Terakowska Dorota

Samotność bogów

1

Gdy się pisze, dobrze jest mieć swoją Alę. Alicji Baluchowej - bo dzięki niej moi bohaterowie przemieszczają się pomiędzy światami, lekceważąc wszelkie granice, włącznie z tymi, których nie ma.

Warkot bębnów wciąż nabierał tempa i brzmiał teraz jak stukot tysiąca końskich kopyt, cwałujących po Kamiennej Drodze. Na tę Drogę, po drugiej stronie Rzeki, Jon trafił przez przypadek, ale nim uszedł kilkadziesiąt kroków, wstrzymał go głos szamana. Szaman, stary i zgarbiony, stał na właściwym brzegu, gdzie zbiegały się ścieżki z Wioski, był niewidoczny dla oczu chłopca, a jednak chłopiec usłyszał jego czyste, wyraźne wołanie: - Jon! Wracaj! Tabu! Jon nie musiał słuchać szamana. Władza szamanów formalnie skończyła się, wszyscy w Plemieniu pokochali już inne Bóstwo - zwane najczęściej Bogiem Dobroci. Nie potrzebowało Ono plemiennych czarowników, gdyż nowe rytuały odprawiali przybyli z Dalekiego Kraju kapłani. A jednak choć Bóg Dobroci panował już prawie półtorej setki lat, po śmierci poprzedniego szamana Plemię wybrało następnego - i kapłani przymknęli na to oczy. Owszem, szamani służyli dawnym, odrzuconym bóstwom - “bałwanom”, jak uparcie mówił młodszy kapłan - lecz chronili też Wioskę przed ich zemstą i leczyli ludzi z chorób. Kapłani, w przeciwieństwie do szamanów, byli uczeni w piśmie, nigdy nie ulegali przesądom i nieśli - Jon kochał to słowo - Cywilizację, nie umieli jednak radzić sobie ze starymi Bogami, z ich mściwą naturą, ani z chorobami nękającymi ludzi z Plemienia. Niektórzy szeptali nawet, że część tych chorób - wcześniej nie znanych w Wiosce przynieśli z sobą, z różnych Dalekich Krajów i zza mórz, właśnie ludzie w długich sukniach. Szamani nauczyli się je leczyć, minęło jednak wiele lat, nim odkryli, jakie zioła są naprawdę skuteczne, a które należy dopiero wyhodować, krzyżując różne gatunki z pomocą całkiem nowych zaklęć. Nim się tego nauczyli, wielu ludzi w Plemieniu zmarło na dziwaczne, nieznane choroby, ale już nie szaman - w rytualnym stroju i w strasznej masce - odprowadzał ich w ostatnią Drogę. Rolę tę wzięli na siebie kapłani, nawet nie pytając, czy Kraina, ku której wiodą umierających, im odpowiada. Wyglądało, że wiedzieli lepiej niż Plemię, co jest dla ludzi z Puszczy dobre i co służy Cywilizacji. Kapłani zatem wciąż jeszcze tolerowali obecność ostatniego szamana (kiedyś było ich wielu); udawali, że go nie dostrzegają, a czasem zezwalali na rytualne bębnienie w czasie dawnych świąt - nie zgadzali się jedynie na składanie krwawych ofiar bóstwom. Dawni Bogowie potrzebowali ich - Bóg Dobroci nie tylko ich nie przyjmował, ale wręcz potępiał. Na razie. Dziś właśnie była Noc Starych Bogów, a właściwie najważniejszego z nich, którego jednak nigdy nie wymieniało się z imienia, aby go szybciej i łatwiej zapomnieć.
2

Dlatego bębny zaczęły wybijać swój rytm zaraz po zmroku, a gdy zapadła noc, ich rytm był już szaleńczo szybki, a bębniący mokrzy od potu. Pot spływał po nagich ciałach, wielkimi kroplami skapywał na ziemię, wsiąkał w nią - jako przebłagalny dar Plemienia dla porzuconego już bezimiennego Boga. Bębny dudniły prawie pół doby, ale kapłani skryli się w świątyni i udawali, że nie słyszą. Jon był za mały, by uderzać w bębny. Tego przywileju dostępowali tylko młodzi mężczyźni, a Jonowi do męskiego wieku brakowało ośmiu lat. Ale, jak wszyscy chłopcy z Plemienia, kucał w pobliżu bębniarzy i słuchając ich monotonnego rytmu, bezwiednie kiwał się w jego takt całym ciałem. I myślał. Myślał o Kamiennej Drodze. Już od wielu dni i nocy rozmyślał o Kamiennej Drodze. Odkrył ją przypadkiem. Przypadek spowodował, że Jon złamał Tabu i przedostał się na drugą stronę Rzeki w niedozwolonym miejscu. Wszyscy w Plemieniu wiedzieli, że od czasu przybycia ludzi w długich sukniach i uznania nowego Boga Rzekę przekracza się tylko jednym brodem, nie tym naprzeciw Wioski, lecz tym dużo poniżej jej ostatnich chat. Bród naprzeciw Wioski, najbliższy i z pozoru najdogodniejszy, przestał w ogóle być używany. Stał się Tabu. - Dlaczego? - zagadnął raz chłopiec swego ojca, gdy umiał już stawiać właściwe pytania i słuchać odpowiedzi. - Przecież kochamy już tylko Boga Dobroci - odparł niejasno ojciec. Początkowo Jon nie pojął sensu odpowiedzi ani związku Boga Dobroci z brodem. Gdy po paru miesiącach ów sens do niego dotarł - nie wiadomo w jaki sposób, w Plemieniu nigdy się o tym głośno nie mówiło - Jon zaczął śledzić szamana. Nie wątpił, że ten musi czasem przebywać stary bród w zakazanym miejscu i wędrować w głąb Puszczy po tamtej stronie Rzeki. A jednak - mimo czuwania o świcie, po zmroku, a nawet nocą - chłopiec nigdy nie przyłapał szamana na naruszaniu Tabu. Wtedy zrozumiał, że kapłani tolerują obecność starego czarownika także z innych przyczyn: nie tylko strzegł on Wioski przed zemstą starych bóstw i leczył ludzi; dbał również o to, by nikt z Plemienia nie złamał Tabu, aby wszyscy wypełniali nakazy i zakazy ludzi w długich sukniach. W ten sposób - o dziwo - szaman służył pośrednio Bogu Dobroci. Jona zdumiało to odkrycie. Drugi brzeg był daleko, więc mimo Tabu kobiety z Plemienia nie rezygnowały z prania w Rzece blisko Wioski, a dzieciaki z kąpieli. Przestrzegano tylko jednej zasady: nie wolno było przekroczyć środka nurtu wody. I nigdy nie było z tym kłopotów. Nikt nawet nie próbował zbliżyć się do niewidzialnej, lecz raz na zawsze ustalonej granicy. Wszyscy zresztą wiedzieli, że Tabu pęta ludziom ręce i nogi, odejmuje lekkość oddechu, dusi i zmusza serce do tak szybkiego bicia, że z tego rozpędu może ono stanąć.

3

Było silniejsze niż nakaz ratowania życia członkowi Plemienia. Nic . Ba. a ludzie z Plemienia stali nieruchomo. W ten sposób Jon odczuł. że trzeba ratować czyjeś życie i że to jest ważniejsze od wszelkich Tabu czy jakichkolwiek zakazów starych lub nowych Bogów. Wiedział tylko. im szybciej prąd znosił Gaję na drugi brzeg. wbrew przestrogom starszych. ciągnęło. Tę niedużą.A jednak Jon został zmuszony do naruszenia Tabu. gdy żywioł pozwalał mu wychylić głowę ponad fale. Szaman twierdził. łamiący się o wystające głazy. o dziwo.i chłopiec musiał ją przepłynąć w zakazanym miejscu. jak mu się wydawało. Jon zakrzyknął z radości. po chwili poczuł grunt i wkrótce stał na drugim brzegu z Gają w ramionach. gdzie. Coś wołało go. Zresztą nie zastanawiał się nad tym w swym dwunastoletnim rozumie. pochwalnego pohukiwania ojca . Gdyby nie mała Gajka i niesamowite milczenie ludzi na drugim brzegu. w głąb Puszczy. że Tabu automatycznie. a drugi brzeg i głowa tonącej były coraz bliżej. którym była mała. Gdy wrócił do Wioski z Gają. płuca czy serce.nie żądała od nikogo. Po prostu skoczył. Tabu. że złamał Tabu . która mogła już iść o własnych siłach i radośnie podskakiwała. Rzeka gwałtownie wezbrała . darła na sobie suknie i orała twarz paznokciami . Przeciwnie: kobiety rzucały 4 .nie odczuły tego.poza tajemniczym zewem nakłaniającym go. pęta umysł człowieka. mimo że doskonale umiała pływać. paroletnią dziewczynkę porwał prąd w czasie zabawy i zniósł ku drugiemu brzegowi. ani jego nogi. Mimo to ruchy rąk Jona były silne i szybkie. dziękczynnych zaklinań matki dziewczynki. dostrzegał Drogę. nikt nie podziękował mu za bohaterski czyn. nie pytając nikogo o zgodę. To Jon skoczył do Rzeki. być może chłopiec od razu ruszyłby w gęstwinę Puszczy. Po chwili dziewczynka westchnęła. nogi z energią pokonywały rwący nurt. Tym bardziej bezradni. wzywało.wziął więc uratowaną dziewczynkę na ręce i ruszył w dół Rzeki. Gdy schwycił małą za włosy. a mimo to chłopca uderzyła dziwna cisza. by ratować Gaję. Ale milczenie Plemienia było wymowniejsze niż jego krzyk i silniejsze niż ciekawość chłopca . że nic go nie wstrzymuje. bezbronna dziewczynka. Nawet matka Gai która krzycząc dziko. Jon nie czuł nic. paraliżuje jego zdolności fizyczne. by ratował jej dziecko. by znaleźć używany przez wszystkich bród. nabrała powietrza i otwarła oczy. choć zbliżał się coraz bardziej do drugiego brzegu. bezradni. że trzeba o nią pytać.a tymczasem ludzie stali po drugiej stronie wody i milczeli. jak niewidzialna sieć. krzycząc rozpaczliwie za każdym razem. Rzeka wyśpiewywała swój bulgoczący rytm. Położył ją na kamieniach i tak jak umiał. Dziecko topiło się. aby postąpił dalej. ani ręce. Kierował się w stronę wciąż widocznej na powierzchni główki Gai i dziwił się. Nie przypuszczał. było silniejsze niż odruch niesienia pomocy czego Jon nie wiedział. Spodziewał się zwycięskich okrzyków Plemienia. nie rzuciła się na ratunek sama. usuwał jej wodę z płuc. Gdy wiosną stopniały śniegi i zaraz potem padały długotrwałe deszcze. podobnie jak inni członkowie Plemienia.

Przecież ona topiła się tam. a Plemię.Co więc zrobiłem źle? . Lecz szaman miał rację: gdy Jon wreszcie wyszedł z jego namiotu. Cywilizacja!). lecz nie wyrzekła słowa. gdy zasiedli do wieczornego posiłku. rybą. ciepło. . że matka Gai spojrzała na niego z wdzięcznością. . ale nie wolno przekraczać Rzeki .wokół niespokojne spojrzenia. ratując Gaję? . . szaman powiedział: “Zanim udasz się do świątyni.zawołał chłopiec. To one wywołały w ludziach porażające. drewniane lub kamienne domy. nie tu! Jak inaczej mógłbym ją uratować?! .dociekał chłopiec. Wydawało mu się. wszyscy w Plemieniu traktowali go jak dawniej . Okadzanie świętym dymem było długie i męczące. wyczuł tylko jej obecność w regularnym prześwicie poprzez wysoką ścianę lasu) i… i co? Tego właśnie nie wiedział.obruszył się chłopiec. . . kamienne milczenie. Rodzice spojrzeli po sobie. Podobno w Mieście zaczęto nawet budować domy z cegły. ludzie z Plemienia już dawno zbudowali sobie solidne. Chłopiec zwymiotował.Dlaczego? . Trzeba ratować tonące dziecko. a w ustach rósł gorzki smak.z rubaszną serdecznością. wciągnął go do swego namiotu (tylko on mieszkał w namiocie ze skór zwierząt. gdy nie wie.Byłeś na drugim brzegu. Rodzice milczeli. że Plemię milczy także wtedy. I to zapragnął zbadać. sitowiem! .Jakim zapachem? Pachnę Rzeką.oto dwa wykluczające się nakazy. I strach. muszę okadzić cię dymem”. . A jednak bardziej niż to milczenie.Nie tylko Rzeką. będzie cię unikać. nie patrząc na syna. 5 . Jonowi kręciły się łzy w oczach. z przekrwionymi od dymu oczami i udał się do świątyni na modlitwę. .zdziwił się Jon. z nosa spływały krople. I Rzeka nie zmyje tego zapachu. aby wejść w gęstą Puszczę.Zrobiłeś dobrze.Czy zrobiłem źle. a ojciec rzekł krótko: . tamto palące pragnienie. jak się zachować.Szaman pokręcił głową i nie pytając Jona o zgodę.spytał Jon ojca. bardziej niż krótkotrwałe odrzucenie przez własne Plemię Jon zapamiętał ów dziwny zew drugiego brzegu. nawet twoja matka i ojciec.Nie możesz skalać domu Dobrego Boga tamtym zapachem… . . odnaleźć przeczuwaną Drogę (nie widział jej. Jon po raz pierwszy pojął. Tyle że nadal nikt nie dziękował za uratowanie dziewczynki. mężczyźni obserwowali go z ponurą czujnością.

a nad Wioską od dawna rozpościerała się noc. męczącej ceremonii przebłagania starych Bogów ludzie z Plemienia będą spać wyjątkowo mocno. bardziej mroczna. Jon postanowił. Dopiero ich nawróciliśmy. co wołało go na drugim brzegu. co było całym życiem ich przodków…” . Choćby najmniejszego. czy ona w ogóle istnieje. że tam jest Droga. Isak. skłębioną ścianę Puszczy.Decyzji nie podjął nagle. bóstw i bożąt. Zdecydował się właśnie wtedy.i myślał: Gdy byłem na tamtym brzegu. Ich ręce odmówiły posłuszeństwa. odganiał ją. ale by ich przebłagać. gdy ludzie w długich sukniach. gdy z bębniarzy spływał pot. zatykając uszy. “Trzeba im zakazać tego bębnienia pod karą męki w piekielnym ogniu!” . otrzymali to. Puszcza wydawała się tam inna niż ta wokół Wioski: gęściejsza. by nikt go nie zobaczył. Gorzej może być ze znalezieniem dziwnej Drogi lub z upewnieniem się. Drzewa wydawały się tam wyższe i grubsze. że tej nocy sprawdzi.szeptał łagodnie stary kapłan. Nie mogą się od razu zaprzeć tego. I nocą musi postawić stopy na tamtym zakazanym brzegu. wydeptaną przez zwierzynę do wodopoju. że Plemię wciąż się ich boi i nie chce ich przywoływać. a nosił imiona zapominanych powoli starych Bogów. że musi to zbadać. nazywając po imieniu. mimo że nawrócone. a zwłaszcza Bezimienny. Nie bałem się. dwa. (“Trzeba nam czasu. Dokąd prowadzi…? Minęło wiele dni i nocy. że po długiej. że Rzekę musi przebyć nocą. ale wracała. Powinna spaść na mnie kara. bo złamałem Tabu. Nie spadła. że nic nie słyszą . Przysiadał na pniach nad Rzeką i wpatrywał się w drugi brzeg. Oznaczało to bowiem. wijów i boginek. ale wiem. Ta noc była do tego wprost idealna: chłopiec wiedział. Najgroźniejsi jednak byli Bogowie bezimienni. Patrząc na spoconych bębniarzy. Nie wiem skąd. powinienem się bać. wodników i strzyg. ale Ezra miał dla nich wszystkich jedno miano: bałwany). To nie powinno być trudne. trzy pokolenia temu. skryli się w świątyni i udawali. gdy bębny warczały głucho i donośnie. Bębniarze raptownie urwali rytm. by ich nadal czcić. Chłopiec wpatrywał się w prawie czarny na tle niebieskiego nieba zarys lasu . prosić o wybaczenie zdrady. ta myśl przychodziła do niego krok po kroku.irytował się młodszy z kapłanów. Coś mnie jednak wołało. prześwit między drzewami oznaczać może na przykład ścieżkę. Nie po to. a Jon nigdy nie widział nad ich koronami żadnego ptaka. Wszystko powinno mnie tam odrzucać. wysłannicy nowego Boga. I wiem. wciąż doskonale rozróżniało mniej ważne bóstwa i bożęta od groźnych starych Bogów. Jon czuł. Bębnili od wczesnego zmierzchu. aby nie skalał go natarczywy rytm grzechu. co im się należało i na pewien czas powinni dać 6 . Będą umęczeni Nocą Bębnów i swoim rozdarciem pomiędzy lękiem przed starymi bóstwami a miłością do Boga Dobroci. w czarną. Ezra. Plemię.gdy Plemię obchodziło Święto Starych Bogów. z ciemniejszą niż zazwyczaj głębią. Starzy Bogowie. Grzech miał głuche brzmienie bębnów. nim Jon poddał się i poczuł. nasłuchując niespokojnego bicia bębnów.

kamień. Widział je teraz wyraźnie. wprost pod granatowym niebem. kamień… Wielkie. Płynął rytmicznie i po chwili znów poczuł grunt. Jakby powstała wczoraj. Opadł na kolana i na czworakach ruszył naprzód: wszędzie wokół był gładki kamień. gdzie odłożyli bębny. stojącym blisko Rzeki. niczego nie słyszał. Kamień. Mech pod jego bosymi stopami był miękki. potem trafił na pierwszą głębię i zaczął płynąć. Gładka. a szaman w namiocie. tym razem także nie poczuł krępującego działania Tabu. To nie była ziemia… Jego dłonie wymacały chłodny kamień. wstał ze swego łoża i cichutko wyszedł. Przeszedł teraz kilkaset metrów w górę i w dół Rzeki. gdyż zew płynął najwyraźniej stamtąd: z głębi Puszczy. Wiatr i woda nie zdążyły wyrzeźbić w niej nawet najmniejszej nierówności. cały wysiłek wkładając w badanie stopami podłoża.zdecydował. Jaka była tam? Chłopiec wszedł do Rzeki i chwilę w niej brodził.spokój Plemieniu. Księżyc nie świecił w tej chwili i było wyjątkowo ciemno. Grunt pod jego stopami stał się dziwnie gładki. wyraźny głos szamana: . na tym brzegu. Żadnego zewu. tego Jon nie mógł dociec. jak wydawało mu się na początku. Spojrzał ku bliskiej. jakby wypolerowana. które się od nich odwróciło. starannie obrobione głazy złączone gliną. Nie pamiętał. Nic nie czuł. Gdy Jon usłyszał wreszcie ciche poświstywanie ojca i głęboki oddech matki. gdyż nagle zza gęstych chmur wyjrzał księżyc.Jon! Wracaj! Tabu! 7 . Szedł wolno po mokrych kamieniach drugiego brzegu. płaskie. Noc była ciepła. Aby się o tym przekonać.i wstrzymał okrzyk bólu. Jon przykląkł i dotknął dłonią ziemi. ale wciąż niczego nie słyszał i nie czuł. . a suche gałęzie zbyt ostre. Wody dawno opadły. Szedł szybko. Puszczę dzieliła wijąca się Droga. Chłopiec nadepnął na coś wyjątkowo ostrego . należało po prostu ruszyć przed siebie. Reszta ludzi skryła się w swych domach. Wioska spała. zanurzając się najwyżej do ramion. Po namyśle zagłębił się w Puszczę. Przynajmniej do dziś. Myślał wówczas tylko o ratowaniu małej Gai. Wtedy poczuł: już nie szedł po mchu ani igliwiu. a ciepły wiatr osuszał mu skórę. krzewy borowiny drobne i kłujące. pogrążona w bezpiecznym mroku nocy. Puszcza rozstąpiła się na boki. I Jon tak zrobił. Ale pokonał go z łatwością. Młodzi mężczyźni usnęli tam. … właśnie tedy usłyszał czysty. linii horyzontu. Noc zawsze wydawała się Jonowi bezpieczna. Kamienna Droga. Wbrew mrocznym. Ruszył dalej ostrożnie.Może to powinno być gdzie indziej? Spróbuję powyżej… . dzięki obecności drzew. Puszcza wolno gęstniała. gdyż deszczu nie było od wielu dni i dorosły mężczyzna mógłby przejść na drugi brzeg. tu. Kamienna Droga zatem nie była prosta. Dla dwunastoletniego chłopca środek Rzeki wciąż był głęboki. w którym miejscu poprzednio usłyszał zew. groźnie brzmiącym opowieściom starszyzny. Dokąd podążała.musiała to być kość jakiegoś padłego zwierzęcia .

jednoznacznego z zakazem . Wtedy nic już nie pomaga. .Nie wołałem cię dźwiękiem.powiedział Jon.odparł szaman. Usłyszałeś go.Nie rozumiem! . że poczułeś zew.zdziwił się Jon. Gdy mokry Jon przycupnął u jego stóp. Nie mówiłeś mi. odwrócił się i ruszył w stronę Rzeki. lekkiego. . widziałem. to znów płynął na skróty tędy. . zwabieni wołaniem czarownika. gdzie drzewa i krzewy tłumią wszelki dźwięk. ledwie widoczny w mroku nocy. że mimo nocy zbiegną się kobiety i mężczyźni z Plemienia. a strach nie pętał kroków.Złamałem Tabu . Chłopiec westchnął i rozejrzał się niespokojnie. . . Nie każdy słyszy. jeśli nie coś gorszego. 8 . Może wzbudzić lęk i nieufność. Westchnął.Poprzednie okadzanie świętym dymem nic ci nie pomogło. wyzwolony z pęt pełnej nakazów i zakazów codzienności. Nikt się nie zbudził .zaciekawił się chłopiec. tylko mocą. że wkrótce nikt nas nie będzie potrzebował.Wciąż nie czuł Tabu. jak ja. Oczekiwał. . zostałbyś pewnie plemiennym czarownikiem. Był wystraszony. . Czekał. Trzeba było włożyć w ten okrzyk nie lada siłę. czarownik nie poruszył się.A kto umie nim mówić? .Szamani .Znów będziesz mnie okadzał? .Wszyscy śpią.i ci wybrani. Ale myślę.pokiwał głową starzec .Co mam teraz robić? . Mimo to podziałało na niego magiczne słowo: “Tabu”. gdzie od półtorej setki lat nikt z jego Plemienia nie ośmielił się przekroczyć nurtu. Więc chyba ty. . ale zarazem w przedziwny sposób czuł się wolny i niezależny. Po chwili już był z powrotem nad jej brzegiem. . Nic nie hamowało jego ruchów.odparł szaman myślom chłopca. aby głos dotarł nie tylko na drugi brzeg Rzeki. że wagi tego słowa . dlatego kryj swój talent przed ludźmi. Tym razem nie szukał znajdującego się poniżej brodu: to szedł. że to zrobisz. Jon przywykł. Kamienna Droga wołała go i niosła niemal sama. ale i w głąb Puszczy. jak od wielu dni wpatrujesz się w drugi brzeg.Za późno .Czułem. Kiedyś. ponury i niezgłębiony jak ona. Przeciwnie. tak jakby szaman o tym nie wiedział. którzy go słyszą.Wołałem wewnętrznym głosem. jakby wyzwolonego.spytał chłopiec. dawno temu.nikt w Plemieniu nigdy nie kwestionuje. Szaman siedział na pniu. . .

że się komukolwiek sprzeniewierzyli.odparł bezradnie szaman. . który czeka na 9 . gdy przestaje się w nich wierzyć. Lepiej. Wszystko wszystkim wybacza.rzekł szaman bardziej do swoich myśli niż do tego niepozornego chłopca.Ludzie na to nie zasługują.. bez strachu i wyrzutów sumienia. kogo On wołał. by stać pomiędzy Tym. zaczną.Znam tylko właściwe słowa i mam jej obraz w głowie. że wcześniej czy później ludzie. by okazał się silniejszy. ale ich agonia jest dłuższa i straszliwsza niż ludzka. Choćby po to. Umierają. . . Aby zagłuszył tamto wołanie. mówiąc nie to. Nie odrzucą cię. W Wiosce wciąż pamiętają. gdyby mógł.Mój ojciec jeszcze chodził tamtędy. . W końcu zdradziliśmy Go. żebyś już nigdy nie postawił stopy na Kamiennej Drodze. Oni już nie słyszą Jego wołania i są z tym szczęśliwi. Kto raz na nią wstąpił. żeby Tamten się na nas nie zemścił. który czeka u kresu Kamiennej Drogi.powiedział Jon z lękiem.Więc ją znasz? Byłeś tam? Dokąd ona prowadzi? . I widocznie wciąż tak jest.Zatem Kamienna Droga prowadzi do Bezimiennego… . prawda? . że Bogowie… no.zmartwił się Jon w dziecięcym odruchu żalu.spytał niecierpliwie Jon. żebyś tam nie szedł. . . I to mnie przejmuje lękiem. że nią pójdziesz.zdziwił się chłopiec. czy to możliwe. a Bogiem Dobroci i pilnować. że ich to nie dotyczy . lecz nigdy na niej nie stanąłem . choć nie wiem.Plemię mnie odrzuci .Tak. że On… że umarł. że ten. Znam moje Plemię i inne Plemiona spoza Puszczy . Jestem już tylko po to.On nie gniewa się na nikogo. . gdy nie będą się bać swego Boga. Mogą teraz czcić Boga Dobroci.Najgorsze…? .wyszeptał Jon.szepnął szaman. I wiem. że szedłem Drogą starego Boga .Idź do świątyni i pomódl się. łamać Jego przykazania. Ja nigdy nie wypowiadałem się za… za Tego. ale będą się ciebie bać. co On by mówił. .Nie. . a nie przeciw sobie. Idź teraz do świątyni i spróbuj odwrócić swój los. To zbyt dobry Bóg.Umarł? Myślałem. Jonie. Proś Boga Dobroci. . I to jest najgorsze .są podobne. Ale idź. . słucha Jego głosu. Tak zawsze było. aby mieć Boga Dobroci za sobą.Bogowie umierają. musi iść. Albo też Jego kapłani będą przemawiać w Jego imieniu.Bóg Dobroci pogniewa się. . A ja już miałem nadzieję. ja już nie. a po śmierci udają się do Krainy Zapomnianych Bóstw .zdziwił się chłopiec. I boję się.

na co zasługują ludzie! A teraz idź już do świątyni. Kapłani spali. wiedział też o tym starszy z kapłanów.jak wszyscy Bogowie. Nie patrzył na Jego wizerunki rzeźbione w drewnie. że w ciszy wypełniającej świątynię jest 10 . choć drugi z nich . ledwo wszedł do wnętrza. choć Plemię z Wioski dawno uznało nakazy Cywilizacji: do prania potrzebny był dobry ług. Karał za nieposłuszeństwo. Na szczęście Bóg Dobroci był nie tylko w świątyni. że żaden z nich nie pokazuje Go prawdziwym. ale Ezra przypomniał sobie chłopiec . gdy surowo nakazał odpokutować starej Jadze za ciemne zabobony? Ale przecież kapłan Isak.pomyślał bezwiednie chłopiec. Podobno dawniej kobiety z Wioski zawsze podczas prania zaklinały wodników. gdy czciło Go całe Plemię. a nawet sprowadzić opętanie. Na szczęście obaj kapłani spali teraz w swych domach: stary. mógł też wpędzić jej właściciela w chorobę.który pewnie by się zmartwił kłopotami Jona i młodszy. Świątynia była potrzebna tylko po to. formowane w glinie lub w gipsie . gdy Plemię w milczeniu przyglądało się. wyrwał staruszce rzemienny bat. Stara Jaga widocznie wciąż w to wierzyła. długimi oknami. Urok wodnika mógł pozostawić bieliznę równie brudną jak przed praniem lub jeszcze brudniejszą. by je kaleczyć! . pragnął usłyszeć głos Boga. nie była miejscem Jego pobytu. aby biczowała sobie do krwi plecy.zmusił raz starą Jagę.. także wtedy. bardziej smutny niż zagniewany. . który straszyłby go piekielnymi mękami. by lepiej skupić się na Jego obecności. Jon poczuł Jego obecność.Im lepiej ludzie będą Go sobie wyobrażać.chciał. Więc może Ezra miał rację. nie patrząc na obrazy i oparł głowę o ciepłe drewno jednej z szerokich ław.końcu Kamiennej Drogi. On jest inny. Nikomu nie pobłaża. z ciepłym światłem łojowych lampek i świec migocącym za wąskimi.krzyknął.nie spał nigdy. może jeszcze nie jest za późno… Szaman skrył się w swym namiocie. jak przemawiała do wodników w czasie prania bielizny w Rzece. ale Bóg . Jon ruszył do świątyni. I nigdy nie pobłażał. malowane na płótnie.gdyż wiedział. Jon czuł Go w Puszczy i nad Rzeką. bluzki i koszule.Bóg Dobroci nie po to stworzył ludzkie ciało. Na innego nie zasługujemy. ukląkł. a nie zaklęcia. był wszędzie. Nie chciał słyszeć nauk ludzi w długich sukniach. Ale przecież nie ja będę pouczał nowego Boga. starzy czy nowi . Stała pośrodku Wioski. prosta. jak Jadze krew cieknie po plecach. gdyż przyłapano ją. w swoim domu i w znalezionym na drzewie gnieździe jaskółki. I taki winien być Bóg ludzi. …chłopiec wszedł zatem do świątyni. Jon o tym wiedział.młodszy i gniewny . aby Boga utożsamiać tylko ze świątynią. . aby nie rzucali czarów na spódnice. Był groźny wymagający. ze strzelistą wieżyczką wznoszącą się ku gwiaździstemu niebu. tym mniej będzie do siebie podobny” . który nadszedł. drewniana. Wydawało mu się. odlane w metalu. Isak . Może nawet nakazałby mu odbyć pokutę? Kapłan Isak nakazywał jedynie modły.

że nie był to rodzaj sekretu. że musi iść Kamienną Drogą. oni sami na ogół nic o tym nie wiedzieli (na ogół. jaką młoda para otrzyma na nową drogę życia.o złamaniu rodzinnych umów i rodowej wojnie. Tylko do niego należała decyzja. Widocznie szaman dobrze chronił Plemię. wiem. nie zauważony przez nikogo. A Ty mi wybaczysz. głośnych modłów i pieśni.porozumiewali się ze sobą rodzice przyszłych oblubieńców. Właśnie nadarzała się taka okazja i chłopiec poświęcił jej całą uwagę. Wierzysz mi? Odpowiedz… Bóg Dobroci nie odezwał się. ale Jon i tak odczuł Jego zgodę. Decydowano. w czym pomagała na ogół cała Wioska. Z zachowania starego czarownika wywnioskował. czego Tamten będzie ode mnie chciał. kiedy to zrobi. Zwłaszcza że nikt nie żądał od niego. Oto po jesieni i zimie następowała znowu wiosna. wolał szukać okazji do radości. a każdy taki przypadek Plemię długo pamiętało. Jon nie słyszał zewu. by Cię zdradzić . tradycyjna pora łączenia w pary młodych ludzi z Plemienia. lecz mogli też zażądać od rodziców zerwania narzeczeństwa i zawiązania nowego. śpiewanych z uczuciem. Teraz. 11 . Nowy Bóg miał zbyt wiele zrozumienia dla ludzi z Wioski. Ustalano okres narzeczeństwa . Najpierw . owiec. co nieuniknione. Chłopiec wyszedł ze świątyni i. snem głębokim i bez koszmarów. gdyż spryt młodych nie mieścił się w wyobraźni starszych!). lecz fałszywie. to nie po to.bliżej do Niego niż podczas wspólnych. Rodzice wymieniali rzeczowe uwagi o ilości bydła. Obiecuję też. Nie aprobatę. że obojętne.Jeśli nawet TAM pójdę.zgodnie z odwiecznym obyczajem. wślizgnął się cicho do domu. A on się nie śpieszył. bo muszę. lecz zgodę na to. którego odkrycie przynosi szczęście. którego nie zmieniło przybycie kapłanów z Dalekiego Kraju . która pokonywała wszelkie przeszkody. I zrozumienie. . aby uczynił to jutro czy choćby za miesiąc.z rodzicami czy osobno. jak każdy dwunastolatek {teraz już prawie trzynastolatek). Szaman miał rację. w imię obrazy krewnych dziewczyny lub chłopca.powiedział półgłosem. *** Minęło wiele dni i nocy. a Jon. W ciągu tych siedmiu lat młodzi mogli się polubić. Prawie całe dwie pory roku. nigdy nie zrobię niczego przeciw Tobie. narzędzi i broni. zwierzęcych skór. Chłopcu nie było też spieszno poznać tajemnicę Kamiennej Drogi. nawet dawne obyczaje. poczuł ulgę. Matka i ojciec nadal spokojnie spali. w Wiosce. a nawet czasem przekazywało w pieśniach następnym pokoleniom. Były to pieśni ponure . I odwrotnie: niektóre z pieśni sławiły potęgę miłości. Przebywając na swoim brzegu.nie mógł być krótszy niż siedem lat. Zdarzało się to jednak rzadko. gdy już wiedział. Nigdy się nie odzywał. Bogatsi ludzie z Plemienia na długo przed weselem zaczynali budowę domu dla przyszłej rodziny. gdzie młodzi zamieszkają po ślubie . Pójdę. a po chwili usnął też Jon.

Kupcy. że jest im wciąż potrzebny. …to chyba matka Gai przyszła pierwsza. a pewnego wieczoru ojciec i matka Jona udali się razem do domu dziewczynki. Dzisiaj większość starych rytuałów zarzucono. Nikt też nie chciał narażać spokoju szamana. A zresztą Bogu Dobroci nie ubywało miłości ludzi tylko dlatego. Ludzie z Plemienia pragnęli trwać w uczuciu dla Boga Dobroci. przywozili wszak dziwne wieści ze Świata Cywilizacji. nikt bez trwogi nie umiał myśleć. ba. że mądrzej będzie. Plemię po części ze wstydu. przejeżdżający czasem przez to ukryte w Puszczy miejsce. gdyż któryś z nich . Chłopiec zobaczył ją w swoim domu. czy z narzeczeńskiej pary będzie zgodne stadło. niekiedy oddawał się szczególnym wróżbom.choćby surowy Ezra . niż sięga wzrok zwykłych ludzi. dlaczego szaman miał być karany za swe nadzwyczajne umiejętności. że szamana trzeba wypędzić z Wioski. O tym kapłani też nie powinni byli wiedzieć. że złośliwe bożęta. ile powinna mieć oblubienica. Na taki wstyd żadna matka nie chciała narażać swoich córek. Gaja miała zaledwie dziewięć lat. zanim rodziny ustaliły zawarcie narzeczeństwa. byłaby już trochę za stara i można by podejrzewać. nakazał istnienie Tabu. by sprawdzić. dzisiejszych Bezimiennych.mimo porywczości Ezry kapłani byli dobrymi ludźmi . Ale odwiedziny zaczęły się powtarzać. nikt nawet o Nim nie słyszał.Najczęściej jednak rodzicom udawało się dobrać narzeczonych. pomniejsze bóstwa potrafiły sprowadzić deszcz na gotowe do zbioru plony lub wywołać pożar w zagaszonym domowym ognisku. lecz równocześnie nie chcieli stracić swego szamana. korzystali bowiem z pomocy szamana. badaniu wnętrzności zabitej kury czy piciu tajemnego wywaru z ziół lub grzybów. Plemię nie rozumiało. by wyszukać narzeczonego dla jedynaczki. Czuli. Zaślubin udzielali kapłani. że szaman podczas ceremonii zaręczyn szepnął rodzicom słówko. najpierw porozumiewały się matki młodych. Zgodnie z wielusetletnią tradycją. O mocy i możliwościach dawnych Wielkich. po części ze strachu kryło przed kapłanami tajniki tej wiedzy. kogo z kim można łączyć. że się ich bało . wiedzieli. widział dalej. 12 . lecz niektóre wciąż były przydatne. które zezwalało milczeć . wciąż jednak to szaman najlepiej wiedział. Ojcowie rzadko kwestionowali ich wybór. pokręcił głową lub zmarszczył brwi.podobnie jak szaman . czy nie uda się czegoś zniszczyć w utrwalonym nowym porządku. iż nikt jej nie chciał. wywodzących się z czasów. Na szczęście stary szaman. Kapłani nie umieli tu doradzić. Gdyby miała więcej. gdy w żadnym z Plemion nie oddawano jeszcze czci nowemu Bogu. mówiące o rosnącej odrazie dla czarów i srogim karaniu czarowników. a kogo lepiej trzymać od siebie z daleka. wodniki i wije podchodzą niekiedy pod Wioskę. rozumiejąc swoje Plemię. czarownikowi wystarczał jeden rzut oka. po którym jego wzrok stawał się jaśniejszy. Najstarsi ludzie z Wioski uznali. Owszem. czyli tyle. Matka Gai miała niewiele czasu. by ludzie w długich sukniach nie wiedzieli zbyt wiele o starych rytuałach i obyczajach. One .instynktownie wyczuwały.mógłby wpaść na pomysł.ale nikt nie chciał sprawiać im zawodu.i nie myśleć. Nie dlatego. (Pewnie przyszła po sól lub przepis na placki przemknęło mu przez głowę). lecz początkowo niczego się nie domyślał. ale za siedem kończyła szesnaście.

kucając obok czarownika i patrząc ze zdumieniem na jego pomarszczoną skórę. a cera . Rodzice ubierali ją w praktyczne. Starzec wygrzewał się w słońcu przed swym niepozornym mieszkaniem. Chłopiec pomyślał też. że inne dziewczynki często biły swoje dzieci-lalki. złociste piegi. że nie będzie mieć nic przeciw temu. W słonecznym świetle wydawało się. . Jon zastanawiał się.jego miąższu po rozłupaniu: jasną.i Gaja. o czym rozprawiają ze sobą jego rodzice i rodzice dziewczynki.choć zarazem zmienną w tonacji pór roku. Gdy to odkrył. nieświadoma niczego Gajka bawiła się lalką przed domem. biel skóry przypominała o zimie. że starzec ma co najmniej sto pięćdziesiąt lub więcej lat. niezmiennym od wieków. kolor jej włosów lśnił barwą jesieni. długie rozmowy i targi. że to właśnie on uratował życie jej córki. Jon czekał. gdzie musiałaby zmienić się w błędny ognik. Odruchowo skierował się do namiotu szamana. zanim dla Jona stało się jasne. Zrozumiał. że wchodzi na Drogę wiodącą ku męskości. naśladując w tym bezwiednie swoje matki. 13 . oczy Gajki wydawały się dla odmiany niebieskie. pokrzykując na nie swarliwie. w odcieniu kremowym. bure sukienki z lnu . a Jon obserwował ją z ukrycia. strzygę lub upiora. że każdy nowy plemienny czarownik jest wciąż tym samym czarownikiem. Gajka z ogromną powagą bawiła się swoją szmacianą lalką. czy na decyzji matki Gai zaciążył fakt. Włosy dziewczynki w słońcu przybierały barwę młodziutkiego kasztana. Twarz pokrywały drobniutkie. nie wiedzieć czemu.stwierdził chłopiec. bo dusza zmarłego szamana nie ucieka do Puszczy. Rodzice toczyli zatem zwyczajowe.Zatem kontakty trwały już pewien czas. Matkę Ziemię: ciepłą. z rozłożystością rogów jelenia czy z połyskiem niedźwiedziego futra niż z płcią. nie żalu za beztroskim dzieciństwem. dodając uroku i podkreślając niespokojną zieleń oczu. czy też zadecydował o tym przypadek. poczuł dziwne zadowolenie. a złociste plamki piegów były jak lato. lecz wchodzi w ciało następcy. schowany za grubym pniem drzewa. mimo zamkniętych oczu wyczuł obecność Jona.pomyślał mimo woli Jon. Było to powodem do dumy.wymamrotał. przypominała Jonowi Ziemię. któremu piękno kojarzyło się do tej pory raczej z ognistym zygzakiem błyskawicy na granatowiejącym niebie. by ich rodzice doszli do ugody. przypominając sobie. Tęczówki oczu Gai tchnęły wiosną. Będzie kiedyś piękna .Chcesz spytać o Gaję . Gdy niebo nad wioską było chmurne. Będzie dobrą matką . bezpieczną i stałą . Chłopiec przypomniał sobie dziwaczną opowieść starej Jagi (zanim musiała poranić swoje plecy rzemiennym batem i zamilkła). obdarzając ją czułością i przemawiając do niej półgłosem jak do prawdziwego dziecka.

. gdzie na progu powitali ich rodzice chłopca. aby uczcić zaręczyny dzieci. Wybrał kolor zielony. Jon. Dorośli zasiedli za stołem. Żadne z nich jednak nie wiedziało.Nie rozumiem… . ale wszyscy wiedzieli.Wasi rodzice ugodzą się . Gdy ją wiązał na kasztanowych włosach. Jon wprawdzie nie nazwałby tego zabawą: czuł się dojrzałym 14 . a one same wybiegły z domu. . Oboje rodzice spojrzeli na nich z udawaną surowością: ceremonii zaręczyn towarzyszyć powinna powaga. musiał przewiązać włosy dziewczynki wąską wstążką. to też mnie uratujesz jak od śmierci w Rzece? Zapanowało kłopotliwe milczenie.szepnął szaman. . a Gaja mu zawtórowała. Nim goście i gospodarze weszli do domu.powiedział wreszcie szaman po długim milczeniu.. .Połowę prawdy. Już tu byli. nakrapiany drobnymi cętkami policzek. że jest to wyłącznie jego sprawa: że może liczyć na siebie i nikogo więcej.odparł szaman pytaniem na pytanie. w tak małej Wiosce każde zaręczyny były ważnym wydarzeniem. zaraz jednak pytając dźwięcznie: . które oplotły mu się wokół palców. obchodzono je tylko w gronie najbliższych.Co powiedziałeś? . by się pobawić. że on też nie chce pytać. mimo woli parsknął śmiechem. Jon też nie chciał.zdziwił się Jon. że dorośli nie chcą wracać pamięcią do tamtego wydarzenia. .Co jeszcze mógłbyś powiedzieć. . Po prostu: pewnego wieczoru rodzice Gai przyprowadzili odświętnie ubraną dziewczynkę do domu Jona. a dwunastolatek najwyżej udaje dojrzałość.Chodź. Widać było.Będziecie bardzo dobrym małżeństwem . który ona nadstawiła ochoczo. że dla Jona temat Tabu też jest niewygodny. skoro jest to tylko połowa prawdy? . że dziewięciolatka jest jeszcze skorym do zabawy dzieckiem. Już wiedział. Sąsiedzi zerkali ciekawie przez okna i uchylone drzwi. Zaręczyn w Wiosce nigdy nie urządzano hucznie.zaproponował i twarze rodziców znów rozjaśniły się ceremonialnym uśmiechem. Jon pocałował narzeczoną w jasny. pokażę ci. Chłopiec spojrzał na jego pomarszczoną twarz i pomyślał.Czy ktokolwiek pyta o więcej? . zgodnie z obyczajem.zaciekawił się chłopiec.…a jeśli wyskoczy dziki zwierz z Puszczy. jak się robi łuk .

gdy usłyszał zew drugiego brzegu Rzeki. że nadejdzie dzień. że przez najbliższych siedem lat. Gaja uczyła się trafiać do tarczy strzałami zrobionymi z zaostrzonych patyków. że stary kapłan nie obraziłby się za porównanie go z szamanem.Mnie tak łatwo nie znajdą… . jakby z rozjaśnionej słońcem polany wszedł nagle w głęboki cień lasu. nabyte z upływem lat. niespodziewana i bezwiedna. przecież razem z rówieśnikami niejeden raz skradali się w Puszczy wokół Wioski. Niejasno też przeczuwał. skazując na głód lub pożarcie przez dzikie zwierzęta. patrząc.chłopcem. Bawili się krótko. Zakochani uciekali przed bandą dzieciaków. Fragment tego cienia dotknął też dziewczynki i jasna skóra Gai zbielała jeszcze bardziej. aby trwało bez przeszkód i doprowadziło do zaślubin po siedmiu przepisowych latach.Coś cię boli. Poczuł się tak. Dziewczynka wyczuła zmianę jego nastroju. 15 . a Jon pomyślał ze zdziwieniem. ale jak na dziewczynę. musi się nią opiekować. że w świątyni będzie tylko starszy kapłan. łącząc ją rzemiennym szpagatem: chciał zrobić łuk na tyle mały.Wezmę Gaję na drugi brzeg i nikt za nami nie pójdzie. Tam dopiero kapłani.i Jon odrobinę się spłoszył. mieli pobłogosławić ich narzeczeństwo. Chłopiec wierzył. . krzyczeli na nie. Jon miał nadzieję.wygnałby starca do Puszczy. Chłopiec wiedział. jak narzeczona dorasta. Ezra jednak wciąż nie był pewien. dlaczego? . a jego rozbawienie pierzchło. Mała Gajka dostrzegła to. Tropienie narzeczonych i utrudnianie im zbliżenia było najwspanialszą zabawą dzieciarni wszystkich kolejnych pokoleń. w którym spojrzy na Gaję nie z rozbawieniem i czułością. że jak na dziewięcioletnie dziecko. Jon wyginał elastyczną gałąź olchy. czego nie widzieli jego rodzice: skryty niepokój. Isak. w obecności świadków. . której uroda po części go onieśmieli.Coś cię boli? . przypomniała mu o wołaniu Kamiennej Drogi . Ezra. ten który w dziwny sposób przypominał mu szamana: obaj byli starzy. Czekali teraz na sygnał rodziców. ale Gajka była jeszcze dzieckiem. Obserwował to u starszych kolegów z Wioski. w dodatku zaręczonym. Młody kapłan. był inny: szamana traktował jak osobistego wroga i tolerował jego obecność w Wiosce tylko na polecenie swego starszego brata. obaj mieli wypisane na twarzach. Lub czegoś się boisz . który drążył Jona od dnia. Gdyby mógł to bezkarnie uczynić . zrozumienie dla słabości bliźnich: więcej było w nich współczucia niż gniewu. aby udać się do świątyni.Nie.pokiwała główką. jest w niej zbyt dużo dorosłej przenikliwości.pomyślał z pychą. skarżyli się dorosłym. aby podglądać zakochanych i ich miłosne gry. a po części wyzwoli w nim inne uczucia. podniosła wielkie zielone oczy i spytała: . lecz nic nie było w stanie zniweczyć ciekawości najmłodszych. by dziewczynka mogła go napiąć. Umarliby ze strachu! Tabu spętałoby im nogi i ręce! Myśl ta.

Starcy nie zauważyli chłopca i Jon dałby głowę. myślał z hamowanym gniewem. jakim była obecność czarownika. oczekując. ale gdy był przypadkowym świadkiem takiej jawnej niechęci lub gniewu Ezry na starego człowieka. w cieniu wielkich drzew. więc też nikomu o tym nie wspomniał nawet rodzicom. że nawet wizerunek Boga Dobroci przybrał srogi wyraz. …tym razem chłopiec miał pecha: gdy obie rodziny w otoczeniu przyjaciół wprowadziły Gaję z Jonem do świątyni. kurze jaja. Jon kochał Boga Dobroci. że złamał plemienne prawa. czyjeś ręce podrzucały nocą do namiotu świeżo upolowanego zająca. Młody kapłan nie traktował szamana jako członka Plemienia i czasem. twardym głosem. gdy niespodziewanie natknął się na niego w Wiosce. . Plemię wynagradzało szamanowi jak umiało nie zawinione upokorzenia.. że Ezra podejrzewa go. Chłopiec pomyślał. Jonowi wydało się. dlaczego kapłan Isak był aż tak inny: chwilami nawet wydawał się być z innego świata. że woli szamana niż tego akurat wysłannika nowego Bóstwa . Jego wzrok wydawał się ranić Jona. dlatego więc ludzie w długich sukniach zwracali się do siebie “bracie” lub . by trwał nad ich brzegiem Rzeki. Plemię nie rozmawiało o nich nawet między sobą.siostro”). równocześnie prosząc go milcząco. o jakieś konszachty z… właśnie.szepnął cicho do Gai. 16 . Jon parokrotnie widział starego kapłana z jeszcze starszym czarownikiem. chęć oczyszczenia Wioski z grzechu. o czymś do siebie szeptali. a Plemię pogodziło się z nieuchronnością tej zmiany. Ezra na wszelkie sposoby dawał czarownikowi odczuć. Jon wyczuł jednak teraz. że starzec pokornie zejdzie mu z drogi. że do Ezry musiały dotrzeć wieści o tym. garniec śmietanki lub domowe ciasto z miodem. czy wręcz z innej świątyni niż Ezra. Chłopiec nie pojmował. a nie raptem sześcioro. że czasy jego władzy w Plemieniu dawno się skończyły. gdy młody kapłan zbyt niegrzecznie potraktował starego czarownika. by ktokolwiek widział ich razem. że go nie widzi. Ezra tymczasem odetchnął i przemówił mocnym.odwlekał więc słuszną. że nie chcieli. Stary kapłan był przeciwieństwem swego brata (Ezra z Isakiem naprawdę nie byli braćmi: to Bóg Dobroci nakazywał miłować bliźniego jak siebie samego lub swego brata. by okazać radość. w jego mniemaniu. tak jakby w świątyni były setki wiernych. Kapłan patrzył na wchodzących surowo. choć sytuacja wymagała. podobny do tego.jak zareagowałoby na to Plemię . jak spacerując za Wioską. Nikt z Wioski nigdy nie rozmawiał z kapłanami o starych Bogach.i Cywilizacji. ba. jaki zazwyczaj gościł na obliczu Jego sługi. skądinąd słusznie. Czasem tylko. kto go wzywał na drugim brzegu Rzeki. u ołtarza czekał na nich właśnie młody kapłan.Nie lubię go . z kim? Przecież Jon nie wiedział. a zwłaszcza Ezra. a dziewczynka spojrzała na niego ze zrozumieniem. udawał.

Może nie są prawdziwi. ma mu wytłumaczyć.Ezro! Nie obrażaj ich starych Bogów. czy ten chłopiec…! . Ezro. zniszczycie go w imię Boga. Prześladować was będzie ciąg straszliwych nieszczęść. Ty. zwłaszcza z twojej ręki. straszysz wiernych? . A gdy natraficie w Puszczy na jakikolwiek posąg bałwana.To jest świątynia Boga Dobroci.. że jest to straszliwy grzech. Ezro . Będzie mu potrzebna twoja miłość. aby nigdy nie stała się jej krzywda. widząc niespokojne twarze obu rodzin. Właśnie wyłonił się spośród zakamarków świątyni i stanął obok.Dlaczego.Najpierw przyrzeknijcie oboje. twoim zdaniem. . Wszystkie bałwany wokół zostały zniszczone. na co głupie dzieciaki trafiają. to chyba tylko z powodu głuchoty! . . .przerwał mu Isak i dodał szeptem: . jeśli nie my. ty. którego nawet śmierć nie rozłączy… 17 . nawet przelotnie nie zajmie waszej uwagi. gdy on pójdzie tam znowu? Kto.wzburzył się Ezra. nie są prawdziwymi Bogami . Wierzę. jeśli będzie uczyniony z drewna.Jeśli tego nie zrobicie. a potem ciągnął dalej. ale Isak odsunął go i sam zajął miejsce u stóp ołtarza. Dbaj o nią. umocnieni wiarą w Boga i zawrzecie związek na wieki. w które wierzyło kiedyś wasze Plemię.Błogosławię wasz obecny i przyszły związek. Urwał. za który czekają go piekielne męki? Bałwany. że badają oni wszelkie odstępstwa od naszej świętej wiary i potrafią je wykorzenić?! Za każdą cenę? A kto wie. patrząc uparcie na Jona: .młody kapłan zaczął krzyczeć. Isaku. nawet jeśli. ale są. spadnie klątwa. Gaju. to na waszą przyszłą rodzinę.spytał starzec łagodnie. gdy będzie z gliny lub kamienia. o tym. wzburzenie Jona i lękliwe zdziwienie młodziutkiej narzeczonej.To herezja. na wasze dzieci i wasze wnuki.przerwał młodemu kapłanowi łagodny. zawsze stój przy nim. nawet gdybyś w niego wątpiła. ale Bóg jeden wie. gdy gonią po Puszczy lub przypadkiem przepłyną na drugi brzeg…! zaczął kapłan z pogróżką w głosie. Isaku! Ugryź się w grzeszny język! Wypluj te słowa! Gdyby cię usłyszeli nasi święci teologowie…! Nie wiesz. a Szatan… . zanim przybyliśmy tu z prawdziwą wiarą… . Jonie i twoja przyszła żona. Jonie i Gaju. . chłopcze.Przestań. . lub rozbijecie młotami. lecz rozkazujący głos starego kapłana.Co będzie. na was. że zawsze i wszędzie będziecie służyć tylko prawdziwemu Bogu i że żaden z bałwanów. gdzie był ten chłopiec! Jeśli nie wiesz.Chyba słyszałeś. nie Boga Klątwy… . Wypalicie go ogniem. którym ci ludzie hołdowali. że za siedem lat staniecie tu przede mną.

zaciskając wąskie wargi. .odparł Isak stanowczo i kapłan gniewnie ruszył za ołtarz. czy zamierzasz iść do Światowida? spytał Isak. lecz zaraz zniknął.Więc szaman rzeczywiście dotrzymuje słowa i nigdy nie Przyzywa imion starych Bogów . który mieszka za Rzeką? .Tak.Odejdź.chce udzielić mi nauk. 18 . Ezro . Ciepły uśmiech przelotnie pomarszczył mu twarz. tylko szczerze. lecz najpotężniejszego… Isak znowu spojrzał z ukosa na krzątającego się Ezrę. Młodszy kapłan. że opuścił ich niepokój zasiany przez Ezrę. przydatnych narzeczonemu.Trzeba go wyegzorcyzmować! . gdy ten przekraczał szerokie drzwi Domu Boga i szepnął: . chłopcze. że jest daleko. Chcę z tobą porozmawiać…” Jon ucieszył się. do pomieszczeń. Zapewne Isak… . Jonie. ów Bezimienny nosi imię Światowida. Bałwanem. który akurat gasił łojową lampę w pobliżu. a Jon zdziwił się: . Lubił starego kapłana i każda rozmowa z nim wydawała mu się ciekawa. Dlaczego ludzie przez tysiące lat mieliby czcić nie istniejącego bałwana? Jeśli czcili Go. Isak zatrzymał Jona.Zostań chwilę. zaczął półgłosem: . zamyślony. Jonie.pomyślał chłopiec . Isak zerknął w stronę swego brata. zakrzyknął donośnie. Jednego z wielu. Ezra gasił już światła i świątynia wolno pogrążała się w półmroku.Powiedz mi. Nie patrzył na grupkę ludzi.Nikt nigdy nie powiedział ci Jego imienia? Imienia Tego. Byłaby zbyt prosta. Ezra zapewne powiedziałby ci.Młody kapłan stał z boku.zamyślił się Isak. że On w ogóle nie istnieje. widząc niepokój na twarzy Jona. wychodziła ze świątyni. Ale ja myślę.Byłeś blisko waszego dawnego. plemiennego Boga. w których przechowywano rytualne szaty i pobożne księgi. Jon znowu się zdziwił.Nazywamy go Bezimienny… A zresztą… w ogóle o Nim nie mówimy. . Widać było.urwał nagle.. że jest Bogiem fałszywym. a widząc. że nie jest to cała prawda. rozjaśnionym jedynie wątłym blaskiem kilku świec. aż echo przetoczyło się przez świątynię: .Do Światowida? Kto to? Teraz z kolei zdziwił się stary kapłan: . . no to… Nie wiem . jakby nie umiał rozstrzygnąć żadnej z tych kwestii. która weseląc się.

gdyż wydawało mu się, że kapłani zawsze wszystko wiedzą i nie muszą zadawać żadnych pytań. Znają odpowiedzi na każde z nich, nie mają żadnych wątpliwości. - Zatem Światowid jest czy Go nie ma? - spytał oszołomiony. Ludzie w długich sukniach zawsze mówili, że bałwanów nie ma, że istnieją tylko w wyobraźni Plemienia i wszystkich innych Plemion. Ale przecież on, Jon, idąc Kamienną Drogą, czuł zew. Żaden zew nie może płynąć z Nicości! - To skomplikowana sprawa… - zasępił się stary kapłan. - Tylko młodym wydaje się ona prosta. Dzielą Bogów na Tego Jedynego, który jest prawdziwy i na bałwanów, do których zaliczają resztę. Ja myślę, że inni Bogowie w jakiś sposób istnieją. Ale niektórych, jak Światowida, ludzie powołali do życia własną wiarą, podczas gdy Bóg Dobroci chyba istniał zawsze. Jeszcze nie było ludzi i ich wiary, On już był. Był przed wiarą, przed słowem, przed ludźmi, ba, on był przed drzewami i trawą! I zawsze był taki sam, niezmienny, ponad czasem, ponad wszystkim, co żywe lub martwe. Wystarczyło tylko w Niego uwierzyć i już wiadomo było, że nie tylko jest, ale był, rozumiesz? Najpierw był On, a dopiero potem wiara w Niego. I zawsze znaczył to samo: Wszechdobroć, Wszechmiłość, Wszechmoc, Wszechzrozumienie, choćby nosił wciąż różne imiona, zależnie od miejsca, gdzie go wyznawano. Tymczasem Bogowie, których powołuje się do istnienia jedynie wiarą, przybierają cechy nadane im przez ludzi. Najpierw jest wiara, a dopiero potem Bóg utkany z tej wiary. I Światowid był… jest… był Bogiem okrutnym… - Powołała go do życia wiara mojego Plemienia? - spytał Jon. - Powołał go do życia strach twojego i innych Plemion, dlatego jest groźny. Gdyby był słabym, jednoplemiennym bogiem, przywołanym z miłości, a nie strachu, można by nawet z niego pożartować i nazwać bałwanem, jak chce Ezra. Ale Światowida powołały do istnienia tysiące ludzi, setki tysięcy ludzi przed wielu wiekami! Ci ludzie bali się świata, Matki Ziemi, ognia i wody, wiatru i burzy, wszystkiego, co nieznane i wszystkiego, co znali. Potrzebowali kogoś, kto byłby silniejszy niż żywioły. Powołali do istnienia różne pomniejsze bóstwa, bożęta, wodniki, strzygi i inne stwory, ale to wciąż nie wystarczało. Pragnęli obrony od Istoty, która byłaby mocniejsza niż przyroda. Powołali zatem swą wiarą Światowida. Szybko obrósł w siłę i moc. I równie szybko ludzie uwierzyli, że Światowid, będąc Bogiem potężnym, silnym i okrutnym, wymaga krwawych ofiar, więc… więc On rzeczywiście zaczął ich wymagać. Najpierw składali mu ofiary ze zwierząt, potem z ludzi… - Nie…! - zawołał wstrząśnięty chłopiec. - Porozmawiaj z waszym szamanem - szepnął Isak - to człowiek mądry, od kilkudziesięciu lat stoi między Wioską a Światowidem, chroniąc was przed Jego zemstą. Od stu pięćdziesięciu lat nikt nie składa Mu ofiar z ludzi, zaprzestano też składać Mu ofiary ze zwierząt, więc ma prawo pragnąć pomsty na swych dawnych wyznawcach. Ostatnimi ofiarami z ludzi była para naszych kapłanów…
19

- …nie! - ponownie zawołał Jon, czując chłód, mimo ciepłej pory, ale stary kapłan ciągnął dalej: - …para kapłanów, którzy dotarli tu jako pierwsi ze słowem naszego, a teraz już także wspólnego Boga. Tak, Jonie, twoi pradziadowie zabili ich w okrutny, męczeński sposób. Nic na to nie poradzę, taka jest prawda. Mimo ich straszliwej śmierci, nadal przybywali tu, do Puszczy, nowi kapłani i zakonnicy. Udało im się ocalić życie, gdyż twoje Plemię zaczęło słuchać o Bogu Dobroci. Wcześniej chyba nie rozumieli. A potem powoli, bardzo powoli zaprzestano wierzyć w Światowida. On o tym wie. Czuje się zagrożony i bezsilny, gdyż razem z agonią wiary w Niego umiera On sam. Inni wasi plemienni Bogowie już dawno zmarli, gdyż wiara w nich była słabsza, ich istnienie tylko tliło się jak ogień świec i zgasło. Ale On wciąż trwa. Trwa resztką sił, Jonie - zakończył stary kapłan i urwał. - Kiedy ludzie przestali mu składać krwawe ofiary? - Gdy przybył tu starzec Aron, nasz największy kapłan, który zmarł w powrotnej drodze do Dalekiego Kraju, dokładnie przed stu czterdziestu siedmiu laty. To on pierwszy zasiał w waszych Plemionach ziarno miłości do Boga Dobroci. Powoli, powolutku przestali składać ofiary Światowidowi, najpierw z ludzi, potem z cieląt, saren, zajęcy i kur, przestali odwiedzać Go, a nawet wymieniać Jego imię. W ten sposób zrodziło się Tabu: zakaz przechodzenia na drugi brzeg Rzeki, zakaz modlitw do Starych Bogów, zakaz nazywania Ich po imieniu, zakaz przechowywania w domach Ich wizerunków z gliny, drewna czy słomy. Tabu pomogło Starym Bogom zapomnieć, że mieli wyznawców. Pomogło im godnie i bez bólu umrzeć. Wszystkim, poza Światowidem. On jeden miał swoje Kamienne Drogi. Do innych prowadziły tylko polne lub leśne ścieżki. On jeden był gigantem, tamci byli maluczcy; więc poddali się bez walki i pomarli. On trwał. Kolejni kapłani, którzy przybywali do waszej Wioski i innych siedlisk ludzkich w głębi Puszczy, nakazywali Go zniszczyć. Ludzie z waszego Plemienia i z innych Plemion brali potężne, żelazne młoty, łomy i próbowali wypełnić nakazy “ludzi w długich sukniach”, jak nas tu nazywano. Bali się Go niszczyć, lecz próbowali, byli rozdarci lękiem między starymi a nowym Bogiem. Nauczyliśmy ich przecież, że nasz Bóg jest najpotężniejszy i najlepszy, choć nie znaliśmy waszych Bogów i niewiele mogliśmy o nich powiedzieć… Ale choć ludzie z twojego Plemienia i wszystkich Plemion wokół robili co mogli, by zniszczyć Światowida i choć było ich tak wielu, nie tylko nie udało się im Go unicestwić, lecz nie zrobili w Nim nawet małej, choćby najmniejszej rysy. Teraz widzisz, dlaczego pozostało nam jedynie Tabu. Tabu nie zrodziłoby się ani nie działałoby bez pomocy waszego szamana. Niektórzy z nas, kapłanów, bardzo nieliczni, umieją czasem czynić cuda, ale Tabu… Do utrzymania Tabu trzeba prawdziwego czarownika. Twoi prapradziadowie mieli i wy także wciąż macie szamana. Nikt od dawna nie chodzi na drugi brzeg Rzeki. Światowida pozostawiono samemu sobie… Jon, wstrząśnięty, słuchał starego kapłana. Do tej pory żaden z dorosłych nie rozmawiał z nim tak szczerze o sprawach związanych z Tabu. Słowo ,,Tabu” zamykało
20

wszystkim usta, nikt nie starał się nawet dociec, co ono naprawdę oznacza. Przyjmowano do wierzenia: Tabu - zakaz, milczenie, klątwa. Tylko tyle. Nawet szaman, strażnik Tabu - milczał, wypełniając swą misję. Chłopiec po raz pierwszy usłyszał imię Boga z drugiej strony Rzeki i dowiedział się, że przez tysiące lat tysiące ludzi oddawało mu cześć. Skoro tak - musi On być potężnym Bogiem… - Pewnie wolałbyś, żebym tam nie szedł - szepnął Jon. - Boisz się, że gdy pójdę jako Jego wyznawca, On stanie się znów mocniejszy. A ty chcesz wierzyć, że On w końcu zniknie, wraz z brakiem wiary. Ale ja nie jestem Jego wyznawcą. I nie będę. Ja Go nawet nie znam, mimo że mnie wezwał. A zresztą… kocham Boga Dobroci. Wiem, że jest to dobra obecność. Dziś znów ją czułem, widząc w Puszczy łanię, prowadzącą swoje małe. Za łanią skradał się wilk i chciał porwać koziołka. Nagle podniosły się opary z pobliskiego bagna i zasłoniły przed wilkiem całą rodzinę. Światowid pewnie chciałby, żeby ofiarować mu tę łanię i koziołki. Jak wilk. Bóg Dobroci ją ustrzegł. Strzeże też wilka, by nie zdechł z głodu. - A gdyby Bóg nie ustrzegł łani, przestałbyś Go kochać? - spytał Isak. - Och, On ma tyle spraw na głowie, tylu ludzi i tyle ich kłopotów! Nie zawsze ma czas, by wszystkim się zająć. Ja Go rozumiem - rzekł Jon, a stary kapłan uśmiechnął się na to wyjaśnienie, myśląc w duchu, o ile łatwiej być dwunastoletnim chłopcem niż starym człowiekiem. - Isaku, jeśli pójdę Kamienną Drogą, to tylko po to, by dowiedzieć się, czego chce Ten, który mnie woła - zakończył Jon. - Dobrze. Idź. Lepiej, żebyś to ty poszedł w tę Drogę, niż żeby On, zniecierpliwiony, wezwał kogoś słabszego. Ale nie śpiesz się. I zanim pójdziesz, przyjdź do świątyni… - Chcesz mnie wyegzorcyzmować? - spytał chłopiec. - Nie. Chcę cię pobłogosławić, żeby w Drodze, skoro już musisz nią iść, chronił cię nasz Bóg - powiedział Isak i pogłaskał Jona po jasnych włosach. *** Jon nie śpieszył się na drugi brzeg Rzeki. Mijały kolejne pory roku: śnieg to sypał, to znowu topniał, liście drzew rodziły się w kolorze jasnej zieleni lub sfruwały spurpurowiałe, zaścielając ziemię. Gaja powoli zarzuciła zabawę lalkami i zaczęła towarzyszyć chłopcu w polowaniach, a dwa kasztanowe, dziecinne warkocze zamieniła w jeden, spleciony na karku. Niekiedy rozplatała włosy i gdy opadały burzliwą, połyskującą kaskadą, Jon czuł w sobie dziwne drżenie i pragnął ich dotknąć w inny

21

że pod opieką narzeczonego może poznawać tajniki Puszczy. że Gaja nie rośnie na łowczynię . jak chłopiec przekracza Rzekę w zakazanym miejscu. Skoro Plemię i tak wiedziało. Nadawano go każdemu z młodych. przyjaźnić się z młodymi wilczkami. Raz niedźwiedzica przyłapała ją.jak wszyscy się spodziewali. zniekształcającego wszelkie miary i potęgującego lęk. idąc na łowy . iż wie. A zresztą. nikt się od niego nie odsuwał. Gaja musiała salwować się ucieczką na drzewo. Było czymś znacznie mocniejszym. Ale Tabu nie było niedźwiedzicą. szczęśliwą.sposób. żartobliwie szarpiąc ją za warkocze . lecz niekiedy w oczach rówieśników lub starszyzny Jon dostrzegał szczególny rodzaj zaciekawienia. kiedy niedźwiedzica zostawia małe w legowisku. Starszy o parę lat Jon pojmował to lepiej niż dwunastoletni wyrostek. że poczuł zew . aby dokarmić niedźwiadki miodem.gdy Jon po raz trzeci przekroczył Rzekę w zakazanym miejscu. że chłopiec usłyszał zew Bezimiennego. a nawet nadali mu przydomek. że pewnego dnia chłopiec będzie musiał udać się na drugi brzeg. Sobie tylko znanym sposobem dziewczynka odkrywała. W przeciwieństwie do narzeczonego. jaki miałby to być dotyk. nawet najdzikszych. gdyby nie była Gają. bawić się z nimi jak szczeniak ze szczeniakami. W ten sposób Plemię dało do zrozumienia. Nie zamierzał iść do Światowida. potarzać się z nimi w trawie. lecz miano tym razem brzmiało szczególnie: Jon w Drodze. czy chce. lisami. radośnie goniły dwunożną istotę. Nikt go nie potępiał. czy nie. Gaja już w połowie Rzeki doznała skurczów w nogach i całe jej ciało zaczęło buntować się przeciw dalszemu marszowi. na oczach całego Plemienia. ale nie tylko… Do ślubu brakowało już tylko trzy lata . w jasny dzień. a w okolicy serca poczuła dojmujący ból. tak. a nawet z niedźwiadkami.lecz wciąż nie wiedział. a nie mroku nocy. Tym razem zrobił to jednak jawnie.zeszła z drzewa i wróciła do Wioski. Straciła oddech. Była coraz piękniejszą dziewczynką. Oczy jego rodziców wyrażały jedynie smutek i troskę. nie wiedziała nawet. Jon zaś odwrócił się i krzyknął: . połączonego z lękiem. wnosząc to z jej zwinności i celności oka w strzelaniu z łuku . nietknięte. Gajka! 22 . Gaja patrzyła na Jona innymi oczami. W tym celu potrzebował światła dnia. ale ponieważ wierzyła w naturalną szlachetność zwierząt . gdy się zaręczył.wszyscy w Plemieniu wiedzieli. Gdy ujrzała.skradanie się i oszukiwanie bliskich nie miało sensu. W dodatku szaman groził jej z oddali sękatym kijem. że nosi on miano Jona w Drodze.Tabu! . Okazało się bowiem. I pewnie.Tabu! Tabu. niż robił to wcześniej. natychmiast za nim ruszyła.i gnała tam wówczas. chciał tylko poznać drogę ku Niemu. tkwiłaby tam całą noc. wspinać się na wysokie drzewa i podpatrywać ptasie gniazda. Dzikie zwierzę nic jej nie zrobiło: w zapachu jej ciała i włosów poczuło bowiem zapach swych małych.ale na przyjaciółkę zwierząt. a Gaja… Gaja niczego się nie domyślała. zaryczała groźnie i wyciągnęła potężne łapy. choć nikt o tym nie mówił . matka rozpaczliwie nawoływała. które całe. Delikatniejszy.

nie po tej stronie 23 . Jon po raz trzeci stał na drugim brzegu Rzeki w zakazanym miejscu: pierwszy raz był tu prawie pięć lat temu. niż sądził po dotyku sprzed lat. blisko brzegu Rzeki. . I właśnie teraz. usłyszał zew Bezimiennego i wyczuł istnienie Drogi. Zazdrościła mu. że jej budowniczowie pragnęli odwlec moment. lecz jedynie najbliższy zakręt. . Droga była szeroka na kilkanaście kroków dorosłego mężczyzny i rzeczywiście nie biegła prosto. która czepiając się nóg przyszłego męża. na drugim brzegu. . Tam. czy wyniknie z tego coś dobrego.zdziwiła się. …była inna. Taki wysiłek podejmuje się z wielkiej miłości .uderzyła go odmienność Puszczy po tej stronie Rzeki….do Boga wciąż było daleko . nie. który padł z ust szamana. lecz nie był pewien. . O wiele szersza. aby dostrzec drugi . wyłożona większymi głazami. gdzie idzie Jon i co tam jest .westchnął szaman. aby te głazy obrobić do gładzi i znieść je tu wszystkie. drugi raz .przeszło chłopcu przez głowę. niż wyobrażał sobie wtedy. że pierwszy raz widzi kogoś. Lecz to jest tylko jej początek .Dlaczego? Chcę wiedzieć. udaremniałaby mu wędrówkę do Bezimiennego. gdzie Droga się zaczyna. straszyła klątwą i własnym lękiem? Gaja tymczasem patrzyła gniewnie za narzeczonym. wnosząc z układu drzew na horyzoncie. . Pomyślał.Gdyby to chodziło o miłość.albo z wielkiego strachu. w nocy. jak wówczas zapamiętał. kto tę ciekawość wciąż czuje. po krótkim błądzeniu. że ludzie przed wiekami musieli bardzo się natrudzić. A skoro tak odwlekali… Gdy Jon pokonał pierwszy zakręt. chcieliby Go jak najszybciej zobaczyć. . patrząc w ślad za znikającym chłopcem. Jon nie widział jej końca. jak narzeczony staje na kamieniach na drugim brzegu Rzeki.spytał szaman. Wtedy Droga byłaby prosta i krótka. kręci. w dodatku dziewczynkę.W jakiej drodze? . który powoli znikał wśród starych drzew Puszczy na drugim brzegu Rzeki. że Gaja z Jonem do siebie pasują. odczuwaliby coraz większą radość . Pojęcie Tabu już dawno zabiło ciekawość Plemienia wobec drugiego brzegu i szaman z niepokojem stwierdził.Jeśli jednak Droga wije się.odparła buntowniczo Gaja. lecz wiła się. Tego nikt nie wie. I właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszała przydomek chłopca: Jon w Drodze. gdy ratował Gaję. Pomyślał. znalazł ją znowu.To słowo sparaliżowało dziewczynkę: zatrzymała się pośrodku nurtu i bezsilnie patrzyła. znaczy to. Stojąc na jej skraju. w którym pielgrzymujący staną twarzą w twarz ze swoim Bogiem.Czemu tam szłaś? . Mogliby wówczas widzieć z oddali Jego sylwetkę i zbliżając się.gdy odkrył w nocy Kamienną Drogę.Tobie nie wolno. Może Jon powinien mieć inną narzeczoną. Wiemy tylko. a na twarzy szamana odbiło się zdumienie. w Puszczy.

I tak nie pójdę dalej bez błogosławieństwa Isaka. aby szedł dalej. za trzecim zakrętem. Przystanął na chwilę. że przed nim rozpościera się trzeci. że horyzont zamyka czarna ściana potężnych drzew. nie wiadomo co.GRDBGHGBZW… .i wtedy poczuł zew. które też zaczęły nachylać się ku niemu jak ramiona olbrzyma. pełen lęku i zarazem odwagi. żeby być jak najdalej od ciemnej ściany Puszczy. Zatem dopiero za nią… Za nią musiało kryć się TO COŚ. szurające skradanie się zwierząt wśród krzewów. Tu panowała cisza. udając się na polowanie. żeby lepiej było słychać Głos Boga pomyślał chłopiec i nagle. pokonując drugi zakręt Kamiennej Drogi. a do wdarcia się w głąb lasu niezbędny był topór. że jego serce przez kilka sekund biło dokładnie w rytm słów Bezimiennego: wolno. śpiew ptaków. Zdawał sobie sprawę.niosło się Puszczą głuche. ułożonej z gigantycznych głazów mozaiki. . ku swemu zdumieniu. ale puść mnie! 24 . coś odpychało jego nogi od kamiennego podłoża. że wrócę. On przywykł do Posłuchu. owady wymarły. . Poczuł tylko. mocno. Puszcza była inna właśnie tu . Już wiem. Prawie nigdy nie słyszał w lesie swego oddechu. a drzewa bały się poruszyć. Jakby ptaki i zwierzęta nie chciały zapuszczać się w te okolice. że z tym Bogiem nie można rozmawiać. nie do dysput. zielone macki. . Jon przyjrzał się teraz drzewom: były o wiele wyższe i potężniejsze niż wokół jego Wioski. gdy usłyszał swój oddech.Wrócę! Przyrzekam. bo przecież Plemię wielokroć przekraczało Rzekę. boleśnie. Nawet krzewy wysuwały długie.Wracam . naprawdę Go usłyszał. owady. Zdumienie początkowo przeważyło nad strachem.szepnął do siebie . odległy zakręt.Rzeki. Na Drodze do Światowida. aby go zatrzymać. Jon odkrył je wtedy. zwierzęta i drzewa milczą. bezlistnych konarów.wystarczy. od zielonych macek krzewów i czarnych. a Jon ruszył dalej. Puszcza była inna w tym miejscu. Z ulgą ujrzał. Głos Boga zamilkł. dudniące i zarazem dziwnie bezdźwięczne wołanie. gdyż Jon wyczuł obcą. Musiało. do opasania pni drzew trzeba by kilku ludzi. Czyniło to powyżej lub poniżej Kamiennej Drogi. odwrócił się twarzą w głąb Drogi i zawołał. Zagłuszał go szum liści na drzewach i skrzypienie konarów. po której Jon teraz stąpał. świst i szelest traw. Co oznaczało? Jon nie pojmował jego znaczenia. Jon przeszedł na środek Kamiennej Drogi. potężną obecność. w stronę Rzeki. Jej inność polegała głównie na MILCZENIU. Coś usiłowało zmusić go. brzęczenie owadów. Od setek lat części Puszczy nie tknęła siekiera człowieka. Zawrócił . gdy uparcie kroczył w dół. że On jest właśnie tam. które usiłowały oplatać się wokół jego stóp.wokół tej niezwykłej. Ptaki.

raczej stwierdził. . a wkrótce zobaczył między drzewami prześwitujące na drugim brzegu strzechy domów Wioski. Kamienna Droga ustąpiła miejsca miękkiemu leśnemu podłożu. że nie widzą jego zmagań ze słabym o tej porze roku nurtem Rzeki.Dlaczego ty sobie tam idziesz. jakby wcale nie zauważyli.wymieniali z nim zdawkowe uwagi o pogodzie. niekiedy za dnia.Przestań! .On mówi .powiedział Jon do szamana. To Głos Kamienia. Chciałem tylko zobaczyć. Ludzie z Plemienia udawali.przytaknął szaman i dodał: . mówiła i mówiła bez końca. Jeśli Plemię zawsze milczało. nie Jemu.Słyszę je czasem w głowie. żeby trzymać cię od Niego z daleka. I wówczas Jon pomyślał. po co tu jestem. . Czasem myślę. niż spytał stary czarownik.Ale co On mówi? Co to znaczy? Czym są te dźwięki? . Kto z ludzi zrozumie Kamień? Więc zawróciłeś… . to Gaja mówiła. Gdybym poszedł… Więc jak tam jest? A zresztą nie mów . Plemię pragnęło udawać. Tabu. . Ale teraz. czy stary czarownik nie tęskni za swoim Bogiem. ale częściej nocą. co znaczą. rozumiesz? 25 . że przez tysiące lat nikt nie wiedział.O dziwo. na które Jon nie zamierzał i nie chciał odpowiadać. Mój ojciec też nie wiedział. drzewa znieruchomiały i chłopiec odetchnął z ulgą. . Instynkt szeptał mu. nim umarł. Jon wolał rozmowę z szamanem niż z Gają. a opieka polega na tym. Po chwili już usłyszał leniwie płynącą Rzekę. a mnie coś trzyma za nogi? Co tam jest.On mówi .zawołał chłopiec. że nikt Go już nie odwiedza? . że umarł. skąd wracał. gdy wrócił. . zadając coraz to nowe pytania. na tym drugim brzegu Rzeki? Jak wygląda ten… Bezimienny? Czy się Go boisz? A czy nie jest mu smutno. gdy przekroczył bród. którego nie może odwiedzać i którego nawet nigdy nie widział i zrobiło mu się go żal. Macki krzewów wycofały się w głąb Puszczy.Jak? Powiedz mi… Nigdy tamtędy nie szedłem.Jeszcze nie jestem gotów. gdy stał na właściwym brzegu . zdrowiu i dniu tak. Mam służyć Plemieniu.Długo milczał. gdy śpię mruknął szaman. Nie wiem. odwrócił się plecami do chłopca i schronił w namiocie. że kto wie. . co znaczą te słowa i nikt nigdy nie będzie wiedział. Gaja chciała wiedzieć. Wiem. . Nawet nie próbowałem.zakończył niespodziewanie szaman. a przed nim nie wiedzieli tego dziad i pradziadowie.Przekazał mi je mój ojciec. żeby Gaję trzymać od TEGO jak najdalej. Gaja. te słowa poskutkowały. jak się do Niego idzie.Mam się tobą opiekować. Wszystko. że nic się nie dzieje. . dlatego sądziłem.

zaśmiała się Gaja. właśnie Gaja wspaniale trafiała do celu z łuku. którą porównać można do odwagi niedźwiedzicy? Pobiegł za narzeczoną i dogonił ją tuż przed domem. Za trzecim zakrętem.Sama wiesz.Jeśli już teraz będziesz miał przede mną tajemnice.Nigdy już nie wezmę cię do małych niedźwiadków! A beze mnie niedźwiedzica rozerwie cię na strzępy. ile mogę. że jest jeszcze bardzo dziecinna. by zmusić go do wyznań. . Dziewczynka spojrzała na niego poważnie: . to co będzie później. gdy zostaniemy małżeństwem? . Oczy Gai już wyschły i chłopiec pomyślał. o których tyle rozprawiali niektórzy mężczyźni? .Wdowy karczują same. Gdybyś ją spotkał przypadkiem w Puszczy. co to znaczy: Jon w Drodze… Sam chciałbym wiedzieć . że kto wie. tyle że odmawiała zabijania zwierząt bez potrzeby. czego doświadczył od chwili. ..wykręcił się chłopiec. a kobiety… .Przyrzekam. chyba widziałeś przy tym wdowę Baję!! .szepnął. Miała prawie dwa metry wzrostu. a potem uprzytomnił sobie. że przecież poza nim i Gają nikt w Plemieniu nie chce w ogóle rozmawiać o Bezimiennym. ile mógł i jak umiał . I Jon opowiedział Gai tyle. lecz bardzo dorosła ciekawość.spytała. to ja… to ja zerwałabym nasze zaręczyny! . lęków i doznań niż związek przyczyn i skutków.Męską sprawą jest na przykład karczowanie Puszczy . ważyła chyba tyle co pięćdziesięcioletnie drzewo. Była to bardziej sprawa przeczuć. gdy chcą poszerzyć swoje pola. Więc mów. Co gorsze. że mężczyźni polują i to są męskie sprawy. bo w plemiennej drużynie było kilka znakomitych łowczyń. musiałbyś zabić. Jon pomyślał. czy nie udawała tylko płaczu. nie nadawało się na opowieść.krzyknęła dziewczynka i z płaczem pobiegła do domu. w dodatku taka. . A gdybyś ją zabił. że powiem ci tyle.zaczął Jon i urwał. Więc może to nie dziecinna przekora kieruje Gają.ale niewiele miał do opowiadania. W dodatku to. Co właściwie było tymi “męskimi sprawami”. żeby przeżyć. Wszystko było dopiero przed nim. Silniejsza od mężczyzn. ponieważ Baja była najsilniejsza w Plemieniu. Dajmy spokój tej rozmowie . *** 26 . gdy usłyszał zew.stwierdził.

mimo że wioskowe dzieciaki nie byłyby w stanie ich podglądać. gdy dzieci spały. Mimo wczesnego wiosennego chłodu uchylił okna z drewnianą okiennicą. bez względu na to.ujrzał potężny czarny cień rzucony na Kamienną Drogę. co robią .choćby we śnie . Jon wiedział. Ale wtedy.od momentu zaręczyn do ślubu . a Gaja wciąż piękniała. Tamto miejsce zarezerwowano wyłącznie na uczucia dla żarłocznego. Zmęczony i podniecony odkrywaniem coraz to nowych tajemnic własnej i drugiej płci. gdzie razem z Gają próbowali bezskutecznie uciec przed upartym pościgiem dzieciarni.odparł ojciec i wtedy Jon przypomniał sobie. niepokojącym zakątku jej szyi i skraju włosów. Ale wtedy Jon nie widział jasnej skóry narzeczonej.tropiły parę narzeczonych jak myśliwi sarnę. W ten sposób Jon odkrył.rodzice nawoływali ich niecierpliwie. czy byłaby to miłość. Lecz doskonale słyszalny. . że nie musiał . lecz sen prowadził go dalej: stał oto na mozaice z wielkich głazów i bał się postąpić choćby o krok naprzód. . gdy znalazł się niebezpiecznie blisko tej granicy i wrócił do domu pobudzony i szczęśliwy. w którym Gaja zwykła myć włosy. Wioskowe dzieci. plecy. Wbrew temu. narzeczem zyskiwali tylko nocą. zazdrosnego Boga. ramiona. czuł tylko mocny i słodki zapach rumianku. zgodnie z wielowiekowym zwyczajem . To “niebezpieczeństwo” okazało się być szokująco przyjemne. zielonego migotania jej tęczówek. lecz pełen ulgi. czy strach. Do jego komnatki wpadło rześkie. czarny i tak złowieszczy cień. gdy nasycał nim swoje ciało i oddech . Chwile wytchnienia od ich nagłych chichotów wśród gęstego lasu.dotykać jej gładkiej skóry lub kryć twarz w ciepłym. że w imieniu Plemienia strzeże się narzeczonych. nie prowadził narzeczonej na drugi brzeg. brutalnie przerywających wzruszenie kolejnego pocałunku. zasnął. Dziwny. aby tam . że wówczas.wejść w granice cienia. Jon z chłopca stał się młodym mężczyzną. Obudził się w środku nocy.Głupie są te dzieciaki . I już znany. co rzuca aż tak długi. aby zobaczyć. ledwie przyłożywszy głowę do miękkiego futra zaścielającego łoże. Trzeci zakręt przyśnił się Jonowi po dniu.zamiast Gai.Dzieci wiedzą.i przyniosło jakiś dziwny głos. Wtedy . 27 . gdy wrócił kiedyś z Puszczy. gdy on był w podobnym wieku i wraz z rówieśnikami gonił po lesie inne pary narzeczonych. bezdźwięczny. Nie chciał też podnieść głowy. do zabawy w te szczególne łowy zachęcała ich plemienna starszyzna. Nie nastąpiło to szybko. co Jon sobie wcześniej obiecywał. spocony. by nie przekraczali nakazanych granic przed ceremonią zaślubin. że drugi brzeg nie jest miejscem dobrym do okazywania miłości ludzkiej istocie.Trzeci zakręt najpierw się Jonowi przyśnił. mocne powietrze . którą prawie stale widywał w sennych marzeniach .powiedział Jon do ojca dorosłym tonem.w całkowitym odosobnieniu . Wystraszył się. której przywódcą był jego młodszy brat. tak że nasiąkały nim szyja. by wracali do domów. gdy ten zapach stawał się też jego. do ślubu brakowało już tylko pół roku.

choć poza chłopcem i szamanem nikt z Plemienia i tak nie usłyszał Jego głosu. dlaczego Plemię nazywa go Jonem w Drodze. Widocznie tracił cierpliwość i wzywał swego wybrańca z drugiego brzegu. nim zbudzi się Gaja. których. że Jego głos słyszy ktokolwiek poza szamanem i mną . zrozumiała. Miał nadzieję. że to Jego głos. Tak naprawdę patrzyła za Jonem długim. ale już nie mów. Gaja nie wołała za nim. Jonowi wydało się. Wzrok dziewczyny. Jon ocknął się ze snu i poszedł do świątyni.zobaczył nieruchomą sylwetkę starego czarownika. by próbowała pokonać pętające ją Tabu. . że je poczuł na swojej skórze. Na widok Jona przymknął oczy i kiwnął głową. by się niepokoiła ani. to na drugiej nodze. a obok niego nerwowo poruszającą się narzeczoną.Dobrze . Nie sądziłem jednak. podskakiwała to na jednej. Tego dnia Jon skoro świt wyruszył na drugi brzeg. Stary kapłan był tu i modlił się. Jon bezwiednie kiwnął głową. przyklękając obok niego. Coś mnie obudziło. mimo znacznej odległości. . że chlapie się w Rzece. . Ku swemu zdumieniu stwierdził. .. że boi się lodowatego dotyku wody. Widocznie słyszą Go jeszcze ci. a jego ciepły oddech wionął mgiełką pary w chłodną noc. przypominając o obietnicy. Nie strasz Plemienia… Bezimienny zamilkł. że narzeczony musi kiedyś pokonać trzeci zakręt. zdawał się pytać Jona. …tak. tym bardziej. gdy Bezimienny wreszcie umilkł. Nie chciał. Gdy opowiedział jej. udając. Dziewczyna udawała.Nie wiedziałem. tak jak mnie. jeszcze tej samej nocy. że zdąży. poważnym spojrzeniem.szepnął Jon.szepnął Jon. czy wolno tak brutalnie odbierać ludziom ich starą 28 . przyrzekam.GRDHGBHZW… To był głos starego Boga.Już czas . jakby się jej spodziewał.Wiem. że słyszę jakiś dźwięk… Pewnie złudzenie lub zły sen. Nie był zdziwiony jego wizytą o tej porze. nie próbowała go wstrzymywać. On mnie wołał.Przyjdę. rozdzierają wątpliwości. że nie musi budzić Isaka. żeby uspokoić narzeczoną. który znowu wypowiadał swe niepojęte dźwięki.zdziwił się chłopiec. Wydawało mi się. Ale gdy już stał na drugim brzegu i bezwiednie obejrzał się w stronę Wioski .To nie był sen. . a po namyśle dodatkowo złożył dwa palce na krzyż. Sprawiał wrażenie. . czy dopełnił przyrzeczenia danego Isakowi: czy był wcześniej w świątyni po błogosławieństwo.

. Czuję bowiem. ale stąd nie było widoczne. nawet gdy są mniej piękne i gładkie niż gotowe formuły. Słońce dopiero wschodziło. wstał. Powstał też Isak. żeby cię nie opuścił. tak że recytowały je na pamięć.zbliżał się do trzeciego. Słońce stało dokładnie tam. o czym mówisz . który widział we śnie. a może nie? Lecz ziarnko piasku i tak wyczuło Jego obecność. Może zdążył dotknąć go bosą stopą. ku czemu szedł.uśmiechnął się łagodnie.A teraz poproś Boga Dobroci. że będzie ci potrzebny. po której chodził niegdyś Syn Boga Dobroci. Oderwał wzrok od kamiennej układanki pod swymi stopami i spojrzał w dal: za trzecim zakrętem prześwit między wielkimi drzewami ciągnął się prosto. Jon ukląkł koło starca i zwrócił się do Boga Dobroci. Jonie. głowiąc się nad smutkami starca. jakby nigdy się z nim nie rozstawał. A zresztą wołała go Kamienna Droga: nie musiał jej szukać wśród gęstwiny krzewów i drzew. Dlatego cień. będziesz musiał decydować o sprawach przekraczających po wielokroć twój rozum i wymiar losów twojego Plemienia. co jest w środku. że Bóg woli. ma inną receptę na jego skuteczność .dodał niezrozumiale kapłan. iż zew był silniejszy niż zawsze. bo to za małe . nie używać formułek. których młodszy kapłan uczył wybrane wioskowe dzieci. Przywykł mówić do Niego własnymi słowami. Będzie cię chronić i podpowie ci właściwe rozwiązanie. Wolał wiedzieć. tak głęboki.wyszeptał Isak i znów powrócił do modlitwy. Już nie oglądał się za Gają i szamanem. od razu znalazł pierwsze gładkie głazy. które już znał . gdy rozmawia się z Nim własnymi słowami.To ziarnko piasku z Pustyni. że od tej pory ty. który rzucało TO. gdziekolwiek pójdziesz . Tego. .Nie zobaczysz. Szedł nią szybko i bez wahania dlatego. odcinki. gdy stało w zenicie i prześwitywało wśród gałęzi. Pokonał pierwszy i drugi zakręt. …Jon odruchowo poprawił teraz cienki. Może powinniśmy czynić to inaczej? Całkiem inaczej? Ale jak? . tak młody i niedojrzały.wiarę? Przecież zabiera się im najgłębszy sens życia. Jon nie lubił tej pory dnia. czuję. .rzekł Jon. co rzuca aż tak czarne i tak długie skrzydło cienia… 29 . Jon wierzył. W Puszczy widziało się słońce wówczas. gdzie skraj Kamiennej Drogi stykał się z niebem. . a każdy z nas. Nie rozstawaj się z tym woreczkiem. na którym zawieszony był woreczek i wszedł w mroczną Puszczę po drugiej stronie Rzeki. Na Kamiennej Drodze szarzał świt. który sam dotąd nosił.Nie wiem. lecz mocny rzemień. Droga wydawała się bardziej ponura niż zwykle. daleko. Osłonił oczy dłonią przed jaskrawymi promieniami i patrzył.Nawracanie to bolesny trud. Gdy skończył.zamyślił się stary kapłan. był aż tak długi. bożych sług. Zwrócił się do chłopca i zawiesił mu na szyi mały skórzany woreczek. -.

która wydźwignęła je na tę wysokość. Widocznie każda z nich miała swój trzeci zakręt. jedynie tu…? Tu. dokąd prowadzą. Kamienna Droga kończyła się owalnym placem.Na końcu Kamiennej Drogi wznosił się ogromny obelisk. siódmy olbrzymią głowę. Gdy wzrok Jona padł na najwyższy kamień posągu. jak Bóg Dobroci. Światowid… 30 . kamienny jak ta Droga. jak TO nazwać. by nikt w to nie wątpił. Miał cztery wystające pępki i cztery potężne znamiona męskości. Otrząsnął się i powoli zaczął okrążać posąg. . już wiedział. że Bezimienny wykuty jest w skale. Jego wyobrażenie. gdyż zew był coraz silniejszy. odróżnił trzeci głaz. chłopiec był już tak blisko. która go wciąż dzieliła od celu. takie same jak ta. ociosanych starannie głazów. Odruchowo zacisnął dłoń na woreczku Isaka. Szósty głaz tworzył mocną. nieco wypukły. Patrzył też w cztery różne strony świata. Teraz. Obszedł posąg jeszcze raz wolno i uważnie. …ale oto czwarty głaz. Wizerunek Światowida. co to jest: gigantyczny. Plemię nie znało techniki. gdy zbliżył się o kilkadziesiąt kroków. Drogi wiły się i nie widać było. opuścił głowę i jeszcze raz się rozejrzał wokół. że płeć Boga Dobroci nigdy nie była przedmiotem żadnych rozważań. Coraz dokładniej widział Tego. która tkwiła tu od prawieków. Bezimienny widocznie chciał być mężczyzną i pragnął. wiedział. krótką szyję. która byłaby w stanie tego dokonać! Ręce ludzkie wydawały się za słabe: nawet gdyby połączyć ręce setek czy tysięcy ludzi. Piąty głaz był niezwykle potężny i wydawał się być szerszy od pozostałych: to były Jego ramiona i Jon nie mógł wyobrazić sobie siły. Jon nie wiedział. z realistycznie wyciosanymi. że musiał zadrzeć wysoko głowę. Lękał się tego momentu. ciemna Puszcza a pośrodku stał On. Jon poczuł dreszcze i chłód. ku Któremu zdążał. Ale mimo odległości. monstrualnych rozmiarów atrybutami męskości Boga.były to nogi Bezimiennego. poczwórne ramiona. z wystającym dziwacznie i także monstrualnie powiększonym pępkiem: brzuch Boga. Stał na czterech nogach. Drugi głaz wznosił się czterema kolumnami w górę . W pierwszej chwili wydawało mu się.On… On ma… On ma cztery postacie! Cztery oblicza! . że nie: posąg Boga tworzyło siedem potężnych. bez wahania. gdzie przed wiekami powołała go do życia wiara Plemion? Jon szedł szybko. Z czterech stron prowadziły do niego trzy inne Kamienne Drogi. Dopiero teraz Jon uprzytomnił sobie. więc skorzystał z bolesnego oślepienia oczu słońcem. dokładnie tam. posąg starego Boga. dokąd prowadziły cztery Kamienne Drogi.zdziwił się i wystraszył jeszcze bardziej. Wokół placu i czterech Dróg rozciągała się gęsta. Jon zbliżył się jeszcze bardziej. Tak. ułożonych jeden na drugim. którą przybył. Jaka siła zdolna była wznieść je tak wysoko i tak dokładnie złożyć w całość? Najniżej położony czworokątny głaz stanowił stopy Światowida. Światowid miał cztery oblicza. Nie miała znaczenia. A może On sam? Może nie istniał WSZĘDZIE.

Cztery pary. . wpół zakryte grubymi powiekami. gdy oddawano Mu cześć. Pył osypał się z niej. Oczy patrzącego nie musiały koncentrować się na ozdobnych szczegółach. obok… Jon miał nadzieję. Może to była kuna. że to czaszka zwierzęcia. Co…? Nie. ale jądro grudki wydawało się być twarde. Stojąc u stóp Światowida. Jak żywe ciało. z grubsza zarysowanymi wielkimi. Ale Jon nie miał na to ochoty i w pierwszej chwili wydało mu się bluźnierstwem. Trzeba by wspiąć się na ramiona Boga. dostrzegało się tylko Jego wielkość. że to nieprawda. Chłopiec przykląkł i wziął go do garści.Widzący światy… Mogłem się tego domyślić… . Jeśli szczegóły postaci rzeźbiły ludzkie ręce. niż powinien być kamień stojący w głębi Puszczy.przypomniał sobie swoją odpowiedź. nie były one zbyt precyzyjne. Ale pod jedną z par powiek nagle coś zalśniło. Jon zaś zapragnął nagle zajrzeć mu w oczy. wypukłym pępkiem. których nie było.wymamrotał Jon. Był ciepły. Ale posąg nie lśnił. Poza znamionami męskości. . by w nią spojrzeć. Czy w ogóle je miał…? Tak..Składano mu ofiary z ludzi… .Ale co On widzi. ale od razu obejmowały potężną sylwetkę. Dopiero teraz Jon spostrzegł pod stopami jasny pył. Jaką twarz miał ten Bóg? Chłopiec cofnął się. ale czuł. . Przeciwnie. rzucając jasny blask. I zdawał się pulsować. siedmiopalczastymi dłońmi . Cieplejszy. Bóg wydawał się toporny. a może nawet gładsze. a może zając? A to duże. były półprzymknięte.Twoje Plemię. Wydawał się pochłaniać światło. nie można było zajrzeć Mu w oczy z tej odległości ani w ogóle z perspektywy Kamiennej Drogi. skoro nie jest wyższy od drzew w Puszczy. co powinno być łatwe. te drzewa sięgały mu zaledwie brzucha…? A może widzi dalej. Zbliżył się jednak ponownie do posągu i z pewnym wahaniem dotknął go. To jest czaszka… Ta grudka jest zmurszałą czaszką małego stworzenia. niż mi się wydaje? Słońce stało już wyżej. Jon zmarszczył brwi w zamyśleniu i sięgnął po jeden z większych kawałków. Były równie gładko obrobione jak te na Kamiennej Drodze. najwyżej im równy? Chyba że wtedy. tam.usłyszał jeszcze raz głos Isaka.reszta była gładka na tyle. lecz tym bardziej potężny. Wziął grudkę. I inne Plemiona… 31 . łączący się czasem w grudki lub tworzący dziwaczne kształty. więc długi cień Bezimiennego skrócił się i Jon z uwagą zaczął wpatrywać się w głazy tworzące posąg. . na ile gładki może być obrobiony kamień.Moje Plemię? Niemożliwe! . Pył przesypał się przez palce jak piasek.

Nie lubił ich wkładać. . która jest jego Drogą.w zgodzie z obyczajem .GRDGHGBZW . Jon i Gaja stali u stóp ołtarza przed Isakiem. Musisz się nim zadowolić .jak twierdzono . więc nie upominaj mnie… Bóg umilkł.powtórzył Bezimienny. Nim jednak tradycji stało się zadość. dudniącym głosem. skąd przyszedł. co do mnie mówisz. Wiele kobiet i mężczyzn z Plemienia stało na placu. lecz by nie zleciały się pszczoły i osy.słodycz nie uciekła. ledwo zakwitający kwiat. aby . Uszedł tylko kilkanaście kroków. Ten kwiat też jeszcze przed chwilą żył. starzec bowiem był głęboko przekonany. Zboże symbolizowało życzenie wiecznego dostatku dla rodziny.aby ich wspólne pożycie zawsze kwitło. ale jeszcze tu wrócę. a miód .Nie wiem.powiedział. zerwał go i położył u stóp posągu. nie po to. . którzy dotarli do Wioski przed stu pięćdziesięciu laty. Gdy Jon wracał do Wioski. jeszcze ze stulonym pąkiem. aby .Nie licz na krwawe ofiary. Podszedł. że Bóg Dobroci nie potrzebuje złota. A może i szczątki kapłanów. naznaczając szczęście małżonków bolesnymi ukąszeniami. Miód należało szybko zlizać. brokatów i pereł. Spojrzał jeszcze raz w twarz Bezimiennego i odwrócił się. Jon wiedział. Jon o tym wiedział. . *** Nie wszyscy zmieścili się w świątyni na zaślubinach Gai z Jonem. którzy dotarli do innych Wiosek i których również przywleczono tu jedną z czterech Kamiennych Dróg? Chłopiec wycofał się z owalnego placu.GRDGHGBZW . Zaczął wolno powracać tam. woli swego sługę w znoszonym burym habicie.powiedział Bóg bezdźwięcznym. że być może 32 . krzewy i drzewa rosnące przy Kamiennej Drodze nie próbowały go wstrzymywać. Plemię uznałoby to za niestosowne. Choć wszystkie cztery Kamienne Drogi wydawały się identyczne. atłasu. jaśmin . płatkami suszonego jaśminu i natrzeć ich dłonie miodem. Na skraju Puszczy coś delikatnie się czerwieniło: mały. Ludzie lubią oznaki bogactwa i Jon pomyślał.W tym pyle leżały gdzieś szczątki zabitych pierwszych kapłanów Boga Dobroci. Nie wypadało jednak udzielać ślubu młodym w codziennym stroju. srebra. którą właśnie założyli.by przeważała w nim słodycz nad goryczą. Jon rozejrzał się wokół. Wiem. który ubrał się na tę okazję w odświętne błyszczące szaty. że muszę wrócić.obsypać młodą parę złotym ziarnem zbóż. .

brązoworude piegi i wysoką. z dobroduszną ironią. jako zbyt szczupłą. Panna młoda była piękna. W końcu mogła to być każda droga! Droga na polowanie. ale Plemię przywykło do jej urody i prześmiewało raczej. Głośno o tym się nie rozprawiało. Nikt nie życzył sobie przywoływania niedawnych zdarzeń.zamiast włożyć szatę z doskonale wyprawionych. Jedna z wież ma być równie wysoka jak najstarsze dęby! Nieomal sięgnie nieba! 33 . gibką sylwetkę Gai. Powstało jakieś dwadzieścia lat temu. pomyślano o wzniesieniu świątyni i wszystkie Plemiona zamieszkałe w pobliżu (głęboko w Puszczy lub na jej skraju) zgodziły się z kapłanami. że winna ona pod każdym względem przewyższyć pozostałe. które obecnemu pokoleniu wydawały się już historią. a jagnięta wciąż sobie żyły w jej zagrodzie. .Niełatwo jej będzie rodzić dziecko . żyjąc w czasach starych Bogów. Nie wszystkim podobało się też. niektóre stare kobiety szeptem prosiły o przychylność bożków i bożęta. który natychmiast ruszył na pielgrzymkę do miasta i po powrocie opisał ludziom z Plemienia plany świątyni. droga do sąsiadów na handel wymienny czy droga do miasta. którzy lubili krew szepnęła ze złością najstarsza babka spośród weselników.przywdziała suknię z barwionego lnu. Także goście weselni przebrali się odświętnie. Miasto leżało o pięć dni jazdy konnej. do sławnej. których biodra przypominały w obwodzie kilkusetletnie drzewa. . . co właściwie oznacza przydomek pana młodego: Jon w Drodze. lecz inni goście spojrzeli na nią z ukosa i natychmiast zamilkła. zniszczyli ich posągi i posążki i jedynie w najwyższej skrytości. którą niedawno zaczęli wznosić najlepsi rzemieślnicy z całego kraju i zza granicy. gdy ta chciała przystąpić do ceremonii zabicia młodziutkich zwierzaków dokładnie na dziewięć pełni księżyca przed uroczystością. na przykład z okazji żniw czy siewu. śnieżnobiałych skórek jagnięcych . Zanim dokończono budowy warownego zamku możnowładcy.Ciekawe. że Gaja .…wyraz coraz głębszej wiary! .szeptały zgryźliwie starsze kobiety. W końcu sto pięćdziesiąt lat temu ludzie z Wioski pożegnali starych Bogów. co by Gaja robiła. Znamiona dostatku wyznaczały pozycję rodzin w Wiosce.Nie wolno zaczynać przygotowań do zaślubin od rozlewu krwi. największej w okolicy świątyni. niektórzy w futra mimo letniej pory. jak nakazywał pradawny obyczaj. liczyło więc tylko o rok mniej niż pan młody. aby wyjaśniać. . Z tego też powodu nikt nie życzył sobie.kapłani ulegają temu wbrew swej woli.cieszył się Ezra. nawet jagnięcej powiedziała matce.

że czczenie bałwanów to śmiertelny grzech. Stary kapłan robił się widocznie dziecinny na stare lata.. znał swoją powinność. Tylko raz ktoś go dostrzegł: Jon kąpał się w Rzece w pobliżu namiotu szamana. płaski. Plemię to wiedziało. jakby szukał na niej jakichś śladów. a nie na końcu Kamiennej Drogi. bez względu na imiona Bogów. Miał to być bowiem czas radości. Z drugiej strony zaprosiny też byłyby zdradą. jakby czując. sprawdzając. którego noga nie postałaby w pobliżu czarownika . W końcu wielkość świątyni dowodziła wielkości uczuć dla Boga! Tak było i tak powinno być. za który przyjdzie zapłacić w tym lub przyszłym życiu. Dobro . nie został też zaproszony na wesele. czy ktokolwiek poza szamanem i Jonem pamiętał. Nikt już nie pamiętał starego rytuału i nikt nie chciał pamiętać.powiedział i cofnął ostrożnie dłoń.nieobecność zaś kapłana mogła źle wróżyć młodej parze. Ciepło. skryty pod białą lnianą koszulą. Zaprosiny oznaczałyby nieobecność Ezry. czarny. niezniszczalny? 34 . Stary kapłan objął go po zakończonej ceremonii. potężny. czy wisi na niej wąski rzemień ze skórzanym woreczkiem. Gaja też przestała zadawać trudne pytania.Światło. …więc szamana nie było wśród weselników i Jon boleśnie odczuwał jego nieobecność. ale powstrzymał go sam czarownik: . że nazywanie przyszłego męża “Jonem w Drodze” oddala go od niej. Wydawało mu się. Ezra wiedział. długo ją potem oglądając. mały. jak chuda. Tam zresztą też bym nie poszedł. ale obecnym mężem Gai. Tylko Bezimiennego nie umieli zniszczyć. niby niechcący. Jon chciał się sprzeciwić decyzji rodziców. gdy usłyszał słowa: Kamienna Droga. sucha dłoń dotyka. uścisnął i Jon poczuł. Szaman przynależał bowiem do innego rytuału niż te odprawiane w świątyni Dobrego Boga. starzec nagle podszedł.Wyraz pychy… W tak małym mieście taka wielka świątynia… Ludzie pogubią się w jej ogromie .zmartwił się Isak. ciekawe. miękki. gdy go widzieli. . nie na zawsze. Dla dobra i bezpieczeństwa twojej przyszłej i obecnej rodziny potrzebna ci jest przychylność Ezry… Jon aż się skulił od wewnętrznego chłodu. Tak. Szaman. co robi. obaj wydawali się niektórym nieśmiertelni. …ale właśnie Isak skończył błogosławić młodą parę i Jon nie był już przyszłym. był. był nieobecny na ślubie. rzecz jasna. co dzień przypominając Plemieniu. Starał się o nich przynajmniej teraz zapomnieć. ku gniewowi Ezry i niezrozumieniu ludzi z Wioski. ale nie chciał o tym pamiętać w przedweselny i poweselny czas. że On wciąż tam stoi. niewidzialny dla innych nawet wówczas. spojrzał uważnie i dotknął woreczka dłonią. Ale wciąż żył. Podobnie jak stary szaman.Bierzesz przecież ślub w świątyni Pana. że niezaproszenie starca było swoistym rodzajem zdrady. jego szyi. to było niemożliwe.

Ezra uczył czytać i pisać garstkę wybranych dzieci z każdego pokolenia. Do Wioski wkraczała Cywilizacja. brał też we władanie wystraszone dusze ludzi. co jest cenniejsze. ofiarowując w zamian poczucie bezpieczeństwa. Jon nie wiedział.dzięki niemu zdawało się. których już nie zdąży zgłębić. skrywane przez ludzi nie tyle z potrzeby wiary. że należy co dzień się myć i prać brudne ubrania. Czynił to energiczny Ezra. Prawdziwym domem będzie rozległa. oprawnych w skórę tomów. Pewnie rozmyślał o skąpym czasie. Był dobrym człowiekiem. już na progu. Ezra też uparł się. jaśniejsze światło łojowych lamp. coraz cieńsze i bardziej przejrzyste szyby w oknach. niż wtajemniczać w nie najmłodszych. że to jednak Ezra najsprawniej i najszybciej uczył wioskowe dzieci pisać i czytać. że nigdy nie dowie się. Miał przeczucie. który Plemię wzniosło dla młodej pary na skraju Wioski. Gdyby nie Ezra. od rana do nocy zajmował się powszednim życiem Plemienia. Jon uwielbiał to słowo. a widok tych ksiąg wzbudzał w nim niepojętą tęsknotę. wyczekująca kresu swego życia w odległym klasztorze. najmniejsze posążki polnych lub leśnych bóstw i bożąt. Niosło ze sobą rosnące poczucie bezpieczeństwa. on sprowadził nowe lampy. że to świat zmierza do niej przez Puszczę wielkimi krokami. by w każdym z domostw. ale to nie on przeobrażał zagubioną w Puszczy Wioskę. bezkresna Puszcza po obu stronach Rzeki. a po wyjściu z niej przywoływało bożęta do pomocy w gospodarskich pracach. I Jon zarazem martwił się. Najzdolniejsze przysposabiał do roli kapłana. obca męska społeczność.Weselnicy ruszyli teraz w stronę domu. On też przekonał Plemię. częściej niż Jon. by zniszczyć ostatnie. jak tępić w domach robactwo. Cywilizacja… Ezra używał tego słowa częściej niż Isak. Gdyby nie Ezra. Nadzwyczaj zdolne wysyłał do odległych miast na dalszą naukę w zakonach lub nawet do Dalekiego Kraju. Cieszył się z tego . ale widział. w setkach szeleszczących. które stawały się też coraz większe. Cieszył się. by budować większe domy. niemal bez wytchnienia. kremowych stronic różnorakich ksiąg oprawnych w 35 . Większy i okazalszy. Wygodniejszy. Plemię jeszcze długo chodziłoby do świątyni. jak bardzo dzięki młodemu kapłanowi zmienia się na korzyść jego rodzinne miejsce. widoczny był znak Boga Dobroci i znalazł okazję.i Jon. który mu jeszcze pozostał i o wszystkich mądrościach. lecz mają oddzielne izby. Przy okazji zadbał. Ezra reprezentował Cywilizację . gdyż wiedział. Isakowi udawało się czasem zmienić coś w ludziach. To Ezra. że jego rodziną nie stanie się zamknięta. nie mógł tego nie doceniać. które razem spłodzą. że w niezrozumiałych znaczkach. co mówią malutkie czarne znaczki w opasłych księgach. Piękniejszy. Jon nigdy nie należał do wybrańców Ezry. Stary kapłan nie miał już zdrowia ani cierpliwości do pobratymców Jona. Od pewnego czasu każdy nowo budowany dom był większy niż poprzednie.i zarazem martwił. które czyta Isak. Jon musiał przyznać. w których dzieci i rodzice już nie sypiają w jednym barłogu. wolał samotnie pogrążać się w lekturze opasłych. ile z chęci zachowania pamiątek po pradziadach. mimo niechęci. Będzie nią Gaja i dzieci. które dawały więcej światła: pokazał. z Wioski wciąż byłoby bardzo daleko do świata .

Też . Czasem myślę.Naucz mnie czytać . ale ten tylko pokręcił głową: . zostawiłam jej trochę. nie będzie ci potrzebna wiedza z ksiąg. zapach Rzeki i wiatru. Pokiwał głową bez zdziwienia i dorzucił: . *** .potwierdziła. Do końca życia. że nosisz ją w sobie. . wracając z Puszczy i wnosząc do domu dwa ciężkie plastry miodu. dzikich ziół. lecz młoda para zniknęła wcześniej. Jon mógł wreszcie wczuć się do syta w zapach rumianku.Niedźwiedzica znów będzie mieć małe . prawie boleśnie. która dla nich tej nocy stała się światłem. . . zamykając za sobą rzeźbione drzwi nowego domu. Weselnicy tańczyli do rytmu bębnów. Weselnicy tańczyli do świtu.iluminowaną skórę kryją się tajemnice nie znanych mu. czemu najpierw poszedł obwieścić nowinę szamanowi. nic o tym nie wiedząc. Szaman oprawiał rybę. Tam gdzie się udasz. wtórowały mu melodyjne piszczałki. fascynujących światów i że on ich nigdy nie pozna. patrząc mu prosto w oczy.Ty jesteś Jonem w Drodze. dobroduszne żarty starszyzny. wyczulony na każde słowo i brzmienie głosu żony. objął ją mocno. Żadne z nich już nie musiało nasłuchiwać natrętnego chichotu i podnieconych szeptów wioskowych dzieci. . Ich zniknięciu towarzyszyły rubaszne. gdy Plemię przebłagiwało starych Bogów. lecz płynąca z serca. a później rodzicom czy kapłanom. W izbie wydawał się on mocniejszy niż na otwartej przestrzeni. Półprzymknięte oczy jego żony lśniły jak żywica na pniu sosny.poprosił kiedyś starego kapłana. I sam nie wiedział. udając. To światło miało już zawsze towarzyszyć Jonowi. który brzmiał całkiem inaczej w tę jedyną noc w roku. Zanim wyszedł z domu. Tym razem był to rytm szybki i radosny.Będę mieć dziecko . .Nie wybrałam wszystkich.Syna.zaśmiała się Gaja. Ona też musi się teraz dobrze odżywiać. w ciemności.spytał Jon.Też? . choć pełen spokoju. Byli sami.powiedział. 36 . W zapach Gai. że wcale o nich nie chodzi i w ogóle ich nie ma.

. a od wielu lat słyszy tylko głuchą ciszę.Więc po ojcu też widać. że stare kobiety potrafią rozpoznać płeć dziecka po zachowaniu i wyglądzie matki. Byłeś u Jego stóp. Całe życie mnie o nich uczono.Skąd wiesz? . czując.spytał Jon. skoro nigdy u Niego nie byłeś! . którzy wiernie mu służyli: szamanów. Dlatego każdy szaman zawsze miał uzdolnionego magicznie syna. ukarze cię. . Kiedyś nagradzał tych. gdy miałeś dwanaście lat. Ale od paru dni znowu mówi… ciągnął szaman.. Ty mu nie służysz. że nie należy do Bogów cierpliwych. przypominając mu nie wypowiedziane i nie spełnione zobowiązania.Po raz pierwszy usłyszałeś Jego zew. . wędrujących Kamiennymi Drogami. Wybrał Cię i przyjąłeś imię “Jon w Drodze”. Tymczasem ty… . lecz znam Jego zwyczaje.Ale On cię przywołał. Umie nagradzać. zawsze ma syna. . czy będzie syn. 37 . że nie czuje się już tak samotny. Chciał nacieszyć się myślą o dziecku. On nigdy niczego nie daruje. lecz umie też karać tych.spytał Jon.Ten. Więc pragnie nagrodzić cię za to. pragnął obwieścić nowinę rodzinie i Plemieniu. On tego nie lubi. Może nic. kogo On wybiera. czy córka? Słyszałem.Jego dar?! I za cóż w ten sposób płaci? . Głucho. Może wiele .ciągnął szaman. Nigdy u Niego nie byłem. . . .ucieszył się Jon.GRDHGBHWZ . .Nie wiem. Nie protestowałeś.Nie trwałaby długo. . . ale stary szaman zepsuł wszystko. .Czego będzie chciał w zamian za swój dar? . co On lubi.zawołał wściekły Jon.Zmąciłeś moją radość z syna . Ale jesteś.zadźwięczało bezgłośnie w uszach Jona. To jest Jego dar . On przywykł słyszeć co dzień głosy tysięcy pątników.On nagradza. Przed trzema miesiącami skończyłeś dwadzieścia jeden. którzy mu źle służą .odparł czarownik. Od tylu długich lat było tam tak pusto.Gdy będzie musiał czekać zbyt długo. . Wiem zatem. jak rosną w nim niepokój i gniew. Złożyłeś mu obietnicę.Skąd wiesz. Długo zwlekasz. Słyszysz Jego głos.odparł szaman. Ty ją przerwałeś. Czekał cierpliwie.powiedział Jon gniewnie.Ja mu nie służę. choć miałeś prawo. gdybyś usiłował o Nim zapomnieć. .

Gaja da sobie radę i bez niego. ponieważ wciąż czuł w tym miejscu głowę Gai. .Dlaczego mnie…? . Łzy… . Ptaki nadal unikały zakładania tu gniazd.Jestem Jonem w Drodze od tylu lat. A zresztą… . gdy powiedział. Zresztą wiedział.. Nie zamierzała pytać. Dlatego. mocnym głosem. by opuścić dom i ruszyć w Nieznane.Będzie.zawołał głośno. splatały konary ponad jego głową i Droga sprawiała wrażenie węższej niż za pierwszą jego bytnością.spytał Jon. który się narodzi. Tych kilka krótkich wypraw się nie liczy. Nie chciał. Podobna do niedźwiedzicy.. który czekał na niego za trzecim zakrętem. że prosi ją. Kamienna Droga jakby zarosła gdzieniegdzie mchem lub tak się Jonowi zdawało. . by nie pytała. Nic nie szeleściło w poszyciu leśnym. Obce. a nawet oddech. Przecież i bez tego wszystko w nim sprzeciwiało się. Była inna niż wioskowe kobiety.Nie pytaj… . Teraz chce zapłaty. Jon dotknął dłonią szyi nie po to. aby echo zaniosło te słowa monstrualnemu posągowi. ale nie musiał kończyć.. przerywana tylko śpiewem Rzeki. Gałęzie wielkich drzew wydłużyły się. A tymczasem jeszcze w nią nie ruszyłem. Zdawała sobie sprawę.pomyślał bezradnie. mimo woli obronnym ruchem dotykając skórzanego woreczka na piersi. które poczuł na szyi. że musi spełnić przyrzeczenie związane z jego plemiennym przydomkiem. krety. Był dla ciebie bardzo dobry. Jonie… I Jon ruszył. Ruszaj w Drogę.Pozwolił ci dorosnąć. w którym nie usłyszał drżenia. Nawet mężczyźni jadący na polowanie nie umieli określić dnia powrotu. by sprawdzić. Jon był spokojny o syna. jak na Jego obyczaje. Zapadła cisza. I o to szło: aby nie wstrzymywała go żadną kobiecą sztuczką. że ona tego nie zrobi. Wtuliła się w ten ciepły zakątek pomiędzy szyją a barkiem i długo milczała. A Jon nie wybierał się polowanie. Ale wciąż panowała tu zdumiewająca cisza. odsunęła głowę i pokazała jasną twarz bez jednej mokrej kropelki spływającej z oczu. Młody mężczyzna słyszał każdy swój krok. czy wisi na niej skórzany woreczek z ziarnkiem piasku. Stary czarownik w milczeniu pokręcił głową. Gaja już wiedziała.powiedziała Gaja dźwięcznym. by Gaja utrudniała mu odejście. gdyż nie wyrzekła ani słowa. że on i tak tego nie wie. .zaczął na wszelki wypadek. to było pewne. Wreszcie szaman szepnął: . pozwolił ci pojąć żonę i spłodzić syna. idąc teraz Kamienną Drogą. Żona zrozumiała to. pozwolił ci przeżyć miłość. 38 . jak musi być . kiedy wróci. Milczenie Gai było tak wymowne jak kilka wilgotnych kropli. Ale w tej części Puszczy nie było nawet echa. jaszczurki i borsuki widocznie także wolały trzymać się od tego miejsca z daleka.Wrócę do domu! . chcąc.

Już tam. mozolnym trudzie. Podniósł głowę. podejmując na nowo wspinaczkę. chcąc zajrzeć mu w oczy. była krwią krążącą w ciele Światowida. mierząc wzrokiem wysokość i oceniając stopień trudności zadania. którą czuli i wyrażali jego współplemieńcy. Pulsował życiem. Posąg był pełen wypukłości i wgłębień. spocony. z którego wykuto Bezimiennego. Wyprostował się i dla utrzymania równowagi objął rękami masywną szyję Bezimiennego. I tak czuł tę obecność. Nagle uprzytomnił sobie.Muszę TAM się wspiąć… . zmęczony. jakby wstrząśnięty ludzką bliskością po tylu latach pustki. Dlatego miał prawo żądać ofiar. A przecież do ramion Boga jeszcze sporo brakowało. Czy umierający człowiek nie broni się? Czy On nie ma zatem prawa. były Jego dziećmi. wydał się on Jonowi mniejszy. a stopy postawił teraz na znamionach Jego męskości.szepnął Jon.…lub przynajmniej tak sądził .W dodatku nie miałeś dzieci… . Szedł. były Kamienne Drogi. ale Jon i tak słyszał Jego wezwanie. by w nie zajrzeć. Ale grube powieki strzegły swej tajemnicy i Jon wychylił się w przód.zaczął półgłosem. Jon objął ramionami ogromną nogę Boga i ruszył w górę.szepnął ironicznie. Był coraz bliżej celu. złowieszczy cień rzucany przez posąg starego Boga. na dobre i na złe. Prawie jak źrenice. które łączyły gigantycznego i przerażającego Boga z tysiącami wiernych. Drżenie to. ale mimo całego ogromu posągu. przejęło Jona litością. Kamień. wydawało mu się. niby do Niego i urwał. wysoko ponad ziemią. . że pępowinami. Ludzie w długich sukniach odcięli Go od krwiobiegu. to nie takie trudne dla młodego. Miał dziwne uczucie. setki tysięcy ludzi. wysoko. powolną agonię. Dziwne.najgorszy rodzaj umierania. niby do siebie. .dla Bogów i ludzi .Trzeci zakręt pojawił się szybciej. w dole. że posąg drży wraz z nim. Już go tak nie porażał wielkością. że raptem przed stu pięćdziesięciu laty wszystkie Plemiona. Nie. od lęku i miłości. Gdyby teraz spadł. by się bronić? Skazano Go na śmierć przez zapomnienie. nie podnosząc głowy i nie patrząc na Niego. czując drżenie mięśni. niż Jon chciałby zobaczyć. pewnie by się zabił. wznosiły się ramiona i głowa Boga. był chropawy i ciepły. Bezimienny milczał. że pod półprzymkniętymi powiekami posągu coś połyskuje. Nie musiał… 39 . spoglądając na wyolbrzymione oznaki męskości. Nie tylko tu. ale ironia zaraz zniknęła. Krwią i pożywieniem. jakby wspiął się na najwyższy dom w Wiosce. nie wiedzieć czemu. Odpoczywał. Po długim. Po chwili stał u potężnych stóp gigantycznej rzeźby. . Ponad nim. którymi się żywił: skazali na samotną. stanął wreszcie na Jego ramionach. A wiara. Po raz wtóry wkroczył zatem w długi. silnego mężczyzny. Wychylił się. Uprzytomnił sobie. a jest to . Dłoń Jona wsparła się na monstrualnym pępku Boga.

sterylnymi maseczkami. głębokie i coś się w nich odbijało.Nie chcesz mówić? Sam zobaczę! . Mimo to krajobraz przed oczami Jona migotał coraz bardziej. zasnuwał się rozedrganą. gdy wyda polecenie rozcięcia ciała Chłopca leżącego na stole. Przywarł do kamiennej rzeźby jeszcze mocniej. gdyż pozostałe części twarzy były. były wpółprzymknięte. podobnie jak jego własna.spytał Jon. Jednak Jon nie zamierzał żartować. Musiał wiedzieć . Potem wydało mu się. Młody mężczyzna chwilę się wahał. Ale jakby inna. Została tylko ich zieleń i biel chmur ponad nimi… Zieleń… ZIELEŃ… Biel… BIEL… zielone… ZIELONE… *** . migotało. Spojrzał znowu: powietrze drgało tak. . aby być zwróconym w tę samą stronę. lśniącej czystością sali operacyjnej podnieśli głowy i spojrzeli zdziwieni. powinien być chłodny. Właściwie dlaczego fartuchy chirurgów są zielone? . A przecież kamień. A teraz tak szeroko otwarte… Jon objął Go mocniej za szyję i wychylił się w tył. bezradnego i nieświadomego sytuacji. nieprzejrzystą mgłą . Jon powrócił do punktu wyjścia i trzymając się krótkiej. dlaczego pyta. niezbędne polecenia. Powieki tej drugiej. Jeszcze pół godziny temu Chłopiec dygotał ze strachu i Jon kojąco uścisnął jego drobną dłoń. bardziej zamglona. niektórzy chirurdzy dowcipkowali w czasie poważnych operacji. odleglejszej. która patrzyła otwartymi oczami. powieki Bezimiennego były lekko przymknięte. co widzieć się spodziewał: bezkresną Puszczę i jedną z czterech Kamiennych Dróg. aby obejrzeć choć dwie z czterech twarzy Światowida. Mimo to wszyscy w tej białej. Zdziwienie widać było tylko w ich oczach. znowu zajrzał w rozwarte oczy. .Czy fartuchy chirurgów są zielone dlatego. otoczony wokół ciemną Puszczą. Drzewa przysłaniały resztę Drogi. Tym razem tak się ustawił. urywającą się przy trzecim zakręcie.zawołał i znów ruszył po ramionach Boga. co twarz Światowida. Lśniły jak cenne kamienie. niemal złączył się z nią w jedność i spojrzał przed siebie.spytał. że jest on ciepły jak żywe. Odbite światło? Jon. Światowid milczał. Były ciemne. Ale w Puszczy było chłodno. Chciał odwlec moment. że coś zamigotało na horyzoncie. gdy jest bardzo gorąco i nie wiadomo skąd rodzą się dziwne miraże. tam gdzie spoglądały oczy Boga. zmieniało barwę.i znów wydało mu się. Przywarł do posągu . zdziwił się i wychylił jeszcze bardziej. jak górską ścieżką. . po czym ruszył wokół czterech potężnych ramion Boga. mimo lęku. grubej szyi posągu. że ten kolor symbolizuje nadzieję? spytał i już wiedział. Mógłby przysiąc. jak drga. myślące i czujące ciało. a maseczka na twarzy stłumiła jego głos. ale on nigdy.Na co patrzysz? Co widzisz? .Bezimienny miał oczy otwarte. Spojrzał jeszcze raz: nic. tylko Puszcza.po chwili drzewa zaczęły znikać sprzed jego oczu. Teraz 40 . że nim zaczął się Wspinać.Owszem. więc wszystkich musiało zdziwić pytanie nie mające żadnego związku z pacjentem.a teraz już miał pewność: Bezimienny otworzył tylko jedną parę oczu w jednej ze swych czterech twarzy. skryte za bawełnianymi. Wydawał krótkie. Najpierw nie widział nic poza tym.…zielone.

nie śmierci . które tłukło się nierówno w klatce piersiowej uśpionego Chłopca. czujące serce Kaja w sopel lodu i po tej zamianie Kaj gotów był popełnić wszystkie najgorsze. obłożone lodem. więc wreszcie musiał wydać polecenie: “Zaczynamy…” Nagle przypomniał sobie. czy też zaczerpnął wątek w znacznej mierze z mitów i legend? Wówczas mogłoby się okazać. Jon aż się wzdrygnął na taką myśl.zdecydowała się przypomnieć siostra przełożona. dobiegającego z pobliskiej Puszczy. też nie miało czasu. bardzo tego nie lubi. . Wszyscy czekali tylko pozornie cierpliwie. leżące w sterylnym pojemniku wypełnionym lodem. choć nie każdemu dane jest ją spotkać. bo aż tak złe? Zwierzęta rzadko bywają okrutne bez przyczyny… Królowa Śniegu i Kaj… Wymiana serca jest sprzeczna z naturą . nie mamy czasu… . a zarazem wątle. Śmierć drzew.spytał nie wiadomo kogo. .spał. Dlaczego tym razem coś się w nim wzdragało? Czemu patrzył z niepokojem na anonimowe czerwone serce.Lodowe serce… Serce jak sopel lodu… .przemknęły mu po głowie postrzępione zdania i nagle przypomniała mu się baśń Andersena o Królowej Śniegu. Na jego szczupłym ciele widać było długą.Panie doktorze… . Delikatne brzęczenie elektrycznej. najbardziej nieludzkie czyny. jakich wykonał co najmniej sto pięćdziesiąt w tym szpitalu: wyjęcie schorowanego. I właśnie w to serce. że czas mija i że drugie serce. serca pacjenta i zamienienie go na silne i gotowe znieść najgorsze przeciwieństwa losu. gotów do operacji. czy Andersen ją wymyślił. leżące spokojnie w sterylnym pojemniku? I co ma do tego baśniowa Królowa Śniegu? Swoją drogą to ciekawe. Serce pierwsze. wpatrywał się teraz Jon.podjęła znów nerwowo i z naciskiem przełożona pielęgniarek. niebezpiecznie powiększone. A Jon stał nad nim. To przecież Królowa Śniegu zamieniła żywe. nie znosił dźwięku pił drwali. że ich rzężące jęczenie niesie ze sobą śmierć. Ale jeśli Królowa Śniegu właśnie teraz zamierza… .Czyje to serce? . a już zwłaszcza w miejscach cywilizowanych! Dźwięk pił dobiegał z lasu. Osobiście asystowała przy tej operacji i tylko ona odważyła się zwrócić mu uwagę. Nieludzkie? Może właśnie ludzkie. chirurgicznej piłki niosło jednak nadzieję życia. otulone lodem. 41 . .mimo to Jon był dziwnie niespokojny. nie wytrzymującego mordęgi życia. Zawsze mu się wydawało. Kilka otaczających go postaci w zielonych fartuchach poruszyło się nerwowo. na świecie dziesiątki tysięcy. przed którą coś go wciąż wstrzymywało.pomyślał niedorzecznie o operacjach. że Królowa Śniegu wiedzie nieomal realny żywot. To było pytanie amatora lub łowcy sensacji. W jego kraju przeprowadzano takich operacji tysiące. że gdy był wyrostkiem i jeździł na wakacje na wieś. Puszczy…? Skąd wzięła mu się Puszcza? Przecież nie ma ich prawie wcale na Ziemi.Panie doktorze. prostą linię wytyczoną czarnym flamastrem. Jon otrząsnął się i jego oczy z nagła poraziła biel sali.

powiedział Jon kojąco. ale było mu wstyd. Z reguły żaden z lekarzy nie wie. panie doktorze . czyje serce spoczywa w sterylnym pojemniku.Taka operacja to zwykła rutyna w dzisiejszych czasach. Patrzyła mu prosto w oczy i . iż chciałby się rozpłakać. . robić. już z trudem oddychasz. 42 . Czynili tak tylko młodzi stażyści lub dziennikarze. z oczami tak błyszczącymi. asystentów i pielęgniarek sponad białych maseczek patrzyły na niego z wyrzutem.panicznie bał się operacji. które tak tłucze się w twojej piersi.zażartował. zdumieniem lub z przyganą. chcąc nadrobić czas stracony przez wcześniejszy brak zdecydowania. aby tę noc spędziła z nim matka. co jeszcze bardziej uwydatniało wystające kości policzkowe i wielkie.pomyślał Jon i energicznie przystąpił do usuwania chorego serca.Z tym sercem.Jonowi wydało że jej też nie podoba się serce obłożone lodem. Nie jest trudniejsza niż skomplikowane usunięcie zęba. że Jon podejrzewał. wciąż odwlekając następne posunięcie. Jutro o tej porze będziesz jak nowo narodzony . Ale tym razem siedziało w nim najwyżej kilkoro młodych ludzi. . pewnie uwiera ją kołnierzyk od bluzki . Odpowiedziała mu pełna dezaprobaty cisza. spojrzał na szklaną szybę. . zdrowe serce.pomyślał. biorąc w swoją dużą dłoń chirurga szczupłą i nerwową rękę Chłopca. Dziewczyna spojrzała natarczywie w jego twarz osłoniętą maską i leciutko kręciła głową. skakać. szczupła Dziewczyna. że jest to serce zdrowe. Jon. Wczoraj z Chłopcem rozmawiał. ciemne oczy.czy piętnastolatka można jeszcze nazwać dzieciakiem? . chudy.wbrew logice . kim był zmarły. Dziewczyna wciąż kręciła przecząco głową: “Nie rób tego…” Jest upał.powiedziała nagląco przełożona. W drodze wyjątku dyrekcja szpitala wyraziła zgodę. Była spocona i zimna. która oddzielała salę operacyjną od wnęki obserwacyjnej dla studentów. .i nikogo to nie obchodzi . Widocznie piękna pogoda wygnała ich za miasto lub na basen. nie było w dobrym tonie wśród profesjonalistów. ledwo postąpisz szybciej kilka kroków.spytał nagle Chłopiec. jakby chcąc powiedzieć: “Nie rób tego…” Co za bzdury chodzą mi po głowie . Wypytywanie. Tulił się do niej. już jutro będziesz mieć mocne. ostrzyżona króciutko na jeża.najważniejsze.Klatka piersiowa pacjenta jest otwarta. Płuca operowanego podłączono do respiratora.a nie profesjonalisty lekarza. jak chłopak. co zechcesz. zbyt wyrośnięty. Wkrótce będzie ci wolno biegać. W czasie przeszczepu serca to nieduże pomieszczenie na ogół było pełne. do którego należało serce. Oczy lekarzy. Jon znowu spojrzał na salkę dla studentów. Uwagę Jona przykuła nieduża.Czyje to serce? . Będziesz mógł się nawet zakochać… . Dzieciak . obłożone lodem . Pomyśl.

. takiego potrzebuje piętnastolatek .odparł. .A jeśli byłoby to serce… . wciąż jeszcze w chirurgicznym kitlu .Z punktu widzenia medycyny… . Z punktu widzenia medycyny nie ma to znaczenia .którego jasną zieleń zgasiły bure plamy krwi . tuląc go jak niemowlę . . Kilkadziesiąt minut .bylebyś żył.Co się właściwie robi ze starym.Jakich? Ważne jest tylko to. zbędnego kawałka martwego mięsa odpowiadał ktoś inny. chrapliwy oddech: . po nich wejdzie tu ekipa salowych i sprzątaczy.przytaknęła lekarzowi.…na przykład serce idioty? . urwał i dokończył po dłuższym milczeniu. Jon.Czasem lepiej nie wiedzieć.powtórzył lekarz z naciskiem i wyszedł.zaczął nagle Chłopiec.mówił teraz Jon głośno na sali operacyjnej i znowu zwróciły się ku niemu zdziwione oczy asystentów.powtórzył z namysłem Chłopiec. Asystent wprawnie zakładał szwy i po chwili wózek z Chłopcem opuszczał salę operacyjną.i operacja była skończona.. sterylnie biały.powiedział Jon z uśmiechem. w dodatku w chwili zwycięstwa.powiedziała matka. . że Chłopiec kryje twarz na ramieniu matki. spocony. Za usunięcie tego umęczonego. Kątem oka dostrzegł. Jon i Chłopiec patrzyli na siebie w milczeniu.spytał nagle. chłodny. choć wszyscy patrzyli na niego tak. . Pojemnik z lodem stał pusty.To nie ma znaczenia .A jeśli ma to znaczenie z jakichś innych przyczyn? . atakującego mózg. w czasie którego słychać było jego chory. .Dla mnie może to być nawet serce mordercy . jakby złapał groźnego wirusa. aby twoje nowe serce było zdrowe i silne.To nie ma znaczenia . Spojrzał na asystentów. Szkatułka Królowej Śniegu z niespodzianką na Boże Narodzenie… . którzy także je zdejmowali i natychmiast zrozumiał niestosowność pytania. . .Nie wiem. a matka przytuliła swoją twarz do twarzy syna i pocałowała go. a ta obejmuje go i mocno przytula.spojrzał w stronę szyby dzielącej salę operacyjną od obserwacyjnej: ostrzyżonej na jeża Dziewczyny nie było. I nie jest to ważne. zdejmując wilgotną od oddechu maseczkę.To nie ma znaczenia . Po co jej szukał…? 43 .pomyślał Jon. zużytym sercem? . Lekarze nie powinni pytać o tak trywialne sprawy. .To nie jest podstęp Królowej Śniegu dorzucił i przystąpił z wprawą do zabiegu.

widząc Jona i matka.Wieczorem. .ów tajemniczy splot malutkich czarnych znaczków.Chłopiec tu jeszcze jest?” .zwrócił się do niej Chłopiec. . Uśmiechnięta. w nocy. Kto ją tu wpuścił? . Przez kolejne dni prowadził tylko zwykłe rutynowe operacje: kilka woreczków żółciowych. a najbardziej w świecie nie znosi braku pracy.zażartowała. wypełnionych kamieniami życiowej goryczy lub obżarstwa.odparł bezwiednie zmieszany Jon. inna niż przed operacją. . zdziwiona. lecz bez sprzeciwu. jakby opuszczenie go nawet na kilka minut było trudnym do zniesienia rozstaniem. całując go w policzek.w sterylnym ubraniu i w maseczce . wskazując drzwi jednego z pokoi w części oddziału dla ozdrowieńców. pojechał zobaczyć Chłopca. czym powinien zajmować się poważny kardiochirurg. aby kobieta o twarzy cierpiącej Madonny z gotyckich witraży opuściła teraz Chłopca. Lubił książki . zamiast zatelefonować do szpitala.Wyjdź na chwilę .Nienawidzę jej . patrząc w twarz Jona szarymi. wbrew zwykłym zasadom. Operował nawet nadprogramowo.Nie wolno denerwować rekonwalescenta . .słowem nic.powiedział Chłopiec po jej wyjściu. szeroko otwartymi oczami. Wszedł. zastępując kolegów lub asystując im z własnej woli w niedziele. zamiast z książką w ulubionym fotelu. pełna pogody. Gdy po tygodniu szedł korytarzem na oddziale kardiochirurgii i spytał siostry przełożonej: . stał w milczeniu za skrzydłem przeszklonych drzwi oddziału intensywnej terapii i patrzył na matkę . a twoja matka… . zrakowaciałe jelita .Czemu pan nie przychodził? . o kogo chodzi i kiwnęła głową. tworzących niekiedy tak zaskakujące konfiguracje. Znalazł się znowu w szpitalu. . Po co? .odparła fachowo i sucho. Zamiast czytać teraz. Zajmowanie się ozdrowieńcami nie należy do mnie . Matka o twarzy gotyckiej Madonny była tu nadal. że on potrafi zoperować wszystko.rzeki Chłopiec. rozmowa z nim nic nie da. że ktoś? coś? go wzywa. otwierających tak dziwne światy.siedzącą przy synu. wyrostki robaczkowe w stanie zapalnym. 44 . opuściła salę. Piękna..spytał siebie w duchu. Po co jechał…? Nawet jeśli pacjent już się zbudził. ale nie miał sumienia zawołać pielęgniarki i żądać.pomyślał ze złością. .Ja tylko operuję.Masz tu świetną opiekę.Czekałem .od razu wiedziała. Mimo to wszyscy w szpitalu wiedzieli. Nie znosił telewizji. święta. ale miał uczucie.W doskonałej formie .

Z każdym dniem. że to pana sprawa. rośnie i rośnie. . Ale coś się zmieniło. .Urojenia… urojenia… urojenia… . Matka Chłopca uchyliła drzwi i w szparze pokazała się łagodna. Wcześniej zlecił siostrze przełożonej. . Ta nienawiść wciąż rośnie. aby nazajutrz rano skierowała do Chłopca psychoterapeutę.. że była tu cały czas i jest nadal i że… Wiem. ale Chłopiec roześmiał się. aż pewnego dnia wypełni mnie całego i… Chłopiec urwał.Nie rozumiem .Ja wiem. co może mi pan powiedzieć. patrząc na Jona. .Ja też nie . Zaraz mi pan powie. ale Chłopiec mu przerwał i ciągnął spokojnym głosem: . .zaczął Jon. że jestem dla niej wszystkim.powtórzył zmieszany Jon.Chcę ją kochać tak jak przedtem.odparł Jon.Nie wiem. I zmienia się nadal. gdybym umarł na sali operacyjnej. cofnęła się. abym przestał! . płyn… nie wiem co! Ale musi pan coś zrobić. W uszach lekarza ten dźwięk zabrzmiał jak zgrzytnięcie metalu o szybę.Niech pan się wypcha ze swoim psychoterapeutą! Pan nie rozumie.spytał. co mówię? Nie pojmuje pan. .Ja? Mam coś z tym zrobić? . Powie mi pan jeszcze. 45 . Chłopiec zmarszczył brwi. prawda? .Nie rozumiem . Co dzień i co noc nienawiść jest większa.podjął niecierpliwie Chłopiec. . na Boga?! Znowu uchyliły się drzwi i wsunęła się zaniepokojona twarz matki. .powtórzył Jon. Czuję w sobie obcą obecność. a nienawidzę jej.Więc to jest pana obowiązek. idąc korytarzem i bezwiednie liczył do rytmu kafelki. Niech pan coś z tym zrobi.Nic nie mogę . pogodna twarz. że byłoby lepiej. niż żeby… No. Policzył do trzydziestu trzech i skręcił do windy. Proszę mi dać jakiś zastrzyk.powtarzał rytmicznie do siebie. pigułkę. co pan może z TYM zrobić.Co… co ty wygadujesz…! Co mówisz…! .Ale co? . Odwrócił się i wyszedł. prawda? Bo kochałem. .Pan dał mi TO serce. . że przecież ja ją też kochałem.powiedział gorzko Chłopiec. że ona mnie kocha. Jednak myślę.odparł powoli Jon.Mógłbym wezwać dobrego psychoterapeutę… . . krzywiąc się boleśnie. .Co może pan zrobić? .zaczął Jon.

właśnie otwierała drzwiczki. Czysty przypadek sprawił.i nie czekając na odpowiedź Jona. ale przychodzi do trudniejszych przypadków. I dodał.mruknął Jon pod nosem. w białym kitlu stażystki i patrzyła tam gdzie on. aby on mógł znowu swobodnie chodzić korytarzami kardiochirurgii.Chłopiec czy psychoterapeuta? . Podszedł właśnie do okna na korytarzu. Nagle poczuł koło siebie czyjś leciutki.A rana zagoi się za kilka dni. pooperacyjnej ulgi i szpitalnego zmęczenia. Zrobimy to. .spytał Jon. lecz wyraźny oddech. żeby jak najszybciej wypisać go do domu.powiedział bezwiednie. .Usiadł w swoim gabinecie i sięgnął po telefon.szepnął do siebie. kpiące spojrzenie szarych oczu wyrostka. to dobry człowiek .pokręciła głową przełożona.Bardzo dobra operacja.Poważny lekarz nie zadaje takich pytań. Niecierpliwie czekał.Będzie nas skarżył o odszkodowanie? . pani ją widziała . aż ten opuści szpital. . Stała tuż za nim.powiedziała nazajutrz siostra przełożona. . że wielu normalnych ludzi zachowuje się w szpitalu nienormalnie.Ugryzł psychoterapeutę w rękę. 46 . gotycką twarz matki i na uważne.Jedź w cholerę ze swymi urojonymi problemami . Gdyby trafił zębami pół centymetra dalej. Jon nie odwiedził więcej Chłopca. To już wkrótce. Muszę wiedzieć. nie natykając się na łagodną. . gdy tylko minie niezbędny termin. nieomal przegryzł mu ścięgno. Wykręcił odpowiedni numer. Na szczęście psychoterapeutą nie pracuje rękami . do kości. chłodne. . Odwrócił się i ujrzał ostrzyżoną na jeża Dziewczynę. . aby zaczerpnąć powietrza.Dostał trzy tygodnie wolnego. że to jest syndrom przedoperacyjnego strachu.To była dobra operacja. biedak byłby kaleką do końca życia.spytał Jon oschle. Powiedział. Chłopiec jest w świetnej formie fizycznej. Lub dni. A ten Chłopiec żyłby bez niej najwyżej kilka miesięcy. czyje serce mu wszczepiłem . . . elegancka. jak Chłopiec z matką opuszczają szpital. że Jon widział. Modelowa.i odłożył słuchawkę. gdy z wysokości czwartego piętra ujrzał malutką. ciemną figurkę na wózku pchanym przez pielęgniarza w stronę eleganckiego auta.Zwariowałem . . . usłyszał sygnał .pomyślał. w drogim futrze.Och.Co powiedział? . Kobieta o łagodnej twarzy Madonny. . ciągnęła: Powiedział.

że właśnie tym razem słyszy w jej głosie wyraźne pytanie. czy przytakując.powtórzyła za nim Dziewczyna. migotało mu coś mrocznozielonego lub szarego jak kamień. dlaczego fartuchy chirurgów były zielone: żeby nie zwariować od tej bieli.mruknął gniewnie. zimnych. ktoś brutalnie i krzywo przyciął je prawie przy samej skórze.. przygotowywał kawę z ekspresu i kładł obok parującej filiżanki złożony wpół poranny 47 . nie wiadomo czy przedrzeźniając go. kosztowne i w modnej dzielnicy. że tych króciutkich włosów nie strzygł modny fryzjer. jej szczupła. Studentki medycyny w wielkich miastach na ogół bardziej o siebie dbają. . narzuconym niedbale na spłowiałe dżinsy. który raz bez zaproszenia odwiedził go w domu . Poprzysiągł sobie. prawie chuda sylwetka w białym kitlu. czyje to było serce . Neurasteniczni pacjenci to norma. ale już nigdy nie dostrzegł jej w rozgadanych grupkach studentów. sterylnej jasności ścian i fartuchów. nieprzytulnych jarzeniówek. Zielone… zielone… Las? Nie.powiedział jak co dzień rano salowy. jest prawie nie umeblowane i sprawia wrażenie raczej przystanku niż domu. Nim zdążył zareagować. że niektórzy koledzy podejrzewają go wręcz. a właściwie chudej sylwetki Dziewczyny. zniknęła za zakrętem korytarza. większość czasu spędzał w szpitalu. iż szpital jest jego całym życiem: zawodowym i prywatnym. jak Chłopiec wsiada do auta i odjeżdża z matką ze szpitalnego parkingu.prawie natychmiast wracał do białego świata lśniącej czystością operacyjnej sali. Zdawał się nie zwracać uwagi. Właściwie wiedział. Nie chciał. że zapomni o Chłopcu. że jego mieszkanie. w miastach zastąpił je beton . choć wydało mu się. Ona pewnie jest ze wsi . Czasem.Przecież to nie ma znaczenia . choć duże. który sprzątał jego gabinet. że jest trafna. Trwało to jednak tylko ułamki sekund . .Przecież to nie ma znaczenia .zdążył opowiedzieć wszystkim.gdyż zepsuł się telefon i ktoś musiał powiadomić Jona o zmianie terminu operacji . żeby niczym nie uzasadniony niepokój przerodził się w obsesję. to Puszcza… Puszcza? Puszcz nie ma… A kamień? Kamieni też prawie nie ma. połyskliwych.Ciągle pan nie wie. szukał bezwiednie ostrzyżonej na jeża ciemnej głowy i szczupłej. Ile razy powtarzał to zdanie? Ile razy jeszcze je powtórzy? Teraz oboje patrzyli. lecz nie uraziła: uznał. dokąd prowadzi ów przystanek . choć z mniejszym niż dotąd przekonaniem.odparła Dziewczyna.Pana gazeta . Opinia ta do niego dotarła. Jon pomyślał przelotnie. .skonstatował z jakąś mściwą satysfakcją. że wie. idąc korytarzem.przemykały mu po głowie skojarzenia. nie zważając na modną linię. Chirurg z oddziału. Chwilami wydawało mu się nawet. stwierdził sarkastycznie. lecz neurasteniczni lekarze…? Cały następny tydzień operował. na ułamki sekund.i wtedy przed oczami.

podano zwięzłą informację: . zawsze celebrował tę chwilę: smak aromatycznej kawy na języku. Wykręcał go po raz trzeci. uczucie przyjemności ciała. . złożony większą czcionką: Piętnastolatek z przeszczepionym sercem zabija matkę.zabrzmiały mu nagle w uszach słowa Dziewczyny i niemal odruchowo wykręcił zastrzeżony numer.powtórzył po chwili pogodny damski głos. ale go nie stwierdziła. jak i lekarz sądowy twierdzą zgodnie. po opuszczeniu szpitala stał się samotnikiem unikającym kontaktów zarówno z nią. drobnym drukiem. do kogo należało serce przeszczepione młodocianemu zabójcy. W czasie coraz częstszych i agresywniejszych kłótni z matką wykrzykiwał .. Zeznała ona.jak zeznała służąca . ale zaprzeczyła sobie w następnym zdaniu. Sprawca uciekł z miejsca zbrodni i jest poszukiwany przez policję. że przed operacją matkę i syna łączyła wzajemna miłość.i uciekł z miejsca mordu. mówiąc o mordzie. zanim zaczął operować. Czarne znaczki z płachty gazety wyskoczyły ku niemu jak ostre pazury nieznanego stwora… …z dwuszpaltowej fotografii w lewym dolnym rogu strony pisma patrzyły na niego niespokojne oczy Chłopca. “Ciągle pan nie wie. pośredni kontakt ze światem. na której ktoś . Dziwny przypadek. . ale tym razem nie odłożył słuchawki telefonu. Służąca nie umiała wyjaśnić. Nieścisłości w zeznaniach kobiety zostały złożone na karb jej nieznajomości języka. odręczny rysunek: przedstawia on niezrozumiały.pomyślał Jon ze zdumiewającą pewnością. Jon.To było serce wielokrotnego mordercy. Przedstawił się i po przekazaniu swojej prośby odruchowo skłamał: . w wyjątkowo okrutny sposób zabił swoją matkę . drobne znaczki na płachcie papieru. a potem zakrztusił się. czyje to było serce” . w którym trudno rozpoznać jakąkolwiek znaną figurę. że “to on zabił matkę”. uwielbiający przed operacją swoją matkę. “ To nie był on” . jak i z kolegami ze szkoły. Jon miał pewność.Mam… . a biernym i przerażonym świadkiem zbrodni była cudzoziemska służąca. ale wyrok wykonano dopiero 48 . jaką drogę Chłopiec miał na myśli.że musi ruszać w drogę i ona mu w tym nie przeszkodzi. stwierdzając. czarne. Policja poszukiwała ewentualnego związku nieletniego zabójcy z satanistami. panie doktorze… Ten człowiek dostał wyrok śmierci dziesięć lat temu za brutalną serię zabójstw. choć zarówno policjanci. złożony z siedmiu nieforemnych elementów podłużny kształt.prawdopodobnie on sam . któremu dwa miesiące temu przeszczepiono serce w miejskim szpitalu. . strach.Chwileczkę… . Chłopiec. ale po powrocie ze szpitala w ich stosunkach zaszła niezrozumiała zmiana. Prawie od razu usłyszał grzeczny głos sekretarki.zeznała służąca. Redakcja nie posiada jeszcze informacji. Tym razem jednak oparzył sobie wargi wrzątkiem.usłyszał w odpowiedzi. że to nie ma żadnego znaczenia”. Zabił. że jest to zdjęcie sprzed operacji: na twarzy wyrostka widział porażające cierpienie.dziennik.wykonał dziwny. I jeszcze zabije . Kobieta otrzymała kilkadziesiąt ciosów nożem. Pod zdjęciem. po czym dobiegło go ciche stukanie komputerowej klawiatury. niepewność. Oderwał oczy od zdjęcia i dopiero teraz przeczytał tytuł. W pokoju piętnastolatka znaleziono wyrwaną z zeszytu kartkę.Potrzebujemy tej informacji do statystyki.Piętnastolatek.

teraz. Miał sprytnego adwokata, który wciąż wnosił apelacje. Ciekawe, o czym myślał zabójca, oczekując przez dziesięć lat na śmierć? Znienawidził do reszty ludzkość, nie sądzi pan? Kto właściwie dostał jego serce? Ojej, to głupie pytanie, przepraszam, przecież to nie ma znaczenia… - Tak, to nie ma znaczenia - powtórzył wolno Jon, odkładając słuchawkę. Królowa Śniegu przywiozła Kajowi nowe serce, a ja pomogłem wyjąć to, które, choć trwało w agonii, kochało i czuło i zamieniłem je na sopel lodu. Kaj ścigany jest listem gończym, nie przez kochającą siostrę, która mogłaby mu pomóc. Nikt mu już nie pomoże. Nigdy, przez całą, krótką przecież historię stosowania przeszczepów w chirurgii, nie miało znaczenia, kto jest dawcą serca - myślał Jon z bolesną ironią. - Na Boga, kto sprawił, że nagle ma to znaczenie? Kto ma taką moc…? I wtedy uprzytomnił sobie, że niepotrzebnie pyta. Przecież wie. A żeby się upewnić, musi tylko ruszyć ze swego tymczasowego przystanku we właściwą stronę. Westchnął - i ujrzał przed oczami zieloność. ZIELONĄ, rozmigotaną, mroczną Puszczę. I szary kamień. Ale tym razem wizja trwała nie ułamki sekund, lecz długie minuty i nie była psychodelicznym, niepojętym snem. Była jawą. *** …zielone… zielone… ZIELONOŚĆ… Jon stał na ramionach Boga i jeszcze wciąż patrzył tam, gdzie On spoglądał wpółotwartymi oczyma. Ciężkie, grube powieki zaczęły powoli opadać. Wraz z przymykaniem oczu przez Bezimiennego owo nieokreślone, srebrzystobiałe rozmigotanie, rozedrganie powietrza z wolna uspokajało się, a Puszcza wokół znowu stała się wyraziście ciemnozielona. Jon ujrzał w dole, poniżej stóp posągu, znaną sobie Kamienną Drogę. I trzy pozostałe, wiodące w różne nieznane strony świata. Chyba że z jednej właśnie powrócił: ze świata sztucznej bieli i jaskrawej, nienaturalnej zieleni. Niczego więcej nie pamiętał. Zaczął ostrożnie zsuwać się z monumentu. Przez chwilę kręciło mu się w głowie. Wydało się, że Puszczę nadal przesłania srebrzysta biel, która napełniła go lękiem - lecz przysiadł na wielkiej, siedmiopalczastej dłoni Bezimiennego, odetchnął głęboko i złudzenie zniknęło. Po chwili kontynuował zsuwanie z olbrzymiego, wręcz monstrualnego posągu. Stanął na ziemi i wzniósł głowę, aby jeszcze raz spojrzeć w twarz Światowida (starannie wystrzegał się nazywania Go w ten sposób, nawet w myślach, jakby wypowiadanie Jego imienia przydawało Mu mocy). Tym razem twarz ta była nieruchoma, lecz i ślepa. Jon ponownie obszedł posąg wokół: wszystkie cztery twarze Boga wyrażały

49

jedynie nieczułą obojętność i miały zamknięte oczy, jakby Bezimienny zmęczył się spoglądaniem we wszystkie cztery strony świata. Jon odwrócił się i ruszył Kamienną Drogą w stronę Wioski. - GRDBGHGBHWZ - usłyszał za sobą słowa starego Boga, ale nie obejrzał się. Gdy przekraczał Rzekę, woda była o wiele zimniejsza niż wcześniej - a ludzie z Plemienia, którzy byli akurat nad brzegiem, znieruchomieli na chwilę, aby zaraz udać, że Jona nie widzą. Dopiero gdy postawił stopy na właściwym brzegu, sąsiedzi, znajomi i krewni zaczęli pozdrawiać go tak, jakby rozstali się dopiero wczoraj. - Jesteś - westchnęła z ulgą Gaja i położyła mu głowę na ramieniu. Zdziwiony, dostrzegł, że jej włosy były długie, miedziane jak pieniążki, które pokazywał im kiedyś Ezra - a przed oczami mignęła mu czyjaś ciemna, króciutko i krzywo ostrzyżona główka. Zamknął szybko oczy i zaraz otwarł je na nowo, aby zgubić tę obcą, niepokojącą wizję. - Bałam się - szepnęła tymczasem Gaja, dmuchając ciepłym oddechem w jego szyję. Obejmując ją, poczuł leciutką wypukłość tam, gdzie wcześniej była płaska, napięta gładką skórą przestrzeń, rozciągnięta między twardymi wzgórkami biodrowych kości. - Jak długo mnie nie było? - spytał, gładząc delikatnie wypukły brzuch żony. Wydało mu się, że pod skórą coś drgnęło, zafalowało, jakby malutka istotka żyjąca w środku obróciła się z boku na bok, tak jak to czyni śpiący człowiek. Mój syn, pomyślał Jon, mój syn, z mojego nasienia, a Bezimienny nie ma nic do tego. - Nie było cię prawie trzy miesiące - powiedziała Gaja z hamowanym drżeniem w głosie. Zrozumiał, jak wiele ją kosztował ten pozorny spokój. - Tak długo? Myślałem, że to był dzień, a może dwa - zdziwił się. - Ile straciłem… - szepnął, myśląc o dniach i nocach, które mógł spędzić ze swoją złocistomiodową żoną. Ile jeszcze stracę? - spytał samego siebie. Pierwszy tydzień od chwili powrotu z Kamiennej Drogi spędzili tylko we dwoje: były to jasne dni i świetliste noce. Przez następne dni polował z Plemieniem, z wdzięcznością przyjmując brak pytań ze strony towarzyszy o swoją długą nieobecność. W wolnym czasie starał się być jak najbliżej żony, jakby chciał nadrobić zagubione wspólne poranki, gdy budzili się oboje i śledzili przez wąskie okna promienie słońca wędrujące w głąb ich domu; gdy razem kąpali się w pobliskim źródle, zmywając pot i senność; gdy zasiadali do posiłków; gdy nocą wtulali się w wełniane koce, w futra i w siebie nawzajem. Dniem Jon starannie omijał okolice świątyni, aby nie natknąć się na Ezrę i uniknąć jego pytań, które nieuchronnie by padły. Isaka spotykał czasem blisko Rzeki i

50

zawsze mu się zdawało, że - podobnie jak szaman - stary kapłan chodzi tam, aby w milczeniu spoglądać na drugi brzeg. Tylko Jon mógłby mu opowiedzieć, co tam jest, lecz kapłan nigdy o to nie spytał. Szaman także nie zadawał Jonowi pytań, jakby był pewien, że on i tak przyjdzie do niego; będzie musiał przyjść. Albowiem choć Jon widział, tylko szaman wiedział. Jedynie szamanom przysługiwała wielusetletnia, przekazywana z pokolenia na pokolenie, wiedza o Starych Bogach. Członkowie Plemienia mieli o niej zapomnieć. I zapomnieli. Choć nie wszyscy. Obojętność Plemienia wobec tajemniczej nieobecności Jona nie wynikała z braku ciekawości. Wiedzieli, iż nie należy pytać. Skoro tę wiedzę wciąż posiadali, musieli pamiętać opowieści ojców, dziadów i pradziadów o Kamiennej Drodze. A może nie…? Może nigdy nikt im o niej nie opowiadał? Może Tabu było silniejsze, niż Jon sądził i dotyczyło nie tylko drugiego brzegu Rzeki, lecz także słów i myśli? Może było im wstyd, że tak łatwo wyparli się swych dawnych bóstw, bożąt i Bogów - tym gorliwiej więc oddawali cześć Istocie, o której nauczali ludzie w długich sukniach? Czas życia Wioski mijał z właściwym sobie rytmem - i zarazem naglił Jona. Jeszcze nie nacieszył się bliskością Gai, a już czuł, że musi się śpieszyć. Pewnego dnia, gdy wstał o świcie i wykąpał się w leśnym źródle, nie zabrał się do codziennych zajęć, lecz niecierpliwym krokiem ruszył do namiotu szamana. Namiot był jednak pusty. Jon ruszył zatem z biegiem Rzeki i, zgodnie z przewidywaniem, ujrzał wśród drzew dwóch starców pogrążonych w rozmowie: szamana z Isakiem. Na jego widok Isak leciutko się speszył, więc Jon pośpieszył z wyjaśnieniem: - Od dawna wiem, że rozmawiacie. Nikomu o tym nie mówię. - Tabu - mruknął szaman. - Ludzie w długich sukniach nie powinni mnie nawet dostrzegać. Jeśli zwrócą na mnie uwagę, musieliby mnie wykląć lub wygnać - zakończył, nie dbając o logikę. Isak dreptał u jego boku. Drobny i chudy stary kapłan spłoszył się słowami szamana, potem zmartwił, co wyraźnie widać było na jego twarzy i wzruszyło Jona (ten starzec nie umiał kłamać, a to musiało wzruszać). Jon doskonale rozumiał, że Plemię nie powinno oglądać kapłana z szamanem podczas przyjaznej rozmowy. Kapłani przecież przekonali ludzi z Wioski, że należy się wyprzeć starych czasów, starych obyczajów i wierzeń, przyjąć Cywilizację i podporządkować się jej zasadom. Czarownicy należeli do czasu przeszłego. Przyjaźń kapłana z czarownikiem wzbudziłaby w Plemieniu podejrzenia wobec słuszności nauk, które ludzie w długich sukniach wpajali od stu pięćdziesięciu lat mieszkańcom Puszczy, twierdząc, że tylko oni mają do tego prawo. “Nawracając, nie wolno czuć żalu i współczucia wobec nawracanych. Najbardziej szkodliwe są wszelkie wątpliwości” - powiedział mu kiedyś Isak z dziwnie smutnym wyrazem twarzy, ale wtedy Jon nie rozumiał, o czym starzec mówi.

51

ale Jon nie pojął.Co można zrobić. które mu wpojono. obojętne. to był problem związany z tamtą niepokojącą bielą. nie ma bezpieczeństwa.spytał niecierpliwie Jon. . Tam gdzie rodzą się wątpliwości. którego sam nie pojmował. No cóż.Potrzebuję rady . szaman wypełniał swoje zadanie. że to coś złego. .stwierdził. pomyślał mimochodem Jon. gdyż nie rozdzierały go wątpliwości. Chce zabijać.…i poszukać ziela serdecznika .ale co można zapamiętać z bieli? Najbardziej niepokojący kolor świata . jakby nie wiedząc.dorzucił szaman.usprawiedliwił się stary kapłan. które ustanowili ludzie. Ten rośnie tylko TAM.Nie jestem heretykiem… . Tym razem odpowiedział mu Isak w natchnieniu: 52 . Pospolity rośnie wszędzie wokół. Instynktownie wyczuł.. Szaman z twarzą nieruchomą jak głazy na Kamiennej Drodze. więc zmienił temat. że Isak jest wysłannikiem Boga Dobroci. Na tę biel zapatrzył się Bezimienny i w tę biel. Kapłan spojrzał na niego bezradnie i wyszeptał: . Pospolity ma bladoróżowy kwiat. Nie znał tego słowa: “heretyk” i nie wiedział. .zaczął Isak i urwał. Nie czuje miłości . co Isak miał na myśli. kapłan czuł się rozdarty pomiędzy intuicją a zasadami. Jednak nawracanie miało swoje rytuały i stary kapłan musiał się im podporządkować. .powiedział.odparł szaman. ale przeszedł do swoich kłopotów: .Ten zwykły ma liście o siedmiu zębach. . Na końcu Kamiennej Drogi. Isak zaś zasępiony i smutny.Trzeba się modlić… .Serdecznik niepospolity . w ślad za wzrokiem starego Boga. co ono oznacza. gdy czyjeś serce straci ciepło i wypełni je lód? Nienawidzi.Jon w nieporadnych słowach próbował określić dręczący go problem. Biel… białe… BIEL… Tak. więc Jon pośpieszył mu z pomocą: . Ezra był bardziej skuteczny. twój musi mieć kolor krwi. poszedł on . nawet koło twojej chaty.Ezra… .tak jak wcześniej szamani musieli być wierni swym zasadom. . a Ezra strażnikiem cnót i zasad. jak Isaka. nawet gdyby sprawiały im ból. Jon powoli pojmował. co powiedzieć. by nie mówić źle o swym bracie. w dodatku nawet nie wiedział. skąd się wziął. a obaj starcy cierpliwie czekali. co czuł .zdziwił się Isak. Teraz jednak nie zastanawiał się dłużej nad przyjaźnią kapłana z szamanem.I…? I co? . a Jon musi znaleźć liść z dziewięcioma zębami.Leonorus cardiaca? Serdecznik pospolity? .Wiem. Byłby niezadowolony.

I w tej Drodze podasz ziele osobie. . o którym mówisz. włożysz do skórzanego woreczka.Królowa Śniegu? . Nie było Światowida.spytał niecierpliwie.To ziele ma wielką moc.zaciekawił się Isak.Woreczek z ziarnkiem piasku? . zemniesz w dłoni. Jonie. Jon zdziwił się. o którym mówię. .westchnął Isak. Nie kochający nagle tracili zmysły z miłości i dziewczęta.. Nie potrzebujesz.Zerwiesz go. . uciekały w strachu przed nimi. gdy poczuje je na języku . po której stąpał Jego Syn. . nie było Boga Dobroci lub nikt o Nim nie słyszał . Wystarczy.przytaknął szaman. do kogo się modlisz.Jon wie . pamiętasz? . jest tak chore i nieczułe. aby kochali je mocniej lub w ogóle zechcieli pokochać. aby wyjąć serce i dać je ukochanej. rośnie tylko TAM. zacznie czuć. była Królowa Śniegu. wyjaśniał szaman. więc myśl o tym. z pomocą wiedźm. Z tym serdecznikiem nie wolno igrać.…z ziarnkiem piasku z Pustyni. A ludzi 53 . gdy ludzi i Bogów znowu na Ziemi zabraknie.Co potem? . tkwił tam cały czas. bo Go wzmocnisz… . . łagodny starzec? . . której serce zmieniło się w sopel lodu. . gdyż Królowa Śniegu wydawała się być Istotą. I będzie także wtedy. gdy kończy się jesień .zdumiał się Jon. a zarazem tajemniczo i obco. Nie do Bezimiennego.Ale pamiętaj.Królowa Śniegu? . . Ale jeśli serce. Czy serce tej istoty przemieniła w lód Królowa Śniegu? .upewnił się Jon i odruchowo dotknął piersi. wbijali sobie nóż w serce lub orali pierś paznokciami. Umierali w mękach. który dałem ci dawno temu w świątyni. Przypadkiem sam go nie kosztuj. Woreczek.Zmów modlitwę . pamiętasz? Chowając Leonorus cardiaca. Nie do Bezimiennego. Kochający wpadali w szał. płaski.Potem będziesz znowu Jonem w Drodze . A wcześniej każdy człowiek z imieniem swego Boga na ustach rzuci się do walki z człowiekiem wyznającym innego Boga.ba. że przypomina sopel lodu. . serdecznik jedynie trochę je rozgrzeje.Jon rozumie swoją misję. zaopatrywały się w TEN serdecznik i podawały go skrycie swym ukochanym. zmów modlitwę. Misję? Jaką misję? O czym mówi ten dobry.powiedział z ufnością stary kapłan. malutki. Dawno. ledwie wyczuwalny.Królowa Śniegu przybywa do nas w swym lodowym rydwanie zawsze wtedy. o której wszyscy wiedzieli. serdecznik. nie było ludzi.dziwiąc się. gdyż słowa te zabrzmiały mu dziwnie znajomo. a gdy wyda cierpki zapach i przemieni się w garść ziela. dawno temu niektóre głupie dziewczyny. które te uczucia przywoływały.wyjaśnił szaman. A gdy się rozgrzeje.

gdy jej mąż rusza w Drogę… . Wtedy jednak spełnił swą powinność. jak twierdził Ezra. . Tak długo będą ze sobą walczyć. gdy ma taki kaprys. Ty i ja chcemy tego samego. Im wyższa cena. popełnia grzech. Ona nie potrzebuje serdecznika. na którą wstąpił. co przychodzi bez cierpienia. Królowa Śniegu zabija.Nie.wyszeptał Isak. To było najważniejsze. Rozmawiając z szamanem o starych bóstwach i Bogach. .Ona musi cierpieć. Takie myśli pojawiały się czasem w wizjach starego czarownika.Zapłacimy wszyscy. Ale w rozmowie z szamanem stale naruszał granice. Wiedział o tym . pomagać mu z oddali. aż zniknie po człowieku wszelki ślad.wyszeptał kapłan. by zmienić temat na równie niebezpieczny i zaraz dodał: . . Śnieg tylko sypie. każdy inną cenę. że inni istnieją . Może znalazłbyś dla niej jakieś ziele.Biedna Gaja. tym większy skutek.Nie miałem na to wpływu. by kochać. wówczas gdy podjął z nim rozmowę o Światowidzie. . gdy zjadł Diabelskiego Grzyba lub napił się wywaru z szaleju. to znaczy. że oddaje ona czasem drobne usługi Bogom. Czuł jedynie ulgę. dla kogoś. W dodatku użycie leku wydawało się tak proste: wystarczy posmakować skruszone ziele na języku… 54 . nie liczy się.uspokoił się kapłan.zamyślił się czarownik. instynkt Isaka zaś podpowiadał mu właściwe odpowiedzi? Skoro On powiedział na Górze: “Nie będziesz mieć innych Bogów przede mną”. której nie umiał określić. Uczynił wyjątek dla Jona. Mogę jedynie. Chyba że to właśnie Ezra nie miał racji. Gdzie jest dziś. znowu wyruszysz? spytał teraz. Zima to zima. tak jakby istnieli naprawdę. które TAM rośnie. Isak czuł się niepewnie i chwilami wydawało mu się. Niektórzy szamani twierdzili. . Jon zaś jest wybranym narzędziem.Myślisz o zimie .zamyślił się starzec. tak jak ty. aby mniej się dręczyła. iż rzeczywiście. nawet jeśli spotkał go w tamtej strasznej bieli. nie wiem… .zwrócił się do szamana. by w Drodze. a Królowa Śniegu to Lodowa Pani i na szczęście nie każdy ją spotyka. kogo nie znał. a kapłan przestał wypytywać. które wytyczała jego religia.i cierpiał. .Gdy znajdziesz Leonorus cordiaca. nie stał się niczyim sługą… . że znalazł lekarstwo na chorobę.i Bogów będzie bardzo wielu.Ty go wybrałeś? . lecz szaman znów pokręcił głową.Kto za to zapłaci i w jaki sposób? . Ale ten pokręcił głową: . Jon niewiele pojmował z rozmowy obu starców. To. Ale nawet wtedy pozostanie Królowa Śniegu. pora roku jak każda inna.

Wracając do Wioski. przez chwilę zdawało mu 55 . czy młodszy kapłan by mu uwierzył… Gaja bez pytań pojęła. krusząc w dłoni. Gdy wkładał ziele do woreczka na szyi. bezwiednie wyszeptał przygotowane z góry kłamstwo: “Byłem w pobliskim mieście przyjrzeć się. które udawały.Wstrzymuje oddech . że młody kapłan nie tylko szuka swego brata. . Żywa czerwień kwiatu od razu rzuciła mu się w oczy.Wiedziałam.i chce się jedynie upewnić. że będziesz wracać. . Wycinają ogromny kawał Puszczy. Ale świątyni nie widziałem.Nie będziesz mnie wstrzymywać? .upewnił się Jon. nim zostałam twoją żoną . że mąż wkrótce znów zniknie. że śpi. na którym stał posąg. Została w domu. . że będzie długo szukać dziewięciozębnego serdecznika z purpurowym kwiatem. Za to szaman stał koło namiotu nieruchomy jak drzewo i Jon. aby ratować starca. do którego lgnęło jego serce. ale wręcz wie. lecz Jon przyśpieszył i skrył się wśród pierwszych domów Wioski. że jesteś Jonem w Drodze.pomyślał i podporządkował się jej niemej prośbie.odparła z łagodnym smutkiem.Zawsze będę do ciebie wracał . Czy tamten niepospolity serdecznik ogrzał lodowe serce posągu? Jon wątpił. a gdy go opuszczał udawała. . który Jon złożył w ofierze Bezimiennemu za pierwszym razem.skłamał Jon gładko i bez wyrzutów sumienia. . choć Ezra o nic nie zdążył go spytać. Pożegnania oznaczały rozstanie.Nic mnie nie wstrzyma . . lecz tym razem Gaja nie stała nad Rzeką. Goniło go nie wypowiedziane. aby patrzeć w ślad za nim.przyrzekł Jon. Myślał. . by uniknąć pożegnań. więc zerwał go. jak wznoszą największą w kraju świątynię. minął Ezrę i odniósł nieodparte wrażenie. natrętne wołanie Ezry: “Jonie! Gdzie podziewałeś się tak długo? Dlaczego przez trzy miesiące nie było cię u boku młodej. jak długo to będzie możliwe. że drżą w rytm oddechu. jak nakazał Isak.Jeżeli coś cię nie powstrzyma. Ciekawe. znikając w Puszczy na drugim brzegu. Brat tego samego. iż ten grzeszy. Wyruszył o świcie. Poczuł gorzko-cierpki zapach.I wiem. ale ona pokręciła głową: . ciężarnej żony? Jonie! Jeśli grzeszysz. Poznał to po nienaturalnie spokojnym ułożeniu jej ramion i pleców.powiedział żarliwie. czekają cię niewyobrażalne piekielne męki…!” Jon. Zgubiłem drogę i z trudem ją odnalazłem”. Ezra spojrzał podejrzliwie i już zamierzał pytać dalej. wciąż czuł na plecach jego wzrok. gdzie może go znaleźć .Spotkałem przed chwilą kapłana Isaka koło krzyża za Wioską . by zdobyć drewno. Ale rósł dosłownie na skraju pylistego placu.

.powtarzał.wystające. na ofiarę dla starego Boga? Dlaczego On chciał ofiar z życia? Czy cześć oddawana ze strachu wystarczała mu? . Ale dlaczego? Zabici w kwiecie wieku w okrutny. która z nich wiedzie do Wioski. aby przywołać tamten obcy świat. Jon przywarł do szyi Światowida i ostrożnie poszedł wzrokiem w ślad za Jego spojrzeniem. ciemnozielona Puszcza znów zaczęła migotać mu przed oczami i tracić ostrość konturów . . Czwarty . zmęczoną. czy całkiem inna.siedmiopalczasta. A potem po zgiętym łokciu Jon wspiął się wprost na ramiona Boga. grube kolana posągu.Bure… szare… bure… Bure jak zmęczona ziemia… jak wykarczowany skrawek Puszczy… BURE… *** . Smutne szczątki niezliczonych krwawych ofiar… . Grube. Te wszystkie niegdyś żywe i czujące istoty . Żadnych . czy to jest ta sama. niedźwiedzie i zające. wznosząc w górę.nienaturalnie duży pępek.Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” przypomniał sobie słowa. obojętne. jak niebezpieczny skalny występ.spytał Dziewczyny. Prawie zaciśnięte. gdyż bury płaszcz idealnie wtapiał się w równie burą. wzdłuż której patrzył poprzednim razem. Ostrożnie obszedł je wokół. wsparta na wystającym biodrze. brzydki przyodziewek.potężne. wiła się jedna z Kamiennych Dróg. która z czterech par oczu Bezimiennego jest teraz otwarta.powiedział Jon głośno. ale ona nawet nie odwróciła w jego stronę ostrzyżonej na jeża głowy. Odwrócił głowę: Bezimienny patrzył na niego jedną z czterech par oczu. wielka dłoń. lśniącą żywicznie pod wpółprzymkniętymi powiekami.Biel… białe… biel… . Trzeci . Odwrócił się i jeszcze raz spojrzał uważnie na pył wypełniający plac. ludzie zwykli i ludzie w długich sukniach . Nie wiedział nawet. które Ezra wyczytał kiedyś Plemieniu w świątyni z jednej z grubych ksiąg. a wysokie drzewa wokół odbiły jego słowa głuchym echem. Drugi . nie bieli. że czuje na sobie wzrok posągu.Dlaczego zawsze nosisz bury. Ale wszystkie były szczelnie zamknięte. że pod jedną z czterech par powiek coś lśni: bezdenna. wspinając się mozolnie na ramiona Boga. Z tej wysokości wszystkie Drogi były do siebie podobne i Jon nie wiedział. Widział tylko jej ostry profil i wysoko rzeźbione kości policzkowe.Nie dostaniesz ode mnie żadnych ofiar. Znów obszedł ramiona Boga . Chciał sprawdzić. Gdy wpatrywał się w ślad za spojrzeniem Bezimiennego. .Nie chcesz mnie.pomyślał instynktownie. nisko w dole. ostentacyjne niemal znamiona męskości Bezimiennego. Przed nim.obróciły się w proch. powolutku uchylały się.zieleń ustąpiła burości. Ona jest taka chuda w 56 .sarny i lisy. to wrócę do Wioski . żywiczna czarna głębia.się. . wielkie powieki powoli. Jon niepotrzebnie pytał. nieludzki sposób. czy udajesz Dziewicę czy mężczyznę? . jesienną ziemię i po prostu był dobrze dobrany. Znał tę drogę na pamięć: pierwszy przystanek .i ujrzał.

czy mówią do niej chórem. bynajmniej nie z obściskiwania się z chłopakami. przypominając sobie długie. .pomyślał. tylko wieśniaczką. I to jest awanturnicza wyprawa. nie wiedział. choć bez sukcesów. rozmawia ze świętym Michałem. w dodatku cieszącą się złą sławą. . . oślepiającym błyskiem słońca.Dziewczęce suknie kryły to.Słyszałam Głosy. świętymi Małgorzatą i Katarzyną.spytał nie zrażony jej milczeniem. Uzupełnienie to wydało mu się konieczne. gdy nie ma włosów. I w końcu wypali się.drążył dalej. .Kto tak nieudolnie ściął ci włosy? . pomyślał i zaraz dodał w duchu: Kocham ją jak siostrę. że prawie co dzień. Urodziła kilkoro niczym nie wyróżniających się dzieci. Sierpem . kim ona jest: wiejską dziewuchą. . lecz na arystokratkę. pasąc cztery kościste krasule na łąkach za wioską. więc nie opuścili zamku. chłopca z sąsiedniej zagrody. Widać. słyszała Głosy. Michał. mogą skończyć się dobrze . Stąd brała się jej zła sława we wsi. Lecz przez tę chudość nie wygląda na prostą wieśniaczkę. . niespecjalnie ładną. ale i bez wizji gwałtownej śmierci. Właśnie. czuł. która od trzynastego roku życia “słyszała Głosy”.pomyślał.odparła posępnie i znów umilkła. Błysk jej zębów w śniadej twarzy wydał się Jonowi krótkim. z wyjątkiem Dziewczyny.myślał z przekąsem Jon. A zwłaszcza najeźdźców. co było: spokojne. która wypuściła się na awanturniczą wyprawę ze swego zamku. Mimo wszystko ją lubię.Po co to wszystko? . Wygląda okropnie . błądząc bocznymi drogami. swoich i obcych. że jest ktoś inny. zamku dopiero szukali. Na pewno już nie wróci to. stary Dark.Ale proboszcz patrzył z przyganą na chudą pasterkę krów obwieszczającą wszem i wobec. Katarzyna.tym męskim przebraniu . lecz ubogą wioskę Domremi.odparła Dziewczyna i nagle uśmiechnęła się. ciemne warkocze i porównując je z ostrzyżoną na jeża głową. przecież wiesz . . którą rzeczywiście jest. Matka Dziewczyny była niczym nie wyróżniającą się chłopką.lub źle. Gdyby choć proboszcz uznał je za Głos Boga… . może i nudne. ponieważ nikt lepiej od niego.Żebyż choć upierała się przy jednym lub wybrała sobie bardziej znaczące boskie istoty niż ta trójca. miał opinię chłopa pracowicie. Jej ojciec. Jej wyniosłość była śmieszna. że spala ją od środka poczucie misji. jednak nie najgorsze życie. Małgorzata. także to. aby uniknąć zbędnych pytań i podejrzeń ze strony napotkanych ludzi. mało rozgarniętą. Kto o 57 . jej wielkie oczy przypominają oczy wariatki… . uprawiającego małe poletko.Nigdy nie była piękna. może nawet kocham. Bez szans na odmianę losu. Troje świętych naraz… Ciekawe. z niczym nie wyróżniającej się wioski Domremi.westchnął w duchu Jon. gdyż gdzieś głęboko. ale teraz. Ponieważ Dziewczyna nie była arystokratką. Czy ona tego nie rozumie?! I tak wszystkie awanturnicze przedsięwzięcia.Sama je ścięłam. wewnątrz własnego Ja. czy każde z osobna? . kogo kocha miłością całkiem nie siostrzaną.

krew z naszej krwi. Piotr. ale od trzech miesięcy powtarzają co dzień to samo: że mam do spełnienia misję powierzoną przez samego Boga. . Dziewczyno. Tomasz… to są prawdziwi. Niech twoi święci mówią o Bogu. nawet cały zastęp świętych. Tron przypadł najeźdźcom i kwita.. rozumiesz. na tronie osadzono monarchę najeźdźców! I zatwierdzono to traktatem. nie o królach. Początkowo wszyscy się z tego śmiali. podpisanym przez najszlachetniejszych panów z obu krajów! Jak chcesz to odwrócić?! . a w każdym razie lokalnego wydarzenia sprawa zaczyna przeradzać się w państwową! Coś. Prawowitym królem. zbuduję z własnych funduszy kapliczkę. podsłuchiwał ich rozmowę. do której będą mogli przychodzić paralitycy.Chcesz. gdzie pierwszy raz usłyszałaś Głosy. którzy po części dawali wiarę.pogaduszki” tej Dziewczyny ze świętymi. a co dopiero święci tak niskiej rangi. by czekać na cud przywrócenia zdrowia. żeby przestały zajmować się kwestią tronu. lecz barwny wyraz religijności stawało się nagle polityczną aferą i to w skali całego królestwa. głupia dziewko?! Traktatem.ta mała od Darków rozmawia ze świętymi”. poważni święci! Gdyby któryś z nich z nią rozmawiał. Byle nie na tematy państwowe. jak Katarzyna. . Głosy mówią to. nie najeźdźca. pełen mieszanych uczuć. że musi ruszyć.wołał w gniewie możnowładca z Wokuler. mało znani i mało mogący.Najpierw mówiły tylko o wierze i miłości.proszę bardzo. Chce sobie rozmawiać ze świętymi . Powiedz tym… tym swoim Głosom. to tu. by uspokoić “słyszącą”. Nawet ludzie z natury zabobonni.. nic nie znaczącego rodu. nie o tronie . nawet gdyby gawędziła co dzień z samą Marią Magdaleną…! A jednak Głosy powiedziały jej pewnego dnia. Niejeden kamień przeleciał obok jej 58 . mój panie.Nie mam na to wpływu. Tron zresztą opanowali już najeźdźcy i nikt tego nie zmieni. niech się wypowiadają o kościele.Ty. co chcą mówić odpowiadała niewzruszenie Dziewczyna.mówił możnowładca z Wokuler. syn nieżyjącego monarchy. bo biskup nie chciałby o niej słyszeć. To sprawa raz na zawsze rozstrzygnięta. prostacki. Tylko nie mieszaj się do polityki. Wszystkie wiejskie wyrostki zawsze obśmiewały “Głosy” i . Ale gdy ktoś zaczyna mówić o królu i o tronie… Oooo! Wtedy z drobnego i śmiesznego. . co nie udało się całej armii? Ba. głupia szesnastolatka z zabitej deskami wsi Domremi z ubogiego. ślepi. że . przycupnięty za płotem domostwa Darków. co od biedy mogło być wzięte za chłopski. . Małgorzata i Michał. by przywrócić na tron prawowitego króla. może wtedy choć proboszcz by jej uwierzył. mój panie. Tą misją jest przywrócenie na tron prawowitego króla. młody schronił się na zamku w Szinie. jest delfin.nich słyszał? Kto o nich coś wie? Święty Augustyn. wielu armiom! Przecież tę wojnę toczymy już od stu lat i od stu lat ją przegrywamy! Stary król nie żyje. masz dokonać tego. w dodatku jednego ze znaczniejszych na ziemi! Nagle do ubogiej zagrody rodziny Darków zaczęli zjeżdżać możnowładcy. a Jon.

muszę zamknąć jej usta. jej wyznawcy zrobiliby z niej świętą. że potrzebowała choć jednej przyjaznej duszy. niejeden ją trafił. co chce. a raczej z własnej głupoty.spytał jej wtedy zmęczony możnowładca z Wokuler. Ale jak to przeprowadzić. z Michałem do pomocy. głupia. Lecz gdybym ją zabił. że trzeba pokonać najeźdźców i przywrócić tron delfinowi. która nie umiała nawet czytać i pisać! . co mogę zrobić. że . Najlepsze. wcześniej lub później dotrze to do zaborców. A oni nigdy się nie mylą. co powiedziała.pasem wytłucze z Dziewczyny bajdurzenie o Głosach”.Chcę sześciu zbrojnych dla ochrony. A zresztą… Wystarczy pięciu. to jakim prawem wciąga też jego? Tak mu odpłaca za to. szóstego mam. czego żąda i wysłać ją w diabły. Ale Jon też się zaniepokoił. a ty wrócisz na tron..A co zrobisz. wplątuje się w tę awanturę. Możnowładca z Wokuler długo milczał. pokonamy najeźdźców. Zrobię wszystko. gdy ten groził.Powiem mu: Panie i Królu mój. biegły w rozumieniu możnych tego świata.Więc czego chcesz? . gdyż umie czytać i pisać. jeśli to ci się uda? Załóżmy. Dasz mu tylko konia i zbroję. Tak źle i tak niedobrze.głowy. to dać jej. a odbijemy miasto Orlin. ale skoro ona z własnej woli. że tym szóstym ma być on. abyś przestała gadać. gdy . bronił jej przed złośliwością bliźnich. jak uciszyć prostaczkę i wariatkę? Chyba żebym ją zabił.odparła z mocą Dziewczyna. Tylko Jon.Jeśli ta wariatka zostanie tu. Zatem by ocalić siebie i swoje stanowisko. niech robi. że nie wpadniesz przedwcześnie w łapy najeźdźców. a ich król osadzi mnie w twierdzy lub zetnie mi głowę za tolerowanie jawnego podburzania do buntu. . powiedział mi to ustami świętych Małgorzaty i Katarzyny.spytał nagle możnowładca. I to jaką: świętą męczennicę! Takie są najgroźniejsze! Gorsze niż za życia! Więc najeźdźcy ukaraliby mnie za to. jako moja poddana i nadal będzie rozpowiadać wszystkim. gdyż będą z tego same kłopoty. kto tylko zechce słuchać. Polityka…! I to jaka! Na najwyższym międzypaństwowym szczeblu! Ta prostaczka chciała zmieniać bieg Historii przez największe “H”! Ona. . domyślał się. chuda dziewucha od krów. że bronił jej przed drwinami wsi…?! Zamiast robić karierę na zamku możnowładcy z Wokuler. To on uspokajał rozjuszonego starego Darka.. jakby ważył w duchu to.zamiast niewinnych rozmów ze świętymi o sile wiary i miłości do bliźnich Dziewczyna nagle wszczęła z Głosami rozmowy o polityce. przedrzesz się do Sziny i trafisz przed oblicze delfina? . Omylność to cecha ludzka. byle z daleka ode mnie i mojej władzy. To jasne. co może myśleć: . nie boska . Podsłuchujący za płotem Jon zesztywniał: wiedział. gdy będę przedzierać się przez kraj do delfina. Jon. będzie uchodził za wspólnika małej wariatki z Domremi?! . Ale na wszelki wypadek…” 59 . kierowany nie wiedzieć jakim impulsem. daj mi armię. Tego chce Dobry Bóg.

Ja muszę.oraz zapasowa zbroja. który otrzymał od możnowładcy z Wokuler sekretną misję: wbrew pozorom nie był to potężny osiłek. Sama nigdy bym na to nie wpadła i pewnie mi nie uwierzysz. aby nie zwrócić niczyjej uwagi. Czekał do późnej nocy. O świcie pod wiązem czekało na nich pięciu zbrojnych ludzi z drużyny możnowładcy z Wokuler. ale Dziewczyna przerwała mu.Dobrze. lecz i swojaków. . I już nic więcej nie mów. które przypominały teraz młodego jeża.Niczego nie chcę . gdyż wiejska dziewka jadąca konno w asyście uzbrojonych dworzan wzbudzi podejrzenie nie tylko najeźdźców. któremu nieobce były meandry polityki. Skoro tak bardzo chcesz. Liczył na karierę pisarza na dworze możnowładcy. kawałek żyznej ziemi. a także konia i dodatkową zbroję. dwa konie . a na burej koszuli miała wielką. gdyż nakazał mi to Bóg ustami trojga świętych. panie.Skoro zbrojni będą jutro o świcie pod wiązem na rozstaju. przewodzący drużynie i zachowujący się z hałaśliwą pewnością siebie.…Na wszelki wypadek w drużynie zbrojnych będzie jeden zaufany. Ja nie chcę. na co mają ochotę… . nie giermka. stado gęsi i święty spokój. równie burą kamizelę. gdyż nikt zdrowy na umyśle nie przerywa możnowładcom. że Jon jej nie zawiedzie. Bystre oczy Jona od razu wyłowiły w piątce ludzi tego. co prawda. zapewne wkrótce wezwie mnie na sekretną rozmowę… . Ona. którą Jon włożył z pewną niechęcią. ale nie doczekał się wezwania od możnowładcy. mieć trójkę dzieci. . długie. co wywołało dreszcz zgrozy u Jona. nie była zdrowa… . Dziewczyna wyglądała niezgrabnie w za dużych portkach starego Darka obwiązanych sznurkiem w pasie. słyszysz? Z nikim nie rozmawiaj.przerwał jej możnowładca.Zbrojni przyjadą jutro o świcie pod wiąz na rozstaju. Żaden tajny 60 .pomyślał Jon. To wtedy musiała ściąć sierpem swoje piękne.jeden dla niego. że możnowładca wybierze właśnie mnie. Sama przebierz się w męski strój. będzie czekać na niego koń i zbroja. Miałabym ochotę wyjść za mąż. ale boję się tego. nawet staremu Darkowi nie zdradź. co muszę robić i wcale nie mam na to ochoty.dokończył myśl możnowładcy Jon. Gdyby jednak wszyscy robili tylko to. czarne włosy. ze cztery krowy. Wiele wskazuje na to. iż cię posłuchałem. że byłem tak głupi. . otrzymasz pięciu zbrojnych. lecz niepojęte były zawiłości psychologii.zaczął możnowładca. Skoro tak.Dość! . możnowładca z Wokuler winien zaraz wezwać mnie na sekretną rozmowę. rozumiesz? O świcie… . Jona.Nie rozumiesz. Bądź tam z twoim przyjacielem. Muszę być zatem w domu i czekać na wezwanie… Jon cicho przekradł się do swej zagrody. Za to przed nastaniem nocy przyszła do niego Dziewczyna i dała wyraz głębokiej wierze. drugi dla Dziewczyny . to… . .powiedziała Dziewczyna z naciskiem.

asystent nigdy nie był osiłkiem i nie rzucał się nikomu w oczy. Zatem musiał nim być ten chudy, piętnastoletni Chłopiec - którego twarz wydała się Jonowi do tego stopnia znajoma, że aż drgnął na jego widok. Jedynie Chłopiec nie miał na sobie zbroi, choć nosił u pasa krótki nóż. Mimo szarego świtu, gdy rozchyliła mu się koszula przy zsiadaniu z konia, Jon dostrzegł na Jego piersi dziwną, długą bliznę, - …jakby ktoś chciał mu wyjąć serce - pomyślał, patrząc na Chłopca i nie wiedząc, skąd wzięło się to skojarzenie, a zaraz po nim dziwna pewność: - On już kogoś zabił. A teraz cierpi, lecz jest gotów zabić znowu. Jego serce jest jak sopel lodu i stąd ten dziwny chłód, który od niego czuję. Królowa Śniegu musnęła go skrzydłem swego płaszcza… Jon bezwiednie dotknął dłonią małego skórzanego woreczka. Zawsze nosił go na piersiach pod koszulą, mimo że zawierał jedynie wyschłe, pachnące cierpko drobne ziele, którego przeznaczenia nie umiał się domyślić. Ale w końcu święte relikwie miewały różny charakter, na wszelki więc wypadek nie należało pozbywać się przedmiotu, który, jak mu się zdawało, towarzyszył mu od urodzenia. Nikt poważny w tych trudnych i niespokojnych czasach nie obywał się bez relikwii. Widać zaopatrzyła go w nie matka, której - podobnie zresztą jak ojca - w ogóle nie pamiętał. Ba, dźwięk słów: “matka”, “ojciec”, przywodził mu przed oczy niepojęty obraz rozmigotanej, zielonej Puszczy, jakich niewiele było w dzisiejszych, cywilizowanych czasach. Większość puszcz wycięto, aby pobudować domy, pałace, świątynie. Skórzany woreczek na pewno zawiesił mu na szyi ktoś, kto go kochał i o niego dbał. Szkoda, że tego nie pamięta. Niech więc woreczek sobie wisi, z relikwiami czy bez. Niech dalej szeleści w nim to zmurszałe zielsko. On ma na głowie inne kłopoty. - Czemu możnowładca nie zaufał mnie, lecz wybrał tego wyrostka? - myślał, patrząc z niechęcią na Chłopca. Ten w odpowiedzi skrzywił wargi w niemym, ironicznym, zimnym uśmiechu. W ten sam sposób spojrzał potem na Dziewczynę i Jon poczuł chłód na plecach. - Zabije ją, choć jeszcze nie wiem, w jaki sposób - odgadł i w tym samym momencie zrozumiał, że to Los każe mu stać pomiędzy Dziewczyną a Chłopcem. Widząc jej chudą postać, odzianą w niezgrabne portki starego Darka i te wielkie, płonące oczy wyzierające z obnażonej, jakby nagiej głowy - Jon zrozumiał, że w gruncie rzeczy zawsze ją kochał. Jak siostrę. Jak prawdziwie bliźnią istotę. Bezbronność tej wątłej Dziewczyny wobec Głosów, które słyszy i strach, który czuje, zmuszają go do chronienia jej. Pomimo ogromnej chęci zrobienia kariery na zamku możnowładcy z Wokuler. Jon bowiem wiedział, że gdyby możnowładca właśnie jego uhonorował sekretną misją - byłby gotów zdradzić Dziewczynę za cenę kariery na zamku. Więc ile w tej nagle objawionej gotowości bronienia jej było prawdziwej woli, a ile chęci pomsty na możnowładcy, który wyróżnił Chłopca, nie jego…? Na to pytanie Jon nie umiał sobie odpowiedzieć. Może coś jednak było w tej Dziewczynie, że wzbudziła w nim aż tak mieszane odczucia? Może była kimś więcej niż wiejską wariatką?
61

- No, więc po co to wszystko? - ponowił pytanie, nie zrażony jej niechętną odpowiedzią. Jechali lasem, czwórka zbrojnych możnowładcy z Wokuler, ten zdumiewająco młody i pozornie mało doświadczony sekretny posłaniec, Dziewczyna w niezgrabnym męskim stroju, z nieudolnie obciętymi włosami i Jon. Zdaniem Chłopca, do zamku w Szinie, gdzie przebywał delfin, jedyny syn prawowitego króla, było już niedaleko. Przez całą podróż - wiele nocy i dni - mieli szczęście i nie natknęli się na najeźdźców. - Wolność… Prawda… Miłość - wymamrotała niechętnie Dziewczyna w odpowiedzi na jego pytanie. - Nie rozumiem - odparł Jon. Zwróciła ku niemu posępną twarz, w której płonęły oczy. W niczym już nie przypominała młodziutkiej, pogodnej wieśniaczki z Domremi, towarzyszki zabaw. - Zacznijmy od Miłości - powiedziała. - Miłość do Dobrego Boga nie pozwala mi odmówić Jego wezwaniu, nawet gdyby niosło największe niebezpieczeństwa. On wezwał mnie, bym przywróciła tron prawowitemu królowi. Tu zbliżamy się do Prawdy. Prawda jest taka, że tron nie należy do najeźdźców i choćby ta wojna trwała nie sto lat, lecz dwa tysiące, choćby na tronie osadzono nie jednego, ale stu uzurpatorów, tron należy się delfinowi lub jego potomkom. Nie wolno ze strachu wyrzekać się Prawdy. A Wolność… Gdy ze strachu wyrzekasz się Prawdy, oznacza to, że nie jesteś wolny, rozumiesz? Jon zdziwił się. Nie posądzał prostaczki ani o takie rozumowanie, ani o tak głęboki wywód. Nie umiała przecież czytać ani pisać. Skąd brały się jej te sformułowania? Czyżby naprawdę słyszała Głosy i mówiła w natchnieniu? - Nie podoba mi się ta misja. Boję się jej. Boję się o ciebie - powiedział. O siebie też - dodał szczerze w duchu. - Ja też się boję - odparła smutno Dziewczyna. Jon odczekał chwilę, zwolnił bieg swego konia, pozwalając, by Dziewczyna wysforowała się na czoło drużyny, sam zaś, udając, że poprawia strzemię, zaczekał na Chłopca. Ten jechał na końcu, siedząc niedbale w siodle, lekko zgarbiony, pogrążony we własnych myślach. Lewą ręką lekko przytrzymywał lejce, prawą dotykał piersi. - Boli cię ta długa blizna? - spytał Jon, chcąc sprowokować Chłopca do zwierzeń. Ale ten krótko się zaśmiał. - Czemu pytasz, doktorku?

62

- Nie jestem medykiem… - odparł speszony Jon, lecz mówiąc te słowa, doświadczył nagle wrażenia, jakby na ułamek sekundy pogrążył się w jakiejś niepokojąco lśniącej, nienaturalnej bieli. Tonął w niej. Dusił się. Odetchnął głęboko i omamy zniknęły. - Może będziesz medykiem lub byłeś nim, nic o tym nie wiedząc - zaśmiał się Chłopiec. - Wiem, czemu wstrzymujesz konia. Pragniesz wywęszyć, jaką misję powierzył mi wielmoża z Wokuler. - Jeśli dostałeś zadanie, by podstępnie zabić Dziewczynę, to będę jej bronił. A jestem od ciebie silniejszy - powiedział Jon. - Żeby zabijać, nie trzeba siły, tylko przekonania - zaśmiał się kpiąco Chłopiec. Powiem ci jednak, co umyślił nasz wielmoża. Żadnemu z nas to nie zaszkodzi i nawet taki naiwniaczek jak ty sam dojdzie w końcu do tego. Otóż jeśli delfin przypadkiem zechce rozmawiać z tą śmieszną dziewuchą i jeśli, również przypadkiem, jej się powiedzie, to staniemy się jej drużyną, gotową do ochrony z rozkazu możnowładcy. Chronimy wybraną istotę, do której Bóg raczył przemówić głosami świętych. Ale jeśli na zamku w Szinie zamkną przed nią bramy lub zechcą wydać ją najeźdźcom, wtedy jesteśmy zbrojnymi, którzy z rozkazu możnowładcy z Wokuler eskortują niebezpieczną wariatkę podważającą prawowitość władzy królewskiej, nadanej z mocy Boga. Rozumiesz? - Rozumiem - powiedział powoli Jon. - Możnowładca jest chytrym lisem, w obu przypadkach ma szansę na nagrodę. Ale czemu mi to zdradziłeś? Przecież mogę ją ostrzec. - Ach, ona… Ona jest najmniej ważna. Ona jest tylko iskrą, która może, lecz nie musi rozpalić ogień buntu. Jeśli go nie skrzesze, utonie w mrokach niepamięci. Jeśli jednak dojdzie do buntu, to będą liczyć się tylko jego skutki. Wtedy też nikt nie będzie pamiętał o niej, bo przy wielkim ogniu nikt nie zwraca uwagi na iskrę. Trzeba, by ludzie o niej zapomnieli - wyjaśnił Chłopiec i znowu się zaśmiał. Jon pomyślał, że w jego śmiechu jest coś nienaturalnego: że ten wyrostek śmieje się na znak radości, śmieje się, gdy się gniewa - i może się śmiać, gdy będzie zabijał. - Jeśli nie dojdzie do buntu, to… to pozwolicie jej wrócić do Domremi? - Powiedziałem ci: ona musi utonąć w mrokach niepamięci. W obu przypadkach. Zarówno gdy jej misja powiedzie się, jak i wtedy, gdy skończy się niczym. I tak się stanie. Od tego tu jestem. Chłopiec znowu się zaśmiał, a w jego ostrym śmiechu Jon wyczytał całą prawdę: obojętne, co osiągnie Dziewczyna - musi zginąć. Bo tu chodzi o politykę, nie o Boga. Chłopiec ją zabije. Chłopiec umie to robić - i lubi. I Jon gorączkowo myślał dalej: Tak, ta Dziewczyna z Domremi to wariatka, nawiedzona prostaczka, która wplątała się w wielką
63

powiedział przywódca drużyny. wiejską kamizelę Dziewczyny i niemal automatycznie zaczął ponownie zamykać odrzwia. otwierając równocześnie bramę i nagle urwał. .a na końcu chudy wyrostek o nazbyt dorosłym spojrzeniu.politykę . Dziewczyna. . lecz nie był to dźwięk. .rzekł półgłosem Chłopiec. podjechał jednak bliżej i kilkakrotnie uderzył we wrota mieczem. dlatego sam jest skłonny zadawać ból.Oto i zamek w Szinie . Dla kogoś z boku cały ten orszak wyglądał na grupkę obcych sobie ludzi: samotna Dziewczyna.poprosiła Dziewczyna. kilka metrów za nią jechał szczupły. Ktoś umiejący czytać z rysów twarzy mógłby pomyśleć.… czy ja muszę nadstawiać za nią karku? Jeśli to uczynię. z tupotem końskich kopyt. potężny osiłek. że ów Chłopiec zbyt dużo wycierpiał jak na swój wiek i już zobojętniał na cierpienia innych. Oboje z Dziewczyną szybko wjechali do środka.usłyszeli podniesiony głos zza bramy. na którego bary z trudem zapewne dobrano kolczugę. ale ten zawahał się. W pewnej odległości za nimi. .Ona zastuka do bram zamku. Jon zawahał się na moment. 64 . . Cały czas jechał na przedzie i sam podejmował decyzje co do kierunku drogi. lecz teraz przyhamował konia i spojrzał pytająco na Chłopca. rycerskim koniu. . my zaczekamy z tyłu. lecz podążył za nią. co dalej . jadąca na rasowym. nieudolnie udająca mężczyznę ubranego w niezgrabne.A jeśli nie…? . Jon wsunął swój miecz w szparę i mężczyzna odruchowo się cofnął.Czy może wasza wielmożność podać swe szlachetne imię.Wtedy powiem wam. Jego wzrok padł na zniszczone portki i burą. abym… . nie słuchając ich i nawet nie patrząc w ich stronę. przyłączamy się . który mógłby kogokolwiek zaalarmować. . jechała drużyna wielmoży z Wokuler.zapytał osiłek. udając następną grupę podróżnych. panie . Jeśli ją wpuszczą. choć dobrze zbudowany młodzieniec. przemknął Chłopiec ze swoją drużyną.przemknęło mu przez głowę .ale czy musi płacić za to życiem?! I czy ja… .zaczął strażnik.Otwórz. .Kto się tam tłucze? . bezwiednie zdradzając jego prawdziwą rolę. otrzymanym od wielmoży. …Dziewczyna zsiadła z konia i stukała drobnymi pięściami w kute bramy zamku w Szinie. moja kariera u wielmoży z Wokuler będzie raz na zawsze przekreślona. Lecz nie zdążył ich zamknąć. za tą dwójką czworo zbrojnych w barwach możnowładcy z Wokuler . Tuż za nimi. ruszyła do głównej bramy warownego zamku. Obejrzała się bezradnie na Jona.odparł wyrostek. Chłopiec i jego zbrojni wyczekiwali z ciekawością. siermiężne portki. wyglądający na sympatycznego obieżyświata.Wiozę ważne poselstwo dla delfina.

jest tu jeszcze czterech zbrojnych i niepozorny Chłopiec. Dopiero teraz w pełni pojął. pełnej przepychu sali.Prowadźcie mnie do delfina . Miał on ułatwione zadanie: sekretni posłańcy nie powinni rzucać się w oczy. było coś niezwykłego. Ruszyła na strażników swym koniem. Usuwali się płochliwie przed dwójką podróżnych. za którą podążał pełen mieszanych odczuć. a końskie wodze rzucili zaskoczonym gwardzistom. co Jon natychmiast dostrzegł. Po chwili oboje biegli podcienionym korytarzem. gdyż każdy pragnął obejrzeć z bliska wariatkę z Domremi.lecz równocześnie w ich cofaniu się.Wariatka z Domremi… Nawiedzona słysząca Głosy… Wieśniaczka. inni przeciwnie zasłaniali sobą kogoś przed wścibstwem przybyszów. Rozstępujący się strojny tłumek wskazywał Dziewczynie drogę do jednego z kątów sali. by uczynił to samo. W zamkowym korytarzu było pełno dworzan. gdy zrobili jej przejście. gdzie już z daleka dostrzec można było jakieś zamieszanie. 65 . a wokół rozległy się ściszone chichoty. Iskra już wznieciła ogień. Uwagę wszystkich skupiała Dziewczyna.Gdzie jest nasz pan. czarnymi obwódkami wokół paznokci: od bydlęcego gnoju. czuła się w wytwornym zamku w Szinie jak u siebie. Ku zdziwieniu Jona ta wiejska dziewucha. Jedni dworzanie odsuwali się.Byli wewnątrz zamkowych murów i mimo wrzasków wartownika. To wąskie przejście wśród eleganckiego tłumu samo ich wiodło do dużej. dopiero pełgał to tu. brokatowy strój. w której potężny. dlaczego ów chciał się jej pozbyć. Tu także pełno było straży. zajrzeć jej w twarz. Nie widział na jej twarzy ani przestrachu. Dziewczyna wołała raz po raz: . Na tyle dobrze. . że sława Dziewczyny już dawno przekroczyła granice posiadłości wielmoży z Wokuler.w pewnej odległości .powiedziała zdecydowanym tonem do jednego z lepiej odzianych dworzan i pociągnęła go zgrubiałą dłonią (z zastarzałymi. jedyny prawowity król i władca? Gdzie jest delfin? Prowadźcie mnie do niego! Dworzanie rozstępowali się niechętnie. Dwór zaczynał bawić się sytuacją. kryształowy żyrandol rozjaśniał wnętrze tysiącem świateł. Przepychając się tak poprzez gęstniejący i coraz bardziej rozbawiony tłum dworzan. Dworzanin cofnął się wystraszony.rozlegały się wokół szepty pełne ciekawości lub drwiny i Jon pojął. ale Dziewczyna nie zwracała uwagi na jej wezwania. od szorowania podłóg) za elegancki. która chce walczyć o tron… . dotknąć z odrazą jej ostrzyżonych na jeża włosów i dziwacznego stroju . za którymi .posuwała się drużyna Chłopca. zmuszając Jona. który przynaglał straż do pościgu. to tam. ani uniżoności czy kornego zachwytu nad wspaniałością dworu i dworzan. by w ogóle nie zauważyć. że poza Dziewczyną i towarzyszącym jej Jonem . . na razie wątły. gnali dziedzińcem w stronę głównego zamkowego wejścia.

co nosisz w woreczku na szyi . że go wydali. aby ona rozpoznała go wśród tłumu. A ja będę tego świadkiem.powtarzał teraz. mało dworski. gdzie on jest i który to z licznej grupy wielmożów. rozstępując się. stanął na palcach. Dziewczyna spojrzała na niego z mimowolną pogardą. panie.odparła Dziewczyna i cofając się kilka kroków. która zirytowana kiwnęła na Jona: .Nie bój się. Przeciwnie. pokonasz ich z pomocą Boga i zostaniesz namaszczony na króla w wielkiej katedrze w Rims. którego wizerunki. Był to ukłon prostej wieśniaczki bez manier. mocnym głosem i mocną. mój panie. pięknych dam dworu wokół. jest królem .protestował młodzieniec. .Delfin nie chce jej widzieć.Nie… nie… . lśniącej kryzy.Mylisz mnie z kimś innym. Ale tłum bezwiednie wskazuje jej drogę.znak rozpoznawczy rodu.Nie. Przysięgam. ale w jej postawie widać było determinację i jakiś szczególny rodzaj zachwytu. I nie chce. jakby wydętą dolną wargę . . Pragnął tylko spokoju. Zamiast haftowanego złociście stroju ubrany był w zwykły plusz. W kącie wielkiej. Był gotów na każde upokorzenie. w osobach kolejnych władców. na których mógł najpiękniej tańczyć.potomek prawowitych królów.wyjąkał. przysięgam… . nie… . Ku jego zdumieniu Dziewczyna bezbłędnie odgadła.powiedziała głośno. że najeźdźcy nic ci nie zrobią. niezgrabny ukłon.Tyś. iż dawno już pogodził się z utratą tronu na rzecz najeźdźcy. .skulony jak zając pod miedzą . dobrego jedzenia. którą wszczęli jego pradziadowie. dworskich bali. urządzonej z przepychem sali. Wydęta warga delfina bezwiednie wywinęła się jak do płaczu. wygodnego łóżka z puchową pościelą. małą dłonią ujęła poły jego fraczka. choć.Pokaż najjaśniejszemu panu. a jego peruka przedstawiała opłakany widok. 66 . przez długie lata wybijano na monetach. Jon od razu rozpoznał charakterystyczny duży nos i wypukłą. pozbawiony wspaniałej. krył się . cofając się przed Dziewczyną. Było widać.powiedziała Dziewczyna dźwięcznym. a jego twarz pobladła ze strachu i wściekłości na dworzan. Delfin jednak wciąż był przerażony.Nie jestem delfinem… . Inaczej nigdy nie odnalazłaby następcy tronu . mimo że zdążył zamienić perukę i frak na mniej dostojne szaty. by przywrócić delfinowi pionową postawę. złożyła mu głęboki.pomyślał Jon i wyciągając głowę. . wśród grupki dworzan. byle odsunąć myśl o wojnie.Na ciebie wskazują znaki od Boga . . Zniżyła głos do szeptu i rzekła: .

a potem… potem najeźdźcy opuszczą nasz kraj.powtórzyła z naciskiem Dziewczyna i Jon bezwiednie sięgnął pod koszulę. Lilia była przecież symbolem królewskiego rodu. czego od ciebie żąda.Nakazują mi żądać od ciebie armii.uśmiechnęła się Dziewczyna i jej uśmiech błysnął jaśniej niż tysiące świec w żyrandolach u rzeźbionego sufitu. To będzie nasze pierwsze wspólne zwycięstwo. Bóg. a ja będę podziwiać twą koronację w wielkiej katedrze w Rims. mój panie . na wypadek. Lilia kwitła.Czego zatem chcesz ode mnie? Co nakazują ci czynić twoje Głosy? . Wtedy z tłumu dworzan wystąpił Chłopiec i przyklękając przed delfinem. że zapewne jest w nim relikwia . Mimo to jakimś cudem wskrzesił w sobie resztki rodowej godności i ponowił pytanie: . który powoli przechodził w narastający krzyk. Nie zawiedzie cię . wie. Dworzanie skłębili się teraz wokół niego.spytał delfin. Ale Jon sprawdził zawartość swego woreczka po wiele razy i niczego w nim nie znalazł.były to wszak czasy. jak większość kwiatów. dających rękojmię boskiej ochrony. . . Zapewne jakiś chciwy mnich sprzedał owo ziele rodzicom. co ma ukryte na piersi.powiedział nagle delfin. . lecz przejmującej ciszy zawrzało od podnieconych głosów. jesteśmy orszakiem wielmoży z Wokuler.Oto znak. oświadczył: . twarde. nieświeże loki i blada twarz powlekła się rumieńcem. gdyby okazała się być ci użyteczna… 67 . Jon drżącymi dłońmi szarpnął za rzemień i… z uchylonego woreczka wysunęła się biała lilia. Jego wypielęgnowane dłonie trafiły na obce. iż rosło pod Krzyżem. ale tylko naiwni wierzyli mnichom i dawali im za nie. gdy nikt rozsądny nie poruszał się po drogach bez relikwii. abym mogła ruszyć na Orlin i odbić go z rąk najeźdźców.Panie nasz i władco.Jon zdrętwiał: w woreczku przecież niczego nie było! Owszem. prawdziwe złoto. mówiono. prawie włażąc mu na plecy. Bóg wie.Lilia! Lilia! Świeża lilia! .Czego chcesz? . co chce ci dać. niepowtarzalny w wysmukłej linii kwiat.odparła Dziewczyna z mocą. który nakazał chronić tę Dziewczynę w czasie długiej podróży z Domremi do zamku w Szinie.Pokaż! . aby ujrzeć. Było w nim tylko jakieś pokruszone ziele i to wszystko.Dostaniesz armię . wmawiając. Po nim przyjdą następne.przebiegł przez salę szept. mój panie. za jakąś ułudę. jedynie latem! A właśnie dziś pierwsze mrozy skuły burą ziemię za oknami zamku w Szinie… . . prostując się i odruchowo poprawiając perukę. a właściwie tylko jej szlachetny. a w wielkiej sali po krótkiej.

choć mógłbyś ją rozbić i sięgnąć dalej. ale Chłopiec ciągnął dalej: .. cóż znaczy jakiś wielmoża wobec istot.Dobrej nocy. pomyślał Jon i nagle dodał w duchu: Przecież to oczywiste! Skoro Bóg rozmawia z nią poprzez świętych. Tylko przez przypadek interes Jego i wielmoży z Wokuler jest zbieżny. lecz nie mów o czymś.i Chłopiec rozdarł koszulę na piersi. przejmowały go lękiem. Szykujcie się na wojnę . lecz znaną mu rzeczywistość.po czym odwracając się plecami. jakby chcąc sprawdzić.powiedziała Dziewczyna. instynktownie broniąc się przed tajemniczą wiedzą. Słowa Chłopca.W złej też… . co? Chyba wiesz. wzdłuż linii serca.zaczął zdumiony Jon. On przysłał cię tu.Bądźcie zatem naszymi gośćmi w zamku.pomyślał wstrząśnięty Jon. wobec której odczuwał na przemian to braterską miłość. którą dworzanie wiedli do osobnej komnaty. nierozgarnięta pasterka krów. abyś przeszkodził Dziewczynie. gdyż poza tym cóż może łączyć bogatego prostaka z potężną Myślą. pokazując dziwaczną. jakby ten miał go chronić przed Nieznanym . długą bliznę.Ja… Ja przecież nigdy… .powiedział słabym głosem delfin i po namyśle dorzucił ostrzej. czy nadal jest w nim świeża lilia. która ma wymiar jednej przestrzeni.i uspokoił się. Gdy Jon złożył głowę na posłaniu. 68 . Wyrostek kucał koło jego łoża i mówił: . A wielmoży z Wokuler przekażcie. Dotknął ukrytego pod koszulą woreczka. . o co chodzi z tą polityką. To ty naznaczyłeś mnie w Jego imieniu… . których myśl przekracza granice światów i czasu? Dobrze wiesz. towarzyszka niewinnych zabaw zza płotu. którą powołała do istnienia wiara? Wielmoży chodzi o doraźną. Jej drużyna otrzymała komnatkę obok. nagle usłyszał szept. wydymając dolną wargę: . .Powiedz. uśmiechając się do Jona. po co tu jesteś i na co On liczy? . która na kartach Historii zajmie parę linijek druku. smutną. lecz ręka napotkała jedynie skruszone ziele.Mniejsza o twoją pamięć.spytał Jon także szeptem . Odruchowo zacisnął dłoń na skórzanym woreczku.Jej ustami rzeczywiście mówi Bóg . . niby szklanej klatki. a kto będzie zdrajcą… Ale Chłopiec nie stracił rezonu. gdy wykraczały poza szarą. Jej wzrok omijał Chłopca. w przód i wstecz. Ruszył za Dziewczyną. tak jakby go wcale nie było.Głupcze. głupią politykę.Chyba jej nie uwierzyłeś. kogo mam na myśli. była naprawdę Głosem Boga.Wielmoża z Wokuler? . a Jemu o coś całkiem innego! . to litość. W sali zapadła głucha cisza.odparł Jon. musi wiedzieć. jeśli taka nadejdzie . że będziemy o nim pamiętać w dobrej godzinie. opuścił komnatę. Wie. czego nie pojmuję i nie chcę pojmować . po co tu jest. ciągnącą się od obojczyka po brzuch. Wariatka z Domremi. kto ją kocha.

A teraz o Nim i Jego woli… nie. Bóg. w ogóle Go nie znam. . nie wyrywaj się.wykrztusił Jon. nie uciekniesz od swego przeznaczenia. aby królem został najeźdźca… . a Jon zasnął. Ty to wiesz.Polityka to coś strasznie prostackiego: już dawno winieneś zrozumieć. ba. głupcze? Słyszę Głos Kamienia. . rozumiesz. ona bowiem i Głosy pochodzą od innego Boga. że jesteś tu z Jego woli. lecz właśnie na to jest całkiem głucha.Chłopiec uśmiechnął się kpiąco i zniknął w mroku komnaty. aby żyła.A jednak Głosy zwracają się właśnie do niej. z którym On próbuje rywalizować. dudniący i bezdźwięczny Głos wypowiedział zaś z martwą obojętnością niezrozumiałe Słowo: “GRBHDWBGWZ…” Jon z trudem złapał oddech.…lecz chętnie skorzystają z tego. On zaś życzy sobie. co osiągnie ta głupia. czując bijące od niego łagodne ciepło. Jeśli nie ona. Wielmoże zaś poddali się. niekiedy tylko czuje Jego obecność. skórzanym woreczku. . I zasypiając.zaśmiał się Chłopiec. nie wiedząc. by nikt nie pamiętał imienia wariatki z Domremi.zaczął Jon.Kim On jest? . Jon milczał. .że trony mogą przywracać lub obalać tylko wielmoże. nie kręć głową.Odejdę. że dokonał wyboru i od dziś jest giermkiem.Prawowitemu władcy potężnego kraju nie może przywracać korony wiejska dziewucha! To umniejsza wielkość tronu! To pierwsze prawo wielkiej polityki . podpisali traktat i wyrazili zgodę. zdaniem wielmożów. lecz muszę przypomnieć ci. wybrałby do tego celu kogoś znaczniejszego.. Co innego. czuję idący od niej chłód. wiedział. choć niewtajemniczonym kamień wydaje się być milczący! . iż zatrzęsła się pod nim ziemia. ale Chłopiec już miał odpowiedź: . 69 . przyjacielem. a ten ciągnął dalej: . Przez ułamek sekundy Jonowi wydało się. do kogo mówi: do Chłopca czy do Głosu: .Nie wiem. dlaczego wariatka z Domremi musi umrzeć i ani obecne.Odejdź… . Nie jestem Jego wyznawcą. ani przyszłe pokolenia nie będą pamiętać jej imienia . dotykając mojej blizny. książąt kościoła i królów. to choćby pamięć o niej. kurczowo zacisnął dłoń na skórzanym woreczku i szepnął. że razem ze mną odejdzie twój problem. potem ona musi zniknąć. Ja tylko. trzymając dłoń zaciśniętą na małym. śmieszna wieśniaczka. obrońcą wieśniaczki z Domremi i że zrobi wszystko. A oto i drugie: Bóg nie może przemawiać ustami zwykłej wieśniaczki. gdyby ona mogła usłyszeć Jego głos. rozumiesz.zaśmiał się cicho Chłopiec. ale potem. słyszę wtedy swoje Głosy. lecz nie sądź.

by objąć miasto w posiadanie.Wreszcie nas zdradził. co słyszała Głos Boga. . patrząc nieprzyjaźnie na zbliżającą się Dziewczynę. jak coś ciągnie go za Chłopcem.Ona jest nawiedzona. . ostatecznie przegania z miasta armię najeźdźców.Teraz będzie wygrywać dalej.Jonie! Miasto jest znowu nasze! A delfin wreszcie mi wierzy! . że ten za nim ruszy .Wygrała . została świętą . Wieśniaczka z Domremi zniknie z tego świata i z pamięci przyszłych pokoleń. . . Dziewczyna właśnie zbliżała się ku nim na swym bułanku. kiedy to zrobi. Tak jakby jej nie było. Była w lśniącej zbroi. manewrując zręcznie swym bułankiem pośród koni rycerstwa. zniszczonych męskich portek i wełnianego kaftana. jakby czekał. dokonała cudu. zatrzymując konia i patrząc za znikającym Chłopcem. Jej źle ostrzyżoną. Powiedz.cieszył się Jon. Ona już teraz jest gotowa oddać życie za Sprawę.uśmiechnął się Chłopiec. że kiedykolwiek była taka.mruknął Chłopiec. ciemną głowę przykrywał błyszczący hełm. Czekałam. jak mocno bije mu serce. Wszystkie bitwy.…stali z Chłopcem na wzgórzu koło Orlin i patrzyli. Orszak delfina zmierzał właśnie do Orlin. jak skąpa liczebnie armia. . że na krótko zboczysz z drogi. Wszyscy rozstępowali się przed nią z szacunkiem. Teraz mi lżej. . .zawołał porywczo Jon. a równocześnie wyrywa się ku Dziewczynie i cieszy jej radością. aby odwiedzić ciotkę w górach i że zaraz wracasz.Po co mi to mówisz?! Przecież ostrzegę ją! .krzyczała z daleka Dziewczyna. którą z rozkazu delfina dopasowano na nią na zamku w Szinie.Po co? . nie bacząc na grożące im niebezpieczeństwa. Nie wyglądała na wariatkę z Domremi.zaśmiał się Chłopiec.Bo tylko oni znajdą sposób. . o Którym nie chcesz myśleć.mruknął Chłopiec. który zadowoli wielmożów i delfina i tego.lecz Jon tkwił na swoim miejscu. . Musimy przedrzeć się do najeźdźców .Wygrała! . czując. czując. oglądał się za Jonem. Nie miała już na sobie za dużych.rzekła Dziewczyna. którą delfin oddał pod rozkazy Dziewczyny. Tak długo. . I nikt nie będzie mówił. Jadąc.To niczego nie zmieni .Zdradził nas . mimo jej liczebnej przewagi i lepszego uzbrojenia. . I Chłopiec zmusił swego konia do galopu. Boję się 70 . a nawiedzeni robią swoje. oddalając się w stronę.Uściskaj ją. marszcząc ciemne brwi. w którą uciekała armia najeźdźców. jakby była równa wielmożom lub nawet przewyższała ich. póki arcybiskup nie nałoży korony na skronie delfina w wielkiej katedrze w Rims.

.Zginiesz. Jon ujrzał przed oczami rozmigotane barwy . Odpoczął. czerwieni.myślał Jon. purpurę . Kamienna materia posągu chwilami kruszyła się pod stopami i musiał uważać. . . by źle nie stąpnąć. przystając zwyczajowo na wystającym pępku Bezimiennego i wtedy nagle jego czubek się odłamał i spadł na owalny plac. żebyś przy tym był. 71 . Jonie. że o tym drugim. parskają konie…. czy mówi o przyszłym zwycięstwie i koronacji delfina. Lubię życie. Ale była też zieloność… zielone… ZIELONE… *** …gdy schodził ostrożnie z ramion Boga. Inaczej się poruszała się. do czego nie dorosłam. nieuchronnie by się zabił. tak dużo rozumie. czerwień. bo każą mi robić coś.I co? . . zmienił się nawet jej akcent i melodyka zdań.odparł stary Bóg kamiennym. Tej nocy. . a bardziej w jesiennych barwach. . rozsypując się w pył.a potem gąszcz potężnych drzew. lecz skoro inaczej nie można… Jeśli inaczej nie można.tego.GRBGDBGHWZ .Dołączasz do prochów swych ofiar . Za dużo ode mnie żądają. Gdyby spadł z tej wysokości. gdy słońce wstaje nad pastwiskami. chciałabym przynajmniej nie ze wszystkim umrzeć . Nie wiem kiedy.Jak bardzo się zmieniła . zimnym głosem i Jon nie dosłuchał się w nim żalu ani lęku. co nadchodzi.urwała stropiona.spytał. ale zginiesz . Jonie! Jon nie wiedział.żółć. Był to wciąż ten sam głos i te same niepojęte słowa. Jeszcze na moment odwróciła głowę i krzyknęła: . purpury. Lubiłabym swoje dzieci. ale gdy już nadejdzie… . żółci. Lubię noc. czy o swojej śmierci.Bardzo się boję. Potem zrozumiał. W tym momencie nie przypominała wieśniaczki z Domremi. Lubię zachody słońca i oczekiwanie na noc. . gdybym je miała. .Tak.szepnął Jon. zasypiając w żołnierskim namiocie. drzewa wydały mu się mniej zielone. gdzie orszak delfina połyskiwał z oddali złotem i srebrem. Lubię świty w Domremi. Wiem.rzuciła krótko i pognała konia tam.rzekł Jon.Tak wiele wie. Nie chcę umierać. gdy niesie dobre sny.I chciałabym. Nie lubię Głosów. używała innych słów. gdy zaczynają ryczeć krowy.

Kamienna Droga niosła Jona. chyląc główkę coraz niżej i niżej. Ale aż trzy miesiące twojej nieobecności odparła Gaja i mrugnięciem powiek ukryła łzy. ku Wiosce i żonie. . aż wreszcie Gaja podeszła do stołu. by opaść. a kształt coś przypominał. Szeleściło w nim tylko ziele niepospolitego serdecznika. jak długo tam byłeś? . Patrzyli nań w milczeniu. czując. szarzejąc i kurcząc się w sobie. Umierał bezgłośnie na ich oczach. by wydać owoc. W ogóle niewiele pamiętam z tego. 72 .Wiele dni temu przyszedł do mnie stary kapłan. Włożyłam go do dzbana z wodą. żona powiedziała Jonowi. Nasz owoc . Kwiat lilii… . Jest ciągle świeży. Biały kwiat lilii.uśmiechnął się. . na stole.Widzę . a brzuch Gai dojrzewa.westchnął niecierpliwie Jon. to wiem na pewno. by zrobić miejsce dla ich syna. co jest TAM.Więc nie wiesz. . Dopiero nazajutrz.zdziwiła się Gaja i poruszyła niespokojnie w ramionach męża.zdziwiła się Gaja.szepnął Jon. który mnie woła z Kamiennej Drogi. wypukłego brzucha.powiedział.Lilię? . Pamiętam też Dziewczynę. . . żebym poszła nad staw w Puszczy i zerwała lilię.Długo mnie nie było . Jej biel była niepokojąca. od czubków palców u nóg po końcówki gęstych. Był piękny… Jest piękny . Bezimienny krwawił bez krwi. Isak i powiedział. Widzisz? . Jeśli mimo to stało się coś złego. gdyż musiała się solidnie rozciągnąć. Coś mu zrobiłem. które schowały się z powrotem w kącikach jej oczu. tuląc ją mocno i dotykając dłonią ciepłego.To dopiero szósty miesiąc ciąży. była to wola Tego. zielonej szyi.poprawiła się. dotykając odruchowo woreczka na piersiach. gdy obudzili się po długiej nocy.Aż trzy miesiące… Znów trzy miesiące! . jasnych włosów. I pamiętam lilię. Pamiętam… chyba pamiętam chudego Chłopca z soplem lodu w piersiach zamiast serca. Nie wiem co. że szaman choruje. ale nie była wariatką.Ale z siedmiopalczastej dłoni w czasie nieobecności Jona odłupał się najmniejszy palec. Liście na drzewach dojrzewają. jak miłość do żony wypełnia go całego i przeszywa boleśnie. choć minęło tyle czasu i dawno powinien zwiędnąć. I nagle kwiat zaczął więdnąć. biała zaś lilia w dzbanie przechylała śliczną główkę na smukłej. . jakbym go zerwała wczoraj. jak na skrzydłach. która ścięła włosy sierpem i wyglądała jak wariatka. …skóra na brzuchu Gai była napięta i gładka. Patrz. stoi wciąż tam.Nie mierzę czasu i chyba tam płynie on inaczej. wyjęła z dzbana zwiędłą roślinę i wyrzuciła przez uchylone okno do ogródka. Nie chciałem mu robić krzywdy.

Poradzisz się w tej sprawie Ezry. Wiesz. że on żywi się tylko rybą i ziołami.zaprotestował.Potrzebujesz medyka . .zdenerwował się Jon. w ciągu paru dni. on ją pielęgnuje i zakorzenia. A nasz syn musi ze wszystkim należeć do Cywilizacji. żebyś był spokojny . jakby w jednej chwili weszła do jego namiotu i rozsiadła się w nim na dobre.Nie! . . biorąc w swoją dłoń drobną. długie. A może był to odblask ognia. nie do starych czasów. Imię twych pradziadów.szepnęła Gaja i wtuliła głowę w jego szerokie ramiona. tak aby było najwłaściwsze… .Nie znaczy to. Tylko w jego oczach wciąż lśnił płomień. . . Zmarszczki na jego śniadej. że szaman cały zszarzał. . .Tak. on je wybierze.Ezra? . Jest tak strasznie stary… Tak długo się trzymał.przyznał niechętnie Jon.obruszyła się Gaja.Będzie.spytał. 73 . gdy wrócę z Drogi! . Twoje imię. że odejdzie dopiero wtedy.…dopadła go starość.Obmyśliłaś już imię dla naszego syna? . Właśnie on. Zaniosłam mu ją. . wysuszoną rękę starca. Rybę. On ją tu sieje i sadzi jak nowy rodzaj kwiatów. Ezra wie wszystko o Cywilizacji.To piękne stare imię..Zdawało mi się. który tlił się obok łoża w żelaznym palenisku? . Jedno z tych.powiedział Jon. a on kazał ci powiedzieć. jakby przydymionej twarzy podobne były bruzdom żłobionym w ziemi przez drewniany pług. choć rzadkie włosy oblepiały wypukłą. aż tu nagle. Wymyślono je setki lat temu specjalnie dla męskich potomków twojego rodu! .zdziwiła się Gaja.bo nie umrze przed czasem. guzowatą czaszkę.Nasz syn otrzyma nowe imię. Jonowi wydało się. . . a spocone. jak zechcesz . przygięły go do ziemi lata. Starzec spoczywał na łożu ze skór w swym ubogim namiocie. Ale źle wygląda. ale tak nagle. Jon nie zwlekał z odwiedzeniem szamana. że go nie lubisz! . Niepokojąca wizja śmierci starego czarownika skierowała myśli Jona ku życiu. jakie przynieśli z Dalekiego Kraju ludzie w długich sukniach. Będzie nosić takie samo imię jak jego ojciec: Jon. że go nie cenię.Szaman? Nie może umrzeć! Nie ma prawa zostawiać mnie samego! Obiecał. Kąciki ust opadły.Różnie to bywa . .Zaniosłam mu wczoraj posiłek.

. choć na jego twarzy nie było widać lęku. Tym bardziej że Jego Głos jest coraz cichszy. jest bałwanem. Czy to możliwe. wszelka inna wiara 74 . Skąd kapłan może go znać. gdy skończy się twoja Droga. Zapanowała między nimi cisza. Nie drzewo. wydawało mi się.Wszyscy musimy kiedyś umrzeć. Drzewo śpiewa inaczej. Skąd Ezra mógł wiedzieć. a bywają noce. bożąt i Bogów. że kamień jest twardy i niezniszczalny. a już były nasze rytuały. gdy całkiem milknie. Nikt z nas nie wie. ani woda. który nie jest jego własnym. Głazy stają się porowate i wykruszają się.i starzec raptownie urwał.Umierasz .Był tu zresztą nocą kapłan Isak.Trzy noce temu usłyszałem głuchy huk w Puszczy po tamtej stronie Rzeki. Nikt nie wie z jakiego gatunku kamienia był wykuty i czy wykuła Go ludzka ręka. Jakby coś pękło i spadło. że każdy inny Bóg. która mnie zżera. który zlustrował wzrokiem wszystkie kąty namiotu i upewnił się. nie ma też ziół. kto Go wyciosał i wzniósł.Zatem jest już tej Drogi tak niewiele? . wystawiony na wichry. Jonie. słyszeć i z nimi rozmawiać? Młody kapłan wierzył głęboko. a szaman znieruchomiał. A może Bezimienny już zbyt długo stoi.uśmiechnął się z wysiłkiem szaman. skoro rytuał liczy sobie tysiące lat? Nigdzie na Ziemi nie było jeszcze kapłanów. Jon zesztywniał. inny dla każdego z ziół i każdej z chorób. On zresztą o tym wie. tak aby go nikt nie widział. Jeśli niszczeje… . Może kiedyś wróci… .Stoi tam od tysięcy lat nienaruszony i potężny. Gdy byłem tam po raz pierwszy. że jest wieczny. upały. Przez wąskie usta szamana przemknął uśmiech. moja pora nadejdzie dopiero wtedy. Nie wystarczy przecież zebrać ziele i je zaparzyć! Musi być odprawiony właściwy rytuał. Jonie…? . .rzekł krótko kapłan. . w której słychać było tylko ciężki oddech starego czarownika. lecz jego wywary z ziół są słabsze niż moje. . Stała się bowiem rzecz niesłychana: do namiotu wszedł kapłan Ezra. że został On stworzony z tak kruchego kamienia.i starzec urwał. Nie wiedziałem. On też przerwał milczenie: . tylko zdumienie.Sam sobie jestem medykiem. . że szaman nie potrzebował wizerunków starych bóstw.Nie możesz umrzeć! . że nie stoi w nim żaden bałwan na szkodę Plemienia. gdy umiera. jakby nie chciał kończyć swej myśli. Ale na chorobę. śnieg czy słońce. by je widzieć..Odpadł Mu koniec pępka i palec u jednej dłoni. .zawołał Jon z rozpaczą. Nie szkodziły mu dotąd ani huragany. Lecz nie obawiaj się. zapomniałeś? Zawsze lepiej leczyłem choroby niż ludzie w długich sukniach . a czas czarów bezpowrotnie przeminął.przyznał Jon. nie ma leków. deszcze i mrozy? .wyrwało się Jonowi.Posąg rozsypuje się . Więc to musiał być On. Ale wiedzieliśmy. żałobnie zawodziło. a pękając.

Ezra jednak nawet na niego nie spojrzał. Daję ci ją.On niczym nie zgrzeszył! . szamanie. Szczerość Ezry była zbyt brutalna.A ja się nie zgodzę. całe życie pokornie schodzący z drogi kapłanom . by pominąć ją milczeniem. aby Plemię wybrało nowego czarownika… . . zatem po twym odejściu zabraknie w Plemieniu naturalnego następcy szamana ciągnął tymczasem Ezra z pewnego rodzaju triumfem. .powiedział surowo.To twoja ostatnia szansa. Wzrok wbił w twarz osłabionego starca. kapłanie . Jeszcze nikt w plemieniu tak otwarcie nie upomniał się o prawa starych Bogów.zawołał Jon. ale wówczas do namiotu wszedł kolejny nie zapowiedziany gość . odważył się postawić znak równości między starą a nową wiarą.tu wzrok Ezry prześliznął się po stojącym w kącie namiotu Jonie . że to się stanie dziś lub jutro . Możesz wyznać mi swoje grzechy i pokajać się za nie. lecz nie było też żalu. Na szczęście nie masz syna.uśmiechnął się z wysiłkiem szaman. choć nieprzejednane. Czarownik zaś. . a niewiele czujesz.bałwochwalstwem. skończysz w ogniu piekielnym! zawołał wzburzony Ezra. by się nie wtrącał. . a starzec bez słowa skinął głową.wedle niego w najlepszych. . .powiedział cicho stary czarownik. .Dla mnie.Wyjdź stąd. człowieku w długiej sukni .Isak. czarowniku . że ostatni poganin tego Plemienia wkrótce przestanie niepokoić Wioskę swą obecnością.Jesteś poganinem i jeśli umrzesz w tym stanie.Całe życie się kajałem. bałwochwalco. Stary szaman zaczął zbierać siły do odpowiedzi.… lub żeby ściągnęło go do Wioski z sąsiednich osad. .Umierasz. . a spojrzenie miał natchnione. Ezra spurpurowiał.stwierdził rzeczowo młody kapłan. Ezro . . a wówczas… Kto wie? Może mimo twych straszliwych grzechów ominie cię piekielny ogień? Chcę ci pomóc.Twoja wola. wyznający ją zaś są poganami. Niczego nie rozumiesz. nie z pokorą. a Jon wstrzymał oddech. twój grzech i twoje piekło.To jeszcze potrwa. to właśnie ty jesteś poganinem. ale starzec dał znak ręką. który wierzyłem w swoje bóstwa. Ezra nie wątpił też. .tak jakby uznał wyższość nowego Boga nad swoim starym i porzuconym . to mój obowiązek . Nie przybywał w złych intencjach . Nie sądź.powtórzył kapłan. W jego twarzy nie było satysfakcji. kto mąciłby ludziom w głowach i uprawiał kult bałwanów.teraz. choć nowa podbijała światy. Ty jesteś ostatni. Słyszałem twoje ostatnie słowa.Dlatego odchodzić będę z dumą.wtrącił Jon z bezsilną złością. Nie będę 75 . odchodząc z doczesnego życia. Po tobie nie będzie tu nikogo.

Niepewność 76 . on nie jest zły. tak jak nałożono ją na ciebie. choć dla innych była księgą świętą. Isaku. I każdy z was czyni to.Nie grzesz. trzeba… .pokręcił głową stary kapłan. co zapisano w księgach. lecz opanował się i powściągnął emocje: . synu. niewiele o tym napisano. . Wiara to nie tylko zasady. . uznaną przez siebie za heretycką. W księgach. choć nie powinno tu być ani zwierzchności. Całe jego życie wypełniała powinność. . w przeciwieństwie do ciebie. co wydaje mu się najlepsze. a tylko wierni i Dobry Bóg .podskoczył Ezra. Twój brat. Co ciebie ochroni. bo zrozumienie jest ponad twoje możliwości. a szaman dodał ze smutnym uśmiechem: . nie dopuścił się grzechu.Być może. Czy boska istota. jak myślicie. Takiego Boga potrzebują ludzie. ani hierarchów. a miłość przyjdzie z czasem. gdy zostałeś kapłanem.Nie. co mówi i czyni. choć są to tak różne czynności. to nie mnie! .Wiara to właśnie serce. którą na niego nałożono. które czytasz. a ty zamiast mu pomóc. a nie wedle własnych myśli . On tylko myśli. Isaku. że choć daleko stąd. Nie jest zły. nikt nie ma litości dla siwych włosów czy schorowanego ciała. płoną już stosy z heretykami. Isaku! Jeśli komuś brakuje wiary. choć nie byłbym tego całkiem pewny. Żeby nie błądzić. który stoi u kresu Kamiennej Drogi? I chyba mieli rację. Każdy pomijał to. Ludzie są omylni i słabi. A gdy podkłada się żagiew pod stos.tu urwał. bo wybaczanie to słabość. co mu było niewygodne. która wszystko wszystkim wybacza.powiedział Isak i drżącą dłonią nakazał. by młody kapłan opuścił namiot. A na razie jeszcze wciąż jestem twoim zwierzchnikiem. W namiocie zapadła cisza. . Ezra. gdyż ten człowiek jest chory. może być w ogóle Bogiem? Wedle ludzi . I dobiera słowa wedle formułek. Ezro. jakby chcąc szarpnąć starego kapłana.Pamiętaj. Ezro.powiedział cicho Isak. stojąc u wyjścia. lub palił księgę. A teraz wyjdź. Tylko w bólu ognia oczyszcza się dusza grzeszników . że Dobrego Boga najpierw trzeba się bać. gdy został czarownikiem.Wiary?! . Trzymasz się kurczowo tego.nie. być może. A ja czuję.próbował ci tego tłumaczyć. . Jest tylko młody. lecz przecież w księgach nie zapisano wszystkiego.…wiary i serca.Dałeś Jonowi woreczek z ziarnkiem piasku.spytał wreszcie szaman.Ezra nie jest taki. aby go chronił w Drodze. Jest pewny swego. wie. Ezra odwrócił się gwałtownie i wyszedł.powiedział Ezra. że podobnie sądzili wyznawcy Tego. gdy grozi piekłem i wymaga wielu ofiar od ludzi. że ten starzec nie zrobił nigdy niczego złego. przeszkadzasz… . Isaku? . jakby się namyślając i dokończył: . Wiesz. ale i czucie.

to nie dlatego. .heretyk”. jaki niesie ze sobą Królowa Śniegu… . . do którego stary czarownik miał wkrótce przejść sobie tylko wiadomą drogą. dla którego trzymam to ziele.Znajdź jakiś lek na jego chorobę . Chwilami wydawało mi się. gdzie jest Chłopiec. 77 . migocząc.Wydaje mi się. by odpocząć. .Tak jak wkrótce nie będzie go na moją. które czynili za życia. w którym się znalazłem. niż niepewnym.Czy ziele serdecznika spełniło swoją rolę? Czy tamto serce z lodu zaczęło topnieć? Jon dotknął woreczka na piersi.zdziwił się kapłan. poruszające się wolno. Lepiej być pewnym siebie. a oczy zdawały się oglądać jakiś inny świat. . . .jest taka smutna i wystawia na ciosy. znakach. jaką wyznawali i Bogach. gdyż wszelkie boskie istoty będą tam sobie równe. Żaden sługa boży nie może odejść przed swym Bogiem. . to krył w cieniu jego schorowaną. Nie umiałem go odszukać w świecie. nie wiedząc o tym. myśląc o swym nie narodzonym synu. bóstwa i bożęta. jak . byś nie pozostał sam na swojej Drodze.Kto będzie twoim następcą. Jon pomyślał nagle. z których pomiętymi fałdami zwisała sucha skóra.Nie ma leku na jego chorobę . błądząc. wychudłą twarz. że to jest ten sam świat. szamanie? . że czuję gdzieś blisko siebie chłód podobny temu.W czym mamy ci teraz pomóc? .poprosił Jon starego kapłana. ale to on daje mi znaki i wyciąga do mnie rękę przez te wszystkie przestrzenie jak przez szklane klatki. że mam rodzinę. Daj mu jakiś lek… . Ale stary czarownik nie miał jeszcze prawa odejść. religii. a wątpliwości rozdzierają ciało równie mocno jak katowskie obcęgi. mając rację… Jon słuchał uważnie starego czarownika i analizował w duchu jego słowa. To był inny świat. że jeśli wciąż tu powracam z… z tych… z mojej Drogi. Nikt nie będzie tam znać takich słów.Nie wiem.spytał szaman z ożywieniem. W świetle ognia głowy obu starców przypominały pomarszczone głowy żółwi. miał słuszność . w którym kiedyś znajdzie się Isak i że w tym wspólnym dla obu starców Świecie Zmarłych nikogo nie będzie się oceniać po stroju. w których wierzyli. Był przecież ciągle potrzebny Jonowi i nie tylko jemu. “poganin” czy “bałwochwalca”.Królowa Śniegu? To ona tam też jest? . nikt nie powie złego słowa na cudzych Bogów.powiedział Isak.Następca nie będzie już potrzebny i kapłan Ezra. buzujący na żelaznym palenisku. Ogień. to rozświetlał.spytał pozornie bez związku Isak.rzekł szaman i zapatrzył się w ogień. Przedłużamy tylko naszą agonię. .. cienkich szyjach. z trudnością na długich. słowach.

Szaman też czynił cuda siłą wiary. Miałeś użyć tego narzędzia.W naszych księgach nic o niej nie piszą. . Lecz teraz ogień buchnął iskrami.. choć nie pojmuję. do którego On mnie zawiódł . sypiąc je wokół. Nie wierzył w magię. że tu przyszedł. . podłogi. jeszcze przed chwilą sennie wpatrzony w leniwie pełgający ogień na żelaznym palenisku. że im bardziej On nie chce.Królowa Śniegu… . gdyż zawsze znajdzie się ktoś. ale nie ono było najcenniejsze. I jego serce. 78 .powiedział Isak. Wszystko w nim było ze sztucznych. a nawet… nawet Światowida . CZUJĘ. lecz jakaś Dziewczyna. Złoto bowiem też było sztuczne. A wierzył ponoć w bałwany i był poganinem. by w zamian za korzyści zamieniła mu serce w lodowy sopel.szepnął zmartwiony. tym bardziej musisz go szukać . ale samą sztucznością.zamyślił się Isak. pełen błota. jakby ktoś rozpłatał mu ciało.A jednak musisz go znaleźć. uczynić tego Chłopca swoim narzędziem w innych światach. Nie wiem. które będą ją opiewać. Bracia Isaka i stary czarownik wierzyli zatem w boskie Istoty. przejdzie wszystkie granice. kto zgodzi się. . bólu i cierpienia. Sztuczny. Czuję. że to ważne. Także ta biel i zieleń nie były bielą śniegu i zielonością drzew. zgodnie z Jego wolą. Była to ponoć wiara jedyna i prawdziwa. stary kapłan otarł dłonią spocone czoło i przeżegnał się ukradkiem. Ją. W tym błocie połyskiwało złoto. że Bezimiennemu udało się.WIDZĘ tego chudego Chłopca z blizną na piersi tak długą. nienaturalnych materiałów. sycząc. Ściany. aż Jon zdumiał się jego pewnością. .Wiedziałem. dając mało światła i niewiele więcej ciepła. . zanim stało się lodowym soplem.powtórzył szaman. że Ona przetrwa wszystkie czasy. Drugi świat był dla odmiany bury. WIEM.WIDZĘ… WIEM… CZUJĘ… . Chyba że… Choć w namiocie było chłodno. . nie wolno mu było w nią wierzyć.Pierwszy był zielono-biały.zaciekawił się kapłan. Isak patrzył na starego czarownika rozszerzonymi oczami. z pomocą Królowej Śniegu. . nawet narzędzia i ubiory ludzi. stoły. a płomień. .zakończył z mocą stary czarownik. o co chodzi . byś znalazł Chłopca z lodowym sercem. Teraz żałował. wzbił się pod szczyt namiotu.lecz przecież widział. gliny. Tylko Chłopiec był prawdziwy. których istnienie wzajem się wykluczało. gdyż do szarpiących go wątpliwości przybyły nowe: niektórzy jego bracia czynili cuda siłą wiary. aby wyjąć serce i wymienić na inne. .Kiedyś powstaną księgi.wyszeptał nagle stary czarownik.Ja w każdym razie nie umiem rozpoznać tego Chłopca w innym świecie niż ten pierwszy. gdzie mam szukać świata bieli i zieleni… . Jonie.zakończył szaman i zmęczony zamknął oczy.Królowa Śniegu… . Ogień leniwie pełgał.Jakie są te światy? .

uśmiechnął się szaman.Potrzebuję… nie wiem. Duży szafirowy kwiat o kłujących liściach. nie przez wiecznie żywe ciało. żeby o niej pamiętano. do kresu sił będą szukać. Myślę o życiu po śmierci.szepnął wreszcie Isak. Żeby była nieśmiertelna przez pamięć. magicznym środku. Nie przywrócisz zmarłych do życia. która nigdy nie wyrośnie w niczyim przydomowym ogródku.Mały jasnoniebieski kwiatek.Nie chcę nikogo wskrzeszać! . co Isak przyjął z ulgą.zapytał kapłan z dziecięcym zachwytem nad prostotą tego odkrycia. .Niezapominajka? . Woda Życia istnieje. . nie było i nie będzie.Ale w moim starym świecie też niczego takiego nie było.zdziwił się Jon. jeśli o to ci chodzi. odkąd .Gdyby została świętą…? . nie zwykłe życie. Nie patrzcie z takim zdziwieniem! Chcę po prostu. lecz za sprawą słów . gdyż wszystko.zamyślił się kapłan.Może o to ci chodzi? . wszystko wydawało się takie proste… .powiedział nagle szaman.jakże dawno temu! . który rośnie tylko TAM. że nie zdziwi się. jak to nazwać… Woda Życia? Istnieje coś takiego jak Woda Życia? . którą na nim ujrzysz jako srebrzystą kroplę. Jego niezapominajka. który rośnie na łąkach i w przydomowych ogródkach?! . .przybył do tego dzikiego kraju. to niczego takiego nie ma. gdyż 79 . może istnieć siłą wiary. Tam.Och.Jeśli myślisz o cudownym.Niezapominajka? . Czy to możliwe? Obaj starcy zamyślili się.Niezapominajka . skąd przybył. pod złotymi kopułami świątyń. Mimo to odparł Jonowi zgodnie ze swoją wiedzą: . który przywraca do życia zmarłych lub zapewnia nieśmiertelność żywym. lecz nie za sprawą Wody Życia. dokąd może go zawieść świadectwo oczu i coraz to nowe wątpliwości. lecz mimo upływu setek lat wszyscy powinni ją wspominać. . .zaprzeczył niecierpliwie Jon. choć od setek lat ludzie rozpaczliwie tego poszukują i zawsze. . albo uczynisz to tylko na krótko. gdy się okaże. .Muszę tylko zapewnić życie Dziewczynie… nie. Powinieneś szukać kwiatu o świcie. Jej ciało rozsypie się w proch i złączy z ziemią. jakie go ogarniały.pytał niepewnie Jon. nie. tuż przed wschodem słońca.Jon przerwał wydłużające się milczenie.Raz to się udało. . iż tak. wiem o tym. . lecz nie strąć rosy. Isak bał się. Tylko raz i tylko jednej Osobie. a Isak pomyślał.Mnie też by się przydał taki cudowny napój… . co niemożliwe. . Zerwiesz z niej tylko jeden płatek. niezwykła. bo ona wkrótce zginie.

Już od dawna nie wolno mi się modlić do Tego. Cywilizacja Miłości . do Puszczy. Ci dwaj starcy posiedli wiedzę.zakończył Isak. która zdąża tu. jaką zaledwie przeczuwał i więcej wiedzieli o jego Drodze niż on. Pomiędzy rzeczywistą Cywilizacją. gdy Jona ani jego syna już nie będzie pośród żywych. Nie wiem. 80 . dużo mi daje i czuję jego miłość… . że nie chce takiego losu dla swego nie narodzonego syna. najwyżej smuci. których nie pojmował. idąc do domu . wielkimi krokami .a jakąś swoją własną. zwłaszcza gdy ona była sensem jego życia.do której należał stary kapłan . lecz wtedy. Jon wiedział. która istnieje tylko w jego marzeniach lub w księgach.…potem schowaj go w skórzanym woreczku na szyi . widząc. nie Światowida. czy ty się czasem modlisz i do kogo? Szaman uśmiechnął się słabo: . Nagle Isak z błyskiem w wyblakłych oczach spytał: . tylko czuję. Byłby to akt niemiłosierdzia.Może nic o tym nie wiesz i mamy tego samego Boga? . To bardzo źle być pomiędzy. Ale gdy płatek kwiatu dotknie ziarnka piasku.rozmyślał Jon. Zwiń ten szafirowy płatek razem z kroplą. albo nadejdzie. ani samotny w swym okrucieństwie. Jon poczuł się intruzem wobec ich obopólnego porozumienia. A potem… .Ciekaw jestem. Ale człowiek bez modlitwy jest pusty i bezradny. nigdy się nie gniewa.choć przybył z Dalekiego Kraju i czyta biegle czarne znaczki na kremowym pergaminie. ale wiem.ono mogłoby rosę wysuszyć. Nie przypomina też Boga. gdyż moje modły przedłużałyby tylko Jego agonię. Mój Bóg nie jest ani okrutny. bo właśnie ona jest twoją Wodą Życia. nie widzę.…pamiętając. szamanie. lecz do światów Bezimiennych Bogów. Kapłan Isak .Pewnie się zdziwisz. gdyż wówczas nie przynależy się nigdzie. Dlatego moją wiarą wyhodowałem sobie własnego Boga. Zanim zasznurujesz woreczek rzemieniem. jak szepczą do siebie słowa. Jest tylko mój.szepnął Isak i obaj starcy znów spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Kapłan Isak jest POMIĘDZY. niewiele ode mnie wymaga. na wszelki wypadek zmów modlitwę… . stanie się twoim narzędziem. której nie miał. nie słyszę Go. do którego z Nich dwóch ją odmawiasz . w którego wierzy kapłan Ezra. jak wygląda. więc wyszedł. Niezapominajka i kropla rosy nie przynależą do nowego świata.albo nie istnieje w ogóle i nigdy nie będzie istnieć. że On w niczym nie przypomina Bezimiennego. nie przynależy całkowicie do Cywilizacji.przypomniał szaman i obaj starcy spojrzeli na siebie ze zrozumieniem. który na niej przecież był już dwa razy. który stoi u kresu Kamiennej Drogi.

Dlatego nasz syn musi każdą swoją cząstką należeć do nowych czasów. iż kiedykolwiek tędy biegły. mokry od potu. Kapłan Ezra należy do nowych czasów i drogi. wciąż przerażony. jak Puszcza. Chcę. a z każdym jego słowem płomienie stosu wzbijały się wyżej i wyżej i paliły mocniej niż zwykły. Jonie. Gaju… Gdy nasz syn się narodzi. wytycza drogę synowi. dotknij… Czujesz. Śniły mu się płomienie stosów. przyjazny.i o ogniu. nie matka. . A jednak głośniejsze od tego straszliwego. bo malutki się wystraszy… Jon. znikną bez śladu.Posłuchaj. nawet z ludzkiej pamięci. Wiesz. inaczej utknie pomiędzy starym a nowym. Głos Ezry w jego śnie grzmiał silniej niż trzask pioruna. Tym razem to kapłan Ezra powiedział coś takiego… . nie dzieje się nic złego. oddychając głęboko i powoli. . która lubiła widzieć świat w jasnych barwach. gdy nasz syn się narodzi. oddasz go pod opiekę Ezry . nieludzkiego wycia były słowa Ezry o “heretykach” (Jon wciąż nie rozumiał tego słowa) . Gaja obudziła go. Gaja tymczasem pytała gniewnie: . a nie tego drugiego. gdyż wył z bólu razem z płonącymi w śnie ludźmi i położyła chłodną dłoń na jego czole. będziesz przy mnie i oboje zdecydujemy o jego losie. z ust zaś płonących żywcem ludzi wydzierało się zwierzęce wycie. jak nasz synek energicznie się porusza? Musiało mu być niewygodnie lub już wyrywa się do ciebie. .Cicho. aby się uspokoić. lecz gniewny głos młodego kapłana. A księgi. przykryją wkrótce wszystkie stare drogi i ścieżki tak. . szukając najwłaściwszej z pomocą wróżb i szamanów. nic złego się nie stanie.Tej nocy mocno przytulał do siebie Gaję. iż w ten sposób powinna być z nim i na jawie i we śnie. jak szaman i Kamienne Drogi. który wciąż nas czymś straszy! A zresztą. cicho. stare zginą. nie chcąc straszyć swej żony. gdyż wydawało mu się. że kochasz starego kapłana. Wtedy żyje 81 . choć wiem.To nie On.Chyba oszalałeś! Drugi raz mi to mówisz.powtarzał monotonny. a potem biegły wyżej i wyżej. przytul się do mnie. uda. Jonie. które ktoś po setkach lat napisze o naszych czasach. że w naszym Plemieniu to ojciec. położył głowę na brzuchu Gai i przez jej napiętą skórę wsłuchiwał się w ruchy swego syna.Tylko ogień oczyści dusze grzeszników… tylko ogień… . domowy ogień. które zbudują jego bracia. by mój pierworodny nigdy nie miał wątpliwości. jesteś w domu. żeby był taki jak Ezra. że nikt nawet nie będzie pamiętać. będą kłamać. Więc nie krzycz.i Jon urwał. .dokończył gwałtownie.Czy Ten z Kamiennej Drogi nie może zostawić cię w spokoju choćby nocą? Musi zabierać nawet twoje sny? . które ogarniały czyjeś stopy.Gaju. skrzesany ludzką ręką. idą nowe czasy.

że pojęła myśl. I bezpieczniej. Mimo to cały posąg wydał się Jonowi mniejszy. Woda Życia należała się tylko wybranym i nie on decydował. gdyż słońce późno docierało do owalnego kręgu. …i lśniły. Były chłodne i niemal żywe. będziesz przy mnie . Włożył zwinięty płatek do skórzanego woreczka i wtedy usłyszał dudniący. Tym razem Jon nie zwlekał z powrotem na drugi brzeg Rzeki. tak postanowiłem. że śpi. nie powinien mieć przy sobie więcej Wody Życia niż dla jednej osoby. choć na podbrzuszu starego Boga wciąż dumnie wypiętrzały się znamiona męskości. by przywołać dobry sen.się lepiej. tak jak Gaja zwijała pierożki. choćby na resztę nocy. Nie każdemu należała się bezcielesna nieśmiertelność. ale Jon już wiedział. Potem stanął twarzą do Bezimiennego. a upiera się tylko po to.Gdy narodzi się nasz syn. Gdy tuż przed wschodem słońca opuszczał dom. Więc oddasz go pod opiekę młodego kapłana. Na tle ich agresywnego koloru krople rosy wydawały się większe i bardziej kuliste niż zazwyczaj. którą chciał wyrazić. że żona podziela jego niepokój. a jeszcze później do otaczającej go zieleni Puszczy. Jon pamiętał. że reprezentują oni dwóch całkowicie różnych Bogów). a ich płatki przedziwnie wygięte. Turlały się pod jego palcem po kolistym wnętrzu szafirowego kielicha. iż kulista kropla nie rozpadła się na kilkanaście mniejszych. wychylając się do światła. a on nie chciał nią kusić nawet siebie. nawet gdy jon delikatnie dotknął ich palcem. ale wciąż tkwiła na miękkim płatku jak mały paciorek. zdziwił się. Nie musiał się śpieszyć. dokąd zawiedzie go Droga. 82 . Kwiaty też były wielokroć większe. pewnie na skraju. On był tylko narzędziem w dopełnieniu się Losu. bez szczególnego zdziwienia dostrzegając kolejne szczerby na olbrzymim kamiennym posągu. którego obecność czuł za plecami. jakby się w sobie zapadał. ledwie rozpoznawalne. A jednak wciąż był ogromny i przytłaczający. nie miały nic z łagodności błękitu. że ma zerwać tylko jeden płatek. lecz u obu gigantycznych dłoni brakowało po kilka palców. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi. tak że krople Wody Życia nie mogły spłynąć. Istota. bezgłośny i obojętny zew Boga: . Gdzieś tam. które widywał w domowym ogródku. rosła ta niepospolita niezapominajka i na jej płatkach jeszcze długo lśnić będą krople rosy. Zwijając zerwany płatek w dłoni. Tam. Płatki kwiatu rzeczywiście były jadowicie szafirowe. kto otrzyma ten dar. mieniąc się tęczowo. zgarbił. .powtórzyła z uporem Gaja. Już nie u jednej.GRDBGHBWZ… Odwrócił się twarzą do zielonej Puszczy i cicho się pomodlił: nie do Tego. Nie było już w ogóle wystającego wcześniej pępka. o którym nauczali Isak z Ezrą (choć chwilami wydawało się Jonowi. została wybrana wcześniej przez kogoś innego. lecz do Boga. jak te. której go ofiaruje. Spoczywały teraz w pyle koło nóg bóstwa. Gaja udawała.

szuka jąć pary oczu.Wróciłeś . inteligentna. Ona już płonie. Za późno? . że czas ucieka . tak jak drży od wielkiego ognia. Te stopy były brzydkie. proszę Cię . powietrze zadrżało. który nie mógł się decydować. świadoma wiedzy twarz dojrzałej. słysząc obok szyderczy. Była to chuda. choć chciałbym. Jon czekał i czekał.zaśmiał się Chłopiec. jak u wszystkich wieśniaczek. zgoła bezsensownie.Stosy… .Za późno. Stary Bóg długo podejmował decyzję. czy raduje. lśniącą ciemność. Wreszcie powieki jednej z czterech par oczu uchyliły się. coraz bardziej niecierpliwie. pozostawiając na później namysł nad jego sensem. czy też jej nienawidzi. kropla Wody Życia może wypłynąć z płatka i wsiąknąć w skórę. . gdzie jestem teraz potrzebny . mimo że Dziewczyna miała przecież tylko szesnaście lat. Ziele w moim woreczku wysycha i kruszeje. Nie zostaniesz sam więc puść mnie tam. w kręgu.nie tu. Spóźniłeś się. .szepnął Jon.pomyślał z rozpaczą. Tutaj czas był odmierzany powoli. Widowisko było jednak przednie więc wszyscy chłonęli je chciwie. że ogień liże jej stopy? Zaraz wyda z siebie zwierzęce wycie. który siedział w wygodnym fotelu. która wskaże mu drogę. Dlaczego kapłan Ezra mówił o stosach? Zieloność Puszczy zamigotała.szepnął Jon. duże. żarząca się pasją. Spóźnię się. Jon powędrował spojrzeniem w ślad za wzrokiem Światowida.Puść mnie tam. które rzadko wkładały obuwie. Zniknie cieleśnie i z pamięci następnych pokoleń. niezgrabne stopy Dziewczyny przywiązanej do grubego pala. A potem… Potem przestanie istnieć. ordynarne. Nie widzisz. ale TAM zaczął przyśpieszać i Jon już o tym wiedział. Ogień lizał gołe. ukazując głęboką. rozmyła się. . Nie może być za późno… Przepchał się przez wrzeszczący tłum. zadowolony śmiech Chłopca.Puść mnie. czy kocha Dziewczynę. I właśnie o to Mu chodzi! .przypomniało mu się nagle. gdzie powinienem się teraz znaleźć. Jonie. czując. zasłyszane niedawno słowo. przyniesionym tu przez sługi i przyglądał się 83 .szeptał żarliwie Jon.. Ale jej twarz nie była już twarzą wieśniaczki ani nawet nawiedzonym obliczem wariatki z Domremi. rozczłapane. gdy znalazł się na ramionach Bezimiennego i przemieszczał się wokół jego potężnej głowy. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi i gdzie pośrodku tkwił On. Puść mnie. mądrej kobiety. czy ten stos go przeraża. Widzisz że Cię nie porzucam. ale TAM. Ognia… Ogień… OGIEŃ… STOSY… *** . Jon z najwyższym trudem dobrnął do najdostojniej wyglądającego wielmoży.

a odpryski ognia dotarły do twarzy. że jeśli od stosu zajmą się stopnie. to i on skończy jak Dziewczyna. ale daj jej tylko kroplę. Zatem zgadzam się. dmuchających straszliwym żarem. Do ostatniego ścięgna i kawałka kosteczki. Niechby było złe. Poczuł jej gorące. Jon dygotał. To może być ciekawe.spytała z nadzieją. który już. . wciąż żywe ciało.szeptała Dziewczyna. zwykłe.Nie.To ty. zaraz. Kropelkę Wody Życia. Żar wzrastał i Jon poczuł. . Bardzo długo. skąd przybyła… . ale będzie żyć pamięć o tobie.egzekucji z mieszaniną źle hamowanego podniecenia. Na wieki. myśląc ze strachem. To tak bardzo boli .spytała Dziewczyna suchymi. Zawsze.stwierdził po namyśle. Idź. Ty umrzesz.zaśmiał się.Pozwolono mi dać ci to . .wykrzyczał jej do ucha.Wody Życia? Więc będę żyć? . spękanymi wargami. przyklękając. jak i nieuchronnego. To nie jest Woda zwykłego życia. choć szamotała się bezsilnie. Wielmoża przyjrzał mu się ciekawie. a jej twarz zniekształcał ból. byleby było. szamocąc się bezradnie pośród grubych sznurów. który.Panie. za sekundy musi wydać z siebie palona żywcem wieśniaczka. Jonie… Wolałabym prawdziwe. Trochę się podgrzejesz… . Niech umiera. to boli. Znowu pomyślał o cierpieniu. Słudzy wielmoży przystawili drabinę i Jon wspiął się na nią. której wypada pić wodę. I poczuł żar. nie wino na królewskich dworach.Jest w tym jakaś zdrowa myśl . Ale Dziewczyna.Och.poprosił Jon. Jonie. 84 .Wodę. Nie umiał sobie nawet tego wyobrazić. . ognia tym nie wstrzymasz. jak pradawne smoki. . . że jest jedynie wieśniaczką. . Jonie? Co mi dajesz? . Zresztą nawet gdybyś wlał w nią galon płynu. które wkrótce dotknie ją: o bólu palonego żywcem ciała. wiedząc. . aby nie spaść. krótkie życie od najdłuższej pamięci. plunął mu w twarz iskrami. ale Życia po Życiu. . prężyła ciało. zwierzęcego głosu. Spłoniesz w ogniu. Kropelkę. Stłumił ogień ręką i zacisnął zęby. uczyń mi tę łaskę i pozwól wlać skazanej do ust kropelkę wody z jej rodzinnych stron. do końca. stając na przedostatnim szczeblu drabiny i obejmując ramionami pal. by wytrzymać piekący ból. że płomienie sięgnęły już jego nóg.Niech wieśniaczka z Domremi wie. pełne cierpienia. gdyż bał się zarówno płomieni. prawie seksualnej satysfakcji i bezwiednego wstrętu do siebie i do ofiary. wciąż była milcząca. od iskier zajęła się jego czupryna. Ale przezorny wielmoża nakazał szczeble polewać wodą. Zabolało.

Wzięli za nią dziesięć tysięcy sztuk złota. że odtąd już zawsze będzie go słyszał. A potem zaczęła wyć.Och. ba. że przełyka. Na jego ciele pojawiło się pełno brązowych.To ja . nie. Westchnęła i z ulgą dostrzegł. . Jon gwałtownie wyciągnął rękę i prawie wcisnął wilgotny płatek pomiędzy spierzchnięte wargi Dziewczyny. Wiesz.Nigdy nie zazna miłości. W tym świecie przegrałeś. a ona… Obok siebie usłyszał czyjś oddech i na moment przystanął przestraszony. która czasem uwalnia od męki życia. Sam nie wiedział. Nie zrobili tego za darmo.Nieprawda! Nigdy o niej nie zapomną! Nigdy! Jej imię przeniknie przez granice i światy! Będzie żyć! Twarz Chłopca przelotnie skurczyła się w poczuciu porażki. lasy. czym może być życie. a w jego wnętrzu. Umknął. Wtedy Jon zatrzymał się i krzyknął mu w twarz: . wyszarpnął z woreczka stulony płatek niezapominajki. lecz ujrzał. nie doświadczy nawet ulgi śmierci we własnym łóżku.powiedział Chłopiec z szyderczym uśmiechem. że jesteś cały poparzony? I co wskórałeś? Nic.To ja ją zabiłem. Przerażający krzyk Dziewczyny nie milkł. z lękiem. szczekliwym śmiechem. Wiedział. nie będzie wiedzieć.płatek zaczął gwałtownie tracić kolor.które z sekundy na sekundę stawało się coraz gorętsze. gdyż języki ognia wspinały się coraz wyżej . przez pola. prawda? Pamięć może przybierać tak różne kształty… Może niekiedy przybierze mój własny? Jonie… Jon niecierpliwie. A co będzie w innych światach? Skąd wiesz. że to tylko Chłopiec. od upiornego blasku i żaru. uwierz. Jonie? . a kulista kropla skurczyła się. połyskiwała srebrzysta kropla. które biły od stosu. biegł teraz. Rozmawiałaś z Bogiem… . a ty tym bardziej nie możesz mi go ofiarować.skrzywił się.Namaściłaś króla. Jeszcze kilka sekund i zniknie. . . wyparuje bez śladu. namówiwszy wielmożów. W gorącym powietrzu płonącego stosu . jak perła.Dziewczyna parsknęła krótkim. drogi. Wciąż był jaskrawoszafirowy. Nie wyglądała już jak królewska perła. . nie rozmawiałam z Nim . nawet najgorszego życia. Ale skoro On nie chce mi dać normalnego. jak i kiedy znalazł się na ziemi. rozlegającego się wokół i niesionego hen. zatem daj mi tę swoją Wodę Życia. ale umknął płomieniom. piekących plam. jak zniekształcą jej portret piewcy jej legendy? Do czego 85 .. On sam nie jest do pogaduszek. . Zatkał uszy.Mówili do mnie tylko Jego słudzy. lecz zaraz powróciła zwykła. co to narodziny własnego dziecka. nie chcąc słyszeć straszliwego krzyku umierającej Dziewczyny. by wydali ją najeźdźcy. Lepsze to niż nic. byle dalej od jej krzyku.Co z tego? Co to za życie. nie wiedząc. szydercza maska. który zaraz przeszedł w jęk. Ona umiera przez mękę.

gdy już wystarczająco oddalił się od Ruan. prostacki język. że te stosy jeszcze będą płonąć.rozmyślał Jon. Ktoś mówił. .Naprawiać to. jak księżniczka… Czyżby Chłopiec miał jednak rację.Trzeba wrócić do Domremi… Nie. że będzie ich dużo. zwalniając galop konia do kłusu. Wprawdzie ktoś ostatnio wspominał coś o stosach. Przypadkowego? Długa blizna na jego piersi.myślał Jon.Nie bój się . gdy mówił. co miało być unicestwione! Głosić chwalę jej imienia! . brzydkie zęby. uszlachetniam.Dokąd jedziesz? . jak to jest. . delikatna. I taka zostanie . Prawdę o niej samej. kierując konia w stronę przeciwną niż tę. . poganiając konia.krzyknął Jon. . . Kto mu to mówił? Stosy są wbrew Bogu. że to moje dzieło. by jak najszybciej znaleźć się daleko od miejsca kaźni i Chłopca. nie dawała mu spokoju. coraz więcej.jej użyją? Do jakich celów? Myślę. a Jon odruchowo się cofnął. W tej opowieści Dziewczyna będzie istotą o pięknej twarzy. niemal ordynarny śmiech.Wszak Bóg jest tylko jeden! Z rozpaczy plączą mi się myśli . wąskich stopach. że jej portret tak szybko ulegnie zniekształceniu? Przecież to ja go zmieniam. Może kiedyś. nie teraz. Zdecyduj się… Postąpił krok naprzód. że piewcy jej legendy zniekształcą jej portret! Trzeba jechać przed siebie. byle gdzie. smukłych. jacy kiedykolwiek istnieli lub będą istnieć . . bo tylko ogień oczyszcza dusze grzeszników. zdziwiony własną myślą. gdyż jej krzyk nagle umilkł. Prawdę o Głosach. mądra i subtelna. Jon nie chciał wiedzieć. 86 . ciągnąca się prawie od nasady szyi ku brzuchowi.W tym świecie nic ci ode mnie nie grozi. niedbale obcięte sierpem włosy. byle głosić imię i chwałę Dziewczyny i prawdę o jej roli w osadzeniu prawowitego króla na tronie. że wciąż nie wiesz. rozczłapane stopy. będziesz mnie jeszcze szukał! .stwierdził. komu chcesz służyć. w światach z przeszłości. gdzie indziej… Dziewczyna już chyba nie żyła. wyrzucam z pamięci jej duże. Raniłem go? Kiedy? Chyba bym pamiętał… . to tu. W mojej pamięci ona jest już piękna.powiedział Chłopiec. . jakim początkowo mówiła. On przecież parokrotnie wspominał. zbyt głośny. bo tak naprawdę to mnie tu wcale nie ma. to tam. ale kto? Jon nie pamiętał. przeciwnie. Wbrew wszystkim Bogom.pomyślał. Jonie. w światach przyszłości. gdy człowiek płonie żywcem i miał nadzieję. Nie tu.krzyknął za nim Chłopiec. że nigdy się tego nie dowie. nie wolno tam wracać! Przecież Chłopiec powiedział. w której leżało Domremi.usłyszał w oddali szyderczy śmiech nie chcianego kompana. co chciałeś zepsuć! Ożywić to.Nie uciekniesz ode mnie.

gdy widział ją pierwszy raz . do której przywykł. że nikt nie dowierzał. prosta wieśniaczka. przykryły grubą warstwą krąg. zniszczą siebie i nie narodzonego syna. Coś piekło go nawet pod powiekami. Ku swemu zaskoczeniu stwierdził. Zamknął oczy i jeszcze raz je otworzył. tym portret Dziewczyny opowiadany jego ustami staje się piękniejszy. że nie jest to wskazane.była gładka i lśniąca jak powierzchnia jeziora w bezwietrzny dzień. że całe ciało piecze go i boli. Ale brakowało płatka niezapominajki z kroplą Wody Życia. którzy ją na niego skazali. nawiedzona szesnastoletnia wariatka z Domremi. Idąc do Wioski dobrze sobie znaną Kamienną Drogą. że boso pasła krowy. Proch. teraz stała się chropowata i straciła połysk. stawała się w jego opowieści rozumną istotą o subtelnej urodzie i przenikliwym umyśle. Zatem komuś go dał. wprawdzie niegłębokich. prawie jak ogień…? *** Purpurowe i czerwonożółte jesienne liście. nic o tym nie wiedząc? Czy wypełnił swoją powinność? I co nią było? Ręka Jona bezwiednie zacisnęła się na skórzanym woreczku. A przed oczami miał długie. że wioskowe dzieciaki obrzucały ją grudami brudnej. Komu? Przelotnie mignęła mu przed oczami czyjaś ciemna. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi. nie chciał oszaleć. Posąg zasypany liśćmi wyglądał tak. zwłaszcza że zachodzące słońce barwiło go własną. Nie powiedział. Nic zatem nie pamiętał . 87 . nierzeczywistym świecie? Czy znów zrobił coś złego. zatęskniła do krótkiego. jak Gaja. Czuł. Nagle poczuł. ognistą purpurą. ostrzyżona na jeża głowa. składanych Bezimiennemu w ofierze przez tysiące lat. jakby płonął. Dotknął twarzy: też była w ranach. Spłonęły. w który obróciły się tysiące żywych istot. gdzie odbywał się jarmark. zniknął Jonowi sprzed oczu i sprawiło mu to ulgę. gdy po raz pierwszy zaczęła mówić o Głosach. Powiódł palcami po oczach i ze zdziwieniem stwierdził. czerwono-żółte. który ją pochłonął i o tych. palące mienie. Ale jak? I kiedy? Co tym razem działo się z nim w tamtym niepojętym. Opowiadał za to wiele o stosie. Obraz zniknął. Spojrzał na ręce. zwykłego życia i zwykłej śmierci. rozpiął koszulę na piersiach i ze zdumieniem ujrzał na skórze bolesne. Nie wspomniał o żalu Dziewczyny. potknął się. Jego życie w Wiosce musi być proste. która umierając. wyszczerbiła się i noga ugrzęzła mu w szparze. ciemne pęcherze jak od poparzeń.i nie chciał pamiętać. Niewykształcona. purpurowe… PURPURA… Purpurowe jesienne liście. Jon odetchnął. że nie ma rzęs. Przystanął i rozejrzał się: Kamienna Droga. o barwie prawie tak intensywnej jak ogień. Przemilczał rolę Chłopca i swoją. że im więcej słuchaczy gromadzi się wokół niego. Ziele niepospolitego serdecznika zaszeleściło pod dłonią. lecz piekących. Nie chciał przenosić do swego świata wspomnień o ludziach stamtąd. mokrej gliny. Inaczej oboje zagubią się.O cudownej przemianie córki starego Darka w niezwykłą istotę zaczął opowiadać ludziom już w pierwszej napotkanej wiosce. gdyż gładź. żyjąc pomiędzy światami. która .

że twoja Droga się kończy? Że już załatwiłeś TAM wszystko. brązu. Rzeka. aby posiedzieć w ciepłych promieniach słońca. który był coraz bliżej wioskowego brzegu.a dostrzegła go.Gaja.zdziwił się i choć mokry. Chciała ruszyć mu naprzeciw.zawołała Gaja głosem pełnym szczęścia. ale Tabu spętało jej nogi.podskoczyła z radości. to kto wie. jakby właśnie wyszedł z domu. .Czy to nie oznacza.przypomniał półgłosem szaman. to brnąc po płyciźnie Rzeki. nacieszyć się spokojną monotonią plemiennego życia. Płytkie.Świat się palił. nie była wezbrana. ledwie wszedł do Rzeki. brnęła więc dalej przez nurt. . gdy ten spokój mu zabrano.Tabu słabnie. co miałeś załatwić? .Nie. Ponownie uścisnął żonę. nie odsuwając się od męża. a Jon w błysku przypomnienia grozy stosu odpowiedział: . patrząc. 88 . zawierającymi wszystkie gorące odcienie żółci. czcigodny starcze? . mocno przytulił do siebie żonę. powierzchowne. nie załatwiłem wszystkiego. że go nie widzą. jak dziewczyna walczy z prądem Rzeki. A gdy spojrzała mu w oczy. lecz niesamowite. czerwieni.Las się palił? . wpatrując się w Jona. a październikowe słońce dawało ciepło i cieszyło kolorami drzew. mimo jesieni. Ze zdziwieniem stwierdziła. . dostrzegła spalone brwi i rzęsy. omijając wystające głazy.spytała Gaja z nadzieją. Pozostałe kobiety udawały początkowo. dotykając woreczka na szyi i wyczuwając w swym głosie zmęczenie. ale po chwili pozdrowiły go tak. wiesz o tym.Tak ma być. to znowu energicznie płynąc na głębszych odcinkach. by ją przepłynąć . która dopiero teraz dostrzegła jego rany. aż nurt porwał jej kilka sztuk bielizny.Tylko dzień? . Wprawdzie jeszcze nie wyzdrowiał. ale czasem wychodził przed namiot. . Pragnął pozostać na zawsze w Wiosce.Gaja prała na brzegu bieliznę wraz z innymi kobietami i na jego widok . . może tym razem udałoby się jej pokonać Święty Zakaz? Jednak szaman ją powstrzymał. Jeszcze wciąż coś mi zostało do załatwienia odparł Jon. które stawały jej na drodze.odparł starzec. trwało spóźnione babie lato. więc ośmieliła się odrzec: .Tym razem nie było cię tylko dzień! . że gdyby bardzo się uparła. .spytała ze zgrozą. Tabu… . Lecz nie mów o tym nikomu. mimo że woda wyziębiła jego ciało i teraz ten chłód przenikał ją do głębi. Ze zdziwieniem usłyszała w jego głosie niepewność. Docenił ją. Jeszcze nie .

I chorował. jakby się starzał. Gdzie wędruję? Gdzie przebywam. a mam wrażenie. położył jej dłoń na ustach. Pomyślała. a czasem płacze . Wygląda teraz. Jesteś zbyt młody. . a jeden dzień rozciąga się w miesiąc. Jest jak człowiek. który wydawał się lity i niezniszczalny. patrząc uważnie na szamana.zakończył cicho Jon. .wyszeptał tak cicho. Podszedł do szamana. a był taki nadludzki . bym go spotkał? Tam. obiecując także rychły powrót.ciągnął Jon. Czasem mi się wydaje.Jego głos brzmi wciąż tak samo . gdy mnie tu nie ma? Czemu tak mało o tym wiem? Jak On to robi. gdzie szukać tego. ale 89 . A Kamień nie tylko mówi. że jesteś.myślał.Posąg…? . Głos Kamienia. miedzianozłota i ciepła. a po chwili spytał: .A to uczucie było Mu obce. Jon roześmiał się nagle. znowu zmalał . .odparł szczerze. a o innych zapomnieć? . że gdybyście tu na mnie nie czekali: ty.Z ramion Bezimiennego jest coraz bliżej do ziemi .Gdy Gaja chciała dalej pytać.A może to On nie chce. choć coraz rzadziej. . . pojawiły się skazy.Czy potrzebujesz czegoś ode mnie w dalszej Drodze? Ziela? Magicznego zaklęcia? Czarodziejskiego wywaru? A może porady? .Tym razem wystarczy. a miała ich aż siedem.Obojętnie i nieczule. które odpływając z nurtem. lecz czujnymi oczami. zaczepiły o wystające głazy. z niepokojem. ale i śpiewa. widząc.Jego prawa ręka ma już tylko trzy palce. łowiąc równocześnie sztuki bielizny. wysoka.zasępił się Jon. Wciąż mam w woreczku ziele serdecznika i nie wiem. Gaja i mój przyszły syn. że suknia i spódnica Gai stały się mokre od jego objęć i nakazał jej udać się do domu. choć wiedział. . zostałbym tam na zawsze. jak odchodziła. . że Jon domyślił się jego słów z ruchu warg. Ile udręki przynosi mi każde rozstanie z nią. że wróciłem z bardzo dalekiej. gibka mimo ciąży.Nie. Widziałem ją zatem wczoraj. by to porównać.zaprzeczył Jon. dla którego jest przeznaczone. . . Nie spotykam go lub nie rozpoznaję . czuję smutek szepnął szaman. współczucia i pogodzenia z nieuniknionym.Tak. starzec bowiem wydawał się pomniejszony przez chorobę i on także wykruszał się. każdy był co najmniej tak duży jak połowa mojej wysokości. gdzie wędruję. który przez cały czas nie ruszał się sprzed namiotu i patrzył na niego uważnie wyblakłymi jak jesienne słońce. nic o tym nie wiedząc.W Jego głosie. że woli nie wiedzieć.sprostował starzec. który wciąż jeszcze słyszę. że steruje moją pamięcią i jedne rzeczy każe mi zapamiętać. Gaja zatem umilkła. jak posąg Boga. Isak. że starzec miotany jest sprzecznymi uczuciami nadziei i bólu. Piękna. nie sięga Jego władza. długiej podróży. W kamieniu. co robił Jon w Drodze. . Patrzył.

spytał Jon. Chciał obejść świątynię z tyłu i zamiast do jej głównego wejścia.którą. któremu służyli jego dziadowie? . jak przez setki. strażnik swego Boga i Cywilizacji. którego posąg stoi u kresu Kamiennej Drogi. z woli Ezry. . Myślę też. wystawiając na ciepłe promienie swe łyse czaszki. otoczony kamiennym murem ogród. modląc się. gdzie często. którego się obawiał. czy zbyt wiele rozumiejący i wybaczający Isak? I co właściwie znaczy tajemnicze słowo heretyk. twardymi kamieniami .Musisz postępować wbrew Jego woli. Przeczucie nie myliło go: Goście z Dalekiego Kraju. Jon ruszył w stronę świątyni. . Jon rozumiał ten smutek. Kto będzie milszy sercom: niezłomny. a może tysiące lat był czczony przez wszystkie Plemiona wokół! Czczony tak bardzo.i cierpiał. że mogłoby się to im nie spodobać? Pokochał Plemię i próbuje je zrozumieć? Nie nazywa ich starych bóstw. Nie szedł jednak główną drogą . że są inni.myślał Jon niespokojnie. migocząc w 90 . nie jest bałwanem! Jest potężnym. którzy słyszą Jego wezwanie. Jon poczuł niepokój. czy też pozwolić Mu odejść w ciszy i z godnością? Mimo rosnącej tęsknoty za bliskością Gai. choć przecież znał odpowiedź: stary czarownik wiedział to. kolorowe kapelusze spoczywały obok. Bogate szaty lśniły. w którym podobno kopuły wszystkich świątyń są ze złota.powiedział ze smutkiem szaman. zmieniając grząski i niebezpieczny temat.odparł szaman. pierwszą w Wiosce wyłożono małymi. Jego nieme prośby i pragnienia. Jon bezszelestnie wspiął się na mur.wciąż pamięta. którego Ezra użył rozmowie ze starym kapłanem? Zabrzmiało wtedy jak obelga i zarazem groźba! Czy to stary Isak jest tym heretykiem? Czy goście z Dalekiego Kraju przybyli. na ławach. chociaż właśnie tak powinien czynić? Ale przecież Ten. korzystając z ostatniego jesiennego słońca. Dlaczego jednak się nie bronił? I czemu nie bronił Tego. kto ich woła. inaczej On wprzęgnie cię do swej służby i wzmocni się twoją wiarą.lecz skradał się wśród drzew. spacerowali obaj kapłani. a ty musisz Go zawieść . Po to cię wezwał. Że wobec Cywilizacji nie ma żadnych szans.Nie może.Nie. Ich okazałe. . . a jest ich tam równie dużo jak domów. który mimo odtrącenia . Ma gości z Dalekiego Kraju. Jest bardzo zajęty.Kapłan Isak był u ciebie? . by go ukarać? Ale za co? Co takiego zrobił stary kapłan. jak to robi Ezra. siedzieli właśnie tu. że składano mu ofiary z żywych istot! Czy należy Go dziś obrażać i z Niego kpić. a każdy z jego przodków powoływany był. słysząc o gościach. Starzec pochodził z wielopokoleniowego rodu czarowników. trafić na nieduży. bożąt i Bogów bałwanami. surowy Ezra. groźnym Bogiem. by słuchać Głosu Światowida i spełniać wszystkie Jego prośby. Jonie. nie był .wyczuwam Jego obecność. choć nie wiedzą. Szaman popełniał grzech wobec rodowych zasad . czego wciąż nie chciał pojąć Bezimienny.

im bogatszy był strój dostojników. A zresztą… Plemię też lubiło je oglądać i bezwiednie chyliło głowy tym niżej. ani skąd miał pewność.Gdzie chcesz wypędzać starego człowieka? Do Puszczy. że na tym nie skończy.Szaman jest starym.pomyślał bezwiednie Jon i zaraz przepędził tę myśl.Przez Isaka w Wiosce wciąż żyje stary szaman. że to boli. Jon przestał rozmyślać o naturze dostojników świeckich i duchownych. Najwyraźniej w ogóle nie zwrócił uwagi na słowa Isaka. Nie. To jest dalszy ciąg mojej podróży po nierzeczywistych światach . . bardzo wyraziście poczuł potworny swąd palącego się ciała.Co proponujesz. skąd wie. choć dawno powinno się go przepędzić lub postawić przed sądem! Albo Plemię przynależy do świątyni i zdobyliśmy je dla Jedynego Boga. że Jon z najwyższym trudem zrozumiał jego słowa. schorowanym człowiekiem . te które przywdziewał z okazji udzielania ślubów lub odprowadzania kogoś z Wioski w ostatnią drogę.…przez Isaka oni wciąż są w pół drogi! . nie dbając o wygląd? Zapewne wysłannikom największych w świecie świątyń przydawały godności właśnie te świecidła.Słyszałem.słońcu. Może to kapłan Isak popełnia błąd. tak 91 . . Mężczyźni nie powinni nosić ozdób. bracie Ezro? Już ich niewiele. Nie wierzę. a każdy ruch ręki widoczny był dzięki blaskowi cennych kamieni w złotych pierścieniach. ukryty za grubym konarem dębu . by te okrutne słowa mogły wyjść z twoich ust! Chcesz poszczuć ludzi z Wioski na ich szamana?! przerwał z goryczą Isak. siedząc na murze. albo… . odwracając się od Boga Dobroci! A stos jest wbrew Bogu! Każdy stos! I to boli… tak strasznie boli… Jon nie pamiętał. w rodzinnej Wiosce. . .pomyślał Jon.Ezro! Ezro! Miłowałem cię jak brata i wciąż miłuję.spytał Ezry starszy z dwóch gości.przerwał mu Isak tak cicho.Ezra nie może namawiać ludzi z Wioski do spalenia szamana! Przecież wówczas część Plemienia stanie po stronie szamana. aż wyznają.krzyczał młody kapłan. aby padł ofiarą wilków lub niedźwiedzi? Czy nie może dożyć swych dni tu. widocznie upierścienione ręce mężczyzn w długich sukniach należały do reguł Cywilizacji. że w cywilizowanym świecie zaczęły już płonąć stosy z heretykami. Goście uosabiali przecież Cywilizację. iż błądzą . gdyż właśnie dobiegł go podniesiony głos Ezry Ezra z okazji wizyty tak dostojnych gości też włożył najpiękniejsze szaty. że stosy są wbrew Bogu.zaczął Ezra i było widać. . Pobożni ludzie palą też czarownice i czarowników lub pławią ich w wodzie tak długo. jak kobiety . . bracie? . ubrany w szatę lśniącą od złota. A jednak nagle. to mi się śni.

mieliśmy już takie przypadki i lepiej nie powtarzajmy błędów. jak skłonić je. który czekał na Jona u kresu Kamiennej Drogi.Jeśli choć jeden człowiek z Wioski zapragnie bronić szamana przed stosem.Jak długo ludzie z Wioski będą tkwić między lękiem przed bałwanami a poddaniem się woli naszego Boga i Jego ziemskich wysłanników? . czemu Isak nie użył tego argumentu.jakby go już wcześniej znał.Jeśli z tym nie skończymy. nieludzkie wycie człowieka. o ludzi z Wioski? .krzyknął Ezra.spytał z irytacją starszy z gości nie wiadomo kogo.A jeśli nie wszyscy ludzie z Plemienia opowiedzą się przeciw szamanowi? Teraz młodszy z gości. pomiędzy nowym Bogiem a starymi. Jon nie pojmował. aby powstało zarzewie chaosu i zniszczenia. Przez chwilę wydało mu się. Dzikie pszczoły odważył się przesiedlić z lasu do Wioski kapłan Ezra. poruszył się niespokojnie i zabrał głos. Isak przyniósł tu ze sobą jedynie Miłość. Ezry? Isaka? Samego siebie? . każdy w Wiosce ma prawo myśleć. 92 . nie do mężczyzny… Isak jakby usłyszał kipiące od namiętności myśli Jona. wtedy inni mogą odwrócić się od naszej świątyni i znowu będą czcić bałwany. nie Isak. że ten nie znany mu głos należał do kobiety. mógł jeszcze ciągle wyrządzić wiele zła. W ogrodzie zapadło milczenie. jedna buntownicza myśl. gdyż szybko dorzucił: . A spośród tych ostatnich Ten. Cywilizacja… Niewątpliwie Cywilizację do Wioski przywiódł młodszy z kapłanów. jak zbudować tym inteligentnym owadom drewniane domki. ten w złocie i srebrze. nawet o tym nie wspomniał. wciąż miał ogromną moc. nawet dzieci! . Nie chciał? Może się bał? O siebie czy o szamana? A może bał się o nich. że pogaństwo nie jest niczym złym!. a nocą będą przyzywać swoje bałwany! Dopóki jest szaman.że stary czarownik stał pomiędzy Plemieniem a zemstą bóstw i bożąt. które unicestwi wszystko. by dobrowolnie oddawały część miodu. pławieniem w rzece lub wypędzeniem do Puszczy. patrząc wiernopoddańczo w oczy swemu starszemu bratu: . może to trwać nawet setki lat! Ci ludzie za dnia będą szli do świątyni. Dlaczego ten spokojny starzec zaczął nagle tak bardzo przeszkadzać sługom świątyni? Przecież każdy w Wiosce wiedział. Wasza Miłość. Wszak ważyły się losy szamana. czegośmy już dokonali w tym dzikim kraju. a w uszach zabrzmiało mu przeraźliwe. Wystarczy jeden buntownik. Co jest cenniejsze dla ludzi? Jon wytężył słuch. z mniejszą ilością pierścieni na palcach. To on nauczył Plemię. właśnie Ezra. w czasie którego Jon słyszał tylko ciche brzęczenie pszczół korzystających z ostatnich lotów przed nadejściem chłodów.

krzyknął Ezra. że niektórzy chodzą na drugi brzeg Rzeki. nie zwracając uwagi na dostojnych gości. .Chyba nie prowadzisz rozmów ze strażnikiem bałwanów ani go nie odwiedzasz.Szaman umiera…. Patrzył przed siebie i Jon wystraszył się.wtrącił z podejrzliwą i gniewną nutą w głosie starszy z gości. że jest ostatnim czarownikiem Plemienia. żeby mieć pewność. .. odwiedzam czasem szamana i właśnie stąd wiem.Oni już nie są poganami.Czy na pewno ich już nie ma? .spytał młodszy dostojnik. . A sprawa szamana sama się rozwiąże bez naszego udziału. tam gdzie Jon nie sięgał wzrokiem.A bałwany? .On z nim rozmawia! Odwiedza go! Wszak dlatego was tu wezwałem. może trzech .Bałwany. gdzie kryje się coś złego. . słysząc jego odpowiedź. że wkrótce w tej Wiosce nie będzie żadnych czarowników. iż stary szaman nie wyznaczy nikogo na swego następcę. . bracie Ezro. że został dostrzeżony na murze. nie zwracając uwagi na Ezrę. gdy zdecydowanym gestem podkreślił ostre brzmienie wypowiadanych słów. który dokończył: . 93 . . Odwiedzam go właśnie po to. Pogodził się z tym.spytał przekornie Isak. nawet jeśli.Plemię pewnie zaraz wybierze następcę .Kto? .Jeśli Wasza Miłość mówi o Istotach.ciągnął Isak. co nam zagraża! . kapłanie Isaku. .wyszeptał Isak. że słowo bałwany nie oddaje ich natury. . co Wasza Miłość ma na myśli . . że szamani nie są już potrzebni .przerwał Ezra. a Jon mimo woli zadrżał. naszym zdaniem.Mówisz. . Wasze Miłości! Bo tu dzieje się coś niepokojącego! Wszyscy w Wiosce jakby na coś wyczekiwali! Podejrzewam. .szepnął Isak i tchnienie tego szeptu przyniosły Jonowi jakby pszczoły. Spojrzenia gości tym razem zawisły na wargach starego kapłana. gdyż inaczej nie mógłby go usłyszeć. Dwóch.Rozmawia! .spytał surowo starszy dostojnik i wszystkie pierścienie zabłysły na jego palcach. więc skąd o tym wiesz? . tak. . gdyż ten konający od wielu miesięcy starzec wytłumaczy im. To sprawa miesięcy.…lecz nie zagraża to naszemu Bogu i miłości Plemienia do Niego . Ale kapłan patrzył daleko w przestrzeń. które to Plemię czciło i miłowało przez tysiące lat. Wasza Miłość… otóż myślę.Szaman wie.Plemię nie wybierze nowego. jakby oni istnieli… . Coś bardzo złego! Coś.To zależy. Istoty te nie były godne uczuć… to… to słowo bałwany. choć to boli… . nawet jeśli błądziło w tej miłości i czci.A to chyba najważniejsze. Tak.dorzucił Isak z łagodnym uśmiechem. ba.

nie ma nawet tych małych. Ludzie mieścili się w niej bez kłopotów. gdyż jest młodszy. a czas Ezrów zawsze będzie trwać. że czas Isaków się kończy. Na razie za tym rozwiązaniem się opowiadamy.Niewiele wiem o ich istnieniu. ciągnął dalej: Skoro ich nie ma. teraz ciągle karczują tu Puszczę i wytyczają nowe. Tę niezrozumiałą potyczkę wygrał stary kapłan. iż mógłbyś wybudować dziesięć wielkich świątyń. .zagadnął już swobodnie młodszy dostojnik. Zwłaszcza że drzew wokół jest tyle. choć obu nazywają braćmi. zmieniając temat. bite drogi. która przypomina kurnik. że goście z Dalekiego Kraju większą miłością braterską darzą młodego kapłana.. większą i bogatszą niż obecna. to znaczy. jakie . że rychło trafi do lepszego świata. Jon pomyślał. Po twarzy przemknął mu uśmiech i znowu z uwagą zaczął oglądać swoje pierścienie. przybywając do tego dzikiego kraju? . Brat Isak jest starcem i niedługo będzie się męczył na tym grzesznym padole. Ile to dni drogi? .choć nie bardzo wiedział.Zatem ich nie ma.To dobra myśl. Może kapłan Ezra czyni to sprawniej. zacznę budować nową świątynię w Wiosce. nie jedną. że przyjęte rozwiązanie . Ezra milczał z niepewnym wyrazem twarzy.spytał nagle młodszy z dostojników i nie czekając na odpowiedź. a w każdym z jej kątów czuło się Boga.na pewno nie zadowala młodszego z kapłanów. .Jutro skoro świt odjedziemy.odparł wymijająco stary kapłan. szybciej i skuteczniej. Nigdy żadnego z nich nie widziałem .Może sześć.dorzucił. że gdy ostatecznie zakończy się czas czarowników w tym Plemieniu. .Przyrzekam Waszym Miłościom. pragnęlibyśmy bowiem zobaczyć budowaną w pobliskim mieście największą świątynię tego kraju. Część drzewa powinieneś wysyłać do 94 . może i skromnej. patrząc w pergaminową twarz Isaka. gdyż przywiązany był do obecnej świątyni. Jon wyczuł też. . bracie Ezro. że słudzy świątyni dobrze wypełniają swoją misję. Czas sprzyja nam. niepojęty sposób przeczuwał. nie naszym wrogom. które trzymano w domach? Wszystkie zniszczyli nasi bracia. A świątynia będzie wspaniała i odpowiednia do wielkości Boga zachwycił się Ezra. .Czas… czas rozwiąże wszystkie nasze problemy w tej Wiosce i w tym kraju. bracie Ezro. czego Jon nigdy się nie spodziewał. a nie miejsce czci… Jon wzburzył się na chwilę. nie przysparzając mu bólu. Za to oszczędza gasnące życie szamana.zamruczał starszy z dostojników i w zamyśleniu zaczął oglądać swoje pierścienie. . Jon w jakiś dziwny. a może już tylko pięć. glinianych wizerunków. ale wystarczającej na potrzeby Wioski. Wasza Miłość. mamy nadzieję. czego będziemy mu tylko zazdrościć.Taak… . A zresztą Bóg był przecież wszędzie i nie można Go było zamknąć nawet w największym na świecie budynku! . świadomym czy mimowolnym .

Isaku… .…aby uratować ciebie.Nadwyżki ze swych dochodów poślesz nam.To wspaniała myśl. . . Brzmiały tak. Wasza Miłość . od nieuchronnej śmierci w wezbranej wodzie . miłych sercu Boga planów . dziewięcioletnią dziewczynkę.Obyś nigdy nie był usłyszał tego zewu. 95 . zaczął napływać do ogrodu.nie wiedzieć czemu wydała się Jonowi godna miłości i współczucia. nie on. .zaczęła Gaja i urwała. wtórując jego wewnętrznym rozterkom.Dziwny stałeś się.mała. może wtedy twój głos będzie lepiej słyszalny. byś naszego syna powierzyła Ezrze.mówiła i zakończyła z rozpaczą: .miasta.Pamiętaj. tam. ono jest wciąż takie samo. że uciekają przed chłodem. choć przecież nigdy nie byłeś przez niego wybrany i nie nauczył cię czytać . które właśnie wypowiedział. ale twoje myśli nie należą już do naszego Plemienia . już wkrótce… …i Jon zeskoczył cicho z ogrodowego muru. żylibyśmy tu spokojnie i szczęśliwie! Po co udałeś się na drugi brzeg Rzeki?! . mieszkaniec Wioski. . Wprawdzie uratowałeś życie szamana. . tym bardziej cię nie rozumiem. odchylając głowę i patrząc mu z uwagą w oczy. dając znak. . gdzie go brakuje i w ten sposób zarobiłbyś na swoją budowlę podpowiedział z zadowoleniem młodszy z gości.Im dłużej jesteś w Drodze. dziwiąc się.Nasza przyszłość to Ezra.Włóż choć jeden pierścień na swe chude palce. . Jonie.powtórzył wieczorem do Gai. uchroniłeś go od straszliwego cierpienia. . jakbyś czytywał grube księgi kapłana Ezry. patrzyli na trzaskające polana. nie Isak. Wciąż brakuje pieniędzy na wcielanie w życie śmiałych.I to wtedy…? .odparła Gaja. Mówisz takimi słowami.zakończył starszy z gości i obaj dostojnicy wstali. chuda i zgarbiona . nie Isakowi . leżąc na zwierzęcych skórach.rzekł Jon.zaczęła Gaja. . jakby wypowiedział je obserwator z innego świata. I będzie inaczej. Isak pozostał na ławie. . wraz z cieniem rzucanym przez drzewa.ucieszył się Ezra. jakbyś kochał właśnie młodszego z dwóch kapłanów i jakbyś nie wierzył. Czuję twoje ciało. . ale mogło być inaczej.Często kocha się kogoś za jego słabość . skąd znalazł w sobie słowa. pomijając milczeniem zasadnicze wątpliwości żony. że sam zdecydujesz o losie pierworodnego .Isaku. a jego postać .odparł łagodnie jej mąż. gdy już nacieszyli się sobą i przytuleni.szepnął Jon do siebie. który powoli.Mówisz mi to po raz trzeci.

lecz gdy przytulałam się do ciebie. gdy znikasz z naszej Wioski? Pierwszy raz. dbać o dom. Ona nie pachniała tak jak dziewczęta z naszej Wioski.Kobiety palonej żywcem na stosie?! Jonie! Kto mógłby popełniać tak okrutne. wychowywać je. abym mogła spłacić dług za moje życie? Jon nie odpowiedział na pytania Gai. nie istniały prawa Dobrego Boga?! 96 . lecz zapach potu. .Trzeci raz pachniałeś ogniem i dymem. Chciałbym robić wyłącznie to.Co TAM robisz. Zabiłeś kogoś? . gnoju i myślę. . . . nie pożądanie. Jest moją siostrą i jej ciało budzi we mnie litość. krów. gdy byłeś nieobecny aż trzy długie miesiące. bardzo długo czułam ten upiorny zapach i bałam się.Czy każdy może usłyszeć Jego wezwanie. co robią inni mężczyźni z Plemienia: polować. wyczułam na tobie zapach innej kobiety. nie znał odpowiedzi. Ale gdybym wówczas nie popłynął na drugi brzeg Rzeki. najpewniej nie byłabyś moją żoną. pachniałeś po powrocie krwią. ciepły i dobry.To był zapach kobiety palonej żywcem na stosie.. że mąż płaci wysoką cenę za jej życie. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem Jego wezwanie. lecz nie był to zapach palącego się drewna. Jonie? . jak ścisły związek zachodzi między nią a niepojętym wezwaniem zza Rzeki. patrzeć. . między nią a losem Jona i zrozumiała. Wolałbym nigdy nie trafić na Kamienną Drogę i nie zostać Jonem w Drodze. Chciałbym. lecz potworny i budzący grozę.Kocham ją. dokąd prowadzi twoja Droga.odparł niepewnie jej mąż. To nie był zapach ziemi i lasu.powiedział bezwiednie Jon. Ona zaś ciągnęła: .Tak. jak żona rodzi dzieci. ten musi iść Gaju.Chyba nie . Czy ona jest ważniejsza dla ciebie niż ja.Czy każdy mieszkaniec Wioski byłby zdolny złamać Tabu i popłynąć aż tam? Może najpierw był Jego wybór.Gdy powróciłeś drugi raz. nieludzkie czyny?! Czyżby tam.Chyba nie .Stosy… . tam skąd słychać Jego wezwanie. jest brzydszy od naszego. niewiele różniący się od poprzedniego. ale inaczej niż ciebie. jeśli znajdzie się na drugim brzegu? . Szaman mówi. że świat. uprawiać ziemię.spytała nagle. Nie mówiłam ci. .po raz drugi odparł Jon niepewnie. w którym żyje ta kobieta. I Gaja dopiero teraz pojęła. że kto je usłyszy choćby raz. chodzić co tydzień do świątyni po błogosławieństwo na następny tydzień. . . a potem musieliśmy zostać mężem i żoną.

Może tacy jak Ezra . Chcę.powiedział i zmusił żonę do pozostania na bezpiecznym brzegu Rzeki. . z wysiłkiem przypominając sobie wydarzenia ostatniej Drogi: . pierwszymi płatkami śniegu.Puszcze też przestaną istnieć. . To tak jakbyś w Puszczy wyrąbał tak dużo drzew. 97 .…ale niektórzy jego słudzy tak. ludzie przemienia je w zwykłe. . aż przestałaby być Puszczą. co mu zapewni bezpieczeństwo. ale on kategorycznie się temu sprzeciwił. Po tej rozmowie Gaja długo nie umiała się cieszyć małymi. Gaju.Czemu więc każesz mi wieść naszego syna do niego i jemu oddać go w opiekę? . które pod światło wyglądały jak misterne klejnoty.rzekł Jon. . stałaby się zwykłym. nędzne lasy zakończył ze spokojem Jon.wyszeptał Jon.domyśliła się Gaja. Inni już nie będą potrzebni .Za to ty.Niemożliwe! Z jego odejściem zabraknie… nie wiem.szepnęła ze zgrozą jego żona. .Jon pokręcił głową i znów odparł niepewnie. Jeszcze wciąż może cię wezwać .powiedziała Gaja.Bezimienny jeszcze woła. odebrała jej zdolność do rozjaśniającego dzień uśmiechu. zwykłymi rzeczami: wschodem i zachodem słońca. w światy. . patrząc przed siebie.Bo nasz syn nie ma lepszego wyboru: albo wybierze drogę walki z Ezrą. albo odda się w jego opiekę. jak to nazwać… zabraknie nam czegoś do całości. przygotowaniami przyrody do nadejścia zimy. Gaju. która może skończyć się stosem. .To nasz ostatni szaman. po śmierci starego szamana powinieneś zostać jego następcą powiedziała w zamyśleniu jego żona. .To niemożliwe… . do których jego Droga jeszcze go nie zawiodła lub nigdy nie zawiedzie. Tym razem Gaja zapragnęła osobiście odprowadzić Jona na drugi brzeg.Stosy będą płonąć w imię Dobrego Boga.Tacy jak Ezra? .Bóg by tego nie chciał. . nędznym lasem . żeby mój syn był bezpieczny .przyznał Jon. cudem narodzin małego źrebaka w zagrodzie. . Wiedza o Drodze. . Jonie. jaką przemierza świat.

Bóg.wszystkie wydawały się teraz powoli kruszeć. nie dłużyła mu się ani nie niepokoiła go jak za pierwszym razem.ucieleśnienie nieszczęśliwego zła. Wezwałeś nie tę osobę. W jaki świat tym razem go powiodą? Światowid… Jon wiedział. uchylił następną z czterech par swych powiek. . na których łatwo można było oprzeć stopę. . nie tracąc jednak mocy. Ciało posągu było nieskazitelnie gładkie. coraz bardziej suche. to ci go nie dam.Nie mam leku na twoją chorobę . Bez zdziwienia zauważył. że jedna z nich uchyli wkrótce ciężkie.wierzył. podobnie jak stary szaman. bez wątpliwości.i na jednej z czterech twarzy posągu. poczucia winy. porastała je jesienną.musnęło skrzydło płaszcza Królowej Śniegu. którego .z jego udziałem . bardzo wolno.Chyba że…? Objął głowę rzeźby i spojrzał w ślad za wzrokiem starego Boga. pogodzenia się z nieuchronnością tego. ustępując powoli miejsca zieleni tak świeżej jak wiosna… ZIELONE… ZIELONOŚĆ… ZIELEŃ… 98 . Wciąż tam czekało. Chłopiec . Jon może naiwnie? . choć wciąż potężny. szeleszczące.Kamienna Droga. niemal wyszlifowanych głazów staje się matowymi. kamienne powieki. Ciemna głębia jego oczu wciąż wydawała się nieodgadniona. A może Jon po prostu się z Nim oswoił? Stary Bóg nie wydawał się już tak monstrualny. Odruchowo dotknął skórzanego woreczka i wyczuł szelest ziela serdecznika niepospolitego. ale przecież On nigdy nie płacze . gnijąca zieloność Puszczy rozmyła się. Teraz z wolna ogarniał je chłód. ciemna. samoistnym życiem. Ale jesienne deszcze spływały teraz po chropowatej. pełnymi odprysków i wgłębień. z wyraźną niechęcią. mimo że kamień ciągle pulsował swym dziwnym. Wspinaczka na ramiona Boga była coraz łatwiejsza. Chłopiec. a Puszcza wdzierała się pomiędzy gładkie niegdyś spoiny. których wcześniej nie było. przystając na wyszczerbionej dłoni i przykładając głowę do brzucha starego Boga. Posąg. Jego uczucia były mieszaniną smutku. podeprzeć się dłonią. który szedł od potężnych stóp i sięgał coraz wyżej i wyżej. że coraz więcej gładkich wcześniej.Ale gdybym nawet miał. Nie dopuszczał myśli. którą wędrował już tyle razy. że w jednym ze światów wciąż czeka na niego Chłopiec z soplem lodu zamiast serca. jak trudna i groźna wydała mu się pierwsza wspinaczka. Wszystkie cztery pary oczu Bezimiennego były zamknięte. że zło jest wynikiem nieszczęścia. lśniące . nierównej powierzchni .i ciepłe. pełne satysfakcji. przedzimowa. Powietrze zaczęło drgać. Karlał. co musi nadejść. w małym zagłębieniu gromadziła się woda. Jon znajdował w bryle posągu coraz więcej szczerb. Tak mi przykro… Z ramion Światowida rozciągał się widok na cztery Kamienne Drogi . Jon. nie wyglądał groźnie. Wygląda jak łzy. Przypomniał sobie. tuż pod oczami. ale Jon wiedział. nie odczuwał z tego powodu żadnej satysfakcji. wszędobylską leśną trawą. .szepnął Jon. że może być racją bytu.pomyślał Jon.

że wielkość Królów nie powinna zasadzać się na bogactwie. Jon nie uważał siebie za kogoś ważnego. rady. Ponieważ to zło miało ugodzić w Człowieka. lecz na ośle. Istoty ludzkiej czyniącej zło z obojętnością. wciąż ważnego. długa blizna na piersi. Był to kraj. zwłaszcza że nawiedził go w noc poprzedzającą triumfalny wjazd do Stolicy Człowieka na Osiołku. Jon nie miał w dłoni pierzastej gałązki i było mu żal. chudego Chłopca w rozchełstanej koszuli. że nie może przyłączyć się do wspólnej radości. że skoro świt wszyscy ruszą za Człowiekiem na Osiołku. Jon chciał wziąć udział w tym podniosłym. że choć jest on wyrostkiem. że jego obowiązkiem jest odnaleźć Chłopca w prawdziwym świecie oraz przeciwdziałać spiskowi. bezkrwawym podboju Stolicy. Jon z góry cieszył się na myśl o zdumieniu i złości. weseląc się i śpiewając. tym mądrzejsze stawały się ich słowa. jakie ogarną dostojników. ba. ciągnąca się od nasady szyi ku brzuchowi. że oto przybył Król. Jeszcze wczoraj sposobił się do wzięcia udziału w triumfalnym marszu do Stolicy. a im więcej ich było.tak jak złoto. jego twarz jest twarzą zbrodniarza. gdy ujrzą. zgodził się wreszcie dowieść. W tym śnie zobaczył nieznanego. srebro i brylanty nie dodadzą wartości fałszywemu monarsze. który on knuje. Jednak najpierw musiał wypełnić swoją misję. ale jego sen był na pewno snem niezwykłym.*** …jakże zielone. lecz jego ręce były puste. iż Król jest nędznie ubrany. To prorocy radzili. bez skrupułów. wejdą z Nim do tego dumnego. chciał wraz z tłumem wyznawców i uczniów Człowieka wymachiwać radośnie smukłą.zdziwił się Jon w swoim śnie. ostrzeżenia. Nikt w jego pustynnym. na piasku. Wiedział. ma bose stopy i wjeżdża nie w lektyce. może szesnastoletnim. ową świeżą wiosenną zielenią. Ale gdy przeniósł spojrzenie z blizny na twarz nieznajomego. były wysmukłe. Nawet najnędzniejsza szata nie ujmie królewskości prawdziwemu Królowi . raptem piętnasto-. gorącym kraju nie lekceważył proroczych snów. zieloną palmą. wysokie palmy. spod której wyzierała dziwna. najważniejszego (mimo że podbitego!) miasta i ogłoszą jego mieszkańcom. Jakim cudem ominął serce? I jakim cudem ten Chłopiec jeszcze żyje? . w którym prorocy rodzili się na kamieniu. Sen proroczy. po długich staraniach Uczniów. świeżą. Chłodnego mordercy. z przestrachem dostrzegł. by z powagą traktować prorocze sny. które zdarzyć się mogą każdej. które niósł tłum. a takich snów nie wolno lekceważyć. gdzie znajdowała się Świątynia Świątyń. ba. najzwyklejszej nawet ludzkiej istocie. zwycięskim. Człowiek bowiem. radośnie. 99 . której serce stanowiła Świątynia Świątyń. jakby chciał sięgnąć serca. lecz na ich sprawiedliwości. gdyż właśnie tej nocy miał sen. Ktoś go rozpłatał na dwoje. I Jon zrozumiał we śnie.

kojarząc fakty. czy jego zawiązana starannie koszula rzeczywiście kryje bliznę. ni to po męsku. przynależy jedynie do Krainy Snu? …nagle go dostrzegł. Orszak szedł już długo.pomyślał bezwiednie Jon i w rewanżu schwycił rękę idącego w bolesny.Obchodź się ostrożniej z kobietami . tylko zwykły? Może nie warto przejmować się nim i tracić czas na ściganie iluzji. tańce i śpiewy wyczerpały pielgrzymów. tak długą. niewiele… Chłopiec. by na wszelki wypadek mieć wolne ręce. Chuda. albo sarkali na bezczelność młodzika. tam gdzie znajdowało się czoło radosnego pochodu. O cóż innego może mu chodzić? Trzeba tylko sprawdzić. które dzierżyły palmę. 100 . Teraz rozglądał się pilnie wokół. a wokół szli jego Uczniowie. pozornie natchniona. widzi poprzez nią innych pielgrzymów. …ostrzyżoną na jeża krzywo. kobiety też na ogół dbały o strój. iż ktoś chce znaleźć się bliżej Króla. że w brzuch wbija mu się czyjś chudy. tak długo. trzeba wiedzieć. Pielgrzymi albo nie zwracali na niego uwagi. powoli.powiedział jego właściciel. ni to kobieco. które towarzyszyły Królowi w marszu do Stolicy.…zatem skoro świt przyłączył się do radosnych tłumów. że ma przed sobą Dziewczynę. a naprawdę pełna tłumionego szyderstwa twarz skryta w ciżbie i wąskie dłonie. jakby ktoś chciał mu wyjąć serce. że entuzjazm. jakby była duchem. hosanna. gdzie jechał na osiołku Człowiek. .powiedział jeżowłosy i dopiero wtedy Jon zrozumiał. a ta Dziewczyna nosiła się niedbale. który nie umie uszanować świętości… …nagle Jon poczuł. po co! . Co dziwniejsze. przyjmując za naturalne. wymachując swoją palmą. lecz nie niósł palmy. że ta palma nie wyraża radości. czy to na pewno Chłopiec ze snu. mocny uścisk. dwunastu. lecz kiwa się w rytm śpiewu i tańców tłumu jakby z pogróżką. już niewiele jej. tak jakby przemawiała do pielgrzymów: Już niedługo tej radości. że wciąż mieli siły. hosanna. zamiast śpiewem i okrzykami “hosanna” oddawać hołd Człowiekowi na Osiołku? Może tego Chłopca wcale tu nie ma. cierpliwie przepychał się do przodu. hosanna. A może jednak sen nie był proroczy. Chwilami Jonowi wydawało się. Jonowi wydało się. Chłopiec z mojego snu chce zabić Człowieka na Osiołku! . Jon zaczął przepychać się przez tłum w ślad za Chłopcem. by się cieszyć.Żeby się pchać. aż dziw.przeraził się Jon. ale Jon nigdzie nie dostrzegł Chłopca ze snu. kanciasty łokieć. sprawiała wrażenie. jako że kobietom nie uchodziło nosić krótkich włosów. a dziwnie znajomy głos mówi: . jakby w ogóle nie miała płci. jakby tępym nożem lub sierpem . że gdy na nią patrzy. idący tuż przed nim i odwrócił ostrzyżoną króciutko głowę. otaczając Go kręgiem uwielbienia i wiary. Wyglądała dziwnie (dziwnie czy też dziwnie znajomo…?).

bym nie działał pochopnie. szedł. lecz zaraz pojął. po prostu rozpłynęła się w powietrzu jak pojedynczy płatek śniegu. blisko Człowieka na Ośle i dwunastu najwierniejszych jego wyznawców.ciągnął Jon podejrzliwie. przez nikogo już nie wstrzymywany. przyjacielu. ale wiedział.…nie mam palmy? Ty też jej nie masz . ale uśmiech zaraz zniknął z jej twarzy.Skąd ja cię znam? . Ale nie tu i nie teraz.Nie znasz mnie jeszcze. w innym świecie. 101 . Mój sen był proroczy. Ja zresztą też. To. . że jest gdzieś tam.Co tu robisz? Nie masz palmy… . Każde uratowane życie jest święte. Gdy zatem Dziewczyna rozpłynęła się jak płatek śniegu w ciepłym powietrzu. już od wielu miesięcy za sprawą Człowieka na Ośle cuda zdarzały się równie często jak narodziny. więc jak mogę nieść palmę? Za to jesteś ty i to jak najbardziej realny. nim coś zrobisz.uśmiechnęła się Dziewczyna.powtórzyła Dziewczyna. Myśl długo i powoli. co uczynisz pochopnie. .pomyślał. prawie depcząc mu po piętach. Za dwa tysiące lat. ale nie podpowiedział mi. dopiero poznasz. po co? . na którego czele jedzie Człowiek (boso. którego ta gorąca kraina nie znała. wyrywając rękę z jego uścisku. . gdyż tym razem tkwisz w prawdziwej pułapce. na zwykłym ośle). co mam czynić . nie zwracając uwagi na niedorzeczne słowa. a razem z tobą znajdujemy się w niej wszyscy… …i Dziewczyna zniknęła. że w tym pochodzie. Będziesz bardzo zdziwiony. że Chłopiec z mego snu planuje morderstwo. jakby w obawie. którymi chciała zapewne odwrócić jego uwagę od czegoś istotniejszego. Jonie. gdyż jest to dzień cudów. Chłopiec znajdował się w pobliżu jednego z Uczniów.Musiało to być jednak złudzenie. w którym rozgrzane. Jon najpierw się zdziwił. suche powietrze płata oczom niejednego figla. Po chwili Jon dostrzegł Chłopca. miraż. Ba. że tłum go odepchnie. Tak jak przypuszczał. nie zważając na jej pytanie. Co pochopnego może być w chęci przeszkodzenia mu? Każdemu mordowi trzeba się przeciwstawiać. czy na pewno wiesz. . Dziewczyna jest ostrzeżeniem.No? Gdzie się pchasz? I pytałam. Wiem. może być kierowane cudzym życzeniem. Będzie to świat inny. A co dopiero życie Króla… Jon. w ślad za Chłopcem. I może mieć daleko idące konsekwencje we wszystkich światach.spytał niepewnie Jon.Tu mnie jeszcze nie ma. niż marzyliśmy i za co warto było oddać życie… . Stracił go wprawdzie z oczu. dlatego po trzykroć się zastanów. wszystko może się zdarzyć. o jaki łatwo w tym gorącym kraju. przepychał się teraz do czoła pochodu. .

aby mieli w sobie wszystkie cechy ludzkie: słabość.pomyślał ze zrozumieniem. Najpewniej jest wynajętym.zaniepokoił się Jon.a nie w przybrudzonej przepasce z lnu na biodrach. odzianego dostatniej niż reszta wybranych mężów.Czyżby byli w zmowie? . A może Nauczyciel dobierał ich tak. a za nim. rozśpiewany. Człowiek z kilkoma Uczniami i wyznawcami skierował się na odpoczynek ku ogrodom. mimo sarkania pielgrzymów. że Chłopiec nadal tropił jednego z Uczniów. Człowiek na Ośle wydawał im się niepoważny. jako trzynasty postępował Chłopiec ze snu Jona. zdolnym do wszystkiego -jak ów Chłopiec. stworzony jest wyłącznie do czynienia zła. marmurowej Romie taki motłoch byłby przegnany za mury miasta… Przez otwartą bramę pierwszy wjechał Człowiek na Ośle. szurając sandałami. postawnym młodzieńcem i dba o siebie . w jakich obfitowały wschodnie królestwa. ale zaraz wrócił niespokojnymi myślami do śledzenia Chłopca. kto za nim idzie. Jon miał przeczucie. lecz zaraz pojął. że Chłopiec właśnie jego 102 . chwiejność. Jest Królem . Ale ich pełne pogardy. uznawali innych proroków: w złotogłowiu . jego dwunastu Uczniów . z włosami trefionymi przez fryzjerów. coraz bliżej czoła pochodu. Żołnierzom Imperium roztańczony i rozśpiewany tłum wydawał się śmieszny. lecz nakazano im wpuścić pielgrzymów.pomyślał Jon z dumą. w wymyślnych sandałach. śpiewając i tańcząc na cześć Człowieka. wymachujący zielonymi gałązkami tłum jak na dzicz. stanęły otworem. nie widział następującego mu na pięty Chłopca. Żołnierze Imperium lubili inne rozrywki. wątpliwości. o urodzie przykuwającej uwagę. Jest pięknym. a paru pozostałych Uczniów wraz z grupami pielgrzymów rozproszyło się po Świętym Mieście. choć złota bransoleta na przegubie mężczyzny kojarzyła mu się raczej z próżnością niż dbaniem o schludny wygląd. jego ekstaza graniczyła z wariactwem. starając się nie stracić z oczu Chłopca.fanatykami. trzymając się blisko Jego osiołka i w ogóle nie zwracał uwagi na to. Jon znalazł potwierdzenie swych przypuszczeń: wysoki Uczeń szedł tuż za Nauczycielem. zazdrość. Przeciskając się. nazywany przez tłum Królem. jeden po drugim weszło dwunastu najwierniejszych Uczniów. Czy to przypadek. Pochód wlał się na ulice miasta. przepychając się chaotycznie i gwałtownie. myślał Jon. Jon z niepokojem spostrzegł. że bluźni. że Chłopiec z jego snu. skłonność do zdrady? Gdyż tylko człowiek pełen skaz może zrozumieć innych ludzi. Żołnierze Imperium skrzyżowali włócznie i patrzyli na wesoły. Żaden z dwunastu wybranych przez Człowieka nie mógł być w zmowie z kimś tak podejrzanym. harde oczy mówiły: W naszej pięknej. a potem parły nieprzebrane tłumy. w której znajdowała się Świątynia Świątyń. wysokiego. odnaleziony w Świętej Ziemi. Żołnierze Imperium patrzyli na wszystkich z niechęcią i pogardą. płatnym zabójcą. …lecz oto wkraczali w bramy miasta. więc bramy Stolicy.

by przyjrzeć się Królowi i jego wyznawcom. Zerkając w stronę zdobnych kolumn. co nie było niczym dziwnym. krył się Chłopiec. Uczeń. Chłopiec podążający za nim przysiadł teraz w cieniu kolumnady. Całe Święte Miasto. inni sekretnie lub jawnie dołączali do pielgrzymów. tłumy mieszkańców wyległy na ulice. że Jego Królestwo jest nie z tej ziemi . jakby nie chciał być zauważony przez Ucznia i wreszcie krył się Jon. niż podejrzliwie. lecz zwykłym rzezimieszkiem? W Stolicy. zmuszać mieszkańców do niewolniczej pracy.skręca w jedną z licznych uliczek Stolicy. zmierzając do sobie tylko znanego celu. a Chłopiec nie jest bojownikiem idei. Miasto było tak zatłoczone. nie podważając autorytetu obecnej władzy . Odszukał boczną.najeźdźcy z Romy okazywali ostentacyjną obojętność. Jon ze zdumieniem odkrył. Dla niektórych było wszak jasne. musieli zająć stanowisko teraz. śledzący jednego z Uczniów i podążającego za nim Chłopca. Ważnego choć nie aż tak jak budynki. Póki pielgrzymi wychwalali swego Króla.i do uszu wysłanników Imperium musiała dojść ta bezpieczna deklaracja.wybrał spośród najbliższych wyznawców Człowieka. która już z daleka wyglądała na siedzibę ważnego urzędu. Ten Król nie wydawał się mu zagrażać. gdyż nie można było pobierać z nich daniny. że z łatwością można było tropić podejrzanych. a każdy z sobie tylko wiadomych powodów krył się. Żołnierze i przedstawiciele Imperium śledzili widowisko z dystansu. lecz czujnie. wyszedł na szeroki plac i zbliżył się do budowli. było dziś podzielone na zwolenników i wrogów Człowieka. wrzało od emocji. że na tym incydent nie może się skończyć. nie spuszczał ich z oczu i dostrzegł. że teraz skradają się i kryją za przechodniami wszyscy trzej. z 103 . Czego…? Jon. Pielgrzymi rozchodzili się teraz po Stolicy. inni pragnęli pomodlić się w Świątyni Świątyń. Nieziemskie królestwa ich nie interesowały. Uczeń z jednej uliczki skręcił w drugą. które zajmowali stronnicy Imperium. Niektórzy uśmiechali się kpiąco i szydzili z Człowieka. którzy tu osiedli. którzy do tej pory byli wobec Niego obojętni. zajmując pozycje pod murami domów i urzędów lub wyglądając przez okna. wszyscy jego mieszkańcy. śpiewali i tańczyli na Jego cześć. gdyż niektórzy widzieli ją po raz pierwszy w życiu. Sam Namiestnik wyglądał z okien swego pałacu raczej z ciekawością. który chciał ujść uwagi obu. Zresztą Człowiek wciąż podkreślał. Jon zaś skrył się za pniem najbliższej palmy. że urodziwy Uczeń oddala się od grupy pielgrzymów i rozglądając się wokół niespokojnie . że to dopiero początek. Nawet ci. co trochę niepokoiło. Uczeń rozejrzał się ostrożnie i obszedł budynek wokół. Święte Miasto pełne było ludzi. a teraz podążał za nim krok w krok? Może właśnie tego Ucznia chciał zabić…? Może skusiła go złota bransoleta. gdy Człowiek ten zgodził się wjechać do Stolicy na ośle. mało uczęszczaną bramę . gdzie znajdowała się Świątynia Świątyń. w trzecią.i zniknął w środku. jeszcze inni chcieli odwiedzić znajomych czy krewnych. czerpać złota do skarbców.

jeśli liczyć wedle ciebie.No cóż. a nie Królowa Śniegu. Widział mnie cały czas! Wie o mnie! Teraz spyta. by popełnić kolejny błąd. gdybyśmy chcieli być dokładni. gdy można uratować Człowieka! Ale żeby cokolwiek zrobić. licząc wedle miar czasu. to ja. a ja. . a na samym końcu. komu mógłby 104 . które dopiero nastąpią! . Jesteś winny. niepokojąca blizna. jego długie. więc jeszcze za nie nie odpowiadasz. Chcesz. Szukał kogoś silnego i ufnego. który masz wobec niej na sumieniu. (Znam ten uśmiech… ale skąd? chyba z mojego snu? . gdy rozpłatałeś moje ciało. .spytał Jon niepewnie. Tymczasem ty tylko raz spisałeś się dobrze: na samym początku.Oczywiście nie wiesz. Chłopiec podszedł i rozsuwając koszulę na piersi. rozejrzał.Nie pamięta się zdarzeń.Nie rozumiesz? Mogłem to przewidzieć. poza snem. Ten sen stanowczo zaprowadził go w gąszcz wydarzeń zbyt niepojętych i niepokojących i Jon zastanawiał się teraz. który by to usprawiedliwiał . by wyjąć serce. chciał czegoś innego.Nic nie rozumiem . powiedział: .Jaka Dziewczyna? . obojętne spojrzenie zdawało się przewiercać palmę na wylot. że tu będziesz i wiem. że jest tu Dziewczyna… . mimo że wolałbyś nie być za to odpowiedzialny.zaśmiał się Chłopiec. a Chłopiec znowu się zaśmiał (śmiał się stanowczo zbyt często i nie wtedy. czy to ja? Tak.myślał). już drugi. licząc ten. nie mam żadnego powodu. Mowa Chłopca wydawała mu się równie niepojęta i niepokojąca jak on sam. . . Ten poruszył się. Jon zaś niczego nie rozumiał ze słów Chłopca.powiedział spłoszony Jon. prawda? . Ten Który cię wysłał poprzez szklane klatki światów. czemu go śledzę.odparł Chłopiec zagadkowo i dodał: . Naprawdę dopiero ją spotkasz. Bo to jednak ty zrobiłeś. trzeba rozumieć. Ale czas nie ma tu najmniejszego znaczenia. Nigdy nie byłeś zbyt pojętny.wymamrotał oszołomiony Jon. ale jej nie ma.Dziewczyna.Chcesz sprawdzić. to zrobisz mi to cięcie za dwa tysiące lat. która wyglądała tak. jakby ktoś go rozpłatał. nie ma prawa się wahać! Wahanie nie wchodzi w grę. gdy śmiać się powinien). . Nie. która także tu jest.…Dziewczyna? . właśnie ty. .myślał w popłochu Jon. Ale też On nie wybrał cię dla twej inteligencji. czy w ogóle warto było się w to mieszać. bo ciąży ci to poprzez czas i przestrzeń .niepokojem patrzył na kpiący grymas widoczny na twarzy Chłopca. dotknij… Od nasady szyi do brzucha ciągnęła się podłużna. Było to wtedy. po czym nagle wstał i zaczął zmierzać prosto do Jona.Ja? Ja to zrobiłem? .Wiedziałem. że to właśnie twoja zasługa.

Bo wolni najbardziej kochają siebie. Szukał sługi. że nie musi gonić Chłopca. . Wiedział. co oznacza blizna na piersi Chłopca: ktoś zaczarował mu serce w sopel lodu.Kto? . Wystarczy pilnować jego.W każdym razie wiedz. Jon powoli zaczynał rozumieć.ocalić kogoś od śmierci. Tylko tobie czasem się wydaje. I na pewno nie ma zamiaru .śmiał się Chłopiec. Oparł się o zjeżony pień palmy i otarł pot z czoła. że nie chcesz być niczyim sługą. czyli siebie.Nie wiem. Kogo chcesz zabić? Chłopiec znowu zaczął się śmiać. kogo chcesz ocalić od śmierci? .Białe to dla ciebie białe. Więc czemu nie chcesz mnie używać? A jeśli już ktoś ci funduje taką podróż.zawierzyć i kto zawierzyłby Jemu. że wybrałeś. nie rozumiesz… . Prosił mnie o to Ten. Po chwili wszedł między kolumnadę i zniknął. a czarne to czarne i nic pomiędzy nimi! Nie. w ułamku sekundy. Przybyłem. Ja jestem tylko narzędziem. Wiem tylko. że śniło mi się. że jest litościwy.jak twierdzi . co zrobiłeś właściwie. Przeciwnie. do której wszedł przystojny Uczeń. . Jon jeszcze raz uważnie przyjrzał się jego piersi . .Ja Go nie znam. Każdy już dawno by się domyślił. . to.spytał Jon. ani tym bardziej dwóch panów. gdyż został stworzony do zabijania. Jon przysiadł pod palmą. 105 .Naiwny głupcze… Pasujecie do siebie z tą wieśniaczką. każdy… . kim jesteś i czego tu szukasz. myślę. a Chłopiec sam się znajdzie. rozumiesz? Nie. . Ale powiedz.i nagle. Jonie. do diabła. iż knujesz coś złego.i Chłopiec znowu rozwarł szeroko swoją koszulę. .zaśmiał się Chłopiec. stworzonym zresztą twoją ręką. gdy odpoczywasz w Drodze. cofając się. przed oczami pojawiła mu się jaskrawa biel. kto cię tu przysłał i nie chcę wiedzieć. Świadczy to. wąska blizna pulsowała w rytm przyśpieszonego oddechu. by ocalić kogoś od śmierci. Gdy patrzę na ciebie. że jesteś płatnym zabójcą.spytał zdumiony Jon. wspominając niepokojące imię Królowej Śniegu. potem wszystko zamigotało boleśnie i znowu widział przed sobą tylko chudego. . Ani jednego.Nie wiem. Każdy. już się nie kryjąc i wpatrywał się w boczne drzwi okazałej budowli. Jeden z dwunastu Uczniów Człowieka powinien go do niego doprowadzić.Ależ jesteś naiwny…! . W dawnych legendach opowiadano czasem o takich złych czarach. Nie przewidział. a długa. Naprawdę wybrałeś wolność. oddaj Mu przysługę! . że jedyne. Nie tym razem. by zabić. to ta blizna… . który cię tu wysłał. że kochasz.powtarzał Chłopiec. To ty masz do niego dostęp. śniadego Chłopca. nie jestem tu po to.

. Za co…? Jon mimo woli przyśpieszył kroku. rozpacz agonii. We śnie Jon poczuł. I nie mógł ich mieć. Śnił mu się chłodny. upiornie głęboki cień. przysłaniając nim twarz. tak bliski jak nikt nigdy w całym Wszechświecie… tak bardzo bliski… Te słowa były wszak proste. …brzęk srebrnych monet?! Jon aż drgnął z wrażenia. ale od razu pojął. żeby… …obudził się dokładnie w chwili. kiedy Uczeń. jakiego nigdy nie widział. Odwrócił się i ujrzał ostrzyżoną na jeża głowę. Jon skradał się za nim tak cicho. by ktoś ją zrozumiał. kto dziś jest najważniejszy w Świętym Mieście! Wiesz. gdyż w tej gorącej krainie więcej było pustyni niż lasów. oczywiste i znaczyły tak wiele! Były połową PRAWDY i wystarczyło. gdy nagle ktoś szarpnął go z tyłu za koszulę. było już ciemno. zdający się nie mieć początku ni końca. . Nikt nie powinien mieć takiej szansy. stara się o to od wieków. Dziewczyna. Brzęczą mu na piersi. będąc Uczniem Człowieka . skoro ktoś mu płaci. ale jeszcze nigdy to się nie udało. Chwilami znów wydawała mu się nierealna. I to COŚ powiedziało w pewnej chwili: GRBGDWGHBWZ… Jon nie rozumiał tych słów. prawa do wygód i dostatku! Skąd zatem wzięły się srebrne monety w ręku postawnego Ucznia? Musiał je otrzymać w tym budynku.Skoro je ma. ani w ogóle niczego cennego! Niektórzy z nich nie mieli nawet domu. przetarł oczy. Ale Dziewczyna była. jakby nie chciał. Las przecinała dziwna Kamienna Droga. Musi zawieść . . co rzucało gigantycznie długi. by ktokolwiek go rozpoznał. bo zrobisz coś. należało wyzbyć się ziemskich bogactw! Wszelkich pokus ziemskich. że bliski jest zrozumienia tych słów.usłyszał czyjś szept. ciemnozielony las.wyjąkał zdenerwowany Jon. na której końcu znajdowało się COŚ. …gdy wreszcie wyszedł.Uczeń ma pieniądze. gdyż cały dobytek ofiarowali biedakom! Wszyscy w tej krainie wiedzieli. aby nie zawiódł. gdyż nużące wyczekiwanie i wysoka temperatura powietrza uśpiły go. to za coś płacił. gęsty. że aby zostać Uczniem Człowieka. że zdołał usłyszeć brzęk srebrnych monet w woreczku. opuszczał okazały. Nie miał ich wcześniej. Jon westchnął z ulgą. słyszalnie-niesłyszalnym kamiennym Głosie drzemał przejmujący smutek. urzędowy gmach. poza własnym żalem. że obudził się właśnie w tym momencie. otulony cienkim. od prapraprawieków. kto jest najbardziej niewygodny dla 106 .Jon siedział na ciepłej ziemi. Dlatego w dudniącym. bardzo się stara. której nie towarzyszył niczyj żal. choć je ukrył. Smutek samotności. że Istota. no to… nie rozumiesz?! Musieli mu zapłacić za uczynienie komuś krzywdy! A ja miałem proroczy sen! Przecież wiesz. Uczniowie nie posiadali złota ni srebra ani drogich kamieni. Dużo pieniędzy. oparty o pień palmy i nie spuszczał oczu z budowli lecz Uczeń wciąż nie wychodził. która je wypowiada. co odmieni oblicze światów. A skoro ktoś mu je dał. by pozbyć się tego niepokojącego mirażu. od prawieków. które sługa Człowieka zawiesił sobie na piersi.Uważaj. długim płaszczem.

szeptała Dziewczyna.Idziemy. Postawny. by zmieniać bieg wydarzeń. Mimo późnej pory na ulicach wciąż było gwarno. która nieoficjalnie należała do przedstawicieli Imperium. gdy zwolennicy nazywali Człowieka Królem? I czego szukał tu. pamięć ludzka ma jednak wielką moc.szeptał mu Chłopiec do ucha. Jesteś na to za słaby. Chce zabić Człowieka. zbyt miłosierny .Spłonąć? . próbując jasno wyrazić swe niespokojne myśli. Nie zrobi tego sam. ten mężczyzna planuje morderstwo.Jeśli winieneś kogoś unikać. pomyślał przerażony Jon.spytał Jon. co Uczeń knuje. abyśmy wypełnili naszą misję. . skrada się za nami… Myśli. Nie jesteś tu po to. Wiesz. wciąż nie mogąc uwierzyć. otulony płaszczem Uczeń obejrzał się zaniepokojony. a ich dekoracje nosiły piętno obcości. by ich nie dojrzał.mówił gorączkowo Jon. jakby czując. ale cudzymi rękami . że jego domysły tak szybko znalazły potwierdzenie. ale ja widzę nawet to. Ulice stawały się szersze.wyjąkał oszołomiony Jon. Czego jednak szukał w tamtym budynku władzy. Możesz mnie ujrzeć. ale Dziewczyna już zniknęła. więc mężczyzna spokojnie spieszył dalej. rozglądając się uważnie wokół. Spójrz.władzy Imperatora . Budynki były bardziej okazałe. czego jeszcze nie ma.Zbliża się dogodny moment. Tak. dotknąć. w części Stolicy. widocznie uciszył ów zdradliwy dźwięk. wiem… . Widocznie nie krył się przed nim. że nie ma tu dla nich miejsca. usłyszeć. że go nie widzę. Uczeń podążał do części miasta. Jon odwrócił się i zobaczył Chłopca. . . Jonie . gdzie rezydowali przedstawiciele Imperium? 107 .szepnął Chłopiec.Obojętnie. puste. a miałam przecież spłonąć ze szczętem… . to nie twoja sprawa.Jonie. . lecz Jon z Chłopcem wtopili się już w ciemne ściany budynków. chwytając go za rękę i przyśpieszając kroku. . wstrząśnięty. . Uczeń wciąż zakrywał twarz rąbkiem płaszcza i rozglądał się. Srebro już nie brzęczało mu na piersi. Pielgrzymi tu nie docierali. lecz przed Dziewczyną. on ma coś na sumieniu.Wiem. . mimo woli przyśpieszając i nie odrywając wzroku od wysokiego Ucznia przemykającego chyżo wąskimi uliczkami. więc Jon z Chłopcem musieli uważać.odparł półgłosem Jon. która nie lubiła. Chłopiec położył palec na ustach.Naszą misję? . to właśnie Chłopca z blizną… Zawsze winieneś go unikać. że jeden z dwunastu wybranych Uczniów Człowieka mógłby mieć złe zamiary.

uspokoił go Chłopiec. że boi się być niewolnikiem tego uczucia? . że Uczeń jest coraz bliżej domu Namiestnika.Głupia.Pamiętasz Orlin? Wstrzymałam wielu… 108 .Schwytamy go. że przez jej ciało prześwituje rozświetlona gwiazdami noc.Powstrzymać go . wąski nóż. Pójdą za nim wszyscy. ale stała teraz przed nimi i Jonowi znów zaczęło się zdawać. abyś mógł w jedną krótką noc uratować świat przed cierpieniem. . Nie wiedział. . Na ich drodze stanęła Dziewczyna.Ależ nie . To ja podpowiedziałem Mu.szeptał mu Chłopiec do ucha. . stosami. że Jon bezwiednie ruszył za nim. On chce je odzyskać… . wyjmując długi.spytał niepewnie Jon.zaczął Chłopiec i urwał.przeraził się Jon. Zazdrości mu miłości. .Właśnie teraz możesz naprawić wszystkie błędy.szeptał Chłopiec. a zbyt wielka cześć wobec kogoś umniejsza poczucie własnej wartości. nastraszymy i przetrzymamy w ukryciu tak długo. co dla niektórych brzmi niepoważnie… .. którzy pragną wolności i wspólnie wystąpią przeciw Imperium.wrzasnął nagle Chłopiec. Jonie. jakie popełniłeś. widząc. dysząc ze zmęczenia i lęku. Dom Namiestnika Imperium był coraz bliżej. czci i sławy.To zdrajca.Dlaczego? Każdy kto jest blisko Człowieka. co ma robić. kogo słuchać. a w kącikach ust pojawiła mu się strużka śliny.Szybciej… szybciej… Raz wreszcie zrobisz coś dobrego .Chcesz go zabić?! .spytał Jon. Sprzedał Go . którędy powinna przebiegać twoja Droga. . w twojej głuszy… . a nie Królem nie z tej ziemi. Człowiek zostanie prawdziwym królem.Więc może kocha Go i czci tak mocno. męką i klęską Cywilizacji… . .podpowiedział Chłopiec. . .Co możemy zrobić? . musi Go kochać i czcić… .Cywilizacja nie jest wcale tak wspaniała. ciągnąc za sobą Jona. aż Człowiek obejmie we władanie cały kraj. stuknięta wieśniaczko z Domremi! . przyśpieszając kroku. .Klęską Cywilizacji? . jak ci się wydaje tam.Nie wstrzymasz nas! . .szeptał Chłopiec tak przekonująco. ale brunatny płaszcz Ucznia oddalał się. . Pojawiła się nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak.odparł Chłopiec.Wielka miłość graniczy blisko z nienawiścią. Przystanął. On nie wierzy w Nauczyciela.

aby zdrajca oddał Człowieka w ręce Obcych? Chcesz. by został prawdziwym królem? Pomyśl tylko: cała Święta Ziemia pod Jego panowaniem… . Kimkolwiek byłaby ta istota. A ty jeszcze nie masz mocy . I właśnie ogrom tego niezrozumienia zatrzymał go. pragnie być Królem ziemskim. Co wtedy zrobi Imperium? Schwyta Człowieka jako podżegacza i ukarze śmiercią. by wziął na swoje sumienie tak straszny grzech. Domremi i wydawały mu się to obce. który zagrozi Imperium. że istnieje spisek przeciwko życiu? Powinien przyszłą ofiarę ratować. jesteś tylko narzędziem. zdezorientowany i gorączkowo myślał: Uczeń wziął brzęczące srebrne monety i sprzedał za nie Człowieka. . myślał Jon.Moc nie działa wstecz.krzyczał Chłopiec. Co powinien zrobić ktoś.I teraz też chcesz zabijać? Chcemy uratować życie Człowieka. co chcesz. wbrew temu co głosi. byście zaniechali działania . .powiedziała Dziewczyna. . a ty chcesz. to znów niepokojąco znajome. chcę was tylko powstrzymać.W imię czego? Chcesz. . zabiłam wielu . Chcę. Zawsze musi się ratować życie i stawać przeciw śmierci. nie budząc podejrzeń innych Jego wyznawców? Składając doniesienie.Zanim mnie raniono. że Człowiek. Jak Uczeń mógłby Człowieka zabić. że Człowiek zostałby prawdziwym królem.Jesteś za śmiercią. żeby On zginął? Nie pragniesz. że mieszkańcy tego kraju ruszyliby na Obcych z Jego imieniem na ustach.przekonywał Chłopiec.Nie chcę nikogo zabijać.Idź sobie i rób. Uczeń w brunatnym płaszczu zbliżał się do domu Namiestnika. jak ktoś chciałby temu przeszkodzić. Stał teraz pomiędzy Chłopcem i Dziewczyną. wyszczerzając zęby jak zły pies.. przeciw życiu! . jak dopuszczenie do mordu? Jon patrzył na nich. by On zginął w okrutnych cierpieniach i poniżeniu! . sam niczego nie zdziałasz. wyzwalając Świętą Ziemię spod twardej ręki Imperium. . 109 . .uśmiechnął się nagle Chłopiec. Jon nie mógł zrozumieć. Myśl.Zaniechanie też bywa grzechem. była upajająca i cudowna.powiedziała Dziewczyna. . dygocąc z niepokoju. wskazując na Jona.Raniono cię tam w głowę i jeszcze bardziej zwariowałaś! .Chcesz. . kto dowiedział się. To jego muszę wstrzymać .odparła Dziewczyna. Jon wsłuchiwał się w te dziwaczne nazwy: Orlin.krzyczał Chłopiec.

Nie sposób policzyć tych. którzy zmarli w straszliwych cierpieniach. Było żywe. będzie straszliwie cierpieć. jutro będą z Niego szydzić i wyprą się Go . a Jon na te słowa odczuł tak straszliwy ból.Jak możesz stawać mi na drodze? Człowiek albo zostanie królem tej ziemi. 110 . kmiotku z Puszczy… Od prawieków kara krzyża była powszechnie stosowana.. Bezwiednie dotknął skórzanego woreczka na szyi i wyczuł w nim malutkie ziarnko piasku. głupia wieśniaczko z Domremi. co zrobisz . a Jon dojrzał. do wyboru: śmierć w płomieniach i Życie po Życiu lub długi. . Chłopiec podjął wątek. .…a martwy z martwych wstanie i będzie przewodził Królestwu. które jest wielokroć większe. prawie co tydzień. przeciw życiu? . spokojny.powiedział Chłopiec. których nazw nikt już nie pamięta. głupia dziewucho. a ilu jeszcze ukrzyżują? Dlaczego tylko jeden z tych niezliczonych ludzkich cieni miałby być wyróżniony i zapamiętany? Jonie. Wciąż. w królestwach. A ty? Chcesz uratować życie Człowieka.spytał z niepokojem Dziewczynę. gdy zaniechasz ratowania Człowieka przed okrutną śmiercią.Nie stos… Nie stos.będziesz współwinny zabójstwa. przez dotyk stopy Człowieka . że chciał zerwać się do biegu. czy także zgadzasz się na to zabójstwo?! Jon stał porażony straszliwą prawdą tych słów.Obojętnie.Dlaczego jesteś za śmiercią. nie zna granic czasu ani przestrzeni . by dopaść Ucznia widocznego jeszcze w głębi ulicy. zwykły żywot. ale opowiada się za mordem.wyszeptała nagle. I krzyżuje się ludzi w Imperium.Gdyby ktokolwiek dał ci. Jonie. wyniesiona przez przypadek i ty. w Kartaginie i w Persji. albo będzie martwy… . zarówno wtedy. jak prześwituje przez nią rozgwieżdżone niebo. Nie było teraz martwą drobiną rozpylonego w proch kamienia. Krzyżowano ludzi u Scytów i Asyryjczyków. które jeszcze dziś Go kochały. . krzywiąc szyderczo twarz: . a tłumy.dopowiedziała Dziewczyna.A Człowiekowi nie chcecie dać prawa wyboru! Słuchaj. . bez cierpienia i ofiary to Królestwo nigdy nie powstanie . Nie z Tej Ziemi. nieważne. kruche i krótkie.powiedziała Dziewczyna .Człowiek zyska Życie po Życiu i nie takie jak nasze.i pulsowało w nim takie cierpienie i ból i taka gotowość do cierpienia i bólu. co byś wybrała? zaatakował nagle Chłopiec i Dziewczyna opuściła głowę. że Jon aż osłupiał z wrażenia.Człowiek będzie ukrzyżowany. . W tym momencie ziarnko piasku sparzyło mu pierś .mówiła z naciskiem Dziewczyna. lecz na Wieczność. to tak bardzo boli .i zatrzymał się. a wśród ofiar były istoty dobre i prawe. . w jakich intencjach ona to czyni.

stchórzył. odwrócił się i wolno zaczął iść w stronę Świątyni Świątyń. a ludzie będą wierzyć. Jon pokiwał głową. którymi wyłożono ulice Stolicy. w której wznosiła się Świątynia Świątyń. czy przeciwnie . potykając się o kamienie. czuł potworny swąd palącego się ciała. otulony w brunatny płaszcz. słyszał nieludzkie wycie. rżnąć. Mimo późnej pory zewsząd słychać było liczne. tym bardziej Jon pojmował.wrzasnął za nim Chłopiec.Nie mogę rozstrzygać o czymś. że Człowiek naprawdę będzie Królem Nie z Tej Ziemi i że Jego panowanie będzie trwało po wieczność.rzekł nagle Jon i nie spojrzawszy ani na Dziewczynę. Z Jego imieniem na ustach będą palić. którego mieli się wkrótce wyprzeć. żachnie się i powie z wściekłością: . będą płonąć stosy. o której mówisz. wbrew Chłopcu. że jest tak samo dobra… Jon słuchał długiej tyrady Chłopca coraz bardziej przekonany. że w rozgrzanym. który pochłaniał ludzkie istnienia. Nie wiedział też.gdyż Jego imię spospolituje się w ustach wyznawców. gdy odbierzesz ludziom wiarę w Jego Życie po Życiu. . Jon. gdyby mógł mu to powiedzieć: wybawienia od złej. czego chciałby od niego Człowiek. . który krył jego twarz. Imię Człowieka posłuży zarówno do szczytnych celów. Wciąż śpiewali i tańczyli na chwałę Króla. Chłopiec ciągnął nadal okrutną wyliczankę: .jak i wtedy. Ziarnko piasku w skórzanym woreczku wciąż pulsowało mu na piersi.Stchórzyłeś! .W imię wiary w Człowieka na Osiołku torturowane będą osoby posądzone o czary. która w końcu powstanie. Wysoki. a Jon na ułamek sekundy miał wrażenie. Nie znalazł w sobie dość odwagi.. Wiara w Niego to wiara w Cywilizację Miłości. Gdy ktoś potknie się lub upuści gliniany kubek. dostrzega kolejny miraż: widział płomienie stosu. ani na Chłopca. Człowieku…” . postawny Uczeń. podniecone głosy pielgrzymów. 111 .pomocy w spełnieniu misji. by ocalić życie Człowieka na Osiołku. jak i do bardzo niskich i trywialnych. co jest większe ode mnie . którzy dzięki męczeńskiej śmierci Człowieka będą umieli odróżnić Miłość od Nienawiści. Że znajdą się ludzie.W imię wiary.O. Ale im dłużej Chłopiec wyliczał sposoby oddziaływania imienia Człowieka wśród ludzi. mordować i gwałcić innych ludzi. To będzie twoja Cywilizacja Miłości . Czuł się współwinny Jego śmierci. brnął do Świątyni Świątyń. dusznym powietrzu Stolicy. wszedł właśnie do domu Namiestnika Imperium. ogień. musi powstać… Jon w głosie Dziewczyny wyczuł nagle niepewność. Po twarzy ciekły mu łzy. Tak. Cywilizację Miłości zastąpi Cywilizacja Nienawiści. rychłej śmierci.powiedział złowrogo. którą od razu wykorzystał Chłopiec: .

którzy się Go wyprą. a potem twardą ręką uchwyci losy kraju i narodu. aż zacznie walczyć o koronę. z dala od ognisk i radujących się pielgrzymów. Jon przysiadł na ziemi w głębokim cieniu. że naprawdę widzą Go w królewskiej. bezsilną i smutną agonią dwóch Bogów. 112 . który sam niczego nie ma…? Oni chcą króla z krwi i kości. który obali władzę Imperium.Jon słuchał ich głosów i płakał. że ta kobieta za dwa dni pierwsza plunie mu w wykrzywioną bólem twarz. Nie miałeś wyboru . jakbym Go sam zabił… . którego był on narzędziem. Płakał nad Człowiekiem. materialne królestwo dla Człowieka. Więcej. z których tylko jeden wstanie z martwych. A Człowiek mówi o tym. a narodziła się. . Jon.Tak. Na placu koło Świątyni Świątyń tańczyła kobieta w czerwonej sukni. który znów wrócił w krainę proroczych snów. nie było jej. . którą przypadkiem posiadł.odparła Dziewczyna. . nie miał odwagi spojrzeć w twarze tych ludzi. iż wyprą się Go także dlatego.choć potakują Mu cały czas . którzy w Jego imię będą mordować. . z ciała i mięśni. gwałcić. Przystanął. a drugi zapadnie w niepamięć. nad tymi. którzy Go zdradzą. Płakał wreszcie nad sobą. że ich zawiódł.A jednak jest tak. przez następne setki i tysiące lat! . ale gdy się obejrzał. że w rzeczywistości . Jon pojął. dla większości nigdzie. palić. którzy spospolitują Jego imię.nie pojęli i nigdy nie pojmą prawdziwego znaczenia słów o Królestwie Nie z Tej Ziemi.szepnął do siebie. która dopiero miała się narodzić. panującego nad Świętą Ziemią. Jonie odpowiadał Chłopiec. której refren ochoczo podchwytywali pozostali. . Albowiem prawdziwy król nagradza swych wyznawców złotem.Wszyscyśmy go zabili. płakał nad samotną. znając prawdę. Jesteś tchórzem. Jon wiedział. przyłożyłeś do tego rękę! Wszyscy przyłożyliście do tego rękę i wciąż ją będziecie przykładać.Ależ właśnie szło o wybór! Miałeś go i zawiodłeś. na złotym tronie. Słuchając słów układanej na poczekaniu pieśni. żeby spłonąć. patrząc na potężną sylwetę Świątyni Świątyń. że pielgrzymom chodzi o prawdziwe.Nie miałeś wyboru . Płakał nad Chłopcem i nad Tym.zaśmiał się szyderczo Chłopiec. Wokół niej płonęły ogniska. ale jego też tu nie było.powtarzała mu Dziewczyna. a cóż może ofiarować monarcha. że jego Królestwo będzie …gdzie ono będzie? Wszędzie i Nigdzie? Właśnie tak: dla jednych wszędzie. a w ich świetle tańczyli pielgrzymi. złotej szacie. że czekają. śpiewając spazmatycznie i głośno o Królu i o swej bezgranicznej do Niego miłości.

myślał Jon. a nawet jaskrawoczerwone były plamy krwi i ostro odbijały od połyskliwej bieli pierwszego śniegu. To był przecież Światowid. gorzka jak długa. Chciało 113 . na którym stał. gdyż jedno z ramion posągu. Ale krew starego. Czasem była to krew dzikich zwierząt. Jakie to uczucie? . uderzając o ziemię. Krew była gorzko-słona. ani szamani innych Plemion. Być tak długo królem… Królem?… królem dla tysięcy Plemion i nagle zostać zrzuconym z tronu. Słona jak łzy. potężny. Krew ludzi i zwierząt była słodka. Jego puszystość i nieskazitelność potwierdzały. że zdolne jest wycisnąć łzy z kamienia? Tu była krew. gdyż raz na polowaniu wyssał rankę dziecka ukąszonego przez żmiję. konającego Boga była gorzka… Jednym skokiem ześlizgnął się na ziemię. A jeszcze tak niedawno wdrapanie się na ramiona Boga wydawało się Jonowi fizycznie niemożliwe. że szamani podawali dawniej krew leczonym przez siebie chorym. trudna agonia. Nawet ukradkiem. A dziś… dziś Jon nie umiał opisać swych uczuć. śnieg odbiłby ślady stóp… Chyba że byli tu wcześniej. gdy Jon był w Drodze. Jon pomyślał. a blask wielu ognisk. Długa niegdyś wędrówka po ciele posągu była teraz o wiele krótsza. to. niekiedy innych ludzi. Ostrożnie dotknął kamiennej rany. rozłupał się na mniejsze bryły. oświetlał wirującą coraz szybciej kobietę w czerwonej sukni… czerwonej… czerwone… CZERWIEŃ… *** …CZERWIEŃ… CZERWONE… czerwone. O wiele dłużej trzeba by się wspinać na wysoki dąb. Jon słyszał. ani zwierzęcych. nie łzy. Jon wiedział o tym. który musiał spaść. groźny. wbił zęby w surowe mięso pierwszego jelenia. Śnieg puszył się teraz na owalnym placu. że chce dotknąć tej krwi i posmakować jej. Ani szaman z Wioski. Wychylił się. Był nieskazitelnie czysty i nie nosił śladów stóp: ani ludzkich. którzy przyszli złożyć Mu ofiarę? Niemożliwe. Kamień. lepkim palcem ostrożnie musnął wargi. Świeża krew sączyła się z kamiennych ran Boga. jego imię bano się wymówić. runęło pod jego ciężarem. Może jednak stary Bóg miał ciągle sekretnych wyznawców. Krew żywych istot nawet po śmierci była mdląco słodka. tak wielkie cierpienie. siedząc w cieniu i płacząc.Jon rozmyślał. a potem wilgotnym. iż do Bezimiennego nie przychodził już nikt poza Jonem. zanim deszcz przemienił się w białe płatki. nazywano go Bezimiennym lub w ogóle pokrywano milczeniem Jego imię. które rozpalili pielgrzymi. z których siedzib wiodły do posągu pozostałe Kamienne Drogi. aby przyjrzeć się krwi. Skąd zatem krew? Jon wychylił się i z trudem złapał równowagę. łatwa. gdy spoglądał na kaleki posąg. Jak to mawiali w Wiosce? Że istnieje taki ból.

Jonie. Według Jona obrażało to Boga. jak te z ksiąg kapłanów? Może prawdziwa była tylko ta Ziemia? Ziemia. tysiące sprzecznych opowieści.mu się płakać i płakał. . które Jon zapamiętał. Jon wiedział.o Nich zaś snuć setki. Dziewczyna przytwierdzona do grubego pala płonęła żywcem i wówczas Jon budził się. Człowiek na Osiołku był prawdziwszy i bliższy. zlany potem ze strachu i obrzydzenia. opowiedział jej niegdyś o Kamiennej Drodze. święci i Bogowie o niej zawsze można było powiedzieć Prawdę . było strzępami obrazów. Musisz być… Jon objął ją. Wszystko to jednak były tylko obrazki. Nie od niego to zależało.lecz przypominał Go w niewielkim tylko stopniu. podobny do szamana. kroplą deszczu. a śmierć opłakiwali na wiosnę .Tylko dwa dni! Jesteś w Drodze coraz krócej.jego narodziny czcili zimową porą. nikt nie wkładał mu na głowę korony. Bóg Dobroci może być kawałkiem liścia płynącego z wiatrem. Przypominał trochę Tego. pełne malutkich czarnych znaczków.Nie było cię dwa dni! . by uniknąć odpowiedzi. Ale nie może być staruszkiem siedzącym na chmurce. Jon nie chciał o tym rozmawiać z Gają. Nieliczne obrazy. lecz wieniec z cierni. co znajduje się na drugim brzegu Rzeki. będąc w Drodze.przedstawiały różne wizerunki Boga Dobroci. na którego skronie wkładano szczerozłotą koronę. Gaja nigdy nie powinna się dowiedzieć. błyskiem słońca w gładkim futrze sarny lub piorunem. równie niezrozumiałe jak księgi Ezry i Isaka. że jest za późno. Chcę. A może obrazki z jego snów też nie były w pełni prawdziwe. choć już nie mógł wpłynąć na jego decyzje. Ezra nigdy nie powinien twierdzić.tłumaczył kiedyś Ezra . które przemierzał. Podobno niektóre z nich . O jego Drodze wciąż decydował kaleki. były prawdziwsze niż tamte z księgi Ezry. a obok stała ta sama Dziewczyna w lśniącej zbroi. na szczęście sam tego nie pamiętał. po której stąpał on. jawiła mu się szydercza twarz Chłopca lub uderzająco wielkie nawiedzone oczy dziwnej Dziewczyny. że Bóg Dobroci tak właśnie wygląda. Gdy zasypiał koło Gai. tamte światy wydawały mu się jak wielkie. prorocy. Tej nocy przyśnił mu się Król. więc chyba Droga naprawdę się kończy i pewnie zdążysz na narodziny naszego syna. Owszem. co pamiętał. o gigantycznym posągu. A same obrazki też były niezrozumiałe. ranny posąg. siedzący na złocistobłękitnej chmurce. które być może wyjaśniłyby mu sens jego Drogi. czując na twarzy ślady jeszcze nie wyschniętych łez. Na jednym z obrazków widniał na przykład siwy starzec. Gdy był w Wiosce. 114 . To znów śnił mu się król. o którym nauczał Ezra . Jon nie mógł i nie chciał w to wierzyć. których znaczenia nie pojmował. ale nie opowiadał o światach. płatkiem śniegu. .powiedziała radośnie Gaja. nie tworzyło żadnej całości. opasłe księgi kapłana Ezry: pięknie ilustrowane. Raz półśniła mu się (lub półjawiła?) migotliwie biała sala i zielone sylwetki ludzi (zielone…?!). falą na rzece. żebyś był wówczas przy mnie. których przyczyny nie pamiętał. To. który jechał boso na osiołku. o monstrualnej postaci starego Boga. ostatnio nawet jeden dzień. by mógł nauczyć się czarnych znaczków. ubrany w zgrzebną szatę. która ciągnęła się przez całą pierś. Chłopiec rozwierał koszulę i pokazywał długą bliznę.

które 115 . a Isak odparł poważnie: . Gdyby zdobył się na odwagę i porozmawiał ze starym kapłanem. ludzie lubią.spytał Jon Isaka. Wystarczało. które sprawiało wrażenie.gdy miał dziesięć lat. choć to wciąż nie jest Ona .Bo wszyscy wolą te podobne do lalek? . .wyjaśnił spłoszony Isak.spytał Isak. Wszechobecność i Wszechmyśl gdyż tego nie można wyrazić pędzlem lub dłutem . by czuć obecność Boga Dobroci.Tę figurkę wyrzeźbił smolarz z Puszczy. . o trefionych włosach. że on sam nie potrzebował obrazków i rzeźb.Jon. że oblicze to żyje. zaprowadził do swojej izdebki i wyjął z kufra rzeźbioną w drewnie ciemną figurkę. a jej ciemna twarz skrzywiona była grymasem cierpienia. które ją zdobiły. lecz Ezra nie chciał postawić jej w świątyni. ozdobiona złotą koroną. że wstrząsnęła nim bezmyślna niefrasobliwość. teraz odwracał głowę od obrazów i figur. gdyż lubił jej kamienno-drewniane ściany.spytał ze zrozumieniem Jon. Nie miała jaskrawych szat ani korony.Widzisz.Kłamiesz! Ona nie mogła wyglądać jak lalka! Nie barwiła sobie ust i policzków! Nie trefiła włosów! I musiała być smutna! Wtedy stary Isak wziął go za rękę. Jon pamięta. a głowa. a dziesięcioletni Jon głośno zawołał: . że gdzieś na świecie istnieją prawdziwsze wizerunki Boga.lecz właśnie jako starca na chmurce lub z groźną laską w dłoni.TO…? To jest figura Matki Boga .Dlaczego Ezra postawił TO w świątyni? . który do świątyni w Wiosce szedł zawsze z ufnością. . O starcu na chmurce lub z groźną lagą w dłoni Jon wolał w ogóle nie rozmawiać. od której biegł ku ziemi piorun. kapłan Ezra wyruszył do miasta i przywiózł dla świątyni nowy. gdy Matka Boga przedstawiana jest jako piękna. Jonie. Dlaczego te obrazy i figury kłamały? Po co? Czy Plemię potrzebowało tego kłamstwa? Czy ułatwiało ono misję ludzi w długich sukniach? Jon przypomniał sobie pewne zdarzenie . która malowała się na twarzy figury i jej lalkowate oczy.Czy TO przypomina ci Matkę Boga? . Ukazywały one Boga Dobroci niejako Wszechmiłość. Ten westchnął i szepnął bardziej do siebie niż do chłopca: . malinowych ustach i szkliście błękitnych oczach. . być może ten by mu wytłumaczył. zbytkowny przedmiot: była to niebiesko-złoto-biała figurka kobiety o różowych policzkach. bogato ubrana pani.Bardziej.odparł dziesięciolatek starcowi. Jej niebieska szata usiana była złotymi gwiazdkami. .

Nie bał się. Jon poszedł odwiedzić szamana. Nagle niebezpieczeństwa świata zaczęły mu się wydawać niewiarygodnie wielkie. którego już nie opuszczał.powiedziała Gaja z prośbą w głosie. gdzie miało trafić? Jon pokręcił głową. Tak.zapłata od Bezimiennego za misję. Ja też chciałabym ujrzeć świątynię . mimo ciepłych okryć koców i futra z niedźwiedzia. I dlatego dziś jego kamienne rany krwawiły. jak opowiadali ci. syn . zdumiał się. wcześniej przestronna. okazałe. Przed oczami Jona jawiły się. Dłonią wyczuwał jego ruchy i cały czas myślał tylko o tym. a jest taki w stajni rodziców. że syn narodzi się zdrowy.Pojedziesz . Pierwsze. że gdy po raz pierwszy ruszył w Drogę i ujrzał u jej kresu monstrualny. . Lecz nigdy o tym nie rozmawiali. a on. której jeszcze nie wypełnił.To nie tylko chłód zimy .zgodził się Jon.trzy dni konnej jazdy przez Puszczę. gdzie szukać bezpieczeństwa dla syna: w braku wątpliwości. wsłuchiwał się w bicie serca swego przyszłego syna. którą budują w pobliskim Mieście . Jego stare ciało marzło. Szaman pokręcił niespokojnie głową: 116 .powiedział szaman zagadkowo. Ani przez chwilę nie zamierzał zostawić żony samej. kamienie z Puszczy dawały prawdziwszy wizerunek starego Boga. gdybym dosiadła łagodnego konia. .Czy ziele serdecznika niepospolitego trafiło już tam. . połyskliwie czarny posąg Bezimiennego. . jak zapewnić bezpieczne życie nie narodzonemu. gdy Jon dotknął jego zimnej ręki i zaraz spytał niecierpliwie: . dławiła ciasnotą. dotykając woreczka na szyi.mimo iż wymyślone przez ludzi . gdy nacieszyli się sobą. Wiedział. Gdy Jon tym razem powrócił z Drogi. bogate kamienne pałace i świątynia tak ogromna jak cała Wioska. Gaja zajęła się przygotowaniami do długiej podróży: . Suche ziele wciąż cichutko szeleściło. którzy tę drogę przebyli. dom w Wiosce wydał mu się za mały. że oddaje on tak wiernie jego przeczucia. trudna droga zmęczy ją u progu narodzin dziecka. iż długa.może zdobyłyby uznanie Jona. Jon przypomniał sobie.Zanim ruszę w ostatnią Drogę. a potem następne trzy dni bitym kupieckim traktem.Mogłabym z tobą pojechać. słabe jeszcze mrozy zagnały starca do namiotu.wyznał Gai. na ułamek sekundy. chciałbym zobaczyć największą świątynię. Na szczęście wiedział. przykładając głowę do jej wypukłego brzucha. a wioskowa świątynia.

by odwiedzić Isaka. Jonie.On krwawi.. Coś bezpowrotnie się kończyło. nie wiem nawet. w tym obu kapłanów. a potem nagle.Jest coraz słabszy. dłoń szamana w swojej dłoni. jak szukać i czy On pozwoli mi do niego trafić? .Ty tutaj? . gdzie on jest. które przychodziło. Bezimienny. Uwolnij więc Chłopca od męki czynienia zła.obaj unikali siebie nawzajem od czasu wizyty gości z Dalekiego Kraju. połyskiwały złociście. chroniąc i Plemię i nową świątynię. ku swemu zdumieniu. ba. . . 117 . przedłuża swoją agonię. Nie chce odchodzić samotnie i to mnie niepokoi. Ostatni plemienny czarownik żył przecież tylko po to. tak jak mieszkańcy Wiosek i Miast karczują Puszczę. torował drogę czasom nowym. Stary kapłan spacerował po ogrodzie. Jon wiedział. mimo palącego się ognia.odparł stary szaman. że to najważniejsza część twej misji. które wyobrażają Boga Dobroci jako starca z lagą w dłoni.Jeszcze się zobaczymy . dał Chłopcu lodowe serce i stworzył z niego swoje narzędzie. Gdy Jon wszedł do świątyni. by budować na jej miejsce nowe. . Lecz to narzędzie nie jest już potrzebne.Czuję. Myślę. Później młody mężczyzna skierował kroki do świątyni. piękniejsze domy. a nowe. . Każda kropla krwi. Jednak każdy koniec jest smutny. że umiera nie tylko ten niegdyś potężny stary Bóg. że Ezra wzoruje się na obrazkach. grożąc piekielną karą. Jon uśmiechnął się w duchu i pomyślał. miało być lepsze i nazywało się CYWILIZACJĄ. Szukał Ezry.Tym razem pozwoli .zdziwił się kapłan i natychmiast przybrał srogi wyraz twarzy. . już tylko się broni. ujmowała życia starcowi. To stary szaman.uśmiechnął się spokojnie starzec. która wyciekała z kamienia.odparł pytająco i zobaczył przed oczami chudą twarz nie znanego Chłopca.szepnął Jon. Już prawie nie mówi. Nie wiem. zatem młody musiał być w świątyni . Jon pojął. ostatni przedstawiciel starych czasów. Jon bezwiednie trzymał coraz chłodniejszą. Ezra ustawiał wysokie świeczniki wokół figur i obrazów: były najwyraźniej nowe. aby stać między Bogiem Dobroci i Cywilizacji a zemstą starych Bogów. że wkrótce wykrwawi się na śmierć . rzucając jaskrawe refleksy w ciemnym wnętrzu. . ucałował ją.Wiesz o nim więcej niż ja. z pomocą Królowej Śniegu i twoją. że śmierć starego Boga równa się śmierci szamana. z której strzela ku ziemi piorun. Tym razem nie szedł tam.

. już się o tym przekonaliśmy.Kto to jest heretyk? . Musiał jednak wybrać .Heretyk… heretyk… . a Jon dokończył: . Ezra umilkł i próbował szukać w pamięci słów. co będzie tego warte… .…heretyk to ktoś.Mego syna. by czcić bałwany. ale będzie ci to przynajmniej wybaczone. w bogatej czerwonej szacie.Heretycy nie mają prawa wchodzić do świątyni Pana . .Ezro.spytał z zaciekawieniem. . wyobrażająca postać człowieka z długimi włosami. . . ale wiedział.rzekł szybko Ezra.i dawno wybrał. Nie pochwalał swego wyboru. . najwyraźniej nową figurę.spytał znów Jon. Jeśli wyznasz to szczerze i ukorzysz się. w której błyszczały drogie kamienie.odparł dumnie młody kapłan ku uldze Jona i zaraz dodał surowo: Gdzie błądzisz. Ezra spojrzał na niego zdumiony. kto myśli inaczej niż ty. . że był to najlepszy wybór na nadchodzący czas. z małą cierniową koroną na głowie.Ty nigdy nie błądzisz? . oni pójdą za tobą.A Isak? . pamiętaj. że chodzisz do Puszczy.Isak błądzi! . czując drżenie swego głosu.Bo ja znam Prawdę! . przygryzając wargi. Na początku byliśmy zbyt łagodni i dlatego tak długo skrycie czczono bałwany. Jonie. gdy znikasz z Wioski? Mówią. jeśli zostawisz w spokoju mnie i moją rodzinę. Jonowi stanęła przed oczyma postać smutnego. jak i piekący żal. Jon ciągnął: 118 .zaczął Jon. dam ci coś. być może nie unikniesz tortur czy stosu. .powtórzył pytanie Jon.mimo woli zaciekawił się kapłan. z trefioną brodą. Ezro.zawołał Ezra.Słyszałem. A tak narażasz tylko swoją rodzinę.powiedział szybko Ezra. ty zaś czcisz je do dziś! .spytał Jon. czekając z nadzieją na odpowiedź. Jeśli ty pójdziesz na stos.. co czyni i czuł zarówno radość. Wiedział.Co mi dasz? . ale kim oni są? . .Heretyków pali się na stosach . których nie znajdował dość szybko.zaczął.Nigdy . nędznie ubranego Człowieka na Osiołku… . zasłaniając dużą. Zło trzeba wyplenić aż do korzeni.

Jednak tylko w ten sposób zapewniał mu bezpieczeństwo w świecie.Mówiłem ci. gdzie tylko zechcesz. co masz zrobić. ani ty.Trzy krzyże?! . .rzekł kapłan ze zrozumieniem. sprawny i piękny jak ona. a gdy zechcę wysłać go w Dalekie Kraje z misją nawracania pogan lub zwalczania heretyków. śledząc z zazdrością szybkie ruchy pióra po papirusie. Syn heretyka czczącego bałwany. że nie umiem. który od dziecka byłby ofiarowany Bogu i wyparłby się grzesznego ojca . Jonie w Drodze. przyjdzie do mnie na naukę. Bez cienia wątpliwości i… .Co tym razem mówią te czarne znaczki? . przyprowadzi naszego syna do ciebie. nie chcąc wdawać się z kapłanem w dyskusję . Gdybyś nie wrócił w porę. . w którym będzie dorastał: postawił go po stronie. to jednak… 119 . ani jego matka nie przeciwstawicie się naszej świątyni . . gęsim piórem. poruszony do głębi słowami Jona.streścił mu Ezra. jak winien wyglądać podpis prostaka . aby podpis był ważny. maczanym w inkauście.i mój syn będzie Mu służył w taki sposób. .powtórzył Jon bez nacisku. To byłoby skuteczne narzędzie krzewienia prawdziwej wiary.Podpisz.poprawił bezwiednie Ezra z błyszczącymi oczami. Pokażę ci.Krzyż to święty znak i nie wolno go nadużywać! Trzy krzyże zaś to cała historia. Zaprowadził Jona do izdebki na tyłach świątyni i tam zasiadł nad dokumentem. o to by był silny. zadba o jego doczesne życie i zdrowie.Idź zatem. umowa uniemożliwi twej małżonce sprzeciw i zaświadczy o prawdziwości twojej obietnicy . który napisał szybko długim.A ja powiedziałem.uzupełnił Ezra z pałającymi oczyma. a ty weźmiesz go pod swoją pieczę i oddasz twemu Bogu… .spytał Jon. . .tak.podkreślił Ezra.…że gdy twój syn ukończy sześć lat. która niewątpliwie będzie najsilniejsza przez setki lat.Nie umiem pisać . Wyrysuj trzy krzyże . . . jak tylko zechcesz. Ale kiedy tylko dojrzeje. a Jon poczuł litość dla swego nie narodzonego syna.nakazał kapłan.zawołał zdumiony Jon.Gaja da mu matczyną opiekę..…naszemu Bogu! .… i bez cienia litości wobec heretyków . którą opowiadałeś nam.spłoszył się Jon. . że pouczę cię.Nie szkodzi. Ezro. Ezro. to było coś.Ofiaruję syna twojemu Bogu . lecz wcześniej podpisz ze mną umowę. czego Ezra mógł pragnąć. gdy byliśmy dziećmi i choć na dwóch zawiśli złoczyńcy. . .

Byli tacy młodzi i pełni wiary. a potem idź sobie do Puszczy pomiędzy twe bałwany! Jon niewprawną ręką postawił obok siebie trzy duże. Rzucali ziarno i biegli dalej.Znasz historię dwóch kapłanów. . myślałem ze zgrozą o twoich pobratymcach.wytłumaczył kapłan. Nie dlatego. . im się tylko śpieszyło. Miał uczucie.. co wedle nich oznaczało skutecznie. którego nie należało wymawiać. że sami byli złymi ludźmi. A chwasty plewili brutalnie.dopowiedział Jon.Nie od razu ruszę na drugą stronę Rzeki. ułatwiając Isakowi wybór między prawdziwym imieniem. że dotrzyma umowy . Na wszystko prócz prawdziwego dobra. Na razie jedziemy z Gają do Miasta. Boże broń. Przybyli do waszej Wioski ponad sto pięćdziesiąt lat temu. by ocalić duszę nie narodzonego dziecka! .Nie pouczaj mnie. czy wzeszło. by jak najszybciej zebrać jak najwięcej nawróconych dusz i jak najszybciej przesłać do Dalekiego Kraju znak.…i wziąć ją sobie . Nie zrosili swego siewu wodą miłości. a przydomkiem. niepiśmienny klnie się na Syna Bożego. jakby popełniał bluźnierstwo. Jonie! Nie jesteś od tego. że Królestwo Boże rozciąga się na coraz większej połaci świata.zaczął znowu Jon. nim tu przybyłem. nie patrząc.ciągnął w zamyśleniu Isak.I wziąć ją dla Boga! . Jon zaś wolno wyszedł ze świątyni. .Nie powinno się nigdy zaklinać na Syna Bożego… . zasiali Słowo Boże i nie dali mu wzrosnąć. którzy zostali zabici przez Plemię na krwawą ofiarę dla… . . czarne krzyże u dołu zwoju. Ale nie myśl o nim nigdy źle. którego nikt już nie używał. westchnął i powiedział: . by zobaczyć.…dla Bezimiennego . . czy w 120 . gdyż nie ma on złych intencji.wtrącił Jon. Spojrzał na Jona z natężeniem. wolniutko spacerował po wąskich ścieżkach między grządkami. nie ogrzali ciepłem zrozumienia i współczucia. lecz Ezra przerwał mu gniewnie: .Kiedyś. jakby słabł mu wzrok i powiedział bez powitania: . którzy przybyli tu pierwsi? Tych. Stary kapłan.Ci dwaj kapłani byli jak Ezra. Odłożył pióro. to tylko dlatego. a ze zrozumieniem o moich braciach. mimo zimowych chłodów. nie sprawdzili.krzyknął Ezra. Jakby nadużywał prawdziwego imienia Syna Bożego do spraw codziennych i pospolitych.Podpisz. gorliwi i gotowi na wszystko w imię Boga Dobroci.Nie bredź! Stawiając trzy krzyże. by spotkać Isaka. przeciwnie! Nie. jak rośnie największa ze świątyń… Ezra spojrzał na niego zdumiony. Jonie . by pouczać swego kapłana! Jeśli godzę się na tę umowę. Teraz udał się do ogrodu.

Ja przecież też wierzę w swoje racje. że wprawdzie jego Bóg jest ponad wszystkim. . to straszliwy trud… Jon uścisnął Isaka i ucałował jego rękę. bóstw i bożąt. Nigdy nie chciałem nikogo do niczego przymuszać. . nim Cywilizacja będzie oznaczać swobodę wyboru. Jonie. że nie sposób tego przewidzieć.Tak wiele.…i Plemię ich tam zawiodło? Na drugi brzeg Rzeki.o dziwo .Tak. . zaczęli tłuc gliniane posążki plemiennych Bogów. bo masz wątpliwości.powiedział z goryczą Jon. do kresu Kamiennej Drogi? . ale starzy Bogowie też mają swe miejsce. . Albowiem ziarno. zginą pierwsi. że nie chce żyć w Wiosce. . gdyż świat najbardziej nie lubi odmieńców i ludzi wątpiących . Jedną trzecią kręgu tworzył Isak. bóstw i bożąt. który udowadniał. składa się z ludzi. która chroni Wioskę. dlatego wojny nigdy się nie kończą. by ludzie z Wioski zaprowadzili ich na miejsce kultu. które tak pośpiesznie siali kapłani. którzy wierzą.Minie wiele. z przekonania każdej ze stron. Jesteś odmieńcem. zażądali. Nikogo nie omija ta słabość. Nawracanie. Jonie. a Jon zapytał szeptem: . . . .razem z Ezrą dopełniają się i tworzą całość. łagodzący gniew i żal starych Bogów. Gdy już zniszczyli wizerunki bóstw i bożąt znalezionych w Wiosce. Nie czekając. drewniane palili na stosie.ogóle wzeszło.Dopiero od niedawna wiem.Dobrze zrobiłeś . Pomyślał. wiele czasu. bo właśnie oni obaj .Cywilizacja .Zapewniłeś mu w ten sposób przynależność do większości. które zostały zapomniane 121 .przytaknął kapłan. że to ona ma rację. . nie wzeszło. Ci zaś. iż to właśnie oni mają rację.pokiwał głową Isak. że czyni dobrze. że całe zło wynika z niezrozumienia. Rzucali słowa pełne gniewu na głowy bałwochwalców. Jedną trzecią kręgu stanowił szaman.Dlatego właśnie oddałem mego nie narodzonego syna pod pieczę Ezry wyznał Jon. otaczając ją magicznym kręgiem. Dlatego odchodzę z tego świata z radością.Ile czasu musi minąć? .spytał z nadzieją Jon.Cały świat. Jonie. Isak umilkł na chwilę. w której zabraknie szamana i starego kapłana.zażądał jeden z nich. “Co tu robicie z tym wielkim bałwanem? Pokażcie nam…” .szepnął stary kapłan i dodał: Ty jesteś odmieńcem.CYWILIZACJA . a bycie w większości jest bezpieczne. którzy nie zechcą stanąć po żadnej stronie. Jonie. wierząc. . I twoje Plemię im pokazało: zabiło obu kapłanów i złożyło ich ciała w ofierze.

karczowano potężne. ale ten miał przewyższyć okazałością wszystkie inne. wielusetletnie drzewa. Wycinano więc Puszczę. strzeliste wieże nowej świątyni. mój syn musi przynależeć do większości . rozrastając się . wracając do domu.Tak. Podróż do Miasta nie zajęła im więc sześciu dni. . że Cywilizacja przyśpiesza kroku. Nie ma już miejsca na nowego szamana. silna. a tak często gniew i nienawiść . gdyż czuł się w nim jak w klatce. Zresztą kobiety z Wioski przywykły do ciężkiej pracy do ostatnich dni przed rozwiązaniem.szepnął Jon sam do siebie. z której przybywali. Drewno było zresztą potrzebne na budowę nowych domów. które tak rzadko budzi skruchę. I wreszcie jedną trzecią kręgu tworzył kapłan Ezra. Dlatego Jon nie obawiał się zabrać żony. które karczowały kolejne połacie Puszczy. Im byli bliżej. na półtora miesiąca przed narodzinami syna. Nie musieli wjeżdżać w labirynt uliczek Miasta. stworzy w Wiosce świat bez prawa wyboru i wywoła w Plemieniu poczucie winy. Robotą kierował mistrz przybyły z Dalekiego Kraju.przez Plemię. Jednak Miasto wciąż wydzierało Puszczy skrawek za skrawkiem. widząc obu. tym budowla wydawała im się większa i wspanialsza. nawet ospała. który . zapewne zostałby spalony na stosie jako czarownik. Szaman czekał. odporna. To był dowód. Ludzie z Wioski. nie czuli się winni za przeszłość i nie bali się przyszłości. a zaczął bity trakt. gniewnie. rusztowania pięły się tak wysoko. W Mieście było kilkanaście Domów Boga. utwardzając ją żwirem i kamieniami. gdyż stosy nieuchronnie zapłoną także i w tej Wiosce. zamków. Gaja zaś była zdrowa. że Gai. To szaman pomagał bożętom i bóstwom dokończyć żywota. przybliżając się do niego. od strony. Siwa klacz była łagodna. w którym świątyń było prawie tyleż samo co mieszkalnych budynków. szamana i Isaka. *** Droga do Miasta była krótsza niż niegdyś. zobaczyli nie dokończone. Świątynię budowano na skraju Miasta. ryzykując spotkanie z dziką zwierzyną i złymi ludźmi. który prowadził ludzi w przyszłość. gdy zostanie tu sam. ale niezwykle wysokie. Kiedyś trzeba było przedzierać się przez Puszczę. która zapatrzyła się w 122 . lecz tylko cztery. ubijano wydartą przyrodzie ziemię. Miasto zawładnęło wyobraźnią puszczańskich Plemion. a potem przywołał na usta pogodny uśmiech i przekroczył próg domu.myślał Jon. jak oceniali.a potem zapragnęło. aż największy ze starych Bogów wybierze sobie tego. Stary szaman umrze razem ze swoim starym Bogiem i chwała Panu za ten akt łaski. Gdy przystanęli u jej stóp. gdyż bity trakt skrócił o połowę trudy podróży.w Jego mniemaniu pomoże Mu odzyskać świat. by wiodły doń drogi szerokie i bezpieczne. Kapłan Ezra. gdyż nie miał w sobie wątpliwości. świątyń. czego Jon chciał uniknąć. ledwie skończyła się Puszcza. szybko. lecz skutecznie. Już z daleka. a droga równa i bezpieczna.

Oprócz mistrzów murarskich. patrząc z niepokojem na mnicha w białej szacie. jest bluźniercą i heretykiem! . . spotkać można było kapłanów w ciemnych lub białych sukniach. może On… to znaczy. nigdy nie są tylko tu lub tylko tam. tym większa jego chwała! A ten. . Dlatego tak trudno ich wykląć. Sprytniejsi mieszkańcy Miasta założyli wokół kramy z różnością towarów i prostym jadłem. Mnich na widok przybysza skrzywił się. że On nie zastanawia się nad okazałością swych świątyń . że przybyłeś z Puszczy. zastanawiając się. czy nie wyda Mu się ona za duża? . . a nieznajomy też się roześmiał i odparł. jak oni. Jego ramiona skrywała szeroka bluza w kolorach tęczy. .Wydaje ci się.zaprzeczył Jon. że niektórzy czczą tam jeszcze bałwany .usłyszał Jon za sobą czyjś niemłody głos. brzęcząc dzwoneczkami: .Myślałem tylko nad tym. Nieznajomy miał na sobie obcisłe nogawice wpuszczone w brudne. jak usłyszałeś.mnich piorunował go wzrokiem. Można było dać mu zarówno trzydzieści parę lat. a tymczasem. Jon odetchnął z ulgą i odwrócił głowę: za ich plecami stał najniezwyklejszy człowiek w nieokreślonym wieku.Zważaj na słowa! Bóg tu wejdzie. co ze sobą niosło. młodzieńcze. którzy nadzorowali robotę. Wokół budowli trwał niebywały ruch. zakręciło się w głowie. by nikt nie skradł cegły. ledwie skończymy budowę! Im większa świątynia.Ależ ona mi się podoba . którzy niechcący przewrócili w błoto taczkę z cegłą.zaplątał się Jon.Bluźnisz! . co począć z młodym bluźniercą. by ją podziwiać. na głowie zaś nosił dziwaczną czapeczkę z grubego sukna.zdziwiła się Gaja ze śmiechem.górę. czasem sobie myślę.krzyknął obok niego człowiek w białej długiej sukni. Do 123 .Tacy jak ja przebywają pomiędzy niebem a piekłem. Jego zaś niezwykłość wynikała ze stroju. .Z nieba spadł? . z kilkoma rogami. Poznał już znaczenie słowa “heretyk” i bał się tego. czy musi być taka wielka. lecz nagle rzucił się. Jon nigdy jeszcze czegoś takiego nie widział nawet na obrazkach w księgach Ezry.Ciekawe. jest na odwrót . krzycząc na murarzy. jak i pięćdziesiątkę z okładem. że świątynie winny przychodzić do Boga. lecz wciąż jaskrawoczerwone skórzane buty. czy… no. komu się nie podoba. Słyszałem.Twój ubiór świadczy o tym. . by murarze nie skąpili zaprawy i nie marudzili przy robocie. gdyż wciąż przybywał ktoś nowy. choć było tam wiele zdumiewających rzeczy. . któremu towarzyszyło ciche brzęczenie dzwonków. czy Bóg Dobroci zechce zamieszkać w tej świątyni.zastanowił się głośno Jon. pilnujących.

kradnąc im miód.Kto to jest Błazen? .wtrąciła Gaja. .odparł Jon. a w dodatku piękną.Jestem Błaznem do wynajęcia. . Gdy moje dowcipy i powiastki rozśmieszą mych panów w kłopotach i zmartwieniach. gdy pszczoły potną jej nos żądłami i to ją boli. gdy się martwisz. Ale przestaje być śmieszna. . . aby Bóg obdarował ją aż tak szczodrze .Rozumną masz żonę. 124 . gdyż dzwoneczki brzęczą cały czas. Gdy moje żarty zbytnio żądlą mych panów i to boli. mimo woli uśmiechając się.Ani ona. lecz wkrótce wyrzucają. gdy mówi o smutnych sprawach. Ich domy są różne: czasem to zamki i pałace. Bogacz płaci więcej.obruszył się Jon. Jonie . Gdy trudno ich rozbawić. bo zmartwienie jest większe. ani ja nie czujemy się biedni . biedak dostaje żarty za darmo.spytał Jon.odparł nieznajomy i dodał: . zatem pewnie jest biedna. Szczerze mówiąc. .spytała Gaja. . podskakując i jego dzwoneczki znów zaśpiewały.skłonił się Błazen. gdyż mój ostatni pan znudził się mymi żartami i mnie wygnał.Nigdy nie słyszałam o takim zajęciu! Co robisz? . że i ty masz powody do zmartwienia. gdy ogania się od dzikich pszczół. lecz wyraziście wraz z każdym jego ruchem. wtedy wypędzają mnie.stwierdziła Gaja w zadumie. . Śmieszna jest niedźwiedzica. co mnie nie śmieszy wcale. młoda damo. .To chyba zależy od miejsca. lub śmieszy ich to.Twoja czapka jest smutna. A czyż moja czapka nie jest śmieszna?spytał Błazen.tych rogów przymocowane były małe dzwoneczki.Jak to możliwe. nawet złotem. .Jestem Błaznem . opłatę uzależniam od stanu ich kiesy. panie. które brzęczały cicho.Kim jesteś? . . . nawet wtedy. A sądzę.Mylisz się. że rzecz zabawna śmieszy wszystkich . jak dobry pies. opłacają mnie sowicie. co ciebie wcale nie śmieszy? Myślałem. . jak on chce.Nie . .zdziwił się Jon. Szukam nowego pana.Jego czapka jest śmieszna. nie zawsze na jednaką nutę. a smutna.Zabawiam moich panów za niewielką opłatą. gdy opowiada wesołe historyjki. Dzwoneczki brzęczą tak. z którego patrzymy .Dobrze to ujęłaś. płacą mi za nie. niekiedy zwykłe chaty. Nieznajomy swym wyglądem wzbudzał rozbawienie. gdyż trudno. a wtedy zamiast złota dostaję miskę strawy dwa razy dziennie. niż sądzili. by kogoś śmieszyło to.

pieczone pięć dni temu.Rozumną masz żonę . iż wierzą. srebra. Ale gdy to mówię.stropił się Jon.. . że tak potężny jest Bóg. możemy się z tobą podzielić tym. czując się niezręcznie. .Nie mam złota. że ich Miasto jest tak potężne. Oni sądzą. że masz pustą kiesę i przynależysz do gorszego stanu skomentował Błazen. że świątynię tę wznoszą tak potężną nie dlatego. by świątynia szybciej rosła w górę? By była jeszcze większa i wspanialsza. zapłacono ci coś za żarty? .speszył się Jon.Kupiłbym ci. Jeden kawałek jest w nadmiarze. ani nawet miedzi . że znajdzie się ktoś. więc wciąż mam nadzieję. .…na świątynię! Zbieramy datki na świątynię! . lecz nie mam za co . . . niż się zapowiada? Aby była największa w całym tym dzikim kraju?! spytał gniewnie mnich.Po co zatem tu tkwisz? . w ciemnej długi sukni. gdy powtarzam. co mamy . nie na chwałę Pana. a Błazen zaśmiał się krótko. 125 . . Dzwonki zabrzęczały melodyjnie. Dwóch ludzi w długich sukniach przegnało mnie kijami. Mnich zaraz odbiegł. ale trochę stare. złoszczą się. Gaja szybko zsunęła z szyi niewielki naszyjnik z bursztynu i wsunęła go w szparę skrzynki.Jeśli jesteś głodny.Czyżbyś nie chciał. że skończę w miejskich dybach. .Przybywa tu tylu ludzi.Muszę wykonywać moją pracę. iż powinno mieć największą w okolicy świątynię. koło świątyni. podsunął im pod nos drewnianą skrzyneczkę z otworem od góry. rozwierając sakwę z jedzeniem. a człowiek w lisiej czapie zagroził.Jon upolował wczoraj w Puszczy zająca.powtórzył w zamyśleniu Błazen. .Jon zmienił temat.zabrzmiał tuż przy nich czyjś głos i inny mnich. a zwłaszcza w pobliżu świątyni szybko poczujesz. Więc powstaje na ich chwałę. kogo rozbawię i kto kupi mi w zamian miskę gorącej zupy lub garnek z kluskami.zaproponowała Gaja.Nie . w Mieście.Nikt się nie śmieje. Błazen zaśmiał się nagle szczerze i niepohamowanie. przyglądając się Gai z uwagą. Tu. .odparł Błazen. upiekliśmy go w ognisku. że przybyłeś z Puszczy. .Od razu widać. lecz niewesoło. Mamy też placki. inaczej zapomniałbym. . na czym ona polega uśmiechnął się Błazen.Czy tu. .

dokończył Jon. Dobry Bóg nawet na nią nie zerknie. że jesteśmy wykształceni? . . choć was nie rozbawiłem? Dlaczego? . I może nigdy nie będzie. bo widzę po waszym stroju. ani nawet od mnichów.Nie umiemy czytać ani pisać. . czemu szukasz pana? . To nie zależy ani od wielkości świątyni. ani od budowniczych. Teraz Jon się zaśmiał.Jeśli szukasz w niej Dobrego Boga.Nasze konie czekają za Miastem.Nie umiesz żyć bez panów nad sobą? Błazen znowu się zaśmiał.Bo jesteś… jesteś człowiekiem . że to żarty. które tętniło życiem. Utworzyły one niemal małe miasteczko. tak trudno w dzisiejszych czasach . A wy? Czego tu szukacie. . A jeśli z miłości… Ale o miłość.spytał Jon. Błazen zerknął przelotnie na wypukły brzuch Gai. Ale jakoś ostatnio źle trafiam.zaśmiał się Błazen. Poszli do jednej z licznych bud. z wysuniętym dachem. szczególnie w tym mieście.dopowiedział Jon. a Gaja roześmiała się niepewnie i dodała: . lecz suto wypchanym woreczkiem ukrytym a koszulą.Widzę. to Go tu jeszcze nie ma.Nie chcę wyjść z wprawy w wymyślaniu dobrych żartów. gdyż to ja mam złoto i srebro . żeście z daleka? . skryty nie dość dokładnie pod burym płaszczem.zaprzeczył stropiony Jon.Skoro masz tyle złota..Cywilizacja . Jonie. by spojrzeć na świątynię . ucinając niewygodny temat.zamyślił się Błazen.Chcecie mnie karmić.powiedział Jon. . 126 . . Jeśli wznoszą tę świątynię z pychy.Dobrze. gdy się najedli. . chroniącym przed deszczami i śniegiem. bo to mój fach. przyjacielu. Jechaliśmy cztery dni z Wioski. zasiedli na drewnianej ławie i już po chwili wyjadali drewnianymi łyżkami białe kluski z dużego garnka. Zatem to ja was nakarmię. .Nie . . lecz zaraz spoważniał i odrzekł: .i Błazen zabrzęczał nie dzwoneczkami u swojej dziwacznej czapki. Ale Błazen ujął Gaję za ramię i zaczął prowadzić ją w stronę kupieckich straganów i bud.odparł Jon po namyśle. myśląc.Nasz syn będzie to wszystko umiał .Ho! Ho! Ho! .

zmiażdżyć dżdżownicy.pokręcił głową Błazen. mogę ją wam pokazać .pomyślał z żalem. Mógłbym w końcu pozostawić go matce. żeby mój syn był bezpieczny. Może tak potężna świątynia. Może jeszcze nie ma tu Dobrego Boga i może Go nigdy nie być. nawet teraz. zamiast samemu się chwalić . Jon pomyślał. a Gaja kiwnęła z powagą głową. że sam dałem trochę złota. Część ludzi w długich sukniach też bawią moje żarty. Musi się z tym pogodzić . Jon i Gaja stanęli wewnątrz świątyni i wznieśli głowy: kopulasty dach . Tymczasem Bóg… każdy Bóg… . Murarze pozdrawiali Błazna.Chcę. kątem oka dostrzegając smutek na twarzy Gai. że na nią zbierają. więc widocznie jego żarty tu się podobały. więc i ja dałem. nawet najubożsi w kraju. ale tu jest siła. a Gaja roześmiała się. .Znam tu wszystkich murarzy. . spalić gniazda dzikich pszczół. Wszyscy. Przepuszczono ich przez drewniane zapory i weszli do środka. gdzie ledwie majaczyła drewniana więźba . jakby odpowiadając myślom Jona. Ogrom świątyni i uroda jej strzelistych kształtów zrobiły wrażenie na Gai i Jonie.dodał Jon. zwróci szybciej uwagę Boga . że większość ludzi wierzy. patrząc wysoko w górę. . Jest mądra. Można Go szukać wysoko. . Błazen spojrzał na niego z zaciekawieniem. co wielkie. czy dobrze wybrałem. a tymczasem będzie tuż obok lub pod stopami.No i co? Wybrałeś właściwą drogę dla syna? .zaproponował Błazen i dodał: . piękna. dawali co mieli.myślał Jon. Błaźnie. iż im wyżej sięgną.który już zaczynano nakładać na drewnianą konstrukcję gont po goncie .Dla niego tu przybyłem . Błaźnie ciągnął Jon.może objawiać swą wielkość także w tym.przytaknął Jon.Widzisz. Jeśli chcecie obejrzeć świątynię. najwyższa spośród wszystkich w tym małym.wznosił się tak wysoko. a niektórzy mnie lubią. Milczeli chwilę. tym znajdą się bliżej Boga.Pierwszy raz słyszę. zagubionym kraju.. iż wydawał się sięgać chmur. w tej chwili.Mówisz o tym tu synu? . Wstali z ławy i ruszyli ku potężnej budowli.zaciekawił się Błazen. W pobliżu siły jest zawsze bezpieczniej. nasz syn znajdzie się za kilka lat pod pieczą kapłanów i chciałem się upewnić. 127 . że nie pozwoli rozdeptać mrówki. przyglądając się potężnej sylwetce nie dokończonej budowli. bo i ja lubię to. .mówił Błazen. niektórzy z nich nawet je rozumieją. Rosła w oczach. Siły i Cywilizacji. gdy ogłoszono. że mężczyzna chwali przy obcych swoją kobietę.Owszem .Ta żelazna iglica na szczycie będzie ściągać pioruny. .Powiem wam szczerze. dobra… . Pewnie z tego samego powodu posąg Bezimiennego w Puszczy był tak monstrualny.

przybyli zewsząd. a przekupnie wywrzaskiwali zalety swoich towarów lub jadła. bo dama to stan umysłu. . bo w Puszczy nikt nie mierzy bogactwa złotem. Otaczały ją gęsto budy i stragany. a może nawet kimś jeszcze bliższym. zaprzeczyłem. . który rozśmiesza. z bladą twarzą. że On jest wszędzie i nie potrzebuje dachu. więc twoje najlepsze żarty zmarnowałyby się . że w tłumie uda się im skraść komuś sakiewkę. patrząc na Gaję. że coraz mniej jest mi do śmiechu. Błaznem przyjacielem. szczupła. odsłaniając chore i obrzękłe nogi. że to ty miałeś rację.powiedział Błazen. Gaja właśnie wróciła.Nie przynależę do rasy panów. chyba widzisz. Wyszli z wnętrza świątyni. skoro decydujesz się zostawić taką żonę jak ona. Wśród tłumów uwijały się rozwrzeszczane dzieci. . Zajmowała ogromny obszar. a nie wygląd czy strój . wyciągając przed siebie zaropiałe ręce. Daleka to musi być droga i ważna sprawa. że jestem biedny.westchnął Jon. 128 . . Błaźnie. Jon nagle znieruchomiał i jakby intensywnie nad czymś myślał. nie odrywając oczu od pnących się w górę ścian budowli. Otulona burym płaszczem.spytał Jon. licząc na to. Gaja akurat odeszła dalej. Musiałbyś być Błaznem wiernym. rudymi włosami. On przychodzi do ludzi. więc umilkli.Skoro masz złoto i srebro. brudne lub zaczerwienione od gorzałki twarze. Wygląda jak dama.Ona może być moją panią. . ucieszone gwarem jarmarku. ukoi smutek… Zatem ją porzucasz. abym mógł wziąć cię dla niej za Błazna? Ale nie za takiego. mimo skromności ubioru wyglądała dziwnie szlachetnie.zainteresował się Błazen.Osuszy łzy. w którym wydali się sobie niezwykle mali i obeszli ją wokół. .powiedział Błazen. by ją budować lub podziwiać. czemu nie miałbyś nim zostać? . Jon zniżył głos do szeptu i spytał: . Błazen zerkał na niego ciekawie. Wśród pielgrzymów grasowali drobni złodzieje. kto nie opuści jej w złych chwilach. Wytknąłeś mi. . a wszędzie kłębili się ludzie.A naprawdę…? Co myślisz naprawdę? . czego chciałbyś jako zapłaty.Gdybym był panem. ukoi jej smutek i osuszy łzy. Gdzie się wybierasz? spytał nowy kompan. nawet złoconego. Boję się też. ale okazało się. by przyjrzeć się dachowi nad drugą z wież.Sam chciałbym wiedzieć . wynająłbym cię .powiedział Jon.Myślę. Żebracy siedzieli wokół na błotnistej ziemi. Błaznem bratem. Nie mogę cię nająć.. wysoka.Szukam nowego pana.westchnął Jon. z rozrzuconymi na plecach długimi. nie do budynków .

tyle że czczony pod różnymi imionami. gdy zacznę żartować.Znudziło mi się Miasto i moi nadto głupi lub zbyt zadufani w sobie panowie. Jon uśmiechnął się: . Masz rację.zaprotestowała Gaja.rzekł Jon. kiedyś było Ich więcej. że wprowadziłeś nas do wnętrza.Nasza droga wiedzie w głąb Puszczy. gdy życie daje nam do tego okazję.A czym zapłacę ci za żarty? I po co w ogóle miałabym za nie płacić? . twój uśmiech. Bo twój strój i czapka.Mimo to nie żegnaj mnie . Jak widzisz.uciął krótko Jon. że najlepszy jest śmiech.Myślisz.Nie . nie da się ukryć. niektóre żarty i słowa chyba nie wzbudzą jego zachwytu. lecz raczej podejrzenia. rozglądając się wokół: . w naszej Wiosce.Bylebyś tylko umiał ukorzyć się przed naszym kapłanem. że przy wznoszeniu świątyni zbyt wielu ludzi pragnie ubić interes. gdzie aż pod wysoki dach wznosi się cisza. a Błazen ciągnął: .odparł Błazen. jest naprawdę wysoka.zdumiała się Gaja. Opuścili teren potężnej budowy i powoli ruszyli do koni.Ja? . a Jon przyznał jej rację. . . co on powie na tę niespodziewaną propozycję. . . tylko ta ostatnia cena. Pomyślałem sobie.Taaak. Ale mógł to być także wciąż ten sam Dobry Bóg. . gdzie tacy jak ty okropnie by się nudzili.Żaden? . . a Błazen przyjrzał mu się uważnie. choć dodał.. uśmiechając się.Jadę z wami.powiedziała Gaja do Błazna. aby nie wziął cię za heretyka. śmiejemy się tylko wtedy.Czyżby twoim zdaniem było Ich więcej niż tylko Jeden Jedyny? Jon umilkł stropiony. a Błazen wymamrotał. 129 . Na resztę chyba cię stać? Gaja spojrzała na Jona. w dodatku ono to czyni za darmo. My. że Dobry Bóg lubi ciszę? Że nie kocha żebraków? Nie umie wybaczać złodziejom? Irytują go wrzaski dzieci? . placka. .Zapłacisz mi talerzem zupy. miodem i mlekiem i wreszcie uśmiechem.Jon spojrzał na niego zdumiony. który ofiarowuje życie i za który nie trzeba płacić. niepewna.zapytał Błazen. . .Dobrze. Ezrą. a tego żaden Bóg by nie zniósł. Błaźnie. Jestem zmęczony. Gaju. kawałkiem mięsa.Musimy cię pożegnać . . że dla odmiany to ty zostaniesz moją panią… . Ta cisza daje nadzieję .

Nie wiem. gdyż żyjemy w głębi Puszczy.Moje . twierdząc.do nas dociera wolniej. nie zamierzam też spłonąć na stosie! Twój Ezra mnie polubi! Twarz Jona na moment spochmurniała.zaśmiał się Błazen. Jon snuł nieskładną i niepełną opowieść o szamanie i Isaku. czy stary szaman umie czarować.No i o to chodzi. o obyczajach Plemienia. Nie lubię być pławiony w rzece.spytał. częściowo zakorzenionych w minionym czasie.dokończył śpiewnie Błazen i Jon spojrzał na niego z ukosa. . wygodny trakt. że dużo podróżował po Miastach. szybko pokonując bity. gdyż wiele z naszych plemiennych spraw chyba cię jednak zadziwi. patrząc na mieniące się od blasku ogniska kasztanowe pasma. wiem. gdy rozpalali ognisko i posilali się tym. Błazen chciał wiedzieć. bóstw ani starych Bogów. o wioskowej świątyni i tak różnych dwóch kapłanach. Błazen kupił sobie konia w Mieście. Jon zdziwił się. co mieli w sakwie lub co ich nowy towarzysz dokupił na straganach. bracie! . gdyż o drugim Jon nawet nie wspomniał). a także po innych krajach. Jechali teraz przez Puszczę. choć nie ze szczętem pomarli . . o polowaniach w Puszczy. gdy słuchał Błazna.Ooo. o brzegu Rzeki (tym właściwym. W każdym razie nikt już nie czci bożąt. zapewnił nowego przyjaciela. o łowieniu ryb. może z szumu drzew? Z trzaskania polan w ogniu? Z iskier w jej włosach? . Dobrze. . lecz nigdy jeszcze nie spotkał szamana.dorzucił. okalające zamyśloną twarz Gai.. .Nigdy nie mówię cudzymi słowami. Ale to już ostatni szaman naszego Plemienia. . a po części zmieniających się za sprawą Cywilizacji.Skąd je bierzesz? .Cywilizacja . a z kim nie wolno.…a Oni milczą.odparł Błazen. Miasteczkach i Wsiach.Umiem obchodzić się z ludźmi w długich sukniach. ale przy ostatnich słowach odprężyła się: . że tego nie wie. Choć Jon proponował Błaznowi jednego z koni.stwierdził Jon krótko . .Czyje to słowa? . że drugi uniesie ciężar dwojga osób. a Jon z Gają opowiadali o Wiosce. lecz Jon stwierdził. Wieść o obecności szamana w Wiosce zadziwiła Błazna. że to pojmujesz. 130 . że aż tak wiele można o niej mówić: o mieszkańcach i domach. . z kim spośród nich mogę żartować. A na postojach. Wyznał. rozumiesz? O to chodzi.

Do Wioski wjechali piątego dnia pod wieczór i pierwszym. przedłużając oznaki jesieni. Początkowo wzbudzał ciekawość i onieśmielający chłód zarówno swym strojem. Tutaj bowiem.rzekł z powagą Błazen. zbudowanej z ociosanych bali chaty. bożęta i bóstwa niechaj mu nigdy nie czynią krzywdy . Na szczęście pierwsze mrozy cofnęły się. przekraczając próg. nie okłamie go w odpowiedzi. długim. matką przyszłego syna i najbliższą osobą. a także swoją niechęć do zbliżenia z nim. któremu Jon pragnął zwierzyć się ze swych trudnych tajemnic. Gaja była żoną. pożartował z jej mieszkańcami i zaskarbił sobie ich względy. Stary szaman i równie stary kapłan byli do tej pory drogowskazami dla Jona. nierówne kroki w ogrodzie.Żyje . jakie miał Ezra. choć z całkiem innymi obrazkami: były tu 131 . . przebijające przez stojący samotnie nad Rzeką namiot szamana. który przełamywał lody. mądrą twarz Błazna i usłyszał brzęczenie dzwoneczków na jego dziwacznej czapce.nie zrobił tego. lecz . Błazen był pierwszym człowiekiem. cywilizowanym świecie są ludzie gotowi płacić za okazję do śmiechu.ale gdy ze swobodą opowiadał. na co Jon zwrócił uwagę. podobną do tych. gdy tylko ujrzał smutną. Ale Jon nigdy nie miał przyjaciela. każdy mieszkaniec Wioski wybuchał śmiechem. czym się zajmuje.westchnął ponownie Jon.Oto nasz dom. Mężczyźni z Plemienia lubili go i szanowali. Niech czuwa nad nim Dobry Bóg.Może dlatego. iż w dalekim. który mu przypadł w udziale. a starzy Bogowie. ale pięć dni.Niech zawsze płonie w nim ciepły ogień. Poczuł to od pierwszej chwili. a teraz także twój . podróż zabrała im nie cztery. w Puszczy. gdy przejeżdżali obok świątyni.równocześnie podkreślali jego obcość i samotność. . równym krokiem. że wybór nowego. najlepszym żartem Błazna okazało się wyznanie. gdy dojechali wreszcie do rozłożystej. . Ale mimo chęci . że dużo rozmawiali. Zdecydował jednak. Ezra chodził inaczej: z energią. nie byli więc głodni ani nie marzli. jak i sposobem bycia . Ze swej podróżnej sakwy wyjął grubą księgę. skąd wziął się przydomek Jona w Drodze i gdzie ta Droga go wiodła. Jego i losu. że gdyby nowy przyjaciel zadawał mu trudne pytania. Potem. Jon zaś po drodze upolował sarnę. . Już następnego dnia Błazen obszedł Wioskę.powiedziała Gaja do Błazna. było nikłe światełko. wytłumaczyć. kochanką. w dodatku pierwszego i jedynego przyjaciela był trafny.nazywając Jonem w Drodze . Jakby trochę się go bali. Jon pomyślał. że może zacząć uczyć swych nowych przyjaciół pisać i czytać. usłyszał człapiące.westchnął z ulgą.Żyje . Wieczorem drugiego dnia pobytu w Wiosce Błazen zaproponował.

Gaja wyraziła entuzjastyczną radość z propozycji Błazna.przyznał Błazen. bo nie każdemu wydaje się ona potrzebna. To przecież ludzie je stworzyli.Księgi to też żywi ludzie. jakbyś palił człowieka .Na stosie? Myślałem. rzeki z pływającymi długimi łodziami o nieznanych kształtach. . to tak.powiedział. Gaja od razu zaczęła oglądać obrazki w wielkiej księdze.odparł zamyślony Błazen i dodał: .Kiedyś dbano o to. rozległości oceanów . . to znowu święty. morza i oceany. Potem jednak niektórzy z nich zrozumieli.Palą księgi? . jak myślisz.To księga o krajach i miejscach. . bo pokazuje świat takim. I oni pierwsi. Choć… hm… nie wszystkie księgi podobają się mnichom. . Dzięki nim coraz więcej ludzi umie czytać księgi.Tak. przez które przeprawiały się konie lub dwugarbne. Są takie. a i ksiąg wciąż przybywa. nie może być tylko sekretną umiejętnością. .podpowiedział Jon. z jego słabościami. że palą tylko żywych ludzi… . Dlatego będziemy ją chować przed obcymi. by czytać umieli tylko wybrańcy i wybrano ludzi w długich sukniach.Ludzie w długich sukniach niosą Cywilizację do różnych światów i chwała im za to. Nawet dzieci potrafią posiąść tę sztukę . Nie wszystkich. mnisi. wyrysowani w twojej księdze. z długą trąbą w miejscu nosa.Gdy poświęcimy na naukę trochę czasu. strojni ludzie. oni spisywali je z mozołem i iluminowali. są to nadal ludzie wybrani.Cywilizacja . To wcale nie jest tak trudne.zdziwił się Jon.I będę rozumieć te znaczki malutkie jak mrówki?! . Gdy palisz księgę. gór. . . po których pływały domy. zakonnicy. dziwne budowle. to grzeszny. zdobne pałace.Moja księga też nie wszystkim by się spodobała.ucieszyła się. lecz jest ich coraz więcej. to okrutny. wysokie zwierzęta z małymi główkami . które chętnie palą. umiłowaniem złota i uciech. 132 .Cywilizacja .warowne zamki. już w niecały miesiąc przeczytacie podpisy pod tymi obrazkami. że nauka czytania i pisania musi trafić do zwykłych ludzi. wierzą w Boga Dobroci? zaciekawiła się kobieta. .Czy wszyscy ci ludzie.wyjaśnił Błazen.i jeszcze dziwniejsze. zaczęli nauczać sztuki pisania i czytania. jaki jest. to znów dobry. kapłani. . wydając okrzyki zdumienia na widok strojnych szat kobiet i mężczyzn. . które zwiedziłem . . by nie oglądały ich oczy zwykłych ludzi.na których wielkie fale przewracały wielkie łodzie.

więc ich nowy przyjaciel westchnął i wyjaśnił: . inaczej Go nazywa. ono zawsze może zbutwieć. kogo kocha. które już istnieją. które czytałem.. Ku zdumieniu żony. a kogo odrzuca. choć z zazdrością popatrywał na Gaję.odparł Błazen po krótkim namyśle. . co jest dobre.Ludzie są tak stworzeni. Jon zatem nie siadał do nauki czytania. . nie księgi. Ale gdy myślę nad wielością ksiąg.Rozczarują? Wydawało mi się. Jon odmówił nauki czytania.Ale to jest ciągle ten sam Bóg?.Cyt! Cicho. że mogą znaleźć się ludzie. . że możesz mieć rację. 133 . ale ich nie znam i nad tymi. nad tymi. oszołomiona światami. Twoja wola Jonie. potężne. co myśli. Gaja zaczęła tęsknić za wielością światów. że one wprowadzają nas w lepszy. ciekawszy świat. Może wówczas nigdy mnie nie rozczarują? . która po paru lekcjach zaczęła sylabizować z grubej księgi. że w przeciwieństwie do swego męża. które one niosą.spytała znów Gaja i Błazen przytaknął. Błazen jeszcze tego wieczoru zaczął tłumaczyć Gai znaczenie liter w księdze. które się przed nią otwierały. ale Błazen położył palec na ustach: .Więc czemu kapłan Ezra miałby się zezłościć. piękne.Ale to by znaczyło. Myślę. Interes ubijany na Bogu zawsze jest dobry i w dodatku nie ma końca. a nawet za niebezpieczeństwami.uparł się Jon.Więc czemu miałoby to im przeszkadzać? .zamyślił się Błazen. a co złe. widząc tę księgę? . inaczej się do niego modli.Odpowiedz jej . którego Droga wiodła nie tylko ku Dobru. nie będę cię ich uczył. obawiam się.zdziwiła się. Także Boga. że pożądają na własność wszystkiego co wielkie. które dopiero ktoś napisze. . że rozczaruje nas świat i ludzie. . czego On chce. pewnie dlatego wolał poczucie bezpieczeństwa.Chcę. Pojmowała jednak niechęć i strach Jona. nie tylko ku Pięknu. mogą je zjeść korniki i straci swą wartość.Tak .Gdyż wielu ludzi inaczej wyobraża sobie Boga niż my. którzy napiszą księgi nienawiści . Gdy robisz interesy na drewnie. by te malutkie. inne Mu wznosi świątynie i całkiem inne odprawia w nich rytuały. zagubionej w wielkiej Puszczy. Były tak inne od małej Wioski. sza… . Chcą nim zawładnąć i tłumaczyć w Jego imieniu. czarne znaczki na zawsze pozostały dla mnie Tajemnicą. Skoro nie chcesz poznać sensu czarnych znaczków. jakie dawał mu maleńki świat własnego Plemienia. spróchnieć.

który dla obu starców mijał coraz szybciej. nie czując w jego słowach żadnej pułapki. iż Błazen pochwalił się młodemu kapłanowi. ba. na które nie powinno się odpowiadać. ona wręcz jej nie lubi. zawiódł Błazna do namiotu szamana.…ale tylko ja będę decydował. . proponując.uśmiechnął się Błazen. chyłkiem. Jon wiedział. I nie będzie to ani Bóg Ezry. Dopiero po paru dniach. lecz świadomość. Nie zdziwił się.i” . tworzą słowo wiara. Zatem sprawiam mu przyjemność. nie wymaga od ludzi szczerości za wszelką cenę. w której Ezra nauczał dzieci.ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Ezra przyjął ofertę pomocy od Błazna. Gdyby zbyt wielu ludzi w Wiosce posiadło sztukę czytania. . A sprawianie innym radości to dobry uczynek .r” . które dzieci nadają się do nauki . które idą. złączone razem. gdy swego gościa zaprowadził najpierw do Ezry i pouczył. Jona zdumiało to rozumowanie.pochwalił się Błazen. Wystarczyło. . których wciąż przybywa w świecie. którą tak sobie cenisz. gdy ten opowiadał o znajomości z młodym kapłanem. co czyni.zastrzegł.w” . gdy zapadł zmrok. Jonie.powiedział Jon do Błazna. szybko trafiłyby tu niepożądane księgi i różnorakie herezje. że literki . pisać na pergaminach i papirusie.. Ezra uśmiechał się zadowolony. kim nie jesteś . Czas. gdy okazało się. Dowodziło to.Jesteś. że . chytrości nowego przyjaciela lub jego osobistego uroku. widząc jego zamyślenie. a tam przywita ich obu ten sam Bóg. Jon głęboko wierzył. gdy zadają męczące pytania.. czego on nie lubi.pewnego dnia ci dwaj starcy pójdą razem do Krainy Cieni. Cywilizacja. Wprawdzie niezwykły fach przybysza i brzęcząca dzwoneczkami czapka początkowo niepokoiły Ezrę. pokręcił tylko głową: . Cywilizacja wymaga umiejętności dostosowania się do sytuacji. Znam też różne praktyczne przypowieści . a nawet u najwyższych dostojników w długich sukniach. lecz nowy przyjaciel.a” .a”. iż musi on sobie zaskarbić jego przychylność. że pracował przy budowie największej w kraju świątyni i że zna każdy jej zakątek. zbyt prostolinijny jak na czasy. czego Ezra uczył ludzi w Wiosce . myślał Jon. wtedy gdy chlapią one wokół inkaustem i długo nie mogą pojąć. “Ona sięgnie nieba…” mówił Błazen. że jest tu też kapłan Isak. nastawiły młodego kapłana przychylnie do nieznajomego. 134 .Umiem czytać...wbrew temu.Nie okłamuję. . gdyż wedle Ezry . Przemilczam jedynie to. a nawet malować.Okłamujesz go.Zgodnie z przewidywaniami Błazna kapłan Ezra polubił nowego gościa w Wiosce. że był on też w służbie u wielmożów z Dalekiego Kraju. ani Bezimienny.. Błazen zaoferował też pomoc w wioskowej szkółce. jeszcze bardziej ich do siebie zbliżył. udając kogoś. iż wyręczy Ezrę w początkach żmudnego nauczania wioskowych dzieci.

że zdobiły one szyję każdego plemiennego czarownika i że drewno. Obaj starcy. Jon. obdarzone magiczną mocą.uśmiechnął się Błazen. Szaman spoczywał na swoim łożu. . chodzenie. 135 . Może trudniej w nich o śmiech i dlatego potrzebne jest zajęcie rozśmieszacza? A może. ścięto w pobliżu Kamiennej Drogi.a gdy dwaj młodsi mężczyźni dobiegali już brzegu. z którego je zrobiono.po czapkę z brzęczącymi dzwonkami. . liczyły setki lat. który dobiegł od strony Rzeki. .i przeznaczeniem i uprzytomnił sobie.choć z drewna. kapłan przycupnął obok.tak niegdyś.Czy przypadkiem właśnie życie rozśmieszacza nie jest smutne? . wielograniastej czapce. Błazen z Jonem wybiegli z namiotu. a każdy krok okupywali bólem zmęczonych członków. rozmawiając. że pasujesz raczej do starych niż nowych czasów.Obaj starcy uśmiechnęli się na widok Jona i Błazna. Wzrok czarownika jeszcze raz powędrował ku brzęczącej dzwoneczkami. że bez Błaznów życie byłoby smutne? . milcząc i przesuwając w palcach swoje paciorki. każdy na swoim miejscu.zaprzeczył Isak. wpatrując się z niepokojem w rwący nurt spiętrzonej wody. zdziwił się ich niezamierzonym podobieństwem . gdyż uśmiechnęli się do nieznajomego z sympatią.spytał Isak.szepnął wreszcie szaman. srebrnymi kuleczkami. Ale najdłużej wpatrywali się w jego twarz. poruszył się też gwałtownie Isak . ale pozostali nieruchomo.Wynika z tego. . na małym zydelku.Więc to ciebie Jon chce tu pozostawić na swoje miejsce . także szaman zdołał zwlec się z łoża i wyszedł przed namiot.Pasuje raczej do nowych niż starych czasów . Nie chciał jednak pytać szamana o pochodzenie kościanych paciorków. kładą się krzyżem. odzianych w obcisłe nogawice i fantazyjne czerwone buty . że pasuję zawsze .Ale wymyślono mnie w nowych czasach. czarne perełki przetykane były. Obaj. Ale paciorki Isaka były stosunkowo nowe. cały czas przesuwali w palcach drobne paciorki. a Błazen drgnął. Oględziny chyba wypadły pomyślnie. a szamana . które przetykały drewniane w równych odstępach. …nagle ich spokojną rozmowę przerwał gwałtowny. . . Paciorki Isaka przywieziono z Dalekiego Kraju. od stóp. z ogromną ciekawością obejrzeli Błazna. zmuszanie kości i mięśni do ruchu sprawiało im wiele trudności. Dlatego moimi najlepszymi żartami są te. czynili te same gesty wobec starych bóstw. przed setkami lat. że tak szybko sprawdza się jego podejrzenie wobec zamysłów przyjaciela. że tak jak dziś we wszystkich świątyniach świata ludzie klękają. widząc sznury paciorków w dłoniach starców. Jon wiedział. Drobniutkie. czeka nas tyle rzeczy strasznych. biją głowami o posadzki i czynią nakazane znaki . zanim Cywilizacja okrzepnie i podbije wszystkie światy. rozpaczliwy krzyk.Takie jest.Dziwne… Wydaje się. dla odmiany. za które mi nikt nie płaci. Wstawanie.

pełen radości z uratowania dziecka (jak dwunastoletni Jon…). żeby przekrzyczeć huczącą Rzekę i groźne milczenie Plemienia. a potem zsunął się po gałęzi i zawisł. gdy tonęła Gaja. Dziś Plemię także czekało. patrząc z ulgą i niepokojem.Bród jest poniżej! . stał nadal jak sparaliżowany. walczył teraz z prądem. milcząc.Czy Bezimienny. Chłopiec. . lecz widząc ludzi z Plemienia. Zatrzymały go wspomnienia z dzieciństwa.Jon usłyszał za sobą słaby głos szamana i miał wrażenie. Stał teraz na terytorium Bezimiennego. . Plemię zaś wciąż stało w wielomównym milczeniu. że zrozumiał i maszeruje teraz. jak stoją nieruchomi. jak jego przyjaciel macha z oddali dłonią. Nieruchomi ludzie wyglądali jak gliniane figurki. Jon spojrzał na starca: w postaci czarownika czaiły się ulga i lęk przemieszane z żalem. Nagle śmignęło przed nim mocne ciało Błazna.Tabu! . a ktoś odtwarza na nowo przygodę z dzieciństwa. Ale Błazen już wychodził z chłopcem na drugi brzeg. iż przeżywa po raz wtóry to samo. chcąc zarzucić na głębinę swą wędkę.krzyknął z całych sił. szuka jego następcy? Wydawało mu się.myślał zrozpaczony Jon. rozczarowany Jonem. Bał się tak jak wtedy przed laty. spoglądając ukradkiem na starego szamana. że śni. gdy w milczeniu Plemienia tkwiła zapowiedź jakiejś tajemniczej groźby. jak się okazało. Kto go spyta. na co czekają i bał się. szybkimi ruchami ramion i nóg. nieświadom swego przestępstwa (jak wtedy Jon…). przed laty. Przecież tak rozpoczęła się jego Droga. wspiął się na drzewo nad wodą. który go znosił… …i jak zwykle w tym nieszczęsnym miejscu znosi go wprost na drugi brzeg pomyślał niespokojnie Jon i poczuł chłodny dotyk lęku wzdłuż kręgosłupa. w dół Rzeki.zawołał wreszcie Jon. Chciał skoczyć do wody za malcem. Plemię czekało. pokonując jej nurt równymi. . na co przed laty zdobył się mały Jon: wskoczył do Rzeki i płynął. z dzieckiem w objęciach. Gałąź nie wytrzymała ciężaru i malec. Jon nie wiedział. tak samo jak wówczas. On nie musiał czekać na powrót 136 . na znak.Pierwszy śnieg i poprzedzające go ulewne deszcze podniosły wysoko poziom Rzeki i gwałtownie przyśpieszyły jej bieg. Jego przyjaciel uczynił to. Pośrodku nurtu unosiła się jasna główka synka sąsiadów Jona. Był o wiele starszy i silniejszy niż kilkunastoletni Jon wówczas. więc przepłynięcie rwącej wody zajęło mu mniej czasu. czy usłyszał zew? Ja czy szaman? I czy w ogóle powinniśmy pytać? Po co przywiodłem go z Miasta do naszej Wioski? Aby wydać Drodze…? . . jakby odbite w pękniętym zwierciadle. wciąż uczepiony spróchniałego konaru.Tabu… .

Wreszcie Błazen wyłonił się zza zakrętu. ramię przy ramieniu. który przypominał. Szedł uśmiechnięty. Jon podbiegł i narzucił koc na jego ramiona. a nawet ziemię. porzucając wiarę w stare bóstwa. twarzy. Przyjmując nowego Boga. Także Isak. Potem. którego dokonali. która musiała nastąpić. Mężczyźni. że od tego momentu wszystko potoczy się inaczej niż przed laty. jakby malec był zarażony trądem.zdziwił się Błazen. nie popierają związków starego z nowym. jakby szukając w nim śladów przemiany. zaczął dotykać Błazna. nie tylko u ludzi z Puszczy.podszedł do szamana. że wybór. czapki. To. obrażało pamięć praojców. Na widok nieruchomych. A Plemię nie lubiło wątpliwości. 137 . wyczuwając napięcie tłumu i odgadując. czekając na rozstrzygnięcie. Czarownik z kolei wpatrywał się w mężczyznę. ludzie pragnęli iść naprzód. czekając niecierpliwie. Mężczyzna objął chłopczyka ostrożnie.Co się stało? Nie cieszycie się. że malec żyje? . huśtając dziecko w ramionach. czekając na powrót Błazna z dzieckiem. wesoły. wyszedł z Puszczy z uratowaną dziewczynką. na której żyli.Czekałem na okrzyk radości. dłoni. kto jest tu najważniejszą osobą . zawsze bolało ich do żywego. spośród drzew. I choć określenie “bałwany”. to jednak zażyłość kapłana z czarownikiem byłaby dla nich jeszcze bardziej obraźliwa. co powie stary czarownik. wciąż milcząc. jakiego dokonali wyboru i groził piekielnym ogniem za “powrót do bałwanów”. że Isak nie chciał niepokoić Plemienia swą zażyłością z szamanem i stał na brzegu Rzeki kawałek dalej. dając hałaśliwy wyraz radości. jego mokrych włosów. ze swymi paciorkami w ręce . Wciąż stał koło namiotu. milcząc. pokręcił przecząco głową i wszedł do namiotu. Oznaczałaby. milczących sylwetek ludzi zwolnił kroku i patrzył na nich pytająco. młodzi i starzy. na śmiech i oklaski… Plemię milcząco patrzyło na szamana. koralik za koralikiem. że dziecko żyje. co niezrozumiałe. choć powinien trzymać się z dala. …i nagle Plemię zaczęło wychwalać bohaterski czyn przybysza. Błazen dodał. z natury łagodni i przyjaźni. …a teraz ludzie z Plemienia stali wszyscy razem. kilkunastoletni wyrostek. że ludzie z Wioski. naznaczony jest wątpliwościami. gdy on. Potrzebny im był Ezra. otoczyli kołem bohatera i przyjaźnie klepali go po ramionach. Jon zaś pomyślał.i przesuwał je powoli w zesztywniałych palcach. Błazen. Jon wiedział. zawsze wzbudzało lęk. Z ulgą dostrzegł. . dowcipkując swoim zwyczajem: . oddając po drodze dziecko w ręce jakiegoś mężczyzny. znał odpowiedź. stał jak przykuty. nie oglądając się do tyłu. Czarownik.Błazna. zziębnięty.

To ładne. Szkoda.Ariel? Co cię w nim niepokoi? .Imię… Imię… Imię… Trzy obłoczki jego oddechu natychmiast przemieniły się w parę na mroźnym powietrzu. Podpierając starca. ni z ulgą i przymknął oczy. Jej niedawny właściciel wziął lisią czapę z rąk mężczyzny i nałożył ją sobie z fantazją na bakier.Ariel .zapytał Jon. Plemię znowu wydało okrzyk radości. Nagle czarownik zatrzymał się i trzykrotnie wyszeptał z naciskiem: . gdy mały obłok rozbił się o ramię najbliżej stojącego mężczyzny i zniknął. czuł. a równocześnie oglądał przez ramię tę scenę. mimo grubego koca.No.Czapka jest mokra… i tak już nie dzwoni… . że twój przyjaciel nie przyjął nowego imienia. Czarownik przymknął oczy i zdawał się nasłuchiwać. że udało mu się wydobyć z pamięci prawdziwe imię. a potem młody mężczyzna odsunął skórzaną zasłonę i zaprowadził starca do łoża.Szkoda. . Jona dobiegły słowa ofiarodawcy lisiej czapki: . 138 . Lisia kita spłynęła mu na ucho. Błazen. . Twój przyjaciel niczego nie usłyszał.. Gai się spodoba. którą w zamian przywdziałeś. Jon pomagał szamanowi wejść z powrotem do namiotu. to imię niesie kłopoty całkiem innej natury. które nadaliby mu kapłani. Plemię się tego domyśla . Nie ma pojęcia. twoje dzwoneczki umilkły. nie jesteś już Błaznem. . nie namyślając się długo. Pomógł mu się położyć i starannie otulił futrami. ściągnął z głowy ów dziwaczny symbol swego zajęcia i rzucił na ziemię. martwy przedmiot.Ariel? Ariel… . brzmi jak śpiew przelotnego ptaka.Mam na imię Ariel… dodał oszołomiony. to musisz mieć imię… Zapadła chwila ciszy. Niemal w tej samej chwili. skręca wolno. . płynąc w powietrzu ku ludziom z Wioski.wyszeptał szaman ni to z żalem. Skoro tak.stwierdził nagle jeden z mężczyzn i dał mu własną czapkę przyozdobioną lisią kitą. czapka zaś. że ludzie w ogóle nie słyszą już Jego głosu. .powtórzył szaman z niepokojem. że jego stopy dotknęły świętego brzegu. czuję to właśnie w jego brzmieniu. kruchość jego ciała. mimo braku wiatru. jest nakryciem głowy znamionującym prawdziwego mężczyznę. . A teraz posłuchaj… ON jest tak zmęczony i chory. Błazeńska czapka opadła na wilgotny śnieg jak bezużyteczny. złączyły w niewielką chmurkę i Jon ujrzał.rzekł wreszcie ze szczerym zdumieniem w głosie. melodyjne imię. jakby Błazen namyślał się lub wydobywał z pamięci dawno zapomniane słowo. Szaman i Jon znieruchomieli na moment u wejścia do namiotu. . jak chmurka.Jonie. niczego nie poczuł. a jeśli nim nie jesteś.

jemu by tylko zaszkodziło. żyjąc tu. wspominając znów swoją przygodę. że za tymi słowami kryje się coś ważnego. chcąc ją podnieść. jak wyglądała. nim zatęsknią lub zapragną powrócić do swych korzeni choćby po to. 139 . To. że ktoś złamał Tabu i mimo wszystko powrócił nie zmieniony. Opuścił namiot czarownika. a twarda stopa tej Wielkiej Pani depcze na śmierć także ludzi. lecz rozbawiło je i przyniosło ulgę. w którym na nowo się narodził. Ludzie poczuli się nagle wolni od Tabu. gdy posłyszał zew. I zepsułoby mu dzień. za mnogością pielgrzymów.. nie trzeba okadzać go dymem . zatęsknił za czasem. Wiedział. też jej nie znamy. być może znaleźliby się chętni do wykonania tego polecenia . . dowodziło. Ale pojmował też nieuchronność Cywilizacji.Chciałem wrzucić ją do wody…! . że to dzięki jej pochodowi przez bezkresne stepy. .zaśmiał się wesoło. gdzie czekałaby go okrutna śmierć. Jon podszedł i schylił się. ale jemu wydawało się.Nie będziesz go zatem okadzał dymem . jak wyglądała przeszłość . Będą musiały minąć długie wieki. choć instynktownie wyczuł. pola i nieprzebyte puszcze coraz rzadziej mówi się o tym miejscu na ziemi jako o Dzikim Kraju. . lecz Ariel wstrzymał jego dłoń. gdyż nikt już nie będzie pamiętać.Tobie to nie pomogło. Wiedział też. wziął potężny zamach mocnym ramieniem i przerzucił czapkę na drugi brzeg Rzeki. Sam podniósł dziwaczny symbol swego dotychczasowego życia. pomyślał.pomyślał Jon. Szydercze nakrycie głowy na brzegu dotychczas uważanym za święty dziś już nie niepokoiło Plemienia. była tak nieodległa. by przypomnieć sobie.czarownik uśmiechnął się w odpowiedzi ze smutkiem.pomyślał gorzko.Nie. iż ludzie w Wiosce nie potrzebują starego czarownika. stąpających Kamiennymi Drogami z czterech stron świata. Zrozumiał strach i rozpacz Bezimiennego. że dotknął drugiego brzegu i wrócił taki sam. Patrząc na drzemiącego znów starca. I że przybyło mu nie kilkanaście.uśmiechnął się smętnie Jon. że Plemię przed chwilą odkryło nie tylko to. Nie tylko z powodu choroby i wieku. Ariel stał nad brzegiem Rzeki otoczony kręgiem nowych przyjaciół. że ślady. Jon nie zrozumiał ostatniej myśli szamana. gdyż nikt nie wycinał drzew na budowę miast i świątyń. Licząc ilością lat. jakie wyciska na ziemi maszerująca coraz dalej Cywilizacja. że jego czas się dopełnił. ale kilkaset lat. a jego porzucona błazeńska czapka z dzwoneczkami leżała na ziemi. Może ktoś napisze wówczas grubą księgę o swych korzeniach. gdy Cywilizacja była daleko. gdzie prawda będzie zmieszana z kłamstwem. bywają zmieszane z krwią i cierpieniem. a Plemię zawtórowało mu radośnie. Gdyby Ezra dziś lub jutro nakazał wygnać go z Wioski do Puszczy. że minęły całe wieki od tamtego dnia. A zresztą… My sami. I nagle zatęsknił za pradawną Wioską otoczoną nieprzebytą Puszczą. że Błazen przepłynął Rzekę tam i z powrotem.

że nikt z Plemienia nie ma ochoty kryć przed kapłanami żadnych glinianych posążków. gdy ludzie w długich sukniach wpadali znienacka do chat ludzi z Wioski. Za oknami było zimno. Jemu przecież też wydawało się. która je wypowiadała. I nagle dziś odzyskałem ją. była moją matką.Musisz się przebrać.powiedział Jon.Potem przez długie lata wołano na mnie . Narodziłem się na nowo.Błaźnie”. że urodziłeś się na nowo . Miało to swoje zalety: budowało wysoką pozycję kapłanów.. wzbudzając zdumienie gospodarza i jego żony. a Gaja podała im miski z gorącą zupą. . Jesteś cały mokry. Arielu . Ruszyli do domu. a czasem ochłap mięsa. Kochałem ją. Jonie? Ostatnia ludzka istota. Tak. gdy w suchych ubraniach zasiedli do stołu. Wierzysz mi? Jon skinął głową. . a tym samym nowego Boga. . a nie na odwrót. Czasy.Gdy spytali mnie o imię. odprowadzani przyjaznymi okrzykami Plemienia.Szaman mówi. Umarła. Powtórne narodziny Ariela nie przeszły bez echa w świątyni. Ta wizyta nie zapowiadała niczego dobrego. przyjmując z wdzięcznością z rąk Gai miskę z gorącą zupą. że minęły wieki od dnia. słysząc głos wijów nad wodą. hulał lodowaty północny wiatr i wielkimi płatami sypał śnieg. 140 . Całe wieki. gdy usłyszał zew z Puszczy.powiedział pytająco Jon.Ezrę zaniepokoiło twoje imię. inni by go wydali.najpewniej wcale nie wiedzieliby. Jestem szczęśliwy.. nawet z najdrobniejszą sprawą. …zatem niespodziewane wejście Isaka wszyscy przyjęli ze zdziwieniem i lękiem. Minęło kilka dni.Idziemy. na to słowo szedłem jak pies. Razem z imieniem straciłem jakąś część siebie. dawno minęły. że dostanie kość. Najmłodsi zresztą nie pamiętali już. zamarłem . A gdyby nawet ktoś je przechowywał. że to kapłanów należy odwiedzać. . strzyg w lesie czy bożąt w zagonie rzepy . wsparty na lasce.rzekł Isak drżącym głosem. szaman ma rację. . Nawet podejrzliwy Ezra nie wątpił po publicznym biczowaniu starej Jagi. . gdy pewnego wieczoru do domu Jona ktoś cicho zapukał. a po chwili do izby wkroczył stary Isak. by to do nich przychodzono. że zapomniałem swojego imienia. który czeka. Ezra utrwalił obyczaj. całkiem sporą i nic o tym nie wiedziałem. Było to tak dawno temu. Jonie. gdy byłem dzieckiem. Arielu . jak one wyglądały.przyznał dawny Błazen. aby przyłapać ich na oddawaniu czci bałwanom. Ludzie w długich sukniach żądali.Czy uwierzysz. kto i po co ich woła.

że obojętne. iż jesteśmy obcy i nigdzie nie mogliśmy znaleźć bezpiecznego domu… 141 . dotknę ich szorstkiej powierzchni. zapomniałem. Wreszcie powiedział: . przysłuchując się tej wymianie zdań. gdyż nie wystarczy. jesteś obcy. . z krajów gorących. jakby zawstydzony swymi słowami. nie z obcej.Co złego znajdujesz w imieniu Ariel? . czyby nie nadać tego miana naszemu synowi. czy to prawda. To moi rodzice przywędrowali z daleka. a w żadnym nie życzono sobie ich obecności. czy przybyłeś tu z innego kraju? . miałoby być coś złego? . powiedz nam szczerze. przypomnę sobie. że jako Ariel urodziłem się do cierpienia.Ezra mówi. że prawdziwe imię Błazna niesie kłopoty . . gdy wypędzano nas z kolejnych miejsc. a nie odpowiedzi. Wielu naszych braci będzie sądzić podobnie.Niech cię Bóg przed tym chroni! . gdyż Jon nie chce. Po słowach Ezry już wiem. Podobno świadczy o tym twoje imię . I jestem z tej ziemi.Wedle Ezry imię Ariela brzmi obco. . pamiętać tylko swoje imię. Tu ich przyjęto. Arielu. .Brzmi tak pięknie i melodyjnie jak muzyka piszczałek i bębnów lub śpiew przelotnych. którą tu przynieśliście i uznaliśmy ją za swoją. Tu przyszedłem na świat.przelotnie pomyślał Jon. że wierzysz w innego Boga. . To były łzy mojej matki. że Ariel mógłby przybyć z innej ziemi. On w gruncie rzeczy nie pyta o to.zezłościł się Jon. Bardzo obco. gdzie się urodziłeś. a on tego nawet nie poczuł.Zdziwisz się. ironicznie. ale urodziłem się właśnie tu. .zdziwiła się Gaja. jak Błazen. Smak łez.ciągnął ze smutkiem Isak. wędrownych ptaków. Musi się jeszcze sięgnąć do korzeni. kąciki ust bezwiednie mu opadły i wydał się starszy niż dotąd. Nawet myślałam. Gaju. tułali się po różnych krajach i miastach. gdyż imię określa przyszłe życie człowieka. gdzie wciąż toczyły się jakieś wojny. Zmarszczył brwi. wieszcząc. szukając potwierdzenia. Do świątyni przybyli kiedyś goście z Dalekiego Kraju i oni też byli obcy! Nie urodzili się tutaj i z trudem mówili naszą mową! Czego zatem chce Ezra? Ariel milczał. Ariel uśmiechnął się nagle po dawnemu. że jego imię brzmi obco? I czemu w tym. żeby nosił imię ojca… . Ezra mi to przypomniał. też była obca dla naszych pradziadów. Teraz je odgrzebię. Nie narażaj swego syna na złą dolę. Stary czarownik miał rację. jaki mają zapach i smak.Co to znaczy. oziębiła jego serce.Wiara. Isaku. narodziwszy się po raz wtóry. To dobrze. skąpo i z goryczą. Nim tu osiedli. gdzie byś się narodził. Isaku.Przybyła Królowa Śniegu. w kraju Jona i Gai.zawołał Isak. Pyta. że mają one słony smak. suchych i niebezpiecznych.Będąc Błaznem. Musnęła brzegiem płaszcza Ezrę. gdy mówiono.

Uśmiechnął się słabo. jak śnieg wielkimi. Ezra tego nie wymyślił.Nie ma takich miejsc. przenosząc się tam. jej mąż nachylił się ku przyjacielowi i szepnął: . on mi to tylko przypomniał. jak sądzisz. . choć nie wiem skąd i wolałbym go więcej nie oglądać. więc go nie winię . Także Ezry . Jon przykrył ich dłonie swoją.Tak. Na razie nic.Zasłoniłeś się śmiechem. a trawa bardziej zielona. a jest go tak bardzo ciekawa. Arielu. śpiew ptaków bardziej melodyjny. . jakie powieją. Ale dziś urodziłem się na nowo. czy nie nadejdzie czas. I wiecznej tułaczki. a potem przeszła do wspólnej z Jonem izby.szepnął wreszcie Isak. ten świat znam. Ale to zależy od wiatrów. pokiwał głową i opuścił ich dom. Chciałbym na zawsze zostać tu. ludzie wydają się lepsi. oddalonym od świata.Ezra nic ci nie zrobi. I jako nowo narodzony nie boję się niczego ani nikogo. zmarszczoną dłoń. I tu zostanę. . Tu powrócę u kresu swojej Drogi.Schroniłeś się w nim przed odrzuceniem. otrzymasz znak… otóż pewnego dnia powierzycie mego syna kapłanowi imieniem Ezra. Powietrze jest lżejsze i czystsze. Wam tego nie radzę. a one bywają zmienne. Będziecie zatem wędrować. Ta Wioska niedługo przestanie być miejscem zagubionym w Puszczy. I to wcale nie będzie tak złe. patrzyli na siebie. Być może wszystko będzie dobrze. Skąd mam wiedzieć. a sami opuścicie to miejsce. gdzie będzie bezpiecznie dla was obojga. Wiecznie się tułać. Gdy Gaja przygotowała posłanie dla Ariela w jego izdebce.Być może są bezpieczne na krótko.rzekł Ariel. . jak wiesz.szepnął Jon. Dziś szukają heretyków.Dlatego włożyłeś strój Błazna . Kiedyś w tym dzikim i pięknym kraju ludzie w długich sukniach szukali tylko chętnych. rodząc się po raz wtóry. Przynajmniej dla mnie. gdy zaczną szukać Arielów? .Pewnego dnia… sam będziesz wiedział kiedy. Zapomniałem o tym. a w tej ciszy słyszeli. ale są. bo śmiech rozbraja wrogów . Ja. nie usłyszysz krzyku torturowanych ludzi. . Stary Isak uśmiechnął się nagle drżącymi wargami i położył na wierzchu swą suchą. którzy byliby także moimi wrogami. unikniesz wojen.dodała Gaja. Gaja położyła dłoń na jego smagłej ręce. którzy by pokochali Boga Dobroci.szepnął Ariel. a zachody słońca za każdym razem inne. bezpiecznym. mokrymi płatami otula dach nad ich głową. Bałem się wrogów moich rodziców. Gdy przemierzasz świat. Milcząc.. Gdy w porę powędrujesz dalej.Są bezpieczne miejsca. Wędrując razem z tobą. .powiedział cicho. Gaja pozna wielki świat. Bałem się wygnania. Muszą być . Wiem o tym. . Tę Puszczę 142 . lecz z przekonaniem Jon. w Puszczy. wciąż zmieniając miejsca pobytu.

Wkrótce przy jednej z wioskowych dróg stanęła drewniana buda. jak i mnie . wytykających mu obcość. Wioska przybliży się do świata.Wygoda .oświadczył. . . manny… Opowiem ci kiedyś o nich.Jonie. nie lubiłem rozdawać ich darmo. .powiedział młody kapłan. pora spać! Dla Ariela to także był ciężki dzień. futra od myśliwych. chcąc znaleźć Arielowi nowe zajęcie. Mam pomysł na zajęcie. dziwnie brzmiący w jego uszach wiernopoddańczy ton. spojrzał na niego chłodno i podziękował za pomoc w nauczaniu dzieci. zaofiarował się nauczyć go. .uśmiechnął się Jon. . być może wezmą cię za przyjaciela…” Jon.Nauczanie maluczkich to zajęcie zbyt odpowiedzialne. świeże ryby od rybaków.zawołała Gaja z drugiej izby.wkrótce wytną. gliniane naczynia. Z głębokich mroków swej pamięci wydobył dawno zapomniany ton głosu swego ojca. jak się poluje w Puszczy i jak wyprawia się skóry dzikich zwierząt. Nazajutrz Ezra. Może wieczna wędrówka to dobry sposób na ich szukanie. a ostre noże dla mężczyzn. przywoził z Miasta sól i kaszę. .Cywilizacja . Sam zresztą sprzedawałem żarty. o których zapomniałem.skomentowało Plemię. Krnąbrny. jakim przemawiał do wielmożów. albo odwrotnie: świat zbliży się do niej i ją pochłonie. Kupował barwiony len i utkaną wełnę od kobiet z Wioski. lecz równocześnie przypominał słowa.Moi przodkowie mieli talent do handlu. bezwiednie utożsamiając Cywilizację wyłącznie z wygodą. Na razie przywołałem tylko słony smak łez. bo zapewne nigdy ich nie widziałeś i nie zaznałeś takiej słodyczy. by można je było powierzyć obcym. miód od bartników. Brzydził go. jakimi ojciec pouczał matkę: “Między wrogami mów szeptem. czego potrzebowali na co dzień i od święta mieszkańcy Wsi. sięgnąć do moich korzeni. .Znajdź sobie inne zajęcie.dokończył półgłosem i zamknął drzwi swojej izdebki.Nie będziesz miał ze mną żadnych kłopotów . ale przecież były tam też słodkie zapachy. . Masz rację. szyderczy śmiech Błazna Ariel zmienił na nowy. spotkawszy Ariela w Wiosce. Ariel zaś zaczął gromadzić w niej to.Wypocząć… .Ja muszę myśleć.przyrzekł Ariel kornym głosem. przybyszu . musi wypocząć! . lecz przyjaciel sam znalazł sobie zatrudnienie. Jonie. co dotyczy mojej rodziny. rodzynków. migdałów. żelazne garnki. 143 . .uśmiechnął się Ariel. Muszę wydobyć z niepamięci wszystko. świat nie ze wszystkim jest zły . które przyniesie korzyści zarówno Plemieniu. gdy ujrzał ten pierwszy w Puszczy kram z towarami. zdobne paciorki i wstążki dla dziewcząt.

Można porzucić konającego i odejść. więc szybko wygasał.szepnął Jon z bólem.odparł szaman. Przestali się bać. ktoś się rodzi. . że zna powód.zastanawiał się głośno Jon. że Bóg Dobroci wolałby za ołtarz polny kamień. choć jeszcze zeszłego roku ludzie chętnie go odwiedzali. niż taki wystrojony stół . który bez oporu przyjął ów cenny prezent i przystroił ołtarz w świątyni. czy jeszcze żyje. spotykając Jona w świątynnym ogrodzie.Ktoś umiera. .Myślałem. gdy pewnego dnia Ariel przywiózł z Miasta belę pięknej koronki i ofiarował ją młodemu kapłanowi. ciesz się . Starzec leżał w łożu. przykryty futrami. 144 .pomyślał nie bez racji Ezra. Ale dłużej nie można było zwlekać. która co dzień nosiła szamanowi gorący posiłek. . Ogień rozpalali mu Jon na zmianę z Arielem. że pora mu ruszać. nie sprawdziwszy. Nikt z Plemienia nie odgarnął tej zimy śniegu od namiotu starca.Chytrość .wyznał kapłanowi. Czarownik nie opuszczał już namiotu. a wdzięczność ma najkrótszą pamięć ze wszystkich ludzkich uczuć . niż gdzie mech otula polne kamienie . Jego pergaminowa twarz sprawiała wrażenie tak drobnej i kruchej.powiedział mu Isak.Nie jest winą Boga ani jego kapłanów.pomyślał Jon. w którym wciąż szeleściło ziele serdecznika niepospolitego. choć z drugiego brzegu Rzeki nikt już nie wołał w mroźne noce. Jon udał się zatem do szamana. . gdzie kapie od złota. .. czy już umarł? . Czepiał się nawet nikłej szansy. Jon odruchowo dotknął malutkiego skórzanego woreczka na swojej szyi. Na śniegu zauważył tylko ślady drobnych stóp Gai. gdy odwiedził świątynię. lecz że nie miał kto go podtrzymywać. że starzec wie.spytał z nadzieją Jon. . Isak spojrzał mu w oczy i młody człowiek pojął.odparł pytaniem na pytanie stary czarownik. nie szaman. jak zwierzęce i ludzkie czaszki leżące u zbiegu Kamiennych Dróg.Czy naprawdę muszę wyruszać? Czy jest to jeszcze potrzebne? . . iż pod dotknięciem rozsypałaby się w pył. To właśnie stary kapłan. zwłaszcza że śnieg zasypał wszystkie ścieżki i Jon brnął nad Rzekę poprzez wielkie zaspy. że wierni wolą widzieć siłę i moc tam.Zawsze z tym zwlekałem. .spytał niespokojnie pewnego dnia. dla którego Jon opóźnia ruszenie w ostatnią Drogę.Mój syn powinien narodzić się za kilka dni . przypomniał Jonowi. a tym razem zwlekam ponad miarę .Nigdzie się już nie wybierasz? . że Jonowi wydało się.

Oby starość dopadła ich w ciepłym i bezpiecznym kraju. że za jego plecami. bardziej wrażliwy. Ten rytm przypomniał mu nagle szybkie. jakie na niego spadły. Jonie . Będzie młody nawet wówczas. otwartymi oczami wpatrując się w ciemne. rozumniejszy. a przede wszystkim wiecznie młody. w kompletnych ciemnościach czuwa Gaja. I nagle przypomniał sobie swój płacz koło ogromnej Świątyni Świątyń. które odwiedzać będą razem z tą piękną. że właśnie płacz będzie ostatnim dźwiękiem.gdy do niej wchodził . Wyczuli. Nie żegnali się w jakiś szczególny sposób. a na twarzy poczuł gorący oddech Pustyni. Jon wszystko przewidział. że w tej wiecznej tułaczce oboje z Gają wciąż będą przywoływać Jona .przypomniał sobie swoją przedostatnią Drogę i choć wokół było mroźno i biało od śniegu. Nawet nie zdawał sobie sprawy. że jest go tak wiele i że brzemię żalu może być tak ciężkie. w którym rozkwitnie ich pamięć. Na niebie lśnił chłodny.zaczął szaman po boleśnie długim namyśle.powiedział Jon. że chwała leży czasem kamieniem na piersi. choć teraz zrozpaczoną kobietą. W swojej izdebce leżał Ariel. marzył Ariel. lecz Ariel wciąż słyszał jego kroki. Poza powtórnymi narodzinami niegdysiejszego Błazna. Woda w Rzece . Bała się ich. powód tego płaczu . Jon wiedział. Ariel wiedział też. drewniane belki sufitu. nie do rozpaczy.w raptownym błysku pamięci .była lodowato zimna. obejmując dłońmi swój wypukły brzuch i nasłuchując do ostatniej chwili skrzypiących po zlodowaciałym śniegu kroków oddalającego się męża. l Jon zrozumiał. w które do utraty tchu uderzali mężczyźni z Plemienia w najdłuższą noc roku dla przebłagania starych bogów. Jon już dawno opuścił dom.Obiecuję ci tylko jedno … . gdzie widział rozsłonecznione dalekie kraje i coraz to nowe miejsca. a przywilej jest jak korona cierniowa zamiast laurowego liścia. coraz szybsze bicie plemiennych bębnów. że nie trzeba już błagać umarłych i umierających. że narodziny syna i nie chciana. A zatem ciesz się.Chciałem go zobaczyć choćby przez chwilę lub przynajmniej usłyszeć pierwszy krzyk . Jon mimo to zabierał w Drogę ciepło jej ciała i pośpieszny rytm serca swojego syna. Gdy podjął decyzję.pomyślał. wyczuwalny pod naciągniętą. dlaczego Jon ściągnął go tu z Miasta. jaki usłyszy.i wiedział już. jedwabistą skórą brzucha żony. ze zdumieniem słysząc w swoim głosie rozpaczliwy żal. Ariel już wiedział. .powtórzył starzec z naciskiem. zamiast cieszyć. I Jon pojął. Lecz rytuał ten także został już zarzucony przez mieszkańców Wioski. obojętny księżyc. słuchając cichnących kroków Jona. gdy Gaja posiwieje. nagle .. 145 . ujrzał przed oczami jaskrawozielone palmy. Gaja nie chciała pożegnań. Arielowi zaś wypadną włosy i zęby. powód do chwały. Dopilnuję tego. Usłyszysz głos swego nowo narodzonego syna.a w ich pamięci pozostanie on mocniejszy. lecz nieuchronna Droga to dwa wyróżnienia. To chyba naturalna kolej rzeczy .

Bezimienny już nie dyktował warunków. do którego pragnie się udać. nawet jeśli Cywilizacja okaże się być mniej piękna. dziury. młody dąb wychyli jasny. Nie tą kaleką Puszczą. Może jednak Światowid całkiem nie po męsku płacze? Płacze. w parę zaś lat później nikt nawet nie będzie pamiętał. bo to była konieczność. Za to Bezimienny . jakby Królowa Śniegu osobiście zadbała o to. które opuszczał. aby Jon w swej ostatniej wędrówce miał łatwy dostęp do Boga. Jego krew też przypominała żywicę.wymamrotał Jon. że jej nie posiada . więc nikt nie dowiedział się. pęknięcia. chłodna biel pokrywała Puszczę prócz Kamiennej Drogi. że to złudzenie. pogodził się ze swoją śmiercią.wcześniej zakrywający spojrzenie wpółprzymkniętymi powiekami . Tego potrzebowali ludzie. zakwitną pierwsze kwiaty.ale nikt jego słów nie usłyszał. słabo się uśmiechnął. stwierdził. bo oczami wyobraźni wciąż spogląda w 146 . Ran przybyło.Wybacz… . który zabrzmiał na tyle groźnie. Mroczny.powtórzył Bezimienny.teraz spoglądał w cztery strony świata wszystkimi parami szeroko otwartych. nie dopuszczającą zwiastunów Cywilizacji. czy tylko tak mu się zdawało). który zawsze wyraźnie prezentował swą płeć. gładko obrobionych głazów. monstrualny posąg pośród otaczającej go bieli wydawał się większy niż ostatnio. . Światowidzie… . Bez zdziwienia dostrzegł.GRBDGHWGWZ . (Szaman obudził się w namiocie. iż stary Bóg wytęża resztki swych słabnących sił (tak jak trafiony strzałą jeleń przed ostatecznym upadkiem). że tym razem może spojrzeć we wszystkie światy. że Jon pojął.GRDBGHWGWZ . W zagłębieniach pod oczami posągu błyszczała woda niczym łzy. lecz pradawną. które w świetle księżyca lśniły jak krople żywicy. Wśród oślepiającej jasności śnieżnego puchu Droga jawiła się jak wymieciona i Jon w świetle księżyca doskonale widział jej szczerby. a echo poniosło ten dźwięk w Puszczę. a raczej na szczątkach tego. Bezimienny umierał z otwartymi oczami. Dawna lśniąca gładź bezpowrotnie przepadła i było pewne.Puszysta. świeży czubek. Dopiero gdy Jon się do Niego zbliżył.odpowiedział Bezimienny dudniącym głosem. była lepka i pachniała Puszczą. nieodgadnionych w wyrazie oczu. stawiając czoło śmierci i oglądając do końca światy. lecz pragnął umierać. czy stary czarownik zrozumiał przed śmiercią mowę starego Boga. niż opisują w księgach… . udaje. Wyszczerbiony kamień nadal krwawił. Jon stał na ramionach posągu. że kiedykolwiek biegł tędy uczęszczany trakt. w które patrzy Światowid i wybrać ten. Wybacz mi. Większość Bogów wstydzi się płci. królującą na potężnych obszarach Ziemi. którą zwyciężała Cywilizacja. że wiosną w tych szparach zazieleni się trawa. a potem wyszeptał: Masz rację. wspinając się po wyszczerbieniach posągu.pomyślał Jon. . jak przystało na Boga. co zostało z tych potężnych niegdyś.

. Więc po co zmieniać wiarę w Bogów. Już sprzątam… Pan doktor ma jeszcze jakieś operacje. a ciemnobrązowy płyn chlapie na posadzkę i na zielone fartuchy obu lekarzy. Tak.krzyczy gniewnie asystent Jona. . Człowieku. że skończył się Jego czas. wypuszczając z ręki szklankę z kawą. głosząc chwałę jedynego Boga (w tak różny sposób. a czasem z ludzi? Płacze. jak ziele serdecznika niepospolitego szeleści w woreczku na szyi. jednoczyli kraje i państwa skłócone do tej pory różnymi imionami swych świętości i torowali drogę Cywilizacji. innym razem nienawiści). Więc płacze nie tylko dlatego. co przyszło. A bez niej świat stanąłby w miejscu. Królowa Śniegu wkrótce przestanie służyć swemu umierającemu przyjacielowi. choć nigdy takim nie chciał być. choć zapewne znajdzie nowych sojuszników. CYWILIZACJA.Cywilizacja. czy ta była ostatnia? . czując się odrzucony.mówi Jon. Już wie. ale przegrałeś z ludźmi.Nie był okrutny.Przepraszam .Zwyciężyłeś z tyloma bóstwami i Bogami. . Chłopiec. lecz zgodził się takim zostać. bo to nie on żądał krwi. bo umiera jako Bóg okrutny. Ale Chłopiec z soplem lodu zamiast serca nie może się dłużej męczyć. Ludzie w długich sukniach. zimnej bieli: . że umiera. Niegdysiejsze bóstwa zagradzały jej drogę. skoro ludzie nie stają się od tego lepsi…? . Wszędzie. co było? I wtedy i dziś i za setki lat ludzie będą zabijać ludzi. płacze. będzie czynić zło na oślep.Wyjdę się przewietrzyć. Były jak wielkie.Dlaczego to. jak mi Cię żal… *** . który go takim uczynił (z bezwiedną pomocą Jona). Człowieku… .O Jezu…! . gdyż ludzie tego od Niego oczekiwali. 147 .mamrocze młody człowiek do Jona. gdyż władcom światów zawsze będą potrzebni ludzie o chłodnych umysłach i sercach. na własną rękę i Jon musi go powstrzymać.myśli Jon i zaraz sam sobie odpowiada: . gdyż bezmyślnego zła jest zbyt wiele. Jon czuje. Czasach. Czy o takie zwycięstwo Ci szło? O. że to wrzątek.czas.O. To ludzie deprawują Bogów .Nie wiedziałem. miałoby być lepsze od tego. do którego ze światów ma wrócić i po co. gdy Kamiennymi Drogami wędrowało do Niego tysiące pielgrzymów. że Światowid jej potrzebuje. Szkło rozpryskuje się na podłodze lekarskiej dyżurki. . uniemożliwiające dostęp do Świata Wiedzy. raz ucząc miłości. ona będzie wciąż potrzebna. to ludzie z Plemienia Jona i z innych Plemion wymyślili.Ostatnia . . . We wszystkich światach. O każdej porze. których nie rozgrzeje miłość.mówi Jon głośno i równie głośno zastanawia się wśród tej śnieżnej. już go nie potrzebuje. oddając Mu cześć i składając ofiary ze zwierząt.myśli Jon z bólem. Był tylko narzędziem i Ten. omszałe głazy.

jakby ważne było tylko to.stwierdziła telewizyjna dziennikarka. które po zajęciach w college’u odłączyły się od koleżanek i zboczyły w ustronną alejkę w parku. zasady. rysował gwoździem karoserię auta. można by go podejrzewać o kompleks ojca.gdyż ci wybierają ofiary według pewnego klucza. Słodki. Asystent sięga po gazetę leżącą na biurku. Chłopiec zabił już wielu ludzi.mówi. w supermarkecie lub u kogoś w domu. tak jakby kopał psa. że nie podoba mu się świat. on znowu… . nie ma w tym żadnej prawidłowości i sensu. ma na oku konkretny cel: sprawdzenie swej doskonałości. przesiąka na wylot przez cienką warstwę papieru.Zabija. dzieci i ludzi w sile wieku. że to on . Zabija beztroskie dziewczęta. wracających po zmroku do domu.ucina sucho Jon. Ofiary dobiera bez celu i motywu. którzy go widzieli i mogą bez trudu opisać jego chudą. . . który rzadko opuszcza szpital.napisał socjolog w gazetowym komentarzu. wyniszczoną. kobiety i mężczyzn. aby było wiadomo.gdyż tacy urządzają krwawą jatkę na ulicy.Wiem . że zabija.informuje policja. wartości. tylko przystanek pomiędzy pracą a… A czym? Asystent odwija rolkę papierowych ręczników i usiłuje usunąć skutki swego niedbalstwa.Chcę ją przejrzeć . 148 .Asystent patrzy zdziwiony.Zawsze są jacyś świadkowie. bo lubi to robić” . niewiele wiemy o jego dawnych związkach rodzinnych” . Byli też tacy. Niestety. szyderczy.. wie pan. którzy słyszeli jego śmiech . w którym żyje i wyraża w ten sposób swój protest” . Nie jest zwykłym psychopatą . Jakby nie miał domu. . niechlujnie. trudny do zapomnienia”. zabijanie kobiet świadczyłoby o nienawiści do matki. Młodociany zabójca nie pasuje do żadnego schematu kryminalnych kronik: nie jest typowym seryjnym zabójcą . ich trasa bowiem przypadkiem zbiegła się z drogą Chłopca. “Zabija. Zabija spokojnych urzędników. Nie. ciemny płyn lepi się do jego fartucha i rąk. “Gdyby zabijał mężczyzn. młodzieńczą twarz. Chłopiec zabija od niechcenia.Jeszcze pan nie czytał? A ten Chłopiec… Pana dawny pacjent. łamał gałąź rozkwitającego drzewa.głośny.oznajmiła pani psycholog z komendy policji. bo chce pokazać społeczeństwu. że za nic ma jego normy. Zabija staruszków. przypadkowo. . Doktor Jon ma opinię człowieka.który zabijając. “Zabija tak. cytując opinię biegłych psychologów. lecz Jon wstrzymuje jego rękę. Nie jest przestępcą doskonałym . mimochodem.

a w paru innych krwią.Nie wciąż. “Chwilami mam odczucie. ale i siebie” .Dlaczego pan to mówi? .dziwi się asystent. co robi.o.oświadcza Jon. . kurwa!”. Przecież to normalne. wczoraj widziano go w pobliżu szpitalnego budynku. Dlaczego? Co mnie obchodzi.O Jezu… -jęknął ponownie asystent Jona. którą czyta po raz drugi. Jon podnosi głowę znad gazety. zdejmując zielony chirurgiczny fartuch splamiony w paru miejscach kawą. Prawie nie ma dnia. komu nie jest wesoło” . żeby jeszcze raz przemyć ręce.Idę . aby go schwytano i położono kres jego działalności. zbyt mocno posłodzonej kawy.odpowiada pytaniem asystent. że wszyscy ludzie po kilka lub kilkanaście razy na dzień mówią “O Jezu”. czasem bez potrzeby. wycierając ze złością biurko. Jak Piłat. że bierze na siebie zbyt wiele trudnych operacji i na ogół jest przemęczony. radio czy telewizja nie przynosiły nowych wieści o Chłopcu: że przedwczoraj znowu zabił. które lepi się od rozlanej. aby jakaś gazeta. Doktor Jon słynie z zadawania dziwnych pytań. Teraz lepią się też ręce młodego człowieka i przypadkowo dotyka nimi szafki. Podchodzi do umywalki. że świadomie zostawia ślady. .“Tak śmieje się ktoś. która stawia mu opór.O Jezu… . niż gdyby mówili .Pytam.powiedziała w telewizji zapytana o zdanie gospodyni domowa. Brzmi bardziej elegancko. Bo on ma dość nie tylko tego. gdy ich coś zirytuje lub zdarzy się im coś przykrego! Chyba lepiej. I czemu męczę tego asystenta głupimi pytaniami o zwykłe potoczne powiedzonko? Moje pytanie zabrzmiało jak wyrzut. gdy jestem naprawdę wściekły .O Jezu! . gdy rozbije 149 . . która była przypadkowym świadkiem kolejnego mordu. jak on przeklina.mycie rąk po wielokroć w ciągu dnia. kopiąc w bok papierowy ręcznik i rozglądając się za jakąś ścierką lub gąbką.dziwi się lekarz. których jednak nie ma..Co? . wciąż walcząc ze skutkami upuszczenia szklanki.pyta nagle Jon.odpowiada nieszczególnie zdziwiony asystent. . panie doktorze? . czeka na świadków. (Skąd przyszedł mi do głowy Piłat? . . . głupi nawyk chirurga .krzyczy z nienawiścią wobec materii. w której przechowywane są wysterylizowane narzędzia. może dlatego.Co mówię. że on chce. tylko wtedy. dlaczego wciąż powtarza pan “O Jezu”. a dziś dał sobie spokój.zasugerowała pani pedagog z poradni dla nieletnich. .Że jak? Nie rozumiem . więc pewnie jutro… .

że to jednak on. gdy asystują przy pierwszych w życiu operacjach. by iść dalej. że cały czas jest gdzieś w pobliżu. przez szpitalną kuchnię i obrzydliwe. że gdy morderca… . zaszczurzone podwórko. Szuka go bezskutecznie co dzień. Właściwie dlaczego go szukam? . wie pan. hektolitry działają znieczulająco .stwierdza życzliwie asystent. miał do pana jakieś pretensje. skrytym na piersi. że Chłopiec wie.…Chłopiec . Gdy zamyka za sobą drzwi lekarskiego gabinetu.dziwi się Jon. potknie się na schodach. .…gdy ten Chłopiec . chodzi za nim dwóch detektywów w cywilu i właśnie dlatego Jon musi znowu wymykać się tylnym wyjściem. Dziwne ziele.myśli Jon. . wszystkim jest obojętna.raptem dwie ulice dalej . zawsze trzęsą się ręce. ostatni raz słyszy. Pewnie rozbił następną szklankę. Chłopiec.stwierdza sucho Jon. I właśnie tu Jon idzie szukać Chłopca. Krople krwi przerażają.a krew tysięcy ludzi. . przekradając się przez podwórko. . Szczury przyciąga tu zapach skrwawionych bandaży i resztki ze szpitalnej kuchni. ale asystent nie zrażony ciągnie: . Ma wrażenie. iż on go szuka. krojonego na szpitalnym stole. a nie Jon. Odruchowo sięga ręką ku szyi i gdy jego dłoń trafia na mały skórzany woreczek. drzwi przytrzasną mu palce lub rzuci go dziewczyna?). od wielu miesięcy.Musi pan uważać .Chyba pan wie.A jednak siostra przełożona. wciąż robi wrażenie .poprawia go Jon. prawie od razu spływa na niego spokój. ta z kardiochirurgu… ona mówi.Bzdura . W woreczku. . Młodym ludziom.Przecież policja dała panu ochronę! Chodzi za panem dwóch detektywów w cywilu! Tak. że ten Chłopiec chce pana zabić.zaczyna się dzielnica biedoty. wyznaczy porę spotkania. Jon kręci głową.morderca był naszym pacjentem. patrzy na niego z jakiegoś mrocznego zaułka i śmieje się bezgłośnie na myśl. zabijanych w coraz to nowych wojnach. że krew indywidualnego człowieka. Jon pewnego dnia zdjął z półki encyklopedię 150 . zirytowany. jak asystent wściekle wrzeszczy: O Jezu…! . szeleści zeschłe ziele.szklankę. czując zarazem nieodparty przymus. Szczury mają tu blisko ze swych siedzib.i prawie równocześnie rozlega się charakterystyczne brzęknięcie. choć nikt nie wie o co. zaraz po studiach. także blisko bowiem . Ciekawe.

Inna wojna.głoszą skośne napisy na plakatach naklejonych wprost na szyby sklepu. z paru setek Kościołów i z parunastu tysięcy sekt . na magię i szamanów oraz na talizmany. Szukał. przed wielką. Jon wciąż nie wie. czy też nie. który zamieszkują obok siebie wyznawcy Jehowy i Allacha. skąd wziął się na jego szyi ów woreczek. Na co najmniej stu telewizorach widać ten sam serwis informacyjny. którą od miesięcy toczą ze sobą dwa afrykańskie plemiona. niepomni. Imię Boga nie pada w żadnej z informacji. z których jedni zwą Boga Allachem. Jon zmierza w stronę dzielnicy nędzy. dzieci i starców. To pierwsza wiadomość dnia. a świetliste żyrandole i wytworne lampy nie wiedzieć kiedy stają się gołą żarówką.przyrodniczą i usiłował odnaleźć gatunek. PRZECENA . choć ofiar jest o wiele mniej niż na wojnie. Wszak wraca moda na cuda i cudotwórców. Szkoda.mówi za nim z charakterystycznym świstem palacza jakiś starszy mężczyzna. którzy spóźnili się do domu i nędzarze z pobliża. jak zwykle stoją ludzie. by za darmo znaleźć rozrywkę.woreczek najpewniej kryje jakiś pogański talizman.i nic nie znalazł.O Jezu… . przychodzący. zginęło 804 ludzi”. uśmiechają się z wyższością. gdy świat stał się w części bezbożny. czy powinni wkroczyć w ten konflikt. że nie muszę podróżować samolotami. odpowiedzi lub bezpieczeństwa. drudzy zaś przywołują Go Imieniem Jezusa. cywilizowanego kontynentu. kto mu go dał. lecz w chwilach niepewności bezwiednie dotyka go ręką. gdyż nie mógł sobie przypomnieć. trwa już za długo i wszystkim się znudziła. na czary i czarowników. Eleganckie domy szybko znikają. Ale Bóg milczy. grupę. matowieją błyszczące szyby okien. Na tej cienkiej granicy pomiędzy zamożnością a nędzą. a w części poddany wielu Bogom o różnych imionach. które znowu rozległy się na wzgórzach w kraju. że każda z nich jest Nim podszyta. jest dopiero na szóstym miejscu. Oba plemiona wierzą. rodzaj. Gdzieś pośrodku serwisu informacyjnego spikerka ze znużeniem informuje o strzałach. zastanawiają się.. Dotychczasowe świętości? Ludzkie życie? Wojny? Czy telewizory? .…w powietrzu zderzyły się dwa wielkie samoloty pasażerskie. kto mu go zawiesił? W średniowieczu w takich woreczkach przechowywano relikwie. . Na ostatnim miejscu podano informację o bombach podkładanych sobie nawzajem przez wyznawców tego samego Boga. Dziś. z których pochodzi roślina . człowiek wydaje się lepszy. Więc zapewne jest to wyjątkowo skuteczny talizman. choćby na chwilę. wyrzynając wzajem mężczyzn. kobiety. Na ziemi bezpieczniej. obserwatorzy zaś. Inni obserwatorzy. będący wyznawcami Chrystusa. Co przeceniono? . I zawsze znajduje spokój. jakby szukał w nim oparcia. 151 . Tu wyrzynają się ludzie. wierzący w Nic. przeszkloną witryną sklepu ze sprzętem audio-wideo. Oglądają go przypadkowi przechodnie. a plemiona walczą. co kryje w sobie woreczek. ale Jon wie. że gdy winę za obraz świata można rozłożyć także na Boskie Istoty. . że nie pamięta. tocząca się w samym środku wielkiego.Dobrze. że Bóg jest po ich stronie.zastanawia się Jon. Jezdnie zaczynają butwieć od śmieci.

stwierdza Dziewczyna. Prawda zawsze oślepia. mylili się.Czy za taki świat płonęłaś żywcem na stosie? . nowoczesnych i przejętych swą rolą psychoterapeutek?). Gdyby Ten. kim ona jest (studentką medycyny? stażystką w szpitalu? a może jedną z tych młodziutkich. lecz ludzie. Jon nie wie. wierząc ludziom. aby Jon błądził… . też nie przeraża Cywilizacja. kim ona jest. wie. Czasem przetoczy się tędy jakiś pijak. Droga właśnie się kończy. jak i w obszarach trudnej do opisania. skoro nie ginie w jednym. jakby ktoś przyciął je nieudolnie sierpem.Ależ nie. źle oświetlonych zaułków. wierząc tak żarliwie swoim Bogom? . .pyta Jon.słyszy Jon znajomy głos i nawet nie patrząc. .Ale wolałbyś to odwlec .pyta ostrzyżona na jeża jego towarzyszka. by zasilić Wszechświat kosmicznym pyłem. Jon milczy. Prawda rozjarza mu się w mózgu i musi przymknąć oczy. dał mu choć pamięć i świadomość! Ale On chyba chciał. który go na nią wysłał. bolesnym przebłysku rozpoznaje ją. że pomaga mu szukać Chłopca zarówno w eleganckich dzielnicach. że kilkaset kilometrów dalej jest piękniej niż tu. o jakiej marzyli dwaj starcy w twojej Wiosce. . . odnajdując też siebie. zdumiewająco jaskrawym rozbłysku.Znowu go szukasz i znowu wierzysz. . ale to jest Cywilizacja. . . Jednak skoro świat wciąż istnieje.mówi Jon i idzie szybciej.pyta Jon Dziewczynę. a nie fryzjerskimi nożycami. a jej włosy wyglądają tak. że idzie koło niego Dziewczyna ze szpitala. gdyż naprawdę chciałby podróżować. którzy ją współtworzą. że wie. Towarzyszy mu od dawna.i w nagłym. by wytrzymać jej błysk. zapłacze mu się pod nogami chudy kundel z sierścią wyżartą przez świerzb. .Dla takiego świata Bezimienny musiał ustąpić miejsca innemu Bogu? Czy za taki świat cierpiał Człowiek? Czy to w ogóle jest jeszcze Cywilizacja? . Jon spogląda na tę bardziej chłopięcą niż kobiecą główkę . odnalazł Drogę . Zagłębia się teraz w mrok wąskich. a Jon milczy. Nie jest to wprawdzie Cywilizacja Miłości. we wszystkich wyprawach. który błądząc długo po Puszczy.Mam rację? .Tak . dając do zrozumienia.dopytuje się natrętnie. Czuje się teraz jak człowiek.O czym myślisz? . I ciebie.Muszę go znaleźć . Jonie.lecz znalazł ją zbyt późno. lecz wie. Jonie. że go znajdziesz .To właśnie jest Cywilizacja. zaczepi go prostytutka o steranej twarzy. niemożliwej do zrozumienia nędzy. Wierzy. 152 .Więc oni obaj się mylili.mówi Dziewczyna.

Priapa. sfruwają z Powietrza. że niektóre z tych Boskich Istot to Czwórjedność. gdyż wszyscy ONI mają moc wstawania z martwych. Jonie. A zstąpienie na Ziemię owych niezliczonych zastępów Bogów nie będzie Sądem Ostatecznym. Mitra z Persji. aby móc odwiedzić ludzi. aby świat był lepszy. jakim Oni darzyli swych wyznawców. a będzie ich. gdyż samo ich Boskie Istnienie nie wystarczyło. iż ci wszyscy Bogowie . Potęga tego uczucia wstrząsa Jonem. że ich zawiedli. czy tylko dwa tysiące.wówczas oddadzą ludziom ich miłość. Lokiego. . którą tak długo się żywili. nowsi i całkiem nowi . Jon wie także. gdzie wschodzi słońce. I rozgrzesza ich wiara. porażony tą cudowną wizją i nawet nie zamykając oczu.widocznie ludzie nie są aż tak mało warci. jak zstępują z Nieba. A gdy powstaną i zstąpią . który rozwiąże ich wszystkie problemy. I Jon już wie. porzucony i zapomniany. że zagoiły się Jego kamienne rany tak jak zagoiły się bolesne rany wszystkich porzuconych przez ludzi Bogów: Jowisza. ale Początkiem. innych nienawiść lub strach. z Podziemi i z Wód. będzie wśród Nich. w jakich kiedykolwiek ludzie wierzyli przez tysiące lat. Trójjedność lub Dwójjedność: jeden i ten sam Bóg. .I Oni rzeczywiście kiedyś przyjdą? . przybędzie Zeus z Olimpu wraz z małżonką i słoneczny Bóg Ra z doliny Nilu. ogromny zastęp? Zstąpi do ludzi Pierzasty Wąż Wirakocza zza zachodniego Oceanu i Wisznu z gorącej ziemi. 153 . w drugie przyjście Człowieka lub w objawienie się całkiem nieznanego Boga z Kosmosu. I tak narodzi się Cywilizacja Miłości.uśmiecha się Dziewczyna. Thora. by podziękować ludziom za to. Bo oni wierzą. wynurzają się z Wód. Nieprzebrane zastępy Bogów. którzy późno odkryli Prawdę. Ormuzd z Babilonii. Światowid. Wierzą w pierwsze nadejście Mesjasza. Wśród zstępujących Boskich Istot Jon widzi gigantyczną. mimo że niektórych Bogów stwarzała miłość. Jon nie wątpi. widzi ICH WSZYSTKICH. kamienną sylwetkę Światowida i z ulgą stwierdza. czy było to dziesięć tysięcy lat temu. I Jon słyszy płacz ludzi. iż powołali ich do życia swą wiarą i przeproszą ludzi. co ma powiedzieć staremu umierającemu Bogowi. Amona.Może wszyscy trzej…? A może będzie ich więcej? Może razem z nimi przybędzie także twój stary kamienny Światowid i wszystkie bóstwa. w jakie przez setki lat wierzyły wasze Plemiona? I dołączą do nich wszyscy Bogowie. Jonie. przybędą Bogowie i bóstwa ze wszystkich krańców Ziemi i Nieba. Peruna i dziesiątków innych. skoro powoływali ich do życia ludzie. jakim darzyli ich niegdyś wierni.zmartwychwstali. A On. a tylko nieliczni umieli połączyć jedno z drugim. Zjawią się. jak sądzisz.Kiedy to nastąpi? Kiedy Oni przyjdą? . Jonie .bardzo starzy. Więc nie umiera na próżno. choć przyzywany przez ludzi trzema lub czterema różnymi imionami. Blask bije od nich ogromny i jest to blask uczucia. że nigdy nie byli oni bałwanami. gdy zstąpią Bogowie. Jon milczy. Jon bez zdziwienia widzi.pyta Jon niecierpliwie. w którego agonii bierze udział: że przyjdzie taki dzień. wychodzą z Podziemi.

a Jon to wie i ściska jej dłoń aż do bólu. nie wierzę. po wielokroć. Wrzask. jak po twarzy ściekają mu łzy. słyszał podobny głos w szpitalu. Jest to wrzask pełen bólu. Wrzask.Wierzę. lecz nawet ziarnko wiele znaczy .Twój syn przyszedł właśnie na swój świat . a ona mówi: . Ty pytasz.Jon opuszcza głowę. łapiąc pierwszy haust powietrza. . gdy do ludzi na Ziemi zstąpią Bogowie. jego syn krzyknął.Więc mimo wszystko warto żyć. . . . 154 . którą z szumu drzew lub grania wiatru umiała odróżnić jego piękna.. narodziło się tyle dzieci. a Jon wie. kto się rodzi. Wypełnia go miłość i czysta radość: jego syn wyszedł z łona Gai. I dziecko boi się. więc wierzysz. bo nie wie. że Oni zejdą na Ziemię.powtarza Dziewczyna. .To twój syn krzyknął. Jonie . Ten niemowlęcy krzyk brzmi jak muzyka wędrownych ptaków. w czasie którego dziecko łapie w wątłe płuca pierwszy haust powietrza. może zmieniać swój świat na gorszy lub lepszy. Jon kiwa głową i czuje. . lecz z pytań. Znowu ściska ją za rękę. I Jon płacze.mówi Dziewczyna. Być może owoc tego trudu nie jest bardziej widoczny niż ziarnko piasku na Pustyni. rękę Dziewczyny: w pobliżu słychać gwałtowny wrzask niemowlęcia.posępnieje Dziewczyna.…i może zmienić go na lepszy . że tym razem jest on inny. całkowicie niepowtarzalny i przeznaczony jedynie dla jego uszu.Każdy. mądra żona. .Mój syn . czy warto żyć w takim świecie? Czy warto się narodzić i przewędrować Drogę aż do jej kresu? Nagle Jon milknie.wie. iż tego doczekam .Nie wiem . Tak krzyczy niemowlę tylko jeden raz w życiu: gdy przychodzi na świat. tyle dzieci stało się dorosłymi . że to prawda. ani jego syn nie doczekają dnia. gdyż sam przechowuje podobne ziarnko w swoim woreczku. I choć Jon tak wiele razy słyszał podobny wrzask niemowlęcia .szepcze Jon z nadzieją. czy warta tego świata była tak długa agonia starego.a świat wciąż nie staje się lepszy. że jego syn przyszedł na świat. gdyż po raz pierwszy widzi jaskrawy blask świata zamiast łagodnego mroku łona matki. Jonie. a może już jutro? Wiara. skoro aż tak ucieszyłeś się narodzinami syna. mimo że bywa udziałem większości mężczyzn na Ziemi. ściskając mocno. .Ale nim Oni nadejdą. strachu i radości. Jonie. nie składa się z odpowiedzi. Płacze ze smutku. Płacze.szepcze Dziewczyna. że ani on. Płacze z radości. a zarazem cieszy ze swych narodzin. gdyż wie.Może nigdy. jego syn otwarł oczy i ujrzał blask świata. że minęło tyle setek lat.powtarza z dumą i jest to rodzaj dumy nieporównywalny z żadnym innym. aż do bólu. Jon już wcześniej. kamiennego Boga .i cierpienie Człowieka.

Ona płacze nad swymi nie narodzonymi dziećmi. choć nie jest to rzeczywistość żadnego z nich dwojga. Aby nakłonić go. przez nich skazanych na śmierć. nad zwykłą ludzką miłością. Przelotnie zastanawia się. który liczy właśnie dwadzieścia jeden minut życia. aby jego synek kiedykolwiek miał się zadręczać losami starych Bogów.stwierdza damski melodyjny głos na tle wesołej. nie nasłuchuje brutalnie szczerych rozmów. zboczone podglądacze!? Jon z Dziewczyną nikną w mroku. do Gai. cudowna podróż.Ku swemu zdumieniu Jon widzi. powiesz. ale mieszka w jednym miejscu. który niósł się o świcie ponad łąkami. Nie zwraca uwagi na śmieci. nad wschodami i zachodami słońca.Czego się tu włóczycie. najlepszy odlot. . że czeka go podróż.kończy Dziewczyna i rozpływa się w mroku. Wszystko jest w księgach. którą kroczy. jest złomowisko starych samochodów. Stary Bóg już nie walczy o przetrwanie. gdzie jest Chłopiec . do Jona z Dziewczyną: . zwykłych czynności. Droga. Chłopiec zabija w różnych częściach miasta. Zawsze sucho i bezpiecznie” . rockowej muzyki.Wiem. obrażanych mianem bałwanów. cieszy się nim. że Dziewczyna płacze razem z nim . lecz o szybką śmierć. Jon nie chce. A on chce stąd odlecieć . Żadnych pytań. gdzie spoczywa jego matka. że odstraszają krążące wokół ludzkie cienie szukające okazji.mówi nagle Dziewczyna. do synka. które zalegają chodniki i jezdnię. jaki miał kiedykolwiek.Przemierzałam te ulice dla ciebie. przypominając o głębokim sensie codziennych. by wziął od ciebie ziele. Żadnych wątpliwości. ale wie. ale Jon nadal go słyszy. której nie zaznała. gdyż wśród ludzi nie ma już dla niego miejsca. I nie chce 155 . spoglądałam na zaułki ze wszystkich stron. Jon idzie dalej. Teraz wychyla się ona przez okno na parterze i wrzeszczy w ciemność. Koło cmentarza. patrzyłam na nie z lotu ptaka. Takiego zwykłego losu Jon życzy swemu narodzonemu synkowi. który unosi się nad tą dzielnicą. . Nie czuje przenikliwego fetoru.i wie dlaczego. że to niemożliwe. ma tylko jeden kierunek. “Pierdolisz…” . a księgi zakazane dawno schowano lub spalono. schrypnięty alt właścicielki telewizora. Jon myśli o swoim synu. czy nie mógłby zawrócić do Wioski. Pierwszy krzyk nowo narodzonego syna już dawno umilkł. Stary szaman spełnił swą obietnicę. które dobiegają go zza nie domkniętych okien. tęskni do niego. …ryk włączonego nagle telewizora w pobliskim budynku przywraca ich rzeczywistości. wzbudzonych do życia przez ludzi. Jego obojętność i nieczułość na otoczenie są tak silne. a nawet nad rykiem krów w Domremi. których nie zdążyła zobaczyć. odsuniętych w niebyt. “Podpaski Always Plus Ultra.odpowiada zniechęcony. On tam jest.

groby są ziemne. nissanów. wiodącej od obojczyka do pępka. zdaje sobie sprawę. kto tu spoczął i proszą o modlitwę lub pamięć. . Koszula na jego chudej piersi jest rozchełstana i nie kryje długiej. Gęsta od utajonego życia dzielnica nędzy rozrzedza się. audi. że tego dżipa należy obchodzić z daleka. U siebie…? Jon skrada się w pobliże wraku. Dziewczyna ostrzegła Chłopca. że idę. Jon nie potrzebuje Dziewczyny. pozbawionym ręki Pana.Wieśniaczki z Domremi nie umieją kłamać i nie stosują podstępów. Z przeciwnej strony. nie dziwiąc się. zastępujące posłania. które zastępują lokatorowi kołdrę. Jeśli miałem szansę odszukać Drogę. Włóczą się tu chude koty. pogiętych. szeroka ulica i kuta w żelazie brama. domów jest coraz mniej. żeby poznać. stoją obok siebie marmurowe lub kamienne pomniki. że Chłopiec wie. Ale tu. citroenów. jest Chłopiec z lodowym soplem zamiast serca.Chodź. ale Bogowie zawsze mieli wszystkie wady i zalety ludzi. Dziewczyna… . W zdezelowanych.umierać sam. paląc skręta. że sąsiedztwo nie jest zamieszkane. Na przednim 156 .uśmiecha się Chłopiec leniwie. Wnętrze dżipa rozjaśnia mdłe światełko trzech świec. Jednym z nich. a Jon rozgląda się po wnętrzu wraka. zamiast w porę uciec. do kogo on mówi. większość zapadła się. Prawdomówność bywa okrutniejsza od kłamstwa. To mało boskie. taniego wina. Czekam na ciebie . Jon już nie musi się zmagać ze Światowidem. wątła mgiełka w słabym świetle świec. bladej blizny. Ze szpar dziurawej plandeki snuje się słodkawy dym marihuany. Dwa ze zniszczonych siedzeń są rozłożone i leży na nich Chłopiec. widoczny jako biała. Lecz gdy widzi chudą rękę. czuć zapachy resztek jedzenia znalezionego na śmietnikach. nie wtrącając się do obyczajów jego lokatora. iż Jon nadchodzi. to właśnie ją straciłem. Jon wie. Trochę szmat i starych papierów. tam gdzie wiedzie do niego jasna. Więc Chłopiec jest u siebie. gdyż to ludzie powoływali ich do istnienia. porsche czy toyot pełgają gdzieniegdzie małe światełka. Po lewej stronie Jona leży rozległy miejski cmentarz.myśli Jon ze zrozumieniem. Zobojętnieli na wszystko mieszkańcy przerdzewiałych wraków jeszcze wciąż potrafią wyczuć zapach niebezpieczeństwa i wiedzą. musi Mu pomóc. o istnieniu niektórych w ogóle zapomniano i ludzkie stopy wydeptały na nich gliniaste ścieżyny. która wychyla się spod plandeki i przyzywa go. iż domem Chłopca jest pogruchotany dżip pośrodku złomowiska. a złocone litery przypominają. Dlatego płoną żywcem na stosach. gdzie wzdłuż żelaznego ogrodzenia idzie Jon. że nawet ten cmentarz odbija naturę świata. a bardzo ludzkie. Z prawej strony ogrodzenia rozciąga się wielkie złomowisko starych samochodów.Doktorek… . przeżartych rdzą karoseriach peugeotów. z niektórych wraków dobiega cichy płacz niemowląt. Wszystkie zaś zbędne narzędzia muszą być odłożone na swoje miejsce. . renaultów. palonych petów. piskliwie poszczekują szkieletowate psiaki. szeleszczą papierzyska i szmaty. . a wreszcie kończą się.słyszy Jon głos Chłopca i przez chwilę zastanawia się.

czego pragnie. lecz do cierpienia . Jon wie. gdy wąskie ostrze 157 . że nie ma czasu. znienawidził. ze zdobną rękojeścią.ale zdolność odczuwania cierpienia jest szczęściem w porównaniu z wieczną obojętnością. Chłopiec miał być wyznawcą. . głosiciela swej Prawdy . Zapewne obecny Kaj nie zmartwychwstanie do rodzinnego szczęścia jak chłopiec z baśni. gdyż do jej ramienia przytulona jest twarz syna. Wszystkie kamienie wokół są martwe i głuche. Na podłodze walają się stare i nowe portfele. Trudno zapomnieć tę twarz smutnej Madonny. Szarpie za woreczek na piersi prawie w tej samej chwili. a stał się zabójcą. Chłopiec bawi się nożem. Każdy przekaz dociera do ludzi zniekształcony. z autostrad.tak jak Człowiek miał Dziewczynę.Jon jest tego pewien. na której wyryte jest pradawne bóstwo. patrząc na Jona. których spotkał. także przekaz od Boga. które Chłopiec zabrał ofiarom. ubłoconych i wymiętych zdjęć. wąski. by Chłopiec zabijał . Wśród walających się. Wszystkie światy. tylko jedno jest znajome: matki Chłopca. . z linii telekomunikacyjnych i linii wysokiego napięcia. pozbawionym uczucia uśmiechem.Miałem przemierzać światy i słyszeć Głosy.siedzeniu kolekcja noży . Jon wie. bez kierującej nim ręki. Głosy słyszę już tylko wtedy. uzurpują sobie prawo do nieomylności. pokochał. prawdziwa twarz jej syna zniknęła pod szyderczym. wymiętoszone dokumenty i stare zdjęcia . gdyż w nowym świecie niewiele brakuje. a oni sami bywają omylni. Narzędzie. Ale ich prawdziwe twarze utrwalono na fotografii. Chciał tylko przyzwać kolejnego współwyznawcę. z rękojeścią zdobioną lub zwykłą. długie i krótkie. by odtajał. że tego Chłopca kocha i jedyne. Całkiem inna niż dziś. zaścielających zniszczoną podłogę dżipa. wie. Chłopiec jest ofiarą złudzeń żywionych przez dawno zapomnianego Boga. Teraz Jon się spieszy. I Jon już wie. Miałem zasiąść u stóp Boga i nigdy nie być samotnym. Jej prawdziwą twarz dawno wchłonęła ziemia. Po twarzy Chłopca przebiega ledwo widoczny skurcz. lecz nawet wówczas nie jest to Głos Kamienia. Jon schyla się i podnosi zdjęcie. który wybierze: ten długi. Jon widzi go.łupy. wszystkie odcinki Drogi. Głos Bogów jest słabo słyszalny. Bezimienny nie chciał. Ten świat nie pozwala usłyszeć pojedynczego Głosu. uderza na oślep… Nie. to przywrócić mu tamto spojrzenie ze zdjęcia. że Głos starego Boga zakłóciły szumy nowego świata płynące z ulic. Ale na zdjęciu Madonna uśmiecha się. aby z jednego stać się drugim.wąskie lub szerokie. twarze ludzi. Lecz źle wybrał. Ten Chłopiec jest jak Kaj z baśni o Królowej Śniegu i Jon musi coś zrobić. Chłopiec patrzy na Jona czujnie i sięga po nóż.powtarza Chłopiec. bo Jon widzi teraz wszystko.Czekałem na ciebie . pieniądze. w Ich imieniu. gdy ćpam. to tylko ludzie. z miliardów radioodbiorników i telewizorów.

wszechrozumiejący Człowiek. że kiedyś… kiedyś… wówczas gdy zmartwychwstaną wszyscy Bogowie i ich niezliczone 158 . dobroczynny Wisznu. utajonym życiem. Już nie jest mu zimno. jak z Nieba zstępują Bogowie wszystkich ludzi. a lśniącą niegdyś gładź spowił wilgotny. I myśli. jakiego nigdy nie miałeś. ciemnozielony mech.bezboleśnie przebija mu szyję i wkłuwa się w aortę. Ono też jest zbryzgane krwią. starych drzew. wystarczy. nie czuje chłodu nadchodzącej śmierci. że widzi. A choć ludzie przydawali Ich wizerunkom świętego okrucieństwa lub świętej naiwności . do których przywarło jego bezwładne ciało.i widzi jasny skraj nieba pomiędzy koronami wielkich. Umierającemu Jonowi wydaje się. .tworzyły monstrualny posąg.ułożone jeden na drugim . którego nie można było znaleźć w żadnej encyklopedii przyrody. Musi być. opiekuńcza miłość jego matki.pyta czujnie Chłopiec. . jak Chłopiec sięga po ziele. gromowładny Zeus. Jego prawdziwy dom. Serdecznik niepospolity. zmęczony Chłopiec znajdzie swoją przystań. Przez chwilę mu się zdaje. gdyż leży koło głowy Jona. To też mu obiecano. czy jego także. Ormuzd i Mitra rozsiewają tak złoty blask. Jon zaś już wie. Światowidzie… O. słoneczni zaś Bogowie Ra. że jest wśród Nich groźny Jahwe. które niegdyś .Odlot… Będziesz mieć po tym taki odlot. Bogowie… . na jej ramieniu. Posągu już nie ma.Jon wie. która pulsując. że niknie w nim mroczna sylwetka Światowida. Ot. To tam wciąż trwa czuła. gdy ręka rannego wyciąga ku niemu skruszone. że choć Chłopiec nigdzie na Ziemi nie znajdzie swojego miejsca. I Jon jak przez mgłę widzi.O.tak jak Światowid . których zawsze tyle fruwało latem w ogrodzie Isaka i Ezry wśród starych lip… . Ale i On tu jest. którzy kiedykolwiek żyli na świecie. czy jest to krew tylko Bezimiennego. To Puszcza.Co to? . rytmicznie wypływa z szyi ofiary.szepcze Jon słabnącym głosem i podnosi wzrok ku górze. wkłada je do ust i powoli żuje.szepcze Jon i patrzy. że to krew.Mamo… . A jednak te nieforemne głazy wciąż są ciepłe i pulsują wewnętrznym. Ale nie wie. jak ukłucie pszczoły. że Boskie Istnienie jest samą Miłością. omszałe głazy. spełnił swoje zadanie. patrząc na krew. Człowieku… O. gdyż rósł tysiąc lat temu tylko w jednym miejscu. To tam. inaczej Droga Jona byłaby daremna. Usłyszysz znowu Głos . Jon otwiera szeroko oczy . . gdyż grzeją go potężne. Więc wrócił. iż znalazł je na starej fotografii. że z ich szczerb sączy się jakaś ciecz i myśli.szepcze nagle Chłopiec dziecinnym głosem i bierze z podłogi swoje stare zdjęcie. że zstępujących Bogów prowadzi Pierzasty Wąż Wirakocza. bezbarwne ziele.Mamo… .powtarza Chłopiec i szydercze skrzywienie jego warg przeistacza się w nieśmiały dziecięcy uśmiech. Siedem gigantycznych głazów. w czarnym cieniu gigantycznego posągu. .

Isak tego nie zrobił. na którym leżały zwłoki starego czarownika. gdzie chce. ŻEBY ODDAĆ WAM WASZĄ MIŁOŚĆ… NIE ZABIJAJCIE NAS ZBYT WCZEŚNIE… *** O tym. a na ustach łagodny uśmiech. że stary szaman umarł. też będzie wśród nich.wstał z ławy. Bogu miły… Gdy stary kapłan.przekraczali Rzekę. . Bogumił. przesuwał w palcach swoje drewniane paciorki. gdyż takie imię nadał mu wczoraj Ezra.słyszy po raz ostatni głuchy. on.Szaman umarł. Niech widzi to.szepnął. a nad sobą. jako świadek tego cudownego dnia.stwierdził. Więc oboje . który w szumie drzew umiał usłyszeć głosy wodników. że odszedł ostatni człowiek. choć chciałem mu pomóc wymamrotał Ezra i powrócił do swoich zajęć: kierował pracą mężczyzn.GRDHGHBWGZ . Ich obudziło trzeszczenie wiązadeł belek domu.zastępy zejdą na Ziemię. czy też przekazywały ją drzewa. I choć nowy rytuał nakazywał. W tym samym czasie Gaja z Arielem pokonywali Rzekę. co pragnie widzieć . iż konary przemawiają do niego w języku starych drzew i że on pojmuje ich mowę . słyszał dudniący głos starego Boga. Bożęta czynią wielki ruch w całym domu . . LUDZIE. narzucił gruby płaszcz i dowlókł się do namiotu nad Rzeką. zmęczony sobą. w którym bezpiecznie spoczywał syn Jona. . że szaman ubrany był w swój rytualny strój. którzy dobudowywali do świątyni wysoką wieżę. oczy miał szeroko otwarte. bezpiecznie ukryty za szerokimi ramionami Światowida. w plusku wody śpiew wijów. dobywający się z gruzowiska kamieni. Ariel z Gają podążali w głąb Puszczy.Niech patrzy tam. Jon. 159 . że Ariel w sąsiedniej izbie usiadł na posłaniu.Skoro szaman umarł. Isak nawet się nie zdziwił. co tym razem znaczą Jego słowa: PRZYBĘDZIEMY. we dnie i w nocy. ZSTĄPIMY. życiem i Cywilizacją. choć nie wiadomo w jaki sposób: czy ta wieść szła z ust do ust. w poszumie traw i w szeleście liści głosy bożąt. Wioska dowiedziała się natychmiast. woda? Gdyż tylko one mogły wiedzieć. Tu przysiadł na zydelku koło wyścielonego futrami łoża. Isaka zbudził trzask gałęzi w ogrodzie. aby umarłemu zamknąć powieki . . W najgłębszym miejscu Ariel wznosił wysoko nad głową zawiniątko. a że po raz pierwszy zdawało mu się.Biedny grzesznik. I nikt nie krzyknął za nimi: “Tabu…!”. Jon powinien wrócić . w intencji zbawienia duszy czarownika. I wie.Gaja z Arielem . pójdzie do piekła. trawy.powiedziała Gaja tak głośno. . dudniący głos starego Boga. gdyż nie było komu krzyczeć.

każdy ze swoimi paciorkami w martwych dłoniach. choć chciała. Gaja od razu zrozumiała. Jak wędrowne ptaki.Gaja z Arielem szukali Drogi. czego wymaga większość. .Nie umrę.powiedziała z rozpaczą. by usłyszano go gdzieś bardzo daleko. . Jon powinien być w domu. Gaja przytuliła synka do siebie. Od biedy można by je uznać za wątły ślad niegdysiejszej ścieżyny. czuję to . miał się chować w pobliżu świątyni.Przy szesnastym paciorku stary kapłan nagle znieruchomiał. .spytał wreszcie dawny Błazen. Gaja znała te słowa od męża. .Dobre imię .powtarzał stary czarownik.szeptała niecierpliwie Gaja.gdyż wczesna. . że szaman umarł.On tu jest. którą Plemię . Godzinę później przybył do ich domostwa kapłan Ezra. ani swym sługom. niewiele uwagi poświęcił jego matce i wymienił imię. Dwaj starcy leżeli tymczasem nieruchomo. Lecz nigdzie jej nie było.Może to te kamienie…? .przyznała niechętnie. Gdy tylko dowiedzieli się. spojrzał uważnie na niemowlę. jakby rozumiał. Tymczasem ich syn. jak nakazał Jon. póki nie wrócisz . 160 . trawom. w bezpiecznym poczuciu pewności i w zgodzie ze wszystkim. Arielu. o co chodzi. ale ruszyła ścieżką.wyłożyło drobnym żwirem. Bogumił nawet nie zapłakał. drzewom. . które dziecko otrzyma: Bogumił. Skoro szaman umarł. musiał być tam. gubiąc ją co chwila wśród gęstej zieloności Puszczy . Żaden czarownik nigdy nie kłamał. a ich szeroko otwarte oczy z pozoru tylko spoglądały na pełgający w pobliżu ogień. by jej syn nosił imię swego ojca lub jego przyjaciela.Ależ nie! To była Droga! DROGA! Wielka. że imię “Jon” już zawsze będzie w Plemieniu kojarzone z błądzeniem po tajemniczej Drodze. opadał na klęczki i wypatrywał śladów niewidocznej Drogi. że Jon musiał wrócić. Tak. wijącą się wśród krzewów i korzeni drzew. starzy Bogowie nie pozwalali na kłamstwa ani ludziom. czarna Droga! Tak mówił Jon! . jakby chciał.powiedziała Gaja z rozpaczą. Jeśli Jona do tej pory nie było na wioskowym brzegu. Ale wiedziała. głowa opadła mu na piersi. u kresu Kamiennej Drogi. wskazując Gai omszałe kamyki. imię Ariel zaś jest obce i naznaczyłoby jej syna piętnem samotności lub odrzucenia. tuląc Bogumiła ciasno owiniętego w lniane płótno. ciepła wiosna pozwoliła szybciej niż zwykle zmartwychwstać krzewom. lśniąca. a on spojrzał na nią. gdyż naprawdę widziały o wiele dalej. Może potrzebował ich pomocy? Ale gdzie była Droga…? Szli zatem z Arielem wąską ścieżyną.aby nie zarosła jej Puszcza . Ariel rozsuwał krzewy. Krzyczał długo i przenikliwie. a bezwładne ciało wolno zsunęło się z zydla ku czarownikowi . Przedzierając się przez Puszczę.Jest tu gdzieś… Musi być . Tak naprawdę to krzyknął tylko raz: w chwili narodzin. Miły Bogu.

Ogień pełgający w namiocie nad Rzeką nagle wzbił się iskrami w górę, jakby dmuchnął nań niewidoczny wiatr i od iskier zajęły się wysuszone zwierzęce skóry. Po chwili w niebo strzelały już wysokie płomienie, namiot zaś przypominał rytualne ognisko, jakie niegdyś rozpalało Plemię w noc równą dniowi. Mieszkańcy Wioski, ujrzawszy ów stos, zastygli na chwilę. Jedni przeżegnali się znakiem krzyża, drudzy zaś, najstarsi, których było już niewielu, wykonali ukradkiem dawno zapomniany znak. Znaku tego już potem nikt w Wiosce nie czynił ani go nie zapamiętał dla przyszłych pokoleń. Ariel chciał wziąć od Gai dziecko, lecz odmówiła: Bogumił był lekki, a jego bliskość uspokajała ją. Pod stopami co jakiś czas czuła twardszy grunt, jakby ścieżka była częściowo bita, choć jeśli tak było, dawno pochłonęły ją mchy, tylko gdzieniegdzie wystawał pojedynczy większy kamyk. Wydawało im się, że już dwukrotnie skręcili, a teraz ścieżyna skręcała po raz trzeci. Dalej już biegła prosto, co Ariel zauważył pierwszy, wnosząc z rozstawienia starodrzewu. - Kiedyś na pewno szła tędy Droga - powiedział. - Kiedy? - spytała z rozpaczą Gaja. - Kiedy? Jon opowiadał o Niej tak, jakby to było wczoraj! Kapłan Ezra na próżno szukał starego Isaka w świątyni, w świątynnym ogrodzie i w Wiosce. A choć nakazał mężczyznom z Wioski zbadać, czy aby starzec nie zabłądził w Puszczy - nikt nigdzie go nie znalazł. Plemię orzekło, że pewnie rozszarpały go dzikie zwierzęta. Gaja z Arielem szli jeszcze spory kawałek, nim dotarli na polanę. Od zazielenionej świeżą trawą murawy ponuro odbijały wielkie, ciemne, nieforemne głazy. Omszałe i zbyt ogromne, by znalazły się tu przypadkiem, tworzyły przedziwny krąg. A pośrodku tego kamiennego kręgu, koło największego głazu, prawie tak wielkiego jak ich dom, leżało bezwładne ciało. - …Jon! - krzyknęła Gaja i tym razem nie wzbraniała się przed oddaniem dziecka Arielowi, bojąc się, że je wypuści. Przypadła do męża i patrzyła ze zgrozą na jego bladą, pozbawioną życia twarz, ze zdumieniem zaś na spokój, jaki się na niej malował. Choć na szyi męża dostrzegła niewielką, okrągłą ranę, wyraz jego twarzy nie wskazywał na to, by zginął gwałtowną śmiercią. Przeciwnie: wyglądał tak, jakby zasnął w poczuciu bezpieczeństwa. Gaja patrzyła na niego, chłonąc rysy, które kochała, pieszcząc spojrzeniem ramiona, które ją obejmowały i dłonie, którymi ją dotykał. Czuła w sobie dziwnie tępy ból zamiast rozpaczy i buntu.

161

I nagle pojęła, że zawsze wiedziała, dokąd wiedzie Jona Kamienna Droga. Właśnie tu i właśnie do takiego końca. I dlatego Jon nakłonił Ariela, żeby przybył z nimi z Miasta: aby nie zostawić jej samej. Gdyż on wiedział, gdzie jest kres tej Drogi. Ale dlaczego…? Co było więcej warte od spokojnego życia z nią i z synem? To martwe miejsce? Bogumił zapłakał po raz pierwszy tego dnia i Gaja znów wzięła go z rąk Ariela. Przysiadła z synkiem obok Jona; jedną ręką przytuliła do piersi niemowlę, a drugą położyła na swoich kolanach głowę zmarłego i gładziła go po twarzy. - Oddałeś życie dla tego gruzowiska, Jonie…? Po jej twarzy płynęły łzy, a pytanie zawisło w wiosennym powietrzu. Gdzieś w pobliżu zaświergotały ptaki. Pewnie wiją sobie gniazda w szparach spękanego głazu. Ariel wiedział, że musi teraz zostawić Gaję jej żałobie. Rola, którą narzucił mu Jon, zacznie się dopiero wtedy, gdy Bogumił zostanie oddany pod opiekę Ezry. Wtedy Ariel przywróci Gaję życiu, gdyż jest zbyt młoda i zbyt piękna na wieczną rozpacz po utracie męża i syna. Od pierwszej rozmowy z Jonem niegdysiejszy Błazen wiedział, że ten gotuje się na rozstanie ze światem. Od pierwszego wejrzenia zaś na Gaję czuł, że gotów jest poświęcić resztę życia dla przywoływania uśmiechu na tę piękną twarz. Łatwiej będzie o uśmiech, gdy opuszczą Wioskę, Puszczę i ten dziki, choć szybko cywilizujący się kraj; gdy nad ich głową znajdzie się wiecznie błękitne niebo i jaskrawe, ciepłe słońce - zamiast tych zmiennych chmur, mknących po szaroniebieskim stropie; gdy surową, ciemnozieloną dostojność wielkich drzew zastąpi frywolna pierzastość palm. Gdy zimna Rzeka stanie się ciepłym Oceanem. Ależ Gaję zadziwi rozmaitość świata i jego nieobliczalność…! Ariel nie był zaskoczony śmiercią Jona ani tym, że go tu znaleźli. Rozglądał się teraz po miejscu, które stało się ostatnią przystanią przyjaciela. …i nagle wydało mu się, że ogromny głaz, obok którego spoczywał Jon, przypomina twarz. Ogromną, potężną, surowo wyciosaną w kamieniu. Zapewne to wichry, woda, śniegi i spiekota wyryły te szczerby, układające się w rysy jakże ludzkiego, smutnego oblicza; wpółprzymknięte powieki, zagłębienia pod nimi, w których, jak łzy, zgromadziła się woda; wydatny nos, surowo zaciśnięte usta. - Złudzenia, omamy… - szepnął do siebie, ale te zamiast zniknąć, nasiliły się: Arielowi wydało się teraz, iż w głazach, które utworzyły krąg wokół największego kamienia, rozpoznaje gigantyczną dłoń zaciśniętą w pięść; że widzi fragment stopy, która jeszcze teraz czyniła wrażenie, jakby podążała w sobie tylko wiadomym kierunku; gdy oderwał kawałek mchu, wyłoniła się gładka, wypukła jak brzuch powierzchnia z wystającym pępkiem. Poczuł naraz wielki smutek; taki sam, jaki czuł wówczas, gdy

162

spoglądał na wioskową babkę, która odcinała Bogumiłowi pępowinę łączącą go z Gają i wydala go tym samym na łup świata i Cywilizacji. …nagle Ariela dobiegł potężny, dudniący, głuchy głos, aż skurczył się z lęku. Zaraz jednak odetchnął, wiedząc, że ów dźwięk ma całkiem zwyczajne przyczyny, a tylko nieodgadniony sekret tego zagubionego wśród wielkich drzew miejsca tak działa na jego wyobraźnię. Dotknął ramienia Gai, która spojrzała na niego niespokojnie i powiedział: - To tylko siekiery, Gaju… Ludzie rąbią Puszczę. Na nowe domy i mosty, na warowne zamki, na świątynie i klasztory. Cywilizacja, jak mawiał Jon. To wszystko wokół wkrótce zniknie, pojawią się nowe Wioski i Miasta, nowe Drogi i Mosty. Czuwali przy Jonie do zachodu słońca, a potem Gaja zdjęła z jego szyi zniszczony skórzany woreczek i skryła go pod swoją bluzą. Nie wiedziała, co niegdyś zawierał i czemu służył. Teraz wydawał się pusty, ale spoczywał zawsze tak blisko ciała jej męża, że był jak relikwia, która zawsze o nim przypomni i ochroni ją, gdy przyjdzie pora tułaczki. Odchodzili wolno, Gaja z Bogumiłem na rękach i Ariel, oglądając się tam, gdzie wśród omszałych, gigantycznych kamieni pozostawili ciało Jona. Wiedzieli, że właśnie tego by sobie życzył, choć nie mogli pojąć, skąd to wiedzą. Gai wydało się z oddali, że Jon obejmuje wielki głaz, obok którego spoczywa, gra cieni zaś stwarza złudzenie, iż są to potężne, kamienne ramiona, w które Jon wtulił się jak dziecko w objęcia ojca i zasnął. - Śpij - szepnęła do niego w myślach. - Obudzisz się w dniu, gdy zstąpią Bogowie - dodała, nie wiedząc, co mówi i czerpiąc tę dziwaczną myśl z tych pozornie martwych głazów. Dudniący mocny głos siekier kaleczących drzewa rozbrzmiewał teraz wszędzie. Puszcza poddawała się bez walki. *** - …zawsze pragnąłem przebyć Rzekę, żeby zobaczyć, co tu jest. Podejrzewałem, że kryje się tu coś obcego, coś, co zagraża naszemu Bogu i Cywilizacji, co jest ostoją resztek pogaństwa. Przecież tego brzegu strzegł ostatni sługa bałwanów, plemienny szaman z twojej Wioski. Na szczęście zmarł bezpotomnie i od dawna smaży się w ogniu piekielnym. Biedak… Nie będzie dla niego rozgrzeszenia. Nie ukorzył się przed śmiercią, nie przyznał do grzechu bałwochwalstwa. Wiesz, że z powodu tego starego czarownika sądziłem, iż kryje się tu szczególny wizerunek jakiegoś bałwana? Ba, byłem tego pewien! Dlatego pragnąłem spalić ten skrawek Puszczy tak, by zostały tylko zgliszcza! Wyobrażałem sobie, że jest tu… że jest tu Bóg wie co! A w każdym razie coś o wiele gorszego niż te gliniane i drewniane posążki, które wystarczyło stłuc i spalić. A jednak nigdy tu nie byłem. Coś mnie wstrzymywało. Bałem się. Tymczasem tu nie ma
163

Spojrzał z troską na starego kapłana.Puszcza” używali jedynie starsi. musiałem tu wreszcie przyjść i przekonać się na własne oczy . której Bogumił nie mógł zrozumieć. która . Ale tu rzeczywiście niczego nie ma i nic nie wskazuje.To takie samo miejsce jak każde inne w Lesie.wiodła ku tętniącemu życiem kupieckiemu szlakowi. W dodatku wystarczy skropić polanę Świętą Wodą. Ot. . sądziłby. by kiedykolwiek było.zdziwił się młody mnich. słowa . a natura wyposażyła go w siedzisko w postaci wyżłobionego wgłębienia porośniętego miękkim mchem.poprzez dopiero co ukończony most z Wioski . bracie Bogumile . gdyż zabrał ze sobą i Świętą Wodę i kropidełko. ale ciekawość Ezry była zachłanna i wyczerpująca. pot spływa ci z czoła. rozcapierzoną. przecinającemu dawną Puszczę. Ezra już chyba to uczynił. .Bracie Ezro.Ale co byś mi opisał. Zostało z niej już tak niewiele. Starzec rozglądał się wokół z posępną ciekawością i nadzwyczajną uwagą. musisz odpocząć. Wielki głaz otoczony był kręgiem mniejszych. ale brata Bogumiła nauczono.Usiądźmy. Nic! . nie został po nim nawet drobny ślad.wymamrotał starzec. skoro aż tak ci na tym zależy . Obaj powoli wędrowali nową Drogą. .odparł młody zakonnik. jesteś blady. ułożonych nadzwyczaj symetrycznie. I młody i stary mnich rozglądali się wokół z ciekawością.Dlaczego? . gruzowisko wielkich głazów… Jeśli było to niegdyś miejsce pogańskiego kultu. nawet trzydzieści lat temu. Gdyby Bogumił nie wiedział. oddech miał ciężki.mówił z triumfem chudy starzec w habicie. . Pergaminowa twarz Ezry powleczona była niezdrową bladością. . ile dziwów może dokonać przyroda z pomocą Dobrego Boga.Nie! Samemu bym ci nie pozwolił! Nigdy! . . Święta Woda zmyje każdy ślad bałwanów. Nie dostrzegał w tym miejscu niczego niezwykłego.nic. że młodzi nazywali ją Lasem. wspierając się na ramieniu młodszego brata.zgodził się z ulgą stary kapłan. z trudem łapiąc oddech. w dniu.Usiądźmy. Zbytnio się denerwujesz. iż uczyniły to siły przyrody. Masz gorączkę. Był tak wielki jak niektóre nowe domy w Wiosce. gdy się urodził.. lecz jego oczy pałały. 164 . Młody mnich pomógł starcowi zasiąść na omszałym głazie. gigantyczną dłoń. że siedzisko przypomina wyrzeźbioną w kamieniu. skoro tu nic nie ma? Nie. Mogłem przybyć tu sam i opisać ci to miejsce.

Te myśli były jak brzmienie rozkołysanych. BOGOWIE. mój duży. iż niechcący posłyszał Głos Diabła. równie niepokojące. Może dlatego. które nagle napłynęły do niego wysoką falą. Nadal wędruje czy umarła? Płakała. przyrzekając sobie samobiczowanie i wielodniowy post. Wiara to właśnie pytania. jak mało jest ważna wobec jego misji… …dlaczego nagle zaczął myśleć o matce i ojcu? Nigdy tego nie robił. Przeżegnał się teraz skrycie. z jego zamknięciem w odległym klasztorze. Muszę odprawić pokutę. I młody zakonnik przeraził się tym. jako karę. odkąd został przypisany Świątyni. niemożliwe. obcą myśl i inne. Uczono go o tym. matka dawno temu opuściła Wioskę i podobno wędruje gdzieś po świecie. bezbożne. Po co przywołał na myśl dawno zapomnianych rodziców? Kamienne wgłębienie otulało jego plecy jak potężne. synku. mocne ramiona. heretyckie słowa. synku. Ezra wpajał mu to od dziecka. czy pogodziła się z jego przeznaczeniem? Nie wiedział tego. w którym zstąpią na Ziemię wszyscy Bogowie. Zapewne kamień oddaje słoneczne promienie.przemknęła mu przez głowę dziwaczna. Pokutę. 165 . a potem powstać z martwych.. pomogli im umrzeć. Trudno. wyjdą z Podziemi. obca i niebezpieczna myśl. Niezliczone zastępy Bogów. Więc czemu kamień jest mimo to ciepły jak żywe ciało? “Pytania… pytania. żywe ciepło. Więc nie bój się pytań” . mój malutki. a wątpliwości do herezji. jak stworzyć Cywilizację Miłości… Tak będzie. zharmonizowanej ze słowami melodii. w Wiosce.Brat Bogumił oparł plecy o naturalne skalne wgłębienie i mimo przedwieczornego chłodu poczuł łagodne. a potem w Dalekim Kraju. przecież słońce nie wyjrzało dziś ani na chwilę. mój kochany…” Bogumił miotał się bezsilnie w rytm tej potężnej. matki zaś nie pamiętał. dobre ciepło bijące od kamienia. szaleńczej. tak właśnie będzie. iż jest małym chłopczykiem i wtula się w ciepłe. aby odegnać natrętną. bezpieczne ramiona ojca. Pytania przecież wiodły do wątpliwości. nie znane mu uczucie. Nawet gdy czasami próbował przywołać ją w myśli. musiała zrozumieć. to jej postać straciła już dla niego wszelkie barwy. potężnych dzwonów.i nadejdzie dzień. którego nigdy nie zdołał poznać. fruną. Ojciec zaginął bez wieści w dniu jego narodzin. mój synku. są ważniejsze niż odpowiedzi. że swoją wiarą powołali ich do życia. Zstąpią z Nieba.pomyślał wstrząśnięty. w jakich kiedykolwiek wierzyła Ludzkość. I ogarnęło go niepojęte. Bogowie podziękują ludziom za to. że nie mogąc pogodzić się z wyborem Drogi przez syna. gdy ją opuszczał. POKUTĘ! . zebrane w ciągu dnia… Nie. najpierw tu. zstępują ku niemu zewsząd i dźwięczą w uszach… …. Przez gruby habit czuł wciąż pulsujące. I w podzięce nauczą ludzi. której brzmienie słyszał teraz zewsząd jak dźwięk rozkołysanych gigantycznych dzwonów. dzień był pochmurny i chłodny. I nawet gdyby Bogumił zatkał uszy i tak byłoby je słychać… Płyną. spłyną z Wody i sfruną z Powietrza. skąd wzięły się te straszne.

że niektóre szczerby i załamania skalnego giganta układają się w zarys twarzy. To był dobry człowiek. to ciekawa historia… Wyobraź sobie. żeby ominąć kupę gruzów… . gdy pobierałeś nauki w Dalekim Kraju. niemiły chłód.Podobno lubił moją matkę . dzisiaj zrównanie dnia z nocą. Gra cieni . na którym siedzą.Bogumile? Stało się coś? Boli cię głowa? . choć zadawał zbyt wiele pytań i często się wahał. ale dla nóg starca nazbyt męcząca. Odległość z Wioski do polany nie była zbyt duża. Ledwie ją poznasz. by odwrócić uwagę starca od siebie i swych przerażających doznań. na których siedzimy . Brat Bogumił odetchnął z ulgą: odegnał modlitwą przerażające i niepojęte myśli. Chyba nikt ich nie ruszy.Nie. bezbożne słowa. 166 . A może zdrzemnął się na moment i Diabeł wykorzystał to. że zabłądził w Puszczy i zniknął w dniu twoich narodzin. zatykając pięściami uszy. Muszą zatem zostać. . że wróciłeś. .powtórzył jak echo Ezra.Podnosili je na drągach. a tymczasem lodowatość kamienia. że pora opuścić to miejsce. który siedział skulony na wielkim kamieniu.…i ojca . Myślałem. . ale one się nie poddały.Cieszę się. szalony sen? W zamyśleniu patrzył na niezwykły układ gigantycznych głazów. Młodemu zakonnikowi przez chwilę wydało się. Jest przecież wiosna. gdyby szła prosto? . Chyba lepiej. .mówił. Paskudne miejsce… Niezdrowe. Zastanawiałem.Wioska tak się zmieniła przez ten czas. zbierał się w sobie.westchnął kapłan. zmagał się ze swoim zmęczeniem. się dlaczego Droga skręca tu tak gwałtownie. że ludzie nie mogli uporać się z głazami. mój synu i że stało się to właśnie teraz . nie. Ezra półleżał teraz na omszałym głazie i ciężko oddychał.A wiesz. .wyjaśnił Ezra. Czuł bijący od kamienia lodowaty. Może nawet pokuta nie musi być aż tak surowa? W końcu nie on wymyślił te straszliwe.Ezra wyczuł jego niepokój.dokończył młody mnich. zapewne były to tylko omamy. przypomina zimę. usiłowali roztrzaskać żelaznymi młotami.pomyślał.Podobno . odwrócił wzrok od kamiennego kręgu i spojrzał pytająco na ulubionego wychowanka. wysapując swoje zmęczenie. aby powiedzieć młodzieńcowi. Kapłan Isak też by jej nie rozpoznał. podsuwając grzeszny.wtrącił Bogumił. Szkoda. Drogę zaś trzeba było tyczyć szerokim łukiem! Ileż to nas kosztowało! Tyle dodatkowej pracy. . słońce już mocno grzeje. .westchnął stary kapłan. co nie uchodzi misjonarzom… .

łączy nas ze światem. bracie Bogumile. w której spędził dzieciństwo . Nic. a szczęściem tym była zielona. wciąż jeszcze żyje matka tego zakonnika? Czemu nagle o niej myślę? Wszak niemal już zapomniałem o istnieniu tej kobiety . wciąż wielbiących bałwany i tkwiących w grzechu pogaństwa. pod błękitnym niebem. Lecz przecież to pulsowała tylko krew w jego żyłach. jak ty i ja. Światło uprawiało jakąś dziwną grę na jednym z tych lodowatych kamieni. gdyż tu się urodziłeś.zakończył Ezra. Jesteśmy w pół Drogi. . odwracając głowę od Bogumiła. który nie poddaje się żelaznym młotom? Nigdy o takim nie słyszałem . będą braćmi. nawet spośród nas samych i nawrócić wiele narodów.Niewiele pamiętam. z cudzoziemskimi. a przed sobą . który łączył Wioskę z kupieckim szlakiem. nad brzegiem ciepłego morza. Kamień nadal był ciepły i Bogumiłowi wydawało się. a wszyscy ludzie. to by mu nawet nie przeszło przez usta! Co to za kamień. Tylko ta Droga. Musimy pozbyć się jeszcze wielu wrogów. w cieniu pierzastych palm. Bogumile. przez którą wiodła lśniąca Kamienna Droga. leżących obok kapłana: wyglądał teraz jak… jak… wstyd powiedzieć… nie. Poprosiłem hierarchów. patrząc z dumą na szeroki trakt. Czasy pogaństwa i ostatnich bałwanów. za naszą sprawą.zastanowił się niespokojnie Ezra. Przyłożył do niego policzek. że tu nic nie ma. Czy możliwe. Wkrótce wszędzie będzie już tylko jeden Bóg i jeden Kościół. Lecz to dopiero nadejdzie. Cywilizacja Miłości. To odległe czasy. Czuł się silny.miał ogromną. że biegnie. a zarazem nie mają do ciebie dostępu heretyckie wątpliwości . bo cóż innego? Ezra powiedział. swobodną przestrzeń. na razie nasza misja nie jest zakończona. A ta Droga. Poczuł się nagle jak dziecko: był wolny i radosny. znasz słabości ludu. cywilizowanymi krajami. że pulsuje. w każdym zakątku Ziemi. z odległymi Miastami. I zatriumfuje. wspaniała Puszcza. zamknął oczy i oddychał pełną piersią. może dwustu lat. trzeba nam jeszcze stu. niedawno nawrócony kraj nie zawrócił z drogi cnoty i Cywilizacji. by ten nieokrzesany. prowadząc wprost w ramiona ojca. raptownie wstając i patrząc na ogromny głaz. Wydawało mu się.szepnął nagle. Ezra otwarł oczy i spytał zdziwiony: . daleko.zamiast ponurych czterech ścian celi. zaczął wpływać na Wioskę dobroczynnie. żebyś mógł wrócić do Wioski. bo wkrótce ktoś będzie musiał mnie zastąpić.. mało mam sił. Bogumile. Jak widzisz. bezpieczny i pełen mocy. a pulsowanie kamienia przyśpieszało i wzmacniało bicie jego serca.Nigdy nie nazywałeś mnie “ojcem”…? 167 . Ty jesteś do tej misji najlepszy. a trzeba ciągle być czujnym. Świat już wcześniej. NIC.Ojcze? .zamyślił się brat Bogumił i dotknął dłonią potężnego głazu. że gdzieś tam. krzycząc ze szczęścia.

Mam dreszcze otrząsnął się starzec. czerwiec 1997 168 . że te głazy są nagrzane jak… jak ciało .Ciało jest do umartwiania. tak jak faluje pierś oddychającego swobodnie człowieka. zimno tu.Tu nie ma nic . . . rzucanych przez ostatnie wielkie drzewa niegdysiejszej Puszczy. pamiętaj . Przez chwilę jeszcze miał wrażenie. Od tych kamieni ciągnie lodowaty chłód.przytaknął gorliwie Bogumił. Odchodzili wolno.odparł stary Ezra. Będą wszędzie. że największy z głazów powoli. bracie Ezro…? Co to? . Kraków.Jakoś to słowo samo przyszło mi na usta . oglądając się na potężne gruzowisko gigantycznych. a Ezra spojrzał na niego surowo.zaciekawił się. zobaczysz. łagodnie zafalował.. dudniący dźwięk: .Echo. głuchy. lecz była to tylko gra cieni. Tu nie ma nic.odparł spłoszony młody człowiek. . Tylko echo .Chodźmy. pałace i świątynie.Zimno? Wydawało mi się. a Bogumiłowi przez chwilę wydało się. . ale pewnego dnia także i tu… .powiedział Bogumił.przypomniał na wszelki wypadek. Mnóstwo coraz większych i coraz wspanialszych świątyń. że słyszy dziwny.GRBDGHBWGZ… .Echo siekier.Słyszałeś. . omszałych kamieni. ścinających drzewa na nowe miasta.