późno odkryli Prawdę. Bo oni wierzą. choć przyzywany przez ludzi trzema lub czterema różnymi imionami. jak sądzisz. sfruwają z Powietrza. ogromny zastęp? Zstąpi do ludzi Pierzasty Wąż Wirakocza zza zachodniego Oceanu i Wisznu z gorącej ziemi. w którego agonii bierze udział: że przyjdzie taki dzień. wychodzą z Podziemi. A On. Wierzą w pierwsze nadejście Mesjasza. Jon wie także.bardzo starzy.I Oni rzeczywiście kiedyś przyjdą? .uśmiecha się Dziewczyna. co ma powiedzieć staremu umierającemu Bogowi. .wówczas oddadzą ludziom ich miłość. Blask bije od nich ogromny i jest to blask uczucia. który rozwiąże ich wszystkie problemy. czy tylko dwa tysiące. że niektóre z tych Boskich Istot to Czwórjedność. Peruna i dziesiątków innych. iż powołali ich do życia swą wiarą i przeproszą ludzi. Jon nie wątpi. że nigdy nie byli oni bałwanami. aby świat był lepszy. przybędą Bogowie i bóstwa ze wszystkich krańców Ziemi i Nieba. Jon bez zdziwienia widzi. w drugie przyjście Człowieka lub w objawienie się całkiem nieznanego Boga z Kosmosu. Potęga tego uczucia wstrząsa Jonem. Jonie . widzi ICH WSZYSTKICH. Lokiego. wynurzają się z Wód. innych nienawiść lub strach. Nieprzebrane zastępy Bogów. iż ci wszyscy Bogowie . czy było to dziesięć tysięcy lat temu. Mitra z Persji. Ormuzd z Babilonii. Jonie. aby móc odwiedzić ludzi. jak zstępują z Nieba. Jon milczy.pyta Jon niecierpliwie.Może wszyscy trzej…? A może będzie ich więcej? Może razem z nimi przybędzie także twój stary kamienny Światowid i wszystkie bóstwa. Amona. Jonie. I tak narodzi się Cywilizacja Miłości. by podziękować ludziom za to. Zjawią się. mimo że niektórych Bogów stwarzała miłość. porzucony i zapomniany. gdyż samo ich Boskie Istnienie nie wystarczyło. gdyż wszyscy ONI mają moc wstawania z martwych. Thora. Wśród zstępujących Boskich Istot Jon widzi gigantyczną. a tylko nieliczni umieli połączyć jedno z drugim. że ich zawiedli. z Podziemi i z Wód. I rozgrzesza ich wiara. w jakie przez setki lat wierzyły wasze Plemiona? I dołączą do nich wszyscy Bogowie. jakim darzyli ich niegdyś wierni. 153 . a będzie ich. nowsi i całkiem nowi .

. a Jon to wie i ściska jej dłoń aż do bólu. iż tego doczekam .Może nigdy. że ani on. nie wierzę. Płacze ze smutku.Jon opuszcza głowę. skoro aż tak ucieszyłeś się narodzinami syna.…i może zmienić go na lepszy . Znowu ściska ją za rękę.wie. całkowicie niepowtarzalny i przeznaczony jedynie dla jego uszu. gdyż sam przechowuje podobne ziarnko w swoim woreczku. a zarazem cieszy ze swych narodzin. lecz z pytań. Płacze z radości. . ani jego syn nie doczekają dnia. . że minęło tyle setek lat. gdyż wie. mądra żona. czy warta tego świata była tak długa agonia starego. .powtarza Dziewczyna. słyszał podobny głos w szpitalu.Ale nim Oni nadejdą. 154 .Każdy.szepcze Dziewczyna. lecz nawet ziarnko wiele znaczy . łapiąc pierwszy haust powietrza.szepcze Jon z nadzieją. Wrzask. nie składa się z odpowiedzi. jego syn krzyknął. którą z szumu drzew lub grania wiatru umiała odróżnić jego piękna. kto się rodzi. rękę Dziewczyny: w pobliżu słychać gwałtowny wrzask niemowlęcia.mówi Dziewczyna. że tym razem jest on inny. że jego syn przyszedł na świat.posępnieje Dziewczyna. Jest to wrzask pełen bólu. więc wierzysz. Wrzask. że to prawda. gdyż po raz pierwszy widzi jaskrawy blask świata zamiast łagodnego mroku łona matki. I choć Jon tak wiele razy słyszał podobny wrzask niemowlęcia . Ty pytasz. jak po twarzy ściekają mu łzy. aż do bólu. a Jon wie.Mój syn . Jonie . tyle dzieci stało się dorosłymi . . I dziecko boi się.i cierpienie Człowieka. Być może owoc tego trudu nie jest bardziej widoczny niż ziarnko piasku na Pustyni.Nie wiem . I Jon płacze. ściskając mocno. . może zmieniać swój świat na gorszy lub lepszy. strachu i radości. że Oni zejdą na Ziemię.Twój syn przyszedł właśnie na swój świat . Jon kiwa głową i czuje. kamiennego Boga . a ona mówi: . Płacze. mimo że bywa udziałem większości mężczyzn na Ziemi. gdy do ludzi na Ziemi zstąpią Bogowie. w czasie którego dziecko łapie w wątłe płuca pierwszy haust powietrza. bo nie wie. narodziło się tyle dzieci.Wierzę. czy warto żyć w takim świecie? Czy warto się narodzić i przewędrować Drogę aż do jej kresu? Nagle Jon milknie. Jonie. Jon już wcześniej.To twój syn krzyknął. Ten niemowlęcy krzyk brzmi jak muzyka wędrownych ptaków. . Wypełnia go miłość i czysta radość: jego syn wyszedł z łona Gai. Jonie. Tak krzyczy niemowlę tylko jeden raz w życiu: gdy przychodzi na świat. jego syn otwarł oczy i ujrzał blask świata. a może już jutro? Wiara.powtarza z dumą i jest to rodzaj dumy nieporównywalny z żadnym innym. . po wielokroć.a świat wciąż nie staje się lepszy..Więc mimo wszystko warto żyć.

zboczone podglądacze!? Jon z Dziewczyną nikną w mroku. obrażanych mianem bałwanów. aby jego synek kiedykolwiek miał się zadręczać losami starych Bogów. Ona płacze nad swymi nie narodzonymi dziećmi. Nie czuje przenikliwego fetoru. I nie chce 155 . lecz o szybką śmierć. Jon myśli o swoim synu. A on chce stąd odlecieć . Stary Bóg już nie walczy o przetrwanie. cudowna podróż.i wie dlaczego. schrypnięty alt właścicielki telewizora. czy nie mógłby zawrócić do Wioski. jest złomowisko starych samochodów. wzbudzonych do życia przez ludzi. którą kroczy.Czego się tu włóczycie. Nie zwraca uwagi na śmieci. odsuniętych w niebyt. jaki miał kiedykolwiek. Jon idzie dalej.mówi nagle Dziewczyna. nie nasłuchuje brutalnie szczerych rozmów. Żadnych wątpliwości. tęskni do niego. że odstraszają krążące wokół ludzkie cienie szukające okazji. najlepszy odlot. Aby nakłonić go. “Podpaski Always Plus Ultra. Chłopiec zabija w różnych częściach miasta. których nie zdążyła zobaczyć. który unosi się nad tą dzielnicą. które dobiegają go zza nie domkniętych okien. przez nich skazanych na śmierć. nad zwykłą ludzką miłością. ale wie. przypominając o głębokim sensie codziennych. do Jona z Dziewczyną: . że Dziewczyna płacze razem z nim .stwierdza damski melodyjny głos na tle wesołej. Takiego zwykłego losu Jon życzy swemu narodzonemu synkowi. gdzie spoczywa jego matka. zwykłych czynności. Żadnych pytań.odpowiada zniechęcony. które zalegają chodniki i jezdnię. do Gai.Wiem.kończy Dziewczyna i rozpływa się w mroku. że czeka go podróż. który niósł się o świcie ponad łąkami. Stary szaman spełnił swą obietnicę. Teraz wychyla się ona przez okno na parterze i wrzeszczy w ciemność. Przelotnie zastanawia się. powiesz. nad wschodami i zachodami słońca. gdyż wśród ludzi nie ma już dla niego miejsca. rockowej muzyki. Pierwszy krzyk nowo narodzonego syna już dawno umilkł. “Pierdolisz…” .Przemierzałam te ulice dla ciebie. Wszystko jest w księgach. . Koło cmentarza. do synka. Zawsze sucho i bezpiecznie” . ale Jon nadal go słyszy. której nie zaznała. spoglądałam na zaułki ze wszystkich stron. patrzyłam na nie z lotu ptaka. że to niemożliwe. a nawet nad rykiem krów w Domremi. On tam jest. ma tylko jeden kierunek. …ryk włączonego nagle telewizora w pobliskim budynku przywraca ich rzeczywistości.Ku swemu zdumieniu Jon widzi. który liczy właśnie dwadzieścia jeden minut życia. . ale mieszka w jednym miejscu. gdzie jest Chłopiec . cieszy się nim. Jon nie chce. Droga. by wziął od ciebie ziele. Jego obojętność i nieczułość na otoczenie są tak silne. a księgi zakazane dawno schowano lub spalono. choć nie jest to rzeczywistość żadnego z nich dwojga.

słyszy Jon głos Chłopca i przez chwilę zastanawia się. Ze szpar dziurawej plandeki snuje się słodkawy dym marihuany. Czekam na ciebie . zdaje sobie sprawę. Ale tu. widoczny jako biała. Z przeciwnej strony. a wreszcie kończą się. nissanów. z niektórych wraków dobiega cichy płacz niemowląt. Włóczą się tu chude koty. do kogo on mówi. nie wtrącając się do obyczajów jego lokatora. Dlatego płoną żywcem na stosach. citroenów. Więc Chłopiec jest u siebie. renaultów. Jon nie potrzebuje Dziewczyny. a Jon rozgląda się po wnętrzu wraka. Trochę szmat i starych papierów. U siebie…? Jon skrada się w pobliże wraku. Prawdomówność bywa okrutniejsza od kłamstwa. . to właśnie ją straciłem.umierać sam.Chodź. większość zapadła się. . porsche czy toyot pełgają gdzieniegdzie małe światełka. że idę. Jeśli miałem szansę odszukać Drogę. które zastępują lokatorowi kołdrę. Wnętrze dżipa rozjaśnia mdłe światełko trzech świec. Po lewej stronie Jona leży rozległy miejski cmentarz. iż Jon nadchodzi. gdzie wzdłuż żelaznego ogrodzenia idzie Jon. tam gdzie wiedzie do niego jasna. szeleszczą papierzyska i szmaty. Na przednim 156 . Wszystkie zaś zbędne narzędzia muszą być odłożone na swoje miejsce. Dziewczyna ostrzegła Chłopca. iż domem Chłopca jest pogruchotany dżip pośrodku złomowiska. audi.myśli Jon ze zrozumieniem.uśmiecha się Chłopiec leniwie. taniego wina. która wychyla się spod plandeki i przyzywa go. Zobojętnieli na wszystko mieszkańcy przerdzewiałych wraków jeszcze wciąż potrafią wyczuć zapach niebezpieczeństwa i wiedzą. ale Bogowie zawsze mieli wszystkie wady i zalety ludzi. pozbawionym ręki Pana. domów jest coraz mniej. Jon wie. To mało boskie. Koszula na jego chudej piersi jest rozchełstana i nie kryje długiej. kto tu spoczął i proszą o modlitwę lub pamięć.Doktorek… . piskliwie poszczekują szkieletowate psiaki. czuć zapachy resztek jedzenia znalezionego na śmietnikach. palonych petów. nie dziwiąc się. a bardzo ludzkie. żeby poznać. zamiast w porę uciec. groby są ziemne. szeroka ulica i kuta w żelazie brama. Z prawej strony ogrodzenia rozciąga się wielkie złomowisko starych samochodów. Lecz gdy widzi chudą rękę. W zdezelowanych. zastępujące posłania. bladej blizny. Gęsta od utajonego życia dzielnica nędzy rozrzedza się. Dwa ze zniszczonych siedzeń są rozłożone i leży na nich Chłopiec. . Dziewczyna… . że tego dżipa należy obchodzić z daleka. gdyż to ludzie powoływali ich do istnienia. jest Chłopiec z lodowym soplem zamiast serca. Jednym z nich. przeżartych rdzą karoseriach peugeotów. paląc skręta. musi Mu pomóc. że sąsiedztwo nie jest zamieszkane. wątła mgiełka w słabym świetle świec. a złocone litery przypominają. wiodącej od obojczyka do pępka. pogiętych. stoją obok siebie marmurowe lub kamienne pomniki.Wieśniaczki z Domremi nie umieją kłamać i nie stosują podstępów. o istnieniu niektórych w ogóle zapomniano i ludzkie stopy wydeptały na nich gliniaste ścieżyny. że Chłopiec wie. Jon już nie musi się zmagać ze Światowidem. że nawet ten cmentarz odbija naturę świata.

ze zdobną rękojeścią. pokochał. Na podłodze walają się stare i nowe portfele. także przekaz od Boga. gdyż do jej ramienia przytulona jest twarz syna.Jon jest tego pewien. z miliardów radioodbiorników i telewizorów. uderza na oślep… Nie. . ubłoconych i wymiętych zdjęć. gdyż w nowym świecie niewiele brakuje.powtarza Chłopiec. z rękojeścią zdobioną lub zwykłą.siedzeniu kolekcja noży . z autostrad. Chłopiec miał być wyznawcą. gdy wąskie ostrze 157 . bez kierującej nim ręki. a stał się zabójcą.Czekałem na ciebie . Chciał tylko przyzwać kolejnego współwyznawcę. że Głos starego Boga zakłóciły szumy nowego świata płynące z ulic. .łupy. że tego Chłopca kocha i jedyne. Jon wie. Chłopiec patrzy na Jona czujnie i sięga po nóż. Jon wie. że nie ma czasu. uzurpują sobie prawo do nieomylności. które Chłopiec zabrał ofiarom. Chłopiec bawi się nożem. Teraz Jon się spieszy. Każdy przekaz dociera do ludzi zniekształcony. by Chłopiec zabijał . których spotkał. aby z jednego stać się drugim. który wybierze: ten długi. Głosy słyszę już tylko wtedy. Głos Bogów jest słabo słyszalny. a oni sami bywają omylni. pozbawionym uczucia uśmiechem. Ten świat nie pozwala usłyszeć pojedynczego Głosu.wąskie lub szerokie. Trudno zapomnieć tę twarz smutnej Madonny. wymiętoszone dokumenty i stare zdjęcia . patrząc na Jona. prawdziwa twarz jej syna zniknęła pod szyderczym. bo Jon widzi teraz wszystko. Ale ich prawdziwe twarze utrwalono na fotografii. lecz do cierpienia . to przywrócić mu tamto spojrzenie ze zdjęcia. Jej prawdziwą twarz dawno wchłonęła ziemia. lecz nawet wówczas nie jest to Głos Kamienia. głosiciela swej Prawdy . Miałem zasiąść u stóp Boga i nigdy nie być samotnym. Ale na zdjęciu Madonna uśmiecha się. pieniądze. Narzędzie. Wszystkie kamienie wokół są martwe i głuche. Całkiem inna niż dziś. Chłopiec jest ofiarą złudzeń żywionych przez dawno zapomnianego Boga. twarze ludzi. I Jon już wie. Jon widzi go.tak jak Człowiek miał Dziewczynę. czego pragnie. na której wyryte jest pradawne bóstwo. Jon schyla się i podnosi zdjęcie. wąski. Po twarzy Chłopca przebiega ledwo widoczny skurcz.ale zdolność odczuwania cierpienia jest szczęściem w porównaniu z wieczną obojętnością. gdy ćpam. Szarpie za woreczek na piersi prawie w tej samej chwili. z linii telekomunikacyjnych i linii wysokiego napięcia. Ten Chłopiec jest jak Kaj z baśni o Królowej Śniegu i Jon musi coś zrobić. zaścielających zniszczoną podłogę dżipa. tylko jedno jest znajome: matki Chłopca. by odtajał. Bezimienny nie chciał. wszystkie odcinki Drogi. Lecz źle wybrał. Wszystkie światy. długie i krótkie.Miałem przemierzać światy i słyszeć Głosy. znienawidził. wie. Zapewne obecny Kaj nie zmartwychwstanie do rodzinnego szczęścia jak chłopiec z baśni. Wśród walających się. to tylko ludzie. w Ich imieniu.

i widzi jasny skraj nieba pomiędzy koronami wielkich. którego nie można było znaleźć w żadnej encyklopedii przyrody. że jest wśród Nich groźny Jahwe. jak z Nieba zstępują Bogowie wszystkich ludzi. Jon otwiera szeroko oczy . że niknie w nim mroczna sylwetka Światowida. iż znalazł je na starej fotografii. To też mu obiecano.tak jak Światowid .powtarza Chłopiec i szydercze skrzywienie jego warg przeistacza się w nieśmiały dziecięcy uśmiech. . Usłyszysz znowu Głos . że to krew.Jon wie.szepcze Jon i patrzy. To tam. patrząc na krew. wystarczy. Światowidzie… O. jakiego nigdy nie miałeś. która pulsując. Przez chwilę mu się zdaje. A choć ludzie przydawali Ich wizerunkom świętego okrucieństwa lub świętej naiwności . czy jego także. rytmicznie wypływa z szyi ofiary. gdy ręka rannego wyciąga ku niemu skruszone. których zawsze tyle fruwało latem w ogrodzie Isaka i Ezry wśród starych lip… . że widzi. do których przywarło jego bezwładne ciało. . nie czuje chłodu nadchodzącej śmierci. Musi być. Bogowie… . zmęczony Chłopiec znajdzie swoją przystań.tworzyły monstrualny posąg. opiekuńcza miłość jego matki. że Boskie Istnienie jest samą Miłością. .bezboleśnie przebija mu szyję i wkłuwa się w aortę. Człowieku… O.O. dobroczynny Wisznu. A jednak te nieforemne głazy wciąż są ciepłe i pulsują wewnętrznym. jak ukłucie pszczoły. wszechrozumiejący Człowiek. Ale nie wie. Ale i On tu jest. a lśniącą niegdyś gładź spowił wilgotny. I myśli. Umierającemu Jonowi wydaje się. gdyż grzeją go potężne. I Jon jak przez mgłę widzi. że kiedyś… kiedyś… wówczas gdy zmartwychwstaną wszyscy Bogowie i ich niezliczone 158 . że choć Chłopiec nigdzie na Ziemi nie znajdzie swojego miejsca. starych drzew. Ormuzd i Mitra rozsiewają tak złoty blask.ułożone jeden na drugim . Jon zaś już wie.Mamo… .Mamo… . że zstępujących Bogów prowadzi Pierzasty Wąż Wirakocza. ciemnozielony mech. Więc wrócił.Odlot… Będziesz mieć po tym taki odlot.Co to? . gromowładny Zeus. omszałe głazy. Jego prawdziwy dom. inaczej Droga Jona byłaby daremna. Ono też jest zbryzgane krwią. Posągu już nie ma.szepcze Jon słabnącym głosem i podnosi wzrok ku górze. na jej ramieniu. To tam wciąż trwa czuła. jak Chłopiec sięga po ziele. którzy kiedykolwiek żyli na świecie. gdyż rósł tysiąc lat temu tylko w jednym miejscu. spełnił swoje zadanie. Ot. Serdecznik niepospolity. bezbarwne ziele. Już nie jest mu zimno. utajonym życiem. . w czarnym cieniu gigantycznego posągu. To Puszcza.pyta czujnie Chłopiec. czy jest to krew tylko Bezimiennego. gdyż leży koło głowy Jona. wkłada je do ust i powoli żuje. słoneczni zaś Bogowie Ra. że z ich szczerb sączy się jakaś ciecz i myśli.szepcze nagle Chłopiec dziecinnym głosem i bierze z podłogi swoje stare zdjęcie. Siedem gigantycznych głazów. które niegdyś .

Szaman umarł. a że po raz pierwszy zdawało mu się. Niech widzi to. . dudniący głos starego Boga. Bożęta czynią wielki ruch w całym domu . że szaman ubrany był w swój rytualny strój. pójdzie do piekła. gdyż takie imię nadał mu wczoraj Ezra.stwierdził. woda? Gdyż tylko one mogły wiedzieć. przesuwał w palcach swoje drewniane paciorki. Isaka zbudził trzask gałęzi w ogrodzie.Niech patrzy tam.szepnął. słyszał dudniący głos starego Boga. Jon. gdyż nie było komu krzyczeć. a na ustach łagodny uśmiech. czy też przekazywały ją drzewa. Tu przysiadł na zydelku koło wyścielonego futrami łoża. Wioska dowiedziała się natychmiast. że stary szaman umarł. Ariel z Gają podążali w głąb Puszczy. w plusku wody śpiew wijów. zmęczony sobą.Gaja z Arielem .powiedziała Gaja tak głośno. . w poszumie traw i w szeleście liści głosy bożąt. W najgłębszym miejscu Ariel wznosił wysoko nad głową zawiniątko. którzy dobudowywali do świątyni wysoką wieżę. na którym leżały zwłoki starego czarownika.zastępy zejdą na Ziemię. Isak nawet się nie zdziwił. . gdzie chce. a nad sobą. ŻEBY ODDAĆ WAM WASZĄ MIŁOŚĆ… NIE ZABIJAJCIE NAS ZBYT WCZEŚNIE… *** O tym. iż konary przemawiają do niego w języku starych drzew i że on pojmuje ich mowę . który w szumie drzew umiał usłyszeć głosy wodników. w intencji zbawienia duszy czarownika. też będzie wśród nich. LUDZIE.GRDHGHBWGZ .Biedny grzesznik.Skoro szaman umarł.słyszy po raz ostatni głuchy. on. ZSTĄPIMY. w którym bezpiecznie spoczywał syn Jona. bezpiecznie ukryty za szerokimi ramionami Światowida. Ich obudziło trzeszczenie wiązadeł belek domu. Więc oboje . I choć nowy rytuał nakazywał. trawy. I nikt nie krzyknął za nimi: “Tabu…!”. choć chciałem mu pomóc wymamrotał Ezra i powrócił do swoich zajęć: kierował pracą mężczyzn. że Ariel w sąsiedniej izbie usiadł na posłaniu. W tym samym czasie Gaja z Arielem pokonywali Rzekę. . co tym razem znaczą Jego słowa: PRZYBĘDZIEMY. . aby umarłemu zamknąć powieki . co pragnie widzieć .wstał z ławy.przekraczali Rzekę. we dnie i w nocy. jako świadek tego cudownego dnia. Bogumił. Bogu miły… Gdy stary kapłan. narzucił gruby płaszcz i dowlókł się do namiotu nad Rzeką. 159 . oczy miał szeroko otwarte. dobywający się z gruzowiska kamieni. Jon powinien wrócić . życiem i Cywilizacją. I wie. choć nie wiadomo w jaki sposób: czy ta wieść szła z ust do ust.Isak tego nie zrobił. że odszedł ostatni człowiek.

wskazując Gai omszałe kamyki.Może to te kamienie…? . musiał być tam. póki nie wrócisz . . czego wymaga większość. spojrzał uważnie na niemowlę.Gaja z Arielem szukali Drogi. głowa opadła mu na piersi. jakby rozumiał.powtarzał stary czarownik. Gaja od razu zrozumiała. Od biedy można by je uznać za wątły ślad niegdysiejszej ścieżyny. że szaman umarł. a on spojrzał na nią. wijącą się wśród krzewów i korzeni drzew. ani swym sługom. .gdyż wczesna. Miły Bogu.wyłożyło drobnym żwirem. 160 . Gaja przytuliła synka do siebie. czarna Droga! Tak mówił Jon! . którą Plemię . Jeśli Jona do tej pory nie było na wioskowym brzegu. gubiąc ją co chwila wśród gęstej zieloności Puszczy . opadał na klęczki i wypatrywał śladów niewidocznej Drogi. jak nakazał Jon.spytał wreszcie dawny Błazen. a bezwładne ciało wolno zsunęło się z zydla ku czarownikowi . Przedzierając się przez Puszczę. Może potrzebował ich pomocy? Ale gdzie była Droga…? Szli zatem z Arielem wąską ścieżyną. Lecz nigdzie jej nie było. Skoro szaman umarł. jakby chciał. Tymczasem ich syn. tuląc Bogumiła ciasno owiniętego w lniane płótno. w bezpiecznym poczuciu pewności i w zgodzie ze wszystkim. Tak. Godzinę później przybył do ich domostwa kapłan Ezra. a ich szeroko otwarte oczy z pozoru tylko spoglądały na pełgający w pobliżu ogień. by jej syn nosił imię swego ojca lub jego przyjaciela. Żaden czarownik nigdy nie kłamał. każdy ze swoimi paciorkami w martwych dłoniach. lśniąca.Jest tu gdzieś… Musi być .Ależ nie! To była Droga! DROGA! Wielka. ale ruszyła ścieżką. o co chodzi. . Gaja znała te słowa od męża. niewiele uwagi poświęcił jego matce i wymienił imię. gdyż naprawdę widziały o wiele dalej.przyznała niechętnie. u kresu Kamiennej Drogi. drzewom. Ariel rozsuwał krzewy.Dobre imię . ciepła wiosna pozwoliła szybciej niż zwykle zmartwychwstać krzewom.powiedziała Gaja z rozpaczą. Jak wędrowne ptaki. czuję to . Dwaj starcy leżeli tymczasem nieruchomo. Arielu. Jon powinien być w domu. trawom. Ale wiedziała. że imię “Jon” już zawsze będzie w Plemieniu kojarzone z błądzeniem po tajemniczej Drodze. Tak naprawdę to krzyknął tylko raz: w chwili narodzin. . Krzyczał długo i przenikliwie. miał się chować w pobliżu świątyni. imię Ariel zaś jest obce i naznaczyłoby jej syna piętnem samotności lub odrzucenia.Nie umrę. Gdy tylko dowiedzieli się.On tu jest.powiedziała z rozpaczą. Bogumił nawet nie zapłakał.aby nie zarosła jej Puszcza .Przy szesnastym paciorku stary kapłan nagle znieruchomiał. choć chciała. starzy Bogowie nie pozwalali na kłamstwa ani ludziom. że Jon musiał wrócić. . które dziecko otrzyma: Bogumił. .szeptała niecierpliwie Gaja. by usłyszano go gdzieś bardzo daleko.

Ogień pełgający w namiocie nad Rzeką nagle wzbił się iskrami w górę, jakby dmuchnął nań niewidoczny wiatr i od iskier zajęły się wysuszone zwierzęce skóry. Po chwili w niebo strzelały już wysokie płomienie, namiot zaś przypominał rytualne ognisko, jakie niegdyś rozpalało Plemię w noc równą dniowi. Mieszkańcy Wioski, ujrzawszy ów stos, zastygli na chwilę. Jedni przeżegnali się znakiem krzyża, drudzy zaś, najstarsi, których było już niewielu, wykonali ukradkiem dawno zapomniany znak. Znaku tego już potem nikt w Wiosce nie czynił ani go nie zapamiętał dla przyszłych pokoleń. Ariel chciał wziąć od Gai dziecko, lecz odmówiła: Bogumił był lekki, a jego bliskość uspokajała ją. Pod stopami co jakiś czas czuła twardszy grunt, jakby ścieżka była częściowo bita, choć jeśli tak było, dawno pochłonęły ją mchy, tylko gdzieniegdzie wystawał pojedynczy większy kamyk. Wydawało im się, że już dwukrotnie skręcili, a teraz ścieżyna skręcała po raz trzeci. Dalej już biegła prosto, co Ariel zauważył pierwszy, wnosząc z rozstawienia starodrzewu. - Kiedyś na pewno szła tędy Droga - powiedział. - Kiedy? - spytała z rozpaczą Gaja. - Kiedy? Jon opowiadał o Niej tak, jakby to było wczoraj! Kapłan Ezra na próżno szukał starego Isaka w świątyni, w świątynnym ogrodzie i w Wiosce. A choć nakazał mężczyznom z Wioski zbadać, czy aby starzec nie zabłądził w Puszczy - nikt nigdzie go nie znalazł. Plemię orzekło, że pewnie rozszarpały go dzikie zwierzęta. Gaja z Arielem szli jeszcze spory kawałek, nim dotarli na polanę. Od zazielenionej świeżą trawą murawy ponuro odbijały wielkie, ciemne, nieforemne głazy. Omszałe i zbyt ogromne, by znalazły się tu przypadkiem, tworzyły przedziwny krąg. A pośrodku tego kamiennego kręgu, koło największego głazu, prawie tak wielkiego jak ich dom, leżało bezwładne ciało. - …Jon! - krzyknęła Gaja i tym razem nie wzbraniała się przed oddaniem dziecka Arielowi, bojąc się, że je wypuści. Przypadła do męża i patrzyła ze zgrozą na jego bladą, pozbawioną życia twarz, ze zdumieniem zaś na spokój, jaki się na niej malował. Choć na szyi męża dostrzegła niewielką, okrągłą ranę, wyraz jego twarzy nie wskazywał na to, by zginął gwałtowną śmiercią. Przeciwnie: wyglądał tak, jakby zasnął w poczuciu bezpieczeństwa. Gaja patrzyła na niego, chłonąc rysy, które kochała, pieszcząc spojrzeniem ramiona, które ją obejmowały i dłonie, którymi ją dotykał. Czuła w sobie dziwnie tępy ból zamiast rozpaczy i buntu.

161

I nagle pojęła, że zawsze wiedziała, dokąd wiedzie Jona Kamienna Droga. Właśnie tu i właśnie do takiego końca. I dlatego Jon nakłonił Ariela, żeby przybył z nimi z Miasta: aby nie zostawić jej samej. Gdyż on wiedział, gdzie jest kres tej Drogi. Ale dlaczego…? Co było więcej warte od spokojnego życia z nią i z synem? To martwe miejsce? Bogumił zapłakał po raz pierwszy tego dnia i Gaja znów wzięła go z rąk Ariela. Przysiadła z synkiem obok Jona; jedną ręką przytuliła do piersi niemowlę, a drugą położyła na swoich kolanach głowę zmarłego i gładziła go po twarzy. - Oddałeś życie dla tego gruzowiska, Jonie…? Po jej twarzy płynęły łzy, a pytanie zawisło w wiosennym powietrzu. Gdzieś w pobliżu zaświergotały ptaki. Pewnie wiją sobie gniazda w szparach spękanego głazu. Ariel wiedział, że musi teraz zostawić Gaję jej żałobie. Rola, którą narzucił mu Jon, zacznie się dopiero wtedy, gdy Bogumił zostanie oddany pod opiekę Ezry. Wtedy Ariel przywróci Gaję życiu, gdyż jest zbyt młoda i zbyt piękna na wieczną rozpacz po utracie męża i syna. Od pierwszej rozmowy z Jonem niegdysiejszy Błazen wiedział, że ten gotuje się na rozstanie ze światem. Od pierwszego wejrzenia zaś na Gaję czuł, że gotów jest poświęcić resztę życia dla przywoływania uśmiechu na tę piękną twarz. Łatwiej będzie o uśmiech, gdy opuszczą Wioskę, Puszczę i ten dziki, choć szybko cywilizujący się kraj; gdy nad ich głową znajdzie się wiecznie błękitne niebo i jaskrawe, ciepłe słońce - zamiast tych zmiennych chmur, mknących po szaroniebieskim stropie; gdy surową, ciemnozieloną dostojność wielkich drzew zastąpi frywolna pierzastość palm. Gdy zimna Rzeka stanie się ciepłym Oceanem. Ależ Gaję zadziwi rozmaitość świata i jego nieobliczalność…! Ariel nie był zaskoczony śmiercią Jona ani tym, że go tu znaleźli. Rozglądał się teraz po miejscu, które stało się ostatnią przystanią przyjaciela. …i nagle wydało mu się, że ogromny głaz, obok którego spoczywał Jon, przypomina twarz. Ogromną, potężną, surowo wyciosaną w kamieniu. Zapewne to wichry, woda, śniegi i spiekota wyryły te szczerby, układające się w rysy jakże ludzkiego, smutnego oblicza; wpółprzymknięte powieki, zagłębienia pod nimi, w których, jak łzy, zgromadziła się woda; wydatny nos, surowo zaciśnięte usta. - Złudzenia, omamy… - szepnął do siebie, ale te zamiast zniknąć, nasiliły się: Arielowi wydało się teraz, iż w głazach, które utworzyły krąg wokół największego kamienia, rozpoznaje gigantyczną dłoń zaciśniętą w pięść; że widzi fragment stopy, która jeszcze teraz czyniła wrażenie, jakby podążała w sobie tylko wiadomym kierunku; gdy oderwał kawałek mchu, wyłoniła się gładka, wypukła jak brzuch powierzchnia z wystającym pępkiem. Poczuł naraz wielki smutek; taki sam, jaki czuł wówczas, gdy

162

spoglądał na wioskową babkę, która odcinała Bogumiłowi pępowinę łączącą go z Gają i wydala go tym samym na łup świata i Cywilizacji. …nagle Ariela dobiegł potężny, dudniący, głuchy głos, aż skurczył się z lęku. Zaraz jednak odetchnął, wiedząc, że ów dźwięk ma całkiem zwyczajne przyczyny, a tylko nieodgadniony sekret tego zagubionego wśród wielkich drzew miejsca tak działa na jego wyobraźnię. Dotknął ramienia Gai, która spojrzała na niego niespokojnie i powiedział: - To tylko siekiery, Gaju… Ludzie rąbią Puszczę. Na nowe domy i mosty, na warowne zamki, na świątynie i klasztory. Cywilizacja, jak mawiał Jon. To wszystko wokół wkrótce zniknie, pojawią się nowe Wioski i Miasta, nowe Drogi i Mosty. Czuwali przy Jonie do zachodu słońca, a potem Gaja zdjęła z jego szyi zniszczony skórzany woreczek i skryła go pod swoją bluzą. Nie wiedziała, co niegdyś zawierał i czemu służył. Teraz wydawał się pusty, ale spoczywał zawsze tak blisko ciała jej męża, że był jak relikwia, która zawsze o nim przypomni i ochroni ją, gdy przyjdzie pora tułaczki. Odchodzili wolno, Gaja z Bogumiłem na rękach i Ariel, oglądając się tam, gdzie wśród omszałych, gigantycznych kamieni pozostawili ciało Jona. Wiedzieli, że właśnie tego by sobie życzył, choć nie mogli pojąć, skąd to wiedzą. Gai wydało się z oddali, że Jon obejmuje wielki głaz, obok którego spoczywa, gra cieni zaś stwarza złudzenie, iż są to potężne, kamienne ramiona, w które Jon wtulił się jak dziecko w objęcia ojca i zasnął. - Śpij - szepnęła do niego w myślach. - Obudzisz się w dniu, gdy zstąpią Bogowie - dodała, nie wiedząc, co mówi i czerpiąc tę dziwaczną myśl z tych pozornie martwych głazów. Dudniący mocny głos siekier kaleczących drzewa rozbrzmiewał teraz wszędzie. Puszcza poddawała się bez walki. *** - …zawsze pragnąłem przebyć Rzekę, żeby zobaczyć, co tu jest. Podejrzewałem, że kryje się tu coś obcego, coś, co zagraża naszemu Bogu i Cywilizacji, co jest ostoją resztek pogaństwa. Przecież tego brzegu strzegł ostatni sługa bałwanów, plemienny szaman z twojej Wioski. Na szczęście zmarł bezpotomnie i od dawna smaży się w ogniu piekielnym. Biedak… Nie będzie dla niego rozgrzeszenia. Nie ukorzył się przed śmiercią, nie przyznał do grzechu bałwochwalstwa. Wiesz, że z powodu tego starego czarownika sądziłem, iż kryje się tu szczególny wizerunek jakiegoś bałwana? Ba, byłem tego pewien! Dlatego pragnąłem spalić ten skrawek Puszczy tak, by zostały tylko zgliszcza! Wyobrażałem sobie, że jest tu… że jest tu Bóg wie co! A w każdym razie coś o wiele gorszego niż te gliniane i drewniane posążki, które wystarczyło stłuc i spalić. A jednak nigdy tu nie byłem. Coś mnie wstrzymywało. Bałem się. Tymczasem tu nie ma
163

nawet trzydzieści lat temu. Młody mnich pomógł starcowi zasiąść na omszałym głazie. Ale tu rzeczywiście niczego nie ma i nic nie wskazuje. słowa .wiodła ku tętniącemu życiem kupieckiemu szlakowi. Starzec rozglądał się wokół z posępną ciekawością i nadzwyczajną uwagą. jesteś blady. której Bogumił nie mógł zrozumieć. musisz odpocząć. pot spływa ci z czoła. rozcapierzoną. Obaj powoli wędrowali nową Drogą. . Spojrzał z troską na starego kapłana.mówił z triumfem chudy starzec w habicie.Usiądźmy. z trudem łapiąc oddech. sądziłby. skoro tu nic nie ma? Nie. . Masz gorączkę. oddech miał ciężki.Ale co byś mi opisał. Nie dostrzegał w tym miejscu niczego niezwykłego. Ezra już chyba to uczynił. . . lecz jego oczy pałały. gruzowisko wielkich głazów… Jeśli było to niegdyś miejsce pogańskiego kultu. Nic! .Usiądźmy. 164 . W dodatku wystarczy skropić polanę Świętą Wodą. gigantyczną dłoń. I młody i stary mnich rozglądali się wokół z ciekawością.nic. Był tak wielki jak niektóre nowe domy w Wiosce. . że młodzi nazywali ją Lasem. ułożonych nadzwyczaj symetrycznie. w dniu. gdyż zabrał ze sobą i Świętą Wodę i kropidełko. nie został po nim nawet drobny ślad. która .To takie samo miejsce jak każde inne w Lesie. ile dziwów może dokonać przyroda z pomocą Dobrego Boga. przecinającemu dawną Puszczę.. ale brata Bogumiła nauczono.Puszcza” używali jedynie starsi. Zbytnio się denerwujesz.Bracie Ezro. gdy się urodził.poprzez dopiero co ukończony most z Wioski . iż uczyniły to siły przyrody. Zostało z niej już tak niewiele. .odparł młody zakonnik. by kiedykolwiek było.zdziwił się młody mnich. Pergaminowa twarz Ezry powleczona była niezdrową bladością. ale ciekawość Ezry była zachłanna i wyczerpująca. wspierając się na ramieniu młodszego brata. Mogłem przybyć tu sam i opisać ci to miejsce.wymamrotał starzec. Wielki głaz otoczony był kręgiem mniejszych. musiałem tu wreszcie przyjść i przekonać się na własne oczy .zgodził się z ulgą stary kapłan. Gdyby Bogumił nie wiedział. Ot. Święta Woda zmyje każdy ślad bałwanów.Dlaczego? . bracie Bogumile . że siedzisko przypomina wyrzeźbioną w kamieniu. a natura wyposażyła go w siedzisko w postaci wyżłobionego wgłębienia porośniętego miękkim mchem. skoro aż tak ci na tym zależy .Nie! Samemu bym ci nie pozwolił! Nigdy! .

spłyną z Wody i sfruną z Powietrza. równie niepokojące. Nadal wędruje czy umarła? Płakała. a wątpliwości do herezji. fruną. w jakich kiedykolwiek wierzyła Ludzkość. a potem w Dalekim Kraju. Ojciec zaginął bez wieści w dniu jego narodzin. matka dawno temu opuściła Wioskę i podobno wędruje gdzieś po świecie. czy pogodziła się z jego przeznaczeniem? Nie wiedział tego. Uczono go o tym. mój malutki. dobre ciepło bijące od kamienia. Trudno. Muszę odprawić pokutę. Więc czemu kamień jest mimo to ciepły jak żywe ciało? “Pytania… pytania. żywe ciepło. aby odegnać natrętną. I młody zakonnik przeraził się tym. potężnych dzwonów. w którym zstąpią na Ziemię wszyscy Bogowie. iż jest małym chłopczykiem i wtula się w ciepłe. najpierw tu. heretyckie słowa. Wiara to właśnie pytania. Ezra wpajał mu to od dziecka. że swoją wiarą powołali ich do życia.przemknęła mu przez głowę dziwaczna. Przeżegnał się teraz skrycie. dzień był pochmurny i chłodny. Te myśli były jak brzmienie rozkołysanych. skąd wzięły się te straszne. BOGOWIE. które nagle napłynęły do niego wysoką falą. odkąd został przypisany Świątyni. gdy ją opuszczał. wyjdą z Podziemi. tak właśnie będzie. to jej postać straciła już dla niego wszelkie barwy. mocne ramiona. POKUTĘ! .pomyślał wstrząśnięty.Brat Bogumił oparł plecy o naturalne skalne wgłębienie i mimo przedwieczornego chłodu poczuł łagodne. Może dlatego. I ogarnęło go niepojęte. zstępują ku niemu zewsząd i dźwięczą w uszach… …. Więc nie bój się pytań” . bezbożne. mój kochany…” Bogumił miotał się bezsilnie w rytm tej potężnej. Pytania przecież wiodły do wątpliwości. Zstąpią z Nieba. zebrane w ciągu dnia… Nie. Przez gruby habit czuł wciąż pulsujące. zharmonizowanej ze słowami melodii. Pokutę. niemożliwe. są ważniejsze niż odpowiedzi. iż niechcący posłyszał Głos Diabła. przyrzekając sobie samobiczowanie i wielodniowy post. mój synku. jako karę.. synku. którego nigdy nie zdołał poznać. pomogli im umrzeć. której brzmienie słyszał teraz zewsząd jak dźwięk rozkołysanych gigantycznych dzwonów. 165 . że nie mogąc pogodzić się z wyborem Drogi przez syna. Zapewne kamień oddaje słoneczne promienie. I w podzięce nauczą ludzi. matki zaś nie pamiętał. Bogowie podziękują ludziom za to. z jego zamknięciem w odległym klasztorze. obca i niebezpieczna myśl. synku. a potem powstać z martwych. w Wiosce. jak mało jest ważna wobec jego misji… …dlaczego nagle zaczął myśleć o matce i ojcu? Nigdy tego nie robił.i nadejdzie dzień. mój duży. przecież słońce nie wyjrzało dziś ani na chwilę. jak stworzyć Cywilizację Miłości… Tak będzie. Niezliczone zastępy Bogów. nie znane mu uczucie. Po co przywołał na myśl dawno zapomnianych rodziców? Kamienne wgłębienie otulało jego plecy jak potężne. Nawet gdy czasami próbował przywołać ją w myśli. I nawet gdyby Bogumił zatkał uszy i tak byłoby je słychać… Płyną. musiała zrozumieć. obcą myśl i inne. bezpieczne ramiona ojca. szaleńczej.

westchnął kapłan. . Drogę zaś trzeba było tyczyć szerokim łukiem! Ileż to nas kosztowało! Tyle dodatkowej pracy.A wiesz. który siedział skulony na wielkim kamieniu. Ezra półleżał teraz na omszałym głazie i ciężko oddychał.westchnął stary kapłan.pomyślał. bezbożne słowa.powtórzył jak echo Ezra. że niektóre szczerby i załamania skalnego giganta układają się w zarys twarzy. że pora opuścić to miejsce. Chyba nikt ich nie ruszy. .Podnosili je na drągach. na których siedzimy .Nie. To był dobry człowiek.Cieszę się. Młodemu zakonnikowi przez chwilę wydało się. dzisiaj zrównanie dnia z nocą. choć zadawał zbyt wiele pytań i często się wahał.…i ojca .wyjaśnił Ezra. że zabłądził w Puszczy i zniknął w dniu twoich narodzin. gdyby szła prosto? . . . Odległość z Wioski do polany nie była zbyt duża. Zastanawiałem. a tymczasem lodowatość kamienia. gdy pobierałeś nauki w Dalekim Kraju. usiłowali roztrzaskać żelaznymi młotami.Podobno . Brat Bogumił odetchnął z ulgą: odegnał modlitwą przerażające i niepojęte myśli. niemiły chłód. że ludzie nie mogli uporać się z głazami. 166 . aby powiedzieć młodzieńcowi. zapewne były to tylko omamy. . Myślałem. się dlaczego Droga skręca tu tak gwałtownie. na którym siedzą. Czuł bijący od kamienia lodowaty. słońce już mocno grzeje. . Chyba lepiej. Kapłan Isak też by jej nie rozpoznał. A może zdrzemnął się na moment i Diabeł wykorzystał to. nie. mój synu i że stało się to właśnie teraz . podsuwając grzeszny. co nie uchodzi misjonarzom… .Bogumile? Stało się coś? Boli cię głowa? . Muszą zatem zostać.Ezra wyczuł jego niepokój. zatykając pięściami uszy. żeby ominąć kupę gruzów… .Podobno lubił moją matkę . wysapując swoje zmęczenie. Paskudne miejsce… Niezdrowe. Szkoda. Jest przecież wiosna. Może nawet pokuta nie musi być aż tak surowa? W końcu nie on wymyślił te straszliwe.dokończył młody mnich. to ciekawa historia… Wyobraź sobie. ale one się nie poddały. by odwrócić uwagę starca od siebie i swych przerażających doznań. zbierał się w sobie. szalony sen? W zamyśleniu patrzył na niezwykły układ gigantycznych głazów. zmagał się ze swoim zmęczeniem. że wróciłeś. ale dla nóg starca nazbyt męcząca.Wioska tak się zmieniła przez ten czas.wtrącił Bogumił.mówił. przypomina zimę. Ledwie ją poznasz. Gra cieni . odwrócił wzrok od kamiennego kręgu i spojrzał pytająco na ulubionego wychowanka. .

Jesteśmy w pół Drogi. wciąż jeszcze żyje matka tego zakonnika? Czemu nagle o niej myślę? Wszak niemal już zapomniałem o istnieniu tej kobiety . niedawno nawrócony kraj nie zawrócił z drogi cnoty i Cywilizacji.. Musimy pozbyć się jeszcze wielu wrogów. Poczuł się nagle jak dziecko: był wolny i radosny. wspaniała Puszcza. nawet spośród nas samych i nawrócić wiele narodów. na razie nasza misja nie jest zakończona. że pulsuje. Jak widzisz. bo wkrótce ktoś będzie musiał mnie zastąpić. Wkrótce wszędzie będzie już tylko jeden Bóg i jeden Kościół.Ojcze? . a przed sobą . by ten nieokrzesany. mało mam sił. bo cóż innego? Ezra powiedział. a zarazem nie mają do ciebie dostępu heretyckie wątpliwości .szepnął nagle. I zatriumfuje.zakończył Ezra. daleko. Czy możliwe.miał ogromną. Ty jesteś do tej misji najlepszy. swobodną przestrzeń. Przyłożył do niego policzek. Tylko ta Droga. łączy nas ze światem. .zastanowił się niespokojnie Ezra. że biegnie. Czuł się silny. leżących obok kapłana: wyglądał teraz jak… jak… wstyd powiedzieć… nie. patrząc z dumą na szeroki trakt. żebyś mógł wrócić do Wioski. Bogumile. Nic. zaczął wpływać na Wioskę dobroczynnie. z odległymi Miastami. będą braćmi. w każdym zakątku Ziemi. że tu nic nie ma. bracie Bogumile. wciąż wielbiących bałwany i tkwiących w grzechu pogaństwa. Wydawało mu się. cywilizowanymi krajami. w cieniu pierzastych palm. zamknął oczy i oddychał pełną piersią. pod błękitnym niebem. Bogumile. prowadząc wprost w ramiona ojca. bezpieczny i pełen mocy. Lecz przecież to pulsowała tylko krew w jego żyłach. a wszyscy ludzie. krzycząc ze szczęścia. nad brzegiem ciepłego morza.zamiast ponurych czterech ścian celi. A ta Droga. w której spędził dzieciństwo . Światło uprawiało jakąś dziwną grę na jednym z tych lodowatych kamieni.zamyślił się brat Bogumił i dotknął dłonią potężnego głazu. Kamień nadal był ciepły i Bogumiłowi wydawało się. Poprosiłem hierarchów. że gdzieś tam. za naszą sprawą. Lecz to dopiero nadejdzie. a szczęściem tym była zielona. z cudzoziemskimi. który nie poddaje się żelaznym młotom? Nigdy o takim nie słyszałem . raptownie wstając i patrząc na ogromny głaz. przez którą wiodła lśniąca Kamienna Droga. gdyż tu się urodziłeś. odwracając głowę od Bogumiła. to by mu nawet nie przeszło przez usta! Co to za kamień. To odległe czasy. Czasy pogaństwa i ostatnich bałwanów.Niewiele pamiętam. a trzeba ciągle być czujnym.Nigdy nie nazywałeś mnie “ojcem”…? 167 . może dwustu lat. Ezra otwarł oczy i spytał zdziwiony: . Cywilizacja Miłości. znasz słabości ludu. a pulsowanie kamienia przyśpieszało i wzmacniało bicie jego serca. NIC. jak ty i ja. Świat już wcześniej. trzeba nam jeszcze stu. który łączył Wioskę z kupieckim szlakiem.

łagodnie zafalował. . Kraków. Odchodzili wolno. lecz była to tylko gra cieni. zobaczysz. pamiętaj .powiedział Bogumił. oglądając się na potężne gruzowisko gigantycznych. że te głazy są nagrzane jak… jak ciało . ścinających drzewa na nowe miasta. . zimno tu. głuchy. pałace i świątynie. Będą wszędzie.odparł spłoszony młody człowiek. omszałych kamieni.Tu nie ma nic . Tu nie ma nic. Mnóstwo coraz większych i coraz wspanialszych świątyń. rzucanych przez ostatnie wielkie drzewa niegdysiejszej Puszczy.Jakoś to słowo samo przyszło mi na usta .Chodźmy. a Bogumiłowi przez chwilę wydało się. czerwiec 1997 168 . a Ezra spojrzał na niego surowo. .Słyszałeś. Przez chwilę jeszcze miał wrażenie. .przypomniał na wszelki wypadek. ale pewnego dnia także i tu… .przytaknął gorliwie Bogumił.Zimno? Wydawało mi się. tak jak faluje pierś oddychającego swobodnie człowieka.. Tylko echo . że największy z głazów powoli. .GRBDGHBWGZ… .odparł stary Ezra.Echo. że słyszy dziwny. Mam dreszcze otrząsnął się starzec. bracie Ezro…? Co to? . Od tych kamieni ciągnie lodowaty chłód.Ciało jest do umartwiania.zaciekawił się.Echo siekier. dudniący dźwięk: .

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful