P. 1
Gretkowska Manuela - Polka

Gretkowska Manuela - Polka

|Views: 137|Likes:
Wydawca: Marek Siudym

More info:

Published by: Marek Siudym on Apr 24, 2013
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as DOC, PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

10/05/2013

pdf

text

original

Sections

  • Początek czerwca. Warszawa
  • Czerwiec. Sztokholm
  • Początek lipca. Polska
  • Lipiec. Grödinge
  • Lipiec. Warszawa
  • Koniec lipca. Szwecja
  • Pytania do dwojga
  • Sierpień
  • Koniec sierpnia
  • Wrzesień. Warszawa
  • Połowa września
  • 25 IX
  • 26 IX
  • 27 IX
  • 28 IX
  • 29 IX
  • 30 IX
  • 1 X
  • 2 X
  • 3 X
  • 4 X
  • 5 X
  • 6 X
  • 7 X
  • 8 X
  • 9 X
  • 10 X
  • 11 X
  • 12 X
  • 13 X
  • 14 X
  • 15 X
  • 16 X - 19 X Warszawa
  • 20 X
  • 22 X
  • 23 X
  • 24 X
  • 25 X
  • 26 X
  • 27 X
  • 28 X
  • 29 X
  • 30 X
  • 31 X
  • 1 XI
  • 2 XI
  • 3 XI
  • 4 XI
  • 7 XI
  • 8 XI
  • 9 XI
  • 10 XI
  • 11 XI
  • 12 XI
  • 13 XI
  • 14 XI
  • 15 XI
  • 16 XI
  • 17 XI
  • 18 XI
  • 19 XI
  • 20 XI
  • 21 XI
  • 22 XI
  • 25 XI
  • 26 XI
  • 27 XI
  • 28 XI
  • 29 XI
  • 30 XI
  • 31 XI
  • 1 XII
  • 2 XII
  • 3 XII
  • 4 XII
  • 5 XII
  • 6 XII
  • 7 XII
  • 8 XII
  • 9 XII
  • 10 XII
  • 11 XII
  • 12 XII
  • 13 XII
  • 14 XII
  • 15 XII
  • 18 XII
  • 19 XII
  • 20 XII
  • 23 XII
  • 24 XII
  • 25 XII
  • 26 XII
  • 27 XII
  • 28 XII
  • 29 XII
  • 31 XII
  • 2 I
  • 3 I
  • 4 I
  • 5 I
  • 6 I
  • 7 I
  • 10 I
  • 11 I
  • 12 I
  • 13 I
  • 14 I
  • 15 I
  • 16 I
  • 18 I
  • 21 I
  • 23/24 I
  • 25 I
  • 26 I
  • 2 II
  • 5 II
  • 6 II
  • 8 II
  • 9 II
  • 10 II
  • 11 II
  • 12 II
  • 13 II
  • 15 II
  • 16 II
  • 17 II
  • 22 II
  • 23 II
  • 24 II
  • 26 II
  • 27 II
  • 28 II
  • 1 III
  • 2 III
  • 3 III
  • 4 III
  • 5 III
  • 6 III
  • 7 III
  • 9 III
  • 11 III
  • 12 III
  • 14 III
  • 15 III
  • 17 III
  • 18 III
  • 19 III
  • 20/21 III Noc
  • 21 III
  • 22 III
  • 23 III
  • 24 III
  • 25 III
  • 26 III
  • 28 III
  • 29 III
  • 30 III
  • 31 III
  • 1 IV
  • 2 IV
  • 3 IV
  • 4 IV
  • 7 IV
  • 8 IV
  • 10 IV
  • 11 IV
  • 12 IV
  • 13 IV
  • 23.00, Wielki Piątek

MANUELA GRETKOWSKA

POLKA
Warszawa Copyright © by Wydawnictwo WAB., 2001 Wydanie I Warszawa 2001 Korekta: Maciej Korbasiński Redakcja techniczna: Urszula Ziętek Projekt okładki i stron tytułowych: Maciej Sadowski Fotografia na IV stronie okładki: © Beata Wielgosz Wydawnictwo W.A.B. ul. Nowolipie 9/11,00 - 150 Warszawa tel., fax 635 15 25, tel. 635 75 57 e - mail: wab@wab.com.pl http/ www.wab.com.pl Druk i oprawa: Nowa Drukarnia Wydawnicza S.A. Kraków, ul. Wadowicka 8 ISBN 83 - 88221 - 56 - 6 788388 221569

Prowokacyjny dziennik szczęśliwej miłości, najbardziej intymna z książek pisarki. Za sprawą jej talentu, łączącego siłę wyrazu z wyrafinowaniem, osobiste wyznania nabierają wartości uniwersalnych. Polka zawiera, co w prozie Manueli Gretkowskiej najlepsze: celne obserwacje paradoksów współczesności, błyskotliwe eseje, zmysłowe relacje z podróży oraz pełne ironii i poezji opisy codzienności. Manuela Gretkowska (ur. 1964), ukończyła filozofię w Krakowie oraz antropologię w Paryżu. Napisała: My zdiesy emigranty (1991), Tarot paryski (1993), Kabaret metafizyczny (1994), Podręcznik do ludzi (1996), Światowidz (1998), Namiętnik (1999), Silikon (2000).

Początek czerwca. Warszawa Dostawałam już honorarium w czekoladzie wysyłanej paczkami na moją szwedzką wieś, gdzie protestanci od pokoleń zajadają się czymś niegrzesznie czekoladopodobnym. Dzisiaj księgowy z wydawnictwa dał mi olbrzymi lapis lazuli, na szczęście. Prawie kilogramowy, niebieski,, oszlifowany kamień ze złotymi żyłkami. Mój kamień z horoskopu dla Wag. Z lapisem w plecaku maszerowałam więc Nowym Światem, wypatrując szczęścia, jakie miał mi przynieść. Przy Foksal spotkałam Grzegorzewskiego - dyrektora Teatru Narodowego. Dyrektor, świeżo po operacji, huknął na przywitanie: - Kto nie ma by - passów, ten frajer pompka! On w znakomitej formie szykował się do premiery Operetki. Zapytał, czy nie przyjęłabym roli Albertynki. Złote żyły nabrzmiały. Debiut na scenie narodowej... Niewinność, prawda, młodość i... nagość. Nie wyrwę się jednak ze Szwecji, zostawiając Piotra Pietuszkę Pietuszkina samego po to tylko, żeby rozbierać się wieczorami w teatrze. Pietuszkin uwielbia Gombrowicza, ale chyba jeszcze bardziej mnie. Nie, absurdalne, ta Albertynka i skandal, zbyt tania prowokacja. - Niestety, panie dyrektorze, doceniam, chciałabym, ale... się nie nadaję. Oczywiście pomyślę. Wróciłam na swoją skandynawską wieś. Wyczyściłam lapis lazuli i położyłam koło łóżka. Czerwiec. Sztokholm Boję się badań, lekarzy: wykryją paskudztwo, zamieniając życie w hospicjum. Nie obmacuję sobie piersi w poszukiwaniu guzów. I tak już wyglądają dziwnie, jak dwa sterczące nowotwory zalakowane różowymi strupami sutek, gotowe chrupnąć pod palcami. Coroczna wizyta u ginekologa. W poczekalni szpitala ulotki: Specjalistyczna poradnia dla lesbijek. Czy one chorują na coś innego, specjalistycznego? Wchodzę do gabinetu, rozkładam nogi w fotelu. Wywiad: - Wiek? - Trzydzieści sześć lat. - Tabletki antykoncepcyjne? - Nie. Nie mogę, nadciśnienie. - Inne środki? - Od tylu lat znam swój organizm... wiem, kiedy jajeczkuję, w płodne dni prezerwatywa. - Ciąże? Aborcje? - Nie.

macała okruchy. pani doktor? .. Po co? Planuję śmierć: za wszystkie oszczędności lecę do Australii.Problemy? . byle mnie jeszcze nie męczyli.Nie pozwól jej nigdy sobie wyciąć . wejść do bezpiecznie kołyszącego oceanu. jakby na .widzę jej minę. mocując na ścianie w kuchni chińskie zwierciadło bagua odpychające złe moce. Pocieszam się. Polska Miały być wakacje. Początek lipca. Umierając. zepsuty telewizor albo radar. . wsunąć się pod fale. że tak naprawdę poczułam ulgę. kiedy odwiedziłam go w secesyjnym mieszkaniu. jak samobójczo rzucający się na piasek delfin. że lekarza. Jarek M. ponakłuwania szpikulcami i zrobienia ze mnie cierpiącego jeża.Ależ proszę się nie martwić: biopsja.włącza USG. Tłumaczył mi tydzień temu.Spokojnie... Widzieć prawdziwe tropikalne niebo rozgrzane Słońcem i gwiazdami. Śnieżący. Wszystko powinno być w porządku. Nic nie widzę.Proszę spojrzeć. Wychodzę na parking i rozpłakuję się Piotrowi. .kryminalnie zatroskany głos: „Kto jest mordercą. pani doktor? .. kolory. Może to jasnowidząca macica podpowiada mi teraz: „Nie jest dobrze”? .przytula mnie bezradnie.Cysta. spokojnie .oglądam wizytówkę. kto ostatni widział i słyszał..uważa mój znajomy. . nie wiem.akupunkturzysty. Macica to organ jasnowidzenia . nareszcie umrę.I co. Kiedy ostatni raz była pani na badaniach? Ten medyczno .. że już. obwieszonym ezoterycznymi symbolami: . Yang. raczej mięśniak. równie dobrze mięśniak. po prawej stronie .Ale co to jest. Zdycham w słońcu.” . których nie może ze mnie wydłubać. nie bać się ciemności. . cztery centymetry czegoś.. na plaży. Przerażona niejasną diagnozą szwedzkiej . to absolutnie nie musi być. Zamiast szpitali i zimna matczyne ciepło nagrzanej ziemi. Mam jednak złe przeczucie.. bo dokładniej . „Lekarz chirurg ze specjalnością tradycyjnej medycyny chińskiej” . Nie trzeba dłużej czekać. omiatający mój brzuch w poszukiwaniu wroga. zamiast tego siedzę na Saskiej Kępie w poczekalni lekarza.Żadnych. Spodziewam się bełkotu o Ying. operacja..Nie podoba mi się tu. A ja ryczę przerażona sobą. czekając na swoją kolej. Jeśli zacznie boleć nie do wytrzymania.przestrzegał.

jestem w pokornej fazie szukania cudu. Niestety.chi. bez strzykawek wpływa w moje stopy.Tylko gotowane. Przy łóżku lapis lazuli. Dwa dni później wracam do Igiełki w nabożnym przekonaniu.Znakomicie. buntu („Dlaczego ja?!”) mam już za sobą. mojej Matki Fabrycznej. dwie możesz się poczuć senna . tego nie potrafi ustalić nawet szwedzko . Gabinet urządzony po europejsku. powietrze. odkładaną w narządach rodnych. w Szwecji. .zachodnia medycyna. wysłuchuję nowych przykazań: . Za godzinę. Grödinge Znowu w domu. Igła rzeczywiście uruchomiła punkt szczęśliwości. Z pulsu „wieszczy” szmery w lewej komorze serca.Za dużo ognia. co to jest i gdzie. Igiełka obiecuje wyleczyć cystę czy mięśniaka. Zamiast tego zaczynam ćwiczyć tai . wbitą według chińskiej medycyny w „punkt szczęśliwości”.ginekolog. Bada puls. Na drugim seansie akupunktury wbijanie długich. kanały energetyczne. za mało wiatru. Wyrok: . skąd się wzięły we mnie cztery centymetry czegoś dziwnego.Ostrożnie z mlekiem. Śpię w białych skarpetkach. co chroni nerki. Zachodnia medycyna jest równie precyzyjna: nie wiadomo: cysta. Przez igły. że ma rację. . Chora wątroba przerabia je na tkankę. Bierze mnie za ręce.przykazanie Igiełki) przed siódmą. Podręcznikowe etapy zgody na śmierć. Wsiadam do pociągu Warszawa . Wszystko zasypuję kurkumą . ogląda język i oczy. zbliżam się do Łodzi. srebrnych szpikulców boli.Boli? .przestrzega. nic nie boli. woda. Z igłą pod żebrami. Zrobiłam echo serca i znaleźli coś w lewej komorze. Jem tylko trzy razy dziennie. Więc moje bolesne pokrzykiwanie przy każdym kolejnym wkłuciu jest nieco triumfalne. Za jedyne dwadzieścia dolców.upewnia się Igiełka. Zachodnie ceny za mądrość Wschodu. pobudziliśmy meridiany. serami. Kiwam głową: wiatr. kolacja (Lekka jak mgiełka” .Łódź. Igiełka jednak zaczyna mówić rzeczy dziwne: wylicza moje schorzenia i choroby. Już na serio słucham jej pouczeń: . w tych samych porach dnia. Ze względu na „wątrobę nie wybieguję swoich codziennych dwóch kilometrów w lesie. Daję się nakłuwać. Lipiec. mięśniak czy rak. nadgarstki i brzuch subtelna energia wszechświata. ale pytania Igiełki dość egzotyczne: kiedy się pocę. Za Widzewem błogostan mija. o których jej nie mówiłam. W okolicach Skierniewic zamiast drzemki nirwana. Spać w białych skarpetkach. Tak irracjonalny Wschód wyjaśnia. o której budzę się nocą. ale musi wiedzieć dokładnie.

Wysyła mnie na seans. Nie mówią dobrze po polsku. bez żadnych wypukłości. obrasta macicę. Do tego woda Jana. i to całkiem trzeźwo . za dwa lata. zaciąga mnie do swoich mongolskich uzdrowicieli w Alejach Jerozolimskich. podobnie jak Igiełka. Wychodzę w obłoczku euforii. Przestałam się przejmować głupotami i wlazłam po uszy w Chiny. że po drugiej stronie.przepowiada.hop do odwiecznej przyjacióły na Muranów do rozpadającego się postalinowskiego bloku.Jak?” . wychodzący na światłość wiekuistą. Pociesza: .(obrzydliwa żółta przyprawa. czyli Radix Archangelicae (Anioł Korzenny) . kłują akupunkturą. Ta operacja bardzo zmieni twoje życie . . Lipiec. Noc w Holidayu i wreszcie wolność . energiczna. Zauważa jedynie. Szybko załatwiam filmowe historie z Produkcją. dalekowschodni szafran). co prawda obudziłam się. że odruchowo się rozglądam. chyba schudłam. by nie przeszkodzić „cudowi samouzdrowienia”. jest młoda. B. ale korzeniami w piekle smaku.chociaż już zmieniła. Dzwonię natychmiast do Igiełki.Będę mogła mieć dzieci? . Podaje bardzo dokładne daty z przeszłości. ale trzeba zoperować. Bardziej od operacji boję się narkozy. Pytam: . Widzi wokół mnie bliskich zmarłych. Miałam kiedyś kłopoty z obudzeniem. Wróżka. Jasnowidzką nie chce odpowiedzieć. Chyba dobra w swoim fachu.widzi koło mnie żeński element. Beata . Może medium powie mi w końcu. skoro jest szansa na wyleczenie. (szwajcarska bankierka). .może on i anioł uzdrowiciel. że zaczynam grzechotać kośćmi. póki nie dostanę stuprocentowej diagnozy: cysta czy mięśniak.Oczywiście. słysząc o operacji. Pietuszkin obserwuje milcząco moje samoudręczanie. Opowiada szczegółowo moje sny i jawę. wszechświat wchłonie tę kilkucentymetrową narośl. . Parę sekund dłużej i zaczęłabym widzieć słynny tunel. dziewczynkę . dziwnie się uśmiecha. ale wokół bezpłciowe powietrze. i mój organizm. Nie wtrąca się. Popijam gorzkim wywarem z korzenia arcydzięgla.zazwyczaj umiarkowana racjonalistka zachwycona słynną jasnowidzką. za to mają setki torebeczek z lekarstwami. Aaa tam głód.tyle. już powinna być .To absolutnie nie rak. czy to rak.Wyraźny pierwiastek żeński. czyszcząca nerki.mówi to z takim przekonaniem. Nie chce mnie jednak nakłuwać. Warszawa Lecę do Polski w sprawie Miasteczka. Jestem ciągle wściekle głodna. masują.

obtłuczone krzesła. gdzie jest „mongolski „gabinet”. Po kiego kusić diabła?” . Idę do poczekalni w zielonym.krzyczę po polsku na całą poczekalnię. chemioterapii.Macha mi przed oczyma ręką. Nie może. biurko.A po co? Taka twoja uroda. brudnoszare. zalatują azjatycką brzydotą.Kuna! .Jestem zdrowa!” Do sali operacyjnej jedzie łóżko z zapłakaną kobietą. W gabinecie portret Dalaj Lamy przypięty do ściany pinezką i otulony białym jedwabiem. Najchętniej zadarłabym go jeszcze wyżej. pytanie. Dopiero potem akupunktura. Rozluźnij się!) Po raz pierwszy podoba mi się szwedzki: Go hem. Wchodziłyśmy razem do szpitala.Jajnik powiększony . Wloką się za nią plastikowe wnętrzności kroplówek. Szwecja Pietuszka wiezie mnie na badania do kliniki. Co ja tu robię? Sprawiam przyjemność B. operacja za tydzień. szpitalnym fartuszku ledwo zakrywającym pupę. Płacę prawie dwieście złotych za ziołowe kuleczki i proszki. Gazetowe chuju muju.. jedziemy do domu.. Dla Mongołki nawet kilkudziesięciocentymetrowa cysta jest do usunięcia igłami. . póki jesteśmy razem”. Też to wiem. W szpitalu bada mnie dwóch ginekologów.Obrzydliwe gomułkowskie bloki. złote żyłki. szukając precyzyjnego sformułowania. Telefon z Polski.orzeka. . każdy z własnym superdokładnym telewizorkiem.Piotr. Czyli opis przyrody oddaje wewnętrzny stan bohaterów. Koniec lipca. przez które absurdalnie przepływa szczęście. pogoda jesienna. Cykorzymy. Piotr jest przesądny: „Dobrze nam. jestem zdrowa!!! . . kurwa. czy zgodzimy się na wywiad do „Zwierciadła”. pokazując zakrzywienie i się śmieje.. Co hem. Muszę wyjechać z mongoloidalnej Polski. tybetańską techniką. Rozmawiamy po szwedzko . Koppla av! (Do domu.francusku. Przed snem głaszczę lapis lazuli.. pokazując: . Ostatnie dni przed horrorem naświetlań. Mongołka maca mi brzuch. aż cieknie mi po nogach. Nigdy nie mówiliśmy publicznie o nas.Nie będę operowana? .angielsko . Popękane. ginekolog wrzeszczy po łacinie: .. Ale najpierw dwa miesiące te ziołowe bobki spod Himalajów. Pietuszka do końca ma przeczucie: „Nic złego się nie stanie. Jest lato. cykl: „Pytania do dwojga”. pomyłka. leje. uwiedzionej egzotyką cuchnącej jurty. go hem. W rozpaczy. Niestety. akurat jajeczkuję.

z kolorowych pism najbardziej psychologiczne. chociaż nasz świat zaczął się od słowa pisanego. trochę dziwna. Teraz mieszkają na wsi pod Sztokholmem. On z Warszawy i z Tybetu. po przeczytaniu listu Piotra powiedział: „On mi ciebie zabierze”. do przekraczania konwencji i norm. Chyba tak.. w Qchni Artystycznej. Miewają takie same sny. że jest człowiekiem niezwykle wrażliwym i że warto go poznać. ale ja wciąż nie miałam pojęcia.Zwierciadło” ma swoją klasę. ale cóż mogę na to poradzić? Tak było. Przyznaję. Dość długo utrzymywaliśmy znajomość korespondencyjną. że . oboje malują. ja jestem chrześcijanką i sądzę. Zastanawiamy się. moje serce wybiera stan zakochania. Odpisałam na list Piotra. że jesteśmy sobie przeznaczeni. I to właśnie był on. . o kim pomyślałam. Była już między nami pewna zażyłość. którzy go dobrze znali.. czy o jakiejś metafizyczno .literackiej fikcji? To jest najprawdziwsza prawda. że dobrze byłoby. Nadwrażliwcy. że już wielokrotnie spotykaliśmy się w przeszłych wcieleniach. Redaktorka wyjątkowo kontaktowa. Bardzo niezwykły. więcej sensu. bez tych szpanów typowych dla (rzędu Naczelnych) prasy kobiecej: „My uczymy kultury i elegancji. Dostrzegłam kogoś. bo często dostaję listy od wariatów. Zawierzyłaś przeznaczeniu czy swojej intuicji i sercu? Zawsze kieruję się intuicją. próbujemy. zbyt prawdziwe. z kim wówczas byłam. choć nigdy go nie spotkałam. która tego dnia akurat była zamknięta. Poza tym dowiedziałam się od ludzi. że na początku było słowo? Tak mówi Biblia i tak było również z nami. Nie oddzielają ducha od materii. porządnymi tekstami: mniej glamouru. Tak chciało przeznaczenie. oboje mają skłonność do rzeczy osobliwych. Piotr napisał do mnie list. ONA: M a n u e l a G r e t k o w s k a (Waga) Wasza historia ma zapewne jakiś początek. jak on wygląda. żeby to był Piotr. Umówiliśmy się w Warszawie. wypatrując. Oboje piszą. Wreszcie umówiliśmy się na pierwsze spotkanie. że to wariat. produkując świecidełka”. ale to było zbyt osobiste. Pytania do dwojga z Manuela Gretkowską i Piotrem Pietuchą rozmawia Beata Dzięgielewska Są razem. Czy to prawda. a przeznaczenie się temu nie sprzeciwia. Ona pochodzi z Łodzi i z Merkurego. Czy my rozmawiamy o twoim życiu. On w tym liście nas stworzył. Piotr wierzy w reinkarnację i jest przekonany. Nas razem. Nawet ktoś. jeżeli już wywieszać prześcieradła. Oświadczył. a także telefoniczną. tak więc krążyliśmy wokół. z felietonami Eichelbergera. I tak się stało.Z drugiej strony. Mogłabym pomyśleć.

drewniany. zwłaszcza po nocnych dyżurach. Prawdą jest też. tylko do niego przyjeżdżałam. zostałam sama w domu. Piotr długo śpi. rodzinę. W tym stanie zobaczyłam „coś”. że jestem mniej zaangażowana w nasz związek. różne zalecenia zdrowotne. chociaż oczywiście nie cała. Napisałam. co wcale nie oznacza.. owszem. Jak wygląda wasz dom? Co jest w nim najważniejsze? Dom jest zwyczajny. Niektóre sprzęty stoją dosyć dziwacznie z powodu żył wodnych i dlatego. Jak bardzo jesteś zaangażowana? Chyba za bardzo. i to jest obraźliwe. To jest to! To jest po prostu Piotr. Nie chcę używać banalnych słów „ukochany”. wypiłam dwa piwa i upiłam się w sztok. Ale jest mężczyzną twojego życia? On jest kimś więcej. uczę się szacunku do mężczyzny.kraj. że będąc z Piotrem. Nasz związek jest całkowicie partnerski. nie ten klimat. Rozumiem. aby energia mogła przepływać swobodnie. uczę się mężczyzny. że jemy o różnych porach. „najdroższy”. Chociaż jest trochę tak. stoi niedaleko jeziora. Piotr częściej gotuje i szczerze wyznam. Mamy trochę odmienne upodobania smakowe. bo posiada tylko jedną dźwignię. przyjaciół. nawet chyba więcej niż kochanek. gotuje? Na ogół każde z nas gotuje sobie. Zatem Piotr musi być kimś nadzwyczajnym. Kiedy jestem na niego wściekła. my się wzajemnie wspieramy i na zmianę nosimy się na rękach. czego nie . piękna przyroda. A kto. Wyjechałam dla Piotra do Szwecji. Kiedyś. równam go wtedy z mężczyznami. Więcej niż mąż (męża to ja już miałam).moja duszyczka jest jednorazowa. bo to prawda. Mężczyzna to urządzenie bardzo proste w obsłudze. Mam na to dowód.. poza tym. że mam zdecydowanie większe zaufanie do jego kuchni niż on do mojej. a ja dziergam wokół tego koronki. ale cała reszta to jak NRD.cola. Panuje w nim pomieszanie estetyki zachodniej z geomancją i zasadami feng shui. Dla mnie to jest koniec świata. bez Weimaru i Lipska. więcej niż partner. więc kiedy on je śniadanie. na przykład. Tak napisałaś w którejś ze swoich książek. W końcu dla Piotra rzuciłam wszystko . że razem piszemy scenariusz. ja jem obiad. A w środku najważniejsze są kolory. Nie ta kultura. że to Piotr wbija słupy milowe. na wieś. Dla mnie on jest jak coca . a bywa. mówię do niego „facet”. I to nie są żadne zabobony. na wyspę. żeby po raz kolejny jechać za kimś na koniec świata. kiedy jeszcze nie wprowadziłam się do Piotra. Czy to nie wariactwo? Przecież nie mam dwudziestu lat. dana mi na to jedno życie. A zrobiłam to. bo nie mamy żadnej spółki.

nie wiem czemu . ale tylko dla wytrzymałych nerwowo. On jest pierwszym czytelnikiem i recenzentem mojej twórczości. że rozpoznaję myśli Piotra także po. Przy takim porozumieniu nie ma chyba mowy o konfliktach? Ależ jest mowa i są nawet awantury. kiedy Piotra nie ma w domu. umarliśmy z wrażenia. robię tragedię. nie musimy nic mówić. że mój stan zakochania słabnie. ale za to w tym czasie. albo rano. Jesteście tak blisko już od sześciu lat. że ciągle mu się śnisz? Więcej. Zwłaszcza jak jedziemy razem samochodem. Poza tym: to się wydaje nieprawdopodobne. I to też dobrze działa na naszą bliskość. Ja często wyjeżdżam do Polski. czasem coś skrytykuje i ja przyznam mu rację. kiedy on jeszcze śpi. Myślisz. troszkę podsypiał. Kiedy czuję. inaczej od drewnianego stołu. bo od sporu.. Kiedy to się zdarzyło po raz pierwszy. to coś w tym musi być. nie ustąpię. ale Piotr zna moją instrukcję obsługi i coraz lepiej sobie z tym radzi. ja muszę być bez przerwy zakochana. doprowadzam do granicy rozstania. We mnie jest jakiś tragiczny romantyk. jak się piecze ciasto. prowokuję spięcia.. bo my obydwoje nie mamy łatwych charakterów. dokładnie odczytujemy swoje myśli. kiedy jesteśmy razem. że jednak jestem zakochana. kiedy wychodzi do swojej pracy w ośrodku. światopoglądowych. zapachu. my często śnimy te same sny. a bywa i dramat szekspirowski. czy niebieskie. Poza tym nasze uczucia wzmacniają się poprzez nieuniknione rozłąki. do tego. kiedy ty piszesz? Chodzi na paluszkach? Nie robię z pisania żadnego spektaklu. jak każde z . Wszystko po to. Piszę najczęściej. czasem nawet bardzo. A masz jakieś specjalne rytuały związane z twórczością? Co robi Piotr. a co było w tym domu.. Okazało się.poczułam zapach gumy znad jego głowy. I wtedy jest sielanka? Bywa sielanka. czy coś jest zielone. inaczej od metalowego garnka. to pomyślałam. My mamy trochę inny rytm dnia i trochę się mijamy. I się kłócimy. aby upewnić się. że skoro miliard Chińczyków wierzy w to. Piotr siedział w pokoju. Kiedy później dowiedziałam się o fengshui.nazywałam jeszcze wówczas energią. bo z boku lepiej widać. Piotr jest wytrzymały. a ja . dochodzi się do pytań podstawowych. jesteśmy tylko dla siebie. w którym nie jestem zakochana.. co ja widziałam. Za nic. że on myślał o kolorowych balonikach z dzieciństwa. Ja co miesiąc miewam kobiece napady złego humoru i właściwie mogłabym nad tym popracować. I zaczęłam to stosować. zwyczajna czynność. To jest jakaś recepta na udany związek. a oczywiście nie mogłabym być z mężczyzną. ale okazało się. że to ja mam rację. To jest prawie tak. odbijało się od sprzętów. ale gdy jestem przekonana. Jest między nami niesamowita telepatia.

dokąd zaprowadzą mnie słowa. Raz jedno. bo nie o to chodzi. to w erotyce zawarte jest też i inne doświadczenie. Sama czynność. zmienia się punkt widzenia na pewne rzeczy. Na tym zresztą polega sztuka. bo nie wiem. moralisty i tego wszystkiego. Nie będzie to oczywiście radosna twórczość na temat dupy Maryni.. A tak naprawdę jeśli ktokolwiek czuje świat i ten normalny.. głęboko duchowe. bo inaczej publicznie nie wypada. żeby nie było wulgarnie. A widzimy go jednak inaczej. raz drugie ustępuje. nie ustawia się w żadnych pozach humanisty. dyskutować. Możemy o tym rozmawiać. to musi być sentymentalnie. albo tak . jaką napisałam. a raz żadne. Mam w nim przyjaciela. Proszę otworzyć byle jaką gazetę: tam wszyscy są święci. Wydaje mi się. choć to jest oczywiście ciężkie rzemiosło.odrzucając ogołocić się do samego sedna. o jakich nie miałam pojęcia. a jednocześnie nieświadoma. namalować. kiczowato? W Namiętniku są trzy erotyczne strony i uważam. A Piotr. krytyka i kochanka w jednej osobie. To zapewne oddala termin skończenia twojej nowej książki. a przecież ja już się jakoś tam starzeję.. Jakieś pańcie po gazetach zarzucały mu brak szacunku.. O czym ona będzie? Na pewno będzie to erotyczna książka o miłości. jak w życiu. same autorytety moralne. Ja z biegiem czasu coraz lepiej wiem. czego chcę. humanitaryzmu i tym podobne bzdury. to ma do wyboru albo prawdę. bo niby wszystko można napisać. Kiedy się człowiek starzeje. jest prosta. Bycie z Piotrem niewątpliwie bardzo mi w tym pomaga.nas widzi świat.. i ten szalony.. ale jak oddać to słowami. Dla mnie książka erotyczna jest dużym wyzwaniem: kiedy piszę. pojawiają się słowa. na umiejętności odrzucania. Zostajemy przy swoim zdaniu i świat się od tego nie zawala. Zabiera nam dużo czasu i wymaga dużej dyscypliny. To jest dla ciebie ważny temat? Tak. nawet z urozmaiceniami. że jestem bardzo świadoma tego. by . i dobrze się przy tym bawimy. co jest do odrzucenia. czego nie chcę. mieszczenia się w terminach. pracuje nam się raczej zgodnie. Wiele problemów rozwiązuje czas. bo tu reguły gatunku są dość oczywiste. Bo jak o chorych i cierpieniu. co najistotniejsze. Bardzo trudno jest pisać o erotyce. I nie uznajemy kompromisów ani złotych środków. dotrzeć do tego. płasko. odczucia. że to jest najtrudniejsza rzecz. Stróż obłąkanych Piotra to zaskakujące połączenie ostrego męskiego stylu z poezją. Ale chodzi o to. Jak wygląda wasza wspólna praca nad scenariuszem „Miasteczka”? Bezustannie się spieracie? Nie. Masz też w domu autora świetnej książki? Tak. czego oczekuje się od kulturalnego mentora.

chcemy się przeprowadzić do Polski. Książka Piotra nie zostawia nikogo obojętnym . Poza tym. Dziecko to osobna istota. Zdecydowałaś się być z Piotrem na dobre i na złe? Na zawsze? Nic nie jest na zawsze. Ale to dłuższa opowieść. a ironia to narząd inteligencji. przede wszystkim ja chcę. koniec związku. Wybaczyłabyś Piotrowi zdradę? Nie. Piotr jest dla ciebie drugą potową jabłka czy drugą osobną całością? Jest drugą pestką w jabłku. była bezpłodna. to z pewnością Piotr. kto mnie pokocha. w wygodnych kapciach. Nie wierzę też. Byłem wtedy sam. Jeśli ktokolwiek miałby być ojcem mojego dziecka.pożądane w Polsce słodkie pierdoły. Z pestek wyrasta jabłko. I to nam dobrze robi. ON: P i o t r P i e t u c h a (Wodnik) Skąd się w twoim życiu wzięła Manuela? Mogę odpowiedzieć najprościej . w bezpiecznym ciepełku. a w niej fragment prozy Manueli.wzięła się ze snu. Ale powiem ci. że zawsze będziemy ze sobą. To byłoby niewybaczalne. tęskniłem i wyobrażałem sobie. Dla Piotra będzie to trudne. która mnie do siebie przyzywa. mogłoby mnie bardzo dotknąć. Macie jakieś wspólne plany na przyszłość? Tak. To znaczy. Parę tygodni później zobaczyłem zdjęcie Manueli w jakimś kolorowym piśmie. kto na mnie czeka. Nie mamy jednak tego ciężkiego poczucia pewności. po nieudanych związkach. obmacująca świat i własne ego. Osobną energią o wielkim oddziaływaniu. Jest to jednak decyzja. że dziecko to kontynuacja. że olśnienia i oszołomienia się zdarzają i nie można niczego przesądzać. żeby mnie do tego popychał zegar biologiczny. nieistniejąca już dziś gazeta literacka. . cierpiałem. Oczywiście wiem. Chciałabyś mieć z Piotrem dziecko? To zbyt intymne pytanie. Najpierw śniła mi się jako promienna postać kobieca. która wymaga czasu. Jest piekielnie ironiczna. że przed nami do napisania jeszcze ze czterdzieści odcinków serialu Miasteczko. Gdybym. nie chcę. My bardzo chcemy być razem i bardzo ostrożnie podchodzimy do siebie. ślad. I wtedy wpadł mi w ręce „Ex Libris”. Chyba nie jestem jeszcze gotowa. aby zostać matką. do końca życia. powiedzmy. żeby naszego razem nie potłuc. Ten tekst zrobił na mnie niesamowite wrażenie. innych zachwyca.jedni się obrażają (jakby można obrazić się na rzeczywistość). taka macka wrażliwości. ale na tym etapie zdrada między nami jest absolutnie wykluczona. że może jest ktoś.

kiedy ja byłem mnichem. Dowiedzieliśmy się. co noc. do bólu szczery i chyba odważny. że jest młodą pisarką z Paryża. oniryczny. W obecnym wcieleniu moją duchową karmą jest opiekowanie się Manuela. Na ogół byliśmy małżeństwem. opowiadał nam o nas. żywą. Potwierdził to Helge . Byliśmy bez pamięci w sobie zakochani.Bardzo mi się spodobała. Chyba ze dwa razy próbowaliśmy boleśnie oderwać się od siebie. Fascynujące rzeczy. że jesteście sobie przeznaczeni? Oczywiście. jak jakiś czarownik wudu albo stuknięta nastolatka. że tak właśnie ma być. bycie jej rycerzem. która jest ze sobą od czternastu wcieleń. z pełnym przekonaniem. A mówiąc serio . aby była mi posłuszna. z zamkniętymi oczami. Co napisałeś w tym liście? To był list nawiedzonego maniaka. taką zwyczajną. I wtedy zaczęła mi się śnić obsesyjnie. Jesteśmy też skrajnymi indywidualistami i źle nam było w związkach. który będzie jej strzegł przed szatanem. Wyciąłem to zdjęcie. a najpiękniejszy związek mieliśmy. poza tym. że byliśmy artystami.słynny islandzki szaman i jasnowidz. Byłem zachwycony. bo przecież ja nic o niej nie wiedziałem. raz byłem jej ojcem. że się zatracamy w tym związku. I przekonany. Trzeba było coś z tym zrobić. wysłałem na adres redakcji. A jak było wcześniej? Wcześniej wydawało się. Że ona pochodzi pierwotnie z Merkurego. Uwierzyłeś. Po tygodniu dostałem od niej odpowiedź. A my oboje bardzo kochamy wolność. Od tamtego momentu zaczęliśmy lepić gniazdo. a ja kiedyś biskupem Canterbury i tak dalej. żeby Manueli namącił w głowie po to. Skończyłem właśnie czterdzieści lat. że już nie wiadomo było. Ja sobie czasem żartuję. powiesiłem sobie na ścianie i tak się wpatrywałem w nią. Byliśmy tym zaszokowani. to był jakiś androginizm. sympatyczną. To było za silne. którego przekupiłem. uzewnętrznić te emocje. o naszej przyszłości i przeszłości. Helge przez godzinę. . w transie. a Manuela mniszką. że ten Helge to mój były pacjent. na którą czekałem. znał imiona rodziców Manueli. Później dostałem nawet potwierdzenie. że jesteśmy karmiczną parą. Napisałem więc do niej list.spotkanie z jasnowidzem było dla nas obezwładniającym przeżyciem. a moja pierwsza inkarnacja jest z Tybetu. Nie mieliście nigdy wątpliwości. a gdzie ona. gdzie jestem ja. że to jest właśnie ta kobieta. bardzo długi. że jasnowidz nabujał i nazmyślał? Helge spotkał nas pierwszy raz w życiu. A opisał dokładnie mojego nieżyjącego już ojca. z ufną pewnością. przechodziłem kryzys duchowy i dostawałem lekkiego fioła. bo to się stawało zbyt zniewalające. Wchodziliśmy w taką symbiozę. A teraz idzie nam świetnie.

Ona jest wielką patriotką swojej rodzinnej Łodzi i bardzo tę Łódź w sobie kultywuje. o kwiaty w ogrodzie też dbamy wspólnie. słabo rozróżnia kolory. bo jej nie bardzo to wychodzi. A ślub wzięliśmy! Podczas podróży po Indonezji. kadzideł.. Ja częściej gotuję. Manuela czyta mi na głos jakieś świńskie książki albo tłumaczy z francuskiego mądre dzieła. Tak napisałeś w swojej książce. bo Manuela nie ma prawa jazdy. każde z nas może być sobą. w miejscowym obrządku Sziwy. Ja kocham westerny. że rzeczywiście patrzycie tak samo? Jesteśmy nieprawdopodobną całością i jesteśmy bardzo różni. ekumeniczny. Ona lubi być wożona. ja jestem warszawiakiem.. Różnimy się w pojmowaniu religii. mamy różne poglądy polityczne. choć polityką się nie pasjonujemy. ona bardziej sprząta. ofiarne kosze owoców. rozumieniu Boga. powiedzieliśmy sobie miliony słów. Ja mam nieprawdopodobną skłonność do Chin.Jak wam się udaje pogodzić tak mocno przeżywany związek z wielką potrzebą wolności? Myślę. który Warszawy nie lubi. Było mnóstwo kwiatów. a ja lubię ją wozić. choć maluje cuda na jedwabiu. ona do Francji. ja też piorę. nie musimy niczego przed sobą udawać. a co do kobiety. Nasze jazdy samochodem są upojne: kiedy podróżujemy. choć nie do końca. gdy trzeba wrzucić ubrania do pralki. żeby były płacone rachunki. mieliśmy wszystko szare. Zresztą jeszcze tego samego dnia Manuela mnie zdradziła. Manuela jest przede wszystkim artystką.. zjeździliśmy razem kawał świata. że w obszarach duchowych i intelektualnych jesteśmy bardzo do siebie podobni. ja kocham Chrystusa. ale nie było żadnych przyrzeczeń. A jak wygląda wasza osiadła. co mnie doprowadza do szału. powiedziała twoja córka. Co was właściwie łączy? Przecież nawet nie ślub? Bezdyskusyjnie łączy nas miłość i bardzo dobry seks. Zakupy robimy wspólnie. bo ona. Manuela jest ortodoksyjną katoliczką ze skłonnością do ezoterycznych objawień.. Wiele razem przeżyliśmy. Naszą bazą jest głęboka duchowa przyjaźń.co należy do mężczyzny. Kiedy ona prała. na rajskiej wyspie Bali wzięliśmy ślub polubowny. Doskonale się rozumiemy. ona uwielbia filmy Lyncha. „Macie takie same wzroki”. ponieważ jestem byłym hippisem i moja muzyka to blues. Nie mamy tradycyjnie określonych ról . Z . Manuela słucha tylko muzyki klasycznej. Wyłącznie ja prowadzę samochód. a ja pilnuję. może się realizować. Myślisz. gdy zobaczyła zdjęcie Marnieli. ale jednocześnie bliski jest mi taoizm. szwedzka codzienność? Ta codzienność jest dość zwyczajna. Ta lista rozbieżności jest niepokojąco długa. to jest dla niej magiczne miasto.

Sierpień Sierpień . potem spacer. Wstaję. o który mógłbym być zazdrosny. Macie własny język. Możliwy jest tylko koniec związku.Oceanem Indyjskim. że w życiu Manueli jest inny. to ta sama osoba? Moim zdaniem w książkach zupełnie nie ma Manueli. którym się porozumiewacie? Pewnie. Druga książeczka służy do świntuszenia. Jaka jest Manuela prawdziwa? Jest osobą o niebywałym poczuciu humoru. raz jedno. Tam się błąka jakaś kobieta kameleon. dla niej tatuś jest święty. bilety. i Manuela. Bo wiesz. Mamy też dwie prywatne książeczki. co się dzieje z nami i wokół nas. raz drugie. Nie będę musiała skrobać nic do gazet. Nie narzekam: żyję. piątej pisanie scenariusza Miasteczka.. Po dniu pisania nie mam siły czytać. telewizja. Planujemy wrześniowe wakacje. spieszyć się z książką. Po więcej niż czterech godzinach w samolocie mam ochotę wyć.trzydzieści jeden odmian tego samego dnia. że Ocean Indyjski jest jedynym obiektem. Do czwartej. Czy Manuela. nienawidzę literek. bardzo ważny mężczyzna . poszukująca siebie samej. Wbrew pozorom ma bardzo równy i stabilny charakter i na ogół bywa pogodnym delfinkiem. że może pora opublikować. Dziecko współczesnego świata. czyli w dyby komputera. . że mamy. Tyle się już tego zebrało. która mnie roztkliwia zupełnie. Ona ukrywa siebie pod błyskotliwymi aforyzmami. We wrześniu zatrzasnę komputer i będę wolna. śniadanie. którą znamy z jej książek. Najczęściej niecenzuralny. prawą i przede wszystkim hiperwrażliwą. Zapisujemy w niej nieprzyzwoite wierszyki i dowcipy. Całe lato pracowaliśmy albo „chorowaliśmy”. które zapisujemy tylko dla siebie. a Pietuszka przegryźć uszczelki okien. Wiem jednak. Ona bardzo kocha tatusia. o dziewiątej do roboty. Do czego byś porównał wasz związek? To jest jak łaska łagodnego oddychania.nie żyjesz. bez tożsamości. ona kocha się z falami. hotelowe rachunki. Nie oddychasz .jej tata. bardzo szlachetną. Żyję jednak ze świadomością. ale zapewniła mnie. że kiedy ludzie są ze sobą szczęśliwi i tak blisko jak my zdrada nie jest możliwa. Pod spodem jest wzruszająca nieśmiałość i niemal dziecięca wrażliwość. Nie jesteśmy jednak w stanie lecieć pół dnia. odmóżdżenie. która jest z Piotrem. Namawiam Piotra na Ocean Indyjski. woltami intelektualnymi. wulgarnymi wyrażeniami. Jedna jest rodzajem dziennika pokładowego naszego związku.. Piszemy. A byłbyś zazdrosny o mężczyznę? Byłbym. Wklejamy tam zdjęcia.

Wyrzucam.. mój rozważny Pietuszkin wylicza: ile wydamy. Borowiki z bajki. . im jesteś starsza. Nie mam siły chodzić. co ma takie mdlące objawy. do kolan. przedwczoraj byliśmy w Ikei. . gapiąc się w komputer. przepracowałaś się. To się nazywa wypalenie . Zanim zdążyłam go połknąć. zagłodziłaś się i masz efekt. W . poczułam mdłości.. dopiero za dwa lata. że jestem w ciąży. jak boli woreczek żółciowy albo trzustka.. Pół Szwecji na to choruje. pstryk i koniec.Tak ci się tylko wydaje. próbując dowiedzieć się.To co ci jest? . pamiętasz. po pierwsze niemożliwe. Przeszłam na suchy chleb i herbatę. kładę. nie ma zmiłuj się.Kochana. gorączka. Lgną do ludzi. wiesz. . O.uważa moja dentystka pracoholiczka. Niewiele pomaga. Taki pomidor może być mordercą. i ta jasnowidzka powiedziała. Połączenie żółtaczki ze świrem. po drugie mdli cały dzień.Wymyślam przesiadki. Pietuszka doprowadzony do rozpaczy: . wyłażą na ścieżki. celem byłaby północna Australia. Nic z tego. nie wiem. Do lekarza pójdę za tydzień w Polsce. Wybieramy Grecję: blisko. jest co zwiedzać. wszystko. Nic nie boli. Produkcja pilnuje terminów. Są różne odmiany borowików: te jaśniejsze przy jeziorze i te z pokrzywionymi nóżkami pod górą. Teraz nie mam czasu.Pewnego dnia budzisz się i nie możesz ruszyć ręką. Co spojrzę na tę doniczkę.Beata. mdłości. sprawdziło się. nie siedzą gdzieś w głębi lasu. . ale skąd mogę wiedzieć. Sięgnęłam ledwo przytomnie po coś do zjedzenia. Piotr nie widział Katmandu.Wyrzuć te zioła.. Ugryzłam trochę zielonego pomidora. dziwna gorączka. muszę skończyć scenariusz Miasteczka. . co powiedziała. Łażąc za Pietuszka.. Beata natomiast twierdzi.. nauczyłam się odróżniać prawdziwki: kapelusz niby dobrze wypieczona bułeczka. nadchodzi taki dzień. gorączce. Nocą wydzwaniam po znajomych. to mi niedobrze.Ale ja mogę harować od rana do nocy. Chodzimy wieczorami na grzyby.. Kładę się spać o dziewiątej. na termometrze nie dociąga do trzydziestu siedmiu. w życiu się tak nie czułam.. ciepło i nie trzeba siedzieć na plaży. Po dwóch dniach nadal to samo: głód. Zbieram grzyby. nie tylko rano. kupiliśmy doniczki i kanapę. Chciałabym zobaczyć Izrael.. . diety! Zacznij jeść. staram się zapomnieć o mdłościach. Poza tym on ma tylko dwa tygodnie urlopu.Eeee. padam jak kłoda..

.wersja Pietuszki.wsadza mnie w samochód. Bolą mnie rzeczy.. Pietuszka .Nie. . Psychoza? Zwariowałam? . Jesteś przed okresem.. zawsze pod koniec miesiąca mogę być.stodoła pomalowana pastelowymi farbkami .. Zaraz kontrolna wizyta u ginekologa. . kiedyś trzeba było. że nie mam siły żyć. .. Wracamy do domu.I jestem nieszczęśliwa. znam cię . Przecież nie jesz mięsa. że odechciało mi się. rozerwiesz się .Nie śmiej się. Sam obrazek grzyba doprowadza mnie do torsji.Chodź na spacery..Nie mógł cię zatruć maleńki pomidor. do buzi. że mi tu źle. nie siedź ciągle przy komputerze. też się na mnie uwzięły.Zjadłabym. Dość. Nic nie mówię Piotrowi.. jęcząc. Przechodzi dzieciak z hot dogiem. .. W sklepie nie śmierdziała.Piotr też czuje? .. ale nie położę się. Mam ochotę mu go wyrwać.Gdzie mam iść? W lesie śmierdzą grzyby. Ale jest już po ósmej. Dzisiaj powinnam dostać okres.. ile tu kosztuje kiełbasa na ciepło? .. truje mnie. Nasz kolorowy domek zrobił się obrzydliwy. Akurat: w stresie walnę talerzem o ścianę. Trudno mi powiedzieć: mdłości czy skurcze.Skończysz scenariusz. bo prawie puszczam pawia. . rozchorujesz się po ścierwie. Jedziemy na skróty przez Ciemną Wyspę. już zaczynam cierpieć.Przyjeżdżaj jak najszybciej do Polski. bo ja tu zwariuję. Wydziela dziwny zapach.. . .ogóle nie mogę patrzeć na nieładne rzeczy.. normalne. jakby przysypał go popiół. Ich drewniana siedziba . rano szukam testu ciążowego. .Oj. Dziecinna jesteś. gdyby pytał o ciążę. Mijamy stację.. na tyle dni? To stres.Piotr. a pomarańczowy zbutwiał w zielony. Pietuszka bierze benzynę. „Stres”: takie kawałki to może opowiadać swoim pacjentom.Dychę. puchniesz i masz świrka. nie mogę. ale liczę dni do wyjazdu do Polski. A ta kanapa. coś wykombinujemy.. Pojedziemy do antropozofów. . zaszkodzi wątrobie pracującej do szóstej.. Kawiarnia antropozofów zamknięta.. co zobaczysz. ...zalatuje mi podejrzanie: gnijący niebieski.No. chemia. Na wszelki wypadek. a Piotr myśli. rozluźnisz się i przejdzie.

ale. Pietuszka łapie mnie za zsuwającą się skarpetkę i ściska stopę. Zarys główki. w tak odległej przyszłości. śmiać. zamiast śniegu widzę na ekranie jakiś kształt.Piotr stuka w tester.. O drugiej musimy być w Sztokholmie. Idziemy do łóżka i kochamy się. płakać. ubierając się po drodze. kropelka wsiąka i zabarwia się na niebiesko. czerwony minusik.. kreska nie znika. muszę mieć pewność. zabronione w czasie ciąży. Czytam instrukcję.ani spiralnych pułapek na dzieci. pokaż.. nierealnie.wchodzi do łazienki. później..Czysta marnacja i babska ciekawość . kiedy obsikuję tester. Bzdura... Obraz rozmazuje się we łzach.. jakbyśmy byli ze sobą pierwszy raz: „Mama.zęby mi klekoczą..Zmiany w szyjce macicy. Trzymam w dwóch palcach plastikowy bolid.nie ma wątpliwości. Wynik: 99. że prawie w innym wymiarze.Piotr!!! .Pomyliłaś się. zobaczymy obrazek. w przychodni.. na ręku wylądowało mi UFO. każdy objaw. ale nie używając żadnych anty . Zwłaszcza że biorę leki na serce. w cudowny sposób. „Oceanie Blue: Pojawienie się pierwszej niebieskiej kreski oznacza ciążę. Dziecko? Kiedyś.kładzie się znowu do łóżka.. Sami jesteśmy przerażonymi dziećmi. . Druga niebieska kreska potwierdza prawidłowość testu... Budzi nas zegarek nastawiony na pierwszą. . chyba jestem w ciąży..coś bredzę.. . . Wychylam się z fotela.Jak to? Teraz? Euaaa . Znam swoje ciało na pamięć. . test działa. potwierdzenie. tkające nitki życia. Pietuszka stuka się w głowę: . Całujemy się. Wstrząsane pospiesznym biciem serca wrzecionko. Zaczynam się trząść. tata”. ale wcześniej. jak zawsze będzie pudło.No co? . Aha.Na pewno . . Designerski bolid. jesteśmy w ciąży . aha. ..9% pewności”. Żaden tam karteluszek w plastiku. W drugim okienku.Chce pan popatrzeć? Piotr podchodzi do USG. . dotykając ostrożnie.. Dziecko. To wszystko zmieni. Pędzimy do wozu. zużyłam już tyle testów. robi się prawie granatowa. przytulamy ze strachu. Teraz jestem na niebiesko.Jestem w ciąży. chyba czwarty tydzień . nie mogę trafić nogą w imadło ginekologiczne. W pierwszym okienku pojawia się powoli niebieska kreska. czekam.royce w klasie testów ciążowych. Prawda.Zgadza się dupcik.Pani doktor. pomyliłam się. rolls . Pietuszka wybiega z sypialni. .

słyszę zgrzyt pięknego prezentu do tortur.Siódmy tydzień? Niemożliwe .Żebyś się czuła pewniej. Poród? W tym momencie jest poród..Masz już dzieci i nie zorientowałeś się. Jestem nagle zupełnie bezradna. Gadam do siebie. ale czekamy. Mam w sobie coś. Próbuję sobie wyobrazić poród. A ty.. do Niego. tydzień: Embrion rośnie milimetr dziennie. nie zauważyłaś? .Jeden centymetr.. Krwawienie wzięło się z wszczepienia embrionu w macicę. że jestem w ciąży? . W domu przesłuchanie: . 7. wykluwa się z mojego ciała. Opowiadam o fajnym świecie (tylko czemu płaczę?). Przy porodzie nie traci się z bólu świadomości. weźmiemy ślub . miej przy sobie suchary i pogryzaj. zawieszony na drgającej strunie życia.połowa kwietnia.czarne zdjęcie z wymierzonym komputerowo maleństwem. Idę do lasu swoją parokilometrową trasą. kogoś. Oczy przemieszczają się na przód głowy. Przelatują mi przez głowę „myśli tragikomiczne”: nie jestem ślepą uliczką ewolucji. jak tyle kobiet i samic przede mną. Przeglądam swój kalendarz. a przecież przy okresie (także . Dwa tygodnie po zapłodnieniu.. rozrastający się na miliardy komórek. Zaczyna ruszać ramionami („Ciąża . . . dziecko pojawiło się przed chwilą. Mały człowiek. że się Go nie spodziewaliśmy. Doktor wypisuje papierki.Ale po co? Pietuszka. Była pani zdenerwowana operacją i stąd wcześniejsze jajeczkowanie.Nic.doktor wyciąga z USG biało . W każdej minucie powstaje w nim 100 000 komórek nerwowych. cyferki dzielą się i mnożą.. trochę wcześniej niż zawsze. . taka wyczulona na swoje ciało.Myślałam. Tak to sobie wymyśliła natura.To nie okres.Każda ciąża jest inna.... Nie mogę uwierzyć: jeszcze kilka godzin temu Go nie było. wylicza datę porodu . . zwłaszcza przed porannym wstaniem.40 kolejnych tygodni”). Mózg zaczyna się dzielić na półkule. a on i tak tam sobie jest.13 milimetrów. Nie boję się. siódmy tydzień . Głaszczę całkiem płaski brzuch. że się zatrułam. Jeśli czujesz mdłości. Teraz ma pierwszą w życiu fotografię..Równo cztery tygodnie temu był okres. umawia na badania. Miliony lat ewolucji buzują w mojej macicy. ludzie się pobierają. Wybuchł wszechświat. Nie czuję Go.wstaję z fotela. Urodzę dziecko. kiedy jest dziecko. kto właśnie wylądował z kosmosu czy od Pana Boga albo zalągł się z genów. Pod koniec tygodnia będzie mierzył 11 . . I co teraz będzie? .

żeby iść dalej. godzinę.wikingowską wspólnotą. Ukarzą nas za ucieczkę niemówieniem przez jakiś czas „dzieńdoberek”. Na obrazie „Jezu. Z wrażenia upuszczam mokry talerz. Tylko czym przeć? Napinam się. nie czuję tam żadnych mięśni.Pietuszka zagląda z tarasu. zostawię tutaj część mnie . tyle że mniejsze) kilka razy zemdlałam. gdybym wiedziała. . że dziecko wchodzi do brzucha po zjedzeniu owocu. Siadam pod drzewem. mam nadzieję. . Maleństwo. prawie pół roku. . Zmywam naczynia. Nie. ten słynny zielony pomidor? . . Patrzę w kąt kuchni. picie kawy ugotowanej przez miejscowe staruszki. ufam Tobie” według wizji świętej Faustyny z serca Chrystusa wychodzą też dwa promienie: biały i czerwony. trzy miesiące temu. że od niego dostałam mdłości. Tutejsi nie przeżyli czynów społecznych PRL . zachodzące słońce buszuje po schnących talerzach.skurcze. . Wylizuje resztki światła. na aborygeński obraz przy oknie. Myślę o swojej śmierci trochę z żalem: nie da się już wyjść po angielsku. Dlaczego rośniecie musi być tak męczące? Miliony nowych komórek dziennie. Wódz . biegałam tędy po kilka kilometrów bez przystanku. trudno. mała trująca fabryka.Co jest? . Przywykli od pokoleń do konspiry. kiedy biała kropla Piotra zlała się z moją czerwoną i powstało biało . jeszcze nie to.pokazuję Ducha deszczu. Dostaję mdłości. co będzie na dnie Twojego serca i co rozpuści się na końcu. zbierania liści i pół dnia na pogwarki. stanie koło pralni wsparty o grabie i będzie przemawiał. Godzina zamiatania. Uciekamy przed plemienno . dwie. Nie chcę Ci zrobić krzywdy. dymiąca hormonami. przemykamy się cichcem przez podwórko na parking. urośnie. może coś się wytrenuje. przestanie ono bić. Więc będzie mniej bolało. Twoje czarno białe serduszko z USG szamotało się tak pospiesznie do życia.Zaszłam w ciążę po australijsku.czerwone bindu.u. która zarządziła niedzielne sprzątanie osiedla.Aaa. to. nie jadłabym ich już od miesiąca. Wyobrażam sobie po buddyjsku Twoje pierwsze chwile.Ciebie. Mam czas. kiedy. Las śmierdzi grzybami. jestem za słaba.Aborygenki wierzyły. Niedzielny ranek..Widzisz? . Duch deszczu i dobry duch domu z białą głową kosmity. Budzimy się o siódmej i pakujemy piknikowy koszyk.Ja się im już nie dziwię. najeżoną czarnymi antenkami na żółtym tle..nasz śmieciarz. mój prywatny totem z Australii. „nieużywany”. Niedawno. nie zrozumieją wstrętu do stadnej pracy i zabawy. . o czym opowiadał: słynna niezgrabność i roztargnienie kobiet w ciąży. bez zmęczenia. Nie wzięłam dzisiaj leków na serce. też myślałam.Niby jak? Bumerangiem? . że ty się tak nie czujesz: jesteś całkiem nowiutki.

Wtedy będzie można bezpiecznie wrócić zgodnie z potocznym powiedzeniem Kusten dr klar (wybrzeże jest czyste). jak maleje. do katedry. Rozpieszczam Go. głupawe w ciemnym kościele. jestem sama. Piotr w pokoju obok ogląda telewizję. wziętym pewnie ze staroszwedzkiego języka morskich łupieżców. Przez dwa miesiące zwalczałam cztery centymetry czegoś. aż skrupulatni wikingowie skończą sprzątać nasze podwórko. na pewno słyszałam wołanie. Do tego prawdziwa pastorowa. W ławce przed nami rozmodlony pastor z horrorów: siwe. Jest mi już obojętne. Siadamy w ławce. Zostaniemy tutaj do wieczora. owoce. znika. Jeszcze odróżniam halucynacje od realności. patronki Europy. nie mam siły. rozwiane włosy i nienawistne charczenie psalmów. dlaczego pochowano go na tym szwedzkim protestanckim Wawelu. Pamiętając jego wizje boskich orgii. Ma z nią własne porachunki. szwendająca się po katedrze. Leżymy pod drzewem w parku. nie muszę pisać scenariusza Miasteczka. Próbuję nie rzygać. kazanie. Obok chyba drugi pastor albo inspicjent: mówi do siebie. Nie wysiedzę do końca. podjadając sery. Tną nas komary i mrówki. mojej przyszłości. Po prawej stronie sarkofag Swedenborga. Piotr nie wierzy. ze mnie: „Mamusiu!”. podgryzam nawet kiełbasę.księży. Ta msza w prawie pustej katedrze z kilkoma wariatami i Swedenborgiem przypomina szalone obrzędy. Piotr modli się przed relikwiami świętej Brygidy. Ktoś powiedział do mnie: „Mamusiu!” Ten zaledwie centymetr z bijącym serduszkiem. Teraz szykuję miejsce na ten Centymetr. matki ośmiorga dzieci. modlitwy. zapięty pod szyję biały gorset kolumn. Zaczyna się msza. Gotyckie katedry nie były budowane dla popiskujących kobiet . Prawie łkać. zamiast przyklęknąć. świntuszenia i chędożenia cycatej boskiej mądrości. rozrastający się w brzuchu. Wracamy do Sztokholmu. Próbuję się też modlić. gasi mi światło. Zakładam czarne słoneczne okulary. Szukamy legowiska w lesie. Tutaj obłazi nas słońce i zimny wiatr. głowie. Wyobrażałam sobie. Piotr. Koniec sierpnia 8. co rozpanoszyło się w środku mnie. Pierwszy wolny dzień od miesiąca. wychodzimy. wyśpiewująca przy ołtarzu cienkim głosikiem psalmy. też ma czarne okulary. zapisując w zeszyciku Ewangelię. tydzień: . zawija w kołdrę i radzi odpocząć. ale zaczynam płakać. nijak nie mogę zrozumieć. Nocą w sypialni słyszę głos. Z daleka słychać autostradę. kłania się. Na szczęście wycieczka Włochów.Jedziemy do Uppsali. Odprasowany na kancik gotyk.

gdy nie znaliśmy słów.Przegadamy . . .bezwonnych plastików. przezroczystość. Po co mi ten monstrualny węch? Żeby odróżnić miligramy starego jedzenia i nie zatruć nimi dziecka? Uciekać od niby . Shalimar miało falującą powierzchnię aksamitu. Łażę po zatłoczonym korytarzu. Perfumy były samotne. Z nosa pocieknie mi zaraz krew. Upieram się. zostaw mi imię. . Natychmiast przechodzi nam czułe natchnienie. a nie ma bezwonnego kąta dla takich psów jak ja.też jak najprościej: Teo. Pietuszka wyczuwa dziewczynkę.alkohol. od razu dorosłe i miały tylko wspomnienia (zapachów). przedziałek pośrodku i perkalową sukienkę .Żadna Lula.wybrzydzam. który stał się nagle najważniejszy. nie dało się dotknąć. Jeżeli będzie chłopiec .Właśnie.Ty wybrałeś nazwisko. cudem zdążyłam. od razu się ją widzi. chroniąc się przed buchającymi z free shopu perfumami. gadzim mózgu. Issaye Miyake były nagrzane słońcem. Słodkości ulatują z flakonów szybciej niż z obietnic pijaka i zostaje to.jest najwcześniejszą emocją z czasów. Palce są jeszcze ukryte w fałdach skóry. Doskonalą się płuca. może uda mi się z Naną. Z baru przepłoszył mnie papierosowy dym. co na dnie . i pamięcią tego.wiem. . Wyczuwam cienie zapachów. nikomu nie podoba się Lula. parujących chemią? Powonienie było pierwszym uczuciem.Dziecko jest wielkości ziarna fasoli 14 . Celnik przegania nas do wyrysowanej na podłodze zagrody z żółtym napisem PUSS całowalnik. dla zjadaczy sushi. . Dla mnie są też wspomnieniem zmysłu. Nie sposób opisać zapachu .20 mm. . Na twarzy widać dziurki nosa. Nie wiem. W sercu rozwijają się zastawki. Tworzą się uszy. Pietuszka żegna nas dwoje: „Dbaj o Połę”. Wydrążenie suchego aromatu kandyzowanych gruszek albo śliwek. Czy dlatego zamiast ludzkiego nosa muszę mieć w ciąży węch gada. Do odlotu zostało pół godziny. mamy na to pół roku. Perfumowany smród przeżarł gardło. Nie tak dawno potrafiłam zamykać oczy i wyobrażać sobie przestrzeń zapachu . O trzeciej kończę pisać ostatnią stronę Miasteczka. CK One oddalało się zawsze na wyciągnięcie dłoni. gdzie się schować. Każdy aromat ożywia wspomnienia schowane pod nową korą ludzkiego mózgu. ich prawdziwe intencje ukryte pod kwiatowym bukietem perfum. że będzie Nana albo Lula. O czwartej na lotnisko. Jest kącik dla palaczy. co dobre albo złe. Żegnamy się.A Pola to ma na pewno przylizane jasne włosy.jego pofałdowanie. gnieżdżącym się w starym.

Proszę pokój „dla pilotów” (lądujących tu tylko. ssąc chrupką skórkę przy migoczącym w telewizji Człowieku z żelaza. Minęły mdłości. po którym nie trzeba wyliczać. gdzie powstawało polskie kino. Wrzesień. Jak kombatant chciałabym powiedzieć: „Tacy byliśmy młodzi: No i co? Skoro Człowiek z. Ona wcielała się w człowieka później. Stwórca ożywił Adama. Chyba się rozumiemy: kopnąć kamerę. W hotelu ciągle ta sama klimatyzowana pora roku.. jestem znowu jak dawniej. O ile pamiętam. z kalendarzem”. Kultowa kanciapa została niezmieniona: rozklekotane biurko i zarwane fotele pamiątki heroicznej przeszłości. że ma być cicho. a co dopiero filmowych postaci. koniec lata. Udaje mi się wyżebrać kromkę w hotelowej kawiarni tuż przed zamknięciem. mogę odetchnąć. nie Bergmana. prawdziwego chlebka. Nie mam pamięci do nazwisk prawdziwych ludzi. Dopiero na wysokości dziesięciu kilometrów. Kolejny dzień z życia bekasa. ale jedną z dusz. Czuć trochę paliwo. ale przez wakacje pozmieniałam im imiona.Nefesz? Zakrywam twarz chustką i robię głęboki wdech. nie od ulicy. Warszawa Od rana z Produkcją Miasteczka. Z Okęcia prosto do Holidaya. Zmierzch. wysoko. pozbawioną węchu sobą. przyślepą (wyjmuję wysychające szkła kontaktowe). Mniej teatru. powtarzającego mordęgę ewolucji? Na początku mój brzuch był oceanicznym akwarium. producenci milionerami. idąc po cuchnącej plastikiem wykładzinie do samolotu. zwaną Nefesz.płaza. Robimy serial.. gdy powietrze nie wciska mi do nosa wszystkich zapachów.. potem terrarium. Stąd bezbronność mojego nosa. Jedyne. Ćwiczę zwierzęcy instynkt macierzyństwa aż do zostania ludzką mamą? A kiedy powstaje dusza? Przed ogonem i płetwami czy po? Dla świętego Tomasza poczęcie nie było jednoczesne ze stworzeniem ludzkiej istoty obdarzonej duszą. że noszę w sobie kijankę embrionu. Zasypiam. tę uwikłaną w ciało. Szwedzi. przygłuchą od zmiany ciśnienia. jeszcze później w dziewczynkę.hasło. przez który Bóg przetacza Ci odwieczny oddech zwierzaczkowego życia . to jutro kończy się sierpień. Chleba! Chleba! Ja tu za polskim chlebem. Spotykamy się na Chełmskiej w kultowym baraku. żeby się przespać) . więcej kolorów. Czasy się zmieniły: aktorzy gwiazdorami. Nie ducha. nie znają zapachu piekarni. stąd zamieszanie. z czym po latach kojarzy się «Solidarność». że nie namnożyłam postaci. siłę życiową wspólną wszystkim zwierzętom. wdychając mu duszę przez nos. ogoniastego stworka. W trakcie rozmowy z nowym reżyserem orientuję się. biedny naród. ożywić . Czy dzisiaj jestem gadzią matką? Matką jaszczurką albo węszącym małym ssakiem. Proszę o szybsze wypowiadanie dialogów w nowej serii Miasteczka. świeżego. Rytuał ciąży: odbija mi się. polującego drapieżnika. bekam na dobranoc.

. powstrzymując beknięcie. reżyser. latem. . Liczę do pięciu. Nie mogę ich wpuszczać w maliny. że kobiety w takim stanie głupieją . Nie ta wrażliwość. że siedzę tu z librettem do dziesięciu odcinków. bullshit! Najpierw było mi głupio . dlatego nie powinnam nikomu o tym mówić.może nie będę dobrą matką.. „Przyjęło się” i rozmawiamy o warunkach. nie zależy zupełnie od scenarzystów. nie dożyję jesieni. .. ale mam inny kontrakt z naturą..żartuje Producentka. Jednak próbuję wsadzić swoje trzy grosze niewymienialnej na konkret waluty wyobraźni. czy coś po mnie widać? Po południu spotkanie w innej firmie produkcyjnej.Trzeba będzie znaleźć kogoś w ciąży albo pokolorować te papierki. i on się rozwiąże wiosną . W którejś ze scen aktorka używa testu ciążowego.. Przy kręceniu adaptacji mojej Sandry K. madonnach w stanie błogosławionym. Są za absurdalne.Niedokładnie. że uzgodniliśmy już terminy. . Mam na końcu języka wyznanie: „Nie oglądałam powtórki pana filmu.. Zdaję sobie sprawę. Nie potrafię na razie niczego napisać. powymyślali na samo usprawiedliwienie faceci. aż opuchnięcie.. zdarza się. z serialem jakoś sobie poradzę.. .refleksyjnie zauważa producent. kiedy mogłam patrzeć na filmy o Powstaniu Warszawskim. Scenariusz trzeba by pisać wiosną. że prawdopodobnie te banialuki o seryjnych madonnach. podpisałam na dwadzieścia odcinków. Co wyśpiewają aktorzy. Najchętniej zwinęłabym się w kłębek i czekała. kiedy napiszę piramidalną głupotę. Już dość się nasłuchałam o kwitnących kobietach w ciąży. Siadamy do poważnej rozmowy o nowym filmie... żeby potem nie było taryfy ulgowej albo „delikatności”. mdłości i zapachy znikną. co dalej.Miasteczko! Przecież. W każdym razie umawiamy się na pierwszy odcinek w listopadzie i zobaczymy. nie wiedziałam. Nowy kontrakt? . W gabinecie czekają na mnie producent i reżyser J.o tym nie wie nawet moja matka... No właśnie.To jest problem. dla teatru telewizji palnęłam o pomyśle na film kostiumowy z XVIII wieku.Producent sądzi. Z każdym dniem jest gorzej.Podczas naszego ostatniego spotkania. kontrakt. a ja tu opowiadam obcym ludziom. Zastanawiamy się nad szczegółami. za bolesne. skoro mnie mdli i chudnę? Potem odkryłam. że mam pewien.ten schemat pseudopsychologii polskich filmików telewizyjnych. za mocny”. Bo jakże powstałe z ich nasienia dzieciątko może dawać nowotworowe objawy? . kiedy będę „nieczynna”. czy jak? . Jeśli będzie tak dalej.

o coś pyta. emerytury. Nie złośliwych. Widzę te sceny. chałup. obrazy. jakim cudem trzy czwarte honorarium za książkę zgarnia wydawnictwo. .Owszem. Wolność w rezerwacie tak obszernym. Jeszcze kwestia pieniędzy. Nie mam żadnego ZUS .Jedno drugiemu nie przeszkadza.. widać lubi literaturę i chyba uważa ją za coś szlachetniejszego od białej płachty (ekranu) na byka widza. Milknę. czy mieszkałabym w Warszawie. Pietuszka spłaca swoje długi za poprzedni życiorys. czuję tamtą epokę. czas na pisanie? . a nawet gdyby. . nawet hulajnogi. Zamyśliłam się. że nie. Co miesiąc płacę pięćset dolców za mieszkanie. dorobili się w nowej Polsce willi.chyba się rozpędziłam. na jaki mnie stać. Będę miała siłę. ale na złość zdrowiu mamy. reżyser J. wykurza się go z jajników czy otrzewnej lekami antyrakowymi. Niedługo będę miała czterdzieści lat i nie mam nic. Jest wtedy zaledwie kupką rozmnażających się komórek. proste pytanie. dosłownie niby patykiem w gównie słów.Ale pisarstwo jest chyba czymś ważniejszym. czy w Szwecji. W życiu bym nie napisała historycznej książki. w towarzystwie się o nich nie mówi.. Zwłaszcza filmowcy nie zrozumieliby. Opisywać epokę? Obraz zrobi to lepiej. Nie da się tego nijak upchnąć i zapomnieć. językiem. Nie będę się stylizować na XVIII . Pisanie jest stylem.A wie pan. nie spodziewali się obstrzału słów w odpowiedzi na grzecznościowe. jedzenie.Różni się. Aha. układy. Poznaję ludzi. Pisanie książek nie jest na zarobek. awanturnicy i Bóg śmierci . porcelanową filiżankę. że mi żal pisania. być na czyimś utrzymaniu? To jakby pożyczyć nerkę.. . Wiosną pojawi się Drobinka. Patrzą na mnie zdziwieni. Chłopcy z „bruLionu”.Embrion rozpycha się w macicy. wracają opisy. serial. Historia widziana przez półprzeźroczystą. teatr telewizji. filmy pozwalają zarabiać na życie. Ona jest „nasza”. Pisanie scenariuszy jest zbieraniem doświadczeń.wieczną polszczyznę.. Jeżeli tam nie trafi. jednak scenariusz różni się od prozy . raczkując z pampersami między nogami. . Do czego się wezmę. Pewnie.u. Rozbabrałam pół roku temu książkę. c’est la vie. czy nie szkoda mi czasu na scenariusze. związku literatów. i nie mam kiedy dokończyć. hurtownia i tak dalej.reżyser nie klepie formułek. przydaje się do opisywania tego światka. Teksty do gazet. Po co? Wymyślać fabułę? Scenariusz będzie oparty na faktach lepszych od wymysłów. Film fabularny. Obojętne. .

Kupujemy gościniec: w muzeum etnograficznym znajdujemy zielonego. Santa Polonia. . częściej chodzisz do toalety”.Masz.W kinie nowość: nie mogę patrzeć na sceny erotyczne. do Jagi. świeże róże do wąchania. Chce mi ustąpić łóżko. mamy przecież rok Smoka.Beata. z ludzkim powonieniem.shui. więc domalowałam mu pełny brzuszek i powiesiłam w kuchni. że zaniknął mu w tym tygodniu ogon. strzygła. Beata wyciąga mnie rano za Warszawę.najprawdziwsze wilgotne róże. One mogą uratować mój nos. Właściwie mogłabym spać w toalecie. może dlatego. to przez niego. widzisz i nie rzygasz? No cóż. Zamawiam do pokoju kilka pierogów pod srebrną kopułą i rosół. Dwutysięczny jest rokiem Smoka. Nie przewidziałam „istnienia” parkietu. Jestem zewłok. Wolę dmuchany materac. przechowywany dla mnie w szafie. rozgorączkowany. farbowała i to z jakim wyczuciem. Kładę się. wiem. jednak czuję lakier. Trafiam na opisy obrazków: Smok . najprawdziwsza magia. Wydaje mi się. Próbuję jej opowiedzieć. Razem pięćdziesiąt złociszy. pracowała z nami przy sesji do dwunastej w nocy. . W hotelu jestem o dwudziestej pierwszej. smakiem. potwornie głodna. olejki . Przenoszę się do Beaty. wymalowałam na jedwabiu zielonego Smoka. że aktorkę seks boli. Nie perfumy. żeby nie męczyć się chodzeniem do niej. Miałoby więc całkiem ludzkie odruchy. . a smok ewidentnie w ciąży. Nieźle zaszłam w tę ciążę. natychmiast. Wydał mi się za chudy.. Staje się chory. . czasami szczęśliwa jak po chemioterapii . będę miała syna. Stary. . Ciekawe. Zanim pojawiło się Maleństwo. nie poznaję swojego obolałego ciała. brnę w nią dalej.już potrafi (mądrości z podręcznika o ciąży). Nie zejdę do restauracji.. Przeglądam książki feng .To magia. Nie da się. jesteś spod znaku Smoka. wyglądam upiornie i bekam. Akurat. dziecko kosztuje. Dziwujemy się moim lekko wypukłym brzuchem i pociemniałymi sutkami. co czuję. mniej zmęczona. nie ma słowników międzygatunkowych. Ile ona ma energii.Wiem. niech dziecko Jagi ma pamiątkę. czytaj. chińskiego smoka. uginając go prawie do podłogi. zaimponuje mi każdy. Muszę mieć teraz. czy razem ze mną ziewało w kinie .Zobaczysz dziewczynę w dziewiątym miesiącu ciąży. Kuchnia jest od wschodu.Niedobrze ci? .z nadzieją na wyzdrowienie.zielony smok zawieszony we wschodniej części domu . Jezus Maria. . zdarty.gwarantuje małżeństwo i syna. „Czujesz się teraz mniej zmęczona. kto chodzi i mówi. Beata jest normalna. Sama mam temperaturę.

na trzy dziewczyny w ogrodzie słoneczników my dwie jesteśmy w ciąży. trafiając do odpowiedniej szczeliny. teoria Beaty to wyłącznie hipoteza. truciciel kotków Schrödingera? Foton przechodzący przez szczelinę A otwiera truciznę. co zabija kota... że w Polsce jest niż demograficzny. Jak do tego się mają przypadek. że dziecko powstaje podczas tego. Obserwator ustalił konfigurację układu doświadczalnego i na tej podstawie powstała transakcja. ulica w bok. Pokazuję mój (niewidoczny) i od razu zostajemy kumpelkami. konieczność i wolna wola? Cztery kartki książki Gribbina „Kotki Schrödingera. który eksperyment wykonać ze szczeliną A czy B. ale z góry wiadomo. Ha.) Moment. gdzie „mój świat” zakończył swoje „eksperymenty” i transakcje. Kosmiczny desant w mojej macicy mógł się pojawić dużo wcześniej albo w ogóle.. (. Kto powiedział. Przy muzeum kupuję róże i przytykam do nosa jak maskę tlenową. Jaga z olbrzymim brzuchem rodzi lada dzień.. Jakim cudem cząsteczki wiedzą o przeszłych i przyszłych stanach wszechświata. Absorber odpowiada. foton przechodzący przez szczelinę B nie dotyka trucizny. Foton przechodzący równocześnie przez szczelinę A i B zostawia kota martwym i jednocześnie żywym. potem w prawo i droga kończy się na polu słoneczników.. czyli w poszukiwaniu rzeczywistości” pogodziły mojego anioła (wolna wola) z diabłem (konieczność). którą drogę zaplanuje dla nich obserwator. nie ma w tej sytuacji znaczenia.. Musi być tajemnicza zgoda wszechświata na zaistnienie czegoś nowego. w którym obserwator podejmuje decyzję. Ludzkie pierdolenie w większości przypadków nie prowadzi do ciąży.. Został wykalkulowany przez wszechświat. Z niemiecką precyzją podał opis: trzecie światła. krążące w nim gwiazdy i ułożone z nich horoskopy. przeczuwają. pomidorów. Jednak miało zaplanowaną chwilę na „uścisk dłoni wszechświata”. . co zrobię z pozycji wszechświata.. Maleństwo mogło powstać kiedykolwiek w naszym miłosnym eksperymencie. Więc wolna wola istnieje. powtarzającego erotyczny uścisk rodziców. cząsteczek i zbudowanych z nich pomidorów.Beata próbuje być pruderyjnie logiczna. elektronów. Jedziemy dalej trasą na Poznań. Dla Thomasa.Nie wydaje ci się. że emiter produkuje falę «propozycję». biegnącą w kierunku absorbera. mogę zrobić to albo tamto..zinterpretować w ten sposób. no wiesz. która stanie się przeszłością innych fotonów. Nawet najmniejszy foton nie lata sobie bez sensu po kosmosie. Oglądamy wynajęty . Taki paradoks można „..”. stając się przeszłością przyszłości.. a nie od smoków. wysyłając w kierunku emitera falę «potwierdzającą». nazwy polskich ulic są nie do wymówienia. Całą transakcję wieńczy «uścisk dłoni» przez czasoprzestrzeń. chłopaka Jagi. Ma zaplanowaną najbliższą przyszłość.

właśnie dom. . czym spłacić następną ratę. Dzwonimy do L. „Zaciska” nogi. My opowiadamy sobie nasze ciężarne przygody. nowe bloczki naprzeciwko cmentarza.notuje Thomas.Chcę nowy tornister do szkoły .Ja. Niech namaluje. Uda się jej. W kuchni Ukrainka Gala miesza kwaskowate konfitury ze śliwek. wybrał się więc do Wilanowa podejrzeć technikę sarmackich malowideł trumiennych. Zniknął. Siedzimy w samym środku polskiej jesieni przed chatą przemalowaną na hacjendę. indiańskim Wenezuelczykiem i Queen of Marmolada pakują się do minibusa po zakupy. jest profesjonalistą. Puste. . czy da sobie radę? A mój Pietuszka da się przeflancować z powrotem do Polski? Thomas z córką Jagi. Nadal nie ma sąsiadów. zarządza po królewsku Jaga. L. Na ścianach malowidła Wenezuelczyka. Całym bałaganem: gosposią.wyłączają nocą oświetlenie. to włożą w witryny na Powązkach.kościoła Bernardynów. Domownicy nazywają ją Queen of Marmolada. jak żywi mogą zarobić na zmarłych: portrety trumienne! Zarząd cmentarza pokazał mu asortyment aniołków. szukając drogowskazu . kupił niedawno mieszkanie na nowym osiedlu. L. Od grobów oddziela je niski nasyp. Mdłości od powiewu wiatru. Ten żałobny widok podsunął mu pomysł. rozstroje humorów i życiowy zamęt: gdzie mieszkać. córeczką. el torrrnisterro. W tym towarzystwie tylko dziewczynka mówi po polsku. sehr gut . tak jak i zapanowanie nad tym chaosem. Wólce Węglowej. Kościół pochłonęła ciemność . . który sprowadził się tu pierwszy.Gdzie jest kościół? . stał zadumany w oknie. żeby przenosić dziecko z Panny do Wagi. gołąbków i krzyży. portrety malowano w pośpiechu. Nieco się rozczarował. Portretów trumiennych w Warszawie nie prowadzą.sprowadzili się w tym miesiącu. olbrzymimi psami. L. Beata dynda w hamaku. .żąda rezolutnie. L. Przenosimy się z podkradzionymi konfiturami do ogrodu. który rzucił Amerykę i przyjechał za Thomasem.Zgasili. Wieczorem namawiam Beatę na wypad do mojego znajomego. co dalej? Thomas miał w Santiago salon fryzjerski przy najszykowniejszej ulicy. oglądając pogrzeb. Właściciel osiedla po zamknięciu mafii przestał się pojawiać. niedokładnie. oprócz burdelu. wydał na chatę całe oszczędności. Nierozpakowane paki . przekrzykującymi się po hiszpańsku chłopakami. uciułane z obrazów. Korytarz zapchany transatlantyckimi bagażami w zapieczętowanych metalowych skrzyniach. Zastanawiając się. Błądzimy między Mokotowem a Ursynowem. Czy wytrzyma w Polsce.

.Chybcikiem. Sprzęt L. rozgadani nad niuansami tysiąca kolorów. Noc to kobieta. W domu nikt nie zwraca uwagi na moje dziwactwa. Pewnie zaraz się domyśli reszty. zafascynowany technicznymi bajerami. Wiejski. Drobinko. oczy ci błyszczą . wilgotna ciemność. mogłabym upaść.. wprawiającą w dygot zęby rolkarza). drewna. przewody. „Pam.. baniaki lamp. Prawdziwa parna noc. Że przestałam pić herbatę. dlaczego nie podkradam mu jak zwykle rolek.Jak oni malowali? .zapytał wilanowską przewodniczkę. . nie miała wątpliwości.fi. Czy wszechświat się kurczy? Trudno mi sobie wyobrazić.Ładnie wyglądasz. L. Wyglądam przez uchylone okno na poddaszu.. Ale zaczął już chodzić do szkoły i ma ważniejsze sprawy na głowie. . wyciskanych z najnowocześniejszej drukarki. Proszę o muzyczkę. Najlepiej Mozart (wyczytałam. wygląda na elegancką bimbrownię .? . pam. Świeże mieszkanie zieje wszelkimi odorami lakierów. robiony na zamówienie.Malarz miał za wzór nieboszczyka. param pam” i zamiast koncertu fortepianowego leci Requiem.pani.wita mnie Siostra. Najczęściej malowali ze zdjęć. ciało się rozkładało. wypytuje L. pięćdziesiąt pustych metrów kwadratowych wydaje się dziuplą. że wychowałam się na czterdziestu metrach z rodzicami i Siostrą. . co prawda. a jem mięso? Apetyty się zmieniają.. Rozgrzane ciało paruje dusznymi olejkami i kadzidłem zaplątanym we włosy. ma na razie w mieszkaniu łóżko i komputer. jest nad Oceanem Indyjskim. gdyby jednak. Dla Ciebie. Tchórzę. specjalizująca się w polskim baroku.. czasu nie było. przelewająca się w huczące czernią fale. ale nie. Że pokładam się w ciągu dnia? Każdy ma prawo do wypoczynku. też jest jeszcze ciepła.rurki. jakby ktoś przeglądał do tyłu kalendarz. Jesienny wieczór zamienił się w letnią noc. Marzę o poszusowaniu po miękkim asfalcie (szwedzki jest dużo twardszy. zasłaniające ją do stóp. przefrunięciu kilkunastu metrów od jednego machnięcia nogą. mozaika kamieni.specjalistę od grafik komputerowych. Jest najwyższej klasy. pozwalająca opaść pod koniec dnia błyszczącemu złotem słońca sari.. farby. pachnie tropikalną nocą. Siostrzeniec zastanawia się. że przyspiesza rozwój mózgu). Beata. żadne tam hi . śniada Hinduska. Rozpuszcza śliskie włosy. . Czego innego spodziewać się koło cmentarza? Z Warszawy jadę do Łodzi. Oni tego nie czują. mnie się to nie przytrafiło. czy pomagał sobie wcześniejszymi portretami zmarłego? . niemal cmentarny spokój centrum Warszawy.

z Łodzi poważna cisza. . czy ty dasz sobie radę? . .. uspokoić. . Piotr dzwoni codziennie. otoczona różami.Dziecko.. teraz rozrósł się i napuszył. obsługiwany przez karmiące. nie nadaję się do niczego. mniejszym . Wieczorem telefon od Piotra. Nie ma spłaszczonego pyska. przepraszam go za Grecję: . to co za człowiek z niego wyrośnie? W Łodzi mam konkurenta.naszego perskiego kota. Wiem. Właśnie wzięła tabletki na serce i zasypiała.Mamusiu. wyłapującego słoneczne plamy .Nie. Nie mogę znieść cienia. tylko ładne przedmioty i piękni ludzie. Mama w szoku. Schował pazury i kły głęboko w futrzaną duszę. kolejny ciążowy świr: zapachy.. Siora w skowronkach. Korci mnie powiedzieć rodzinie o ciąży.. Czuję się zwolniona z zakładu: zanim się zastanowiłam. Tata obiecuje wozić wózkiem. rozmawiamy szyfrem: mam apetyt (nie rzygam). jestem w ciąży. jak żyjesz. Beata radzi zadzwonić jeszcze raz. dźwiganiem . ale na miejscu zepsuję ci wakacje. no oczywiście. światło.nie dziwię się temu wielkiemu CO? Wyjechałam od nich pięć godzin temu bez ciąży.moim ojcu. Bardziej od studolarowej wygranej zależy mi na ich spokoju. to inne pokolenie. Czasem tylko draśnie spojrzeniem gołębia na balkonie.CO? . przestrzega przed myciem okien. przy całej długowłosej rasowości została mu w miarę ludzka morda. wystukałam numer do Łodzi: . na zapas. sprzątaniem. udając łagodnego kotka. nie wiedzą. Siostrzeniec chce natychmiast wypożyczyć dzidziusia (do gry komputerowej?). Kot łaskawie mnie toleruje. może martwią się o twoją przyszłość.Zostaję w domu i zamieniam się w roślinę. czeszące go samice. czy weźmiecie ślub. w najgorszym przypadku oddam do domu dziecka . . Jego wędrówki po domu przypominają „chodzenie” zegara słonecznego. nie oddam. Po kolei biorą słuchawkę. ma doświadczenie z Siostrzeńcem. Siedząc tydzień w samotności..od tego można poronić. Powiem. żołądek trochę nawala (mdli jak cholera).Kochani. Jazda samochodem. Z powrotem u Beaty w Warszawie na podłodze.Siostrzeńcu. Założyłam się z Pietuszką. Na Gwiazdkę przyniosłam go w kapturze.Nie wyrobię.Zrozum. Przechodzę za nim od wschodu na zachód. jesteś daleko od nich. . Jeśli takie są zachcianki małego człowieczka.. kiedy już miną trzy miesiące i na pewno nie poronię. że nie wygadam. polującą na słońce. Szeptem. dolecieć tak. Awansował w swojej łepetynie na człowieka i po największym samcu w rodzinie . mam napady zmęczenia. nie wytrzymał i powiedział swojej siostrze. z kuchni do pokojów. jest on. To nie moment na żarty. Nie dał się wykastrować.

Wizyta u lekarza z moim cudownie uleczonym nadciśnieniem. Kanapa mściwie truje z kąta. Dla mamy zostałam dziewczynką w dwóch różnych skarpetkach. Zapomniała o swoich chorobach. wybrali się do kamika (jasnowidza. Nie trafiłam. zmęczeniu. zwyczajem tamtej wyspy.góralską chustę w kwiaty. w rodzinie się starzeje. kwiatowym szalem na ramionach. wyrwanych morską burzą rybom głębinowym. W rodzinie się nie rośnie. Kamike zapatrzył się w drugą stronę i zobaczył staruszkę czekającą na nowe wcielenie. że do dwudziestego tygodnia ciąży nie będę musiała truć dziecka tabletkami nasercowymi. Maleństwo „ma 7 centymetrów i waży 9 .biznes. ale tego matka nie czuje”. Ciężko chora staruszka dostała ją w szpitalu. Historyjki z drugiej półkuli świata i umysłu. małżeństwo. Czytam Ciążę tydzień po tygodniu.13 gramów (tyle. Jestem w jedenastym . Zawiozła japońskiej babci męża na Okinawę prezent . ekscentryczką.dwunastym. Tańczyła w kółko z dziwnym. pytanego o zdanie przy każdej większej uroczystości rodzinnej) dowiedzieć się o dalsze losy babci. ale nie miała już okazji założyć chusty. mogło mu zaszkodzić? . Parę godzin do samolotu. co cukierek?). Rosną mu paznokcie.Branie proszków na samym początku. reaguje na bodźce. Połowa września Dwa dni w Grödinge i lecimy do Grecji. zdążyłam się umówić na Nowym Mieście z Teską.My się pobierzemy .. egzotycznego podarunku. Po wakacjach wszystko wróci do normy.. Sztormowa opowieść Teski: po burzy pojechała na wysepkę niedaleko Okinawy. . Mając takie rozmiary i paznokcie. potrafi kopać.mówię magiczną formułkę: podsunięta przez Beatę. to taka odpowiedzialność. Ucieszyła się z kolorowego. jeszcze gorzej. W projektowanych przez nią ubrankach chodzi trendowy show . gardzącą przyzwoitą sukienką z krempliny. co jej nożyczki. gdy nie wiedziałam o ciąży. Dom pojaśniał o jeden ton. na pół buddyjskiej. Omijam ją i salon. . Całe wybrzeże było zasiane nie glonami. Na plaży więcej niż ziaren piasku było wpatrujących się w Teskę przerażonych oczu. Siwiutka pani doktor pociesza.Znowu dzwonię: . wyrzuconymi po sztormie rybami czy śmieciami. może co najwyżej skrobać w ściankę macicy. Krewni. Ostatnie tygodnie wolności przed harówą nad scenariuszem Miasteczka. wychowanie dziecka. tak więc mam pokój mniej. Opowieści Teski tną mój zdrowy rozsądek z równą pewnością stylu.Dziecko drogie. na pół szamanistycznej. wkrótce zmarła.

w Polsce. . Obiecuję wysłać coś po powrocie. więc może polubię myśl o napisaniu czegokolwiek.. Grecka Parga nad Morzem Jońskim. zakazany w Szwecji.O Ally McBeal przychodzi mi do głowy.Ty byś się i z Holocaustu uratowała.Zbliża się termin (dla mnie jedynym terminem jest teraz poród. patrzy podejrzliwie: . Natura znieczula w ten sposób rozsądek? Robi miejsce na instynkt macierzyński? Kiedy Europa stygnie? W lutym? Koniec września i czterdzieści stopni w cieniu. Spokojną uliczką (alternatywną) chodzą miejscowi. ale nie aż takie. tam są wściekłe psy .To fajnie. zapasem sucharków (łagodzą mdłości) ustawiamy się w kolejce na sztokholmskim lotnisku. .Nie.Taka ilość absolutnie nie.dokończyłam spontanicznie. niemiecki aerozol z wyrysowanym wilczurem Hunden.Aaa. niezdamość. Koniec wakacji. Mam ostatnio problemy z głową (roztargnienie). jeżeli nastąpi nawrót choroby nadciśnieniowej. będzie łatwiej urodzić . co się dzieje. wyznaczony na połowę kwietnia)? Powinnam oddać artykuł? .. Dziecko prawdopodobnie urodzi się trochę mniejsze. Turyści zepchnięci nad wodę i do restauracji.dowód oskarżenia.Mieszkam na wsi. jest miasteczkiem ściśniętym górami. Jestem uzbrojonym przestępcą w neutralnym kraju. Szwedzka dyskretna zgroza pani doktor. rozkojarzenie. Nie mogę sobie darować roztargnienia. Żaden etat czy comiesięczne pisanie dla kogokolwiek nie wchodzi w grę. . Mundurowa ogląda mój czarny. Miejska plaża ze wzgórzami wystającymi z morza. niedaleko Albanii. .. Pakowanie do wyjazdu przerywa telefon z „Cosmopolitana”. Nawet żona premiera miała sprawę za maleńki. żebym kiedykolwiek zdecydowała się na stały felieton. Leży na tacy . Piotr widzi.. Z jedną walizeczką. wyjmuję z kieszeni drobiazgi i trafiam zaspanymi. Nie może mi pomóc. Nie da się jej już ukryć. blednie.Nie wydaje mi się. dochodzenie. ze strachu: . Zgroza. Już widzę wakacje w poszukiwaniu faksu.przekonuję redaktorkę. czyli zażenowane chrząknięcie.Piiii . damski gaz samoobronny. .oddaje gaz i. Otwierają się lingwistyczne zapory i po szwedzku tłumaczę się z polskiego. jadę na wieś . Pietuszkin też nie wie. co się stało: .cofam się. areszt. Zapomniałam wyjąć z kurtki „bombę”. Zdarza się coraz częściej.. Jedna długa ulica knajp. Rano. na pewno nie znajdę Internetu w Grecji. Lubię ten serial. przepuszcza. Przechodzę przez bramkę. Mundurowa słucha. gmerającymi palcami na tubę z gazem łzawiącym.jestem chyba za głupia na idiotkę.. policja. druga równoległa w podcieniach domów.. . na psy .

oczywiście z ciążowymi przerwami na toaletę. Tutaj nagle widzę zu- . ale niespodziewanie w ślepej ateńskiej uliczce. i przyśni się jakaś przepowiednia. a nie urzędowo po europejsku. Szwedzi i Niemcy leżą tam pokotem na betonie wokół śmierdzącej chlorem dziury. górującej nad miastem. Kelnerzy wracają na motorach do swoich wiosek. Na greckich szosach większość tablic jest po grecku. W stolicy nie lepiej . pokazujące zbliżanie się do celu.autostrada Korynt . nowoczesny i umiarkowanie drogi. z palmowymi barami. kurosi.znające miarę. bo Delfy nie przestały być apollińskie . udającej basen. Nie planujemy drugiego dziecka. leży za miastem pośród gajów oliwnych. wyróżniających się spośród znudzonych plażowiczów. upowszechniającego czytelnictwo wśród klasy średniej. nie wiadomo już jakiego. czytają książki. Sfinks z Naksos. tak będzie co noc. Przez spokojną w dzień kwaterę nocą przejeżdżają motocykle.ryk silników przewala się nadal przez pokój. W rzeczywistości jest przygnębiającą norą. Słynny delficki Woźnica. czy pierwszej nocy skapnie nam tam coś ze zrujnowanej wyroczni. wybrana z przesłodzonego katalogu biura podróży. Byliśmy ciekawi. żeby doskoczyć do wymogów Unii. to Anglicy.Plażę za miastem. idąc do delfickiego muzeum. wyniośle wylegujący się rzędami na greckiej plaży. Zgodnie ze wskazówką jedziemy do Aten (Athina). jak rezultaty naturalnej antykoncepcji. Na jawie. tyle że te tablice wzajemnie sobie przeczą. reszta to potłuczone fragmenty. przyjeżdżający do Pargi na wakacje. Po kilkudziesięciu kilometrach taka sama wskazówka pokazuje przeciwny kierunek. Turyści i miejscowi zakopani podobnie w piasku. okiennice . Zamykamy okno. Pewno to efekt polityki kulturalnej Blaira. Najciekawiej na Peloponezie. Czysty (bezzapachowy). Trzeba pytać miejscowych i od razu jest po ludzku. łatwo je odcyfrować. białym piaskiem. lecące w stronę Parnasu. jednak wyroki bogów są równie nieprzewidywalne. Łażę w kółko. W muzeum zaledwie kilka rzeźb.Ateny nie kończy się zgodnie z mapą w malowniczej miejscowości nad morzem. Nasza kwatera. co też nie jest problemem. zobaczyliśmy dwa bociany. W Polsce zmienia się w miarę czytelne tablice przy drogach (WADOWICE wymalowane na południu większymi literami niż Warszawa). tylko coraz mniejsze cyfry. gdzie przy trasie w ogóle nie ma drogowskazów. Pożyczamy samochód i wyruszamy w Grecję Zjednoczonej Europy. odwiedzają też zamożni Grecy. O ile Chińczycy w czasach rewolucji kulturalnej pływali rzędami w Żółtej Rzece (ulubionym kąpielisku Mao). We śnie nie pojawiło się nic. Ewakuujemy się do hoteliku w Pardze. Za bardzo się przyzwyczaiłam do reprodukcji antycznej sztuki. Hotelik w Delfach. Oprócz Anglików.

Ci ludzie naprawdę ucztują. gdyż boskiego kanonu. ale mdłościami i bekaniem. martwe . zaskorupiałe w doskonałości.to witalność. ożywiającą prawdziwe ludzkie ciało. Woźnica. Mają jeszcze hieratyczne ciała. Boskie. ludzi. idealizując naturę. a więc psyche. rozcierającą sobie guza. . Kapelusz z wielkim rondem zasłania mi słońce i widoczność. zawiązującej sandał. Różnorodności życia. Zastanawiamy się. Przyciąga moje oczy. nie zalewając się w trupa. miedziany pancerz. gdzie ciała będą wysmukłe i błyszczące marmurem niby skóra oliwą. Heroicznie krążymy godzinę po Atenach. Dzisiaj nadal od rana czterdzieści stopni w cieniu. powielanego przez tysiąclecia. której my. ledwo ociosanych bloków skalnych Egiptu. trochę barbarzyńska. Jest! Wchodzimy do knajpy pod tą najważniejszą (dla Pietuszki) skałą na świecie. trzymający lejce.pełnie inne rzeźby. Siłą tej sztuki wcale nie było piękno. brutalnego snu i wkraczali w świat wyrafinowanego antyku. Ociężali. ścierającym z powierzchni istnienia kawałki ich rąk. Monumentalne nogi robią nieśmiały krok do przodu. lecz na ludzką miarę. Zupełnie trzeźwo walę głową o drzewo. W Grecji zamiast obojętnej maski będą mieli własne rysy twarzy. nóg i mężnych ramion. jak w ponad dwumetrowych kurosach. Zakuty w zielonkawy.realności. Egipski kanon sztuki przypomina rysunek za pomocą ekierki przykładanej do bóstw. oszałamia jak życie. poszukując Akropolu. odmierzającej metafizykę. rozchodzącym się po muzealnych salach. przekazywane przez pokolenia. chroniący w nim ten realistyczny gest na tysiąclecia. podobniejsze kolosom niż ludziom. jak ją zdobyć. Następne niecierpliwe pokolenie w moim brzuchu domaga się obiadu. co zostało z antycznej Grecji . Ale ich krok do przodu to ucieczka z klatki nienaruszalnego. czy zostać ze mną. przypominającego odlany proporcjonalnie gips. Trochę po dionizyjsku rozhukana. Ich zaciśnięte dłonie przypominają głazy. Piotr w rozterce: iść na wzgórze do Nike. bogów. Popękane fragmenty greckich płaskorzeźb nie są dekoracyjnym fryzem z Mitologii. W tym upale usycha wszelka ochota na zwiedzanie. walczą z czasem. I ta witalność przetrwała po śmierci greckiej sztuki. Grecy stosowali swoje kanony. Kurosi idą ku klasycznej greckiej sztuce ze świata ciężkich. Jakby dwuwymiarowosc kiepskich zdjęć zabrała im jeszcze jeden wymiar . abstynenci. Jakby się właśnie przebudzili z kamiennego. przeżarci oliwą. nie kopaniem. co dawało sztuce witalną zmienność życia zamiast hieratyczności boskiego istnienia.bo wieczne . To. Ono bywa martwe. jest żywy. Mocniejszej od klasycznego piękna. wykutych z niepolerowanego kamienia.istnienie przeciw ludzkiemu byciu. nie strawimy.

ustawieni w kolejce. Młody Francuz śpiewa o de Gaulle’u.Kocham Cię!!! W Nafplion na południowym cyplu Peloponezu jesteśmy nocą. Z najwyższych rzędów kamiennych ław.tyle. Blada. Tłumek się rozstępuje. co dwie noce w przyzwoitym hotelu. na cichy placyk otoczony pensjonatami. Piotr. . Cena za spanie w tej fortecy absurdalna .Wdrapujemy się razem na Akropol.. Do innego. Zielono niebieska mgiełka nad wzgórzami. Echo jej przedstawienia słyszymy w ostatnim rzędzie. widziała ducha i za nic tam nie wróci. wrzasnę sobie po polsku. Właściciel wybiega za nami na ulicę. czysto! . Sądzę.obok niego staje dwóch drabów z recepcji.komplet. wanna jest.wskazuje dyskretnie moją opętaną głowę. przesmykiem korynckim na zielony Peloponez. Dostaje oklaski. słyszał moje myśli. . Zbiegam na dół. W dole amfiteatru pandemonium: na wyślizganą płytkę kamienną.. proszę nas zrozumieć .. Sprawdzamy.Bardzo się podoba. . Pałace. wytrzęsiona kilkuset kilometrami w upale. W pokoju lepki kurz. zapala zapałkę. Świństwo. podziwiamy najstarszy teatr europejski. Zatrzymujemy się w Epidauros.nie zdążymy uciec do samochodu. Wchodzimy do pierwszego hotelu i uciekamy . by poczuć się aktorami i sprawdzić niesamowitą akustykę. stylowy hotel . co krzyknę. wyglądam na omdlewające medium. Nieprzytomni ze zmęczenia wchodzimy do Dioskurów. ustawionych półkolem wokół niewielkiej sceny. teraz dla właściciela nasz powrót to kwestia prestiżu. Pietuszce przypominają się Działa Nawarony.. Zjeżdżamy windą do realności. właściciel chowa do hotelu. Przy oblężonym przez turystów Partenonie planujemy ucieczkę: autostradą. .smród płynów odkażających. powtarzającą szept donośnym głosem. W przewodniku mamy jeszcze parę adresów. Dziewiętnastowieczny. Pietuszka pewnie zacznie się zaraz usprawiedliwiać moimi ciążowymi humorami. że przewidział to dzięki mej przekonywającej grze: .Co się nie podoba?! . Japończycy. .Moja żona jest. wpychają się turyści. płytek PCV. nieopodal jest przecież Arkadia. . rerając rrrr. wyznaczającą środek sceny. sielanka. kłaniają się i ustępują miejsca następnym.Moja żona jest medium. zachwycony akustyką amfiteatru. grzecznie krzyczą. wiedział.Klimatyzacja jest. Gromadzą się gapie. wjeżdżamy windą przez skały. Amerykanka odprawia show: drze papier.

całodzienne jazdy. Dotąd ciążowe mdłości dzielnie zatrzymywałam zaciśniętymi zębami. proszę. Piotr poszedł zarezerwować miejsce w Palące. aleja w niej. Pochlipuję na łóżku. Karzącego natychmiast za nieposłuszeństwo czy zwykłą pomyłkę. Zjedliśmy śniadanie w kawiarni. chcąc oszczędzić tego widoku turystom. . Potąd mam oliwy. Sikam. Jestem mokra od góry do dołu. gorąco. Spacerujemy wzdłuż restauracyjnego wybrzeża. Nie ona we mnie. To nie ja. potrząsa mną i chlusta na chodnik pomarańczowym śniadaniem: sok. Chyba przegięliśmy. potem w żołądek. przykrytym szafirową wodą: gnicie glonów i zdechłych ryb. Czyste.Tutaj? W dzień pokój wygląda jeszcze obskurniej niż nocą. niedaleko Argos. dżem. połączonego z miasteczkiem kanalizacją. suvlaki. ale nie mam apetytu. ciemna boazeria. jedzącym na tarasie śniadanie. musaki i buzuki! Muszę odpocząć.. co się naprawdę kryje na przybrzeżnym. Chciałabym wstać. Zasiedlone przez kogoś o innych zmysłach. dokładnie. niesplamione fizjologią ja uciekło gdzieś na czubek głowy. Moje ciało próbuje wyrzucić z siebie ten zapach zbuka. Pierwszy raz nad Morzem Egejskim. przy Zatoce Argolidzkiej. Nic mi nie jest. obszerne place z powolnym rytmem dawnej stolicy. Zapominam. jest bezwietrznie. Zachlapuję nam sandały i sikam.Przytulić. zakurzone tapety. Z pokoju fantastyczny widok na morze. upał. łazienka zalewana dziwnym chlupotem z kibla . . że oddychamy jej powietrzem: nie było tu . coś miota ze mnie strumienie wydzielin. nieruchomym dnie. oliwek. Dostaję kopa w nos. Stamtąd ogląda skręcające się z obrzydzenia i wstydu ciało.. Nie wyrabiam: upał. Podtrzymuje mi głowę. Nie wymiotowałam chyba od czasów dzieciństwa. Wraca z niewyraźną miną. Budzę się chora. Piotr stara się mną manewrować. . upokarzające. żeby odszedł. Poddana niezrozumiałym wymaganiom i karom. Nie panuję nad sobą. Rzygam na Morze Egejskie i kawiarenkę.Najdroższy hotel. białe pałacyki.może wpływ księżyca na przypływy Morza Egejskiego. Mykeny. Jestem w ciąży. Platany.Nie wiem. Drewniane kasetony na suficie. Płaczę i rzygam. rzygam i płaczę. nie mam temperatury. a nie mam siły. ale w pokoju muzeum Jamesa Bonda w stylu lat sześćdziesiątych. to wstrętne.przejmuje się Piotr. że przyjechaliśmy do Grecji. portowe Nafplion jest włoskie. zmęczenie. Nostalgiczna ruina przeszłości.telewizor bez wtyczki. Jesteśmy w remeke’u z tamtej epoki i zdaje się. spod którego wyczuwam to. . Jestem głodna. sama zobaczysz. Morski aromat. coś cię boli? . Musimy zostać w Nafplion. Nie należące już tylko do mnie. Wdychamy zapach mitycznego morza.

Nie da się fotografować. świata przodków czczących kamienną siłę. by nie rozpętać znowu nawałnicy w żołądku. czego się dokonuje . opaska . Zwietrzałe mury odbijały kiedyś połyskliwość zatoki. Bywają tacy. Z takim samym zachwytem jak kiedyś. Czują mocno zapachy. (. nie zawsze tą pachnącą doskonałością. Dla budujących ją Mykeńczyków była grotą prowadzącą do podziemi. Zanim zdążymy wyjechać z zakrętu i zobaczyć stację. a to dlatego. że to. by przynajmniej było przesłaniane i odsłaniane. Czytamy na zmianę Calasso.to najważniejszy przedmiot. zamiast przewodnika.remontu od czasów wybudowania hotelu.. że wówczas dokonuje się doskonałość. który jest zapachem rzeczy. zachowuję poziom z obawy. otacza . Chowam go szybko do bagażnika. Wokół mykeńskiego pałacu został ten sam pasterski krajobraz sprzed czterech tysięcy lat. spływającą ze ścian.wstążka. jak psie praktyki tarzania się w gównie. jest najdoskonalszą świątynią neolitu. wywąchuję benzynę. owija.. że zawsze potrzebuje tego. Na postoju w Arkadii próbuję pstrykać zdjęcia. co ujmuje. Rzeczy nie są skromne.. ostrożnie. Skarby mykeńskich królów . idealnie dopasowane skalne bloki napinają przestrzeń. trzymając aparat daleko od nosa.wystrój Burger Kinga. zdobionych białymi kolumnami.stada owiec . Mimo że to budowla epoki brązu. gdyby się dalej „ulatniał”.wtajemniczenie lub zaślubiny. my widzimy ostro kolory. .) coś. nazywany Grobem Agamemnona.wymaga osłony. co dobierają sobie dziwaczne kolorki . lub ofiarowanie . „Zaślubiny Kadmosa z Harmonią” można czytać na okrągło. Któryś raz. w dzieciństwie. nie czuć go. patrząc na odblaskowy fiolet. która jest wszystkim. Psy muszą sobie jakoś inaczej radzić ze światem. ten nadmiar. Mitologię Parandowskiego. a nowiutki canon spocił się plastikowym smrodem. zawijam w koc na wypadek. tylko morze odsunęło się kilka kilometrów za horyzont.) Osłona oznajmia. Morze jest daleko pod nami.przechadzają się nadal pod pałacowym wzgórzem. taśma. a wszystko zawiera w sobie również osłonę. nie jest w stanie podołać takiemu istnieniu.. U podnóża Myken skarbiec Atreusa. Mało kto jednak dostaje mdłości. przechowuje bezsilną pozornie pustkę. jaki napotykamy w Grecji. przypominającymi obgryzione kości. by się pojawiło i znikało. To. Dla kolorystycznego wrażliwca dobrowolne wejście do takiego obrzydlistwa musi być równie niezrozumiałe. czy nie inaczej słucha się mitów? Strona 365: Osłona (. tworząc moc. Zrujnowane Mykeny robią o wiele większe wrażenie od starannie zrekonstruowanych zabytków. misterną ceramikę fal. co żyje samotnie. Kładę się na łożu. porzucając kruszejące miasto z kamienia. Jego oszlifowane. wypinają się każdą stroną.

Szybszy od strzały. spiżowym wężem wyniesionym na pustyni. Hermes . czczony był jako kamień. gdzie ludzka dusza.późniejszy przewodnik dusz. łącząc w sklepienie sali. Oglądamy pierwszy na świecie stadion i wracamy szybko do hotelu Europa. noc. podsumowując lakonicznie wywód: . jej oddech parujący w chłodzie grobowca. Wciągają do wnętrza. między ciemnością a światłem. Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę. Nie spieszy się wyjść z chłodnego grobowca w skwar. obejrzeć najnowszą olimpiadę w Sydney. Ogrzany słońcem. płaskie tereny nadrzeczne.Piotr (z greckiego także „kamień” . Do duszy kamienia. Zaczyna się o dziesiątej. Czyjego misja boga przewodnika w zaświaty nie przypomina zagadki eleackiej strzały? Rozpędzonej i w każdym momencie nieruchomej? Ożywionej i martwej. logosu nad boską zagadką. co kamienne i pozornie martwe. najszybszy z bogów. Wspierają się mocarnie. Zielone. Rozwija się z niej zimnokrwisty wąż i wtedy jest ciemność. trzyma do zachodu słońca. Piotr emocjonuje się nocą . . idealne na stadion. w dwoistym ciele węża. a jednak nieruchomy. Paradoks ruchu złożonego z chwil zastoju. staje się dniem. Mieszającej to. co nieuchwytne i zwiewnie żywe. Jego imię oznaczało „stertę kamieni”.Kamień jest dla mnie zarodkiem świata . wywyższającego swój intelekt ponad tajemnicę Hermesa. Na tej niekonsekwencji przyłapał boga Zenon z Elei. nawet nie heros.to posłaniec i zarazem kamień. Hermes . śmigający między niebem i podziemiami Hermes. nawet w demokratycznych Atenach?) został skazany na śmierć przez utłuczenie w moździerzu (ku czci Hermesa kamiennym?).Bóg przewodnik.opowiadam Pietuszce w grobowcu Agamemnona.„Petrus”) stoi zasłuchany. Słodka przyprawa do uczty bogów ze startego na miazgę intelektu i ciała filozofa. może pokonać bogów? Ich rozkoszą jest przecież zemsta. Dla wiecznych bogów nie ma paradoksu istnienia. . Filozoficzne zwycięstwo myśli. Wężowe meandry gnostycznych rysunków.Ma zwiniętą w sobie moc. że po prostu woli się nie ruszać. studzi mój rekolekcyjny zapał niczym Spartanin. Oparty o wilgotną ścianę. Górskimi drogami Arkadii dojeżdżamy do Olimpii. Wchodząc do grobowca Agamemnona. nasącza się magiczną siłą hermesowskiej metamorfozy.Aha . wchodzi się pod stertę kamieni. . ukarano okrutną śmiercią. Przyprawa dodająca smaku rozkoszy wyrafinowanej zemsty. Od rana zabawa w chowanego w ucieczce przed porażającym skwarem. Zenona z Elei. Sprzeczność? Tylko dla ludzi. Za sprawą jakiegoś tyrana (czyż greccy bogowie nie byli tyranami. Bez należnej religii czci nazwał ją logicznym paradoksem. z tym. Człowiek.Mitotwórca i mitobiorca.

biegami.współczesne ptaki wróżebne. Państwową religią prawosławie.Greka wylegującego się na balkonie i poklepującego z zadowolenia po brzuchu. gdzie uśmierca się miliony dziewczynek?” Przypomnienie argumentów przeciw aborcji z lat siedemdziesiątych: . Albania? W telewizji pokazywali Miloszevicza. 25 IX Nocą gadamy o podróży. a co dopiero dodatkowo. Żeby całego ciała. Wojna? Trzeba kupić gazetę. jakby okadzali świętą figurę w cerkwi. Nad plażą ogłuszają nas myśliwce. Życie jest sjestą. Ma za to pod dostatkiem zarzynanych codziennie krwawych ofiar. Poza tym „Kobiety wydychają w czasie ciąży specyficzne substancje”. czy dziewczynka. Po powrocie do Pargi kwaterujemy u Sofoklesa . Tak podejrzewałam: psychoza.konieczność jest jedyną potęgą. kobiety po dowiedzeniu się. ja pławię w basenie. przerwą «niechcianą» ciążę”. Inna gazeta: „Kobiety w ciąży przyciągają komary podwyższoną temperaturą ciała”. u schizofreników przecież wykryto w oddechu butan. Calasso: „.męskiego: „W trzecim miesiącu. Musaka. że dziecko jest innej niż oczekiwana pici. Napisali: 7. We Francji. Faustyny (nareszcie sensowne opracowanie Dzienniczka. czy będzie chłopiec.Jeżeli pozwoli się na skrobanki. Francuzi zalecają jeść siedem owoców lub warzyw dziennie. kiedy już wiadomo. Dziennie to ja nie zjadam aż tyle na obiad i śniadanie. Grecy palą. przelatującymi tuż nad powierzchnią. Skończyłam książkę o mistyce św. Nie jestem pewna. gdzie za skrobankę zwraca ubezpieczalnia. Voild. kampania o przedłużenie aborcji do dwunastego tygodnia. Do popołudnia nie ruszamy się z pokoju. Jeszcze jeden krok i z kamiennego kolosa zamieni . olimpiada. to idiotki poddadzą się aborcji przed feriami zimowymi. Nie latały tydzień temu. Przeżywam na nowo Delfy. Oburzenie Francuzek: „Czy żyjemy w Chinach. schizofrenia.. więc chyba Jugosławia. Samoloty . Coś dużo tekstów o ciąży albo wcześniej omijałam takie rubryki. a prywatną papierosy. Hieratyczny kuros idzie przed siebie z na wpół przymkniętymi oczyma. chowając się przed słonecznym bombardowaniem. wypoczywamy. żeby móc jeździć na nartach” (autentyk). bez tego dewocyjnego poklepywania świętej „po krzyżu”). Nowość z obozu konserwatywno . Teraz jesteśmy kombatanci. ani posągów”. która nie ma ani ołtarzy. zostają mi francuskie pisma z tutejszego kiosku. Piotr połyka Calasso. Argumenty za i przeciw niezmiennie te same. buzuki. Nurkuję w ucieczce przed spoconymi nietoperzami. one rąbią mnie wyłącznie w twarz. coś się musiało stać. Przedtem musieliśmy zwiedzać.. czy dobrze zrozumiałam. Mam bąble gorsze od młodzieńczego trądziku.

.Urodziły i co? Czytałaś taką książkę? Dla feministek za kobiece. Grecy w przeciwieństwie do Chińczyków. Grecka sztuka jest wyrwaniem się starożytnym kanonom. dogryzają komary.A gdybyś opisała. Piotr zapala światło. Będziemy mieli bękarta.to jest godny temat. co się z tobą dzieje? . Pietuszka zostawia mnie. Ona emocjonalna. rozgadana dekoratorka warszawskiej brzydoty. dla pisarek banalne. Działały bardziej na wyobraźnię. do marmurowych. i z głodu jednocześnie. wujek był podobny do Aresa. bo normalne. Zakładali miasta . Mity greckie wolał w dzieciństwie od lekcji religii. niby Ateny ze Spartą. zmaganie się z sobą samym. z osobistych rzeczy impotencja .Pietuszka . Likurg Sparty.państwa i tworzyli dla nich nowe ludzkie prawa.Pietuszka. Spróbuj.go zainteresowania syna sztuką. Przynajmniej coś mu tłumaczyły: Ukochana ciocia miała charakter i urodę Afrodyty. brzuch sama nosiłam. ciąża? Niemęskie. Co ci szkodzi? . Baby powiedzą: „Wielka rzecz. wszystko się zmienia. nieźle. że w tę swoją podróż marzeń mógł się wybrać dopiero po czterdziestce. polityka. . Jakieś rodzenie. Czy ślub coś zmienia? .Nikt tego nie opisał. podobnym do greckiego zasiedlania wybrzeży i wysp. Sen rozbija łupanina z dyskoteki. podrabianego przez kolejne stulecia. . przecież nie zjedziesz w ginekologię. dzień po dniu. klasycznych rzeźb.Nie. Solon . nienaruszalnej tradycji. Alkoholizm. rewolucja. jakim cudem w ciągu czterystu. albo skrobanki. . człowieka.to cholernie intymne. Jego gnębi żal. nie? Jeżeli nie poroniłam w taki upał i nie wytrzęsło Maleństwa na tych cholernych drogach. On wojskowy. niekulturalne. klasycznie pięknego atletę.Pamiętnik ciąży? Faceci nie uwierzą.ustrój Aten.Nic. Cierpienie. to nie ma sensu. . Tajemnicę. Macha rękoma dla napędzenia sobie racji. a może byśmy się jednak nie pobierali? Kłopoty z papierami. Archetyp małżeństwa? . mdli mnie i z przejedzenia. A to jest niesamowite: nosisz małą perłę. to już na pewno donoszę. Albo landszafty macierzyństwa. Ojciec i matka w wiecznym sporze. nie rozumiejący zniewieściałe . Uzgodnione. pięciuset lat Grecy przeszli od sztuki pregeometrycznej.się w zwinnego.Śpisz? . Egipcjan czy Żydów nie powtarzali wyłącznie boskiej. Czujesz inne zapachy. prawie aborygeńskiej. inna temperament zazdrosnej Hery. nikt mi się tu mądrzyć nie będzie”.zastanawiam się . Zajmowaniem ziemi niczyjej.

- Nałkowska - Granica, Gretkowska - Macica. Musiałabym się cofnąć do... kiedy? Lipiec? Maj? Opisać wędrówkę po znachorach i szpitalach... Lapis lazuli. Mam zatytułować Ciążownik Pietuszkinl 26 IX Rajzefiber. Pietuszka budzi się o trzeciej rano z bólem żołądka. Kręci się między bagażami. Pewnie szuka tabletek. Nie, nalepia kartki na walizki i - uspokojony, bezbolesny zasypia. Lotnisko w Pervezie ma tylko pas startowy i budkę celnika, reszta do - do budowywana... Po odprawie idziemy na trawkę. Kawiarnia, winoroślą i zamiast klimatyzowanych klatek hamaki, czy nie mogłoby tak zostać? Bujamy się w cieniu pod oliwkami, patrząc na opasły samolot, warujący przy tabliczce „Perveza Airport”. Rustykalne lądowisko, są nawet owce, nie przejmujące się hukiem czarterów. Typowe lotniska przypominają nastrojem elegancki zakład pogrzebowy. Coś między stypą (nerwowe objadanie się przy barze), przeprawą przez Styks (kupowanie ciasteczek i słodkich duperel, na które w zwyczajnym sklepie nie zwraca się uwagi), a balsamowaniem przyszłych zwłok (polewanie się perfumami, wcieranie kremów we free shopie). Startujemy, odrywam się od siebie. Bez mdłości, głodu, jestem znowu pojedyncza, „nieobciążona”. Pod nami Olimp, po którego zdobyciu Aleksander Macedoński (Gagarin swoich czasów) stwierdził: „Bogów nie ma”. Na Mount Evereście też nie ma bogów. Boginią jest Czomolungma, wystarczy. Podsypiam, marzę o klubie dla kobiet w ciąży. Salon zapachów, dobrego (dla dziecka) jedzenia, pokoik z USG, gdzie można mieć widzenie z maleństwem (strasznie chciałabym Cię znowu zobaczyć). Przecież matka ma prawo widzieć swoje dziecko niezależnie od jego wieku. Spotkania z psychologiem, lekarzem, rozmowy z klubowiczkami. Ostateczny luksus basen. Ech, fanaberie, moja pani; ciążowa sukienka i politowanie, potem śmieszny dodatek rodzinny, tyle się należy. „Klub 9 miesięcy” przyszedł mi do głowy po rozmowie z Jagą. Kto lepiej zrozumie, wesprze (niech pani prze, prze!) ciężarną niż druga kobitka w stanie zwariowanie odmiennym? Dziesięć kilometrów nad Polską. Tatry wąziutkie, nie wyglądają na poważne góry, raczej plac budowlany z hałdą wapna. W Krakowie wyraźny Rynek. Daje się chyba odróżnić renesans Sukiennic od gotyku Mariackiego. Godzinę później pilot poucza:

- Proszę zapiąć pasy. Zaraz wylądujemy w Sztokholmie. Po prześwietleniu sumień przez celnika wrócimy do rzeczywistości (oklaski). Coraz bliżej szaro - zielone wyspy. Szwecja z góry: chorobliwa wysypka, zagrzybiałe liszaje. Spadamy ciężko, kamiennie, na dudniący pod samolotem granit. We Francji lądowanie jest wślizgiwaniem, w Polsce opadnięciem kwoki na kurnik Okęcia. Sześćdziesiąt kilometrów z lotniska do domu. Tutaj już jesień. Złotoczerwony blask drzew, wypalony słońcem, którego dawno nie ma. Obwąchiwanie domu: kanapa nadal truje. Wyjadam z lodówki zapasy i czuję się usprawiedliwiona. Zaspokajam nie siebie, ale dziwny głód, nie mój. Późnym wieczorem telefon od Wojtka z Paryża. Stracił pracę, przynajmniej połowę dochodów - umarł Książę. Nic nie wiedzieliśmy, bo i skąd? Wojtek wcale nie lituje się nad sobą (troje dzieci, niespłacony dom), autentycznie przeżywa odejście Giedroycia. Odejście od słynnego biurka, na chwilę do szpitala i potem... W „Kulturze” będzie muzeum, instytut. Dla mnie i Czapski, i Redaktor zostali w swoich pokojach pochyleni nad przeszłością, pożółkłą jak stare roczniki „Kultury”. 27 IX Zawiadomienie ze szpitala: zanalizowali wyniki badań. Podczas porodu dostanę antybiotyki chroniące serce. Wariactwo. Nafaszerowana lekami, nie będę mogła karmić piersią. Bardziej zmęczę serce, pichcąc nocami zupki, uspokajając rozwrzeszczane niemowlę, domagające się mleka. O, nie, żadnych antybiotyków, chyba że mnie uśpią i dadzą w żyłę. - Pietuszka, masz pilnować na porodówce. Piotr się denerwuje: - A nie mówiłem? Musisz pamiętać, z kim rozmawiasz. - No co, pokazałam badania z Polski i powiedziałam, co mi dolega, tego chcieli. - Pamiętaj, że mówisz do szwedzkich protestantów. Człowiek przychodzi w euforii, albo po prostu jest Włochem, i zamykają go z diagnozą: maniak. Ty byłaś za bardzo... przekonywająca, przestraszyłaś ich i masz skutki: antybiotyk. Gratulacje. Idę wściekła na spacer. Ostatnie dni wolności przed pisaniem Miasteczka. Październik minie z szybkością jednego dnia: wstanko, pisanko, spanko. Odmawiam w lesie na palcach różaniec, na przemian po polsku i hebrajsku: Shalom lakhm Miriam (Zdrowaś Maryjo) powiedział Archanioł. Staropolski, błogosławiony „żywot” Marii - brzuch stał się biograficznym żywotem, tym bardziej, że „owoc żywota”, życia, brzmi poetycko. Po hebrajsku znaczy dokładnie owoc wnętrzności. Zawsze w tej modlitwie wyobrażałam sobie Marię brzemienną, tym łatwiej się teraz do Niej modlić.

Pietuszka dzwoni wieczorem z pracy. Pogadujemy jak zwykle godzinkę. Wracam do tekstu dla „Cosmopolitana”. Staram się pisać ciaśniutko stronę, ale i tak będą chcieli skrócić o zdanie, dwa, robiąc miejsce na ilustrację. Po co zamawiać u kogoś artykuł, płacić za niego ciężkie pieniądze i potem ciachać z braku miejsca? Podobnie jest w każdej gazecie. Na szczęście redaktorka z „Cosmo” jest porządna kobitka, dzwoni i negocjujemy patroszenie tekstu. Każdy opuszczony akapit mnie boli, wykreślona literka uwiera. Nie piszę ozdobników, zdanie wynika z poprzedniego, nie jest częścią zamienną. Ucięte traci płynność. Za to ilustracja panoszy się, zajmując cenny centymetr kwadratowy, w który dałoby się upchnąć myślątko. W godzinę tekst powinien być gotowy, zanim zrobi się późna i senna dziewiąta. Lekko mi odbija - z samotności, nadmiaru macierzyńskiego ciepła (co wieczór mam dziwną gorączkę)? Siadam do komputera i głaszcząc brzuch, mówię głośno: - No, a teraz mamusia będzie pisać. POCAŁUJCIE MNIE W CHUDĄ, BIAŁĄ... Czy powiedziała to Ally McBeal w serialu, czy grająca ją aktorka Calista Flockhart podczas talk - show, nie ma większego znaczenia. Ally i Calista stały się jedną osobą, obdarzoną białą, chudą dupką i równie zgrabną prostolinijnością wypowiedzi. Tylko aktorka o za dużej głowie, chwiejącej się na tyczkowatym ciałku, mogła zagrać Ally. Fizyczną i mentalną dziewczynkę. Ma już co prawda piersi i okres, ale nie ma jeszcze chłopaka. Jej dylematy damsko - męskie są równie teoretyczne, jak u dziewiczej nastolatki. Chociaż raz, na próbę, całowała się z kobietą. Narzeczeństwo Ally podczas studiów (związek dusz i ciał) było tak dawno temu, że mimo świadków wydaje się bajką: „Dawno temu, za lasami, za biblioteką uniwersytecką...”. Przed wzruszająco rezolutną McBeal otwierają się jak w dzieciństwie wszystkie możliwości (i sypialnie); błyskotliwy kloszard, nudny adwokat, biseksualista. Ona jednak (tak bywa w bajkach) nie korzysta z żadnej propozycji, marząc o tym jedynym, bajkowym i nieosiągalnym - ożenionym z inną. Trochę naiwna Ania z Zielonego Wzgórza, trochę rebeliancka Pippi, waląca prawdę prosto w oczy. Ale przede wszystkim inteligentna, młoda kobieta, totalna indywidualistka z przerostem rozumu nie panującego nad uczuciami. Przedwcześnie intelektualnie dojrzała dziewczynka. Za jej napuchłą od teorii głową nie nadążają ani emocje, ani dziewczęce ciałko w za dużych płaszczach i dziecinnych, jednopalczastych rękawiczkach. Ally nie odstaje jednak od swych znajomych wyglądających może dojrzalej i seksowniej, ale równie jak ona poplątanych w uczuciach. Nikt z bohaterów tego serialu nie ma osobowości (po Freudzie już nie wypada), za to każdy jest obdarzony monstrualną nerwicą, obłaskawioną częściowo

”. żebra i baloniasty brzuszek. Ulga. Wulgarnie nieskomplikowana. KALAFIOR. zjeść kalafiora. wypchnął się. Zjadam całego. Należy do rodziny serialowych postaci. pełni kalafiora. Ally McBeal jest wyłącznie rozsądna. Rozkosz też jest senna. Obydwie dziewczyny są rewelacyjne w swojej misji. z którymi łączy ją bliższe pokrewieństwo niż z ludźmi z krwi i kości. lecz w myjni samochodowej. powoli. przeciskam się pod spuszczaną już kratą i rzucam zdobycz do garnka na parze. Pamela Anderson w Słonecznym patrolu także się rzuca KALAFIOR na pomoc tonącym. kojarzącej się z freudowskimi kompleksami i brudem seksu. Czuję go w ustach. Fakt. że łatwo KALAFIOR dla niej pisać teksty. KALAFIOR!!! Muszę natychmiast mieć. zagrany przez Jacka Nicholsona w Lepiej być nie może. ale wdzięcznym zaprzeczeniem. gdyż neuroza jest najsympatyczniejszą i najbardziej KALAFIOR malowniczą stroną ich charakteru. jakim cudem udaje mu się tak wspaniale wczuć w swoich książkach w kobiecą psychikę. analizując bez końca swoje emocje. Biegnę do sklepu. Raz jeden Ally zamiast marzenia o słodkim make love wdała się w konkretne fuck.. czego chce.Wyglądasz na zagłodzonego Murzynka. I chyba dlatego jej genialny scenarzysta stwierdził. Dlatego spokojnie odpowiada na głupie zaczepki: „Pocałujcie mnie w białą. kochamy się dalej oczyma. odpowiedział szczerze: „Wyobrażam sobie mężczyznę i odejmuję mu rozsądek”.terapiami. Być może w swej sylwetce (nie tylko fizycznej) McBeal przypomina bardziej faceta. . Dziki seks z nieznajomym stał się tam bezgrzesznie czysty w strugach piany. na pytanie. Pielgrzymka do Ikei po „kapę na kanapę” (czy nie brzmi to tamtamsko?). lecz także w świecie filmu. chudą. cycata Pamela wie. Nawet nucone. oczywiście nie w sypialni. W łazience Pietuszka ogląda mnie uważnie: . Każdy z nich da się lubić. Ally jest jej płaskim. Nie chcemy się rozdzielić. Ally jest adwokatką. bo pisze je jak dla siebie. odrobinę urósł. McBeal żyje nie tylko we własnej głowie. tańczone motywy przewodnie (cherlawy Ziółko podśpiewuje muzyczkę atletycznego Barry’ego White’a) są rodem z treningów i terapii neurolingwistycznych.. więc ratownikiem dla zabłąkanych w morzu prawa. bo z niego pochodzi. Inny pisarz. Są jak wdech i wydech kobiecości. Chude rączyny. 28 IX Kochamy się rano przez półsen. W kolejce do kasy zostawiam Pietuszkę i biegnę po tanią parówę z musztardą. w sobie. Jestem kalafiorem i potrzebuję dopełnienia.

szwaczka. Co za piękny zawód .Połknęłam dwoma chapami. jeszcze nie biały gołąbek. niech kocha żonę i ma trudne dzieciństwo.. „Wiedząc. wgrywając się w rolę. Chcę mu po męsku coś odpowiedzieć i piszczę niemiłosiernie zachrypnięta. o tym. Zdechła. Powlekam. Nie czuję jednak tej parówki. I ma słusznego.. że jestem babą. Pozowanie na prostotę a la Twardowski nie pasuje do jego pokrętnej duszy.. macham łapami.pijaka i czarny charakter. Nieprzytomna wracam do łóżka i nie mogę zasnąć. o dwudziestej kładę się i oczy w sufit.. kiełbasa. Jeżeli jest na świecie jeszcze ktoś. budzące mnie z głębokiego snu. Te posikiwania. Kiedy pomyślę o miesięcznym ściboleniu nad komputerem. czekającym mnie przez cały październik. Zdechła też grawitacja. ale wrzeszczę. Pietuszka wraca z Instytutu Polskiego po występach Miłosza. jakbym nie ja ją zjadła. nie dwór. Tragedia kolorystyczna. Skończone. Przez dziesięć minut zapomniałam o ciąży. Usprawiedliwienia wegetarianina? Pietuszka podgląda mnie zza rogu i wyśmiewa: Moja rodzina Boundych. kto oprócz nas przejmuje się losem tego pijaka. spada na łóżko. Wspinam się na palce i potrącam ją. nie rusza się. bez cudów. wyraźnie słabszych. cola z puszki. głaszczący dzieci po głowie. Czytał wspaniałe wiersze i kilka ostatnich. gdzieś się zapodziała między gardłem a żołądkiem. zmęczone zwierzę? Dam radę? 29 IX Faks od aktora. jak wybronić „bohatera”. kto z kim. Poduszki w magnolie na białym tle nie pasują do sinej kapy. Na olimpiadzie mecz siatkówki . Nie wiem. przestając się nią interesować. Nocą rytualne wstawanie do toalety. Aktorzy. Pietuszka radzi wyłączyć telewizor: .jedyny sport. Widzę muchę. na jakim się znam. . Jestem totalna ziewka. Matysik dostanie swoje sceny. A miało być normalnie. już nie patriarcha. stojąc na suficie. Wieczorem szyję w ręku poduszki. Wiadomo: Polacy jak nikt potrafią nadmuchać i naprawdę pomniejszyć. Byłam szczęśliwym kibicem. Polonia zrobiła poecie ołtarz.Zaszkodzisz dziecku. że bierzecie Państwo pod uwagę uwagi aktorów. są przygotowaniem do zarwanych nocy z niemowlęciem? Kilka następnych lat będę ciągle niewyspana... pogłębiających moją postać”. grającego w Miasteczku rolę ojca Matysika . sugeruję kilka sytuacji. Na dobre i słabsze wiersze ta sama nabożność. wiedzą. Niektóre pomniki same powinny zejść z cokołu. Chyba jest tam od naszego przyjazdu. Miłosz. to proszę bardzo.

w rewanżu daje bolesnego kopa w cały organizm.Piotr nie rozumie mojego strachu. gdzie ma znaleźć pokarm. Nie bolą.Nie wolno ci nawet tak myśleć.Z mózgu . że działa: rozciąga się obolały brzuch. nocne bieganie do kibla i pobolewania brzucha . Natura mogłaby też zainstalować na biuście lampeczki albo fosforyzujące sutki na nocną zmianę karmienia. . .Mam trzydzieści sześć lat. . . . z niczego . za małe na prawdziwe kopanie. Trzydzieści procent ciąż ginie w pierwszych miesiącach.Wygnana z męskiego raju.Nie chciałem. przekonać się. Kłócimy się. Do końca podróży sześć miesięcy. . żebyś się martwiła. żebyś nie myślała w ten sposób: urodzę chore dziecko.Histeria. ale wszystko od pewnego czasu jest dziwne. rośnie. Mówię. Nocą ze dwa litry i to „na sucho”. kiedy coś boli. może nie będę mieć mleka? W ogóle. . skąd tyle wody? . Małe. Gdyby coś mu się stało. nie poczułabym. moi znajomi mieli po dwadzieścia parę i dziecko urodziło się z Downem. Przed domem Pietuszka bierze mnie za rękę i przeprasza. Minęły trzy miesiące „groźby poronienia”. przed oczyma: . krążące po moim ciele. W samochodzie rozmowa o badaniach prenatalnych. z moim strachem. . Piersi trochę urosły i stop.jedyne objawy Jego obecności. żebyś ich nie robiła. Przestaję się odzywać. Oddajemy w Ikei nie pasującą kapę. Są jeszcze sny o Nim. czy żyje.W takim razie po co są te badania? .W ogóle mi nie przychodzi do głowy.Nie mówię. że z dzieckiem coś może być nie tak! . Bardzo bym chciała zobaczyć Maleństwo na USG. Stąd macierzyński masochizm: czekanie na mdłości. Mam przerób oczyszczalni ścieków.wyzłośliwia się. Jestem sama.Jedno na czterysta. to jestem pewna. biegnę do kibla.nie piję już od dziewiątej wieczorem. Od tego tygodnia Maleństwo już ma rezerwację na pokładzie.Pietuszka. 30 IX Wyczytałam: Ciemnienie sutek służy za sygnalizację dziecku. Dziwne tłumaczenie. zupełnie sama z moim dzieckiem.

zaczepiając o jawę? Z Holandii na Pomorze przyjechała w XVI wieku rodzina mojego ojca (stół przodków?). osuszali Żuławy. Powtarzam za nim: . Narysował ją kilka lat temu ze skrzydełkami i podpisał: „Franciszka. Holandia. Masz do wyboru polonijne lub holenderskie imię. uważa. katolickim Gretkowskim. podobnego trochę do mojego ojca: . Piotr wymarzył sobie dziewczynkę.wielka samica martwej natury nie może mieć małych. gdzie siedzą sami mężczyźni.zupę z owoców dzikiego bzu. Kanapa ujarzmiona. „niemieckie pochodzenie”. Przed pracą Piotra idziemy na spacer. Zachowali staroniderlandzki język i zwyczaje podobne do zwyczajów amiszów. Tom Cruise to przy nim żigolak. że przebudziło. zawieszone absurdalnie na amerykańskich płaskowyżach. Menonici. Uprawiali pola (chłopak w farmerkach?).rytualnym stołem przodków. co z tym wspólnego ma moje dziecko? Zaraz po urodzeniu uwędzimy mu duszę w katolickim kadzidle i damy na imię Pola albo po van Goghu .Hej!.. Od kiedy się znamy. a nie bezpłciowy anioł.do mijanych sąsiadek. Podejrzewam. tak realnie.My nie będziemy tacy głupi i nie wyjedziemy z Holandii.Teo.. Menonici przetrwali w Polsce do czterdziestego piątego. Co mi się śniło. a uczta . Zdejmuje kapelusz. Ożenił się z Polką. Maleństwo. że będziemy mieli córeczkę. W Polsce zostały po nich puste skanseny koło Elbląga i Chełmna.Do stołu. Równie piękny może być tylko anioł. uszlachcony indygenatem królewskim został polskim. że będzie syn.Groota wyrwała z raju menonitów ziemska. W ojczyźnie prześladowano ich za radykalizm: wspólnotę dóbr i życie na wzór pierwszych chrześcijan. anioł. Moja pomorska rodzina jada na pamiątkę pionierskich czasów „zupę przodków”. Z zazdrości wierzga w kącie i popierduje trucizną. Za proste. Menonickie wioski przypominają tam ruchome obrazy Breughla. przychodzi z pola chłopak w niebieskich farmerkach. To mieszczańskie bydlę zostało obwiązane warstwami prześcieradeł. czyli holender . Hej! . dusza? Siada za stołem i mówi do najstarszego z mężczyzn. Żyją nadal w swoich staroświeckich enklawach w Ameryce Południowej. kiedy władza ludowa wysiedliła ich z holenderskich wiosek za. przestraszona urodą chłopaka. że prapraprapra . ziemiańska miłość. pociecha rodziców”. Budzę się. Zdecyduj się i przyśnij jak człowiek. ma długie blond loki i olbrzymie niebieskie oczy. Miewam urojki: kanapa . . Nawiedzeni protestanci z sekty menonitów. zakryte derką i osiodłane poduszkami.

imieniny Teresy. dresy. Zwycięsko pokrzywione. i coś „haczy” mi rękę. Pietuszka jedzie na dyżur. z gęstej czerni polarnej nocy. Po robocie (zarys dwóch odcinków) spacer do dębowej alei. gdzie jako wcześniak przeleżałam dwa pierwsze tygodnie życia. od lewej w prawo. tutejszych trolli. karłowaciej i biegun.powtarzam. Zamknięta w akwarium. grzeszną. Dzwoni Pietuszka. Obrastają powietrze. Pierwszego października . Jedenastego października siadam do dialogów i trzydziestego wysyłamy odcinki dla Produkcji. Chyba zaczynam być zła na swój brzuch. jeżeli przeżyję do porodu. na Maleństwo. kiedy więżą ją w sobie. Jesienna ciemność. nawracając ją na dobry kierunek. Na północ stąd jest już tylko zimniej. przypadłość wzięła się prawdopodobnie z inkubatora.. ale łapię za telefon i życzę jej wszystkiego naj. odpowiedzialnego za rejestr twarzy. Najpierw podejrzewałam u siebie skazę genetyczną. Nie wiem. gdy poddają się ich mocarnej sile. . Nie tak z moją głową albo z tym kalendarzem. Skarżę mu się na siebie.Jednakowe: krótkie siwe włosy. różnych ras. jak siedzieć.poetyckie nazywanie powtarzającego się co roku zlodowacenia. Dwa zmarnowane tygodnie. Nie powinnam.W imię Ojca i Syna . Mogę od razu wyrwać z kalendarza cały październik i wrzucić do kosza. oplatając konarami. spodnie. żeby było wygodnie.owszem. Nie trafiłam . Dziwacznie poskręcane dębowe gałęzie z węzłami sęków. „Zima” .próbuje mnie zabawić.Co dzisiaj produkujemy? Ucho? Oko? .i Ducha Świętego . Odróżniam je tylko po psach. z trudem przeciągając tą lewą. Teraz zimno wygryzło w liściach dziury. Nie mam siły czytać. Odśpiewuję Kiedy ranne wstają zorze. Mojej mamy chyba są trzeciego. Od dzisiaj do dziesiątego wymyślamy z Pietuszką treatmenty Miasteczka. ale od dołu przyciągają latem poziomki i borowiki. na prawą stronę. ale mam dość. nie miałam okazji trenować tego kawałka mózgu. zostaję sama z mdłościami.Teresy jest jednak trzeciego. Wyprostowane. z chmur. Z rodziną w porządku. 1X Ścienny kalendarz. pełne sprzeczających się duchów. Taka wada zdarza się w kazirodczych rodzinach. zasnąć też nie. . Rosną. .. całe szczęście. Szwedki swoim wyglądem przypominają mi o moim kalectwie problemie z zapamiętywaniem twarzy. O ósmej zmierzch. omijając niewidzialne przeszkody. kiedy się żegnam. Dlaczego dęby były święte? Uderzał w nie najczęściej piorun? W te nasze na szczęście nie. ale będzie cudem.z lewa na prawo . „Cud życia” . Zmagają się z nimi w walce.. kartki złuszczających się dni. prześwitują gałęzie..

co było. dotykający oczu. Ona jest napasiona tym. ale szalonych ludzi. podziwiałabyś różowiejące ze wstydu sumienie? Eee. Przeszłość nie jest przezroczysta. Skąd? Z rozpaczy. „narzucającego wybór barw w tym świecie”.. a ja patrzę na fotografię kogoś niemal z zaświatów. Skąd się nam biorą jeszcze pomysły przy czterdziestym pierwszym odcinku? (Codzienne pytanie nad pustą kartką. Przyklepuję fałdy. przepadła w XVII wieku. Za późno. Objawienie zieleni. nadymającej się barokowo. Nie rozumie mocy obrazu. Wołowinę? „Niczyja wina ta wołowina” . W Szwecji nie ma kapliczek.moje dziecko. jest za to nadprzyrodzony kolor jednego z buków nad pobliskim potokiem. 3X Pietuszka. Natura zlikwidowałaby . Zestawienie barw niemal cielesne. te zadowolone miny. migdały w twarogu z pociętym maniacko szczypiorem. poprawiam je tym samym gestem. że nic nie wymyślimy. Maleństwo jest najbliżej. to musi być to słynne macierzyństwo. tak subtelnie sformułowane kiedyś przez Producenta: „Nie czujecie wypalenia?”). pierwszy chłodnawy wieczór. Pietuszka jest protestant. skłaniające do kontemplacji. że tęsknił. zmuszających roślinożerne bydlątka do kanibalizmu. duszy. Czemu by nie odpowiednio długi promień (zabarwionej nadzieją łaski).. Tnę na śniadanie szczypiorek nożyczkami..powinna śpiewać kapela podwórkowa do kotleta. Przykrywam się kołdrą. napuchnięte obłudą uśmiechy. 2X Chciałabym codziennie podglądać na USG swoje . Stygmat omszałej zieleni na korze. po dyżurze.Po kiego ci domowe USG. Duszy też nie widzisz. Zielony ... . Internet. Gdyby była teraz. i dlatego mdli. DVD. Kolor jest długością fali promieniowania. Chciałabyś automat do jej podglądania? Co. Wystawiam nogę i elegancko zasypiam. o siódmej rano wchodzi pod puszystą sukienkę. Skąd pewność. W życiu bym nie ciachała dla siebie. Tłuczemy Miasteczko. ze współczesną siłą wyrazu: kino. Z wrażenia chce się przyklęknąć. rozpycha się we mnie. że ono tam jest? Od mdłości i rośnięcia brzucha? Żaden dowód. Nie choroba szalonych krów. Zmuszająca uznać lepszy gust Kolorysty. nami. Szkoda reformacji.kolor nadziei. I rozdzieranie szat przed snem. Wgapiam się w Jego pierwsze zdjęcie.Może osobowość. co szykowną suknię. Wkleić do albumu? Rodzinne albumy. Pietuszka nie rozumie mojej niecierpliwości. Abstrakcyjna kapliczka przydrożna. Zajadam mieszankę dla ptaszków: orzechy. zboża. Jestem pod szyję w puchatej sukni z kołdry. jak można być.

ale widzę ją przy telefonie z listą. żelaznej kolumny. nieduże. U ludzkich kanibali działał ten sam prionowy hamulec .Nigdy nie byłam w Zamościu. Namawiam Piotra na przeprowadzkę do Zamościa. 4X Próbuję nad jeziorem ćwiczyć tai . Przy komunii niektórym należałoby mówić: „Smacznego”. Jestem wodą (skłon do ziemi wygląda już na pochylanie się nad własnym brzuchem). Znajduję rytm. powoli stawiam kroki. Pietuszka zaciekawił się: Na starówce. przeżuwającą kości innej krowy.wypycham je do świata i zagarniam z powrotem). Tai . więc niedrogie. ćwiczenie pięciu elementów harmonii. wyrastającej z wyobraźni). . gdzie mielibyśmy mieszkać? . Starannie przelewam energię między rękoma. w blokach. U mnie wzdyma z ciąży. na której odkreśla życzących. „pokarani” przez boską naturę. Pamiętliwa Skorpionica z jadem czułości. bawełnianych podkoszulek o rozmiarach XXL.co ważne dla Maleństwa . „blisko przyrody” i .podejrzewa mnie o ciążowe wybryki i nie drażni rozsądkiem. Skończyliśmy dzisiejszy treatment Miasteczka. Pietuszka odreagowuje. Nigdy nie będę tak dobra jak ona. ogniem (ping .Aha . Zostało pożądanie do mięsistych. Zobojętniałam na ciuchy. Chłopiec Baran jest jednym żywiołem energii (moje ćwiczenie . ożywiającą drzewo (lubię rosnąć rękoma). zawieszonej w żołądku.... ziemią (rozsiewanie życia z wysokości pępka) i metalem (nieprzyjemne głaskanie zimnej. Mogę o nim zapomnieć. czemu by nie Zamość? Składam życzenia mamie. Zalety: renesansowe miasto. zwierzę. Ostrożnie. entuzjastycznie. Taka menopauza odzieżowa przychodzi podobno po trzydziestce piątce. Człowiek ustawił się przy łańcuchu pokarmowym niby przy barze samoobsługowym: roślina. Bóg. ciało samo wraca do wyuczonych gestów. Mgła wisi nisko nad jeziorem przepowiednia słońca.chi. jakie będę miała wymiary po. W moim stanie jestem bardziej empatyczna. Po niej mam to picicici.rewelacyjne liceum europejskie.szaloną krowę.. Nazwy przypominające pałacyki kredensy Zakazanego Miasta: Pałac Szczęśliwości.chi. człowiek. O Zamościu przeczytałam w „Kulturze”.pong dobrych życzeń . gapiąc się w telewizor. Rozkołysane ciało wpada w trans spokoju. Za parę miesięcy nie zmieszczę się w żadne spodnie i nie mam pojęcia. Czytam horoskopy. Harmonii. gdy myślę o dziecku. Zaskoczona. żeby nie poruszyć bańki z mdłościami.papuascy kanibale umierali.

co jest? Średniowiecze? W TV Zanusi. Spotkanie z reżyserem. Na wieczór (od dziewiętnastej) plany czytania. pod koniec poprzedniej serii chciał się na pewien czas wy .więc chłopiec. I dobra w łóżku. Trochę się buntuję: zaraz. mieliśmy pisać do dziesiątego października treatmenty.płećka Maleństwa. wyliczę mu znak ascendentu.a tam płeć . nie dogadaliśmy się. antybiotyków. o której godzinie się urodził. he. Wokół przedziałka proste druty. Tak wyszło w tarocie. miękkie loki na dole. zaraz. tłumaczące zniknięcie Tomka pomyłką telefoniczną między Warszawą a Sztokholmem. Przeczucie podpowiada: chłopiec. po tygodniu angielskie loki za uszami. padam na opuchnięty zapachami nos. gdzie jest mój oddział położniczy. Dziewczynka? Czytam swoje zapiski o kobiecie idealnej: powinna być inteligentna. obgadanie szczegółów. Wygibasy scenariuszowe. he!). żeby potrafiła wybrać.pięciu elementów harmonii.Gra. malowania. Może to znak (gdyby dziewczynka). Budzimy się o drugiej w nocy. Odrywa się od telewizora i zrzędzi: . Wyglądam jak w peruce: siwo . Jeszcze raz Produkcja: .Lecicie do Polski. Kręcą mi się włosy. 5X Dręczy mnie płeć . metalu. Tomek też nie jest bez winy. Czegoś chyba nie zrozumiałam przez telefon: Tomek jednak dalej gra? Przecież zrezygnował pięć odcinków temu. aktorami. Muszę mieć wolny listopad na Damy Polskie. Z poczuciem humoru. Wyjazd do ojca w . Mam smak na kwaśne . Idziemy na mglisty spacer wokół domu i z powrotem w ciepłe łóżko. od dziesiątego do trzydziestego dialogi. piękna cera . Akurat.znowu punkt dla chłopca. Dla nas Baranek to byłoby rodeo. Błyszczące oczy. Nie tylko senność. by mimo wszystko czerpała z tego satysfakcję.miksować.blond sztywne włosy u góry i złociste. Dziewczynka potulna owieczka? Na tej samej sztokholmskiej ulicy. i nazwać ją Gretą Gretkowską? Pytam Pietuszkę. Charakter mięknie mi od macierzyństwa? Telefon z Produkcji: . mieszkała Greta Garbo. Mgła podgrzewana do czerwoności latarniami. ale i ten dziwny smak w ustach. Najpierw nieśmiałe pejsiki. ksiądz Zanussi o wartościach.Kurczę. zostawiając sobie możliwość powrotu. żeby umiała się z siebie samej śmiać. gdyby jednak wybrała źle. tak pokazały różdżki. Pomieszała się numeracja odcinków. a ty zabobony.

jak wyrzuciła przez okno wieżowca swoje meble. codziennie będzie gorzej.Okęcie. przysmażone sentymentem. 8X . W ciemnościach. Deprecha poporodowa. Są gotowi na wszystko. Siostrzeniec nie dosłyszał. zapominam. Miasto. Nie lubię urodzin. Kupię tort. Ciąża jako ukoronowanie kobiecości (podbrzusza?). Mama żartuje: . Rozlazło się bez sądu. leczy się od kilku lat. naprawdę niczego nie potrzebuję. nawet z niedoleczonymi nadludźmi. wykute w skałach. Jedziemy do Sztokholmu po bilety lotnicze Arlanda . bez wielkiego buntu. żebra. mając dziewięć lat. przejęty. ale to prawda.Szła poboczem. Kobieta . z możliwością niezapowiedzianego powrotu (na Apokalipsę). biegnie do taty z nowiną: „Ciocia rodzi za pół godziny!” . pół Włoszka. bulwa.Pietuszka opowiada o dwudziestokilkuletniej pacjentce. Telefon z domu. Mimo dojrzewających piersi ze śliwkowymi sutkami. żeby ją zabrali z przepustki. Rozmawiamy wieczorem przez telefon. kim na pewno nie będę. z konieczności. nadziane na ruszt pamięci. Zmieniło się w Belgradzie na koniec lata. udającego się do Ojca Niebieskiego. Nie przejdzie. Do jutra niestrawność przejdzie . prawie pod koła.Stanach zamiast uśmiercenia. Pietuszka idzie do swojego zawodowego „Miłosiernika”. kim na pewno nie jestem. olać? . Rzadko się tak zdarza. bez przekonania. 7X Stoję przed lustrem: piszczele. Monumentalne domy bez wdzięku. skrzypiące życzenia o północy. Mężczyzna . Będzie z ludźmi. z Pietuszką na zabytkowym łożu z baldachimem. dlaczego jestem zmęczona. miłosne. Zapisuje na karteczkach myśli i podsuwa Pietuszce: . chociaż to nieprzespana noc.ojciec. skąd obolałość.Już?! . Przywieźli ją znowu po tym. Zarezerwował sobie rolę Jezusa. Później wspomnienia tego dnia. Wcale nie czuję się bardziej kobieco. które pewnie się pojawią jak rytualne blizny po inicjacji w kobiecość. ukamienowane paskudną solidnością.Urodzisz się za pół godziny. 6X Koniec Miloszevicia. niby pora roku. łapie za drugą słuchawkę. sylwestra chyba też wtedy.odruchowo dotykam wypukłości brzucha. Zazdroszczę mu. Waleria. słuchając Piotra.ktoś. Dzień po urodzinach. Kilka lat temu we Florencji. ostatnie wesołe obchodziłam. rozstępów. Proszę Piotra: Niczego nie chcę na urodziny.ktoś. Nie wiedziałem: zadzwonić do ośrodka. pół Szwedka.

Każdemu robi dwór. Wzajemnie się chwalą. że ja sama mogę być szkodliwa dla dziecka ze swoim Rh -.porodowy..„Czym jest miłość?”. różyczki. złym nastrojem. Zapamiętała samochód. każdy ma swoje pięć minut. szoruje podłogę. Bez wyjścia. Dorosła Waleria biega do katolickiego kościoła w czarnych podkolanówkach i klęcząc.. Prosto od komputera. Zaprosił czterech kandydatów do tegorocznych Goncourtów. kółko wpływowej adoracji. zawiści. Najgorzej. którym odjechał sprzed ich domu. W niewinnym kremie przeciwzmarszczkowym . W Szwecji wzywają pogotowie psychiatryczne. Zawody: kto najlepszy pisarz i kto go najlepiej wytrenował do wyścigu. Skąd to? Z hormonów. z brzucha? Bujam się. Ciążowy świat rozpada się na szkodliwe i nieszkodliwe. ale i zapraszanych gości. o których można spokojnie podyskutować. 9X We francuskiej telewizji „Bouillon de culture” Pivota. Biegnę do radia jak do kibla. Nowe zarządzenie: każdy obywatel szwedzki ma zainwestować część ubezpieczenia emerytalnego na giełdzie. Nie załapać bakcyla. Co za różnica? Odjeżdżając. Muszę. a nie książki. aromatyczne sery (ich wyrafinowany smród bierze się z niepasteryzowanego mleka). zachwycają. Takie ludzkie. Porusza mnie rytm. „Czym jest czym?”. może chciała znaleźć jego wóz albo śmierć. Niebezpieczeństwo czai się wszędzie. grypy. 10 X Pietuszka wściekły na swoją emeryturę.„Zbyt duża dawka witaminy A (retinolu) powoduje rozszczepienie podniebienia płodu”. Zostawił w Szwecji z oziębłą matką . We Włoszech nikt by nie zwrócił uwagi: praca na chwałę Boga Ojca. kiedy miała kilka lat. Z jadłospisu wypada sushi (trujące ryby). . Rozjechał uczucia dziecka. gazeta. Prawie wszyscy napisali książki o miłości. reklamowany przez nastoletnie panienki. Nie zaznaczono na słoiku: only po menopauzie. Nie tylko z braku prowadzącego. Podrywa mnie do tańca. Obrażania się. Pisarze mówią o własnych powieściach i książkach gości. rozgrywki. Jej ojciec wyjechał do Włoch. Ilu z nich (poza noblistami) byłoby w stanie znieść konkurencję? Najlepszy przykład . niechcący potrącił jej duszę. Skąd miałam to wiedzieć? Krem jest dla kobiet.nagroda Nike. Tańczymy przytuleni. Idąc samobójczo poboczem. nie mogę. bo to ludzie są wystawiani w Polsce do konkurencji. chociaż wyjście jest jedno: kanał ... W Polsce nie ma takiego programu o literaturze. Próbuję skończyć stronę. jaka klika. kołyszę.królową śniegu. Maleństwo żądające takiej zabawy? Tańczę do muzyki i Jego pragnienia.

Że w koloratce? Na pewno rozwiedziony. za mały. Stan błogosławiony: bóle w krzyżu i nogach. nie ksiądz.. Rodzina bez napięcia przed . histerii . „Cała ciąża” mieści mu się w dłoni. Dorośli oglądają cienie żwawych szkielecików na ekranie (kość z ich kości). Pietuszka próbuje mnie ukołysać. Wciągnął go w swe tryby emerytalny hazard: broszurki. wolno mu. Ręka coraz cięższa. ale przypadkowa.Podrywał kasjerkę w sklepie. Narodowa dyskusja: dlaczego socjalistyczne państwo zmusza ludzi do inwestowania w kapitalistyczną giełdę. tylko wypełniał swoją powinność uwodzenia bliźniego? Ostatni bastion walki o wiernych . . A jeżeli nie podrywał. Kilkuletni malec do siostry: . wyjmując zakupy z torby. Zostaję ze swoją uciążliwością. to prorok.. nie chcę! Wpakuję pieniądze na czyjeś konto i codziennie. Ale coś za coś: bezsenna noc. 13 X W poczekalni u położnej. nie ma okazji do PMS . Uwiera macica z perełką w środku. Ucisk pod żebrami. wymuskany. myjąc głowę.. .seks. Zaczął przeszkadzać brzuch? Na razie nie ma co. Nawet mu się to spodobało. O. 12 X Pierwszy dzień prawie bez zmęczenia i zapachów. na szpitalne akwarium. Dzieci wolą gapić się.owych szaleństw. nie! Z wolnego człowieka robią ciułacza i giełdziarza. inni stracą. pomyślałem. Będzie zarabiał na dwóch ludzkich skłonnościach: gadulstwie i hipochondrii. na dziewięć miesięcy. Zainwestował w telekomunikację i przemysł farmaceutyczny. Jedni na tym zarobią. Gdzie sprawiedliwość? Powszechna. trzyma rękę na brzuchu. gdy pochylam się nad wanną.To zmuszanie do kapitalizmu . i procentuje. Tak więc bez PMS. Brak siły na comiesięczne tragedie. Nieudana transfuzja snu. prognozy. Rodzinne pielgrzymki do USG.rodziną bez rozwodów! 11 X Pietuszkin wszedł na giełdę..piekli się. bez kłótni. W ciąży nie ma zmory napięcia przedmiesiączkowego (PMS). Przynajmniej coś widać i w kolorach.. aż do emerytury będę maniacko przeglądał notowania giełdowe. Zapomniałem. Na tym może polega katolicki model rodziny? Gdy co rok.miesiączkowego. cyferki. Jedno przecież nie wyklucza drugiego. Bezwstydnie z nią flirtował przeżywa Pietuszka. . Atrakcyjny.Dlaczego mam grać na giełdzie? Nie znam się. seksowny Kościół luterański. Pietuszka zasypia. że to pastor. Przystojny. zostałam brzemiennym aniołem.

ciepłem. Najpierw badania prenatalne. że się po tym poroni..izraelskie.. Łatwiej dogadać się w milczeniu niż zza barykady słów. Wolą nie oglądać. Siedzimy nad talerzami. zdrowe.Prawdę? Chcesz znać prawdę? .. Madlenka wystąpiła dzisiaj w garsonce i ozdobach.. . 14 X Od rana do nocy Miasteczko. Pisałam do „Wprost” o ustawie antyaborcyjnej. rozumiesz? .Wielu rodziców decyduje się zobaczyć USG dziecka dopiero po wynikach badań.. napisz prawdę. światło lampy otacza nas aureolą.same kurki.Ibka.. gdyby musieli się zdecydować na.Nie mam go w sobie. broszką z winogron (szczep winny. Wydzielam sobie widelcem na talerzu deser . ..domyśla się rybiej płci. Pielęgniarka światowego domu wariatów. tego wypisać. . nosisz brzuch? Ciebie wyskrobią. .wściekam się.Czujesz to na własnej skórze.Napisz o tym . jest tylko sumienie.. . które paranoikowi (wnikliwemu obserwatorowi związków przyczynowo . ibka. ja. .. Już jestem mordercą.Jest zdrowe. Albright . .. . plemiona izraelskie w walce z Kanaanitami). przypominające do złudzenia język flagowy. słyszysz? .denerwuje się Piotr.. a Madlenka błyska porozumiewawczo złotym łańcuchem.Nie. . U nas za wcześnie na takie odkrycia.Dlaczego? . . Pietuszka idzie na noc do swoich wariatów..płaczę. Prawdziwy dom parujący zapachami.o badaniach prenatalnych. Temu na uspokojenie. Z przekorną inteligencją w srogim oku robi porządek wśród szaleńców. Przed zaśnięciem podziwiam w nocnym wydaniu wiadomości Madlenkę Albright. gdyby? Nie ma prawa. Klapy marynarki wycięte w dziwaczne ząbki. Kolacja: pieczone ziemniaki i kurki z naszego lasu.położna taktownie nie wymawia „Down”. jedno na czterysta jest chore. Żeby nie peszyć rodziców czy Maleństwa? W piętnastym tygodniu twoje dziecko już słyszy dźwięki I„Ciężą tydzień po tygodniu”).psychiatryczną oddziałową.. ale o badaniach prenatalnych nie. schowaną między nóżkami.przekrzykuje mój płacz. W Polsce miały być zakazane i nadal są traktowane na równi z morderstwem. pisałam o prawach kobiet. a jeden na sto.To tylko moja decyzja i mój ból. Koniec idylli. W gabinecie obok lekarz też odgaduje płećkę dziecka.namawia Piotr . ale jestem ojcem. Tata czy mama? . i. tego w pasy i zbombardować zastrzykami. „aborcja”.skutkowych) skojarzyłyby się z tajnym szyfrem.Tak bardzo przypomina moją mamę ... Obydwoje bezradni. Ty stoisz obok. Rozmowy palestyńsko .Zdecydowałam się na badania. . wyśmiewałam jej traktowanie jak zakazanych pieszczot.

? Następnego dnia Produkcja dostaje wiadomość od Lucyny: „Nie chcę umierać. Zobaczyła własną śmierć w jego oczach. I znudzona tym co sezonowym cyrkiem Beata. Piotr.porter. w których mam się opstrykać. Zdziwione moją normalnością. Zmęczona.. spotyka Lucynę na ulicy i patrzy jej długo w oczy. Chociaż nie całkiem normalnością: spodnie. Lucyna. co najbliższe . aktorka Narodowego. bez spódnicy.). podpisów o ciąży. zobrzydzona. przyszpilona spojrzeniem długowłosego faceta. Stąd moja obojętność. czytały Kabaret. Nie znają się... . przy barze”.kolekcjonuje broszki.cały dzień zmarnowany. Najchętniej namazałabym sobie na brzuchu : Only for stuff.Jutro rano wzdęcie ci minie? Najadłaś się na kolację? . Proszę o dyskrecję. Rozmiar niby dopasowany do sylwetki. ale trudno dopiąć. Beata wróciła z paryskiego pret . wycofuje się z Miasteczka. Spotkania z reżyserami. będzie jeszcze większe . Produkcja.przyznaję się do mojego stanu. Gapie bijący się po głowach. Dziwactwo czy taktyka służb specjalnych. Musiała się poczuć nieswojo wieczorem. Gram dalej”... wracając do Holidayu. Planujemy więc ją zgrabnie uśmiercić. walczący o wejściówkę na pokaz Westwood. tak mamusia wyglądała w czwartym miesiącu. tu cyc na wierzchu. lasów i cichego domu na centrum Warszawy. Wytrącenie z ciszy w tłum ludzi. Przerażone. Nie będzie czasu na myślenie. aktorami. Zbyt szybkie przestawienie ze szwedzkiej samotności.. Nigdy nie zakłada dwa razy tej samej. Czy ona nie jest za inteligentna na chrzestną? Jedyna praktyk kująca katoliczka w naszym towarzystwie. mające mnie „ustroić” do zdjęcia. 16 X .badań prenatalnych. że będą ubierać kapryśnego dwułechtaczkowca. Nie chcę żadnych przypisów. Zdjęcia zabawne (dla mnie): „Kochanie.. Wyjazd do Polski dobrze nam zrobi.. O.à . dziwacznie się układają na brzuchu. byle dalej od tego. Dwie młode dziewczyny (polonistki..? 15 X Czytaniem o superstrunach wystrzelam się w kosmos. tu wymalowana na przedwojenną szansonistkę w czarnych pończochach i szpilkach. Rezerwowana do sakramentu kilka miesięcy .Nie minie. Sesja w Vivaldim .pytają niepewnie. z braku poczucia realności? Stylistki z „Vivy”. .19 X Warszawa Produkcja.. Gallianiego.

specjalistą od Indian Hopi. Moje? Nasze. jesień.. Po kwadransie zaczynamy się śmiać z własnych pretensji. Skóra brzucha napięta na żebrach niby plandeka osłaniającego Go namiotu. że był antropologiem. urzędniczej elegancji Holidaya. zdrowe. Włoch. nie ma biur podróży. Masz numer SAS . z którymi przemieszkiwał lato. jest dowcipną repliką na manię wielkości skandynawskich drzew. Piotr na dyżurze. Skończyły się męki tworzenia? Rośniemy. Ten poświęcony rosołkiem zaduch. oglądając francuskie varietes. z powrotem w wiejskim domu.mieszkamy w luterańskim kraju. Czy on mieszka w delikatesach? 20 X Po obskurności Warszawy.Zawracają ci głowę! Nie mogą sami tego załatwić? . Miesiąc temu nie dotrwałabym do dziesiątej.Bronisz polskiej głupoty: niech ktoś kogoś. Za oknem na wzgórzu sosny (Sosanna! Sosanna! Na wysokościach!). Dwunasta w nocy.wcześniej z Francji.Byłoby łatwiej. Internetu?! Brniemy w to dalej.Tak się robi. tańczę (tańczymy). 22 X Nienawidzę niedzieli. Zaproszenie z tamtejszego Instytutu Polskiego i wydawnictwa. Nie miałam pojęcia. W Budapeszcie. wypychając łapki i pięty na trzy czwarte i swingując? Indiańskie lato Joe Dasseina. ja rozdrażniona jego zmęczeniem.u? . Ogrzewam się ciepłem domowych kolorów. Usprawiedliwieni infantylnością bełkotu. Piotr się denerwuje: .. Krakowa i teraz ze Szwecji. co kawałki Brela czy Piaf.No co.. Bonsai przeżyło nasz wyjazd. gdyby kupiła pani bilet u siebie. Moje ciało się zmienia... Pokrzywione. Pietuszka po trzech nieprzespanych nocach. My mamy przynajmniej usprawiedliwienie .Rozpuszczasz gnoja od zarodka.. dla dziecka. równie słynne. do cholery. . Oglądam nago w olbrzymim lustrze w przedpokoju. podgrzanego rodzinnym ciepełkiem. Kupuję puszkę kawioru i wyżeram palcami. Ludzie wyłażący na spacery ze swoją bezmyślnością. .. Do Niemiec też kupowałam bilet. w Sztokholmie . Ocieram łzy . Pietuszka podłamany: . malutkie. 23 X Na Węgrzech wydają w listopadzie Podręcznik do ludzi.radzi urzędniczka..

nie brzmi to jak komplement.Tak bywa w ciąży. Trzymam się coraz słabiej parapetu rozsądku. Nie przestają kapać.. zagryzająca chore potomstwo).. . umyta twarz.Nie wiem... czy iść na badania: igła w brzuch . Otwieram drzwi i cofam się. ale czasami wróżę sobie z ptaków: z której strony nadlatują. . i wyrodna matka. płaczę. nie wiem .. Moja wykremowana. wyżeranych przez szczury.Mam tylko ciebie . trzęsąca się nad bezbronnym Maleństwem. skrzep strachu. Do tego zastrzyk z surowicy przeciwko twojej krwi. Jakbym chciała coś wypluć. co jest. .Ale ja jestem dorosła.Muszę cię prosić o dzwonienie po głupi bilet. że prawie sparaliżowało mi twarz .. rozdziobujące padlinę. czuję to ostatnim kawałkiem siebie nie opętanej strachem. Równanie godne potępienia: 99 procent pewności. dziecko z wampirycznej wojny o krew. Przepłoszone wrony leniwie kołują nade mną. głośno łapiąc powietrze.To nasze dziecko. twarzy. Downem = 100 procent piekła.Nie możesz być cienias. Jeszcze mogę wybełkotać: .. czekająca na wyrok. Nie potrafię przestać. Płodach wrzucanych do kosza. Zaczynam się łamać. Boję się po ludzku (matka) i zwierzęco (samica. . Nic dziwnego. . Utytłane w pogrzebowej czerni. Piotr kołysze mnie w ramionach.. Oczywiście bajdurzę.? Ja nigdy. pomyślałam o szpitalnych odpadkach. że jest zdrowe + 1 procent strachu przed poronieniem. Dobra mama... co to było? . Przed sekundą zostawiłam na tarasie zawiązaną torbę ze śmieciami. . Nikt nie może mi pomóc. Piotr mocno mną potrząsa. Nie mój dzień. nie bój się. a spod niej przerażenie nie dające się naciągnąć na uśmiech i obłudę.. odgrażają się gardłowym krra. Co to było? Jednorazowa histeria? Może to jutrzejszy dzień. Szloch staje się krzykiem. a jeżeli moja po ukłuciu dostanie się do twojej? Dziecko z konfliktu Rh. wypędzić z wrzaskiem drugą. Zbierając rozwłóczone resztki..któraś połowa musi się poddać. Wykrzywiają się sparaliżowane.zwierzęcy bóg bez maski. .po chwili nie mam już ust.rozbawienia.jeden procent poronień. rozszczepieniem kręgosłupa.. bezmózgowiem. Panika . Dasz sobie radę. przestraszona napastliwym krakaniem wron.Co mi się stało. o wizytę u położnej. Maleństwo.. jakie.

Albo zima będzie mroźna i nażerają się na zapas.pielęgniarka jest pewna swego...A” zmieniło się w coś innego? . Pielęgniarka przynosi moje papiery. Tej najnowszej. kościpek. na porodówce. można zrezygnować w ostatnim momencie. bezbronnych. . . do której porywają karetkami nieuważnych przechodniów.Przez tydzień nie kąpać się... przekonany. Po badaniu leż. .prawie krzyczę. Zdarza się. słuchaj muzyki i jedz pralinki. że jesteśmy jednej krwi.została mi ostatnia przyjemność. W polskiej książeczce zdrowia napisali wtedy Rh ..Nie ma żadnego błędu. natychmiast dzwoń . Przybysz z zaświatów.Nieee. ale życia. to zostaje. Zdarzają się upławy. wystawiając na widok stopę. Olbrzymi napis: Rh +. po matce..To może i . pręży kręgosłup. . trzeba stąd uciekać. Twierdza. .Powinni cię przebadać później drugi raz. Czuje. Prostuje nóżki i nagle hop! Fikołek na głowie... jeszcze się waham. jeżeli będą obfite... .podsuwa Piotr. .. Albo z domu. Trudno uwierzyć. pupkę. . 24 X Ponury szpital. nie jest to taniec śmierci.Czekoladę wolno? . Kiedy ostatni raz badałaś grupę krwi? .. skoki na łebka. Zostawiliby mnie bez surowicy. gęstniejąca w ludzką postać. Piętro ginekologiczne. prosto z ulicy.Trzydzieści sześć lat temu.Oczywiście. Nie mamy konfliktu! Euforia. Film o seansie spirytystycznym: Pojawia się biała mgła... Wybrał sobie mnie na medium. krwawienie..włącza ekran. Żywczyk z niego. akrobacje. Bawi się z nami w chowanego.Zdajesz sobie sprawę z ryzyka. nawet nie wiem. że jest oglądany. Zobaczę. Potrząsa kosteczkami. Mimo że widać kościotrupka... kiedy się rozebrałam i ułożyłam pod monitorem USG. .Zgłodniałe wrony jesienią? Zimą torby ze śmieciami leżą zapomniane kilka dni. jak jest. jednak.pielęgniarka rozsmarowuje od żeber po seksuna „płyn poślizgowy”. .Na „AB”? . smyrgając po macicy. nie mieć stosunków. albo. z krwi.Pomyłka . że krew u niemowląt z konfliktu po jakimś czasie zmienia się na Rh+. . . Partacze. najbardziej uduchowionej.. minimalne. zanim dorwą się do nich ptaki. Wchodzimy. jeden problem z głowy. Taki błąd. wycieńczonych chorobą.

.. Zamiast powietrza wytryskuje mętna woda.. gdyby coś. będziesz patrzył? Nie pozwól. przylizane gąski. obrzydliwe uczucie szperania po wnętrznościach.zrezygnować? Wytrzeć się. Przyleciały z północy nad jezioro.. . naprawdę . Chyba czujnik przejeżdżający po brzuchu połaskotał też Maleństwo.0.Tylko patrz. Przyłapałam się na szukaniu dla kolorów chmur oznakowań z farb do jedwabiu: odcienie szarości: 0.moja patronka.. Są tranzytem. Pssst. Nie czuję kopnięć tej harcującej zjawy. więc dobrze rozwinięte. nie uroniłam ani kropelki. więc bez żenady zasrały pomost. czy nie przekłują dziecka. myśl o dziecku. . Zaciskam zęby.18.. . skuliło się. zdrowe. Wrażenie przebicia. uciskające.Brigitta kończy badanie. sama przez to przeszłam..Bardzo ruchliwe dziecko.szepcze Piotr. opieram na Pietuszce.. Piotr dostrzegł porozumiewawcze machanie do nas łapką i łobuzerską minę. Ręce? Trzepoczące skrzydła. .pielęgniarka kończy badanie.Już . Dwa miesiące temu uwięzione w kokonie.. . . zbierana w probówkę. Brigitta .Wkłuła się .. Zwlekam się ranna. . Nie boli.Rozprostowuje łapki. . założyć majtki i uciec? Zdrowe..Za dwa tygodnie wyślemy wyniki. piętnasty tydzień ..Żadnych niekontrolowanych ruchów.17.. .Rozluźnij się. Naradzają się z pielęgniarką nad ułożeniem płodu..Brigitta . .Piotr głaszcze mnie po spoconym ze strachu czole. wtedy wcześniej zadzwonią z kliniki.Małe jest daleko od igły. Każdy krok jest wstrząsem. Zbierają się do drogi futrzaste gęsi kanadyjskie. Siwa pani w okularach. . czekam na ukłucie..16 . Przepłoszyły nasze zwykłe. Dłużej nie wytrzymam.pielęgniarka szykuje igłę grubości włosa. Wchodzi lekarka. Ile można leżeć? Krótki spacer nad jezioro pod niebem nr 0.ostrzegam.przedstawia się i podaje mi dłoń. Wbijam się Piotrowi paznokciami w rękę.Dobry znak. 25 X Nie poroniłam.. . Na skórze nie ma śladu. przedziurawienia uszczelki.Mogę krzyczeć . . przygważdżając z powrotem do leżanki. .Według mnie. przyklejone do roztrzęsionej serduszkiem larwy.

Przestało lać.. . Skrzykują te. psik i cię nic dalej nie interesuje. zaszyło drobnym ściegiem deszczu. że jest we mnie... jeżeli nie znajdę pracy. Uzbierałam ten kilogram więcej. Ja rosnę.dziecko ma parę centymetrów. 28 X Rano pomroczny obiekt pożądania. jakby ktoś przechadzał się po niebie ułożonym ze starych. nie otwierając oczu. jesteś rozpylacz życia.. . nie moje.. Kiedy sobie przypomnę (dziwne przypomnienie z brzucha zamiast z głowy). po obiedzie.Nocą słyszymy skrzypienie. Pietuszka nie widzi problemu. pokonany pracą. Według podręczników powinnam od dwóch i pół do czterech kilo.Piotr podejmuje znak zapytania. nie ma do czego. Żadnego kopnięcia.. chciałabym uciec. Przydałoby się sanatorium nie dla samotnej matki (jeszcze nie samotnej). Otwieramy okno. . Zasypać dziurę po wyrywanych sobie wzajemnie sercach. Małe powinno już kopać. zimno. Kamienie i lasy.. Obżeram się... dostaję kolorów. Zostać na chwilę sama. Tu nam dobrze. Wyciągnęła się płasko i wygodnie przy Piotrze. przyciężkie. do przyjaciółki. na godzinę . Rozbieram się do snu.wygląda.A skąd mam wiedzieć. Mija szesnasty tydzień. Zdjęłam już z siebie wszystko. . zwołując się i przymierzając do odlotu.Moim problemem jesteś ty. ale bez mojego kłótliwego tonu. Truchcikiem do lasu. 26 X Skoki hormonalne to jedyny sport. Dawca życia. przelewa się. zalęgło się. w ubraniu. Nie chcę tu być. na jaki mogę sobie pozwolić.. Niemal pusty . A jeżeli jednak chore? Coś mi burczy.. on się zapada.. Piotr spracowany. które wzbiły się za wysoko na wschodzący księżyc. Mieć czas przemyśleć. Marudzę... I drugie przebudzenie.Tobie.??? . drewnianych desek.. chyba wyobraźnia. otwierając siebie. Nie przyzwyczaję się. balonik unoszący mnie na wadze. nie chcę. co ze mną. że niebo przepuściło pieszych i znowu zaciągnęło się chmurami. 27 X Nic nie tyję. nie ma z kim pogadać. nad nami krążą kanadyjki. Czy będziesz dobrym ojcem? . do pracy. ale dla matki kryzyśnej. żeby nie pakować się od razu do mamusi. O drugiej prostuję grzbiet znad komputera. Coś jednak zostało. Ogryzany na zapas dla Maleństwa? Wstyd mi tych rumieńców przy jego zapadniętych policzkach. Najchętniej odpięłabym też brzuch.. gdzie. Brzuch puchnie.Czy przeniesiesz się do Polski? .

kopnęło! . Nie pytany. wyciągam się skatowana w łóżku. Jeżeli podmuch nie wyhamuje w fiordach Norwegii. jak kolejne cywilizacje przenosiły je po zakątkach świata..Śpi mi się żona. Piotrowi zaczyna wtórować chór: . zerwie nam z tarasu antenę satelitarną. oślizły widok za oknem. Kończmy. skąd wzięło się święto zmarłych... z którą śnię. nasłuchuję. Najpierw Celtowie. Przegapiliśmy z Pietuszką jesienne przestawianie zegarków. Łaskotki z zaświatów. Coś gulgocze. Właśnie TV: ktoś w reportażu o Halloween pokazuje na mapie. mylimy pory dnia. łup! Delikatne.Hihihi.Cudnie! .To Waleria i taki schizofrenik. Ciekawiej za szybką komputera.śmieję się. O dziesiątej po kąpieli. Sami przestawiamy sobie godziny snu. zmiana czasu”.. katolicka i.. Jakby ktoś splunął z obrzydzeniem na szybę. bo mi się cały oddział rozbuja od tej uciechy. czy to dziedziczne? . Rozluźniam się i nagle w prawym boku.Jezu. Podnosi głowę i na wpół zaspany mówi: . pogaduszkach telefonicznych z Piotrem. jak prawo kanoniczne czy rzymskie? Chyba z szacunku dla współczesnej cywilizacji odkurzę jej totem i przetrę mu ekran płynem antystatycznym. telewizja. ha. Nawet te nocne telefony podejrzewam o najgorsze. potem cywilizacja rzymska. to żywiołowa prywata. Zrywam się i dzwonię do Piotra. ha! . ha. Pierwsze celne kopnięcie w oddział psychiatryczny. Też jestem dzieckiem „psychiatrycznym”. zaraz wstanie na obiad.Słuchaj. Ucho wewnętrzne wyciąga się aż do pępka. Nasza radość powtarzana szaleńczym śmiechem. 30 X Każdy telefon doprowadza mnie do drżączki: Wyniki ze szpitala? Dostaję hyzia. ale inne od burczenia w żołądku.. Anglia odcięta od świata. bo co powiedzieć. . jakie to dziwne . Zaśmiewamy się.29 X Spływający deszczem. Kładę się obok niego. Czekam na echo tego pierwszego kopnięcia. gdy ludzie tracą domy. Niemożliwe. 31 X Harówa do ósmej wieczorem z przerwą na spacer i obiad jedzony nad komputerem.mebel równie wpływowy. Telewizor: sprzęt . Taka obawa o telewizję. napisał: „Uwaga. Wichura w zachodniej Europie.

Najprawdziwsze w listopadzie. co do myśli o nim i obowiązków..1 XI Kwitną słoneczniki. Zastanawiamy się. Zapalamy świeczki na wzgórzu usypanym z najświeższych prochów. witaminy). jak święto. archedupalnych uciech. Na pewno bywają amatorzy takich archetypalnych. co było na dyżurze: . Czytam wspomnienia Fiszerowej. kładę wcześniej spać.Histeryk. Wieczorem jedziemy na tutejszy cmentarzyk.przytyłam wreszcie dwa kilo. Myjąc zęby. to święto. by przywyknąć: „Mam dziecko”. Może dlatego ku oburzeniu krakowskich mieszczan przypinała je sobie do sukien i kapeluszy bezwstydna Dagny . w której Fiszerowa towarzyszy mężowi. uwodzi inteligencją i wraca do swojej Wielkopolski z pamiątką po Naczelniku . wolałabym poleżeć). jak to histerycy. Rock ma też swoich grabarzy. jedzie za nim do Paryża. Stukam pierwsze strony scenariusza Dam Polskich. Brzuch wystaje i unosi się przede mną wbrew prawom ciążenia.. Zakochana w Kościuszce.ciężko schodzę do skrzynki na listy. popełniał widowiskowe samobójstwo. karmię (pół litra mleka dziennie. Dziewięć miesięcy to według natury czas wystarczający.nordycka żona demonicznego Stacha.. Wyprowadzam na spacer (zdarza się. z ustami pełnymi nasienia. Nie „czarne słoneczniki” z Przybyszewskiego. . Łapię się poręczy. Koperta ze szpitala wcześniej niż dwa tygodnie oznacza jedno. Nie mogąc go oczarować urodą. Nie możemy zasnąć. Down. Skrobaczką do sera podcinał sobie cierpliwie żyły. Pobielony średniowieczny kościół z katafalkami szlachty. O siódmej wieczorem ze zmęczenia dostaję gorączki. nieudana kampania napoleońska. Nieudane małżeństwo. 2 XI Jestem normalna . że na siłę. Nic z tych rzeczy. samochody szosą z południa do portu albo na północ do Sztokholmu. Siadam na schodach. Słońce ze wschodu na zachód. świat zazgrzytał i dopasował się znowu do siebie samego. dzielnie grabiącej Polskę podczas Potopu. Zaledwie peeling naskórka.. Rozrywam list. Pietuszka przynosi rano bułki z kardamonem i pachnie w domu Szwecją.. zawiadomienie o badaniu serca. brak mózgu. W domu tańczymy do piosenek Nicka Cave’a. Żółte. w głowie karuzela. który prosi ją o rękę. próbuje opowiedzieć.poleconym przez niego pułkowym sierotą. Na razie przyzwyczajam się nie tyle do Maleństwa. działającym jednak na pozostałe części ciała . czy są burdele z kobietami w ciąży.. oczywiście bez skutku. rozszczepienie kręgosłupa.

Nie muszę wychodzić z wanny. prawie wcale nie mówił po polsku”.Idź się umyj .Niedługo nie będzie Wszystkich Świętych. . eleganckie namaszczenie.mówię jak do zbyt mocno umalowanej kobiety. Podobno jest wtedy ucisk na żyłę brzuszną i mniej tlenu dla dziecka. marsz Dąbrowski z ziemi polskiej. trzeciej w nocy hałas.. Wynalazek na miarę kobiety w ciąży: zawiązałam sznurek wokół klamki w łazience.wychodzi z twarzą źle pomalowanego transwestyty. Najchętniej położyłabym się na wznak. rzygając. Próbuję leżeć przy komputerze.) słabo. żeby zamknąć drzwi otwarte podczas kąpieli dla lepszej wentylacji. sino . Gdyby nie ciąża. reklamówka.3 XI Kupujemy krzesło do pracy: zniżane. . wypinają się nad krawężnikiem. nawilża. coś bulgocze w brzuchu.Dbam o siebie . z różowymi diabelskimi różkami. chociaż jeszcze nie noc. . to buss (rozróba) i obrzucają jajami.. Przed wyjściem do cywilizacji (sklepu) Piotr smaruje w łazience twarz kremem. Jakby miała lecieć krew zmieszana z wymiotami. Dzień po halloween upiorny. Przekręcam się na bok . Pijacki halloween: dziewczynki w miniówach i na obcasach. To już nie terror śmierci. nie z żołądka.niewyspany. . Po domach chodzą dzieciaki w maskach i pytają: Codis? Buss? Jeżeli nie godis (cukierki). . 4 XI Ścięło mnie w południe. Pietuszka namawiał mnie już od roku na wygodny fotel. Mdłości z nosa. Starzy dbający o cmentarze już tam zostaną. w sekularyzowanych kościołach odprawiane będą tego dnia rave party . stać. taki z gazety.To makeup. .Aaa. Gadamy do piątej. zostałabym przy (na) starym krześle. Przewracam się z boku na bok. Chmury gęstnieją w zmierzch. O drugiej.Napisali: odżywia skórę. Nie wytrzymuję.pomstuje Pieluszka. z hymnu Marsz. Wklepuje z zapałem neofity (kilka lat przekonywania). . Pochylanie się nad stołem jest już uciążliwe i niedługo brzuch trzeba będzie upychać pod blat. Satysfakcja równouprawnienia? O czwartej ciemno. ale młodości.mniej snu dla matki. zamarzają na zimę? Fiszerowa: „Dąbrowski (ten słynny. obrotowe.Który to krem? .

W porządku? Wiedziałem . Dwie. zanim minie dzie- .kłaniam się zjawie. Z tyłu niby piekielny anioł stróż ciągle myśl: „Co z wynikami badań?” 7 XI Za pomocą feng shui pozbyliśmy się sąsiadów. Telefon kontaktowy. List ze szpitala. Mieszkanie nawiedzają tylko w weekendy.chi. wypalone znicze. inne schorzenia nie. Zaczepiają przechodniów. Moje nienajczystsze sumienie w białej kopercie.Halo! . Kochać się w łazience bez zagłuszania bulgotem wody. . co nam grozi. Gospodyni choruje na raka piersi. że Maleństwo jest zemstą Tybetu (ziołowe tabletki na „raka”.. Chwilę zawisła.. powtarzając figury tai . przepraszam. pierwszy w jego życiu. Pijany mózg wyświetla halucynację: na polanie pojawia się skośnooki mnich buddyjski. Wokół absolutna cisza. Dobre wyniki z badań prenatalnych wcale nie gwarantują zdrowia dziecka i matki. Zemdlała z wrażenia. wcale nie. mówiąc. Ze strachu fotografuję całą stronę jednym spojrzeniem: Down . zawiadomiliby wcześniej.. Pomiędzy tym kręcą się jehowi. że kiedyś się umrze. Ludzie za oknem są niemym kinem: biegają.. Zagapiłam się. Czeka na pierwszy śnieg.. postawiłam filiżankę w powietrzu. trzy dziennie . Przyjechał z Birmy na zaproszenie szwedzkiej rodziny. tydzień za tygodniem. tańczę z radości. Idzie w moją stronę. wcieleniu moich przeczuć. . nie dowierzając. Mnich ma pod pomarańczową „sutanną” ciepłą koszulę w kratę.Na ulicy pozostałości po halloween . potrzebującej wsparcia duchowego. tak brutalnie potraktować. żerując na Judzkiej paranoi”.. Biegnę do lasu. spychający kloce pociętych świerków. list ze szpitala. zrobiła się jeszcze przezroczystsza i rozsypała w porcelanowy proch.. że można ją.nie. Co dalej? Dziecko jest zdrowe. Możemy wrzeszczeć i słuchać muzyki. kruchą krewną Rosenthalów... Piotr miał chyba rację. na pewno nic złego. Otwieram ostrożnie. które brałam w lipcu od dalekowschodnich uzdrowicieli z Warszawy). Zaglądam do mądrej książki Ciąża. Minęły dwa tygodnie. zamiast harmonijnie ćwiczyć. Bezładnie wywijam rękami. Zdrowe! „Płeć dziecka będzie znana 10 XI. Scenariusz Dam polskich idzie scena po scenie. 40 kolejnych tygodni.spokojnie zasypia.stare maski. bez pośpiechu. W książce wyliczają.Piotr. Świergolę z ostatnimi ptakami..” . Nie mogę się skupić. otwierają usta i nic nie słychać. Mnich mieszka w leśnej chatce i uczy się prowadzić traktor. Przemawiam do brzucha. .budzę go.ideał tempa.

Wynoszę z przychodni piętnastocentymetrowego człowieczka. Wybór nazw większy niż imion w kalendarzu.pieczęć zapomnienia. przeszłam wszelkie badania niby slalom z przeszkodami. leżącej w pianie rokokowych falbanek z alabastru. trzy. ssie.. Poród wyznaczymy. Widziałam go do „szpiku kości” i nic o nim nie wiem.straszak do lodówki.domyśla się.wiąty miesiąc: borelioza. . klepie mnie po macicy. Kurczę.Na pewno dziewczynka . Ja już ze śladem po anielskim palcu na twarzy. Zostaje zagłębienie . gdzie Amalia będzie miała najdziwniejszy grobowiec Rzeczpospolitej: damy. . talasmenia. Nigdy nie pozwalałam sobie na wylegiwanie się w łóżku. ale wiadomo.„Karrrrdiolog o dziewiątej!!!!”. Nieskończoność jako przedrzeźnianie siebie samej. Jest Oną czy Onym? Oddycha mną. Wizyta u położnej w Sztokholmie. Obydwoje maszerujemy przez kosmos. że to dziewięciomiesięczny maraton hipochondryków? Wrzucam poradnik . ufundują kościół. 8 XI Połowa scenariusza.Jeden. liczy paluszki. Lekarka zapisuje rozmiar główki i centymetry tej rozbawionej frygi. żart bez puenty. Kabaliści mówią. nie wiem. . popija moją krew. W kamiennej sukni.Za wcześnie na fiutka albo myszkę. być może jeszcze wszechwiedzące. . Amalia Mniszech wraca do Polski (dobrze jej). Spod pępka słychać cichutki szmer. nie widać. Ono zanurzone we mnie. wysokich bucikach i czepeczku z kamienia. Małe znowu wyczuło publiczność. smółka (zielona). Naprzeciwko siebie dwa kryształowe lustra odbijające w nieskończoność półleżącą figurę Amalii. Mąż wita przed pałacem w Dukli. fibronektyna. cztery.jestem przestraszona. nieczytane książki. lekarka wyłącza ekran. Masz już wyniki . dziecko samo zdecyduje .Piotr nie ma już wątpliwości. zakrzepica żył. a tu się okazuje. Za parę lat przebudują chałupę.Zupełnie inaczej wyglądasz. . 9 XI Od rana czuję odmienność mojego stanu. . . o czym śni. gdzie trzymamy stare. Klaszcze w dłonie.koniec filmu.W buzi. ukrytego pod płaszczem i moją skórą. Idę pod USG. drugi. między siódmym a siedemnastym kwietnia. zabierając wspomnienia boskich tajemnic i przeznaczenia. Wrzask budzika: . że tuż przed narodzinami anioł delikatnie muska zagłębienie między nosem a ustami..A piąty gdzie? .

Jeśli wymieniamy między sobą powietrze. sernik. obrzezanego. zasysania. ręka pod głowę. przeglądając „Informator”. Przy fortepianie fortepianista”. WIECZÓR „PROEZJI” (poezji i prozy?) . Przerażające odgłosy żarłoczności. Zajadam kapuchę. ciamka i zabiera się do tego. Miesięcznik Polskiej Rady Kultury w Sztokholmie”. .Żadnego zwłóknienia zastawek. Miewam sny. czemu by nie sny? Skoro to były Twoje marzenia. USG. obok dopisek: „Dobrze trafiłeś do szpitala. słuchać będziemy strof Władysława Reymonta i Adama Mickiewicza. .analizuje wykres. na których (nazwiska lektorów) przypominać będą Państwu naszych Wielkich. W końcu Piotr wychodzi z łazienki i ogłusza go pięścią. co cię badali w Polsce. Polska emigracja to ciągle Święta Figura z kapliczki Gombrowicza: „23 listopada. Zjawia się blady. na lewym boku. Jesteś super . Elektrody. Same duże litery. do czego zostało stworzone: chłeptania krwi. ale tyle w jedną noc? Chyba śnię za nas dwoje. Laborantka wychodzi po lekarza. godz. W „Nyheters” artykuł o pisarce Carinie Rydberg i jej przebojowych Diabelskich sztuczkach.pam. Przyrząd jest wyłącznie kardiologiczny. podsłuchiwanego przez mikrofon. ciepło. to delikatne . 19. Przy ladzie jednokartkowy „Informator Kulturalny.mam zdrowe serce i makowiec. ciemno. Jestem za pisownią po polsku „huj” dla krótszego. w salonach Konsulatu Generalnego. spełnienie marzeń.śniły mi się kolorowe wstęgi jedwabiu. Na pierwszym wieczorze.zdrowa . Biorę słuchawkę (może oczawkę?) USG i przesuwam sobie po brzuchu. gdzie jest polski sklep.Czy jestem zdrowa? . odmiennie: budzik sobie. serce bije rekordy w nieprzerwanym odbijaniu piłeczki życia ping pong. Szum aparatury. Laborantka szpera mi czujnikiem pod żebrem. W drodze ze szpitala Pietuszce przypomina się.Konsul Generalny RP w Sztokholmie zaprasza na inauguracyjny wieczór początkujący serię spotkań z klasyką polskiej poezji i prozy. chuju”. chyba źle się czują. proszę. pączki. Co za dzień .To ci. powaga i program: filmy.bum mojego serca. wykrochmalony specjalista.Dzisiaj. jedzenie. pachnący chleb. Cud. z całego ciałka pokazuje bijące serduszko dziecka. Kładą mnie w laboratorium. Koniec badania. Słyszymy z Maleństwem podobne bum . Figle). ja sobie. Bum zamienia się w pim . koncerty. w których swobodnie miesza własną prywatność z literaturą. wedlowskie cukierki (Irysy. Potem cmoka. lecz się. Opisuje romanse ze . Cisza. kiszoną kapustę. W szpitalnym kiblu anatomiczne rysunki. ogłoszenia: „Samotny poszukuje kobiety ważącej od 15 do 20 kilo”.

10 XI Od dziewiątej czterdzieści pięć będą wyniki: dziewczynka czy chłopiec. ale opisywanie łóżka jest równie dobrym tematem. Scena pogrzebu Bruhla . jak każdy inny. Mimo że pozornie mężczyźnie obyczajowa szczerość dodaje kolorytu. włączam Trójkę i czytam Fiszerową. W pisaniu.No. potem Amalia z córką za szklanymi drzwiami kościoła. Rydberg odważnie przerabia siebie na literaturę. ekscytacji i rubaszno . Zadzwonię o dwunastej. krwiopijca!” W mojej głowie: „Dziewczynka. czy pisarka. bez tego błotka obyczajówki. Dziewiąta trzydzieści .oślizłego pomruku. .Pietuszka. Przyzwyczaiłam się do chłopca. Reszta artykułu mądrzejsza. to poczekaj na kopa w miednicę: „Mama. posługującego się dotykiem łechtaczkopodobnych klawiszy komputera i myszki”. że do końca dnia mogę nie mieć już czasu na takie przyjemności. Na szczęście wybór jest ograniczony. że nie menstruuje. po odrobieniu dwóch scen scenariusza Dam. luminarze etyki i sztuki.Złodziej. deser!” Długi spacer w ciemnościach. Grafomańskie opluwanie innych to nie literatura. Sami wydają książki.ministra na dworze Augusta II. Po godzinie pustka w żołądku. Poza tym jest tak chuda. A gdyby tak ściągnąć te nie najczystsze prześcieradełka. Jedno i drugie będzie niespodzianką. Pomysł na pracę magisterską: „Wpływ penisokształtnych narzędzi pisania na rozwój pisarstwa męskiego do schyłku XX wieku w świetle rozwoju informatyki i pisarstwa kobiecego. Jest mi to obojętne. . w których pozują na wyrocznie moralności i smaku. wiedząc. jakimi zasłaniają się poniektórzy moi byli? Autorytety moralne. Tłum. Maleństwo wyjadło mi cały talerz. chłopiec?!” . słyszalnego niekiedy z polskiej zagrody dla krytyki. zastanawia się natomiast.znanymi osobistościami. ojca Amalii. Zresztą kto by w to uwierzył? Kłamstwa łatwiej uchodzą za prawdę. wymachując piórem. panowie. Piotr wolałby dziewczynkę. wyrzucający go z trumny. Miska spaghetti na obiad. gdy pisarzem jest kobieta.mego żywiciela. w dobrym pisaniu nawet kamuflaż bywa wiwisekcją. Tłum wrzeszczy: . Autor tekstu nie odmawia Rydberg talentu (to uznano już przy jej poprzedniej książce). uciekające przed zemstą motłochu. Śniadanie. nie drażni tym penisowatym atrybutem pisarzy mężczyzn. chyba się zaczęło: konkurencja o jedzenie. Śmiała dziewczyna.siadam do komputera . a kobiecie siniaków. ze wzgórza pomiędzy domami wypatrujemy pomarańczowych światełek naszego okna.

numer badania i zadaje jeszcze podchwytliwe pytanie: „Czy to twoje pierwsze dziecko?”. Szwedzka flicka (dziewczynka) kojarzy mi się z francuskim gliną . chodzić. zajadającym czarne cukierki . Też łatwo wymówić. międzynarodowe imię.. Przekonuję do Nany. cichnąc aż do ostatecznego wygaśnięcia. Sprzedawca. Ani słowa o ciągu.Nie wytrzymuję.Wiedziałem.Pola! . . Pola jest skromnie.głos mi się trzęsie. Słynne ślazowe cukierki. . to czemu nie sprzątać. wytrzymały odkurzacz. w których lubują się faceci z działu elektrycznego.GIRL! Dziewczynka!!! Piotr wybiega zaspany z sypialni: . Nie kończę.. Słone i gorzkie zarazem.zajęte. Odtańcowujemy taniec radości. dziewczynka. ustaliliśmy. jakby dzwoniło się do banku w sprawie tajnego konta. . Pojke (chłopiec) . . łatwiej ją wychować. numer personalny. chłopiec czy dziewczynka? . w koszulce opinającej muskuły. Dziecko może na nim jeździć . powiem ci. zachwala ciemnoniebieski.Jak sądzisz. Jedziemy kupić nowy. Po prostu Power Girl! . Wracam do pogrzebu: Amalia daje córce lekcję. każąc patrzeć na sponiewieranego trupa dziadka: „Albo rządzisz motłochem” albo on rozszarpie ciebie”. jeżdżąc po mieszkaniu. prosto .cieszy się Piotr.OK. Gdyby dali do tego siodełko.słucha go nawet odkurzacz.Yes .Please. Skończę scenę i zadzwonię. trzeba wymienić tyle cyferek ubezpieczenia. Dziewczynka szybciej zaczyna mówić.flikiem. Testowałam je na dzieciach spoza Bullerbyn.. Wolę też usłyszeć odpowiedź po angielsku. Ona perfidnie wyczekuje. Ale boję się pomylić.Znakomity. przysmak Dzieci z Bullerbyn.z ostrzyżonym na zapałkę blondasem w czarnym dresie. nie. girl. biegnę do telefonu.odruchowo wymiotna. jodłując po szwedzku.sprzedawca szarpie rurą. Sprzedawca wskakuje na plastikowy odkurzacz: . wciągu czy innych technicznych bajerach. Mogłabym się wysilić i powiedzieć te parę zdań. w połowie sceny dzwonię do Karolińska Sjukhuset . cichnąc.Nie. .Można skakać i nic! . Reakcja była zgodna .lakrisy.. Dziewczyna z Karolińska Sjukhuset pyta mnie o datę urodzenia. czyli nieszwedzkich. .

Radio i telewizja o trupach. Światu. Nie ma jej. zwana drapieżną inteligencją. zaschnięty strup? Nie widać ząbków. że jest etnologiem. w Polsce Niepodległości. co żyje. gdzie jesteś. Człowiek się może ucywilizował . . nie masz wątpliwości. Wieczorem tylko Mozart. że jest się Narodem Obiecanym Europie. Mordercy z Rwandy. Miałam się nie denerwować.instynkty i kapka szarych komórek na czubku głowy. „Za dużo nut” .. Dwa kły. W Szwecji. Na Zachodzie . I sąsiedzi. Wracających do domu gorzej niż z wojny. pamiątka po drapieżnych przodkach. Dla mnie najlepszy przykład patriotyzmu to kibice. Uczłowieczyć można psa albo zwierzaki Disneya. Flagowe obsikiwanie terenu.szlachtować niż zwierzę. dziennikarza z Rwandy: „Dlaczego?” Dlaczego ludzie są tak okrutni? Żaden z rozmówców nie znajduje odpowiedzi.. przed śmiercią pokornieje. mieszka Szwed z totemem w ogrodzie. że musimy się zastanowić. Rządzą nami nadal bogowie bez masek .mawiał o nim cesarz Józef II.najbanalniejszy odkurzacz do odkurzania. Na Trójce wieczorem dyskusja o współczesnym patriotyzmie.końca pierwszej wojny. wygraliśmy ze wszystkim. Taka tutejsza moda. bąkając.Zostawiamy go. torturowanego w kambodżańskim obozie koncentracyjnym. a nie szpiegiem amerykańskim. Te małe Pol Potki po biurach i redakcjach. w typowo szwedzkim domku. Wygraliśmy nie tylko kolejną wojnę. Uratował się dzięki znajomości buddyzmu.zorganizował w bandę (narodu). budzisz się z kaca. przy jednakowych rdzawych domkach pale ze szwedzką flagą. swojego kata. Maluję swój obrazek na jedwabiu i przestaję słuchać. że człowiek daje się łatwiej za . z dziurą w żołądku. okrutniejsza od kłów i pazurów. spotkał żyjącego na wolności. zniewalający uśmiech. 11 XI Międzynarodowy dzień Makabry. przykrytych wargami. Pivot pyta profesora i innego gościa. dręczące skazanych na etatową pracę. Kupujemy gdzie indziej . Za sklepem zataczamy się ze śmiechu. wyglądasz przez okno: Szwecja oblana morzem. w dostatku.wiara. wywieszający flagę. Nie wiesz. Plama ust trochę krwawa. Skończyłam obrazek. Słodycz oczu. Polski patriotyzm . Zacny „Bouillon. mającego na koncie czterdzieści tysięcy morderstw (w większości łopatą). Przekonał khmerskiego oprawcę profesora matematyki. Wrzody jako rana postrzałowa cywilizacji. Wszędzie Szwecja. ale nie uczłowieczył.” daje kawałki z Rwandy i fragmenty książki profesora mojej Ecole. Po latach Francuz wrócił do Kambodży. zabijający maczetą doszli do wniosku. nie szkodzić Polce. Portret dziewczęcia w wianku. niech więc któraś prześwidruje brzuch i dojdzie do jej skulonych uszków.

. leżące miękko na poduszce. Zrywa mnie telefon. Rozwiane. czy przepisy kulinarne nie służą przywróceniu życia martwemu mięsu: kolorów. Bezlistne. aż zaśnie. dodaję przypraw. Natura da się zaplanować: między siódmym a siedemnastym kwietnia rozwiązanie. Goni mnie czas. Te wspólne kilkanaście minut razem wyrównuje nam rachunek oddzielnej nocy. Samolotem do Wenecji. Produkcja Miasteczka. Dziesięć odcinków na teraz. Nie pomógł połyskliwy wdzięk jedwabiu.. Przed każdym obrazkiem jestem zupełną amatorką. tak szybko odchodzą” .telewizyjny refren ze słów księdza Twardowskiego. Rozczesuję mu palcami długie włosy.Poczekajcie dwa tygodnie. Troszeczkę tego. nie mam cierpliwości. Biorę przepis: jajko. Ludzie. chyba. Może w końcu komuś przyjdzie do głowy. krzątaniną. Wyobrażam sobie ten biegnący czas i obok niego truchtającą cierpliwość. jędrności. rozbabraną książkę. tamtego i z krwawego ochłapu świński Frankenstein. Pietuszka kładzie się. Asyż.kotlet smakuje jak żywy! Spacerujemy z Pietuszką. O żadnym pisaniu nie będzie mowy. Jest ciepło. Siena.próbuję coś zaplanować. wyjaśni się. a potem? . ogrzać w garnku i voila! . Paprzę się w śluzowatym białku. Wysłuchuję ich wersji. i odechce ci się muzeów. . Nie umiem truchtać. ścibolić. racjonalni ludzie są nieprzewidywalni: „Wyjaśni się”. Pod koniec marca będę balonem. tuszujący najgorsze błędy. Zastanawiam się. serial w trakcie produkcji. soczkami. balon odleci i zostanę na ziemi z pieluszkami. zapachu. Mam film w pisaniu. Trzeba go natrzeć (pieprzem). Piotr wraca z pracy.Do końca grudnia wiem. Splątane wyśnionymi uczuciami i prawdziwymi kłopotami.. pozostałe czternaście może. tarta bułka. Knocę jedwabny obrazek. jakby właśnie od nich.Będziesz miała taaaki brzuch. „Kochajcie ludzi. wysłuchuje moich planów. nieprzespaną nocą. Zostaję przy nim. czerwone gałązki brzozowe na białych pniach przypominają płonący chrust. więc nieodpowiedzialnie lekkich: w styczniu do Włoch. listopad bez przymrozków. Nie mam czasu czekać. wymęczony dyżurem.12 XI Po obudzeniu najwięcej myśli. . skopany przez Połę. jakby gdzieś biegł przez sen. Klejowy kontur wypełniony kolorem nieudolny. czemu by nie Rzym. co mam robić. Nie ubabranych śniadaniem. że po którejś nachalnej powtórce zamiast poezji powstanie z tego hasło na rzecz przedwczesnego wytrysku? Na obiad mielone. .

Odpowiedź jest prosta: na Targi w tym roku nie zapraszano z Niemiec. Gapię się w komputer i nic. odpowiedzialny za pamięć. czy przytyłam. że ruch (zwłaszcza kiwanie się w przód i w tył) pobudza hipokamp. Stanowczo szpilki. ha! Coraz wygodniej na stojąco. Za to dostanę transport jej genialnych łazanek. Zosia cieszy się bardziej od nas: . Pokazać konfederację w kilku scenach. jestem w piątym miesiącu. Seks w ciąży. Piszę. Dobre teksty wychodzą mi tylko na haju. czemu nie przyjechałam. przytyłyśmy cztery kilo od tamtego czasu. Wchodzenie na stołeczek jest zbyt rozczulająco dziecinne. od tyłu. za rok pewnie też pojadę. Na tarasie aż dwie.Nareszcie! . Spacer w lesie. wyjaśnić. Na drogę dostałam w szklance smalec. Wróciła z Targów we Frankfurcie. siadacze i biegacze. Pietuszka wziął się do porządkowania tarasu. Na dodatek Amalia ma wzbudzać sympatię. mamy sofy. chińszczyznę. Ostatni raz wpadłam do nich w lipcu na podwieczorek. nałapanie sobie poezji i z powrotem w dyby. Mądrale twierdzą. znaczy . że wychodzę z zagłodzenia. w których Niemcy pytają. 14 XI Telefon od wydawczyni. ale z Polski. Nie załapałam się. jednak na huczne obchody Dni Polskich nikt z kraju mnie nie zaprosił. We Frankfurcie Hiszpanie kupili Kabaret metafizyczny. sursum corda i wypięta dupka. także w kuchni. jakbyśmy byli w wieku patriarchalnym i stał się cud. Może są wzrokowcy i słuchowcy. wydawało mi się.13 XI Ściana z Damami: trzydzieści dziewięć scen.źle. bez komentarza zza ekranu.gratuluje nam. przywiozła artykuły. Ale ja sobie chyba nie przypominam roku tysiąc siedemset siedemdziesiątego. dobrze być w ciąży. wydadzą pod koniec przyszłego roku. Jeżeli się nudzę scenami i dialogami. Chyba mam rozum w nogach. uznany pomyłkowo przez Piotra za stary ser i wyrzucony. kiedy dorwałam się do garów i wyjadłam stare łazanki. sześćdziesiąt stron. W każdym pokoju. Pola i ja. Nie miałam wtedy pojęcia o ciąży. Amalia powinna się teraz wdać w konfederację barską i wplątać w morderstwo żony Potockiego. leżanki. Dzwoni Zosia z pytaniem. rozglądając się za jeszcze. Wcześniej tak. na siedząco nic mi nie przychodzi do głowy. ściana. Mówię prawdę: . Musieli być zdziwieni. Zimno. kasuję.Zosiu. Kupić kurewsko wysokie szpilki? Pietuszka nie musiałby się zniżać do mojego poziomu. o co chodzi. Te z tarasu trzeba zawinąć chochołem na .

Medium do komunikowania”. nie może się nadziwić. Mam te same odruchy. Zawiesiłam koło anteny satelitarnej. Mimo Daniela Auteille kiła. Dziewczyna na moście.To nie jest film dla kobiet w ciąży. za brutalny. Nie dał się nabrać. Trzydziestoletni Hakan. jaja miały sklepowe stempelki. W kolejce do kasy chce mi się krzyczeć: „Ludzie! Na świecie jest prawdziwy chleb! Niesolone masło! Ciastka inne od sucharów z kardamonem. pachnące owoce i warzywa!!!” Babette sprowadziła z Europy wyrafinowane jedzenie dla swojej skandynawsko protestanckiej wioski.? Wieczorna beznadzieja.zimę.telefon.niemożliwe.To co jest dla kobiet w ciąży.. Wybieramy się do kina. porównuje swoje nazwisko wydrukowane małymi literami w książce z autorstwem billboardu. Znalazłam je puste w lesie. Kupiliby podobne kiełbasy i słodycze w Szwecji. Nie grają. przyniosłam do domu i powkładałam kurze jajka.Posmakuj innego świata. Ani słowa o pieniądzach. Fajna. zamienia się nagle „w środek komunikacji z publicznością. przywożąc z Polski dla Kerstin dżemy i wedlowskie ciastka. Pod jedną z kanap stare ptasie gniazdo. co daje metaforę filmu. Jej seks . Szaro za oknem i w głowie. Pietuszka znajduje szybko pocieszenie: . krążących nad naszym domem. opowiadając Pietuszce o dziwnych wielkich ptakach. Zmęczenie. podobno najlepsza jego rola. rozumiem pomysł Karen Blixen na Ucztę Babette. dawny tłumacz ambitnej literatury angielskiej. okazja do oskubania macho. . a nie film. wspólny film z Alem Pacino o dziennikarzu w aferze tytoniowej i dla mnie francuski.naprawdę jej smakuje. Obgaduje reklamę drenującą najzdolniejsze umysły. Kerstin nie udaje . taoistyczno feministyczny western. uwielbiający jeść. że to takie smakowite. widocznego na całą Polskę. gdyby były. Czemu Pola mnie nie kopie? Już chyba powinna. Pietuszka odmawia: . to. Kupując w naszym wiejskim sklepie. co napisane rano. temperamentna kobitka.facet z reklamy. Drugi zaproszony . Mieli już grać chiński film o smokach. To.dla nieciężarnych mężczyzn. . zapachów. w lekturach jest Uczta Babette. rodzaj rewanżu. co jutro . kreskówki? Bierzemy z wypożyczalni film o bokserze Hurricane .. ma najwidoczniej porachunki z męskim światem. należącym do sieci spożywczaków ICA. czyli francuska choroba: metafora za metaforą. Kasia Figura tłumaczy się ze swojego seks telefonu. Zostaje błyskotka telewizora. niezamrożonych zmysłów. Dają za to nową wersję Shafta. Nie ma. od któ- . wydaje się bezsensowne.Bo może cię lubi. nie ma też filmu z Douglasem. W „Oknach” rozmowa „Wszystko na sprzedaż”.

bez bólów i nudności. Pola na początku ciąży. Może przy innej okazji.nagle eksplozja.niekształtny bebech. jednak o tej porze roku i w moim stanie nie wsiądę na prom. Tajemnica.ilustracja z książki o zmianach po piątym miesiącu). Brzuch przypomina stwora. Zawsze byłam ze skóry. Dla niej kamienne przegrody są niczym: Jeśli je umie przekraczać . nie umiem się przyzwyczaić do siebie. wycenianie. z łaski talentu nie kalającego się wysiłkiem? Upokorzenie pieniędzmi. 15 XI Agencja Artystyczna z Gdańska zaprasza na spotkanie ze studentami. co w środku. kości.” Odpowiedź z agencji faksem i Szekspirem: Nad mur wzleciałem na skrzydłach miłości. Rozumiem. częściej . bohaterze narodowym. Polska sprzed dwustu lat.macierzyńsko. Przyzwyczajono się do tego i nie okazywano zdziwienia.przekracza. ale i praca.rych kleją się jej plakaty i które na niej zarabia. Romeo i Julia Szukają sponsora na skrzydła dla Julii.. Z profilu jeszcze to jakoś wygląda . Leżąc w wannie. Żeby wiedzieć. że to nie tylko reklama dla pisarza (robienie z siebie małpy). wędrującym pod ramię . Nic z tego. wylegującego się na moim żołądku. jeśli agencji nie będzie stać na bilet lotniczy (dwa razy drożej). do radia. porównywalne z niemieckimi „odszkodowaniami” za podobne wyjazdy. z góry . Odpisuję: „OK. Bez krągłości kobiecych . zakryta ubraniem.. uciskająca żołądek. Fiszerowa o słynnym amancie. bibliotek i tak dalej. zapominam o tym. salon i kibel. Po raz pierwszy ktoś proponuje za spotkanie z czytelnikami dość duże honorarium. Nowe czasy czy nowe agencje? Docenianie. Po czterech miesiącach smak zielonej herbaty z cytryną. wyczuć. wymieszanie wysokiego z niskim. Jestem wdzięczna (faksowo) za zrezygnowanie z obsadzania mnie w roli Ofelii. chętnie. Pępek przesunięty niesymetrycznie gdzieś pod pachę niby portfel (w drodze za wyrostkiem robaczkowym. Wstyd pracy czy szlachecka pańskość? Być bogatym i wolnym z urodzenia. wstrętnie protestując. tonącej na polskim promie z lat sześćdziesiątych. skąd dokąd jest Pola. . W dzień. uznała ją za wywar z petów.wyrywanie z pracy. Dzisiaj przełknęła i zabulgotała (radośnie?). księciu Józefie Poniatowskim: Jednym z nawyków zniewieściałego trybu życia Księcia byt osobliwy zwyczaj przesiadywania w czasie godzin porannych na stolcu i przyjmowania wizyt bez zmiany pozycji.

że ściany jaskiń. Te same kratki. co wtedy widziałam .. Przypominam sobie LSD . bawołem albo bawolim świętym Markiem. gdy nie wydaje się poleceń i pozwala mózgowi pracować na wolnych obrotach. cierpienie widoczne na jego spoconej twarzy są oznaką łaski. co przedstawia malunek przodków. W pewnym momencie na ekranie umysłu pojawiają się kreski. tak jak święte obrazy. opisującego ilość ubitej zwierzyny”. Kraty i kreski okazały się nie pułapkami na zwierzęta i pierwszymi cyframi. w czasach. uzyskuje się przy głębokiej hipnozie. wyciągające człowieka z materialnego świata niby rzepkę z ziemi. doznają bolesnej mocy przejścia na drugą stronę rzeczywistości. niezauważalnie. Bóstwo wysłuchało prośby o zesłanie mocy. Pierwsze doświadczenia z LSD przepaliły mi głowę. znalazłam film BBC o malowidłach naskalnych. Aureola lub dziób pierzastego przewodnika po zaświatach . przeszyci szamańskimi strzałami. to dlaczego nie narysuje twarzy? Ludzie od zawsze byli zakochani w sobie albo w innych. Czy nadprzyrodzone siły. spirale. Podobne rezultaty. Przeszywający ból. . Buszmeński szaman opisał transowy lot w przestworzach.owe podróże w kalejdoskopowych tunelach barw.wyglądałoby to mniej więcej na czarne albo czerwone kropki z naskalnych malowideł.. kraty. lecz symbolem wizji. Ludzie. symbolizujące nadludzkie moce.to nieistotne szczegóły. i odtańczyli go w transie. Składne wyjaśnienie symboliki jaskiniowych obrazów. gdy nie było wspólnej kultury. A powtarzające się w różnych jaskiniach wzory geometryczne: „Rodzaj pisma obrazkowego. Mało sensowna jest stara podręcznikowa hipoteza.. Coś. prowadzony przez duchy zwierząt. zaledwie szkicując ludzi. tylko hordy łowców i zbieraczy? Angielscy archeolodzy porównali malowidła Buszmenów z malowidłami w jaskiniach francuskich. Już nigdy po zażyciu kwasu nie będę miała tej lekkości pierwszych przeżyć. aniołowie wiodący w zaświaty. Te same wzory (także z jaskiń) i przeżycia. lot poprzez kolory. ich forma pobudzały do szukania znajomych kształtów zwierząt i malowanie ich mogło wywołać trans. nazwie się koniem. pstrykając po kanałach. nie ma różnicy. Skoro ktoś potrafi niemal trójwymiarowo narysować konia. zaś zwykli śmiertelnicy boczkiem. prowadzeni przez zwierzęta. Przekonuje mnie to tłumaczenie. Droga krzyżowa miłosierdzia. polowanie było bowiem istotą ich życia”. niezależnie od wieku badanych i kręgu kulturowego.dwudziestu tysięcy lat malowali doskonale zwierzęta. na co czekałam od lat. przestrzenie.Przypadkowo. Buszmeni z obrzeży pustyni Kalahari bez problemu objaśnili badaczom. Gdybym za pomocą kilku farb miała namalować. Wyświetla wtedy własne halucynacje. Nie przekonywały mnie podręcznikowe tłumaczenia: „Nasi przodkowie sprzed trzydziestu . kreski i spirale w odległych od siebie miejscach. gdzie precyzyjnie wymalowani są święci.odlot w kolorach .

Siadam w kuchni.Niech będzie. Liczę: tysiąc. ale. starczy na dwa. obmacującej ją łapkami. bo cena na te sprężyny i kiepski design . Przejeżdżały koło mojego łódzkiego podwórka. popijam herbatę i wsłuchuję się w dom. Pietuszka przykłada ucho do mojego brzucha. łóżeczka. widząc mój zachwyt wiklinowym łóżeczkiem na kółkach. . Wyższych. dziwne przyrządy do podskakiwania. . czy już nie kupić i nie przystawiać do brzucha (Pola słyszy) przed snem. krasnoludkowe. Pamiętam takie czarne.ciężkie tornistry. ponure kredensy z trzęsącymi się szybami i trumną w środku. Łapię za jeden z nich i z karawaniarza zamieniam się w bonę. żałobników i zafascynowane hecą dzieciaki. można je wozić po domu. wyginające im do tyłu ręce . dwa tysiące koron.trzysta dolców. Nie spodziewam się rewolucji w wózkarstwie do kwietnia przyszłego roku. Co pokazuje jej budujący się warstwa po warstwie mózg. .w kuchni. ciągnąc za sobą orkiestrę. zamkniętej w przytulnej jaskini macicy. Horrorem są jedynie wózki.kołysce.jest śliczne. o czym śni? O kreskach.Zmienia się w nim poziomy. radzi wybrać zwykłe. Za oknem szuranie dzieci.zwichnięte skrzydła.. gotuję . Może zapamięta i będzie przy tym łatwiej zasypiać? Pietuszka. ani porannego tupania. drewniane. Pola najeździ się w łóżeczku . a na spacery będzie chodzić w nosidełkach. białą haftowaną pościelą.Pietuszka kapituluje. Pogrążona w prawiecznym śnie. Mój najważniejszy argument za wiklinowym . Mogłabym występować razem z rzędem tych wózków w musicalu o wyższych sferach. Chodzę z rozdziawioną gębą. Przedmioty warują posłusznie: garnki na piecu.No tak. 16 XI O siódmej rano ciemno. Oglądam pozytywki. przygnębiające (praktyczne) kolory. jest lekkie. Wszystko jest tu słodkie. Z wiklinowego wyrośnie po pół roku. Na zakupach zaglądamy do dziecięcego sklepu. z baldachimem. Wózki dziecięce mają plastikowe szyby. z której wystawały falbanki pościeli. odciągarka pokarmu.Pola ze mną. Za wcześnie. zastanawiam się. Nie słychać Poli: ani bicia serduszka. Brakuje mi czepeczka.kołyska koło mnie. Piszę . też się wychowałem w wiklinowym koszu na bieliznę . trzy lata. nosidełka..Pomyślałam o Poli. idących do szkoły . spocony czajnik. Solidne drewniane łóżeczko ze szczebelkami skazuje na krążenie wokół niego i dziecka. Z boku podobne do karawanu. świetlistych punktach? Mój mały człowieczek w transie tworzenia samego siebie. . idę do łazienki . Cudawianki: kołyski.

. Kiedy spotkałam go na Grodzkiej w Krakowie. gdyby komukolwiek po upadku Związku Radzieckiego zależało na pokazaniu różnicy między (prawdziwą?) Rosją a komunizmem..Będziesz się mogła ućpać w czasie ciąży. Znał Rosję. jej diabelskim przedrzeźnianiem. . porządny człowiek. i znał dobrze komunizm.Eee .Kochanie. czy ty nie myślisz raczej o sobie? O swojej zaćpanej starości bez kaca. Przyroda jest bezwzględna. Pietuszka ma problemy gatunkowe: . „Diabelski”. Przeciwwaga Nike dla poprawnych prawicowych pisarzy.. ale tchórz. której nie będą grozić zatrucia. Logiczny. Za sto lat. Do czego może się jeszcze przydać Mackiewicz? Jego obsesje. Pola nie ma tam nic do roboty.że boi się ryzykować karierę? Kilka lat uczył nas odwagi myślenia wbrew politycznym systemom).Wyjedziesz do Budapesztu. Nie utożsamiał ich. . nie będzie czytany. mógłbym przechować jajo. za to używany na zasadzie hasła. Sowiety były dla niego zaprzeczeniem Rosji. . im więcej nagród. Cenny był jego sposób myślenia. bujając je na stopach. Niemożliwe. może z wyjątkiem Brzozowskiego. był nią uwiedziony. nie chcąc mi się tłumaczyć (co miał do powiedzenia . Nie używał takich porównań. Pech. Jeden z promotorów. za pięćdziesiąt uznają prawdopodobnie ciążę za rzecz niebezpieczną dla płodu i na ten czas przeniosą go do sztucznej macicy. Polowano na niego z prawa i z lewa. Wiadomo.Austriacko . niespotykany w Polsce. tym lepiej. „demoniczny” to działka mistycyzującego Zdziechowskiego. powieści nieco wyblakły. Więc stał pod tą rynną. usprawiedliwiające wahania ludzkiej natury. człowiek zezwierzęcony przez historię (komunizm). I dobrze. jakby zastanawiał się. niedotlenienia „z winy matki”. podobnego do Mackiewicza w diagnozie komunizmu..Z Polski wiadomość o nowej nagrodzie („Nie dla mnie sznur samochodów. zrobił unik i próbował wejść do sklepu. akurat naprzeciwko była ściana z rynną. w ostatnim momencie odmówił brania udziału w egzaminie. . nie dla mnie. jak na przyrodnika przystało. Gdybym byt pingwinem cesarskim. Nie wdawał się w niuanse. wyśmiewał teorie. Naturalna ciąża będzie luksusowym ryzykiem. udowadniające pochodzenie komunizmu z rosyjskich korzeni.”) imienia Józefa Mackiewicza. zaszczuto. wypadki.według Pietuszkina prędzej wynajdą bezpieczne narkotyki.. Samica wróciłaby z wyprawy i przejęła pakunek. czy wejść na dach. Mackiewicz byłby przydatny.. .węgierskie gadanie. powinnaś ją zostawić. Pisałam o nich magisterską pracę porównawczą w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym siódmym.

reszta mnie śpi albo szydzi z siebie samej. zbliżające mnie do zamieszkania we własnym DOMU PISARZA. pojechała do domu i zostałam z wizją trzech dni w lotniskowej poczekalni) wypatruję z niepokojem „witających”. w mocne i delikatne ręce Piotra. Obrzydzenie samą sobą. podchodzą. prowadząc. zamiast karty kredytowej wzięłam telefoniczną. że sepleni jak ja. 17 XI Nie będzie VAT . bliżej nieba. Mężczyźni są ślepym zaułkiem ewolucji (mitochondrialnej).jestem w drodze na Węgry. 18 XI W samolocie zaspana gdzieś między niebem a ziemią. więc chociaż te malutkie. dla kogo jedynym celem jest wstanie i zrobienie siku? Przyłapałam się właśnie na tej jedynej potrzebie o trzeciej nad ranem. Są. Porównują mnie z książką. żal mi Tuska. Dodaje szczegóły swojej biografii: jest Węgrem z Transylwanii. Może dlatego. a ona podaje dalej. Jeszcze jedna. Przekażę Poli mitochondria matki. nie doczekawszy się starszej.Węgierka z Instytutu Polskiego. przydatki odpadają.Joszka. muzea. Trzymają Podręcznik do ludzi z moim zdjęciem na okładce (dobrze mieć czasem pysk na tekturce). poznali. Marta . przyjechał stamtąd bez grosza dwa- . Dostaję pod nos paprykę z salami. Nie mam już talii. Lubię Tuska. o ile też będzie miała córkę. i wydawca .nie widać balonika. Mam przygotowany kartonik z własnym nazwiskiem. Byłam tu z piętnaście lat temu. Po serii pomyłek z poprzednich wizyt (lecąc do Niemiec. zalewającym budapeszteńskie lotnisko.u na książki (hurra!) i na budownictwo zostanie po staremu! Dwie ustawy. Będzie startował do szefostwa Unii. Joszka. prezydenckich. siwej pani (pisarki). Lezę do toalety. gminnych. że wygląda normalnie i uczciwie na tle politycznie zakazanych mord. W żadnych wyborach. Wtulona jeszcze w ciepłą noc. Geremek także. Ziuum do Budapesztu. niewiele pamiętam: ruiny rzymskie. rodowe mitochondria. „domu pisarza” chyba też nie (jeśli będzie najtańszy i nietrwały). puszcza kierownicę i opowiada. linie Malewi witają na pokładzie. Majątku Poli nie zostawię. bo ma tradycje solidarnościowe (umiejętność gadania z komuną). mitochondrialna korzyść z Poli: mężczyźni (plemniki przy zapłodnieniu) tracą swoje mitochondrialne DNA. Wstaję nocą i totalny niesmak. Czy można lubić kogoś. Trzy godziny drzemania. Nie ma różnicy między chmurami w górze a deszczem. może dlatego. Zakrywam swetrem . Do jaja przeciska się tylko genetyczne jądro. mam za to brzuch i się nie dopinam. nie wygrał mój kandydat. Delegacja powitalna. aha! . co mijamy.Pożyczam na drogę jego sztruksy. Zawiązuję spodnie sznurkiem. prababki Ewy.

Grecki w wymowie „Lajos” okazuje się po węgiersku Ludwikiem. co chciałabym zobaczyć.węgierska nuda w barokowym grobowcu.pani wyjaśnia działanie węgierskich kuchenek gazowych: . Nie dziennikarz porozmawiać. Ponure. Pyta. . ale jakaś pani pogadać. Pachnie gulaszem.No problem. Mickiewicza (?!).. Absurdalne. Na tym polega większość beznadziejnych wywiadów.tak to mniej więcej powinno brzmieć. ..nie rozumiem. trzymając kurek. Ironia w Polsce . Muszę stać przy kuchence. Przyjeżdża Joszka z dziećmi zabrać mnie do Godol. Joszka zachwycony. Lajosem. Gigantyczna lodówka.Trzymać odkręcony kurek z minutę. przeprowadzić rozmowę. ale może oszczędne? Wychodzę do miasta. Rozpalone kaloryfery i pierzyny. zwiedzamy jutro Godol . . nastroszonych piórami. że rozumiem węgierski. .. Koncert jest o ósmej. Próbuję ugotować wodę na gasnącym gazie. aha . Podjeżdżamy pod kwaterę . Do tego Sissi w czarnych sukniach. zimno. Nie mam pojęcia. 19 XI „Przyszła pani na wywiad” . ćwicząca na drążkach swoją anoreksję. to o co chodzi? . Pola przepływa żabką na drugą stronę brzucha.. Ze zmęczenia podejrzewam.gościnny budynek Ministerstwa Dziedzictwa Kultury.to tylko Gombrowicz? Czy używanie żółtego przez innych malarzy niż Vermeer jest zapożyczeniem? Tłumaczyć się z ironii. W Rumunii mają jeszcze gorzej .plantację smutku. w omówieniach pani książek często powtarza się określenie „ironia”. Kupuję bilet na Requiem Mozarta i schodzę do swojej kadarówki. Padam na łóżko. Dwa przystanki dalej zamek.pałac Sissi.Muzeum cesarzowej Elżbiety. co to jest.gaz w butlach. Proszę go o zamówienie legendarnych placków węgierskich. już się nie podniosę. zażegnać? Proponuję herbatę.dzieścia lat temu.Ironia. boję się wyjść. Leje. odżegnać. ma wydawnictwo.na parterze jest chyba restauracja. wydostającego się ze ścian jak swąd pożaru. Pałac smutny.. podarte meble z lat sześćdziesiątych.Dokładnie. Zasypiam w łoskocie industrialnego brzęczenia. Wieczorem kolacja z tłumaczem Podręcznika. Potwierdzić swoją niewiedzę albo przekonania. Gabinet cesarza przypomina galicyjski urząd pocztowy. W tym roku gościł w Budapeszcie znakomitych pisarzy polskich: Mrożka i. Dziedzictwo Kadara: olbrzymi pokój. ona bardzo kochała Węgrów. mrożąca fundamenty? Ktoś miarowo tłucze młotkiem w mięso. Jedyny pożytek z tej wizyty . austro . Otwieram okno na jesienny ogród . . Pyta o moje podobieństwo do Gombrowicza. ciemne przedmieście.

Za kilkanaście dolarów dostaję foliowy czepek na gumkę.. ale w Paryżu domy są pod strychulec Hausmanna.Baby! Ktoś w końcu zauważył.Nie lubię science fiction.wodne bąbelki. który na propozycję tłumaczenia Mrożka odpowiedział z przekonaniem: . Ze studzienek kanalizacyjnych odór identyczny jak w starej Pradze. Łaziebne żądają od zagranicznych golasów dwa razy tyle. Po którymś okrążeniu basenu dostaję się pod bombardujące od dołu gejzery. Bierze wino.. . Mój brzuch stał się publiczny na te kilka wystających poza mnie centymetrów. Nie poklepuje się nieznajomych. chodzi ci o słowackie placki . Niech no tylko się rozpędzą cząstki w akceleratorze CERN .Nie znam. sceneria ze Śmierci Marata. Ten sam starczy zapach z bezzębnych ust. ślady po zębach zgłodniałego monstrum. węszącego za ludźmi. dla mnie herbatę. Roztrzęsione tramwaje. . Warszawa ze swoim ściśnięciem jest Gniotowem. w słońcu.podano mi ją w kryształowej karafce. Budapeszt też okazuje się zupełnie inny po drugiej stronie Dunaju... Pierwsza zabawka Poli . skoro. W hotelu Gallerta zanim się dojdzie do secesyjnej elegancji pływalni. Wychodzę z kabiny w swoim jednoczęściowym kostiumie z nogawkami prawie do kolan. O jakimś kacyku. Nie drażnią przyczepione do nich łatki luksusu zachodnie sklepy. Paryski. .. Łaziebna klepie mnie porozumiewawczo po brzuszku: . Odarte z przepychu. przysłanym z Warszawy za czasów komuny. Budapeszteńskie ściany obtłuczone kulami z pięćdziesiątego szóstego. Przez uchylone drzwi widzę wanny wyłożone prześcieradłami. styl Franciszek Józef. trzeba przejść przez badziewie szatni. tutaj każdy inny. rzekę. a.Czy mogę dostać kieliszek do herbaty. Nagłe perspektywy na wzgórza. Pokurczone miasto. Przeglądam „Świat Nauki”: W dwa tysiące piątym roku dowiemy się. wgryzającego się w mury. pieści się cudze dzieci.ka. Plotkujemy o polskim światku. po której stronie wszechświata żyjemy. ciamkających wspomnienia dawnej świetności. zbiedniałe. zachowują klasę.u. 20 XI Do południa scenariusz Dam. Od tysiąc osiemset sześćdziesiątego do pierwszej wojny światowej stawiano z rozmachem architektoniczne cacka. Zhardziała wulgarnością biedy młodzieżów .domyśla się z mojego opisu. co już zapłacone w kasie.

Wyobraźcie sobie węgierskiego jasnowidza z lat pięćdziesiątych .Janos zajada sałatkę i usiłuje wczuć się w rolę ciężarnego z pełnym żołądkiem tego czegoś. . . podobnie jak piąty kieliszek wina. .Przerażająca jest oczywistość tajemnicy. Janos .Widzi w nowym tysiącleciu Polkę i Węgra. Środkowoeuropejskie twarze . że jestem kobietą i to powinno być naturalne. zabawny wydawca i poeta. Tłumaczymy mu z Lajosem „nieprzetłumaczalność” tytułu.młody. czy naprawdę jestem w ciąży. gdzie Joszka sprosił młodych pisarzy i krytyków. nie ma waluty nie dającej się zamienić na dolary i nie ma nieprzekładalnych słów. Z kombinacji węgierskich skojarzeń „Namiętność” i „Pamiętnik” wychodzą „Manewry miłosne”.przygaduje Lajos.Jak to jest nosić w sobie człowieka? Musi być niesamowite. . Genialne. jak to jest. Zostaję węgrofilem? Hungarofilem? W knajpie. . tęskniące za wspaniałością Austro Węgier. czasem czuję. Wolne żarty. .rozmawiamy po rosyjsku. Joszka planuje wydanie Namiętnika. Gdy towarzystwo nie rozlazło się jeszcze na prawicę i lewicę. gadających w wolnym Budapeszcie po sowiecku. nie zatkało poczucia humoru forsą. Pozwalającego co najwyżej na knebel riposty. . wymoszczone hormonami. inteligentne. Niewytresowane cywilizacją. nie mógłbym się przyzwyczaić . ale nie rozumiem. Nostalgiczne Węgry. entuzjazmu. kasującego rozmowę. Można się po nich spodziewać wyszlifowanego uśmiechu albo kłów.Myślisz. Kawiarnianych nasiadówek.21 XI Wieczór autorski w księgarni.dla mnie studiów w galicyjskim Krakowie. skręcający notorycznie z wierszy w powieść historyczną.Da . wywołują wspomnienia . gdyby nie okopał się w „prawdziwej historii Trójcy Świętej”. Sensowne pytania z sali i od prowadzących wieczór. ale już było. Swojskie. . pomysłów. Bez tej głupawej polskiej agresji. Co z tego. poczucia wyższości.zmasakrowane przez historię. Równie dobrze ty mógłbyś być w ciąży i pytałabym cię. Słowiańsko jasnowłosy Janos przysuwa się i nieśmiało pyta. obcego. zawał serca. powrót do przeszłości.Strasznoje. Kimś takim mógł być Tekieli. że ja mogę? Też nie rozumiem.

Sarny od tej pogody głupieją. otwartej od piętnastej do osiemnastej. ale nie powrotny. Odwaliłam kawał roboty. powrotny też ogłasza zdziwiona.22 XI Wstaję o czwartej rano Joszka odwozi mnie na lotnisko i jedzie na pogrzeb do Transylwanii. O drugiej już zmierzch. Nie dojdzie na sam kod.Tu jest napisane Budapeszt . Czytam trzy dni. Pozwalają się podejść na pięć metrów. Przed domem w tył zwrot. nawet mnie to nie dotknęło. Mają kolor igliwia. Nie przychodzą po jedzenie (nie ma przymrozków ani śniegu). Nie wezmą. . co robią w dziwaczną zimę? Do południa poprawiam Damy i wysyłam z naszej wiejskiej poczty (okienka w sklepie spożyczywczym).pokazuję niepewnie. Jaka przyjemność stać przy piecu i pichcić. kilka dobrych filmowych scen. . do roboty. . skrzydlaty anioł Malewi (My Levi?) przenosi mnie do czekającego Pietuszki. Trwam w banieczce pewności. he. Otwierają się przede mną niebiosa.Sprawdzę .A nie.Budapeszt. 26 XI Dzień. Wysłuchałam kilku bekających za mną drwali i zaklejam kopertę z dziewięćdziesięcioma trzema stronami. oddzielającej od wątpiącego we mnie świata. przed i po Warszawie. swąd przeczucia: „Nie napisałam ulicy. Dopisuję ulicę dwa razy. jakby słońcu nie chciało się otworzyć powieki. 25 XI Obrzydzenie do siebie. coś jakby niewyłączone żelazko. Sos holenderski według przepisu: ubić żółtka. czekam na zmartwychwstanie rozsądku. Pietuszka zjechał Damy. .Jak to? . miasto i firmę”. Kiedy w knajpie balowaliśmy nocą. Bilet kupowali Węgrzy. umarła jego babcia.leniwie wstaje i wkręca bilet w maszynkę. . na wszelki wypadek.robi mi się słabo. Jestem wolna! Do piątku.paniusia wie lepiej. będę sprzedawać na kawałki powieściopisarzom albo dramaturgom. Podaję na odprawie bilet. może „ubić” znaczy „ukręcić”? Dawniej mówiło się . Trudno. ostatnie forinty dałam żebrakowi.Bez powrotu . he. Nie brałam karty Visa w obawie przed własnym roztargnieniem.Sztokholm .Sztokholm . zaropiałej chmurami. więc po kiego? Popodglądać ludzi. wyłażą pod domy. Nie mam już na telefon. Nie ruszam się z miejsca. zgadza się. . zanim z gracją wypną biały kuperek i spokojnie odejdą. Macham trzepaczką i nic.

by zaraz je na nowo rozwinąć. do której się wznosi po stopniach dedukcji. Trafność myśli. W międzyczasie jest też czas i krótsze terminy: oddać artykuł. kiedy chodzę. a tak naprawdę ani tym. Nie. Pomieszanie gatunków. Wbrew pozorom klarowne komentarze Stein to paradoksy. Nie kłócić się. Pola jest cichutka. Ona sama na parę miesięcy przed drogą krzyżową do Oświęcimia. ale pojawia się. W tych łapinkach ma siłę motyla i stąd trzepotanie skrzydełek pod pępkiem. Kończę Stein. dialogi. . tańczę.. 27 XI Zawsze pierwszą noc po dyżurze Piotr budzi się i łazi po mieszkaniu.serialem. więcej tego nie zrobimy. precyzja języka. Układamy list do Produkcji Miasteczka: 1. zadzwonić do domu. rozwinięciu i końcu. ile razy stacja zastanawia się nad dalszą produkcją.łapię wtedy odruchowo za spód brzucha .. Ktoś trafnie napisał w szwedzkiej gazecie: Język jest wirusem kosmosu”. Gdyby ten koniec był na koniec. co będzie. gdyż są komentarzami zakonnicy będącej nadal filozofką.„ukręcić kogel . Telenowela jest puszczana dwa . nie rozdrapywać przyszłości. kłótnie. Filozofia nie komentuje świętości. przez częstotliwość nadawania tylko raz w tygodniu . Nieraz zapominam o niej i nagle delikatne łup . A pastisz pastiszu. Reżyser życzyłby sobie efektownego końca. Telenowela jest z założenia pastiszem. trzech czasach: teraz. intrygi z planu i produkcji) łączy się z fikcją fabuły i rzeczywistość załatwia fikcję. Odcinek serialu trwa godzinę. Nie mota się akcji. Piotr upiera się zostać w Szwecji. Między zdaniami Stein cisza i w niej miejsce na słowa. odczekuje i zaczyna harce. po urodzeniu Poli i kiedyś. bo w szkole uczą o wstępie. Tragikomiczne: rozpięcie na krzyżu czasoprzestrzeni. bo i tak nie wiadomo. Wpadamy na pomysł zakończenia Miasteczka: dziesięć ostatnich odcinków rzeczywistość (romanse. Jestem naraz w dwóch. komentującą świętego Jana od Krzyża. kiedyś po wyprowadzce ze Szwecji. Efekt: po szesnastym. Gdy tylko wyciągnę się wygodnie na fotelu albo łóżku. że tak nie może być. Rzadko kiedy wyrwie się jej fenomenologiczny szwargot. żeby ją zarzynać. Gadamy więc o Miasteczku. język się zmienia.mogel”.żeby nie wypadła. serial się kończy.trzy razy w tygodniu. a nie windą objawienia. Sos za rzadki (te ubite jaja). Przysyłają nam „prośby i sugestie” nie pod ten adres. Miasteczko przez trzydziestominutową długość odcinka jest telenowelą. ani tym. po trzydziestym drugim odcinku kończymy wątki po to. philosophia miłuje mądrość. Nie do wykonania: pokazanie telenoweli od kuchni to podeptanie telewizyjnej świętości. rozrzucenie figurek z szopki.

). a nie dano nam W szansy na konkurencję ani z polskim serialem.musiało być dziecko. aż do punktu 14). Myślątka o wigilii. Chyba że sami z nas zrezygnują po tym liście. pomiędzy dorosłych. Policyjne. świątecznie szeleszczące. jest wam dobrze . Rodzinne (realistyczne. 3. My też daliśmy się wpakować w absurd przez brak doświadczenia. Wysyłam list rano faksem. Pakuję je w ozdobne pudełka. więc będzie zarzynane do końca. żony i kochanki. szpitalne czyli branżowe owszem . chociaż plucha i każdy krok w tej wilgoci przypomina przechadzkę po dnie starego basenu. trwających kilkadziesiąt odcinków. Nieuchronnie prowadzi to do sytuacji. ani z telenowelą.. pełnego zbutwiałych liści. jak Matki. że nie są konkurencyjni z filmami amerykańskimi.ich dramaturgię przynosi w naturalny sposób życie. Nie chciał wcześniej jej martwić (w depresji każda wiadomość to zawał świata). w życie. Ewidentnie brniemy w absurd. kiedy pojawią się pretensje do scenarzystów. Co z tego. Połowa znanych mi par rozpadła się w rok po urodzeniu potomstwa. Mama była wzruszona: .. Nie rozumiem więc. Daliśmy się wpuścić przez własną głupotę w maliny. powiedział o Poli. nie komediowe) są telenowele (i tak dalej. 14. mający konkurować z filmami fabularnymi i meczami. Oni mają w dodatku kajdanki zobowiązań i finansów. Miasteczko przez czas nadawania (po dwudziestej) jest traktowane jako serial. Telenowele puszcza się po południu. wtyka w nią..2. wszyscy wdepnęliśmy. Przy naszej pomocy podpisaliśmy umowę na następne 14 odcinków. co do miłości dwojga ludzi ma dzieciak. Serial ma swój początek i koniec. zawiązuję wstążką i wysyłam w przyszłość. że po gdyńskim festiwalu filmowym napisano w „Obcasach”: „Lwice dla Miasteczka”. Miasteczko musi się teraz zwrócić. prezentach i spotkaniach kolorowe. Szkoda mi postaci. soczki. Na spacerze myślę o świętach. . przecież się kochacie. Pietuszka nakrył mnie senną łapą i protekcjonalnie obiecał: . tego nie wytrzyma. pieluchy. Nocą pytam Pietuszkę o ten schemat: miłość i dziecko.Wytłumaczę ci jutro. bo opowiada jakąś historię i po jej wyczerpaniu się kończy. O rok za późno. Jest to elementarny błąd wysyłania zawodnika wagi lekkiej na ring z Tysonem (i tak dalej. Piotr zadzwonił do swojej mamy.. Nie ma (poważnych) rodzinnych i seriali. Co może odpowiedzieć producent? Nic. Żadna telenowela. który często ją rozbija. Nie wyszła nam zabawa w konwencje. nadawana raz w tygodniu.Domyślałam się.

nie zapłacili. któremu rzuca się pogardliwie haracz jakiegoś scenopisu. więcej już wydałam do nich na telefony i faksy z korektą. publiczna. Ale to jest pamiętnik. . jak sztywni biurokraci. tyci. Ten artykuł jest mój. Wolę zobaczyć jeden przeciętny . bo dla mnie kino jest równorzędne literaturze. 1 złoty cielec wypłaca hollywoodzkie tantiemy. my natomiast.idiotycznie i nerwicowe W Polsce.) Jawnogrzesznica Mam dokonać dość trudnej sztuczki . Po spacerze dzwonię do banku. że we mnie buzuje. Kiedy je.wyjąć kapelusz z królika. Nie codziennie wzruszam się do łez Polcią i niewinnością wiewióreczki. Nie dobijam się o te grosze. my ze swojej strony jej dotrzymujemy .28 XI Paskudny dzień.mus . kocha. Nigdy nie dochodzi na czas.Bo my mamy taką formułę: „Wywiad pisarza z samym sobą. myśli.z polskiego „animusz” odradza: „Nie traktuj pamiętnika jako wyżywania się na bliźnich”.. Oczywiście honorarium za dziesięć treatmentów nie doszło. traktują cię jak przygłupa. Nie zarobiłam. gdy przypominam sobie ten wyłudzony ode mnie tekst. cieniutcy. gryzipiórki przestrzegający umów. Bywa. Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną Dla pisarza bogiem powinna być literatura. honorarium będzie tyci. Czyli co? Pindrzyć się przed sobą samą? „Bardzo ciekawe” . ale sprytnie wyciągnęłam komuś z kieszeni. spóźnia się miesiąc. Pani redaktor z „Cinemy”: .kusiła pani redaktor. Niby jest umowa. 1. Chyba jestem heretykiem.Prosimy o artykuł. Nigdy nie zawaliłam żadnego terminu. Wolny zawód kojarzy mi się często w Polsce z wolnością robienia kogoś w ciula („artysty”). A kino bywa dla literata poślednim bożkiem. Ciekawe jest odpowiadać na znane sobie pytania? To żaden wywiad. (Pietuszka. to spowiedź. my tacy malutcy.. w dodatku jawna. gdzieś stuka licznik wyrazów i toczy się fabuła.zgadzam się . może nawet demonem. Może od „artysty” wymagany jest jednak ten luzik. mój ani . Produkcja zachowują się beztrosko . minimalne . jeżeli chce się być słownym. i nie będę nawet panią prosić o pozwolenie przedruku.OK.” Wysyłam tekst i po wydrukowaniu cisza. czuję. że zdobyłam te pieniądze. oblatującej regularnie o jedenastej sosnę naprzeciwko okna. Po miesiącu dopytywań: „Kiedy? Na pewno?”. Więc jako jawnogrzesznica przystępuję do tego medialnego sakramentu.mańana. pani redaktor. nonszalancja i olewanie zobowiązań? Ale to księgowi. Nie podpisałam żadnej umowy (traktując dane słowo jako słowo honoru). czyli przeprowadzić wywiad ze sobą.

oglądało historyjki w telewizji. nie komentujący pracy reżysera. Budzi skrajne emocje. Godziny spędzone na analizowaniu adaptowanego tekstu są także lekcją pisarstwa: konstrukcji. psychologii. Oczywiście literatura ma inne środki niż kino. gdzie można się spokojnie pierdolić. Gdyby czerpał przyjemność (dla niektórych jest ona podnieceniem. ale jej także chodzi o stworzenie żywych postaci. Kochaj bliźniego swego jak siebie samego Jestem na tyle sobą. ale od jednego z nich wyczuwam specjalną sympatię. realnego świata z historyjek lub wrażeń. że to on mnie. Codziennie wpatruję się w jego toń odbijającą moją twarz. co się da. rozchylający płaszcz dla przygodnej publiczności. byłby alfonsem. Prawdopodobnie najlepszy pisarz to martwy pisarz. menedżerem lub impresariem. Kiedy pracowałam dla Żuławskiego.spotykam się z nimi nie dla ich sztuki czy prestiżu. Półnagi facet w parku. Jestem z pokolenia. niż przewertować dziesięć kiepskich książek. Być może dlatego tak je lubię. Wywyższanie się literatury ponad film bierze się pewnie z chęci odwetu za pisarzy poniżanych przez kino. Zobaczenie własnego wytworu fantazji. mimo że moimi przyjaciółmi są reżyserzy teatralni. opowiadania o tkliwości i rodzącym się uczuciu. Nie chodzę do teatru. skalpy myśli. by uszyć zgrabną powieść. 3. że może być na planie filmowym i ratować. Widać jak na dłoni (to znaczy na ekranie) wady wymyślonego świata lub jego zalety. to wpatrując się w swoje odbicie. Które Mnie Lubi. Gdyby Narcyz żył jak ja koło zimnego Sztokholmu. W tandemie . chciał mnie zabić. jest dość pouczającym przeżyciem. Niby perwersyjny doktor Hannibal z Milczenia owiec. które zanim nauczyło się czytać. a nie sadomasochistyczny peepshow do podglądania. jak trudno znaleźć miejsce. między zabalsamowanymi na wieczność. że wystarczy. przez pół roku jest zamarznięte i nic nie widać. Zdziera z siebie i bliźnich skórę. ze swego dzieła. Zanim zostanie wyrzucony przez ekipę. Koło mojego domu jest wiele jezior. Zaletą żywego pisarza jest to. obnaża siebie. Pomnik do podziwiania. Ale i tak miałam szczęście. PS. zbudowanego z literek na ekranie. 2. On jest już na Parnasie. więc nazwałam je Jeziorem. Hłasko uważał. zrobił opowiastkę. Kto nie jest takim zboczeńcem? Może Czesław Miłosz. Z kinem to co innego. Przynajmniej jest jasne . Nobliście wolno już odsłaniać swoją intymność. że Ford z jego Ósmego dnia tygodnia.film. Nie zabijaj Jestem niekulturalna. dla innych pieniądzem) z pokazywania kogoś innego. by zostać ekshibicjonistką. a ono mnie? Niestety. Teatr mnie nudzi. nawet jeśli tworzy sobie ze wstydu lub talentu zasłony innych postaci. zostałby prędzej bałwanem niż kwiatem. delektować się sukcesami i błędami. Pisarz jest ekshibicjonistą. pokazywać półnagą duszę.

to dziwactwo. Liczyłam pieniądze (zgadzało się co do grosza) w świetle lampki komórkowca. bo śmieszny. Na przykład firma Skorpion przyniosła do domu zaliczkę i chcąc się upewnić co do mojej tożsamości. Łączą w sobie talenty nie do pogodzenia: zmysł interesu. dowcipy lokalne albo środowiskowe. Kronika obyczajów. Uwielbiam seriale. przewrotnie śmieszny. pogrzeb bohatera. Producent nie jest banalnym bankierem. Tragedie. ja trzy razy więcej.Siostrzeniec ma dziesięć lat. raz Arlekin) dla maluczkich . warto spróbować czegoś nowego. Moja rodzina uważa. O wiele łatwiej pisać tragedie. Są to najbarwniejsze postacie kina. znajomi. w teatrze telewizji. Nie spotkałam dotychczas producenta. który by mnie oszukał.u. Serial Seinfelda (nadawany na odkodowanym Canal+) jest genialny. bo interes splajtuje. jest w nich coś z powieści w odcinkach. robi to z fantazją. Posterunek. że oglądanie tego .Kolombina. bo 13. gdyż są wszędzie zrozumiałe i można je puszczać bez dubbingu. Czarek . Kiedyś w ostatnim momencie (zanim producent zniknął w areszcie) dostałam wypłatę w ciemnej sali kinowej na jakiejś szykownej premierze. zarabiającym milion zielonych za jeden odcinek serialu? Nie chcę powiedzieć. jak dwie ostatnie wojny.raz Pantalone. Ale wiele razy miałam wrażenie. Wszyscy natomiast niemal wyśmiewają 13. jaką zaczytywali się nasi dziadkowie. ludzie ze Skorpiona szukają ludzi z Koziorożca i Barana.czyli producentów. Co tam numery dowodów osobistych. bo jak można porównywać się z Seinfeldem. że moje honorarium będzie tylko honorowym uściśnięciem dłoni. marzeń i kiczu. Posterunek to współczesna wersja komedii dell’arte (Kasia . improwizacje i żelazny budżet. Jeżeli już musi zapłacić. 4. że perwersja. Po prostu w mojej karierze pisarza gminnego (gmina Warszawa Centrum) dostałam zamówienie na serial. są światowe. Z małoletnim siostrzeńcem zamykamy się w pokoju i rechoczemy. Seinfeld uprawia absolutne mistrzostwo komedii i zaśmiewa się z nim i z niego cały świat. Czemu by nie spróbować? Zabawiać się konwencją. Zwitek banknotów podanych pod fotelem. Oczywiście producenci nie odwlekają wypłat z . że pod wpływem tej zazdrości rzuciłam się do pisania Miasteczka dla TVN . zobaczyć produkcję tasiemca od kuchni? Robiłam w fabule. Nie kradnij Ten grzech w filmie dotyczy głównie kręcących całym interesem . Nie pożądaj Zazdroszczę Seinfeldowi.scenarzysta . Każdego wzruszy krzywda sierotki. wyczucie artystyczne. ale do maluczkich należy Królestwo Boże i zniżki szkolne. nie wypłaca w okienku.reżyser z reguły ktoś kogoś chce wykończyć (dla dobra sztuki) i mordercą zostaje ten bardziej sfrustrowany. Ten grzech podpada bardziej pod paragraf Pycha niż Zazdrość. przepytała mi ojca ze znaków zodiaku najbliższej rodziny. Potwornie. 5.

Dla Poli? Nie może być jeszcze ucisku na płuca. Zakazana miłość. Grzech łakomstwa Męki anoreksji opisałam w Sandrze K. popełniam inny: mówię fałszywe świadectwo przeciw bliźniemu swemu. Głupio przy ludziach. Szwajcarski producent Szamanki jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć próbował pożyczyć ode mnie parę złotych na zapłacenie rachunku hotelowego z Bristolu. jak w pierwszych miesiącach. 29 XI Chyba skończyła się hormonalna euforia. Jedziemy do miasta na film. Tylko ktoś lubiący jeść może się wczuć w jej nieszczęście. wyznając swój grzech łakomstwa. narodową kuchnię. Nie rozpadam się. Po zwykłej parokilometrowej przechadzce wracam blada z sińcami pod oczyma (od widoków?). Obracając potężnymi pieniędzmi. Czy purytański protestantyzm jest winny temu. Cesarz i morderca. moja konkubino.francuskie Lato w pełni jest estetycznym objawieniem. 7. z orzechami. Mam podwójny oddech. zakiszenie się w sobie. a innej kupić nie można na tutejszej prowincji. Zawieście czerwone latarnie. Za najnowszą książkę Silikon wydawca zapłacił mi część honorarium w Wedlu. Więc kończę tę grzeszną spowiedź. Wdech i łapię dodatkowy haust powietrza. No tak. Sądzę. Nie cudzołóż . chyba na przeponę. . gorzkiej i z nadzieniem. Genialne recenzje. wietnamsko . totalny monopol. Ich przygody i kombinacje są ciekawsze od Matńksa czy innego filmu akcji. Triada. Jestem po prostu uzależniona od mlecznej. Odruchowe. wyprawą do bezgrzesznego świata Wschodu bez Freuda. Z miłości do czekolady nie zostanę na pewno anorektyczką. jej przeterminowaną mentalność.bo Chińczycy i tak zrobią to lepiej (nic dziwnego. Szkaluję polską. wraca jednak zmęczenie. że producenci powinni robić filmy o sobie. obolałość. Zalanie alkoholem. Muszę częściej odpoczywać po „wysiłku” wstania rano czy zjedzeniu obiadu. zablokowanych gdzieś na szwajcarskich kontach. i stąd to łykanie. Skracam trasy spacerów. Żegnaj. że szwedzka czekolada z braku słodyczy nie rozpuszcza się rozkosznie w ustach? Czyżby w narodowe smaki wmieszano narodowy charakter? Na przykład polski bigos to wymieszanie z poplątaniem. sami miewają potężne. nagrodzonego Oskarami za efekty specjalne. Szwedzka czekolada jest niezjadliwa.sztokholmskiej wsi. że jest ich ponad miliard). Milkach i Nestle. skoro już za nie płacą. wysyłanych paczkami do mojej pod . 6.. rozpaczliwie zaciągam się oddechem. bankruckie wpadki. Nie miał akurat drobnych ani grubszych.. Wystarczy obejrzeć chińskie filmy o miłości.wyrachowania albo skąpstwa.

do czego dokopie się tam psychoanalityk po piątym seansie? . Dopiero po seansie Pietuszka wyjaśnia. kto z kim. Ona jest w mojej głowie. .. W domu wieczorna kąpiel. W tym wietnamskim ludzie upozowani na europejską klasę średnią i Bergmana.Bo wszyscy są równi . „Rozstępy” brzmią medyczno . czyste. Kończy się na Zachodzie i spryciarze próbują się wepchnąć na Wschód: ponad dwa miliardy potencjalnych leżanek.kojąco. Pokomunistyczny Wietnam wyrolowany w sajgonki dla turystów. uwodzącą Europę od czasów modernizmu. Na pocieszenie Pietuszka kupił CD z ragami Shankara.Bo co? . Na pewno czuje różnicę w zapachu. z dala od świata.krzyczy Piotr. Wynudziliśmy się. (Aaa!) Smaruję brzuch balsamem z zielonej herbaty. pół godziny nudy. Rozczarowanie.. Piękne kadry. bez wiatru. próbowała wyspacerować z rzędu zupełnie bez mojej kontroli . Tupała. zwłaszcza moja lewa noga. zaciskała palce. idąc na dyżur psychiatryczny? 30 XI Gdzie jest Pola? Wklepuję balsam. Puszczam głośno wodę. Pietuszka wrzeszczy. Dwie.aptecznie. I jak się z tym czujesz.Przecież według Helgego jestem twoją córką z poprzednich wcieleń. z estetyką. Nie czuję jej pod palcami. nie kłócimy się i mieszkamy w Grödinge. Niedługo będziesz miał córkę z córką. Mogę się jej domyślać pod pępkiem. Balsam . przebija przez nią hinduska raga. Wyobrażasz sobie. Wykończyliśmy się wyprawą do Sztokholmu. dzisiaj wyjątkowo ładnego.czy król. kolory.chyba brak witaminy B.wklepuję balsam. wychwalałam niedawno w „Pegazie” wschodnie filmy. W chińskich filmach łatwiej odróżnić twarze . kazirodztwo. ale jej tam sobie . bez poczucia winy. Mogłabym zwykłym kremem na rozstępy. Dla mnie fabuła była bardziej ekscytująca niż dla reszty widzów: nie odróżniam wschodnich twarzy i bohaterka romansowała według mnie z bratem.Kwadrans wstępu. mają kompleks Edypa.Bez Freuda nie byłoby demokracji .zróżnicowane kostiumy i role. Bez Freuda. .nie chcę dotykać od razu brzucha zimnym pachnidłem. a raczej bez nikogo. czy żebrak. mrozu.Do dwudziestej reinkarnacji pacjenta. Ten film równie dobrze mogło zrobić bezgrzeszne (bezmyślne) dziecko. Mój Boże. . który z własną matką w tym wcieleniu na oczach ojca z poprzedniej reinkarnacji i synem w tej. deszczu. Nie jest w środku niby wątroba czy inny narząd. zaczynając od żeber . że jest szczęśliwy: dobra muzyka. .Eee. . ale wolę po . bzdury z tą psychoanalizą.rozpieszczać Poicie. Wschód upstrzony egzotyką i Baconem.

Jest zupełnie gdzie indziej. egoistyczne. Nie dało się mu przyszyć żadnego guzika. Wystarczyło popatrzeć na jego bidną minę. w ustach. naprzeciwko mnie. Są różne .Jak u bliźniaczek. uśmiechnięta (mama) i zalękniony chudzielec (ciocia). Nie leczone choróbsko kończy się ślepotą. uciekłam z lekcji do domu. mógłby odczytać ich . kocham.. a pani jest młodsza od Siostry? Osiem lat? Niewiarygodne. no . profilaktyka. Czuję go wtedy koło siebie.nie wyobrażam. Kiedy się budzi. są zwykłe klątwy (indywidualne) i klątwy działające rodzinno genetycznie. Między mamą a ciocią był rok różnicy. W sklepie z zabawkami szukałam misia dla Poli . Na zdjęciu sprzed wojny widać dwie równe wzrostem dziewczynki z kokardami na białych wiosach. Idziemy do specjalisty . wskakuje z powrotem i daje się kołysać w brzuchu na spacerze. Pamiętam ponury. gdy go nie ma w domu. Psycholog. Cóż. początek szkoły. Pietuszka też nie jest tylko w pracy. . że będziemy ślepe na prawe oko? . Jeden miał sznurek w tyłku pociągnąć. . Pola ma duszę i rozrosła się we mnie. unieruchomione w szczypcach.Czy to znaczy.Siora. w tym samym mniej więcej wieku zaczęłyśmy nosić okulary. nie można ufać pierwszemu lepszemu konowałowi. Pierwszoklasistka z tarczą i workiem. nawet nie jasnowidz. i słodko pierdzi muzyczką z pozytywki. jesienny dzień.nieszczęśliwe.zdecydowałam. identyczne . i właśnie w myślach. Ale są leki. Jest w moich palcach. kiedy ją w myślach całuję. atakującej prawe oko. kiedy ją głaszczę.takiego od pierwszego wejrzenia. Zatęskniłam za swoim misiem Przylepiaczkiem.. został jednooki. wydłubywaniu Przylepiaczkowi paciorkowego oka. Mamy z Siostrą identyczne dolegliwości dziedziczne. skrzywdzonego serca klątwę: „Żeby ci też oko wydłubało”. Zastałam moją starszą Siostrę z kolegą na. jaskra jest chorobą obydwu gałek ocznych. Dostałam go po urodzeniu od siostry mamy i spałam z nim aż do matury. jaskra to poważna choroba. . A ten aż zatarł rączki .identyczny nerw wzrokowy. Ukochana zabawka na zawsze. W rozpaczy rzuciłam z całej mocy siedmioletniego. zadowolone. No. Pyzata.porównywał nasze wielkie od atropiny oczy. zaatakuje i drugą. przezroczyste oczko. śpi obok w łóżeczku.w życiu nie widział tak podobnego dna (prawego oka). zanik nerwu wzrokowego w tych samych fragmentach. gdy już czterdziestoparoletnia Siostra wróciła od okulisty z receptą na krople przeciwko jaskrze. Przypomniało mi się to niedawno. głupie. Wypchany trocinami i nieszczęściem. błagające o litość.Ależ skąd. Półślepy miś był prezentem od cioci.

jakby rozpulchniająca czaszkę woda wypływała dziurkami oczu. podtrzymujące opuchnięte wodogłowiem główki. Po wojnie obydwie zostały pielęgniarkami psychiatrycznymi. musi mieć dwa. maszerowały na małych stopkach poza kadrem w przeciwne strony. W przedwojennej. Zakazano jej wstępu do kościoła.. Mama śpiewała w kościelnym chórze. raz. Przesiedliśmy się do taksówki. nasikała w donicę. pijani pasażerowie. Nie udało się. Siostry chodziły w nich na mszę do kościoła. gdzie zwątpiłam w swoje zdrowe zmysły: sosny rosły tam poziomo.Nie ma drugiego? Czegoś dla niego poszukam. chociaż we wspólnych butach. równolegle do ziemi. albo niemieccy leśnicy pogięli je dla łatwiejszej obróbki stolarskiej. popijając na zdrowie. robotniczej Łodzi jedna para wyjściowych bucików dla rodzeństwa bywała luksusem. na fotografii obcinającej je powyżej kolan. Mama rano z dziadkiem. Ciocia pracowała na oddziale dziecięcym. Wyjechała jeszcze dalej. biegała w nich na msze. jeszcze razem. W kościele stała wielka palma.ze spojrzenia. Pogłaskała go po przezroczystym oczku: . zakażenie. który z przepicia przestał mówić. . Mieszkania zalkoholizowanego personelu były przy szpitalu w lesie. że to prezent od niej. Przed wyjazdem pokazałam cioci misia. Ciocia.zaradna optymistka. Buty dostała mama. Wujek. Kręciliśmy się coraz wolniej. Skandal i wstyd. pod niemiecką granicę.lękowa uciekinierka przed życiem w alkohol. Odwiedziliśmy ją w końcu lat siedemdziesiątych. Pracowała w szpitalu psychiatrycznym w Szczecinie. Ciocię wysłano po sfuszerowanej skrobance za karę na Ziemie Odzyskane. Wyszła tam za jednego z pacjentów. Powiedziano mi. Podmiejski autobus do szpitala okrążył gryfiński rynek.przyszłość . Ciocia w trepach chodziła na Piotrkowską. zniecierpliwiona łacińskim przynudzaniem. drugi. W szpitalu psychiatrycznym też pachniało wódą i do tego lizolem. Wyrwałam się na spacer z tych koszarów szaleństwa. ciocia z babcią wieczorem. powiesił się. z dziecięcych minek. Bujała hamaczki. Mama . Doszłam do zakątka. ciocia zapisała się do partii. Wierzyła w lepszą przyszłość i swoje medyczne umiejętności. Nikt z zataczających się przechodniów nie zwracał uwagi na jeżdżący w kółko autobus. Skandal. Dzieciom ciekły strużki łez. Pomogła koleżance po wpadce. Nie pamiętała. nie próbował wyjechać z beznadziei pijanej prowincji. że to albo tajemnicze promieniowanie pokrzywiło drzewa. ciocia . Siostry. chroniczny schizofrenik. Na zapomnienie kolejnej nieszczęśliwej miłości do adwokata. przytuliłam misia. Pijany kierowca. Niewiele już pamiętała. do Gryfina. było gorzej niż na karuzeli. po drodze na rodzinne wczasy zakładowe w Międzyzdrojach.. Nie wyróżniał się. złe miłości.

. nie wykręcają w mdłościach. Zajrzeliśmy pod łóżka .. i znowu drapanie pazurami.. Były przezroczyste jak paciorkowe oczy Przylepiaczka. Zgasiliśmy światło... rumowy zapach do ciast. Popatrzyłam z bliska: kotek miał wydłubane oczy. . chociaż przez sen. prześcieradło spadło na podłogę. Znowu czuję zwykłe zapachy! Nie haratają mi nosa. Chce mi się perfum! Biegnę do łazienki. do tego klucze typu Yale. dzwonili ze szpitala. Z wybranym położyłam się wcześniej do łóżka. Czego to wyobraźnia (dom). nie jestem głodna. Nie. zaciągam się pachnącym powietrzem. Znak damskiej toalety? Polałam znowu i smok albo ktoś w czapce. tej nocy umarła ciocia. Rano. idąc do stołówki na śniadaniową owsiankę. Otwieram flakony. Machała do nas szczupłą ręką. Pogłaskałam go po brudnej główce. Pojawiła się kobieta. Podeszła do mnie mama: . 31 XI Czegoś mi się od rana chce. Oddycham z ulgą. Zalety miłości oralnej dla ciężarnych: objęta za ramiona . Pietuszce ulepił się dom z kominem i dymkiem. Pod poduszkę nie wkładam lusterka. Kociak spojrzał na mnie pod słońce. Nie wiedziałam.... Chwiała się na wysokich obcasach.. długimi czerwonymi paznokciami.. Pociągnęliśmy potem po karcie tarota. nacierająca kropelką perfum szyję i włosy. w pokoju nie ma kota i nic nie słychać.na przedwojennym zdjęciu i wtedy latem. Przewiercało mu oczy.. Zaglądam do szafek kuchennych. Mnie wyszło najpierw idealne koło. ale bez koloru. Wanilia. w letniej sukience. pewność (dziecko) nie wyrzeźbi. gdy odjeżdżaliśmy. Mama z Siostrą uznały. Olśnienie... Była podobna do Marleny Dietrich..Wracamy do Gryfina.pusto. Wróżymy z wosku. Znaleziono ją na łóżku. że mamy zwidy.. ładniejsza od niej. co zgodnie z porzekadłem „na dwoje babka wróżyła” (dialektyczna wykładnia zabobonu) oznacza odwagę i wiarę we własne siły albo kłótnie w małżeństwie. wczepioną połamanymi paznokciami w materac. Z drugiej strony cień pokazał całującą się parę i dziecko w beciku. Tata też je słyszał. Węsząca samica zdechła. Którejś nocy obudziło mnie drapanie w materac. zobaczyłam przycupniętego pod samochodem kotka. Umierała samotnie w strasznych mękach. Przedziwne: oboje mieliśmy asa mieczy.. żeby się przyśnił ten wybrany. Zapamiętałam przed szpitalem. napiłabym się i zagryzła rum wanilią. bo naprawdę nieszczęśliwa. że po środkach nasennych też się cierpi. Przeświecały przez nie oczodoły.Musiał nam wejść do pokoju kot. spaliśmy całą rodziną w jednym pokoju. W Międzyzdrojach. Otwieram buteleczkę.Widziałam ją tylko dwa razy . na wczasowej kwaterze.

chuchania.gruda z szarością.Ha..Pola też się teraz uczy. gody. od tatusia. .bez obrażania. Czy to nie piękne? Żadne koty. Wiosna jesieni.dąsów. nie zawijam w klopsiki. nie dokończymy na czas dialogów. nie da się przez telefon. Nie rozgotowuję go w zupie.Gratuluję . i nie muszę ruszać głową.widzę liczby w kolorach i jedynka jest ciemna. wyuczone na pamięć we śnie. symfonia na cztery palniki. stawiające pod ścianą dworku nieposłuszną służbę i męża. Godzina dziennie Patricka White’a i muzyki hinduskiej. co wszyscy czują”. Pod lasem przebiega mi drogę parka bażantów. że jestem w ciąży nie chcę się denerwować.nie chcę rzygać. aktorka namiętnie pali . Ni to kot. Nareszcie telefon z Produkcji . Są wdzięczni za list. Mówię. Może tajemniczy składnik zapomnienia? Kurczący pozostawioną w samotności materię ze strachu albo z żalu? Słuchając przy gotowaniu głośno czytającego Pietuszki.Producent nie wierzy. zabawne . . Z przyjemnością stoję nad kuchnią. o nie! Gwiazda jest temperamentna. on za nią w miłosnym obłędzie.morele. pozwoliło im „sformułować coś. Szukam wzrokiem . nie pąsów . . Umie postawić na swoim (dlatego chcieliśmy ją do tej roli). Jeżeli wyjedziemy w tym tygodniu. nie mam poczucia marnowania czasu. .Serio. ragi ględzą. bez wyżalania. ha. 1 XII Banalna data. węże. że śni się im śpiewanie. załapać się na mętne światło. Rzymskie dwanaście . Czarna . Piszę do popołudnia dialogi Miasteczka.. Takie były szlachcianki. Jestem za kryształowym Mozartem. Zwykłe trele .. Bez trzepania.udami. Od babrania się w psychice na planie są reżyserzy. Przy lasku cudaczny pisk. Ulga: jesteśmy w świecie logiki. Zanim skończę zmierzch. Złudna. leżę wygodnie na plecach. piękna. A co do prozy. Patrzymy sobie w oczy. kłopoty z aktorką. jeszcze jeden pomysł scenarzystów. ale ma fochy. Truchtem po lesie. zostawiony samemu sobie.nie jest do końca przekonany. przez papier. Dzisiaj czytanie o ptaszkach: odkryto.. wystarczy językiem. chwila rzeczowej rozmowy i rozpacz Produkcji: musicie przyjechać.. Nonszalancja sukcesu: sos holenderski wreszcie się ściął. Ale dlaczego scenarzyści mają pertraktować z aktorami? My mamy higieniczną pracę. niekoniecznie w narządy. porzucony. Już w tamtym roku mieliśmy upojnego sylwestra z Windows 97. ni ptak. będę czytał głośniej.

„Owacje trwały czternaście minut”. Zgaga. Wspomnienie jednego z setek jego koncertów. Palą się dzień i noc. 2 XII Dwa miesiące temu za duże ogrodniczki. dzisiaj o jeden guzik za małe. Niestety ja też... Zamiast paciorka. Pojęcia nie miałam. Adwentowe zapalanie światełek w oknach: gwiazdy. świeczniki.chi: żuraw rozpościera skrzydła. Zaraz potem wyrzuty sumienia: szykuję ją na śmierć. a że na drzewach i latają . Ktoś mierzył i zapamiętał? Ta książka jest zapisem. umrą. w polu. Futrzaste. przygotowaną do skoku na wyższe drzewo. Od ósmej do szóstej z przerwą na spacer i obiad to dla niej za dużo. że jednym z ubocznych objawów stanu błogosławionego może być przemawianie w różnych językach. maniacka precyzja . Totalne zmiany w psychice (hormony). jest kamień runiczny z Xl wieku. rozgwiazdy. Przed zaśnięciem parę kartek ze Stein. drewnianych domach o kształcie wywróconej łodzi te płonące lampki są ostatnim błyskiem przed zatonięciem na dnie nordyckich ciemności. Te powstające w bólach i mdłościach łapki. gra na harfie. pazurzaste z ogonkiem to piszczą trochę po kociemu. Nie mogę się jej doczekać. łukiem nade mną.kociaka. Drept. oczy..trochę ptasio.czternaście. Nie kwadrans. W biografii Leonarda Cohena ton niby o półbogu i półschizolu. zbiera się na odwagę i świergoląc hoop. widzę Cohena. że wiewiórki wydają jakieś dźwięki. ustawiamy na parapecie. dziesięć. Słuchając Cohena. miaucząc. porobić w brzuszku fale z wód płodowych. skurcze. Wyciągamy z szaf gwiazdę i świecznik. Dziecko należy bujać. kołysząc się przy figurach tai . gdy zapalano w oknach świeczki dla powracających z morza? Niedaleko. Opis jego sposobu nagrywania płyty przed lustrem. który zginął w dalekiej wyprawie na wschód od Grecji”. ból pleców. opleciony wężowym napisem: „Wzniesiony ku czci Bjorna. W typowych szwedzkich. przez co mam ochotę „zwrócić zawartość dnia”. spacerniak. Pamiątką po czasach żeglarzy. chodząc.. Pola stanowczo nie lubi mojego siedzenia przed komputerem. krwawienie z dziąseł. Delikatnie naciska mi żołądek. Kupiły to miliony rozkochanych blondynek. pogubionego w sosnach. Jedyna obrona przed szarością zza okna. że on czuł i widział to samo. Życie jest tego warte? Zabicia myślącej . drept. Kwiląc. Mądrości z książek o dolegliwościach w siódmym miesiącu ciąży. Piotr po przeczytaniu tych rewelacji podejrzewa. jak cwaniak (autor) wyżyłował megalomana. Jedna z gałęzi trzęsie się pod wiewiórką. co za szczęście. czasem potańczyć.

Może przypadek to poezja konieczności? Odpadam od komputera o ósmej. Nie mam ochoty wyłazić. Raz była zwierzęca . też w jakiś sposób delfinek . Pytanie rozmówcy zasysa się akceptująco w „yyyff”.bo ciało.zaczęła pływać. sama lekkość. wpadających w jej zębate gardło. Szwedzka dyskusja. Ani okrutna. Figurki ze świątyni Sziwy na Bali. 4 XII Zanim usiadłam w dyby. Zgadzam się z tobą. bądź” (?). myślę (sobie) i muszę jeść. mdłości. W tym znaku zapytania. silniejsza natura z kłami i pazurami. pół godziny spokoju: śniadanie. będą zaspy pleśni na Święta. Szkoda wypluwanego ciepła. Ciąża jest schizofreniczna. rozdziawiona kobiecość. nawiasem jest czas bez Poli. mam do niej zaufanie. panicznie nurkować. ani lubieżna. niby kość do wiecznego obgryzania z tęsknoty za prawdziwym mięsem.uważa Pietuszka. by wymówić .ja” (tak). białe kudły. We francuskiej książce o genetyce i chimerach pani profesor embriologii zastanawia się. Samicza. wije się. Po polsku gołe „tak” jest niesympatyczne. Innym razem była przerzutką bez ciała. kiedy w komórkę wchodzi przeznaczenie. Trójka. Nie będzie śniegu. zaciąga nim.zdecydowała mądrzejsza. 3 XII W lesie spleśniała trawa. Przypieczone do skały słońcem.embrion wątpliwości: skąd prawo wybierać komuś przeznaczenie? Swojej śmierci się nie boję. Pola powstała bez mojej woli. skowycząc o pomoc. Najpierw obroni Połę. . zamkniętym szczypcami nawiasu. po czym dostaję zgagi. a trzeba dotlenić dziecko.ssak i w wodzie . ale to ja ją wstydliwie przełykam. Trochę temperatury. z moją czułością. Rozwalam się przed telewizorem. . Puściłam nowe CD . naturalnie”. Znakiem zapytania . Zostało wspomnienie tamtej chwili. Nie lubię mleka. potem zagryzie. Mam czyste sumienie .(głównie o śmierci. dogadaliśmy się. ale żłopię pół litra. żeby się rozsmakować. Starcze.Wrzaski z delfiniego podwórka . I gadam do siebie. Ozdabiane natychmiast gestem. skoro myślącej) istoty? Czy kiedykolwiek świadomie powiedziałabym: „Tak. głaszcząc brzuch. muzyka. Pytanie i krótkie twierdzące „yyyff” na potwierdzenie. chodzę. przyszpilone bólem. Zwierzęca . Kali kopulująca krowio rozwartą waginą i pożerająca jednocześnie ludzi.ból wyjący o koniec. Po chwili Pola. Po szwedzku: masz rację. „Yyff”. chodzić i myśleć za Połę. Jem. dodatkiem „oczywiście.Odgłosy delfinów.

z planami na życie. Ich miesięczna pensja to jeden nocny dyżur w Szwecji. Nie pomogło. czarne poziome paski na pielęgniarskich czepkach tych głodujących dziewczyn pokazują poziom ich życia. poszukującej łysego. tocząca się swoim rytmem.w łazience jest na to za małe . .szkodliwej dla Maleństwa. przymierzając urojoną ciążę . zwykła. Czerwone. trochę prymitywna. Teraz najprawdziwsze zawstydzenie. ale jak na nią był to defiladowy krok po moim żołądku. Coś niby bunt kobiet albo niewolników. Zajrzałam w lustro. Bała się wpłynięcia na swoje wody konkurencji? Wyłączyłam płytę. że to ja. Co jest nagrane oprócz słyszalnych pogwizdywań? Załapały się ultradźwięki? Dentysta nie chciał używać przy mnie ultradźwiękowej maszyny .Coraz gwałtowniej. Nie wiem. mamusia pracuje. Są pod kreską. zamieniający się w matkę. za to palce nie mają siły przebierać po klawiaturze. ten chudzielec. Odkładać na bok siebie samą: głowa pracuje. „nie przejrzałam się” . pod powierzchnią. poważna. Delikatnie. Ogłoszenia matrymonialne w tutejszej gazecie. W Polsce strajk pielęgniarek. Z powołania. bobrowała pod żebrami. Zawstydziłam się: tu moja twarz.kto tego nie robi.kochana. pozujących nago z macierzyńskim brzuchem. Jakby dosztukowana z gazet o ciąży. Przez wody płodowe te piski mogły ją przestraszyć albo łaskotać. druga wypukła połówka. Bo tak to wygląda: z przodu brzuch. Delfinie matki sprowadzają na dno swoje niegrzeczne dziecko i tam je opieprzają najgorszymi ultradźwiękami. Sama o sobie: jestem niezbyt ładna. żeby nadążyć z uczuciami. Wypychałam się kiedyś poduszką wyginałam do przodu. dwa zawały i jałmużna emerytury. a ja za nim. Straciłam kondycję. waliła w pęcherz. Panowie przystojni i dobrze sytuowani. przecięta lustrem. oprócz jednej w średnim wieku. Panie interesujące. zostawiająca mnie za sobą.myśl . okrągła sprawa. czego nie lubi.ale zajrzałam pooglądać brzuch. do końca dnia miałam zesztywniały brzuch. zdjęć modelek i aktorek.. Pola po „terapeutycznym kontakcie z delfinami” nie dawała mi spokoju. Już od tygodnia przerywam robotę i muszę się odkładać na łóżko. spoko.. Wysłałam ultra . zgrabne i wykształcone (zwłaszcza Rosjanki). Moja mama trzydzieści pięć lat w zawodzie. Już nie wygłup. spiesząca się. co ona słyszy. a na dole. przełożona. energicznego grubasa.

Nie musimy nikogo zabijać (Gwiazda). rozstajemy się z ekipą bez grzechów śmiertelnych. z ciszą pomiędzy nami). Wyszarpuję mu chyba odpowiedź. wariactwo. ogrzewania. ciągnąc za rękaw.może później. od zaraz. W zawieszeniu na sznurze telefonu. no cymes i marzenie współczesnej medialnej bogini Oglądalności. Godzimy się (ale nie ze sobą. Otumaniony zmęczeniem budzisz się po południu. pozwalającym przenosić ciężar do tyłu i na boki . . Zastanawia się.Zostanę tu patrzeć na twoje podsinione oczy po nocnych dyżurach. Melancholia pożegnania i.morze.po prostu małpia pra .Tak. .matka Ewa. Filozoficznie eskapizm pobrzmiewa straszakiem nudy.. bo i bez nadziei. Nie mamy mieszkania. darmową i dobrą opiekę lekarską. starając się naśladować słowa i gesty sprzed kłótni. będę przychodzić na twój pogrzeb.. Waha się. Każde z nas w swoją stronę . i wspomnieniami z dzieciństwa. . Poradzimy sobie z naszą nieodpowiedzialnością (poradzę ja. Trening normalności. nie naciągające mięśni brzucha.złoszczę się na niego. w ciemnościach. ale odwzajemniają! Pietuszka w szoku. Zostawiamy tutaj wygodny kąt. Mimo wszystko dobry moment na koniec. jeśli chcemy od maja. 6 XII Koniec z Miasteczkiem. kiedykolwiek zechcesz . poczekają.. Nie możemy dojść ze sobą do ładu. las. w Łodzi na Spornej? Bez kanalizacji.5 XII Żadnej pewności: z czego będę żyć. W teleżargonie jest komplementem: eskapizm to soap opera. Wracamy!!! Marzenia się nie spełniają. Ma być eskapizm”. może . Trzymam Pietuszkę za rękę. propozycja dla Piotra: czy nie przyjąłby pracy redaktora (producenta) od scenariuszy. bolesny jak po nastawieniu zwichniętej ręki. urojką. za prawdziwe. Telewizja oceniła je jako „za bliskie życia. Nieodpowiedzialność.. do pracy. Ugięte nogi. Piotr w beznadziejnej Szwecji. i dogorywasz do wieczora. wycofywać . Wygodna pozycja na dzisiaj: pochylone ramiona i skulone ze zmęczenia plecy. Powtarzamy te same argumenty. oddalające nas od Polski).. Godziwa pensja.. gdzie będziemy mieszkać. Pietuszka zaczyna już się bać. Umówił się na rozmowy.ja do urojonej Polski. ale z piecem na fajerki i studnią na podwórku. Wypięty tyłek dla łatwiejszego chodzenia w lekkim przysiadzie. brazylijski serial. A gdyby tak kupić mieszkanie w drewniaku. już nawet bez agresji. podpisanie kontraktu z Produkcją. Pola w połowie kwietnia. w końcu mówi: „Tak”. bezpieczeństwem.

Piotr. Ile trzeba czekać? . żebym po rozmowie z Marysią dostała skurczu? Byłaby to przypowieść o niedowiarstwie? Świat jest psychiczny. . . i nasza sypialnia zamienia się w przytulny oddział psychiatryczny. zwykłe szare mydło. prześwietlone światłem dnia. . Słuchając jej.Wszystkie wyglądają wtedy tak samo. demonizowane przez nieudolnych pływaków. wywijający kończyny w śmiertelnych drgawkach.Tak mówiły mi położne we Francji. szykuję sobie fasolkę . sądziłam. w godzinie rozpoczęcia dyżuru. Wieczorem dzwoni Marysia z Londynu.Marynia. Wystarczy dokleić niebieskie oczka i położyć na poduszce. Pietuszka podejrzewa dużo. Połykam witaminy. pomarszczony pomidor. Bardziej od powłóczącej nogi boli głowa. amen. wyszarpując ją z koszmaru. .Nie ma paszportu dla dwutygodniowych bebisów . We łbie czarna.podejrzewam zakonnice o głoszenie przesądów takich. wyrwany ze snu. Są demony. mogę zrobić jej zdjęcie już dzisiaj: duży. w szpitalu katolickim. że dorwie ją ten nocny pitbull.Podkłada się pod nogi szare mydło. że to zwykłe zesztywnienie rąk czy nogi. bez dzieci. Na skurcze w nogach najlepsze jest savon de Marseille. opadają teraz. Noc: Pietuszka budzi się punktualnie o trzeciej.Marynia ma receptę na każdą dolegliwość. Wybielić Czarnego szarym mydłem. obolała skrzynka domysłów.niech zatka brak witaminy B i magnezu. są piekielne skurcze i starofrancuskie egzorcyzmy szarym mydłem. jak kuszenie przez diabła albo cudowne działanie najtańszego mydełka.wrzasnęłam. dużo trawy. Marynia nie jest na trawie. Skurcze? .Zjeść kawałek chleba. Wgryzł się mi w łydkę pies. złapał mnie za głowę. nabierając ciemnej ciężkości.Paszport dla Poli. Zawyłam. Na pewno są paszporty.upiera się Piotr. Nigdy nie miałam skurczu.Problemy? Mdłości? .Żeby nogi były wyżej? . sama.Nie! Moja lewa noga! . Stąpam ostrożnie w obawie. inaczej dałoby się wywozić hurtem cudze dzieci. jest na . . Była tydzień w Stanach. Emocje przezroczyste.jak za panieńskich czasów. męża . Dzień: Dialogi do kończonego Miasteczka (łapanka pomysłów) i wieczorem wysyłka. Tym samym chwytem złapał za łydkę i rozmasował. Proszę bardzo. Czy jest możliwy taki przypadek.ćpana naturalną radością życia. Pokarało mnie nocą. (Skoro jest ciemna . co ty wymyślasz? . skinnerowski też. . 7 XII Noga obolała.

ojej. Biedne dziecko. W Ekstradycji. Nikt nie wyprodukuje. obudzone naszymi wrzaskami. polityczną szopkę młodej inteligencji. Dolary ozdobione zieloną piramidą. polityków z prawdziwych partii. Gadamy o filmach i książkach. Nierealny .wybuch wspomnień. ha. Pietuszce marzy się film o Gudzowatym. Scenariusze o mafii pruszkowskiej są drukowane w gazetach. Jeden z nich adoptowany przez Rosjan z bazy wojskowej. niedługo się zobaczymy”. bez politycznej przeszłości. łaskocze.) Wyjazd do Polski. trochę odjazdu metafizycznego. wystarczy to spisać i. Film w miarę realistyczny o powiązaniach mafijnych byłby polityczny. zmiana nazwiska głównej postaci na Gazowaty. . Trochę biznesu. Nie podejmie się tego ani polski Canal+ . Chlastający równo lewicę i prawicę. kochające bohatera..Czujesz? . do odśmiania. do kosza. kwatera Poli. Pierwsza sekwencja: żona przekręca kurek kuchenki gazowej.. Bum! . Pierwsze podanie dłoni. prawdziwej szopki politycznej też nie.„Posiwiał mi głos”. może raz na rok. Wymyślam wiersze w stylu moich największych: Białoszewskiego i Różewicza.Nie rozumiem.materia.najpopularniejszy „dziennik” francuski. No. wybudowaną u siebie w posiadłości. . Pietuszka trzyma mi brzuch. . Czemu nie da się nakręcić w Polsce filmu o mafii? Żadna stacja telewizyjna by tego nie sfinansowała. i bohater kochający piramidkę.Bulgocze ci w żołądku..To ona? Cześć.. Publiczna telewizja też nie. politycy uwikłani w śmierdzące układy są znikąd . Merdający całym tym interesem „mózg” to trzej faceci z domu dziecka. Naiwnie sądziłam.„Wybici ze snu co do nogi” . . że Canal+ przeflancuje Guignole . . ha (Pietuszki). musiałby pokazać nomenklaturę. He. czemu by nie miało być ciemnych emocji. .Właśnie. jest czwarta rano i chrypimy. . najlepszym serialu sensacyjnym. .z rządu. he (moje). Afera z Gazpolem. ze strachu przed lewym albo prawym (sierpowym).za dużo karkołomnych decyzji.odsuwa dłoń. układy.wymyślam drugi wiersz. postukanie przez ścianę: „Hej. jestem tu!” „Hej. O tej porze wyjście z domu też wydaje się niemożliwe. Ojciec chrzestny.. Dostojewski i Lalka..Gdzie w żołądku. córka. pod pępkiem nie ma miejsca na żołądek. ani żadna prywatna stacja w obawie o koncesję. jesteśmy tutaj. .

Przy Jeziorze. Jezu. przygrywam sobie na sentymentach. ta przeprowadzka jest po drodze do mojego prawdziwego kraju. kamienna ulica i bloki.. chałupa . i tyle. Zmęczona. czemu oglądalność wzrosła o połowę w porównaniu z tą sprzed dwóch miesięcy. Nie spakowałby wtedy żadnej walizki. Fałszuję Lulajże. ale w ludzką okolicę . 9 XII „Homo sapię” . Zabrałby mnie do siebie na oddział. A bo to ludzie patrzą w telewizor? Gapią się przez okno: deszcz pada. Mnie już nic nie pomoże. 8 XII Ani słowa. Kupujemy polskie gazety w poszukiwaniu ogłoszeń o mieszkaniach. Australia jest olbrzymim. płask. Telefon z Miasteczka: . Jezuniu. polskatość jak platfus. gdzie mogłabym mu szczerze wyznać: „W oceanie otwierają się mi skrzela. prezenty. Pietuszka idzie się napić melisy.Zastanawiają się. do Australii albo na Polinezję Francuską”. Które Mnie Lubi nostalgia zostawianych miejsc. Odrzuca mnie od tych gazet.(głos opamiętania). W telewizji świąteczne reklamy: zakupy. że Boże Narodzenie to urodziny Kaczora Donalda. wstaję storturowana. Pola z siankiem przy żłóbku. przeglądam gazety z Polski. Do jakiej Polski ja tęsknię? Znowu uciekam do lasu. przynajmniej nachapię się tlenu.. nad Ocean Indyjski. sama ledwo żyjąc.Za dużo planów. Zegar w salonie bije siną .na dzisiejszym spacerze przed pisaniem do wieczora. mówiona i wmówiona. śpiewającym swoją pieśń.sprzedać. Podgryzanie nerwicy: „Nie zdążysz ze scenariuszem”. Słyszę jej tęskny. oddycham. zgrać to w czasie. a na razie nie stać. że jest literaturą. Jeśli nie będzie nas stać na chatynkę pod Warszawą. Wzięło mnie na kolędy. Niedługo szwedzkie dzieci będą przekonane. Zwariuję w mieście (chciałaś do Polski . kupić. to włączają film. Przenoszone razem z pieśniami wielorybów na tysiące kilometrów.szóstą godzinę. Jadę do lasu.. po polsku. . godowy pomruk. Pokraczna polskość. dryfującej po oceanie. słyszalne w fiordach i mojej głowie”.głos rozsądku). nie wyjechał. tradycyjnie filmy Disneya. Prawdopodobnie to infradźwięki. Literatura wysoka. Nie wyczaruję z papieru żywych postaci. Nie przyznam się Piotrowi: nagle spodobała mi się Szwecja. czerwonym wielorybem. naszego. odkładam robotę. Rewolucja. czy to na pewno to? Nie powiem Pietuszce: „Wiesz. za duży przeciąg w głowie: przeprowadzka. nawołujący z antypodów.

przykucnąć. Zaglądam. Eksportowa nadzieja polskiego show .dzieci. Odkurzę. miażdżę brzuch. Frustracja emigracja. Usztywnieni prozakiem i rozmiękli alkoholem. siedzą za stołami w bergmanowskiej zadumie. łapiąc równowagę. Pomocy! . za intymne. ale abdykuje.. Gesztalt zamienia się w geszeft. zasiłki. Tylko oni potrafią naprawdę „złożyć pocałunek na mej dłoni”.tytułuję od rana Pietuszkę. 11 XII Mój najczulszy i najmiłościwszy . Co on może wiedzieć o rosnącej ciąży. przyzwyczajenie. Piotr wyciąga supermarynarkę i czesze włosy grzebieniem zamiast zwyczajowo palcami. poczucie wyższości nad szwedzkim plebsem i niższości pod miażdżącą nieudaczników szwedzką gospodarką. Składamy życzenia. Ustalam z Pietuszką podział naszego królestwa: Nie odpowiadam za to. poniżej kolan. Stroimy się: przymierzam do obskurnych ogrodniczek wyjściowe bluzki. Odgłosy jej buszowania przypominają więzienne stukanie w ścianę (macicy). Nie mogę się już normalnie schylić. Przed chatką pochodnie. enklawa. 10 XII Eksperyment w łazience . Wszyscy na czarno. domy na kredyt są gorsze od wielu krajowych.schylam się po upuszczoną nakrętkę od balsamu i. Gaultier nie wymyśliłby lepiej. co na ziemi. Ojca też.. stop. (duże) pieniądze. Urodziny. Poczytuję książki i artykuły psychoterapeutyczne. Zginając się do ziemi..biznesu. Inwazja góralskich kapeli. uciekamy. na wielgachnych stopach skórzane baletki i zdefasonowane meloniki obszyte muszelkami w stylu papuaskim. wyprawiane w wiejskiej chatce. wierzy mi na słowo. Muszę uklęknąć. w środku urodzinowa stypa. Cudzoziemiec musi się nimi zachwycić: pelerynki jak u toreadora.. może kiedyś na emeryturze opuszczą tę riwierę dla pingwinów. czy widzę jeszcze seksuna spod brzucha końcówki włosów. Zawstydzenie. gdy ktoś inny cmoka mnie w mankiet. Poli jest chyba tam bardzo samotnie. Kiepska praca. Oni muszą zostać . W telewizji ci sami specjaliści od duszy za D. W latach osiemdziesiątych czuli się lepiej w porównaniu z Polską.Wieczorem impreza. Pietuszka trochę się dziwi. Teraz ich samochody. umyję szczotą podłogę. nie więcej. ale nie schylę się po upuszczone rzeczy. Lubię całować go w rękę.

to kto sfinansował mój pobyt: . Fale jakieś uładzone. Czy to normalne? 13 XII Odklejanie się od Szwecji. wystawianego w bydgoskim teatrze. a rada miasta sypnęła groszem w zamian za występ właściciela agencji w roli Świętego Mikołaja dla Domu Dziecka. Świat jest psychiczny. Też z Łodzi. czego dowiaduję się od Konferansjera.Jezuici. kilka lat temu zagrał Konferansjera z Kabaretu metafizycznego. po mężu Pompa. właściciela agencji artystycznej. Kościół popiera kulturę.. będą zaproszeni później. Zabawnie być po drugiej stronie. Lądowanie w Gdańsku.były aktor.zdecydował. hotel z widokiem na plażę.Pompa jest kopana przez swoje maleństwo. Pierwsze. Admirał i Święty Mikołaj. 14 XII Wywiad w gdańskim radiu. a stworzyć taki sernik. Byli pisarze przede mną. Powinnam mieć cyce na wierzchu. Łżę na pytanie. Spóźniamy się.elektrykiem i oczekują mnie na wydziale medycznym. powrotu do raju. obsługująca aparaturę. małe niby pudelki przy nodze. ale na spotkanie z Gretkowską szef katedry literatury nie wyraził zgody. perukę. Kamienna Góra. to grzech. Anioł . Po pierwszym gryzie ląduję na Księżycu. Gadanie do mikrofonu w szczelnym studiu jest gadaniem do siebie. rodzimy w tym samym sztokholmskim szpitalu. wsparta na brzuchu. Za często mówię prawdę. Południowa strona Bałtyku. Gospodyni . nie chodzić na spotkania . Pani. W socjalu pomoże ludziom byle urzędas. lekko skłębione.Danusia pracująca w pomocy socjalnej. Goście wznoszą toast za pięćdziesięcioletniego solenizanta i za dwie przyszłe mamusie.. Jasne. że jestem normalna. admirałowi spodobałam się na zdjęciu. . Nie pachnie morzem.Studenci powinni studiować. czy w pisanej właśnie książce będzie coś o dziecku. ja nie. . właściciel . Nagle podskakuje mi ręka. to jest dopiero pomoc ludzkości w odnajdywaniu prawdziwego smaku. upiekła sernik. jestem słynnym hydraulikiem . Odwołano spotkanie na uniwersytecie. ja dwa tygodnie później. który teraz będzie objeżdżał ze mną aule i biblioteki w roli konferansjera. pazury wampa i pizdę obszytą brokatem..12 XII Urodziny T. Ona Anioł. nie może się nadziwić.. Nikt nie zauważył tego celnego wykopu Poli. Dostajemy stolik pośrodku z drugą ciężarną parą. Pogadanka w gdyńskiej bibliotece.

Cudowna klęska.Może powinnam się przebrać za renifera? . że ze względu na moje zdrowie . . najlepsze kawałki. Musi być rodzina. Nie spodziewałam się tylu sensownych ludzi. Zupełny za . walczyli pod Verdun. Minuta rozmowy ze Szwecją cztery złote. obłażące garnitur chromosomów. Straciłam chyba miesiąc z życiorysu. Spotkanie z Rysiem to znak: Polka. Sanie. oralna rozpusta. Czy to może być wrodzone? Poplątane nitki DNA. Rysiu zostawia wizytówkę. co im się najbardziej podobało: te najtrudniejsze. pokrewieństwo sprzed dwóch stuleci. Pani Czubówna zrobiła tu furorę i jeszcze jakiś estradowiec.. Jest bardziej podobny do mojego ojca niż jego rodzony wnuczek.podpisywanie książek w centrum handlowym Klif.rozmowy przez komórkę szkodzą kobietom w ciąży. Jestem zła na siebie. jesteś dziedzicznie obciążona Gretkowskimi. Wieczorem podpisywanie w sopockiej księgarni przy molo. ktoś to czyta i rozumie? Próbuję dopasować „ulubioną książkę” do twarzy. Połcia. Panienka uwielbia Światowidza. Chowam się do księgarni. Bezwiednie najęłam się do cyrku . Nieślubny syn? Brazyliada. majątki. Starszy pan bez żenady dziękuje za erotyczne opowiadanie Namiętnik.W przerwie między spotkaniami szukam sklepu telefonicznego. Mikołaj i skrzypaczki.skok. klasa. . Dyrektor czegoś tam w Tczewie. Dostaję najprostszy aparat na kartę. Podchodzą.. oddzwonią. Wpatruję się w niego jak w genetyczny sen. 15 XII Grzechotka się zepsuła .wylicza pokrewieństwo.Nasi dziadkowie byli kuzynami . . Nie oddzwonili. twój pierwszy poznany wujek. . pisząc Damy. klapa. Nasi skuzynieni dziadkowie urodzili się pod koniec dziewiętnastego wieku.a. Zgadza się. Tuż przed zamknięciem księgarni przychodzi trzydziestoparoletni brunet w porządnym urzędniczym płaszczu z teczką. sztuczny śnieg. nadać SMS . Artystyczni gangsterzy. . Skóra ściągnięta z mojego ojca. a typowałam ją na Tarota.. Jest na planie. przecież znam tę branżę.Rysiu Gretkowski. akcent..Skądś pana znam. Cieszę się nim jak grzechotką. mówiąc. dzisiaj nikt nie przyszedł. Dzwonię natychmiast do producenta Dam. Miała być dżentelmeńska umowa . Chwała Bogu. Gesty. Nie do wyczyszczenia i w sto lat.chyba go nie pocieszę. Nie umiem odebrać poczty. Konferansjer załamany.oddaję telefon i dostaję nowy. ten sam sposób mówienia.wzajemne zaufanie. kupuję książki o hodowli niemowląt. Potem się dowiem.

nie rozrabiaj. Marzę o głowie smoczycy na resztę wieczoru.W skrócie? Szkółka niedzielna: Tokarczuk piątka. Stasiuk. mogę się upozować na misia. Jestem rodzajem pluszowej smoczycy. Od paru godzin jest w Gdańsku. Za fotki agencyjne dziękuję. że przezroczysta. spoglądając na puste podium. Kilkumetrowy kostium smoka z nakładaną głową w różowe loczki. Do spotkania w wojskowej bibliotece (admirał) i sopockim domu kultury zarobiliśmy trochę czasu. Konferansjer oprowadza mnie po zapleczu Klifa. cała smocza rodzinka. . nie. Światy równoległe? Wciągam ją na krzesło koło mnie. siedzę z mikrofonem i jestem bardzo ważna. przypadkowo umówiła się w tutejszej knajpce. Mój kawałek nie był mój. . Bucik Kopciuszka. Wychylam normalną twarz. po prawej zawsze znajdzie się frustrat. Goerke . Po kilku latach takiej współpracy zobaczyłam film.Agencja artystyczna to biznes.zaraz koniec.. Powoli zdejmuję zielony łeb smoka. z własną twarzą nie wyjdę na podium i nie zaśpiewam kolędy. Sympatyczni ludzie..Czemu wycofała pani nazwisko z awangardowego filmu.Scenariusz pisały cztery osoby. Wynajęcie tutaj metra kwadratowego jest droższe od pensji ekspedientek. gdzie miałam być świąteczną atrakcją.Co pani sądzi o współczesnej krytyce? . W magazynie agencja artystyczna przechowuje rekwizyty do występów i nagłośnienie. Świetnie się uzupełniamy. albo schemat spotkań autorskich: po lewej stronie entuzjaści. Prywatne zdjęcia . Nie będę firmowała debilnych podpisów w gazetach. Zostawia kartkę z internetowym adresem. Albo to pomorskie. I tyle.proszę bardzo. nigdy się nie spotkaliśmy. .w tym momencie wchodzi Natasza Goerke. Czemu nie. Rozwieje się w tłumie. oboistką z filharmonii. Oczywiście w zamieszaniu Natasza znika. . Zaczynam powoli rozumieć. Jest tak delikatna i wrażliwa. który będzie poza konkursem na festiwalu w Berlinie? . Gretkowska za drzwi. uprzyjemniającej świąteczne zakupy.Zostań .proszę . Z inteligentną ostrożnością w oczach. w takim kostiumie mogę podpisywać książki. mam komórkę. Nie mam Internetu. Łącznikiem był reżyser. smoka. Z uroczą żoną Konferansjera. jemy tiramisu. powinno się zarabiać. Wyrzucam za drzwi fotografów. W Sopocie zapchana sala.

. jak zaczynają już mówić przez dworcowe megafony i w łódzkim radiu. a stąd komplikacje ortograficzne. Opowiada swoje życie: zagryzły go ludzkie zwierzęta. Przy śnieżnobiałej komży każda dziurka ich koronki jest haftowana perwersją...Te. Żona. sąsiadka hoduje w łazience kury. Nieskalana duszyczka trwa przy swoim: . . Lniany pancerzyk ni to owada. Zabieramy mu budziki.16 XI Ośmiogodzinna jazda pociągiem z Gdańska do Łodzi. stawiającą dom na nogi o wpół do szóstej rano. wiem. albo skwar spieczonych grzejników.. Matka Boska Królową Polski. Mały zasypia. wie pani.Kocham zwierzęta. U nas w łazience zwisa ze sznurów ministrancka komża Siostrzeńca. Słuchamy o pobożności kilkuletniego świętego. na ósmym piętrze. Albo mróz i oszronione siedzenia. Prosimy. O ile nie zostanie stara pisownia „Udź”. telewizją. reszta to brzemienne dziwki.. żarowa .Ja cichutko się ubiorę na korytarzu. oni sobie poradzą.wyśmiewają mój brzuch. Białe ubranko niewyrośniętego księdza. Na balkonie podlewa plastikowe kwiatki nawozem. .pierwsza pęka Siostra. ni to anioła. Biedni potrzebują. Maltretujemy do północy zabawkami. Obok suszą się moje koronkowe majtki. Zaśnieżona Łódź. Odzwyczaiłam się od chamstwa. Gapimy się z przejęciem na stygmaty. W niewyłączonym telewizorze program Święty Ojciec Pio. W Kutnie wsiada elegancki starszy pan. dbający o czystość języka. ale zwierzęta bezbronne. przekupujemy. . . Nad nami. Przynosi z Warsu piwo. Za kilkanaście lat będzie pociąg do Oci. 17 XI Betonowe dziesięciopiętrowce. Siostrzeniec uparł się służyć do rorrratek (zabiegi logopedy nie do końca wyprostowały mu francuskie rrr w słowiańską kluchę).chowa ubranie do torebki i składa w kostkę komżę. przy których będą się upierać profesorowie. Koło Aleksandrowa przechodzą korytarzem młodziankowie. częstuje sokiem. Podróż w przeszłość. Wyjmuje z portfela zdjęcie rodzinne: portret wilczura. a zwierzęta bezbronne..Pozwólmy mu na te roratki . „Uć”. w zsypie . Daję na schroniska kilkanaście tysięcy. Rodzina broni się przed jego pobożnością. dzieci.

Wszystko do tego prowadziło . Beata jest tradycjonalistką. Nasza przyjaźń zaczęła się chyba w Paryżu od tarocianego bzika..Zostawimy sobie pamiątkę. Nie ufa gadatliwości czasownikowych Małych Arkanów. Plastycznie cacy. Przypisujemy znajomym odpowiednie karty. ...Twoje krakowskie sztuki piękne. którego zabrakło po rozwodzie w jego domu. Mam się po prostu w tym zorientować przed naszym styczniowym przyjazdem z Piotrem w poszukiwaniu mieszkania. . My zdies’ emigranty i Tarota. Mój pierwszy tarot . . graficznie oszczędne. Beata na komputerze projektuje dla „Elle” karty tarota.Beata kombinuje przy komputerze. pas de probleme.pokazuje napis „Manuela” na mojej karcie. że okładka do francuskiego wydania Tarota.. . Zdziwiony.Skoro tak.. Setki chałup.A Pola. jeszcze przez sen dziękuje. Porozumiewamy się niezrozumiałym dla „niewtajemniczonych” tarotowym slangiem.Pomyślałaś dziesięć lat temu we Francji. pasuje? . podpiszemy but dziewiątej karty. Jeżeli nic nie znajdziemy. Przy ołtarzu w karmazynowej pelerynce porusza się z gracją kardynała. wiadomo. Finowie latem chcieliby wydać Kabaret.. Wyrzuciłam ją przy którejś przeprowadzce. długowłosa blondynka ze „Świata”. Ty. .. . w ostateczności wynajmowanie prowizorka i wścibscy gospodarze. najlepsza karta. Kupuję gazety z ogłoszeniami. Nie są kopią marsylskiego. . Wie.. prezent od chrzestnej. Służy Bogu. Biadoli. nasze spotkanie wtedy na Plantach.Kiedy to wydrukują? .. pamięta. gdzie jest Brwinów.Mniej więcej na urodziny Poli. .śmieję się. po co się torturuje wczesnym wstawaniem. Idę razem z nim do kościoła. Do szkoły z reguły zasypia. że będę rysować tarota dla „Elle”? . ale przede wszystkim Bogu Ojcu.Może dręczymy świętego? .. zajmującym trzy kondygnacje biurka. czy oddadzą. była beznadziejna. Nie pamiętam mojej umowy z Francuzami.podejrzewa Tata. czy trzydzieści baniek za metr to dużo.. 19 XII Z wydawnictwa dzwonię do Flammariona wypytać o prawa autorskie. została przy rzeczownikach: Dużych Arkanach. Nie wiem. .Moje pierwsze dziecko. 18 XII Beata wychodzi po mnie na Centralny.chwali się Beata. Nieruchomości. O wpół do szóstej budzimy Siostrzeńca. ale przyzwoite. chcą kupić Rosjanie. We Flammarionie nowy agent. Piotr jest eremitą.odpowiada szczerze. . Pytam. później Paryż i wspólny powrót do Polski.Lubię służyć do mszy .

. od czego: . opisującą byt. on wydał najlepiej. Nie było jej. w koszyczku na recepcji pod opieką położnej. Jest zazwyczaj dwa razy wyższa od podanej w gazecie: dochodzi garaż (trzydzieści tysięcy). a mi się wydawało. Po wyjściu sprawdzam procent za ostatnią książkę . Po prostu cud bycia z łapkami.. skończył w zakładzie dla obłąkanych. zarodka. Nie Antosia. kto powinien być patronem wydawców? . Jaga spokojnie zajmuje się klientkami.Nie. że przy biznesie można też o sztuce. dokładnie tutaj .Powinna być bardziej w stylu Sex and the City. Co ona kiedyś pomyśli.. Ktoś się wziął do tego bez głowy narzeka. Wydawczyni dziwnie zgodliwa. Słynny przedwojenny wydawca Bronisław Natanson. słusznie podejrzewającej złośliwość.Judasz. mnie tłucze pod żebrami! Przypadkiem trafiam w kolorowym piśmie na reportaż z awangardowej wystawy o trupach.córeczka Jagi.Tłuszcz zostaje na wątrobie.. są przeliczalne na dolary. Srebniki zzieleniały. Obydwie wiemy. Sprzedaję książkę i dziecko. w ryk. Odwiedzam Jagę w jej salonie fryzjerskim na Burakowskiej. pieluszki do dupki.. recepcjonistki. Tłumaczę jej.pałacyk obsiadły trendowe studia fotograficzne. podejrzliwe „nie” wydawczyni. palcami. taty. Nie da się wzruszyć nad formą wypatroszoną z materii.porównuje obolałe miejsce z fotografią. Salonowa rozmowa o filmach. Pytam o prawdziwą cenę mieszkania. Zapomniałam.taki sam jak za Polkę. Wydzwaniam po ogłoszeniach. Beata najadła się w kinie popcornu i umiera. Wycięty z brzydoty Warszawy dziewiętnastowieczny zakątek. . A tu forma przylega ściśle do różowiutkiej materii. nie mogąc się uspokoić.Wiecie. Odbiło mi. .Zgadza się. Ceglaną fabrykę . Antosia . o co chodzi.ostrożne. Zaglądam do koszyczka i.. od pierwszej litery. modowe.. Stać nas będzie na dziuplę z obowiązkowym garażem.. Ciąża? Konsekwentny kretynizm nieczytania umów i kontraktów? . że zażądałam olbrzymiej sumy. Podpisuję umowę na Polkę. Gdybym tak szlochała nad Księgą Gamma Arystotelesa..Wątroba jest po prawej. . schowana parę miesięcy temu w Jadze. zwyczajny układ.. . aleja chlipię. czytając te prenatalne wspomnienia? Targuję się o procent. grunt i tak dalej. jest. literaturze. stawiający sobie za punkt honoru godziwe opłacanie pisarzy. Pokazuję Beacie rozległość krwistej wątroby.

Mamy forsę z domu.. Przyda się im odrobina pikanterii . .patrzę na okładkę . ciąża przeszkadzałaby mi w wykonywaniu zawodu. Wkurzona wchodzę do auli.. piszę także o innych rzeczach. odwrócona bokiem. To się nazywa dziennikarstwo.Pochodzą z dość zamożnych rodzin.rektor szarmancko podsuwa kieliszek. Musieliśmy zmienić program.To straszne .. czemu wybrali tę szkołę? .pomografka da sobie radę.. mało który student wiedział. wie pani. ale pisarka ..Czegoś mocniejszego przed występem? .Bardzo się cieszę z pani przyjazdu. co jest więc prasą brukową? Spotkanie w prywatnej szkole dziennikarskiej. kim był Piłsudski. . nie zgadzając się na zdjęcie”.Rzeźbiarce primo voto.Nie za bardzo. my jesteśmy postmodemiści. . i to z czego. . jestem w ciąży .z „Vanity Fair”. co go przeraziło. „Vanity Fair”. Zaskoczona nie dopytuję. wprowadzić więcej historii.wypinam widoczny już brzuch..rektor podejmuje mnie herbatą. Dziewczyna sensownie. 20 XII W gdańskiej „Wyborczej” dali zdjęcie z sopockiego spotkania autorskiego. ..Żebym ja tobie.Proszę trochę ich zgorszyć. Pańscy studenci. Namawiam na pisanie o czymś poważniejszym.Co ich interesuje? . kultury ogólnej.brudny brunet (odpowiednik głupiej blondynki) niechlujnie mamie zdania. . .. pisanie o filmach rezerwują sobie stare wygi albo naczelni tygodników.Namawia mnie na deprawację dzieci? . Do kina każdy lubi chodzić.Nie jestem zawodowym pornografem. pokazywała wątrobę. teraz stylistce. Po trzecim roku i licencjacie mogą przejść na normalne studia uniwersyteckie. zawodowej rzeźbiarce. Nie mam pomysłu na wykład. bez pytania o zgodę. . Dwójka wydelegowanych studentów siedzi na wprost i zadaje pytania z kartki. . nie musimy dużo zarabiać.. Kino..mówiła Gretkowska podczas spotkania. studia kosztują. . Chłopak . my nie jesteśmy yuppiesi.. Nie mam też zamiaru wymądrzać się na fascynująco nudny temat. wszystko się zgadza.Genialna definicja postmodernizmu. Gdybym była prostytutką.. koncerty. Przede mną byli z wykładem Piskorski i Głowacki.. Twarz zasłonięta włosami.. Wolę pytania.My. panie rektorze. łatwy chleb... Podpis: „Mój wizerunek należy do mnie . po wyproszeniu z sali fotografów.. tylko nie każdego na nią stać.jest autentycznie przejęty.Młodzieżowe tematy. . Moi studenci mi na to: .

mówi za nich rektor. Nie rozumiem. Greenaway. osrają.Wspomniałam o tym w Namiętniku. Szacowny.To znaczy? .chyba kończymy temat. W związkach homoseksualnych takie przyjaźnie erotyczne czy romanse wydają się jeszcze ważniejsze. . czemu w .Był gejem.podekscytowany głosik... przechodziłam przez parter „Kultury” i widziałam zawsze pracującego Giedroycia... . dla mnie to był skansen. po co więc w ogóle wspominać o zazdrości? Pewne fakty. Nie wiadomo dlaczego jego Leonor Fini była zazdrosna..Opisałam w Ikonie... . ale nie w sztuce. chociaż za swego mistrza uznawał Cezanne’a. . Nie mówię o męskiej sztuce tworzonej przez mężczyzn. Ostatnio pokazywano film o Kocie Jeleńskim. Dlaczego miałam mu przeszkadzać? Sensem jego życia była praca..Przychodziłam co tydzień do pana Czapskiego..Aleja chcę usłyszeć od pani . Znowu paluszki w górę i odpytywanie z Giedroycia.. .. Jarman. Czy wy z niecierpliwością czekaliście rok temu na nowy numer „Kultury”? . Grzecznie opowiadam. Coś tu nie gra.Czemu się uparliście na Giedroycia i Czapskiego? . zasłużony skansen. Chodzi o wrażliwość. . czytało się w jego piśmie. Nie męski ani nie kobiecy. . no. Wypytują o sekretarzowanie Czapskiemu.. wybory. .. gdy pojawiał się Czapski. przyjaźnie z życia Czapskiego stają się niezrozumiałe..tracę cierpliwość. . podobnie jak w przypadku Słowackiego. nieosiągalne dla heteroseksualistów. Nie wiadomo: zagruchają.Homoseksualizm to sprawa prywatna. Herzog mają zupełnie inne spojrzenie. .Szkoła będzie imienia redaktora Giedroycia .po raz któryś to samo pytanie.Rozmawiałam zaraz po przyjeździe do Paryża. To słynny człowiek.Aha.. że paryska „Kultura” jest ich pasją. Czapski w sposobie kadrowania był bardzo bliski Baconowi. Za moich czasów nie ukazywały się tam już teksty Gombrowicza. Pisze się o wpływie związków miłosnych na twórczość Hemingwaya czy Fitzgeralda i nikt się nie dziwi. w osiemdziesiątym dziewiątym. To jest trzeci sposób widzenia. nie rozmawiała z Giedroyciem. OK.Jasne.Czemu pani nie. . . Redaktora interesowały nowinki z kraju. . Bacon. już mówiłam. co miał do powiedzenia. Okazuje się. to.Jaki był Czapski? . ja nie wiem. jeśli nie zna się jego „preferencji”. bo i facet może namalować kobiecy obraz.Reszta studentów zwisa z balkonu jak gołębie. Ani słowa o biseksualizmie Kota. .prymuska prawie na mnie krzyczy z oburzenia. Mrożka.. ..prymuska spogląda na rektora.. Visconti.

Dlaczego nie można o tym po prostu mówić z szacunkiem.pasuje.. Od trzech lat nie nauczył się. bez głupawych uśmieszków i zboczeń? Kończymy gadaniem o dziennikarstwie. gdzie nacisnąć. Pola zacichła. Schodzę z siedzenia obolała i kaszląca.. rykszą przez Piotrkowską. Wszystko wpadło w drugi (nie mój?) żołądek? Kupuję ogrodniczki. Bieganie po mieście. jakby ktoś uchylał drzwi do klozetu. cudeńko. Horror.Nie martw się. gdzie zawsze kupuję tanie sztruksy. autentycznych pytaniach z ciekawości.. 23 XII W Łodzi szybkie świąteczne prezenty.W psychiatrii poradzę sobie bez komputera. Polinko. . będzie jak dziewczynka. Zdarzają się chłopcy XX. w nowej pracy nie... karpie w wannie. wydzwanianie po agencjach mieszkaniowych i spółdzielniach to nie jej świat.. .powątpiewa. Przedstawiam się sprzedawcy jako kretyn informatyczny.Chłopiec XX? .. śnięta sielanka w galarecie. Zamiast czarnej rybki w akwarium. jestem głodniejsza niż przed. . ósmy i dziewiąty miesiąc . Zepchnięci z dachu. Przymierzam guzik siedmiomiesięczny .postanowił dogonić epokę. Prasłowiańska ofiara. „Wygnanych z dachu świata”. z górki na plac Wolności. Wygnani? Tysiące zabitych. Konsternacja. Pięć i mózg: XX wcale nie musi być dziewczynką. te stare są ciaśniejsze od obcisłych dżinsów. Łapczywie pożeram kopiastą kolację i. proszę o pokazanie krok po kroku. Wigilijne feng shui. Wiatr zamroził mi płuca. Zabytkowy bruk wytrząsł Połę. tak różna od germańskich rzezi. Wynoszę „klaptopa”.Wodnikowi komputer. Obiecująco niskie ceny. na zwykłych. Zdechną za nasze grzechy. era Wodnika. . Raczej zasną przy uśpionych sumieniach.objaśnia sprzedawczyni. Też nie jestem geniuszem. Na święta przypomniało się telewizji o pokrzywdzonych Tybetańczykach. zbierającej nieszczęścia. Sekretariat zupełnie w nastroju komuny: opryskliwe panie. którym guzikiem włącza się moją najprostszą toshibę. Taksówką do spółdzielni mieszkaniowej na Narbutta. Kupuję Pietuszce .. Mieszkania w blokowiskach. dwa lata w kolejce. sączące herbatę ze szklanek.Polsce z homoseksualizmu robi się aferę.Na siódmy. Ożywia się przed moim zaśnięciem. . ale są granice niedorozwoju technicznego. szukam domku dla Ciebie. Nowe tysiąclecie. mają z boku trzy guziki. Dzwonię do Piotra. . Nowe w sklepie przy Kościuszki.

kurwa . Przez korę (zaskorupiałe smarki.24 XII Otumaniona chorobą.. bo nie inteligencji (w Polsce zaledwie czteroprocentowej)..Ty rzeczywiście jesteś chora. podrzucana kaszlem na skrzypiącym polowym łóżeczku. tam się umiera. mój Boże. jak czule się pochyla nad nieznanym dzieckiem. tęsknię za Pietuszką moim „środowiskiem naturalnym”. Sprzedawano w kruchcie. Może usmażę frytki. zamieniając się w roślinę... nie ma uszu. Kładę się. co ci jest? Byłaś u lekarza? . Wyganiają mnie z kuchni: . . który przyszedł. Duszy obojętne. nie mam temperatury. zatykające mózg) słyszę wspomnienia Ojca z oflagu albo stalagu. Smaczny. nauczający katolików? Siostrzeniec przyniósł z kościoła różowy opłatek „dla braci mniejszych”: dla naszego kota i Gustawa . .. ale nie mam siły się bronić. zarazisz.. choinek i bombek wychyla się Glemp.Buzi . . na wołowince. Kot ułożył się mi na głowie. lekarz. .. nie wyjdę z domu... ale dla tego. . Marzenie o Lustigerze... co słyszy. Do ciszy naszego domu.słyszę.Nie poznałem. Ze względu na Połę nie biorę nic poza miodem i cytryną. Z telewizyjnych kolęd. Wracaj jak najszybciej. Spycham sprayem przeziębienie z obolałego gardła w oskrzela.. Cisza jest chyba największym meblem. Nie można paść pośrodku życia rodzinnego. dzisiaj Wigilia.jamnika sąsiadów. przy niej nie ma miejsca na ludzi.A nie można wezwać? Co miesiąc jest u was karetka.(Zatyka mnie z kataru i złości).przebiłam się przez chrypę. nie dla wędrowca. Przełykam. który odejdzie. Siostrzeniec wkuwa niemiecki i pyta o słówka. . Głosi o „kwalifikacjach na chrześcijanina”. Nie. Mama z Siostrą pichcą wigilię. zastanawiam się. Pasterz dusz.. w Polsce nie da się żyć. Jasełkowy gwiazdor. Zaraz. . Kolacje wigilijne u nas mają nastrój Ostatniej Wieczerzy. Dzwonię go „ucałować”. . nie pomyślałam. wykasłuję potwornym bólem.chrypię.Wiesz. Może widzimy się ostatni raz? W przyszłym roku dodatkowe puste nakrycie.Wyzdrowieję.. Piotr idzie na dyżur. Przysypiając.. . co zjem na kolację.Zasmarkasz.. Nocą.Polak mały. nie mam kwalifikacji go słuchać. czemu nie on prymasem Polski? Błyskotliwy przechrzta.A kto ty jesteś? .

Zrozumiała to po swojemu. co za świeczka.. Z trudem oddycha. podziwiam wznoszący się powoli brzuch. To dzięki niemu pani serce żyje. jeszcze z rurą w gardle. Szynka w siateczce leży na stole jak amputowana noga grubaski w pończochach. ile po dobrym tomiku wierszy. urósł pani drugi.Jesteś upierdliwa . Przyszedł do jej pokoju drugi lekarz i też coś o świeczce. Przetkali żyły. gorącą nocą letnią”. Po dwóch zawałach i teraz Świętach ledwo się rusza. Parę miesięcy temu groził jej trzeci zawał (zawsze grozi). Rodzice pospiesznie skubią suchy chleb. jakby wieczność była długą. stwierdzając totalną miażdżycę.parujące bielą”. Pola. W dziewiątym wulkan zatrzęsie się. O etruskich grobowcach: „Mężczyzna oparty na łokciu.. tyle. papcie. zastępczy obieg krwionośny. Herbert to nie Calasso. Leżąc. belferskiego przypominania znanych faktów. Bardziej chorowite czeka na dole i się dotlenia. W siódmym miesiącu już góra brzucha z kraterem pępka. Popłakała się. Lekarz powiedział: . książki i szachy. marudząca. nie mogła zapytać. ma pani chyba wielkie zasługi w niebie. wspinająca się na potężne wzgórze. . Nic mi się nie podoba: ani książka. Nie muszą się rozstawać.Martwię się Mamą. tyk wody i tykają garść tabletek na serce.passów. Siostrzeniec też nic nie je . Nie trzeba by . od nieba. Rodzina obchodzi mnie z daleka. wypychanego na czubku. Wiem dokładnie.passy.zdrowotny. Wychodzą prawie na czczo do kościoła. kiedy dostają razem skierowanie do szpitala. Po powrocie idą do miejskiej biblioteki i to zdrowsze wspina się na drugie piętro po nowy zapas książek.Ma pani świeczkę u Pana Boga. . więc wysłali ją do szpitala na by . Mama po zabiegu. okryty draperią. z uniesioną głową. więc zostaje w pamięci tylko kilka metafor. że czas umierać. Jest poetą. Mama otarła łzy. wyłaniającej się szczytem górskim spoza mgły: „Tak zaczęła się dla mnie Kreta.To normalne w ciąży i w chorobie. Odpadam. i to jest męczące dla innych. czego chcę. Pani nie płacze. ani świat. Po czterdziestu latach małżeństwa Rodzicom wspólny obieg miłosny przerósł chyba we wspólny obieg sercowo . Są najszczęśliwsi. Od Labiryntu nad morzem chciałabym mniej podręcznikowej martwoty. wypluje lawę krwi i kilkoma skurczami urodzi myszkę. pani Gretkowska. która odsłania jego tors.Przez tyle lat praktyki widzę trzeci raz podobny przypadek. Nie jestem upierdliwie niezdecydowana. O dopłynięciu do wyspy. Zabierają ze sobą szlafroki. jak bóstwo”. 25 XII Biorę się do Herberta. Nie jemy razem śniadania.nie . I greckie domy latem: „. . chociaż w Polsce za takiego uchodził.stawiają diagnozę.

. Czy połknięcie Komunii Świętej ma coś wspólnego zjedzeniem antybiotyków przyjmowanych dokładnie godzinę albo dwie przed lub po jedzeniu? Jesteśmy notorycznie chorzy przez grzech pierworodny. jakby zobaczył Aliena: . . dziecko jest podobne do rodziców. Mężczyźni opowiadają anegdoty.Mama!!! Witajcie podpaski. . scenarzysty. jaka będzie ta moja kuzynka .Siostra dzieli się ze mną oskrzydlonymi pieluchami maxi.za dużo alkoholu.zastanawia się przy obiedzie Siostrzeniec esteta. .W ciąży tak jest . Kaszel wytrząsa ze mnie siku i nic nie pomaga cogodzinne odwiedzanie toalety. . . ale.Ciekawe. O scenariuszu mają do powiedzenia tyle. Nie mogę oglądać telewizji. czemu plujesz do kubka? .tradycja rodzinnego czarnego humoru zobowiązuje. żadna nie napisała linijki tekstu. Nabieram dokładkę kapusty z grochem.Ciociu. Przyjmować pozy reżysera. Zabiera się do śniadania. Piotr też. chociaż męska duma nakazywałaby im puszyć się poza wyuczoną rolą. bo o ile pamiętam. że fajnie się współpracuje ze scenarzystami „przychylnie nastawionymi do ich pomysłów i próśb”. . Szprycuję gardło zajzajerem w sprayu.aniołek wrócił z porannej mszy. Przeglądam gazety. sylwetka jest najważniejsza. grającymi w Miasteczku.wolno godzinę przed przyjęciem Eucharystii. . ma duży brzuch. Siostrzeniec wrzeszczy.dla Siostry. Gdybym nie była ciągle z Piotrem. maligna do głowy.. Cierpliwie wypluwam. Wywiady z aktorami.Ciocia nie jest chuda. odstawione na dziewięć miesięcy. Niektóre aktorki ewidentnie piszą scenariusz.. urodzona Waga. Przerażająco świąteczna. Katar zapchał mi nos i cieknie gardłem . „robiącej w modzie”. 26 XII Lignina do nosa.Na pewno? .Na pewno szczuplutka . zwłaszcza w Święta.Ciocia chudzina. podejrzewałabym go o romans z którąś z nich i dopisywanie scen w łóżku. Dlaczego muszą sobie podreperować ego? Rodzaj makijażu mózgu i lifting talentu? Aktorzy tego nie robią. słodziutka. nie połykam . Jedna wielka telenowela miłości.Nie pluję. Dziecko naciska na pęcherz. Siostrzeniec podejrzliwie się mi przygląda.

zamęcza personel. ustalającą sobie samej leczenie. .Dawniej się mówiło: „Mam kolekcję motyli. Iwony.W tych kolorach. Wracaj. W salonie choinka do sufitu. wykrzykująca polskie słowa z niemieckim akcentem. Staram się kasłać cichutko. . zobaczysz choinkę. Przedwojenna burleska w wersji jidysz. Chwila spokoju w wannie. . Pypeć pępka wykrzywia ją w minę naburmuszonego dziecka. zaciskającego ze złości usta.Nie mogę. Szwedzka psychiatria to nieludzki liberalizm.Pietuszka nie rozumie koncepcji. Srebrnoniebieska. Trzyletnia Tereska (jak każda Tereska .Piotr zobaczył najpierw wypukłość pod płaszczem. a nie liberalizm! Eh. wyciągam z niego kilka pasemek i obsypuję drzewko. (Beata . nie śpi po nocach.zapalam lampki. Jakikolwiek psychiatra by jej pomógł..Nic nie ma do powiedzenia.ufna optymistka) ukochała kota. która wybuchła mu też w oko. Dostała od niego puszystym. może sam decydować o leczeniu. ty zmarznięty motylku. Świruje. Płacz. .też Wodnik. Leżę na ziemi i łomoczę ciałem w dywan. popychającą na lotnisku bagażowy wózek.Jezu. wysypka. 27 XII Przyjechała z Niemiec Iwonka. Siostrzeniec otworzył hermetycznie zamkniętą kawę. póki pacjent nie jest ubezwłasnowolniony.. pójdziemy do mnie obejrzeć?”. To przeziębienie ma objawy padaczki. .Anielski włos.Oj. czekam. zamalowała sobie podobnie drewnianą komodę). brakowało .Lekarz się zgadza? . czy Pola nie ogłuchnie.Przylatuj. perskim ogonem po oku . Przestraszona tym starsza córeczka. ja już nie mogę! Mamy chroniczkę.alergia. ale zrobiłem nam dziecko. tamte nie. . Nie widziałyśmy się osiem lat. Te leki weźmie. . leżącą mi na brzuchu. Ona naprawdę cierpi. Ciąża przypomina łysą główkę noworodka. Telefon zdesperowanego Piotra: . Nie szarpać mięśniami. thriller .. sztruksach i z balonikiem jesteś puchaty miś koala. . Bombki w ulubionym przez Wodników kolorze szlamu. trzymając się za brzuch i chroniąc Połę. 28 XII . przemywanie ran.Wyjmuję z szuflady swój obcięty warkocz.Boję się.. Nie widziałem bardziej chorej osoby. Przyprowadziła dwie córeczki i zaczęło się pandemonium.

czego nie zna. Łby wypchane gazetami. sięgnę po jej książki. Już sama nie wiem. Nie znającej się na pisaniu. . wyczuwając odpoczynek. Redakcjo.z gazet. Stoi tu od roku. że skandalistka. Od tygodnia nie byłam na spacerze. 2I „Zwierciadło” z Polski. za to wiedzącej. jego ruchy. Wieloręki. skandalistka.A ja ci tego nie mówię. jednak trudno mi uwierzyć. a naprzeciwko czytelnicze sobowtóry tej pańci. wygięty w biodrach. Raniąc. Połę katuję Bachem. postmodernistka i feministka”. Kaszel ma już dźwięk tłuczonego szkła.Kocham cię. że mając człowieka w środku. karuzelę. Nie czytała żadnej książki.i tak mogłoby zostać.zapluwam zlew dopiero co zjedzonym łososiem. ale ma opinię .. czym odkasłuję . diabelski młyn. ona jest normalna. Wydaje się być interesująca. śniady bóg trzymający w palcach liście drzewa. Sarmacka duma z ignorancji.huśtawkę. 29 XII Wyszłam do sklepu. nie będę w stanie robić nic innego. Parę miesięcy temu nierealne wydawało się rośniecie dziecka we mnie. Dla wszystkich jestem już matką. Niestety nie jestem samicą pelikana. Mróz ścina mi oddech. Ja w czapeczce z gazety i nago.. I to poczucie wyższości w stosunku do czegoś. Sądziłam. jak siedzieć i zastanawiać się nad tą niemożliwością. kopanie. dziękuję.Nareszcie w domu. gdzie ma łokieć. wydobywa się po kawałku z oskrzeli. że się pojawi. Pojawienie się Poli też będzie czymś oczywistym. 31 XII Coexistentia oppositiorum miłosnego wyznania: . Oby Pola miała poczucie humoru i traktowała te wstrząsy jak wesołe miasteczko . Dopiero teraz zauważyłam. Odgłupiam się od telewizji. . Bonsai na parapecie. list czytelniczki: „W poprzednim numerze był wywiad z Manuela Gretkowską... bo dotychczas podchodziłam do niej sceptycznie. Publiczne chwalenie się swoją głupotą. szuka szczęścia. ciepłą papką. do kogo jest podobne: Tańczący Sziwa. feministka. Niegłupi pomysł na karmienie małych półstrawioną. Wszystko okazuje się naturalne. czym jest „szczęście” i przyjemny wyraz twarzy. w swoim rytmie. Nie odróżniam. Pola buszuje. Wróciłam prosto do łóżka. Moje dziecko gdzieś chlupocze i nie potrafię go sobie wyobrazić po urodzeniu. Zajmuję się przecież Połą. „Matka” . kolano. Po kolacji nie mogę powstrzymać duszącego ataku. ale jestem za słaba. w głowie czad. musi być.

Sześć ukrytych kilogramów. .przewidziało mi się. Pietuszką zasiada do komputera. . Wody płodowe i Pola mogą ważyć z cztery kilo.jednak po cichu przyznaję rację.Waga pokazuje sześćdziesiąt kilogramów! Sprawdzamy z Pietuszką.Brakuje na końcu małego stolika dla Poli. zadzierając białe kuperki . Pociesza mnie. Byłoby na czym ją przewijać . Trochę opuchlizny na twarzy. dziwnych ruchów pod skórą? Pierwszy raz z czułością dotykam miejsc. Nie wstając od stołu. Bezbłędnie.Tak ma być. Nauczona pokornie pstrykać po klawiszach. że nawet okrutne lwy na widok małych dostają instynktu opiekuńczego. gorzej od sejfu? Złoszczę się na jego antytalent. 3I Nareszcie żyję w luksusie: bez pośpiechu. Zadaje sensowne pytanie: . stałam się informatyczną konformistką. Komputery dyszą zwierzęco z dziur wentylacyjnych. smak kawy ze śmietanką (nie piję od lat).rodzinnym. . Przedłużamy go stolikiem z salonu. czytając Wojnę i pokój przyjemność klasyki. krzesełkiem na kółkach przesuwam się z blatu pracowniczego do jadłodajnego.erotycznych? 4I Wyrzucam choinkę. po dwa kilo na policzek? Jem „skromnie”. Zakrywamy obrusem. to skomplikowana maszyna . naciskam.Kupimy jej dziecinny komputerek. Zajęliśmy najważniejszy i najwygodniejszy stół w kuchni. którym). Może w środku wachlują się kablowymi ogonami. . żeby nam nie przeszkadzała? Dzwoni szef „Playboya”. Rozmawiamy o dzieciach. Na wysypisku kręcą się dwa wilczury.Piotr myśli już o ciągu stoliczno . Siedzimy naprzeciwko siebie klapa w klapę otwartych klapotów. pod którymi Pola przesuwa ciałko. to były sarny. Wyleguję się. Coś pod spodem rozpierzcha się niby rybki w akwarium. Czego psy szukają wśród zbutwiałych drzewek? Uciekają. Czyja się bałam swojego brzucha? Przelewających się w nim odgłosów. nogi w normie. Nie mogę się zebrać do tekstu.Dlaczego włącza się jednym przyciskiem (wreszcie wie. Mam aż tak złą opinię w kręgach soft . a wyłącza po skomplikowanych zamknięciach. czy dobrze ustawiona. drobiazg w porównaniu z miliardami ton czarnej materii ukrytej we wszechświecie. niewiele więcej niż przed ciążą. Gdzie to sześćdziesiąt kilo? Ręce patyki. Łaskoczę skórę. tyłek szczupły.

Jest w wirze wydarzeń. Kłaniam się staruszkowi pędzącemu z wózkiem na kółkach do lasu. wymienić tych paru SMS . Pola skrobnęła naraz w dwóch odległych miejscach. Młodzi cierpią. załatwić króla. Jakoś smutno. nie mogąc się spotkać. tak? Antoś jest w wieku Romea. Pietuszka odsypia dyżur. Jednak nadal nie muszę brać leków. Odwiedziny Antosia .. kiedy przeżywa rewolucję francuską. Dwudziesty szósty tydzień ciąży i ciśnienie przyzwoite. królowi ciach i główka spadła. wrócić do chorobliwej normy. opleciona szarfą dla tych.kraczę. . Powtarza szekspirowską klasykę.salskapsjuk: chory na towarzystwo. bardzo mi się podoba.. ale to już ma po szwedzku nazwę choroby . świątecznie ogryzione do drewnianego szkieletu. podejrzewałabym bliźniaki. Stare choinki są żałosne. Czy wieńce na prawdziwym cmentarzu nie mają wielkości i kształtu kół ratunkowych? Zielona nadzieja. Fajna rewolucja. wbija się piskliwie w ciszę ciemnego lasu i wystygłej plaży. Nie pogadamy. Nie tęsknię za ludźmi. akrobatka. Rodzice jego Julii zabrali jej miesięczny bilet metra (konia) i komórkę (papier i atrament).Hej! . Cóż.Ach. Wysportowany nastolatek. Odpoczywam na pomoście.syna Pietuszki.Przerabiamy w szkole na historii. Większość emocji jest w Szwecji chorobą. może trochę.Potem obetną głowę Dantonowi i Robespierrowi . . 5I Niech żyje USG! Gdyby nie prześwietlenie.Nie trzeba. Gralsjuk .„kłótliwy” (dosłownie: chory na kłótnię). Łażę samotnie. . Cud życia cudownie uzdrowił mnie z choroby? Pacjentka w szpitalu proponuje Pietuszce kilka tysięcy koron za to. . Ostrzony na mrozie. co przetrwali. zawiał wiatr. Z bezlistnych brzóz osypuje się na mnie wiosenny świergot ptaków. Roztopione jezioro. sama świeżość. Dostaję pensję za moje człowieczeństwo. współczesny tamtej nieprzewidywalnej epoce: . Dziadek jest pospieszny. „Zazdrosny” svartsjuk (chory na czarną chorobę). gasząc entuzjazm.Wysypisko trochę cmentarne: jodełki z resztkami błyszczących ozdób.wołam przyjacielsko. że jest tak dobrym terapeutą. każdy pieści swego diabła.ów. Zazdroszczę mu. . Miało się skopsać po dwudziestym tygodniu.

Zwisają z oszronionych gałęzi. była przekonana. Zjednoczenie się w tym czułym geście ze Stwórcą. mając piętnaście lat. maluśki. by habsburski temperament nie pozbawił jej dziewictwa (sprawa wagi państwowej . Muszę odpocząć. Maria Luiza (żona Napoleona).6I Wstanie po nocy i śniadanie są wysiłkiem. . Politeizm. Przy lesie ptasie karmniki i połówki orzecha kokosowego. Zawsze jednak coś nowego. Puściła korzenie w szklance z wodą i mimo styczniowego słońca rośnie. wynająć wóz? Dzwoni Beata.Mie sie nie wydaje . Z gładkich korzeni wierzby wyrżnęły się właśnie haczykowate wypustki. że jej ojciec jest niewiastą.upraszczam wymowę. ten tkliwy brak dystansu. żeby nie zabrzmiało pompatycznie: Jezus w kołysce i Jezus na krzyżu to dla Polaków zupełnie kto inny. mniej spokrewniony z osobami Trójcy Świętej. Pietuszka wpada w nastrój analityczny: .Polskie kolędy są wyjątkowe. mogące się skojarzyć. Przesadzamy kwiaty. Puls sto dziesięć.. nie ma korzystnego ślubu dla Austrii). wyjeżdża na tydzień do Francji. człowiek obrońcą Boga. napełnione ziarnem. kiedy urosną ząbki.. pożerające doniczkowy czarnoziem.wrony. kiedy cząsteczka lgnęła do cząsteczki: Michio Kaku w Hiperprzestrzeni. Czy Piotr na miejscu się nie rozmyśli i nie zrezygnuje z nowej pracy. kładę się i czytam o Habsburgach w XIX wieku. Z obawy. Wieczorem mamy natchnienie i wrzeszczymy kolędy (Trzech Króli?). Chrystus nawołujący do pokuty i Chrystusik z katechezy to dwie całkiem różne osoby. maluśki. Jezus dzieciątkiem..nie ma dziewictwa. Z książek wycinano słowa i zdania. otaczano ją tylko kobietami. ale to sadzenie do ziemi jest jak przechodzenie z mleka (wody) na dorosłe pożywienie: papki. Martwię się o wyjazd do Polski. Gdzie przez ten czas mieszkać. Podlatują do nich nordyckie kolibry .. Te same trasy od trzech lat: dwukilometrowa w lesie i pod górę między willami. Obiecuje użyczyć chatę i samochód. Dzisiaj wypatrzyłam przed jednym z domków wypchanego psa z wiernymi paciorkami oczu.. czy znajdziemy mieszkanie. ciapki i schabowy. chyba usłyszała moje myśli. Na deser romans sprzed paru miliardów lat. Szykujemy gałązce wierzby prawdziwą doniczkę.. trzeba się nim zaopiekować. „Maluśki. sukami. wpatrującymi się w okna „państwa”. Może wszystko mi się kojarzy. .”. Wracam do Dumezila i jego indoeuropejskich bogów. samicami.

Była. stuk i już jest znowu. Dzwony kościelne zagłuszają na chwilę ocean. Różnica jak między wykrzyczanym. Cztery dni. .. Entuzjasta. Zwolnione tempo ulic w Funchalu. Przytrzymuję się ręki Piotra i zakrywam snem. Przy zgaszonym świetle przypominają konfesjonał.. Wieczorem jesteśmy już na Maderze.. Nie wiem: telepatią czy krwią. i nagle „bum”! Odpowiedź? Nie dowierzam. Pola wyczuła. Szafy z pokratowanymi drzwiami pachną jeszcze drzewem. Bez romańskiej paradności. przez pępowinę dociera do niej mój niepokój.. Samolot krąży nad skałami i spada niemal pionowo.. Bilety lotnicze. . haratania słów. na dzisiaj. W pustym Cjuinta da Penha de Franca (po sezonie) świeżo odnowiony pokój..Co? Musimy wszystko planować?. 11 I Dźwięki jakby wytłumione wilgocią. 10 I Dwa niewinne kartoniki. Portugalczycy delikatnie szepczą swoje szcz. Nie byłam w Portugalii..Nikt nie zauważy. że mamy wolne.Ale. Nie udawajmy. Pietuszka przychodzi sfrustrowany z roboty: „Psychiatria to nie medycyna.. maluję. .. operowej przesady w gestach. największym z tutejszych miast. nic nie boli. jesteśmy zupełnie szurnięci. Stuk. Czytam. teraz mogłaby już żyć samodzielnie w szklarni inkubatora. Jak się dąży do ideału. Nie czuję siebie. Można kochać swoją wątrobę? Być związanym uczuciowo ze śledzioną? Pola jest w pewien sposób jednym z moich narządów (macierzyństwa?). to można przemycić wartości!”. chlupocząc. nie dzwońmy do rodziny.7I Inteligencja jest najzabawniejszym wynalazkiem. Z prawej strony. Jest i jej nie ma.. aktorski szaleniec T. Celebruję siebie. czemu nie kopie. „A co tam.. nie prośmy o podlewanie kwiatów. oglądam stare francuskie filmy. Ciepła wilgoć wyspy. portugalskim fado. obijający się o hotelową plażę.. dochodzi jednoznaczna odpowiedź: „Bum!”...Pietuszka. to odłam chrześcijaństwa”. Zastanawiam się. spodziewałam się czegoś hiszpańskiego: wrzaskliwości. opowiada przez telefon o swoich planach i kompromisach. Natychmiast zapominam o zziębniętej Europie. po pół godzinie znowu się skupiam i pytam w myślach: „Maleństwo. wszystko w porządku?”. wytupanym hiszpańskim menco i melancholijnym. Zaglądam do środka. . drapieżnie na lotnisko. .

Dorysowana do skraju Europy Portugalia wygląda na skrawek jej cienia. Śniadzi Portugalczycy mają w sobie coś z subtelności i dyskrecji cieni. Nie narzucają się swoją obecnością nawet w najbardziej turystycznych miejscach. Bierzemy na dwa dni samochód. Krążymy po eukaliptusowych i piniowych wzgórzach. Południe wyspy z miasteczkami wyłożonymi niebieską majoliką jest identyczne z południem Europy: palmy, białe okiennice. Barokowe kościoły, rozsiadłe przy głównym placu na stercie bufiastych spódnic z jasnego kamienia. Dom, wynajmowany przez Dos Passosa, zamknięty od dawna i zakurzony jak odłożona na strych, zapomniana książka. Wodospad nad główną drogą, okrążającą Maderę. Przystajemy w rządku, czekając na naszą kolejkę w tej naturalnej myjni. Kilkadziesiąt kilometrów na północ i wjeżdżamy do Europy Północnej. Porwisty wiatr, szaro, mgliście - w godzinę przejechaliśmy z Riwiery do Skandynawii. Zatrzymujemy się w hotelu z kominkiem. Grzejemy przy ogniu. Jeżeli się pospieszymy, przed zmierzchem będziemy znowu „nad Morzem Śródziemnym”. 12 I Madera jest wulkaniczną nową ziemią. Ledwo co wypłynęła z oceanu. Widać jeszcze w górach i jaskiniach gołą lawę, zastygłe błoto, z którego ją ulepiono. Mimo sąsiedztwa Afryki jest europejska. Europa w miniaturze: irlandzkie zielone wzgórza, wąwozy z Kazimierza nad Wisłą, Alpy, fiordy, Prowansja. I orchidee. Królestwo orchidei. Po oddaniu samochodu nie możemy skorzystać z dwóch komunikacyjnych atrakcji Madery: Levados - ścieżek, przecinających wyspę - (nie przejdę kilkunastu kilometrów) i zjazdu na drewnianych saniach z wybrukowanych wzgórz nad Funchalem. Bez hamulców, wymijając przecinające drogę samochody, pędzi się z „woźnicą” wyślizganymi ulicami. Tak podróżowali do portu angielscy kupcy, handlujący maderą i kwiatami. Nie mam angielskiej klasy. Wrzeszczałabym głośniej niż na diabelskim młynie w wesołym miasteczku. Z miejscowych atrakcji zostaje nam kuchnia. W Celeiro przy rua dos Aranhas (pomarańczy?) dostaję spadek po Anglikach - prawdziwy, domowo pieczony pudding. Zamawiam dwa talerze. Po czterogodzinnej kolacji mam kolor puddingu, konsystencję puddingu (zwłaszcza w głowie i opuchniętych nogach) i pachnę odbijającym się puddingiem. Pietuszka się mnie wstydzi, kończy orgię, płacąc rachunek. Popycha ociężałą na schody. Za słabo, musi mnie wciągnąć na stopnie i zamówić taksówkę. 13 I Twarzą w twarz z Antychrystem. W górach, na skalnej ścieżce, wgapia się we mnie rogata bestia. Nie ustępuje. Robi mi się zimno (jest koło zera), kozica z satysfakcją śledzi mój odwrót. Dostałam od pary starszych Anglików gwizdek na wypadek, gdybym się zgubiła we

mgle. Widzę zarys schroniska, gdzie czeka Pietuszka. Wracam po kwadransie „z gór” na herbatę i pudding. Siedzimy o zmierzchu na tarasie naszej Quinty. Hotelowy boy zawija folią basen. Wyciąga hakiem liście i żaby. Szumiące palmy udają tropiki. Pokojówka zamyka furtkę i ocean grzecznie wycofuje się odpływem w ciemność. Wdrapuje się na czarne niebo, przyciągany przez księżyc. Jestem daleko od wszystkiego, otoczona wilgotną pustką. Wyspą bez mostów łączących z lądem, ze wspomnieniami. Nie myślę. Oddycham. Przytulam Połę. Piotr gasi świeczkę i „Ktoś” zapala gwiazdy. Zostać tutaj: bezmyślnie, bez sensu. 14 I Szwecja. Walizką łamiemy cienki lód na kałużach. Grödinge za taflą szronu, musimy ją stłuc, wjeżdżając na wzgórze. 15 I Siódma rano samolot. W Warszawie natychmiast do Produkcji. Pietuszka dostał z nerwów czerwonych plam na twarzy. Zmienia pracę, mieszkanie. Po dwudziestu latach pewności, że zostanie w Szwecji, spokojnie doczekawszy starości. Mam wyrzuty sumienia. Sama nie wiem, czy dobrze robimy. Jedna część mnie jest pewna, druga z wątpliwości. Jeszcze możemy się wycofać... W gabinecie Producentki Piotr podpisuje cyrograf: warunki, pensja... tytuł „producenta scenariuszy”. Nienormowany czas pracy, szkolenie w Stanach. Wracamy do Holidaya i rzucamy się spać. 16 I Przespałam się z producentem. Samochód pożyczony od Beaty waruje pod hotelem. Po prostu „wielki świat”. Przy śniadaniu bierzemy gazetę, przeglądamy ogłoszenia. „Mieszkanie cudo. Kabaty”. Umawiamy się z agentką. Kabaty są przy lesie i metrze, idealnie. Na czym polega „cudo”? Nie możemy się doczekać, wyjeżdżamy godzinę wcześniej rozejrzeć się na południe od Warszawy. Było jeszcze jedno ogłoszenie z obrazkiem: mieszkania budowane przez Kanadyjczyków w K., niedaleko Konstancina. Gdzieś na okrętkę dojeżdżamy do K. Na pewno nie kupimy, rozglądamy się, co i jak. Strzeżone osiedle, dwupiętrowe domki, widać las. Wchodzimy do „mieszkań modelowych”. Szczypię Pietuszkę. - To. Nic innego. - Bez pośpiechu - zagląda do łazienki i jęczy z podziwu.

Urządzona kuchnia, lodówka, piec, zmywarka, szafy. Stać nas na dwójkę. Za ciasna: salon połączony z kuchnią i sypialnią. Dla nas dwojga w porządku. Z dzieckiem nie da się pisać w jednym wspólnym pokoju. - Pietuszka, ty chcesz oglądać telewizję, pisać, Pola spać, ja też pracować. Zbzikujemy. - Na trójkę musielibyśmy wziąć kredyt. - W życiu nie brałam kredytu... nie. Jedziemy zobaczyć kabackie cudo. Wydaje mi się, że jestem we śnie architekta psychopaty. Podwórka bez roślin, okno w okno, z laskiem na horyzoncie. To kosztuje tysiąc dolców metr? Pokolenie wychowane w obrzydliwych blokach przenosi się do równie ohydnych z cegły i potwornie drogich? Do głowy mi nie przyszło, że w prywatnej Polsce dręczy się ludzi za ich własne pieniądze. „Mieszkanie cudo” (ogłoszone tłustym drukiem) jest trójkątną, ciemną kiszką. Cudowność polega na tej nieustawnej trójkątności. W kwadrans jesteśmy z powrotem w K. Nic lepszego nie znajdziemy. Nie musimy się wzajemnie przekonywać. Siedem wspólnych lat ugniotło nam podobne gusty: podłoga z kanadyjskiej dębowej klepki do wymiany, kafelki w łazience OK. Kupujemy trójkę. W biurze sprzedaży pełny New Age. Dwie sekretarki palą kadzidełka, czytają o samodoskonaleniu umysłu i myślowym pozbywaniu się zmarszczek. Rozumieją nasze fengszujowate wahania co do kierunku drzwi. Kierownik budowy oprowadza po kończonych mieszkaniach. Pietuszka chce z widokiem na las. - Będzie widać las, tyle że bez słońca. Okna od północy - narzekam. Znajdujemy wolną chatę od południa i południowego zachodu. Dostajemy od dyrektora teczkę papierów, podpisujemy. Klamka zapadła, chociaż jeszcze jej nie ma. Przenosimy się do Beaty. Rozkładamy bagaże i nie odzywamy się, przestraszeni tym, co zrobiliśmy przed południem. Normalni ludzie kupują pierwsze zobaczone mieszkanie? W godzinę? Ma same zalety... blisko trzypasmówki, dojazd do pracy Piotra, wiejska cisza... - Zauważyłaś... jest niemal identyczne z naszym szwedzkim... widok na plac zabaw i wille. - A widziałeś nazwę ulicy? Wjeżdża się w Słoneczną i skręca do nas w Polarną, coś z tej podbiegunowej Szwecji przywlekliśmy... - Numer dobry? Siedemnaście... - Dobry - to „Gwiazdy” - zapewniam.

Nie boisz się? . skopiowany z zachodnich wzorów.Jeśli. jeśli się uda. pięćdziesiąt osiem odcinków. szafę w niej? .. kredyt.Co? ..Nie znam. Wystarczy usiąść przed wideo i poprawną polszczyzną posklejać sceny z gotowymi dialogami. My tego nie napiszemy. z akcentem..Panieńskie imię matki? .... stary Muranów.Już wszystko obmyśliłam.. to na pewno się jej przyda. Pietuszka.. . próbowałam wyobrazić sobie nasze mieszkanie i dokładnie widziałam taką otwartą kuchnię z salonem i białą ścianką .także na nową polszczyznę.. Widok na chińską ambasadę. pod warunkiem że dobrze napisana. w dzieciństwie język sam wchodzi do głowy. przyjmie się wśród polskiej publiczności. nie śmiej się..Skatujesz dziecko. Przywykłam do telewizyjnego. . co za problem . to się zmienia. .Przepraszam. to nie ma nad czym się zastanawiać. francuski.. gdzie „inkubacja formatu” oznacza czas. nie nasza bajka. Podpisujemy umowę na książkowe wydanie Miasteczka.... ona też rozpycha się we mnie wygodnie. .. Przelew z konta na konto: „Po przewalutowaniu” .. . Nauczy się bez wysiłku.. Ma z pięćdziesiąt lat.Strasznie: dorosłe życie ..Chiński. Zatykamy w mieszkaniu Beaty niedomykające się okno. . tak się zaczyna po dwudziestce. a u nas na szwedzkiej wsi..Pietuszka walczy ze stalinowskim piecykiem gazowym w łazience. Przyzwyczajam się do bankowego żargonu. przesłuchania prowadzące do kredytu i absurdu: .wyjedzie na wakacje. . dla którego chciałam przyjechać do Polski.. Tak miało być.Obojętne. co wybierze Polinka..dziecko. .No... . Kiedy rozwalam się na kanapie w wydawnictwie.kolumną. pamiętasz w kuchni tę kolumnę. czeka na herbatę i ciasteczko. Problem ze znalezieniem odpowiedniego autora.Kredyt. Angielski. Chyba z nóżką na nóżkę. banków Pola siedzi cichutko jak trusia. Tutaj bez problemu wynajmiemy chińską niańkę. W banku wypełnianie papierków. To jeszcze jeden powód.. Współczesna obyczajowa powieść. no. w . spłacimy w rok. mieszkanie... Dwa tysiące stron scenariusza.. 16 I Przy załatwianiu dokumentów.Chyba że po drodze było kilka falstartów... w jakim serial. ...Ja ją widziałam.Aha. nazwisko. kopiąc stopą w mój żołądek.

i dziecko.O czym? . Dzieńdobro .. Białe ściany są śnieżnymi szatami apostołów.. Sensacja. . Kładziemy się.Co to ma do niezależności? A w ogóle dlaczego pani mówi takim tonem. zaczyna się jego sens.szkole. ale normalność: ładne mieszkanie w bezpiecznym miejscu. . Ciężarna pornografia. okropne mieć długi.Wiesz. tak.. 18 I Dziennikarka podniecona moim stanem odmiennym. Tak pomyślałam. wykończeni bieganiną. .Wydawca powiedział o pani ciąży. W gotyckich załamaniach ich fałd jest cisza na modlitwę. obojętne. gdzie uczą i nie biją. . . A tu hop! . tutaj na Nowym Mieście. Lubię ten kościół. . przedszkolu.. niezauważalnie . Budzę się o szóstej. muszę się oprzeć o poduszki. nie mogę spać.zagaduje też już chyba wyspany Pietuszka.Udzieliłaby pani wywiadu? . to dla własnej taoistycznej przyjemności. wittgensteinowskie..Kredyt. co? .No. Niedołężność po chorobie. że kompletnie odmiennym od tego. W Polsce kosztuje nie luksus. Wstajesz? . .noc. co się może przydarzyć kobiecie. . to przełom w życiu.odkładam słuchawkę.mówi już prawie przez sen. Obtłuczone klatki schodowe. skrzywdzeni przez los. skrzywdzone . prywatna szkoła dla dziecka.. Nie wierzyłam w starość.Idę na siódmą do Jacka. odgradza się od Warszawy. czy będzie humanistką. brudne ulice.. .. Widać tu normalność jest luksu: sem. Śpij. a jak Nikim. czy biznesmenem. że kiedy kończy się słowo. Ludzie też. powoli. rozwalone windy.Dzisiaj zamawiamy podłogi. który zaszedł w ciążę? .Taak? . jakbym była pierwszym facetem. do Dominikanów.Nie cierpię Wittgensteina. tu wszystko takie.. taka niezależna.. słuchających mszy.zwykłe starzenie. . kredytujesz? . skandalizująca.Nie myślę o pieniądzach. jak to o czym. Pietuszka zaciąga szczelnie kotary. .dobra ... wdrapać się na człowieka jak garb. Nowość: brzuch zasłania mi telewizor. Wydaje się.Bo nas nie stać na normalność. kafelki.Nie codziennie kupuje się mieszkanie.Co. Chiński się jej przyda. że może napaść w jeden dzień.Koślawe.

kolorowym pismem i telewizyjną familiadą? Jedno wyrasta z drugiego. Nocą wiatr wywiewa z okna uszczelkę . Ku pokrzepieniu serc. Przy braku bezlitosnej logiki i konformizmie ziarna zła nadymają się w wilgotnej od wzruszeń duszy. . Wynarodowiliśmy się czy co? 21 I Sentymentalizm gustów. podskakiwała w nim.macham nogami. Worek rozpychał się dla niej. Z drugiej strony za szklanym płotem telewizora i polakierowanych okładek . bo rozsądku już Bozia nie dała.Zostawmy szafy. cegieł. podłogę w centrum. Miednica służy nie tylko do chodzenia. łapiąc się kranów. Łódź. niech montują jakiekolwiek.Pietuszka jest heroiczny. Miesiąc. czterysta złotych. . Sentymentalne pierdoły przebojami Polski. Stoję w olbrzymim magazynie budowlanym i przejście parunastu metrów do Piotra. Coś tam się poszerza przed rodzeniem i wyłącza nogi. ile parsknięć publiczności. prawie zrywa czerwone latarnie u Chińczyków naprzeciwko.chamstwo. Chudną dziesięć kilo. zmuszanie niemal codziennie do niepłatnych nadgodzin . Też wydaje mi się absurdalne pochylanie nad każdym desenikiem i odcieniem kafelka. Mistyczny behawioryzm. Mroźny wiatr ze wschodu łomocze w szyby. meble kuchenne na Grójeckiej. wybierającego deski na podłogę. Dawniej była w wielkim worku.Nie mogę się ruszyć. wychodzimy pokonani.kiedyś to pani sobie odbije. . Mam ją już pod żebrami (elegancko mówiąc: pod sercem). pracujące w kasach hipermarketów. jest udręką. mięśnie i puścił ten cholerny ucisk.W Szwecji mamy podłogę w kolorze rzygów chorego kota i jest dobrze. Te bardziej zdesperowane wytrzymują pół roku.Piotr skręca na Muranów.„Spokojnie” .szalik. Dźwiganie paczek w magazynach. dwa. chroniąca się przed wulgarnością za książeczką. Znajome mojej Siostry. . Nie wytrzymujemy na Pieniądze to nie wszystko Machulskiego. Człapię. żeby w kręgosłupie skontaktowały nerwy. Kulimy się pod kołdrą. Sprzeczność? Dobroć. Mówię do Poli: . Nie tyle nudy filmu. nie mam siły . Praca (w bezrobotnym mieście) na pół etatu za trzysta. Poddajemy się. okrucieństwo codzienności. a jak się . Wybraliśmy kafelki w Piasecznie.Lepiej załaduj w wózek . Kapitulujemy. Nie udźwignąłby mnie (nas). szamocząc się na wszystkie strony. Słodkie książeczki i telenowele ukojeniem dla serca. Teraz chyba ona go rozciąga.i przestaje się wiercić.Wziąć cię na ręce? . Nie załapujemy się na chichoty.

zobowiązania i w nogi. . kredyty. Wielkomiejskie hałasy? Strzelają. . jak ja mam spać..Koniec stycznia.Niemożliwe . Pola według chińskiego kalendarza pojawiła się na świecie w moim roku . co zagarnęliśmy.Węża . . sztuczne ognie rozświetlają ciemność. do Szwecji.. Szczęśliwe dziewczyny z hipermarketu. . Budzą nas huk i błyski światła. kiedy tam na niebie walka o szczęście Poli? . .Gretkosia..zasypiamy o dziewiątej wieczorem po przyjeździe z Łodzi..Rozkopała się.. 23/24 I Ostatnia noc na Muranowie. Wojna? Petardy... Grzeczni piraci ..nie wolno opuszczać swojej klatki. to znak.. chodziłam do podstawówki na 17 Stycznia. ..żartuję. śpij. Nowy Rok. .Nie mogę...nie podoba. Jesteśmy trochę niby nowocześni korsarze: podpisane umowy.. .No. Aaa. przypominam sobie przepowiednie babci: Żółta rasa świat zaleje.. z ojca taoisty . Słyszy fetowanie swojego roku Wołu. Nie mogę zasnąć. potwierdzenie woli Niebos. Piotr wstaje i odsłania koce. tyle się narobiło.To był rzeczywiście Rok Smoka. Chińczycy wynaleźli petardy do odstraszania demonów.zastanawia się Pietuszka. wrócimy zza morza oddać długi i odpracujemy.Chińczycy....przykładam mu dłoń do pępka. Wracamy do łóżka.. zatykające dziury w oknie.. . Oprócz klucza do kasy niezbędne są pampersy . . bo mają pracę.Smoka. chyba w styczniu. .. może ruskiego wyzwolenia. Żegnaj. mój Smoku .Pietuszka jest lepszy w chińskiej astrologii. Kręcę się i wpadam w myślotok: . odnaleźć wymoszczonego snem spokoju.Najpierw uspokój córkę .zrywam się z łóżka.Zabiorę cię jutro na chińskie ciastka z wróżbą. . Niestety jesteśmy uczciwi. .Pietuszka całuje mnie w nos..Chciałabym nauczyć ją chińskiego. tylko śpij.Czego to rocznica? .. na to miejsce znajdzie się dwudziestu chętnych.Ty jesteś warszawiak.Nie może być przypadek. Jeszcze niezbyt przytomna. .

ile za tę sztukę.Nie wyrzucą nas do domu.25 I Grödinge. ja się boję. urodziła w domu. Coraz częściej budzę się o trzeciej rano. . Powtarzane od lat.żeby nie pobrudziła podłóg.. że katastrofa ostudzi mordercze zapędy islamistów. Które Mnie Lubi. Zaczęłam ją pisać rok temu. że nie ma miejsc na porodówkach. Ich przyczepność do myśli. wzywającemu pomoc. . Nie przez ciążową głupawkę.Hmmm . W mojej ciążowej biblii: Jag dr gravid („Jestem w ciąży”) odkrywam rozdział: „Poród”. My się nie damy. żeby go przyozdobić? 26 I Kupuję kurczaka na rosół. Nie było miejsc.Czytaj.przybiega z kuchni. Mam pecha. reklamującym (w niżu demograficznym) robienie dzieci. Jest ile za kilo.. przeczytałeś? . Zakręciłam pojemnik. Mężowi. Przekładam kartki książki. Jezioro... Załatwiłam w ten sposób swoje patrzałki. W kraju słynącym z najlepszej opieki nad dziećmi. wożonej po Sztokholmie od szpitala do szpitala... Biorę całego kuraka w foliowym worku. ściśnięte. Szukam ceny..zawsze zapewniał mnie o niezawodności szwedzkiej służby zdrowia. Typowe wspomnienia.Stało się coś?! . Gapię się na tekst książki. poradzono włożenie rodzącej do wanny . Moje piękne drzewa. porady. ale zawodzą nawet odruchy: wkładanie szkieł kontaktowych do pojemnika. przycięta formatem.. telefonem. Język jest nagi.. więc wymyślono słowa. rzędem w opakowaniu albo pojedyncze. W sklepowej chłodziarce drobiowy peep show: Udka rozchylone. Trudno być przy zdrowych zmysłach po czterech godzinach snu.Pietuszka!!!! . pokątne porody z Trzeciego Świata. owiniętego folią. latarniowa droga w lesie. niby wyspana. Mówiłeś. pasuje do sinego wypatroszonego korpusu kurczaka bez łba. Bez znieczulenia. Dziwią mnie słowa. Trzęsienie ziemi w Indiach na pograniczu z Pakistanem. Oni pewnie byli grzeczni. W całym nieszczęściu nadzieja. że to legendy. Teraz nie umiem się skupić. Dwudziesty pierwszy wiek. ja nie chcę. panikują. a tu proszę. jak to Szwedzi.. Odkładam na później. Sztokholm. Za tydzień z powrotem do Warszawy. podpisać cyrografy. ludzie wymyślają dla postraszenia. Głowa farmera. gdzie wysącza z kurczaka rosołek. nie było czasu dokończyć. nie nalewając do niego płynu. gdzie muzułmanie prowadzili podjazdową wojnę. . ale jest opowieść sprzed pół roku stewardesy. Na opakowaniu zdjęcie hodowcy z nazwiskiem. .

. Wagina. Nie widziałaś spojrzeń obsługi szwedzkiego lotniska: .. złuszcza. Teraz będzie się doskonalić. przycisk rozkoszy. W naszym bez . Lepiej nie. czy zgodzę się na reportaż . Proszę o najszybszy termin ze względu na mój wygląd..Zgroza”. Zgadzam się. Odwracam się ze wstrętem. ale mniej krwawe: Łożysko twardnieje od strony pleców matki.. Flejtuchowaty pijak wybiera cukierki. Gdyby się urodziła. nieobolała. Ani technika. Dopiero gdy coś mi dolega.Nie miej złudzeń . ani świat nie są jeszcze tak doskonałe na Twoje przyjęcie. Nie pośliznąć się.nie pójdę na bal w płaszczu zamiast sukienki. Przymierzam najobszerniejsze sukienki.. . Zdjęcia w domu. oddziela się od wnętrzności. domu prawie nie ma . Przy kochaniu i jego brzemiennym efekcie . lada dzień się rozleję..Zdaje ci się. Docieram do sklepu. zapominam o ciąży. Pewnego dnia dziecko wypada bezboleśnie spod martwego. Pietuszka uważa. Od strony brzucha skóra ściera się. Wolałabym oczywiście inne rozwiązanie. siódmy miesiąc ciąży.tunelem dla bólu. przezroczystego naskórka.porodzie.. po co? Chyba żeby je zamykać) i jest całkiem gotowa.Operacja plastyczna? . ..Nic nie powstrzyma patriarchalnej kultury przed wyrzynaniem bliźnich.A boja wiem. jak skurcze. . W Polsce pójdziemy na bal karnawałowy. poruszam się dość żwawo.. działa podobno w dwie strony. Czy tobie wolno jeszcze latać? . . Prześwituje przez nią płód.portret. Rozmowa z „Twoim Stylem”. chyba za ostentacyjnie. jak mój brzuch. . Kiedy jestem wyspana. równie naturalne.zapachowym sklepie wykręca mnie odór wódy. Znowu się na niego natykam . Według mądrej książki Pola waży kilogram i ma trzydzieści cztery centymetry. przeżyłaby w inkubatorze. Bandzioch z przodu nie daje się w nic wcisnąć.współczuje redaktorka. Otwiera oczy (w brzuchu.. gwałcona rozkoszą . Miejscem stawania się kobietą i dzieckiem.Pietuszka nalewa rosół. że nie ma co ukrywać bycia misiem koalą. Słynny punkt G. Nie zdawałam sobie sprawy z rozmiarów.Nie rozumiem. w którą wślizguje się przyjemność.. Nie mam jeszcze obsesji porodu. Narkotycznie zmniejsza ból.W pewnym sensie. brzuch puchnie mi przed oczami. nie pośliznąć..przeprowadzka. w kożuchu przecież nie widać. Z koszyczkiem obchodzę półki.

Wstyd okropny. Trzeba było go wsadzać na siłę w taksówkę.Tu dom wariatów . Boję się rozkleić i paplać byle co. niż mówię. macham łapami. . Ani to. poskrobać i wyłazi niefotogeniczna prawda o bliźnich. Wieczorem kac. nie dając głowy i dupy. Z jej pytań zaczynam kumać sens: „Niepokorna pisarka (dekadentka. Nie da się powiedzieć jednego. Przykrywa je warstwa lakieru jak okładki kolorowych pism. a naszego Carlosa nadal nie ma. .. Kompletne ogłupienie brakiem snu. Nazwiska? Nie.co z książek. częściej świętego Diabła). węszy.Nikt nie chce prawdy. Najwyżej na mnie samą. skandalistka. zęby uderzają o szkło. Zostaw. co prawda nie o imieniu. nawet jeśli jedne oczka są zasupłane. Przychodzę i słucham raportu: Ze spaceru nie wrócił Carlos . Nie mogę powstrzymać nagłej eksplozji. ani co mówię.. Nalewałam do szklanki odwróconej dnem do góry.wymawiać jednym tchem) zagnieździła się mieszczańsko w Szwecji i dorosła do roli mamuśki”. Pewne rzeczy nie są publiczne. a o nazwisku Carlos.dzwoni Pietuszka z dyżuru . ale musi usłyszeć to ode mnie. feministka . czy przywieziono prawdziwego Carlosa. Nie chciał wracać do domu. Więcej wzdycham. Ten przywieziony przez policję leczył się kiedyś psychiatrycznie i bardzo mu się spodobało w naszym ośrodku. Nikt u nas nie bywał codziennie po tyle godzin. nie będzie donosem. zaczął się tak pieklić. Lubił sobie poćpać. Prrrr . Nie rozepnę kożucha i nie pokażę sprawcy. Przywiozła faceta. intymności. też Chilijczyka. Dopytuje.Mój mistrz? Pierdnął i się rozpadł. Długopisem pisze portret.. Personel.przy warzywach.Tego ci nie wydrukują. nie ma tak wariackich snów. nie był zgodny. 2 II Do południa poprawianie Polki. Zawiadomiono policję. Chcę wypić. co piszę. Jazda do Sztokholmu po dziennikarkę (Małgosię) ze „Stylu”. Psychiatria produkuje wariatów. Śpij dobrze. Chcę jej pomóc dać „mięsa” do reportażu. wyplułam z siebie za dużo wspomnień. że w końcu wylądował na izbie przyjęć w szpitalu. naciskającego spust gazów. inne wielkie jak oko opatrzności. . Zostaje wstydliwa pustka. po południu Małgosia. Nacisnąć.elegancka dama z koszyczkiem rozpierdza się.. Leję rano sok do szklanki. Przelewa się. I nagle. zapomnij . życie jest łańcuszkiem (czasem świętego Antoniego.Chilijczyk. .najprawdziwszy dom wariatów. ścieram. jak moja tu „rzeczywistość”. co z życia. . Ustawianie „realiów” .przekonuję Małgosię. chcą laurkę. Pijak spogląda na mnie z rozbawieniem. leczący go od trzech miesięcy. od pierwszej chwili. Wie dużo więcej. przemilczając drugie.

pękającego lodu. że będę już miała takie serdelki do porodu. Pod koniec wielkiej wojny zatęskniła i wróciła do Polski. Zamiast dawnego imprimatur Kościoła. najeżdża na mnie. Pochowano ją w sukni ślubnej. cokolwiek napisze. Wyjechała do Bostonu.zarwane noce.W Sztokholmie? . Babcia Dondziłło opowiadała o lesie. młodą przyjaciółkę. . Babcia widziała ją dwa razy. Pietuszka pokazuje dzisiejszą gazetę.Małgosia wierzy w cud szwedzkiego socjalizmu. Jezioro puste.Jak to możliwe. zrozumiałam. Wyszorowany. Straciła w jadalni dwie najbliższe osoby. nie uchlewałam się. co mam w głowie. Piękną. śpiewnymi przestrogami dla wnucząt: . Przejeżdżał bezszelestnie wśród drzew. podczas jedzenia. Zasalutował i oświadczył się śpiewnej Babci. Zostało jej stamtąd niewiele poza wspomnieniami. nie będzie prawdą. Wychowała się na Kresach. Małgosia kracze. zezwalającego na czytanie. Mezalians musztry z bajką. podstrzyżony na modłę pruską. Spuchnięte palce są nieczułe na precyzję jedwabiu. dźwięczące upiornie szybki i herb na drzwiczkach. w wojskowym mundurze. Dopiero gdy przejechał. Rodzące kobiety odsyła się do domów. że wyjdzie za tego. Zresztą . kto pierwszy poprosi ją o rękę. z najlepszą na świecie służbą zdrowia? . Tłumaczę (bronię się?): zawsze kładłam się spać przed dwudziestą czwartą. Właściwie to była kareta. Jaka cyganeria? U mnie od wielu lat podobnie. nie wolno mówić ani czyścić broni. Nie mogę utrzymać pędzelka. przez zimowe kry tysiąc dziewięćset siedemnastego roku przeszedł młody Gretkowski. cztery czarne konie. tego czekało nieszczęście. do książek? Pewnie znowu redakcja „Stylu” dostanie list: „Po waszym artykule przekonałam się.zapomnieć. Ogłupianie głupich. przy Fordonie. gdzie przed tamtą wojną widywano wóz widmo. Teraz dopiero zaczęła się cyganeria . że to huk kruszącego się. niewidzialny wóz zbliża się.co ma wspólnego opis chałupy. która udławiła się kluską. Przepełnione porodówki. że Gretkowska jest normalna. Cofam się z pomostu. Nad jeziorem słyszę przetaczający się drewniany wóz. Moja wiara w halucynację. przylizane artykuły i recenzje po gazetach. Ogłosiła. Z drugiego brzegu Wisły. . Masakra. obrazków i lasu do tego. kołami miażdżący lód. Olbrzymi. i sięgłam po jej książkę”. przy stole. postanowiła zmienić swoje życie .Może być. pomylone pory dnia.Pamiętaj. Kto zobaczył karetę duchów. Babcia sprzedała majątek. nie paliłam. Kupiła gospodarstwo nad Wisłą. Wkrótce potem pierwszy mąż Babci nieostrożnie czyścił broń i między drugim daniem a deserem strzelił sobie w serce.

dziękuję.Był niż demograficzny. Dwa lata temu w pierwszy dzień po przyjeździe do Szwecji.. zobaczyli kaskaderkę w pełnym makijażu. Zmywając naczynia. Emeryci. którą przywieziono mu kiedyś na oddział z najruchliwszego skrzyżowania Sztokholmu. poruszająca nogi. Ta sama. zalotnie turkoczącej sukni w kwiaty.Jechała bez kasku? Bez hamulców?” Tak rodzą się legendy o polskich wariatach. ból z pleców. Doczołguję się do szafy. Odcisnąć twarz na kartce gazety. czego sam jest ofiarą i świadkiem. pozamykali oddziały. Pietuszka szykuje się do opisywania upadku państwowych szpitali. pierwsza randka.I’m from Poland. Kulawica. więc odniesiono nam połamaną. odartą ze skóry bohaterkę.wtrąca się Małgosia. Zjechała z prawie pionowej góry.Siłami natury to mi wyrywali ząb bez znieczulenia. wyszeptała: . ja nie kierowałam samochodami.. Po godzinie noga znowu się rusza. Nie czuję się „na tle problemu medycznego”.nieopłacalne. zacięła się. Tym bolesnym sposobem Siostra dorobiła się dwóch kul. W sklepie jeszcze długo po wypadku pytano nas z niedowierzaniem: . Połamaną nogę Siostry składała na pogotowiu była pacjentka Piotra. bez kasku (tutaj nawet dzieci bawiące się w piaskownicy noszą kask. uparcie podbierającą Piotra na tematy intymne.Jacy oni głupi. nie . szarżującą na krzaki i metalowe słupki. a co dopiero rowerzyści). słyszę z pokoju Małgosię. Jesteśmy jedynymi Polakami w okolicy. ja kierowałam ruchem planet i gwiazd! Zagipsowała Siostrze nogę szalenie starannie. Siostra w szoku zapomniała adresu. mój wypychający się co dzień pępek jest najważniejszy. wzięła z komórki rower bez hamulców. wyciągam kule.jestem spanikowana. gdzie zanieść. proponuje dla rozluźnienia spacer. .. ..Piotr. nikogo nie pytając. Maszynka. Trzeba było po tygodniu odkuwać opatrunek i zakładać od nowa. nie pozwolisz. Jak się poznaliśmy. rzucających się z lancami na czołgi. Dla mnie wystarczy jedna. żeby nas odesłali.Najlepiej siłami natury . Otwierać nowe . a ja dostaję fioła. ja muszę mieć znieczulenie! . zwierzyła się Pietuszce: . Małgosia ma z tego materiał do reportażu. . Przyszpiliło mnie do krzesła. Po skończonym wyczynie podnieśli ją z betonu i zapytali. Zostały po wakacyjnych odwiedzinach Siostry. wygrzewający się na ławeczkach. Już spętana pasami.. kuśtykam do łóżka.

zastawy.Słowem dzielić też.. gdy się spotkaliśmy. nowe mieszkanie. medialna jest”. . tak jakoś mnie mdli. ale samemu.. zdjęć ..Wiesz. wykroju nóg i kolorze oczu.Mój trubadur pieje arię o karmicznej miłości.Ale gdybyś jej nie miał.upewniamy się nawzajem. Budzę go: .ściśnięta mrozem do kilku trzeszczących szronem dni. O tym czytało się w Lalce. Pietuszka zwija się na fotelu jak piłka. . . nowa morda.Narcystyczny postromantyzm . Tegoroczna . nie dające się rdzy. Na skraju Lasu Kabackiego. ślizgając po chodniku. widać nasz nowy dom. Gretkowska plus brzuch jest. . ciągnące się od listopada do końca kwietnia. kroju mojej sukienki. wychodząc uszami. Najzieleńsze dachy w okolicy.Coś mi się zdaje. Wyprawa na biegun.. Lakierowany landszaft trafi pod strzechy. W lekturach obowiązkowych analizowaliśmy opisy przyrody i odpowiadające im stany wewnętrzne bohaterów.Miłość sprzedajna jest. . Przed nami do podpisania najprawdziwszy weksel z czasów Wokulskiego. Minus siedemnaście. Ciśnienie syczy. brzmiałbyś jak miska cynowa .pocieszam go. Pytam bankiera o różnicę między hipoteką a własnością hipoteczną.. 5 II Jutro do Polski. . ostatnio mu je wymieniali. Gretkowska minus brzuch równa się rzetelność i słowność. Zachwycona Małgosia nie nadąża z notowaniem. Za oknem ludzie przesuwają się. zasłonię się przed wydawcą brzuchem.. gdy samolot kołuje do lądowania. Ślamazarnie wilgotne. z której wypuszczono powietrze. Figurki z ruchomej szopki. Przemieszkałam tu trzy łagodne zimy. . Z lotniska do banku podpisać kredyt. że zaszedłeś w niepożądaną ciążę z „Twoim Stylem”..A tak zabrzmiałem jak dzwon Zygmunta.Love for sale. nierówna. Zupełnie nic. Jesteśmy w środku powieści obyczajowej z ubiegłego wieku: hipoteka. więcej żadnych rodzinnych wywiadów.Co ci się śniło? ..Sercem trzeba się dzielić. z góry.Nic. To ostatni raz. Nie zdarzyło mi się dotąd nie zdążyć z korektą.. 6 II Piotr zasypia. he.Tak. Nowe życie. ale od razu z całym narodem? .wycieram jedyne dwie łyżeczki.. he. Po jej wyjściu Pietuszka krąży z niewyraźną miną: . nie uczyli nas tego w szkole. Jestem pod ochroną. święty Paweł zapomniał dodać: . . sztywni od wiatru. Małgosia wyciąga mnie na spacer. opadam na łóżko.

Wychodzimy z kredytem na jedną czwartą chałupy. Nie wiem, czy bogatsi o pożyczkę, czy biedniejsi ojej spłacanie. Jedziemy do mojego banku przelać pieniądze do banku spółdzielni mieszkaniowej. Prościej byłoby ze Szwecji niż z jednej warszawskiej ulicy na drugą. Konto mam dolarowe, spółdzielnia sprzedaje mieszkanie za dolary („cudowny przypadek” zgodności walut). Niestety w Polsce nie ma operacji dolarowych między bankami. Muszę dolary sprzedać mojemu bankowi, dostać złotówki i za te złotówki bank mieszkaniowy sprzeda mi dolary. Oczywiście są między nimi różnice w kursach walut i trzeba będzie dopłacać. Krążę między dwoma bankami za swoimi pieniędzmi jak poganiacz karawany. Moje wielbłądy już ruszyły w drogę, zanim dotrą do celu, stracą na wartości... O, już są, wyceniają je... kupują, sprzedają. Pola siedzi cichutko. Skąd ona wie, kiedy załatwiam urzędowe sprawy i lepiej mi nie przeszkadzać? W Produkcji Miasteczka euforia. Trzydziesty siódmy odcinek miał oglądalność Milionerów. Zamówią następne odcinki? Kwaterujemy w Sobieskim. Ciasny pokoik z barkiem, superłazienką i pobrudzoną butami ścianą. Coś niby skopany luksus. Idę na zakupy. Gdybym „ciążyła” w Polsce, przytyłabym z dwadzieścia kilo: chlebek, ciasteczko, ptifurka. W Szwecji nie mam szans na łakomstwo, zaspokajam tam głód, nie smak. Pod Sobieskim szukam kiosku, zapomnieliśmy pasty do zębów. Przechodzę ulicę i trafiam na dworzec Ochota. Nieopatentowana maszyna do cofania się w czasie. Lata pięćdziesiąte, sześćdziesiąte? Syf, mieszający wszystkie kolory z błotem. Na straganach trójwymiarowy Chrystusik i rosyjskie mydło. Ciemno od brudu. Nie wiadomo, kto czeka na pociąg, kto sprzedaje. Bieda rozmiękcza ludzi, przelewając ich szare twarze w jedną facjatę bez wyrazu. Golem ulepiony z brudu i błota. Ożywiany elektryczną iskrą przejeżdżającego pociągu. Rzygowna scenografia Szamanki, włóczącej się po dworcu, to przy tym Visconti. Bawię się z Połą w chowanego. Wyczuwając luzik, prostuje kończyny (nie odróżniam jej rąk i nóg). Drapię to, co wystawia. Ona szybciutko chowa, jak ślimak rogi. Głaszczę gdzie indziej czekając, aż pojawi się zadziorny wzgórek. Wtedy drapię i Pola znowu znika. Jest tak blisko, a nie mogę sobie wyobrazić, że jest. Mamy pół godziny na spotkanie z wydawcą w hotelu. O dziesiątej sesja zdjęciowa na Burakowskiej. Wydawca spóźnia się kwadrans. Handlujemy prawami do książkowego wydania Miasteczka. Jojczenie gorsze niż w marokańskiej medinie przy kupowaniu dywanu. Wydawca wyciąga rachunki, udowadnia swoje niechybne bankructwo, jeśli zainwestuje w

Miasteczko, oj, aj... Patrzymy po sobie z Pietuszką i zadajemy to samo pytanie, kończące bazarowy przetarg: - A po co nam ten dywan? - i zbieramy się do wyjścia. Przerobienie serialu na książkę jest pomysłem wydawcy, nie naszym. Arabski Szekspir nie kończy się najzwyklejszym wyjściem za kulisy. Trzeba zawrócić, pohandlować. Wydawca się zastanowi, oddzwoni za kilka dni. Wierzę w Pana Boga, w niewidzialne. Nie wierzę lustru: opuchnięte oczy, bulwiaste policzki, przemienione makijażem we w miarę normalną twarz. Zapala się studyjne światło. Z napuchłej purchawy powstaje Kobieta. Nie z burej gliny, lecz kaolinowej glinki roztartego pudru i różu. Przeroczysta sukienka odsłania krągłości. Pozuję w czarnej bieliźnie. Oślepiona lampami, widzę za fotografką Pietuszkę, pilnującego, „czy nie dzieje się mi krzywda” - czy nie za dużo szminki na ustach, rozmazującego się tuszu. Mam ochotę się z nim kochać (za to, że na mnie patrzy?). Zaciągnąć go do łazienki. - Bardzo dobrze! - woła fotografka, która wreszcie zauważyła w mojej lalkowo wypacykowanej twarzy błysk lubieżności. Przerwa na poprawienie włosów. Mówię Pietuszce, co mi przyszło przed chwilą do głowy. Wiem, niewykonalne, za dużo ludzi w kolejce do kibla. - Tobie wystarczy obiektyw, długi falliczny obiektyw z cipowatą dziurą soczewki... - Nie, nie dlatego. Patrzymy na siebie, ja półnaga, i nie możemy się dotknąć... to chyba nazywa się pożądanie. - Fotogeniczne dziwkarstwo, kochanie. Na plan wbiega piesek fotografki. Siada dokładnie w miejscu zaznaczonym do pozowania. Wdzięczy się, patrząc w nastawione aparaty. - Normalka, uwielbia to - fotografką ściąga psiaka z głównego miejsca. - Sunia, do mnie! - Sunia jest reinkarnacją modelki? - zastanawiam się głośno. - Nieprawdopodobne. Modelki nie mają jeszcze reinkarnacji. Dopiero się pojawiły z nowymi duszami. Nikt w drugim albo trzecim wcieleniu nie byłby tak narcystyczny - uważa Pietuszka. Stylistka upina na mnie klamrą za dużą sukienkę. Nagle - trach! Szwy przesuwają się nad brzuch, podskakują. - Piotr! Zobacz, rusza się! - wołam. Pola nigdy tak nie rozrabiała. Rozpycha sukienkę, przesuwa klamry. Zakryta spodniami albo kołdrą nie pokazywała, na co ją stać.

Siostra Piotra użyczyła nam miejsca w hotelu asystenckim na Służewcu. Polska inteligencja, żyjąca w betonowych klatkach. Zamurowanych od strony okien nowymi biurowcami. Ostatnia nisza czteroprocentowej warstewki inteligencji na niedouczonym cielsku narodu. O dziewiątej kładę się, pokonana, spać. Przyjeżdża Beata i zmartwychwstaję. Jedziemy do kina na De Sade’a. Auteille ma maskę człowieka, podobnie jak Gajos czy Kondrat. Może w niej zagrać każdego. Przestroga boskiego markiza: „I nie miej za dużo dzieci. To psuje sylwetkę, a za dwadzieścia lat będziesz miała osobistego wroga”. Co we Francji jest zramolałą klasyką, u nas - wstydliwą awangardą, od której czerwienią się profesorowie uniwersytetów. 8 II W piwnicy pachnącej kotami i kanalizacją rozmawiamy z grafikiem o projekcie okładki do Polki. Większość polskich okładek powstaje w tej piwnicy, czego na szczęście nie czuć. Proponowałam zdjęcie nagiej, zmysłowej Murzynki. W środkowoeuropejskim kraju nie ma w żadnej agencji fotki gołej Murzynki. Nie ma. Dwa, trzy miliony zdjęć - artystycznie przetworzonych dup i cyców. Zwykłego, wyraźnego czarnego ciała (chociażby opalonego na heban) niet. Kompromis: wybieramy Mulatkę. Jest w zasadzie biała. Grafik pokazuje okładkę do Fałszerzy Gide’a. Sfotografował na ulicy podarty plakat z okiem. Po wydaniu książki zjawił się właściciel podartego oka. Znany zabawiacz telewizyjny. Przyszedł do grafika z adwokatem. Oko zostało wzięte (wyłupione z ulicy?) nieprawnie. Naraziło go to na szkody materialne. Płyta z piosenkami zabawiacza sprzedała się gorzej, niż przewidywano, gdyż publiczności skojarzyło się zapewne oko na okładce Fałszerzy z okiem wykonawcy. Żadnej ugody stron, żądanie wielotysięcznego odszkodowania. - Może być trzy? - zaproponował adwokat grafika. - Może - zabawiacz odebrał honorarium za bezczelną głupotę. Idziemy z Pietuszką na Przekręt. Najprawdziwszy przekręt, cocktail ze zlewek. Od początku zerżnięcie z Reservoir dogs Tarantino, potem nieudolne kopie z Braci mafiosów Scorsese, z filmów Kusturicy. Ma być śmieszne, a jest hucpowate. Zniesmaczeni wychodzimy. Beata zachwycona montażem Przekrętu, kilkunastoletnia kuzynka Pietuszki pomysłowością. Pytamy ją, czy widziała któryś z filmów, przerobionych przez spryciarza reżysera. Nie - za młoda.

łup.Zawadzamy o bank. zdjęcie Kisiela. Kisiel w budyniu? Z producentką zdjęć przechodzimy na piętro do redakcji. 9 II Warszawska Praga w wiosennym słońcu ma swój sznyt autentyczności. W Polsce wszystko jest możliwe. To chyba wbrew przepisom. Gdzieś w połowie budynku gabinet redaktor naczelnej . łup . kto ma teraz korzenie. przypomina Łódź. wypłacam trochę dolarów. Mesjasz narodów. nie strasz dziecka. i wbrew zasadom feng shui. uwijającymi się między przezroczystymi plastrami miodu . Kafka.Bzdura. Śluzy drzwi pokonujemy kartą elektroniczną. wkładaną w każdy mijany czujnik.Królowej Matki. Więzienie.. Szklane ściany. karta magnetyczna otwiera przejście.. obijające mi pępek. wyobrażasz sobie dla mnie lepsze miejsce? Z zaplecza rozlega się charakterystycznie polskie. Pietuszka tłumaczy się z braku zakorzenienia w Szwecji i w Polsce. mającej pieczę nad swoimi „robotnicami”.pocieszam go. notując.upór. na całą ścianę. ma cechę charakteru . Urzędniczka dzwoni do centrali i patrzy na nas jak na Bonnie and Clyde’a. jak Góralu. naciska mocniej długopis. .Ale wracasz do Polski . Biurowiec „Stylu” nie oznakowany żadną tabliczką.Pani ma debet. Wyluzuj się. . . wszyscy hodujemy implanty . .Łup. kilkadziesiąt tysięcy dolarów. czy ci nie żal. Fotografie pokazują kogoś innego niż mnie. policja. Moje myśli? W barku „Stylu” dorzynamy z Małgosią tekst.z sakralną niemal powagą masakrowanie mięsa na narodową potrawę. Wieżowiec . przybijany do deski kuchennej . ktoś nacisnął nie ten guzik i wyżarło mi dziurę na koncie.widmo. Pietuszka zachowuje zimną krew.Pietuszkin. Przy wejściu. Z bizneswoman stałam się bidawoman. Biegniemy do głównego banku. skromność milionera w robotniczej dzielnicy? Recepcja też wyczyszczona z napisów.z pokoju do pokoju: „bzzzk”. Stąd jej jednostajne podskoki.łup. walenie w schabowego. .Małgosia. Jutro konto będzie odblokowane. Pola nie ma czkawki.Jestem socjologiem dewiacji. . Zaraz mnie zamkną. zasłaniającego w przerażeniu oczy. nakazującym firmom wywieszenie szyldu. Minimal art. . Sprawdzają: pomyłka.

10 II Służewiec. W sklepiku ogrzewanym papierosem okutanej szalami sklepikary szukam cejlońskiej herbaty. Nie pamiętam pudełka. - Taka pakowana na Cejlonie. - Wszystkie pakują w Polsce - odchrypia. - O, jest - przypominam sobie nalepkę. Obrażona sklepikara rzuca mi z łaski pięć pudełek. W kiosku obok proszę o bilety. Facet w kolejarskiej czapce warczy: - Co tak wolno, ludziom się spieszy. Wchodzę do supermarketu, przynajmniej tutaj nikomu nie będę przeszkadzać. Sprzątaczka ze szmatą i wiadrem komentuje głośno moją trasę między półkami: - Niczego nie kupuje, a lezie po świeżo umytym. Odwieczne pouczanie: na ulicy, w gazetach. Nie stać ich na poglądy, wystarczy poczucie racji i skrzywdzonej wyższości: sprzątaczki, sklepowej, polityka, krytyka. Do czego ja wracam? Do mieszkania za lasami, przedmieściami? Tęsknię za szwedzką delikatnością, którą brałam za powolność ogłupiałych dobrobytem wikingów. Rozkładamy z Pietuszką papiery, liczymy finanse. Jemy pospiesznie parówki drobiowe. Są w prezerwatywie trudnej do rozkrojenia nożem. - Czy ty wiesz, że będziesz samotną matką? - ogląda deklaracje podatkowe. - Mam cię zaskarżyć o alimenty? - Według prawa podatkowego... nie opłaca się nam pobierać. Tak samo ze zwrotem podatku za mieszkanie. - Sądzisz, że to specjalnie? Finansowe kuszenie do złego, nakłanianie do grzechu w katolickim kraju? - Dla mnie to najzwyklejszy taoizm katolicki. Musi się wyrównać: hasła o polityce prorodzinnej z antyrodzinną prawdą. Patrz czarno na białym, taoistycznie: to uzupełnianie się przeciwieństw - Pietuszka podsuwa mi PIT - y. Ostatnie szczegóły w nowym domu. Bierzemy do towarzystwa siostrę Piotra. Zatwierdzamy ściany, sufity. W kuchni kolumna - w niej szafa. Proszę kierownika budowy o złagodzenie jej kantów. Tłumaczę, zaokrąglam dłonią gipsowe ścianki. Budowlańcy patrzą na mnie jak na potłuczoną. Dyrektor osiedla rozumie - mieszkał w Kanadzie, tam też unika się ostrych kantów. Siostra - naukowiec, zwana przez Piotra Madame Raison - racjonalizuje: - Dziecko może sobie rozciąć główkę.

- Normalne dziecko nie wali głową w ścianę - szepcze do niej Pietuszka, który jedyny wie, o co mi naprawdę chodzi z tą kanciastą kolumną. Widzę siebie z boku. Wariatka. Przekonuję trzech dorosłych mężczyzn do tego, żeby kwadratowe było okrągłe. Kiwają ze zdziwieniem głowami. - Jest kancik - wąsaty robotnik z dumą wali w bok na wpół wybudowanej kolumny. Nie ma być kancika? Nie mogę im wyjawić moich prawdziwych motywów. Dziecko z rozciętą czaszką działa na ich wyobraźnię, ale w życiu nie zaokrąglą kancików dla chińskiej bzdury feng shui... Subtelne drgania energii, tnącej przestrzeń... to se pani może o kant d..., za przeproszeniem, potłuc. W końcu kierownik budowy obiecuje zaokrąglić pod warunkiem znalezienia tego tamtego, zaokrąglającego. My o drobiazgach, a tu brakuje pół podłogi. Kupiliśmy za mało. - Co z progiem? - pyta groźnie kierownik. - Jaki próg? - Różnica poziomów między podłogą w salonie i kafelkami w kuchni, nie mówiąc o różnicy między nową podłogą w salonie a standardową w sypialniach. - Progi w mieszkaniu? - pyta pogardliwie robotnik. - Lepiej byłoby taką samą podłogę dać wszędzie? - upewnia się Pietuszka. - Noooo. - Dokupimy. - Zara, zara - budowlaniec ogląda deski. - Na co to się klei? Na papier, gąbkę? Nie sprzedali podkładu? - Nie - otwiera się przede mną metafizyczna przepaść pod podłogą. Co z czego i na czym. Deska na podkładzie, betonie, wspornikach. My nic nie wiemy o fundamentach budownictwa. Po prostu kupiliśmy gotowe, urządzone mieszkanie. Nie zdążyliśmy posiąść technicznych tajników. - Dokupimy - Pietuszka męsko ucina mnożenie bytów, klejów i wydatków ponad potrzebę. Upojny wieczór w magazynie budowlanym. Czy ja jestem w ósmym miesiącu? Skąd mam kondycję do biegania? Dla sinego ze zmęczenia Piotra wyjaśnienie jest proste: - Pola daje ci siłę, hormony. - Przytyj nagle dziesięć kilo i ponoś z przodu garb, pogadamy - drepczę za nim od kasy do kasy. Opuchniętymi palcami przekładam pieniądze w coraz cieńszym portfelu.

Jazdy metrem. Moja ulubiona stacja - Racławicka. Spiker (pan Jasieński, czytający w telewizji filmy?) zapowiada Politechnikę, Pole Mokotowskie, rzeczowo i beznamiętnie. Przy „Racławickiej” drży mu z podniecenia głos. Uroczyste echo zwycięskiej bitwy pod Racławicami. Stacja Służew: po wyjściu z metra spękany chodnik, połatany asfalt. Bloki, od nowości pobrużdżone na betonowe płyty. Ludzie z popękanymi twarzami i życiorysami. Pietuszka barykaduje się w pokoju. Dopadła go Polska. - Jestem chłopak z Warszawy, zawsze będę... To wyłazi ze mnie jak wszy. Nie potrafię ci tego wytłumaczyć... Ja jestem z Łodzi. Wychowałam się w dawnym getcie. Został mi stamtąd sentymentalizm, żółte światło, rozmazane wieczorem na szybach drewnianych chałup, kocie łby, rynsztoki. Wysztafirowana Piotrkowska i otaczające ją kamienice, coraz mniejsze, poszczerbione domki, wiejskie chaty. Łódź jest secesyjnym salonem na wsi. Nie wiadomo, gdzie zaczynają się przedmieścia. Centrum otoczone wioską. Może dlatego ludzie nie są tam tak wielkomiejsko chamscy. 11 II W brzuchu rozpycha mi się czas. Puchnie, rośnie. Kilka miesięcy temu był skulony w embrion. Na - sionko czasu. Kołysane każdym moim oddechem. Patrzę na głęboko śpiącego Piotra. Ma urodziny. Ułożyłam mu na poduszce prezenty i wychodzę cicho na poranną mszę do świętego Jacka. O czwartej wracamy do Szwecji. Nadaję Siostrzeńcowi w Łodzi SMS: KTO RANO WSTAJE TEMU PAN BOG DAJE. PODPISANE PAN BOG. Mały wrócił z porannej mszy i odpisuje jako jedyny w domu umiejący posługiwać się komórką: - CIOCIA TO TY? Odpisuję: KTO RANO WSTAJE TEMU PAN BOG W DUPĘ DAJE. NADAL PAN BOG sądzę, że po tym nie ma wątpliwości, kto jest nadawcą. Natychmiast telefon: - Ciocia, ty czy nie ty? Bo... - nie kończy, Mama wyrywa mu słuchawkę: - Już?! Komplikacje? - Co już? - Nie rodzisz? - do telefonu dorwała się spanikowana Siostra. - My tu z nerwów umieramy, że ty rano... - I potem komplikacje? - Jezu, to był żart. Do głowy mi nie przyszło...

Pod oczy? . Od razu męski krem pod oczy i połyka tabletkę. Pędzelek wrzyna się w dłoń. sześć razy. Francuski pacjent przyjechał do Londynu odciąć sobie przyszytą łapę. fotki. że wcześniak .Po myciu. Plakat.Myśleliśmy. śpij. Przyda mu się po nocnych dyżurach. Jednak od tygodnia nie są moje. biustu. Gdzie tam.Buju. 12 II . wdzięczność pacjenta. pupy.śnieżyca. podpiera się o jedwab. Nie bój się. Samolot już dawno powinien wylądować. . Ciekawe. . chociażby w niebie. to nasz dom po warszawskich szarościach. I na . . Na podwórku wiosenny świergot ptaków.Eeee. Monolit piękna. dzioby odtajały im z mrozu.Ty też byłaś dwa miesiące przed terminem.Piotr rozgląda się po ścianach. Nie porównuję swoich palców do tej frankensteinowskiej ręki. Wielogodzinna operacja. to nie melatonina. . Przygnębienie francuskich lekarzy.są trochę rozczarowani? ..Muszę odczadzieć z Polski . słane przez kanał La Manche od angielskich chirurgów. nóg. jaskrawe. Zmysłowe ciało z jedną okrągłą. . Woli być jednoręki. Najbardziej ucieszył się z pudełka melatoniny. co spieprzą w druku. Z kranu płynie źródlana woda. buju .wyjmuje kosmetyki z innego pudełka. Półeczko. Pietuszka wyjmuje prezenty z pudełek. prezent jest prezent. Białawe ciało larwy.pyta niepewnie. Palce się „nie odwadniają”.Śpij. zrzucającej z siebie krwawy kokon. Nie mógł się do niej przyzwyczaić. Pietuszka. Niezła.przemawiam do brzucha. dłoni.Działa! Naprawdę działa! . niesprawne paluchy. przed goleniem . ust.Pod oczy.Widzę kolory jak po koksie. Grafik skończył okładkę. Zakryta kontuszem. Muszę wbijać w nie paznokcie. Rok temu przyszyli facetowi nową rękę. zamiast kłaść plamy.. . prosząc stewardesę o szklankę wody. To kobiety dzielą się na podroby: krem do oczu. .idzie do łazienki. uśmiechy.. Grube.. Koniec z malowaniem. Samolot krąży pół godziny nad Sztokholmem . Nie pomagają nocne spacery do kibla po pięć. pikującą w widza. .. drugą zaostrzoną piersią. Przedwczoraj złośliwe uśmiechy.. światowy sukces. wyrywająca się Nike albo niewolnica. niż nosić ze sobą kawałek ożywionego trupa z bransoletą blizny wokół łokcia. Niełatwo mu rozbić tę klasyczną rzeźbę męskiego ciała na części.. by coś poczuć.

zza których słychać modlitwę i rabinackie pouczenia: „Nie wolno malować ani Boga.nie wiary. Jej panteistyczne zrośnięcie z widzialnym światem. Z getta łotewskiej mieściny przeszmuglował się do Ameryki. Nie ze strachu. Paryż nie zrobił Chagallowi dobrze. dziecinnie kolorującym przeszłość. Rothko.pisał . ale nie tak przegadaną i kiczowatą jak chagallowska. lecz jej wyznania. mieszając żydowską poetyckość z tamtejszą lekkością. to malowidła Rothko niewiele się różnią od pogodzonej ze światem mądrości Rembrandta i krzyku Bacona. bo Nienazwanym. Nie malował od linijki. ugniatającego ludzi w klatkach. Rothko malował najbardziej przekonywające Przejście na Drugą Stronę. To prawda. ale mistycznej niemocy. Krzywizna brzucha przekroczyła krytyczną. Dlatego niefiguratywność Rothko jest abstrakcją . rezygnacji wobec nieuchronności przeznaczenia. na ile sentymentalne potrafią być prostokąty barw. Pracowicie malował mięso bez osocza poezji i jej słodkawych aluzji. rozumiejące światło. rąbnął mnie boleśnie tymi swoimi abstrakcyjnymi drzwiami obrazów. Są sentymentalne. Wymieszał mistykę chasydów z funkcjonalną geometrią Nowego Świata. Doszyć do majtek szelki? Założyć pantalony pod szyję? Odkurzam w sypialni reprodukcję Rothko White and Greens in Blue. „Interesuje mnie wyłącznie wyrażanie elementarnych emocji . ilustrując organiczność metafizyki. Promieniują poezją sztetla. ani ludzi”. Soutine też uciekł ze swojego białoruskiego sztetla na Zachód. porzucony przez wizję. rozwieszonego w atelier. nie dekorację. Mistyk. patrząc na moje obrazy. Soutine uciekli ze wschodnioeuropejskich sztetli na Zachód). a fakt. Prostokątne drapacze chmur i drewniane chałupki. Przed chwilą obdarzony nadludzką mocą wyjścia poza zmysłowy świat. Przez jego abstrakcyjne. Trzymał się ziemi. Bez rozdzielania zimną kreską stworzonego od Stwarzającego.dodatek zsuwają się mi majtki. Za dużo u niego latających panien młodych napompowanych francuską miłością. Poszarpane prostokąty i kwadraty wychodzą u niego z tła. że udaje mi się te emocje przekazać”. (Chagall. Ich obrazy są o tym samym: Niewypowiedzianym. Nowojorski Rothko (Rotkhowitz) jest bliższy przerażonemu tajemnicą życia Soutine’owi niż Chagallowi. dowodzi. iż wiele osób załamuje się i płacze. łapiąc za martwe cielska bydła.rozpaczy. Zgodnie z jego wolą traktuję obraz jako drzwi. Jeżeli samo światło i geometryczne formy mogą być przetłumaczalne na uczucia. obrazów. błyszczące żółtym światłem świec. unoszących trupy do raju. . Płynie z nich ciepłe. Nie dał się jednak porwać wspomnieniom. osuwa się na ziemię i nie znajduje odpowiednich słów. nowoczesne obrazy przeświecają zakurzone okna sztetla. ekstazy. Omiatam więc ścierką reprodukcję drzwi: zielone i białe prostokąty na niebieskim tle.

W Szwecji uważają. wygrzewają się w świetle reflektorów telewizyjnych. Większość polskich filmów wygląda podobnie. załatwia sprawy. Mój rozmiar to Brązowe i zielone.. Chyba najwyższy stopień satanizmu w polskim Kościele „na wskroś”.ostrzegł telewidzów. pozmieniała sceny. siedzą w Sejmie. Pokryć je sepią i przedwojenne kino. ale. Mianowała się prezydentową .podpisuje dokumenty. Wychodzę.deprawatorem młodzieży. wszystkie seriale. specjalista od sekt. Opuchnięta i zdołowana hormonami. Pocięła tekst. Nawet spodobał mi się brzuch. bezbronnie niemowlęcy. deprawujący duszyczki mojego pokolenia. Przebrany za seryjnego mordercę. Popaćkany makijażem. po augustiańsku oddzielać czystej duszyczki od jej przywar. Pietuszka ustawił mnie pod błękitną ścianą w salonie i obstrykał canonem.zaznaczył. biskupa. kiedy Pola napaprze mi na obrazek. Tym razem też bez hipokryzji opisuje. Oglądamy nowe odcinki Miasteczka. rozbrojona wdziękiem ucałuję w brudne łapki. . przez które uciekał na prawdziwą wolność. No . Z innej epoki. Nie ma już czego ratować. przykryty uroczym uśmiechem. fotograficzna mantra. . w skrytości marzysz o urodzeniu przed terminem.Dokumentalnie . W Polsce dyskusja poważnych facetów. do których zupełnie nie pasuje jej rola.jest piękna. Uznać to za nawrócenie. „Obraz nie jest dekoracją.wraca do klatki ciała. wybór światłości medialnego zbawienia? 15 II Co radzi na opuchnięcia moja protestancko . wyciągać ręce zza krat ciała i próbować na ścianie malować drzwi. jest drzwiami”. może kiedyś nauczę się tej pobłażliwości. że przypomina postać z komiksu. co jest. wzbudzający bardziej litość niż przerażenie Manson . czy pozwolić mu na satanizujący (diabeł z komiksu) koncert w Warszawie. ratował się niezłą muzyką. że na koncercie w Sztokholmie nie zaskoczył żadną nowością. cyk. w dziwacznych szkłach kontaktowych. obserwował kilka lat Marilyn Mansona..szwedzka biblia ciążowa? Zawsze taka prostolinijna i oszczędna w wyrazie. Jest w tym swoim bezkształcie. zamiast dać jej w tyłek. 13 II Czy się boję porodu? Wydaje mi się równie możliwy. Prawdziwi sataniści. bo image ma już dość oklepany. pokrzywdzona androgina. Religijnie: Canon to po japońsku Budda Miłosierdzia. Cyk. Ksiądz. zawieszeniu na biodrach. a ja. Stek bzdur. „Na wskroś satanista” . nie mogę patrzeć na wyczyny naszej Gwiazdy. Rothko namalował wiele przejść i tuneli. Zajmuje połowę mnie. cudnie gra. Może z niej krzyczeć niezrozumiałe słowa poezji albo raniąc się. Byli rozczarowani. co urodzenie przez pępek. Łysy z zaciśniętym we śnie okiem pępka.

Bez żenady śpiewano pieprzne piosenki. aż pewnego dnia może pęknę bez skurczów porodowych i konania z bólu. Nic z tych rzeczy.Marzę. Kładę się i przysypiam. która tego lata musiała jechać dwieście kilometrów do porodówki w innym mieście. Człowiek jest chyba bardzo znerwicowany sobą samym. czym jest miłość homoseksualna.. Człowiek strasznie się stara być człowiekiem. To mnie przerasta. czerwienią się. Uczniowie gimnazjum mieli obowiązkowy tydzień miłości. W końcu dzieci są też owocem miłości. Za dużo chodziłam po lesie. Histeryzuję Piotrowi: . panującego nad odruchami. Nie posikać się. Nie boję się porodu. 16 II Pietuszka na występie szkolnego kabaretu swego syna. Dla dobra całej rodziny. Pietuszka rozejrzał się po sali. nie posrać.. 17 II Mam talent pedagogiczny. Zamiast pierdoląco . uczuciach. wciśnięta w zwykłą drożdżową bułę z . Nie wyobrażam sobie porodu. pisania liter. . Robię się kluchowata. puchnę.szesnastolatki zaprosiły rodziców i pokazały program Miłość. Karnawałowymi ciastkami z nadzieniem podobnym do zimy: śnieg bitej śmietany. Opowiada o znajomej.gruchających gołąbków z tektury na tle serduszka scenę zajęły roznegliżowane panienki w odważnych dekoltach. Najchętniej położyłabym się z napisem na czole: . My od miesiąca tłuścimy tradycyjnie po szwedzku. Pogadanki o seksie. dzisiaj. niech na początku wie. obiecaj. ile można stracić. Zasypiam nagle w dzień. że będę rodzić w domu w wannie. Nie mam jednak talentu fizjologicznego. Wyobrażam sobie uczenie Poił: z czego posklejany jest świat.Od razu cię odwiozę. obiecaj. Pola wciąga mnie do swojego śnionego świata? 22 II Tłusty czwartek. odwiedziny gejowskich par. Udawać cywilizowanego czyścioszka. i zostawię. Chyba lepiej zacząć od odejmowania. dodawania.biały marcepan. Ta dekadencja (jak na Szwecję). warstewka lodu . Puchnę. Biegnę do łazienki. semlami. czy rodzice uciekają (oczyma).. huśtające się na metrowym (z tektury oczywiście) chuju. tak zaciskając zwieracz i pęcherz. nie zarzygać. Ułożyłam nawet dla niej bajkę.. Na zakończenie tych walentykowych uciech piętnasto . w Sztokholmie był komplet. boję się.Jestem w zaawansowanej ciąży”. do noszenia ciąży. Najlepiej przed terminem i we śnie (jak najlżejszy rodzaj śmierci). Bawili się i oklaskiwali swoje nadobnie rozwinięte potomstwo. Dziękuję Zosi za podlewanie kwiatów. tłumaczących dzieciom. ten „wybrzuszony” na pół metra brzuch.Nie pozwolisz im.

Ma oliwkową cerę i czarne włosy. Tylko semle jadał pod koniec życia Swedenborg. Coś go wybiło z rytmu. Nie wyraz twarzy. gdy zaczną się bóle. pomysł aranżacji.szepcze. mówi po polsku z amerykańskim akcentem. Urządził sobie karnawał aż do środy popielcowej śmierci. 24 II Przyjechała szwedzka ekipa zdjęciowa dorobić dla „Twojego Stylu” materiał „z domowego zacisza”. . gdzie trzeba dzwonić. .Może mnie wyślą do Kiruny? Na biegunie już nikt się chyba nie rozmnaża. Cała moja uwaga będzie zajęta kurwowaniem na przepełnione szpitale. że przez to superprofesjonalny. Rodzice są blond wyblakli. brązowej wanilii. widząc moją desperację.Poród to nie zawał.Piotr zostawia kartkę z numerami.spytał z szacunkiem. zaciśnij .Macie kiełbasa? . Jeśli nie będzie miejsca.pokrzykuje. Jest młodziutki i pełen dobrych chęci. Wszedł do sypialni i zobaczył zdjęcie Piotra w koloratce. że cię wyrzucą ze szpitala i umrzesz na ulicy? .. Woła na niego „Petrol”.. Nowoczesny poród.przyznaje Pietuszka.okruchami prawdziwej. Trzy ostatnie lata był w szkole fotograficznej w Stanach. kompozycyjnie pasował mi pod szyją biały kwadrat . . zdjęcia będą lepsze . czy to prawda z tymi zsyłkami ze Sztokholmu do najbliższej wolnej porodówki w Uppsali albo Sodertelje.Tak tylko wygląda na polaroidach. obstrykując moje przerażenie. Nie potrafi zapamiętać imienia Piotra.próbuje sobie radzić z moją histerią. Nigdzie. Nie będę ćwiczyć porodowych oddechów. Fotografowi zależy wyłącznie na ciekawym oświetleniu. Dostał listę szpitali. Pytam go. gotowy na duchowe zwierzenia.asystent fotografa.. Trochę to dziwne? Zastanowił się. pół Polak.. gdzie się tak opalił. Nie wiadomo. ziajania i relaksu. . . Pierwszy raz od przyjścia przestał trajkotać. Powoli szaleństwo zajmuje nasz domek.Ręce! Obejmij się. dlaczego najważniejszy „w psychologii” jest dla niego układ rąk. Wydaje się mu. Myślisz. Sam wygląda na śniadego syna Maghrebu. 23 II Pietuszka dowiadywał się.Jesteś pastorem? . . skierują nas do innego miasta. Jest arogancki.Kładę koło telefonu . . chociaż produkcja kazała mu „uchwycić psychologię i relacje międzyludzkie”. . . pół Szwed.Nie.

Jest pełne percingowych narośli z metalu i grudkowatych kolczyków. Kosmetyki najnowszej generacji wygryzły trądzik. gotowe do porodu maleństwo jest oczywiście jego zasługą. Nie ma czasu otrzeć sobie potu z czoła. Fotograf szklanym wzrokiem spogląda z jednakowym napięciem na mnie i na czajnik. Ostatnie fotki udające prywatność.mówi Rita. wyciętej w marynarce. Stylistka robi za szafę . Wyniki z rozmazanej krwi pojawiają się natychmiast w komputerze. wystaje pierś. asystent podaje mu nowe naboje filmów. co w głowie. policzki. Uciekamy do łóżka pobyć tylko ze sobą. zapalić papieroska. ktoś się zdecyduje w Polsce sfotografować taką madonnę. O. Nie mojej superodpowiedzialnej diety i wygodnej macicy. Pewnie niedługo zardzewieje. . z jaką Rita masuje mi pępek. Z dziury. wielbiciel pup. Gdybyś straciła czucie. nos.Opuchlizna rąk nie jest zatrzymaniem wody .Ich drętwienie powoduje ucisk nerwu w nadgarstku.położna ogląda USC . konieczna będzie operacja poluźniająca ścięgna. Medyczna wersja bajki o Jasiu i Małgosi.pomaga kłaść się na leżance. Jesteśmy z Połą zdrowe.przyniosła ciuchy i wyszła na taras „pozażywać wsi”.czarne zdjęcie. Jesteśmy wykończeni.Grzeczna.. Makijażystka mogłaby malować ściany. Cukier i żelazo bingo. stylizacja a la Marlena Dietrich w garniturze przy barze. Mydła i toniki zmyły z jego twarzy zmorę krost. zazdrośnie przygląda się przyjemności. Pietuszka. Gdy będę już zdrowo po menopauzie. Zdrowe. nie zalewającą się obłudą skwaśniałego mleka. Biało . W ciąży jak na wojnie: mogę stracić palce albo całe dłonie. Gładkie oblicze nastolatka nie znosi jednak próżni (myślowej). . masz piękny.. . . dobrze ułożona dziewczynka . . Prywatne nie są moje pozy przy stole. 26 II W przychodni nadstawiam palec do kłucia. bez rozstępów . powbijanych w brwi. Na pewno żadnych zdjęć z Połą.patyczek na spróbowanie. Intymne jest to. Ekipa poszła po pięciu godzinach. Fotograf strzela zdjęcia. bez anemii.Dziecko już przekręciło się główką do wyjścia . Koniec. wystawiających dla czarownicy paluszek .Na zdjęciach nie będzie lepiej. Rita (położna) przygląda się mi niemal lubieżnie.Uwielbiam brzuchy.Pietuszka jest dumny z Poli. Z cylindra za uszy (królika) wyjęte niemowlę.

. zaklejoną dziewictwem między bezwstydnie rozchylonymi nogami.Jeżeli weźmiecie kiedykolwiek do ręki pędzel. A propos śmierci (Balthusa). czy całe życie nie jest a propos śmierci? 28 II Filmowy Hannibal to ilustrowanie książki ciekawszej od scenariusza.. i nic o niej nie wiem.jest podejrzliwa. Jak tu nie wierzyć w psychicznych lokatorów. oburzał się. Nie boję się? Nie wiem. Czy to nie on groził swoim synom: . omdleniom wrażliwych widzów. Wbrew kinowemu skandalowi. Duszno mi.. Chciałam dać jej więcej powietrza? Podzielić się życiem? W dzieciństwie topiłam się. palec. tydzień temu umarł Balthus.bronił się przed oceną ślepców. ułożona głową w dół. Poduszki napuchnię . ma w sobie mało wyrafinowania i napięcia. Czy to może być tak głęboko wdrukowane w moje ciało . O.Jestem malarzem religijnym!” . Zdrętwiałe paluchy powoli odrastają na swoim miejscu. gdy przypisywano mu perwersyjną wyobraźnię.tych stóp i dłonie bez kilku palców. poobcinam wam palce!” • Chyba mam palcową obsesyjkę.Dlaczego nieraz zachłystuję się powietrzem? . . Pola śni swoje.. zaciągnęłam się pierwszy raz takim astmatycznym oddechem.Czy ty się czegoś nie boisz? .rozpaczliwa walka o życie? Ile się jeszcze we mnie chowa wspomnień. . W ciemnościach nie widzę siebie. nie potrafię już zacisnąć dłoni w pięść. o których nie mam pojęcia. dybuki. Nimfetkowate ciała modelek Balthusa. Czuję ciężki pęcherz. Przewracam nimi strony starych gazet. Noszę ciężką. Balthus. wierzgającą istotkę. dziecko nie naciska na przeponę. psychicznych dybuków. obmacujących jego obrazy. dusiłam zadławiona zabawką. opętanie. Żeby ją otworzyć pieszczotą.pytam Ritę o mój podwójny oddech.. zostawionych w łazience. trzeba poślinić. ..Chyba jestem za słaba na prawdziwą bitwę. gotową do urodzenia. Za niewinne na zwierzęco owłosioną płeć. Ma ponad dwa kilo (kilogram waży ta zaśniona łepetynka).Nie masz astmy. . Kiedy zobaczyłam Połę kilka miesięcy temu na USG. skoro w człowieku jest tyle miejsca na cielesne (dwa kilo) i niezrozumiałe. Boleśnie zaciskam ręce.. wymarzony ilustrator de Sade’a.. .oddech . A co dopiero na niewidzialne? 27 II Wstaję nocą do kibla.

obgryzający bliźnich. Erudyta obdarzony przenikliwą inteligencją. jest po stronie swojego bohatera. Kanibalizm Hannibala Lectera. gdyby inni byli ludźmi. wracający instynktownie do najprymitywniejszych zachowań. czyli połączenia świadomej inteligencji z instynktownym apetytem. Bycie koneserem wymaga smaku.konsumentem. Przez jego usta smakosza przechodzą oryginalne strofy Dantego. Są jednak pazernymi podludźmi (oprócz agentki FBI Starling i uczciwego pielęgniarza). Współczesna. nie miał na myśli jakiegoś pulchnego Magdalenka. smakując literacko wariacje Goldbergowskie. atakuje jak szczur. pochłaniającym muzea i krajobrazy. nadającego się do pożarcia? Harris. W finale pożera mózg. Hannibal nie potrzebuje takich usprawiedliwień. Rozkoszowanie się światem idei. do rytualnych korzeni ludzkości. Jego rejestr psychologiczny obejmuje najniższe i najwyższe tony. przywołującej odległe wspomnienia dziecięcych miłości i rozczarowań (pożarta siostrzyczka). renesansowe malowidła. Przeciętniak jest albo inteligentem. podróbek i hamburgerów. pięciu miliardów ludzi starczy może chleba. Doktor Hannibal nie jest tylko bogatym turystą . odcięty od swych pospolitych czynności zarządzania ciałem. dzieła florenckiego renesansu. ryżu. któremu w kontemplacji piękna przeszkadza ogłupiony tłum konsumentów. psychiatryczna uczta platońska. kulinarnej. przynajmniej dla mnie. odciętym od witalności instynktów. Jest przecież normalny. Muzyka Bacha. gęsie wątróbki . Kiedy nie ma już dokąd się wycofać (opisywane w książce „wewnętrzne pałace wyobraźni Hannibala”). wyżerający im mózg.wytworów sztuki muzycznej. Jej ciała i ducha . plastycznej. Byłby nadczłowiekiem. gryząc napastnika. najdroższe wina. Juliannę Moore gra przerażenie . rafinady luksusu. Samotny Hannibal to subtelny „kanibal ludzkości”. Potrawka z czystej inteligencji. Dla czterech. Hannibal wygryza dla siebie (dosłownie) w gąszczu masowej tandety drogę ku oryginalnemu pięknu. starotoskańskie poematy.w świecie duplikatów. to metafora ludzkiej inteligencji złapanej w pułapkę przeciętności. a zarazem ludożerca. Niespodziewanie kęs wygryzionego mięsa smakuje nie gorzej od proustowskiej magdalenki. Nie ma w tym sprzeczności. wydłubywanych z jaskini mózgu. podążającym za stadnymi (współcześnie „masowymi”) instynktami.Jedną z niewielu wad książki Harrisa jest niepotrzebna próba uczłowieczania potwora. Czy wyrafinowany Proust.psychiatra. znieczulony morfiną. W filmie pasowałaby więc w tej scenie homoseksualna Jodie Foster. albo półgłówkiem. ale zabraknie prawdziwej sztuki. tłumaczony traumą pożarcia ukochanej siostry podczas głodu na Ukrainie. wybierając spośród innych przysmaków akurat magdalenkę. Lecter .

nie potrafiąc porzucić ludzkich pajacyków. prowadzące do pogardy i znudzenia. Rasowy psychiatra? Najbardziej wyrafinowany potwór. zbierającej kwiatki dla innego monstrum z filmu Frankenstein. jakkolwiek by je przyrządzić i podać: w McDonaldzie. Wampir przetaczał śmierć. Doktor Hannibal dzięki swej intuicji i psychiatrycznej wiedzy przenika zachowania ludzi. bałkańskim satrapą. którzy oczekują pomocy. nową wersją Nosferatu. Zachód nie chroni już obłudnie swej łapczywości pod zawołaniem „Dieu le veut”. Daje mu to poczucie wyższości. skąd oburzenie okrucieństwem tych książek i powstałych z nich filmów. Powiedzenia sobie samemu: „Smacznego”. jakiego dotąd wymyśliła literatura. jak na postmodernistycznego potwora przystało.Miloszević. jest mieszaniną kilku innych stworów masowej wyobraźni i rzeczywistości. Bawi się jednak dalej. Pola nie była mi dłużna za film dozwolony od lat piętnastu. rozsądek. gryząc ofiarę. pragnących żyć na poziomie. Agentka Clarice Starling .morderca są obsesjami widzów. Psychiatra Hannibal Lecter. Hannibal. „Rozum żąda”. W przeciwieństwie do naiwnej dziewczynki. „Moralność wymaga”.nieuchwytny wysłannik śmierci. Psychiatra rządzi swymi poddanymi. mumifikował żywe trupy. Hannibal jest metaforą.rozkładem moralnym). na giełdzie. upodabniając je do twarzy poddanych rozkładem śmierci (albo . Parodią Frankensteina. rozum i moralność. Życzy innym (kulturom) i sobie nieprzerywanej wojnami albo kryzysem konsumpcji. skopała mnie celnie w wątrobę. zazwyczaj tak spokojna i zaspana. Takie jest menu kapitalizmu. Wolę książkową wersję Hannibala.metaforycznie . mająca na swym koncie najwięcej trupów w służbie FBI).wampir (z powołania) . Nosferatu . Hannibal psychiatra i wampiryczny Nosferatu. symbolizujący zwyrodniałą konsumpcję. podobnie jak bohater American Psycho. Cywilizacji nie rozwijającej się w imię Boga. Wyrafinowany kanibal i yuppie .zamiast wyrafinowanego dystansu. marzenia. nie radząc sobie w życiu. Ze scenariusza usunięto jej uczucie (platońskie) do Hannibala. chroniący się w trumnie. masakrując twarze. Tymi z diagnozą i tymi. w bezpłatnej kuchni dla ubogich. wychodzący z trumny „hibernacji” w pierwszych scenach filmu. Fikcja? Na Bałkanach do niedawna jeszcze straszył Psychiatra (z wykształcenia) . naśladować modę i mieć dla siebie najlepsze kąski tej cywilizacji. Nie rozumiem więc. Nocą.duża i mądra dziewczynka (rekordzistka Księgi Cuinnessa. Tego chcą teraz od Zachodu Bóg. wyżerając własny mózg. Rozumu lub innej dość abstrakcyjnej idei. nie polubi Potwora. . Lecter gryzie.

. nie przyszłe matki. Pod koniec ciąży grożą odklejeniem łożyska. jestem zdana na jego pomoc. Zapomniałam o rewelacjach z poradnika 40 tygodni ciąży... . Nie . Przecież nie mam myśli erotycznych. Obserwuję. Nie potrafię założyć butów. gdzie każdy odmieniec to szajbus. Ten to dopiero drażni. Poród może wywołać „stosunek płciowy. To powinni czytać patolodzy. który powinien trwać latami jak „Bouillon de culture” Pivota. przygotowując je do karmienia (według zaleceń innego poradnika). Prezesi podpisują obietnice omawiania księgarskich nowości w „najpopularniejszym medium”. czyli mój. wyjątkowy poziom i prostotę. Nie mam ochoty być dłużej anielsko cierpliwa.11 II Męska inteligencja wyewoluowała. Zdejmują z anteny „Okna” Eichelbergera. Mój udomowiony samczyk patrzy rezolutnie i z pełnym przekonaniem stwierdza: . shows pokazujące inność na arenie medialnego cyrku. 1 III Bunt Aniołów. Wściekam się. Uduchowionego intelektualistę Eichelbergera (najrzadszy gatunek w TV).I co pan wtedy czuł? Naprawdę? Niesamowite.. nie jego obolały brzuch. Telegadka o promowaniu książek w telewizji. . pocieranie sutek”. Próbowałam nosić stanik. więc zrezygnowałam. i wtedy. wokół której od kilku dni zbierają się wałki kurzu. unikając upierdliwych zajęć domowych. patologie i zwykle problemy analizowano spokojnie. he). czytającego na kanapie. Zazwyczaj robi się z tego tanią sensację. krwotokami po porodzie i tak dalej. Zdecydowano je zamknąć. W TV zostanie „Familiada” od rana do nocy. musiałabym prosić Piotra (zmęczonego) o podwiezienie. wpuszczającymi w zapyziały światek trochę powiewu mądrej normalności. tydzień po tygodniu i wyjęłam go ze schowka. Póki co. W kraju o tak niskiej kulturze psychologicznej. Sam o tym nie pomyśli. idola inteligentnej młodzieżówki. Dlaczego? Pytany o to Eichelberger też nie wie.czy siły? Przytrzaśnięta w chatce pod lasem nie jestem samodzielna. „Okna” były uchylonymi oknami. nie muszę. państwowa TV pozbywa się najlepszych programów kulturalnych. ratując tym podupadające czytelnictwo. zastąpi zabawiacz. Ma swoją publiczność. hartując piersi ostrym ręcznikiem. Program. Poszłabym na basen. skąd się bierze ten brud. Ochoty .proszę Pietuszkina. niemal pedagogicznie. ale. Najlepszym biustonoszem są ręce Piotra (he.Odkurz . W „Oknach” dziwactwa.Jeszcze nie. Odebrało mi humor na resztę dnia. Będą nudne pięciominutowe kazania z telewizyjnej ambony o kulturze i książkach.

że powinien to i tamto. ty nie.chyba mamię ją komercją . Piotr bierze wszystko do siebie. a głośno opowiadam o wszelkich przeszkodach w przeprowadzeniu ze mną wywiadu. Bzik. Telefon od miłej dziewczyny z „Obcasów”. Nieliczni zachowali jeszcze klasę ambitnych stacji telewizyjnych. Niczego nie umiem. moją niemożność. . Nigdy nie byłam ubezpieczona.myślę.. Wróciła z RPA. Dobrze. hormonalny zjazd. płaczę. czemu tego nie spiszesz? Tych absurdalnych historyjek międzynarodowej stylistki . Chcę decydować o sobie . Bezradna. 2 III Pietuszka kupił metrowej długości łyżkę do butów. sezonowi geniusze. nie nadają się do chodzenia. brazylijskie modelki sikające do pisuarów. przydeptane. widzisz więcej niż dziennikarze.. Potrzebuję z kimś pogadać.ziewa Beata. .kiedy urodzę. W wynajętych kolonialnych domostwach po sąsiedzku gnieździły się inne ekipy. na które nikt mi nie odpowie. Wczorajsza histeria odczłapała w lekko wsuniętych na stopę kozakach. O feminizmie? Dlaczego . kochanie. O czym? O życiu prywatnym . nie mam pieniędzy.. Szamoczę się. wiem. w jakiej się znalazłam. Polacy afrykańskie zboże. nie ustępuj mi .bo jestem kobietą? Czym w Polsce jest feminizm? Naklejką „My jesteśmy te prawdziwe” i zwalczamy udawane. Śpij. Dla mnie ostra kpina. Niech mi ktoś da w łeb na znieczulenie do jutra. Chyba się na niej wyżywam. . Francuzi fotografowali prowansalskie winnice. Najlepszy dowód sytuacja. bzik. udające lepiej polskie kłosy dla reklamy. Kobieca solidarność. Bądź zdecydowana.Beata. Coraz częściej zwykłe rozmowy ze znajomymi przypominają audycje komercjalnej telewizji. Wiem. Jedna drugą załatwia w wyścigach o tytuł tej najmądrzejszej i najpiękniejszej. jak. Wyjść teraz też nie. zimowe. przed sobą samą. Nic nie zależy ode mnie. Po błyskotliwym łubu . Słucham jej bez znudzenia przez godzinę. Jestem dzisiaj straszna bitch.dubu trzeba przeczekać kilkuminutową autoreklamę bliźniego.. Stylizowała tam fotki modowe na przyszły sezon. Odkładam słuchawkę. że się skarżę. nie jesteś idiotką od szmat. zastanawiam się.Może na emeryturze. że Pietusz .ka wyszedł.mogę siedzieć. Beata nadaje lepiej od Arte i Dwójki po północy. Nie mam prawa jazdy. Ty nasza.prasowanie kiecki na pustyni. leżeć. Wywiad o Szwecji? Też mnie nie interesuje. Dzwoni wydawca: Co bym powiedziała na reklamę firmy ubezpieczeniowej. nieubezpieczona od codzienności. Musi być odpowiedź na wszystko?^ ja mam dziesiątki pytań. jesienne buty nie nadają się na mróz. śpij.piszę bardzo prywatną Polkę.Aaaa . mglista propozycja. oddzwaniam: . Umiesz pisać. Strach przed czymkolwiek. Do niczego się nie nadaję.

Z ciążowych przesądów: 1. 3 III Śnił mi się Balcerowicz. Świat jest psychiczny. nie powinni płacić podatków. Mój zbożowy. Jest w tym coś mdląco ostrego. chcąc mu oddać. W zaawansowanej ciąży stawanie na palce i podnoszenie wysoko rąk grozi podduszeniem dziecka pępowiną. gdzie mam lepsze warunki i pensję. biegającego przez sen za batonikiem dla podatkowych zdzierców. Nie korzystają z niczego oprócz własnego świra i prądu (jeśli pracują nocą). Sterylność prowadzi do braku odporności. ale tego nie robię z powodu przesądu numer 4. kto odmówi ciężarnej pomocy albo ją okłamie. Bardzo dziękuję za radę w sprawie pracy. W wersji dokładnej: plaga myszy. przeniosłam się do szpitala. (Moja mama twierdzi. Szczotka mogłaby wypłoszyć Liduszki życia. więc do „Pokusy” był deser: list od byłej koleżanki z pracy. Sama bym się na to nie . tak jak w Irlandii. prawdopodobnie dziecko nie będzie alergikiem. Prawdziwa pokusa dekadencji.) 4. Mieszkaliśmy w jednym akademickim pokoju. do którego chce się wracać po dreszczyk (i dokładkę) perwersyjnego obrzydzenia. Kobiecie w stanie odmiennym wszystko się udaje (chyba przede wszystkim urodzić). kuszącej Pietuszkę romansem: „Drogi Pieterze. Smak na wpół strawionej ryby. Poza tym „tfurczość” może się skończyć bardzo szybko i urząd podatkowy (państwo) nie będzie utrzymywać trutnia.. a jednak. ziemniaków i anchois. Pietuszka przyniósł z pracy „Pokusę Janssona”. Jego maxi prince polo. Biorę się do malowania. Ryzyko (zatrucia?). Gnębią mnie podatki? Miesiąc temu wysłałam podanie o ich przesunięcie na czerwiec. Tego. On wychodził rano do banku i zamienił się ze mną na batoniki. muzycy. Jeżeli matka nawdycha się kurzu. Specjalność szwedzkiej kuchni. Nie mam co czytać. W Chinach nie wolno zamiatać pod łóżkiem brzemiennej kobiety.) 3. Kiedy byłeś w Polsce. Uwielbiam u mężczyzn długie włosy. 2. Kurzowa szczepionka z duszków Li nie jest głupia. Zapiekanka z cebuli. ich wszawą poezję. jak mikroskopijne są Li. Nie podejrzewam się o uczciwość obywatela. W godzinę machnęłam portret Piotra.. (Nie wierzę. za który sami płacą. że to stuprocentowa prawda. zbyt dojrzałego owocu morza. Nie wiem. Z kapek plam wyszło coś podobnego. być może wielkości mikrobów i roztoczy. Resztę nocy szukałam po sklepach podobnego batonika. spotka nieszczęście. Pisarze. cieniutki. który wydaje się jeszcze absurdalniejszy.

Nie rozmawiać. który co jakiś czas odwiedza rodziców.(babcia wnukom). Po co ma się marnować z brzemienną.. wychodzi niby na dyżur i. poeci tanim kosztem mogą sobie nałapać tam natchnienia. na żółtej. licząc na jego erotyczne wygłodzenie. . Zapraszasz faceta kobiety w zaawansowanej ciąży. Tak bardzo lubię z tobą rozmawiać. godowy taniec jajników? Uwodzić zapładniającego skutecznie mężczyznę. Jej mąż zapisał się na listę artystów zabieranych razem z wyprawami naukowymi w egzotyczne miejsca. 4 III Inflacja siebie samej.. Wybrał biegun południowy. gdzie zanurzała sondę w wymarłą kałużę. Znalazła się samarytanka z mężem i trojgiem dzieci. Od tak dawna nie spotyka się towarzysko z ludźmi. pisane ręcznie postscriptum: „Wysyłam list do pracy dla uniknięcia nieporozumień z twoją żoną”. czy propozycje zamężnej koleżanki są szwedzką normą.. po bałtyckich wyprawach. co u ciebie? Za tydzień wybieramy się z dziewczynami na piwo. Zapraszam (dzień. Całuje mnie wieczorem. Ciekawe.Pietuszka jest socjologicznie ciekawy rodzinnych układów. samoprzylepnej karteczce. Malarze. Może to biologiczny odruch samicy. zaraz dzwoni. a raczej noc. Przyniósł lojalnie list jak grzeczny uczeń uwagę w dzienniczku. dziewiątym miesiącu. Pierwsze miesiące po przyjeździe do Szwecji wyobrażałam sobie podwójne życie Pietuszki. A ty zdziro. . Nie pisać. data). Raz mamę. Jest za dobra i za ekologiczna. Dziesięcioletni syn Piotra opowiada o koledze. Dostała strój roboczy: kufajkę z chińską czapką uszatką.Jestem w ciąży”). Brakuje mi w nowej pracy naszych wspólnych dyżurów”. rozdział „Sex”. Nie musi chodzić na kurs obrony przed białymi niedźwiedziami.. 5 III Zosia . Opis wyjątkowo wyuzdanych przyjemności w ósmym. Jeszcze raz ci dziękuję. Pietuszka śmieje się z listu. czyżby z pracy? Żaden problem wymyślić taki numer (telefonu). Zostanie dwa tygodnie na statku. W kopercie. Pochwałę? Fantazja bywa okrutniejsza od rzeczywistości.. nie potrafi więc powiedzieć. pracująca dla instytutu ekologicznego. Zosia po rocznym kursie nie byłaby w stanie obronić się przed misiem.. podsunęłabym jej złośliwie najnowszy numer . Gdybym ją znała. Widać ludzie po czterdziestu latach małżeństwa pozostają biegunowo różni. masz na mnie niesamowicie kojący wpływ. raz tatę. Zostawiam ci mój numer komórki.A u kogo mieszka? .zdecydowała. jedzie latem do pracy na biegun północny.Jag ar gravid” (miesięcznik .

Korzystam z tego.Rozwiedli się. .karci mnie Pietuszka. Neandertalczyk. Tak to urządzone. . powinnaś założyć okulary .cóż banalniejszego. Wycieczka w gotyk. oraz tego. Wyprawa do czasów. skoro jest nie do pojęcia. U swojej macochy. Niewidzialna prawie komórka. mieszka niedaleko . Mamę odwiedza. . Wąziutki świat (trzymany w wąskich dłoniach gotyckich madonn).półdługich włosów Homo sapiensicy. renesansowego rozmemłania humanizmem.Nie myślisz. Spuszczam na twarz włosy. Tych w klatce i tych przed telewizorem. zostawiając po celnych strzałach tłum sierotek na ekranie. Ale nie do opisania. Przypłaszczonym wężu.Tu jest za dużo ultrafioletu. że da się dotknąć. Od zajścia w ciążę mam puls 90 . Nie można tego zrozumieć. Pierwsze na Zachodzie od pięćdziesięciu paru lat jawne eksperymenty na ludziach.własnej inteligencji. maraton sprintem. nową żonę. przyciśnięty barwnie naiwną pobożnością do niewidzialnego Boga. Nie odstający od Niego pychą odrodzenia. Noli me tangere po cudzie zmartwychwstania i noli me tangere chociażby myślą. namalowanym na desce ołtarza. Dziecko rosnące pod sercem. gdy nie było drukowanych ksiąg. Czasami łapię Ją za kosteczkę wypchniętej nogi.110. może nie „technicznie”. Big Brother. spacerujący wśród lodowców. Zwyczajność cudu (poczęcia) jest cwaniactwem nadprzyrodzonego. kopiące w wątrobę . cud powstania dziecka. Skromne średniowiecze. fascynujące.. Co z tego. zamieniająca się w embrion. Łzy od słońca i rozjarzonego śniegu. nie musiał zakrywać dłonią oczu. płaskim raju Ewy z małymi piersiami.U drugiej żony taty.syn Piotra opowiada i nie przerywa gry komputerowej. Wyczynowy. Płaskie czółko samicy Homo sapiens nie chroni mnie przed bolesnymi promieniami. Oczy przestają płakać. Toruniem. codzienność ciąży. teraz w ośmiomiesięczną Polkę.Dlaczego więc kolega nie wraca do mamy? . Myślę. Tata ma inną. co mam pod czerepem . Relikwia. pozłacanymi jelitami ozdobnego baroku. . . o przeciwsłonecznych goglach.Tata z nią nie mieszka? . Wiosenny spacer. nos marznąć. Zaledwie dziewięć miesięcy na stworzenie człowieka. Miał osłaniające od blasku wały nadoczodołowe. Tęskno mi za Krakowem. Marzenie o wysmukłym raju. że wypchnięty do przodu spektakl brzucha nie jest żadną sensacją. co czerep porasta .Bo się wychował u taty i macochy.

Zaliczyłam starą. i już nie było powrotu . umiera. Pola.medytacji.Jezu!”. Jest osobne słowo na umieranie ludzi w przeciwieństwie do zdychania zwierząt. Głębokim. więc tylko w myślach. ekstazy. wcielenie miłości. Teraz dziesięć stopni. zamiera. Zakochanie jest w wyobraźni. że nie służy już do marszu. Przypominają zgniecione złotka po cukierkach. kiedy go zbudowano. Na szosie mija mnie ciężarówka z przyczepą pozgniatanych aut. ćwiąrtuje również rzeczy. a człowiek czasownikiem. Pałac Dalaj Lamy w Potali. wiosna. kiedy wróci do domu z nocnego dyżuru.za mną półtora kilometra. Jeszcze dwa dni temu była śliska zima i Pietuszka musiał mnie pchać pod górę. Po kilku latach wspólnego bycia razem. W Polsce (Polszcze) wbijano wtedy na pale.wcześniej mogłam powiedzieć „kocham”. kredyty zaufania. zapomnieć o rozsądku i strachu przed tęsknotą. ciągle o nim marzę. Wirtuozeria tabli jest kopulacją z dźwiękiem. chodząca w garniturze i z teczką.. ale po drodze nie było większego dramatu. . orgii. Ciekawe. marzę o nim. Twór przyrody albo nadprzyrodzona budowla wzniesiona mruczeniem mantr. Czekając. W Dziejach dalajlamów Barraux. gdy jest już cisza i wtulanie do snu. myśli. Nie ma jednak osobnych słów na zabijanie. chociaż powstała w podobnej chwili. Zmiażdżone karoserie nadal kolorowo lśnią w słońcu. przede mną tyle samo. Hinduska muzyka ma tak erotyczny rytm. Pod koniec moja miednica przypomniała boleściwie. dorosła miłość. zmysłowym posuwaniem w głąb ciała . Pali się.. wprawiającym ją w bezsensowny ruch: żyje. kilkukilometrową trasę przez las. czytanych dla uspokojenia rozsądku. w Europie ćwiartowano i palono na stosach. podpisująca zobowiązania. Nie zastanawiałam się. czy dam radę codziennie tyle chodzić. Jestem zakochana. rozgrzewa zmarzniętą i prawie martwą... mieszkania. wygodnie układa. które przywieje tu za miesiąc. jak dzisiaj rano. Wyrasta tarasami ze wzgórza naturalnie jak popękana skała. konkretny czas zbudowania pałacu: połowa siedemnastego wieku. załapuje na trzeciego. Kości rozmiękły. puszczają ścięgna. czym jest poważna. by mogła przyjąć w siebie nasiona traw. Zamyśliłam się. Może ciało jest rzeczą. Wtrąca się do kochania. torturowanie żywego ciała.. W lesie ciepły wiatr wdycha w ziemię życie. nie naprawdę? Wybrałam się na krótki spacer. Troskliwie zdmuchuje z niej śnieg.. Dzisiaj wyobrażam sobie na różne sposoby nasze pierwsze spotkanie . Może nie wiem. Przekręca się razem z nami.6 III Powinnam zawołać „Sziwo!” zamiast . Błyszczące i niepotrzebne.

czytam. Zasypiam. Całowany trzymają za czoło.. bez nadziei na sen. Kandinsky zbliżał się już wtedy do abstrakcji. bum. od Apolla. Słynny szwedzki rzeźbiarz podarował mu do ogrodu statuetkę z brązu. ma słoneczne imię.I co? .Piotr. To już nie są kopnięcia. Kwadrans później nieśmiałe bum. zatrzymujemy zegary. Zmarł w latach sześćdziesiątych. . Błąkam się po mieszkaniu. Poczęta na początku kanikuły przeczekała w schowku zimę i jesień. był Kandinsky. czyjej bije serce! Panika. ucznia Freuda. leczący schorowaną duszę sztuką i twórczością. Do słońca. Zajmował się psychologią twórczości. Gdzieś ucieka. czy sprawdzając temperaturę rozpalonej namiętnością głowy. wybudowanego dopiero niedawno w Grödinge. dziecinnie ściskając róg poduszki. Jest mi dobrze albo smutno. Pietuszka najpierw uchem. wymyślając psychosyntezę. Kładę się. Dwie. posłuchaj. gdy Grödinge było osadą. Oglądam telewizyjne powtórki. rusza się cały brzuch. Wyłączamy muzykę. Polka. Strach. Pietuszka na dyżurze. śpiewaczki operowej. na których osiedliły się trzy światy: świątynia krysznaicka. pałacyk kuwejckiego szejka i po naszej stronie brzegu willa Poula Bjerre . Żyje! 9 III Topnieje jezioro. zesztywniała ze strachu.psychoanalityka. Został po nim pastelowy malunek okolicy. wybudował secesyjne domostwo z najładniejszym widokiem na jezioro. trzy godziny. więc trudno powiedzieć. Kładę się do łóżka o piątej.Pola. co przedstawia obrazek. Bjerre zbuntował się przeciw Freudowi. potem szklanką obsłuchuje brzuch. 7 III Budzę się wyspana o trzeciej nad ranem. Skądś wzruszenie. do życia dorwie się w najładniejszą porę roku. Gościem psychoanalityka i jego żony. I nagle spokój. Pagórki i sosnę czy też wjazd do tunelu. Nie wiem.. więc chętnie odwiedzali go artyści. Awangardowi artyści wyprzedzają przecież wizją swoje czasy. . bogatego kupca. dom zapisany . nie wiadomo. nazwaną przez nas „pomnikiem fellatio”: młoda kobieta całuje dłoń mężczyzny na wysokości rozporka. Własny system terapeutyczny. może te niespodziewane podskoki.Nic. Trzeba mieć słuchawki. Sam koił swój duszny smutek podróżami i zainteresowaniami religijnymi. Odsłaniają się trzy cyple. Przyjechał tutaj przed pierwszą wojną światową. Zostawił po sobie wielki księgozbiór. pierwszy szwedzki prorok New Age’u. czy z obawy przed jej łapczywością. Za pieniądze ojca. żal? Płaczę.

z zegarkiem na łańcuszku. później uczennica .pocieszył ją Piotr . wyjeżdża na sympozja jungowskie. Czasami mówił po staroislandzku.Kerstin.jasnowidza z Islandii. wpadł w trans. przekazujący sobie z pokolenia na pokolenie dar jasnowidzenia. .Nie martw się . że należy mi się mały pokoik? Kerstin zaniemówiła. nabijam sobie kondycję. Nie w tym.. rozszerzając aurę. W Grödinge prostaczkowie uważają ją za stukniętą staruszkę. zgrzytając zębami. Kerstin radziła się w sprawach spadkowych Helge .. Z westalki. Majtając nóżkami. W ogrodzie. Organizuje spotkania. nieortodoksyjnych psychiatrów. pasierbowie z małżeństwa ze śpiewaczką. Nie uważasz. Wydaje książki Bjerre’a. interesujący się psychologią. zaprasza „ciekawych ludzi” islandzkich szamanów. zaczął wieszczyć. wysokim krześle. . Ojciec jest bliższym krewnym od pazernych pasierbów. byłem ojcem Poula Bjerre.Opowiedział o moich poprzednich wcieleniach i w jednym z ostatnich. Od wielu lat trwa sądowa przepychanka o prawo do willi po Bjerrem.wierzę w kosmiczną sprawiedliwość. Zamiast łykać aspirynę. Anioł otworzył przed nim księgę przeznaczenia i Helge. rozciągającym się od willi po jezioro.. chcieliby pozbyć się Towarzystwa i odzyskać dom. tryskającą z ziemi. Jego spadkobiercy.. Dałem mu pieniądze na ten dom.Wiedziałam. podsycającej płomień pamięci o słynnym psychoanalityku. . że to mistyczne związki. to w następnym życiu załapię się na dobrą reinkarnację i może zostanę kolejnym prezesem . wierzącej święcie w każde słowo Helge. osiemdziesięcioletnia Kerstin nabiera energii do pracy przekraczającej jej siły. zamieniła się w szefową Towarzystwa. Przy okazji przepowiedział też przyszłość gościom odwiedzającym Towarzystwo. dlaczego zamieszkałem akurat w Grödinge podsycał po seansie ciekawość Kerstin. bo skąd u nas Polak. artystów. dodatkowy spadkobierca z zaświatów.age’owy Sztokholm. rozsiadł się w secesyjnym. Pietuszka skorzystał z nadprzyrodzonego daru Helge i zapytał go o kilka spraw. radiestetów. wystającym spod kamizelki.Towarzystwu Psychoanalitycznemu oraz mnóstwo nierozwiązanych spraw majątkowych. Napromieniowuje się tam przy czakrze dobroczynną energią. Malutki islandzki szaman w garniturze.. Willą i Towarzystwem zajęła się jego pacjentka. .Jasnowidz nie ma wątpliwości.. na które zjeżdża się new . Zdarza mi się też korzystać z tej ogrodowej baterii. nie mogąc dosięgnąć błyszczącymi lakierkami podłogi. tak jak jego przodkowie.

mentalności.. Szwedzkiego nauczyłam się sama z podręczników i telewizyjnych napisów. kiedy tu przyjechałam. do Polski czy gdziekolwiek indziej. Nie tylko ja. Wizja panienki zamkniętej na wsi. Nie dostawałam szwedzkich zasiłków. Napisałam tutaj przez trzy lata parę książek. nie poznawszy niczego poza najbliższą okolicą. że kogoś się nie lubi od pierwszego wejrzenia.świątynię krysznaitów. że w każdym kawałku o Szwecji wychodzi moja niechęć. a karą niech mi będzie wyjazd. Po groźbach Piotra: „Za kilka lat zrozumiesz. Po prostu nie czuję. korzystam natomiast ze znakomitej opieki nad kobietami w ciąży. Podziwiam rewelacyjny system edukacyjny. nie będę miała ochoty nawet na skandynawski weekend.bezpłatne szpitale. scenariuszy. zatopionym w ciepło połyskującym bursztynie. jak tu dobrze!”. Nie mamy szwedzkich przyjaciół. inflacja. Mieszkam na wsi. opiekę nad staruszkami. ale rozumiem bergmanowskie dialogi i gazety. Szwecja nie będzie dla mnie pamiątkowym okruchem wspomnień. wywożąca ją na zakupy albo do lekarza. Jestem za słowiańska. Chciałabym opisać sąsiedztwo za jeziorem . niezrozumienie. Dlaczego od pierwszego dnia nie polubiłam Szwecji? Kwestia temperamentu.Towarzystwa Jungowskiego w Grödinge? Nie musimy walczyć o dom akurat w tym wcieleniu. mieszkającą obok nas. nie znam dobrze języka z własnej winy. za romańska. Po babcię. nie umiem dostrzec jego zalet. 11 III Piotr wyrzuca mi. Od początku. chemia. za głupia? Biorę winę na siebie.. żebym sobie nakazywała: za dużo siebie. artykułów.rozpuści się w przeszłości. Będzie kawałkiem lodu.. przychodząc z pracy. To prawda. Szkółka malarska.. Nie doceniam tego kraju. co mówi do mnie Piotr. Doceniam socjalne udogodnienia . doceniam spokój. który mam nadzieję .. Opisuję las. ale wychodzi mi opowiastka z przewodnika po okolicy. Nie załapałam się na Szwecję. często odwiedzaliśmy tam przyjaciół. 12 III Nie mam chęci pisać.. Kerstin. Nie potrafię powiedzieć poprawnie „Poproszę kilogram chleba i osiem plasterków kiełbasy”. Z radością stąd wyjadę. Nie. Zaczęłam jedwabny obraz metr na metr i po pierwszym zapale odstawiłam do kąta. podwórko i to. . Przyzwyczaiłam się do krajobrazu.. bywa. Nie będę spisywać z gazet artykułów o szwedzkich problemach i przerabiać ich na własną wersję zainteresowań społecznych. Nie znam Szwecji. codziennie podjeżdża darmowa taksówka..

W każdym razie będzie ze mną do porodu. kłótni.14 III „Polska ojczyzną gówniarzy” . nie wiedzieliśmy. zmęczony wiosennie. Księga Przemian: „Trwanie. Czas jest dla mnie nieskończenie pustym miejscem na zdarzenia i emocje. Po tygodniu nikt już o niczym nie pamięta. chorobowe czy coś tam. pomylone rachunki. że warto. ponieważ zastój oznacza regres. chociaż w piwnicy piętrzą się stare graty do wyniesienia.czingu heksagram „Trwanie” oznacza małżeństwo. Dopiero teraz. Co tydzień nowa polska sensacja. galwanizujący zdechłą żabę. Nic nie załatwione do końca. Póki co. Miewam senną chętkę wyjąć ją spomiędzy nóg rękoma. Pewność. . dlaczego w I . Paniusie . Dochodzenie w rozpaczy do końca rozsądku i zaczynanie od nowa. wyroku. gdzie bezczelnie nie zezwalają na autoryzację.ja wiem lepiej”. nie tylko filmów. i postanowienie. siedzimy ubezwłasnowolnieni nieróbstwem. Polce też już nic nie brakuje. Oszukujące banki. obietnice bez pokrycia. po którym trzeba ścierać smrodek. Nieudani reżyserzy. niedouczone sekretarki. Odpisać na zaległe listy. Piotr. Prywatnie nie lepiej. że oddajemy się w ręce amatorów. któremu się nie spieszy) zrozumiałam. wziął zwolnienie. sprzedać mieszkanie. Dlatego następuje heksagram Trwanie. że nie musimy być razem. Kupując mieszkanie. Trwanie to długotrwałość. wyłażących nieraz spod wymuskanego futerka dobrych chęci. co jest najładniejsze w naszym byciu z Piotrem. Niemal każdy telefon stamtąd jest bluzgiem. leżę. konsekwencji (dawniej „honoru”). ale i własnego życia. przysypiam. heksagram 32. kłów i pazurów. mimo wariackich nieporozumień. której nie warto przerywać rozstaniem. dopisujący do cudzych tekstów swoją wersję Pigmalionów. Oczko wyżej to samo: redakcje. papiery wyważają ze skrzypieniem drzwi. Nie mamy żadnych zajęć. prąd. Potem dostanie macierzyński. Wyłuskać dojrzały owoc z pękającej łupiny. Nic nie robię. Nie ma sądu. poskręcani z chorej ambicji i zawiści młodziankowie.Witkacy. 15 III Wącham czas. paranoicy. kupić Poli wyprawkę. Ciągłością. Nie umiem wyobrazić sobie czasu odklejonego od przestrzeni. przed czterdziestką (mój wieczny Boże. W szafach przewalają się ciuchy. obolała do porodu. Zastanawiałam się. Nie jest to stan spoczynku. Droga męża i żony nie powinna być inna niż długotrwała. Rodacy! Jestem gotowa.

Zdążył jednak poszarpać Włochowi ramię. dziewięciokrzyżykowy (wszystkie przykazania oprócz „Nie kradnij”).) trwanie polega na wytrwałym trzymaniu się toru. prosząc o opiekę. Dzwonię do położnej. Leżę i sprawdzam. jak często dziecko ma kopać? . z podróżami. wytrwania w małżeństwie. przerażona.Rita. Patronem takich krzyżykowych katolików od siedmiu boleści byłby święty Jan od Krzyża (całego). Misja w Afryce. trzeba zrobić USG.nie zginają się do końca. które coraz bardziej krwawi..niby najnaturalniejsza.Jeżeli rzadziej niż dwa razy na dobę. Weterynarze wzywają telefonicznie pomoc.(.chodzą dość sprawnie po pierwszych nieudolnych krokach. Żeby jeszcze zakazał śpiewania. będzie szukała dowodów na piękno i kosmiczną konieczność trwania. Niezły pomysł. Wyobraźnia? Weterynarze bez Granic . cały ten gruz. tego wspólnego czasu. dniami poutykanymi w przegródki lat i wspomnień. na łasce innych. zalegający na dnie przeszłości. Najdziksza kotka tuż przed porodem też łasi się do ludzi. o Kościele. jak również na stałości w zmianie. dla mnie żmudna konstrukcja.Włoch i Francuz . tych strasznych pień bez ładu i składu. . Francuz strzela do zwierzaka nabojami usypiającymi. Podobno katolicyzm staje się coraz bardziej wybiórczy. żeby naprawić samochód. Palce . Jasne..międzynarodowa organizacja opieki nad zwierzętami. Dwaj weterynarze . Przeżuwam (nie „przeżywam”) istnienie. Nogi . do której codziennie donoszę lepik miłości. Ale to nie tak. Nie czuję. 17 III Pustka w głowie. To jest tajemnicą wiecznego istnienia świata”. gniew. ale działają. Mam. Niektórzy przestrzegają tylko sześciu albo siedmiu przykazań. Gazety z Polski. jeżeli dziecko nie porusza się przynajmniej dziesięć razy na godzinę. Obwąchują głęboko . Dlatego bywam tak zmęczona? Czy dziecko jest wiatrakiem? W Porodzie i ciąży (amerykańskim poradniku przetłumaczonym na polski) radzą skonsultować się z lekarzem. Podręczniki ciążowe piszą psychopaci bez konsultacji z psychiatrą.wracają z sawanny po szczepieniu słoni przeciw elefantazis.. podchodzą hieny. Nad samochodem krążą sępy.. Po dawce usypiacza lew pada „martwy”. Synod zakazał słuchania muzyki mechanicznej podczas mszy. Czasami Pola śpi pół dnia. Dorobiliśmy się bycia razem. rozsądku i skąd wynoszę wiadrami złość. Katolik na wzór i podobieństwo iluś gwiazdkowego koniaku: pięciokrzyżykowy. kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży. Atakuje ich lew. Trwałość . czy mam jeszcze dłonie. rzeczami. Zatrzymują się.

Nareszcie dni nie są terminami.pałacyku . Reklamę śniegu o wielkich płatkach. Bez żalu zamieniam te skarby na czytanie. w których mogę przebierać niby w szkatułce z biżuterią. Na wyciągnięcie dłoni. brudne włosy. 18 III Kleję pierogi. napiętej skórze brzucha. luksus godzin. Są podobne. Jedno i drugie w sobie. Namawiam Piotra na niedzielną wycieczkę do Taxinge . jesteś skundlony Aryjczyk..śpiącego lwa. Odpada mu szczęka. Las wokół. w odpowiednich rozmiarach.Czy my jedziemy na wystawę rasowych par? I tak nie dostałbyś medalu.. Nie umie robić pierogów. Rzeczywiście. W drgawkach wreszcie naprawdę zdycha. ścieżkę. Z ust wystaje mu jeszcze rąbek pofałdowanego ciasta w kolorze ciała. Po obiedzie wylegujemy się na sofie w kuchni. mam mnóstwo czasu. Nimfetkowaty. zsuwającej się bezradnie po korze. zwierzę się nie broni. Śmieszy mnie jego znawstwo. Rozwałkowane ciasto przypomina czas rozciągnięty do przezroczystości. wymagania. usypiacz powinien przestać już działać.cukierni położonego nad rozległym jeziorem łączącym Sztokholm z morzem. otwiera paszczę. Gdyby lew żył. Weterynarze przesiadają się do sprawnego wozu. nie za grube. tajemnicze. nagi srom. Rozgryza i ma rozanieloną minę. Wolałby zostać w domu i patrzeć na śnieg. Od dawna nie byłam tak bogata. Po trzech latach nauczyłam się gotować nie za cienkie. trochę ścięgien podtrzymujących kości. Mineta smakosza. Staje na obgryzionych łapach. Zostaje skóra. . Pietuszka dostaje swoje ulubione danie. Włoch z ciekawości podchodzi do na wpół pożartego lwa. Wypełniam je smakowitym farszem spełnionych marzeń (a pierogi grzybami). przeprowadzka. . jednak niewidoczna.Za miesiąc nie będzie czasu. właśnie by się obudził. Ona w środku. . dwugodzinne babranie się w pierogach. Zaczynają go szarpać. Uzupełniają się w bliskości i moim zagubieniu. dający się wycisnąć foremką w dowolne kształty wspomnień. spacery. (Przedporodowe fantazje o znieczuleniu?) Polka i las. znam w nim każde drzewo.Jestem nieogolony (od tygodnia). . Pola. Nadjeżdża pomoc. Stały się powolnym czekaniem. poruszającym obnażone nerwy i ochłapy mięśni. dotykalna. Nagle truchło podnosi się jakimś nerwowym impulsem. podziwiając padający za oknem śnieg. chce atakować. Seksowna potrawa. tańczących z wdziękiem disnejowskich kreskówek. żyjące. umie je doceniać. wypadają poszarpane wnętrzności. Po pół godzinie jest prawie pożarty.

Leczyła nią schorowanego męża i przy źródle modliła się o szczęśliwe wybawienie z niewoli. Ustawiamy się w kolejce po ciastka. Żonie więźnia darowano wolność. Bladawy facet z dużym ego i małą pyskatą żoną . Olbrzymie. Nie widać jednak przepychu. . rozkoszne gulgania i życzliwe spojrzenia włączam się w międzynarodówkę mamusiek. mówiąc „Aryjczyk”? . W pałacowej bibliotece dzieci siorbią herbatki owocowe. Z Gripsholmen chodziła codziennie lasami do Taxinge po cudowną wodę. napęczniały wilgocią grzyb szwedzkiego renesansu.dybach. dostawioną do stołu na specjalnym wysokim krzesełku .Ile ona ma miesięcy? . a złego Eryka uwięzili. szlachetnego Johana. szalonemu królowi. . Idziemy nad zamarzniętą zatokę. jest żłobkowe Przez bezzębne uśmiechy. ośnieżone okna i rozpalony kominek.wieczny pałacyk na pustkowiu. Argumentami zabarykadować drzwi i rozum.Indoeuropejczyk. oddali mu koronę. karmi go piersią. co z konsekwencjami).A ty kiedy? Pietuszka litościwie wyciąga mnie do pałacowego parku. W kilkutysięcznym Mariefred przypada na metr kwadratowy najwięcej szwedzkich milionerów. Skromni. mogącą niechcący zatrzymać nas w domu. Wyswobodzili dobrego. pod zamkiem pojawili się rycerze. Miało być romantycznie.Gdzie rodziłaś? . Urodziła w zamku Zygmunta (Wazę). Nie ma dużo gości. Skazano go na dożywocie za spiskowanie przeciw swemu bratu Erykowi. pokazała królowi swój pierścień zaręczynowy z dewizą: „Wierność albo śmierć”. Z ponad ciężkich rzeźbionych stołów wystają ich białe czuprynki i wielkie niebieskie oczy. Kamienny. Pewnego dnia. jak to w bajkach (historia jest bajką nie tyle konsekwentną. Obok nastolatka z tygodniowym oseskiem. Ile ja się nawrzucałam szwedzkich i polskich pieniążków do źródełka Katarzyny Jagiellonki. Wysadzana starymi dębami droga do Taxinge. pomagając mi założyć buty. XVIII .pyta podejrzliwie. Za nami para z kilkumiesięczną.kończę dyskusję. Słysząc wyrok. Przy wjeździe do miasteczka odbija się w jeziorze zamek Gripsholm. przyszłego króla Polski. he). protestanccy bogacze mieszkają w stylowych. gaworzącą dziewczynką. Siadamy w kąciku przy kominku. i została z Johanem. zanim nastąpił mój prywatny cud wyjazdu z tego kraju (he. . Latem przepływają tędy statki wycieczkowe między Sztokholmem i zabytkowym Mariefred. W szesnastym wieku więziono w nim księcia Johana i jego żonę Katarzynę Jagiellonkę.. drewnianych domkach.Co ty masz na myśli. zdobionych ogrodami.

Gdyby uczyć od razu.. że trzeba walić głową i czekać.Prawdy? . .I dla ciebie świat jest z atomów. W programie dyskusje „bruLionu”. gdy nas nie ma. unosząc je niby przezroczyste. jesteś bardzo samodzielna.Pietuszka włożył kurczaki w panierce do piecyka . skazująca na .Coś jakby. kopiąc uparcie w jedno miejsce.miesza zalewę z curry. 19 III . skąd ma wiedzieć. fioletowe bańki. uginające się pod ciemnym błękitem.Aha . Mgła przeciera z realności wysepki.Ty jesteś jeszcze w czasach Newtona. śnieg. fosforyzują elektrycznym indygo. poupychanych w materię jak ziarna piasku do worka? . na jałowość bieguna. pod żebrami.Marchewki na surówkę. . Piotr szykuje filety z kurczaka. Słuszny kierunek. . że są tylko kwanty energii.czarne.. Nocna. naciera je imbirem. tylko niedoświadczona. pojawiające się i znikające.Domowy filozof..obieram ziemniaki.Do czego? . radykalniejsze od buddyzmu . wszystko da się wyliczyć. . Wychodzi mi bokiem. trochę lasu.Pietuszka nie ma „fizycznych” kompleksów.krematorium. Nie byłoby łatwiej ludziom wierzyć w Boga? . Światło (według Pietuszki słynne skandynawskie światło. Nogami. . Moja przebojowa córeczka postanowiła wydostać się na świat. . „Kościół nieobecnych”. Głośno i w zachwycie odwołuję narzekania na nudę tutejszego krajobrazu.Jeszcze większym cudem jest zimowy widok na zatokę w Taxinge. Śnieg przykrywający lód na horyzoncie bardziej niebieski od nieba. białe ..A gdyby w szkole uczyć prawdy? . gdy znikamy. że tak naprawdę są momenty. może byś tak dotarła. zamrożona tęcza księżycowa. Drzewa. . gdzie przyczyna ma skutek. Tam to musi być spektakl zorzy i śniegu. Buńczuczne oświadczenia i deklaracje nowej polskiej telewizji katolickiej.Ooo. aż wyjście się samo otworzy? Polka. świat według „Frondy” kumotersko manichejsko podzielony na naszych i resztę. zabarwiające ultrafioletem) zamienia krajobraz w halucynację. nie? Raj klasycznej fizyki. W konsekwencji medialna wiara. Powinno być normalnie: lód. soi i wódki kminkowej.

łapię się stołu. a ja rodzę ból. pewność posiadania jedynie słusznej prawdy? Jakby prawda musiała być prosta (prostacko oczywista) i niesprzeczna. przekraczająca normy rozsądku. Wiara jest też paradoksalna. Ciągną w kolejnych audycjach ogon diabła. Biegunka.. Skąd u neofickich młodzianków.).” Zatrucie czy poród? Pierwszy dzień wiosny i Baranek. zaczął podskakiwać? Jeżeli poród. Mogą się one pojawiać w odstępie kilku dni albo wszystkie naraz (. Chodzę w kółko po mieszkaniu. W życiu jednak taka scena rozgrywa się dużo wolniej. wody nie odeszły. prawdulki wykrojonej do wielkości gazety czy ekranu. wypalającym fałszywe stygmaty. gdyż byt jest paradoksalny. da się wytrzymać. międli kartkę ze spisem szpitali. żona zrobiła kupę? Po godzinie mogę się wyprostować. obserwuję podskakującą sukienkę. zatrucie? Bóle menstruacyjne.. Ciągle wygłodniała.męczeństwo. w duszy ciągnąc metafizycznego druta. . w coraz ciaśniejszej klatce.. Jak rozpoznasz. A tak naprawdę (naprawdę). Na pewno zatrucie. . Biegnąca na kołowrotku przed siebie. mdli. w większości ciągną za nitkę z rozwijającego się kłębka własnego poplątania. Pascala? Jeśli prawda ma opisywać byt (Byt). Nie ma skurczów. co im powiesz. dopadają ukrytego (wszędzie poza nimi) diabła. Wyciągają go za ogon.. 20/21 III Noc Próba rodzenia. z tą wystającą końcówką zła. Piotr się budzi.. potrzeba częstych wypróżnień. podjadam byle co i to są skutki. zajmujących się boską propagandą. wchodząc w swój znak Zodiaku. pobolewanie brzucha jak przed miesiączką. podobny do okresu. czym wprawia swego partnera w stan komicznej bieganiny. to z natury musi być sprzeczna.. Gdzie niuanse Bernanosa. bardziej przerażony ode mnie. że poród się rozpoczął. Leżę na dywanie. Pietuszka czyta na głos z podręcznika: „Na filmach poród rozpoczyna się dramatycznie i jednoznacznie.Zostaw. Pomimo tych uciążliwości dzień albo dwa przed porodem poczujesz przypływ energii. Opisują swoje wysiłki walki ze złem. Nie tych „dających świadectwo”. a nawet biegunka. Obrońcy prawdy. Kobieta chwyta się za brzuch i jęczy «Rodzę!». Kręci się przy telefonie. Coś w środku mnie przebiera nóżkami i rączkami. jeżeli nigdy przedtem tego nie przeżyłaś? Na szczęście twój organizm wysyła kilka wczesnych sygnałów informujących. ale straszonych świadectwem niby ogniem piekielnym. Nocą podrywa mnie z łóżka do kibla. Obudzona właśnie wiewiórka.

wystawianymi na balkony i okna razem z wietrzoną pościelą.agonia. mieszczańskimi kwiatkami. nie śpiąc. Piotr zadumał się nad śpioszkami. Ubite łóżkowe zwierzę. 21 III Oglądam w sklepie ciuszki. różowo cielistą poszewką. kto jeszcze nigdy nic nie nosił. Siostra. które zostały na zamglonych stronach. Obok smętne pelargonie.. Pietuszka. wypchana opasłą. W przeliczeniu na ludzkie koniec dziewiątego miesiąca.Postraszeni nocnym nalotem bólu. . Szykuję powoli przeprowadzkę.. Pierwsze ubranko. Zatęskniłam za widokiem wietrzących się kołder.Sto koron.. Miały zapach przepoconych łóżek. gdy minęły pierwsze bóle.Już po wszystkim . . Moja mama urodziła pierwsze dziecko po pięciu godzinach. W szpitalu. .położna bardziej od niej zszokowana tak lekkim porodem. Podważają opadające powieki. mebelki dla lalek. Odrobiny wywalonego na widok publiczny domowego ciepełka. Pelargonie wydawały mi się obrzydliwymi. nosidełka.. Która z nas będzie mieć szybciej rozwiązanie? Gdyby zakwitła w dzień urodzin Poli. okrywającego połcie różowego mięsa. przysypiam. Sama nazwa przywołuje śmierć: pelargonia . są ostre i wąskie. żeby się wykrwawiło i skruszało. łuskę wysychającej świadomości. Miniaturowe sukienki. Zamordowane pierzyny. Warstewka podżółconego tłuszczem powleczenia. zapytała. Najbardziej żal kwiatów. Niestety łatwość rodzenia ani umierania nie jest chyba dziedziczna. weźmy coś tańszego. okrywające martwe życie rodzinne.. postanawiamy kupić już kompletną wyprawkę dla Polki. Jestem znowu w dzieciństwie. Wyrzucona na parapet biaława pierzyna.Ubranie dla kogoś. Widzę co drugie. sto koron. kogo jeszcze nie ma na świecie. grzebyki. Ratuje się zeszłoroczna pelargonia. wyjęła na świat niemal uśmiechniętego Siostrzeńca. Jestem wyspana. Czekam? Już dawno minęła północ. zwisające z okna. torby niepotrzebnych rzeczy do wyrzucenia. kiedy zacznie się poród. zrobiła sobie pedikiur. Nie mogę się uspokoić. Te. Ma nabrzmiały zielony pączek. O czwartej nad ranem z czytanej książki wysypują się mi słowa. makijaż. Pelargonie w . żałobne doniczki kwiatków przestały mnie straszyć w Szwecji.. mając już skurcze. w domu. ostatnie dni przed pojawieniem się czerwonego kwiatka. egzekucja na roślinkach.

Schowamy się w szafie.No tak. 23 III W co ja wierzę? W sny.bladawym krajobrazie stały się nagle wściekle jaskrawe.Obcy będzie punktualnie o dwunastej? .ostrzega Pietuszka. Ostatnio śnił mi się Pan Bóg.A. u nas makler w pracowniczym mundurku. .ostrzega Piotr. wycenić mieszkanie. że jest już na trasie.Lucky you! . . Jasne. Na piersi herb banku . Oszołomiona czerwienią ich płatków. zadzwoni. . W mieszkaniu wyjmuje cyfrowy aparat fotograficzny. nie możemy ciągle wychodzić na spacery . .zawraca z tarasu. Warto było skorzystać z jej usług.Sprzedamy mieszkanie w ciągu miesiąca. .Przyjdą obcy . gdzie klientów dziwek zamyka się do więzienia. rozumiecie.makler chowa kalkulator. Czujesz tę gościnność? Zjawi się makler . Ogląda schody. . Zapłaciło się raz.złota moneta. Nie wiem. Oferta z widokiem na jezioro jest droższa. gdy ktoś jest w domu. nie zasłonią go jeszcze drzewa. .Tak się mówi po szwedzku „przyjdą goście”. . spekulacyjnie. w kraju.Ale będzie niemowlę. skrzynkę pocztową. 22 III .Jeżeli Szwed. kupiłam rok temu doniczkę z pachnącą pelargonią. tak. coś się uzgodni. staje przy oknie z widokiem na jezioro. a kwitła wiele razy do późnej jesieni. obcy nie lubią obcych.Klienci nie lubią.mój święty Piotr ze smokiem odkurzacza walczy z kurzem. chcą mieć swobodę oglądania. Gdyby miał się spóźnić pięć minut. wysoką.facet z biura nieruchomości. W Watykanie odmawiają Anioł Pański.. w Krakowie trąbią hejnał.. Bardzo czarny plastikowy garnitur i bardzo biała nylonowa koszula. Bezczelne niby poszminkowane wulgarnie usta prostytutek.Jacy obcy? . . w swojej kategorii roślinną cali girl. zadbaną i drogą. co do minuty. Chałupa kupiona względnie tanio trzy lata temu zdrożała do dzisiaj pięciokrotnie.Widać tylko zimą . ogłoszenia o sprzedaży za tydzień we wszystkich lokalnych gazetach i największym sztokholmskim dzienniku. Zdjęcia mieszkania będą zaraz w lntemecie. jeszcze jedno . jakie widoki i na co ma gospodarka szwedzka. Socjalistyczny Pietuszka czuje się nieswojo. .

Położna załadowała nam trzy kasety wideo z filmami o macierzyństwie i wyszła do swojego gabinetu. Wessie je mózg. nie szwedzki? . pozbawionego wydelikaconego zmysłu smaku. Pierwszy film.Norweskie biusty najlepsze . Mierzy mnie. osłuchuje. Widziałam podobny polski.Strawione jedzenie krąży po organizmie. Poród ciężką pracą. Szwedzki obraz spokojny. Bardzo dobry film. w przełyku. odżywiając komórki.T. Poród 7 . wszystko w porządku. zaczyna się mozolna. rozcinania skalpelem krocza. charakterystycznych dźwięków „chlap”. neutralny jak ten protestancki kraj bez wojen. nie porzygam się. Poniżej. Póki mama jest pod narkozą. czy mogę obejrzeć na USG buzię Poli.Twarz? . Trzeci film. Zaciskam zęby.Twarz . wpatrzonego w swój ulubiony widok zmarzliny. krwawy horror. . noworodka przystawia się do piersi tatusia. Karmienie piersią.Dlaczego norweski. Poród. rurką pępowiny popłyną do Poli. dziesięć minut widoków znad fiordów.pomyliłam słówka i powiedziałam „hulajnoga”? . mam nadzieję. Wracamy do położnej. norweski. Drugi film. będzie musiał sobie ogolić tors. pocierania i zmiany pieluszek. nie bohaterskim wyczynem i katolickim męczeństwem. proletariacka harówa metabolizmu. W Polsce zacząłby się od Madonn. Nawiązują kontakt z inną cywilizacją za pomocą cmokań. Coś między rzezią a powstaniem. Bez wrzasków. A jeżeli nie? I ręka albo noga mają wyrobione gusta kulinarne? 24 III Wizyta w przychodni. Jego porcje powędrują w części ciała wygłodniałe witamin i energii.zapewnia ze znawstwem. Odżywczy obiad niechcący trafia mi jednak z żołądka do gardła. Mężowie z głupimi minami patrzą na nie bezradnie.jest szczerze zdziwiona. Jego też nie najgorszy. .10 kwietnia. .pytam Pietuszkę. Laponka z sankami. O komunikacji z niemowlęciem. wątroba. Pięć. . W ten sposób maleństwo ćwiczy ssanie. W Skandynawii od panoramy krajobrazów. Kobiety cicho jęczą. Rodzice w stuporze patrzą na rozkosznego przybysza z kosmosu o urodzie spielbergowskiego E. Gdybym miała cesarskie cięcie. Pytam. cierpią.

Nie umiem się bać czegoś.Musiała cię pytać o takie rzeczy. płaczę: ze współczucia..Potraktowała cię jak histeryczkę. ze wzruszenia . że Szwedki odpowiadają: „Nie czuję nic”.Główka Poli odwrócona w niewidoczną stronę. Gdyby tobie pokazali nowy zabieg borowania zęba połączony z jego wyrwaniem i po projekcji zapytali: „Co pan czuje. napięta.też mnie to czeka. Cieszyłbyś się i czekał z radością na zabieg?. krzyków nie skapituluję. wmawiając.. Najdziwniejsze i chyba niedobre: naprawdę się nie boję.nie umiem znaleźć odpowiedniego szwedzkiego słowa.. cieszy się pan. W samochodzie Piotr zastanawia się nad pytaniem położnej. co chcą oglądać inne matki... waląc stopkami w dno macicy. lawirując brzuchem między drzewami. .To jej obowiązek. Leżąc pod USG. że będzie miał zdrowy trzonowy?”.Dlaczego? . zadowolona? . Obydwie jesteśmy zdrowo nakręcone...położna zadaje pytanie z formularza głupich pytań. w żołądek. Oczywiście moim kosztem.zakwitła pelargonia. zastanawiam się. Oglądając zamęczone porodem kobiety.. . Próbuje pocieszyć. może ciężarne dostają hyzia i trzeba im dać coś na uspokojenie. A co ja mogę czuć? Nie wmawiaj mi. . . On boi się porodu bardziej ode mnie.. Pietuszka. Co ja mogę czuć po obejrzeniu tych filmów. Stopę? Pępowinę? Są przygotowane naukowo do podziwiania morfologii? . . Właściwie powinien dostać ten milion dolarów. który urodzi dziecko. będzie to jego zasługą: psychologicznego treningu dręczenia („Nie bądź cienias”) i wspomagającej obecności.Jak się czujesz przed porodem. Brak wyobraźni? Optymizm? 25 III Pietuszkowa reklama seksu: COITUS KOI 26 III Ta dziwka jest szybsza ode mnie . proszę oczami Pietuszkę o przetłumaczenie. Oczywiście jeżeli w trakcie parć. że samym dobrym nastawieniem poradzę sobie z bólem. O samopoczucie. wyprzedzam spacerowiczów.pokpiwa Pietuszka.Wzruszenie .. ale się nie boję. czego nie znam. 28 III Polka wybija się na niepodległość.Uwaga! Za kobietą w ciąży nikt nie nadąży . obiecany pierwszemu mężczyźnie. . Noszę ją do lasu.

Brzemienne marzenia. deklinacji. . nawigacyjne skrzypienie.czuję. nie zginą w bełkocie. trzy rzeczy: 1. pijąc szampana. krążą nad domem. zaimków i blizn zarostków. a później przeszczepić przedrostków. Wąską. Lenistwo świadomości. . jeśli niezrozumiałe.korektor wywija czerwonym długopisem. schowanej pod kadrem. zapowiadające wreszcie powrót z zamorskich krajów. . Interpunkcji nigdy się nie nauczę. już po wszystkim. Na marginesach prośba korektora o wytłumaczenie słów bindu i tak dalej. Dlaczego ich gęganie nie zalicza się do najpiękniejszych ptasich śpiewów? Żadne tam banalne świrgolenie czy godowe podlizanki. składni. tajemna wiedza hieroglifów. powtarzającej najchętniej te same zwroty. Straszak gazet. Ze słów zbudowany jest cały nasz świat. Okładka ze zdjęciem w siódmym miesiącu ciąży. Czyja piszę do gazety albo kolorowego magazynu. Są wystarczająco inteligentne i ostrożne.Nie. Teraz wystarczy przegryźć. nogi zaczepione na niższym drążku. Będę się tak bujać. stanowczo tak się nie robi . wystarczy sięgnąć po słownik. 29 III Z wydawnictwa gruba koperta . Strony usiane brakującymi przecinkami. Przeglądam tekst i czytam go właściwie po raz pierwszy. chociaż wytłumaczone (bindu buddyjski zaczątek życia człowieka.czyściciele lingwistycznego zoo przyjdą zaraz wysprzątać niestrawione resztki końcówek.Ale zrozumiale . Drewniane klekotanie. W dwa dni poprawić sześć miesięcy błędów. po zachodniemu „pierwsza komórka zygoty”). pulsujący krwią czasowników.Obiecuję sobie. Tego nie zmieni żaden korektor. gdzie każde słowo musi być zrozumiałe dla każdego? Słownictwo książek jest bogatsze. niegramatycznie . Lubię poprawki przed wydaniem książki. Mózgi zawinięte w gazetę. piszącej niby przez kalkę. że nareszcie dotknęłam językiem szczebli lingwistycznej klatki. krótką spódnicę 3. Wracają gęsi. Słowa powinny być na wolności.korekta Polki. w spódnicy. . dwukropkami. Dających się rozszarpać. Butelkę szampana 2.To niepoprawnie. ten nieożywiony rzeczowników. Powtórki słów. przyciasnej. Uwierającej w żebra. gdy siedzę naprzeciwko kapo od słów i się kłócimy. Zwis z trzepaka rękami na wyższym drążku i druga pozycja: głową do dołu. składający się z kropli ojca i matki.

31 III Uczę się szybkiego czytania. więcej zaufania do języka. Zaczynam wątpić w sens tej zabawy. Heidegger wagi lekkiej. 30 III Telefon od Marii. z festiwalu teatralnego w Katowicach. Nie łapię. Ale możliwe. Nasze plany: 7 . My dostaniemy świra z nerwów. dajmy na to 25 kwietnia. przed telewizorem. 1 maja przeprowadzka. nieomylnością. Równolegle do „wzrostu” prędkości rośnie moja podejrzliwość. nie dający się złapać w sidła gramatyki.10 kwietnia Polka. Odrabiam podręcznikowe testy. Być może wcale nie czytam szybciej. Litera jest ważna. wykrzywia opisywanych. pomniejsza do rozmiarów egoistycznej narracji. ze swoimi przemyśleniami i charakterem. Strzeliłabym sobie kielicha. Sandra. że nikt nie przyjdzie.Kochana korekto. na przykład Szczypiorskiego. Koledzy z internowania. Jestem przeciętnie sprawna. gubią się obrazy. zastanawiam się. beznadziejnie dosłowny. Oko jest zmysłowe. Tragedia. popędzana sztucznymi hormonami. ale i myśli. 8 kwietnia przyjdzie wycieczka kupujących mieszkanie. ale nad nią unosi się sens. Po dwóch rozdziałach ćwiczeń awansuję o sto więcej słów na minutę. to przy niej intelektualistka. przytyła parę kilo. Przyjedzie siostra Piotra z mężem. Możliwość czytania linijki tekstu od tyłu argumentują językiem hebrajskim. Po spektaklu dyskusja: studenci czuli się poniżeni. bo tak się pisze słowa. po prostu pierwszy test na zwykłe czytanie robiłam wieczorem. wytresować do dreptania po śladach kropek i przecinków w dozwolonej żonie interpunkcji. cokolwiek. Też urządzam z „Polką” reality show. Oglądam szlochającą studentkę z Big Brother. Dostała nagrodę za reżyserię Sandry K. Ludzkie spojrzenie pisarza. oślepione miłością własną. nie od końca. „Mózgiem” czyta się rzeczywiście szybciej. a Polka urodzi się 20 kwietnia. trawkę. to my”. Kamera jest jeszcze w miarę obiektywna. ale po hebrajsku czyta się z prawej do lewej. byli w gorszej sytuacji od bohaterów Big Brother. relanium. W książce najważniejszy rozdział o czytaniu mózgiem zamiast okiem jest najkrótszy. OK. Znaleźli się tam wbrew własnej woli. . czy mam rację. „obiekty do opisania”. Kretynizm Big Rother! Nie większy od dzienników z internowania. Wieczorem. pomogą nam załadować się na prom. Big Mother watching yourself. mózg pozbawiony filtru zmysłów. zmęczona. Poniżoną szyderczo kretynką jest w moim tekście anorektyczna Sandra. a Big Pisarz „obserwował” nie tylko ich twarze. czy jednak o to chodzi w czytaniu? W pośpiechu nie słyszę „głosu” szepczącego mi zawsze tekst. studentki twierdziły: „Sandra K.

Pietuszka fachowo bierze się do egzekucji.mam w środku człowieka. Dotychczasowe wynalazki miały za dużo skutków ubocznych. Mróz. pigułki dla kobiet podnoszą ciśnienie. Podczas wieczornej kąpieli widzę jej paniczne „rozkopywanie się” w obronie przed ciepłą wodą. bez tej cholernej zmiany biegów i prawa jazdy. Jeśli nawet. Chyba najważniejsze zagrożenie męską pigułką . 3. Chce się tą peruczką przypodobać patrzącemu na niego z góry Panu Bogu. Gazety z Polski. Akurat kobieca pigułka wygładza cerę. A jeżeli się urodzi dopiero. lewej nie sięgam. Mogłabym prowadzić samochód. boso. Każące na siebie niecierpliwie czekać.Polka się jeszcze nie urodziła. Męski spadek zainteresowania. zaganiający do domowego ciepełka. Ciepło. powodują skrzepy. 31 III Obrzępolone paznokcie stóp wyglądają na obgryzione i to w dodatku tylko palce prawej stopy. Wielkanoc .trądzik. Moje ruchome święto we mnie. Do przełknięcia dla kobiet (w codziennej pigułce). Supernieszkodliwe. zamiast biskupiej piuski rudy tupecik. ciepło. Noszę ją w sobie. ale jestem gdzieś odcięta. Próbuje uciec? Wystawia pupkę. niebezpieczne dla samców: 1. . U facetów zagrożenie rakiem prostaty. Nie potrafię jej urodzić w moich myślach. 2. poprawia cięcie. Odwinąć z mojej skóry. kręgosłup. to metafizyczna. Jakby waliło mi drugie serce w okolicach pępka. Próżność poety? Nie sądzę. u kobiet hormonalne tabletki zwiększają ryzyko raka macicy. Zrozumieć . Kobiece pigułki też zwiększają masę ciała przez zatrzymanie wody. wyznaczająca ruchome święto Wielkiejnocy . Boże Narodzenie jest rodzinne. Najbliższa i ta najważniejsza. Wiadomo. Zdjęcie księdza Twardowskiego.mistyczna. Wieloletnie branie pigułek może wywołać u kobiet oziębłość. Droga z brzucha do głowy jest o wiele bardziej skomplikowana niż do rozwartej szyjki macicy. poruszające się w za ciasnym brzuchu. 4. jestem podwójna. Za kilka lat wprowadzą pigułki antykoncepcyjne dla mężczyzn. że naprawdę tam jest? Zrozumiem i natychmiast stracę? Najwięcej dzieci rodzi się przy pełni księżyca. podziwiania kołyski z maleństwem. Męskie tabletki antykoncepcyjne wywołują nadciśnienie.piętnastego kwietnia. mięśni. kolano. Australia. Nadwaga. 5. amputowana od jej obecności. Obcina mi szpony. „Wprost”. gdy przekonam samą siebie. Czkawka Polki przypomina głośne bicie serca.

W gabinecie właśnie dekorowane są ściany. Otwieramy szeroko okno. ale także ich otoczenie. tak szkodliwą dla mężczyzn? Faszerowanie kobiet trucizną. Zdjęcia z jakąś paradontozą i fotki wyleczonych zębów.maila z korektą.. Wyglądamy (przez nie) jak emigranci. Wisła wygłasza referaty w Japonii. Kojarzy się jej to ze znanym z dzienników telewizyjnym słowiańskim miastem „Zagreb” (Zagrzeb). przenoszącą nerwowe impulsy. ale one potkną cokolwiek. U ginekologa specjalizującego się w skrobankach też powinny wisieć zdjęcia: przed i po zabiegu. Precyzja życia i prostactwo śmierci. Katuję Pietuszkę spacerami. Jej francuska asystentka nauczyła się polskiej komendy dentystycznej: „Zagryź!”. zatykające się żyły. by truć kobiety antykoncepcją. Podobnie czuje się spęczniała materiałem genetycznym bakteria. woła „Sarajewo!”. Europie. Mam problemy ze staniem (bolą nogi). Wisłę interesują nie tylko dziury w zębach. siedzeniem (żebra ocierają brzuch). Zostaje chodzenie. Ciąża nie jest chorobą. Wystarczy wyrwać „wtyczkę”. Co którąś wizytę dowiaduję się od niej kolejnych rewelacji: wpływ zgrzytania zębów na ból głowy. Ponaciągane wysiłkiem mięśnie. by uchronić się od niechcianego macierzyństwa. a gdy się pomyli. powietrze składa się z atomów. Żołądek ledwo się powstrzymuje przed samospaleniem zgagą. publikuje naukowe artykuły.. Nadymam się. 1 IV Trzynaście stopni. nawet w upał. Dentystów musi to strasznie hajcować. Atom natomiast zabija. Tutejsi okien nie otwierają. Urządzają sobie konferencje („Dolna lewa szóstka”) i zjeżdżają na nie z całego świata. Mężczyźni nie mają takiego wrodzonego instynktu. W gabinecie przyjmuje też międzynarodowe towarzystwo. Rozkazuje polskim pacjentom zacisnąć zęby komendą „Zagreb”. . oni najwyżej mają nabyty obowiązek alimentacyjny. ale ile można. Wiadomo. puchną mi stopy i dłonie. No tak. która dopiero za ileś lat okaże się prymitywnym świństwem. leżeniem (żołądek przesuwa się do gardła). „uroda” jako jedyny powód. chory ząb przyczyną nagłej śmierci. zatkać tętnicę. za które czują się odpowiedzialne.Punkt piąty. ciąża nie jest chorobą . Organizm . reagujące wrzaskiem bólu nerwy kręgosłupa. tuż przed podziałem? 2 IV Od skomputeryzowanej Wisły (dentystki) wysyłam e .tak skomplikowany i przez to tak prosty do zniszczenia.powtarzam sobie.

Niech sobie.. Czy oni mnie tak nisko cenią. Po odłożeniu słuchawki panika. Piotr nie chodzi na te cholerne nocne dyżury. Nie wystarczy. ocean czasu. 3 IV Gapię się na aresztowanie Miloszevicia. Odesłałam ją do polskiej Wydawczyni. w co ja się pakuję? Z jednej strony godziwy. My mamy samochód. Budzi mnie warkot. wiosna. Serbia to jakaś sowiecka Rosja. Dostałam list od tłumaczki o podsłuchach. przeczuwającej bezkarność także jego poddanych?). komunistach. wierząc w prawo autorskie i europejskie.. Wiosna. dziecięco. czy „Wprost” tak cienko przędzie? (eee. we mgle ląduje helikopter. czytam. Jest północ. Podejrzewam szaleństwo albo hucpę. zaliczę cztery. Przyleciał po babcię. Z czterema przerwami na siku. Zgadzam się. Na podwórku Apocalypse now. rosyjski tytuł? I co ma zamknięcie tego bandyty do mojej książki. . regularny zarobek. Wraca wyczulony węch z początku ciąży. przebudzeniem o piątej. Jest dotacja. szalona tłumaczka: . pięć godzin odpoczynku.Wystarczy twój podpis. . gdzie nie obowiązują prawa autorskie? Dlaczego akurat My zdies’. Od dawna nie czułam się tak dobrze. Nie mogę się dogadać z tłumaczką. traktor... zaraz. codwutygodniowe felietony od maja.. czerwona pożoga świateł. jest przetłumaczona książka. Telefon z Belgradu. wygrzewam się na tarasie. Miloszević może się wymiga od sądu europejskiego (stąd entuzjazm tłumaczki. wszystko zależy ode mnie. Z drugiej codwutygodniowe niewolnictwo. Zasypiam o dwudziestej trzeciej. ambasady polskiej czy Instytutu. nie podejrzewając. orze.Nareszcie możemy wydać My zdies’ emigranty! Tyle razy wyjaśniałam dziewczynie: Nie możecie. Pośredniczyła kiedyś między nami pani z konsulatu. Trzęsie szybami.Próba snu. po mnie nie przylecą. nieeemożliwe). Maluję. Oprócz zmysłu węchu budzi się też zmysł szczęścia. Dajemy sobie wzajemnie czas na przemyślenie (zmiękczenie). Dzisiaj oprócz trujących zapaszków i aromatów pozornie bezwonnych przedmiotów czuję zapach niemowlęcia. że może to mieć jakikolwiek związek ze mną. 2 IV Propozycja z „Wprost”. sieje. Zaraz. Serbia wymiga się od sądu. Pachnie nim moje ciało.. ale ja niczego nie podpiszę. Prawa do książki mają Francuzi. zabiera ją do szpitala. ale targujemy się o forsę.. Ludzie uśmiechają się. mam morze.

ale. co ona wypisuje.Fajnie pisać do poczytnej gazety „z natchnienia”. Aktualności drukowane natychmiast... ludzka głupota jest nieskończona. niedoszły artysta. Mamy z czego żyć. Plątać się w publiczną jatkę.. Środek wypełnił jego zalkoholizowany wujek. a ambicje. W życiu nie miałam tylu pieniędzy. Mistrzowski Tym pytał: „Czy jest obowiązek pisania felietonów? Czy ktoś musi pisać. obciąłby jej jaja. Przed rokiem dałam do „Wprost” chyba ostatni swój felieton jako wolny człowiek. gdy nie ma ochoty i nie ma o czym?” Nie da się regularnie produkować cacuszek. Pomyślałam: „To już?”. Każdego dnia większa finezja. straszenie sądem. i zasnęłam. Zamiast w miarę jednolitej kompozycji malarskiej wychodzi mieszanka stylów. Chyba obniżył się brzuch. bez miesięcznikowych odleżyn. nie wiem. Odpuść sobie pisanie do jesieni. jeszcze nie wiadomo kto. że kawałek w lewym górnym rogu namalował uzdolniony dzieciak. ile sobie zażyczył „na przeprosiny”. kiedy coś wkurzy. Dla Pietuszki najbliższe miesiące są święte: Madonna z dzieciątkiem u piersi. Wyjątkiem są rewelacyjne teksty Bakuły w „Playboyu”. Tematów nigdy nie braknie. naprawdę chcesz się wystawiać na publiczny ostrzał?” Nie wiem. podrzucając nim aż do gardła. wplątanych w jeden metr kwadratowy jedwabiu. że przegra. he) artystycznie. Z czasem rura mu zmiękła. Żołądek uwolniony od jej stopek przestał żonglować śniadaniem. Gdyby Heffner wiedział. przestraszona „wielością istnień”. Słyszał moją rozmowę z „Wprost”. Samo się rozwiąże. uprawiać błyskotliwie pańszczyzny. bez zobowiązań. rozbawi.. ale niestety na jednym obrazie. popuściły ścięgna. grzebaniem we własnym pępku albo spisywaniem (z zagranicznych gazet). gdy okazało się.. Stuka się w głowę: „Zdenerwujesz się jakimś palantem i mleko ci skwaśnieje. Pisałam. To za felieton we „Wprost” facecik zażądał ode mnie odszkodowania. Odkładam blejtram. zwaną publicystyką? Albo dać się wpakować w bezpieczniejszą szufladkę „kobieta pisząca”? Każde męskie pismo hoduje u siebie takie alibi udomowioną feministkę na etacie. kiedy chciałam. . przesuwając Połę do wyjścia. Za końcówkę bierze się natomiast. Efektem są pogróżki. czyli „komentowaniem” komentarzy. Rozlało się mdłościami. Różnicę w poziomie widać już nie z obrazka na obrazek. Najczęściej etat felietonisty kończy się przynudzaniem. Druga rafa to pisanie prawdy bez względu na układziki.. Za szybko się rozwijam (he. Wygląda na to. 3 IV Nocą coś mi pękło w plecach.

byłam pewna: nie dam rady. czy nie wynajęlibyśmy jej naszego domu.. pojawisz się na świecie.Pietuszka. Nie kupi. Kerstin częstuje nas tradycyjnie zeschniętymi (kruchymi?) ciasteczkami. Polka urządziła nocne harce. z SOS . please! Piotr „czuje się odpowiedzialny za poród”. Też mi się kojarzy. pomidory. Zanim się skończyły. ale głową i rękoma. gruszki. Chce się wyprowadzić z willi Bjerra. Jemy sam sos. Czytam o znieczuleniach. jedynie maska z gazem rozweselającym. wybij to sobie z głowy. Nie dla mnie. Nie ma siły na prowadzenie Towarzystwa. Zarżnęli potem barany. Będziesz odpowiedzialny za dowóz do szpitala. zupełnie poza kontrolą. nie przyjdą? O drugiej będzie makler. że ich Bóg przyjął ofiarę i spuścił długo oczekiwany deszcz. Gotuję do tego ryż jaśminowy.4 IV Kiepsko. że podczas porodu moje ciało poprowadzi automatyczny pilot instynktu. Przed naszym domkiem zjawił się już pierwszy chętny do oglądania: osiedlowy Śmieciarz.. Dobijała się do wyjścia? Kuksańce zamieniły się w skurcze. Za rok wybudują w Grödinge dom starców. co może. będziemy musieli wynająć. że to lada dzień. gdzie faceci z kompleksem niższości (zakrywanym podwyższającymi turbanami) wysadzili zabytkowe. do tego czasu musi się gdzieś przechować. przepraszając Allacha za opieszałość w niszczeniu bałwanów. Nam potrzebne są pieniądze i zamknięcie szwedzkich spraw. Polka. ale to jedyna okazja zobaczyć. Upiekłam sernik. Poproszę cesarskie. obiecujemy Kerstin . hemoroidy. por.. reszta. Nie nogami. Generalna próba przed wyrzuceniem Poli. Organizm wypycha na zewnątrz. niezjadliwe. czosnek. to tak. Zjawia się punktualnie i wystawia przed dom tablicę: „Wizyty”. kiepściuchno.. 8 IV Przyjdą. Jeśli nikt nie będzie chciał kupić mieszkania. Ewakuujemy się do Kerstin. Zapominam o postanowieniu po paru powracających skurczach: Narkoza. Pyta. Przeterminowany jaśmin cuchnie klejem. . tysiącletnie pomniki Buddy.Ratunku. na siebie samą nie mam co liczyć. krew z nosa. Najgorsze. jakbyśmy się mieli czuć odpowiedzialni za płeć dziecka. już za kilka dni! 7 IV Wszystkie znaki na niebie (zbliżająca się pełnia) i w moim ciele wskazują. jak mieszkają polskie dziwolągi. Bohatersko rezygnuję nawet z tego w kręgosłup. Ostatni taki przed? Piotr eksperymentuje z sosem: curry. Mogę tylko ufać.

ze Steinerem.age’owo zakręcona. Niewygodnie przy stole. W Azji mają rację . że nie opisani na piedestale. Skądże znowu.krzesło torturuje kręgosłup (oraz brzuch).. Już nie wierzga. Przyzwyczaiłam się do Poli. Pietuszka ciemno widzi: . Piotr szuka maklera: . przeliczają. wygodniej. dla którego miałaby się urodzić? Są różne propozycje przyspieszenia porodu: wte i wewte po schodach na czwarte piętro. Patrzymy po sobie z Piotrem: Kerstin w katolickim Kościele? Protestancko skrupulatna i new . „wielkościowe zadęcie” Polaków. do schowka. Bez rodziny. Brzydzę się robali. zamiast się każdemu narażać. Jedna młoda para zainteresowana.Musiałem szybciej wyjść. Ten liberalny Kościół miał coś wspólnego z Watykanem? . Wypiele . Makler zniknął.. Należałoby zrobić spis tych.Ja też nosiłam gałązki na tydzień przed Wielkanocą. nie do zaspokojenia prawdziwym chlebkiem szczerości.podpytujemy. Żal nam jej.przypomina sobie. kiedyś należałam do liberalnego Kościoła katolickiego. powinnam niby troskliwa samica latać między towarzyskimi gniazdeczkami. Stosunek. .Aaa. Wyłażąc w publiczny świat. Nigdy nie urodzę.Zagląda do łazienki.Gdzie? . być może przenieślibyśmy się do willi Bjerra. mam jeszcze jeden pokaz mieszkania. Skrzyżowane bazie .. zastanawiają się miesiącami. gdy ją głaszczę.Szwedzi nie są napaleńcy. niestety. no i Wielki Tydzień. Jak mawia Poeta. Zanim kupią. Czy jest jakiś konkretny powód.wyjaśniła się tajemnica wiary Kerstin. Jem i maluję na klęczkach. których trzeba przeprosić za ironię. Telefony z Polski. Wzdęcie z głodu pochlebstw. Po powrocie do domu zastajemy otwarte na oścież drzwi. 10 IV I nic. . Blawatzką i teozofią . Pakować w nie .Ej. wszędzie zapalone światła. Telefon: .nie ogródka.. zajęli Kerstin i Towarzystwem Jungowskim. Wszystkie metody wypróbowane i nic. schorowana. cierpko i sympatycznie.. Było u was trzech klientów. marudzą. Trzeba żarłoków karmić słodyczami komplementów. Eryk Olof! Gdzie jesteś? . psujących zęby i dalej mózg. liczą. Na samym końcu listy Polka.nażarte dzioby piskląt robale pochlebstw.. oddzwonię. Gdybyśmy zostali w Szwecji. . ona do mnie.pierwszeństwo. tylko po ludzku. Przeciąga się. Opowiadamy jej o Niedzieli Palmowej w Polsce.

Polka.Ale my pokażemy Szwedom.. czemu dzieci rodzą się genialne? Żeby później być normalne. nie? . ogryź z kory kilka mazowieckich wierzb płaczących i jak najszybciej się wynaradawiaj.. pisz prawdę. Rozmowa z Grafikiem: .Nie. Pietuszka podejrzewa. Gadamy z godzinę. atakowanych przez Big Brother. Latami będą sobie opowiadać.komentarz do Big Brother. guru od Mackiewicza i Herlinga Grudzińskiego. . zaleciało erudycją. Dostał stypendium na pisanie podręcznika literatury polskiej dla slawistyk. nachapaj się polskości. lata temu. Rodzina dopytuje się ciągle. Minęły zabory. Opowiada o jakimś słowniku pisarek polskich. wrzodów i schizofrenii”. jest tropikalnym potworem.Wiesz. Osobowość (Polaka) nie przełknęła jeszcze pojęcia procesu. Polka. W południe z Uppsali dzwoni Włodek B. Powiało uniwerkiem. Dla Piotra gorszym od Big Brother zagrożeniem dla ciała i psyche jest obowiązkowa roczna służba wojskowa (nie mówiąc już o polskiej szkole).próbuję się głośno nie śmiać przy autoryzacji zapachów. Dzięki temu zyskałam tytuł pierwszej „Polskiej Niepisarki”. czy już..Śmierdzi kotami.Dwadzieścia lat później napisze: „Moja matka. okradną z (narodowej) świadomości.Najpierw odejdą ci wody i Potop. Obciach.. wydawnictwo uważa. Świątecznie (niecodziennie) i miło. Mam stan podgorączkowy. Jej zmiana zamachem na „polskie człowieczeństwo”. rozwijać. Tożsamość nad Wisłą jest nienaruszalnym. Włodek przesłał faksem recenzję książki o postmodernizmie . Można jej co najwyżej bronić przed zaborcami. osobistą Zemstą. Rozumiem lament wokół całej sprawy. że nie powinnam pisać o twojej piwnicy „śmierdząca kotami”. W Polsce świadomość była zawsze historycznym przetrwalnikiem. ty pobiegaj na procesje. diabłem i tym podobnym towarem importowanym ze świata i zaświatów. przed terminem. psychikę. prawda? .. Tożsamość musi być dana raz na zawsze z konserwy i nie może (ku własnej uciesze) zmieniać się także na lepsze. zaczęły się reality show. chociaż ostatni i jedyny raz widzieliśmy się w przelocie kwadrans. że z ambicji. a tu spóźnienie. główne zmartwienie: takie programy telewizyjne zabiorą nam tożsamość. niezmiennym wkładem w duszę. Zawsze taka do przodu. .pociesza. Urodziłaś? . co ty na to? . jak się rodzi.Słuchaj. później szarżą zdobędziemy szpital. Ojciec dostał przez nią wysypki. Troska polskiego recenzenta o stan dusz widzów. . Proces kojarzy się z sarmackim procesowaniem. . mieszkająca w Australii. krwawe polskie bohaterstwo. gdzie autorki nie zamieściły o mnie nawet noty biograficznej.

Zawalał wszystkie studia. mdłości.. Nie oczekuję spanikowana pierwszych bólów. ale szczęśliwy. dzięki któremu rośnie się we własnych i cudzych oczach? Samospełniająca się przepowiednia sukcesu. nowoczesną bajką. Niektórzy nie wytrzymują i rzucają kurację. Dziesięć lat temu. Przywiózł z Tajlandii ślicznego kochanka i przedstawił mamusi. kto czuje się spragniony szczęścia. i ludzie na lekach antydepresyjnych? Prozac . Najpierw dwu . Ze szwedzkiego proletariatu awansował do elity grającej w golfa. A jeżeli nie urodzę.chemiczny nawóz dla mózgu (duszy). Psychoterapia przypomina cofanie się w czasie. Zajadany przez każdego. majowej? Mieszkanie sprzedane. homoseksualista. Prozac jest farmakologiczną. Nie musiał mieć dyplomów. Jest nadal monstrualnie otyły. poprosiłabym o receptę? Pewnie tak. Potrzebny nielicznym naprawdę chorym. że będą tu tak szczęśliwi jak my. Ogłosił wreszcie bez wstydu swoje gejostwo. Zdecydował się na prozac. gotowa iść na druty. kiedy byłam na psychicznym dnie. Na smutek i niepowodzenia. Zostawimy im dobre sny. Po trzech miesiącach dostał super płatną posadkę. wyrzucali go z każdej dorywczej pracy. Znarkotyzowani serotoniną. Trzeba będzie czekać do następnej. mam nadzieję. Dwa dni formalności i koniec handlowania. trzytygodniowy czyściec: męczarnie melancholii. Mieszkali razem w chorobliwie czystym mieszkanku. zwiedzanie piekła w pojedynkę nie było przyjemne. Była ósmego kwietnia. W symbiozie z jidysze marne. rozszerzone źrenice. Nie znam prawie nikogo. powrót do mitu. razem czytając książki. Przeterminowana Polka ma swoje zalety. Na drogie i długie terapie nie ma czasu. Młoda „zainteresowana” para zdecydowała się kupić chatę od zaraz. Wytrwali docierają do rajskich skutków prozaku. dostałam miłosiernie kawałek relanium. Kupił penthouse w centrum Sztokholmu. zmniejszać i rozpłynie się w moim organizmie? Pierwszy medyczny przypadek ciąży przenoszonej. kto by nie brał czegoś na „depresję”. Dziecko zacznie się zmniejszać. Wzorowy synuś ze wzorową depresją. Poprzedni właściciel miał kłopoty z policją - .. przez które niby w studnię wpada cała czarna rzeczywistość. Raczej nie mogę się doczekać jakiegokolwiek bólu zapowiadającego poród.. przepełniającą porodówki. jak tylko potrafią dobroduszne grubasy. papierów wystarczyła jego komputerowa pasja. Ufff. reperują zbabrane życie. jedynak.. która stała się ciążą zanikową? Popieprzyło mi się z tą pełnią księżyca. Za jednym dotknięciem chemii zmienia się świat.. Czy gdyby wtedy był prozac. razem oglądając telewizję.11 IV Bajka na prozaku: Dwudziestosześcioletni gruby Julek.

. Położna skonfundowana błędnym wyliczeniem.ulga po drugiej stronie. Złe moce wracają na Wielkanoc ze Skandynawii do piekieł. który zabłądził i poleciał za daleko na północ.dwudziestego szóstego kwietnia najpóźniej muszą skończyć skład Polki i oddać ją drukarni. . Abstynencki Piotr nazajutrz po wprowadzce obudził się skacowany. czuję się wykolegowana. Proszą na drogę o cukierki i pieniążki.. 12 IV Jaki pierwszy motyl.Tak.a) zobaczysz. Wszystkim zebrało się na dzwonienie. Termin minął dziesiątego kwietnia. dorysowane mazakiem piegi i zamiast rudych kędziorów płowe włoski pod chusteczką. miała właśnie identyczny sen.Nabieracie mnie. Latają od domu do domu. oślizłą. Nie przez najazd czekoladowych. tylko zanim się na dobre zagnieździliśmy. . Ona mówi: . Witam. witam . dręczyły nas nocą kryminalne koszmary. ale taka dziwna. Piotrowi śniła się już gadająca Pola. jedząc czekoladkę. Dwa dni temu zobaczyłam pazia królowej. dzwoni z Barcelony (tam lato. mająca przyspieszyć rozwiązanie (problemu): chodź na palcach. rodzina zaniepokojona. . dwadzieścia stopni). Piotr.. daj ją do telefonu. Płaczę. Wielkanocne dekoracje.. urodziła się. Gdyby ktoś. z braku bazi i kwiatów: kolorowe piórka. Żeby wszystkich zadowolić.zwykłym powielaniem matrycy. mam się pociąć. powtykane w badyle bezlistnych gałęzi. sepleniących czarownic dopadły mnie złe myśli. A tu nic.Aaaa . Do tego czasu trzeba zakończyć książkę .czyli urodzić. Dzisiaj pada śnieg. doszedłby do wniosku.Marianna. Sam( .Pietuszka piszczy cienkim głosem. znalazł się przed tak przystrojonym szwedzkim domem. konieczną.Wiesz.. Polka nigdy mi się nie śniła.. Dokładamy jej łakoci. nie znając tutejszych obyczajów.Co jej jest? . Nie mieliśmy o tym pojęcia. Smutek za czymś niewiadomym. Ocieram się o śmierć. Z wydawnictwa też naciskają . takie całe lato.. że wrony rozdziobały egzotycznego ptaka. po cesarsku? Rada z wydawnictwa. humanistyczny autorytet naukowy i ojciec bliźniaków. Najmłodsza czarownica zagapiła się i została na schodach. W Wielki Czwartek tradycyjny nalot małoletnich czarownic.pędził dla naszej wioski bimber.Dzień dobry. Jego dorosła córka ... poleca podnoszenie ciężarów. Świąteczne życzenia i pytanie: „Już?!” . Mają pomalowane węglem zęby.. Łatwość pojawienia się życia i łatwość jego . Cud narodzin .. Włodek B.

Rozgrzana woda opływa mi uda. Jest piąta rano. Niedaleko mnie zanurzona w głębinie kobieta. poczekaj na regularne skurcze. przegląda wykres: był jeden skurcz. Pocieszenie może być tylko nie z tego świata . wrócę z Połą. Ojciec za kierownicą „w takim stanie” to niebezpieczeństwo drogowe. co kąpiel w wannie bez zdejmowania majtek. 13 IV Ciepły ocean.ogłupiona samozadowoleniem fizjologia. chcą pomierzyć wnęki i tak dalej. Z pieluchą na ciągle wyciekające wody zasypiam. popijając nerwowo kawę. dano nam kartkę z instrukcją. ochlapuję go tryskającymi wodami.Welkomen o ósmej rano w Wielkanoc. Mierzyć temperaturę. Jeśli bóle nie pojawią się do niedzieli. Już nie wstydzę się rozebrać. niedaleko. nie mogę się jednak skupić. Przegania pluskającego się chłopaka. nie rak. zapraszają. nie kochać. Cisza. pół godziny. jeżeli przekroczy 37. który dziewięć miesięcy temu rzekł: Kurwa. Pielęgniarka podłącza mnie w laboratorium do maszyn. Próbuję czytać. Odlatuję od siebie. Z ulgą ściągam rajtuzy.są miejsca. kostium i płynę. wtedy przyjechać: . wcale go nie czułam. Żadnych bolesnych skurczy. Poród? Czy to się przytrafia właśnie mnie? Wzięto próbki wód. Pływanie w kostiumie miałoby tyle sensu. Co może mi powiedzieć Pietuszka? Za inteligentny na argumenty. wypięty brzuch. Zaraz pojawia się lekarz. Jedziemy jednak własnym wozem. Przychodzi położna. Nie dociera do mnie . Mam na sobie obcisłe body i plastikowe rajtuzy. Na drodze Pietuszka musi ostro przyhamować.5. Wycieram ją na jawie. Pietuszka dzwoni do najbliższego . więc przestaję czuć cokolwiek. co i kiedy: nie kąpać się.poród. do szpitala. Ze szpitalnego parkingu na porodówkę przechodzimy przez dziurę w płocie. spokój.zniszczenia. Po oddziale położniczym kręcą się dwaj tatusiowie. Pakuję torbę do szpitala. Spomiędzy domów wyskakuje w las sarenka.Pierwsza faza porodu. Słucham muzyki. Pola się wierci. . O pierwszej mają przyjść ludzie kupujący mieszkanie. więc mam do niego zaufanie. Wycofuję się w siebie. natychmiast dzwonić.. gdyby coś podejrzanego. Pietuszka! Wody odeszły! ł Trzecia nad ranem. chyba że z głodu. . Mówił prawdę. między nocą a dniem. nie ma co siedzieć w szpitalu. Obserwować kolor i zapach wód płodowych. szpital zapłaci. Ten sam. Pustka wyścielona bezsensem. nie ma mnie więcej niż na wyciągnięcie dłoni. Budzę się w mokrym łóżku.. i odesłał zdrową do domu. Radzą wziąć taksówkę. Zupełny brak realności i bólu. jakby spieszyła się do pracy na siódmą.nadzieja albo chemia . Nie powinnam tak czuć.

z której zaraz się wyroi. z widokiem na to samo jezioro co my.wciąga powietrze.wyję. Szkoły rodzenia. Piotr mówi.przejmuje zegarek. pręciki.energiczna Azjatka.przekonywała Marysia. krótko ostrzyżony. słupki. po dziewiętnastu godzinach. tak . Wzrusza mnie jej solidarność (synchroniczność?). Ale Pola Pelargonia? Kwiatuszki. już nie mogę. Biorę zegarek. Delikatny. Wreszcie.Piotr!!! . że zasnęłam na pół godziny. rozszarpującym całe ciało. kamelia. . Mądre porady. Skurcze są rzadkie.Oddychaj. a może dziecinny.00.. pierwszy ból. Lekarz sprawdza szyjkę macicy.Kołyszę się do kreolskich piosenek. . co dziesięć minut i nieregularne. wyskoczył spod garażu. są tak samo przydatne. Odsyłają nas znowu. jak kurs manikiuru dla kogoś przed amputacją ręki. Ona . W samochodzie bóle łagodnieją. Nie jestem w stanie już niczego mierzyć. Jestem nadziana na szpikulec bólu. może za głośno śniłam. na drogę dają silne środki nasenne i. Gdyby to była róża. Czuję się samicą. żebym wróciła do rzeczywistości. Czekam.Po odejściu wód odesłali cię do domu?! Leżę w sypialni. Mama z Siostrą przerażone: . kiedy przychodzi skurcz . Na razie spokój. Czyja mam okres?!!! Przed domem prawie zderzenie z sarniakiem. Oddychać. Żadnego rozwarcia. Kiedy nadchodzi skurcz. „Zobaczysz.Jedźmy do szpitala. Szwendają się nam po domu. jakbym miała nanieść je na mapę. która pokaże mi drogę bez odwrotu. posuwający się z każdym skurczem głębiej. znajome słowa zagłuszane rytmem oceanu. On dwudziestoletni.O. Dzwonię do Łodzi. trochę przygłupi. Nowy kwiat na pelargonii. sarenki. pozdrawiając młodą parę zwiedzającą nasz dom. Musi zaboleć. .Jeszcze nie to. Siódma rano. to najpiękniejszy dzień w życiu” . . Mierzę długość i odległość skurczy. Zakwita dzisiaj. Przebijającym macicę. paracetamol. Rozchodzi się po plecach. Przysypiam i budzę się za każdym razem od własnego krzyku.. . Może przepłoszyć ich jękiem? 23. Rozumiem piąte przez dziesiąte. . Trudno mi uwierzyć. Wielki Piątek.Co ile? . Mieszkają w willi u rodziców chłopaka. zaglądają do szafek. dałabym tak na drugie Poli. do coraz większego przerażenia.

Kilka oddechów i tratujący ból staje się lekki. że nie boli. nie mogę. nie mogę się ruszyć. od północy z piątku na sobotę. którego się później nie pamięta. Pustka.Wszystko w porządku. Skomlę o morfinę. Oszołomiona nasennymi lekami rozdzielam się na dwie części.trzeci raz ładujemy walizkę do wozu. za bardzo boli. wrzeszczę: . jak uciec przed kolejnym ciosem. Nie płaczę. . proszę na wszelki wypadek jeszcze o maskę. co ile mam skurcze i czy nadaję się do porodu. Rozglądam się po sali. o zastrzyk w kręgosłup. Przypomina mi się troska podręczników rodzenia: „Czy naprawdę chcesz rodzić z przewodem w kręgosłupie. za bardzo boli. zostawiając z głupawym uśmiechem ulgi. Monitory broczące tasiemkami papieru z zapisem moich znieczulonych drgawek i pulsu Poli.Czekamy na dziesięć centymetrów. napięta. mamy dziecko. . Położna .Co ja zrobiłam?! . nie. Zaćpałam się gazem. blady ze zmęczenia i nerwów. Nie obchodzi mnie. że to już koniec męki. jedziemy . wkłuwają znieczulenie w plecy. w którą wdziera się rytmicznie śmiertelny skurcz albo majaki. Nie myślę o dziecku. jest dziesiąta. po co rozdzielać. Stracić świadomość. pokazuje palcami niewielką szczelinę. stwardniała od tego bezsensownego miażdżenia. zaraz urodzisz. Bzdurne opowieści o cierpieniu. . wspaniałych chwilach rodzenia. Poród karą za grzechy? Poród i śmierć.Nie wsiądę do samochodu. uspokój się. myślę tylko. nic złego nie zrobiłaś. Każą mi się wygiąć. osiemnaście godzin.Nie chcę! Nie chcę! Dlaczego? Ja nie rodzę.chcę odepchnąć brzuch. Czy ludzie umierając szlochają? Mają na to siłę? Już nie wiem. są tą samą karą za ten sam grzech. Piotr czeka na krótką przerwę między skurczami i pomaga mi wyjść z domu. Igła wbita w kręgosłup jest łaskotką w porównaniu z siłą skurczy.Piotr. Z zewnątrz czy od środka. ręka pod kroplówkę.położna wyjmuje ze mnie rękę. ulgą. Ile to już trwa? Dwanaście godzin. dziecko. Kamienuje mnie. . Podają mi maskę z gazem rozweselającym. bo nie ma w niej miejsca na nic oprócz skowytu. Dlaczego ten ból jest tak bezsensowny? Nie oddycham. umieram. Pietuszka siedzi obok. zakładają szpitalne. spływające ze znarkotyzowanego łba. . kroplówką i cewnikiem?” Taaak! Chcę! Chcę natychmiast cesarskie.Wstaję. Zamgloną głowę i ciążące bólem ciało. . Do porodówki wchodzę na czworakach. Nie wierzę. odlatuje. bredzę ze szczęścia. Ból powoli wraca. skąd dopada uderzenie. Nic nie łączy jednego z drugim. Dwie położne zdejmują ze mnie ubranie. Jestem na gazowym haju.Trzy centymetry rozwarcia .

Dobrze. w niecały kwadrans krzyk. próbujące rozłupać mi biodra. siłami natury. . zwariowałabym z bólu. . tortur. Proszę o większą dawkę znieczulacza. Zwiedzamy porodówkę. powiedz im. Pamiętam każdy. . całą siłę pchaj w brzuch . Jesteśmy sami. Piotr pomaga mi wstać i kładzie delikatnie na łóżko.I usta. Po dziewiątym pchnięciu. po co dogorywać? Najpiękniejsza chwila. ona mówi do mnie po polsku: .Jeżeli cię bardziej znieczulą. dobrze .Zamknij oczy .JEST!!! Pępowina plącze się gdzieś między rurkami kroplówek. chyba przestał działać. co dalej. Piotr dostaje obiad. w masce jest teraz tlen dla dziecka.napinam się. dziecko. mam jego siłę.Oddychaj głęboko. Leżę i czekam.płaczę. Proszę o podkręcenie znieczulenia. Piotr obok. pod rękę wracamy do naszej sali. Prę z Piotrem. Ciepło między udami.trzyma mnie za rękę.Po co to bezsensowne dręczenie? . rozdzierania zrośniętych ciał. Odpadł strup zasychającego już bólu. Robię wdech przez maskę i krzycząc. .prosi. gdyby nie to.. gotowa się bronić przed kolejnym ciosem.. dostojnie. nie będziesz czuła skurczy i nie będziesz wiedziała. żadnych myśli. prze razem ze mną. . Pcham kroplówkę.pozwala nam na spacer. Przy ośmiu centymetrach zaczyna się znowu stukanie. Wydrążona cierpieniem pustka. zostawiam. wolałabym się zabić. Wrażenie odpruwania się od Poli szew po szwie. kiedy przeć. . dobrze . Jestem nim zgwałcona. Kto płacze? Piotr? Mój brzuch? . Szykujemy sobie w kuchni herbatę. mój mózg przekłada natychmiast słowa położnej. wielkanocny spacer. chyba już wysunęła się z macicy. upadam. chociaż było ich kilkaset.dwie położne stoją między moimi nogami. Nagle nie mam nóg. ciągnie się za mną na smyczy rurek. Rozumiem kobiety nie mogące latami pogodzić się z tym bólem.położna podłącza kroplówkę na przyspieszenie skurczów. Jedenasta w nocy. zapominając.. umiejącej zadręczyć na śmierć. Taak. coraz mocniejsze.Pięć centymetrów . . Od dwunastu godzin jestem na znieczuleniu.położna widzi już główkę.. Powoli. po trzydziestu godzinach jest nareszcie dziesięć centymetrów.Dobrze.. . Za mato czasu na tłumaczenie. usiłuję wypchnąć ból.. Czuję napierająca krągłość.Piotr.OK . każdy z osobna jak twarz wroga. . . Oszukana opowieściami: „Zobaczysz jakie to wspaniałe”. można by powiedzieć: świąteczny. metafizycznych rojeń. Gdyby nie dekoracje. Nikt mnie nie słucha. Z dziesięć pustych pokoi. troski o wszechświat.

Chcę powstrzymać mu rękę.Piotr. kudłaty łepek..Kładą mi ją na piersi. 2001 . Nie patrząc na nas. Jest różowa i czysta. Czarny. Piotrowi.. tulące się do mnie. pomarszczonego kawałka wątroby. . Pietuszce i Pietuszkinowi Grödinge. Spodziewałam się roztrzęsionego. Nieprzytomne oczy. przecina stanowczo miękką pępowinę. śluzu. Półeczka. modli się? Bierze nożyczki. Polka. to zaboli. kwilące ciałko. Polka. Pietuszka oparty głową o łóżko. krwi.

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->