Terakowska Dorota

Samotność bogów

1

Gdy się pisze, dobrze jest mieć swoją Alę. Alicji Baluchowej - bo dzięki niej moi bohaterowie przemieszczają się pomiędzy światami, lekceważąc wszelkie granice, włącznie z tymi, których nie ma.

Warkot bębnów wciąż nabierał tempa i brzmiał teraz jak stukot tysiąca końskich kopyt, cwałujących po Kamiennej Drodze. Na tę Drogę, po drugiej stronie Rzeki, Jon trafił przez przypadek, ale nim uszedł kilkadziesiąt kroków, wstrzymał go głos szamana. Szaman, stary i zgarbiony, stał na właściwym brzegu, gdzie zbiegały się ścieżki z Wioski, był niewidoczny dla oczu chłopca, a jednak chłopiec usłyszał jego czyste, wyraźne wołanie: - Jon! Wracaj! Tabu! Jon nie musiał słuchać szamana. Władza szamanów formalnie skończyła się, wszyscy w Plemieniu pokochali już inne Bóstwo - zwane najczęściej Bogiem Dobroci. Nie potrzebowało Ono plemiennych czarowników, gdyż nowe rytuały odprawiali przybyli z Dalekiego Kraju kapłani. A jednak choć Bóg Dobroci panował już prawie półtorej setki lat, po śmierci poprzedniego szamana Plemię wybrało następnego - i kapłani przymknęli na to oczy. Owszem, szamani służyli dawnym, odrzuconym bóstwom - “bałwanom”, jak uparcie mówił młodszy kapłan - lecz chronili też Wioskę przed ich zemstą i leczyli ludzi z chorób. Kapłani, w przeciwieństwie do szamanów, byli uczeni w piśmie, nigdy nie ulegali przesądom i nieśli - Jon kochał to słowo - Cywilizację, nie umieli jednak radzić sobie ze starymi Bogami, z ich mściwą naturą, ani z chorobami nękającymi ludzi z Plemienia. Niektórzy szeptali nawet, że część tych chorób - wcześniej nie znanych w Wiosce przynieśli z sobą, z różnych Dalekich Krajów i zza mórz, właśnie ludzie w długich sukniach. Szamani nauczyli się je leczyć, minęło jednak wiele lat, nim odkryli, jakie zioła są naprawdę skuteczne, a które należy dopiero wyhodować, krzyżując różne gatunki z pomocą całkiem nowych zaklęć. Nim się tego nauczyli, wielu ludzi w Plemieniu zmarło na dziwaczne, nieznane choroby, ale już nie szaman - w rytualnym stroju i w strasznej masce - odprowadzał ich w ostatnią Drogę. Rolę tę wzięli na siebie kapłani, nawet nie pytając, czy Kraina, ku której wiodą umierających, im odpowiada. Wyglądało, że wiedzieli lepiej niż Plemię, co jest dla ludzi z Puszczy dobre i co służy Cywilizacji. Kapłani zatem wciąż jeszcze tolerowali obecność ostatniego szamana (kiedyś było ich wielu); udawali, że go nie dostrzegają, a czasem zezwalali na rytualne bębnienie w czasie dawnych świąt - nie zgadzali się jedynie na składanie krwawych ofiar bóstwom. Dawni Bogowie potrzebowali ich - Bóg Dobroci nie tylko ich nie przyjmował, ale wręcz potępiał. Na razie. Dziś właśnie była Noc Starych Bogów, a właściwie najważniejszego z nich, którego jednak nigdy nie wymieniało się z imienia, aby go szybciej i łatwiej zapomnieć.
2

Dlatego bębny zaczęły wybijać swój rytm zaraz po zmroku, a gdy zapadła noc, ich rytm był już szaleńczo szybki, a bębniący mokrzy od potu. Pot spływał po nagich ciałach, wielkimi kroplami skapywał na ziemię, wsiąkał w nią - jako przebłagalny dar Plemienia dla porzuconego już bezimiennego Boga. Bębny dudniły prawie pół doby, ale kapłani skryli się w świątyni i udawali, że nie słyszą. Jon był za mały, by uderzać w bębny. Tego przywileju dostępowali tylko młodzi mężczyźni, a Jonowi do męskiego wieku brakowało ośmiu lat. Ale, jak wszyscy chłopcy z Plemienia, kucał w pobliżu bębniarzy i słuchając ich monotonnego rytmu, bezwiednie kiwał się w jego takt całym ciałem. I myślał. Myślał o Kamiennej Drodze. Już od wielu dni i nocy rozmyślał o Kamiennej Drodze. Odkrył ją przypadkiem. Przypadek spowodował, że Jon złamał Tabu i przedostał się na drugą stronę Rzeki w niedozwolonym miejscu. Wszyscy w Plemieniu wiedzieli, że od czasu przybycia ludzi w długich sukniach i uznania nowego Boga Rzekę przekracza się tylko jednym brodem, nie tym naprzeciw Wioski, lecz tym dużo poniżej jej ostatnich chat. Bród naprzeciw Wioski, najbliższy i z pozoru najdogodniejszy, przestał w ogóle być używany. Stał się Tabu. - Dlaczego? - zagadnął raz chłopiec swego ojca, gdy umiał już stawiać właściwe pytania i słuchać odpowiedzi. - Przecież kochamy już tylko Boga Dobroci - odparł niejasno ojciec. Początkowo Jon nie pojął sensu odpowiedzi ani związku Boga Dobroci z brodem. Gdy po paru miesiącach ów sens do niego dotarł - nie wiadomo w jaki sposób, w Plemieniu nigdy się o tym głośno nie mówiło - Jon zaczął śledzić szamana. Nie wątpił, że ten musi czasem przebywać stary bród w zakazanym miejscu i wędrować w głąb Puszczy po tamtej stronie Rzeki. A jednak - mimo czuwania o świcie, po zmroku, a nawet nocą - chłopiec nigdy nie przyłapał szamana na naruszaniu Tabu. Wtedy zrozumiał, że kapłani tolerują obecność starego czarownika także z innych przyczyn: nie tylko strzegł on Wioski przed zemstą starych bóstw i leczył ludzi; dbał również o to, by nikt z Plemienia nie złamał Tabu, aby wszyscy wypełniali nakazy i zakazy ludzi w długich sukniach. W ten sposób - o dziwo - szaman służył pośrednio Bogu Dobroci. Jona zdumiało to odkrycie. Drugi brzeg był daleko, więc mimo Tabu kobiety z Plemienia nie rezygnowały z prania w Rzece blisko Wioski, a dzieciaki z kąpieli. Przestrzegano tylko jednej zasady: nie wolno było przekroczyć środka nurtu wody. I nigdy nie było z tym kłopotów. Nikt nawet nie próbował zbliżyć się do niewidzialnej, lecz raz na zawsze ustalonej granicy. Wszyscy zresztą wiedzieli, że Tabu pęta ludziom ręce i nogi, odejmuje lekkość oddechu, dusi i zmusza serce do tak szybkiego bicia, że z tego rozpędu może ono stanąć.

3

Ba. Jon zakrzyknął z radości. paraliżuje jego zdolności fizyczne. pęta umysł człowieka. im szybciej prąd znosił Gaję na drugi brzeg. bezbronna dziewczynka. Rzeka gwałtownie wezbrała . W ten sposób Jon odczuł. ani ręce. która mogła już iść o własnych siłach i radośnie podskakiwała.wziął więc uratowaną dziewczynkę na ręce i ruszył w dół Rzeki. usuwał jej wodę z płuc. Zresztą nie zastanawiał się nad tym w swym dwunastoletnim rozumie. gdy żywioł pozwalał mu wychylić głowę ponad fale. Tę niedużą. po chwili poczuł grunt i wkrótce stał na drugim brzegu z Gają w ramionach. Było silniejsze niż nakaz ratowania życia członkowi Plemienia. a mimo to chłopca uderzyła dziwna cisza. jak niewidzialna sieć. podobnie jak inni członkowie Plemienia. bezradni. Szaman twierdził. by ratować Gaję.poza tajemniczym zewem nakłaniającym go. by ratował jej dziecko. Coś wołało go. o dziwo. gdzie. mimo że doskonale umiała pływać. Ale milczenie Plemienia było wymowniejsze niż jego krzyk i silniejsze niż ciekawość chłopca . nie pytając nikogo o zgodę. Gdyby nie mała Gajka i niesamowite milczenie ludzi na drugim brzegu. Tabu. Kierował się w stronę wciąż widocznej na powierzchni główki Gai i dziwił się. Wiedział tylko. nikt nie podziękował mu za bohaterski czyn. nogi z energią pokonywały rwący nurt.nie odczuły tego. Spodziewał się zwycięskich okrzyków Plemienia. ciągnęło. nabrała powietrza i otwarła oczy. Gdy wrócił do Wioski z Gają. Przeciwnie: kobiety rzucały 4 .i chłopiec musiał ją przepłynąć w zakazanym miejscu. krzycząc rozpaczliwie za każdym razem. Mimo to ruchy rąk Jona były silne i szybkie. że złamał Tabu . Nic . było silniejsze niż odruch niesienia pomocy czego Jon nie wiedział. pochwalnego pohukiwania ojca . choć zbliżał się coraz bardziej do drugiego brzegu. Rzeka wyśpiewywała swój bulgoczący rytm. Po chwili dziewczynka westchnęła. Położył ją na kamieniach i tak jak umiał. by znaleźć używany przez wszystkich bród. łamiący się o wystające głazy. Jon nie czuł nic. dziękczynnych zaklinań matki dziewczynki. Gdy schwycił małą za włosy. Nie przypuszczał. że Tabu automatycznie. wbrew przestrogom starszych. Tym bardziej bezradni. wzywało. że nic go nie wstrzymuje.nie żądała od nikogo. Dziecko topiło się. jak mu się wydawało. Gdy wiosną stopniały śniegi i zaraz potem padały długotrwałe deszcze. paroletnią dziewczynkę porwał prąd w czasie zabawy i zniósł ku drugiemu brzegowi. dostrzegał Drogę. nie rzuciła się na ratunek sama. że trzeba o nią pytać. Po prostu skoczył.a tymczasem ludzie stali po drugiej stronie wody i milczeli. a ludzie z Plemienia stali nieruchomo. darła na sobie suknie i orała twarz paznokciami . To Jon skoczył do Rzeki. Nawet matka Gai która krzycząc dziko.A jednak Jon został zmuszony do naruszenia Tabu. którym była mała. że trzeba ratować czyjeś życie i że to jest ważniejsze od wszelkich Tabu czy jakichkolwiek zakazów starych lub nowych Bogów. a drugi brzeg i głowa tonącej były coraz bliżej. płuca czy serce. być może chłopiec od razu ruszyłby w gęstwinę Puszczy. aby postąpił dalej. w głąb Puszczy. ani jego nogi.

I to zapragnął zbadać. . ratując Gaję? . Podobno w Mieście zaczęto nawet budować domy z cegły. będzie cię unikać. .Czy zrobiłem źle. a ojciec rzekł krótko: .Co więc zrobiłem źle? . a w ustach rósł gorzki smak. . ludzie z Plemienia już dawno zbudowali sobie solidne. lecz nie wyrzekła słowa. sitowiem! . że Plemię milczy także wtedy. I strach. Cywilizacja!).Dlaczego? . bardziej niż krótkotrwałe odrzucenie przez własne Plemię Jon zapamiętał ów dziwny zew drugiego brzegu.wokół niespokojne spojrzenia. I Rzeka nie zmyje tego zapachu. Jon po raz pierwszy pojął. gdy zasiedli do wieczornego posiłku. Trzeba ratować tonące dziecko. Tyle że nadal nikt nie dziękował za uratowanie dziewczynki.zdziwił się Jon.spytał Jon ojca. z przekrwionymi od dymu oczami i udał się do świątyni na modlitwę.Nie tylko Rzeką.z rubaszną serdecznością. że matka Gai spojrzała na niego z wdzięcznością.Nie możesz skalać domu Dobrego Boga tamtym zapachem… . To one wywołały w ludziach porażające.Jakim zapachem? Pachnę Rzeką.Przecież ona topiła się tam. 5 . muszę okadzić cię dymem”. mężczyźni obserwowali go z ponurą czujnością. kamienne milczenie. Jonowi kręciły się łzy w oczach. rybą. ciepło. a Plemię.zawołał chłopiec.dociekał chłopiec.Byłeś na drugim brzegu.Zrobiłeś dobrze. nie tu! Jak inaczej mógłbym ją uratować?! . Rodzice milczeli. nawet twoja matka i ojciec. wszyscy w Plemieniu traktowali go jak dawniej . . Rodzice spojrzeli po sobie. aby wejść w gęstą Puszczę. ale nie wolno przekraczać Rzeki . nie patrząc na syna. jak się zachować. Lecz szaman miał rację: gdy Jon wreszcie wyszedł z jego namiotu.Szaman pokręcił głową i nie pytając Jona o zgodę. A jednak bardziej niż to milczenie.obruszył się chłopiec. . wciągnął go do swego namiotu (tylko on mieszkał w namiocie ze skór zwierząt.oto dwa wykluczające się nakazy. Okadzanie świętym dymem było długie i męczące. szaman powiedział: “Zanim udasz się do świątyni. . wyczuł tylko jej obecność w regularnym prześwicie poprzez wysoką ścianę lasu) i… i co? Tego właśnie nie wiedział. . drewniane lub kamienne domy. odnaleźć przeczuwaną Drogę (nie widział jej. Chłopiec zwymiotował. gdy nie wie. z nosa spływały krople. tamto palące pragnienie. Wydawało mu się. .

że Rzekę musi przebyć nocą. wijów i boginek. z ciemniejszą niż zazwyczaj głębią. “Trzeba im zakazać tego bębnienia pod karą męki w piekielnym ogniu!” . że tej nocy sprawdzi. dwa. Patrząc na spoconych bębniarzy. trzy pokolenia temu. Przysiadał na pniach nad Rzeką i wpatrywał się w drugi brzeg.szeptał łagodnie stary kapłan. prosić o wybaczenie zdrady. ta myśl przychodziła do niego krok po kroku. by ich nadal czcić. Dokąd prowadzi…? Minęło wiele dni i nocy. ale wiem. Najgroźniejsi jednak byli Bogowie bezimienni. Starzy Bogowie. że Plemię wciąż się ich boi i nie chce ich przywoływać. Grzech miał głuche brzmienie bębnów. wodników i strzyg. Isak. Ezra. wydeptaną przez zwierzynę do wodopoju.Decyzji nie podjął nagle. gdy ludzie w długich sukniach. Ich ręce odmówiły posłuszeństwa. gdy bębny warczały głucho i donośnie. otrzymali to. nasłuchując niespokojnego bicia bębnów. Nie bałem się. prześwit między drzewami oznaczać może na przykład ścieżkę.i myślał: Gdy byłem na tamtym brzegu. w czarną. Gorzej może być ze znalezieniem dziwnej Drogi lub z upewnieniem się.gdy Plemię obchodziło Święto Starych Bogów. Będą umęczeni Nocą Bębnów i swoim rozdarciem pomiędzy lękiem przed starymi bóstwami a miłością do Boga Dobroci. ale by ich przebłagać. aby nie skalał go natarczywy rytm grzechu. Jon czuł. Ta noc była do tego wprost idealna: chłopiec wiedział. Dopiero ich nawróciliśmy. co było całym życiem ich przodków…” . To nie powinno być trudne. Bębnili od wczesnego zmierzchu. Puszcza wydawała się tam inna niż ta wokół Wioski: gęściejsza. Bębniarze raptownie urwali rytm. wysłannicy nowego Boga. że musi to zbadać. bo złamałem Tabu. mimo że nawrócone. zatykając uszy. Nie mogą się od razu zaprzeć tego. nazywając po imieniu. męczącej ceremonii przebłagania starych Bogów ludzie z Plemienia będą spać wyjątkowo mocno. Jon postanowił. że po długiej. że nic nie słyszą . by nikt go nie zobaczył. powinienem się bać. Choćby najmniejszego. Wszystko powinno mnie tam odrzucać. ale Ezra miał dla nich wszystkich jedno miano: bałwany). czy ona w ogóle istnieje. a zwłaszcza Bezimienny. co wołało go na drugim brzegu. a Jon nigdy nie widział nad ich koronami żadnego ptaka. I wiem. co im się należało i na pewien czas powinni dać 6 . a nosił imiona zapominanych powoli starych Bogów. Nie po to. Plemię. Nie spadła.irytował się młodszy z kapłanów. bóstw i bożąt. skłębioną ścianę Puszczy. bardziej mroczna. Powinna spaść na mnie kara. Chłopiec wpatrywał się w prawie czarny na tle niebieskiego nieba zarys lasu . gdy z bębniarzy spływał pot. że tam jest Droga. ale wracała. I nocą musi postawić stopy na tamtym zakazanym brzegu. a nad Wioską od dawna rozpościerała się noc. Zdecydował się właśnie wtedy. skryli się w świątyni i udawali. nim Jon poddał się i poczuł. Drzewa wydawały się tam wyższe i grubsze. Oznaczało to bowiem. Nie wiem skąd. wciąż doskonale rozróżniało mniej ważne bóstwa i bożęta od groźnych starych Bogów. (“Trzeba nam czasu. Coś mnie jednak wołało. odganiał ją.

Płynął rytmicznie i po chwili znów poczuł grunt. Noc zawsze wydawała się Jonowi bezpieczna. tego Jon nie mógł dociec. krzewy borowiny drobne i kłujące. Chłopiec nadepnął na coś wyjątkowo ostrego . Puszczę dzieliła wijąca się Droga. Szedł wolno po mokrych kamieniach drugiego brzegu. Nic nie czuł. stojącym blisko Rzeki. Dokąd podążała.Może to powinno być gdzie indziej? Spróbuję powyżej… . pogrążona w bezpiecznym mroku nocy. Żadnego zewu. Wioska spała. Wiatr i woda nie zdążyły wyrzeźbić w niej nawet najmniejszej nierówności. .musiała to być kość jakiegoś padłego zwierzęcia . jak wydawało mu się na początku. potem trafił na pierwszą głębię i zaczął płynąć. należało po prostu ruszyć przed siebie. a szaman w namiocie. Widział je teraz wyraźnie. Puszcza wolno gęstniała. Gładka. I Jon tak zrobił. a suche gałęzie zbyt ostre. jakby wypolerowana. Jon przykląkł i dotknął dłonią ziemi. na tym brzegu. Szedł szybko. Kamienna Droga. Księżyc nie świecił w tej chwili i było wyjątkowo ciemno. kamień. zanurzając się najwyżej do ramion. Wbrew mrocznym. w którym miejscu poprzednio usłyszał zew. … właśnie tedy usłyszał czysty. niczego nie słyszał. kamień… Wielkie. cały wysiłek wkładając w badanie stopami podłoża. Nie pamiętał. a ciepły wiatr osuszał mu skórę. Wody dawno opadły. Przynajmniej do dziś. To nie była ziemia… Jego dłonie wymacały chłodny kamień. Dla dwunastoletniego chłopca środek Rzeki wciąż był głęboki.Jon! Wracaj! Tabu! 7 . Po namyśle zagłębił się w Puszczę. Spojrzał ku bliskiej.spokój Plemieniu. wprost pod granatowym niebem. starannie obrobione głazy złączone gliną. płaskie. gdyż nagle zza gęstych chmur wyjrzał księżyc. gdzie odłożyli bębny. które się od nich odwróciło. wstał ze swego łoża i cichutko wyszedł. Noc była ciepła. ale wciąż niczego nie słyszał i nie czuł. Myślał wówczas tylko o ratowaniu małej Gai. gdyż deszczu nie było od wielu dni i dorosły mężczyzna mógłby przejść na drugi brzeg. Reszta ludzi skryła się w swych domach. Gdy Jon usłyszał wreszcie ciche poświstywanie ojca i głęboki oddech matki. Przeszedł teraz kilkaset metrów w górę i w dół Rzeki. Młodzi mężczyźni usnęli tam. wyraźny głos szamana: . tu.zdecydował. Kamień. Opadł na kolana i na czworakach ruszył naprzód: wszędzie wokół był gładki kamień. dzięki obecności drzew. Jaka była tam? Chłopiec wszedł do Rzeki i chwilę w niej brodził. Grunt pod jego stopami stał się dziwnie gładki. Kamienna Droga zatem nie była prosta. tym razem także nie poczuł krępującego działania Tabu. Puszcza rozstąpiła się na boki.i wstrzymał okrzyk bólu. Mech pod jego bosymi stopami był miękki. linii horyzontu. Wtedy poczuł: już nie szedł po mchu ani igliwiu. Aby się o tym przekonać. gdyż zew płynął najwyraźniej stamtąd: z głębi Puszczy. groźnie brzmiącym opowieściom starszyzny. Ruszył dalej ostrożnie. Ale pokonał go z łatwością. Jakby powstała wczoraj.

Nie każdy słyszy.Wszyscy śpią.nikt w Plemieniu nigdy nie kwestionuje. że poczułeś zew.Nie wołałem cię dźwiękiem. Przeciwnie. jeśli nie coś gorszego. tylko mocą.Szamani .A kto umie nim mówić? . Trzeba było włożyć w ten okrzyk nie lada siłę. ledwie widoczny w mroku nocy. jak od wielu dni wpatrujesz się w drugi brzeg. Nikt się nie zbudził . 8 .Nie rozumiem! . . którzy go słyszą.Co mam teraz robić? .zaciekawił się chłopiec. czarownik nie poruszył się. jak ja. Chłopiec westchnął i rozejrzał się niespokojnie. ponury i niezgłębiony jak ona. to znów płynął na skróty tędy. . jakby wyzwolonego. dawno temu. Szaman siedział na pniu. tak jakby szaman o tym nie wiedział. gdzie drzewa i krzewy tłumią wszelki dźwięk. że wkrótce nikt nas nie będzie potrzebował.Złamałem Tabu . . Czekał. . Jon przywykł. aby głos dotarł nie tylko na drugi brzeg Rzeki.odparł szaman myślom chłopca. wyzwolony z pęt pełnej nakazów i zakazów codzienności. ale zarazem w przedziwny sposób czuł się wolny i niezależny.Czułem. . Nic nie hamowało jego ruchów. Oczekiwał. .odparł szaman. że wagi tego słowa . . odwrócił się i ruszył w stronę Rzeki.Poprzednie okadzanie świętym dymem nic ci nie pomogło.pokiwał głową starzec .jednoznacznego z zakazem . gdzie od półtorej setki lat nikt z jego Plemienia nie ośmielił się przekroczyć nurtu.i ci wybrani. Westchnął. że mimo nocy zbiegną się kobiety i mężczyźni z Plemienia. że to zrobisz. .Znów będziesz mnie okadzał? . . a strach nie pętał kroków. zostałbyś pewnie plemiennym czarownikiem. Nie mówiłeś mi. . .zdziwił się Jon. Tym razem nie szukał znajdującego się poniżej brodu: to szedł. Gdy mokry Jon przycupnął u jego stóp. widziałem. lekkiego. Może wzbudzić lęk i nieufność. ale i w głąb Puszczy. Ale myślę. zwabieni wołaniem czarownika. dlatego kryj swój talent przed ludźmi.Wołałem wewnętrznym głosem. Wtedy nic już nie pomaga. Usłyszałeś go. Mimo to podziałało na niego magiczne słowo: “Tabu”.Wciąż nie czuł Tabu. Po chwili już był z powrotem nad jej brzegiem.Za późno . Kamienna Droga wołała go i niosła niemal sama. Był wystraszony.powiedział Jon.spytał chłopiec. Kiedyś. Więc chyba ty.

.powiedział Jon z lękiem.zdziwił się chłopiec. choć nie wiem. że się komukolwiek sprzeniewierzyli. że ich to nie dotyczy .Mój ojciec jeszcze chodził tamtędy. ja już nie. Choćby po to.Idź do świątyni i pomódl się.wyszeptał Jon. Lepiej. Oni już nie słyszą Jego wołania i są z tym szczęśliwi. Jestem już tylko po to.Ludzie na to nie zasługują. Mogą teraz czcić Boga Dobroci. . .Znam tylko właściwe słowa i mam jej obraz w głowie. co On by mówił. gdyby mógł. aby mieć Boga Dobroci za sobą. że ten. W Wiosce wciąż pamiętają. To zbyt dobry Bóg.Nie.są podobne. mówiąc nie to. Znam moje Plemię i inne Plemiona spoza Puszczy . . że szedłem Drogą starego Boga . . prawda? . czy to możliwe.Więc ją znasz? Byłeś tam? Dokąd ona prowadzi? . by stać pomiędzy Tym. gdy przestaje się w nich wierzyć. gdy nie będą się bać swego Boga. I to mnie przejmuje lękiem.zmartwił się Jon w dziecięcym odruchu żalu. Proś Boga Dobroci. Wszystko wszystkim wybacza. a nie przeciw sobie.rzekł szaman bardziej do swoich myśli niż do tego niepozornego chłopca. żebyś już nigdy nie postawił stopy na Kamiennej Drodze.szepnął szaman. bez strachu i wyrzutów sumienia.Zatem Kamienna Droga prowadzi do Bezimiennego… . Kto raz na nią wstąpił.Plemię mnie odrzuci . że wcześniej czy później ludzie. by okazał się silniejszy. I widocznie wciąż tak jest. Nie odrzucą cię. że Bogowie… no. że On… że umarł. ale ich agonia jest dłuższa i straszliwsza niż ludzka. I boję się. Ja nigdy nie wypowiadałem się za… za Tego.On nie gniewa się na nikogo. żebyś tam nie szedł. który czeka na 9 . zaczną. który czeka u kresu Kamiennej Drogi.zdziwił się chłopiec. żeby Tamten się na nas nie zemścił.Bogowie umierają.odparł bezradnie szaman. a po śmierci udają się do Krainy Zapomnianych Bóstw . a Bogiem Dobroci i pilnować.Umarł? Myślałem. .Najgorsze…? . Jonie. A ja już miałem nadzieję..Tak. . . . łamać Jego przykazania. Ale idź.spytał niecierpliwie Jon. . Umierają. Tak zawsze było. ale będą się ciebie bać. że nią pójdziesz. W końcu zdradziliśmy Go. I to jest najgorsze . kogo On wołał. Aby zagłuszył tamto wołanie. Idź teraz do świątyni i spróbuj odwrócić swój los. .Bóg Dobroci pogniewa się. słucha Jego głosu. lecz nigdy na niej nie stanąłem . . Albo też Jego kapłani będą przemawiać w Jego imieniu. musi iść. I wiem.

bluzki i koszule. ukląkł. ledwo wszedł do wnętrza. że w ciszy wypełniającej świątynię jest 10 . Może nawet nakazałby mu odbyć pokutę? Kapłan Isak nakazywał jedynie modły. Kapłani spali. . prosta. I nigdy nie pobłażał. ale Ezra przypomniał sobie chłopiec . aby nie rzucali czarów na spódnice. nie była miejscem Jego pobytu.gdyż wiedział. Na innego nie zasługujemy. Jon poczuł Jego obecność. Był groźny wymagający. Podobno dawniej kobiety z Wioski zawsze podczas prania zaklinały wodników. gdy Plemię w milczeniu przyglądało się. drewniana. Stała pośrodku Wioski. Więc może Ezra miał rację. . na co zasługują ludzie! A teraz idź już do świątyni.nie spał nigdy. pragnął usłyszeć głos Boga. gdy czciło Go całe Plemię. Wydawało mu się. że żaden z nich nie pokazuje Go prawdziwym. Karał za nieposłuszeństwo. starzy czy nowi . może jeszcze nie jest za późno… Szaman skrył się w swym namiocie.jak wszyscy Bogowie. w swoim domu i w znalezionym na drzewie gnieździe jaskółki. jak przemawiała do wodników w czasie prania bielizny w Rzece. tym mniej będzie do siebie podobny” . Urok wodnika mógł pozostawić bieliznę równie brudną jak przed praniem lub jeszcze brudniejszą.krzyknął..końcu Kamiennej Drogi. był wszędzie. Ale przecież nie ja będę pouczał nowego Boga. formowane w glinie lub w gipsie .pomyślał bezwiednie chłopiec. wiedział też o tym starszy z kapłanów. On jest inny. Nie chciał słyszeć nauk ludzi w długich sukniach. długimi oknami.chciał. by je kaleczyć! . ale Bóg . odlane w metalu. ze strzelistą wieżyczką wznoszącą się ku gwiaździstemu niebu. malowane na płótnie. Świątynia była potrzebna tylko po to.który pewnie by się zmartwił kłopotami Jona i młodszy. Nie patrzył na Jego wizerunki rzeźbione w drewnie. z ciepłym światłem łojowych lampek i świec migocącym za wąskimi. gdyż przyłapano ją.Bóg Dobroci nie po to stworzył ludzkie ciało. bardziej smutny niż zagniewany. Nikomu nie pobłaża. …chłopiec wszedł zatem do świątyni. mógł też wpędzić jej właściciela w chorobę. nie patrząc na obrazy i oparł głowę o ciepłe drewno jednej z szerokich ław. Na szczęście Bóg Dobroci był nie tylko w świątyni. który nadszedł.Im lepiej ludzie będą Go sobie wyobrażać. choć drugi z nich . Jon ruszył do świątyni. jak Jadze krew cieknie po plecach. a nawet sprowadzić opętanie. Isak .zmusił raz starą Jagę. wyrwał staruszce rzemienny bat.młodszy i gniewny . który straszyłby go piekielnymi mękami. aby Boga utożsamiać tylko ze świątynią. także wtedy. Stara Jaga widocznie wciąż w to wierzyła. I taki winien być Bóg ludzi. aby biczowała sobie do krwi plecy. Na szczęście obaj kapłani spali teraz w swych domach: stary. choć Plemię z Wioski dawno uznało nakazy Cywilizacji: do prania potrzebny był dobry ług. by lepiej skupić się na Jego obecności. a nie zaklęcia. Jon o tym wiedział. Jon czuł Go w Puszczy i nad Rzeką. gdy surowo nakazał odpokutować starej Jadze za ciemne zabobony? Ale przecież kapłan Isak.

a nawet czasem przekazywało w pieśniach następnym pokoleniom. Nie aprobatę. .bliżej do Niego niż podczas wspólnych. że musi iść Kamienną Drogą. Decydowano. Tylko do niego należała decyzja. Były to pieśni ponure . Zdarzało się to jednak rzadko. że nie był to rodzaj sekretu. w imię obrazy krewnych dziewczyny lub chłopca. wolał szukać okazji do radości. I zrozumienie. poczuł ulgę. Ustalano okres narzeczeństwa . lecz zgodę na to.o złamaniu rodzinnych umów i rodowej wojnie. gdyż spryt młodych nie mieścił się w wyobraźni starszych!). Rodzice wymieniali rzeczowe uwagi o ilości bydła. owiec. nawet dawne obyczaje.Jeśli nawet TAM pójdę. A on się nie śpieszył. w czym pomagała na ogół cała Wioska. Wierzysz mi? Odpowiedz… Bóg Dobroci nie odezwał się. by Cię zdradzić . *** Minęło wiele dni i nocy. 11 . lecz fałszywie. głośnych modłów i pieśni. a po chwili usnął też Jon. Nigdy się nie odzywał. Widocznie szaman dobrze chronił Plemię. kiedy to zrobi. Z zachowania starego czarownika wywnioskował. nie zauważony przez nikogo. W ciągu tych siedmiu lat młodzi mogli się polubić. Właśnie nadarzała się taka okazja i chłopiec poświęcił jej całą uwagę. czego Tamten będzie ode mnie chciał. a każdy taki przypadek Plemię długo pamiętało. jak każdy dwunastolatek {teraz już prawie trzynastolatek). którego odkrycie przynosi szczęście. lecz mogli też zażądać od rodziców zerwania narzeczeństwa i zawiązania nowego.porozumiewali się ze sobą rodzice przyszłych oblubieńców. wślizgnął się cicho do domu. w Wiosce. co nieuniknione. bo muszę. oni sami na ogół nic o tym nie wiedzieli (na ogół. Chłopiec wyszedł ze świątyni i. Pójdę.zgodnie z odwiecznym obyczajem.z rodzicami czy osobno. która pokonywała wszelkie przeszkody. Nowy Bóg miał zbyt wiele zrozumienia dla ludzi z Wioski. Teraz. nigdy nie zrobię niczego przeciw Tobie. A Ty mi wybaczysz. Bogatsi ludzie z Plemienia na długo przed weselem zaczynali budowę domu dla przyszłej rodziny. Chłopcu nie było też spieszno poznać tajemnicę Kamiennej Drogi. a Jon. Zwłaszcza że nikt nie żądał od niego. ale Jon i tak odczuł Jego zgodę. zwierzęcych skór. Oto po jesieni i zimie następowała znowu wiosna. tradycyjna pora łączenia w pary młodych ludzi z Plemienia. Jon nie słyszał zewu. Szaman miał rację. gdy już wiedział. śpiewanych z uczuciem. narzędzi i broni. że obojętne. Prawie całe dwie pory roku. wiem.powiedział półgłosem. to nie po to. aby uczynił to jutro czy choćby za miesiąc. jaką młoda para otrzyma na nową drogę życia. którego nie zmieniło przybycie kapłanów z Dalekiego Kraju . Przebywając na swoim brzegu. gdzie młodzi zamieszkają po ślubie . snem głębokim i bez koszmarów.nie mógł być krótszy niż siedem lat. Obiecuję też. I odwrotnie: niektóre z pieśni sławiły potęgę miłości. Najpierw . Matka i ojciec nadal spokojnie spali.

rozumiejąc swoje Plemię. by wyszukać narzeczonego dla jedynaczki. Zgodnie z wielusetletnią tradycją. O tym kapłani też nie powinni byli wiedzieć. A zresztą Bogu Dobroci nie ubywało miłości ludzi tylko dlatego. że mądrzej będzie. byłaby już trochę za stara i można by podejrzewać. Nikt też nie chciał narażać spokoju szamana. że szaman podczas ceremonii zaręczyn szepnął rodzicom słówko. a pewnego wieczoru ojciec i matka Jona udali się razem do domu dziewczynki. Na szczęście stary szaman. nakazał istnienie Tabu. lecz niektóre wciąż były przydatne. Kupcy. dlaczego szaman miał być karany za swe nadzwyczajne umiejętności. wiedzieli. że złośliwe bożęta. pomniejsze bóstwa potrafiły sprowadzić deszcz na gotowe do zbioru plony lub wywołać pożar w zagaszonym domowym ognisku. by ludzie w długich sukniach nie wiedzieli zbyt wiele o starych rytuałach i obyczajach. po którym jego wzrok stawał się jaśniejszy. gdy w żadnym z Plemion nie oddawano jeszcze czci nowemu Bogu. nikt nawet o Nim nie słyszał. dzisiejszych Bezimiennych. korzystali bowiem z pomocy szamana. (Pewnie przyszła po sól lub przepis na placki przemknęło mu przez głowę).podobnie jak szaman . czarownikowi wystarczał jeden rzut oka. że się ich bało . wodniki i wije podchodzą niekiedy pod Wioskę.choćby surowy Ezra . czyli tyle. czy z narzeczeńskiej pary będzie zgodne stadło. badaniu wnętrzności zabitej kury czy piciu tajemnego wywaru z ziół lub grzybów. widział dalej.instynktownie wyczuwały. przywozili wszak dziwne wieści ze Świata Cywilizacji. Na taki wstyd żadna matka nie chciała narażać swoich córek. najpierw porozumiewały się matki młodych. by sprawdzić.mógłby wpaść na pomysł.mimo porywczości Ezry kapłani byli dobrymi ludźmi . ale za siedem kończyła szesnaście. lecz początkowo niczego się nie domyślał. po części ze strachu kryło przed kapłanami tajniki tej wiedzy. lecz równocześnie nie chcieli stracić swego szamana. Gaja miała zaledwie dziewięć lat.ale nikt nie chciał sprawiać im zawodu. pokręcił głową lub zmarszczył brwi. Nie dlatego. a kogo lepiej trzymać od siebie z daleka. ile powinna mieć oblubienica. Matka Gai miała niewiele czasu. Gdyby miała więcej. ba. Dzisiaj większość starych rytuałów zarzucono. mówiące o rosnącej odrazie dla czarów i srogim karaniu czarowników. O mocy i możliwościach dawnych Wielkich. gdyż któryś z nich . One . niż sięga wzrok zwykłych ludzi. 12 . niekiedy oddawał się szczególnym wróżbom. Chłopiec zobaczył ją w swoim domu. Ale odwiedziny zaczęły się powtarzać. zanim rodziny ustaliły zawarcie narzeczeństwa. wywodzących się z czasów. Owszem. kogo z kim można łączyć. Kapłani nie umieli tu doradzić. Najstarsi ludzie z Wioski uznali. Zaślubin udzielali kapłani.Najczęściej jednak rodzicom udawało się dobrać narzeczonych. Ludzie z Plemienia pragnęli trwać w uczuciu dla Boga Dobroci. przejeżdżający czasem przez to ukryte w Puszczy miejsce. które zezwalało milczeć . Ojcowie rzadko kwestionowali ich wybór. że jest im wciąż potrzebny.i nie myśleć. Plemię po części ze wstydu. iż nikt jej nie chciał. Czuli. że szamana trzeba wypędzić z Wioski. nikt bez trwogi nie umiał myśleć. Plemię nie rozumiało. czy nie uda się czegoś zniszczyć w utrwalonym nowym porządku. …to chyba matka Gai przyszła pierwsza. wciąż jednak to szaman najlepiej wiedział.

obdarzając ją czułością i przemawiając do niej półgłosem jak do prawdziwego dziecka. pokrzykując na nie swarliwie. o czym rozprawiają ze sobą jego rodzice i rodzice dziewczynki. Jon zastanawiał się. że nie będzie mieć nic przeciw temu. Jon czekał. nie wiedzieć czemu. czy na decyzji matki Gai zaciążył fakt. Było to powodem do dumy. nieświadoma niczego Gajka bawiła się lalką przed domem. naśladując w tym bezwiednie swoje matki.Zatem kontakty trwały już pewien czas. by ich rodzice doszli do ugody. z rozłożystością rogów jelenia czy z połyskiem niedźwiedziego futra niż z płcią. Rodzice toczyli zatem zwyczajowe. Odruchowo skierował się do namiotu szamana. któremu piękno kojarzyło się do tej pory raczej z ognistym zygzakiem błyskawicy na granatowiejącym niebie. lecz wchodzi w ciało następcy. Starzec wygrzewał się w słońcu przed swym niepozornym mieszkaniem. że wchodzi na Drogę wiodącą ku męskości. Będzie dobrą matką . w odcieniu kremowym. Będzie kiedyś piękna .jego miąższu po rozłupaniu: jasną. strzygę lub upiora. bo dusza zmarłego szamana nie ucieka do Puszczy. bure sukienki z lnu . niezmiennym od wieków. Włosy dziewczynki w słońcu przybierały barwę młodziutkiego kasztana. Rodzice ubierali ją w praktyczne. poczuł dziwne zadowolenie. Zrozumiał.wymamrotał. .Chcesz spytać o Gaję . 13 . Matkę Ziemię: ciepłą. czy też zadecydował o tym przypadek. Gdy niebo nad wioską było chmurne. zanim dla Jona stało się jasne. a złociste plamki piegów były jak lato. nie żalu za beztroskim dzieciństwem.i Gaja. Twarz pokrywały drobniutkie. kucając obok czarownika i patrząc ze zdumieniem na jego pomarszczoną skórę. długie rozmowy i targi. przypominała Jonowi Ziemię. złociste piegi. oczy Gajki wydawały się dla odmiany niebieskie. dodając uroku i podkreślając niespokojną zieleń oczu. że inne dziewczynki często biły swoje dzieci-lalki. W słonecznym świetle wydawało się. biel skóry przypominała o zimie. a cera . mimo zamkniętych oczu wyczuł obecność Jona. a Jon obserwował ją z ukrycia. że każdy nowy plemienny czarownik jest wciąż tym samym czarownikiem. Gdy to odkrył. kolor jej włosów lśnił barwą jesieni. schowany za grubym pniem drzewa. gdzie musiałaby zmienić się w błędny ognik.stwierdził chłopiec. że to właśnie on uratował życie jej córki. że starzec ma co najmniej sto pięćdziesiąt lub więcej lat.pomyślał mimo woli Jon.choć zarazem zmienną w tonacji pór roku. przypominając sobie. bezpieczną i stałą . Gajka z ogromną powagą bawiła się swoją szmacianą lalką. Tęczówki oczu Gai tchnęły wiosną. Chłopiec pomyślał też. Chłopiec przypomniał sobie dziwaczną opowieść starej Jagi (zanim musiała poranić swoje plecy rzemiennym batem i zamilkła).

Zaręczyn w Wiosce nigdy nie urządzano hucznie. a dwunastolatek najwyżej udaje dojrzałość. pokażę ci.Czy ktokolwiek pyta o więcej? . Nim goście i gospodarze weszli do domu. ale wszyscy wiedzieli.…a jeśli wyskoczy dziki zwierz z Puszczy.Połowę prawdy. Widać było. że dziewięciolatka jest jeszcze skorym do zabawy dzieckiem. że jest to wyłącznie jego sprawa: że może liczyć na siebie i nikogo więcej. Sąsiedzi zerkali ciekawie przez okna i uchylone drzwi. zgodnie z obyczajem. jak się robi łuk .zaproponował i twarze rodziców znów rozjaśniły się ceremonialnym uśmiechem. by się pobawić. musiał przewiązać włosy dziewczynki wąską wstążką..Co jeszcze mógłbyś powiedzieć. . Jon też nie chciał. obchodzono je tylko w gronie najbliższych.Będziecie bardzo dobrym małżeństwem . Po prostu: pewnego wieczoru rodzice Gai przyprowadzili odświętnie ubraną dziewczynkę do domu Jona. Żadne z nich jednak nie wiedziało. mimo woli parsknął śmiechem. . to też mnie uratujesz jak od śmierci w Rzece? Zapanowało kłopotliwe milczenie. Jon.zdziwił się Jon. .zaciekawił się chłopiec. . Już wiedział. . Jon pocałował narzeczoną w jasny. Oboje rodzice spojrzeli na nich z udawaną surowością: ceremonii zaręczyn towarzyszyć powinna powaga. zaraz jednak pytając dźwięcznie: . które oplotły mu się wokół palców. który ona nadstawiła ochoczo. a Gaja mu zawtórowała. w tak małej Wiosce każde zaręczyny były ważnym wydarzeniem. Wybrał kolor zielony. . że on też nie chce pytać. skoro jest to tylko połowa prawdy? .powiedział wreszcie szaman po długim milczeniu. Chłopiec spojrzał na jego pomarszczoną twarz i pomyślał.szepnął szaman.Co powiedziałeś? . Jon wprawdzie nie nazwałby tego zabawą: czuł się dojrzałym 14 . aby uczcić zaręczyny dzieci.Chodź.odparł szaman pytaniem na pytanie. nakrapiany drobnymi cętkami policzek.Wasi rodzice ugodzą się . Gdy ją wiązał na kasztanowych włosach. Już tu byli. a one same wybiegły z domu. Dorośli zasiedli za stołem.Nie rozumiem… . że dorośli nie chcą wracać pamięcią do tamtego wydarzenia. że dla Jona temat Tabu też jest niewygodny. gdzie na progu powitali ich rodzice chłopca.

Coś cię boli. której uroda po części go onieśmieli. skarżyli się dorosłym. jakby z rozjaśnionej słońcem polany wszedł nagle w głęboki cień lasu. Bawili się krótko. Gdyby mógł to bezkarnie uczynić . że nadejdzie dzień. że stary kapłan nie obraziłby się za porównanie go z szamanem. Czekali teraz na sygnał rodziców. niespodziewana i bezwiedna. przecież razem z rówieśnikami niejeden raz skradali się w Puszczy wokół Wioski. Ezra. Umarliby ze strachu! Tabu spętałoby im nogi i ręce! Myśl ta. dlaczego? . aby udać się do świątyni. Gaja uczyła się trafiać do tarczy strzałami zrobionymi z zaostrzonych patyków. Młody kapłan. obaj mieli wypisane na twarzach. Lub czegoś się boisz . Tam dopiero kapłani. aby podglądać zakochanych i ich miłosne gry. jest w niej zbyt dużo dorosłej przenikliwości. ten który w dziwny sposób przypominał mu szamana: obaj byli starzy. krzyczeli na nie. patrząc. Jon wyginał elastyczną gałąź olchy. mieli pobłogosławić ich narzeczeństwo. aby trwało bez przeszkód i doprowadziło do zaślubin po siedmiu przepisowych latach. Jon miał nadzieję. czego nie widzieli jego rodzice: skryty niepokój. Zakochani uciekali przed bandą dzieciaków. musi się nią opiekować.Mnie tak łatwo nie znajdą… . . skazując na głód lub pożarcie przez dzikie zwierzęta. Niejasno też przeczuwał. Dziewczynka wyczuła zmianę jego nastroju.Coś cię boli? . który drążył Jona od dnia.pokiwała główką.Nie. jak narzeczona dorasta. Chłopiec wierzył. lecz nic nie było w stanie zniweczyć ciekawości najmłodszych. ale Gajka była jeszcze dzieckiem.wygnałby starca do Puszczy. ale jak na dziewczynę. Mała Gajka dostrzegła to. w dodatku zaręczonym.chłopcem. przypomniała mu o wołaniu Kamiennej Drogi . w obecności świadków. a po części wyzwoli w nim inne uczucia.Wezmę Gaję na drugi brzeg i nikt za nami nie pójdzie. Poczuł się tak. Obserwował to u starszych kolegów z Wioski. zrozumienie dla słabości bliźnich: więcej było w nich współczucia niż gniewu. łącząc ją rzemiennym szpagatem: chciał zrobić łuk na tyle mały. że w świątyni będzie tylko starszy kapłan. a Jon pomyślał ze zdziwieniem. nabyte z upływem lat. że jak na dziewięcioletnie dziecko. . 15 . Ezra jednak wciąż nie był pewien. Isak. a jego rozbawienie pierzchło. by dziewczynka mogła go napiąć. Chłopiec wiedział. że przez najbliższych siedem lat.pomyślał z pychą.i Jon odrobinę się spłoszył. gdy usłyszał zew drugiego brzegu Rzeki. był inny: szamana traktował jak osobistego wroga i tolerował jego obecność w Wiosce tylko na polecenie swego starszego brata. Fragment tego cienia dotknął też dziewczynki i jasna skóra Gai zbielała jeszcze bardziej. podniosła wielkie zielone oczy i spytała: . Tropienie narzeczonych i utrudnianie im zbliżenia było najwspanialszą zabawą dzieciarni wszystkich kolejnych pokoleń. w którym spojrzy na Gaję nie z rozbawieniem i czułością.

że go nie widzi. ba.i Cywilizacji.Nie lubię go . Plemię nie rozmawiało o nich nawet między sobą. dlaczego kapłan Isak był aż tak inny: chwilami nawet wydawał się być z innego świata. Nikt z Wioski nigdy nie rozmawiał z kapłanami o starych Bogach. Ezra na wszelkie sposoby dawał czarownikowi odczuć. Kapłan patrzył na wchodzących surowo. że woli szamana niż tego akurat wysłannika nowego Bóstwa . z kim? Przecież Jon nie wiedział. więc też nikomu o tym nie wspomniał nawet rodzicom. Jon wyczuł jednak teraz. .szepnął cicho do Gai. Jon kochał Boga Dobroci.siostro”). chęć oczyszczenia Wioski z grzechu. Stary kapłan był przeciwieństwem swego brata (Ezra z Isakiem naprawdę nie byli braćmi: to Bóg Dobroci nakazywał miłować bliźniego jak siebie samego lub swego brata. by okazać radość. oczekując. ale gdy był przypadkowym świadkiem takiej jawnej niechęci lub gniewu Ezry na starego człowieka. że nawet wizerunek Boga Dobroci przybrał srogi wyraz. skądinąd słusznie.odwlekał więc słuszną. a Plemię pogodziło się z nieuchronnością tej zmiany. w jego mniemaniu. Jonowi wydało się. równocześnie prosząc go milcząco. a nie raptem sześcioro. czyjeś ręce podrzucały nocą do namiotu świeżo upolowanego zająca. tak jakby w świątyni były setki wiernych. o jakieś konszachty z… właśnie. że Ezra podejrzewa go. o czymś do siebie szeptali. Jego wzrok wydawał się ranić Jona. Starcy nie zauważyli chłopca i Jon dałby głowę. Młody kapłan nie traktował szamana jako członka Plemienia i czasem. choć sytuacja wymagała. by ktokolwiek widział ich razem. że starzec pokornie zejdzie mu z drogi. że złamał plemienne prawa. twardym głosem. że do Ezry musiały dotrzeć wieści o tym. Czasem tylko. że czasy jego władzy w Plemieniu dawno się skończyły. w cieniu wielkich drzew. jakim była obecność czarownika. jaki zazwyczaj gościł na obliczu Jego sługi. jak spacerując za Wioską. kto go wzywał na drugim brzegu Rzeki. że nie chcieli. Chłopiec pomyślał. 16 . Plemię wynagradzało szamanowi jak umiało nie zawinione upokorzenia. gdy niespodziewanie natknął się na niego w Wiosce. udawał. Ezra tymczasem odetchnął i przemówił mocnym. a zwłaszcza Ezra. myślał z hamowanym gniewem. garniec śmietanki lub domowe ciasto z miodem. kurze jaja. dlatego więc ludzie w długich sukniach zwracali się do siebie “bracie” lub . podobny do tego. u ołtarza czekał na nich właśnie młody kapłan.. Chłopiec nie pojmował. Jon parokrotnie widział starego kapłana z jeszcze starszym czarownikiem. a dziewczynka spojrzała na niego ze zrozumieniem. …tym razem chłopiec miał pecha: gdy obie rodziny w otoczeniu przyjaciół wprowadziły Gaję z Jonem do świątyni. czy wręcz z innej świątyni niż Ezra.jak zareagowałoby na to Plemię . gdy młody kapłan zbyt niegrzecznie potraktował starego czarownika. by trwał nad ich brzegiem Rzeki.

Dlaczego. nawet jeśli. chłopcze. Właśnie wyłonił się spośród zakamarków świątyni i stanął obok. Ty. nie Boga Klątwy… .Może nie są prawdziwi. umocnieni wiarą w Boga i zawrzecie związek na wieki. Urwał. na co głupie dzieciaki trafiają. ty.To jest świątynia Boga Dobroci. Ezro. straszysz wiernych? . nawet przelotnie nie zajmie waszej uwagi. jeśli nie my.To herezja. gdy on pójdzie tam znowu? Kto. na was. ale Bóg jeden wie. patrząc uparcie na Jona: . nie są prawdziwymi Bogami . którego nawet śmierć nie rozłączy… 17 . za który czekają go piekielne męki? Bałwany. Wszystkie bałwany wokół zostały zniszczone. wzburzenie Jona i lękliwe zdziwienie młodziutkiej narzeczonej. a Szatan… .Co będzie.Błogosławię wasz obecny i przyszły związek. Wierzę. w które wierzyło kiedyś wasze Plemię. Wypalicie go ogniem. że za siedem lat staniecie tu przede mną. że zawsze i wszędzie będziecie służyć tylko prawdziwemu Bogu i że żaden z bałwanów. gdy będzie z gliny lub kamienia. którym ci ludzie hołdowali.Najpierw przyrzeknijcie oboje. jeśli będzie uczyniony z drewna. Ezro . lub rozbijecie młotami. . to chyba tylko z powodu głuchoty! . . czy ten chłopiec…! .Ezro! Nie obrażaj ich starych Bogów. na wasze dzieci i wasze wnuki..Chyba słyszałeś. Isaku. gdzie był ten chłopiec! Jeśli nie wiesz. spadnie klątwa.wzburzył się Ezra. a potem ciągnął dalej. zwłaszcza z twojej ręki. ale są. Będzie mu potrzebna twoja miłość.Jeśli tego nie zrobicie. gdy gonią po Puszczy lub przypadkiem przepłyną na drugi brzeg…! zaczął kapłan z pogróżką w głosie. zanim przybyliśmy tu z prawdziwą wiarą… .przerwał młodemu kapłanowi łagodny. . A gdy natraficie w Puszczy na jakikolwiek posąg bałwana. ma mu wytłumaczyć. aby nigdy nie stała się jej krzywda. zawsze stój przy nim. zniszczycie go w imię Boga. Jonie i Gaju. . że badają oni wszelkie odstępstwa od naszej świętej wiary i potrafią je wykorzenić?! Za każdą cenę? A kto wie.spytał starzec łagodnie. Prześladować was będzie ciąg straszliwych nieszczęść. twoim zdaniem. widząc niespokojne twarze obu rodzin. że jest to straszliwy grzech. to na waszą przyszłą rodzinę. Gaju. . ale Isak odsunął go i sam zajął miejsce u stóp ołtarza. nawet gdybyś w niego wątpiła. Dbaj o nią.młody kapłan zaczął krzyczeć. lecz rozkazujący głos starego kapłana. o tym.Przestań. Isaku! Ugryź się w grzeszny język! Wypluj te słowa! Gdyby cię usłyszeli nasi święci teologowie…! Nie wiesz.przerwał mu Isak i dodał szeptem: . Jonie i twoja przyszła żona.

. Widać było. w których przechowywano rytualne szaty i pobożne księgi. zaciskając wąskie wargi. jakby nie umiał rozstrzygnąć żadnej z tych kwestii. gdy ten przekraczał szerokie drzwi Domu Boga i szepnął: . Isak zerknął w stronę swego brata.Do Światowida? Kto to? Teraz z kolei zdziwił się stary kapłan: . że jest daleko..Byłeś blisko waszego dawnego. . tylko szczerze. lecz zaraz zniknął.Tak.Więc szaman rzeczywiście dotrzymuje słowa i nigdy nie Przyzywa imion starych Bogów . Nie patrzył na grupkę ludzi. zaczął półgłosem: .Powiedz mi. widząc niepokój na twarzy Jona.Nikt nigdy nie powiedział ci Jego imienia? Imienia Tego.pomyślał chłopiec . Isak zatrzymał Jona. rozjaśnionym jedynie wątłym blaskiem kilku świec. Jednego z wielu. Chcę z tobą porozmawiać…” Jon ucieszył się. lecz najpotężniejszego… Isak znowu spojrzał z ukosa na krzątającego się Ezrę. a Jon zdziwił się: . że nie jest to cała prawda. . że jest Bogiem fałszywym. plemiennego Boga. Byłaby zbyt prosta.Trzeba go wyegzorcyzmować! .Młody kapłan stał z boku. a widząc. chłopcze. Bałwanem. że opuścił ich niepokój zasiany przez Ezrę. no to… Nie wiem . Jon znowu się zdziwił. do pomieszczeń. który akurat gasił łojową lampę w pobliżu. Ciepły uśmiech przelotnie pomarszczył mu twarz. czy zamierzasz iść do Światowida? spytał Isak. Lubił starego kapłana i każda rozmowa z nim wydawała mu się ciekawa. przydatnych narzeczonemu.urwał nagle. która weseląc się. zamyślony.chce udzielić mi nauk.Nazywamy go Bezimienny… A zresztą… w ogóle o Nim nie mówimy. Młodszy kapłan. Zapewne Isak… . zakrzyknął donośnie. 18 . Ale ja myślę. Jonie.Odejdź. Dlaczego ludzie przez tysiące lat mieliby czcić nie istniejącego bałwana? Jeśli czcili Go.zamyślił się Isak. ów Bezimienny nosi imię Światowida. Ezra gasił już światła i świątynia wolno pogrążała się w półmroku. Ezra zapewne powiedziałby ci. aż echo przetoczyło się przez świątynię: . który mieszka za Rzeką? .odparł Isak stanowczo i kapłan gniewnie ruszył za ołtarz.Zostań chwilę. Jonie. wychodziła ze świątyni. Ezro . że On w ogóle nie istnieje.

gdyż wydawało mu się, że kapłani zawsze wszystko wiedzą i nie muszą zadawać żadnych pytań. Znają odpowiedzi na każde z nich, nie mają żadnych wątpliwości. - Zatem Światowid jest czy Go nie ma? - spytał oszołomiony. Ludzie w długich sukniach zawsze mówili, że bałwanów nie ma, że istnieją tylko w wyobraźni Plemienia i wszystkich innych Plemion. Ale przecież on, Jon, idąc Kamienną Drogą, czuł zew. Żaden zew nie może płynąć z Nicości! - To skomplikowana sprawa… - zasępił się stary kapłan. - Tylko młodym wydaje się ona prosta. Dzielą Bogów na Tego Jedynego, który jest prawdziwy i na bałwanów, do których zaliczają resztę. Ja myślę, że inni Bogowie w jakiś sposób istnieją. Ale niektórych, jak Światowida, ludzie powołali do życia własną wiarą, podczas gdy Bóg Dobroci chyba istniał zawsze. Jeszcze nie było ludzi i ich wiary, On już był. Był przed wiarą, przed słowem, przed ludźmi, ba, on był przed drzewami i trawą! I zawsze był taki sam, niezmienny, ponad czasem, ponad wszystkim, co żywe lub martwe. Wystarczyło tylko w Niego uwierzyć i już wiadomo było, że nie tylko jest, ale był, rozumiesz? Najpierw był On, a dopiero potem wiara w Niego. I zawsze znaczył to samo: Wszechdobroć, Wszechmiłość, Wszechmoc, Wszechzrozumienie, choćby nosił wciąż różne imiona, zależnie od miejsca, gdzie go wyznawano. Tymczasem Bogowie, których powołuje się do istnienia jedynie wiarą, przybierają cechy nadane im przez ludzi. Najpierw jest wiara, a dopiero potem Bóg utkany z tej wiary. I Światowid był… jest… był Bogiem okrutnym… - Powołała go do życia wiara mojego Plemienia? - spytał Jon. - Powołał go do życia strach twojego i innych Plemion, dlatego jest groźny. Gdyby był słabym, jednoplemiennym bogiem, przywołanym z miłości, a nie strachu, można by nawet z niego pożartować i nazwać bałwanem, jak chce Ezra. Ale Światowida powołały do istnienia tysiące ludzi, setki tysięcy ludzi przed wielu wiekami! Ci ludzie bali się świata, Matki Ziemi, ognia i wody, wiatru i burzy, wszystkiego, co nieznane i wszystkiego, co znali. Potrzebowali kogoś, kto byłby silniejszy niż żywioły. Powołali do istnienia różne pomniejsze bóstwa, bożęta, wodniki, strzygi i inne stwory, ale to wciąż nie wystarczało. Pragnęli obrony od Istoty, która byłaby mocniejsza niż przyroda. Powołali zatem swą wiarą Światowida. Szybko obrósł w siłę i moc. I równie szybko ludzie uwierzyli, że Światowid, będąc Bogiem potężnym, silnym i okrutnym, wymaga krwawych ofiar, więc… więc On rzeczywiście zaczął ich wymagać. Najpierw składali mu ofiary ze zwierząt, potem z ludzi… - Nie…! - zawołał wstrząśnięty chłopiec. - Porozmawiaj z waszym szamanem - szepnął Isak - to człowiek mądry, od kilkudziesięciu lat stoi między Wioską a Światowidem, chroniąc was przed Jego zemstą. Od stu pięćdziesięciu lat nikt nie składa Mu ofiar z ludzi, zaprzestano też składać Mu ofiary ze zwierząt, więc ma prawo pragnąć pomsty na swych dawnych wyznawcach. Ostatnimi ofiarami z ludzi była para naszych kapłanów…
19

- …nie! - ponownie zawołał Jon, czując chłód, mimo ciepłej pory, ale stary kapłan ciągnął dalej: - …para kapłanów, którzy dotarli tu jako pierwsi ze słowem naszego, a teraz już także wspólnego Boga. Tak, Jonie, twoi pradziadowie zabili ich w okrutny, męczeński sposób. Nic na to nie poradzę, taka jest prawda. Mimo ich straszliwej śmierci, nadal przybywali tu, do Puszczy, nowi kapłani i zakonnicy. Udało im się ocalić życie, gdyż twoje Plemię zaczęło słuchać o Bogu Dobroci. Wcześniej chyba nie rozumieli. A potem powoli, bardzo powoli zaprzestano wierzyć w Światowida. On o tym wie. Czuje się zagrożony i bezsilny, gdyż razem z agonią wiary w Niego umiera On sam. Inni wasi plemienni Bogowie już dawno zmarli, gdyż wiara w nich była słabsza, ich istnienie tylko tliło się jak ogień świec i zgasło. Ale On wciąż trwa. Trwa resztką sił, Jonie - zakończył stary kapłan i urwał. - Kiedy ludzie przestali mu składać krwawe ofiary? - Gdy przybył tu starzec Aron, nasz największy kapłan, który zmarł w powrotnej drodze do Dalekiego Kraju, dokładnie przed stu czterdziestu siedmiu laty. To on pierwszy zasiał w waszych Plemionach ziarno miłości do Boga Dobroci. Powoli, powolutku przestali składać ofiary Światowidowi, najpierw z ludzi, potem z cieląt, saren, zajęcy i kur, przestali odwiedzać Go, a nawet wymieniać Jego imię. W ten sposób zrodziło się Tabu: zakaz przechodzenia na drugi brzeg Rzeki, zakaz modlitw do Starych Bogów, zakaz nazywania Ich po imieniu, zakaz przechowywania w domach Ich wizerunków z gliny, drewna czy słomy. Tabu pomogło Starym Bogom zapomnieć, że mieli wyznawców. Pomogło im godnie i bez bólu umrzeć. Wszystkim, poza Światowidem. On jeden miał swoje Kamienne Drogi. Do innych prowadziły tylko polne lub leśne ścieżki. On jeden był gigantem, tamci byli maluczcy; więc poddali się bez walki i pomarli. On trwał. Kolejni kapłani, którzy przybywali do waszej Wioski i innych siedlisk ludzkich w głębi Puszczy, nakazywali Go zniszczyć. Ludzie z waszego Plemienia i z innych Plemion brali potężne, żelazne młoty, łomy i próbowali wypełnić nakazy “ludzi w długich sukniach”, jak nas tu nazywano. Bali się Go niszczyć, lecz próbowali, byli rozdarci lękiem między starymi a nowym Bogiem. Nauczyliśmy ich przecież, że nasz Bóg jest najpotężniejszy i najlepszy, choć nie znaliśmy waszych Bogów i niewiele mogliśmy o nich powiedzieć… Ale choć ludzie z twojego Plemienia i wszystkich Plemion wokół robili co mogli, by zniszczyć Światowida i choć było ich tak wielu, nie tylko nie udało się im Go unicestwić, lecz nie zrobili w Nim nawet małej, choćby najmniejszej rysy. Teraz widzisz, dlaczego pozostało nam jedynie Tabu. Tabu nie zrodziłoby się ani nie działałoby bez pomocy waszego szamana. Niektórzy z nas, kapłanów, bardzo nieliczni, umieją czasem czynić cuda, ale Tabu… Do utrzymania Tabu trzeba prawdziwego czarownika. Twoi prapradziadowie mieli i wy także wciąż macie szamana. Nikt od dawna nie chodzi na drugi brzeg Rzeki. Światowida pozostawiono samemu sobie… Jon, wstrząśnięty, słuchał starego kapłana. Do tej pory żaden z dorosłych nie rozmawiał z nim tak szczerze o sprawach związanych z Tabu. Słowo ,,Tabu” zamykało
20

wszystkim usta, nikt nie starał się nawet dociec, co ono naprawdę oznacza. Przyjmowano do wierzenia: Tabu - zakaz, milczenie, klątwa. Tylko tyle. Nawet szaman, strażnik Tabu - milczał, wypełniając swą misję. Chłopiec po raz pierwszy usłyszał imię Boga z drugiej strony Rzeki i dowiedział się, że przez tysiące lat tysiące ludzi oddawało mu cześć. Skoro tak - musi On być potężnym Bogiem… - Pewnie wolałbyś, żebym tam nie szedł - szepnął Jon. - Boisz się, że gdy pójdę jako Jego wyznawca, On stanie się znów mocniejszy. A ty chcesz wierzyć, że On w końcu zniknie, wraz z brakiem wiary. Ale ja nie jestem Jego wyznawcą. I nie będę. Ja Go nawet nie znam, mimo że mnie wezwał. A zresztą… kocham Boga Dobroci. Wiem, że jest to dobra obecność. Dziś znów ją czułem, widząc w Puszczy łanię, prowadzącą swoje małe. Za łanią skradał się wilk i chciał porwać koziołka. Nagle podniosły się opary z pobliskiego bagna i zasłoniły przed wilkiem całą rodzinę. Światowid pewnie chciałby, żeby ofiarować mu tę łanię i koziołki. Jak wilk. Bóg Dobroci ją ustrzegł. Strzeże też wilka, by nie zdechł z głodu. - A gdyby Bóg nie ustrzegł łani, przestałbyś Go kochać? - spytał Isak. - Och, On ma tyle spraw na głowie, tylu ludzi i tyle ich kłopotów! Nie zawsze ma czas, by wszystkim się zająć. Ja Go rozumiem - rzekł Jon, a stary kapłan uśmiechnął się na to wyjaśnienie, myśląc w duchu, o ile łatwiej być dwunastoletnim chłopcem niż starym człowiekiem. - Isaku, jeśli pójdę Kamienną Drogą, to tylko po to, by dowiedzieć się, czego chce Ten, który mnie woła - zakończył Jon. - Dobrze. Idź. Lepiej, żebyś to ty poszedł w tę Drogę, niż żeby On, zniecierpliwiony, wezwał kogoś słabszego. Ale nie śpiesz się. I zanim pójdziesz, przyjdź do świątyni… - Chcesz mnie wyegzorcyzmować? - spytał chłopiec. - Nie. Chcę cię pobłogosławić, żeby w Drodze, skoro już musisz nią iść, chronił cię nasz Bóg - powiedział Isak i pogłaskał Jona po jasnych włosach. *** Jon nie śpieszył się na drugi brzeg Rzeki. Mijały kolejne pory roku: śnieg to sypał, to znowu topniał, liście drzew rodziły się w kolorze jasnej zieleni lub sfruwały spurpurowiałe, zaścielając ziemię. Gaja powoli zarzuciła zabawę lalkami i zaczęła towarzyszyć chłopcu w polowaniach, a dwa kasztanowe, dziecinne warkocze zamieniła w jeden, spleciony na karku. Niekiedy rozplatała włosy i gdy opadały burzliwą, połyskującą kaskadą, Jon czuł w sobie dziwne drżenie i pragnął ich dotknąć w inny

21

jaki miałby to być dotyk. Tym razem zrobił to jednak jawnie. Skoro Plemię i tak wiedziało. W ten sposób Plemię dało do zrozumienia. Nadawano go każdemu z młodych. wnosząc to z jej zwinności i celności oka w strzelaniu z łuku . niż robił to wcześniej.Tabu! Tabu. w jasny dzień. nawet najdzikszych. zaryczała groźnie i wyciągnęła potężne łapy. że Gaja nie rośnie na łowczynię . na oczach całego Plemienia. gdyby nie była Gają. Ale Tabu nie było niedźwiedzicą.skradanie się i oszukiwanie bliskich nie miało sensu.wszyscy w Plemieniu wiedzieli. aby dokarmić niedźwiadki miodem. zniekształcającego wszelkie miary i potęgującego lęk. Było czymś znacznie mocniejszym. radośnie goniły dwunożną istotę. iż wie. I pewnie. że chłopiec usłyszał zew Bezimiennego. chciał tylko poznać drogę ku Niemu. Gdy ujrzała. Dzikie zwierzę nic jej nie zrobiło: w zapachu jej ciała i włosów poczuło bowiem zapach swych małych.lecz wciąż nie wiedział. Gajka! 22 . W dodatku szaman groził jej z oddali sękatym kijem. lisami.zeszła z drzewa i wróciła do Wioski. tak. Gaja musiała salwować się ucieczką na drzewo.ale na przyjaciółkę zwierząt. czy nie. Sobie tylko znanym sposobem dziewczynka odkrywała.gdy Jon po raz trzeci przekroczył Rzekę w zakazanym miejscu. Straciła oddech. idąc na łowy . że nosi on miano Jona w Drodze. jak chłopiec przekracza Rzekę w zakazanym miejscu. wspinać się na wysokie drzewa i podpatrywać ptasie gniazda. żartobliwie szarpiąc ją za warkocze . W tym celu potrzebował światła dnia. tkwiłaby tam całą noc. lecz miano tym razem brzmiało szczególnie: Jon w Drodze. Nikt go nie potępiał. bawić się z nimi jak szczeniak ze szczeniakami.sposób. nietknięte. Oczy jego rodziców wyrażały jedynie smutek i troskę. nie wiedziała nawet. połączonego z lękiem. czy chce. potarzać się z nimi w trawie. A zresztą. matka rozpaczliwie nawoływała. nikt się od niego nie odsuwał. choć nikt o tym nie mówił . a nie mroku nocy.Tabu! . gdy się zaręczył. które całe. że poczuł zew . a nawet nadali mu przydomek. Starszy o parę lat Jon pojmował to lepiej niż dwunastoletni wyrostek. Raz niedźwiedzica przyłapała ją. a Gaja… Gaja niczego się nie domyślała. Okazało się bowiem. lecz niekiedy w oczach rówieśników lub starszyzny Jon dostrzegał szczególny rodzaj zaciekawienia. ale ponieważ wierzyła w naturalną szlachetność zwierząt . kiedy niedźwiedzica zostawia małe w legowisku. W przeciwieństwie do narzeczonego. Gaja już w połowie Rzeki doznała skurczów w nogach i całe jej ciało zaczęło buntować się przeciw dalszemu marszowi. Jon zaś odwrócił się i krzyknął: . a nawet z niedźwiadkami. przyjaźnić się z młodymi wilczkami.jak wszyscy się spodziewali. ale nie tylko… Do ślubu brakowało już tylko trzy lata . a w okolicy serca poczuła dojmujący ból. Była coraz piękniejszą dziewczynką. Gaja patrzyła na Jona innymi oczami. natychmiast za nim ruszyła. szczęśliwą. Nie zamierzał iść do Światowida. że pewnego dnia chłopiec będzie musiał udać się na drugi brzeg. Delikatniejszy. że pod opieką narzeczonego może poznawać tajniki Puszczy.i gnała tam wówczas.

spytał szaman.przeszło chłopcu przez głowę.Tobie nie wolno. . Jon nie widział jej końca. .do Boga wciąż było daleko . . udaremniałaby mu wędrówkę do Bezimiennego.Czemu tam szłaś? . wyłożona większymi głazami. w dodatku dziewczynkę. który padł z ust szamana. aby dostrzec drugi . …była inna. lecz jedynie najbliższy zakręt. w nocy. w Puszczy. że pierwszy raz widzi kogoś.Gdyby to chodziło o miłość. Taki wysiłek podejmuje się z wielkiej miłości . .Jeśli jednak Droga wije się. lecz nie był pewien. Pomyślał. Tam. nie. na drugim brzegu. usłyszał zew Bezimiennego i wyczuł istnienie Drogi. chcieliby Go jak najszybciej zobaczyć. czy wyniknie z tego coś dobrego. Droga była szeroka na kilkanaście kroków dorosłego mężczyzny i rzeczywiście nie biegła prosto. drugi raz . wnosząc z układu drzew na horyzoncie. w którym pielgrzymujący staną twarzą w twarz ze swoim Bogiem. Zazdrościła mu. gdzie Droga się zaczyna. Wiemy tylko.To słowo sparaliżowało dziewczynkę: zatrzymała się pośrodku nurtu i bezsilnie patrzyła. gdy ratował Gaję. . Pojęcie Tabu już dawno zabiło ciekawość Plemienia wobec drugiego brzegu i szaman z niepokojem stwierdził. Wtedy Droga byłaby prosta i krótka.gdy odkrył w nocy Kamienną Drogę. który powoli znikał wśród starych drzew Puszczy na drugim brzegu Rzeki. odczuwaliby coraz większą radość . patrząc w ślad za znikającym chłopcem. I właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszała przydomek chłopca: Jon w Drodze. lecz wiła się. kto tę ciekawość wciąż czuje. a na twarzy szamana odbiło się zdumienie. Mogliby wówczas widzieć z oddali Jego sylwetkę i zbliżając się. znalazł ją znowu. Stojąc na jej skraju. A skoro tak odwlekali… Gdy Jon pokonał pierwszy zakręt. gdzie idzie Jon i co tam jest . . Tego nikt nie wie.zdziwiła się. niż wyobrażał sobie wtedy. Może Jon powinien mieć inną narzeczoną. I właśnie teraz. Pomyślał. O wiele szersza. jak narzeczony staje na kamieniach na drugim brzegu Rzeki.odparła buntowniczo Gaja.W jakiej drodze? . blisko brzegu Rzeki. która czepiając się nóg przyszłego męża.uderzyła go odmienność Puszczy po tej stronie Rzeki…. kręci. że Gaja z Jonem do siebie pasują. nie po tej stronie 23 . że jej budowniczowie pragnęli odwlec moment. Lecz to jest tylko jej początek . Jon po raz trzeci stał na drugim brzegu Rzeki w zakazanym miejscu: pierwszy raz był tu prawie pięć lat temu. aby te głazy obrobić do gładzi i znieść je tu wszystkie. jak wówczas zapamiętał. że ludzie przed wiekami musieli bardzo się natrudzić. niż sądził po dotyku sprzed lat.Dlaczego? Chcę wiedzieć. znaczy to. po krótkim błądzeniu. straszyła klątwą i własnym lękiem? Gaja tymczasem patrzyła gniewnie za narzeczonym.albo z wielkiego strachu.westchnął szaman.

Coś usiłowało zmusić go. Jon odkrył je wtedy. Jakby ptaki i zwierzęta nie chciały zapuszczać się w te okolice. nie wiadomo co. po której Jon teraz stąpał. bezlistnych konarów. Przystanął na chwilę. Tu panowała cisza. że wrócę. bo przecież Plemię wielokroć przekraczało Rzekę. śpiew ptaków. ułożonej z gigantycznych głazów mozaiki. Zdumienie początkowo przeważyło nad strachem. które też zaczęły nachylać się ku niemu jak ramiona olbrzyma. gdy usłyszał swój oddech. Zawrócił . owady wymarły. Już wiem. Zdawał sobie sprawę. że On jest właśnie tam. świst i szelest traw.niosło się Puszczą głuche. że jego serce przez kilka sekund biło dokładnie w rytm słów Bezimiennego: wolno. żeby być jak najdalej od ciemnej ściany Puszczy. pokonując drugi zakręt Kamiennej Drogi. szurające skradanie się zwierząt wśród krzewów. Puszcza była inna w tym miejscu. a drzewa bały się poruszyć. ku swemu zdumieniu. Na Drodze do Światowida. Musiało. do opasania pni drzew trzeba by kilku ludzi. żeby lepiej było słychać Głos Boga pomyślał chłopiec i nagle. gdyż Jon wyczuł obcą. że przed nim rozpościera się trzeci. brzęczenie owadów.Wracam . Nawet krzewy wysuwały długie. dudniące i zarazem dziwnie bezdźwięczne wołanie. Puszcza była inna właśnie tu . które usiłowały oplatać się wokół jego stóp. zielone macki. udając się na polowanie. Od setek lat części Puszczy nie tknęła siekiera człowieka. .i wtedy poczuł zew.wystarczy. pełen lęku i zarazem odwagi. Z ulgą ujrzał. Zatem dopiero za nią… Za nią musiało kryć się TO COŚ. Zagłuszał go szum liści na drzewach i skrzypienie konarów. odwrócił się twarzą w głąb Drogi i zawołał. Prawie nigdy nie słyszał w lesie swego oddechu. nie do dysput. . boleśnie. ale puść mnie! 24 . za trzecim zakrętem. Jej inność polegała głównie na MILCZENIU. Czyniło to powyżej lub poniżej Kamiennej Drogi. że horyzont zamyka czarna ściana potężnych drzew. mocno.wokół tej niezwykłej.szepnął do siebie . potężną obecność. a Jon ruszył dalej. Jon przyjrzał się teraz drzewom: były o wiele wyższe i potężniejsze niż wokół jego Wioski. coś odpychało jego nogi od kamiennego podłoża. naprawdę Go usłyszał.GRDBGHGBZW… . Poczuł tylko. aby szedł dalej. w stronę Rzeki.Wrócę! Przyrzekam. On przywykł do Posłuchu. owady. a do wdarcia się w głąb lasu niezbędny był topór. Jon przeszedł na środek Kamiennej Drogi. gdy uparcie kroczył w dół.Rzeki. zwierzęta i drzewa milczą. Co oznaczało? Jon nie pojmował jego znaczenia. I tak nie pójdę dalej bez błogosławieństwa Isaka. odległy zakręt. że z tym Bogiem nie można rozmawiać. aby go zatrzymać. . od zielonych macek krzewów i czarnych. Głos Boga zamilkł. Ptaki.

. na które Jon nie zamierzał i nie chciał odpowiadać. na tym drugim brzegu Rzeki? Jak wygląda ten… Bezimienny? Czy się Go boisz? A czy nie jest mu smutno. Wszystko.On mówi .przytaknął szaman i dodał: . a opieka polega na tym. Instynkt szeptał mu. niż spytał stary czarownik.Ale co On mówi? Co to znaczy? Czym są te dźwięki? . że umarł.Przestań! . I wówczas Jon pomyślał. . Kto z ludzi zrozumie Kamień? Więc zawróciłeś… . ale częściej nocą. a przed nim nie wiedzieli tego dziad i pradziadowie. to Gaja mówiła. .Słyszę je czasem w głowie. którego nie może odwiedzać i którego nawet nigdy nie widział i zrobiło mu się go żal. Nie wiem. Jon wolał rozmowę z szamanem niż z Gają. nie Jemu. że przez tysiące lat nikt nie wiedział. Chciałem tylko zobaczyć. czy stary czarownik nie tęskni za swoim Bogiem. Nawet nie próbowałem. Gaja chciała wiedzieć. że nikt Go już nie odwiedza? .Przekazał mi je mój ojciec. te słowa poskutkowały. że nic się nie dzieje.Dlaczego ty sobie tam idziesz. zdrowiu i dniu tak. Mam służyć Plemieniu. Tabu. Wiem. gdy śpię mruknął szaman. odwrócił się plecami do chłopca i schronił w namiocie.Długo milczał. Czasem myślę.O dziwo. rozumiesz? 25 . gdy przekroczył bród. zadając coraz to nowe pytania. . żeby trzymać cię od Niego z daleka. . nim umarł. Gaja.powiedział Jon do szamana. Ludzie z Plemienia udawali. drzewa znieruchomiały i chłopiec odetchnął z ulgą.On mówi .raczej stwierdził. skąd wracał. Jeśli Plemię zawsze milczało. co znaczą te słowa i nikt nigdy nie będzie wiedział. Ale teraz. Gdybym poszedł… Więc jak tam jest? A zresztą nie mów . że kto wie. Kamienna Droga ustąpiła miejsca miękkiemu leśnemu podłożu.Jak? Powiedz mi… Nigdy tamtędy nie szedłem. mówiła i mówiła bez końca. jakby wcale nie zauważyli. że nie widzą jego zmagań ze słabym o tej porze roku nurtem Rzeki. gdy wrócił. a wkrótce zobaczył między drzewami prześwitujące na drugim brzegu strzechy domów Wioski. Macki krzewów wycofały się w głąb Puszczy. co znaczą.wymieniali z nim zdawkowe uwagi o pogodzie.Mam się tobą opiekować. a mnie coś trzyma za nogi? Co tam jest. niekiedy za dnia. gdy stał na właściwym brzegu . . dlatego sądziłem.zawołał chłopiec. .zakończył niespodziewanie szaman. Po chwili już usłyszał leniwie płynącą Rzekę. Mój ojciec też nie wiedział. . po co tu jestem. To Głos Kamienia. Plemię pragnęło udawać. żeby Gaję trzymać od TEGO jak najdalej. jak się do Niego idzie.Jeszcze nie jestem gotów.

*** 26 . W dodatku to. że jest jeszcze bardzo dziecinna. żeby przeżyć.Jeśli już teraz będziesz miał przede mną tajemnice.Sama wiesz. Co gorsze.stwierdził. co to znaczy: Jon w Drodze… Sam chciałbym wiedzieć .spytała. Jon pomyślał. Była to bardziej sprawa przeczuć. to ja… to ja zerwałabym nasze zaręczyny! . czy nie udawała tylko płaczu. czego doświadczył od chwili. Co właściwie było tymi “męskimi sprawami”. nie nadawało się na opowieść. a kobiety… . .zaśmiała się Gaja. którą porównać można do odwagi niedźwiedzicy? Pobiegł za narzeczoną i dogonił ją tuż przed domem. że powiem ci tyle.Wdowy karczują same. o których tyle rozprawiali niektórzy mężczyźni? . że przecież poza nim i Gają nikt w Plemieniu nie chce w ogóle rozmawiać o Bezimiennym. lecz bardzo dorosła ciekawość. bo w plemiennej drużynie było kilka znakomitych łowczyń. Oczy Gai już wyschły i chłopiec pomyślał.krzyknęła dziewczynka i z płaczem pobiegła do domu. gdy usłyszał zew. Dziewczynka spojrzała na niego poważnie: . Za trzecim zakrętem. Więc mów. ponieważ Baja była najsilniejsza w Plemieniu.wykręcił się chłopiec.Męską sprawą jest na przykład karczowanie Puszczy . Gdybyś ją spotkał przypadkiem w Puszczy. Dajmy spokój tej rozmowie . Silniejsza od mężczyzn. I Jon opowiedział Gai tyle.Przyrzekam. w dodatku taka. że mężczyźni polują i to są męskie sprawy. to co będzie później. tyle że odmawiała zabijania zwierząt bez potrzeby. że kto wie. ile mogę.Nigdy już nie wezmę cię do małych niedźwiadków! A beze mnie niedźwiedzica rozerwie cię na strzępy. musiałbyś zabić. ważyła chyba tyle co pięćdziesięcioletnie drzewo. a potem uprzytomnił sobie.. . gdy chcą poszerzyć swoje pola. by zmusić go do wyznań. lęków i doznań niż związek przyczyn i skutków. . Miała prawie dwa metry wzrostu.szepnął. A gdybyś ją zabił. ile mógł i jak umiał .ale niewiele miał do opowiadania. Wszystko było dopiero przed nim. chyba widziałeś przy tym wdowę Baję!! .zaczął Jon i urwał. Więc może to nie dziecinna przekora kieruje Gają. właśnie Gaja wspaniale trafiała do celu z łuku. gdy zostaniemy małżeństwem? .

aby tam . Chwile wytchnienia od ich nagłych chichotów wśród gęstego lasu. Jon wiedział. mimo że wioskowe dzieciaki nie byłyby w stanie ich podglądać. Dziwny. gdzie razem z Gają próbowali bezskutecznie uciec przed upartym pościgiem dzieciarni. nie prowadził narzeczonej na drugi brzeg. co Jon sobie wcześniej obiecywał. czuł tylko mocny i słodki zapach rumianku. do ślubu brakowało już tylko pół roku. by nie przekraczali nakazanych granic przed ceremonią zaślubin. gdy dzieci spały. gdy wrócił kiedyś z Puszczy.dotykać jej gładkiej skóry lub kryć twarz w ciepłym.odparł ojciec i wtedy Jon przypomniał sobie.od momentu zaręczyn do ślubu . Do jego komnatki wpadło rześkie. ramiona. Lecz doskonale słyszalny. której przywódcą był jego młodszy brat. Ale wtedy Jon nie widział jasnej skóry narzeczonej.zamiast Gai. zielonego migotania jej tęczówek. bez względu na to. lecz sen prowadził go dalej: stał oto na mozaice z wielkich głazów i bał się postąpić choćby o krok naprzód. gdy znalazł się niebezpiecznie blisko tej granicy i wrócił do domu pobudzony i szczęśliwy. Nie nastąpiło to szybko. czarny i tak złowieszczy cień. co rzuca aż tak długi. w którym Gaja zwykła myć włosy. niepokojącym zakątku jej szyi i skraju włosów. W ten sposób Jon odkrył. czy strach. do zabawy w te szczególne łowy zachęcała ich plemienna starszyzna.Głupie są te dzieciaki .wejść w granice cienia. że w imieniu Plemienia strzeże się narzeczonych. że wówczas. I już znany.choćby we śnie . Jon z chłopca stał się młodym mężczyzną. mocne powietrze . zazdrosnego Boga. czy byłaby to miłość. lecz pełen ulgi. Nie chciał też podnieść głowy. co robią . brutalnie przerywających wzruszenie kolejnego pocałunku. Zmęczony i podniecony odkrywaniem coraz to nowych tajemnic własnej i drugiej płci.ujrzał potężny czarny cień rzucony na Kamienną Drogę.Dzieci wiedzą. Wtedy . spocony. zgodnie z wielowiekowym zwyczajem .rodzice nawoływali ich niecierpliwie. gdy on był w podobnym wieku i wraz z rówieśnikami gonił po lesie inne pary narzeczonych. aby zobaczyć. gdy nasycał nim swoje ciało i oddech . Wbrew temu. ledwie przyłożywszy głowę do miękkiego futra zaścielającego łoże. . Wioskowe dzieci. Trzeci zakręt przyśnił się Jonowi po dniu. 27 . gdy ten zapach stawał się też jego. że drugi brzeg nie jest miejscem dobrym do okazywania miłości ludzkiej istocie. tak że nasiąkały nim szyja. Tamto miejsce zarezerwowano wyłącznie na uczucia dla żarłocznego. Mimo wczesnego wiosennego chłodu uchylił okna z drewnianą okiennicą. by wracali do domów. narzeczem zyskiwali tylko nocą. Wystraszył się.w całkowitym odosobnieniu .powiedział Jon do ojca dorosłym tonem.i przyniosło jakiś dziwny głos.Trzeci zakręt najpierw się Jonowi przyśnił. że nie musiał . zasnął. którą prawie stale widywał w sennych marzeniach . Ale wtedy.tropiły parę narzeczonych jak myśliwi sarnę. . a Gaja wciąż piękniała. To “niebezpieczeństwo” okazało się być szokująco przyjemne. bezdźwięczny. Obudził się w środku nocy. plecy.

Już czas . że je poczuł na swojej skórze. żeby uspokoić narzeczoną. że to Jego głos. Jonowi wydało się. a po namyśle dodatkowo złożył dwa palce na krzyż. . . a obok niego nerwowo poruszającą się narzeczoną.. Coś mnie obudziło. choć poza chłopcem i szamanem nikt z Plemienia i tak nie usłyszał Jego głosu. . że słyszę jakiś dźwięk… Pewnie złudzenie lub zły sen. mimo znacznej odległości. Tak naprawdę patrzyła za Jonem długim. Nie chciał. …tak.To nie był sen. Jon ocknął się ze snu i poszedł do świątyni. On mnie wołał. dlaczego Plemię nazywa go Jonem w Drodze.Dobrze . Nie sądziłem jednak. Widocznie słyszą Go jeszcze ci. Wzrok dziewczyny. przyrzekam. Gaja nie wołała za nim. Nie był zdziwiony jego wizytą o tej porze. to na drugiej nodze. jakby się jej spodziewał. czy dopełnił przyrzeczenia danego Isakowi: czy był wcześniej w świątyni po błogosławieństwo. rozdzierają wątpliwości. czy wolno tak brutalnie odbierać ludziom ich starą 28 . przypominając o obietnicy. Dziewczyna udawała.zdziwił się chłopiec. ale już nie mów. że narzeczony musi kiedyś pokonać trzeci zakręt. Wydawało mi się. że boi się lodowatego dotyku wody. że chlapie się w Rzece. przyklękając obok niego. nim zbudzi się Gaja. Miał nadzieję. że Jego głos słyszy ktokolwiek poza szamanem i mną . . Jon bezwiednie kiwnął głową. Ale gdy już stał na drugim brzegu i bezwiednie obejrzał się w stronę Wioski . poważnym spojrzeniem. udając. który znowu wypowiadał swe niepojęte dźwięki. nie próbowała go wstrzymywać.Przyjdę. Ku swemu zdumieniu stwierdził. których. jeszcze tej samej nocy. by się niepokoiła ani.szepnął Jon.GRDHGBHZW… To był głos starego Boga. Stary kapłan był tu i modlił się. Widocznie tracił cierpliwość i wzywał swego wybrańca z drugiego brzegu. by próbowała pokonać pętające ją Tabu. . Gdy opowiedział jej.szepnął Jon. że nie musi budzić Isaka. tym bardziej. gdy Bezimienny wreszcie umilkł. zdawał się pytać Jona. podskakiwała to na jednej.zobaczył nieruchomą sylwetkę starego czarownika. że zdąży. a jego ciepły oddech wionął mgiełką pary w chłodną noc. Sprawiał wrażenie. .Nie wiedziałem.Wiem. Tego dnia Jon skoro świt wyruszył na drugi brzeg. Nie strasz Plemienia… Bezimienny zamilkł. zrozumiała. tak jak mnie. Na widok Jona przymknął oczy i kiwnął głową.

Może powinniśmy czynić to inaczej? Całkiem inaczej? Ale jak? . Zwrócił się do chłopca i zawiesił mu na szyi mały skórzany woreczek.Nie wiem. Powstał też Isak. nawet gdy są mniej piękne i gładkie niż gotowe formuły. Dlatego cień. a może nie? Lecz ziarnko piasku i tak wyczuło Jego obecność. gdziekolwiek pójdziesz . gdy stało w zenicie i prześwitywało wśród gałęzi. bożych sług. Na Kamiennej Drodze szarzał świt. Droga wydawała się bardziej ponura niż zwykle. co jest w środku. A zresztą wołała go Kamienna Droga: nie musiał jej szukać wśród gęstwiny krzewów i drzew. -.To ziarnko piasku z Pustyni. który rzucało TO. o czym mówisz . . wstał. Jonie. Słońce dopiero wschodziło. których młodszy kapłan uczył wybrane wioskowe dzieci. był aż tak długi.A teraz poproś Boga Dobroci.zamyślił się stary kapłan. Może zdążył dotknąć go bosą stopą. który sam dotąd nosił.zbliżał się do trzeciego. Gdy skończył. od razu znalazł pierwsze gładkie głazy. żeby cię nie opuścił. Czuję bowiem. Osłonił oczy dłonią przed jaskrawymi promieniami i patrzył. jakby nigdy się z nim nie rozstawał. Szedł nią szybko i bez wahania dlatego.rzekł Jon. czuję.dodał niezrozumiale kapłan. ma inną receptę na jego skuteczność . ku czemu szedł. Jon ukląkł koło starca i zwrócił się do Boga Dobroci. Jon wierzył.wiarę? Przecież zabiera się im najgłębszy sens życia. głowiąc się nad smutkami starca. Wolał wiedzieć. Już nie oglądał się za Gają i szamanem. Nie rozstawaj się z tym woreczkiem. a każdy z nas. tak młody i niedojrzały. po której chodził niegdyś Syn Boga Dobroci. że Bóg woli. gdzie skraj Kamiennej Drogi stykał się z niebem. Przywykł mówić do Niego własnymi słowami. . odcinki. Tego. .Nawracanie to bolesny trud. W Puszczy widziało się słońce wówczas. który widział we śnie. . będziesz musiał decydować o sprawach przekraczających po wielokroć twój rozum i wymiar losów twojego Plemienia. Jon nie lubił tej pory dnia. ale stąd nie było widoczne.Nie zobaczysz. że od tej pory ty. bo to za małe . lecz mocny rzemień. nie używać formułek. Słońce stało dokładnie tam. Pokonał pierwszy i drugi zakręt. że będzie ci potrzebny. co rzuca aż tak czarne i tak długie skrzydło cienia… 29 . na którym zawieszony był woreczek i wszedł w mroczną Puszczę po drugiej stronie Rzeki. które już znał . iż zew był silniejszy niż zawsze. gdy rozmawia się z Nim własnymi słowami.uśmiechnął się łagodnie. Będzie cię chronić i podpowie ci właściwe rozwiązanie.wyszeptał Isak i znów powrócił do modlitwy. tak głęboki. Oderwał wzrok od kamiennej układanki pod swymi stopami i spojrzał w dal: za trzecim zakrętem prześwit między wielkimi drzewami ciągnął się prosto. …Jon odruchowo poprawił teraz cienki. tak że recytowały je na pamięć. daleko.

dokąd prowadzą. co to jest: gigantyczny. Obszedł posąg jeszcze raz wolno i uważnie. Lękał się tego momentu. chłopiec był już tak blisko. z wystającym dziwacznie i także monstrualnie powiększonym pępkiem: brzuch Boga. która go wciąż dzieliła od celu. monstrualnych rozmiarów atrybutami męskości Boga. bez wahania. Jaka siła zdolna była wznieść je tak wysoko i tak dokładnie złożyć w całość? Najniżej położony czworokątny głaz stanowił stopy Światowida. gdzie przed wiekami powołała go do życia wiara Plemion? Jon szedł szybko. Jego wyobrażenie. że Bezimienny wykuty jest w skale. krótką szyję. jak Bóg Dobroci. Jon zbliżył się jeszcze bardziej. jedynie tu…? Tu. z realistycznie wyciosanymi.były to nogi Bezimiennego. . Gdy wzrok Jona padł na najwyższy kamień posągu.zdziwił się i wystraszył jeszcze bardziej. kamienny jak ta Droga. Jon nie wiedział. ciemna Puszcza a pośrodku stał On. Światowid… 30 . Wizerunek Światowida. wiedział. Otrząsnął się i powoli zaczął okrążać posąg. gdy zbliżył się o kilkadziesiąt kroków. gdyż zew był coraz silniejszy. Kamienna Droga kończyła się owalnym placem. Szósty głaz tworzył mocną. A może On sam? Może nie istniał WSZĘDZIE. takie same jak ta. już wiedział. jak TO nazwać. Wokół placu i czterech Dróg rozciągała się gęsta. Z czterech stron prowadziły do niego trzy inne Kamienne Drogi. poczwórne ramiona. Coraz dokładniej widział Tego. Bezimienny widocznie chciał być mężczyzną i pragnął. …ale oto czwarty głaz. więc skorzystał z bolesnego oślepienia oczu słońcem. odróżnił trzeci głaz. która wydźwignęła je na tę wysokość. która tkwiła tu od prawieków. Światowid miał cztery oblicza. Tak. Ale mimo odległości. Odruchowo zacisnął dłoń na woreczku Isaka.On… On ma… On ma cztery postacie! Cztery oblicza! . ku Któremu zdążał. siódmy olbrzymią głowę. by nikt w to nie wątpił. posąg starego Boga. że płeć Boga Dobroci nigdy nie była przedmiotem żadnych rozważań. Jon poczuł dreszcze i chłód. którą przybył. W pierwszej chwili wydawało mu się. opuścił głowę i jeszcze raz się rozejrzał wokół. Dopiero teraz Jon uprzytomnił sobie.Na końcu Kamiennej Drogi wznosił się ogromny obelisk. nieco wypukły. Patrzył też w cztery różne strony świata. Widocznie każda z nich miała swój trzeci zakręt. która byłaby w stanie tego dokonać! Ręce ludzkie wydawały się za słabe: nawet gdyby połączyć ręce setek czy tysięcy ludzi. ociosanych starannie głazów. Stał na czterech nogach. Drogi wiły się i nie widać było. dokładnie tam. Nie miała znaczenia. że nie: posąg Boga tworzyło siedem potężnych. Teraz. dokąd prowadziły cztery Kamienne Drogi. ułożonych jeden na drugim. Drugi głaz wznosił się czterema kolumnami w górę . że musiał zadrzeć wysoko głowę. Piąty głaz był niezwykle potężny i wydawał się być szerszy od pozostałych: to były Jego ramiona i Jon nie mógł wyobrazić sobie siły. Miał cztery wystające pępki i cztery potężne znamiona męskości. Plemię nie znało techniki.

Ale posąg nie lśnił. . Przeciwnie. Czy w ogóle je miał…? Tak. Jaką twarz miał ten Bóg? Chłopiec cofnął się. więc długi cień Bezimiennego skrócił się i Jon z uwagą zaczął wpatrywać się w głazy tworzące posąg.Ale co On widzi. Wydawał się pochłaniać światło. Bóg wydawał się toporny.usłyszał jeszcze raz głos Isaka. . Może to była kuna.reszta była gładka na tyle.przypomniał sobie swoją odpowiedź.Twoje Plemię. Wziął grudkę. Cztery pary. dostrzegało się tylko Jego wielkość. by w nią spojrzeć. nie były one zbyt precyzyjne. I inne Plemiona… 31 . a może zając? A to duże. Pył osypał się z niej. skoro nie jest wyższy od drzew w Puszczy. I zdawał się pulsować.Moje Plemię? Niemożliwe! . Był ciepły. Jon zmarszczył brwi w zamyśleniu i sięgnął po jeden z większych kawałków. lecz tym bardziej potężny. . rzucając jasny blask. Jon zaś zapragnął nagle zajrzeć mu w oczy.Widzący światy… Mogłem się tego domyślić… . Poza znamionami męskości. Dopiero teraz Jon spostrzegł pod stopami jasny pył. gdy oddawano Mu cześć. były półprzymknięte. te drzewa sięgały mu zaledwie brzucha…? A może widzi dalej. wypukłym pępkiem. Co…? Nie.Składano mu ofiary z ludzi… . Były równie gładko obrobione jak te na Kamiennej Drodze. Oczy patrzącego nie musiały koncentrować się na ozdobnych szczegółach. Jeśli szczegóły postaci rzeźbiły ludzkie ręce.. To jest czaszka… Ta grudka jest zmurszałą czaszką małego stworzenia. że to czaszka zwierzęcia. ale czuł. Chłopiec przykląkł i wziął go do garści. niż powinien być kamień stojący w głębi Puszczy. Ale pod jedną z par powiek nagle coś zalśniło. najwyżej im równy? Chyba że wtedy. Jak żywe ciało. Zbliżył się jednak ponownie do posągu i z pewnym wahaniem dotknął go. wpół zakryte grubymi powiekami. Cieplejszy.wymamrotał Jon. siedmiopalczastymi dłońmi . co powinno być łatwe. niż mi się wydaje? Słońce stało już wyżej. że to nieprawda. Trzeba by wspiąć się na ramiona Boga. z grubsza zarysowanymi wielkimi. nie można było zajrzeć Mu w oczy z tej odległości ani w ogóle z perspektywy Kamiennej Drogi. na ile gładki może być obrobiony kamień. Ale Jon nie miał na to ochoty i w pierwszej chwili wydało mu się bluźnierstwem. Pył przesypał się przez palce jak piasek. a może nawet gładsze. których nie było. łączący się czasem w grudki lub tworzący dziwaczne kształty. tam. ale od razu obejmowały potężną sylwetkę. . ale jądro grudki wydawało się być twarde. Stojąc u stóp Światowida. obok… Jon miał nadzieję.

Nie licz na krwawe ofiary. Jon i Gaja stali u stóp ołtarza przed Isakiem. . lecz by nie zleciały się pszczoły i osy.by przeważała w nim słodycz nad goryczą. Nie lubił ich wkładać. krzewy i drzewa rosnące przy Kamiennej Drodze nie próbowały go wstrzymywać. srebra.Nie wiem. . Ten kwiat też jeszcze przed chwilą żył. Wiele kobiet i mężczyzn z Plemienia stało na placu. . Uszedł tylko kilkanaście kroków. Podszedł. co do mnie mówisz. A może i szczątki kapłanów. zerwał go i położył u stóp posągu. Zboże symbolizowało życzenie wiecznego dostatku dla rodziny.słodycz nie uciekła.w zgodzie z obyczajem . aby . Spojrzał jeszcze raz w twarz Bezimiennego i odwrócił się. która jest jego Drogą. Zaczął wolno powracać tam. że muszę wrócić. atłasu. którzy dotarli do Wioski przed stu pięćdziesięciu laty.powtórzył Bezimienny. Gdy Jon wracał do Wioski. którą właśnie założyli. ledwo zakwitający kwiat. a miód . Miód należało szybko zlizać. skąd przyszedł. którzy dotarli do innych Wiosek i których również przywleczono tu jedną z czterech Kamiennych Dróg? Chłopiec wycofał się z owalnego placu. starzec bowiem był głęboko przekonany. Ludzie lubią oznaki bogactwa i Jon pomyślał. że Bóg Dobroci nie potrzebuje złota. płatkami suszonego jaśminu i natrzeć ich dłonie miodem. dudniącym głosem. jeszcze ze stulonym pąkiem. *** Nie wszyscy zmieścili się w świątyni na zaślubinach Gai z Jonem. Musisz się nim zadowolić .GRDGHGBZW . aby . że być może 32 . Jon o tym wiedział.obsypać młodą parę złotym ziarnem zbóż. Jon wiedział. więc nie upominaj mnie… Bóg umilkł. Wiem. jaśmin . brokatów i pereł.powiedział. Nim jednak tradycji stało się zadość. ale jeszcze tu wrócę.aby ich wspólne pożycie zawsze kwitło. Nie wypadało jednak udzielać ślubu młodym w codziennym stroju. Na skraju Puszczy coś delikatnie się czerwieniło: mały. woli swego sługę w znoszonym burym habicie. Jon rozejrzał się wokół.powiedział Bóg bezdźwięcznym. . naznaczając szczęście małżonków bolesnymi ukąszeniami. który ubrał się na tę okazję w odświętne błyszczące szaty. Plemię uznałoby to za niestosowne.W tym pyle leżały gdzieś szczątki zabitych pierwszych kapłanów Boga Dobroci. Choć wszystkie cztery Kamienne Drogi wydawały się identyczne. nie po to.GRDGHGBZW .jak twierdzono .

W końcu mogła to być każda droga! Droga na polowanie. a jagnięta wciąż sobie żyły w jej zagrodzie. z dobroduszną ironią. Zanim dokończono budowy warownego zamku możnowładcy. ale Plemię przywykło do jej urody i prześmiewało raczej. który natychmiast ruszył na pielgrzymkę do miasta i po powrocie opisał ludziom z Plemienia plany świątyni. którą niedawno zaczęli wznosić najlepsi rzemieślnicy z całego kraju i zza granicy.cieszył się Ezra. Nikt nie życzył sobie przywoływania niedawnych zdarzeń.szeptały zgryźliwie starsze kobiety. co właściwie oznacza przydomek pana młodego: Jon w Drodze. droga do sąsiadów na handel wymienny czy droga do miasta. żyjąc w czasach starych Bogów. niektóre stare kobiety szeptem prosiły o przychylność bożków i bożęta. brązoworude piegi i wysoką. największej w okolicy świątyni. Jedna z wież ma być równie wysoka jak najstarsze dęby! Nieomal sięgnie nieba! 33 . które obecnemu pokoleniu wydawały się już historią. do sławnej. Miasto leżało o pięć dni jazdy konnej. Także goście weselni przebrali się odświętnie. niektórzy w futra mimo letniej pory. jak nakazywał pradawny obyczaj.przywdziała suknię z barwionego lnu.…wyraz coraz głębszej wiary! .Nie wolno zaczynać przygotowań do zaślubin od rozlewu krwi. Panna młoda była piękna. którzy lubili krew szepnęła ze złością najstarsza babka spośród weselników. co by Gaja robiła. . W końcu sto pięćdziesiąt lat temu ludzie z Wioski pożegnali starych Bogów. gdy ta chciała przystąpić do ceremonii zabicia młodziutkich zwierzaków dokładnie na dziewięć pełni księżyca przed uroczystością. Powstało jakieś dwadzieścia lat temu. Znamiona dostatku wyznaczały pozycję rodzin w Wiosce. zniszczyli ich posągi i posążki i jedynie w najwyższej skrytości. . których biodra przypominały w obwodzie kilkusetletnie drzewa. aby wyjaśniać. jako zbyt szczupłą. pomyślano o wzniesieniu świątyni i wszystkie Plemiona zamieszkałe w pobliżu (głęboko w Puszczy lub na jej skraju) zgodziły się z kapłanami.Niełatwo jej będzie rodzić dziecko . Nie wszystkim podobało się też. liczyło więc tylko o rok mniej niż pan młody.kapłani ulegają temu wbrew swej woli. że Gaja . gibką sylwetkę Gai. Głośno o tym się nie rozprawiało. . Z tego też powodu nikt nie życzył sobie. nawet jagnięcej powiedziała matce. na przykład z okazji żniw czy siewu. śnieżnobiałych skórek jagnięcych . lecz inni goście spojrzeli na nią z ukosa i natychmiast zamilkła. .Ciekawe. że winna ona pod każdym względem przewyższyć pozostałe.zamiast włożyć szatę z doskonale wyprawionych.

że czczenie bałwanów to śmiertelny grzech. Jon chciał się sprzeciwić decyzji rodziców. niezniszczalny? 34 . Podobnie jak stary szaman. rzecz jasna. Tylko Bezimiennego nie umieli zniszczyć. Dla dobra i bezpieczeństwa twojej przyszłej i obecnej rodziny potrzebna ci jest przychylność Ezry… Jon aż się skulił od wewnętrznego chłodu. to było niemożliwe. jego szyi. Zaprosiny oznaczałyby nieobecność Ezry.Bierzesz przecież ślub w świątyni Pana. sprawdzając.Światło.zmartwił się Isak. niby niechcący. długo ją potem oglądając. mały. jakby szukał na niej jakichś śladów. za który przyjdzie zapłacić w tym lub przyszłym życiu. ale nie chciał o tym pamiętać w przedweselny i poweselny czas. starzec nagle podszedł. ku gniewowi Ezry i niezrozumieniu ludzi z Wioski. płaski. że niezaproszenie starca było swoistym rodzajem zdrady.Wyraz pychy… W tak małym mieście taka wielka świątynia… Ludzie pogubią się w jej ogromie . …więc szamana nie było wśród weselników i Jon boleśnie odczuwał jego nieobecność. Ezra wiedział. Ale wciąż żył. . ale obecnym mężem Gai. jak chuda. jakby czując. Stary kapłan robił się widocznie dziecinny na stare lata. Starał się o nich przynajmniej teraz zapomnieć. bez względu na imiona Bogów. co dzień przypominając Plemieniu. sucha dłoń dotyka. Z drugiej strony zaprosiny też byłyby zdradą.. Szaman. Stary kapłan objął go po zakończonej ceremonii. gdy go widzieli. a nie na końcu Kamiennej Drogi. Dobro . czy wisi na niej wąski rzemień ze skórzanym woreczkiem.powiedział i cofnął ostrożnie dłoń. ale powstrzymał go sam czarownik: . którego noga nie postałaby w pobliżu czarownika . miękki. czarny. Ciepło. …ale właśnie Isak skończył błogosławić młodą parę i Jon nie był już przyszłym. był nieobecny na ślubie. Tak. W końcu wielkość świątyni dowodziła wielkości uczuć dla Boga! Tak było i tak powinno być. że On wciąż tam stoi. Gaja też przestała zadawać trudne pytania. niewidzialny dla innych nawet wówczas. nie na zawsze. był. znał swoją powinność. spojrzał uważnie i dotknął woreczka dłonią. potężny. że nazywanie przyszłego męża “Jonem w Drodze” oddala go od niej. czy ktokolwiek poza szamanem i Jonem pamiętał. obaj wydawali się niektórym nieśmiertelni. Nikt już nie pamiętał starego rytuału i nikt nie chciał pamiętać. Szaman przynależał bowiem do innego rytuału niż te odprawiane w świątyni Dobrego Boga. skryty pod białą lnianą koszulą. nie został też zaproszony na wesele.nieobecność zaś kapłana mogła źle wróżyć młodej parze. Tam zresztą też bym nie poszedł. uścisnął i Jon poczuł. ciekawe. Tylko raz ktoś go dostrzegł: Jon kąpał się w Rzece w pobliżu namiotu szamana. gdy usłyszał słowa: Kamienna Droga. Wydawało mu się. Plemię to wiedziało. Miał to być bowiem czas radości. co robi.

Pewnie rozmyślał o skąpym czasie. niż wtajemniczać w nie najmłodszych. Cieszył się. Gdyby nie Ezra. On też przekonał Plemię.i zarazem martwił. Piękniejszy. jaśniejsze światło łojowych lamp. ale widział. wolał samotnie pogrążać się w lekturze opasłych. że w niezrozumiałych znaczkach. że to jednak Ezra najsprawniej i najszybciej uczył wioskowe dzieci pisać i czytać. a widok tych ksiąg wzbudzał w nim niepojętą tęsknotę. gdyż wiedział. by budować większe domy. Cieszył się z tego . że jego rodziną nie stanie się zamknięta.Weselnicy ruszyli teraz w stronę domu. nie mógł tego nie doceniać. widoczny był znak Boga Dobroci i znalazł okazję. który Plemię wzniosło dla młodej pary na skraju Wioski. brał też we władanie wystraszone dusze ludzi. częściej niż Jon. co mówią malutkie czarne znaczki w opasłych księgach. Przy okazji zadbał. który mu jeszcze pozostał i o wszystkich mądrościach. najmniejsze posążki polnych lub leśnych bóstw i bożąt. które razem spłodzą. w setkach szeleszczących. Ezra też uparł się. niemal bez wytchnienia.i Jon. z Wioski wciąż byłoby bardzo daleko do świata . których już nie zdąży zgłębić. jak bardzo dzięki młodemu kapłanowi zmienia się na korzyść jego rodzinne miejsce. Nadzwyczaj zdolne wysyłał do odległych miast na dalszą naukę w zakonach lub nawet do Dalekiego Kraju. kremowych stronic różnorakich ksiąg oprawnych w 35 . Do Wioski wkraczała Cywilizacja. że należy co dzień się myć i prać brudne ubrania. Najzdolniejsze przysposabiał do roli kapłana. Będzie nią Gaja i dzieci. ofiarowując w zamian poczucie bezpieczeństwa. obca męska społeczność. by w każdym z domostw. coraz cieńsze i bardziej przejrzyste szyby w oknach. które dawały więcej światła: pokazał. od rana do nocy zajmował się powszednim życiem Plemienia. Był dobrym człowiekiem. że to świat zmierza do niej przez Puszczę wielkimi krokami. Niosło ze sobą rosnące poczucie bezpieczeństwa. Cywilizacja… Ezra używał tego słowa częściej niż Isak. jak tępić w domach robactwo. Jon uwielbiał to słowo. bezkresna Puszcza po obu stronach Rzeki. Jon musiał przyznać. Stary kapłan nie miał już zdrowia ani cierpliwości do pobratymców Jona. co jest cenniejsze. Ezra reprezentował Cywilizację . Isakowi udawało się czasem zmienić coś w ludziach. skrywane przez ludzi nie tyle z potrzeby wiary. a po wyjściu z niej przywoływało bożęta do pomocy w gospodarskich pracach. Jon nigdy nie należał do wybrańców Ezry. wyczekująca kresu swego życia w odległym klasztorze. że nigdy nie dowie się. I Jon zarazem martwił się. on sprowadził nowe lampy. Czynił to energiczny Ezra. które stawały się też coraz większe. Wygodniejszy. lecz mają oddzielne izby. Plemię jeszcze długo chodziłoby do świątyni. które czyta Isak. Prawdziwym domem będzie rozległa. Jon nie wiedział. oprawnych w skórę tomów. już na progu. w których dzieci i rodzice już nie sypiają w jednym barłogu. Miał przeczucie. To Ezra. Ezra uczył czytać i pisać garstkę wybranych dzieci z każdego pokolenia.dzięki niemu zdawało się. Gdyby nie Ezra. Od pewnego czasu każdy nowo budowany dom był większy niż poprzednie. Większy i okazalszy. ile z chęci zachowania pamiątek po pradziadach. by zniszczyć ostatnie. ale to nie on przeobrażał zagubioną w Puszczy Wioskę. mimo niechęci.

. wtórowały mu melodyjne piszczałki.poprosił kiedyś starego kapłana.spytał Jon.Też? . wracając z Puszczy i wnosząc do domu dwa ciężkie plastry miodu.zaśmiała się Gaja. że nosisz ją w sobie. Tam gdzie się udasz. Ich zniknięciu towarzyszyły rubaszne. Zanim wyszedł z domu.powiedział.Syna. patrząc mu prosto w oczy. Do końca życia. W zapach Gai. To światło miało już zawsze towarzyszyć Jonowi. . dobroduszne żarty starszyzny. Czasem myślę. gdy Plemię przebłagiwało starych Bogów. Szaman oprawiał rybę. . zapach Rzeki i wiatru. 36 . . dzikich ziół. ale ten tylko pokręcił głową: .Nie wybrałam wszystkich.iluminowaną skórę kryją się tajemnice nie znanych mu.Też .Ty jesteś Jonem w Drodze. Ona też musi się teraz dobrze odżywiać. prawie boleśnie. a później rodzicom czy kapłanom. nic o tym nie wiedząc. zostawiłam jej trochę.potwierdziła. Pokiwał głową bez zdziwienia i dorzucił: . lecz młoda para zniknęła wcześniej. lecz płynąca z serca.Naucz mnie czytać . fascynujących światów i że on ich nigdy nie pozna. która dla nich tej nocy stała się światłem. Tym razem był to rytm szybki i radosny. Weselnicy tańczyli do świtu. I sam nie wiedział. zamykając za sobą rzeźbione drzwi nowego domu. . nie będzie ci potrzebna wiedza z ksiąg. że wcale o nich nie chodzi i w ogóle ich nie ma. choć pełen spokoju. Półprzymknięte oczy jego żony lśniły jak żywica na pniu sosny. Żadne z nich już nie musiało nasłuchiwać natrętnego chichotu i podnieconych szeptów wioskowych dzieci.Będę mieć dziecko . w ciemności. który brzmiał całkiem inaczej w tę jedyną noc w roku. czemu najpierw poszedł obwieścić nowinę szamanowi. Jon mógł wreszcie wczuć się do syta w zapach rumianku.Niedźwiedzica znów będzie mieć małe . *** . Weselnicy tańczyli do rytmu bębnów. wyczulony na każde słowo i brzmienie głosu żony. objął ją mocno. Byli sami. W izbie wydawał się on mocniejszy niż na otwartej przestrzeni. udając.

przypominając mu nie wypowiedziane i nie spełnione zobowiązania.Nie trwałaby długo.Nie wiem. .ciągnął szaman. Nigdy u Niego nie byłem. którzy wiernie mu służyli: szamanów. skoro nigdy u Niego nie byłeś! .. Nie protestowałeś. gdy miałeś dwanaście lat. Może wiele .zawołał wściekły Jon. choć miałeś prawo. Ty ją przerwałeś. Byłeś u Jego stóp.Gdy będzie musiał czekać zbyt długo.Zmąciłeś moją radość z syna . . co On lubi. On nigdy niczego nie daruje. .powiedział Jon gniewnie. Ale od paru dni znowu mówi… ciągnął szaman. ale stary szaman zepsuł wszystko. czując. To jest Jego dar . . jak rosną w nim niepokój i gniew. . Głucho. że nie czuje się już tak samotny. . Złożyłeś mu obietnicę. lecz umie też karać tych. czy będzie syn. a od wielu lat słyszy tylko głuchą ciszę. lecz znam Jego zwyczaje. Dlatego każdy szaman zawsze miał uzdolnionego magicznie syna. On tego nie lubi. Więc pragnie nagrodzić cię za to.spytał Jon. . . Wybrał Cię i przyjąłeś imię “Jon w Drodze”. Przed trzema miesiącami skończyłeś dwadzieścia jeden. wędrujących Kamiennymi Drogami. zawsze ma syna. Może nic. Umie nagradzać. . Słyszysz Jego głos. Czekał cierpliwie. Całe życie mnie o nich uczono.ucieszył się Jon.Ten. Od tylu długich lat było tam tak pusto. Tymczasem ty… . .spytał Jon.Skąd wiesz. . czy córka? Słyszałem. ukarze cię.Ale On cię przywołał.odparł szaman. którzy mu źle służą .Czego będzie chciał w zamian za swój dar? .On nagradza. Ale jesteś. Ty mu nie służysz. że nie należy do Bogów cierpliwych.GRDHGBHWZ . Kiedyś nagradzał tych.Po raz pierwszy usłyszałeś Jego zew. 37 .Więc po ojcu też widać. .Jego dar?! I za cóż w ten sposób płaci? .Ja mu nie służę. Wiem zatem. pragnął obwieścić nowinę rodzinie i Plemieniu. On przywykł słyszeć co dzień głosy tysięcy pątników. Chciał nacieszyć się myślą o dziecku. . gdybyś usiłował o Nim zapomnieć. kogo On wybiera.zadźwięczało bezgłośnie w uszach Jona.Skąd wiesz? .odparł czarownik. że stare kobiety potrafią rozpoznać płeć dziecka po zachowaniu i wyglądzie matki. Długo zwlekasz.

które poczuł na szyi.. Żona zrozumiała to. Jonie… I Jon ruszył. Nic nie szeleściło w poszyciu leśnym. Była inna niż wioskowe kobiety. A zresztą… . ale nie musiał kończyć.powiedziała Gaja dźwięcznym. I o to szło: aby nie wstrzymywała go żadną kobiecą sztuczką. Obce.spytał Jon. Stary czarownik w milczeniu pokręcił głową. Ruszaj w Drogę. pozwolił ci pojąć żonę i spłodzić syna.zaczął na wszelki wypadek.Dlaczego mnie…? . 38 .. a nawet oddech. przerywana tylko śpiewem Rzeki. A tymczasem jeszcze w nią nie ruszyłem. Gaja da sobie radę i bez niego. Nie zamierzała pytać. Zdawała sobie sprawę. gdy powiedział. splatały konary ponad jego głową i Droga sprawiała wrażenie węższej niż za pierwszą jego bytnością. że prosi ją. Nawet mężczyźni jadący na polowanie nie umieli określić dnia powrotu. Ale wciąż panowała tu zdumiewająca cisza. że musi spełnić przyrzeczenie związane z jego plemiennym przydomkiem. to było pewne. by nie pytała. Tych kilka krótkich wypraw się nie liczy.Wrócę do domu! . Był dla ciebie bardzo dobry.. że ona tego nie zrobi.Będzie. jak musi być .zawołał głośno. Jon dotknął dłonią szyi nie po to. Milczenie Gai było tak wymowne jak kilka wilgotnych kropli. by Gaja utrudniała mu odejście. A Jon nie wybierał się polowanie. Teraz chce zapłaty. Zapadła cisza. mimo woli obronnym ruchem dotykając skórzanego woreczka na piersi. że on i tak tego nie wie. by sprawdzić. aby echo zaniosło te słowa monstrualnemu posągowi.Pozwolił ci dorosnąć. Łzy… . krety. który czekał na niego za trzecim zakrętem. Ale w tej części Puszczy nie było nawet echa. Kamienna Droga jakby zarosła gdzieniegdzie mchem lub tak się Jonowi zdawało. Gaja już wiedziała. Dlatego. Zresztą wiedział. gdyż nie wyrzekła ani słowa. Ptaki nadal unikały zakładania tu gniazd. Wreszcie szaman szepnął: . w którym nie usłyszał drżenia. idąc teraz Kamienną Drogą.pomyślał bezradnie. który się narodzi. Gałęzie wielkich drzew wydłużyły się. . odsunęła głowę i pokazała jasną twarz bez jednej mokrej kropelki spływającej z oczu. by opuścić dom i ruszyć w Nieznane. chcąc. . .Jestem Jonem w Drodze od tylu lat. Podobna do niedźwiedzicy. ponieważ wciąż czuł w tym miejscu głowę Gai. Wtuliła się w ten ciepły zakątek pomiędzy szyją a barkiem i długo milczała. jaszczurki i borsuki widocznie także wolały trzymać się od tego miejsca z daleka. pozwolił ci przeżyć miłość. czy wisi na niej skórzany woreczek z ziarnkiem piasku. Jon był spokojny o syna. Młody mężczyzna słyszał każdy swój krok. kiedy wróci. mocnym głosem. jak na Jego obyczaje. Przecież i bez tego wszystko w nim sprzeciwiało się.Nie pytaj… . Nie chciał.

zaczął półgłosem. Podniósł głowę. a jest to . Posąg był pełen wypukłości i wgłębień. jakby wspiął się na najwyższy dom w Wiosce. . Był coraz bliżej celu. na dobre i na złe. Uprzytomnił sobie. Czy umierający człowiek nie broni się? Czy On nie ma zatem prawa.Trzeci zakręt pojawił się szybciej. spoglądając na wyolbrzymione oznaki męskości.…lub przynajmniej tak sądził .szepnął Jon. chcąc zajrzeć mu w oczy. Kamień. Prawie jak źrenice. czując drżenie mięśni. Nagle uprzytomnił sobie. Krwią i pożywieniem. mierząc wzrokiem wysokość i oceniając stopień trudności zadania. Drżenie to. silnego mężczyzny. niby do Niego i urwał.dla Bogów i ludzi . zmęczony. spocony. A przecież do ramion Boga jeszcze sporo brakowało. od lęku i miłości. Ponad nim. Dlatego miał prawo żądać ofiar. podejmując na nowo wspinaczkę. Nie. wysoko. Ale grube powieki strzegły swej tajemnicy i Jon wychylił się w przód. Wyprostował się i dla utrzymania równowagi objął rękami masywną szyję Bezimiennego. którymi się żywił: skazali na samotną. Pulsował życiem. że pod półprzymkniętymi powiekami posągu coś połyskuje. Nie musiał… 39 . stanął wreszcie na Jego ramionach. a stopy postawił teraz na znamionach Jego męskości. Już tam. Po chwili stał u potężnych stóp gigantycznej rzeźby. Gdyby teraz spadł. którą czuli i wyrażali jego współplemieńcy. Dziwne. że raptem przed stu pięćdziesięciu laty wszystkie Plemiona. niż Jon chciałby zobaczyć.szepnął ironicznie. Dłoń Jona wsparła się na monstrualnym pępku Boga. nie podnosząc głowy i nie patrząc na Niego. setki tysięcy ludzi. Już go tak nie porażał wielkością. były Kamienne Drogi. które łączyły gigantycznego i przerażającego Boga z tysiącami wiernych. Jon objął ramionami ogromną nogę Boga i ruszył w górę. niby do siebie. pewnie by się zabił. mozolnym trudzie. Bezimienny milczał. złowieszczy cień rzucany przez posąg starego Boga. A wiara. były Jego dziećmi. że posąg drży wraz z nim.W dodatku nie miałeś dzieci… . przejęło Jona litością. nie wiedzieć czemu. ale mimo całego ogromu posągu. wznosiły się ramiona i głowa Boga. ale Jon i tak słyszał Jego wezwanie. Wychylił się. powolną agonię. Szedł. I tak czuł tę obecność. że pępowinami. wydał się on Jonowi mniejszy. w dole. z którego wykuto Bezimiennego. .najgorszy rodzaj umierania. to nie takie trudne dla młodego. Odpoczywał. by w nie zajrzeć. wysoko ponad ziemią. Nie tylko tu. jakby wstrząśnięty ludzką bliskością po tylu latach pustki. . Miał dziwne uczucie. Po raz wtóry wkroczył zatem w długi. Po długim. by się bronić? Skazano Go na śmierć przez zapomnienie.Muszę TAM się wspiąć… . była krwią krążącą w ciele Światowida. był chropawy i ciepły. wydawało mu się. Ludzie w długich sukniach odcięli Go od krwiobiegu. ale ironia zaraz zniknęła.

zmieniało barwę.Owszem. .spytał. były wpółprzymknięte. Chciał odwlec moment. znowu zajrzał w rozwarte oczy. co widzieć się spodziewał: bezkresną Puszczę i jedną z czterech Kamiennych Dróg. Mimo to krajobraz przed oczami Jona migotał coraz bardziej. tam gdzie spoglądały oczy Boga. powieki Bezimiennego były lekko przymknięte. więc wszystkich musiało zdziwić pytanie nie mające żadnego związku z pacjentem. Przywarł do posągu . dlaczego pyta. Najpierw nie widział nic poza tym. Jednak Jon nie zamierzał żartować. niemal złączył się z nią w jedność i spojrzał przed siebie. Teraz 40 . gdyż pozostałe części twarzy były. aby być zwróconym w tę samą stronę. powinien być chłodny. Jeszcze pół godziny temu Chłopiec dygotał ze strachu i Jon kojąco uścisnął jego drobną dłoń. . Przywarł do kamiennej rzeźby jeszcze mocniej. ale on nigdy. skryte za bawełnianymi. grubej szyi posągu. Wydawał krótkie. Były ciemne.Nie chcesz mówić? Sam zobaczę! . urywającą się przy trzecim zakręcie. która patrzyła otwartymi oczami.a teraz już miał pewność: Bezimienny otworzył tylko jedną parę oczu w jednej ze swych czterech twarzy. Młody mężczyzna chwilę się wahał. Została tylko ich zieleń i biel chmur ponad nimi… Zieleń… ZIELEŃ… Biel… BIEL… zielone… ZIELONE… *** . po czym ruszył wokół czterech potężnych ramion Boga. a maseczka na twarzy stłumiła jego głos. że nim zaczął się Wspinać. aby obejrzeć choć dwie z czterech twarzy Światowida.Czy fartuchy chirurgów są zielone dlatego. że coś zamigotało na horyzoncie. odleglejszej. głębokie i coś się w nich odbijało. sterylnymi maseczkami. że ten kolor symbolizuje nadzieję? spytał i już wiedział.spytał Jon. mimo lęku.i znów wydało mu się. niezbędne polecenia. jak drga. Drzewa przysłaniały resztę Drogi. Ale jakby inna. bezradnego i nieświadomego sytuacji. niektórzy chirurdzy dowcipkowali w czasie poważnych operacji. Powieki tej drugiej. otoczony wokół ciemną Puszczą. nieprzejrzystą mgłą .Na co patrzysz? Co widzisz? . Spojrzał znowu: powietrze drgało tak. A przecież kamień.Bezimienny miał oczy otwarte. co twarz Światowida. Lśniły jak cenne kamienie. Światowid milczał. podobnie jak jego własna. że jest on ciepły jak żywe. . zdziwił się i wychylił jeszcze bardziej. Potem wydało mu się. Jon powrócił do punktu wyjścia i trzymając się krótkiej. gdy jest bardzo gorąco i nie wiadomo skąd rodzą się dziwne miraże.zawołał i znów ruszył po ramionach Boga. Odbite światło? Jon. Zdziwienie widać było tylko w ich oczach. Mimo to wszyscy w tej białej. jak górską ścieżką.…zielone. Właściwie dlaczego fartuchy chirurgów są zielone? . tylko Puszcza.po chwili drzewa zaczęły znikać sprzed jego oczu. zasnuwał się rozedrganą. Musiał wiedzieć . Spojrzał jeszcze raz: nic. migotało. bardziej zamglona. gdy wyda polecenie rozcięcia ciała Chłopca leżącego na stole. lśniącej czystością sali operacyjnej podnieśli głowy i spojrzeli zdziwieni. myślące i czujące ciało. Ale w Puszczy było chłodno. Tym razem tak się ustawił. A teraz tak szeroko otwarte… Jon objął Go mocniej za szyję i wychylił się w tył. Mógłby przysiąc.

na świecie dziesiątki tysięcy. gotów do operacji. To przecież Królowa Śniegu zamieniła żywe.Czyje to serce? . W jego kraju przeprowadzano takich operacji tysiące. Ale jeśli Królowa Śniegu właśnie teraz zamierza… . nie mamy czasu… . że czas mija i że drugie serce. też nie miało czasu. Dlaczego tym razem coś się w nim wzdragało? Czemu patrzył z niepokojem na anonimowe czerwone serce. nie wytrzymującego mordęgi życia. że Królowa Śniegu wiedzie nieomal realny żywot.Panie doktorze. Jon aż się wzdrygnął na taką myśl. że gdy był wyrostkiem i jeździł na wakacje na wieś. obłożone lodem. Serce pierwsze. czy też zaczerpnął wątek w znacznej mierze z mitów i legend? Wówczas mogłoby się okazać. 41 . bo aż tak złe? Zwierzęta rzadko bywają okrutne bez przyczyny… Królowa Śniegu i Kaj… Wymiana serca jest sprzeczna z naturą .przemknęły mu po głowie postrzępione zdania i nagle przypomniała mu się baśń Andersena o Królowej Śniegu. że ich rzężące jęczenie niesie ze sobą śmierć. To było pytanie amatora lub łowcy sensacji. nie znosił dźwięku pił drwali. jakich wykonał co najmniej sto pięćdziesiąt w tym szpitalu: wyjęcie schorowanego. niebezpiecznie powiększone.spał. Delikatne brzęczenie elektrycznej. choć nie każdemu dane jest ją spotkać. Kilka otaczających go postaci w zielonych fartuchach poruszyło się nerwowo. bardzo tego nie lubi. I właśnie w to serce. wpatrywał się teraz Jon. czujące serce Kaja w sopel lodu i po tej zamianie Kaj gotów był popełnić wszystkie najgorsze. leżące spokojnie w sterylnym pojemniku? I co ma do tego baśniowa Królowa Śniegu? Swoją drogą to ciekawe. przed którą coś go wciąż wstrzymywało. więc wreszcie musiał wydać polecenie: “Zaczynamy…” Nagle przypomniał sobie. czy Andersen ją wymyślił. nie śmierci .Panie doktorze… .pomyślał niedorzecznie o operacjach. które tłukło się nierówno w klatce piersiowej uśpionego Chłopca. Jon otrząsnął się i jego oczy z nagła poraziła biel sali. a zarazem wątle. A Jon stał nad nim.podjęła znów nerwowo i z naciskiem przełożona pielęgniarek. Nieludzkie? Może właśnie ludzkie.mimo to Jon był dziwnie niespokojny.zdecydowała się przypomnieć siostra przełożona. a już zwłaszcza w miejscach cywilizowanych! Dźwięk pił dobiegał z lasu. Wszyscy czekali tylko pozornie cierpliwie. serca pacjenta i zamienienie go na silne i gotowe znieść najgorsze przeciwieństwa losu. . Puszczy…? Skąd wzięła mu się Puszcza? Przecież nie ma ich prawie wcale na Ziemi. Osobiście asystowała przy tej operacji i tylko ona odważyła się zwrócić mu uwagę. dobiegającego z pobliskiej Puszczy.Lodowe serce… Serce jak sopel lodu… . chirurgicznej piłki niosło jednak nadzieję życia.spytał nie wiadomo kogo. leżące w sterylnym pojemniku wypełnionym lodem. . . Śmierć drzew. najbardziej nieludzkie czyny. Na jego szczupłym ciele widać było długą. Zawsze mu się wydawało. otulone lodem. prostą linię wytyczoną czarnym flamastrem.

Z tym sercem. co zechcesz. . z oczami tak błyszczącymi.powiedział Jon kojąco. aby tę noc spędziła z nim matka.pomyślał Jon i energicznie przystąpił do usuwania chorego serca. Ale tym razem siedziało w nim najwyżej kilkoro młodych ludzi.powiedziała nagląco przełożona. ledwo postąpisz szybciej kilka kroków. chcąc nadrobić czas stracony przez wcześniejszy brak zdecydowania. Dziewczyna wciąż kręciła przecząco głową: “Nie rób tego…” Jest upał. ostrzyżona króciutko na jeża.spytał nagle Chłopiec. Wczoraj z Chłopcem rozmawiał. Jon.pomyślał. . panie doktorze . Płuca operowanego podłączono do respiratora. Z reguły żaden z lekarzy nie wie.Jonowi wydało że jej też nie podoba się serce obłożone lodem. szczupła Dziewczyna. która oddzielała salę operacyjną od wnęki obserwacyjnej dla studentów.Czyje to serce? . do którego należało serce. Patrzyła mu prosto w oczy i . Odpowiedziała mu pełna dezaprobaty cisza. jak chłopak. co jeszcze bardziej uwydatniało wystające kości policzkowe i wielkie. ale było mu wstyd. wciąż odwlekając następne posunięcie. nie było w dobrym tonie wśród profesjonalistów. W czasie przeszczepu serca to nieduże pomieszczenie na ogół było pełne. obłożone lodem .czy piętnastolatka można jeszcze nazwać dzieciakiem? . Pomyśl. asystentów i pielęgniarek sponad białych maseczek patrzyły na niego z wyrzutem. już z trudem oddychasz. pewnie uwiera ją kołnierzyk od bluzki . robić. Dziewczyna spojrzała natarczywie w jego twarz osłoniętą maską i leciutko kręciła głową.Klatka piersiowa pacjenta jest otwarta.Taka operacja to zwykła rutyna w dzisiejszych czasach. chudy. że Jon podejrzewał. czyje serce spoczywa w sterylnym pojemniku. że jest to serce zdrowe. Widocznie piękna pogoda wygnała ich za miasto lub na basen. które tak tłucze się w twojej piersi.wbrew logice . Nie jest trudniejsza niż skomplikowane usunięcie zęba. W drodze wyjątku dyrekcja szpitala wyraziła zgodę.panicznie bał się operacji. Będziesz mógł się nawet zakochać… . kim był zmarły. Jutro o tej porze będziesz jak nowo narodzony . Jon znowu spojrzał na salkę dla studentów. Wkrótce będzie ci wolno biegać.i nikogo to nie obchodzi . . Uwagę Jona przykuła nieduża. biorąc w swoją dużą dłoń chirurga szczupłą i nerwową rękę Chłopca. 42 . Czynili tak tylko młodzi stażyści lub dziennikarze. . już jutro będziesz mieć mocne.zażartował. Wypytywanie. Oczy lekarzy. spojrzał na szklaną szybę. Dzieciak . ciemne oczy. Była spocona i zimna. iż chciałby się rozpłakać. zdumieniem lub z przyganą.najważniejsze. Tulił się do niej. zdrowe serce. zbyt wyrośnięty.a nie profesjonalisty lekarza. skakać. jakby chcąc powiedzieć: “Nie rób tego…” Co za bzdury chodzą mi po głowie .

Jakich? Ważne jest tylko to.spojrzał w stronę szyby dzielącej salę operacyjną od obserwacyjnej: ostrzyżonej na jeża Dziewczyny nie było. Szkatułka Królowej Śniegu z niespodzianką na Boże Narodzenie… . zbędnego kawałka martwego mięsa odpowiadał ktoś inny.którego jasną zieleń zgasiły bure plamy krwi . atakującego mózg. . .To nie ma znaczenia . takiego potrzebuje piętnastolatek .spytał nagle.mówił teraz Jon głośno na sali operacyjnej i znowu zwróciły się ku niemu zdziwione oczy asystentów.Dla mnie może to być nawet serce mordercy . Jon i Chłopiec patrzyli na siebie w milczeniu.odparł.pomyślał Jon.powiedziała matka. Asystent wprawnie zakładał szwy i po chwili wózek z Chłopcem opuszczał salę operacyjną. .. Z punktu widzenia medycyny nie ma to znaczenia . I nie jest to ważne. Po co jej szukał…? 43 . Lekarze nie powinni pytać o tak trywialne sprawy. spocony. a ta obejmuje go i mocno przytula.powtórzył z namysłem Chłopiec.zaczął nagle Chłopiec.i operacja była skończona. że Chłopiec kryje twarz na ramieniu matki. . . . zużytym sercem? .powiedział Jon z uśmiechem.Z punktu widzenia medycyny… .A jeśli byłoby to serce… .…na przykład serce idioty? . Za usunięcie tego umęczonego. . aby twoje nowe serce było zdrowe i silne.przytaknęła lekarzowi.Czasem lepiej nie wiedzieć. Jon. po nich wejdzie tu ekipa salowych i sprzątaczy.A jeśli ma to znaczenie z jakichś innych przyczyn? .powtórzył lekarz z naciskiem i wyszedł. Kątem oka dostrzegł. urwał i dokończył po dłuższym milczeniu. a matka przytuliła swoją twarz do twarzy syna i pocałowała go. choć wszyscy patrzyli na niego tak.To nie ma znaczenia .Co się właściwie robi ze starym.To nie ma znaczenia . Pojemnik z lodem stał pusty. którzy także je zdejmowali i natychmiast zrozumiał niestosowność pytania. sterylnie biały. .bylebyś żył. jakby złapał groźnego wirusa. w czasie którego słychać było jego chory. Kilkadziesiąt minut . . tuląc go jak niemowlę .To nie jest podstęp Królowej Śniegu dorzucił i przystąpił z wprawą do zabiegu. Spojrzał na asystentów. chłodny. w dodatku w chwili zwycięstwa. wciąż jeszcze w chirurgicznym kitlu .Nie wiem. zdejmując wilgotną od oddechu maseczkę. chrapliwy oddech: .

Gdy po tygodniu szedł korytarzem na oddziale kardiochirurgii i spytał siostry przełożonej: . opuściła salę.w sterylnym ubraniu i w maseczce . Nie znosił telewizji.zażartowała. Przez kolejne dni prowadził tylko zwykłe rutynowe operacje: kilka woreczków żółciowych.Masz tu świetną opiekę. a najbardziej w świecie nie znosi braku pracy. w nocy. Uśmiechnięta. wbrew zwykłym zasadom. Matka o twarzy gotyckiej Madonny była tu nadal. Lubił książki . całując go w policzek. jakby opuszczenie go nawet na kilka minut było trudnym do zniesienia rozstaniem. Znalazł się znowu w szpitalu. zastępując kolegów lub asystując im z własnej woli w niedziele.Ja tylko operuję. wyrostki robaczkowe w stanie zapalnym. widząc Jona i matka.rzeki Chłopiec. .W doskonałej formie .siedzącą przy synu.Nie wolno denerwować rekonwalescenta . pojechał zobaczyć Chłopca. Kto ją tu wpuścił? . . . wskazując drzwi jednego z pokoi w części oddziału dla ozdrowieńców.pomyślał ze złością. Operował nawet nadprogramowo. zrakowaciałe jelita . 44 . Wszedł. zamiast zatelefonować do szpitala.odparła fachowo i sucho. Po co? . ale nie miał sumienia zawołać pielęgniarki i żądać.Nienawidzę jej . patrząc w twarz Jona szarymi.od razu wiedziała. czym powinien zajmować się poważny kardiochirurg.odparł bezwiednie zmieszany Jon. pełna pogody.Czemu pan nie przychodził? . .spytał siebie w duchu. wypełnionych kamieniami życiowej goryczy lub obżarstwa. otwierających tak dziwne światy.powiedział Chłopiec po jej wyjściu.Chłopiec tu jeszcze jest?” .zwrócił się do niej Chłopiec. lecz bez sprzeciwu. . rozmowa z nim nic nie da. Zajmowanie się ozdrowieńcami nie należy do mnie . . o kogo chodzi i kiwnęła głową. że on potrafi zoperować wszystko. ale miał uczucie. zdziwiona.Wyjdź na chwilę . Zamiast czytać teraz. tworzących niekiedy tak zaskakujące konfiguracje.Czekałem . a twoja matka… . aby kobieta o twarzy cierpiącej Madonny z gotyckich witraży opuściła teraz Chłopca.ów tajemniczy splot malutkich czarnych znaczków. stał w milczeniu za skrzydłem przeszklonych drzwi oddziału intensywnej terapii i patrzył na matkę . Mimo to wszyscy w szpitalu wiedzieli. Piękna. inna niż przed operacją.słowem nic.. zamiast z książką w ulubionym fotelu. że ktoś? coś? go wzywa. święta. Po co jechał…? Nawet jeśli pacjent już się zbudził.Wieczorem. szeroko otwartymi oczami.

prawda? Bo kochałem.Nie rozumiem .Ja wiem. cofnęła się.. że byłoby lepiej. . płyn… nie wiem co! Ale musi pan coś zrobić. Zaraz mi pan powie.Urojenia… urojenia… urojenia… . 45 . . .Co… co ty wygadujesz…! Co mówisz…! . pigułkę.Nie rozumiem . Ale coś się zmieniło. patrząc na Jona. aż pewnego dnia wypełni mnie całego i… Chłopiec urwał. I zmienia się nadal. .powtórzył zmieszany Jon.podjął niecierpliwie Chłopiec. rośnie i rośnie. Wcześniej zlecił siostrze przełożonej.Chcę ją kochać tak jak przedtem. aby nazajutrz rano skierowała do Chłopca psychoterapeutę.powtórzył Jon. Niech pan coś z tym zrobi. Ta nienawiść wciąż rośnie. Matka Chłopca uchyliła drzwi i w szparze pokazała się łagodna. Chłopiec zmarszczył brwi. co może mi pan powiedzieć.Pan dał mi TO serce.Nie wiem. Czuję w sobie obcą obecność.Mógłbym wezwać dobrego psychoterapeutę… . Co dzień i co noc nienawiść jest większa.Nic nie mogę .zaczął Jon. gdybym umarł na sali operacyjnej. Jednak myślę. . co mówię? Nie pojmuje pan. Proszę mi dać jakiś zastrzyk. niż żeby… No. . co pan może z TYM zrobić. ale Chłopiec roześmiał się.powtarzał rytmicznie do siebie. idąc korytarzem i bezwiednie liczył do rytmu kafelki.powiedział gorzko Chłopiec. ale Chłopiec mu przerwał i ciągnął spokojnym głosem: . . Powie mi pan jeszcze.odparł Jon. pogodna twarz. że jestem dla niej wszystkim.Więc to jest pana obowiązek. . .odparł powoli Jon. prawda? . że to pana sprawa. że ona mnie kocha. .zaczął Jon.Ja też nie . że była tu cały czas i jest nadal i że… Wiem. Policzył do trzydziestu trzech i skręcił do windy. Odwrócił się i wyszedł. . że przecież ja ją też kochałem. abym przestał! . W uszach lekarza ten dźwięk zabrzmiał jak zgrzytnięcie metalu o szybę. krzywiąc się boleśnie. . na Boga?! Znowu uchyliły się drzwi i wsunęła się zaniepokojona twarz matki.Co może pan zrobić? . Z każdym dniem.Niech pan się wypcha ze swoim psychoterapeutą! Pan nie rozumie.spytał.Ale co? . a nienawidzę jej.Ja? Mam coś z tym zrobić? .

. .Będzie nas skarżył o odszkodowanie? . czyje serce mu wszczepiłem . w drogim futrze. Odwrócił się i ujrzał ostrzyżoną na jeża Dziewczynę. . że to jest syndrom przedoperacyjnego strachu.powiedział bezwiednie. .Dostał trzy tygodnie wolnego. chłodne. kpiące spojrzenie szarych oczu wyrostka. żeby jak najszybciej wypisać go do domu. Chłopiec jest w świetnej formie fizycznej. Kobieta o łagodnej twarzy Madonny. . pani ją widziała . . Powiedział.i nie czekając na odpowiedź Jona.Ugryzł psychoterapeutę w rękę.Chłopiec czy psychoterapeuta? . gotycką twarz matki i na uważne. Nagle poczuł koło siebie czyjś leciutki.szepnął do siebie.To była dobra operacja. I dodał. Stała tuż za nim. . aby on mógł znowu swobodnie chodzić korytarzami kardiochirurgii. Muszę wiedzieć.i odłożył słuchawkę.spytał Jon oschle. że Jon widział. Wykręcił odpowiedni numer.pokręciła głową przełożona. Modelowa. . To już wkrótce. nieomal przegryzł mu ścięgno. biedak byłby kaleką do końca życia.spytał Jon. aby zaczerpnąć powietrza. elegancka.Usiadł w swoim gabinecie i sięgnął po telefon. ciemną figurkę na wózku pchanym przez pielęgniarza w stronę eleganckiego auta. gdy z wysokości czwartego piętra ujrzał malutką. Lub dni. 46 . że wielu normalnych ludzi zachowuje się w szpitalu nienormalnie. lecz wyraźny oddech. . .Zwariowałem . Gdyby trafił zębami pół centymetra dalej.A rana zagoi się za kilka dni.Co powiedział? . . aż ten opuści szpital. ciągnęła: Powiedział. . to dobry człowiek . do kości. ale przychodzi do trudniejszych przypadków. pooperacyjnej ulgi i szpitalnego zmęczenia.Jedź w cholerę ze swymi urojonymi problemami . gdy tylko minie niezbędny termin. nie natykając się na łagodną. Czysty przypadek sprawił.Och.Bardzo dobra operacja. Niecierpliwie czekał. Jon nie odwiedził więcej Chłopca. w białym kitlu stażystki i patrzyła tam gdzie on. Podszedł właśnie do okna na korytarzu. Zrobimy to.powiedziała nazajutrz siostra przełożona.mruknął Jon pod nosem.Poważny lekarz nie zadaje takich pytań.pomyślał. Na szczęście psychoterapeutą nie pracuje rękami . usłyszał sygnał . jak Chłopiec z matką opuszczają szpital. A ten Chłopiec żyłby bez niej najwyżej kilka miesięcy. właśnie otwierała drzwiczki.

który sprzątał jego gabinet.powiedział jak co dzień rano salowy.Przecież to nie ma znaczenia . że niektórzy koledzy podejrzewają go wręcz. że jest trafna. że wie. dlaczego fartuchy chirurgów były zielone: żeby nie zwariować od tej bieli. że jego mieszkanie. czy przytakując. Właściwie wiedział. . Opinia ta do niego dotarła. choć wydało mu się. Czasem. sterylnej jasności ścian i fartuchów. żeby niczym nie uzasadniony niepokój przerodził się w obsesję. . połyskliwych. dokąd prowadzi ów przystanek . szukał bezwiednie ostrzyżonej na jeża ciemnej głowy i szczupłej. Nie chciał.prawie natychmiast wracał do białego świata lśniącej czystością operacyjnej sali. nieprzytulnych jarzeniówek. lecz nie uraziła: uznał. iż szpital jest jego całym życiem: zawodowym i prywatnym. . że zapomni o Chłopcu. czyje to było serce .gdyż zepsuł się telefon i ktoś musiał powiadomić Jona o zmianie terminu operacji . większość czasu spędzał w szpitalu. Jon pomyślał przelotnie. choć duże. lecz neurasteniczni lekarze…? Cały następny tydzień operował. Poprzysiągł sobie. Chirurg z oddziału. to Puszcza… Puszcza? Puszcz nie ma… A kamień? Kamieni też prawie nie ma.Ciągle pan nie wie. migotało mu coś mrocznozielonego lub szarego jak kamień. Ile razy powtarzał to zdanie? Ile razy jeszcze je powtórzy? Teraz oboje patrzyli.Przecież to nie ma znaczenia . zniknęła za zakrętem korytarza. Studentki medycyny w wielkich miastach na ogół bardziej o siebie dbają. Nim zdążył zareagować. idąc korytarzem. nie zważając na modną linię. choć z mniejszym niż dotąd przekonaniem.zdążył opowiedzieć wszystkim. ktoś brutalnie i krzywo przyciął je prawie przy samej skórze. jest prawie nie umeblowane i sprawia wrażenie raczej przystanku niż domu. który raz bez zaproszenia odwiedził go w domu . Chwilami wydawało mu się nawet. przygotowywał kawę z ekspresu i kładł obok parującej filiżanki złożony wpół poranny 47 . Neurasteniczni pacjenci to norma. Trwało to jednak tylko ułamki sekund .mruknął gniewnie. jej szczupła. jak Chłopiec wsiada do auta i odjeżdża z matką ze szpitalnego parkingu.skonstatował z jakąś mściwą satysfakcją.Pana gazeta . kosztowne i w modnej dzielnicy. w miastach zastąpił je beton . a właściwie chudej sylwetki Dziewczyny. narzuconym niedbale na spłowiałe dżinsy.i wtedy przed oczami. na ułamki sekund. prawie chuda sylwetka w białym kitlu. nie wiadomo czy przedrzeźniając go. stwierdził sarkastycznie.. zimnych.przemykały mu po głowie skojarzenia. że tych króciutkich włosów nie strzygł modny fryzjer. Zdawał się nie zwracać uwagi. Ona pewnie jest ze wsi .powtórzyła za nim Dziewczyna. ale już nigdy nie dostrzegł jej w rozgadanych grupkach studentów. że właśnie tym razem słyszy w jej głosie wyraźne pytanie. Zielone… zielone… Las? Nie.odparła Dziewczyna.

stwierdzając. czarne. a potem zakrztusił się. W czasie coraz częstszych i agresywniejszych kłótni z matką wykrzykiwał . że “to on zabił matkę”. Dziwny przypadek. zawsze celebrował tę chwilę: smak aromatycznej kawy na języku. uczucie przyjemności ciała. ale go nie stwierdziła. jaką drogę Chłopiec miał na myśli.że musi ruszać w drogę i ona mu w tym nie przeszkodzi.Potrzebujemy tej informacji do statystyki. Chłopiec. złożony większą czcionką: Piętnastolatek z przeszczepionym sercem zabija matkę.usłyszał w odpowiedzi. Pod zdjęciem.dziennik. uwielbiający przed operacją swoją matkę. że to nie ma żadnego znaczenia”. Policja poszukiwała ewentualnego związku nieletniego zabójcy z satanistami.prawdopodobnie on sam . czyje to było serce” .pomyślał Jon ze zdumiewającą pewnością. że przed operacją matkę i syna łączyła wzajemna miłość.jak zeznała służąca . . strach. choć zarówno policjanci. Przedstawił się i po przekazaniu swojej prośby odruchowo skłamał: . “ To nie był on” .zeznała służąca.zabrzmiały mu nagle w uszach słowa Dziewczyny i niemal odruchowo wykręcił zastrzeżony numer. złożony z siedmiu nieforemnych elementów podłużny kształt. Oderwał oczy od zdjęcia i dopiero teraz przeczytał tytuł. po czym dobiegło go ciche stukanie komputerowej klawiatury. .Mam… . jak i lekarz sądowy twierdzą zgodnie. Wykręcał go po raz trzeci. Prawie od razu usłyszał grzeczny głos sekretarki. panie doktorze… Ten człowiek dostał wyrok śmierci dziesięć lat temu za brutalną serię zabójstw.i uciekł z miejsca mordu. “Ciągle pan nie wie. drobne znaczki na płachcie papieru. Kobieta otrzymała kilkadziesiąt ciosów nożem. drobnym drukiem. zanim zaczął operować. po opuszczeniu szpitala stał się samotnikiem unikającym kontaktów zarówno z nią. Zabił. pośredni kontakt ze światem. Zeznała ona. Redakcja nie posiada jeszcze informacji. w wyjątkowo okrutny sposób zabił swoją matkę . Nieścisłości w zeznaniach kobiety zostały złożone na karb jej nieznajomości języka. I jeszcze zabije . W pokoju piętnastolatka znaleziono wyrwaną z zeszytu kartkę.Piętnastolatek.powtórzył po chwili pogodny damski głos. ale tym razem nie odłożył słuchawki telefonu. Jon. Jon miał pewność. na której ktoś . Czarne znaczki z płachty gazety wyskoczyły ku niemu jak ostre pazury nieznanego stwora… …z dwuszpaltowej fotografii w lewym dolnym rogu strony pisma patrzyły na niego niespokojne oczy Chłopca. . niepewność. ale wyrok wykonano dopiero 48 .wykonał dziwny.To było serce wielokrotnego mordercy. a biernym i przerażonym świadkiem zbrodni była cudzoziemska służąca. ale po powrocie ze szpitala w ich stosunkach zaszła niezrozumiała zmiana. jak i z kolegami ze szkoły. podano zwięzłą informację: . Tym razem jednak oparzył sobie wargi wrzątkiem. że jest to zdjęcie sprzed operacji: na twarzy wyrostka widział porażające cierpienie.Chwileczkę… . do kogo należało serce przeszczepione młodocianemu zabójcy. któremu dwa miesiące temu przeszczepiono serce w miejskim szpitalu. Sprawca uciekł z miejsca zbrodni i jest poszukiwany przez policję. Służąca nie umiała wyjaśnić. ale zaprzeczyła sobie w następnym zdaniu. odręczny rysunek: przedstawia on niezrozumiały.. mówiąc o mordzie. w którym trudno rozpoznać jakąkolwiek znaną figurę.

teraz. Miał sprytnego adwokata, który wciąż wnosił apelacje. Ciekawe, o czym myślał zabójca, oczekując przez dziesięć lat na śmierć? Znienawidził do reszty ludzkość, nie sądzi pan? Kto właściwie dostał jego serce? Ojej, to głupie pytanie, przepraszam, przecież to nie ma znaczenia… - Tak, to nie ma znaczenia - powtórzył wolno Jon, odkładając słuchawkę. Królowa Śniegu przywiozła Kajowi nowe serce, a ja pomogłem wyjąć to, które, choć trwało w agonii, kochało i czuło i zamieniłem je na sopel lodu. Kaj ścigany jest listem gończym, nie przez kochającą siostrę, która mogłaby mu pomóc. Nikt mu już nie pomoże. Nigdy, przez całą, krótką przecież historię stosowania przeszczepów w chirurgii, nie miało znaczenia, kto jest dawcą serca - myślał Jon z bolesną ironią. - Na Boga, kto sprawił, że nagle ma to znaczenie? Kto ma taką moc…? I wtedy uprzytomnił sobie, że niepotrzebnie pyta. Przecież wie. A żeby się upewnić, musi tylko ruszyć ze swego tymczasowego przystanku we właściwą stronę. Westchnął - i ujrzał przed oczami zieloność. ZIELONĄ, rozmigotaną, mroczną Puszczę. I szary kamień. Ale tym razem wizja trwała nie ułamki sekund, lecz długie minuty i nie była psychodelicznym, niepojętym snem. Była jawą. *** …zielone… zielone… ZIELONOŚĆ… Jon stał na ramionach Boga i jeszcze wciąż patrzył tam, gdzie On spoglądał wpółotwartymi oczyma. Ciężkie, grube powieki zaczęły powoli opadać. Wraz z przymykaniem oczu przez Bezimiennego owo nieokreślone, srebrzystobiałe rozmigotanie, rozedrganie powietrza z wolna uspokajało się, a Puszcza wokół znowu stała się wyraziście ciemnozielona. Jon ujrzał w dole, poniżej stóp posągu, znaną sobie Kamienną Drogę. I trzy pozostałe, wiodące w różne nieznane strony świata. Chyba że z jednej właśnie powrócił: ze świata sztucznej bieli i jaskrawej, nienaturalnej zieleni. Niczego więcej nie pamiętał. Zaczął ostrożnie zsuwać się z monumentu. Przez chwilę kręciło mu się w głowie. Wydało się, że Puszczę nadal przesłania srebrzysta biel, która napełniła go lękiem - lecz przysiadł na wielkiej, siedmiopalczastej dłoni Bezimiennego, odetchnął głęboko i złudzenie zniknęło. Po chwili kontynuował zsuwanie z olbrzymiego, wręcz monstrualnego posągu. Stanął na ziemi i wzniósł głowę, aby jeszcze raz spojrzeć w twarz Światowida (starannie wystrzegał się nazywania Go w ten sposób, nawet w myślach, jakby wypowiadanie Jego imienia przydawało Mu mocy). Tym razem twarz ta była nieruchoma, lecz i ślepa. Jon ponownie obszedł posąg wokół: wszystkie cztery twarze Boga wyrażały

49

jedynie nieczułą obojętność i miały zamknięte oczy, jakby Bezimienny zmęczył się spoglądaniem we wszystkie cztery strony świata. Jon odwrócił się i ruszył Kamienną Drogą w stronę Wioski. - GRDBGHGBHWZ - usłyszał za sobą słowa starego Boga, ale nie obejrzał się. Gdy przekraczał Rzekę, woda była o wiele zimniejsza niż wcześniej - a ludzie z Plemienia, którzy byli akurat nad brzegiem, znieruchomieli na chwilę, aby zaraz udać, że Jona nie widzą. Dopiero gdy postawił stopy na właściwym brzegu, sąsiedzi, znajomi i krewni zaczęli pozdrawiać go tak, jakby rozstali się dopiero wczoraj. - Jesteś - westchnęła z ulgą Gaja i położyła mu głowę na ramieniu. Zdziwiony, dostrzegł, że jej włosy były długie, miedziane jak pieniążki, które pokazywał im kiedyś Ezra - a przed oczami mignęła mu czyjaś ciemna, króciutko i krzywo ostrzyżona główka. Zamknął szybko oczy i zaraz otwarł je na nowo, aby zgubić tę obcą, niepokojącą wizję. - Bałam się - szepnęła tymczasem Gaja, dmuchając ciepłym oddechem w jego szyję. Obejmując ją, poczuł leciutką wypukłość tam, gdzie wcześniej była płaska, napięta gładką skórą przestrzeń, rozciągnięta między twardymi wzgórkami biodrowych kości. - Jak długo mnie nie było? - spytał, gładząc delikatnie wypukły brzuch żony. Wydało mu się, że pod skórą coś drgnęło, zafalowało, jakby malutka istotka żyjąca w środku obróciła się z boku na bok, tak jak to czyni śpiący człowiek. Mój syn, pomyślał Jon, mój syn, z mojego nasienia, a Bezimienny nie ma nic do tego. - Nie było cię prawie trzy miesiące - powiedziała Gaja z hamowanym drżeniem w głosie. Zrozumiał, jak wiele ją kosztował ten pozorny spokój. - Tak długo? Myślałem, że to był dzień, a może dwa - zdziwił się. - Ile straciłem… - szepnął, myśląc o dniach i nocach, które mógł spędzić ze swoją złocistomiodową żoną. Ile jeszcze stracę? - spytał samego siebie. Pierwszy tydzień od chwili powrotu z Kamiennej Drogi spędzili tylko we dwoje: były to jasne dni i świetliste noce. Przez następne dni polował z Plemieniem, z wdzięcznością przyjmując brak pytań ze strony towarzyszy o swoją długą nieobecność. W wolnym czasie starał się być jak najbliżej żony, jakby chciał nadrobić zagubione wspólne poranki, gdy budzili się oboje i śledzili przez wąskie okna promienie słońca wędrujące w głąb ich domu; gdy razem kąpali się w pobliskim źródle, zmywając pot i senność; gdy zasiadali do posiłków; gdy nocą wtulali się w wełniane koce, w futra i w siebie nawzajem. Dniem Jon starannie omijał okolice świątyni, aby nie natknąć się na Ezrę i uniknąć jego pytań, które nieuchronnie by padły. Isaka spotykał czasem blisko Rzeki i

50

zawsze mu się zdawało, że - podobnie jak szaman - stary kapłan chodzi tam, aby w milczeniu spoglądać na drugi brzeg. Tylko Jon mógłby mu opowiedzieć, co tam jest, lecz kapłan nigdy o to nie spytał. Szaman także nie zadawał Jonowi pytań, jakby był pewien, że on i tak przyjdzie do niego; będzie musiał przyjść. Albowiem choć Jon widział, tylko szaman wiedział. Jedynie szamanom przysługiwała wielusetletnia, przekazywana z pokolenia na pokolenie, wiedza o Starych Bogach. Członkowie Plemienia mieli o niej zapomnieć. I zapomnieli. Choć nie wszyscy. Obojętność Plemienia wobec tajemniczej nieobecności Jona nie wynikała z braku ciekawości. Wiedzieli, iż nie należy pytać. Skoro tę wiedzę wciąż posiadali, musieli pamiętać opowieści ojców, dziadów i pradziadów o Kamiennej Drodze. A może nie…? Może nigdy nikt im o niej nie opowiadał? Może Tabu było silniejsze, niż Jon sądził i dotyczyło nie tylko drugiego brzegu Rzeki, lecz także słów i myśli? Może było im wstyd, że tak łatwo wyparli się swych dawnych bóstw, bożąt i Bogów - tym gorliwiej więc oddawali cześć Istocie, o której nauczali ludzie w długich sukniach? Czas życia Wioski mijał z właściwym sobie rytmem - i zarazem naglił Jona. Jeszcze nie nacieszył się bliskością Gai, a już czuł, że musi się śpieszyć. Pewnego dnia, gdy wstał o świcie i wykąpał się w leśnym źródle, nie zabrał się do codziennych zajęć, lecz niecierpliwym krokiem ruszył do namiotu szamana. Namiot był jednak pusty. Jon ruszył zatem z biegiem Rzeki i, zgodnie z przewidywaniem, ujrzał wśród drzew dwóch starców pogrążonych w rozmowie: szamana z Isakiem. Na jego widok Isak leciutko się speszył, więc Jon pośpieszył z wyjaśnieniem: - Od dawna wiem, że rozmawiacie. Nikomu o tym nie mówię. - Tabu - mruknął szaman. - Ludzie w długich sukniach nie powinni mnie nawet dostrzegać. Jeśli zwrócą na mnie uwagę, musieliby mnie wykląć lub wygnać - zakończył, nie dbając o logikę. Isak dreptał u jego boku. Drobny i chudy stary kapłan spłoszył się słowami szamana, potem zmartwił, co wyraźnie widać było na jego twarzy i wzruszyło Jona (ten starzec nie umiał kłamać, a to musiało wzruszać). Jon doskonale rozumiał, że Plemię nie powinno oglądać kapłana z szamanem podczas przyjaznej rozmowy. Kapłani przecież przekonali ludzi z Wioski, że należy się wyprzeć starych czasów, starych obyczajów i wierzeń, przyjąć Cywilizację i podporządkować się jej zasadom. Czarownicy należeli do czasu przeszłego. Przyjaźń kapłana z czarownikiem wzbudziłaby w Plemieniu podejrzenia wobec słuszności nauk, które ludzie w długich sukniach wpajali od stu pięćdziesięciu lat mieszkańcom Puszczy, twierdząc, że tylko oni mają do tego prawo. “Nawracając, nie wolno czuć żalu i współczucia wobec nawracanych. Najbardziej szkodliwe są wszelkie wątpliwości” - powiedział mu kiedyś Isak z dziwnie smutnym wyrazem twarzy, ale wtedy Jon nie rozumiał, o czym starzec mówi.

51

kapłan czuł się rozdarty pomiędzy intuicją a zasadami.spytał niecierpliwie Jon. Isak zaś zasępiony i smutny. Nie czuje miłości . nawet gdyby sprawiały im ból. . pomyślał mimochodem Jon. Tym razem odpowiedział mu Isak w natchnieniu: 52 . poszedł on . a Ezra strażnikiem cnót i zasad. . Byłby niezadowolony.zdziwił się Isak. Na końcu Kamiennej Drogi. że to coś złego. Pospolity rośnie wszędzie wokół. No cóż. jak Isaka.usprawiedliwił się stary kapłan. co Isak miał na myśli. Ten rośnie tylko TAM.Potrzebuję rady . Chce zabijać.Co można zrobić.Ten zwykły ma liście o siedmiu zębach. skąd się wziął. twój musi mieć kolor krwi. . ale Jon nie pojął. Jednak nawracanie miało swoje rytuały i stary kapłan musiał się im podporządkować. . obojętne. nawet koło twojej chaty.Leonorus cardiaca? Serdecznik pospolity? . Ezra był bardziej skuteczny. szaman wypełniał swoje zadanie.odparł szaman.. Na tę biel zapatrzył się Bezimienny i w tę biel.ale co można zapamiętać z bieli? Najbardziej niepokojący kolor świata . w dodatku nawet nie wiedział. Szaman z twarzą nieruchomą jak głazy na Kamiennej Drodze. . .Jon w nieporadnych słowach próbował określić dręczący go problem. Instynktownie wyczuł. jakby nie wiedząc. Nie znał tego słowa: “heretyk” i nie wiedział. które mu wpojono. co ono oznacza.Wiem. że Isak jest wysłannikiem Boga Dobroci. Pospolity ma bladoróżowy kwiat. gdyż nie rozdzierały go wątpliwości.I…? I co? . Jon powoli pojmował. Biel… białe… BIEL… Tak. którego sam nie pojmował. co czuł . Tam gdzie rodzą się wątpliwości.Trzeba się modlić… . a Jon musi znaleźć liść z dziewięcioma zębami. a obaj starcy cierpliwie czekali. Kapłan spojrzał na niego bezradnie i wyszeptał: .dorzucił szaman. Teraz jednak nie zastanawiał się dłużej nad przyjaźnią kapłana z szamanem.stwierdził.powiedział. które ustanowili ludzie. to był problem związany z tamtą niepokojącą bielą.zaczął Isak i urwał.Nie jestem heretykiem… . nie ma bezpieczeństwa.Serdecznik niepospolity . więc Jon pośpieszył mu z pomocą: . by nie mówić źle o swym bracie. gdy czyjeś serce straci ciepło i wypełni je lód? Nienawidzi.…i poszukać ziela serdecznika . ale przeszedł do swoich kłopotów: . więc zmienił temat.Ezra… . w ślad za wzrokiem starego Boga.tak jak wcześniej szamani musieli być wierni swym zasadom. co powiedzieć.

A wcześniej każdy człowiek z imieniem swego Boga na ustach rzuci się do walki z człowiekiem wyznającym innego Boga. że przypomina sopel lodu. . bo Go wzmocnisz… . .upewnił się Jon i odruchowo dotknął piersi. . Nie do Bezimiennego. gdy kończy się jesień . Kochający wpadali w szał. po której stąpał Jego Syn.Królowa Śniegu przybywa do nas w swym lodowym rydwanie zawsze wtedy.To ziele ma wielką moc. dawno temu niektóre głupie dziewczyny. łagodny starzec? . Nie potrzebujesz. uciekały w strachu przed nimi. aby kochali je mocniej lub w ogóle zechcieli pokochać. do kogo się modlisz. serdecznik jedynie trochę je rozgrzeje. tkwił tam cały czas. Jonie. gdyż Królowa Śniegu wydawała się być Istotą. . więc myśl o tym.Woreczek z ziarnkiem piasku? .Jon wie . wyjaśniał szaman. Nie kochający nagle tracili zmysły z miłości i dziewczęta. rośnie tylko TAM.zaciekawił się Isak. Woreczek.Co potem? . A gdy się rozgrzeje.Potem będziesz znowu Jonem w Drodze . gdyż słowa te zabrzmiały mu dziwnie znajomo. . zacznie czuć. zemniesz w dłoni. . malutki.ba.Królowa Śniegu? . nie było Boga Dobroci lub nikt o Nim nie słyszał .westchnął Isak. Nie było Światowida. Nie do Bezimiennego. który dałem ci dawno temu w świątyni..spytał niecierpliwie. zmów modlitwę. Przypadkiem sam go nie kosztuj. pamiętasz? Chowając Leonorus cardiaca. nie było ludzi.zdumiał się Jon. serdecznik. .Zmów modlitwę . ledwie wyczuwalny. włożysz do skórzanego woreczka. zaopatrywały się w TEN serdecznik i podawały go skrycie swym ukochanym. z pomocą wiedźm. I będzie także wtedy. gdy poczuje je na języku . wbijali sobie nóż w serce lub orali pierś paznokciami. pamiętasz? . Z tym serdecznikiem nie wolno igrać.przytaknął szaman. a gdy wyda cierpki zapach i przemieni się w garść ziela. Jon zdziwił się. której serce zmieniło się w sopel lodu. jest tak chore i nieczułe. .I w tej Drodze podasz ziele osobie. Misję? Jaką misję? O czym mówi ten dobry.Królowa Śniegu? . Umierali w mękach.…z ziarnkiem piasku z Pustyni.Jon rozumie swoją misję. Ale jeśli serce.Zerwiesz go. była Królowa Śniegu. Dawno. płaski. o którym mówię. aby wyjąć serce i dać je ukochanej. Czy serce tej istoty przemieniła w lód Królowa Śniegu? .wyjaśnił szaman. . o której wszyscy wiedzieli. a zarazem tajemniczo i obco.dziwiąc się. A ludzi 53 . gdy ludzi i Bogów znowu na Ziemi zabraknie. które te uczucia przywoływały. o którym mówisz.Ale pamiętaj.powiedział z ufnością stary kapłan. Wystarczy.

Ale w rozmowie z szamanem stale naruszał granice. Mogę jedynie.Biedna Gaja.Kto za to zapłaci i w jaki sposób? . dla kogoś. znowu wyruszysz? spytał teraz. . Tak długo będą ze sobą walczyć. każdy inną cenę. na którą wstąpił. Ale ten pokręcił głową: . . że inni istnieją . nawet jeśli spotkał go w tamtej strasznej bieli. gdy ma taki kaprys. tak jak ty. wówczas gdy podjął z nim rozmowę o Światowidzie. Im wyższa cena. . gdy zjadł Diabelskiego Grzyba lub napił się wywaru z szaleju. gdy jej mąż rusza w Drogę… . . a kapłan przestał wypytywać. instynkt Isaka zaś podpowiadał mu właściwe odpowiedzi? Skoro On powiedział na Górze: “Nie będziesz mieć innych Bogów przede mną”. lecz szaman znów pokręcił głową. tak jakby istnieli naprawdę. że oddaje ona czasem drobne usługi Bogom. Chyba że to właśnie Ezra nie miał racji.Zapłacimy wszyscy. aby mniej się dręczyła. Może znalazłbyś dla niej jakieś ziele. że znalazł lekarstwo na chorobę. Rozmawiając z szamanem o starych bóstwach i Bogach. Niektórzy szamani twierdzili. To. W dodatku użycie leku wydawało się tak proste: wystarczy posmakować skruszone ziele na języku… 54 . nie liczy się. Śnieg tylko sypie.zwrócił się do szamana. Jon niewiele pojmował z rozmowy obu starców. które wytyczała jego religia. Wtedy jednak spełnił swą powinność. Ona nie potrzebuje serdecznika.Ty go wybrałeś? .Nie miałem na to wpływu. Zima to zima.Gdy znajdziesz Leonorus cordiaca.Ona musi cierpieć. by zmienić temat na równie niebezpieczny i zaraz dodał: . To było najważniejsze.zamyślił się starzec. kogo nie znał. której nie umiał określić. . a Królowa Śniegu to Lodowa Pani i na szczęście nie każdy ją spotyka. by w Drodze.wyszeptał Isak.uspokoił się kapłan. Jon zaś jest wybranym narzędziem.i cierpiał.zamyślił się czarownik. tym większy skutek.i Bogów będzie bardzo wielu.wyszeptał kapłan. pora roku jak każda inna. Isak czuł się niepewnie i chwilami wydawało mu się. aż zniknie po człowieku wszelki ślad. iż rzeczywiście. Gdzie jest dziś. Uczynił wyjątek dla Jona. Czuł jedynie ulgę. które TAM rośnie. Królowa Śniegu zabija. co przychodzi bez cierpienia. jak twierdził Ezra. Wiedział o tym .Nie. . Takie myśli pojawiały się czasem w wizjach starego czarownika. nie stał się niczyim sługą… . pomagać mu z oddali. nie wiem… .Myślisz o zimie . to znaczy. by kochać. popełnia grzech. Ale nawet wtedy pozostanie Królowa Śniegu. Ty i ja chcemy tego samego.

ale wręcz wie. Gdy wkładał ziele do woreczka na szyi. . czy młodszy kapłan by mu uwierzył… Gaja bez pytań pojęła. Ale świątyni nie widziałem. Myślał. Wycinają ogromny kawał Puszczy. . więc zerwał go.upewnił się Jon. lecz tym razem Gaja nie stała nad Rzeką. bezwiednie wyszeptał przygotowane z góry kłamstwo: “Byłem w pobliskim mieście przyjrzeć się.Zawsze będę do ciebie wracał . by uniknąć pożegnań. gdzie może go znaleźć . przez chwilę zdawało mu 55 . .i chce się jedynie upewnić. Za to szaman stał koło namiotu nieruchomy jak drzewo i Jon. Poznał to po nienaturalnie spokojnym ułożeniu jej ramion i pleców. Brat tego samego. Została w domu. że będzie długo szukać dziewięciozębnego serdecznika z purpurowym kwiatem.Wiedziałam. by zdobyć drewno. na którym stał posąg. aby patrzeć w ślad za nim.pomyślał i podporządkował się jej niemej prośbie. a gdy go opuszczał udawała. lecz Jon przyśpieszył i skrył się wśród pierwszych domów Wioski. Ezra spojrzał podejrzliwie i już zamierzał pytać dalej. Ciekawe. minął Ezrę i odniósł nieodparte wrażenie.Nic mnie nie wstrzyma . Wyruszył o świcie. wciąż czuł na plecach jego wzrok.Wstrzymuje oddech .Nie będziesz mnie wstrzymywać? . nim zostałam twoją żoną . które udawały. aby ratować starca. znikając w Puszczy na drugim brzegu. Pożegnania oznaczały rozstanie. jak nakazał Isak. do którego lgnęło jego serce. natrętne wołanie Ezry: “Jonie! Gdzie podziewałeś się tak długo? Dlaczego przez trzy miesiące nie było cię u boku młodej. jak długo to będzie możliwe. Goniło go nie wypowiedziane. że śpi. choć Ezra o nic nie zdążył go spytać. . Ale rósł dosłownie na skraju pylistego placu.Spotkałem przed chwilą kapłana Isaka koło krzyża za Wioską .powiedział żarliwie. . który Jon złożył w ofierze Bezimiennemu za pierwszym razem. czekają cię niewyobrażalne piekielne męki…!” Jon.I wiem. ale ona pokręciła głową: . .przyrzekł Jon.Jeżeli coś cię nie powstrzyma. Zgubiłem drogę i z trudem ją odnalazłem”. Czy tamten niepospolity serdecznik ogrzał lodowe serce posągu? Jon wątpił. krusząc w dłoni. Poczuł gorzko-cierpki zapach. Żywa czerwień kwiatu od razu rzuciła mu się w oczy.Wracając do Wioski.odparła z łagodnym smutkiem. że jesteś Jonem w Drodze. że mąż wkrótce znów zniknie. iż ten grzeszy. jak wznoszą największą w kraju świątynię. że będziesz wracać.skłamał Jon gładko i bez wyrzutów sumienia. ciężarnej żony? Jonie! Jeśli grzeszysz. że drżą w rytm oddechu. . że młody kapłan nie tylko szuka swego brata.

Chciał sprawdzić. powolutku uchylały się. brzydki przyodziewek. wielkie powieki powoli. obojętne.nienaturalnie duży pępek. czy udajesz Dziewicę czy mężczyznę? . jesienną ziemię i po prostu był dobrze dobrany. wiła się jedna z Kamiennych Dróg. Ale wszystkie były szczelnie zamknięte. Czwarty .Nie chcesz mnie. nieludzki sposób. nisko w dole. Ostrożnie obszedł je wokół.powiedział Jon głośno.Nie dostaniesz ode mnie żadnych ofiar. czy całkiem inna.sarny i lisy. Odwrócił głowę: Bezimienny patrzył na niego jedną z czterech par oczu. ciemnozielona Puszcza znów zaczęła migotać mu przed oczami i tracić ostrość konturów . Odwrócił się i jeszcze raz spojrzał uważnie na pył wypełniający plac. żywiczna czarna głębia. to wrócę do Wioski . wzdłuż której patrzył poprzednim razem. Gdy wpatrywał się w ślad za spojrzeniem Bezimiennego. Znał tę drogę na pamięć: pierwszy przystanek . wielka dłoń. wsparta na wystającym biodrze. która z czterech par oczu Bezimiennego jest teraz otwarta. a wysokie drzewa wokół odbiły jego słowa głuchym echem. Ona jest taka chuda w 56 ..siedmiopalczasta.Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” przypomniał sobie słowa. ale ona nawet nie odwróciła w jego stronę ostrzyżonej na jeża głowy. Trzeci .potężne.pomyślał instynktownie. ludzie zwykli i ludzie w długich sukniach . jak niebezpieczny skalny występ. która z nich wiedzie do Wioski.wystające.zieleń ustąpiła burości. Prawie zaciśnięte. . Przed nim.się. . Grube.obróciły się w proch. . grube kolana posągu. nie bieli. Jon przywarł do szyi Światowida i ostrożnie poszedł wzrokiem w ślad za Jego spojrzeniem. Smutne szczątki niezliczonych krwawych ofiar… . Te wszystkie niegdyś żywe i czujące istoty . że pod jedną z czterech par powiek coś lśni: bezdenna. Jon niepotrzebnie pytał. A potem po zgiętym łokciu Jon wspiął się wprost na ramiona Boga. Nie wiedział nawet. niedźwiedzie i zające. wspinając się mozolnie na ramiona Boga. czy to jest ta sama.Dlaczego zawsze nosisz bury. na ofiarę dla starego Boga? Dlaczego On chciał ofiar z życia? Czy cześć oddawana ze strachu wystarczała mu? .spytał Dziewczyny. które Ezra wyczytał kiedyś Plemieniu w świątyni z jednej z grubych ksiąg.i ujrzał.Bure… szare… bure… Bure jak zmęczona ziemia… jak wykarczowany skrawek Puszczy… BURE… *** . Drugi . Żadnych .Biel… białe… biel… . ostentacyjne niemal znamiona męskości Bezimiennego. Z tej wysokości wszystkie Drogi były do siebie podobne i Jon nie wiedział. Widział tylko jej ostry profil i wysoko rzeźbione kości policzkowe. że czuje na sobie wzrok posągu. Znów obszedł ramiona Boga . Ale dlaczego? Zabici w kwiecie wieku w okrutny. gdyż bury płaszcz idealnie wtapiał się w równie burą. wznosząc w górę. zmęczoną.powtarzał. aby przywołać tamten obcy świat. lśniącą żywicznie pod wpółprzymkniętymi powiekami.

przypominając sobie długie. Bez szans na odmianę losu. lecz na arystokratkę.tym męskim przebraniu . Troje świętych naraz… Ciekawe. która od trzynastego roku życia “słyszała Głosy”. kogo kocha miłością całkiem nie siostrzaną. nie wiedział.Nigdy nie była piękna. błądząc bocznymi drogami. ale teraz.odparła Dziewczyna i nagle uśmiechnęła się. Katarzyna. Błysk jej zębów w śniadej twarzy wydał się Jonowi krótkim. lecz ubogą wioskę Domremi.Żebyż choć upierała się przy jednym lub wybrała sobie bardziej znaczące boskie istoty niż ta trójca. Michał. więc nie opuścili zamku.Po co to wszystko? .Dziewczęce suknie kryły to. kim ona jest: wiejską dziewuchą.westchnął w duchu Jon. Czy ona tego nie rozumie?! I tak wszystkie awanturnicze przedsięwzięcia. przecież wiesz . Uzupełnienie to wydało mu się konieczne. pasąc cztery kościste krasule na łąkach za wioską. jej wielkie oczy przypominają oczy wariatki… . .Ale proboszcz patrzył z przyganą na chudą pasterkę krów obwieszczającą wszem i wobec.lub źle. w dodatku cieszącą się złą sławą. chłopca z sąsiedniej zagrody. Matka Dziewczyny była niczym nie wyróżniającą się chłopką. że spala ją od środka poczucie misji. czy mówią do niej chórem. Właśnie. choć bez sukcesów. . Urodziła kilkoro niczym nie wyróżniających się dzieci. I to jest awanturnicza wyprawa.spytał nie zrażony jej milczeniem. . aby uniknąć zbędnych pytań i podejrzeń ze strony napotkanych ludzi.Kto tak nieudolnie ściął ci włosy? . . Małgorzata. Jej wyniosłość była śmieszna. . niespecjalnie ładną. gdyż gdzieś głęboko.pomyślał. . ale i bez wizji gwałtownej śmierci.pomyślał. czuł. mogą skończyć się dobrze . rozmawia ze świętym Michałem. A zwłaszcza najeźdźców.drążył dalej. swoich i obcych. która wypuściła się na awanturniczą wyprawę ze swego zamku. mało rozgarniętą. Widać. Na pewno już nie wróci to. ponieważ nikt lepiej od niego. pomyślał i zaraz dodał w duchu: Kocham ją jak siostrę. co było: spokojne. stary Dark. zamku dopiero szukali.myślał z przekąsem Jon. Sierpem .odparła posępnie i znów umilkła. że prawie co dzień. może nawet kocham. z niczym nie wyróżniającej się wioski Domremi. także to. I w końcu wypali się. Lecz przez tę chudość nie wygląda na prostą wieśniaczkę. tylko wieśniaczką. Mimo wszystko ją lubię. świętymi Małgorzatą i Katarzyną. że jest ktoś inny. gdy nie ma włosów. Gdyby choć proboszcz uznał je za Głos Boga… . którą rzeczywiście jest. wewnątrz własnego Ja. może i nudne. słyszała Głosy. Kto o 57 .Sama je ścięłam. . uprawiającego małe poletko.Słyszałam Głosy. Ponieważ Dziewczyna nie była arystokratką. Jej ojciec. Stąd brała się jej zła sława we wsi. ciemne warkocze i porównując je z ostrzyżoną na jeża głową. bynajmniej nie z obściskiwania się z chłopakami. Wygląda okropnie . z wyjątkiem Dziewczyny. czy każde z osobna? . miał opinię chłopa pracowicie. oślepiającym błyskiem słońca. jednak nie najgorsze życie.

.Nie mam na to wpływu.. głupia szesnastolatka z zabitej deskami wsi Domremi z ubogiego. a w każdym razie lokalnego wydarzenia sprawa zaczyna przeradzać się w państwową! Coś. . . Prawowitym królem. mój panie. poważni święci! Gdyby któryś z nich z nią rozmawiał. jest delfin. jak Katarzyna. pełen mieszanych uczuć. Piotr. a co dopiero święci tak niskiej rangi. by czekać na cud przywrócenia zdrowia. nie najeźdźca. to tu. na tronie osadzono monarchę najeźdźców! I zatwierdzono to traktatem. co chcą mówić odpowiadała niewzruszenie Dziewczyna. że . Małgorzata i Michał. Tron przypadł najeźdźcom i kwita. Tylko nie mieszaj się do polityki.Najpierw mówiły tylko o wierze i miłości.mówił możnowładca z Wokuler. że musi ruszyć. Ale gdy ktoś zaczyna mówić o królu i o tronie… Oooo! Wtedy z drobnego i śmiesznego. nawet gdyby gawędziła co dzień z samą Marią Magdaleną…! A jednak Głosy powiedziały jej pewnego dnia. Tomasz… to są prawdziwi. co od biedy mogło być wzięte za chłopski. by uspokoić “słyszącą”. krew z naszej krwi.. lecz barwny wyraz religijności stawało się nagle polityczną aferą i to w skali całego królestwa. w dodatku jednego ze znaczniejszych na ziemi! Nagle do ubogiej zagrody rodziny Darków zaczęli zjeżdżać możnowładcy. nie o królach. wielu armiom! Przecież tę wojnę toczymy już od stu lat i od stu lat ją przegrywamy! Stary król nie żyje. mój panie. Głosy mówią to. młody schronił się na zamku w Szinie. ale od trzech miesięcy powtarzają co dzień to samo: że mam do spełnienia misję powierzoną przez samego Boga. To sprawa raz na zawsze rozstrzygnięta. Tron zresztą opanowali już najeźdźcy i nikt tego nie zmieni. Niech twoi święci mówią o Bogu. podpisanym przez najszlachetniejszych panów z obu krajów! Jak chcesz to odwrócić?! .nich słyszał? Kto o nich coś wie? Święty Augustyn. Dziewczyno. Wszystkie wiejskie wyrostki zawsze obśmiewały “Głosy” i . ślepi. niech się wypowiadają o kościele. może wtedy choć proboszcz by jej uwierzył. przycupnięty za płotem domostwa Darków. Początkowo wszyscy się z tego śmiali. Chce sobie rozmawiać ze świętymi . a Jon.ta mała od Darków rozmawia ze świętymi”. masz dokonać tego. Powiedz tym… tym swoim Głosom. bo biskup nie chciałby o niej słyszeć. którzy po części dawali wiarę.Chcesz. nic nie znaczącego rodu. Byle nie na tematy państwowe. co nie udało się całej armii? Ba. . by przywrócić na tron prawowitego króla. nie o tronie . rozumiesz. gdzie pierwszy raz usłyszałaś Głosy. Niejeden kamień przeleciał obok jej 58 .proszę bardzo. Nawet ludzie z natury zabobonni. do której będą mogli przychodzić paralitycy.pogaduszki” tej Dziewczyny ze świętymi. podsłuchiwał ich rozmowę. prostacki.wołał w gniewie możnowładca z Wokuler. nawet cały zastęp świętych. żeby przestały zajmować się kwestią tronu. głupia dziewko?! Traktatem. syn nieżyjącego monarchy. Tą misją jest przywrócenie na tron prawowitego króla.Ty. zbuduję z własnych funduszy kapliczkę. mało znani i mało mogący.

a ich król osadzi mnie w twierdzy lub zetnie mi głowę za tolerowanie jawnego podburzania do buntu. z Michałem do pomocy. że bronił jej przed drwinami wsi…?! Zamiast robić karierę na zamku możnowładcy z Wokuler.zamiast niewinnych rozmów ze świętymi o sile wiary i miłości do bliźnich Dziewczyna nagle wszczęła z Głosami rozmowy o polityce. będzie uchodził za wspólnika małej wariatki z Domremi?! . Ale jak to przeprowadzić. gdyż umie czytać i pisać.głowy. jeśli to ci się uda? Załóżmy.. czego żąda i wysłać ją w diabły. że tym szóstym ma być on. to jakim prawem wciąga też jego? Tak mu odpłaca za to. powiedział mi to ustami świętych Małgorzaty i Katarzyny. głupia.Chcę sześciu zbrojnych dla ochrony. Zrobię wszystko. gdy będę przedzierać się przez kraj do delfina. gdy ten groził. a raczej z własnej głupoty. domyślał się. Ale na wszelki wypadek…” 59 . muszę zamknąć jej usta.A co zrobisz. która nie umiała nawet czytać i pisać! .odparła z mocą Dziewczyna. niech robi. . przedrzesz się do Sziny i trafisz przed oblicze delfina? . I to jaką: świętą męczennicę! Takie są najgroźniejsze! Gorsze niż za życia! Więc najeźdźcy ukaraliby mnie za to. abyś przestała gadać. ale skoro ona z własnej woli. Polityka…! I to jaka! Na najwyższym międzypaństwowym szczeblu! Ta prostaczka chciała zmieniać bieg Historii przez największe “H”! Ona. gdy . Dasz mu tylko konia i zbroję. A oni nigdy się nie mylą. Najlepsze. że . co chce. wplątuje się w tę awanturę. że potrzebowała choć jednej przyjaznej duszy. daj mi armię.pasem wytłucze z Dziewczyny bajdurzenie o Głosach”. pokonamy najeźdźców. Ale Jon też się zaniepokoił. Tylko Jon. Podsłuchujący za płotem Jon zesztywniał: wiedział. nie boska . kierowany nie wiedzieć jakim impulsem. To jasne. Tego chce Dobry Bóg. Tak źle i tak niedobrze. kto tylko zechce słuchać. jej wyznawcy zrobiliby z niej świętą. niejeden ją trafił. To on uspokajał rozjuszonego starego Darka.. wcześniej lub później dotrze to do zaborców. byle z daleka ode mnie i mojej władzy. bronił jej przed złośliwością bliźnich. Lecz gdybym ją zabił. jak uciszyć prostaczkę i wariatkę? Chyba żebym ją zabił. szóstego mam. A zresztą… Wystarczy pięciu. . Omylność to cecha ludzka. a odbijemy miasto Orlin. chuda dziewucha od krów. Możnowładca z Wokuler długo milczał.spytał nagle możnowładca. a ty wrócisz na tron.spytał jej wtedy zmęczony możnowładca z Wokuler. co może myśleć: . gdyż będą z tego same kłopoty.Powiem mu: Panie i Królu mój. Zatem by ocalić siebie i swoje stanowisko. co powiedziała. to dać jej. jako moja poddana i nadal będzie rozpowiadać wszystkim. jakby ważył w duchu to. że nie wpadniesz przedwcześnie w łapy najeźdźców. Jon. że trzeba pokonać najeźdźców i przywrócić tron delfinowi. co mogę zrobić.Jeśli ta wariatka zostanie tu. biegły w rozumieniu możnych tego świata.Więc czego chcesz? .

Skoro zbrojni będą jutro o świcie pod wiązem na rozstaju.powiedziała Dziewczyna z naciskiem.pomyślał Jon. aby nie zwrócić niczyjej uwagi. co prawda. któremu nieobce były meandry polityki. iż cię posłuchałem. równie burą kamizelę. Muszę być zatem w domu i czekać na wezwanie… Jon cicho przekradł się do swej zagrody. kawałek żyznej ziemi. Bystre oczy Jona od razu wyłowiły w piątce ludzi tego. Wiele wskazuje na to. O świcie pod wiązem czekało na nich pięciu zbrojnych ludzi z drużyny możnowładcy z Wokuler. ale Dziewczyna przerwała mu. ale nie doczekał się wezwania od możnowładcy. Skoro tak bardzo chcesz. to… . co muszę robić i wcale nie mam na to ochoty. czarne włosy. na co mają ochotę… . . a na burej koszuli miała wielką.Zbrojni przyjadą jutro o świcie pod wiąz na rozstaju. dwa konie . przewodzący drużynie i zachowujący się z hałaśliwą pewnością siebie. którą Jon włożył z pewną niechęcią. Sama nigdy bym na to nie wpadła i pewnie mi nie uwierzysz. .…Na wszelki wypadek w drużynie zbrojnych będzie jeden zaufany. ze cztery krowy. gdyż nakazał mi to Bóg ustami trojga świętych.dokończył myśl możnowładcy Jon.jeden dla niego. . nie giermka. ale boję się tego.Dobrze. To wtedy musiała ściąć sierpem swoje piękne. słyszysz? Z nikim nie rozmawiaj. Dziewczyna wyglądała niezgrabnie w za dużych portkach starego Darka obwiązanych sznurkiem w pasie. Za to przed nastaniem nocy przyszła do niego Dziewczyna i dała wyraz głębokiej wierze. nawet staremu Darkowi nie zdradź. co wywołało dreszcz zgrozy u Jona. panie. Sama przebierz się w męski strój. stado gęsi i święty spokój.Niczego nie chcę . rozumiesz? O świcie… . Gdyby jednak wszyscy robili tylko to. Jona. że możnowładca wybierze właśnie mnie.zaczął możnowładca.przerwał jej możnowładca. Ja nie chcę. lecz i swojaków. mieć trójkę dzieci. Czekał do późnej nocy. a także konia i dodatkową zbroję. gdyż wiejska dziewka jadąca konno w asyście uzbrojonych dworzan wzbudzi podejrzenie nie tylko najeźdźców. Miałabym ochotę wyjść za mąż. otrzymasz pięciu zbrojnych. możnowładca z Wokuler winien zaraz wezwać mnie na sekretną rozmowę. drugi dla Dziewczyny . Ona. . Liczył na karierę pisarza na dworze możnowładcy. Skoro tak.Dość! . który otrzymał od możnowładcy z Wokuler sekretną misję: wbrew pozorom nie był to potężny osiłek. Bądź tam z twoim przyjacielem. gdyż nikt zdrowy na umyśle nie przerywa możnowładcom. I już nic więcej nie mów. że byłem tak głupi. lecz niepojęte były zawiłości psychologii.Nie rozumiesz. zapewne wkrótce wezwie mnie na sekretną rozmowę… . że Jon jej nie zawiedzie. będzie czekać na niego koń i zbroja. Ja muszę. nie była zdrowa… .oraz zapasowa zbroja. Żaden tajny 60 . które przypominały teraz młodego jeża. długie.

asystent nigdy nie był osiłkiem i nie rzucał się nikomu w oczy. Zatem musiał nim być ten chudy, piętnastoletni Chłopiec - którego twarz wydała się Jonowi do tego stopnia znajoma, że aż drgnął na jego widok. Jedynie Chłopiec nie miał na sobie zbroi, choć nosił u pasa krótki nóż. Mimo szarego świtu, gdy rozchyliła mu się koszula przy zsiadaniu z konia, Jon dostrzegł na Jego piersi dziwną, długą bliznę, - …jakby ktoś chciał mu wyjąć serce - pomyślał, patrząc na Chłopca i nie wiedząc, skąd wzięło się to skojarzenie, a zaraz po nim dziwna pewność: - On już kogoś zabił. A teraz cierpi, lecz jest gotów zabić znowu. Jego serce jest jak sopel lodu i stąd ten dziwny chłód, który od niego czuję. Królowa Śniegu musnęła go skrzydłem swego płaszcza… Jon bezwiednie dotknął dłonią małego skórzanego woreczka. Zawsze nosił go na piersiach pod koszulą, mimo że zawierał jedynie wyschłe, pachnące cierpko drobne ziele, którego przeznaczenia nie umiał się domyślić. Ale w końcu święte relikwie miewały różny charakter, na wszelki więc wypadek nie należało pozbywać się przedmiotu, który, jak mu się zdawało, towarzyszył mu od urodzenia. Nikt poważny w tych trudnych i niespokojnych czasach nie obywał się bez relikwii. Widać zaopatrzyła go w nie matka, której - podobnie zresztą jak ojca - w ogóle nie pamiętał. Ba, dźwięk słów: “matka”, “ojciec”, przywodził mu przed oczy niepojęty obraz rozmigotanej, zielonej Puszczy, jakich niewiele było w dzisiejszych, cywilizowanych czasach. Większość puszcz wycięto, aby pobudować domy, pałace, świątynie. Skórzany woreczek na pewno zawiesił mu na szyi ktoś, kto go kochał i o niego dbał. Szkoda, że tego nie pamięta. Niech więc woreczek sobie wisi, z relikwiami czy bez. Niech dalej szeleści w nim to zmurszałe zielsko. On ma na głowie inne kłopoty. - Czemu możnowładca nie zaufał mnie, lecz wybrał tego wyrostka? - myślał, patrząc z niechęcią na Chłopca. Ten w odpowiedzi skrzywił wargi w niemym, ironicznym, zimnym uśmiechu. W ten sam sposób spojrzał potem na Dziewczynę i Jon poczuł chłód na plecach. - Zabije ją, choć jeszcze nie wiem, w jaki sposób - odgadł i w tym samym momencie zrozumiał, że to Los każe mu stać pomiędzy Dziewczyną a Chłopcem. Widząc jej chudą postać, odzianą w niezgrabne portki starego Darka i te wielkie, płonące oczy wyzierające z obnażonej, jakby nagiej głowy - Jon zrozumiał, że w gruncie rzeczy zawsze ją kochał. Jak siostrę. Jak prawdziwie bliźnią istotę. Bezbronność tej wątłej Dziewczyny wobec Głosów, które słyszy i strach, który czuje, zmuszają go do chronienia jej. Pomimo ogromnej chęci zrobienia kariery na zamku możnowładcy z Wokuler. Jon bowiem wiedział, że gdyby możnowładca właśnie jego uhonorował sekretną misją - byłby gotów zdradzić Dziewczynę za cenę kariery na zamku. Więc ile w tej nagle objawionej gotowości bronienia jej było prawdziwej woli, a ile chęci pomsty na możnowładcy, który wyróżnił Chłopca, nie jego…? Na to pytanie Jon nie umiał sobie odpowiedzieć. Może coś jednak było w tej Dziewczynie, że wzbudziła w nim aż tak mieszane odczucia? Może była kimś więcej niż wiejską wariatką?
61

- No, więc po co to wszystko? - ponowił pytanie, nie zrażony jej niechętną odpowiedzią. Jechali lasem, czwórka zbrojnych możnowładcy z Wokuler, ten zdumiewająco młody i pozornie mało doświadczony sekretny posłaniec, Dziewczyna w niezgrabnym męskim stroju, z nieudolnie obciętymi włosami i Jon. Zdaniem Chłopca, do zamku w Szinie, gdzie przebywał delfin, jedyny syn prawowitego króla, było już niedaleko. Przez całą podróż - wiele nocy i dni - mieli szczęście i nie natknęli się na najeźdźców. - Wolność… Prawda… Miłość - wymamrotała niechętnie Dziewczyna w odpowiedzi na jego pytanie. - Nie rozumiem - odparł Jon. Zwróciła ku niemu posępną twarz, w której płonęły oczy. W niczym już nie przypominała młodziutkiej, pogodnej wieśniaczki z Domremi, towarzyszki zabaw. - Zacznijmy od Miłości - powiedziała. - Miłość do Dobrego Boga nie pozwala mi odmówić Jego wezwaniu, nawet gdyby niosło największe niebezpieczeństwa. On wezwał mnie, bym przywróciła tron prawowitemu królowi. Tu zbliżamy się do Prawdy. Prawda jest taka, że tron nie należy do najeźdźców i choćby ta wojna trwała nie sto lat, lecz dwa tysiące, choćby na tronie osadzono nie jednego, ale stu uzurpatorów, tron należy się delfinowi lub jego potomkom. Nie wolno ze strachu wyrzekać się Prawdy. A Wolność… Gdy ze strachu wyrzekasz się Prawdy, oznacza to, że nie jesteś wolny, rozumiesz? Jon zdziwił się. Nie posądzał prostaczki ani o takie rozumowanie, ani o tak głęboki wywód. Nie umiała przecież czytać ani pisać. Skąd brały się jej te sformułowania? Czyżby naprawdę słyszała Głosy i mówiła w natchnieniu? - Nie podoba mi się ta misja. Boję się jej. Boję się o ciebie - powiedział. O siebie też - dodał szczerze w duchu. - Ja też się boję - odparła smutno Dziewczyna. Jon odczekał chwilę, zwolnił bieg swego konia, pozwalając, by Dziewczyna wysforowała się na czoło drużyny, sam zaś, udając, że poprawia strzemię, zaczekał na Chłopca. Ten jechał na końcu, siedząc niedbale w siodle, lekko zgarbiony, pogrążony we własnych myślach. Lewą ręką lekko przytrzymywał lejce, prawą dotykał piersi. - Boli cię ta długa blizna? - spytał Jon, chcąc sprowokować Chłopca do zwierzeń. Ale ten krótko się zaśmiał. - Czemu pytasz, doktorku?

62

- Nie jestem medykiem… - odparł speszony Jon, lecz mówiąc te słowa, doświadczył nagle wrażenia, jakby na ułamek sekundy pogrążył się w jakiejś niepokojąco lśniącej, nienaturalnej bieli. Tonął w niej. Dusił się. Odetchnął głęboko i omamy zniknęły. - Może będziesz medykiem lub byłeś nim, nic o tym nie wiedząc - zaśmiał się Chłopiec. - Wiem, czemu wstrzymujesz konia. Pragniesz wywęszyć, jaką misję powierzył mi wielmoża z Wokuler. - Jeśli dostałeś zadanie, by podstępnie zabić Dziewczynę, to będę jej bronił. A jestem od ciebie silniejszy - powiedział Jon. - Żeby zabijać, nie trzeba siły, tylko przekonania - zaśmiał się kpiąco Chłopiec. Powiem ci jednak, co umyślił nasz wielmoża. Żadnemu z nas to nie zaszkodzi i nawet taki naiwniaczek jak ty sam dojdzie w końcu do tego. Otóż jeśli delfin przypadkiem zechce rozmawiać z tą śmieszną dziewuchą i jeśli, również przypadkiem, jej się powiedzie, to staniemy się jej drużyną, gotową do ochrony z rozkazu możnowładcy. Chronimy wybraną istotę, do której Bóg raczył przemówić głosami świętych. Ale jeśli na zamku w Szinie zamkną przed nią bramy lub zechcą wydać ją najeźdźcom, wtedy jesteśmy zbrojnymi, którzy z rozkazu możnowładcy z Wokuler eskortują niebezpieczną wariatkę podważającą prawowitość władzy królewskiej, nadanej z mocy Boga. Rozumiesz? - Rozumiem - powiedział powoli Jon. - Możnowładca jest chytrym lisem, w obu przypadkach ma szansę na nagrodę. Ale czemu mi to zdradziłeś? Przecież mogę ją ostrzec. - Ach, ona… Ona jest najmniej ważna. Ona jest tylko iskrą, która może, lecz nie musi rozpalić ogień buntu. Jeśli go nie skrzesze, utonie w mrokach niepamięci. Jeśli jednak dojdzie do buntu, to będą liczyć się tylko jego skutki. Wtedy też nikt nie będzie pamiętał o niej, bo przy wielkim ogniu nikt nie zwraca uwagi na iskrę. Trzeba, by ludzie o niej zapomnieli - wyjaśnił Chłopiec i znowu się zaśmiał. Jon pomyślał, że w jego śmiechu jest coś nienaturalnego: że ten wyrostek śmieje się na znak radości, śmieje się, gdy się gniewa - i może się śmiać, gdy będzie zabijał. - Jeśli nie dojdzie do buntu, to… to pozwolicie jej wrócić do Domremi? - Powiedziałem ci: ona musi utonąć w mrokach niepamięci. W obu przypadkach. Zarówno gdy jej misja powiedzie się, jak i wtedy, gdy skończy się niczym. I tak się stanie. Od tego tu jestem. Chłopiec znowu się zaśmiał, a w jego ostrym śmiechu Jon wyczytał całą prawdę: obojętne, co osiągnie Dziewczyna - musi zginąć. Bo tu chodzi o politykę, nie o Boga. Chłopiec ją zabije. Chłopiec umie to robić - i lubi. I Jon gorączkowo myślał dalej: Tak, ta Dziewczyna z Domremi to wariatka, nawiedzona prostaczka, która wplątała się w wielką
63

przyłączamy się . Tuż za nimi.ale czy musi płacić za to życiem?! I czy ja… . . choć dobrze zbudowany młodzieniec.rzekł półgłosem Chłopiec. udając następną grupę podróżnych. …Dziewczyna zsiadła z konia i stukała drobnymi pięściami w kute bramy zamku w Szinie. Obejrzała się bezradnie na Jona.powiedział przywódca drużyny. kilka metrów za nią jechał szczupły. Lecz nie zdążył ich zamknąć. . wyglądający na sympatycznego obieżyświata. Jeśli ją wpuszczą.odparł wyrostek. przemknął Chłopiec ze swoją drużyną.poprosiła Dziewczyna. lecz teraz przyhamował konia i spojrzał pytająco na Chłopca. Cały czas jechał na przedzie i sam podejmował decyzje co do kierunku drogi. Jego wzrok padł na zniszczone portki i burą. co dalej .usłyszeli podniesiony głos zza bramy. . jechała drużyna wielmoży z Wokuler. na którego bary z trudem zapewne dobrano kolczugę. dlatego sam jest skłonny zadawać ból. nie słuchając ich i nawet nie patrząc w ich stronę.Kto się tam tłucze? .A jeśli nie…? .politykę . lecz nie był to dźwięk. . 64 . siermiężne portki. otrzymanym od wielmoży.a na końcu chudy wyrostek o nazbyt dorosłym spojrzeniu. który mógłby kogokolwiek zaalarmować.Ona zastuka do bram zamku. .zapytał osiłek.Otwórz. ale ten zawahał się. że ów Chłopiec zbyt dużo wycierpiał jak na swój wiek i już zobojętniał na cierpienia innych.Czy może wasza wielmożność podać swe szlachetne imię. z tupotem końskich kopyt.przemknęło mu przez głowę . Ktoś umiejący czytać z rysów twarzy mógłby pomyśleć. Jon wsunął swój miecz w szparę i mężczyzna odruchowo się cofnął. W pewnej odległości za nimi. . my zaczekamy z tyłu. Chłopiec i jego zbrojni wyczekiwali z ciekawością. za tą dwójką czworo zbrojnych w barwach możnowładcy z Wokuler . nieudolnie udająca mężczyznę ubranego w niezgrabne. abym… .Wiozę ważne poselstwo dla delfina. jadąca na rasowym.zaczął strażnik.Wtedy powiem wam. moja kariera u wielmoży z Wokuler będzie raz na zawsze przekreślona. Dla kogoś z boku cały ten orszak wyglądał na grupkę obcych sobie ludzi: samotna Dziewczyna. podjechał jednak bliżej i kilkakrotnie uderzył we wrota mieczem. .Oto i zamek w Szinie . . Oboje z Dziewczyną szybko wjechali do środka. ruszyła do głównej bramy warownego zamku.… czy ja muszę nadstawiać za nią karku? Jeśli to uczynię. Dziewczyna. panie . Jon zawahał się na moment. lecz podążył za nią. otwierając równocześnie bramę i nagle urwał. rycerskim koniu. bezwiednie zdradzając jego prawdziwą rolę. potężny osiłek. wiejską kamizelę Dziewczyny i niemal automatycznie zaczął ponownie zamykać odrzwia.

Tu także pełno było straży. co Jon natychmiast dostrzegł. zajrzeć jej w twarz.Prowadźcie mnie do delfina . by w ogóle nie zauważyć.rozlegały się wokół szepty pełne ciekawości lub drwiny i Jon pojął. . Przepychając się tak poprzez gęstniejący i coraz bardziej rozbawiony tłum dworzan. Dwór zaczynał bawić się sytuacją. na razie wątły. dopiero pełgał to tu. Rozstępujący się strojny tłumek wskazywał Dziewczynie drogę do jednego z kątów sali. że poza Dziewczyną i towarzyszącym jej Jonem . 65 . gdy zrobili jej przejście. a wokół rozległy się ściszone chichoty.lecz równocześnie w ich cofaniu się. to tam. Ruszyła na strażników swym koniem.Wariatka z Domremi… Nawiedzona słysząca Głosy… Wieśniaczka. pełnej przepychu sali. w której potężny. Iskra już wznieciła ogień.Byli wewnątrz zamkowych murów i mimo wrzasków wartownika. inni przeciwnie zasłaniali sobą kogoś przed wścibstwem przybyszów. Ku zdziwieniu Jona ta wiejska dziewucha. by uczynił to samo. . od szorowania podłóg) za elegancki.Gdzie jest nasz pan. dotknąć z odrazą jej ostrzyżonych na jeża włosów i dziwacznego stroju . Miał on ułatwione zadanie: sekretni posłańcy nie powinni rzucać się w oczy. za którą podążał pełen mieszanych odczuć. zmuszając Jona.posuwała się drużyna Chłopca. Uwagę wszystkich skupiała Dziewczyna. gdzie już z daleka dostrzec można było jakieś zamieszanie. Na tyle dobrze. Dziewczyna wołała raz po raz: . było coś niezwykłego.jest tu jeszcze czterech zbrojnych i niepozorny Chłopiec. który przynaglał straż do pościgu. a końskie wodze rzucili zaskoczonym gwardzistom. brokatowy strój. czarnymi obwódkami wokół paznokci: od bydlęcego gnoju. za którymi . Jedni dworzanie odsuwali się.powiedziała zdecydowanym tonem do jednego z lepiej odzianych dworzan i pociągnęła go zgrubiałą dłonią (z zastarzałymi. gnali dziedzińcem w stronę głównego zamkowego wejścia. że sława Dziewczyny już dawno przekroczyła granice posiadłości wielmoży z Wokuler. która chce walczyć o tron… . Dopiero teraz w pełni pojął. Usuwali się płochliwie przed dwójką podróżnych. jedyny prawowity król i władca? Gdzie jest delfin? Prowadźcie mnie do niego! Dworzanie rozstępowali się niechętnie. kryształowy żyrandol rozjaśniał wnętrze tysiącem świateł. To wąskie przejście wśród eleganckiego tłumu samo ich wiodło do dużej. ani uniżoności czy kornego zachwytu nad wspaniałością dworu i dworzan. Po chwili oboje biegli podcienionym korytarzem. Nie widział na jej twarzy ani przestrachu. czuła się w wytwornym zamku w Szinie jak u siebie. W zamkowym korytarzu było pełno dworzan. dlaczego ów chciał się jej pozbyć.w pewnej odległości . Dworzanin cofnął się wystraszony. ale Dziewczyna nie zwracała uwagi na jej wezwania. gdyż każdy pragnął obejrzeć z bliska wariatkę z Domremi.

Nie jestem delfinem… .znak rozpoznawczy rodu. mimo że zdążył zamienić perukę i frak na mniej dostojne szaty. Przysięgam.powtarzał teraz.pomyślał Jon i wyciągając głowę. w osobach kolejnych władców. Przeciwnie. wśród grupki dworzan. co nosisz w woreczku na szyi . Zamiast haftowanego złociście stroju ubrany był w zwykły plusz.potomek prawowitych królów. jest królem . złożyła mu głęboki. którą wszczęli jego pradziadowie.Mylisz mnie z kimś innym. Ku jego zdumieniu Dziewczyna bezbłędnie odgadła. gdzie on jest i który to z licznej grupy wielmożów. panie. cofając się przed Dziewczyną.Nie. na których mógł najpiękniej tańczyć. lśniącej kryzy. rozstępując się. pięknych dam dworu wokół.odparła Dziewczyna i cofając się kilka kroków. ale w jej postawie widać było determinację i jakiś szczególny rodzaj zachwytu. małą dłonią ujęła poły jego fraczka.Na ciebie wskazują znaki od Boga . . Ale tłum bezwiednie wskazuje jej drogę. .wyjąkał. która zirytowana kiwnęła na Jona: . a jego twarz pobladła ze strachu i wściekłości na dworzan. Jon od razu rozpoznał charakterystyczny duży nos i wypukłą.Pokaż najjaśniejszemu panu. dobrego jedzenia. Pragnął tylko spokoju. że go wydali. aby ona rozpoznała go wśród tłumu. a jego peruka przedstawiała opłakany widok.Delfin nie chce jej widzieć. . W kącie wielkiej. krył się . 66 . iż dawno już pogodził się z utratą tronu na rzecz najeźdźcy. urządzonej z przepychem sali.protestował młodzieniec. że najeźdźcy nic ci nie zrobią.powiedziała Dziewczyna dźwięcznym. I nie chce. wygodnego łóżka z puchową pościelą.Nie bój się.Tyś. mój panie.Nie… nie… . byle odsunąć myśl o wojnie. by przywrócić delfinowi pionową postawę.skulony jak zając pod miedzą . przez długie lata wybijano na monetach. którego wizerunki. pozbawiony wspaniałej. Zniżyła głos do szeptu i rzekła: . Dziewczyna spojrzała na niego z mimowolną pogardą. stanął na palcach. Był to ukłon prostej wieśniaczki bez manier. pokonasz ich z pomocą Boga i zostaniesz namaszczony na króla w wielkiej katedrze w Rims. nie… . przysięgam… . Było widać. A ja będę tego świadkiem. . dworskich bali.powiedziała głośno. mało dworski. jakby wydętą dolną wargę . Był gotów na każde upokorzenie. Inaczej nigdy nie odnalazłaby następcy tronu . Wydęta warga delfina bezwiednie wywinęła się jak do płaczu. Delfin jednak wciąż był przerażony. mocnym głosem i mocną. . choć. niezgrabny ukłon.

Wtedy z tłumu dworzan wystąpił Chłopiec i przyklękając przed delfinem.przebiegł przez salę szept.Oto znak.Lilia! Lilia! Świeża lilia! . Po nim przyjdą następne. gdy nikt rozsądny nie poruszał się po drogach bez relikwii. jesteśmy orszakiem wielmoży z Wokuler. czego od ciebie żąda.Dostaniesz armię . wie. Jon drżącymi dłońmi szarpnął za rzemień i… z uchylonego woreczka wysunęła się biała lilia. że zapewne jest w nim relikwia . mój panie . a właściwie tylko jej szlachetny. na wypadek. Bóg wie. ale tylko naiwni wierzyli mnichom i dawali im za nie. mówiono. co chce ci dać.Czego chcesz? . lecz przejmującej ciszy zawrzało od podnieconych głosów. a ja będę podziwiać twą koronację w wielkiej katedrze w Rims. a w wielkiej sali po krótkiej. dających rękojmię boskiej ochrony. oświadczył: . . jak większość kwiatów. Zapewne jakiś chciwy mnich sprzedał owo ziele rodzicom. niepowtarzalny w wysmukłej linii kwiat. Nie zawiedzie cię . . mój panie. . Było w nim tylko jakieś pokruszone ziele i to wszystko. za jakąś ułudę. prawie włażąc mu na plecy. Jego wypielęgnowane dłonie trafiły na obce. Dworzanie skłębili się teraz wokół niego. abym mogła ruszyć na Orlin i odbić go z rąk najeźdźców. prostując się i odruchowo poprawiając perukę. który nakazał chronić tę Dziewczynę w czasie długiej podróży z Domremi do zamku w Szinie. Lilia kwitła.odparła Dziewczyna z mocą. a potem… potem najeźdźcy opuszczą nasz kraj.Panie nasz i władco. .były to wszak czasy. Bóg.Nakazują mi żądać od ciebie armii. iż rosło pod Krzyżem. Lilia była przecież symbolem królewskiego rodu. aby ujrzeć.uśmiechnęła się Dziewczyna i jej uśmiech błysnął jaśniej niż tysiące świec w żyrandolach u rzeźbionego sufitu. twarde. jedynie latem! A właśnie dziś pierwsze mrozy skuły burą ziemię za oknami zamku w Szinie… .Pokaż! . Mimo to jakimś cudem wskrzesił w sobie resztki rodowej godności i ponowił pytanie: . Ale Jon sprawdził zawartość swego woreczka po wiele razy i niczego w nim nie znalazł. wmawiając. To będzie nasze pierwsze wspólne zwycięstwo. prawdziwe złoto.Jon zdrętwiał: w woreczku przecież niczego nie było! Owszem. gdyby okazała się być ci użyteczna… 67 . nieświeże loki i blada twarz powlekła się rumieńcem.spytał delfin.powtórzyła z naciskiem Dziewczyna i Jon bezwiednie sięgnął pod koszulę.Czego zatem chcesz ode mnie? Co nakazują ci czynić twoje Głosy? . co ma ukryte na piersi. który powoli przechodził w narastający krzyk.powiedział nagle delfin.

kto ją kocha. którą dworzanie wiedli do osobnej komnaty.Chyba jej nie uwierzyłeś. wobec której odczuwał na przemian to braterską miłość. musi wiedzieć.Dobrej nocy. smutną.powiedział słabym głosem delfin i po namyśle dorzucił ostrzej. Wariatka z Domremi. On przysłał cię tu. Szykujcie się na wojnę . po co tu jesteś i na co On liczy? . wzdłuż linii serca. wydymając dolną wargę: . Wyrostek kucał koło jego łoża i mówił: . towarzyszka niewinnych zabaw zza płotu. jakby chcąc sprawdzić. o co chodzi z tą polityką. gdyż poza tym cóż może łączyć bogatego prostaka z potężną Myślą.powiedziała Dziewczyna. która na kartach Historii zajmie parę linijek druku. Dotknął ukrytego pod koszulą woreczka. . że będziemy o nim pamiętać w dobrej godzinie. która ma wymiar jednej przestrzeni. Tylko przez przypadek interes Jego i wielmoży z Wokuler jest zbieżny. uśmiechając się do Jona. nierozgarnięta pasterka krów. a Jemu o coś całkiem innego! . opuścił komnatę. instynktownie broniąc się przed tajemniczą wiedzą.i Chłopiec rozdarł koszulę na piersi. To ty naznaczyłeś mnie w Jego imieniu… . a kto będzie zdrajcą… Ale Chłopiec nie stracił rezonu. A wielmoży z Wokuler przekażcie. .po czym odwracając się plecami. 68 . których myśl przekracza granice światów i czasu? Dobrze wiesz. Jej drużyna otrzymała komnatkę obok. Ruszył za Dziewczyną. lecz nie mów o czymś. ale Chłopiec ciągnął dalej: .Wielmoża z Wokuler? . czy nadal jest w nim świeża lilia.Bądźcie zatem naszymi gośćmi w zamku. lecz ręka napotkała jedynie skruszone ziele. co? Chyba wiesz. głupią politykę. cóż znaczy jakiś wielmoża wobec istot.W złej też… . czego nie pojmuję i nie chcę pojmować . abyś przeszkodził Dziewczynie.Ja… Ja przecież nigdy… . W sali zapadła głucha cisza.zaczął zdumiony Jon.Jej ustami rzeczywiście mówi Bóg . Jej wzrok omijał Chłopca. Wie. Gdy Jon złożył głowę na posłaniu. którą powołała do istnienia wiara? Wielmoży chodzi o doraźną. w przód i wstecz. niby szklanej klatki. gdy wykraczały poza szarą.i uspokoił się. choć mógłbyś ją rozbić i sięgnąć dalej. to litość. długą bliznę. pomyślał Jon i nagle dodał w duchu: Przecież to oczywiste! Skoro Bóg rozmawia z nią poprzez świętych. ciągnącą się od obojczyka po brzuch.pomyślał wstrząśnięty Jon. kogo mam na myśli.Mniejsza o twoją pamięć. lecz znaną mu rzeczywistość.spytał Jon także szeptem . jakby ten miał go chronić przed Nieznanym . pokazując dziwaczną.odparł Jon.Powiedz. przejmowały go lękiem. Odruchowo zacisnął dłoń na skórzanym woreczku.. Słowa Chłopca. była naprawdę Głosem Boga. jeśli taka nadejdzie . po co tu jest. tak jakby go wcale nie było. .Głupcze. nagle usłyszał szept.

ale potem. nie wiedząc.Polityka to coś strasznie prostackiego: już dawno winieneś zrozumieć. rozumiesz. to choćby pamięć o niej. ale Chłopiec już miał odpowiedź: .zaśmiał się Chłopiec. lecz nie sądź. głupcze? Słyszę Głos Kamienia. skórzanym woreczku.zaśmiał się cicho Chłopiec. A oto i drugie: Bóg nie może przemawiać ustami zwykłej wieśniaczki. On zaś życzy sobie.wykrztusił Jon. Co innego. że jesteś tu z Jego woli. I zasypiając. Bóg. ani przyszłe pokolenia nie będą pamiętać jej imienia . nie uciekniesz od swego przeznaczenia. zdaniem wielmożów. dotykając mojej blizny. nie kręć głową. a Jon zasnął. śmieszna wieśniaczka. kurczowo zacisnął dłoń na skórzanym woreczku i szepnął. przyjacielem. A teraz o Nim i Jego woli… nie.Chłopiec uśmiechnął się kpiąco i zniknął w mroku komnaty. z którym On próbuje rywalizować. Nie jestem Jego wyznawcą. wiedział. .Odejdę. książąt kościoła i królów. iż zatrzęsła się pod nim ziemia. trzymając dłoń zaciśniętą na małym. aby żyła. czuję idący od niej chłód. że dokonał wyboru i od dziś jest giermkiem. podpisali traktat i wyrazili zgodę. dlaczego wariatka z Domremi musi umrzeć i ani obecne. by nikt nie pamiętał imienia wariatki z Domremi.Prawowitemu władcy potężnego kraju nie może przywracać korony wiejska dziewucha! To umniejsza wielkość tronu! To pierwsze prawo wielkiej polityki . aby królem został najeźdźca… . Przez ułamek sekundy Jonowi wydało się.zaczął Jon. słyszę wtedy swoje Głosy.że trony mogą przywracać lub obalać tylko wielmoże. niekiedy tylko czuje Jego obecność. Jeśli nie ona. czując bijące od niego łagodne ciepło. w ogóle Go nie znam. potem ona musi zniknąć..Nie wiem.…lecz chętnie skorzystają z tego. . co osiągnie ta głupia. dudniący i bezdźwięczny Głos wypowiedział zaś z martwą obojętnością niezrozumiałe Słowo: “GRBHDWBGWZ…” Jon z trudem złapał oddech. Ty to wiesz. Jon milczał. 69 . a ten ciągnął dalej: . ona bowiem i Głosy pochodzą od innego Boga. ba. Wielmoże zaś poddali się. lecz właśnie na to jest całkiem głucha.Odejdź… . nie wyrywaj się. choć niewtajemniczonym kamień wydaje się być milczący! . rozumiesz. . do kogo mówi: do Chłopca czy do Głosu: . wybrałby do tego celu kogoś znaczniejszego. że razem ze mną odejdzie twój problem. obrońcą wieśniaczki z Domremi i że zrobi wszystko.Kim On jest? . lecz muszę przypomnieć ci. gdyby ona mogła usłyszeć Jego głos. Ja tylko. .A jednak Głosy zwracają się właśnie do niej.

Teraz będzie wygrywać dalej. patrząc nieprzyjaźnie na zbliżającą się Dziewczynę. Tak jakby jej nie było. zatrzymując konia i patrząc za znikającym Chłopcem.cieszył się Jon. Musimy przedrzeć się do najeźdźców . a równocześnie wyrywa się ku Dziewczynie i cieszy jej radością.mruknął Chłopiec. że na krótko zboczysz z drogi.zawołał porywczo Jon. Wszyscy rozstępowali się przed nią z szacunkiem. I nikt nie będzie mówił. jakby czekał. jak mocno bije mu serce. czując. Tak długo.Uściskaj ją. aby odwiedzić ciotkę w górach i że zaraz wracasz. jak skąpa liczebnie armia. w którą uciekała armia najeźdźców. Teraz mi lżej. czując. a nawiedzeni robią swoje. Czekałam. który zadowoli wielmożów i delfina i tego. ciemną głowę przykrywał błyszczący hełm. Nie miała już na sobie za dużych. oglądał się za Jonem.Ona jest nawiedzona. . .rzekła Dziewczyna.Po co mi to mówisz?! Przecież ostrzegę ją! .Jonie! Miasto jest znowu nasze! A delfin wreszcie mi wierzy! . . co słyszała Głos Boga.Zdradził nas . . ostatecznie przegania z miasta armię najeźdźców. .uśmiechnął się Chłopiec. została świętą .Wygrała! .mruknął Chłopiec.…stali z Chłopcem na wzgórzu koło Orlin i patrzyli. Orszak delfina zmierzał właśnie do Orlin. Powiedz.Wygrała . . dokonała cudu. Była w lśniącej zbroi. Boję się 70 . . póki arcybiskup nie nałoży korony na skronie delfina w wielkiej katedrze w Rims.Po co? . Dziewczyna właśnie zbliżała się ku nim na swym bułanku. którą delfin oddał pod rozkazy Dziewczyny. . I Chłopiec zmusił swego konia do galopu. marszcząc ciemne brwi. mimo jej liczebnej przewagi i lepszego uzbrojenia. Wszystkie bitwy.lecz Jon tkwił na swoim miejscu. kiedy to zrobi. oddalając się w stronę. Nie wyglądała na wariatkę z Domremi. którą z rozkazu delfina dopasowano na nią na zamku w Szinie.krzyczała z daleka Dziewczyna. nie bacząc na grożące im niebezpieczeństwa. że ten za nim ruszy . jakby była równa wielmożom lub nawet przewyższała ich. Jadąc.Bo tylko oni znajdą sposób. o Którym nie chcesz myśleć. .zaśmiał się Chłopiec. Jej źle ostrzyżoną. Ona już teraz jest gotowa oddać życie za Sprawę. jak coś ciągnie go za Chłopcem. że kiedykolwiek była taka.Wreszcie nas zdradził. Wieśniaczka z Domremi zniknie z tego świata i z pamięci przyszłych pokoleń.To niczego nie zmieni . by objąć miasto w posiadanie. manewrując zręcznie swym bułankiem pośród koni rycerstwa. . . zniszczonych męskich portek i wełnianego kaftana.

gdybym je miała.Dołączasz do prochów swych ofiar . ale zginiesz .Jak bardzo się zmieniła . Lubię zachody słońca i oczekiwanie na noc.GRBGDBGHWZ . . Lubię życie.spytał. Tej nocy. żółci.szepnął Jon. Jon ujrzał przed oczami rozmigotane barwy . czerwieni. bo każą mi robić coś. Za dużo ode mnie żądają. Inaczej się poruszała się. a bardziej w jesiennych barwach. Był to wciąż ten sam głos i te same niepojęte słowa. Wiem. gdzie orszak delfina połyskiwał z oddali złotem i srebrem. gdy zaczynają ryczeć krowy.Tak. że o tym drugim. czerwień. W tym momencie nie przypominała wieśniaczki z Domremi. zmienił się nawet jej akcent i melodyka zdań. nieuchronnie by się zabił. . używała innych słów.I chciałabym. . purpurę .Bardzo się boję. by źle nie stąpnąć.myślał Jon. czy o swojej śmierci. Lubię noc. zimnym głosem i Jon nie dosłuchał się w nim żalu ani lęku. .tego. chciałabym przynajmniej nie ze wszystkim umrzeć .Zginiesz. Gdyby spadł z tej wysokości. purpury. Lubiłabym swoje dzieci. Kamienna materia posągu chwilami kruszyła się pod stopami i musiał uważać. . przystając zwyczajowo na wystającym pępku Bezimiennego i wtedy nagle jego czubek się odłamał i spadł na owalny plac. Ale była też zieloność… zielone… ZIELONE… *** …gdy schodził ostrożnie z ramion Boga.a potem gąszcz potężnych drzew. Lubię świty w Domremi. Nie lubię Głosów. Nie wiem kiedy. Jonie. czy mówi o przyszłym zwycięstwie i koronacji delfina.I co? . gdy niesie dobre sny.rzekł Jon. Potem zrozumiał. Jeszcze na moment odwróciła głowę i krzyknęła: . lecz skoro inaczej nie można… Jeśli inaczej nie można. zasypiając w żołnierskim namiocie. tak dużo rozumie.żółć.urwała stropiona. rozsypując się w pył. żebyś przy tym był.rzuciła krótko i pognała konia tam. . co nadchodzi. gdy słońce wstaje nad pastwiskami. 71 . .Tak wiele wie. Nie chcę umierać.odparł stary Bóg kamiennym. parskają konie…. ale gdy już nadejdzie… . drzewa wydały mu się mniej zielone. Jonie! Jon nie wiedział. Odpoczął. . do czego nie dorosłam.

W ogóle niewiele pamiętam z tego. żona powiedziała Jonowi. na stole. jakbym go zerwała wczoraj. tuląc ją mocno i dotykając dłonią ciepłego. Kwiat lilii… .Nie mierzę czasu i chyba tam płynie on inaczej. jak na skrzydłach. stoi wciąż tam. Był piękny… Jest piękny . Dopiero nazajutrz. od czubków palców u nóg po końcówki gęstych. by zrobić miejsce dla ich syna. Liście na drzewach dojrzewają. Włożyłam go do dzbana z wodą. Szeleściło w nim tylko ziele niepospolitego serdecznika. by opaść. Nasz owoc . Coś mu zrobiłem. Pamiętam… chyba pamiętam chudego Chłopca z soplem lodu w piersiach zamiast serca. ale nie była wariatką.poprawiła się.westchnął niecierpliwie Jon. Ale aż trzy miesiące twojej nieobecności odparła Gaja i mrugnięciem powiek ukryła łzy. Bezimienny krwawił bez krwi. Biały kwiat lilii. Kamienna Droga niosła Jona. wypukłego brzucha.szepnął Jon. . była to wola Tego. Jest ciągle świeży. czując. Pamiętam też Dziewczynę. .Wiele dni temu przyszedł do mnie stary kapłan. aż wreszcie Gaja podeszła do stołu. I pamiętam lilię. zielonej szyi.Więc nie wiesz.Aż trzy miesiące… Znów trzy miesiące! . Jej biel była niepokojąca. gdyż musiała się solidnie rozciągnąć. jak długo tam byłeś? .Widzę . a brzuch Gai dojrzewa. co jest TAM.zdziwiła się Gaja i poruszyła niespokojnie w ramionach męża. 72 . Isak i powiedział. Umierał bezgłośnie na ich oczach. Nie wiem co. Jeśli mimo to stało się coś złego. . dotykając odruchowo woreczka na piersiach. choć minęło tyle czasu i dawno powinien zwiędnąć. I nagle kwiat zaczął więdnąć.Ale z siedmiopalczastej dłoni w czasie nieobecności Jona odłupał się najmniejszy palec. . ku Wiosce i żonie.powiedział. a kształt coś przypominał.uśmiechnął się. szarzejąc i kurcząc się w sobie. która ścięła włosy sierpem i wyglądała jak wariatka. które schowały się z powrotem w kącikach jej oczu. Widzisz? . że szaman choruje.To dopiero szósty miesiąc ciąży. by wydać owoc.zdziwiła się Gaja. biała zaś lilia w dzbanie przechylała śliczną główkę na smukłej. Nie chciałem mu robić krzywdy.Długo mnie nie było . jak miłość do żony wypełnia go całego i przeszywa boleśnie. jasnych włosów. Patrz. to wiem na pewno. chyląc główkę coraz niżej i niżej. Patrzyli nań w milczeniu. gdy obudzili się po długiej nocy. który mnie woła z Kamiennej Drogi. wyjęła z dzbana zwiędłą roślinę i wyrzuciła przez uchylone okno do ogródka. …skóra na brzuchu Gai była napięta i gładka.Lilię? . żebym poszła nad staw w Puszczy i zerwała lilię. . .

jakby przydymionej twarzy podobne były bruzdom żłobionym w ziemi przez drewniany pług. długie. Niepokojąca wizja śmierci starego czarownika skierowała myśli Jona ku życiu. Starzec spoczywał na łożu ze skór w swym ubogim namiocie. On ją tu sieje i sadzi jak nowy rodzaj kwiatów.szepnęła Gaja i wtuliła głowę w jego szerokie ramiona. Zmarszczki na jego śniadej. . Właśnie on. Wymyślono je setki lat temu specjalnie dla męskich potomków twojego rodu! .zdziwiła się Gaja. A nasz syn musi ze wszystkim należeć do Cywilizacji.Nie znaczy to.powiedział Jon.bo nie umrze przed czasem. on je wybierze. choć rzadkie włosy oblepiały wypukłą. Ale źle wygląda. . który tlił się obok łoża w żelaznym palenisku? . jak zechcesz . biorąc w swoją dłoń drobną. Tylko w jego oczach wciąż lśnił płomień. Kąciki ust opadły.Różnie to bywa . tak aby było najwłaściwsze… . .spytał.Będzie. guzowatą czaszkę. Ezra wie wszystko o Cywilizacji. . że odejdzie dopiero wtedy. że go nie cenię.Nasz syn otrzyma nowe imię. gdy wrócę z Drogi! . . wysuszoną rękę starca. . a on kazał ci powiedzieć. jakby w jednej chwili weszła do jego namiotu i rozsiadła się w nim na dobre.Zaniosłam mu wczoraj posiłek. A może był to odblask ognia. . Jest tak strasznie stary… Tak długo się trzymał. że on żywi się tylko rybą i ziołami.zaprotestował.Nie! . ale tak nagle.przyznał niechętnie Jon. Poradzisz się w tej sprawie Ezry.Potrzebujesz medyka . aż tu nagle.Obmyśliłaś już imię dla naszego syna? . on ją pielęgnuje i zakorzenia.…dopadła go starość.To piękne stare imię. Będzie nosić takie samo imię jak jego ojciec: Jon.Tak. Imię twych pradziadów.Szaman? Nie może umrzeć! Nie ma prawa zostawiać mnie samego! Obiecał. Wiesz. Zaniosłam mu ją. w ciągu paru dni. . nie do starych czasów. Jonowi wydało się. . żebyś był spokojny . Jedno z tych. że go nie lubisz! . Rybę. a spocone.Ezra? .zdenerwował się Jon. jakie przynieśli z Dalekiego Kraju ludzie w długich sukniach. że szaman cały zszarzał. 73 .Zdawało mi się. ..obruszyła się Gaja. przygięły go do ziemi lata. Jon nie zwlekał z odwiedzeniem szamana. Twoje imię.

gdy umiera. Nikt nie wie z jakiego gatunku kamienia był wykuty i czy wykuła Go ludzka ręka. a czas czarów bezpowrotnie przeminął. Może kiedyś wróci… . który nie jest jego własnym. gdy całkiem milknie. . który zlustrował wzrokiem wszystkie kąty namiotu i upewnił się. On zresztą o tym wie. inny dla każdego z ziół i każdej z chorób. że każdy inny Bóg. skoro rytuał liczy sobie tysiące lat? Nigdzie na Ziemi nie było jeszcze kapłanów. Nie szkodziły mu dotąd ani huragany. Nie drzewo.Zatem jest już tej Drogi tak niewiele? . Jakby coś pękło i spadło.Umierasz . Lecz nie obawiaj się. nie ma też ziół. a szaman znieruchomiał. Nie wiedziałem. Głazy stają się porowate i wykruszają się. .wyrwało się Jonowi. bożąt i Bogów.Posąg rozsypuje się . . wydawało mi się. kto Go wyciosał i wzniósł. . nie ma leków. by je widzieć. w której słychać było tylko ciężki oddech starego czarownika. że kamień jest twardy i niezniszczalny.Odpadł Mu koniec pępka i palec u jednej dłoni.Nie możesz umrzeć! ..i starzec urwał. jakby nie chciał kończyć swej myśli. jest bałwanem. że nie stoi w nim żaden bałwan na szkodę Plemienia. wystawiony na wichry. deszcze i mrozy? . że został On stworzony z tak kruchego kamienia. że jest wieczny. Stała się bowiem rzecz niesłychana: do namiotu wszedł kapłan Ezra. A może Bezimienny już zbyt długo stoi.przyznał Jon. Przez wąskie usta szamana przemknął uśmiech. Więc to musiał być On.Stoi tam od tysięcy lat nienaruszony i potężny. że szaman nie potrzebował wizerunków starych bóstw. Zapanowała między nimi cisza. Skąd kapłan może go znać.Sam sobie jestem medykiem. tak aby go nikt nie widział. Nie wystarczy przecież zebrać ziele i je zaparzyć! Musi być odprawiony właściwy rytuał.i starzec raptownie urwał. a pękając. Tym bardziej że Jego Głos jest coraz cichszy. . tylko zdumienie. która mnie zżera.Był tu zresztą nocą kapłan Isak. gdy skończy się twoja Droga. Skąd Ezra mógł wiedzieć. ani woda. Jeśli niszczeje… . choć na jego twarzy nie było widać lęku. lecz jego wywary z ziół są słabsze niż moje.Trzy noce temu usłyszałem głuchy huk w Puszczy po tamtej stronie Rzeki. wszelka inna wiara 74 . . śnieg czy słońce. On też przerwał milczenie: . zapomniałeś? Zawsze lepiej leczyłem choroby niż ludzie w długich sukniach . Ale wiedzieliśmy. Drzewo śpiewa inaczej. żałobnie zawodziło. a bywają noce. słyszeć i z nimi rozmawiać? Młody kapłan wierzył głęboko. upały. Nikt z nas nie wie.zawołał Jon z rozpaczą. Gdy byłem tam po raz pierwszy. Jon zesztywniał. Jonie…? .uśmiechnął się z wysiłkiem szaman. moja pora nadejdzie dopiero wtedy. Jonie. Ale na chorobę.rzekł krótko kapłan.Wszyscy musimy kiedyś umrzeć. a już były nasze rytuały. Czy to możliwe.

Jesteś poganinem i jeśli umrzesz w tym stanie. Ezra jednak nawet na niego nie spojrzał.To jeszcze potrwa.Twoja wola. twój grzech i twoje piekło. a Jon wstrzymał oddech. lecz nie było też żalu. nie z pokorą.Dla mnie. by się nie wtrącał.powtórzył kapłan. Nie sądź.powiedział cicho stary czarownik. Nie przybywał w złych intencjach . Po tobie nie będzie tu nikogo.Dlatego odchodzić będę z dumą. Nie będę 75 .wtrącił Jon z bezsilną złością. Ezra nie wątpił też.Isak. . człowieku w długiej sukni .Wyjdź stąd.powiedział surowo. choć nowa podbijała światy. . który wierzyłem w swoje bóstwa. a spojrzenie miał natchnione. . . Na szczęście nie masz syna. że to się stanie dziś lub jutro . to właśnie ty jesteś poganinem. a niewiele czujesz.Umierasz. Jeszcze nikt w plemieniu tak otwarcie nie upomniał się o prawa starych Bogów.wedle niego w najlepszych. a wówczas… Kto wie? Może mimo twych straszliwych grzechów ominie cię piekielny ogień? Chcę ci pomóc. Ezro . że ostatni poganin tego Plemienia wkrótce przestanie niepokoić Wioskę swą obecnością. W jego twarzy nie było satysfakcji.To twoja ostatnia szansa. Stary szaman zaczął zbierać siły do odpowiedzi. aby Plemię wybrało nowego czarownika… .A ja się nie zgodzę. kto mąciłby ludziom w głowach i uprawiał kult bałwanów.On niczym nie zgrzeszył! .stwierdził rzeczowo młody kapłan. czarowniku . . Wzrok wbił w twarz osłabionego starca.Całe życie się kajałem.bałwochwalstwem. .zawołał Jon. choć nieprzejednane. .teraz. ale starzec dał znak ręką. a starzec bez słowa skinął głową. Słyszałem twoje ostatnie słowa.uśmiechnął się z wysiłkiem szaman. Daję ci ją. Możesz wyznać mi swoje grzechy i pokajać się za nie.tu wzrok Ezry prześliznął się po stojącym w kącie namiotu Jonie . bałwochwalco. odchodząc z doczesnego życia. . ale wówczas do namiotu wszedł kolejny nie zapowiedziany gość . Niczego nie rozumiesz.tak jakby uznał wyższość nowego Boga nad swoim starym i porzuconym . zatem po twym odejściu zabraknie w Plemieniu naturalnego następcy szamana ciągnął tymczasem Ezra z pewnego rodzaju triumfem. Czarownik zaś. całe życie pokornie schodzący z drogi kapłanom .… lub żeby ściągnęło go do Wioski z sąsiednich osad. . Ezra spurpurowiał. wyznający ją zaś są poganami. Ty jesteś ostatni. skończysz w ogniu piekielnym! zawołał wzburzony Ezra. szamanie. odważył się postawić znak równości między starą a nową wiarą. . by pominąć ją milczeniem. kapłanie . . Szczerość Ezry była zbyt brutalna. to mój obowiązek .

Ezra nie jest taki. w przeciwieństwie do ciebie. . ale i czucie. które czytasz.Nie. Jest tylko młody. Całe jego życie wypełniała powinność. płoną już stosy z heretykami. lecz opanował się i powściągnął emocje: . choć nie byłbym tego całkiem pewny. a tylko wierni i Dobry Bóg . Tylko w bólu ognia oczyszcza się dusza grzeszników . synu.spytał wreszcie szaman. Jest pewny swego. A gdy podkłada się żagiew pod stos. . trzeba… . bo wybaczanie to słabość. wie. Isaku! Jeśli komuś brakuje wiary.próbował ci tego tłumaczyć. co mu było niewygodne.tu urwał.Wiara to właśnie serce. . przeszkadzasz… . choć są to tak różne czynności. Isaku? . Isaku. Wiara to nie tylko zasady. że Dobrego Boga najpierw trzeba się bać. Takiego Boga potrzebują ludzie. gdy zostałeś kapłanem. tak jak nałożono ją na ciebie.podskoczył Ezra. nie dopuścił się grzechu. uznaną przez siebie za heretycką. co zapisano w księgach.Być może. gdyż ten człowiek jest chory.nie. lub palił księgę. stojąc u wyjścia. On tylko myśli. choć dla innych była księgą świętą. by młody kapłan opuścił namiot. Ezro. że podobnie sądzili wyznawcy Tego. Twój brat. Trzymasz się kurczowo tego. . a ty zamiast mu pomóc. że ten starzec nie zrobił nigdy niczego złego. a szaman dodał ze smutnym uśmiechem: . Nie jest zły. niewiele o tym napisano. Isaku. on nie jest zły. Ezro. bo zrozumienie jest ponad twoje możliwości. którą na niego nałożono. Każdy pomijał to. jakby chcąc szarpnąć starego kapłana.powiedział cicho Isak. który stoi u kresu Kamiennej Drogi? I chyba mieli rację. aby go chronił w Drodze. Ludzie są omylni i słabi. I każdy z was czyni to. I dobiera słowa wedle formułek. Wiesz.pokręcił głową stary kapłan. która wszystko wszystkim wybacza. jakby się namyślając i dokończył: . a miłość przyjdzie z czasem. A teraz wyjdź. gdy został czarownikiem.Pamiętaj.…wiary i serca. choć nie powinno tu być ani zwierzchności. gdy grozi piekłem i wymaga wielu ofiar od ludzi. co wydaje mu się najlepsze. nikt nie ma litości dla siwych włosów czy schorowanego ciała. Niepewność 76 . Co ciebie ochroni. . być może. Żeby nie błądzić.Nie grzesz. że choć daleko stąd. co mówi i czyni. lecz przecież w księgach nie zapisano wszystkiego. A ja czuję. W księgach.powiedział Isak i drżącą dłonią nakazał. to nie mnie! . Ezra. ani hierarchów.Wiary?! . Ezra odwrócił się gwałtownie i wyszedł.powiedział Ezra. jak myślicie. W namiocie zapadła cisza. A na razie jeszcze wciąż jestem twoim zwierzchnikiem.Dałeś Jonowi woreczek z ziarnkiem piasku. Czy boska istota. może być w ogóle Bogiem? Wedle ludzi . a nie wedle własnych myśli .

Wydaje mi się. dla którego trzymam to ziele. Nie umiałem go odszukać w świecie. jaki niesie ze sobą Królowa Śniegu… . nikt nie powie złego słowa na cudzych Bogów. z trudnością na długich. ale to on daje mi znaki i wyciąga do mnie rękę przez te wszystkie przestrzenie jak przez szklane klatki. “poganin” czy “bałwochwalca”. . do którego stary czarownik miał wkrótce przejść sobie tylko wiadomą drogą. . Daj mu jakiś lek… . Nikt nie będzie tam znać takich słów. nie wiedząc o tym. Ogień. . Żaden sługa boży nie może odejść przed swym Bogiem. . gdzie jest Chłopiec. . miał słuszność . że jeśli wciąż tu powracam z… z tych… z mojej Drogi. .spytał pozornie bez związku Isak. w którym kiedyś znajdzie się Isak i że w tym wspólnym dla obu starców Świecie Zmarłych nikogo nie będzie się oceniać po stroju. gdyż wszelkie boskie istoty będą tam sobie równe. błądząc.Nie ma leku na jego chorobę .Kto będzie twoim następcą.Znajdź jakiś lek na jego chorobę . z których pomiętymi fałdami zwisała sucha skóra.spytał szaman z ożywieniem. To był inny świat. to krył w cieniu jego schorowaną. że to jest ten sam świat. które czynili za życia.heretyk”. mając rację… Jon słuchał uważnie starego czarownika i analizował w duchu jego słowa..poprosił Jon starego kapłana.powiedział Isak. poruszające się wolno. . W świetle ognia głowy obu starców przypominały pomarszczone głowy żółwi. Był przecież ciągle potrzebny Jonowi i nie tylko jemu. że czuję gdzieś blisko siebie chłód podobny temu.Tak jak wkrótce nie będzie go na moją.zdziwił się kapłan.Następca nie będzie już potrzebny i kapłan Ezra. to rozświetlał. a oczy zdawały się oglądać jakiś inny świat. słowach.W czym mamy ci teraz pomóc? . a wątpliwości rozdzierają ciało równie mocno jak katowskie obcęgi. w którym się znalazłem. . Jon pomyślał nagle. by odpocząć.rzekł szaman i zapatrzył się w ogień. Przedłużamy tylko naszą agonię. byś nie pozostał sam na swojej Drodze.jest taka smutna i wystawia na ciosy. niż niepewnym. Ale stary czarownik nie miał jeszcze prawa odejść. cienkich szyjach. w których wierzyli. Lepiej być pewnym siebie. to nie dlatego.Nie wiem. religii. że mam rodzinę. znakach. myśląc o swym nie narodzonym synu.Czy ziele serdecznika spełniło swoją rolę? Czy tamto serce z lodu zaczęło topnieć? Jon dotknął woreczka na piersi. bóstwa i bożęta.Królowa Śniegu? To ona tam też jest? . buzujący na żelaznym palenisku. jaką wyznawali i Bogach. 77 . jak . Chwilami wydawało mi się. szamanie? . migocząc. wychudłą twarz.

wzbił się pod szczyt namiotu. CZUJĘ. uczynić tego Chłopca swoim narzędziem w innych światach. że tu przyszedł. Sztuczny. . których istnienie wzajem się wykluczało.A jednak musisz go znaleźć. z pomocą Królowej Śniegu.Królowa Śniegu… . . Złoto bowiem też było sztuczne.. Bracia Isaka i stary czarownik wierzyli zatem w boskie Istoty.zakończył z mocą stary czarownik. . . gdzie mam szukać świata bieli i zieleni… . Tylko Chłopiec był prawdziwy. . gdyż do szarpiących go wątpliwości przybyły nowe: niektórzy jego bracia czynili cuda siłą wiary. nawet narzędzia i ubiory ludzi. a płomień. Była to ponoć wiara jedyna i prawdziwa. że im bardziej On nie chce. I jego serce. bólu i cierpienia.lecz przecież widział.Wiedziałem. zanim stało się lodowym soplem.W naszych księgach nic o niej nie piszą. Miałeś użyć tego narzędzia. Szaman też czynił cuda siłą wiary.szepnął zmartwiony. stoły.zaciekawił się kapłan. zgodnie z Jego wolą. że Ona przetrwa wszystkie czasy.zamyślił się Isak. Także ta biel i zieleń nie były bielą śniegu i zielonością drzew. jeszcze przed chwilą sennie wpatrzony w leniwie pełgający ogień na żelaznym palenisku. kto zgodzi się.zakończył szaman i zmęczony zamknął oczy. lecz jakaś Dziewczyna. . Ją. WIEM. przejdzie wszystkie granice. które będą ją opiewać.wyszeptał nagle stary czarownik. W tym błocie połyskiwało złoto.WIDZĘ tego chudego Chłopca z blizną na piersi tak długą. byś znalazł Chłopca z lodowym sercem. a nawet… nawet Światowida . aż Jon zdumiał się jego pewnością. Ogień leniwie pełgał. gliny. stary kapłan otarł dłonią spocone czoło i przeżegnał się ukradkiem.WIDZĘ… WIEM… CZUJĘ… . . tym bardziej musisz go szukać . . nie wolno mu było w nią wierzyć. Wszystko w nim było ze sztucznych. podłogi. Isak patrzył na starego czarownika rozszerzonymi oczami. ale nie ono było najcenniejsze.Kiedyś powstaną księgi. Nie wierzył w magię.powiedział Isak. sycząc. że to ważne.powtórzył szaman. Jonie. gdyż zawsze znajdzie się ktoś.Pierwszy był zielono-biały. że Bezimiennemu udało się. pełen błota. Czuję.Królowa Śniegu… . dając mało światła i niewiele więcej ciepła. Chyba że… Choć w namiocie było chłodno. Lecz teraz ogień buchnął iskrami. sypiąc je wokół.Ja w każdym razie nie umiem rozpoznać tego Chłopca w innym świecie niż ten pierwszy. ale samą sztucznością. do którego On mnie zawiódł . choć nie pojmuję. A wierzył ponoć w bałwany i był poganinem. by w zamian za korzyści zamieniła mu serce w lodowy sopel. Teraz żałował.Jakie są te światy? . nienaturalnych materiałów. Nie wiem. aby wyjąć serce i wymienić na inne. 78 . jakby ktoś rozpłatał mu ciało. . Drugi świat był dla odmiany bury. Ściany. o co chodzi .

. iż tak.Mały jasnoniebieski kwiatek. . Nie przywrócisz zmarłych do życia. lecz za sprawą słów . albo uczynisz to tylko na krótko. a Isak pomyślał.Raz to się udało. Żeby była nieśmiertelna przez pamięć.Jon przerwał wydłużające się milczenie.Gdyby została świętą…? . .Muszę tylko zapewnić życie Dziewczynie… nie. Myślę o życiu po śmierci. nie.Niezapominajka? .Nie chcę nikogo wskrzeszać! . nie zwykłe życie. Zerwiesz z niej tylko jeden płatek. co niemożliwe. lecz mimo upływu setek lat wszyscy powinni ją wspominać. który rośnie na łąkach i w przydomowych ogródkach?! .przybył do tego dzikiego kraju. że nie zdziwi się. pod złotymi kopułami świątyń.Ale w moim starym świecie też niczego takiego nie było. niezwykła. . Powinieneś szukać kwiatu o świcie. gdyż 79 . . Woda Życia istnieje. magicznym środku.zaprzeczył niecierpliwie Jon. Duży szafirowy kwiat o kłujących liściach. jeśli o to ci chodzi. jakie go ogarniały. gdy się okaże.Mnie też by się przydał taki cudowny napój… . żeby o niej pamiętano. wszystko wydawało się takie proste… . do kresu sił będą szukać.Może o to ci chodzi? . dokąd może go zawieść świadectwo oczu i coraz to nowe wątpliwości. bo ona wkrótce zginie. Czy to możliwe? Obaj starcy zamyślili się. może istnieć siłą wiary. skąd przybył. odkąd .Potrzebuję… nie wiem. tuż przed wschodem słońca. którą na nim ujrzysz jako srebrzystą kroplę.uśmiechnął się szaman.zamyślił się kapłan.pytał niepewnie Jon. wiem o tym. Nie patrzcie z takim zdziwieniem! Chcę po prostu. lecz nie strąć rosy.powiedział nagle szaman.Jeśli myślisz o cudownym.zdziwił się Jon. Jego niezapominajka. . choć od setek lat ludzie rozpaczliwie tego poszukują i zawsze. lecz nie za sprawą Wody Życia. . jak to nazwać… Woda Życia? Istnieje coś takiego jak Woda Życia? .szepnął wreszcie Isak. .zapytał kapłan z dziecięcym zachwytem nad prostotą tego odkrycia. nie przez wiecznie żywe ciało.Niezapominajka? .jakże dawno temu! . nie było i nie będzie. Isak bał się. który rośnie tylko TAM. Tylko raz i tylko jednej Osobie. to niczego takiego nie ma. która nigdy nie wyrośnie w niczyim przydomowym ogródku. .Niezapominajka . Tam. Mimo to odparł Jonowi zgodnie ze swoją wiedzą: . . co Isak przyjął z ulgą. gdyż wszystko.Och. który przywraca do życia zmarłych lub zapewnia nieśmiertelność żywym. Jej ciało rozsypie się w proch i złączy z ziemią.

w którego wierzy kapłan Ezra. że nie chce takiego losu dla swego nie narodzonego syna. Jest tylko mój. stanie się twoim narzędziem. nie widzę. zwłaszcza gdy ona była sensem jego życia. gdy Jona ani jego syna już nie będzie pośród żywych.Pewnie się zdziwisz. lecz do światów Bezimiennych Bogów. Jon poczuł się intruzem wobec ich obopólnego porozumienia. która istnieje tylko w jego marzeniach lub w księgach. której nie miał. Pomiędzy rzeczywistą Cywilizacją. widząc. lecz wtedy. ale wiem. wielkimi krokami . nie Światowida. albo nadejdzie. który na niej przecież był już dwa razy. ani samotny w swym okrucieństwie. Mój Bóg nie jest ani okrutny.rozmyślał Jon. Nagle Isak z błyskiem w wyblakłych oczach spytał: . że On w niczym nie przypomina Bezimiennego. gdyż wówczas nie przynależy się nigdzie. Ale gdy płatek kwiatu dotknie ziarnka piasku. Nie przypomina też Boga.choć przybył z Dalekiego Kraju i czyta biegle czarne znaczki na kremowym pergaminie. których nie pojmował. Niezapominajka i kropla rosy nie przynależą do nowego świata.…pamiętając. Jon wiedział.a jakąś swoją własną.…potem schowaj go w skórzanym woreczku na szyi .do której należał stary kapłan . dużo mi daje i czuję jego miłość… . idąc do domu . na wszelki wypadek zmów modlitwę… . Nie wiem. który stoi u kresu Kamiennej Drogi. niewiele ode mnie wymaga. najwyżej smuci. bo właśnie ona jest twoją Wodą Życia. jaką zaledwie przeczuwał i więcej wiedzieli o jego Drodze niż on. Zwiń ten szafirowy płatek razem z kroplą. do którego z Nich dwóch ją odmawiasz . Byłby to akt niemiłosierdzia.albo nie istnieje w ogóle i nigdy nie będzie istnieć. szamanie. Dlatego moją wiarą wyhodowałem sobie własnego Boga. nigdy się nie gniewa. nie przynależy całkowicie do Cywilizacji. Zanim zasznurujesz woreczek rzemieniem.zakończył Isak. A potem… . nie słyszę Go. Już od dawna nie wolno mi się modlić do Tego. Kapłan Isak . więc wyszedł.szepnął Isak i obaj starcy znów spojrzeli na siebie porozumiewawczo. To bardzo źle być pomiędzy. jak szepczą do siebie słowa. czy ty się czasem modlisz i do kogo? Szaman uśmiechnął się słabo: . która zdąża tu. Ale człowiek bez modlitwy jest pusty i bezradny.Ciekaw jestem. do Puszczy. jak wygląda.przypomniał szaman i obaj starcy spojrzeli na siebie ze zrozumieniem. Ci dwaj starcy posiedli wiedzę.ono mogłoby rosę wysuszyć. gdyż moje modły przedłużałyby tylko Jego agonię.Może nic o tym nie wiesz i mamy tego samego Boga? . tylko czuję. Kapłan Isak jest POMIĘDZY. 80 . Cywilizacja Miłości .

uda. . domowy ogień. będziesz przy mnie i oboje zdecydujemy o jego losie.i Jon urwał. jak szaman i Kamienne Drogi. a nie tego drugiego. A jednak głośniejsze od tego straszliwego. iż w ten sposób powinna być z nim i na jawie i we śnie. gdy nasz syn się narodzi. żeby był taki jak Ezra. Jonie. przyjazny. gdyż wył z bólu razem z płonącymi w śnie ludźmi i położyła chłodną dłoń na jego czole.Posłuchaj. Więc nie krzycz. oddychając głęboko i powoli. przytul się do mnie.Gaju. skrzesany ludzką ręką. by mój pierworodny nigdy nie miał wątpliwości. Wtedy żyje 81 . A księgi. stare zginą. Gaju… Gdy nasz syn się narodzi. jak Puszcza.To nie On.Czy Ten z Kamiennej Drogi nie może zostawić cię w spokoju choćby nocą? Musi zabierać nawet twoje sny? . będą kłamać. przykryją wkrótce wszystkie stare drogi i ścieżki tak. nie chcąc straszyć swej żony. a potem biegły wyżej i wyżej. Chcę.Chyba oszalałeś! Drugi raz mi to mówisz. szukając najwłaściwszej z pomocą wróżb i szamanów. Wiesz.powtarzał monotonny. która lubiła widzieć świat w jasnych barwach. które ktoś po setkach lat napisze o naszych czasach. nic złego się nie stanie. nawet z ludzkiej pamięci. Gaja tymczasem pytała gniewnie: . jesteś w domu. iż kiedykolwiek tędy biegły.Cicho. Śniły mu się płomienie stosów. Tym razem to kapłan Ezra powiedział coś takiego… . położył głowę na brzuchu Gai i przez jej napiętą skórę wsłuchiwał się w ruchy swego syna. Głos Ezry w jego śnie grzmiał silniej niż trzask pioruna.Tylko ogień oczyści dusze grzeszników… tylko ogień… . bo malutki się wystraszy… Jon. . znikną bez śladu. z ust zaś płonących żywcem ludzi wydzierało się zwierzęce wycie.Tej nocy mocno przytulał do siebie Gaję. inaczej utknie pomiędzy starym a nowym. Dlatego nasz syn musi każdą swoją cząstką należeć do nowych czasów. nie dzieje się nic złego. że kochasz starego kapłana. . .dokończył gwałtownie. Kapłan Ezra należy do nowych czasów i drogi. idą nowe czasy.i o ogniu. . lecz gniewny głos młodego kapłana. gdyż wydawało mu się. a z każdym jego słowem płomienie stosu wzbijały się wyżej i wyżej i paliły mocniej niż zwykły. mokry od potu. które ogarniały czyjeś stopy. które zbudują jego bracia. dotknij… Czujesz. że nikt nawet nie będzie pamiętać. wytycza drogę synowi. jak nasz synek energicznie się porusza? Musiało mu być niewygodnie lub już wyrywa się do ciebie. Gaja obudziła go. cicho. który wciąż nas czymś straszy! A zresztą. oddasz go pod opiekę Ezry . nie matka. wciąż przerażony. choć wiem. aby się uspokoić. nieludzkiego wycia były słowa Ezry o “heretykach” (Jon wciąż nie rozumiał tego słowa) . Jonie. że w naszym Plemieniu to ojciec.

lecz do Boga. Turlały się pod jego palcem po kolistym wnętrzu szafirowego kielicha. którego obecność czuł za plecami. Kwiaty też były wielokroć większe. bez szczególnego zdziwienia dostrzegając kolejne szczerby na olbrzymim kamiennym posągu. iż kulista kropla nie rozpadła się na kilkanaście mniejszych. zgarbił. Płatki kwiatu rzeczywiście były jadowicie szafirowe. Gaja udawała. Mimo to cały posąg wydał się Jonowi mniejszy. tak że krople Wody Życia nie mogły spłynąć. jakby się w sobie zapadał. Potem stanął twarzą do Bezimiennego. Nie musiał się śpieszyć. Były chłodne i niemal żywe. którą chciał wyrazić. tak jak Gaja zwijała pierożki. gdyż słońce późno docierało do owalnego kręgu. a on nie chciał nią kusić nawet siebie. Już nie u jednej. Spoczywały teraz w pyle koło nóg bóstwa. której go ofiaruje. I bezpieczniej. Nie było już w ogóle wystającego wcześniej pępka. a upiera się tylko po to. A jednak wciąż był ogromny i przytłaczający. które widywał w domowym ogródku. Gdy tuż przed wschodem słońca opuszczał dom. Woda Życia należała się tylko wybranym i nie on decydował. dokąd zawiedzie go Droga. rosła ta niepospolita niezapominajka i na jej płatkach jeszcze długo lśnić będą krople rosy. nie powinien mieć przy sobie więcej Wody Życia niż dla jednej osoby. bezgłośny i obojętny zew Boga: . On był tylko narzędziem w dopełnieniu się Losu. lecz u obu gigantycznych dłoni brakowało po kilka palców. wychylając się do światła. choć na podbrzuszu starego Boga wciąż dumnie wypiętrzały się znamiona męskości. o którym nauczali Isak z Ezrą (choć chwilami wydawało się Jonowi. została wybrana wcześniej przez kogoś innego. Gdzieś tam. że żona podziela jego niepokój. że pojęła myśl. nawet gdy jon delikatnie dotknął ich palcem. a ich płatki przedziwnie wygięte. choćby na resztę nocy. że śpi. ale Jon już wiedział. Istota. by przywołać dobry sen.GRDBGHBWZ… Odwrócił się twarzą do zielonej Puszczy i cicho się pomodlił: nie do Tego.Gdy narodzi się nasz syn.się lepiej. …i lśniły. nie miały nic z łagodności błękitu. zdziwił się. jak te. Włożył zwinięty płatek do skórzanego woreczka i wtedy usłyszał dudniący. tak postanowiłem. Tym razem Jon nie zwlekał z powrotem na drugi brzeg Rzeki. kto otrzyma ten dar. Na tle ich agresywnego koloru krople rosy wydawały się większe i bardziej kuliste niż zazwyczaj. a jeszcze później do otaczającej go zieleni Puszczy. pewnie na skraju. że ma zerwać tylko jeden płatek. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi. Nie każdemu należała się bezcielesna nieśmiertelność. Jon pamiętał. Tam. 82 . . będziesz przy mnie . mieniąc się tęczowo.powtórzyła z uporem Gaja. Więc oddasz go pod opiekę młodego kapłana. ledwie rozpoznawalne. że reprezentują oni dwóch całkowicie różnych Bogów). ale wciąż tkwiła na miękkim płatku jak mały paciorek. Zwijając zerwany płatek w dłoni.

Ale jej twarz nie była już twarzą wieśniaczki ani nawet nawiedzonym obliczem wariatki z Domremi. mądrej kobiety. jak u wszystkich wieśniaczek. Te stopy były brzydkie.szeptał żarliwie Jon. Jon powędrował spojrzeniem w ślad za wzrokiem Światowida.przypomniało mu się nagle. coraz bardziej niecierpliwie. Ziele w moim woreczku wysycha i kruszeje. Zniknie cieleśnie i z pamięci następnych pokoleń. Nie widzisz.Wróciłeś .szepnął Jon. czy raduje.. Była to chuda. Nie zostaniesz sam więc puść mnie tam. zadowolony śmiech Chłopca. kropla Wody Życia może wypłynąć z płatka i wsiąknąć w skórę. czując. ale TAM. Nie może być za późno… Przepchał się przez wrzeszczący tłum.Puść mnie.Za późno. powietrze zadrżało. ordynarne. Jon z najwyższym trudem dobrnął do najdostojniej wyglądającego wielmoży. A potem… Potem przestanie istnieć. Ognia… Ogień… OGIEŃ… STOSY… *** . inteligentna. ukazując głęboką. który nie mógł się decydować. Spóźniłeś się.pomyślał z rozpaczą.nie tu. w kręgu. żarząca się pasją. czy ten stos go przeraża. tak jak drży od wielkiego ognia. świadoma wiedzy twarz dojrzałej. mimo że Dziewczyna miała przecież tylko szesnaście lat. Widowisko było jednak przednie więc wszyscy chłonęli je chciwie. Ogień lizał gołe. niezgrabne stopy Dziewczyny przywiązanej do grubego pala. Spóźnię się. przyniesionym tu przez sługi i przyglądał się 83 . gdzie jestem teraz potrzebny .zaśmiał się Chłopiec. Stary Bóg długo podejmował decyzję. . że czas ucieka . że ogień liże jej stopy? Zaraz wyda z siebie zwierzęce wycie. słysząc obok szyderczy. . czy też jej nienawidzi. zgoła bezsensownie. Tutaj czas był odmierzany powoli. szuka jąć pary oczu. I właśnie o to Mu chodzi! . choć chciałbym. duże. czy kocha Dziewczynę. . która wskaże mu drogę. proszę Cię . rozczłapane. Dlaczego kapłan Ezra mówił o stosach? Zieloność Puszczy zamigotała. Ona już płonie. które rzadko wkładały obuwie. pozostawiając na później namysł nad jego sensem. gdy znalazł się na ramionach Bezimiennego i przemieszczał się wokół jego potężnej głowy. zasłyszane niedawno słowo. Jon czekał i czekał. lśniącą ciemność. ale TAM zaczął przyśpieszać i Jon już o tym wiedział. Wreszcie powieki jednej z czterech par oczu uchyliły się. Puść mnie. który siedział w wygodnym fotelu. gdzie powinienem się teraz znaleźć. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi i gdzie pośrodku tkwił On.Puść mnie tam.Stosy… . Widzisz że Cię nie porzucam. Jonie. Za późno? . rozmyła się.szepnął Jon.

jak i nieuchronnego. to boli.egzekucji z mieszaniną źle hamowanego podniecenia. dmuchających straszliwym żarem. od iskier zajęła się jego czupryna. Zawsze. że jeśli od stosu zajmą się stopnie. przyklękając.spytała z nadzieją. Jonie… Wolałabym prawdziwe. Zabolało.Och. spękanymi wargami. . ale daj jej tylko kroplę. Jonie. Niech umiera.Wodę.Pozwolono mi dać ci to . prawie seksualnej satysfakcji i bezwiednego wstrętu do siebie i do ofiary. ale Życia po Życiu. plunął mu w twarz iskrami. szamocąc się bezradnie pośród grubych sznurów. wiedząc. Trochę się podgrzejesz… . Żar wzrastał i Jon poczuł. . który już. prężyła ciało. To nie jest Woda zwykłego życia. wciąż żywe ciało.zaśmiał się. że płomienie sięgnęły już jego nóg. Zresztą nawet gdybyś wlał w nią galon płynu.Nie. aby nie spaść. . zaraz. myśląc ze strachem.wykrzyczał jej do ucha. . stając na przedostatnim szczeblu drabiny i obejmując ramionami pal. gdyż bał się zarówno płomieni. by wytrzymać piekący ból. byleby było. skąd przybyła… . zwykłe.Panie. Ale przezorny wielmoża nakazał szczeble polewać wodą. To tak bardzo boli .Wody Życia? Więc będę żyć? . a odpryski ognia dotarły do twarzy. Jon dygotał. do końca. Znowu pomyślał o cierpieniu. I poczuł żar. Ty umrzesz. Niechby było złe. Na wieki. .Niech wieśniaczka z Domremi wie. Nie umiał sobie nawet tego wyobrazić.szeptała Dziewczyna. a jej twarz zniekształcał ból. . Kropelkę Wody Życia. które wkrótce dotknie ją: o bólu palonego żywcem ciała. Kropelkę. Poczuł jej gorące. . nie wino na królewskich dworach. To może być ciekawe. że jest jedynie wieśniaczką. .To ty. Stłumił ogień ręką i zacisnął zęby. . jak pradawne smoki. który. choć szamotała się bezsilnie. to i on skończy jak Dziewczyna. Spłoniesz w ogniu.stwierdził po namyśle. Jonie? Co mi dajesz? . Słudzy wielmoży przystawili drabinę i Jon wspiął się na nią.poprosił Jon. ognia tym nie wstrzymasz. zwierzęcego głosu. krótkie życie od najdłuższej pamięci. Bardzo długo. 84 . której wypada pić wodę.spytała Dziewczyna suchymi. Zatem zgadzam się. ale będzie żyć pamięć o tobie. uczyń mi tę łaskę i pozwól wlać skazanej do ust kropelkę wody z jej rodzinnych stron. za sekundy musi wydać z siebie palona żywcem wieśniaczka.Jest w tym jakaś zdrowa myśl . Idź. wciąż była milcząca. Do ostatniego ścięgna i kawałka kosteczki. Ale Dziewczyna. Wielmoża przyjrzał mu się ciekawie. pełne cierpienia.

Sam nie wiedział. zatem daj mi tę swoją Wodę Życia. a ona… Obok siebie usłyszał czyjś oddech i na moment przystanął przestraszony.Dziewczyna parsknęła krótkim. . a w jego wnętrzu. byle dalej od jej krzyku. . Nie zrobili tego za darmo.Namaściłaś króla. W gorącym powietrzu płonącego stosu . nie rozmawiałam z Nim . by wydali ją najeźdźcy. Wciąż był jaskrawoszafirowy.Nigdy nie zazna miłości. od upiornego blasku i żaru. biegł teraz. nie chcąc słyszeć straszliwego krzyku umierającej Dziewczyny. gdyż języki ognia wspinały się coraz wyżej . że odtąd już zawsze będzie go słyszał. Ale skoro On nie chce mi dać normalnego. że przełyka. jak perła.To ja ją zabiłem. Umknął. wyszarpnął z woreczka stulony płatek niezapominajki. Wiedział. która czasem uwalnia od męki życia.skrzywił się. On sam nie jest do pogaduszek.Co z tego? Co to za życie. wyparuje bez śladu. . nie. połyskiwała srebrzysta kropla. szydercza maska. a ty tym bardziej nie możesz mi go ofiarować.płatek zaczął gwałtownie tracić kolor. jak zniekształcą jej portret piewcy jej legendy? Do czego 85 . Wtedy Jon zatrzymał się i krzyknął mu w twarz: . Zatkał uszy. A co będzie w innych światach? Skąd wiesz. namówiwszy wielmożów. co to narodziny własnego dziecka. który zaraz przeszedł w jęk. lecz ujrzał. Przerażający krzyk Dziewczyny nie milkł. Wzięli za nią dziesięć tysięcy sztuk złota. jak i kiedy znalazł się na ziemi. Jon gwałtownie wyciągnął rękę i prawie wcisnął wilgotny płatek pomiędzy spierzchnięte wargi Dziewczyny. nawet najgorszego życia. Jonie? . . nie wiedząc. lecz zaraz powróciła zwykła. z lękiem. ba.Nieprawda! Nigdy o niej nie zapomną! Nigdy! Jej imię przeniknie przez granice i światy! Będzie żyć! Twarz Chłopca przelotnie skurczyła się w poczuciu porażki.Mówili do mnie tylko Jego słudzy. Na jego ciele pojawiło się pełno brązowych. nie będzie wiedzieć. że jesteś cały poparzony? I co wskórałeś? Nic. nie doświadczy nawet ulgi śmierci we własnym łóżku. uwierz.To ja . ale umknął płomieniom. Ona umiera przez mękę. a kulista kropla skurczyła się. prawda? Pamięć może przybierać tak różne kształty… Może niekiedy przybierze mój własny? Jonie… Jon niecierpliwie. Rozmawiałaś z Bogiem… .Och.które z sekundy na sekundę stawało się coraz gorętsze. Nie wyglądała już jak królewska perła. które biły od stosu. szczekliwym śmiechem.powiedział Chłopiec z szyderczym uśmiechem. drogi. rozlegającego się wokół i niesionego hen. W tym świecie przegrałeś.. Lepsze to niż nic. przez pola. Westchnęła i z ulgą dostrzegł. A potem zaczęła wyć. lasy. czym może być życie. Wiesz. piekących plam. Jeszcze kilka sekund i zniknie. że to tylko Chłopiec. .

bo tak naprawdę to mnie tu wcale nie ma. jacy kiedykolwiek istnieli lub będą istnieć .usłyszał w oddali szyderczy śmiech nie chcianego kompana. . W mojej pamięci ona jest już piękna. Kto mu to mówił? Stosy są wbrew Bogu. . to tam. Wprawdzie ktoś ostatnio wspominał coś o stosach. że będzie ich dużo. byle gdzie. . będziesz mnie jeszcze szukał! . że to moje dzieło.Nie bój się . zwalniając galop konia do kłusu. nie wolno tam wracać! Przecież Chłopiec powiedział.Dokąd jedziesz? .Trzeba wrócić do Domremi… Nie. Nie tu. nie dawała mu spokoju. I taka zostanie . .rozmyślał Jon. gdyż jej krzyk nagle umilkł. Prawdę o niej samej. Prawdę o Głosach.stwierdził. Może kiedyś. komu chcesz służyć. w której leżało Domremi. delikatna. smukłych. poganiając konia. kierując konia w stronę przeciwną niż tę. że te stosy jeszcze będą płonąć. . jakim początkowo mówiła. rozczłapane stopy. w światach przyszłości. przeciwnie. W tej opowieści Dziewczyna będzie istotą o pięknej twarzy.Naprawiać to. Jonie. a Jon odruchowo się cofnął. co chciałeś zepsuć! Ożywić to. coraz więcej. Wbrew wszystkim Bogom. On przecież parokrotnie wspominał. uszlachetniam. gdy już wystarczająco oddalił się od Ruan. niedbale obcięte sierpem włosy. zdziwiony własną myślą. co miało być unicestwione! Głosić chwalę jej imienia! .jej użyją? Do jakich celów? Myślę. . zbyt głośny. ciągnąca się prawie od nasady szyi ku brzuchowi. Jon nie chciał wiedzieć.W tym świecie nic ci ode mnie nie grozi. jak księżniczka… Czyżby Chłopiec miał jednak rację.myślał Jon. .powiedział Chłopiec. że piewcy jej legendy zniekształcą jej portret! Trzeba jechać przed siebie. że jej portret tak szybko ulegnie zniekształceniu? Przecież to ja go zmieniam. to tu. nie teraz.krzyknął za nim Chłopiec. jak to jest. gdzie indziej… Dziewczyna już chyba nie żyła.Wszak Bóg jest tylko jeden! Z rozpaczy plączą mi się myśli . Przypadkowego? Długa blizna na jego piersi. wąskich stopach. byle głosić imię i chwałę Dziewczyny i prawdę o jej roli w osadzeniu prawowitego króla na tronie. wyrzucam z pamięci jej duże.krzyknął Jon. gdy człowiek płonie żywcem i miał nadzieję. Zdecyduj się… Postąpił krok naprzód. by jak najszybciej znaleźć się daleko od miejsca kaźni i Chłopca. mądra i subtelna. że nigdy się tego nie dowie.pomyślał. gdy mówił. prostacki język. Raniłem go? Kiedy? Chyba bym pamiętał… .Nie uciekniesz ode mnie. w światach z przeszłości. bo tylko ogień oczyszcza dusze grzeszników. ale kto? Jon nie pamiętał. brzydkie zęby. że wciąż nie wiesz. Ktoś mówił. 86 . niemal ordynarny śmiech.

i nie chciał pamiętać. Posąg zasypany liśćmi wyglądał tak. o barwie prawie tak intensywnej jak ogień. lecz piekących. że nikt nie dowierzał. Komu? Przelotnie mignęła mu przed oczami czyjaś ciemna. Dotknął twarzy: też była w ranach. Spłonęły. która umierając. ognistą purpurą. ostrzyżona na jeża głowa. przykryły grubą warstwą krąg. Zamknął oczy i jeszcze raz je otworzył. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi. Nie chciał przenosić do swego świata wspomnień o ludziach stamtąd. Opowiadał za to wiele o stosie. czerwono-żółte. stawała się w jego opowieści rozumną istotą o subtelnej urodzie i przenikliwym umyśle. Nie powiedział. że boso pasła krowy. zatęskniła do krótkiego.O cudownej przemianie córki starego Darka w niezwykłą istotę zaczął opowiadać ludziom już w pierwszej napotkanej wiosce. która . wyszczerbiła się i noga ugrzęzła mu w szparze. Niewykształcona. gdy po raz pierwszy zaczęła mówić o Głosach. do której przywykł. Nic zatem nie pamiętał . Nie wspomniał o żalu Dziewczyny. zwłaszcza że zachodzące słońce barwiło go własną. potknął się. który ją pochłonął i o tych. Ku swemu zaskoczeniu stwierdził. tym portret Dziewczyny opowiadany jego ustami staje się piękniejszy. ciemne pęcherze jak od poparzeń. nawiedzona szesnastoletnia wariatka z Domremi. Ziele niepospolitego serdecznika zaszeleściło pod dłonią. że im więcej słuchaczy gromadzi się wokół niego. teraz stała się chropowata i straciła połysk. rozpiął koszulę na piersiach i ze zdumieniem ujrzał na skórze bolesne. prawie jak ogień…? *** Purpurowe i czerwonożółte jesienne liście. że nie jest to wskazane. którzy ją na niego skazali. jak Gaja. prosta wieśniaczka. składanych Bezimiennemu w ofierze przez tysiące lat. Spojrzał na ręce. wprawdzie niegłębokich. nie chciał oszaleć. Jego życie w Wiosce musi być proste. w który obróciły się tysiące żywych istot. Powiódł palcami po oczach i ze zdziwieniem stwierdził. A przed oczami miał długie. że wioskowe dzieciaki obrzucały ją grudami brudnej. gdyż gładź. Proch. Coś piekło go nawet pod powiekami. nic o tym nie wiedząc? Czy wypełnił swoją powinność? I co nią było? Ręka Jona bezwiednie zacisnęła się na skórzanym woreczku. nierzeczywistym świecie? Czy znów zrobił coś złego. Zatem komuś go dał. 87 . Jon odetchnął. purpurowe… PURPURA… Purpurowe jesienne liście. Przemilczał rolę Chłopca i swoją.była gładka i lśniąca jak powierzchnia jeziora w bezwietrzny dzień. Ale jak? I kiedy? Co tym razem działo się z nim w tamtym niepojętym. Przystanął i rozejrzał się: Kamienna Droga. Obraz zniknął. Inaczej oboje zagubią się. Ale brakowało płatka niezapominajki z kroplą Wody Życia. Nagle poczuł. zniszczą siebie i nie narodzonego syna. zwykłego życia i zwykłej śmierci. Czuł. Idąc do Wioski dobrze sobie znaną Kamienną Drogą. jakby płonął. mokrej gliny. że nie ma rzęs.gdy widział ją pierwszy raz . palące mienie. żyjąc pomiędzy światami. zniknął Jonowi sprzed oczu i sprawiło mu to ulgę. że całe ciało piecze go i boli. gdzie odbywał się jarmark.

Docenił ją. Wprawdzie jeszcze nie wyzdrowiał. czerwieni.Gaja prała na brzegu bieliznę wraz z innymi kobietami i na jego widok . który był coraz bliżej wioskowego brzegu. Ze zdziwieniem usłyszała w jego głosie niepewność.Czy to nie oznacza. Ze zdziwieniem stwierdziła. brązu. by ją przepłynąć . . ale Tabu spętało jej nogi. powierzchowne.odparł starzec. patrząc. nie załatwiłem wszystkiego.spytała Gaja z nadzieją.podskoczyła z radości. Rzeka. ale czasem wychodził przed namiot. czcigodny starcze? . Jeszcze nie .zdziwił się i choć mokry. mimo że woda wyziębiła jego ciało i teraz ten chłód przenikał ją do głębi. ale po chwili pozdrowiły go tak. Ponownie uścisnął żonę. że go nie widzą. mocno przytulił do siebie żonę. nacieszyć się spokojną monotonią plemiennego życia. które stawały jej na drodze.Gaja. trwało spóźnione babie lato. a Jon w błysku przypomnienia grozy stosu odpowiedział: . . ledwie wszedł do Rzeki.a dostrzegła go. to brnąc po płyciźnie Rzeki. nie była wezbrana. dotykając woreczka na szyi i wyczuwając w swym głosie zmęczenie. Chciała ruszyć mu naprzeciw. Lecz nie mów o tym nikomu. więc ośmieliła się odrzec: . Płytkie. . omijając wystające głazy. że gdyby bardzo się uparła. wiesz o tym. może tym razem udałoby się jej pokonać Święty Zakaz? Jednak szaman ją powstrzymał. Pozostałe kobiety udawały początkowo. Pragnął pozostać na zawsze w Wiosce. aby posiedzieć w ciepłych promieniach słońca. gdy ten spokój mu zabrano. która dopiero teraz dostrzegła jego rany. brnęła więc dalej przez nurt. Jeszcze wciąż coś mi zostało do załatwienia odparł Jon. lecz niesamowite. nie odsuwając się od męża. jakby właśnie wyszedł z domu. mimo jesieni.Nie.Świat się palił.spytała ze zgrozą. to znowu energicznie płynąc na głębszych odcinkach. . dostrzegła spalone brwi i rzęsy.przypomniał półgłosem szaman.Las się palił? . że twoja Droga się kończy? Że już załatwiłeś TAM wszystko.Tabu słabnie. . zawierającymi wszystkie gorące odcienie żółci. aż nurt porwał jej kilka sztuk bielizny. to kto wie. Tabu… . jak dziewczyna walczy z prądem Rzeki.zawołała Gaja głosem pełnym szczęścia. co miałeś załatwić? .Tylko dzień? . wpatrując się w Jona. 88 .Tym razem nie było cię tylko dzień! . a październikowe słońce dawało ciepło i cieszyło kolorami drzew. A gdy spojrzała mu w oczy. .Tak ma być.

Gaja zatem umilkła. miedzianozłota i ciepła. .Jego prawa ręka ma już tylko trzy palce. . jakby się starzał. co robił Jon w Drodze. . Jesteś zbyt młody.zakończył cicho Jon. pojawiły się skazy. Wciąż mam w woreczku ziele serdecznika i nie wiem.A to uczucie było Mu obce. A Kamień nie tylko mówi. Głos Kamienia.sprostował starzec.zasępił się Jon. obiecując także rychły powrót. że starzec miotany jest sprzecznymi uczuciami nadziei i bólu.Posąg…? .wyszeptał tak cicho. a po chwili spytał: . a mam wrażenie. a był taki nadludzki . że wróciłem z bardzo dalekiej. który wydawał się lity i niezniszczalny. gdzie wędruję. Ile udręki przynosi mi każde rozstanie z nią. gdzie szukać tego. że suknia i spódnica Gai stały się mokre od jego objęć i nakazał jej udać się do domu. zaczepiły o wystające głazy. .odparł szczerze. jak odchodziła. wysoka.ciągnął Jon. Jest jak człowiek. gdy mnie tu nie ma? Czemu tak mało o tym wiem? Jak On to robi. .Tak. Podszedł do szamana. gibka mimo ciąży. ale i śpiewa. choć coraz rzadziej. który przez cały czas nie ruszał się sprzed namiotu i patrzył na niego uważnie wyblakłymi jak jesienne słońce. choć wiedział. łowiąc równocześnie sztuki bielizny. Jon roześmiał się nagle. . . że steruje moją pamięcią i jedne rzeczy każe mi zapamiętać. z niepokojem. Widziałem ją zatem wczoraj.Z ramion Bezimiennego jest coraz bliżej do ziemi . Czasem mi się wydaje. nie sięga Jego władza. Piękna. lecz czujnymi oczami. .Nie. że jesteś. a jeden dzień rozciąga się w miesiąc. że woli nie wiedzieć. by to porównać. znowu zmalał . Gdzie wędruję? Gdzie przebywam. I chorował. które odpływając z nurtem. . dla którego jest przeznaczone. że Jon domyślił się jego słów z ruchu warg. że gdybyście tu na mnie nie czekali: ty. Nie spotykam go lub nie rozpoznaję .W Jego głosie.zaprzeczył Jon.Tym razem wystarczy.Gdy Gaja chciała dalej pytać. Patrzył.Obojętnie i nieczule.Jego głos brzmi wciąż tak samo . W kamieniu. jak posąg Boga.A może to On nie chce.Czy potrzebujesz czegoś ode mnie w dalszej Drodze? Ziela? Magicznego zaklęcia? Czarodziejskiego wywaru? A może porady? . a o innych zapomnieć? . bym go spotkał? Tam. a czasem płacze . a miała ich aż siedem. długiej podróży.myślał. starzec bowiem wydawał się pomniejszony przez chorobę i on także wykruszał się. który wciąż jeszcze słyszę. Pomyślała. czuję smutek szepnął szaman. Wygląda teraz. widząc. . ale 89 . patrząc uważnie na szamana. zostałbym tam na zawsze. nic o tym nie wiedząc. każdy był co najmniej tak duży jak połowa mojej wysokości. położył jej dłoń na ustach. Gaja i mój przyszły syn. Isak. współczucia i pogodzenia z nieuniknionym.

Jon bezszelestnie wspiął się na mur. surowy Ezra.odparł szaman. pierwszą w Wiosce wyłożono małymi.wyczuwam Jego obecność. groźnym Bogiem. korzystając z ostatniego jesiennego słońca. Jest bardzo zajęty. czy też pozwolić Mu odejść w ciszy i z godnością? Mimo rosnącej tęsknoty za bliskością Gai. bożąt i Bogów bałwanami. jak to robi Ezra.Kapłan Isak był u ciebie? . choć nie wiedzą. Po to cię wezwał.którą. modląc się. gdzie często.spytał Jon. a może tysiące lat był czczony przez wszystkie Plemiona wokół! Czczony tak bardzo. by słuchać Głosu Światowida i spełniać wszystkie Jego prośby. Jon poczuł niepokój. nie był . zmieniając grząski i niebezpieczny temat. w którym podobno kopuły wszystkich świątyń są ze złota.lecz skradał się wśród drzew. na ławach. Chciał obejść świątynię z tyłu i zamiast do jej głównego wejścia.myślał Jon niespokojnie. Ma gości z Dalekiego Kraju. spacerowali obaj kapłani. Przeczucie nie myliło go: Goście z Dalekiego Kraju. trafić na nieduży. .i cierpiał. Że wobec Cywilizacji nie ma żadnych szans. nie jest bałwanem! Jest potężnym. Ich okazałe. Jego nieme prośby i pragnienia. . Szaman popełniał grzech wobec rodowych zasad . czego wciąż nie chciał pojąć Bezimienny. migocząc w 90 .Musisz postępować wbrew Jego woli. Kto będzie milszy sercom: niezłomny. jak przez setki. siedzieli właśnie tu.wciąż pamięta.Nie może. kolorowe kapelusze spoczywały obok. czy zbyt wiele rozumiejący i wybaczający Isak? I co właściwie znaczy tajemnicze słowo heretyk. że mogłoby się to im nie spodobać? Pokochał Plemię i próbuje je zrozumieć? Nie nazywa ich starych bóstw. Bogate szaty lśniły. że składano mu ofiary z żywych istot! Czy należy Go dziś obrażać i z Niego kpić. którzy słyszą Jego wezwanie. wystawiając na ciepłe promienie swe łyse czaszki. Starzec pochodził z wielopokoleniowego rodu czarowników.Nie. otoczony kamiennym murem ogród. słysząc o gościach. którego posąg stoi u kresu Kamiennej Drogi. Dlaczego jednak się nie bronił? I czemu nie bronił Tego. a ty musisz Go zawieść . który mimo odtrącenia . strażnik swego Boga i Cywilizacji. inaczej On wprzęgnie cię do swej służby i wzmocni się twoją wiarą. a jest ich tam równie dużo jak domów. Jon ruszył w stronę świątyni. . a każdy z jego przodków powoływany był. że są inni. Jon rozumiał ten smutek. Myślę też. by go ukarać? Ale za co? Co takiego zrobił stary kapłan. Jonie.powiedział ze smutkiem szaman. Nie szedł jednak główną drogą . kto ich woła. którego Ezra użył rozmowie ze starym kapłanem? Zabrzmiało wtedy jak obelga i zarazem groźba! Czy to stary Isak jest tym heretykiem? Czy goście z Dalekiego Kraju przybyli. . choć przecież znał odpowiedź: stary czarownik wiedział to. którego się obawiał. któremu służyli jego dziadowie? . z woli Ezry. chociaż właśnie tak powinien czynić? Ale przecież Ten. twardymi kamieniami .

pomyślał Jon.przerwał mu Isak tak cicho. Mężczyźni nie powinni nosić ozdób. . siedząc na murze. jak kobiety . w rodzinnej Wiosce. . bracie? .pomyślał bezwiednie Jon i zaraz przepędził tę myśl. by te okrutne słowa mogły wyjść z twoich ust! Chcesz poszczuć ludzi z Wioski na ich szamana?! przerwał z goryczą Isak. skąd wie.Ezro! Ezro! Miłowałem cię jak brata i wciąż miłuję. aby padł ofiarą wilków lub niedźwiedzi? Czy nie może dożyć swych dni tu.zaczął Ezra i było widać. a każdy ruch ręki widoczny był dzięki blaskowi cennych kamieni w złotych pierścieniach. gdyż właśnie dobiegł go podniesiony głos Ezry Ezra z okazji wizyty tak dostojnych gości też włożył najpiękniejsze szaty.słońcu. A zresztą… Plemię też lubiło je oglądać i bezwiednie chyliło głowy tym niżej. A jednak nagle. . że to boli. to mi się śni. nie dbając o wygląd? Zapewne wysłannikom największych w świecie świątyń przydawały godności właśnie te świecidła. . ukryty za grubym konarem dębu .Gdzie chcesz wypędzać starego człowieka? Do Puszczy. odwracając się od Boga Dobroci! A stos jest wbrew Bogu! Każdy stos! I to boli… tak strasznie boli… Jon nie pamiętał.…przez Isaka oni wciąż są w pół drogi! . że stosy są wbrew Bogu. Nie wierzę.Ezra nie może namawiać ludzi z Wioski do spalenia szamana! Przecież wówczas część Plemienia stanie po stronie szamana.Co proponujesz. Jon przestał rozmyślać o naturze dostojników świeckich i duchownych. . Może to kapłan Isak popełnia błąd. że na tym nie skończy. że Jon z najwyższym trudem zrozumiał jego słowa. ubrany w szatę lśniącą od złota. te które przywdziewał z okazji udzielania ślubów lub odprowadzania kogoś z Wioski w ostatnią drogę. schorowanym człowiekiem . im bogatszy był strój dostojników. Nie.Szaman jest starym.Przez Isaka w Wiosce wciąż żyje stary szaman. iż błądzą . albo… .krzyczał młody kapłan. tak 91 . aż wyznają. . bardzo wyraziście poczuł potworny swąd palącego się ciała. Goście uosabiali przecież Cywilizację.Słyszałem. Najwyraźniej w ogóle nie zwrócił uwagi na słowa Isaka. Pobożni ludzie palą też czarownice i czarowników lub pławią ich w wodzie tak długo. że w cywilizowanym świecie zaczęły już płonąć stosy z heretykami. widocznie upierścienione ręce mężczyzn w długich sukniach należały do reguł Cywilizacji. To jest dalszy ciąg mojej podróży po nierzeczywistych światach . bracie Ezro? Już ich niewiele.spytał Ezry starszy z dwóch gości. ani skąd miał pewność. choć dawno powinno się go przepędzić lub postawić przed sądem! Albo Plemię przynależy do świątyni i zdobyliśmy je dla Jedynego Boga.

Jon nie pojmował.jakby go już wcześniej znał. nawet o tym nie wspomniał. To on nauczył Plemię. Dzikie pszczoły odważył się przesiedlić z lasu do Wioski kapłan Ezra. że pogaństwo nie jest niczym złym!. 92 . a w uszach zabrzmiało mu przeraźliwe. Wystarczy jeden buntownik.Jeśli z tym nie skończymy. mieliśmy już takie przypadki i lepiej nie powtarzajmy błędów.że stary czarownik stał pomiędzy Plemieniem a zemstą bóstw i bożąt. wciąż miał ogromną moc. W ogrodzie zapadło milczenie. właśnie Ezra. Wszak ważyły się losy szamana. Ezry? Isaka? Samego siebie? . że ten nie znany mu głos należał do kobiety. o ludzi z Wioski? .krzyknął Ezra. by dobrowolnie oddawały część miodu. patrząc wiernopoddańczo w oczy swemu starszemu bratu: . nawet dzieci! .Jak długo ludzie z Wioski będą tkwić między lękiem przed bałwanami a poddaniem się woli naszego Boga i Jego ziemskich wysłanników? . Przez chwilę wydało mu się. jak zbudować tym inteligentnym owadom drewniane domki. który czekał na Jona u kresu Kamiennej Drogi. nieludzkie wycie człowieka. każdy w Wiosce ma prawo myśleć. gdyż szybko dorzucił: . poruszył się niespokojnie i zabrał głos. Wasza Miłość. a nocą będą przyzywać swoje bałwany! Dopóki jest szaman. czemu Isak nie użył tego argumentu. Isak przyniósł tu ze sobą jedynie Miłość. wtedy inni mogą odwrócić się od naszej świątyni i znowu będą czcić bałwany. ten w złocie i srebrze.A jeśli nie wszyscy ludzie z Plemienia opowiedzą się przeciw szamanowi? Teraz młodszy z gości. Dlaczego ten spokojny starzec zaczął nagle tak bardzo przeszkadzać sługom świątyni? Przecież każdy w Wiosce wiedział.Jeśli choć jeden człowiek z Wioski zapragnie bronić szamana przed stosem. nie do mężczyzny… Isak jakby usłyszał kipiące od namiętności myśli Jona. Cywilizacja… Niewątpliwie Cywilizację do Wioski przywiódł młodszy z kapłanów. Co jest cenniejsze dla ludzi? Jon wytężył słuch. jak skłonić je. w czasie którego Jon słyszał tylko ciche brzęczenie pszczół korzystających z ostatnich lotów przed nadejściem chłodów.spytał z irytacją starszy z gości nie wiadomo kogo. mógł jeszcze ciągle wyrządzić wiele zła. jedna buntownicza myśl. nie Isak. aby powstało zarzewie chaosu i zniszczenia. może to trwać nawet setki lat! Ci ludzie za dnia będą szli do świątyni. Nie chciał? Może się bał? O siebie czy o szamana? A może bał się o nich. A spośród tych ostatnich Ten. które unicestwi wszystko. pomiędzy nowym Bogiem a starymi. pławieniem w rzece lub wypędzeniem do Puszczy. z mniejszą ilością pierścieni na palcach. czegośmy już dokonali w tym dzikim kraju.

A sprawa szamana sama się rozwiąże bez naszego udziału. . Odwiedzam go właśnie po to. . .Plemię pewnie zaraz wybierze następcę .Rozmawia! . gdy zdecydowanym gestem podkreślił ostre brzmienie wypowiadanych słów.…lecz nie zagraża to naszemu Bogu i miłości Plemienia do Niego . gdyż inaczej nie mógłby go usłyszeć. że został dostrzeżony na murze.Chyba nie prowadzisz rozmów ze strażnikiem bałwanów ani go nie odwiedzasz. .spytał przekornie Isak. że jest ostatnim czarownikiem Plemienia. że niektórzy chodzą na drugi brzeg Rzeki.Jeśli Wasza Miłość mówi o Istotach. nie zwracając uwagi na Ezrę. że szamani nie są już potrzebni .. nawet jeśli błądziło w tej miłości i czci. żeby mieć pewność. Tak. naszym zdaniem. tam gdzie Jon nie sięgał wzrokiem. Istoty te nie były godne uczuć… to… to słowo bałwany. nie zwracając uwagi na dostojnych gości. Coś bardzo złego! Coś. Wasza Miłość… otóż myślę.A bałwany? . tak.przerwał Ezra.Mówisz.Szaman umiera…. co Wasza Miłość ma na myśli .Bałwany. kapłanie Isaku. iż stary szaman nie wyznaczy nikogo na swego następcę.Plemię nie wybierze nowego.Szaman wie. . .Kto? . .wtrącił z podejrzliwą i gniewną nutą w głosie starszy z gości.A to chyba najważniejsze. gdzie kryje się coś złego. odwiedzam czasem szamana i właśnie stąd wiem. nawet jeśli.Czy na pewno ich już nie ma? . .On z nim rozmawia! Odwiedza go! Wszak dlatego was tu wezwałem. więc skąd o tym wiesz? . słysząc jego odpowiedź.krzyknął Ezra. może trzech .spytał młodszy dostojnik.Oni już nie są poganami. ba. bracie Ezro. Spojrzenia gości tym razem zawisły na wargach starego kapłana. że słowo bałwany nie oddaje ich natury. To sprawa miesięcy.wyszeptał Isak. Ale kapłan patrzył daleko w przestrzeń. gdyż ten konający od wielu miesięcy starzec wytłumaczy im.ciągnął Isak. który dokończył: . 93 . . że wkrótce w tej Wiosce nie będzie żadnych czarowników. Dwóch. Patrzył przed siebie i Jon wystraszył się. . Wasze Miłości! Bo tu dzieje się coś niepokojącego! Wszyscy w Wiosce jakby na coś wyczekiwali! Podejrzewam. .To zależy.szepnął Isak i tchnienie tego szeptu przyniosły Jonowi jakby pszczoły. .dorzucił Isak z łagodnym uśmiechem. a Jon mimo woli zadrżał. które to Plemię czciło i miłowało przez tysiące lat. jakby oni istnieli… .spytał surowo starszy dostojnik i wszystkie pierścienie zabłysły na jego palcach. Pogodził się z tym. co nam zagraża! . choć to boli… .

A świątynia będzie wspaniała i odpowiednia do wielkości Boga zachwycił się Ezra. to znaczy. bracie Ezro. teraz ciągle karczują tu Puszczę i wytyczają nowe. zacznę budować nową świątynię w Wiosce. . Nigdy żadnego z nich nie widziałem . Jon w jakiś dziwny. A zresztą Bóg był przecież wszędzie i nie można Go było zamknąć nawet w największym na świecie budynku! . Jon pomyślał. Na razie za tym rozwiązaniem się opowiadamy. ale wystarczającej na potrzeby Wioski.odparł wymijająco stary kapłan. a czas Ezrów zawsze będzie trwać.. czego będziemy mu tylko zazdrościć. Ludzie mieścili się w niej bez kłopotów. przybywając do tego dzikiego kraju? . a w każdym z jej kątów czuło się Boga. Jon wyczuł też. że słudzy świątyni dobrze wypełniają swoją misję. .Jutro skoro świt odjedziemy. że czas Isaków się kończy. bite drogi. która przypomina kurnik.Niewiele wiem o ich istnieniu.choć nie bardzo wiedział. gdyż jest młodszy. że goście z Dalekiego Kraju większą miłością braterską darzą młodego kapłana. szybciej i skuteczniej.Zatem ich nie ma. że przyjęte rozwiązanie . glinianych wizerunków. Czas sprzyja nam. gdyż przywiązany był do obecnej świątyni.Może sześć.dorzucił. . mamy nadzieję. Po twarzy przemknął mu uśmiech i znowu z uwagą zaczął oglądać swoje pierścienie.To dobra myśl. Brat Isak jest starcem i niedługo będzie się męczył na tym grzesznym padole. . Ezra milczał z niepewnym wyrazem twarzy. Tę niezrozumiałą potyczkę wygrał stary kapłan. które trzymano w domach? Wszystkie zniszczyli nasi bracia. Ile to dni drogi? . nie ma nawet tych małych. Wasza Miłość. a nie miejsce czci… Jon wzburzył się na chwilę. niepojęty sposób przeczuwał. Za to oszczędza gasnące życie szamana. może i skromnej. bracie Ezro. nie naszym wrogom.Taak… .Przyrzekam Waszym Miłościom. iż mógłbyś wybudować dziesięć wielkich świątyń. Może kapłan Ezra czyni to sprawniej. .na pewno nie zadowala młodszego z kapłanów. że rychło trafi do lepszego świata.zamruczał starszy z dostojników i w zamyśleniu zaczął oglądać swoje pierścienie. że gdy ostatecznie zakończy się czas czarowników w tym Plemieniu. Część drzewa powinieneś wysyłać do 94 . a może już tylko pięć. nie jedną. Zwłaszcza że drzew wokół jest tyle. czego Jon nigdy się nie spodziewał. większą i bogatszą niż obecna. patrząc w pergaminową twarz Isaka.spytał nagle młodszy z dostojników i nie czekając na odpowiedź. .zagadnął już swobodnie młodszy dostojnik. zmieniając temat. nie przysparzając mu bólu. ciągnął dalej: Skoro ich nie ma.Czas… czas rozwiąże wszystkie nasze problemy w tej Wiosce i w tym kraju. świadomym czy mimowolnym . choć obu nazywają braćmi. jakie . pragnęlibyśmy bowiem zobaczyć budowaną w pobliskim mieście największą świątynię tego kraju.

mała. dziewięcioletnią dziewczynkę. .nie wiedzieć czemu wydała się Jonowi godna miłości i współczucia. choć przecież nigdy nie byłeś przez niego wybrany i nie nauczył cię czytać . .I to wtedy…? . Brzmiały tak. że uciekają przed chłodem. zaczął napływać do ogrodu.zakończył starszy z gości i obaj dostojnicy wstali. Wprawdzie uratowałeś życie szamana. a jego postać .zaczęła Gaja i urwała. wtórując jego wewnętrznym rozterkom. Czuję twoje ciało. .Nadwyżki ze swych dochodów poślesz nam. dając znak. . nie Isakowi .Isaku. tym bardziej cię nie rozumiem. jakbyś kochał właśnie młodszego z dwóch kapłanów i jakbyś nie wierzył. . . może wtedy twój głos będzie lepiej słyszalny.Nasza przyszłość to Ezra. . gdzie go brakuje i w ten sposób zarobiłbyś na swoją budowlę podpowiedział z zadowoleniem młodszy z gości.zaczęła Gaja. żylibyśmy tu spokojnie i szczęśliwie! Po co udałeś się na drugi brzeg Rzeki?! .szepnął Jon do siebie. Jonie. mieszkaniec Wioski. Wciąż brakuje pieniędzy na wcielanie w życie śmiałych. jakby wypowiedział je obserwator z innego świata.Im dłużej jesteś w Drodze.Dziwny stałeś się. odchylając głowę i patrząc mu z uwagą w oczy.miasta. I będzie inaczej. pomijając milczeniem zasadnicze wątpliwości żony.rzekł Jon. Wasza Miłość . . już wkrótce… …i Jon zeskoczył cicho z ogrodowego muru.To wspaniała myśl. ale mogło być inaczej. które właśnie wypowiedział. tam.Obyś nigdy nie był usłyszał tego zewu. gdy już nacieszyli się sobą i przytuleni. ale twoje myśli nie należą już do naszego Plemienia .…aby uratować ciebie. który powoli. wraz z cieniem rzucanym przez drzewa. patrzyli na trzaskające polana.Mówisz mi to po raz trzeci. miłych sercu Boga planów . 95 . nie on. byś naszego syna powierzyła Ezrze.mówiła i zakończyła z rozpaczą: . dziwiąc się.ucieszył się Ezra. . że sam zdecydujesz o losie pierworodnego . skąd znalazł w sobie słowa.Pamiętaj. Mówisz takimi słowami. jakbyś czytywał grube księgi kapłana Ezry. chuda i zgarbiona . nie Isak. Isaku… .Włóż choć jeden pierścień na swe chude palce. leżąc na zwierzęcych skórach.odparł łagodnie jej mąż.powtórzył wieczorem do Gai. . . ono jest wciąż takie samo. Isak pozostał na ławie. uchroniłeś go od straszliwego cierpienia.Często kocha się kogoś za jego słabość . od nieuchronnej śmierci w wezbranej wodzie .odparła Gaja.

I Gaja dopiero teraz pojęła. że świat. ale inaczej niż ciebie. Ona zaś ciągnęła: .spytała nagle. nie istniały prawa Dobrego Boga?! 96 .po raz drugi odparł Jon niepewnie.Gdy powróciłeś drugi raz. nieludzkie czyny?! Czyżby tam. lecz nie był to zapach palącego się drewna. Ona nie pachniała tak jak dziewczęta z naszej Wioski. .Stosy… . dokąd prowadzi twoja Droga. niewiele różniący się od poprzedniego. lecz gdy przytulałam się do ciebie. w którym żyje ta kobieta.powiedział bezwiednie Jon. lecz zapach potu. jeśli znajdzie się na drugim brzegu? . jak żona rodzi dzieci. wychowywać je. Czy ona jest ważniejsza dla ciebie niż ja. . a potem musieliśmy zostać mężem i żoną.Co TAM robisz. pachniałeś po powrocie krwią. bardzo długo czułam ten upiorny zapach i bałam się. abym mogła spłacić dług za moje życie? Jon nie odpowiedział na pytania Gai. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem Jego wezwanie. Jest moją siostrą i jej ciało budzi we mnie litość. Jonie? . krów. Ale gdybym wówczas nie popłynął na drugi brzeg Rzeki. wyczułam na tobie zapach innej kobiety. Szaman mówi. lecz potworny i budzący grozę.Trzeci raz pachniałeś ogniem i dymem.Chyba nie . jak ścisły związek zachodzi między nią a niepojętym wezwaniem zza Rzeki. nie pożądanie. To nie był zapach ziemi i lasu. . gdy byłeś nieobecny aż trzy długie miesiące. chodzić co tydzień do świątyni po błogosławieństwo na następny tydzień. Chciałbym. że kto je usłyszy choćby raz. co robią inni mężczyźni z Plemienia: polować. nie znał odpowiedzi. że mąż płaci wysoką cenę za jej życie. dbać o dom.Chyba nie . Wolałbym nigdy nie trafić na Kamienną Drogę i nie zostać Jonem w Drodze. .odparł niepewnie jej mąż. . patrzeć. uprawiać ziemię.Czy każdy może usłyszeć Jego wezwanie. gdy znikasz z naszej Wioski? Pierwszy raz.. między nią a losem Jona i zrozumiała. Nie mówiłam ci.Czy każdy mieszkaniec Wioski byłby zdolny złamać Tabu i popłynąć aż tam? Może najpierw był Jego wybór.Kobiety palonej żywcem na stosie?! Jonie! Kto mógłby popełniać tak okrutne. tam skąd słychać Jego wezwanie. .Tak.To był zapach kobiety palonej żywcem na stosie. . gnoju i myślę. najpewniej nie byłabyś moją żoną. Zabiłeś kogoś? . ten musi iść Gaju. ciepły i dobry. . Chciałbym robić wyłącznie to.Kocham ją. jest brzydszy od naszego.

które pod światło wyglądały jak misterne klejnoty. Tym razem Gaja zapragnęła osobiście odprowadzić Jona na drugi brzeg. Chcę. stałaby się zwykłym.Bo nasz syn nie ma lepszego wyboru: albo wybierze drogę walki z Ezrą. . . . Inni już nie będą potrzebni . albo odda się w jego opiekę. aż przestałaby być Puszczą. przygotowaniami przyrody do nadejścia zimy. ale on kategorycznie się temu sprzeciwił. odebrała jej zdolność do rozjaśniającego dzień uśmiechu.domyśliła się Gaja. żeby mój syn był bezpieczny . Gaju.Puszcze też przestaną istnieć. nędzne lasy zakończył ze spokojem Jon.powiedział i zmusił żonę do pozostania na bezpiecznym brzegu Rzeki. . . w światy. . zwykłymi rzeczami: wschodem i zachodem słońca. 97 . Gaju. ludzie przemienia je w zwykłe.Stosy będą płonąć w imię Dobrego Boga.Bóg by tego nie chciał. patrząc przed siebie.Czemu więc każesz mi wieść naszego syna do niego i jemu oddać go w opiekę? . jaką przemierza świat. co mu zapewni bezpieczeństwo. To tak jakbyś w Puszczy wyrąbał tak dużo drzew.przyznał Jon. do których jego Droga jeszcze go nie zawiodła lub nigdy nie zawiedzie.To niemożliwe… . .Może tacy jak Ezra . . pierwszymi płatkami śniegu. . Jonie. Wiedza o Drodze.powiedziała Gaja. z wysiłkiem przypominając sobie wydarzenia ostatniej Drogi: . która może skończyć się stosem. . Po tej rozmowie Gaja długo nie umiała się cieszyć małymi. .Niemożliwe! Z jego odejściem zabraknie… nie wiem.Za to ty.rzekł Jon.…ale niektórzy jego słudzy tak.wyszeptał Jon.szepnęła ze zgrozą jego żona.To nasz ostatni szaman. Jeszcze wciąż może cię wezwać . jak to nazwać… zabraknie nam czegoś do całości.Jon pokręcił głową i znów odparł niepewnie. nędznym lasem . po śmierci starego szamana powinieneś zostać jego następcą powiedziała w zamyśleniu jego żona.Tacy jak Ezra? .Bezimienny jeszcze woła. cudem narodzin małego źrebaka w zagrodzie.

że zło jest wynikiem nieszczęścia. samoistnym życiem. lśniące .Nie mam leku na twoją chorobę . a Puszcza wdzierała się pomiędzy gładkie niegdyś spoiny. Posąg. pełne satysfakcji. tuż pod oczami. przedzimowa. Wszystkie cztery pary oczu Bezimiennego były zamknięte. ustępując powoli miejsca zieleni tak świeżej jak wiosna… ZIELONE… ZIELONOŚĆ… ZIELEŃ… 98 . co musi nadejść. w małym zagłębieniu gromadziła się woda. Teraz z wolna ogarniał je chłód. że jedna z nich uchyli wkrótce ciężkie. bardzo wolno. Wspinaczka na ramiona Boga była coraz łatwiejsza. to ci go nie dam.ucieleśnienie nieszczęśliwego zła. z wyraźną niechęcią. Bez zdziwienia zauważył.Chyba że…? Objął głowę rzeźby i spojrzał w ślad za wzrokiem starego Boga. . Wygląda jak łzy. W jaki świat tym razem go powiodą? Światowid… Jon wiedział. Przypomniał sobie. że w jednym ze światów wciąż czeka na niego Chłopiec z soplem lodu zamiast serca. podobnie jak stary szaman. jak trudna i groźna wydała mu się pierwsza wspinaczka. wszędobylską leśną trawą. przystając na wyszczerbionej dłoni i przykładając głowę do brzucha starego Boga. poczucia winy. na których łatwo można było oprzeć stopę.i ciepłe.Ale gdybym nawet miał. bez wątpliwości.Kamienna Droga. Tak mi przykro… Z ramion Światowida rozciągał się widok na cztery Kamienne Drogi . nie tracąc jednak mocy. Chłopiec . ale Jon wiedział. . . nie dłużyła mu się ani nie niepokoiła go jak za pierwszym razem.pomyślał Jon. który szedł od potężnych stóp i sięgał coraz wyżej i wyżej.z jego udziałem .wszystkie wydawały się teraz powoli kruszeć. ciemna. uchylił następną z czterech par swych powiek.szepnął Jon. pogodzenia się z nieuchronnością tego. Ciemna głębia jego oczu wciąż wydawała się nieodgadniona.i na jednej z czterech twarzy posągu.musnęło skrzydło płaszcza Królowej Śniegu. że coraz więcej gładkich wcześniej. Ciało posągu było nieskazitelnie gładkie. Wciąż tam czekało. nie wyglądał groźnie. A może Jon po prostu się z Nim oswoił? Stary Bóg nie wydawał się już tak monstrualny. kamienne powieki. niemal wyszlifowanych głazów staje się matowymi. którą wędrował już tyle razy. ale przecież On nigdy nie płacze . Bóg. coraz bardziej suche. Chłopiec. Odruchowo dotknął skórzanego woreczka i wyczuł szelest ziela serdecznika niepospolitego. mimo że kamień ciągle pulsował swym dziwnym. pełnymi odprysków i wgłębień. Jon znajdował w bryle posągu coraz więcej szczerb. których wcześniej nie było. szeleszczące. Karlał. że może być racją bytu. Jon. Powietrze zaczęło drgać. Jon może naiwnie? . Wezwałeś nie tę osobę. choć wciąż potężny. podeprzeć się dłonią.wierzył. nie odczuwał z tego powodu żadnej satysfakcji. nierównej powierzchni . którego . Jego uczucia były mieszaniną smutku. gnijąca zieloność Puszczy rozmyła się. Nie dopuszczał myśli. porastała je jesienną. Ale jesienne deszcze spływały teraz po chropowatej.

jakby chciał sięgnąć serca. że wielkość Królów nie powinna zasadzać się na bogactwie. były wysmukłe. że choć jest on wyrostkiem. wejdą z Nim do tego dumnego. Chłodnego mordercy. bez skrupułów. chciał wraz z tłumem wyznawców i uczniów Człowieka wymachiwać radośnie smukłą. chudego Chłopca w rozchełstanej koszuli. lecz jego ręce były puste. Nawet najnędzniejsza szata nie ujmie królewskości prawdziwemu Królowi . zwłaszcza że nawiedził go w noc poprzedzającą triumfalny wjazd do Stolicy Człowieka na Osiołku. Jon nie miał w dłoni pierzastej gałązki i było mu żal. lecz na ośle. które zdarzyć się mogą każdej. w którym prorocy rodzili się na kamieniu. której serce stanowiła Świątynia Świątyń. ową świeżą wiosenną zielenią. Nikt w jego pustynnym. po długich staraniach Uczniów. a takich snów nie wolno lekceważyć. jego twarz jest twarzą zbrodniarza. bezkrwawym podboju Stolicy. ostrzeżenia. Jednak najpierw musiał wypełnić swoją misję. ale jego sen był na pewno snem niezwykłym. 99 . najzwyklejszej nawet ludzkiej istocie. I Jon zrozumiał we śnie. jakie ogarną dostojników. może szesnastoletnim. na piasku. Wiedział. lecz na ich sprawiedliwości. gdyż właśnie tej nocy miał sen. Jakim cudem ominął serce? I jakim cudem ten Chłopiec jeszcze żyje? . gdzie znajdowała się Świątynia Świątyń. wciąż ważnego. iż Król jest nędznie ubrany. Istoty ludzkiej czyniącej zło z obojętnością. świeżą. gorącym kraju nie lekceważył proroczych snów. ma bose stopy i wjeżdża nie w lektyce. długa blizna na piersi. by z powagą traktować prorocze sny. tym mądrzejsze stawały się ich słowa. Jon nie uważał siebie za kogoś ważnego. które niósł tłum. najważniejszego (mimo że podbitego!) miasta i ogłoszą jego mieszkańcom. W tym śnie zobaczył nieznanego. ba. ciągnąca się od nasady szyi ku brzuchowi.*** …jakże zielone. że oto przybył Król. zgodził się wreszcie dowieść. wysokie palmy. z przestrachem dostrzegł. weseląc się i śpiewając. że skoro świt wszyscy ruszą za Człowiekiem na Osiołku. a im więcej ich było. Jon chciał wziąć udział w tym podniosłym.zdziwił się Jon w swoim śnie. Jon z góry cieszył się na myśl o zdumieniu i złości. gdy ujrzą. Ponieważ to zło miało ugodzić w Człowieka. Jeszcze wczoraj sposobił się do wzięcia udziału w triumfalnym marszu do Stolicy.tak jak złoto. Ktoś go rozpłatał na dwoje. Ale gdy przeniósł spojrzenie z blizny na twarz nieznajomego. To prorocy radzili. który on knuje. że jego obowiązkiem jest odnaleźć Chłopca w prawdziwym świecie oraz przeciwdziałać spiskowi. że nie może przyłączyć się do wspólnej radości. zieloną palmą. spod której wyzierała dziwna. srebro i brylanty nie dodadzą wartości fałszywemu monarsze. Człowiek bowiem. zwycięskim. rady. Był to kraj. raptem piętnasto-. ba. radośnie. Sen proroczy.

tak długo. zamiast śpiewem i okrzykami “hosanna” oddawać hołd Człowiekowi na Osiołku? Może tego Chłopca wcale tu nie ma. pozornie natchniona. że w brzuch wbija mu się czyjś chudy. które towarzyszyły Królowi w marszu do Stolicy. że wciąż mieli siły. lecz kiwa się w rytm śpiewu i tańców tłumu jakby z pogróżką. jakby tępym nożem lub sierpem . Chuda. sprawiała wrażenie. jakby była duchem. Chwilami Jonowi wydawało się. lecz nie niósł palmy. ni to kobieco. ale Jon nigdzie nie dostrzegł Chłopca ze snu.powiedział jeżowłosy i dopiero wtedy Jon zrozumiał. dwunastu. niewiele… Chłopiec. mocny uścisk. że entuzjazm. gdzie jechał na osiołku Człowiek.Żeby się pchać. czy to na pewno Chłopiec ze snu. idący tuż przed nim i odwrócił ostrzyżoną króciutko głowę. a dziwnie znajomy głos mówi: . albo sarkali na bezczelność młodzika. hosanna. Wyglądała dziwnie (dziwnie czy też dziwnie znajomo…?). czy jego zawiązana starannie koszula rzeczywiście kryje bliznę. a wokół szli jego Uczniowie. tak długą. jako że kobietom nie uchodziło nosić krótkich włosów. Pielgrzymi albo nie zwracali na niego uwagi. Chłopiec z mojego snu chce zabić Człowieka na Osiołku! . Teraz rozglądał się pilnie wokół. kobiety też na ogół dbały o strój.pomyślał bezwiednie Jon i w rewanżu schwycił rękę idącego w bolesny. kanciasty łokieć. tylko zwykły? Może nie warto przejmować się nim i tracić czas na ściganie iluzji. a naprawdę pełna tłumionego szyderstwa twarz skryta w ciżbie i wąskie dłonie. jakby w ogóle nie miała płci. tam gdzie znajdowało się czoło radosnego pochodu.powiedział jego właściciel. by się cieszyć. już niewiele jej. ni to po męsku. po co! . a ta Dziewczyna nosiła się niedbale. . Jonowi wydało się. by na wszelki wypadek mieć wolne ręce.…zatem skoro świt przyłączył się do radosnych tłumów. że ma przed sobą Dziewczynę. przynależy jedynie do Krainy Snu? …nagle go dostrzegł. Jon zaczął przepychać się przez tłum w ślad za Chłopcem. kojarząc fakty. który nie umie uszanować świętości… …nagle Jon poczuł. trzeba wiedzieć. Orszak szedł już długo.przeraził się Jon.Obchodź się ostrożniej z kobietami . tak jakby przemawiała do pielgrzymów: Już niedługo tej radości. które dzierżyły palmę. że ta palma nie wyraża radości. 100 . jakby ktoś chciał mu wyjąć serce. aż dziw. iż ktoś chce znaleźć się bliżej Króla. powoli. A może jednak sen nie był proroczy. Co dziwniejsze. widzi poprzez nią innych pielgrzymów. wymachując swoją palmą. cierpliwie przepychał się do przodu. …ostrzyżoną na jeża krzywo. hosanna. przyjmując za naturalne. O cóż innego może mu chodzić? Trzeba tylko sprawdzić. otaczając Go kręgiem uwielbienia i wiary. że gdy na nią patrzy. hosanna. tańce i śpiewy wyczerpały pielgrzymów.

przepychał się teraz do czoła pochodu. którymi chciała zapewne odwrócić jego uwagę od czegoś istotniejszego. I może mieć daleko idące konsekwencje we wszystkich światach. gdyż jest to dzień cudów. A co dopiero życie Króla… Jon. dopiero poznasz. w ślad za Chłopcem. po co? . Co pochopnego może być w chęci przeszkodzenia mu? Każdemu mordowi trzeba się przeciwstawiać. ale uśmiech zaraz zniknął z jej twarzy. suche powietrze płata oczom niejednego figla.Skąd ja cię znam? .powtórzyła Dziewczyna. przyjacielu. Ja zresztą też. Tak jak przypuszczał. po prostu rozpłynęła się w powietrzu jak pojedynczy płatek śniegu. w którym rozgrzane. . na którego czele jedzie Człowiek (boso. . może być kierowane cudzym życzeniem.No? Gdzie się pchasz? I pytałam. że tłum go odepchnie.Co tu robisz? Nie masz palmy… .Nie znasz mnie jeszcze. . Po chwili Jon dostrzegł Chłopca. gdyż tym razem tkwisz w prawdziwej pułapce. ale nie podpowiedział mi. że w tym pochodzie. Chłopiec znajdował się w pobliżu jednego z Uczniów. że Chłopiec z mego snu planuje morderstwo. wszystko może się zdarzyć. blisko Człowieka na Ośle i dwunastu najwierniejszych jego wyznawców. dlatego po trzykroć się zastanów. że jest gdzieś tam. Jon najpierw się zdziwił. Za dwa tysiące lat.ciągnął Jon podejrzliwie. którego ta gorąca kraina nie znała. na zwykłym ośle). Gdy zatem Dziewczyna rozpłynęła się jak płatek śniegu w ciepłym powietrzu. ale wiedział. co uczynisz pochopnie. . o jaki łatwo w tym gorącym kraju. szedł. Każde uratowane życie jest święte. Dziewczyna jest ostrzeżeniem.Tu mnie jeszcze nie ma. a razem z tobą znajdujemy się w niej wszyscy… …i Dziewczyna zniknęła. . nie zważając na jej pytanie. Stracił go wprawdzie z oczu. Będzie to świat inny. 101 . niż marzyliśmy i za co warto było oddać życie… . co mam czynić .uśmiechnęła się Dziewczyna. miraż. już od wielu miesięcy za sprawą Człowieka na Ośle cuda zdarzały się równie często jak narodziny.spytał niepewnie Jon. bym nie działał pochopnie. nie zwracając uwagi na niedorzeczne słowa.pomyślał.Musiało to być jednak złudzenie. wyrywając rękę z jego uścisku. przez nikogo już nie wstrzymywany. więc jak mogę nieść palmę? Za to jesteś ty i to jak najbardziej realny. jakby w obawie.…nie mam palmy? Ty też jej nie masz . Ba. czy na pewno wiesz. To. Mój sen był proroczy. nim coś zrobisz. Wiem. prawie depcząc mu po piętach. Jonie. Ale nie tu i nie teraz. w innym świecie. lecz zaraz pojął. Myśl długo i powoli. Będziesz bardzo zdziwiony.

chwiejność. Jon miał przeczucie. wysokiego. marmurowej Romie taki motłoch byłby przegnany za mury miasta… Przez otwartą bramę pierwszy wjechał Człowiek na Ośle. płatnym zabójcą. Żołnierze Imperium patrzyli na wszystkich z niechęcią i pogardą. wymachujący zielonymi gałązkami tłum jak na dzicz.a nie w przybrudzonej przepasce z lnu na biodrach. uznawali innych proroków: w złotogłowiu .Czyżby byli w zmowie? . Ale ich pełne pogardy. rozśpiewany. w wymyślnych sandałach. Żołnierze Imperium skrzyżowali włócznie i patrzyli na wesoły. a za nim. postawnym młodzieńcem i dba o siebie . o urodzie przykuwającej uwagę. że Chłopiec z jego snu. zazdrość. Jest pięknym. śpiewając i tańcząc na cześć Człowieka. Najpewniej jest wynajętym. trzymając się blisko Jego osiołka i w ogóle nie zwracał uwagi na to. A może Nauczyciel dobierał ich tak. harde oczy mówiły: W naszej pięknej. a paru pozostałych Uczniów wraz z grupami pielgrzymów rozproszyło się po Świętym Mieście. lecz zaraz pojął. Jon z niepokojem spostrzegł. że Chłopiec właśnie jego 102 . Pochód wlał się na ulice miasta. w jakich obfitowały wschodnie królestwa.zaniepokoił się Jon. nie widział następującego mu na pięty Chłopca. Żołnierzom Imperium roztańczony i rozśpiewany tłum wydawał się śmieszny. przepychając się chaotycznie i gwałtownie. odzianego dostatniej niż reszta wybranych mężów. szurając sandałami. aby mieli w sobie wszystkie cechy ludzkie: słabość. coraz bliżej czoła pochodu. a potem parły nieprzebrane tłumy. w której znajdowała się Świątynia Świątyń. Przeciskając się. Żołnierze Imperium lubili inne rozrywki. więc bramy Stolicy. …lecz oto wkraczali w bramy miasta. skłonność do zdrady? Gdyż tylko człowiek pełen skaz może zrozumieć innych ludzi. starając się nie stracić z oczu Chłopca. mimo sarkania pielgrzymów.pomyślał Jon z dumą.fanatykami. Jon znalazł potwierdzenie swych przypuszczeń: wysoki Uczeń szedł tuż za Nauczycielem. Człowiek z kilkoma Uczniami i wyznawcami skierował się na odpoczynek ku ogrodom. kto za nim idzie. stworzony jest wyłącznie do czynienia zła. Jest Królem . jako trzynasty postępował Chłopiec ze snu Jona. Żaden z dwunastu wybranych przez Człowieka nie mógł być w zmowie z kimś tak podejrzanym. że bluźni. Człowiek na Ośle wydawał im się niepoważny. jeden po drugim weszło dwunastu najwierniejszych Uczniów. Czy to przypadek. stanęły otworem. lecz nakazano im wpuścić pielgrzymów. z włosami trefionymi przez fryzjerów. myślał Jon.pomyślał ze zrozumieniem. wątpliwości. odnaleziony w Świętej Ziemi. zdolnym do wszystkiego -jak ów Chłopiec. jego dwunastu Uczniów . że Chłopiec nadal tropił jednego z Uczniów. ale zaraz wrócił niespokojnymi myślami do śledzenia Chłopca. nazywany przez tłum Królem. choć złota bransoleta na przegubie mężczyzny kojarzyła mu się raczej z próżnością niż dbaniem o schludny wygląd. jego ekstaza graniczyła z wariactwem.

Całe Święte Miasto. że na tym incydent nie może się skończyć. gdyż nie można było pobierać z nich daniny. Nawet ci. Sam Namiestnik wyglądał z okien swego pałacu raczej z ciekawością. Jon ze zdumieniem odkrył.skręca w jedną z licznych uliczek Stolicy. Chłopiec podążający za nim przysiadł teraz w cieniu kolumnady. wyszedł na szeroki plac i zbliżył się do budowli. Uczeń. tłumy mieszkańców wyległy na ulice. by przyjrzeć się Królowi i jego wyznawcom. Ważnego choć nie aż tak jak budynki. w trzecią. który chciał ujść uwagi obu.wybrał spośród najbliższych wyznawców Człowieka. lecz zwykłym rzezimieszkiem? W Stolicy.i do uszu wysłanników Imperium musiała dojść ta bezpieczna deklaracja. inni pragnęli pomodlić się w Świątyni Świątyń. gdzie znajdowała się Świątynia Świątyń. z 103 . wszyscy jego mieszkańcy. było dziś podzielone na zwolenników i wrogów Człowieka. niż podejrzliwie. lecz czujnie. Ten Król nie wydawał się mu zagrażać. Jon zaś skrył się za pniem najbliższej palmy. a Chłopiec nie jest bojownikiem idei. nie podważając autorytetu obecnej władzy . że z łatwością można było tropić podejrzanych. gdy Człowiek ten zgodził się wjechać do Stolicy na ośle. czerpać złota do skarbców. Uczeń z jednej uliczki skręcił w drugą. zmierzając do sobie tylko znanego celu. Póki pielgrzymi wychwalali swego Króla. musieli zająć stanowisko teraz. jeszcze inni chcieli odwiedzić znajomych czy krewnych. śpiewali i tańczyli na Jego cześć. a każdy z sobie tylko wiadomych powodów krył się. Niektórzy uśmiechali się kpiąco i szydzili z Człowieka. Pielgrzymi rozchodzili się teraz po Stolicy. Dla niektórych było wszak jasne. którzy do tej pory byli wobec Niego obojętni. Zresztą Człowiek wciąż podkreślał. Czego…? Jon. które zajmowali stronnicy Imperium. śledzący jednego z Uczniów i podążającego za nim Chłopca. Święte Miasto pełne było ludzi. co nie było niczym dziwnym. Miasto było tak zatłoczone. że teraz skradają się i kryją za przechodniami wszyscy trzej. Zerkając w stronę zdobnych kolumn. wrzało od emocji. inni sekretnie lub jawnie dołączali do pielgrzymów. Żołnierze i przedstawiciele Imperium śledzili widowisko z dystansu. zmuszać mieszkańców do niewolniczej pracy. krył się Chłopiec. że Jego Królestwo jest nie z tej ziemi . którzy tu osiedli. zajmując pozycje pod murami domów i urzędów lub wyglądając przez okna. nie spuszczał ich z oczu i dostrzegł.najeźdźcy z Romy okazywali ostentacyjną obojętność. jakby nie chciał być zauważony przez Ucznia i wreszcie krył się Jon. a teraz podążał za nim krok w krok? Może właśnie tego Ucznia chciał zabić…? Może skusiła go złota bransoleta. co trochę niepokoiło. gdyż niektórzy widzieli ją po raz pierwszy w życiu. że to dopiero początek. Uczeń rozejrzał się ostrożnie i obszedł budynek wokół. która już z daleka wyglądała na siedzibę ważnego urzędu. mało uczęszczaną bramę . Odszukał boczną. że urodziwy Uczeń oddala się od grupy pielgrzymów i rozglądając się wokół niespokojnie .i zniknął w środku. Nieziemskie królestwa ich nie interesowały.

więc jeszcze za nie nie odpowiadasz.myślał w popłochu Jon.wymamrotał oszołomiony Jon. to zrobisz mi to cięcie za dwa tysiące lat.odparł Chłopiec zagadkowo i dodał: . która także tu jest. Szukał kogoś silnego i ufnego. Ale też On nie wybrał cię dla twej inteligencji. dotknij… Od nasady szyi do brzucha ciągnęła się podłużna. właśnie ty. że to właśnie twoja zasługa. niepokojąca blizna.Nie rozumiesz? Mogłem to przewidzieć. Ten sen stanowczo zaprowadził go w gąszcz wydarzeń zbyt niepojętych i niepokojących i Jon zastanawiał się teraz. które dopiero nastąpią! .Wiedziałem. gdy rozpłatałeś moje ciało. komu mógłby 104 . Chcesz.spytał Jon niepewnie.niepokojem patrzył na kpiący grymas widoczny na twarzy Chłopca. gdybyśmy chcieli być dokładni.Ja? Ja to zrobiłem? . powiedział: . jeśli liczyć wedle ciebie.Dziewczyna. a ja.Nie pamięta się zdarzeń. a na samym końcu. a Chłopiec znowu się zaśmiał (śmiał się stanowczo zbyt często i nie wtedy. a nie Królowa Śniegu. Nigdy nie byłeś zbyt pojętny. rozejrzał. już drugi.powiedział spłoszony Jon. Bo to jednak ty zrobiłeś. chciał czegoś innego. poza snem. (Znam ten uśmiech… ale skąd? chyba z mojego snu? . czy w ogóle warto było się w to mieszać. po czym nagle wstał i zaczął zmierzać prosto do Jona. . Tymczasem ty tylko raz spisałeś się dobrze: na samym początku. . obojętne spojrzenie zdawało się przewiercać palmę na wylot. jakby ktoś go rozpłatał. by wyjąć serce.Oczywiście nie wiesz. . który masz wobec niej na sumieniu. licząc ten. czemu go śledzę. Było to wtedy. licząc wedle miar czasu. Jesteś winny. Chłopiec podszedł i rozsuwając koszulę na piersi. Widział mnie cały czas! Wie o mnie! Teraz spyta. ale jej nie ma.Chcesz sprawdzić.…Dziewczyna? . gdy można uratować Człowieka! Ale żeby cokolwiek zrobić. . czy to ja? Tak. Ale czas nie ma tu najmniejszego znaczenia. Nie.Nic nie rozumiem . nie mam żadnego powodu. to ja. Mowa Chłopca wydawała mu się równie niepojęta i niepokojąca jak on sam. jego długie.Jaka Dziewczyna? . Ten Który cię wysłał poprzez szklane klatki światów. który by to usprawiedliwiał . gdy śmiać się powinien). że jest tu Dziewczyna… . nie ma prawa się wahać! Wahanie nie wchodzi w grę. . prawda? . mimo że wolałbyś nie być za to odpowiedzialny. która wyglądała tak. Jon zaś niczego nie rozumiał ze słów Chłopca. bo ciąży ci to poprzez czas i przestrzeń .No cóż. Naprawdę dopiero ją spotkasz. . trzeba rozumieć. że tu będziesz i wiem.myślał). Ten poruszył się.zaśmiał się Chłopiec. by popełnić kolejny błąd.

który cię tu wysłał. gdy odpoczywasz w Drodze. co zrobiłeś właściwie. Bo wolni najbardziej kochają siebie. kto cię tu przysłał i nie chcę wiedzieć. .spytał Jon. potem wszystko zamigotało boleśnie i znowu widział przed sobą tylko chudego. że jest litościwy. iż knujesz coś złego. . . każdy… .Kto? . . Wiedział. to ta blizna… . W dawnych legendach opowiadano czasem o takich złych czarach. Kogo chcesz zabić? Chłopiec znowu zaczął się śmiać. Wystarczy pilnować jego. Więc czemu nie chcesz mnie używać? A jeśli już ktoś ci funduje taką podróż. Jon powoli zaczynał rozumieć. Przeciwnie. a czarne to czarne i nic pomiędzy nimi! Nie. Ani jednego. to. Jonie. Każdy. kim jesteś i czego tu szukasz. że śniło mi się. Jon jeszcze raz uważnie przyjrzał się jego piersi . To ty masz do niego dostęp. Po chwili wszedł między kolumnadę i zniknął. 105 . przed oczami pojawiła mu się jaskrawa biel.zaśmiał się Chłopiec.Ja Go nie znam. Jon przysiadł pod palmą. do diabła. w ułamku sekundy. że jesteś płatnym zabójcą.Nie wiem. Ale powiedz. Naprawdę wybrałeś wolność. gdyż został stworzony do zabijania. że nie musi gonić Chłopca.Nie wiem. . czyli siebie.ocalić kogoś od śmierci.spytał zdumiony Jon. do której wszedł przystojny Uczeń. by ocalić kogoś od śmierci. Prosił mnie o to Ten.jak twierdzi . że jedyne. Szukał sługi. stworzonym zresztą twoją ręką.i nagle.W każdym razie wiedz. Nie przewidział.i Chłopiec znowu rozwarł szeroko swoją koszulę. ani tym bardziej dwóch panów. wąska blizna pulsowała w rytm przyśpieszonego oddechu. Świadczy to. co oznacza blizna na piersi Chłopca: ktoś zaczarował mu serce w sopel lodu.zawierzyć i kto zawierzyłby Jemu. że kochasz. już się nie kryjąc i wpatrywał się w boczne drzwi okazałej budowli. kogo chcesz ocalić od śmierci? .Naiwny głupcze… Pasujecie do siebie z tą wieśniaczką. nie rozumiesz… . Każdy już dawno by się domyślił. śniadego Chłopca. Nie tym razem. że nie chcesz być niczyim sługą. Oparł się o zjeżony pień palmy i otarł pot z czoła. . Przybyłem. Ja jestem tylko narzędziem. Tylko tobie czasem się wydaje. .Białe to dla ciebie białe. rozumiesz? Nie. nie jestem tu po to.Ależ jesteś naiwny…! . by zabić.powtarzał Chłopiec. wspominając niepokojące imię Królowej Śniegu. Jeden z dwunastu Uczniów Człowieka powinien go do niego doprowadzić.śmiał się Chłopiec. I na pewno nie ma zamiaru . Gdy patrzę na ciebie. myślę. a Chłopiec sam się znajdzie. że wybrałeś. cofając się. Wiem tylko. oddaj Mu przysługę! . a długa.

które sługa Człowieka zawiesił sobie na piersi. przetarł oczy. która je wypowiada. gdyż nużące wyczekiwanie i wysoka temperatura powietrza uśpiły go. skoro ktoś mu płaci. Dużo pieniędzy.wyjąkał zdenerwowany Jon. jakiego nigdy nie widział. by pozbyć się tego niepokojącego mirażu. należało wyzbyć się ziemskich bogactw! Wszelkich pokus ziemskich. no to… nie rozumiesz?! Musieli mu zapłacić za uczynienie komuś krzywdy! A ja miałem proroczy sen! Przecież wiesz. na której końcu znajdowało się COŚ. gdyż cały dobytek ofiarowali biedakom! Wszyscy w tej krainie wiedzieli. że Istota. jakby nie chciał. Jon westchnął z ulgą. gdyż w tej gorącej krainie więcej było pustyni niż lasów. ani w ogóle niczego cennego! Niektórzy z nich nie mieli nawet domu. co rzucało gigantycznie długi. Musi zawieść . tak bliski jak nikt nigdy w całym Wszechświecie… tak bardzo bliski… Te słowa były wszak proste. A skoro ktoś mu je dał. że bliski jest zrozumienia tych słów. że zdołał usłyszeć brzęk srebrnych monet w woreczku.Uczeń ma pieniądze. stara się o to od wieków. Nikt nie powinien mieć takiej szansy.Uważaj. I nie mógł ich mieć. żeby… …obudził się dokładnie w chwili. której nie towarzyszył niczyj żal. kiedy Uczeń. Odwrócił się i ujrzał ostrzyżoną na jeża głowę. bardzo się stara. że aby zostać Uczniem Człowieka. otulony cienkim. od prawieków. aby nie zawiódł. Ale Dziewczyna była. opuszczał okazały. I to COŚ powiedziało w pewnej chwili: GRBGDWGHBWZ… Jon nie rozumiał tych słów. choć je ukrył. od prapraprawieków. przysłaniając nim twarz. . oparty o pień palmy i nie spuszczał oczu z budowli lecz Uczeń wciąż nie wychodził. ale jeszcze nigdy to się nie udało. by ktokolwiek go rozpoznał. prawa do wygód i dostatku! Skąd zatem wzięły się srebrne monety w ręku postawnego Ucznia? Musiał je otrzymać w tym budynku. że obudził się właśnie w tym momencie.usłyszał czyjś szept. rozpacz agonii.Jon siedział na ciepłej ziemi. Las przecinała dziwna Kamienna Droga. Chwilami znów wydawała mu się nierealna. długim płaszczem. Za co…? Jon mimo woli przyśpieszył kroku. Śnił mu się chłodny. oczywiste i znaczyły tak wiele! Były połową PRAWDY i wystarczyło.Skoro je ma. słyszalnie-niesłyszalnym kamiennym Głosie drzemał przejmujący smutek. Nie miał ich wcześniej. . by ktoś ją zrozumiał. …gdy wreszcie wyszedł. Dlatego w dudniącym. będąc Uczniem Człowieka . zdający się nie mieć początku ni końca. urzędowy gmach. . upiornie głęboki cień. ale od razu pojął. ciemnozielony las. …brzęk srebrnych monet?! Jon aż drgnął z wrażenia. Brzęczą mu na piersi. Uczniowie nie posiadali złota ni srebra ani drogich kamieni. kto dziś jest najważniejszy w Świętym Mieście! Wiesz. było już ciemno. poza własnym żalem. gdy nagle ktoś szarpnął go z tyłu za koszulę. gęsty. bo zrobisz coś. Dziewczyna. to za coś płacił. kto jest najbardziej niewygodny dla 106 . Jon skradał się za nim tak cicho. Smutek samotności. We śnie Jon poczuł. co odmieni oblicze światów.

Postawny. Jon odwrócił się i zobaczył Chłopca. Widocznie nie krył się przed nim. Uczeń wciąż zakrywał twarz rąbkiem płaszcza i rozglądał się.Naszą misję? . ale Dziewczyna już zniknęła. widocznie uciszył ów zdradliwy dźwięk. wciąż nie mogąc uwierzyć. . a miałam przecież spłonąć ze szczętem… . ale ja widzę nawet to. mimo woli przyśpieszając i nie odrywając wzroku od wysokiego Ucznia przemykającego chyżo wąskimi uliczkami. Pielgrzymi tu nie docierali.Jeśli winieneś kogoś unikać. a ich dekoracje nosiły piętno obcości. .szepnął Chłopiec. Jonie . Możesz mnie ujrzeć.Zbliża się dogodny moment. jakby czując. lecz przed Dziewczyną. wiem… . Jesteś na to za słaby. Mimo późnej pory na ulicach wciąż było gwarno. Chce zabić Człowieka.mówił gorączkowo Jon. co Uczeń knuje. ten mężczyzna planuje morderstwo. abyśmy wypełnili naszą misję. w części Stolicy. Chłopiec położył palec na ustach. skrada się za nami… Myśli. że nie ma tu dla nich miejsca. która nie lubiła. Uczeń podążał do części miasta. zbyt miłosierny . że go nie widzę. Nie zrobi tego sam. usłyszeć.Idziemy.szeptał mu Chłopiec do ucha. Nie jesteś tu po to. . puste. pomyślał przerażony Jon.szeptała Dziewczyna.odparł półgłosem Jon. Wiesz. by zmieniać bieg wydarzeń. . która nieoficjalnie należała do przedstawicieli Imperium. czego jeszcze nie ma. pamięć ludzka ma jednak wielką moc. Ulice stawały się szersze. ale cudzymi rękami . otulony płaszczem Uczeń obejrzał się zaniepokojony. Spójrz. Budynki były bardziej okazałe. dotknąć. rozglądając się uważnie wokół.wyjąkał oszołomiony Jon. próbując jasno wyrazić swe niespokojne myśli. on ma coś na sumieniu. Czego jednak szukał w tamtym budynku władzy. że jego domysły tak szybko znalazły potwierdzenie. więc mężczyzna spokojnie spieszył dalej.spytał Jon. wstrząśnięty. lecz Jon z Chłopcem wtopili się już w ciemne ściany budynków. gdy zwolennicy nazywali Człowieka Królem? I czego szukał tu. .Spłonąć? . Tak. gdzie rezydowali przedstawiciele Imperium? 107 .Jonie. to nie twoja sprawa. . .Obojętnie. chwytając go za rękę i przyśpieszając kroku. Srebro już nie brzęczało mu na piersi.władzy Imperatora . więc Jon z Chłopcem musieli uważać. to właśnie Chłopca z blizną… Zawsze winieneś go unikać. że jeden z dwunastu wybranych Uczniów Człowieka mógłby mieć złe zamiary.Wiem. by ich nie dojrzał.

aż Człowiek obejmie we władanie cały kraj. Nie wiedział. dysząc ze zmęczenia i lęku. że Jon bezwiednie ruszył za nim.przeraził się Jon. . Zazdrości mu miłości. ciągnąc za sobą Jona. Przystanął.odparł Chłopiec. a w kącikach ust pojawiła mu się strużka śliny.Pamiętasz Orlin? Wstrzymałam wielu… 108 .. . którzy pragną wolności i wspólnie wystąpią przeciw Imperium. męką i klęską Cywilizacji… . a nie Królem nie z tej ziemi. .Dlaczego? Każdy kto jest blisko Człowieka. stuknięta wieśniaczko z Domremi! . . . widząc.uspokoił go Chłopiec. Pojawiła się nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak.Szybciej… szybciej… Raz wreszcie zrobisz coś dobrego . Pójdą za nim wszyscy. ale stała teraz przed nimi i Jonowi znów zaczęło się zdawać. a zbyt wielka cześć wobec kogoś umniejsza poczucie własnej wartości.Ależ nie . Człowiek zostanie prawdziwym królem. To ja podpowiedziałem Mu.podpowiedział Chłopiec. którędy powinna przebiegać twoja Droga.Chcesz go zabić?! . Jonie. kogo słuchać.spytał Jon. wąski nóż. jak ci się wydaje tam.Wielka miłość graniczy blisko z nienawiścią. Dom Namiestnika Imperium był coraz bliżej. . nastraszymy i przetrzymamy w ukryciu tak długo.zaczął Chłopiec i urwał. wyjmując długi. musi Go kochać i czcić… .Co możemy zrobić? . . stosami.Nie wstrzymasz nas! . jakie popełniłeś.wrzasnął nagle Chłopiec.Cywilizacja nie jest wcale tak wspaniała. .szeptał mu Chłopiec do ucha.Głupia. że przez jej ciało prześwituje rozświetlona gwiazdami noc.To zdrajca. . czci i sławy. Sprzedał Go . .Właśnie teraz możesz naprawić wszystkie błędy. abyś mógł w jedną krótką noc uratować świat przed cierpieniem.Schwytamy go. On chce je odzyskać… . Na ich drodze stanęła Dziewczyna.szeptał Chłopiec.Klęską Cywilizacji? .Więc może kocha Go i czci tak mocno. przyśpieszając kroku. .Powstrzymać go . On nie wierzy w Nauczyciela.szeptał Chłopiec tak przekonująco. co ma robić. że Uczeń jest coraz bliżej domu Namiestnika.spytał niepewnie Jon. że boi się być niewolnikiem tego uczucia? . ale brunatny płaszcz Ucznia oddalał się. co dla niektórych brzmi niepoważnie… . w twojej głuszy… .

Raniono cię tam w głowę i jeszcze bardziej zwariowałaś! .powiedziała Dziewczyna. przeciw życiu! .I teraz też chcesz zabijać? Chcemy uratować życie Człowieka.krzyczał Chłopiec. była upajająca i cudowna. . Co powinien zrobić ktoś. zdezorientowany i gorączkowo myślał: Uczeń wziął brzęczące srebrne monety i sprzedał za nie Człowieka. Domremi i wydawały mu się to obce. żeby On zginął? Nie pragniesz. jak dopuszczenie do mordu? Jon patrzył na nich. Jon wsłuchiwał się w te dziwaczne nazwy: Orlin. . Co wtedy zrobi Imperium? Schwyta Człowieka jako podżegacza i ukarze śmiercią. Kimkolwiek byłaby ta istota. wyszczerzając zęby jak zły pies. Uczeń w brunatnym płaszczu zbliżał się do domu Namiestnika. byście zaniechali działania . co chcesz. że Człowiek zostałby prawdziwym królem. chcę was tylko powstrzymać.Nie chcę nikogo zabijać. dygocąc z niepokoju.przekonywał Chłopiec.powiedziała Dziewczyna.Jesteś za śmiercią. sam niczego nie zdziałasz. by On zginął w okrutnych cierpieniach i poniżeniu! . pragnie być Królem ziemskim. jak ktoś chciałby temu przeszkodzić.Chcesz. Myśl. . kto dowiedział się.Moc nie działa wstecz. myślał Jon. że Człowiek. nie budząc podejrzeń innych Jego wyznawców? Składając doniesienie.Idź sobie i rób. I właśnie ogrom tego niezrozumienia zatrzymał go. a ty chcesz. . aby zdrajca oddał Człowieka w ręce Obcych? Chcesz. wyzwalając Świętą Ziemię spod twardej ręki Imperium. który zagrozi Imperium. jesteś tylko narzędziem.krzyczał Chłopiec. Chcę. To jego muszę wstrzymać . Jak Uczeń mógłby Człowieka zabić. Stał teraz pomiędzy Chłopcem i Dziewczyną..odparła Dziewczyna. by wziął na swoje sumienie tak straszny grzech.Zaniechanie też bywa grzechem. 109 . że mieszkańcy tego kraju ruszyliby na Obcych z Jego imieniem na ustach. . . wbrew temu co głosi. Zawsze musi się ratować życie i stawać przeciw śmierci. to znów niepokojąco znajome. . wskazując na Jona. . zabiłam wielu . by został prawdziwym królem? Pomyśl tylko: cała Święta Ziemia pod Jego panowaniem… . Jon nie mógł zrozumieć.Zanim mnie raniono. że istnieje spisek przeciwko życiu? Powinien przyszłą ofiarę ratować.W imię czego? Chcesz. A ty jeszcze nie masz mocy .uśmiechnął się nagle Chłopiec.

Człowiek zyska Życie po Życiu i nie takie jak nasze. którzy zmarli w straszliwych cierpieniach. W tym momencie ziarnko piasku sparzyło mu pierś .Jak możesz stawać mi na drodze? Człowiek albo zostanie królem tej ziemi. których nazw nikt już nie pamięta.będziesz współwinny zabójstwa. jutro będą z Niego szydzić i wyprą się Go . przez dotyk stopy Człowieka .spytał z niepokojem Dziewczynę. Było żywe.Obojętnie.powiedziała Dziewczyna . . nieważne. .Gdyby ktokolwiek dał ci. co zrobisz . czy także zgadzasz się na to zabójstwo?! Jon stał porażony straszliwą prawdą tych słów.…a martwy z martwych wstanie i będzie przewodził Królestwu. przeciw życiu? . głupia wieśniaczko z Domremi. . lecz na Wieczność. do wyboru: śmierć w płomieniach i Życie po Życiu lub długi. gdy zaniechasz ratowania Człowieka przed okrutną śmiercią. to tak bardzo boli . które jest wielokroć większe. nie zna granic czasu ani przestrzeni . będzie straszliwie cierpieć. głupia dziewucho. Chłopiec podjął wątek. że chciał zerwać się do biegu. które jeszcze dziś Go kochały. Krzyżowano ludzi u Scytów i Asyryjczyków. a Jon dojrzał. Jonie. a Jon na te słowa odczuł tak straszliwy ból. kruche i krótkie. a ilu jeszcze ukrzyżują? Dlaczego tylko jeden z tych niezliczonych ludzkich cieni miałby być wyróżniony i zapamiętany? Jonie. w królestwach. .A Człowiekowi nie chcecie dać prawa wyboru! Słuchaj. Nie było teraz martwą drobiną rozpylonego w proch kamienia. albo będzie martwy… .dopowiedziała Dziewczyna. w jakich intencjach ona to czyni. zarówno wtedy. że Jon aż osłupiał z wrażenia. a wśród ofiar były istoty dobre i prawe.wyszeptała nagle.i zatrzymał się.powiedział Chłopiec.Nie stos… Nie stos. prawie co tydzień.i pulsowało w nim takie cierpienie i ból i taka gotowość do cierpienia i bólu. Wciąż. zwykły żywot. wyniesiona przez przypadek i ty. 110 . a tłumy. I krzyżuje się ludzi w Imperium. co byś wybrała? zaatakował nagle Chłopiec i Dziewczyna opuściła głowę. kmiotku z Puszczy… Od prawieków kara krzyża była powszechnie stosowana. by dopaść Ucznia widocznego jeszcze w głębi ulicy.mówiła z naciskiem Dziewczyna. A ty? Chcesz uratować życie Człowieka. jak prześwituje przez nią rozgwieżdżone niebo. .Dlaczego jesteś za śmiercią. Nie sposób policzyć tych. krzywiąc szyderczo twarz: . . Bezwiednie dotknął skórzanego woreczka na szyi i wyczuł w nim malutkie ziarnko piasku. Nie z Tej Ziemi. spokojny. ale opowiada się za mordem.Człowiek będzie ukrzyżowany. bez cierpienia i ofiary to Królestwo nigdy nie powstanie .. w Kartaginie i w Persji.

Mimo późnej pory zewsząd słychać było liczne. Ziarnko piasku w skórzanym woreczku wciąż pulsowało mu na piersi. Nie wiedział też. Że znajdą się ludzie. Jon. rżnąć.W imię wiary. Czuł się współwinny Jego śmierci. Chłopiec ciągnął nadal okrutną wyliczankę: . . a ludzie będą wierzyć. by ocalić życie Człowieka na Osiołku. słyszał nieludzkie wycie. stchórzył. a Jon na ułamek sekundy miał wrażenie. 111 . brnął do Świątyni Świątyń. Tak. Imię Człowieka posłuży zarówno do szczytnych celów. w której wznosiła się Świątynia Świątyń. który pochłaniał ludzkie istnienia. musi powstać… Jon w głosie Dziewczyny wyczuł nagle niepewność. Jon pokiwał głową.Nie mogę rozstrzygać o czymś. ogień. . Wysoki. wszedł właśnie do domu Namiestnika Imperium. postawny Uczeń. potykając się o kamienie. dostrzega kolejny miraż: widział płomienie stosu. Gdy ktoś potknie się lub upuści gliniany kubek. że Człowiek naprawdę będzie Królem Nie z Tej Ziemi i że Jego panowanie będzie trwało po wieczność. gdy odbierzesz ludziom wiarę w Jego Życie po Życiu. że jest tak samo dobra… Jon słuchał długiej tyrady Chłopca coraz bardziej przekonany. czy przeciwnie .Stchórzyłeś! . tym bardziej Jon pojmował. dusznym powietrzu Stolicy. rychłej śmierci. czuł potworny swąd palącego się ciała.O. ani na Chłopca. gdyby mógł mu to powiedzieć: wybawienia od złej. Po twarzy ciekły mu łzy. o której mówisz. którą od razu wykorzystał Chłopiec: . wbrew Chłopcu. mordować i gwałcić innych ludzi.. czego chciałby od niego Człowiek. otulony w brunatny płaszcz. Człowieku…” . jak i do bardzo niskich i trywialnych.wrzasnął za nim Chłopiec. Cywilizację Miłości zastąpi Cywilizacja Nienawiści. Z Jego imieniem na ustach będą palić. będą płonąć stosy.powiedział złowrogo. którego mieli się wkrótce wyprzeć. Ale im dłużej Chłopiec wyliczał sposoby oddziaływania imienia Człowieka wśród ludzi.W imię wiary w Człowieka na Osiołku torturowane będą osoby posądzone o czary. żachnie się i powie z wściekłością: . Wciąż śpiewali i tańczyli na chwałę Króla. że w rozgrzanym.pomocy w spełnieniu misji. Wiara w Niego to wiara w Cywilizację Miłości. Nie znalazł w sobie dość odwagi. która w końcu powstanie. podniecone głosy pielgrzymów. odwrócił się i wolno zaczął iść w stronę Świątyni Świątyń. którzy dzięki męczeńskiej śmierci Człowieka będą umieli odróżnić Miłość od Nienawiści.rzekł nagle Jon i nie spojrzawszy ani na Dziewczynę. co jest większe ode mnie . którymi wyłożono ulice Stolicy.gdyż Jego imię spospolituje się w ustach wyznawców.jak i wtedy. To będzie twoja Cywilizacja Miłości . który krył jego twarz.

Jon słuchał ich głosów i płakał. a drugi zapadnie w niepamięć. Jon pojął. Albowiem prawdziwy król nagradza swych wyznawców złotem. z których tylko jeden wstanie z martwych.Wszyscyśmy go zabili.choć potakują Mu cały czas . Jon. że jego Królestwo będzie …gdzie ono będzie? Wszędzie i Nigdzie? Właśnie tak: dla jednych wszędzie. że pielgrzymom chodzi o prawdziwe. którzy Go zdradzą. . którzy w Jego imię będą mordować. którzy spospolitują Jego imię. palić. ale gdy się obejrzał. iż wyprą się Go także dlatego. złotej szacie.nie pojęli i nigdy nie pojmą prawdziwego znaczenia słów o Królestwie Nie z Tej Ziemi. nie było jej. patrząc na potężną sylwetę Świątyni Świątyń. Płakał nad Człowiekiem. . Na placu koło Świątyni Świątyń tańczyła kobieta w czerwonej sukni. aż zacznie walczyć o koronę.zaśmiał się szyderczo Chłopiec. na złotym tronie. z dala od ognisk i radujących się pielgrzymów. Jon wiedział.Ależ właśnie szło o wybór! Miałeś go i zawiodłeś.powtarzała mu Dziewczyna. żeby spłonąć. bezsilną i smutną agonią dwóch Bogów. Płakał nad Chłopcem i nad Tym. a cóż może ofiarować monarcha. Wokół niej płonęły ogniska. a potem twardą ręką uchwyci losy kraju i narodu. A Człowiek mówi o tym. Więcej. który sam niczego nie ma…? Oni chcą króla z krwi i kości. która dopiero miała się narodzić. którą przypadkiem posiadł.szepnął do siebie. . który obali władzę Imperium. nie miał odwagi spojrzeć w twarze tych ludzi. Nie miałeś wyboru . materialne królestwo dla Człowieka.Nie miałeś wyboru . nad tymi. że czekają. przez następne setki i tysiące lat! . dla większości nigdzie. a w ich świetle tańczyli pielgrzymi. Płakał wreszcie nad sobą. który znów wrócił w krainę proroczych snów. gwałcić. że ich zawiódł.A jednak jest tak. 112 .Tak. znając prawdę. że naprawdę widzą Go w królewskiej. że ta kobieta za dwa dni pierwsza plunie mu w wykrzywioną bólem twarz. z ciała i mięśni. Jonie odpowiadał Chłopiec. Jon przysiadł na ziemi w głębokim cieniu. . Słuchając słów układanej na poczekaniu pieśni. a narodziła się. jakbym Go sam zabił… .odparła Dziewczyna. Jesteś tchórzem. ale jego też tu nie było. panującego nad Świętą Ziemią. której refren ochoczo podchwytywali pozostali. . śpiewając spazmatycznie i głośno o Królu i o swej bezgranicznej do Niego miłości. płakał nad samotną. którzy się Go wyprą. przyłożyłeś do tego rękę! Wszyscy przyłożyliście do tego rękę i wciąż ją będziecie przykładać. którego był on narzędziem. że w rzeczywistości . Przystanął.

Kamień. To był przecież Światowid. a potem wilgotnym. Krew ludzi i zwierząt była słodka. który musiał spaść. zanim deszcz przemienił się w białe płatki. A jeszcze tak niedawno wdrapanie się na ramiona Boga wydawało się Jonowi fizycznie niemożliwe. runęło pod jego ciężarem. a blask wielu ognisk. potężny. Słona jak łzy. Chciało 113 . nazywano go Bezimiennym lub w ogóle pokrywano milczeniem Jego imię. Jon wiedział o tym. Wychylił się. ani szamani innych Plemion. Nawet ukradkiem. siedząc w cieniu i płacząc. Krew była gorzko-słona. Ani szaman z Wioski. tak wielkie cierpienie. to. gdy spoglądał na kaleki posąg. a nawet jaskrawoczerwone były plamy krwi i ostro odbijały od połyskliwej bieli pierwszego śniegu. Skąd zatem krew? Jon wychylił się i z trudem złapał równowagę. wbił zęby w surowe mięso pierwszego jelenia. O wiele dłużej trzeba by się wspinać na wysoki dąb. Był nieskazitelnie czysty i nie nosił śladów stóp: ani ludzkich. Krew żywych istot nawet po śmierci była mdląco słodka. Jakie to uczucie? . Świeża krew sączyła się z kamiennych ran Boga. Jak to mawiali w Wiosce? Że istnieje taki ból. Śnieg puszył się teraz na owalnym placu. że chce dotknąć tej krwi i posmakować jej. gdyż jedno z ramion posągu. trudna agonia.Jon rozmyślał. lepkim palcem ostrożnie musnął wargi. groźny. Jon słyszał. którzy przyszli złożyć Mu ofiarę? Niemożliwe. Ostrożnie dotknął kamiennej rany. gdy Jon był w Drodze. Być tak długo królem… Królem?… królem dla tysięcy Plemion i nagle zostać zrzuconym z tronu. łatwa. Może jednak stary Bóg miał ciągle sekretnych wyznawców. nie łzy. z których siedzib wiodły do posągu pozostałe Kamienne Drogi. ani zwierzęcych. jego imię bano się wymówić. rozłupał się na mniejsze bryły. na którym stał. gdyż raz na polowaniu wyssał rankę dziecka ukąszonego przez żmiję. Długa niegdyś wędrówka po ciele posągu była teraz o wiele krótsza. konającego Boga była gorzka… Jednym skokiem ześlizgnął się na ziemię. że zdolne jest wycisnąć łzy z kamienia? Tu była krew. Czasem była to krew dzikich zwierząt. że szamani podawali dawniej krew leczonym przez siebie chorym. Jego puszystość i nieskazitelność potwierdzały. iż do Bezimiennego nie przychodził już nikt poza Jonem. A dziś… dziś Jon nie umiał opisać swych uczuć. niekiedy innych ludzi. które rozpalili pielgrzymi. Jon pomyślał. uderzając o ziemię.myślał Jon. gorzka jak długa. oświetlał wirującą coraz szybciej kobietę w czerwonej sukni… czerwonej… czerwone… CZERWIEŃ… *** …CZERWIEŃ… CZERWONE… czerwone. aby przyjrzeć się krwi. śnieg odbiłby ślady stóp… Chyba że byli tu wcześniej. Ale krew starego.

które być może wyjaśniłyby mu sens jego Drogi. A same obrazki też były niezrozumiałe.tłumaczył kiedyś Ezra . Ezra nigdy nie powinien twierdzić. Ale nie może być staruszkiem siedzącym na chmurce. To. święci i Bogowie o niej zawsze można było powiedzieć Prawdę . że jest za późno. . Człowiek na Osiołku był prawdziwszy i bliższy. choć już nie mógł wpłynąć na jego decyzje. podobny do szamana. a śmierć opłakiwali na wiosnę .jego narodziny czcili zimową porą. lecz wieniec z cierni. tamte światy wydawały mu się jak wielkie. O jego Drodze wciąż decydował kaleki. Na jednym z obrazków widniał na przykład siwy starzec.mu się płakać i płakał. na którego skronie wkładano szczerozłotą koronę. Tej nocy przyśnił mu się Król. a obok stała ta sama Dziewczyna w lśniącej zbroi. . Nie od niego to zależało. Chcę. jak te z ksiąg kapłanów? Może prawdziwa była tylko ta Ziemia? Ziemia. zlany potem ze strachu i obrzydzenia.Nie było cię dwa dni! . falą na rzece. Wszystko to jednak były tylko obrazki.o Nich zaś snuć setki. ranny posąg. równie niezrozumiałe jak księgi Ezry i Isaka. Bóg Dobroci może być kawałkiem liścia płynącego z wiatrem. tysiące sprzecznych opowieści. było strzępami obrazów. opowiedział jej niegdyś o Kamiennej Drodze. będąc w Drodze. na szczęście sam tego nie pamiętał. Musisz być… Jon objął ją. który jechał boso na osiołku. o którym nauczał Ezra . Gaja nigdy nie powinna się dowiedzieć. które Jon zapamiętał. Jon nie mógł i nie chciał w to wierzyć. Owszem. o gigantycznym posągu. o monstrualnej postaci starego Boga. ostatnio nawet jeden dzień. Nieliczne obrazy. że Bóg Dobroci tak właśnie wygląda. czując na twarzy ślady jeszcze nie wyschniętych łez. siedzący na złocistobłękitnej chmurce. Chłopiec rozwierał koszulę i pokazywał długą bliznę. opasłe księgi kapłana Ezry: pięknie ilustrowane. Gdy zasypiał koło Gai. Gdy był w Wiosce. jawiła mu się szydercza twarz Chłopca lub uderzająco wielkie nawiedzone oczy dziwnej Dziewczyny. których przyczyny nie pamiętał. ale nie opowiadał o światach. Podobno niektóre z nich . których znaczenia nie pojmował. Jonie. 114 . kroplą deszczu. Jon nie chciał o tym rozmawiać z Gają. nikt nie wkładał mu na głowę korony. Przypominał trochę Tego.Tylko dwa dni! Jesteś w Drodze coraz krócej. A może obrazki z jego snów też nie były w pełni prawdziwe. Dziewczyna przytwierdzona do grubego pala płonęła żywcem i wówczas Jon budził się. były prawdziwsze niż tamte z księgi Ezry. żebyś był wówczas przy mnie. Raz półśniła mu się (lub półjawiła?) migotliwie biała sala i zielone sylwetki ludzi (zielone…?!).powiedziała radośnie Gaja. płatkiem śniegu. błyskiem słońca w gładkim futrze sarny lub piorunem. pełne malutkich czarnych znaczków. Jon wiedział.lecz przypominał Go w niewielkim tylko stopniu. które przemierzał. co znajduje się na drugim brzegu Rzeki. więc chyba Droga naprawdę się kończy i pewnie zdążysz na narodziny naszego syna. by uniknąć odpowiedzi. ubrany w zgrzebną szatę. prorocy. co pamiętał. nie tworzyło żadnej całości. Według Jona obrażało to Boga. by mógł nauczyć się czarnych znaczków. która ciągnęła się przez całą pierś. To znów śnił mu się król. po której stąpał on.przedstawiały różne wizerunki Boga Dobroci.

ludzie lubią. która malowała się na twarzy figury i jej lalkowate oczy.Tę figurkę wyrzeźbił smolarz z Puszczy. Wystarczało. .TO…? To jest figura Matki Boga . . gdy Matka Boga przedstawiana jest jako piękna. które sprawiało wrażenie. kapłan Ezra wyruszył do miasta i przywiózł dla świątyni nowy. Jonie. zbytkowny przedmiot: była to niebiesko-złoto-biała figurka kobiety o różowych policzkach. malinowych ustach i szkliście błękitnych oczach. które ją zdobiły. . ozdobiona złotą koroną.Bardziej. zaprowadził do swojej izdebki i wyjął z kufra rzeźbioną w drewnie ciemną figurkę. bogato ubrana pani.wyjaśnił spłoszony Isak. Nie miała jaskrawych szat ani korony. .Widzisz. Gdyby zdobył się na odwagę i porozmawiał ze starym kapłanem. że oblicze to żyje. a głowa. które 115 . O starcu na chmurce lub z groźną lagą w dłoni Jon wolał w ogóle nie rozmawiać. choć to wciąż nie jest Ona . Jej niebieska szata usiana była złotymi gwiazdkami. gdyż lubił jej kamienno-drewniane ściany. od której biegł ku ziemi piorun. Ten westchnął i szepnął bardziej do siebie niż do chłopca: .odparł dziesięciolatek starcowi.Kłamiesz! Ona nie mogła wyglądać jak lalka! Nie barwiła sobie ust i policzków! Nie trefiła włosów! I musiała być smutna! Wtedy stary Isak wziął go za rękę. a jej ciemna twarz skrzywiona była grymasem cierpienia. a dziesięcioletni Jon głośno zawołał: .spytał ze zrozumieniem Jon.spytał Jon Isaka. Ukazywały one Boga Dobroci niejako Wszechmiłość. że wstrząsnęła nim bezmyślna niefrasobliwość. Wszechobecność i Wszechmyśl gdyż tego nie można wyrazić pędzlem lub dłutem . że gdzieś na świecie istnieją prawdziwsze wizerunki Boga.gdy miał dziesięć lat. a Isak odparł poważnie: .Dlaczego Ezra postawił TO w świątyni? . być może ten by mu wytłumaczył. teraz odwracał głowę od obrazów i figur. który do świątyni w Wiosce szedł zawsze z ufnością.Czy TO przypomina ci Matkę Boga? . by czuć obecność Boga Dobroci. .spytał Isak. lecz Ezra nie chciał postawić jej w świątyni.lecz właśnie jako starca na chmurce lub z groźną laską w dłoni. Dlaczego te obrazy i figury kłamały? Po co? Czy Plemię potrzebowało tego kłamstwa? Czy ułatwiało ono misję ludzi w długich sukniach? Jon przypomniał sobie pewne zdarzenie .Bo wszyscy wolą te podobne do lalek? . o trefionych włosach. że on sam nie potrzebował obrazków i rzeźb. Jon pamięta.Jon.

wcześniej przestronna. gdzie szukać bezpieczeństwa dla syna: w braku wątpliwości. Jon poszedł odwiedzić szamana.zapłata od Bezimiennego za misję. którzy tę drogę przebyli. że syn narodzi się zdrowy.powiedziała Gaja z prośbą w głosie. słabe jeszcze mrozy zagnały starca do namiotu. Szaman pokręcił niespokojnie głową: 116 .To nie tylko chłód zimy . Jon przypomniał sobie. gdy nacieszyli się sobą. Na szczęście wiedział. . okazałe. bogate kamienne pałace i świątynia tak ogromna jak cała Wioska. iż długa. wsłuchiwał się w bicie serca swego przyszłego syna. Pierwsze.mimo iż wymyślone przez ludzi . Ja też chciałabym ujrzeć świątynię . zdumiał się. dom w Wiosce wydał mu się za mały. którego już nie opuszczał. gdy Jon dotknął jego zimnej ręki i zaraz spytał niecierpliwie: . że oddaje on tak wiernie jego przeczucia. a on.Mogłabym z tobą pojechać. trudna droga zmęczy ją u progu narodzin dziecka. Lecz nigdy o tym nie rozmawiali. Nie bał się.Czy ziele serdecznika niepospolitego trafiło już tam. Jego stare ciało marzło. gdybym dosiadła łagodnego konia. Ani przez chwilę nie zamierzał zostawić żony samej.Pojedziesz . Gdy Jon tym razem powrócił z Drogi. Suche ziele wciąż cichutko szeleściło. . Dłonią wyczuwał jego ruchy i cały czas myślał tylko o tym. a potem następne trzy dni bitym kupieckim traktem. której jeszcze nie wypełnił. kamienie z Puszczy dawały prawdziwszy wizerunek starego Boga. dławiła ciasnotą. Nagle niebezpieczeństwa świata zaczęły mu się wydawać niewiarygodnie wielkie.trzy dni konnej jazdy przez Puszczę. a jest taki w stajni rodziców. Tak.powiedział szaman zagadkowo. jak zapewnić bezpieczne życie nie narodzonemu. którą budują w pobliskim Mieście . . dotykając woreczka na szyi. chciałbym zobaczyć największą świątynię. I dlatego dziś jego kamienne rany krwawiły. przykładając głowę do jej wypukłego brzucha. na ułamek sekundy.wyznał Gai. gdzie miało trafić? Jon pokręcił głową. jak opowiadali ci. .może zdobyłyby uznanie Jona. połyskliwie czarny posąg Bezimiennego. Wiedział.Zanim ruszę w ostatnią Drogę. Przed oczami Jona jawiły się. syn . że gdy po raz pierwszy ruszył w Drogę i ujrzał u jej kresu monstrualny. a wioskowa świątynia.zgodził się Jon. Gaja zajęła się przygotowaniami do długiej podróży: . mimo ciepłych okryć koców i futra z niedźwiedzia.

że śmierć starego Boga równa się śmierci szamana. torował drogę czasom nowym. które wyobrażają Boga Dobroci jako starca z lagą w dłoni. Ostatni plemienny czarownik żył przecież tylko po to. Tym razem nie szedł tam. ku swemu zdumieniu. że Ezra wzoruje się na obrazkach.odparł stary szaman. gdzie on jest. dał Chłopcu lodowe serce i stworzył z niego swoje narzędzie. dłoń szamana w swojej dłoni. Coś bezpowrotnie się kończyło. a nowe. Bezimienny. Ezra ustawiał wysokie świeczniki wokół figur i obrazów: były najwyraźniej nowe. mimo palącego się ognia.obaj unikali siebie nawzajem od czasu wizyty gości z Dalekiego Kraju. że to najważniejsza część twej misji. Jednak każdy koniec jest smutny. Stary kapłan spacerował po ogrodzie.odparł pytająco i zobaczył przed oczami chudą twarz nie znanego Chłopca.On krwawi. nie wiem nawet. ostatni przedstawiciel starych czasów. przedłuża swoją agonię.Jest coraz słabszy. a potem nagle. . która wyciekała z kamienia. Później młody mężczyzna skierował kroki do świątyni.Czuję. Każda kropla krwi. które przychodziło. w tym obu kapłanów. ba. Jon bezwiednie trzymał coraz chłodniejszą. ucałował ją.Ty tutaj? .Tym razem pozwoli . Gdy Jon wszedł do świątyni.uśmiechnął się spokojnie starzec. piękniejsze domy. To stary szaman. Nie wiem.Jeszcze się zobaczymy .. że umiera nie tylko ten niegdyś potężny stary Bóg. . Jon pojął. miało być lepsze i nazywało się CYWILIZACJĄ. Lecz to narzędzie nie jest już potrzebne.szepnął Jon. Uwolnij więc Chłopca od męki czynienia zła. Jonie. aby stać między Bogiem Dobroci i Cywilizacji a zemstą starych Bogów.Wiesz o nim więcej niż ja. . Już prawie nie mówi. Jon wiedział. grożąc piekielną karą. Nie chce odchodzić samotnie i to mnie niepokoi. z pomocą Królowej Śniegu i twoją. 117 . by odwiedzić Isaka. tak jak mieszkańcy Wiosek i Miast karczują Puszczę. rzucając jaskrawe refleksy w ciemnym wnętrzu. Jon uśmiechnął się w duchu i pomyślał. z której strzela ku ziemi piorun. Szukał Ezry. połyskiwały złociście. chroniąc i Plemię i nową świątynię. zatem młody musiał być w świątyni . Myślę. . jak szukać i czy On pozwoli mi do niego trafić? . . . by budować na jej miejsce nowe. ujmowała życia starcowi. już tylko się broni. że wkrótce wykrwawi się na śmierć .zdziwił się kapłan i natychmiast przybrał srogi wyraz twarzy.

czując drżenie swego głosu. Ezra umilkł i próbował szukać w pamięci słów.Co mi dasz? .Heretyków pali się na stosach . już się o tym przekonaliśmy. że był to najlepszy wybór na nadchodzący czas. co czyni i czuł zarówno radość. Jonowi stanęła przed oczyma postać smutnego. Ezro. . pamiętaj. .Ezro. ale będzie ci to przynajmniej wybaczone.rzekł szybko Ezra. . Na początku byliśmy zbyt łagodni i dlatego tak długo skrycie czczono bałwany. że chodzisz do Puszczy. z trefioną brodą.…heretyk to ktoś.Heretycy nie mają prawa wchodzić do świątyni Pana .mimo woli zaciekawił się kapłan. A tak narażasz tylko swoją rodzinę. . być może nie unikniesz tortur czy stosu.Heretyk… heretyk… . zasłaniając dużą.Kto to jest heretyk? . Ezra spojrzał na niego zdumiony. .Isak błądzi! . Jeśli ty pójdziesz na stos.A Isak? . kto myśli inaczej niż ty. Jonie..powtórzył pytanie Jon. ty zaś czcisz je do dziś! .spytał znów Jon. gdy znikasz z Wioski? Mówią. z małą cierniową koroną na głowie.Ty nigdy nie błądzisz? .Mego syna. przygryzając wargi. których nie znajdował dość szybko. Nie pochwalał swego wyboru. .Bo ja znam Prawdę! . jeśli zostawisz w spokoju mnie i moją rodzinę. ale wiedział.powiedział szybko Ezra.Nigdy .spytał Jon. ale kim oni są? .odparł dumnie młody kapłan ku uldze Jona i zaraz dodał surowo: Gdzie błądzisz. Musiał jednak wybrać . w której błyszczały drogie kamienie. Zło trzeba wyplenić aż do korzeni. najwyraźniej nową figurę.zaczął Jon. . . jak i piekący żal. Jeśli wyznasz to szczerze i ukorzysz się. Wiedział.Słyszałem. Jon ciągnął: 118 . oni pójdą za tobą.spytał z zaciekawieniem. nędznie ubranego Człowieka na Osiołku… . co będzie tego warte… . .zaczął. a Jon dokończył: .i dawno wybrał. dam ci coś.zawołał Ezra. czekając z nadzieją na odpowiedź. w bogatej czerwonej szacie. wyobrażająca postać człowieka z długimi włosami. by czcić bałwany.

spytał Jon. umowa uniemożliwi twej małżonce sprzeciw i zaświadczy o prawdziwości twojej obietnicy . ani ty.poprawił bezwiednie Ezra z błyszczącymi oczami. Ezro. zadba o jego doczesne życie i zdrowie. a gdy zechcę wysłać go w Dalekie Kraje z misją nawracania pogan lub zwalczania heretyków. który od dziecka byłby ofiarowany Bogu i wyparłby się grzesznego ojca . przyjdzie do mnie na naukę. .Podpisz. Zaprowadził Jona do izdebki na tyłach świątyni i tam zasiadł nad dokumentem.Nie umiem pisać . która niewątpliwie będzie najsilniejsza przez setki lat.uzupełnił Ezra z pałającymi oczyma. . . sprawny i piękny jak ona. a Jon poczuł litość dla swego nie narodzonego syna. czego Ezra mógł pragnąć.A ja powiedziałem.… i bez cienia litości wobec heretyków . a ty weźmiesz go pod swoją pieczę i oddasz twemu Bogu… . Jednak tylko w ten sposób zapewniał mu bezpieczeństwo w świecie. Wyrysuj trzy krzyże . . gdzie tylko zechcesz. maczanym w inkauście.Idź zatem. to jednak… 119 . aby podpis był ważny.podkreślił Ezra. Ale kiedy tylko dojrzeje. o to by był silny. . Bez cienia wątpliwości i… . Pokażę ci. ..powtórzył Jon bez nacisku. poruszony do głębi słowami Jona. gdy byliśmy dziećmi i choć na dwóch zawiśli złoczyńcy. Syn heretyka czczącego bałwany. że nie umiem.Nie szkodzi. . co masz zrobić. przyprowadzi naszego syna do ciebie.nakazał kapłan.Co tym razem mówią te czarne znaczki? .Krzyż to święty znak i nie wolno go nadużywać! Trzy krzyże zaś to cała historia. gęsim piórem.spłoszył się Jon.tak. którą opowiadałeś nam. w którym będzie dorastał: postawił go po stronie. Jonie w Drodze. Gdybyś nie wrócił w porę.Trzy krzyże?! .…że gdy twój syn ukończy sześć lat. lecz wcześniej podpisz ze mną umowę.i mój syn będzie Mu służył w taki sposób. jak tylko zechcesz.Gaja da mu matczyną opiekę. nie chcąc wdawać się z kapłanem w dyskusję . śledząc z zazdrością szybkie ruchy pióra po papirusie. który napisał szybko długim.zawołał zdumiony Jon. ani jego matka nie przeciwstawicie się naszej świątyni . . że pouczę cię. . to było coś. . jak winien wyglądać podpis prostaka . To byłoby skuteczne narzędzie krzewienia prawdziwej wiary.…naszemu Bogu! .rzekł kapłan ze zrozumieniem. Ezro.streścił mu Ezra. .Ofiaruję syna twojemu Bogu .Mówiłem ci.

krzyknął Ezra. że Królestwo Boże rozciąga się na coraz większej połaci świata. zasiali Słowo Boże i nie dali mu wzrosnąć.Nie bredź! Stawiając trzy krzyże. westchnął i powiedział: . im się tylko śpieszyło. którego nikt już nie używał. wolniutko spacerował po wąskich ścieżkach między grządkami. nie sprawdzili. Jakby nadużywał prawdziwego imienia Syna Bożego do spraw codziennych i pospolitych. . jakby popełniał bluźnierstwo. . Stary kapłan. by spotkać Isaka. Odłożył pióro. mimo zimowych chłodów.Ci dwaj kapłani byli jak Ezra. Spojrzał na Jona z natężeniem. Jonie! Nie jesteś od tego. by pouczać swego kapłana! Jeśli godzę się na tę umowę. którego nie należało wymawiać. Jon zaś wolno wyszedł ze świątyni. Przybyli do waszej Wioski ponad sto pięćdziesiąt lat temu. Na razie jedziemy z Gają do Miasta. gorliwi i gotowi na wszystko w imię Boga Dobroci. czy wzeszło. Boże broń.wtrącił Jon. myślałem ze zgrozą o twoich pobratymcach.…dla Bezimiennego .dopowiedział Jon. nie patrząc. A chwasty plewili brutalnie. Nie dlatego.wytłumaczył kapłan.I wziąć ją dla Boga! . a potem idź sobie do Puszczy pomiędzy twe bałwany! Jon niewprawną ręką postawił obok siebie trzy duże. Jonie . gdyż nie ma on złych intencji. niepiśmienny klnie się na Syna Bożego. którzy zostali zabici przez Plemię na krwawą ofiarę dla… .Nie powinno się nigdy zaklinać na Syna Bożego… . lecz Ezra przerwał mu gniewnie: . nie ogrzali ciepłem zrozumienia i współczucia. ułatwiając Isakowi wybór między prawdziwym imieniem. Nie zrosili swego siewu wodą miłości. jak rośnie największa ze świątyń… Ezra spojrzał na niego zdumiony. nim tu przybyłem. że dotrzyma umowy . by zobaczyć. . . to tylko dlatego. Rzucali ziarno i biegli dalej. by jak najszybciej zebrać jak najwięcej nawróconych dusz i jak najszybciej przesłać do Dalekiego Kraju znak. przeciwnie! Nie.. że sami byli złymi ludźmi. . Miał uczucie.…i wziąć ją sobie .ciągnął w zamyśleniu Isak.zaczął znowu Jon.Nie od razu ruszę na drugą stronę Rzeki. Teraz udał się do ogrodu. czarne krzyże u dołu zwoju. jakby słabł mu wzrok i powiedział bez powitania: .Kiedyś. Byli tacy młodzi i pełni wiary.Podpisz. Na wszystko prócz prawdziwego dobra. czy w 120 . by ocalić duszę nie narodzonego dziecka! .Znasz historię dwóch kapłanów. którzy przybyli tu pierwsi? Tych. a przydomkiem. a ze zrozumieniem o moich braciach. co wedle nich oznaczało skutecznie. Ale nie myśl o nim nigdy źle.Nie pouczaj mnie.

Jonie.Cały świat. to straszliwy trud… Jon uścisnął Isaka i ucałował jego rękę. Jonie. który udowadniał. . nie wzeszło. a bycie w większości jest bezpieczne.Ile czasu musi minąć? . Albowiem ziarno.pokiwał głową Isak. zaczęli tłuc gliniane posążki plemiennych Bogów. Jonie. ale starzy Bogowie też mają swe miejsce. do kresu Kamiennej Drogi? . Jonie. . . bo masz wątpliwości. bóstw i bożąt. Jedną trzecią kręgu tworzył Isak. gdyż świat najbardziej nie lubi odmieńców i ludzi wątpiących . Nigdy nie chciałem nikogo do niczego przymuszać.…i Plemię ich tam zawiodło? Na drugi brzeg Rzeki.o dziwo .spytał z nadzieją Jon. Nikogo nie omija ta słabość.CYWILIZACJA .Tak wiele. . Gdy już zniszczyli wizerunki bóstw i bożąt znalezionych w Wiosce. . . zginą pierwsi.Minie wiele.razem z Ezrą dopełniają się i tworzą całość. . składa się z ludzi. . dlatego wojny nigdy się nie kończą. . że czyni dobrze.Dobrze zrobiłeś . Jesteś odmieńcem.Cywilizacja . iż to właśnie oni mają rację. że nie sposób tego przewidzieć. którzy nie zechcą stanąć po żadnej stronie. wiele czasu. w której zabraknie szamana i starego kapłana.ogóle wzeszło. nim Cywilizacja będzie oznaczać swobodę wyboru. że nie chce żyć w Wiosce. Jedną trzecią kręgu stanowił szaman. “Co tu robicie z tym wielkim bałwanem? Pokażcie nam…” . bo właśnie oni obaj .powiedział z goryczą Jon. otaczając ją magicznym kręgiem. .Zapewniłeś mu w ten sposób przynależność do większości. Pomyślał. I twoje Plemię im pokazało: zabiło obu kapłanów i złożyło ich ciała w ofierze. Nie czekając. Rzucali słowa pełne gniewu na głowy bałwochwalców. że całe zło wynika z niezrozumienia. z przekonania każdej ze stron. łagodzący gniew i żal starych Bogów. że to ona ma rację.zażądał jeden z nich. która chroni Wioskę.Dlatego właśnie oddałem mego nie narodzonego syna pod pieczę Ezry wyznał Jon. które zostały zapomniane 121 . Nawracanie. bóstw i bożąt. Ja przecież też wierzę w swoje racje. wierząc. drewniane palili na stosie.szepnął stary kapłan i dodał: Ty jesteś odmieńcem. które tak pośpiesznie siali kapłani. którzy wierzą. zażądali. a Jon zapytał szeptem: . Ci zaś. że wprawdzie jego Bóg jest ponad wszystkim.Dopiero od niedawna wiem. by ludzie z Wioski zaprowadzili ich na miejsce kultu. Isak umilkł na chwilę.Tak. Dlatego odchodzę z tego świata z radością.przytaknął kapłan.

silna. wielusetletnie drzewa. Wycinano więc Puszczę.szepnął Jon sam do siebie. Świątynię budowano na skraju Miasta. rozrastając się . świątyń. Już z daleka. a tak często gniew i nienawiść . lecz skutecznie. który . Siwa klacz była łagodna. Robotą kierował mistrz przybyły z Dalekiego Kraju. gdyż nie miał w sobie wątpliwości. gniewnie. przybliżając się do niego. Im byli bliżej. Szaman czekał. ale niezwykle wysokie. zapewne zostałby spalony na stosie jako czarownik. a droga równa i bezpieczna. ledwie skończyła się Puszcza. wracając do domu. ale ten miał przewyższyć okazałością wszystkie inne. na półtora miesiąca przed narodzinami syna.w Jego mniemaniu pomoże Mu odzyskać świat. lecz tylko cztery. w którym świątyń było prawie tyleż samo co mieszkalnych budynków. które tak rzadko budzi skruchę. Miasto zawładnęło wyobraźnią puszczańskich Plemion. że Gai. Zresztą kobiety z Wioski przywykły do ciężkiej pracy do ostatnich dni przed rozwiązaniem. Kapłan Ezra. widząc obu. stworzy w Wiosce świat bez prawa wyboru i wywoła w Plemieniu poczucie winy.Tak. Nie musieli wjeżdżać w labirynt uliczek Miasta. które karczowały kolejne połacie Puszczy. I wreszcie jedną trzecią kręgu tworzył kapłan Ezra. szybko. To szaman pomagał bożętom i bóstwom dokończyć żywota. To był dowód. czego Jon chciał uniknąć. z której przybywali. by wiodły doń drogi szerokie i bezpieczne. od strony. ubijano wydartą przyrodzie ziemię.a potem zapragnęło. *** Droga do Miasta była krótsza niż niegdyś.myślał Jon. utwardzając ją żwirem i kamieniami. tym budowla wydawała im się większa i wspanialsza.przez Plemię. Stary szaman umrze razem ze swoim starym Bogiem i chwała Panu za ten akt łaski. gdyż stosy nieuchronnie zapłoną także i w tej Wiosce. że Cywilizacja przyśpiesza kroku. gdy zostanie tu sam. strzeliste wieże nowej świątyni. Ludzie z Wioski. zobaczyli nie dokończone. Podróż do Miasta nie zajęła im więc sześciu dni. gdyż czuł się w nim jak w klatce. nie czuli się winni za przeszłość i nie bali się przyszłości. Dlatego Jon nie obawiał się zabrać żony. Kiedyś trzeba było przedzierać się przez Puszczę. a potem przywołał na usta pogodny uśmiech i przekroczył próg domu. Jednak Miasto wciąż wydzierało Puszczy skrawek za skrawkiem. Gaja zaś była zdrowa. rusztowania pięły się tak wysoko. W Mieście było kilkanaście Domów Boga. odporna. nawet ospała. Drewno było zresztą potrzebne na budowę nowych domów. która zapatrzyła się w 122 . karczowano potężne. Nie ma już miejsca na nowego szamana. a zaczął bity trakt. zamków. mój syn musi przynależeć do większości . . aż największy ze starych Bogów wybierze sobie tego. gdyż bity trakt skrócił o połowę trudy podróży. ryzykując spotkanie z dziką zwierzyną i złymi ludźmi. jak oceniali. szamana i Isaka. Gdy przystanęli u jej stóp. który prowadził ludzi w przyszłość.

a nieznajomy też się roześmiał i odparł. nigdy nie są tylko tu lub tylko tam. by nikt nie skradł cegły. jak i pięćdziesiątkę z okładem. . jest na odwrót . jak oni.usłyszał Jon za sobą czyjś niemłody głos.zaprzeczył Jon. którzy niechcący przewrócili w błoto taczkę z cegłą. Dlatego tak trudno ich wykląć. lecz wciąż jaskrawoczerwone skórzane buty. . . . Słyszałem. z kilkoma rogami.Z nieba spadł? . komu się nie podoba. . Można było dać mu zarówno trzydzieści parę lat. że On nie zastanawia się nad okazałością swych świątyń . czy Bóg Dobroci zechce zamieszkać w tej świątyni.Myślałem tylko nad tym. Jon odetchnął z ulgą i odwrócił głowę: za ich plecami stał najniezwyklejszy człowiek w nieokreślonym wieku.Zważaj na słowa! Bóg tu wejdzie. Jego ramiona skrywała szeroka bluza w kolorach tęczy. choć było tam wiele zdumiewających rzeczy. patrząc z niepokojem na mnicha w białej szacie. Jon nigdy jeszcze czegoś takiego nie widział nawet na obrazkach w księgach Ezry.Bluźnisz! .zastanowił się głośno Jon. Nieznajomy miał na sobie obcisłe nogawice wpuszczone w brudne.Twój ubiór świadczy o tym. czy nie wyda Mu się ona za duża? . tym większa jego chwała! A ten.Tacy jak ja przebywają pomiędzy niebem a piekłem. Do 123 .Ciekawe.krzyknął obok niego człowiek w białej długiej sukni. . Jego zaś niezwykłość wynikała ze stroju. Poznał już znaczenie słowa “heretyk” i bał się tego.górę. ledwie skończymy budowę! Im większa świątynia. że niektórzy czczą tam jeszcze bałwany . na głowie zaś nosił dziwaczną czapeczkę z grubego sukna.zaplątał się Jon. brzęcząc dzwoneczkami: . by ją podziwiać. Oprócz mistrzów murarskich. krzycząc na murarzy.Wydaje ci się. co począć z młodym bluźniercą. Sprytniejsi mieszkańcy Miasta założyli wokół kramy z różnością towarów i prostym jadłem. czy musi być taka wielka. co ze sobą niosło. spotkać można było kapłanów w ciemnych lub białych sukniach. a tymczasem. lecz nagle rzucił się. któremu towarzyszyło ciche brzęczenie dzwonków. czasem sobie myślę. że świątynie winny przychodzić do Boga. młodzieńcze. gdyż wciąż przybywał ktoś nowy. zakręciło się w głowie.Ależ ona mi się podoba . Wokół budowli trwał niebywały ruch.zdziwiła się Gaja ze śmiechem.mnich piorunował go wzrokiem. jest bluźniercą i heretykiem! . zastanawiając się. jak usłyszałeś. że przybyłeś z Puszczy. pilnujących. czy… no. Mnich na widok przybysza skrzywił się. którzy nadzorowali robotę. może On… to znaczy. . by murarze nie skąpili zaprawy i nie marudzili przy robocie.

. . Dzwoneczki brzęczą tak. nawet złotem.Rozumną masz żonę. gdy się martwisz. lub śmieszy ich to.Kim jesteś? . Ich domy są różne: czasem to zamki i pałace. Nieznajomy swym wyglądem wzbudzał rozbawienie. A sądzę. młoda damo. . bo zmartwienie jest większe. nawet wtedy.Nie . A czyż moja czapka nie jest śmieszna?spytał Błazen. . aby Bóg obdarował ją aż tak szczodrze .odparł nieznajomy i dodał: .spytała Gaja. a smutna.obruszył się Jon. że i ty masz powody do zmartwienia. kradnąc im miód. .Twoja czapka jest smutna. .Jego czapka jest śmieszna. a wtedy zamiast złota dostaję miskę strawy dwa razy dziennie. . ani ja nie czujemy się biedni . Gdy moje żarty zbytnio żądlą mych panów i to boli. biedak dostaje żarty za darmo. by kogoś śmieszyło to. nie zawsze na jednaką nutę. gdy pszczoły potną jej nos żądłami i to ją boli. Śmieszna jest niedźwiedzica. podskakując i jego dzwoneczki znów zaśpiewały. niekiedy zwykłe chaty.Jestem Błaznem do wynajęcia. że rzecz zabawna śmieszy wszystkich . Bogacz płaci więcej. gdy ogania się od dzikich pszczół.Ani ona. lecz wkrótce wyrzucają. jak on chce. Jonie . gdyż dzwoneczki brzęczą cały czas.skłonił się Błazen. gdy opowiada wesołe historyjki.Kto to jest Błazen? .spytał Jon. opłatę uzależniam od stanu ich kiesy. panie. wtedy wypędzają mnie. które brzęczały cicho.stwierdziła Gaja w zadumie. . . z którego patrzymy . Gdy moje dowcipy i powiastki rozśmieszą mych panów w kłopotach i zmartwieniach.Dobrze to ujęłaś.Jestem Błaznem . zatem pewnie jest biedna. Szczerze mówiąc. co ciebie wcale nie śmieszy? Myślałem. . gdyż mój ostatni pan znudził się mymi żartami i mnie wygnał.Mylisz się.tych rogów przymocowane były małe dzwoneczki.zdziwił się Jon. jak dobry pies. .wtrąciła Gaja. gdy mówi o smutnych sprawach. gdyż trudno.Jak to możliwe. 124 . mimo woli uśmiechając się. a w dodatku piękną. Ale przestaje być śmieszna. . niż sądzili.Zabawiam moich panów za niewielką opłatą. opłacają mnie sowicie. lecz wyraziście wraz z każdym jego ruchem.Nigdy nie słyszałam o takim zajęciu! Co robisz? . .odparł Jon. płacą mi za nie. Szukam nowego pana. co mnie nie śmieszy wcale. Gdy trudno ich rozbawić.To chyba zależy od miejsca.

lecz nie mam za co . . 125 . rozwierając sakwę z jedzeniem.speszył się Jon. a Błazen zaśmiał się krótko. .Jon zmienił temat. . nie na chwałę Pana. . że masz pustą kiesę i przynależysz do gorszego stanu skomentował Błazen. Dwóch ludzi w długich sukniach przegnało mnie kijami.Przybywa tu tylu ludzi. .Rozumną masz żonę . zapłacono ci coś za żarty? . Ale gdy to mówię. pieczone pięć dni temu. a człowiek w lisiej czapie zagroził. srebra. . iż wierzą. kogo rozbawię i kto kupi mi w zamian miskę gorącej zupy lub garnek z kluskami. inaczej zapomniałbym. czując się niezręcznie. upiekliśmy go w ognisku. Dzwonki zabrzęczały melodyjnie. .. że ich Miasto jest tak potężne.Jeśli jesteś głodny.Kupiłbym ci.stropił się Jon. Błazen zaśmiał się nagle szczerze i niepohamowanie. koło świątyni. że skończę w miejskich dybach.Od razu widać.…na świątynię! Zbieramy datki na świątynię! .odparł Błazen. lecz niewesoło. Mamy też placki. . więc wciąż mam nadzieję. ani nawet miedzi . Gaja szybko zsunęła z szyi niewielki naszyjnik z bursztynu i wsunęła go w szparę skrzynki. iż powinno mieć największą w okolicy świątynię. a zwłaszcza w pobliżu świątyni szybko poczujesz. na czym ona polega uśmiechnął się Błazen.zaproponowała Gaja. Mnich zaraz odbiegł. złoszczą się.powtórzył w zamyśleniu Błazen. że tak potężny jest Bóg. .Czyżbyś nie chciał. Oni sądzą. że przybyłeś z Puszczy. przyglądając się Gai z uwagą.zabrzmiał tuż przy nich czyjś głos i inny mnich. ale trochę stare. Jeden kawałek jest w nadmiarze. by świątynia szybciej rosła w górę? By była jeszcze większa i wspanialsza. możemy się z tobą podzielić tym. że świątynię tę wznoszą tak potężną nie dlatego.Muszę wykonywać moją pracę. podsunął im pod nos drewnianą skrzyneczkę z otworem od góry.Jon upolował wczoraj w Puszczy zająca. gdy powtarzam. .Po co zatem tu tkwisz? . . Więc powstaje na ich chwałę.Czy tu. niż się zapowiada? Aby była największa w całym tym dzikim kraju?! spytał gniewnie mnich. w Mieście.Nie .Nie mam złota. co mamy . że znajdzie się ktoś. w ciemnej długi sukni. Tu. .Nikt się nie śmieje.

.i Błazen zabrzęczał nie dzwoneczkami u swojej dziwacznej czapki. żeście z daleka? . 126 . Błazen zerknął przelotnie na wypukły brzuch Gai. Zatem to ja was nakarmię. to Go tu jeszcze nie ma.Widzę. To nie zależy ani od wielkości świątyni. lecz suto wypchanym woreczkiem ukrytym a koszulą. skryty nie dość dokładnie pod burym płaszczem. szczególnie w tym mieście. .zaprzeczył stropiony Jon. gdyż to ja mam złoto i srebro .Cywilizacja . bo to mój fach. .Nie chcę wyjść z wprawy w wymyślaniu dobrych żartów. Jonie. A jeśli z miłości… Ale o miłość. że to żarty. lecz zaraz spoważniał i odrzekł: .zaśmiał się Błazen. A wy? Czego tu szukacie.powiedział Jon. a Gaja roześmiała się niepewnie i dodała: .dopowiedział Jon. . ucinając niewygodny temat. że jesteśmy wykształceni? . zasiedli na drewnianej ławie i już po chwili wyjadali drewnianymi łyżkami białe kluski z dużego garnka.Nie .Jeśli szukasz w niej Dobrego Boga. gdy się najedli. Jechaliśmy cztery dni z Wioski. myśląc. które tętniło życiem.. .zamyślił się Błazen.Nasze konie czekają za Miastem. Ale jakoś ostatnio źle trafiam. by spojrzeć na świątynię .spytał Jon.odparł Jon po namyśle. ani od budowniczych. Utworzyły one niemal małe miasteczko.dokończył Jon. ani nawet od mnichów. I może nigdy nie będzie.Nie umiesz żyć bez panów nad sobą? Błazen znowu się zaśmiał. . czemu szukasz pana? .Ho! Ho! Ho! . choć was nie rozbawiłem? Dlaczego? .Skoro masz tyle złota. Ale Błazen ujął Gaję za ramię i zaczął prowadzić ją w stronę kupieckich straganów i bud. Dobry Bóg nawet na nią nie zerknie.Dobrze. Jeśli wznoszą tę świątynię z pychy. .Chcecie mnie karmić.Nie umiemy czytać ani pisać. chroniącym przed deszczami i śniegiem.Bo jesteś… jesteś człowiekiem . z wysuniętym dachem. przyjacielu. Poszli do jednej z licznych bud. Teraz Jon się zaśmiał. .Nasz syn będzie to wszystko umiał . tak trudno w dzisiejszych czasach . bo widzę po waszym stroju.

Powiem wam szczerze. dobra… . najwyższa spośród wszystkich w tym małym. żeby mój syn był bezpieczny. Jon i Gaja stanęli wewnątrz świątyni i wznieśli głowy: kopulasty dach . Siły i Cywilizacji. bo i ja lubię to.Widzisz.który już zaczynano nakładać na drewnianą konstrukcję gont po goncie . Może tak potężna świątynia. że większość ludzi wierzy. Błaźnie ciągnął Jon. . Może jeszcze nie ma tu Dobrego Boga i może Go nigdy nie być. W pobliżu siły jest zawsze bezpieczniej. Wstali z ławy i ruszyli ku potężnej budowli. Musi się z tym pogodzić .zaproponował Błazen i dodał: . dawali co mieli. nawet teraz. Jest mądra. a niektórzy mnie lubią. Wszyscy. Ogrom świątyni i uroda jej strzelistych kształtów zrobiły wrażenie na Gai i Jonie. że na nią zbierają. tym znajdą się bliżej Boga. Tymczasem Bóg… każdy Bóg… .Znam tu wszystkich murarzy. mogę ją wam pokazać .wznosił się tak wysoko. spalić gniazda dzikich pszczół. Błazen spojrzał na niego z zaciekawieniem. iż im wyżej sięgną. zamiast samemu się chwalić .. a Gaja kiwnęła z powagą głową.pokręcił głową Błazen. ale tu jest siła.No i co? Wybrałeś właściwą drogę dla syna? . a Gaja roześmiała się. więc i ja dałem. .myślał Jon. . co wielkie.Mówisz o tym tu synu? . że sam dałem trochę złota. w tej chwili.przytaknął Jon. zagubionym kraju.mówił Błazen. Błaźnie. 127 .może objawiać swą wielkość także w tym. Jeśli chcecie obejrzeć świątynię.pomyślał z żalem. zwróci szybciej uwagę Boga . że nie pozwoli rozdeptać mrówki. nawet najubożsi w kraju. zmiażdżyć dżdżownicy. jakby odpowiadając myślom Jona. .dodał Jon. Mógłbym w końcu pozostawić go matce. przyglądając się potężnej sylwetce nie dokończonej budowli. nasz syn znajdzie się za kilka lat pod pieczą kapłanów i chciałem się upewnić. gdy ogłoszono. Milczeli chwilę. . Jon pomyślał. Pewnie z tego samego powodu posąg Bezimiennego w Puszczy był tak monstrualny. iż wydawał się sięgać chmur.Owszem . Rosła w oczach.Chcę. Przepuszczono ich przez drewniane zapory i weszli do środka. gdzie ledwie majaczyła drewniana więźba . . że mężczyzna chwali przy obcych swoją kobietę.Ta żelazna iglica na szczycie będzie ściągać pioruny. niektórzy z nich nawet je rozumieją. patrząc wysoko w górę. Część ludzi w długich sukniach też bawią moje żarty. piękna.zaciekawił się Błazen. więc widocznie jego żarty tu się podobały. kątem oka dostrzegając smutek na twarzy Gai. czy dobrze wybrałem. Murarze pozdrawiali Błazna.Pierwszy raz słyszę. Można Go szukać wysoko. a tymczasem będzie tuż obok lub pod stopami.Dla niego tu przybyłem .

szczupła.Szukam nowego pana.powiedział Błazen. w którym wydali się sobie niezwykle mali i obeszli ją wokół.Skoro masz złoto i srebro. wysoka.Nie przynależę do rasy panów. Gaja akurat odeszła dalej.powiedział Błazen.spytał Jon. rudymi włosami. bo w Puszczy nikt nie mierzy bogactwa złotem. odsłaniając chore i obrzękłe nogi. zaprzeczyłem. ukoi jej smutek i osuszy łzy.zainteresował się Błazen. Błazen zerkał na niego ciekawie. Błaznem przyjacielem. . czego chciałbyś jako zapłaty. Błaźnie. który rozśmiesza.Osuszy łzy. chyba widzisz. by ją budować lub podziwiać. że On jest wszędzie i nie potrzebuje dachu.Gdybym był panem. . by przyjrzeć się dachowi nad drugą z wież. z rozrzuconymi na plecach długimi. a przekupnie wywrzaskiwali zalety swoich towarów lub jadła. Musiałbyś być Błaznem wiernym.. Wśród tłumów uwijały się rozwrzeszczane dzieci. Boję się też. Nie mogę cię nająć.Sam chciałbym wiedzieć . . Wyszli z wnętrza świątyni. że coraz mniej jest mi do śmiechu. wynająłbym cię .westchnął Jon.Myślę. Wśród pielgrzymów grasowali drobni złodzieje. ale okazało się. abym mógł wziąć cię dla niej za Błazna? Ale nie za takiego. . Żebracy siedzieli wokół na błotnistej ziemi. Jon zniżył głos do szeptu i spytał: . bo dama to stan umysłu. ucieszone gwarem jarmarku.A naprawdę…? Co myślisz naprawdę? . Wytknąłeś mi. Gaja właśnie wróciła. nie odrywając oczu od pnących się w górę ścian budowli.powiedział Jon. Daleka to musi być droga i ważna sprawa. że to ty miałeś rację. nawet złoconego. On przychodzi do ludzi. Otaczały ją gęsto budy i stragany.westchnął Jon. a może nawet kimś jeszcze bliższym. wyciągając przed siebie zaropiałe ręce. . kto nie opuści jej w złych chwilach. Jon nagle znieruchomiał i jakby intensywnie nad czymś myślał. ukoi smutek… Zatem ją porzucasz. skoro decydujesz się zostawić taką żonę jak ona. czemu nie miałbyś nim zostać? . Zajmowała ogromny obszar. Błaznem bratem. . 128 . że jestem biedny. Gdzie się wybierasz? spytał nowy kompan. przybyli zewsząd. mimo skromności ubioru wyglądała dziwnie szlachetnie. patrząc na Gaję.Ona może być moją panią. z bladą twarzą. więc twoje najlepsze żarty zmarnowałyby się . że w tłumie uda się im skraść komuś sakiewkę. nie do budynków . licząc na to. a nie wygląd czy strój . . Otulona burym płaszczem. brudne lub zaczerwienione od gorzałki twarze. więc umilkli. a wszędzie kłębili się ludzie. Wygląda jak dama.

niepewna. że Dobry Bóg lubi ciszę? Że nie kocha żebraków? Nie umie wybaczać złodziejom? Irytują go wrzaski dzieci? . gdy życie daje nam do tego okazję.rzekł Jon. . że dla odmiany to ty zostaniesz moją panią… . miodem i mlekiem i wreszcie uśmiechem.odparł Błazen. . Na resztę chyba cię stać? Gaja spojrzała na Jona. .Nie . rozglądając się wokół: .powiedziała Gaja do Błazna. Bo twój strój i czapka. tylko ta ostatnia cena.Bylebyś tylko umiał ukorzyć się przed naszym kapłanem. a Jon przyznał jej rację. Masz rację. choć dodał. jest naprawdę wysoka. że wprowadziłeś nas do wnętrza. niektóre żarty i słowa chyba nie wzbudzą jego zachwytu.Mimo to nie żegnaj mnie . . aby nie wziął cię za heretyka. w naszej Wiosce. gdzie tacy jak ty okropnie by się nudzili.Musimy cię pożegnać . że najlepszy jest śmiech.uciął krótko Jon. gdy zacznę żartować.Żaden? .Jon spojrzał na niego zdumiony. kawałkiem mięsa. w dodatku ono to czyni za darmo. Opuścili teren potężnej budowy i powoli ruszyli do koni.Nasza droga wiedzie w głąb Puszczy.Jadę z wami. a tego żaden Bóg by nie zniósł. lecz raczej podejrzenia.Dobrze. . a Błazen przyjrzał mu się uważnie. Gaju.A czym zapłacę ci za żarty? I po co w ogóle miałabym za nie płacić? . który ofiarowuje życie i za który nie trzeba płacić. 129 . My.Czyżby twoim zdaniem było Ich więcej niż tylko Jeden Jedyny? Jon umilkł stropiony. co on powie na tę niespodziewaną propozycję.Zapłacisz mi talerzem zupy. kiedyś było Ich więcej. Ta cisza daje nadzieję .Myślisz. . Jak widzisz. Ezrą. twój uśmiech. uśmiechając się. placka..zdumiała się Gaja. .zapytał Błazen. Jon uśmiechnął się: . nie da się ukryć. .Taaak. Błaźnie. Ale mógł to być także wciąż ten sam Dobry Bóg. a Błazen wymamrotał. że przy wznoszeniu świątyni zbyt wielu ludzi pragnie ubić interes. a Błazen ciągnął: . Pomyślałem sobie.Ja? . Jestem zmęczony. .Znudziło mi się Miasto i moi nadto głupi lub zbyt zadufani w sobie panowie.zaprotestowała Gaja. tyle że czczony pod różnymi imionami. śmiejemy się tylko wtedy. gdzie aż pod wysoki dach wznosi się cisza. .

a Jon z Gają opowiadali o Wiosce.Skąd je bierzesz? .Nie wiem.No i o to chodzi. .Nigdy nie mówię cudzymi słowami.Ooo. gdyż żyjemy w głębi Puszczy. a także po innych krajach. . a po części zmieniających się za sprawą Cywilizacji. .…a Oni milczą. że to pojmujesz. rozumiesz? O to chodzi. może z szumu drzew? Z trzaskania polan w ogniu? Z iskier w jej włosach? . W każdym razie nikt już nie czci bożąt. Choć Jon proponował Błaznowi jednego z koni.Czyje to słowa? . ale przy ostatnich słowach odprężyła się: .dokończył śpiewnie Błazen i Jon spojrzał na niego z ukosa. bóstw ani starych Bogów. gdyż wiele z naszych plemiennych spraw chyba cię jednak zadziwi. patrząc na mieniące się od blasku ogniska kasztanowe pasma. nie zamierzam też spłonąć na stosie! Twój Ezra mnie polubi! Twarz Jona na moment spochmurniała.Moje . gdy rozpalali ognisko i posilali się tym. . o wioskowej świątyni i tak różnych dwóch kapłanach.. Błazen chciał wiedzieć.stwierdził Jon krótko . twierdząc. o obyczajach Plemienia.do nas dociera wolniej.odparł Błazen. co mieli w sakwie lub co ich nowy towarzysz dokupił na straganach. Dobrze. Ale to już ostatni szaman naszego Plemienia. o łowieniu ryb. że drugi uniesie ciężar dwojga osób. bracie! . Wieść o obecności szamana w Wiosce zadziwiła Błazna. wygodny trakt.dorzucił. okalające zamyśloną twarz Gai. 130 . Błazen kupił sobie konia w Mieście. zapewnił nowego przyjaciela. szybko pokonując bity. Jon zdziwił się. że dużo podróżował po Miastach. częściowo zakorzenionych w minionym czasie. . Jechali teraz przez Puszczę.Umiem obchodzić się z ludźmi w długich sukniach. że aż tak wiele można o niej mówić: o mieszkańcach i domach. lecz nigdy jeszcze nie spotkał szamana. Miasteczkach i Wsiach. A na postojach. Nie lubię być pławiony w rzece. lecz Jon stwierdził.Cywilizacja . czy stary szaman umie czarować. wiem. gdy słuchał Błazna. Wyznał. . . że tego nie wie. choć nie ze szczętem pomarli . Jon snuł nieskładną i niepełną opowieść o szamanie i Isaku. a z kim nie wolno. o polowaniach w Puszczy. z kim spośród nich mogę żartować. gdyż o drugim Jon nawet nie wspomniał).spytał.zaśmiał się Błazen. o brzegu Rzeki (tym właściwym.

Żyje . mądrą twarz Błazna i usłyszał brzęczenie dzwoneczków na jego dziwacznej czapce. Do Wioski wjechali piątego dnia pod wieczór i pierwszym. Błazen był pierwszym człowiekiem. Niech czuwa nad nim Dobry Bóg. że gdyby nowy przyjaciel zadawał mu trudne pytania. . na co Jon zwrócił uwagę. bożęta i bóstwa niechaj mu nigdy nie czynią krzywdy .powiedziała Gaja do Błazna. Jon zaś po drodze upolował sarnę. . który przełamywał lody. Wieczorem drugiego dnia pobytu w Wiosce Błazen zaproponował. gdy tylko ujrzał smutną. Poczuł to od pierwszej chwili.równocześnie podkreślali jego obcość i samotność. który mu przypadł w udziale. Jakby trochę się go bali. Ale mimo chęci . w dodatku pierwszego i jedynego przyjaciela był trafny. jak i sposobem bycia . Potem.nie zrobił tego. równym krokiem. skąd wziął się przydomek Jona w Drodze i gdzie ta Droga go wiodła. kochanką. Jego i losu. Ale Jon nigdy nie miał przyjaciela. gdy przejeżdżali obok świątyni.westchnął z ulgą. przekraczając próg.ale gdy ze swobodą opowiadał. nie okłamie go w odpowiedzi. cywilizowanym świecie są ludzie gotowi płacić za okazję do śmiechu. . Już następnego dnia Błazen obszedł Wioskę. było nikłe światełko. że może zacząć uczyć swych nowych przyjaciół pisać i czytać. któremu Jon pragnął zwierzyć się ze swych trudnych tajemnic. Tutaj bowiem.Żyje . Jon pomyślał. Początkowo wzbudzał ciekawość i onieśmielający chłód zarówno swym strojem.Oto nasz dom. lecz .rzekł z powagą Błazen. Gaja była żoną. każdy mieszkaniec Wioski wybuchał śmiechem. matką przyszłego syna i najbliższą osobą. iż w dalekim. przedłużając oznaki jesieni. a teraz także twój . zbudowanej z ociosanych bali chaty.Niech zawsze płonie w nim ciepły ogień. usłyszał człapiące. . Ezra chodził inaczej: z energią. długim. nierówne kroki w ogrodzie.nazywając Jonem w Drodze . a także swoją niechęć do zbliżenia z nim. jakie miał Ezra. Na szczęście pierwsze mrozy cofnęły się. że dużo rozmawiali. nie byli więc głodni ani nie marzli. przebijające przez stojący samotnie nad Rzeką namiot szamana. pożartował z jej mieszkańcami i zaskarbił sobie ich względy. Zdecydował jednak. podróż zabrała im nie cztery. choć z całkiem innymi obrazkami: były tu 131 . Mężczyźni z Plemienia lubili go i szanowali. podobną do tych. Ze swej podróżnej sakwy wyjął grubą księgę. a starzy Bogowie.westchnął ponownie Jon. w Puszczy. ale pięć dni. Stary szaman i równie stary kapłan byli do tej pory drogowskazami dla Jona.Może dlatego. czym się zajmuje. wytłumaczyć. że wybór nowego. najlepszym żartem Błazna okazało się wyznanie. gdy dojechali wreszcie do rozłożystej.

Palą księgi? . są to nadal ludzie wybrani. zdobne pałace. Gaja wyraziła entuzjastyczną radość z propozycji Błazna. Gaja od razu zaczęła oglądać obrazki w wielkiej księdze. . nie może być tylko sekretną umiejętnością. Dlatego będziemy ją chować przed obcymi. by czytać umieli tylko wybrańcy i wybrano ludzi w długich sukniach.Ludzie w długich sukniach niosą Cywilizację do różnych światów i chwała im za to.powiedział.To księga o krajach i miejscach. I oni pierwsi. morza i oceany. 132 .Na stosie? Myślałem.Moja księga też nie wszystkim by się spodobała. Potem jednak niektórzy z nich zrozumieli. to grzeszny. . Nie wszystkich.i jeszcze dziwniejsze.przyznał Błazen. bo nie każdemu wydaje się ona potrzebna. a i ksiąg wciąż przybywa. jak myślisz.Tak. bo pokazuje świat takim. . Nawet dzieci potrafią posiąść tę sztukę .I będę rozumieć te znaczki malutkie jak mrówki?! . jaki jest. . to okrutny. z długą trąbą w miejscu nosa. wierzą w Boga Dobroci? zaciekawiła się kobieta. wydając okrzyki zdumienia na widok strojnych szat kobiet i mężczyzn. Gdy palisz księgę.warowne zamki. z jego słabościami. jakbyś palił człowieka . już w niecały miesiąc przeczytacie podpisy pod tymi obrazkami. Dzięki nim coraz więcej ludzi umie czytać księgi. oni spisywali je z mozołem i iluminowali.ucieszyła się.podpowiedział Jon. strojni ludzie. umiłowaniem złota i uciech. przez które przeprawiały się konie lub dwugarbne. kapłani. . zaczęli nauczać sztuki pisania i czytania.Czy wszyscy ci ludzie. To przecież ludzie je stworzyli. dziwne budowle. to znów dobry. że nauka czytania i pisania musi trafić do zwykłych ludzi. po których pływały domy. że palą tylko żywych ludzi… . wysokie zwierzęta z małymi główkami . Choć… hm… nie wszystkie księgi podobają się mnichom.Księgi to też żywi ludzie. które zwiedziłem . to znowu święty.zdziwił się Jon.Kiedyś dbano o to. . . Są takie.Cywilizacja . mnisi. . by nie oglądały ich oczy zwykłych ludzi. To wcale nie jest tak trudne. rozległości oceanów . to tak. które chętnie palą. wyrysowani w twojej księdze.Cywilizacja . lecz jest ich coraz więcej. gór. zakonnicy. .na których wielkie fale przewracały wielkie łodzie. . . rzeki z pływającymi długimi łodziami o nieznanych kształtach.wyjaśnił Błazen.Gdy poświęcimy na naukę trochę czasu.odparł zamyślony Błazen i dodał: .

Były tak inne od małej Wioski. zagubionej w wielkiej Puszczy. które się przed nią otwierały. jakie dawał mu maleńki świat własnego Plemienia. .odparł Błazen po krótkim namyśle. choć z zazdrością popatrywał na Gaję. spróchnieć. a kogo odrzuca. . obawiam się. a co złe. nie księgi. Gdy robisz interesy na drewnie. nie będę cię ich uczył. czarne znaczki na zawsze pozostały dla mnie Tajemnicą. że mogą znaleźć się ludzie. pewnie dlatego wolał poczucie bezpieczeństwa.Tak . inaczej się do niego modli. Może wówczas nigdy mnie nie rozczarują? . widząc tę księgę? . sza… .Cyt! Cicho.Ludzie są tak stworzeni. inaczej Go nazywa. Pojmowała jednak niechęć i strach Jona. kogo kocha. co myśli. oszołomiona światami. która po paru lekcjach zaczęła sylabizować z grubej księgi. że w przeciwieństwie do swego męża. nad tymi. ale ich nie znam i nad tymi. . Gaja zaczęła tęsknić za wielością światów. czego On chce. piękne.uparł się Jon. Jon odmówił nauki czytania.Ale to jest ciągle ten sam Bóg?. potężne.Chcę.zamyślił się Błazen. .Rozczarują? Wydawało mi się. Ku zdumieniu żony.Więc czemu kapłan Ezra miałby się zezłościć. że one wprowadzają nas w lepszy. że możesz mieć rację. Interes ubijany na Bogu zawsze jest dobry i w dodatku nie ma końca. Chcą nim zawładnąć i tłumaczyć w Jego imieniu.spytała znów Gaja i Błazen przytaknął. co jest dobre. które dopiero ktoś napisze. 133 . którego Droga wiodła nie tylko ku Dobru. Skoro nie chcesz poznać sensu czarnych znaczków.Odpowiedz jej . ciekawszy świat. które one niosą. Twoja wola Jonie.Ale to by znaczyło. że pożądają na własność wszystkiego co wielkie. nie tylko ku Pięknu..Więc czemu miałoby to im przeszkadzać? . które czytałem. Także Boga. by te malutkie. ono zawsze może zbutwieć. mogą je zjeść korniki i straci swą wartość.Gdyż wielu ludzi inaczej wyobraża sobie Boga niż my. inne Mu wznosi świątynie i całkiem inne odprawia w nich rytuały. . ale Błazen położył palec na ustach: . więc ich nowy przyjaciel westchnął i wyjaśnił: . a nawet za niebezpieczeństwami. Błazen jeszcze tego wieczoru zaczął tłumaczyć Gai znaczenie liter w księdze. Myślę. które już istnieją. że rozczaruje nas świat i ludzie. którzy napiszą księgi nienawiści . Ale gdy myślę nad wielością ksiąg.zdziwiła się. Jon zatem nie siadał do nauki czytania.

złączone razem. Przemilczam jedynie to. A sprawianie innym radości to dobry uczynek . . ona wręcz jej nie lubi. Zatem sprawiam mu przyjemność. proponując. I nie będzie to ani Bóg Ezry.pochwalił się Błazen.ciekawość to pierwszy stopień do piekła. które idą.w” . widząc jego zamyślenie. nie czując w jego słowach żadnej pułapki.uśmiechnął się Błazen. których wciąż przybywa w świecie. Dowodziło to. . iż wyręczy Ezrę w początkach żmudnego nauczania wioskowych dzieci.zastrzegł.. 134 . Czas. ani Bezimienny. Znam też różne praktyczne przypowieści . co czyni.…ale tylko ja będę decydował. szybko trafiłyby tu niepożądane księgi i różnorakie herezje. że jest tu też kapłan Isak. a nawet malować. nie wymaga od ludzi szczerości za wszelką cenę.a” .i” . chyłkiem. “Ona sięgnie nieba…” mówił Błazen.. . Wprawdzie niezwykły fach przybysza i brzęcząca dzwoneczkami czapka początkowo niepokoiły Ezrę. udając kogoś. gdy zapadł zmrok. że był on też w służbie u wielmożów z Dalekiego Kraju. myślał Jon. Gdyby zbyt wielu ludzi w Wiosce posiadło sztukę czytania. pisać na pergaminach i papirusie. gdy swego gościa zaprowadził najpierw do Ezry i pouczył. Cywilizacja. jeszcze bardziej ich do siebie zbliżył. zbyt prostolinijny jak na czasy.powiedział Jon do Błazna.Zgodnie z przewidywaniami Błazna kapłan Ezra polubił nowego gościa w Wiosce. w której Ezra nauczał dzieci. Jona zdumiało to rozumowanie. zawiódł Błazna do namiotu szamana. iż musi on sobie zaskarbić jego przychylność. którą tak sobie cenisz. Dopiero po paru dniach. wtedy gdy chlapią one wokół inkaustem i długo nie mogą pojąć.pewnego dnia ci dwaj starcy pójdą razem do Krainy Cieni. lecz świadomość. Wystarczyło. Jon głęboko wierzył.. Ezra uśmiechał się zadowolony. gdyż wedle Ezry . że pracował przy budowie największej w kraju świątyni i że zna każdy jej zakątek. Jonie. kim nie jesteś . Cywilizacja wymaga umiejętności dostosowania się do sytuacji. nastawiły młodego kapłana przychylnie do nieznajomego. Błazen zaoferował też pomoc w wioskowej szkółce. chytrości nowego przyjaciela lub jego osobistego uroku. czego on nie lubi. które dzieci nadają się do nauki .wbrew temu. gdy zadają męczące pytania. który dla obu starców mijał coraz szybciej.Okłamujesz go. iż Błazen pochwalił się młodemu kapłanowi. a nawet u najwyższych dostojników w długich sukniach.Jesteś. lecz nowy przyjaciel. Nie zdziwił się. na które nie powinno się odpowiadać. ba. Jon wiedział. tworzą słowo wiara. czego Ezra uczył ludzi w Wiosce . gdy ten opowiadał o znajomości z młodym kapłanem. że ..a”. pokręcił tylko głową: . gdy okazało się. a tam przywita ich obu ten sam Bóg.Umiem czytać.Nie okłamuję. Ezra przyjął ofertę pomocy od Błazna.r” . .. że literki .

…nagle ich spokojną rozmowę przerwał gwałtowny. 135 . Może trudniej w nich o śmiech i dlatego potrzebne jest zajęcie rozśmieszacza? A może. z którego je zrobiono. który dobiegł od strony Rzeki. . zanim Cywilizacja okrzepnie i podbije wszystkie światy. zdziwił się ich niezamierzonym podobieństwem . kapłan przycupnął obok. obdarzone magiczną mocą. a szamana . że pasujesz raczej do starych niż nowych czasów. za które mi nikt nie płaci. odzianych w obcisłe nogawice i fantazyjne czerwone buty .choć z drewna. gdyż uśmiechnęli się do nieznajomego z sympatią.Wynika z tego. Jon wiedział. przed setkami lat. czeka nas tyle rzeczy strasznych. kładą się krzyżem. . że tak jak dziś we wszystkich świątyniach świata ludzie klękają. Ale najdłużej wpatrywali się w jego twarz. z ogromną ciekawością obejrzeli Błazna. czynili te same gesty wobec starych bóstw.Ale wymyślono mnie w nowych czasach. Obaj starcy. wpatrując się z niepokojem w rwący nurt spiętrzonej wody. Paciorki Isaka przywieziono z Dalekiego Kraju.po czapkę z brzęczącymi dzwonkami.Obaj starcy uśmiechnęli się na widok Jona i Błazna. poruszył się też gwałtownie Isak . że tak szybko sprawdza się jego podejrzenie wobec zamysłów przyjaciela. a Błazen drgnął. . zmuszanie kości i mięśni do ruchu sprawiało im wiele trudności. rozmawiając.uśmiechnął się Błazen. wielograniastej czapce.zaprzeczył Isak.Czy przypadkiem właśnie życie rozśmieszacza nie jest smutne? .i przeznaczeniem i uprzytomnił sobie.spytał Isak. Wstawanie. cały czas przesuwali w palcach drobne paciorki. Drobniutkie. Dlatego moimi najlepszymi żartami są te. Błazen z Jonem wybiegli z namiotu.Więc to ciebie Jon chce tu pozostawić na swoje miejsce . a każdy krok okupywali bólem zmęczonych członków. . które przetykały drewniane w równych odstępach. także szaman zdołał zwlec się z łoża i wyszedł przed namiot. ale pozostali nieruchomo. Jon.Pasuje raczej do nowych niż starych czasów . Obaj. biją głowami o posadzki i czynią nakazane znaki . . że pasuję zawsze . milcząc i przesuwając w palcach swoje paciorki. rozpaczliwy krzyk. ścięto w pobliżu Kamiennej Drogi. każdy na swoim miejscu. . widząc sznury paciorków w dłoniach starców.Takie jest. Szaman spoczywał na swoim łożu. Wzrok czarownika jeszcze raz powędrował ku brzęczącej dzwoneczkami. chodzenie.Dziwne… Wydaje się.tak niegdyś. Oględziny chyba wypadły pomyślnie. że bez Błaznów życie byłoby smutne? . dla odmiany. od stóp. liczyły setki lat. Ale paciorki Isaka były stosunkowo nowe. że zdobiły one szyję każdego plemiennego czarownika i że drewno.a gdy dwaj młodsi mężczyźni dobiegali już brzegu.szepnął wreszcie szaman. na małym zydelku. Nie chciał jednak pytać szamana o pochodzenie kościanych paciorków. srebrnymi kuleczkami. czarne perełki przetykane były.

milcząc. w dół Rzeki. gdy w milczeniu Plemienia tkwiła zapowiedź jakiejś tajemniczej groźby. Dziś Plemię także czekało.myślał zrozpaczony Jon.Tabu… . czy usłyszał zew? Ja czy szaman? I czy w ogóle powinniśmy pytać? Po co przywiodłem go z Miasta do naszej Wioski? Aby wydać Drodze…? . a ktoś odtwarza na nowo przygodę z dzieciństwa. przed laty. na co przed laty zdobył się mały Jon: wskoczył do Rzeki i płynął. Był o wiele starszy i silniejszy niż kilkunastoletni Jon wówczas. rozczarowany Jonem. jakby odbite w pękniętym zwierciadle. więc przepłynięcie rwącej wody zajęło mu mniej czasu. jak stoją nieruchomi. Chłopiec. na znak. a potem zsunął się po gałęzi i zawisł. patrząc z ulgą i niepokojem. Plemię zaś wciąż stało w wielomównym milczeniu. . wciąż uczepiony spróchniałego konaru. szybkimi ruchami ramion i nóg. wspiął się na drzewo nad wodą. żeby przekrzyczeć huczącą Rzekę i groźne milczenie Plemienia. Przecież tak rozpoczęła się jego Droga.Pierwszy śnieg i poprzedzające go ulewne deszcze podniosły wysoko poziom Rzeki i gwałtownie przyśpieszyły jej bieg. który go znosił… …i jak zwykle w tym nieszczęsnym miejscu znosi go wprost na drugi brzeg pomyślał niespokojnie Jon i poczuł chłodny dotyk lęku wzdłuż kręgosłupa.Czy Bezimienny. nieświadom swego przestępstwa (jak wtedy Jon…).krzyknął z całych sił. Stał teraz na terytorium Bezimiennego. Ale Błazen już wychodził z chłopcem na drugi brzeg. na co czekają i bał się. że śni. Nagle śmignęło przed nim mocne ciało Błazna. jak jego przyjaciel macha z oddali dłonią. Plemię czekało. Pośrodku nurtu unosiła się jasna główka synka sąsiadów Jona. jak się okazało.Tabu! . Jon nie wiedział. walczył teraz z prądem. lecz widząc ludzi z Plemienia. z dzieckiem w objęciach. Nieruchomi ludzie wyglądali jak gliniane figurki.zawołał wreszcie Jon. pokonując jej nurt równymi.Bród jest poniżej! . Gałąź nie wytrzymała ciężaru i malec. Kto go spyta. gdy tonęła Gaja. że zrozumiał i maszeruje teraz. Bał się tak jak wtedy przed laty. Jon spojrzał na starca: w postaci czarownika czaiły się ulga i lęk przemieszane z żalem. Jego przyjaciel uczynił to. szuka jego następcy? Wydawało mu się. iż przeżywa po raz wtóry to samo. stał nadal jak sparaliżowany. . Zatrzymały go wspomnienia z dzieciństwa. spoglądając ukradkiem na starego szamana. chcąc zarzucić na głębinę swą wędkę. pełen radości z uratowania dziecka (jak dwunastoletni Jon…). . tak samo jak wówczas. . Chciał skoczyć do wody za malcem. On nie musiał czekać na powrót 136 .Jon usłyszał za sobą słaby głos szamana i miał wrażenie.

znał odpowiedź. Na widok nieruchomych. Szedł uśmiechnięty. zawsze bolało ich do żywego. który przypominał. 137 .podszedł do szamana. nie oglądając się do tyłu. wciąż milcząc. że wybór. choć powinien trzymać się z dala. kilkunastoletni wyrostek. milcząc. że malec żyje? . Oznaczałaby. jakby szukając w nim śladów przemiany. co niezrozumiałe. czekając na rozstrzygnięcie. …a teraz ludzie z Plemienia stali wszyscy razem. ze swymi paciorkami w ręce . czekając niecierpliwie. na śmiech i oklaski… Plemię milcząco patrzyło na szamana. Czarownik z kolei wpatrywał się w mężczyznę. . kto jest tu najważniejszą osobą . jego mokrych włosów. że ludzie z Wioski. Przyjmując nowego Boga. że dziecko żyje. ramię przy ramieniu. Potem. Wciąż stał koło namiotu. naznaczony jest wątpliwościami. milczących sylwetek ludzi zwolnił kroku i patrzył na nich pytająco. zaczął dotykać Błazna. pokręcił przecząco głową i wszedł do namiotu. Wreszcie Błazen wyłonił się zza zakrętu.i przesuwał je powoli w zesztywniałych palcach. To. koralik za koralikiem. wesoły. czekając na powrót Błazna z dzieckiem. oddając po drodze dziecko w ręce jakiegoś mężczyzny. nie popierają związków starego z nowym. to jednak zażyłość kapłana z czarownikiem byłaby dla nich jeszcze bardziej obraźliwa. dłoni. która musiała nastąpić. Błazen. dowcipkując swoim zwyczajem: . że od tego momentu wszystko potoczy się inaczej niż przed laty. Mężczyzna objął chłopczyka ostrożnie. ludzie pragnęli iść naprzód. twarzy. I choć określenie “bałwany”. Błazen dodał.Czekałem na okrzyk radości. spośród drzew. zziębnięty. że Isak nie chciał niepokoić Plemienia swą zażyłością z szamanem i stał na brzegu Rzeki kawałek dalej. jakby malec był zarażony trądem. co powie stary czarownik. A Plemię nie lubiło wątpliwości. …i nagle Plemię zaczęło wychwalać bohaterski czyn przybysza. wyczuwając napięcie tłumu i odgadując. nie tylko u ludzi z Puszczy. z natury łagodni i przyjaźni. Potrzebny im był Ezra. porzucając wiarę w stare bóstwa. Jon podbiegł i narzucił koc na jego ramiona. Jon zaś pomyślał. stał jak przykuty. a nawet ziemię. dając hałaśliwy wyraz radości. na której żyli. Także Isak. wyszedł z Puszczy z uratowaną dziewczynką. otoczyli kołem bohatera i przyjaźnie klepali go po ramionach. młodzi i starzy. huśtając dziecko w ramionach.zdziwił się Błazen. zawsze wzbudzało lęk. którego dokonali.Co się stało? Nie cieszycie się. Z ulgą dostrzegł. jakiego dokonali wyboru i groził piekielnym ogniem za “powrót do bałwanów”. Jon wiedział. obrażało pamięć praojców. gdy on.Błazna. Czarownik. czapki. Mężczyźni.

. gdy mały obłok rozbił się o ramię najbliżej stojącego mężczyzny i zniknął. a jeśli nim nie jesteś. Gai się spodoba.Szkoda. Szkoda. nie namyślając się długo. ściągnął z głowy ów dziwaczny symbol swego zajęcia i rzucił na ziemię. melodyjne imię. czapka zaś. mimo grubego koca. Szaman i Jon znieruchomieli na moment u wejścia do namiotu.Ariel? Ariel… . twoje dzwoneczki umilkły. martwy przedmiot. Nie ma pojęcia. skręca wolno. Nagle czarownik zatrzymał się i trzykrotnie wyszeptał z naciskiem: . . kruchość jego ciała. płynąc w powietrzu ku ludziom z Wioski. Plemię znowu wydało okrzyk radości. . Skoro tak. nie jesteś już Błaznem. .stwierdził nagle jeden z mężczyzn i dał mu własną czapkę przyozdobioną lisią kitą. że ludzie w ogóle nie słyszą już Jego głosu.Ariel . Błazen.Czapka jest mokra… i tak już nie dzwoni… . mimo braku wiatru. Niemal w tej samej chwili. Plemię się tego domyśla . 138 .Jonie. złączyły w niewielką chmurkę i Jon ujrzał. Lisia kita spłynęła mu na ucho. że twój przyjaciel nie przyjął nowego imienia. Jej niedawny właściciel wziął lisią czapę z rąk mężczyzny i nałożył ją sobie z fantazją na bakier. brzmi jak śpiew przelotnego ptaka. Jona dobiegły słowa ofiarodawcy lisiej czapki: . Czarownik przymknął oczy i zdawał się nasłuchiwać. czuję to właśnie w jego brzmieniu. czuł.Mam na imię Ariel… dodał oszołomiony. ni z ulgą i przymknął oczy. . jakby Błazen namyślał się lub wydobywał z pamięci dawno zapomniane słowo. którą w zamian przywdziałeś. Podpierając starca. że jego stopy dotknęły świętego brzegu. Jon pomagał szamanowi wejść z powrotem do namiotu. jak chmurka. to imię niesie kłopoty całkiem innej natury. to musisz mieć imię… Zapadła chwila ciszy. a potem młody mężczyzna odsunął skórzaną zasłonę i zaprowadził starca do łoża.rzekł wreszcie ze szczerym zdumieniem w głosie. Twój przyjaciel niczego nie usłyszał. które nadaliby mu kapłani. a równocześnie oglądał przez ramię tę scenę.To ładne.zapytał Jon.powtórzył szaman z niepokojem. .Imię… Imię… Imię… Trzy obłoczki jego oddechu natychmiast przemieniły się w parę na mroźnym powietrzu. . że udało mu się wydobyć z pamięci prawdziwe imię. jest nakryciem głowy znamionującym prawdziwego mężczyznę.No.wyszeptał szaman ni to z żalem. A teraz posłuchaj… ON jest tak zmęczony i chory. niczego nie poczuł.Ariel? Co cię w nim niepokoi? . . Błazeńska czapka opadła na wilgotny śnieg jak bezużyteczny. Pomógł mu się położyć i starannie otulił futrami.

za mnogością pielgrzymów.zaśmiał się wesoło. I że przybyło mu nie kilkanaście. gdy Cywilizacja była daleko. gdzie czekałaby go okrutna śmierć. że to dzięki jej pochodowi przez bezkresne stepy. . Będą musiały minąć długie wieki. ale kilkaset lat. że dotknął drugiego brzegu i wrócił taki sam. gdy posłyszał zew. gdzie prawda będzie zmieszana z kłamstwem. Wiedział. Ale pojmował też nieuchronność Cywilizacji. Zrozumiał strach i rozpacz Bezimiennego. a Plemię zawtórowało mu radośnie. też jej nie znamy. Sam podniósł dziwaczny symbol swego dotychczasowego życia. Licząc ilością lat. Jon podszedł i schylił się. dowodziło. że Błazen przepłynął Rzekę tam i z powrotem. ale jemu wydawało się. zatęsknił za czasem. lecz Ariel wstrzymał jego dłoń. gdyż nikt nie wycinał drzew na budowę miast i świątyń. iż ludzie w Wiosce nie potrzebują starego czarownika. Może ktoś napisze wówczas grubą księgę o swych korzeniach. jakie wyciska na ziemi maszerująca coraz dalej Cywilizacja. w którym na nowo się narodził.czarownik uśmiechnął się w odpowiedzi ze smutkiem. nim zatęsknią lub zapragną powrócić do swych korzeni choćby po to. że minęły całe wieki od tamtego dnia. pola i nieprzebyte puszcze coraz rzadziej mówi się o tym miejscu na ziemi jako o Dzikim Kraju. Patrząc na drzemiącego znów starca. bywają zmieszane z krwią i cierpieniem.uśmiechnął się smętnie Jon. stąpających Kamiennymi Drogami z czterech stron świata. . gdyż nikt już nie będzie pamiętać. jak wyglądała. nie trzeba okadzać go dymem . Ludzie poczuli się nagle wolni od Tabu. chcąc ją podnieść. pomyślał.Nie. 139 . być może znaleźliby się chętni do wykonania tego polecenia .. choć instynktownie wyczuł. I nagle zatęsknił za pradawną Wioską otoczoną nieprzebytą Puszczą. a twarda stopa tej Wielkiej Pani depcze na śmierć także ludzi. jemu by tylko zaszkodziło. była tak nieodległa. że Plemię przed chwilą odkryło nie tylko to. A zresztą… My sami.pomyślał gorzko. lecz rozbawiło je i przyniosło ulgę. . I zepsułoby mu dzień. Nie tylko z powodu choroby i wieku. że za tymi słowami kryje się coś ważnego. że ślady.Tobie to nie pomogło. wspominając znów swoją przygodę. żyjąc tu. by przypomnieć sobie. Gdyby Ezra dziś lub jutro nakazał wygnać go z Wioski do Puszczy. wziął potężny zamach mocnym ramieniem i przerzucił czapkę na drugi brzeg Rzeki.Chciałem wrzucić ją do wody…! . Szydercze nakrycie głowy na brzegu dotychczas uważanym za święty dziś już nie niepokoiło Plemienia.Nie będziesz go zatem okadzał dymem . że ktoś złamał Tabu i mimo wszystko powrócił nie zmieniony. Jon nie zrozumiał ostatniej myśli szamana. To. Ariel stał nad brzegiem Rzeki otoczony kręgiem nowych przyjaciół. a jego porzucona błazeńska czapka z dzwoneczkami leżała na ziemi.pomyślał Jon. Opuścił namiot czarownika. jak wyglądała przeszłość . że jego czas się dopełnił. Wiedział też.

słysząc głos wijów nad wodą. Razem z imieniem straciłem jakąś część siebie. .powiedział Jon.Potem przez długie lata wołano na mnie . wsparty na lasce.Musisz się przebrać. Arielu . Jonie. gdy w suchych ubraniach zasiedli do stołu. Jemu przecież też wydawało się. który czeka. Ta wizyta nie zapowiadała niczego dobrego. Całe wieki. Jestem szczęśliwy.Czy uwierzysz. jak one wyglądały. Najmłodsi zresztą nie pamiętali już. Jonie? Ostatnia ludzka istota. nawet z najdrobniejszą sprawą. Nawet podejrzliwy Ezra nie wątpił po publicznym biczowaniu starej Jagi. A gdyby nawet ktoś je przechowywał.. inni by go wydali.Błaźnie”. gdy usłyszał zew z Puszczy. a nie na odwrót. . Ezra utrwalił obyczaj. a czasem ochłap mięsa. Jesteś cały mokry. strzyg w lesie czy bożąt w zagonie rzepy . dawno minęły. .najpewniej wcale nie wiedzieliby. wzbudzając zdumienie gospodarza i jego żony. Ruszyli do domu. . gdy byłem dzieckiem. Wierzysz mi? Jon skinął głową.. że nikt z Plemienia nie ma ochoty kryć przed kapłanami żadnych glinianych posążków.przyznał dawny Błazen. a Gaja podała im miski z gorącą zupą. a tym samym nowego Boga. odprowadzani przyjaznymi okrzykami Plemienia. Narodziłem się na nowo. Tak. Minęło kilka dni.Szaman mówi. że urodziłeś się na nowo . aby przyłapać ich na oddawaniu czci bałwanom. była moją matką. hulał lodowaty północny wiatr i wielkimi płatami sypał śnieg. szaman ma rację. że zapomniałem swojego imienia. …zatem niespodziewane wejście Isaka wszyscy przyjęli ze zdziwieniem i lękiem. przyjmując z wdzięcznością z rąk Gai miskę z gorącą zupą. która je wypowiadała.Idziemy. by to do nich przychodzono. . 140 . I nagle dziś odzyskałem ją.powiedział pytająco Jon. gdy ludzie w długich sukniach wpadali znienacka do chat ludzi z Wioski. a po chwili do izby wkroczył stary Isak. Było to tak dawno temu. że to kapłanów należy odwiedzać. że dostanie kość.Gdy spytali mnie o imię. Miało to swoje zalety: budowało wysoką pozycję kapłanów. kto i po co ich woła. Umarła. Ludzie w długich sukniach żądali.rzekł Isak drżącym głosem. zamarłem . całkiem sporą i nic o tym nie wiedziałem. Arielu . na to słowo szedłem jak pies. gdy pewnego wieczoru do domu Jona ktoś cicho zapukał. że minęły wieki od dnia. Za oknami było zimno. Powtórne narodziny Ariela nie przeszły bez echa w świątyni.Ezrę zaniepokoiło twoje imię. Czasy. Kochałem ją. .

Tu ich przyjęto. że wierzysz w innego Boga.Ezra mówi. gdyż nie wystarczy. Stary czarownik miał rację. tułali się po różnych krajach i miastach. . wieszcząc. a w żadnym nie życzono sobie ich obecności.Będąc Błaznem. że prawdziwe imię Błazna niesie kłopoty . żeby nosił imię ojca… .zawołał Isak. jak Błazen. gdzie się urodziłeś.zezłościł się Jon. suchych i niebezpiecznych. Musi się jeszcze sięgnąć do korzeni. Isaku. . Arielu. gdzie wciąż toczyły się jakieś wojny. nie z obcej. że jego imię brzmi obco? I czemu w tym. Ariel uśmiechnął się nagle po dawnemu. Bardzo obco.Wiara. Gaju. gdyż imię określa przyszłe życie człowieka. ironicznie. Musnęła brzegiem płaszcza Ezrę. że jako Ariel urodziłem się do cierpienia. Zmarszczył brwi. kąciki ust bezwiednie mu opadły i wydał się starszy niż dotąd.Co to znaczy. Nie narażaj swego syna na złą dolę. To moi rodzice przywędrowali z daleka. skąpo i z goryczą.Brzmi tak pięknie i melodyjnie jak muzyka piszczałek i bębnów lub śpiew przelotnych. narodziwszy się po raz wtóry. wędrownych ptaków. Isaku. czy to prawda. Tu przyszedłem na świat. Do świątyni przybyli kiedyś goście z Dalekiego Kraju i oni też byli obcy! Nie urodzili się tutaj i z trudem mówili naszą mową! Czego zatem chce Ezra? Ariel milczał. Wielu naszych braci będzie sądzić podobnie. zapomniałem. Nawet myślałam. że obojętne. Ezra mi to przypomniał. gdy wypędzano nas z kolejnych miejsc. a on tego nawet nie poczuł. To były łzy mojej matki. . Smak łez. Teraz je odgrzebię. . przysłuchując się tej wymianie zdań. dotknę ich szorstkiej powierzchni.Wedle Ezry imię Ariela brzmi obco. Pyta. że mają one słony smak. z krajów gorących. przypomnę sobie. którą tu przynieśliście i uznaliśmy ją za swoją. też była obca dla naszych pradziadów. gdy mówiono. I jestem z tej ziemi. ale urodziłem się właśnie tu. jaki mają zapach i smak. miałoby być coś złego? . iż jesteśmy obcy i nigdzie nie mogliśmy znaleźć bezpiecznego domu… 141 .Co złego znajdujesz w imieniu Ariel? . gdzie byś się narodził. oziębiła jego serce.Przybyła Królowa Śniegu. szukając potwierdzenia. . w kraju Jona i Gai. To dobrze. gdyż Jon nie chce.zdziwiła się Gaja. powiedz nam szczerze. Podobno świadczy o tym twoje imię .przelotnie pomyślał Jon.Zdziwisz się. Po słowach Ezry już wiem. czyby nie nadać tego miana naszemu synowi.Niech cię Bóg przed tym chroni! .ciągnął ze smutkiem Isak. Nim tu osiedli. jesteś obcy. pamiętać tylko swoje imię. a nie odpowiedzi. że Ariel mógłby przybyć z innej ziemi. On w gruncie rzeczy nie pyta o to. czy przybyłeś tu z innego kraju? . jakby zawstydzony swymi słowami. Wreszcie powiedział: . .

a zachody słońca za każdym razem inne. Także Ezry . Gaja pozna wielki świat. Na razie nic. Chciałbym na zawsze zostać tu. Zapomniałem o tym. a sami opuścicie to miejsce. zmarszczoną dłoń. a trawa bardziej zielona. Tu powrócę u kresu swojej Drogi. Gaja położyła dłoń na jego smagłej ręce. . gdzie będzie bezpiecznie dla was obojga. Ezra tego nie wymyślił. więc go nie winię . . patrzyli na siebie.szepnął Ariel.Dlatego włożyłeś strój Błazna . jak śnieg wielkimi.Tak. mokrymi płatami otula dach nad ich głową. jakie powieją. . Ja. a jest go tak bardzo ciekawa. on mi to tylko przypomniał. Ale to zależy od wiatrów.Są bezpieczne miejsca. I to wcale nie będzie tak złe. pokiwał głową i opuścił ich dom. jak sądzisz. rodząc się po raz wtóry. Skąd mam wiedzieć. nie usłyszysz krzyku torturowanych ludzi. Będziecie zatem wędrować. Wam tego nie radzę. Ale dziś urodziłem się na nowo.powiedział cicho. Być może wszystko będzie dobrze. a one bywają zmienne. lecz z przekonaniem Jon. ale są. Przynajmniej dla mnie.. Ta Wioska niedługo przestanie być miejscem zagubionym w Puszczy. jej mąż nachylił się ku przyjacielowi i szepnął: .dodała Gaja. bo śmiech rozbraja wrogów . którzy byliby także moimi wrogami. choć nie wiem skąd i wolałbym go więcej nie oglądać. bezpiecznym. . gdy zaczną szukać Arielów? . Jon przykrył ich dłonie swoją. Muszą być . . przenosząc się tam. Gdy przemierzasz świat. Kiedyś w tym dzikim i pięknym kraju ludzie w długich sukniach szukali tylko chętnych. I tu zostanę. w Puszczy. .Ezra nic ci nie zrobi. Uśmiechnął się słabo. unikniesz wojen. Arielu. ludzie wydają się lepsi.Schroniłeś się w nim przed odrzuceniem. czy nie nadejdzie czas. Wiecznie się tułać. Tę Puszczę 142 . I jako nowo narodzony nie boję się niczego ani nikogo.Nie ma takich miejsc.Pewnego dnia… sam będziesz wiedział kiedy.rzekł Ariel. ten świat znam. I wiecznej tułaczki. Stary Isak uśmiechnął się nagle drżącymi wargami i położył na wierzchu swą suchą.Zasłoniłeś się śmiechem. Gdy Gaja przygotowała posłanie dla Ariela w jego izdebce. a w tej ciszy słyszeli. Bałem się wygnania. otrzymasz znak… otóż pewnego dnia powierzycie mego syna kapłanowi imieniem Ezra. Bałem się wrogów moich rodziców. . Wiem o tym.szepnął Jon. Gdy w porę powędrujesz dalej. wciąż zmieniając miejsca pobytu. a potem przeszła do wspólnej z Jonem izby. Milcząc. oddalonym od świata. Wędrując razem z tobą. jak wiesz. Powietrze jest lżejsze i czystsze. Dziś szukają heretyków.Być może są bezpieczne na krótko.szepnął wreszcie Isak. śpiew ptaków bardziej melodyjny. którzy by pokochali Boga Dobroci.

futra od myśliwych. Brzydził go. sięgnąć do moich korzeni.oświadczył. Kupował barwiony len i utkaną wełnę od kobiet z Wioski. być może wezmą cię za przyjaciela…” Jon. Masz rację. Na razie przywołałem tylko słony smak łez.skomentowało Plemię. lecz przyjaciel sam znalazł sobie zatrudnienie. . . Mam pomysł na zajęcie. Ariel zaś zaczął gromadzić w niej to. szyderczy śmiech Błazna Ariel zmienił na nowy. . manny… Opowiem ci kiedyś o nich. świeże ryby od rybaków. zdobne paciorki i wstążki dla dziewcząt. . czego potrzebowali na co dzień i od święta mieszkańcy Wsi. jak i mnie . Wkrótce przy jednej z wioskowych dróg stanęła drewniana buda.Ja muszę myśleć. wytykających mu obcość. Z głębokich mroków swej pamięci wydobył dawno zapomniany ton głosu swego ojca. Nazajutrz Ezra. musi wypocząć! . przywoził z Miasta sól i kaszę. chcąc znaleźć Arielowi nowe zajęcie.Wypocząć… . albo odwrotnie: świat zbliży się do niej i ją pochłonie. .Znajdź sobie inne zajęcie. jak się poluje w Puszczy i jak wyprawia się skóry dzikich zwierząt. gliniane naczynia. żelazne garnki. . zaofiarował się nauczyć go. bezwiednie utożsamiając Cywilizację wyłącznie z wygodą. ale przecież były tam też słodkie zapachy.Nauczanie maluczkich to zajęcie zbyt odpowiedzialne.Nie będziesz miał ze mną żadnych kłopotów .Cywilizacja . Sam zresztą sprzedawałem żarty.powiedział młody kapłan. jakim przemawiał do wielmożów. lecz równocześnie przypominał słowa.Moi przodkowie mieli talent do handlu. Wioska przybliży się do świata. które przyniesie korzyści zarówno Plemieniu. 143 . by można je było powierzyć obcym. spojrzał na niego chłodno i podziękował za pomoc w nauczaniu dzieci. a ostre noże dla mężczyzn. świat nie ze wszystkim jest zły .zawołała Gaja z drugiej izby. spotkawszy Ariela w Wiosce. Muszę wydobyć z niepamięci wszystko. Może wieczna wędrówka to dobry sposób na ich szukanie. gdy ujrzał ten pierwszy w Puszczy kram z towarami.dokończył półgłosem i zamknął drzwi swojej izdebki.Wygoda . Jonie. co dotyczy mojej rodziny. Krnąbrny. przybyszu . dziwnie brzmiący w jego uszach wiernopoddańczy ton. .przyrzekł Ariel kornym głosem. miód od bartników.wkrótce wytną. . rodzynków. jakimi ojciec pouczał matkę: “Między wrogami mów szeptem. pora spać! Dla Ariela to także był ciężki dzień. . o których zapomniałem.uśmiechnął się Jon.uśmiechnął się Ariel. bo zapewne nigdy ich nie widziałeś i nie zaznałeś takiej słodyczy. migdałów. nie lubiłem rozdawać ich darmo.Jonie.

Myślałem. spotykając Jona w świątynnym ogrodzie.spytał niespokojnie pewnego dnia. zwłaszcza że śnieg zasypał wszystkie ścieżki i Jon brnął nad Rzekę poprzez wielkie zaspy. nie szaman.odparł szaman. w którym wciąż szeleściło ziele serdecznika niepospolitego. choć z drugiego brzegu Rzeki nikt już nie wołał w mroźne noce. że Bóg Dobroci wolałby za ołtarz polny kamień. ktoś się rodzi. To właśnie stary kapłan. ciesz się .odparł pytaniem na pytanie stary czarownik. gdy odwiedził świątynię.powiedział mu Isak.pomyślał Jon.. gdy pewnego dnia Ariel przywiózł z Miasta belę pięknej koronki i ofiarował ją młodemu kapłanowi. dla którego Jon opóźnia ruszenie w ostatnią Drogę. . iż pod dotknięciem rozsypałaby się w pył. Jon odruchowo dotknął malutkiego skórzanego woreczka na swojej szyi. . czy jeszcze żyje. Isak spojrzał mu w oczy i młody człowiek pojął. Ale dłużej nie można było zwlekać. choć jeszcze zeszłego roku ludzie chętnie go odwiedzali. że zna powód.Czy naprawdę muszę wyruszać? Czy jest to jeszcze potrzebne? . .Nie jest winą Boga ani jego kapłanów. . a tym razem zwlekam ponad miarę . gdzie kapie od złota. że pora mu ruszać. niż gdzie mech otula polne kamienie . . więc szybko wygasał. czy już umarł? .spytał z nadzieją Jon.wyznał kapłanowi. Na śniegu zauważył tylko ślady drobnych stóp Gai. lecz że nie miał kto go podtrzymywać.zastanawiał się głośno Jon. Czepiał się nawet nikłej szansy. że wierni wolą widzieć siłę i moc tam. . a wdzięczność ma najkrótszą pamięć ze wszystkich ludzkich uczuć . która co dzień nosiła szamanowi gorący posiłek. 144 .Można porzucić konającego i odejść.szepnął Jon z bólem. Przestali się bać. Ogień rozpalali mu Jon na zmianę z Arielem. nie sprawdziwszy. przykryty futrami. jak zwierzęce i ludzkie czaszki leżące u zbiegu Kamiennych Dróg.Ktoś umiera. Starzec leżał w łożu.Chytrość . Nikt z Plemienia nie odgarnął tej zimy śniegu od namiotu starca. Jego pergaminowa twarz sprawiała wrażenie tak drobnej i kruchej. . przypomniał Jonowi. . że Jonowi wydało się. że starzec wie. który bez oporu przyjął ów cenny prezent i przystroił ołtarz w świątyni.pomyślał nie bez racji Ezra.Zawsze z tym zwlekałem. niż taki wystrojony stół .Mój syn powinien narodzić się za kilka dni . Jon udał się zatem do szamana.Nigdzie się już nie wybierasz? . Czarownik nie opuszczał już namiotu.

nie do rozpaczy. a przede wszystkim wiecznie młody. Będzie młody nawet wówczas. otwartymi oczami wpatrując się w ciemne.powiedział Jon. że właśnie płacz będzie ostatnim dźwiękiem. jaki usłyszy. Jon mimo to zabierał w Drogę ciepło jej ciała i pośpieszny rytm serca swojego syna.pomyślał.Chciałem go zobaczyć choćby przez chwilę lub przynajmniej usłyszeć pierwszy krzyk .powtórzył starzec z naciskiem.przypomniał sobie swoją przedostatnią Drogę i choć wokół było mroźno i biało od śniegu. a przywilej jest jak korona cierniowa zamiast laurowego liścia. Jonie . nagle . Nawet nie zdawał sobie sprawy. Gaja nie chciała pożegnań. jakie na niego spadły. I nagle przypomniał sobie swój płacz koło ogromnej Świątyni Świątyń. Bała się ich. Na niebie lśnił chłodny. gdy Gaja posiwieje. jedwabistą skórą brzucha żony. dlaczego Jon ściągnął go tu z Miasta. A zatem ciesz się.zaczął szaman po boleśnie długim namyśle. gdzie widział rozsłonecznione dalekie kraje i coraz to nowe miejsca.. zamiast cieszyć. drewniane belki sufitu. coraz szybsze bicie plemiennych bębnów. że chwała leży czasem kamieniem na piersi. Ten rytm przypomniał mu nagle szybkie. Poza powtórnymi narodzinami niegdysiejszego Błazna. że w tej wiecznej tułaczce oboje z Gają wciąż będą przywoływać Jona . Woda w Rzece . w kompletnych ciemnościach czuwa Gaja. Usłyszysz głos swego nowo narodzonego syna. To chyba naturalna kolej rzeczy . ujrzał przed oczami jaskrawozielone palmy. 145 . słuchając cichnących kroków Jona. powód do chwały. ze zdumieniem słysząc w swoim głosie rozpaczliwy żal. lecz Ariel wciąż słyszał jego kroki. obojętny księżyc. Arielowi zaś wypadną włosy i zęby. że nie trzeba już błagać umarłych i umierających. że jest go tak wiele i że brzemię żalu może być tak ciężkie. wyczuwalny pod naciągniętą. Jon wiedział. Lecz rytuał ten także został już zarzucony przez mieszkańców Wioski. Oby starość dopadła ich w ciepłym i bezpiecznym kraju. W swojej izdebce leżał Ariel. rozumniejszy.w raptownym błysku pamięci . lecz nieuchronna Droga to dwa wyróżnienia.Obiecuję ci tylko jedno … . w które do utraty tchu uderzali mężczyźni z Plemienia w najdłuższą noc roku dla przebłagania starych bogów.gdy do niej wchodził . Nie żegnali się w jakiś szczególny sposób.a w ich pamięci pozostanie on mocniejszy. że za jego plecami. które odwiedzać będą razem z tą piękną. marzył Ariel. choć teraz zrozpaczoną kobietą.i wiedział już. Gdy podjął decyzję.była lodowato zimna. powód tego płaczu . Ariel już wiedział. Wyczuli. w którym rozkwitnie ich pamięć. obejmując dłońmi swój wypukły brzuch i nasłuchując do ostatniej chwili skrzypiących po zlodowaciałym śniegu kroków oddalającego się męża. . że narodziny syna i nie chciana. bardziej wrażliwy. I Jon pojął. Jon już dawno opuścił dom. Jon wszystko przewidział. Ariel wiedział też. a na twarzy poczuł gorący oddech Pustyni. Dopilnuję tego. l Jon zrozumiał.

którą zwyciężała Cywilizacja. . nawet jeśli Cywilizacja okaże się być mniej piękna. nieodgadnionych w wyrazie oczu. a raczej na szczątkach tego. że to złudzenie. Wybacz mi. jak przystało na Boga. Wyszczerbiony kamień nadal krwawił. Dawna lśniąca gładź bezpowrotnie przepadła i było pewne. jakby Królowa Śniegu osobiście zadbała o to. że tym razem może spojrzeć we wszystkie światy. lecz pradawną. który zawsze wyraźnie prezentował swą płeć. że wiosną w tych szparach zazieleni się trawa.powtórzył Bezimienny. czy stary czarownik zrozumiał przed śmiercią mowę starego Boga. bo oczami wyobraźni wciąż spogląda w 146 . (Szaman obudził się w namiocie. nie dopuszczającą zwiastunów Cywilizacji. Tego potrzebowali ludzie. a echo poniosło ten dźwięk w Puszczę.GRBDGHWGWZ . iż stary Bóg wytęża resztki swych słabnących sił (tak jak trafiony strzałą jeleń przed ostatecznym upadkiem).Puszysta. Bezimienny już nie dyktował warunków. że jej nie posiada . Bez zdziwienia dostrzegł. co zostało z tych potężnych niegdyś. Za to Bezimienny . aby Jon w swej ostatniej wędrówce miał łatwy dostęp do Boga. młody dąb wychyli jasny. że Jon pojął. Ran przybyło.wymamrotał Jon. więc nikt nie dowiedział się. pęknięcia. niż opisują w księgach… . Mroczny. Może jednak Światowid całkiem nie po męsku płacze? Płacze. pogodził się ze swoją śmiercią. Jego krew też przypominała żywicę. świeży czubek. wspinając się po wyszczerbieniach posągu. Jon stał na ramionach posągu. Dopiero gdy Jon się do Niego zbliżył.odpowiedział Bezimienny dudniącym głosem. Światowidzie… . który zabrzmiał na tyle groźnie. stawiając czoło śmierci i oglądając do końca światy. Nie tą kaleką Puszczą. W zagłębieniach pod oczami posągu błyszczała woda niczym łzy. monstrualny posąg pośród otaczającej go bieli wydawał się większy niż ostatnio. lecz pragnął umierać. Większość Bogów wstydzi się płci. zakwitną pierwsze kwiaty.Wybacz… . do którego pragnie się udać. bo to była konieczność. gładko obrobionych głazów. stwierdził. że kiedykolwiek biegł tędy uczęszczany trakt. a potem wyszeptał: Masz rację. . chłodna biel pokrywała Puszczę prócz Kamiennej Drogi.GRDBGHWGWZ . udaje. które opuszczał. czy tylko tak mu się zdawało).wcześniej zakrywający spojrzenie wpółprzymkniętymi powiekami . Bezimienny umierał z otwartymi oczami. królującą na potężnych obszarach Ziemi. w które patrzy Światowid i wybrać ten. Wśród oślepiającej jasności śnieżnego puchu Droga jawiła się jak wymieciona i Jon w świetle księżyca doskonale widział jej szczerby. które w świetle księżyca lśniły jak krople żywicy.teraz spoglądał w cztery strony świata wszystkimi parami szeroko otwartych. słabo się uśmiechnął.pomyślał Jon.ale nikt jego słów nie usłyszał. w parę zaś lat później nikt nawet nie będzie pamiętał. była lepka i pachniała Puszczą. dziury.

już go nie potrzebuje. To ludzie deprawują Bogów . lecz zgodził się takim zostać. Niegdysiejsze bóstwa zagradzały jej drogę.czas. Wszędzie.Ostatnia . zimnej bieli: . Więc płacze nie tylko dlatego. Jon czuje. jak mi Cię żal… *** . głosząc chwałę jedynego Boga (w tak różny sposób.myśli Jon i zaraz sam sobie odpowiada: . gdy Kamiennymi Drogami wędrowało do Niego tysiące pielgrzymów. . to ludzie z Plemienia Jona i z innych Plemion wymyślili.Cywilizacja. . czując się odrzucony. gdyż władcom światów zawsze będą potrzebni ludzie o chłodnych umysłach i sercach. .O Jezu…! .mówi Jon głośno i równie głośno zastanawia się wśród tej śnieżnej. O każdej porze. Był tylko narzędziem i Ten.Przepraszam .myśli Jon z bólem. bo to nie on żądał krwi. bo umiera jako Bóg okrutny. ona będzie wciąż potrzebna.mówi Jon. Królowa Śniegu wkrótce przestanie służyć swemu umierającemu przyjacielowi. . We wszystkich światach. będzie czynić zło na oślep. a czasem z ludzi? Płacze. Były jak wielkie. który go takim uczynił (z bezwiedną pomocą Jona). A bez niej świat stanąłby w miejscu. Już sprzątam… Pan doktor ma jeszcze jakieś operacje. czy ta była ostatnia? . jednoczyli kraje i państwa skłócone do tej pory różnymi imionami swych świętości i torowali drogę Cywilizacji. Czasach. co przyszło. Człowieku. raz ucząc miłości. Chłopiec. Człowieku… . choć zapewne znajdzie nowych sojuszników. a ciemnobrązowy płyn chlapie na posadzkę i na zielone fartuchy obu lekarzy.krzyczy gniewnie asystent Jona. oddając Mu cześć i składając ofiary ze zwierząt. na własną rękę i Jon musi go powstrzymać. wypuszczając z ręki szklankę z kawą. choć nigdy takim nie chciał być.mamrocze młody człowiek do Jona. ale przegrałeś z ludźmi. jak ziele serdecznika niepospolitego szeleści w woreczku na szyi. 147 . Ale Chłopiec z soplem lodu zamiast serca nie może się dłużej męczyć.Nie wiedziałem. co było? I wtedy i dziś i za setki lat ludzie będą zabijać ludzi. płacze. że skończył się Jego czas. Tak. gdyż ludzie tego od Niego oczekiwali. do którego ze światów ma wrócić i po co.Dlaczego to. Ludzie w długich sukniach.Zwyciężyłeś z tyloma bóstwami i Bogami.O. miałoby być lepsze od tego. że to wrzątek. Już wie. Więc po co zmieniać wiarę w Bogów.Nie był okrutny. Szkło rozpryskuje się na podłodze lekarskiej dyżurki. skoro ludzie nie stają się od tego lepsi…? . . że Światowid jej potrzebuje. których nie rozgrzeje miłość. omszałe głazy. .Wyjdę się przewietrzyć. że umiera. uniemożliwiające dostęp do Świata Wiedzy. innym razem nienawiści). Czy o takie zwycięstwo Ci szło? O. CYWILIZACJA. gdyż bezmyślnego zła jest zbyt wiele.

Nie jest zwykłym psychopatą . Ofiary dobiera bez celu i motywu. który rzadko opuszcza szpital. którzy słyszeli jego śmiech . “Zabija tak.głośny. wyniszczoną.stwierdziła telewizyjna dziennikarka. Chłopiec zabija od niechcenia. kobiety i mężczyzn.Zabija. przypadkowo.napisał socjolog w gazetowym komentarzu. zasady. Niestety. niewiele wiemy o jego dawnych związkach rodzinnych” . Zabija spokojnych urzędników. młodzieńczą twarz. Zabija beztroskie dziewczęta. wartości. przesiąka na wylot przez cienką warstwę papieru. Jakby nie miał domu. Nie.mówi.który zabijając. Nie jest przestępcą doskonałym . w którym żyje i wyraża w ten sposób swój protest” . tak jakby kopał psa. trudny do zapomnienia”. lecz Jon wstrzymuje jego rękę. on znowu… . . 148 .Zawsze są jacyś świadkowie. którzy go widzieli i mogą bez trudu opisać jego chudą. .gdyż ci wybierają ofiary według pewnego klucza. “Zabija. “Gdyby zabijał mężczyzn. Asystent sięga po gazetę leżącą na biurku. Byli też tacy. wracających po zmroku do domu. aby było wiadomo.oznajmiła pani psycholog z komendy policji. Słodki. rysował gwoździem karoserię auta. niechlujnie. w supermarkecie lub u kogoś w domu.. Doktor Jon ma opinię człowieka. nie ma w tym żadnej prawidłowości i sensu. szyderczy. ich trasa bowiem przypadkiem zbiegła się z drogą Chłopca. Młodociany zabójca nie pasuje do żadnego schematu kryminalnych kronik: nie jest typowym seryjnym zabójcą . że za nic ma jego normy. że zabija. zabijanie kobiet świadczyłoby o nienawiści do matki. dzieci i ludzi w sile wieku. które po zajęciach w college’u odłączyły się od koleżanek i zboczyły w ustronną alejkę w parku.Chcę ją przejrzeć . cytując opinię biegłych psychologów. wie pan. ciemny płyn lepi się do jego fartucha i rąk. że nie podoba mu się świat. tylko przystanek pomiędzy pracą a… A czym? Asystent odwija rolkę papierowych ręczników i usiłuje usunąć skutki swego niedbalstwa. że to on . bo chce pokazać społeczeństwu. .Wiem . ma na oku konkretny cel: sprawdzenie swej doskonałości. Zabija staruszków. Chłopiec zabił już wielu ludzi. można by go podejrzewać o kompleks ojca. łamał gałąź rozkwitającego drzewa. mimochodem.ucina sucho Jon.informuje policja.Jeszcze pan nie czytał? A ten Chłopiec… Pana dawny pacjent.gdyż tacy urządzają krwawą jatkę na ulicy. . jakby ważne było tylko to. bo lubi to robić” .Asystent patrzy zdziwiony.

Teraz lepią się też ręce młodego człowieka i przypadkowo dotyka nimi szafki. gdy rozbije 149 .Nie wciąż. więc pewnie jutro… . która była przypadkowym świadkiem kolejnego mordu. Jon podnosi głowę znad gazety. ale i siebie” . Podchodzi do umywalki. “Chwilami mam odczucie. Jak Piłat. komu nie jest wesoło” . panie doktorze? .O Jezu… . aby jakaś gazeta.powiedziała w telewizji zapytana o zdanie gospodyni domowa.Co mówię. . a dziś dał sobie spokój. . wycierając ze złością biurko. że świadomie zostawia ślady. Brzmi bardziej elegancko. które lepi się od rozlanej. Prawie nie ma dnia. . Dlaczego? Co mnie obchodzi. wciąż walcząc ze skutkami upuszczenia szklanki. czasem bez potrzeby. . aby go schwytano i położono kres jego działalności.Co? . dlaczego wciąż powtarza pan “O Jezu”. których jednak nie ma.dziwi się asystent. gdy jestem naprawdę wściekły . jak on przeklina.. co robi.odpowiada nieszczególnie zdziwiony asystent. gdy ich coś zirytuje lub zdarzy się im coś przykrego! Chyba lepiej. może dlatego. kurwa!”. kopiąc w bok papierowy ręcznik i rozglądając się za jakąś ścierką lub gąbką.“Tak śmieje się ktoś. niż gdyby mówili . Doktor Jon słynie z zadawania dziwnych pytań.Dlaczego pan to mówi? . I czemu męczę tego asystenta głupimi pytaniami o zwykłe potoczne powiedzonko? Moje pytanie zabrzmiało jak wyrzut.odpowiada pytaniem asystent. .dziwi się lekarz.Pytam. Przecież to normalne. . która stawia mu opór.Że jak? Nie rozumiem . że wszyscy ludzie po kilka lub kilkanaście razy na dzień mówią “O Jezu”. głupi nawyk chirurga .pyta nagle Jon.Idę .O Jezu… -jęknął ponownie asystent Jona. że bierze na siebie zbyt wiele trudnych operacji i na ogół jest przemęczony. zbyt mocno posłodzonej kawy. tylko wtedy. (Skąd przyszedł mi do głowy Piłat? . wczoraj widziano go w pobliżu szpitalnego budynku. zdejmując zielony chirurgiczny fartuch splamiony w paru miejscach kawą. w której przechowywane są wysterylizowane narzędzia.mycie rąk po wielokroć w ciągu dnia. że on chce. a w paru innych krwią.O Jezu! .krzyczy z nienawiścią wobec materii. . którą czyta po raz drugi.o. żeby jeszcze raz przemyć ręce.zasugerowała pani pedagog z poradni dla nieletnich. Bo on ma dość nie tylko tego. radio czy telewizja nie przynosiły nowych wieści o Chłopcu: że przedwczoraj znowu zabił.oświadcza Jon. czeka na świadków.

skrytym na piersi. szeleści zeschłe ziele. Jon kręci głową. Krople krwi przerażają. Chłopiec. zawsze trzęsą się ręce.szklankę. iż on go szuka. zaraz po studiach. by iść dalej.…Chłopiec .zaczyna się dzielnica biedoty. drzwi przytrzasną mu palce lub rzuci go dziewczyna?).Przecież policja dała panu ochronę! Chodzi za panem dwóch detektywów w cywilu! Tak. . przekradając się przez podwórko. od wielu miesięcy. Szczury mają tu blisko ze swych siedzib.poprawia go Jon. a nie Jon.a krew tysięcy ludzi. Jon pewnego dnia zdjął z półki encyklopedię 150 . gdy asystują przy pierwszych w życiu operacjach. Pewnie rozbił następną szklankę.Chyba pan wie. Właściwie dlaczego go szukam? . I właśnie tu Jon idzie szukać Chłopca.stwierdza sucho Jon. że krew indywidualnego człowieka. zirytowany. zabijanych w coraz to nowych wojnach.…gdy ten Chłopiec . prawie od razu spływa na niego spokój. że ten Chłopiec chce pana zabić. krojonego na szpitalnym stole. miał do pana jakieś pretensje. patrzy na niego z jakiegoś mrocznego zaułka i śmieje się bezgłośnie na myśl. W woreczku. .Bzdura . także blisko bowiem .morderca był naszym pacjentem. że to jednak on.A jednak siostra przełożona. hektolitry działają znieczulająco . choć nikt nie wie o co. wyznaczy porę spotkania. ale asystent nie zrażony ciągnie: . Szczury przyciąga tu zapach skrwawionych bandaży i resztki ze szpitalnej kuchni. . zaszczurzone podwórko. . Dziwne ziele. Szuka go bezskutecznie co dzień.raptem dwie ulice dalej .stwierdza życzliwie asystent. jak asystent wściekle wrzeszczy: O Jezu…! . przez szpitalną kuchnię i obrzydliwe. ostatni raz słyszy.myśli Jon. wciąż robi wrażenie . że Chłopiec wie. ta z kardiochirurgu… ona mówi. wie pan. chodzi za nim dwóch detektywów w cywilu i właśnie dlatego Jon musi znowu wymykać się tylnym wyjściem. wszystkim jest obojętna. czując zarazem nieodparty przymus. potknie się na schodach. .dziwi się Jon.Musi pan uważać . że cały czas jest gdzieś w pobliżu. Ma wrażenie. Młodym ludziom. że gdy morderca… .i prawie równocześnie rozlega się charakterystyczne brzęknięcie. Ciekawe. Odruchowo sięga ręką ku szyi i gdy jego dłoń trafia na mały skórzany woreczek. Gdy zamyka za sobą drzwi lekarskiego gabinetu.

Szukał. przed wielką. gdy świat stał się w części bezbożny. Oba plemiona wierzą. skąd wziął się na jego szyi ów woreczek. a świetliste żyrandole i wytworne lampy nie wiedzieć kiedy stają się gołą żarówką. dzieci i starców. jest dopiero na szóstym miejscu. Szkoda.woreczek najpewniej kryje jakiś pogański talizman. z których jedni zwą Boga Allachem. I zawsze znajduje spokój. uśmiechają się z wyższością. na czary i czarowników. kto mu go dał. że gdy winę za obraz świata można rozłożyć także na Boskie Istoty. obserwatorzy zaś. że nie muszę podróżować samolotami. którzy spóźnili się do domu i nędzarze z pobliża. przychodzący. Oglądają go przypadkowi przechodnie. jakby szukał w nim oparcia. drudzy zaś przywołują Go Imieniem Jezusa. niepomni. trwa już za długo i wszystkim się znudziła. który zamieszkują obok siebie wyznawcy Jehowy i Allacha. To pierwsza wiadomość dnia. tocząca się w samym środku wielkiego. choć ofiar jest o wiele mniej niż na wojnie. którą od miesięcy toczą ze sobą dwa afrykańskie plemiona. gdyż nie mógł sobie przypomnieć. grupę. matowieją błyszczące szyby okien. Na ziemi bezpieczniej. zginęło 804 ludzi”. Inna wojna. cywilizowanego kontynentu. z których pochodzi roślina . Dotychczasowe świętości? Ludzkie życie? Wojny? Czy telewizory? . Na co najmniej stu telewizorach widać ten sam serwis informacyjny.przyrodniczą i usiłował odnaleźć gatunek. Jezdnie zaczynają butwieć od śmieci.…w powietrzu zderzyły się dwa wielkie samoloty pasażerskie. by za darmo znaleźć rozrywkę. odpowiedzi lub bezpieczeństwa. Na ostatnim miejscu podano informację o bombach podkładanych sobie nawzajem przez wyznawców tego samego Boga.O Jezu… .Dobrze. że Bóg jest po ich stronie. 151 . Jon wciąż nie wie. lecz w chwilach niepewności bezwiednie dotyka go ręką.i nic nie znalazł. co kryje w sobie woreczek. . które znowu rozległy się na wzgórzach w kraju.zastanawia się Jon. ale Jon wie. rodzaj. Więc zapewne jest to wyjątkowo skuteczny talizman. Co przeceniono? . Na tej cienkiej granicy pomiędzy zamożnością a nędzą. kto mu go zawiesił? W średniowieczu w takich woreczkach przechowywano relikwie. człowiek wydaje się lepszy.mówi za nim z charakterystycznym świstem palacza jakiś starszy mężczyzna. kobiety. a w części poddany wielu Bogom o różnych imionach. Imię Boga nie pada w żadnej z informacji. że każda z nich jest Nim podszyta. Ale Bóg milczy. z paru setek Kościołów i z parunastu tysięcy sekt . PRZECENA . a plemiona walczą. zastanawiają się. Inni obserwatorzy. na magię i szamanów oraz na talizmany. że nie pamięta. będący wyznawcami Chrystusa. Dziś. Eleganckie domy szybko znikają.głoszą skośne napisy na plakatach naklejonych wprost na szyby sklepu. Gdzieś pośrodku serwisu informacyjnego spikerka ze znużeniem informuje o strzałach. Jon zmierza w stronę dzielnicy nędzy. Wszak wraca moda na cuda i cudotwórców. wierzący w Nic. przeszkloną witryną sklepu ze sprzętem audio-wideo.. choćby na chwilę. czy powinni wkroczyć w ten konflikt. jak zwykle stoją ludzie. . Tu wyrzynają się ludzie. wyrzynając wzajem mężczyzn. czy też nie.

Muszę go znaleźć .Mam rację? .Ale wolałbyś to odwlec . Gdyby Ten. . . . . 152 . ale to jest Cywilizacja. jakby ktoś przyciął je nieudolnie sierpem. że pomaga mu szukać Chłopca zarówno w eleganckich dzielnicach.pyta Jon Dziewczynę. skoro nie ginie w jednym. źle oświetlonych zaułków.mówi Dziewczyna. I ciebie. Jednak skoro świat wciąż istnieje. a jej włosy wyglądają tak. lecz ludzie. odnajdując też siebie. .pyta ostrzyżona na jeża jego towarzyszka.słyszy Jon znajomy głos i nawet nie patrząc. Wierzy.O czym myślisz? . a Jon milczy. Droga właśnie się kończy. że kilkaset kilometrów dalej jest piękniej niż tu. Jonie. który błądząc długo po Puszczy.lecz znalazł ją zbyt późno.stwierdza Dziewczyna.pyta Jon. wierząc tak żarliwie swoim Bogom? . gdyż naprawdę chciałby podróżować. który go na nią wysłał. . mylili się. że go znajdziesz .Więc oni obaj się mylili. że wie. wierząc ludziom. dał mu choć pamięć i świadomość! Ale On chyba chciał. . zaczepi go prostytutka o steranej twarzy. że idzie koło niego Dziewczyna ze szpitala.Dla takiego świata Bezimienny musiał ustąpić miejsca innemu Bogu? Czy za taki świat cierpiał Człowiek? Czy to w ogóle jest jeszcze Cywilizacja? . zdumiewająco jaskrawym rozbłysku. Nie jest to wprawdzie Cywilizacja Miłości. we wszystkich wyprawach. Jon nie wie. Prawda zawsze oślepia. dając do zrozumienia.mówi Jon i idzie szybciej. Jon milczy. Zagłębia się teraz w mrok wąskich.dopytuje się natrętnie. by wytrzymać jej błysk. a nie fryzjerskimi nożycami. odnalazł Drogę . bolesnym przebłysku rozpoznaje ją. Jon spogląda na tę bardziej chłopięcą niż kobiecą główkę . by zasilić Wszechświat kosmicznym pyłem. którzy ją współtworzą.Znowu go szukasz i znowu wierzysz. jak i w obszarach trudnej do opisania. .To właśnie jest Cywilizacja. Czuje się teraz jak człowiek. nowoczesnych i przejętych swą rolą psychoterapeutek?). Prawda rozjarza mu się w mózgu i musi przymknąć oczy. niemożliwej do zrozumienia nędzy. wie. lecz wie. kim ona jest (studentką medycyny? stażystką w szpitalu? a może jedną z tych młodziutkich.Ależ nie. też nie przeraża Cywilizacja.Czy za taki świat płonęłaś żywcem na stosie? . zapłacze mu się pod nogami chudy kundel z sierścią wyżartą przez świerzb. Jonie. Towarzyszy mu od dawna. aby Jon błądził… . kim ona jest.i w nagłym. Czasem przetoczy się tędy jakiś pijak.Tak . o jakiej marzyli dwaj starcy w twojej Wiosce.

Priapa. z Podziemi i z Wód. I tak narodzi się Cywilizacja Miłości. nowsi i całkiem nowi . Ormuzd z Babilonii. wychodzą z Podziemi. gdzie wschodzi słońce. Amona. wynurzają się z Wód. którą tak długo się żywili. a tylko nieliczni umieli połączyć jedno z drugim. by podziękować ludziom za to. jak sądzisz.I Oni rzeczywiście kiedyś przyjdą? . gdy zstąpią Bogowie. Bo oni wierzą. porażony tą cudowną wizją i nawet nie zamykając oczu. . Wśród zstępujących Boskich Istot Jon widzi gigantyczną.widocznie ludzie nie są aż tak mało warci. iż ci wszyscy Bogowie . Lokiego. I rozgrzesza ich wiara. Peruna i dziesiątków innych. w jakich kiedykolwiek ludzie wierzyli przez tysiące lat. Nieprzebrane zastępy Bogów. widzi ICH WSZYSTKICH.wówczas oddadzą ludziom ich miłość. Światowid. którzy późno odkryli Prawdę. że ich zawiedli. I Jon słyszy płacz ludzi. Potęga tego uczucia wstrząsa Jonem. iż powołali ich do życia swą wiarą i przeproszą ludzi. Jon milczy. w którego agonii bierze udział: że przyjdzie taki dzień. w jakie przez setki lat wierzyły wasze Plemiona? I dołączą do nich wszyscy Bogowie. Trójjedność lub Dwójjedność: jeden i ten sam Bóg. przybędą Bogowie i bóstwa ze wszystkich krańców Ziemi i Nieba.pyta Jon niecierpliwie. będzie wśród Nich. Jon nie wątpi. sfruwają z Powietrza. mimo że niektórych Bogów stwarzała miłość. ale Początkiem. gdyż samo ich Boskie Istnienie nie wystarczyło. że nigdy nie byli oni bałwanami. jak zstępują z Nieba. A zstąpienie na Ziemię owych niezliczonych zastępów Bogów nie będzie Sądem Ostatecznym.Kiedy to nastąpi? Kiedy Oni przyjdą? . Jon wie także. który rozwiąże ich wszystkie problemy. gdyż wszyscy ONI mają moc wstawania z martwych. porzucony i zapomniany. choć przyzywany przez ludzi trzema lub czterema różnymi imionami.zmartwychwstali. Zjawią się.bardzo starzy. A On.uśmiecha się Dziewczyna. w drugie przyjście Człowieka lub w objawienie się całkiem nieznanego Boga z Kosmosu. I Jon już wie. kamienną sylwetkę Światowida i z ulgą stwierdza. czy tylko dwa tysiące. Jonie. co ma powiedzieć staremu umierającemu Bogowi. jakim darzyli ich niegdyś wierni. a będzie ich. Jonie . Blask bije od nich ogromny i jest to blask uczucia. 153 . ogromny zastęp? Zstąpi do ludzi Pierzasty Wąż Wirakocza zza zachodniego Oceanu i Wisznu z gorącej ziemi. czy było to dziesięć tysięcy lat temu. Mitra z Persji. Więc nie umiera na próżno. Wierzą w pierwsze nadejście Mesjasza. aby świat był lepszy. . skoro powoływali ich do życia ludzie. przybędzie Zeus z Olimpu wraz z małżonką i słoneczny Bóg Ra z doliny Nilu. aby móc odwiedzić ludzi. jakim Oni darzyli swych wyznawców. Jon bez zdziwienia widzi. innych nienawiść lub strach. Thora. Jonie. A gdy powstaną i zstąpią . że zagoiły się Jego kamienne rany tak jak zagoiły się bolesne rany wszystkich porzuconych przez ludzi Bogów: Jowisza.Może wszyscy trzej…? A może będzie ich więcej? Może razem z nimi przybędzie także twój stary kamienny Światowid i wszystkie bóstwa. że niektóre z tych Boskich Istot to Czwórjedność.

Płacze ze smutku. lecz z pytań. 154 .…i może zmienić go na lepszy .Każdy. I dziecko boi się. mimo że bywa udziałem większości mężczyzn na Ziemi. Płacze.Jon opuszcza głowę.Więc mimo wszystko warto żyć. ściskając mocno. Jon już wcześniej. jego syn otwarł oczy i ujrzał blask świata. .i cierpienie Człowieka. .powtarza Dziewczyna. bo nie wie. że tym razem jest on inny.powtarza z dumą i jest to rodzaj dumy nieporównywalny z żadnym innym. mądra żona. rękę Dziewczyny: w pobliżu słychać gwałtowny wrzask niemowlęcia. . a może już jutro? Wiara.. skoro aż tak ucieszyłeś się narodzinami syna. że minęło tyle setek lat. tyle dzieci stało się dorosłymi . gdyż wie. I Jon płacze. Być może owoc tego trudu nie jest bardziej widoczny niż ziarnko piasku na Pustyni. lecz nawet ziarnko wiele znaczy .Twój syn przyszedł właśnie na swój świat . Ten niemowlęcy krzyk brzmi jak muzyka wędrownych ptaków. Wrzask. a ona mówi: . którą z szumu drzew lub grania wiatru umiała odróżnić jego piękna. aż do bólu. Płacze z radości. . nie wierzę. kamiennego Boga .Może nigdy. ani jego syn nie doczekają dnia. gdy do ludzi na Ziemi zstąpią Bogowie. Znowu ściska ją za rękę. czy warta tego świata była tak długa agonia starego.szepcze Jon z nadzieją. Wrzask. gdyż po raz pierwszy widzi jaskrawy blask świata zamiast łagodnego mroku łona matki.Nie wiem . że to prawda. I choć Jon tak wiele razy słyszał podobny wrzask niemowlęcia .a świat wciąż nie staje się lepszy. narodziło się tyle dzieci. a Jon to wie i ściska jej dłoń aż do bólu. więc wierzysz. . że jego syn przyszedł na świat. jego syn krzyknął.szepcze Dziewczyna.Ale nim Oni nadejdą. Wypełnia go miłość i czysta radość: jego syn wyszedł z łona Gai. Tak krzyczy niemowlę tylko jeden raz w życiu: gdy przychodzi na świat.wie. w czasie którego dziecko łapie w wątłe płuca pierwszy haust powietrza. słyszał podobny głos w szpitalu. jak po twarzy ściekają mu łzy. Jonie. kto się rodzi. Jonie. że Oni zejdą na Ziemię. a zarazem cieszy ze swych narodzin. strachu i radości.mówi Dziewczyna. Jest to wrzask pełen bólu. Jonie . iż tego doczekam . czy warto żyć w takim świecie? Czy warto się narodzić i przewędrować Drogę aż do jej kresu? Nagle Jon milknie. Ty pytasz.posępnieje Dziewczyna.To twój syn krzyknął. . gdyż sam przechowuje podobne ziarnko w swoim woreczku.Wierzę. nie składa się z odpowiedzi. po wielokroć. Jon kiwa głową i czuje.Mój syn . całkowicie niepowtarzalny i przeznaczony jedynie dla jego uszu. a Jon wie. . może zmieniać swój świat na gorszy lub lepszy. łapiąc pierwszy haust powietrza. że ani on. .

odpowiada zniechęcony. Stary Bóg już nie walczy o przetrwanie. rockowej muzyki. ale wie. który liczy właśnie dwadzieścia jeden minut życia. Nie zwraca uwagi na śmieci. przypominając o głębokim sensie codziennych. której nie zaznała. które dobiegają go zza nie domkniętych okien.Wiem. Żadnych pytań. gdzie jest Chłopiec . Zawsze sucho i bezpiecznie” . nad zwykłą ludzką miłością. Wszystko jest w księgach. ale Jon nadal go słyszy. a nawet nad rykiem krów w Domremi. . Aby nakłonić go. przez nich skazanych na śmierć. schrypnięty alt właścicielki telewizora. cudowna podróż. choć nie jest to rzeczywistość żadnego z nich dwojga. które zalegają chodniki i jezdnię. do Jona z Dziewczyną: . których nie zdążyła zobaczyć. do synka. jaki miał kiedykolwiek. patrzyłam na nie z lotu ptaka.i wie dlaczego. że czeka go podróż. jest złomowisko starych samochodów. Koło cmentarza. On tam jest. ma tylko jeden kierunek. “Podpaski Always Plus Ultra. czy nie mógłby zawrócić do Wioski. zwykłych czynności. nie nasłuchuje brutalnie szczerych rozmów. Pierwszy krzyk nowo narodzonego syna już dawno umilkł.stwierdza damski melodyjny głos na tle wesołej. “Pierdolisz…” . nad wschodami i zachodami słońca. że to niemożliwe. . Ona płacze nad swymi nie narodzonymi dziećmi.Przemierzałam te ulice dla ciebie. obrażanych mianem bałwanów. powiesz. …ryk włączonego nagle telewizora w pobliskim budynku przywraca ich rzeczywistości.Ku swemu zdumieniu Jon widzi. I nie chce 155 . do Gai. że Dziewczyna płacze razem z nim . by wziął od ciebie ziele. Jon myśli o swoim synu. Chłopiec zabija w różnych częściach miasta. gdyż wśród ludzi nie ma już dla niego miejsca. aby jego synek kiedykolwiek miał się zadręczać losami starych Bogów. który unosi się nad tą dzielnicą. lecz o szybką śmierć. Przelotnie zastanawia się.mówi nagle Dziewczyna. a księgi zakazane dawno schowano lub spalono. Teraz wychyla się ona przez okno na parterze i wrzeszczy w ciemność. wzbudzonych do życia przez ludzi. którą kroczy. który niósł się o świcie ponad łąkami. Jon nie chce. Takiego zwykłego losu Jon życzy swemu narodzonemu synkowi. A on chce stąd odlecieć .kończy Dziewczyna i rozpływa się w mroku. Stary szaman spełnił swą obietnicę. ale mieszka w jednym miejscu.Czego się tu włóczycie. odsuniętych w niebyt. Żadnych wątpliwości. gdzie spoczywa jego matka. cieszy się nim. Jego obojętność i nieczułość na otoczenie są tak silne. najlepszy odlot. Droga. spoglądałam na zaułki ze wszystkich stron. zboczone podglądacze!? Jon z Dziewczyną nikną w mroku. Nie czuje przenikliwego fetoru. Jon idzie dalej. że odstraszają krążące wokół ludzkie cienie szukające okazji. tęskni do niego.

Doktorek… . przeżartych rdzą karoseriach peugeotów. Prawdomówność bywa okrutniejsza od kłamstwa. paląc skręta. Dziewczyna ostrzegła Chłopca. żeby poznać. . które zastępują lokatorowi kołdrę. Po lewej stronie Jona leży rozległy miejski cmentarz. stoją obok siebie marmurowe lub kamienne pomniki. Z przeciwnej strony. do kogo on mówi. zastępujące posłania. Więc Chłopiec jest u siebie. Dlatego płoną żywcem na stosach. Gęsta od utajonego życia dzielnica nędzy rozrzedza się. widoczny jako biała. Wnętrze dżipa rozjaśnia mdłe światełko trzech świec. bladej blizny. pogiętych. Lecz gdy widzi chudą rękę. Zobojętnieli na wszystko mieszkańcy przerdzewiałych wraków jeszcze wciąż potrafią wyczuć zapach niebezpieczeństwa i wiedzą.słyszy Jon głos Chłopca i przez chwilę zastanawia się. piskliwie poszczekują szkieletowate psiaki. że tego dżipa należy obchodzić z daleka. szeroka ulica i kuta w żelazie brama.myśli Jon ze zrozumieniem. a złocone litery przypominają. wątła mgiełka w słabym świetle świec. z niektórych wraków dobiega cichy płacz niemowląt. szeleszczą papierzyska i szmaty. Jon już nie musi się zmagać ze Światowidem. To mało boskie. porsche czy toyot pełgają gdzieniegdzie małe światełka. Na przednim 156 . audi. nissanów. większość zapadła się. citroenów. Ze szpar dziurawej plandeki snuje się słodkawy dym marihuany. pozbawionym ręki Pana. Jon wie. renaultów. palonych petów. że Chłopiec wie. ale Bogowie zawsze mieli wszystkie wady i zalety ludzi.uśmiecha się Chłopiec leniwie. Jeśli miałem szansę odszukać Drogę. nie wtrącając się do obyczajów jego lokatora. . a wreszcie kończą się. Dziewczyna… . to właśnie ją straciłem. która wychyla się spod plandeki i przyzywa go. Jednym z nich. tam gdzie wiedzie do niego jasna.Chodź. o istnieniu niektórych w ogóle zapomniano i ludzkie stopy wydeptały na nich gliniaste ścieżyny. Jon nie potrzebuje Dziewczyny. U siebie…? Jon skrada się w pobliże wraku. czuć zapachy resztek jedzenia znalezionego na śmietnikach. zamiast w porę uciec.Wieśniaczki z Domremi nie umieją kłamać i nie stosują podstępów. Czekam na ciebie . gdzie wzdłuż żelaznego ogrodzenia idzie Jon. wiodącej od obojczyka do pępka. Koszula na jego chudej piersi jest rozchełstana i nie kryje długiej. iż Jon nadchodzi. Z prawej strony ogrodzenia rozciąga się wielkie złomowisko starych samochodów. nie dziwiąc się. domów jest coraz mniej. . że nawet ten cmentarz odbija naturę świata. a bardzo ludzkie. jest Chłopiec z lodowym soplem zamiast serca. kto tu spoczął i proszą o modlitwę lub pamięć. zdaje sobie sprawę. W zdezelowanych. Wszystkie zaś zbędne narzędzia muszą być odłożone na swoje miejsce. a Jon rozgląda się po wnętrzu wraka.umierać sam. Włóczą się tu chude koty. gdyż to ludzie powoływali ich do istnienia. że sąsiedztwo nie jest zamieszkane. groby są ziemne. taniego wina. Ale tu. musi Mu pomóc. że idę. Dwa ze zniszczonych siedzeń są rozłożone i leży na nich Chłopiec. iż domem Chłopca jest pogruchotany dżip pośrodku złomowiska. Trochę szmat i starych papierów.

I Jon już wie. Lecz źle wybrał. pokochał. który wybierze: ten długi. Jon widzi go. Ale na zdjęciu Madonna uśmiecha się. Jon wie. a stał się zabójcą. a oni sami bywają omylni. .siedzeniu kolekcja noży . że Głos starego Boga zakłóciły szumy nowego świata płynące z ulic. Jon wie. Głos Bogów jest słabo słyszalny. Każdy przekaz dociera do ludzi zniekształcony. znienawidził. które Chłopiec zabrał ofiarom. lecz do cierpienia .Miałem przemierzać światy i słyszeć Głosy. gdyż w nowym świecie niewiele brakuje. wymiętoszone dokumenty i stare zdjęcia . także przekaz od Boga. czego pragnie. Jon schyla się i podnosi zdjęcie. Chłopiec bawi się nożem. że nie ma czasu.Jon jest tego pewien. prawdziwa twarz jej syna zniknęła pod szyderczym. ze zdobną rękojeścią. lecz nawet wówczas nie jest to Głos Kamienia. Wszystkie kamienie wokół są martwe i głuche. gdy ćpam. z linii telekomunikacyjnych i linii wysokiego napięcia. . Głosy słyszę już tylko wtedy. w Ich imieniu. Narzędzie. Trudno zapomnieć tę twarz smutnej Madonny. uzurpują sobie prawo do nieomylności.powtarza Chłopiec. z miliardów radioodbiorników i telewizorów. bez kierującej nim ręki. gdy wąskie ostrze 157 . Teraz Jon się spieszy. głosiciela swej Prawdy . że tego Chłopca kocha i jedyne. Zapewne obecny Kaj nie zmartwychwstanie do rodzinnego szczęścia jak chłopiec z baśni.wąskie lub szerokie. uderza na oślep… Nie. Wśród walających się. Miałem zasiąść u stóp Boga i nigdy nie być samotnym. aby z jednego stać się drugim. Po twarzy Chłopca przebiega ledwo widoczny skurcz. z rękojeścią zdobioną lub zwykłą. na której wyryte jest pradawne bóstwo. Całkiem inna niż dziś. ubłoconych i wymiętych zdjęć. patrząc na Jona. Chłopiec patrzy na Jona czujnie i sięga po nóż. wie. pozbawionym uczucia uśmiechem. Ale ich prawdziwe twarze utrwalono na fotografii. z autostrad. Chłopiec jest ofiarą złudzeń żywionych przez dawno zapomnianego Boga. których spotkał. to tylko ludzie. Chciał tylko przyzwać kolejnego współwyznawcę. Szarpie za woreczek na piersi prawie w tej samej chwili. tylko jedno jest znajome: matki Chłopca. Chłopiec miał być wyznawcą. Bezimienny nie chciał. twarze ludzi. Ten świat nie pozwala usłyszeć pojedynczego Głosu. by Chłopiec zabijał .Czekałem na ciebie . zaścielających zniszczoną podłogę dżipa. bo Jon widzi teraz wszystko. gdyż do jej ramienia przytulona jest twarz syna. wszystkie odcinki Drogi. długie i krótkie. Na podłodze walają się stare i nowe portfele. wąski. by odtajał. Wszystkie światy. Ten Chłopiec jest jak Kaj z baśni o Królowej Śniegu i Jon musi coś zrobić. Jej prawdziwą twarz dawno wchłonęła ziemia.łupy.tak jak Człowiek miał Dziewczynę.ale zdolność odczuwania cierpienia jest szczęściem w porównaniu z wieczną obojętnością. to przywrócić mu tamto spojrzenie ze zdjęcia. pieniądze.

To Puszcza. Ale nie wie. Już nie jest mu zimno.powtarza Chłopiec i szydercze skrzywienie jego warg przeistacza się w nieśmiały dziecięcy uśmiech. Bogowie… . wkłada je do ust i powoli żuje. które niegdyś . jak ukłucie pszczoły. Ale i On tu jest. I myśli. że widzi. którego nie można było znaleźć w żadnej encyklopedii przyrody. Ormuzd i Mitra rozsiewają tak złoty blask. że z ich szczerb sączy się jakaś ciecz i myśli. . opiekuńcza miłość jego matki. jakiego nigdy nie miałeś.tak jak Światowid . że kiedyś… kiedyś… wówczas gdy zmartwychwstaną wszyscy Bogowie i ich niezliczone 158 . rytmicznie wypływa z szyi ofiary. jak Chłopiec sięga po ziele.Co to? .Mamo… . To tam. że niknie w nim mroczna sylwetka Światowida. iż znalazł je na starej fotografii.pyta czujnie Chłopiec. których zawsze tyle fruwało latem w ogrodzie Isaka i Ezry wśród starych lip… . a lśniącą niegdyś gładź spowił wilgotny.Jon wie. To też mu obiecano.Odlot… Będziesz mieć po tym taki odlot. Musi być.szepcze nagle Chłopiec dziecinnym głosem i bierze z podłogi swoje stare zdjęcie.ułożone jeden na drugim . w czarnym cieniu gigantycznego posągu. A choć ludzie przydawali Ich wizerunkom świętego okrucieństwa lub świętej naiwności . Jego prawdziwy dom. Więc wrócił. Światowidzie… O. słoneczni zaś Bogowie Ra. na jej ramieniu. czy jego także. Posągu już nie ma. I Jon jak przez mgłę widzi. Umierającemu Jonowi wydaje się. gdyż rósł tysiąc lat temu tylko w jednym miejscu.tworzyły monstrualny posąg. Ot. .i widzi jasny skraj nieba pomiędzy koronami wielkich. gromowładny Zeus. że to krew. To tam wciąż trwa czuła. że choć Chłopiec nigdzie na Ziemi nie znajdzie swojego miejsca. do których przywarło jego bezwładne ciało. . czy jest to krew tylko Bezimiennego. którzy kiedykolwiek żyli na świecie. .szepcze Jon i patrzy. patrząc na krew. spełnił swoje zadanie. nie czuje chłodu nadchodzącej śmierci. że jest wśród Nich groźny Jahwe.Mamo… . utajonym życiem. że zstępujących Bogów prowadzi Pierzasty Wąż Wirakocza. Serdecznik niepospolity. Siedem gigantycznych głazów. Jon zaś już wie. Człowieku… O. Jon otwiera szeroko oczy .O. wszechrozumiejący Człowiek. starych drzew. omszałe głazy.szepcze Jon słabnącym głosem i podnosi wzrok ku górze. Usłyszysz znowu Głos . gdyż leży koło głowy Jona. Przez chwilę mu się zdaje. gdyż grzeją go potężne. że Boskie Istnienie jest samą Miłością. dobroczynny Wisznu. bezbarwne ziele. inaczej Droga Jona byłaby daremna. zmęczony Chłopiec znajdzie swoją przystań. Ono też jest zbryzgane krwią. gdy ręka rannego wyciąga ku niemu skruszone. A jednak te nieforemne głazy wciąż są ciepłe i pulsują wewnętrznym. ciemnozielony mech. która pulsując.bezboleśnie przebija mu szyję i wkłuwa się w aortę. wystarczy. jak z Nieba zstępują Bogowie wszystkich ludzi.

że szaman ubrany był w swój rytualny strój.Niech patrzy tam. którzy dobudowywali do świątyni wysoką wieżę. Tu przysiadł na zydelku koło wyścielonego futrami łoża. ZSTĄPIMY. W najgłębszym miejscu Ariel wznosił wysoko nad głową zawiniątko. Ariel z Gają podążali w głąb Puszczy. w intencji zbawienia duszy czarownika. .GRDHGHBWGZ . w którym bezpiecznie spoczywał syn Jona. narzucił gruby płaszcz i dowlókł się do namiotu nad Rzeką. I nikt nie krzyknął za nimi: “Tabu…!”. a że po raz pierwszy zdawało mu się. Bogumił. czy też przekazywały ją drzewa.Skoro szaman umarł. Więc oboje . słyszał dudniący głos starego Boga.Biedny grzesznik. . on. Ich obudziło trzeszczenie wiązadeł belek domu. że odszedł ostatni człowiek. ŻEBY ODDAĆ WAM WASZĄ MIŁOŚĆ… NIE ZABIJAJCIE NAS ZBYT WCZEŚNIE… *** O tym.zastępy zejdą na Ziemię. Isaka zbudził trzask gałęzi w ogrodzie. przesuwał w palcach swoje drewniane paciorki.słyszy po raz ostatni głuchy. gdyż takie imię nadał mu wczoraj Ezra. Wioska dowiedziała się natychmiast.Gaja z Arielem . Niech widzi to. na którym leżały zwłoki starego czarownika. który w szumie drzew umiał usłyszeć głosy wodników. Jon. W tym samym czasie Gaja z Arielem pokonywali Rzekę. I wie. a na ustach łagodny uśmiech. I choć nowy rytuał nakazywał. Bogu miły… Gdy stary kapłan. LUDZIE. co pragnie widzieć . . Jon powinien wrócić . choć nie wiadomo w jaki sposób: czy ta wieść szła z ust do ust.wstał z ławy. we dnie i w nocy. Isak nawet się nie zdziwił. jako świadek tego cudownego dnia.stwierdził. . gdyż nie było komu krzyczeć. że stary szaman umarł. że Ariel w sąsiedniej izbie usiadł na posłaniu. zmęczony sobą. choć chciałem mu pomóc wymamrotał Ezra i powrócił do swoich zajęć: kierował pracą mężczyzn. bezpiecznie ukryty za szerokimi ramionami Światowida.przekraczali Rzekę. w plusku wody śpiew wijów. gdzie chce. a nad sobą.Isak tego nie zrobił. aby umarłemu zamknąć powieki . trawy. życiem i Cywilizacją. pójdzie do piekła. dobywający się z gruzowiska kamieni.Szaman umarł.powiedziała Gaja tak głośno. dudniący głos starego Boga. w poszumie traw i w szeleście liści głosy bożąt. iż konary przemawiają do niego w języku starych drzew i że on pojmuje ich mowę .szepnął. woda? Gdyż tylko one mogły wiedzieć. też będzie wśród nich. 159 . co tym razem znaczą Jego słowa: PRZYBĘDZIEMY. oczy miał szeroko otwarte. . Bożęta czynią wielki ruch w całym domu .

Godzinę później przybył do ich domostwa kapłan Ezra. by usłyszano go gdzieś bardzo daleko.Ależ nie! To była Droga! DROGA! Wielka. . Gaja znała te słowa od męża. a bezwładne ciało wolno zsunęło się z zydla ku czarownikowi . Miły Bogu. Lecz nigdzie jej nie było. Ale wiedziała. ale ruszyła ścieżką.przyznała niechętnie. Ariel rozsuwał krzewy. 160 .powiedziała z rozpaczą. drzewom. miał się chować w pobliżu świątyni. trawom. Jeśli Jona do tej pory nie było na wioskowym brzegu. czego wymaga większość. u kresu Kamiennej Drogi. Bogumił nawet nie zapłakał. w bezpiecznym poczuciu pewności i w zgodzie ze wszystkim.Nie umrę. Gaja przytuliła synka do siebie. lśniąca. Od biedy można by je uznać za wątły ślad niegdysiejszej ścieżyny. Przedzierając się przez Puszczę. Żaden czarownik nigdy nie kłamał. czarna Droga! Tak mówił Jon! .Gaja z Arielem szukali Drogi.szeptała niecierpliwie Gaja.aby nie zarosła jej Puszcza .Jest tu gdzieś… Musi być . a ich szeroko otwarte oczy z pozoru tylko spoglądały na pełgający w pobliżu ogień. Tak.spytał wreszcie dawny Błazen. Arielu. wskazując Gai omszałe kamyki. starzy Bogowie nie pozwalali na kłamstwa ani ludziom. Krzyczał długo i przenikliwie.powiedziała Gaja z rozpaczą. imię Ariel zaś jest obce i naznaczyłoby jej syna piętnem samotności lub odrzucenia. ani swym sługom. spojrzał uważnie na niemowlę.Może to te kamienie…? . jak nakazał Jon. . którą Plemię . tuląc Bogumiła ciasno owiniętego w lniane płótno. głowa opadła mu na piersi. że szaman umarł. wijącą się wśród krzewów i korzeni drzew. . że Jon musiał wrócić. Tymczasem ich syn. ciepła wiosna pozwoliła szybciej niż zwykle zmartwychwstać krzewom. . . Gaja od razu zrozumiała.On tu jest. że imię “Jon” już zawsze będzie w Plemieniu kojarzone z błądzeniem po tajemniczej Drodze. a on spojrzał na nią. Jon powinien być w domu. które dziecko otrzyma: Bogumił.powtarzał stary czarownik. musiał być tam. by jej syn nosił imię swego ojca lub jego przyjaciela. . jakby chciał. niewiele uwagi poświęcił jego matce i wymienił imię. każdy ze swoimi paciorkami w martwych dłoniach. choć chciała. Może potrzebował ich pomocy? Ale gdzie była Droga…? Szli zatem z Arielem wąską ścieżyną. Skoro szaman umarł. Gdy tylko dowiedzieli się. Jak wędrowne ptaki. gubiąc ją co chwila wśród gęstej zieloności Puszczy . czuję to . gdyż naprawdę widziały o wiele dalej. opadał na klęczki i wypatrywał śladów niewidocznej Drogi. o co chodzi. Dwaj starcy leżeli tymczasem nieruchomo.Przy szesnastym paciorku stary kapłan nagle znieruchomiał.gdyż wczesna. póki nie wrócisz . jakby rozumiał.Dobre imię . Tak naprawdę to krzyknął tylko raz: w chwili narodzin.wyłożyło drobnym żwirem.

Ogień pełgający w namiocie nad Rzeką nagle wzbił się iskrami w górę, jakby dmuchnął nań niewidoczny wiatr i od iskier zajęły się wysuszone zwierzęce skóry. Po chwili w niebo strzelały już wysokie płomienie, namiot zaś przypominał rytualne ognisko, jakie niegdyś rozpalało Plemię w noc równą dniowi. Mieszkańcy Wioski, ujrzawszy ów stos, zastygli na chwilę. Jedni przeżegnali się znakiem krzyża, drudzy zaś, najstarsi, których było już niewielu, wykonali ukradkiem dawno zapomniany znak. Znaku tego już potem nikt w Wiosce nie czynił ani go nie zapamiętał dla przyszłych pokoleń. Ariel chciał wziąć od Gai dziecko, lecz odmówiła: Bogumił był lekki, a jego bliskość uspokajała ją. Pod stopami co jakiś czas czuła twardszy grunt, jakby ścieżka była częściowo bita, choć jeśli tak było, dawno pochłonęły ją mchy, tylko gdzieniegdzie wystawał pojedynczy większy kamyk. Wydawało im się, że już dwukrotnie skręcili, a teraz ścieżyna skręcała po raz trzeci. Dalej już biegła prosto, co Ariel zauważył pierwszy, wnosząc z rozstawienia starodrzewu. - Kiedyś na pewno szła tędy Droga - powiedział. - Kiedy? - spytała z rozpaczą Gaja. - Kiedy? Jon opowiadał o Niej tak, jakby to było wczoraj! Kapłan Ezra na próżno szukał starego Isaka w świątyni, w świątynnym ogrodzie i w Wiosce. A choć nakazał mężczyznom z Wioski zbadać, czy aby starzec nie zabłądził w Puszczy - nikt nigdzie go nie znalazł. Plemię orzekło, że pewnie rozszarpały go dzikie zwierzęta. Gaja z Arielem szli jeszcze spory kawałek, nim dotarli na polanę. Od zazielenionej świeżą trawą murawy ponuro odbijały wielkie, ciemne, nieforemne głazy. Omszałe i zbyt ogromne, by znalazły się tu przypadkiem, tworzyły przedziwny krąg. A pośrodku tego kamiennego kręgu, koło największego głazu, prawie tak wielkiego jak ich dom, leżało bezwładne ciało. - …Jon! - krzyknęła Gaja i tym razem nie wzbraniała się przed oddaniem dziecka Arielowi, bojąc się, że je wypuści. Przypadła do męża i patrzyła ze zgrozą na jego bladą, pozbawioną życia twarz, ze zdumieniem zaś na spokój, jaki się na niej malował. Choć na szyi męża dostrzegła niewielką, okrągłą ranę, wyraz jego twarzy nie wskazywał na to, by zginął gwałtowną śmiercią. Przeciwnie: wyglądał tak, jakby zasnął w poczuciu bezpieczeństwa. Gaja patrzyła na niego, chłonąc rysy, które kochała, pieszcząc spojrzeniem ramiona, które ją obejmowały i dłonie, którymi ją dotykał. Czuła w sobie dziwnie tępy ból zamiast rozpaczy i buntu.

161

I nagle pojęła, że zawsze wiedziała, dokąd wiedzie Jona Kamienna Droga. Właśnie tu i właśnie do takiego końca. I dlatego Jon nakłonił Ariela, żeby przybył z nimi z Miasta: aby nie zostawić jej samej. Gdyż on wiedział, gdzie jest kres tej Drogi. Ale dlaczego…? Co było więcej warte od spokojnego życia z nią i z synem? To martwe miejsce? Bogumił zapłakał po raz pierwszy tego dnia i Gaja znów wzięła go z rąk Ariela. Przysiadła z synkiem obok Jona; jedną ręką przytuliła do piersi niemowlę, a drugą położyła na swoich kolanach głowę zmarłego i gładziła go po twarzy. - Oddałeś życie dla tego gruzowiska, Jonie…? Po jej twarzy płynęły łzy, a pytanie zawisło w wiosennym powietrzu. Gdzieś w pobliżu zaświergotały ptaki. Pewnie wiją sobie gniazda w szparach spękanego głazu. Ariel wiedział, że musi teraz zostawić Gaję jej żałobie. Rola, którą narzucił mu Jon, zacznie się dopiero wtedy, gdy Bogumił zostanie oddany pod opiekę Ezry. Wtedy Ariel przywróci Gaję życiu, gdyż jest zbyt młoda i zbyt piękna na wieczną rozpacz po utracie męża i syna. Od pierwszej rozmowy z Jonem niegdysiejszy Błazen wiedział, że ten gotuje się na rozstanie ze światem. Od pierwszego wejrzenia zaś na Gaję czuł, że gotów jest poświęcić resztę życia dla przywoływania uśmiechu na tę piękną twarz. Łatwiej będzie o uśmiech, gdy opuszczą Wioskę, Puszczę i ten dziki, choć szybko cywilizujący się kraj; gdy nad ich głową znajdzie się wiecznie błękitne niebo i jaskrawe, ciepłe słońce - zamiast tych zmiennych chmur, mknących po szaroniebieskim stropie; gdy surową, ciemnozieloną dostojność wielkich drzew zastąpi frywolna pierzastość palm. Gdy zimna Rzeka stanie się ciepłym Oceanem. Ależ Gaję zadziwi rozmaitość świata i jego nieobliczalność…! Ariel nie był zaskoczony śmiercią Jona ani tym, że go tu znaleźli. Rozglądał się teraz po miejscu, które stało się ostatnią przystanią przyjaciela. …i nagle wydało mu się, że ogromny głaz, obok którego spoczywał Jon, przypomina twarz. Ogromną, potężną, surowo wyciosaną w kamieniu. Zapewne to wichry, woda, śniegi i spiekota wyryły te szczerby, układające się w rysy jakże ludzkiego, smutnego oblicza; wpółprzymknięte powieki, zagłębienia pod nimi, w których, jak łzy, zgromadziła się woda; wydatny nos, surowo zaciśnięte usta. - Złudzenia, omamy… - szepnął do siebie, ale te zamiast zniknąć, nasiliły się: Arielowi wydało się teraz, iż w głazach, które utworzyły krąg wokół największego kamienia, rozpoznaje gigantyczną dłoń zaciśniętą w pięść; że widzi fragment stopy, która jeszcze teraz czyniła wrażenie, jakby podążała w sobie tylko wiadomym kierunku; gdy oderwał kawałek mchu, wyłoniła się gładka, wypukła jak brzuch powierzchnia z wystającym pępkiem. Poczuł naraz wielki smutek; taki sam, jaki czuł wówczas, gdy

162

spoglądał na wioskową babkę, która odcinała Bogumiłowi pępowinę łączącą go z Gają i wydala go tym samym na łup świata i Cywilizacji. …nagle Ariela dobiegł potężny, dudniący, głuchy głos, aż skurczył się z lęku. Zaraz jednak odetchnął, wiedząc, że ów dźwięk ma całkiem zwyczajne przyczyny, a tylko nieodgadniony sekret tego zagubionego wśród wielkich drzew miejsca tak działa na jego wyobraźnię. Dotknął ramienia Gai, która spojrzała na niego niespokojnie i powiedział: - To tylko siekiery, Gaju… Ludzie rąbią Puszczę. Na nowe domy i mosty, na warowne zamki, na świątynie i klasztory. Cywilizacja, jak mawiał Jon. To wszystko wokół wkrótce zniknie, pojawią się nowe Wioski i Miasta, nowe Drogi i Mosty. Czuwali przy Jonie do zachodu słońca, a potem Gaja zdjęła z jego szyi zniszczony skórzany woreczek i skryła go pod swoją bluzą. Nie wiedziała, co niegdyś zawierał i czemu służył. Teraz wydawał się pusty, ale spoczywał zawsze tak blisko ciała jej męża, że był jak relikwia, która zawsze o nim przypomni i ochroni ją, gdy przyjdzie pora tułaczki. Odchodzili wolno, Gaja z Bogumiłem na rękach i Ariel, oglądając się tam, gdzie wśród omszałych, gigantycznych kamieni pozostawili ciało Jona. Wiedzieli, że właśnie tego by sobie życzył, choć nie mogli pojąć, skąd to wiedzą. Gai wydało się z oddali, że Jon obejmuje wielki głaz, obok którego spoczywa, gra cieni zaś stwarza złudzenie, iż są to potężne, kamienne ramiona, w które Jon wtulił się jak dziecko w objęcia ojca i zasnął. - Śpij - szepnęła do niego w myślach. - Obudzisz się w dniu, gdy zstąpią Bogowie - dodała, nie wiedząc, co mówi i czerpiąc tę dziwaczną myśl z tych pozornie martwych głazów. Dudniący mocny głos siekier kaleczących drzewa rozbrzmiewał teraz wszędzie. Puszcza poddawała się bez walki. *** - …zawsze pragnąłem przebyć Rzekę, żeby zobaczyć, co tu jest. Podejrzewałem, że kryje się tu coś obcego, coś, co zagraża naszemu Bogu i Cywilizacji, co jest ostoją resztek pogaństwa. Przecież tego brzegu strzegł ostatni sługa bałwanów, plemienny szaman z twojej Wioski. Na szczęście zmarł bezpotomnie i od dawna smaży się w ogniu piekielnym. Biedak… Nie będzie dla niego rozgrzeszenia. Nie ukorzył się przed śmiercią, nie przyznał do grzechu bałwochwalstwa. Wiesz, że z powodu tego starego czarownika sądziłem, iż kryje się tu szczególny wizerunek jakiegoś bałwana? Ba, byłem tego pewien! Dlatego pragnąłem spalić ten skrawek Puszczy tak, by zostały tylko zgliszcza! Wyobrażałem sobie, że jest tu… że jest tu Bóg wie co! A w każdym razie coś o wiele gorszego niż te gliniane i drewniane posążki, które wystarczyło stłuc i spalić. A jednak nigdy tu nie byłem. Coś mnie wstrzymywało. Bałem się. Tymczasem tu nie ma
163

przecinającemu dawną Puszczę.poprzez dopiero co ukończony most z Wioski . Starzec rozglądał się wokół z posępną ciekawością i nadzwyczajną uwagą. ale ciekawość Ezry była zachłanna i wyczerpująca. Ale tu rzeczywiście niczego nie ma i nic nie wskazuje.wymamrotał starzec.wiodła ku tętniącemu życiem kupieckiemu szlakowi.Nie! Samemu bym ci nie pozwolił! Nigdy! . Ezra już chyba to uczynił.odparł młody zakonnik. rozcapierzoną. musisz odpocząć. W dodatku wystarczy skropić polanę Świętą Wodą.To takie samo miejsce jak każde inne w Lesie. z trudem łapiąc oddech. . . Był tak wielki jak niektóre nowe domy w Wiosce. wspierając się na ramieniu młodszego brata. Mogłem przybyć tu sam i opisać ci to miejsce. .mówił z triumfem chudy starzec w habicie. lecz jego oczy pałały. . skoro aż tak ci na tym zależy . 164 .Dlaczego? .nic. Nie dostrzegał w tym miejscu niczego niezwykłego.Usiądźmy. Zbytnio się denerwujesz..Usiądźmy. pot spływa ci z czoła. ale brata Bogumiła nauczono. gruzowisko wielkich głazów… Jeśli było to niegdyś miejsce pogańskiego kultu. Zostało z niej już tak niewiele. Pergaminowa twarz Ezry powleczona była niezdrową bladością. bracie Bogumile . Gdyby Bogumił nie wiedział. oddech miał ciężki.Bracie Ezro. w dniu.zgodził się z ulgą stary kapłan. nawet trzydzieści lat temu. ułożonych nadzwyczaj symetrycznie. gdy się urodził. musiałem tu wreszcie przyjść i przekonać się na własne oczy . . I młody i stary mnich rozglądali się wokół z ciekawością.Puszcza” używali jedynie starsi. Ot.zdziwił się młody mnich. sądziłby.Ale co byś mi opisał. Masz gorączkę. nie został po nim nawet drobny ślad. że siedzisko przypomina wyrzeźbioną w kamieniu. Wielki głaz otoczony był kręgiem mniejszych. a natura wyposażyła go w siedzisko w postaci wyżłobionego wgłębienia porośniętego miękkim mchem. że młodzi nazywali ją Lasem. . gdyż zabrał ze sobą i Świętą Wodę i kropidełko. której Bogumił nie mógł zrozumieć. słowa . ile dziwów może dokonać przyroda z pomocą Dobrego Boga. Młody mnich pomógł starcowi zasiąść na omszałym głazie. która . Spojrzał z troską na starego kapłana. gigantyczną dłoń. jesteś blady. Nic! . by kiedykolwiek było. iż uczyniły to siły przyrody. skoro tu nic nie ma? Nie. Święta Woda zmyje każdy ślad bałwanów. Obaj powoli wędrowali nową Drogą.

synku. Niezliczone zastępy Bogów. dobre ciepło bijące od kamienia. które nagle napłynęły do niego wysoką falą. I w podzięce nauczą ludzi.Brat Bogumił oparł plecy o naturalne skalne wgłębienie i mimo przedwieczornego chłodu poczuł łagodne. Pytania przecież wiodły do wątpliwości. dzień był pochmurny i chłodny. żywe ciepło. w którym zstąpią na Ziemię wszyscy Bogowie. Ojciec zaginął bez wieści w dniu jego narodzin. Ezra wpajał mu to od dziecka. mój duży. mój malutki.przemknęła mu przez głowę dziwaczna. odkąd został przypisany Świątyni. I ogarnęło go niepojęte. której brzmienie słyszał teraz zewsząd jak dźwięk rozkołysanych gigantycznych dzwonów. Zstąpią z Nieba. szaleńczej. równie niepokojące. Zapewne kamień oddaje słoneczne promienie.pomyślał wstrząśnięty. skąd wzięły się te straszne. jako karę. niemożliwe. zstępują ku niemu zewsząd i dźwięczą w uszach… …. 165 . Trudno. czy pogodziła się z jego przeznaczeniem? Nie wiedział tego. jak mało jest ważna wobec jego misji… …dlaczego nagle zaczął myśleć o matce i ojcu? Nigdy tego nie robił.. mocne ramiona. z jego zamknięciem w odległym klasztorze. spłyną z Wody i sfruną z Powietrza. Bogowie podziękują ludziom za to. iż niechcący posłyszał Głos Diabła. obcą myśl i inne. Pokutę. potężnych dzwonów. w jakich kiedykolwiek wierzyła Ludzkość. przecież słońce nie wyjrzało dziś ani na chwilę. aby odegnać natrętną. musiała zrozumieć. matki zaś nie pamiętał. pomogli im umrzeć. bezpieczne ramiona ojca. synku. Uczono go o tym. wyjdą z Podziemi. Te myśli były jak brzmienie rozkołysanych. Więc nie bój się pytań” . Muszę odprawić pokutę. zharmonizowanej ze słowami melodii. Przez gruby habit czuł wciąż pulsujące. I młody zakonnik przeraził się tym. POKUTĘ! . matka dawno temu opuściła Wioskę i podobno wędruje gdzieś po świecie. że swoją wiarą powołali ich do życia. mój synku. mój kochany…” Bogumił miotał się bezsilnie w rytm tej potężnej. w Wiosce. obca i niebezpieczna myśl. fruną. najpierw tu. Przeżegnał się teraz skrycie. Więc czemu kamień jest mimo to ciepły jak żywe ciało? “Pytania… pytania. a wątpliwości do herezji.i nadejdzie dzień. są ważniejsze niż odpowiedzi. I nawet gdyby Bogumił zatkał uszy i tak byłoby je słychać… Płyną. Po co przywołał na myśl dawno zapomnianych rodziców? Kamienne wgłębienie otulało jego plecy jak potężne. Wiara to właśnie pytania. to jej postać straciła już dla niego wszelkie barwy. a potem powstać z martwych. przyrzekając sobie samobiczowanie i wielodniowy post. bezbożne. nie znane mu uczucie. że nie mogąc pogodzić się z wyborem Drogi przez syna. iż jest małym chłopczykiem i wtula się w ciepłe. którego nigdy nie zdołał poznać. tak właśnie będzie. heretyckie słowa. Nadal wędruje czy umarła? Płakała. Nawet gdy czasami próbował przywołać ją w myśli. jak stworzyć Cywilizację Miłości… Tak będzie. BOGOWIE. Może dlatego. zebrane w ciągu dnia… Nie. a potem w Dalekim Kraju. gdy ją opuszczał.

Podobno lubił moją matkę . usiłowali roztrzaskać żelaznymi młotami. gdyby szła prosto? . mój synu i że stało się to właśnie teraz .pomyślał. zmagał się ze swoim zmęczeniem. Może nawet pokuta nie musi być aż tak surowa? W końcu nie on wymyślił te straszliwe. . Szkoda. dzisiaj zrównanie dnia z nocą. Drogę zaś trzeba było tyczyć szerokim łukiem! Ileż to nas kosztowało! Tyle dodatkowej pracy. gdy pobierałeś nauki w Dalekim Kraju.Podobno . . odwrócił wzrok od kamiennego kręgu i spojrzał pytająco na ulubionego wychowanka.Podnosili je na drągach. słońce już mocno grzeje. Młodemu zakonnikowi przez chwilę wydało się. na którym siedzą. który siedział skulony na wielkim kamieniu. Ledwie ją poznasz. by odwrócić uwagę starca od siebie i swych przerażających doznań. choć zadawał zbyt wiele pytań i często się wahał.wyjaśnił Ezra.Wioska tak się zmieniła przez ten czas.westchnął stary kapłan. Czuł bijący od kamienia lodowaty. szalony sen? W zamyśleniu patrzył na niezwykły układ gigantycznych głazów. podsuwając grzeszny. A może zdrzemnął się na moment i Diabeł wykorzystał to. a tymczasem lodowatość kamienia.mówił. . niemiły chłód.Nie. . Zastanawiałem. .Cieszę się. żeby ominąć kupę gruzów… . to ciekawa historia… Wyobraź sobie. Chyba nikt ich nie ruszy. zatykając pięściami uszy.dokończył młody mnich. . Brat Bogumił odetchnął z ulgą: odegnał modlitwą przerażające i niepojęte myśli. zapewne były to tylko omamy. zbierał się w sobie. co nie uchodzi misjonarzom… . przypomina zimę. aby powiedzieć młodzieńcowi. Muszą zatem zostać. Odległość z Wioski do polany nie była zbyt duża. że wróciłeś. że pora opuścić to miejsce.…i ojca . Ezra półleżał teraz na omszałym głazie i ciężko oddychał. że zabłądził w Puszczy i zniknął w dniu twoich narodzin. Jest przecież wiosna. Gra cieni .powtórzył jak echo Ezra.Bogumile? Stało się coś? Boli cię głowa? . się dlaczego Droga skręca tu tak gwałtownie.Ezra wyczuł jego niepokój. Kapłan Isak też by jej nie rozpoznał. że ludzie nie mogli uporać się z głazami.westchnął kapłan. Paskudne miejsce… Niezdrowe. 166 . wysapując swoje zmęczenie.A wiesz. ale dla nóg starca nazbyt męcząca. ale one się nie poddały. To był dobry człowiek. nie. że niektóre szczerby i załamania skalnego giganta układają się w zarys twarzy. na których siedzimy . bezbożne słowa. . Myślałem. Chyba lepiej.wtrącił Bogumił.

. Świat już wcześniej. Cywilizacja Miłości. łączy nas ze światem. w cieniu pierzastych palm. który nie poddaje się żelaznym młotom? Nigdy o takim nie słyszałem . zamknął oczy i oddychał pełną piersią. jak ty i ja. że tu nic nie ma. krzycząc ze szczęścia. a wszyscy ludzie. z odległymi Miastami. przez którą wiodła lśniąca Kamienna Droga. Jesteśmy w pół Drogi. Tylko ta Droga. a zarazem nie mają do ciebie dostępu heretyckie wątpliwości .zamiast ponurych czterech ścian celi. to by mu nawet nie przeszło przez usta! Co to za kamień. Lecz to dopiero nadejdzie. niedawno nawrócony kraj nie zawrócił z drogi cnoty i Cywilizacji. Wydawało mu się. a pulsowanie kamienia przyśpieszało i wzmacniało bicie jego serca. Wkrótce wszędzie będzie już tylko jeden Bóg i jeden Kościół. I zatriumfuje. znasz słabości ludu. zaczął wpływać na Wioskę dobroczynnie. cywilizowanymi krajami. daleko. NIC.szepnął nagle. prowadząc wprost w ramiona ojca. raptownie wstając i patrząc na ogromny głaz. Bogumile. patrząc z dumą na szeroki trakt. Musimy pozbyć się jeszcze wielu wrogów. A ta Droga.zakończył Ezra.zastanowił się niespokojnie Ezra. Jak widzisz. gdyż tu się urodziłeś. za naszą sprawą. Bogumile. że gdzieś tam.miał ogromną. bezpieczny i pełen mocy. Światło uprawiało jakąś dziwną grę na jednym z tych lodowatych kamieni. Ty jesteś do tej misji najlepszy. bo wkrótce ktoś będzie musiał mnie zastąpić. a przed sobą . nad brzegiem ciepłego morza. nawet spośród nas samych i nawrócić wiele narodów. a szczęściem tym była zielona.Nigdy nie nazywałeś mnie “ojcem”…? 167 . wspaniała Puszcza. leżących obok kapłana: wyglądał teraz jak… jak… wstyd powiedzieć… nie. w każdym zakątku Ziemi. To odległe czasy. wciąż wielbiących bałwany i tkwiących w grzechu pogaństwa. bo cóż innego? Ezra powiedział. że biegnie.Ojcze? . żebyś mógł wrócić do Wioski. Lecz przecież to pulsowała tylko krew w jego żyłach. w której spędził dzieciństwo . odwracając głowę od Bogumiła. bracie Bogumile. mało mam sił. swobodną przestrzeń. że pulsuje. może dwustu lat. Kamień nadal był ciepły i Bogumiłowi wydawało się. Przyłożył do niego policzek. by ten nieokrzesany. będą braćmi. Czy możliwe. Ezra otwarł oczy i spytał zdziwiony: .Niewiele pamiętam. na razie nasza misja nie jest zakończona. Czasy pogaństwa i ostatnich bałwanów. pod błękitnym niebem. Poczuł się nagle jak dziecko: był wolny i radosny. wciąż jeszcze żyje matka tego zakonnika? Czemu nagle o niej myślę? Wszak niemal już zapomniałem o istnieniu tej kobiety . Nic. . Czuł się silny. a trzeba ciągle być czujnym. z cudzoziemskimi. który łączył Wioskę z kupieckim szlakiem.zamyślił się brat Bogumił i dotknął dłonią potężnego głazu. Poprosiłem hierarchów. trzeba nam jeszcze stu.

Kraków. dudniący dźwięk: . ale pewnego dnia także i tu… .GRBDGHBWGZ… . bracie Ezro…? Co to? .odparł stary Ezra.. .powiedział Bogumił. że słyszy dziwny.Tu nie ma nic . Tylko echo .Echo. że te głazy są nagrzane jak… jak ciało .zaciekawił się. łagodnie zafalował. ścinających drzewa na nowe miasta.Echo siekier. pałace i świątynie. a Ezra spojrzał na niego surowo.przytaknął gorliwie Bogumił. .Jakoś to słowo samo przyszło mi na usta . czerwiec 1997 168 . Tu nie ma nic. zimno tu.Ciało jest do umartwiania. zobaczysz. głuchy. omszałych kamieni.przypomniał na wszelki wypadek. Od tych kamieni ciągnie lodowaty chłód. a Bogumiłowi przez chwilę wydało się. . . tak jak faluje pierś oddychającego swobodnie człowieka. pamiętaj . rzucanych przez ostatnie wielkie drzewa niegdysiejszej Puszczy.Chodźmy. . Mnóstwo coraz większych i coraz wspanialszych świątyń. Przez chwilę jeszcze miał wrażenie. Będą wszędzie.odparł spłoszony młody człowiek.Słyszałeś. że największy z głazów powoli. oglądając się na potężne gruzowisko gigantycznych. Odchodzili wolno. Mam dreszcze otrząsnął się starzec. lecz była to tylko gra cieni.Zimno? Wydawało mi się.