P. 1
Dorota Terakowska - Samotność bogów

Dorota Terakowska - Samotność bogów

|Views: 1,373|Likes:

More info:

Published by: Krzysiek Stanislawczyk on Apr 18, 2013
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

03/20/2015

pdf

text

original

Terakowska Dorota

Samotność bogów

1

Gdy się pisze, dobrze jest mieć swoją Alę. Alicji Baluchowej - bo dzięki niej moi bohaterowie przemieszczają się pomiędzy światami, lekceważąc wszelkie granice, włącznie z tymi, których nie ma.

Warkot bębnów wciąż nabierał tempa i brzmiał teraz jak stukot tysiąca końskich kopyt, cwałujących po Kamiennej Drodze. Na tę Drogę, po drugiej stronie Rzeki, Jon trafił przez przypadek, ale nim uszedł kilkadziesiąt kroków, wstrzymał go głos szamana. Szaman, stary i zgarbiony, stał na właściwym brzegu, gdzie zbiegały się ścieżki z Wioski, był niewidoczny dla oczu chłopca, a jednak chłopiec usłyszał jego czyste, wyraźne wołanie: - Jon! Wracaj! Tabu! Jon nie musiał słuchać szamana. Władza szamanów formalnie skończyła się, wszyscy w Plemieniu pokochali już inne Bóstwo - zwane najczęściej Bogiem Dobroci. Nie potrzebowało Ono plemiennych czarowników, gdyż nowe rytuały odprawiali przybyli z Dalekiego Kraju kapłani. A jednak choć Bóg Dobroci panował już prawie półtorej setki lat, po śmierci poprzedniego szamana Plemię wybrało następnego - i kapłani przymknęli na to oczy. Owszem, szamani służyli dawnym, odrzuconym bóstwom - “bałwanom”, jak uparcie mówił młodszy kapłan - lecz chronili też Wioskę przed ich zemstą i leczyli ludzi z chorób. Kapłani, w przeciwieństwie do szamanów, byli uczeni w piśmie, nigdy nie ulegali przesądom i nieśli - Jon kochał to słowo - Cywilizację, nie umieli jednak radzić sobie ze starymi Bogami, z ich mściwą naturą, ani z chorobami nękającymi ludzi z Plemienia. Niektórzy szeptali nawet, że część tych chorób - wcześniej nie znanych w Wiosce przynieśli z sobą, z różnych Dalekich Krajów i zza mórz, właśnie ludzie w długich sukniach. Szamani nauczyli się je leczyć, minęło jednak wiele lat, nim odkryli, jakie zioła są naprawdę skuteczne, a które należy dopiero wyhodować, krzyżując różne gatunki z pomocą całkiem nowych zaklęć. Nim się tego nauczyli, wielu ludzi w Plemieniu zmarło na dziwaczne, nieznane choroby, ale już nie szaman - w rytualnym stroju i w strasznej masce - odprowadzał ich w ostatnią Drogę. Rolę tę wzięli na siebie kapłani, nawet nie pytając, czy Kraina, ku której wiodą umierających, im odpowiada. Wyglądało, że wiedzieli lepiej niż Plemię, co jest dla ludzi z Puszczy dobre i co służy Cywilizacji. Kapłani zatem wciąż jeszcze tolerowali obecność ostatniego szamana (kiedyś było ich wielu); udawali, że go nie dostrzegają, a czasem zezwalali na rytualne bębnienie w czasie dawnych świąt - nie zgadzali się jedynie na składanie krwawych ofiar bóstwom. Dawni Bogowie potrzebowali ich - Bóg Dobroci nie tylko ich nie przyjmował, ale wręcz potępiał. Na razie. Dziś właśnie była Noc Starych Bogów, a właściwie najważniejszego z nich, którego jednak nigdy nie wymieniało się z imienia, aby go szybciej i łatwiej zapomnieć.
2

Dlatego bębny zaczęły wybijać swój rytm zaraz po zmroku, a gdy zapadła noc, ich rytm był już szaleńczo szybki, a bębniący mokrzy od potu. Pot spływał po nagich ciałach, wielkimi kroplami skapywał na ziemię, wsiąkał w nią - jako przebłagalny dar Plemienia dla porzuconego już bezimiennego Boga. Bębny dudniły prawie pół doby, ale kapłani skryli się w świątyni i udawali, że nie słyszą. Jon był za mały, by uderzać w bębny. Tego przywileju dostępowali tylko młodzi mężczyźni, a Jonowi do męskiego wieku brakowało ośmiu lat. Ale, jak wszyscy chłopcy z Plemienia, kucał w pobliżu bębniarzy i słuchając ich monotonnego rytmu, bezwiednie kiwał się w jego takt całym ciałem. I myślał. Myślał o Kamiennej Drodze. Już od wielu dni i nocy rozmyślał o Kamiennej Drodze. Odkrył ją przypadkiem. Przypadek spowodował, że Jon złamał Tabu i przedostał się na drugą stronę Rzeki w niedozwolonym miejscu. Wszyscy w Plemieniu wiedzieli, że od czasu przybycia ludzi w długich sukniach i uznania nowego Boga Rzekę przekracza się tylko jednym brodem, nie tym naprzeciw Wioski, lecz tym dużo poniżej jej ostatnich chat. Bród naprzeciw Wioski, najbliższy i z pozoru najdogodniejszy, przestał w ogóle być używany. Stał się Tabu. - Dlaczego? - zagadnął raz chłopiec swego ojca, gdy umiał już stawiać właściwe pytania i słuchać odpowiedzi. - Przecież kochamy już tylko Boga Dobroci - odparł niejasno ojciec. Początkowo Jon nie pojął sensu odpowiedzi ani związku Boga Dobroci z brodem. Gdy po paru miesiącach ów sens do niego dotarł - nie wiadomo w jaki sposób, w Plemieniu nigdy się o tym głośno nie mówiło - Jon zaczął śledzić szamana. Nie wątpił, że ten musi czasem przebywać stary bród w zakazanym miejscu i wędrować w głąb Puszczy po tamtej stronie Rzeki. A jednak - mimo czuwania o świcie, po zmroku, a nawet nocą - chłopiec nigdy nie przyłapał szamana na naruszaniu Tabu. Wtedy zrozumiał, że kapłani tolerują obecność starego czarownika także z innych przyczyn: nie tylko strzegł on Wioski przed zemstą starych bóstw i leczył ludzi; dbał również o to, by nikt z Plemienia nie złamał Tabu, aby wszyscy wypełniali nakazy i zakazy ludzi w długich sukniach. W ten sposób - o dziwo - szaman służył pośrednio Bogu Dobroci. Jona zdumiało to odkrycie. Drugi brzeg był daleko, więc mimo Tabu kobiety z Plemienia nie rezygnowały z prania w Rzece blisko Wioski, a dzieciaki z kąpieli. Przestrzegano tylko jednej zasady: nie wolno było przekroczyć środka nurtu wody. I nigdy nie było z tym kłopotów. Nikt nawet nie próbował zbliżyć się do niewidzialnej, lecz raz na zawsze ustalonej granicy. Wszyscy zresztą wiedzieli, że Tabu pęta ludziom ręce i nogi, odejmuje lekkość oddechu, dusi i zmusza serce do tak szybkiego bicia, że z tego rozpędu może ono stanąć.

3

usuwał jej wodę z płuc. Gdy schwycił małą za włosy. W ten sposób Jon odczuł. Rzeka wyśpiewywała swój bulgoczący rytm.a tymczasem ludzie stali po drugiej stronie wody i milczeli. Wiedział tylko. Gdy wrócił do Wioski z Gają. To Jon skoczył do Rzeki.poza tajemniczym zewem nakłaniającym go. Rzeka gwałtownie wezbrała . łamiący się o wystające głazy. a ludzie z Plemienia stali nieruchomo. było silniejsze niż odruch niesienia pomocy czego Jon nie wiedział. Nie przypuszczał. mimo że doskonale umiała pływać. wzywało. Po prostu skoczył.A jednak Jon został zmuszony do naruszenia Tabu. a drugi brzeg i głowa tonącej były coraz bliżej. Tę niedużą. nabrała powietrza i otwarła oczy. po chwili poczuł grunt i wkrótce stał na drugim brzegu z Gają w ramionach. że trzeba o nią pytać. wbrew przestrogom starszych. Dziecko topiło się. ani ręce. nogi z energią pokonywały rwący nurt. Coś wołało go. Szaman twierdził.wziął więc uratowaną dziewczynkę na ręce i ruszył w dół Rzeki. Po chwili dziewczynka westchnęła. dostrzegał Drogę. nie rzuciła się na ratunek sama. Tym bardziej bezradni. podobnie jak inni członkowie Plemienia. gdzie. choć zbliżał się coraz bardziej do drugiego brzegu. ciągnęło. Położył ją na kamieniach i tak jak umiał. nie pytając nikogo o zgodę. pęta umysł człowieka. Gdy wiosną stopniały śniegi i zaraz potem padały długotrwałe deszcze. paroletnią dziewczynkę porwał prąd w czasie zabawy i zniósł ku drugiemu brzegowi. Ba. a mimo to chłopca uderzyła dziwna cisza. w głąb Puszczy. gdy żywioł pozwalał mu wychylić głowę ponad fale. Przeciwnie: kobiety rzucały 4 . Nic . aby postąpił dalej.i chłopiec musiał ją przepłynąć w zakazanym miejscu. dziękczynnych zaklinań matki dziewczynki. że Tabu automatycznie. by znaleźć używany przez wszystkich bród. Tabu. Nawet matka Gai która krzycząc dziko. że nic go nie wstrzymuje. Jon nie czuł nic. Mimo to ruchy rąk Jona były silne i szybkie. nikt nie podziękował mu za bohaterski czyn. pochwalnego pohukiwania ojca . krzycząc rozpaczliwie za każdym razem. Ale milczenie Plemienia było wymowniejsze niż jego krzyk i silniejsze niż ciekawość chłopca . by ratować Gaję. płuca czy serce. że złamał Tabu . którym była mała.nie odczuły tego. jak niewidzialna sieć. ani jego nogi. Jon zakrzyknął z radości. jak mu się wydawało. która mogła już iść o własnych siłach i radośnie podskakiwała. Zresztą nie zastanawiał się nad tym w swym dwunastoletnim rozumie. że trzeba ratować czyjeś życie i że to jest ważniejsze od wszelkich Tabu czy jakichkolwiek zakazów starych lub nowych Bogów. Było silniejsze niż nakaz ratowania życia członkowi Plemienia.nie żądała od nikogo. o dziwo. im szybciej prąd znosił Gaję na drugi brzeg. bezradni. Kierował się w stronę wciąż widocznej na powierzchni główki Gai i dziwił się. Gdyby nie mała Gajka i niesamowite milczenie ludzi na drugim brzegu. Spodziewał się zwycięskich okrzyków Plemienia. by ratował jej dziecko. darła na sobie suknie i orała twarz paznokciami . bezbronna dziewczynka. być może chłopiec od razu ruszyłby w gęstwinę Puszczy. paraliżuje jego zdolności fizyczne.

Byłeś na drugim brzegu. . kamienne milczenie.zdziwił się Jon. . gdy zasiedli do wieczornego posiłku. z nosa spływały krople. tamto palące pragnienie. 5 . ale nie wolno przekraczać Rzeki . Rodzice spojrzeli po sobie.spytał Jon ojca. . lecz nie wyrzekła słowa. a Plemię. Wydawało mu się. nawet twoja matka i ojciec. I Rzeka nie zmyje tego zapachu.obruszył się chłopiec.dociekał chłopiec. wyczuł tylko jej obecność w regularnym prześwicie poprzez wysoką ścianę lasu) i… i co? Tego właśnie nie wiedział. A jednak bardziej niż to milczenie. . Trzeba ratować tonące dziecko.Co więc zrobiłem źle? .oto dwa wykluczające się nakazy. wszyscy w Plemieniu traktowali go jak dawniej . Chłopiec zwymiotował. I strach. nie tu! Jak inaczej mógłbym ją uratować?! . będzie cię unikać. drewniane lub kamienne domy. sitowiem! . nie patrząc na syna. jak się zachować.zawołał chłopiec. mężczyźni obserwowali go z ponurą czujnością.Dlaczego? . ratując Gaję? . . . To one wywołały w ludziach porażające.Czy zrobiłem źle. z przekrwionymi od dymu oczami i udał się do świątyni na modlitwę. Cywilizacja!). bardziej niż krótkotrwałe odrzucenie przez własne Plemię Jon zapamiętał ów dziwny zew drugiego brzegu. Lecz szaman miał rację: gdy Jon wreszcie wyszedł z jego namiotu. aby wejść w gęstą Puszczę.Zrobiłeś dobrze. wciągnął go do swego namiotu (tylko on mieszkał w namiocie ze skór zwierząt. . Jonowi kręciły się łzy w oczach. że Plemię milczy także wtedy.z rubaszną serdecznością. muszę okadzić cię dymem”.Przecież ona topiła się tam. Tyle że nadal nikt nie dziękował za uratowanie dziewczynki. rybą. ciepło. a ojciec rzekł krótko: . ludzie z Plemienia już dawno zbudowali sobie solidne.Szaman pokręcił głową i nie pytając Jona o zgodę. szaman powiedział: “Zanim udasz się do świątyni.Jakim zapachem? Pachnę Rzeką. gdy nie wie. Jon po raz pierwszy pojął.wokół niespokojne spojrzenia. odnaleźć przeczuwaną Drogę (nie widział jej. że matka Gai spojrzała na niego z wdzięcznością. Rodzice milczeli. Podobno w Mieście zaczęto nawet budować domy z cegły.Nie możesz skalać domu Dobrego Boga tamtym zapachem… . .Nie tylko Rzeką. Okadzanie świętym dymem było długie i męczące. I to zapragnął zbadać. a w ustach rósł gorzki smak.

Przysiadał na pniach nad Rzeką i wpatrywał się w drugi brzeg. zatykając uszy. że tam jest Droga. bóstw i bożąt. nazywając po imieniu. Nie po to. ale wracała. “Trzeba im zakazać tego bębnienia pod karą męki w piekielnym ogniu!” . (“Trzeba nam czasu. wydeptaną przez zwierzynę do wodopoju. prosić o wybaczenie zdrady. mimo że nawrócone. co było całym życiem ich przodków…” . gdy ludzie w długich sukniach. a nad Wioską od dawna rozpościerała się noc. odganiał ją. Ezra. Powinna spaść na mnie kara. Grzech miał głuche brzmienie bębnów. Jon czuł. Isak. gdy bębny warczały głucho i donośnie. Nie bałem się. otrzymali to. a nosił imiona zapominanych powoli starych Bogów. nim Jon poddał się i poczuł. czy ona w ogóle istnieje. ale wiem. prześwit między drzewami oznaczać może na przykład ścieżkę. Chłopiec wpatrywał się w prawie czarny na tle niebieskiego nieba zarys lasu . Plemię. powinienem się bać. Najgroźniejsi jednak byli Bogowie bezimienni. z ciemniejszą niż zazwyczaj głębią. że Plemię wciąż się ich boi i nie chce ich przywoływać. dwa.Decyzji nie podjął nagle. Dokąd prowadzi…? Minęło wiele dni i nocy. co wołało go na drugim brzegu. Ta noc była do tego wprost idealna: chłopiec wiedział. nasłuchując niespokojnego bicia bębnów.i myślał: Gdy byłem na tamtym brzegu. Choćby najmniejszego. ta myśl przychodziła do niego krok po kroku. aby nie skalał go natarczywy rytm grzechu. a zwłaszcza Bezimienny. wciąż doskonale rozróżniało mniej ważne bóstwa i bożęta od groźnych starych Bogów. Nie mogą się od razu zaprzeć tego. Bębniarze raptownie urwali rytm. I wiem. Będą umęczeni Nocą Bębnów i swoim rozdarciem pomiędzy lękiem przed starymi bóstwami a miłością do Boga Dobroci. co im się należało i na pewien czas powinni dać 6 . wysłannicy nowego Boga. że nic nie słyszą . Coś mnie jednak wołało. wijów i boginek. bardziej mroczna. wodników i strzyg. gdy z bębniarzy spływał pot. Puszcza wydawała się tam inna niż ta wokół Wioski: gęściejsza. że po długiej.irytował się młodszy z kapłanów. skłębioną ścianę Puszczy. Drzewa wydawały się tam wyższe i grubsze. Ich ręce odmówiły posłuszeństwa. ale by ich przebłagać. Oznaczało to bowiem. męczącej ceremonii przebłagania starych Bogów ludzie z Plemienia będą spać wyjątkowo mocno.szeptał łagodnie stary kapłan. Jon postanowił. by ich nadal czcić.gdy Plemię obchodziło Święto Starych Bogów. Nie wiem skąd. by nikt go nie zobaczył. I nocą musi postawić stopy na tamtym zakazanym brzegu. skryli się w świątyni i udawali. Nie spadła. bo złamałem Tabu. Patrząc na spoconych bębniarzy. Gorzej może być ze znalezieniem dziwnej Drogi lub z upewnieniem się. Bębnili od wczesnego zmierzchu. a Jon nigdy nie widział nad ich koronami żadnego ptaka. ale Ezra miał dla nich wszystkich jedno miano: bałwany). Wszystko powinno mnie tam odrzucać. w czarną. że tej nocy sprawdzi. że Rzekę musi przebyć nocą. Dopiero ich nawróciliśmy. Zdecydował się właśnie wtedy. Starzy Bogowie. To nie powinno być trudne. że musi to zbadać. trzy pokolenia temu.

Aby się o tym przekonać. Wody dawno opadły. Puszcza rozstąpiła się na boki. Dla dwunastoletniego chłopca środek Rzeki wciąż był głęboki. Chłopiec nadepnął na coś wyjątkowo ostrego . Księżyc nie świecił w tej chwili i było wyjątkowo ciemno. Płynął rytmicznie i po chwili znów poczuł grunt. ale wciąż niczego nie słyszał i nie czuł. Młodzi mężczyźni usnęli tam. tym razem także nie poczuł krępującego działania Tabu. groźnie brzmiącym opowieściom starszyzny. Ruszył dalej ostrożnie. kamień. potem trafił na pierwszą głębię i zaczął płynąć. Dokąd podążała. które się od nich odwróciło. niczego nie słyszał. Opadł na kolana i na czworakach ruszył naprzód: wszędzie wokół był gładki kamień. Grunt pod jego stopami stał się dziwnie gładki. gdyż nagle zza gęstych chmur wyjrzał księżyc. Kamień. Żadnego zewu. stojącym blisko Rzeki. . gdyż deszczu nie było od wielu dni i dorosły mężczyzna mógłby przejść na drugi brzeg. gdyż zew płynął najwyraźniej stamtąd: z głębi Puszczy.spokój Plemieniu. cały wysiłek wkładając w badanie stopami podłoża. Wtedy poczuł: już nie szedł po mchu ani igliwiu. Przynajmniej do dziś. tego Jon nie mógł dociec. zanurzając się najwyżej do ramion. Wioska spała. Kamienna Droga zatem nie była prosta. jak wydawało mu się na początku. Szedł szybko. wprost pod granatowym niebem. Kamienna Droga. Nic nie czuł. Noc zawsze wydawała się Jonowi bezpieczna. wstał ze swego łoża i cichutko wyszedł. krzewy borowiny drobne i kłujące. Jaka była tam? Chłopiec wszedł do Rzeki i chwilę w niej brodził. linii horyzontu. To nie była ziemia… Jego dłonie wymacały chłodny kamień. należało po prostu ruszyć przed siebie. I Jon tak zrobił. Jon przykląkł i dotknął dłonią ziemi.Może to powinno być gdzie indziej? Spróbuję powyżej… . pogrążona w bezpiecznym mroku nocy. Gładka.zdecydował. Gdy Jon usłyszał wreszcie ciche poświstywanie ojca i głęboki oddech matki. na tym brzegu. Nie pamiętał. Przeszedł teraz kilkaset metrów w górę i w dół Rzeki. wyraźny głos szamana: . Po namyśle zagłębił się w Puszczę. gdzie odłożyli bębny. Jakby powstała wczoraj. płaskie. Puszczę dzieliła wijąca się Droga. Szedł wolno po mokrych kamieniach drugiego brzegu.Jon! Wracaj! Tabu! 7 . Puszcza wolno gęstniała. a suche gałęzie zbyt ostre.i wstrzymał okrzyk bólu. Noc była ciepła. Reszta ludzi skryła się w swych domach. Widział je teraz wyraźnie. Wbrew mrocznym. jakby wypolerowana. Spojrzał ku bliskiej. tu. Mech pod jego bosymi stopami był miękki. starannie obrobione głazy złączone gliną.musiała to być kość jakiegoś padłego zwierzęcia . Wiatr i woda nie zdążyły wyrzeźbić w niej nawet najmniejszej nierówności. Ale pokonał go z łatwością. dzięki obecności drzew. Myślał wówczas tylko o ratowaniu małej Gai. w którym miejscu poprzednio usłyszał zew. a szaman w namiocie. … właśnie tedy usłyszał czysty. kamień… Wielkie. a ciepły wiatr osuszał mu skórę.

dawno temu. a strach nie pętał kroków.zdziwił się Jon. Nie mówiłeś mi. Nikt się nie zbudził . tylko mocą.Za późno . . . zwabieni wołaniem czarownika. Przeciwnie. czarownik nie poruszył się. że mimo nocy zbiegną się kobiety i mężczyźni z Plemienia. Jon przywykł.Czułem. Był wystraszony. . Kiedyś.A kto umie nim mówić? . ponury i niezgłębiony jak ona.Nie wołałem cię dźwiękiem. Oczekiwał. . Chłopiec westchnął i rozejrzał się niespokojnie. że to zrobisz. aby głos dotarł nie tylko na drugi brzeg Rzeki. gdzie drzewa i krzewy tłumią wszelki dźwięk. Czekał. 8 .odparł szaman myślom chłopca. . Szaman siedział na pniu.odparł szaman. Więc chyba ty.zaciekawił się chłopiec. . wyzwolony z pęt pełnej nakazów i zakazów codzienności. Gdy mokry Jon przycupnął u jego stóp. dlatego kryj swój talent przed ludźmi. tak jakby szaman o tym nie wiedział.Wszyscy śpią. Może wzbudzić lęk i nieufność. jak od wielu dni wpatrujesz się w drugi brzeg. którzy go słyszą. że wagi tego słowa .Co mam teraz robić? . Kamienna Droga wołała go i niosła niemal sama.Wołałem wewnętrznym głosem.Poprzednie okadzanie świętym dymem nic ci nie pomogło. jakby wyzwolonego. Wtedy nic już nie pomaga. Nie każdy słyszy.powiedział Jon. lekkiego.jednoznacznego z zakazem . ledwie widoczny w mroku nocy. . . widziałem.Znów będziesz mnie okadzał? .Złamałem Tabu . że poczułeś zew. jeśli nie coś gorszego.nikt w Plemieniu nigdy nie kwestionuje. ale i w głąb Puszczy. Westchnął. Usłyszałeś go. jak ja.Szamani . . Trzeba było włożyć w ten okrzyk nie lada siłę. Mimo to podziałało na niego magiczne słowo: “Tabu”.spytał chłopiec.i ci wybrani. Tym razem nie szukał znajdującego się poniżej brodu: to szedł.pokiwał głową starzec . Ale myślę. . zostałbyś pewnie plemiennym czarownikiem. Nic nie hamowało jego ruchów.Wciąż nie czuł Tabu. że wkrótce nikt nas nie będzie potrzebował. odwrócił się i ruszył w stronę Rzeki. ale zarazem w przedziwny sposób czuł się wolny i niezależny. Po chwili już był z powrotem nad jej brzegiem. to znów płynął na skróty tędy.Nie rozumiem! . . gdzie od półtorej setki lat nikt z jego Plemienia nie ośmielił się przekroczyć nurtu.

a nie przeciw sobie. że wcześniej czy później ludzie. Mogą teraz czcić Boga Dobroci.Zatem Kamienna Droga prowadzi do Bezimiennego… .. Choćby po to.rzekł szaman bardziej do swoich myśli niż do tego niepozornego chłopca.szepnął szaman. ale będą się ciebie bać. by stać pomiędzy Tym.zdziwił się chłopiec.spytał niecierpliwie Jon. A ja już miałem nadzieję. I to mnie przejmuje lękiem.zdziwił się chłopiec.Bogowie umierają. Proś Boga Dobroci.Bóg Dobroci pogniewa się. I to jest najgorsze . Oni już nie słyszą Jego wołania i są z tym szczęśliwi.Idź do świątyni i pomódl się. musi iść. To zbyt dobry Bóg. . łamać Jego przykazania. .wyszeptał Jon. kogo On wołał. aby mieć Boga Dobroci za sobą. czy to możliwe. . . że nią pójdziesz. co On by mówił. bez strachu i wyrzutów sumienia. choć nie wiem.Ludzie na to nie zasługują. . a po śmierci udają się do Krainy Zapomnianych Bóstw . Jestem już tylko po to.powiedział Jon z lękiem. Albo też Jego kapłani będą przemawiać w Jego imieniu. Jonie.Tak. który czeka u kresu Kamiennej Drogi. . . że się komukolwiek sprzeniewierzyli. ale ich agonia jest dłuższa i straszliwsza niż ludzka. I boję się.zmartwił się Jon w dziecięcym odruchu żalu. Nie odrzucą cię. gdyby mógł.Plemię mnie odrzuci . żebyś tam nie szedł.Najgorsze…? . by okazał się silniejszy. że szedłem Drogą starego Boga .Więc ją znasz? Byłeś tam? Dokąd ona prowadzi? . Umierają. że Bogowie… no. Lepiej.są podobne. lecz nigdy na niej nie stanąłem . . słucha Jego głosu. I widocznie wciąż tak jest. W Wiosce wciąż pamiętają. gdy przestaje się w nich wierzyć. zaczną. .odparł bezradnie szaman. Kto raz na nią wstąpił. . mówiąc nie to.Nie. prawda? . Idź teraz do świątyni i spróbuj odwrócić swój los. W końcu zdradziliśmy Go. . Wszystko wszystkim wybacza.Mój ojciec jeszcze chodził tamtędy. ja już nie. Znam moje Plemię i inne Plemiona spoza Puszczy . żebyś już nigdy nie postawił stopy na Kamiennej Drodze. Ja nigdy nie wypowiadałem się za… za Tego. żeby Tamten się na nas nie zemścił. a Bogiem Dobroci i pilnować. . Ale idź. że ten. gdy nie będą się bać swego Boga. że On… że umarł. Tak zawsze było. Aby zagłuszył tamto wołanie.Znam tylko właściwe słowa i mam jej obraz w głowie.On nie gniewa się na nikogo. I wiem. że ich to nie dotyczy . który czeka na 9 .Umarł? Myślałem.

wyrwał staruszce rzemienny bat. Na innego nie zasługujemy. Na szczęście obaj kapłani spali teraz w swych domach: stary. że w ciszy wypełniającej świątynię jest 10 . choć Plemię z Wioski dawno uznało nakazy Cywilizacji: do prania potrzebny był dobry ług. bardziej smutny niż zagniewany. drewniana. jak Jadze krew cieknie po plecach. starzy czy nowi . Był groźny wymagający.gdyż wiedział.pomyślał bezwiednie chłopiec.jak wszyscy Bogowie.końcu Kamiennej Drogi. aby biczowała sobie do krwi plecy. ze strzelistą wieżyczką wznoszącą się ku gwiaździstemu niebu.który pewnie by się zmartwił kłopotami Jona i młodszy. a nawet sprowadzić opętanie. On jest inny. z ciepłym światłem łojowych lampek i świec migocącym za wąskimi. mógł też wpędzić jej właściciela w chorobę. by lepiej skupić się na Jego obecności. nie była miejscem Jego pobytu. nie patrząc na obrazy i oparł głowę o ciepłe drewno jednej z szerokich ław. Karał za nieposłuszeństwo. …chłopiec wszedł zatem do świątyni. że żaden z nich nie pokazuje Go prawdziwym. był wszędzie. bluzki i koszule. aby Boga utożsamiać tylko ze świątynią. gdy surowo nakazał odpokutować starej Jadze za ciemne zabobony? Ale przecież kapłan Isak. by je kaleczyć! . Jon ruszył do świątyni. malowane na płótnie. I nigdy nie pobłażał. . prosta.młodszy i gniewny . w swoim domu i w znalezionym na drzewie gnieździe jaskółki. Jon o tym wiedział. jak przemawiała do wodników w czasie prania bielizny w Rzece. Ale przecież nie ja będę pouczał nowego Boga.chciał. długimi oknami.Bóg Dobroci nie po to stworzył ludzkie ciało.. Nikomu nie pobłaża. Więc może Ezra miał rację.nie spał nigdy. a nie zaklęcia. Urok wodnika mógł pozostawić bieliznę równie brudną jak przed praniem lub jeszcze brudniejszą.zmusił raz starą Jagę.krzyknął. Nie chciał słyszeć nauk ludzi w długich sukniach. tym mniej będzie do siebie podobny” . Jon czuł Go w Puszczy i nad Rzeką. może jeszcze nie jest za późno… Szaman skrył się w swym namiocie. gdy czciło Go całe Plemię. gdy Plemię w milczeniu przyglądało się. ale Bóg . . Kapłani spali. I taki winien być Bóg ludzi. Jon poczuł Jego obecność. który nadszedł. pragnął usłyszeć głos Boga. odlane w metalu. Isak . gdyż przyłapano ją. Może nawet nakazałby mu odbyć pokutę? Kapłan Isak nakazywał jedynie modły. Nie patrzył na Jego wizerunki rzeźbione w drewnie. Stara Jaga widocznie wciąż w to wierzyła. ale Ezra przypomniał sobie chłopiec . Na szczęście Bóg Dobroci był nie tylko w świątyni.Im lepiej ludzie będą Go sobie wyobrażać. formowane w glinie lub w gipsie . także wtedy. na co zasługują ludzie! A teraz idź już do świątyni. aby nie rzucali czarów na spódnice. Podobno dawniej kobiety z Wioski zawsze podczas prania zaklinały wodników. choć drugi z nich . Świątynia była potrzebna tylko po to. Stała pośrodku Wioski. wiedział też o tym starszy z kapłanów. ledwo wszedł do wnętrza. ukląkł. który straszyłby go piekielnymi mękami. Wydawało mu się.

Chłopiec wyszedł ze świątyni i. Matka i ojciec nadal spokojnie spali. 11 . co nieuniknione. A Ty mi wybaczysz. Bogatsi ludzie z Plemienia na długo przed weselem zaczynali budowę domu dla przyszłej rodziny. . Prawie całe dwie pory roku. a nawet czasem przekazywało w pieśniach następnym pokoleniom. Tylko do niego należała decyzja. śpiewanych z uczuciem. nigdy nie zrobię niczego przeciw Tobie. Zdarzało się to jednak rzadko. Oto po jesieni i zimie następowała znowu wiosna. snem głębokim i bez koszmarów. *** Minęło wiele dni i nocy.z rodzicami czy osobno. Jon nie słyszał zewu. I zrozumienie. narzędzi i broni. oni sami na ogół nic o tym nie wiedzieli (na ogół. Chłopcu nie było też spieszno poznać tajemnicę Kamiennej Drogi. I odwrotnie: niektóre z pieśni sławiły potęgę miłości. Ustalano okres narzeczeństwa . która pokonywała wszelkie przeszkody. Nie aprobatę. a po chwili usnął też Jon. a każdy taki przypadek Plemię długo pamiętało. gdyż spryt młodych nie mieścił się w wyobraźni starszych!). którego odkrycie przynosi szczęście. Pójdę.Jeśli nawet TAM pójdę. że musi iść Kamienną Drogą. Wierzysz mi? Odpowiedz… Bóg Dobroci nie odezwał się.zgodnie z odwiecznym obyczajem. aby uczynił to jutro czy choćby za miesiąc. gdzie młodzi zamieszkają po ślubie .bliżej do Niego niż podczas wspólnych. czego Tamten będzie ode mnie chciał. nawet dawne obyczaje. nie zauważony przez nikogo. to nie po to. Obiecuję też. ale Jon i tak odczuł Jego zgodę. kiedy to zrobi. głośnych modłów i pieśni. Szaman miał rację. Nigdy się nie odzywał. Nowy Bóg miał zbyt wiele zrozumienia dla ludzi z Wioski. zwierzęcych skór.nie mógł być krótszy niż siedem lat.porozumiewali się ze sobą rodzice przyszłych oblubieńców. Widocznie szaman dobrze chronił Plemię. by Cię zdradzić . że nie był to rodzaj sekretu. gdy już wiedział. Właśnie nadarzała się taka okazja i chłopiec poświęcił jej całą uwagę. wolał szukać okazji do radości. a Jon. A on się nie śpieszył. owiec. Z zachowania starego czarownika wywnioskował. tradycyjna pora łączenia w pary młodych ludzi z Plemienia. Teraz. którego nie zmieniło przybycie kapłanów z Dalekiego Kraju . jak każdy dwunastolatek {teraz już prawie trzynastolatek). lecz mogli też zażądać od rodziców zerwania narzeczeństwa i zawiązania nowego. w Wiosce. wiem. lecz fałszywie. bo muszę. lecz zgodę na to. Przebywając na swoim brzegu. Decydowano. Rodzice wymieniali rzeczowe uwagi o ilości bydła. wślizgnął się cicho do domu. Najpierw . poczuł ulgę.powiedział półgłosem. W ciągu tych siedmiu lat młodzi mogli się polubić. w czym pomagała na ogół cała Wioska. jaką młoda para otrzyma na nową drogę życia. w imię obrazy krewnych dziewczyny lub chłopca.o złamaniu rodzinnych umów i rodowej wojnie. Zwłaszcza że nikt nie żądał od niego. Były to pieśni ponure . że obojętne.

ale nikt nie chciał sprawiać im zawodu. wciąż jednak to szaman najlepiej wiedział. przejeżdżający czasem przez to ukryte w Puszczy miejsce. a kogo lepiej trzymać od siebie z daleka. Owszem. One . by wyszukać narzeczonego dla jedynaczki. Na taki wstyd żadna matka nie chciała narażać swoich córek. a pewnego wieczoru ojciec i matka Jona udali się razem do domu dziewczynki. Czuli. że szamana trzeba wypędzić z Wioski. lecz niektóre wciąż były przydatne. iż nikt jej nie chciał. Nikt też nie chciał narażać spokoju szamana. Na szczęście stary szaman. (Pewnie przyszła po sól lub przepis na placki przemknęło mu przez głowę). czyli tyle. Gdyby miała więcej. gdy w żadnym z Plemion nie oddawano jeszcze czci nowemu Bogu. zanim rodziny ustaliły zawarcie narzeczeństwa. by ludzie w długich sukniach nie wiedzieli zbyt wiele o starych rytuałach i obyczajach. niż sięga wzrok zwykłych ludzi. niekiedy oddawał się szczególnym wróżbom. wodniki i wije podchodzą niekiedy pod Wioskę.instynktownie wyczuwały. Gaja miała zaledwie dziewięć lat. Ale odwiedziny zaczęły się powtarzać. dzisiejszych Bezimiennych. wywodzących się z czasów. nikt nawet o Nim nie słyszał. Ludzie z Plemienia pragnęli trwać w uczuciu dla Boga Dobroci. Dzisiaj większość starych rytuałów zarzucono. rozumiejąc swoje Plemię. Najstarsi ludzie z Wioski uznali. przywozili wszak dziwne wieści ze Świata Cywilizacji. A zresztą Bogu Dobroci nie ubywało miłości ludzi tylko dlatego. nakazał istnienie Tabu. kogo z kim można łączyć. że się ich bało . które zezwalało milczeć . że mądrzej będzie. …to chyba matka Gai przyszła pierwsza. byłaby już trochę za stara i można by podejrzewać. najpierw porozumiewały się matki młodych. O tym kapłani też nie powinni byli wiedzieć. 12 . korzystali bowiem z pomocy szamana. ile powinna mieć oblubienica. Chłopiec zobaczył ją w swoim domu. że szaman podczas ceremonii zaręczyn szepnął rodzicom słówko. O mocy i możliwościach dawnych Wielkich. badaniu wnętrzności zabitej kury czy piciu tajemnego wywaru z ziół lub grzybów.Najczęściej jednak rodzicom udawało się dobrać narzeczonych. Nie dlatego. czy z narzeczeńskiej pary będzie zgodne stadło. że złośliwe bożęta. Kupcy. czarownikowi wystarczał jeden rzut oka. pokręcił głową lub zmarszczył brwi. ba. Plemię nie rozumiało. czy nie uda się czegoś zniszczyć w utrwalonym nowym porządku.mógłby wpaść na pomysł. lecz równocześnie nie chcieli stracić swego szamana. gdyż któryś z nich . by sprawdzić. wiedzieli. Ojcowie rzadko kwestionowali ich wybór. po którym jego wzrok stawał się jaśniejszy. Kapłani nie umieli tu doradzić.mimo porywczości Ezry kapłani byli dobrymi ludźmi . lecz początkowo niczego się nie domyślał.choćby surowy Ezra . mówiące o rosnącej odrazie dla czarów i srogim karaniu czarowników. Matka Gai miała niewiele czasu. Zgodnie z wielusetletnią tradycją.i nie myśleć. pomniejsze bóstwa potrafiły sprowadzić deszcz na gotowe do zbioru plony lub wywołać pożar w zagaszonym domowym ognisku. dlaczego szaman miał być karany za swe nadzwyczajne umiejętności. ale za siedem kończyła szesnaście. Plemię po części ze wstydu. po części ze strachu kryło przed kapłanami tajniki tej wiedzy. widział dalej. Zaślubin udzielali kapłani. że jest im wciąż potrzebny. nikt bez trwogi nie umiał myśleć.podobnie jak szaman .

że starzec ma co najmniej sto pięćdziesiąt lub więcej lat. Gdy niebo nad wioską było chmurne. Matkę Ziemię: ciepłą.pomyślał mimo woli Jon. niezmiennym od wieków. Będzie kiedyś piękna . Było to powodem do dumy. obdarzając ją czułością i przemawiając do niej półgłosem jak do prawdziwego dziecka. Zrozumiał. Jon czekał. przypominała Jonowi Ziemię. Jon zastanawiał się. z rozłożystością rogów jelenia czy z połyskiem niedźwiedziego futra niż z płcią. zanim dla Jona stało się jasne.Zatem kontakty trwały już pewien czas. mimo zamkniętych oczu wyczuł obecność Jona. kucając obok czarownika i patrząc ze zdumieniem na jego pomarszczoną skórę. że każdy nowy plemienny czarownik jest wciąż tym samym czarownikiem. że wchodzi na Drogę wiodącą ku męskości. czy też zadecydował o tym przypadek. któremu piękno kojarzyło się do tej pory raczej z ognistym zygzakiem błyskawicy na granatowiejącym niebie. Rodzice toczyli zatem zwyczajowe. a złociste plamki piegów były jak lato. Starzec wygrzewał się w słońcu przed swym niepozornym mieszkaniem.wymamrotał. długie rozmowy i targi. naśladując w tym bezwiednie swoje matki. złociste piegi. strzygę lub upiora.jego miąższu po rozłupaniu: jasną. schowany za grubym pniem drzewa. nie wiedzieć czemu. biel skóry przypominała o zimie. Gajka z ogromną powagą bawiła się swoją szmacianą lalką. w odcieniu kremowym. Odruchowo skierował się do namiotu szamana. gdzie musiałaby zmienić się w błędny ognik. poczuł dziwne zadowolenie. a cera . bure sukienki z lnu . nie żalu za beztroskim dzieciństwem.i Gaja. bo dusza zmarłego szamana nie ucieka do Puszczy.Chcesz spytać o Gaję . lecz wchodzi w ciało następcy. że nie będzie mieć nic przeciw temu. a Jon obserwował ją z ukrycia. pokrzykując na nie swarliwie.choć zarazem zmienną w tonacji pór roku. W słonecznym świetle wydawało się. Twarz pokrywały drobniutkie. oczy Gajki wydawały się dla odmiany niebieskie. 13 . o czym rozprawiają ze sobą jego rodzice i rodzice dziewczynki.stwierdził chłopiec. że inne dziewczynki często biły swoje dzieci-lalki. nieświadoma niczego Gajka bawiła się lalką przed domem. by ich rodzice doszli do ugody. kolor jej włosów lśnił barwą jesieni. Tęczówki oczu Gai tchnęły wiosną. bezpieczną i stałą . że to właśnie on uratował życie jej córki. Chłopiec pomyślał też. Włosy dziewczynki w słońcu przybierały barwę młodziutkiego kasztana. Rodzice ubierali ją w praktyczne. czy na decyzji matki Gai zaciążył fakt. Chłopiec przypomniał sobie dziwaczną opowieść starej Jagi (zanim musiała poranić swoje plecy rzemiennym batem i zamilkła). Gdy to odkrył. dodając uroku i podkreślając niespokojną zieleń oczu. . Będzie dobrą matką . przypominając sobie.

gdzie na progu powitali ich rodzice chłopca.Będziecie bardzo dobrym małżeństwem . Jon wprawdzie nie nazwałby tego zabawą: czuł się dojrzałym 14 .Chodź. Nim goście i gospodarze weszli do domu. że dziewięciolatka jest jeszcze skorym do zabawy dzieckiem. to też mnie uratujesz jak od śmierci w Rzece? Zapanowało kłopotliwe milczenie. Jon. a Gaja mu zawtórowała. mimo woli parsknął śmiechem.Wasi rodzice ugodzą się . Żadne z nich jednak nie wiedziało. a one same wybiegły z domu.zaproponował i twarze rodziców znów rozjaśniły się ceremonialnym uśmiechem. Już wiedział. Chłopiec spojrzał na jego pomarszczoną twarz i pomyślał.Nie rozumiem… . ale wszyscy wiedzieli.Czy ktokolwiek pyta o więcej? .zdziwił się Jon. . Zaręczyn w Wiosce nigdy nie urządzano hucznie.…a jeśli wyskoczy dziki zwierz z Puszczy. nakrapiany drobnymi cętkami policzek. Jon pocałował narzeczoną w jasny. Sąsiedzi zerkali ciekawie przez okna i uchylone drzwi. Już tu byli. Wybrał kolor zielony. aby uczcić zaręczyny dzieci.Połowę prawdy. że jest to wyłącznie jego sprawa: że może liczyć na siebie i nikogo więcej.Co powiedziałeś? . . .zaciekawił się chłopiec. Widać było. a dwunastolatek najwyżej udaje dojrzałość. jak się robi łuk .szepnął szaman. skoro jest to tylko połowa prawdy? .Co jeszcze mógłbyś powiedzieć. Oboje rodzice spojrzeli na nich z udawaną surowością: ceremonii zaręczyn towarzyszyć powinna powaga. w tak małej Wiosce każde zaręczyny były ważnym wydarzeniem.powiedział wreszcie szaman po długim milczeniu.odparł szaman pytaniem na pytanie. że dla Jona temat Tabu też jest niewygodny. musiał przewiązać włosy dziewczynki wąską wstążką. obchodzono je tylko w gronie najbliższych. że on też nie chce pytać. który ona nadstawiła ochoczo. zaraz jednak pytając dźwięcznie: . . Gdy ją wiązał na kasztanowych włosach. Po prostu: pewnego wieczoru rodzice Gai przyprowadzili odświętnie ubraną dziewczynkę do domu Jona. że dorośli nie chcą wracać pamięcią do tamtego wydarzenia. Jon też nie chciał. by się pobawić. . . Dorośli zasiedli za stołem. pokażę ci. które oplotły mu się wokół palców.. zgodnie z obyczajem.

Nie.Coś cię boli. jak narzeczona dorasta. Poczuł się tak. której uroda po części go onieśmieli. krzyczeli na nie. Chłopiec wiedział.i Jon odrobinę się spłoszył. a po części wyzwoli w nim inne uczucia. Obserwował to u starszych kolegów z Wioski. przypomniała mu o wołaniu Kamiennej Drogi . łącząc ją rzemiennym szpagatem: chciał zrobić łuk na tyle mały.pokiwała główką. był inny: szamana traktował jak osobistego wroga i tolerował jego obecność w Wiosce tylko na polecenie swego starszego brata. lecz nic nie było w stanie zniweczyć ciekawości najmłodszych. Bawili się krótko. Czekali teraz na sygnał rodziców. . w obecności świadków. Umarliby ze strachu! Tabu spętałoby im nogi i ręce! Myśl ta. Jon wyginał elastyczną gałąź olchy. a Jon pomyślał ze zdziwieniem. Młody kapłan. Zakochani uciekali przed bandą dzieciaków. czego nie widzieli jego rodzice: skryty niepokój. że stary kapłan nie obraziłby się za porównanie go z szamanem. który drążył Jona od dnia. obaj mieli wypisane na twarzach. że przez najbliższych siedem lat. dlaczego? . skarżyli się dorosłym. by dziewczynka mogła go napiąć.Wezmę Gaję na drugi brzeg i nikt za nami nie pójdzie. 15 . a jego rozbawienie pierzchło.Mnie tak łatwo nie znajdą… . Tropienie narzeczonych i utrudnianie im zbliżenia było najwspanialszą zabawą dzieciarni wszystkich kolejnych pokoleń.chłopcem. patrząc. Fragment tego cienia dotknął też dziewczynki i jasna skóra Gai zbielała jeszcze bardziej. jakby z rozjaśnionej słońcem polany wszedł nagle w głęboki cień lasu. Mała Gajka dostrzegła to. że nadejdzie dzień. nabyte z upływem lat. że w świątyni będzie tylko starszy kapłan. Lub czegoś się boisz . Niejasno też przeczuwał. że jak na dziewięcioletnie dziecko.Coś cię boli? . niespodziewana i bezwiedna. . skazując na głód lub pożarcie przez dzikie zwierzęta. Chłopiec wierzył. jest w niej zbyt dużo dorosłej przenikliwości.pomyślał z pychą. Gaja uczyła się trafiać do tarczy strzałami zrobionymi z zaostrzonych patyków. mieli pobłogosławić ich narzeczeństwo. aby trwało bez przeszkód i doprowadziło do zaślubin po siedmiu przepisowych latach. Tam dopiero kapłani. Dziewczynka wyczuła zmianę jego nastroju. podniosła wielkie zielone oczy i spytała: . w dodatku zaręczonym. aby podglądać zakochanych i ich miłosne gry. przecież razem z rówieśnikami niejeden raz skradali się w Puszczy wokół Wioski. gdy usłyszał zew drugiego brzegu Rzeki. ale jak na dziewczynę.wygnałby starca do Puszczy. musi się nią opiekować. zrozumienie dla słabości bliźnich: więcej było w nich współczucia niż gniewu. ten który w dziwny sposób przypominał mu szamana: obaj byli starzy. Gdyby mógł to bezkarnie uczynić . Ezra. w którym spojrzy na Gaję nie z rozbawieniem i czułością. Jon miał nadzieję. Isak. ale Gajka była jeszcze dzieckiem. Ezra jednak wciąż nie był pewien. aby udać się do świątyni.

że woli szamana niż tego akurat wysłannika nowego Bóstwa . choć sytuacja wymagała. dlatego więc ludzie w długich sukniach zwracali się do siebie “bracie” lub . jakim była obecność czarownika.odwlekał więc słuszną.i Cywilizacji. udawał. jaki zazwyczaj gościł na obliczu Jego sługi. by okazać radość. Ezra na wszelkie sposoby dawał czarownikowi odczuć.szepnął cicho do Gai. Stary kapłan był przeciwieństwem swego brata (Ezra z Isakiem naprawdę nie byli braćmi: to Bóg Dobroci nakazywał miłować bliźniego jak siebie samego lub swego brata. w jego mniemaniu. gdy niespodziewanie natknął się na niego w Wiosce. a Plemię pogodziło się z nieuchronnością tej zmiany.siostro”). ba. że starzec pokornie zejdzie mu z drogi. chęć oczyszczenia Wioski z grzechu. że złamał plemienne prawa. że czasy jego władzy w Plemieniu dawno się skończyły. a nie raptem sześcioro. Jon parokrotnie widział starego kapłana z jeszcze starszym czarownikiem. Starcy nie zauważyli chłopca i Jon dałby głowę. Chłopiec pomyślał. Jon wyczuł jednak teraz. że do Ezry musiały dotrzeć wieści o tym. Jonowi wydało się. Kapłan patrzył na wchodzących surowo.. z kim? Przecież Jon nie wiedział. oczekując. Chłopiec nie pojmował. więc też nikomu o tym nie wspomniał nawet rodzicom. a dziewczynka spojrzała na niego ze zrozumieniem. Czasem tylko. kto go wzywał na drugim brzegu Rzeki. dlaczego kapłan Isak był aż tak inny: chwilami nawet wydawał się być z innego świata. tak jakby w świątyni były setki wiernych. że go nie widzi. podobny do tego. by ktokolwiek widział ich razem. by trwał nad ich brzegiem Rzeki. że nie chcieli. Plemię nie rozmawiało o nich nawet między sobą.jak zareagowałoby na to Plemię . ale gdy był przypadkowym świadkiem takiej jawnej niechęci lub gniewu Ezry na starego człowieka. twardym głosem. Ezra tymczasem odetchnął i przemówił mocnym. o czymś do siebie szeptali. a zwłaszcza Ezra. …tym razem chłopiec miał pecha: gdy obie rodziny w otoczeniu przyjaciół wprowadziły Gaję z Jonem do świątyni. u ołtarza czekał na nich właśnie młody kapłan. w cieniu wielkich drzew. o jakieś konszachty z… właśnie. 16 . że Ezra podejrzewa go. Jon kochał Boga Dobroci. jak spacerując za Wioską. czy wręcz z innej świątyni niż Ezra. Plemię wynagradzało szamanowi jak umiało nie zawinione upokorzenia.Nie lubię go . czyjeś ręce podrzucały nocą do namiotu świeżo upolowanego zająca. myślał z hamowanym gniewem. równocześnie prosząc go milcząco. Nikt z Wioski nigdy nie rozmawiał z kapłanami o starych Bogach. skądinąd słusznie. garniec śmietanki lub domowe ciasto z miodem. gdy młody kapłan zbyt niegrzecznie potraktował starego czarownika. Młody kapłan nie traktował szamana jako członka Plemienia i czasem. . Jego wzrok wydawał się ranić Jona. kurze jaja. że nawet wizerunek Boga Dobroci przybrał srogi wyraz.

jeśli nie my. patrząc uparcie na Jona: . ale Bóg jeden wie. . Właśnie wyłonił się spośród zakamarków świątyni i stanął obok. ma mu wytłumaczyć. Wypalicie go ogniem. gdy on pójdzie tam znowu? Kto. . a potem ciągnął dalej.Dlaczego. widząc niespokojne twarze obu rodzin.Jeśli tego nie zrobicie. Jonie i twoja przyszła żona. na co głupie dzieciaki trafiają. zanim przybyliśmy tu z prawdziwą wiarą… . A gdy natraficie w Puszczy na jakikolwiek posąg bałwana. . którym ci ludzie hołdowali. czy ten chłopiec…! . nawet jeśli. lecz rozkazujący głos starego kapłana.przerwał młodemu kapłanowi łagodny.przerwał mu Isak i dodał szeptem: . że jest to straszliwy grzech. na wasze dzieci i wasze wnuki. Isaku. . straszysz wiernych? . Ezro . nie są prawdziwymi Bogami . za który czekają go piekielne męki? Bałwany. nawet przelotnie nie zajmie waszej uwagi.Najpierw przyrzeknijcie oboje. ty. spadnie klątwa. . Prześladować was będzie ciąg straszliwych nieszczęść. Ezro. że zawsze i wszędzie będziecie służyć tylko prawdziwemu Bogu i że żaden z bałwanów. Dbaj o nią. lub rozbijecie młotami. w które wierzyło kiedyś wasze Plemię.spytał starzec łagodnie. że za siedem lat staniecie tu przede mną. nawet gdybyś w niego wątpiła. gdzie był ten chłopiec! Jeśli nie wiesz. a Szatan… . jeśli będzie uczyniony z drewna. Będzie mu potrzebna twoja miłość.Błogosławię wasz obecny i przyszły związek. gdy gonią po Puszczy lub przypadkiem przepłyną na drugi brzeg…! zaczął kapłan z pogróżką w głosie. ale są.Co będzie. Isaku! Ugryź się w grzeszny język! Wypluj te słowa! Gdyby cię usłyszeli nasi święci teologowie…! Nie wiesz.Ezro! Nie obrażaj ich starych Bogów. chłopcze.Przestań. wzburzenie Jona i lękliwe zdziwienie młodziutkiej narzeczonej.Może nie są prawdziwi.młody kapłan zaczął krzyczeć. zawsze stój przy nim. to chyba tylko z powodu głuchoty! .. zwłaszcza z twojej ręki. Urwał. to na waszą przyszłą rodzinę. na was. zniszczycie go w imię Boga. nie Boga Klątwy… . Jonie i Gaju. Wszystkie bałwany wokół zostały zniszczone. Gaju. aby nigdy nie stała się jej krzywda. umocnieni wiarą w Boga i zawrzecie związek na wieki. gdy będzie z gliny lub kamienia.Chyba słyszałeś. że badają oni wszelkie odstępstwa od naszej świętej wiary i potrafią je wykorzenić?! Za każdą cenę? A kto wie. twoim zdaniem. którego nawet śmierć nie rozłączy… 17 . o tym.wzburzył się Ezra. Ty. ale Isak odsunął go i sam zajął miejsce u stóp ołtarza.To jest świątynia Boga Dobroci.To herezja. Wierzę.

który akurat gasił łojową lampę w pobliżu. że opuścił ich niepokój zasiany przez Ezrę. jakby nie umiał rozstrzygnąć żadnej z tych kwestii. Widać było.urwał nagle. zaciskając wąskie wargi. Ciepły uśmiech przelotnie pomarszczył mu twarz. zamyślony.Zostań chwilę. zakrzyknął donośnie.chce udzielić mi nauk. widząc niepokój na twarzy Jona. tylko szczerze. że jest daleko. . Ale ja myślę. Chcę z tobą porozmawiać…” Jon ucieszył się. Jon znowu się zdziwił. no to… Nie wiem . Jonie.Tak. że jest Bogiem fałszywym. Ezra zapewne powiedziałby ci. Lubił starego kapłana i każda rozmowa z nim wydawała mu się ciekawa. Isak zerknął w stronę swego brata. Isak zatrzymał Jona. . a Jon zdziwił się: . Ezro . przydatnych narzeczonemu. a widząc. który mieszka za Rzeką? . ów Bezimienny nosi imię Światowida. 18 . Jednego z wielu. lecz najpotężniejszego… Isak znowu spojrzał z ukosa na krzątającego się Ezrę. która weseląc się. rozjaśnionym jedynie wątłym blaskiem kilku świec.Odejdź. Byłaby zbyt prosta.pomyślał chłopiec .odparł Isak stanowczo i kapłan gniewnie ruszył za ołtarz. gdy ten przekraczał szerokie drzwi Domu Boga i szepnął: .zamyślił się Isak. . Bałwanem.Do Światowida? Kto to? Teraz z kolei zdziwił się stary kapłan: . aż echo przetoczyło się przez świątynię: . wychodziła ze świątyni. do pomieszczeń.Nazywamy go Bezimienny… A zresztą… w ogóle o Nim nie mówimy. Zapewne Isak… .Trzeba go wyegzorcyzmować! .Nikt nigdy nie powiedział ci Jego imienia? Imienia Tego. Nie patrzył na grupkę ludzi. Młodszy kapłan. w których przechowywano rytualne szaty i pobożne księgi.. chłopcze.Młody kapłan stał z boku.Więc szaman rzeczywiście dotrzymuje słowa i nigdy nie Przyzywa imion starych Bogów . Jonie. lecz zaraz zniknął. zaczął półgłosem: . Dlaczego ludzie przez tysiące lat mieliby czcić nie istniejącego bałwana? Jeśli czcili Go. że nie jest to cała prawda. plemiennego Boga.Powiedz mi. czy zamierzasz iść do Światowida? spytał Isak. Ezra gasił już światła i świątynia wolno pogrążała się w półmroku. że On w ogóle nie istnieje.Byłeś blisko waszego dawnego.

gdyż wydawało mu się, że kapłani zawsze wszystko wiedzą i nie muszą zadawać żadnych pytań. Znają odpowiedzi na każde z nich, nie mają żadnych wątpliwości. - Zatem Światowid jest czy Go nie ma? - spytał oszołomiony. Ludzie w długich sukniach zawsze mówili, że bałwanów nie ma, że istnieją tylko w wyobraźni Plemienia i wszystkich innych Plemion. Ale przecież on, Jon, idąc Kamienną Drogą, czuł zew. Żaden zew nie może płynąć z Nicości! - To skomplikowana sprawa… - zasępił się stary kapłan. - Tylko młodym wydaje się ona prosta. Dzielą Bogów na Tego Jedynego, który jest prawdziwy i na bałwanów, do których zaliczają resztę. Ja myślę, że inni Bogowie w jakiś sposób istnieją. Ale niektórych, jak Światowida, ludzie powołali do życia własną wiarą, podczas gdy Bóg Dobroci chyba istniał zawsze. Jeszcze nie było ludzi i ich wiary, On już był. Był przed wiarą, przed słowem, przed ludźmi, ba, on był przed drzewami i trawą! I zawsze był taki sam, niezmienny, ponad czasem, ponad wszystkim, co żywe lub martwe. Wystarczyło tylko w Niego uwierzyć i już wiadomo było, że nie tylko jest, ale był, rozumiesz? Najpierw był On, a dopiero potem wiara w Niego. I zawsze znaczył to samo: Wszechdobroć, Wszechmiłość, Wszechmoc, Wszechzrozumienie, choćby nosił wciąż różne imiona, zależnie od miejsca, gdzie go wyznawano. Tymczasem Bogowie, których powołuje się do istnienia jedynie wiarą, przybierają cechy nadane im przez ludzi. Najpierw jest wiara, a dopiero potem Bóg utkany z tej wiary. I Światowid był… jest… był Bogiem okrutnym… - Powołała go do życia wiara mojego Plemienia? - spytał Jon. - Powołał go do życia strach twojego i innych Plemion, dlatego jest groźny. Gdyby był słabym, jednoplemiennym bogiem, przywołanym z miłości, a nie strachu, można by nawet z niego pożartować i nazwać bałwanem, jak chce Ezra. Ale Światowida powołały do istnienia tysiące ludzi, setki tysięcy ludzi przed wielu wiekami! Ci ludzie bali się świata, Matki Ziemi, ognia i wody, wiatru i burzy, wszystkiego, co nieznane i wszystkiego, co znali. Potrzebowali kogoś, kto byłby silniejszy niż żywioły. Powołali do istnienia różne pomniejsze bóstwa, bożęta, wodniki, strzygi i inne stwory, ale to wciąż nie wystarczało. Pragnęli obrony od Istoty, która byłaby mocniejsza niż przyroda. Powołali zatem swą wiarą Światowida. Szybko obrósł w siłę i moc. I równie szybko ludzie uwierzyli, że Światowid, będąc Bogiem potężnym, silnym i okrutnym, wymaga krwawych ofiar, więc… więc On rzeczywiście zaczął ich wymagać. Najpierw składali mu ofiary ze zwierząt, potem z ludzi… - Nie…! - zawołał wstrząśnięty chłopiec. - Porozmawiaj z waszym szamanem - szepnął Isak - to człowiek mądry, od kilkudziesięciu lat stoi między Wioską a Światowidem, chroniąc was przed Jego zemstą. Od stu pięćdziesięciu lat nikt nie składa Mu ofiar z ludzi, zaprzestano też składać Mu ofiary ze zwierząt, więc ma prawo pragnąć pomsty na swych dawnych wyznawcach. Ostatnimi ofiarami z ludzi była para naszych kapłanów…
19

- …nie! - ponownie zawołał Jon, czując chłód, mimo ciepłej pory, ale stary kapłan ciągnął dalej: - …para kapłanów, którzy dotarli tu jako pierwsi ze słowem naszego, a teraz już także wspólnego Boga. Tak, Jonie, twoi pradziadowie zabili ich w okrutny, męczeński sposób. Nic na to nie poradzę, taka jest prawda. Mimo ich straszliwej śmierci, nadal przybywali tu, do Puszczy, nowi kapłani i zakonnicy. Udało im się ocalić życie, gdyż twoje Plemię zaczęło słuchać o Bogu Dobroci. Wcześniej chyba nie rozumieli. A potem powoli, bardzo powoli zaprzestano wierzyć w Światowida. On o tym wie. Czuje się zagrożony i bezsilny, gdyż razem z agonią wiary w Niego umiera On sam. Inni wasi plemienni Bogowie już dawno zmarli, gdyż wiara w nich była słabsza, ich istnienie tylko tliło się jak ogień świec i zgasło. Ale On wciąż trwa. Trwa resztką sił, Jonie - zakończył stary kapłan i urwał. - Kiedy ludzie przestali mu składać krwawe ofiary? - Gdy przybył tu starzec Aron, nasz największy kapłan, który zmarł w powrotnej drodze do Dalekiego Kraju, dokładnie przed stu czterdziestu siedmiu laty. To on pierwszy zasiał w waszych Plemionach ziarno miłości do Boga Dobroci. Powoli, powolutku przestali składać ofiary Światowidowi, najpierw z ludzi, potem z cieląt, saren, zajęcy i kur, przestali odwiedzać Go, a nawet wymieniać Jego imię. W ten sposób zrodziło się Tabu: zakaz przechodzenia na drugi brzeg Rzeki, zakaz modlitw do Starych Bogów, zakaz nazywania Ich po imieniu, zakaz przechowywania w domach Ich wizerunków z gliny, drewna czy słomy. Tabu pomogło Starym Bogom zapomnieć, że mieli wyznawców. Pomogło im godnie i bez bólu umrzeć. Wszystkim, poza Światowidem. On jeden miał swoje Kamienne Drogi. Do innych prowadziły tylko polne lub leśne ścieżki. On jeden był gigantem, tamci byli maluczcy; więc poddali się bez walki i pomarli. On trwał. Kolejni kapłani, którzy przybywali do waszej Wioski i innych siedlisk ludzkich w głębi Puszczy, nakazywali Go zniszczyć. Ludzie z waszego Plemienia i z innych Plemion brali potężne, żelazne młoty, łomy i próbowali wypełnić nakazy “ludzi w długich sukniach”, jak nas tu nazywano. Bali się Go niszczyć, lecz próbowali, byli rozdarci lękiem między starymi a nowym Bogiem. Nauczyliśmy ich przecież, że nasz Bóg jest najpotężniejszy i najlepszy, choć nie znaliśmy waszych Bogów i niewiele mogliśmy o nich powiedzieć… Ale choć ludzie z twojego Plemienia i wszystkich Plemion wokół robili co mogli, by zniszczyć Światowida i choć było ich tak wielu, nie tylko nie udało się im Go unicestwić, lecz nie zrobili w Nim nawet małej, choćby najmniejszej rysy. Teraz widzisz, dlaczego pozostało nam jedynie Tabu. Tabu nie zrodziłoby się ani nie działałoby bez pomocy waszego szamana. Niektórzy z nas, kapłanów, bardzo nieliczni, umieją czasem czynić cuda, ale Tabu… Do utrzymania Tabu trzeba prawdziwego czarownika. Twoi prapradziadowie mieli i wy także wciąż macie szamana. Nikt od dawna nie chodzi na drugi brzeg Rzeki. Światowida pozostawiono samemu sobie… Jon, wstrząśnięty, słuchał starego kapłana. Do tej pory żaden z dorosłych nie rozmawiał z nim tak szczerze o sprawach związanych z Tabu. Słowo ,,Tabu” zamykało
20

wszystkim usta, nikt nie starał się nawet dociec, co ono naprawdę oznacza. Przyjmowano do wierzenia: Tabu - zakaz, milczenie, klątwa. Tylko tyle. Nawet szaman, strażnik Tabu - milczał, wypełniając swą misję. Chłopiec po raz pierwszy usłyszał imię Boga z drugiej strony Rzeki i dowiedział się, że przez tysiące lat tysiące ludzi oddawało mu cześć. Skoro tak - musi On być potężnym Bogiem… - Pewnie wolałbyś, żebym tam nie szedł - szepnął Jon. - Boisz się, że gdy pójdę jako Jego wyznawca, On stanie się znów mocniejszy. A ty chcesz wierzyć, że On w końcu zniknie, wraz z brakiem wiary. Ale ja nie jestem Jego wyznawcą. I nie będę. Ja Go nawet nie znam, mimo że mnie wezwał. A zresztą… kocham Boga Dobroci. Wiem, że jest to dobra obecność. Dziś znów ją czułem, widząc w Puszczy łanię, prowadzącą swoje małe. Za łanią skradał się wilk i chciał porwać koziołka. Nagle podniosły się opary z pobliskiego bagna i zasłoniły przed wilkiem całą rodzinę. Światowid pewnie chciałby, żeby ofiarować mu tę łanię i koziołki. Jak wilk. Bóg Dobroci ją ustrzegł. Strzeże też wilka, by nie zdechł z głodu. - A gdyby Bóg nie ustrzegł łani, przestałbyś Go kochać? - spytał Isak. - Och, On ma tyle spraw na głowie, tylu ludzi i tyle ich kłopotów! Nie zawsze ma czas, by wszystkim się zająć. Ja Go rozumiem - rzekł Jon, a stary kapłan uśmiechnął się na to wyjaśnienie, myśląc w duchu, o ile łatwiej być dwunastoletnim chłopcem niż starym człowiekiem. - Isaku, jeśli pójdę Kamienną Drogą, to tylko po to, by dowiedzieć się, czego chce Ten, który mnie woła - zakończył Jon. - Dobrze. Idź. Lepiej, żebyś to ty poszedł w tę Drogę, niż żeby On, zniecierpliwiony, wezwał kogoś słabszego. Ale nie śpiesz się. I zanim pójdziesz, przyjdź do świątyni… - Chcesz mnie wyegzorcyzmować? - spytał chłopiec. - Nie. Chcę cię pobłogosławić, żeby w Drodze, skoro już musisz nią iść, chronił cię nasz Bóg - powiedział Isak i pogłaskał Jona po jasnych włosach. *** Jon nie śpieszył się na drugi brzeg Rzeki. Mijały kolejne pory roku: śnieg to sypał, to znowu topniał, liście drzew rodziły się w kolorze jasnej zieleni lub sfruwały spurpurowiałe, zaścielając ziemię. Gaja powoli zarzuciła zabawę lalkami i zaczęła towarzyszyć chłopcu w polowaniach, a dwa kasztanowe, dziecinne warkocze zamieniła w jeden, spleciony na karku. Niekiedy rozplatała włosy i gdy opadały burzliwą, połyskującą kaskadą, Jon czuł w sobie dziwne drżenie i pragnął ich dotknąć w inny

21

Straciła oddech. żartobliwie szarpiąc ją za warkocze . W tym celu potrzebował światła dnia. Ale Tabu nie było niedźwiedzicą. W ten sposób Plemię dało do zrozumienia. połączonego z lękiem. wspinać się na wysokie drzewa i podpatrywać ptasie gniazda. Była coraz piękniejszą dziewczynką. lecz niekiedy w oczach rówieśników lub starszyzny Jon dostrzegał szczególny rodzaj zaciekawienia. natychmiast za nim ruszyła. jak chłopiec przekracza Rzekę w zakazanym miejscu. Raz niedźwiedzica przyłapała ją. Gdy ujrzała. szczęśliwą. radośnie goniły dwunożną istotę. że poczuł zew . kiedy niedźwiedzica zostawia małe w legowisku. w jasny dzień. jaki miałby to być dotyk. Gaja już w połowie Rzeki doznała skurczów w nogach i całe jej ciało zaczęło buntować się przeciw dalszemu marszowi. że chłopiec usłyszał zew Bezimiennego. Nikt go nie potępiał. że nosi on miano Jona w Drodze. nietknięte. wnosząc to z jej zwinności i celności oka w strzelaniu z łuku . Oczy jego rodziców wyrażały jedynie smutek i troskę. choć nikt o tym nie mówił .sposób.gdy Jon po raz trzeci przekroczył Rzekę w zakazanym miejscu. Starszy o parę lat Jon pojmował to lepiej niż dwunastoletni wyrostek. które całe. I pewnie. idąc na łowy . gdyby nie była Gają. Tym razem zrobił to jednak jawnie.zeszła z drzewa i wróciła do Wioski. Delikatniejszy. niż robił to wcześniej. chciał tylko poznać drogę ku Niemu. na oczach całego Plemienia. ale ponieważ wierzyła w naturalną szlachetność zwierząt . a nie mroku nocy. lisami.Tabu! Tabu. Sobie tylko znanym sposobem dziewczynka odkrywała. nie wiedziała nawet. Okazało się bowiem. A zresztą.lecz wciąż nie wiedział. aby dokarmić niedźwiadki miodem. że pod opieką narzeczonego może poznawać tajniki Puszczy. Było czymś znacznie mocniejszym. W dodatku szaman groził jej z oddali sękatym kijem. a Gaja… Gaja niczego się nie domyślała. Jon zaś odwrócił się i krzyknął: . tkwiłaby tam całą noc. przyjaźnić się z młodymi wilczkami. bawić się z nimi jak szczeniak ze szczeniakami. tak. nikt się od niego nie odsuwał.skradanie się i oszukiwanie bliskich nie miało sensu. Gaja patrzyła na Jona innymi oczami. nawet najdzikszych. a nawet nadali mu przydomek.ale na przyjaciółkę zwierząt. Nadawano go każdemu z młodych. a w okolicy serca poczuła dojmujący ból. lecz miano tym razem brzmiało szczególnie: Jon w Drodze. potarzać się z nimi w trawie. Nie zamierzał iść do Światowida. czy nie. czy chce. ale nie tylko… Do ślubu brakowało już tylko trzy lata . Gajka! 22 .jak wszyscy się spodziewali. że pewnego dnia chłopiec będzie musiał udać się na drugi brzeg. iż wie.i gnała tam wówczas. zaryczała groźnie i wyciągnęła potężne łapy. matka rozpaczliwie nawoływała. a nawet z niedźwiadkami. że Gaja nie rośnie na łowczynię . W przeciwieństwie do narzeczonego.Tabu! .wszyscy w Plemieniu wiedzieli. Gaja musiała salwować się ucieczką na drzewo. Skoro Plemię i tak wiedziało. gdy się zaręczył. Dzikie zwierzę nic jej nie zrobiło: w zapachu jej ciała i włosów poczuło bowiem zapach swych małych. zniekształcającego wszelkie miary i potęgującego lęk.

albo z wielkiego strachu. a na twarzy szamana odbiło się zdumienie. Lecz to jest tylko jej początek . niż sądził po dotyku sprzed lat. na drugim brzegu. w nocy. Tego nikt nie wie.do Boga wciąż było daleko .gdy odkrył w nocy Kamienną Drogę. aby dostrzec drugi .Gdyby to chodziło o miłość. aby te głazy obrobić do gładzi i znieść je tu wszystkie. …była inna. Może Jon powinien mieć inną narzeczoną.To słowo sparaliżowało dziewczynkę: zatrzymała się pośrodku nurtu i bezsilnie patrzyła. czy wyniknie z tego coś dobrego.Dlaczego? Chcę wiedzieć. drugi raz . blisko brzegu Rzeki. . straszyła klątwą i własnym lękiem? Gaja tymczasem patrzyła gniewnie za narzeczonym.zdziwiła się. niż wyobrażał sobie wtedy. udaremniałaby mu wędrówkę do Bezimiennego. w Puszczy. patrząc w ślad za znikającym chłopcem. który padł z ust szamana.westchnął szaman. Pomyślał. I właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszała przydomek chłopca: Jon w Drodze. Mogliby wówczas widzieć z oddali Jego sylwetkę i zbliżając się. Tam. w dodatku dziewczynkę.Czemu tam szłaś? . odczuwaliby coraz większą radość . jak wówczas zapamiętał. nie po tej stronie 23 . Pomyślał. Taki wysiłek podejmuje się z wielkiej miłości .Jeśli jednak Droga wije się. który powoli znikał wśród starych drzew Puszczy na drugim brzegu Rzeki. I właśnie teraz. że pierwszy raz widzi kogoś. wyłożona większymi głazami. gdy ratował Gaję. usłyszał zew Bezimiennego i wyczuł istnienie Drogi. w którym pielgrzymujący staną twarzą w twarz ze swoim Bogiem. gdzie idzie Jon i co tam jest . . Pojęcie Tabu już dawno zabiło ciekawość Plemienia wobec drugiego brzegu i szaman z niepokojem stwierdził. że Gaja z Jonem do siebie pasują. kręci. wnosząc z układu drzew na horyzoncie. lecz wiła się.uderzyła go odmienność Puszczy po tej stronie Rzeki…. gdzie Droga się zaczyna. Wtedy Droga byłaby prosta i krótka. Droga była szeroka na kilkanaście kroków dorosłego mężczyzny i rzeczywiście nie biegła prosto. że ludzie przed wiekami musieli bardzo się natrudzić. jak narzeczony staje na kamieniach na drugim brzegu Rzeki. kto tę ciekawość wciąż czuje.odparła buntowniczo Gaja. .spytał szaman. . że jej budowniczowie pragnęli odwlec moment. nie. lecz nie był pewien. Stojąc na jej skraju. znaczy to.przeszło chłopcu przez głowę. która czepiając się nóg przyszłego męża. po krótkim błądzeniu. Zazdrościła mu.W jakiej drodze? . . znalazł ją znowu. chcieliby Go jak najszybciej zobaczyć. lecz jedynie najbliższy zakręt. Wiemy tylko.Tobie nie wolno. . A skoro tak odwlekali… Gdy Jon pokonał pierwszy zakręt. Jon nie widział jej końca. O wiele szersza. Jon po raz trzeci stał na drugim brzegu Rzeki w zakazanym miejscu: pierwszy raz był tu prawie pięć lat temu.

wokół tej niezwykłej. że wrócę. Jakby ptaki i zwierzęta nie chciały zapuszczać się w te okolice. które usiłowały oplatać się wokół jego stóp. I tak nie pójdę dalej bez błogosławieństwa Isaka. Co oznaczało? Jon nie pojmował jego znaczenia. żeby być jak najdalej od ciemnej ściany Puszczy. coś odpychało jego nogi od kamiennego podłoża. odwrócił się twarzą w głąb Drogi i zawołał. że przed nim rozpościera się trzeci. a do wdarcia się w głąb lasu niezbędny był topór. świst i szelest traw. udając się na polowanie. Puszcza była inna w tym miejscu. boleśnie. Jej inność polegała głównie na MILCZENIU. zwierzęta i drzewa milczą. owady. zielone macki. Głos Boga zamilkł.Wrócę! Przyrzekam. że jego serce przez kilka sekund biło dokładnie w rytm słów Bezimiennego: wolno. bo przecież Plemię wielokroć przekraczało Rzekę. pokonując drugi zakręt Kamiennej Drogi. mocno. Ptaki.GRDBGHGBZW… . Musiało. Czyniło to powyżej lub poniżej Kamiennej Drogi. naprawdę Go usłyszał. że On jest właśnie tam. Od setek lat części Puszczy nie tknęła siekiera człowieka. Jon odkrył je wtedy. Na Drodze do Światowida. Prawie nigdy nie słyszał w lesie swego oddechu. gdy uparcie kroczył w dół. ale puść mnie! 24 . że z tym Bogiem nie można rozmawiać. ułożonej z gigantycznych głazów mozaiki. za trzecim zakrętem. Tu panowała cisza. Przystanął na chwilę. odległy zakręt. On przywykł do Posłuchu. Coś usiłowało zmusić go. aby go zatrzymać. Poczuł tylko.i wtedy poczuł zew. że horyzont zamyka czarna ściana potężnych drzew. pełen lęku i zarazem odwagi. Jon przyjrzał się teraz drzewom: były o wiele wyższe i potężniejsze niż wokół jego Wioski. . Puszcza była inna właśnie tu . od zielonych macek krzewów i czarnych. Zagłuszał go szum liści na drzewach i skrzypienie konarów. Zawrócił . które też zaczęły nachylać się ku niemu jak ramiona olbrzyma. po której Jon teraz stąpał. Nawet krzewy wysuwały długie. bezlistnych konarów. nie wiadomo co. a drzewa bały się poruszyć. Zatem dopiero za nią… Za nią musiało kryć się TO COŚ. szurające skradanie się zwierząt wśród krzewów. w stronę Rzeki. nie do dysput. gdyż Jon wyczuł obcą.wystarczy.szepnął do siebie . potężną obecność. Z ulgą ujrzał. Zdawał sobie sprawę.Wracam . do opasania pni drzew trzeba by kilku ludzi. aby szedł dalej. Zdumienie początkowo przeważyło nad strachem. śpiew ptaków. Już wiem. . dudniące i zarazem dziwnie bezdźwięczne wołanie. ku swemu zdumieniu. a Jon ruszył dalej. gdy usłyszał swój oddech. brzęczenie owadów. Jon przeszedł na środek Kamiennej Drogi. .niosło się Puszczą głuche.Rzeki. żeby lepiej było słychać Głos Boga pomyślał chłopiec i nagle. owady wymarły.

. Jon wolał rozmowę z szamanem niż z Gają. którego nie może odwiedzać i którego nawet nigdy nie widział i zrobiło mu się go żal. Jeśli Plemię zawsze milczało. niż spytał stary czarownik. gdy śpię mruknął szaman. Czasem myślę. że umarł.Długo milczał. Mam służyć Plemieniu. odwrócił się plecami do chłopca i schronił w namiocie.raczej stwierdził. . dlatego sądziłem.wymieniali z nim zdawkowe uwagi o pogodzie. . na tym drugim brzegu Rzeki? Jak wygląda ten… Bezimienny? Czy się Go boisz? A czy nie jest mu smutno.zakończył niespodziewanie szaman. . . a wkrótce zobaczył między drzewami prześwitujące na drugim brzegu strzechy domów Wioski. że przez tysiące lat nikt nie wiedział. czy stary czarownik nie tęskni za swoim Bogiem. rozumiesz? 25 . Wszystko. ale częściej nocą.Mam się tobą opiekować.On mówi . mówiła i mówiła bez końca. co znaczą. nim umarł. żeby Gaję trzymać od TEGO jak najdalej. że nic się nie dzieje.Przestań! . nie Jemu. Nawet nie próbowałem. Kto z ludzi zrozumie Kamień? Więc zawróciłeś… . te słowa poskutkowały. . Wiem.Przekazał mi je mój ojciec. Plemię pragnęło udawać. Gdybym poszedł… Więc jak tam jest? A zresztą nie mów . gdy przekroczył bród. Ale teraz. niekiedy za dnia. Ludzie z Plemienia udawali. Instynkt szeptał mu. jak się do Niego idzie. że kto wie. że nie widzą jego zmagań ze słabym o tej porze roku nurtem Rzeki.O dziwo.On mówi . skąd wracał. Chciałem tylko zobaczyć. To Głos Kamienia.Jeszcze nie jestem gotów.Ale co On mówi? Co to znaczy? Czym są te dźwięki? . zadając coraz to nowe pytania. żeby trzymać cię od Niego z daleka. Macki krzewów wycofały się w głąb Puszczy. drzewa znieruchomiały i chłopiec odetchnął z ulgą. Gaja chciała wiedzieć.zawołał chłopiec. Mój ojciec też nie wiedział. Gaja. na które Jon nie zamierzał i nie chciał odpowiadać.Jak? Powiedz mi… Nigdy tamtędy nie szedłem. . Kamienna Droga ustąpiła miejsca miękkiemu leśnemu podłożu. a przed nim nie wiedzieli tego dziad i pradziadowie.powiedział Jon do szamana. . że nikt Go już nie odwiedza? . I wówczas Jon pomyślał. po co tu jestem.Dlaczego ty sobie tam idziesz. Nie wiem. jakby wcale nie zauważyli. a mnie coś trzyma za nogi? Co tam jest. zdrowiu i dniu tak. Tabu. Po chwili już usłyszał leniwie płynącą Rzekę. gdy wrócił. a opieka polega na tym.przytaknął szaman i dodał: .Słyszę je czasem w głowie. co znaczą te słowa i nikt nigdy nie będzie wiedział. gdy stał na właściwym brzegu . to Gaja mówiła.

krzyknęła dziewczynka i z płaczem pobiegła do domu. A gdybyś ją zabił. ponieważ Baja była najsilniejsza w Plemieniu. Co właściwie było tymi “męskimi sprawami”. to ja… to ja zerwałabym nasze zaręczyny! . gdy chcą poszerzyć swoje pola. nie nadawało się na opowieść. Co gorsze. Gdybyś ją spotkał przypadkiem w Puszczy. co to znaczy: Jon w Drodze… Sam chciałbym wiedzieć . że kto wie. Więc mów.. czy nie udawała tylko płaczu. gdy usłyszał zew. że jest jeszcze bardzo dziecinna.stwierdził. a kobiety… . I Jon opowiedział Gai tyle. czego doświadczył od chwili. że powiem ci tyle. właśnie Gaja wspaniale trafiała do celu z łuku. *** 26 . że przecież poza nim i Gają nikt w Plemieniu nie chce w ogóle rozmawiać o Bezimiennym. ważyła chyba tyle co pięćdziesięcioletnie drzewo. ile mógł i jak umiał . Wszystko było dopiero przed nim. tyle że odmawiała zabijania zwierząt bez potrzeby.spytała.wykręcił się chłopiec. Miała prawie dwa metry wzrostu.Sama wiesz. bo w plemiennej drużynie było kilka znakomitych łowczyń. że mężczyźni polują i to są męskie sprawy. by zmusić go do wyznań.Jeśli już teraz będziesz miał przede mną tajemnice. Jon pomyślał.ale niewiele miał do opowiadania. a potem uprzytomnił sobie.zaczął Jon i urwał. musiałbyś zabić.szepnął.Nigdy już nie wezmę cię do małych niedźwiadków! A beze mnie niedźwiedzica rozerwie cię na strzępy. Więc może to nie dziecinna przekora kieruje Gają. ile mogę. Silniejsza od mężczyzn.Męską sprawą jest na przykład karczowanie Puszczy .Wdowy karczują same. Dziewczynka spojrzała na niego poważnie: . gdy zostaniemy małżeństwem? . Oczy Gai już wyschły i chłopiec pomyślał. chyba widziałeś przy tym wdowę Baję!! . żeby przeżyć. którą porównać można do odwagi niedźwiedzicy? Pobiegł za narzeczoną i dogonił ją tuż przed domem. lecz bardzo dorosła ciekawość. .zaśmiała się Gaja. o których tyle rozprawiali niektórzy mężczyźni? . to co będzie później. W dodatku to. w dodatku taka. Dajmy spokój tej rozmowie . lęków i doznań niż związek przyczyn i skutków. . . Była to bardziej sprawa przeczuć.Przyrzekam. Za trzecim zakrętem.

Mimo wczesnego wiosennego chłodu uchylił okna z drewnianą okiennicą. I już znany. niepokojącym zakątku jej szyi i skraju włosów. Trzeci zakręt przyśnił się Jonowi po dniu.tropiły parę narzeczonych jak myśliwi sarnę. Ale wtedy Jon nie widział jasnej skóry narzeczonej. co rzuca aż tak długi. Zmęczony i podniecony odkrywaniem coraz to nowych tajemnic własnej i drugiej płci. Wystraszył się.ujrzał potężny czarny cień rzucony na Kamienną Drogę.choćby we śnie . mocne powietrze . że wówczas. nie prowadził narzeczonej na drugi brzeg. czy strach. w którym Gaja zwykła myć włosy. że drugi brzeg nie jest miejscem dobrym do okazywania miłości ludzkiej istocie. Nie nastąpiło to szybko. gdy ten zapach stawał się też jego. Do jego komnatki wpadło rześkie. Ale wtedy. plecy. spocony. Nie chciał też podnieść głowy. .rodzice nawoływali ich niecierpliwie.zamiast Gai. Wioskowe dzieci. gdy znalazł się niebezpiecznie blisko tej granicy i wrócił do domu pobudzony i szczęśliwy. czy byłaby to miłość. zgodnie z wielowiekowym zwyczajem . do ślubu brakowało już tylko pół roku. by wracali do domów. Tamto miejsce zarezerwowano wyłącznie na uczucia dla żarłocznego. lecz sen prowadził go dalej: stał oto na mozaice z wielkich głazów i bał się postąpić choćby o krok naprzód.od momentu zaręczyn do ślubu . by nie przekraczali nakazanych granic przed ceremonią zaślubin. którą prawie stale widywał w sennych marzeniach . bez względu na to.odparł ojciec i wtedy Jon przypomniał sobie. co Jon sobie wcześniej obiecywał. czarny i tak złowieszczy cień. tak że nasiąkały nim szyja. co robią . brutalnie przerywających wzruszenie kolejnego pocałunku.powiedział Jon do ojca dorosłym tonem. do zabawy w te szczególne łowy zachęcała ich plemienna starszyzna. Wtedy . 27 . zazdrosnego Boga. Obudził się w środku nocy. której przywódcą był jego młodszy brat. Dziwny. Wbrew temu. aby tam . lecz pełen ulgi.dotykać jej gładkiej skóry lub kryć twarz w ciepłym. a Gaja wciąż piękniała. To “niebezpieczeństwo” okazało się być szokująco przyjemne. W ten sposób Jon odkrył. aby zobaczyć. gdy wrócił kiedyś z Puszczy. gdy on był w podobnym wieku i wraz z rówieśnikami gonił po lesie inne pary narzeczonych.w całkowitym odosobnieniu .wejść w granice cienia.i przyniosło jakiś dziwny głos. . Chwile wytchnienia od ich nagłych chichotów wśród gęstego lasu. gdzie razem z Gają próbowali bezskutecznie uciec przed upartym pościgiem dzieciarni. mimo że wioskowe dzieciaki nie byłyby w stanie ich podglądać.Trzeci zakręt najpierw się Jonowi przyśnił. ledwie przyłożywszy głowę do miękkiego futra zaścielającego łoże. że w imieniu Plemienia strzeże się narzeczonych. czuł tylko mocny i słodki zapach rumianku. gdy nasycał nim swoje ciało i oddech . bezdźwięczny. Lecz doskonale słyszalny. Jon z chłopca stał się młodym mężczyzną. gdy dzieci spały.Głupie są te dzieciaki . zielonego migotania jej tęczówek. Jon wiedział. zasnął. że nie musiał . narzeczem zyskiwali tylko nocą. ramiona.Dzieci wiedzą.

.szepnął Jon. Gdy opowiedział jej.To nie był sen. że to Jego głos. Nie sądziłem jednak. . przypominając o obietnicy. czy dopełnił przyrzeczenia danego Isakowi: czy był wcześniej w świątyni po błogosławieństwo.. Dziewczyna udawała. Sprawiał wrażenie. Wzrok dziewczyny. przyklękając obok niego. że je poczuł na swojej skórze. Ale gdy już stał na drugim brzegu i bezwiednie obejrzał się w stronę Wioski . . nim zbudzi się Gaja. który znowu wypowiadał swe niepojęte dźwięki. ale już nie mów. Jon bezwiednie kiwnął głową. Gaja nie wołała za nim. żeby uspokoić narzeczoną. Coś mnie obudziło. podskakiwała to na jednej. Na widok Jona przymknął oczy i kiwnął głową. że chlapie się w Rzece. a po namyśle dodatkowo złożył dwa palce na krzyż. że słyszę jakiś dźwięk… Pewnie złudzenie lub zły sen. to na drugiej nodze. Widocznie słyszą Go jeszcze ci.zobaczył nieruchomą sylwetkę starego czarownika. rozdzierają wątpliwości. a obok niego nerwowo poruszającą się narzeczoną. by się niepokoiła ani.Przyjdę. dlaczego Plemię nazywa go Jonem w Drodze. Tak naprawdę patrzyła za Jonem długim. przyrzekam. Stary kapłan był tu i modlił się.Dobrze . że boi się lodowatego dotyku wody. nie próbowała go wstrzymywać. że zdąży. On mnie wołał. poważnym spojrzeniem. tym bardziej. Nie chciał. Wydawało mi się. czy wolno tak brutalnie odbierać ludziom ich starą 28 . jakby się jej spodziewał. zdawał się pytać Jona. których. a jego ciepły oddech wionął mgiełką pary w chłodną noc. Jon ocknął się ze snu i poszedł do świątyni.Wiem.Już czas . Tego dnia Jon skoro świt wyruszył na drugi brzeg. Miał nadzieję. . tak jak mnie. Widocznie tracił cierpliwość i wzywał swego wybrańca z drugiego brzegu. by próbowała pokonać pętające ją Tabu. że nie musi budzić Isaka. zrozumiała. Nie był zdziwiony jego wizytą o tej porze.Nie wiedziałem.GRDHGBHZW… To był głos starego Boga. .zdziwił się chłopiec. udając. . …tak. że Jego głos słyszy ktokolwiek poza szamanem i mną . Jonowi wydało się. mimo znacznej odległości. Ku swemu zdumieniu stwierdził.szepnął Jon. jeszcze tej samej nocy. że narzeczony musi kiedyś pokonać trzeci zakręt. choć poza chłopcem i szamanem nikt z Plemienia i tak nie usłyszał Jego głosu. Nie strasz Plemienia… Bezimienny zamilkł. gdy Bezimienny wreszcie umilkł.

wstał. Oderwał wzrok od kamiennej układanki pod swymi stopami i spojrzał w dal: za trzecim zakrętem prześwit między wielkimi drzewami ciągnął się prosto. Osłonił oczy dłonią przed jaskrawymi promieniami i patrzył. a każdy z nas. Może powinniśmy czynić to inaczej? Całkiem inaczej? Ale jak? .Nie wiem. który rzucało TO. nawet gdy są mniej piękne i gładkie niż gotowe formuły. Przywykł mówić do Niego własnymi słowami. Jon wierzył.dodał niezrozumiale kapłan. które już znał .wiarę? Przecież zabiera się im najgłębszy sens życia. tak młody i niedojrzały. Tego. …Jon odruchowo poprawił teraz cienki.Nawracanie to bolesny trud. Czuję bowiem. który sam dotąd nosił.zbliżał się do trzeciego. który widział we śnie. Może zdążył dotknąć go bosą stopą. Nie rozstawaj się z tym woreczkiem.To ziarnko piasku z Pustyni. żeby cię nie opuścił. jakby nigdy się z nim nie rozstawał. gdy rozmawia się z Nim własnymi słowami. tak głęboki. Już nie oglądał się za Gają i szamanem. Słońce dopiero wschodziło.zamyślił się stary kapłan. Będzie cię chronić i podpowie ci właściwe rozwiązanie. A zresztą wołała go Kamienna Droga: nie musiał jej szukać wśród gęstwiny krzewów i drzew. W Puszczy widziało się słońce wówczas. co jest w środku. Gdy skończył. czuję. Powstał też Isak. głowiąc się nad smutkami starca. Jonie. gdzie skraj Kamiennej Drogi stykał się z niebem. daleko. . nie używać formułek. Zwrócił się do chłopca i zawiesił mu na szyi mały skórzany woreczek.rzekł Jon. bo to za małe . na którym zawieszony był woreczek i wszedł w mroczną Puszczę po drugiej stronie Rzeki. a może nie? Lecz ziarnko piasku i tak wyczuło Jego obecność. . . Pokonał pierwszy i drugi zakręt. Jon ukląkł koło starca i zwrócił się do Boga Dobroci.uśmiechnął się łagodnie. o czym mówisz . że będzie ci potrzebny.A teraz poproś Boga Dobroci. których młodszy kapłan uczył wybrane wioskowe dzieci.wyszeptał Isak i znów powrócił do modlitwy. tak że recytowały je na pamięć. -. że Bóg woli. ma inną receptę na jego skuteczność . po której chodził niegdyś Syn Boga Dobroci. bożych sług. Na Kamiennej Drodze szarzał świt. od razu znalazł pierwsze gładkie głazy. lecz mocny rzemień.Nie zobaczysz. Wolał wiedzieć. gdziekolwiek pójdziesz . był aż tak długi. ale stąd nie było widoczne. Jon nie lubił tej pory dnia. że od tej pory ty. . Słońce stało dokładnie tam. iż zew był silniejszy niż zawsze. odcinki. co rzuca aż tak czarne i tak długie skrzydło cienia… 29 . będziesz musiał decydować o sprawach przekraczających po wielokroć twój rozum i wymiar losów twojego Plemienia. Szedł nią szybko i bez wahania dlatego. gdy stało w zenicie i prześwitywało wśród gałęzi. Droga wydawała się bardziej ponura niż zwykle. Dlatego cień. ku czemu szedł.

Tak. Teraz. Ale mimo odległości. gdyż zew był coraz silniejszy.Na końcu Kamiennej Drogi wznosił się ogromny obelisk. więc skorzystał z bolesnego oślepienia oczu słońcem. Jaka siła zdolna była wznieść je tak wysoko i tak dokładnie złożyć w całość? Najniżej położony czworokątny głaz stanowił stopy Światowida. ułożonych jeden na drugim. Lękał się tego momentu. Otrząsnął się i powoli zaczął okrążać posąg. już wiedział. kamienny jak ta Droga. ku Któremu zdążał. by nikt w to nie wątpił. A może On sam? Może nie istniał WSZĘDZIE. dokąd prowadzą. że nie: posąg Boga tworzyło siedem potężnych. krótką szyję. co to jest: gigantyczny. ciemna Puszcza a pośrodku stał On. wiedział. Patrzył też w cztery różne strony świata. chłopiec był już tak blisko. jak TO nazwać. z wystającym dziwacznie i także monstrualnie powiększonym pępkiem: brzuch Boga. posąg starego Boga. która byłaby w stanie tego dokonać! Ręce ludzkie wydawały się za słabe: nawet gdyby połączyć ręce setek czy tysięcy ludzi.były to nogi Bezimiennego. Widocznie każda z nich miała swój trzeci zakręt. Światowid miał cztery oblicza. Szósty głaz tworzył mocną. że musiał zadrzeć wysoko głowę. bez wahania.zdziwił się i wystraszył jeszcze bardziej. Kamienna Droga kończyła się owalnym placem. Odruchowo zacisnął dłoń na woreczku Isaka. Obszedł posąg jeszcze raz wolno i uważnie. że płeć Boga Dobroci nigdy nie była przedmiotem żadnych rozważań. nieco wypukły. Nie miała znaczenia. Wokół placu i czterech Dróg rozciągała się gęsta. z realistycznie wyciosanymi. ociosanych starannie głazów. Coraz dokładniej widział Tego. dokładnie tam. gdy zbliżył się o kilkadziesiąt kroków. Z czterech stron prowadziły do niego trzy inne Kamienne Drogi. Jon poczuł dreszcze i chłód.On… On ma… On ma cztery postacie! Cztery oblicza! . siódmy olbrzymią głowę. dokąd prowadziły cztery Kamienne Drogi. którą przybył. jak Bóg Dobroci. która wydźwignęła je na tę wysokość. że Bezimienny wykuty jest w skale. Jego wyobrażenie. która tkwiła tu od prawieków. Wizerunek Światowida. Drugi głaz wznosił się czterema kolumnami w górę . Stał na czterech nogach. która go wciąż dzieliła od celu. Jon nie wiedział. opuścił głowę i jeszcze raz się rozejrzał wokół. Bezimienny widocznie chciał być mężczyzną i pragnął. W pierwszej chwili wydawało mu się. takie same jak ta. . poczwórne ramiona. Światowid… 30 . jedynie tu…? Tu. Drogi wiły się i nie widać było. Miał cztery wystające pępki i cztery potężne znamiona męskości. monstrualnych rozmiarów atrybutami męskości Boga. …ale oto czwarty głaz. Plemię nie znało techniki. Dopiero teraz Jon uprzytomnił sobie. Piąty głaz był niezwykle potężny i wydawał się być szerszy od pozostałych: to były Jego ramiona i Jon nie mógł wyobrazić sobie siły. Gdy wzrok Jona padł na najwyższy kamień posągu. gdzie przed wiekami powołała go do życia wiara Plemion? Jon szedł szybko. Jon zbliżył się jeszcze bardziej. odróżnił trzeci głaz.

łączący się czasem w grudki lub tworzący dziwaczne kształty. To jest czaszka… Ta grudka jest zmurszałą czaszką małego stworzenia. Jaką twarz miał ten Bóg? Chłopiec cofnął się. wypukłym pępkiem. Jeśli szczegóły postaci rzeźbiły ludzkie ręce. Cztery pary. Stojąc u stóp Światowida.Moje Plemię? Niemożliwe! . niż mi się wydaje? Słońce stało już wyżej. Pył osypał się z niej. siedmiopalczastymi dłońmi . te drzewa sięgały mu zaledwie brzucha…? A może widzi dalej. Czy w ogóle je miał…? Tak. Oczy patrzącego nie musiały koncentrować się na ozdobnych szczegółach. I inne Plemiona… 31 .usłyszał jeszcze raz głos Isaka.. Zbliżył się jednak ponownie do posągu i z pewnym wahaniem dotknął go. Był ciepły. Cieplejszy. obok… Jon miał nadzieję. nie można było zajrzeć Mu w oczy z tej odległości ani w ogóle z perspektywy Kamiennej Drogi. wpół zakryte grubymi powiekami. Dopiero teraz Jon spostrzegł pod stopami jasny pył. więc długi cień Bezimiennego skrócił się i Jon z uwagą zaczął wpatrywać się w głazy tworzące posąg. że to nieprawda. były półprzymknięte. Jon zmarszczył brwi w zamyśleniu i sięgnął po jeden z większych kawałków. Wziął grudkę. . ale czuł. rzucając jasny blask. Może to była kuna. lecz tym bardziej potężny. Jak żywe ciało. Pył przesypał się przez palce jak piasek. Przeciwnie.Twoje Plemię. a może nawet gładsze. Ale Jon nie miał na to ochoty i w pierwszej chwili wydało mu się bluźnierstwem.przypomniał sobie swoją odpowiedź. że to czaszka zwierzęcia.reszta była gładka na tyle. . Były równie gładko obrobione jak te na Kamiennej Drodze. I zdawał się pulsować.Ale co On widzi.Składano mu ofiary z ludzi… . dostrzegało się tylko Jego wielkość. a może zając? A to duże. niż powinien być kamień stojący w głębi Puszczy. Wydawał się pochłaniać światło. Ale posąg nie lśnił. co powinno być łatwe. najwyżej im równy? Chyba że wtedy. ale od razu obejmowały potężną sylwetkę. nie były one zbyt precyzyjne. z grubsza zarysowanymi wielkimi. Bóg wydawał się toporny. Trzeba by wspiąć się na ramiona Boga.wymamrotał Jon. . by w nią spojrzeć. na ile gładki może być obrobiony kamień. Chłopiec przykląkł i wziął go do garści. tam. . których nie było. Co…? Nie. Jon zaś zapragnął nagle zajrzeć mu w oczy. Ale pod jedną z par powiek nagle coś zalśniło. Poza znamionami męskości. gdy oddawano Mu cześć. skoro nie jest wyższy od drzew w Puszczy.Widzący światy… Mogłem się tego domyślić… . ale jądro grudki wydawało się być twarde.

Wiele kobiet i mężczyzn z Plemienia stało na placu.GRDGHGBZW . że Bóg Dobroci nie potrzebuje złota. Musisz się nim zadowolić . Na skraju Puszczy coś delikatnie się czerwieniło: mały.powtórzył Bezimienny.powiedział Bóg bezdźwięcznym. zerwał go i położył u stóp posągu. jaśmin . że muszę wrócić. który ubrał się na tę okazję w odświętne błyszczące szaty. płatkami suszonego jaśminu i natrzeć ich dłonie miodem. . dudniącym głosem. . Podszedł. Plemię uznałoby to za niestosowne. aby . którzy dotarli do Wioski przed stu pięćdziesięciu laty. naznaczając szczęście małżonków bolesnymi ukąszeniami. która jest jego Drogą. *** Nie wszyscy zmieścili się w świątyni na zaślubinach Gai z Jonem. więc nie upominaj mnie… Bóg umilkł. lecz by nie zleciały się pszczoły i osy. Nim jednak tradycji stało się zadość.GRDGHGBZW . Zaczął wolno powracać tam.Nie wiem. Nie wypadało jednak udzielać ślubu młodym w codziennym stroju. Jon wiedział. woli swego sługę w znoszonym burym habicie.powiedział. brokatów i pereł. . którzy dotarli do innych Wiosek i których również przywleczono tu jedną z czterech Kamiennych Dróg? Chłopiec wycofał się z owalnego placu. Uszedł tylko kilkanaście kroków. Zboże symbolizowało życzenie wiecznego dostatku dla rodziny. Jon o tym wiedział.słodycz nie uciekła. Miód należało szybko zlizać.jak twierdzono . a miód . starzec bowiem był głęboko przekonany. Ludzie lubią oznaki bogactwa i Jon pomyślał. którą właśnie założyli. srebra.Nie licz na krwawe ofiary. co do mnie mówisz. Spojrzał jeszcze raz w twarz Bezimiennego i odwrócił się. aby . krzewy i drzewa rosnące przy Kamiennej Drodze nie próbowały go wstrzymywać.aby ich wspólne pożycie zawsze kwitło.by przeważała w nim słodycz nad goryczą. ledwo zakwitający kwiat. . Wiem. jeszcze ze stulonym pąkiem.W tym pyle leżały gdzieś szczątki zabitych pierwszych kapłanów Boga Dobroci.obsypać młodą parę złotym ziarnem zbóż. nie po to. Ten kwiat też jeszcze przed chwilą żył. Nie lubił ich wkładać. atłasu. Jon rozejrzał się wokół. ale jeszcze tu wrócę. że być może 32 . Choć wszystkie cztery Kamienne Drogi wydawały się identyczne. skąd przyszedł. Jon i Gaja stali u stóp ołtarza przed Isakiem.w zgodzie z obyczajem . Gdy Jon wracał do Wioski. A może i szczątki kapłanów.

Nikt nie życzył sobie przywoływania niedawnych zdarzeń. brązoworude piegi i wysoką. Powstało jakieś dwadzieścia lat temu. którzy lubili krew szepnęła ze złością najstarsza babka spośród weselników. żyjąc w czasach starych Bogów. Z tego też powodu nikt nie życzył sobie. Znamiona dostatku wyznaczały pozycję rodzin w Wiosce. które obecnemu pokoleniu wydawały się już historią.przywdziała suknię z barwionego lnu.Nie wolno zaczynać przygotowań do zaślubin od rozlewu krwi. którą niedawno zaczęli wznosić najlepsi rzemieślnicy z całego kraju i zza granicy.Ciekawe. . gdy ta chciała przystąpić do ceremonii zabicia młodziutkich zwierzaków dokładnie na dziewięć pełni księżyca przed uroczystością. nawet jagnięcej powiedziała matce. . z dobroduszną ironią. śnieżnobiałych skórek jagnięcych . największej w okolicy świątyni. niektórzy w futra mimo letniej pory.zamiast włożyć szatę z doskonale wyprawionych. Także goście weselni przebrali się odświętnie.…wyraz coraz głębszej wiary! . jako zbyt szczupłą.kapłani ulegają temu wbrew swej woli. że Gaja . Głośno o tym się nie rozprawiało. jak nakazywał pradawny obyczaj. W końcu sto pięćdziesiąt lat temu ludzie z Wioski pożegnali starych Bogów. Nie wszystkim podobało się też. ale Plemię przywykło do jej urody i prześmiewało raczej. zniszczyli ich posągi i posążki i jedynie w najwyższej skrytości. co by Gaja robiła.Niełatwo jej będzie rodzić dziecko . W końcu mogła to być każda droga! Droga na polowanie. Miasto leżało o pięć dni jazdy konnej. Zanim dokończono budowy warownego zamku możnowładcy. aby wyjaśniać. że winna ona pod każdym względem przewyższyć pozostałe. Jedna z wież ma być równie wysoka jak najstarsze dęby! Nieomal sięgnie nieba! 33 . pomyślano o wzniesieniu świątyni i wszystkie Plemiona zamieszkałe w pobliżu (głęboko w Puszczy lub na jej skraju) zgodziły się z kapłanami. droga do sąsiadów na handel wymienny czy droga do miasta. gibką sylwetkę Gai.szeptały zgryźliwie starsze kobiety. niektóre stare kobiety szeptem prosiły o przychylność bożków i bożęta. . co właściwie oznacza przydomek pana młodego: Jon w Drodze. a jagnięta wciąż sobie żyły w jej zagrodzie. na przykład z okazji żniw czy siewu. lecz inni goście spojrzeli na nią z ukosa i natychmiast zamilkła. liczyło więc tylko o rok mniej niż pan młody. do sławnej. których biodra przypominały w obwodzie kilkusetletnie drzewa. który natychmiast ruszył na pielgrzymkę do miasta i po powrocie opisał ludziom z Plemienia plany świątyni. Panna młoda była piękna. .cieszył się Ezra.

Ciepło. Z drugiej strony zaprosiny też byłyby zdradą. że nazywanie przyszłego męża “Jonem w Drodze” oddala go od niej. uścisnął i Jon poczuł. był nieobecny na ślubie. W końcu wielkość świątyni dowodziła wielkości uczuć dla Boga! Tak było i tak powinno być. niewidzialny dla innych nawet wówczas. Jon chciał się sprzeciwić decyzji rodziców. gdy usłyszał słowa: Kamienna Droga. Nikt już nie pamiętał starego rytuału i nikt nie chciał pamiętać. Tak. Plemię to wiedziało. jego szyi. starzec nagle podszedł. długo ją potem oglądając. potężny. Stary kapłan robił się widocznie dziecinny na stare lata.powiedział i cofnął ostrożnie dłoń. czy ktokolwiek poza szamanem i Jonem pamiętał. ale obecnym mężem Gai. Zaprosiny oznaczałyby nieobecność Ezry. że czczenie bałwanów to śmiertelny grzech. …więc szamana nie było wśród weselników i Jon boleśnie odczuwał jego nieobecność. jakby szukał na niej jakichś śladów. ale powstrzymał go sam czarownik: . a nie na końcu Kamiennej Drogi. Ezra wiedział. Tam zresztą też bym nie poszedł. co dzień przypominając Plemieniu. Wydawało mu się. Dobro . jakby czując. był. że On wciąż tam stoi. gdy go widzieli. bez względu na imiona Bogów.. ku gniewowi Ezry i niezrozumieniu ludzi z Wioski. nie na zawsze. to było niemożliwe. sucha dłoń dotyka. miękki. Starał się o nich przynajmniej teraz zapomnieć. ciekawe. spojrzał uważnie i dotknął woreczka dłonią. Gaja też przestała zadawać trudne pytania. znał swoją powinność. niby niechcący. . mały. sprawdzając. że niezaproszenie starca było swoistym rodzajem zdrady.Światło. Tylko raz ktoś go dostrzegł: Jon kąpał się w Rzece w pobliżu namiotu szamana. nie został też zaproszony na wesele. co robi.zmartwił się Isak.Wyraz pychy… W tak małym mieście taka wielka świątynia… Ludzie pogubią się w jej ogromie . czy wisi na niej wąski rzemień ze skórzanym woreczkiem. niezniszczalny? 34 . Miał to być bowiem czas radości. Stary kapłan objął go po zakończonej ceremonii.Bierzesz przecież ślub w świątyni Pana. skryty pod białą lnianą koszulą. Szaman. za który przyjdzie zapłacić w tym lub przyszłym życiu. płaski. Tylko Bezimiennego nie umieli zniszczyć. Szaman przynależał bowiem do innego rytuału niż te odprawiane w świątyni Dobrego Boga. którego noga nie postałaby w pobliżu czarownika . …ale właśnie Isak skończył błogosławić młodą parę i Jon nie był już przyszłym. jak chuda. Ale wciąż żył. Dla dobra i bezpieczeństwa twojej przyszłej i obecnej rodziny potrzebna ci jest przychylność Ezry… Jon aż się skulił od wewnętrznego chłodu. obaj wydawali się niektórym nieśmiertelni. czarny. rzecz jasna. Podobnie jak stary szaman. ale nie chciał o tym pamiętać w przedweselny i poweselny czas.nieobecność zaś kapłana mogła źle wróżyć młodej parze.

obca męska społeczność. wolał samotnie pogrążać się w lekturze opasłych. Jon musiał przyznać. Prawdziwym domem będzie rozległa. bezkresna Puszcza po obu stronach Rzeki. gdyż wiedział. że to jednak Ezra najsprawniej i najszybciej uczył wioskowe dzieci pisać i czytać. Od pewnego czasu każdy nowo budowany dom był większy niż poprzednie. oprawnych w skórę tomów. Był dobrym człowiekiem. I Jon zarazem martwił się. co mówią malutkie czarne znaczki w opasłych księgach. częściej niż Jon. jak bardzo dzięki młodemu kapłanowi zmienia się na korzyść jego rodzinne miejsce. Cieszył się z tego . których już nie zdąży zgłębić. które razem spłodzą. Większy i okazalszy. on sprowadził nowe lampy. Stary kapłan nie miał już zdrowia ani cierpliwości do pobratymców Jona. że to świat zmierza do niej przez Puszczę wielkimi krokami. Plemię jeszcze długo chodziłoby do świątyni. Ezra reprezentował Cywilizację . Do Wioski wkraczała Cywilizacja. Przy okazji zadbał. Jon nie wiedział. by budować większe domy. Gdyby nie Ezra. lecz mają oddzielne izby. niż wtajemniczać w nie najmłodszych. Nadzwyczaj zdolne wysyłał do odległych miast na dalszą naukę w zakonach lub nawet do Dalekiego Kraju. który Plemię wzniosło dla młodej pary na skraju Wioski. że nigdy nie dowie się. ofiarowując w zamian poczucie bezpieczeństwa. by w każdym z domostw. a widok tych ksiąg wzbudzał w nim niepojętą tęsknotę.i Jon. niemal bez wytchnienia. w setkach szeleszczących. Ezra też uparł się. To Ezra. skrywane przez ludzi nie tyle z potrzeby wiary. które dawały więcej światła: pokazał. by zniszczyć ostatnie. które czyta Isak. Niosło ze sobą rosnące poczucie bezpieczeństwa. Isakowi udawało się czasem zmienić coś w ludziach. ale widział. Czynił to energiczny Ezra. a po wyjściu z niej przywoływało bożęta do pomocy w gospodarskich pracach. że jego rodziną nie stanie się zamknięta.Weselnicy ruszyli teraz w stronę domu. kremowych stronic różnorakich ksiąg oprawnych w 35 . Gdyby nie Ezra. Najzdolniejsze przysposabiał do roli kapłana. najmniejsze posążki polnych lub leśnych bóstw i bożąt. w których dzieci i rodzice już nie sypiają w jednym barłogu. brał też we władanie wystraszone dusze ludzi.dzięki niemu zdawało się. z Wioski wciąż byłoby bardzo daleko do świata . Ezra uczył czytać i pisać garstkę wybranych dzieci z każdego pokolenia. które stawały się też coraz większe. ile z chęci zachowania pamiątek po pradziadach. że w niezrozumiałych znaczkach. Piękniejszy. że należy co dzień się myć i prać brudne ubrania. już na progu. Będzie nią Gaja i dzieci. mimo niechęci. nie mógł tego nie doceniać. od rana do nocy zajmował się powszednim życiem Plemienia. jaśniejsze światło łojowych lamp. Wygodniejszy. Cieszył się. On też przekonał Plemię.i zarazem martwił. Jon nigdy nie należał do wybrańców Ezry. jak tępić w domach robactwo. wyczekująca kresu swego życia w odległym klasztorze. Cywilizacja… Ezra używał tego słowa częściej niż Isak. widoczny był znak Boga Dobroci i znalazł okazję. który mu jeszcze pozostał i o wszystkich mądrościach. Pewnie rozmyślał o skąpym czasie. co jest cenniejsze. coraz cieńsze i bardziej przejrzyste szyby w oknach. Jon uwielbiał to słowo. Miał przeczucie. ale to nie on przeobrażał zagubioną w Puszczy Wioskę.

Czasem myślę. Weselnicy tańczyli do rytmu bębnów. . zapach Rzeki i wiatru. udając. a później rodzicom czy kapłanom. Szaman oprawiał rybę. choć pełen spokoju. Półprzymknięte oczy jego żony lśniły jak żywica na pniu sosny. który brzmiał całkiem inaczej w tę jedyną noc w roku. wracając z Puszczy i wnosząc do domu dwa ciężkie plastry miodu. W zapach Gai.Też . zamykając za sobą rzeźbione drzwi nowego domu. wyczulony na każde słowo i brzmienie głosu żony.zaśmiała się Gaja. w ciemności. nie będzie ci potrzebna wiedza z ksiąg. nic o tym nie wiedząc. I sam nie wiedział. lecz młoda para zniknęła wcześniej. czemu najpierw poszedł obwieścić nowinę szamanowi. 36 . fascynujących światów i że on ich nigdy nie pozna. Jon mógł wreszcie wczuć się do syta w zapach rumianku. . zostawiłam jej trochę. dobroduszne żarty starszyzny.spytał Jon. Byli sami. Żadne z nich już nie musiało nasłuchiwać natrętnego chichotu i podnieconych szeptów wioskowych dzieci. W izbie wydawał się on mocniejszy niż na otwartej przestrzeni. Zanim wyszedł z domu. .Naucz mnie czytać . która dla nich tej nocy stała się światłem.Nie wybrałam wszystkich.poprosił kiedyś starego kapłana. patrząc mu prosto w oczy. Ona też musi się teraz dobrze odżywiać. wtórowały mu melodyjne piszczałki.potwierdziła. gdy Plemię przebłagiwało starych Bogów. że wcale o nich nie chodzi i w ogóle ich nie ma. Do końca życia.Niedźwiedzica znów będzie mieć małe . *** . lecz płynąca z serca. ale ten tylko pokręcił głową: . Ich zniknięciu towarzyszyły rubaszne. prawie boleśnie.Syna. . Tym razem był to rytm szybki i radosny. dzikich ziół. To światło miało już zawsze towarzyszyć Jonowi. Pokiwał głową bez zdziwienia i dorzucił: .Będę mieć dziecko .powiedział.iluminowaną skórę kryją się tajemnice nie znanych mu. objął ją mocno. Weselnicy tańczyli do świtu.Też? .Ty jesteś Jonem w Drodze. że nosisz ją w sobie. . Tam gdzie się udasz.

. Tymczasem ty… .Gdy będzie musiał czekać zbyt długo. 37 . Złożyłeś mu obietnicę. choć miałeś prawo.Po raz pierwszy usłyszałeś Jego zew. Więc pragnie nagrodzić cię za to. kogo On wybiera. skoro nigdy u Niego nie byłeś! . gdy miałeś dwanaście lat. Umie nagradzać. Słyszysz Jego głos. .odparł szaman. przypominając mu nie wypowiedziane i nie spełnione zobowiązania. Ale jesteś. Całe życie mnie o nich uczono. lecz znam Jego zwyczaje. wędrujących Kamiennymi Drogami.spytał Jon. . Wiem zatem.Nie wiem. którzy mu źle służą .ucieszył się Jon. . lecz umie też karać tych. czy będzie syn. . ale stary szaman zepsuł wszystko. Dlatego każdy szaman zawsze miał uzdolnionego magicznie syna.spytał Jon. a od wielu lat słyszy tylko głuchą ciszę.zawołał wściekły Jon. Ty ją przerwałeś. . Może nic. gdybyś usiłował o Nim zapomnieć. . To jest Jego dar . .Ale On cię przywołał.Ja mu nie służę.On nagradza. . Nigdy u Niego nie byłem. że stare kobiety potrafią rozpoznać płeć dziecka po zachowaniu i wyglądzie matki. On nigdy niczego nie daruje.odparł czarownik.Ten. czy córka? Słyszałem. Długo zwlekasz. . Głucho. Kiedyś nagradzał tych. co On lubi.GRDHGBHWZ .Więc po ojcu też widać. Od tylu długich lat było tam tak pusto. pragnął obwieścić nowinę rodzinie i Plemieniu. Przed trzema miesiącami skończyłeś dwadzieścia jeden. że nie czuje się już tak samotny. że nie należy do Bogów cierpliwych. jak rosną w nim niepokój i gniew. czując.Skąd wiesz. On tego nie lubi. którzy wiernie mu służyli: szamanów. . Ty mu nie służysz.Nie trwałaby długo.Skąd wiesz? . Ale od paru dni znowu mówi… ciągnął szaman. .Czego będzie chciał w zamian za swój dar? . Chciał nacieszyć się myślą o dziecku. . ukarze cię. zawsze ma syna. Może wiele . Nie protestowałeś. Wybrał Cię i przyjąłeś imię “Jon w Drodze”.Zmąciłeś moją radość z syna .powiedział Jon gniewnie.zadźwięczało bezgłośnie w uszach Jona.ciągnął szaman.. Czekał cierpliwie. Byłeś u Jego stóp.Jego dar?! I za cóż w ten sposób płaci? . On przywykł słyszeć co dzień głosy tysięcy pątników.

spytał Jon. Ruszaj w Drogę.Nie pytaj… . Był dla ciebie bardzo dobry. by sprawdzić. pozwolił ci pojąć żonę i spłodzić syna. Jon był spokojny o syna. Żona zrozumiała to. Podobna do niedźwiedzicy. a nawet oddech.Pozwolił ci dorosnąć. Wreszcie szaman szepnął: . aby echo zaniosło te słowa monstrualnemu posągowi. pozwolił ci przeżyć miłość. ale nie musiał kończyć. Tych kilka krótkich wypraw się nie liczy. gdyż nie wyrzekła ani słowa. jak musi być .. które poczuł na szyi. . Była inna niż wioskowe kobiety. Dlatego. Nawet mężczyźni jadący na polowanie nie umieli określić dnia powrotu. Milczenie Gai było tak wymowne jak kilka wilgotnych kropli.powiedziała Gaja dźwięcznym. który się narodzi. Zapadła cisza. Gaja da sobie radę i bez niego. mocnym głosem. Obce. Łzy… . to było pewne. że on i tak tego nie wie. odsunęła głowę i pokazała jasną twarz bez jednej mokrej kropelki spływającej z oczu. . by Gaja utrudniała mu odejście. kiedy wróci. Nic nie szeleściło w poszyciu leśnym. Ptaki nadal unikały zakładania tu gniazd. Teraz chce zapłaty. Kamienna Droga jakby zarosła gdzieniegdzie mchem lub tak się Jonowi zdawało.Jestem Jonem w Drodze od tylu lat. A Jon nie wybierał się polowanie. przerywana tylko śpiewem Rzeki. Młody mężczyzna słyszał każdy swój krok. w którym nie usłyszał drżenia. Przecież i bez tego wszystko w nim sprzeciwiało się. Zdawała sobie sprawę. I o to szło: aby nie wstrzymywała go żadną kobiecą sztuczką. Jon dotknął dłonią szyi nie po to. chcąc. krety. mimo woli obronnym ruchem dotykając skórzanego woreczka na piersi.Wrócę do domu! . czy wisi na niej skórzany woreczek z ziarnkiem piasku. by opuścić dom i ruszyć w Nieznane. Jonie… I Jon ruszył. który czekał na niego za trzecim zakrętem. Zresztą wiedział.zawołał głośno. że ona tego nie zrobi. jaszczurki i borsuki widocznie także wolały trzymać się od tego miejsca z daleka. że musi spełnić przyrzeczenie związane z jego plemiennym przydomkiem.pomyślał bezradnie. Gaja już wiedziała. Ale w tej części Puszczy nie było nawet echa.Będzie. Nie zamierzała pytać. A tymczasem jeszcze w nią nie ruszyłem. Wtuliła się w ten ciepły zakątek pomiędzy szyją a barkiem i długo milczała.Dlaczego mnie…? .. jak na Jego obyczaje. idąc teraz Kamienną Drogą. splatały konary ponad jego głową i Droga sprawiała wrażenie węższej niż za pierwszą jego bytnością. . by nie pytała. ponieważ wciąż czuł w tym miejscu głowę Gai. że prosi ją. Stary czarownik w milczeniu pokręcił głową. A zresztą… . 38 .. Gałęzie wielkich drzew wydłużyły się.zaczął na wszelki wypadek. gdy powiedział. Nie chciał. Ale wciąż panowała tu zdumiewająca cisza.

Nie. powolną agonię. Już go tak nie porażał wielkością. od lęku i miłości. to nie takie trudne dla młodego. że raptem przed stu pięćdziesięciu laty wszystkie Plemiona. mozolnym trudzie. Dlatego miał prawo żądać ofiar. w dole. niż Jon chciałby zobaczyć. stanął wreszcie na Jego ramionach. chcąc zajrzeć mu w oczy. Kamień.dla Bogów i ludzi . niby do siebie. niby do Niego i urwał. a stopy postawił teraz na znamionach Jego męskości.…lub przynajmniej tak sądził . Szedł. Dłoń Jona wsparła się na monstrualnym pępku Boga. Uprzytomnił sobie. . a jest to . Był coraz bliżej celu. przejęło Jona litością. Już tam. jakby wspiął się na najwyższy dom w Wiosce. nie podnosząc głowy i nie patrząc na Niego. ale Jon i tak słyszał Jego wezwanie. Po długim. Prawie jak źrenice.szepnął Jon. była krwią krążącą w ciele Światowida.najgorszy rodzaj umierania. z którego wykuto Bezimiennego. na dobre i na złe. Ludzie w długich sukniach odcięli Go od krwiobiegu. Miał dziwne uczucie. Pulsował życiem. był chropawy i ciepły. wydawało mu się.Muszę TAM się wspiąć… . Drżenie to. że pod półprzymkniętymi powiekami posągu coś połyskuje. nie wiedzieć czemu. spocony. Odpoczywał. Gdyby teraz spadł. Nie tylko tu. by w nie zajrzeć.zaczął półgłosem. ale mimo całego ogromu posągu.szepnął ironicznie. Ponad nim. Krwią i pożywieniem. Nie musiał… 39 . A wiara. jakby wstrząśnięty ludzką bliskością po tylu latach pustki. były Kamienne Drogi. . spoglądając na wyolbrzymione oznaki męskości. setki tysięcy ludzi. które łączyły gigantycznego i przerażającego Boga z tysiącami wiernych. Ale grube powieki strzegły swej tajemnicy i Jon wychylił się w przód. czując drżenie mięśni. A przecież do ramion Boga jeszcze sporo brakowało. Czy umierający człowiek nie broni się? Czy On nie ma zatem prawa. Posąg był pełen wypukłości i wgłębień. złowieszczy cień rzucany przez posąg starego Boga. pewnie by się zabił. Bezimienny milczał. Po chwili stał u potężnych stóp gigantycznej rzeźby.Trzeci zakręt pojawił się szybciej. że pępowinami. którymi się żywił: skazali na samotną. Wychylił się. mierząc wzrokiem wysokość i oceniając stopień trudności zadania. silnego mężczyzny. wysoko. że posąg drży wraz z nim.W dodatku nie miałeś dzieci… . . wznosiły się ramiona i głowa Boga. Dziwne. Nagle uprzytomnił sobie. I tak czuł tę obecność. ale ironia zaraz zniknęła. zmęczony. były Jego dziećmi. Jon objął ramionami ogromną nogę Boga i ruszył w górę. wydał się on Jonowi mniejszy. Podniósł głowę. Po raz wtóry wkroczył zatem w długi. wysoko ponad ziemią. którą czuli i wyrażali jego współplemieńcy. podejmując na nowo wspinaczkę. by się bronić? Skazano Go na śmierć przez zapomnienie. Wyprostował się i dla utrzymania równowagi objął rękami masywną szyję Bezimiennego.

jak drga. Jeszcze pół godziny temu Chłopiec dygotał ze strachu i Jon kojąco uścisnął jego drobną dłoń. Powieki tej drugiej. niemal złączył się z nią w jedność i spojrzał przed siebie. Teraz 40 . Mimo to krajobraz przed oczami Jona migotał coraz bardziej. Tym razem tak się ustawił.po chwili drzewa zaczęły znikać sprzed jego oczu. Jon powrócił do punktu wyjścia i trzymając się krótkiej. jak górską ścieżką. Chciał odwlec moment. aby obejrzeć choć dwie z czterech twarzy Światowida. znowu zajrzał w rozwarte oczy. A teraz tak szeroko otwarte… Jon objął Go mocniej za szyję i wychylił się w tył. że jest on ciepły jak żywe. myślące i czujące ciało. Drzewa przysłaniały resztę Drogi. niezbędne polecenia. głębokie i coś się w nich odbijało. Przywarł do posągu . Najpierw nie widział nic poza tym.spytał. gdy wyda polecenie rozcięcia ciała Chłopca leżącego na stole. nieprzejrzystą mgłą .spytał Jon. Właściwie dlaczego fartuchy chirurgów są zielone? . a maseczka na twarzy stłumiła jego głos. otoczony wokół ciemną Puszczą. że ten kolor symbolizuje nadzieję? spytał i już wiedział. co widzieć się spodziewał: bezkresną Puszczę i jedną z czterech Kamiennych Dróg.Bezimienny miał oczy otwarte.i znów wydało mu się. Były ciemne. Spojrzał jeszcze raz: nic. Ale jakby inna. . Spojrzał znowu: powietrze drgało tak. dlaczego pyta. po czym ruszył wokół czterech potężnych ramion Boga. gdy jest bardzo gorąco i nie wiadomo skąd rodzą się dziwne miraże. skryte za bawełnianymi. więc wszystkich musiało zdziwić pytanie nie mające żadnego związku z pacjentem. aby być zwróconym w tę samą stronę. Światowid milczał.Na co patrzysz? Co widzisz? . że coś zamigotało na horyzoncie. urywającą się przy trzecim zakręcie. co twarz Światowida. powinien być chłodny. ale on nigdy. sterylnymi maseczkami. . Zdziwienie widać było tylko w ich oczach. niektórzy chirurdzy dowcipkowali w czasie poważnych operacji. odleglejszej. mimo lęku. tam gdzie spoglądały oczy Boga. Mógłby przysiąc.…zielone. Została tylko ich zieleń i biel chmur ponad nimi… Zieleń… ZIELEŃ… Biel… BIEL… zielone… ZIELONE… *** . Ale w Puszczy było chłodno.Czy fartuchy chirurgów są zielone dlatego. Młody mężczyzna chwilę się wahał. A przecież kamień.zawołał i znów ruszył po ramionach Boga. bezradnego i nieświadomego sytuacji. Przywarł do kamiennej rzeźby jeszcze mocniej.Nie chcesz mówić? Sam zobaczę! . Mimo to wszyscy w tej białej. Wydawał krótkie. że nim zaczął się Wspinać. tylko Puszcza. zmieniało barwę. powieki Bezimiennego były lekko przymknięte. były wpółprzymknięte. migotało.Owszem. Jednak Jon nie zamierzał żartować. Potem wydało mu się. lśniącej czystością sali operacyjnej podnieśli głowy i spojrzeli zdziwieni. Lśniły jak cenne kamienie. podobnie jak jego własna. Musiał wiedzieć . zasnuwał się rozedrganą. . zdziwił się i wychylił jeszcze bardziej. bardziej zamglona.a teraz już miał pewność: Bezimienny otworzył tylko jedną parę oczu w jednej ze swych czterech twarzy. Odbite światło? Jon. która patrzyła otwartymi oczami. grubej szyi posągu. gdyż pozostałe części twarzy były.

Osobiście asystowała przy tej operacji i tylko ona odważyła się zwrócić mu uwagę.mimo to Jon był dziwnie niespokojny.Lodowe serce… Serce jak sopel lodu… . 41 . że ich rzężące jęczenie niesie ze sobą śmierć. obłożone lodem.pomyślał niedorzecznie o operacjach. na świecie dziesiątki tysięcy.Panie doktorze. też nie miało czasu. Serce pierwsze. więc wreszcie musiał wydać polecenie: “Zaczynamy…” Nagle przypomniał sobie. gotów do operacji. serca pacjenta i zamienienie go na silne i gotowe znieść najgorsze przeciwieństwa losu. a zarazem wątle. nie mamy czasu… . . przed którą coś go wciąż wstrzymywało. To było pytanie amatora lub łowcy sensacji. nie znosił dźwięku pił drwali. bo aż tak złe? Zwierzęta rzadko bywają okrutne bez przyczyny… Królowa Śniegu i Kaj… Wymiana serca jest sprzeczna z naturą . To przecież Królowa Śniegu zamieniła żywe. chirurgicznej piłki niosło jednak nadzieję życia. I właśnie w to serce. które tłukło się nierówno w klatce piersiowej uśpionego Chłopca. nie wytrzymującego mordęgi życia. czy też zaczerpnął wątek w znacznej mierze z mitów i legend? Wówczas mogłoby się okazać. . A Jon stał nad nim. a już zwłaszcza w miejscach cywilizowanych! Dźwięk pił dobiegał z lasu. jakich wykonał co najmniej sto pięćdziesiąt w tym szpitalu: wyjęcie schorowanego. Puszczy…? Skąd wzięła mu się Puszcza? Przecież nie ma ich prawie wcale na Ziemi. Ale jeśli Królowa Śniegu właśnie teraz zamierza… .zdecydowała się przypomnieć siostra przełożona. Delikatne brzęczenie elektrycznej. . najbardziej nieludzkie czyny.Panie doktorze… . czujące serce Kaja w sopel lodu i po tej zamianie Kaj gotów był popełnić wszystkie najgorsze. Zawsze mu się wydawało. prostą linię wytyczoną czarnym flamastrem. czy Andersen ją wymyślił. że gdy był wyrostkiem i jeździł na wakacje na wieś. Jon aż się wzdrygnął na taką myśl. bardzo tego nie lubi. Dlaczego tym razem coś się w nim wzdragało? Czemu patrzył z niepokojem na anonimowe czerwone serce. nie śmierci .spał.Czyje to serce? . W jego kraju przeprowadzano takich operacji tysiące. leżące w sterylnym pojemniku wypełnionym lodem. Na jego szczupłym ciele widać było długą. Śmierć drzew.przemknęły mu po głowie postrzępione zdania i nagle przypomniała mu się baśń Andersena o Królowej Śniegu. Nieludzkie? Może właśnie ludzkie. wpatrywał się teraz Jon. choć nie każdemu dane jest ją spotkać.spytał nie wiadomo kogo.podjęła znów nerwowo i z naciskiem przełożona pielęgniarek. Jon otrząsnął się i jego oczy z nagła poraziła biel sali. Wszyscy czekali tylko pozornie cierpliwie. niebezpiecznie powiększone. leżące spokojnie w sterylnym pojemniku? I co ma do tego baśniowa Królowa Śniegu? Swoją drogą to ciekawe. otulone lodem. Kilka otaczających go postaci w zielonych fartuchach poruszyło się nerwowo. dobiegającego z pobliskiej Puszczy. że Królowa Śniegu wiedzie nieomal realny żywot. że czas mija i że drugie serce.

ledwo postąpisz szybciej kilka kroków. Wypytywanie. Czynili tak tylko młodzi stażyści lub dziennikarze.spytał nagle Chłopiec. Odpowiedziała mu pełna dezaprobaty cisza. asystentów i pielęgniarek sponad białych maseczek patrzyły na niego z wyrzutem. ale było mu wstyd. Będziesz mógł się nawet zakochać… . zbyt wyrośnięty. Dziewczyna wciąż kręciła przecząco głową: “Nie rób tego…” Jest upał. 42 .powiedziała nagląco przełożona. Jutro o tej porze będziesz jak nowo narodzony . pewnie uwiera ją kołnierzyk od bluzki . z oczami tak błyszczącymi. ostrzyżona króciutko na jeża.Czyje to serce? . Płuca operowanego podłączono do respiratora. jak chłopak. Tulił się do niej. . Pomyśl. która oddzielała salę operacyjną od wnęki obserwacyjnej dla studentów. Wkrótce będzie ci wolno biegać. chcąc nadrobić czas stracony przez wcześniejszy brak zdecydowania. już z trudem oddychasz. W czasie przeszczepu serca to nieduże pomieszczenie na ogół było pełne.zażartował. ciemne oczy.a nie profesjonalisty lekarza.panicznie bał się operacji.i nikogo to nie obchodzi .powiedział Jon kojąco. że jest to serce zdrowe.Z tym sercem. . kim był zmarły. czyje serce spoczywa w sterylnym pojemniku. Jon znowu spojrzał na salkę dla studentów. zdrowe serce. Widocznie piękna pogoda wygnała ich za miasto lub na basen.najważniejsze. aby tę noc spędziła z nim matka. Była spocona i zimna. Z reguły żaden z lekarzy nie wie. co zechcesz. zdumieniem lub z przyganą. Nie jest trudniejsza niż skomplikowane usunięcie zęba.Klatka piersiowa pacjenta jest otwarta. już jutro będziesz mieć mocne.czy piętnastolatka można jeszcze nazwać dzieciakiem? . Ale tym razem siedziało w nim najwyżej kilkoro młodych ludzi. Patrzyła mu prosto w oczy i . nie było w dobrym tonie wśród profesjonalistów.Jonowi wydało że jej też nie podoba się serce obłożone lodem. Uwagę Jona przykuła nieduża. obłożone lodem . iż chciałby się rozpłakać. co jeszcze bardziej uwydatniało wystające kości policzkowe i wielkie.pomyślał Jon i energicznie przystąpił do usuwania chorego serca. Jon. że Jon podejrzewał. jakby chcąc powiedzieć: “Nie rób tego…” Co za bzdury chodzą mi po głowie . Oczy lekarzy. robić.Taka operacja to zwykła rutyna w dzisiejszych czasach.wbrew logice .pomyślał. Dziewczyna spojrzała natarczywie w jego twarz osłoniętą maską i leciutko kręciła głową. biorąc w swoją dużą dłoń chirurga szczupłą i nerwową rękę Chłopca. Dzieciak . . panie doktorze . Wczoraj z Chłopcem rozmawiał. chudy. spojrzał na szklaną szybę. W drodze wyjątku dyrekcja szpitala wyraziła zgodę. szczupła Dziewczyna. wciąż odwlekając następne posunięcie. które tak tłucze się w twojej piersi. . do którego należało serce. skakać.

spocony.którego jasną zieleń zgasiły bure plamy krwi . Szkatułka Królowej Śniegu z niespodzianką na Boże Narodzenie… . I nie jest to ważne.mówił teraz Jon głośno na sali operacyjnej i znowu zwróciły się ku niemu zdziwione oczy asystentów. .Jakich? Ważne jest tylko to.To nie jest podstęp Królowej Śniegu dorzucił i przystąpił z wprawą do zabiegu. a ta obejmuje go i mocno przytula. Pojemnik z lodem stał pusty. zbędnego kawałka martwego mięsa odpowiadał ktoś inny. zużytym sercem? . tuląc go jak niemowlę .Z punktu widzenia medycyny… . chłodny.powtórzył lekarz z naciskiem i wyszedł. chrapliwy oddech: .To nie ma znaczenia .bylebyś żył.powtórzył z namysłem Chłopiec.To nie ma znaczenia . sterylnie biały. Za usunięcie tego umęczonego. Kilkadziesiąt minut .…na przykład serce idioty? .. w czasie którego słychać było jego chory. Spojrzał na asystentów. . .Co się właściwie robi ze starym.pomyślał Jon.Czasem lepiej nie wiedzieć.A jeśli ma to znaczenie z jakichś innych przyczyn? . urwał i dokończył po dłuższym milczeniu.powiedziała matka. takiego potrzebuje piętnastolatek .spytał nagle.zaczął nagle Chłopiec. aby twoje nowe serce było zdrowe i silne. .powiedział Jon z uśmiechem.Dla mnie może to być nawet serce mordercy . . którzy także je zdejmowali i natychmiast zrozumiał niestosowność pytania. .A jeśli byłoby to serce… . jakby złapał groźnego wirusa. a matka przytuliła swoją twarz do twarzy syna i pocałowała go. zdejmując wilgotną od oddechu maseczkę. .przytaknęła lekarzowi. atakującego mózg. Jon. choć wszyscy patrzyli na niego tak. Kątem oka dostrzegł. Po co jej szukał…? 43 .spojrzał w stronę szyby dzielącej salę operacyjną od obserwacyjnej: ostrzyżonej na jeża Dziewczyny nie było.i operacja była skończona. Asystent wprawnie zakładał szwy i po chwili wózek z Chłopcem opuszczał salę operacyjną.To nie ma znaczenia .Nie wiem. .odparł. . że Chłopiec kryje twarz na ramieniu matki. wciąż jeszcze w chirurgicznym kitlu . po nich wejdzie tu ekipa salowych i sprzątaczy. Lekarze nie powinni pytać o tak trywialne sprawy. Jon i Chłopiec patrzyli na siebie w milczeniu. w dodatku w chwili zwycięstwa. Z punktu widzenia medycyny nie ma to znaczenia .

Zamiast czytać teraz.Wyjdź na chwilę .odparł bezwiednie zmieszany Jon. wyrostki robaczkowe w stanie zapalnym. że ktoś? coś? go wzywa. widząc Jona i matka. rozmowa z nim nic nie da. . zrakowaciałe jelita . Matka o twarzy gotyckiej Madonny była tu nadal.Nie wolno denerwować rekonwalescenta . całując go w policzek.w sterylnym ubraniu i w maseczce . zdziwiona. Kto ją tu wpuścił? . . . inna niż przed operacją. Przez kolejne dni prowadził tylko zwykłe rutynowe operacje: kilka woreczków żółciowych. święta. czym powinien zajmować się poważny kardiochirurg. zastępując kolegów lub asystując im z własnej woli w niedziele. zamiast zatelefonować do szpitala. zamiast z książką w ulubionym fotelu.Nienawidzę jej .W doskonałej formie .Ja tylko operuję. Zajmowanie się ozdrowieńcami nie należy do mnie .pomyślał ze złością. wypełnionych kamieniami życiowej goryczy lub obżarstwa. . otwierających tak dziwne światy. szeroko otwartymi oczami.. a twoja matka… . Gdy po tygodniu szedł korytarzem na oddziale kardiochirurgii i spytał siostry przełożonej: . Po co? .Czemu pan nie przychodził? . opuściła salę. jakby opuszczenie go nawet na kilka minut było trudnym do zniesienia rozstaniem. wbrew zwykłym zasadom.Masz tu świetną opiekę. Nie znosił telewizji.zażartowała. pojechał zobaczyć Chłopca. tworzących niekiedy tak zaskakujące konfiguracje. lecz bez sprzeciwu. Znalazł się znowu w szpitalu.Wieczorem.od razu wiedziała. wskazując drzwi jednego z pokoi w części oddziału dla ozdrowieńców. 44 .zwrócił się do niej Chłopiec. o kogo chodzi i kiwnęła głową.siedzącą przy synu. a najbardziej w świecie nie znosi braku pracy.słowem nic. Wszedł. Po co jechał…? Nawet jeśli pacjent już się zbudził. stał w milczeniu za skrzydłem przeszklonych drzwi oddziału intensywnej terapii i patrzył na matkę .ów tajemniczy splot malutkich czarnych znaczków. Lubił książki . . Mimo to wszyscy w szpitalu wiedzieli.odparła fachowo i sucho. Operował nawet nadprogramowo. Piękna. że on potrafi zoperować wszystko. .Czekałem . w nocy. ale miał uczucie. patrząc w twarz Jona szarymi.powiedział Chłopiec po jej wyjściu. pełna pogody.Chłopiec tu jeszcze jest?” .rzeki Chłopiec. ale nie miał sumienia zawołać pielęgniarki i żądać. Uśmiechnięta. aby kobieta o twarzy cierpiącej Madonny z gotyckich witraży opuściła teraz Chłopca.spytał siebie w duchu.

Nic nie mogę . że byłoby lepiej. abym przestał! . Ale coś się zmieniło. .powtórzył zmieszany Jon. Powie mi pan jeszcze. Policzył do trzydziestu trzech i skręcił do windy. . co może mi pan powiedzieć.Urojenia… urojenia… urojenia… .spytał. Jednak myślę.Nie wiem. Zaraz mi pan powie.Ja? Mam coś z tym zrobić? .Nie rozumiem . W uszach lekarza ten dźwięk zabrzmiał jak zgrzytnięcie metalu o szybę. ale Chłopiec mu przerwał i ciągnął spokojnym głosem: . Proszę mi dać jakiś zastrzyk. że ona mnie kocha. gdybym umarł na sali operacyjnej. prawda? Bo kochałem. I zmienia się nadal.Co… co ty wygadujesz…! Co mówisz…! . . że to pana sprawa.. Czuję w sobie obcą obecność. . . cofnęła się. ale Chłopiec roześmiał się.zaczął Jon.Ja też nie . że przecież ja ją też kochałem.Mógłbym wezwać dobrego psychoterapeutę… .Ja wiem. Chłopiec zmarszczył brwi. Co dzień i co noc nienawiść jest większa.powtarzał rytmicznie do siebie. że jestem dla niej wszystkim.Chcę ją kochać tak jak przedtem. że była tu cały czas i jest nadal i że… Wiem. . co pan może z TYM zrobić.Nie rozumiem .powtórzył Jon.powiedział gorzko Chłopiec. .Co może pan zrobić? .odparł Jon. 45 .Pan dał mi TO serce. Niech pan coś z tym zrobi. idąc korytarzem i bezwiednie liczył do rytmu kafelki. patrząc na Jona. a nienawidzę jej.Więc to jest pana obowiązek. Ta nienawiść wciąż rośnie.zaczął Jon.Niech pan się wypcha ze swoim psychoterapeutą! Pan nie rozumie. płyn… nie wiem co! Ale musi pan coś zrobić. .podjął niecierpliwie Chłopiec. . pogodna twarz. . krzywiąc się boleśnie.Ale co? . . pigułkę. Matka Chłopca uchyliła drzwi i w szparze pokazała się łagodna. aż pewnego dnia wypełni mnie całego i… Chłopiec urwał. prawda? . Odwrócił się i wyszedł.odparł powoli Jon. niż żeby… No. aby nazajutrz rano skierowała do Chłopca psychoterapeutę. . rośnie i rośnie. na Boga?! Znowu uchyliły się drzwi i wsunęła się zaniepokojona twarz matki. Wcześniej zlecił siostrze przełożonej. Z każdym dniem. co mówię? Nie pojmuje pan.

Jon nie odwiedził więcej Chłopca.Co powiedział? . żeby jak najszybciej wypisać go do domu. że to jest syndrom przedoperacyjnego strachu. ciągnęła: Powiedział. że Jon widział.To była dobra operacja. gdy tylko minie niezbędny termin. . aby zaczerpnąć powietrza.spytał Jon oschle. pooperacyjnej ulgi i szpitalnego zmęczenia.szepnął do siebie. .mruknął Jon pod nosem.Poważny lekarz nie zadaje takich pytań. elegancka. Lub dni. aby on mógł znowu swobodnie chodzić korytarzami kardiochirurgii. 46 . .Dostał trzy tygodnie wolnego.powiedziała nazajutrz siostra przełożona.i nie czekając na odpowiedź Jona. Chłopiec jest w świetnej formie fizycznej. gotycką twarz matki i na uważne. Modelowa. Odwrócił się i ujrzał ostrzyżoną na jeża Dziewczynę. A ten Chłopiec żyłby bez niej najwyżej kilka miesięcy.spytał Jon.Jedź w cholerę ze swymi urojonymi problemami . właśnie otwierała drzwiczki. ciemną figurkę na wózku pchanym przez pielęgniarza w stronę eleganckiego auta. . Gdyby trafił zębami pół centymetra dalej. To już wkrótce. czyje serce mu wszczepiłem .i odłożył słuchawkę.pomyślał. kpiące spojrzenie szarych oczu wyrostka. że wielu normalnych ludzi zachowuje się w szpitalu nienormalnie. Stała tuż za nim. Niecierpliwie czekał. . . biedak byłby kaleką do końca życia.pokręciła głową przełożona. Wykręcił odpowiedni numer.Usiadł w swoim gabinecie i sięgnął po telefon. . usłyszał sygnał . w białym kitlu stażystki i patrzyła tam gdzie on. jak Chłopiec z matką opuszczają szpital.powiedział bezwiednie. I dodał.Chłopiec czy psychoterapeuta? . Nagle poczuł koło siebie czyjś leciutki. chłodne. Zrobimy to.A rana zagoi się za kilka dni. nieomal przegryzł mu ścięgno. . Powiedział. . ale przychodzi do trudniejszych przypadków.Och. to dobry człowiek .Ugryzł psychoterapeutę w rękę. do kości. .Będzie nas skarżył o odszkodowanie? . Czysty przypadek sprawił. Na szczęście psychoterapeutą nie pracuje rękami . Kobieta o łagodnej twarzy Madonny. pani ją widziała . . lecz wyraźny oddech. aż ten opuści szpital. Podszedł właśnie do okna na korytarzu. nie natykając się na łagodną.Zwariowałem . . w drogim futrze. gdy z wysokości czwartego piętra ujrzał malutką. Muszę wiedzieć.Bardzo dobra operacja.

Przecież to nie ma znaczenia . jest prawie nie umeblowane i sprawia wrażenie raczej przystanku niż domu. czy przytakując. . Czasem.skonstatował z jakąś mściwą satysfakcją.. lecz nie uraziła: uznał. sterylnej jasności ścian i fartuchów. Chirurg z oddziału. który raz bez zaproszenia odwiedził go w domu . połyskliwych. nieprzytulnych jarzeniówek. . Neurasteniczni pacjenci to norma. nie wiadomo czy przedrzeźniając go. Opinia ta do niego dotarła. choć z mniejszym niż dotąd przekonaniem. szukał bezwiednie ostrzyżonej na jeża ciemnej głowy i szczupłej. ktoś brutalnie i krzywo przyciął je prawie przy samej skórze. kosztowne i w modnej dzielnicy.odparła Dziewczyna. dokąd prowadzi ów przystanek .gdyż zepsuł się telefon i ktoś musiał powiadomić Jona o zmianie terminu operacji . że wie. ale już nigdy nie dostrzegł jej w rozgadanych grupkach studentów. Studentki medycyny w wielkich miastach na ogół bardziej o siebie dbają.i wtedy przed oczami.Przecież to nie ma znaczenia . prawie chuda sylwetka w białym kitlu. zimnych. że niektórzy koledzy podejrzewają go wręcz. stwierdził sarkastycznie.zdążył opowiedzieć wszystkim. Właściwie wiedział. że jest trafna.powiedział jak co dzień rano salowy. jak Chłopiec wsiada do auta i odjeżdża z matką ze szpitalnego parkingu. w miastach zastąpił je beton . Ona pewnie jest ze wsi . lecz neurasteniczni lekarze…? Cały następny tydzień operował. iż szpital jest jego całym życiem: zawodowym i prywatnym. Chwilami wydawało mu się nawet.prawie natychmiast wracał do białego świata lśniącej czystością operacyjnej sali. Zielone… zielone… Las? Nie.przemykały mu po głowie skojarzenia. że tych króciutkich włosów nie strzygł modny fryzjer. Jon pomyślał przelotnie. Nie chciał. przygotowywał kawę z ekspresu i kładł obok parującej filiżanki złożony wpół poranny 47 . na ułamki sekund. a właściwie chudej sylwetki Dziewczyny. Trwało to jednak tylko ułamki sekund . nie zważając na modną linię.mruknął gniewnie. idąc korytarzem. czyje to było serce . żeby niczym nie uzasadniony niepokój przerodził się w obsesję. dlaczego fartuchy chirurgów były zielone: żeby nie zwariować od tej bieli. . choć wydało mu się. że jego mieszkanie. Poprzysiągł sobie. migotało mu coś mrocznozielonego lub szarego jak kamień. który sprzątał jego gabinet. większość czasu spędzał w szpitalu. Zdawał się nie zwracać uwagi.Pana gazeta . jej szczupła.powtórzyła za nim Dziewczyna. zniknęła za zakrętem korytarza. narzuconym niedbale na spłowiałe dżinsy. Ile razy powtarzał to zdanie? Ile razy jeszcze je powtórzy? Teraz oboje patrzyli. choć duże. że zapomni o Chłopcu.Ciągle pan nie wie. Nim zdążył zareagować. to Puszcza… Puszcza? Puszcz nie ma… A kamień? Kamieni też prawie nie ma. że właśnie tym razem słyszy w jej głosie wyraźne pytanie.

Chwileczkę… . pośredni kontakt ze światem. ale zaprzeczyła sobie w następnym zdaniu. Tym razem jednak oparzył sobie wargi wrzątkiem.prawdopodobnie on sam . Zeznała ona. stwierdzając. I jeszcze zabije . ale wyrok wykonano dopiero 48 . W pokoju piętnastolatka znaleziono wyrwaną z zeszytu kartkę.powtórzył po chwili pogodny damski głos.pomyślał Jon ze zdumiewającą pewnością. podano zwięzłą informację: . złożony większą czcionką: Piętnastolatek z przeszczepionym sercem zabija matkę. drobnym drukiem. w którym trudno rozpoznać jakąkolwiek znaną figurę. Pod zdjęciem. panie doktorze… Ten człowiek dostał wyrok śmierci dziesięć lat temu za brutalną serię zabójstw. czyje to było serce” . jak i z kolegami ze szkoły. . ale go nie stwierdziła. .jak zeznała służąca . któremu dwa miesiące temu przeszczepiono serce w miejskim szpitalu. po opuszczeniu szpitala stał się samotnikiem unikającym kontaktów zarówno z nią. jak i lekarz sądowy twierdzą zgodnie. odręczny rysunek: przedstawia on niezrozumiały. drobne znaczki na płachcie papieru. w wyjątkowo okrutny sposób zabił swoją matkę .dziennik. a biernym i przerażonym świadkiem zbrodni była cudzoziemska służąca. zawsze celebrował tę chwilę: smak aromatycznej kawy na języku. na której ktoś . Jon miał pewność.wykonał dziwny.Potrzebujemy tej informacji do statystyki.usłyszał w odpowiedzi. Prawie od razu usłyszał grzeczny głos sekretarki. Służąca nie umiała wyjaśnić. mówiąc o mordzie.i uciekł z miejsca mordu.Piętnastolatek. jaką drogę Chłopiec miał na myśli. Oderwał oczy od zdjęcia i dopiero teraz przeczytał tytuł. . Dziwny przypadek. ale tym razem nie odłożył słuchawki telefonu. Policja poszukiwała ewentualnego związku nieletniego zabójcy z satanistami.Mam… . że przed operacją matkę i syna łączyła wzajemna miłość. zanim zaczął operować. ale po powrocie ze szpitala w ich stosunkach zaszła niezrozumiała zmiana. Nieścisłości w zeznaniach kobiety zostały złożone na karb jej nieznajomości języka. a potem zakrztusił się. “ To nie był on” . czarne.. W czasie coraz częstszych i agresywniejszych kłótni z matką wykrzykiwał . “Ciągle pan nie wie. Wykręcał go po raz trzeci. strach. Zabił. niepewność. Redakcja nie posiada jeszcze informacji. złożony z siedmiu nieforemnych elementów podłużny kształt. że “to on zabił matkę”. po czym dobiegło go ciche stukanie komputerowej klawiatury. Przedstawił się i po przekazaniu swojej prośby odruchowo skłamał: . Jon. choć zarówno policjanci. że jest to zdjęcie sprzed operacji: na twarzy wyrostka widział porażające cierpienie.że musi ruszać w drogę i ona mu w tym nie przeszkodzi. Sprawca uciekł z miejsca zbrodni i jest poszukiwany przez policję. Czarne znaczki z płachty gazety wyskoczyły ku niemu jak ostre pazury nieznanego stwora… …z dwuszpaltowej fotografii w lewym dolnym rogu strony pisma patrzyły na niego niespokojne oczy Chłopca. uczucie przyjemności ciała.zabrzmiały mu nagle w uszach słowa Dziewczyny i niemal odruchowo wykręcił zastrzeżony numer.To było serce wielokrotnego mordercy.zeznała służąca. Chłopiec. do kogo należało serce przeszczepione młodocianemu zabójcy. że to nie ma żadnego znaczenia”. uwielbiający przed operacją swoją matkę. Kobieta otrzymała kilkadziesiąt ciosów nożem.

teraz. Miał sprytnego adwokata, który wciąż wnosił apelacje. Ciekawe, o czym myślał zabójca, oczekując przez dziesięć lat na śmierć? Znienawidził do reszty ludzkość, nie sądzi pan? Kto właściwie dostał jego serce? Ojej, to głupie pytanie, przepraszam, przecież to nie ma znaczenia… - Tak, to nie ma znaczenia - powtórzył wolno Jon, odkładając słuchawkę. Królowa Śniegu przywiozła Kajowi nowe serce, a ja pomogłem wyjąć to, które, choć trwało w agonii, kochało i czuło i zamieniłem je na sopel lodu. Kaj ścigany jest listem gończym, nie przez kochającą siostrę, która mogłaby mu pomóc. Nikt mu już nie pomoże. Nigdy, przez całą, krótką przecież historię stosowania przeszczepów w chirurgii, nie miało znaczenia, kto jest dawcą serca - myślał Jon z bolesną ironią. - Na Boga, kto sprawił, że nagle ma to znaczenie? Kto ma taką moc…? I wtedy uprzytomnił sobie, że niepotrzebnie pyta. Przecież wie. A żeby się upewnić, musi tylko ruszyć ze swego tymczasowego przystanku we właściwą stronę. Westchnął - i ujrzał przed oczami zieloność. ZIELONĄ, rozmigotaną, mroczną Puszczę. I szary kamień. Ale tym razem wizja trwała nie ułamki sekund, lecz długie minuty i nie była psychodelicznym, niepojętym snem. Była jawą. *** …zielone… zielone… ZIELONOŚĆ… Jon stał na ramionach Boga i jeszcze wciąż patrzył tam, gdzie On spoglądał wpółotwartymi oczyma. Ciężkie, grube powieki zaczęły powoli opadać. Wraz z przymykaniem oczu przez Bezimiennego owo nieokreślone, srebrzystobiałe rozmigotanie, rozedrganie powietrza z wolna uspokajało się, a Puszcza wokół znowu stała się wyraziście ciemnozielona. Jon ujrzał w dole, poniżej stóp posągu, znaną sobie Kamienną Drogę. I trzy pozostałe, wiodące w różne nieznane strony świata. Chyba że z jednej właśnie powrócił: ze świata sztucznej bieli i jaskrawej, nienaturalnej zieleni. Niczego więcej nie pamiętał. Zaczął ostrożnie zsuwać się z monumentu. Przez chwilę kręciło mu się w głowie. Wydało się, że Puszczę nadal przesłania srebrzysta biel, która napełniła go lękiem - lecz przysiadł na wielkiej, siedmiopalczastej dłoni Bezimiennego, odetchnął głęboko i złudzenie zniknęło. Po chwili kontynuował zsuwanie z olbrzymiego, wręcz monstrualnego posągu. Stanął na ziemi i wzniósł głowę, aby jeszcze raz spojrzeć w twarz Światowida (starannie wystrzegał się nazywania Go w ten sposób, nawet w myślach, jakby wypowiadanie Jego imienia przydawało Mu mocy). Tym razem twarz ta była nieruchoma, lecz i ślepa. Jon ponownie obszedł posąg wokół: wszystkie cztery twarze Boga wyrażały

49

jedynie nieczułą obojętność i miały zamknięte oczy, jakby Bezimienny zmęczył się spoglądaniem we wszystkie cztery strony świata. Jon odwrócił się i ruszył Kamienną Drogą w stronę Wioski. - GRDBGHGBHWZ - usłyszał za sobą słowa starego Boga, ale nie obejrzał się. Gdy przekraczał Rzekę, woda była o wiele zimniejsza niż wcześniej - a ludzie z Plemienia, którzy byli akurat nad brzegiem, znieruchomieli na chwilę, aby zaraz udać, że Jona nie widzą. Dopiero gdy postawił stopy na właściwym brzegu, sąsiedzi, znajomi i krewni zaczęli pozdrawiać go tak, jakby rozstali się dopiero wczoraj. - Jesteś - westchnęła z ulgą Gaja i położyła mu głowę na ramieniu. Zdziwiony, dostrzegł, że jej włosy były długie, miedziane jak pieniążki, które pokazywał im kiedyś Ezra - a przed oczami mignęła mu czyjaś ciemna, króciutko i krzywo ostrzyżona główka. Zamknął szybko oczy i zaraz otwarł je na nowo, aby zgubić tę obcą, niepokojącą wizję. - Bałam się - szepnęła tymczasem Gaja, dmuchając ciepłym oddechem w jego szyję. Obejmując ją, poczuł leciutką wypukłość tam, gdzie wcześniej była płaska, napięta gładką skórą przestrzeń, rozciągnięta między twardymi wzgórkami biodrowych kości. - Jak długo mnie nie było? - spytał, gładząc delikatnie wypukły brzuch żony. Wydało mu się, że pod skórą coś drgnęło, zafalowało, jakby malutka istotka żyjąca w środku obróciła się z boku na bok, tak jak to czyni śpiący człowiek. Mój syn, pomyślał Jon, mój syn, z mojego nasienia, a Bezimienny nie ma nic do tego. - Nie było cię prawie trzy miesiące - powiedziała Gaja z hamowanym drżeniem w głosie. Zrozumiał, jak wiele ją kosztował ten pozorny spokój. - Tak długo? Myślałem, że to był dzień, a może dwa - zdziwił się. - Ile straciłem… - szepnął, myśląc o dniach i nocach, które mógł spędzić ze swoją złocistomiodową żoną. Ile jeszcze stracę? - spytał samego siebie. Pierwszy tydzień od chwili powrotu z Kamiennej Drogi spędzili tylko we dwoje: były to jasne dni i świetliste noce. Przez następne dni polował z Plemieniem, z wdzięcznością przyjmując brak pytań ze strony towarzyszy o swoją długą nieobecność. W wolnym czasie starał się być jak najbliżej żony, jakby chciał nadrobić zagubione wspólne poranki, gdy budzili się oboje i śledzili przez wąskie okna promienie słońca wędrujące w głąb ich domu; gdy razem kąpali się w pobliskim źródle, zmywając pot i senność; gdy zasiadali do posiłków; gdy nocą wtulali się w wełniane koce, w futra i w siebie nawzajem. Dniem Jon starannie omijał okolice świątyni, aby nie natknąć się na Ezrę i uniknąć jego pytań, które nieuchronnie by padły. Isaka spotykał czasem blisko Rzeki i

50

zawsze mu się zdawało, że - podobnie jak szaman - stary kapłan chodzi tam, aby w milczeniu spoglądać na drugi brzeg. Tylko Jon mógłby mu opowiedzieć, co tam jest, lecz kapłan nigdy o to nie spytał. Szaman także nie zadawał Jonowi pytań, jakby był pewien, że on i tak przyjdzie do niego; będzie musiał przyjść. Albowiem choć Jon widział, tylko szaman wiedział. Jedynie szamanom przysługiwała wielusetletnia, przekazywana z pokolenia na pokolenie, wiedza o Starych Bogach. Członkowie Plemienia mieli o niej zapomnieć. I zapomnieli. Choć nie wszyscy. Obojętność Plemienia wobec tajemniczej nieobecności Jona nie wynikała z braku ciekawości. Wiedzieli, iż nie należy pytać. Skoro tę wiedzę wciąż posiadali, musieli pamiętać opowieści ojców, dziadów i pradziadów o Kamiennej Drodze. A może nie…? Może nigdy nikt im o niej nie opowiadał? Może Tabu było silniejsze, niż Jon sądził i dotyczyło nie tylko drugiego brzegu Rzeki, lecz także słów i myśli? Może było im wstyd, że tak łatwo wyparli się swych dawnych bóstw, bożąt i Bogów - tym gorliwiej więc oddawali cześć Istocie, o której nauczali ludzie w długich sukniach? Czas życia Wioski mijał z właściwym sobie rytmem - i zarazem naglił Jona. Jeszcze nie nacieszył się bliskością Gai, a już czuł, że musi się śpieszyć. Pewnego dnia, gdy wstał o świcie i wykąpał się w leśnym źródle, nie zabrał się do codziennych zajęć, lecz niecierpliwym krokiem ruszył do namiotu szamana. Namiot był jednak pusty. Jon ruszył zatem z biegiem Rzeki i, zgodnie z przewidywaniem, ujrzał wśród drzew dwóch starców pogrążonych w rozmowie: szamana z Isakiem. Na jego widok Isak leciutko się speszył, więc Jon pośpieszył z wyjaśnieniem: - Od dawna wiem, że rozmawiacie. Nikomu o tym nie mówię. - Tabu - mruknął szaman. - Ludzie w długich sukniach nie powinni mnie nawet dostrzegać. Jeśli zwrócą na mnie uwagę, musieliby mnie wykląć lub wygnać - zakończył, nie dbając o logikę. Isak dreptał u jego boku. Drobny i chudy stary kapłan spłoszył się słowami szamana, potem zmartwił, co wyraźnie widać było na jego twarzy i wzruszyło Jona (ten starzec nie umiał kłamać, a to musiało wzruszać). Jon doskonale rozumiał, że Plemię nie powinno oglądać kapłana z szamanem podczas przyjaznej rozmowy. Kapłani przecież przekonali ludzi z Wioski, że należy się wyprzeć starych czasów, starych obyczajów i wierzeń, przyjąć Cywilizację i podporządkować się jej zasadom. Czarownicy należeli do czasu przeszłego. Przyjaźń kapłana z czarownikiem wzbudziłaby w Plemieniu podejrzenia wobec słuszności nauk, które ludzie w długich sukniach wpajali od stu pięćdziesięciu lat mieszkańcom Puszczy, twierdząc, że tylko oni mają do tego prawo. “Nawracając, nie wolno czuć żalu i współczucia wobec nawracanych. Najbardziej szkodliwe są wszelkie wątpliwości” - powiedział mu kiedyś Isak z dziwnie smutnym wyrazem twarzy, ale wtedy Jon nie rozumiał, o czym starzec mówi.

51

zaczął Isak i urwał.tak jak wcześniej szamani musieli być wierni swym zasadom. Ezra był bardziej skuteczny. co ono oznacza. Biel… białe… BIEL… Tak. . nie ma bezpieczeństwa. jakby nie wiedząc. a obaj starcy cierpliwie czekali. więc zmienił temat. Na tę biel zapatrzył się Bezimienny i w tę biel.zdziwił się Isak. kapłan czuł się rozdarty pomiędzy intuicją a zasadami. co powiedzieć.Serdecznik niepospolity . jak Isaka. No cóż. to był problem związany z tamtą niepokojącą bielą. . nawet koło twojej chaty.ale co można zapamiętać z bieli? Najbardziej niepokojący kolor świata .Ezra… . Ten rośnie tylko TAM. Tym razem odpowiedział mu Isak w natchnieniu: 52 .I…? I co? . które mu wpojono. ale Jon nie pojął. Instynktownie wyczuł. gdy czyjeś serce straci ciepło i wypełni je lód? Nienawidzi. Jednak nawracanie miało swoje rytuały i stary kapłan musiał się im podporządkować.Nie jestem heretykiem… . Teraz jednak nie zastanawiał się dłużej nad przyjaźnią kapłana z szamanem. ale przeszedł do swoich kłopotów: . że Isak jest wysłannikiem Boga Dobroci. co Isak miał na myśli.Co można zrobić. gdyż nie rozdzierały go wątpliwości. Pospolity ma bladoróżowy kwiat. którego sam nie pojmował. Byłby niezadowolony. skąd się wziął. Na końcu Kamiennej Drogi. Nie czuje miłości .Wiem. szaman wypełniał swoje zadanie. pomyślał mimochodem Jon.dorzucił szaman. . a Ezra strażnikiem cnót i zasad. obojętne. Pospolity rośnie wszędzie wokół. Nie znał tego słowa: “heretyk” i nie wiedział. które ustanowili ludzie. Tam gdzie rodzą się wątpliwości. by nie mówić źle o swym bracie. .spytał niecierpliwie Jon. nawet gdyby sprawiały im ból..…i poszukać ziela serdecznika .stwierdził.Potrzebuję rady . twój musi mieć kolor krwi. w ślad za wzrokiem starego Boga. że to coś złego.Ten zwykły ma liście o siedmiu zębach. Kapłan spojrzał na niego bezradnie i wyszeptał: . co czuł .Leonorus cardiaca? Serdecznik pospolity? .usprawiedliwił się stary kapłan. więc Jon pośpieszył mu z pomocą: . . Jon powoli pojmował.Trzeba się modlić… . Isak zaś zasępiony i smutny. Chce zabijać.odparł szaman.powiedział. Szaman z twarzą nieruchomą jak głazy na Kamiennej Drodze. .Jon w nieporadnych słowach próbował określić dręczący go problem. w dodatku nawet nie wiedział. a Jon musi znaleźć liść z dziewięcioma zębami. poszedł on .

A ludzi 53 . o której wszyscy wiedzieli.I w tej Drodze podasz ziele osobie.upewnił się Jon i odruchowo dotknął piersi. ledwie wyczuwalny. . uciekały w strachu przed nimi.przytaknął szaman. . . wbijali sobie nóż w serce lub orali pierś paznokciami.Królowa Śniegu przybywa do nas w swym lodowym rydwanie zawsze wtedy. gdy poczuje je na języku . zmów modlitwę. płaski. Ale jeśli serce. że przypomina sopel lodu.Co potem? . serdecznik jedynie trochę je rozgrzeje. Czy serce tej istoty przemieniła w lód Królowa Śniegu? . . o którym mówię. zemniesz w dłoni. Przypadkiem sam go nie kosztuj. tkwił tam cały czas. o którym mówisz. zaopatrywały się w TEN serdecznik i podawały go skrycie swym ukochanym. .zdumiał się Jon. A wcześniej każdy człowiek z imieniem swego Boga na ustach rzuci się do walki z człowiekiem wyznającym innego Boga. który dałem ci dawno temu w świątyni. włożysz do skórzanego woreczka. . a zarazem tajemniczo i obco. gdyż Królowa Śniegu wydawała się być Istotą.Jon rozumie swoją misję.westchnął Isak.wyjaśnił szaman. . po której stąpał Jego Syn. gdy ludzi i Bogów znowu na Ziemi zabraknie. aby kochali je mocniej lub w ogóle zechcieli pokochać. .Zerwiesz go.ba. jest tak chore i nieczułe. była Królowa Śniegu. Nie było Światowida.Ale pamiętaj. Nie kochający nagle tracili zmysły z miłości i dziewczęta. z pomocą wiedźm. łagodny starzec? . gdy kończy się jesień . Wystarczy. I będzie także wtedy. A gdy się rozgrzeje.Potem będziesz znowu Jonem w Drodze .spytał niecierpliwie. .Zmów modlitwę . pamiętasz? . zacznie czuć. Nie do Bezimiennego. nie było Boga Dobroci lub nikt o Nim nie słyszał .Królowa Śniegu? . aby wyjąć serce i dać je ukochanej. więc myśl o tym. serdecznik. nie było ludzi. Woreczek. Jonie.Woreczek z ziarnkiem piasku? . do kogo się modlisz. Nie do Bezimiennego.…z ziarnkiem piasku z Pustyni. gdyż słowa te zabrzmiały mu dziwnie znajomo. Misję? Jaką misję? O czym mówi ten dobry.. pamiętasz? Chowając Leonorus cardiaca. rośnie tylko TAM. bo Go wzmocnisz… . Kochający wpadali w szał.Jon wie . Umierali w mękach. której serce zmieniło się w sopel lodu. Dawno. Nie potrzebujesz. a gdy wyda cierpki zapach i przemieni się w garść ziela.powiedział z ufnością stary kapłan. które te uczucia przywoływały. Z tym serdecznikiem nie wolno igrać.dziwiąc się.Królowa Śniegu? . malutki. dawno temu niektóre głupie dziewczyny. Jon zdziwił się.To ziele ma wielką moc.zaciekawił się Isak. wyjaśniał szaman.

tym większy skutek. nawet jeśli spotkał go w tamtej strasznej bieli. Zima to zima. iż rzeczywiście. Rozmawiając z szamanem o starych bóstwach i Bogach. Tak długo będą ze sobą walczyć. gdy zjadł Diabelskiego Grzyba lub napił się wywaru z szaleju. . Takie myśli pojawiały się czasem w wizjach starego czarownika. to znaczy.Zapłacimy wszyscy. . Ona nie potrzebuje serdecznika.Gdy znajdziesz Leonorus cordiaca. jak twierdził Ezra.i Bogów będzie bardzo wielu. Ale nawet wtedy pozostanie Królowa Śniegu. aż zniknie po człowieku wszelki ślad. której nie umiał określić.zwrócił się do szamana. gdy ma taki kaprys. Uczynił wyjątek dla Jona.Kto za to zapłaci i w jaki sposób? .Ty go wybrałeś? . . nie liczy się. Wiedział o tym . Ty i ja chcemy tego samego. Może znalazłbyś dla niej jakieś ziele.i cierpiał. kogo nie znał. dla kogoś. Ale w rozmowie z szamanem stale naruszał granice. Gdzie jest dziś. To było najważniejsze. Chyba że to właśnie Ezra nie miał racji.Nie.zamyślił się starzec.Ona musi cierpieć. które TAM rośnie. że oddaje ona czasem drobne usługi Bogom. nie wiem… . Jon niewiele pojmował z rozmowy obu starców. Niektórzy szamani twierdzili. aby mniej się dręczyła.wyszeptał kapłan.zamyślił się czarownik. Wtedy jednak spełnił swą powinność. tak jak ty. by kochać. Ale ten pokręcił głową: . Im wyższa cena. że znalazł lekarstwo na chorobę. lecz szaman znów pokręcił głową.Myślisz o zimie . które wytyczała jego religia.uspokoił się kapłan.wyszeptał Isak. nie stał się niczyim sługą… . popełnia grzech. wówczas gdy podjął z nim rozmowę o Światowidzie. na którą wstąpił. Jon zaś jest wybranym narzędziem. znowu wyruszysz? spytał teraz. Czuł jedynie ulgę. co przychodzi bez cierpienia. by zmienić temat na równie niebezpieczny i zaraz dodał: . gdy jej mąż rusza w Drogę… . instynkt Isaka zaś podpowiadał mu właściwe odpowiedzi? Skoro On powiedział na Górze: “Nie będziesz mieć innych Bogów przede mną”. . a kapłan przestał wypytywać. . . pomagać mu z oddali. a Królowa Śniegu to Lodowa Pani i na szczęście nie każdy ją spotyka. Królowa Śniegu zabija. pora roku jak każda inna.Biedna Gaja. że inni istnieją . Śnieg tylko sypie. Mogę jedynie. To. każdy inną cenę. W dodatku użycie leku wydawało się tak proste: wystarczy posmakować skruszone ziele na języku… 54 . by w Drodze. Isak czuł się niepewnie i chwilami wydawało mu się.Nie miałem na to wpływu. tak jakby istnieli naprawdę.

aby patrzeć w ślad za nim. . że mąż wkrótce znów zniknie. Ciekawe. Brat tego samego. natrętne wołanie Ezry: “Jonie! Gdzie podziewałeś się tak długo? Dlaczego przez trzy miesiące nie było cię u boku młodej. jak długo to będzie możliwe. czekają cię niewyobrażalne piekielne męki…!” Jon. krusząc w dłoni. aby ratować starca. że jesteś Jonem w Drodze. Poznał to po nienaturalnie spokojnym ułożeniu jej ramion i pleców.Wiedziałam. Ezra spojrzał podejrzliwie i już zamierzał pytać dalej.Wracając do Wioski. czy młodszy kapłan by mu uwierzył… Gaja bez pytań pojęła.pomyślał i podporządkował się jej niemej prośbie. .przyrzekł Jon.Jeżeli coś cię nie powstrzyma. które udawały. który Jon złożył w ofierze Bezimiennemu za pierwszym razem.Zawsze będę do ciebie wracał . Została w domu. że drżą w rytm oddechu. Żywa czerwień kwiatu od razu rzuciła mu się w oczy. by zdobyć drewno. ciężarnej żony? Jonie! Jeśli grzeszysz.I wiem. Zgubiłem drogę i z trudem ją odnalazłem”. minął Ezrę i odniósł nieodparte wrażenie. wciąż czuł na plecach jego wzrok. jak wznoszą największą w kraju świątynię. Goniło go nie wypowiedziane. . ale wręcz wie. więc zerwał go. lecz tym razem Gaja nie stała nad Rzeką. choć Ezra o nic nie zdążył go spytać.skłamał Jon gładko i bez wyrzutów sumienia. Gdy wkładał ziele do woreczka na szyi. Wycinają ogromny kawał Puszczy. Czy tamten niepospolity serdecznik ogrzał lodowe serce posągu? Jon wątpił. Poczuł gorzko-cierpki zapach. a gdy go opuszczał udawała. że śpi. że będziesz wracać. bezwiednie wyszeptał przygotowane z góry kłamstwo: “Byłem w pobliskim mieście przyjrzeć się. że będzie długo szukać dziewięciozębnego serdecznika z purpurowym kwiatem.odparła z łagodnym smutkiem. że młody kapłan nie tylko szuka swego brata. Wyruszył o świcie.Wstrzymuje oddech . Ale rósł dosłownie na skraju pylistego placu.Spotkałem przed chwilą kapłana Isaka koło krzyża za Wioską . na którym stał posąg. lecz Jon przyśpieszył i skrył się wśród pierwszych domów Wioski.upewnił się Jon. przez chwilę zdawało mu 55 .powiedział żarliwie. . do którego lgnęło jego serce.i chce się jedynie upewnić. iż ten grzeszy. . gdzie może go znaleźć . ale ona pokręciła głową: . Za to szaman stał koło namiotu nieruchomy jak drzewo i Jon.Nie będziesz mnie wstrzymywać? . by uniknąć pożegnań. jak nakazał Isak. znikając w Puszczy na drugim brzegu. . . Myślał. Ale świątyni nie widziałem. nim zostałam twoją żoną . Pożegnania oznaczały rozstanie.Nic mnie nie wstrzyma .

Odwrócił głowę: Bezimienny patrzył na niego jedną z czterech par oczu. Z tej wysokości wszystkie Drogi były do siebie podobne i Jon nie wiedział. ludzie zwykli i ludzie w długich sukniach .Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” przypomniał sobie słowa. Żadnych .wystające. lśniącą żywicznie pod wpółprzymkniętymi powiekami. Chciał sprawdzić. wzdłuż której patrzył poprzednim razem. Jon niepotrzebnie pytał. aby przywołać tamten obcy świat. niedźwiedzie i zające. które Ezra wyczytał kiedyś Plemieniu w świątyni z jednej z grubych ksiąg. A potem po zgiętym łokciu Jon wspiął się wprost na ramiona Boga. Ostrożnie obszedł je wokół. Ale dlaczego? Zabici w kwiecie wieku w okrutny. ostentacyjne niemal znamiona męskości Bezimiennego. wielka dłoń. wspinając się mozolnie na ramiona Boga. to wrócę do Wioski .sarny i lisy. czy udajesz Dziewicę czy mężczyznę? . Grube. wielkie powieki powoli.nienaturalnie duży pępek. powolutku uchylały się.Biel… białe… biel… . wznosząc w górę.Bure… szare… bure… Bure jak zmęczona ziemia… jak wykarczowany skrawek Puszczy… BURE… *** . Drugi .i ujrzał. czy całkiem inna. Prawie zaciśnięte. ale ona nawet nie odwróciła w jego stronę ostrzyżonej na jeża głowy. Odwrócił się i jeszcze raz spojrzał uważnie na pył wypełniający plac. Nie wiedział nawet. . że pod jedną z czterech par powiek coś lśni: bezdenna.zieleń ustąpiła burości. Te wszystkie niegdyś żywe i czujące istoty . czy to jest ta sama. Jon przywarł do szyi Światowida i ostrożnie poszedł wzrokiem w ślad za Jego spojrzeniem. nieludzki sposób. na ofiarę dla starego Boga? Dlaczego On chciał ofiar z życia? Czy cześć oddawana ze strachu wystarczała mu? . Czwarty . która z nich wiedzie do Wioski. obojętne.pomyślał instynktownie.siedmiopalczasta. brzydki przyodziewek.Dlaczego zawsze nosisz bury. . . Znał tę drogę na pamięć: pierwszy przystanek .powiedział Jon głośno.spytał Dziewczyny. Znów obszedł ramiona Boga . jak niebezpieczny skalny występ. Smutne szczątki niezliczonych krwawych ofiar… . że czuje na sobie wzrok posągu. która z czterech par oczu Bezimiennego jest teraz otwarta.potężne.obróciły się w proch.się.Nie dostaniesz ode mnie żadnych ofiar. nisko w dole. jesienną ziemię i po prostu był dobrze dobrany. żywiczna czarna głębia. Ale wszystkie były szczelnie zamknięte. a wysokie drzewa wokół odbiły jego słowa głuchym echem.Nie chcesz mnie. wiła się jedna z Kamiennych Dróg. ciemnozielona Puszcza znów zaczęła migotać mu przed oczami i tracić ostrość konturów . Gdy wpatrywał się w ślad za spojrzeniem Bezimiennego. Ona jest taka chuda w 56 . wsparta na wystającym biodrze.. Widział tylko jej ostry profil i wysoko rzeźbione kości policzkowe. nie bieli. zmęczoną. Trzeci . grube kolana posągu.powtarzał. Przed nim. gdyż bury płaszcz idealnie wtapiał się w równie burą.

świętymi Małgorzatą i Katarzyną. że jest ktoś inny. że spala ją od środka poczucie misji.spytał nie zrażony jej milczeniem. jej wielkie oczy przypominają oczy wariatki… . Troje świętych naraz… Ciekawe. Ponieważ Dziewczyna nie była arystokratką. Matka Dziewczyny była niczym nie wyróżniającą się chłopką. Bez szans na odmianę losu.Kto tak nieudolnie ściął ci włosy? . z niczym nie wyróżniającej się wioski Domremi. Błysk jej zębów w śniadej twarzy wydał się Jonowi krótkim.odparła Dziewczyna i nagle uśmiechnęła się. Urodziła kilkoro niczym nie wyróżniających się dzieci. czy każde z osobna? . oślepiającym błyskiem słońca. w dodatku cieszącą się złą sławą. uprawiającego małe poletko.Sama je ścięłam. mogą skończyć się dobrze . zamku dopiero szukali. . Sierpem . przecież wiesz . ale teraz. . swoich i obcych. Właśnie.drążył dalej. tylko wieśniaczką. gdyż gdzieś głęboko. także to.myślał z przekąsem Jon. A zwłaszcza najeźdźców. bynajmniej nie z obściskiwania się z chłopakami. Lecz przez tę chudość nie wygląda na prostą wieśniaczkę.westchnął w duchu Jon. Na pewno już nie wróci to. kim ona jest: wiejską dziewuchą. niespecjalnie ładną.Żebyż choć upierała się przy jednym lub wybrała sobie bardziej znaczące boskie istoty niż ta trójca. . chłopca z sąsiedniej zagrody. I to jest awanturnicza wyprawa. słyszała Głosy. .pomyślał. błądząc bocznymi drogami. I w końcu wypali się. lecz ubogą wioskę Domremi. Mimo wszystko ją lubię. którą rzeczywiście jest.Ale proboszcz patrzył z przyganą na chudą pasterkę krów obwieszczającą wszem i wobec. Małgorzata. czuł. choć bez sukcesów. przypominając sobie długie.tym męskim przebraniu .pomyślał.Po co to wszystko? . aby uniknąć zbędnych pytań i podejrzeń ze strony napotkanych ludzi. z wyjątkiem Dziewczyny.Nigdy nie była piękna. ciemne warkocze i porównując je z ostrzyżoną na jeża głową. Jej wyniosłość była śmieszna. Wygląda okropnie . pasąc cztery kościste krasule na łąkach za wioską. . rozmawia ze świętym Michałem. lecz na arystokratkę. Czy ona tego nie rozumie?! I tak wszystkie awanturnicze przedsięwzięcia. pomyślał i zaraz dodał w duchu: Kocham ją jak siostrę.lub źle. . Katarzyna. co było: spokojne. stary Dark.Słyszałam Głosy. . Stąd brała się jej zła sława we wsi. Widać. Uzupełnienie to wydało mu się konieczne. gdy nie ma włosów. czy mówią do niej chórem. ale i bez wizji gwałtownej śmierci.Dziewczęce suknie kryły to. może nawet kocham. wewnątrz własnego Ja. Kto o 57 . mało rozgarniętą. która wypuściła się na awanturniczą wyprawę ze swego zamku. kogo kocha miłością całkiem nie siostrzaną. nie wiedział. miał opinię chłopa pracowicie. ponieważ nikt lepiej od niego. która od trzynastego roku życia “słyszała Głosy”. może i nudne. Gdyby choć proboszcz uznał je za Głos Boga… . Michał. że prawie co dzień. więc nie opuścili zamku.odparła posępnie i znów umilkła. Jej ojciec. jednak nie najgorsze życie.

Tron przypadł najeźdźcom i kwita..pogaduszki” tej Dziewczyny ze świętymi. poważni święci! Gdyby któryś z nich z nią rozmawiał.Ty. zbuduję z własnych funduszy kapliczkę. syn nieżyjącego monarchy. podpisanym przez najszlachetniejszych panów z obu krajów! Jak chcesz to odwrócić?! . nawet cały zastęp świętych. Małgorzata i Michał. może wtedy choć proboszcz by jej uwierzył. a Jon. . nie najeźdźca. na tronie osadzono monarchę najeźdźców! I zatwierdzono to traktatem. nie o królach. co chcą mówić odpowiadała niewzruszenie Dziewczyna. podsłuchiwał ich rozmowę. . mój panie. Dziewczyno. Początkowo wszyscy się z tego śmiali. . mało znani i mało mogący.Chcesz.Nie mam na to wpływu. Nawet ludzie z natury zabobonni. a w każdym razie lokalnego wydarzenia sprawa zaczyna przeradzać się w państwową! Coś. Prawowitym królem. ślepi.. gdzie pierwszy raz usłyszałaś Głosy. To sprawa raz na zawsze rozstrzygnięta. jak Katarzyna. rozumiesz. przycupnięty za płotem domostwa Darków. Tylko nie mieszaj się do polityki. żeby przestały zajmować się kwestią tronu.ta mała od Darków rozmawia ze świętymi”. Tą misją jest przywrócenie na tron prawowitego króla. Piotr. masz dokonać tego. prostacki. Niejeden kamień przeleciał obok jej 58 . ale od trzech miesięcy powtarzają co dzień to samo: że mam do spełnienia misję powierzoną przez samego Boga. głupia szesnastolatka z zabitej deskami wsi Domremi z ubogiego. wielu armiom! Przecież tę wojnę toczymy już od stu lat i od stu lat ją przegrywamy! Stary król nie żyje. krew z naszej krwi.Najpierw mówiły tylko o wierze i miłości. nie o tronie . do której będą mogli przychodzić paralitycy.proszę bardzo. Głosy mówią to. Tomasz… to są prawdziwi. że . Tron zresztą opanowali już najeźdźcy i nikt tego nie zmieni. co nie udało się całej armii? Ba.mówił możnowładca z Wokuler. którzy po części dawali wiarę. by przywrócić na tron prawowitego króla. pełen mieszanych uczuć. nic nie znaczącego rodu.wołał w gniewie możnowładca z Wokuler. . lecz barwny wyraz religijności stawało się nagle polityczną aferą i to w skali całego królestwa. bo biskup nie chciałby o niej słyszeć. a co dopiero święci tak niskiej rangi. w dodatku jednego ze znaczniejszych na ziemi! Nagle do ubogiej zagrody rodziny Darków zaczęli zjeżdżać możnowładcy. nawet gdyby gawędziła co dzień z samą Marią Magdaleną…! A jednak Głosy powiedziały jej pewnego dnia. że musi ruszyć. Ale gdy ktoś zaczyna mówić o królu i o tronie… Oooo! Wtedy z drobnego i śmiesznego. Chce sobie rozmawiać ze świętymi . niech się wypowiadają o kościele. Wszystkie wiejskie wyrostki zawsze obśmiewały “Głosy” i . głupia dziewko?! Traktatem. Powiedz tym… tym swoim Głosom. Niech twoi święci mówią o Bogu. by uspokoić “słyszącą”. co od biedy mogło być wzięte za chłopski. jest delfin. by czekać na cud przywrócenia zdrowia. mój panie. młody schronił się na zamku w Szinie. to tu. Byle nie na tematy państwowe.nich słyszał? Kto o nich coś wie? Święty Augustyn.

Ale na wszelki wypadek…” 59 . kto tylko zechce słuchać. byle z daleka ode mnie i mojej władzy. że nie wpadniesz przedwcześnie w łapy najeźdźców. ale skoro ona z własnej woli. czego żąda i wysłać ją w diabły. wcześniej lub później dotrze to do zaborców. Ale jak to przeprowadzić. co mogę zrobić. jak uciszyć prostaczkę i wariatkę? Chyba żebym ją zabił. kierowany nie wiedzieć jakim impulsem. biegły w rozumieniu możnych tego świata. gdy . że potrzebowała choć jednej przyjaznej duszy. głupia. co chce.spytał nagle możnowładca. To jasne. nie boska . gdyż umie czytać i pisać. chuda dziewucha od krów.Powiem mu: Panie i Królu mój. to jakim prawem wciąga też jego? Tak mu odpłaca za to. Lecz gdybym ją zabił. co powiedziała.spytał jej wtedy zmęczony możnowładca z Wokuler. jakby ważył w duchu to. będzie uchodził za wspólnika małej wariatki z Domremi?! . abyś przestała gadać. domyślał się. to dać jej. że .. Omylność to cecha ludzka. Tak źle i tak niedobrze. jako moja poddana i nadal będzie rozpowiadać wszystkim.A co zrobisz. . Zatem by ocalić siebie i swoje stanowisko. szóstego mam. Polityka…! I to jaka! Na najwyższym międzypaństwowym szczeblu! Ta prostaczka chciała zmieniać bieg Historii przez największe “H”! Ona. gdy będę przedzierać się przez kraj do delfina. a ich król osadzi mnie w twierdzy lub zetnie mi głowę za tolerowanie jawnego podburzania do buntu. Dasz mu tylko konia i zbroję. Podsłuchujący za płotem Jon zesztywniał: wiedział.zamiast niewinnych rozmów ze świętymi o sile wiary i miłości do bliźnich Dziewczyna nagle wszczęła z Głosami rozmowy o polityce. z Michałem do pomocy.pasem wytłucze z Dziewczyny bajdurzenie o Głosach”. Możnowładca z Wokuler długo milczał. co może myśleć: . Ale Jon też się zaniepokoił.odparła z mocą Dziewczyna. muszę zamknąć jej usta. a ty wrócisz na tron. A oni nigdy się nie mylą. powiedział mi to ustami świętych Małgorzaty i Katarzyny. przedrzesz się do Sziny i trafisz przed oblicze delfina? . Tylko Jon. pokonamy najeźdźców. I to jaką: świętą męczennicę! Takie są najgroźniejsze! Gorsze niż za życia! Więc najeźdźcy ukaraliby mnie za to. wplątuje się w tę awanturę.Więc czego chcesz? . niech robi.głowy. że bronił jej przed drwinami wsi…?! Zamiast robić karierę na zamku możnowładcy z Wokuler. Najlepsze. bronił jej przed złośliwością bliźnich. a odbijemy miasto Orlin.Chcę sześciu zbrojnych dla ochrony. a raczej z własnej głupoty. To on uspokajał rozjuszonego starego Darka. gdyż będą z tego same kłopoty. która nie umiała nawet czytać i pisać! . jej wyznawcy zrobiliby z niej świętą. gdy ten groził. Tego chce Dobry Bóg. . jeśli to ci się uda? Załóżmy.Jeśli ta wariatka zostanie tu. niejeden ją trafił. daj mi armię. że trzeba pokonać najeźdźców i przywrócić tron delfinowi. Zrobię wszystko.. A zresztą… Wystarczy pięciu. Jon. że tym szóstym ma być on.

ale nie doczekał się wezwania od możnowładcy. gdyż nakazał mi to Bóg ustami trojga świętych. Dziewczyna wyglądała niezgrabnie w za dużych portkach starego Darka obwiązanych sznurkiem w pasie. Jona. lecz i swojaków.…Na wszelki wypadek w drużynie zbrojnych będzie jeden zaufany. panie.pomyślał Jon.zaczął możnowładca. Liczył na karierę pisarza na dworze możnowładcy.Nie rozumiesz. że Jon jej nie zawiedzie. Czekał do późnej nocy. zapewne wkrótce wezwie mnie na sekretną rozmowę… . kawałek żyznej ziemi. że byłem tak głupi. gdyż wiejska dziewka jadąca konno w asyście uzbrojonych dworzan wzbudzi podejrzenie nie tylko najeźdźców.powiedziała Dziewczyna z naciskiem. . O świcie pod wiązem czekało na nich pięciu zbrojnych ludzi z drużyny możnowładcy z Wokuler. stado gęsi i święty spokój. Ja nie chcę.Skoro zbrojni będą jutro o świcie pod wiązem na rozstaju. które przypominały teraz młodego jeża. przewodzący drużynie i zachowujący się z hałaśliwą pewnością siebie. I już nic więcej nie mów. będzie czekać na niego koń i zbroja. otrzymasz pięciu zbrojnych. Ja muszę. ale Dziewczyna przerwała mu. że możnowładca wybierze właśnie mnie. nie giermka. którą Jon włożył z pewną niechęcią.dokończył myśl możnowładcy Jon. gdyż nikt zdrowy na umyśle nie przerywa możnowładcom. . rozumiesz? O świcie… . . mieć trójkę dzieci. któremu nieobce były meandry polityki. to… . . nawet staremu Darkowi nie zdradź.Niczego nie chcę . drugi dla Dziewczyny .Zbrojni przyjadą jutro o świcie pod wiąz na rozstaju. Wiele wskazuje na to.Dobrze. na co mają ochotę… . a na burej koszuli miała wielką. Sama przebierz się w męski strój. co prawda. możnowładca z Wokuler winien zaraz wezwać mnie na sekretną rozmowę. co muszę robić i wcale nie mam na to ochoty. a także konia i dodatkową zbroję. który otrzymał od możnowładcy z Wokuler sekretną misję: wbrew pozorom nie był to potężny osiłek.przerwał jej możnowładca. równie burą kamizelę. Muszę być zatem w domu i czekać na wezwanie… Jon cicho przekradł się do swej zagrody. Miałabym ochotę wyjść za mąż. ze cztery krowy. Gdyby jednak wszyscy robili tylko to. Ona. długie. Bądź tam z twoim przyjacielem. dwa konie . nie była zdrowa… . Skoro tak bardzo chcesz. Za to przed nastaniem nocy przyszła do niego Dziewczyna i dała wyraz głębokiej wierze. Sama nigdy bym na to nie wpadła i pewnie mi nie uwierzysz. lecz niepojęte były zawiłości psychologii. czarne włosy. co wywołało dreszcz zgrozy u Jona.oraz zapasowa zbroja.Dość! . Skoro tak. aby nie zwrócić niczyjej uwagi. Bystre oczy Jona od razu wyłowiły w piątce ludzi tego.jeden dla niego. iż cię posłuchałem. Żaden tajny 60 . słyszysz? Z nikim nie rozmawiaj. To wtedy musiała ściąć sierpem swoje piękne. ale boję się tego.

asystent nigdy nie był osiłkiem i nie rzucał się nikomu w oczy. Zatem musiał nim być ten chudy, piętnastoletni Chłopiec - którego twarz wydała się Jonowi do tego stopnia znajoma, że aż drgnął na jego widok. Jedynie Chłopiec nie miał na sobie zbroi, choć nosił u pasa krótki nóż. Mimo szarego świtu, gdy rozchyliła mu się koszula przy zsiadaniu z konia, Jon dostrzegł na Jego piersi dziwną, długą bliznę, - …jakby ktoś chciał mu wyjąć serce - pomyślał, patrząc na Chłopca i nie wiedząc, skąd wzięło się to skojarzenie, a zaraz po nim dziwna pewność: - On już kogoś zabił. A teraz cierpi, lecz jest gotów zabić znowu. Jego serce jest jak sopel lodu i stąd ten dziwny chłód, który od niego czuję. Królowa Śniegu musnęła go skrzydłem swego płaszcza… Jon bezwiednie dotknął dłonią małego skórzanego woreczka. Zawsze nosił go na piersiach pod koszulą, mimo że zawierał jedynie wyschłe, pachnące cierpko drobne ziele, którego przeznaczenia nie umiał się domyślić. Ale w końcu święte relikwie miewały różny charakter, na wszelki więc wypadek nie należało pozbywać się przedmiotu, który, jak mu się zdawało, towarzyszył mu od urodzenia. Nikt poważny w tych trudnych i niespokojnych czasach nie obywał się bez relikwii. Widać zaopatrzyła go w nie matka, której - podobnie zresztą jak ojca - w ogóle nie pamiętał. Ba, dźwięk słów: “matka”, “ojciec”, przywodził mu przed oczy niepojęty obraz rozmigotanej, zielonej Puszczy, jakich niewiele było w dzisiejszych, cywilizowanych czasach. Większość puszcz wycięto, aby pobudować domy, pałace, świątynie. Skórzany woreczek na pewno zawiesił mu na szyi ktoś, kto go kochał i o niego dbał. Szkoda, że tego nie pamięta. Niech więc woreczek sobie wisi, z relikwiami czy bez. Niech dalej szeleści w nim to zmurszałe zielsko. On ma na głowie inne kłopoty. - Czemu możnowładca nie zaufał mnie, lecz wybrał tego wyrostka? - myślał, patrząc z niechęcią na Chłopca. Ten w odpowiedzi skrzywił wargi w niemym, ironicznym, zimnym uśmiechu. W ten sam sposób spojrzał potem na Dziewczynę i Jon poczuł chłód na plecach. - Zabije ją, choć jeszcze nie wiem, w jaki sposób - odgadł i w tym samym momencie zrozumiał, że to Los każe mu stać pomiędzy Dziewczyną a Chłopcem. Widząc jej chudą postać, odzianą w niezgrabne portki starego Darka i te wielkie, płonące oczy wyzierające z obnażonej, jakby nagiej głowy - Jon zrozumiał, że w gruncie rzeczy zawsze ją kochał. Jak siostrę. Jak prawdziwie bliźnią istotę. Bezbronność tej wątłej Dziewczyny wobec Głosów, które słyszy i strach, który czuje, zmuszają go do chronienia jej. Pomimo ogromnej chęci zrobienia kariery na zamku możnowładcy z Wokuler. Jon bowiem wiedział, że gdyby możnowładca właśnie jego uhonorował sekretną misją - byłby gotów zdradzić Dziewczynę za cenę kariery na zamku. Więc ile w tej nagle objawionej gotowości bronienia jej było prawdziwej woli, a ile chęci pomsty na możnowładcy, który wyróżnił Chłopca, nie jego…? Na to pytanie Jon nie umiał sobie odpowiedzieć. Może coś jednak było w tej Dziewczynie, że wzbudziła w nim aż tak mieszane odczucia? Może była kimś więcej niż wiejską wariatką?
61

- No, więc po co to wszystko? - ponowił pytanie, nie zrażony jej niechętną odpowiedzią. Jechali lasem, czwórka zbrojnych możnowładcy z Wokuler, ten zdumiewająco młody i pozornie mało doświadczony sekretny posłaniec, Dziewczyna w niezgrabnym męskim stroju, z nieudolnie obciętymi włosami i Jon. Zdaniem Chłopca, do zamku w Szinie, gdzie przebywał delfin, jedyny syn prawowitego króla, było już niedaleko. Przez całą podróż - wiele nocy i dni - mieli szczęście i nie natknęli się na najeźdźców. - Wolność… Prawda… Miłość - wymamrotała niechętnie Dziewczyna w odpowiedzi na jego pytanie. - Nie rozumiem - odparł Jon. Zwróciła ku niemu posępną twarz, w której płonęły oczy. W niczym już nie przypominała młodziutkiej, pogodnej wieśniaczki z Domremi, towarzyszki zabaw. - Zacznijmy od Miłości - powiedziała. - Miłość do Dobrego Boga nie pozwala mi odmówić Jego wezwaniu, nawet gdyby niosło największe niebezpieczeństwa. On wezwał mnie, bym przywróciła tron prawowitemu królowi. Tu zbliżamy się do Prawdy. Prawda jest taka, że tron nie należy do najeźdźców i choćby ta wojna trwała nie sto lat, lecz dwa tysiące, choćby na tronie osadzono nie jednego, ale stu uzurpatorów, tron należy się delfinowi lub jego potomkom. Nie wolno ze strachu wyrzekać się Prawdy. A Wolność… Gdy ze strachu wyrzekasz się Prawdy, oznacza to, że nie jesteś wolny, rozumiesz? Jon zdziwił się. Nie posądzał prostaczki ani o takie rozumowanie, ani o tak głęboki wywód. Nie umiała przecież czytać ani pisać. Skąd brały się jej te sformułowania? Czyżby naprawdę słyszała Głosy i mówiła w natchnieniu? - Nie podoba mi się ta misja. Boję się jej. Boję się o ciebie - powiedział. O siebie też - dodał szczerze w duchu. - Ja też się boję - odparła smutno Dziewczyna. Jon odczekał chwilę, zwolnił bieg swego konia, pozwalając, by Dziewczyna wysforowała się na czoło drużyny, sam zaś, udając, że poprawia strzemię, zaczekał na Chłopca. Ten jechał na końcu, siedząc niedbale w siodle, lekko zgarbiony, pogrążony we własnych myślach. Lewą ręką lekko przytrzymywał lejce, prawą dotykał piersi. - Boli cię ta długa blizna? - spytał Jon, chcąc sprowokować Chłopca do zwierzeń. Ale ten krótko się zaśmiał. - Czemu pytasz, doktorku?

62

- Nie jestem medykiem… - odparł speszony Jon, lecz mówiąc te słowa, doświadczył nagle wrażenia, jakby na ułamek sekundy pogrążył się w jakiejś niepokojąco lśniącej, nienaturalnej bieli. Tonął w niej. Dusił się. Odetchnął głęboko i omamy zniknęły. - Może będziesz medykiem lub byłeś nim, nic o tym nie wiedząc - zaśmiał się Chłopiec. - Wiem, czemu wstrzymujesz konia. Pragniesz wywęszyć, jaką misję powierzył mi wielmoża z Wokuler. - Jeśli dostałeś zadanie, by podstępnie zabić Dziewczynę, to będę jej bronił. A jestem od ciebie silniejszy - powiedział Jon. - Żeby zabijać, nie trzeba siły, tylko przekonania - zaśmiał się kpiąco Chłopiec. Powiem ci jednak, co umyślił nasz wielmoża. Żadnemu z nas to nie zaszkodzi i nawet taki naiwniaczek jak ty sam dojdzie w końcu do tego. Otóż jeśli delfin przypadkiem zechce rozmawiać z tą śmieszną dziewuchą i jeśli, również przypadkiem, jej się powiedzie, to staniemy się jej drużyną, gotową do ochrony z rozkazu możnowładcy. Chronimy wybraną istotę, do której Bóg raczył przemówić głosami świętych. Ale jeśli na zamku w Szinie zamkną przed nią bramy lub zechcą wydać ją najeźdźcom, wtedy jesteśmy zbrojnymi, którzy z rozkazu możnowładcy z Wokuler eskortują niebezpieczną wariatkę podważającą prawowitość władzy królewskiej, nadanej z mocy Boga. Rozumiesz? - Rozumiem - powiedział powoli Jon. - Możnowładca jest chytrym lisem, w obu przypadkach ma szansę na nagrodę. Ale czemu mi to zdradziłeś? Przecież mogę ją ostrzec. - Ach, ona… Ona jest najmniej ważna. Ona jest tylko iskrą, która może, lecz nie musi rozpalić ogień buntu. Jeśli go nie skrzesze, utonie w mrokach niepamięci. Jeśli jednak dojdzie do buntu, to będą liczyć się tylko jego skutki. Wtedy też nikt nie będzie pamiętał o niej, bo przy wielkim ogniu nikt nie zwraca uwagi na iskrę. Trzeba, by ludzie o niej zapomnieli - wyjaśnił Chłopiec i znowu się zaśmiał. Jon pomyślał, że w jego śmiechu jest coś nienaturalnego: że ten wyrostek śmieje się na znak radości, śmieje się, gdy się gniewa - i może się śmiać, gdy będzie zabijał. - Jeśli nie dojdzie do buntu, to… to pozwolicie jej wrócić do Domremi? - Powiedziałem ci: ona musi utonąć w mrokach niepamięci. W obu przypadkach. Zarówno gdy jej misja powiedzie się, jak i wtedy, gdy skończy się niczym. I tak się stanie. Od tego tu jestem. Chłopiec znowu się zaśmiał, a w jego ostrym śmiechu Jon wyczytał całą prawdę: obojętne, co osiągnie Dziewczyna - musi zginąć. Bo tu chodzi o politykę, nie o Boga. Chłopiec ją zabije. Chłopiec umie to robić - i lubi. I Jon gorączkowo myślał dalej: Tak, ta Dziewczyna z Domremi to wariatka, nawiedzona prostaczka, która wplątała się w wielką
63

otrzymanym od wielmoży. Tuż za nimi. przemknął Chłopiec ze swoją drużyną. Jon zawahał się na moment. Jego wzrok padł na zniszczone portki i burą. Lecz nie zdążył ich zamknąć. . . Oboje z Dziewczyną szybko wjechali do środka. ale ten zawahał się. nie słuchając ich i nawet nie patrząc w ich stronę. Dziewczyna.Ona zastuka do bram zamku. abym… . potężny osiłek.… czy ja muszę nadstawiać za nią karku? Jeśli to uczynię. wyglądający na sympatycznego obieżyświata. rycerskim koniu.ale czy musi płacić za to życiem?! I czy ja… . lecz nie był to dźwięk. …Dziewczyna zsiadła z konia i stukała drobnymi pięściami w kute bramy zamku w Szinie. co dalej . kilka metrów za nią jechał szczupły. jadąca na rasowym. Jeśli ją wpuszczą. . Cały czas jechał na przedzie i sam podejmował decyzje co do kierunku drogi. W pewnej odległości za nimi.zaczął strażnik. lecz podążył za nią.poprosiła Dziewczyna. z tupotem końskich kopyt. wiejską kamizelę Dziewczyny i niemal automatycznie zaczął ponownie zamykać odrzwia. Ktoś umiejący czytać z rysów twarzy mógłby pomyśleć. .usłyszeli podniesiony głos zza bramy. że ów Chłopiec zbyt dużo wycierpiał jak na swój wiek i już zobojętniał na cierpienia innych. panie . . moja kariera u wielmoży z Wokuler będzie raz na zawsze przekreślona. na którego bary z trudem zapewne dobrano kolczugę. przyłączamy się . ruszyła do głównej bramy warownego zamku. my zaczekamy z tyłu. jechała drużyna wielmoży z Wokuler.Wiozę ważne poselstwo dla delfina. Dla kogoś z boku cały ten orszak wyglądał na grupkę obcych sobie ludzi: samotna Dziewczyna.zapytał osiłek. za tą dwójką czworo zbrojnych w barwach możnowładcy z Wokuler . udając następną grupę podróżnych. lecz teraz przyhamował konia i spojrzał pytająco na Chłopca.politykę . Chłopiec i jego zbrojni wyczekiwali z ciekawością. otwierając równocześnie bramę i nagle urwał.przemknęło mu przez głowę .Otwórz. bezwiednie zdradzając jego prawdziwą rolę. dlatego sam jest skłonny zadawać ból. 64 .Czy może wasza wielmożność podać swe szlachetne imię.powiedział przywódca drużyny.a na końcu chudy wyrostek o nazbyt dorosłym spojrzeniu. który mógłby kogokolwiek zaalarmować. nieudolnie udająca mężczyznę ubranego w niezgrabne. Obejrzała się bezradnie na Jona.odparł wyrostek.A jeśli nie…? . choć dobrze zbudowany młodzieniec. . . podjechał jednak bliżej i kilkakrotnie uderzył we wrota mieczem. . Jon wsunął swój miecz w szparę i mężczyzna odruchowo się cofnął.rzekł półgłosem Chłopiec.Oto i zamek w Szinie .Kto się tam tłucze? . siermiężne portki.Wtedy powiem wam.

Jedni dworzanie odsuwali się.Gdzie jest nasz pan. dopiero pełgał to tu. a końskie wodze rzucili zaskoczonym gwardzistom. w której potężny. która chce walczyć o tron… . to tam. brokatowy strój. Nie widział na jej twarzy ani przestrachu. gdyż każdy pragnął obejrzeć z bliska wariatkę z Domremi. Uwagę wszystkich skupiała Dziewczyna. kryształowy żyrandol rozjaśniał wnętrze tysiącem świateł. Miał on ułatwione zadanie: sekretni posłańcy nie powinni rzucać się w oczy. Ruszyła na strażników swym koniem. Dworzanin cofnął się wystraszony. a wokół rozległy się ściszone chichoty. . czarnymi obwódkami wokół paznokci: od bydlęcego gnoju.w pewnej odległości . Na tyle dobrze. że poza Dziewczyną i towarzyszącym jej Jonem . zmuszając Jona. co Jon natychmiast dostrzegł. za którymi . . za którą podążał pełen mieszanych odczuć.jest tu jeszcze czterech zbrojnych i niepozorny Chłopiec. Dopiero teraz w pełni pojął. gdzie już z daleka dostrzec można było jakieś zamieszanie. dotknąć z odrazą jej ostrzyżonych na jeża włosów i dziwacznego stroju . na razie wątły. by uczynił to samo. Tu także pełno było straży. gnali dziedzińcem w stronę głównego zamkowego wejścia. Dwór zaczynał bawić się sytuacją. zajrzeć jej w twarz. było coś niezwykłego. Iskra już wznieciła ogień. że sława Dziewczyny już dawno przekroczyła granice posiadłości wielmoży z Wokuler.Wariatka z Domremi… Nawiedzona słysząca Głosy… Wieśniaczka. Przepychając się tak poprzez gęstniejący i coraz bardziej rozbawiony tłum dworzan. od szorowania podłóg) za elegancki. To wąskie przejście wśród eleganckiego tłumu samo ich wiodło do dużej.Byli wewnątrz zamkowych murów i mimo wrzasków wartownika. Dziewczyna wołała raz po raz: . W zamkowym korytarzu było pełno dworzan. gdy zrobili jej przejście. 65 .posuwała się drużyna Chłopca. inni przeciwnie zasłaniali sobą kogoś przed wścibstwem przybyszów. ale Dziewczyna nie zwracała uwagi na jej wezwania. dlaczego ów chciał się jej pozbyć.Prowadźcie mnie do delfina . Ku zdziwieniu Jona ta wiejska dziewucha. jedyny prawowity król i władca? Gdzie jest delfin? Prowadźcie mnie do niego! Dworzanie rozstępowali się niechętnie.rozlegały się wokół szepty pełne ciekawości lub drwiny i Jon pojął. pełnej przepychu sali. czuła się w wytwornym zamku w Szinie jak u siebie.lecz równocześnie w ich cofaniu się. Po chwili oboje biegli podcienionym korytarzem. Rozstępujący się strojny tłumek wskazywał Dziewczynie drogę do jednego z kątów sali. ani uniżoności czy kornego zachwytu nad wspaniałością dworu i dworzan.powiedziała zdecydowanym tonem do jednego z lepiej odzianych dworzan i pociągnęła go zgrubiałą dłonią (z zastarzałymi. by w ogóle nie zauważyć. który przynaglał straż do pościgu. Usuwali się płochliwie przed dwójką podróżnych.

znak rozpoznawczy rodu. iż dawno już pogodził się z utratą tronu na rzecz najeźdźcy. jakby wydętą dolną wargę . stanął na palcach. rozstępując się.Tyś. Przeciwnie.Pokaż najjaśniejszemu panu. byle odsunąć myśl o wojnie. co nosisz w woreczku na szyi . pozbawiony wspaniałej.Nie jestem delfinem… . pokonasz ich z pomocą Boga i zostaniesz namaszczony na króla w wielkiej katedrze w Rims. cofając się przed Dziewczyną.Nie… nie… . W kącie wielkiej. choć. na których mógł najpiękniej tańczyć.powiedziała Dziewczyna dźwięcznym. którego wizerunki. . Zniżyła głos do szeptu i rzekła: .protestował młodzieniec.skulony jak zając pod miedzą . niezgrabny ukłon. w osobach kolejnych władców. że go wydali. 66 .Delfin nie chce jej widzieć.Nie bój się. Był gotów na każde upokorzenie. Wydęta warga delfina bezwiednie wywinęła się jak do płaczu.Na ciebie wskazują znaki od Boga . Ale tłum bezwiednie wskazuje jej drogę. mój panie. przysięgam… . aby ona rozpoznała go wśród tłumu. którą wszczęli jego pradziadowie. Jon od razu rozpoznał charakterystyczny duży nos i wypukłą. . Pragnął tylko spokoju. lśniącej kryzy.Nie. urządzonej z przepychem sali. Delfin jednak wciąż był przerażony. Zamiast haftowanego złociście stroju ubrany był w zwykły plusz. . nie… . dworskich bali. a jego twarz pobladła ze strachu i wściekłości na dworzan. przez długie lata wybijano na monetach.powtarzał teraz. krył się . Był to ukłon prostej wieśniaczki bez manier. .Mylisz mnie z kimś innym. mało dworski.powiedziała głośno. by przywrócić delfinowi pionową postawę. małą dłonią ujęła poły jego fraczka.pomyślał Jon i wyciągając głowę. gdzie on jest i który to z licznej grupy wielmożów. Inaczej nigdy nie odnalazłaby następcy tronu . ale w jej postawie widać było determinację i jakiś szczególny rodzaj zachwytu. A ja będę tego świadkiem.wyjąkał. która zirytowana kiwnęła na Jona: . wygodnego łóżka z puchową pościelą. pięknych dam dworu wokół. Ku jego zdumieniu Dziewczyna bezbłędnie odgadła. dobrego jedzenia. . Przysięgam. a jego peruka przedstawiała opłakany widok. jest królem . złożyła mu głęboki.potomek prawowitych królów. że najeźdźcy nic ci nie zrobią. wśród grupki dworzan. Było widać. I nie chce. panie. Dziewczyna spojrzała na niego z mimowolną pogardą. mimo że zdążył zamienić perukę i frak na mniej dostojne szaty. mocnym głosem i mocną.odparła Dziewczyna i cofając się kilka kroków.

gdy nikt rozsądny nie poruszał się po drogach bez relikwii. a potem… potem najeźdźcy opuszczą nasz kraj.spytał delfin. Jon drżącymi dłońmi szarpnął za rzemień i… z uchylonego woreczka wysunęła się biała lilia. a ja będę podziwiać twą koronację w wielkiej katedrze w Rims. Nie zawiedzie cię . iż rosło pod Krzyżem. jedynie latem! A właśnie dziś pierwsze mrozy skuły burą ziemię za oknami zamku w Szinie… . oświadczył: .Lilia! Lilia! Świeża lilia! . mówiono. a w wielkiej sali po krótkiej. który powoli przechodził w narastający krzyk. dających rękojmię boskiej ochrony. jesteśmy orszakiem wielmoży z Wokuler. Lilia była przecież symbolem królewskiego rodu. . . ale tylko naiwni wierzyli mnichom i dawali im za nie. Wtedy z tłumu dworzan wystąpił Chłopiec i przyklękając przed delfinem. prostując się i odruchowo poprawiając perukę. Zapewne jakiś chciwy mnich sprzedał owo ziele rodzicom. nieświeże loki i blada twarz powlekła się rumieńcem.Czego zatem chcesz ode mnie? Co nakazują ci czynić twoje Głosy? . . który nakazał chronić tę Dziewczynę w czasie długiej podróży z Domremi do zamku w Szinie. Jego wypielęgnowane dłonie trafiły na obce. Było w nim tylko jakieś pokruszone ziele i to wszystko. mój panie . za jakąś ułudę. że zapewne jest w nim relikwia . czego od ciebie żąda.Panie nasz i władco. co ma ukryte na piersi.uśmiechnęła się Dziewczyna i jej uśmiech błysnął jaśniej niż tysiące świec w żyrandolach u rzeźbionego sufitu. abym mogła ruszyć na Orlin i odbić go z rąk najeźdźców.powtórzyła z naciskiem Dziewczyna i Jon bezwiednie sięgnął pod koszulę. na wypadek.Nakazują mi żądać od ciebie armii.Pokaż! . Bóg wie.Czego chcesz? . prawie włażąc mu na plecy.przebiegł przez salę szept. gdyby okazała się być ci użyteczna… 67 . co chce ci dać. Ale Jon sprawdził zawartość swego woreczka po wiele razy i niczego w nim nie znalazł.Oto znak. aby ujrzeć. Bóg.odparła Dziewczyna z mocą. Mimo to jakimś cudem wskrzesił w sobie resztki rodowej godności i ponowił pytanie: .powiedział nagle delfin. jak większość kwiatów. Po nim przyjdą następne. wmawiając. lecz przejmującej ciszy zawrzało od podnieconych głosów.Dostaniesz armię . prawdziwe złoto. niepowtarzalny w wysmukłej linii kwiat. Dworzanie skłębili się teraz wokół niego. twarde. . wie.Jon zdrętwiał: w woreczku przecież niczego nie było! Owszem. mój panie. Lilia kwitła. To będzie nasze pierwsze wspólne zwycięstwo. a właściwie tylko jej szlachetny.były to wszak czasy.

powiedział słabym głosem delfin i po namyśle dorzucił ostrzej.odparł Jon. A wielmoży z Wokuler przekażcie. Wariatka z Domremi. wzdłuż linii serca.W złej też… . musi wiedzieć. była naprawdę Głosem Boga. Jej wzrok omijał Chłopca. kogo mam na myśli. Szykujcie się na wojnę .Mniejsza o twoją pamięć. uśmiechając się do Jona. co? Chyba wiesz. On przysłał cię tu.i Chłopiec rozdarł koszulę na piersi. smutną. ciągnącą się od obojczyka po brzuch. ale Chłopiec ciągnął dalej: .powiedziała Dziewczyna. jakby ten miał go chronić przed Nieznanym . czego nie pojmuję i nie chcę pojmować . przejmowały go lękiem. to litość. gdyż poza tym cóż może łączyć bogatego prostaka z potężną Myślą.Dobrej nocy. jeśli taka nadejdzie . Jej drużyna otrzymała komnatkę obok. gdy wykraczały poza szarą. czy nadal jest w nim świeża lilia. Wyrostek kucał koło jego łoża i mówił: . a Jemu o coś całkiem innego! .zaczął zdumiony Jon.po czym odwracając się plecami.spytał Jon także szeptem . Słowa Chłopca. wobec której odczuwał na przemian to braterską miłość. abyś przeszkodził Dziewczynie.Bądźcie zatem naszymi gośćmi w zamku. którą powołała do istnienia wiara? Wielmoży chodzi o doraźną. choć mógłbyś ją rozbić i sięgnąć dalej. opuścił komnatę. jakby chcąc sprawdzić. w przód i wstecz. . 68 . pomyślał Jon i nagle dodał w duchu: Przecież to oczywiste! Skoro Bóg rozmawia z nią poprzez świętych.Głupcze. Odruchowo zacisnął dłoń na skórzanym woreczku. pokazując dziwaczną. kto ją kocha. Gdy Jon złożył głowę na posłaniu. lecz nie mów o czymś.Chyba jej nie uwierzyłeś. po co tu jest.Powiedz. głupią politykę. Wie. po co tu jesteś i na co On liczy? .pomyślał wstrząśnięty Jon. lecz ręka napotkała jedynie skruszone ziele. nierozgarnięta pasterka krów.Ja… Ja przecież nigdy… . . która ma wymiar jednej przestrzeni. niby szklanej klatki. instynktownie broniąc się przed tajemniczą wiedzą. Tylko przez przypadek interes Jego i wielmoży z Wokuler jest zbieżny. których myśl przekracza granice światów i czasu? Dobrze wiesz. . która na kartach Historii zajmie parę linijek druku. a kto będzie zdrajcą… Ale Chłopiec nie stracił rezonu. że będziemy o nim pamiętać w dobrej godzinie. towarzyszka niewinnych zabaw zza płotu.i uspokoił się. nagle usłyszał szept. którą dworzanie wiedli do osobnej komnaty. cóż znaczy jakiś wielmoża wobec istot. wydymając dolną wargę: . długą bliznę. To ty naznaczyłeś mnie w Jego imieniu… . Ruszył za Dziewczyną. W sali zapadła głucha cisza. tak jakby go wcale nie było.Jej ustami rzeczywiście mówi Bóg .Wielmoża z Wokuler? . lecz znaną mu rzeczywistość. Dotknął ukrytego pod koszulą woreczka. o co chodzi z tą polityką..

Ty to wiesz. Przez ułamek sekundy Jonowi wydało się. I zasypiając. głupcze? Słyszę Głos Kamienia.Chłopiec uśmiechnął się kpiąco i zniknął w mroku komnaty. niekiedy tylko czuje Jego obecność. wiedział. Wielmoże zaś poddali się. . ale potem. dudniący i bezdźwięczny Głos wypowiedział zaś z martwą obojętnością niezrozumiałe Słowo: “GRBHDWBGWZ…” Jon z trudem złapał oddech. co osiągnie ta głupia. Jeśli nie ona. wybrałby do tego celu kogoś znaczniejszego. śmieszna wieśniaczka. podpisali traktat i wyrazili zgodę. ba. rozumiesz. rozumiesz.że trony mogą przywracać lub obalać tylko wielmoże. gdyby ona mogła usłyszeć Jego głos. lecz właśnie na to jest całkiem głucha. nie kręć głową. ona bowiem i Głosy pochodzą od innego Boga. słyszę wtedy swoje Głosy. w ogóle Go nie znam.…lecz chętnie skorzystają z tego. to choćby pamięć o niej. Co innego.. .wykrztusił Jon. że dokonał wyboru i od dziś jest giermkiem. do kogo mówi: do Chłopca czy do Głosu: . czując bijące od niego łagodne ciepło. że jesteś tu z Jego woli.zaczął Jon. On zaś życzy sobie.Odejdę. aby królem został najeźdźca… . czuję idący od niej chłód.Nie wiem. lecz nie sądź. Nie jestem Jego wyznawcą. dlaczego wariatka z Domremi musi umrzeć i ani obecne.A jednak Głosy zwracają się właśnie do niej. A teraz o Nim i Jego woli… nie. a Jon zasnął. . a ten ciągnął dalej: . by nikt nie pamiętał imienia wariatki z Domremi.zaśmiał się Chłopiec. że razem ze mną odejdzie twój problem. ale Chłopiec już miał odpowiedź: . dotykając mojej blizny. choć niewtajemniczonym kamień wydaje się być milczący! . kurczowo zacisnął dłoń na skórzanym woreczku i szepnął. Jon milczał. A oto i drugie: Bóg nie może przemawiać ustami zwykłej wieśniaczki. nie wiedząc.Prawowitemu władcy potężnego kraju nie może przywracać korony wiejska dziewucha! To umniejsza wielkość tronu! To pierwsze prawo wielkiej polityki . iż zatrzęsła się pod nim ziemia. nie uciekniesz od swego przeznaczenia. z którym On próbuje rywalizować. ani przyszłe pokolenia nie będą pamiętać jej imienia .zaśmiał się cicho Chłopiec. lecz muszę przypomnieć ci. Ja tylko. potem ona musi zniknąć. trzymając dłoń zaciśniętą na małym. książąt kościoła i królów. . zdaniem wielmożów. aby żyła. skórzanym woreczku. 69 .Odejdź… . Bóg.Kim On jest? .Polityka to coś strasznie prostackiego: już dawno winieneś zrozumieć. przyjacielem. nie wyrywaj się. obrońcą wieśniaczki z Domremi i że zrobi wszystko.

zatrzymując konia i patrząc za znikającym Chłopcem.Wygrała . Tak jakby jej nie było. Musimy przedrzeć się do najeźdźców . co słyszała Głos Boga. jak mocno bije mu serce.mruknął Chłopiec.Jonie! Miasto jest znowu nasze! A delfin wreszcie mi wierzy! . Jadąc.uśmiechnął się Chłopiec.krzyczała z daleka Dziewczyna. Była w lśniącej zbroi. Jej źle ostrzyżoną. dokonała cudu. o Którym nie chcesz myśleć. że na krótko zboczysz z drogi. .Zdradził nas . Wszystkie bitwy. manewrując zręcznie swym bułankiem pośród koni rycerstwa. Orszak delfina zmierzał właśnie do Orlin.zaśmiał się Chłopiec. Nie wyglądała na wariatkę z Domremi.Uściskaj ją.mruknął Chłopiec. jak coś ciągnie go za Chłopcem. . czując. ostatecznie przegania z miasta armię najeźdźców.Teraz będzie wygrywać dalej. by objąć miasto w posiadanie. że kiedykolwiek była taka. który zadowoli wielmożów i delfina i tego. jak skąpa liczebnie armia.cieszył się Jon.Ona jest nawiedzona. póki arcybiskup nie nałoży korony na skronie delfina w wielkiej katedrze w Rims. . Dziewczyna właśnie zbliżała się ku nim na swym bułanku. . Wieśniaczka z Domremi zniknie z tego świata i z pamięci przyszłych pokoleń. Czekałam. . Wszyscy rozstępowali się przed nią z szacunkiem. kiedy to zrobi. Boję się 70 .zawołał porywczo Jon. nie bacząc na grożące im niebezpieczeństwa. którą delfin oddał pod rozkazy Dziewczyny. I nikt nie będzie mówił. zniszczonych męskich portek i wełnianego kaftana. Powiedz. że ten za nim ruszy . marszcząc ciemne brwi.Po co? . . oddalając się w stronę. . jakby była równa wielmożom lub nawet przewyższała ich.To niczego nie zmieni . a równocześnie wyrywa się ku Dziewczynie i cieszy jej radością. Ona już teraz jest gotowa oddać życie za Sprawę. . Nie miała już na sobie za dużych. w którą uciekała armia najeźdźców.…stali z Chłopcem na wzgórzu koło Orlin i patrzyli. . I Chłopiec zmusił swego konia do galopu.lecz Jon tkwił na swoim miejscu. Teraz mi lżej. została świętą . . jakby czekał. aby odwiedzić ciotkę w górach i że zaraz wracasz.Po co mi to mówisz?! Przecież ostrzegę ją! .Wygrała! . a nawiedzeni robią swoje.rzekła Dziewczyna. którą z rozkazu delfina dopasowano na nią na zamku w Szinie. ciemną głowę przykrywał błyszczący hełm. oglądał się za Jonem.Bo tylko oni znajdą sposób.Wreszcie nas zdradził. mimo jej liczebnej przewagi i lepszego uzbrojenia. patrząc nieprzyjaźnie na zbliżającą się Dziewczynę. czując. . Tak długo.

Zginiesz. nieuchronnie by się zabił. że o tym drugim. Ale była też zieloność… zielone… ZIELONE… *** …gdy schodził ostrożnie z ramion Boga. purpurę . gdy słońce wstaje nad pastwiskami. . co nadchodzi.rzuciła krótko i pognała konia tam. Nie wiem kiedy. Nie chcę umierać. żebyś przy tym był. Tej nocy. by źle nie stąpnąć. Kamienna materia posągu chwilami kruszyła się pod stopami i musiał uważać. czerwień.I co? . .Tak. . Odpoczął. Jonie.myślał Jon. rozsypując się w pył. . Za dużo ode mnie żądają. Jon ujrzał przed oczami rozmigotane barwy . 71 .Jak bardzo się zmieniła . zmienił się nawet jej akcent i melodyka zdań. gdy zaczynają ryczeć krowy. Lubię życie.Tak wiele wie. Gdyby spadł z tej wysokości.Dołączasz do prochów swych ofiar . Lubię świty w Domremi. . purpury.spytał. do czego nie dorosłam. drzewa wydały mu się mniej zielone. ale zginiesz .tego. Jeszcze na moment odwróciła głowę i krzyknęła: . tak dużo rozumie. chciałabym przynajmniej nie ze wszystkim umrzeć . a bardziej w jesiennych barwach. Był to wciąż ten sam głos i te same niepojęte słowa. Lubię zachody słońca i oczekiwanie na noc. Lubiłabym swoje dzieci. Inaczej się poruszała się. żółci. gdy niesie dobre sny. lecz skoro inaczej nie można… Jeśli inaczej nie można. zasypiając w żołnierskim namiocie. czy mówi o przyszłym zwycięstwie i koronacji delfina. używała innych słów. Jonie! Jon nie wiedział. czy o swojej śmierci.urwała stropiona. parskają konie…. gdybym je miała. Nie lubię Głosów. .żółć. W tym momencie nie przypominała wieśniaczki z Domremi. Lubię noc.a potem gąszcz potężnych drzew. bo każą mi robić coś.Bardzo się boję.I chciałabym. przystając zwyczajowo na wystającym pępku Bezimiennego i wtedy nagle jego czubek się odłamał i spadł na owalny plac.rzekł Jon.odparł stary Bóg kamiennym. czerwieni. zimnym głosem i Jon nie dosłuchał się w nim żalu ani lęku. Wiem.szepnął Jon.GRBGDBGHWZ . . gdzie orszak delfina połyskiwał z oddali złotem i srebrem. . Potem zrozumiał. ale gdy już nadejdzie… .

Widzę . zielonej szyi.Aż trzy miesiące… Znów trzy miesiące! . Pamiętam też Dziewczynę. Jest ciągle świeży. co jest TAM. Dopiero nazajutrz. jak długo tam byłeś? .poprawiła się. Kamienna Droga niosła Jona. aż wreszcie Gaja podeszła do stołu. . by opaść. Biały kwiat lilii. jak na skrzydłach. Nie chciałem mu robić krzywdy. . Nasz owoc . jasnych włosów. tuląc ją mocno i dotykając dłonią ciepłego. W ogóle niewiele pamiętam z tego. wypukłego brzucha.uśmiechnął się.Ale z siedmiopalczastej dłoni w czasie nieobecności Jona odłupał się najmniejszy palec. . 72 . Widzisz? . który mnie woła z Kamiennej Drogi. by zrobić miejsce dla ich syna. by wydać owoc. Kwiat lilii… . gdy obudzili się po długiej nocy. jak miłość do żony wypełnia go całego i przeszywa boleśnie. Jej biel była niepokojąca. gdyż musiała się solidnie rozciągnąć. I nagle kwiat zaczął więdnąć.Lilię? .Nie mierzę czasu i chyba tam płynie on inaczej.westchnął niecierpliwie Jon. Umierał bezgłośnie na ich oczach. Jeśli mimo to stało się coś złego. a brzuch Gai dojrzewa. od czubków palców u nóg po końcówki gęstych. Liście na drzewach dojrzewają. żebym poszła nad staw w Puszczy i zerwała lilię.To dopiero szósty miesiąc ciąży. Nie wiem co. Patrzyli nań w milczeniu. to wiem na pewno. Isak i powiedział.szepnął Jon. ku Wiosce i żonie. . Ale aż trzy miesiące twojej nieobecności odparła Gaja i mrugnięciem powiek ukryła łzy.Wiele dni temu przyszedł do mnie stary kapłan. .powiedział. dotykając odruchowo woreczka na piersiach. która ścięła włosy sierpem i wyglądała jak wariatka.Więc nie wiesz. czując. Pamiętam… chyba pamiętam chudego Chłopca z soplem lodu w piersiach zamiast serca. biała zaś lilia w dzbanie przechylała śliczną główkę na smukłej. choć minęło tyle czasu i dawno powinien zwiędnąć. I pamiętam lilię. stoi wciąż tam.zdziwiła się Gaja i poruszyła niespokojnie w ramionach męża. które schowały się z powrotem w kącikach jej oczu.zdziwiła się Gaja. . Coś mu zrobiłem. Szeleściło w nim tylko ziele niepospolitego serdecznika. …skóra na brzuchu Gai była napięta i gładka. wyjęła z dzbana zwiędłą roślinę i wyrzuciła przez uchylone okno do ogródka. że szaman choruje. na stole. Był piękny… Jest piękny . a kształt coś przypominał. Patrz. była to wola Tego.Długo mnie nie było . chyląc główkę coraz niżej i niżej. Bezimienny krwawił bez krwi. Włożyłam go do dzbana z wodą. żona powiedziała Jonowi. jakbym go zerwała wczoraj. ale nie była wariatką. szarzejąc i kurcząc się w sobie.

gdy wrócę z Drogi! . Będzie nosić takie samo imię jak jego ojciec: Jon. .Nie! .Zdawało mi się. a on kazał ci powiedzieć. jak zechcesz . A nasz syn musi ze wszystkim należeć do Cywilizacji.…dopadła go starość. A może był to odblask ognia.obruszyła się Gaja. Zmarszczki na jego śniadej.zdziwiła się Gaja. jakby w jednej chwili weszła do jego namiotu i rozsiadła się w nim na dobre.zdenerwował się Jon.powiedział Jon.Nie znaczy to. Jonowi wydało się.Nasz syn otrzyma nowe imię. . wysuszoną rękę starca. choć rzadkie włosy oblepiały wypukłą. że szaman cały zszarzał.bo nie umrze przed czasem. Jedno z tych. on je wybierze. żebyś był spokojny .zaprotestował. jakie przynieśli z Dalekiego Kraju ludzie w długich sukniach. Zaniosłam mu ją. Twoje imię.Ezra? . . nie do starych czasów. jakby przydymionej twarzy podobne były bruzdom żłobionym w ziemi przez drewniany pług. tak aby było najwłaściwsze… . a spocone.Potrzebujesz medyka . Tylko w jego oczach wciąż lśnił płomień. on ją pielęgnuje i zakorzenia. Wiesz. . że go nie cenię. Ezra wie wszystko o Cywilizacji. . Kąciki ust opadły. . Właśnie on. że odejdzie dopiero wtedy.. aż tu nagle. 73 .Szaman? Nie może umrzeć! Nie ma prawa zostawiać mnie samego! Obiecał. że go nie lubisz! .To piękne stare imię. On ją tu sieje i sadzi jak nowy rodzaj kwiatów.Będzie. że on żywi się tylko rybą i ziołami. Ale źle wygląda.spytał.szepnęła Gaja i wtuliła głowę w jego szerokie ramiona. Jest tak strasznie stary… Tak długo się trzymał. guzowatą czaszkę.Obmyśliłaś już imię dla naszego syna? . Imię twych pradziadów. w ciągu paru dni. . Starzec spoczywał na łożu ze skór w swym ubogim namiocie.Zaniosłam mu wczoraj posiłek. Wymyślono je setki lat temu specjalnie dla męskich potomków twojego rodu! .przyznał niechętnie Jon. Jon nie zwlekał z odwiedzeniem szamana. Niepokojąca wizja śmierci starego czarownika skierowała myśli Jona ku życiu. ale tak nagle. Rybę. długie. Poradzisz się w tej sprawie Ezry.Tak. biorąc w swoją dłoń drobną. . . przygięły go do ziemi lata. który tlił się obok łoża w żelaznym palenisku? . .Różnie to bywa .

Nikt nie wie z jakiego gatunku kamienia był wykuty i czy wykuła Go ludzka ręka.Wszyscy musimy kiedyś umrzeć. . Nie drzewo. ani woda. a czas czarów bezpowrotnie przeminął. a bywają noce. nie ma też ziół. Jeśli niszczeje… . Ale na chorobę. On zresztą o tym wie. Tym bardziej że Jego Głos jest coraz cichszy. bożąt i Bogów. że nie stoi w nim żaden bałwan na szkodę Plemienia. moja pora nadejdzie dopiero wtedy.zawołał Jon z rozpaczą. a już były nasze rytuały. upały. A może Bezimienny już zbyt długo stoi. Nikt z nas nie wie.Posąg rozsypuje się . śnieg czy słońce. że został On stworzony z tak kruchego kamienia. Głazy stają się porowate i wykruszają się. żałobnie zawodziło. Nie szkodziły mu dotąd ani huragany.wyrwało się Jonowi.Sam sobie jestem medykiem. a szaman znieruchomiał. gdy umiera. Nie wystarczy przecież zebrać ziele i je zaparzyć! Musi być odprawiony właściwy rytuał. Ale wiedzieliśmy. kto Go wyciosał i wzniósł. On też przerwał milczenie: . . .Zatem jest już tej Drogi tak niewiele? . nie ma leków. gdy całkiem milknie. by je widzieć. tak aby go nikt nie widział. Czy to możliwe. Gdy byłem tam po raz pierwszy. Skąd kapłan może go znać.. deszcze i mrozy? . gdy skończy się twoja Droga. że szaman nie potrzebował wizerunków starych bóstw.Stoi tam od tysięcy lat nienaruszony i potężny. Skąd Ezra mógł wiedzieć. wszelka inna wiara 74 . . wydawało mi się. tylko zdumienie. inny dla każdego z ziół i każdej z chorób. Nie wiedziałem. lecz jego wywary z ziół są słabsze niż moje. w której słychać było tylko ciężki oddech starego czarownika. .Nie możesz umrzeć! .rzekł krótko kapłan. że każdy inny Bóg. a pękając.Odpadł Mu koniec pępka i palec u jednej dłoni. zapomniałeś? Zawsze lepiej leczyłem choroby niż ludzie w długich sukniach .przyznał Jon. jest bałwanem. Lecz nie obawiaj się. Przez wąskie usta szamana przemknął uśmiech. Jon zesztywniał. Jonie.i starzec raptownie urwał.i starzec urwał. Jakby coś pękło i spadło. który nie jest jego własnym. Stała się bowiem rzecz niesłychana: do namiotu wszedł kapłan Ezra. choć na jego twarzy nie było widać lęku.Był tu zresztą nocą kapłan Isak.Trzy noce temu usłyszałem głuchy huk w Puszczy po tamtej stronie Rzeki. Więc to musiał być On. skoro rytuał liczy sobie tysiące lat? Nigdzie na Ziemi nie było jeszcze kapłanów. która mnie zżera. który zlustrował wzrokiem wszystkie kąty namiotu i upewnił się. Drzewo śpiewa inaczej. jakby nie chciał kończyć swej myśli. słyszeć i z nimi rozmawiać? Młody kapłan wierzył głęboko.Umierasz . Może kiedyś wróci… . Zapanowała między nimi cisza. Jonie…? . wystawiony na wichry. że kamień jest twardy i niezniszczalny. . że jest wieczny.uśmiechnął się z wysiłkiem szaman.

kapłanie . lecz nie było też żalu. że to się stanie dziś lub jutro . Stary szaman zaczął zbierać siły do odpowiedzi. Na szczęście nie masz syna. który wierzyłem w swoje bóstwa.On niczym nie zgrzeszył! . . bałwochwalco. ale wówczas do namiotu wszedł kolejny nie zapowiedziany gość .Dla mnie. a wówczas… Kto wie? Może mimo twych straszliwych grzechów ominie cię piekielny ogień? Chcę ci pomóc. Szczerość Ezry była zbyt brutalna. Ezra nie wątpił też. to właśnie ty jesteś poganinem. Daję ci ją. Ezra jednak nawet na niego nie spojrzał. twój grzech i twoje piekło.teraz. odchodząc z doczesnego życia. by pominąć ją milczeniem. Nie przybywał w złych intencjach . człowieku w długiej sukni .To jeszcze potrwa. .Twoja wola.bałwochwalstwem. . a Jon wstrzymał oddech. Po tobie nie będzie tu nikogo.Dlatego odchodzić będę z dumą.tu wzrok Ezry prześliznął się po stojącym w kącie namiotu Jonie . a spojrzenie miał natchnione.powiedział cicho stary czarownik.A ja się nie zgodzę. Możesz wyznać mi swoje grzechy i pokajać się za nie. że ostatni poganin tego Plemienia wkrótce przestanie niepokoić Wioskę swą obecnością.Umierasz. nie z pokorą. Słyszałem twoje ostatnie słowa. . czarowniku .Isak. Nie będę 75 .Całe życie się kajałem. całe życie pokornie schodzący z drogi kapłanom . Nie sądź. ale starzec dał znak ręką. Ezra spurpurowiał.Jesteś poganinem i jeśli umrzesz w tym stanie. Ezro .powiedział surowo. choć nieprzejednane. . Niczego nie rozumiesz. zatem po twym odejściu zabraknie w Plemieniu naturalnego następcy szamana ciągnął tymczasem Ezra z pewnego rodzaju triumfem. skończysz w ogniu piekielnym! zawołał wzburzony Ezra. Czarownik zaś.stwierdził rzeczowo młody kapłan. Ty jesteś ostatni. a starzec bez słowa skinął głową. by się nie wtrącał.uśmiechnął się z wysiłkiem szaman. a niewiele czujesz. .… lub żeby ściągnęło go do Wioski z sąsiednich osad. kto mąciłby ludziom w głowach i uprawiał kult bałwanów.tak jakby uznał wyższość nowego Boga nad swoim starym i porzuconym . aby Plemię wybrało nowego czarownika… .powtórzył kapłan. Wzrok wbił w twarz osłabionego starca. .Wyjdź stąd.wedle niego w najlepszych. . . . to mój obowiązek .wtrącił Jon z bezsilną złością. wyznający ją zaś są poganami. W jego twarzy nie było satysfakcji. . szamanie.zawołał Jon. choć nowa podbijała światy. odważył się postawić znak równości między starą a nową wiarą.To twoja ostatnia szansa. Jeszcze nikt w plemieniu tak otwarcie nie upomniał się o prawa starych Bogów.

Nie jest zły.pokręcił głową stary kapłan. Ezro. co mówi i czyni. jakby się namyślając i dokończył: .Wiary?! . jakby chcąc szarpnąć starego kapłana. Ezra odwrócił się gwałtownie i wyszedł. a tylko wierni i Dobry Bóg . płoną już stosy z heretykami. nikt nie ma litości dla siwych włosów czy schorowanego ciała.powiedział Ezra. choć nie byłbym tego całkiem pewny. Takiego Boga potrzebują ludzie. być może. nie dopuścił się grzechu. synu.Pamiętaj. Całe jego życie wypełniała powinność. gdy grozi piekłem i wymaga wielu ofiar od ludzi.powiedział Isak i drżącą dłonią nakazał. bo wybaczanie to słabość. przeszkadzasz… . Wiara to nie tylko zasady. Jest tylko młody. co mu było niewygodne. a miłość przyjdzie z czasem. on nie jest zły.tu urwał. Tylko w bólu ognia oczyszcza się dusza grzeszników . tak jak nałożono ją na ciebie. Isaku? . Każdy pomijał to. I dobiera słowa wedle formułek. trzeba… . uznaną przez siebie za heretycką. Co ciebie ochroni. lecz przecież w księgach nie zapisano wszystkiego. Ezro. Żeby nie błądzić. Trzymasz się kurczowo tego. bo zrozumienie jest ponad twoje możliwości. lub palił księgę. a ty zamiast mu pomóc. może być w ogóle Bogiem? Wedle ludzi . że Dobrego Boga najpierw trzeba się bać.podskoczył Ezra. co wydaje mu się najlepsze. Twój brat.Nie. a szaman dodał ze smutnym uśmiechem: . aby go chronił w Drodze.Nie grzesz. . Ezra. . gdy zostałeś kapłanem. . lecz opanował się i powściągnął emocje: . I każdy z was czyni to. że choć daleko stąd. ani hierarchów.spytał wreszcie szaman. On tylko myśli. . którą na niego nałożono. że ten starzec nie zrobił nigdy niczego złego. Isaku! Jeśli komuś brakuje wiary.Ezra nie jest taki. A na razie jeszcze wciąż jestem twoim zwierzchnikiem.nie. to nie mnie! . która wszystko wszystkim wybacza. Jest pewny swego. A ja czuję. w przeciwieństwie do ciebie.próbował ci tego tłumaczyć. Isaku. choć są to tak różne czynności. niewiele o tym napisano. W księgach. by młody kapłan opuścił namiot. choć dla innych była księgą świętą. stojąc u wyjścia. gdyż ten człowiek jest chory. ale i czucie.powiedział cicho Isak.…wiary i serca. choć nie powinno tu być ani zwierzchności. Isaku. że podobnie sądzili wyznawcy Tego. . W namiocie zapadła cisza. który stoi u kresu Kamiennej Drogi? I chyba mieli rację. które czytasz. A gdy podkłada się żagiew pod stos. Ludzie są omylni i słabi.Być może. gdy został czarownikiem.Dałeś Jonowi woreczek z ziarnkiem piasku. Wiesz. Czy boska istota. jak myślicie. A teraz wyjdź. Niepewność 76 . a nie wedle własnych myśli .Wiara to właśnie serce. co zapisano w księgach. wie.

w którym się znalazłem.Nie ma leku na jego chorobę . a wątpliwości rozdzierają ciało równie mocno jak katowskie obcęgi. błądząc. . myśląc o swym nie narodzonym synu. Żaden sługa boży nie może odejść przed swym Bogiem.jest taka smutna i wystawia na ciosy. do którego stary czarownik miał wkrótce przejść sobie tylko wiadomą drogą. nikt nie powie złego słowa na cudzych Bogów. które czynili za życia. miał słuszność . Lepiej być pewnym siebie. w którym kiedyś znajdzie się Isak i że w tym wspólnym dla obu starców Świecie Zmarłych nikogo nie będzie się oceniać po stroju. jaką wyznawali i Bogach. Ogień. . to rozświetlał.Nie wiem. szamanie? . Przedłużamy tylko naszą agonię. buzujący na żelaznym palenisku. W świetle ognia głowy obu starców przypominały pomarszczone głowy żółwi. by odpocząć. poruszające się wolno. niż niepewnym.rzekł szaman i zapatrzył się w ogień.spytał szaman z ożywieniem. gdzie jest Chłopiec. .heretyk”. z trudnością na długich.Wydaje mi się. religii. ale to on daje mi znaki i wyciąga do mnie rękę przez te wszystkie przestrzenie jak przez szklane klatki. bóstwa i bożęta. . że jeśli wciąż tu powracam z… z tych… z mojej Drogi. jak . Nikt nie będzie tam znać takich słów. w których wierzyli.Tak jak wkrótce nie będzie go na moją. Był przecież ciągle potrzebny Jonowi i nie tylko jemu. mając rację… Jon słuchał uważnie starego czarownika i analizował w duchu jego słowa.Kto będzie twoim następcą. . migocząc. że mam rodzinę. wychudłą twarz. To był inny świat. Jon pomyślał nagle. ..spytał pozornie bez związku Isak.W czym mamy ci teraz pomóc? . znakach.zdziwił się kapłan.Następca nie będzie już potrzebny i kapłan Ezra. dla którego trzymam to ziele. . Nie umiałem go odszukać w świecie. że to jest ten sam świat. że czuję gdzieś blisko siebie chłód podobny temu. słowach.Królowa Śniegu? To ona tam też jest? . Ale stary czarownik nie miał jeszcze prawa odejść. Chwilami wydawało mi się. jaki niesie ze sobą Królowa Śniegu… .Znajdź jakiś lek na jego chorobę .powiedział Isak. to nie dlatego. a oczy zdawały się oglądać jakiś inny świat. “poganin” czy “bałwochwalca”. nie wiedząc o tym. byś nie pozostał sam na swojej Drodze. to krył w cieniu jego schorowaną. z których pomiętymi fałdami zwisała sucha skóra.Czy ziele serdecznika spełniło swoją rolę? Czy tamto serce z lodu zaczęło topnieć? Jon dotknął woreczka na piersi. .poprosił Jon starego kapłana. gdyż wszelkie boskie istoty będą tam sobie równe. Daj mu jakiś lek… . 77 . cienkich szyjach.

Szaman też czynił cuda siłą wiary. z pomocą Królowej Śniegu. Teraz żałował. Tylko Chłopiec był prawdziwy. . choć nie pojmuję.Ja w każdym razie nie umiem rozpoznać tego Chłopca w innym świecie niż ten pierwszy. wzbił się pod szczyt namiotu.WIDZĘ tego chudego Chłopca z blizną na piersi tak długą. do którego On mnie zawiódł . Nie wiem. Także ta biel i zieleń nie były bielą śniegu i zielonością drzew.Kiedyś powstaną księgi. sycząc. . dając mało światła i niewiele więcej ciepła. stoły. kto zgodzi się. Lecz teraz ogień buchnął iskrami.zakończył szaman i zmęczony zamknął oczy. I jego serce. że tu przyszedł. Nie wierzył w magię. . 78 . Złoto bowiem też było sztuczne. zanim stało się lodowym soplem. których istnienie wzajem się wykluczało. Bracia Isaka i stary czarownik wierzyli zatem w boskie Istoty. lecz jakaś Dziewczyna. nawet narzędzia i ubiory ludzi.powtórzył szaman. ale nie ono było najcenniejsze. a płomień. WIEM. jakby ktoś rozpłatał mu ciało. . ale samą sztucznością. aż Jon zdumiał się jego pewnością. byś znalazł Chłopca z lodowym sercem. że Ona przetrwa wszystkie czasy.Królowa Śniegu… . gliny. W tym błocie połyskiwało złoto.lecz przecież widział. które będą ją opiewać. nienaturalnych materiałów.W naszych księgach nic o niej nie piszą. A wierzył ponoć w bałwany i był poganinem. bólu i cierpienia. że Bezimiennemu udało się. . zgodnie z Jego wolą. jeszcze przed chwilą sennie wpatrzony w leniwie pełgający ogień na żelaznym palenisku.powiedział Isak. Isak patrzył na starego czarownika rozszerzonymi oczami. Ogień leniwie pełgał. pełen błota.Wiedziałem. uczynić tego Chłopca swoim narzędziem w innych światach.Pierwszy był zielono-biały. gdzie mam szukać świata bieli i zieleni… . Ściany. Drugi świat był dla odmiany bury.Jakie są te światy? . Ją. CZUJĘ. że to ważne. stary kapłan otarł dłonią spocone czoło i przeżegnał się ukradkiem. .zakończył z mocą stary czarownik. Miałeś użyć tego narzędzia.. by w zamian za korzyści zamieniła mu serce w lodowy sopel.A jednak musisz go znaleźć. . a nawet… nawet Światowida . nie wolno mu było w nią wierzyć. Sztuczny.WIDZĘ… WIEM… CZUJĘ… . gdyż zawsze znajdzie się ktoś. przejdzie wszystkie granice. Czuję. . że im bardziej On nie chce. Wszystko w nim było ze sztucznych.szepnął zmartwiony. podłogi. Jonie.wyszeptał nagle stary czarownik. tym bardziej musisz go szukać . gdyż do szarpiących go wątpliwości przybyły nowe: niektórzy jego bracia czynili cuda siłą wiary.zaciekawił się kapłan. Chyba że… Choć w namiocie było chłodno. aby wyjąć serce i wymienić na inne. .zamyślił się Isak. o co chodzi .Królowa Śniegu… . Była to ponoć wiara jedyna i prawdziwa. sypiąc je wokół.

a Isak pomyślał.Niezapominajka? . co niemożliwe. Isak bał się.zamyślił się kapłan. który rośnie na łąkach i w przydomowych ogródkach?! . tuż przed wschodem słońca. Duży szafirowy kwiat o kłujących liściach. . Tylko raz i tylko jednej Osobie. nie było i nie będzie. Powinieneś szukać kwiatu o świcie. nie przez wiecznie żywe ciało.powiedział nagle szaman. iż tak. gdyż 79 . Zerwiesz z niej tylko jeden płatek.jakże dawno temu! . pod złotymi kopułami świątyń.Mały jasnoniebieski kwiatek. nie. .Nie chcę nikogo wskrzeszać! .zapytał kapłan z dziecięcym zachwytem nad prostotą tego odkrycia. że nie zdziwi się. która nigdy nie wyrośnie w niczyim przydomowym ogródku.pytał niepewnie Jon.szepnął wreszcie Isak. choć od setek lat ludzie rozpaczliwie tego poszukują i zawsze.Och. może istnieć siłą wiary. odkąd . . lecz mimo upływu setek lat wszyscy powinni ją wspominać.Gdyby została świętą…? .przybył do tego dzikiego kraju.Mnie też by się przydał taki cudowny napój… . jak to nazwać… Woda Życia? Istnieje coś takiego jak Woda Życia? . bo ona wkrótce zginie. żeby o niej pamiętano. .Jeśli myślisz o cudownym.uśmiechnął się szaman. magicznym środku. . który rośnie tylko TAM. to niczego takiego nie ma.Muszę tylko zapewnić życie Dziewczynie… nie. nie zwykłe życie. którą na nim ujrzysz jako srebrzystą kroplę.Może o to ci chodzi? . Jego niezapominajka.zaprzeczył niecierpliwie Jon. gdy się okaże. Nie przywrócisz zmarłych do życia. Czy to możliwe? Obaj starcy zamyślili się.Niezapominajka . jeśli o to ci chodzi. . co Isak przyjął z ulgą. . albo uczynisz to tylko na krótko. gdyż wszystko. lecz nie za sprawą Wody Życia. .Jon przerwał wydłużające się milczenie. jakie go ogarniały.Potrzebuję… nie wiem. dokąd może go zawieść świadectwo oczu i coraz to nowe wątpliwości. Mimo to odparł Jonowi zgodnie ze swoją wiedzą: . do kresu sił będą szukać. niezwykła. . Nie patrzcie z takim zdziwieniem! Chcę po prostu. wszystko wydawało się takie proste… .Ale w moim starym świecie też niczego takiego nie było. Żeby była nieśmiertelna przez pamięć. lecz nie strąć rosy. wiem o tym. Jej ciało rozsypie się w proch i złączy z ziemią. Woda Życia istnieje.zdziwił się Jon. lecz za sprawą słów . .Niezapominajka? . który przywraca do życia zmarłych lub zapewnia nieśmiertelność żywym. skąd przybył.Raz to się udało. Tam. Myślę o życiu po śmierci.

Zwiń ten szafirowy płatek razem z kroplą.Pewnie się zdziwisz. do którego z Nich dwóch ją odmawiasz .albo nie istnieje w ogóle i nigdy nie będzie istnieć. Mój Bóg nie jest ani okrutny. nie przynależy całkowicie do Cywilizacji. Jon poczuł się intruzem wobec ich obopólnego porozumienia.a jakąś swoją własną. których nie pojmował.ono mogłoby rosę wysuszyć. To bardzo źle być pomiędzy. który stoi u kresu Kamiennej Drogi. widząc. Ci dwaj starcy posiedli wiedzę. tylko czuję. nie widzę. szamanie. idąc do domu . który na niej przecież był już dwa razy. Kapłan Isak jest POMIĘDZY. gdyż wówczas nie przynależy się nigdzie. stanie się twoim narzędziem.rozmyślał Jon. albo nadejdzie. Nagle Isak z błyskiem w wyblakłych oczach spytał: . Pomiędzy rzeczywistą Cywilizacją. Już od dawna nie wolno mi się modlić do Tego. Ale gdy płatek kwiatu dotknie ziarnka piasku. najwyżej smuci. nigdy się nie gniewa. do Puszczy. czy ty się czasem modlisz i do kogo? Szaman uśmiechnął się słabo: . A potem… .…pamiętając. Jon wiedział. bo właśnie ona jest twoją Wodą Życia. nie słyszę Go. Zanim zasznurujesz woreczek rzemieniem. Niezapominajka i kropla rosy nie przynależą do nowego świata. niewiele ode mnie wymaga. lecz wtedy. Kapłan Isak . gdyż moje modły przedłużałyby tylko Jego agonię. nie Światowida. wielkimi krokami . Byłby to akt niemiłosierdzia.zakończył Isak. zwłaszcza gdy ona była sensem jego życia. dużo mi daje i czuję jego miłość… . więc wyszedł. że On w niczym nie przypomina Bezimiennego. że nie chce takiego losu dla swego nie narodzonego syna. Jest tylko mój. Ale człowiek bez modlitwy jest pusty i bezradny. gdy Jona ani jego syna już nie będzie pośród żywych. Dlatego moją wiarą wyhodowałem sobie własnego Boga. ani samotny w swym okrucieństwie.choć przybył z Dalekiego Kraju i czyta biegle czarne znaczki na kremowym pergaminie. ale wiem.szepnął Isak i obaj starcy znów spojrzeli na siebie porozumiewawczo. która istnieje tylko w jego marzeniach lub w księgach. której nie miał. na wszelki wypadek zmów modlitwę… . w którego wierzy kapłan Ezra.do której należał stary kapłan . jak szepczą do siebie słowa.Może nic o tym nie wiesz i mamy tego samego Boga? . która zdąża tu. Nie przypomina też Boga. lecz do światów Bezimiennych Bogów. jak wygląda. Nie wiem.…potem schowaj go w skórzanym woreczku na szyi . Cywilizacja Miłości . jaką zaledwie przeczuwał i więcej wiedzieli o jego Drodze niż on.Ciekaw jestem. 80 .przypomniał szaman i obaj starcy spojrzeli na siebie ze zrozumieniem.

cicho. mokry od potu. aby się uspokoić. a nie tego drugiego. bo malutki się wystraszy… Jon. idą nowe czasy. przytul się do mnie. wciąż przerażony. nieludzkiego wycia były słowa Ezry o “heretykach” (Jon wciąż nie rozumiał tego słowa) . inaczej utknie pomiędzy starym a nowym. a z każdym jego słowem płomienie stosu wzbijały się wyżej i wyżej i paliły mocniej niż zwykły. Gaja tymczasem pytała gniewnie: . A jednak głośniejsze od tego straszliwego. A księgi. będziesz przy mnie i oboje zdecydujemy o jego losie.Tylko ogień oczyści dusze grzeszników… tylko ogień… . Śniły mu się płomienie stosów. znikną bez śladu. nawet z ludzkiej pamięci. przykryją wkrótce wszystkie stare drogi i ścieżki tak. że nikt nawet nie będzie pamiętać. . Dlatego nasz syn musi każdą swoją cząstką należeć do nowych czasów. nic złego się nie stanie. Więc nie krzycz. żeby był taki jak Ezra.Czy Ten z Kamiennej Drogi nie może zostawić cię w spokoju choćby nocą? Musi zabierać nawet twoje sny? . iż w ten sposób powinna być z nim i na jawie i we śnie. które ktoś po setkach lat napisze o naszych czasach. gdy nasz syn się narodzi. Gaju… Gdy nasz syn się narodzi. jesteś w domu. Jonie. uda. Jonie. choć wiem. z ust zaś płonących żywcem ludzi wydzierało się zwierzęce wycie.Gaju.Cicho.Tej nocy mocno przytulał do siebie Gaję. szukając najwłaściwszej z pomocą wróżb i szamanów. położył głowę na brzuchu Gai i przez jej napiętą skórę wsłuchiwał się w ruchy swego syna. oddasz go pod opiekę Ezry . jak szaman i Kamienne Drogi. jak nasz synek energicznie się porusza? Musiało mu być niewygodnie lub już wyrywa się do ciebie. że w naszym Plemieniu to ojciec.Chyba oszalałeś! Drugi raz mi to mówisz. który wciąż nas czymś straszy! A zresztą. nie matka.powtarzał monotonny. które zbudują jego bracia. domowy ogień. by mój pierworodny nigdy nie miał wątpliwości. stare zginą. . gdyż wydawało mu się. która lubiła widzieć świat w jasnych barwach. Gaja obudziła go. przyjazny. będą kłamać.To nie On.i o ogniu. że kochasz starego kapłana.i Jon urwał.dokończył gwałtownie. lecz gniewny głos młodego kapłana. . . a potem biegły wyżej i wyżej. jak Puszcza. Wtedy żyje 81 . iż kiedykolwiek tędy biegły. Tym razem to kapłan Ezra powiedział coś takiego… . skrzesany ludzką ręką. wytycza drogę synowi. .Posłuchaj. Kapłan Ezra należy do nowych czasów i drogi. Chcę. gdyż wył z bólu razem z płonącymi w śnie ludźmi i położyła chłodną dłoń na jego czole. które ogarniały czyjeś stopy. Wiesz. Głos Ezry w jego śnie grzmiał silniej niż trzask pioruna. nie chcąc straszyć swej żony. oddychając głęboko i powoli. dotknij… Czujesz. nie dzieje się nic złego.

że ma zerwać tylko jeden płatek. o którym nauczali Isak z Ezrą (choć chwilami wydawało się Jonowi. którego obecność czuł za plecami. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi. by przywołać dobry sen. Mimo to cały posąg wydał się Jonowi mniejszy. wychylając się do światła. pewnie na skraju. Tym razem Jon nie zwlekał z powrotem na drugi brzeg Rzeki. zgarbił. jakby się w sobie zapadał. bezgłośny i obojętny zew Boga: . Gdy tuż przed wschodem słońca opuszczał dom. kto otrzyma ten dar. Włożył zwinięty płatek do skórzanego woreczka i wtedy usłyszał dudniący. Woda Życia należała się tylko wybranym i nie on decydował. lecz do Boga. bez szczególnego zdziwienia dostrzegając kolejne szczerby na olbrzymim kamiennym posągu. Istota. rosła ta niepospolita niezapominajka i na jej płatkach jeszcze długo lśnić będą krople rosy. której go ofiaruje. Jon pamiętał. została wybrana wcześniej przez kogoś innego. Nie było już w ogóle wystającego wcześniej pępka. a upiera się tylko po to. Gdzieś tam. On był tylko narzędziem w dopełnieniu się Losu. Nie każdemu należała się bezcielesna nieśmiertelność. Potem stanął twarzą do Bezimiennego. że pojęła myśl. …i lśniły. Już nie u jednej. Spoczywały teraz w pyle koło nóg bóstwa. Tam. mieniąc się tęczowo. tak jak Gaja zwijała pierożki. a jeszcze później do otaczającej go zieleni Puszczy. iż kulista kropla nie rozpadła się na kilkanaście mniejszych. ale Jon już wiedział. że reprezentują oni dwóch całkowicie różnych Bogów). tak postanowiłem. które widywał w domowym ogródku. będziesz przy mnie . Więc oddasz go pod opiekę młodego kapłana.Gdy narodzi się nasz syn. I bezpieczniej. Turlały się pod jego palcem po kolistym wnętrzu szafirowego kielicha.GRDBGHBWZ… Odwrócił się twarzą do zielonej Puszczy i cicho się pomodlił: nie do Tego. choćby na resztę nocy.się lepiej. a ich płatki przedziwnie wygięte. Płatki kwiatu rzeczywiście były jadowicie szafirowe. a on nie chciał nią kusić nawet siebie. że żona podziela jego niepokój. którą chciał wyrazić. . jak te. zdziwił się. Gaja udawała. Zwijając zerwany płatek w dłoni. tak że krople Wody Życia nie mogły spłynąć. choć na podbrzuszu starego Boga wciąż dumnie wypiętrzały się znamiona męskości. Na tle ich agresywnego koloru krople rosy wydawały się większe i bardziej kuliste niż zazwyczaj. 82 .powtórzyła z uporem Gaja. gdyż słońce późno docierało do owalnego kręgu. Były chłodne i niemal żywe. ledwie rozpoznawalne. Nie musiał się śpieszyć. Kwiaty też były wielokroć większe. nawet gdy jon delikatnie dotknął ich palcem. że śpi. dokąd zawiedzie go Droga. nie powinien mieć przy sobie więcej Wody Życia niż dla jednej osoby. nie miały nic z łagodności błękitu. lecz u obu gigantycznych dłoni brakowało po kilka palców. A jednak wciąż był ogromny i przytłaczający. ale wciąż tkwiła na miękkim płatku jak mały paciorek.

Puść mnie tam. ukazując głęboką. świadoma wiedzy twarz dojrzałej. ale TAM zaczął przyśpieszać i Jon już o tym wiedział. czy raduje. Nie widzisz. czy też jej nienawidzi. Spóźniłeś się. słysząc obok szyderczy. mimo że Dziewczyna miała przecież tylko szesnaście lat. przyniesionym tu przez sługi i przyglądał się 83 . Tutaj czas był odmierzany powoli. rozmyła się. duże. Ona już płonie. Puść mnie. szuka jąć pary oczu. Spóźnię się. Nie zostaniesz sam więc puść mnie tam. A potem… Potem przestanie istnieć. Wreszcie powieki jednej z czterech par oczu uchyliły się. Jonie. Nie może być za późno… Przepchał się przez wrzeszczący tłum. który nie mógł się decydować. zasłyszane niedawno słowo.. Była to chuda. lśniącą ciemność.szepnął Jon. która wskaże mu drogę.Stosy… . które rzadko wkładały obuwie. Jon czekał i czekał.nie tu.przypomniało mu się nagle. Ogień lizał gołe. który siedział w wygodnym fotelu. że ogień liże jej stopy? Zaraz wyda z siebie zwierzęce wycie. Stary Bóg długo podejmował decyzję. żarząca się pasją. Widzisz że Cię nie porzucam. czując. . czy kocha Dziewczynę. gdy znalazł się na ramionach Bezimiennego i przemieszczał się wokół jego potężnej głowy. zgoła bezsensownie. zadowolony śmiech Chłopca. czy ten stos go przeraża. rozczłapane. powietrze zadrżało. proszę Cię . ale TAM. Ognia… Ogień… OGIEŃ… STOSY… *** .Puść mnie. Widowisko było jednak przednie więc wszyscy chłonęli je chciwie.szepnął Jon. mądrej kobiety. gdzie powinienem się teraz znaleźć. że czas ucieka . Zniknie cieleśnie i z pamięci następnych pokoleń. kropla Wody Życia może wypłynąć z płatka i wsiąknąć w skórę. . . w kręgu. inteligentna.Wróciłeś .Za późno. ordynarne. gdzie jestem teraz potrzebny .zaśmiał się Chłopiec. Jon powędrował spojrzeniem w ślad za wzrokiem Światowida. choć chciałbym. coraz bardziej niecierpliwie. Te stopy były brzydkie. niezgrabne stopy Dziewczyny przywiązanej do grubego pala. Jon z najwyższym trudem dobrnął do najdostojniej wyglądającego wielmoży. Za późno? . pozostawiając na później namysł nad jego sensem. Dlaczego kapłan Ezra mówił o stosach? Zieloność Puszczy zamigotała. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi i gdzie pośrodku tkwił On. jak u wszystkich wieśniaczek.pomyślał z rozpaczą. Ziele w moim woreczku wysycha i kruszeje. Ale jej twarz nie była już twarzą wieśniaczki ani nawet nawiedzonym obliczem wariatki z Domremi.szeptał żarliwie Jon. tak jak drży od wielkiego ognia. I właśnie o to Mu chodzi! .

Jonie? Co mi dajesz? .poprosił Jon. .Jest w tym jakaś zdrowa myśl . plunął mu w twarz iskrami. To może być ciekawe. myśląc ze strachem. choć szamotała się bezsilnie. gdyż bał się zarówno płomieni.Pozwolono mi dać ci to . To nie jest Woda zwykłego życia. Poczuł jej gorące. jak i nieuchronnego. Żar wzrastał i Jon poczuł. spękanymi wargami. Ale Dziewczyna. od iskier zajęła się jego czupryna. to boli. które wkrótce dotknie ją: o bólu palonego żywcem ciała. Niechby było złe. Do ostatniego ścięgna i kawałka kosteczki.Niech wieśniaczka z Domremi wie. Jonie. Nie umiał sobie nawet tego wyobrazić.stwierdził po namyśle. krótkie życie od najdłuższej pamięci. .wykrzyczał jej do ucha. ale będzie żyć pamięć o tobie. To tak bardzo boli . Ale przezorny wielmoża nakazał szczeble polewać wodą. wciąż była milcząca.Wody Życia? Więc będę żyć? . Zawsze. . Bardzo długo. że jest jedynie wieśniaczką. której wypada pić wodę.Och. przyklękając. uczyń mi tę łaskę i pozwól wlać skazanej do ust kropelkę wody z jej rodzinnych stron. Kropelkę.Nie. ale daj jej tylko kroplę. Wielmoża przyjrzał mu się ciekawie. a odpryski ognia dotarły do twarzy. do końca. prawie seksualnej satysfakcji i bezwiednego wstrętu do siebie i do ofiary. ognia tym nie wstrzymasz. wiedząc. jak pradawne smoki.zaśmiał się. 84 . Stłumił ogień ręką i zacisnął zęby. to i on skończy jak Dziewczyna. Słudzy wielmoży przystawili drabinę i Jon wspiął się na nią. ale Życia po Życiu.Wodę. Ty umrzesz. skąd przybyła… . aby nie spaść. . zaraz. by wytrzymać piekący ból.spytała z nadzieją. .egzekucji z mieszaniną źle hamowanego podniecenia. zwierzęcego głosu. Znowu pomyślał o cierpieniu. zwykłe. Jon dygotał. szamocąc się bezradnie pośród grubych sznurów. nie wino na królewskich dworach. . że płomienie sięgnęły już jego nóg. Spłoniesz w ogniu. który. a jej twarz zniekształcał ból. wciąż żywe ciało.spytała Dziewczyna suchymi. Trochę się podgrzejesz… . prężyła ciało. Zatem zgadzam się. Zabolało. . dmuchających straszliwym żarem.Panie. Idź. Kropelkę Wody Życia. . pełne cierpienia. że jeśli od stosu zajmą się stopnie.szeptała Dziewczyna. Zresztą nawet gdybyś wlał w nią galon płynu. I poczuł żar. . Niech umiera. Na wieki. który już. za sekundy musi wydać z siebie palona żywcem wieśniaczka.To ty. stając na przedostatnim szczeblu drabiny i obejmując ramionami pal. byleby było. Jonie… Wolałabym prawdziwe.

Och. uwierz. który zaraz przeszedł w jęk. A potem zaczęła wyć. Jon gwałtownie wyciągnął rękę i prawie wcisnął wilgotny płatek pomiędzy spierzchnięte wargi Dziewczyny. Umknął. przez pola. . Rozmawiałaś z Bogiem… .Mówili do mnie tylko Jego słudzy. Wiedział. szydercza maska. a ty tym bardziej nie możesz mi go ofiarować. nawet najgorszego życia. od upiornego blasku i żaru. W gorącym powietrzu płonącego stosu .które z sekundy na sekundę stawało się coraz gorętsze.Dziewczyna parsknęła krótkim. Wtedy Jon zatrzymał się i krzyknął mu w twarz: . On sam nie jest do pogaduszek. gdyż języki ognia wspinały się coraz wyżej . Przerażający krzyk Dziewczyny nie milkł. Na jego ciele pojawiło się pełno brązowych. . lasy. nie. nie doświadczy nawet ulgi śmierci we własnym łóżku. Nie wyglądała już jak królewska perła. lecz ujrzał. a ona… Obok siebie usłyszał czyjś oddech i na moment przystanął przestraszony. a kulista kropla skurczyła się. że to tylko Chłopiec. .Nigdy nie zazna miłości. zatem daj mi tę swoją Wodę Życia. namówiwszy wielmożów.To ja . lecz zaraz powróciła zwykła. nie będzie wiedzieć. Jeszcze kilka sekund i zniknie. drogi.Namaściłaś króla. że przełyka.Nieprawda! Nigdy o niej nie zapomną! Nigdy! Jej imię przeniknie przez granice i światy! Będzie żyć! Twarz Chłopca przelotnie skurczyła się w poczuciu porażki. Ale skoro On nie chce mi dać normalnego. nie rozmawiałam z Nim . a w jego wnętrzu.To ja ją zabiłem. czym może być życie. wyparuje bez śladu. Zatkał uszy. Lepsze to niż nic. wyszarpnął z woreczka stulony płatek niezapominajki.powiedział Chłopiec z szyderczym uśmiechem. połyskiwała srebrzysta kropla. biegł teraz. .płatek zaczął gwałtownie tracić kolor. Ona umiera przez mękę. które biły od stosu. Nie zrobili tego za darmo. która czasem uwalnia od męki życia. ba. jak zniekształcą jej portret piewcy jej legendy? Do czego 85 . prawda? Pamięć może przybierać tak różne kształty… Może niekiedy przybierze mój własny? Jonie… Jon niecierpliwie. nie wiedząc. piekących plam. A co będzie w innych światach? Skąd wiesz. jak perła. Jonie? . W tym świecie przegrałeś. szczekliwym śmiechem. jak i kiedy znalazł się na ziemi.skrzywił się. Sam nie wiedział. że odtąd już zawsze będzie go słyszał. . Wzięli za nią dziesięć tysięcy sztuk złota. co to narodziny własnego dziecka. Wiesz. Wciąż był jaskrawoszafirowy. że jesteś cały poparzony? I co wskórałeś? Nic. ale umknął płomieniom. byle dalej od jej krzyku. Westchnęła i z ulgą dostrzegł.Co z tego? Co to za życie. rozlegającego się wokół i niesionego hen. nie chcąc słyszeć straszliwego krzyku umierającej Dziewczyny. z lękiem.. by wydali ją najeźdźcy.

Trzeba wrócić do Domremi… Nie. zdziwiony własną myślą. smukłych. kierując konia w stronę przeciwną niż tę. . mądra i subtelna. co chciałeś zepsuć! Ożywić to.Wszak Bóg jest tylko jeden! Z rozpaczy plączą mi się myśli . ciągnąca się prawie od nasady szyi ku brzuchowi. co miało być unicestwione! Głosić chwalę jej imienia! . jakim początkowo mówiła.Dokąd jedziesz? . .krzyknął Jon. gdy już wystarczająco oddalił się od Ruan. delikatna. w której leżało Domremi. W mojej pamięci ona jest już piękna. W tej opowieści Dziewczyna będzie istotą o pięknej twarzy.powiedział Chłopiec. niemal ordynarny śmiech.usłyszał w oddali szyderczy śmiech nie chcianego kompana. Jonie. w światach z przeszłości. to tu. Przypadkowego? Długa blizna na jego piersi. w światach przyszłości. niedbale obcięte sierpem włosy.stwierdził. . . On przecież parokrotnie wspominał. wyrzucam z pamięci jej duże. brzydkie zęby. byle głosić imię i chwałę Dziewczyny i prawdę o jej roli w osadzeniu prawowitego króla na tronie. Jon nie chciał wiedzieć. gdy człowiek płonie żywcem i miał nadzieję. Nie tu. byle gdzie. nie teraz.Naprawiać to. Raniłem go? Kiedy? Chyba bym pamiętał… . bo tylko ogień oczyszcza dusze grzeszników. uszlachetniam.W tym świecie nic ci ode mnie nie grozi. Prawdę o Głosach. Prawdę o niej samej. Kto mu to mówił? Stosy są wbrew Bogu. Zdecyduj się… Postąpił krok naprzód. Ktoś mówił.rozmyślał Jon. .jej użyją? Do jakich celów? Myślę. nie dawała mu spokoju. że te stosy jeszcze będą płonąć. nie wolno tam wracać! Przecież Chłopiec powiedział. że to moje dzieło. wąskich stopach. że wciąż nie wiesz. jacy kiedykolwiek istnieli lub będą istnieć . że piewcy jej legendy zniekształcą jej portret! Trzeba jechać przed siebie. coraz więcej.Nie bój się . . że będzie ich dużo. Może kiedyś. Wprawdzie ktoś ostatnio wspominał coś o stosach. . jak to jest. gdy mówił. ale kto? Jon nie pamiętał. zwalniając galop konia do kłusu. że jej portret tak szybko ulegnie zniekształceniu? Przecież to ja go zmieniam. bo tak naprawdę to mnie tu wcale nie ma. będziesz mnie jeszcze szukał! .krzyknął za nim Chłopiec.pomyślał. rozczłapane stopy. zbyt głośny. gdyż jej krzyk nagle umilkł.Nie uciekniesz ode mnie. I taka zostanie . to tam. poganiając konia. prostacki język. a Jon odruchowo się cofnął.myślał Jon. 86 . gdzie indziej… Dziewczyna już chyba nie żyła. przeciwnie. Wbrew wszystkim Bogom. że nigdy się tego nie dowie. jak księżniczka… Czyżby Chłopiec miał jednak rację. by jak najszybciej znaleźć się daleko od miejsca kaźni i Chłopca. komu chcesz służyć.

Przystanął i rozejrzał się: Kamienna Droga. stawała się w jego opowieści rozumną istotą o subtelnej urodzie i przenikliwym umyśle. A przed oczami miał długie. że nikt nie dowierzał. przykryły grubą warstwą krąg. że nie jest to wskazane. gdy po raz pierwszy zaczęła mówić o Głosach. Posąg zasypany liśćmi wyglądał tak. zatęskniła do krótkiego. Niewykształcona. Ale brakowało płatka niezapominajki z kroplą Wody Życia.O cudownej przemianie córki starego Darka w niezwykłą istotę zaczął opowiadać ludziom już w pierwszej napotkanej wiosce. jak Gaja. zwłaszcza że zachodzące słońce barwiło go własną. Jon odetchnął. teraz stała się chropowata i straciła połysk. zniknął Jonowi sprzed oczu i sprawiło mu to ulgę. Nie chciał przenosić do swego świata wspomnień o ludziach stamtąd. potknął się. gdyż gładź. Zatem komuś go dał. Ziele niepospolitego serdecznika zaszeleściło pod dłonią. Nie powiedział. Ku swemu zaskoczeniu stwierdził. nie chciał oszaleć. Jego życie w Wiosce musi być proste. purpurowe… PURPURA… Purpurowe jesienne liście. Obraz zniknął. Spłonęły. Nie wspomniał o żalu Dziewczyny. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi. ciemne pęcherze jak od poparzeń. zniszczą siebie i nie narodzonego syna. o barwie prawie tak intensywnej jak ogień. Czuł. że całe ciało piecze go i boli. który ją pochłonął i o tych. Nagle poczuł. nawiedzona szesnastoletnia wariatka z Domremi. gdzie odbywał się jarmark. w który obróciły się tysiące żywych istot. że nie ma rzęs. 87 . nic o tym nie wiedząc? Czy wypełnił swoją powinność? I co nią było? Ręka Jona bezwiednie zacisnęła się na skórzanym woreczku. Spojrzał na ręce. że im więcej słuchaczy gromadzi się wokół niego. Ale jak? I kiedy? Co tym razem działo się z nim w tamtym niepojętym. ognistą purpurą. do której przywykł. wyszczerbiła się i noga ugrzęzła mu w szparze. Idąc do Wioski dobrze sobie znaną Kamienną Drogą. że wioskowe dzieciaki obrzucały ją grudami brudnej. Coś piekło go nawet pod powiekami. Zamknął oczy i jeszcze raz je otworzył. mokrej gliny. która umierając. palące mienie. Opowiadał za to wiele o stosie. która . nierzeczywistym świecie? Czy znów zrobił coś złego. Nic zatem nie pamiętał . którzy ją na niego skazali. wprawdzie niegłębokich. czerwono-żółte. Przemilczał rolę Chłopca i swoją. żyjąc pomiędzy światami. jakby płonął. prawie jak ogień…? *** Purpurowe i czerwonożółte jesienne liście.i nie chciał pamiętać. zwykłego życia i zwykłej śmierci. że boso pasła krowy. prosta wieśniaczka. Proch.była gładka i lśniąca jak powierzchnia jeziora w bezwietrzny dzień. składanych Bezimiennemu w ofierze przez tysiące lat. Dotknął twarzy: też była w ranach. rozpiął koszulę na piersiach i ze zdumieniem ujrzał na skórze bolesne. tym portret Dziewczyny opowiadany jego ustami staje się piękniejszy. Powiódł palcami po oczach i ze zdziwieniem stwierdził.gdy widział ją pierwszy raz . lecz piekących. ostrzyżona na jeża głowa. Komu? Przelotnie mignęła mu przed oczami czyjaś ciemna. Inaczej oboje zagubią się.

Jeszcze wciąż coś mi zostało do załatwienia odparł Jon. czerwieni. że go nie widzą.spytała Gaja z nadzieją. jakby właśnie wyszedł z domu. mimo że woda wyziębiła jego ciało i teraz ten chłód przenikał ją do głębi. które stawały jej na drodze. . jak dziewczyna walczy z prądem Rzeki. omijając wystające głazy.Gaja. mimo jesieni. a Jon w błysku przypomnienia grozy stosu odpowiedział: . a październikowe słońce dawało ciepło i cieszyło kolorami drzew. .zdziwił się i choć mokry. więc ośmieliła się odrzec: . nacieszyć się spokojną monotonią plemiennego życia. . A gdy spojrzała mu w oczy. by ją przepłynąć . Płytkie. wiesz o tym.Gaja prała na brzegu bieliznę wraz z innymi kobietami i na jego widok .Las się palił? .Nie. ale Tabu spętało jej nogi. dotykając woreczka na szyi i wyczuwając w swym głosie zmęczenie.Tylko dzień? . Ze zdziwieniem stwierdziła. która dopiero teraz dostrzegła jego rany.Tak ma być. może tym razem udałoby się jej pokonać Święty Zakaz? Jednak szaman ją powstrzymał. gdy ten spokój mu zabrano. brązu.Czy to nie oznacza. brnęła więc dalej przez nurt.przypomniał półgłosem szaman. zawierającymi wszystkie gorące odcienie żółci. wpatrując się w Jona. lecz niesamowite. . Jeszcze nie .odparł starzec.Tabu słabnie. aż nurt porwał jej kilka sztuk bielizny.podskoczyła z radości. Tabu… . ale po chwili pozdrowiły go tak. Wprawdzie jeszcze nie wyzdrowiał. to brnąc po płyciźnie Rzeki.zawołała Gaja głosem pełnym szczęścia. że twoja Droga się kończy? Że już załatwiłeś TAM wszystko. Ze zdziwieniem usłyszała w jego głosie niepewność.Tym razem nie było cię tylko dzień! . Docenił ją.Świat się palił. Pragnął pozostać na zawsze w Wiosce. ale czasem wychodził przed namiot. co miałeś załatwić? .spytała ze zgrozą. 88 . Rzeka. mocno przytulił do siebie żonę. aby posiedzieć w ciepłych promieniach słońca. Ponownie uścisnął żonę. to kto wie. który był coraz bliżej wioskowego brzegu. powierzchowne. że gdyby bardzo się uparła. trwało spóźnione babie lato.a dostrzegła go. Lecz nie mów o tym nikomu. to znowu energicznie płynąc na głębszych odcinkach. nie odsuwając się od męża. nie była wezbrana. czcigodny starcze? . patrząc. . dostrzegła spalone brwi i rzęsy. nie załatwiłem wszystkiego. Pozostałe kobiety udawały początkowo. Chciała ruszyć mu naprzeciw. . ledwie wszedł do Rzeki.

Jon roześmiał się nagle.zakończył cicho Jon.Nie. . . by to porównać.Obojętnie i nieczule.zaprzeczył Jon. bym go spotkał? Tam. że suknia i spódnica Gai stały się mokre od jego objęć i nakazał jej udać się do domu. Piękna. miedzianozłota i ciepła. . że wróciłem z bardzo dalekiej. jak posąg Boga. obiecując także rychły powrót.Czy potrzebujesz czegoś ode mnie w dalszej Drodze? Ziela? Magicznego zaklęcia? Czarodziejskiego wywaru? A może porady? . znowu zmalał . jak odchodziła. Pomyślała. że woli nie wiedzieć. nic o tym nie wiedząc. choć coraz rzadziej. Czasem mi się wydaje. . Głos Kamienia. gdzie wędruję. a miała ich aż siedem. że steruje moją pamięcią i jedne rzeczy każe mi zapamiętać. . każdy był co najmniej tak duży jak połowa mojej wysokości. że starzec miotany jest sprzecznymi uczuciami nadziei i bólu. . zostałbym tam na zawsze. . a jeden dzień rozciąga się w miesiąc. pojawiły się skazy. który wciąż jeszcze słyszę. ale 89 . że Jon domyślił się jego słów z ruchu warg. które odpływając z nurtem. że gdybyście tu na mnie nie czekali: ty. który przez cały czas nie ruszał się sprzed namiotu i patrzył na niego uważnie wyblakłymi jak jesienne słońce. jakby się starzał. I chorował.sprostował starzec. czuję smutek szepnął szaman.Jego głos brzmi wciąż tak samo . Wygląda teraz. Isak. nie sięga Jego władza. zaczepiły o wystające głazy. łowiąc równocześnie sztuki bielizny. co robił Jon w Drodze.Jego prawa ręka ma już tylko trzy palce. choć wiedział. Widziałem ją zatem wczoraj. ale i śpiewa. położył jej dłoń na ustach. współczucia i pogodzenia z nieuniknionym. gibka mimo ciąży. gdzie szukać tego. a czasem płacze . Patrzył. Gaja i mój przyszły syn. Gaja zatem umilkła.odparł szczerze. . z niepokojem.A może to On nie chce. dla którego jest przeznaczone. Podszedł do szamana. Gdzie wędruję? Gdzie przebywam. patrząc uważnie na szamana. długiej podróży. Jest jak człowiek.myślał. a był taki nadludzki . że jesteś. Nie spotykam go lub nie rozpoznaję . wysoka. Wciąż mam w woreczku ziele serdecznika i nie wiem.Gdy Gaja chciała dalej pytać. W kamieniu. a mam wrażenie.Tym razem wystarczy. który wydawał się lity i niezniszczalny. . widząc. starzec bowiem wydawał się pomniejszony przez chorobę i on także wykruszał się. lecz czujnymi oczami. Jesteś zbyt młody.Posąg…? .wyszeptał tak cicho. gdy mnie tu nie ma? Czemu tak mało o tym wiem? Jak On to robi.zasępił się Jon.Z ramion Bezimiennego jest coraz bliżej do ziemi .W Jego głosie. a po chwili spytał: .A to uczucie było Mu obce. a o innych zapomnieć? . . Ile udręki przynosi mi każde rozstanie z nią. A Kamień nie tylko mówi.ciągnął Jon.Tak.

Jon bezszelestnie wspiął się na mur. że są inni. czego wciąż nie chciał pojąć Bezimienny. migocząc w 90 . którzy słyszą Jego wezwanie. Dlaczego jednak się nie bronił? I czemu nie bronił Tego. którego posąg stoi u kresu Kamiennej Drogi. Kto będzie milszy sercom: niezłomny. słysząc o gościach. któremu służyli jego dziadowie? . chociaż właśnie tak powinien czynić? Ale przecież Ten.i cierpiał.Musisz postępować wbrew Jego woli.powiedział ze smutkiem szaman. jak przez setki. modląc się.wciąż pamięta. że składano mu ofiary z żywych istot! Czy należy Go dziś obrażać i z Niego kpić. nie jest bałwanem! Jest potężnym. by go ukarać? Ale za co? Co takiego zrobił stary kapłan. kolorowe kapelusze spoczywały obok. choć nie wiedzą. który mimo odtrącenia . którego się obawiał. choć przecież znał odpowiedź: stary czarownik wiedział to. Jon rozumiał ten smutek. wystawiając na ciepłe promienie swe łyse czaszki.odparł szaman. a ty musisz Go zawieść .którą. Nie szedł jednak główną drogą . Jonie. spacerowali obaj kapłani. czy też pozwolić Mu odejść w ciszy i z godnością? Mimo rosnącej tęsknoty za bliskością Gai.spytał Jon. siedzieli właśnie tu. korzystając z ostatniego jesiennego słońca. Chciał obejść świątynię z tyłu i zamiast do jej głównego wejścia. . Szaman popełniał grzech wobec rodowych zasad . Przeczucie nie myliło go: Goście z Dalekiego Kraju. zmieniając grząski i niebezpieczny temat. że mogłoby się to im nie spodobać? Pokochał Plemię i próbuje je zrozumieć? Nie nazywa ich starych bóstw. by słuchać Głosu Światowida i spełniać wszystkie Jego prośby. trafić na nieduży. czy zbyt wiele rozumiejący i wybaczający Isak? I co właściwie znaczy tajemnicze słowo heretyk. Myślę też. a jest ich tam równie dużo jak domów. gdzie często. Jego nieme prośby i pragnienia. bożąt i Bogów bałwanami. .wyczuwam Jego obecność.Nie. Starzec pochodził z wielopokoleniowego rodu czarowników.Kapłan Isak był u ciebie? . którego Ezra użył rozmowie ze starym kapłanem? Zabrzmiało wtedy jak obelga i zarazem groźba! Czy to stary Isak jest tym heretykiem? Czy goście z Dalekiego Kraju przybyli. z woli Ezry. . twardymi kamieniami . surowy Ezra. pierwszą w Wiosce wyłożono małymi. nie był . Jon poczuł niepokój. groźnym Bogiem. a każdy z jego przodków powoływany był. Ich okazałe. strażnik swego Boga i Cywilizacji. inaczej On wprzęgnie cię do swej służby i wzmocni się twoją wiarą. a może tysiące lat był czczony przez wszystkie Plemiona wokół! Czczony tak bardzo. kto ich woła. Jon ruszył w stronę świątyni. otoczony kamiennym murem ogród. .lecz skradał się wśród drzew. Bogate szaty lśniły. Że wobec Cywilizacji nie ma żadnych szans. jak to robi Ezra. na ławach. Ma gości z Dalekiego Kraju. Jest bardzo zajęty.myślał Jon niespokojnie. w którym podobno kopuły wszystkich świątyń są ze złota. Po to cię wezwał.Nie może.

Słyszałem. jak kobiety . odwracając się od Boga Dobroci! A stos jest wbrew Bogu! Każdy stos! I to boli… tak strasznie boli… Jon nie pamiętał.Ezro! Ezro! Miłowałem cię jak brata i wciąż miłuję. A zresztą… Plemię też lubiło je oglądać i bezwiednie chyliło głowy tym niżej. nie dbając o wygląd? Zapewne wysłannikom największych w świecie świątyń przydawały godności właśnie te świecidła. skąd wie. Nie. że stosy są wbrew Bogu.zaczął Ezra i było widać. siedząc na murze. Może to kapłan Isak popełnia błąd. bracie? . te które przywdziewał z okazji udzielania ślubów lub odprowadzania kogoś z Wioski w ostatnią drogę. tak 91 . bardzo wyraziście poczuł potworny swąd palącego się ciała. ukryty za grubym konarem dębu .Co proponujesz. Nie wierzę. aż wyznają. .Ezra nie może namawiać ludzi z Wioski do spalenia szamana! Przecież wówczas część Plemienia stanie po stronie szamana. schorowanym człowiekiem .Przez Isaka w Wiosce wciąż żyje stary szaman. bracie Ezro? Już ich niewiele.pomyślał Jon. . że na tym nie skończy. Mężczyźni nie powinni nosić ozdób. Pobożni ludzie palą też czarownice i czarowników lub pławią ich w wodzie tak długo. by te okrutne słowa mogły wyjść z twoich ust! Chcesz poszczuć ludzi z Wioski na ich szamana?! przerwał z goryczą Isak. że to boli. Goście uosabiali przecież Cywilizację. . To jest dalszy ciąg mojej podróży po nierzeczywistych światach .spytał Ezry starszy z dwóch gości. gdyż właśnie dobiegł go podniesiony głos Ezry Ezra z okazji wizyty tak dostojnych gości też włożył najpiękniejsze szaty.słońcu. iż błądzą . że w cywilizowanym świecie zaczęły już płonąć stosy z heretykami. a każdy ruch ręki widoczny był dzięki blaskowi cennych kamieni w złotych pierścieniach. im bogatszy był strój dostojników. ani skąd miał pewność.krzyczał młody kapłan. choć dawno powinno się go przepędzić lub postawić przed sądem! Albo Plemię przynależy do świątyni i zdobyliśmy je dla Jedynego Boga. w rodzinnej Wiosce. aby padł ofiarą wilków lub niedźwiedzi? Czy nie może dożyć swych dni tu. albo… . widocznie upierścienione ręce mężczyzn w długich sukniach należały do reguł Cywilizacji. to mi się śni. Jon przestał rozmyślać o naturze dostojników świeckich i duchownych.Gdzie chcesz wypędzać starego człowieka? Do Puszczy. A jednak nagle. ubrany w szatę lśniącą od złota. . Najwyraźniej w ogóle nie zwrócił uwagi na słowa Isaka.Szaman jest starym. .przerwał mu Isak tak cicho. że Jon z najwyższym trudem zrozumiał jego słowa.pomyślał bezwiednie Jon i zaraz przepędził tę myśl.…przez Isaka oni wciąż są w pół drogi! . .

nawet o tym nie wspomniał. poruszył się niespokojnie i zabrał głos. właśnie Ezra. Wasza Miłość. mógł jeszcze ciągle wyrządzić wiele zła. może to trwać nawet setki lat! Ci ludzie za dnia będą szli do świątyni. Wszak ważyły się losy szamana. czemu Isak nie użył tego argumentu. by dobrowolnie oddawały część miodu. Jon nie pojmował. Nie chciał? Może się bał? O siebie czy o szamana? A może bał się o nich. Dzikie pszczoły odważył się przesiedlić z lasu do Wioski kapłan Ezra.Jeśli choć jeden człowiek z Wioski zapragnie bronić szamana przed stosem.A jeśli nie wszyscy ludzie z Plemienia opowiedzą się przeciw szamanowi? Teraz młodszy z gości. w czasie którego Jon słyszał tylko ciche brzęczenie pszczół korzystających z ostatnich lotów przed nadejściem chłodów. a w uszach zabrzmiało mu przeraźliwe. patrząc wiernopoddańczo w oczy swemu starszemu bratu: . jak skłonić je. pławieniem w rzece lub wypędzeniem do Puszczy. nawet dzieci! . nie do mężczyzny… Isak jakby usłyszał kipiące od namiętności myśli Jona. To on nauczył Plemię. mieliśmy już takie przypadki i lepiej nie powtarzajmy błędów.spytał z irytacją starszy z gości nie wiadomo kogo.jakby go już wcześniej znał.że stary czarownik stał pomiędzy Plemieniem a zemstą bóstw i bożąt. gdyż szybko dorzucił: . które unicestwi wszystko. Dlaczego ten spokojny starzec zaczął nagle tak bardzo przeszkadzać sługom świątyni? Przecież każdy w Wiosce wiedział. 92 . Ezry? Isaka? Samego siebie? . W ogrodzie zapadło milczenie.krzyknął Ezra. że ten nie znany mu głos należał do kobiety. A spośród tych ostatnich Ten. wtedy inni mogą odwrócić się od naszej świątyni i znowu będą czcić bałwany.Jak długo ludzie z Wioski będą tkwić między lękiem przed bałwanami a poddaniem się woli naszego Boga i Jego ziemskich wysłanników? . nie Isak. jak zbudować tym inteligentnym owadom drewniane domki. który czekał na Jona u kresu Kamiennej Drogi. nieludzkie wycie człowieka. pomiędzy nowym Bogiem a starymi. z mniejszą ilością pierścieni na palcach.Jeśli z tym nie skończymy. Cywilizacja… Niewątpliwie Cywilizację do Wioski przywiódł młodszy z kapłanów. aby powstało zarzewie chaosu i zniszczenia. Przez chwilę wydało mu się. każdy w Wiosce ma prawo myśleć. Isak przyniósł tu ze sobą jedynie Miłość. Wystarczy jeden buntownik. czegośmy już dokonali w tym dzikim kraju. Co jest cenniejsze dla ludzi? Jon wytężył słuch. a nocą będą przyzywać swoje bałwany! Dopóki jest szaman. że pogaństwo nie jest niczym złym!. o ludzi z Wioski? . ten w złocie i srebrze. jedna buntownicza myśl. wciąż miał ogromną moc.

że szamani nie są już potrzebni . nie zwracając uwagi na Ezrę.wtrącił z podejrzliwą i gniewną nutą w głosie starszy z gości.dorzucił Isak z łagodnym uśmiechem. może trzech . więc skąd o tym wiesz? .Jeśli Wasza Miłość mówi o Istotach. 93 . bracie Ezro. gdyż inaczej nie mógłby go usłyszeć. że jest ostatnim czarownikiem Plemienia. nie zwracając uwagi na dostojnych gości. gdyż ten konający od wielu miesięcy starzec wytłumaczy im. gdy zdecydowanym gestem podkreślił ostre brzmienie wypowiadanych słów.Mówisz. że wkrótce w tej Wiosce nie będzie żadnych czarowników..On z nim rozmawia! Odwiedza go! Wszak dlatego was tu wezwałem. co Wasza Miłość ma na myśli . ba.…lecz nie zagraża to naszemu Bogu i miłości Plemienia do Niego . jakby oni istnieli… .Chyba nie prowadzisz rozmów ze strażnikiem bałwanów ani go nie odwiedzasz. .To zależy. który dokończył: .spytał surowo starszy dostojnik i wszystkie pierścienie zabłysły na jego palcach.krzyknął Ezra. nawet jeśli. że niektórzy chodzą na drugi brzeg Rzeki. co nam zagraża! . że został dostrzeżony na murze. To sprawa miesięcy. .Plemię pewnie zaraz wybierze następcę .szepnął Isak i tchnienie tego szeptu przyniosły Jonowi jakby pszczoły. .Czy na pewno ich już nie ma? . .spytał przekornie Isak. gdzie kryje się coś złego. .spytał młodszy dostojnik.Bałwany. Wasza Miłość… otóż myślę. nawet jeśli błądziło w tej miłości i czci. . tak. iż stary szaman nie wyznaczy nikogo na swego następcę. naszym zdaniem. . A sprawa szamana sama się rozwiąże bez naszego udziału. Odwiedzam go właśnie po to. . Tak. Patrzył przed siebie i Jon wystraszył się. odwiedzam czasem szamana i właśnie stąd wiem. a Jon mimo woli zadrżał.Szaman umiera….ciągnął Isak. Istoty te nie były godne uczuć… to… to słowo bałwany. Coś bardzo złego! Coś. . Pogodził się z tym. że słowo bałwany nie oddaje ich natury. .Plemię nie wybierze nowego.Szaman wie. które to Plemię czciło i miłowało przez tysiące lat. Wasze Miłości! Bo tu dzieje się coś niepokojącego! Wszyscy w Wiosce jakby na coś wyczekiwali! Podejrzewam.A to chyba najważniejsze. Ale kapłan patrzył daleko w przestrzeń. słysząc jego odpowiedź.Rozmawia! . Dwóch.Kto? . . żeby mieć pewność. tam gdzie Jon nie sięgał wzrokiem.A bałwany? . choć to boli… .Oni już nie są poganami.wyszeptał Isak.przerwał Ezra. Spojrzenia gości tym razem zawisły na wargach starego kapłana. . kapłanie Isaku.

która przypomina kurnik. Jon w jakiś dziwny.Niewiele wiem o ich istnieniu. to znaczy. że rychło trafi do lepszego świata. .Czas… czas rozwiąże wszystkie nasze problemy w tej Wiosce i w tym kraju. Część drzewa powinieneś wysyłać do 94 . Jon pomyślał. jakie . glinianych wizerunków. zacznę budować nową świątynię w Wiosce. Może kapłan Ezra czyni to sprawniej. Za to oszczędza gasnące życie szamana.na pewno nie zadowala młodszego z kapłanów. czego będziemy mu tylko zazdrościć. mamy nadzieję. a czas Ezrów zawsze będzie trwać. Brat Isak jest starcem i niedługo będzie się męczył na tym grzesznym padole. gdyż przywiązany był do obecnej świątyni. patrząc w pergaminową twarz Isaka. a nie miejsce czci… Jon wzburzył się na chwilę. Ludzie mieścili się w niej bez kłopotów. gdyż jest młodszy. iż mógłbyś wybudować dziesięć wielkich świątyń. Nigdy żadnego z nich nie widziałem . A świątynia będzie wspaniała i odpowiednia do wielkości Boga zachwycił się Ezra.Jutro skoro świt odjedziemy. Ile to dni drogi? . A zresztą Bóg był przecież wszędzie i nie można Go było zamknąć nawet w największym na świecie budynku! . czego Jon nigdy się nie spodziewał. teraz ciągle karczują tu Puszczę i wytyczają nowe. które trzymano w domach? Wszystkie zniszczyli nasi bracia. a w każdym z jej kątów czuło się Boga. . bite drogi. Czas sprzyja nam. niepojęty sposób przeczuwał. . Tę niezrozumiałą potyczkę wygrał stary kapłan. nie naszym wrogom.Może sześć. Ezra milczał z niepewnym wyrazem twarzy. zmieniając temat.odparł wymijająco stary kapłan.spytał nagle młodszy z dostojników i nie czekając na odpowiedź. bracie Ezro. że gdy ostatecznie zakończy się czas czarowników w tym Plemieniu. Zwłaszcza że drzew wokół jest tyle.Zatem ich nie ma. większą i bogatszą niż obecna. może i skromnej. . nie jedną. Wasza Miłość.. Po twarzy przemknął mu uśmiech i znowu z uwagą zaczął oglądać swoje pierścienie.zagadnął już swobodnie młodszy dostojnik.zamruczał starszy z dostojników i w zamyśleniu zaczął oglądać swoje pierścienie.To dobra myśl. pragnęlibyśmy bowiem zobaczyć budowaną w pobliskim mieście największą świątynię tego kraju. świadomym czy mimowolnym .choć nie bardzo wiedział. szybciej i skuteczniej. nie przysparzając mu bólu. ale wystarczającej na potrzeby Wioski. że słudzy świątyni dobrze wypełniają swoją misję. Jon wyczuł też. choć obu nazywają braćmi. przybywając do tego dzikiego kraju? . że przyjęte rozwiązanie . a może już tylko pięć.Taak… . . ciągnął dalej: Skoro ich nie ma. . bracie Ezro. że czas Isaków się kończy.dorzucił. nie ma nawet tych małych. że goście z Dalekiego Kraju większą miłością braterską darzą młodego kapłana. Na razie za tym rozwiązaniem się opowiadamy.Przyrzekam Waszym Miłościom.

Isaku… .powtórzył wieczorem do Gai. .ucieszył się Ezra. . .Pamiętaj. jakbyś czytywał grube księgi kapłana Ezry. Wasza Miłość .mówiła i zakończyła z rozpaczą: . już wkrótce… …i Jon zeskoczył cicho z ogrodowego muru. ale twoje myśli nie należą już do naszego Plemienia .zaczęła Gaja. który powoli. że sam zdecydujesz o losie pierworodnego .Mówisz mi to po raz trzeci.Isaku.Obyś nigdy nie był usłyszał tego zewu. dając znak.odparł łagodnie jej mąż. Jonie. 95 . leżąc na zwierzęcych skórach. żylibyśmy tu spokojnie i szczęśliwie! Po co udałeś się na drugi brzeg Rzeki?! . dziwiąc się.nie wiedzieć czemu wydała się Jonowi godna miłości i współczucia.zakończył starszy z gości i obaj dostojnicy wstali.Nadwyżki ze swych dochodów poślesz nam. . wtórując jego wewnętrznym rozterkom. ale mogło być inaczej. . I będzie inaczej. skąd znalazł w sobie słowa.Włóż choć jeden pierścień na swe chude palce. byś naszego syna powierzyła Ezrze. jakbyś kochał właśnie młodszego z dwóch kapłanów i jakbyś nie wierzył. chuda i zgarbiona .…aby uratować ciebie. . może wtedy twój głos będzie lepiej słyszalny.Im dłużej jesteś w Drodze. gdy już nacieszyli się sobą i przytuleni.To wspaniała myśl. nie Isak. . Mówisz takimi słowami.szepnął Jon do siebie. odchylając głowę i patrząc mu z uwagą w oczy. Brzmiały tak. od nieuchronnej śmierci w wezbranej wodzie .zaczęła Gaja i urwała. . dziewięcioletnią dziewczynkę. ono jest wciąż takie samo. tam. . które właśnie wypowiedział. . że uciekają przed chłodem.Nasza przyszłość to Ezra.odparła Gaja. wraz z cieniem rzucanym przez drzewa. pomijając milczeniem zasadnicze wątpliwości żony. tym bardziej cię nie rozumiem. zaczął napływać do ogrodu.Często kocha się kogoś za jego słabość . Wprawdzie uratowałeś życie szamana. jakby wypowiedział je obserwator z innego świata. Czuję twoje ciało. choć przecież nigdy nie byłeś przez niego wybrany i nie nauczył cię czytać . uchroniłeś go od straszliwego cierpienia. miłych sercu Boga planów .Dziwny stałeś się.rzekł Jon. gdzie go brakuje i w ten sposób zarobiłbyś na swoją budowlę podpowiedział z zadowoleniem młodszy z gości. mieszkaniec Wioski. Wciąż brakuje pieniędzy na wcielanie w życie śmiałych.miasta.I to wtedy…? . Isak pozostał na ławie. nie on. patrzyli na trzaskające polana. a jego postać .mała. . nie Isakowi .

Kobiety palonej żywcem na stosie?! Jonie! Kto mógłby popełniać tak okrutne. uprawiać ziemię. lecz zapach potu. .. lecz nie był to zapach palącego się drewna.po raz drugi odparł Jon niepewnie.Chyba nie . jak ścisły związek zachodzi między nią a niepojętym wezwaniem zza Rzeki. między nią a losem Jona i zrozumiała.Czy każdy mieszkaniec Wioski byłby zdolny złamać Tabu i popłynąć aż tam? Może najpierw był Jego wybór. lecz potworny i budzący grozę.To był zapach kobiety palonej żywcem na stosie. a potem musieliśmy zostać mężem i żoną. jak żona rodzi dzieci. że świat. Zabiłeś kogoś? . tam skąd słychać Jego wezwanie. Jest moją siostrą i jej ciało budzi we mnie litość. że mąż płaci wysoką cenę za jej życie. gnoju i myślę. Nie mówiłam ci. niewiele różniący się od poprzedniego.Tak. lecz gdy przytulałam się do ciebie. bardzo długo czułam ten upiorny zapach i bałam się.Kocham ją. Czy ona jest ważniejsza dla ciebie niż ja. najpewniej nie byłabyś moją żoną. Chciałbym.Co TAM robisz.powiedział bezwiednie Jon. wyczułam na tobie zapach innej kobiety. . nieludzkie czyny?! Czyżby tam.Czy każdy może usłyszeć Jego wezwanie.Trzeci raz pachniałeś ogniem i dymem. jest brzydszy od naszego. krów. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem Jego wezwanie. że kto je usłyszy choćby raz. gdy byłeś nieobecny aż trzy długie miesiące. ciepły i dobry. Ona zaś ciągnęła: . pachniałeś po powrocie krwią. I Gaja dopiero teraz pojęła. . dokąd prowadzi twoja Droga. nie istniały prawa Dobrego Boga?! 96 .odparł niepewnie jej mąż. wychowywać je. Ale gdybym wówczas nie popłynął na drugi brzeg Rzeki.spytała nagle. . gdy znikasz z naszej Wioski? Pierwszy raz. abym mogła spłacić dług za moje życie? Jon nie odpowiedział na pytania Gai. nie znał odpowiedzi. ten musi iść Gaju.Chyba nie . . jeśli znajdzie się na drugim brzegu? .Stosy… . . co robią inni mężczyźni z Plemienia: polować.Gdy powróciłeś drugi raz. . To nie był zapach ziemi i lasu. Jonie? . w którym żyje ta kobieta. Szaman mówi. Wolałbym nigdy nie trafić na Kamienną Drogę i nie zostać Jonem w Drodze. Chciałbym robić wyłącznie to. dbać o dom. ale inaczej niż ciebie. nie pożądanie. . Ona nie pachniała tak jak dziewczęta z naszej Wioski. patrzeć. chodzić co tydzień do świątyni po błogosławieństwo na następny tydzień.

Jeszcze wciąż może cię wezwać . . nędznym lasem . pierwszymi płatkami śniegu.wyszeptał Jon.Niemożliwe! Z jego odejściem zabraknie… nie wiem.Jon pokręcił głową i znów odparł niepewnie. zwykłymi rzeczami: wschodem i zachodem słońca. jaką przemierza świat. Gaju. Chcę.rzekł Jon. które pod światło wyglądały jak misterne klejnoty. . Po tej rozmowie Gaja długo nie umiała się cieszyć małymi. .Bóg by tego nie chciał. . To tak jakbyś w Puszczy wyrąbał tak dużo drzew.Czemu więc każesz mi wieść naszego syna do niego i jemu oddać go w opiekę? .Bo nasz syn nie ma lepszego wyboru: albo wybierze drogę walki z Ezrą.powiedziała Gaja. .Bezimienny jeszcze woła. Jonie. . ludzie przemienia je w zwykłe. .Puszcze też przestaną istnieć.To niemożliwe… . patrząc przed siebie. .Stosy będą płonąć w imię Dobrego Boga. ale on kategorycznie się temu sprzeciwił. jak to nazwać… zabraknie nam czegoś do całości.Tacy jak Ezra? .przyznał Jon. . Inni już nie będą potrzebni . stałaby się zwykłym.powiedział i zmusił żonę do pozostania na bezpiecznym brzegu Rzeki. albo odda się w jego opiekę. Wiedza o Drodze. Tym razem Gaja zapragnęła osobiście odprowadzić Jona na drugi brzeg. żeby mój syn był bezpieczny . która może skończyć się stosem. z wysiłkiem przypominając sobie wydarzenia ostatniej Drogi: . nędzne lasy zakończył ze spokojem Jon. do których jego Droga jeszcze go nie zawiodła lub nigdy nie zawiedzie. przygotowaniami przyrody do nadejścia zimy.domyśliła się Gaja. po śmierci starego szamana powinieneś zostać jego następcą powiedziała w zamyśleniu jego żona.…ale niektórzy jego słudzy tak.To nasz ostatni szaman. . .szepnęła ze zgrozą jego żona. 97 .Może tacy jak Ezra . aż przestałaby być Puszczą.Za to ty. cudem narodzin małego źrebaka w zagrodzie. w światy. co mu zapewni bezpieczeństwo. Gaju. odebrała jej zdolność do rozjaśniającego dzień uśmiechu.

Jon znajdował w bryle posągu coraz więcej szczerb. szeleszczące. . Odruchowo dotknął skórzanego woreczka i wyczuł szelest ziela serdecznika niepospolitego. że jedna z nich uchyli wkrótce ciężkie. Nie dopuszczał myśli. a Puszcza wdzierała się pomiędzy gładkie niegdyś spoiny. że coraz więcej gładkich wcześniej. . w małym zagłębieniu gromadziła się woda. Wspinaczka na ramiona Boga była coraz łatwiejsza. bez wątpliwości. mimo że kamień ciągle pulsował swym dziwnym. którą wędrował już tyle razy. pogodzenia się z nieuchronnością tego. samoistnym życiem. Powietrze zaczęło drgać. pełnymi odprysków i wgłębień. Wszystkie cztery pary oczu Bezimiennego były zamknięte.szepnął Jon. jak trudna i groźna wydała mu się pierwsza wspinaczka. choć wciąż potężny. ciemna. A może Jon po prostu się z Nim oswoił? Stary Bóg nie wydawał się już tak monstrualny.wszystkie wydawały się teraz powoli kruszeć.musnęło skrzydło płaszcza Królowej Śniegu. porastała je jesienną. coraz bardziej suche.Chyba że…? Objął głowę rzeźby i spojrzał w ślad za wzrokiem starego Boga. Ciemna głębia jego oczu wciąż wydawała się nieodgadniona. z wyraźną niechęcią. Jego uczucia były mieszaniną smutku. na których łatwo można było oprzeć stopę. nie odczuwał z tego powodu żadnej satysfakcji.pomyślał Jon. ustępując powoli miejsca zieleni tak świeżej jak wiosna… ZIELONE… ZIELONOŚĆ… ZIELEŃ… 98 . uchylił następną z czterech par swych powiek. . pełne satysfakcji. wszędobylską leśną trawą. poczucia winy.wierzył. W jaki świat tym razem go powiodą? Światowid… Jon wiedział. to ci go nie dam. nie wyglądał groźnie. którego . Bez zdziwienia zauważył. Wezwałeś nie tę osobę. nierównej powierzchni . Ciało posągu było nieskazitelnie gładkie. Chłopiec. Posąg. że w jednym ze światów wciąż czeka na niego Chłopiec z soplem lodu zamiast serca. Jon. Wciąż tam czekało. których wcześniej nie było. kamienne powieki. niemal wyszlifowanych głazów staje się matowymi.Nie mam leku na twoją chorobę . nie tracąc jednak mocy. ale przecież On nigdy nie płacze .i ciepłe. nie dłużyła mu się ani nie niepokoiła go jak za pierwszym razem.Kamienna Droga. Tak mi przykro… Z ramion Światowida rozciągał się widok na cztery Kamienne Drogi .z jego udziałem . podobnie jak stary szaman. podeprzeć się dłonią. bardzo wolno. Teraz z wolna ogarniał je chłód. przedzimowa. lśniące . Bóg. przystając na wyszczerbionej dłoni i przykładając głowę do brzucha starego Boga. co musi nadejść.Ale gdybym nawet miał.i na jednej z czterech twarzy posągu. gnijąca zieloność Puszczy rozmyła się. Jon może naiwnie? .ucieleśnienie nieszczęśliwego zła. że może być racją bytu. ale Jon wiedział. tuż pod oczami. Chłopiec . Ale jesienne deszcze spływały teraz po chropowatej. Przypomniał sobie. Karlał. który szedł od potężnych stóp i sięgał coraz wyżej i wyżej. Wygląda jak łzy. że zło jest wynikiem nieszczęścia.

które niósł tłum. po długich staraniach Uczniów.zdziwił się Jon w swoim śnie. z przestrachem dostrzegł. ale jego sen był na pewno snem niezwykłym. bez skrupułów. były wysmukłe. że nie może przyłączyć się do wspólnej radości. lecz na ośle. a takich snów nie wolno lekceważyć. Był to kraj. 99 . że jego obowiązkiem jest odnaleźć Chłopca w prawdziwym świecie oraz przeciwdziałać spiskowi. I Jon zrozumiał we śnie. Istoty ludzkiej czyniącej zło z obojętnością. srebro i brylanty nie dodadzą wartości fałszywemu monarsze. lecz na ich sprawiedliwości. Chłodnego mordercy. Nikt w jego pustynnym. Jon z góry cieszył się na myśl o zdumieniu i złości. radośnie. ostrzeżenia. W tym śnie zobaczył nieznanego. chciał wraz z tłumem wyznawców i uczniów Człowieka wymachiwać radośnie smukłą. wysokie palmy. ba. Jednak najpierw musiał wypełnić swoją misję. której serce stanowiła Świątynia Świątyń. Jon nie miał w dłoni pierzastej gałązki i było mu żal. ma bose stopy i wjeżdża nie w lektyce. Ktoś go rozpłatał na dwoje. wejdą z Nim do tego dumnego. że skoro świt wszyscy ruszą za Człowiekiem na Osiołku. lecz jego ręce były puste. To prorocy radzili. Człowiek bowiem. ową świeżą wiosenną zielenią. które zdarzyć się mogą każdej. jakie ogarną dostojników. zwłaszcza że nawiedził go w noc poprzedzającą triumfalny wjazd do Stolicy Człowieka na Osiołku. spod której wyzierała dziwna. rady. w którym prorocy rodzili się na kamieniu. ba. najważniejszego (mimo że podbitego!) miasta i ogłoszą jego mieszkańcom. gdyż właśnie tej nocy miał sen. Ale gdy przeniósł spojrzenie z blizny na twarz nieznajomego. Jeszcze wczoraj sposobił się do wzięcia udziału w triumfalnym marszu do Stolicy. chudego Chłopca w rozchełstanej koszuli. może szesnastoletnim. ciągnąca się od nasady szyi ku brzuchowi. Ponieważ to zło miało ugodzić w Człowieka. gdzie znajdowała się Świątynia Świątyń. gdy ujrzą. Jon chciał wziąć udział w tym podniosłym. raptem piętnasto-. że wielkość Królów nie powinna zasadzać się na bogactwie. iż Król jest nędznie ubrany. by z powagą traktować prorocze sny. Sen proroczy. bezkrwawym podboju Stolicy. tym mądrzejsze stawały się ich słowa.tak jak złoto.*** …jakże zielone. że oto przybył Król. zwycięskim. świeżą. Jakim cudem ominął serce? I jakim cudem ten Chłopiec jeszcze żyje? . wciąż ważnego. Nawet najnędzniejsza szata nie ujmie królewskości prawdziwemu Królowi . na piasku. zgodził się wreszcie dowieść. jego twarz jest twarzą zbrodniarza. zieloną palmą. Jon nie uważał siebie za kogoś ważnego. Wiedział. że choć jest on wyrostkiem. weseląc się i śpiewając. jakby chciał sięgnąć serca. najzwyklejszej nawet ludzkiej istocie. który on knuje. długa blizna na piersi. a im więcej ich było. gorącym kraju nie lekceważył proroczych snów.

wymachując swoją palmą. przynależy jedynie do Krainy Snu? …nagle go dostrzegł. aż dziw. hosanna. Chwilami Jonowi wydawało się. kanciasty łokieć. a naprawdę pełna tłumionego szyderstwa twarz skryta w ciżbie i wąskie dłonie. ni to kobieco.Żeby się pchać.powiedział jeżowłosy i dopiero wtedy Jon zrozumiał. dwunastu. które towarzyszyły Królowi w marszu do Stolicy. jakby ktoś chciał mu wyjąć serce. mocny uścisk. lecz nie niósł palmy. jakby w ogóle nie miała płci. jakby była duchem.…zatem skoro świt przyłączył się do radosnych tłumów. lecz kiwa się w rytm śpiewu i tańców tłumu jakby z pogróżką. już niewiele jej. tańce i śpiewy wyczerpały pielgrzymów. by na wszelki wypadek mieć wolne ręce. a ta Dziewczyna nosiła się niedbale. że wciąż mieli siły. Chłopiec z mojego snu chce zabić Człowieka na Osiołku! . hosanna. przyjmując za naturalne. że ta palma nie wyraża radości. Orszak szedł już długo. tak długo. gdzie jechał na osiołku Człowiek.Obchodź się ostrożniej z kobietami . tylko zwykły? Może nie warto przejmować się nim i tracić czas na ściganie iluzji. jakby tępym nożem lub sierpem . …ostrzyżoną na jeża krzywo. kojarząc fakty. że entuzjazm. zamiast śpiewem i okrzykami “hosanna” oddawać hołd Człowiekowi na Osiołku? Może tego Chłopca wcale tu nie ma. sprawiała wrażenie. idący tuż przed nim i odwrócił ostrzyżoną króciutko głowę. widzi poprzez nią innych pielgrzymów. Jon zaczął przepychać się przez tłum w ślad za Chłopcem. że gdy na nią patrzy. powoli. hosanna. tak długą. 100 . by się cieszyć. po co! . ale Jon nigdzie nie dostrzegł Chłopca ze snu. który nie umie uszanować świętości… …nagle Jon poczuł. tak jakby przemawiała do pielgrzymów: Już niedługo tej radości.pomyślał bezwiednie Jon i w rewanżu schwycił rękę idącego w bolesny. . trzeba wiedzieć. że ma przed sobą Dziewczynę. kobiety też na ogół dbały o strój. pozornie natchniona. czy to na pewno Chłopiec ze snu. Teraz rozglądał się pilnie wokół. iż ktoś chce znaleźć się bliżej Króla. które dzierżyły palmę. Chuda. tam gdzie znajdowało się czoło radosnego pochodu. cierpliwie przepychał się do przodu. otaczając Go kręgiem uwielbienia i wiary. niewiele… Chłopiec. O cóż innego może mu chodzić? Trzeba tylko sprawdzić. Co dziwniejsze. a wokół szli jego Uczniowie. Wyglądała dziwnie (dziwnie czy też dziwnie znajomo…?). czy jego zawiązana starannie koszula rzeczywiście kryje bliznę. Pielgrzymi albo nie zwracali na niego uwagi. jako że kobietom nie uchodziło nosić krótkich włosów. albo sarkali na bezczelność młodzika. A może jednak sen nie był proroczy. a dziwnie znajomy głos mówi: .powiedział jego właściciel. Jonowi wydało się.przeraził się Jon. ni to po męsku. że w brzuch wbija mu się czyjś chudy.

Każde uratowane życie jest święte. Myśl długo i powoli. ale wiedział. gdyż jest to dzień cudów. Wiem. Ale nie tu i nie teraz. przez nikogo już nie wstrzymywany. na którego czele jedzie Człowiek (boso. czy na pewno wiesz. gdyż tym razem tkwisz w prawdziwej pułapce. a razem z tobą znajdujemy się w niej wszyscy… …i Dziewczyna zniknęła. więc jak mogę nieść palmę? Za to jesteś ty i to jak najbardziej realny. Stracił go wprawdzie z oczu. szedł. niż marzyliśmy i za co warto było oddać życie… . dlatego po trzykroć się zastanów. Chłopiec znajdował się w pobliżu jednego z Uczniów. I może mieć daleko idące konsekwencje we wszystkich światach. blisko Człowieka na Ośle i dwunastu najwierniejszych jego wyznawców. że w tym pochodzie. wyrywając rękę z jego uścisku.Tu mnie jeszcze nie ma. . może być kierowane cudzym życzeniem.Co tu robisz? Nie masz palmy… . jakby w obawie.Musiało to być jednak złudzenie.pomyślał.spytał niepewnie Jon. przepychał się teraz do czoła pochodu.powtórzyła Dziewczyna. ale nie podpowiedział mi. wszystko może się zdarzyć. nie zważając na jej pytanie. którymi chciała zapewne odwrócić jego uwagę od czegoś istotniejszego. Ja zresztą też. którego ta gorąca kraina nie znała. 101 .Nie znasz mnie jeszcze.No? Gdzie się pchasz? I pytałam. . Mój sen był proroczy. Po chwili Jon dostrzegł Chłopca. po co? . o jaki łatwo w tym gorącym kraju. prawie depcząc mu po piętach. .Skąd ja cię znam? . że jest gdzieś tam. że tłum go odepchnie. już od wielu miesięcy za sprawą Człowieka na Ośle cuda zdarzały się równie często jak narodziny. Ba. . Co pochopnego może być w chęci przeszkodzenia mu? Każdemu mordowi trzeba się przeciwstawiać.ciągnął Jon podejrzliwie. co mam czynić . na zwykłym ośle). nim coś zrobisz.uśmiechnęła się Dziewczyna. bym nie działał pochopnie. Będziesz bardzo zdziwiony. w którym rozgrzane. co uczynisz pochopnie. dopiero poznasz. Jon najpierw się zdziwił. Gdy zatem Dziewczyna rozpłynęła się jak płatek śniegu w ciepłym powietrzu. Jonie. ale uśmiech zaraz zniknął z jej twarzy. nie zwracając uwagi na niedorzeczne słowa. Tak jak przypuszczał.…nie mam palmy? Ty też jej nie masz . To. że Chłopiec z mego snu planuje morderstwo. lecz zaraz pojął. Za dwa tysiące lat. . suche powietrze płata oczom niejednego figla. Dziewczyna jest ostrzeżeniem. przyjacielu. A co dopiero życie Króla… Jon. miraż. w ślad za Chłopcem. Będzie to świat inny. w innym świecie. po prostu rozpłynęła się w powietrzu jak pojedynczy płatek śniegu.

że Chłopiec właśnie jego 102 . ale zaraz wrócił niespokojnymi myślami do śledzenia Chłopca.pomyślał Jon z dumą. odzianego dostatniej niż reszta wybranych mężów. wymachujący zielonymi gałązkami tłum jak na dzicz. a paru pozostałych Uczniów wraz z grupami pielgrzymów rozproszyło się po Świętym Mieście. A może Nauczyciel dobierał ich tak. w której znajdowała się Świątynia Świątyń. Jon miał przeczucie.pomyślał ze zrozumieniem. z włosami trefionymi przez fryzjerów. Najpewniej jest wynajętym. Żołnierzom Imperium roztańczony i rozśpiewany tłum wydawał się śmieszny. Żołnierze Imperium skrzyżowali włócznie i patrzyli na wesoły. wysokiego. zdolnym do wszystkiego -jak ów Chłopiec. marmurowej Romie taki motłoch byłby przegnany za mury miasta… Przez otwartą bramę pierwszy wjechał Człowiek na Ośle. płatnym zabójcą. jego dwunastu Uczniów . stanęły otworem. a potem parły nieprzebrane tłumy.Czyżby byli w zmowie? . Przeciskając się. Jon z niepokojem spostrzegł. Czy to przypadek. o urodzie przykuwającej uwagę. lecz zaraz pojął. lecz nakazano im wpuścić pielgrzymów. rozśpiewany. jako trzynasty postępował Chłopiec ze snu Jona. śpiewając i tańcząc na cześć Człowieka.zaniepokoił się Jon. jeden po drugim weszło dwunastu najwierniejszych Uczniów. nazywany przez tłum Królem. chwiejność. szurając sandałami. aby mieli w sobie wszystkie cechy ludzkie: słabość. jego ekstaza graniczyła z wariactwem. Człowiek z kilkoma Uczniami i wyznawcami skierował się na odpoczynek ku ogrodom. przepychając się chaotycznie i gwałtownie. Jest Królem . wątpliwości. uznawali innych proroków: w złotogłowiu . Żołnierze Imperium patrzyli na wszystkich z niechęcią i pogardą. …lecz oto wkraczali w bramy miasta. w wymyślnych sandałach. starając się nie stracić z oczu Chłopca. Jon znalazł potwierdzenie swych przypuszczeń: wysoki Uczeń szedł tuż za Nauczycielem. Żaden z dwunastu wybranych przez Człowieka nie mógł być w zmowie z kimś tak podejrzanym. postawnym młodzieńcem i dba o siebie . skłonność do zdrady? Gdyż tylko człowiek pełen skaz może zrozumieć innych ludzi. choć złota bransoleta na przegubie mężczyzny kojarzyła mu się raczej z próżnością niż dbaniem o schludny wygląd. w jakich obfitowały wschodnie królestwa. Człowiek na Ośle wydawał im się niepoważny. więc bramy Stolicy. kto za nim idzie. zazdrość. że Chłopiec nadal tropił jednego z Uczniów. mimo sarkania pielgrzymów. Żołnierze Imperium lubili inne rozrywki. stworzony jest wyłącznie do czynienia zła. Jest pięknym. trzymając się blisko Jego osiołka i w ogóle nie zwracał uwagi na to.a nie w przybrudzonej przepasce z lnu na biodrach. coraz bliżej czoła pochodu. Pochód wlał się na ulice miasta. nie widział następującego mu na pięty Chłopca. że bluźni. Ale ich pełne pogardy. odnaleziony w Świętej Ziemi. myślał Jon. a za nim.fanatykami. że Chłopiec z jego snu. harde oczy mówiły: W naszej pięknej.

i do uszu wysłanników Imperium musiała dojść ta bezpieczna deklaracja. gdy Człowiek ten zgodził się wjechać do Stolicy na ośle. gdyż niektórzy widzieli ją po raz pierwszy w życiu. Uczeń. w trzecią. gdzie znajdowała się Świątynia Świątyń. która już z daleka wyglądała na siedzibę ważnego urzędu. że na tym incydent nie może się skończyć. zmuszać mieszkańców do niewolniczej pracy. który chciał ujść uwagi obu. Pielgrzymi rozchodzili się teraz po Stolicy. tłumy mieszkańców wyległy na ulice. nie spuszczał ich z oczu i dostrzegł. Odszukał boczną. gdyż nie można było pobierać z nich daniny. Święte Miasto pełne było ludzi. musieli zająć stanowisko teraz. Chłopiec podążający za nim przysiadł teraz w cieniu kolumnady. Sam Namiestnik wyglądał z okien swego pałacu raczej z ciekawością. a każdy z sobie tylko wiadomych powodów krył się. Całe Święte Miasto. Miasto było tak zatłoczone. Czego…? Jon.skręca w jedną z licznych uliczek Stolicy. Jon ze zdumieniem odkrył. jakby nie chciał być zauważony przez Ucznia i wreszcie krył się Jon. Zerkając w stronę zdobnych kolumn. inni pragnęli pomodlić się w Świątyni Świątyń. z 103 . Ten Król nie wydawał się mu zagrażać. jeszcze inni chcieli odwiedzić znajomych czy krewnych. Nawet ci.najeźdźcy z Romy okazywali ostentacyjną obojętność. wszyscy jego mieszkańcy. które zajmowali stronnicy Imperium. wrzało od emocji. Dla niektórych było wszak jasne. Uczeń z jednej uliczki skręcił w drugą. inni sekretnie lub jawnie dołączali do pielgrzymów. Ważnego choć nie aż tak jak budynki. czerpać złota do skarbców. śpiewali i tańczyli na Jego cześć. lecz zwykłym rzezimieszkiem? W Stolicy. że teraz skradają się i kryją za przechodniami wszyscy trzej.i zniknął w środku. zajmując pozycje pod murami domów i urzędów lub wyglądając przez okna.wybrał spośród najbliższych wyznawców Człowieka. Jon zaś skrył się za pniem najbliższej palmy. niż podejrzliwie. że z łatwością można było tropić podejrzanych. by przyjrzeć się Królowi i jego wyznawcom. Póki pielgrzymi wychwalali swego Króla. lecz czujnie. Nieziemskie królestwa ich nie interesowały. że to dopiero początek. a teraz podążał za nim krok w krok? Może właśnie tego Ucznia chciał zabić…? Może skusiła go złota bransoleta. Żołnierze i przedstawiciele Imperium śledzili widowisko z dystansu. Niektórzy uśmiechali się kpiąco i szydzili z Człowieka. co trochę niepokoiło. którzy tu osiedli. krył się Chłopiec. nie podważając autorytetu obecnej władzy . śledzący jednego z Uczniów i podążającego za nim Chłopca. że urodziwy Uczeń oddala się od grupy pielgrzymów i rozglądając się wokół niespokojnie . mało uczęszczaną bramę . było dziś podzielone na zwolenników i wrogów Człowieka. Uczeń rozejrzał się ostrożnie i obszedł budynek wokół. zmierzając do sobie tylko znanego celu. wyszedł na szeroki plac i zbliżył się do budowli. Zresztą Człowiek wciąż podkreślał. którzy do tej pory byli wobec Niego obojętni. co nie było niczym dziwnym. a Chłopiec nie jest bojownikiem idei. że Jego Królestwo jest nie z tej ziemi .

więc jeszcze za nie nie odpowiadasz. który masz wobec niej na sumieniu. która także tu jest. która wyglądała tak. . Ten poruszył się. komu mógłby 104 . niepokojąca blizna. a nie Królowa Śniegu. bo ciąży ci to poprzez czas i przestrzeń .No cóż.Dziewczyna. trzeba rozumieć. gdy śmiać się powinien). które dopiero nastąpią! .spytał Jon niepewnie.myślał w popłochu Jon.Wiedziałem. Jesteś winny. Ale czas nie ma tu najmniejszego znaczenia. Chcesz. poza snem. jakby ktoś go rozpłatał.Nie rozumiesz? Mogłem to przewidzieć. nie mam żadnego powodu. jeśli liczyć wedle ciebie. że jest tu Dziewczyna… . a ja. Chłopiec podszedł i rozsuwając koszulę na piersi.Nic nie rozumiem . a na samym końcu. prawda? . ale jej nie ma.…Dziewczyna? . Ten Który cię wysłał poprzez szklane klatki światów. . by wyjąć serce. obojętne spojrzenie zdawało się przewiercać palmę na wylot. to zrobisz mi to cięcie za dwa tysiące lat.Jaka Dziewczyna? . Nigdy nie byłeś zbyt pojętny.Ja? Ja to zrobiłem? . czemu go śledzę. . Było to wtedy. chciał czegoś innego. . gdy rozpłatałeś moje ciało. to ja. by popełnić kolejny błąd. nie ma prawa się wahać! Wahanie nie wchodzi w grę. Mowa Chłopca wydawała mu się równie niepojęta i niepokojąca jak on sam. Bo to jednak ty zrobiłeś. rozejrzał. .Chcesz sprawdzić. . że to właśnie twoja zasługa. właśnie ty. Widział mnie cały czas! Wie o mnie! Teraz spyta. jego długie. Ale też On nie wybrał cię dla twej inteligencji.Oczywiście nie wiesz.zaśmiał się Chłopiec.odparł Chłopiec zagadkowo i dodał: . gdy można uratować Człowieka! Ale żeby cokolwiek zrobić. Nie. Naprawdę dopiero ją spotkasz.wymamrotał oszołomiony Jon. który by to usprawiedliwiał . Ten sen stanowczo zaprowadził go w gąszcz wydarzeń zbyt niepojętych i niepokojących i Jon zastanawiał się teraz. po czym nagle wstał i zaczął zmierzać prosto do Jona. (Znam ten uśmiech… ale skąd? chyba z mojego snu? . Szukał kogoś silnego i ufnego. powiedział: . już drugi.Nie pamięta się zdarzeń.niepokojem patrzył na kpiący grymas widoczny na twarzy Chłopca. czy w ogóle warto było się w to mieszać. gdybyśmy chcieli być dokładni. Tymczasem ty tylko raz spisałeś się dobrze: na samym początku. czy to ja? Tak. Jon zaś niczego nie rozumiał ze słów Chłopca. a Chłopiec znowu się zaśmiał (śmiał się stanowczo zbyt często i nie wtedy. dotknij… Od nasady szyi do brzucha ciągnęła się podłużna. mimo że wolałbyś nie być za to odpowiedzialny.powiedział spłoszony Jon. licząc ten. że tu będziesz i wiem.myślał). licząc wedle miar czasu.

Kogo chcesz zabić? Chłopiec znowu zaczął się śmiać. Ja jestem tylko narzędziem. Wiem tylko. gdyż został stworzony do zabijania. W dawnych legendach opowiadano czasem o takich złych czarach. stworzonym zresztą twoją ręką. że nie chcesz być niczyim sługą. iż knujesz coś złego. w ułamku sekundy. ani tym bardziej dwóch panów.i nagle.Ależ jesteś naiwny…! .zawierzyć i kto zawierzyłby Jemu. nie jestem tu po to. Bo wolni najbardziej kochają siebie. co oznacza blizna na piersi Chłopca: ktoś zaczarował mu serce w sopel lodu. który cię tu wysłał. że śniło mi się.jak twierdzi .Kto? .i Chłopiec znowu rozwarł szeroko swoją koszulę. do diabła. wąska blizna pulsowała w rytm przyśpieszonego oddechu. a długa. myślę. to. 105 . . Przybyłem.ocalić kogoś od śmierci. To ty masz do niego dostęp. Po chwili wszedł między kolumnadę i zniknął. że jest litościwy. wspominając niepokojące imię Królowej Śniegu.Nie wiem. Więc czemu nie chcesz mnie używać? A jeśli już ktoś ci funduje taką podróż. do której wszedł przystojny Uczeń.powtarzał Chłopiec. . Wystarczy pilnować jego. Jonie. . .zaśmiał się Chłopiec. . Ale powiedz. Tylko tobie czasem się wydaje. kogo chcesz ocalić od śmierci? . gdy odpoczywasz w Drodze. Świadczy to. przed oczami pojawiła mu się jaskrawa biel. potem wszystko zamigotało boleśnie i znowu widział przed sobą tylko chudego. że nie musi gonić Chłopca. I na pewno nie ma zamiaru . czyli siebie. że jedyne. . Gdy patrzę na ciebie. Przeciwnie. śniadego Chłopca. Prosił mnie o to Ten.śmiał się Chłopiec.spytał zdumiony Jon. Ani jednego. Jon powoli zaczynał rozumieć. to ta blizna… . kto cię tu przysłał i nie chcę wiedzieć. co zrobiłeś właściwie. a czarne to czarne i nic pomiędzy nimi! Nie. Oparł się o zjeżony pień palmy i otarł pot z czoła. Wiedział. już się nie kryjąc i wpatrywał się w boczne drzwi okazałej budowli. Jon przysiadł pod palmą. nie rozumiesz… .Ja Go nie znam. Jeden z dwunastu Uczniów Człowieka powinien go do niego doprowadzić.Nie wiem. Nie tym razem. Każdy.Białe to dla ciebie białe. a Chłopiec sam się znajdzie. by zabić. że kochasz. że wybrałeś. cofając się. Naprawdę wybrałeś wolność. oddaj Mu przysługę! . kim jesteś i czego tu szukasz. że jesteś płatnym zabójcą. by ocalić kogoś od śmierci. Nie przewidział. . każdy… .W każdym razie wiedz.Naiwny głupcze… Pasujecie do siebie z tą wieśniaczką. Szukał sługi.spytał Jon. rozumiesz? Nie. Każdy już dawno by się domyślił. Jon jeszcze raz uważnie przyjrzał się jego piersi .

Uważaj. …gdy wreszcie wyszedł. gęsty. ale jeszcze nigdy to się nie udało. że bliski jest zrozumienia tych słów. Śnił mu się chłodny.usłyszał czyjś szept. że Istota. Ale Dziewczyna była. od prawieków.Uczeń ma pieniądze. to za coś płacił. Uczniowie nie posiadali złota ni srebra ani drogich kamieni. należało wyzbyć się ziemskich bogactw! Wszelkich pokus ziemskich. bardzo się stara. żeby… …obudził się dokładnie w chwili. ale od razu pojął. oczywiste i znaczyły tak wiele! Były połową PRAWDY i wystarczyło. że zdołał usłyszeć brzęk srebrnych monet w woreczku. Brzęczą mu na piersi. skoro ktoś mu płaci. co odmieni oblicze światów. opuszczał okazały. urzędowy gmach. na której końcu znajdowało się COŚ. by pozbyć się tego niepokojącego mirażu. kto dziś jest najważniejszy w Świętym Mieście! Wiesz. że obudził się właśnie w tym momencie. Nikt nie powinien mieć takiej szansy. kiedy Uczeń. Las przecinała dziwna Kamienna Droga. Chwilami znów wydawała mu się nierealna. przetarł oczy. Dlatego w dudniącym. .Skoro je ma. ciemnozielony las. Jon westchnął z ulgą. kto jest najbardziej niewygodny dla 106 . która je wypowiada. gdyż cały dobytek ofiarowali biedakom! Wszyscy w tej krainie wiedzieli. Musi zawieść . . Nie miał ich wcześniej. We śnie Jon poczuł. będąc Uczniem Człowieka . upiornie głęboki cień. aby nie zawiódł. gdy nagle ktoś szarpnął go z tyłu za koszulę. gdyż w tej gorącej krainie więcej było pustyni niż lasów. otulony cienkim. prawa do wygód i dostatku! Skąd zatem wzięły się srebrne monety w ręku postawnego Ucznia? Musiał je otrzymać w tym budynku. ani w ogóle niczego cennego! Niektórzy z nich nie mieli nawet domu. choć je ukrył. poza własnym żalem. Za co…? Jon mimo woli przyśpieszył kroku. było już ciemno. co rzucało gigantycznie długi. Smutek samotności. stara się o to od wieków. które sługa Człowieka zawiesił sobie na piersi. by ktoś ją zrozumiał. rozpacz agonii. słyszalnie-niesłyszalnym kamiennym Głosie drzemał przejmujący smutek. tak bliski jak nikt nigdy w całym Wszechświecie… tak bardzo bliski… Te słowa były wszak proste. Dużo pieniędzy. że aby zostać Uczniem Człowieka. której nie towarzyszył niczyj żal. Jon skradał się za nim tak cicho. by ktokolwiek go rozpoznał. no to… nie rozumiesz?! Musieli mu zapłacić za uczynienie komuś krzywdy! A ja miałem proroczy sen! Przecież wiesz. . I nie mógł ich mieć. jakby nie chciał. przysłaniając nim twarz. długim płaszczem. A skoro ktoś mu je dał. gdyż nużące wyczekiwanie i wysoka temperatura powietrza uśpiły go. jakiego nigdy nie widział. …brzęk srebrnych monet?! Jon aż drgnął z wrażenia. I to COŚ powiedziało w pewnej chwili: GRBGDWGHBWZ… Jon nie rozumiał tych słów. zdający się nie mieć początku ni końca. od prapraprawieków.Jon siedział na ciepłej ziemi. oparty o pień palmy i nie spuszczał oczu z budowli lecz Uczeń wciąż nie wychodził. Dziewczyna.wyjąkał zdenerwowany Jon. Odwrócił się i ujrzał ostrzyżoną na jeża głowę. bo zrobisz coś.

że go nie widzę.Idziemy.szepnął Chłopiec. czego jeszcze nie ma. rozglądając się uważnie wokół. Wiesz. pomyślał przerażony Jon. .odparł półgłosem Jon. usłyszeć. skrada się za nami… Myśli. więc Jon z Chłopcem musieli uważać. Srebro już nie brzęczało mu na piersi. gdzie rezydowali przedstawiciele Imperium? 107 .Jonie.władzy Imperatora . lecz przed Dziewczyną. Postawny. abyśmy wypełnili naszą misję. ale Dziewczyna już zniknęła. lecz Jon z Chłopcem wtopili się już w ciemne ściany budynków. otulony płaszczem Uczeń obejrzał się zaniepokojony. Nie zrobi tego sam. próbując jasno wyrazić swe niespokojne myśli. Spójrz.mówił gorączkowo Jon.Zbliża się dogodny moment. mimo woli przyśpieszając i nie odrywając wzroku od wysokiego Ucznia przemykającego chyżo wąskimi uliczkami. ale ja widzę nawet to. wstrząśnięty. Nie jesteś tu po to. w części Stolicy.Naszą misję? . Chłopiec położył palec na ustach.Spłonąć? . Budynki były bardziej okazałe. jakby czując. ale cudzymi rękami .wyjąkał oszołomiony Jon. . ten mężczyzna planuje morderstwo. więc mężczyzna spokojnie spieszył dalej. wiem… .szeptała Dziewczyna.Wiem. Uczeń podążał do części miasta.Obojętnie. która nieoficjalnie należała do przedstawicieli Imperium. wciąż nie mogąc uwierzyć.szeptał mu Chłopiec do ucha. pamięć ludzka ma jednak wielką moc. Czego jednak szukał w tamtym budynku władzy. Pielgrzymi tu nie docierali. że jeden z dwunastu wybranych Uczniów Człowieka mógłby mieć złe zamiary. Widocznie nie krył się przed nim. Jon odwrócił się i zobaczył Chłopca. by ich nie dojrzał. Jesteś na to za słaby. Ulice stawały się szersze. a miałam przecież spłonąć ze szczętem… . puste. to nie twoja sprawa. dotknąć. by zmieniać bieg wydarzeń. Tak. widocznie uciszył ów zdradliwy dźwięk. gdy zwolennicy nazywali Człowieka Królem? I czego szukał tu. Możesz mnie ujrzeć. . to właśnie Chłopca z blizną… Zawsze winieneś go unikać. że nie ma tu dla nich miejsca. że jego domysły tak szybko znalazły potwierdzenie. która nie lubiła. Mimo późnej pory na ulicach wciąż było gwarno. on ma coś na sumieniu. . Chce zabić Człowieka.spytał Jon.Jeśli winieneś kogoś unikać. chwytając go za rękę i przyśpieszając kroku. zbyt miłosierny . co Uczeń knuje. . Uczeń wciąż zakrywał twarz rąbkiem płaszcza i rozglądał się. . Jonie . a ich dekoracje nosiły piętno obcości. .

że Uczeń jest coraz bliżej domu Namiestnika. . musi Go kochać i czcić… .szeptał mu Chłopiec do ucha.spytał niepewnie Jon.wrzasnął nagle Chłopiec.Właśnie teraz możesz naprawić wszystkie błędy. że przez jej ciało prześwituje rozświetlona gwiazdami noc.Chcesz go zabić?! . stosami. . .Nie wstrzymasz nas! . nastraszymy i przetrzymamy w ukryciu tak długo.spytał Jon. . Jonie.Pamiętasz Orlin? Wstrzymałam wielu… 108 . ciągnąc za sobą Jona. . co ma robić. .Powstrzymać go . ale brunatny płaszcz Ucznia oddalał się. a w kącikach ust pojawiła mu się strużka śliny.Ależ nie . a zbyt wielka cześć wobec kogoś umniejsza poczucie własnej wartości. dysząc ze zmęczenia i lęku. którzy pragną wolności i wspólnie wystąpią przeciw Imperium. wyjmując długi. ale stała teraz przed nimi i Jonowi znów zaczęło się zdawać. jak ci się wydaje tam. Pojawiła się nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak. Pójdą za nim wszyscy. On chce je odzyskać… . Zazdrości mu miłości.To zdrajca. . wąski nóż. Nie wiedział.zaczął Chłopiec i urwał.Głupia.Więc może kocha Go i czci tak mocno.Dlaczego? Każdy kto jest blisko Człowieka. stuknięta wieśniaczko z Domremi! .. a nie Królem nie z tej ziemi. że boi się być niewolnikiem tego uczucia? . To ja podpowiedziałem Mu. Sprzedał Go . Człowiek zostanie prawdziwym królem.Wielka miłość graniczy blisko z nienawiścią.Co możemy zrobić? . co dla niektórych brzmi niepoważnie… .uspokoił go Chłopiec. Na ich drodze stanęła Dziewczyna. Dom Namiestnika Imperium był coraz bliżej.szeptał Chłopiec. widząc. kogo słuchać. . aż Człowiek obejmie we władanie cały kraj. czci i sławy. abyś mógł w jedną krótką noc uratować świat przed cierpieniem. . .Schwytamy go. Przystanął.przeraził się Jon.podpowiedział Chłopiec. On nie wierzy w Nauczyciela. męką i klęską Cywilizacji… . .szeptał Chłopiec tak przekonująco.odparł Chłopiec. którędy powinna przebiegać twoja Droga.Szybciej… szybciej… Raz wreszcie zrobisz coś dobrego . przyśpieszając kroku.Cywilizacja nie jest wcale tak wspaniała.Klęską Cywilizacji? . jakie popełniłeś. w twojej głuszy… . że Jon bezwiednie ruszył za nim.

Zawsze musi się ratować życie i stawać przeciw śmierci. aby zdrajca oddał Człowieka w ręce Obcych? Chcesz. byście zaniechali działania . 109 ..Raniono cię tam w głowę i jeszcze bardziej zwariowałaś! . że Człowiek. wyszczerzając zęby jak zły pies. . żeby On zginął? Nie pragniesz.krzyczał Chłopiec.Jesteś za śmiercią. . Jon nie mógł zrozumieć.W imię czego? Chcesz. . Jon wsłuchiwał się w te dziwaczne nazwy: Orlin. . kto dowiedział się.Zaniechanie też bywa grzechem. by On zginął w okrutnych cierpieniach i poniżeniu! . zdezorientowany i gorączkowo myślał: Uczeń wziął brzęczące srebrne monety i sprzedał za nie Człowieka. Jak Uczeń mógłby Człowieka zabić. myślał Jon. wyzwalając Świętą Ziemię spod twardej ręki Imperium. chcę was tylko powstrzymać. co chcesz. Kimkolwiek byłaby ta istota. to znów niepokojąco znajome.Zanim mnie raniono.Nie chcę nikogo zabijać.Moc nie działa wstecz. .uśmiechnął się nagle Chłopiec.Idź sobie i rób.Chcesz. . Co wtedy zrobi Imperium? Schwyta Człowieka jako podżegacza i ukarze śmiercią. że istnieje spisek przeciwko życiu? Powinien przyszłą ofiarę ratować. Uczeń w brunatnym płaszczu zbliżał się do domu Namiestnika. że mieszkańcy tego kraju ruszyliby na Obcych z Jego imieniem na ustach.odparła Dziewczyna. by został prawdziwym królem? Pomyśl tylko: cała Święta Ziemia pod Jego panowaniem… . przeciw życiu! . by wziął na swoje sumienie tak straszny grzech. Stał teraz pomiędzy Chłopcem i Dziewczyną. że Człowiek zostałby prawdziwym królem. wskazując na Jona. zabiłam wielu . jesteś tylko narzędziem. wbrew temu co głosi. . dygocąc z niepokoju. który zagrozi Imperium. jak dopuszczenie do mordu? Jon patrzył na nich.powiedziała Dziewczyna. Myśl. sam niczego nie zdziałasz.krzyczał Chłopiec. pragnie być Królem ziemskim. Chcę. To jego muszę wstrzymać . a ty chcesz. A ty jeszcze nie masz mocy . nie budząc podejrzeń innych Jego wyznawców? Składając doniesienie.I teraz też chcesz zabijać? Chcemy uratować życie Człowieka. była upajająca i cudowna. Domremi i wydawały mu się to obce.przekonywał Chłopiec. I właśnie ogrom tego niezrozumienia zatrzymał go. Co powinien zrobić ktoś.powiedziała Dziewczyna. jak ktoś chciałby temu przeszkodzić. .

.…a martwy z martwych wstanie i będzie przewodził Królestwu. a Jon na te słowa odczuł tak straszliwy ból.Człowiek zyska Życie po Życiu i nie takie jak nasze. Wciąż. spokojny.Obojętnie.i pulsowało w nim takie cierpienie i ból i taka gotowość do cierpienia i bólu. jak prześwituje przez nią rozgwieżdżone niebo. I krzyżuje się ludzi w Imperium. Bezwiednie dotknął skórzanego woreczka na szyi i wyczuł w nim malutkie ziarnko piasku. Nie sposób policzyć tych. które jest wielokroć większe. .Gdyby ktokolwiek dał ci. nie zna granic czasu ani przestrzeni .powiedziała Dziewczyna . które jeszcze dziś Go kochały. kruche i krótkie. głupia wieśniaczko z Domremi. Krzyżowano ludzi u Scytów i Asyryjczyków. a Jon dojrzał. . .mówiła z naciskiem Dziewczyna. krzywiąc szyderczo twarz: . wyniesiona przez przypadek i ty. będzie straszliwie cierpieć. że chciał zerwać się do biegu. którzy zmarli w straszliwych cierpieniach.dopowiedziała Dziewczyna. do wyboru: śmierć w płomieniach i Życie po Życiu lub długi.A Człowiekowi nie chcecie dać prawa wyboru! Słuchaj. .będziesz współwinny zabójstwa. W tym momencie ziarnko piasku sparzyło mu pierś .Dlaczego jesteś za śmiercią.Człowiek będzie ukrzyżowany. . a tłumy.Jak możesz stawać mi na drodze? Człowiek albo zostanie królem tej ziemi. Było żywe.powiedział Chłopiec. czy także zgadzasz się na to zabójstwo?! Jon stał porażony straszliwą prawdą tych słów. a ilu jeszcze ukrzyżują? Dlaczego tylko jeden z tych niezliczonych ludzkich cieni miałby być wyróżniony i zapamiętany? Jonie. zarówno wtedy. Jonie. by dopaść Ucznia widocznego jeszcze w głębi ulicy. kmiotku z Puszczy… Od prawieków kara krzyża była powszechnie stosowana. w jakich intencjach ona to czyni. 110 . ale opowiada się za mordem. w Kartaginie i w Persji. że Jon aż osłupiał z wrażenia. zwykły żywot. jutro będą z Niego szydzić i wyprą się Go . prawie co tydzień. przeciw życiu? . gdy zaniechasz ratowania Człowieka przed okrutną śmiercią. a wśród ofiar były istoty dobre i prawe. których nazw nikt już nie pamięta. Chłopiec podjął wątek.spytał z niepokojem Dziewczynę. co byś wybrała? zaatakował nagle Chłopiec i Dziewczyna opuściła głowę. albo będzie martwy… . A ty? Chcesz uratować życie Człowieka. w królestwach. nieważne. głupia dziewucho. lecz na Wieczność. bez cierpienia i ofiary to Królestwo nigdy nie powstanie .i zatrzymał się. przez dotyk stopy Człowieka . co zrobisz . to tak bardzo boli . . Nie było teraz martwą drobiną rozpylonego w proch kamienia. Nie z Tej Ziemi.Nie stos… Nie stos.wyszeptała nagle.

Stchórzyłeś! . To będzie twoja Cywilizacja Miłości . mordować i gwałcić innych ludzi. Człowieku…” .rzekł nagle Jon i nie spojrzawszy ani na Dziewczynę. Cywilizację Miłości zastąpi Cywilizacja Nienawiści. . którą od razu wykorzystał Chłopiec: . którzy dzięki męczeńskiej śmierci Człowieka będą umieli odróżnić Miłość od Nienawiści. Wiara w Niego to wiara w Cywilizację Miłości. co jest większe ode mnie . Po twarzy ciekły mu łzy.Nie mogę rozstrzygać o czymś. tym bardziej Jon pojmował. czuł potworny swąd palącego się ciała. gdyby mógł mu to powiedzieć: wybawienia od złej. będą płonąć stosy. o której mówisz. który pochłaniał ludzkie istnienia. że Człowiek naprawdę będzie Królem Nie z Tej Ziemi i że Jego panowanie będzie trwało po wieczność. czy przeciwnie . Że znajdą się ludzie. rżnąć. Jon pokiwał głową. 111 . którymi wyłożono ulice Stolicy. a ludzie będą wierzyć. Gdy ktoś potknie się lub upuści gliniany kubek. gdy odbierzesz ludziom wiarę w Jego Życie po Życiu. a Jon na ułamek sekundy miał wrażenie. Mimo późnej pory zewsząd słychać było liczne.pomocy w spełnieniu misji. podniecone głosy pielgrzymów. wbrew Chłopcu. dusznym powietrzu Stolicy. w której wznosiła się Świątynia Świątyń.powiedział złowrogo. musi powstać… Jon w głosie Dziewczyny wyczuł nagle niepewność. otulony w brunatny płaszcz.. jak i do bardzo niskich i trywialnych. która w końcu powstanie.gdyż Jego imię spospolituje się w ustach wyznawców. że jest tak samo dobra… Jon słuchał długiej tyrady Chłopca coraz bardziej przekonany. Wciąż śpiewali i tańczyli na chwałę Króla. Tak. Nie znalazł w sobie dość odwagi. wszedł właśnie do domu Namiestnika Imperium. że w rozgrzanym. . stchórzył. postawny Uczeń. czego chciałby od niego Człowiek. Wysoki. Nie wiedział też.W imię wiary w Człowieka na Osiołku torturowane będą osoby posądzone o czary. Imię Człowieka posłuży zarówno do szczytnych celów. potykając się o kamienie. odwrócił się i wolno zaczął iść w stronę Świątyni Świątyń. Ziarnko piasku w skórzanym woreczku wciąż pulsowało mu na piersi. ogień. by ocalić życie Człowieka na Osiołku.O. Czuł się współwinny Jego śmierci. ani na Chłopca. rychłej śmierci. Jon. brnął do Świątyni Świątyń.wrzasnął za nim Chłopiec. słyszał nieludzkie wycie.W imię wiary. który krył jego twarz. Ale im dłużej Chłopiec wyliczał sposoby oddziaływania imienia Człowieka wśród ludzi. żachnie się i powie z wściekłością: . Chłopiec ciągnął nadal okrutną wyliczankę: .jak i wtedy. którego mieli się wkrótce wyprzeć. Z Jego imieniem na ustach będą palić. dostrzega kolejny miraż: widział płomienie stosu.

.Wszyscyśmy go zabili. że ich zawiódł. . Jon. jakbym Go sam zabił… . której refren ochoczo podchwytywali pozostali. nad tymi.odparła Dziewczyna. przez następne setki i tysiące lat! . aż zacznie walczyć o koronę. z dala od ognisk i radujących się pielgrzymów. ale jego też tu nie było.A jednak jest tak. Przystanął. przyłożyłeś do tego rękę! Wszyscy przyłożyliście do tego rękę i wciąż ją będziecie przykładać. Płakał wreszcie nad sobą.nie pojęli i nigdy nie pojmą prawdziwego znaczenia słów o Królestwie Nie z Tej Ziemi. że czekają. Na placu koło Świątyni Świątyń tańczyła kobieta w czerwonej sukni. Wokół niej płonęły ogniska.szepnął do siebie. który sam niczego nie ma…? Oni chcą króla z krwi i kości.choć potakują Mu cały czas . która dopiero miała się narodzić. którzy się Go wyprą. Więcej. panującego nad Świętą Ziemią. nie było jej. Albowiem prawdziwy król nagradza swych wyznawców złotem. Jon wiedział. znając prawdę. którzy w Jego imię będą mordować. płakał nad samotną. . śpiewając spazmatycznie i głośno o Królu i o swej bezgranicznej do Niego miłości. Płakał nad Człowiekiem. Słuchając słów układanej na poczekaniu pieśni. Nie miałeś wyboru .Ależ właśnie szło o wybór! Miałeś go i zawiodłeś. 112 . Płakał nad Chłopcem i nad Tym. . że ta kobieta za dwa dni pierwsza plunie mu w wykrzywioną bólem twarz.Nie miałeś wyboru . bezsilną i smutną agonią dwóch Bogów.zaśmiał się szyderczo Chłopiec. nie miał odwagi spojrzeć w twarze tych ludzi. A Człowiek mówi o tym. ale gdy się obejrzał. materialne królestwo dla Człowieka. a narodziła się. patrząc na potężną sylwetę Świątyni Świątyń. a drugi zapadnie w niepamięć.Jon słuchał ich głosów i płakał. którego był on narzędziem. dla większości nigdzie. a w ich świetle tańczyli pielgrzymi. iż wyprą się Go także dlatego. że w rzeczywistości . gwałcić. który obali władzę Imperium. który znów wrócił w krainę proroczych snów. z ciała i mięśni. a potem twardą ręką uchwyci losy kraju i narodu. Jesteś tchórzem. którzy Go zdradzą. . że naprawdę widzą Go w królewskiej. złotej szacie. na złotym tronie. z których tylko jeden wstanie z martwych. Jon pojął. którzy spospolitują Jego imię.Tak. żeby spłonąć. palić.powtarzała mu Dziewczyna. Jon przysiadł na ziemi w głębokim cieniu. że pielgrzymom chodzi o prawdziwe. a cóż może ofiarować monarcha. że jego Królestwo będzie …gdzie ono będzie? Wszędzie i Nigdzie? Właśnie tak: dla jednych wszędzie. Jonie odpowiadał Chłopiec. którą przypadkiem posiadł.

Czasem była to krew dzikich zwierząt. aby przyjrzeć się krwi. to. groźny. ani szamani innych Plemion. gdy spoglądał na kaleki posąg. Kamień. Krew żywych istot nawet po śmierci była mdląco słodka. śnieg odbiłby ślady stóp… Chyba że byli tu wcześniej. iż do Bezimiennego nie przychodził już nikt poza Jonem. Wychylił się. który musiał spaść. wbił zęby w surowe mięso pierwszego jelenia. gdyż jedno z ramion posągu. O wiele dłużej trzeba by się wspinać na wysoki dąb. które rozpalili pielgrzymi. To był przecież Światowid. Jon wiedział o tym. Jon słyszał. a blask wielu ognisk. rozłupał się na mniejsze bryły. konającego Boga była gorzka… Jednym skokiem ześlizgnął się na ziemię. Krew była gorzko-słona. oświetlał wirującą coraz szybciej kobietę w czerwonej sukni… czerwonej… czerwone… CZERWIEŃ… *** …CZERWIEŃ… CZERWONE… czerwone. trudna agonia. a potem wilgotnym. gdy Jon był w Drodze. na którym stał. Ani szaman z Wioski. potężny. jego imię bano się wymówić. Chciało 113 . Był nieskazitelnie czysty i nie nosił śladów stóp: ani ludzkich. a nawet jaskrawoczerwone były plamy krwi i ostro odbijały od połyskliwej bieli pierwszego śniegu. uderzając o ziemię. Słona jak łzy. gorzka jak długa.Jon rozmyślał. nazywano go Bezimiennym lub w ogóle pokrywano milczeniem Jego imię. Ale krew starego. że chce dotknąć tej krwi i posmakować jej. A dziś… dziś Jon nie umiał opisać swych uczuć. Jon pomyślał. Ostrożnie dotknął kamiennej rany. Długa niegdyś wędrówka po ciele posągu była teraz o wiele krótsza. siedząc w cieniu i płacząc. z których siedzib wiodły do posągu pozostałe Kamienne Drogi. Świeża krew sączyła się z kamiennych ran Boga. Może jednak stary Bóg miał ciągle sekretnych wyznawców. gdyż raz na polowaniu wyssał rankę dziecka ukąszonego przez żmiję. A jeszcze tak niedawno wdrapanie się na ramiona Boga wydawało się Jonowi fizycznie niemożliwe. Śnieg puszył się teraz na owalnym placu.myślał Jon. łatwa. Być tak długo królem… Królem?… królem dla tysięcy Plemion i nagle zostać zrzuconym z tronu. nie łzy. tak wielkie cierpienie. zanim deszcz przemienił się w białe płatki. niekiedy innych ludzi. lepkim palcem ostrożnie musnął wargi. że zdolne jest wycisnąć łzy z kamienia? Tu była krew. ani zwierzęcych. Nawet ukradkiem. że szamani podawali dawniej krew leczonym przez siebie chorym. runęło pod jego ciężarem. Jego puszystość i nieskazitelność potwierdzały. Skąd zatem krew? Jon wychylił się i z trudem złapał równowagę. Jakie to uczucie? . Jak to mawiali w Wiosce? Że istnieje taki ból. którzy przyszli złożyć Mu ofiarę? Niemożliwe. Krew ludzi i zwierząt była słodka.

Jon nie mógł i nie chciał w to wierzyć. O jego Drodze wciąż decydował kaleki. tysiące sprzecznych opowieści.Nie było cię dwa dni! . więc chyba Droga naprawdę się kończy i pewnie zdążysz na narodziny naszego syna. Nie od niego to zależało. nie tworzyło żadnej całości. których znaczenia nie pojmował. będąc w Drodze. Przypominał trochę Tego. co znajduje się na drugim brzegu Rzeki. Gdy zasypiał koło Gai. ale nie opowiadał o światach. o gigantycznym posągu. Na jednym z obrazków widniał na przykład siwy starzec. To znów śnił mu się król. że Bóg Dobroci tak właśnie wygląda. Jon wiedział. Jon nie chciał o tym rozmawiać z Gają.Tylko dwa dni! Jesteś w Drodze coraz krócej. jawiła mu się szydercza twarz Chłopca lub uderzająco wielkie nawiedzone oczy dziwnej Dziewczyny. nikt nie wkładał mu na głowę korony.jego narodziny czcili zimową porą. opasłe księgi kapłana Ezry: pięknie ilustrowane. święci i Bogowie o niej zawsze można było powiedzieć Prawdę . błyskiem słońca w gładkim futrze sarny lub piorunem. Chłopiec rozwierał koszulę i pokazywał długą bliznę. To. Chcę. Podobno niektóre z nich .lecz przypominał Go w niewielkim tylko stopniu. prorocy. kroplą deszczu. który jechał boso na osiołku. na szczęście sam tego nie pamiętał. żebyś był wówczas przy mnie. co pamiętał. Raz półśniła mu się (lub półjawiła?) migotliwie biała sala i zielone sylwetki ludzi (zielone…?!). jak te z ksiąg kapłanów? Może prawdziwa była tylko ta Ziemia? Ziemia.powiedziała radośnie Gaja. po której stąpał on. siedzący na złocistobłękitnej chmurce. ostatnio nawet jeden dzień. Ezra nigdy nie powinien twierdzić. które być może wyjaśniłyby mu sens jego Drogi. a obok stała ta sama Dziewczyna w lśniącej zbroi. opowiedział jej niegdyś o Kamiennej Drodze. falą na rzece. podobny do szamana. Bóg Dobroci może być kawałkiem liścia płynącego z wiatrem.tłumaczył kiedyś Ezra . Dziewczyna przytwierdzona do grubego pala płonęła żywcem i wówczas Jon budził się. zlany potem ze strachu i obrzydzenia. A same obrazki też były niezrozumiałe. Musisz być… Jon objął ją. 114 . czując na twarzy ślady jeszcze nie wyschniętych łez. Gdy był w Wiosce. Według Jona obrażało to Boga. o którym nauczał Ezra . by uniknąć odpowiedzi. pełne malutkich czarnych znaczków. lecz wieniec z cierni. by mógł nauczyć się czarnych znaczków. było strzępami obrazów. których przyczyny nie pamiętał. Człowiek na Osiołku był prawdziwszy i bliższy. Gaja nigdy nie powinna się dowiedzieć. Ale nie może być staruszkiem siedzącym na chmurce. choć już nie mógł wpłynąć na jego decyzje. ranny posąg. tamte światy wydawały mu się jak wielkie.mu się płakać i płakał. że jest za późno. Jonie. a śmierć opłakiwali na wiosnę . Owszem. które Jon zapamiętał. były prawdziwsze niż tamte z księgi Ezry. Tej nocy przyśnił mu się Król. które przemierzał. na którego skronie wkładano szczerozłotą koronę.przedstawiały różne wizerunki Boga Dobroci. . .o Nich zaś snuć setki. A może obrazki z jego snów też nie były w pełni prawdziwe. Nieliczne obrazy. płatkiem śniegu. o monstrualnej postaci starego Boga. która ciągnęła się przez całą pierś. równie niezrozumiałe jak księgi Ezry i Isaka. ubrany w zgrzebną szatę. Wszystko to jednak były tylko obrazki.

zaprowadził do swojej izdebki i wyjął z kufra rzeźbioną w drewnie ciemną figurkę. zbytkowny przedmiot: była to niebiesko-złoto-biała figurka kobiety o różowych policzkach.spytał Isak. Wszechobecność i Wszechmyśl gdyż tego nie można wyrazić pędzlem lub dłutem . że oblicze to żyje. które 115 . że on sam nie potrzebował obrazków i rzeźb.Czy TO przypomina ci Matkę Boga? . by czuć obecność Boga Dobroci.odparł dziesięciolatek starcowi.TO…? To jest figura Matki Boga . . .spytał Jon Isaka.Kłamiesz! Ona nie mogła wyglądać jak lalka! Nie barwiła sobie ust i policzków! Nie trefiła włosów! I musiała być smutna! Wtedy stary Isak wziął go za rękę. Jonie. być może ten by mu wytłumaczył. który do świątyni w Wiosce szedł zawsze z ufnością. kapłan Ezra wyruszył do miasta i przywiózł dla świątyni nowy.gdy miał dziesięć lat. bogato ubrana pani.Widzisz. gdyż lubił jej kamienno-drewniane ściany.wyjaśnił spłoszony Isak. Gdyby zdobył się na odwagę i porozmawiał ze starym kapłanem.lecz właśnie jako starca na chmurce lub z groźną laską w dłoni. . O starcu na chmurce lub z groźną lagą w dłoni Jon wolał w ogóle nie rozmawiać.Bardziej. lecz Ezra nie chciał postawić jej w świątyni. ludzie lubią. o trefionych włosach. Jej niebieska szata usiana była złotymi gwiazdkami. a Isak odparł poważnie: . Wystarczało. a dziesięcioletni Jon głośno zawołał: . . które ją zdobiły. że gdzieś na świecie istnieją prawdziwsze wizerunki Boga.Bo wszyscy wolą te podobne do lalek? . . Dlaczego te obrazy i figury kłamały? Po co? Czy Plemię potrzebowało tego kłamstwa? Czy ułatwiało ono misję ludzi w długich sukniach? Jon przypomniał sobie pewne zdarzenie . ozdobiona złotą koroną. Ten westchnął i szepnął bardziej do siebie niż do chłopca: .spytał ze zrozumieniem Jon. choć to wciąż nie jest Ona .Jon.Tę figurkę wyrzeźbił smolarz z Puszczy.Dlaczego Ezra postawił TO w świątyni? . że wstrząsnęła nim bezmyślna niefrasobliwość. teraz odwracał głowę od obrazów i figur. gdy Matka Boga przedstawiana jest jako piękna. która malowała się na twarzy figury i jej lalkowate oczy. Jon pamięta. które sprawiało wrażenie. od której biegł ku ziemi piorun. malinowych ustach i szkliście błękitnych oczach. Nie miała jaskrawych szat ani korony. a jej ciemna twarz skrzywiona była grymasem cierpienia. a głowa. Ukazywały one Boga Dobroci niejako Wszechmiłość.

którego już nie opuszczał. bogate kamienne pałace i świątynia tak ogromna jak cała Wioska. połyskliwie czarny posąg Bezimiennego. jak opowiadali ci. którzy tę drogę przebyli. Jon poszedł odwiedzić szamana. . dom w Wiosce wydał mu się za mały. mimo ciepłych okryć koców i futra z niedźwiedzia. Gaja zajęła się przygotowaniami do długiej podróży: . Przed oczami Jona jawiły się. słabe jeszcze mrozy zagnały starca do namiotu. którą budują w pobliskim Mieście . a jest taki w stajni rodziców. trudna droga zmęczy ją u progu narodzin dziecka. dławiła ciasnotą. a on. . syn .Mogłabym z tobą pojechać. zdumiał się. Jon przypomniał sobie. a potem następne trzy dni bitym kupieckim traktem. I dlatego dziś jego kamienne rany krwawiły. Na szczęście wiedział. wcześniej przestronna. Lecz nigdy o tym nie rozmawiali.To nie tylko chłód zimy . Nagle niebezpieczeństwa świata zaczęły mu się wydawać niewiarygodnie wielkie. okazałe. gdybym dosiadła łagodnego konia. Ja też chciałabym ujrzeć świątynię . Pierwsze. Suche ziele wciąż cichutko szeleściło. Tak. gdzie szukać bezpieczeństwa dla syna: w braku wątpliwości. której jeszcze nie wypełnił. wsłuchiwał się w bicie serca swego przyszłego syna. Szaman pokręcił niespokojnie głową: 116 .zapłata od Bezimiennego za misję.mimo iż wymyślone przez ludzi . dotykając woreczka na szyi. Dłonią wyczuwał jego ruchy i cały czas myślał tylko o tym.Czy ziele serdecznika niepospolitego trafiło już tam. gdzie miało trafić? Jon pokręcił głową. na ułamek sekundy. . że oddaje on tak wiernie jego przeczucia. gdy nacieszyli się sobą. Ani przez chwilę nie zamierzał zostawić żony samej.zgodził się Jon.Zanim ruszę w ostatnią Drogę. Jego stare ciało marzło.może zdobyłyby uznanie Jona.powiedziała Gaja z prośbą w głosie. że gdy po raz pierwszy ruszył w Drogę i ujrzał u jej kresu monstrualny. jak zapewnić bezpieczne życie nie narodzonemu. kamienie z Puszczy dawały prawdziwszy wizerunek starego Boga.Pojedziesz . a wioskowa świątynia. Gdy Jon tym razem powrócił z Drogi. chciałbym zobaczyć największą świątynię.wyznał Gai. . że syn narodzi się zdrowy. przykładając głowę do jej wypukłego brzucha. iż długa. Nie bał się.trzy dni konnej jazdy przez Puszczę. gdy Jon dotknął jego zimnej ręki i zaraz spytał niecierpliwie: . Wiedział.powiedział szaman zagadkowo.

. że Ezra wzoruje się na obrazkach. 117 . dłoń szamana w swojej dłoni. nie wiem nawet. aby stać między Bogiem Dobroci i Cywilizacji a zemstą starych Bogów. Każda kropla krwi. Jon pojął.Wiesz o nim więcej niż ja.Czuję. gdzie on jest. ku swemu zdumieniu. Bezimienny. które przychodziło. już tylko się broni. Coś bezpowrotnie się kończyło. . torował drogę czasom nowym. . ucałował ją. zatem młody musiał być w świątyni . które wyobrażają Boga Dobroci jako starca z lagą w dłoni. Już prawie nie mówi. To stary szaman. Później młody mężczyzna skierował kroki do świątyni. połyskiwały złociście. Jon wiedział.Jeszcze się zobaczymy . Nie chce odchodzić samotnie i to mnie niepokoi.zdziwił się kapłan i natychmiast przybrał srogi wyraz twarzy. Stary kapłan spacerował po ogrodzie. Tym razem nie szedł tam.Tym razem pozwoli .On krwawi. że wkrótce wykrwawi się na śmierć .Ty tutaj? . która wyciekała z kamienia.Jest coraz słabszy. by odwiedzić Isaka. a potem nagle. że to najważniejsza część twej misji. Jednak każdy koniec jest smutny. że śmierć starego Boga równa się śmierci szamana. w tym obu kapłanów. ba.szepnął Jon. ujmowała życia starcowi. tak jak mieszkańcy Wiosek i Miast karczują Puszczę. grożąc piekielną karą. .obaj unikali siebie nawzajem od czasu wizyty gości z Dalekiego Kraju. Ezra ustawiał wysokie świeczniki wokół figur i obrazów: były najwyraźniej nowe. Szukał Ezry. dał Chłopcu lodowe serce i stworzył z niego swoje narzędzie. z pomocą Królowej Śniegu i twoją.. Jon bezwiednie trzymał coraz chłodniejszą. Jonie. ostatni przedstawiciel starych czasów.odparł stary szaman. Myślę. . by budować na jej miejsce nowe. z której strzela ku ziemi piorun. a nowe. Nie wiem. chroniąc i Plemię i nową świątynię. Ostatni plemienny czarownik żył przecież tylko po to. mimo palącego się ognia. piękniejsze domy. przedłuża swoją agonię. Lecz to narzędzie nie jest już potrzebne.odparł pytająco i zobaczył przed oczami chudą twarz nie znanego Chłopca. jak szukać i czy On pozwoli mi do niego trafić? . miało być lepsze i nazywało się CYWILIZACJĄ. rzucając jaskrawe refleksy w ciemnym wnętrzu. że umiera nie tylko ten niegdyś potężny stary Bóg. Jon uśmiechnął się w duchu i pomyślał.uśmiechnął się spokojnie starzec. Uwolnij więc Chłopca od męki czynienia zła. . Gdy Jon wszedł do świątyni.

czekając z nadzieją na odpowiedź.Bo ja znam Prawdę! . być może nie unikniesz tortur czy stosu.Mego syna.Heretycy nie mają prawa wchodzić do świątyni Pana . Na początku byliśmy zbyt łagodni i dlatego tak długo skrycie czczono bałwany.Isak błądzi! . nędznie ubranego Człowieka na Osiołku… .Ezro. . .zaczął Jon. ale kim oni są? . dam ci coś. A tak narażasz tylko swoją rodzinę. Ezro. Ezra spojrzał na niego zdumiony. przygryzając wargi.zawołał Ezra.. Zło trzeba wyplenić aż do korzeni. kto myśli inaczej niż ty. zasłaniając dużą. .…heretyk to ktoś.zaczął. Wiedział. pamiętaj.i dawno wybrał. . których nie znajdował dość szybko. w bogatej czerwonej szacie.Słyszałem. oni pójdą za tobą. .Heretyków pali się na stosach . .Ty nigdy nie błądzisz? .spytał z zaciekawieniem.powtórzył pytanie Jon. . czując drżenie swego głosu. Jeśli wyznasz to szczerze i ukorzysz się. .Heretyk… heretyk… . Jonowi stanęła przed oczyma postać smutnego. Jeśli ty pójdziesz na stos.Co mi dasz? . co będzie tego warte… . gdy znikasz z Wioski? Mówią. jeśli zostawisz w spokoju mnie i moją rodzinę. Jon ciągnął: 118 . ale będzie ci to przynajmniej wybaczone. jak i piekący żal.powiedział szybko Ezra. w której błyszczały drogie kamienie. . że był to najlepszy wybór na nadchodzący czas. już się o tym przekonaliśmy. Ezra umilkł i próbował szukać w pamięci słów. najwyraźniej nową figurę. Musiał jednak wybrać . wyobrażająca postać człowieka z długimi włosami. z małą cierniową koroną na głowie. ty zaś czcisz je do dziś! .Kto to jest heretyk? . co czyni i czuł zarówno radość.spytał Jon. Jonie. że chodzisz do Puszczy.mimo woli zaciekawił się kapłan. by czcić bałwany.odparł dumnie młody kapłan ku uldze Jona i zaraz dodał surowo: Gdzie błądzisz.rzekł szybko Ezra. Nie pochwalał swego wyboru. a Jon dokończył: . z trefioną brodą.A Isak? .Nigdy .spytał znów Jon. ale wiedział.

lecz wcześniej podpisz ze mną umowę. który napisał szybko długim. czego Ezra mógł pragnąć. nie chcąc wdawać się z kapłanem w dyskusję . to jednak… 119 .poprawił bezwiednie Ezra z błyszczącymi oczami. aby podpis był ważny.zawołał zdumiony Jon.streścił mu Ezra.A ja powiedziałem. sprawny i piękny jak ona.Co tym razem mówią te czarne znaczki? .Nie szkodzi. maczanym w inkauście. co masz zrobić. że pouczę cię.Nie umiem pisać .Ofiaruję syna twojemu Bogu . a Jon poczuł litość dla swego nie narodzonego syna. Ale kiedy tylko dojrzeje.rzekł kapłan ze zrozumieniem.Podpisz.Krzyż to święty znak i nie wolno go nadużywać! Trzy krzyże zaś to cała historia. . ani ty. . przyprowadzi naszego syna do ciebie.i mój syn będzie Mu służył w taki sposób.nakazał kapłan.tak. Ezro. którą opowiadałeś nam. w którym będzie dorastał: postawił go po stronie. . . .uzupełnił Ezra z pałającymi oczyma. ani jego matka nie przeciwstawicie się naszej świątyni .Mówiłem ci. gęsim piórem.Idź zatem. gdzie tylko zechcesz. Jonie w Drodze. a gdy zechcę wysłać go w Dalekie Kraje z misją nawracania pogan lub zwalczania heretyków. że nie umiem. Syn heretyka czczącego bałwany. Gdybyś nie wrócił w porę.powtórzył Jon bez nacisku.…naszemu Bogu! .spłoszył się Jon.… i bez cienia litości wobec heretyków . . Jednak tylko w ten sposób zapewniał mu bezpieczeństwo w świecie. Pokażę ci. jak winien wyglądać podpis prostaka . . . który od dziecka byłby ofiarowany Bogu i wyparłby się grzesznego ojca .podkreślił Ezra. Ezro. umowa uniemożliwi twej małżonce sprzeciw i zaświadczy o prawdziwości twojej obietnicy . o to by był silny. Zaprowadził Jona do izdebki na tyłach świątyni i tam zasiadł nad dokumentem. .spytał Jon.Gaja da mu matczyną opiekę. a ty weźmiesz go pod swoją pieczę i oddasz twemu Bogu… . . Wyrysuj trzy krzyże . . To byłoby skuteczne narzędzie krzewienia prawdziwej wiary.…że gdy twój syn ukończy sześć lat. gdy byliśmy dziećmi i choć na dwóch zawiśli złoczyńcy. zadba o jego doczesne życie i zdrowie. Bez cienia wątpliwości i… .Trzy krzyże?! . przyjdzie do mnie na naukę. poruszony do głębi słowami Jona. jak tylko zechcesz. śledząc z zazdrością szybkie ruchy pióra po papirusie. która niewątpliwie będzie najsilniejsza przez setki lat. to było coś..

Na wszystko prócz prawdziwego dobra. by ocalić duszę nie narodzonego dziecka! . Jon zaś wolno wyszedł ze świątyni. jakby popełniał bluźnierstwo. Jonie . . zasiali Słowo Boże i nie dali mu wzrosnąć. Na razie jedziemy z Gają do Miasta. Spojrzał na Jona z natężeniem. jakby słabł mu wzrok i powiedział bez powitania: .ciągnął w zamyśleniu Isak.Kiedyś.…dla Bezimiennego .zaczął znowu Jon. myślałem ze zgrozą o twoich pobratymcach. nim tu przybyłem. to tylko dlatego. lecz Ezra przerwał mu gniewnie: . że sami byli złymi ludźmi. czarne krzyże u dołu zwoju.I wziąć ją dla Boga! .Nie od razu ruszę na drugą stronę Rzeki.. niepiśmienny klnie się na Syna Bożego. nie ogrzali ciepłem zrozumienia i współczucia. którego nikt już nie używał.Ci dwaj kapłani byli jak Ezra. przeciwnie! Nie. którzy zostali zabici przez Plemię na krwawą ofiarę dla… . którego nie należało wymawiać. westchnął i powiedział: . a potem idź sobie do Puszczy pomiędzy twe bałwany! Jon niewprawną ręką postawił obok siebie trzy duże. Byli tacy młodzi i pełni wiary.…i wziąć ją sobie . co wedle nich oznaczało skutecznie. że dotrzyma umowy . gdyż nie ma on złych intencji.wtrącił Jon. by pouczać swego kapłana! Jeśli godzę się na tę umowę. Miał uczucie. Jakby nadużywał prawdziwego imienia Syna Bożego do spraw codziennych i pospolitych. Nie zrosili swego siewu wodą miłości. Boże broń. jak rośnie największa ze świątyń… Ezra spojrzał na niego zdumiony. że Królestwo Boże rozciąga się na coraz większej połaci świata.Nie powinno się nigdy zaklinać na Syna Bożego… . czy w 120 . którzy przybyli tu pierwsi? Tych. a przydomkiem. czy wzeszło. a ze zrozumieniem o moich braciach. A chwasty plewili brutalnie.Nie bredź! Stawiając trzy krzyże. Stary kapłan. Nie dlatego. gorliwi i gotowi na wszystko w imię Boga Dobroci. wolniutko spacerował po wąskich ścieżkach między grządkami.dopowiedział Jon. Ale nie myśl o nim nigdy źle. Przybyli do waszej Wioski ponad sto pięćdziesiąt lat temu. Odłożył pióro. nie patrząc. ułatwiając Isakowi wybór między prawdziwym imieniem. im się tylko śpieszyło. by jak najszybciej zebrać jak najwięcej nawróconych dusz i jak najszybciej przesłać do Dalekiego Kraju znak. .wytłumaczył kapłan.krzyknął Ezra. . by spotkać Isaka. nie sprawdzili. Jonie! Nie jesteś od tego.Znasz historię dwóch kapłanów.Nie pouczaj mnie. Teraz udał się do ogrodu. . Rzucali ziarno i biegli dalej. by zobaczyć. mimo zimowych chłodów.Podpisz. .

Rzucali słowa pełne gniewu na głowy bałwochwalców. iż to właśnie oni mają rację.Tak wiele. w której zabraknie szamana i starego kapłana. że nie sposób tego przewidzieć. Jedną trzecią kręgu tworzył Isak. Ja przecież też wierzę w swoje racje. . Jonie. Nie czekając. Jonie. . łagodzący gniew i żal starych Bogów. nim Cywilizacja będzie oznaczać swobodę wyboru. Nikogo nie omija ta słabość.zażądał jeden z nich. Pomyślał.…i Plemię ich tam zawiodło? Na drugi brzeg Rzeki. Dlatego odchodzę z tego świata z radością. . . drewniane palili na stosie. z przekonania każdej ze stron. że czyni dobrze. “Co tu robicie z tym wielkim bałwanem? Pokażcie nam…” . wiele czasu. Jonie. zaczęli tłuc gliniane posążki plemiennych Bogów.Dlatego właśnie oddałem mego nie narodzonego syna pod pieczę Ezry wyznał Jon. że nie chce żyć w Wiosce.pokiwał głową Isak.razem z Ezrą dopełniają się i tworzą całość. bo masz wątpliwości. Jesteś odmieńcem.Minie wiele. . zginą pierwsi. Isak umilkł na chwilę.Dobrze zrobiłeś .Cywilizacja . Nigdy nie chciałem nikogo do niczego przymuszać. I twoje Plemię im pokazało: zabiło obu kapłanów i złożyło ich ciała w ofierze. .powiedział z goryczą Jon.Ile czasu musi minąć? . którzy wierzą. to straszliwy trud… Jon uścisnął Isaka i ucałował jego rękę. otaczając ją magicznym kręgiem. Albowiem ziarno. że całe zło wynika z niezrozumienia. składa się z ludzi.o dziwo . Nawracanie. a Jon zapytał szeptem: . który udowadniał. Jonie.Tak.CYWILIZACJA . gdyż świat najbardziej nie lubi odmieńców i ludzi wątpiących . nie wzeszło. że wprawdzie jego Bóg jest ponad wszystkim. ale starzy Bogowie też mają swe miejsce. wierząc. by ludzie z Wioski zaprowadzili ich na miejsce kultu.spytał z nadzieją Jon.szepnął stary kapłan i dodał: Ty jesteś odmieńcem.ogóle wzeszło. bo właśnie oni obaj . które zostały zapomniane 121 . .Cały świat. . bóstw i bożąt. którzy nie zechcą stanąć po żadnej stronie. bóstw i bożąt. Jedną trzecią kręgu stanowił szaman. że to ona ma rację. dlatego wojny nigdy się nie kończą. które tak pośpiesznie siali kapłani.przytaknął kapłan. Gdy już zniszczyli wizerunki bóstw i bożąt znalezionych w Wiosce. .Dopiero od niedawna wiem. a bycie w większości jest bezpieczne. zażądali. do kresu Kamiennej Drogi? . Ci zaś. .Zapewniłeś mu w ten sposób przynależność do większości. która chroni Wioskę.

który . ubijano wydartą przyrodzie ziemię. silna. Dlatego Jon nie obawiał się zabrać żony. że Cywilizacja przyśpiesza kroku. mój syn musi przynależeć do większości . Robotą kierował mistrz przybyły z Dalekiego Kraju. a zaczął bity trakt. Gdy przystanęli u jej stóp. wielusetletnie drzewa.Tak. ryzykując spotkanie z dziką zwierzyną i złymi ludźmi. Stary szaman umrze razem ze swoim starym Bogiem i chwała Panu za ten akt łaski. które tak rzadko budzi skruchę. nawet ospała. gdyż bity trakt skrócił o połowę trudy podróży. Siwa klacz była łagodna. czego Jon chciał uniknąć. świątyń. I wreszcie jedną trzecią kręgu tworzył kapłan Ezra. Jednak Miasto wciąż wydzierało Puszczy skrawek za skrawkiem. na półtora miesiąca przed narodzinami syna. gdyż czuł się w nim jak w klatce.w Jego mniemaniu pomoże Mu odzyskać świat. widząc obu. Kiedyś trzeba było przedzierać się przez Puszczę. Miasto zawładnęło wyobraźnią puszczańskich Plemion. strzeliste wieże nowej świątyni. która zapatrzyła się w 122 . To szaman pomagał bożętom i bóstwom dokończyć żywota. w którym świątyń było prawie tyleż samo co mieszkalnych budynków. Już z daleka. Wycinano więc Puszczę. że Gai. Im byli bliżej. *** Droga do Miasta była krótsza niż niegdyś. rusztowania pięły się tak wysoko. a tak często gniew i nienawiść . by wiodły doń drogi szerokie i bezpieczne. stworzy w Wiosce świat bez prawa wyboru i wywoła w Plemieniu poczucie winy. Zresztą kobiety z Wioski przywykły do ciężkiej pracy do ostatnich dni przed rozwiązaniem. To był dowód. a potem przywołał na usta pogodny uśmiech i przekroczył próg domu. gdy zostanie tu sam. szamana i Isaka. lecz tylko cztery. odporna. gdyż nie miał w sobie wątpliwości. ale niezwykle wysokie. zapewne zostałby spalony na stosie jako czarownik. Świątynię budowano na skraju Miasta. nie czuli się winni za przeszłość i nie bali się przyszłości. tym budowla wydawała im się większa i wspanialsza.szepnął Jon sam do siebie. karczowano potężne. gniewnie. Drewno było zresztą potrzebne na budowę nowych domów. utwardzając ją żwirem i kamieniami. Ludzie z Wioski. . przybliżając się do niego. szybko. Kapłan Ezra. gdyż stosy nieuchronnie zapłoną także i w tej Wiosce. Szaman czekał. lecz skutecznie.przez Plemię. zamków. od strony. Nie ma już miejsca na nowego szamana. jak oceniali. W Mieście było kilkanaście Domów Boga. który prowadził ludzi w przyszłość. ledwie skończyła się Puszcza. ale ten miał przewyższyć okazałością wszystkie inne.myślał Jon. rozrastając się . a droga równa i bezpieczna. które karczowały kolejne połacie Puszczy. wracając do domu. Gaja zaś była zdrowa. z której przybywali.a potem zapragnęło. zobaczyli nie dokończone. aż największy ze starych Bogów wybierze sobie tego. Podróż do Miasta nie zajęła im więc sześciu dni. Nie musieli wjeżdżać w labirynt uliczek Miasta.

. brzęcząc dzwoneczkami: .krzyknął obok niego człowiek w białej długiej sukni. Sprytniejsi mieszkańcy Miasta założyli wokół kramy z różnością towarów i prostym jadłem.mnich piorunował go wzrokiem.zdziwiła się Gaja ze śmiechem. nigdy nie są tylko tu lub tylko tam.Tacy jak ja przebywają pomiędzy niebem a piekłem. że niektórzy czczą tam jeszcze bałwany . zakręciło się w głowie. . co począć z młodym bluźniercą. czasem sobie myślę. by ją podziwiać. młodzieńcze. którzy niechcący przewrócili w błoto taczkę z cegłą. komu się nie podoba. . na głowie zaś nosił dziwaczną czapeczkę z grubego sukna. . jak usłyszałeś.Ależ ona mi się podoba . Oprócz mistrzów murarskich.usłyszał Jon za sobą czyjś niemłody głos. Można było dać mu zarówno trzydzieści parę lat.Wydaje ci się.górę. krzycząc na murarzy. . może On… to znaczy. Nieznajomy miał na sobie obcisłe nogawice wpuszczone w brudne. Poznał już znaczenie słowa “heretyk” i bał się tego. pilnujących.Z nieba spadł? . jak i pięćdziesiątkę z okładem. że przybyłeś z Puszczy.Myślałem tylko nad tym. czy musi być taka wielka. jak oni.Bluźnisz! . czy… no. a tymczasem. choć było tam wiele zdumiewających rzeczy. a nieznajomy też się roześmiał i odparł. Jon odetchnął z ulgą i odwrócił głowę: za ich plecami stał najniezwyklejszy człowiek w nieokreślonym wieku. że On nie zastanawia się nad okazałością swych świątyń . gdyż wciąż przybywał ktoś nowy. Do 123 . którzy nadzorowali robotę. Jego zaś niezwykłość wynikała ze stroju. by murarze nie skąpili zaprawy i nie marudzili przy robocie. czy nie wyda Mu się ona za duża? .Ciekawe. jest bluźniercą i heretykiem! . czy Bóg Dobroci zechce zamieszkać w tej świątyni. tym większa jego chwała! A ten.zastanowił się głośno Jon.zaprzeczył Jon. Słyszałem. Jon nigdy jeszcze czegoś takiego nie widział nawet na obrazkach w księgach Ezry. jest na odwrót . . Mnich na widok przybysza skrzywił się. . zastanawiając się. patrząc z niepokojem na mnicha w białej szacie. Jego ramiona skrywała szeroka bluza w kolorach tęczy. lecz wciąż jaskrawoczerwone skórzane buty. któremu towarzyszyło ciche brzęczenie dzwonków.Zważaj na słowa! Bóg tu wejdzie. Dlatego tak trudno ich wykląć. Wokół budowli trwał niebywały ruch.zaplątał się Jon. co ze sobą niosło. lecz nagle rzucił się. spotkać można było kapłanów w ciemnych lub białych sukniach.Twój ubiór świadczy o tym. że świątynie winny przychodzić do Boga. z kilkoma rogami. ledwie skończymy budowę! Im większa świątynia. by nikt nie skradł cegły.

jak on chce. Dzwoneczki brzęczą tak. Bogacz płaci więcej.odparł Jon. .Ani ona. nawet wtedy. .Jestem Błaznem .Zabawiam moich panów za niewielką opłatą. gdy się martwisz.spytał Jon. gdyż dzwoneczki brzęczą cały czas.tych rogów przymocowane były małe dzwoneczki. mimo woli uśmiechając się. .wtrąciła Gaja.stwierdziła Gaja w zadumie. kradnąc im miód. gdyż mój ostatni pan znudził się mymi żartami i mnie wygnał.skłonił się Błazen. Gdy trudno ich rozbawić. a wtedy zamiast złota dostaję miskę strawy dwa razy dziennie. płacą mi za nie. .Twoja czapka jest smutna. bo zmartwienie jest większe. A czyż moja czapka nie jest śmieszna?spytał Błazen. opłatę uzależniam od stanu ich kiesy. . Gdy moje dowcipy i powiastki rozśmieszą mych panów w kłopotach i zmartwieniach. gdy opowiada wesołe historyjki. gdy mówi o smutnych sprawach. . biedak dostaje żarty za darmo. gdy ogania się od dzikich pszczół. Szczerze mówiąc.Mylisz się. co ciebie wcale nie śmieszy? Myślałem.Nie .odparł nieznajomy i dodał: . a w dodatku piękną. niż sądzili. które brzęczały cicho. z którego patrzymy . by kogoś śmieszyło to.Jak to możliwe. .To chyba zależy od miejsca. gdy pszczoły potną jej nos żądłami i to ją boli. jak dobry pies. młoda damo. ani ja nie czujemy się biedni . Jonie . nawet złotem. Szukam nowego pana. aby Bóg obdarował ją aż tak szczodrze . opłacają mnie sowicie. Nieznajomy swym wyglądem wzbudzał rozbawienie.spytała Gaja.Kto to jest Błazen? . Gdy moje żarty zbytnio żądlą mych panów i to boli.Nigdy nie słyszałam o takim zajęciu! Co robisz? .obruszył się Jon. wtedy wypędzają mnie. . Śmieszna jest niedźwiedzica.Kim jesteś? . A sądzę. . . gdyż trudno. co mnie nie śmieszy wcale.Dobrze to ujęłaś. a smutna. Ale przestaje być śmieszna. 124 .Rozumną masz żonę. nie zawsze na jednaką nutę. . zatem pewnie jest biedna. że i ty masz powody do zmartwienia. . lub śmieszy ich to.zdziwił się Jon. podskakując i jego dzwoneczki znów zaśpiewały. .Jego czapka jest śmieszna. że rzecz zabawna śmieszy wszystkich . lecz wyraziście wraz z każdym jego ruchem.Jestem Błaznem do wynajęcia. lecz wkrótce wyrzucają. Ich domy są różne: czasem to zamki i pałace. panie. niekiedy zwykłe chaty.

inaczej zapomniałbym.Od razu widać. czując się niezręcznie.Muszę wykonywać moją pracę. Ale gdy to mówię.…na świątynię! Zbieramy datki na świątynię! . ale trochę stare. przyglądając się Gai z uwagą. w Mieście. srebra. że przybyłeś z Puszczy. rozwierając sakwę z jedzeniem. . Gaja szybko zsunęła z szyi niewielki naszyjnik z bursztynu i wsunęła go w szparę skrzynki. . 125 .speszył się Jon. koło świątyni. .Po co zatem tu tkwisz? . iż powinno mieć największą w okolicy świątynię. Dzwonki zabrzęczały melodyjnie. że masz pustą kiesę i przynależysz do gorszego stanu skomentował Błazen. by świątynia szybciej rosła w górę? By była jeszcze większa i wspanialsza. Błazen zaśmiał się nagle szczerze i niepohamowanie.zabrzmiał tuż przy nich czyjś głos i inny mnich.Przybywa tu tylu ludzi. Dwóch ludzi w długich sukniach przegnało mnie kijami. możemy się z tobą podzielić tym.Nie . w ciemnej długi sukni.powtórzył w zamyśleniu Błazen. podsunął im pod nos drewnianą skrzyneczkę z otworem od góry.odparł Błazen.Kupiłbym ci. . kogo rozbawię i kto kupi mi w zamian miskę gorącej zupy lub garnek z kluskami.Jon upolował wczoraj w Puszczy zająca. Oni sądzą. nie na chwałę Pana. na czym ona polega uśmiechnął się Błazen.Nie mam złota.Nikt się nie śmieje. . co mamy . . że ich Miasto jest tak potężne. zapłacono ci coś za żarty? . . Mamy też placki.Jeśli jesteś głodny. a człowiek w lisiej czapie zagroził.Jon zmienił temat.zaproponowała Gaja.stropił się Jon. pieczone pięć dni temu. . więc wciąż mam nadzieję. że skończę w miejskich dybach.Czy tu.Czyżbyś nie chciał.Rozumną masz żonę . . że świątynię tę wznoszą tak potężną nie dlatego. iż wierzą. ani nawet miedzi . złoszczą się.. niż się zapowiada? Aby była największa w całym tym dzikim kraju?! spytał gniewnie mnich. że tak potężny jest Bóg. a Błazen zaśmiał się krótko. lecz niewesoło. . a zwłaszcza w pobliżu świątyni szybko poczujesz. że znajdzie się ktoś. lecz nie mam za co . . Więc powstaje na ich chwałę. . upiekliśmy go w ognisku. Tu. Jeden kawałek jest w nadmiarze. gdy powtarzam. Mnich zaraz odbiegł.

To nie zależy ani od wielkości świątyni. Jechaliśmy cztery dni z Wioski.Bo jesteś… jesteś człowiekiem .zaśmiał się Błazen. czemu szukasz pana? . lecz zaraz spoważniał i odrzekł: . I może nigdy nie będzie.. . to Go tu jeszcze nie ma. A wy? Czego tu szukacie.Nie chcę wyjść z wprawy w wymyślaniu dobrych żartów. .Widzę. Jeśli wznoszą tę świątynię z pychy.powiedział Jon.Jeśli szukasz w niej Dobrego Boga.zamyślił się Błazen. skryty nie dość dokładnie pod burym płaszczem. bo widzę po waszym stroju. Błazen zerknął przelotnie na wypukły brzuch Gai. Ale Błazen ujął Gaję za ramię i zaczął prowadzić ją w stronę kupieckich straganów i bud. Zatem to ja was nakarmię. Teraz Jon się zaśmiał.Skoro masz tyle złota. gdyż to ja mam złoto i srebro .Ho! Ho! Ho! .zaprzeczył stropiony Jon.Nie umiemy czytać ani pisać. przyjacielu. by spojrzeć na świątynię .Nasz syn będzie to wszystko umiał . z wysuniętym dachem. choć was nie rozbawiłem? Dlaczego? . ani od budowniczych. A jeśli z miłości… Ale o miłość. chroniącym przed deszczami i śniegiem. . szczególnie w tym mieście. ucinając niewygodny temat. a Gaja roześmiała się niepewnie i dodała: . lecz suto wypchanym woreczkiem ukrytym a koszulą. myśląc.Chcecie mnie karmić. .Nie . zasiedli na drewnianej ławie i już po chwili wyjadali drewnianymi łyżkami białe kluski z dużego garnka. które tętniło życiem. Utworzyły one niemal małe miasteczko.Nasze konie czekają za Miastem. Jonie. żeście z daleka? . gdy się najedli. 126 .Cywilizacja .dopowiedział Jon.odparł Jon po namyśle. Dobry Bóg nawet na nią nie zerknie. . . że to żarty.dokończył Jon. ani nawet od mnichów. . .Dobrze. tak trudno w dzisiejszych czasach . bo to mój fach. Ale jakoś ostatnio źle trafiam.i Błazen zabrzęczał nie dzwoneczkami u swojej dziwacznej czapki.Nie umiesz żyć bez panów nad sobą? Błazen znowu się zaśmiał.spytał Jon. Poszli do jednej z licznych bud. że jesteśmy wykształceni? .

Ta żelazna iglica na szczycie będzie ściągać pioruny. przyglądając się potężnej sylwetce nie dokończonej budowli. a tymczasem będzie tuż obok lub pod stopami. gdzie ledwie majaczyła drewniana więźba . że większość ludzi wierzy. zamiast samemu się chwalić . zwróci szybciej uwagę Boga . Tymczasem Bóg… każdy Bóg… .przytaknął Jon. że nie pozwoli rozdeptać mrówki. . najwyższa spośród wszystkich w tym małym. Błazen spojrzał na niego z zaciekawieniem. więc widocznie jego żarty tu się podobały. piękna. iż wydawał się sięgać chmur. spalić gniazda dzikich pszczół. Błaźnie.zaciekawił się Błazen. żeby mój syn był bezpieczny. gdy ogłoszono.Pierwszy raz słyszę. nasz syn znajdzie się za kilka lat pod pieczą kapłanów i chciałem się upewnić. . Jeśli chcecie obejrzeć świątynię.Widzisz. . a Gaja kiwnęła z powagą głową. Murarze pozdrawiali Błazna. a Gaja roześmiała się. mogę ją wam pokazać . a niektórzy mnie lubią. więc i ja dałem.Owszem .Chcę. Błaźnie ciągnął Jon.pokręcił głową Błazen. że sam dałem trochę złota. zmiażdżyć dżdżownicy. 127 . Może jeszcze nie ma tu Dobrego Boga i może Go nigdy nie być.Powiem wam szczerze. tym znajdą się bliżej Boga. Można Go szukać wysoko. Rosła w oczach. nawet najubożsi w kraju.pomyślał z żalem. Pewnie z tego samego powodu posąg Bezimiennego w Puszczy był tak monstrualny. bo i ja lubię to.wznosił się tak wysoko. iż im wyżej sięgną.Mówisz o tym tu synu? . Jest mądra. Mógłbym w końcu pozostawić go matce. że na nią zbierają.który już zaczynano nakładać na drewnianą konstrukcję gont po goncie . jakby odpowiadając myślom Jona.. dawali co mieli. nawet teraz. w tej chwili. .No i co? Wybrałeś właściwą drogę dla syna? . Jon pomyślał. Jon i Gaja stanęli wewnątrz świątyni i wznieśli głowy: kopulasty dach . Przepuszczono ich przez drewniane zapory i weszli do środka. Musi się z tym pogodzić . .dodał Jon.Dla niego tu przybyłem . niektórzy z nich nawet je rozumieją. W pobliżu siły jest zawsze bezpieczniej. ale tu jest siła.zaproponował Błazen i dodał: . patrząc wysoko w górę. dobra… . . zagubionym kraju.myślał Jon.Znam tu wszystkich murarzy. Może tak potężna świątynia. czy dobrze wybrałem. Siły i Cywilizacji. co wielkie. Milczeli chwilę.mówił Błazen. Wszyscy.może objawiać swą wielkość także w tym. Część ludzi w długich sukniach też bawią moje żarty. Wstali z ławy i ruszyli ku potężnej budowli. kątem oka dostrzegając smutek na twarzy Gai. Ogrom świątyni i uroda jej strzelistych kształtów zrobiły wrażenie na Gai i Jonie. że mężczyzna chwali przy obcych swoją kobietę.

więc twoje najlepsze żarty zmarnowałyby się .zainteresował się Błazen. chyba widzisz.Sam chciałbym wiedzieć .Nie przynależę do rasy panów. Boję się też. Wygląda jak dama. czemu nie miałbyś nim zostać? .. który rozśmiesza. On przychodzi do ludzi. brudne lub zaczerwienione od gorzałki twarze. patrząc na Gaję. Jon nagle znieruchomiał i jakby intensywnie nad czymś myślał. a przekupnie wywrzaskiwali zalety swoich towarów lub jadła. że to ty miałeś rację. wysoka. przybyli zewsząd. by ją budować lub podziwiać. odsłaniając chore i obrzękłe nogi. Gdzie się wybierasz? spytał nowy kompan. szczupła. Błaznem przyjacielem. że jestem biedny.Osuszy łzy. 128 . więc umilkli. a wszędzie kłębili się ludzie.powiedział Błazen. nawet złoconego. . bo w Puszczy nikt nie mierzy bogactwa złotem. ukoi smutek… Zatem ją porzucasz. nie odrywając oczu od pnących się w górę ścian budowli. nie do budynków . Żebracy siedzieli wokół na błotnistej ziemi. ucieszone gwarem jarmarku.powiedział Jon. że w tłumie uda się im skraść komuś sakiewkę. wynająłbym cię . ukoi jej smutek i osuszy łzy.Skoro masz złoto i srebro.westchnął Jon. Jon zniżył głos do szeptu i spytał: . z rozrzuconymi na plecach długimi. . abym mógł wziąć cię dla niej za Błazna? Ale nie za takiego. a nie wygląd czy strój . w którym wydali się sobie niezwykle mali i obeszli ją wokół. . rudymi włosami.powiedział Błazen. a może nawet kimś jeszcze bliższym.Ona może być moją panią. ale okazało się. Otulona burym płaszczem. licząc na to.spytał Jon.Myślę. Wśród tłumów uwijały się rozwrzeszczane dzieci.Szukam nowego pana. że On jest wszędzie i nie potrzebuje dachu. zaprzeczyłem. by przyjrzeć się dachowi nad drugą z wież. . Błazen zerkał na niego ciekawie. Daleka to musi być droga i ważna sprawa.westchnął Jon. .A naprawdę…? Co myślisz naprawdę? . kto nie opuści jej w złych chwilach. . bo dama to stan umysłu. Gaja akurat odeszła dalej. Nie mogę cię nająć. Błaźnie. Zajmowała ogromny obszar. Otaczały ją gęsto budy i stragany.Gdybym był panem. czego chciałbyś jako zapłaty. Wśród pielgrzymów grasowali drobni złodzieje. Wytknąłeś mi. skoro decydujesz się zostawić taką żonę jak ona. Gaja właśnie wróciła. Musiałbyś być Błaznem wiernym. wyciągając przed siebie zaropiałe ręce. że coraz mniej jest mi do śmiechu. . mimo skromności ubioru wyglądała dziwnie szlachetnie. Wyszli z wnętrza świątyni. z bladą twarzą. Błaznem bratem.

. . .Żaden? . Masz rację. w naszej Wiosce. Jak widzisz. nie da się ukryć.Musimy cię pożegnać .Jadę z wami. gdzie aż pod wysoki dach wznosi się cisza. że dla odmiany to ty zostaniesz moją panią… .Bylebyś tylko umiał ukorzyć się przed naszym kapłanem. Jestem zmęczony.rzekł Jon. .odparł Błazen. kawałkiem mięsa. Opuścili teren potężnej budowy i powoli ruszyli do koni. choć dodał. że przy wznoszeniu świątyni zbyt wielu ludzi pragnie ubić interes. kiedyś było Ich więcej.A czym zapłacę ci za żarty? I po co w ogóle miałabym za nie płacić? . śmiejemy się tylko wtedy. uśmiechając się. niektóre żarty i słowa chyba nie wzbudzą jego zachwytu. a Błazen wymamrotał. że wprowadziłeś nas do wnętrza. a tego żaden Bóg by nie zniósł.Mimo to nie żegnaj mnie . co on powie na tę niespodziewaną propozycję. tyle że czczony pod różnymi imionami. . miodem i mlekiem i wreszcie uśmiechem.zapytał Błazen. niepewna. . Bo twój strój i czapka. a Błazen ciągnął: . 129 . Ezrą. . a Jon przyznał jej rację.zdumiała się Gaja.Nasza droga wiedzie w głąb Puszczy. Ale mógł to być także wciąż ten sam Dobry Bóg. Błaźnie.Nie .Znudziło mi się Miasto i moi nadto głupi lub zbyt zadufani w sobie panowie. twój uśmiech. Na resztę chyba cię stać? Gaja spojrzała na Jona. placka. który ofiarowuje życie i za który nie trzeba płacić. że najlepszy jest śmiech.Taaak. gdy zacznę żartować. Gaju.Dobrze. w dodatku ono to czyni za darmo.Jon spojrzał na niego zdumiony. Pomyślałem sobie. lecz raczej podejrzenia. Ta cisza daje nadzieję . . aby nie wziął cię za heretyka. rozglądając się wokół: . gdy życie daje nam do tego okazję. tylko ta ostatnia cena. . jest naprawdę wysoka.zaprotestowała Gaja. a Błazen przyjrzał mu się uważnie.powiedziała Gaja do Błazna.. My. że Dobry Bóg lubi ciszę? Że nie kocha żebraków? Nie umie wybaczać złodziejom? Irytują go wrzaski dzieci? .Myślisz. Jon uśmiechnął się: .Zapłacisz mi talerzem zupy. gdzie tacy jak ty okropnie by się nudzili.Ja? .uciął krótko Jon.Czyżby twoim zdaniem było Ich więcej niż tylko Jeden Jedyny? Jon umilkł stropiony. .

A na postojach.spytał. czy stary szaman umie czarować.do nas dociera wolniej. częściowo zakorzenionych w minionym czasie. W każdym razie nikt już nie czci bożąt. o wioskowej świątyni i tak różnych dwóch kapłanach. bóstw ani starych Bogów.Czyje to słowa? . . o łowieniu ryb.…a Oni milczą.Cywilizacja . . a z kim nie wolno. gdyż o drugim Jon nawet nie wspomniał). Nie lubię być pławiony w rzece.. bracie! . Błazen kupił sobie konia w Mieście. Jechali teraz przez Puszczę. z kim spośród nich mogę żartować. Wieść o obecności szamana w Wiosce zadziwiła Błazna. zapewnił nowego przyjaciela. twierdząc. Ale to już ostatni szaman naszego Plemienia. wiem. że to pojmujesz. lecz nigdy jeszcze nie spotkał szamana. Jon snuł nieskładną i niepełną opowieść o szamanie i Isaku.zaśmiał się Błazen. a także po innych krajach. szybko pokonując bity.No i o to chodzi. patrząc na mieniące się od blasku ogniska kasztanowe pasma. . może z szumu drzew? Z trzaskania polan w ogniu? Z iskier w jej włosach? . rozumiesz? O to chodzi.Skąd je bierzesz? .odparł Błazen. że dużo podróżował po Miastach. 130 . . co mieli w sakwie lub co ich nowy towarzysz dokupił na straganach. okalające zamyśloną twarz Gai. lecz Jon stwierdził.Nigdy nie mówię cudzymi słowami. Wyznał. o obyczajach Plemienia. gdyż wiele z naszych plemiennych spraw chyba cię jednak zadziwi. gdy słuchał Błazna. Dobrze. . ale przy ostatnich słowach odprężyła się: . gdyż żyjemy w głębi Puszczy.Ooo. .stwierdził Jon krótko .Nie wiem. nie zamierzam też spłonąć na stosie! Twój Ezra mnie polubi! Twarz Jona na moment spochmurniała. że tego nie wie. o brzegu Rzeki (tym właściwym. Miasteczkach i Wsiach. wygodny trakt. Jon zdziwił się. o polowaniach w Puszczy.Umiem obchodzić się z ludźmi w długich sukniach. a Jon z Gają opowiadali o Wiosce. Błazen chciał wiedzieć. gdy rozpalali ognisko i posilali się tym.dokończył śpiewnie Błazen i Jon spojrzał na niego z ukosa. choć nie ze szczętem pomarli . a po części zmieniających się za sprawą Cywilizacji.dorzucił. że drugi uniesie ciężar dwojga osób.Moje . że aż tak wiele można o niej mówić: o mieszkańcach i domach. Choć Jon proponował Błaznowi jednego z koni. .

iż w dalekim.powiedziała Gaja do Błazna.westchnął z ulgą.westchnął ponownie Jon. Początkowo wzbudzał ciekawość i onieśmielający chłód zarówno swym strojem. Stary szaman i równie stary kapłan byli do tej pory drogowskazami dla Jona. Tutaj bowiem. . w Puszczy. lecz . jakie miał Ezra. usłyszał człapiące. Gaja była żoną. w dodatku pierwszego i jedynego przyjaciela był trafny. na co Jon zwrócił uwagę. Na szczęście pierwsze mrozy cofnęły się.Żyje . gdy tylko ujrzał smutną. nierówne kroki w ogrodzie. Wieczorem drugiego dnia pobytu w Wiosce Błazen zaproponował.rzekł z powagą Błazen.równocześnie podkreślali jego obcość i samotność.nazywając Jonem w Drodze . przedłużając oznaki jesieni. że dużo rozmawiali. Ezra chodził inaczej: z energią.nie zrobił tego. skąd wziął się przydomek Jona w Drodze i gdzie ta Droga go wiodła. ale pięć dni. przebijające przez stojący samotnie nad Rzeką namiot szamana. .Niech zawsze płonie w nim ciepły ogień. Potem. a teraz także twój . Mężczyźni z Plemienia lubili go i szanowali. najlepszym żartem Błazna okazało się wyznanie.Oto nasz dom. podróż zabrała im nie cztery. pożartował z jej mieszkańcami i zaskarbił sobie ich względy. Jon pomyślał. równym krokiem. że może zacząć uczyć swych nowych przyjaciół pisać i czytać. nie byli więc głodni ani nie marzli. wytłumaczyć. że gdyby nowy przyjaciel zadawał mu trudne pytania. który przełamywał lody. kochanką. Poczuł to od pierwszej chwili. Jego i losu. a także swoją niechęć do zbliżenia z nim. . Zdecydował jednak. Jakby trochę się go bali. mądrą twarz Błazna i usłyszał brzęczenie dzwoneczków na jego dziwacznej czapce. czym się zajmuje. Błazen był pierwszym człowiekiem. któremu Jon pragnął zwierzyć się ze swych trudnych tajemnic. przekraczając próg. Ze swej podróżnej sakwy wyjął grubą księgę. nie okłamie go w odpowiedzi. matką przyszłego syna i najbliższą osobą. każdy mieszkaniec Wioski wybuchał śmiechem. Do Wioski wjechali piątego dnia pod wieczór i pierwszym. Jon zaś po drodze upolował sarnę.Może dlatego. podobną do tych.ale gdy ze swobodą opowiadał. a starzy Bogowie. było nikłe światełko. cywilizowanym świecie są ludzie gotowi płacić za okazję do śmiechu. choć z całkiem innymi obrazkami: były tu 131 . długim. że wybór nowego. gdy przejeżdżali obok świątyni. Ale mimo chęci . Ale Jon nigdy nie miał przyjaciela. jak i sposobem bycia . Już następnego dnia Błazen obszedł Wioskę. zbudowanej z ociosanych bali chaty. .Żyje . gdy dojechali wreszcie do rozłożystej. Niech czuwa nad nim Dobry Bóg. bożęta i bóstwa niechaj mu nigdy nie czynią krzywdy . który mu przypadł w udziale.

a i ksiąg wciąż przybywa. Są takie.i jeszcze dziwniejsze. nie może być tylko sekretną umiejętnością. .Cywilizacja . wydając okrzyki zdumienia na widok strojnych szat kobiet i mężczyzn. Nie wszystkich. 132 . to tak.przyznał Błazen. . . Potem jednak niektórzy z nich zrozumieli.Moja księga też nie wszystkim by się spodobała. jaki jest. wyrysowani w twojej księdze. przez które przeprawiały się konie lub dwugarbne. zaczęli nauczać sztuki pisania i czytania. Gaja wyraziła entuzjastyczną radość z propozycji Błazna. umiłowaniem złota i uciech. Gdy palisz księgę.Cywilizacja . . to okrutny. że nauka czytania i pisania musi trafić do zwykłych ludzi. zakonnicy. Dlatego będziemy ją chować przed obcymi. bo nie każdemu wydaje się ona potrzebna.To księga o krajach i miejscach. To wcale nie jest tak trudne. I oni pierwsi. jakbyś palił człowieka . już w niecały miesiąc przeczytacie podpisy pod tymi obrazkami. .I będę rozumieć te znaczki malutkie jak mrówki?! .Tak. wierzą w Boga Dobroci? zaciekawiła się kobieta. to znowu święty. po których pływały domy. to grzeszny.Czy wszyscy ci ludzie. z długą trąbą w miejscu nosa. Dzięki nim coraz więcej ludzi umie czytać księgi. które zwiedziłem . że palą tylko żywych ludzi… .Palą księgi? .Ludzie w długich sukniach niosą Cywilizację do różnych światów i chwała im za to. Choć… hm… nie wszystkie księgi podobają się mnichom. morza i oceany. by czytać umieli tylko wybrańcy i wybrano ludzi w długich sukniach.Kiedyś dbano o to.powiedział. Nawet dzieci potrafią posiąść tę sztukę . bo pokazuje świat takim.zdziwił się Jon.podpowiedział Jon. wysokie zwierzęta z małymi główkami . .Gdy poświęcimy na naukę trochę czasu. gór. .warowne zamki. . . jak myślisz. to znów dobry. . rzeki z pływającymi długimi łodziami o nieznanych kształtach. oni spisywali je z mozołem i iluminowali. . rozległości oceanów . które chętnie palą. są to nadal ludzie wybrani.na których wielkie fale przewracały wielkie łodzie. kapłani. z jego słabościami. To przecież ludzie je stworzyli.ucieszyła się. lecz jest ich coraz więcej.Na stosie? Myślałem.Księgi to też żywi ludzie.odparł zamyślony Błazen i dodał: . strojni ludzie. zdobne pałace. mnisi. dziwne budowle. by nie oglądały ich oczy zwykłych ludzi.wyjaśnił Błazen. Gaja od razu zaczęła oglądać obrazki w wielkiej księdze.

a kogo odrzuca. Pojmowała jednak niechęć i strach Jona. kogo kocha. nie księgi. więc ich nowy przyjaciel westchnął i wyjaśnił: . pewnie dlatego wolał poczucie bezpieczeństwa. nad tymi. nie będę cię ich uczył.. które dopiero ktoś napisze. które czytałem. którego Droga wiodła nie tylko ku Dobru.zamyślił się Błazen. spróchnieć. ciekawszy świat. czego On chce. nie tylko ku Pięknu. Interes ubijany na Bogu zawsze jest dobry i w dodatku nie ma końca. które już istnieją. że możesz mieć rację. a nawet za niebezpieczeństwami. 133 . że w przeciwieństwie do swego męża. obawiam się. że pożądają na własność wszystkiego co wielkie. ale ich nie znam i nad tymi. Twoja wola Jonie. . że one wprowadzają nas w lepszy.Rozczarują? Wydawało mi się. które one niosą. . potężne. czarne znaczki na zawsze pozostały dla mnie Tajemnicą. która po paru lekcjach zaczęła sylabizować z grubej księgi. co jest dobre. inaczej się do niego modli. które się przed nią otwierały. którzy napiszą księgi nienawiści .Więc czemu miałoby to im przeszkadzać? . piękne. Skoro nie chcesz poznać sensu czarnych znaczków. widząc tę księgę? . sza… . Także Boga. Były tak inne od małej Wioski.zdziwiła się. Ale gdy myślę nad wielością ksiąg. ale Błazen położył palec na ustach: . Chcą nim zawładnąć i tłumaczyć w Jego imieniu. inaczej Go nazywa.Chcę.odparł Błazen po krótkim namyśle. .Tak . . choć z zazdrością popatrywał na Gaję. zagubionej w wielkiej Puszczy. oszołomiona światami.Ale to by znaczyło.spytała znów Gaja i Błazen przytaknął.Odpowiedz jej . inne Mu wznosi świątynie i całkiem inne odprawia w nich rytuały. Myślę. by te malutkie.Ludzie są tak stworzeni. .Cyt! Cicho. Ku zdumieniu żony. Błazen jeszcze tego wieczoru zaczął tłumaczyć Gai znaczenie liter w księdze. jakie dawał mu maleńki świat własnego Plemienia. mogą je zjeść korniki i straci swą wartość. że mogą znaleźć się ludzie. że rozczaruje nas świat i ludzie.Więc czemu kapłan Ezra miałby się zezłościć. ono zawsze może zbutwieć.Gdyż wielu ludzi inaczej wyobraża sobie Boga niż my.Ale to jest ciągle ten sam Bóg?. co myśli. Może wówczas nigdy mnie nie rozczarują? . Jon zatem nie siadał do nauki czytania. Gaja zaczęła tęsknić za wielością światów. Jon odmówił nauki czytania.uparł się Jon. Gdy robisz interesy na drewnie. a co złe.

uśmiechnął się Błazen. a nawet malować.a” . na które nie powinno się odpowiadać. szybko trafiłyby tu niepożądane księgi i różnorakie herezje.. Błazen zaoferował też pomoc w wioskowej szkółce. chyłkiem.a”.i” .powiedział Jon do Błazna. Dowodziło to. ona wręcz jej nie lubi. gdy zadają męczące pytania. . Zatem sprawiam mu przyjemność. proponując.Zgodnie z przewidywaniami Błazna kapłan Ezra polubił nowego gościa w Wiosce. Czas. A sprawianie innym radości to dobry uczynek . . ani Bezimienny. które dzieci nadają się do nauki . lecz nowy przyjaciel.. kim nie jesteś . złączone razem.r” . że pracował przy budowie największej w kraju świątyni i że zna każdy jej zakątek. I nie będzie to ani Bóg Ezry. Jona zdumiało to rozumowanie. że był on też w służbie u wielmożów z Dalekiego Kraju. zbyt prostolinijny jak na czasy. wtedy gdy chlapią one wokół inkaustem i długo nie mogą pojąć. udając kogoś. których wciąż przybywa w świecie. Nie zdziwił się. gdy zapadł zmrok. . że . pisać na pergaminach i papirusie. Ezra przyjął ofertę pomocy od Błazna. nie wymaga od ludzi szczerości za wszelką cenę.pewnego dnia ci dwaj starcy pójdą razem do Krainy Cieni.…ale tylko ja będę decydował. jeszcze bardziej ich do siebie zbliżył. w której Ezra nauczał dzieci.. Cywilizacja. że jest tu też kapłan Isak.Okłamujesz go. Jonie.ciekawość to pierwszy stopień do piekła. tworzą słowo wiara. Cywilizacja wymaga umiejętności dostosowania się do sytuacji. a nawet u najwyższych dostojników w długich sukniach. że literki .wbrew temu.Jesteś. czego Ezra uczył ludzi w Wiosce .pochwalił się Błazen.w” . nie czując w jego słowach żadnej pułapki..Nie okłamuję. gdy okazało się. który dla obu starców mijał coraz szybciej. Jon głęboko wierzył. które idą. myślał Jon. Znam też różne praktyczne przypowieści . ba. . iż wyręczy Ezrę w początkach żmudnego nauczania wioskowych dzieci. “Ona sięgnie nieba…” mówił Błazen. chytrości nowego przyjaciela lub jego osobistego uroku. 134 .zastrzegł. widząc jego zamyślenie. którą tak sobie cenisz. iż musi on sobie zaskarbić jego przychylność. pokręcił tylko głową: . Przemilczam jedynie to. gdy ten opowiadał o znajomości z młodym kapłanem. gdy swego gościa zaprowadził najpierw do Ezry i pouczył. Wystarczyło.Umiem czytać. Jon wiedział. a tam przywita ich obu ten sam Bóg. iż Błazen pochwalił się młodemu kapłanowi. lecz świadomość. zawiódł Błazna do namiotu szamana.. czego on nie lubi. Dopiero po paru dniach. Wprawdzie niezwykły fach przybysza i brzęcząca dzwoneczkami czapka początkowo niepokoiły Ezrę. Ezra uśmiechał się zadowolony. gdyż wedle Ezry . co czyni. Gdyby zbyt wielu ludzi w Wiosce posiadło sztukę czytania. nastawiły młodego kapłana przychylnie do nieznajomego.

.i przeznaczeniem i uprzytomnił sobie.Wynika z tego. że tak jak dziś we wszystkich świątyniach świata ludzie klękają. obdarzone magiczną mocą. liczyły setki lat.Obaj starcy uśmiechnęli się na widok Jona i Błazna.Takie jest. kładą się krzyżem. rozpaczliwy krzyk. także szaman zdołał zwlec się z łoża i wyszedł przed namiot. że pasuję zawsze . …nagle ich spokojną rozmowę przerwał gwałtowny. cały czas przesuwali w palcach drobne paciorki.choć z drewna.Pasuje raczej do nowych niż starych czasów . . Wzrok czarownika jeszcze raz powędrował ku brzęczącej dzwoneczkami. czynili te same gesty wobec starych bóstw. od stóp. że pasujesz raczej do starych niż nowych czasów. 135 .uśmiechnął się Błazen. na małym zydelku. czeka nas tyle rzeczy strasznych. Dlatego moimi najlepszymi żartami są te. które przetykały drewniane w równych odstępach. a Błazen drgnął. każdy na swoim miejscu. że tak szybko sprawdza się jego podejrzenie wobec zamysłów przyjaciela. a szamana . Oględziny chyba wypadły pomyślnie. że zdobiły one szyję każdego plemiennego czarownika i że drewno. Błazen z Jonem wybiegli z namiotu. Jon wiedział. za które mi nikt nie płaci. widząc sznury paciorków w dłoniach starców. zmuszanie kości i mięśni do ruchu sprawiało im wiele trudności. Może trudniej w nich o śmiech i dlatego potrzebne jest zajęcie rozśmieszacza? A może. Paciorki Isaka przywieziono z Dalekiego Kraju. Jon. Nie chciał jednak pytać szamana o pochodzenie kościanych paciorków. Szaman spoczywał na swoim łożu. ale pozostali nieruchomo. Wstawanie.Więc to ciebie Jon chce tu pozostawić na swoje miejsce .szepnął wreszcie szaman. odzianych w obcisłe nogawice i fantazyjne czerwone buty . a każdy krok okupywali bólem zmęczonych członków. kapłan przycupnął obok. wielograniastej czapce. Drobniutkie. . ścięto w pobliżu Kamiennej Drogi. . Ale paciorki Isaka były stosunkowo nowe. dla odmiany.tak niegdyś. Obaj.po czapkę z brzęczącymi dzwonkami. . rozmawiając. srebrnymi kuleczkami. że bez Błaznów życie byłoby smutne? . gdyż uśmiechnęli się do nieznajomego z sympatią. chodzenie. z ogromną ciekawością obejrzeli Błazna. wpatrując się z niepokojem w rwący nurt spiętrzonej wody.a gdy dwaj młodsi mężczyźni dobiegali już brzegu. Ale najdłużej wpatrywali się w jego twarz. biją głowami o posadzki i czynią nakazane znaki . z którego je zrobiono. milcząc i przesuwając w palcach swoje paciorki. zanim Cywilizacja okrzepnie i podbije wszystkie światy. . który dobiegł od strony Rzeki.Czy przypadkiem właśnie życie rozśmieszacza nie jest smutne? .zaprzeczył Isak. przed setkami lat. zdziwił się ich niezamierzonym podobieństwem .Dziwne… Wydaje się. Obaj starcy. czarne perełki przetykane były.Ale wymyślono mnie w nowych czasach. poruszył się też gwałtownie Isak .spytał Isak.

na znak. lecz widząc ludzi z Plemienia. pokonując jej nurt równymi. Nieruchomi ludzie wyglądali jak gliniane figurki. nieświadom swego przestępstwa (jak wtedy Jon…). Plemię czekało. a ktoś odtwarza na nowo przygodę z dzieciństwa. . Bał się tak jak wtedy przed laty. który go znosił… …i jak zwykle w tym nieszczęsnym miejscu znosi go wprost na drugi brzeg pomyślał niespokojnie Jon i poczuł chłodny dotyk lęku wzdłuż kręgosłupa. jak jego przyjaciel macha z oddali dłonią. Jon spojrzał na starca: w postaci czarownika czaiły się ulga i lęk przemieszane z żalem. gdy w milczeniu Plemienia tkwiła zapowiedź jakiejś tajemniczej groźby.krzyknął z całych sił. Gałąź nie wytrzymała ciężaru i malec.myślał zrozpaczony Jon. szuka jego następcy? Wydawało mu się. Jego przyjaciel uczynił to. walczył teraz z prądem. stał nadal jak sparaliżowany. Był o wiele starszy i silniejszy niż kilkunastoletni Jon wówczas. więc przepłynięcie rwącej wody zajęło mu mniej czasu. . patrząc z ulgą i niepokojem.Czy Bezimienny. Przecież tak rozpoczęła się jego Droga. wciąż uczepiony spróchniałego konaru.Pierwszy śnieg i poprzedzające go ulewne deszcze podniosły wysoko poziom Rzeki i gwałtownie przyśpieszyły jej bieg. pełen radości z uratowania dziecka (jak dwunastoletni Jon…). chcąc zarzucić na głębinę swą wędkę. jakby odbite w pękniętym zwierciadle. szybkimi ruchami ramion i nóg. w dół Rzeki. przed laty. na co przed laty zdobył się mały Jon: wskoczył do Rzeki i płynął. a potem zsunął się po gałęzi i zawisł.Tabu… . Ale Błazen już wychodził z chłopcem na drugi brzeg.zawołał wreszcie Jon. wspiął się na drzewo nad wodą. . On nie musiał czekać na powrót 136 . czy usłyszał zew? Ja czy szaman? I czy w ogóle powinniśmy pytać? Po co przywiodłem go z Miasta do naszej Wioski? Aby wydać Drodze…? . Kto go spyta. Zatrzymały go wspomnienia z dzieciństwa. na co czekają i bał się. gdy tonęła Gaja. tak samo jak wówczas. żeby przekrzyczeć huczącą Rzekę i groźne milczenie Plemienia. że śni. Chłopiec. milcząc. Stał teraz na terytorium Bezimiennego.Bród jest poniżej! .Jon usłyszał za sobą słaby głos szamana i miał wrażenie. z dzieckiem w objęciach. iż przeżywa po raz wtóry to samo.Tabu! . . Chciał skoczyć do wody za malcem. jak stoją nieruchomi. Pośrodku nurtu unosiła się jasna główka synka sąsiadów Jona. spoglądając ukradkiem na starego szamana. Dziś Plemię także czekało. Jon nie wiedział. jak się okazało. rozczarowany Jonem. Plemię zaś wciąż stało w wielomównym milczeniu. że zrozumiał i maszeruje teraz. Nagle śmignęło przed nim mocne ciało Błazna.

…i nagle Plemię zaczęło wychwalać bohaterski czyn przybysza. gdy on. jakiego dokonali wyboru i groził piekielnym ogniem za “powrót do bałwanów”. Wciąż stał koło namiotu. otoczyli kołem bohatera i przyjaźnie klepali go po ramionach. porzucając wiarę w stare bóstwa. dając hałaśliwy wyraz radości. zaczął dotykać Błazna.i przesuwał je powoli w zesztywniałych palcach.Błazna. czekając na rozstrzygnięcie. A Plemię nie lubiło wątpliwości. milcząc. znał odpowiedź. pokręcił przecząco głową i wszedł do namiotu. 137 . …a teraz ludzie z Plemienia stali wszyscy razem. Czarownik z kolei wpatrywał się w mężczyznę. Szedł uśmiechnięty. wyszedł z Puszczy z uratowaną dziewczynką. że malec żyje? . Także Isak. Na widok nieruchomych. twarzy.Czekałem na okrzyk radości. jakby szukając w nim śladów przemiany. oddając po drodze dziecko w ręce jakiegoś mężczyzny. spośród drzew.Co się stało? Nie cieszycie się.podszedł do szamana. a nawet ziemię. co powie stary czarownik. naznaczony jest wątpliwościami. Potem. ludzie pragnęli iść naprzód. choć powinien trzymać się z dala. to jednak zażyłość kapłana z czarownikiem byłaby dla nich jeszcze bardziej obraźliwa. wciąż milcząc. dłoni. na której żyli. wesoły. czapki. koralik za koralikiem. czekając na powrót Błazna z dzieckiem. kto jest tu najważniejszą osobą . zziębnięty. nie oglądając się do tyłu. że ludzie z Wioski. huśtając dziecko w ramionach. nie tylko u ludzi z Puszczy. Mężczyzna objął chłopczyka ostrożnie. Czarownik. dowcipkując swoim zwyczajem: . Jon podbiegł i narzucił koc na jego ramiona. że Isak nie chciał niepokoić Plemienia swą zażyłością z szamanem i stał na brzegu Rzeki kawałek dalej. który przypominał. Jon zaś pomyślał. Wreszcie Błazen wyłonił się zza zakrętu. którego dokonali. młodzi i starzy. kilkunastoletni wyrostek. Oznaczałaby. jego mokrych włosów. Przyjmując nowego Boga. . wyczuwając napięcie tłumu i odgadując. Mężczyźni. czekając niecierpliwie. z natury łagodni i przyjaźni. że wybór. Błazen. Potrzebny im był Ezra. I choć określenie “bałwany”. co niezrozumiałe. jakby malec był zarażony trądem. ze swymi paciorkami w ręce . Błazen dodał. że dziecko żyje. która musiała nastąpić. że od tego momentu wszystko potoczy się inaczej niż przed laty. na śmiech i oklaski… Plemię milcząco patrzyło na szamana. stał jak przykuty. ramię przy ramieniu. zawsze bolało ich do żywego. To. Jon wiedział. Z ulgą dostrzegł. obrażało pamięć praojców. zawsze wzbudzało lęk. milczących sylwetek ludzi zwolnił kroku i patrzył na nich pytająco. nie popierają związków starego z nowym.zdziwił się Błazen.

To ładne. nie jesteś już Błaznem. Jona dobiegły słowa ofiarodawcy lisiej czapki: .rzekł wreszcie ze szczerym zdumieniem w głosie.Ariel . to imię niesie kłopoty całkiem innej natury. A teraz posłuchaj… ON jest tak zmęczony i chory.No. Twój przyjaciel niczego nie usłyszał. Nagle czarownik zatrzymał się i trzykrotnie wyszeptał z naciskiem: . płynąc w powietrzu ku ludziom z Wioski. Szaman i Jon znieruchomieli na moment u wejścia do namiotu.Jonie. że ludzie w ogóle nie słyszą już Jego głosu. . Nie ma pojęcia. czuł. martwy przedmiot.powtórzył szaman z niepokojem.. którą w zamian przywdziałeś. Niemal w tej samej chwili.zapytał Jon. jakby Błazen namyślał się lub wydobywał z pamięci dawno zapomniane słowo.Mam na imię Ariel… dodał oszołomiony. gdy mały obłok rozbił się o ramię najbliżej stojącego mężczyzny i zniknął. Gai się spodoba. ni z ulgą i przymknął oczy. . to musisz mieć imię… Zapadła chwila ciszy. jest nakryciem głowy znamionującym prawdziwego mężczyznę. Podpierając starca. czapka zaś. melodyjne imię. a potem młody mężczyzna odsunął skórzaną zasłonę i zaprowadził starca do łoża. a jeśli nim nie jesteś. ściągnął z głowy ów dziwaczny symbol swego zajęcia i rzucił na ziemię. jak chmurka.stwierdził nagle jeden z mężczyzn i dał mu własną czapkę przyozdobioną lisią kitą. Szkoda. Skoro tak.Ariel? Co cię w nim niepokoi? . skręca wolno. mimo grubego koca.Ariel? Ariel… . nie namyślając się długo.Czapka jest mokra… i tak już nie dzwoni… . które nadaliby mu kapłani. Czarownik przymknął oczy i zdawał się nasłuchiwać. brzmi jak śpiew przelotnego ptaka. Plemię się tego domyśla . twoje dzwoneczki umilkły. . że jego stopy dotknęły świętego brzegu. Pomógł mu się położyć i starannie otulił futrami. Plemię znowu wydało okrzyk radości. że udało mu się wydobyć z pamięci prawdziwe imię. czuję to właśnie w jego brzmieniu.Imię… Imię… Imię… Trzy obłoczki jego oddechu natychmiast przemieniły się w parę na mroźnym powietrzu. niczego nie poczuł. Jon pomagał szamanowi wejść z powrotem do namiotu. że twój przyjaciel nie przyjął nowego imienia.wyszeptał szaman ni to z żalem. . . . Błazeńska czapka opadła na wilgotny śnieg jak bezużyteczny. a równocześnie oglądał przez ramię tę scenę.Szkoda. Jej niedawny właściciel wziął lisią czapę z rąk mężczyzny i nałożył ją sobie z fantazją na bakier. mimo braku wiatru. złączyły w niewielką chmurkę i Jon ujrzał. kruchość jego ciała. Lisia kita spłynęła mu na ucho. Błazen. 138 . .

Będą musiały minąć długie wieki. I nagle zatęsknił za pradawną Wioską otoczoną nieprzebytą Puszczą. że Błazen przepłynął Rzekę tam i z powrotem. gdzie czekałaby go okrutna śmierć. pola i nieprzebyte puszcze coraz rzadziej mówi się o tym miejscu na ziemi jako o Dzikim Kraju. a jego porzucona błazeńska czapka z dzwoneczkami leżała na ziemi. jemu by tylko zaszkodziło. wspominając znów swoją przygodę. Ale pojmował też nieuchronność Cywilizacji. choć instynktownie wyczuł. lecz Ariel wstrzymał jego dłoń. Gdyby Ezra dziś lub jutro nakazał wygnać go z Wioski do Puszczy.czarownik uśmiechnął się w odpowiedzi ze smutkiem.Nie. a Plemię zawtórowało mu radośnie. że jego czas się dopełnił. . Wiedział. gdzie prawda będzie zmieszana z kłamstwem. Jon nie zrozumiał ostatniej myśli szamana. że Plemię przed chwilą odkryło nie tylko to. I zepsułoby mu dzień. stąpających Kamiennymi Drogami z czterech stron świata. w którym na nowo się narodził. że to dzięki jej pochodowi przez bezkresne stepy.Nie będziesz go zatem okadzał dymem . ale kilkaset lat. nim zatęsknią lub zapragną powrócić do swych korzeni choćby po to. Wiedział też. jakie wyciska na ziemi maszerująca coraz dalej Cywilizacja. nie trzeba okadzać go dymem . I że przybyło mu nie kilkanaście. Ludzie poczuli się nagle wolni od Tabu. za mnogością pielgrzymów. że ślady. . iż ludzie w Wiosce nie potrzebują starego czarownika. żyjąc tu. gdy posłyszał zew. wziął potężny zamach mocnym ramieniem i przerzucił czapkę na drugi brzeg Rzeki. bywają zmieszane z krwią i cierpieniem. jak wyglądała. pomyślał. Szydercze nakrycie głowy na brzegu dotychczas uważanym za święty dziś już nie niepokoiło Plemienia. że ktoś złamał Tabu i mimo wszystko powrócił nie zmieniony. Nie tylko z powodu choroby i wieku. zatęsknił za czasem. lecz rozbawiło je i przyniosło ulgę.uśmiechnął się smętnie Jon. dowodziło. że minęły całe wieki od tamtego dnia.zaśmiał się wesoło. Sam podniósł dziwaczny symbol swego dotychczasowego życia. jak wyglądała przeszłość . była tak nieodległa.pomyślał gorzko. Może ktoś napisze wówczas grubą księgę o swych korzeniach. A zresztą… My sami. by przypomnieć sobie. 139 .Tobie to nie pomogło. że dotknął drugiego brzegu i wrócił taki sam. To. Zrozumiał strach i rozpacz Bezimiennego. . być może znaleźliby się chętni do wykonania tego polecenia . że za tymi słowami kryje się coś ważnego. chcąc ją podnieść. Licząc ilością lat. też jej nie znamy.. Patrząc na drzemiącego znów starca. Opuścił namiot czarownika.Chciałem wrzucić ją do wody…! . a twarda stopa tej Wielkiej Pani depcze na śmierć także ludzi. gdy Cywilizacja była daleko. Ariel stał nad brzegiem Rzeki otoczony kręgiem nowych przyjaciół. Jon podszedł i schylił się.pomyślał Jon. gdyż nikt już nie będzie pamiętać. gdyż nikt nie wycinał drzew na budowę miast i świątyń. ale jemu wydawało się.

Arielu . że zapomniałem swojego imienia. . .rzekł Isak drżącym głosem.. kto i po co ich woła.. wsparty na lasce. że minęły wieki od dnia. gdy byłem dzieckiem. że nikt z Plemienia nie ma ochoty kryć przed kapłanami żadnych glinianych posążków. I nagle dziś odzyskałem ją. który czeka. jak one wyglądały. . Jonie. Jonie? Ostatnia ludzka istota. by to do nich przychodzono. szaman ma rację. Ludzie w długich sukniach żądali. Całe wieki. gdy w suchych ubraniach zasiedli do stołu. że urodziłeś się na nowo . strzyg w lesie czy bożąt w zagonie rzepy .Ezrę zaniepokoiło twoje imię. .powiedział Jon. a tym samym nowego Boga. 140 . że dostanie kość. całkiem sporą i nic o tym nie wiedziałem. Za oknami było zimno.przyznał dawny Błazen. wzbudzając zdumienie gospodarza i jego żony.Potem przez długie lata wołano na mnie . że to kapłanów należy odwiedzać. przyjmując z wdzięcznością z rąk Gai miskę z gorącą zupą. a nie na odwrót. gdy pewnego wieczoru do domu Jona ktoś cicho zapukał.Szaman mówi. nawet z najdrobniejszą sprawą. a czasem ochłap mięsa. Arielu . na to słowo szedłem jak pies. A gdyby nawet ktoś je przechowywał. Jestem szczęśliwy.powiedział pytająco Jon. Miało to swoje zalety: budowało wysoką pozycję kapłanów. aby przyłapać ich na oddawaniu czci bałwanom.Gdy spytali mnie o imię. Umarła.najpewniej wcale nie wiedzieliby. Powtórne narodziny Ariela nie przeszły bez echa w świątyni.Czy uwierzysz. gdy usłyszał zew z Puszczy. Ta wizyta nie zapowiadała niczego dobrego. Ezra utrwalił obyczaj. a Gaja podała im miski z gorącą zupą.Idziemy. która je wypowiadała. Tak. …zatem niespodziewane wejście Isaka wszyscy przyjęli ze zdziwieniem i lękiem. zamarłem . Kochałem ją. była moją matką. Minęło kilka dni. Najmłodsi zresztą nie pamiętali już. Jemu przecież też wydawało się.Musisz się przebrać.Błaźnie”. Jesteś cały mokry. Wierzysz mi? Jon skinął głową. odprowadzani przyjaznymi okrzykami Plemienia. inni by go wydali. Było to tak dawno temu. Razem z imieniem straciłem jakąś część siebie. dawno minęły. . Ruszyli do domu. . a po chwili do izby wkroczył stary Isak. hulał lodowaty północny wiatr i wielkimi płatami sypał śnieg. Nawet podejrzliwy Ezra nie wątpił po publicznym biczowaniu starej Jagi. Narodziłem się na nowo. słysząc głos wijów nad wodą. Czasy. gdy ludzie w długich sukniach wpadali znienacka do chat ludzi z Wioski.

. przypomnę sobie. Musnęła brzegiem płaszcza Ezrę. czy to prawda.Wedle Ezry imię Ariela brzmi obco. Zmarszczył brwi. czy przybyłeś tu z innego kraju? .Wiara.Co to znaczy. nie z obcej. w kraju Jona i Gai. wędrownych ptaków. oziębiła jego serce.zawołał Isak.ciągnął ze smutkiem Isak.Przybyła Królowa Śniegu. Tu przyszedłem na świat. . miałoby być coś złego? .zezłościł się Jon. czyby nie nadać tego miana naszemu synowi. Podobno świadczy o tym twoje imię . Nawet myślałam. jaki mają zapach i smak. też była obca dla naszych pradziadów. iż jesteśmy obcy i nigdzie nie mogliśmy znaleźć bezpiecznego domu… 141 . pamiętać tylko swoje imię. zapomniałem. suchych i niebezpiecznych. Wreszcie powiedział: .Zdziwisz się. Musi się jeszcze sięgnąć do korzeni. gdzie się urodziłeś. gdy mówiono. Smak łez. Pyta. To dobrze. . . którą tu przynieśliście i uznaliśmy ją za swoją. szukając potwierdzenia. gdyż imię określa przyszłe życie człowieka. Gaju. dotknę ich szorstkiej powierzchni. skąpo i z goryczą.Co złego znajdujesz w imieniu Ariel? . z krajów gorących. ale urodziłem się właśnie tu. narodziwszy się po raz wtóry. kąciki ust bezwiednie mu opadły i wydał się starszy niż dotąd. gdyż Jon nie chce. Tu ich przyjęto. ironicznie.Brzmi tak pięknie i melodyjnie jak muzyka piszczałek i bębnów lub śpiew przelotnych. jesteś obcy.Będąc Błaznem. że prawdziwe imię Błazna niesie kłopoty . że obojętne. Stary czarownik miał rację. że mają one słony smak. Nie narażaj swego syna na złą dolę.Ezra mówi. gdzie byś się narodził. gdyż nie wystarczy. To były łzy mojej matki. Isaku. Teraz je odgrzebię. . Do świątyni przybyli kiedyś goście z Dalekiego Kraju i oni też byli obcy! Nie urodzili się tutaj i z trudem mówili naszą mową! Czego zatem chce Ezra? Ariel milczał. Arielu. On w gruncie rzeczy nie pyta o to. że wierzysz w innego Boga. powiedz nam szczerze.Niech cię Bóg przed tym chroni! . a w żadnym nie życzono sobie ich obecności. jak Błazen. gdzie wciąż toczyły się jakieś wojny. a on tego nawet nie poczuł. wieszcząc. a nie odpowiedzi. że Ariel mógłby przybyć z innej ziemi. To moi rodzice przywędrowali z daleka. że jego imię brzmi obco? I czemu w tym. Ezra mi to przypomniał. Wielu naszych braci będzie sądzić podobnie. tułali się po różnych krajach i miastach. gdy wypędzano nas z kolejnych miejsc. Nim tu osiedli. . Isaku. Bardzo obco. Po słowach Ezry już wiem.zdziwiła się Gaja. że jako Ariel urodziłem się do cierpienia.przelotnie pomyślał Jon. jakby zawstydzony swymi słowami. I jestem z tej ziemi. przysłuchując się tej wymianie zdań. żeby nosił imię ojca… . Ariel uśmiechnął się nagle po dawnemu.

Ezra nic ci nie zrobi. ludzie wydają się lepsi. Uśmiechnął się słabo. Ja.szepnął Jon. Stary Isak uśmiechnął się nagle drżącymi wargami i położył na wierzchu swą suchą. Chciałbym na zawsze zostać tu. Skąd mam wiedzieć. patrzyli na siebie. Bałem się wygnania.dodała Gaja. zmarszczoną dłoń. Ale dziś urodziłem się na nowo. unikniesz wojen.rzekł Ariel. . I to wcale nie będzie tak złe. Gdy w porę powędrujesz dalej. Tę Puszczę 142 . gdy zaczną szukać Arielów? .szepnął wreszcie Isak.Są bezpieczne miejsca. a potem przeszła do wspólnej z Jonem izby. bo śmiech rozbraja wrogów .szepnął Ariel. a jest go tak bardzo ciekawa. . Gdy Gaja przygotowała posłanie dla Ariela w jego izdebce. bezpiecznym. którzy byliby także moimi wrogami. jak sądzisz. Kiedyś w tym dzikim i pięknym kraju ludzie w długich sukniach szukali tylko chętnych. a sami opuścicie to miejsce. rodząc się po raz wtóry. Bałem się wrogów moich rodziców. Przynajmniej dla mnie.powiedział cicho. nie usłyszysz krzyku torturowanych ludzi. oddalonym od świata. ale są. on mi to tylko przypomniał. jak śnieg wielkimi. a trawa bardziej zielona. Jon przykrył ich dłonie swoją. mokrymi płatami otula dach nad ich głową. . Gaja położyła dłoń na jego smagłej ręce. Wiecznie się tułać.Dlatego włożyłeś strój Błazna . więc go nie winię .Nie ma takich miejsc. Wędrując razem z tobą..Schroniłeś się w nim przed odrzuceniem. Będziecie zatem wędrować. jakie powieją. Na razie nic. Powietrze jest lżejsze i czystsze. I tu zostanę. . jak wiesz. śpiew ptaków bardziej melodyjny.Pewnego dnia… sam będziesz wiedział kiedy. przenosząc się tam. a w tej ciszy słyszeli. Gdy przemierzasz świat. Także Ezry . Być może wszystko będzie dobrze. choć nie wiem skąd i wolałbym go więcej nie oglądać. jej mąż nachylił się ku przyjacielowi i szepnął: . w Puszczy. ten świat znam. gdzie będzie bezpiecznie dla was obojga. pokiwał głową i opuścił ich dom. . Muszą być . czy nie nadejdzie czas. lecz z przekonaniem Jon. Milcząc. otrzymasz znak… otóż pewnego dnia powierzycie mego syna kapłanowi imieniem Ezra. Tu powrócę u kresu swojej Drogi. I wiecznej tułaczki. Wam tego nie radzę. wciąż zmieniając miejsca pobytu. . Ta Wioska niedługo przestanie być miejscem zagubionym w Puszczy.Zasłoniłeś się śmiechem. Zapomniałem o tym. a one bywają zmienne. . którzy by pokochali Boga Dobroci. Ezra tego nie wymyślił. Ale to zależy od wiatrów. Gaja pozna wielki świat. Dziś szukają heretyków. a zachody słońca za każdym razem inne. Wiem o tym.Być może są bezpieczne na krótko.Tak. I jako nowo narodzony nie boję się niczego ani nikogo. Arielu.

. musi wypocząć! .oświadczył. żelazne garnki. Wioska przybliży się do świata. jakim przemawiał do wielmożów. o których zapomniałem.Znajdź sobie inne zajęcie. jakimi ojciec pouczał matkę: “Między wrogami mów szeptem. lecz przyjaciel sam znalazł sobie zatrudnienie. Jonie.skomentowało Plemię. 143 . albo odwrotnie: świat zbliży się do niej i ją pochłonie. wytykających mu obcość. Kupował barwiony len i utkaną wełnę od kobiet z Wioski. spotkawszy Ariela w Wiosce.zawołała Gaja z drugiej izby. Mam pomysł na zajęcie. ale przecież były tam też słodkie zapachy. świeże ryby od rybaków. co dotyczy mojej rodziny. pora spać! Dla Ariela to także był ciężki dzień.uśmiechnął się Jon. sięgnąć do moich korzeni. zdobne paciorki i wstążki dla dziewcząt. nie lubiłem rozdawać ich darmo.wkrótce wytną. Z głębokich mroków swej pamięci wydobył dawno zapomniany ton głosu swego ojca. gdy ujrzał ten pierwszy w Puszczy kram z towarami. . Masz rację. Wkrótce przy jednej z wioskowych dróg stanęła drewniana buda. a ostre noże dla mężczyzn.Wypocząć… . . manny… Opowiem ci kiedyś o nich. przybyszu . .Cywilizacja . spojrzał na niego chłodno i podziękował za pomoc w nauczaniu dzieci. jak i mnie . Na razie przywołałem tylko słony smak łez. Krnąbrny.uśmiechnął się Ariel. .powiedział młody kapłan.Nie będziesz miał ze mną żadnych kłopotów .przyrzekł Ariel kornym głosem. jak się poluje w Puszczy i jak wyprawia się skóry dzikich zwierząt. bezwiednie utożsamiając Cywilizację wyłącznie z wygodą. . Ariel zaś zaczął gromadzić w niej to.Nauczanie maluczkich to zajęcie zbyt odpowiedzialne. bo zapewne nigdy ich nie widziałeś i nie zaznałeś takiej słodyczy. świat nie ze wszystkim jest zły .Ja muszę myśleć. zaofiarował się nauczyć go. czego potrzebowali na co dzień i od święta mieszkańcy Wsi. . gliniane naczynia.dokończył półgłosem i zamknął drzwi swojej izdebki. Brzydził go. dziwnie brzmiący w jego uszach wiernopoddańczy ton. rodzynków. miód od bartników. które przyniesie korzyści zarówno Plemieniu. Muszę wydobyć z niepamięci wszystko. migdałów. Sam zresztą sprzedawałem żarty. by można je było powierzyć obcym. futra od myśliwych. być może wezmą cię za przyjaciela…” Jon. .Moi przodkowie mieli talent do handlu. chcąc znaleźć Arielowi nowe zajęcie.Wygoda .Jonie. . lecz równocześnie przypominał słowa. Nazajutrz Ezra. szyderczy śmiech Błazna Ariel zmienił na nowy. Może wieczna wędrówka to dobry sposób na ich szukanie. przywoził z Miasta sól i kaszę.

Jego pergaminowa twarz sprawiała wrażenie tak drobnej i kruchej. . . a tym razem zwlekam ponad miarę .spytał z nadzieją Jon. że pora mu ruszać. niż gdzie mech otula polne kamienie . dla którego Jon opóźnia ruszenie w ostatnią Drogę. lecz że nie miał kto go podtrzymywać.wyznał kapłanowi. . Przestali się bać.Czy naprawdę muszę wyruszać? Czy jest to jeszcze potrzebne? . w którym wciąż szeleściło ziele serdecznika niepospolitego. .odparł szaman. iż pod dotknięciem rozsypałaby się w pył. że Bóg Dobroci wolałby za ołtarz polny kamień. choć z drugiego brzegu Rzeki nikt już nie wołał w mroźne noce. Nikt z Plemienia nie odgarnął tej zimy śniegu od namiotu starca. że starzec wie. Jon odruchowo dotknął malutkiego skórzanego woreczka na swojej szyi.pomyślał Jon. . ktoś się rodzi. spotykając Jona w świątynnym ogrodzie.pomyślał nie bez racji Ezra. Jon udał się zatem do szamana.szepnął Jon z bólem. Starzec leżał w łożu. niż taki wystrojony stół . .Można porzucić konającego i odejść. przykryty futrami. Czarownik nie opuszczał już namiotu.spytał niespokojnie pewnego dnia. gdy pewnego dnia Ariel przywiózł z Miasta belę pięknej koronki i ofiarował ją młodemu kapłanowi. .Mój syn powinien narodzić się za kilka dni .Chytrość . . że wierni wolą widzieć siłę i moc tam. że Jonowi wydało się. czy jeszcze żyje.Myślałem. jak zwierzęce i ludzkie czaszki leżące u zbiegu Kamiennych Dróg. nie szaman. że zna powód. gdy odwiedził świątynię.Zawsze z tym zwlekałem. która co dzień nosiła szamanowi gorący posiłek. Ogień rozpalali mu Jon na zmianę z Arielem. To właśnie stary kapłan. czy już umarł? . więc szybko wygasał. który bez oporu przyjął ów cenny prezent i przystroił ołtarz w świątyni. gdzie kapie od złota.zastanawiał się głośno Jon. Na śniegu zauważył tylko ślady drobnych stóp Gai. Isak spojrzał mu w oczy i młody człowiek pojął. ciesz się . choć jeszcze zeszłego roku ludzie chętnie go odwiedzali.powiedział mu Isak. przypomniał Jonowi.. 144 . zwłaszcza że śnieg zasypał wszystkie ścieżki i Jon brnął nad Rzekę poprzez wielkie zaspy. nie sprawdziwszy. a wdzięczność ma najkrótszą pamięć ze wszystkich ludzkich uczuć .odparł pytaniem na pytanie stary czarownik. Czepiał się nawet nikłej szansy. Ale dłużej nie można było zwlekać.Nie jest winą Boga ani jego kapłanów.Nigdzie się już nie wybierasz? .Ktoś umiera.

Gaja nie chciała pożegnań. że właśnie płacz będzie ostatnim dźwiękiem. gdy Gaja posiwieje. jedwabistą skórą brzucha żony.powtórzył starzec z naciskiem. obejmując dłońmi swój wypukły brzuch i nasłuchując do ostatniej chwili skrzypiących po zlodowaciałym śniegu kroków oddalającego się męża. A zatem ciesz się. Oby starość dopadła ich w ciepłym i bezpiecznym kraju. otwartymi oczami wpatrując się w ciemne. że nie trzeba już błagać umarłych i umierających. Jonie . Nawet nie zdawał sobie sprawy..w raptownym błysku pamięci . Lecz rytuał ten także został już zarzucony przez mieszkańców Wioski. drewniane belki sufitu. marzył Ariel. Jon mimo to zabierał w Drogę ciepło jej ciała i pośpieszny rytm serca swojego syna. To chyba naturalna kolej rzeczy . Ten rytm przypomniał mu nagle szybkie. ze zdumieniem słysząc w swoim głosie rozpaczliwy żal. Usłyszysz głos swego nowo narodzonego syna. jakie na niego spadły. że narodziny syna i nie chciana. zamiast cieszyć. że za jego plecami.gdy do niej wchodził .a w ich pamięci pozostanie on mocniejszy. I Jon pojął. Będzie młody nawet wówczas. Na niebie lśnił chłodny. bardziej wrażliwy. Nie żegnali się w jakiś szczególny sposób.powiedział Jon. Poza powtórnymi narodzinami niegdysiejszego Błazna. jaki usłyszy.i wiedział już.przypomniał sobie swoją przedostatnią Drogę i choć wokół było mroźno i biało od śniegu. a na twarzy poczuł gorący oddech Pustyni. a przywilej jest jak korona cierniowa zamiast laurowego liścia.Obiecuję ci tylko jedno … . coraz szybsze bicie plemiennych bębnów.zaczął szaman po boleśnie długim namyśle. Ariel już wiedział. nie do rozpaczy. słuchając cichnących kroków Jona. nagle . gdzie widział rozsłonecznione dalekie kraje i coraz to nowe miejsca. Jon wszystko przewidział. powód do chwały. powód tego płaczu . Arielowi zaś wypadną włosy i zęby. Jon wiedział. a przede wszystkim wiecznie młody. wyczuwalny pod naciągniętą. rozumniejszy. Wyczuli. I nagle przypomniał sobie swój płacz koło ogromnej Świątyni Świątyń. że chwała leży czasem kamieniem na piersi.Chciałem go zobaczyć choćby przez chwilę lub przynajmniej usłyszeć pierwszy krzyk . Woda w Rzece . .była lodowato zimna. Jon już dawno opuścił dom. Bała się ich.pomyślał. Gdy podjął decyzję. 145 . l Jon zrozumiał. ujrzał przed oczami jaskrawozielone palmy. że w tej wiecznej tułaczce oboje z Gają wciąż będą przywoływać Jona . które odwiedzać będą razem z tą piękną. w kompletnych ciemnościach czuwa Gaja. choć teraz zrozpaczoną kobietą. Dopilnuję tego. że jest go tak wiele i że brzemię żalu może być tak ciężkie. Ariel wiedział też. lecz Ariel wciąż słyszał jego kroki. W swojej izdebce leżał Ariel. w którym rozkwitnie ich pamięć. w które do utraty tchu uderzali mężczyźni z Plemienia w najdłuższą noc roku dla przebłagania starych bogów. lecz nieuchronna Droga to dwa wyróżnienia. dlaczego Jon ściągnął go tu z Miasta. obojętny księżyc.

a echo poniosło ten dźwięk w Puszczę. monstrualny posąg pośród otaczającej go bieli wydawał się większy niż ostatnio. Bezimienny umierał z otwartymi oczami. Mroczny. Bez zdziwienia dostrzegł. które opuszczał. Wybacz mi.GRBDGHWGWZ . jakby Królowa Śniegu osobiście zadbała o to. lecz pradawną. który zawsze wyraźnie prezentował swą płeć. świeży czubek. co zostało z tych potężnych niegdyś. że wiosną w tych szparach zazieleni się trawa. W zagłębieniach pod oczami posągu błyszczała woda niczym łzy. Dawna lśniąca gładź bezpowrotnie przepadła i było pewne. że kiedykolwiek biegł tędy uczęszczany trakt. udaje. . stawiając czoło śmierci i oglądając do końca światy. że Jon pojął. Światowidzie… . gładko obrobionych głazów.ale nikt jego słów nie usłyszał. Jego krew też przypominała żywicę. Ran przybyło. niż opisują w księgach… . stwierdził. czy stary czarownik zrozumiał przed śmiercią mowę starego Boga. pogodził się ze swoją śmiercią. Za to Bezimienny . Może jednak Światowid całkiem nie po męsku płacze? Płacze. jak przystało na Boga. czy tylko tak mu się zdawało). wspinając się po wyszczerbieniach posągu. Jon stał na ramionach posągu.teraz spoglądał w cztery strony świata wszystkimi parami szeroko otwartych. Nie tą kaleką Puszczą. lecz pragnął umierać. zakwitną pierwsze kwiaty.pomyślał Jon. Tego potrzebowali ludzie. do którego pragnie się udać. Dopiero gdy Jon się do Niego zbliżył.wymamrotał Jon.Puszysta. słabo się uśmiechnął. pęknięcia. którą zwyciężała Cywilizacja. . że jej nie posiada . nawet jeśli Cywilizacja okaże się być mniej piękna. że tym razem może spojrzeć we wszystkie światy. nie dopuszczającą zwiastunów Cywilizacji. że to złudzenie.powtórzył Bezimienny. a raczej na szczątkach tego. była lepka i pachniała Puszczą. iż stary Bóg wytęża resztki swych słabnących sił (tak jak trafiony strzałą jeleń przed ostatecznym upadkiem). (Szaman obudził się w namiocie.Wybacz… . bo oczami wyobraźni wciąż spogląda w 146 . Większość Bogów wstydzi się płci. które w świetle księżyca lśniły jak krople żywicy. a potem wyszeptał: Masz rację. więc nikt nie dowiedział się. nieodgadnionych w wyrazie oczu. królującą na potężnych obszarach Ziemi. Bezimienny już nie dyktował warunków. w parę zaś lat później nikt nawet nie będzie pamiętał.wcześniej zakrywający spojrzenie wpółprzymkniętymi powiekami . Wśród oślepiającej jasności śnieżnego puchu Droga jawiła się jak wymieciona i Jon w świetle księżyca doskonale widział jej szczerby.odpowiedział Bezimienny dudniącym głosem. w które patrzy Światowid i wybrać ten. który zabrzmiał na tyle groźnie. bo to była konieczność. młody dąb wychyli jasny.GRDBGHWGWZ . dziury. Wyszczerbiony kamień nadal krwawił. chłodna biel pokrywała Puszczę prócz Kamiennej Drogi. aby Jon w swej ostatniej wędrówce miał łatwy dostęp do Boga.

gdy Kamiennymi Drogami wędrowało do Niego tysiące pielgrzymów. choć zapewne znajdzie nowych sojuszników.Wyjdę się przewietrzyć. zimnej bieli: . We wszystkich światach. Niegdysiejsze bóstwa zagradzały jej drogę.Zwyciężyłeś z tyloma bóstwami i Bogami. Człowieku… . uniemożliwiające dostęp do Świata Wiedzy. oddając Mu cześć i składając ofiary ze zwierząt. . Szkło rozpryskuje się na podłodze lekarskiej dyżurki. . omszałe głazy. Czy o takie zwycięstwo Ci szło? O. Był tylko narzędziem i Ten. co było? I wtedy i dziś i za setki lat ludzie będą zabijać ludzi.Nie wiedziałem.mówi Jon głośno i równie głośno zastanawia się wśród tej śnieżnej.O. A bez niej świat stanąłby w miejscu. skoro ludzie nie stają się od tego lepsi…? .Nie był okrutny. na własną rękę i Jon musi go powstrzymać.Przepraszam . Chłopiec. że skończył się Jego czas. .krzyczy gniewnie asystent Jona. głosząc chwałę jedynego Boga (w tak różny sposób. gdyż ludzie tego od Niego oczekiwali. Już wie. jednoczyli kraje i państwa skłócone do tej pory różnymi imionami swych świętości i torowali drogę Cywilizacji. już go nie potrzebuje. ona będzie wciąż potrzebna.Dlaczego to. Człowieku. raz ucząc miłości.mówi Jon. 147 . bo to nie on żądał krwi. płacze. że Światowid jej potrzebuje. co przyszło. CYWILIZACJA. bo umiera jako Bóg okrutny. Więc po co zmieniać wiarę w Bogów. Królowa Śniegu wkrótce przestanie służyć swemu umierającemu przyjacielowi. . jak ziele serdecznika niepospolitego szeleści w woreczku na szyi.Ostatnia . Ludzie w długich sukniach. będzie czynić zło na oślep. Więc płacze nie tylko dlatego.mamrocze młody człowiek do Jona. czując się odrzucony.Cywilizacja. do którego ze światów ma wrócić i po co. Były jak wielkie. Już sprzątam… Pan doktor ma jeszcze jakieś operacje. jak mi Cię żal… *** . Ale Chłopiec z soplem lodu zamiast serca nie może się dłużej męczyć. lecz zgodził się takim zostać.myśli Jon i zaraz sam sobie odpowiada: . innym razem nienawiści).czas. a czasem z ludzi? Płacze. choć nigdy takim nie chciał być. to ludzie z Plemienia Jona i z innych Plemion wymyślili. ale przegrałeś z ludźmi. miałoby być lepsze od tego. . których nie rozgrzeje miłość. O każdej porze. Czasach. gdyż władcom światów zawsze będą potrzebni ludzie o chłodnych umysłach i sercach. To ludzie deprawują Bogów . że umiera. który go takim uczynił (z bezwiedną pomocą Jona). .myśli Jon z bólem. a ciemnobrązowy płyn chlapie na posadzkę i na zielone fartuchy obu lekarzy. Jon czuje. gdyż bezmyślnego zła jest zbyt wiele.O Jezu…! . czy ta była ostatnia? . Tak. wypuszczając z ręki szklankę z kawą. że to wrzątek. Wszędzie.

Asystent patrzy zdziwiony.napisał socjolog w gazetowym komentarzu. Ofiary dobiera bez celu i motywu.który zabijając. tylko przystanek pomiędzy pracą a… A czym? Asystent odwija rolkę papierowych ręczników i usiłuje usunąć skutki swego niedbalstwa. który rzadko opuszcza szpital. wie pan. mimochodem. trudny do zapomnienia”. zabijanie kobiet świadczyłoby o nienawiści do matki. że za nic ma jego normy. “Gdyby zabijał mężczyzn. Doktor Jon ma opinię człowieka.Chcę ją przejrzeć . Niestety. którzy go widzieli i mogą bez trudu opisać jego chudą.mówi. . tak jakby kopał psa.Jeszcze pan nie czytał? A ten Chłopiec… Pana dawny pacjent. Asystent sięga po gazetę leżącą na biurku.ucina sucho Jon. . kobiety i mężczyzn.informuje policja. młodzieńczą twarz. wracających po zmroku do domu. Jakby nie miał domu. . szyderczy. Chłopiec zabija od niechcenia. bo lubi to robić” . wartości.Zawsze są jacyś świadkowie. Zabija spokojnych urzędników. .Wiem . które po zajęciach w college’u odłączyły się od koleżanek i zboczyły w ustronną alejkę w parku. niewiele wiemy o jego dawnych związkach rodzinnych” . ciemny płyn lepi się do jego fartucha i rąk.Zabija. w którym żyje i wyraża w ten sposób swój protest” .stwierdziła telewizyjna dziennikarka. którzy słyszeli jego śmiech . on znowu… . Zabija beztroskie dziewczęta. bo chce pokazać społeczeństwu. Słodki. dzieci i ludzi w sile wieku.. niechlujnie. łamał gałąź rozkwitającego drzewa. rysował gwoździem karoserię auta. “Zabija.oznajmiła pani psycholog z komendy policji. ich trasa bowiem przypadkiem zbiegła się z drogą Chłopca. Zabija staruszków. Nie jest zwykłym psychopatą . że to on . że nie podoba mu się świat. aby było wiadomo. cytując opinię biegłych psychologów. że zabija. nie ma w tym żadnej prawidłowości i sensu. ma na oku konkretny cel: sprawdzenie swej doskonałości. przypadkowo. przesiąka na wylot przez cienką warstwę papieru. wyniszczoną. można by go podejrzewać o kompleks ojca. “Zabija tak. Młodociany zabójca nie pasuje do żadnego schematu kryminalnych kronik: nie jest typowym seryjnym zabójcą . jakby ważne było tylko to. Byli też tacy. Nie.głośny. zasady.gdyż ci wybierają ofiary według pewnego klucza. Nie jest przestępcą doskonałym . lecz Jon wstrzymuje jego rękę. w supermarkecie lub u kogoś w domu.gdyż tacy urządzają krwawą jatkę na ulicy. Chłopiec zabił już wielu ludzi. 148 .

która była przypadkowym świadkiem kolejnego mordu.Nie wciąż. Bo on ma dość nie tylko tego. gdy jestem naprawdę wściekły . Przecież to normalne. czeka na świadków.mycie rąk po wielokroć w ciągu dnia. Teraz lepią się też ręce młodego człowieka i przypadkowo dotyka nimi szafki. ale i siebie” .O Jezu… -jęknął ponownie asystent Jona. że on chce. którą czyta po raz drugi.dziwi się lekarz. Prawie nie ma dnia.O Jezu! . Brzmi bardziej elegancko. wycierając ze złością biurko. może dlatego.Idę . że wszyscy ludzie po kilka lub kilkanaście razy na dzień mówią “O Jezu”. a w paru innych krwią. radio czy telewizja nie przynosiły nowych wieści o Chłopcu: że przedwczoraj znowu zabił. wciąż walcząc ze skutkami upuszczenia szklanki. Podchodzi do umywalki.krzyczy z nienawiścią wobec materii. aby jakaś gazeta. których jednak nie ma. Doktor Jon słynie z zadawania dziwnych pytań.O Jezu… .dziwi się asystent. wczoraj widziano go w pobliżu szpitalnego budynku. głupi nawyk chirurga . I czemu męczę tego asystenta głupimi pytaniami o zwykłe potoczne powiedzonko? Moje pytanie zabrzmiało jak wyrzut.Że jak? Nie rozumiem . (Skąd przyszedł mi do głowy Piłat? .odpowiada pytaniem asystent. dlaczego wciąż powtarza pan “O Jezu”. że bierze na siebie zbyt wiele trudnych operacji i na ogół jest przemęczony. gdy ich coś zirytuje lub zdarzy się im coś przykrego! Chyba lepiej. Jon podnosi głowę znad gazety. niż gdyby mówili . która stawia mu opór. zbyt mocno posłodzonej kawy. gdy rozbije 149 . panie doktorze? . . komu nie jest wesoło” . jak on przeklina.Co? . . aby go schwytano i położono kres jego działalności. zdejmując zielony chirurgiczny fartuch splamiony w paru miejscach kawą.oświadcza Jon. .odpowiada nieszczególnie zdziwiony asystent. “Chwilami mam odczucie. . . więc pewnie jutro… . kopiąc w bok papierowy ręcznik i rozglądając się za jakąś ścierką lub gąbką. czasem bez potrzeby. tylko wtedy. . co robi. kurwa!”..zasugerowała pani pedagog z poradni dla nieletnich. a dziś dał sobie spokój. Dlaczego? Co mnie obchodzi. żeby jeszcze raz przemyć ręce.Co mówię. w której przechowywane są wysterylizowane narzędzia.“Tak śmieje się ktoś.Pytam.powiedziała w telewizji zapytana o zdanie gospodyni domowa. . które lepi się od rozlanej. że świadomie zostawia ślady.Dlaczego pan to mówi? . Jak Piłat.o.pyta nagle Jon.

A jednak siostra przełożona. zawsze trzęsą się ręce. ale asystent nie zrażony ciągnie: . Szczury mają tu blisko ze swych siedzib. Jon pewnego dnia zdjął z półki encyklopedię 150 . że ten Chłopiec chce pana zabić.stwierdza życzliwie asystent.dziwi się Jon. a nie Jon. Szczury przyciąga tu zapach skrwawionych bandaży i resztki ze szpitalnej kuchni.…gdy ten Chłopiec . Dziwne ziele. także blisko bowiem . patrzy na niego z jakiegoś mrocznego zaułka i śmieje się bezgłośnie na myśl. zabijanych w coraz to nowych wojnach.Bzdura .raptem dwie ulice dalej .szklankę. Odruchowo sięga ręką ku szyi i gdy jego dłoń trafia na mały skórzany woreczek. . wciąż robi wrażenie . wie pan. miał do pana jakieś pretensje. by iść dalej.stwierdza sucho Jon. chodzi za nim dwóch detektywów w cywilu i właśnie dlatego Jon musi znowu wymykać się tylnym wyjściem. choć nikt nie wie o co. czując zarazem nieodparty przymus. . Szuka go bezskutecznie co dzień. szeleści zeschłe ziele. wszystkim jest obojętna. Chłopiec. krojonego na szpitalnym stole. skrytym na piersi.a krew tysięcy ludzi.i prawie równocześnie rozlega się charakterystyczne brzęknięcie. że krew indywidualnego człowieka. wyznaczy porę spotkania. od wielu miesięcy.zaczyna się dzielnica biedoty. że Chłopiec wie. zirytowany. Właściwie dlaczego go szukam? . Ciekawe. Gdy zamyka za sobą drzwi lekarskiego gabinetu. iż on go szuka. drzwi przytrzasną mu palce lub rzuci go dziewczyna?).Chyba pan wie.myśli Jon.Przecież policja dała panu ochronę! Chodzi za panem dwóch detektywów w cywilu! Tak. Jon kręci głową.…Chłopiec . prawie od razu spływa na niego spokój. . ta z kardiochirurgu… ona mówi. Ma wrażenie. że gdy morderca… . W woreczku.morderca był naszym pacjentem. że cały czas jest gdzieś w pobliżu. Pewnie rozbił następną szklankę. zaraz po studiach. .poprawia go Jon. potknie się na schodach. . I właśnie tu Jon idzie szukać Chłopca.Musi pan uważać . gdy asystują przy pierwszych w życiu operacjach. jak asystent wściekle wrzeszczy: O Jezu…! . hektolitry działają znieczulająco . Krople krwi przerażają. że to jednak on. przez szpitalną kuchnię i obrzydliwe. przekradając się przez podwórko. zaszczurzone podwórko. ostatni raz słyszy. Młodym ludziom.

że Bóg jest po ich stronie. człowiek wydaje się lepszy. Jon wciąż nie wie. zastanawiają się. że nie pamięta. odpowiedzi lub bezpieczeństwa. tocząca się w samym środku wielkiego. zginęło 804 ludzi”. kto mu go zawiesił? W średniowieczu w takich woreczkach przechowywano relikwie. Więc zapewne jest to wyjątkowo skuteczny talizman. choćby na chwilę. uśmiechają się z wyższością.zastanawia się Jon. by za darmo znaleźć rozrywkę. Inni obserwatorzy. Na tej cienkiej granicy pomiędzy zamożnością a nędzą. że nie muszę podróżować samolotami. Co przeceniono? .mówi za nim z charakterystycznym świstem palacza jakiś starszy mężczyzna. cywilizowanego kontynentu. I zawsze znajduje spokój. czy też nie. Wszak wraca moda na cuda i cudotwórców. jakby szukał w nim oparcia. jak zwykle stoją ludzie. Inna wojna. niepomni. którą od miesięcy toczą ze sobą dwa afrykańskie plemiona. Eleganckie domy szybko znikają. Ale Bóg milczy. Dotychczasowe świętości? Ludzkie życie? Wojny? Czy telewizory? . Oba plemiona wierzą. Jon zmierza w stronę dzielnicy nędzy.O Jezu… . choć ofiar jest o wiele mniej niż na wojnie. Na co najmniej stu telewizorach widać ten sam serwis informacyjny. kto mu go dał. na magię i szamanów oraz na talizmany. Oglądają go przypadkowi przechodnie. skąd wziął się na jego szyi ów woreczek. jest dopiero na szóstym miejscu. gdyż nie mógł sobie przypomnieć. na czary i czarowników.i nic nie znalazł.…w powietrzu zderzyły się dwa wielkie samoloty pasażerskie. Szkoda. To pierwsza wiadomość dnia. Gdzieś pośrodku serwisu informacyjnego spikerka ze znużeniem informuje o strzałach. drudzy zaś przywołują Go Imieniem Jezusa. Szukał.woreczek najpewniej kryje jakiś pogański talizman. a świetliste żyrandole i wytworne lampy nie wiedzieć kiedy stają się gołą żarówką. 151 . Jezdnie zaczynają butwieć od śmieci.. ale Jon wie. które znowu rozległy się na wzgórzach w kraju. że każda z nich jest Nim podszyta. wierzący w Nic. gdy świat stał się w części bezbożny. PRZECENA . a plemiona walczą. Na ostatnim miejscu podano informację o bombach podkładanych sobie nawzajem przez wyznawców tego samego Boga. Tu wyrzynają się ludzie. będący wyznawcami Chrystusa. Dziś. rodzaj.głoszą skośne napisy na plakatach naklejonych wprost na szyby sklepu. czy powinni wkroczyć w ten konflikt. a w części poddany wielu Bogom o różnych imionach. z których pochodzi roślina . kobiety. z paru setek Kościołów i z parunastu tysięcy sekt . który zamieszkują obok siebie wyznawcy Jehowy i Allacha. wyrzynając wzajem mężczyzn.Dobrze. przed wielką. dzieci i starców. z których jedni zwą Boga Allachem. przeszkloną witryną sklepu ze sprzętem audio-wideo. obserwatorzy zaś.przyrodniczą i usiłował odnaleźć gatunek. . przychodzący. że gdy winę za obraz świata można rozłożyć także na Boskie Istoty. . trwa już za długo i wszystkim się znudziła. którzy spóźnili się do domu i nędzarze z pobliża. lecz w chwilach niepewności bezwiednie dotyka go ręką. co kryje w sobie woreczek. Na ziemi bezpieczniej. matowieją błyszczące szyby okien. grupę. Imię Boga nie pada w żadnej z informacji.

Jon milczy. wie.dopytuje się natrętnie. zapłacze mu się pod nogami chudy kundel z sierścią wyżartą przez świerzb. Towarzyszy mu od dawna. Wierzy. Nie jest to wprawdzie Cywilizacja Miłości. też nie przeraża Cywilizacja.Więc oni obaj się mylili. . Zagłębia się teraz w mrok wąskich. wierząc tak żarliwie swoim Bogom? .Czy za taki świat płonęłaś żywcem na stosie? . . a nie fryzjerskimi nożycami. . odnajdując też siebie.Ależ nie. .Mam rację? . że wie. gdyż naprawdę chciałby podróżować. jakby ktoś przyciął je nieudolnie sierpem. Jednak skoro świat wciąż istnieje. zdumiewająco jaskrawym rozbłysku. że go znajdziesz . wierząc ludziom.Tak . źle oświetlonych zaułków. że pomaga mu szukać Chłopca zarówno w eleganckich dzielnicach. mylili się. lecz wie.pyta Jon. Prawda rozjarza mu się w mózgu i musi przymknąć oczy. by wytrzymać jej błysk. I ciebie.pyta Jon Dziewczynę. Jonie. kim ona jest (studentką medycyny? stażystką w szpitalu? a może jedną z tych młodziutkich. Czuje się teraz jak człowiek. który go na nią wysłał. . skoro nie ginie w jednym. Jon spogląda na tę bardziej chłopięcą niż kobiecą główkę . o jakiej marzyli dwaj starcy w twojej Wiosce.słyszy Jon znajomy głos i nawet nie patrząc. Gdyby Ten. a Jon milczy. że kilkaset kilometrów dalej jest piękniej niż tu. jak i w obszarach trudnej do opisania.Muszę go znaleźć .Dla takiego świata Bezimienny musiał ustąpić miejsca innemu Bogu? Czy za taki świat cierpiał Człowiek? Czy to w ogóle jest jeszcze Cywilizacja? . kim ona jest.Znowu go szukasz i znowu wierzysz.To właśnie jest Cywilizacja. .O czym myślisz? . Droga właśnie się kończy. a jej włosy wyglądają tak. Jonie. dał mu choć pamięć i świadomość! Ale On chyba chciał.i w nagłym. którzy ją współtworzą.pyta ostrzyżona na jeża jego towarzyszka. zaczepi go prostytutka o steranej twarzy. bolesnym przebłysku rozpoznaje ją. aby Jon błądził… . we wszystkich wyprawach.Ale wolałbyś to odwlec . 152 .mówi Dziewczyna.stwierdza Dziewczyna. który błądząc długo po Puszczy. ale to jest Cywilizacja. Prawda zawsze oślepia. by zasilić Wszechświat kosmicznym pyłem.lecz znalazł ją zbyt późno. Czasem przetoczy się tędy jakiś pijak. . Jon nie wie. że idzie koło niego Dziewczyna ze szpitala. dając do zrozumienia. . lecz ludzie. niemożliwej do zrozumienia nędzy. odnalazł Drogę .mówi Jon i idzie szybciej. nowoczesnych i przejętych swą rolą psychoterapeutek?).

w drugie przyjście Człowieka lub w objawienie się całkiem nieznanego Boga z Kosmosu. gdy zstąpią Bogowie. wychodzą z Podziemi. kamienną sylwetkę Światowida i z ulgą stwierdza. Nieprzebrane zastępy Bogów. choć przyzywany przez ludzi trzema lub czterema różnymi imionami. którzy późno odkryli Prawdę.I Oni rzeczywiście kiedyś przyjdą? . skoro powoływali ich do życia ludzie.bardzo starzy. że nigdy nie byli oni bałwanami. będzie wśród Nich. ogromny zastęp? Zstąpi do ludzi Pierzasty Wąż Wirakocza zza zachodniego Oceanu i Wisznu z gorącej ziemi. A zstąpienie na Ziemię owych niezliczonych zastępów Bogów nie będzie Sądem Ostatecznym. Jonie. gdzie wschodzi słońce.zmartwychwstali. porzucony i zapomniany. porażony tą cudowną wizją i nawet nie zamykając oczu. Wśród zstępujących Boskich Istot Jon widzi gigantyczną. czy było to dziesięć tysięcy lat temu. w jakie przez setki lat wierzyły wasze Plemiona? I dołączą do nich wszyscy Bogowie. aby świat był lepszy. Jonie.Kiedy to nastąpi? Kiedy Oni przyjdą? . przybędzie Zeus z Olimpu wraz z małżonką i słoneczny Bóg Ra z doliny Nilu. co ma powiedzieć staremu umierającemu Bogowi. by podziękować ludziom za to. I Jon słyszy płacz ludzi. aby móc odwiedzić ludzi. że niektóre z tych Boskich Istot to Czwórjedność. który rozwiąże ich wszystkie problemy. jakim darzyli ich niegdyś wierni. w jakich kiedykolwiek ludzie wierzyli przez tysiące lat. sfruwają z Powietrza. Ormuzd z Babilonii. Jon wie także. jak zstępują z Nieba. Światowid. Peruna i dziesiątków innych.widocznie ludzie nie są aż tak mało warci. Blask bije od nich ogromny i jest to blask uczucia. że zagoiły się Jego kamienne rany tak jak zagoiły się bolesne rany wszystkich porzuconych przez ludzi Bogów: Jowisza.pyta Jon niecierpliwie. gdyż wszyscy ONI mają moc wstawania z martwych. Potęga tego uczucia wstrząsa Jonem. innych nienawiść lub strach. Priapa. widzi ICH WSZYSTKICH. nowsi i całkiem nowi . Trójjedność lub Dwójjedność: jeden i ten sam Bóg. Jon milczy. Wierzą w pierwsze nadejście Mesjasza. Mitra z Persji.wówczas oddadzą ludziom ich miłość. . Thora. którą tak długo się żywili. Lokiego. że ich zawiedli. Amona. Jon bez zdziwienia widzi. jak sądzisz. a tylko nieliczni umieli połączyć jedno z drugim.Może wszyscy trzej…? A może będzie ich więcej? Może razem z nimi przybędzie także twój stary kamienny Światowid i wszystkie bóstwa. wynurzają się z Wód. z Podziemi i z Wód. przybędą Bogowie i bóstwa ze wszystkich krańców Ziemi i Nieba. Jonie . Więc nie umiera na próżno. Zjawią się. jakim Oni darzyli swych wyznawców. A On. Jon nie wątpi. czy tylko dwa tysiące. mimo że niektórych Bogów stwarzała miłość. . iż powołali ich do życia swą wiarą i przeproszą ludzi. I Jon już wie.uśmiecha się Dziewczyna. gdyż samo ich Boskie Istnienie nie wystarczyło. I rozgrzesza ich wiara. A gdy powstaną i zstąpią . w którego agonii bierze udział: że przyjdzie taki dzień. Bo oni wierzą. iż ci wszyscy Bogowie . I tak narodzi się Cywilizacja Miłości. a będzie ich. 153 . ale Początkiem.

Nie wiem . 154 .szepcze Jon z nadzieją. po wielokroć. iż tego doczekam . którą z szumu drzew lub grania wiatru umiała odróżnić jego piękna. .szepcze Dziewczyna. I Jon płacze. a Jon to wie i ściska jej dłoń aż do bólu. czy warto żyć w takim świecie? Czy warto się narodzić i przewędrować Drogę aż do jej kresu? Nagle Jon milknie. gdyż po raz pierwszy widzi jaskrawy blask świata zamiast łagodnego mroku łona matki. kamiennego Boga . narodziło się tyle dzieci. że ani on. że minęło tyle setek lat. kto się rodzi. lecz nawet ziarnko wiele znaczy . .Mój syn . a ona mówi: . Jonie. ściskając mocno. może zmieniać swój świat na gorszy lub lepszy. całkowicie niepowtarzalny i przeznaczony jedynie dla jego uszu. gdy do ludzi na Ziemi zstąpią Bogowie. Ty pytasz. Ten niemowlęcy krzyk brzmi jak muzyka wędrownych ptaków.. skoro aż tak ucieszyłeś się narodzinami syna.Wierzę. że jego syn przyszedł na świat. . nie wierzę.a świat wciąż nie staje się lepszy.Może nigdy. jak po twarzy ściekają mu łzy.mówi Dziewczyna. Wrzask. nie składa się z odpowiedzi. Jon już wcześniej.Każdy. że to prawda.powtarza z dumą i jest to rodzaj dumy nieporównywalny z żadnym innym. że tym razem jest on inny. I choć Jon tak wiele razy słyszał podobny wrzask niemowlęcia . . Płacze ze smutku. . tyle dzieci stało się dorosłymi . a zarazem cieszy ze swych narodzin. bo nie wie. Płacze. Tak krzyczy niemowlę tylko jeden raz w życiu: gdy przychodzi na świat.Więc mimo wszystko warto żyć.To twój syn krzyknął. gdyż sam przechowuje podobne ziarnko w swoim woreczku. że Oni zejdą na Ziemię. Płacze z radości. w czasie którego dziecko łapie w wątłe płuca pierwszy haust powietrza. rękę Dziewczyny: w pobliżu słychać gwałtowny wrzask niemowlęcia. Jest to wrzask pełen bólu. . a może już jutro? Wiara. ani jego syn nie doczekają dnia.Ale nim Oni nadejdą. mądra żona. łapiąc pierwszy haust powietrza. jego syn otwarł oczy i ujrzał blask świata.posępnieje Dziewczyna. słyszał podobny głos w szpitalu. I dziecko boi się. Wrzask. Jonie. a Jon wie. Wypełnia go miłość i czysta radość: jego syn wyszedł z łona Gai.wie. aż do bólu. mimo że bywa udziałem większości mężczyzn na Ziemi.…i może zmienić go na lepszy . . jego syn krzyknął. Być może owoc tego trudu nie jest bardziej widoczny niż ziarnko piasku na Pustyni. Jon kiwa głową i czuje. więc wierzysz. lecz z pytań. czy warta tego świata była tak długa agonia starego.powtarza Dziewczyna. .Jon opuszcza głowę. Jonie . Znowu ściska ją za rękę.Twój syn przyszedł właśnie na swój świat . gdyż wie.i cierpienie Człowieka. strachu i radości.

spoglądałam na zaułki ze wszystkich stron. którą kroczy. A on chce stąd odlecieć .Ku swemu zdumieniu Jon widzi.i wie dlaczego. do synka. gdzie spoczywa jego matka. zboczone podglądacze!? Jon z Dziewczyną nikną w mroku. Pierwszy krzyk nowo narodzonego syna już dawno umilkł. On tam jest. Ona płacze nad swymi nie narodzonymi dziećmi. aby jego synek kiedykolwiek miał się zadręczać losami starych Bogów. Nie czuje przenikliwego fetoru. że Dziewczyna płacze razem z nim . Teraz wychyla się ona przez okno na parterze i wrzeszczy w ciemność. czy nie mógłby zawrócić do Wioski. tęskni do niego. Żadnych pytań. że czeka go podróż. gdyż wśród ludzi nie ma już dla niego miejsca.stwierdza damski melodyjny głos na tle wesołej. ale Jon nadal go słyszy. Jon idzie dalej. patrzyłam na nie z lotu ptaka. do Jona z Dziewczyną: . choć nie jest to rzeczywistość żadnego z nich dwojga. Żadnych wątpliwości. Przelotnie zastanawia się.Wiem. Koło cmentarza. który niósł się o świcie ponad łąkami. a nawet nad rykiem krów w Domremi. ale mieszka w jednym miejscu. by wziął od ciebie ziele. Takiego zwykłego losu Jon życzy swemu narodzonemu synkowi. Aby nakłonić go. najlepszy odlot. “Pierdolisz…” . schrypnięty alt właścicielki telewizora. której nie zaznała. do Gai. który unosi się nad tą dzielnicą. …ryk włączonego nagle telewizora w pobliskim budynku przywraca ich rzeczywistości. Wszystko jest w księgach. przez nich skazanych na śmierć. obrażanych mianem bałwanów. rockowej muzyki. jest złomowisko starych samochodów. lecz o szybką śmierć. . wzbudzonych do życia przez ludzi. przypominając o głębokim sensie codziennych.kończy Dziewczyna i rozpływa się w mroku. a księgi zakazane dawno schowano lub spalono. Nie zwraca uwagi na śmieci. nie nasłuchuje brutalnie szczerych rozmów. nad zwykłą ludzką miłością. których nie zdążyła zobaczyć.Czego się tu włóczycie. że odstraszają krążące wokół ludzkie cienie szukające okazji. cudowna podróż.odpowiada zniechęcony. które dobiegają go zza nie domkniętych okien. które zalegają chodniki i jezdnię. odsuniętych w niebyt.Przemierzałam te ulice dla ciebie. Jon myśli o swoim synu. Droga. Stary Bóg już nie walczy o przetrwanie. Zawsze sucho i bezpiecznie” .mówi nagle Dziewczyna. I nie chce 155 . Stary szaman spełnił swą obietnicę. zwykłych czynności. nad wschodami i zachodami słońca. Chłopiec zabija w różnych częściach miasta. jaki miał kiedykolwiek. Jego obojętność i nieczułość na otoczenie są tak silne. . że to niemożliwe. ma tylko jeden kierunek. cieszy się nim. który liczy właśnie dwadzieścia jeden minut życia. powiesz. gdzie jest Chłopiec . Jon nie chce. ale wie. “Podpaski Always Plus Ultra.

że Chłopiec wie. a złocone litery przypominają. iż Jon nadchodzi.słyszy Jon głos Chłopca i przez chwilę zastanawia się. Wnętrze dżipa rozjaśnia mdłe światełko trzech świec. Dwa ze zniszczonych siedzeń są rozłożone i leży na nich Chłopiec. domów jest coraz mniej. o istnieniu niektórych w ogóle zapomniano i ludzkie stopy wydeptały na nich gliniaste ścieżyny. Po lewej stronie Jona leży rozległy miejski cmentarz. Ale tu. większość zapadła się. że nawet ten cmentarz odbija naturę świata. Jon już nie musi się zmagać ze Światowidem. bladej blizny. wątła mgiełka w słabym świetle świec. . że sąsiedztwo nie jest zamieszkane. szeroka ulica i kuta w żelazie brama. nie wtrącając się do obyczajów jego lokatora. widoczny jako biała. a wreszcie kończą się. kto tu spoczął i proszą o modlitwę lub pamięć. . zamiast w porę uciec. audi. Więc Chłopiec jest u siebie. zdaje sobie sprawę. która wychyla się spod plandeki i przyzywa go. stoją obok siebie marmurowe lub kamienne pomniki. jest Chłopiec z lodowym soplem zamiast serca. .myśli Jon ze zrozumieniem. paląc skręta. Ze szpar dziurawej plandeki snuje się słodkawy dym marihuany. Na przednim 156 . nie dziwiąc się. wiodącej od obojczyka do pępka. nissanów. iż domem Chłopca jest pogruchotany dżip pośrodku złomowiska. Włóczą się tu chude koty. Wszystkie zaś zbędne narzędzia muszą być odłożone na swoje miejsce. ale Bogowie zawsze mieli wszystkie wady i zalety ludzi. Dziewczyna ostrzegła Chłopca. porsche czy toyot pełgają gdzieniegdzie małe światełka. czuć zapachy resztek jedzenia znalezionego na śmietnikach. które zastępują lokatorowi kołdrę. citroenów. przeżartych rdzą karoseriach peugeotów. a Jon rozgląda się po wnętrzu wraka. U siebie…? Jon skrada się w pobliże wraku. z niektórych wraków dobiega cichy płacz niemowląt. Lecz gdy widzi chudą rękę. Jednym z nich. groby są ziemne. tam gdzie wiedzie do niego jasna. że tego dżipa należy obchodzić z daleka.Doktorek… . Koszula na jego chudej piersi jest rozchełstana i nie kryje długiej. musi Mu pomóc. pozbawionym ręki Pana. żeby poznać. Dlatego płoną żywcem na stosach.Chodź. szeleszczą papierzyska i szmaty. Dziewczyna… .umierać sam. a bardzo ludzkie. Prawdomówność bywa okrutniejsza od kłamstwa. To mało boskie. Jeśli miałem szansę odszukać Drogę. zastępujące posłania. Trochę szmat i starych papierów. Zobojętnieli na wszystko mieszkańcy przerdzewiałych wraków jeszcze wciąż potrafią wyczuć zapach niebezpieczeństwa i wiedzą. gdyż to ludzie powoływali ich do istnienia. pogiętych. to właśnie ją straciłem. renaultów. W zdezelowanych. Z przeciwnej strony. taniego wina. piskliwie poszczekują szkieletowate psiaki. Jon wie. Jon nie potrzebuje Dziewczyny. palonych petów.Wieśniaczki z Domremi nie umieją kłamać i nie stosują podstępów. że idę. do kogo on mówi. gdzie wzdłuż żelaznego ogrodzenia idzie Jon. Gęsta od utajonego życia dzielnica nędzy rozrzedza się. Czekam na ciebie . Z prawej strony ogrodzenia rozciąga się wielkie złomowisko starych samochodów.uśmiecha się Chłopiec leniwie.

Wszystkie kamienie wokół są martwe i głuche. Każdy przekaz dociera do ludzi zniekształcony.wąskie lub szerokie. by odtajał.ale zdolność odczuwania cierpienia jest szczęściem w porównaniu z wieczną obojętnością. z autostrad. Głos Bogów jest słabo słyszalny. Ale ich prawdziwe twarze utrwalono na fotografii.Miałem przemierzać światy i słyszeć Głosy. prawdziwa twarz jej syna zniknęła pod szyderczym. patrząc na Jona. wszystkie odcinki Drogi. to przywrócić mu tamto spojrzenie ze zdjęcia. Całkiem inna niż dziś.powtarza Chłopiec.siedzeniu kolekcja noży . lecz nawet wówczas nie jest to Głos Kamienia. gdy ćpam. Wszystkie światy. uderza na oślep… Nie. gdyż do jej ramienia przytulona jest twarz syna. z miliardów radioodbiorników i telewizorów.Czekałem na ciebie . pokochał. Jon schyla się i podnosi zdjęcie. znienawidził. uzurpują sobie prawo do nieomylności. głosiciela swej Prawdy . Trudno zapomnieć tę twarz smutnej Madonny. to tylko ludzie. gdy wąskie ostrze 157 . z rękojeścią zdobioną lub zwykłą. Narzędzie. czego pragnie. wymiętoszone dokumenty i stare zdjęcia . by Chłopiec zabijał . Lecz źle wybrał. Jon widzi go. na której wyryte jest pradawne bóstwo. I Jon już wie. że Głos starego Boga zakłóciły szumy nowego świata płynące z ulic. gdyż w nowym świecie niewiele brakuje. lecz do cierpienia . Chłopiec miał być wyznawcą. których spotkał. który wybierze: ten długi.łupy. Miałem zasiąść u stóp Boga i nigdy nie być samotnym. że tego Chłopca kocha i jedyne. pozbawionym uczucia uśmiechem. aby z jednego stać się drugim. wie. Szarpie za woreczek na piersi prawie w tej samej chwili. .Jon jest tego pewien. z linii telekomunikacyjnych i linii wysokiego napięcia. Ten świat nie pozwala usłyszeć pojedynczego Głosu. długie i krótkie. twarze ludzi. Głosy słyszę już tylko wtedy. zaścielających zniszczoną podłogę dżipa. a oni sami bywają omylni. Po twarzy Chłopca przebiega ledwo widoczny skurcz. w Ich imieniu. Bezimienny nie chciał. Chłopiec bawi się nożem. Teraz Jon się spieszy. Ale na zdjęciu Madonna uśmiecha się. bez kierującej nim ręki. Jon wie. ze zdobną rękojeścią. Chłopiec patrzy na Jona czujnie i sięga po nóż. a stał się zabójcą. Jon wie. Wśród walających się. tylko jedno jest znajome: matki Chłopca. Jej prawdziwą twarz dawno wchłonęła ziemia. Zapewne obecny Kaj nie zmartwychwstanie do rodzinnego szczęścia jak chłopiec z baśni. Chłopiec jest ofiarą złudzeń żywionych przez dawno zapomnianego Boga. pieniądze. Chciał tylko przyzwać kolejnego współwyznawcę. Ten Chłopiec jest jak Kaj z baśni o Królowej Śniegu i Jon musi coś zrobić. Na podłodze walają się stare i nowe portfele. bo Jon widzi teraz wszystko. że nie ma czasu.tak jak Człowiek miał Dziewczynę. także przekaz od Boga. . wąski. które Chłopiec zabrał ofiarom. ubłoconych i wymiętych zdjęć.

Ale nie wie.szepcze nagle Chłopiec dziecinnym głosem i bierze z podłogi swoje stare zdjęcie. zmęczony Chłopiec znajdzie swoją przystań. spełnił swoje zadanie. Przez chwilę mu się zdaje. Siedem gigantycznych głazów. nie czuje chłodu nadchodzącej śmierci. że zstępujących Bogów prowadzi Pierzasty Wąż Wirakocza. Ormuzd i Mitra rozsiewają tak złoty blask. których zawsze tyle fruwało latem w ogrodzie Isaka i Ezry wśród starych lip… . że jest wśród Nich groźny Jahwe. To tam. słoneczni zaś Bogowie Ra. . dobroczynny Wisznu.tworzyły monstrualny posąg. utajonym życiem. Jon otwiera szeroko oczy . Serdecznik niepospolity. Jego prawdziwy dom. a lśniącą niegdyś gładź spowił wilgotny. wszechrozumiejący Człowiek. gdy ręka rannego wyciąga ku niemu skruszone.O. jakiego nigdy nie miałeś. Ot. . To też mu obiecano. do których przywarło jego bezwładne ciało. Bogowie… . bezbarwne ziele. Umierającemu Jonowi wydaje się. inaczej Droga Jona byłaby daremna. gdyż rósł tysiąc lat temu tylko w jednym miejscu.bezboleśnie przebija mu szyję i wkłuwa się w aortę. jak z Nieba zstępują Bogowie wszystkich ludzi. rytmicznie wypływa z szyi ofiary. To tam wciąż trwa czuła. Jon zaś już wie. że niknie w nim mroczna sylwetka Światowida. które niegdyś . iż znalazł je na starej fotografii. opiekuńcza miłość jego matki. Ono też jest zbryzgane krwią. którzy kiedykolwiek żyli na świecie. czy jest to krew tylko Bezimiennego.Mamo… . że Boskie Istnienie jest samą Miłością. . że z ich szczerb sączy się jakaś ciecz i myśli. I Jon jak przez mgłę widzi. która pulsując. patrząc na krew. że kiedyś… kiedyś… wówczas gdy zmartwychwstaną wszyscy Bogowie i ich niezliczone 158 . Więc wrócił.szepcze Jon słabnącym głosem i podnosi wzrok ku górze. starych drzew. gdyż leży koło głowy Jona.Jon wie.powtarza Chłopiec i szydercze skrzywienie jego warg przeistacza się w nieśmiały dziecięcy uśmiech. Człowieku… O. Już nie jest mu zimno. Światowidzie… O. .Mamo… . I myśli. jak ukłucie pszczoły. jak Chłopiec sięga po ziele. Ale i On tu jest. To Puszcza.pyta czujnie Chłopiec.ułożone jeden na drugim . Posągu już nie ma. wystarczy. ciemnozielony mech.Co to? . wkłada je do ust i powoli żuje. gdyż grzeją go potężne. którego nie można było znaleźć w żadnej encyklopedii przyrody. czy jego także. A choć ludzie przydawali Ich wizerunkom świętego okrucieństwa lub świętej naiwności . A jednak te nieforemne głazy wciąż są ciepłe i pulsują wewnętrznym. Musi być. Usłyszysz znowu Głos .tak jak Światowid . gromowładny Zeus. omszałe głazy. że widzi.i widzi jasny skraj nieba pomiędzy koronami wielkich.Odlot… Będziesz mieć po tym taki odlot. że choć Chłopiec nigdzie na Ziemi nie znajdzie swojego miejsca. w czarnym cieniu gigantycznego posągu. na jej ramieniu. że to krew.szepcze Jon i patrzy.

w intencji zbawienia duszy czarownika. aby umarłemu zamknąć powieki . woda? Gdyż tylko one mogły wiedzieć. Jon powinien wrócić . pójdzie do piekła. że szaman ubrany był w swój rytualny strój. ZSTĄPIMY. Wioska dowiedziała się natychmiast. I choć nowy rytuał nakazywał. Ariel z Gają podążali w głąb Puszczy. I nikt nie krzyknął za nimi: “Tabu…!”. Isaka zbudził trzask gałęzi w ogrodzie. choć nie wiadomo w jaki sposób: czy ta wieść szła z ust do ust.Szaman umarł. zmęczony sobą. narzucił gruby płaszcz i dowlókł się do namiotu nad Rzeką.powiedziała Gaja tak głośno. Tu przysiadł na zydelku koło wyścielonego futrami łoża.przekraczali Rzekę. Isak nawet się nie zdziwił. w poszumie traw i w szeleście liści głosy bożąt. że odszedł ostatni człowiek.Gaja z Arielem . co tym razem znaczą Jego słowa: PRZYBĘDZIEMY. że stary szaman umarł. W najgłębszym miejscu Ariel wznosił wysoko nad głową zawiniątko. Niech widzi to. gdyż nie było komu krzyczeć. W tym samym czasie Gaja z Arielem pokonywali Rzekę. bezpiecznie ukryty za szerokimi ramionami Światowida. który w szumie drzew umiał usłyszeć głosy wodników. dudniący głos starego Boga. życiem i Cywilizacją. 159 . I wie. też będzie wśród nich. trawy. gdzie chce. dobywający się z gruzowiska kamieni.Isak tego nie zrobił. Więc oboje .wstał z ławy. LUDZIE. . czy też przekazywały ją drzewa. . jako świadek tego cudownego dnia. . we dnie i w nocy. a że po raz pierwszy zdawało mu się.szepnął. oczy miał szeroko otwarte. Bogu miły… Gdy stary kapłan. co pragnie widzieć . choć chciałem mu pomóc wymamrotał Ezra i powrócił do swoich zajęć: kierował pracą mężczyzn. . w którym bezpiecznie spoczywał syn Jona. na którym leżały zwłoki starego czarownika.GRDHGHBWGZ . gdyż takie imię nadał mu wczoraj Ezra.Skoro szaman umarł. którzy dobudowywali do świątyni wysoką wieżę.Niech patrzy tam. a nad sobą. iż konary przemawiają do niego w języku starych drzew i że on pojmuje ich mowę . a na ustach łagodny uśmiech.słyszy po raz ostatni głuchy. przesuwał w palcach swoje drewniane paciorki. słyszał dudniący głos starego Boga.stwierdził. on. . Jon. Ich obudziło trzeszczenie wiązadeł belek domu.Biedny grzesznik. w plusku wody śpiew wijów. ŻEBY ODDAĆ WAM WASZĄ MIŁOŚĆ… NIE ZABIJAJCIE NAS ZBYT WCZEŚNIE… *** O tym. Bogumił. Bożęta czynią wielki ruch w całym domu .zastępy zejdą na Ziemię. że Ariel w sąsiedniej izbie usiadł na posłaniu.

w bezpiecznym poczuciu pewności i w zgodzie ze wszystkim. wijącą się wśród krzewów i korzeni drzew. starzy Bogowie nie pozwalali na kłamstwa ani ludziom. tuląc Bogumiła ciasno owiniętego w lniane płótno.Gaja z Arielem szukali Drogi. .Nie umrę. a on spojrzał na nią. a ich szeroko otwarte oczy z pozoru tylko spoglądały na pełgający w pobliżu ogień.Dobre imię . ciepła wiosna pozwoliła szybciej niż zwykle zmartwychwstać krzewom. Jon powinien być w domu. póki nie wrócisz . Gdy tylko dowiedzieli się. u kresu Kamiennej Drogi. lśniąca. imię Ariel zaś jest obce i naznaczyłoby jej syna piętnem samotności lub odrzucenia. trawom. Od biedy można by je uznać za wątły ślad niegdysiejszej ścieżyny. czarna Droga! Tak mówił Jon! . Dwaj starcy leżeli tymczasem nieruchomo. Gaja przytuliła synka do siebie. Tymczasem ich syn. Skoro szaman umarł. . Może potrzebował ich pomocy? Ale gdzie była Droga…? Szli zatem z Arielem wąską ścieżyną. Miły Bogu. 160 .Jest tu gdzieś… Musi być .gdyż wczesna. gdyż naprawdę widziały o wiele dalej.Ależ nie! To była Droga! DROGA! Wielka. . niewiele uwagi poświęcił jego matce i wymienił imię. Tak naprawdę to krzyknął tylko raz: w chwili narodzin. Jeśli Jona do tej pory nie było na wioskowym brzegu. gubiąc ją co chwila wśród gęstej zieloności Puszczy . by usłyszano go gdzieś bardzo daleko. Żaden czarownik nigdy nie kłamał. że Jon musiał wrócić.Przy szesnastym paciorku stary kapłan nagle znieruchomiał. musiał być tam. wskazując Gai omszałe kamyki. Godzinę później przybył do ich domostwa kapłan Ezra. które dziecko otrzyma: Bogumił.powtarzał stary czarownik.spytał wreszcie dawny Błazen. opadał na klęczki i wypatrywał śladów niewidocznej Drogi.Może to te kamienie…? . o co chodzi. Krzyczał długo i przenikliwie. Bogumił nawet nie zapłakał. Ariel rozsuwał krzewy. głowa opadła mu na piersi.szeptała niecierpliwie Gaja. . miał się chować w pobliżu świątyni. Arielu. . Gaja od razu zrozumiała. Tak. a bezwładne ciało wolno zsunęło się z zydla ku czarownikowi . Gaja znała te słowa od męża. Lecz nigdzie jej nie było. że szaman umarł. którą Plemię .przyznała niechętnie. Przedzierając się przez Puszczę. że imię “Jon” już zawsze będzie w Plemieniu kojarzone z błądzeniem po tajemniczej Drodze.On tu jest. jakby chciał. Ale wiedziała. czuję to . drzewom. ani swym sługom. Jak wędrowne ptaki. . jak nakazał Jon. czego wymaga większość.powiedziała Gaja z rozpaczą. by jej syn nosił imię swego ojca lub jego przyjaciela.powiedziała z rozpaczą.aby nie zarosła jej Puszcza . ale ruszyła ścieżką. każdy ze swoimi paciorkami w martwych dłoniach. choć chciała. jakby rozumiał. spojrzał uważnie na niemowlę.wyłożyło drobnym żwirem.

Ogień pełgający w namiocie nad Rzeką nagle wzbił się iskrami w górę, jakby dmuchnął nań niewidoczny wiatr i od iskier zajęły się wysuszone zwierzęce skóry. Po chwili w niebo strzelały już wysokie płomienie, namiot zaś przypominał rytualne ognisko, jakie niegdyś rozpalało Plemię w noc równą dniowi. Mieszkańcy Wioski, ujrzawszy ów stos, zastygli na chwilę. Jedni przeżegnali się znakiem krzyża, drudzy zaś, najstarsi, których było już niewielu, wykonali ukradkiem dawno zapomniany znak. Znaku tego już potem nikt w Wiosce nie czynił ani go nie zapamiętał dla przyszłych pokoleń. Ariel chciał wziąć od Gai dziecko, lecz odmówiła: Bogumił był lekki, a jego bliskość uspokajała ją. Pod stopami co jakiś czas czuła twardszy grunt, jakby ścieżka była częściowo bita, choć jeśli tak było, dawno pochłonęły ją mchy, tylko gdzieniegdzie wystawał pojedynczy większy kamyk. Wydawało im się, że już dwukrotnie skręcili, a teraz ścieżyna skręcała po raz trzeci. Dalej już biegła prosto, co Ariel zauważył pierwszy, wnosząc z rozstawienia starodrzewu. - Kiedyś na pewno szła tędy Droga - powiedział. - Kiedy? - spytała z rozpaczą Gaja. - Kiedy? Jon opowiadał o Niej tak, jakby to było wczoraj! Kapłan Ezra na próżno szukał starego Isaka w świątyni, w świątynnym ogrodzie i w Wiosce. A choć nakazał mężczyznom z Wioski zbadać, czy aby starzec nie zabłądził w Puszczy - nikt nigdzie go nie znalazł. Plemię orzekło, że pewnie rozszarpały go dzikie zwierzęta. Gaja z Arielem szli jeszcze spory kawałek, nim dotarli na polanę. Od zazielenionej świeżą trawą murawy ponuro odbijały wielkie, ciemne, nieforemne głazy. Omszałe i zbyt ogromne, by znalazły się tu przypadkiem, tworzyły przedziwny krąg. A pośrodku tego kamiennego kręgu, koło największego głazu, prawie tak wielkiego jak ich dom, leżało bezwładne ciało. - …Jon! - krzyknęła Gaja i tym razem nie wzbraniała się przed oddaniem dziecka Arielowi, bojąc się, że je wypuści. Przypadła do męża i patrzyła ze zgrozą na jego bladą, pozbawioną życia twarz, ze zdumieniem zaś na spokój, jaki się na niej malował. Choć na szyi męża dostrzegła niewielką, okrągłą ranę, wyraz jego twarzy nie wskazywał na to, by zginął gwałtowną śmiercią. Przeciwnie: wyglądał tak, jakby zasnął w poczuciu bezpieczeństwa. Gaja patrzyła na niego, chłonąc rysy, które kochała, pieszcząc spojrzeniem ramiona, które ją obejmowały i dłonie, którymi ją dotykał. Czuła w sobie dziwnie tępy ból zamiast rozpaczy i buntu.

161

I nagle pojęła, że zawsze wiedziała, dokąd wiedzie Jona Kamienna Droga. Właśnie tu i właśnie do takiego końca. I dlatego Jon nakłonił Ariela, żeby przybył z nimi z Miasta: aby nie zostawić jej samej. Gdyż on wiedział, gdzie jest kres tej Drogi. Ale dlaczego…? Co było więcej warte od spokojnego życia z nią i z synem? To martwe miejsce? Bogumił zapłakał po raz pierwszy tego dnia i Gaja znów wzięła go z rąk Ariela. Przysiadła z synkiem obok Jona; jedną ręką przytuliła do piersi niemowlę, a drugą położyła na swoich kolanach głowę zmarłego i gładziła go po twarzy. - Oddałeś życie dla tego gruzowiska, Jonie…? Po jej twarzy płynęły łzy, a pytanie zawisło w wiosennym powietrzu. Gdzieś w pobliżu zaświergotały ptaki. Pewnie wiją sobie gniazda w szparach spękanego głazu. Ariel wiedział, że musi teraz zostawić Gaję jej żałobie. Rola, którą narzucił mu Jon, zacznie się dopiero wtedy, gdy Bogumił zostanie oddany pod opiekę Ezry. Wtedy Ariel przywróci Gaję życiu, gdyż jest zbyt młoda i zbyt piękna na wieczną rozpacz po utracie męża i syna. Od pierwszej rozmowy z Jonem niegdysiejszy Błazen wiedział, że ten gotuje się na rozstanie ze światem. Od pierwszego wejrzenia zaś na Gaję czuł, że gotów jest poświęcić resztę życia dla przywoływania uśmiechu na tę piękną twarz. Łatwiej będzie o uśmiech, gdy opuszczą Wioskę, Puszczę i ten dziki, choć szybko cywilizujący się kraj; gdy nad ich głową znajdzie się wiecznie błękitne niebo i jaskrawe, ciepłe słońce - zamiast tych zmiennych chmur, mknących po szaroniebieskim stropie; gdy surową, ciemnozieloną dostojność wielkich drzew zastąpi frywolna pierzastość palm. Gdy zimna Rzeka stanie się ciepłym Oceanem. Ależ Gaję zadziwi rozmaitość świata i jego nieobliczalność…! Ariel nie był zaskoczony śmiercią Jona ani tym, że go tu znaleźli. Rozglądał się teraz po miejscu, które stało się ostatnią przystanią przyjaciela. …i nagle wydało mu się, że ogromny głaz, obok którego spoczywał Jon, przypomina twarz. Ogromną, potężną, surowo wyciosaną w kamieniu. Zapewne to wichry, woda, śniegi i spiekota wyryły te szczerby, układające się w rysy jakże ludzkiego, smutnego oblicza; wpółprzymknięte powieki, zagłębienia pod nimi, w których, jak łzy, zgromadziła się woda; wydatny nos, surowo zaciśnięte usta. - Złudzenia, omamy… - szepnął do siebie, ale te zamiast zniknąć, nasiliły się: Arielowi wydało się teraz, iż w głazach, które utworzyły krąg wokół największego kamienia, rozpoznaje gigantyczną dłoń zaciśniętą w pięść; że widzi fragment stopy, która jeszcze teraz czyniła wrażenie, jakby podążała w sobie tylko wiadomym kierunku; gdy oderwał kawałek mchu, wyłoniła się gładka, wypukła jak brzuch powierzchnia z wystającym pępkiem. Poczuł naraz wielki smutek; taki sam, jaki czuł wówczas, gdy

162

spoglądał na wioskową babkę, która odcinała Bogumiłowi pępowinę łączącą go z Gają i wydala go tym samym na łup świata i Cywilizacji. …nagle Ariela dobiegł potężny, dudniący, głuchy głos, aż skurczył się z lęku. Zaraz jednak odetchnął, wiedząc, że ów dźwięk ma całkiem zwyczajne przyczyny, a tylko nieodgadniony sekret tego zagubionego wśród wielkich drzew miejsca tak działa na jego wyobraźnię. Dotknął ramienia Gai, która spojrzała na niego niespokojnie i powiedział: - To tylko siekiery, Gaju… Ludzie rąbią Puszczę. Na nowe domy i mosty, na warowne zamki, na świątynie i klasztory. Cywilizacja, jak mawiał Jon. To wszystko wokół wkrótce zniknie, pojawią się nowe Wioski i Miasta, nowe Drogi i Mosty. Czuwali przy Jonie do zachodu słońca, a potem Gaja zdjęła z jego szyi zniszczony skórzany woreczek i skryła go pod swoją bluzą. Nie wiedziała, co niegdyś zawierał i czemu służył. Teraz wydawał się pusty, ale spoczywał zawsze tak blisko ciała jej męża, że był jak relikwia, która zawsze o nim przypomni i ochroni ją, gdy przyjdzie pora tułaczki. Odchodzili wolno, Gaja z Bogumiłem na rękach i Ariel, oglądając się tam, gdzie wśród omszałych, gigantycznych kamieni pozostawili ciało Jona. Wiedzieli, że właśnie tego by sobie życzył, choć nie mogli pojąć, skąd to wiedzą. Gai wydało się z oddali, że Jon obejmuje wielki głaz, obok którego spoczywa, gra cieni zaś stwarza złudzenie, iż są to potężne, kamienne ramiona, w które Jon wtulił się jak dziecko w objęcia ojca i zasnął. - Śpij - szepnęła do niego w myślach. - Obudzisz się w dniu, gdy zstąpią Bogowie - dodała, nie wiedząc, co mówi i czerpiąc tę dziwaczną myśl z tych pozornie martwych głazów. Dudniący mocny głos siekier kaleczących drzewa rozbrzmiewał teraz wszędzie. Puszcza poddawała się bez walki. *** - …zawsze pragnąłem przebyć Rzekę, żeby zobaczyć, co tu jest. Podejrzewałem, że kryje się tu coś obcego, coś, co zagraża naszemu Bogu i Cywilizacji, co jest ostoją resztek pogaństwa. Przecież tego brzegu strzegł ostatni sługa bałwanów, plemienny szaman z twojej Wioski. Na szczęście zmarł bezpotomnie i od dawna smaży się w ogniu piekielnym. Biedak… Nie będzie dla niego rozgrzeszenia. Nie ukorzył się przed śmiercią, nie przyznał do grzechu bałwochwalstwa. Wiesz, że z powodu tego starego czarownika sądziłem, iż kryje się tu szczególny wizerunek jakiegoś bałwana? Ba, byłem tego pewien! Dlatego pragnąłem spalić ten skrawek Puszczy tak, by zostały tylko zgliszcza! Wyobrażałem sobie, że jest tu… że jest tu Bóg wie co! A w każdym razie coś o wiele gorszego niż te gliniane i drewniane posążki, które wystarczyło stłuc i spalić. A jednak nigdy tu nie byłem. Coś mnie wstrzymywało. Bałem się. Tymczasem tu nie ma
163

bracie Bogumile . a natura wyposażyła go w siedzisko w postaci wyżłobionego wgłębienia porośniętego miękkim mchem.wymamrotał starzec. Mogłem przybyć tu sam i opisać ci to miejsce. musisz odpocząć. sądziłby. ułożonych nadzwyczaj symetrycznie. ale ciekawość Ezry była zachłanna i wyczerpująca. skoro aż tak ci na tym zależy . gdy się urodził.Usiądźmy. lecz jego oczy pałały. Święta Woda zmyje każdy ślad bałwanów. W dodatku wystarczy skropić polanę Świętą Wodą. Ot. . z trudem łapiąc oddech. ile dziwów może dokonać przyroda z pomocą Dobrego Boga. ale brata Bogumiła nauczono. 164 .zgodził się z ulgą stary kapłan. musiałem tu wreszcie przyjść i przekonać się na własne oczy . Zostało z niej już tak niewiele. nawet trzydzieści lat temu. gruzowisko wielkich głazów… Jeśli było to niegdyś miejsce pogańskiego kultu. wspierając się na ramieniu młodszego brata. Wielki głaz otoczony był kręgiem mniejszych. iż uczyniły to siły przyrody. . oddech miał ciężki.odparł młody zakonnik. gigantyczną dłoń.Ale co byś mi opisał. skoro tu nic nie ma? Nie. Zbytnio się denerwujesz.zdziwił się młody mnich.nic.Bracie Ezro. I młody i stary mnich rozglądali się wokół z ciekawością. Pergaminowa twarz Ezry powleczona była niezdrową bladością. Spojrzał z troską na starego kapłana.poprzez dopiero co ukończony most z Wioski . Młody mnich pomógł starcowi zasiąść na omszałym głazie. jesteś blady. Nic! . Ezra już chyba to uczynił. . Starzec rozglądał się wokół z posępną ciekawością i nadzwyczajną uwagą. pot spływa ci z czoła. Nie dostrzegał w tym miejscu niczego niezwykłego. Gdyby Bogumił nie wiedział. Masz gorączkę. Obaj powoli wędrowali nową Drogą. rozcapierzoną. która .Dlaczego? . gdyż zabrał ze sobą i Świętą Wodę i kropidełko.Nie! Samemu bym ci nie pozwolił! Nigdy! . Ale tu rzeczywiście niczego nie ma i nic nie wskazuje.wiodła ku tętniącemu życiem kupieckiemu szlakowi. że siedzisko przypomina wyrzeźbioną w kamieniu. której Bogumił nie mógł zrozumieć. . słowa . przecinającemu dawną Puszczę. w dniu. by kiedykolwiek było.mówił z triumfem chudy starzec w habicie.To takie samo miejsce jak każde inne w Lesie.. nie został po nim nawet drobny ślad.Usiądźmy. że młodzi nazywali ją Lasem. Był tak wielki jak niektóre nowe domy w Wiosce. .Puszcza” używali jedynie starsi. .

Zapewne kamień oddaje słoneczne promienie. BOGOWIE. 165 . mój malutki. heretyckie słowa. którego nigdy nie zdołał poznać. które nagle napłynęły do niego wysoką falą. Ezra wpajał mu to od dziecka. Więc czemu kamień jest mimo to ciepły jak żywe ciało? “Pytania… pytania. wyjdą z Podziemi. zharmonizowanej ze słowami melodii. że swoją wiarą powołali ich do życia. mocne ramiona. nie znane mu uczucie. Ojciec zaginął bez wieści w dniu jego narodzin. Nadal wędruje czy umarła? Płakała. musiała zrozumieć. Uczono go o tym. mój synku. Niezliczone zastępy Bogów. żywe ciepło. jak mało jest ważna wobec jego misji… …dlaczego nagle zaczął myśleć o matce i ojcu? Nigdy tego nie robił. w jakich kiedykolwiek wierzyła Ludzkość. są ważniejsze niż odpowiedzi. niemożliwe. matka dawno temu opuściła Wioskę i podobno wędruje gdzieś po świecie. Pytania przecież wiodły do wątpliwości. mój duży. Te myśli były jak brzmienie rozkołysanych. odkąd został przypisany Świątyni. szaleńczej. Trudno. Po co przywołał na myśl dawno zapomnianych rodziców? Kamienne wgłębienie otulało jego plecy jak potężne. iż niechcący posłyszał Głos Diabła. a wątpliwości do herezji. I w podzięce nauczą ludzi. przyrzekając sobie samobiczowanie i wielodniowy post. jak stworzyć Cywilizację Miłości… Tak będzie. najpierw tu. Bogowie podziękują ludziom za to. to jej postać straciła już dla niego wszelkie barwy. POKUTĘ! .. skąd wzięły się te straszne. Pokutę. mój kochany…” Bogumił miotał się bezsilnie w rytm tej potężnej. I ogarnęło go niepojęte. tak właśnie będzie. Przez gruby habit czuł wciąż pulsujące. obcą myśl i inne. pomogli im umrzeć. przecież słońce nie wyjrzało dziś ani na chwilę.pomyślał wstrząśnięty. aby odegnać natrętną.i nadejdzie dzień. z jego zamknięciem w odległym klasztorze.Brat Bogumił oparł plecy o naturalne skalne wgłębienie i mimo przedwieczornego chłodu poczuł łagodne. potężnych dzwonów. Zstąpią z Nieba. jako karę. a potem powstać z martwych. dzień był pochmurny i chłodny. Więc nie bój się pytań” . równie niepokojące. zstępują ku niemu zewsząd i dźwięczą w uszach… …. zebrane w ciągu dnia… Nie. Może dlatego. a potem w Dalekim Kraju. Wiara to właśnie pytania. gdy ją opuszczał. czy pogodziła się z jego przeznaczeniem? Nie wiedział tego. spłyną z Wody i sfruną z Powietrza.przemknęła mu przez głowę dziwaczna. bezpieczne ramiona ojca. bezbożne. I młody zakonnik przeraził się tym. w którym zstąpią na Ziemię wszyscy Bogowie. fruną. obca i niebezpieczna myśl. w Wiosce. I nawet gdyby Bogumił zatkał uszy i tak byłoby je słychać… Płyną. Przeżegnał się teraz skrycie. że nie mogąc pogodzić się z wyborem Drogi przez syna. Muszę odprawić pokutę. Nawet gdy czasami próbował przywołać ją w myśli. iż jest małym chłopczykiem i wtula się w ciepłe. matki zaś nie pamiętał. synku. synku. której brzmienie słyszał teraz zewsząd jak dźwięk rozkołysanych gigantycznych dzwonów. dobre ciepło bijące od kamienia.

co nie uchodzi misjonarzom… . ale dla nóg starca nazbyt męcząca.westchnął stary kapłan.Bogumile? Stało się coś? Boli cię głowa? . gdy pobierałeś nauki w Dalekim Kraju. to ciekawa historia… Wyobraź sobie. a tymczasem lodowatość kamienia.Nie. mój synu i że stało się to właśnie teraz . że ludzie nie mogli uporać się z głazami. dzisiaj zrównanie dnia z nocą. niemiły chłód. Brat Bogumił odetchnął z ulgą: odegnał modlitwą przerażające i niepojęte myśli. Gra cieni . aby powiedzieć młodzieńcowi.Wioska tak się zmieniła przez ten czas.Podnosili je na drągach. Chyba nikt ich nie ruszy. ale one się nie poddały. Chyba lepiej. że zabłądził w Puszczy i zniknął w dniu twoich narodzin. że pora opuścić to miejsce. Szkoda. podsuwając grzeszny. Czuł bijący od kamienia lodowaty. na którym siedzą. usiłowali roztrzaskać żelaznymi młotami.pomyślał. Młodemu zakonnikowi przez chwilę wydało się. na których siedzimy . choć zadawał zbyt wiele pytań i często się wahał. Kapłan Isak też by jej nie rozpoznał. przypomina zimę.powtórzył jak echo Ezra. Myślałem. A może zdrzemnął się na moment i Diabeł wykorzystał to. Muszą zatem zostać. słońce już mocno grzeje. Jest przecież wiosna. nie. .wtrącił Bogumił. Ezra półleżał teraz na omszałym głazie i ciężko oddychał. Drogę zaś trzeba było tyczyć szerokim łukiem! Ileż to nas kosztowało! Tyle dodatkowej pracy. Paskudne miejsce… Niezdrowe. który siedział skulony na wielkim kamieniu.wyjaśnił Ezra. zapewne były to tylko omamy. zmagał się ze swoim zmęczeniem. wysapując swoje zmęczenie. zbierał się w sobie. . zatykając pięściami uszy.A wiesz. Ledwie ją poznasz.Podobno .Podobno lubił moją matkę . żeby ominąć kupę gruzów… . że wróciłeś. . Odległość z Wioski do polany nie była zbyt duża.Cieszę się. Zastanawiałem. Może nawet pokuta nie musi być aż tak surowa? W końcu nie on wymyślił te straszliwe. .mówił. 166 . bezbożne słowa. by odwrócić uwagę starca od siebie i swych przerażających doznań. odwrócił wzrok od kamiennego kręgu i spojrzał pytająco na ulubionego wychowanka. że niektóre szczerby i załamania skalnego giganta układają się w zarys twarzy.Ezra wyczuł jego niepokój. . się dlaczego Droga skręca tu tak gwałtownie. gdyby szła prosto? . szalony sen? W zamyśleniu patrzył na niezwykły układ gigantycznych głazów. To był dobry człowiek.westchnął kapłan.dokończył młody mnich. . .…i ojca .

jak ty i ja. w cieniu pierzastych palm. patrząc z dumą na szeroki trakt.. przez którą wiodła lśniąca Kamienna Droga. który nie poddaje się żelaznym młotom? Nigdy o takim nie słyszałem . Światło uprawiało jakąś dziwną grę na jednym z tych lodowatych kamieni. że pulsuje. pod błękitnym niebem. raptownie wstając i patrząc na ogromny głaz. trzeba nam jeszcze stu. A ta Droga. w której spędził dzieciństwo . znasz słabości ludu. żebyś mógł wrócić do Wioski.zamyślił się brat Bogumił i dotknął dłonią potężnego głazu. Czasy pogaństwa i ostatnich bałwanów. że gdzieś tam.Nigdy nie nazywałeś mnie “ojcem”…? 167 . a przed sobą . odwracając głowę od Bogumiła. a wszyscy ludzie. bo cóż innego? Ezra powiedział. łączy nas ze światem.zakończył Ezra. w każdym zakątku Ziemi. prowadząc wprost w ramiona ojca. Lecz przecież to pulsowała tylko krew w jego żyłach.zastanowił się niespokojnie Ezra. Musimy pozbyć się jeszcze wielu wrogów. że tu nic nie ma. za naszą sprawą. z odległymi Miastami. z cudzoziemskimi. daleko. Cywilizacja Miłości. wciąż jeszcze żyje matka tego zakonnika? Czemu nagle o niej myślę? Wszak niemal już zapomniałem o istnieniu tej kobiety . wspaniała Puszcza. Ty jesteś do tej misji najlepszy. a szczęściem tym była zielona. NIC. to by mu nawet nie przeszło przez usta! Co to za kamień. Wkrótce wszędzie będzie już tylko jeden Bóg i jeden Kościół. a trzeba ciągle być czujnym. Ezra otwarł oczy i spytał zdziwiony: . cywilizowanymi krajami. Poczuł się nagle jak dziecko: był wolny i radosny. I zatriumfuje. . na razie nasza misja nie jest zakończona. Kamień nadal był ciepły i Bogumiłowi wydawało się. zaczął wpływać na Wioskę dobroczynnie. Jak widzisz. mało mam sił. Poprosiłem hierarchów. Wydawało mu się. gdyż tu się urodziłeś. Nic. że biegnie. leżących obok kapłana: wyglądał teraz jak… jak… wstyd powiedzieć… nie. swobodną przestrzeń. bo wkrótce ktoś będzie musiał mnie zastąpić. bezpieczny i pełen mocy. nad brzegiem ciepłego morza. nawet spośród nas samych i nawrócić wiele narodów. To odległe czasy.zamiast ponurych czterech ścian celi. Czuł się silny. Przyłożył do niego policzek.Niewiele pamiętam.szepnął nagle. by ten nieokrzesany. Lecz to dopiero nadejdzie.Ojcze? . wciąż wielbiących bałwany i tkwiących w grzechu pogaństwa. a pulsowanie kamienia przyśpieszało i wzmacniało bicie jego serca. Bogumile. może dwustu lat. Bogumile. Świat już wcześniej. Czy możliwe. niedawno nawrócony kraj nie zawrócił z drogi cnoty i Cywilizacji. Tylko ta Droga. Jesteśmy w pół Drogi. będą braćmi. krzycząc ze szczęścia. zamknął oczy i oddychał pełną piersią. który łączył Wioskę z kupieckim szlakiem. bracie Bogumile. a zarazem nie mają do ciebie dostępu heretyckie wątpliwości .miał ogromną.

Tylko echo . głuchy. zobaczysz. Będą wszędzie..Echo.Chodźmy.odparł stary Ezra. . ścinających drzewa na nowe miasta. a Ezra spojrzał na niego surowo. że największy z głazów powoli. Mam dreszcze otrząsnął się starzec. Mnóstwo coraz większych i coraz wspanialszych świątyń.GRBDGHBWGZ… .Słyszałeś. Odchodzili wolno.Echo siekier. lecz była to tylko gra cieni. łagodnie zafalował.odparł spłoszony młody człowiek. Od tych kamieni ciągnie lodowaty chłód. bracie Ezro…? Co to? . zimno tu. że słyszy dziwny. pamiętaj . czerwiec 1997 168 . że te głazy są nagrzane jak… jak ciało .przypomniał na wszelki wypadek. tak jak faluje pierś oddychającego swobodnie człowieka. dudniący dźwięk: . Tu nie ma nic.powiedział Bogumił. a Bogumiłowi przez chwilę wydało się. . rzucanych przez ostatnie wielkie drzewa niegdysiejszej Puszczy. ale pewnego dnia także i tu… . .Zimno? Wydawało mi się.przytaknął gorliwie Bogumił. . oglądając się na potężne gruzowisko gigantycznych.Tu nie ma nic . Kraków.Ciało jest do umartwiania. . pałace i świątynie. omszałych kamieni.Jakoś to słowo samo przyszło mi na usta .zaciekawił się. Przez chwilę jeszcze miał wrażenie.

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->