Terakowska Dorota

Samotność bogów

1

Gdy się pisze, dobrze jest mieć swoją Alę. Alicji Baluchowej - bo dzięki niej moi bohaterowie przemieszczają się pomiędzy światami, lekceważąc wszelkie granice, włącznie z tymi, których nie ma.

Warkot bębnów wciąż nabierał tempa i brzmiał teraz jak stukot tysiąca końskich kopyt, cwałujących po Kamiennej Drodze. Na tę Drogę, po drugiej stronie Rzeki, Jon trafił przez przypadek, ale nim uszedł kilkadziesiąt kroków, wstrzymał go głos szamana. Szaman, stary i zgarbiony, stał na właściwym brzegu, gdzie zbiegały się ścieżki z Wioski, był niewidoczny dla oczu chłopca, a jednak chłopiec usłyszał jego czyste, wyraźne wołanie: - Jon! Wracaj! Tabu! Jon nie musiał słuchać szamana. Władza szamanów formalnie skończyła się, wszyscy w Plemieniu pokochali już inne Bóstwo - zwane najczęściej Bogiem Dobroci. Nie potrzebowało Ono plemiennych czarowników, gdyż nowe rytuały odprawiali przybyli z Dalekiego Kraju kapłani. A jednak choć Bóg Dobroci panował już prawie półtorej setki lat, po śmierci poprzedniego szamana Plemię wybrało następnego - i kapłani przymknęli na to oczy. Owszem, szamani służyli dawnym, odrzuconym bóstwom - “bałwanom”, jak uparcie mówił młodszy kapłan - lecz chronili też Wioskę przed ich zemstą i leczyli ludzi z chorób. Kapłani, w przeciwieństwie do szamanów, byli uczeni w piśmie, nigdy nie ulegali przesądom i nieśli - Jon kochał to słowo - Cywilizację, nie umieli jednak radzić sobie ze starymi Bogami, z ich mściwą naturą, ani z chorobami nękającymi ludzi z Plemienia. Niektórzy szeptali nawet, że część tych chorób - wcześniej nie znanych w Wiosce przynieśli z sobą, z różnych Dalekich Krajów i zza mórz, właśnie ludzie w długich sukniach. Szamani nauczyli się je leczyć, minęło jednak wiele lat, nim odkryli, jakie zioła są naprawdę skuteczne, a które należy dopiero wyhodować, krzyżując różne gatunki z pomocą całkiem nowych zaklęć. Nim się tego nauczyli, wielu ludzi w Plemieniu zmarło na dziwaczne, nieznane choroby, ale już nie szaman - w rytualnym stroju i w strasznej masce - odprowadzał ich w ostatnią Drogę. Rolę tę wzięli na siebie kapłani, nawet nie pytając, czy Kraina, ku której wiodą umierających, im odpowiada. Wyglądało, że wiedzieli lepiej niż Plemię, co jest dla ludzi z Puszczy dobre i co służy Cywilizacji. Kapłani zatem wciąż jeszcze tolerowali obecność ostatniego szamana (kiedyś było ich wielu); udawali, że go nie dostrzegają, a czasem zezwalali na rytualne bębnienie w czasie dawnych świąt - nie zgadzali się jedynie na składanie krwawych ofiar bóstwom. Dawni Bogowie potrzebowali ich - Bóg Dobroci nie tylko ich nie przyjmował, ale wręcz potępiał. Na razie. Dziś właśnie była Noc Starych Bogów, a właściwie najważniejszego z nich, którego jednak nigdy nie wymieniało się z imienia, aby go szybciej i łatwiej zapomnieć.
2

Dlatego bębny zaczęły wybijać swój rytm zaraz po zmroku, a gdy zapadła noc, ich rytm był już szaleńczo szybki, a bębniący mokrzy od potu. Pot spływał po nagich ciałach, wielkimi kroplami skapywał na ziemię, wsiąkał w nią - jako przebłagalny dar Plemienia dla porzuconego już bezimiennego Boga. Bębny dudniły prawie pół doby, ale kapłani skryli się w świątyni i udawali, że nie słyszą. Jon był za mały, by uderzać w bębny. Tego przywileju dostępowali tylko młodzi mężczyźni, a Jonowi do męskiego wieku brakowało ośmiu lat. Ale, jak wszyscy chłopcy z Plemienia, kucał w pobliżu bębniarzy i słuchając ich monotonnego rytmu, bezwiednie kiwał się w jego takt całym ciałem. I myślał. Myślał o Kamiennej Drodze. Już od wielu dni i nocy rozmyślał o Kamiennej Drodze. Odkrył ją przypadkiem. Przypadek spowodował, że Jon złamał Tabu i przedostał się na drugą stronę Rzeki w niedozwolonym miejscu. Wszyscy w Plemieniu wiedzieli, że od czasu przybycia ludzi w długich sukniach i uznania nowego Boga Rzekę przekracza się tylko jednym brodem, nie tym naprzeciw Wioski, lecz tym dużo poniżej jej ostatnich chat. Bród naprzeciw Wioski, najbliższy i z pozoru najdogodniejszy, przestał w ogóle być używany. Stał się Tabu. - Dlaczego? - zagadnął raz chłopiec swego ojca, gdy umiał już stawiać właściwe pytania i słuchać odpowiedzi. - Przecież kochamy już tylko Boga Dobroci - odparł niejasno ojciec. Początkowo Jon nie pojął sensu odpowiedzi ani związku Boga Dobroci z brodem. Gdy po paru miesiącach ów sens do niego dotarł - nie wiadomo w jaki sposób, w Plemieniu nigdy się o tym głośno nie mówiło - Jon zaczął śledzić szamana. Nie wątpił, że ten musi czasem przebywać stary bród w zakazanym miejscu i wędrować w głąb Puszczy po tamtej stronie Rzeki. A jednak - mimo czuwania o świcie, po zmroku, a nawet nocą - chłopiec nigdy nie przyłapał szamana na naruszaniu Tabu. Wtedy zrozumiał, że kapłani tolerują obecność starego czarownika także z innych przyczyn: nie tylko strzegł on Wioski przed zemstą starych bóstw i leczył ludzi; dbał również o to, by nikt z Plemienia nie złamał Tabu, aby wszyscy wypełniali nakazy i zakazy ludzi w długich sukniach. W ten sposób - o dziwo - szaman służył pośrednio Bogu Dobroci. Jona zdumiało to odkrycie. Drugi brzeg był daleko, więc mimo Tabu kobiety z Plemienia nie rezygnowały z prania w Rzece blisko Wioski, a dzieciaki z kąpieli. Przestrzegano tylko jednej zasady: nie wolno było przekroczyć środka nurtu wody. I nigdy nie było z tym kłopotów. Nikt nawet nie próbował zbliżyć się do niewidzialnej, lecz raz na zawsze ustalonej granicy. Wszyscy zresztą wiedzieli, że Tabu pęta ludziom ręce i nogi, odejmuje lekkość oddechu, dusi i zmusza serce do tak szybkiego bicia, że z tego rozpędu może ono stanąć.

3

Dziecko topiło się. Jon zakrzyknął z radości. że Tabu automatycznie. krzycząc rozpaczliwie za każdym razem. Tabu. Tym bardziej bezradni. pęta umysł człowieka. płuca czy serce. wbrew przestrogom starszych. podobnie jak inni członkowie Plemienia. że trzeba o nią pytać. bezbronna dziewczynka. darła na sobie suknie i orała twarz paznokciami . Mimo to ruchy rąk Jona były silne i szybkie. aby postąpił dalej.i chłopiec musiał ją przepłynąć w zakazanym miejscu. by ratował jej dziecko. o dziwo. To Jon skoczył do Rzeki. jak mu się wydawało. którym była mała. Po prostu skoczył. po chwili poczuł grunt i wkrótce stał na drugim brzegu z Gają w ramionach. gdy żywioł pozwalał mu wychylić głowę ponad fale. być może chłopiec od razu ruszyłby w gęstwinę Puszczy.a tymczasem ludzie stali po drugiej stronie wody i milczeli. Gdy schwycił małą za włosy. Tę niedużą. że nic go nie wstrzymuje. by ratować Gaję. nie rzuciła się na ratunek sama. było silniejsze niż odruch niesienia pomocy czego Jon nie wiedział. dostrzegał Drogę. mimo że doskonale umiała pływać. pochwalnego pohukiwania ojca . Spodziewał się zwycięskich okrzyków Plemienia.nie żądała od nikogo. Wiedział tylko. nie pytając nikogo o zgodę. Ale milczenie Plemienia było wymowniejsze niż jego krzyk i silniejsze niż ciekawość chłopca . która mogła już iść o własnych siłach i radośnie podskakiwała. choć zbliżał się coraz bardziej do drugiego brzegu. Zresztą nie zastanawiał się nad tym w swym dwunastoletnim rozumie. Gdy wiosną stopniały śniegi i zaraz potem padały długotrwałe deszcze. Po chwili dziewczynka westchnęła. a ludzie z Plemienia stali nieruchomo.nie odczuły tego. Rzeka gwałtownie wezbrała . Nic . Przeciwnie: kobiety rzucały 4 . Jon nie czuł nic.A jednak Jon został zmuszony do naruszenia Tabu. im szybciej prąd znosił Gaję na drugi brzeg. Coś wołało go. wzywało. paroletnią dziewczynkę porwał prąd w czasie zabawy i zniósł ku drugiemu brzegowi. Nawet matka Gai która krzycząc dziko. Położył ją na kamieniach i tak jak umiał.wziął więc uratowaną dziewczynkę na ręce i ruszył w dół Rzeki. ani jego nogi. usuwał jej wodę z płuc. Ba. Rzeka wyśpiewywała swój bulgoczący rytm. bezradni. a drugi brzeg i głowa tonącej były coraz bliżej. ani ręce. nogi z energią pokonywały rwący nurt. nabrała powietrza i otwarła oczy. Kierował się w stronę wciąż widocznej na powierzchni główki Gai i dziwił się.poza tajemniczym zewem nakłaniającym go. Nie przypuszczał. nikt nie podziękował mu za bohaterski czyn. Gdyby nie mała Gajka i niesamowite milczenie ludzi na drugim brzegu. że złamał Tabu . paraliżuje jego zdolności fizyczne. łamiący się o wystające głazy. by znaleźć używany przez wszystkich bród. ciągnęło. że trzeba ratować czyjeś życie i że to jest ważniejsze od wszelkich Tabu czy jakichkolwiek zakazów starych lub nowych Bogów. Szaman twierdził. W ten sposób Jon odczuł. Było silniejsze niż nakaz ratowania życia członkowi Plemienia. dziękczynnych zaklinań matki dziewczynki. a mimo to chłopca uderzyła dziwna cisza. jak niewidzialna sieć. gdzie. w głąb Puszczy. Gdy wrócił do Wioski z Gają.

Nie tylko Rzeką.Nie możesz skalać domu Dobrego Boga tamtym zapachem… . nie patrząc na syna. a Plemię. kamienne milczenie.Szaman pokręcił głową i nie pytając Jona o zgodę.Dlaczego? .Byłeś na drugim brzegu. .obruszył się chłopiec. muszę okadzić cię dymem”.Jakim zapachem? Pachnę Rzeką. I strach. To one wywołały w ludziach porażające. Wydawało mu się. odnaleźć przeczuwaną Drogę (nie widział jej. Okadzanie świętym dymem było długie i męczące. ratując Gaję? .Co więc zrobiłem źle? . Tyle że nadal nikt nie dziękował za uratowanie dziewczynki. I Rzeka nie zmyje tego zapachu. Lecz szaman miał rację: gdy Jon wreszcie wyszedł z jego namiotu. ale nie wolno przekraczać Rzeki . ciepło. Podobno w Mieście zaczęto nawet budować domy z cegły. sitowiem! . a ojciec rzekł krótko: . Rodzice spojrzeli po sobie.Zrobiłeś dobrze. szaman powiedział: “Zanim udasz się do świątyni. wszyscy w Plemieniu traktowali go jak dawniej .z rubaszną serdecznością. z nosa spływały krople. Trzeba ratować tonące dziecko. drewniane lub kamienne domy. mężczyźni obserwowali go z ponurą czujnością.Czy zrobiłem źle. nawet twoja matka i ojciec.zdziwił się Jon.oto dwa wykluczające się nakazy.dociekał chłopiec. Rodzice milczeli. aby wejść w gęstą Puszczę. . . wyczuł tylko jej obecność w regularnym prześwicie poprzez wysoką ścianę lasu) i… i co? Tego właśnie nie wiedział. a w ustach rósł gorzki smak. że matka Gai spojrzała na niego z wdzięcznością. lecz nie wyrzekła słowa. nie tu! Jak inaczej mógłbym ją uratować?! . że Plemię milczy także wtedy. Jon po raz pierwszy pojął. . I to zapragnął zbadać.wokół niespokojne spojrzenia. Cywilizacja!). rybą. jak się zachować.zawołał chłopiec. 5 . A jednak bardziej niż to milczenie.spytał Jon ojca. wciągnął go do swego namiotu (tylko on mieszkał w namiocie ze skór zwierząt. gdy nie wie. ludzie z Plemienia już dawno zbudowali sobie solidne. . bardziej niż krótkotrwałe odrzucenie przez własne Plemię Jon zapamiętał ów dziwny zew drugiego brzegu. . . Chłopiec zwymiotował. Jonowi kręciły się łzy w oczach. będzie cię unikać.Przecież ona topiła się tam. tamto palące pragnienie. z przekrwionymi od dymu oczami i udał się do świątyni na modlitwę. gdy zasiedli do wieczornego posiłku. .

bóstw i bożąt. aby nie skalał go natarczywy rytm grzechu. co było całym życiem ich przodków…” . nazywając po imieniu. Oznaczało to bowiem. ale by ich przebłagać. Będą umęczeni Nocą Bębnów i swoim rozdarciem pomiędzy lękiem przed starymi bóstwami a miłością do Boga Dobroci. by nikt go nie zobaczył. Zdecydował się właśnie wtedy. (“Trzeba nam czasu. Coś mnie jednak wołało. trzy pokolenia temu.szeptał łagodnie stary kapłan. Dopiero ich nawróciliśmy. a Jon nigdy nie widział nad ich koronami żadnego ptaka. że tej nocy sprawdzi. Ich ręce odmówiły posłuszeństwa. gdy bębny warczały głucho i donośnie. powinienem się bać. prześwit między drzewami oznaczać może na przykład ścieżkę. bo złamałem Tabu. Gorzej może być ze znalezieniem dziwnej Drogi lub z upewnieniem się. zatykając uszy. by ich nadal czcić. że musi to zbadać. a nosił imiona zapominanych powoli starych Bogów. Ta noc była do tego wprost idealna: chłopiec wiedział. odganiał ją. Starzy Bogowie. wysłannicy nowego Boga. I wiem. gdy ludzie w długich sukniach.irytował się młodszy z kapłanów. wydeptaną przez zwierzynę do wodopoju. Jon postanowił. z ciemniejszą niż zazwyczaj głębią. wijów i boginek. Wszystko powinno mnie tam odrzucać. Ezra.Decyzji nie podjął nagle. Nie mogą się od razu zaprzeć tego. Nie po to. Bębniarze raptownie urwali rytm.i myślał: Gdy byłem na tamtym brzegu. Najgroźniejsi jednak byli Bogowie bezimienni. Plemię. bardziej mroczna. Dokąd prowadzi…? Minęło wiele dni i nocy. ale wracała. Puszcza wydawała się tam inna niż ta wokół Wioski: gęściejsza. otrzymali to. czy ona w ogóle istnieje. Jon czuł. Isak. skłębioną ścianę Puszczy. I nocą musi postawić stopy na tamtym zakazanym brzegu. nasłuchując niespokojnego bicia bębnów. Drzewa wydawały się tam wyższe i grubsze. nim Jon poddał się i poczuł. Powinna spaść na mnie kara. że po długiej. skryli się w świątyni i udawali. wciąż doskonale rozróżniało mniej ważne bóstwa i bożęta od groźnych starych Bogów. co im się należało i na pewien czas powinni dać 6 . że tam jest Droga. Przysiadał na pniach nad Rzeką i wpatrywał się w drugi brzeg. mimo że nawrócone. dwa. ale Ezra miał dla nich wszystkich jedno miano: bałwany). Bębnili od wczesnego zmierzchu. że nic nie słyszą . że Rzekę musi przebyć nocą. męczącej ceremonii przebłagania starych Bogów ludzie z Plemienia będą spać wyjątkowo mocno. w czarną. Nie bałem się. Patrząc na spoconych bębniarzy.gdy Plemię obchodziło Święto Starych Bogów. Nie wiem skąd. że Plemię wciąż się ich boi i nie chce ich przywoływać. Choćby najmniejszego. “Trzeba im zakazać tego bębnienia pod karą męki w piekielnym ogniu!” . a nad Wioską od dawna rozpościerała się noc. ale wiem. ta myśl przychodziła do niego krok po kroku. Chłopiec wpatrywał się w prawie czarny na tle niebieskiego nieba zarys lasu . Nie spadła. wodników i strzyg. a zwłaszcza Bezimienny. To nie powinno być trudne. gdy z bębniarzy spływał pot. co wołało go na drugim brzegu. prosić o wybaczenie zdrady. Grzech miał głuche brzmienie bębnów.

gdyż zew płynął najwyraźniej stamtąd: z głębi Puszczy. To nie była ziemia… Jego dłonie wymacały chłodny kamień.Jon! Wracaj! Tabu! 7 . jak wydawało mu się na początku. tym razem także nie poczuł krępującego działania Tabu. Wbrew mrocznym. wstał ze swego łoża i cichutko wyszedł. Kamień. Myślał wówczas tylko o ratowaniu małej Gai. tu. … właśnie tedy usłyszał czysty. gdyż deszczu nie było od wielu dni i dorosły mężczyzna mógłby przejść na drugi brzeg. Wtedy poczuł: już nie szedł po mchu ani igliwiu. starannie obrobione głazy złączone gliną. które się od nich odwróciło. a suche gałęzie zbyt ostre. Jaka była tam? Chłopiec wszedł do Rzeki i chwilę w niej brodził. Puszcza wolno gęstniała. Gdy Jon usłyszał wreszcie ciche poświstywanie ojca i głęboki oddech matki. Żadnego zewu. należało po prostu ruszyć przed siebie. Reszta ludzi skryła się w swych domach. Księżyc nie świecił w tej chwili i było wyjątkowo ciemno.zdecydował. Wody dawno opadły. dzięki obecności drzew. Dokąd podążała. Noc była ciepła. Kamienna Droga. Opadł na kolana i na czworakach ruszył naprzód: wszędzie wokół był gładki kamień. Spojrzał ku bliskiej. a szaman w namiocie. Po namyśle zagłębił się w Puszczę.spokój Plemieniu. kamień. gdyż nagle zza gęstych chmur wyjrzał księżyc. groźnie brzmiącym opowieściom starszyzny. Ruszył dalej ostrożnie. Aby się o tym przekonać. Puszcza rozstąpiła się na boki.Może to powinno być gdzie indziej? Spróbuję powyżej… . wyraźny głos szamana: . Dla dwunastoletniego chłopca środek Rzeki wciąż był głęboki. Jakby powstała wczoraj. jakby wypolerowana. stojącym blisko Rzeki. wprost pod granatowym niebem. Szedł wolno po mokrych kamieniach drugiego brzegu. Płynął rytmicznie i po chwili znów poczuł grunt. ale wciąż niczego nie słyszał i nie czuł. Nie pamiętał. Młodzi mężczyźni usnęli tam. potem trafił na pierwszą głębię i zaczął płynąć. cały wysiłek wkładając w badanie stopami podłoża. . Przynajmniej do dziś. na tym brzegu. niczego nie słyszał. zanurzając się najwyżej do ramion. Kamienna Droga zatem nie była prosta. Grunt pod jego stopami stał się dziwnie gładki. gdzie odłożyli bębny. Widział je teraz wyraźnie. tego Jon nie mógł dociec. Mech pod jego bosymi stopami był miękki. w którym miejscu poprzednio usłyszał zew.musiała to być kość jakiegoś padłego zwierzęcia . krzewy borowiny drobne i kłujące. Wioska spała. Szedł szybko. Nic nie czuł. Przeszedł teraz kilkaset metrów w górę i w dół Rzeki. Jon przykląkł i dotknął dłonią ziemi. a ciepły wiatr osuszał mu skórę. pogrążona w bezpiecznym mroku nocy. kamień… Wielkie. Ale pokonał go z łatwością. Noc zawsze wydawała się Jonowi bezpieczna. linii horyzontu. Wiatr i woda nie zdążyły wyrzeźbić w niej nawet najmniejszej nierówności. Gładka. Chłopiec nadepnął na coś wyjątkowo ostrego . Puszczę dzieliła wijąca się Droga.i wstrzymał okrzyk bólu. I Jon tak zrobił. płaskie.

odwrócił się i ruszył w stronę Rzeki.Czułem.i ci wybrani. .jednoznacznego z zakazem . to znów płynął na skróty tędy. ale zarazem w przedziwny sposób czuł się wolny i niezależny. . Oczekiwał.Poprzednie okadzanie świętym dymem nic ci nie pomogło. Szaman siedział na pniu.zdziwił się Jon. Był wystraszony. ale i w głąb Puszczy.Nie rozumiem! . . .pokiwał głową starzec . 8 . dawno temu. Wtedy nic już nie pomaga. Nie każdy słyszy. .odparł szaman myślom chłopca.Wołałem wewnętrznym głosem.Co mam teraz robić? . że wkrótce nikt nas nie będzie potrzebował.odparł szaman. widziałem. wyzwolony z pęt pełnej nakazów i zakazów codzienności. .zaciekawił się chłopiec. Chłopiec westchnął i rozejrzał się niespokojnie. . . ponury i niezgłębiony jak ona. Nic nie hamowało jego ruchów. a strach nie pętał kroków. aby głos dotarł nie tylko na drugi brzeg Rzeki. jak od wielu dni wpatrujesz się w drugi brzeg.powiedział Jon.Nie wołałem cię dźwiękiem. zwabieni wołaniem czarownika. Więc chyba ty.Znów będziesz mnie okadzał? . Kamienna Droga wołała go i niosła niemal sama.nikt w Plemieniu nigdy nie kwestionuje. Gdy mokry Jon przycupnął u jego stóp. jak ja. gdzie drzewa i krzewy tłumią wszelki dźwięk. Ale myślę. ledwie widoczny w mroku nocy.Szamani . jeśli nie coś gorszego. tylko mocą. jakby wyzwolonego. Nie mówiłeś mi. Westchnął. gdzie od półtorej setki lat nikt z jego Plemienia nie ośmielił się przekroczyć nurtu.spytał chłopiec.Wszyscy śpią. Mimo to podziałało na niego magiczne słowo: “Tabu”. Czekał. że poczułeś zew. że to zrobisz. . Po chwili już był z powrotem nad jej brzegiem.Złamałem Tabu . że mimo nocy zbiegną się kobiety i mężczyźni z Plemienia. że wagi tego słowa . .Wciąż nie czuł Tabu. Jon przywykł. lekkiego. Tym razem nie szukał znajdującego się poniżej brodu: to szedł. którzy go słyszą.A kto umie nim mówić? . czarownik nie poruszył się. . Trzeba było włożyć w ten okrzyk nie lada siłę.Za późno . zostałbyś pewnie plemiennym czarownikiem. tak jakby szaman o tym nie wiedział. dlatego kryj swój talent przed ludźmi. Nikt się nie zbudził . Przeciwnie. Usłyszałeś go. Kiedyś. Może wzbudzić lęk i nieufność.

że wcześniej czy później ludzie. Ale idź. ja już nie. I to mnie przejmuje lękiem. Choćby po to. gdy przestaje się w nich wierzyć. To zbyt dobry Bóg.Więc ją znasz? Byłeś tam? Dokąd ona prowadzi? . Nie odrzucą cię.Plemię mnie odrzuci . gdy nie będą się bać swego Boga. . .odparł bezradnie szaman. . a Bogiem Dobroci i pilnować. żeby Tamten się na nas nie zemścił. a nie przeciw sobie.Tak. co On by mówił. żebyś już nigdy nie postawił stopy na Kamiennej Drodze. Umierają. Lepiej. Ja nigdy nie wypowiadałem się za… za Tego. . . że ich to nie dotyczy . żebyś tam nie szedł. prawda? . że nią pójdziesz.zdziwił się chłopiec.Mój ojciec jeszcze chodził tamtędy.są podobne. . I boję się.Najgorsze…? . że Bogowie… no. by stać pomiędzy Tym.Zatem Kamienna Droga prowadzi do Bezimiennego… . by okazał się silniejszy.Idź do świątyni i pomódl się.On nie gniewa się na nikogo. W Wiosce wciąż pamiętają. . . I widocznie wciąż tak jest.Umarł? Myślałem. Tak zawsze było. łamać Jego przykazania. że ten. . Mogą teraz czcić Boga Dobroci.szepnął szaman.zdziwił się chłopiec.wyszeptał Jon. Idź teraz do świątyni i spróbuj odwrócić swój los. zaczną. I wiem.zmartwił się Jon w dziecięcym odruchu żalu. że On… że umarł. Albo też Jego kapłani będą przemawiać w Jego imieniu.Bogowie umierają.Znam tylko właściwe słowa i mam jej obraz w głowie. a po śmierci udają się do Krainy Zapomnianych Bóstw . ale będą się ciebie bać. .Nie. Jestem już tylko po to. że szedłem Drogą starego Boga .rzekł szaman bardziej do swoich myśli niż do tego niepozornego chłopca.Ludzie na to nie zasługują. I to jest najgorsze .. Znam moje Plemię i inne Plemiona spoza Puszczy . lecz nigdy na niej nie stanąłem .powiedział Jon z lękiem. który czeka na 9 . . Kto raz na nią wstąpił. ale ich agonia jest dłuższa i straszliwsza niż ludzka.Bóg Dobroci pogniewa się. który czeka u kresu Kamiennej Drogi. . gdyby mógł.spytał niecierpliwie Jon. mówiąc nie to. że się komukolwiek sprzeniewierzyli. bez strachu i wyrzutów sumienia. Aby zagłuszył tamto wołanie. choć nie wiem. słucha Jego głosu. Wszystko wszystkim wybacza. Jonie. W końcu zdradziliśmy Go. musi iść. kogo On wołał. Proś Boga Dobroci. Oni już nie słyszą Jego wołania i są z tym szczęśliwi. czy to możliwe. aby mieć Boga Dobroci za sobą. A ja już miałem nadzieję.

starzy czy nowi . Stara Jaga widocznie wciąż w to wierzyła. wiedział też o tym starszy z kapłanów. a nie zaklęcia.krzyknął. ze strzelistą wieżyczką wznoszącą się ku gwiaździstemu niebu. . prosta. aby biczowała sobie do krwi plecy. Na innego nie zasługujemy. który nadszedł. Był groźny wymagający. nie patrząc na obrazy i oparł głowę o ciepłe drewno jednej z szerokich ław. Jon poczuł Jego obecność. odlane w metalu. nie była miejscem Jego pobytu. Ale przecież nie ja będę pouczał nowego Boga.Bóg Dobroci nie po to stworzył ludzkie ciało.końcu Kamiennej Drogi. Podobno dawniej kobiety z Wioski zawsze podczas prania zaklinały wodników. długimi oknami. gdy surowo nakazał odpokutować starej Jadze za ciemne zabobony? Ale przecież kapłan Isak. Na szczęście Bóg Dobroci był nie tylko w świątyni. I nigdy nie pobłażał. gdyż przyłapano ją. bluzki i koszule. malowane na płótnie. by lepiej skupić się na Jego obecności. był wszędzie.gdyż wiedział. aby nie rzucali czarów na spódnice.chciał. . także wtedy. jak przemawiała do wodników w czasie prania bielizny w Rzece. ukląkł. I taki winien być Bóg ludzi.młodszy i gniewny . Więc może Ezra miał rację. Nie chciał słyszeć nauk ludzi w długich sukniach. Isak . formowane w glinie lub w gipsie . z ciepłym światłem łojowych lampek i świec migocącym za wąskimi. mógł też wpędzić jej właściciela w chorobę. Urok wodnika mógł pozostawić bieliznę równie brudną jak przed praniem lub jeszcze brudniejszą.nie spał nigdy. Kapłani spali.pomyślał bezwiednie chłopiec. który straszyłby go piekielnymi mękami. na co zasługują ludzie! A teraz idź już do świątyni. jak Jadze krew cieknie po plecach. On jest inny. Na szczęście obaj kapłani spali teraz w swych domach: stary. Nie patrzył na Jego wizerunki rzeźbione w drewnie. Stała pośrodku Wioski. Jon czuł Go w Puszczy i nad Rzeką. Jon o tym wiedział. wyrwał staruszce rzemienny bat. że żaden z nich nie pokazuje Go prawdziwym. a nawet sprowadzić opętanie. by je kaleczyć! .który pewnie by się zmartwił kłopotami Jona i młodszy. drewniana. że w ciszy wypełniającej świątynię jest 10 . gdy czciło Go całe Plemię. ale Ezra przypomniał sobie chłopiec . w swoim domu i w znalezionym na drzewie gnieździe jaskółki. gdy Plemię w milczeniu przyglądało się. Świątynia była potrzebna tylko po to. Nikomu nie pobłaża. aby Boga utożsamiać tylko ze świątynią. ale Bóg .zmusił raz starą Jagę. Jon ruszył do świątyni. Może nawet nakazałby mu odbyć pokutę? Kapłan Isak nakazywał jedynie modły.Im lepiej ludzie będą Go sobie wyobrażać. choć drugi z nich . bardziej smutny niż zagniewany. Wydawało mu się. pragnął usłyszeć głos Boga.. może jeszcze nie jest za późno… Szaman skrył się w swym namiocie. ledwo wszedł do wnętrza. choć Plemię z Wioski dawno uznało nakazy Cywilizacji: do prania potrzebny był dobry ług. Karał za nieposłuszeństwo. tym mniej będzie do siebie podobny” .jak wszyscy Bogowie. …chłopiec wszedł zatem do świątyni.

Tylko do niego należała decyzja. jak każdy dwunastolatek {teraz już prawie trzynastolatek). Chłopiec wyszedł ze świątyni i. Najpierw . I odwrotnie: niektóre z pieśni sławiły potęgę miłości. lecz zgodę na to. głośnych modłów i pieśni. że obojętne. ale Jon i tak odczuł Jego zgodę. wolał szukać okazji do radości. że nie był to rodzaj sekretu.porozumiewali się ze sobą rodzice przyszłych oblubieńców. a każdy taki przypadek Plemię długo pamiętało. aby uczynił to jutro czy choćby za miesiąc. 11 . Ustalano okres narzeczeństwa . a nawet czasem przekazywało w pieśniach następnym pokoleniom. *** Minęło wiele dni i nocy. Teraz. a po chwili usnął też Jon. która pokonywała wszelkie przeszkody. nigdy nie zrobię niczego przeciw Tobie. Szaman miał rację. narzędzi i broni. gdyż spryt młodych nie mieścił się w wyobraźni starszych!). śpiewanych z uczuciem. Zdarzało się to jednak rzadko. A Ty mi wybaczysz. Decydowano. a Jon. Pójdę. kiedy to zrobi. nawet dawne obyczaje. Matka i ojciec nadal spokojnie spali. to nie po to. czego Tamten będzie ode mnie chciał. Wierzysz mi? Odpowiedz… Bóg Dobroci nie odezwał się. w imię obrazy krewnych dziewczyny lub chłopca. Nowy Bóg miał zbyt wiele zrozumienia dla ludzi z Wioski. tradycyjna pora łączenia w pary młodych ludzi z Plemienia. snem głębokim i bez koszmarów. że musi iść Kamienną Drogą.z rodzicami czy osobno. wślizgnął się cicho do domu. A on się nie śpieszył. co nieuniknione.o złamaniu rodzinnych umów i rodowej wojnie. I zrozumienie. Obiecuję też. Były to pieśni ponure .bliżej do Niego niż podczas wspólnych. Oto po jesieni i zimie następowała znowu wiosna. lecz mogli też zażądać od rodziców zerwania narzeczeństwa i zawiązania nowego.powiedział półgłosem. Bogatsi ludzie z Plemienia na długo przed weselem zaczynali budowę domu dla przyszłej rodziny. Prawie całe dwie pory roku. . Zwłaszcza że nikt nie żądał od niego. którego nie zmieniło przybycie kapłanów z Dalekiego Kraju . Rodzice wymieniali rzeczowe uwagi o ilości bydła. gdy już wiedział. Przebywając na swoim brzegu. Nigdy się nie odzywał. Właśnie nadarzała się taka okazja i chłopiec poświęcił jej całą uwagę. Chłopcu nie było też spieszno poznać tajemnicę Kamiennej Drogi. w Wiosce. Widocznie szaman dobrze chronił Plemię.nie mógł być krótszy niż siedem lat. by Cię zdradzić . Jon nie słyszał zewu. Nie aprobatę. bo muszę. jaką młoda para otrzyma na nową drogę życia. którego odkrycie przynosi szczęście. Z zachowania starego czarownika wywnioskował. owiec.zgodnie z odwiecznym obyczajem. w czym pomagała na ogół cała Wioska. zwierzęcych skór. W ciągu tych siedmiu lat młodzi mogli się polubić. poczuł ulgę. lecz fałszywie. oni sami na ogół nic o tym nie wiedzieli (na ogół. gdzie młodzi zamieszkają po ślubie .Jeśli nawet TAM pójdę. nie zauważony przez nikogo. wiem.

wciąż jednak to szaman najlepiej wiedział. Kupcy. (Pewnie przyszła po sól lub przepis na placki przemknęło mu przez głowę).podobnie jak szaman . byłaby już trochę za stara i można by podejrzewać. że szamana trzeba wypędzić z Wioski.i nie myśleć.ale nikt nie chciał sprawiać im zawodu. iż nikt jej nie chciał. czy z narzeczeńskiej pary będzie zgodne stadło. Gdyby miała więcej. które zezwalało milczeć . Zgodnie z wielusetletnią tradycją. Chłopiec zobaczył ją w swoim domu.mimo porywczości Ezry kapłani byli dobrymi ludźmi . po którym jego wzrok stawał się jaśniejszy. Najstarsi ludzie z Wioski uznali. gdyż któryś z nich . zanim rodziny ustaliły zawarcie narzeczeństwa. by wyszukać narzeczonego dla jedynaczki. że złośliwe bożęta. czy nie uda się czegoś zniszczyć w utrwalonym nowym porządku. wiedzieli. niż sięga wzrok zwykłych ludzi. rozumiejąc swoje Plemię. Plemię po części ze wstydu. nikt nawet o Nim nie słyszał.choćby surowy Ezra . O tym kapłani też nie powinni byli wiedzieć. nikt bez trwogi nie umiał myśleć. Owszem. Nie dlatego. dzisiejszych Bezimiennych. ale za siedem kończyła szesnaście. O mocy i możliwościach dawnych Wielkich. wywodzących się z czasów. że szaman podczas ceremonii zaręczyn szepnął rodzicom słówko. gdy w żadnym z Plemion nie oddawano jeszcze czci nowemu Bogu.instynktownie wyczuwały. lecz początkowo niczego się nie domyślał. Dzisiaj większość starych rytuałów zarzucono. badaniu wnętrzności zabitej kury czy piciu tajemnego wywaru z ziół lub grzybów. pokręcił głową lub zmarszczył brwi. Ale odwiedziny zaczęły się powtarzać. Plemię nie rozumiało. by ludzie w długich sukniach nie wiedzieli zbyt wiele o starych rytuałach i obyczajach. że się ich bało . Matka Gai miała niewiele czasu. Na taki wstyd żadna matka nie chciała narażać swoich córek. One . niekiedy oddawał się szczególnym wróżbom. pomniejsze bóstwa potrafiły sprowadzić deszcz na gotowe do zbioru plony lub wywołać pożar w zagaszonym domowym ognisku. lecz niektóre wciąż były przydatne. a kogo lepiej trzymać od siebie z daleka. Nikt też nie chciał narażać spokoju szamana. …to chyba matka Gai przyszła pierwsza. czyli tyle. czarownikowi wystarczał jeden rzut oka. Ojcowie rzadko kwestionowali ich wybór. wodniki i wije podchodzą niekiedy pod Wioskę.Najczęściej jednak rodzicom udawało się dobrać narzeczonych. ile powinna mieć oblubienica. widział dalej. ba. by sprawdzić. kogo z kim można łączyć. Gaja miała zaledwie dziewięć lat. A zresztą Bogu Dobroci nie ubywało miłości ludzi tylko dlatego. nakazał istnienie Tabu. najpierw porozumiewały się matki młodych. przejeżdżający czasem przez to ukryte w Puszczy miejsce. mówiące o rosnącej odrazie dla czarów i srogim karaniu czarowników. przywozili wszak dziwne wieści ze Świata Cywilizacji. że jest im wciąż potrzebny. Zaślubin udzielali kapłani.mógłby wpaść na pomysł. a pewnego wieczoru ojciec i matka Jona udali się razem do domu dziewczynki. że mądrzej będzie. po części ze strachu kryło przed kapłanami tajniki tej wiedzy. korzystali bowiem z pomocy szamana. Kapłani nie umieli tu doradzić. lecz równocześnie nie chcieli stracić swego szamana. dlaczego szaman miał być karany za swe nadzwyczajne umiejętności. 12 . Ludzie z Plemienia pragnęli trwać w uczuciu dla Boga Dobroci. Czuli. Na szczęście stary szaman.

Twarz pokrywały drobniutkie. naśladując w tym bezwiednie swoje matki. Matkę Ziemię: ciepłą. bure sukienki z lnu . Rodzice ubierali ją w praktyczne. Chłopiec przypomniał sobie dziwaczną opowieść starej Jagi (zanim musiała poranić swoje plecy rzemiennym batem i zamilkła). kucając obok czarownika i patrząc ze zdumieniem na jego pomarszczoną skórę.stwierdził chłopiec. złociste piegi. schowany za grubym pniem drzewa. by ich rodzice doszli do ugody. zanim dla Jona stało się jasne. dodając uroku i podkreślając niespokojną zieleń oczu. Zrozumiał. Jon czekał. kolor jej włosów lśnił barwą jesieni. oczy Gajki wydawały się dla odmiany niebieskie.Chcesz spytać o Gaję .choć zarazem zmienną w tonacji pór roku. że inne dziewczynki często biły swoje dzieci-lalki. że każdy nowy plemienny czarownik jest wciąż tym samym czarownikiem.jego miąższu po rozłupaniu: jasną. z rozłożystością rogów jelenia czy z połyskiem niedźwiedziego futra niż z płcią. poczuł dziwne zadowolenie. niezmiennym od wieków. o czym rozprawiają ze sobą jego rodzice i rodzice dziewczynki. gdzie musiałaby zmienić się w błędny ognik. Będzie kiedyś piękna . nie wiedzieć czemu. strzygę lub upiora. że to właśnie on uratował życie jej córki. bezpieczną i stałą . w odcieniu kremowym. nie żalu za beztroskim dzieciństwem. Rodzice toczyli zatem zwyczajowe. bo dusza zmarłego szamana nie ucieka do Puszczy. nieświadoma niczego Gajka bawiła się lalką przed domem. lecz wchodzi w ciało następcy. . przypominała Jonowi Ziemię. że wchodzi na Drogę wiodącą ku męskości. czy też zadecydował o tym przypadek.pomyślał mimo woli Jon.wymamrotał. a Jon obserwował ją z ukrycia. Chłopiec pomyślał też. że nie będzie mieć nic przeciw temu. Gajka z ogromną powagą bawiła się swoją szmacianą lalką. Starzec wygrzewał się w słońcu przed swym niepozornym mieszkaniem. Tęczówki oczu Gai tchnęły wiosną.Zatem kontakty trwały już pewien czas. któremu piękno kojarzyło się do tej pory raczej z ognistym zygzakiem błyskawicy na granatowiejącym niebie. a złociste plamki piegów były jak lato. Gdy niebo nad wioską było chmurne. biel skóry przypominała o zimie. Odruchowo skierował się do namiotu szamana. Będzie dobrą matką . a cera . długie rozmowy i targi. 13 . Włosy dziewczynki w słońcu przybierały barwę młodziutkiego kasztana. pokrzykując na nie swarliwie. mimo zamkniętych oczu wyczuł obecność Jona.i Gaja. przypominając sobie. W słonecznym świetle wydawało się. obdarzając ją czułością i przemawiając do niej półgłosem jak do prawdziwego dziecka. Jon zastanawiał się. Było to powodem do dumy. Gdy to odkrył. czy na decyzji matki Gai zaciążył fakt. że starzec ma co najmniej sto pięćdziesiąt lub więcej lat.

a Gaja mu zawtórowała. że dla Jona temat Tabu też jest niewygodny. Gdy ją wiązał na kasztanowych włosach. Sąsiedzi zerkali ciekawie przez okna i uchylone drzwi. Już tu byli.Połowę prawdy. nakrapiany drobnymi cętkami policzek. . które oplotły mu się wokół palców.odparł szaman pytaniem na pytanie. Już wiedział. . Zaręczyn w Wiosce nigdy nie urządzano hucznie. że dziewięciolatka jest jeszcze skorym do zabawy dzieckiem.Wasi rodzice ugodzą się .zaciekawił się chłopiec.Co jeszcze mógłbyś powiedzieć. aby uczcić zaręczyny dzieci. mimo woli parsknął śmiechem.. skoro jest to tylko połowa prawdy? .Czy ktokolwiek pyta o więcej? . . pokażę ci. zaraz jednak pytając dźwięcznie: . Jon też nie chciał. . Widać było. by się pobawić. Jon wprawdzie nie nazwałby tego zabawą: czuł się dojrzałym 14 . że dorośli nie chcą wracać pamięcią do tamtego wydarzenia. .zdziwił się Jon. jak się robi łuk . Dorośli zasiedli za stołem. który ona nadstawiła ochoczo. Jon. Jon pocałował narzeczoną w jasny. że jest to wyłącznie jego sprawa: że może liczyć na siebie i nikogo więcej. a one same wybiegły z domu. to też mnie uratujesz jak od śmierci w Rzece? Zapanowało kłopotliwe milczenie.szepnął szaman.Chodź.powiedział wreszcie szaman po długim milczeniu. a dwunastolatek najwyżej udaje dojrzałość. Po prostu: pewnego wieczoru rodzice Gai przyprowadzili odświętnie ubraną dziewczynkę do domu Jona.zaproponował i twarze rodziców znów rozjaśniły się ceremonialnym uśmiechem. Oboje rodzice spojrzeli na nich z udawaną surowością: ceremonii zaręczyn towarzyszyć powinna powaga.Co powiedziałeś? . Żadne z nich jednak nie wiedziało. że on też nie chce pytać. Chłopiec spojrzał na jego pomarszczoną twarz i pomyślał. ale wszyscy wiedzieli. zgodnie z obyczajem. musiał przewiązać włosy dziewczynki wąską wstążką.Nie rozumiem… . gdzie na progu powitali ich rodzice chłopca. w tak małej Wiosce każde zaręczyny były ważnym wydarzeniem.…a jeśli wyskoczy dziki zwierz z Puszczy. Wybrał kolor zielony. Nim goście i gospodarze weszli do domu. . obchodzono je tylko w gronie najbliższych.Będziecie bardzo dobrym małżeństwem .

niespodziewana i bezwiedna. . Bawili się krótko. Ezra jednak wciąż nie był pewien. ale Gajka była jeszcze dzieckiem. aby udać się do świątyni. 15 . który drążył Jona od dnia. przecież razem z rówieśnikami niejeden raz skradali się w Puszczy wokół Wioski.Wezmę Gaję na drugi brzeg i nikt za nami nie pójdzie. a jego rozbawienie pierzchło. dlaczego? . a po części wyzwoli w nim inne uczucia. skarżyli się dorosłym. by dziewczynka mogła go napiąć.Mnie tak łatwo nie znajdą… . Niejasno też przeczuwał. Zakochani uciekali przed bandą dzieciaków. musi się nią opiekować. przypomniała mu o wołaniu Kamiennej Drogi . łącząc ją rzemiennym szpagatem: chciał zrobić łuk na tyle mały. Tropienie narzeczonych i utrudnianie im zbliżenia było najwspanialszą zabawą dzieciarni wszystkich kolejnych pokoleń. obaj mieli wypisane na twarzach. skazując na głód lub pożarcie przez dzikie zwierzęta. Jon miał nadzieję. Ezra. był inny: szamana traktował jak osobistego wroga i tolerował jego obecność w Wiosce tylko na polecenie swego starszego brata. której uroda po części go onieśmieli. krzyczeli na nie. gdy usłyszał zew drugiego brzegu Rzeki. podniosła wielkie zielone oczy i spytała: . .Coś cię boli.Nie. jak narzeczona dorasta. Jon wyginał elastyczną gałąź olchy. że stary kapłan nie obraziłby się za porównanie go z szamanem. jest w niej zbyt dużo dorosłej przenikliwości. czego nie widzieli jego rodzice: skryty niepokój. lecz nic nie było w stanie zniweczyć ciekawości najmłodszych. nabyte z upływem lat. patrząc. a Jon pomyślał ze zdziwieniem. Gaja uczyła się trafiać do tarczy strzałami zrobionymi z zaostrzonych patyków. Umarliby ze strachu! Tabu spętałoby im nogi i ręce! Myśl ta. aby podglądać zakochanych i ich miłosne gry.i Jon odrobinę się spłoszył. Tam dopiero kapłani. Obserwował to u starszych kolegów z Wioski. aby trwało bez przeszkód i doprowadziło do zaślubin po siedmiu przepisowych latach. że jak na dziewięcioletnie dziecko. Mała Gajka dostrzegła to. Isak. Chłopiec wiedział. Gdyby mógł to bezkarnie uczynić .pokiwała główką.wygnałby starca do Puszczy. ale jak na dziewczynę. Chłopiec wierzył. ten który w dziwny sposób przypominał mu szamana: obaj byli starzy. Fragment tego cienia dotknął też dziewczynki i jasna skóra Gai zbielała jeszcze bardziej.Coś cię boli? . w obecności świadków. w dodatku zaręczonym. że w świątyni będzie tylko starszy kapłan. że nadejdzie dzień. mieli pobłogosławić ich narzeczeństwo.pomyślał z pychą. Dziewczynka wyczuła zmianę jego nastroju. zrozumienie dla słabości bliźnich: więcej było w nich współczucia niż gniewu. w którym spojrzy na Gaję nie z rozbawieniem i czułością. Czekali teraz na sygnał rodziców.chłopcem. Młody kapłan. Lub czegoś się boisz . Poczuł się tak. że przez najbliższych siedem lat. jakby z rozjaśnionej słońcem polany wszedł nagle w głęboki cień lasu.

odwlekał więc słuszną. Plemię nie rozmawiało o nich nawet między sobą. że nawet wizerunek Boga Dobroci przybrał srogi wyraz. chęć oczyszczenia Wioski z grzechu. udawał. oczekując. że Ezra podejrzewa go. a nie raptem sześcioro. by okazać radość. Ezra na wszelkie sposoby dawał czarownikowi odczuć. równocześnie prosząc go milcząco. że czasy jego władzy w Plemieniu dawno się skończyły. 16 . w cieniu wielkich drzew. czyjeś ręce podrzucały nocą do namiotu świeżo upolowanego zająca. Jon wyczuł jednak teraz. a Plemię pogodziło się z nieuchronnością tej zmiany. choć sytuacja wymagała.i Cywilizacji. w jego mniemaniu. że złamał plemienne prawa. dlaczego kapłan Isak był aż tak inny: chwilami nawet wydawał się być z innego świata. Kapłan patrzył na wchodzących surowo. twardym głosem.jak zareagowałoby na to Plemię . jak spacerując za Wioską. ba. Jon parokrotnie widział starego kapłana z jeszcze starszym czarownikiem. o jakieś konszachty z… właśnie. a zwłaszcza Ezra. Starcy nie zauważyli chłopca i Jon dałby głowę. gdy młody kapłan zbyt niegrzecznie potraktował starego czarownika. . dlatego więc ludzie w długich sukniach zwracali się do siebie “bracie” lub . Plemię wynagradzało szamanowi jak umiało nie zawinione upokorzenia. Młody kapłan nie traktował szamana jako członka Plemienia i czasem. jakim była obecność czarownika. ale gdy był przypadkowym świadkiem takiej jawnej niechęci lub gniewu Ezry na starego człowieka. z kim? Przecież Jon nie wiedział. że nie chcieli. Jego wzrok wydawał się ranić Jona. a dziewczynka spojrzała na niego ze zrozumieniem. Nikt z Wioski nigdy nie rozmawiał z kapłanami o starych Bogach. że go nie widzi. kurze jaja.. że do Ezry musiały dotrzeć wieści o tym. kto go wzywał na drugim brzegu Rzeki. więc też nikomu o tym nie wspomniał nawet rodzicom. gdy niespodziewanie natknął się na niego w Wiosce. Chłopiec pomyślał. tak jakby w świątyni były setki wiernych.Nie lubię go . myślał z hamowanym gniewem. Czasem tylko. by ktokolwiek widział ich razem. podobny do tego. Stary kapłan był przeciwieństwem swego brata (Ezra z Isakiem naprawdę nie byli braćmi: to Bóg Dobroci nakazywał miłować bliźniego jak siebie samego lub swego brata. o czymś do siebie szeptali. jaki zazwyczaj gościł na obliczu Jego sługi.szepnął cicho do Gai. u ołtarza czekał na nich właśnie młody kapłan. skądinąd słusznie. …tym razem chłopiec miał pecha: gdy obie rodziny w otoczeniu przyjaciół wprowadziły Gaję z Jonem do świątyni. że woli szamana niż tego akurat wysłannika nowego Bóstwa . że starzec pokornie zejdzie mu z drogi. Ezra tymczasem odetchnął i przemówił mocnym. czy wręcz z innej świątyni niż Ezra. Chłopiec nie pojmował. Jon kochał Boga Dobroci.siostro”). garniec śmietanki lub domowe ciasto z miodem. by trwał nad ich brzegiem Rzeki. Jonowi wydało się.

Jonie i twoja przyszła żona. . że za siedem lat staniecie tu przede mną. nawet jeśli. za który czekają go piekielne męki? Bałwany. straszysz wiernych? . gdy on pójdzie tam znowu? Kto. lecz rozkazujący głos starego kapłana. zwłaszcza z twojej ręki.Co będzie. nie są prawdziwymi Bogami . aby nigdy nie stała się jej krzywda. Wszystkie bałwany wokół zostały zniszczone. Dbaj o nią. o tym. na co głupie dzieciaki trafiają. Isaku! Ugryź się w grzeszny język! Wypluj te słowa! Gdyby cię usłyszeli nasi święci teologowie…! Nie wiesz. którego nawet śmierć nie rozłączy… 17 . A gdy natraficie w Puszczy na jakikolwiek posąg bałwana. a potem ciągnął dalej.wzburzył się Ezra.młody kapłan zaczął krzyczeć. że jest to straszliwy grzech.spytał starzec łagodnie. ale Isak odsunął go i sam zajął miejsce u stóp ołtarza. ale Bóg jeden wie.Przestań. a Szatan… . . Będzie mu potrzebna twoja miłość.przerwał mu Isak i dodał szeptem: . że badają oni wszelkie odstępstwa od naszej świętej wiary i potrafią je wykorzenić?! Za każdą cenę? A kto wie. Ty. ty. że zawsze i wszędzie będziecie służyć tylko prawdziwemu Bogu i że żaden z bałwanów. to na waszą przyszłą rodzinę. na wasze dzieci i wasze wnuki. zniszczycie go w imię Boga. spadnie klątwa. lub rozbijecie młotami.Dlaczego. zawsze stój przy nim. Właśnie wyłonił się spośród zakamarków świątyni i stanął obok.Jeśli tego nie zrobicie.To herezja. . nawet gdybyś w niego wątpiła. czy ten chłopiec…! . twoim zdaniem. jeśli będzie uczyniony z drewna. widząc niespokojne twarze obu rodzin. Wierzę. na was.Najpierw przyrzeknijcie oboje. w które wierzyło kiedyś wasze Plemię. Ezro . ale są. nawet przelotnie nie zajmie waszej uwagi. Gaju. Ezro. którym ci ludzie hołdowali. Urwał. wzburzenie Jona i lękliwe zdziwienie młodziutkiej narzeczonej.To jest świątynia Boga Dobroci. . chłopcze. gdy gonią po Puszczy lub przypadkiem przepłyną na drugi brzeg…! zaczął kapłan z pogróżką w głosie. Isaku. gdzie był ten chłopiec! Jeśli nie wiesz. nie Boga Klątwy… . umocnieni wiarą w Boga i zawrzecie związek na wieki. jeśli nie my. patrząc uparcie na Jona: . ma mu wytłumaczyć.przerwał młodemu kapłanowi łagodny. zanim przybyliśmy tu z prawdziwą wiarą… . Jonie i Gaju. gdy będzie z gliny lub kamienia.Błogosławię wasz obecny i przyszły związek. .Ezro! Nie obrażaj ich starych Bogów.. Prześladować was będzie ciąg straszliwych nieszczęść. Wypalicie go ogniem.Chyba słyszałeś. to chyba tylko z powodu głuchoty! .Może nie są prawdziwi.

lecz zaraz zniknął. plemiennego Boga. Isak zerknął w stronę swego brata. .Młody kapłan stał z boku.Nikt nigdy nie powiedział ci Jego imienia? Imienia Tego. Chcę z tobą porozmawiać…” Jon ucieszył się. która weseląc się.Nazywamy go Bezimienny… A zresztą… w ogóle o Nim nie mówimy. zaczął półgłosem: .. przydatnych narzeczonemu. Dlaczego ludzie przez tysiące lat mieliby czcić nie istniejącego bałwana? Jeśli czcili Go. Isak zatrzymał Jona. że nie jest to cała prawda. Bałwanem. chłopcze. Ciepły uśmiech przelotnie pomarszczył mu twarz. który mieszka za Rzeką? .chce udzielić mi nauk. Byłaby zbyt prosta. że jest Bogiem fałszywym. Lubił starego kapłana i każda rozmowa z nim wydawała mu się ciekawa.Byłeś blisko waszego dawnego.Powiedz mi. Jonie. widząc niepokój na twarzy Jona. zamyślony. który akurat gasił łojową lampę w pobliżu.urwał nagle. Jon znowu się zdziwił. że jest daleko. a widząc. Ezro . no to… Nie wiem .Trzeba go wyegzorcyzmować! . Ale ja myślę. że opuścił ich niepokój zasiany przez Ezrę. gdy ten przekraczał szerokie drzwi Domu Boga i szepnął: .zamyślił się Isak. 18 . Ezra gasił już światła i świątynia wolno pogrążała się w półmroku.Do Światowida? Kto to? Teraz z kolei zdziwił się stary kapłan: . Młodszy kapłan. Ezra zapewne powiedziałby ci. Nie patrzył na grupkę ludzi. rozjaśnionym jedynie wątłym blaskiem kilku świec. aż echo przetoczyło się przez świątynię: . . a Jon zdziwił się: .Odejdź. Zapewne Isak… . w których przechowywano rytualne szaty i pobożne księgi. Jonie.odparł Isak stanowczo i kapłan gniewnie ruszył za ołtarz. ów Bezimienny nosi imię Światowida. jakby nie umiał rozstrzygnąć żadnej z tych kwestii. tylko szczerze. czy zamierzasz iść do Światowida? spytał Isak.Tak. wychodziła ze świątyni. Jednego z wielu. zakrzyknął donośnie.Więc szaman rzeczywiście dotrzymuje słowa i nigdy nie Przyzywa imion starych Bogów . lecz najpotężniejszego… Isak znowu spojrzał z ukosa na krzątającego się Ezrę. do pomieszczeń. Widać było. .pomyślał chłopiec . zaciskając wąskie wargi. że On w ogóle nie istnieje.Zostań chwilę.

gdyż wydawało mu się, że kapłani zawsze wszystko wiedzą i nie muszą zadawać żadnych pytań. Znają odpowiedzi na każde z nich, nie mają żadnych wątpliwości. - Zatem Światowid jest czy Go nie ma? - spytał oszołomiony. Ludzie w długich sukniach zawsze mówili, że bałwanów nie ma, że istnieją tylko w wyobraźni Plemienia i wszystkich innych Plemion. Ale przecież on, Jon, idąc Kamienną Drogą, czuł zew. Żaden zew nie może płynąć z Nicości! - To skomplikowana sprawa… - zasępił się stary kapłan. - Tylko młodym wydaje się ona prosta. Dzielą Bogów na Tego Jedynego, który jest prawdziwy i na bałwanów, do których zaliczają resztę. Ja myślę, że inni Bogowie w jakiś sposób istnieją. Ale niektórych, jak Światowida, ludzie powołali do życia własną wiarą, podczas gdy Bóg Dobroci chyba istniał zawsze. Jeszcze nie było ludzi i ich wiary, On już był. Był przed wiarą, przed słowem, przed ludźmi, ba, on był przed drzewami i trawą! I zawsze był taki sam, niezmienny, ponad czasem, ponad wszystkim, co żywe lub martwe. Wystarczyło tylko w Niego uwierzyć i już wiadomo było, że nie tylko jest, ale był, rozumiesz? Najpierw był On, a dopiero potem wiara w Niego. I zawsze znaczył to samo: Wszechdobroć, Wszechmiłość, Wszechmoc, Wszechzrozumienie, choćby nosił wciąż różne imiona, zależnie od miejsca, gdzie go wyznawano. Tymczasem Bogowie, których powołuje się do istnienia jedynie wiarą, przybierają cechy nadane im przez ludzi. Najpierw jest wiara, a dopiero potem Bóg utkany z tej wiary. I Światowid był… jest… był Bogiem okrutnym… - Powołała go do życia wiara mojego Plemienia? - spytał Jon. - Powołał go do życia strach twojego i innych Plemion, dlatego jest groźny. Gdyby był słabym, jednoplemiennym bogiem, przywołanym z miłości, a nie strachu, można by nawet z niego pożartować i nazwać bałwanem, jak chce Ezra. Ale Światowida powołały do istnienia tysiące ludzi, setki tysięcy ludzi przed wielu wiekami! Ci ludzie bali się świata, Matki Ziemi, ognia i wody, wiatru i burzy, wszystkiego, co nieznane i wszystkiego, co znali. Potrzebowali kogoś, kto byłby silniejszy niż żywioły. Powołali do istnienia różne pomniejsze bóstwa, bożęta, wodniki, strzygi i inne stwory, ale to wciąż nie wystarczało. Pragnęli obrony od Istoty, która byłaby mocniejsza niż przyroda. Powołali zatem swą wiarą Światowida. Szybko obrósł w siłę i moc. I równie szybko ludzie uwierzyli, że Światowid, będąc Bogiem potężnym, silnym i okrutnym, wymaga krwawych ofiar, więc… więc On rzeczywiście zaczął ich wymagać. Najpierw składali mu ofiary ze zwierząt, potem z ludzi… - Nie…! - zawołał wstrząśnięty chłopiec. - Porozmawiaj z waszym szamanem - szepnął Isak - to człowiek mądry, od kilkudziesięciu lat stoi między Wioską a Światowidem, chroniąc was przed Jego zemstą. Od stu pięćdziesięciu lat nikt nie składa Mu ofiar z ludzi, zaprzestano też składać Mu ofiary ze zwierząt, więc ma prawo pragnąć pomsty na swych dawnych wyznawcach. Ostatnimi ofiarami z ludzi była para naszych kapłanów…
19

- …nie! - ponownie zawołał Jon, czując chłód, mimo ciepłej pory, ale stary kapłan ciągnął dalej: - …para kapłanów, którzy dotarli tu jako pierwsi ze słowem naszego, a teraz już także wspólnego Boga. Tak, Jonie, twoi pradziadowie zabili ich w okrutny, męczeński sposób. Nic na to nie poradzę, taka jest prawda. Mimo ich straszliwej śmierci, nadal przybywali tu, do Puszczy, nowi kapłani i zakonnicy. Udało im się ocalić życie, gdyż twoje Plemię zaczęło słuchać o Bogu Dobroci. Wcześniej chyba nie rozumieli. A potem powoli, bardzo powoli zaprzestano wierzyć w Światowida. On o tym wie. Czuje się zagrożony i bezsilny, gdyż razem z agonią wiary w Niego umiera On sam. Inni wasi plemienni Bogowie już dawno zmarli, gdyż wiara w nich była słabsza, ich istnienie tylko tliło się jak ogień świec i zgasło. Ale On wciąż trwa. Trwa resztką sił, Jonie - zakończył stary kapłan i urwał. - Kiedy ludzie przestali mu składać krwawe ofiary? - Gdy przybył tu starzec Aron, nasz największy kapłan, który zmarł w powrotnej drodze do Dalekiego Kraju, dokładnie przed stu czterdziestu siedmiu laty. To on pierwszy zasiał w waszych Plemionach ziarno miłości do Boga Dobroci. Powoli, powolutku przestali składać ofiary Światowidowi, najpierw z ludzi, potem z cieląt, saren, zajęcy i kur, przestali odwiedzać Go, a nawet wymieniać Jego imię. W ten sposób zrodziło się Tabu: zakaz przechodzenia na drugi brzeg Rzeki, zakaz modlitw do Starych Bogów, zakaz nazywania Ich po imieniu, zakaz przechowywania w domach Ich wizerunków z gliny, drewna czy słomy. Tabu pomogło Starym Bogom zapomnieć, że mieli wyznawców. Pomogło im godnie i bez bólu umrzeć. Wszystkim, poza Światowidem. On jeden miał swoje Kamienne Drogi. Do innych prowadziły tylko polne lub leśne ścieżki. On jeden był gigantem, tamci byli maluczcy; więc poddali się bez walki i pomarli. On trwał. Kolejni kapłani, którzy przybywali do waszej Wioski i innych siedlisk ludzkich w głębi Puszczy, nakazywali Go zniszczyć. Ludzie z waszego Plemienia i z innych Plemion brali potężne, żelazne młoty, łomy i próbowali wypełnić nakazy “ludzi w długich sukniach”, jak nas tu nazywano. Bali się Go niszczyć, lecz próbowali, byli rozdarci lękiem między starymi a nowym Bogiem. Nauczyliśmy ich przecież, że nasz Bóg jest najpotężniejszy i najlepszy, choć nie znaliśmy waszych Bogów i niewiele mogliśmy o nich powiedzieć… Ale choć ludzie z twojego Plemienia i wszystkich Plemion wokół robili co mogli, by zniszczyć Światowida i choć było ich tak wielu, nie tylko nie udało się im Go unicestwić, lecz nie zrobili w Nim nawet małej, choćby najmniejszej rysy. Teraz widzisz, dlaczego pozostało nam jedynie Tabu. Tabu nie zrodziłoby się ani nie działałoby bez pomocy waszego szamana. Niektórzy z nas, kapłanów, bardzo nieliczni, umieją czasem czynić cuda, ale Tabu… Do utrzymania Tabu trzeba prawdziwego czarownika. Twoi prapradziadowie mieli i wy także wciąż macie szamana. Nikt od dawna nie chodzi na drugi brzeg Rzeki. Światowida pozostawiono samemu sobie… Jon, wstrząśnięty, słuchał starego kapłana. Do tej pory żaden z dorosłych nie rozmawiał z nim tak szczerze o sprawach związanych z Tabu. Słowo ,,Tabu” zamykało
20

wszystkim usta, nikt nie starał się nawet dociec, co ono naprawdę oznacza. Przyjmowano do wierzenia: Tabu - zakaz, milczenie, klątwa. Tylko tyle. Nawet szaman, strażnik Tabu - milczał, wypełniając swą misję. Chłopiec po raz pierwszy usłyszał imię Boga z drugiej strony Rzeki i dowiedział się, że przez tysiące lat tysiące ludzi oddawało mu cześć. Skoro tak - musi On być potężnym Bogiem… - Pewnie wolałbyś, żebym tam nie szedł - szepnął Jon. - Boisz się, że gdy pójdę jako Jego wyznawca, On stanie się znów mocniejszy. A ty chcesz wierzyć, że On w końcu zniknie, wraz z brakiem wiary. Ale ja nie jestem Jego wyznawcą. I nie będę. Ja Go nawet nie znam, mimo że mnie wezwał. A zresztą… kocham Boga Dobroci. Wiem, że jest to dobra obecność. Dziś znów ją czułem, widząc w Puszczy łanię, prowadzącą swoje małe. Za łanią skradał się wilk i chciał porwać koziołka. Nagle podniosły się opary z pobliskiego bagna i zasłoniły przed wilkiem całą rodzinę. Światowid pewnie chciałby, żeby ofiarować mu tę łanię i koziołki. Jak wilk. Bóg Dobroci ją ustrzegł. Strzeże też wilka, by nie zdechł z głodu. - A gdyby Bóg nie ustrzegł łani, przestałbyś Go kochać? - spytał Isak. - Och, On ma tyle spraw na głowie, tylu ludzi i tyle ich kłopotów! Nie zawsze ma czas, by wszystkim się zająć. Ja Go rozumiem - rzekł Jon, a stary kapłan uśmiechnął się na to wyjaśnienie, myśląc w duchu, o ile łatwiej być dwunastoletnim chłopcem niż starym człowiekiem. - Isaku, jeśli pójdę Kamienną Drogą, to tylko po to, by dowiedzieć się, czego chce Ten, który mnie woła - zakończył Jon. - Dobrze. Idź. Lepiej, żebyś to ty poszedł w tę Drogę, niż żeby On, zniecierpliwiony, wezwał kogoś słabszego. Ale nie śpiesz się. I zanim pójdziesz, przyjdź do świątyni… - Chcesz mnie wyegzorcyzmować? - spytał chłopiec. - Nie. Chcę cię pobłogosławić, żeby w Drodze, skoro już musisz nią iść, chronił cię nasz Bóg - powiedział Isak i pogłaskał Jona po jasnych włosach. *** Jon nie śpieszył się na drugi brzeg Rzeki. Mijały kolejne pory roku: śnieg to sypał, to znowu topniał, liście drzew rodziły się w kolorze jasnej zieleni lub sfruwały spurpurowiałe, zaścielając ziemię. Gaja powoli zarzuciła zabawę lalkami i zaczęła towarzyszyć chłopcu w polowaniach, a dwa kasztanowe, dziecinne warkocze zamieniła w jeden, spleciony na karku. Niekiedy rozplatała włosy i gdy opadały burzliwą, połyskującą kaskadą, Jon czuł w sobie dziwne drżenie i pragnął ich dotknąć w inny

21

w jasny dzień. szczęśliwą. radośnie goniły dwunożną istotę. Nikt go nie potępiał. które całe. Starszy o parę lat Jon pojmował to lepiej niż dwunastoletni wyrostek. Sobie tylko znanym sposobem dziewczynka odkrywała.lecz wciąż nie wiedział. czy nie.Tabu! .sposób. a w okolicy serca poczuła dojmujący ból. wnosząc to z jej zwinności i celności oka w strzelaniu z łuku . a nie mroku nocy. że pod opieką narzeczonego może poznawać tajniki Puszczy. iż wie. potarzać się z nimi w trawie. Jon zaś odwrócił się i krzyknął: .ale na przyjaciółkę zwierząt. Nadawano go każdemu z młodych. czy chce. że nosi on miano Jona w Drodze. wspinać się na wysokie drzewa i podpatrywać ptasie gniazda. Gajka! 22 . Gaja patrzyła na Jona innymi oczami. lecz miano tym razem brzmiało szczególnie: Jon w Drodze.i gnała tam wówczas. lisami. W ten sposób Plemię dało do zrozumienia. Skoro Plemię i tak wiedziało. tkwiłaby tam całą noc. matka rozpaczliwie nawoływała. ale nie tylko… Do ślubu brakowało już tylko trzy lata . nietknięte. W dodatku szaman groził jej z oddali sękatym kijem. Dzikie zwierzę nic jej nie zrobiło: w zapachu jej ciała i włosów poczuło bowiem zapach swych małych. niż robił to wcześniej. zniekształcającego wszelkie miary i potęgującego lęk. że chłopiec usłyszał zew Bezimiennego.wszyscy w Plemieniu wiedzieli. Gaja musiała salwować się ucieczką na drzewo. Raz niedźwiedzica przyłapała ją. Gaja już w połowie Rzeki doznała skurczów w nogach i całe jej ciało zaczęło buntować się przeciw dalszemu marszowi. kiedy niedźwiedzica zostawia małe w legowisku. chciał tylko poznać drogę ku Niemu. W przeciwieństwie do narzeczonego. przyjaźnić się z młodymi wilczkami. Delikatniejszy. połączonego z lękiem. Tym razem zrobił to jednak jawnie. Gdy ujrzała. jak chłopiec przekracza Rzekę w zakazanym miejscu. a nawet z niedźwiadkami.jak wszyscy się spodziewali. I pewnie. nikt się od niego nie odsuwał. lecz niekiedy w oczach rówieśników lub starszyzny Jon dostrzegał szczególny rodzaj zaciekawienia. że pewnego dnia chłopiec będzie musiał udać się na drugi brzeg. Okazało się bowiem. choć nikt o tym nie mówił . idąc na łowy . nie wiedziała nawet. bawić się z nimi jak szczeniak ze szczeniakami. A zresztą. gdy się zaręczył. Oczy jego rodziców wyrażały jedynie smutek i troskę.gdy Jon po raz trzeci przekroczył Rzekę w zakazanym miejscu. tak. W tym celu potrzebował światła dnia. Ale Tabu nie było niedźwiedzicą. ale ponieważ wierzyła w naturalną szlachetność zwierząt . Było czymś znacznie mocniejszym. natychmiast za nim ruszyła. aby dokarmić niedźwiadki miodem. że poczuł zew .skradanie się i oszukiwanie bliskich nie miało sensu. a Gaja… Gaja niczego się nie domyślała.zeszła z drzewa i wróciła do Wioski. na oczach całego Plemienia. jaki miałby to być dotyk. żartobliwie szarpiąc ją za warkocze . Nie zamierzał iść do Światowida. gdyby nie była Gają. Straciła oddech. że Gaja nie rośnie na łowczynię . zaryczała groźnie i wyciągnęła potężne łapy. nawet najdzikszych. Była coraz piękniejszą dziewczynką. a nawet nadali mu przydomek.Tabu! Tabu.

nie po tej stronie 23 .Jeśli jednak Droga wije się.To słowo sparaliżowało dziewczynkę: zatrzymała się pośrodku nurtu i bezsilnie patrzyła. lecz nie był pewien. O wiele szersza. Mogliby wówczas widzieć z oddali Jego sylwetkę i zbliżając się. niż sądził po dotyku sprzed lat. .przeszło chłopcu przez głowę. patrząc w ślad za znikającym chłopcem. kto tę ciekawość wciąż czuje. straszyła klątwą i własnym lękiem? Gaja tymczasem patrzyła gniewnie za narzeczonym. . gdy ratował Gaję. Droga była szeroka na kilkanaście kroków dorosłego mężczyzny i rzeczywiście nie biegła prosto. który padł z ust szamana.Czemu tam szłaś? .uderzyła go odmienność Puszczy po tej stronie Rzeki…. A skoro tak odwlekali… Gdy Jon pokonał pierwszy zakręt. Lecz to jest tylko jej początek . blisko brzegu Rzeki. I właśnie teraz. Jon nie widział jej końca. Tego nikt nie wie. wnosząc z układu drzew na horyzoncie. Wtedy Droga byłaby prosta i krótka. czy wyniknie z tego coś dobrego. .albo z wielkiego strachu. usłyszał zew Bezimiennego i wyczuł istnienie Drogi.gdy odkrył w nocy Kamienną Drogę. lecz wiła się.zdziwiła się. znalazł ją znowu. znaczy to. Pojęcie Tabu już dawno zabiło ciekawość Plemienia wobec drugiego brzegu i szaman z niepokojem stwierdził. Pomyślał. która czepiając się nóg przyszłego męża. udaremniałaby mu wędrówkę do Bezimiennego. że Gaja z Jonem do siebie pasują. w Puszczy. Pomyślał. aby te głazy obrobić do gładzi i znieść je tu wszystkie.Tobie nie wolno. drugi raz . w dodatku dziewczynkę. . chcieliby Go jak najszybciej zobaczyć. w którym pielgrzymujący staną twarzą w twarz ze swoim Bogiem. Taki wysiłek podejmuje się z wielkiej miłości . jak narzeczony staje na kamieniach na drugim brzegu Rzeki. .Gdyby to chodziło o miłość. …była inna. lecz jedynie najbliższy zakręt. niż wyobrażał sobie wtedy. że pierwszy raz widzi kogoś. Jon po raz trzeci stał na drugim brzegu Rzeki w zakazanym miejscu: pierwszy raz był tu prawie pięć lat temu.odparła buntowniczo Gaja. wyłożona większymi głazami. nie.spytał szaman. Może Jon powinien mieć inną narzeczoną. Wiemy tylko. odczuwaliby coraz większą radość .do Boga wciąż było daleko . a na twarzy szamana odbiło się zdumienie.Dlaczego? Chcę wiedzieć. Tam. I właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszała przydomek chłopca: Jon w Drodze. który powoli znikał wśród starych drzew Puszczy na drugim brzegu Rzeki.westchnął szaman. Stojąc na jej skraju. kręci. że ludzie przed wiekami musieli bardzo się natrudzić.W jakiej drodze? . Zazdrościła mu. aby dostrzec drugi . gdzie Droga się zaczyna. . w nocy. jak wówczas zapamiętał. gdzie idzie Jon i co tam jest . że jej budowniczowie pragnęli odwlec moment. po krótkim błądzeniu. na drugim brzegu.

Jon przyjrzał się teraz drzewom: były o wiele wyższe i potężniejsze niż wokół jego Wioski.szepnął do siebie .i wtedy poczuł zew. Przystanął na chwilę. dudniące i zarazem dziwnie bezdźwięczne wołanie. Puszcza była inna właśnie tu . które usiłowały oplatać się wokół jego stóp. Prawie nigdy nie słyszał w lesie swego oddechu. że On jest właśnie tam. . Jon odkrył je wtedy. nie do dysput. Musiało. pełen lęku i zarazem odwagi. nie wiadomo co. odległy zakręt. Nawet krzewy wysuwały długie. że z tym Bogiem nie można rozmawiać. Zatem dopiero za nią… Za nią musiało kryć się TO COŚ. Czyniło to powyżej lub poniżej Kamiennej Drogi.GRDBGHGBZW… . Tu panowała cisza. szurające skradanie się zwierząt wśród krzewów. za trzecim zakrętem. Zawrócił . Zdawał sobie sprawę. naprawdę Go usłyszał. Już wiem. bezlistnych konarów. owady wymarły. Coś usiłowało zmusić go. po której Jon teraz stąpał.Wracam . które też zaczęły nachylać się ku niemu jak ramiona olbrzyma. ku swemu zdumieniu. że horyzont zamyka czarna ściana potężnych drzew. Poczuł tylko. I tak nie pójdę dalej bez błogosławieństwa Isaka. pokonując drugi zakręt Kamiennej Drogi. Puszcza była inna w tym miejscu. gdy uparcie kroczył w dół. Zdumienie początkowo przeważyło nad strachem. od zielonych macek krzewów i czarnych. mocno. ale puść mnie! 24 . a Jon ruszył dalej. w stronę Rzeki. zielone macki. . bo przecież Plemię wielokroć przekraczało Rzekę. świst i szelest traw. gdy usłyszał swój oddech.Wrócę! Przyrzekam. Na Drodze do Światowida. potężną obecność. owady. a drzewa bały się poruszyć. Od setek lat części Puszczy nie tknęła siekiera człowieka. do opasania pni drzew trzeba by kilku ludzi. On przywykł do Posłuchu. gdyż Jon wyczuł obcą. Jon przeszedł na środek Kamiennej Drogi. żeby być jak najdalej od ciemnej ściany Puszczy. ułożonej z gigantycznych głazów mozaiki.wystarczy. Zagłuszał go szum liści na drzewach i skrzypienie konarów. zwierzęta i drzewa milczą. aby go zatrzymać. udając się na polowanie. Głos Boga zamilkł. Co oznaczało? Jon nie pojmował jego znaczenia. że jego serce przez kilka sekund biło dokładnie w rytm słów Bezimiennego: wolno. Jej inność polegała głównie na MILCZENIU. brzęczenie owadów. śpiew ptaków. że wrócę.wokół tej niezwykłej. żeby lepiej było słychać Głos Boga pomyślał chłopiec i nagle. a do wdarcia się w głąb lasu niezbędny był topór. coś odpychało jego nogi od kamiennego podłoża. Z ulgą ujrzał. odwrócił się twarzą w głąb Drogi i zawołał. Jakby ptaki i zwierzęta nie chciały zapuszczać się w te okolice. Ptaki.Rzeki. aby szedł dalej. boleśnie.niosło się Puszczą głuche. że przed nim rozpościera się trzeci. .

gdy stał na właściwym brzegu . na tym drugim brzegu Rzeki? Jak wygląda ten… Bezimienny? Czy się Go boisz? A czy nie jest mu smutno. zadając coraz to nowe pytania. Jon wolał rozmowę z szamanem niż z Gają. . a przed nim nie wiedzieli tego dziad i pradziadowie. Nie wiem. Wiem. Kamienna Droga ustąpiła miejsca miękkiemu leśnemu podłożu.wymieniali z nim zdawkowe uwagi o pogodzie. po co tu jestem. że nikt Go już nie odwiedza? .Słyszę je czasem w głowie. a opieka polega na tym.zakończył niespodziewanie szaman. te słowa poskutkowały. Instynkt szeptał mu. Plemię pragnęło udawać. Czasem myślę. skąd wracał. .O dziwo. zdrowiu i dniu tak. Tabu. To Głos Kamienia. . .Długo milczał. Gdybym poszedł… Więc jak tam jest? A zresztą nie mów . to Gaja mówiła. I wówczas Jon pomyślał. że przez tysiące lat nikt nie wiedział. że umarł. Kto z ludzi zrozumie Kamień? Więc zawróciłeś… .przytaknął szaman i dodał: . drzewa znieruchomiały i chłopiec odetchnął z ulgą. . że kto wie.Przestań! . że nie widzą jego zmagań ze słabym o tej porze roku nurtem Rzeki. Wszystko.Jak? Powiedz mi… Nigdy tamtędy nie szedłem. Ale teraz. na które Jon nie zamierzał i nie chciał odpowiadać. Gaja. nim umarł. czy stary czarownik nie tęskni za swoim Bogiem. nie Jemu.powiedział Jon do szamana. Nawet nie próbowałem. gdy wrócił. niekiedy za dnia.Przekazał mi je mój ojciec. gdy przekroczył bród. Jeśli Plemię zawsze milczało. którego nie może odwiedzać i którego nawet nigdy nie widział i zrobiło mu się go żal.On mówi . . Gaja chciała wiedzieć. . mówiła i mówiła bez końca. niż spytał stary czarownik. jakby wcale nie zauważyli.zawołał chłopiec. ale częściej nocą. Ludzie z Plemienia udawali. co znaczą. Chciałem tylko zobaczyć. Macki krzewów wycofały się w głąb Puszczy. a wkrótce zobaczył między drzewami prześwitujące na drugim brzegu strzechy domów Wioski. żeby Gaję trzymać od TEGO jak najdalej. że nic się nie dzieje. Mój ojciec też nie wiedział. a mnie coś trzyma za nogi? Co tam jest.On mówi .Mam się tobą opiekować. jak się do Niego idzie. dlatego sądziłem. rozumiesz? 25 . Po chwili już usłyszał leniwie płynącą Rzekę. odwrócił się plecami do chłopca i schronił w namiocie. Mam służyć Plemieniu.Dlaczego ty sobie tam idziesz. żeby trzymać cię od Niego z daleka.raczej stwierdził.Jeszcze nie jestem gotów. . co znaczą te słowa i nikt nigdy nie będzie wiedział. gdy śpię mruknął szaman.Ale co On mówi? Co to znaczy? Czym są te dźwięki? .

że jest jeszcze bardzo dziecinna. a kobiety… . Co gorsze. o których tyle rozprawiali niektórzy mężczyźni? . ile mogę. że powiem ci tyle. to ja… to ja zerwałabym nasze zaręczyny! .zaczął Jon i urwał. to co będzie później. Silniejsza od mężczyzn.szepnął. musiałbyś zabić.Wdowy karczują same. czy nie udawała tylko płaczu.stwierdził. tyle że odmawiała zabijania zwierząt bez potrzeby.Jeśli już teraz będziesz miał przede mną tajemnice. co to znaczy: Jon w Drodze… Sam chciałbym wiedzieć . ponieważ Baja była najsilniejsza w Plemieniu. W dodatku to. A gdybyś ją zabił. by zmusić go do wyznań. I Jon opowiedział Gai tyle. Wszystko było dopiero przed nim. bo w plemiennej drużynie było kilka znakomitych łowczyń. .Nigdy już nie wezmę cię do małych niedźwiadków! A beze mnie niedźwiedzica rozerwie cię na strzępy. że mężczyźni polują i to są męskie sprawy. Dajmy spokój tej rozmowie . Dziewczynka spojrzała na niego poważnie: . Jon pomyślał.krzyknęła dziewczynka i z płaczem pobiegła do domu. Miała prawie dwa metry wzrostu.ale niewiele miał do opowiadania. nie nadawało się na opowieść. Więc może to nie dziecinna przekora kieruje Gają. ważyła chyba tyle co pięćdziesięcioletnie drzewo. chyba widziałeś przy tym wdowę Baję!! . Co właściwie było tymi “męskimi sprawami”. gdy chcą poszerzyć swoje pola. *** 26 . Oczy Gai już wyschły i chłopiec pomyślał.Męską sprawą jest na przykład karczowanie Puszczy .spytała. Więc mów. że przecież poza nim i Gają nikt w Plemieniu nie chce w ogóle rozmawiać o Bezimiennym.wykręcił się chłopiec. żeby przeżyć. właśnie Gaja wspaniale trafiała do celu z łuku.Sama wiesz. gdy usłyszał zew. w dodatku taka..Przyrzekam. lecz bardzo dorosła ciekawość. Gdybyś ją spotkał przypadkiem w Puszczy. że kto wie.zaśmiała się Gaja. a potem uprzytomnił sobie. . ile mógł i jak umiał . którą porównać można do odwagi niedźwiedzicy? Pobiegł za narzeczoną i dogonił ją tuż przed domem. Za trzecim zakrętem. gdy zostaniemy małżeństwem? . . czego doświadczył od chwili. Była to bardziej sprawa przeczuć. lęków i doznań niż związek przyczyn i skutków.

czy byłaby to miłość. Dziwny. Tamto miejsce zarezerwowano wyłącznie na uczucia dla żarłocznego. Jon wiedział. Zmęczony i podniecony odkrywaniem coraz to nowych tajemnic własnej i drugiej płci. w którym Gaja zwykła myć włosy.zamiast Gai.Dzieci wiedzą. gdy wrócił kiedyś z Puszczy. gdy ten zapach stawał się też jego. Nie chciał też podnieść głowy.choćby we śnie . aby tam . I już znany. a Gaja wciąż piękniała. tak że nasiąkały nim szyja. gdy on był w podobnym wieku i wraz z rówieśnikami gonił po lesie inne pary narzeczonych. Ale wtedy Jon nie widział jasnej skóry narzeczonej. . czarny i tak złowieszczy cień. by nie przekraczali nakazanych granic przed ceremonią zaślubin. czy strach. . co rzuca aż tak długi. której przywódcą był jego młodszy brat. zgodnie z wielowiekowym zwyczajem .powiedział Jon do ojca dorosłym tonem. lecz sen prowadził go dalej: stał oto na mozaice z wielkich głazów i bał się postąpić choćby o krok naprzód. Wioskowe dzieci. do zabawy w te szczególne łowy zachęcała ich plemienna starszyzna. Wtedy . bezdźwięczny.tropiły parę narzeczonych jak myśliwi sarnę. czuł tylko mocny i słodki zapach rumianku. gdy znalazł się niebezpiecznie blisko tej granicy i wrócił do domu pobudzony i szczęśliwy. 27 . narzeczem zyskiwali tylko nocą. ledwie przyłożywszy głowę do miękkiego futra zaścielającego łoże. zazdrosnego Boga. bez względu na to. mimo że wioskowe dzieciaki nie byłyby w stanie ich podglądać. Do jego komnatki wpadło rześkie. co robią . którą prawie stale widywał w sennych marzeniach . zasnął.odparł ojciec i wtedy Jon przypomniał sobie.rodzice nawoływali ich niecierpliwie. gdzie razem z Gają próbowali bezskutecznie uciec przed upartym pościgiem dzieciarni. W ten sposób Jon odkrył. nie prowadził narzeczonej na drugi brzeg. niepokojącym zakątku jej szyi i skraju włosów. ramiona. plecy. Trzeci zakręt przyśnił się Jonowi po dniu. że drugi brzeg nie jest miejscem dobrym do okazywania miłości ludzkiej istocie. Chwile wytchnienia od ich nagłych chichotów wśród gęstego lasu. Mimo wczesnego wiosennego chłodu uchylił okna z drewnianą okiennicą.w całkowitym odosobnieniu . Obudził się w środku nocy.od momentu zaręczyn do ślubu . Jon z chłopca stał się młodym mężczyzną. mocne powietrze .Trzeci zakręt najpierw się Jonowi przyśnił. Lecz doskonale słyszalny. by wracali do domów.Głupie są te dzieciaki .wejść w granice cienia.dotykać jej gładkiej skóry lub kryć twarz w ciepłym. że wówczas. zielonego migotania jej tęczówek. lecz pełen ulgi. brutalnie przerywających wzruszenie kolejnego pocałunku. Wbrew temu. aby zobaczyć. Wystraszył się. do ślubu brakowało już tylko pół roku. że nie musiał .i przyniosło jakiś dziwny głos. Ale wtedy. co Jon sobie wcześniej obiecywał. spocony.ujrzał potężny czarny cień rzucony na Kamienną Drogę. Nie nastąpiło to szybko. że w imieniu Plemienia strzeże się narzeczonych. To “niebezpieczeństwo” okazało się być szokująco przyjemne. gdy nasycał nim swoje ciało i oddech . gdy dzieci spały.

To nie był sen. Jon bezwiednie kiwnął głową. jakby się jej spodziewał. czy wolno tak brutalnie odbierać ludziom ich starą 28 . Coś mnie obudziło.szepnął Jon. Stary kapłan był tu i modlił się.szepnął Jon. nie próbowała go wstrzymywać. Nie sądziłem jednak. . Wzrok dziewczyny. rozdzierają wątpliwości. że boi się lodowatego dotyku wody. Tego dnia Jon skoro świt wyruszył na drugi brzeg. Widocznie słyszą Go jeszcze ci. . których. a po namyśle dodatkowo złożył dwa palce na krzyż.Już czas . jeszcze tej samej nocy. Gaja nie wołała za nim. …tak. Dziewczyna udawała. podskakiwała to na jednej. . a obok niego nerwowo poruszającą się narzeczoną. Sprawiał wrażenie. .zdziwił się chłopiec. gdy Bezimienny wreszcie umilkł. Widocznie tracił cierpliwość i wzywał swego wybrańca z drugiego brzegu. przyklękając obok niego. że nie musi budzić Isaka. On mnie wołał. poważnym spojrzeniem. Miał nadzieję. że słyszę jakiś dźwięk… Pewnie złudzenie lub zły sen. dlaczego Plemię nazywa go Jonem w Drodze.Nie wiedziałem. choć poza chłopcem i szamanem nikt z Plemienia i tak nie usłyszał Jego głosu.GRDHGBHZW… To był głos starego Boga. Nie był zdziwiony jego wizytą o tej porze. że narzeczony musi kiedyś pokonać trzeci zakręt. to na drugiej nodze. Gdy opowiedział jej.zobaczył nieruchomą sylwetkę starego czarownika. nim zbudzi się Gaja. Tak naprawdę patrzyła za Jonem długim. że je poczuł na swojej skórze. udając. żeby uspokoić narzeczoną. a jego ciepły oddech wionął mgiełką pary w chłodną noc. Nie chciał. że to Jego głos. .. że Jego głos słyszy ktokolwiek poza szamanem i mną . Wydawało mi się. Ale gdy już stał na drugim brzegu i bezwiednie obejrzał się w stronę Wioski .Przyjdę. Jon ocknął się ze snu i poszedł do świątyni. by próbowała pokonać pętające ją Tabu. zdawał się pytać Jona. przyrzekam. . przypominając o obietnicy. by się niepokoiła ani. który znowu wypowiadał swe niepojęte dźwięki.Dobrze . ale już nie mów. tym bardziej. że zdąży. Ku swemu zdumieniu stwierdził. Na widok Jona przymknął oczy i kiwnął głową. tak jak mnie.Wiem. że chlapie się w Rzece. Jonowi wydało się. zrozumiała. mimo znacznej odległości. Nie strasz Plemienia… Bezimienny zamilkł. czy dopełnił przyrzeczenia danego Isakowi: czy był wcześniej w świątyni po błogosławieństwo.

Nie wiem. Jon wierzył. A zresztą wołała go Kamienna Droga: nie musiał jej szukać wśród gęstwiny krzewów i drzew. a każdy z nas.Nie zobaczysz. nawet gdy są mniej piękne i gładkie niż gotowe formuły. co jest w środku. tak głęboki. Szedł nią szybko i bez wahania dlatego.zbliżał się do trzeciego. Jon nie lubił tej pory dnia. bożych sług. . których młodszy kapłan uczył wybrane wioskowe dzieci. że Bóg woli. Nie rozstawaj się z tym woreczkiem. Zwrócił się do chłopca i zawiesił mu na szyi mały skórzany woreczek. Wolał wiedzieć.rzekł Jon. Jon ukląkł koło starca i zwrócił się do Boga Dobroci. . . jakby nigdy się z nim nie rozstawał. gdzie skraj Kamiennej Drogi stykał się z niebem. Jonie. -. od razu znalazł pierwsze gładkie głazy.dodał niezrozumiale kapłan. na którym zawieszony był woreczek i wszedł w mroczną Puszczę po drugiej stronie Rzeki. Osłonił oczy dłonią przed jaskrawymi promieniami i patrzył. tak młody i niedojrzały.uśmiechnął się łagodnie. Może powinniśmy czynić to inaczej? Całkiem inaczej? Ale jak? . bo to za małe . lecz mocny rzemień. gdziekolwiek pójdziesz . ma inną receptę na jego skuteczność . głowiąc się nad smutkami starca. ku czemu szedł. Pokonał pierwszy i drugi zakręt. o czym mówisz . …Jon odruchowo poprawił teraz cienki. będziesz musiał decydować o sprawach przekraczających po wielokroć twój rozum i wymiar losów twojego Plemienia. Czuję bowiem. był aż tak długi. iż zew był silniejszy niż zawsze. że będzie ci potrzebny. Dlatego cień.To ziarnko piasku z Pustyni. który widział we śnie. który rzucało TO.A teraz poproś Boga Dobroci. daleko. Droga wydawała się bardziej ponura niż zwykle. Przywykł mówić do Niego własnymi słowami. po której chodził niegdyś Syn Boga Dobroci. Oderwał wzrok od kamiennej układanki pod swymi stopami i spojrzał w dal: za trzecim zakrętem prześwit między wielkimi drzewami ciągnął się prosto. odcinki. Powstał też Isak. ale stąd nie było widoczne. Będzie cię chronić i podpowie ci właściwe rozwiązanie. a może nie? Lecz ziarnko piasku i tak wyczuło Jego obecność. gdy stało w zenicie i prześwitywało wśród gałęzi. co rzuca aż tak czarne i tak długie skrzydło cienia… 29 . W Puszczy widziało się słońce wówczas. wstał. Tego. Słońce stało dokładnie tam.wiarę? Przecież zabiera się im najgłębszy sens życia. czuję. tak że recytowały je na pamięć. że od tej pory ty. który sam dotąd nosił. które już znał . Może zdążył dotknąć go bosą stopą. Na Kamiennej Drodze szarzał świt. gdy rozmawia się z Nim własnymi słowami. żeby cię nie opuścił. . Gdy skończył.Nawracanie to bolesny trud. Słońce dopiero wschodziło. Już nie oglądał się za Gają i szamanem.zamyślił się stary kapłan.wyszeptał Isak i znów powrócił do modlitwy. nie używać formułek.

poczwórne ramiona. chłopiec był już tak blisko. Stał na czterech nogach. ciemna Puszcza a pośrodku stał On. wiedział. która go wciąż dzieliła od celu. Obszedł posąg jeszcze raz wolno i uważnie. Jon nie wiedział. gdy zbliżył się o kilkadziesiąt kroków. dokąd prowadzą. Szósty głaz tworzył mocną. ociosanych starannie głazów. że nie: posąg Boga tworzyło siedem potężnych. Piąty głaz był niezwykle potężny i wydawał się być szerszy od pozostałych: to były Jego ramiona i Jon nie mógł wyobrazić sobie siły. monstrualnych rozmiarów atrybutami męskości Boga. takie same jak ta. Światowid miał cztery oblicza. Nie miała znaczenia. nieco wypukły. Widocznie każda z nich miała swój trzeci zakręt. Miał cztery wystające pępki i cztery potężne znamiona męskości. Jaka siła zdolna była wznieść je tak wysoko i tak dokładnie złożyć w całość? Najniżej położony czworokątny głaz stanowił stopy Światowida. którą przybył. która byłaby w stanie tego dokonać! Ręce ludzkie wydawały się za słabe: nawet gdyby połączyć ręce setek czy tysięcy ludzi. z wystającym dziwacznie i także monstrualnie powiększonym pępkiem: brzuch Boga. Gdy wzrok Jona padł na najwyższy kamień posągu. jak TO nazwać.zdziwił się i wystraszył jeszcze bardziej.Na końcu Kamiennej Drogi wznosił się ogromny obelisk. krótką szyję. Tak.były to nogi Bezimiennego. już wiedział. Bezimienny widocznie chciał być mężczyzną i pragnął. Drugi głaz wznosił się czterema kolumnami w górę . Kamienna Droga kończyła się owalnym placem. która wydźwignęła je na tę wysokość. ku Któremu zdążał. jedynie tu…? Tu. która tkwiła tu od prawieków. Z czterech stron prowadziły do niego trzy inne Kamienne Drogi. gdyż zew był coraz silniejszy. A może On sam? Może nie istniał WSZĘDZIE. kamienny jak ta Droga. Jon zbliżył się jeszcze bardziej. posąg starego Boga. dokąd prowadziły cztery Kamienne Drogi. dokładnie tam. W pierwszej chwili wydawało mu się. Wokół placu i czterech Dróg rozciągała się gęsta.On… On ma… On ma cztery postacie! Cztery oblicza! . Drogi wiły się i nie widać było. siódmy olbrzymią głowę. gdzie przed wiekami powołała go do życia wiara Plemion? Jon szedł szybko. Dopiero teraz Jon uprzytomnił sobie. Odruchowo zacisnął dłoń na woreczku Isaka. Ale mimo odległości. Coraz dokładniej widział Tego. jak Bóg Dobroci. Otrząsnął się i powoli zaczął okrążać posąg. Światowid… 30 . z realistycznie wyciosanymi. że musiał zadrzeć wysoko głowę. więc skorzystał z bolesnego oślepienia oczu słońcem. ułożonych jeden na drugim. bez wahania. Jon poczuł dreszcze i chłód. Plemię nie znało techniki. …ale oto czwarty głaz. opuścił głowę i jeszcze raz się rozejrzał wokół. że Bezimienny wykuty jest w skale. co to jest: gigantyczny. Patrzył też w cztery różne strony świata. . by nikt w to nie wątpił. Jego wyobrażenie. Teraz. Lękał się tego momentu. że płeć Boga Dobroci nigdy nie była przedmiotem żadnych rozważań. odróżnił trzeci głaz. Wizerunek Światowida.

lecz tym bardziej potężny. Pył osypał się z niej. Ale Jon nie miał na to ochoty i w pierwszej chwili wydało mu się bluźnierstwem. więc długi cień Bezimiennego skrócił się i Jon z uwagą zaczął wpatrywać się w głazy tworzące posąg. skoro nie jest wyższy od drzew w Puszczy. To jest czaszka… Ta grudka jest zmurszałą czaszką małego stworzenia. Były równie gładko obrobione jak te na Kamiennej Drodze. te drzewa sięgały mu zaledwie brzucha…? A może widzi dalej.. Wziął grudkę. Ale posąg nie lśnił. Trzeba by wspiąć się na ramiona Boga. były półprzymknięte. wpół zakryte grubymi powiekami. Bóg wydawał się toporny. a może zając? A to duże. I zdawał się pulsować. Jeśli szczegóły postaci rzeźbiły ludzkie ręce. wypukłym pępkiem. rzucając jasny blask.usłyszał jeszcze raz głos Isaka.reszta była gładka na tyle. tam. obok… Jon miał nadzieję. co powinno być łatwe. Jon zaś zapragnął nagle zajrzeć mu w oczy.Moje Plemię? Niemożliwe! . Cieplejszy. Czy w ogóle je miał…? Tak. nie można było zajrzeć Mu w oczy z tej odległości ani w ogóle z perspektywy Kamiennej Drogi. ale od razu obejmowały potężną sylwetkę. Przeciwnie. nie były one zbyt precyzyjne. Poza znamionami męskości. Wydawał się pochłaniać światło. Cztery pary. . na ile gładki może być obrobiony kamień. I inne Plemiona… 31 . Może to była kuna. z grubsza zarysowanymi wielkimi. Zbliżył się jednak ponownie do posągu i z pewnym wahaniem dotknął go. Jak żywe ciało. łączący się czasem w grudki lub tworzący dziwaczne kształty. najwyżej im równy? Chyba że wtedy. że to nieprawda.wymamrotał Jon.Ale co On widzi. gdy oddawano Mu cześć. niż mi się wydaje? Słońce stało już wyżej.Widzący światy… Mogłem się tego domyślić… . Dopiero teraz Jon spostrzegł pod stopami jasny pył. siedmiopalczastymi dłońmi . Chłopiec przykląkł i wziął go do garści. że to czaszka zwierzęcia. Stojąc u stóp Światowida. ale czuł. . Pył przesypał się przez palce jak piasek. Był ciepły.Składano mu ofiary z ludzi… . a może nawet gładsze. by w nią spojrzeć. Oczy patrzącego nie musiały koncentrować się na ozdobnych szczegółach. Ale pod jedną z par powiek nagle coś zalśniło. niż powinien być kamień stojący w głębi Puszczy. dostrzegało się tylko Jego wielkość. których nie było. ale jądro grudki wydawało się być twarde. Jon zmarszczył brwi w zamyśleniu i sięgnął po jeden z większych kawałków. Jaką twarz miał ten Bóg? Chłopiec cofnął się. Co…? Nie. .przypomniał sobie swoją odpowiedź. .Twoje Plemię.

woli swego sługę w znoszonym burym habicie. ale jeszcze tu wrócę. którzy dotarli do Wioski przed stu pięćdziesięciu laty. A może i szczątki kapłanów.Nie wiem. jaśmin .słodycz nie uciekła. zerwał go i położył u stóp posągu. więc nie upominaj mnie… Bóg umilkł. płatkami suszonego jaśminu i natrzeć ich dłonie miodem. dudniącym głosem. aby . Zboże symbolizowało życzenie wiecznego dostatku dla rodziny. . że muszę wrócić.obsypać młodą parę złotym ziarnem zbóż. który ubrał się na tę okazję w odświętne błyszczące szaty. brokatów i pereł. Wiem.w zgodzie z obyczajem . Ten kwiat też jeszcze przed chwilą żył.W tym pyle leżały gdzieś szczątki zabitych pierwszych kapłanów Boga Dobroci. Uszedł tylko kilkanaście kroków. aby .powtórzył Bezimienny. . że Bóg Dobroci nie potrzebuje złota.jak twierdzono . krzewy i drzewa rosnące przy Kamiennej Drodze nie próbowały go wstrzymywać. Jon o tym wiedział. Plemię uznałoby to za niestosowne. srebra. że być może 32 . . Nie wypadało jednak udzielać ślubu młodym w codziennym stroju. Nie lubił ich wkładać.GRDGHGBZW . Wiele kobiet i mężczyzn z Plemienia stało na placu. starzec bowiem był głęboko przekonany. Miód należało szybko zlizać.aby ich wspólne pożycie zawsze kwitło. atłasu. którą właśnie założyli. lecz by nie zleciały się pszczoły i osy.by przeważała w nim słodycz nad goryczą.powiedział. jeszcze ze stulonym pąkiem.powiedział Bóg bezdźwięcznym. co do mnie mówisz. naznaczając szczęście małżonków bolesnymi ukąszeniami. *** Nie wszyscy zmieścili się w świątyni na zaślubinach Gai z Jonem.Nie licz na krwawe ofiary. ledwo zakwitający kwiat. nie po to. Jon i Gaja stali u stóp ołtarza przed Isakiem. Nim jednak tradycji stało się zadość. która jest jego Drogą. Spojrzał jeszcze raz w twarz Bezimiennego i odwrócił się. Musisz się nim zadowolić . Zaczął wolno powracać tam. Ludzie lubią oznaki bogactwa i Jon pomyślał. a miód . skąd przyszedł. Gdy Jon wracał do Wioski. którzy dotarli do innych Wiosek i których również przywleczono tu jedną z czterech Kamiennych Dróg? Chłopiec wycofał się z owalnego placu. Choć wszystkie cztery Kamienne Drogi wydawały się identyczne. Jon wiedział. Podszedł. .GRDGHGBZW . Jon rozejrzał się wokół. Na skraju Puszczy coś delikatnie się czerwieniło: mały.

Zanim dokończono budowy warownego zamku możnowładcy. których biodra przypominały w obwodzie kilkusetletnie drzewa. Głośno o tym się nie rozprawiało. Panna młoda była piękna. którą niedawno zaczęli wznosić najlepsi rzemieślnicy z całego kraju i zza granicy. co właściwie oznacza przydomek pana młodego: Jon w Drodze. gibką sylwetkę Gai. W końcu mogła to być każda droga! Droga na polowanie. Nikt nie życzył sobie przywoływania niedawnych zdarzeń. gdy ta chciała przystąpić do ceremonii zabicia młodziutkich zwierzaków dokładnie na dziewięć pełni księżyca przed uroczystością. Także goście weselni przebrali się odświętnie. Powstało jakieś dwadzieścia lat temu. do sławnej.cieszył się Ezra. największej w okolicy świątyni.Ciekawe. co by Gaja robiła. droga do sąsiadów na handel wymienny czy droga do miasta.zamiast włożyć szatę z doskonale wyprawionych. którzy lubili krew szepnęła ze złością najstarsza babka spośród weselników. na przykład z okazji żniw czy siewu. że winna ona pod każdym względem przewyższyć pozostałe.Nie wolno zaczynać przygotowań do zaślubin od rozlewu krwi. Nie wszystkim podobało się też.…wyraz coraz głębszej wiary! . .szeptały zgryźliwie starsze kobiety. że Gaja .kapłani ulegają temu wbrew swej woli. jako zbyt szczupłą. który natychmiast ruszył na pielgrzymkę do miasta i po powrocie opisał ludziom z Plemienia plany świątyni. jak nakazywał pradawny obyczaj. z dobroduszną ironią. . Znamiona dostatku wyznaczały pozycję rodzin w Wiosce. które obecnemu pokoleniu wydawały się już historią. niektóre stare kobiety szeptem prosiły o przychylność bożków i bożęta. . Z tego też powodu nikt nie życzył sobie. . liczyło więc tylko o rok mniej niż pan młody. niektórzy w futra mimo letniej pory. lecz inni goście spojrzeli na nią z ukosa i natychmiast zamilkła.Niełatwo jej będzie rodzić dziecko . pomyślano o wzniesieniu świątyni i wszystkie Plemiona zamieszkałe w pobliżu (głęboko w Puszczy lub na jej skraju) zgodziły się z kapłanami. Miasto leżało o pięć dni jazdy konnej. a jagnięta wciąż sobie żyły w jej zagrodzie. brązoworude piegi i wysoką. ale Plemię przywykło do jej urody i prześmiewało raczej. nawet jagnięcej powiedziała matce. W końcu sto pięćdziesiąt lat temu ludzie z Wioski pożegnali starych Bogów. Jedna z wież ma być równie wysoka jak najstarsze dęby! Nieomal sięgnie nieba! 33 .przywdziała suknię z barwionego lnu. zniszczyli ich posągi i posążki i jedynie w najwyższej skrytości. śnieżnobiałych skórek jagnięcych . żyjąc w czasach starych Bogów. aby wyjaśniać.

niby niechcący.Światło. nie został też zaproszony na wesele. Tam zresztą też bym nie poszedł. był nieobecny na ślubie. a nie na końcu Kamiennej Drogi. Starał się o nich przynajmniej teraz zapomnieć. starzec nagle podszedł. bez względu na imiona Bogów. nie na zawsze. jakby szukał na niej jakichś śladów.nieobecność zaś kapłana mogła źle wróżyć młodej parze. Podobnie jak stary szaman. ku gniewowi Ezry i niezrozumieniu ludzi z Wioski. . sprawdzając. gdy usłyszał słowa: Kamienna Droga. Nikt już nie pamiętał starego rytuału i nikt nie chciał pamiętać. Tylko Bezimiennego nie umieli zniszczyć. Z drugiej strony zaprosiny też byłyby zdradą. to było niemożliwe. Szaman przynależał bowiem do innego rytuału niż te odprawiane w świątyni Dobrego Boga. czy ktokolwiek poza szamanem i Jonem pamiętał. jakby czując. co robi. był. W końcu wielkość świątyni dowodziła wielkości uczuć dla Boga! Tak było i tak powinno być. Szaman. skryty pod białą lnianą koszulą. ale obecnym mężem Gai. że niezaproszenie starca było swoistym rodzajem zdrady. Stary kapłan objął go po zakończonej ceremonii. Wydawało mu się. Dobro . potężny. Ale wciąż żył. długo ją potem oglądając. Jon chciał się sprzeciwić decyzji rodziców. obaj wydawali się niektórym nieśmiertelni. uścisnął i Jon poczuł.powiedział i cofnął ostrożnie dłoń. jak chuda.Wyraz pychy… W tak małym mieście taka wielka świątynia… Ludzie pogubią się w jej ogromie . że On wciąż tam stoi. Stary kapłan robił się widocznie dziecinny na stare lata. czy wisi na niej wąski rzemień ze skórzanym woreczkiem. że czczenie bałwanów to śmiertelny grzech. gdy go widzieli.Bierzesz przecież ślub w świątyni Pana. niezniszczalny? 34 . mały. niewidzialny dla innych nawet wówczas. miękki. Dla dobra i bezpieczeństwa twojej przyszłej i obecnej rodziny potrzebna ci jest przychylność Ezry… Jon aż się skulił od wewnętrznego chłodu. Ciepło. Miał to być bowiem czas radości. Plemię to wiedziało. ciekawe. …ale właśnie Isak skończył błogosławić młodą parę i Jon nie był już przyszłym. którego noga nie postałaby w pobliżu czarownika . czarny. ale nie chciał o tym pamiętać w przedweselny i poweselny czas. Zaprosiny oznaczałyby nieobecność Ezry. co dzień przypominając Plemieniu. Tak. rzecz jasna. sucha dłoń dotyka. jego szyi.. płaski. spojrzał uważnie i dotknął woreczka dłonią. że nazywanie przyszłego męża “Jonem w Drodze” oddala go od niej. ale powstrzymał go sam czarownik: . za który przyjdzie zapłacić w tym lub przyszłym życiu. Tylko raz ktoś go dostrzegł: Jon kąpał się w Rzece w pobliżu namiotu szamana. znał swoją powinność. Ezra wiedział. …więc szamana nie było wśród weselników i Jon boleśnie odczuwał jego nieobecność.zmartwił się Isak. Gaja też przestała zadawać trudne pytania.

już na progu. Niosło ze sobą rosnące poczucie bezpieczeństwa. Od pewnego czasu każdy nowo budowany dom był większy niż poprzednie. Jon uwielbiał to słowo. że to jednak Ezra najsprawniej i najszybciej uczył wioskowe dzieci pisać i czytać. Wygodniejszy. który Plemię wzniosło dla młodej pary na skraju Wioski. brał też we władanie wystraszone dusze ludzi. które razem spłodzą. Stary kapłan nie miał już zdrowia ani cierpliwości do pobratymców Jona.i Jon. mimo niechęci. ile z chęci zachowania pamiątek po pradziadach. ale widział. że w niezrozumiałych znaczkach. I Jon zarazem martwił się. Cieszył się z tego . Nadzwyczaj zdolne wysyłał do odległych miast na dalszą naukę w zakonach lub nawet do Dalekiego Kraju. Większy i okazalszy. by zniszczyć ostatnie. by budować większe domy. które dawały więcej światła: pokazał. częściej niż Jon. Pewnie rozmyślał o skąpym czasie. ofiarowując w zamian poczucie bezpieczeństwa. wyczekująca kresu swego życia w odległym klasztorze. że jego rodziną nie stanie się zamknięta. widoczny był znak Boga Dobroci i znalazł okazję. Jon musiał przyznać. od rana do nocy zajmował się powszednim życiem Plemienia. To Ezra. Najzdolniejsze przysposabiał do roli kapłana. co mówią malutkie czarne znaczki w opasłych księgach. Piękniejszy. Jon nie wiedział. Isakowi udawało się czasem zmienić coś w ludziach. On też przekonał Plemię. oprawnych w skórę tomów. Gdyby nie Ezra. Cieszył się. Gdyby nie Ezra.i zarazem martwił. Cywilizacja… Ezra używał tego słowa częściej niż Isak. co jest cenniejsze. Będzie nią Gaja i dzieci. których już nie zdąży zgłębić. Czynił to energiczny Ezra. Ezra też uparł się. coraz cieńsze i bardziej przejrzyste szyby w oknach. wolał samotnie pogrążać się w lekturze opasłych. które czyta Isak. a po wyjściu z niej przywoływało bożęta do pomocy w gospodarskich pracach. Jon nigdy nie należał do wybrańców Ezry. niemal bez wytchnienia. nie mógł tego nie doceniać. obca męska społeczność. w których dzieci i rodzice już nie sypiają w jednym barłogu. kremowych stronic różnorakich ksiąg oprawnych w 35 .Weselnicy ruszyli teraz w stronę domu. jaśniejsze światło łojowych lamp. w setkach szeleszczących. lecz mają oddzielne izby. z Wioski wciąż byłoby bardzo daleko do świata . najmniejsze posążki polnych lub leśnych bóstw i bożąt. Ezra reprezentował Cywilizację . on sprowadził nowe lampy. a widok tych ksiąg wzbudzał w nim niepojętą tęsknotę.dzięki niemu zdawało się. że nigdy nie dowie się. by w każdym z domostw. Prawdziwym domem będzie rozległa. bezkresna Puszcza po obu stronach Rzeki. jak tępić w domach robactwo. ale to nie on przeobrażał zagubioną w Puszczy Wioskę. Ezra uczył czytać i pisać garstkę wybranych dzieci z każdego pokolenia. jak bardzo dzięki młodemu kapłanowi zmienia się na korzyść jego rodzinne miejsce. gdyż wiedział. skrywane przez ludzi nie tyle z potrzeby wiary. Plemię jeszcze długo chodziłoby do świątyni. Przy okazji zadbał. że to świat zmierza do niej przez Puszczę wielkimi krokami. które stawały się też coraz większe. niż wtajemniczać w nie najmłodszych. który mu jeszcze pozostał i o wszystkich mądrościach. że należy co dzień się myć i prać brudne ubrania. Miał przeczucie. Był dobrym człowiekiem. Do Wioski wkraczała Cywilizacja.

I sam nie wiedział. . . Zanim wyszedł z domu. fascynujących światów i że on ich nigdy nie pozna. wyczulony na każde słowo i brzmienie głosu żony. Do końca życia. wracając z Puszczy i wnosząc do domu dwa ciężkie plastry miodu. lecz płynąca z serca. Byli sami. *** . Pokiwał głową bez zdziwienia i dorzucił: .Też . . Półprzymknięte oczy jego żony lśniły jak żywica na pniu sosny. 36 . lecz młoda para zniknęła wcześniej. ale ten tylko pokręcił głową: .Niedźwiedzica znów będzie mieć małe . zostawiłam jej trochę. Ich zniknięciu towarzyszyły rubaszne. patrząc mu prosto w oczy.zaśmiała się Gaja. czemu najpierw poszedł obwieścić nowinę szamanowi. Szaman oprawiał rybę. Weselnicy tańczyli do rytmu bębnów.powiedział. dobroduszne żarty starszyzny. Czasem myślę.Będę mieć dziecko . Weselnicy tańczyli do świtu.Syna. . nie będzie ci potrzebna wiedza z ksiąg. że wcale o nich nie chodzi i w ogóle ich nie ma.potwierdziła. a później rodzicom czy kapłanom. Tym razem był to rytm szybki i radosny. Jon mógł wreszcie wczuć się do syta w zapach rumianku. dzikich ziół.Nie wybrałam wszystkich. wtórowały mu melodyjne piszczałki. gdy Plemię przebłagiwało starych Bogów. choć pełen spokoju.iluminowaną skórę kryją się tajemnice nie znanych mu.poprosił kiedyś starego kapłana.spytał Jon. W zapach Gai. To światło miało już zawsze towarzyszyć Jonowi. objął ją mocno. . który brzmiał całkiem inaczej w tę jedyną noc w roku. udając. W izbie wydawał się on mocniejszy niż na otwartej przestrzeni. Żadne z nich już nie musiało nasłuchiwać natrętnego chichotu i podnieconych szeptów wioskowych dzieci. zapach Rzeki i wiatru. nic o tym nie wiedząc. w ciemności.Naucz mnie czytać . Ona też musi się teraz dobrze odżywiać.Ty jesteś Jonem w Drodze. Tam gdzie się udasz.Też? . że nosisz ją w sobie. która dla nich tej nocy stała się światłem. prawie boleśnie. zamykając za sobą rzeźbione drzwi nowego domu.

.odparł szaman. Tymczasem ty… .spytał Jon.Po raz pierwszy usłyszałeś Jego zew. . . choć miałeś prawo. pragnął obwieścić nowinę rodzinie i Plemieniu. którzy mu źle służą . .. On przywykł słyszeć co dzień głosy tysięcy pątników.spytał Jon. Może nic. Nigdy u Niego nie byłem. ale stary szaman zepsuł wszystko. Słyszysz Jego głos. lecz znam Jego zwyczaje. On nigdy niczego nie daruje.Skąd wiesz.GRDHGBHWZ . Przed trzema miesiącami skończyłeś dwadzieścia jeden. Głucho. Wiem zatem. Nie protestowałeś. czy będzie syn. . skoro nigdy u Niego nie byłeś! .zadźwięczało bezgłośnie w uszach Jona.Ja mu nie służę. czy córka? Słyszałem. Dlatego każdy szaman zawsze miał uzdolnionego magicznie syna. Złożyłeś mu obietnicę. Ty mu nie służysz.powiedział Jon gniewnie. że nie należy do Bogów cierpliwych.Ale On cię przywołał.Ten. że stare kobiety potrafią rozpoznać płeć dziecka po zachowaniu i wyglądzie matki.ucieszył się Jon.Nie wiem.On nagradza. przypominając mu nie wypowiedziane i nie spełnione zobowiązania.Zmąciłeś moją radość z syna . Byłeś u Jego stóp. kogo On wybiera. . .Nie trwałaby długo. On tego nie lubi. jak rosną w nim niepokój i gniew.Jego dar?! I za cóż w ten sposób płaci? . a od wielu lat słyszy tylko głuchą ciszę. co On lubi. Od tylu długich lat było tam tak pusto.Gdy będzie musiał czekać zbyt długo. lecz umie też karać tych. To jest Jego dar .zawołał wściekły Jon. Czekał cierpliwie. Ty ją przerwałeś. czując. ukarze cię. . że nie czuje się już tak samotny. Długo zwlekasz.Więc po ojcu też widać. zawsze ma syna. Chciał nacieszyć się myślą o dziecku. Więc pragnie nagrodzić cię za to. gdy miałeś dwanaście lat. Całe życie mnie o nich uczono. Może wiele . Ale od paru dni znowu mówi… ciągnął szaman. Ale jesteś. gdybyś usiłował o Nim zapomnieć.odparł czarownik. Umie nagradzać. . wędrujących Kamiennymi Drogami.ciągnął szaman.Czego będzie chciał w zamian za swój dar? . .Skąd wiesz? . . Wybrał Cię i przyjąłeś imię “Jon w Drodze”. . 37 . . którzy wiernie mu służyli: szamanów. Kiedyś nagradzał tych.

Młody mężczyzna słyszał każdy swój krok.spytał Jon.Jestem Jonem w Drodze od tylu lat. Stary czarownik w milczeniu pokręcił głową. pozwolił ci pojąć żonę i spłodzić syna. Milczenie Gai było tak wymowne jak kilka wilgotnych kropli. czy wisi na niej skórzany woreczek z ziarnkiem piasku. Zdawała sobie sprawę. mocnym głosem. Był dla ciebie bardzo dobry. aby echo zaniosło te słowa monstrualnemu posągowi. że on i tak tego nie wie. Wreszcie szaman szepnął: . Przecież i bez tego wszystko w nim sprzeciwiało się. idąc teraz Kamienną Drogą. ale nie musiał kończyć. Gaja już wiedziała.. Podobna do niedźwiedzicy. które poczuł na szyi. Ale wciąż panowała tu zdumiewająca cisza. Ptaki nadal unikały zakładania tu gniazd. Jon dotknął dłonią szyi nie po to. Obce. 38 . . Ruszaj w Drogę. to było pewne. A tymczasem jeszcze w nią nie ruszyłem. Zresztą wiedział. krety.Nie pytaj… . Nawet mężczyźni jadący na polowanie nie umieli określić dnia powrotu. Zapadła cisza.Będzie. Teraz chce zapłaty. I o to szło: aby nie wstrzymywała go żadną kobiecą sztuczką. mimo woli obronnym ruchem dotykając skórzanego woreczka na piersi. Żona zrozumiała to. by opuścić dom i ruszyć w Nieznane.zawołał głośno. by nie pytała. ponieważ wciąż czuł w tym miejscu głowę Gai. odsunęła głowę i pokazała jasną twarz bez jednej mokrej kropelki spływającej z oczu. splatały konary ponad jego głową i Droga sprawiała wrażenie węższej niż za pierwszą jego bytnością. gdy powiedział. pozwolił ci przeżyć miłość.Dlaczego mnie…? . Łzy… . . Nie chciał. by Gaja utrudniała mu odejście. Dlatego. gdyż nie wyrzekła ani słowa.. który czekał na niego za trzecim zakrętem. Tych kilka krótkich wypraw się nie liczy. Jonie… I Jon ruszył. Kamienna Droga jakby zarosła gdzieniegdzie mchem lub tak się Jonowi zdawało. Jon był spokojny o syna. jak na Jego obyczaje.Pozwolił ci dorosnąć. A zresztą… . że ona tego nie zrobi.zaczął na wszelki wypadek.pomyślał bezradnie. Gaja da sobie radę i bez niego. Gałęzie wielkich drzew wydłużyły się. A Jon nie wybierał się polowanie.powiedziała Gaja dźwięcznym. że musi spełnić przyrzeczenie związane z jego plemiennym przydomkiem. Ale w tej części Puszczy nie było nawet echa. w którym nie usłyszał drżenia. Nic nie szeleściło w poszyciu leśnym. przerywana tylko śpiewem Rzeki.. Była inna niż wioskowe kobiety. jaszczurki i borsuki widocznie także wolały trzymać się od tego miejsca z daleka. a nawet oddech. chcąc. by sprawdzić. kiedy wróci. . Nie zamierzała pytać. że prosi ją. który się narodzi. jak musi być .Wrócę do domu! . Wtuliła się w ten ciepły zakątek pomiędzy szyją a barkiem i długo milczała.

zmęczony. podejmując na nowo wspinaczkę. Uprzytomnił sobie.zaczął półgłosem. stanął wreszcie na Jego ramionach.Muszę TAM się wspiąć… . Drżenie to. Odpoczywał.szepnął Jon. a stopy postawił teraz na znamionach Jego męskości.Trzeci zakręt pojawił się szybciej. mozolnym trudzie. Ponad nim. z którego wykuto Bezimiennego. spocony. nie wiedzieć czemu. to nie takie trudne dla młodego. by w nie zajrzeć. jakby wspiął się na najwyższy dom w Wiosce.W dodatku nie miałeś dzieci… . ale ironia zaraz zniknęła.najgorszy rodzaj umierania. ale mimo całego ogromu posągu.dla Bogów i ludzi . Czy umierający człowiek nie broni się? Czy On nie ma zatem prawa. silnego mężczyzny. czując drżenie mięśni. pewnie by się zabił. że pępowinami. niby do Niego i urwał.…lub przynajmniej tak sądził . wydawało mu się. w dole. Po długim. Dziwne. niby do siebie. Ale grube powieki strzegły swej tajemnicy i Jon wychylił się w przód. . Dłoń Jona wsparła się na monstrualnym pępku Boga. że pod półprzymkniętymi powiekami posągu coś połyskuje. Nie musiał… 39 . by się bronić? Skazano Go na śmierć przez zapomnienie. od lęku i miłości. niż Jon chciałby zobaczyć. Kamień. że posąg drży wraz z nim. Już tam. Już go tak nie porażał wielkością. wznosiły się ramiona i głowa Boga. złowieszczy cień rzucany przez posąg starego Boga. którymi się żywił: skazali na samotną. jakby wstrząśnięty ludzką bliskością po tylu latach pustki. Był coraz bliżej celu. setki tysięcy ludzi. nie podnosząc głowy i nie patrząc na Niego. Wychylił się. Prawie jak źrenice. Nagle uprzytomnił sobie. wysoko ponad ziemią. Dlatego miał prawo żądać ofiar. Gdyby teraz spadł. były Jego dziećmi. którą czuli i wyrażali jego współplemieńcy. Nie tylko tu. ale Jon i tak słyszał Jego wezwanie. Pulsował życiem. A wiara. I tak czuł tę obecność. . mierząc wzrokiem wysokość i oceniając stopień trudności zadania. że raptem przed stu pięćdziesięciu laty wszystkie Plemiona. przejęło Jona litością. Posąg był pełen wypukłości i wgłębień. był chropawy i ciepły. spoglądając na wyolbrzymione oznaki męskości. Jon objął ramionami ogromną nogę Boga i ruszył w górę. była krwią krążącą w ciele Światowida. Miał dziwne uczucie. Po chwili stał u potężnych stóp gigantycznej rzeźby. Krwią i pożywieniem. Bezimienny milczał. wysoko.szepnął ironicznie. A przecież do ramion Boga jeszcze sporo brakowało. Nie. wydał się on Jonowi mniejszy. Ludzie w długich sukniach odcięli Go od krwiobiegu. Podniósł głowę. powolną agonię. na dobre i na złe. a jest to . Szedł. były Kamienne Drogi. . Wyprostował się i dla utrzymania równowagi objął rękami masywną szyję Bezimiennego. które łączyły gigantycznego i przerażającego Boga z tysiącami wiernych. chcąc zajrzeć mu w oczy. Po raz wtóry wkroczył zatem w długi.

podobnie jak jego własna. gdy jest bardzo gorąco i nie wiadomo skąd rodzą się dziwne miraże. aby obejrzeć choć dwie z czterech twarzy Światowida. Ale jakby inna.Bezimienny miał oczy otwarte. niemal złączył się z nią w jedność i spojrzał przed siebie.i znów wydało mu się. . mimo lęku. zmieniało barwę. Światowid milczał. Zdziwienie widać było tylko w ich oczach. głębokie i coś się w nich odbijało. Jeszcze pół godziny temu Chłopiec dygotał ze strachu i Jon kojąco uścisnął jego drobną dłoń. powinien być chłodny. Drzewa przysłaniały resztę Drogi. Potem wydało mu się.spytał. grubej szyi posągu.Nie chcesz mówić? Sam zobaczę! . zasnuwał się rozedrganą. Ale w Puszczy było chłodno.po chwili drzewa zaczęły znikać sprzed jego oczu. Przywarł do posągu . Spojrzał znowu: powietrze drgało tak. powieki Bezimiennego były lekko przymknięte. która patrzyła otwartymi oczami. myślące i czujące ciało. . gdyż pozostałe części twarzy były. Spojrzał jeszcze raz: nic. że coś zamigotało na horyzoncie.…zielone. że ten kolor symbolizuje nadzieję? spytał i już wiedział. bezradnego i nieświadomego sytuacji. aby być zwróconym w tę samą stronę. Tym razem tak się ustawił. że nim zaczął się Wspinać. znowu zajrzał w rozwarte oczy. Chciał odwlec moment.Owszem. jak górską ścieżką. Jednak Jon nie zamierzał żartować. co widzieć się spodziewał: bezkresną Puszczę i jedną z czterech Kamiennych Dróg. Teraz 40 . A przecież kamień. więc wszystkich musiało zdziwić pytanie nie mające żadnego związku z pacjentem. Powieki tej drugiej.Na co patrzysz? Co widzisz? . Były ciemne. Mimo to wszyscy w tej białej. dlaczego pyta. A teraz tak szeroko otwarte… Jon objął Go mocniej za szyję i wychylił się w tył. lśniącej czystością sali operacyjnej podnieśli głowy i spojrzeli zdziwieni. Została tylko ich zieleń i biel chmur ponad nimi… Zieleń… ZIELEŃ… Biel… BIEL… zielone… ZIELONE… *** . Młody mężczyzna chwilę się wahał. niektórzy chirurdzy dowcipkowali w czasie poważnych operacji. że jest on ciepły jak żywe. gdy wyda polecenie rozcięcia ciała Chłopca leżącego na stole. Jon powrócił do punktu wyjścia i trzymając się krótkiej.spytał Jon.Czy fartuchy chirurgów są zielone dlatego. niezbędne polecenia. tam gdzie spoglądały oczy Boga. sterylnymi maseczkami.zawołał i znów ruszył po ramionach Boga. Najpierw nie widział nic poza tym. urywającą się przy trzecim zakręcie. . skryte za bawełnianymi. tylko Puszcza.a teraz już miał pewność: Bezimienny otworzył tylko jedną parę oczu w jednej ze swych czterech twarzy. otoczony wokół ciemną Puszczą. odleglejszej. Odbite światło? Jon. co twarz Światowida. ale on nigdy. Wydawał krótkie. migotało. Lśniły jak cenne kamienie. Mimo to krajobraz przed oczami Jona migotał coraz bardziej. a maseczka na twarzy stłumiła jego głos. Musiał wiedzieć . Przywarł do kamiennej rzeźby jeszcze mocniej. nieprzejrzystą mgłą . bardziej zamglona. jak drga. Mógłby przysiąc. były wpółprzymknięte. po czym ruszył wokół czterech potężnych ramion Boga. Właściwie dlaczego fartuchy chirurgów są zielone? . zdziwił się i wychylił jeszcze bardziej.

nie mamy czasu… .przemknęły mu po głowie postrzępione zdania i nagle przypomniała mu się baśń Andersena o Królowej Śniegu.spytał nie wiadomo kogo. a zarazem wątle.mimo to Jon był dziwnie niespokojny.Panie doktorze. Nieludzkie? Może właśnie ludzkie. Wszyscy czekali tylko pozornie cierpliwie. Jon aż się wzdrygnął na taką myśl. . A Jon stał nad nim. Delikatne brzęczenie elektrycznej. też nie miało czasu.podjęła znów nerwowo i z naciskiem przełożona pielęgniarek. choć nie każdemu dane jest ją spotkać. .spał. Dlaczego tym razem coś się w nim wzdragało? Czemu patrzył z niepokojem na anonimowe czerwone serce. że ich rzężące jęczenie niesie ze sobą śmierć. które tłukło się nierówno w klatce piersiowej uśpionego Chłopca. serca pacjenta i zamienienie go na silne i gotowe znieść najgorsze przeciwieństwa losu. Serce pierwsze. niebezpiecznie powiększone. . nie śmierci . Jon otrząsnął się i jego oczy z nagła poraziła biel sali. I właśnie w to serce. Zawsze mu się wydawało.zdecydowała się przypomnieć siostra przełożona. że Królowa Śniegu wiedzie nieomal realny żywot.Lodowe serce… Serce jak sopel lodu… . dobiegającego z pobliskiej Puszczy. przed którą coś go wciąż wstrzymywało. leżące spokojnie w sterylnym pojemniku? I co ma do tego baśniowa Królowa Śniegu? Swoją drogą to ciekawe. chirurgicznej piłki niosło jednak nadzieję życia. nie wytrzymującego mordęgi życia. Ale jeśli Królowa Śniegu właśnie teraz zamierza… . Osobiście asystowała przy tej operacji i tylko ona odważyła się zwrócić mu uwagę. bardzo tego nie lubi. W jego kraju przeprowadzano takich operacji tysiące. czy też zaczerpnął wątek w znacznej mierze z mitów i legend? Wówczas mogłoby się okazać. obłożone lodem. bo aż tak złe? Zwierzęta rzadko bywają okrutne bez przyczyny… Królowa Śniegu i Kaj… Wymiana serca jest sprzeczna z naturą . czujące serce Kaja w sopel lodu i po tej zamianie Kaj gotów był popełnić wszystkie najgorsze. że gdy był wyrostkiem i jeździł na wakacje na wieś.Czyje to serce? . na świecie dziesiątki tysięcy. Kilka otaczających go postaci w zielonych fartuchach poruszyło się nerwowo. leżące w sterylnym pojemniku wypełnionym lodem. więc wreszcie musiał wydać polecenie: “Zaczynamy…” Nagle przypomniał sobie.Panie doktorze… . najbardziej nieludzkie czyny. że czas mija i że drugie serce. nie znosił dźwięku pił drwali. 41 . gotów do operacji. Puszczy…? Skąd wzięła mu się Puszcza? Przecież nie ma ich prawie wcale na Ziemi. Na jego szczupłym ciele widać było długą. To było pytanie amatora lub łowcy sensacji. jakich wykonał co najmniej sto pięćdziesiąt w tym szpitalu: wyjęcie schorowanego.pomyślał niedorzecznie o operacjach. prostą linię wytyczoną czarnym flamastrem. wpatrywał się teraz Jon. czy Andersen ją wymyślił. a już zwłaszcza w miejscach cywilizowanych! Dźwięk pił dobiegał z lasu. To przecież Królowa Śniegu zamieniła żywe. Śmierć drzew. otulone lodem.

Ale tym razem siedziało w nim najwyżej kilkoro młodych ludzi. z oczami tak błyszczącymi. aby tę noc spędziła z nim matka. już z trudem oddychasz. . Odpowiedziała mu pełna dezaprobaty cisza. zdumieniem lub z przyganą. co jeszcze bardziej uwydatniało wystające kości policzkowe i wielkie. ale było mu wstyd. skakać. Widocznie piękna pogoda wygnała ich za miasto lub na basen. zbyt wyrośnięty. asystentów i pielęgniarek sponad białych maseczek patrzyły na niego z wyrzutem. wciąż odwlekając następne posunięcie. jak chłopak. co zechcesz. Oczy lekarzy. że jest to serce zdrowe.Czyje to serce? . . Wkrótce będzie ci wolno biegać. spojrzał na szklaną szybę.Klatka piersiowa pacjenta jest otwarta.pomyślał. Z reguły żaden z lekarzy nie wie. Będziesz mógł się nawet zakochać… . ciemne oczy. Jon znowu spojrzał na salkę dla studentów. która oddzielała salę operacyjną od wnęki obserwacyjnej dla studentów.Z tym sercem.panicznie bał się operacji. Płuca operowanego podłączono do respiratora. chudy. Dziewczyna wciąż kręciła przecząco głową: “Nie rób tego…” Jest upał. Tulił się do niej. jakby chcąc powiedzieć: “Nie rób tego…” Co za bzdury chodzą mi po głowie . W czasie przeszczepu serca to nieduże pomieszczenie na ogół było pełne.i nikogo to nie obchodzi . . pewnie uwiera ją kołnierzyk od bluzki .czy piętnastolatka można jeszcze nazwać dzieciakiem? . W drodze wyjątku dyrekcja szpitala wyraziła zgodę. Dzieciak .najważniejsze.zażartował. szczupła Dziewczyna.wbrew logice . robić. które tak tłucze się w twojej piersi. panie doktorze . zdrowe serce. ostrzyżona króciutko na jeża. ledwo postąpisz szybciej kilka kroków. chcąc nadrobić czas stracony przez wcześniejszy brak zdecydowania. 42 . obłożone lodem . . Wczoraj z Chłopcem rozmawiał. kim był zmarły.powiedziała nagląco przełożona. biorąc w swoją dużą dłoń chirurga szczupłą i nerwową rękę Chłopca. czyje serce spoczywa w sterylnym pojemniku.a nie profesjonalisty lekarza. Jon. Była spocona i zimna. że Jon podejrzewał.powiedział Jon kojąco.pomyślał Jon i energicznie przystąpił do usuwania chorego serca. Patrzyła mu prosto w oczy i . nie było w dobrym tonie wśród profesjonalistów. już jutro będziesz mieć mocne.Jonowi wydało że jej też nie podoba się serce obłożone lodem.Taka operacja to zwykła rutyna w dzisiejszych czasach.spytał nagle Chłopiec. Jutro o tej porze będziesz jak nowo narodzony . Czynili tak tylko młodzi stażyści lub dziennikarze. Uwagę Jona przykuła nieduża. Nie jest trudniejsza niż skomplikowane usunięcie zęba. iż chciałby się rozpłakać. Wypytywanie. Pomyśl. Dziewczyna spojrzała natarczywie w jego twarz osłoniętą maską i leciutko kręciła głową. do którego należało serce.

.powiedział Jon z uśmiechem. jakby złapał groźnego wirusa. .przytaknęła lekarzowi. Asystent wprawnie zakładał szwy i po chwili wózek z Chłopcem opuszczał salę operacyjną. w czasie którego słychać było jego chory. którzy także je zdejmowali i natychmiast zrozumiał niestosowność pytania.A jeśli ma to znaczenie z jakichś innych przyczyn? . a ta obejmuje go i mocno przytula..mówił teraz Jon głośno na sali operacyjnej i znowu zwróciły się ku niemu zdziwione oczy asystentów.bylebyś żył.To nie ma znaczenia .Z punktu widzenia medycyny… .pomyślał Jon. . Szkatułka Królowej Śniegu z niespodzianką na Boże Narodzenie… .Co się właściwie robi ze starym. .A jeśli byłoby to serce… . takiego potrzebuje piętnastolatek .To nie jest podstęp Królowej Śniegu dorzucił i przystąpił z wprawą do zabiegu. wciąż jeszcze w chirurgicznym kitlu . zbędnego kawałka martwego mięsa odpowiadał ktoś inny.którego jasną zieleń zgasiły bure plamy krwi .zaczął nagle Chłopiec. a matka przytuliła swoją twarz do twarzy syna i pocałowała go. Lekarze nie powinni pytać o tak trywialne sprawy. . atakującego mózg.powtórzył z namysłem Chłopiec.odparł. że Chłopiec kryje twarz na ramieniu matki. . . tuląc go jak niemowlę . zużytym sercem? .Jakich? Ważne jest tylko to. I nie jest to ważne.To nie ma znaczenia .…na przykład serce idioty? . Za usunięcie tego umęczonego. Pojemnik z lodem stał pusty.Dla mnie może to być nawet serce mordercy . Jon i Chłopiec patrzyli na siebie w milczeniu. chrapliwy oddech: . po nich wejdzie tu ekipa salowych i sprzątaczy.Nie wiem. w dodatku w chwili zwycięstwa. urwał i dokończył po dłuższym milczeniu.i operacja była skończona. choć wszyscy patrzyli na niego tak. chłodny.spytał nagle. Po co jej szukał…? 43 . Kątem oka dostrzegł. aby twoje nowe serce było zdrowe i silne.Czasem lepiej nie wiedzieć. Jon. . Spojrzał na asystentów.powtórzył lekarz z naciskiem i wyszedł. . Z punktu widzenia medycyny nie ma to znaczenia .To nie ma znaczenia .spojrzał w stronę szyby dzielącej salę operacyjną od obserwacyjnej: ostrzyżonej na jeża Dziewczyny nie było.powiedziała matka. Kilkadziesiąt minut . zdejmując wilgotną od oddechu maseczkę. sterylnie biały. spocony.

Czekałem . pełna pogody. o kogo chodzi i kiwnęła głową. Po co jechał…? Nawet jeśli pacjent już się zbudził.Wieczorem.ów tajemniczy splot malutkich czarnych znaczków. ale miał uczucie. ale nie miał sumienia zawołać pielęgniarki i żądać.W doskonałej formie . wyrostki robaczkowe w stanie zapalnym. patrząc w twarz Jona szarymi. stał w milczeniu za skrzydłem przeszklonych drzwi oddziału intensywnej terapii i patrzył na matkę .zwrócił się do niej Chłopiec. Wszedł.Nie wolno denerwować rekonwalescenta . wbrew zwykłym zasadom. Przez kolejne dni prowadził tylko zwykłe rutynowe operacje: kilka woreczków żółciowych. pojechał zobaczyć Chłopca.Wyjdź na chwilę . zamiast zatelefonować do szpitala. Piękna. 44 . Po co? . Zamiast czytać teraz. Zajmowanie się ozdrowieńcami nie należy do mnie . Gdy po tygodniu szedł korytarzem na oddziale kardiochirurgii i spytał siostry przełożonej: .w sterylnym ubraniu i w maseczce .Chłopiec tu jeszcze jest?” .odparł bezwiednie zmieszany Jon. . . a twoja matka… . w nocy. że on potrafi zoperować wszystko. zrakowaciałe jelita .pomyślał ze złością. zamiast z książką w ulubionym fotelu.Czemu pan nie przychodził? .słowem nic.zażartowała.od razu wiedziała. Mimo to wszyscy w szpitalu wiedzieli. zdziwiona. Matka o twarzy gotyckiej Madonny była tu nadal. aby kobieta o twarzy cierpiącej Madonny z gotyckich witraży opuściła teraz Chłopca. widząc Jona i matka. święta. .odparła fachowo i sucho.Nienawidzę jej . inna niż przed operacją. . Kto ją tu wpuścił? . jakby opuszczenie go nawet na kilka minut było trudnym do zniesienia rozstaniem. .. Operował nawet nadprogramowo.Masz tu świetną opiekę. wskazując drzwi jednego z pokoi w części oddziału dla ozdrowieńców. rozmowa z nim nic nie da. Uśmiechnięta. szeroko otwartymi oczami. tworzących niekiedy tak zaskakujące konfiguracje.powiedział Chłopiec po jej wyjściu. zastępując kolegów lub asystując im z własnej woli w niedziele. opuściła salę. Nie znosił telewizji. że ktoś? coś? go wzywa.spytał siebie w duchu. czym powinien zajmować się poważny kardiochirurg. Znalazł się znowu w szpitalu. lecz bez sprzeciwu.Ja tylko operuję. wypełnionych kamieniami życiowej goryczy lub obżarstwa.rzeki Chłopiec. całując go w policzek. a najbardziej w świecie nie znosi braku pracy. . otwierających tak dziwne światy.siedzącą przy synu. Lubił książki .

Chcę ją kochać tak jak przedtem. W uszach lekarza ten dźwięk zabrzmiał jak zgrzytnięcie metalu o szybę. gdybym umarł na sali operacyjnej.powtórzył Jon.Ale co? . cofnęła się.Mógłbym wezwać dobrego psychoterapeutę… . prawda? Bo kochałem. .spytał. co pan może z TYM zrobić.Co… co ty wygadujesz…! Co mówisz…! . co może mi pan powiedzieć. .zaczął Jon. że ona mnie kocha. .Nie rozumiem . a nienawidzę jej.powiedział gorzko Chłopiec.podjął niecierpliwie Chłopiec. .Ja? Mam coś z tym zrobić? . Chłopiec zmarszczył brwi. pogodna twarz. Ale coś się zmieniło. .Niech pan się wypcha ze swoim psychoterapeutą! Pan nie rozumie.Pan dał mi TO serce. 45 . Co dzień i co noc nienawiść jest większa. Policzył do trzydziestu trzech i skręcił do windy. . na Boga?! Znowu uchyliły się drzwi i wsunęła się zaniepokojona twarz matki. Proszę mi dać jakiś zastrzyk. Wcześniej zlecił siostrze przełożonej. aż pewnego dnia wypełni mnie całego i… Chłopiec urwał.Co może pan zrobić? . . Matka Chłopca uchyliła drzwi i w szparze pokazała się łagodna. prawda? . Zaraz mi pan powie.Nie wiem.odparł powoli Jon. że przecież ja ją też kochałem. że była tu cały czas i jest nadal i że… Wiem. płyn… nie wiem co! Ale musi pan coś zrobić. Niech pan coś z tym zrobi. Jednak myślę. krzywiąc się boleśnie.powtarzał rytmicznie do siebie. Z każdym dniem.Ja też nie .Urojenia… urojenia… urojenia… . rośnie i rośnie. że byłoby lepiej. Czuję w sobie obcą obecność.zaczął Jon. niż żeby… No. I zmienia się nadal. . Odwrócił się i wyszedł. . pigułkę. abym przestał! . idąc korytarzem i bezwiednie liczył do rytmu kafelki.. patrząc na Jona. Powie mi pan jeszcze. . co mówię? Nie pojmuje pan. ale Chłopiec mu przerwał i ciągnął spokojnym głosem: . aby nazajutrz rano skierowała do Chłopca psychoterapeutę.Więc to jest pana obowiązek.powtórzył zmieszany Jon. .Nie rozumiem . że to pana sprawa.Nic nie mogę .Ja wiem. ale Chłopiec roześmiał się.odparł Jon. że jestem dla niej wszystkim. Ta nienawiść wciąż rośnie. .

Lub dni. .Jedź w cholerę ze swymi urojonymi problemami .spytał Jon. w białym kitlu stażystki i patrzyła tam gdzie on. Niecierpliwie czekał. nie natykając się na łagodną. usłyszał sygnał .powiedział bezwiednie. że wielu normalnych ludzi zachowuje się w szpitalu nienormalnie. To już wkrótce. ale przychodzi do trudniejszych przypadków. aż ten opuści szpital. aby zaczerpnąć powietrza. I dodał. czyje serce mu wszczepiłem .Co powiedział? .spytał Jon oschle. chłodne. żeby jak najszybciej wypisać go do domu.Bardzo dobra operacja. Chłopiec jest w świetnej formie fizycznej. biedak byłby kaleką do końca życia. Podszedł właśnie do okna na korytarzu.i odłożył słuchawkę.Dostał trzy tygodnie wolnego. ciemną figurkę na wózku pchanym przez pielęgniarza w stronę eleganckiego auta. . lecz wyraźny oddech. pooperacyjnej ulgi i szpitalnego zmęczenia. do kości. Jon nie odwiedził więcej Chłopca.i nie czekając na odpowiedź Jona. w drogim futrze. Czysty przypadek sprawił. elegancka. aby on mógł znowu swobodnie chodzić korytarzami kardiochirurgii. Odwrócił się i ujrzał ostrzyżoną na jeża Dziewczynę. Gdyby trafił zębami pół centymetra dalej. . że to jest syndrom przedoperacyjnego strachu. jak Chłopiec z matką opuszczają szpital. . kpiące spojrzenie szarych oczu wyrostka.Och.A rana zagoi się za kilka dni. 46 . pani ją widziała .Będzie nas skarżył o odszkodowanie? . . właśnie otwierała drzwiczki. gotycką twarz matki i na uważne. Na szczęście psychoterapeutą nie pracuje rękami .szepnął do siebie.pomyślał. ciągnęła: Powiedział. że Jon widział. Stała tuż za nim. .Poważny lekarz nie zadaje takich pytań. Kobieta o łagodnej twarzy Madonny.mruknął Jon pod nosem. A ten Chłopiec żyłby bez niej najwyżej kilka miesięcy. . Modelowa. Muszę wiedzieć. Nagle poczuł koło siebie czyjś leciutki. Zrobimy to. gdy tylko minie niezbędny termin. . . . to dobry człowiek . .pokręciła głową przełożona.Ugryzł psychoterapeutę w rękę. .Usiadł w swoim gabinecie i sięgnął po telefon. nieomal przegryzł mu ścięgno. gdy z wysokości czwartego piętra ujrzał malutką.powiedziała nazajutrz siostra przełożona.Zwariowałem . Wykręcił odpowiedni numer.To była dobra operacja.Chłopiec czy psychoterapeuta? . Powiedział.

zdążył opowiedzieć wszystkim. to Puszcza… Puszcza? Puszcz nie ma… A kamień? Kamieni też prawie nie ma. na ułamki sekund. migotało mu coś mrocznozielonego lub szarego jak kamień. że jego mieszkanie. narzuconym niedbale na spłowiałe dżinsy. Chwilami wydawało mu się nawet. iż szpital jest jego całym życiem: zawodowym i prywatnym. nie wiadomo czy przedrzeźniając go. Zdawał się nie zwracać uwagi.powiedział jak co dzień rano salowy. choć wydało mu się. prawie chuda sylwetka w białym kitlu. czyje to było serce . choć z mniejszym niż dotąd przekonaniem. w miastach zastąpił je beton . Właściwie wiedział.prawie natychmiast wracał do białego świata lśniącej czystością operacyjnej sali. zniknęła za zakrętem korytarza. który raz bez zaproszenia odwiedził go w domu . jest prawie nie umeblowane i sprawia wrażenie raczej przystanku niż domu.Ciągle pan nie wie. Chirurg z oddziału. Nie chciał.Przecież to nie ma znaczenia . jej szczupła. Ile razy powtarzał to zdanie? Ile razy jeszcze je powtórzy? Teraz oboje patrzyli. że tych króciutkich włosów nie strzygł modny fryzjer. żeby niczym nie uzasadniony niepokój przerodził się w obsesję. ktoś brutalnie i krzywo przyciął je prawie przy samej skórze.Przecież to nie ma znaczenia . . Nim zdążył zareagować. nie zważając na modną linię.przemykały mu po głowie skojarzenia. Trwało to jednak tylko ułamki sekund . lecz nie uraziła: uznał. przygotowywał kawę z ekspresu i kładł obok parującej filiżanki złożony wpół poranny 47 . Ona pewnie jest ze wsi . że zapomni o Chłopcu. szukał bezwiednie ostrzyżonej na jeża ciemnej głowy i szczupłej.gdyż zepsuł się telefon i ktoś musiał powiadomić Jona o zmianie terminu operacji . połyskliwych. Opinia ta do niego dotarła.odparła Dziewczyna. Poprzysiągł sobie.Pana gazeta . choć duże. Neurasteniczni pacjenci to norma. ale już nigdy nie dostrzegł jej w rozgadanych grupkach studentów.mruknął gniewnie. sterylnej jasności ścian i fartuchów. że jest trafna. .. nieprzytulnych jarzeniówek. zimnych. kosztowne i w modnej dzielnicy. czy przytakując. Studentki medycyny w wielkich miastach na ogół bardziej o siebie dbają. . że właśnie tym razem słyszy w jej głosie wyraźne pytanie. który sprzątał jego gabinet. że wie. Czasem. a właściwie chudej sylwetki Dziewczyny.i wtedy przed oczami. że niektórzy koledzy podejrzewają go wręcz. większość czasu spędzał w szpitalu. jak Chłopiec wsiada do auta i odjeżdża z matką ze szpitalnego parkingu. lecz neurasteniczni lekarze…? Cały następny tydzień operował. dokąd prowadzi ów przystanek .skonstatował z jakąś mściwą satysfakcją.powtórzyła za nim Dziewczyna. stwierdził sarkastycznie. Jon pomyślał przelotnie. idąc korytarzem. Zielone… zielone… Las? Nie. dlaczego fartuchy chirurgów były zielone: żeby nie zwariować od tej bieli.

ale po powrocie ze szpitala w ich stosunkach zaszła niezrozumiała zmiana. drobne znaczki na płachcie papieru. Policja poszukiwała ewentualnego związku nieletniego zabójcy z satanistami.powtórzył po chwili pogodny damski głos. że to nie ma żadnego znaczenia”. że “to on zabił matkę”. Zeznała ona.Mam… . jaką drogę Chłopiec miał na myśli. Oderwał oczy od zdjęcia i dopiero teraz przeczytał tytuł. w którym trudno rozpoznać jakąkolwiek znaną figurę. Nieścisłości w zeznaniach kobiety zostały złożone na karb jej nieznajomości języka.prawdopodobnie on sam . złożony z siedmiu nieforemnych elementów podłużny kształt. czyje to było serce” . Jon.wykonał dziwny. drobnym drukiem. a potem zakrztusił się. panie doktorze… Ten człowiek dostał wyrok śmierci dziesięć lat temu za brutalną serię zabójstw. po czym dobiegło go ciche stukanie komputerowej klawiatury. .pomyślał Jon ze zdumiewającą pewnością. że przed operacją matkę i syna łączyła wzajemna miłość. “Ciągle pan nie wie. Sprawca uciekł z miejsca zbrodni i jest poszukiwany przez policję.usłyszał w odpowiedzi.dziennik. Czarne znaczki z płachty gazety wyskoczyły ku niemu jak ostre pazury nieznanego stwora… …z dwuszpaltowej fotografii w lewym dolnym rogu strony pisma patrzyły na niego niespokojne oczy Chłopca. strach. . a biernym i przerażonym świadkiem zbrodni była cudzoziemska służąca.Piętnastolatek. stwierdzając. mówiąc o mordzie.zeznała służąca. ale zaprzeczyła sobie w następnym zdaniu. choć zarówno policjanci. W pokoju piętnastolatka znaleziono wyrwaną z zeszytu kartkę.Chwileczkę… .To było serce wielokrotnego mordercy. Redakcja nie posiada jeszcze informacji. . na której ktoś . Pod zdjęciem.że musi ruszać w drogę i ona mu w tym nie przeszkodzi.Potrzebujemy tej informacji do statystyki. niepewność. “ To nie był on” . pośredni kontakt ze światem. Chłopiec. zanim zaczął operować. czarne.jak zeznała służąca . ale wyrok wykonano dopiero 48 . zawsze celebrował tę chwilę: smak aromatycznej kawy na języku.zabrzmiały mu nagle w uszach słowa Dziewczyny i niemal odruchowo wykręcił zastrzeżony numer. Służąca nie umiała wyjaśnić. odręczny rysunek: przedstawia on niezrozumiały. Wykręcał go po raz trzeci. że jest to zdjęcie sprzed operacji: na twarzy wyrostka widział porażające cierpienie. Kobieta otrzymała kilkadziesiąt ciosów nożem. Dziwny przypadek.i uciekł z miejsca mordu.. po opuszczeniu szpitala stał się samotnikiem unikającym kontaktów zarówno z nią. do kogo należało serce przeszczepione młodocianemu zabójcy. Zabił. jak i lekarz sądowy twierdzą zgodnie. jak i z kolegami ze szkoły. I jeszcze zabije . W czasie coraz częstszych i agresywniejszych kłótni z matką wykrzykiwał . uczucie przyjemności ciała. uwielbiający przed operacją swoją matkę. Tym razem jednak oparzył sobie wargi wrzątkiem. podano zwięzłą informację: . Przedstawił się i po przekazaniu swojej prośby odruchowo skłamał: . któremu dwa miesiące temu przeszczepiono serce w miejskim szpitalu. ale go nie stwierdziła. Jon miał pewność. Prawie od razu usłyszał grzeczny głos sekretarki. ale tym razem nie odłożył słuchawki telefonu. złożony większą czcionką: Piętnastolatek z przeszczepionym sercem zabija matkę. w wyjątkowo okrutny sposób zabił swoją matkę .

teraz. Miał sprytnego adwokata, który wciąż wnosił apelacje. Ciekawe, o czym myślał zabójca, oczekując przez dziesięć lat na śmierć? Znienawidził do reszty ludzkość, nie sądzi pan? Kto właściwie dostał jego serce? Ojej, to głupie pytanie, przepraszam, przecież to nie ma znaczenia… - Tak, to nie ma znaczenia - powtórzył wolno Jon, odkładając słuchawkę. Królowa Śniegu przywiozła Kajowi nowe serce, a ja pomogłem wyjąć to, które, choć trwało w agonii, kochało i czuło i zamieniłem je na sopel lodu. Kaj ścigany jest listem gończym, nie przez kochającą siostrę, która mogłaby mu pomóc. Nikt mu już nie pomoże. Nigdy, przez całą, krótką przecież historię stosowania przeszczepów w chirurgii, nie miało znaczenia, kto jest dawcą serca - myślał Jon z bolesną ironią. - Na Boga, kto sprawił, że nagle ma to znaczenie? Kto ma taką moc…? I wtedy uprzytomnił sobie, że niepotrzebnie pyta. Przecież wie. A żeby się upewnić, musi tylko ruszyć ze swego tymczasowego przystanku we właściwą stronę. Westchnął - i ujrzał przed oczami zieloność. ZIELONĄ, rozmigotaną, mroczną Puszczę. I szary kamień. Ale tym razem wizja trwała nie ułamki sekund, lecz długie minuty i nie była psychodelicznym, niepojętym snem. Była jawą. *** …zielone… zielone… ZIELONOŚĆ… Jon stał na ramionach Boga i jeszcze wciąż patrzył tam, gdzie On spoglądał wpółotwartymi oczyma. Ciężkie, grube powieki zaczęły powoli opadać. Wraz z przymykaniem oczu przez Bezimiennego owo nieokreślone, srebrzystobiałe rozmigotanie, rozedrganie powietrza z wolna uspokajało się, a Puszcza wokół znowu stała się wyraziście ciemnozielona. Jon ujrzał w dole, poniżej stóp posągu, znaną sobie Kamienną Drogę. I trzy pozostałe, wiodące w różne nieznane strony świata. Chyba że z jednej właśnie powrócił: ze świata sztucznej bieli i jaskrawej, nienaturalnej zieleni. Niczego więcej nie pamiętał. Zaczął ostrożnie zsuwać się z monumentu. Przez chwilę kręciło mu się w głowie. Wydało się, że Puszczę nadal przesłania srebrzysta biel, która napełniła go lękiem - lecz przysiadł na wielkiej, siedmiopalczastej dłoni Bezimiennego, odetchnął głęboko i złudzenie zniknęło. Po chwili kontynuował zsuwanie z olbrzymiego, wręcz monstrualnego posągu. Stanął na ziemi i wzniósł głowę, aby jeszcze raz spojrzeć w twarz Światowida (starannie wystrzegał się nazywania Go w ten sposób, nawet w myślach, jakby wypowiadanie Jego imienia przydawało Mu mocy). Tym razem twarz ta była nieruchoma, lecz i ślepa. Jon ponownie obszedł posąg wokół: wszystkie cztery twarze Boga wyrażały

49

jedynie nieczułą obojętność i miały zamknięte oczy, jakby Bezimienny zmęczył się spoglądaniem we wszystkie cztery strony świata. Jon odwrócił się i ruszył Kamienną Drogą w stronę Wioski. - GRDBGHGBHWZ - usłyszał za sobą słowa starego Boga, ale nie obejrzał się. Gdy przekraczał Rzekę, woda była o wiele zimniejsza niż wcześniej - a ludzie z Plemienia, którzy byli akurat nad brzegiem, znieruchomieli na chwilę, aby zaraz udać, że Jona nie widzą. Dopiero gdy postawił stopy na właściwym brzegu, sąsiedzi, znajomi i krewni zaczęli pozdrawiać go tak, jakby rozstali się dopiero wczoraj. - Jesteś - westchnęła z ulgą Gaja i położyła mu głowę na ramieniu. Zdziwiony, dostrzegł, że jej włosy były długie, miedziane jak pieniążki, które pokazywał im kiedyś Ezra - a przed oczami mignęła mu czyjaś ciemna, króciutko i krzywo ostrzyżona główka. Zamknął szybko oczy i zaraz otwarł je na nowo, aby zgubić tę obcą, niepokojącą wizję. - Bałam się - szepnęła tymczasem Gaja, dmuchając ciepłym oddechem w jego szyję. Obejmując ją, poczuł leciutką wypukłość tam, gdzie wcześniej była płaska, napięta gładką skórą przestrzeń, rozciągnięta między twardymi wzgórkami biodrowych kości. - Jak długo mnie nie było? - spytał, gładząc delikatnie wypukły brzuch żony. Wydało mu się, że pod skórą coś drgnęło, zafalowało, jakby malutka istotka żyjąca w środku obróciła się z boku na bok, tak jak to czyni śpiący człowiek. Mój syn, pomyślał Jon, mój syn, z mojego nasienia, a Bezimienny nie ma nic do tego. - Nie było cię prawie trzy miesiące - powiedziała Gaja z hamowanym drżeniem w głosie. Zrozumiał, jak wiele ją kosztował ten pozorny spokój. - Tak długo? Myślałem, że to był dzień, a może dwa - zdziwił się. - Ile straciłem… - szepnął, myśląc o dniach i nocach, które mógł spędzić ze swoją złocistomiodową żoną. Ile jeszcze stracę? - spytał samego siebie. Pierwszy tydzień od chwili powrotu z Kamiennej Drogi spędzili tylko we dwoje: były to jasne dni i świetliste noce. Przez następne dni polował z Plemieniem, z wdzięcznością przyjmując brak pytań ze strony towarzyszy o swoją długą nieobecność. W wolnym czasie starał się być jak najbliżej żony, jakby chciał nadrobić zagubione wspólne poranki, gdy budzili się oboje i śledzili przez wąskie okna promienie słońca wędrujące w głąb ich domu; gdy razem kąpali się w pobliskim źródle, zmywając pot i senność; gdy zasiadali do posiłków; gdy nocą wtulali się w wełniane koce, w futra i w siebie nawzajem. Dniem Jon starannie omijał okolice świątyni, aby nie natknąć się na Ezrę i uniknąć jego pytań, które nieuchronnie by padły. Isaka spotykał czasem blisko Rzeki i

50

zawsze mu się zdawało, że - podobnie jak szaman - stary kapłan chodzi tam, aby w milczeniu spoglądać na drugi brzeg. Tylko Jon mógłby mu opowiedzieć, co tam jest, lecz kapłan nigdy o to nie spytał. Szaman także nie zadawał Jonowi pytań, jakby był pewien, że on i tak przyjdzie do niego; będzie musiał przyjść. Albowiem choć Jon widział, tylko szaman wiedział. Jedynie szamanom przysługiwała wielusetletnia, przekazywana z pokolenia na pokolenie, wiedza o Starych Bogach. Członkowie Plemienia mieli o niej zapomnieć. I zapomnieli. Choć nie wszyscy. Obojętność Plemienia wobec tajemniczej nieobecności Jona nie wynikała z braku ciekawości. Wiedzieli, iż nie należy pytać. Skoro tę wiedzę wciąż posiadali, musieli pamiętać opowieści ojców, dziadów i pradziadów o Kamiennej Drodze. A może nie…? Może nigdy nikt im o niej nie opowiadał? Może Tabu było silniejsze, niż Jon sądził i dotyczyło nie tylko drugiego brzegu Rzeki, lecz także słów i myśli? Może było im wstyd, że tak łatwo wyparli się swych dawnych bóstw, bożąt i Bogów - tym gorliwiej więc oddawali cześć Istocie, o której nauczali ludzie w długich sukniach? Czas życia Wioski mijał z właściwym sobie rytmem - i zarazem naglił Jona. Jeszcze nie nacieszył się bliskością Gai, a już czuł, że musi się śpieszyć. Pewnego dnia, gdy wstał o świcie i wykąpał się w leśnym źródle, nie zabrał się do codziennych zajęć, lecz niecierpliwym krokiem ruszył do namiotu szamana. Namiot był jednak pusty. Jon ruszył zatem z biegiem Rzeki i, zgodnie z przewidywaniem, ujrzał wśród drzew dwóch starców pogrążonych w rozmowie: szamana z Isakiem. Na jego widok Isak leciutko się speszył, więc Jon pośpieszył z wyjaśnieniem: - Od dawna wiem, że rozmawiacie. Nikomu o tym nie mówię. - Tabu - mruknął szaman. - Ludzie w długich sukniach nie powinni mnie nawet dostrzegać. Jeśli zwrócą na mnie uwagę, musieliby mnie wykląć lub wygnać - zakończył, nie dbając o logikę. Isak dreptał u jego boku. Drobny i chudy stary kapłan spłoszył się słowami szamana, potem zmartwił, co wyraźnie widać było na jego twarzy i wzruszyło Jona (ten starzec nie umiał kłamać, a to musiało wzruszać). Jon doskonale rozumiał, że Plemię nie powinno oglądać kapłana z szamanem podczas przyjaznej rozmowy. Kapłani przecież przekonali ludzi z Wioski, że należy się wyprzeć starych czasów, starych obyczajów i wierzeń, przyjąć Cywilizację i podporządkować się jej zasadom. Czarownicy należeli do czasu przeszłego. Przyjaźń kapłana z czarownikiem wzbudziłaby w Plemieniu podejrzenia wobec słuszności nauk, które ludzie w długich sukniach wpajali od stu pięćdziesięciu lat mieszkańcom Puszczy, twierdząc, że tylko oni mają do tego prawo. “Nawracając, nie wolno czuć żalu i współczucia wobec nawracanych. Najbardziej szkodliwe są wszelkie wątpliwości” - powiedział mu kiedyś Isak z dziwnie smutnym wyrazem twarzy, ale wtedy Jon nie rozumiał, o czym starzec mówi.

51

gdy czyjeś serce straci ciepło i wypełni je lód? Nienawidzi. którego sam nie pojmował.spytał niecierpliwie Jon. to był problem związany z tamtą niepokojącą bielą.I…? I co? . nawet koło twojej chaty.Serdecznik niepospolity . szaman wypełniał swoje zadanie.Ezra… .Leonorus cardiaca? Serdecznik pospolity? .ale co można zapamiętać z bieli? Najbardziej niepokojący kolor świata . .zdziwił się Isak. . Biel… białe… BIEL… Tak. w ślad za wzrokiem starego Boga. a obaj starcy cierpliwie czekali. twój musi mieć kolor krwi. więc zmienił temat. Pospolity rośnie wszędzie wokół. gdyż nie rozdzierały go wątpliwości. No cóż. Ten rośnie tylko TAM.Nie jestem heretykiem… . obojętne. a Jon musi znaleźć liść z dziewięcioma zębami. nie ma bezpieczeństwa. skąd się wziął. nawet gdyby sprawiały im ból. więc Jon pośpieszył mu z pomocą: .tak jak wcześniej szamani musieli być wierni swym zasadom. co Isak miał na myśli. co powiedzieć. Nie znał tego słowa: “heretyk” i nie wiedział. poszedł on . Tym razem odpowiedział mu Isak w natchnieniu: 52 .stwierdził.usprawiedliwił się stary kapłan. ale Jon nie pojął. Jednak nawracanie miało swoje rytuały i stary kapłan musiał się im podporządkować.Wiem.dorzucił szaman. Pospolity ma bladoróżowy kwiat. że Isak jest wysłannikiem Boga Dobroci. w dodatku nawet nie wiedział. Na tę biel zapatrzył się Bezimienny i w tę biel.Ten zwykły ma liście o siedmiu zębach. Chce zabijać. pomyślał mimochodem Jon.odparł szaman. . by nie mówić źle o swym bracie. .Co można zrobić.Potrzebuję rady . Ezra był bardziej skuteczny. Szaman z twarzą nieruchomą jak głazy na Kamiennej Drodze. co czuł .Jon w nieporadnych słowach próbował określić dręczący go problem. co ono oznacza. które ustanowili ludzie.. jakby nie wiedząc. . Nie czuje miłości . które mu wpojono.Trzeba się modlić… . .zaczął Isak i urwał. Byłby niezadowolony. Na końcu Kamiennej Drogi. Kapłan spojrzał na niego bezradnie i wyszeptał: . Jon powoli pojmował. Isak zaś zasępiony i smutny.…i poszukać ziela serdecznika . Teraz jednak nie zastanawiał się dłużej nad przyjaźnią kapłana z szamanem.powiedział. jak Isaka. kapłan czuł się rozdarty pomiędzy intuicją a zasadami. Tam gdzie rodzą się wątpliwości. Instynktownie wyczuł. ale przeszedł do swoich kłopotów: . że to coś złego. a Ezra strażnikiem cnót i zasad.

gdy kończy się jesień .westchnął Isak. wbijali sobie nóż w serce lub orali pierś paznokciami.Królowa Śniegu przybywa do nas w swym lodowym rydwanie zawsze wtedy. aby wyjąć serce i dać je ukochanej.spytał niecierpliwie. łagodny starzec? . po której stąpał Jego Syn. włożysz do skórzanego woreczka. który dałem ci dawno temu w świątyni. więc myśl o tym. malutki. Kochający wpadali w szał.Woreczek z ziarnkiem piasku? . o którym mówisz. Z tym serdecznikiem nie wolno igrać. zmów modlitwę. zemniesz w dłoni. serdecznik. a zarazem tajemniczo i obco. wyjaśniał szaman. z pomocą wiedźm.…z ziarnkiem piasku z Pustyni. Dawno.I w tej Drodze podasz ziele osobie.Ale pamiętaj.Zmów modlitwę . jest tak chore i nieczułe. a gdy wyda cierpki zapach i przemieni się w garść ziela. nie było ludzi.zaciekawił się Isak.ba.Jon wie . .powiedział z ufnością stary kapłan. Nie potrzebujesz.Królowa Śniegu? . . Czy serce tej istoty przemieniła w lód Królowa Śniegu? . Jon zdziwił się. gdy poczuje je na języku .wyjaśnił szaman. serdecznik jedynie trochę je rozgrzeje. A ludzi 53 . uciekały w strachu przed nimi. Ale jeśli serce. o którym mówię.Królowa Śniegu? . Nie było Światowida. płaski. o której wszyscy wiedzieli.To ziele ma wielką moc. Jonie. I będzie także wtedy. . .Jon rozumie swoją misję.Potem będziesz znowu Jonem w Drodze . A wcześniej każdy człowiek z imieniem swego Boga na ustach rzuci się do walki z człowiekiem wyznającym innego Boga. . aby kochali je mocniej lub w ogóle zechcieli pokochać.przytaknął szaman. rośnie tylko TAM. Woreczek. . Wystarczy.upewnił się Jon i odruchowo dotknął piersi. pamiętasz? Chowając Leonorus cardiaca. gdyż Królowa Śniegu wydawała się być Istotą.Zerwiesz go. Misję? Jaką misję? O czym mówi ten dobry. Nie kochający nagle tracili zmysły z miłości i dziewczęta.Co potem? . dawno temu niektóre głupie dziewczyny. że przypomina sopel lodu. do kogo się modlisz. której serce zmieniło się w sopel lodu. Nie do Bezimiennego. nie było Boga Dobroci lub nikt o Nim nie słyszał .. bo Go wzmocnisz… . gdy ludzi i Bogów znowu na Ziemi zabraknie. ledwie wyczuwalny. Umierali w mękach. tkwił tam cały czas. gdyż słowa te zabrzmiały mu dziwnie znajomo. pamiętasz? . była Królowa Śniegu. Nie do Bezimiennego. zacznie czuć. . które te uczucia przywoływały.dziwiąc się.zdumiał się Jon. . Przypadkiem sam go nie kosztuj. A gdy się rozgrzeje. zaopatrywały się w TEN serdecznik i podawały go skrycie swym ukochanym. .

Im wyższa cena. pomagać mu z oddali.zamyślił się czarownik. lecz szaman znów pokręcił głową.Gdy znajdziesz Leonorus cordiaca. które TAM rośnie. nie stał się niczyim sługą… . że znalazł lekarstwo na chorobę. tak jakby istnieli naprawdę. Chyba że to właśnie Ezra nie miał racji.i Bogów będzie bardzo wielu. Może znalazłbyś dla niej jakieś ziele. To było najważniejsze.wyszeptał Isak. które wytyczała jego religia. by zmienić temat na równie niebezpieczny i zaraz dodał: .Myślisz o zimie . tak jak ty. .Biedna Gaja. .zamyślił się starzec.Ty go wybrałeś? . Gdzie jest dziś. Czuł jedynie ulgę. że oddaje ona czasem drobne usługi Bogom. Śnieg tylko sypie.Nie miałem na to wpływu. Ale nawet wtedy pozostanie Królowa Śniegu. gdy jej mąż rusza w Drogę… . Jon niewiele pojmował z rozmowy obu starców. gdy ma taki kaprys. a Królowa Śniegu to Lodowa Pani i na szczęście nie każdy ją spotyka. kogo nie znał. wówczas gdy podjął z nim rozmowę o Światowidzie. Wiedział o tym . Uczynił wyjątek dla Jona.wyszeptał kapłan. Jon zaś jest wybranym narzędziem. nawet jeśli spotkał go w tamtej strasznej bieli. W dodatku użycie leku wydawało się tak proste: wystarczy posmakować skruszone ziele na języku… 54 . To. każdy inną cenę. że inni istnieją . Tak długo będą ze sobą walczyć. iż rzeczywiście. Wtedy jednak spełnił swą powinność.Ona musi cierpieć. . aż zniknie po człowieku wszelki ślad. Królowa Śniegu zabija. co przychodzi bez cierpienia. Ona nie potrzebuje serdecznika. Ale w rozmowie z szamanem stale naruszał granice. Isak czuł się niepewnie i chwilami wydawało mu się. pora roku jak każda inna. aby mniej się dręczyła. . instynkt Isaka zaś podpowiadał mu właściwe odpowiedzi? Skoro On powiedział na Górze: “Nie będziesz mieć innych Bogów przede mną”. a kapłan przestał wypytywać.Kto za to zapłaci i w jaki sposób? . Ale ten pokręcił głową: . popełnia grzech. nie wiem… . .Zapłacimy wszyscy. Mogę jedynie. której nie umiał określić. Rozmawiając z szamanem o starych bóstwach i Bogach. by w Drodze. nie liczy się. gdy zjadł Diabelskiego Grzyba lub napił się wywaru z szaleju. to znaczy. na którą wstąpił. tym większy skutek. jak twierdził Ezra. Niektórzy szamani twierdzili.zwrócił się do szamana. . Takie myśli pojawiały się czasem w wizjach starego czarownika. dla kogoś. by kochać. Ty i ja chcemy tego samego.uspokoił się kapłan. znowu wyruszysz? spytał teraz. Zima to zima.i cierpiał.Nie.

znikając w Puszczy na drugim brzegu.skłamał Jon gładko i bez wyrzutów sumienia.Nie będziesz mnie wstrzymywać? . Poznał to po nienaturalnie spokojnym ułożeniu jej ramion i pleców. że mąż wkrótce znów zniknie. jak nakazał Isak. Wycinają ogromny kawał Puszczy. . że jesteś Jonem w Drodze.Jeżeli coś cię nie powstrzyma. krusząc w dłoni. że będziesz wracać. .Wracając do Wioski. .Zawsze będę do ciebie wracał . iż ten grzeszy.przyrzekł Jon. jak wznoszą największą w kraju świątynię. aby ratować starca.powiedział żarliwie. gdzie może go znaleźć . że śpi. przez chwilę zdawało mu 55 . Poczuł gorzko-cierpki zapach. ale ona pokręciła głową: . aby patrzeć w ślad za nim. Myślał. Wyruszył o świcie.Nic mnie nie wstrzyma . na którym stał posąg. Czy tamten niepospolity serdecznik ogrzał lodowe serce posągu? Jon wątpił. więc zerwał go. ale wręcz wie. Pożegnania oznaczały rozstanie. Ciekawe. . jak długo to będzie możliwe. Ale rósł dosłownie na skraju pylistego placu. lecz tym razem Gaja nie stała nad Rzeką. wciąż czuł na plecach jego wzrok. nim zostałam twoją żoną . . Ale świątyni nie widziałem. do którego lgnęło jego serce. choć Ezra o nic nie zdążył go spytać. czy młodszy kapłan by mu uwierzył… Gaja bez pytań pojęła.odparła z łagodnym smutkiem. Za to szaman stał koło namiotu nieruchomy jak drzewo i Jon. bezwiednie wyszeptał przygotowane z góry kłamstwo: “Byłem w pobliskim mieście przyjrzeć się. minął Ezrę i odniósł nieodparte wrażenie. . ciężarnej żony? Jonie! Jeśli grzeszysz. że drżą w rytm oddechu. Gdy wkładał ziele do woreczka na szyi. który Jon złożył w ofierze Bezimiennemu za pierwszym razem. . które udawały. Żywa czerwień kwiatu od razu rzuciła mu się w oczy. czekają cię niewyobrażalne piekielne męki…!” Jon.pomyślał i podporządkował się jej niemej prośbie. by uniknąć pożegnań.Wiedziałam.i chce się jedynie upewnić. by zdobyć drewno. lecz Jon przyśpieszył i skrył się wśród pierwszych domów Wioski. że młody kapłan nie tylko szuka swego brata.I wiem. a gdy go opuszczał udawała. Goniło go nie wypowiedziane. Zgubiłem drogę i z trudem ją odnalazłem”. Ezra spojrzał podejrzliwie i już zamierzał pytać dalej. natrętne wołanie Ezry: “Jonie! Gdzie podziewałeś się tak długo? Dlaczego przez trzy miesiące nie było cię u boku młodej. Brat tego samego.Wstrzymuje oddech . że będzie długo szukać dziewięciozębnego serdecznika z purpurowym kwiatem.Spotkałem przed chwilą kapłana Isaka koło krzyża za Wioską . Została w domu.upewnił się Jon.

wznosząc w górę.Biel… białe… biel… . aby przywołać tamten obcy świat. brzydki przyodziewek.zieleń ustąpiła burości. która z nich wiedzie do Wioski.wystające. . Odwrócił się i jeszcze raz spojrzał uważnie na pył wypełniający plac. jak niebezpieczny skalny występ.spytał Dziewczyny. wsparta na wystającym biodrze. która z czterech par oczu Bezimiennego jest teraz otwarta. gdyż bury płaszcz idealnie wtapiał się w równie burą.powtarzał.nienaturalnie duży pępek. A potem po zgiętym łokciu Jon wspiął się wprost na ramiona Boga.Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” przypomniał sobie słowa. że pod jedną z czterech par powiek coś lśni: bezdenna. Chciał sprawdzić. wspinając się mozolnie na ramiona Boga. Żadnych . czy całkiem inna. Ona jest taka chuda w 56 . .siedmiopalczasta. Znał tę drogę na pamięć: pierwszy przystanek . ciemnozielona Puszcza znów zaczęła migotać mu przed oczami i tracić ostrość konturów . ludzie zwykli i ludzie w długich sukniach . wiła się jedna z Kamiennych Dróg. Drugi . niedźwiedzie i zające.Nie dostaniesz ode mnie żadnych ofiar. ostentacyjne niemal znamiona męskości Bezimiennego.Bure… szare… bure… Bure jak zmęczona ziemia… jak wykarczowany skrawek Puszczy… BURE… *** . nie bieli. Znów obszedł ramiona Boga . Ale wszystkie były szczelnie zamknięte. nisko w dole. obojętne.sarny i lisy. wielka dłoń. jesienną ziemię i po prostu był dobrze dobrany. ale ona nawet nie odwróciła w jego stronę ostrzyżonej na jeża głowy. Nie wiedział nawet. to wrócę do Wioski . Jon przywarł do szyi Światowida i ostrożnie poszedł wzrokiem w ślad za Jego spojrzeniem. Prawie zaciśnięte. że czuje na sobie wzrok posągu. Z tej wysokości wszystkie Drogi były do siebie podobne i Jon nie wiedział. Odwrócił głowę: Bezimienny patrzył na niego jedną z czterech par oczu. wielkie powieki powoli. zmęczoną.się.potężne. a wysokie drzewa wokół odbiły jego słowa głuchym echem.Dlaczego zawsze nosisz bury. żywiczna czarna głębia. Grube. powolutku uchylały się. które Ezra wyczytał kiedyś Plemieniu w świątyni z jednej z grubych ksiąg.pomyślał instynktownie.i ujrzał. czy udajesz Dziewicę czy mężczyznę? . Przed nim.obróciły się w proch.. lśniącą żywicznie pod wpółprzymkniętymi powiekami. Ostrożnie obszedł je wokół. Jon niepotrzebnie pytał. Gdy wpatrywał się w ślad za spojrzeniem Bezimiennego. Ale dlaczego? Zabici w kwiecie wieku w okrutny. Widział tylko jej ostry profil i wysoko rzeźbione kości policzkowe. Smutne szczątki niezliczonych krwawych ofiar… .powiedział Jon głośno. nieludzki sposób. na ofiarę dla starego Boga? Dlaczego On chciał ofiar z życia? Czy cześć oddawana ze strachu wystarczała mu? . czy to jest ta sama. Te wszystkie niegdyś żywe i czujące istoty .Nie chcesz mnie. wzdłuż której patrzył poprzednim razem. Czwarty . . Trzeci . grube kolana posągu.

Widać. słyszała Głosy. tylko wieśniaczką. czy każde z osobna? . Wygląda okropnie .westchnął w duchu Jon.odparła posępnie i znów umilkła. która wypuściła się na awanturniczą wyprawę ze swego zamku. I w końcu wypali się. wewnątrz własnego Ja.Ale proboszcz patrzył z przyganą na chudą pasterkę krów obwieszczającą wszem i wobec.Dziewczęce suknie kryły to. .pomyślał. chłopca z sąsiedniej zagrody. zamku dopiero szukali. kim ona jest: wiejską dziewuchą. gdy nie ma włosów. Jej ojciec. gdyż gdzieś głęboko. Katarzyna. oślepiającym błyskiem słońca. pomyślał i zaraz dodał w duchu: Kocham ją jak siostrę. Michał. aby uniknąć zbędnych pytań i podejrzeń ze strony napotkanych ludzi. jednak nie najgorsze życie. przecież wiesz . . Uzupełnienie to wydało mu się konieczne. także to. ciemne warkocze i porównując je z ostrzyżoną na jeża głową. . . ponieważ nikt lepiej od niego. . kogo kocha miłością całkiem nie siostrzaną. Bez szans na odmianę losu. Czy ona tego nie rozumie?! I tak wszystkie awanturnicze przedsięwzięcia. Właśnie. lecz ubogą wioskę Domremi.pomyślał. stary Dark. Na pewno już nie wróci to. uprawiającego małe poletko. Stąd brała się jej zła sława we wsi.spytał nie zrażony jej milczeniem.myślał z przekąsem Jon. I to jest awanturnicza wyprawa. Matka Dziewczyny była niczym nie wyróżniającą się chłopką.lub źle. że spala ją od środka poczucie misji.Słyszałam Głosy. Jej wyniosłość była śmieszna. A zwłaszcza najeźdźców. może i nudne. Błysk jej zębów w śniadej twarzy wydał się Jonowi krótkim. Troje świętych naraz… Ciekawe. pasąc cztery kościste krasule na łąkach za wioską.Żebyż choć upierała się przy jednym lub wybrała sobie bardziej znaczące boskie istoty niż ta trójca. czuł. Mimo wszystko ją lubię. z wyjątkiem Dziewczyny.Kto tak nieudolnie ściął ci włosy? . Małgorzata. którą rzeczywiście jest. z niczym nie wyróżniającej się wioski Domremi.tym męskim przebraniu . świętymi Małgorzatą i Katarzyną. mało rozgarniętą.odparła Dziewczyna i nagle uśmiechnęła się. więc nie opuścili zamku. w dodatku cieszącą się złą sławą. co było: spokojne.Nigdy nie była piękna. Gdyby choć proboszcz uznał je za Głos Boga… .Sama je ścięłam. Kto o 57 . Lecz przez tę chudość nie wygląda na prostą wieśniaczkę. Ponieważ Dziewczyna nie była arystokratką. choć bez sukcesów. nie wiedział. przypominając sobie długie. lecz na arystokratkę. bynajmniej nie z obściskiwania się z chłopakami. . niespecjalnie ładną. która od trzynastego roku życia “słyszała Głosy”. mogą skończyć się dobrze . swoich i obcych. rozmawia ze świętym Michałem. ale teraz. jej wielkie oczy przypominają oczy wariatki… . miał opinię chłopa pracowicie. że prawie co dzień. czy mówią do niej chórem. ale i bez wizji gwałtownej śmierci. może nawet kocham.drążył dalej. Sierpem . błądząc bocznymi drogami. Urodziła kilkoro niczym nie wyróżniających się dzieci.Po co to wszystko? . że jest ktoś inny. .

rozumiesz. Wszystkie wiejskie wyrostki zawsze obśmiewały “Głosy” i . mój panie. ślepi. Tą misją jest przywrócenie na tron prawowitego króla. nawet gdyby gawędziła co dzień z samą Marią Magdaleną…! A jednak Głosy powiedziały jej pewnego dnia. jak Katarzyna. syn nieżyjącego monarchy. Głosy mówią to. Powiedz tym… tym swoim Głosom. podpisanym przez najszlachetniejszych panów z obu krajów! Jak chcesz to odwrócić?! . . zbuduję z własnych funduszy kapliczkę. Niech twoi święci mówią o Bogu. poważni święci! Gdyby któryś z nich z nią rozmawiał. a w każdym razie lokalnego wydarzenia sprawa zaczyna przeradzać się w państwową! Coś. na tronie osadzono monarchę najeźdźców! I zatwierdzono to traktatem.Najpierw mówiły tylko o wierze i miłości. Tomasz… to są prawdziwi. do której będą mogli przychodzić paralitycy. Nawet ludzie z natury zabobonni. To sprawa raz na zawsze rozstrzygnięta. jest delfin. Małgorzata i Michał. bo biskup nie chciałby o niej słyszeć.nich słyszał? Kto o nich coś wie? Święty Augustyn. .Ty.Nie mam na to wpływu.wołał w gniewie możnowładca z Wokuler. a Jon. Początkowo wszyscy się z tego śmiali. może wtedy choć proboszcz by jej uwierzył. nie najeźdźca. nie o królach.pogaduszki” tej Dziewczyny ze świętymi. że musi ruszyć. Ale gdy ktoś zaczyna mówić o królu i o tronie… Oooo! Wtedy z drobnego i śmiesznego. Tron przypadł najeźdźcom i kwita. gdzie pierwszy raz usłyszałaś Głosy. Niejeden kamień przeleciał obok jej 58 . że . .. głupia dziewko?! Traktatem.Chcesz.mówił możnowładca z Wokuler.ta mała od Darków rozmawia ze świętymi”. Chce sobie rozmawiać ze świętymi .. co nie udało się całej armii? Ba.proszę bardzo. prostacki. Dziewczyno. Byle nie na tematy państwowe. masz dokonać tego. w dodatku jednego ze znaczniejszych na ziemi! Nagle do ubogiej zagrody rodziny Darków zaczęli zjeżdżać możnowładcy. niech się wypowiadają o kościele. pełen mieszanych uczuć. przycupnięty za płotem domostwa Darków. nie o tronie . to tu. lecz barwny wyraz religijności stawało się nagle polityczną aferą i to w skali całego królestwa. mój panie. wielu armiom! Przecież tę wojnę toczymy już od stu lat i od stu lat ją przegrywamy! Stary król nie żyje. by uspokoić “słyszącą”. podsłuchiwał ich rozmowę. ale od trzech miesięcy powtarzają co dzień to samo: że mam do spełnienia misję powierzoną przez samego Boga. nawet cały zastęp świętych. Tron zresztą opanowali już najeźdźcy i nikt tego nie zmieni. mało znani i mało mogący. Piotr. co od biedy mogło być wzięte za chłopski. a co dopiero święci tak niskiej rangi. co chcą mówić odpowiadała niewzruszenie Dziewczyna. młody schronił się na zamku w Szinie. Tylko nie mieszaj się do polityki. by przywrócić na tron prawowitego króla. by czekać na cud przywrócenia zdrowia. . Prawowitym królem. głupia szesnastolatka z zabitej deskami wsi Domremi z ubogiego. którzy po części dawali wiarę. nic nie znaczącego rodu. żeby przestały zajmować się kwestią tronu. krew z naszej krwi.

Jon. Możnowładca z Wokuler długo milczał. a raczej z własnej głupoty. a ich król osadzi mnie w twierdzy lub zetnie mi głowę za tolerowanie jawnego podburzania do buntu. a ty wrócisz na tron. wcześniej lub później dotrze to do zaborców. że . pokonamy najeźdźców. czego żąda i wysłać ją w diabły. szóstego mam. To jasne. ale skoro ona z własnej woli. gdy . że bronił jej przed drwinami wsi…?! Zamiast robić karierę na zamku możnowładcy z Wokuler. że potrzebowała choć jednej przyjaznej duszy. co powiedziała. Zrobię wszystko.Więc czego chcesz? . jako moja poddana i nadal będzie rozpowiadać wszystkim. Najlepsze. Ale jak to przeprowadzić. A oni nigdy się nie mylą. . co może myśleć: . że nie wpadniesz przedwcześnie w łapy najeźdźców. Zatem by ocalić siebie i swoje stanowisko. .Jeśli ta wariatka zostanie tu. jakby ważył w duchu to. z Michałem do pomocy. biegły w rozumieniu możnych tego świata. A zresztą… Wystarczy pięciu. że tym szóstym ma być on. jeśli to ci się uda? Załóżmy. jak uciszyć prostaczkę i wariatkę? Chyba żebym ją zabił. Tylko Jon. Lecz gdybym ją zabił. wplątuje się w tę awanturę. będzie uchodził za wspólnika małej wariatki z Domremi?! . daj mi armię.spytał nagle możnowładca. Dasz mu tylko konia i zbroję. gdyż umie czytać i pisać. co mogę zrobić. abyś przestała gadać. niech robi. niejeden ją trafił. I to jaką: świętą męczennicę! Takie są najgroźniejsze! Gorsze niż za życia! Więc najeźdźcy ukaraliby mnie za to. to dać jej. jej wyznawcy zrobiliby z niej świętą. Podsłuchujący za płotem Jon zesztywniał: wiedział. bronił jej przed złośliwością bliźnich.. Polityka…! I to jaka! Na najwyższym międzypaństwowym szczeblu! Ta prostaczka chciała zmieniać bieg Historii przez największe “H”! Ona. powiedział mi to ustami świętych Małgorzaty i Katarzyny. Omylność to cecha ludzka.Chcę sześciu zbrojnych dla ochrony. głupia. nie boska . Ale Jon też się zaniepokoił. która nie umiała nawet czytać i pisać! .odparła z mocą Dziewczyna. Ale na wszelki wypadek…” 59 . gdy ten groził. byle z daleka ode mnie i mojej władzy. muszę zamknąć jej usta. kierowany nie wiedzieć jakim impulsem. przedrzesz się do Sziny i trafisz przed oblicze delfina? .spytał jej wtedy zmęczony możnowładca z Wokuler. Tak źle i tak niedobrze. gdyż będą z tego same kłopoty.pasem wytłucze z Dziewczyny bajdurzenie o Głosach”. Tego chce Dobry Bóg.Powiem mu: Panie i Królu mój.. chuda dziewucha od krów.zamiast niewinnych rozmów ze świętymi o sile wiary i miłości do bliźnich Dziewczyna nagle wszczęła z Głosami rozmowy o polityce. gdy będę przedzierać się przez kraj do delfina. że trzeba pokonać najeźdźców i przywrócić tron delfinowi. To on uspokajał rozjuszonego starego Darka. kto tylko zechce słuchać.głowy. co chce. domyślał się. to jakim prawem wciąga też jego? Tak mu odpłaca za to. a odbijemy miasto Orlin.A co zrobisz.

przewodzący drużynie i zachowujący się z hałaśliwą pewnością siebie. Bądź tam z twoim przyjacielem.Nie rozumiesz. Sama nigdy bym na to nie wpadła i pewnie mi nie uwierzysz. nawet staremu Darkowi nie zdradź. to… .pomyślał Jon. że byłem tak głupi. nie giermka. będzie czekać na niego koń i zbroja. Jona. Liczył na karierę pisarza na dworze możnowładcy.Zbrojni przyjadą jutro o świcie pod wiąz na rozstaju. . ale Dziewczyna przerwała mu.powiedziała Dziewczyna z naciskiem. aby nie zwrócić niczyjej uwagi. ale boję się tego. ze cztery krowy. . słyszysz? Z nikim nie rozmawiaj.Skoro zbrojni będą jutro o świcie pod wiązem na rozstaju. Dziewczyna wyglądała niezgrabnie w za dużych portkach starego Darka obwiązanych sznurkiem w pasie. Miałabym ochotę wyjść za mąż. lecz niepojęte były zawiłości psychologii. . długie. zapewne wkrótce wezwie mnie na sekretną rozmowę… . . możnowładca z Wokuler winien zaraz wezwać mnie na sekretną rozmowę. gdyż nikt zdrowy na umyśle nie przerywa możnowładcom. Bystre oczy Jona od razu wyłowiły w piątce ludzi tego. dwa konie . O świcie pod wiązem czekało na nich pięciu zbrojnych ludzi z drużyny możnowładcy z Wokuler.zaczął możnowładca. mieć trójkę dzieci.jeden dla niego. że Jon jej nie zawiedzie. a także konia i dodatkową zbroję. drugi dla Dziewczyny . który otrzymał od możnowładcy z Wokuler sekretną misję: wbrew pozorom nie był to potężny osiłek. które przypominały teraz młodego jeża. stado gęsi i święty spokój. Skoro tak bardzo chcesz. że możnowładca wybierze właśnie mnie. nie była zdrowa… . Ja nie chcę. ale nie doczekał się wezwania od możnowładcy. rozumiesz? O świcie… . gdyż nakazał mi to Bóg ustami trojga świętych. Ona. równie burą kamizelę.przerwał jej możnowładca. gdyż wiejska dziewka jadąca konno w asyście uzbrojonych dworzan wzbudzi podejrzenie nie tylko najeźdźców. otrzymasz pięciu zbrojnych. Gdyby jednak wszyscy robili tylko to.Dość! . kawałek żyznej ziemi. co wywołało dreszcz zgrozy u Jona. Czekał do późnej nocy. któremu nieobce były meandry polityki. a na burej koszuli miała wielką. iż cię posłuchałem. Za to przed nastaniem nocy przyszła do niego Dziewczyna i dała wyraz głębokiej wierze. Skoro tak. panie. Wiele wskazuje na to.dokończył myśl możnowładcy Jon.Niczego nie chcę .oraz zapasowa zbroja. czarne włosy. Sama przebierz się w męski strój. Ja muszę. Żaden tajny 60 . co prawda. którą Jon włożył z pewną niechęcią. co muszę robić i wcale nie mam na to ochoty.Dobrze. Muszę być zatem w domu i czekać na wezwanie… Jon cicho przekradł się do swej zagrody. I już nic więcej nie mów. na co mają ochotę… . lecz i swojaków. To wtedy musiała ściąć sierpem swoje piękne.…Na wszelki wypadek w drużynie zbrojnych będzie jeden zaufany.

asystent nigdy nie był osiłkiem i nie rzucał się nikomu w oczy. Zatem musiał nim być ten chudy, piętnastoletni Chłopiec - którego twarz wydała się Jonowi do tego stopnia znajoma, że aż drgnął na jego widok. Jedynie Chłopiec nie miał na sobie zbroi, choć nosił u pasa krótki nóż. Mimo szarego świtu, gdy rozchyliła mu się koszula przy zsiadaniu z konia, Jon dostrzegł na Jego piersi dziwną, długą bliznę, - …jakby ktoś chciał mu wyjąć serce - pomyślał, patrząc na Chłopca i nie wiedząc, skąd wzięło się to skojarzenie, a zaraz po nim dziwna pewność: - On już kogoś zabił. A teraz cierpi, lecz jest gotów zabić znowu. Jego serce jest jak sopel lodu i stąd ten dziwny chłód, który od niego czuję. Królowa Śniegu musnęła go skrzydłem swego płaszcza… Jon bezwiednie dotknął dłonią małego skórzanego woreczka. Zawsze nosił go na piersiach pod koszulą, mimo że zawierał jedynie wyschłe, pachnące cierpko drobne ziele, którego przeznaczenia nie umiał się domyślić. Ale w końcu święte relikwie miewały różny charakter, na wszelki więc wypadek nie należało pozbywać się przedmiotu, który, jak mu się zdawało, towarzyszył mu od urodzenia. Nikt poważny w tych trudnych i niespokojnych czasach nie obywał się bez relikwii. Widać zaopatrzyła go w nie matka, której - podobnie zresztą jak ojca - w ogóle nie pamiętał. Ba, dźwięk słów: “matka”, “ojciec”, przywodził mu przed oczy niepojęty obraz rozmigotanej, zielonej Puszczy, jakich niewiele było w dzisiejszych, cywilizowanych czasach. Większość puszcz wycięto, aby pobudować domy, pałace, świątynie. Skórzany woreczek na pewno zawiesił mu na szyi ktoś, kto go kochał i o niego dbał. Szkoda, że tego nie pamięta. Niech więc woreczek sobie wisi, z relikwiami czy bez. Niech dalej szeleści w nim to zmurszałe zielsko. On ma na głowie inne kłopoty. - Czemu możnowładca nie zaufał mnie, lecz wybrał tego wyrostka? - myślał, patrząc z niechęcią na Chłopca. Ten w odpowiedzi skrzywił wargi w niemym, ironicznym, zimnym uśmiechu. W ten sam sposób spojrzał potem na Dziewczynę i Jon poczuł chłód na plecach. - Zabije ją, choć jeszcze nie wiem, w jaki sposób - odgadł i w tym samym momencie zrozumiał, że to Los każe mu stać pomiędzy Dziewczyną a Chłopcem. Widząc jej chudą postać, odzianą w niezgrabne portki starego Darka i te wielkie, płonące oczy wyzierające z obnażonej, jakby nagiej głowy - Jon zrozumiał, że w gruncie rzeczy zawsze ją kochał. Jak siostrę. Jak prawdziwie bliźnią istotę. Bezbronność tej wątłej Dziewczyny wobec Głosów, które słyszy i strach, który czuje, zmuszają go do chronienia jej. Pomimo ogromnej chęci zrobienia kariery na zamku możnowładcy z Wokuler. Jon bowiem wiedział, że gdyby możnowładca właśnie jego uhonorował sekretną misją - byłby gotów zdradzić Dziewczynę za cenę kariery na zamku. Więc ile w tej nagle objawionej gotowości bronienia jej było prawdziwej woli, a ile chęci pomsty na możnowładcy, który wyróżnił Chłopca, nie jego…? Na to pytanie Jon nie umiał sobie odpowiedzieć. Może coś jednak było w tej Dziewczynie, że wzbudziła w nim aż tak mieszane odczucia? Może była kimś więcej niż wiejską wariatką?
61

- No, więc po co to wszystko? - ponowił pytanie, nie zrażony jej niechętną odpowiedzią. Jechali lasem, czwórka zbrojnych możnowładcy z Wokuler, ten zdumiewająco młody i pozornie mało doświadczony sekretny posłaniec, Dziewczyna w niezgrabnym męskim stroju, z nieudolnie obciętymi włosami i Jon. Zdaniem Chłopca, do zamku w Szinie, gdzie przebywał delfin, jedyny syn prawowitego króla, było już niedaleko. Przez całą podróż - wiele nocy i dni - mieli szczęście i nie natknęli się na najeźdźców. - Wolność… Prawda… Miłość - wymamrotała niechętnie Dziewczyna w odpowiedzi na jego pytanie. - Nie rozumiem - odparł Jon. Zwróciła ku niemu posępną twarz, w której płonęły oczy. W niczym już nie przypominała młodziutkiej, pogodnej wieśniaczki z Domremi, towarzyszki zabaw. - Zacznijmy od Miłości - powiedziała. - Miłość do Dobrego Boga nie pozwala mi odmówić Jego wezwaniu, nawet gdyby niosło największe niebezpieczeństwa. On wezwał mnie, bym przywróciła tron prawowitemu królowi. Tu zbliżamy się do Prawdy. Prawda jest taka, że tron nie należy do najeźdźców i choćby ta wojna trwała nie sto lat, lecz dwa tysiące, choćby na tronie osadzono nie jednego, ale stu uzurpatorów, tron należy się delfinowi lub jego potomkom. Nie wolno ze strachu wyrzekać się Prawdy. A Wolność… Gdy ze strachu wyrzekasz się Prawdy, oznacza to, że nie jesteś wolny, rozumiesz? Jon zdziwił się. Nie posądzał prostaczki ani o takie rozumowanie, ani o tak głęboki wywód. Nie umiała przecież czytać ani pisać. Skąd brały się jej te sformułowania? Czyżby naprawdę słyszała Głosy i mówiła w natchnieniu? - Nie podoba mi się ta misja. Boję się jej. Boję się o ciebie - powiedział. O siebie też - dodał szczerze w duchu. - Ja też się boję - odparła smutno Dziewczyna. Jon odczekał chwilę, zwolnił bieg swego konia, pozwalając, by Dziewczyna wysforowała się na czoło drużyny, sam zaś, udając, że poprawia strzemię, zaczekał na Chłopca. Ten jechał na końcu, siedząc niedbale w siodle, lekko zgarbiony, pogrążony we własnych myślach. Lewą ręką lekko przytrzymywał lejce, prawą dotykał piersi. - Boli cię ta długa blizna? - spytał Jon, chcąc sprowokować Chłopca do zwierzeń. Ale ten krótko się zaśmiał. - Czemu pytasz, doktorku?

62

- Nie jestem medykiem… - odparł speszony Jon, lecz mówiąc te słowa, doświadczył nagle wrażenia, jakby na ułamek sekundy pogrążył się w jakiejś niepokojąco lśniącej, nienaturalnej bieli. Tonął w niej. Dusił się. Odetchnął głęboko i omamy zniknęły. - Może będziesz medykiem lub byłeś nim, nic o tym nie wiedząc - zaśmiał się Chłopiec. - Wiem, czemu wstrzymujesz konia. Pragniesz wywęszyć, jaką misję powierzył mi wielmoża z Wokuler. - Jeśli dostałeś zadanie, by podstępnie zabić Dziewczynę, to będę jej bronił. A jestem od ciebie silniejszy - powiedział Jon. - Żeby zabijać, nie trzeba siły, tylko przekonania - zaśmiał się kpiąco Chłopiec. Powiem ci jednak, co umyślił nasz wielmoża. Żadnemu z nas to nie zaszkodzi i nawet taki naiwniaczek jak ty sam dojdzie w końcu do tego. Otóż jeśli delfin przypadkiem zechce rozmawiać z tą śmieszną dziewuchą i jeśli, również przypadkiem, jej się powiedzie, to staniemy się jej drużyną, gotową do ochrony z rozkazu możnowładcy. Chronimy wybraną istotę, do której Bóg raczył przemówić głosami świętych. Ale jeśli na zamku w Szinie zamkną przed nią bramy lub zechcą wydać ją najeźdźcom, wtedy jesteśmy zbrojnymi, którzy z rozkazu możnowładcy z Wokuler eskortują niebezpieczną wariatkę podważającą prawowitość władzy królewskiej, nadanej z mocy Boga. Rozumiesz? - Rozumiem - powiedział powoli Jon. - Możnowładca jest chytrym lisem, w obu przypadkach ma szansę na nagrodę. Ale czemu mi to zdradziłeś? Przecież mogę ją ostrzec. - Ach, ona… Ona jest najmniej ważna. Ona jest tylko iskrą, która może, lecz nie musi rozpalić ogień buntu. Jeśli go nie skrzesze, utonie w mrokach niepamięci. Jeśli jednak dojdzie do buntu, to będą liczyć się tylko jego skutki. Wtedy też nikt nie będzie pamiętał o niej, bo przy wielkim ogniu nikt nie zwraca uwagi na iskrę. Trzeba, by ludzie o niej zapomnieli - wyjaśnił Chłopiec i znowu się zaśmiał. Jon pomyślał, że w jego śmiechu jest coś nienaturalnego: że ten wyrostek śmieje się na znak radości, śmieje się, gdy się gniewa - i może się śmiać, gdy będzie zabijał. - Jeśli nie dojdzie do buntu, to… to pozwolicie jej wrócić do Domremi? - Powiedziałem ci: ona musi utonąć w mrokach niepamięci. W obu przypadkach. Zarówno gdy jej misja powiedzie się, jak i wtedy, gdy skończy się niczym. I tak się stanie. Od tego tu jestem. Chłopiec znowu się zaśmiał, a w jego ostrym śmiechu Jon wyczytał całą prawdę: obojętne, co osiągnie Dziewczyna - musi zginąć. Bo tu chodzi o politykę, nie o Boga. Chłopiec ją zabije. Chłopiec umie to robić - i lubi. I Jon gorączkowo myślał dalej: Tak, ta Dziewczyna z Domremi to wariatka, nawiedzona prostaczka, która wplątała się w wielką
63

Otwórz. Jon zawahał się na moment. wyglądający na sympatycznego obieżyświata.rzekł półgłosem Chłopiec.odparł wyrostek. choć dobrze zbudowany młodzieniec. otwierając równocześnie bramę i nagle urwał. Oboje z Dziewczyną szybko wjechali do środka. . potężny osiłek. Chłopiec i jego zbrojni wyczekiwali z ciekawością. że ów Chłopiec zbyt dużo wycierpiał jak na swój wiek i już zobojętniał na cierpienia innych. Jeśli ją wpuszczą. panie . z tupotem końskich kopyt.zapytał osiłek. za tą dwójką czworo zbrojnych w barwach możnowładcy z Wokuler . nie słuchając ich i nawet nie patrząc w ich stronę. wiejską kamizelę Dziewczyny i niemal automatycznie zaczął ponownie zamykać odrzwia. Tuż za nimi. nieudolnie udająca mężczyznę ubranego w niezgrabne.a na końcu chudy wyrostek o nazbyt dorosłym spojrzeniu. udając następną grupę podróżnych.Kto się tam tłucze? . dlatego sam jest skłonny zadawać ból. kilka metrów za nią jechał szczupły. rycerskim koniu. jadąca na rasowym. lecz nie był to dźwięk. …Dziewczyna zsiadła z konia i stukała drobnymi pięściami w kute bramy zamku w Szinie. moja kariera u wielmoży z Wokuler będzie raz na zawsze przekreślona. Jon wsunął swój miecz w szparę i mężczyzna odruchowo się cofnął. siermiężne portki. Dziewczyna. bezwiednie zdradzając jego prawdziwą rolę.Wiozę ważne poselstwo dla delfina. . przyłączamy się . podjechał jednak bliżej i kilkakrotnie uderzył we wrota mieczem.Czy może wasza wielmożność podać swe szlachetne imię.przemknęło mu przez głowę . Obejrzała się bezradnie na Jona. . . przemknął Chłopiec ze swoją drużyną.Ona zastuka do bram zamku. jechała drużyna wielmoży z Wokuler. otrzymanym od wielmoży. lecz teraz przyhamował konia i spojrzał pytająco na Chłopca.poprosiła Dziewczyna. na którego bary z trudem zapewne dobrano kolczugę. Lecz nie zdążył ich zamknąć. który mógłby kogokolwiek zaalarmować. Jego wzrok padł na zniszczone portki i burą. ruszyła do głównej bramy warownego zamku.politykę . W pewnej odległości za nimi. Dla kogoś z boku cały ten orszak wyglądał na grupkę obcych sobie ludzi: samotna Dziewczyna.ale czy musi płacić za to życiem?! I czy ja… . 64 . .Oto i zamek w Szinie . lecz podążył za nią. abym… . ale ten zawahał się.powiedział przywódca drużyny. my zaczekamy z tyłu. . Cały czas jechał na przedzie i sam podejmował decyzje co do kierunku drogi.Wtedy powiem wam. .usłyszeli podniesiony głos zza bramy.… czy ja muszę nadstawiać za nią karku? Jeśli to uczynię. Ktoś umiejący czytać z rysów twarzy mógłby pomyśleć.zaczął strażnik. co dalej .A jeśli nie…? . .

od szorowania podłóg) za elegancki. było coś niezwykłego. Dwór zaczynał bawić się sytuacją. brokatowy strój. Nie widział na jej twarzy ani przestrachu.Byli wewnątrz zamkowych murów i mimo wrzasków wartownika. Dopiero teraz w pełni pojął.lecz równocześnie w ich cofaniu się. Rozstępujący się strojny tłumek wskazywał Dziewczynie drogę do jednego z kątów sali. Jedni dworzanie odsuwali się. Tu także pełno było straży. który przynaglał straż do pościgu. Miał on ułatwione zadanie: sekretni posłańcy nie powinni rzucać się w oczy. gnali dziedzińcem w stronę głównego zamkowego wejścia.posuwała się drużyna Chłopca. Usuwali się płochliwie przed dwójką podróżnych. za którymi .powiedziała zdecydowanym tonem do jednego z lepiej odzianych dworzan i pociągnęła go zgrubiałą dłonią (z zastarzałymi. że sława Dziewczyny już dawno przekroczyła granice posiadłości wielmoży z Wokuler. Dziewczyna wołała raz po raz: . pełnej przepychu sali. a wokół rozległy się ściszone chichoty. za którą podążał pełen mieszanych odczuć. Po chwili oboje biegli podcienionym korytarzem. ani uniżoności czy kornego zachwytu nad wspaniałością dworu i dworzan. to tam. czuła się w wytwornym zamku w Szinie jak u siebie. gdzie już z daleka dostrzec można było jakieś zamieszanie. co Jon natychmiast dostrzegł. Ku zdziwieniu Jona ta wiejska dziewucha.Prowadźcie mnie do delfina . zajrzeć jej w twarz.jest tu jeszcze czterech zbrojnych i niepozorny Chłopiec. gdyż każdy pragnął obejrzeć z bliska wariatkę z Domremi. a końskie wodze rzucili zaskoczonym gwardzistom. że poza Dziewczyną i towarzyszącym jej Jonem . Uwagę wszystkich skupiała Dziewczyna. by w ogóle nie zauważyć.w pewnej odległości . Ruszyła na strażników swym koniem. Przepychając się tak poprzez gęstniejący i coraz bardziej rozbawiony tłum dworzan. dlaczego ów chciał się jej pozbyć. która chce walczyć o tron… . jedyny prawowity król i władca? Gdzie jest delfin? Prowadźcie mnie do niego! Dworzanie rozstępowali się niechętnie.rozlegały się wokół szepty pełne ciekawości lub drwiny i Jon pojął. W zamkowym korytarzu było pełno dworzan. w której potężny. Iskra już wznieciła ogień. Dworzanin cofnął się wystraszony.Gdzie jest nasz pan. . To wąskie przejście wśród eleganckiego tłumu samo ich wiodło do dużej. dopiero pełgał to tu.Wariatka z Domremi… Nawiedzona słysząca Głosy… Wieśniaczka. zmuszając Jona. inni przeciwnie zasłaniali sobą kogoś przed wścibstwem przybyszów. Na tyle dobrze. by uczynił to samo. gdy zrobili jej przejście. na razie wątły. kryształowy żyrandol rozjaśniał wnętrze tysiącem świateł. 65 . dotknąć z odrazą jej ostrzyżonych na jeża włosów i dziwacznego stroju . czarnymi obwódkami wokół paznokci: od bydlęcego gnoju. . ale Dziewczyna nie zwracała uwagi na jej wezwania.

co nosisz w woreczku na szyi . . Zniżyła głos do szeptu i rzekła: .potomek prawowitych królów.Na ciebie wskazują znaki od Boga . mocnym głosem i mocną. . Ku jego zdumieniu Dziewczyna bezbłędnie odgadła. dworskich bali. a jego twarz pobladła ze strachu i wściekłości na dworzan.odparła Dziewczyna i cofając się kilka kroków. wśród grupki dworzan. . krył się . Był gotów na każde upokorzenie. Dziewczyna spojrzała na niego z mimowolną pogardą. choć. urządzonej z przepychem sali. Był to ukłon prostej wieśniaczki bez manier. I nie chce. mimo że zdążył zamienić perukę i frak na mniej dostojne szaty. wygodnego łóżka z puchową pościelą. aby ona rozpoznała go wśród tłumu. mój panie.Tyś.Pokaż najjaśniejszemu panu. lśniącej kryzy.Nie… nie… . mało dworski. Inaczej nigdy nie odnalazłaby następcy tronu . W kącie wielkiej. którego wizerunki. niezgrabny ukłon.powtarzał teraz. Zamiast haftowanego złociście stroju ubrany był w zwykły plusz. przez długie lata wybijano na monetach. A ja będę tego świadkiem. rozstępując się.Nie bój się.skulony jak zając pod miedzą .Nie jestem delfinem… . Ale tłum bezwiednie wskazuje jej drogę. pokonasz ich z pomocą Boga i zostaniesz namaszczony na króla w wielkiej katedrze w Rims.Nie. iż dawno już pogodził się z utratą tronu na rzecz najeźdźcy. . Delfin jednak wciąż był przerażony. Było widać. przysięgam… . złożyła mu głęboki. Przeciwnie. byle odsunąć myśl o wojnie. Pragnął tylko spokoju. na których mógł najpiękniej tańczyć. gdzie on jest i który to z licznej grupy wielmożów. 66 .Delfin nie chce jej widzieć. ale w jej postawie widać było determinację i jakiś szczególny rodzaj zachwytu. Wydęta warga delfina bezwiednie wywinęła się jak do płaczu.powiedziała głośno.wyjąkał.powiedziała Dziewczyna dźwięcznym.znak rozpoznawczy rodu. która zirytowana kiwnęła na Jona: . pozbawiony wspaniałej. Przysięgam. cofając się przed Dziewczyną. a jego peruka przedstawiała opłakany widok. dobrego jedzenia. którą wszczęli jego pradziadowie.pomyślał Jon i wyciągając głowę. małą dłonią ujęła poły jego fraczka. że go wydali. by przywrócić delfinowi pionową postawę.protestował młodzieniec. nie… . jakby wydętą dolną wargę . . jest królem . że najeźdźcy nic ci nie zrobią. stanął na palcach. w osobach kolejnych władców.Mylisz mnie z kimś innym. pięknych dam dworu wokół. Jon od razu rozpoznał charakterystyczny duży nos i wypukłą. panie.

odparła Dziewczyna z mocą. dających rękojmię boskiej ochrony.były to wszak czasy. Zapewne jakiś chciwy mnich sprzedał owo ziele rodzicom. za jakąś ułudę. Jego wypielęgnowane dłonie trafiły na obce.Dostaniesz armię . czego od ciebie żąda. gdyby okazała się być ci użyteczna… 67 .przebiegł przez salę szept.spytał delfin.Czego zatem chcesz ode mnie? Co nakazują ci czynić twoje Głosy? . mówiono. mój panie .Lilia! Lilia! Świeża lilia! .powtórzyła z naciskiem Dziewczyna i Jon bezwiednie sięgnął pod koszulę. jedynie latem! A właśnie dziś pierwsze mrozy skuły burą ziemię za oknami zamku w Szinie… . To będzie nasze pierwsze wspólne zwycięstwo. . co ma ukryte na piersi. iż rosło pod Krzyżem. . prawie włażąc mu na plecy. a potem… potem najeźdźcy opuszczą nasz kraj. a w wielkiej sali po krótkiej.Panie nasz i władco. a właściwie tylko jej szlachetny. na wypadek.Jon zdrętwiał: w woreczku przecież niczego nie było! Owszem. Jon drżącymi dłońmi szarpnął za rzemień i… z uchylonego woreczka wysunęła się biała lilia.Pokaż! .uśmiechnęła się Dziewczyna i jej uśmiech błysnął jaśniej niż tysiące świec w żyrandolach u rzeźbionego sufitu. Bóg. mój panie. Dworzanie skłębili się teraz wokół niego. co chce ci dać. który powoli przechodził w narastający krzyk. Po nim przyjdą następne. Było w nim tylko jakieś pokruszone ziele i to wszystko. ale tylko naiwni wierzyli mnichom i dawali im za nie.Nakazują mi żądać od ciebie armii. Bóg wie. aby ujrzeć. Nie zawiedzie cię . lecz przejmującej ciszy zawrzało od podnieconych głosów. Lilia kwitła. wmawiając. gdy nikt rozsądny nie poruszał się po drogach bez relikwii. . niepowtarzalny w wysmukłej linii kwiat. jak większość kwiatów. wie. który nakazał chronić tę Dziewczynę w czasie długiej podróży z Domremi do zamku w Szinie. nieświeże loki i blada twarz powlekła się rumieńcem. prawdziwe złoto.powiedział nagle delfin. Ale Jon sprawdził zawartość swego woreczka po wiele razy i niczego w nim nie znalazł. twarde. Wtedy z tłumu dworzan wystąpił Chłopiec i przyklękając przed delfinem. a ja będę podziwiać twą koronację w wielkiej katedrze w Rims. Mimo to jakimś cudem wskrzesił w sobie resztki rodowej godności i ponowił pytanie: . .Oto znak.Czego chcesz? . oświadczył: . że zapewne jest w nim relikwia . abym mogła ruszyć na Orlin i odbić go z rąk najeźdźców. Lilia była przecież symbolem królewskiego rodu. prostując się i odruchowo poprawiając perukę. jesteśmy orszakiem wielmoży z Wokuler.

a kto będzie zdrajcą… Ale Chłopiec nie stracił rezonu. uśmiechając się do Jona. czy nadal jest w nim świeża lilia. Słowa Chłopca. lecz nie mów o czymś. .Chyba jej nie uwierzyłeś. głupią politykę.Wielmoża z Wokuler? . On przysłał cię tu. choć mógłbyś ją rozbić i sięgnąć dalej. pokazując dziwaczną. Dotknął ukrytego pod koszulą woreczka. czego nie pojmuję i nie chcę pojmować . Tylko przez przypadek interes Jego i wielmoży z Wokuler jest zbieżny. gdyż poza tym cóż może łączyć bogatego prostaka z potężną Myślą. po co tu jesteś i na co On liczy? .Powiedz. którą powołała do istnienia wiara? Wielmoży chodzi o doraźną.po czym odwracając się plecami. która ma wymiar jednej przestrzeni. cóż znaczy jakiś wielmoża wobec istot. 68 . w przód i wstecz. lecz znaną mu rzeczywistość. gdy wykraczały poza szarą.Dobrej nocy.spytał Jon także szeptem .i Chłopiec rozdarł koszulę na piersi.Jej ustami rzeczywiście mówi Bóg . Wie. była naprawdę Głosem Boga. wydymając dolną wargę: . co? Chyba wiesz. to litość. . Gdy Jon złożył głowę na posłaniu. która na kartach Historii zajmie parę linijek druku. tak jakby go wcale nie było. musi wiedzieć. przejmowały go lękiem. To ty naznaczyłeś mnie w Jego imieniu… . Jej wzrok omijał Chłopca. kogo mam na myśli. jakby ten miał go chronić przed Nieznanym . A wielmoży z Wokuler przekażcie. których myśl przekracza granice światów i czasu? Dobrze wiesz. . ale Chłopiec ciągnął dalej: . którą dworzanie wiedli do osobnej komnaty. długą bliznę. abyś przeszkodził Dziewczynie. Wyrostek kucał koło jego łoża i mówił: . nagle usłyszał szept. towarzyszka niewinnych zabaw zza płotu. nierozgarnięta pasterka krów. że będziemy o nim pamiętać w dobrej godzinie.Mniejsza o twoją pamięć. wzdłuż linii serca. niby szklanej klatki.W złej też… . a Jemu o coś całkiem innego! . Ruszył za Dziewczyną. wobec której odczuwał na przemian to braterską miłość. jakby chcąc sprawdzić. pomyślał Jon i nagle dodał w duchu: Przecież to oczywiste! Skoro Bóg rozmawia z nią poprzez świętych.Bądźcie zatem naszymi gośćmi w zamku.Głupcze.odparł Jon. instynktownie broniąc się przed tajemniczą wiedzą.zaczął zdumiony Jon. W sali zapadła głucha cisza. Wariatka z Domremi. Odruchowo zacisnął dłoń na skórzanym woreczku. Jej drużyna otrzymała komnatkę obok. po co tu jest. jeśli taka nadejdzie . ciągnącą się od obojczyka po brzuch.Ja… Ja przecież nigdy… . Szykujcie się na wojnę . lecz ręka napotkała jedynie skruszone ziele.i uspokoił się. smutną.pomyślał wstrząśnięty Jon. o co chodzi z tą polityką. opuścił komnatę..powiedział słabym głosem delfin i po namyśle dorzucił ostrzej. kto ją kocha.powiedziała Dziewczyna.

69 . A teraz o Nim i Jego woli… nie. to choćby pamięć o niej. Wielmoże zaś poddali się. czuję idący od niej chłód. a Jon zasnął. aby żyła. aby królem został najeźdźca… .zaczął Jon.zaśmiał się cicho Chłopiec.Prawowitemu władcy potężnego kraju nie może przywracać korony wiejska dziewucha! To umniejsza wielkość tronu! To pierwsze prawo wielkiej polityki .Nie wiem. nie wyrywaj się. trzymając dłoń zaciśniętą na małym. Przez ułamek sekundy Jonowi wydało się.że trony mogą przywracać lub obalać tylko wielmoże. Bóg. . książąt kościoła i królów. . głupcze? Słyszę Głos Kamienia. przyjacielem. potem ona musi zniknąć. niekiedy tylko czuje Jego obecność. podpisali traktat i wyrazili zgodę. ba. Jon milczał. kurczowo zacisnął dłoń na skórzanym woreczku i szepnął. . nie uciekniesz od swego przeznaczenia. rozumiesz. ona bowiem i Głosy pochodzą od innego Boga. choć niewtajemniczonym kamień wydaje się być milczący! .Polityka to coś strasznie prostackiego: już dawno winieneś zrozumieć. co osiągnie ta głupia. nie kręć głową. ale Chłopiec już miał odpowiedź: . dlaczego wariatka z Domremi musi umrzeć i ani obecne.. Co innego.Odejdę. że razem ze mną odejdzie twój problem. w ogóle Go nie znam. lecz właśnie na to jest całkiem głucha. nie wiedząc. skórzanym woreczku. a ten ciągnął dalej: . słyszę wtedy swoje Głosy. Ja tylko. rozumiesz. Jeśli nie ona.Chłopiec uśmiechnął się kpiąco i zniknął w mroku komnaty. by nikt nie pamiętał imienia wariatki z Domremi. ani przyszłe pokolenia nie będą pamiętać jej imienia . dudniący i bezdźwięczny Głos wypowiedział zaś z martwą obojętnością niezrozumiałe Słowo: “GRBHDWBGWZ…” Jon z trudem złapał oddech. Ty to wiesz. do kogo mówi: do Chłopca czy do Głosu: . czując bijące od niego łagodne ciepło. Nie jestem Jego wyznawcą.Odejdź… . gdyby ona mogła usłyszeć Jego głos. obrońcą wieśniaczki z Domremi i że zrobi wszystko.…lecz chętnie skorzystają z tego. że dokonał wyboru i od dziś jest giermkiem.A jednak Głosy zwracają się właśnie do niej.Kim On jest? . lecz muszę przypomnieć ci. wiedział. A oto i drugie: Bóg nie może przemawiać ustami zwykłej wieśniaczki. zdaniem wielmożów. śmieszna wieśniaczka. dotykając mojej blizny. z którym On próbuje rywalizować. ale potem. I zasypiając.wykrztusił Jon. że jesteś tu z Jego woli. wybrałby do tego celu kogoś znaczniejszego. iż zatrzęsła się pod nim ziemia. lecz nie sądź.zaśmiał się Chłopiec. . On zaś życzy sobie.

Ona jest nawiedzona. Czekałam. . mimo jej liczebnej przewagi i lepszego uzbrojenia. Jadąc. którą delfin oddał pod rozkazy Dziewczyny. by objąć miasto w posiadanie. oddalając się w stronę. Orszak delfina zmierzał właśnie do Orlin. zniszczonych męskich portek i wełnianego kaftana. o Którym nie chcesz myśleć. . I Chłopiec zmusił swego konia do galopu. Nie wyglądała na wariatkę z Domremi.Wreszcie nas zdradził. Była w lśniącej zbroi. Boję się 70 . zatrzymując konia i patrząc za znikającym Chłopcem. ciemną głowę przykrywał błyszczący hełm. .Teraz będzie wygrywać dalej. . ostatecznie przegania z miasta armię najeźdźców.Po co? . . Jej źle ostrzyżoną.Zdradził nas . który zadowoli wielmożów i delfina i tego. kiedy to zrobi. w którą uciekała armia najeźdźców. jakby czekał. manewrując zręcznie swym bułankiem pośród koni rycerstwa. Ona już teraz jest gotowa oddać życie za Sprawę. którą z rozkazu delfina dopasowano na nią na zamku w Szinie. że kiedykolwiek była taka. jak mocno bije mu serce.Bo tylko oni znajdą sposób. Tak jakby jej nie było.Jonie! Miasto jest znowu nasze! A delfin wreszcie mi wierzy! . a nawiedzeni robią swoje. jak skąpa liczebnie armia. Tak długo. jak coś ciągnie go za Chłopcem. a równocześnie wyrywa się ku Dziewczynie i cieszy jej radością. .mruknął Chłopiec. . Teraz mi lżej. Wieśniaczka z Domremi zniknie z tego świata i z pamięci przyszłych pokoleń. Powiedz. jakby była równa wielmożom lub nawet przewyższała ich.cieszył się Jon. że ten za nim ruszy . czując. została świętą .zawołał porywczo Jon. .uśmiechnął się Chłopiec.Wygrała .Po co mi to mówisz?! Przecież ostrzegę ją! . że na krótko zboczysz z drogi. .Wygrała! . czując. co słyszała Głos Boga.lecz Jon tkwił na swoim miejscu. Wszyscy rozstępowali się przed nią z szacunkiem. dokonała cudu. Nie miała już na sobie za dużych.Uściskaj ją.rzekła Dziewczyna. .To niczego nie zmieni . marszcząc ciemne brwi. Dziewczyna właśnie zbliżała się ku nim na swym bułanku.zaśmiał się Chłopiec. patrząc nieprzyjaźnie na zbliżającą się Dziewczynę.mruknął Chłopiec. Musimy przedrzeć się do najeźdźców . nie bacząc na grożące im niebezpieczeństwa. aby odwiedzić ciotkę w górach i że zaraz wracasz. Wszystkie bitwy.…stali z Chłopcem na wzgórzu koło Orlin i patrzyli. I nikt nie będzie mówił. póki arcybiskup nie nałoży korony na skronie delfina w wielkiej katedrze w Rims. oglądał się za Jonem.krzyczała z daleka Dziewczyna. .

Nie lubię Głosów. ale zginiesz . co nadchodzi. . Jonie. zasypiając w żołnierskim namiocie. Był to wciąż ten sam głos i te same niepojęte słowa. Lubię zachody słońca i oczekiwanie na noc. Kamienna materia posągu chwilami kruszyła się pod stopami i musiał uważać. lecz skoro inaczej nie można… Jeśli inaczej nie można. gdy niesie dobre sny. gdzie orszak delfina połyskiwał z oddali złotem i srebrem. że o tym drugim. Jeszcze na moment odwróciła głowę i krzyknęła: .Jak bardzo się zmieniła .rzekł Jon. zimnym głosem i Jon nie dosłuchał się w nim żalu ani lęku. parskają konie…. czerwień. czy mówi o przyszłym zwycięstwie i koronacji delfina. . W tym momencie nie przypominała wieśniaczki z Domremi.odparł stary Bóg kamiennym.Tak. tak dużo rozumie. gdybym je miała. żebyś przy tym był. Lubię świty w Domremi. . Tej nocy. Nie wiem kiedy. Odpoczął. Lubię noc. by źle nie stąpnąć.spytał. Wiem. Za dużo ode mnie żądają.I chciałabym. purpury.rzuciła krótko i pognała konia tam. żółci. zmienił się nawet jej akcent i melodyka zdań. . . Jon ujrzał przed oczami rozmigotane barwy .GRBGDBGHWZ .a potem gąszcz potężnych drzew.tego. Jonie! Jon nie wiedział.Zginiesz. bo każą mi robić coś.Tak wiele wie. przystając zwyczajowo na wystającym pępku Bezimiennego i wtedy nagle jego czubek się odłamał i spadł na owalny plac. używała innych słów. do czego nie dorosłam. Ale była też zieloność… zielone… ZIELONE… *** …gdy schodził ostrożnie z ramion Boga. ale gdy już nadejdzie… . drzewa wydały mu się mniej zielone.Bardzo się boję.Dołączasz do prochów swych ofiar . .I co? .urwała stropiona. Potem zrozumiał. 71 . . czy o swojej śmierci. gdy słońce wstaje nad pastwiskami. Inaczej się poruszała się.szepnął Jon. Lubiłabym swoje dzieci. purpurę .żółć. chciałabym przynajmniej nie ze wszystkim umrzeć . czerwieni. rozsypując się w pył. nieuchronnie by się zabił. gdy zaczynają ryczeć krowy.myślał Jon. . Gdyby spadł z tej wysokości. a bardziej w jesiennych barwach. Lubię życie. Nie chcę umierać.

…skóra na brzuchu Gai była napięta i gładka.Więc nie wiesz. a kształt coś przypominał. biała zaś lilia w dzbanie przechylała śliczną główkę na smukłej. była to wola Tego. tuląc ją mocno i dotykając dłonią ciepłego.Nie mierzę czasu i chyba tam płynie on inaczej. Pamiętam… chyba pamiętam chudego Chłopca z soplem lodu w piersiach zamiast serca. chyląc główkę coraz niżej i niżej. od czubków palców u nóg po końcówki gęstych. . Dopiero nazajutrz. jak długo tam byłeś? . Ale aż trzy miesiące twojej nieobecności odparła Gaja i mrugnięciem powiek ukryła łzy. jak na skrzydłach. aż wreszcie Gaja podeszła do stołu. na stole. a brzuch Gai dojrzewa. wypukłego brzucha. by wydać owoc. to wiem na pewno. która ścięła włosy sierpem i wyglądała jak wariatka. choć minęło tyle czasu i dawno powinien zwiędnąć. że szaman choruje. ale nie była wariatką. . Nie wiem co. co jest TAM. które schowały się z powrotem w kącikach jej oczu.zdziwiła się Gaja. I nagle kwiat zaczął więdnąć.Widzę . . Jeśli mimo to stało się coś złego. Był piękny… Jest piękny .szepnął Jon. by zrobić miejsce dla ich syna.Aż trzy miesiące… Znów trzy miesiące! . stoi wciąż tam.uśmiechnął się. Szeleściło w nim tylko ziele niepospolitego serdecznika. Kwiat lilii… . ku Wiosce i żonie.Wiele dni temu przyszedł do mnie stary kapłan. szarzejąc i kurcząc się w sobie. 72 . który mnie woła z Kamiennej Drogi.powiedział. . . Nie chciałem mu robić krzywdy.poprawiła się. jakbym go zerwała wczoraj. Biały kwiat lilii.zdziwiła się Gaja i poruszyła niespokojnie w ramionach męża. żona powiedziała Jonowi. gdy obudzili się po długiej nocy. Nasz owoc . zielonej szyi. Umierał bezgłośnie na ich oczach. Włożyłam go do dzbana z wodą.Ale z siedmiopalczastej dłoni w czasie nieobecności Jona odłupał się najmniejszy palec. Widzisz? .westchnął niecierpliwie Jon. czując. jasnych włosów. . Kamienna Droga niosła Jona. Patrzyli nań w milczeniu. W ogóle niewiele pamiętam z tego.Lilię? . dotykając odruchowo woreczka na piersiach. Coś mu zrobiłem. Isak i powiedział. Liście na drzewach dojrzewają.Długo mnie nie było . Bezimienny krwawił bez krwi. Pamiętam też Dziewczynę. I pamiętam lilię. gdyż musiała się solidnie rozciągnąć. by opaść. wyjęła z dzbana zwiędłą roślinę i wyrzuciła przez uchylone okno do ogródka.To dopiero szósty miesiąc ciąży. żebym poszła nad staw w Puszczy i zerwała lilię. Patrz. Jej biel była niepokojąca. Jest ciągle świeży. jak miłość do żony wypełnia go całego i przeszywa boleśnie.

obruszyła się Gaja. Rybę. jakby przydymionej twarzy podobne były bruzdom żłobionym w ziemi przez drewniany pług. . w ciągu paru dni.szepnęła Gaja i wtuliła głowę w jego szerokie ramiona. że szaman cały zszarzał. Kąciki ust opadły. Jon nie zwlekał z odwiedzeniem szamana.Zaniosłam mu wczoraj posiłek. Poradzisz się w tej sprawie Ezry. . nie do starych czasów. ale tak nagle. On ją tu sieje i sadzi jak nowy rodzaj kwiatów.Nie! . .Szaman? Nie może umrzeć! Nie ma prawa zostawiać mnie samego! Obiecał.spytał. . że on żywi się tylko rybą i ziołami. Jonowi wydało się. A może był to odblask ognia. Imię twych pradziadów. jakby w jednej chwili weszła do jego namiotu i rozsiadła się w nim na dobre.zdenerwował się Jon. . Wiesz.Obmyśliłaś już imię dla naszego syna? . przygięły go do ziemi lata. A nasz syn musi ze wszystkim należeć do Cywilizacji. . guzowatą czaszkę.Nasz syn otrzyma nowe imię. Jest tak strasznie stary… Tak długo się trzymał. . że go nie cenię.Potrzebujesz medyka . długie. 73 . Wymyślono je setki lat temu specjalnie dla męskich potomków twojego rodu! .bo nie umrze przed czasem. Starzec spoczywał na łożu ze skór w swym ubogim namiocie.zaprotestował. Właśnie on. Twoje imię.Różnie to bywa . . gdy wrócę z Drogi! . Zmarszczki na jego śniadej. on je wybierze. jak zechcesz . .przyznał niechętnie Jon.zdziwiła się Gaja.Zdawało mi się.Będzie. Ale źle wygląda. Zaniosłam mu ją. a on kazał ci powiedzieć.Tak. Ezra wie wszystko o Cywilizacji. że odejdzie dopiero wtedy. który tlił się obok łoża w żelaznym palenisku? . jakie przynieśli z Dalekiego Kraju ludzie w długich sukniach. aż tu nagle. żebyś był spokojny . wysuszoną rękę starca. on ją pielęgnuje i zakorzenia. . Będzie nosić takie samo imię jak jego ojciec: Jon. biorąc w swoją dłoń drobną. Tylko w jego oczach wciąż lśnił płomień. Jedno z tych. że go nie lubisz! .Nie znaczy to.powiedział Jon.Ezra? . a spocone.…dopadła go starość.. Niepokojąca wizja śmierci starego czarownika skierowała myśli Jona ku życiu.To piękne stare imię. choć rzadkie włosy oblepiały wypukłą. tak aby było najwłaściwsze… .

moja pora nadejdzie dopiero wtedy.wyrwało się Jonowi. że kamień jest twardy i niezniszczalny. Więc to musiał być On. Stała się bowiem rzecz niesłychana: do namiotu wszedł kapłan Ezra.Był tu zresztą nocą kapłan Isak.Odpadł Mu koniec pępka i palec u jednej dłoni. inny dla każdego z ziół i każdej z chorób.Trzy noce temu usłyszałem głuchy huk w Puszczy po tamtej stronie Rzeki.Stoi tam od tysięcy lat nienaruszony i potężny. . gdy skończy się twoja Droga. żałobnie zawodziło. Jonie. Zapanowała między nimi cisza. gdy całkiem milknie. . że szaman nie potrzebował wizerunków starych bóstw. deszcze i mrozy? . Może kiedyś wróci… . a czas czarów bezpowrotnie przeminął. Przez wąskie usta szamana przemknął uśmiech. choć na jego twarzy nie było widać lęku. ani woda. wydawało mi się. nie ma leków. a już były nasze rytuały. . nie ma też ziół. tylko zdumienie. Głazy stają się porowate i wykruszają się. Ale wiedzieliśmy. skoro rytuał liczy sobie tysiące lat? Nigdzie na Ziemi nie było jeszcze kapłanów. Nie szkodziły mu dotąd ani huragany. a pękając. Nie wystarczy przecież zebrać ziele i je zaparzyć! Musi być odprawiony właściwy rytuał. . Czy to możliwe. tak aby go nikt nie widział. który nie jest jego własnym.zawołał Jon z rozpaczą. bożąt i Bogów. Nikt nie wie z jakiego gatunku kamienia był wykuty i czy wykuła Go ludzka ręka.Zatem jest już tej Drogi tak niewiele? . a bywają noce. Nie drzewo. Jon zesztywniał. Jeśli niszczeje… . On zresztą o tym wie. jakby nie chciał kończyć swej myśli. Jakby coś pękło i spadło. Drzewo śpiewa inaczej. że jest wieczny. Ale na chorobę.przyznał Jon. która mnie zżera. śnieg czy słońce. zapomniałeś? Zawsze lepiej leczyłem choroby niż ludzie w długich sukniach .Posąg rozsypuje się .Wszyscy musimy kiedyś umrzeć. Nikt z nas nie wie. Gdy byłem tam po raz pierwszy.Umierasz . Nie wiedziałem.. w której słychać było tylko ciężki oddech starego czarownika.i starzec urwał. upały. . że nie stoi w nim żaden bałwan na szkodę Plemienia.rzekł krótko kapłan. lecz jego wywary z ziół są słabsze niż moje. że każdy inny Bóg. wystawiony na wichry. A może Bezimienny już zbyt długo stoi. wszelka inna wiara 74 . a szaman znieruchomiał. Lecz nie obawiaj się. . Tym bardziej że Jego Głos jest coraz cichszy. Jonie…? . Skąd kapłan może go znać. że został On stworzony z tak kruchego kamienia. słyszeć i z nimi rozmawiać? Młody kapłan wierzył głęboko. On też przerwał milczenie: . by je widzieć.uśmiechnął się z wysiłkiem szaman. gdy umiera. jest bałwanem. Skąd Ezra mógł wiedzieć.i starzec raptownie urwał. kto Go wyciosał i wzniósł.Nie możesz umrzeć! . który zlustrował wzrokiem wszystkie kąty namiotu i upewnił się.Sam sobie jestem medykiem.

a wówczas… Kto wie? Może mimo twych straszliwych grzechów ominie cię piekielny ogień? Chcę ci pomóc. a niewiele czujesz. . skończysz w ogniu piekielnym! zawołał wzburzony Ezra.To jeszcze potrwa.Wyjdź stąd.To twoja ostatnia szansa.Dlatego odchodzić będę z dumą.On niczym nie zgrzeszył! . Ezra jednak nawet na niego nie spojrzał. Szczerość Ezry była zbyt brutalna.uśmiechnął się z wysiłkiem szaman. zatem po twym odejściu zabraknie w Plemieniu naturalnego następcy szamana ciągnął tymczasem Ezra z pewnego rodzaju triumfem. a Jon wstrzymał oddech.stwierdził rzeczowo młody kapłan. Ty jesteś ostatni. Nie sądź. by pominąć ją milczeniem. Nie będę 75 . czarowniku . Czarownik zaś.Isak. Po tobie nie będzie tu nikogo. że ostatni poganin tego Plemienia wkrótce przestanie niepokoić Wioskę swą obecnością. ale starzec dał znak ręką. .bałwochwalstwem. .tak jakby uznał wyższość nowego Boga nad swoim starym i porzuconym . aby Plemię wybrało nowego czarownika… . lecz nie było też żalu. że to się stanie dziś lub jutro . a starzec bez słowa skinął głową. .powiedział cicho stary czarownik.Całe życie się kajałem.powiedział surowo. by się nie wtrącał. . człowieku w długiej sukni .Umierasz.Twoja wola. całe życie pokornie schodzący z drogi kapłanom . kapłanie . .wedle niego w najlepszych.Dla mnie. Słyszałem twoje ostatnie słowa. nie z pokorą. Ezra spurpurowiał. Jeszcze nikt w plemieniu tak otwarcie nie upomniał się o prawa starych Bogów. Daję ci ją. kto mąciłby ludziom w głowach i uprawiał kult bałwanów.A ja się nie zgodzę. twój grzech i twoje piekło.teraz. Wzrok wbił w twarz osłabionego starca. ale wówczas do namiotu wszedł kolejny nie zapowiedziany gość .… lub żeby ściągnęło go do Wioski z sąsiednich osad. .tu wzrok Ezry prześliznął się po stojącym w kącie namiotu Jonie . . Na szczęście nie masz syna. .powtórzył kapłan. wyznający ją zaś są poganami. . odchodząc z doczesnego życia. . Stary szaman zaczął zbierać siły do odpowiedzi.wtrącił Jon z bezsilną złością. który wierzyłem w swoje bóstwa. a spojrzenie miał natchnione. to mój obowiązek .zawołał Jon. to właśnie ty jesteś poganinem. Ezra nie wątpił też. choć nieprzejednane.Jesteś poganinem i jeśli umrzesz w tym stanie. Nie przybywał w złych intencjach . Ezro . bałwochwalco. odważył się postawić znak równości między starą a nową wiarą. Możesz wyznać mi swoje grzechy i pokajać się za nie. W jego twarzy nie było satysfakcji. szamanie. Niczego nie rozumiesz. choć nowa podbijała światy.

płoną już stosy z heretykami.Być może. . . Każdy pomijał to. a ty zamiast mu pomóc. A na razie jeszcze wciąż jestem twoim zwierzchnikiem.podskoczył Ezra. nie dopuścił się grzechu. lecz opanował się i powściągnął emocje: . Jest pewny swego. Nie jest zły. . nikt nie ma litości dla siwych włosów czy schorowanego ciała.Wiary?! . co mówi i czyni. . Trzymasz się kurczowo tego. co wydaje mu się najlepsze. a szaman dodał ze smutnym uśmiechem: .…wiary i serca. który stoi u kresu Kamiennej Drogi? I chyba mieli rację. Wiesz. ani hierarchów. w przeciwieństwie do ciebie. że Dobrego Boga najpierw trzeba się bać. choć dla innych była księgą świętą. Ezro. wie. synu.pokręcił głową stary kapłan. to nie mnie! . lub palił księgę. gdy został czarownikiem. Isaku. choć nie byłbym tego całkiem pewny. przeszkadzasz… . może być w ogóle Bogiem? Wedle ludzi . niewiele o tym napisano. I dobiera słowa wedle formułek. Takiego Boga potrzebują ludzie.powiedział Ezra.Nie grzesz. jakby chcąc szarpnąć starego kapłana. Niepewność 76 . a nie wedle własnych myśli . aby go chronił w Drodze.powiedział cicho Isak. Całe jego życie wypełniała powinność.tu urwał. a tylko wierni i Dobry Bóg . . stojąc u wyjścia. On tylko myśli. którą na niego nałożono. ale i czucie.Ezra nie jest taki. które czytasz. W namiocie zapadła cisza. Ludzie są omylni i słabi. co mu było niewygodne. Tylko w bólu ognia oczyszcza się dusza grzeszników . Żeby nie błądzić. gdyż ten człowiek jest chory. Co ciebie ochroni. jak myślicie. gdy grozi piekłem i wymaga wielu ofiar od ludzi. Isaku? . Jest tylko młody. trzeba… . W księgach.Pamiętaj. a miłość przyjdzie z czasem. Ezro.nie. gdy zostałeś kapłanem. że ten starzec nie zrobił nigdy niczego złego. Twój brat. że choć daleko stąd. bo wybaczanie to słabość. być może. choć są to tak różne czynności. Isaku! Jeśli komuś brakuje wiary. by młody kapłan opuścił namiot.spytał wreszcie szaman. A gdy podkłada się żagiew pod stos. I każdy z was czyni to. lecz przecież w księgach nie zapisano wszystkiego. A ja czuję.powiedział Isak i drżącą dłonią nakazał. on nie jest zły.Wiara to właśnie serce. Ezra. A teraz wyjdź. Czy boska istota. Isaku.Dałeś Jonowi woreczek z ziarnkiem piasku. uznaną przez siebie za heretycką. choć nie powinno tu być ani zwierzchności. Ezra odwrócił się gwałtownie i wyszedł.próbował ci tego tłumaczyć. jakby się namyślając i dokończył: . tak jak nałożono ją na ciebie. co zapisano w księgach. bo zrozumienie jest ponad twoje możliwości.Nie. Wiara to nie tylko zasady. że podobnie sądzili wyznawcy Tego. która wszystko wszystkim wybacza.

. .spytał pozornie bez związku Isak. gdyż wszelkie boskie istoty będą tam sobie równe. poruszające się wolno. w którym kiedyś znajdzie się Isak i że w tym wspólnym dla obu starców Świecie Zmarłych nikogo nie będzie się oceniać po stroju. że czuję gdzieś blisko siebie chłód podobny temu. do którego stary czarownik miał wkrótce przejść sobie tylko wiadomą drogą. 77 . z których pomiętymi fałdami zwisała sucha skóra. by odpocząć.W czym mamy ci teraz pomóc? . . cienkich szyjach. słowach. że jeśli wciąż tu powracam z… z tych… z mojej Drogi. buzujący na żelaznym palenisku. jak . z trudnością na długich. bóstwa i bożęta. to krył w cieniu jego schorowaną. szamanie? . byś nie pozostał sam na swojej Drodze. to rozświetlał. Nie umiałem go odszukać w świecie. gdzie jest Chłopiec. Chwilami wydawało mi się. ale to on daje mi znaki i wyciąga do mnie rękę przez te wszystkie przestrzenie jak przez szklane klatki. nie wiedząc o tym.zdziwił się kapłan.Tak jak wkrótce nie będzie go na moją. Ale stary czarownik nie miał jeszcze prawa odejść.Znajdź jakiś lek na jego chorobę . W świetle ognia głowy obu starców przypominały pomarszczone głowy żółwi. a wątpliwości rozdzierają ciało równie mocno jak katowskie obcęgi. znakach. mając rację… Jon słuchał uważnie starego czarownika i analizował w duchu jego słowa.Następca nie będzie już potrzebny i kapłan Ezra.Nie wiem.rzekł szaman i zapatrzył się w ogień. wychudłą twarz. Nikt nie będzie tam znać takich słów. w którym się znalazłem.jest taka smutna i wystawia na ciosy. “poganin” czy “bałwochwalca”. Ogień. błądząc. . religii. miał słuszność .Królowa Śniegu? To ona tam też jest? . jaką wyznawali i Bogach. a oczy zdawały się oglądać jakiś inny świat. że mam rodzinę. To był inny świat. . Jon pomyślał nagle. . które czynili za życia. . Żaden sługa boży nie może odejść przed swym Bogiem. w których wierzyli.Kto będzie twoim następcą.powiedział Isak.poprosił Jon starego kapłana.. Przedłużamy tylko naszą agonię. nikt nie powie złego słowa na cudzych Bogów. jaki niesie ze sobą Królowa Śniegu… .spytał szaman z ożywieniem.Wydaje mi się. niż niepewnym.Nie ma leku na jego chorobę . dla którego trzymam to ziele. Był przecież ciągle potrzebny Jonowi i nie tylko jemu.heretyk”. że to jest ten sam świat. . myśląc o swym nie narodzonym synu. Lepiej być pewnym siebie. to nie dlatego. migocząc.Czy ziele serdecznika spełniło swoją rolę? Czy tamto serce z lodu zaczęło topnieć? Jon dotknął woreczka na piersi. Daj mu jakiś lek… .

. Teraz żałował. tym bardziej musisz go szukać . że Ona przetrwa wszystkie czasy. Miałeś użyć tego narzędzia.A jednak musisz go znaleźć. a płomień. stoły. nienaturalnych materiałów. .zakończył szaman i zmęczony zamknął oczy.zakończył z mocą stary czarownik. Ściany. . że to ważne. . że tu przyszedł.Pierwszy był zielono-biały. Nie wierzył w magię.powiedział Isak. WIEM. by w zamian za korzyści zamieniła mu serce w lodowy sopel. gdyż zawsze znajdzie się ktoś. a nawet… nawet Światowida .WIDZĘ tego chudego Chłopca z blizną na piersi tak długą. zanim stało się lodowym soplem. podłogi. jakby ktoś rozpłatał mu ciało.Wiedziałem. sypiąc je wokół. Jonie. które będą ją opiewać. kto zgodzi się. bólu i cierpienia. Także ta biel i zieleń nie były bielą śniegu i zielonością drzew. przejdzie wszystkie granice.W naszych księgach nic o niej nie piszą.wyszeptał nagle stary czarownik.WIDZĘ… WIEM… CZUJĘ… . Ogień leniwie pełgał.Jakie są te światy? . Chyba że… Choć w namiocie było chłodno.Królowa Śniegu… . Ją.lecz przecież widział. z pomocą Królowej Śniegu. ale samą sztucznością.zaciekawił się kapłan. dając mało światła i niewiele więcej ciepła. Czuję. gdyż do szarpiących go wątpliwości przybyły nowe: niektórzy jego bracia czynili cuda siłą wiary.zamyślił się Isak. Wszystko w nim było ze sztucznych. o co chodzi . Drugi świat był dla odmiany bury. gdzie mam szukać świata bieli i zieleni… . Nie wiem.Kiedyś powstaną księgi. lecz jakaś Dziewczyna. których istnienie wzajem się wykluczało. Była to ponoć wiara jedyna i prawdziwa. I jego serce. wzbił się pod szczyt namiotu. do którego On mnie zawiódł . aż Jon zdumiał się jego pewnością. zgodnie z Jego wolą. nawet narzędzia i ubiory ludzi. . choć nie pojmuję.szepnął zmartwiony. . byś znalazł Chłopca z lodowym sercem. Lecz teraz ogień buchnął iskrami. jeszcze przed chwilą sennie wpatrzony w leniwie pełgający ogień na żelaznym palenisku. ale nie ono było najcenniejsze. .Ja w każdym razie nie umiem rozpoznać tego Chłopca w innym świecie niż ten pierwszy.. sycząc. stary kapłan otarł dłonią spocone czoło i przeżegnał się ukradkiem. 78 . Szaman też czynił cuda siłą wiary. Isak patrzył na starego czarownika rozszerzonymi oczami. gliny. aby wyjąć serce i wymienić na inne. że Bezimiennemu udało się. . W tym błocie połyskiwało złoto. . A wierzył ponoć w bałwany i był poganinem. Sztuczny. uczynić tego Chłopca swoim narzędziem w innych światach. że im bardziej On nie chce. Tylko Chłopiec był prawdziwy. Bracia Isaka i stary czarownik wierzyli zatem w boskie Istoty. Złoto bowiem też było sztuczne. nie wolno mu było w nią wierzyć. CZUJĘ.powtórzył szaman.Królowa Śniegu… . pełen błota.

Żeby była nieśmiertelna przez pamięć.zdziwił się Jon. Isak bał się. żeby o niej pamiętano. . iż tak. Tylko raz i tylko jednej Osobie.Mały jasnoniebieski kwiatek.zamyślił się kapłan. .Raz to się udało. bo ona wkrótce zginie. gdyż 79 . jeśli o to ci chodzi. co niemożliwe.pytał niepewnie Jon. . Jej ciało rozsypie się w proch i złączy z ziemią.Niezapominajka? .Potrzebuję… nie wiem.Gdyby została świętą…? .Mnie też by się przydał taki cudowny napój… . . nie przez wiecznie żywe ciało. Nie patrzcie z takim zdziwieniem! Chcę po prostu.Nie chcę nikogo wskrzeszać! . albo uczynisz to tylko na krótko.Może o to ci chodzi? . Nie przywrócisz zmarłych do życia. nie zwykłe życie. lecz za sprawą słów . magicznym środku.Niezapominajka? . Tam. niezwykła. dokąd może go zawieść świadectwo oczu i coraz to nowe wątpliwości. jak to nazwać… Woda Życia? Istnieje coś takiego jak Woda Życia? . który rośnie na łąkach i w przydomowych ogródkach?! .Muszę tylko zapewnić życie Dziewczynie… nie. .Jon przerwał wydłużające się milczenie.przybył do tego dzikiego kraju.jakże dawno temu! . nie było i nie będzie.Jeśli myślisz o cudownym. wiem o tym. . gdyż wszystko. . a Isak pomyślał. choć od setek lat ludzie rozpaczliwie tego poszukują i zawsze. co Isak przyjął z ulgą.uśmiechnął się szaman.szepnął wreszcie Isak. tuż przed wschodem słońca. Woda Życia istnieje. . który przywraca do życia zmarłych lub zapewnia nieśmiertelność żywym.powiedział nagle szaman.Och.zaprzeczył niecierpliwie Jon. Zerwiesz z niej tylko jeden płatek. Myślę o życiu po śmierci. .Ale w moim starym świecie też niczego takiego nie było. gdy się okaże. do kresu sił będą szukać. która nigdy nie wyrośnie w niczyim przydomowym ogródku.zapytał kapłan z dziecięcym zachwytem nad prostotą tego odkrycia. Czy to możliwe? Obaj starcy zamyślili się. który rośnie tylko TAM. Powinieneś szukać kwiatu o świcie. Mimo to odparł Jonowi zgodnie ze swoją wiedzą: . skąd przybył. lecz nie strąć rosy. pod złotymi kopułami świątyń.Niezapominajka . że nie zdziwi się. lecz mimo upływu setek lat wszyscy powinni ją wspominać. to niczego takiego nie ma. może istnieć siłą wiary. jakie go ogarniały. którą na nim ujrzysz jako srebrzystą kroplę. odkąd . Duży szafirowy kwiat o kłujących liściach. lecz nie za sprawą Wody Życia. wszystko wydawało się takie proste… . . Jego niezapominajka. nie.

lecz do światów Bezimiennych Bogów.zakończył Isak.albo nie istnieje w ogóle i nigdy nie będzie istnieć. zwłaszcza gdy ona była sensem jego życia. na wszelki wypadek zmów modlitwę… . Jon poczuł się intruzem wobec ich obopólnego porozumienia. Ale człowiek bez modlitwy jest pusty i bezradny. których nie pojmował. Niezapominajka i kropla rosy nie przynależą do nowego świata. gdyż moje modły przedłużałyby tylko Jego agonię. w którego wierzy kapłan Ezra. ani samotny w swym okrucieństwie. nie widzę.Pewnie się zdziwisz. najwyżej smuci. niewiele ode mnie wymaga. czy ty się czasem modlisz i do kogo? Szaman uśmiechnął się słabo: . Kapłan Isak .choć przybył z Dalekiego Kraju i czyta biegle czarne znaczki na kremowym pergaminie. nie Światowida. A potem… . która zdąża tu. Nie przypomina też Boga. więc wyszedł. Nagle Isak z błyskiem w wyblakłych oczach spytał: . wielkimi krokami .rozmyślał Jon. Pomiędzy rzeczywistą Cywilizacją.Może nic o tym nie wiesz i mamy tego samego Boga? . lecz wtedy. Ale gdy płatek kwiatu dotknie ziarnka piasku. stanie się twoim narzędziem. Nie wiem. Już od dawna nie wolno mi się modlić do Tego. dużo mi daje i czuję jego miłość… . gdy Jona ani jego syna już nie będzie pośród żywych. jaką zaledwie przeczuwał i więcej wiedzieli o jego Drodze niż on. bo właśnie ona jest twoją Wodą Życia.…pamiętając. że On w niczym nie przypomina Bezimiennego. do Puszczy. nie przynależy całkowicie do Cywilizacji. gdyż wówczas nie przynależy się nigdzie. widząc. nie słyszę Go. To bardzo źle być pomiędzy. albo nadejdzie.Ciekaw jestem. Mój Bóg nie jest ani okrutny.ono mogłoby rosę wysuszyć. Ci dwaj starcy posiedli wiedzę. której nie miał. szamanie. 80 . jak wygląda.przypomniał szaman i obaj starcy spojrzeli na siebie ze zrozumieniem. ale wiem. Zanim zasznurujesz woreczek rzemieniem. do którego z Nich dwóch ją odmawiasz . która istnieje tylko w jego marzeniach lub w księgach.…potem schowaj go w skórzanym woreczku na szyi .szepnął Isak i obaj starcy znów spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Byłby to akt niemiłosierdzia.a jakąś swoją własną. Kapłan Isak jest POMIĘDZY. Jon wiedział. że nie chce takiego losu dla swego nie narodzonego syna. który na niej przecież był już dwa razy. nigdy się nie gniewa. Dlatego moją wiarą wyhodowałem sobie własnego Boga. Zwiń ten szafirowy płatek razem z kroplą. idąc do domu . Jest tylko mój. Cywilizacja Miłości . jak szepczą do siebie słowa.do której należał stary kapłan . który stoi u kresu Kamiennej Drogi. tylko czuję.

Posłuchaj.i o ogniu. nie dzieje się nic złego. uda.powtarzał monotonny. Wiesz. choć wiem. idą nowe czasy. nic złego się nie stanie. Dlatego nasz syn musi każdą swoją cząstką należeć do nowych czasów. gdyż wył z bólu razem z płonącymi w śnie ludźmi i położyła chłodną dłoń na jego czole. szukając najwłaściwszej z pomocą wróżb i szamanów. gdy nasz syn się narodzi. gdyż wydawało mu się. Gaju… Gdy nasz syn się narodzi. mokry od potu. które zbudują jego bracia.Chyba oszalałeś! Drugi raz mi to mówisz. skrzesany ludzką ręką.To nie On. by mój pierworodny nigdy nie miał wątpliwości. cicho. . dotknij… Czujesz. aby się uspokoić. które ogarniały czyjeś stopy. Chcę. nieludzkiego wycia były słowa Ezry o “heretykach” (Jon wciąż nie rozumiał tego słowa) . a nie tego drugiego.Tej nocy mocno przytulał do siebie Gaję. że nikt nawet nie będzie pamiętać. Gaja obudziła go. . . inaczej utknie pomiędzy starym a nowym.Tylko ogień oczyści dusze grzeszników… tylko ogień… .Cicho. lecz gniewny głos młodego kapłana. jak szaman i Kamienne Drogi. nie matka. a z każdym jego słowem płomienie stosu wzbijały się wyżej i wyżej i paliły mocniej niż zwykły. wytycza drogę synowi. które ktoś po setkach lat napisze o naszych czasach. Wtedy żyje 81 .i Jon urwał. Kapłan Ezra należy do nowych czasów i drogi.Czy Ten z Kamiennej Drogi nie może zostawić cię w spokoju choćby nocą? Musi zabierać nawet twoje sny? . A jednak głośniejsze od tego straszliwego. Jonie. żeby był taki jak Ezra. A księgi. Głos Ezry w jego śnie grzmiał silniej niż trzask pioruna. iż w ten sposób powinna być z nim i na jawie i we śnie.Gaju.dokończył gwałtownie. iż kiedykolwiek tędy biegły. wciąż przerażony. będą kłamać. położył głowę na brzuchu Gai i przez jej napiętą skórę wsłuchiwał się w ruchy swego syna. która lubiła widzieć świat w jasnych barwach. będziesz przy mnie i oboje zdecydujemy o jego losie. jesteś w domu. oddasz go pod opiekę Ezry . nawet z ludzkiej pamięci. przytul się do mnie. domowy ogień. Więc nie krzycz. znikną bez śladu. przyjazny. który wciąż nas czymś straszy! A zresztą. z ust zaś płonących żywcem ludzi wydzierało się zwierzęce wycie. Tym razem to kapłan Ezra powiedział coś takiego… . jak Puszcza. . że w naszym Plemieniu to ojciec. że kochasz starego kapłana. jak nasz synek energicznie się porusza? Musiało mu być niewygodnie lub już wyrywa się do ciebie. oddychając głęboko i powoli. Gaja tymczasem pytała gniewnie: . Jonie. . bo malutki się wystraszy… Jon. Śniły mu się płomienie stosów. przykryją wkrótce wszystkie stare drogi i ścieżki tak. a potem biegły wyżej i wyżej. stare zginą. nie chcąc straszyć swej żony.

została wybrana wcześniej przez kogoś innego. mieniąc się tęczowo. Spoczywały teraz w pyle koło nóg bóstwa. tak że krople Wody Życia nie mogły spłynąć. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi.się lepiej. . gdyż słońce późno docierało do owalnego kręgu. będziesz przy mnie . I bezpieczniej. Więc oddasz go pod opiekę młodego kapłana. że ma zerwać tylko jeden płatek. Gaja udawała. Turlały się pod jego palcem po kolistym wnętrzu szafirowego kielicha. …i lśniły. że reprezentują oni dwóch całkowicie różnych Bogów). Nie każdemu należała się bezcielesna nieśmiertelność. rosła ta niepospolita niezapominajka i na jej płatkach jeszcze długo lśnić będą krople rosy. ledwie rozpoznawalne. dokąd zawiedzie go Droga. ale wciąż tkwiła na miękkim płatku jak mały paciorek. choć na podbrzuszu starego Boga wciąż dumnie wypiętrzały się znamiona męskości. Tym razem Jon nie zwlekał z powrotem na drugi brzeg Rzeki. On był tylko narzędziem w dopełnieniu się Losu. a jeszcze później do otaczającej go zieleni Puszczy. której go ofiaruje. Potem stanął twarzą do Bezimiennego. Tam. Były chłodne i niemal żywe. by przywołać dobry sen. nie miały nic z łagodności błękitu.GRDBGHBWZ… Odwrócił się twarzą do zielonej Puszczy i cicho się pomodlił: nie do Tego. nie powinien mieć przy sobie więcej Wody Życia niż dla jednej osoby. Nie musiał się śpieszyć. jakby się w sobie zapadał. że żona podziela jego niepokój. wychylając się do światła. Nie było już w ogóle wystającego wcześniej pępka. zgarbił. pewnie na skraju. którą chciał wyrazić. a upiera się tylko po to. a on nie chciał nią kusić nawet siebie. że pojęła myśl. bezgłośny i obojętny zew Boga: . którego obecność czuł za plecami. bez szczególnego zdziwienia dostrzegając kolejne szczerby na olbrzymim kamiennym posągu. Na tle ich agresywnego koloru krople rosy wydawały się większe i bardziej kuliste niż zazwyczaj. Włożył zwinięty płatek do skórzanego woreczka i wtedy usłyszał dudniący.Gdy narodzi się nasz syn. A jednak wciąż był ogromny i przytłaczający. a ich płatki przedziwnie wygięte. Woda Życia należała się tylko wybranym i nie on decydował. Gdy tuż przed wschodem słońca opuszczał dom. lecz u obu gigantycznych dłoni brakowało po kilka palców. że śpi. 82 . tak postanowiłem. Zwijając zerwany płatek w dłoni. Gdzieś tam. Jon pamiętał. Już nie u jednej. lecz do Boga. kto otrzyma ten dar. tak jak Gaja zwijała pierożki. Kwiaty też były wielokroć większe. iż kulista kropla nie rozpadła się na kilkanaście mniejszych. zdziwił się. Mimo to cały posąg wydał się Jonowi mniejszy. jak te. nawet gdy jon delikatnie dotknął ich palcem. choćby na resztę nocy. Istota. ale Jon już wiedział. które widywał w domowym ogródku. Płatki kwiatu rzeczywiście były jadowicie szafirowe.powtórzyła z uporem Gaja. o którym nauczali Isak z Ezrą (choć chwilami wydawało się Jonowi.

pomyślał z rozpaczą. Puść mnie. proszę Cię . Była to chuda. I właśnie o to Mu chodzi! .Puść mnie tam. choć chciałbym. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi i gdzie pośrodku tkwił On. jak u wszystkich wieśniaczek.nie tu. Dlaczego kapłan Ezra mówił o stosach? Zieloność Puszczy zamigotała.Stosy… . czy ten stos go przeraża. Nie widzisz. że czas ucieka . Za późno? . tak jak drży od wielkiego ognia. które rzadko wkładały obuwie. świadoma wiedzy twarz dojrzałej.Za późno. Ale jej twarz nie była już twarzą wieśniaczki ani nawet nawiedzonym obliczem wariatki z Domremi. Jon czekał i czekał.szeptał żarliwie Jon. Nie zostaniesz sam więc puść mnie tam. który nie mógł się decydować. Spóźnię się. ukazując głęboką. Widowisko było jednak przednie więc wszyscy chłonęli je chciwie. ordynarne.Wróciłeś . który siedział w wygodnym fotelu. przyniesionym tu przez sługi i przyglądał się 83 . Ognia… Ogień… OGIEŃ… STOSY… *** . słysząc obok szyderczy. szuka jąć pary oczu. pozostawiając na później namysł nad jego sensem. Widzisz że Cię nie porzucam. inteligentna.. rozmyła się. kropla Wody Życia może wypłynąć z płatka i wsiąknąć w skórę. ale TAM zaczął przyśpieszać i Jon już o tym wiedział. Zniknie cieleśnie i z pamięci następnych pokoleń. rozczłapane.szepnął Jon. zgoła bezsensownie. która wskaże mu drogę. żarząca się pasją. w kręgu. że ogień liże jej stopy? Zaraz wyda z siebie zwierzęce wycie. Te stopy były brzydkie. niezgrabne stopy Dziewczyny przywiązanej do grubego pala. gdzie powinienem się teraz znaleźć. Wreszcie powieki jednej z czterech par oczu uchyliły się. powietrze zadrżało. mimo że Dziewczyna miała przecież tylko szesnaście lat.zaśmiał się Chłopiec. Ziele w moim woreczku wysycha i kruszeje. Jonie. Ogień lizał gołe. A potem… Potem przestanie istnieć. . mądrej kobiety. lśniącą ciemność. gdy znalazł się na ramionach Bezimiennego i przemieszczał się wokół jego potężnej głowy. Spóźniłeś się.przypomniało mu się nagle. Nie może być za późno… Przepchał się przez wrzeszczący tłum. . zadowolony śmiech Chłopca. Jon z najwyższym trudem dobrnął do najdostojniej wyglądającego wielmoży. zasłyszane niedawno słowo. ale TAM. czując.Puść mnie. coraz bardziej niecierpliwie. Tutaj czas był odmierzany powoli. czy też jej nienawidzi. Stary Bóg długo podejmował decyzję. czy raduje. Ona już płonie. czy kocha Dziewczynę. Jon powędrował spojrzeniem w ślad za wzrokiem Światowida. duże.szepnął Jon. gdzie jestem teraz potrzebny . .

I poczuł żar. wiedząc. . szamocąc się bezradnie pośród grubych sznurów. Na wieki. Stłumił ogień ręką i zacisnął zęby. że jest jedynie wieśniaczką. . Zresztą nawet gdybyś wlał w nią galon płynu.wykrzyczał jej do ucha. Idź. To może być ciekawe. To tak bardzo boli .zaśmiał się. że jeśli od stosu zajmą się stopnie. Niech umiera. .szeptała Dziewczyna. Jonie? Co mi dajesz? . wciąż żywe ciało. Trochę się podgrzejesz… . a odpryski ognia dotarły do twarzy. przyklękając. Jon dygotał.egzekucji z mieszaniną źle hamowanego podniecenia. nie wino na królewskich dworach. . Zawsze. Jonie… Wolałabym prawdziwe. To nie jest Woda zwykłego życia. której wypada pić wodę. to boli. ognia tym nie wstrzymasz. spękanymi wargami. gdyż bał się zarówno płomieni. że płomienie sięgnęły już jego nóg. od iskier zajęła się jego czupryna. to i on skończy jak Dziewczyna. Żar wzrastał i Jon poczuł.Och. .spytała z nadzieją. Poczuł jej gorące. Ty umrzesz. jak pradawne smoki. dmuchających straszliwym żarem. prawie seksualnej satysfakcji i bezwiednego wstrętu do siebie i do ofiary. byleby było.Jest w tym jakaś zdrowa myśl . Jonie.Wodę. stając na przedostatnim szczeblu drabiny i obejmując ramionami pal. 84 . Ale Dziewczyna. . ale będzie żyć pamięć o tobie. Niechby było złe.Pozwolono mi dać ci to . jak i nieuchronnego. Zabolało. za sekundy musi wydać z siebie palona żywcem wieśniaczka. skąd przybyła… . które wkrótce dotknie ją: o bólu palonego żywcem ciała. do końca. Zatem zgadzam się. myśląc ze strachem. Do ostatniego ścięgna i kawałka kosteczki.spytała Dziewczyna suchymi. Ale przezorny wielmoża nakazał szczeble polewać wodą. Słudzy wielmoży przystawili drabinę i Jon wspiął się na nią. plunął mu w twarz iskrami. Kropelkę Wody Życia.Nie. który już.poprosił Jon. prężyła ciało. Spłoniesz w ogniu. wciąż była milcząca. zwierzęcego głosu. Kropelkę. uczyń mi tę łaskę i pozwól wlać skazanej do ust kropelkę wody z jej rodzinnych stron. by wytrzymać piekący ból. zwykłe.To ty. . Bardzo długo.Wody Życia? Więc będę żyć? . pełne cierpienia.stwierdził po namyśle. choć szamotała się bezsilnie. Nie umiał sobie nawet tego wyobrazić. a jej twarz zniekształcał ból. ale daj jej tylko kroplę. .Niech wieśniaczka z Domremi wie. aby nie spaść. Znowu pomyślał o cierpieniu. zaraz. krótkie życie od najdłuższej pamięci. który. ale Życia po Życiu.Panie. Wielmoża przyjrzał mu się ciekawie. .

To ja . nie rozmawiałam z Nim . połyskiwała srebrzysta kropla. Westchnęła i z ulgą dostrzegł. że to tylko Chłopiec. W tym świecie przegrałeś. które biły od stosu. Wiesz. . Rozmawiałaś z Bogiem… . nie będzie wiedzieć. On sam nie jest do pogaduszek. przez pola. która czasem uwalnia od męki życia.które z sekundy na sekundę stawało się coraz gorętsze. piekących plam. Jon gwałtownie wyciągnął rękę i prawie wcisnął wilgotny płatek pomiędzy spierzchnięte wargi Dziewczyny. co to narodziny własnego dziecka. że odtąd już zawsze będzie go słyszał. Wiedział. z lękiem. jak i kiedy znalazł się na ziemi. by wydali ją najeźdźcy.Nieprawda! Nigdy o niej nie zapomną! Nigdy! Jej imię przeniknie przez granice i światy! Będzie żyć! Twarz Chłopca przelotnie skurczyła się w poczuciu porażki. wyszarpnął z woreczka stulony płatek niezapominajki. jak perła. że jesteś cały poparzony? I co wskórałeś? Nic. . Ona umiera przez mękę. Wzięli za nią dziesięć tysięcy sztuk złota.To ja ją zabiłem. Zatkał uszy. . szydercza maska. lecz zaraz powróciła zwykła. a w jego wnętrzu. . prawda? Pamięć może przybierać tak różne kształty… Może niekiedy przybierze mój własny? Jonie… Jon niecierpliwie. Ale skoro On nie chce mi dać normalnego. czym może być życie. ba. wyparuje bez śladu.Och. a ona… Obok siebie usłyszał czyjś oddech i na moment przystanął przestraszony. Jeszcze kilka sekund i zniknie. A potem zaczęła wyć.powiedział Chłopiec z szyderczym uśmiechem. że przełyka.Namaściłaś króla.skrzywił się.Dziewczyna parsknęła krótkim. a ty tym bardziej nie możesz mi go ofiarować. A co będzie w innych światach? Skąd wiesz. jak zniekształcą jej portret piewcy jej legendy? Do czego 85 . nawet najgorszego życia. a kulista kropla skurczyła się. drogi. Nie wyglądała już jak królewska perła.płatek zaczął gwałtownie tracić kolor.Nigdy nie zazna miłości. zatem daj mi tę swoją Wodę Życia. Na jego ciele pojawiło się pełno brązowych. ale umknął płomieniom. lecz ujrzał. Nie zrobili tego za darmo. Jonie? .Mówili do mnie tylko Jego słudzy.. namówiwszy wielmożów. . byle dalej od jej krzyku. nie chcąc słyszeć straszliwego krzyku umierającej Dziewczyny. Sam nie wiedział. rozlegającego się wokół i niesionego hen. szczekliwym śmiechem. Lepsze to niż nic. lasy. W gorącym powietrzu płonącego stosu . nie doświadczy nawet ulgi śmierci we własnym łóżku. Wciąż był jaskrawoszafirowy. który zaraz przeszedł w jęk. nie wiedząc. Przerażający krzyk Dziewczyny nie milkł.Co z tego? Co to za życie. Umknął. nie. od upiornego blasku i żaru. Wtedy Jon zatrzymał się i krzyknął mu w twarz: . biegł teraz. uwierz. gdyż języki ognia wspinały się coraz wyżej .

W tym świecie nic ci ode mnie nie grozi. Nie tu. brzydkie zęby.pomyślał. co miało być unicestwione! Głosić chwalę jej imienia! . Prawdę o Głosach. że te stosy jeszcze będą płonąć. przeciwnie. nie dawała mu spokoju. nie teraz. co chciałeś zepsuć! Ożywić to. wyrzucam z pamięci jej duże.Naprawiać to. rozczłapane stopy. jak to jest. byle głosić imię i chwałę Dziewczyny i prawdę o jej roli w osadzeniu prawowitego króla na tronie. . w światach przyszłości. bo tak naprawdę to mnie tu wcale nie ma. Ktoś mówił. nie wolno tam wracać! Przecież Chłopiec powiedział. gdzie indziej… Dziewczyna już chyba nie żyła. że będzie ich dużo. delikatna. ciągnąca się prawie od nasady szyi ku brzuchowi. to tu. prostacki język. w której leżało Domremi. kierując konia w stronę przeciwną niż tę. by jak najszybciej znaleźć się daleko od miejsca kaźni i Chłopca.Trzeba wrócić do Domremi… Nie. Jonie. mądra i subtelna. że jej portret tak szybko ulegnie zniekształceniu? Przecież to ja go zmieniam. że to moje dzieło. byle gdzie. Raniłem go? Kiedy? Chyba bym pamiętał… . ale kto? Jon nie pamiętał. Przypadkowego? Długa blizna na jego piersi. będziesz mnie jeszcze szukał! . niemal ordynarny śmiech. . On przecież parokrotnie wspominał. a Jon odruchowo się cofnął. . gdy już wystarczająco oddalił się od Ruan. że wciąż nie wiesz.myślał Jon. W tej opowieści Dziewczyna będzie istotą o pięknej twarzy. .krzyknął Jon. uszlachetniam.powiedział Chłopiec. w światach z przeszłości. że nigdy się tego nie dowie. wąskich stopach. . Może kiedyś. gdyż jej krzyk nagle umilkł. .usłyszał w oddali szyderczy śmiech nie chcianego kompana. zdziwiony własną myślą. jak księżniczka… Czyżby Chłopiec miał jednak rację. Jon nie chciał wiedzieć. zwalniając galop konia do kłusu.jej użyją? Do jakich celów? Myślę. I taka zostanie . niedbale obcięte sierpem włosy.krzyknął za nim Chłopiec. że piewcy jej legendy zniekształcą jej portret! Trzeba jechać przed siebie. gdy człowiek płonie żywcem i miał nadzieję. poganiając konia. Wbrew wszystkim Bogom.Nie bój się . Kto mu to mówił? Stosy są wbrew Bogu. .Dokąd jedziesz? . 86 . bo tylko ogień oczyszcza dusze grzeszników. to tam. jacy kiedykolwiek istnieli lub będą istnieć . zbyt głośny. Wprawdzie ktoś ostatnio wspominał coś o stosach. jakim początkowo mówiła.rozmyślał Jon.stwierdził. coraz więcej. W mojej pamięci ona jest już piękna. smukłych.Wszak Bóg jest tylko jeden! Z rozpaczy plączą mi się myśli . komu chcesz służyć. Zdecyduj się… Postąpił krok naprzód.Nie uciekniesz ode mnie. Prawdę o niej samej. gdy mówił.

że boso pasła krowy. gdzie odbywał się jarmark. Ziele niepospolitego serdecznika zaszeleściło pod dłonią.i nie chciał pamiętać. Coś piekło go nawet pod powiekami. składanych Bezimiennemu w ofierze przez tysiące lat. Obraz zniknął. który ją pochłonął i o tych. palące mienie. tym portret Dziewczyny opowiadany jego ustami staje się piękniejszy. przykryły grubą warstwą krąg. Idąc do Wioski dobrze sobie znaną Kamienną Drogą. nawiedzona szesnastoletnia wariatka z Domremi. że wioskowe dzieciaki obrzucały ją grudami brudnej. w który obróciły się tysiące żywych istot. zwykłego życia i zwykłej śmierci. Spłonęły. Zamknął oczy i jeszcze raz je otworzył. 87 . purpurowe… PURPURA… Purpurowe jesienne liście. prosta wieśniaczka. zniszczą siebie i nie narodzonego syna. Czuł.gdy widział ją pierwszy raz . mokrej gliny. wprawdzie niegłębokich. Komu? Przelotnie mignęła mu przed oczami czyjaś ciemna. Ku swemu zaskoczeniu stwierdził. A przed oczami miał długie. nic o tym nie wiedząc? Czy wypełnił swoją powinność? I co nią było? Ręka Jona bezwiednie zacisnęła się na skórzanym woreczku. potknął się. Proch. Jon odetchnął. Nagle poczuł. do której przywykł. Nie chciał przenosić do swego świata wspomnień o ludziach stamtąd. że im więcej słuchaczy gromadzi się wokół niego. Inaczej oboje zagubią się. gdyż gładź. Ale brakowało płatka niezapominajki z kroplą Wody Życia. Powiódł palcami po oczach i ze zdziwieniem stwierdził. o barwie prawie tak intensywnej jak ogień. którzy ją na niego skazali. która . Spojrzał na ręce. zniknął Jonowi sprzed oczu i sprawiło mu to ulgę. Dotknął twarzy: też była w ranach. Zatem komuś go dał. nie chciał oszaleć. że nikt nie dowierzał. zatęskniła do krótkiego.O cudownej przemianie córki starego Darka w niezwykłą istotę zaczął opowiadać ludziom już w pierwszej napotkanej wiosce. która umierając. jak Gaja. Przystanął i rozejrzał się: Kamienna Droga. żyjąc pomiędzy światami. Jego życie w Wiosce musi być proste. rozpiął koszulę na piersiach i ze zdumieniem ujrzał na skórze bolesne. nierzeczywistym świecie? Czy znów zrobił coś złego. Nie powiedział. ostrzyżona na jeża głowa. że całe ciało piecze go i boli.była gładka i lśniąca jak powierzchnia jeziora w bezwietrzny dzień. teraz stała się chropowata i straciła połysk. gdzie zbiegały się Kamienne Drogi. czerwono-żółte. ognistą purpurą. Opowiadał za to wiele o stosie. Nic zatem nie pamiętał . Nie wspomniał o żalu Dziewczyny. zwłaszcza że zachodzące słońce barwiło go własną. ciemne pęcherze jak od poparzeń. lecz piekących. że nie jest to wskazane. Posąg zasypany liśćmi wyglądał tak. że nie ma rzęs. stawała się w jego opowieści rozumną istotą o subtelnej urodzie i przenikliwym umyśle. wyszczerbiła się i noga ugrzęzła mu w szparze. Ale jak? I kiedy? Co tym razem działo się z nim w tamtym niepojętym. jakby płonął. prawie jak ogień…? *** Purpurowe i czerwonożółte jesienne liście. Przemilczał rolę Chłopca i swoją. gdy po raz pierwszy zaczęła mówić o Głosach. Niewykształcona.

mocno przytulił do siebie żonę. . Rzeka. . które stawały jej na drodze. Docenił ją. więc ośmieliła się odrzec: . 88 . że gdyby bardzo się uparła. aż nurt porwał jej kilka sztuk bielizny. a październikowe słońce dawało ciepło i cieszyło kolorami drzew. gdy ten spokój mu zabrano. ledwie wszedł do Rzeki. brązu. Pozostałe kobiety udawały początkowo. nacieszyć się spokojną monotonią plemiennego życia. czcigodny starcze? . dostrzegła spalone brwi i rzęsy. . jakby właśnie wyszedł z domu. to kto wie.podskoczyła z radości. nie załatwiłem wszystkiego. to brnąc po płyciźnie Rzeki. Jeszcze wciąż coś mi zostało do załatwienia odparł Jon. patrząc.odparł starzec. zawierającymi wszystkie gorące odcienie żółci.Czy to nie oznacza. Chciała ruszyć mu naprzeciw.Las się palił? . który był coraz bliżej wioskowego brzegu. mimo że woda wyziębiła jego ciało i teraz ten chłód przenikał ją do głębi. trwało spóźnione babie lato. ale czasem wychodził przed namiot. omijając wystające głazy. Ze zdziwieniem usłyszała w jego głosie niepewność. brnęła więc dalej przez nurt. by ją przepłynąć . czerwieni. Wprawdzie jeszcze nie wyzdrowiał. A gdy spojrzała mu w oczy. Pragnął pozostać na zawsze w Wiosce. aby posiedzieć w ciepłych promieniach słońca. ale po chwili pozdrowiły go tak. dotykając woreczka na szyi i wyczuwając w swym głosie zmęczenie. powierzchowne. jak dziewczyna walczy z prądem Rzeki.zawołała Gaja głosem pełnym szczęścia. Jeszcze nie . Ponownie uścisnął żonę.Gaja prała na brzegu bieliznę wraz z innymi kobietami i na jego widok .Tym razem nie było cię tylko dzień! .Gaja. wpatrując się w Jona. wiesz o tym.przypomniał półgłosem szaman. mimo jesieni. .Tak ma być. a Jon w błysku przypomnienia grozy stosu odpowiedział: .spytała Gaja z nadzieją. to znowu energicznie płynąc na głębszych odcinkach.Nie.a dostrzegła go.spytała ze zgrozą.Świat się palił. nie odsuwając się od męża. nie była wezbrana. . Ze zdziwieniem stwierdziła.Tylko dzień? . ale Tabu spętało jej nogi.zdziwił się i choć mokry. co miałeś załatwić? . może tym razem udałoby się jej pokonać Święty Zakaz? Jednak szaman ją powstrzymał. Lecz nie mów o tym nikomu. że twoja Droga się kończy? Że już załatwiłeś TAM wszystko.Tabu słabnie. że go nie widzą. Płytkie. . Tabu… . lecz niesamowite. która dopiero teraz dostrzegła jego rany.

współczucia i pogodzenia z nieuniknionym. że wróciłem z bardzo dalekiej.zasępił się Jon. widząc. Ile udręki przynosi mi każde rozstanie z nią. Wygląda teraz. a był taki nadludzki .Jego głos brzmi wciąż tak samo .A może to On nie chce. . a o innych zapomnieć? .odparł szczerze. .Tak. gdzie wędruję. a czasem płacze .W Jego głosie. W kamieniu. . Głos Kamienia. a po chwili spytał: . który wciąż jeszcze słyszę. jakby się starzał. Jesteś zbyt młody. I chorował. patrząc uważnie na szamana. . Piękna. z niepokojem.Jego prawa ręka ma już tylko trzy palce. jak posąg Boga. choć wiedział. że starzec miotany jest sprzecznymi uczuciami nadziei i bólu. Jest jak człowiek. Widziałem ją zatem wczoraj. długiej podróży. . bym go spotkał? Tam. . nic o tym nie wiedząc. że Jon domyślił się jego słów z ruchu warg.wyszeptał tak cicho. gdy mnie tu nie ma? Czemu tak mało o tym wiem? Jak On to robi. . co robił Jon w Drodze. a jeden dzień rozciąga się w miesiąc.A to uczucie było Mu obce. zaczepiły o wystające głazy.Z ramion Bezimiennego jest coraz bliżej do ziemi . A Kamień nie tylko mówi.Czy potrzebujesz czegoś ode mnie w dalszej Drodze? Ziela? Magicznego zaklęcia? Czarodziejskiego wywaru? A może porady? . . łowiąc równocześnie sztuki bielizny. a miała ich aż siedem. Podszedł do szamana. . Jon roześmiał się nagle. jak odchodziła. ale 89 . obiecując także rychły powrót.Gdy Gaja chciała dalej pytać.Posąg…? . lecz czujnymi oczami. choć coraz rzadziej.sprostował starzec. starzec bowiem wydawał się pomniejszony przez chorobę i on także wykruszał się. Czasem mi się wydaje. że jesteś. który przez cały czas nie ruszał się sprzed namiotu i patrzył na niego uważnie wyblakłymi jak jesienne słońce. Gaja zatem umilkła. zostałbym tam na zawsze.zaprzeczył Jon. .ciągnął Jon. czuję smutek szepnął szaman. znowu zmalał . Pomyślała.Nie. Nie spotykam go lub nie rozpoznaję . gibka mimo ciąży. Isak. które odpływając z nurtem. by to porównać. a mam wrażenie. ale i śpiewa.zakończył cicho Jon.myślał. położył jej dłoń na ustach. który wydawał się lity i niezniszczalny. Wciąż mam w woreczku ziele serdecznika i nie wiem. że gdybyście tu na mnie nie czekali: ty. Gaja i mój przyszły syn. że woli nie wiedzieć. Patrzył. że steruje moją pamięcią i jedne rzeczy każe mi zapamiętać. nie sięga Jego władza. że suknia i spódnica Gai stały się mokre od jego objęć i nakazał jej udać się do domu.Tym razem wystarczy. pojawiły się skazy. miedzianozłota i ciepła. wysoka. Gdzie wędruję? Gdzie przebywam. każdy był co najmniej tak duży jak połowa mojej wysokości. dla którego jest przeznaczone.Obojętnie i nieczule. gdzie szukać tego.

myślał Jon niespokojnie. czy zbyt wiele rozumiejący i wybaczający Isak? I co właściwie znaczy tajemnicze słowo heretyk. Starzec pochodził z wielopokoleniowego rodu czarowników. . Chciał obejść świątynię z tyłu i zamiast do jej głównego wejścia. nie jest bałwanem! Jest potężnym. jak przez setki. Ma gości z Dalekiego Kraju. . modląc się. gdzie często. że mogłoby się to im nie spodobać? Pokochał Plemię i próbuje je zrozumieć? Nie nazywa ich starych bóstw. którego Ezra użył rozmowie ze starym kapłanem? Zabrzmiało wtedy jak obelga i zarazem groźba! Czy to stary Isak jest tym heretykiem? Czy goście z Dalekiego Kraju przybyli.Kapłan Isak był u ciebie? . czego wciąż nie chciał pojąć Bezimienny. chociaż właśnie tak powinien czynić? Ale przecież Ten.wyczuwam Jego obecność. choć nie wiedzą. groźnym Bogiem. Myślę też. że składano mu ofiary z żywych istot! Czy należy Go dziś obrażać i z Niego kpić. nie był . czy też pozwolić Mu odejść w ciszy i z godnością? Mimo rosnącej tęsknoty za bliskością Gai. Jon rozumiał ten smutek. siedzieli właśnie tu. na ławach. Dlaczego jednak się nie bronił? I czemu nie bronił Tego. spacerowali obaj kapłani. że są inni.powiedział ze smutkiem szaman. w którym podobno kopuły wszystkich świątyń są ze złota. którego posąg stoi u kresu Kamiennej Drogi. Jon bezszelestnie wspiął się na mur. pierwszą w Wiosce wyłożono małymi. Że wobec Cywilizacji nie ma żadnych szans. Przeczucie nie myliło go: Goście z Dalekiego Kraju. a ty musisz Go zawieść .i cierpiał. którego się obawiał. by słuchać Głosu Światowida i spełniać wszystkie Jego prośby.wciąż pamięta. choć przecież znał odpowiedź: stary czarownik wiedział to. Jest bardzo zajęty. bożąt i Bogów bałwanami.Musisz postępować wbrew Jego woli. surowy Ezra. a jest ich tam równie dużo jak domów. korzystając z ostatniego jesiennego słońca. Szaman popełniał grzech wobec rodowych zasad . inaczej On wprzęgnie cię do swej służby i wzmocni się twoją wiarą. Jon poczuł niepokój. otoczony kamiennym murem ogród.spytał Jon. migocząc w 90 . Ich okazałe. strażnik swego Boga i Cywilizacji. . a każdy z jego przodków powoływany był. wystawiając na ciepłe promienie swe łyse czaszki. kto ich woła. a może tysiące lat był czczony przez wszystkie Plemiona wokół! Czczony tak bardzo. . jak to robi Ezra. Po to cię wezwał. Jonie. Bogate szaty lśniły. któremu służyli jego dziadowie? . kolorowe kapelusze spoczywały obok. Jego nieme prośby i pragnienia. Nie szedł jednak główną drogą . Kto będzie milszy sercom: niezłomny. Jon ruszył w stronę świątyni.Nie może.którą. słysząc o gościach. trafić na nieduży.Nie. który mimo odtrącenia .lecz skradał się wśród drzew. z woli Ezry. by go ukarać? Ale za co? Co takiego zrobił stary kapłan. zmieniając grząski i niebezpieczny temat. którzy słyszą Jego wezwanie. twardymi kamieniami .odparł szaman.

To jest dalszy ciąg mojej podróży po nierzeczywistych światach . Jon przestał rozmyślać o naturze dostojników świeckich i duchownych. choć dawno powinno się go przepędzić lub postawić przed sądem! Albo Plemię przynależy do świątyni i zdobyliśmy je dla Jedynego Boga. Może to kapłan Isak popełnia błąd.pomyślał Jon.krzyczał młody kapłan. albo… . Najwyraźniej w ogóle nie zwrócił uwagi na słowa Isaka. . to mi się śni. aż wyznają. . skąd wie. ubrany w szatę lśniącą od złota. w rodzinnej Wiosce. jak kobiety . siedząc na murze. gdyż właśnie dobiegł go podniesiony głos Ezry Ezra z okazji wizyty tak dostojnych gości też włożył najpiękniejsze szaty.…przez Isaka oni wciąż są w pół drogi! . że Jon z najwyższym trudem zrozumiał jego słowa. Mężczyźni nie powinni nosić ozdób.pomyślał bezwiednie Jon i zaraz przepędził tę myśl. schorowanym człowiekiem . Nie wierzę. że na tym nie skończy. że stosy są wbrew Bogu.Gdzie chcesz wypędzać starego człowieka? Do Puszczy.przerwał mu Isak tak cicho. aby padł ofiarą wilków lub niedźwiedzi? Czy nie może dożyć swych dni tu. Goście uosabiali przecież Cywilizację. A zresztą… Plemię też lubiło je oglądać i bezwiednie chyliło głowy tym niżej. widocznie upierścienione ręce mężczyzn w długich sukniach należały do reguł Cywilizacji.Przez Isaka w Wiosce wciąż żyje stary szaman.zaczął Ezra i było widać. ani skąd miał pewność. odwracając się od Boga Dobroci! A stos jest wbrew Bogu! Każdy stos! I to boli… tak strasznie boli… Jon nie pamiętał. że w cywilizowanym świecie zaczęły już płonąć stosy z heretykami. a każdy ruch ręki widoczny był dzięki blaskowi cennych kamieni w złotych pierścieniach. A jednak nagle. Nie.Co proponujesz.słońcu. te które przywdziewał z okazji udzielania ślubów lub odprowadzania kogoś z Wioski w ostatnią drogę. bardzo wyraziście poczuł potworny swąd palącego się ciała. ukryty za grubym konarem dębu . nie dbając o wygląd? Zapewne wysłannikom największych w świecie świątyń przydawały godności właśnie te świecidła. im bogatszy był strój dostojników. tak 91 .spytał Ezry starszy z dwóch gości. . . że to boli. iż błądzą .Słyszałem. by te okrutne słowa mogły wyjść z twoich ust! Chcesz poszczuć ludzi z Wioski na ich szamana?! przerwał z goryczą Isak. .Szaman jest starym. bracie? . . bracie Ezro? Już ich niewiele.Ezro! Ezro! Miłowałem cię jak brata i wciąż miłuję. Pobożni ludzie palą też czarownice i czarowników lub pławią ich w wodzie tak długo.Ezra nie może namawiać ludzi z Wioski do spalenia szamana! Przecież wówczas część Plemienia stanie po stronie szamana.

W ogrodzie zapadło milczenie. A spośród tych ostatnich Ten. Co jest cenniejsze dla ludzi? Jon wytężył słuch. patrząc wiernopoddańczo w oczy swemu starszemu bratu: . wtedy inni mogą odwrócić się od naszej świątyni i znowu będą czcić bałwany.A jeśli nie wszyscy ludzie z Plemienia opowiedzą się przeciw szamanowi? Teraz młodszy z gości.że stary czarownik stał pomiędzy Plemieniem a zemstą bóstw i bożąt. że ten nie znany mu głos należał do kobiety. nie Isak. a w uszach zabrzmiało mu przeraźliwe. właśnie Ezra. w czasie którego Jon słyszał tylko ciche brzęczenie pszczół korzystających z ostatnich lotów przed nadejściem chłodów. Cywilizacja… Niewątpliwie Cywilizację do Wioski przywiódł młodszy z kapłanów. że pogaństwo nie jest niczym złym!. jak skłonić je.Jak długo ludzie z Wioski będą tkwić między lękiem przed bałwanami a poddaniem się woli naszego Boga i Jego ziemskich wysłanników? . z mniejszą ilością pierścieni na palcach. nawet dzieci! .Jeśli z tym nie skończymy. pławieniem w rzece lub wypędzeniem do Puszczy. a nocą będą przyzywać swoje bałwany! Dopóki jest szaman. nie do mężczyzny… Isak jakby usłyszał kipiące od namiętności myśli Jona. każdy w Wiosce ma prawo myśleć.spytał z irytacją starszy z gości nie wiadomo kogo.krzyknął Ezra. czegośmy już dokonali w tym dzikim kraju. mógł jeszcze ciągle wyrządzić wiele zła. To on nauczył Plemię. czemu Isak nie użył tego argumentu. Nie chciał? Może się bał? O siebie czy o szamana? A może bał się o nich. Wystarczy jeden buntownik. Ezry? Isaka? Samego siebie? . o ludzi z Wioski? .Jeśli choć jeden człowiek z Wioski zapragnie bronić szamana przed stosem. może to trwać nawet setki lat! Ci ludzie za dnia będą szli do świątyni. gdyż szybko dorzucił: . Przez chwilę wydało mu się. Wszak ważyły się losy szamana. Dzikie pszczoły odważył się przesiedlić z lasu do Wioski kapłan Ezra. Isak przyniósł tu ze sobą jedynie Miłość. pomiędzy nowym Bogiem a starymi. ten w złocie i srebrze. mieliśmy już takie przypadki i lepiej nie powtarzajmy błędów. Jon nie pojmował. nieludzkie wycie człowieka. jedna buntownicza myśl. wciąż miał ogromną moc. aby powstało zarzewie chaosu i zniszczenia. 92 . poruszył się niespokojnie i zabrał głos. nawet o tym nie wspomniał. Wasza Miłość. by dobrowolnie oddawały część miodu. który czekał na Jona u kresu Kamiennej Drogi. jak zbudować tym inteligentnym owadom drewniane domki. które unicestwi wszystko. Dlaczego ten spokojny starzec zaczął nagle tak bardzo przeszkadzać sługom świątyni? Przecież każdy w Wiosce wiedział.jakby go już wcześniej znał.

. żeby mieć pewność. Spojrzenia gości tym razem zawisły na wargach starego kapłana. co nam zagraża! . . gdyż inaczej nie mógłby go usłyszeć.To zależy.Jeśli Wasza Miłość mówi o Istotach. Pogodził się z tym. ba. iż stary szaman nie wyznaczy nikogo na swego następcę.spytał młodszy dostojnik.Plemię nie wybierze nowego.…lecz nie zagraża to naszemu Bogu i miłości Plemienia do Niego . Odwiedzam go właśnie po to. .Czy na pewno ich już nie ma? ..A bałwany? . Wasza Miłość… otóż myślę. Patrzył przed siebie i Jon wystraszył się. że niektórzy chodzą na drugi brzeg Rzeki. choć to boli… .przerwał Ezra.wtrącił z podejrzliwą i gniewną nutą w głosie starszy z gości. . który dokończył: . słysząc jego odpowiedź. Wasze Miłości! Bo tu dzieje się coś niepokojącego! Wszyscy w Wiosce jakby na coś wyczekiwali! Podejrzewam.Kto? . a Jon mimo woli zadrżał. gdy zdecydowanym gestem podkreślił ostre brzmienie wypowiadanych słów. . . może trzech .spytał surowo starszy dostojnik i wszystkie pierścienie zabłysły na jego palcach. odwiedzam czasem szamana i właśnie stąd wiem. Tak.Mówisz. że słowo bałwany nie oddaje ich natury.Oni już nie są poganami. jakby oni istnieli… .wyszeptał Isak. co Wasza Miłość ma na myśli . .Szaman wie. .ciągnął Isak. że jest ostatnim czarownikiem Plemienia. które to Plemię czciło i miłowało przez tysiące lat.Chyba nie prowadzisz rozmów ze strażnikiem bałwanów ani go nie odwiedzasz.dorzucił Isak z łagodnym uśmiechem. Ale kapłan patrzył daleko w przestrzeń.spytał przekornie Isak. Dwóch. nie zwracając uwagi na dostojnych gości. Coś bardzo złego! Coś. kapłanie Isaku. To sprawa miesięcy. .A to chyba najważniejsze.Bałwany. że szamani nie są już potrzebni .szepnął Isak i tchnienie tego szeptu przyniosły Jonowi jakby pszczoły. . naszym zdaniem. tam gdzie Jon nie sięgał wzrokiem. gdzie kryje się coś złego. więc skąd o tym wiesz? .Plemię pewnie zaraz wybierze następcę . A sprawa szamana sama się rozwiąże bez naszego udziału. 93 . Istoty te nie były godne uczuć… to… to słowo bałwany. tak.krzyknął Ezra.On z nim rozmawia! Odwiedza go! Wszak dlatego was tu wezwałem. że został dostrzeżony na murze. gdyż ten konający od wielu miesięcy starzec wytłumaczy im. . bracie Ezro.Rozmawia! . nie zwracając uwagi na Ezrę. nawet jeśli. .Szaman umiera…. że wkrótce w tej Wiosce nie będzie żadnych czarowników. nawet jeśli błądziło w tej miłości i czci.

większą i bogatszą niż obecna..choć nie bardzo wiedział. glinianych wizerunków. czego Jon nigdy się nie spodziewał.Zatem ich nie ma. gdyż jest młodszy.zagadnął już swobodnie młodszy dostojnik. .Jutro skoro świt odjedziemy. Jon pomyślał.Niewiele wiem o ich istnieniu. zmieniając temat.dorzucił. że gdy ostatecznie zakończy się czas czarowników w tym Plemieniu. Może kapłan Ezra czyni to sprawniej. ale wystarczającej na potrzeby Wioski. że czas Isaków się kończy. a może już tylko pięć. . Ludzie mieścili się w niej bez kłopotów. nie naszym wrogom. pragnęlibyśmy bowiem zobaczyć budowaną w pobliskim mieście największą świątynię tego kraju. Jon w jakiś dziwny.spytał nagle młodszy z dostojników i nie czekając na odpowiedź. niepojęty sposób przeczuwał. Wasza Miłość. teraz ciągle karczują tu Puszczę i wytyczają nowe. . patrząc w pergaminową twarz Isaka. bracie Ezro. . a czas Ezrów zawsze będzie trwać. Nigdy żadnego z nich nie widziałem . choć obu nazywają braćmi. to znaczy. czego będziemy mu tylko zazdrościć. nie jedną. jakie . może i skromnej.Przyrzekam Waszym Miłościom. nie przysparzając mu bólu. . mamy nadzieję. że rychło trafi do lepszego świata. przybywając do tego dzikiego kraju? .zamruczał starszy z dostojników i w zamyśleniu zaczął oglądać swoje pierścienie. Za to oszczędza gasnące życie szamana.To dobra myśl.Taak… . Ile to dni drogi? . która przypomina kurnik. Część drzewa powinieneś wysyłać do 94 .Czas… czas rozwiąże wszystkie nasze problemy w tej Wiosce i w tym kraju. Ezra milczał z niepewnym wyrazem twarzy. świadomym czy mimowolnym . Na razie za tym rozwiązaniem się opowiadamy. gdyż przywiązany był do obecnej świątyni. Brat Isak jest starcem i niedługo będzie się męczył na tym grzesznym padole. szybciej i skuteczniej. Po twarzy przemknął mu uśmiech i znowu z uwagą zaczął oglądać swoje pierścienie. ciągnął dalej: Skoro ich nie ma. że słudzy świątyni dobrze wypełniają swoją misję. iż mógłbyś wybudować dziesięć wielkich świątyń.Może sześć. Tę niezrozumiałą potyczkę wygrał stary kapłan. bite drogi. a w każdym z jej kątów czuło się Boga. A zresztą Bóg był przecież wszędzie i nie można Go było zamknąć nawet w największym na świecie budynku! . a nie miejsce czci… Jon wzburzył się na chwilę. . Jon wyczuł też. Czas sprzyja nam. zacznę budować nową świątynię w Wiosce. że goście z Dalekiego Kraju większą miłością braterską darzą młodego kapłana. Zwłaszcza że drzew wokół jest tyle. nie ma nawet tych małych. że przyjęte rozwiązanie . które trzymano w domach? Wszystkie zniszczyli nasi bracia. bracie Ezro.odparł wymijająco stary kapłan.na pewno nie zadowala młodszego z kapłanów. A świątynia będzie wspaniała i odpowiednia do wielkości Boga zachwycił się Ezra.

. zaczął napływać do ogrodu.I to wtedy…? .Włóż choć jeden pierścień na swe chude palce. pomijając milczeniem zasadnicze wątpliwości żony.zaczęła Gaja i urwała. ale mogło być inaczej.Obyś nigdy nie był usłyszał tego zewu. od nieuchronnej śmierci w wezbranej wodzie .Często kocha się kogoś za jego słabość . jakbyś czytywał grube księgi kapłana Ezry.Pamiętaj.Dziwny stałeś się. tym bardziej cię nie rozumiem. . że uciekają przed chłodem.…aby uratować ciebie. Wciąż brakuje pieniędzy na wcielanie w życie śmiałych. patrzyli na trzaskające polana.Nasza przyszłość to Ezra.mała.powtórzył wieczorem do Gai.Im dłużej jesteś w Drodze. że sam zdecydujesz o losie pierworodnego . 95 .ucieszył się Ezra. byś naszego syna powierzyła Ezrze. który powoli. dziwiąc się.zaczęła Gaja. tam.Mówisz mi to po raz trzeci. wraz z cieniem rzucanym przez drzewa.odparł łagodnie jej mąż. nie Isak. chuda i zgarbiona .szepnął Jon do siebie. . może wtedy twój głos będzie lepiej słyszalny.zakończył starszy z gości i obaj dostojnicy wstali. .mówiła i zakończyła z rozpaczą: .nie wiedzieć czemu wydała się Jonowi godna miłości i współczucia. dziewięcioletnią dziewczynkę. Mówisz takimi słowami.miasta.rzekł Jon. skąd znalazł w sobie słowa. Wprawdzie uratowałeś życie szamana. I będzie inaczej. miłych sercu Boga planów . Jonie. mieszkaniec Wioski. już wkrótce… …i Jon zeskoczył cicho z ogrodowego muru. . . Brzmiały tak. nie on. Wasza Miłość . Isak pozostał na ławie. gdy już nacieszyli się sobą i przytuleni. a jego postać . . . które właśnie wypowiedział. Isaku… . wtórując jego wewnętrznym rozterkom. .Nadwyżki ze swych dochodów poślesz nam. gdzie go brakuje i w ten sposób zarobiłbyś na swoją budowlę podpowiedział z zadowoleniem młodszy z gości. choć przecież nigdy nie byłeś przez niego wybrany i nie nauczył cię czytać . żylibyśmy tu spokojnie i szczęśliwie! Po co udałeś się na drugi brzeg Rzeki?! .Isaku. leżąc na zwierzęcych skórach. nie Isakowi . Czuję twoje ciało.To wspaniała myśl. . ono jest wciąż takie samo. .odparła Gaja. uchroniłeś go od straszliwego cierpienia. odchylając głowę i patrząc mu z uwagą w oczy. jakby wypowiedział je obserwator z innego świata. ale twoje myśli nie należą już do naszego Plemienia . dając znak. jakbyś kochał właśnie młodszego z dwóch kapłanów i jakbyś nie wierzył.

Trzeci raz pachniałeś ogniem i dymem. lecz zapach potu.Gdy powróciłeś drugi raz.Stosy… . że kto je usłyszy choćby raz. Jest moją siostrą i jej ciało budzi we mnie litość. bardzo długo czułam ten upiorny zapach i bałam się. .spytała nagle. jest brzydszy od naszego. . wyczułam na tobie zapach innej kobiety. Wolałbym nigdy nie trafić na Kamienną Drogę i nie zostać Jonem w Drodze. patrzeć. . w którym żyje ta kobieta. jeśli znajdzie się na drugim brzegu? . że mąż płaci wysoką cenę za jej życie.Co TAM robisz. Jonie? . niewiele różniący się od poprzedniego.Chyba nie . .. nie pożądanie. że świat. dbać o dom. lecz nie był to zapach palącego się drewna. Ona zaś ciągnęła: . To nie był zapach ziemi i lasu.Tak.Kocham ją. gdy znikasz z naszej Wioski? Pierwszy raz. dokąd prowadzi twoja Droga.Czy każdy może usłyszeć Jego wezwanie. chodzić co tydzień do świątyni po błogosławieństwo na następny tydzień. krów. lecz gdy przytulałam się do ciebie. . Zabiłeś kogoś? . uprawiać ziemię. co robią inni mężczyźni z Plemienia: polować. Szaman mówi. Chciałbym robić wyłącznie to. Nie mówiłam ci. ale inaczej niż ciebie. Chciałbym.Czy każdy mieszkaniec Wioski byłby zdolny złamać Tabu i popłynąć aż tam? Może najpierw był Jego wybór.po raz drugi odparł Jon niepewnie. nie znał odpowiedzi. gnoju i myślę. ciepły i dobry. nieludzkie czyny?! Czyżby tam. lecz potworny i budzący grozę. pachniałeś po powrocie krwią.Kobiety palonej żywcem na stosie?! Jonie! Kto mógłby popełniać tak okrutne. jak ścisły związek zachodzi między nią a niepojętym wezwaniem zza Rzeki. abym mogła spłacić dług za moje życie? Jon nie odpowiedział na pytania Gai. I Gaja dopiero teraz pojęła.odparł niepewnie jej mąż. wychowywać je. a potem musieliśmy zostać mężem i żoną. Czy ona jest ważniejsza dla ciebie niż ja. najpewniej nie byłabyś moją żoną.powiedział bezwiednie Jon. między nią a losem Jona i zrozumiała.To był zapach kobiety palonej żywcem na stosie. gdy byłeś nieobecny aż trzy długie miesiące.Chyba nie . . tam skąd słychać Jego wezwanie. Ale gdybym wówczas nie popłynął na drugi brzeg Rzeki. jak żona rodzi dzieci. Ona nie pachniała tak jak dziewczęta z naszej Wioski. ten musi iść Gaju. . nie istniały prawa Dobrego Boga?! 96 . . Wtedy po raz pierwszy usłyszałem Jego wezwanie.

. Jeszcze wciąż może cię wezwać . pierwszymi płatkami śniegu. odebrała jej zdolność do rozjaśniającego dzień uśmiechu. po śmierci starego szamana powinieneś zostać jego następcą powiedziała w zamyśleniu jego żona. .Niemożliwe! Z jego odejściem zabraknie… nie wiem.Bezimienny jeszcze woła.wyszeptał Jon.Za to ty. cudem narodzin małego źrebaka w zagrodzie. . 97 . . . w światy. Jonie. To tak jakbyś w Puszczy wyrąbał tak dużo drzew. jak to nazwać… zabraknie nam czegoś do całości. patrząc przed siebie. . co mu zapewni bezpieczeństwo. Inni już nie będą potrzebni . aż przestałaby być Puszczą. .rzekł Jon. zwykłymi rzeczami: wschodem i zachodem słońca. .To nasz ostatni szaman. Tym razem Gaja zapragnęła osobiście odprowadzić Jona na drugi brzeg. Po tej rozmowie Gaja długo nie umiała się cieszyć małymi. . żeby mój syn był bezpieczny . jaką przemierza świat.Może tacy jak Ezra .Bóg by tego nie chciał. nędzne lasy zakończył ze spokojem Jon. z wysiłkiem przypominając sobie wydarzenia ostatniej Drogi: .przyznał Jon. Chcę.Czemu więc każesz mi wieść naszego syna do niego i jemu oddać go w opiekę? .Puszcze też przestaną istnieć.powiedział i zmusił żonę do pozostania na bezpiecznym brzegu Rzeki.To niemożliwe… . Wiedza o Drodze. które pod światło wyglądały jak misterne klejnoty. przygotowaniami przyrody do nadejścia zimy.Jon pokręcił głową i znów odparł niepewnie.szepnęła ze zgrozą jego żona. ale on kategorycznie się temu sprzeciwił.domyśliła się Gaja.Tacy jak Ezra? .powiedziała Gaja.…ale niektórzy jego słudzy tak.Bo nasz syn nie ma lepszego wyboru: albo wybierze drogę walki z Ezrą. stałaby się zwykłym. do których jego Droga jeszcze go nie zawiodła lub nigdy nie zawiedzie. ludzie przemienia je w zwykłe. . Gaju. nędznym lasem . . która może skończyć się stosem.Stosy będą płonąć w imię Dobrego Boga. Gaju. albo odda się w jego opiekę.

którą wędrował już tyle razy.wszystkie wydawały się teraz powoli kruszeć. kamienne powieki. Wszystkie cztery pary oczu Bezimiennego były zamknięte. Jon może naiwnie? . lśniące .i na jednej z czterech twarzy posągu. których wcześniej nie było.Kamienna Droga. Chłopiec . gnijąca zieloność Puszczy rozmyła się. że zło jest wynikiem nieszczęścia. podobnie jak stary szaman.Nie mam leku na twoją chorobę . Przypomniał sobie. Jon znajdował w bryle posągu coraz więcej szczerb. Wciąż tam czekało. którego . przystając na wyszczerbionej dłoni i przykładając głowę do brzucha starego Boga. ciemna. w małym zagłębieniu gromadziła się woda. szeleszczące. bez wątpliwości. że jedna z nich uchyli wkrótce ciężkie. nie tracąc jednak mocy. Ciało posągu było nieskazitelnie gładkie. coraz bardziej suche. uchylił następną z czterech par swych powiek.i ciepłe. Powietrze zaczęło drgać. samoistnym życiem.z jego udziałem . Jon.pomyślał Jon. Tak mi przykro… Z ramion Światowida rozciągał się widok na cztery Kamienne Drogi . a Puszcza wdzierała się pomiędzy gładkie niegdyś spoiny. poczucia winy. nie odczuwał z tego powodu żadnej satysfakcji. niemal wyszlifowanych głazów staje się matowymi.szepnął Jon. nierównej powierzchni . . Teraz z wolna ogarniał je chłód. z wyraźną niechęcią. porastała je jesienną. Posąg. Nie dopuszczał myśli. przedzimowa. jak trudna i groźna wydała mu się pierwsza wspinaczka. Ale jesienne deszcze spływały teraz po chropowatej.Chyba że…? Objął głowę rzeźby i spojrzał w ślad za wzrokiem starego Boga. Wspinaczka na ramiona Boga była coraz łatwiejsza. nie wyglądał groźnie. Ciemna głębia jego oczu wciąż wydawała się nieodgadniona. bardzo wolno. na których łatwo można było oprzeć stopę. pełne satysfakcji. . Wygląda jak łzy. . że w jednym ze światów wciąż czeka na niego Chłopiec z soplem lodu zamiast serca. to ci go nie dam. Wezwałeś nie tę osobę. ale Jon wiedział. Karlał. choć wciąż potężny. Jego uczucia były mieszaniną smutku. wszędobylską leśną trawą. Bóg. podeprzeć się dłonią. ale przecież On nigdy nie płacze . że coraz więcej gładkich wcześniej. nie dłużyła mu się ani nie niepokoiła go jak za pierwszym razem. pełnymi odprysków i wgłębień.wierzył. mimo że kamień ciągle pulsował swym dziwnym. Bez zdziwienia zauważył. A może Jon po prostu się z Nim oswoił? Stary Bóg nie wydawał się już tak monstrualny.musnęło skrzydło płaszcza Królowej Śniegu.Ale gdybym nawet miał. ustępując powoli miejsca zieleni tak świeżej jak wiosna… ZIELONE… ZIELONOŚĆ… ZIELEŃ… 98 . co musi nadejść. Odruchowo dotknął skórzanego woreczka i wyczuł szelest ziela serdecznika niepospolitego. W jaki świat tym razem go powiodą? Światowid… Jon wiedział. Chłopiec. że może być racją bytu. tuż pod oczami. pogodzenia się z nieuchronnością tego. który szedł od potężnych stóp i sięgał coraz wyżej i wyżej.ucieleśnienie nieszczęśliwego zła.

które niósł tłum. To prorocy radzili. Ale gdy przeniósł spojrzenie z blizny na twarz nieznajomego. radośnie. ba. Jon nie uważał siebie za kogoś ważnego. najzwyklejszej nawet ludzkiej istocie. Ponieważ to zło miało ugodzić w Człowieka. tym mądrzejsze stawały się ich słowa. może szesnastoletnim.*** …jakże zielone. ma bose stopy i wjeżdża nie w lektyce. długa blizna na piersi. I Jon zrozumiał we śnie. ciągnąca się od nasady szyi ku brzuchowi. że nie może przyłączyć się do wspólnej radości. ba. świeżą. bez skrupułów. który on knuje. po długich staraniach Uczniów. ostrzeżenia. w którym prorocy rodzili się na kamieniu. Istoty ludzkiej czyniącej zło z obojętnością. lecz na ich sprawiedliwości. jakie ogarną dostojników. z przestrachem dostrzegł. że choć jest on wyrostkiem. Jon nie miał w dłoni pierzastej gałązki i było mu żal. lecz na ośle. by z powagą traktować prorocze sny. ową świeżą wiosenną zielenią. Nikt w jego pustynnym.tak jak złoto. wciąż ważnego. Jon z góry cieszył się na myśl o zdumieniu i złości. 99 . gdzie znajdowała się Świątynia Świątyń. spod której wyzierała dziwna. Jednak najpierw musiał wypełnić swoją misję. były wysmukłe. Jeszcze wczoraj sposobił się do wzięcia udziału w triumfalnym marszu do Stolicy. Człowiek bowiem. a im więcej ich było. lecz jego ręce były puste. W tym śnie zobaczył nieznanego. Chłodnego mordercy. gdy ujrzą. jakby chciał sięgnąć serca. Jakim cudem ominął serce? I jakim cudem ten Chłopiec jeszcze żyje? . raptem piętnasto-. wysokie palmy. najważniejszego (mimo że podbitego!) miasta i ogłoszą jego mieszkańcom. zgodził się wreszcie dowieść. weseląc się i śpiewając. że oto przybył Król. chciał wraz z tłumem wyznawców i uczniów Człowieka wymachiwać radośnie smukłą. zwycięskim. a takich snów nie wolno lekceważyć. rady. zieloną palmą. iż Król jest nędznie ubrany. ale jego sen był na pewno snem niezwykłym. że wielkość Królów nie powinna zasadzać się na bogactwie. Sen proroczy.zdziwił się Jon w swoim śnie. że jego obowiązkiem jest odnaleźć Chłopca w prawdziwym świecie oraz przeciwdziałać spiskowi. gorącym kraju nie lekceważył proroczych snów. Jon chciał wziąć udział w tym podniosłym. jego twarz jest twarzą zbrodniarza. srebro i brylanty nie dodadzą wartości fałszywemu monarsze. bezkrwawym podboju Stolicy. na piasku. chudego Chłopca w rozchełstanej koszuli. że skoro świt wszyscy ruszą za Człowiekiem na Osiołku. Wiedział. zwłaszcza że nawiedził go w noc poprzedzającą triumfalny wjazd do Stolicy Człowieka na Osiołku. gdyż właśnie tej nocy miał sen. Ktoś go rozpłatał na dwoje. Nawet najnędzniejsza szata nie ujmie królewskości prawdziwemu Królowi . wejdą z Nim do tego dumnego. której serce stanowiła Świątynia Świątyń. Był to kraj. które zdarzyć się mogą każdej.

Jon zaczął przepychać się przez tłum w ślad za Chłopcem. przynależy jedynie do Krainy Snu? …nagle go dostrzegł.…zatem skoro świt przyłączył się do radosnych tłumów. że ta palma nie wyraża radości. tak jakby przemawiała do pielgrzymów: Już niedługo tej radości. czy jego zawiązana starannie koszula rzeczywiście kryje bliznę. powoli. jakby tępym nożem lub sierpem .Obchodź się ostrożniej z kobietami . ni to po męsku.powiedział jego właściciel. otaczając Go kręgiem uwielbienia i wiary. które dzierżyły palmę. że wciąż mieli siły. jakby w ogóle nie miała płci. Wyglądała dziwnie (dziwnie czy też dziwnie znajomo…?). hosanna. przyjmując za naturalne. dwunastu. iż ktoś chce znaleźć się bliżej Króla. wymachując swoją palmą. po co! . sprawiała wrażenie. O cóż innego może mu chodzić? Trzeba tylko sprawdzić. jakby była duchem. tak długą. a dziwnie znajomy głos mówi: . lecz nie niósł palmy. 100 . tam gdzie znajdowało się czoło radosnego pochodu. Pielgrzymi albo nie zwracali na niego uwagi. widzi poprzez nią innych pielgrzymów. że entuzjazm. A może jednak sen nie był proroczy. …ostrzyżoną na jeża krzywo. idący tuż przed nim i odwrócił ostrzyżoną króciutko głowę. kobiety też na ogół dbały o strój. trzeba wiedzieć. już niewiele jej. który nie umie uszanować świętości… …nagle Jon poczuł. cierpliwie przepychał się do przodu. które towarzyszyły Królowi w marszu do Stolicy. Orszak szedł już długo. że ma przed sobą Dziewczynę. pozornie natchniona. gdzie jechał na osiołku Człowiek. kanciasty łokieć. że gdy na nią patrzy. hosanna.pomyślał bezwiednie Jon i w rewanżu schwycił rękę idącego w bolesny. tak długo. by na wszelki wypadek mieć wolne ręce. tańce i śpiewy wyczerpały pielgrzymów. Chuda. ale Jon nigdzie nie dostrzegł Chłopca ze snu. tylko zwykły? Może nie warto przejmować się nim i tracić czas na ściganie iluzji. mocny uścisk. a wokół szli jego Uczniowie. a naprawdę pełna tłumionego szyderstwa twarz skryta w ciżbie i wąskie dłonie.przeraził się Jon. czy to na pewno Chłopiec ze snu. ni to kobieco.powiedział jeżowłosy i dopiero wtedy Jon zrozumiał. niewiele… Chłopiec. jakby ktoś chciał mu wyjąć serce. jako że kobietom nie uchodziło nosić krótkich włosów. hosanna. Teraz rozglądał się pilnie wokół. kojarząc fakty. albo sarkali na bezczelność młodzika. aż dziw. Chwilami Jonowi wydawało się. lecz kiwa się w rytm śpiewu i tańców tłumu jakby z pogróżką. Jonowi wydało się. Chłopiec z mojego snu chce zabić Człowieka na Osiołku! . .Żeby się pchać. a ta Dziewczyna nosiła się niedbale. zamiast śpiewem i okrzykami “hosanna” oddawać hołd Człowiekowi na Osiołku? Może tego Chłopca wcale tu nie ma. że w brzuch wbija mu się czyjś chudy. by się cieszyć. Co dziwniejsze.

ale nie podpowiedział mi. blisko Człowieka na Ośle i dwunastu najwierniejszych jego wyznawców. gdyż tym razem tkwisz w prawdziwej pułapce. Będzie to świat inny. co uczynisz pochopnie. że Chłopiec z mego snu planuje morderstwo. To. co mam czynić . Po chwili Jon dostrzegł Chłopca.uśmiechnęła się Dziewczyna. po co? . Gdy zatem Dziewczyna rozpłynęła się jak płatek śniegu w ciepłym powietrzu. Jonie. Za dwa tysiące lat. suche powietrze płata oczom niejednego figla. . Jon najpierw się zdziwił. w którym rozgrzane.Skąd ja cię znam? . wyrywając rękę z jego uścisku. . A co dopiero życie Króla… Jon. którego ta gorąca kraina nie znała. Stracił go wprawdzie z oczu. w innym świecie. na zwykłym ośle). w ślad za Chłopcem. prawie depcząc mu po piętach. ale uśmiech zaraz zniknął z jej twarzy. Wiem.Co tu robisz? Nie masz palmy… . I może mieć daleko idące konsekwencje we wszystkich światach.spytał niepewnie Jon. lecz zaraz pojął. Tak jak przypuszczał. wszystko może się zdarzyć. po prostu rozpłynęła się w powietrzu jak pojedynczy płatek śniegu. Ba. nim coś zrobisz. 101 . nie zważając na jej pytanie.Tu mnie jeszcze nie ma. przepychał się teraz do czoła pochodu. przez nikogo już nie wstrzymywany.Nie znasz mnie jeszcze. jakby w obawie. czy na pewno wiesz. .ciągnął Jon podejrzliwie. Chłopiec znajdował się w pobliżu jednego z Uczniów. na którego czele jedzie Człowiek (boso. Myśl długo i powoli. Dziewczyna jest ostrzeżeniem. o jaki łatwo w tym gorącym kraju. że jest gdzieś tam. Ale nie tu i nie teraz. niż marzyliśmy i za co warto było oddać życie… . dopiero poznasz. że w tym pochodzie. więc jak mogę nieść palmę? Za to jesteś ty i to jak najbardziej realny. gdyż jest to dzień cudów. nie zwracając uwagi na niedorzeczne słowa. a razem z tobą znajdujemy się w niej wszyscy… …i Dziewczyna zniknęła. miraż. . Każde uratowane życie jest święte. może być kierowane cudzym życzeniem. Co pochopnego może być w chęci przeszkodzenia mu? Każdemu mordowi trzeba się przeciwstawiać. że tłum go odepchnie.…nie mam palmy? Ty też jej nie masz . .No? Gdzie się pchasz? I pytałam. którymi chciała zapewne odwrócić jego uwagę od czegoś istotniejszego. Mój sen był proroczy.powtórzyła Dziewczyna. bym nie działał pochopnie. dlatego po trzykroć się zastanów.pomyślał. przyjacielu. Ja zresztą też. już od wielu miesięcy za sprawą Człowieka na Ośle cuda zdarzały się równie często jak narodziny. Będziesz bardzo zdziwiony. szedł. ale wiedział.Musiało to być jednak złudzenie.

jego dwunastu Uczniów .pomyślał ze zrozumieniem. a za nim. w jakich obfitowały wschodnie królestwa. Jon miał przeczucie.Czyżby byli w zmowie? .zaniepokoił się Jon. odzianego dostatniej niż reszta wybranych mężów. a potem parły nieprzebrane tłumy. zdolnym do wszystkiego -jak ów Chłopiec. w której znajdowała się Świątynia Świątyń. trzymając się blisko Jego osiołka i w ogóle nie zwracał uwagi na to.a nie w przybrudzonej przepasce z lnu na biodrach. Najpewniej jest wynajętym. zazdrość. Żołnierze Imperium patrzyli na wszystkich z niechęcią i pogardą. choć złota bransoleta na przegubie mężczyzny kojarzyła mu się raczej z próżnością niż dbaniem o schludny wygląd. …lecz oto wkraczali w bramy miasta. z włosami trefionymi przez fryzjerów. przepychając się chaotycznie i gwałtownie. lecz zaraz pojął. wysokiego.pomyślał Jon z dumą. Jest Królem . szurając sandałami. Jest pięknym. więc bramy Stolicy. Pochód wlał się na ulice miasta. a paru pozostałych Uczniów wraz z grupami pielgrzymów rozproszyło się po Świętym Mieście. Człowiek na Ośle wydawał im się niepoważny. skłonność do zdrady? Gdyż tylko człowiek pełen skaz może zrozumieć innych ludzi. harde oczy mówiły: W naszej pięknej. Żołnierzom Imperium roztańczony i rozśpiewany tłum wydawał się śmieszny. starając się nie stracić z oczu Chłopca. śpiewając i tańcząc na cześć Człowieka. jego ekstaza graniczyła z wariactwem. jako trzynasty postępował Chłopiec ze snu Jona. wymachujący zielonymi gałązkami tłum jak na dzicz. o urodzie przykuwającej uwagę. aby mieli w sobie wszystkie cechy ludzkie: słabość. Żołnierze Imperium lubili inne rozrywki. Jon znalazł potwierdzenie swych przypuszczeń: wysoki Uczeń szedł tuż za Nauczycielem. chwiejność. że bluźni. że Chłopiec właśnie jego 102 . jeden po drugim weszło dwunastu najwierniejszych Uczniów. Czy to przypadek. płatnym zabójcą. Żaden z dwunastu wybranych przez Człowieka nie mógł być w zmowie z kimś tak podejrzanym. stworzony jest wyłącznie do czynienia zła. Człowiek z kilkoma Uczniami i wyznawcami skierował się na odpoczynek ku ogrodom. że Chłopiec nadal tropił jednego z Uczniów. rozśpiewany.fanatykami. wątpliwości. marmurowej Romie taki motłoch byłby przegnany za mury miasta… Przez otwartą bramę pierwszy wjechał Człowiek na Ośle. stanęły otworem. nie widział następującego mu na pięty Chłopca. lecz nakazano im wpuścić pielgrzymów. Jon z niepokojem spostrzegł. kto za nim idzie. Przeciskając się. A może Nauczyciel dobierał ich tak. w wymyślnych sandałach. coraz bliżej czoła pochodu. Żołnierze Imperium skrzyżowali włócznie i patrzyli na wesoły. myślał Jon. nazywany przez tłum Królem. odnaleziony w Świętej Ziemi. mimo sarkania pielgrzymów. postawnym młodzieńcem i dba o siebie . ale zaraz wrócił niespokojnymi myślami do śledzenia Chłopca. Ale ich pełne pogardy. uznawali innych proroków: w złotogłowiu . że Chłopiec z jego snu.

krył się Chłopiec. Całe Święte Miasto. gdy Człowiek ten zgodził się wjechać do Stolicy na ośle. że Jego Królestwo jest nie z tej ziemi . Nieziemskie królestwa ich nie interesowały. zajmując pozycje pod murami domów i urzędów lub wyglądając przez okna. która już z daleka wyglądała na siedzibę ważnego urzędu. który chciał ujść uwagi obu. czerpać złota do skarbców. Święte Miasto pełne było ludzi. co trochę niepokoiło. było dziś podzielone na zwolenników i wrogów Człowieka. Sam Namiestnik wyglądał z okien swego pałacu raczej z ciekawością. Dla niektórych było wszak jasne. lecz zwykłym rzezimieszkiem? W Stolicy. inni sekretnie lub jawnie dołączali do pielgrzymów. musieli zająć stanowisko teraz. Póki pielgrzymi wychwalali swego Króla. lecz czujnie. niż podejrzliwie. wrzało od emocji. którzy tu osiedli. inni pragnęli pomodlić się w Świątyni Świątyń. zmuszać mieszkańców do niewolniczej pracy. a teraz podążał za nim krok w krok? Może właśnie tego Ucznia chciał zabić…? Może skusiła go złota bransoleta. zmierzając do sobie tylko znanego celu. Niektórzy uśmiechali się kpiąco i szydzili z Człowieka. którzy do tej pory byli wobec Niego obojętni. gdyż niektórzy widzieli ją po raz pierwszy w życiu. Pielgrzymi rozchodzili się teraz po Stolicy.i do uszu wysłanników Imperium musiała dojść ta bezpieczna deklaracja. że na tym incydent nie może się skończyć. wszyscy jego mieszkańcy. mało uczęszczaną bramę . tłumy mieszkańców wyległy na ulice. Uczeń. śledzący jednego z Uczniów i podążającego za nim Chłopca. jakby nie chciał być zauważony przez Ucznia i wreszcie krył się Jon. z 103 . Ważnego choć nie aż tak jak budynki.skręca w jedną z licznych uliczek Stolicy.i zniknął w środku. Odszukał boczną.najeźdźcy z Romy okazywali ostentacyjną obojętność. jeszcze inni chcieli odwiedzić znajomych czy krewnych. że urodziwy Uczeń oddala się od grupy pielgrzymów i rozglądając się wokół niespokojnie . śpiewali i tańczyli na Jego cześć. a każdy z sobie tylko wiadomych powodów krył się. by przyjrzeć się Królowi i jego wyznawcom. gdyż nie można było pobierać z nich daniny. że to dopiero początek. Jon zaś skrył się za pniem najbliższej palmy. Żołnierze i przedstawiciele Imperium śledzili widowisko z dystansu. gdzie znajdowała się Świątynia Świątyń. a Chłopiec nie jest bojownikiem idei. Jon ze zdumieniem odkrył. wyszedł na szeroki plac i zbliżył się do budowli. Uczeń rozejrzał się ostrożnie i obszedł budynek wokół. Chłopiec podążający za nim przysiadł teraz w cieniu kolumnady. Czego…? Jon. Ten Król nie wydawał się mu zagrażać. Miasto było tak zatłoczone. Uczeń z jednej uliczki skręcił w drugą. Nawet ci. nie podważając autorytetu obecnej władzy . które zajmowali stronnicy Imperium. w trzecią. że teraz skradają się i kryją za przechodniami wszyscy trzej.wybrał spośród najbliższych wyznawców Człowieka. Zerkając w stronę zdobnych kolumn. nie spuszczał ich z oczu i dostrzegł. że z łatwością można było tropić podejrzanych. Zresztą Człowiek wciąż podkreślał. co nie było niczym dziwnym.

zaśmiał się Chłopiec. Jon zaś niczego nie rozumiał ze słów Chłopca. Nie.Jaka Dziewczyna? . gdy śmiać się powinien). Było to wtedy.niepokojem patrzył na kpiący grymas widoczny na twarzy Chłopca. nie mam żadnego powodu.Nic nie rozumiem . . Chłopiec podszedł i rozsuwając koszulę na piersi. już drugi. by wyjąć serce. bo ciąży ci to poprzez czas i przestrzeń .Wiedziałem. czy to ja? Tak.Dziewczyna. niepokojąca blizna.…Dziewczyna? . poza snem. licząc ten.Nie rozumiesz? Mogłem to przewidzieć. trzeba rozumieć.Ja? Ja to zrobiłem? .Nie pamięta się zdarzeń. Szukał kogoś silnego i ufnego. gdy można uratować Człowieka! Ale żeby cokolwiek zrobić. gdy rozpłatałeś moje ciało. komu mógłby 104 . Ten sen stanowczo zaprowadził go w gąszcz wydarzeń zbyt niepojętych i niepokojących i Jon zastanawiał się teraz. . rozejrzał.wymamrotał oszołomiony Jon. Ten Który cię wysłał poprzez szklane klatki światów. powiedział: . to ja. jakby ktoś go rozpłatał. gdybyśmy chcieli być dokładni. po czym nagle wstał i zaczął zmierzać prosto do Jona. dotknij… Od nasady szyi do brzucha ciągnęła się podłużna. Tymczasem ty tylko raz spisałeś się dobrze: na samym początku. ale jej nie ma. obojętne spojrzenie zdawało się przewiercać palmę na wylot. że to właśnie twoja zasługa. . Widział mnie cały czas! Wie o mnie! Teraz spyta. Ale czas nie ma tu najmniejszego znaczenia. to zrobisz mi to cięcie za dwa tysiące lat. jeśli liczyć wedle ciebie.No cóż. które dopiero nastąpią! . więc jeszcze za nie nie odpowiadasz. Nigdy nie byłeś zbyt pojętny. Mowa Chłopca wydawała mu się równie niepojęta i niepokojąca jak on sam. prawda? .Chcesz sprawdzić. Ale też On nie wybrał cię dla twej inteligencji. (Znam ten uśmiech… ale skąd? chyba z mojego snu? . czy w ogóle warto było się w to mieszać.spytał Jon niepewnie. nie ma prawa się wahać! Wahanie nie wchodzi w grę. Ten poruszył się. . który by to usprawiedliwiał . Jesteś winny. licząc wedle miar czasu. jego długie. a Chłopiec znowu się zaśmiał (śmiał się stanowczo zbyt często i nie wtedy.myślał). który masz wobec niej na sumieniu. mimo że wolałbyś nie być za to odpowiedzialny. a nie Królowa Śniegu. a na samym końcu.odparł Chłopiec zagadkowo i dodał: . Bo to jednak ty zrobiłeś.powiedział spłoszony Jon. że jest tu Dziewczyna… . że tu będziesz i wiem. chciał czegoś innego. czemu go śledzę. a ja. Chcesz. która także tu jest. by popełnić kolejny błąd. . która wyglądała tak. . właśnie ty.myślał w popłochu Jon.Oczywiście nie wiesz. Naprawdę dopiero ją spotkasz.

ocalić kogoś od śmierci. że śniło mi się. Ale powiedz.Nie wiem. Jon przysiadł pod palmą. wąska blizna pulsowała w rytm przyśpieszonego oddechu. . Jeden z dwunastu Uczniów Człowieka powinien go do niego doprowadzić. Wystarczy pilnować jego. Naprawdę wybrałeś wolność. że jedyne. to ta blizna… . że nie musi gonić Chłopca. I na pewno nie ma zamiaru . nie jestem tu po to. Jonie. Po chwili wszedł między kolumnadę i zniknął. by ocalić kogoś od śmierci.Naiwny głupcze… Pasujecie do siebie z tą wieśniaczką. kim jesteś i czego tu szukasz. że jest litościwy. gdy odpoczywasz w Drodze. . Świadczy to.Białe to dla ciebie białe. śniadego Chłopca.i nagle.jak twierdzi . oddaj Mu przysługę! . Oparł się o zjeżony pień palmy i otarł pot z czoła.Ależ jesteś naiwny…! . Nie przewidział. Szukał sługi. Wiem tylko. . że kochasz.powtarzał Chłopiec. a czarne to czarne i nic pomiędzy nimi! Nie.i Chłopiec znowu rozwarł szeroko swoją koszulę. a Chłopiec sam się znajdzie. myślę. Gdy patrzę na ciebie. . Ja jestem tylko narzędziem. ani tym bardziej dwóch panów. że jesteś płatnym zabójcą. czyli siebie. który cię tu wysłał. nie rozumiesz… .spytał Jon. Każdy. . Bo wolni najbardziej kochają siebie. każdy… .spytał zdumiony Jon. To ty masz do niego dostęp. kogo chcesz ocalić od śmierci? . to. stworzonym zresztą twoją ręką. Nie tym razem. wspominając niepokojące imię Królowej Śniegu. Przeciwnie. Kogo chcesz zabić? Chłopiec znowu zaczął się śmiać. . Ani jednego.zawierzyć i kto zawierzyłby Jemu. że nie chcesz być niczyim sługą. do diabła. już się nie kryjąc i wpatrywał się w boczne drzwi okazałej budowli. co zrobiłeś właściwie.Kto? . cofając się. 105 . Przybyłem. do której wszedł przystojny Uczeń. rozumiesz? Nie. co oznacza blizna na piersi Chłopca: ktoś zaczarował mu serce w sopel lodu.Nie wiem. przed oczami pojawiła mu się jaskrawa biel. Każdy już dawno by się domyślił. gdyż został stworzony do zabijania. Wiedział. Jon jeszcze raz uważnie przyjrzał się jego piersi . potem wszystko zamigotało boleśnie i znowu widział przed sobą tylko chudego.zaśmiał się Chłopiec. że wybrałeś.W każdym razie wiedz. Prosił mnie o to Ten. . W dawnych legendach opowiadano czasem o takich złych czarach. iż knujesz coś złego. Tylko tobie czasem się wydaje. kto cię tu przysłał i nie chcę wiedzieć.Ja Go nie znam. a długa. Jon powoli zaczynał rozumieć. Więc czemu nie chcesz mnie używać? A jeśli już ktoś ci funduje taką podróż. w ułamku sekundy.śmiał się Chłopiec. by zabić.

gdy nagle ktoś szarpnął go z tyłu za koszulę.Jon siedział na ciepłej ziemi. Za co…? Jon mimo woli przyśpieszył kroku. od prapraprawieków. Dziewczyna.usłyszał czyjś szept. że aby zostać Uczniem Człowieka. gdyż w tej gorącej krainie więcej było pustyni niż lasów. by ktokolwiek go rozpoznał. będąc Uczniem Człowieka . I nie mógł ich mieć. Nie miał ich wcześniej. że zdołał usłyszeć brzęk srebrnych monet w woreczku. I to COŚ powiedziało w pewnej chwili: GRBGDWGHBWZ… Jon nie rozumiał tych słów. było już ciemno. przysłaniając nim twarz.Uczeń ma pieniądze. otulony cienkim. urzędowy gmach. Nikt nie powinien mieć takiej szansy. Dlatego w dudniącym. że bliski jest zrozumienia tych słów. skoro ktoś mu płaci. co rzucało gigantycznie długi. której nie towarzyszył niczyj żal. poza własnym żalem. oparty o pień palmy i nie spuszczał oczu z budowli lecz Uczeń wciąż nie wychodził. jakby nie chciał. kto jest najbardziej niewygodny dla 106 .Uważaj. bo zrobisz coś. …gdy wreszcie wyszedł. co odmieni oblicze światów. Jon westchnął z ulgą. Las przecinała dziwna Kamienna Droga. Śnił mu się chłodny. ale jeszcze nigdy to się nie udało. Smutek samotności. gęsty. . kto dziś jest najważniejszy w Świętym Mieście! Wiesz. Dużo pieniędzy. przetarł oczy. prawa do wygód i dostatku! Skąd zatem wzięły się srebrne monety w ręku postawnego Ucznia? Musiał je otrzymać w tym budynku. kiedy Uczeń. od prawieków. Jon skradał się za nim tak cicho. no to… nie rozumiesz?! Musieli mu zapłacić za uczynienie komuś krzywdy! A ja miałem proroczy sen! Przecież wiesz. Musi zawieść . …brzęk srebrnych monet?! Jon aż drgnął z wrażenia. choć je ukrył. by pozbyć się tego niepokojącego mirażu.wyjąkał zdenerwowany Jon. . to za coś płacił. żeby… …obudził się dokładnie w chwili. gdyż nużące wyczekiwanie i wysoka temperatura powietrza uśpiły go. A skoro ktoś mu je dał. Chwilami znów wydawała mu się nierealna. We śnie Jon poczuł. Ale Dziewczyna była. oczywiste i znaczyły tak wiele! Były połową PRAWDY i wystarczyło. ani w ogóle niczego cennego! Niektórzy z nich nie mieli nawet domu. na której końcu znajdowało się COŚ. Brzęczą mu na piersi. jakiego nigdy nie widział. stara się o to od wieków. długim płaszczem. tak bliski jak nikt nigdy w całym Wszechświecie… tak bardzo bliski… Te słowa były wszak proste.Skoro je ma. zdający się nie mieć początku ni końca. które sługa Człowieka zawiesił sobie na piersi. ale od razu pojął. rozpacz agonii. . słyszalnie-niesłyszalnym kamiennym Głosie drzemał przejmujący smutek. że Istota. że obudził się właśnie w tym momencie. by ktoś ją zrozumiał. bardzo się stara. opuszczał okazały. Uczniowie nie posiadali złota ni srebra ani drogich kamieni. upiornie głęboki cień. ciemnozielony las. należało wyzbyć się ziemskich bogactw! Wszelkich pokus ziemskich. aby nie zawiódł. Odwrócił się i ujrzał ostrzyżoną na jeża głowę. gdyż cały dobytek ofiarowali biedakom! Wszyscy w tej krainie wiedzieli. która je wypowiada.

. gdzie rezydowali przedstawiciele Imperium? 107 . usłyszeć.Naszą misję? . Możesz mnie ujrzeć.odparł półgłosem Jon. więc mężczyzna spokojnie spieszył dalej. Pielgrzymi tu nie docierali. widocznie uciszył ów zdradliwy dźwięk. próbując jasno wyrazić swe niespokojne myśli. w części Stolicy. pomyślał przerażony Jon. lecz przed Dziewczyną. Mimo późnej pory na ulicach wciąż było gwarno. która nie lubiła. zbyt miłosierny .spytał Jon. Postawny. skrada się za nami… Myśli.szeptała Dziewczyna. Czego jednak szukał w tamtym budynku władzy. . rozglądając się uważnie wokół. Spójrz. a ich dekoracje nosiły piętno obcości. więc Jon z Chłopcem musieli uważać.Zbliża się dogodny moment. Ulice stawały się szersze. Tak. dotknąć. Srebro już nie brzęczało mu na piersi.Obojętnie.szepnął Chłopiec. ale ja widzę nawet to. jakby czując. wiem… .Jonie. by ich nie dojrzał. . by zmieniać bieg wydarzeń. Jesteś na to za słaby. Chce zabić Człowieka. że jeden z dwunastu wybranych Uczniów Człowieka mógłby mieć złe zamiary. ale cudzymi rękami . Uczeń wciąż zakrywał twarz rąbkiem płaszcza i rozglądał się.Idziemy. a miałam przecież spłonąć ze szczętem… . Jon odwrócił się i zobaczył Chłopca. co Uczeń knuje. Nie jesteś tu po to. ale Dziewczyna już zniknęła. wciąż nie mogąc uwierzyć. Wiesz. to właśnie Chłopca z blizną… Zawsze winieneś go unikać. że jego domysły tak szybko znalazły potwierdzenie. Widocznie nie krył się przed nim. lecz Jon z Chłopcem wtopili się już w ciemne ściany budynków.Spłonąć? . .Jeśli winieneś kogoś unikać.wyjąkał oszołomiony Jon. puste. Budynki były bardziej okazałe. Uczeń podążał do części miasta.Wiem. że go nie widzę. abyśmy wypełnili naszą misję.władzy Imperatora . Chłopiec położył palec na ustach. że nie ma tu dla nich miejsca.mówił gorączkowo Jon. . otulony płaszczem Uczeń obejrzał się zaniepokojony. Nie zrobi tego sam.szeptał mu Chłopiec do ucha. on ma coś na sumieniu. wstrząśnięty. gdy zwolennicy nazywali Człowieka Królem? I czego szukał tu. ten mężczyzna planuje morderstwo. czego jeszcze nie ma. . która nieoficjalnie należała do przedstawicieli Imperium. chwytając go za rękę i przyśpieszając kroku. to nie twoja sprawa. mimo woli przyśpieszając i nie odrywając wzroku od wysokiego Ucznia przemykającego chyżo wąskimi uliczkami. . Jonie . pamięć ludzka ma jednak wielką moc.

szeptał mu Chłopiec do ucha.Cywilizacja nie jest wcale tak wspaniała.spytał niepewnie Jon.Szybciej… szybciej… Raz wreszcie zrobisz coś dobrego . Nie wiedział. a w kącikach ust pojawiła mu się strużka śliny. którzy pragną wolności i wspólnie wystąpią przeciw Imperium.Chcesz go zabić?! .Wielka miłość graniczy blisko z nienawiścią. a nie Królem nie z tej ziemi. Człowiek zostanie prawdziwym królem. . stuknięta wieśniaczko z Domremi! . a zbyt wielka cześć wobec kogoś umniejsza poczucie własnej wartości. nastraszymy i przetrzymamy w ukryciu tak długo. Na ich drodze stanęła Dziewczyna. wąski nóż. ale stała teraz przed nimi i Jonowi znów zaczęło się zdawać. jakie popełniłeś.podpowiedział Chłopiec. co dla niektórych brzmi niepoważnie… . że Jon bezwiednie ruszył za nim. Pójdą za nim wszyscy.odparł Chłopiec.wrzasnął nagle Chłopiec. ale brunatny płaszcz Ucznia oddalał się.To zdrajca. .Więc może kocha Go i czci tak mocno. Pojawiła się nie wiadomo skąd i nie wiadomo jak. On chce je odzyskać… .Powstrzymać go .Głupia. aż Człowiek obejmie we władanie cały kraj. Dom Namiestnika Imperium był coraz bliżej. że Uczeń jest coraz bliżej domu Namiestnika. co ma robić. . Jonie. To ja podpowiedziałem Mu. Zazdrości mu miłości. którędy powinna przebiegać twoja Droga. Przystanął. przyśpieszając kroku.szeptał Chłopiec tak przekonująco. stosami. kogo słuchać.Pamiętasz Orlin? Wstrzymałam wielu… 108 .Co możemy zrobić? . . że boi się być niewolnikiem tego uczucia? . dysząc ze zmęczenia i lęku. musi Go kochać i czcić… .spytał Jon. . że przez jej ciało prześwituje rozświetlona gwiazdami noc. wyjmując długi.Właśnie teraz możesz naprawić wszystkie błędy. .Dlaczego? Każdy kto jest blisko Człowieka.szeptał Chłopiec..Klęską Cywilizacji? .Schwytamy go.Nie wstrzymasz nas! .zaczął Chłopiec i urwał. . widząc. jak ci się wydaje tam.uspokoił go Chłopiec. . Sprzedał Go . czci i sławy. w twojej głuszy… . . męką i klęską Cywilizacji… .Ależ nie . . ciągnąc za sobą Jona.przeraził się Jon. . abyś mógł w jedną krótką noc uratować świat przed cierpieniem. On nie wierzy w Nauczyciela.

Myśl. dygocąc z niepokoju. zabiłam wielu . . by wziął na swoje sumienie tak straszny grzech.. sam niczego nie zdziałasz. Zawsze musi się ratować życie i stawać przeciw śmierci. .krzyczał Chłopiec. nie budząc podejrzeń innych Jego wyznawców? Składając doniesienie. To jego muszę wstrzymać .Moc nie działa wstecz.Raniono cię tam w głowę i jeszcze bardziej zwariowałaś! . co chcesz. . że Człowiek. kto dowiedział się. . wbrew temu co głosi. który zagrozi Imperium.Zanim mnie raniono. .przekonywał Chłopiec. Co powinien zrobić ktoś. by On zginął w okrutnych cierpieniach i poniżeniu! . Jon wsłuchiwał się w te dziwaczne nazwy: Orlin. A ty jeszcze nie masz mocy . wskazując na Jona. chcę was tylko powstrzymać.Chcesz. wyszczerzając zęby jak zły pies. a ty chcesz. . żeby On zginął? Nie pragniesz. przeciw życiu! . że mieszkańcy tego kraju ruszyliby na Obcych z Jego imieniem na ustach. wyzwalając Świętą Ziemię spod twardej ręki Imperium. to znów niepokojąco znajome. jesteś tylko narzędziem.W imię czego? Chcesz.Jesteś za śmiercią. Kimkolwiek byłaby ta istota. Co wtedy zrobi Imperium? Schwyta Człowieka jako podżegacza i ukarze śmiercią.powiedziała Dziewczyna.Idź sobie i rób. zdezorientowany i gorączkowo myślał: Uczeń wziął brzęczące srebrne monety i sprzedał za nie Człowieka.odparła Dziewczyna. aby zdrajca oddał Człowieka w ręce Obcych? Chcesz. . Jon nie mógł zrozumieć. pragnie być Królem ziemskim. myślał Jon. że Człowiek zostałby prawdziwym królem.powiedziała Dziewczyna. Stał teraz pomiędzy Chłopcem i Dziewczyną. Jak Uczeń mógłby Człowieka zabić. Chcę. jak dopuszczenie do mordu? Jon patrzył na nich.I teraz też chcesz zabijać? Chcemy uratować życie Człowieka. byście zaniechali działania . .uśmiechnął się nagle Chłopiec. Uczeń w brunatnym płaszczu zbliżał się do domu Namiestnika.Nie chcę nikogo zabijać. 109 .krzyczał Chłopiec. by został prawdziwym królem? Pomyśl tylko: cała Święta Ziemia pod Jego panowaniem… . była upajająca i cudowna. jak ktoś chciałby temu przeszkodzić. Domremi i wydawały mu się to obce.Zaniechanie też bywa grzechem. że istnieje spisek przeciwko życiu? Powinien przyszłą ofiarę ratować. I właśnie ogrom tego niezrozumienia zatrzymał go.

bez cierpienia i ofiary to Królestwo nigdy nie powstanie . a tłumy.. Nie z Tej Ziemi. prawie co tydzień. że chciał zerwać się do biegu.Gdyby ktokolwiek dał ci. co byś wybrała? zaatakował nagle Chłopiec i Dziewczyna opuściła głowę.Jak możesz stawać mi na drodze? Człowiek albo zostanie królem tej ziemi. Nie sposób policzyć tych. kmiotku z Puszczy… Od prawieków kara krzyża była powszechnie stosowana. Krzyżowano ludzi u Scytów i Asyryjczyków. przeciw życiu? . jak prześwituje przez nią rozgwieżdżone niebo. ale opowiada się za mordem. a ilu jeszcze ukrzyżują? Dlaczego tylko jeden z tych niezliczonych ludzkich cieni miałby być wyróżniony i zapamiętany? Jonie.dopowiedziała Dziewczyna. a Jon dojrzał. którzy zmarli w straszliwych cierpieniach. jutro będą z Niego szydzić i wyprą się Go . nieważne. krzywiąc szyderczo twarz: . by dopaść Ucznia widocznego jeszcze w głębi ulicy. głupia dziewucho. w królestwach. Chłopiec podjął wątek. . I krzyżuje się ludzi w Imperium. Nie było teraz martwą drobiną rozpylonego w proch kamienia. w Kartaginie i w Persji. Jonie. a wśród ofiar były istoty dobre i prawe.i pulsowało w nim takie cierpienie i ból i taka gotowość do cierpienia i bólu. a Jon na te słowa odczuł tak straszliwy ból. W tym momencie ziarnko piasku sparzyło mu pierś . lecz na Wieczność. spokojny. to tak bardzo boli .i zatrzymał się. do wyboru: śmierć w płomieniach i Życie po Życiu lub długi.spytał z niepokojem Dziewczynę. gdy zaniechasz ratowania Człowieka przed okrutną śmiercią.powiedział Chłopiec. będzie straszliwie cierpieć. .…a martwy z martwych wstanie i będzie przewodził Królestwu. kruche i krótkie.wyszeptała nagle.Dlaczego jesteś za śmiercią.powiedziała Dziewczyna . Było żywe.A Człowiekowi nie chcecie dać prawa wyboru! Słuchaj. zarówno wtedy. które jest wielokroć większe.Obojętnie. Wciąż. co zrobisz . które jeszcze dziś Go kochały. których nazw nikt już nie pamięta. zwykły żywot. . nie zna granic czasu ani przestrzeni .będziesz współwinny zabójstwa. . albo będzie martwy… . A ty? Chcesz uratować życie Człowieka.Człowiek zyska Życie po Życiu i nie takie jak nasze. Bezwiednie dotknął skórzanego woreczka na szyi i wyczuł w nim malutkie ziarnko piasku.Nie stos… Nie stos. głupia wieśniaczko z Domremi. 110 . . przez dotyk stopy Człowieka .Człowiek będzie ukrzyżowany. . w jakich intencjach ona to czyni. czy także zgadzasz się na to zabójstwo?! Jon stał porażony straszliwą prawdą tych słów.mówiła z naciskiem Dziewczyna. wyniesiona przez przypadek i ty. że Jon aż osłupiał z wrażenia.

słyszał nieludzkie wycie.W imię wiary. którzy dzięki męczeńskiej śmierci Człowieka będą umieli odróżnić Miłość od Nienawiści.. czego chciałby od niego Człowiek. tym bardziej Jon pojmował. jak i do bardzo niskich i trywialnych. ani na Chłopca. że Człowiek naprawdę będzie Królem Nie z Tej Ziemi i że Jego panowanie będzie trwało po wieczność. wszedł właśnie do domu Namiestnika Imperium. otulony w brunatny płaszcz. że jest tak samo dobra… Jon słuchał długiej tyrady Chłopca coraz bardziej przekonany. Cywilizację Miłości zastąpi Cywilizacja Nienawiści. będą płonąć stosy. gdyby mógł mu to powiedzieć: wybawienia od złej. Mimo późnej pory zewsząd słychać było liczne. a ludzie będą wierzyć. odwrócił się i wolno zaczął iść w stronę Świątyni Świątyń. rżnąć. gdy odbierzesz ludziom wiarę w Jego Życie po Życiu. . żachnie się i powie z wściekłością: . Wciąż śpiewali i tańczyli na chwałę Króla. Tak. a Jon na ułamek sekundy miał wrażenie. Z Jego imieniem na ustach będą palić. który krył jego twarz.Stchórzyłeś! . potykając się o kamienie. brnął do Świątyni Świątyń. by ocalić życie Człowieka na Osiołku. 111 . ogień. . podniecone głosy pielgrzymów. rychłej śmierci. musi powstać… Jon w głosie Dziewczyny wyczuł nagle niepewność. To będzie twoja Cywilizacja Miłości .pomocy w spełnieniu misji. Nie znalazł w sobie dość odwagi. Wysoki. którego mieli się wkrótce wyprzeć.jak i wtedy.rzekł nagle Jon i nie spojrzawszy ani na Dziewczynę. stchórzył. Nie wiedział też. Ale im dłużej Chłopiec wyliczał sposoby oddziaływania imienia Człowieka wśród ludzi. o której mówisz. wbrew Chłopcu. czuł potworny swąd palącego się ciała. Ziarnko piasku w skórzanym woreczku wciąż pulsowało mu na piersi. Czuł się współwinny Jego śmierci. że w rozgrzanym.gdyż Jego imię spospolituje się w ustach wyznawców. Po twarzy ciekły mu łzy. którymi wyłożono ulice Stolicy. którą od razu wykorzystał Chłopiec: . dostrzega kolejny miraż: widział płomienie stosu.O. co jest większe ode mnie . dusznym powietrzu Stolicy.powiedział złowrogo. Chłopiec ciągnął nadal okrutną wyliczankę: .W imię wiary w Człowieka na Osiołku torturowane będą osoby posądzone o czary. Człowieku…” . czy przeciwnie . Jon pokiwał głową. Gdy ktoś potknie się lub upuści gliniany kubek. Wiara w Niego to wiara w Cywilizację Miłości. Że znajdą się ludzie.Nie mogę rozstrzygać o czymś. Jon.wrzasnął za nim Chłopiec. w której wznosiła się Świątynia Świątyń. który pochłaniał ludzkie istnienia. która w końcu powstanie. mordować i gwałcić innych ludzi. postawny Uczeń. Imię Człowieka posłuży zarówno do szczytnych celów.

a potem twardą ręką uchwyci losy kraju i narodu. nie miał odwagi spojrzeć w twarze tych ludzi. a w ich świetle tańczyli pielgrzymi. A Człowiek mówi o tym. którą przypadkiem posiadł. Płakał wreszcie nad sobą. a cóż może ofiarować monarcha. że jego Królestwo będzie …gdzie ono będzie? Wszędzie i Nigdzie? Właśnie tak: dla jednych wszędzie. że naprawdę widzą Go w królewskiej.Nie miałeś wyboru .nie pojęli i nigdy nie pojmą prawdziwego znaczenia słów o Królestwie Nie z Tej Ziemi. ale jego też tu nie było. ale gdy się obejrzał. Jon wiedział. którzy się Go wyprą. płakał nad samotną. przyłożyłeś do tego rękę! Wszyscy przyłożyliście do tego rękę i wciąż ją będziecie przykładać. który znów wrócił w krainę proroczych snów.A jednak jest tak. patrząc na potężną sylwetę Świątyni Świątyń. śpiewając spazmatycznie i głośno o Królu i o swej bezgranicznej do Niego miłości. znając prawdę.Wszyscyśmy go zabili. palić. na złotym tronie. którzy Go zdradzą. materialne królestwo dla Człowieka. który obali władzę Imperium. Jon przysiadł na ziemi w głębokim cieniu. . . dla większości nigdzie. która dopiero miała się narodzić. bezsilną i smutną agonią dwóch Bogów. który sam niczego nie ma…? Oni chcą króla z krwi i kości. jakbym Go sam zabił… . nad tymi. której refren ochoczo podchwytywali pozostali.choć potakują Mu cały czas . Płakał nad Chłopcem i nad Tym. że pielgrzymom chodzi o prawdziwe. złotej szacie. a narodziła się. Jonie odpowiadał Chłopiec. Płakał nad Człowiekiem. Jon pojął. iż wyprą się Go także dlatego. którzy spospolitują Jego imię. Albowiem prawdziwy król nagradza swych wyznawców złotem. Wokół niej płonęły ogniska. że czekają. Na placu koło Świątyni Świątyń tańczyła kobieta w czerwonej sukni.odparła Dziewczyna. że ich zawiódł.szepnął do siebie. żeby spłonąć. aż zacznie walczyć o koronę. panującego nad Świętą Ziemią. a drugi zapadnie w niepamięć. Jon. że ta kobieta za dwa dni pierwsza plunie mu w wykrzywioną bólem twarz. Słuchając słów układanej na poczekaniu pieśni. z których tylko jeden wstanie z martwych. Więcej.Jon słuchał ich głosów i płakał. przez następne setki i tysiące lat! . Jesteś tchórzem. którzy w Jego imię będą mordować. gwałcić. Przystanął. z dala od ognisk i radujących się pielgrzymów.Ależ właśnie szło o wybór! Miałeś go i zawiodłeś. . nie było jej.Tak. . że w rzeczywistości . którego był on narzędziem. . z ciała i mięśni. 112 . Nie miałeś wyboru .powtarzała mu Dziewczyna.zaśmiał się szyderczo Chłopiec.

ani szamani innych Plemion. A dziś… dziś Jon nie umiał opisać swych uczuć. Ale krew starego. a nawet jaskrawoczerwone były plamy krwi i ostro odbijały od połyskliwej bieli pierwszego śniegu. Jon słyszał. gdyż jedno z ramion posągu. a blask wielu ognisk. konającego Boga była gorzka… Jednym skokiem ześlizgnął się na ziemię. który musiał spaść. Krew ludzi i zwierząt była słodka. Długa niegdyś wędrówka po ciele posągu była teraz o wiele krótsza. które rozpalili pielgrzymi. że zdolne jest wycisnąć łzy z kamienia? Tu była krew. oświetlał wirującą coraz szybciej kobietę w czerwonej sukni… czerwonej… czerwone… CZERWIEŃ… *** …CZERWIEŃ… CZERWONE… czerwone. gdyż raz na polowaniu wyssał rankę dziecka ukąszonego przez żmiję. runęło pod jego ciężarem. ani zwierzęcych. aby przyjrzeć się krwi. z których siedzib wiodły do posągu pozostałe Kamienne Drogi. Ostrożnie dotknął kamiennej rany. rozłupał się na mniejsze bryły. wbił zęby w surowe mięso pierwszego jelenia. Być tak długo królem… Królem?… królem dla tysięcy Plemion i nagle zostać zrzuconym z tronu. śnieg odbiłby ślady stóp… Chyba że byli tu wcześniej. łatwa. że szamani podawali dawniej krew leczonym przez siebie chorym. lepkim palcem ostrożnie musnął wargi. Ani szaman z Wioski. Kamień. niekiedy innych ludzi. Jakie to uczucie? . Śnieg puszył się teraz na owalnym placu. siedząc w cieniu i płacząc. Krew żywych istot nawet po śmierci była mdląco słodka. Może jednak stary Bóg miał ciągle sekretnych wyznawców. zanim deszcz przemienił się w białe płatki. nie łzy. Krew była gorzko-słona. jego imię bano się wymówić. Nawet ukradkiem. którzy przyszli złożyć Mu ofiarę? Niemożliwe. gorzka jak długa. gdy spoglądał na kaleki posąg. Jego puszystość i nieskazitelność potwierdzały. Słona jak łzy. potężny. O wiele dłużej trzeba by się wspinać na wysoki dąb. Jon wiedział o tym. uderzając o ziemię. iż do Bezimiennego nie przychodził już nikt poza Jonem. A jeszcze tak niedawno wdrapanie się na ramiona Boga wydawało się Jonowi fizycznie niemożliwe. Jon pomyślał. groźny. na którym stał. Czasem była to krew dzikich zwierząt. gdy Jon był w Drodze. Świeża krew sączyła się z kamiennych ran Boga. Chciało 113 . to. Jak to mawiali w Wiosce? Że istnieje taki ból. To był przecież Światowid.myślał Jon. Był nieskazitelnie czysty i nie nosił śladów stóp: ani ludzkich. trudna agonia. tak wielkie cierpienie. nazywano go Bezimiennym lub w ogóle pokrywano milczeniem Jego imię. Skąd zatem krew? Jon wychylił się i z trudem złapał równowagę. Wychylił się.Jon rozmyślał. że chce dotknąć tej krwi i posmakować jej. a potem wilgotnym.

Raz półśniła mu się (lub półjawiła?) migotliwie biała sala i zielone sylwetki ludzi (zielone…?!). więc chyba Droga naprawdę się kończy i pewnie zdążysz na narodziny naszego syna. opasłe księgi kapłana Ezry: pięknie ilustrowane. ostatnio nawet jeden dzień. Jonie. czując na twarzy ślady jeszcze nie wyschniętych łez.powiedziała radośnie Gaja. które Jon zapamiętał. jak te z ksiąg kapłanów? Może prawdziwa była tylko ta Ziemia? Ziemia. To znów śnił mu się król. Nieliczne obrazy. która ciągnęła się przez całą pierś. żebyś był wówczas przy mnie. nie tworzyło żadnej całości. . na szczęście sam tego nie pamiętał. były prawdziwsze niż tamte z księgi Ezry. których znaczenia nie pojmował. Przypominał trochę Tego. które przemierzał. zlany potem ze strachu i obrzydzenia. których przyczyny nie pamiętał. tamte światy wydawały mu się jak wielkie.Tylko dwa dni! Jesteś w Drodze coraz krócej.lecz przypominał Go w niewielkim tylko stopniu. tysiące sprzecznych opowieści. było strzępami obrazów. o którym nauczał Ezra . po której stąpał on. Nie od niego to zależało. 114 . równie niezrozumiałe jak księgi Ezry i Isaka. Gaja nigdy nie powinna się dowiedzieć.przedstawiały różne wizerunki Boga Dobroci.jego narodziny czcili zimową porą. podobny do szamana. nikt nie wkładał mu na głowę korony. pełne malutkich czarnych znaczków. lecz wieniec z cierni. a obok stała ta sama Dziewczyna w lśniącej zbroi. Według Jona obrażało to Boga. o monstrualnej postaci starego Boga. To. Wszystko to jednak były tylko obrazki. o gigantycznym posągu. że jest za późno. na którego skronie wkładano szczerozłotą koronę. siedzący na złocistobłękitnej chmurce. który jechał boso na osiołku. Bóg Dobroci może być kawałkiem liścia płynącego z wiatrem. Dziewczyna przytwierdzona do grubego pala płonęła żywcem i wówczas Jon budził się. ubrany w zgrzebną szatę. płatkiem śniegu. opowiedział jej niegdyś o Kamiennej Drodze. Ale nie może być staruszkiem siedzącym na chmurce. ale nie opowiadał o światach. jawiła mu się szydercza twarz Chłopca lub uderzająco wielkie nawiedzone oczy dziwnej Dziewczyny. O jego Drodze wciąż decydował kaleki.tłumaczył kiedyś Ezra . Jon nie mógł i nie chciał w to wierzyć. że Bóg Dobroci tak właśnie wygląda. Chcę. Owszem. by uniknąć odpowiedzi. które być może wyjaśniłyby mu sens jego Drogi.o Nich zaś snuć setki. Człowiek na Osiołku był prawdziwszy i bliższy. Gdy był w Wiosce. Musisz być… Jon objął ją.mu się płakać i płakał. Tej nocy przyśnił mu się Król. Ezra nigdy nie powinien twierdzić. Podobno niektóre z nich . kroplą deszczu. Gdy zasypiał koło Gai. a śmierć opłakiwali na wiosnę . prorocy. święci i Bogowie o niej zawsze można było powiedzieć Prawdę . choć już nie mógł wpłynąć na jego decyzje. A może obrazki z jego snów też nie były w pełni prawdziwe. co pamiętał. ranny posąg. Jon nie chciał o tym rozmawiać z Gają.Nie było cię dwa dni! . Na jednym z obrazków widniał na przykład siwy starzec. A same obrazki też były niezrozumiałe. Jon wiedział. falą na rzece. błyskiem słońca w gładkim futrze sarny lub piorunem. Chłopiec rozwierał koszulę i pokazywał długą bliznę. będąc w Drodze. by mógł nauczyć się czarnych znaczków. . co znajduje się na drugim brzegu Rzeki.

Tę figurkę wyrzeźbił smolarz z Puszczy. ludzie lubią. które sprawiało wrażenie. a dziesięcioletni Jon głośno zawołał: .odparł dziesięciolatek starcowi. lecz Ezra nie chciał postawić jej w świątyni.Bardziej. ozdobiona złotą koroną. choć to wciąż nie jest Ona . że oblicze to żyje.Widzisz.spytał Isak.gdy miał dziesięć lat. O starcu na chmurce lub z groźną lagą w dłoni Jon wolał w ogóle nie rozmawiać. zbytkowny przedmiot: była to niebiesko-złoto-biała figurka kobiety o różowych policzkach. teraz odwracał głowę od obrazów i figur. gdy Matka Boga przedstawiana jest jako piękna. Wszechobecność i Wszechmyśl gdyż tego nie można wyrazić pędzlem lub dłutem . Dlaczego te obrazy i figury kłamały? Po co? Czy Plemię potrzebowało tego kłamstwa? Czy ułatwiało ono misję ludzi w długich sukniach? Jon przypomniał sobie pewne zdarzenie . która malowała się na twarzy figury i jej lalkowate oczy.Dlaczego Ezra postawił TO w świątyni? . które 115 . Gdyby zdobył się na odwagę i porozmawiał ze starym kapłanem. by czuć obecność Boga Dobroci. Ukazywały one Boga Dobroci niejako Wszechmiłość.TO…? To jest figura Matki Boga .lecz właśnie jako starca na chmurce lub z groźną laską w dłoni.wyjaśnił spłoszony Isak. . . . kapłan Ezra wyruszył do miasta i przywiózł dla świątyni nowy.Czy TO przypomina ci Matkę Boga? . malinowych ustach i szkliście błękitnych oczach. który do świątyni w Wiosce szedł zawsze z ufnością. Jonie. Wystarczało. że on sam nie potrzebował obrazków i rzeźb. Nie miała jaskrawych szat ani korony. Jon pamięta.Jon. a Isak odparł poważnie: .spytał ze zrozumieniem Jon. bogato ubrana pani. gdyż lubił jej kamienno-drewniane ściany. . Ten westchnął i szepnął bardziej do siebie niż do chłopca: . że wstrząsnęła nim bezmyślna niefrasobliwość. Jej niebieska szata usiana była złotymi gwiazdkami.Kłamiesz! Ona nie mogła wyglądać jak lalka! Nie barwiła sobie ust i policzków! Nie trefiła włosów! I musiała być smutna! Wtedy stary Isak wziął go za rękę. zaprowadził do swojej izdebki i wyjął z kufra rzeźbioną w drewnie ciemną figurkę. a jej ciemna twarz skrzywiona była grymasem cierpienia. a głowa. być może ten by mu wytłumaczył. . że gdzieś na świecie istnieją prawdziwsze wizerunki Boga.spytał Jon Isaka. od której biegł ku ziemi piorun. o trefionych włosach.Bo wszyscy wolą te podobne do lalek? . które ją zdobiły.

gdy nacieszyli się sobą. Lecz nigdy o tym nie rozmawiali. jak zapewnić bezpieczne życie nie narodzonemu. gdzie szukać bezpieczeństwa dla syna: w braku wątpliwości. połyskliwie czarny posąg Bezimiennego. . Szaman pokręcił niespokojnie głową: 116 . syn . którą budują w pobliskim Mieście . wcześniej przestronna.zapłata od Bezimiennego za misję.powiedziała Gaja z prośbą w głosie.zgodził się Jon. Gdy Jon tym razem powrócił z Drogi. mimo ciepłych okryć koców i futra z niedźwiedzia.Zanim ruszę w ostatnią Drogę.wyznał Gai. którego już nie opuszczał. gdybym dosiadła łagodnego konia. gdy Jon dotknął jego zimnej ręki i zaraz spytał niecierpliwie: . słabe jeszcze mrozy zagnały starca do namiotu. dotykając woreczka na szyi. Suche ziele wciąż cichutko szeleściło. a jest taki w stajni rodziców. Nie bał się. kamienie z Puszczy dawały prawdziwszy wizerunek starego Boga. na ułamek sekundy. . a on. Gaja zajęła się przygotowaniami do długiej podróży: . a potem następne trzy dni bitym kupieckim traktem. Tak. którzy tę drogę przebyli. Jego stare ciało marzło. a wioskowa świątynia. Nagle niebezpieczeństwa świata zaczęły mu się wydawać niewiarygodnie wielkie.Pojedziesz .może zdobyłyby uznanie Jona. Jon poszedł odwiedzić szamana.trzy dni konnej jazdy przez Puszczę.mimo iż wymyślone przez ludzi . dom w Wiosce wydał mu się za mały.Czy ziele serdecznika niepospolitego trafiło już tam. zdumiał się. Ja też chciałabym ujrzeć świątynię . że oddaje on tak wiernie jego przeczucia. dławiła ciasnotą. której jeszcze nie wypełnił.powiedział szaman zagadkowo. wsłuchiwał się w bicie serca swego przyszłego syna. . chciałbym zobaczyć największą świątynię. że gdy po raz pierwszy ruszył w Drogę i ujrzał u jej kresu monstrualny. jak opowiadali ci. Na szczęście wiedział. że syn narodzi się zdrowy. I dlatego dziś jego kamienne rany krwawiły. Jon przypomniał sobie. okazałe. Ani przez chwilę nie zamierzał zostawić żony samej. Dłonią wyczuwał jego ruchy i cały czas myślał tylko o tym. . Wiedział. trudna droga zmęczy ją u progu narodzin dziecka. Pierwsze. bogate kamienne pałace i świątynia tak ogromna jak cała Wioska.Mogłabym z tobą pojechać. Przed oczami Jona jawiły się. gdzie miało trafić? Jon pokręcił głową. iż długa. przykładając głowę do jej wypukłego brzucha.To nie tylko chłód zimy .

obaj unikali siebie nawzajem od czasu wizyty gości z Dalekiego Kraju. Myślę. Jon pojął. ucałował ją. by odwiedzić Isaka. torował drogę czasom nowym. Tym razem nie szedł tam. przedłuża swoją agonię. 117 .zdziwił się kapłan i natychmiast przybrał srogi wyraz twarzy. że śmierć starego Boga równa się śmierci szamana. grożąc piekielną karą. Jon bezwiednie trzymał coraz chłodniejszą.uśmiechnął się spokojnie starzec. ostatni przedstawiciel starych czasów. Lecz to narzędzie nie jest już potrzebne. miało być lepsze i nazywało się CYWILIZACJĄ.odparł stary szaman. z której strzela ku ziemi piorun.Tym razem pozwoli . które przychodziło.. w tym obu kapłanów. Szukał Ezry. rzucając jaskrawe refleksy w ciemnym wnętrzu. że wkrótce wykrwawi się na śmierć .On krwawi. Później młody mężczyzna skierował kroki do świątyni. Ezra ustawiał wysokie świeczniki wokół figur i obrazów: były najwyraźniej nowe. Jonie.Jest coraz słabszy. . a potem nagle.Jeszcze się zobaczymy . zatem młody musiał być w świątyni . Gdy Jon wszedł do świątyni.odparł pytająco i zobaczył przed oczami chudą twarz nie znanego Chłopca.szepnął Jon. . ujmowała życia starcowi.Ty tutaj? . Jednak każdy koniec jest smutny. . już tylko się broni. nie wiem nawet.Czuję. aby stać między Bogiem Dobroci i Cywilizacji a zemstą starych Bogów. dłoń szamana w swojej dłoni. ba. z pomocą Królowej Śniegu i twoją. która wyciekała z kamienia. mimo palącego się ognia. chroniąc i Plemię i nową świątynię. połyskiwały złociście. które wyobrażają Boga Dobroci jako starca z lagą w dłoni. Bezimienny. gdzie on jest. że to najważniejsza część twej misji. . a nowe. jak szukać i czy On pozwoli mi do niego trafić? . . że umiera nie tylko ten niegdyś potężny stary Bóg.Wiesz o nim więcej niż ja. ku swemu zdumieniu. dał Chłopcu lodowe serce i stworzył z niego swoje narzędzie. Ostatni plemienny czarownik żył przecież tylko po to. Coś bezpowrotnie się kończyło. Każda kropla krwi. Stary kapłan spacerował po ogrodzie. Już prawie nie mówi. Nie chce odchodzić samotnie i to mnie niepokoi. że Ezra wzoruje się na obrazkach. piękniejsze domy. Nie wiem. tak jak mieszkańcy Wiosek i Miast karczują Puszczę. by budować na jej miejsce nowe. To stary szaman. Jon uśmiechnął się w duchu i pomyślał. Uwolnij więc Chłopca od męki czynienia zła. Jon wiedział. .

by czcić bałwany. Jeśli wyznasz to szczerze i ukorzysz się.A Isak? . ale kim oni są? .zaczął. Ezra umilkł i próbował szukać w pamięci słów. co będzie tego warte… .Co mi dasz? . kto myśli inaczej niż ty. z trefioną brodą.Kto to jest heretyk? .Heretycy nie mają prawa wchodzić do świątyni Pana . najwyraźniej nową figurę. jeśli zostawisz w spokoju mnie i moją rodzinę. Wiedział.Ty nigdy nie błądzisz? . ale wiedział.Heretyk… heretyk… . że był to najlepszy wybór na nadchodzący czas. przygryzając wargi. już się o tym przekonaliśmy. pamiętaj.Nigdy .Słyszałem. .spytał Jon.spytał z zaciekawieniem. .Heretyków pali się na stosach . co czyni i czuł zarówno radość. w której błyszczały drogie kamienie. Ezro. być może nie unikniesz tortur czy stosu.Bo ja znam Prawdę! . oni pójdą za tobą. . .spytał znów Jon.mimo woli zaciekawił się kapłan.. Jonowi stanęła przed oczyma postać smutnego. gdy znikasz z Wioski? Mówią. . Jon ciągnął: 118 . wyobrażająca postać człowieka z długimi włosami.i dawno wybrał. których nie znajdował dość szybko. Musiał jednak wybrać . Ezra spojrzał na niego zdumiony. w bogatej czerwonej szacie. Jonie.odparł dumnie młody kapłan ku uldze Jona i zaraz dodał surowo: Gdzie błądzisz. Zło trzeba wyplenić aż do korzeni.zawołał Ezra. Jeśli ty pójdziesz na stos. zasłaniając dużą. Nie pochwalał swego wyboru. ty zaś czcisz je do dziś! .…heretyk to ktoś. . .rzekł szybko Ezra.zaczął Jon. A tak narażasz tylko swoją rodzinę.Ezro. . dam ci coś. czując drżenie swego głosu. a Jon dokończył: .powtórzył pytanie Jon. ale będzie ci to przynajmniej wybaczone. jak i piekący żal. . Na początku byliśmy zbyt łagodni i dlatego tak długo skrycie czczono bałwany. z małą cierniową koroną na głowie. że chodzisz do Puszczy.powiedział szybko Ezra.Isak błądzi! . nędznie ubranego Człowieka na Osiołku… .Mego syna. czekając z nadzieją na odpowiedź.

ani jego matka nie przeciwstawicie się naszej świątyni . .tak.Podpisz. gdzie tylko zechcesz.uzupełnił Ezra z pałającymi oczyma. to było coś. To byłoby skuteczne narzędzie krzewienia prawdziwej wiary. którą opowiadałeś nam. nie chcąc wdawać się z kapłanem w dyskusję .… i bez cienia litości wobec heretyków .podkreślił Ezra. to jednak… 119 .Ofiaruję syna twojemu Bogu . Gdybyś nie wrócił w porę. a ty weźmiesz go pod swoją pieczę i oddasz twemu Bogu… . gęsim piórem. o to by był silny. . która niewątpliwie będzie najsilniejsza przez setki lat. umowa uniemożliwi twej małżonce sprzeciw i zaświadczy o prawdziwości twojej obietnicy .powtórzył Jon bez nacisku.Gaja da mu matczyną opiekę. lecz wcześniej podpisz ze mną umowę. . Syn heretyka czczącego bałwany. Jonie w Drodze. . Ale kiedy tylko dojrzeje. a Jon poczuł litość dla swego nie narodzonego syna. że nie umiem. . że pouczę cię. gdy byliśmy dziećmi i choć na dwóch zawiśli złoczyńcy. Ezro. . sprawny i piękny jak ona.…że gdy twój syn ukończy sześć lat. Zaprowadził Jona do izdebki na tyłach świątyni i tam zasiadł nad dokumentem. Wyrysuj trzy krzyże .…naszemu Bogu! . Ezro. w którym będzie dorastał: postawił go po stronie. Jednak tylko w ten sposób zapewniał mu bezpieczeństwo w świecie. Bez cienia wątpliwości i… .i mój syn będzie Mu służył w taki sposób. czego Ezra mógł pragnąć. a gdy zechcę wysłać go w Dalekie Kraje z misją nawracania pogan lub zwalczania heretyków.Krzyż to święty znak i nie wolno go nadużywać! Trzy krzyże zaś to cała historia.Nie szkodzi.spłoszył się Jon. zadba o jego doczesne życie i zdrowie. . maczanym w inkauście.Co tym razem mówią te czarne znaczki? . jak tylko zechcesz.zawołał zdumiony Jon.Trzy krzyże?! .nakazał kapłan. .Idź zatem. przyjdzie do mnie na naukę. który napisał szybko długim.poprawił bezwiednie Ezra z błyszczącymi oczami. co masz zrobić.Nie umiem pisać .. który od dziecka byłby ofiarowany Bogu i wyparłby się grzesznego ojca .A ja powiedziałem.Mówiłem ci. jak winien wyglądać podpis prostaka . . poruszony do głębi słowami Jona. . aby podpis był ważny. ani ty. . przyprowadzi naszego syna do ciebie. Pokażę ci.rzekł kapłan ze zrozumieniem.spytał Jon. śledząc z zazdrością szybkie ruchy pióra po papirusie.streścił mu Ezra.

Na wszystko prócz prawdziwego dobra. westchnął i powiedział: .Kiedyś. niepiśmienny klnie się na Syna Bożego. . myślałem ze zgrozą o twoich pobratymcach. nie ogrzali ciepłem zrozumienia i współczucia. A chwasty plewili brutalnie. a ze zrozumieniem o moich braciach. lecz Ezra przerwał mu gniewnie: .dopowiedział Jon.…dla Bezimiennego . Na razie jedziemy z Gają do Miasta. gorliwi i gotowi na wszystko w imię Boga Dobroci. a potem idź sobie do Puszczy pomiędzy twe bałwany! Jon niewprawną ręką postawił obok siebie trzy duże. że dotrzyma umowy . . Nie dlatego. że Królestwo Boże rozciąga się na coraz większej połaci świata. Odłożył pióro. Jonie! Nie jesteś od tego. Miał uczucie. jakby słabł mu wzrok i powiedział bez powitania: . wolniutko spacerował po wąskich ścieżkach między grządkami. którego nikt już nie używał. Teraz udał się do ogrodu.…i wziąć ją sobie . że sami byli złymi ludźmi. Spojrzał na Jona z natężeniem.zaczął znowu Jon.Znasz historię dwóch kapłanów.wtrącił Jon..Nie bredź! Stawiając trzy krzyże. Stary kapłan. a przydomkiem. ułatwiając Isakowi wybór między prawdziwym imieniem.ciągnął w zamyśleniu Isak. Ale nie myśl o nim nigdy źle. to tylko dlatego. przeciwnie! Nie. którego nie należało wymawiać.wytłumaczył kapłan. by jak najszybciej zebrać jak najwięcej nawróconych dusz i jak najszybciej przesłać do Dalekiego Kraju znak. . Przybyli do waszej Wioski ponad sto pięćdziesiąt lat temu. by zobaczyć. im się tylko śpieszyło. nim tu przybyłem. czy w 120 . Rzucali ziarno i biegli dalej. co wedle nich oznaczało skutecznie.Nie od razu ruszę na drugą stronę Rzeki. którzy przybyli tu pierwsi? Tych.krzyknął Ezra. by ocalić duszę nie narodzonego dziecka! . Boże broń.Podpisz. Byli tacy młodzi i pełni wiary. Jonie . Nie zrosili swego siewu wodą miłości. mimo zimowych chłodów. by pouczać swego kapłana! Jeśli godzę się na tę umowę.Nie pouczaj mnie.Ci dwaj kapłani byli jak Ezra. Jakby nadużywał prawdziwego imienia Syna Bożego do spraw codziennych i pospolitych. którzy zostali zabici przez Plemię na krwawą ofiarę dla… . jakby popełniał bluźnierstwo. Jon zaś wolno wyszedł ze świątyni. .I wziąć ją dla Boga! . nie sprawdzili. gdyż nie ma on złych intencji. czarne krzyże u dołu zwoju. czy wzeszło. by spotkać Isaka. nie patrząc. jak rośnie największa ze świątyń… Ezra spojrzał na niego zdumiony.Nie powinno się nigdy zaklinać na Syna Bożego… . . zasiali Słowo Boże i nie dali mu wzrosnąć.

Cywilizacja . które zostały zapomniane 121 . Gdy już zniszczyli wizerunki bóstw i bożąt znalezionych w Wiosce. wierząc. a Jon zapytał szeptem: . . że to ona ma rację. że całe zło wynika z niezrozumienia. w której zabraknie szamana i starego kapłana. Isak umilkł na chwilę. . bóstw i bożąt. Jedną trzecią kręgu tworzył Isak. Jesteś odmieńcem. który udowadniał. do kresu Kamiennej Drogi? . . Pomyślał. Dlatego odchodzę z tego świata z radością.Tak wiele. które tak pośpiesznie siali kapłani.zażądał jeden z nich. zaczęli tłuc gliniane posążki plemiennych Bogów. iż to właśnie oni mają rację. by ludzie z Wioski zaprowadzili ich na miejsce kultu. Jonie. dlatego wojny nigdy się nie kończą.o dziwo .Dlatego właśnie oddałem mego nie narodzonego syna pod pieczę Ezry wyznał Jon. drewniane palili na stosie. Ja przecież też wierzę w swoje racje. .szepnął stary kapłan i dodał: Ty jesteś odmieńcem. to straszliwy trud… Jon uścisnął Isaka i ucałował jego rękę. “Co tu robicie z tym wielkim bałwanem? Pokażcie nam…” . otaczając ją magicznym kręgiem.pokiwał głową Isak. . że wprawdzie jego Bóg jest ponad wszystkim. która chroni Wioskę. nie wzeszło. Rzucali słowa pełne gniewu na głowy bałwochwalców.powiedział z goryczą Jon. gdyż świat najbardziej nie lubi odmieńców i ludzi wątpiących .ogóle wzeszło. .Ile czasu musi minąć? .Dobrze zrobiłeś . którzy nie zechcą stanąć po żadnej stronie. . bóstw i bożąt. Jonie. Ci zaś. Nie czekając.Cały świat. łagodzący gniew i żal starych Bogów. zażądali.Dopiero od niedawna wiem.Zapewniłeś mu w ten sposób przynależność do większości.razem z Ezrą dopełniają się i tworzą całość. Jonie. .spytał z nadzieją Jon. .Minie wiele. ale starzy Bogowie też mają swe miejsce. Nigdy nie chciałem nikogo do niczego przymuszać. . składa się z ludzi. Jedną trzecią kręgu stanowił szaman. a bycie w większości jest bezpieczne. że nie sposób tego przewidzieć. Jonie. zginą pierwsi.CYWILIZACJA . nim Cywilizacja będzie oznaczać swobodę wyboru. bo masz wątpliwości.Tak. że czyni dobrze.przytaknął kapłan. bo właśnie oni obaj . Albowiem ziarno. z przekonania każdej ze stron. I twoje Plemię im pokazało: zabiło obu kapłanów i złożyło ich ciała w ofierze. Nikogo nie omija ta słabość. że nie chce żyć w Wiosce. wiele czasu. którzy wierzą. Nawracanie.…i Plemię ich tam zawiodło? Na drugi brzeg Rzeki.

Już z daleka. gdyż czuł się w nim jak w klatce. Nie ma już miejsca na nowego szamana. na półtora miesiąca przed narodzinami syna. Gaja zaś była zdrowa. od strony. a zaczął bity trakt. przybliżając się do niego. Stary szaman umrze razem ze swoim starym Bogiem i chwała Panu za ten akt łaski. Szaman czekał. lecz tylko cztery.szepnął Jon sam do siebie. stworzy w Wiosce świat bez prawa wyboru i wywoła w Plemieniu poczucie winy. w którym świątyń było prawie tyleż samo co mieszkalnych budynków. *** Droga do Miasta była krótsza niż niegdyś. Świątynię budowano na skraju Miasta. Zresztą kobiety z Wioski przywykły do ciężkiej pracy do ostatnich dni przed rozwiązaniem. gdy zostanie tu sam. Drewno było zresztą potrzebne na budowę nowych domów. że Gai. świątyń. ledwie skończyła się Puszcza. Kiedyś trzeba było przedzierać się przez Puszczę. Wycinano więc Puszczę. . który . zapewne zostałby spalony na stosie jako czarownik. To szaman pomagał bożętom i bóstwom dokończyć żywota. Jednak Miasto wciąż wydzierało Puszczy skrawek za skrawkiem. widząc obu.w Jego mniemaniu pomoże Mu odzyskać świat. szamana i Isaka. który prowadził ludzi w przyszłość. odporna. nawet ospała. szybko. gdyż bity trakt skrócił o połowę trudy podróży. wielusetletnie drzewa. Siwa klacz była łagodna. a potem przywołał na usta pogodny uśmiech i przekroczył próg domu. Podróż do Miasta nie zajęła im więc sześciu dni. zobaczyli nie dokończone. ryzykując spotkanie z dziką zwierzyną i złymi ludźmi.myślał Jon. ale niezwykle wysokie. czego Jon chciał uniknąć. Im byli bliżej. a droga równa i bezpieczna. która zapatrzyła się w 122 . utwardzając ją żwirem i kamieniami.przez Plemię. To był dowód. Gdy przystanęli u jej stóp. rozrastając się . rusztowania pięły się tak wysoko.a potem zapragnęło. Ludzie z Wioski. z której przybywali. gdyż stosy nieuchronnie zapłoną także i w tej Wiosce. mój syn musi przynależeć do większości . silna. Kapłan Ezra. gdyż nie miał w sobie wątpliwości. W Mieście było kilkanaście Domów Boga. ubijano wydartą przyrodzie ziemię. I wreszcie jedną trzecią kręgu tworzył kapłan Ezra. ale ten miał przewyższyć okazałością wszystkie inne. które tak rzadko budzi skruchę. a tak często gniew i nienawiść . aż największy ze starych Bogów wybierze sobie tego. Nie musieli wjeżdżać w labirynt uliczek Miasta. by wiodły doń drogi szerokie i bezpieczne. nie czuli się winni za przeszłość i nie bali się przyszłości. że Cywilizacja przyśpiesza kroku. wracając do domu. gniewnie. tym budowla wydawała im się większa i wspanialsza. jak oceniali. które karczowały kolejne połacie Puszczy. lecz skutecznie. zamków. strzeliste wieże nowej świątyni. Miasto zawładnęło wyobraźnią puszczańskich Plemion. Dlatego Jon nie obawiał się zabrać żony. karczowano potężne.Tak. Robotą kierował mistrz przybyły z Dalekiego Kraju.

Słyszałem. co począć z młodym bluźniercą. że świątynie winny przychodzić do Boga.Tacy jak ja przebywają pomiędzy niebem a piekłem. któremu towarzyszyło ciche brzęczenie dzwonków. co ze sobą niosło. a nieznajomy też się roześmiał i odparł. zakręciło się w głowie. lecz nagle rzucił się. by ją podziwiać. czy musi być taka wielka. że niektórzy czczą tam jeszcze bałwany . .Ciekawe. ledwie skończymy budowę! Im większa świątynia. Sprytniejsi mieszkańcy Miasta założyli wokół kramy z różnością towarów i prostym jadłem. na głowie zaś nosił dziwaczną czapeczkę z grubego sukna. Jego ramiona skrywała szeroka bluza w kolorach tęczy.zaplątał się Jon. Można było dać mu zarówno trzydzieści parę lat. krzycząc na murarzy.zaprzeczył Jon. by nikt nie skradł cegły. młodzieńcze.mnich piorunował go wzrokiem.Myślałem tylko nad tym. choć było tam wiele zdumiewających rzeczy. Poznał już znaczenie słowa “heretyk” i bał się tego. czy nie wyda Mu się ona za duża? . Jon nigdy jeszcze czegoś takiego nie widział nawet na obrazkach w księgach Ezry. patrząc z niepokojem na mnicha w białej szacie. gdyż wciąż przybywał ktoś nowy.zastanowił się głośno Jon. Mnich na widok przybysza skrzywił się. Oprócz mistrzów murarskich. którzy nadzorowali robotę. nigdy nie są tylko tu lub tylko tam. . zastanawiając się. . czy Bóg Dobroci zechce zamieszkać w tej świątyni.Zważaj na słowa! Bóg tu wejdzie. z kilkoma rogami.Ależ ona mi się podoba . że przybyłeś z Puszczy. Jego zaś niezwykłość wynikała ze stroju. czasem sobie myślę. .usłyszał Jon za sobą czyjś niemłody głos.Z nieba spadł? .Twój ubiór świadczy o tym. Nieznajomy miał na sobie obcisłe nogawice wpuszczone w brudne. .zdziwiła się Gaja ze śmiechem. jak usłyszałeś. czy… no. brzęcząc dzwoneczkami: . którzy niechcący przewrócili w błoto taczkę z cegłą. jest bluźniercą i heretykiem! . . może On… to znaczy. jak oni. komu się nie podoba.Bluźnisz! .górę. że On nie zastanawia się nad okazałością swych świątyń . pilnujących. by murarze nie skąpili zaprawy i nie marudzili przy robocie. .Wydaje ci się.krzyknął obok niego człowiek w białej długiej sukni. lecz wciąż jaskrawoczerwone skórzane buty. Jon odetchnął z ulgą i odwrócił głowę: za ich plecami stał najniezwyklejszy człowiek w nieokreślonym wieku. spotkać można było kapłanów w ciemnych lub białych sukniach. a tymczasem. jak i pięćdziesiątkę z okładem. Wokół budowli trwał niebywały ruch. Do 123 . jest na odwrót . tym większa jego chwała! A ten. Dlatego tak trudno ich wykląć.

gdy pszczoły potną jej nos żądłami i to ją boli. gdyż trudno. nawet wtedy. panie. gdy się martwisz. bo zmartwienie jest większe. gdy ogania się od dzikich pszczół. opłatę uzależniam od stanu ich kiesy.wtrąciła Gaja.obruszył się Jon. gdyż mój ostatni pan znudził się mymi żartami i mnie wygnał. aby Bóg obdarował ją aż tak szczodrze .Kim jesteś? . podskakując i jego dzwoneczki znów zaśpiewały. . że rzecz zabawna śmieszy wszystkich .tych rogów przymocowane były małe dzwoneczki. Ich domy są różne: czasem to zamki i pałace.spytała Gaja.Kto to jest Błazen? . niż sądzili.Nie . że i ty masz powody do zmartwienia.odparł nieznajomy i dodał: . Szczerze mówiąc.Jestem Błaznem . Jonie . .Rozumną masz żonę. a smutna. gdyż dzwoneczki brzęczą cały czas. . .To chyba zależy od miejsca. nawet złotem. co mnie nie śmieszy wcale.spytał Jon. kradnąc im miód. Szukam nowego pana. płacą mi za nie.Mylisz się. Gdy trudno ich rozbawić. a wtedy zamiast złota dostaję miskę strawy dwa razy dziennie. Gdy moje żarty zbytnio żądlą mych panów i to boli. nie zawsze na jednaką nutę.Zabawiam moich panów za niewielką opłatą. Ale przestaje być śmieszna. a w dodatku piękną. gdy opowiada wesołe historyjki.Jego czapka jest śmieszna. . . 124 . młoda damo.Jestem Błaznem do wynajęcia.Ani ona. jak on chce.Nigdy nie słyszałam o takim zajęciu! Co robisz? . . . . . A sądzę. zatem pewnie jest biedna. . gdy mówi o smutnych sprawach. biedak dostaje żarty za darmo.Dobrze to ujęłaś. co ciebie wcale nie śmieszy? Myślałem. z którego patrzymy . niekiedy zwykłe chaty. Dzwoneczki brzęczą tak.Twoja czapka jest smutna. mimo woli uśmiechając się. które brzęczały cicho. lub śmieszy ich to.zdziwił się Jon.skłonił się Błazen. opłacają mnie sowicie. Gdy moje dowcipy i powiastki rozśmieszą mych panów w kłopotach i zmartwieniach. lecz wyraziście wraz z każdym jego ruchem. Śmieszna jest niedźwiedzica. Bogacz płaci więcej. jak dobry pies. A czyż moja czapka nie jest śmieszna?spytał Błazen. ani ja nie czujemy się biedni . .stwierdziła Gaja w zadumie.odparł Jon.Jak to możliwe. by kogoś śmieszyło to. Nieznajomy swym wyglądem wzbudzał rozbawienie. lecz wkrótce wyrzucają. wtedy wypędzają mnie. .

.Jeśli jesteś głodny. . a zwłaszcza w pobliżu świątyni szybko poczujesz.Jon zmienił temat. 125 . możemy się z tobą podzielić tym. Więc powstaje na ich chwałę.zaproponowała Gaja. więc wciąż mam nadzieję.Przybywa tu tylu ludzi. podsunął im pod nos drewnianą skrzyneczkę z otworem od góry. . że masz pustą kiesę i przynależysz do gorszego stanu skomentował Błazen. niż się zapowiada? Aby była największa w całym tym dzikim kraju?! spytał gniewnie mnich.stropił się Jon. lecz niewesoło. że świątynię tę wznoszą tak potężną nie dlatego. iż wierzą. nie na chwałę Pana. przyglądając się Gai z uwagą. by świątynia szybciej rosła w górę? By była jeszcze większa i wspanialsza. Dwóch ludzi w długich sukniach przegnało mnie kijami. a Błazen zaśmiał się krótko.Rozumną masz żonę . zapłacono ci coś za żarty? . na czym ona polega uśmiechnął się Błazen.Nikt się nie śmieje. . Mamy też placki. . .powtórzył w zamyśleniu Błazen.Czy tu. co mamy .Czyżbyś nie chciał. . .Od razu widać. Oni sądzą. srebra.Muszę wykonywać moją pracę. w Mieście. Mnich zaraz odbiegł. pieczone pięć dni temu.zabrzmiał tuż przy nich czyjś głos i inny mnich. złoszczą się. ale trochę stare. koło świątyni. Błazen zaśmiał się nagle szczerze i niepohamowanie.Jon upolował wczoraj w Puszczy zająca. Dzwonki zabrzęczały melodyjnie. że przybyłeś z Puszczy. czując się niezręcznie. że znajdzie się ktoś.Nie mam złota.speszył się Jon.Kupiłbym ci. . a człowiek w lisiej czapie zagroził. . ani nawet miedzi .odparł Błazen. .Nie .…na świątynię! Zbieramy datki na świątynię! . że tak potężny jest Bóg. Ale gdy to mówię. że ich Miasto jest tak potężne. iż powinno mieć największą w okolicy świątynię.Po co zatem tu tkwisz? . że skończę w miejskich dybach. rozwierając sakwę z jedzeniem. Jeden kawałek jest w nadmiarze. Tu. . lecz nie mam za co .. Gaja szybko zsunęła z szyi niewielki naszyjnik z bursztynu i wsunęła go w szparę skrzynki. upiekliśmy go w ognisku. gdy powtarzam. kogo rozbawię i kto kupi mi w zamian miskę gorącej zupy lub garnek z kluskami. inaczej zapomniałbym. w ciemnej długi sukni.

Nasze konie czekają za Miastem.spytał Jon. to Go tu jeszcze nie ma.Jeśli szukasz w niej Dobrego Boga. Jechaliśmy cztery dni z Wioski. przyjacielu. lecz suto wypchanym woreczkiem ukrytym a koszulą.i Błazen zabrzęczał nie dzwoneczkami u swojej dziwacznej czapki. Dobry Bóg nawet na nią nie zerknie.Nie umiemy czytać ani pisać. by spojrzeć na świątynię .odparł Jon po namyśle. A wy? Czego tu szukacie.zaprzeczył stropiony Jon. Ale jakoś ostatnio źle trafiam.Nie umiesz żyć bez panów nad sobą? Błazen znowu się zaśmiał.Skoro masz tyle złota. A jeśli z miłości… Ale o miłość.zaśmiał się Błazen. gdyż to ja mam złoto i srebro . Ale Błazen ujął Gaję za ramię i zaczął prowadzić ją w stronę kupieckich straganów i bud.Ho! Ho! Ho! . gdy się najedli. Zatem to ja was nakarmię.dokończył Jon. skryty nie dość dokładnie pod burym płaszczem.Widzę. To nie zależy ani od wielkości świątyni. choć was nie rozbawiłem? Dlaczego? . chroniącym przed deszczami i śniegiem. Jeśli wznoszą tę świątynię z pychy. bo widzę po waszym stroju. ani od budowniczych. że jesteśmy wykształceni? . Błazen zerknął przelotnie na wypukły brzuch Gai. czemu szukasz pana? .Nie .zamyślił się Błazen. myśląc. . które tętniło życiem.Bo jesteś… jesteś człowiekiem . lecz zaraz spoważniał i odrzekł: . 126 . że to żarty. . I może nigdy nie będzie. . z wysuniętym dachem. ucinając niewygodny temat.Dobrze. Poszli do jednej z licznych bud.Nie chcę wyjść z wprawy w wymyślaniu dobrych żartów. . . Teraz Jon się zaśmiał.Chcecie mnie karmić.dopowiedział Jon. Jonie.powiedział Jon.Cywilizacja . .. bo to mój fach. ani nawet od mnichów.Nasz syn będzie to wszystko umiał . . zasiedli na drewnianej ławie i już po chwili wyjadali drewnianymi łyżkami białe kluski z dużego garnka. szczególnie w tym mieście. tak trudno w dzisiejszych czasach . a Gaja roześmiała się niepewnie i dodała: . Utworzyły one niemal małe miasteczko. żeście z daleka? . .

spalić gniazda dzikich pszczół. Część ludzi w długich sukniach też bawią moje żarty. Jest mądra. piękna. Siły i Cywilizacji. Mógłbym w końcu pozostawić go matce. tym znajdą się bliżej Boga. więc i ja dałem.. Pewnie z tego samego powodu posąg Bezimiennego w Puszczy był tak monstrualny.Chcę. co wielkie. Błaźnie ciągnął Jon. zwróci szybciej uwagę Boga . że na nią zbierają. nasz syn znajdzie się za kilka lat pod pieczą kapłanów i chciałem się upewnić. dobra… .zaproponował Błazen i dodał: . . a Gaja roześmiała się.myślał Jon.Dla niego tu przybyłem . patrząc wysoko w górę. Musi się z tym pogodzić . że sam dałem trochę złota. a tymczasem będzie tuż obok lub pod stopami. mogę ją wam pokazać . nawet najubożsi w kraju.Znam tu wszystkich murarzy. . w tej chwili.Widzisz.dodał Jon. a Gaja kiwnęła z powagą głową. Może tak potężna świątynia. że mężczyzna chwali przy obcych swoją kobietę.No i co? Wybrałeś właściwą drogę dla syna? . żeby mój syn był bezpieczny.przytaknął Jon. Może jeszcze nie ma tu Dobrego Boga i może Go nigdy nie być. zagubionym kraju. czy dobrze wybrałem. . . Jeśli chcecie obejrzeć świątynię. bo i ja lubię to. więc widocznie jego żarty tu się podobały. zamiast samemu się chwalić .Owszem . . gdy ogłoszono. Rosła w oczach. Jon pomyślał. niektórzy z nich nawet je rozumieją.Pierwszy raz słyszę. Jon i Gaja stanęli wewnątrz świątyni i wznieśli głowy: kopulasty dach .Powiem wam szczerze.wznosił się tak wysoko. Murarze pozdrawiali Błazna.może objawiać swą wielkość także w tym.pokręcił głową Błazen.Mówisz o tym tu synu? . Wszyscy.pomyślał z żalem. Błazen spojrzał na niego z zaciekawieniem. najwyższa spośród wszystkich w tym małym. Wstali z ławy i ruszyli ku potężnej budowli. Tymczasem Bóg… każdy Bóg… . Błaźnie. że większość ludzi wierzy. 127 . Ogrom świątyni i uroda jej strzelistych kształtów zrobiły wrażenie na Gai i Jonie. jakby odpowiadając myślom Jona.mówił Błazen. nawet teraz.który już zaczynano nakładać na drewnianą konstrukcję gont po goncie . przyglądając się potężnej sylwetce nie dokończonej budowli. kątem oka dostrzegając smutek na twarzy Gai.zaciekawił się Błazen. dawali co mieli. a niektórzy mnie lubią. W pobliżu siły jest zawsze bezpieczniej. gdzie ledwie majaczyła drewniana więźba . iż wydawał się sięgać chmur. ale tu jest siła. . Milczeli chwilę. Można Go szukać wysoko.Ta żelazna iglica na szczycie będzie ściągać pioruny. Przepuszczono ich przez drewniane zapory i weszli do środka. że nie pozwoli rozdeptać mrówki. zmiażdżyć dżdżownicy. iż im wyżej sięgną.

westchnął Jon. abym mógł wziąć cię dla niej za Błazna? Ale nie za takiego. szczupła. Jon zniżył głos do szeptu i spytał: . a wszędzie kłębili się ludzie. nawet złoconego.A naprawdę…? Co myślisz naprawdę? . czemu nie miałbyś nim zostać? . On przychodzi do ludzi. Wytknąłeś mi. Wśród tłumów uwijały się rozwrzeszczane dzieci. nie odrywając oczu od pnących się w górę ścian budowli. . w którym wydali się sobie niezwykle mali i obeszli ją wokół. że coraz mniej jest mi do śmiechu. 128 . rudymi włosami. a nie wygląd czy strój . mimo skromności ubioru wyglądała dziwnie szlachetnie.Ona może być moją panią. który rozśmiesza. Musiałbyś być Błaznem wiernym. czego chciałbyś jako zapłaty. . bo dama to stan umysłu. że to ty miałeś rację. kto nie opuści jej w złych chwilach. licząc na to. bo w Puszczy nikt nie mierzy bogactwa złotem. .zainteresował się Błazen. Otaczały ją gęsto budy i stragany. Zajmowała ogromny obszar. Błaźnie. Wygląda jak dama.westchnął Jon.Szukam nowego pana. z bladą twarzą. Gdzie się wybierasz? spytał nowy kompan. wynająłbym cię . Boję się też. ale okazało się. by ją budować lub podziwiać. przybyli zewsząd.Skoro masz złoto i srebro. odsłaniając chore i obrzękłe nogi. Błaznem przyjacielem. Gaja właśnie wróciła. brudne lub zaczerwienione od gorzałki twarze. Błazen zerkał na niego ciekawie. ukoi jej smutek i osuszy łzy. więc twoje najlepsze żarty zmarnowałyby się . nie do budynków .powiedział Jon. . Daleka to musi być droga i ważna sprawa. z rozrzuconymi na plecach długimi. . Gaja akurat odeszła dalej.powiedział Błazen.. by przyjrzeć się dachowi nad drugą z wież. ucieszone gwarem jarmarku. że On jest wszędzie i nie potrzebuje dachu. Wyszli z wnętrza świątyni. Żebracy siedzieli wokół na błotnistej ziemi.Gdybym był panem.powiedział Błazen.Sam chciałbym wiedzieć . wyciągając przed siebie zaropiałe ręce. . . Otulona burym płaszczem. zaprzeczyłem. że jestem biedny. Wśród pielgrzymów grasowali drobni złodzieje. chyba widzisz. a przekupnie wywrzaskiwali zalety swoich towarów lub jadła. Jon nagle znieruchomiał i jakby intensywnie nad czymś myślał. a może nawet kimś jeszcze bliższym.Myślę.Nie przynależę do rasy panów. Błaznem bratem. patrząc na Gaję.spytał Jon. Nie mogę cię nająć. ukoi smutek… Zatem ją porzucasz. że w tłumie uda się im skraść komuś sakiewkę. więc umilkli. wysoka.Osuszy łzy. skoro decydujesz się zostawić taką żonę jak ona.

który ofiarowuje życie i za który nie trzeba płacić.zapytał Błazen. .Myślisz. . a tego żaden Bóg by nie zniósł. że najlepszy jest śmiech.zaprotestowała Gaja. Masz rację.Nasza droga wiedzie w głąb Puszczy. Jon uśmiechnął się: . 129 . śmiejemy się tylko wtedy.rzekł Jon. że przy wznoszeniu świątyni zbyt wielu ludzi pragnie ubić interes. tyle że czczony pod różnymi imionami. w dodatku ono to czyni za darmo.zdumiała się Gaja. . a Błazen wymamrotał.Taaak. . Opuścili teren potężnej budowy i powoli ruszyli do koni. uśmiechając się. twój uśmiech. że Dobry Bóg lubi ciszę? Że nie kocha żebraków? Nie umie wybaczać złodziejom? Irytują go wrzaski dzieci? . miodem i mlekiem i wreszcie uśmiechem.Jadę z wami.odparł Błazen.Bylebyś tylko umiał ukorzyć się przed naszym kapłanem. tylko ta ostatnia cena. a Błazen ciągnął: .powiedziała Gaja do Błazna. placka.Musimy cię pożegnać . aby nie wziął cię za heretyka. gdy życie daje nam do tego okazję. Bo twój strój i czapka. Pomyślałem sobie. Błaźnie. Ezrą.Mimo to nie żegnaj mnie . Ale mógł to być także wciąż ten sam Dobry Bóg. Ta cisza daje nadzieję . niektóre żarty i słowa chyba nie wzbudzą jego zachwytu.Dobrze. . gdy zacznę żartować. . nie da się ukryć.Czyżby twoim zdaniem było Ich więcej niż tylko Jeden Jedyny? Jon umilkł stropiony. rozglądając się wokół: .A czym zapłacę ci za żarty? I po co w ogóle miałabym za nie płacić? .Żaden? . kiedyś było Ich więcej.Zapłacisz mi talerzem zupy. co on powie na tę niespodziewaną propozycję. Jestem zmęczony. gdzie tacy jak ty okropnie by się nudzili. .Jon spojrzał na niego zdumiony. a Błazen przyjrzał mu się uważnie. choć dodał. kawałkiem mięsa. lecz raczej podejrzenia. w naszej Wiosce.Znudziło mi się Miasto i moi nadto głupi lub zbyt zadufani w sobie panowie. .. Jak widzisz.Ja? . . że dla odmiany to ty zostaniesz moją panią… .uciął krótko Jon. Na resztę chyba cię stać? Gaja spojrzała na Jona. My. Gaju. niepewna. . gdzie aż pod wysoki dach wznosi się cisza.Nie . że wprowadziłeś nas do wnętrza. a Jon przyznał jej rację. jest naprawdę wysoka.

Umiem obchodzić się z ludźmi w długich sukniach. o wioskowej świątyni i tak różnych dwóch kapłanach. a także po innych krajach.Czyje to słowa? . wygodny trakt. gdy słuchał Błazna.do nas dociera wolniej. może z szumu drzew? Z trzaskania polan w ogniu? Z iskier w jej włosach? . choć nie ze szczętem pomarli .Moje .Ooo. o brzegu Rzeki (tym właściwym.Nie wiem. że tego nie wie. że drugi uniesie ciężar dwojga osób.. A na postojach.zaśmiał się Błazen. lecz nigdy jeszcze nie spotkał szamana. o polowaniach w Puszczy. a z kim nie wolno. Wyznał. Błazen chciał wiedzieć.Nigdy nie mówię cudzymi słowami. rozumiesz? O to chodzi. gdyż o drugim Jon nawet nie wspomniał). częściowo zakorzenionych w minionym czasie. W każdym razie nikt już nie czci bożąt. Jon zdziwił się. . .odparł Błazen.spytał.dokończył śpiewnie Błazen i Jon spojrzał na niego z ukosa. twierdząc. nie zamierzam też spłonąć na stosie! Twój Ezra mnie polubi! Twarz Jona na moment spochmurniała. że aż tak wiele można o niej mówić: o mieszkańcach i domach. Choć Jon proponował Błaznowi jednego z koni. Miasteczkach i Wsiach. . gdyż wiele z naszych plemiennych spraw chyba cię jednak zadziwi. Ale to już ostatni szaman naszego Plemienia. gdy rozpalali ognisko i posilali się tym. Jon snuł nieskładną i niepełną opowieść o szamanie i Isaku. . okalające zamyśloną twarz Gai. czy stary szaman umie czarować. bóstw ani starych Bogów. o łowieniu ryb. szybko pokonując bity.…a Oni milczą.dorzucił.Cywilizacja .No i o to chodzi. Dobrze. że dużo podróżował po Miastach. zapewnił nowego przyjaciela. Nie lubię być pławiony w rzece. . bracie! .Skąd je bierzesz? . ale przy ostatnich słowach odprężyła się: . co mieli w sakwie lub co ich nowy towarzysz dokupił na straganach. Jechali teraz przez Puszczę. o obyczajach Plemienia. wiem. z kim spośród nich mogę żartować. że to pojmujesz. . lecz Jon stwierdził. gdyż żyjemy w głębi Puszczy. a po części zmieniających się za sprawą Cywilizacji. patrząc na mieniące się od blasku ogniska kasztanowe pasma. .stwierdził Jon krótko . a Jon z Gają opowiadali o Wiosce. Wieść o obecności szamana w Wiosce zadziwiła Błazna. 130 . Błazen kupił sobie konia w Mieście.

że dużo rozmawiali. Poczuł to od pierwszej chwili. Błazen był pierwszym człowiekiem. jakie miał Ezra. nierówne kroki w ogrodzie. a teraz także twój .równocześnie podkreślali jego obcość i samotność. długim. zbudowanej z ociosanych bali chaty. jak i sposobem bycia . matką przyszłego syna i najbliższą osobą. Jakby trochę się go bali. a także swoją niechęć do zbliżenia z nim.westchnął z ulgą. wytłumaczyć. przebijające przez stojący samotnie nad Rzeką namiot szamana. Tutaj bowiem. Mężczyźni z Plemienia lubili go i szanowali. podróż zabrała im nie cztery. Wieczorem drugiego dnia pobytu w Wiosce Błazen zaproponował.Żyje . Już następnego dnia Błazen obszedł Wioskę.nazywając Jonem w Drodze .nie zrobił tego. gdy dojechali wreszcie do rozłożystej. gdy tylko ujrzał smutną.ale gdy ze swobodą opowiadał. Ze swej podróżnej sakwy wyjął grubą księgę. najlepszym żartem Błazna okazało się wyznanie. Jego i losu. czym się zajmuje. który przełamywał lody. Jon pomyślał. Stary szaman i równie stary kapłan byli do tej pory drogowskazami dla Jona. ale pięć dni. gdy przejeżdżali obok świątyni. bożęta i bóstwa niechaj mu nigdy nie czynią krzywdy . przedłużając oznaki jesieni. w dodatku pierwszego i jedynego przyjaciela był trafny. lecz . który mu przypadł w udziale. Niech czuwa nad nim Dobry Bóg. że może zacząć uczyć swych nowych przyjaciół pisać i czytać. iż w dalekim.powiedziała Gaja do Błazna. że wybór nowego. usłyszał człapiące. a starzy Bogowie. .westchnął ponownie Jon. każdy mieszkaniec Wioski wybuchał śmiechem. pożartował z jej mieszkańcami i zaskarbił sobie ich względy.rzekł z powagą Błazen.Żyje . że gdyby nowy przyjaciel zadawał mu trudne pytania. . równym krokiem. któremu Jon pragnął zwierzyć się ze swych trudnych tajemnic. nie okłamie go w odpowiedzi. . kochanką. było nikłe światełko. Jon zaś po drodze upolował sarnę. Ezra chodził inaczej: z energią. Zdecydował jednak. choć z całkiem innymi obrazkami: były tu 131 . Do Wioski wjechali piątego dnia pod wieczór i pierwszym. Ale Jon nigdy nie miał przyjaciela. Na szczęście pierwsze mrozy cofnęły się. Gaja była żoną. cywilizowanym świecie są ludzie gotowi płacić za okazję do śmiechu.Może dlatego. mądrą twarz Błazna i usłyszał brzęczenie dzwoneczków na jego dziwacznej czapce. w Puszczy. Początkowo wzbudzał ciekawość i onieśmielający chłód zarówno swym strojem.Niech zawsze płonie w nim ciepły ogień. Potem. skąd wziął się przydomek Jona w Drodze i gdzie ta Droga go wiodła. przekraczając próg. . podobną do tych. Ale mimo chęci .Oto nasz dom. nie byli więc głodni ani nie marzli. na co Jon zwrócił uwagę.

132 . . Nie wszystkich. Choć… hm… nie wszystkie księgi podobają się mnichom. . Są takie. Gaja od razu zaczęła oglądać obrazki w wielkiej księdze. . a i ksiąg wciąż przybywa. to okrutny. bo pokazuje świat takim. po których pływały domy. to znowu święty. zaczęli nauczać sztuki pisania i czytania. że palą tylko żywych ludzi… . jaki jest. wysokie zwierzęta z małymi główkami . strojni ludzie. umiłowaniem złota i uciech. gór. bo nie każdemu wydaje się ona potrzebna.To księga o krajach i miejscach. kapłani. wyrysowani w twojej księdze.na których wielkie fale przewracały wielkie łodzie. zakonnicy.Cywilizacja . z jego słabościami. że nauka czytania i pisania musi trafić do zwykłych ludzi. dziwne budowle.Ludzie w długich sukniach niosą Cywilizację do różnych światów i chwała im za to.odparł zamyślony Błazen i dodał: . morza i oceany.ucieszyła się. To wcale nie jest tak trudne. To przecież ludzie je stworzyli. by nie oglądały ich oczy zwykłych ludzi.powiedział. zdobne pałace. .i jeszcze dziwniejsze.Czy wszyscy ci ludzie. . już w niecały miesiąc przeczytacie podpisy pod tymi obrazkami. są to nadal ludzie wybrani.przyznał Błazen.Na stosie? Myślałem.wyjaśnił Błazen. które chętnie palą. . . oni spisywali je z mozołem i iluminowali. to grzeszny. wydając okrzyki zdumienia na widok strojnych szat kobiet i mężczyzn. Gdy palisz księgę.zdziwił się Jon.I będę rozumieć te znaczki malutkie jak mrówki?! . Potem jednak niektórzy z nich zrozumieli. przez które przeprawiały się konie lub dwugarbne. by czytać umieli tylko wybrańcy i wybrano ludzi w długich sukniach. to tak.warowne zamki. Dlatego będziemy ją chować przed obcymi.Moja księga też nie wszystkim by się spodobała. .Gdy poświęcimy na naukę trochę czasu. . Dzięki nim coraz więcej ludzi umie czytać księgi. Gaja wyraziła entuzjastyczną radość z propozycji Błazna. I oni pierwsi. to znów dobry. lecz jest ich coraz więcej.Kiedyś dbano o to. wierzą w Boga Dobroci? zaciekawiła się kobieta. . jak myślisz.podpowiedział Jon. nie może być tylko sekretną umiejętnością.Tak. Nawet dzieci potrafią posiąść tę sztukę .Cywilizacja . jakbyś palił człowieka .Palą księgi? . rozległości oceanów . rzeki z pływającymi długimi łodziami o nieznanych kształtach. z długą trąbą w miejscu nosa.Księgi to też żywi ludzie. mnisi. . które zwiedziłem .

Ale to by znaczyło. Były tak inne od małej Wioski.odparł Błazen po krótkim namyśle. czarne znaczki na zawsze pozostały dla mnie Tajemnicą. by te malutkie. że pożądają na własność wszystkiego co wielkie. nie księgi. czego On chce. które się przed nią otwierały. .Ale to jest ciągle ten sam Bóg?. a co złe. Interes ubijany na Bogu zawsze jest dobry i w dodatku nie ma końca. nie będę cię ich uczył. Błazen jeszcze tego wieczoru zaczął tłumaczyć Gai znaczenie liter w księdze. co myśli. potężne. choć z zazdrością popatrywał na Gaję.. mogą je zjeść korniki i straci swą wartość.Odpowiedz jej .uparł się Jon.Więc czemu kapłan Ezra miałby się zezłościć. które dopiero ktoś napisze. Twoja wola Jonie. nie tylko ku Pięknu. . spróchnieć. co jest dobre. sza… . ale ich nie znam i nad tymi.Chcę. zagubionej w wielkiej Puszczy.Cyt! Cicho.Ludzie są tak stworzeni. widząc tę księgę? .Tak . które czytałem.spytała znów Gaja i Błazen przytaknął. . Myślę. Chcą nim zawładnąć i tłumaczyć w Jego imieniu. którego Droga wiodła nie tylko ku Dobru. . ono zawsze może zbutwieć. inaczej Go nazywa. że w przeciwieństwie do swego męża. że możesz mieć rację. że mogą znaleźć się ludzie. Jon zatem nie siadał do nauki czytania.zdziwiła się. nad tymi.Rozczarują? Wydawało mi się. Ku zdumieniu żony. ale Błazen położył palec na ustach: . więc ich nowy przyjaciel westchnął i wyjaśnił: . jakie dawał mu maleńki świat własnego Plemienia. a nawet za niebezpieczeństwami. Jon odmówił nauki czytania. Gdy robisz interesy na drewnie. inne Mu wznosi świątynie i całkiem inne odprawia w nich rytuały.Więc czemu miałoby to im przeszkadzać? .Gdyż wielu ludzi inaczej wyobraża sobie Boga niż my. Pojmowała jednak niechęć i strach Jona. które już istnieją. a kogo odrzuca. które one niosą. Skoro nie chcesz poznać sensu czarnych znaczków.zamyślił się Błazen. Może wówczas nigdy mnie nie rozczarują? . 133 . która po paru lekcjach zaczęła sylabizować z grubej księgi. oszołomiona światami. że rozczaruje nas świat i ludzie. . Ale gdy myślę nad wielością ksiąg. ciekawszy świat. Także Boga. którzy napiszą księgi nienawiści . obawiam się. piękne. kogo kocha. inaczej się do niego modli. że one wprowadzają nas w lepszy. pewnie dlatego wolał poczucie bezpieczeństwa. Gaja zaczęła tęsknić za wielością światów.

Cywilizacja.r” . widząc jego zamyślenie.. gdy zadają męczące pytania. Znam też różne praktyczne przypowieści . jeszcze bardziej ich do siebie zbliżył. które idą. gdy zapadł zmrok. A sprawianie innym radości to dobry uczynek . Dopiero po paru dniach. Błazen zaoferował też pomoc w wioskowej szkółce. chyłkiem. tworzą słowo wiara. gdyż wedle Ezry ..…ale tylko ja będę decydował. 134 . .Jesteś. że jest tu też kapłan Isak. złączone razem. których wciąż przybywa w świecie. który dla obu starców mijał coraz szybciej. zbyt prostolinijny jak na czasy.Nie okłamuję. ani Bezimienny. a nawet u najwyższych dostojników w długich sukniach. pisać na pergaminach i papirusie. pokręcił tylko głową: . Nie zdziwił się.i” . że pracował przy budowie największej w kraju świątyni i że zna każdy jej zakątek. czego on nie lubi. gdy ten opowiadał o znajomości z młodym kapłanem. w której Ezra nauczał dzieci. Cywilizacja wymaga umiejętności dostosowania się do sytuacji. . . Czas. a nawet malować. kim nie jesteś . Jon głęboko wierzył. zawiódł Błazna do namiotu szamana. ona wręcz jej nie lubi. ba. czego Ezra uczył ludzi w Wiosce . chytrości nowego przyjaciela lub jego osobistego uroku. na które nie powinno się odpowiadać.w” . Jon wiedział. którą tak sobie cenisz. szybko trafiłyby tu niepożądane księgi i różnorakie herezje. Jona zdumiało to rozumowanie. iż musi on sobie zaskarbić jego przychylność.a”. lecz nowy przyjaciel. lecz świadomość. Ezra przyjął ofertę pomocy od Błazna.Okłamujesz go. nie czując w jego słowach żadnej pułapki.zastrzegł. Dowodziło to. Wystarczyło. co czyni. że literki ..ciekawość to pierwszy stopień do piekła.pochwalił się Błazen.powiedział Jon do Błazna.pewnego dnia ci dwaj starcy pójdą razem do Krainy Cieni. Ezra uśmiechał się zadowolony.uśmiechnął się Błazen. Zatem sprawiam mu przyjemność. iż wyręczy Ezrę w początkach żmudnego nauczania wioskowych dzieci.a” . nie wymaga od ludzi szczerości za wszelką cenę. Gdyby zbyt wielu ludzi w Wiosce posiadło sztukę czytania. nastawiły młodego kapłana przychylnie do nieznajomego. gdy okazało się. że był on też w służbie u wielmożów z Dalekiego Kraju.wbrew temu. myślał Jon. wtedy gdy chlapią one wokół inkaustem i długo nie mogą pojąć.. że . udając kogoś. proponując.Zgodnie z przewidywaniami Błazna kapłan Ezra polubił nowego gościa w Wiosce.Umiem czytać. . Wprawdzie niezwykły fach przybysza i brzęcząca dzwoneczkami czapka początkowo niepokoiły Ezrę.. Jonie. gdy swego gościa zaprowadził najpierw do Ezry i pouczył. “Ona sięgnie nieba…” mówił Błazen. Przemilczam jedynie to. które dzieci nadają się do nauki . a tam przywita ich obu ten sam Bóg. I nie będzie to ani Bóg Ezry. iż Błazen pochwalił się młodemu kapłanowi.

Paciorki Isaka przywieziono z Dalekiego Kraju. który dobiegł od strony Rzeki. zdziwił się ich niezamierzonym podobieństwem . Nie chciał jednak pytać szamana o pochodzenie kościanych paciorków. liczyły setki lat.Dziwne… Wydaje się. każdy na swoim miejscu.tak niegdyś.a gdy dwaj młodsi mężczyźni dobiegali już brzegu. Może trudniej w nich o śmiech i dlatego potrzebne jest zajęcie rozśmieszacza? A może. Błazen z Jonem wybiegli z namiotu. wielograniastej czapce. z którego je zrobiono. Jon wiedział. Obaj. . że tak jak dziś we wszystkich świątyniach świata ludzie klękają.Ale wymyślono mnie w nowych czasach.i przeznaczeniem i uprzytomnił sobie. cały czas przesuwali w palcach drobne paciorki. ścięto w pobliżu Kamiennej Drogi. .uśmiechnął się Błazen. Oględziny chyba wypadły pomyślnie. a każdy krok okupywali bólem zmęczonych członków. za które mi nikt nie płaci. …nagle ich spokojną rozmowę przerwał gwałtowny. ale pozostali nieruchomo. od stóp. że zdobiły one szyję każdego plemiennego czarownika i że drewno. gdyż uśmiechnęli się do nieznajomego z sympatią. . czynili te same gesty wobec starych bóstw. które przetykały drewniane w równych odstępach. Ale paciorki Isaka były stosunkowo nowe. rozmawiając.po czapkę z brzęczącymi dzwonkami.Czy przypadkiem właśnie życie rozśmieszacza nie jest smutne? . milcząc i przesuwając w palcach swoje paciorki. Wstawanie. chodzenie. także szaman zdołał zwlec się z łoża i wyszedł przed namiot. Jon. Szaman spoczywał na swoim łożu.spytał Isak. . 135 .szepnął wreszcie szaman. Drobniutkie.Pasuje raczej do nowych niż starych czasów . poruszył się też gwałtownie Isak . a szamana . odzianych w obcisłe nogawice i fantazyjne czerwone buty . kapłan przycupnął obok. kładą się krzyżem. czarne perełki przetykane były.Wynika z tego. zmuszanie kości i mięśni do ruchu sprawiało im wiele trudności. . Wzrok czarownika jeszcze raz powędrował ku brzęczącej dzwoneczkami. przed setkami lat. widząc sznury paciorków w dłoniach starców. biją głowami o posadzki i czynią nakazane znaki . zanim Cywilizacja okrzepnie i podbije wszystkie światy.zaprzeczył Isak. . rozpaczliwy krzyk. z ogromną ciekawością obejrzeli Błazna. Ale najdłużej wpatrywali się w jego twarz. dla odmiany.Obaj starcy uśmiechnęli się na widok Jona i Błazna. wpatrując się z niepokojem w rwący nurt spiętrzonej wody. że bez Błaznów życie byłoby smutne? . że tak szybko sprawdza się jego podejrzenie wobec zamysłów przyjaciela. na małym zydelku. a Błazen drgnął. Dlatego moimi najlepszymi żartami są te. że pasuję zawsze . Obaj starcy. srebrnymi kuleczkami.choć z drewna. obdarzone magiczną mocą. że pasujesz raczej do starych niż nowych czasów.Więc to ciebie Jon chce tu pozostawić na swoje miejsce . czeka nas tyle rzeczy strasznych.Takie jest.

na co czekają i bał się. nieświadom swego przestępstwa (jak wtedy Jon…). chcąc zarzucić na głębinę swą wędkę. iż przeżywa po raz wtóry to samo. Był o wiele starszy i silniejszy niż kilkunastoletni Jon wówczas. na znak. Przecież tak rozpoczęła się jego Droga. lecz widząc ludzi z Plemienia. patrząc z ulgą i niepokojem. . walczył teraz z prądem. a ktoś odtwarza na nowo przygodę z dzieciństwa. Bał się tak jak wtedy przed laty. Plemię czekało. wciąż uczepiony spróchniałego konaru. więc przepłynięcie rwącej wody zajęło mu mniej czasu. Dziś Plemię także czekało. z dzieckiem w objęciach. jak się okazało.Pierwszy śnieg i poprzedzające go ulewne deszcze podniosły wysoko poziom Rzeki i gwałtownie przyśpieszyły jej bieg. szuka jego następcy? Wydawało mu się. który go znosił… …i jak zwykle w tym nieszczęsnym miejscu znosi go wprost na drugi brzeg pomyślał niespokojnie Jon i poczuł chłodny dotyk lęku wzdłuż kręgosłupa. gdy tonęła Gaja.myślał zrozpaczony Jon. Jego przyjaciel uczynił to. żeby przekrzyczeć huczącą Rzekę i groźne milczenie Plemienia. On nie musiał czekać na powrót 136 . Ale Błazen już wychodził z chłopcem na drugi brzeg.Bród jest poniżej! . czy usłyszał zew? Ja czy szaman? I czy w ogóle powinniśmy pytać? Po co przywiodłem go z Miasta do naszej Wioski? Aby wydać Drodze…? .Jon usłyszał za sobą słaby głos szamana i miał wrażenie. na co przed laty zdobył się mały Jon: wskoczył do Rzeki i płynął. Gałąź nie wytrzymała ciężaru i malec. jak jego przyjaciel macha z oddali dłonią. milcząc.Tabu! .Tabu… . . Chłopiec. w dół Rzeki. . Jon spojrzał na starca: w postaci czarownika czaiły się ulga i lęk przemieszane z żalem. jakby odbite w pękniętym zwierciadle. jak stoją nieruchomi. że śni. pełen radości z uratowania dziecka (jak dwunastoletni Jon…). pokonując jej nurt równymi. Nagle śmignęło przed nim mocne ciało Błazna. Chciał skoczyć do wody za malcem. Jon nie wiedział. gdy w milczeniu Plemienia tkwiła zapowiedź jakiejś tajemniczej groźby.zawołał wreszcie Jon. Stał teraz na terytorium Bezimiennego. rozczarowany Jonem. że zrozumiał i maszeruje teraz.Czy Bezimienny. Plemię zaś wciąż stało w wielomównym milczeniu. szybkimi ruchami ramion i nóg. tak samo jak wówczas. przed laty. wspiął się na drzewo nad wodą.krzyknął z całych sił. stał nadal jak sparaliżowany. . Nieruchomi ludzie wyglądali jak gliniane figurki. Kto go spyta. Pośrodku nurtu unosiła się jasna główka synka sąsiadów Jona. a potem zsunął się po gałęzi i zawisł. Zatrzymały go wspomnienia z dzieciństwa. spoglądając ukradkiem na starego szamana.

zawsze bolało ich do żywego. Mężczyzna objął chłopczyka ostrożnie. z natury łagodni i przyjaźni. nie tylko u ludzi z Puszczy. co niezrozumiałe. To.podszedł do szamana. I choć określenie “bałwany”. ramię przy ramieniu. jakby szukając w nim śladów przemiany. wciąż milcząc. Wciąż stał koło namiotu.Co się stało? Nie cieszycie się. że wybór. nie oglądając się do tyłu. czekając niecierpliwie. Szedł uśmiechnięty. Błazen.Błazna. otoczyli kołem bohatera i przyjaźnie klepali go po ramionach. czapki. gdy on. czekając na powrót Błazna z dzieckiem. Oznaczałaby. dłoni. Potrzebny im był Ezra. która musiała nastąpić. dowcipkując swoim zwyczajem: . zziębnięty. co powie stary czarownik. młodzi i starzy. stał jak przykuty. Także Isak. twarzy. że od tego momentu wszystko potoczy się inaczej niż przed laty. który przypominał. zaczął dotykać Błazna. 137 . jego mokrych włosów. Błazen dodał.zdziwił się Błazen. milczących sylwetek ludzi zwolnił kroku i patrzył na nich pytająco. Z ulgą dostrzegł. …a teraz ludzie z Plemienia stali wszyscy razem. wyszedł z Puszczy z uratowaną dziewczynką. że ludzie z Wioski. nie popierają związków starego z nowym. Potem. naznaczony jest wątpliwościami. koralik za koralikiem. …i nagle Plemię zaczęło wychwalać bohaterski czyn przybysza. Jon podbiegł i narzucił koc na jego ramiona. ludzie pragnęli iść naprzód. znał odpowiedź. wyczuwając napięcie tłumu i odgadując. na śmiech i oklaski… Plemię milcząco patrzyło na szamana. Jon wiedział. na której żyli. Na widok nieruchomych. choć powinien trzymać się z dala. spośród drzew. że Isak nie chciał niepokoić Plemienia swą zażyłością z szamanem i stał na brzegu Rzeki kawałek dalej. oddając po drodze dziecko w ręce jakiegoś mężczyzny. kto jest tu najważniejszą osobą . że malec żyje? . ze swymi paciorkami w ręce . to jednak zażyłość kapłana z czarownikiem byłaby dla nich jeszcze bardziej obraźliwa.i przesuwał je powoli w zesztywniałych palcach. huśtając dziecko w ramionach. Jon zaś pomyślał. zawsze wzbudzało lęk. jakby malec był zarażony trądem. A Plemię nie lubiło wątpliwości. porzucając wiarę w stare bóstwa.Czekałem na okrzyk radości. kilkunastoletni wyrostek. że dziecko żyje. wesoły. Mężczyźni. dając hałaśliwy wyraz radości. milcząc. jakiego dokonali wyboru i groził piekielnym ogniem za “powrót do bałwanów”. obrażało pamięć praojców. Czarownik z kolei wpatrywał się w mężczyznę. Czarownik. którego dokonali. czekając na rozstrzygnięcie. Przyjmując nowego Boga. Wreszcie Błazen wyłonił się zza zakrętu. a nawet ziemię. . pokręcił przecząco głową i wszedł do namiotu.

czuł. Skoro tak. . . Nie ma pojęcia.rzekł wreszcie ze szczerym zdumieniem w głosie. czuję to właśnie w jego brzmieniu. że twój przyjaciel nie przyjął nowego imienia.Imię… Imię… Imię… Trzy obłoczki jego oddechu natychmiast przemieniły się w parę na mroźnym powietrzu. złączyły w niewielką chmurkę i Jon ujrzał. .Szkoda. a jeśli nim nie jesteś. Błazen.Ariel? Ariel… . Podpierając starca. mimo grubego koca. . Plemię się tego domyśla . że ludzie w ogóle nie słyszą już Jego głosu.powtórzył szaman z niepokojem. Gai się spodoba. . . płynąc w powietrzu ku ludziom z Wioski. kruchość jego ciała. skręca wolno. twoje dzwoneczki umilkły. A teraz posłuchaj… ON jest tak zmęczony i chory.Ariel .To ładne. Szaman i Jon znieruchomieli na moment u wejścia do namiotu. Jon pomagał szamanowi wejść z powrotem do namiotu. . które nadaliby mu kapłani. 138 . a równocześnie oglądał przez ramię tę scenę. czapka zaś.zapytał Jon. Jej niedawny właściciel wziął lisią czapę z rąk mężczyzny i nałożył ją sobie z fantazją na bakier. ni z ulgą i przymknął oczy. jakby Błazen namyślał się lub wydobywał z pamięci dawno zapomniane słowo. gdy mały obłok rozbił się o ramię najbliżej stojącego mężczyzny i zniknął. martwy przedmiot. że udało mu się wydobyć z pamięci prawdziwe imię. mimo braku wiatru. a potem młody mężczyzna odsunął skórzaną zasłonę i zaprowadził starca do łoża. to musisz mieć imię… Zapadła chwila ciszy.. Czarownik przymknął oczy i zdawał się nasłuchiwać. Twój przyjaciel niczego nie usłyszał.Ariel? Co cię w nim niepokoi? . Lisia kita spłynęła mu na ucho. nie namyślając się długo. niczego nie poczuł. Pomógł mu się położyć i starannie otulił futrami.stwierdził nagle jeden z mężczyzn i dał mu własną czapkę przyozdobioną lisią kitą. Niemal w tej samej chwili. Plemię znowu wydało okrzyk radości.wyszeptał szaman ni to z żalem.No. nie jesteś już Błaznem. brzmi jak śpiew przelotnego ptaka.Jonie.Czapka jest mokra… i tak już nie dzwoni… . Jona dobiegły słowa ofiarodawcy lisiej czapki: . że jego stopy dotknęły świętego brzegu. to imię niesie kłopoty całkiem innej natury.Mam na imię Ariel… dodał oszołomiony. jest nakryciem głowy znamionującym prawdziwego mężczyznę. Nagle czarownik zatrzymał się i trzykrotnie wyszeptał z naciskiem: . Szkoda. ściągnął z głowy ów dziwaczny symbol swego zajęcia i rzucił na ziemię. jak chmurka. Błazeńska czapka opadła na wilgotny śnieg jak bezużyteczny. melodyjne imię. którą w zamian przywdziałeś.

że jego czas się dopełnił. a jego porzucona błazeńska czapka z dzwoneczkami leżała na ziemi.czarownik uśmiechnął się w odpowiedzi ze smutkiem. zatęsknił za czasem.uśmiechnął się smętnie Jon. a Plemię zawtórowało mu radośnie. gdyż nikt nie wycinał drzew na budowę miast i świątyń. Licząc ilością lat. Ale pojmował też nieuchronność Cywilizacji. . wspominając znów swoją przygodę. że to dzięki jej pochodowi przez bezkresne stepy. pola i nieprzebyte puszcze coraz rzadziej mówi się o tym miejscu na ziemi jako o Dzikim Kraju. Jon podszedł i schylił się. że Plemię przed chwilą odkryło nie tylko to. Będą musiały minąć długie wieki. że dotknął drugiego brzegu i wrócił taki sam. I że przybyło mu nie kilkanaście. I zepsułoby mu dzień. gdyż nikt już nie będzie pamiętać. Jon nie zrozumiał ostatniej myśli szamana. Ludzie poczuli się nagle wolni od Tabu. nie trzeba okadzać go dymem . Ariel stał nad brzegiem Rzeki otoczony kręgiem nowych przyjaciół. żyjąc tu. chcąc ją podnieść. Gdyby Ezra dziś lub jutro nakazał wygnać go z Wioski do Puszczy. Wiedział też. a twarda stopa tej Wielkiej Pani depcze na śmierć także ludzi.zaśmiał się wesoło.Nie. pomyślał. gdzie czekałaby go okrutna śmierć. gdy Cywilizacja była daleko.Tobie to nie pomogło. też jej nie znamy. wziął potężny zamach mocnym ramieniem i przerzucił czapkę na drugi brzeg Rzeki. ale kilkaset lat. jak wyglądała. jakie wyciska na ziemi maszerująca coraz dalej Cywilizacja. Opuścił namiot czarownika. lecz rozbawiło je i przyniosło ulgę. by przypomnieć sobie. . Może ktoś napisze wówczas grubą księgę o swych korzeniach.pomyślał Jon. ale jemu wydawało się. I nagle zatęsknił za pradawną Wioską otoczoną nieprzebytą Puszczą. Nie tylko z powodu choroby i wieku. . jak wyglądała przeszłość . że Błazen przepłynął Rzekę tam i z powrotem. 139 . Szydercze nakrycie głowy na brzegu dotychczas uważanym za święty dziś już nie niepokoiło Plemienia. że ślady.pomyślał gorzko. stąpających Kamiennymi Drogami z czterech stron świata. bywają zmieszane z krwią i cierpieniem. że za tymi słowami kryje się coś ważnego. To.. A zresztą… My sami. Wiedział. gdy posłyszał zew. lecz Ariel wstrzymał jego dłoń. Zrozumiał strach i rozpacz Bezimiennego. gdzie prawda będzie zmieszana z kłamstwem. była tak nieodległa. dowodziło. choć instynktownie wyczuł. Patrząc na drzemiącego znów starca. w którym na nowo się narodził. Sam podniósł dziwaczny symbol swego dotychczasowego życia. być może znaleźliby się chętni do wykonania tego polecenia . że minęły całe wieki od tamtego dnia. za mnogością pielgrzymów. iż ludzie w Wiosce nie potrzebują starego czarownika. że ktoś złamał Tabu i mimo wszystko powrócił nie zmieniony. jemu by tylko zaszkodziło. nim zatęsknią lub zapragną powrócić do swych korzeni choćby po to.Nie będziesz go zatem okadzał dymem .Chciałem wrzucić ją do wody…! .

140 .Szaman mówi. a tym samym nowego Boga. Narodziłem się na nowo. kto i po co ich woła. Jesteś cały mokry. że urodziłeś się na nowo . Jestem szczęśliwy. . Ludzie w długich sukniach żądali. przyjmując z wdzięcznością z rąk Gai miskę z gorącą zupą.Potem przez długie lata wołano na mnie . Tak. Ruszyli do domu.przyznał dawny Błazen.powiedział Jon.najpewniej wcale nie wiedzieliby. który czeka. że minęły wieki od dnia. która je wypowiadała. …zatem niespodziewane wejście Isaka wszyscy przyjęli ze zdziwieniem i lękiem.Ezrę zaniepokoiło twoje imię. Razem z imieniem straciłem jakąś część siebie. że zapomniałem swojego imienia. gdy usłyszał zew z Puszczy..Gdy spytali mnie o imię. jak one wyglądały. inni by go wydali. Kochałem ją. . gdy w suchych ubraniach zasiedli do stołu. Ta wizyta nie zapowiadała niczego dobrego. szaman ma rację. słysząc głos wijów nad wodą. Wierzysz mi? Jon skinął głową. Arielu . odprowadzani przyjaznymi okrzykami Plemienia. Jonie.rzekł Isak drżącym głosem. a czasem ochłap mięsa. aby przyłapać ich na oddawaniu czci bałwanom. dawno minęły. . by to do nich przychodzono. Było to tak dawno temu.. Arielu . wzbudzając zdumienie gospodarza i jego żony. a Gaja podała im miski z gorącą zupą. gdy byłem dzieckiem. była moją matką. całkiem sporą i nic o tym nie wiedziałem. Jemu przecież też wydawało się. hulał lodowaty północny wiatr i wielkimi płatami sypał śnieg. Nawet podejrzliwy Ezra nie wątpił po publicznym biczowaniu starej Jagi. . Całe wieki. na to słowo szedłem jak pies.Czy uwierzysz. Miało to swoje zalety: budowało wysoką pozycję kapłanów. a po chwili do izby wkroczył stary Isak. A gdyby nawet ktoś je przechowywał. Czasy. I nagle dziś odzyskałem ją. zamarłem . Powtórne narodziny Ariela nie przeszły bez echa w świątyni. a nie na odwrót. strzyg w lesie czy bożąt w zagonie rzepy .powiedział pytająco Jon. że to kapłanów należy odwiedzać. gdy pewnego wieczoru do domu Jona ktoś cicho zapukał.Błaźnie”.Idziemy. Umarła. gdy ludzie w długich sukniach wpadali znienacka do chat ludzi z Wioski. Minęło kilka dni. . wsparty na lasce. że dostanie kość. . Ezra utrwalił obyczaj. że nikt z Plemienia nie ma ochoty kryć przed kapłanami żadnych glinianych posążków. Najmłodsi zresztą nie pamiętali już.Musisz się przebrać. nawet z najdrobniejszą sprawą. Jonie? Ostatnia ludzka istota. Za oknami było zimno.

pamiętać tylko swoje imię. że mają one słony smak.zdziwiła się Gaja. jakby zawstydzony swymi słowami. że obojętne. . Musi się jeszcze sięgnąć do korzeni. czyby nie nadać tego miana naszemu synowi. że prawdziwe imię Błazna niesie kłopoty . suchych i niebezpiecznych. . . dotknę ich szorstkiej powierzchni. Nawet myślałam. też była obca dla naszych pradziadów. którą tu przynieśliście i uznaliśmy ją za swoją. Arielu.Brzmi tak pięknie i melodyjnie jak muzyka piszczałek i bębnów lub śpiew przelotnych. gdzie byś się narodził. Musnęła brzegiem płaszcza Ezrę.Wedle Ezry imię Ariela brzmi obco. Bardzo obco.Niech cię Bóg przed tym chroni! . żeby nosił imię ojca… . że jako Ariel urodziłem się do cierpienia. Isaku. gdzie się urodziłeś. czy przybyłeś tu z innego kraju? . Smak łez. gdyż Jon nie chce. przypomnę sobie.przelotnie pomyślał Jon. gdy mówiono. Ariel uśmiechnął się nagle po dawnemu. jesteś obcy. kąciki ust bezwiednie mu opadły i wydał się starszy niż dotąd. Po słowach Ezry już wiem.Zdziwisz się. miałoby być coś złego? . Stary czarownik miał rację. Gaju. . gdyż imię określa przyszłe życie człowieka. jaki mają zapach i smak. On w gruncie rzeczy nie pyta o to. Tu ich przyjęto.zezłościł się Jon. nie z obcej. Wielu naszych braci będzie sądzić podobnie. To były łzy mojej matki. powiedz nam szczerze. Nim tu osiedli. I jestem z tej ziemi.Co to znaczy. wędrownych ptaków. a w żadnym nie życzono sobie ich obecności. Tu przyszedłem na świat. a on tego nawet nie poczuł.Ezra mówi.zawołał Isak. gdyż nie wystarczy. a nie odpowiedzi.Przybyła Królowa Śniegu.Wiara. Isaku. . w kraju Jona i Gai. ale urodziłem się właśnie tu.ciągnął ze smutkiem Isak. zapomniałem.Co złego znajdujesz w imieniu Ariel? . Ezra mi to przypomniał. że Ariel mógłby przybyć z innej ziemi. skąpo i z goryczą. tułali się po różnych krajach i miastach. przysłuchując się tej wymianie zdań. To dobrze. szukając potwierdzenia. Do świątyni przybyli kiedyś goście z Dalekiego Kraju i oni też byli obcy! Nie urodzili się tutaj i z trudem mówili naszą mową! Czego zatem chce Ezra? Ariel milczał. wieszcząc. czy to prawda.Będąc Błaznem. gdzie wciąż toczyły się jakieś wojny. narodziwszy się po raz wtóry. . z krajów gorących. Teraz je odgrzebię. Nie narażaj swego syna na złą dolę. że jego imię brzmi obco? I czemu w tym. To moi rodzice przywędrowali z daleka. gdy wypędzano nas z kolejnych miejsc. ironicznie. Wreszcie powiedział: . jak Błazen. iż jesteśmy obcy i nigdzie nie mogliśmy znaleźć bezpiecznego domu… 141 . Podobno świadczy o tym twoje imię . Pyta. oziębiła jego serce. Zmarszczył brwi. że wierzysz w innego Boga.

którzy by pokochali Boga Dobroci. . I wiecznej tułaczki. oddalonym od świata. . Wędrując razem z tobą.Być może są bezpieczne na krótko.Tak. Muszą być . Na razie nic. jak sądzisz. jakie powieją. a trawa bardziej zielona.szepnął wreszcie Isak. Ale dziś urodziłem się na nowo.Ezra nic ci nie zrobi. nie usłyszysz krzyku torturowanych ludzi. Uśmiechnął się słabo. pokiwał głową i opuścił ich dom. . Wiecznie się tułać. śpiew ptaków bardziej melodyjny. Milcząc. Skąd mam wiedzieć. Tu powrócę u kresu swojej Drogi. Być może wszystko będzie dobrze.rzekł Ariel. Bałem się wrogów moich rodziców. czy nie nadejdzie czas. a jest go tak bardzo ciekawa. Przynajmniej dla mnie. Wam tego nie radzę.Są bezpieczne miejsca. unikniesz wojen. Ta Wioska niedługo przestanie być miejscem zagubionym w Puszczy. I to wcale nie będzie tak złe.Nie ma takich miejsc. Także Ezry .szepnął Ariel. Gaja położyła dłoń na jego smagłej ręce. w Puszczy. zmarszczoną dłoń. Kiedyś w tym dzikim i pięknym kraju ludzie w długich sukniach szukali tylko chętnych. bo śmiech rozbraja wrogów . ale są. Gdy w porę powędrujesz dalej. Gdy przemierzasz świat. . jej mąż nachylił się ku przyjacielowi i szepnął: . jak śnieg wielkimi. . Wiem o tym. Będziecie zatem wędrować. a zachody słońca za każdym razem inne. a sami opuścicie to miejsce. rodząc się po raz wtóry. jak wiesz. Arielu.Dlatego włożyłeś strój Błazna . Bałem się wygnania. Chciałbym na zawsze zostać tu. Ale to zależy od wiatrów. bezpiecznym. przenosząc się tam. . wciąż zmieniając miejsca pobytu. lecz z przekonaniem Jon. otrzymasz znak… otóż pewnego dnia powierzycie mego syna kapłanowi imieniem Ezra. Ezra tego nie wymyślił. Ja. . I tu zostanę. on mi to tylko przypomniał. patrzyli na siebie. Powietrze jest lżejsze i czystsze. którzy byliby także moimi wrogami. Stary Isak uśmiechnął się nagle drżącymi wargami i położył na wierzchu swą suchą.powiedział cicho. I jako nowo narodzony nie boję się niczego ani nikogo. Tę Puszczę 142 . choć nie wiem skąd i wolałbym go więcej nie oglądać. gdzie będzie bezpiecznie dla was obojga.Schroniłeś się w nim przed odrzuceniem. Dziś szukają heretyków. więc go nie winię . Zapomniałem o tym.szepnął Jon. Gaja pozna wielki świat. mokrymi płatami otula dach nad ich głową. ludzie wydają się lepsi. Gdy Gaja przygotowała posłanie dla Ariela w jego izdebce.Pewnego dnia… sam będziesz wiedział kiedy. ten świat znam. a w tej ciszy słyszeli. Jon przykrył ich dłonie swoją. a one bywają zmienne. a potem przeszła do wspólnej z Jonem izby.Zasłoniłeś się śmiechem. gdy zaczną szukać Arielów? ..dodała Gaja.

Wygoda . musi wypocząć! . Na razie przywołałem tylko słony smak łez. Jonie. . Muszę wydobyć z niepamięci wszystko. .Wypocząć… . miód od bartników. Wioska przybliży się do świata. spotkawszy Ariela w Wiosce.Nie będziesz miał ze mną żadnych kłopotów .oświadczył.Ja muszę myśleć. jak i mnie . szyderczy śmiech Błazna Ariel zmienił na nowy. a ostre noże dla mężczyzn. Masz rację.skomentowało Plemię.wkrótce wytną.Nauczanie maluczkich to zajęcie zbyt odpowiedzialne. Kupował barwiony len i utkaną wełnę od kobiet z Wioski.uśmiechnął się Jon. co dotyczy mojej rodziny. nie lubiłem rozdawać ich darmo. jak się poluje w Puszczy i jak wyprawia się skóry dzikich zwierząt. Ariel zaś zaczął gromadzić w niej to.zawołała Gaja z drugiej izby.Moi przodkowie mieli talent do handlu. sięgnąć do moich korzeni. . lecz przyjaciel sam znalazł sobie zatrudnienie. migdałów. Nazajutrz Ezra. przywoził z Miasta sól i kaszę.Znajdź sobie inne zajęcie. Sam zresztą sprzedawałem żarty. Krnąbrny. dziwnie brzmiący w jego uszach wiernopoddańczy ton. . lecz równocześnie przypominał słowa. przybyszu . czego potrzebowali na co dzień i od święta mieszkańcy Wsi. chcąc znaleźć Arielowi nowe zajęcie. być może wezmą cię za przyjaciela…” Jon. żelazne garnki. bezwiednie utożsamiając Cywilizację wyłącznie z wygodą. 143 . . jakimi ojciec pouczał matkę: “Między wrogami mów szeptem. ale przecież były tam też słodkie zapachy. . pora spać! Dla Ariela to także był ciężki dzień. manny… Opowiem ci kiedyś o nich. .powiedział młody kapłan.dokończył półgłosem i zamknął drzwi swojej izdebki. bo zapewne nigdy ich nie widziałeś i nie zaznałeś takiej słodyczy. gdy ujrzał ten pierwszy w Puszczy kram z towarami. . świeże ryby od rybaków. Wkrótce przy jednej z wioskowych dróg stanęła drewniana buda. Mam pomysł na zajęcie. Może wieczna wędrówka to dobry sposób na ich szukanie. futra od myśliwych.Jonie.przyrzekł Ariel kornym głosem. Z głębokich mroków swej pamięci wydobył dawno zapomniany ton głosu swego ojca. gliniane naczynia. by można je było powierzyć obcym. zaofiarował się nauczyć go. spojrzał na niego chłodno i podziękował za pomoc w nauczaniu dzieci. . które przyniesie korzyści zarówno Plemieniu. Brzydził go. świat nie ze wszystkim jest zły . zdobne paciorki i wstążki dla dziewcząt. wytykających mu obcość. rodzynków. o których zapomniałem.Cywilizacja . jakim przemawiał do wielmożów.uśmiechnął się Ariel. albo odwrotnie: świat zbliży się do niej i ją pochłonie.

że wierni wolą widzieć siłę i moc tam.Myślałem. . Jon udał się zatem do szamana. jak zwierzęce i ludzkie czaszki leżące u zbiegu Kamiennych Dróg. gdy odwiedził świątynię. To właśnie stary kapłan.Ktoś umiera. Na śniegu zauważył tylko ślady drobnych stóp Gai. że starzec wie. który bez oporu przyjął ów cenny prezent i przystroił ołtarz w świątyni.odparł pytaniem na pytanie stary czarownik. niż taki wystrojony stół .pomyślał nie bez racji Ezra. Czepiał się nawet nikłej szansy.Czy naprawdę muszę wyruszać? Czy jest to jeszcze potrzebne? . a wdzięczność ma najkrótszą pamięć ze wszystkich ludzkich uczuć . Ale dłużej nie można było zwlekać. gdzie kapie od złota. Ogień rozpalali mu Jon na zmianę z Arielem. ktoś się rodzi. gdy pewnego dnia Ariel przywiózł z Miasta belę pięknej koronki i ofiarował ją młodemu kapłanowi. . że Bóg Dobroci wolałby za ołtarz polny kamień. . iż pod dotknięciem rozsypałaby się w pył.Można porzucić konającego i odejść. choć z drugiego brzegu Rzeki nikt już nie wołał w mroźne noce. lecz że nie miał kto go podtrzymywać. 144 . ciesz się . więc szybko wygasał.spytał z nadzieją Jon. zwłaszcza że śnieg zasypał wszystkie ścieżki i Jon brnął nad Rzekę poprzez wielkie zaspy. Isak spojrzał mu w oczy i młody człowiek pojął. . Jego pergaminowa twarz sprawiała wrażenie tak drobnej i kruchej. która co dzień nosiła szamanowi gorący posiłek. Przestali się bać.szepnął Jon z bólem.odparł szaman. czy jeszcze żyje.powiedział mu Isak. Jon odruchowo dotknął malutkiego skórzanego woreczka na swojej szyi.Mój syn powinien narodzić się za kilka dni .Nie jest winą Boga ani jego kapłanów.spytał niespokojnie pewnego dnia. a tym razem zwlekam ponad miarę .pomyślał Jon. Starzec leżał w łożu. że Jonowi wydało się. czy już umarł? . przypomniał Jonowi. spotykając Jona w świątynnym ogrodzie. dla którego Jon opóźnia ruszenie w ostatnią Drogę.Chytrość . . niż gdzie mech otula polne kamienie .Nigdzie się już nie wybierasz? .wyznał kapłanowi. nie szaman. przykryty futrami. nie sprawdziwszy.Zawsze z tym zwlekałem. Nikt z Plemienia nie odgarnął tej zimy śniegu od namiotu starca. w którym wciąż szeleściło ziele serdecznika niepospolitego.zastanawiał się głośno Jon. choć jeszcze zeszłego roku ludzie chętnie go odwiedzali.. że pora mu ruszać. . . Czarownik nie opuszczał już namiotu. . że zna powód.

choć teraz zrozpaczoną kobietą.Chciałem go zobaczyć choćby przez chwilę lub przynajmniej usłyszeć pierwszy krzyk . Gaja nie chciała pożegnań. a przede wszystkim wiecznie młody. ze zdumieniem słysząc w swoim głosie rozpaczliwy żal.a w ich pamięci pozostanie on mocniejszy. l Jon zrozumiał. w kompletnych ciemnościach czuwa Gaja.powiedział Jon.powtórzył starzec z naciskiem. Usłyszysz głos swego nowo narodzonego syna. 145 . Na niebie lśnił chłodny. Oby starość dopadła ich w ciepłym i bezpiecznym kraju. Dopilnuję tego. I Jon pojął. że nie trzeba już błagać umarłych i umierających. w które do utraty tchu uderzali mężczyźni z Plemienia w najdłuższą noc roku dla przebłagania starych bogów. bardziej wrażliwy. Gdy podjął decyzję. nie do rozpaczy. że za jego plecami. lecz Ariel wciąż słyszał jego kroki. Nie żegnali się w jakiś szczególny sposób. jakie na niego spadły. które odwiedzać będą razem z tą piękną. coraz szybsze bicie plemiennych bębnów. gdzie widział rozsłonecznione dalekie kraje i coraz to nowe miejsca.gdy do niej wchodził . Jon już dawno opuścił dom. w którym rozkwitnie ich pamięć. Lecz rytuał ten także został już zarzucony przez mieszkańców Wioski. Jon mimo to zabierał w Drogę ciepło jej ciała i pośpieszny rytm serca swojego syna. dlaczego Jon ściągnął go tu z Miasta. Bała się ich.. Jonie . gdy Gaja posiwieje. jaki usłyszy. Wyczuli. I nagle przypomniał sobie swój płacz koło ogromnej Świątyni Świątyń. W swojej izdebce leżał Ariel. marzył Ariel.w raptownym błysku pamięci . że jest go tak wiele i że brzemię żalu może być tak ciężkie. Będzie młody nawet wówczas. zamiast cieszyć. obejmując dłońmi swój wypukły brzuch i nasłuchując do ostatniej chwili skrzypiących po zlodowaciałym śniegu kroków oddalającego się męża. Ten rytm przypomniał mu nagle szybkie. A zatem ciesz się. Woda w Rzece . nagle . Jon wiedział. Jon wszystko przewidział.była lodowato zimna. otwartymi oczami wpatrując się w ciemne. jedwabistą skórą brzucha żony. obojętny księżyc. słuchając cichnących kroków Jona. To chyba naturalna kolej rzeczy . Ariel wiedział też. ujrzał przed oczami jaskrawozielone palmy. powód tego płaczu . .zaczął szaman po boleśnie długim namyśle. a na twarzy poczuł gorący oddech Pustyni. rozumniejszy. Poza powtórnymi narodzinami niegdysiejszego Błazna. lecz nieuchronna Droga to dwa wyróżnienia. Arielowi zaś wypadną włosy i zęby. Nawet nie zdawał sobie sprawy.przypomniał sobie swoją przedostatnią Drogę i choć wokół było mroźno i biało od śniegu. a przywilej jest jak korona cierniowa zamiast laurowego liścia. powód do chwały. że właśnie płacz będzie ostatnim dźwiękiem.Obiecuję ci tylko jedno … . wyczuwalny pod naciągniętą. że w tej wiecznej tułaczce oboje z Gają wciąż będą przywoływać Jona . drewniane belki sufitu.i wiedział już. że narodziny syna i nie chciana. że chwała leży czasem kamieniem na piersi. Ariel już wiedział.pomyślał.

Mroczny. Jego krew też przypominała żywicę. lecz pradawną. że jej nie posiada . zakwitną pierwsze kwiaty. który zawsze wyraźnie prezentował swą płeć. Za to Bezimienny . aby Jon w swej ostatniej wędrówce miał łatwy dostęp do Boga. gładko obrobionych głazów. Jon stał na ramionach posągu. że Jon pojął. w parę zaś lat później nikt nawet nie będzie pamiętał.Wybacz… . Wśród oślepiającej jasności śnieżnego puchu Droga jawiła się jak wymieciona i Jon w świetle księżyca doskonale widział jej szczerby. Może jednak Światowid całkiem nie po męsku płacze? Płacze. którą zwyciężała Cywilizacja. jak przystało na Boga. który zabrzmiał na tyle groźnie. lecz pragnął umierać. Światowidzie… . więc nikt nie dowiedział się. Wyszczerbiony kamień nadal krwawił. dziury. do którego pragnie się udać.GRDBGHWGWZ . stawiając czoło śmierci i oglądając do końca światy. w które patrzy Światowid i wybrać ten.odpowiedział Bezimienny dudniącym głosem. (Szaman obudził się w namiocie. Ran przybyło. udaje. Bez zdziwienia dostrzegł. a potem wyszeptał: Masz rację. Bezimienny już nie dyktował warunków. iż stary Bóg wytęża resztki swych słabnących sił (tak jak trafiony strzałą jeleń przed ostatecznym upadkiem). monstrualny posąg pośród otaczającej go bieli wydawał się większy niż ostatnio. które w świetle księżyca lśniły jak krople żywicy. niż opisują w księgach… . Większość Bogów wstydzi się płci.powtórzył Bezimienny. że tym razem może spojrzeć we wszystkie światy. jakby Królowa Śniegu osobiście zadbała o to.Puszysta. bo to była konieczność. czy stary czarownik zrozumiał przed śmiercią mowę starego Boga. młody dąb wychyli jasny. królującą na potężnych obszarach Ziemi. Bezimienny umierał z otwartymi oczami. Nie tą kaleką Puszczą. Dawna lśniąca gładź bezpowrotnie przepadła i było pewne. bo oczami wyobraźni wciąż spogląda w 146 . wspinając się po wyszczerbieniach posągu. nieodgadnionych w wyrazie oczu. nie dopuszczającą zwiastunów Cywilizacji. była lepka i pachniała Puszczą. Dopiero gdy Jon się do Niego zbliżył. słabo się uśmiechnął. .GRBDGHWGWZ . które opuszczał. a echo poniosło ten dźwięk w Puszczę. czy tylko tak mu się zdawało). chłodna biel pokrywała Puszczę prócz Kamiennej Drogi. W zagłębieniach pod oczami posągu błyszczała woda niczym łzy. pęknięcia. a raczej na szczątkach tego.wymamrotał Jon. nawet jeśli Cywilizacja okaże się być mniej piękna. . Tego potrzebowali ludzie. że wiosną w tych szparach zazieleni się trawa. pogodził się ze swoją śmiercią. świeży czubek. stwierdził.teraz spoglądał w cztery strony świata wszystkimi parami szeroko otwartych. że kiedykolwiek biegł tędy uczęszczany trakt.pomyślał Jon.ale nikt jego słów nie usłyszał. że to złudzenie. Wybacz mi.wcześniej zakrywający spojrzenie wpółprzymkniętymi powiekami . co zostało z tych potężnych niegdyś.

. na własną rękę i Jon musi go powstrzymać. innym razem nienawiści). . Więc płacze nie tylko dlatego. będzie czynić zło na oślep. . to ludzie z Plemienia Jona i z innych Plemion wymyślili. jak mi Cię żal… *** . A bez niej świat stanąłby w miejscu. których nie rozgrzeje miłość. miałoby być lepsze od tego. Ale Chłopiec z soplem lodu zamiast serca nie może się dłużej męczyć. .Nie wiedziałem. co było? I wtedy i dziś i za setki lat ludzie będą zabijać ludzi. gdy Kamiennymi Drogami wędrowało do Niego tysiące pielgrzymów. raz ucząc miłości. że skończył się Jego czas. do którego ze światów ma wrócić i po co. We wszystkich światach. Niegdysiejsze bóstwa zagradzały jej drogę. wypuszczając z ręki szklankę z kawą. jak ziele serdecznika niepospolitego szeleści w woreczku na szyi. 147 .krzyczy gniewnie asystent Jona. Już sprzątam… Pan doktor ma jeszcze jakieś operacje. jednoczyli kraje i państwa skłócone do tej pory różnymi imionami swych świętości i torowali drogę Cywilizacji.Dlaczego to. CYWILIZACJA. czy ta była ostatnia? .Ostatnia . Jon czuje. Wszędzie. płacze. zimnej bieli: . a czasem z ludzi? Płacze. Były jak wielkie. już go nie potrzebuje. a ciemnobrązowy płyn chlapie na posadzkę i na zielone fartuchy obu lekarzy. ona będzie wciąż potrzebna.O. że Światowid jej potrzebuje. Czasach.mówi Jon. Był tylko narzędziem i Ten. Tak.Cywilizacja. Więc po co zmieniać wiarę w Bogów. O każdej porze.Zwyciężyłeś z tyloma bóstwami i Bogami. skoro ludzie nie stają się od tego lepsi…? .O Jezu…! .mamrocze młody człowiek do Jona.czas. .myśli Jon i zaraz sam sobie odpowiada: . który go takim uczynił (z bezwiedną pomocą Jona). gdyż ludzie tego od Niego oczekiwali. Chłopiec. Ludzie w długich sukniach. głosząc chwałę jedynego Boga (w tak różny sposób. choć nigdy takim nie chciał być. Królowa Śniegu wkrótce przestanie służyć swemu umierającemu przyjacielowi. Człowieku. ale przegrałeś z ludźmi. uniemożliwiające dostęp do Świata Wiedzy. Człowieku… .Wyjdę się przewietrzyć. . bo to nie on żądał krwi. gdyż bezmyślnego zła jest zbyt wiele.Nie był okrutny. Czy o takie zwycięstwo Ci szło? O. To ludzie deprawują Bogów . czując się odrzucony. oddając Mu cześć i składając ofiary ze zwierząt.Przepraszam .mówi Jon głośno i równie głośno zastanawia się wśród tej śnieżnej. że to wrzątek. omszałe głazy. bo umiera jako Bóg okrutny. co przyszło.myśli Jon z bólem. lecz zgodził się takim zostać. że umiera. Szkło rozpryskuje się na podłodze lekarskiej dyżurki. gdyż władcom światów zawsze będą potrzebni ludzie o chłodnych umysłach i sercach. choć zapewne znajdzie nowych sojuszników. Już wie.

on znowu… . przypadkowo. łamał gałąź rozkwitającego drzewa.który zabijając. niewiele wiemy o jego dawnych związkach rodzinnych” . ma na oku konkretny cel: sprawdzenie swej doskonałości. wartości. lecz Jon wstrzymuje jego rękę. trudny do zapomnienia”. Młodociany zabójca nie pasuje do żadnego schematu kryminalnych kronik: nie jest typowym seryjnym zabójcą .informuje policja. szyderczy. 148 . tak jakby kopał psa.Chcę ją przejrzeć . że zabija. “Zabija tak. . tylko przystanek pomiędzy pracą a… A czym? Asystent odwija rolkę papierowych ręczników i usiłuje usunąć skutki swego niedbalstwa.ucina sucho Jon. bo lubi to robić” . Chłopiec zabija od niechcenia. Niestety. Chłopiec zabił już wielu ludzi.Asystent patrzy zdziwiony. który rzadko opuszcza szpital. zasady. aby było wiadomo. Jakby nie miał domu.Zawsze są jacyś świadkowie. Nie jest zwykłym psychopatą . . Nie. Asystent sięga po gazetę leżącą na biurku. Doktor Jon ma opinię człowieka. że nie podoba mu się świat. kobiety i mężczyzn.Jeszcze pan nie czytał? A ten Chłopiec… Pana dawny pacjent. którzy go widzieli i mogą bez trudu opisać jego chudą.gdyż ci wybierają ofiary według pewnego klucza.napisał socjolog w gazetowym komentarzu. bo chce pokazać społeczeństwu. że za nic ma jego normy. młodzieńczą twarz.gdyż tacy urządzają krwawą jatkę na ulicy. niechlujnie. ciemny płyn lepi się do jego fartucha i rąk. które po zajęciach w college’u odłączyły się od koleżanek i zboczyły w ustronną alejkę w parku. można by go podejrzewać o kompleks ojca. którzy słyszeli jego śmiech . Zabija staruszków. zabijanie kobiet świadczyłoby o nienawiści do matki. mimochodem. przesiąka na wylot przez cienką warstwę papieru. rysował gwoździem karoserię auta.Wiem .mówi.Zabija. wie pan. “Gdyby zabijał mężczyzn. w supermarkecie lub u kogoś w domu. Byli też tacy. Ofiary dobiera bez celu i motywu. że to on ..stwierdziła telewizyjna dziennikarka. . wracających po zmroku do domu. Nie jest przestępcą doskonałym . cytując opinię biegłych psychologów. ich trasa bowiem przypadkiem zbiegła się z drogą Chłopca. . nie ma w tym żadnej prawidłowości i sensu. Słodki. “Zabija. dzieci i ludzi w sile wieku. wyniszczoną. Zabija beztroskie dziewczęta. Zabija spokojnych urzędników. w którym żyje i wyraża w ten sposób swój protest” .głośny. jakby ważne było tylko to.oznajmiła pani psycholog z komendy policji.

dziwi się lekarz. “Chwilami mam odczucie. radio czy telewizja nie przynosiły nowych wieści o Chłopcu: że przedwczoraj znowu zabił. wycierając ze złością biurko. Doktor Jon słynie z zadawania dziwnych pytań. Podchodzi do umywalki.Nie wciąż. żeby jeszcze raz przemyć ręce.oświadcza Jon.krzyczy z nienawiścią wobec materii. .odpowiada pytaniem asystent. kopiąc w bok papierowy ręcznik i rozglądając się za jakąś ścierką lub gąbką. ale i siebie” . panie doktorze? . aby jakaś gazeta. .Że jak? Nie rozumiem .Pytam. . Prawie nie ma dnia.powiedziała w telewizji zapytana o zdanie gospodyni domowa. w której przechowywane są wysterylizowane narzędzia.pyta nagle Jon. którą czyta po raz drugi. co robi. która stawia mu opór.Idę . gdy jestem naprawdę wściekły . gdy ich coś zirytuje lub zdarzy się im coś przykrego! Chyba lepiej. jak on przeklina. że świadomie zostawia ślady. że bierze na siebie zbyt wiele trudnych operacji i na ogół jest przemęczony. tylko wtedy.“Tak śmieje się ktoś. Jak Piłat. która była przypadkowym świadkiem kolejnego mordu. wczoraj widziano go w pobliżu szpitalnego budynku. Brzmi bardziej elegancko. . I czemu męczę tego asystenta głupimi pytaniami o zwykłe potoczne powiedzonko? Moje pytanie zabrzmiało jak wyrzut. kurwa!”. zdejmując zielony chirurgiczny fartuch splamiony w paru miejscach kawą. zbyt mocno posłodzonej kawy. . czeka na świadków. Jon podnosi głowę znad gazety. Dlaczego? Co mnie obchodzi. Bo on ma dość nie tylko tego.Co? . dlaczego wciąż powtarza pan “O Jezu”. więc pewnie jutro… . gdy rozbije 149 . (Skąd przyszedł mi do głowy Piłat? .o.Co mówię.O Jezu… . że wszyscy ludzie po kilka lub kilkanaście razy na dzień mówią “O Jezu”.Dlaczego pan to mówi? . głupi nawyk chirurga . niż gdyby mówili . a dziś dał sobie spokój. czasem bez potrzeby. Przecież to normalne. Teraz lepią się też ręce młodego człowieka i przypadkowo dotyka nimi szafki.mycie rąk po wielokroć w ciągu dnia. które lepi się od rozlanej..zasugerowała pani pedagog z poradni dla nieletnich.odpowiada nieszczególnie zdziwiony asystent. których jednak nie ma. . aby go schwytano i położono kres jego działalności.O Jezu… -jęknął ponownie asystent Jona. może dlatego. a w paru innych krwią. komu nie jest wesoło” . że on chce. . wciąż walcząc ze skutkami upuszczenia szklanki.O Jezu! .dziwi się asystent.

że Chłopiec wie.poprawia go Jon. ta z kardiochirurgu… ona mówi. ale asystent nie zrażony ciągnie: . choć nikt nie wie o co. . Odruchowo sięga ręką ku szyi i gdy jego dłoń trafia na mały skórzany woreczek.raptem dwie ulice dalej . a nie Jon.Przecież policja dała panu ochronę! Chodzi za panem dwóch detektywów w cywilu! Tak. czując zarazem nieodparty przymus. wciąż robi wrażenie .…Chłopiec . Chłopiec.…gdy ten Chłopiec . Pewnie rozbił następną szklankę.A jednak siostra przełożona.stwierdza sucho Jon. Właściwie dlaczego go szukam? . wie pan. jak asystent wściekle wrzeszczy: O Jezu…! . ostatni raz słyszy. Gdy zamyka za sobą drzwi lekarskiego gabinetu. Jon pewnego dnia zdjął z półki encyklopedię 150 . zaszczurzone podwórko. że krew indywidualnego człowieka. krojonego na szpitalnym stole. przekradając się przez podwórko.i prawie równocześnie rozlega się charakterystyczne brzęknięcie. by iść dalej. I właśnie tu Jon idzie szukać Chłopca. zirytowany. Szczury mają tu blisko ze swych siedzib. Młodym ludziom.dziwi się Jon.Musi pan uważać . zawsze trzęsą się ręce. Jon kręci głową.myśli Jon. patrzy na niego z jakiegoś mrocznego zaułka i śmieje się bezgłośnie na myśl.szklankę. Dziwne ziele. także blisko bowiem . że ten Chłopiec chce pana zabić. zaraz po studiach. .morderca był naszym pacjentem.a krew tysięcy ludzi.Bzdura . wszystkim jest obojętna. szeleści zeschłe ziele. chodzi za nim dwóch detektywów w cywilu i właśnie dlatego Jon musi znowu wymykać się tylnym wyjściem. przez szpitalną kuchnię i obrzydliwe. Ciekawe.stwierdza życzliwie asystent. . gdy asystują przy pierwszych w życiu operacjach. że cały czas jest gdzieś w pobliżu. że gdy morderca… . potknie się na schodach. . W woreczku. hektolitry działają znieczulająco . skrytym na piersi. Szczury przyciąga tu zapach skrwawionych bandaży i resztki ze szpitalnej kuchni. Szuka go bezskutecznie co dzień. zabijanych w coraz to nowych wojnach. miał do pana jakieś pretensje. drzwi przytrzasną mu palce lub rzuci go dziewczyna?). Ma wrażenie. prawie od razu spływa na niego spokój. . od wielu miesięcy.Chyba pan wie. że to jednak on. iż on go szuka. wyznaczy porę spotkania. Krople krwi przerażają.zaczyna się dzielnica biedoty.

czy też nie. Na tej cienkiej granicy pomiędzy zamożnością a nędzą. niepomni. a świetliste żyrandole i wytworne lampy nie wiedzieć kiedy stają się gołą żarówką. przeszkloną witryną sklepu ze sprzętem audio-wideo. 151 . . na magię i szamanów oraz na talizmany. PRZECENA . Na ziemi bezpieczniej. Ale Bóg milczy.przyrodniczą i usiłował odnaleźć gatunek. by za darmo znaleźć rozrywkę. którzy spóźnili się do domu i nędzarze z pobliża. Szukał. jak zwykle stoją ludzie. grupę. Dotychczasowe świętości? Ludzkie życie? Wojny? Czy telewizory? . lecz w chwilach niepewności bezwiednie dotyka go ręką.…w powietrzu zderzyły się dwa wielkie samoloty pasażerskie. odpowiedzi lub bezpieczeństwa. a plemiona walczą. który zamieszkują obok siebie wyznawcy Jehowy i Allacha. czy powinni wkroczyć w ten konflikt. trwa już za długo i wszystkim się znudziła. To pierwsza wiadomość dnia. skąd wziął się na jego szyi ów woreczek. wyrzynając wzajem mężczyzn. a w części poddany wielu Bogom o różnych imionach.głoszą skośne napisy na plakatach naklejonych wprost na szyby sklepu. Inni obserwatorzy. co kryje w sobie woreczek. że Bóg jest po ich stronie. tocząca się w samym środku wielkiego. Oba plemiona wierzą. Co przeceniono? . gdyż nie mógł sobie przypomnieć. Dziś. cywilizowanego kontynentu. Na co najmniej stu telewizorach widać ten sam serwis informacyjny. Gdzieś pośrodku serwisu informacyjnego spikerka ze znużeniem informuje o strzałach. kobiety. przed wielką. z paru setek Kościołów i z parunastu tysięcy sekt . rodzaj. zginęło 804 ludzi”. Oglądają go przypadkowi przechodnie. które znowu rozległy się na wzgórzach w kraju. Na ostatnim miejscu podano informację o bombach podkładanych sobie nawzajem przez wyznawców tego samego Boga. Inna wojna.mówi za nim z charakterystycznym świstem palacza jakiś starszy mężczyzna. przychodzący. choćby na chwilę. że nie pamięta. na czary i czarowników. Jon zmierza w stronę dzielnicy nędzy. matowieją błyszczące szyby okien. Szkoda. I zawsze znajduje spokój. Wszak wraca moda na cuda i cudotwórców.. że gdy winę za obraz świata można rozłożyć także na Boskie Istoty. jakby szukał w nim oparcia. Jon wciąż nie wie. którą od miesięcy toczą ze sobą dwa afrykańskie plemiona. Więc zapewne jest to wyjątkowo skuteczny talizman.Dobrze. człowiek wydaje się lepszy.zastanawia się Jon.woreczek najpewniej kryje jakiś pogański talizman. obserwatorzy zaś. z których jedni zwą Boga Allachem. Imię Boga nie pada w żadnej z informacji. ale Jon wie. dzieci i starców. gdy świat stał się w części bezbożny. Tu wyrzynają się ludzie. kto mu go dał. Eleganckie domy szybko znikają. jest dopiero na szóstym miejscu. wierzący w Nic. zastanawiają się.i nic nie znalazł. . że nie muszę podróżować samolotami.O Jezu… . Jezdnie zaczynają butwieć od śmieci. że każda z nich jest Nim podszyta. będący wyznawcami Chrystusa. uśmiechają się z wyższością. choć ofiar jest o wiele mniej niż na wojnie. z których pochodzi roślina . drudzy zaś przywołują Go Imieniem Jezusa. kto mu go zawiesił? W średniowieczu w takich woreczkach przechowywano relikwie.

. a Jon milczy. nowoczesnych i przejętych swą rolą psychoterapeutek?).O czym myślisz? . I ciebie. . .mówi Dziewczyna. by wytrzymać jej błysk. dając do zrozumienia. Jonie. Zagłębia się teraz w mrok wąskich.lecz znalazł ją zbyt późno. . by zasilić Wszechświat kosmicznym pyłem. kim ona jest. we wszystkich wyprawach. Wierzy. o jakiej marzyli dwaj starcy w twojej Wiosce. dał mu choć pamięć i świadomość! Ale On chyba chciał.Znowu go szukasz i znowu wierzysz.słyszy Jon znajomy głos i nawet nie patrząc. Prawda zawsze oślepia. . też nie przeraża Cywilizacja. że wie. bolesnym przebłysku rozpoznaje ją. źle oświetlonych zaułków. mylili się. Czuje się teraz jak człowiek. Jednak skoro świat wciąż istnieje. 152 . jak i w obszarach trudnej do opisania. wierząc ludziom. że go znajdziesz . Jon spogląda na tę bardziej chłopięcą niż kobiecą główkę . lecz ludzie.To właśnie jest Cywilizacja. ale to jest Cywilizacja. . a jej włosy wyglądają tak.pyta ostrzyżona na jeża jego towarzyszka. że idzie koło niego Dziewczyna ze szpitala.pyta Jon.Mam rację? . jakby ktoś przyciął je nieudolnie sierpem.stwierdza Dziewczyna.dopytuje się natrętnie. Czasem przetoczy się tędy jakiś pijak.Ależ nie. że pomaga mu szukać Chłopca zarówno w eleganckich dzielnicach. kim ona jest (studentką medycyny? stażystką w szpitalu? a może jedną z tych młodziutkich.Tak . a nie fryzjerskimi nożycami. Towarzyszy mu od dawna. skoro nie ginie w jednym. Jon milczy. Gdyby Ten.mówi Jon i idzie szybciej. odnajdując też siebie. .pyta Jon Dziewczynę. . aby Jon błądził… . Nie jest to wprawdzie Cywilizacja Miłości. zdumiewająco jaskrawym rozbłysku. który go na nią wysłał. lecz wie. wie. że kilkaset kilometrów dalej jest piękniej niż tu. odnalazł Drogę . Droga właśnie się kończy.Ale wolałbyś to odwlec .Więc oni obaj się mylili. którzy ją współtworzą.Czy za taki świat płonęłaś żywcem na stosie? .Muszę go znaleźć .i w nagłym. niemożliwej do zrozumienia nędzy. zapłacze mu się pod nogami chudy kundel z sierścią wyżartą przez świerzb.Dla takiego świata Bezimienny musiał ustąpić miejsca innemu Bogu? Czy za taki świat cierpiał Człowiek? Czy to w ogóle jest jeszcze Cywilizacja? . Prawda rozjarza mu się w mózgu i musi przymknąć oczy. zaczepi go prostytutka o steranej twarzy. Jon nie wie. wierząc tak żarliwie swoim Bogom? . który błądząc długo po Puszczy. Jonie. gdyż naprawdę chciałby podróżować.

I Oni rzeczywiście kiedyś przyjdą? . Potęga tego uczucia wstrząsa Jonem. czy tylko dwa tysiące. gdzie wschodzi słońce. że niektóre z tych Boskich Istot to Czwórjedność. który rozwiąże ich wszystkie problemy. Wśród zstępujących Boskich Istot Jon widzi gigantyczną. I Jon słyszy płacz ludzi. czy było to dziesięć tysięcy lat temu. co ma powiedzieć staremu umierającemu Bogowi. iż ci wszyscy Bogowie . Ormuzd z Babilonii. by podziękować ludziom za to. . Wierzą w pierwsze nadejście Mesjasza. Mitra z Persji. ogromny zastęp? Zstąpi do ludzi Pierzasty Wąż Wirakocza zza zachodniego Oceanu i Wisznu z gorącej ziemi. I Jon już wie. w jakich kiedykolwiek ludzie wierzyli przez tysiące lat. Thora. gdy zstąpią Bogowie. Blask bije od nich ogromny i jest to blask uczucia. Więc nie umiera na próżno. Jon nie wątpi. przybędzie Zeus z Olimpu wraz z małżonką i słoneczny Bóg Ra z doliny Nilu. a tylko nieliczni umieli połączyć jedno z drugim. sfruwają z Powietrza. 153 . że ich zawiedli. wychodzą z Podziemi. Światowid. Zjawią się. wynurzają się z Wód. ale Początkiem. Peruna i dziesiątków innych. Priapa. Jonie . Jon wie także.wówczas oddadzą ludziom ich miłość. porzucony i zapomniany. w którego agonii bierze udział: że przyjdzie taki dzień. mimo że niektórych Bogów stwarzała miłość. z Podziemi i z Wód. widzi ICH WSZYSTKICH. Nieprzebrane zastępy Bogów. Bo oni wierzą.bardzo starzy. innych nienawiść lub strach.uśmiecha się Dziewczyna. aby móc odwiedzić ludzi. A gdy powstaną i zstąpią . iż powołali ich do życia swą wiarą i przeproszą ludzi. że nigdy nie byli oni bałwanami. I tak narodzi się Cywilizacja Miłości. Lokiego. jakim Oni darzyli swych wyznawców. jakim darzyli ich niegdyś wierni. jak sądzisz. którzy późno odkryli Prawdę. w drugie przyjście Człowieka lub w objawienie się całkiem nieznanego Boga z Kosmosu. Jon milczy. skoro powoływali ich do życia ludzie. nowsi i całkiem nowi . jak zstępują z Nieba. aby świat był lepszy. I rozgrzesza ich wiara. gdyż wszyscy ONI mają moc wstawania z martwych. przybędą Bogowie i bóstwa ze wszystkich krańców Ziemi i Nieba. Jon bez zdziwienia widzi.zmartwychwstali. Jonie. że zagoiły się Jego kamienne rany tak jak zagoiły się bolesne rany wszystkich porzuconych przez ludzi Bogów: Jowisza. a będzie ich. A On. którą tak długo się żywili. choć przyzywany przez ludzi trzema lub czterema różnymi imionami. . Trójjedność lub Dwójjedność: jeden i ten sam Bóg.pyta Jon niecierpliwie. będzie wśród Nich. Jonie.widocznie ludzie nie są aż tak mało warci. w jakie przez setki lat wierzyły wasze Plemiona? I dołączą do nich wszyscy Bogowie. A zstąpienie na Ziemię owych niezliczonych zastępów Bogów nie będzie Sądem Ostatecznym. gdyż samo ich Boskie Istnienie nie wystarczyło.Kiedy to nastąpi? Kiedy Oni przyjdą? . kamienną sylwetkę Światowida i z ulgą stwierdza. Amona. porażony tą cudowną wizją i nawet nie zamykając oczu.Może wszyscy trzej…? A może będzie ich więcej? Może razem z nimi przybędzie także twój stary kamienny Światowid i wszystkie bóstwa.

. . mądra żona. iż tego doczekam .mówi Dziewczyna. którą z szumu drzew lub grania wiatru umiała odróżnić jego piękna.wie. strachu i radości. jego syn otwarł oczy i ujrzał blask świata. Jonie. a Jon to wie i ściska jej dłoń aż do bólu. I Jon płacze. kto się rodzi. .. tyle dzieci stało się dorosłymi . Wypełnia go miłość i czysta radość: jego syn wyszedł z łona Gai. . 154 . że tym razem jest on inny. kamiennego Boga .a świat wciąż nie staje się lepszy. . że Oni zejdą na Ziemię.Więc mimo wszystko warto żyć. Wrzask. może zmieniać swój świat na gorszy lub lepszy. po wielokroć. czy warto żyć w takim świecie? Czy warto się narodzić i przewędrować Drogę aż do jej kresu? Nagle Jon milknie. a może już jutro? Wiara.Jon opuszcza głowę. czy warta tego świata była tak długa agonia starego.i cierpienie Człowieka. nie wierzę. gdyż po raz pierwszy widzi jaskrawy blask świata zamiast łagodnego mroku łona matki. a ona mówi: . łapiąc pierwszy haust powietrza.To twój syn krzyknął. skoro aż tak ucieszyłeś się narodzinami syna. Płacze ze smutku. ściskając mocno.Twój syn przyszedł właśnie na swój świat . gdyż sam przechowuje podobne ziarnko w swoim woreczku.szepcze Jon z nadzieją. Wrzask. więc wierzysz. mimo że bywa udziałem większości mężczyzn na Ziemi. że ani on. Jon już wcześniej. jego syn krzyknął. Jonie .Może nigdy. a Jon wie. Ten niemowlęcy krzyk brzmi jak muzyka wędrownych ptaków. gdy do ludzi na Ziemi zstąpią Bogowie.powtarza Dziewczyna. słyszał podobny głos w szpitalu. Znowu ściska ją za rękę. ani jego syn nie doczekają dnia. . Ty pytasz.Wierzę. narodziło się tyle dzieci. .posępnieje Dziewczyna.Nie wiem . Jest to wrzask pełen bólu. Płacze. że minęło tyle setek lat. Tak krzyczy niemowlę tylko jeden raz w życiu: gdy przychodzi na świat.Każdy.powtarza z dumą i jest to rodzaj dumy nieporównywalny z żadnym innym. całkowicie niepowtarzalny i przeznaczony jedynie dla jego uszu. aż do bólu. I choć Jon tak wiele razy słyszał podobny wrzask niemowlęcia . Jon kiwa głową i czuje. Być może owoc tego trudu nie jest bardziej widoczny niż ziarnko piasku na Pustyni. nie składa się z odpowiedzi. w czasie którego dziecko łapie w wątłe płuca pierwszy haust powietrza. I dziecko boi się. jak po twarzy ściekają mu łzy.Ale nim Oni nadejdą. bo nie wie. rękę Dziewczyny: w pobliżu słychać gwałtowny wrzask niemowlęcia. gdyż wie. że jego syn przyszedł na świat. lecz z pytań. a zarazem cieszy ze swych narodzin.Mój syn .szepcze Dziewczyna. lecz nawet ziarnko wiele znaczy . że to prawda. Płacze z radości. Jonie.…i może zmienić go na lepszy . .

że czeka go podróż. ale Jon nadal go słyszy. który niósł się o świcie ponad łąkami. nad wschodami i zachodami słońca. A on chce stąd odlecieć . do synka.Ku swemu zdumieniu Jon widzi.Przemierzałam te ulice dla ciebie. nad zwykłą ludzką miłością. I nie chce 155 .kończy Dziewczyna i rozpływa się w mroku. …ryk włączonego nagle telewizora w pobliskim budynku przywraca ich rzeczywistości. Koło cmentarza. do Jona z Dziewczyną: . ma tylko jeden kierunek. “Pierdolisz…” . jaki miał kiedykolwiek. Jego obojętność i nieczułość na otoczenie są tak silne. Żadnych pytań. który unosi się nad tą dzielnicą. cudowna podróż. przez nich skazanych na śmierć.i wie dlaczego. Chłopiec zabija w różnych częściach miasta. Wszystko jest w księgach. ale mieszka w jednym miejscu. Ona płacze nad swymi nie narodzonymi dziećmi. schrypnięty alt właścicielki telewizora. gdzie jest Chłopiec . cieszy się nim. zwykłych czynności. . On tam jest. Jon nie chce. by wziął od ciebie ziele. Pierwszy krzyk nowo narodzonego syna już dawno umilkł. które dobiegają go zza nie domkniętych okien. że to niemożliwe. Droga. Jon idzie dalej. do Gai.Wiem. “Podpaski Always Plus Ultra. Żadnych wątpliwości. a nawet nad rykiem krów w Domremi. Przelotnie zastanawia się. gdzie spoczywa jego matka. Aby nakłonić go.stwierdza damski melodyjny głos na tle wesołej. Stary szaman spełnił swą obietnicę. gdyż wśród ludzi nie ma już dla niego miejsca. aby jego synek kiedykolwiek miał się zadręczać losami starych Bogów. a księgi zakazane dawno schowano lub spalono. Stary Bóg już nie walczy o przetrwanie. Teraz wychyla się ona przez okno na parterze i wrzeszczy w ciemność. Takiego zwykłego losu Jon życzy swemu narodzonemu synkowi. obrażanych mianem bałwanów. Jon myśli o swoim synu. której nie zaznała. odsuniętych w niebyt. Nie zwraca uwagi na śmieci. spoglądałam na zaułki ze wszystkich stron. choć nie jest to rzeczywistość żadnego z nich dwojga. wzbudzonych do życia przez ludzi. . powiesz. Nie czuje przenikliwego fetoru. nie nasłuchuje brutalnie szczerych rozmów. ale wie. lecz o szybką śmierć. tęskni do niego. patrzyłam na nie z lotu ptaka. który liczy właśnie dwadzieścia jeden minut życia. których nie zdążyła zobaczyć.odpowiada zniechęcony. że Dziewczyna płacze razem z nim . zboczone podglądacze!? Jon z Dziewczyną nikną w mroku.Czego się tu włóczycie. że odstraszają krążące wokół ludzkie cienie szukające okazji. najlepszy odlot. przypominając o głębokim sensie codziennych. Zawsze sucho i bezpiecznie” .mówi nagle Dziewczyna. jest złomowisko starych samochodów. które zalegają chodniki i jezdnię. rockowej muzyki. którą kroczy. czy nie mógłby zawrócić do Wioski.

nie wtrącając się do obyczajów jego lokatora. a złocone litery przypominają. piskliwie poszczekują szkieletowate psiaki.Chodź. Gęsta od utajonego życia dzielnica nędzy rozrzedza się. gdyż to ludzie powoływali ich do istnienia. pozbawionym ręki Pana. z niektórych wraków dobiega cichy płacz niemowląt.słyszy Jon głos Chłopca i przez chwilę zastanawia się. groby są ziemne. Z przeciwnej strony. paląc skręta. do kogo on mówi. szeleszczą papierzyska i szmaty. a Jon rozgląda się po wnętrzu wraka. Koszula na jego chudej piersi jest rozchełstana i nie kryje długiej. Trochę szmat i starych papierów. Więc Chłopiec jest u siebie. żeby poznać. kto tu spoczął i proszą o modlitwę lub pamięć. Wszystkie zaś zbędne narzędzia muszą być odłożone na swoje miejsce. taniego wina. Czekam na ciebie . gdzie wzdłuż żelaznego ogrodzenia idzie Jon. Jon nie potrzebuje Dziewczyny.myśli Jon ze zrozumieniem. widoczny jako biała. Jeśli miałem szansę odszukać Drogę. wątła mgiełka w słabym świetle świec. to właśnie ją straciłem. Prawdomówność bywa okrutniejsza od kłamstwa. citroenów. . Lecz gdy widzi chudą rękę. o istnieniu niektórych w ogóle zapomniano i ludzkie stopy wydeptały na nich gliniaste ścieżyny. a bardzo ludzkie. Wnętrze dżipa rozjaśnia mdłe światełko trzech świec. Włóczą się tu chude koty. Na przednim 156 . palonych petów. większość zapadła się. musi Mu pomóc. Ale tu.uśmiecha się Chłopiec leniwie. Z prawej strony ogrodzenia rozciąga się wielkie złomowisko starych samochodów. która wychyla się spod plandeki i przyzywa go. tam gdzie wiedzie do niego jasna. Dlatego płoną żywcem na stosach. W zdezelowanych. stoją obok siebie marmurowe lub kamienne pomniki. że sąsiedztwo nie jest zamieszkane. ale Bogowie zawsze mieli wszystkie wady i zalety ludzi.Wieśniaczki z Domremi nie umieją kłamać i nie stosują podstępów. zdaje sobie sprawę. wiodącej od obojczyka do pępka. szeroka ulica i kuta w żelazie brama. renaultów. że Chłopiec wie. że idę. nissanów. zamiast w porę uciec. zastępujące posłania. które zastępują lokatorowi kołdrę. Dziewczyna… . Po lewej stronie Jona leży rozległy miejski cmentarz. iż domem Chłopca jest pogruchotany dżip pośrodku złomowiska. Dwa ze zniszczonych siedzeń są rozłożone i leży na nich Chłopiec. że nawet ten cmentarz odbija naturę świata.Doktorek… . Jon już nie musi się zmagać ze Światowidem. audi. iż Jon nadchodzi. Jednym z nich. domów jest coraz mniej. bladej blizny. pogiętych. Ze szpar dziurawej plandeki snuje się słodkawy dym marihuany.umierać sam. że tego dżipa należy obchodzić z daleka. To mało boskie. . czuć zapachy resztek jedzenia znalezionego na śmietnikach. porsche czy toyot pełgają gdzieniegdzie małe światełka. jest Chłopiec z lodowym soplem zamiast serca. U siebie…? Jon skrada się w pobliże wraku. Zobojętnieli na wszystko mieszkańcy przerdzewiałych wraków jeszcze wciąż potrafią wyczuć zapach niebezpieczeństwa i wiedzą. Jon wie. nie dziwiąc się. a wreszcie kończą się. . przeżartych rdzą karoseriach peugeotów. Dziewczyna ostrzegła Chłopca.

Miałem zasiąść u stóp Boga i nigdy nie być samotnym. Chłopiec jest ofiarą złudzeń żywionych przez dawno zapomnianego Boga. ubłoconych i wymiętych zdjęć. Jon widzi go. z autostrad. gdy ćpam. których spotkał. na której wyryte jest pradawne bóstwo.siedzeniu kolekcja noży . uderza na oślep… Nie.ale zdolność odczuwania cierpienia jest szczęściem w porównaniu z wieczną obojętnością. by odtajał.Miałem przemierzać światy i słyszeć Głosy. a stał się zabójcą. Chciał tylko przyzwać kolejnego współwyznawcę. Szarpie za woreczek na piersi prawie w tej samej chwili. uzurpują sobie prawo do nieomylności. Ale ich prawdziwe twarze utrwalono na fotografii. twarze ludzi. głosiciela swej Prawdy . Na podłodze walają się stare i nowe portfele. pozbawionym uczucia uśmiechem. długie i krótkie. zaścielających zniszczoną podłogę dżipa. Ten Chłopiec jest jak Kaj z baśni o Królowej Śniegu i Jon musi coś zrobić. a oni sami bywają omylni. wymiętoszone dokumenty i stare zdjęcia . aby z jednego stać się drugim. który wybierze: ten długi. wszystkie odcinki Drogi. Jej prawdziwą twarz dawno wchłonęła ziemia. Zapewne obecny Kaj nie zmartwychwstanie do rodzinnego szczęścia jak chłopiec z baśni.wąskie lub szerokie. Wszystkie kamienie wokół są martwe i głuche. Chłopiec bawi się nożem. w Ich imieniu. które Chłopiec zabrał ofiarom. Jon wie.powtarza Chłopiec. Wśród walających się.Czekałem na ciebie . gdyż do jej ramienia przytulona jest twarz syna. że tego Chłopca kocha i jedyne. znienawidził. prawdziwa twarz jej syna zniknęła pod szyderczym.tak jak Człowiek miał Dziewczynę. to tylko ludzie. Teraz Jon się spieszy. z linii telekomunikacyjnych i linii wysokiego napięcia. I Jon już wie. patrząc na Jona. pokochał. lecz do cierpienia . także przekaz od Boga. z rękojeścią zdobioną lub zwykłą. Lecz źle wybrał. bez kierującej nim ręki. Jon schyla się i podnosi zdjęcie. Chłopiec patrzy na Jona czujnie i sięga po nóż. pieniądze. gdyż w nowym świecie niewiele brakuje. Całkiem inna niż dziś. .łupy. Trudno zapomnieć tę twarz smutnej Madonny. Ale na zdjęciu Madonna uśmiecha się. Wszystkie światy. ze zdobną rękojeścią. Chłopiec miał być wyznawcą. Każdy przekaz dociera do ludzi zniekształcony.Jon jest tego pewien. Bezimienny nie chciał. Narzędzie. tylko jedno jest znajome: matki Chłopca. bo Jon widzi teraz wszystko. że Głos starego Boga zakłóciły szumy nowego świata płynące z ulic. czego pragnie. wie. . gdy wąskie ostrze 157 . Po twarzy Chłopca przebiega ledwo widoczny skurcz. Głos Bogów jest słabo słyszalny. to przywrócić mu tamto spojrzenie ze zdjęcia. Głosy słyszę już tylko wtedy. Jon wie. z miliardów radioodbiorników i telewizorów. wąski. Ten świat nie pozwala usłyszeć pojedynczego Głosu. że nie ma czasu. lecz nawet wówczas nie jest to Głos Kamienia. by Chłopiec zabijał .

Światowidzie… O. Jon zaś już wie. gdy ręka rannego wyciąga ku niemu skruszone. Musi być. że niknie w nim mroczna sylwetka Światowida.ułożone jeden na drugim . .pyta czujnie Chłopiec. utajonym życiem.Mamo… . że widzi. iż znalazł je na starej fotografii. Umierającemu Jonowi wydaje się. Więc wrócił. Jon otwiera szeroko oczy . Bogowie… . Jego prawdziwy dom. inaczej Droga Jona byłaby daremna. . Ot. że kiedyś… kiedyś… wówczas gdy zmartwychwstaną wszyscy Bogowie i ich niezliczone 158 . To tam. która pulsując. Człowieku… O. którzy kiedykolwiek żyli na świecie. że Boskie Istnienie jest samą Miłością.Mamo… . Przez chwilę mu się zdaje.bezboleśnie przebija mu szyję i wkłuwa się w aortę. A choć ludzie przydawali Ich wizerunkom świętego okrucieństwa lub świętej naiwności . Ale i On tu jest. jak ukłucie pszczoły. A jednak te nieforemne głazy wciąż są ciepłe i pulsują wewnętrznym. czy jest to krew tylko Bezimiennego. To też mu obiecano. jakiego nigdy nie miałeś. jak Chłopiec sięga po ziele. To tam wciąż trwa czuła. rytmicznie wypływa z szyi ofiary. Ono też jest zbryzgane krwią. jak z Nieba zstępują Bogowie wszystkich ludzi. czy jego także. że zstępujących Bogów prowadzi Pierzasty Wąż Wirakocza.szepcze Jon słabnącym głosem i podnosi wzrok ku górze. omszałe głazy. I Jon jak przez mgłę widzi. .Odlot… Będziesz mieć po tym taki odlot. I myśli. gromowładny Zeus. nie czuje chłodu nadchodzącej śmierci.szepcze Jon i patrzy.powtarza Chłopiec i szydercze skrzywienie jego warg przeistacza się w nieśmiały dziecięcy uśmiech. Ormuzd i Mitra rozsiewają tak złoty blask. dobroczynny Wisznu. słoneczni zaś Bogowie Ra. do których przywarło jego bezwładne ciało. bezbarwne ziele. opiekuńcza miłość jego matki. że to krew. których zawsze tyle fruwało latem w ogrodzie Isaka i Ezry wśród starych lip… . że z ich szczerb sączy się jakaś ciecz i myśli. którego nie można było znaleźć w żadnej encyklopedii przyrody. że jest wśród Nich groźny Jahwe. Serdecznik niepospolity. ciemnozielony mech. Siedem gigantycznych głazów. Ale nie wie. że choć Chłopiec nigdzie na Ziemi nie znajdzie swojego miejsca. gdyż grzeją go potężne.i widzi jasny skraj nieba pomiędzy koronami wielkich. wystarczy. Usłyszysz znowu Głos . patrząc na krew.tak jak Światowid . gdyż leży koło głowy Jona. gdyż rósł tysiąc lat temu tylko w jednym miejscu. wszechrozumiejący Człowiek.O. zmęczony Chłopiec znajdzie swoją przystań. wkłada je do ust i powoli żuje. a lśniącą niegdyś gładź spowił wilgotny. na jej ramieniu. Posągu już nie ma. które niegdyś .Co to? . Już nie jest mu zimno.szepcze nagle Chłopiec dziecinnym głosem i bierze z podłogi swoje stare zdjęcie. w czarnym cieniu gigantycznego posągu.Jon wie. spełnił swoje zadanie. . starych drzew.tworzyły monstrualny posąg. To Puszcza.

Gaja z Arielem . Ariel z Gają podążali w głąb Puszczy. aby umarłemu zamknąć powieki . który w szumie drzew umiał usłyszeć głosy wodników. . a nad sobą. we dnie i w nocy. woda? Gdyż tylko one mogły wiedzieć.Skoro szaman umarł. zmęczony sobą. w intencji zbawienia duszy czarownika. co tym razem znaczą Jego słowa: PRZYBĘDZIEMY.powiedziała Gaja tak głośno.Biedny grzesznik. . w poszumie traw i w szeleście liści głosy bożąt. czy też przekazywały ją drzewa. . ZSTĄPIMY. na którym leżały zwłoki starego czarownika.Szaman umarł. w plusku wody śpiew wijów. LUDZIE. że Ariel w sąsiedniej izbie usiadł na posłaniu. też będzie wśród nich. pójdzie do piekła. iż konary przemawiają do niego w języku starych drzew i że on pojmuje ich mowę . Więc oboje . przesuwał w palcach swoje drewniane paciorki. Bogu miły… Gdy stary kapłan. że odszedł ostatni człowiek. a na ustach łagodny uśmiech. gdyż takie imię nadał mu wczoraj Ezra.wstał z ławy. jako świadek tego cudownego dnia. on. ŻEBY ODDAĆ WAM WASZĄ MIŁOŚĆ… NIE ZABIJAJCIE NAS ZBYT WCZEŚNIE… *** O tym. . 159 . I wie. Jon powinien wrócić . choć nie wiadomo w jaki sposób: czy ta wieść szła z ust do ust. Wioska dowiedziała się natychmiast. Tu przysiadł na zydelku koło wyścielonego futrami łoża. Bogumił. co pragnie widzieć .stwierdził. W najgłębszym miejscu Ariel wznosił wysoko nad głową zawiniątko. życiem i Cywilizacją. Isaka zbudził trzask gałęzi w ogrodzie. Bożęta czynią wielki ruch w całym domu . gdyż nie było komu krzyczeć. I choć nowy rytuał nakazywał.szepnął. gdzie chce. . narzucił gruby płaszcz i dowlókł się do namiotu nad Rzeką. trawy. Jon. Isak nawet się nie zdziwił. słyszał dudniący głos starego Boga. I nikt nie krzyknął za nimi: “Tabu…!”. Ich obudziło trzeszczenie wiązadeł belek domu. w którym bezpiecznie spoczywał syn Jona. bezpiecznie ukryty za szerokimi ramionami Światowida. dobywający się z gruzowiska kamieni.Isak tego nie zrobił. że szaman ubrany był w swój rytualny strój. choć chciałem mu pomóc wymamrotał Ezra i powrócił do swoich zajęć: kierował pracą mężczyzn. oczy miał szeroko otwarte. Niech widzi to. a że po raz pierwszy zdawało mu się. W tym samym czasie Gaja z Arielem pokonywali Rzekę. dudniący głos starego Boga. którzy dobudowywali do świątyni wysoką wieżę.zastępy zejdą na Ziemię. że stary szaman umarł.Niech patrzy tam.słyszy po raz ostatni głuchy.przekraczali Rzekę.GRDHGHBWGZ .

Gaja znała te słowa od męża. a on spojrzał na nią. imię Ariel zaś jest obce i naznaczyłoby jej syna piętnem samotności lub odrzucenia.Dobre imię .wyłożyło drobnym żwirem. jak nakazał Jon.powtarzał stary czarownik.Może to te kamienie…? . miał się chować w pobliżu świątyni. musiał być tam. Przedzierając się przez Puszczę. a bezwładne ciało wolno zsunęło się z zydla ku czarownikowi .Jest tu gdzieś… Musi być .Ależ nie! To była Droga! DROGA! Wielka. Gdy tylko dowiedzieli się. Skoro szaman umarł. Może potrzebował ich pomocy? Ale gdzie była Droga…? Szli zatem z Arielem wąską ścieżyną.On tu jest. by usłyszano go gdzieś bardzo daleko. każdy ze swoimi paciorkami w martwych dłoniach. którą Plemię . by jej syn nosił imię swego ojca lub jego przyjaciela. Lecz nigdzie jej nie było. starzy Bogowie nie pozwalali na kłamstwa ani ludziom. a ich szeroko otwarte oczy z pozoru tylko spoglądały na pełgający w pobliżu ogień. trawom. niewiele uwagi poświęcił jego matce i wymienił imię. jakby chciał. Od biedy można by je uznać za wątły ślad niegdysiejszej ścieżyny. Bogumił nawet nie zapłakał. opadał na klęczki i wypatrywał śladów niewidocznej Drogi.aby nie zarosła jej Puszcza .przyznała niechętnie. . w bezpiecznym poczuciu pewności i w zgodzie ze wszystkim. ani swym sługom. . Ariel rozsuwał krzewy.Gaja z Arielem szukali Drogi.spytał wreszcie dawny Błazen. Tymczasem ich syn. wskazując Gai omszałe kamyki.Przy szesnastym paciorku stary kapłan nagle znieruchomiał. czego wymaga większość. póki nie wrócisz . Gaja od razu zrozumiała. że szaman umarł.powiedziała z rozpaczą. . ciepła wiosna pozwoliła szybciej niż zwykle zmartwychwstać krzewom. choć chciała. że Jon musiał wrócić. tuląc Bogumiła ciasno owiniętego w lniane płótno. Gaja przytuliła synka do siebie. Dwaj starcy leżeli tymczasem nieruchomo. . u kresu Kamiennej Drogi. wijącą się wśród krzewów i korzeni drzew. które dziecko otrzyma: Bogumił. Jon powinien być w domu. głowa opadła mu na piersi. czarna Droga! Tak mówił Jon! . Żaden czarownik nigdy nie kłamał. Tak naprawdę to krzyknął tylko raz: w chwili narodzin.szeptała niecierpliwie Gaja. jakby rozumiał. .powiedziała Gaja z rozpaczą. że imię “Jon” już zawsze będzie w Plemieniu kojarzone z błądzeniem po tajemniczej Drodze. czuję to . Miły Bogu. . o co chodzi.gdyż wczesna.Nie umrę. 160 . Krzyczał długo i przenikliwie. spojrzał uważnie na niemowlę. Tak. Arielu. gubiąc ją co chwila wśród gęstej zieloności Puszczy . Jak wędrowne ptaki. gdyż naprawdę widziały o wiele dalej. Jeśli Jona do tej pory nie było na wioskowym brzegu. drzewom. ale ruszyła ścieżką. Godzinę później przybył do ich domostwa kapłan Ezra. Ale wiedziała. lśniąca.

Ogień pełgający w namiocie nad Rzeką nagle wzbił się iskrami w górę, jakby dmuchnął nań niewidoczny wiatr i od iskier zajęły się wysuszone zwierzęce skóry. Po chwili w niebo strzelały już wysokie płomienie, namiot zaś przypominał rytualne ognisko, jakie niegdyś rozpalało Plemię w noc równą dniowi. Mieszkańcy Wioski, ujrzawszy ów stos, zastygli na chwilę. Jedni przeżegnali się znakiem krzyża, drudzy zaś, najstarsi, których było już niewielu, wykonali ukradkiem dawno zapomniany znak. Znaku tego już potem nikt w Wiosce nie czynił ani go nie zapamiętał dla przyszłych pokoleń. Ariel chciał wziąć od Gai dziecko, lecz odmówiła: Bogumił był lekki, a jego bliskość uspokajała ją. Pod stopami co jakiś czas czuła twardszy grunt, jakby ścieżka była częściowo bita, choć jeśli tak było, dawno pochłonęły ją mchy, tylko gdzieniegdzie wystawał pojedynczy większy kamyk. Wydawało im się, że już dwukrotnie skręcili, a teraz ścieżyna skręcała po raz trzeci. Dalej już biegła prosto, co Ariel zauważył pierwszy, wnosząc z rozstawienia starodrzewu. - Kiedyś na pewno szła tędy Droga - powiedział. - Kiedy? - spytała z rozpaczą Gaja. - Kiedy? Jon opowiadał o Niej tak, jakby to było wczoraj! Kapłan Ezra na próżno szukał starego Isaka w świątyni, w świątynnym ogrodzie i w Wiosce. A choć nakazał mężczyznom z Wioski zbadać, czy aby starzec nie zabłądził w Puszczy - nikt nigdzie go nie znalazł. Plemię orzekło, że pewnie rozszarpały go dzikie zwierzęta. Gaja z Arielem szli jeszcze spory kawałek, nim dotarli na polanę. Od zazielenionej świeżą trawą murawy ponuro odbijały wielkie, ciemne, nieforemne głazy. Omszałe i zbyt ogromne, by znalazły się tu przypadkiem, tworzyły przedziwny krąg. A pośrodku tego kamiennego kręgu, koło największego głazu, prawie tak wielkiego jak ich dom, leżało bezwładne ciało. - …Jon! - krzyknęła Gaja i tym razem nie wzbraniała się przed oddaniem dziecka Arielowi, bojąc się, że je wypuści. Przypadła do męża i patrzyła ze zgrozą na jego bladą, pozbawioną życia twarz, ze zdumieniem zaś na spokój, jaki się na niej malował. Choć na szyi męża dostrzegła niewielką, okrągłą ranę, wyraz jego twarzy nie wskazywał na to, by zginął gwałtowną śmiercią. Przeciwnie: wyglądał tak, jakby zasnął w poczuciu bezpieczeństwa. Gaja patrzyła na niego, chłonąc rysy, które kochała, pieszcząc spojrzeniem ramiona, które ją obejmowały i dłonie, którymi ją dotykał. Czuła w sobie dziwnie tępy ból zamiast rozpaczy i buntu.

161

I nagle pojęła, że zawsze wiedziała, dokąd wiedzie Jona Kamienna Droga. Właśnie tu i właśnie do takiego końca. I dlatego Jon nakłonił Ariela, żeby przybył z nimi z Miasta: aby nie zostawić jej samej. Gdyż on wiedział, gdzie jest kres tej Drogi. Ale dlaczego…? Co było więcej warte od spokojnego życia z nią i z synem? To martwe miejsce? Bogumił zapłakał po raz pierwszy tego dnia i Gaja znów wzięła go z rąk Ariela. Przysiadła z synkiem obok Jona; jedną ręką przytuliła do piersi niemowlę, a drugą położyła na swoich kolanach głowę zmarłego i gładziła go po twarzy. - Oddałeś życie dla tego gruzowiska, Jonie…? Po jej twarzy płynęły łzy, a pytanie zawisło w wiosennym powietrzu. Gdzieś w pobliżu zaświergotały ptaki. Pewnie wiją sobie gniazda w szparach spękanego głazu. Ariel wiedział, że musi teraz zostawić Gaję jej żałobie. Rola, którą narzucił mu Jon, zacznie się dopiero wtedy, gdy Bogumił zostanie oddany pod opiekę Ezry. Wtedy Ariel przywróci Gaję życiu, gdyż jest zbyt młoda i zbyt piękna na wieczną rozpacz po utracie męża i syna. Od pierwszej rozmowy z Jonem niegdysiejszy Błazen wiedział, że ten gotuje się na rozstanie ze światem. Od pierwszego wejrzenia zaś na Gaję czuł, że gotów jest poświęcić resztę życia dla przywoływania uśmiechu na tę piękną twarz. Łatwiej będzie o uśmiech, gdy opuszczą Wioskę, Puszczę i ten dziki, choć szybko cywilizujący się kraj; gdy nad ich głową znajdzie się wiecznie błękitne niebo i jaskrawe, ciepłe słońce - zamiast tych zmiennych chmur, mknących po szaroniebieskim stropie; gdy surową, ciemnozieloną dostojność wielkich drzew zastąpi frywolna pierzastość palm. Gdy zimna Rzeka stanie się ciepłym Oceanem. Ależ Gaję zadziwi rozmaitość świata i jego nieobliczalność…! Ariel nie był zaskoczony śmiercią Jona ani tym, że go tu znaleźli. Rozglądał się teraz po miejscu, które stało się ostatnią przystanią przyjaciela. …i nagle wydało mu się, że ogromny głaz, obok którego spoczywał Jon, przypomina twarz. Ogromną, potężną, surowo wyciosaną w kamieniu. Zapewne to wichry, woda, śniegi i spiekota wyryły te szczerby, układające się w rysy jakże ludzkiego, smutnego oblicza; wpółprzymknięte powieki, zagłębienia pod nimi, w których, jak łzy, zgromadziła się woda; wydatny nos, surowo zaciśnięte usta. - Złudzenia, omamy… - szepnął do siebie, ale te zamiast zniknąć, nasiliły się: Arielowi wydało się teraz, iż w głazach, które utworzyły krąg wokół największego kamienia, rozpoznaje gigantyczną dłoń zaciśniętą w pięść; że widzi fragment stopy, która jeszcze teraz czyniła wrażenie, jakby podążała w sobie tylko wiadomym kierunku; gdy oderwał kawałek mchu, wyłoniła się gładka, wypukła jak brzuch powierzchnia z wystającym pępkiem. Poczuł naraz wielki smutek; taki sam, jaki czuł wówczas, gdy

162

spoglądał na wioskową babkę, która odcinała Bogumiłowi pępowinę łączącą go z Gają i wydala go tym samym na łup świata i Cywilizacji. …nagle Ariela dobiegł potężny, dudniący, głuchy głos, aż skurczył się z lęku. Zaraz jednak odetchnął, wiedząc, że ów dźwięk ma całkiem zwyczajne przyczyny, a tylko nieodgadniony sekret tego zagubionego wśród wielkich drzew miejsca tak działa na jego wyobraźnię. Dotknął ramienia Gai, która spojrzała na niego niespokojnie i powiedział: - To tylko siekiery, Gaju… Ludzie rąbią Puszczę. Na nowe domy i mosty, na warowne zamki, na świątynie i klasztory. Cywilizacja, jak mawiał Jon. To wszystko wokół wkrótce zniknie, pojawią się nowe Wioski i Miasta, nowe Drogi i Mosty. Czuwali przy Jonie do zachodu słońca, a potem Gaja zdjęła z jego szyi zniszczony skórzany woreczek i skryła go pod swoją bluzą. Nie wiedziała, co niegdyś zawierał i czemu służył. Teraz wydawał się pusty, ale spoczywał zawsze tak blisko ciała jej męża, że był jak relikwia, która zawsze o nim przypomni i ochroni ją, gdy przyjdzie pora tułaczki. Odchodzili wolno, Gaja z Bogumiłem na rękach i Ariel, oglądając się tam, gdzie wśród omszałych, gigantycznych kamieni pozostawili ciało Jona. Wiedzieli, że właśnie tego by sobie życzył, choć nie mogli pojąć, skąd to wiedzą. Gai wydało się z oddali, że Jon obejmuje wielki głaz, obok którego spoczywa, gra cieni zaś stwarza złudzenie, iż są to potężne, kamienne ramiona, w które Jon wtulił się jak dziecko w objęcia ojca i zasnął. - Śpij - szepnęła do niego w myślach. - Obudzisz się w dniu, gdy zstąpią Bogowie - dodała, nie wiedząc, co mówi i czerpiąc tę dziwaczną myśl z tych pozornie martwych głazów. Dudniący mocny głos siekier kaleczących drzewa rozbrzmiewał teraz wszędzie. Puszcza poddawała się bez walki. *** - …zawsze pragnąłem przebyć Rzekę, żeby zobaczyć, co tu jest. Podejrzewałem, że kryje się tu coś obcego, coś, co zagraża naszemu Bogu i Cywilizacji, co jest ostoją resztek pogaństwa. Przecież tego brzegu strzegł ostatni sługa bałwanów, plemienny szaman z twojej Wioski. Na szczęście zmarł bezpotomnie i od dawna smaży się w ogniu piekielnym. Biedak… Nie będzie dla niego rozgrzeszenia. Nie ukorzył się przed śmiercią, nie przyznał do grzechu bałwochwalstwa. Wiesz, że z powodu tego starego czarownika sądziłem, iż kryje się tu szczególny wizerunek jakiegoś bałwana? Ba, byłem tego pewien! Dlatego pragnąłem spalić ten skrawek Puszczy tak, by zostały tylko zgliszcza! Wyobrażałem sobie, że jest tu… że jest tu Bóg wie co! A w każdym razie coś o wiele gorszego niż te gliniane i drewniane posążki, które wystarczyło stłuc i spalić. A jednak nigdy tu nie byłem. Coś mnie wstrzymywało. Bałem się. Tymczasem tu nie ma
163

sądziłby.Dlaczego? .odparł młody zakonnik. Masz gorączkę. gdy się urodził.Ale co byś mi opisał. oddech miał ciężki. nie został po nim nawet drobny ślad. której Bogumił nie mógł zrozumieć. . musiałem tu wreszcie przyjść i przekonać się na własne oczy . gruzowisko wielkich głazów… Jeśli było to niegdyś miejsce pogańskiego kultu. rozcapierzoną. lecz jego oczy pałały. która . ale ciekawość Ezry była zachłanna i wyczerpująca. . Młody mnich pomógł starcowi zasiąść na omszałym głazie. Ot. słowa . iż uczyniły to siły przyrody. Pergaminowa twarz Ezry powleczona była niezdrową bladością. Wielki głaz otoczony był kręgiem mniejszych.wymamrotał starzec.Nie! Samemu bym ci nie pozwolił! Nigdy! .wiodła ku tętniącemu życiem kupieckiemu szlakowi. Gdyby Bogumił nie wiedział.mówił z triumfem chudy starzec w habicie.zgodził się z ulgą stary kapłan. . Był tak wielki jak niektóre nowe domy w Wiosce. w dniu. że siedzisko przypomina wyrzeźbioną w kamieniu.Bracie Ezro. Święta Woda zmyje każdy ślad bałwanów. pot spływa ci z czoła. musisz odpocząć. 164 . przecinającemu dawną Puszczę. gdyż zabrał ze sobą i Świętą Wodę i kropidełko. . ile dziwów może dokonać przyroda z pomocą Dobrego Boga. by kiedykolwiek było.poprzez dopiero co ukończony most z Wioski . ułożonych nadzwyczaj symetrycznie. skoro tu nic nie ma? Nie. Ale tu rzeczywiście niczego nie ma i nic nie wskazuje. ale brata Bogumiła nauczono. . gigantyczną dłoń. nawet trzydzieści lat temu. Nie dostrzegał w tym miejscu niczego niezwykłego. W dodatku wystarczy skropić polanę Świętą Wodą. Starzec rozglądał się wokół z posępną ciekawością i nadzwyczajną uwagą. bracie Bogumile . I młody i stary mnich rozglądali się wokół z ciekawością.Usiądźmy. . Nic! .To takie samo miejsce jak każde inne w Lesie. Mogłem przybyć tu sam i opisać ci to miejsce. wspierając się na ramieniu młodszego brata. jesteś blady. Spojrzał z troską na starego kapłana. Obaj powoli wędrowali nową Drogą. Zostało z niej już tak niewiele.zdziwił się młody mnich.nic.. skoro aż tak ci na tym zależy . z trudem łapiąc oddech.Puszcza” używali jedynie starsi. Zbytnio się denerwujesz. że młodzi nazywali ją Lasem. a natura wyposażyła go w siedzisko w postaci wyżłobionego wgłębienia porośniętego miękkim mchem.Usiądźmy. Ezra już chyba to uczynił.

Przez gruby habit czuł wciąż pulsujące. które nagle napłynęły do niego wysoką falą. Nadal wędruje czy umarła? Płakała. obcą myśl i inne. musiała zrozumieć. POKUTĘ! . Uczono go o tym. obca i niebezpieczna myśl.przemknęła mu przez głowę dziwaczna. w jakich kiedykolwiek wierzyła Ludzkość. wyjdą z Podziemi. to jej postać straciła już dla niego wszelkie barwy. w którym zstąpią na Ziemię wszyscy Bogowie. I młody zakonnik przeraził się tym. a potem w Dalekim Kraju. szaleńczej. bezpieczne ramiona ojca.pomyślał wstrząśnięty. w Wiosce.i nadejdzie dzień. Muszę odprawić pokutę. heretyckie słowa. najpierw tu. są ważniejsze niż odpowiedzi. mój synku. Niezliczone zastępy Bogów. Trudno. że nie mogąc pogodzić się z wyborem Drogi przez syna. bezbożne. zstępują ku niemu zewsząd i dźwięczą w uszach… …. nie znane mu uczucie. Więc nie bój się pytań” . z jego zamknięciem w odległym klasztorze. Wiara to właśnie pytania. mocne ramiona. której brzmienie słyszał teraz zewsząd jak dźwięk rozkołysanych gigantycznych dzwonów. Nawet gdy czasami próbował przywołać ją w myśli. synku. dzień był pochmurny i chłodny. czy pogodziła się z jego przeznaczeniem? Nie wiedział tego. Więc czemu kamień jest mimo to ciepły jak żywe ciało? “Pytania… pytania. 165 . Ojciec zaginął bez wieści w dniu jego narodzin. pomogli im umrzeć. matki zaś nie pamiętał. przyrzekając sobie samobiczowanie i wielodniowy post. fruną. jako karę. Po co przywołał na myśl dawno zapomnianych rodziców? Kamienne wgłębienie otulało jego plecy jak potężne.Brat Bogumił oparł plecy o naturalne skalne wgłębienie i mimo przedwieczornego chłodu poczuł łagodne. równie niepokojące. Ezra wpajał mu to od dziecka. zharmonizowanej ze słowami melodii. niemożliwe. zebrane w ciągu dnia… Nie.. I w podzięce nauczą ludzi. odkąd został przypisany Świątyni. gdy ją opuszczał. Te myśli były jak brzmienie rozkołysanych. przecież słońce nie wyjrzało dziś ani na chwilę. matka dawno temu opuściła Wioskę i podobno wędruje gdzieś po świecie. Zstąpią z Nieba. I ogarnęło go niepojęte. Może dlatego. skąd wzięły się te straszne. Pytania przecież wiodły do wątpliwości. aby odegnać natrętną. BOGOWIE. że swoją wiarą powołali ich do życia. jak mało jest ważna wobec jego misji… …dlaczego nagle zaczął myśleć o matce i ojcu? Nigdy tego nie robił. I nawet gdyby Bogumił zatkał uszy i tak byłoby je słychać… Płyną. mój malutki. synku. Bogowie podziękują ludziom za to. a potem powstać z martwych. tak właśnie będzie. iż jest małym chłopczykiem i wtula się w ciepłe. potężnych dzwonów. dobre ciepło bijące od kamienia. którego nigdy nie zdołał poznać. Pokutę. Zapewne kamień oddaje słoneczne promienie. a wątpliwości do herezji. jak stworzyć Cywilizację Miłości… Tak będzie. żywe ciepło. mój duży. mój kochany…” Bogumił miotał się bezsilnie w rytm tej potężnej. Przeżegnał się teraz skrycie. spłyną z Wody i sfruną z Powietrza. iż niechcący posłyszał Głos Diabła.

Zastanawiałem.pomyślał. to ciekawa historia… Wyobraź sobie. zmagał się ze swoim zmęczeniem. dzisiaj zrównanie dnia z nocą.Wioska tak się zmieniła przez ten czas. by odwrócić uwagę starca od siebie i swych przerażających doznań. a tymczasem lodowatość kamienia.Nie. Szkoda. na którym siedzą. 166 . Kapłan Isak też by jej nie rozpoznał. . Może nawet pokuta nie musi być aż tak surowa? W końcu nie on wymyślił te straszliwe. Drogę zaś trzeba było tyczyć szerokim łukiem! Ileż to nas kosztowało! Tyle dodatkowej pracy. . usiłowali roztrzaskać żelaznymi młotami. bezbożne słowa. co nie uchodzi misjonarzom… . zbierał się w sobie. Brat Bogumił odetchnął z ulgą: odegnał modlitwą przerażające i niepojęte myśli. na których siedzimy . Chyba lepiej. ale dla nóg starca nazbyt męcząca. że pora opuścić to miejsce.Cieszę się. choć zadawał zbyt wiele pytań i często się wahał. Chyba nikt ich nie ruszy. który siedział skulony na wielkim kamieniu. . szalony sen? W zamyśleniu patrzył na niezwykły układ gigantycznych głazów. że wróciłeś. Jest przecież wiosna.mówił. Myślałem.powtórzył jak echo Ezra. .Bogumile? Stało się coś? Boli cię głowa? . Ezra półleżał teraz na omszałym głazie i ciężko oddychał. słońce już mocno grzeje. się dlaczego Droga skręca tu tak gwałtownie. To był dobry człowiek. zapewne były to tylko omamy. . że ludzie nie mogli uporać się z głazami.westchnął stary kapłan. podsuwając grzeszny.A wiesz. .dokończył młody mnich. Gra cieni .…i ojca . Czuł bijący od kamienia lodowaty. zatykając pięściami uszy. gdyby szła prosto? . . Młodemu zakonnikowi przez chwilę wydało się. niemiły chłód. odwrócił wzrok od kamiennego kręgu i spojrzał pytająco na ulubionego wychowanka. Ledwie ją poznasz.westchnął kapłan. nie. że zabłądził w Puszczy i zniknął w dniu twoich narodzin. ale one się nie poddały.wtrącił Bogumił. Odległość z Wioski do polany nie była zbyt duża. Paskudne miejsce… Niezdrowe. że niektóre szczerby i załamania skalnego giganta układają się w zarys twarzy.wyjaśnił Ezra.Podobno lubił moją matkę . A może zdrzemnął się na moment i Diabeł wykorzystał to.Ezra wyczuł jego niepokój.Podnosili je na drągach. wysapując swoje zmęczenie. Muszą zatem zostać. aby powiedzieć młodzieńcowi. przypomina zimę. gdy pobierałeś nauki w Dalekim Kraju. mój synu i że stało się to właśnie teraz . żeby ominąć kupę gruzów… .Podobno .

Świat już wcześniej. Poprosiłem hierarchów. Musimy pozbyć się jeszcze wielu wrogów. swobodną przestrzeń. a trzeba ciągle być czujnym. Nic.zastanowił się niespokojnie Ezra. jak ty i ja. leżących obok kapłana: wyglądał teraz jak… jak… wstyd powiedzieć… nie. bezpieczny i pełen mocy. w której spędził dzieciństwo . daleko. zaczął wpływać na Wioskę dobroczynnie. nad brzegiem ciepłego morza. nawet spośród nas samych i nawrócić wiele narodów. bracie Bogumile. by ten nieokrzesany. może dwustu lat. że biegnie. prowadząc wprost w ramiona ojca. Przyłożył do niego policzek. niedawno nawrócony kraj nie zawrócił z drogi cnoty i Cywilizacji. wciąż wielbiących bałwany i tkwiących w grzechu pogaństwa. łączy nas ze światem. To odległe czasy. Ty jesteś do tej misji najlepszy.zamyślił się brat Bogumił i dotknął dłonią potężnego głazu. Wkrótce wszędzie będzie już tylko jeden Bóg i jeden Kościół. który nie poddaje się żelaznym młotom? Nigdy o takim nie słyszałem . a wszyscy ludzie. a zarazem nie mają do ciebie dostępu heretyckie wątpliwości . z odległymi Miastami. Lecz przecież to pulsowała tylko krew w jego żyłach. A ta Droga. wspaniała Puszcza. w cieniu pierzastych palm. Czuł się silny. że gdzieś tam. Jesteśmy w pół Drogi. pod błękitnym niebem. mało mam sił. raptownie wstając i patrząc na ogromny głaz.Ojcze? . za naszą sprawą. Cywilizacja Miłości. z cudzoziemskimi.miał ogromną. Lecz to dopiero nadejdzie. w każdym zakątku Ziemi. to by mu nawet nie przeszło przez usta! Co to za kamień. cywilizowanymi krajami.Nigdy nie nazywałeś mnie “ojcem”…? 167 . gdyż tu się urodziłeś. Wydawało mu się. a pulsowanie kamienia przyśpieszało i wzmacniało bicie jego serca. że tu nic nie ma. na razie nasza misja nie jest zakończona.szepnął nagle. Bogumile. patrząc z dumą na szeroki trakt. bo cóż innego? Ezra powiedział. odwracając głowę od Bogumiła. będą braćmi. Kamień nadal był ciepły i Bogumiłowi wydawało się. NIC. a przed sobą . wciąż jeszcze żyje matka tego zakonnika? Czemu nagle o niej myślę? Wszak niemal już zapomniałem o istnieniu tej kobiety . Bogumile.Niewiele pamiętam.. . Jak widzisz. bo wkrótce ktoś będzie musiał mnie zastąpić.zamiast ponurych czterech ścian celi. Poczuł się nagle jak dziecko: był wolny i radosny. przez którą wiodła lśniąca Kamienna Droga. zamknął oczy i oddychał pełną piersią. który łączył Wioskę z kupieckim szlakiem.zakończył Ezra. żebyś mógł wrócić do Wioski. znasz słabości ludu. że pulsuje. krzycząc ze szczęścia. Światło uprawiało jakąś dziwną grę na jednym z tych lodowatych kamieni. trzeba nam jeszcze stu. a szczęściem tym była zielona. Czy możliwe. Ezra otwarł oczy i spytał zdziwiony: . I zatriumfuje. Czasy pogaństwa i ostatnich bałwanów. Tylko ta Droga.

ale pewnego dnia także i tu… . dudniący dźwięk: . . tak jak faluje pierś oddychającego swobodnie człowieka. a Ezra spojrzał na niego surowo. bracie Ezro…? Co to? .Zimno? Wydawało mi się. zimno tu. czerwiec 1997 168 .Słyszałeś.Echo.odparł spłoszony młody człowiek. że te głazy są nagrzane jak… jak ciało . lecz była to tylko gra cieni. Będą wszędzie.odparł stary Ezra.Echo siekier. . że największy z głazów powoli.Jakoś to słowo samo przyszło mi na usta . łagodnie zafalował. Odchodzili wolno. Tu nie ma nic. . rzucanych przez ostatnie wielkie drzewa niegdysiejszej Puszczy.. omszałych kamieni. Kraków. . Mam dreszcze otrząsnął się starzec. oglądając się na potężne gruzowisko gigantycznych. . zobaczysz.zaciekawił się. Tylko echo .Ciało jest do umartwiania.GRBDGHBWGZ… . że słyszy dziwny.Chodźmy. Od tych kamieni ciągnie lodowaty chłód.przytaknął gorliwie Bogumił. Przez chwilę jeszcze miał wrażenie. ścinających drzewa na nowe miasta. Mnóstwo coraz większych i coraz wspanialszych świątyń.powiedział Bogumił. pamiętaj .Tu nie ma nic . a Bogumiłowi przez chwilę wydało się.przypomniał na wszelki wypadek. głuchy. pałace i świątynie.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful