TADEUSZ BOROWSKI

WYBÓR OPOWIADAŃ

SPIS TREŚCI
WSTĘP......................................................................................................................................... MATURA NA TARGOWEJ......................................................................................................... POŻEGNANIE Z MARIĄ........................................................................................................... CHŁOPIEC Z BIBLIĄ................................................................................................................. U NAS W AUSCHWITZU........................................................................................................... LUDZIE, KTÓRZY SZLI............................................................................................................. DZIEŃ NA HARMENZACH....................................................................................................... PROSZĘ PAŃSTWA DO GAZU................................................................................................. ŚMIERĆ POWSTAŃCA.............................................................................................................. BITWA POD GRUNWALDEM...................................................................................................

OKREŚLENIA OŚWIĘCIMSKIE......................................................................

WSTĘP
W literaturze polskiej czasu wojny i powojnia, bujnej i różnorodnej, Tadeusz Borowski był postacią wyjątkową. Choć żył zaledwie 29 lat i pozostawił po sobie dorobek ilościowo niewielki, nie dopełniony, nie pozbawiony wewnętrznych sprzeczności - trudno przecenić jego wartość i znaczenie. Za życia był pisarzem czytywanym, frapującym, lecz przede wszystkim spornym. Prawie każdy jego utwór, każda książka wywoływały dyskusje i sprzeciwy. Krytykowano je, i często potępiano, z różnych stron i rozmaitych powodów. Skoro nie dawało się tej twórczości potraktować obojętnie, dość powszechnie doszukiwano się w niej wybujałego młodzieńczego nihilizmu. Borowski nie ułatwiał zrozumienia swych dróg: rozrzutnie szafował własnym pisarstwem, potępiał sam siebie, miotał się wśród sprzeczności swego czasu i swej psychiki. Trzeba było dopiero jego samobójczej śmierci, zebrania ocalałych utworów i wyświetlenia nieznanej biografii, aby z dość już odległej perspektywy czasu i nowych doświadczeń ogarnąć to wyjątkowe zjawisko i zrozumieć, czym jest dla polskiej literatury. Borowski debiutował w środku okupacji, w końcu roku 1942. Miał lat dwadzieścia. Pracował jako magazynier w firmie budowlanej na Pradze i studiował polonistykę w tajnym uniwersytecie warszawskim. Wojna przyspieszyła dojrzewanie nowego pokolenia literackiego. Wśród jego kolegów uniwersyteckich znalazło się wielu młodych poetów: Krzysztof Kamil Baczyński, Wacław Bojarski, Tadeusz Gajcy, Andrzej Trzebiński, Zdzisław Stroiński, Stanisław Marczak-Oborski i inni. Tej młodzieży zawdzięczała Warszawa pierwsze przejawy życia literackiego pod okupacją. Ale nie było jej łatwo otrząsnąć się z klęski, zdobyć jakąś nową, własną orientację ideową. Większość z nich skupiła się wokół pisma „Sztuka i Naród”, związanego z prawicową organizacją „Konfederacja Narodu”, która w okupowanym kraju snuła dalej rojenia o polskiej mocarstwowości. Borowski, podobnie jak Baczyński, mocno sprzeciwiał się tej ideologii (na tym tle rozszedł się ze swym szkolnym i uniwersyteckim przyjacielem, Andrzejem Trzebińskim). Wokół Borowskiego powstała grupa przyjacielska „esencjastów” stanowiąca w okupowanej Warszawie ośrodek lewicowej czy też lewicującej młodzieży artystycznej, konkurencyjny w stosunku do „Sztuki i Narodu”. Dla zabaw, dysput i poezji zbierali się przeważnie w baraku na Skaryszewskiej, gdzie pracował i mieszkał Borowski. Mimo grozy czasu, nie chcieli rezygnować z niczego „co ma młodości smak i poezji”. Ciężko pracując, Borowski żyje w tych strasznych latach jak w „złotym wieku”: oddaje się nauce, poezji, przyjaźni, miłości. Tym wiarom, sprzeciwom i uniesieniom poświęca swe pierwsze poezje.

Żeby żyć i żeby się uczyć.. Dzięki wymianie przez władze polskie przebywającego w łagrze na dalekiej Północy ojca. Uwięziony został na Pawiaku. Borowskiego aresztowało gestapo.. Urodzony w Żytomierzu na Ukrainie.cykl poetycki Gdziekolwiek ziemia. że Gdziekolwiek ziemia. do Oświęcimia. Nie był to debiut efektowny: ciemnymi. Dramat epoki stał się udziałem Borowskiego. Baczyńskiego. Wkrótce odtransportowano go do największego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego. Goreją gwiazdy dławiący trupi nieba fiolet. spłonęła fabryczna kamieniczka i znów zostali bez dachu nad głową. wydać swój debiut i drukował go na powielaczu w składziku na Skaryszewskiej. W ojczyźnie nie czekało ich lekkie życie: ojciec zostaje robotnikiem w fabryce Lilpopa.widzi całą jego potęgę i grozę. rozwichrzonymi „metafizycznymi heksametrami” opiewał dziejącą się Apokalipsę. a przede wszystkim z tego. a zwłaszcza Pieśń.choć nie poddaje się przeciwnościom losu . Ale katastrofizm Borowskiego wyróżniał się wśród nich i znacznie szerszym widzeniem „czasów pogardy” (jak epokę tę ochrzcił tytułem swej powieści Andre Malraux). Pozostał sam.. wpadł do „kotła”. na nic się nie oglądając. podczas oblężenia Warszawy. Na przedramieniu . co widzieli dokoła. trzeba było szybko zabrać się do pracy. W środku cyklu znalazła się jedyna jambem napisana Pieśń. przyjeżdża wraz z bratem do kraju. jedyny w swoim rodzaju krajobraz Gdziekolwiek ziemia. zanim rozpoczęła się wojna. pod opieką dalszej rodziny. tworząc mroczny.. mając lat dziesięć. gdy idąc śladem narzeczonej.Ale gdy w końcu roku 1942 Borowski postanowił. w roku 1932. K. w lutym 1943 roku. We wrześniu 1939. i wreszcie tonem dojrzałego męskiego stoicyzmu. pracującego pełną parą krematoriów. Wojna i okupacja nie były więc pierwszymi wtajemniczeniami Borowskiego w dramat „czasów pogardy”. Na ogół wszyscy młodzi poeci pisywali wówczas katastroficzne wiersze. we wczesnym dzieciństwie przeżył aresztowanie i zesłanie obydwojga rodziców. Poezji tej nie można pojąć nie znając losów poety. po części czerpane z przedwojennej poezji. drwiący śmiech pokoleń. w rok później wraca matka. który . franciszkanów.. w ślad za Wierszami wybranymi K. nakładały się na nie przeżycia wcześniejsze. zakończona wyrokiem: Nad nami . obrał na ten cel utwór odmienny . Synów oddano do internatu oo.. Zostanie po nas złom żelazny i głuchy. Rodzina osiedla się w Warszawie. nie znalazły zrozumienia u większości pierwszych czytelników. Nic dziwnego.noc. i poczuciem wielkości i tragizmu rozpoczynanej pieśni. W parę miesięcy po debiucie. a rówieśnikom ze „Sztuki i Narodu” wydały się utworami małej wiary. matka dorabia krawiectwem.

Po kilku miesiącach pracy na Budach i na Harmenzach. Borowski znalazł się znów za drutami.. Ani w więzieniu. W sierpniu 1944 r. dostarczać jej lekarstw. z pięknymi mitami europejskiej kultury: l oto.). Borowski dostaje się do transportu. przyjaciele pozostawili go w szpitalu w charakterze flegera (pielęgniarza). jego nie pokonana liryka miłosna. za drutami. odtworzone przez autora. Stara się z nią porozumiewać (te listy. jakby był na to przygotowany. wstąpi do komanda dachdeckerów. złożą się później na opowiadanie U nas. leżę na pryczy baraku i chwytam. ciała międzygranicznego”. następnie do Dachau Allach. wpierw do Dautmergen koło Stuttgartu. nawet te nieliczne. W obrocie własnego życia widzi jedynie spełnienie dobrze mu znanej prawidłowości ogólnego losu. chwalca człowieka. Gdy go odratowano. w Auschwitzu. jak ptaka lot. że wyszedł stamtąd stosunkowo szybko: wyreklamowano . Amerykanie utworzyli przejściowo tzw. żeby widywać się ze swą dziewczyną. na przedmieściu Monachium. nie od razu przyniosło Borowskiemu wolność. które stopniowo rozładowywali. (Do narzeczonej) Choć niewiele ocalało wierszy obozowych Borowskiego. W obawie przed konsekwencjami nagłego uwolnienia mas ludzkich. w dawnych koszarach SS we Freimanie. człowiek i zupy litr. Na Boże Narodzenie 1943 tworzy w Oświęcimiu Księgę wigilijną. ogromnym blaskiem świeci Sionce Oświęcimia. cykl kolęd lagrowych. w obozie śpiewa się jego piosenkę o miłości. bitego. jakie Niemcy zegnali do Rzeszy. Jakby niczego innego nie oczekiwał. Wkrótce dobrowolnie porzuci szpital.wytatuowano mu numer 119198. które nastąpiło l maja 1945. Reakcja Borowskiego na uwięzienie i obozową marszrutę była dość dziwna. wśród pogromu wszelkich wartości i walki po prostu o życie. która „mocniejsza jest nad śmierć”. Niedaleko stąd. student warszawskiego uniwersytetu.. Na tym tle. w jeszcze potworniej szych warunkach przebywała jego narzeczona. Przypadek zdarzył. skonfrontować go ze swą wiedzą o człowieku. stara się zgłębić tajemnice obozu. Wyzwolenie obozu Dachau Allach przez VII Armię Amerykańską. w straszliwy epos „ciała wędrującego. niezwykłe świadectwa układają się w pejzaż piekielny („palą się ludzkie stosy jak kupy smolnych łuczyw”). W wierszach i w listach pisanych do narzeczonej młody poeta. obozy dipisów (przesiedleńców). Już tylko łopata i ziemia. w palce legendę i mit. zapadł na ciężką chorobę i znalazł się w oświęcimskim szpitalu. lecz próżno w oczy człowiecze patrzę szukając znaku. ani w obozie nie przestaje pisać. obozowych dekarzy. W obliczu zbliżającego się frontu Niemcy zaczynają likwidować Oświęcim. wywożą go na jeszcze prawie rok do mniejszych obozów w głębi Rzeszy.

przede wszystkim poszukuje swojej narzeczonej nie wiedząc. po tym. a zwycięzcy zaprowadzali w Europie swoje porządki. Ale przede wszystkim Borowski pisze nowe wiersze: wiersze o wyzwoleniu i o nowym porządku europejskim. Przychodzą na powrót spaleni. Poezja Borowskiego zieje goryczą i ironią. nastroje zemsty i odwetu. pokusy dochodzenia sprawiedliwości na własną rękę. gdy był w Oświęcimiu).go. podobnie jak masom dipisów. Zdawało mu się. . wydania swych wierszy warszawskich i obozowych. maskowane komedią sprawiedliwości. spodziewa się.ciężko chorą . poświęconych padłym w boju kolegom jego warszawskiej młodości. Odejście poety i innych. Zbrodnie uchodziły płazem. Tymczasem na nic takiego się nie zanosiło. Borowski jakby boi się tych niebezpiecznych odruchów: pragnie swe prawa przekazać w bardziej powołane ręce i powrócić do normalnego życia. jeśli zostanie w Niemczech. mimo interwencji nie okazało się to możliwe. Po tym. W znanej oficynie monachijskiej Bruckmanna ukazał się pięknie. Mimo szaleńczych starań. co przeżyła Europa. jakaś wielka z nimi wszystkimi śmiertelna wspólnota. W pięknych wierszach Umarli poeci. Rozpisuje listy na wszystkie możliwe strony. czego doświadczył na własnej skórze. wtóruje im poetyckim Wołaniem Marii. niezależnie od sporów. druga wojna kończyła się oczekiwaniem trzeciej. gdy w Monachium powstawało Biuro Poszukiwania Rodzin przy Komitecie PCK. po bibliofilsku wydany trzeci tom poetycki Borowskiego pt. skromny zbiorek erotyków wydali w Warszawie przyjaciele. Ale nie ma ucieczki od własnej wiedzy i własnej pamięci. Wreszcie po paru miesiącach odnajduje ją . pachną podziemne łąki.w Szwecji. który obserwuje z niemieckiego pobojowiska. rodzi się. Poszukuje wielu ludzi. Wyzwolona Europa nie była łaskawa nawet dla zakochanych. a przedwojennego wydawcy i świetnego grafika Anatola Girsa. jak roczny postój w Monachium były dla Borowskiego okresem niezwykle twórczym. przychodzą towarzysze lagrowi. Po latach Girs spełnił to przyrzeczenie. że łatwiej połączy się z nią. jakie go kiedyś z niektórymi z nich dzieliły. Jeszcze w obozie. jaka mu tam towarzyszyła (nie zawsze ułatwiała mu życie!). Imiona nurtu (drugi. otrzymał propozycję od współwięźnia. Nieobce są jej. rozstrzelani. dokąd jeszcze przed zakończeniem wojny przewieziono specjalnym transportem część kobiecego obozu Ravensbrück. dzięki sławie poetyckiej. czy znajdzie ją żywą. przepowiadająca także jego własny los: wabi trawiasta głąb. Zarówno pobyt w obozie dipisów. że winnym zostanie w majestacie prawa wymierzona sprawiedliwość. a ocalała z przygody z faszyzmem Europa przywróci swe stare tradycje wolności i demokracji. dalej trzeba pod ziemię. głębiej i głębiej.

napisali książkędokument pt. W książce tej. w roku 1948. co nocą trwożysz widmem wapiennych jam i dołów i poprzez ląd.. (Umarli poeci) Wśród tych rozpamiętywań rodzi się w poezji Borowskiego poczucie winy wobec znanych i nieznanych umarłych . w jakim żyje. Po 3 latach i 3 miesiącach od chwili aresztowania.aż do was wstąpię. Borowski wydał swój słynny tom opowiadań Pożegnanie z Marią. trzej młodzi autorzy: Tadeusz Borowski. wydanej w Monachium w roku 1946. nie wydawszy nawet swego nie znanego dorobku. ziemio rozstrzelanych. ani proza / tylko kawał powroza. i swojej własnej. i wołanie. i poprzez morze bym wrócił. W półtora roku później.poeta zrozumiał. jakie jest jego właściwe powołanie. Krystyn Olszewski i Janusz Nel Siedlecki. Mimo że nie spełniło się to. Borowski nieoczekiwanie zarzucił poezję. z powrotem do kraju. lecz gdy przesłane do kraju i opublikowane w „Twórczości” opowiadania stały się głośnym wydarzeniem literackim i wywołały ogromny skandal .. Wobec obojętności świata. dojrzewały od dawna. . tak teraz zlekceważonej. Do prozy nie przywiązywał większego znaczenia.że przeżył! Poczucie winy obarczającej każdego. zadanie to coraz bardziej wiąże się dla Borowskiego z Ziemią rozstrzelanych. rozterek i rozdarć (co brzmi tak tragicznie w ostatnim utworze napisanym w Monachium: ani wiersz. i idę tam. kto był uczestnikiem tej tragedii: A któż z was żywych śmierć widział . zamieścił on swe pierwsze opowiadania.bez winy? To poczucie winy ocalonych. Czym jesteś ty. zatęchły gruz? Czym jesteś? Oto walczę z tobą i krzyk twój duszę. na co czekał. Byliśmy w Oświęcimiu. w całości opracowanej przez Borowskiego. za namową Girsa. kojarzy się równocześnie z „mistyczną wiarą” w moralne odrodzenie ludzkości. które zresztą w jego poezji. Poezje. które za ich sprawą musi mimo wszystko nastąpić. zamknęła się powrotem do Warszawy jego wielka wędrówka po zniewolonej Europie i zamknął zarazem jego wstrząsający pamiętnik poetycki.) najuporczywsza z jego muz zaprowadziła w końcu Borowskiego do ojczyzny. Po powrocie do Polski. gdzie wreszcie połączyli się z narzeczoną i pobrali. Pochłonęły go inne zamiary. najuporczywsza z moich muz! Czemuż mi ciągle wypominasz spalony mur. w czerwcu 1946. groźnie za mną wołasz? Czym jesteś? Ugór czy ruina. ku wspólnym grobom do ciebie. PIW). zapowiadanej Rozmowy z przyjacielem (stosunkowo najszerszy wachlarz dochowanej poezji Borowskiego przedstawia wydany w 20-lecie jego śmierci tomik poetycki w serii „Biblioteka poetów”. Jeszcze w Monachium. mimo rozmaitych innych obaw.

przymusić ofiary do współdziałania w jego zbrodniczym procederze wytępienia ich samych. w książce Z. ani bezsensownej hekatomby ofiar. lecz sprawnie zorganizowany system. z jaką konsekwencją ów narodowy ład zaprowadzali. Obecnie. Obóz nie stanowił więc ani sabatu zbrodniczych natur. Dla . służące założonym przez hitlerowców celom. Przesunęły punkt jej ciężkości na stronę ofiar. Ale prócz walorów poznawczych. celowo uformowaną społeczność. jaką ludzkość znała od wieków. Ale w swych opowiadaniach powiedział prawdę może najistotniejszą i najbardziej bolesną. a zwłaszcza o jej kwintesencji . Nie stanowił więc mówiąc słowami Alberta Camusa . po wielu latach. Żadna jednak z tych różnorodnych książek. mechanizm ten został zbadany dokładnie: wiele instytutów naukowych na podstawie poszukiwań archiwalnych i badań rozmaitych dziedzin ukazało światu.zbrodnię logiki. bez pomocy archiwów i sztabów uczonych. opowiadania Borowskiego dokonały czegoś więcej. którą totalitarny system doprowadził do doskonałości. lecz stadium wyższe . własnym okiem. do skali niespotykanej w dziejach. Tadeusz Borowski. jaki hitleryzm usiłował narzucić podbitej Europie.zwykłej zbrodni namiętności. Inaczej niż w całej prawie pozostałej literaturze sformułowały tragedię obozów. bezlitosnym wzrokiem. Borowski nie pretendował także do powiedzenia pełnej prawdy o Oświęcimiu. jak hitlerowcy doszli do ustanowienia państwa stanu wyjątkowego. do rozmiarów ludobójstwa. nawet najwybitniejszych. jak i ofiary. prócz przejrzenia logiki hitlerowskiej zbrodni. Żeby zrealizować plany panowania rasy germańskiej nad światem. ekonomiczne i socjologiczne mechanizmy. Szmaglewskiej). ani zemsty za grzechy ludzkości. nowego ładu. potrafił wznieść się ponad cierpienia milionów i własną gehennę obozową . Kossak-Szczuckiej Z otchłani. Pisarze wielkiej klasy (zarówno polscy.Ze zrozumiałych powodów literatura polska wydała więcej świadectw poświęconych czasom wojny niż jakiekolwiek inne pisarstwo.o Oświęcimiu. nie była w stanie sprostać pełnej prawdzie o wojnie totalnej. jak zagraniczni) widzieli w bezprzykładnej eksterminacji zaprzeczenie całej tradycji europejskiego humanizmu.i spojrzał na lagry zimnym. ukazując jego polityczne. obnażył ten system od pierwszego wejrzenia. Potrafił odsunąć na bok psychologię zarówno kata. zastanawiające się nad fenomenem zezwierzęcenia oprawców i bohaterstwa ofiar. np. Dla Borowskiego lagry są konsekwencją rozkwitu i triumfów III Rzeszy. mówiące o niemieckich zbrodniach i o martyrologii ludności polskiej (najgłośniejsze Dymy nad Birkenau S. jak bliscy byli jego urzeczywistnienia. Powstały też książki psychologiczne. hitlerowski faszyzm musiał wykorzystać także pokonane narody. Zaraz po wojnie powstały liczne relacje dokumentalne. bezmiar cierpień starano się często wyjaśnić w sposób mistyczny.

W opowiadaniach spoza lagrów. było zgwałcenie człowieczeństwa ofiar. Zgodnie z tym założeniem. posłuszni urzędnicy hitlerowskiej machiny eksploatacji i zbrodni .bohaterskich wzlotów. Najważniejszą tragedią lagrów. co owego człowieka zlagrowanego w rzeczywistości wojennej zapowiadało i co na jego koncie pozostało. także na sytuacje inne. lecz nie mogli awansować do równorzędnych. zajął się „przeciętną przetrwania”. w stylistyce i języku (fachowy słownik oświęcimski. Śmierci powstańca. degradacji człowieka. behawiorystycznym opisie. Borowski-lagrowiec postąpił tak nie przypadkowo. że poecie-vorarbeiterowi autor nadał własne imię. świadome i skalkulowane poszczucie brata na brata. ani nierzadkimi . spotęgował jeszcze fakt. postawił sobie pytanie. Pisarz dokonał kroku następnego.. który chce przetrwać . W ten sposób rozszerzył swą diagnozę upadku humanistycznych wartości. zbrodnia logiki. z czasu okupacji (Pożegnanie z Marią) i z czasu wyzwolenia (Bitwa pod Grunwaldem). przymuszenie ich za cenę życia do uległości. Proszę państwa do gazu. co było udziałem zwykłego człowieka jego czasu. jeszcze bardziej ryzykownego. Choć. zestawiony przez pisarza w Byliśmy w Oświęcimiu.wprawdzie zasłużyli na stryczek. czy też po prostu doświadczonego lagrowca. prawdziwie tragiczną stroną lagrów. tak bezwzględnych w ich czysto zewnętrznym.Borowskiego prawdziwa tragedia lagrów nie zawierała się w stosunku między katami i ofiarami: ci pierwsi . ani świętego obozowego. W swej książce Borowski nie poprzestał na opowiadaniach z lagrów. bohaterem swych opowiadań nie uczynił ani zbrodniarza. umiał się przystosować do rządzących nim praw. który poznał obóz. lecz człowieka. do jakiej doprowadziła hitlerowska zbrodnia świadoma. i tego w swych artykułach żądał od innych. Przy tym Borowski nie zajął się w swych opowiadaniach ani częstymi przypadkami obozowych załamań czy patologii. To wydało się Borowskiemu najbardziej szatańską.. Przygody tego przeciętnego. chciał w jakiejś mierze zgodnie z przekonaniem wyrażanym w poezji . Mimo że postać literacka nie miała z nim wiele wspólnego. jak widać. gdy wojna się skończyła. na szerszy kontekst epoki. Był to z jego strony świadomy akt moralny. cały cykl był przemyślnie i wysoko zorganizowaną konstrukcją literacką.pozbawieni nawet względnych racji. znaleźć można na końcu niniejszej książki). Prowokacyjność opowiadań Borowskiego. tzw. lecz zlagrowanego człowieka są treścią istotną Dnia na Harmenzach.wziąć również na siebie winę za to. więźnia czy to pełniącego podrzędną funkcję.obozowego vorarbeitera. Tak rozumiał własne zadanie pisarskie. godnych partnerów tragedii. Pożegnanie z Marią przyniosło na wskroś oryginalną wizję „czasów pogardy” (może . bynajmniej nie złego z natury.

stanowił uzupełnienie wizji. Pracując nad Pożegnaniem z Marią i Kamiennym światem. Kamienny świat. odstępował do tamtejszej „przeciętnej przetrwania” na rzecz bardziej jaskrawych epizodów obozowych (Kolacja.uznała. nihilizmu. short story. tzw. Wywołała szok i . Ale książka ta nie mieściła się w ówczesnych kategoriach rozumienia literatury. Podróż pulmanem). wprowadzał wyraźne nowości: rezygnował z pośrednictwa „vorarbeitera Tadka”. W porównaniu z książką poprzednią Kamienny świat. zachowujący ten sam styl i stosujący go do trudnej formy. było zaledwie złagodzoną wersją tego. jaką ze specyficznego punktu widzenia nakreśliło Pożegnanie z Marią. które zarówno w cyklu dużych i średnich opowiadań. iż Pożegnanie z Marią. która . co działo się w lagrach i czego osobiście doświadczył. krytykę moralistyczną epoki. pośrednią polemikę. W momencie ukazania się książki do wyjątków należeli ci. mocno wówczas atakowanego. nie zawsze zresztą w sposób dość uzasadniony.przyjęła tę prozę jako mimowolne świadectwo „zarażenia śmiercią”. Nałkowskiej) i najdalej posuniętą. wyzbycia się wszelkich wartości. Większość nowel Kamiennego świata zadedykowana została znanym współczesnym pisarzom. Cykl ten. lecz ściśle wiązała się z przeszłością lagrową. w myśl intencji autora. choć wolną od wszelkiego kaznodziejstwa. Borowski w Kamiennym świecie uzasadniał go nowymi dodatkowymi utworami-argumentami i atakował współczesną literaturę. W tymże 1948 roku ukazała się następna książka Borowskiego: cykl krótkich nowel pt. które tak szokowało opinię. Borowski jakby chciał dowieść. Prymitywna część krytyki . Połowa Kamiennego świata dotyczyła już świata wyzwolonego.rozmijała się z najtrudniejszym i najistotniejszym spadkiem wojny.jego zdaniem . krótkiej noweli. pisarz coraz szerzej widział swoje przedsięwzięcie. Projektował i po części realizował nowe prace.utożsamiając postać bohatera z osobą autora . iż Borowski sam się zadenuncjował jako obozowy przestępca i powinien zasiąść na ławie oskarżonych. Śmierć Schillingera).najbliższe jej były Medaliony Z. Broniąc swego programu. bardziej bezpośrednio czerpał z materiału autobiograficznego (Opowiadanie z prawdziwego życia. Był także obroną własnego stanowiska. Zwłaszcza oburzano się na opowiadania z czasów okupacji i końca wojny. z których utworami czy postawami podejmowały one.niemalże same nieporozumienia. Powojenną codzienność Borowski konfrontuje tam z doświadczeniem obozowym lub jego następstwami. nie dostrzegła krytycznych założeń pisarza . którzy zrozumieli jej artystyczną komplikację i dostrzegli w niej rzecz najistotniejszą: własny sposób podjęcia walki ze złem epoki. która wzięła za dobrą monetę fałszywą świadomość bohatera. jak w cyklu krótkich nowel miały wypełnić zakreślone 0 . Inna część krytyki. który autor zwał „jednym opowiadaniem złożonym z dwudziestu samodzielnych części”.

Chce być użyteczny w dziele reedukacji narodu-winowajcy. Przez czas jakiś Borowski uprawia literacką dwójpolówkę: próbuje już czegoś nowego.ramy. Nikt . 1961) . Wraca stamtąd jako żarliwy zwolennik realizmu socjalistycznego. Z zapałem oddaje się formowaniu ruchu kulturalnego powstałej właśnie NRD i pozostawi najlepszą pamięć w kręgu postępowych pisarzy niemieckich. w roku 1948 wstąpił do PPR. Nowy. Padły wówczas hasła realizmu socjalistycznego. „Wydaje się . zwrotu ku współczesności i budownictwu socjalizmu. Ofensywa styczniowa. Podjął pracę referenta kulturalnego w Polskim Biurze Informacji Prasowej w Berlinie Wschodnim w czasach szalejącej „zimnej wojny”. ku literaturze politycznej i dydaktycznej.po trzech i pół latach nieobecności . żeby po pewnym czasie odżegnać się od niego i stanowczo go potępić. natomiast niezrozumienie. zamyka ostatecznie swój wielki cykl. wzbogacić przygody intelektualne i moralne człowieka w „czasach pogardy”. Jest to szczytowe osiągnięcie w tego rodzaju piśmiennictwie”. Mimo że nie dokończony. której miały służyć.Borowski powrócił do Niemiec. Przez ostatni rok życia oddaje się gorączkowej działalności politycznej i gwałtownej publicystyce (przede wszystkim na łamach tygodnika „Nowa Kultura”). żądające zarzucenia spraw wojennych. dogmatyczne i uproszczone. nie zarzucając swych dawnych poczynań . Własne pisarstwo odchodzi na daleki plan: niektóre z jego ówczesnych utworów. burzliwy etap polityczny i przeżywane przez pisarza zwątpienia rozdwoiły jakby jego uwagę. które problematykę „czasów pogardy” przenosi z płaszczyzny moralistycznej na płaszczyznę historyczno-polityczną. Borowski od dawna był zwolennikiem społecznych dążeń rewolucji. wbrew założeniom propagowanym przez niego 1 . Niestety. Wydaje się. dopisać do końca przeżyty rozdział moralnych dziejów człowieka. lata 1948/49 rozpoczynały okres mało przychylny dla pracy pisarza.że nikt poza Borowskim nie sięgnął tak głęboko w istotę hańbiącej ludzkość sprawy. pozostał on w literaturze najpoważniejszym dziełem tego rodzaju. której w myśl jego przekonań może dokonać jedynie socjalizm.pisał po latach Jarosław Iwaszkiewicz w przedmowie do Pożegnania z Marią (PIW. że nowele Borowskiego nie dadzą się porównać z żadną literaturą świata. nie przebierającej w środkach i argumentach i gubiącej się w zacietrzewieniu tego skomplikowanego czasu. poważnie zachwiało jego pewnością co do obranych środków literackich i co do samej idei „rewolucji moralnej”. Sąd ten potwierdza wzrastająca poczytność nowelistyki Borowskiego w świecie. Nie trafiały one do przekonania Borowskiemu.lecz niebawem opowiadaniem pt. z jakim spotkały się obydwie jego książki.to nie znaczy nikt u nas. nikt nie potrafił tak precyzyjnie narysować metod i skutków upodlenia człowieczeństwa. W roku 1949 .

.. tym razem wydał się bez wyjścia. W jednym z monachijskich wierszy Borowski pisał: świat jak labirynt splątany potwornie gmatwa się w linie. Tadeusz Drewnowski 2 . że osiągnął tak dużo . żądając od siebie i od każdego odpowiedzialności za drugiego człowieka. dla których życie i pieśń stanowią jedno. za jego dzieje. Dzień plantatora) czy też usiłują zdobyć własny.płacąc za to cenę najwyższą. za wspólny świat. znów po wojnie kamiennego. te tłoczą się w węzeł. Nagła samobójcza śmierć pisarza stała się podówczas dla wszystkich zupełnym zaskoczeniem i pozostała tajemnicą do dziś. który przedtem tylekroć i tak genialnie umiał się przezeń przebijać. Tak jak krwią pisał swoje utwory. Tadeusz Borowski należał do tych rzadkich. nawet pisarzowi. wciąż wstrząsają i niepokoją. To decydowało.samego.. a własny w nim udział .zdradą wobec dawnych świętości. jak nie chronił siebie przed światem. nieschematyczny wyraz w nowej problematyce (Kłopoty pani Doroty). wyjątkowych pisarzy. podobnie w swej twórczości obalał przegrodę między jednostką i światem. Może dlatego te kartki z dalekiej już przeszłości są nadal żywe. zachowują dawny rozmach {Muzyka w Herzenburgu.. (Labirynt) Labirynt świata.

o czarującym spojrzeniu chłopiec. wysoki. smukły. Wtedy olbrzymie cienie mojej głowy przesuwały się po ścianie bezgłośnie jak na filmie. poruszany oddechem.u nas. nazywał prądy. uczył się w akademii malarskiej. na linii Maginota. Uczyłem się wtedy późnym wieczorem. Olbrzymi. zanim ja nie pojechałem do Oświęcimia. Kiedy ja byłem zaczytany w Platonie i polskich filozofach okresu romantycznego. Julek był wychowankiem jezuitów. a przez wielkie okno. Wyprowadził się od bogatego ojca. poszczekiwał na obcych i tak już został. Ale zanim rozrzucił nas los. on sięgał do Ibsena i Przybyszewskiego. Andrzej nie zginął w ulicznej egzekucji i pod fałszywym zresztą nazwiskiem. pierwszej zimy wojennej. Przewozi się na nim towary i ludzi. Płomień lampki. matka. poczciwy pies kręcił się przy rodzicach.MATURA NA TARGOWEJ Całą zimę uczyłem się w małej przybudówce. w ciemnej jak grób Warszawie.za pomocą nóg. Narysował ich ponad dziesięć tysięcy. Jak w Japonii . a samoloty angielskie zrzucały nad Niemcami paczki ulotek. robił jednocześnie maturę i . duży rasowy doberman. Na zbitym z desek tapczanie spał ciężko ojciec. Świetnie znał matematykę. do Kasprowicza. Arkadiusza zanim nie przykryły gruzy barykady warszawskiej . kiedy po spaleniu domu biwakowali na pustym placu pod daszkiem z papy chroniącym od deszczu. trwały przyjazne potyczki patroli. przyplątany do nas nie wiadomo skąd podczas oblężenia. nad Grekami i filozofią niemiecką. Andrzej. uchylające się na teren dawnych garaży.domu. Utrzymywał się z rysowania karykatur przechodniom.pił. Arkadiusz był malarzem. W dyskusjach filozoficznych cytował nie znane nam nazwiska. o których nie wiedzieliśmy nic. Teraz zaś. duchowego wodza Młodej Polski. Pracował systematycznie nad Tomaszem z Akwinu. obecnie zarośnięty krzewami. chwiał się. skonstruowanej z kałamarza (trzeba było oszczędzać nafty). Riksza jest to trzykołowy wózek rowerowy. pisze pamiętnik. żeby (jak żartowaliśmy) nie zabić przypadkowo Niemca . miał przenikliwe spojrzenie artysty. Tej samej zimy Andrzej jeździł na rikszy. czołowego poety tego okresu. Był blondynem. Wszyscy zginęli mi z oczu. pracujący prawie dwanaście godzin w niemieckiej fabryce. mieszkał samotnie. rozwiązując starannie każdą z nich. wlewał się wieczorami księżyc i błyszczały światła z mostu. razem ze mną kończył szkołę. w gorące dni okupacyjne. Przybudówka była wąska. kiedy na Zachodzie.tej zimy. uganiał się za wronami. znanego krawca warszawskiego. którą zostawiła nam fabryka na gruzach zniszczonego podczas pierwszej bitwy o Warszawę . Zarabiał handlem dewiz. Sam pisywał wiersze jeszcze w szkole. niska i wilgotna. 3 .

co bywalsi siadali do brydża. Andrzej miał w teczce parę dobrych wierszy. Ilu przeżyło z siedemnastu tysięcy ludzi wytransportowanych z ulic warszawskich w styczniu 1943 ? Dwustu? Trzystu? Nie więcej! Wtedy też. wsławiała się już aleja Szucha. już mieliśmy w ręku pierwsze gazetki konspiracyjne. zwijał się u okna i rozpłaszczał pod sufitem. które kupiłem za pieniądze ze sprzedaży piłowanego drzewa. Ilu przeżyło z dwutysięcznego transportu. a olbrzymie polskie transporty więźniów szły do 4 . które robiły tak absurdalne wrażenie w stolicy wielkiego państwa. oglądało się obrazy najsławniejszych mistrzów. który w sierpniu 1940 roku przybył do Oświęcimia? Może pięciu ludzi. wprawdzie Arkadiusz nie chciał iść do urzędu niemieckiego. Zima. zaśnieżonym polu dwustu mężczyzn.do Oświęcimia. po wykładzie z literatury. ale dorobek nasz był znaczny. zimnych i ciasnych. kiedy wojska niemieckie uderzyły na Danię i Norwegię. w okresie. już roznosiliśmy je sami. a zwykle bliżej . Niektórzy zresztą mieli bogate domy. Po tej koszmarnej. Stąpało się tam po puszystych dywanach. i był tropiony przez policjantów na ulicach. kiedy za pijanego żołnierza niemieckiego zakłutego w bójce przez swego własnego towarzysza gestapo wyciągnęło z mieszkań i rozstrzelało na pustym. wyjeżdżały stadami na miasto. w Warszawie rozpoczęto pierwsze łapanki. ja trochę książek na zbitej z desek etażerce.szczękały salwy plutonów egzekucyjnych. samochody ciężarowe pokryte brezentem. Służyły nam one za klasy i za pracownie chemiczne. Ogromne budy niemieckie. dotykało się końcami palców grzbietów złoconych książek. gdy Hitler fotografował się na wieży Eiffla. Dym papierosów gęstniał w salonie. o oknach zabitych deskami. wygarniali wszystkich przechodniów na auta i wieźli do Rzeszy . przegrywając przy kartach zarobione nieraz na czarnej giełdzie pieniądze. Już zapełniały się cele Pawiaka. a w domach. aby wykupić świadectwo artystyczne. choć ciężka i ciemna. po lekcji matematyki. a zaraz potem jak nóż w ciało wbiły się we Francję. przygotowywaliśmy się do matury. do Oranienburga. Żandarmi i gestapowcy obstawiali ulice. choć wiedzieliśmy. Wiosną. w okresie tych pierwszych niemieckich łapanek. ćwiczeniach fizycznych albo lekturze książki religijnej (bo i religia była wykładana przez poczciwego księdza) . zamienionej nagle w dżunglę. kończyliśmy wtedy drugą licealną. a po komplecie. Uczyliśmy się w naszych prywatnych mieszkaniach. Wprawdzie Andrzej chorował niebezpiecznie na płuca i musiał rzucić swoją rikszę.na roboty. na Majdanek. trupiej zimie pozostało jeszcze wspomnienie egzekucji w Wawrze. Arkadiusz znalazł wreszcie mieszkanie i nie sypiał już po kolegach. osławionych obozów koncentracyjnych. minęła niepostrzeżenie. że wojna będzie trwała długie lata.

wiarę w rachunek całkowy i wiarę w wolność ludów. na mieście odbywa się łapanka na placu Trzech Krzyży .Oprócz pani. Wszyscy ostrzegali wszystkich przed łapankami. Konopnickiej. w Wielkopolsce. na ulicę Targową. Tysiącami młodzież zdawała maturę.Oranienburga. Aleksandra. u Staszica. u Lelewela. czołgi. dokładne jak co roku. Arkadiusz. wtedy wyzwala się w śmiechu. ciężarówki napęczniałe towarem. u Władysława Czwartego. wozy pancerne. siwa pani. choćby się ziemia waliła. Było to absurdalne widowisko. Zwróciła ku nam pomarszczoną twarz. I że tam pojedziemy. O kilka ulic dalej.wygrywała swą bitwę o Wiedzę. szły transporty na wschód i na zachód. jak dawniej przed zarazą. że żyjemy. młodzież polska .w Warszawie. że czeska i norweska również . Królowej Jadwigi. jak zawsze.i myślę. u zamknięcia alei. Wojciecha i Zamoyskiego wszędzie odbywały się egzaminy maturalne ostre. z drugiej z Saską Kępą.A czy panów nikt nie zaczepia? . Wszędzie. że jesteśmy w samym środku łapanki. Orzeszkowej. na którym stoją dziś już tylko ruiny pięknego kościoła Św. na placu Trzech Krzyży. I właśnie wtedy podeszła do nas stara. Pamiętam. odkąd nowoczesna szkoła istnieje. Niekiedy skala reagowania człowieka jest zbyt mała i gdy sięga tragicznego dna. Za mostem szła aleja. jak tygrys na szlaku antylop. Tysiące kończyły gimnazjum i szły do liceum. dzielnicą willową. Julek i ja . właśnie wtedy my czterej. u Batorego. Wtedy gdy Europa leżała w gruzach. na Śląsku. Nie wiem. dlaczego pobudzało do śmiechu. z jednej strony granicząca z polem. Wszyscy trzej byliśmy w świetnych humorach. u Mickiewicza. Nieustannie przez tę największą arterię przelotową stolicy przewalały się masy wojska niemieckiego. w gimnazjach żeńskich: Plater. że musimy jechać na drugą stronę Wisły. poczynając od tych najlepszych. u Czackiego. we wszystkich gimnazjach prywatnych.my czterej zdawaliśmy maturę. Żadne gimnazjum warszawskie nie pozostało w tyle. A tam. jak św. Wysypaliśmy się w biegu z tramwaju jak 5 . staliśmy we trzech na przystanku przy ogromnym gmachu Banku Gospodarstwa Krajowego. .parsknął Andrzej. . W oczach jej odbijała się wyraźnie troska. Wskoczyliśmy w tramwaj i pojechaliśmy na Pragę. w Alejach Jerozolimskich. rozstawiła się druga kolumna samochodów i czekała na tramwaje. nikt . zdawać maturę. Żandarmi obstawili wszystkie wyloty placu. Andrzej. na Pomorzu i w sercu Polski .rzekła cicho. Kiedy Europa przegrywała swoją bitwę o Wolność. dzieci i młodzież ratowały wiarę w Europę i wiarę w dwumian Newtona. Z warkotem motorów napchane ludźmi budy wlokły się ciężko na Pawiak. Nie my jedni. łapano ludzi.Panowie.

przewodniczący Komisji Egzaminacyjnej. Wskazał dłonią za okno. wychowawca klasowy i profesor chemii. i że jeszcze żyje. Blade nasze odpowiedzi wywoływały chytry uśmiech na twarzy egzaminatora. za którym kłębił się tłum otoczony policjantami. wierzcie w chemię. Jesienią. Nigdy nie mieliśmy opinii dobrych chemików. w którym już czekał na nas dyrektor. wysoki. jak w głębokiej dżungli odbywały się łowy na ludzi. patrzył dobrotliwie na nas i pomagał nam wzrokiem. Wychowawca. Słuchał uważnie odpowiedzi.No. Przez nią wrócicie do człowieka. W istocie był to bardzo ceniony naukowiec. Złapano go między Nowym Światem a Alejami i ślad po nim zaginął. dobroduszny pan. ani Andrzej. malarz i filozof. Wierzcie w naukę. Ziemia pachniała wiosną. Kiedy przedarliśmy się do mieszkania na Targowej. Kwitła na polu dziewanna i brzęczały pszczoły. i dodał. doniesiono nam. Dyrektor był milczący. poeta i krytyk.Kiedy nie wiecie. osławionego obozu pod Berlinem. A w mieście. gdy wstępowaliśmy na podziemny Uniwersytet. Jednego tylko człowieka nie było wtedy między nami: tego płowowłosego Julka. panowie (to „panowie” zaakcentowało naszą nową dojrzałość z chemii) . leżącym za rzeką. 6 . okropnie złożonym płynem. podnosząc do góry probówkę z jakimś czerwonym.gruszki i przemknęliśmy na ukos polem zasadzonym świeżą jarzyną. wychowanka księży.nie bądźcie głupi i nie dajcie się złapać. że Julek został wywieziony do Oranienburga. Wtedy Koziabródka rzekł: . w co wierzyć. fala łapanki dopłynęła aż pod nasze okna. Jakoś tam zdaliśmy. którego dla jego siwej brody nazywaliśmy w szkole Koziabródka. ani ja. . którego wzór na próżno usiłował Andrzej wywieść na tablicy. ani Arkadiusz.

POŻEGNANIE Z MARIĄ
I Za stołem, za telefonem, za sześcianem biurowych ksiąg - okno i drzwi. We drzwiach dwie tafle szklane, czarne, lśniące od nocy. I jeszcze niebo, tło okna okryte opuchłymi chmurami, które wiatr spycha w dół szyby, ku północy, poza mury spalonego domu. Spalony dom czernieje po drugiej stronie ulicy, na wprost furtki w ochronnej siatce zakończonej srebrzystym drutem kolczastym, po którym jak dźwięk po strunie ślizga się fioletowy odblask migocącej latarni ulicznej. Na tle burzliwego nieba, na prawo od domu, omotane mlecznymi kłębami przelotnego dymu lokomotyw, patetycznie rysuje się bezlistne drzewo, nieruchome w wichrze. Naładowane towarowe wagony mijają je i z łoskotem ciągną na front. Maria podniosła głowę znad książki. Smuga cienia leżała na jej czole i oczach i spływała wzdłuż policzka jak przejrzysty szal. Położyła ręce na grzybku stojącym wśród pustych butelek, talerzy z nie dojedzoną sałatą, brzuchatych, karmazynowych kieliszków o granatowych podstawkach. Ostre światło, które załamywało się w granicy przedmiotów, wsiąkało jak w dywan w niebieski dym zalegający pokój, odpryskiwało od kruchych, łamliwych krawędzi szkieł i migotało we wnętrzu kieliszków jak złoty liść na wietrze nabiegło struną w jej dłonie, a one rozświetloną, różową kopułą zamknęły się szczelnie nad nim i tylko bardziej różowe linie między palcami pulsowały prawie niedostrzegalnie. Przyćmiony pokoik napełnił się poufnym mrokiem, zbiegł się ku dłoniom i zmalał jak muszla. - Patrz, nie ma granicy między światłem i cieniem - szepnęła Maria. - Cień jak przypływ podpełza do nóg, otacza nas i zacieśnia świat tylko do nas: jesteśmy ty i ja. Pochyliłem się ku jej wargom, ku drobnym spękaniom ukrytym w ich kącikach. - Pulsujesz poezją jak drzewo sokiem - powiedziałem żartobliwie, otrząsając głowę z natrętnego, pijackiego szumu. - Uważaj, żeby świat ciebie nie zranił toporem. Maria rozchyliła wargi. Między zębami drżał leciutko ciemny koniuszek języka: uśmiechała się. Kiedy mocniej zacisnęła palce wokół grzybka, błysk leżący na dnie jej oczu zmatowiał i zgasł. - Poezja! Dla mnie to rzecz tak niepojęta jak słyszenie kształtu albo dotyk dźwięku. Odchyliła się w zadumie na poręcz kozetki. W półcieniu czerwony obcisły sweter nabrał purpurowej soczystości i tylko na grzbietach fałd, gdzie ślizgało się światło, lśnił karminową, puszystą barwą. - Ale tylko poezja umie wiernie pokazać człowieka. Myślę: pełnego

7

człowieka. Zabębniłem palcami o szkło kieliszka. Odezwał się kruchym, nietrwałym dźwiękiem. - Nie wiem, Mario - rzekłem, wzruszywszy z powątpiewaniem ramionami. - Sądzę, iż miarą poezji, a może i religii, jest miłość człowieka do człowieka, którą one budzą. A to jest najbardziej obiektywnym sprawdzianem rzeczy. - Miłość, oczywiście, że miłość! - powiedziała, mrużąc oczy, Maria. Za oknem, za spalonym domem, na szerokiej, przedzielonej skwerem ulicy jeździły ze zgrzytem tramwaje. Elektryczne błyski rozświetlały fiolet nieba, jak odpryski z sinego pożaru magnezji przebijały się przez mrok, oblewały księżycowym światłem dom, ulicę i bramę, ocierając się o czarne szyby okienne, spływały po nich i bezszelestnie gasły. Chwilę po nich gasł również wysoki, cienki śpiew tramwajowych szyn. Za drzwiami, w drugim pokoiku, puszczono znowu patefon. Zdławiona, jakby grana na grzebieniu melodia zacierała się w natarczywym szuraniu tańczących nóg i gardłowych śmiechach dziewczęcych. - Jak widzisz, Mario, oprócz nas jest jeszcze inny świat - roześmiałem się i wstałem z kozetki. - To, widzisz, jest tak. Gdyby można było rozumieć cały świat, czuć cały świat, widzieć cały świat, tak jak się rozumie swoje myśli, czuje się swój głód, widzi się okno, bramę za oknem i chmury nad bramą, gdyby można było widzieć wszystko jednocześnie i ostatecznie, wtedy - powiedziałem z namysłem, okrążywszy kozetkę i stanąwszy pod rozgrzanym piecem między Marią a majolikowymi kaflami i workiem z kartoflami zakupionymi w jesieni na zimę - wtedy miłość byłaby nie tylko miarą, ale i ostateczną instancją wszystkich rzeczy. Niestety, zdani jesteśmy na metodę prób, na samotne, zwodnicze przeżycie. Jakże to niepełna, jakże fałszywa miara rzeczy! Drzwi od pokoiku z patefonem otworzyły się. Chwiejąc się w takt melodii, wszedł Tomasz oparty o ramię żony. Jej lekko ciężarny, a od wielu miesięcy stateczny brzuch cieszył się nieustającym zainteresowaniem przyjaciół. Tomasz podszedł do stołu i chwiał się nad nim rozrosłym, pękatym, masywnym jak u wołu łbem. - Źle się starasz, bo wódki nie ma - rzekł z miękkim wyrzutem, starannie zlustrowawszy naczynia, i odpłynął, popychany przez żonę, w kierunku drzwi. Patrzył w nią tępym wzrokiem jak w obraz. Mówiło się, że to zawodowo, gdyż handlował fałszywymi Corotami, Noakowskimi i Pankiewiczami. Poza tym był redaktorem syndykalistycznego\ dwutygodnika i uważał się za radykalnego lewicowca. Wyszli na skrzypiący śnieg. Kłęby mroźnej pary przewinęły się po podłodze jak włochate motki białej bawełny. W ślad za Tomaszem do kantoru majestatycznie wtoczyły się taneczne pary, pokręciły

8

się sennie koło stołu, majolik i kartofli, starannie omijając zacieki pod oknem, i zostawiwszy czerwone ślady od świeżo pastowanej posadzki, wróciły tam, skąd wyszły. Maria poderwała się od stołu, poprawiła automatycznym ruchem włosy i powiedziała: - Muszę już iść, Tadeusz. Kierownik prosił, żeby zaczynać wcześniej. Syndykalistyczny - wyrażający poglądy charakterystyczne dla syndykalizmu, kierunku ruchu robotniczego negującego konieczność istnienia państwa i głoszącego program zbudowania społeczeństwa socjalistycznego, w którym kontrolę nad produkcją i podziałem dóbr sprawują związki zawodowe - syndykaty - Masz jeszcze dobrą godzinę czasu odrzekłem. Okrągły zegar firmowy o pogiętej blaszanej tarczy tykał miarowo, zawieszony na długim sznurku między na wpół rozwiniętym plakatem, rysunkiem urojonego widnokręgu a węglową kompozycją przedstawiającą dziurkę od klucza, przez którą widać fragment kubistycznej sypialni. - Wezmę Szekspira, postaram się zrobić w nocy Hamleta na wtorkowy komplet. Przeszedłszy do drugiego pokoju, kucnęła przy książkach. Półka zbita była prymitywnie z nie heblowanych desek. Deski uginały się pod ciężarem książek. W powietrzu leżały błękitne i białe pasma dymu oraz unosił się ciężki zapach wódki zmieszany z odorem ludzkiego potu i wapienną wonią wilgotnych, gnijących ścian. Chwiały się na nich, jak bielizna na wietrze, jaskrawo malowane kartony i jak morskie dno przeświecały się kolorowymi liniami meduz i korali poprzez błękitny opar. W czarnym oknie, odgrodzony szybą od nocy, zaplątany w cienką koronkę firanki wyszachrowanej za psie pieniądze od złodziejki kolejowej, smętny, zapijaczony skrzypek (który uważał siebie za impotenta) na próżno usiłował jękiem instrumentu zagłuszyć charczenie patefonu. Zgarbiony jak pod workiem cementu, wydobywał ze skrzypiec z ponurą zaciętością jeden tylko pasaż. Od dwóch godzin ćwiczył się do niedzielnego koncertu poetycko-muzycznego. Występował wtedy umyty, w wizytowym garniturze w paski, miał twarz melancholijną i oczy senne, jakby czytał z powietrza nuty. Na stole, na obrusie w czerwone kwiaty, wyszachrowanym od złodziejki kolejowej, między kieliszkami, książkami i nadgryzionymi kanapkami, leżały gołe i brudne nogi Apoloniusza. Apoloniusz huśtał się na krzesełku i odwracając się do drewnianego, pomalowanego wapnem przed pluskwami tapczana, na którym, jak duszące się ryby na piasku, leżeli półpijani ludzie, donośnym głosem mówił: - Czy Chrystus byłby dobrym żołnierzem? Nie, raczej dezerterem. Przynajmniej pierwsi chrześcijanie uciekali z armii. Nie chcieli się sprzeciwiać złu. - Ja się sprzeciwiam złu - rzeki leniwie Piotr. Leżał rozwalony między dwiema

9

Pianista. książki. Tam Wandale wsiedli na okręty. Montaigne . tak dawno nie miałam w ręku szczoteczki do zębów. . . pyknąwszy z fajki. Tomasz z Akwinu.Żydóweczka.Brakowało? Nie. .wszyscy ich tłukli i z Danii czy z Węgier wygnali do Hiszpanii. nie brakowało .powiedział spod pieca młodzieniec. namiętnym spojrzeniu.. to trudno nawet określić. z wyzywającym dekoltem. rozlane uda i czerwone. . po ptasiej głowie ozdobionej lśniącymi falami przylizanych włosów. bardzo tchórzliwy . patrząc tępo w książki. kaplicznej wody. Wprawdzie ustąpili i użyczyli muzykom pokoju do spania i fortepianu do ćwiczeń oraz kuchni do produkcji bimbru. a zaraz po chrzcie na najruchliwym punkcie Grójeckiej wymigiwaliśmy się od łapanki ulicznej. Polek . pokryte złocistym puszkiem jak owoc brzoskwini.urwała i zamyśliła się. .rozmamłanymi dziewczynami i gmerał rękoma w ich fryzurach.Platon.odrzekła z błyskiem zdziwienia w załzawionych. która uciekła z getta i tej nocy nie miała gdzie spać. dłuższy czas żył z pianistką o uroczych dołkach w buzi i drapieżnym. krowich oczach. wiechciach kwiatów i miednicy chłodnej. . Miała szerokie. Moniki. więc przyjaciele weselisko urządzili sami. Wydymał pulchne. .Niech pan zrozumie. Była senna. Latem ochrzciliśmy go (bo był wyznania narodowego) przy zapalonych świecach. Augustyn. bardzo miło. Wiecie. Panna młoda w sztywnej niebieskiej sukni siedziała w fotelu nieruchomo.rzekła dziewczyna spod ściany.dotykała polakierowanym na purpurowo paznokciem 0 . Uważacie. . .To dziwne. rozłożyste biodra. różowe policzki.Miała na sobie żółtą sukienkę w chryzantemy. wiesz? .Zdejm nogi ze stołu albo je umyj.. Pod oczyma miał wielkie sińce. uklękła koło Marii przy książkach i objęła ją ramieniem. ten od św. . jakby połknęła kij. filiżanki z herbatą. że trzeba odejść. I wciąż to uczucie.A wtedy święty wyjechał na ośle i nawrócił Wandalów . Miała grube. zesunąwszy piętą talerze na kupę .Przecież pani była pieśniarką? Chyba niczego pani nie brakowało. .Umyj nogi. Na długim łańcuszku kołysał się między piersiami złoty krzyżyk. Ja się panicznie boję! Maria pogłaskała ją. ale nie zechcieli zaprosić na wesele przyjaciół.Miło tu u was. zmęczona i pijana. był taki szczep Wandalów. milcząc.Ale! chcielibyście. Zza niego wychylała się zalotnie kremowa koronka koszulki. dobre do rodzenia. z artystkami nawet Niemcy inaczej. bo dopiero późną zimą. którą zapobiegliwy ksiądz umył mu dokładnie głowę. . mięsiste wargi. pojechali do Afryki i doszli piechotą pod Kartaginę. kanapki. gdzie biskupem był św.ciągnął Apoloniusz. Pożeniliśmy ich nierychło. Rodzice odmawiali błogosławieństwa ze względu na mezalians.

Jej rodzina została za murami. Ciągnęło od nich farbą drukarską. Czerwona latarnia kołysała się pod kołami.Odpłynęła w tańcu. . nadszedł od strony latarni. Przednie koła utkwiły w rynsztoku. Przez pierś miał przewieszony reflektor na rzemieniach. kładąc na śnieg rozchwiane cienie.rzekłem ze znawstwem. jakby oddychał skórą. .Tylko nie będzie z niego wyjścia.krzyknął furman napierając na dyszel.Po Wandalach nie zostało nic.A ja myślę. . nieruchoma jak góra. był zmęczony. sięgnął bez pośpiechu po bat. We drzwiach stanął zarumieniony Tomasz. Furman stał obok wozu i cierpliwie czekał.Zaraz podłożę deskę do rynsztoka. 1 . Żandarm w niebieskim płaszczu. a Augustyna dzisiaj czytają. koń! W kręgu złotawego światła znad drzwi śnieg oślepiająco biały i gładki leżał jak talerz na popielatym obrusie. machnął lejcami i cmoknął. że po aryjskiej stronie też będzie getto .Ona jest zdenerwowana .rzekł maniacko Apoloniusz. co ja widziałam za murami. patrząc z ukosa na Marię. .rzekła cicho Maria. . w cieniu. Igła trafiła na pęknięcie w płycie i zawodziła monotonnie. pilnujący sąsiedniego budynku byłej szkoły miejskiej. . a wraz z nią zostaną moje winiety! Pod sufitem suszyły się na sznurkach okładki tomiku poetyckiego. który wydawał się wyższy i tęższy niż zazwyczaj.„Jeszcze tylko kilka ciężkich chmur nie porozpychanych nozdrzem konia” zadeklamował i wskazawszy ręką za okno.Koń. .Za pysk cholerę i do tyłu .wzniósł dłoń z rozczapierzonymi palcami ku sufitowi .Augustyn napisał sześćdziesiąt trzy książki! Kiedy Wandalowie obiegli Kartaginę. zabijając rękoma o pierś. a poezja zostanie.Tylko żeby pan widział to. zabrana przez Piotra. Żydóweczka podeszła do patefonu i zmieniła płytę. Światło przebijało się przez czarne i czerwone płaszczyzny pakowego papieru i plątało się wśród kartek jak w gąszczu leśnym. Załadowana jak wóz z sianem platforma stała w ciemności. bijąc tępo podkutymi butami o kamienie chodnika. .. . jakby odbijał niebo. . Jego żona poprawiła sukienkę na lekko wypukłym brzuchu. szarzał i siniał. Koń poderwał łeb.wojna minie. oświetlając nogi i podbrzusze konia. Kiedy odciągnęliśmy z Tomaszem skrzydła bramy.powiedziała. na bramę. Okładki szeleściły jak suche liście. Szły od niego kłęby pary. szarpnął się całym ciałem na boki. Ergo . dalej. napakowanej jak więzienie „ochotnikami” przeznaczonymi na roboty do Prus. krzyknął z uczuciem: .. aż dopiero przy furtce mienił się w blasku lampy ulicznej. . . Zwiesił łeb. robił właśnie korektę i przy niej umarł! .K'sobie . ale wóz nie ruszył.obszarpanych grzbietów kupionych na wózkach i wykradzionych z antykwariatu książek.

Był to ruchliwy port przeładunkowy. meblami i brzęczącymi naczyniami z aluminium. konserwy. że nic ważnego w ciągu nocy nie zaszło. . oczy jego błyszczały nad strugą światła ostro jak wilcze ślepia. Kłóciła się ze starą. Twarz miał kościstą. ruszył wolno pod kran i wetknął pysk w kubeł. obrusy i ręczniki oraz wszelkie inne dobro kradzione z pociągów towarowych idących na front. . skarpety. . tędy bowiem płynęły belami i pojedynczo koce. rannymi. mieszczącego się w pofabrycznych halach tuż przy torze kolejowym.Ano. wjechał po deskach na podwórze. Koń chrapnął. Teraz koń pociągnął ku przodowi. poprawił na sobie pasy i miarowym krokiem oddalił się w stronę szkoły. . Olek . Spod okapu hełmu. Co dzień rano przychodził do kantoru telefonować po zmianę warty i nieodmiennie meldował. ściągniętą mrozem. cofnął konia i podjechał tyłem pod drewnianą szopę. . zżarte od cementu. tłomokami. Zwykle ją mijał. . serwisy. a także kupowane od obsługi wagonów sanitarnych. firanki. załadowałem nawet taborety z kuchni i półki z łazienki. z głębokiego cienia. będziem zdejmować.Pozwolenie dla niej dostał zięć od swego kolegi . Wóz naładowany po wierzch jak krypa walizami. zatrzymywały się często na dworcu jak przy molu portowym. postał chwilę w dyszlach.rzekł Olek.Patrz pan.Wszystko kazała zabrać .rzekł woźnica. osadził się na tylnych nogach. . skręcał pod gnijącym murem schroniska dla bezrobotnych. kupony materiałów. podgoniony ostro.Sporo przywiozłeś. chwiejąc się.A córka? .rzekłem. Żandarm zgasił reflektor. - 2 . że musi zostać jeszcze dzień. wykrzywione dłonie. Sztywne od wapna włosy rozmierzwiły mu się nad czołem. Odprzężony z szorstką czułością przez woźnicę. ciepłe ubrania. wychudłą. rozejrzawszy się w zasobach platformy. jakby znużony ponad siły.Za dużo klamotów naładowane .Została z mężem.Nie bała się tak w biały dzień? . wreszcie. Wypiwszy do dna nadsiorbnął wody z drugiego i włócząc za sobą uprząż. betami. dochodził do małego kościółka księży pallotynów (częściowo spalonego we wrześniu i odnawianego pieczołowicie a nieustannie w ciągu całego sezonu materiałami z naszej firmy). wracając z frontu z zegarkami. wapna i gipsu. Zrzucił czapkę. meblami i zbożem. jedzeniem. Koń robił bokami i dymił parą. Furman trzasnął jeszcze raz dla fantazji batem. które. bielizną i częściami do maszyn.rzekł rzeczowo. poszedł w stronę otwartych drzwi stajni. . naparł ciałem do tyłu i platforma dźwignęła się po kocich łbach. Stara stała nade mną jak kat nad dobrą duszą.Podkręcił kontakt i uprzejmie zaświecił.Popluł w żylaste.

.Taa. to się jej wywdzięcza. . Nie mógł się swobodnie ruszać w twardym kożuchu. . Chwycił w garście śnieg i mył nim dłonie. Wrócisz przed siódmą. nad stromym dachem wtulonej w mur szopy szedł z szumem wiatr. Wapno cienkim pyłem unosiło się w powietrzu i gryzło nieznośnie nozdrza. . uchylił czapki. . tobyś pan nie uwierzył. stała Maria. .Powiedz pan. . a nad wiatrem i chmurami drżało niebo głębokie jak 3 . Staliśmy w otwartej furtce.Powlókł się w ślad za zwierzęciem do stajni. Tomasz sapał spazmatycznie.rzekł Tomasz.. wciągając głęboko powietrze. . osznurowane książki. pudła staroświeckie. nie? Pojedziesz z rana kursem. kosze z bielizną. nad światłem latami.Wdzięczność jest rzeczą piękną .Ale pan jakoś wyjechałeś szczęśliwie? .Zasunąłem drzwi szopy i zamknąłem je na kłódkę. pokrytym skorupą wapna.Wlazł na wóz. Nad ulicą. niósł dym pociągów. otwartej migocącym światłem latarni. po co ją kierownik wziął do siebie? . z ulgą pociągał nosem i otarł ręką czoło. narobiłem się dzisiaj . złażąc z platformy. ciemnej szopy.Może poczekasz do południa? Rozwieziemy razem. pilnujący szkoły. Był chory na serce. wazony. ale wiesz pan.powiedział furman. Będzie co z tego? . stosem cuchnącej smołą czarnej papy a kupą suchego wapna przeznaczonego na detaliczną sprzedaż chłopom. gnały pierzaste obłoki.A jak jutro z rozlewaniem i rozwiezieniem? . Oparł się o wóz. rozplatał sznury i począł podawać jedno po drugim krzesełka.co nam te ciapciaki mogą zrobić? Jak kierownik chce kupić filię. . Metr wapna na lewo. skończywszy ładunek.Ale . Chwytaliśmy je z Tomaszem i na cztery ręce wnosiliśmy do zatęchłej. Oddychał miarowo. co ja tam widziałem.. to muszą z nim dobrze. Chociaż i żydowskie. Konia oporządzę. Dzieciaki. Otrzepałem ręce z kurzu. . Przechodząc koło kantoru.Ano. . tępym krokiem spacerował żandarm w niebieskim płaszczu. układając towar na betonie między workami z na wpół skamieniałym cementem.Ująłem ją pod ramię i po chrupiącym czerstwym śniegu poprowadziłem wydeptaną ścieżką do furtki.rzekłem lekceważąco .zapytał woźnica. W złotym kręgu światła jak w aureoli. Po pustej ulicy. otoczona jak dłońmi siną nocą połyskującą pierścieniem gwiazd. kobity.. Wytarł je o spodnie. smoły i dziegciu..Inżynier nas widział po drodze. Przymknęła za sobą drzwi od muzyki i ludzi i wyczekująco patrzyła w mrok.Panie Tadku. trzeba rano z dom wyrzucić. panie Tadku. .Zrobiła go człowiekiem.. poduszki.

który wstał przed świtem.Widzisz. Znikła za rogiem. W oknach byłej szkoły zaczynały pojawiać się głowy uwięzionych ludzi. . bom wiele miał kochanek. W paskarskim sklepiku. który go zostawił na wybrzeżu wyludnionej ulicy jak zapomniany wodorost. . zdążył wyrzucić wapno z dołu i zawieźć na budowę. że miłość! . Mówię z głębi doświadczenia.Chodź. Patrolujący żandarm poszarzał i zmalał w odpływającym mroku. furman. Minęła sklep paskarza.Wiesz dobrze. Zmierzch. przy składzie.rzekł Tomasz. Po zardzewiałych kratach spływały brudne krople.pusto. kaszę i chleb.Daj furmanowi wódki. Przez zamarznięte szyby sączył się szary świt. istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający. naprzeciw chmurom.Bo miłość to poświęcenie. wyprząc konia i usunąć z placu ślady kół. . jeżeli masz gdzie pod łóżkiem . monotonnie spadały na parapet 1 Solipsysta . . . jakby kutej z szarego piaskowca twarzy.rzekła z wyrzutem. oczywiście. co może miłość . II Nocą spadło trochę śniegu. które wiatr gnał nad naszymi głowami. Zanim otworzyłem oficjalnie bramę na znak rozpoczęcia dnia handlu. trzeba zbratać się z ludem. Wielki czarny kapelusz ocieniał jej twarz jak skrzydłem. uśmiechając się do Tomasza. Mrugający po pijacku czerwonymi oczyma sklepikarz rozkładał drżącymi rękoma na ladzie za szkłem ser. że miłość! . Księżyc prześwitywał przez chmury jak złoty szmat piasku.rzekł pogodnie Tomasz. jakby Tomasz był ociosanym z grubsza kamieniem. podając mi usta do pocałunku. według którego. Patrzyłem za nią jeszcze chwilę.Miłość.parsknęła beztroskim śmiechem Maria i dygnąwszy nam dystyngowanie.powiedziałem. Z torów kolejowych dochodził grzechot pociągów.wyznający solipsyzm. wyprawiwszy pijanych gości i sprzątnąwszy pokój. a chłop swoje dzieci zamknięte w szkole. gdzie nabywałem chleb i kaszankę na śniadanie. Była o pół głowy wyższa ode mnie. a rzeczywistość jest zespołem jego wrażeń 4 . grzali się przy rozżarzonym piecyku dwaj granatowi policjanci. Chłopka wyciągnęła z koszyka pęta kiełbasy. . a wróciwszy z kursu. które znikały pod ladą w podwójnej ścianie. Pieprzyk pod lewym okiem czerniał filuternie na monumentalnej. solipsysto1 poetycki. pogląd filozoficzny. a na ulicy . . jakby tropiąc w powietrzu jej ślad.Oczywiście. nadał mu bryłowatość i ciężar. Tak wczesnym rankiem na dworze było jeszcze sinawo. Nie lubiłem przy obcych jej pocałunków. nie obejrzawszy się. który zaciera rysy człowieka. odeszła ulicą wzdłuż siatki.dno ciemnego potoku. że sama rozwiozę . Maria uśmiechnęła się czule.

wyrzucałem je bardzo altruistycznie za bramę. i załatwiały się tam beztrosko. jesienią. dziesięć deka kiszki i dwa deka masła. porosłe kępkami postrzępionej wikliny i pokryte z rzadka liszajami śniegu. obcego płaskim. Zwykle były to dziewczęta.dzień w dzień pęczniała wzbierającym. fryzjera. uliczka zagubiona między grząskim jak przegniły trup polem a szeregiem zmurszałych. szpaltówek. rozfalowanym tłumem. nie doważał deka masła.i ciurkiem lały się na podłogę. Z reguły mi nie doważał. urok chłopców. śmierdząca zgnilizną otwartych rynsztoków. ale ręka drżała mu przy zgarnianiu pieniędzy. Nad szklanką bimbru z buraków bratali się przy ladzie policjanci z chłopami i handlowali ludźmi ze szkoły. gdyż chciał żyć sam. wybrukowana kocimi łbami. zimą i wiosną uliczka . ku pokrytemu czerwoną karpiówką dachowi. tak chłopom. gdzie wałęsał się aż do rana.łamane. miał żonę. odchodził aż do placu leżącego u jej wylotu. Ujęty jak w groble w dwa szeregi policjantów tłum odpływał korytem ulicy. Uśmiechał się wstydliwie. drobnoziarniste kruszywo kamienne 5 . kalecząc się nieludzko. wymachiwał rękoma i krzyczał. ludzkim sprawom żandarma) ciągnął wyłącznie sąsiad. On nie dolewał do pełna setki bimbru. odczuwającą nęcące powaby stroju. który albo natychmiast znikał w zakamarkach ulicy. firma budowlana zaś sprzedawała. parę sklepików spożywczych i obskurny bar . zachodziły do sąsieków z grysikiem2. na żółte. Dzień w dzień wpadałem do niego po ćwiartkę razowego chleba. Nocą policjanci wysadzali przez okno szkoły towar. pastelowe domy miasta. roztapiające się w czystym. Latem. zwały gliny. Z otwartych okien szkoły wołano i dawano białymi dłońmi znaki jak z odbijającego od brzegu okrętu. wyciągał twarze ku nowoczesnym oknom. sześciany cegieł. Łaziły bezradnie po podwórzu. Obudziwszy się. trocinówek. podnosił głowy. przełaził przez druty kolczaste na plac naszej firmy budowlanej. na most nad leżącą na migotliwym nurcie mgłą. oglądając kupy piasku. skąd otwierała się miła oczom perspektywa na zapuszczone mielizny nad rzeką. gdyż kantor był oczywiście zamknięty. uczennicę kompletu licealnego. sklepikarz. którego różne odcienie i wielkości używane były na schody oraz nagrobki. spokojnym. Paskarski sklepik był małą. smak nauki i czar konspiracji.ślepa. albo. Nie odczuwał jednak ani obowiązku. parterowych domków mieszczących pralnię. ciął chleb na nierówne części i wyciskał z chłopów bezlitośnie forsę za każdą wypuszczoną na lewo dziewczynę. ramsayek. ani potrzeby wdzięczności. zaciszną zatoką.kłębił się rozpaczliwie na placu i znowu powracał z krzykiem. mydlarnię. jak 2 Grysik . Zresztą. a korzyści z procederu oprócz policjantów (i pewnie nieprzystępnego. który podpływał pod betonowe mury szkoły. błękitnym niebie . a cenę wydatnie zaokrąglał. synka w drugiej gimnazjalnej i dorastającą córkę.

Odrabiali prywatne kursy. mokry ton3. 3 Ton . wprawdzie nieco zaniedbany i podupadły. Dostawca urzędowy nabierał w usta wody. kupił dworski pojazd. poważne manko. dowożąc na budowę niepełne metry. wykorzystując firmę jako punkt przelotowy. na utrzymanie żony dewotki trwoniącej pieniądze na żebraków. Przez trzy miesiące finansował moje studia na podziemnym uniwersytecie. wynajął woźnicę. Kradli z kolei. kościoły i zakonników oraz syna erotomana ciągnął z niej wczasach wielkiego głodu (kiedy jedliśmy obierki i przydziałowy chleb z solą)' grube tysiące jak mleko z wymion. Firma budowlana! Ona jak dojna i cierpliwa krowa rozdawała wszystkim utrzymanie. Ja z początku wynosiłem ze składu ton i kredę koszykiem i sprzedawałem je w mydlarniach okolicznych. ale nadający się do polowań (miał bowiem spory kawał lasu) i uprzemysłowienia (posiadał glinę). podzieliłem teren pracy i uzgodniłem sposób księgowania. apoplektycznie nerwowy Inżynier z brodą w klin. wszedłem z nim w spółkę. mieszała wapno z wodą. co natychmiast wpisywało się w księgi. Oddawszy mi lwi udział z detalicznej sprzedaży.mieszanina asfaltów lub smoły używana do klejenia papy 6 . Kierownik znał się na złocie i kosztownościach. nie uchylał się wcale od obowiązku.inżynierom. nabył za pół miliona majątek ziemski pod stolicą. Pracowity jej właściciel. Filia urządzała się inaczej. brzuchacz opięty kraciastą kamizelką z brelokiem. skamieniały cement. jak wywózka rodziny do lagru. jednak Inżynier kilkunastu swoim ludziom dawał z własnej inicjatywy prawie sto złotych tygodniowo bez odtrącenia kosztów. których nie księgowano nigdzie.glinka kredowa używana w produkcji farb klejowych 4 Lepik . Wiązała nas również produkcja bimbru odbywająca się moim kosztem w mieszkaniu kierownika. a telefon składu jako niezawodny sposób komunikacyjny. a także odbierając wagony z towarem stwierdzała. Furmani sprzedawali wapno na ulicy. miał bowiem z firmą osobne rachunki. a lepik4 z piaskiem. wydzierżawił plac po spalonej we wrześniu firmie i założył na nim filię swojego przedsiębiorstwa. kierownik pogrążył się w szerokich interesach. wreszcie w trzecim roku wojny rozpoczął i pomyślnie poprowadził pertraktacje ze Wschodnią Koleją Niemiecką o zakup i rozbudowę własnej bocznicy kolejowej i postawienie przy niej magazynów przeładunkowych. Wprawdzie ustawodawstwo okupacyjne zabraniało Inżynierowi wypłacać tygodniówki ponad 73 złote. patriarchalnie siwy. podatków i świadczeń. cugowego konia ze strzyżonym ogonem. W wypadkach nagłych. rozbudował składy w centrali. stawiając mi tylko jeden warunek: abym uczył się dla Ojczyzny. przy cichym zrozumieniu magazyniera kolejowego. Równie pomyślnie układały się losy pracowników Inżyniera. choroba albo łapówka. jednakże zżywszy się z kierownikiem serdeczniej.

wytartą i błyszczącą na łokciach. Na kolanach trzymała starannie złożone palto z wyleniałym kołnierzem. paru ciężarowych samochodów.A. zatelefonują. spod którego wymykały się pasma rzadkich siwych włosów. martwe. Uprawiał handel z wielkim lękiem. niemalże zadźwięczały. a na głowie staroświecki kapelusz ozdobiony bukietem fiołków. i żył pełnią życia. Na szyi miała aksamitną szeroką wstążkę. pustą jak wyludnione miasto. Pajęczyna się kołysała. jakby tarł kamieniem o kamień. zbyt biednie nawet jak na posiadaczkę platformy wszelakiego bagażu. to trzeba lepiej zaczekać. wielu precyzyjnych maszyn do liczenia. Stara siedziała na miejscu Marii w nogach drewnianego tapczanu. Z dorobku tych czasów ocalił place i walutę oraz głębokie przywiązanie do starej doktorowej. Pracował wtedy jako magazynier w przedsiębiorstwie żydowskim. że kłapnęły. . prowadził także ożywioną wymianę z gettem. 7 . kupił auto sportowe i zarabiał taksówką do trzystu złotych dziennie.Bo powinni dać znać. oglądając pajęczynę na górnej półce książek. przyjaźnił się z szoferami i sprzedawcami części samochodowych. Ze zdziwieniem poderwałem głowę znad książki o czasach i zabobonach średniowiecznych. Wzrok utkwiła pod sufitem. odliczywszy dniówkę szofera. Mówiła chropawym szeptem. dziesiątków robotników i niewyczerpanego konta w bankach krajowych i szwajcarskich. bez dokuczliwych rozterek duchowych.rzekła stara do kierownika po długim milczeniu. Prawda. czy przyjdą. Ubrana była biednie. siedziała skromnie w kącie. jakby zamarzłe oczy. co? . które . Świszczący szept wydobywał się z gardła wraz z oddechem.rzekł stanowczo kierownik. nie mówiąc już o złocie i brylantach. Rozumiał. Dwa masywne złote rzędy zębów błyszczały w ustach.Skierowała na niego wyblakłe. Odczuwał dotkliwą nostalgię za bezpiecznymi czasami przedwojennymi.każdy Żyd przynosił z getta. . miał stosunki ze złodziejami kolejowymi i ułatwiał im kontakty ze sklepami komisowymi. Pod okiem czujnej właścicielki wyrabiał się uparcie na ludzi. znał adresy pośredników mieszkaniowych. Wkrótce nabył pod miastem przy autostradzie jedną parcelę budowlaną. . Twarz miała ziemistą. zdawało się. wbrew własnemu poczuciu prawa. a nawet sam handlował lokalami. a na parę miesięcy przed wojną . Ubrana była w czarną jedwabną suknię.sprzedawał i nabywał meble. bo pająk piął się do góry.według wyobrażenia ludzi ze strony aryjskiej . że czyni to w zgodzie z prawem ludzkim.drugą na bliskim przedmieściu. własnej odnogi kolejowej. Odziana była zbyt biednie jak na przedwojenną właścicielkę ogromnego składu towarów budowlanych. jakby przez siłę.Jasieńku. że powinni? . pani doktorowo . zrujnowaną. zapobiegliwie i przezornie oddanych na przechowanie do konsulatu szwajcarskiego.

złociste. że człowiek w pierwszym roku wojny kupił sobie jaki kąt. pamiątka po dobrych czasach w firmie na Towarowej. portfel do kieszeni i . zacisnęła palce. Jasieńku? . . kiedy zechce! Pozałatwia.Przeniosła znowu wzrok z sufitu na okno.Jasio sobie radę da! . . Wyjdzie pewnie dzisiaj razem z córeczką pani doktorowej. odrzucając je niecierpliwym ruchem głowy. Wygrzewając się pod piecem. i bezwładnie opuściła na kolana. nie ma co! . Powinna wrócić niedługo.szepnęła stara głucho.Człowiek ma. . Ona jest taka niezaradna. może wyjść. Rozgrzane plecy łaskotały rozkosznie.Pracowicie wychuchał w oblodzonej szybie otwór i przechylając głowę. robaczywe dłonie położyła na żółtej chustce. rzezi szczepów i pożarów miast dokonywała się praca ocalania ducha ludzkiego. Koc spuszczony z tapczanu 8 . Co pani doktorowa myśli! Zięć. Odbijało mi się wódką i jajkami.Jasio tylko tak mówi. Robotna. która wzbierała już tłumami. zapatrzyłem się w podłogę. że to jedyny teraz majątek córki.bąknąłem znad książki.gwizdnął niedowierzająco kierownik. ale ciepło. . jak gdzie może chapsnąć. Zwiędłe. jakby ją chciała zerwać z ramion. bębnił palcami po ramie okiennej. wyciągając wygodnie nogi w długich oficerskich butach. .przechylił się do mnie .Jasieńku.Co też pani doktorowa mówi! . bo co by robił? Na sublokatorce by żył? Do kwaterunku by poszedł? . czy walizki są w porządku? . ręce i nogi. Między piecem a wieszakiem było mrocznawo. co trzeba. ile żądają? Pięćdziesiąt tysięcy! Dobrze. Głowa ciążyła mi i szumiała.Telefonowała .Bo Jasio wie. Książka o średniowiecznych klasztorach budziła na wpół senne marzenia o ciemnych celach. chwaląc Boga. na otwartą bramę. . jak wyjdą? Przysunął sobie krzesełko i usiadł. i dlatego żyje! Panie Tadziku . skąd kupić mieszkanie! Pani doktorowa wie.Pojechała na miasto rozwozić bimber. jak z dna studni. pokurczone. myśli. dyrektor w szopach. Pogładził bujne.fiuuu! Tyle go zobaczą! Co pani się martwi. dopasowany do okrągłości przegubu. wygięty. Oszczędna dziewczyna! Buzi dać! I węgla wypaliła o połowę mniej. czekał na klienta. na ulicę. Spod mankietu popelinowej koszuli odsłonił się przy tym ruchu złoty longinus podłużny. falujące włosy.szepnęła doktorowa i uśmiechnęła się lekko kącikami ust. . gdzie wśród zabobonów ludu. Przyzwyczaiła się do opieki matki. Tu trzeba myśleć. A jeżeli im się nie uda. jednym okiem spoglądał z ukosa na plac.Przecież pan dyrektor obiecał telefonować.pańska narzeczona wygotowała dwadzieścia pięć litrów.

Dzieci? . . Cóż to.Pani doktorowo.Zwariowała pani doktorowa na starość? . Klient zatupotał nogami. co to blokada? Pewno nie bardzo wie? No nic . tu: wychodzić 9 .. . kiwając przyjaźnie ręką.. nie. Widać było spod niego czarną przykrywkę remingtona. Kierownik kopnął krzesło i wyszedł do klienta. Wziąłem maszynę z szopy. aby podtrzymać rozmowę. i wstawiłem na wszelki wypadek pod łóżko.z. Ciągle aus.zaniepokoiła się nagle stara.Zatelefonuję .Czemu nie wyszedł z panią? . Obejrzałem się na starą. Tam się wszystko kończy.Dwadzieścia siedem razy byłam w blokadzie ulic. u nas wszystko musi być w porządku . Dwadzieścia osób! Małe dzieci się nauczyły. co dzieci! Zięć i córka czy wyjdą! On żyje w wielkiej przyjaźni z szefem.Niemców na głowę sprowadzić? Dać im podsłuchać? Owszem.zdziwiłem się. Drzwi kantoru trzasnęły. . Zadyszała się i zamilkła. Stara podniosła na mnie puste oczy.A jak oni tu mnie nie znajdą? Uliczka jest taka mała i na peryferiach .Mieliśmy kryjówkę za szafą w takiej specjalnej niszy. Zza drzwi dochodziły brzękliwe. pierze na ulicach. Jeszcze z uniwersytetu w Heidelberg. to jak żołnierze chodzili i bili kolbami o ściany i jak strzelali. pani doktorowa mnie nie zna? . sprzedanych przez 5 Aus (niem. . wie? Czy oni zdążą wyjść? Podszedłem do półki z książkami. to małe dzieci tylko milczały i patrzyły takimi otwartymi oczyma.Nie. przykrył je prawie rzęsami koloru słomy..parsknął nagle kierownik i gniewnie zmrużył serdeczne. przekomarzające się głosy. obijając z butów śnieg. .zapytałem. Wie. .Jakże się pani przedostała do nas? . aus.kierownik zatarł z przyzwyczajenia ręce i popatrzył chwilę na mnie . a ludzi wywożą. aus5! Pusto w domach.) . jakby jej było zimno. Machinalnie obracała w palcach broszkę przypiętą do sukni.w porządeczku jak w ubezpieczalni. aby nie zamokła. Jeszcze dzień. . Klient i kierownik ustalili cenę dostawy drzewa z pożydowskich domów z getta otwockiego. ale nie od nas! Stara nastroszyła się i nadęła jak obudzona znienacka sowa. Włożyłem książkę między średniowieczne. niebieskie oczy. wywożą. nie! Tam dzieci. jeszcze dwa.zdecydowała i poruszyła się na tapczanie..zachrypiała w przejęciu. Splotła ręce na piersiach.On tam ma interesa. . .nie sięgał zapastowanych na czerwono desek. .

Drobna i sucha. Zazdrościłem jej zejścia do podziemia. nie zajrzała ani razu do magazynu.prychnęła mała urzędniczka. Kierownik pokrył niedobór z własnej kieszeni. zmierzwionych niesfornie włosów. Wstała nerwowo od stołu. ale dawał się skusić przy szczególnie pomyślnych wydarzeniach. Kierownik był abstynentem. sam bowiem zadowalałem się półprywatnym powielaniem biuletynów. panie magazynierze. Na ulicach pusto.A to ładnie . nie wiedziała. Odrzuciła palto z kolan i z pośpiechem podreptała na dwór.) . . Kożuch parował na nim i śmierdział wilgotną skórą. Do kantoru przychodziła zresztą tylko na kilka godzin.kreishauptmana6 hurtem polskiemu przedsiębiorcy.rzekłem kwaśno i włożywszy pośpiesznie kurtkę. a Inżynier stracił do urzędniczki zaufanie. . . umieściła się wygodnie na kozetce.Byłem w Centrali. że firma daje zbyt niskie dochody.Jakże ja wrócę do domu? . Kucnął przy piecu i sapiąc. Przyszedł furman. . Włóczyła nogami w zbyt głębokich kapcach.rzekł woźnica. .starosta 7 Bitumina . wyszedłem z kantoru. Cienki nos świecił się jak wyczyszczony łojem. wystawił do ognia spękane od wiatru i mrozu dłonie.Każdy ratuje się. przebijającymi przez cienką sukienczynę biodrami.Przy pomocy bliźnich . . kręcąc z nieświadomym wdziękiem kościstymi. Z jego kalkulacji wynikało. co to lepik. jak może. jakże wiersze? Okładka wyschła? Kierownik za rękę przyprowadził starą do kantoru. 6 Kreishauptmann (niem. W drugim tygodniu jej urzędowania zabrakło w kasie tysiąca złotych. aby pilnowała kasy. Nasłał ją Inżynier. obfitą lekturą. . wyszli do sklepiku przypić transakcję. to nas będą wywozić. a co bitumina7. Głowę miała ustrojoną w czub wysoko spiętych. .smoła węglowa 2 Per pedes (lać. Urzędniczka w kantorze uśmiechnęła się do mnie zza stołu. Mówią. .rzekła nagle stara.na piechotę 0 . pisywaniem wierszy i produkowaniem się na porankach poetyckich.Ja bym chciała do swoich rzeczy .Perpedes2 .Ej. aby się ogrzać. aż strach jechać. Była bardzo niestarannie upudrowana. Cały dzień czytała brukowe romanse.zmrużyła złośliwie oczy.) . Koło cerkwi i przy dworcu aż zielono od żandarmów. że jak z Żydami skończą.Cóż z tą starą? Mebli dużo? . Skrzypnęły drzwi. I u nas też łapią. ale za to z regularnością poczty zaopatrywała mnie w konspiracyjne gazetki ozdobione godłem miecza i pługa.zagadnęła ironicznie urzędniczka.Budy na mieście .

Bramę składu kierownik przymknął. gdyby nie pomocne ramię żandarma. Kobieta podniosła ręce rozpaczliwym gestem i byłaby upadła. zamykaliśmy ją na kłódkę. rowery.jak głosił wyblakły od śniegu plakat .miały przebywać krokodyl. blade. Na placu pod ścianami domów było jeszcze gwarno i tłoczno. szykując wapno na sezon letni.drewniane krzyżaki owinięte drutem kolczastym 1 . W głębi ulicy przestrzeń zamykały kamienne bloki domów i kępy nagich. Kilku gazeciarzy ze schroniska. z plikami gazet niemieckich pod pachą.pomyślałem ze wzruszeniem i uciekłem do składu. wychudłych drzew. ciężko ciągnęły na most. Z wnętrza tłumu wynurzały się pękate. Przytupując z zimna nogami jak śpiący koń. Nad skrzynią z wapnem kiwał się rytmicznie robotnik. kręciło się na przystankach niezdecydowanie. W bramach ważono na prymitywnych wagach świeże mięso wieprzowe i przelewano pośpiesznie bimber. Gdy łapanka obejmowała uliczkę. „Miłość. Wydawało się. okryte brezentem ciężarówki i mierząc kołami śnieg.Ostry wiatr zmieszany ze śniegiem zaciął mnie w twarz. Tramwaje bez ludzi okręcały się w pętli naokoło placu i dzwoniąc łańcuchami. Robotnicy zakryci deskami chodzili pod karuzelą w kieracie. łabędzie z rozczapierzonymi skrzydłami płynęły łagodnie w powietrzu. Lasownik pracował całą zimę bez przerwy. mieszał gracą lasujące się wapno. chronionym kozłami hiszpańskimi8. Samochód nabrał szybkości. Nie zdążyła. wlokły się wzdłuż alei. Przy jaskrawo pomalowanej strzelnicy i w ogrodzie zoologicznym pod namiotem (w którym . że miłość” . Wepchnął ją w tłum. zasiekami i tablicami na torach. Za ostatnim wozem wybiegła z tłumu kobieta. Dziennie przerabiał na mrozie do dwu ton wapna suchego. Kłęby białej pary podnosiły się znad kipiącej mieszaniny i owiewały mu twarz. Puste drewniane auta. 8 Kozły hiszpańskie . białym i razowym chlebem. Pod oknami i parapetami przekupnie trzęśli kolanami. papierosami. obojętnie bił żelaznymi butami o bruk. kaszanką. wielbłąd i wilk) świeciło beznadziejnie pustką. Za wiaduktem. wyższy nad tłum i jego troski. Był zwykły targowy dzień. że to czarna ściana domu trzęsie się i krzyczy. oczywiście. otoczony kordonem żandarmów falował tłum i podpływał ku wiaduktowi. Pijani policjanci oczyszczali uliczkę z resztek tłumu. Karuzela z jednym ogłupiałym dzieckiem na koniu kręciła się majestatycznie przy wtórze wrzaskliwej muzyki. kołysząc się jak na fali. tupali nogami w słomianych chodakach i darli się ochryple nad koszykiem z bułkami. ale baczny na każdy ruch policjanta. który przemykał się ku polom. jak wyrzezane z łamliwego kryształu. pączkami. ponieważ plac pustoszał przed nadchodzącą łapanką. Niemiecki żandarm. wysokie. Drzewa stały ośnieżone. skrzące się w ostrym słońcu. Niebo leżało pogodne. Na posesji leżącej na tyłach szkoły trwała jeszcze zabawa.

- Telefonowała narzeczona - powiedział kierownik. Był w dobrym humorze, podśpiewywał pod rudym wąsem i zataczał nogami taneczne półkola. - Jedzie z Ochoty, ale nie może szybciej, bo wszędzie łapią. Pod wieczór będzie. Sucha, czubata urzędniczka rzuciła na mnie krótkie, podszyte złośliwością spojrzenie. - Pewnie zaczną z nami jak z Żydami? Pan się martwi? - Powinna dać sobie radę - rzekłem do kierownika. Zziąbłem na kość. Pogrzebałem kociubą w piecu i dołożyłem torfu. Z otwartych drzwiczek buchnęło dymem na całą izbę. Chyba w tym miesiącu wagonów nie dostaniemy? Pewnie zrobią szperę9 wagonową? Kierownik skrzywił się niechętnie. Przysiadł na krześle i delikatnymi jak u pianisty palcami stukał po stole. - A co nam przyjdzie z tego, jak puszczą wagony? - rzekł z goryczą. - Inżynier boi się trzymać cement i gips, wapno ma tylko dla Niemców na roboty na Forcie Bema, to co pan chce? Żebyśmy kwitli? Grochowskie zakłady dostały trzy wagony cementu, Borowik i Srebrny ma co dusza zapragnie, a my co? Gąsiory, felcówki10, grysiki, lepiki, maty trzcinowe! - Niech pan nie przesadza - rzekła urzędniczka. - Gdyby pogrzebali w szopach, toby to i owo... - Pewnie, że to i owo! Bo kombinuję na własną rękę! Inaczej przyszedłby kto do składu? Owszem, sklepikarz odważników pożyczyć! Telefon zaterkotał. Kierownik zakręcił się na krześle i chwycił słuchawkę na pół sekundy przed małą urzędniczką. Oddał mi ją z niemą gestykulacją. - Nasz samochód - szepnąłem zasłaniając ręką tubę. - Co powiedzieć? - Niech da pięćdziesiąt. - Funfzig - rzekłem do tuby. - Abends?11 Niech będzie wieczorem. - Świetnie, chodźmy wobec tego coś zjeść - zatarł ręce kierownik. Stara siedziała nieporuszona na tapczanie, jak zapędzone w kąt zwierzę. Kierownik zakrzątnął się po pokoju, nastawił bulion na maszynce i sprzątnął stolik. - Jak Inżynier będzie miał mniej dochodu od nas, to raz - wyrzuci tę siksę, a dwa... no co, zdecydowałeś się pan? - Cóż ja mam wobec pana? - rzekłem beznadziejnie. - Wszystko wpakowaliśmy w bimber. Wie pan, jak to jest; trochę książek się kupiło, trochę łachów, i tak. Papier też kosztował. - A sprzeda pan chociaż te wiersze?
9 Szpera (z niem. Sperre) - blokada 10 Gąsiory, felcówki - rodzaje dachówek 11 Abends (niem.) - wieczorem

2

- Nie wiem, czy sprzedam. Nie pisałem na sprzedaż. To nie cegła dziurawka ani nie smoła - odparłem urażony. - Jeżeli dobre, to powinni kupować - rzekł ugodowo kierownik, zagryzając bułkę. Zbierzesz pan te parę tysięcy do spółki. Pan masz dobry łeb. Stara zajadała powoli, ale z apetytem. Złoty masywny rząd zębów z lubością zanurzał się w miękiszu bułki. Wpatrywałem się w ich połysk, oceniając instynktownie wagę i wartość całej szczęki. Trzasnęły drzwi, wszedł klient. Pallotyn z sąsiedniego kościółka miał rogowe okulary i uśmiechnął się nieśmiało. Powiadomiwszy o łapance, zamówił parę worków cementu oraz żółty grysik. Zapłacił z góry samymi złotówkami powiązanymi w paczki. - Niech będzie pochwalony - rzekł i nałożywszy czarny kapelusz, wyszedł, szeleszcząc sutanną. - Na wieki wieków - odparła urzędniczka. Zakręciła piec i wytarła palce w skrawek gazety. - Jak pan myśli, co ta stara zrobi? - Kierownik znajdzie dla niej mieszkanie. Stara ma za grubą forsę, żeby ją puścił z rąk - rzekłem półgłosem. - Ale - prychnęła pogardliwie - więc pan nic nie wie? Kiedy kierownik wyszedł, stara telefonowała do córki. Nie mogą wyjść z getta. Już za późno. Szpera na całego. - Stara pomartwi się trochę i przestanie. - Bardzo być może. Otuliła się w wytarte futro, umieściła się wygodniej na kozetce i powróciła do książki. Nie zdradzała ochoty do dalszej konwersacji. III Wieczorami zostawałem w składzie sam wśród suszących się jak mokra bielizna okładek tomu poetyckiego. Apoloniusz wyciął je z papieru w formacie in folio12, dopasowawszy do rozmiarów siatki ręcznego powielacza, który wypożyczony mi do odbijania niezmiernie cennych komunikatów radiowych i wartościowych rad (wraz z wykresami), jak prowadzić walki uliczne w większych miastach, posłużył również do druku wzniosie metafizycznych heksametrów, wyrażających mój nieprzychylny stosunek do dmącego apokaliptycznie wiatru dziejów. Okładka była dwustronnie ozdobiona czarnobiałymi winietami, przy użyciu rewelacyjnie nowej techniki powielaczowej: pojedynczych kawałków matrycy białkowej, które nalepione na siatkę dawały białe plamy, sama zaś siatka 12 In folio (łac.) - w formie arkusza złożonego na dwie części

3

plamy czarne. Sposób był bardzo pomysłowy, ale pochłaniał zbyt wiele farby i okładki schły już tydzień - bez rezultatu. Zdjąłem je więc ostrożnie ze sznurów, obłożyłem w gruby pergamin, zapakowałem ciasno i wsadziłem pod drewniany tapczan. Spuszczony do podłogi koc zakrywał zepsute radio oczekujące na mechanika, walizeczkowy powielacz, płaski jak cygarnica, solidną maszynę do pisania remington zabraną z szopy, aby nie zmokła, oraz komplet publikacji pewnej organizacji imperialistycznej, pozostawiony w składzie na przechowanie przez przyjaciela, który miał wynosić się z domu, a nie miał siły pozbyć się kolekcjonerskich i antykwariackich zamiłowań. Wieczorami także, nie żałując grzbietu ani kolan, szorowałem pracowicie podłogę, wycierałem stół i jako tako okno, a kiedy uznałem, że w pokoiku jest zacisznie i przytulnie jak w uchu, przykrywałem seledynowym kloszem jarzący się grzybek i zamykałem troskliwie pokój, aby nabrał ciepła. Siadywałem zazwyczaj przy piecu w kantorze. Robiłem drobiazgowe notatki bibliograficzne, którymi wypychałem specjalne pudła, zapisywałem na luźnych karteczkach głębokie sentencje i trafne aforyzmy, które znalazłem w książkach, i uczyłem się ich na pamięć. Tymczasem nadchodził zmierzch i zaprószał karty książki. Podnosiłem oczy ku drzwiom i czekałem na przyjście Marii. Za oknem śnieg tracił błękit, mieszając się ze zmierzchem jak z szarym cementem. Wyniosła ściana spalonego domu, zrudziała jak wilgotna cegła, nabiegła czernią, nieruchomiała, jakby milkła, bezgłośny wiatr podnosił znad toru kłęby różowego dymu, rwał je na strzępy i rzucał na siniejące niebiosa jak płatki śniegu na przezroczystą wodę. Zwykłe przedmioty, grząska jak zgniły melon góra piasku firmowego, kręta ścieżka, brama, trotuary, mury i domy ulicy nikły w mroku jak we wzbierającym przypływie. Został tylko nieuchwytny szum, którym tętni najgłębsza cisza, gorący puls, którym bije ciało człowieka, i głucha tęsknota do przedmiotów i uczuć, których człowiek nigdy nie zazna. Na podwórzu krzątali się jeszcze ludzie. Woźnica wynosił z ciemnego wnętrza szopy pakunki, jak z worka, i ciskał je z rozmachem na platformę. Na platformie stał stary lasownik13 z rozkraczonymi nogami. Chwytał ze stękaniem bagaż i ubijał go fachowo na wozie, jakby układał torby gipsu albo hydratyzowanego wapna. Z wysiłku wypchnął językiem policzek. Kierownik stał za wozem przy starej. Uchwycił się deski przy wozie i paznokciem bezmyślnie odłupywał drzazgę. - Ja tam nie wiem, jestem inaczej nauczony - rzekł do starej gniewnie, wydymając wargi. - Ale na mój rozum nie należało tak od razu. Gdzie tu głowa? Gdzie rozum? Po co był
13 Lasownik - człowiek lasujący, czyli gaszący wodą wapno palone

4

Nie lepiej żyć? Ja tam wierzę. rozkładając ręce wymownym gestem. Kierownik uśmiechnął się z ulgą i pośpieszył otwierać drugą szopę. pociągała nosem i zwyczajem krótkowidzów. na szprychy koła i na błoto pod kołami. . prawda? . .Niech bardzo uważa przy pakowaniu . jakby to ją rzucano na platformę.rzekł kierownik. to dałem na mieszkanie. Wargi jej drżały z zimna. spalą. Zgarbiona pod szarą ścianą szopy stara przebierała z zimna nogami w wytartych. la! Wyprzedaliście wszystko? . Potężny diesel z przyczepką wtoczył się w ulicę.Dużo ich tam pani doktorowa obroni. kołysząc biodrami. Traktor wepchnął się zadem na przeciwległy chodnik i jak żuk wypełznąwszy przez rynsztok na podwórze. I tak. to zawsze można. pani doktorowa nie wie.Duży obrót.Trzydzieści dwa.zwróciła się do kierownika . Rozejrzał się z zainteresowaniem po kątach. .rzekł.. Na rynku jest pięćdziesiąt pięć i drożej .ten cały kłopot? Stara przechyliła na ramię głowę w kapeluszu z kwiatkami. Ale teraz o dziesięć złotych drożej na worku.Niech Jasio wybaczy .Ten numer nie przejdzie . Milczała i uśmiechała się.że mu sprawiłam kłopot. kiedy człowiekowi pozwolą spokojnie handlować.zapytał mnie kierownik. zniszczą.Co.powiedziała ostro do lasownika.Abend. . .powiedział żołnierz bez zniecierpliwienia. i tyle. .rzekł kierownik.mówił dalej kierownik patrząc w ziemię. . Twarz jej drgała przy każdym ciskanym pakunku. że przyjdzie taki czas.zapytał i plasnąwszy z rozmachem w ręce. Pieniądze. duży zysk. wszedł. Na ziemistych policzkach dostała od mrozu buraczanych wypieków. przydeptanych pantofelkach. podjechał pod rozwartą szopę. . Po trzydzieści pięć? .. jak będzie? Zabiją. cmoknąwszy ustami. co je wziąłem.Ma on ludzi do wyładowania? . . Złote zęby błyszczały zza warg. 5 . patrzyła na kierownika oczyma załzawionymi. mrugając zaczerwienionymi powiekami.Trzeba brać. . plując dymem. Jasiowi się przecież opłaciło. wzruszając ramionami.O la. Pięćdziesiąt? . lśniących włosach. stratują. a tych parę ciuchów. i podjechał pod bramę. które pani doktorowa zostawiła u mnie. Z szoferki wyskoczył kierowca w brudnym kombinezonie i niemieckiej furażerce zawadiacko osadzonej na kruczych. ja zaś podskoczyłem prosto przez śnieg do bramy.Co tam pani doktorowa ma myśleć . i tak giemza . Ja tam się od tego nie wzbogacę. do szopy.

Zaciągnął się z ochotą dymem. Napotkawszy moje badawcze spojrzenie. to zawsze przy przenoszeniu porwie parę worków i narobi szkody) podniósł ku mnie srebrzystą. Drzemiący w szoferce pomagier kierowcy wychylił się z okienka. zakomenderował: . .) . uśmiechnął się przyjaźnie. Jeden wytaczał torby na krawędź podłogi.rzekłem do żołnierza.Proszę was bardzo .) ausiaden (niem.chodź 6 .ty stary Słowianinie 17 Komm (niem. Nikły różowy blask rozjaśnił mu policzki i odbił się w oczach. Weźmie pan dzisiaj? . prędzej. przestraszyła się i skryła za drzwi magazynu. Osznurowali platformę troskliwie jak paczkę ze szkłem.) . ja. Obliczymy się . skórzane walizy i brezentowe worki z bielizną. unurzaną w cemencie twarz i zapytał szeptem.pokazał robotnikowi pięć rozczapierzonych palców. .Meine Herren. trzymając ręce w mufce. 14 Keine Leute (niem. przydeptał troskliwie podeszwą. czarną od zarostu. niósł do magazynu i rzucał z trzaskiem na podłogę. raus! (. wyskoczyli przerażeni krzykiem z głębi auta i opuścili pokrywę. Musimy zaraz dalej.wykrzyknął gorliwie podawacz spod plandeki. .jacy tam ludzie 15 Meine Herren.) wyładowywać 16 Du alte Slawe (niem. wiążąc worki.. udając.Prędzej.Oni mają się pośpieszyć. by sterta nie przewaliła się k'czortu.) . końskie zęby i błyszczące. Dłonie miał owłosione... starannie wygolone policzki. Platforma stała niecierpliwie jak arka. Ujrzawszy przechodzącego z bliska żołnierza. Podszedł do przyczepki i rozsznurowawszy plandekę.. . wyłazić! (.Po dwadzieścia . nie ruszając wargami.)Si liczę! Ani jednego więcej! . Ukryli w środku rzeczy cenniejsze. Złota damska bransoletka luźno zwisała na przegubie. Lasownik dobijał bagaż i podciągał sznury. jak należy układać cement. Znali się na pakowaniu. Miał zdrowe. drugi chwytał je rękoma.Ja. Podparł się łokciami i patrzył sennie w głąb szopy. klekocące naczynia.Jest pięć worków więcej. Zgasił zapałkę. Furman kończył ładować wóz. na wierzch zaś i po bokach dali plecione kosze. W szopie umączony cementem robotnik (jak kto nie umie obchodzić się z towarem. przyciskał płaski worek do piersi. Wyjaśniłem mu.Keine Leute14 . którymi się przykrywali. Stara dreptała pod szopą.zapytał mimochodem szofer.Przeprowadzka? . stołki..Fünfzig sztuk? Pięćdziesiąt? .Komm17 do kantoru.ausiaden!15 Dwaj drzemiący na workach cementu robotnicy odrzucili palta. raus! .Moi panowie. . du alte Slawe16 . twarz smagłą.mruczał przez zęby. Peter.) .mruknąłem. . chef. że wierzchem dłoni ociera oczy: .roześmiał się szeroko żołnierz.

Urzędniczka zaraz poleci do Inżyniera. Wyżyć to pan wyżyje z tego. który postanowił się nie dać.Dzieciak? Śpi? Obudź go.Więc udał się obiad czy nie? Buraczki . Obejrzał obrazy Apoloniusza. . osiadało nad mrokiem bezszelestnie jak opadający ptak. Naniósł do pokoju błota i smrodu żołnierskiego.nie. Kierownik wydobył z portfelu paczkę starannie powiązanych banknotów i przeliczywszy modlitewnym szeptem. ..rzekł z dobroduszną pogardą żołnierz. że przeprowadzka. Wpakował forsę w bocznicę i robi bokami powiedział chełpliwie kierownik.powiedział kierownik.Żołnierz przeliczył pieniądze. .Przeprowadzka.18 Widzi pan. bardzo dobrze 7 .rzekł kierownik .A nasi walczą za wasz spokój. panie Tadziku. już śpi dwie godziny. Jeździł za darmo tramwajami i czuł się bezpieczny przed łapanką. Ja. . uchyliwszy drzwi do pokoju. .Uśmiechnął się wyrozumiale.Książek przybyło. ist gut. .Nie uwierzy.ist sehr gut. Jak znalazł. chodźmy odprowadzić starą.Wy ale żyjecie spokojnie . .Kombinuj pan kupić tę budę. Odstąpimy od ręki czerniakowskim zakładom. Od-czesał dłonią włosy i z pewną elegancją nałożył czapkę tramwajarską.Teraz też zabraniają.Zapomniała maszyny u pana . . a ludzie budują. jaki nastrój! Tylko patefon nastawić! Panienka. widzi pan..O. No.Ja. Bezlistne drzewo nad torem szamotało się z wiatrem zaciekle jak człowiek.. jak nic nie znajdzie. . Na ulicy udawał tramwajarza. następny tydzień. Weź kapustę. .zapytał szofer. ja? . gdyby człowiek miał własny skład. toby się nie krył z towarem. .) ist sehr gut (niem. co będę miał. .Znowu środa.. Ale i tak Inżynier musi być dobrze z nami.) .A jak zupełnie zabronią budować? . zarobek pewny. panienka? . podał szoferowi. Kierownik poprosił siadać. Przetrzymałby parę dni. a cóż by innego? Niebo ścieśniało się. oczywiście. co pan ma w szufladzie.Dobrze. Plac i szopy zostaną na po wojnie. . żebraczkę pod chropawym murem trzymającą za rączkę dziecko z wyłupiastymi oczyma oraz martwą naturę z żółtym dzbankiem. .Maszyna przyda się firmie.Ist gut ..Pokazał palcem czerwony szlafrok na wieszaku. co. . . dołożę. Rozmawiał przez telefon z żoną. . schował je do kieszeni kombinezonu i 18 Ist gut (. co? .rzekł żołnierz.

przepasując rzemieniem tramwajarski płaszcz.Dziesięć było. dziesięć! . podkuliwszy pod siebie nogi. chrzęszcząc butami. Furman odjął koniowi worek z obrokiem. zanurzyła się w ulicę jak w ocienioną aleję. ale nie wylewnie dłoń.Łapanka trwa cały dzień. Doskoczyłem do przyczepki i wsadziłem pieniądze w wyciągniętą rękę robotnika.Narzeczona pewno nie może się dostać do pana. zdawały się mściwie mu wygrażać. Od sklepikarza wychodzili podochoceni policjanci na służbę nocną.rzekł kierownik. gdyż lubił wydawać się szczupłym. . opuścił podwórze. Przechodnie gromadzili się na chodniku i patrzyli na plac. Panny z pralni przesuwały się pod fioletową latarnią i znikały w cieniu spalonego domu. Wyszliśmy na ulicę.Czekaj pan.Zostajesz pan sam. Parę obdartych dzieciaków pobiegło za platformą w nadziei. Traktor z cementem ostrożnie wyminął doły na wapno i zatrąbiwszy na pożegnanie. Stara miała oczy zamknięte. Plandeka zakryła się za nim.westchnął ciężko kierownik. Przed szkołą chodził dorodny żandarm. Coś narzeczona nie przyjeżdża? .odpowiedziałem. nakryta z góry blatem ukośnie przechylonego stołu. oświetlona pełgającym krwawo blaskiem jak karnawałowy pojazd. skrzypiąc. Dzwonek w odnawianym naszym cementem i wapnem kościółku poczynał świegotać radośnie jak bawiące się dziecko. Jeść się chce po tym głupim dniu. Między purpurową jak spieczone usta kołdrą. Na granatowym niebie złoty księżyc toczył się naprzeciw pierzastym obłokom jak krążek ananasa i metalicznym blaskiem opadał na dach ulicy. które wybrał na jutrzejszy obiad. . pójdę coś kupić na kolację. zwinięta w kłębek jak pies. cmoknął uroczyście i platforma. . na siłę.uścisnąwszy nam serdecznie. za bramę. . a pękatymi walizami.Włożył do teczki kawał mięsa. że uda się coś ukraść. . zebrał w dłonie lejce. siedziała.krzyknął. Ściągnął pas rzetelnie. wyszedł. w zasłony murów. najwidoczniej drzemała. płosząc uśpione na parapecie dzwonnicy gołębie. Musieli sporo nałapać. które z łopotem skrzydeł wzbijały się nad wieżę i jak płaty chryzantem sennie osuwały się na dach. ruszyła.Boję się o nią . zapalił latarnię. cały niebieski od zmroku.Obłatwiliśmy dzień . głowę wtuliła w futrzany kołnierz. na chrzęszczący jak srebrna blacha śnieg trotuaru. trząsł się i dymił. Przy rynsztoku stała 8 . podczepił ją pod wozem. . .Co robić . którego nogi niczym martwe kikuty sterczały ku niebu i podskakując wraz z blatem za każdym poruszeniem wozu. ściągniętą białym sznurkiem od firanki. Niemiecki traktor zamykał wylot ulicy. Ulica ożywała wieczorem. stara Żydówka. . zatrzaskując furtkę.

Reflektor oświetlił wnętrze ulicy. tak .To co będzie z mieszkaniem? .zaniepokoił się sklepikarz.Ano. bielała na chłodzie. . .Wyprowadza się gdzie indziej.. .rzekł z przekonaniem sklepikarz. .Ona wraca do getta. .dodał przez zęby. . twarz sklepikarza oblekła się w mrok. Kolumna szła w stronę mostu. . Za czarnym pasem pola.. . jakby posypane mąką.To szukaj pan kierownika . która nie może się wydostać. tramwaje.Przepraszam .westchnął ciężko i zapatrzył się w ulicę.Zabierają się do nas . trotuar i tłum.szepnął konfidencjonalnie sklepikarz. Motocykle wytoczyły się zza aut i oświetliły reflektorami jezdnię. Nad nią wysokie słupy reflektorów wzbijały się rtęciowym światłem w niebo. waliły jezdnią wypchane ludźmi ciężarówki. Padły gardłowe nawoływania. Położył mi ciężko ręce na ramionach. Woźnica cierpliwie czekał na wolny przejazd. Światło reflektora przejechało po jego twarzy. Zdjął czapkę i otarł czoło rękawem. Świat na chwilę zwężał się do jednej ulicy tętniącej jak otwarta żyła. Twarze ludzi ukazywały się spod brezentu białe.rzekł za mną sklepikarz. zajrzały w czarne. nad srebrnym nurtem rzeki.Tak szybko? . . obsadzone żołnierzami w hennach. .Ta Żydówka wyprowadza się od was? . znikały z hukiem za samochodami. Ma tam córkę. wynurzały się spod wiaduktu i trzepocząc skrzydłem cienia jak potworne motyle. . . Biło od niego odorem wódki i śmierdziało machorką. Na drugim brzegu czarna bryła miasta zapadała w grząską ciemność. Zamrugał powiekami. Motocykle. Czerwona pręga. Pan kierownik miał dzisiaj dać zadatek.No pewno .Przynajmniej umrze z nią jak człowiek.Nałapali pod cerkwią . i jak zdmuchnięte wiatrem nikły w ciemności. przelewając się na wybojach. Kolumna zatrzymała się.powiedziałem niecierpliwie i otrząsnąłem jego łapy. Na zakręcie alei powstał zator. kamienny most napinał się na tle nieba jak łuk. samochody zbliżyły się do siebie. Nachylił się do ucha. Reflektory prześliznęły się po twarzach ludzkich jak po zbielałych kościach.szepnął sklepikarz. . opędzając się od blasku. Wieczór zapadał coraz głębszy. przy pełnych reflektorach.Ja już z ludźmi gadałem. Z chrzęstem. odciśnięta na łysinie przez czapkę.platforma z betami.Żeby ich ziemia pochłonęła! . Duszący dym spalinowych motorów słał się na jezdni. ślepe okna mieszkań.rzekł ponuro policjant z paskiem zapiętym służbowo pod brodą. przekreślały je i jak ramiona marionetek bezwładnie opadały wzdłuż ziemi. ogarnęły jarzącą 9 .

oślepiły jeszcze raz oczy i skierowały się na auta. powróciły do ludzi. wywieziono wraz z transportem żydowskim do osławionego obozu nad morzem. wilkiem i wielbłądem. zatrzymaną wpół taktu karuzelę z chwiejącymi się na linach pstrokatymi końmi na biegunach. rowerami. drewnianymi autami.mieszaniec 0 .się zielonymi lampionami. łabędziami o łagodnie wygiętych szyjach. co robić.) . 19 Mischling (niem. pomacały głąb placu końskiego. wciśnięta w tłum tuż przy żandarmie. zawahały się na lewo i na prawo jak głowa rozdrażnionego węża. otarły się o namiot ogrodu zoologicznego z krokodylem. Poruszała wargami. Twarz Marii otoczona szerokim rondem czarnego kapelusza była biała jak wapno. zbadały wnętrze tramwajów stojących ze zgaszonymi światłami. Trupioblade. zawarczał i nagle szarpnął. jako aryjsko-semickiego mischlinga19. kredowe dłonie podniosła spazmatycznie ku piersiom jak w geście pożegnania. Patrzyła z natężeniem w moją twarz jak ślepa. Zachwiała się. zagazowano w komorze krematoryjnej. Jak się później dowiedziałem. Nie wiedziałem zupełnie. Samochód zatrząsł się. a ciało jej zapewne przerobiono na mydło. omal nie upadła. prosto w reflektor. jakby chciała zawołać. Stała w aucie. Marię.

. .Ciągnę.Byle gdzie tego nie zobaczysz. . Nie ma co myśleć. wypaczone drzwi pokryte były datami i imionami wyrżniętymi scyzorykiem. .odpowiedział chłopiec i przeciągnął dłonią po ostrzyżonej głowie. Cela była mała i niska.Dwadzieścia.rzekł Szrajer z Mokotowskiej. udając gestapowca. . u którego znaleźli gazetki.Przegrałem . . Jego bryczesy zachowały jeszcze kanty. Do celi wszedł chłopiec i zatrzymał się u progu. .rzekł zecer Kowalski.Za co go mogli zamknąć? .Sobie. I Żyd pewnie? . że sami bandyci tu siedzą . Posunął się. Drzwi zatrzasnęły się za nim.Było nie było. Koło drzwi stał kubeł.Dobrałem kartę. Może zaraz wrócić z badania . Ludzie siedzieli skuleni.Siadaj.zapytał.odburknął chłopiec. przemytnik z Małkini. . Pod sufitem zapaliło się mdłe światło. Kozera . . . .odezwał się spod ściany Szrajer. .Przecież to jeszcze szczeniak.zapytał Kowalski. W okienku pod sufitem tkwił granatowy kawałek nieba i fragment dachu od kuchni. . . który.Ciągniesz jeszcze? . bo to miejsce Mławskiego. chłopiec. Na korytarzu trzaskały wyłączniki. i tyle. Na ścianach piwnicy błyszczała w mroku wilgoć. Popatrzył w nie.zapytał Matula. . dotykając się kolanami. .Wyłożyłem karty. .Nie mówilibyście takich rzeczy.Przyjrzyj się. . Wziął trzy karty.Nie gadajcie. ale dobrze . pomyśli. zecer z Bednarskiej.Wcale chłopak na to nie wygląda.Za nic . Poprawił się na sienniku.rzekł Matula.Co się patrzysz? Piwnica. urzędnik z Mokotowskiej. Kraty w otworze 1 . .Cóżeście. Nie widziałeś nigdy? . Przez ramię miał przewieszone palto z barankowym kołnierzem.Niech nie siada. Strzepnął kurz z kolana.CHŁOPIEC Z BIBLIĄ Dozorca otworzył drzwi.Pajdka twoja. Chłopiec usiadł i położył palto na kolanach. Dosyć. Brudne.roześmiał się Matula.Nie widziałem nigdy .Za co ciebie zamknęli? . stary. .zdziwił się zecer Kowalski. zwariowali do reszty? . robiąc chłopcu miejsce. na sienniku. Ubrany był w wytarty czarny garniturek uczniowski. . . chodził w długich butach i skórzanej kurtce po chłopach i rekwirował świnie. Ale karty są i tak znaczne. Pod ścianą na betonowej podłodze leżały dwa sienniki.rzekł Kozera.

. To najgorzej. . kogo dziś wywołają z naszej celi? .rzekł Szrajer z Mokotowskiej.A tam.rzekł wrogo zecer Kowalski.To ty w takim razie jesteś synem dyrektora banku .Jak się nazywasz. książka.odrzekł chłopiec. .Nic mu nie będzie . Z głodu uszy odstawały mu coraz bardziej. .Znowu? . co tu byli przed nami. Zaciął mu się rewolwer przy ostatniej rekwizycji. tak .Aha. .Posiedzi. . . Każda karta była znaczna. dwa kroki w przód.powiedział. . . aby się po tobie nie martwili.Ciekawe.były zupełnie czarne. Chodził szerokimi krokami od ściany do ściany.rzekł chłopiec z lekceważeniem. odwracając się do niego.rzekł gestapowiec Matula. . obrót w miejscu. mamusia uśmiechnie się do kogo trzeba. jak się nazywam .Tak.Nic się nie martw .rzekł chłopiec. .Grunt. Figury narysowali chemicznym ołówkiem ci. fizyka.rzekłem.odezwał się urzędnik Szrajer z Mokotowskiej. że go rozstrzelają. biorąc znów karty od Matuli.Tak i tak w czapę. . . Kiedy ciebie aresztowali? .Kto wie. Przybliżył książkę jeszcze bardziej do oczu.Dawaj jeszcze raz . 2 .rzekł chłopiec z Biblią. nie podnosząc oczu znad książki.Ja nie mam matki . tasując. .Oczko.Biblia? Myślisz.odezwał się przemytnik Kozera spod drzwi. tata forsę wybuli. .rzekłem do chłopca. Oprócz gazetek wyszperali u niego jeszcze jakieś pokwitowania ze zbieranych pieniędzy na organizację. a żyć trzeba.rzekłem. . . Co to za książka? . . Przez cały dzień nie ruszał się z siennika i bezustannie żuł sztuczną szczękę.rzekł zecer Kowalski i ciężko położył rękę na głowie chłopca. Wciąż oczekiwał.Znowu? . chłopcze? . czy my jutro będziemy jeszcze żyli? . Trzymał ją blisko oczu.zapytał urzędnik Szrajer.Mój ojciec jest dyrektorem banku. i chłopaka puszczą.Jak kogo . Karty były zrobione z tekturowego pudełka po paczce.Ryzyka. że ci tu pomoże? Cholerę w bok pomoże . Palto miał porządnie złożone na kolanach. . . Chłopiec siedział pochylony nad książką.Mnie nie aresztowali . dwa w tył.Biblia .

Mnie złapał policjant na ulicy Koziej .odezwał się przemytnik Kozera.rzekł Kozera. na granicy. Wachmann) . . zrobione z tekturowego pudełka po paczce.rzekłem do chłopca.Jak stąd . . Pod kuchnią chodzi wachman20 z psem.Ano . .Nie mam szczęścia. . że dostanie z domu paczkę żywnościową. .Może się odegram. Wiózł słoninę do Guberni i został złapany w klasycznym miejscu. toby przywieźli całą kupę ludzi.Kredą . przemytnik z Małkini.odpowiedział chłopiec. Miał nadzieję. kiwając głową w stronę okna pod sufitem.Myślałeś. Stał pod drzwiami i patrzył w okno. . boby mnie zawiózł na Polizei. .rzekł zecer Kowalski.Miał poczucie humoru .Trzeba ci było malować? .To coś nie tak . .Zwyczajny policjant. przemytnik z Małkini.Masz tylko dach kuchni i kawałek warsztatu. to jutrzejsza pajdka twoja.Była łapanka dzisiaj? Na jakiej ulicy? . u którego znaleźli gazetki i pokwitowania.Przywiózł dorożką. . .Od drzwi widać więcej.powiedziałem. Bo po co by mnie tutaj przenosili.Nie byłeś w Poliżcie . no nie? . Złożył starannie książkę i schował ją do kieszeni palta. Pewno przyjdą po mnie. Mówił.rzekł Matula. . Chodził wielkimi krokami od sienników do drzwi i z powrotem.. urzędnik z Mokotowskiej. Począł przekładać karty. . . Pokazałem gestapowcowi Matuli karty: . to co mi jutro po twojej pajdce? . . że jest bardzo późno.rzekł z westchnieniem Matula. a nie tylko jego jednego.wartownik 3 . Coś by się i tu słyszało.rzekł chłopiec.Granatowy? Mnie też . .Zostałem złapany na ulicy.Znowu fura . . Miał dwie córki. I przyprowadził mnie tutaj.odpowiedział chłopiec.powiedział chłopiec i uśmiechnął się do wszystkich.Prosto do bramy? Przez getto? Nieprawda . Wyładowują kartofle na jutro. . które chodziły na gimnazjalne komplety.Pewnie pisałeś farbą na murze? .spytał niespokojnie urzędnik Szrajer. . że na wolność? . zecer z Bednarskiej.Dawaj karty. .Wyciągnąłem rękę. Jak nie.zapytał zdziwiony Kozera. . .Dozorca domu 20 Wachman (z niem. .Albo zobaczysz bramę z tej dziury? .powiedział przemytnik Kozera.Gdyby była łapanka.Nie byłem .rzekł Szrajer. . .rzekł Kowalski. A tak dostawił mnie do bramy . Tylko na czapę. rzucając karty na siennik.Jeśli dziś przyjdą po ciebie.Dziewiętnaście.

trzymając książkę blisko oczu.zaśmiał się zecer Kowalski.Nareszcie przyjechali .zapytał przemytnik Kozera.Wiesz dobrze. .Podałem karty gestapowcowi Matuli.Akurat w podziemnej drukarni. który nasłuchiwał razem ze Szrajerem. . . . Poszedłem kupić otomanę. To Szekspir.będzie miał przez ciebie robotę. . Pod sufitem paliło się mdłe światło. przemytnik z Małkini. Żebym był tak twoim ojcem. którego dwie córki chodziły na tajne komplety gimnazjalne. co? . Zamilkliśmy.Pogłaskał chłopca po ostrzyżonej do skóry głowie. Chłopiec czytał znowu. Urzędnik Szrajer podniósł głowę znad kolan i patrzył na chłopca z Biblią. . Na korytarzu rozległy się kroki. W kącie pod oknem siedział z głową na kolanach urzędnik Szrajer z Mokotowskiej. Na murze wznosiły się wieżyczki z karabinami maszynowymi. który pisał kredą na murach i czytał Biblię.Kowalski. który chodził na rekwizycje. . 4 .rzekł zecer Kowalski. .Ogłoszenie było przecież na słupie. to się odegram . pełne wydrapanych imion i dat. który w podziemnej drukarni kupował otomanę.Wystarczy.rzekł Matula i począł tasować karty. Dwie pajdki moje. . w których unosiło się pierze z rozdartych poduszek i pierzyn. Dalej za murem leżały bezludne domy getta o pustych oknach. Uszy odstawały mu coraz bardziej.Do rusznikarzy.Dasz mi potem poczytać? Chłopiec potrząsnął przecząco głową. Przechyliłem się w stronę chłopca i dotknąłem go ręką.rzekł Kowalski. co? . zecer z Bednarskiej. Drzwi były czarne i niskie. . Niżej był mur. Za czarnymi kratami wybitego okna błyszczał rudy fragment dachu kuchni i jaśniało fioletowe niebo. bo dwa dni nie wracała do domu.Nie drukowałem żadnej gazetki.Fura. Kozera. zecer z Bednarskiej. Drzwi od cel poczynały szczękać.Wpadłem tak samo niewinnie jak ty . chodził od sienników do drzwi i z powrotem.A zresztą skąd ja mogłem wiedzieć? . .rzekł zecer Kowalski. . Obok niego siedział chłopiec. Chodził szerokimi krokami od ściany do ściany. . . Żelazne płyty pokrywające podłogę dźwięczały. Siedzieliśmy na dwu porwanych siennikach. . zecerze Kowalski. że ja tylko poszedłem szukać narzeczonej.Jeszcze raz. siedział plecami do drzwi i zasłaniał rozłożone na sienniku karty. Gestapowiec Matula. „Pasowałeś do niej jak francuski dukat do dłoni ulicznicy”.Odsunąłem karty. a po coś ty gazetkę drukował na Bednarskiej? . Na drugim sienniku siedział Kowalski.

.Nie widziałeś sam. . Dużoście wiedzieli. co słychać? I tak w czapę.Jak ci poszło? Możesz siedzieć? . Tylko w tramwaju. co słychać na świecie .rzekł Kozera. i tak w czapę. . jak jechałeś? Ludzie żyją. Przyjechali drugim samochodem.Masz tutaj zupę. Drzwi zatrzasnęły się za nim. żeś kupował otomanę. która zsiadła się jak galareta. Wszedł Mławski. Sam przyjdzie . chociaż zimny.A co powiedział referent? .. . . Nieźle dają żreć.A tobie da Krzyż Zasługi za to.rzekł Matula. Myślałem. jak to jest.Obiadową ci zjedli. . że to dla ciebie.zapytał. który jeździł na badanie.Polski sąd też by ciebie rozwalił za rabunek . Zaczerpnął z samego dna odpowiedziałem. Mieliśmy znajomego referenta. . . Czasami ma dobry smak. . .Ciekawym. . żyją. co? Ludzie chodzą po ulicach. . Drzwi celi otwarły się znowu. . . . co słychać? .Ale nie wiem.rzekł urzędnik Szrajer. . że zostanę na noc.Zecer Kowalski podał mu miskę z kolacją.Tego towaru nigdy nie zabraknie. u którego znaleźli gazetkę i pokwitowania.rzekł Mławski.To co ciebie może obchodzić.A jakby wojna skończyła się niedługo.Lubię ten żurek. Jak w domu. czy za dwa tygodnie będę jeszcze na świecie . nie? . 21 Kalifaktor . Stał przy sienniku i krajał łyżką zupę. Wiesz.Powiedziałem kalifaktorowi21. jakby nic? Prawda? zapytałem.Co tam dostałem! Jakby nic.Drzewa pewnie już kwitną. ilu nowych. że powiedzą.Dali grochówki z chlebem na obiad. obracając w ręku karty. .bez pośpiechu zagarniał zupę łyżkami.odrzekł Matula. . .Miałem dzisiaj pietra.Jak tam.porządkowy 5 . który chodził na rekwizycje i czekał na wykonanie wyroku śmierci. no nie? rzekł Kozera. chłopaki? . to może nie dadzą w czapę? .Byliście na tym świecie jeszcze dwa tygodnie temu .Za to grzeją luksusowo . Robił interesy z ojcem w Radomiu. Nie trzeba szmuglować. Kartofli dziś sporo. przemytnik z Małkini.Chociaż taka korzyść.rzekł zecer Kowalski.zapytał urzędnik Szrajer.

że cię policjant złapał. Ale może będzie spokojnie . że mu na Polizei odbiorą jego skórzaną.On mówi.Nowy. . zecer z Bednarskiej. twarzą do drzwi. .Stawajcie lepiej do apelu. Ruszał sztuczną szczęką.Dziś ma służbę Ukrainiec. . nie podnosząc twarzy.Dajcie spokój z graniem .Rodzoną matkę byście przegrali. Ustawiliśmy się w szeregu. Szrajer siedział z twarzą w dłoniach.Nic nie powiedział .odrzekł chłopiec znad Biblii.odrzekł opryskliwie Mławski. Usta miał mocno zaciśnięte. Na krzywych 6 .Zagrasz w oczko? . Pożyczył je ode mnie na badanie.rzekł Szrajer.zapytał mnie Matula.rzekł szeptem .rzekł Mławski do chłopca . . co? Ja ciebie widziałem chyba na Polizei. ..ale jak mówisz.zapytałem. prawie nową kurtkę. . . Może się odegram? . .Człowiek siedzi jak pień. że złapał go na ulicy granatowy glina i dorożką przywiózł do więzienia rzekł do Mławskiego Kozera spod drzwi. Jak myślisz? .mruknąłem do Mławskiego.. . Tu człowiek. Odstawił miskę pod kubeł i zdjął palto. że ciebie widziałem na Polizei .Wiesz .Jak ojciec myśli? . Mławski odwrócił się do chłopca z Biblią. Chłopiec czytał Biblię. ale może być. Co miał robić.umilkł.Ojciec się zgodził. niski esman o czerwonej kwadratowej twarzy i rzadkich jasnych włosach. Szkło wypadło spod podszewki.Nie .Na wszelki wypadek . Kalifaktor już się drze . powiedz? Wzruszyłem ramionami. spomiędzy których sterczały coraz bardziej odstające z głodu uszy. . .. Pomiędzy niebem i czarnymi kratami leżał wiosenny wieczór. Milczeliśmy.zaproponował ojcu. oświetlony z dołu latarniami więzienia.Odezwał się.Nie siedziałem w żadnym tramwaju.Dostałem po pysku za twoje palto. Rżnąć się będziesz czy co? . Kiwnął głową.Założyłbym się.rzekł Kowalski.rzekł Matula. bo bał się. Dziwne. Otwarto drzwi naszej celi. żeby ojciec został konfidentem. .Zagrasz? . . Mławski usiadł koło mnie. Kozera chodził od drzwi do sienników i z powrotem.. Wstaliśmy z sienników. W drzwiach stanął gruby.. . nie? Nie siedziałeś ze mną razem w tramwaju? .odrzekłem i podłożyłem palto pod plecy. Inteligent od gazetki .

Żeby nikt potem po głowach nie deptał. Namokel. .Byłoby co czytać..krzyknął wachman i chwyciwszy go jedną ręką za hals25. . Poczęliśmy rozkładać sienniki. Rozkraczył się nad paraszką26! . Czarną furażerkę miał zawadiacko zsuniętą na ucho.Los. mały zasuszony Żyd.rzekł szrajber. Wyszedł na korytarz. Drzwi celi zatrzasnęły się za nim.zgadza się 24 Los (. . póki jest światło. (.) .Nie. Szrajber trzymał w ręku papiery. kancelista 23 Stimmt (niem. kto stąd? Szrajber podniósł papiery do oczu.. Hełmy świeciły się ponuro w nikłym świetle żarówki.Jestem .rzekłem do Mławskiego. .dalejże.rzekł 22 Szrajber (z niem. Szrajer z Mokotowskiej wymamrotał po niemiecku kilka wyuczonych słów.) raus (niem. Ale nie rzekł nic.w grypserze kubeł na nieczystości w celi 7 . nie ma chłopaka. dadzą w czapę! . . tu: za kark 26 Paraszką (z roś. Za pasem mieli wetknięte granaty. chłopcy.Wszystko? Idziemy? .) wyłazić 25 Hals (niem. Szrajber.Na nic mu już Biblia. Od drzwi odwrócił się do nas. obłożona tyloma a tyloma więźniami. .. bo rozkładamy sienniki. Cela taka a taka. Za pasem nosił siódemkę.rzekł. Za nim stał wysoki Ukrainiec z kluczami. Podszedł do siennika i wziął palto.Benedykt Matula . . . .) . Żyd. Dalej na korytarzu stali wachmani w pełnym uzbrojeniu. przysięgam .Ja . parasza) . przemytnik z Małkini.) .I już po apelu! Jeden dzień więcej! Dwoje ludzi mniej! Dawaj następny dzień! krzyknął Kozera.O rany boskie. Zbigniew Namokel.rzekł chłopiec z Biblią. adwokat z getta.Stimmt23. . Ale ja go widziałem dziś na Polizei. nie wszystko . Wachman obrócił się do szrajbera.Był chłopak. Schreiber) .rzekł bezbarwnie Kowalski. . raus24 . chłopcy.szepnął głośno Matula. . Wszyscy obecni. wyrzucił przez drzwi na korytarz.szyja.Dużo nam ich jeszcze zostało? .odczytał i popatrzył po nas. Koło niego stali kalifaktor i Szrajber22.Lać.pisarz. że Biblii nie zostawił . . Jazda. Drzwi otwarły się na całą szerokość. . W ręku trzymał pejcz. adwokat z getta. ścielić.nogach miał świecące długie buty.Szkoda. wychodź. Czerwony wachman policzył starannie palcem.Jeszcze jeden.. który przebrany za gestapowca chodził na rekwizycje.

Daj Boże. Nie wzięliby inaczej na rozwałkę .rzekł Szrajer spod okna. nocą z rewolwerem po kweście chodził .Pięknie jest. to i pewnie był Żyd . bo jestem mieszańcem.Chcecie mieć sport przed snem? Umilkliśmy i zaczęliśmy drzemać.Czternaście. podnosząc się z siennika. wypełniona była złotawym światłem. .rzekł Mławski. Moja matka była Polką. . że jest Żydem . ten chłopiec z Biblią. żeby było cieplej. . . . bo wyjął sztuczne zęby z ust.rzekłem półgłosem do Mławskiego. pod więzieniem .Należało mu się już dawno. Rozwalają gdzieś tu.Mławski. . . Niebo poczerniało już zupełnie. leżącym na poziomie ziemi. Szło od niego przyjemne ciepło. żeby nim został. Który to strzał był dla niego? .rzekł Mławski.czy mego ojca wzięli? Odwróciłem się do niego i spojrzałem mu w twarz. Robili razem interesy w getcie w Radomiu.odrzekłem szeptem. otulał paltem nogi. Zawinął je w kawałek papieru z paczki i włożył do kieszeni. . mrugające gwiazdy.Kryminalista.rzekł zecer Kowalski. rekwizytor.Chociaż Matulę też wzięli. . .Rozwalają naprzeciw bramy . szesnaście. . Przez blask ich przeświecały nikłe. taki mały? I czemu kłamał. Gdzieś z niedaleka padł głuchy. Położył się już na sienniku i postękując. . .rzekł Kozera. piętnaście. bracie.Co on mógł zrobić. .Ten referent go poznał. Od wybitego okna wiało wilgotnym chłodem. tępy strzał.To musiał być Żyd. Potem drugi. Seplenił. Podnieśliśmy się wszyscy na siennikach. Ściskał mi rękę z całej siły. Leżeliśmy tuż przy sobie.Tylko po co była jemu Biblia w takim razie? .rzekł Kowalski. To by było dobrze. . . tylko że nas na nim nie ma . cholera..Mnie na razie nie. resztę ciała moim paltem.. Paliły się wszystkie więzienne lampy.Stulcie pyski po nocy .szepnął do mnie . . Nogi okryliśmy jego kurtką skórzaną. Wtuliłem głowę w miękki futrzany kołnierz. kładąc się na boku przy Kozerze.Pewnie był Żyd.Wyglądał na Żyda.Ale jak ojciec ma być konfidentem? Nie powinni wziąć.Toby ciebie też ruszyli .Ciekawym .rzekłem półgłosem i począłem liczyć: . 8 . . że go na ulicy policjant złapał? .Widać nie wywieźli ich do lasu.Wyszło dziś na jaw. na świecie. Położyliśmy się z Mławskim. Przestrzeń między niebem a oknem.rzekł Kozera.

9 . Położyliśmy się znowu. Od okna szedł przejmujący.Boże! Kładźcie się lepiej spać.rzekłem do towarzysza. Przytuliliśmy się szczelniej do siebie.. Szrajer.Trzeba spać . . . przykrywając się skórzaną kurtką i paltem.zasępieni! urzędnik z Mokotowskiej. wilgotny ziąb.Kładźcie się lepiej spać .

lekarz obozowy 29 Wyrazy i zwroty języka obozowego..U NAS W AUSCHWITZU.. a tu same stare numery i na mnie patrzą bardzo z góry. a gdy odpowiedziałem mu: . apatią lub zniechęceniem do życia. jak się zwalcza gronkowce. że nawet wiedząc. a Staszek pod kuchnię i magazyn. co to jest otrzewna. objaśnione są w słowniczku „Określenia oświęcimskie”. jak krąży krew.. zmniejszyć śmiertelność w obozie i podnieść ducha więźniów. Mamy . Mamy posłannictwo bardzo wzniosłe: będziemy leczyć kolegów. bo poszedłem ze Staszkiem (wiesz. kilkunastu ludzi na dwadzieścia tysięcy mężczyzn w Birkenau.Cóż pan studiował? . kto by Ci ten list zaniósł. widzieliśmy kupę krajobrazu. to może poradzę coś na Twoją piodermię30 i na gorączkę sąsiadki z Twego łóżka. ja . Więc jak się nauczę. Oczywiście nikogo nie znalazłem. nie potrafię Ci ukraść głupiej maści Wilkinsona na świerzb. żeby zorganizować na kolację białego chleba. jak się leczy ulcus duodeni31. co mi dał brązowe spodnie) na obóz. potem ktoś nas przydzielał gdzieś. ale nie bardzo się tym interesowałem. Tak mówił na wyjezdnym lagerarzt28.odrzekłem skromnie. spytał się jeszcze każdego z nas o wiek i zawód. jak się sterylnie przeprowadza operację ślepej kiszki i po co jest odma27. Wybrano nas kilkunastu z całego Birkenau i będą uczyć prawie na doktorów. Kiwnął ze zniechęceniem głową.a więc jestem już na kursach sanitarnych. Obawiam się tylko. których „zły los” gnębi chorobą. bo jestem milionowiec. „bo to musi być nudne tak do dziewczyny co dzień pisać”.wrzód dwunastnicy 0 . tylko żeby nie był długi. a jak paciorkowce.właśnie my. ile kości ma człowiek.) . kostkę margaryny i choć z jedną kiełbasę.Student. Podniósł ze zdziwieniem brwi: . nie uwzględnione w przypisach. s. bo aktualnie nie ma jej w całym Birkenau. na jakiś szpitalny blok jako gości flegerów29.) . zwykle w celu ograniczenia jego czynności 28 Lagerarzt (niem. wsiadł do samochodu i odjechał.Historię literatury . Później szliśmy bardzo piękną drogą do Oświęcimia.ropna choroba skóry 31 Ulcus duodeni (łac. tym..229 30 Piodermia (z łac.) . bo jest nas pięciu.szukać kogoś. U nas polewało się chorych herbatą z 27 Odma . Ale Staszek obiecał przez swoje koneksje list przesłać. Mamy wiedzieć.zabieg leczniczy polegający na wprowadzeniu powietrza do jamy ciała i uciśnięciu w ten sposób narządu. I . ile kości ma człowiek i co to jest otrzewna.

nie? .Byłem przecie znany na lagrze. Ludzie są w Oświęcimiu zakochani. dodaj Serbię32. A co do ograniczenia śmierci: chorował na moim bloku prominent. dlaczego mają oni w wielkiej pogardzie i politowaniu nas.oddział kobiecy Pawiaka 1 . trochę ze współczuciem. ludzi z Birkenau. Tak przyczyniłem się do zmniejszenia śmiertelności w obozie. Smaruję nią buty. . gorączkował. a trochę ze wstydem. wszystko otocz podwójnym drutem naokoło.odpowiedziałem niewinnie. bo to zbyt obozowe. tę okropną budę.. wpółwychyleni widzowie z innego świata. bo to taka z ryb. chciałbym. Rozumiesz? . i nie zapamiętał . Pejzaż z okna niewinny. . niestety. wyhoduj anemiczne drzewka . Żeby nie razem. Usiadłem na brzeżku łóżka. błoto wybrukuj. a z trzech stron betonowym murem. a my w oknie...” Ostatecznie mają się czym chwalić. . A z trupiarzami też pogadam. my uśmiechamy się do ludzi. Weź Pawiak.zapytał. w Auschwitzu.Patrzaj .Wiesz. a teraz mają uprasowane na zabójczy kant spodnie i chodzą. przetrwali najgorszy czas. aby między Pawiakami było tylko trochę miejsca. . z dumą mówią: „U nas. Ale na nic się nie zdało. Cały obóz stoi na apelu.Nie miej strachu . kremo nie widać. miał się źle. II Rozkoszne dnie: bez apelów. Nie na kupie.Któż by ciebie nie znał. mówił coraz częściej o śmierci. Uśmiechają się do nas ludzie.cztery krematoria.mięty.Już ja ci nawet prześcieradło dam. niespokojnie patrząc mi w oczy. wskazując ręką na zaczerwienione ogniem szyby.a między tym wszystkim posadź kilkanaście tysięcy ludzi. Od prawie miesiąca nie mam listu z domu. że nasz los taki marny. a zrozumiesz. bez obowiązków. Uścisnął mi rękę w milczeniu. Ale chyba dosyć o tym. gdzie są tylko drewniane końskie baraki. pomnóż przez dwadzieścia osiem i ustaw wszystko tak blisko koło siebie.. czym jest Oświęcim. 32 Serbia . cierpieli fantastycznie. że ich taki dobry.rzekłem mu serdecznie. odmawiając przy tym pewne nader skuteczne zaklęcia. Wyobraź sobie. kołysząc się w biodrach .zrób to wszystko. a zamiast łaźni z gorącą wodą . mówią do nas: „Koledzy z Birkenau”. . nie do powtórzenia. za lasem. którzy byli po kilka lat w obozie.rzekł. nie ma chodników. Wyzdrowiał i z lagru przysłał mi kostkę margaryny. żeby mnie położyli osobno.. Paliło się tam.. Pewnego razu zawołał mnie do siebie.

świeży i beztroscy. tylko że trzeba je miesić nogami. gdzie i zwyżki34 stoją naprawdę jak bociany na wysokich. Chodzimy więc po Birkenwegu w naszych cywilnych. wygoleni. witając pochyleniem głowy znajomych. Jak w sonecie Staffa. Pflegerraum) . Nie tak jak w Birkenau. Na jednym ze skrzyżowań stoi drogowskaz z płaskorzeźbą. gdy chwalisz drugiego. a potem siny las. Okno wychodzi na drogę brzozową . czasem drabiniasty wóz. pewnie takie samo jak w „tamtym” świecie zza drogi. 33 Flegemia (z niem. Jest stół czasem zaścielony obrusem. chciałbym mieszkać po wojnie. Ku przestrodze: każda twoja rozmowa jest podsłuchana.Z flegemi33.rowerzysta. betonową więzienną podłogę i dużo. którzy nie mają pasiaków. że zima i że bezlistne brzozy „płaczące” zwisają na dół jak postrzępione miotły. Piec ten ma chytrze urządzone ruszta do pieczenia: niby nic nie ma. a czasem . i każdy uśmiecha się drwiąco. i drut jest pojedynczy. z powagą. jakie leżały u nas na składzie. Dalej. ale tylko od święta i do jedzenia. w wysokim domu z oknami na pole).Birkenweg. długich tyczkach. wyszka) . a zamiast trawników leży pod nimi lepkie błoto. gdzie należy. nadstawia swoje i nadsłuchuje. są jakieś domy. Tu jeden o drugim wie wszystko: kiedy był muzuhnanem. kogo zadusił i kogo zakapował. co siedzą na ławce i szepcą sobie na ucho. i lampy świecą co trzy słupy. a trzeci pochyla się ku nim. ale za to odcinków . Są prześcieradła białe i bez zmarszczek. skomentowana. pamiętasz Wiosenny spacer”! Ale są na naszej flegerni rzeczy bardziej cywilne: piec kaflowy z kolorowych. a płaskorzeźba przedstawia takich dwóch.wieże strażnicze 2 . ile przestrzeni zmieści się w takim małym oknie. pewnie robotnik wracający z pracy.na palcach nie policzyłabyś! Więc tu nie tak: lampy świecą co dwa słupy i zwyżki są solidnie podmurowane. Ziemia jest czarna i musi być wilgotna. jak przeżyję. po której czasem przejdzie człowiek. widać doskonale drogę wolnościową. Szkoda. Więc wyobraź sobie Pawiak. drut jest podwójny i jeszcze mur. która ma bardzo białe. ileś tam razy uwielokrotniony.izba pielęgniarska 34 Zwyżki (z roś. ale bardzo daleko (nie masz pojęcia. otoczony podwójnym drutem kolczastym. Tłumek łazi grupkami. takie trochę niemiejskie ściany. doniesiona. a piecz choćby prosię. prosto z zauny ubraniach jedyna piątka ludzi. Chodźmy po Birkenwegu. dużo trzypiętrowych prycz. Są na pryczach „kanadyjskie” koce. Po dróżce brzozowej przechadzamy się wieczorem po apelu godnie. majolikowych kafli. puszyste jak futro kota. co i od kogo zorganizował. czasem przejedzie samochód. takich.

jak dziwnie pisać do Ciebie... dlaczego mają teraz śmieszne. I dlatego te listy są pogodne. Mimo wszystko. lecz po prostu. aż się w głowie kręci.. czarna rozpacz. skąd wy jesteście? . której twarzy nie widziałem od tak dawna. A ci ludzie. Schreibstube) ..A z Birkenau. zapalenia płuc i . Co to jest puff.milionowcy! Sto trzy tysiące. proszę kolegi. Ważyli po trzydzieści kilo. odrzekł podciągając mankiety: . Zachowałem w sobie dużo pogody i wiem. Młody chłopak o mętnym spojrzeniu onanisty i chodzie zwierzęcia wietrzącego niebezpieczeństwo. wcięte marynarki. mimo tyfusu..puff. napiszę Ci innym razem. Mimo pochylonej głowy na gestapo. tego obozu z początku. biblioteka i muzeum. . Ale cóż . ale najczęściej gromadzi się przed blokiem szrajbsztuby35. że i Ty jej nie straciłaś. choć tak trudno mi Ciebie przypomnieć. Na alei Szucha siedziałaś z pochyloną głową i widziałem tylko Twoje czarne włosy.. sen nie jest jak obraz.. smukłą pannę o lekkim uśmiechu i smutnych oczach. Jest coś niesamowitego w śnie. byli bici. z obciętymi włosami po tyfusie. Pamiętam Ciebie z Pawiaka: wysoką. Obraz Twój rozpierzcha mi się w pamięci i nawet dużym wysiłkiem woli nie daje się przywołać. żeśmy nie zdążyli po wcześniejsze numery! Podszedł do nas ktoś w pasiaku. Trudno mi sobie Ciebie wyobrazić na obozowej pryczy. z tamtego świata: Twój obraz.kancelaria 3 . w cywilnych garniturach.króliki doświadczalne.. .Fortepianu u nas.wystaje przed blokiem dziesiątym. gdzie za kratami i zabitymi na głucho oknami siedzą dziewczęta .Z Birkenau? . tymczasem bądź ciekawa. kołyszący się chód i pochwałę Oświęcimia na każdym kroku? A to jest tak. dwadzieścia siedem tysięcy. I to jest najsilniejsze.. mój wysoki przyjaciel i doskonały muzyk. nie dlatego że tam jest sala orkiestry. Stary numer popatrzył na nas 35 Szrajbsztuba (z niem. Wiesz. stary numer. że śnisz mi się tak wyraźnie i plastycznie. o którym krążą legendy. swoisty. w którym jest przestrzeń i czuje się ciężar przedmiotów i ciepło Twojego ciała. które teraz są obcięte. ale jak przeżycie. eleganccy.krótko obciętych włosów. I dlatego piszę Ci tak długie listy: bo to są moje z Tobą rozmowy wieczorne.. oni przeszli straszną szkołę obozu.I tak dobrze wyglądacie? Przecież to straszne. co we mnie pozostało stamtąd... ale wytrzymać idzie.Koledzy. .popatrzył po nas krytycznie. Wiesz. nie ma. że na piętrze .rozumiesz. wybierani do gazu . Chodzimy po Birkenwegu. sto dziewiętnaście tysięcy. jak wtedy na Skary szewskiej. Widzisz. niestety. Jak wy możecie tam wytrzymać? Witek.

który przyjechał niedawno z Dachau i jest nasiąkły aż po uszy kameradschaftem. z Buny.36 Będzie podnosił zdrowotność obozu przez kształcenie flegerów i obniżał śmiertelność przez nauczanie.) . a po apelu grają sobie muzycy. mówi „zmniejszyć cierpienie” i myśli. Na bramie obozu spleciono z żelaza litery: „Praca czyni wolnym”. Heglu. który ma kafle barwne i majolikowe.. czyniąc wycieczki krajo. uśmiechają się życzliwie wygolonymi szczękami i wyciągają spod wciętych marynarek: ten kostkę margaryny.) . którym źle z oczu patrzy. dalszych obozów. rdzenny Niemiec 4 . Koniecznie pójdę posłuchać. ów biały chleb szpitalny. Nietzschem. Rzucają to wszystko na dolne łóżko i znikają jak w filmie. inny kiełbasę. A szkoda. ale w arbeitszeicie38 grać nie wolno.obywatel Rzeszy. Schodzą się jakieś typy.. którzy są Niemcami. Właściwe włóczymy się w paru: Staszek. bo czekamy na flegerów z okolicznych obozów: z Janiny. Witek łazi za fortepianem. Oni chyba w to wierzą.koleżeństwo 37 Kameraden (niem.sala muzeum. którym kiedyś coś dał i którzy teraz jemu dać powinni.) . ale wtajemniczeni twierdzą. jakby one stanowiły rzeczywistość. z Jaworzna. Naprzeciw sali muzycznej znaleźliśmy drzwi z napisem „biblioteka”. Mówi „Kameraden”37 i myśli. Jakoż wieczorem zaczyna się procesja. Obok biblioteki w owym bloku kultury jest oddział polityczny. wyszukując tych. Mają być także flegerzy z Gliwic i z Mysłowic. tam gdzie i puff. Więc kursów na razie nie ma i włóczę się po obozie. ci esmani i ci więźniowie. którzy poza tym dają co niedziela koncerty symfoniczne.jak przez mgłę: . Dzielimy łupy. a koło niego . że to tylko dla reichsdeutschów39 parę kryminalnych powieści. Staszek kręci się zazwyczaj koło kuchni i magazynu. bo drzwi są zamknięte na amen. mogliby 36 Kameradschaft (niem. Stoi czarne pudło w sali muzycznej w bloku. III Kursy wciąż się odwlekają. uzupełniamy z paczek i gotujemy w piecu. Ci. małego zasuszonego Adolfa.w czasie pracy 39 Reichsdeutsch (niem. Arbeitzeit) . że my istotnie jesteśmy Kamer aden. że to jest możliwe. Fichtem. Witek i ja. co to jest system nerwowy. Tymczasem wysłuchaliśmy paru wzniosłych przemów czarnego kierownika od kursów.i psychoznawcze.koledzy 38 W arbeitszeicie (z niem. tamten papierosy. Adolf jest niezwykle sympatyczny i nie z tego świata.Bo my boimy się Birkenau. nie zna proporcji między rzeczami i zjawiskami i czepia się znaczenia słów. co się wychowali na Lutrze. Nie sprawdzałem. ale jako Niemiec. ale należących jeszcze do Oświęcimia. Są tam fotografie skonfiskowane z listów i ponoć nic więcej.

po apelu wychylają się główki kobiece o różnych odcieniach. która stanowi nagrodę za dobrą i pilną pracę. Oto idzie do szrajbsztuby i gdy czytają numery tych „dopuszczonych”. która czuwa nad główkami. Tak wygląda puff z zewnątrz.) . krzyczą.trzydzieści. Ale najważniejsza rzecz mieści się na piętrze. sygnalizują rękoma.) . legendarnym biuście. spięte z przodu agrafkami.starszy obozu. funkcja w samorządzie więźniów 41 Lagerkapo (niem. nawet w zimie na wpół uchylone. szyjkami. a spod niebieskich.. ale ten opis będzie tylko pośredni. mamy czerwone winkle. piętnaście. krzyczy wtedy hier42. za której nadjedzenie mój przyjaciel.) . Do środka można się dostać jedynie przez szrajbsztubę za karteczką. epickim. Wsuwa jej w łapę parę paczek papierosów. Grek. Główek jest. Wieczorem wraca podniecony i wesoły.więzień koordynator składu i porządku komand roboczych w obrębie ścisłego obozu 42 Hier (niem. wabią. a niech kryminaliści korzystają z tego. co dla nich. jako goście z Birkenau. Jest lageraltester40 i lagerkapo41. obok wyrzutów i przekomarzań się słychać bardziej konkretne dane dotyczące mydła.. z naszego bloku. Romeowie stoją w oknach przeciwległych bloków. jedwabnych majtek i papierosów. Po korytarzyku przechadzają się owe Julie z okna. Wprawdzie my. Puffsą to okna. ale odmówiliśmy. o szczęśliwym wspólnym życiu po obozie. są lekarze ze szpitala i kapowie z komand. ona czyni koło niego szereg zabiegów natury higienicznej i wyszprycowany fleger gna wielkimi susami na górę.pomieścić tam ową nie dopieczoną wątrobę ludzką. Jest wśród ludzi duże koleżeństwo: nie konkurują nielojalnie. Madame oknem się nie wychyla. Naokoło puffu stoi tłum prominencji lagrowej. dostał dwadzieścia pięć na de. ale za to urzęduje na piętrze jako cerber u wejścia do puffu. różowych i seledynowych ( bardzo lubię ten kolor) szlafroczków wynurzają się śnieżne jak piana morska ramiona. perfum. Czasem któraś przejdzie obok flegera i 40 Lageraltester (niem. a ramion . czyha na nieobecnego. Kobiety z okien są bardzo czułe i ponętne.tutaj 5 . zdaje się. ramionami etc.. jak fleger (co prawda już honorowy) M. ale jak złote ryby w akwarium niedosiężne. w szlafroczkach niedbale owiniętych dookoła ciała. który ma numer prawie trzy razy mniejszy niż dwie ostatnie cyfry mojego. W oknach . choć oparty na tak dobrych świadkach i tak starych numerach.członek założyciel! Dlatego kołysze się jak kaczka i ma szerokie spodnie z klinami. i tu mamy pierwszeństwo. Dlatego żałuj. jeśli nie liczymy starej Madame o potężnym. Niejedna z Julii ma stałego adoratora i obok zapewnień o wiecznej miłości. łapie przepustkę i gna do Madame. Stąd przy każdej Julii tłok i konkurencja. to Romeów (i to nie byle jakich) z tysiąc.. Jeśli Julii jest dziesięć. Rozumiesz . Jest to puff.

Musi się wściekać stary profesor. Wtedy dopiero jest to i. który tę robotę prowadzi: w zielonym myśliwskim ubraniu. to do tej Inny. wzdycha w kierunku judasza. co trzeba. dla pewności patrząc na karteczkę. że właził nagminnie przez okno do puffu. Zrozum: to nie są ludzie zboczeni. którzy to czynią. cały obóz dobiera się do nich. oraz kilku lekarzy w pozycjach niewątpliwych z partnerkami. w tyrolskim kapelusiku z natkanymi odznakami sportowymi. Są i gdzie indziej kobiety: blok dziesiąty. Na drzwiach czyta jeszcze. Lageraltester wyleciał w karny transport za to. wykurowano nie tych. że takich a takich zdrożności uskuteczniać nie wolno. przez który czasem zaglądają koleżanki. . Ale dezynfekcja czasami zawodzi. Cały obóz. W obozie rośnie psychoza kobiety. w związku z czym wybuchła onegdaj w puffie zaraza. a czasem nawet sam komendant obozu. Takie zdarzenie nikogo nie blamuje: po prostu nie mieli szczęścia. Przelotnie widziałem tego. o twarzy dobrotliwego satyra. takie jest życie. kładzie na stole paczkę papierosów i. robi się zabiegi chirurgiczne. że dozwolone tylko to a to (szczegółowy wykaz) i tylko na tyle a tyle minut. Kobiety z puffu czyniły również wycieczki na lager. Ale nie podobało się to postowi z pobliskiej budki i wszystko się urwało. Tam się je sztucznie zapładnia (jak powiadają). mówi o kobietach. Kobiety te bronione są kratami i deskami. przez roztargnienie wsadzając do kieszeni owe dwie paczki angielskich papierosów. W nocy wychodziły po drabinie w męskich ubraniach na pijatyki i orgie.. Podobno profesor uniwersytetu. blondyneczki .Osiem . Puff zamknięto. doświadczalny.Który pan ma numer? . czasem komandoführer od puffu. po którym fleger wychodzi. ale często gęsto włamują się i tam i zapładniają je zgoła niesztucznie.. kto był. malarię.. poważnego jegomościa. Ponieważ handel przepustkami jest szeroko uprawiany.. że na szafeczce leżą dwie paczki angielskich. grubego. bo bunkier. wezwano ich urzędowo i zaaplikowano kurację.A to nie do mnie.odpowie fleger. Wtedy fleger wchodzi pod ósemkę. Ha. i trzymanym w ręku kijem wymierzył doraźnie odpowiednią porcję w odpowiednie miejsce. czasem Madame. szczepi się tyfus.mruknie rozczarowana i powłóczystym krokiem odejdzie ku oknu. Dlatego kobiety z puffu są traktowane jak 6 . jak się naje i wyśpi. Podlega znów dezynfekcji i wesół i szczęśliwy opowiada nam o tym wszystkim.zapyta od niechcenia: . jeszcze dostrzega. cały obóz marzy o kobietach. Dziewiętnastoletni esman złapał w ambulansie kapelmistrza. po numerach sprawdzano.. aha. które przyszły rwać zęby.

spalony dom z naprzeciwka i kratę ramy okiennej. Przypominam sobie niebo.wybacz. Soldatenlager) . długi (strasznie go lubiłem. Ci ludzie są chorzy. seledynowy klosz lampy i białą kartkę papieru leżącą na stole. pisząc Ci to wszystko? Jest głęboki wieczór. Wiesz. Myślę o tym i uśmiecham się pobłażliwie. I pomyśl: to nie jest tylko jeden Oświęcim. o winie. filozofii romantycznej. I że to jest rzecz najważniejsza i najbardziej trwała 43 FKL Birkenau (z niem. i lampy naftowej u moich rodziców. wieczorów z zimną herbatą. młody chłopiec z Wiednia. Albo gdy wyrzekają się wszelkiej miękkości i sentymentalizmu i pokazując pięść. że Ci to teraz piszę . wyrzynających w ciemności fragmenty przedmiotów. Omziersiager) . paru na wpół uwiędłych kwiatów. i czasem uśmiecham się lekko. gdy mi mówią o moralności. gdy po naszym aresztowaniu znaleziono u nas obok moich książek i wierszy . to są. jak bardzo byłaś dojrzała. jak dużo dobrej woli i . że człowiek zawsze na nowo odnajduje człowieka . o czym myślę. Ale nie piszę Ci o tym. siedzę w małym pokoiku pod czarnym oknem. Franz. Myślę o tym. mówią o wieku twardości. to są oflagi44 i stalagi45. co mówiliśmy dzisiaj: o literaturze niemieckiej. którym się mówi o miłości i o życiu domowym. widzę swoją twarz odbitą w szybie. o prawie. o obowiązkach.. Myślę o tym. kiedy Ci o tym piszę? Myślę o ulicy Skaryszewskiej. do Birkenau. a za szybą noc i nagłe błyski reflektorów z budek strażniczych.Twoje perfumy i szlafrok. Frauenkonzentrationslager Birkenau) . o tradycji.. dogadał się ze mną już pierwszego wieczoru i . o czym myślę.. Tych kobiet jest dziesięć. która przecinała obraz jak witraż. palę jego lampę i na jego papierze piszę do Ciebie. Wiesz. choć Ci o tym nigdy nie mówiłem). czerwony jak brokat z obrazów Velasqueza. Patrzę w ciemne okno.poświęcenia włożyłaś w nasz stosunek.. jak wielki krach musiał być tam. Dlatego oni tak bardzo rwą się na FKL43.kobiecy obóz koncentracyjny Birkenau w Brzezince 44 Oflagi (z niem. gdy przyjdzie mi na myśl. jak bardzo tęskniłem do Twego ciała w te dni.obozy jenieckie dla oficerów 45 Stalagi (z niem. blade i wyiskrzone.siedzę teraz za jego stołem. a obóz liczy kilkanaście tysięcy ludzi. psa. który wiecznie gryzł. Patrzę i myślę o Skaryszewskiej. To są setki „wielkich obozów” koncentracyjnych. które odbija moją twarz. Uśmiecham się i myślę. w jego ramach wyglądałaś najwspanialej.obozy jenieckie dla szeregowców i podoficerów 7 . jak dobrowolnie wchodziłaś w moje życie małego pokoiku bez wody. oddzielony szafą od wielkiej sali pełnej ciężko oddychających we śnie chorych. ciężki.normalne. o problemach materializmu.przez miłość.

były to pieśni horacjańskie .jak powiadają dwa metry w głąb. i póki życia waszego. tysiącami flegmony i gruźlicę. pisałaś mi o tym? Ja czytałem u Marii Wilka stepowego (ona też dobierała lekturę). Przed południem było się na spacerze. i zupa z brukwi.patrzę na nich z odrobiną pobłażania. mistyczne. bez wieczornego kręgu światła. Jeden z nich wpisałem towarzyszowi z celi więziennej do Biblii. obecnie robią to ciszej i dyskretniej . Reagują na obóz jak dziki na widok broni palnej. będąc. bez Ciebie. pod rękę z bestią . i władza. Prowadził ich esman. jak usiadłaś w przerażeniu. jak uczony na laika. potem oglądało się uważnie blok SK46 (tam na podwórzu jest owa czarna ściana.pamiętam tylko strofki. ale z innych . i słońce. że handlowali na czarno.. Chyba że im naprawdę dowiodą. niewyspanej twarzy. że tak powiem. i moja poezja. mając na co dzień krematorium. gdy Cię aresztowano. poznawszy. 46 SK (z niem.w życiu ludzkim. i praca.kompania karna 8 . solidne budy strażnicze. Nie rozumieją mechanizmu naszego życia i wietrzą w tym wszystkim nieprawdopodobne. bo to fraszka: posiedzą parę tygodni i wyjdą. podwójne druty. z jednym oklapniętym uchem). czym jest przyzwyczajenie: chodziłem po celi i w rytm kroków układałem wiersze. Ci cywile są śmieszni. Widzieliśmy paru cywilów: dwie zastraszone kobiety w futrach i mężczyznę o zmiętej.. Dziś za pan brat z nieprawdopodobnym i mistycznym. Kobiety patrzyły z przerażeniem na pasiastych ludzi i na potężne urządzenia obozu: piętrowe domy. że nie odchodzę z rozpaczą. IV Dziś . Myślę o tym i przypominam celę na Pawiaku. ale nie bardzo wiem. bez kartki papieru. przed którą dawniej rozstrzeliwano. oglądało się z wierzchu doświadczalny blok kobiet (wystawiają głowy przez kraty zupełnie jak króliki mego ojca. nie przerażaj się tylko. Strafkompanie) . W pierwszym tygodniu nie mogłem pojąć dnia bez książki.niedziela. coś ponad ludzkie siły. i chleb. który właśnie mieści się w bloku SK. byście wiedzieli. i niewolnictwo. wtajemniczony na profana. I popatrz. Wtedy pojadą do krematorium. że mur idzie . że po mnie zostanie i miłość. co i jak. do tymczasowego miejskiego aresztu. szare. aby nie podpaść. co to jest deszcz i wiatr. wspomnienie u przyjaciół. pamiętasz. Pamiętasz.w krematorium). A gdyby jeszcze wiedziały. żeby się nie podkopać! Uśmiechaliśmy się do nich. mur za drutami. Bo wiem. jak ta z wiersza do przyjaciół z wolności: Przyjaciele z wolności! Pieśnią więzienną was żegnam po to.

a patrz. A tu patrz: najpierw jedna wiejska stodoła pomalowana na biało i . Bez czarów. gdy tańczyliśmy we dwoje w małym pokoiku o pomarańczowym świetle: słuchaj. numer wytatuowany na ręce. jeden z tych . i ludzie płyną jak woda z kranu za odkręceniem kurka.widzisz. Ale pewnie tak bym nie powiedział. masz milion ludzi albo dwa. Nie wywołujemy zła na próżno i nieodpowiedzialnie. bez hipnozy. uwięź kilkaset tysięcy. Widzisz: to mistyka. idziemy z nimi na śmierć i . Albo zupa z pokrzywy i chleb z margaryną. wracają jak na taśmie i znów podwożą. albo trzy miliony. złam ich solidarność. Oto jest dzika bierność. „Mówiłaś.przecież miałabyś mnie za szalonego i kto wie. zabij ich tak. 9 .dwadzieścia tysięcy jak nic. A jedyna broń . nie plunie w twarz. Ale przecież i o tych sprawach. Światło z góry. jest znów głęboki wieczór po dniu pełnym dziwacznych wydarzeń.. skąd wpierw odchodziły transporty do gazu. że ten Tadeusz jest pogodny. nie rzuci się na pierś? Zdejmujemy czapkę przed esmanami wracającymi spod lasu. wyrośnięty esman z pomiętym kawałkiem papieru w łapie. jak wyczytają. . I pewnie są bardzo oburzone na mnie. na cywila i na stary numer.to nasza liczba. że leżysz na wspólnej pryczy z przyjaciółkami. Bez czarów. pisze same ponure rzeczy”. bo nie zmąciłbym nastroju. potem samochód. które pewno bardzo dziwią się moim słowom. odrzuć przerażenie i wstręt.nic? Głodujemy. żeby tłoku nie było. na apele i na puff. że nikt nie krzyknie. żeby nikt o tym nie wiedział. Paru ludzi kierujących ruchem. mokniemy na deszczu. nawet oni.. tam. gdybyśmy przyjechali trzy miesiące wcześniej? .. Na gaz i na złoto. Potem cztery większe budynki . kiedy przyjechaliśmy do obozu? dwudziestego dziewiątego kwietnia. bez trucizn. które się dzieją wokół nas. bez trucizn. której nic nie przełamie. poszczuj człowieka na człowieka i. Wpuszczono nas do środka z ceremoniami.wiesz. Dzieje się to wśród anemicznych drzew zadymionego lasku.Wysupłaj ze zdarzeń codziennych całą ich codzienność. Gdybym Ci powiedział wtedy. której komory nie pomieszczą. W dużej poczekalni urządzono ring. nawet gdybym znał obóz.duszą w niej ludzi. możemy mówić. czy nie przerwalibyśmy tańca. A co byłoby z Twoim zapaleniem płuc. Albo jeszcze tak: kij od łopaty na gardło i stu ludzi dziennie. zabierają nam najbliższych. bez hipnozy. Oto jest dziwne opętanie człowieka przez człowieka. a potem młody. Wiem. choć sala była nabita po brzegi. a pamiętasz. przecież tkwimy w nim . Po południu wybrałem się na mecz bokserski do wielkiego baraku waschraumu. kiedy ostatni raz wybierano „Aryjczyków” do gazu? czwartego kwietnia. Zwykłe ciężarowe samochody podwożą ludzi. Jakże to jest.. i pogardę i znajdź na to wszystko formułę filozoficzną. sędzia (nb.

jak potężnie brzmi symfoniczna orkiestra trzydziestu osób w dużym pokoju! Kapelmistrz machał umiarkowanie. trzy rundy. dwie marki na miesiąc dla najpilniejszych więźniów. Jakiś tam boks. co miał dużo aaa w nazwisku. aby otumanić miliony ludzi. Sala była zadymiona od papierosów. Skąpy żywopłot przy białym domku. Ale basetla! Piętnastu słuchaczy (więcej się nie pomieściło) zagłębiało się w muzyce ze znawstwem i nagradzało orkiestrę skąpymi oklaskami. jak chciał. i nic! Jeszcze jemu mordę nabili. po kolei Ci opowiem. ale tylko Aryjczycy. Ledwom zdążył dopaść między klarnet II a fagot. grają uwerturę do Tancreda i coś z Berlioza. goście. którzy fałszowali. żeby nie uderzyć dłonią o ścianę. a z drugiego basetla) nadrabiali. jak powiadają.pasjonowali się Czortkiem. bokserzy o sławie międzynarodowej. biorąc na ringu odwet za to. ale. Tam przycupnąłem przy nie obsadzonym krzesełku klarnetu I i oddałem się zasłuchaniu. Wszystko głuszył fagot.nas. może dlatego. podwórko podobne do wiejskiego. cotygodniowa kontrola wszy i uwertura do Tancreda wystarczy. Jeszcze tkwi tu pamięć o numerze 77. na którym i puff. a Ty słuchaj.popatrzcie tylko! Na komandzie. pod ścianami stali słuchacze. Ale robili to niefachowo. jakieś trawniczki przy blokach. jakie tu się dzieją cuda kultury o parę kilometrów od kominów. Było w niej tłoczno i gwarno. na dużą klasę. podniecony radośnie. tablice z napisami „kąpiel” wystarczą. którzy dzień w dzień wybijali dziesiątki zębów. Wy tam. Walterem z Hamburga i jakimś młodym chłopcem. a bokserzy tłukli się. a kartoflarze i rollwaga (zapomniałem Ci napisać. Więc wyszedłem z boksu. choć z dużym uporem. wyrósł. który niegdyś boksował Niemców. Da im przy kartoflach. to jednym uderzeniem kładzie muzułmana! A tu. . Zaraz po boksie poszedłem do konkurencji.Taki Walter . muzykanci stroili instrumenty rozsiadłszy się po całej sali. trenowany w obozie. Naprzeciw okna . na koncert.podwyższenie. bo Żydom występować nie wolno. I ci sami ludzie. a my w pierwszym rzędzie. patrz. że stałem tuż przy nim. co inni dostali na polu. z których niejeden sam ma pustą szczękę . aby oszukać świat i . i natychmiast wszedłem na blok. ani pojęcia nie macie. Widocznie za dużo widzów. Ci z końców sali (z jednego bęben. jak chce. i wyraźnie groził tym. oszukać aż do śmierci. nie? Swoją drogą widzowie byli rozanieleni. stanął na nim kapo kuchni (razem i kapelmistrz). Pod puffem jest sala muzyczna. ludzie. który. musztarda w kantynie. jak mogli. w waszym Birkenau. Nie pomyślałabyś nigdy. Wyobraź sobie. obóz oszustw. bo warto.polski sędzia olimpijski).mówił Staszek .Ktoś nazwał nasz obóz: Betrugslager. Ci 0 . że orkiestra w czasie pracy obiera kartofle i popycha wozy) poczęli grać. i jeszcze jakieś tańce fińskie takiego kompozytora. . wiadomo. Kudy Warszawie do takiej orkiestry! Ale. ile wlizie.

bo obok była willa zajęta przez SS. boczne dróżki.. Nadeszło DAW i dziesiątki innych komand i czekały przed bramą: dziesięć tysięcy mężczyzn. Oszukańcza jest porcja chleba. I to bydlę dawaj do dziewczyny! I co byś zrobił? Wywaliłem z rewolweru do bestii. Siedzimy na zorganizowanych stołkach i bawimy się doskonale. że to jest potworne. Bo żywi zawsze mają rację przeciw umarłym. z tego czasu oszustw będziemy musieli zdać ludziom żywym relację i stanąć w obronie zmarłych. Witek wyciąga fotografię żony i pyta się przyciszonym głosem: . I wtedy z FKL-u nadjechały samochody pełne nagich kobiet.tam z zewnątrz myślą. V Najpierw byliśmy na kursie. Ani jeden człowiek się nie poruszył. zieleń. „Skąd to masz?” Ledwom ją wyrwał. ilu on zabił w tym Dachau? Inaczej by się nie reklamował. chodu!” A ta stoi jak wkopana i patrzy na spluwę. bo to na poddaszu i bardzo zimno.Uhm. ale przecież nie jest tak źle. Patrz na to wszystko uważnie i nie trać siły. Oszukańcza jest każda szufla ziemi. ani jedna ręka nie podniosła się. ale ładna kobieta. Grała orkiestra do taktu idącym szeregom. Kobiety wyciągały ramiona i krzyczały: . bo od willi było słychać jakieś głosy..Kiedyś byliśmy na spacerze w Pruszkowie. Macha nad nami rękoma i mówi o kameradschafcie i o obozie. Kiedyś chodziliśmy komandami do obozu. Ciekawi patrzą.Ciekawym. Jakżeś ty do niej? . gdy Ci jest źle. ale my z Witkiem rzucamy sobie gąbką i fechtujemy się linijkami. przy którym nie wolno mówić. Idziemy przytuleni do siebie.. i koce na łóżkach. zwłaszcza wielkimi modelami ciała ludzkiego.. co do rozpaczy doprowadza czarnego Adolfa. i boks. Wiesz. którą niepełną rzucamy na wał rowu. a nie w Oświęcimiu. do której trzeba dokładać.. Siadamy cicho w kącie.Ratujcie nas! Jedziemy do gazu! Ratujcie nas! I przejechały koło nas w głębokim milczeniu dziesięciu tysięcy mężczyzn. i trawniczki. aby żyć. siadać. Przez pola na przełaj gnaliśmy jak 1 .Naprawdę pies esmański. jak to jest. tylko nic Ci o tym nie pisałem. ... a tu z boku wypada pies esmański. las na widnokręgu.. . łapię żonę za rękę i powiadam: „Irka. skoro i orkiestra. Oszukańczy jest czas pracy.Już nie bujaj. przecież to w Pruszkowie. Udusiłbyś go?. Bo może z tego obozu. odpoczywać. W ogóle na kursie jesteśmy już od dawna.. ..

albo ja. zachłannie słucham historii więzień nikomu nie znanych. I nie z zasady. Radomia. ginie pod kijem lub zaszczuty przez psa. Suwałk. pierś o plecy.I co ty . z rozparzoną po kąpieli skórą. On też tak zresztą pomyślał. co są w środku człowieka. jak trzeba. czołgali się po nich tam i z powrotem. trudno rozsądzić. bo historia bardzo współczesna.potwornie rozwiniętej techniki męczenia 2 . że ten kawałek żelaza jest potrzebny w moim zawodzie. niesie drabinę na barkach. toczyć się godzinami po ziemi. „Upadłem” mówi. Puław. wiadrami pić wodę aż do uduszenia się. Znasz piwnice Pawiaka? Te żelazne podłogi? Otóż Żydzi nadzy. Przy dybałem go na Chmielnej wieczorkiem i wyrżnąłem. dobre ćwiczenie ze szkoły. Widzisz. Następnie po szczeblach leżącej na ludziach drabiny zaczyna chodzić esman. jakie znam. robić setki przysiadów. być bitym przez tysiące najrozmaitszych ludzi .Pokłóciłem się kiedyś z przyjacielem. Widziałaś kiedy buty żołnierskie od spodu? Ile tam gwoździ? Otóż Kronszmidt właził takimi butami na gołe ciało i jeździł na czołgającym się człowieku.taki pipel od Kronszmidta. tam i z powrotem. znałem go dobrze.pytam. Na Pawiaku był oddziałowym czy kąpielowym . Przychodzę nazajutrz. W międzyczasie któryś z kolejnych doktorów gada o przełykach i o takich rzeczach. miesiące siedzieć w betonowej trumnie.dwa zające. czy nie. Lublina . Albo on. Dla nas była gimnastyka: godzina na dwa dni. . kryj się!”. bo mnie zaraz wsadzili. całe dnie i noce stać w jednym miejscu. Małkini. wisieć na słupku przywiązany za ręce albo na drągu zawieszonym na dwu krzesłach. pomyślałem. ale na innym oddziale i nikt na mnie nie właził.Nic. kryj się!” Dwuszereg ludzi. wszystko nieprawdopodobne: kilometrami koziołkować jak w Sachsenhausen. . Najlepsze ćwiczenie.patrz. prowincjonalnych. tam i z powrotem. skakać jak żaba i czołgać się jak wąż. Mój rekord: 76 razy pod rząd i ból rąk do następnego razu. Kto puści. czołgałem się wprawdzie. padają na ziemię nie puszczając z barków drabiny. Na okrzyk: „lotnik. ale Witek losowi się nie dał. czy mi kto za plecami nie siedzi. tam i z powrotem. Czy się ów kolega do tego przyczynił. podtrzymując ją jedną ręką. Długo musiałem Irce tłumaczyć. ale nie trafiłem. Dla Aryjczyków było z tym łagodniej. ale za zły meldunek. a Witek beztrosko referuje mi dalej: . to zespołowy „lotnik. Łaziłem za nim coś ze trzy dni i tylko patrzyłem. a potem „padnij” i podnoszenie się na rękach. który wespół z pewnym Ukraińcem na każdej wachcie katował Żydów. ma rękę obwiązaną i patrzy na mnie spode łba. Potem trzeba wstać i nie mieszając szyków znów padać. Godzina: to bieg naokoło podwórka. w bunkrze.

aby nie było łupiestw na ziemi. A jeszcze i to: śmierć. jesteście na kursach. Ilu ich pochlastał dla nauki. Opowiadano mi o takim lagrze. Co dzień więc było w obozie kilkudziesięciu ludzi za dużo. I w tym wylewie atawizmu stoi człowiek z innego świata. i kazał mu powtórzyć wątrobę.Pewnie. to jak je naprawić domowymi środkami.Siedzę w obozie. Doktor zwrócił się do Staszka. może dwa. a i trupiarnia pełna. że już się zupełnie wyzbyłem tamtego świata z domu. temu trudno nogę podstawić. Wyprowadzano ich w południe za druty i rozstrzeliwano. Każdego wieczoru na każdym bloku losowano kartami lub gałkami z chleba i wylosowani nie szli następnego dnia do pracy. człowiek. człowiek. a potem poszliśmy na blok. Tego jednego nauczyliśmy się z anatomii obozowej: kto ma dobre plecy. który zabija. Staszek zaraz poleciał po swoich kolegach. do którego przychodziły co dzień transporty nowych więźniów. Doktor rzekł: . bo w szpitalu zawsze tłok. po kilkudziesięciu ludzi naraz.człowieka i uwierzyć nie mogę. Przyszedł Adolf. 3 . Pomyślisz. i komendant nie życzył sobie. o jego drobnych zdarzeniach i z tych zdarzeń wyłuskuję ich sens. jak Minerwa z głowy Jowisza. aby więźniowie głodowali. Staszek powtórzył źle. Piszę i piszę Ci tylko o obozie. może trzy tysiące. człowiek. A ten doktor to rzeczywiście różnie z nim było. Nie mogę zrozumieć tego nagłego zachłyśnięcia się mordem. A pewnie nie podstawi. Więc Witek był z tego innego świata i był piplem Kronszmidta. to mogę siedzieć i na kursach . bo mógłbym za dużo powiedzieć. najgorszego kata z Pawiaka. który tak świetnie organizuje. Każdy więzień musiał otrzymać jedną porcję.A poza tym niech pan mnie nie obraża. nawymyślał nam od kameradschaftu. aby nie mordowano ludzi. który kradnie. aby nie było konszachtów między ludźmi. A teraz siedzi przy mnie i słucha. Ale obóz miał ustaloną liczbę porcji.odrzekł zaczerwieniwszy się Staszek. uczył się chirurgii na chorych. czytając to. co jest w człowieku. coście tu robili w obozie. akurat w połowie systemu trawiennego. . już nie pamiętam wiele. Na to myśmy zaczęli trzaskać w stołki i krzyczeć: „tak! tak!” i doktor wyleciał za drzwi. żeby wyskoczyła ona z głowy ludzkiej nagle. Potem na kursach była awantura.Milczcie. . tego wylewu zapomnianego na pozór atawizmu. bo Staszek ma dobre plecy. . a jak się to coś zepsuje. chcielibyście.Odpowiadacie bardzo głupio. Ale chyba dużo. żeby mu ten doktor nogi nie podstawił. a poza tym moglibyście wstać. żebym milczał. który konspiruje po to. a ilu z nieuctwa . .trudno policzyć.

tobym tak zarżnął jednego i drugiego.żylibyśmy w obozie choć jeden dzień? To właśnie nadzieja każe ludziom apatycznie iść do komory gazowej. a oni się męczą. czy przeżyjemy. jak mówiłaś mi. co mówiłem.ale przedtem. z której nadawałaś mi przez cały dzień reportaże przez telefon? Że wyciągali z tramwajów. ale wysiadłaś przystanek przedtem. spokój od ludzi i odpoczynek od instynktów. ale chciałbym. Ach.. jak czynią ludzie odważni. Dużo było naiwności w tym. ile w tym obozie. żonom sprzedawać się za chleb i mężom zabijać ludzi. Pamiętasz nasz pokoik? Litrowy termos. który mi kupiłaś. bezczynnego patrzenia na bitych i mordowanych. że gdyby nie nadzieja. niedojrzałości i szukania wygody. że obstawili blok. bo może właśnie ten dzień przyniesie wyzwolenie. kompleksu zdejmowania czapki. każe matkom wyrzekać się dzieci. ale wyszłaś na pola aż nad Wisłę? I to. ale nigdy też nie wyrządziła tyle zła. w jakim oryginalnym świecie żyjemy: jak mało jest w Europie ludzi. że ten kompleks na nas ciąży. To nadzieja rwie więzy rodzin. gdy narzekałem na wojnę. To nadzieja każe im walczyć o każdy dzień życia. na barbarzyństwo.to chyba też dla tego świata. lepszy świat.powędrował pod łóżko. że chyba nie marnowaliśmy czasu. w którym będzie spokój i odpoczynek. że teraz tu jesteśmy . Nie właził do kieszeni i ostatecznie . którzy nie zabili człowieka! I jak mało jest ludzi. A to. Widać takie jest prawo miłości i młodości. w którym jest miłość drugiego człowieka. VI Od paru dni mamy w południowych godzinach rozrywkę stałą: oto z bloku fur 4 . Może dla tego.. na pokolenie nieuków. pogrąża w martwotę. wiesz. Czy myślisz. A historię z łapanką na Żoliborzu. który nadejdzie.wybacz. ale po prostu na życie. które z nas wyrośnie: . Boję się jednak. kompleksu strachu przed obozem. Ale myślę.ku Twemu oburzeniu . ile w tej wojnie. co są w obozach. Nigdy w dziejach ludzkich nadzieja nie była silniejsza w człowieku. Wbrew namiętnościom wojny żyliśmy w innym świecie. tak na rozładowanie kompleksu obozowego.jakby już nic innego na nas nie czekało. Nie wiem. Jeśli są to zbyt śmiałe słowa . i już nawet nie nadzieja na inny. iż ten inny świat nadejdzie. My tylko marnujemy czas. Patrz. Nie nauczono nas wyzbywać się nadziei i dlatego giniemy w gazie.Pomyśl o tych. że wrócą prawa człowieka . każe nie ryzykować buntu. abyśmy kiedyś umieli nazywać rzeczy ich właściwym imieniem. których by inni ludzie nie pragnęli zamordować! A my tęsknimy do świata. PS .

tu: krok. Poznajemy ich wszystkich: ten bił na DAW. czynił wyprawy do budy blokowego po tytoń. jeden sławniejszy od drugiego: Seppel. a kanarka na świeży luft wypuścił. Wyciągnięto wszystkie zielone winkle i co lżejszych wyślą na front. alkoholicy. ale. Są tu zaledwie parę dni razem. postrach dachdeckerów51. czyli „ochotnicy” do wojska. bo zostanie. jak mogą. Na razie jednak są w kupie. przyjdź. gubi krok i nie śpiewa. narkomani. i bił po dwadzieścia pięć za każdą minutę spóźnienia i każde słowo wymówione po wieczornym gongu.a na samym końcu idzie Kurt.) . Arno Böhm.) . aż zbity na perskie oko wyrzucony został na lager i dostał jakieś nieszczęsne komando w swe złodziejskie łapy.) . numer 8. złapałem go za hals i powiadam: .dla Niemców 48 Morgen nach Heimat (niem.Kurt.) .ojczyzna 51 Dachdecker (niem. pewnie jesteś głodny. śniegu i mrozie i zrzuca z dachu za źle przybity gwóźdź. ten. który Cię dla mnie odnalazł i nosił nam listy. gdy był chory. kapo i lagerkapo. Taki. który zabijał sztubowych.i pokazałem okno należące do nas.dekarz 5 . rozbili kantynę i zdemolowali puff (w związku z czym ówże znowu ku powszechnemu żalowi zamknięto) . a kto nam będzie buty czyścił na froncie i czy tam są młode chłopaczki? Idzie więc taka wataha przez drogę i śpiewa Jutro do domu. Idą w szeregu znani pederaści. wprost na obiad. sadyści . ten. jeśli sprzedawali herbatę. zbiegłem więc w te pędy na dół. rozgląda się wokół. na górę . ochotniku-kryminalisto.Deutsche47 wymaszerowuje kolumna ludzi i ze śpiewem Morgen nach Heimat48 obchodzi kilkakrotnie obóz.) . ma szczęście. to ten. Dyryguje lager-altester i podaje laską Schritt und Tritt49. który bezlitośnie każe pracować na deszczu. nawarzony w piecu o majolikowych kaflach. ten sam. piosenka żołnierska 49 Schritt und Tritt (niem. kiedy nam tu dobrze? Vaterland 50 vaterlandem.po co. nakradli paczek. ale wzruszające listy o rozłące i powrocie. ów ciapa. co to zarżnął żonę i teściową. mamy iść tłuc się i łba nadstawiać dla esmanów. tempo 50 Vaterland (niem. wieloletni blokowy. Jakoż pod wieczór zjawił się u nas.Jutro w rodzinne strony. Są to kryminaliści. ten . ale o inne określenie 47 Fur Deutsche (niem. czy nie. który starym rodzicom we Frankfurcie pisywał krótkie. Ćwiczą ich w marszu i czekają. żeby się ptaszek w klatce nie męczył. Wszyscy sławni zabijacy. Kurt jest bardzo miły (brzmi to egzotycznie. elegancko ubrany. powiadają bardzo mądrze.to postrach Buny. zginie i bez nas. Ostatecznie pomyślałem. czy też wykażą oni zrozumienie życia społecznego. a już włamali się do magazynu. Oni zaś wykazują społeczność.

. wyrwaliśmy 52 Stahihelm (niem. że wszystko zabiorą? . . aż złapali i wsadzili.Szkoda było. Dziś nam zebrało się na obóz.wtrącił sceptycznie Staszek. Źle: słońce świeci w plecy. na lagrze jest już po apelu. wyrzucił go z domu. Wzruszyłem ramionami z niechęcią. Wszędzie się opowiadało: idąc po drodze na komando. wieczorem na pryczy.platforma. a potem się na oczy nie pokazał dziewczynie. bogaty sklepikarz. . Chciał kiedyś być muzykiem. Gadki chodziły między ludźmi. miała własne bojówki 53 Lora (z niem. człowiek tym wszystkim za bardzo się nie interesował. . że jest okropnie. Ale wiecie. to nie wyjdzie. Kurt wyjechał do Berlina.Bałeś się obozu? .Właśnie.Pewnie. . Pytali my go.trudno) i umie dobrze opowiadać. który tak świetnie organizuje. Lorę) . toby cię na pewno wiatr wywiał kominem . wpadł na miesiąc do ula za burdę ze Stahihelmem52. Na jakimś spacerze spotkał swoją dziewczynę. Władowali nas do wagonów w tempie. ale ojciec. I to.) . a droga! Jechaliśmy według alfabetu. i tamto spoza drutów. Potem wyjęliśmy wszystkie gwoździe z jednej ściany. Ale Bogiem a prawdą. Potem jeździł do Austrii i Jugosławii. Trochę bzdur o bezcelowej pracy. Pled i bonżurkę od narzeczonej. że wziąłem. Zapada wieczór. poznał tam dziewczynę. toby nie wywiał i mnie. Nie wiedziałeś. to zobaczycie. wózek 6 . I tak wiadomo. że na Zachodni. a on nic. .Pewnie na rozprawę przyjechał. .” .Albo i nie. Jak do dzieci. np. Samochodami na dworzec. i dwa prześcieradła. Nie wywiał ciebie.Właściwie o obozie nikt dokładnie nic nie wiedział. Opowiadamy powieści i opowiadamy życie. Tylko mówił: „Przyjedziecie. jakby wody do ust. No i oczywiście to. Zdobył wóz sportowy i szmuglował dewizy. że jak wpadnie. Wyjechaliśmy z Pawiaka rano. ale się jej nie śmiał przypomnieć. czekaj końca wojny. Znaczy. nawet nie było tłoku.co wam gadać. przy łopacie i lorze53.Bałem się.Frajer. Siedzimy w paru przy stole i opowiadamy. trzeba było kolegom zostawić. A że recydywa (ów nieszczęsny miesiąc). może dlatego że Kurt niedługo z niego wyjedzie. żył z nią. stojąc na apelu. wracając do obozu.Klamoty wziąłeś? . A teraz . zrywanie i układanie asfaltu albo rozgarnianie piasku. pisywał do gazet sportowych. na Pawiaku był jeden z Auschwitzu. Auschwitz.Jakbyś przyjechał dwa lata temu. więc po więzieniu do obozu. córkę jakiegoś innego sklepikarza. po sześćdziesięciu w wagonie.niemiecka nacjonalistyczna organizacja kombatancka (1918-1935).

Ale zawsze mocne. że z sufitu lała się woda. żeś poeta . iż płonie na niebotycznej górze. zimna. Ni jednego okienka. W uszach szumiało.. . Po paru krokach zdrętwiały mięśnie i zacząłem kuleć. Potem zwaliliśmy się na podłogę i leżeliśmy jak porznięte prosiaki. trzech zabitych. przyziemnej ciemności szeregami błyszczały światła obozu. Jechaliśmy stu dwudziestu. ale dosłownie. a nas zagonili do drugiego wagonu. że w ręce brać! Naokoło esmani.. Ciało opływało potem.Nie.Szliśmy do obozu niosąc trupy.Był.deski i fraka! Ale na dachu był karabin maszynowy. wszystko zabite deskami. a my w kąt! Wrzask.rzekł z uznaniem Witek. też był od narzeczonej? . Tuż przed bramą dostałem bagnetem w udo. Nie macie pojęcia. niebieskie. . Raz po raz głuche uderzenia. wygwieżdżona. . automaty w łapach. Noc była kwietniowa. .Ale zawalasz. Krzyczeliśmy za powietrzem i za wodą. Nie czułem zimna. Z nosa ciekła powoli krew. Eskortujący esman uderzył jeszcze paru przede mną i rzekł. drzewa aż pachną. i jeden ranny. ale jak zaczęli strzelać. I dobrze. I los. bo znaczyło to świeże powietrze. teraz kaput! Nic. Słyszałem za sobą ciężkie oddechy ludzi i myślałem. zabili dwóch. Pociąg od razu zatrzymano. Ale nic nie wziąłem. Krew spływała wzdłuż uda i łydki. A ja siedziałem pod kupą ludzi na samym dnie.Właśnie. zawsze od narzeczonej. Zdawało się. Gdy otworzono drzwi na rampie. bo strzelali. jak wielki jest świat.. Nie bolało. zdaje się. widać. bracie” . bez rzeczy! No. bo mnie zrzucili ze stopni.Pled. Mało cośmy się nie udusili w wagonie.. . krzyk. ale jakie! . i rozumiecie. że za mną idzie moja narzeczona. Ostatni wychylił łeb z wagonu i dostał kulę w kark.. potem dwie koszule. piekło! Trzeba było nie uciekać! Tchórze! Zabiją nas! I przekleństwa. od razu utłukł trzech pierwszych. tylko zrobiło się bardzo ciepło.. „Krematorium” .zaszeptał. Zdjąłem z siebie sweter. Było tak duszno. las. aus. Też mi go było żal. choć naciągnąłem na siebie zupełnie mokrą koszulę. jak będą strzelać. W czarnej. a trzeciego ranili w bok. Czterech odprowadzili na bok.Nie gorsze niż z babskiego lagru. bo miałem w niej Biblię. Ktoś z tym objął mnie i pocałował. 7 . tośmy się uspokoili od razu. nic.przeleciało szeptem po szeregach. „Bracie. Tęskniłem do Oświęcimia. to nie mnie pierwszego.. Puścili w kupę serię. . myślę. Myślę: dobrze. z pierwszym łykiem odzyskałem zupełnie siły. niebieskie. nie gorsze.Tu będziecie mieli dobry odpoczynek. Ciemność zbiegała się ku niemu. tylko w czapę! Trochę mi się żal zrobiło bonżurki. gdy człowiek wyleci z zamkniętego wagonu! Niebo wysokie. Nad nimi rwał się niespokojny rudy płomień. gdy wchodziliśmy w kratowaną bramę obozu: .

Swoją drogą. „Cicho bądź . zaczął mnie całować i pytać. gdzie tu jest dobrze. jak 54 Spasibo (roś. Ile przez moje ręce przeszło ludzi do gazu. Nikt też nie dziękuje.Zobaczysz. mizerne.To było w czwartek w nocy. bo nie ma za co. . dobrze.Spasibo54 panie fleger!” Takie to blade. chłopy jak byki.A z tego nic . „To czego się martwisz.my przecież też mamy matki. rzucił mi się na szyję. bandaż i won! Następny! Nawet człowiek na twarz nie spojrzy. ojciec . Ale jeden wypadek będę pamiętał chyba przez całe życie. zobaczył mnie przed komorą. bo dwa dni jadą bez jedzenia. Pocieszałem go. Miał flegmonę prawego pośladka. czasu nie ma na dyrdymałki. że Aryjczyków teraz nie gazują. to dobrze”. ledwo trzyma się na opuchniętych nogach.dorwał się Staszek do głosu. Przyjechał z transportem. . jacy są Żydzi! . ja ojca do komina posłałem!” „Nie może być!” „Może. widzisz. czy tam gdzie jeszcze. Wszystko. wiadomo. Na Budy. . byle nie to. Opatrunków za bardzo delikatnie nie robię. koło nas sonder.masa.» I ojciec poszedł do komory. Ale raz zrobiłem opatrunek jakiejś flegmony. i co do Żydów. zaganiałem ludzi. a nie płaczemy”. kieszeń ropną.rzekł „tutejszy” fleger. Mojsze.Żydzi.dziękuję 8 . że nie wróci. Ot. Ukrywałem Toleczkę.Ja na tym bloku jestem od dawna i dużo pamiętam. Noga bolała jak sto choler. przyjaciele i handlarze.wykąp się w łaźni. oni jeszcze geszeft zrobią na tym swoim obozie! Oni i w krematorium. „Co u ciebie. zadowolone z życia. A zdjęcia wyciągnąłem potem z ubrania. że trzeba pracować! Co miałem robić? «Idź. On z Mławy i ja z Mławy.. Cóż mu mogłem dać? Miskę zupy i czasem kawałek chleba. który się do nas zawsze przysiada. ten od gryzioków. bo posłałem. pewność i zaufanie. A tu komandoführer krzyczy. wiecie. żeby nie stać. Cierpiał okropnie. i to dobry! .mówiłem mu . lignina. co to będzie i że on jest głodny. zwyczajnie .) . że teraz nie mam czasu. a ktoś mi od drzwi mówi: . Pogmera się w łapie czy na plecach. bo skarżył się.bo Żydzi jeżdżą jeszcze gorzej. wiecie. że mam fotografie?” Roześmieliśmy się. I nie masz czym się chwalić.mówię . Płakał i mówił o matce. a potem pogadamy. Ale odpoczynek jest. a rodzoną matkę sprzeda za miskę brukwi! Stoimy kiedyś z rana na arbeitskomando. . I powiedz. nosić telegraficzne słupy. jak to jest. A w poniedziałek poszedłem na komando.Gazowali dawniej . „Żeby ty się wściekł z takim dobrze.rzekł Witek . Zdania były podzielone i co do jazdy. kolegów i znajomych z jednego miasta! Już człowiek nawet twarzy nie pamięta. i w getcie. potem całego uda. Byłem wtedy flegerem w ambulansie. jak mogłem. Mojsze? Coś taki nieswój?” „Dostałem fotografię swojej rodziny”. Poszedłem go odwiedzić i zaniosłem mu zupy. siedem kilometrów od obozu. bo jakże? Przy mnie mój przyjaciel.

Mützen auf!57 Założyliśmy czapki. Powiesz?” „Powiem”. Ale jak się skończy wojna i ty przeżyjesz. tysiące ludzi zbitych. Powtórzyłem. „Pojedziesz do mojej matki i powiesz jej.Häftlinge..Poślednij. że idę do gazu. Mützen auf (niem. Mówił do mnie: „To nic. Żeby nie było granic. ponieważ on i tak nic z rozmowy nie rozumie.więźniowie. Wied’ eto poślednij boj .Rozejść się! Rozeszliśmy się. Zaniepokojony Kurt spytał. Poszczułem. czapki włożyć 9 . Szarego.Ja opowiem bardzo krótko. gdy ich wieszano. Cały obóz był zebrany na apelu. Każdy myślał o swoich rzeczach. który mógł jeszcze Toleczkę wyciągnąć z listy. Tak widać trzeba. Zapaliliśmy papierosy. „Zapamiętaj: moja matka mieszka w Dalniewostocznym Kraju. ludzie nie będą się zabijać. Był w gorączce. Milczeliśmy. żeby nikt mu nie dał. A adres matki Toleczki zapamiętałem dobrze: Dalniewostocznyj Kraj. nie będzie państw. Ani obozów. złapano tam dwóch uciekinierów.Kto się zachowuje jak świnia.„Rozumiem” . zwrócił się do więźniów i zakomenderował: . ulica Lwa Tołstowo dwadcat' piat'. przed wybiórkami. Witek mu streścił: .. że zginąłem.i pojedziesz do mojej matki. co się stało. Mützen ab!56 Zdjęliśmy czapki. Wtedy wystąpił lagerführer. bo jechał na wykończenie do Mauthausen. Postawiono szubienicę na placu. Szary w parę miesięcy później pojechał w transport.. nie będzie obozów. Ani wojny.. Na choince akurat zapalono światła.. akurat w Wigilię. zapisali.To ostatni bój (. Byłby to widok wstrętniejszy niż średniowieczne obrazy sądów 55 Wied' eto poslednij boj (.. Mógłbyś i ty co opowiedzieć. Jak byłem w Mauthausen. gorod Chabarowsk.rzekł z naciskiem. będzie jak świnia traktowany. powtórz”. Przyszedłem zaraz do niego.) ponimajesz (roś. abyśmy wszyscy zrozumieli: . VII Gdyby opadły ściany baraków. Po wojnie na pewno nie będzie granic.) rozumiesz 56 Häftlinge. czy przeżyję” . Häftlinge.Gadamy o obozie i czy świat będzie lepszy. Lagerführer rzekł na tradycyjną przemowę wigilijną: . Na odjezdnym prosił o papierosy.. „Przeżyjesz dorzucił z uporem . stłamszonych na pryczach zawisłoby w powietrzu.) . Może źle zrobiłem. ale raz go znaleźli.więźniowie. Toleczka.) . Mützen ab (niem.przerwałem mu.mogłem. Nie dali.odrzekłem. Milczeliśmy. ulica Lwa Tolstowo. Toleczka poszedł do gazu. . ponimajesz?55 . . gorod Chabarowsk. czapki zdjąć 57 Häftlinge. koło wielkiej choinki..” „Nie wiem. Strzelił mnie w pysk i wyrzucił z budy. Poszedłem do blokowego.) . Kurt popatrzył na nas z uśmiechem i rzekł powoli.

I jedzenia tyle. które na nią pozwala. ze skóry ludzkiej abażury. tyle mięsa.Spartakusa. depczemy ziemię. która tę krzywdę pomija. która była wielką zmową ludzi wolnych przeciw niewolnikom! Pamiętasz. Nie ma dobra. Co prawda marnotrawią przy spalaniu tyle tłuszczu.. wybiciem Kartaginy. układamy cegły. Nosimy wory z cementem. które musi zajmować. gdzie niewolnikowi wypalano znak własności na czole i krzyżowano za ucieczkę. ani koszula. rwali marmur na świątynie i kamienie na drogi imperialne. Oni robili historię i byle zbrodniarza . podstępem i łupiestwem. i jak lubiłem Platona. żeby bezproduktywnie nie zdechł. jak się da: wytatuowali na nim numer. a oni pisali dialogi i dramaty. czapkę. z kości ozdoby. Prawo rzymskie! I dziś jest prawo! Co będzie o nas wiedzieć świat. pamiętamy doskonale. reszta należy do obozu. Teraz dopiero poznałem cenę starożytności. Ta starożytność. jeśli zwyciężą Niemcy? Powstaną olbrzymie budowle. która była olbrzymim koncentracyjnym obozem. byle adwokata . że kłamał.wyrwą ci złote zęby. Kto wie. fabryki. tyle ciepła! Ale gdzie indziej robią z ludzi mydło. usprawiedliwiali ojczyznami swoje intrygi. Najbardziej wstrząsa człowiekiem widok drugiego człowieka śpiącego na swoim kawałku buksy. walczyli o granice i demokracje. Ale ani ten kawałek miejsca.. jeśli w nim leży krzywda człowieka. popiołem wysypią pola albo osuszą stawy.Cycera czy Demostenesa. ale leży ciężka. tory kolejowe. miejsca. może na eksport dla Murzynów. to myśmy wiosłowali na galerach i ciągnęli sochy. Nie ma piękna. żeby zaoszczędzić obroży. pod dachem i na deszczu. odbiorą ci wszystko: ubranie. zdradami. i tyle czasu w dzień. żeby człowiek mógł pracować. Zachorujesz. Zakładamy podwaliny jakiejś nowej. wały graniczne i budowle miasta! Ta starożytność. Cóż wie starożytność o nas? Zna przebiegłego niewolnika z Terencjusza i Plauta. już poprzednio zapisane w księgi obozu. Nie ma prawdy. których kiedyś podbiją? Pracujemy pod ziemią i na ziemi. chusteczkę do nosa. dali tyle snu w nocy. do państwa.Scypiona. Jak umrzesz . ani łopata nie jest twoja. Zachwycamy się wycięciem Etrusków. autostrady. aby zjadł. bo ma ciało. Spalą. przy łopacie. tyle kości. niebotyczne pomniki. krwawa praca człowieka. świątynie i greckie posągi! Ile krwi musiało spłynąć na rzymskie drogi. kilofie i łomie. lorze. przemycony szalik.ostatecznych. Pod każdą cegłą będą podłożone nasze 0 . Jaką potworną zbrodnią są piramidy egipskie. To myśmy budowali piramidy. grodzimy grunta. Jedno jest tylko miejsce do życia: kawałek pryczy. Oni byli estetyczni i dyskutowali na niby. Dziś wiem. Ciało wykorzystali. Bo w rzeczach ziemskich nie odbija się ideał. Myśmy byli brudni i umierali naprawdę. potwornej cywilizacji. zna trybunów ludowych Grakchów i imię jednego tylko niewolnika .

powiedziano. Tyle tylko. hale. przyjaciół. starców. to niemożliwe. ale sam Berlin. żelaza i drzewa. że słuchasz uważnie. tak samo zakłady rozbiórki szmelcu DAW. kominy. flegmonę i wszy. Zrobił na Oświęcimiu olbrzymi interes i spokojnie czeka końca wojny. Wygnaliśmy ludzi. na naszych barkach będą noszone podkłady kolejowe i płyty betonu. że masz dłonie nie do kilofa i ciało nie przyzwyczajone do świerzbu. Dziwne są dzieje tutejszej firmy Lenz. Panowie. Potem przyszliśmy my. aż tyle a tyle milionów! A jednak. Przywlekliśmy ze sobą świerzb. adwokaci. Lenz nie martwi się jednak: jak wszystkie firmy niemieckie powiększa kapitał zakładowy. Twarze rodziców. kształty przedmiotów. Stworzą piękno. I nikt o nas wiedzieć nie będzie. księża. krematoria. filozofowie. umiesiliśmy ją na błoto. chorych. Byli ludzie. drogi polne i grusze na miedzach. magazyny. ale twardej. Pracujemy w fabrykach i kopalniach. Firma ta wybudowała nam obóz. Obóz wypożyczał jej więźniów. którzy nie byli lepsi ani gorsi od innych. Wymordują nam rodziny. a SS dawało materiały. ale my nie możemy. nie towaru. z której ktoś ciągnie niesłychany zysk. Postawiliśmy baraki. rzekł Berlin. płoty. Trzy lata temu były tu wioski i osiedla. Wiąże nas nasza miłość i miłość bezgraniczna tych. Dokonujemy olbrzymiej pracy. cementu. Nie pieniędzy. wytwórcy części barakowych i ubrań pasiastych. i na tym stanęło. Tak samo właściciele kopalń w Mysłowicach. Tych. Tak samo firma Wagner i Continental od wodociągów. Trzydzieści procent. odrzekła firma. zaproponowała patriotyczna firma. Kiedy ludzie chorzy i ci po pracy idą spać. Jaworznie. że za głowę złapał się nie tylko Auschwitz. czym możemy się dzielić: przeżycie! I choćby nam zostawiono tylko ciała na szpitalnej pryczy. baraki. rozmawiam z Tobą z daleka. Janinie. Stworzą religię. co żyją dla nas i stanowią nasz świat. wiem. bunkry. To połowę. dostawcy cegły. firma Richter od studzien. I jest to najdroższe. co pozostali. Gliwicach. Ten z nas. Jesteś wprzęgnięta w mój los. które pozostały. będzie jeszcze przy nas nasza myśl i 1 . oto są rachunki. kamiennej pracy. musi kiedyś zażądać równoważnika tej pracy. Widzę w ciemności Twoją twarz i choć mówię z goryczą i nienawiścią obcą Tobie. zrównaliśmy ziemię. Przy rozliczeniu rachunek okazał się tak fantastycznie milionowy. potargował się jeszcze Berlin. No tak. Od tego czasu wszystkie rachunki firmy Lenz są odpowiednio obcinane. Wymordują dzieci.ręce. Były pola. Zakrzyczą nas poeci. Tak samo olbrzymia firma samochodowa Union. rozbiliśmy domy. który przeżyje. dobro i prawdę. Siemens od oświetleń i drutów elektrycznych. za dużo zarobiliście.

nasze uczucie. Więc przede wszystkim . a z nią dziecko. Elektryk jest łysy i nie ma zrozumienia dla naszej miłości. a on z nią pod pachę. fantastycznie stary numer. w Auschwitzu. Jakoż wieczorem idę do niego. 58 In corpore (łac. oburzył się: Taki nieporządek w nowej Europie. . który wygnano na dziesiątkę. z bogatych zbiorów obozowych dobrano starannie krawat do skarpetek i dano ślub.) ..Berlin kazał. woreczkami z cukrem. że godność człowieka naprawdę leży w jego myśli i w jego uczuciu. a Hiszpana w pasiaczkach na komando. dopasowano elegancki. wyciąga kartkę od Ciebie. I na pewno nie lubi bunkra. a Hiszpan wciąż w obozie.Kolego. przez samego kapę pralni wyprasowany garnitur. Jak to Hiszpan: miał jakąś Francuzkę. z Hiszpana na gwałt ściągnięto pasiaki. Chodzę do niego co rano z Kurtem (bo to jego znajomy) i oddajemy listy do Ciebie. H. Nazajutrz Francuzkę odesłano do Francji. wszyscy razem 2 . I sądzę. jak będę mógł. Ponieważ elektryk jest bardzo długi i byłoby mu w bunkrze niewygodnie. uciekł do Francji i przywieźli go do Oświęcimia. Za nimi orkiestra in corpore58 za orkiestrą zaś wściekły esman od kuchni: .długi elektryk. .. Następuje procedura odwrotna: elektryk sięga do buta. Po drugie zaś . Elektryk.. Francuzka w krzyk. natychmiast dać im ślub! Przywleczono Francuzkę z dzieckiem do obozu. że gracie w czasie pracy zamiast obierać kartofle! Mnie zupa stoi bez kartofli! Ja wszystkie śluby mam w. który mu przynoszę. obładowuje się kiełbasami. gdy chcę elektrykowi wręczyć papierosy: . Przede wszystkim . tysiąc z małym okładem. Bronił Hiszpan Madrytu.długi elektryk. że chce ślubu! Więc podanie do samego H. .ślub Hiszpana. Elektryk powiada. bielizną damską. Jak dziecko nieźle podrosło. jak jestem szczęśliwy. Elektryk się krzywi na każdy list. a gdzieś do buta wkłada kupę listów. to przyniosę. VIII Nie masz pojęcia. nie bierze się za listy! A odpowiedź. A zupa może być przecież bez kartofli.. oddaje mi i krzywi się niechętnie.Cicho. Nowożeńców tymczasem sfotografowano i odstąpiono im na noc poślubną apartamenta puffu.Ja wam meldung zrobię. Potem szli nowożeńcy do zdjęcia: ona z synkiem i bukietem hiacyntów na ręku. u nas.zaczęli go uspokajać inni dostojnicy.w komplecie.. klatki o wymiarach metr na półtora. Bo elektryk nie ma zrozumienia dla naszej miłości.

Więc przede wszystkim . Długo mnie szukały. w Auschwitzu. w Auschwitzu. lepiej. Najcudowniejszy jest saksofon: łka i płacze. że Słowacki nie znał go. I prędko wyszedł. że właśnie ci musieli zginąć! Wiesz. Żegnaliśmy je muzyką kameralną. Niedawno skończyły je flegerki z FKL. Zebraliśmy się na stryszku. i piliśmy wieczorną herbatę. „Lubimy cię i pamiętamy o tobie. Po trzecie zaś kończymy kursy. Po drugie .długi elektryk.dostałem wczoraj listy z domu.ślub Hiszpana. tylko Andrzej zginął i Wacek „nie żyje”. w Auschwitzu.Cały zaś obóz chodzi. przyszedł lagerarzt Rhode (ten „porządny”. i o ludziach. Od prawie dwu miesięcy nie miałem znaku życia z domu i niepokoiłem się strasznie.rodzi się mesjanizm wśród zniszczenia i śmierci. Potem Franz rozłożył swoją paczkę.myślałem . Więc jestem szczęśliwy. Po czwarte zaś . Wyobraź sobie .U nas. pracujemy i tworzymy. których on nie rozumiał. O zwycięstwie pierwszych i o klęsce drugich. Trochę zacinając się. bo stryszek zimny. kończymy kursy. jakby kija połknął. na pewno zostałby saksofonistą dla bogactwa jego wyrazu. w Auschwitzu. ale znalazły. U nas. ślub Hiszpana. O nadchodzącym braterstwie ludzi tworzących. pomyśl tylko! dwa listy: jeden od Staszka i jeden od brata. Franz. bo wszystko do kupy: długi elektryk. powiedział. saksofon i skrzypce. z Chicago i Kalkuty. że jest bardzo zadowolony i że teraz na pewno będzie u nas. co nie robi różnicy między Żydami a Aryjczykami). jak ostro stałem przeciw nim: ich imperialnej koncepcji budowania 3 . pisze. przyszedł. którzy niszczą. którzy pracują. „Oto . jak człowiek. że się bije za nas towarzysz z naszego pokolenia z Londynu i Uralska. o największej pasji tworzenia. dali mi na drogę trochę lekarstw i parę książek. Najpierw kobiety. z lądu i wyspy. to nawet śluby dają. i pamiętamy też o Tuśce. Jakże to fatalne. Żyjemy.myśli Anioła Ślązaka. bo tu wieści są fantastyczne o stosunkach w Warszawie. a ja mówiłem wiersze. Śpiewał Franz pieśni austriackie. popatrzył na nas i nasze opatrunki. O tym. zrobił mi ostateczny wykład o sensie wojny. Zasiadły wszystkie u okna dziesiątego bloku. Wtłamsiłem je do paczki pod jedzenie. pracują i tworzą. twojej narzeczonej. śmieje się i błyska! Szkoda. . mówił o ludziach.” Żyją. żegnają nas dziś przez cały dzień. Staszek pisze słowami bardzo prostymi. który w obcym języku pragnie oddać treść od serca. począłem pisać już rozpaczliwe listy i właśnie wczoraj. którą właśnie dostał z Wiednia. ten od Wiednia. zwykła droga ludzkiej myśli”. a z okien naszego grały im wyjątki z orkiestry: bęben. U nas. a teraz my. że ci dwaj najzdolniejsi z pokolenia.

A wiesz.wprost ze środka życia. Wiesz. gdy oddziela nas próg dwu światów. wrócimy do świata. i o tym. Odeszli tak niesłychanie żywi. Jesteśmy niewrażliwi jak drzewa. że czekają. I milczymy jak ścinane drzewa. Myślałem. iż wrócimy i będziemy zawsze razem. Wydano je . jak kamienie. . to ja itd. jak to było naprawdę? 4 . I pisze mi jeszcze brat o Twojej Matce. Pustka. Że tylko my zeszliśmy na dno. Odeszli tak bardzo należący do tego świata. pamiętasz. bo takie jest prawo ludzkie. nieobecność w niej człowieka. I dziś zarzucę im bezideowość poezji.pisze brat. przyjaciół z innej barykady. walki. którą dostałem od Ciebie w parę dni po przyjeździe do obozu. pustka coraz większa. że pustka wokół nas robi się coraz większa. o chłopcach z mego pokolenia. której tu nie spotkali! . Ale widzę ich twarze przez próg innego świata i myślę o nich... że myśli ona o nas i wierzy. czołem bijącej o mur Awangardy. i czuję.żarłocznego państwa. jak rąbane kamienie. ta. miłości. ich stylowi życia świadomego i nieświadomego zakłamania. I dziś. Ale stamtąd ludzie odchodzą . który nie zaznał tej okropnej atmosfery dławiącej nas.. tak ze środka dzieła. to pewne już z daleka zwycięstwo. ale o życie dla ludzi kochanych niech modlą się ci. że „jeszcze nie jest tak źle”.może jako pamiątkę po nas? Jestem wdzięczny przyjaźni ludzkiej. że zachowuje po nas . że na nas się skończy. też rozstrzelana. jak serdeczne listy pisuje Julek do mnie. Że gdyby nie Ty. że chowają wszystkie książki i wiersze. „Są to wiersze o twojej miłości” . I dziś zarzucę im ugięcie się wobec sugestywnych idei potężnego. że nie jest naszym złem. podziw dla zła. którego wadą jest to. Oby na drugim świecie znaleźli prawdę i miłość. który i my przekroczymy. ich filozofii mętnej jak sam mistrz Brzozowski. Jak wrócę. bo mnie „wtrąciłaś” do obozu. które pisane były tylko dla Ciebie i z którymi Cię aresztowano. że myślą o nas. ich teoriom sztuki narodowej. Żegnam ich. Myślę. ich praktyce poetyckiej. na moich półkach bibliotecznych zastanę nowy swój tomik. styl życia i oblicze poezji. Drugi list jest od brata... że to symbolicznie splata się miłość nasza i poezja i że te wiersze. I teraz pisze mi. którzy modlić się umieją. co mi pisałaś? Pisałaś. nieobecność w niej poety. podejmuję ten spór o sens świata. W pierwszej kartce. próg. które budowali. że jesteś chora i że jesteś zrozpaczona.. która tak pięknie mówiła wiersze o harmonii i gwiazdach.poezję i miłość i że nasze prawo do nich uznała. Odchodzą dalsi i bliżsi i już nie o sens walki. ich nieuczciwości w rozumowaniu społecznym. Ewa. Że jak wrócimy. zaborczego państwa.

że będę na obiedzie i że się bardzo śpieszę. O wierszach. powiedziałem. Lecz myślę często o przyszłości. a jego dusza i dusza kobiety musiały się rozwiać we wszechświecie. siedziałem znów przy telefonie. Ale może to sugestia. gdzie trzeba. którym będziemy żyć. że musisz zadzwonić. IX Wróciliśmy już. czy byłem na obiedzie. które będą u nas. a dziś z rana umyliśmy pospołu podłogę. muszę mieć nogi. Na schodach leżały niezwykłe ilości niedopałków i jeśli dobrze pamiętam. ale myślę o nich.lek przeciwbakteryjny 5 .to te kartki. Nie dzwoniłaś. który robił punkcję. bałem się. Dla odprężenia poszedłem piechotą przez Puławską. jak zwykle z teczką. że mogłoby być inaczej. Po południu był u mnie komplet .. nasmarowałem chorych na kręcę herbatą z mięty. Czytałem jakieś wycinki gazetowe i nowelę Maurois o człowieku.zdaje się.) . że może z sąsiedniego pokoju nie usłyszę. Nie pamiętam. Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem umówionym znakiem. I nigdy nie myślę.. Matka była zaniepokojona o Ciebie. Zjadłem śniadanie. o książkach. Potem wziąłem dwa ostatnie zastrzyki prontosilu59 i posyłam Tobie. bo przyrzekłaś. A o te nogi się staram. Wiedziałem. że zgasła karbidówka. Jeśli byłem. ale żeby doszły. z książkami. Pojechałem tramwajem do Marii. Nogi mają poza tym czarne okulary. zamknąć w nie duszę swoją i kochanej kobiety. że nigdy nie żałowałem. Mam nawet pomysł na nasz ekslibris. abyś wiedziała.Było tak. Z rana poszedłem do domu. że teraz to na pewno będę najlepszym flegerem wśród literatów. który ważył dusze po to. Wreszcie nasz fryzjer blokowy (z cywila restaurator spod Poczty w Krakowie) Heniek Liberfreund uznał. Wiem. O życiu. i zdaje się. wykręciłem psu ucho i poszedłem do Twojej Matki. Przypatrywałem się długo drzewom Łazienek. Od tego czasu minął rok. które będziemy czytać. ślady krwi. Nad ranem zasnąłem. Wreszcie znalazłem jedną parę w długich. Potem czekałem na Twój telefon. Ale piszę to po to. Poszedłem po staremu na swój blok. to wróciwszy. które napiszę. jeżeli. Będzie to róża rzucona na zamkniętą grubą księgę z wielkimi średniowiecznymi okuciami. bo je bardzo lubię. że to są głupstwa. iż jesteśmy razem. List do Ciebie . o przedmiotach. że czekałem na umówiony Twój telefon od Marii.jak zwykle w środę . aby nauczywszy się zamykać ludzkie dusze w naczynia wiecznotrwałe. Potem postałem z mądrą miną koło doktora. Poza tym cały dzień łażę za listem do Ciebie. czerwonych sznurowanych butach. że mówiłem coś o swojej pracy językowej. Ale zamknął tylko dusze dwu przygodnych cyrkowych błaznów. są 59 Prontosil (łac. Otworzyli mężczyźni z rewolwerami w ręku.

Spod bloków wyrwały się grupki ludzi. . Czuję się nawet w nastroju podróżnym. . dla przyjemności.. Zahaczyłem jednego z nich. . podwórza. to ty? Potrzebujesz czego? Jak masz jabłka. .) . przyjaciela z naszego byłego komanda. Abramek? Co słychać? . ale wszy ani jednej. Nie zmieniło się nic. Z lasu ciągnie raz zapach sosen. A mnie też. mają żonę na babskim i wiedzą. nalani tłuszczem. Nie zmieniło się nic. Będą się ludzie topić w błocie. wymiecione klepiska i zastarzały zapach ludzki. Chyba że pójdę pod opieką. wpadały w maszerujące szeregi i porywały upatrzone pakunki.Nie umarłeś jeszcze. Raz obiad na efekty. Wyciągnął serdecznie rękę. a raz esmani na zmianę warty. Ja zachorowałem i poszedłem na KB62..szpital. On miał więcej „szczęścia” i poszedł do sonder. I jeszcze rozglądam się po krajobrazie. Wreszcie sonder znikło w bramie swego.odrzekłem przyjaźnie. na organizację i w odwiedziny. Zawsze lepiej niż łopatą robić o misce zupy. a sam staram się przyjść do Ciebie.Nie. gdy na lager wróciło z kremo sonderkomando. Czeski my zagazowali.sanitariusz SS 61 Ordnung muss sein (niem. Raz jadą samochody z łachami. Okropne są bloki obozowe zimą! Brudne buksy. powiadają. Szli odymieni. gdzie należy. Radziłem im wysmarować się balsamem peruwiańskim na świerzb. Na porządku świat stoi. naszą trupiarnię i nasz SDG60 musi je własnoręcznie obejrzeć. Dlatego list zabiorą ot tak.A. Krzyki. czyli mniej poetycznie . uginając się pod ciężkimi tobołami. a raz muzułmani z Buny. Nie darmo odwszenia trwają przez całe noce. Moi przyjaciele radzą wziąć pled i . Same. a raz dymu. lecz tego szmuglują najwięcej. Krankenbau) . słusznie rozumują. jak jest ciężko. tylko błota dziwnie przybyło. Bloki nabite ludźmi. Im wolno wszystko przynosić prócz złota.podłożyć go. Te bowiem muszą przejść przez naszą szrajbsztubę. Wiosną pachnie.barczyste i chodzą co dzień na FKL po trupy dzieci płci męskiej. Zaraz jednak chyłkiem poczęli się wymykać Żydzi na handel. A osobiście? 60 SDG (z niem.porządek musi być 62 KB (z niem. odgrodzonego od reszty obozu murem. przekleństwa i razy kotłowały się w powietrzu.Nic ciekawego.To wiem i bez ciebie.Ordnung muss sein61. przy pierwszej wycieczce muszę wpaść. List tedy wysyłam natychmiast. jak się nadarzy okazja. Że wczoraj niedziela. rewir 6 . Przy moim szczęściu i obozowej zaradności. Wychodziliśmy już z bloków po skończonej kontroli. byliśmy na lagrze na kontroli wszy. Sanitatsdienstgrade) . Więc nogi chodzą na FKL i są wcale dla mnie życzliwe. jabłek nie mam dla ciebie .

chcesz wiedzieć . Jak by szło inaczej wytrzymać? I wsadziwszy ręce w kieszeń odszedł bez pożegnania. przytykamy głowy do kupy i podpalamy włosy. A wiesz jaki? Byłem bardzo uprzejmie ciekaw.osobiście”? Komin.. 63 Gemacht (niem.. blok i znowu komin? Albo ja mam tu kogo? A. .Osobiście? Jakie u mnie może być .zrobione 7 . jak cały świat. u nas. Potem pali się samo i jest gemacht63.Winszuję . Ale to jest nieprawda i groteska. jak umiemy. fleger.) . my musimy bawić się. Roześmiał się dziwnie i popatrzył mi w oczy: . że bierzemy cztery dzieciaki z włosami.osobiście: wykombinowali my nowy sposób palenia w kominie. . w Auschwitzu. jak cały obóz.Te.A taki. bez entuzjazmu.rzekłem sucho.

Tak się nie mówiło. wciąż zapełniona wagonami.i wystarczy. Wagony też odjechały. Pobiegłem za nią. Wybiłem ją na korner. którym szło się do białego domku. Pole leżało „dobrze” . Wróciłem z piłką i wybiłem ją w pole. Inni szli pod druty i rozmawiali przez całą szerokość rampy z FKL-em. Widać było doskonale bloki FKL-u. pierwszy raz w tym sezonie. Podlewało się to co dzień wodą przywożoną beczkami z obozowej umywalni. Na rampę zajechał właśnie pociąg. Potoczyła się w trawę. Mężczyźni zdjęli marynarki i świecili białymi koszulami. za nim rampa z szerokimi torami kolei. KTÓRZY SZLI Najpierw budowaliśmy na pustym polu. Raz stałem na bramce. Teraz kwiatki rosły same. boisko do piłki nożnej. ktoś po nim uganiał się za kimś i na pewno za piłką. Wróciłem z piłką i podałem na róg. Przeszła od nogi do nogi i wróciła łukiem pod bramkę. które z drugiej strony rampy odkrzykiwały im. Piłka poszła na aut i potoczyła się aż pod druty. jedne za rampą. Za krematoriami lasek. kobietami siedzącymi po ustępach i ślicznymi. spojrzałem na rampę.LUDZIE. mocno osadzone w ziemi. a myśmy grali w nożną. Stałem na bramce . Wreszcie się zatrzymał. Pochód szedł wolno. obok FKL-u. Siało się szpinak i sałatę. skończyliśmy boisko.z lewa cygański z jego wałęsającą się dzieciarnią. Właściwie nie żaden obóz kobiecy. Mówiło się FKL . Między jednym a drugim kornerem za moimi 8 . Zakładało się trawniczki z wycinanej koło boiska murawy. Z prawa od pola były krematoria. tuż przy drucie. spory tłumek flegerów i podleczonych chorych otoczył boisko. Widocznie kobiety były już ubrane w letnie stroje. Z daleka widać było tylko plamy sukienek. Była niedziela. Ludzie usiedli na trawie i patrzyli w naszą stronę. leżącym za barakami szpitala. letniego tłumu. chorzy sami leżeli w łóżkach. Podnosząc ją z ziemi. Pod drutami znów stali flegerzy i krzyczeli pozdrowienia dla dziewcząt. I podnosząc z ziemi znieruchomiałem: rampa była pusta. słoneczniki i czosnek. a za rampą obóz kobiecy. Solidne budynki. Z towarowych wagonów poczęli wysiadać ludzie i szli w kierunku lasku. Znów poszedłem po nią. drugie bliżej.tyłem do rampy. dołączali do niego ciągle nowi ludzie z wagonów. Nie pozostał na niej ani jeden człowiek z barwnego. Co dzień po rozdaniu wieczornych porcji na boisko przychodził kto chciał i kopał piłkę. Budowaliśmy boisko wiosną i jeszcze przed jego skończeniem poczęliśmy siać pod oknami kwiatki i wykładać tłuczoną cegłą czerwone szlaczki naokoło bloków. z tyłu drut. Kiedy podlewane kwiatki podrosły. wysztyftowanymi na ostatnią nitkę flegerkami.

Byłem zupełnie spokojny.tą i tamtą drogą. Dnie były pełne wielkich wydarzeń. ludzie szli . Kobiety te ostrzyżono do skóry. życie w obozie. Na odcinku C władowano do tych bloków po tysiąc i więcej młodych dziewcząt. pofarbowanych na olejno łachów. Potem ludzie poczęli iść dwiema drogami do lasu: drogą wprost z rampy i tą drugą. aż do zauny. Obok naszego obozu roboczego był nie zamieszkały i nie wykończony odcinek C. I nieśli tłumoki. która dla nich nie oznaczała tylko łaźni i odwszenia. pokropiliśmy podłogę. Wychodziłem nocą przed blok . Mieli zresztą jedną strzykawkę na cały blok. Miał się ruszyć front rosyjski i podejść aż pod Warszawę. zastrzyki i punkcje. Na wybrzeżu Francji lądowały wojska sprzymierzone. bez słowa. Lecz u nas w nocy i w dzień czekały na stacji szeregi pociągów załadowane ludźmi. lecz również życie. Z lasu podnosił się ogień i rozświetlał niebo. choć czułem każde jego drgnienie. Odmykano im wagony i ludzie poczynali iść . fryzjerni i nowych. bez ruchu. W ciepłe wieczory siadałem w drzwiach bloku i czytałem Monfrere Yves Pierre'a Loti . a wraz z ogniem podnosił się ludzki krzyk. aby nie było kurzu. otępiały. Kobiety. pootwieraliśmy na oścież drzwi i okna. Obie wiodły do krematorium. z drugiej strony naszego szpitala. Kiedy wstawałem z rana do mycia podłogi. W dzień doskonale było je widać przez 9 .tą i tamtą drogą. Nie panowałem już nad nim. W bloku było dużo słońca. a niektóre bloki nie miały prycz. Doktorzy robili opatrunki. Patrzyłem w głąb nocy.ludzie szli i szli. Przy pryczach trzypiętrowych końskie bloki obozu w Birkenau mogły pomieścić do pięciuset ludzi. Wewnątrz mnie całe ciało drgało i burzyło się bez mego udziału. ale życie. Niedługo potem poszedłem ze szpitala na obóz. wybranych z tych ludzi .plecami zagazowano trzy tysiące ludzi. ubrano w letnie sukieneczki bez rękawków. niż jadałem w domu . Birkenau leżało na mokradłach u podnóża gór.ponad trzydzieści tysięcy kobiet. Ale nie było papy na dachach. mężczyźni i dzieci.którzy szli. ale ciało buntowało się. Bielizny nie dostały. z obozu. Dwadzieścia osiem bloków . Ani łyżki. które były przywożone jeszcze z rana z głównej poczty. lepszego. Droga leżała w mroku. Po południu przynosiłem paczki z magazynu. Pisarz roznosił listy. lecz słyszałem wyraźnie oddalony gwar wielu tysięcy głosów .tą i tamtą drogą. Kiedy siadałem do obiadu.a ludzie szli i szli .ludzie szli . ani szmaty do ciała. Gotowe stały tylko baraki i ogrodzenia z na-elektryzowanego drutu. Zapewne. ale niektórzy mieli szczęście iść dalej.w ciemności świeciły lampy nad drutami. ani miski.tą i tamtą drogą.

Komando Wagner budowało na nim drogę z kamienia. Przez swoją egzotyczność . Potem wjeżdżaliśmy w głąb obozu między jakieś bloki i tam na placu rozpalaliśmy 0 . Tylko białe plamy i pastelowe postacie. ani wieku. że można je było ukraść. Z daleka kobiety nią miały ani twarzy. świeżo zakładanych na wszystkich odcinkach Birkenau. Ranki te orzeźwiały nas przed upalnym dniem. koce. koców i naczyń. Na bramie stały wachmanki. Nie czyniono tego z nakazu ani przez litość.perskiego. Jak która. W dnie pogodne kobiety wychodziły z bloków i kłębiły się na szerokiej drodze między blokami. ponieważ ranki były niezwykle zimne i nasiąknięte mgłą. Kapie. kobietami z bloku. Nazwaliśmy ten obóz Perskim Rynkiem. jak myśmy łatali dachy. Niejedna z nich miała swoich kochanków wśród murarzy i cieśli. Później szły same na kontrolę bloków. Tyle zresztą było pożytku z tych wszystkich kołder. naczynia blaszane i skrzętnie składali je do magazynu do dyspozycji szefa. którą ubijał wielki walec. ale kobiety. sobą. Zapłacić różnie: złotem. były zsiniałe od zimna i tuliły się do siebie jak stado kuropatw.przejrzyste powietrze. Barwne letnie suknie i kolorowe chusteczki zakrywające gołe głowy sprawiały z daleka wrażenie jaskrawego. Każdą rolkę papy. elektrycy zakładali światło. Tak samo. część z tych rzeczy natychmiast szła na obóz. żywnością. które o dwadzieścia metrów na prawo stały od piątej rano na apelu. Oddawały się im w nie wykończonych umywalniach albo w budach blokowych. Perski Rynek nie był obozem gotowym. gwarnego rynku. zarządzającego esmana. gdzie trzeba. pchając przed sobą wózek z papą i smołą. rozkradana przez pracujących tam ludzi. Wtedy poznałem oblicze tego dziwnego obozu. które objęły tu wszystkie funkcje. Blondyny rewidowały nas i wpuszczały do środka. Inni gmerali przy kanalizacji i umywalniach. stolarze robili budy i sprzęty do bud z zorganizowanego drzewa. ruchliwego. biodrzaste blondyny w wysokich butach z cholewami. komandoführerowi. Przychodziliśmy z rana pod jego bramę. Wszystkie dachy nad budami blokowych na całym Perskim Rynku zostały pokryte przeze mnie i moich towarzyszy. każdy kubeł smoły blokowe musiały zapłacić. Rano tonęły we mgle i zdawały się być oszronione. a murarze przynosili ukradzione żelazne piecyki i murowali. flegerkami z FKL-u. Nie robiliśmy tego również przez solidarność ze starymi numerami. prominentom z komanda. Jeszcze inni kładli podwaliny pod dobrobyt odcinka: zwozili kołdry. Kryliśmy bowiem zorganizowaną papą i lepiliśmy zorganizowaną smołą. Oczywiście.

. kiedy trupy kobiet leżały pod wszystkimi blokami i gniły nie wynoszone ze szpitalnych łóżek. zaplątane cherubinki na obrazie sądu ostatecznego. . zimno. patrząc nam niespokojnie w oczy. aby zapłacić za przywiezione koce albo sukieneczki z efektów. Były mężatki rozpaczliwie proszące nas o wiadomości o zaginionych mężach. Budę miała urządzoną też na różowo i różowe firaneczki w oknie wychodzącym na blok.Tak długo żyjecie w tym obozie i nie umarliście.. ani na naszego szefa.dobroć. który chodził z olbrzymim rewolwerem przytroczonym do letniego białego munduru. zebrane z całego obozu. jeżeli istnieje sprawiedliwy Bóg .Lecz przecież nie umarli? . który miał zepsute zęby. . a kał ludzki potwornymi stosami gromadził się w blokach.ale pamiętam Mirkę. Były wśród nich maleńkie dziewczynki z nie obciętymi włosami.ogień i gotowaliśmy smołę. tęgą.. Powietrze w budzie osiadało różowym refleksem na twarzy i dziewczyna wydawała się jakby osnuta delikatnym welonem. Te kobiety nie były jednakowe. Dziewczęta te miały za sobą po parę lat obozu.Im jest na pewno lepiej. . kawałek papieru. Kobiety natychmiast oblegały nas tłumem. Były młode dziewczęta patrzące ze zdumieniem na tłum kobiet koło nas i z pogardą na nas. i opakowane miękko rzucał przez druty. Na pewno macie wszystko. wywracaliśmy kieszenie na znak. łyżkę. znające język tych kobiet. Kochał się w niej Żyd z naszego komanda.czy tylko im jest lepiej? . że już nic nie mamy. Spędzał z nią długie godziny. Odchodziliśmy w milczeniu. Pamiętały początki FKLL-u. Żyd kupował dla niej świeże jajka. Blokowymi na Perskim Rynku były Słowaczki. brutalnych mężczyzn. . były matki szukające u nas śladu po swoich dzieciach.Nam jest tak źle. miały swoich kochanków i tak samo kradły margarynę i konserwy. 1 . Błagały o scyzoryk. chleb.odpowiadaliśmy poważnie. o dwadzieścia metrów na lewo stąd.pytały się kobiety.płakały . Dlaczego nie chcecie podzielić się z nami? Rozdawaliśmy im wszystkie drobiazgi. bez zwykłych kpin i szyderstwa. Pewnie. miłą dziewczynę w kolorze różowym. jak wydawało się nam z perspektywy drugiego odcinka. śpiesząc się do swojej pracy... ołówek. jesteśmy głodne . ale. Zdejmowaliśmy koszule dla nich. sznurówkę. chusteczkę do nosa. nie zważając ani na kontrolę esmanek. na szorstkich.Wy przecież jesteście mężczyznami i możecie wszystko .mówiły. Mimo zewnętrznej szorstkości zachowały kobiecą miękkość i . W końcu zaczęliśmy przychodzić z pustymi kieszeniami i nie dawaliśmy nic.

Pamiętam również drugą blokową. rude dziewczynisko o szerokich stopach i czerwonych dłoniach. o ile nie ma jakichś wyższych norm sprawiedliwości niż ludzka. Wzruszyłem ramionami i wyszedłem z bloku. .Raz wierzyłem w więzieniu. która szła na zmianę.Niech pan zejdzie! Może i pan coś pomoże! Zsunęliśmy się z dachu po drzwiach bloku. Usiadłem koło gotującego się kotła i mieszając smołę.Jakie ładne dziecko . co ja mam robić? Dlaczego ono tak nagle zachorowało? Dziecko spało bardzo niespokojnie. Z daleka widać było wagony idące wzdłuż rampy. żeby nie poszło do gazu. Wprowadziła między prycze i wskazując na barłóg pełen kolorowych kołder i na dziecko leżące pośrodku rzekła z afektacją: . którzy będą szli. Drogą między odcinkami wracała do wagonów jedna grupa Kanady i minęła drugą. kiedy byłem bliski śmierci w obozie. Esmanka może je znaleźć.Ładne! . a raz. to będzie karany. . że ładne! Ale ono może umrzeć! Muszę je ukrywać. myślałem długo. przecież ono niedługo umrze! Powiedzcie. że chciałbym mieć takie dziecko o rumianych we śnie policzkach i rozrzuconych włosach.że człowiek ucieka od nich.Patrzcie. W pewnej chwili złapałem się na myśli. . Któregoś dnia Mirka podbiegła pod dach. ale nic od nich nie zabiorę. tylko parę kocy rozłożonych na łóżku i parę zawieszonych na sznurkach zamiast ściany. .Chyba tak. Pomóżcie mi! Żyd położył jej rękę na ramieniu.odpowiedziałam powściągliwie.Szefa zwaliśmy słusznie Filipkiem. gdzie go nie posiali. . prawda? . Było jak róża w złotym otoku: rozpalone policzki i złota aureola włosów.A jeśli człowiek zrobi źle. wysokie. Nic im nie mogę dać. wskazując kobiety leżące głowa przy głowie na pryczach .Wierzysz w życie pozagrobowe? .szepnąłem cicho. Chwyciła nas za ręce i pociągnęła do siebie.pan wie. Przywoziły nowych ludzi. Kiwnęła ręką na Żyda i krzyknęła do mnie: .ujawnienie sprężyn. . na którym kładliśmy papę. Z lasu podnosił się dym.Niech nie myślą .Czasami .krzyknęła Mirka .mówiła. Roześmiałem się z niedorzecznej myśli i poszedłem na dach przybijać papę. Otrząsnęła się gwałtownie i zaczęła łkać. Nie miała u siebie budy. Rozumiesz . . bo wyrastał. nieważność winy wobec istotnego 2 .spytała mnie podczas jakiejś żartobliwej rozmowy. pobudki wewnętrzne.

żeby nie dać swojej kochance! . to wcale nie z cegielni. Tancerki i kazała tańczyć. żeby winowajcy też ucierpieli niesprawiedliwie. Wiadomo.krzyknęła.krzyknęła. . bo mi was żal. Najpierw bili i zabijali na komandach nagminnie. zeskoczyła z pieca i wyszła z bloku.syknęła i wskoczyła na piec. .Ja już nie mogę dłużej! Przecież to wstrętne . W nieruchomych twarzach świeciły się wielkie oczy. aby nie myślały. . niech się nie zgłasza do lekarza.rzekła z ironią i weszła w głąb bloku. kiedy same pchają się do gazu! Jakaś dziewczyna śpiewała na piecu modny przebój. kobiety z buks zaczęły klaskać.Nie szukam nagrody. Kobiety leżały piętrami na buksach. która chora. jeśli zachorujecie! Wasze dzieci. Deklamatorki i kazała mówić wiersze. głowa przy głowie. Chcą. bo i z wami zrobią to samo. . . gazem! Jak miliony innych. gdzie są wasi rodzice i wasze dzieci. potem sporadycznie. żeby do nich napisać.Myślę. że ludziom. To odczują jako sprawiedliwość.nie trzeba karać? . którzy cierpią niesprawiedliwie. niech siedzi w bloku! Myślisz. która ciężarna. błagam.Ale tak po ludzku.I myślisz. . Wyciągała z buks śpiewaczki i kazała śpiewać. Teraz wam powiem. Gdy skończyła. . . Ale jak im pomóc.Ciągle. W obozie zaczynał się już głód. . ja kryję dachy i chcę przeżyć obóz. Proszą.Ciebie! Ty przyjdziesz i pójdziesz. który widzicie nad dachami.sensu świata. że Oświęcim i Birkenau szły od złego do dobrego.Złaź! krzyknęła do dziewczyny.kiwnęła głową w nieokreślonym kierunku . ojcowie. Dziewczyna uśmiechała się i kłaniała. choć nikt nie wymówił słowa.A ty byś robił dobrze. jak wam mówią. gdzie są ich matki. Czy zbrodnia popełniona na płaszczyźnie może być karana w przestrzeni? .Pytałyście mnie.Cicho! . . jakbyś mógł? . Ruda blokowa chwyciła się za głowę. że wierzą? Przecież człowiek chce tylko ich dobra. Ruda blokowa łaziła między buksami i zagadywała kobiety. Na bloku zrobiło się cicho. Ten dym. Nie mówiłam wam. a ja? Proszę ich.Powinna być ukarana. mężowie i rodzice nie są wcale w innym obozie.rzekła spokojnie do wystraszonej śpiewaczki. Blokowa podniosła rękę. żebyście wiedziały. nie wystarczy sama sprawiedliwość. normalnie! . Zapchali ich do piwnicy i udusili gazem! Rozumiecie. Najpierw ludzie spali na podłodze bokiem i 3 .Tyś jest mądry chłop! Ale zupy tobyś sprawiedliwie rozdać nie umiał. jak moich rodziców! Oni palą się na stosach i w krematoriach. Trudno. . To z waszych dzieci! A teraz śpiewaj dalej .Mnie też proszą. to jasne. że ich . ciągle pytają mnie.

była prawie dziewiąta.ile chcesz. Rozglądała się bo buksach. brzuchate i wrzucały do środka „oka”. Rozłożyste blondyny. Tworzyły zamknięte koło. Śmierdziały potem i krwią kobiecą. robiło się. i nawet pojedynczo na łóżkach. potem tylko do drugiego gongu. tym lepiej jest w obozie.. „Oko” . Im gorzej Niemcom na froncie.też na tę drogę. U blokowych piło się herbatę albo szło się przespać na godzinkę do budy na gościnnie użyczonym łóżku. której u nas na blokach nikt nie jadł. Siedzi się tu całymi godzinami i prowadzi się długie dialogi miłosne z Katią. aby dzień zeszedł.. że mogłoby być po dawnemu. Napełnione kobietami „oko” posuwało się jak makabryczny taniec pod bramę obozu i wsiąkało w „oko” ogólne. Kobiety pożądliwie chłeptały zupę. Plątały się koło nich kobiety. Człowiek już tyle widział w obozie. kto chce iść do lekarza? która jest ciężarna? dostaną mleko i biały chleb w szpitalu. Wpierw ludzie stali po dwa dni na apelu. później pozwolono na pięćset gramm.dodatek za pracę. Oglądaliśmy znowu Oświęcim z czterdziestego roku. nie przysługiwała im culaga ..tłok i wrzask. i był dumny. Przynieś byle jaką szmatę. później pozwolono nawet na ubrania cywilne na terenie Birkenau. O trzeciej po południu zaczynały apel wieczorny i dostawały kolację: chleb i dodatki do chleba. Pytała. Nikt się nie krępuje i nikomu sytuacja nie przeszkadza. Wychodziły kobiety z buks i ogarnięte „okiem” szły pod bramę . Po stronie kobiet . Jak obóz obozem. Nie wolno było mieć kieszeni. 4 . sześćset. Wolny czas. bo materiału było mało. spędzaliśmy na Perskim Rynku u blokowych. Na Perskim Rynku czas cofnął się wstecz. Tyle że przedzielony deską.. tysiąc wybranych kobiet.obracali się na komendę. potem na pryczach. Zanim je policzono. Pod blokami rozmawiało się z cieślami i murarzami. Pięćset. W pierwszych latach nie wolno było przysyłać paczek. nie było takiej kanady na baby! Ustęp jest wspólny dla mężczyzn i kobiet.. to możesz z nimi zrobić. Od godziny piątej rano stały na apelu. że przeżył. Czasem wypędzano je z bloków w dzień na apel nadprogramowy. A że im będzie coraz gorzej. W obozie było „coraz lepiej”. Ustawiały się ciasno piątkami i jedna za drugą wchodziły do bloku. brzydsze. Po trzech czy czterech latach nikt nie wierzył. wyciągały z szeregów chudsze. Czasami wchodziła esmanka na blok. kobieta patrząca na kobiety. Szły wszystkie .były to sztubowe trzymające się za ręce. już w sweterkach i pończoszkach. jak kto chciał. do godziny dziewiątej. małą zgrabniutką sprzątaczką z ustępu. wreszcie . co chcesz.tą drogą. pod blokami albo w ustępie. Ponieważ nie pracowały. esmanki w butach z cholewami.. Wtedy dostawały zimną kawę. u nas cisza i miły chłodek od betonowych urządzeń.

Szli powoli.To weź inaczej: z Koszyc i Munkacza prawie sześćset tysięcy. wszystkich przywieźli. Koło miliona! . Potem przyszły deszcze i wiał ostry wiatr. Szli za drutami. zwracając ku nam milczące twarze. Jeden przynosił wiadro z wodą. Często staliśmy rano. Potem chodziliśmy na efekty smarować na nowo zaciekające dachy. . do picia tym.Nie zabraknie.Tak minął czerwiec. Skarby zabrane tym ludziom. Potem wróciła pogoda. zwykłe okruchy. Orkiestra pod bramą grała fokstroty i tanga. Kobiety. Wyraża je tak samo jak drobne. inny worek suszonych wiśni czy śliw. biegnie za nią. który biegnie do rowu i gwałtownie ściągając spodnie kuca w nim. ale chyba to się niedługo skończy? Przecież ich wszystkich wy tłuką.. którzy markowali robotę. gestami pokazując. którzy szli. nie przykryte ani od słońca. Na rampę nieprzerwanie podjeżdżały wagony i . inny cukier. licz po dwadzieścia tysięcy dziennie. leżały na wierzchu. Obóz patrzył na idących. cztery kominy i parę dołów. i poklepują po ramieniu jakiegoś staruszka. że możemy wziąć.. Używa wtedy tych samych prostych słów. Przez dnie i noce ludzie szli . Człowiek wzrusza ramionami i patrzy na drogę. Patrzyli na nas z litością i rzucali nam chleb przez druty. Zresztą. Pokazują. . bo drogi były przez nich zatarasowane.Ja. starcy. dobrotliwymi uśmiechami zachęcając do marszu. Piętrzyły się tam góry łachów i nie wypaproszonych tłumoków. Za gromadą ludzi powolutku idą esmani. Człowiek uśmiecha się ubawiony. dzieci. Ranki wstawały przenikliwie zimne. co tu gadać. że to już niedaleko. ani od deszczu. Esman pokazuje mu oddalającą się gromadę.Nie wszystko ci jedno? . Staruszek kiwa głową. widząc innego człowieka. cholera ich wie. Od świtu do późnej nocy stał cały Perski Rynek na apelu. podciąga spodnie i śmiesznie podrygując. któremu tak spieszno do komory gazowej. Gotowaliśmy kompot i nieśliśmy na dach. Rozpalaliśmy ogień pod smołą i szliśmy na organizację. Człowiek posiada małą skalę reagowania na wielkie uczucia i gwałtowne namiętności. Inni smażyli boczek z cebulą i zagryzali 5 .ludzie szli dalej.tą i tamtą drogą. .Iluż ich już przeszło? Od połowy maja prawie dwa miesiące. Dnie były pogodne i smoła topiła się na dachach. Kobiety zdejmowały z rąk zegarki i ciskały nam pod nogi. nie mogąc wyjść do pracy.Nie co dzień gazowali tyle. a z Budapesztu? Ze trzysta tysięcy będzie? . luźnymi gromadami i trzymali się za ręce.

Ujął ja za rękę i powiódł. Tłum wchodził do środka. Nie patrz tylko. Kradliśmy wszystko. Noce zapadały po dniach. światło i wstawiano szyby.Bądź odważna . co było pod ręką. Po paru minutach. Ci z obozu czuli z początku pewną pustkę. albo spychał żywcem do płonącego rowu. chodź. Perski Rynek. Nie opłacało się ich gazować. Rozebrano je obie w komorze. usłyszał jej okropny. Ludzie wysiadali z wagonów i szli . W tej chwili oberscharführer strzelił.odrzekł człowiek.) . organizowali dla przyjaciół i kochanek. Potem przyzwyczaili się. szczelnie dokręcając śruby. nie wstydzę się ciebie! Powiedz! .nowy obóz. a potem esmani zamykali szybko okna. Trzask i woń palącego się tłuszczu i ciepło bijące z dołu przeraziły ją. obóz cygański. matka poszła przodem.Powiedz. którzy szli. Z końcem lata przestały przychodzić pociągi.Pamiętaj. nie wyswobadzając ręki. FKL.od nowa każdego dnia. Był tak samo nie zagospodarowany i tak samo instalowano tam budy dla blokowych. Rozbierano do naga i albo oberscharführer64 Moll strzelał z floweru. i w podziwie podrapał się po głowie. Coraz mniej ludzi szło do krematorium.chlebem z kukurydzy. Meksyk. Z dachów doskonale widać było palące się stosy i pracujące krematoria. rozbierał się.Ja jestem odważna! Widzisz. . Będę cię prowadził.stopień w SS odpowiadający starszemu sierżantowi w wojsku 6 . drugą ręką zasłaniając jej oczy. I tak od rana do wieczora . Zresztą nadeszły inne 64 Oberscharführer (niem. otwarto naprzeciwko Perskiego Rynku . Kiedyś samochodem przyjechała młoda kobieta. Zaczerwieniwszy się. bądź odważna.tą i tamtą drogą. uderzony cudowną pięknością jej ciała. Kobieta na ten ludzki. intrygowali między innymi ludźmi. i nieśliśmy na obóz. otwierali okna i drzwi z boku i wywietrzali. Ale on delikatnie pochylił jej głowę. Przychodziło Sonderkommando i wywlekało trupy na stos. prostaczy gest odprężyła się. Dnie były podobne do dni. co oni ze mną zrobią? . deszcze przychodziły po suszy. chwyciła go za rękę: . Czasami po zagazowaniu takiego transportu przyjeżdżały spóźnione auta z chorymi i pielęgniarkami. która nie chciała odejść od matki. prawie nie celując. które nie wystarczały nawet na porządne zasmarowanie kawałka papy. Człowiek pchnął kobietę do płonącego rowu i gdy padała. Szarpnęła się. odsłaniając kark. zatrzymał się. urywany krzyk. Człowiek. który miał prowadzić córkę. Ci w obozie mieli swoje troski: czekali na paczki i listy z domu. Kiedy napełnił się kobietami wybranymi z ludzi.

7 . rudą dziewczynę na tle ciemnego wnętrza bloku. powstająca i płonąca Warszawa. w nieznane.Dostałeś dzisiaj paczkę? Może sprzedasz jajka dla Mirki? Zapłacę markami. bunt w krematoriach i ucieczka Sonderkommanda. Pamięć ludzka przechowuje tylko obrazy. jak przychodzi co wieczór pod moją buksę i podnosząc głowę. zakończona wystrzelaniem uciekinierów. widzę nie kończący się barwny tłum ludzi uroczyście zdążający .ważne wydarzenia: ofensywa rosyjska. bez miski. na nową chorobę i śmierć. I dziś. transporty z obozu odchodzące co dzień na zachód. bez szmaty do ciała. kiedy myślę o ostatnim lecie Oświęcimia. która krzyczy do mnie niecierpliwie: . kobietę stojącą z pochyloną głową nad płonącym rowem.tą i tamtą drogą.Czy człowiek będzie karany? Ale tak po ludzku. pyta się nieodmiennie: . Ona tak lubi jajka. Potem rzucano człowieka z obozu do obozu. normalnie! I jeszcze widzę przed sobą Żyda z zepsutymi zębami. bez łyżki.

Kobieta zmienną jest. .. gdybym nie wiedziała. człowieku. nie hałasuj! Może byś jednak naprawdę coś zjadł? Właśnie idę do dworu. Kołysze się lekko po ziemi jeszcze wilgotnej. to ci przyniosę. . esman od tyłu. Przepraszam. . że rozumiem. Klucz jest chłodny i dobrze leży w dłoni.) .Ależ naturalnie. Metaliczny. i opalają niezmiernie chude barki i ramiona.I z rozmachem walnąłem kluczem w szyny. Pamiętasz.Ależ. praca 66 La donna e mobile (wł. pieśń z opery Giuseppe Verdiego Rigoletto 8 . Oparci na łopatach stoją koło mnie Grecy. machnęła lekceważąco: .Dzień dobry. Arbeit65. Ale ci ludzie z Salonik i winnych stoków Macedonii boją się cienia.) . Będzie upał. a czuby ich rozpływają się w kolorycie nieba. że nie wstaję z szyn. .Ależ pilnie pracujesz dzisiaj. Tadku! Dzień dobry! Nie jesteś głodny? . Lecz cień kasztanów jest zielony i miękki. Arbeit (niem.Jadłem! Ależ.. . A poza tym walę mocno w szyny. jak jadłeś kartofle w łupinach. Myślę. jak byłem 65 Bewegung. Nakryty cieniem siedzę w piasku i wielkim francuskim kluczem dokręcam złączenia wąskotorowej kolejki. ale ziemia już paruje w słońcu. .. pokryte świerzbem i wrzodami. Pani Haneczka uśmiecha się. pani Haneczko! Absolutnie nie. pani Haneczko. to tylko nasz szef.W takim małym? Strasznie dzielna z pani kobieta.. surowy dźwięk rozchodzi się po całych Harmenzach i powraca z daleka niepodobnym echem. które dla ciebie kradłam od kur? . Pani Haneczka sypnęła parę garści zboża z sita zbiegającym się ku niej kurczakom.Ach.ruch. ja się nimi zażerałem! Uwaga. ale pani rozumie: wojna. Stoją więc w słońcu. że dosyć mnie pani dokarmiała. ale obejrzawszy się. Co chwila biję nim o szyny. Drzewa tworzą wzdłuż drogi wysoki szpaler. bo nasz nowy kapo. Nie poznałabym cię. Odurzająca woń bagna ciągnie od stawów. bo świeżo skopanej. zdjąwszy koszule.DZIEŃ NA HARMENZACH I Cień kasztanów jest zielony i miękki. Bewegung. że to ty. i wznosi się nad głową seledynową kopułą pachnącą poranną rosą. wybijając na jej cześć melodię: La donna e mobile”66.Pani Haneczko. najczulej dziękuję. Mam go w tym palcu. Trawa zielona jak plusz srebrzy się jeszcze rosą.

zawsze rozwiążą... ukradli jak zwykle? .Warszawa” i. Pani Haneczka wzbudziła pewną sensację wśród Greków. nie spostrzegłszy. no. Spojrzałem na pole ku rozrzuconym grupom pracujących ludzi. . jak umiałem. W ostatniej.. patrz. to spałem spokojnie.Ale biedny będzie złodziej .Dziękuję! I począłem znów dzwonić kluczami o szyny i dokręcać zluzowane śruby. . Milcząc. jak go złapię.rozumiesz 9 .rzekła kładąc pod drzewem małe zawiniątko. pokrzykiwał coś. czego z odległości nie było słychać. że mówię w przestrzeń.. Ach.Pani Haneczka gut.rzuciła z lekką ironią. ale uczciwy . Pani Haneczka roześmiała się na głos. byłabym zapomniała. pod kasztanami. .. odwracając na moment głowę: . . Parę dni temu zorganizowali mi butelkę miodu. bo pani Haneczka odeszła już i tylko z daleka rzuciła mi.. extra prima. compris67. camerade filos.Ależ gdzie madonna! ..) . Odwinęła papier.A tu..Ale a propos niezaradności: miałem dla pani dwa piękne mydła z najśliczniejszą. . aż koło kartofli. tłukąc przez pomyłkę kluczem w palec . to słonina . Podszedłem i przyjrzałem się dokładniej: na obu wielkich jak od Schichta kawałkach wytłoczona była kolumna i napis „Warszawa”.i. jakie ładne mydła.Obiad jak zwykle. oddałem jej zawiniątko. nazwą .odparowałem.Wyobrażam sobie. ładne mydło.biedny. dostałam dziś od Iwana dwa ładne kawałki..rzekłem.. oddaj ten pakuneczek dla Iwana. gdyż przynosi im czasem kartofle. Teraz. .. dziwnie znajomy. To twoja madonna? . Jak nie miałem nic.obruszam się. . jaka może być. a teraz znów to mydło.Rzeczywiście. . i wymachiwał wielkim odartym z kory kijem.. Ale biedny będzie złodziej. .. Greco bandito? 67 Compris (franc. żebym nie wiedzieć jak owiązał paczki sznurkami i drutem.I ukradli jak zwykle. a co najmniej niezaradny . . Aleś dziecko! Co do mydła masz się wcale nie martwić. dostrzegłem Iwana: jak pies owczarek naokoło trzody czujnie obchodził swoją grupę ludzi.to znajoma.

laborando. Kościste ramiona przeciągają się.. mam co jeść. ciągnął: . Ręce Bekera kurczowo ujęły trzon łopaty.Za cóż to? . tragarz z Salonik. A może to nieprawda. jakby oddzielone osobno. szyję.Przecież i ty byłeś głodny. Idę gdzie indziej.No to co. .A drugiego syna powiesiłem w Poznaniu. .. puść tę łopatę. Pod oparszywiałą świerzbem i wrzodami skórą grają dziwnie wyraźnie. Niech wam przyniesie. starszy. patatas? . że jest na kwarantannie twój syn.Greco niks bandito. wiecznie.Wieszałem złodziejów.Bydlę! .Jak długo siedzisz w obozie? 0 .Beker. głowę. . compris.my jesteśmy głodni. niks gut .Jak jesteście głodni. był już spokojny i opanowany. że to syn kazał ciebie zabić za tamtych z Poznania? . ale czającej się gorączki w oczach nie może zgasić. ale nie za ręce. . Ale Beker.rzekł wysuwając się zza innych stary.Ty.Za Poznań. . uśmiech łagodzi napięte rysy twarzy. nie patrz tak bojowo. gruby Żyd.Ty niks gut. mięśnie. a wzrok jego począł uważnie obejmować mój tułów. .rzekł głucho.Nie jestem głodny. więc umiesz nas zrozumieć.A właśnie. laborancie. że byłeś lageraltesterem w żydowskim lagrze pod Poznaniem? . Oparł łopatę o ziemię i stanąwszy nade mną. Słowo kubeł przeciągnął długo i marząco. . że źle zrobiłeś . bo nudno z wami. że byłem? .kręcił głową stary Grek.wybuchnąłem. . Popatrzył na mnie z góry. Tadeusz. Może to nieprawda.A zabijałeś ludzi? A wieszałeś ich na słupku za głupią ukradzioną kostkę margaryny albo za bochenek chleba? . siwawy Żyd. Ale żebyś wiedział: będziesz zdychał. wiecznie. prawie z pogardą. Greco gut człowiek. mówią. tylko za szyję. Nic by ciebie nie kosztowało. rozumiesz? A wiesz za co? . odczep ode mnie ze swoją filozofią i zajmij się lepiej ziemią i łopatą. Ale dlaczego ty nic od niej jeść? Kartofel. . to ją poproście.. wiecznie głodni. skłonny nieco do melancholii.Ty się. bo ukradł chleb. A teraz pracujcie. Beker. który zna dwanaście języków z południa . to cię jeszcze dobiję.Prawda . żeby tak przyniosła z kubeł kartofli.

co za masło kupowali wódkę. o pół kilometra od nas. . zwane „krematoryjnym”. laborando. presto68 .To co innego. Tuż obok drogi. ciągnął: . .. że razem ze swoimi wrzodami pójdziesz do komina. Tu doprowadziłem je 68 Presto (wł. . z których nagle uciekła wszelka treść. Boisz się.. łopaty opadły i znieruchomiały. A myśmy brukiew. . Grecy zapadli w zwykłe odrętwienie. a za chleb papierosy? Mój syn kradł. Tadeusz. A dalej wieś.tam . przyglądając się uważnie.wrzasnąłem nagle. Ja byłem lageraltesterem.Nasz lager .A ty.. uderzył o szyny francuski klucz.Wybiórka? Skąd wiesz. .Wiesz.Która godzina? . . Puste oczy człowieka. II Szyny mojej kolejki ciągną się wzdłuż i wszerz po całym polu.rzekł niespodziewanie . wzniosły się ciężko trzymane w pogotowiu łopaty. Esman zniknął za drzewami. Mam nadzieję. czy nie idzie kapo. Rozumiesz? .Zależy.szybko 1 .Uważaj! Laborando... miałem nie zabijać kucharzy.A gdy milczałem i tylko od czasu do czasu stukałem kluczem o szyny i machinalnie oglądałem się na lewo i na prawo.. że będzie. Natychmiast pochyliły się niżej karki. Ja już miałem taki głód.Uśmiecham się złośliwie. u nas ludzie żywcem chcieli się zjadać! I co.Cóżeś się tak wystraszył? Będzie. zza zakrętu drogi bowiem wynurzył się esman na rowerze i przejeżdżał obok nas. co to jest głód. Albo młode pary. to znam życie. i odchodzę.Głód jest wtedy prawdziwy. .. gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka jako na obiekt do zjedzenia. Do obiadu jeszcze daleko. bardzo cię lubię .O.. człowieku.. co? Nosił wilk.) . A wiesz. taka zwykła wieś. rad z pomysłu.Nie wiem. to go też zabiłem.. takie kobiety. patrzą nieruchomo przed siebie. a ty też tylko twoją porcję jadłeś? . jak nowemu człowiekowi.był mały. Ja jestem tragarz. Przyglądałem mu się ciekawie. Tam ludzie mieli wszystko. Na przykład w niedzielę do kościoła. powiem ci coś na odchodnym: dziś będzie na lagrze wybiórka. nucąc modne tango. co? .. Beker.ale ty głodu to tak naprawdę nie zaznałeś. parę miesięcy. . i tyle. Drogą chodzili ludzie ładnie ubrani.

grożąc w każdej chwili upadkiem. którą przenosi się raz tu. co? 2 . a drugi utopiłem w stawie. . prawda? A szyny? . gorąco dzisiaj? . jest olbrzymia żelazna płyta obrotowa. na zgięte karki.Do góry! . wyczołgał się z kręgu i podnosząc piaskiem i łzami uwalaną twarz znad ziemi. pochylił się i wczepił w nią palce. kolejarz. au.. która pójdzie na piasek. a płyta dźwignęła się do góry i chybocząc się ciężko. raz tam. gdzie ostatecznie kości te lądują.Poprowadzisz prosto do rowu.Doguri! . który będzie równomiernie rozprowadzony po polu. Zakotłowało się naokoło płyty.Wsadził rozharataną dłoń w usta. Gorąco dziś. przecierał ręką czerwoną.Ale tam jest wał ziemi po drodze. żeby dać suchy podkład zbyt bagnistej glebie. gdzie się krzyżują. obrzękłą twarz o żółtych plamach i wodził za nimi roztargnionym. Może się kogoś poniesie na lager. Potem zwrócił się do mnie: . pochyla się jak najniżej. Kapo. zawisła nad głowami ludzi i ruszyła.Gorąco. za ciężkie.Ty. ówdzie wyjechałem nimi na górę piasku. .zgodnym chórem powtarza tłum. . sam nie mogąc za bardzo ustać na nogach. .Doguri! Nagle na ten krąg wyprężonych grzbietów.Wy psy . Trzon łopaty bębnił. na pochylone aż ku ziemi głowy.. kolego. Skopany przez towarzyszy.Do roboty. zwisają luźne i bezwładne.Hoooch. Do południa musi być zrobione..jednym końcem do kupy spalonych kości przewożonych przez auta z kremo.rzucił odchodzącym kapo . zu schwer. obijał skórę na kościach i głucho stękał po brzuchu. Ale ręce.ja będę wam ale pomagał. Tłum półnagich ludzi otoczył ją. Do góry! . wypina zębate jak u ryb łuki kręgosłupów. . dla lepszego efektu podnosząc sugestywnie rękę jak dyrygent. na sflaczałe ręce posypał się grad uderzeń. ktoś przewalił się ciężko przez płytę.Zu schwer. przytknięte do płyt. tam znów położyłem je wzdłuż wału trawiastej ziemi. .. bezmyślnym spojrzeniem. Dysząc ciężko. jęknął: . A na wieczór zrobisz mi cztery pary noszy. Wstawaj! Ano jeszcze raz Hooch.To go przekop. .wrzasnąłem. ssał chciwie. tę płytę trzeba położyć przy trzecim inkubatorze. jakby tych ludzi widział po raz pierwszy. do góry! . Za ciężkie. Ludzie szarpnęli raz i drugi. Tory chodzą tak i siak. Okropny wrzask ludzki buchnął nagle i urwał się. wypręża mięśnie tułowia. a tam.

Niech kapo przyśle do mnie pipla. Bo tam zginęło drugie tyle Niemców. jak tak dalej pójdzie. co tam nowego słychać? Śmigam łopatą i przybijam ziemię na wierzchu. daj mi cytrynę. wszyscy Niemcy .Gleisbauer70. . Zmęczył się łażeniem wśród kopiących.Kolejarz. Ale wszyscy Niemcy będą kaput.) . Boże. Czy to prawda. Nie mam w kieszeni. spryskują się wodą. . Ukradkiem opatrują sobie rany.krematorium. Dobrze jest pracować.nie ma strachu 70 Gleisbauer (niem. Wszyscy: kobiety. . że dziś będzie w obozie wybiórka. zrywają bandaże. że tam mu nic nie dadzą . jeszcze dwie godziny do obiadu.To dobrze. Walczą o byt ciężko i bohatersko. Rozumiesz? . . że dobrze. aby nie czuć głodu. gorączkowe postacie łażą nieporadne. Greco gut. Kiwa kilkakrotnie głową i odchodzi. wybiórki nie będzie. żeby uniknąć bicia. podważa kilofem. .robotnik kolejowy 3 . Lekka.Rozumiesz.My wszyscy .Pewnie. pokrwawione. gołymi palcami dokręca się śruby. dalej z tą płytą! Do trzeciego domku! Kapo się patrzy! . nie? Jak myślisz? . jak się zjadło na śniadanie ćwierć boczku z chlebem i czosnkiem i zapiło się puszką skondensowanego mleka. Wojna fini. chodzą osowiali. że pójdziemy do krematorium? Już wszyscy wiedzą o wybiórce.Gorąco. kulejąc. Ruszają się.bije ludzi. . Ale to nieprawda. Innym jest wszystko jedno. Słońce wychodzi wysoko na niebo i grzeje coraz dokuczliwiej. Umie boleśnie smagać szpicrutą. Grudy wilgotnej ziemi poddają się łatwo i miękko wylatują w powietrze.Boże. Głodne. Przekopuję wał. poręczna łopata „sama” chodzi w dłoniach.mówię. Dalej. Ale.Dziesiąta . żeby były czyściejsze i mniejsze. kapo. mały. Straszliwym wysiłkiem dociąga się szyny.) . Ale wiem. keine Angst69.Która godzina. żrą trawę i lepką glinę. Kładziemy płytę. masują mięśnie.. nie podnosząc oczu od szyn. 69 Keine Angst (niem. W skąpym cieniu murowanego inkubatora kucnął kommandoführer. na wyżerkę.Pod Orłem padło trzysta tysięcy bolszewików. A bolszewicy będą za rok tutaj. jeszcze żywe trupy.krematorium. . dzieci.. wysuszony esmanek w rozchełstanej koszuli. Idzie na dwór. kolego? .. Wczoraj ciął mnie dwa razy przez plecy. żeby być świeższymi i raźniejszymi na wieczór. zgonione.

) .A to znasz? .Nie mogę. a wreszcie repertuar z lewej strony.Gorąco dzisiaj. potem Warszawiankę i Rotę...No..Czerwony sztandar. I ochrypłym głosem zaczął śpiewać Rotę Fahne72.Kommandoführer.. Mały czerwony trójkąt z cyferką „3277” przyszyty do piersi chwiał się dziwnie i rozrastał w oczach. Nieskazitelnie białe pasiaki odcinały się ostro od dalekiej zieleni drzew. Zamachnął się i cisnął zegarek o ścianę. już byś nie żył. z domu. Podniosłem głowę i zamarłem. z rozmaitych stron .To taki bardzo międzynarodowy slogan.uśmiecha się złośliwie i zadaje sakramentalne pytanie: ..Co gwiżdżesz? . Nagle urwał. Rozpościerała się nade mną olbrzymia. . trochę.. Kupiłem go za paczkę fig. bo to mój własny. Właśnie gwizdałem Międzynarodówkę.Nie możesz? To nie. . bo jest podobny do zegarka ojca.gdy nagle przesłonił mnie wysoki cień i ciężka dłoń spadła mi na kark. fragment Międzynarodówki 72 Rotę Fahne (niem.spytał kapo. stary srebrny grat ze śmiesznymi rzymskimi cyframi. . potem stare tango o Rebece.A znasz ten slogan? . . a trzon od łopaty niepokojąco chwiał się w powietrzu. Cherlak wstał spod muru i spokojnie wyjął mi go z ręki. .. Ale ten.Daleko do obiadu? Wyciągam zegarek. pół z pogardą. już zasypaliśmy jeden staw kościami ludzkimi. .spytał. Lubię go. Bardzo mi się podoba. a pół z politowaniem: . Po czym siada znów w cieniu i podkula nogi. Odrzucił trzon od łopaty. Cherlak pod murem śmieje się szeroko i dobrodusznie: .Bój to będzie ostatni. .Daj mi go.Żeby to prawdziwy SS słyszał.Tak myślisz? . co? Milcząc podnoszę zegarek i zaczynam gwizdać ze złości. . wtórując w myśli: Eto budiet poślednij i rieszitielnyj boj71 . obrzękła twarz. . Najpierw foks o wesołej Joannie.Jedenasta. podniósł kij i pokiwał głową.. panie kapo.dodałem przezornie. czerwona.. pieśń komunistyczna 4 .) .I wy to nazywacie katorgą! Trzeba było być jak ja na Kaukazie! . oczy zalśniły mu niespokojnie. a ile zasypano 71 Eto budiet poslednij i rieszitielnyj bój (ros.. patrząc mi prosto w oczy.

matowym kolorze. . gdzie rzędem poustawiane stoją kotły z zupą. jest . gospodarza w Harmenze. panie kommandoführerze. Każde komando ma swoje kotły poznaczone kredą.Bierz ludzi i idź po obiad. tylko przekręca łbem.gromko wołam na Greków. Rzucam łopatę i znikam za węgłem inkubatora. Zdążyliśmy na czas. a ile poszło do Wisły. Na schodach z ganeczkiem oplecionym ciemnozielonym bluszczem bawi się mała dziewczynka z wielkim mrukliwym psem.Zabierać! . nie wolno grandy robić. . to są świńskie psy.Pięć naszych. Dziewczynka jest w białej sukieneczce. Po wyjściu na drogę trzeba koniecznie przejść obok malutkiego domku o oknach z zielonymi okiennicami. Rzuciłem na nich nienawistne spojrzenie. Pies. i o białych. daje się ciągnąć za uszy. ma opalone. III Wychodzimy drogą prowadzącą przez Harmenze.stopień w SS odpowiadający plutonowemu w wojsku 5 . Z daleka słyszę jeszcze głos kapy. którzy gapią się na proceder pełni zrozumienia. o brązowym podgardlu. coś kotły zamienił! Czekaj. A ten dworek z różyczkami i firaneczkami to jego dom. Pies jest rasy doberman. Wysokie kasztany szumią. i kreślę nowe znaki kredą. Obchodzę ostrożnie z boku to świństwo i wyłazimy społem na drogę. a w skrzyneczkach rosną jakieś dziwne fioletowe kwiateczki. Trzeba samemu spróbować.Tak. Aha. którzy też 73 Unterscharführe (niem. świński psie . Przywiózł je samochód z obozu.i wstał spod muru. . brązowe ramiona. ale jakby suchszy. To żeby nie przywlec żadnej zarazy na Harmenze. ziemi zmieszanej z trocinami i polewanej odkażającą substancją.przedtem. Ma pan rację. Jest to cień południa. Zanim się wyjdzie na drogę. Jak wyschłe liście. a ta dziewczynka to córka unterscharführera73. Pod oknami pną się delikatne róże o bladym. . stój! . Obchodzę je dookoła. oganiając się od much. które w środku mają niezgrabnie wycięte serduszka.Te. nikt nam jeszcze nie ukradł. sięgając po upuszczoną szpicrutę.monologuję głośno i ciągnę kocioł sąsiedniego komanda. dobrze. a na jego miejsce podstawiam nasz. z drugiego komanda.Trzymaj pysk. trzeba przebyć parę metrów grząskiego.wołają tamci. o połowę mniejszy.) . tego ani pan. te dwa rzędy należą do kobiet. ochrypły i dychawiczy: . cień jest jeszcze zieleńszy. ani ja nie wiemy. lepkiego błota. tak. wpółzesuniętych firaneczkach. zabierać. . widocznie znudzony. Trzeba ich wszystkich wybić do nogi.

ten lepszy. Wielkim łukiem obchodzę teraz pole ku grupie Iwana. jutro oni. dziwnie wygiętą na grzbiet. zaufany Grek i pakował coś do jego torby. że zupa do samego dna jest taka sama: woda. stękając. ukraińskie napisy. Nie pracują rękoma. latają puste. że pod spodem leżą całe. kto pierwszy. tylko się spóźnili. lecz oczami. w nie dokończonym geście. woda. Zupa bulgocze w kotłach. ale Grecy. wolno odkręcam śruby. włókniste łodygi pokrzyw. woda. gdy Iwan zobaczywszy mnie rzucił na worek marynarkę. ktoś przegnie się. popychając i poganiając się wzajemnie. dźwignie łopatę i zastygnie na długo w półobrocie. Kilkanaście par oczu gaśnie w zniechęceniu: pokrzywa. biała ciecz chlupie w kotle.podnoszę. człowieku! Tamci biegną. gorącą maź. Rzadka. Ale wszyscy poznają po kolorze. Grecy co parę kroków stawiają kotły na ziemi. Ale wszystko jest w porządku: dziś ja. słyszę. Na moment świat ciemnieje w oczach dźwigających ludzi. Nasz patriotyzm komandowy nie wychodzi nigdy poza ramy sportu. gdzie panuje wilgotny cień świeżej ziemi. zamrze na chwilę w tym ruchu. wężyki. Za chwilę poruszy się ktoś inny. Włażę wprost na Iwana. ciężko wygramoli się dozorca.już idą po obiad. o zgniłym kolorze i ohydnym zapachu. Kładę pokrywę na kocioł. jak zwierzę zwane leniwcem. . Obok klęczał stary. który zdziera nawierzchnię łąki przy kartoflach. W milczeniu znosimy kotły na dół.. Przełażę za nimi ostatni. Zdążyłem jeszcze dostrzec białe. Siedzi w swej wnęce i kozikiem wyrzyna na korze grubego drąga ozdoby: kwadraty. Na powierzchni pływają żółte oka margaryny. członki poruszają się jak w kinie: śmiesznie. ciągnąc kotły po ziemi. wyprostuje się z wolna. Długi rząd ludzi w pasiakach stoi nieruchomo przy czarnym wale ziemi. klnąc po swojemu „putare” i „porka”.. przez nieskończenie długie pół sekundy trzymam dłoń na pokrywie i . pierzaste skrzydło i czerwoną głowę gęsi. Podchodzę uroczyście do środkowego kotła. 6 . nie posiekane. Od czasu do czasu ruszy się łopata. Stawiają kotły i wyczekująco patrzą mi w twarz. zmieszany z kurzem. łopaty szczękają żywiej. znikają za żerdzią oddzielającą świat od Harmenze. bo sam te kotły nie tak dawno nosiłem. Oddychają ciężko jak ryby wyrzucone na brzeg i ukradkiem zlizują palcami cieknącą wąziutkimi strugami spod nie dokręconych pokryw lepką. Gdy pojawi się na horyzoncie esman lub kapo albo spod wnęki. jak tamci są już przy kotłach i klną mnie w żywy kamień. a moją familię rozstawiają z uporem po kątach.Kto ci zamienił? Trzymaj pysk. serduszka. brudem i potem rąk. kanciasto. Znam jej smak. choć póki się da. Słonina przemiękła mi w kieszeni i mam brzydką plamę na spodniach. machnie łopatą i zapadnie tak samo w bezwładne otępienie.

w jakich ja chodzę. rzeczywiście dała ci za mało.A wiesz. wąsaty post z paru trójkątami wysłużonych lat na ramieniu. rozparzona i żółta. wijącego się węgorza.Takie buty dają u was? Patrz. IV Nad samym rowem wyrósł tatarak. . ludzi pognać do roboty. ręcznie szytej. Stoję ostrożnie.Od pani Haneczki .Iwan poruszył się niespokojnie we wnęce.rzekłem krótko. blad’75! Za takie dwa kawałki tylko tyle dała? Ciasta ci nie dała? . gdzie stoi głupi. . . Na nosie prawego łata.Grobla. . .Trzeba iść.odrzekłem wskazując mu na jedwabną koszulę.Co to będzie tu robione? .Dostałem w obozie razem z tą koszulą . a potem oczyścimy rów. . Pokazuje mi buty zmarszczone i popękane. Bardzo się jej podobało.Iwan patrzy na mnie podejrzliwie. za którą dałem chyba z kilo pomidorów. by nie zamoczyć butów. oślizłe dziwotwory. I za mało ci dała. Grecy zjadają go na surowo. czasem ze szlamem wygarnie się czarnego. półbuty bardzo wymyślnie na modę węgierską dziurkowane.przekleństwo 7 . .Widziałeś je? . a po drugiej stronie.) .. . rosną maliny o bladych. że zbyt wiele boczku zjadłem z rana i jeszcze mi się odbija. Przynieśli mi je przyjaciele z rampy.dobrze 75 Blad' (ros. . Kiwam w zrozumieniu głową.Kazała ci podziękować za mydło. Iwan. Mdło mi się robi na jej widok. Rozkraczam się nad rowem i łopatą powoli przesuwam po dnie. panoszą się w niej jakieś zielone.A nie sprzedałbyś mi tych swoich butów? 74 Horoszo (roś. Post podchodzi bliżej.Nie mówiła nic? Miała przynieść jajka? . Dałem trzy jajka. przygląda się w milczeniu. Chwilę patrzymy sobie twardo w oczy. .To horoszo74. Więcej ci się należy. .O.Widziałem. może dlatego. Jest wymiętoszona. Widziałem to mydło.) . jakby zakurzonych liściach. . Dnem rowu biegnie mętna woda.Skąd masz takie ładne buty? Buty mam istotnie ładne: na podwójnej podeszwie. Postaram ci się oddać. Ja je wczoraj kupił od Żyda z Kanady. Zwłaszcza ode mnie. Iwan rozwija słoninę. panie post.

O. Klnę brzydko pod nosem. Dostaniesz chleba. Poza tym za takie buty pół litra wódki murowane. przechylając się nad wodą. więc go zamknęli. oddasz go Żydom . .Podniosłem na niego wzrok pełen bezgranicznego zdziwienia. to cała historia. jak nikt nie widzi. czasem jakiś list. Post zagryza wargi i patrzy na mnie ze ściągniętymi brwiami. mam w chlebaku. Złapali. która odbija jego postać. falsch gesungen. którzy pracują tam. a post ogłupiały patrzy na mnie. Uśmiecham się więc wyrozumiale. Raz nawet pomylił marsz niemiecki z marszem Chopina. bo jest zupełnie niemuzykalny. Po tamtej stronie rowu ciągnie się linia wart i postom wolno strzelać do ludzi.rzekłem wskazując na małego chudego Żydka o kaprawych.Szedłem ulicą. Podniósł głowę. .O nieprawda. Łopata. warszawiak. jakby coś sobie przypominając. podniósł w zadumie karabin i bawiąc się zamkiem zarepetował. dam ci chleb. nie wszyscy. Szarpię: drut. Ale jeśli pan post ma chleba za dużo.Was falsch gesungen?76 . Sięgnąłem łopatą i zmąciłem obraz. Zresztą te buty nie są dobre: zelówka się odrywa. którą bez przerwy poruszam po dnie mulistego rowu. Ale jeśli pan post chce. Raz w Warszawie. mój przyjaciel zaczął śpiewać hymn narodowy. Usiadł. A że śpiewał bardzo fałszywie. zamknęli i przywieźli.) . aż się nauczy nut. Post syknął coś i odszedł w stronę ławki.to bardzo porządny chłopak. będzie pewnie siedział aż do końca wojny.Wy wszyscy tak mówicie! . 76 Was falsch gesungen (niem.Ty.Niestety.co fałszywie śpiewał 8 . ten. rozumie pan post. O.rzekł sięgając po torbę. . nie wolno nam tam chodzić. dostajemy w obozie takie porcje. to proszę rzucić chleb. Zupełnie niewinnie. przy wale. że nie jestem głodny. Chleba dostałem w tym tygodniu szesnaście bochenków z Warszawy. co nosi darń . I powiedzieli. . . załzawionych oczach . że fałszywie śpiewał. chodź. Bili go nawet.Za co ciebie zamknęli? . zaczepiła się o coś twardego. była łapanka. . jak tylko umiem.Wszystko wolno. .Dziękuję. Chleba i słoniny mam dosyć. gdy podczas nabożeństwa śpiewano pieśni kościelne. to niech da tym Żydom. .Jakżeż ja mogę sprzedać panu własność obozu? Jakżeż ja mogę? Post opiera karabin o ławkę i podchodzi bliżej do mnie. Za łebek dostają trzy dni urlopu i pięć marek. Mego przyjaciela aresztowali za to.W zelówce istotnie jest szpara: chowa się tam czasem parę dolarów. Uśmiecham się najprzyjemniej. ale nic z tego. czasem parę marek. że dotąd nie wypuszczą. .

Wyciągam cytrynę. prawie wprost pod nogi posta. . .G. Niemiec. słoninę i cebulę. jak się patrzy na parę koni.Pipel. choć ma dopiero szesnaście lat. jak tu niektórzy gęsi łapią i wieczorem smażą w bloku. Janek. panie rottenführer1. Post z drugiej strony przygląda się milcząco. Nie umiesz organizować. to mu nic nie dają. .Powiedz mu to. coś słodkiego. 77 Rottenführer (niem. Kończymy właśnie szlamowanie rowu.a teraz się oczyść. jak kapo pójdzie na dwór. Wtedy rottenführer podniósł rękę i trzasnął go z całej siły w twarz. Janek odłożył łopatę. Tadek. która zacznie śpiewać modne tango. to mu dadzą.. Rottenführer zaś rzekł: . a twój kapo zupę je. mnie obchodzi. Staję w wyczekującej pozycji. Janek potoczył się.Rów oczyszczamy. chodź tu.Ale za co ja dostałem. nie masz co do jedzenia? Ale wiesz. że . jak patrzy się na pociągowego konia. nie. . przeskoczył rów i podszedł. . Nie. co ty tu robisz nad rowem! Możesz nic nie robić.spytał zdumiony.Chodź no tu . Janek uśmiecha się szeroko w jego stronę i kiwa porozumiewawczo głową. Słuchaj. Dowódca warty podszedł bliżej i popatrzył na nas tak. nic nie rozumiejący.Niech nie bije ludzi. . wygarnia pracowicie szlam. Mam.ja naprawdę złapię. gdy nadszedł pipel od kapa. Albo jajek. Pomogłem Jankowi wyleźć z błota. chwycił się krzaków malin i wjechał do szlamu.) . Smakowały mu wczorajsze pokrzywy? Pipel patrzy na mnie badawczo.Rottenführer odszedł. był w wojsku. przekładam bochenek chleba. bardzo dużo błota. ja zakrztusiłem się śmiechem. zrywa się i melduje przechodzącemu dowódcy warty. . Zabulgotała woda. Ale wiesz.stopień w SS odpowiadający kapralowi w wojsku 9 . . układając go równo i starannie po drugiej stronie. za co. to masz czapkę zdjąć ze łba i opuścić ręce. który nagle przemówi. który pracuje obok mnie. ale bardzo sprytny chłopak. Sięgam po chlebak. ja nie jestem głodny.. Rottenführer77 ocknął się i spojrzał na mówiącego więźnia ze zdziwieniem takim. Wiesz dla kogo. Przypatrz się. za co? . Ale jak mówisz do SS-mana.wszystko bez szczególnych wydarzeń”. . albo na pasące się bydło. takie miłe dziecko Warszawy. Morowa kobieta! Tylko chciałaby wszystko wiedzieć o Iwanie. . które ciągną wóz. ale post odkłada nagle torbę na ziemię.Od czego jesteś pipel.Dobra.Nie pchaj się na ochotnika .. które nic z obozu nie rozumie i chyba do końca nie zrozumie. albo na pasącą się krowę. Szmuglował. jadłem na dworze. Jest to młody.odrzekłem . Dostałem od pani Haneczki trochę jajecznicy.rzekł do niego.

- Tadek, mów od razu, przecie się rozumiemy. Na kogo chcesz mnie napuścić? Wzruszam ramionami. - Na nikogo. Ale przypatrz się dobrze gęsiom. - A wiesz, że wczoraj znowu zginęła jedna gęś, a unterscharführer zbił kapę po pysku i zabrał mu ze złości zegarek? No, idę i popatrzę. Idziemy razem, bo jest już przerwa na obiad. Gwiżdżą przeraźliwie od strony kotłów i machają rękoma. Jak kto stoi, rzuca narzędzia. Łopaty sterczą na wałach. Z całego pola idą powoli ku kotłom zmęczeni ludzie, chcąc przeciągnąć błogą chwilę przedobiednią, głód, który zaraz będą nasycać. Spóźniona ciągnie za wszystkimi grupa Iwana. Iwan zatrzymał się nad rowem przy „moim” poście i rozmawia z nim długo. Post pokazuje ramieniem. Iwan kiwa głową. Wrzaski i nawoływania przynagliły go do pośpiechu. Przechodząc koło mnie, rzuca: - Zdaje się, że dziś nic nie upolujesz. - Dzień się jeszcze nie skończył - odparłem. Rzuca mi z ukosa złośliwe i wyzywające spojrzenie. V W pustym inkubatorze pipel rozstawia naczynia, wyciera stołki i nakrywa stół do obiadu. Pisarz komanda, grecki lingwista, kurczy się w kącie, żeby wydać się jak najmniejszym i najbardziej niepozornym. Przez wywalone drzwi widać jego twarz koloru gotowanego raka, o oczach wodnistych jak żabi skrzek. Na dworze, na placyku otoczonym naokoło wysokim wałem ziemi, posadzono więźniów. Siedli, tak jak stali, po pięciu, szeregami i w grupach. Siedzą ze skrzyżowanymi nogami, wyprostowani, ręce opuszczone są do bioder. Podczas wydawania obiadu nie wolno im się ruszyć. Później będą mogli przegiąć się w tył i położyć się na kolanach towarzysza, ale biada, jeśli złamią szyk szeregów. Z boku, w cieniu nasypu, niedbale siedzą esmani, maszynowe pistolety położywszy nonszalancko na kolanach, wyciągają z toreb i chlebaków chleb, smarują uważnie margaryną, jedzą powoli i odświętnie. Do jednego przysiadł się Rubin, Żyd z Kanady, i cicho z nim rozmawia. Załatwia interes - dla siebie i dla kapy. Sam kapo, olbrzymi i czerwony, stoi przy kotle. Biegamy z miskami w ręku niczym najwytrawniejsi kelnerzy. W całkowitym milczeniu podajemy zupę, w całkowitym milczeniu wyrywamy przemocą menażki z rąk, które chcą coś z pustego dna jeszcze wygrzebać, jeszcze przedłużyć chwilę jedzenia, jeszcze raz oblizać miskę, ukradkiem przeciągnąć palcem po dnie. Kapo odskoczył od kotła, wpadł w szeregi: dojrzał. Kopniakiem w twarz obala liżącego miskę, kopie raz i drugi w podbrzusze i

00

odchodzi, depcząc po kolanach i rękach, ale ostrożnie omijając jedzących. Wszystkie oczy patrzą z wysiłkiem w twarz kapy. Jeszcze dwa kotły: dolewka. Co dzień kapo rozkoszuje się tą chwilą. Za dziesięć lat obozu należy mu się ta pełnia władzy nad ludźmi. Końcem chochli wskazuje, kto zasłużył na dolewkę: nie pomyli się nigdy. Dolewkę dostaje lepiej pracujący, silniejszy, zdrowszy. Chory, osłabiony, wyschły człowiek nie ma prawa do drugiej miski wody z pokrzywą. Nie wolno marnować pokarmu dla ludzi, którzy niedługo pójdą do komina. Vorarbeiterom należą się z urzędu dwie pełne miski zupy z kartoflami i mięsem, wygrzebanej z dna kotła. Z miską w ręku oglądam się niezdecydowany, czuję na sobie czyjś uporczywy wzrok. W pierwszym rzędzie siedzi Beker, wyłupiaste oczy utkwił pożądliwie w zupie. - Masz, zjedz, może to ci nareszcie zaszkodzi. W milczeniu chwyta miskę z rąk i zaczyna łapczywie jeść. - A miskę postaw koło siebie, żeby pipel pozbierał, bo dostaniesz od kapy w mordę. Drugą miskę oddaję Andrzejowi. Przyniesie mi za to jabłek. Pracuje w sadzie. - Rubin, co post mówił? - pytam półgłosem, mijając go, aby pójść do cienia. - Post mówi, że Kijów zajęli - odpowiada cicho. Zatrzymuję się zdziwiony. Kiwa mi niecierpliwie ręką. Odchodzę w cień, podkładam pod siebie marynarkę, aby nie pobrudzić jedwabnej koszulki, układam się wygodnie do snu. Odpoczywamy, jak kogo na to stać. Kapo poszedł do inkubatora i po zjedzeniu dwóch misek zupy zasnął. Wtedy pipel wyciągnął z kieszeni kawał gotowanego mięsa, pokroił go na chlebie i począł jeść ostentacyjnie na oczach głodnego tłumu, zagryzając mięso cebulą jak jabłkiem. Ludzie porozkładali się w ciasnych szeregach jeden za drugim i zakrywszy głowy marynarkami, zapadli w ciężki, niespokojny sen. My leżymy w cieniu. Naprzeciw rozłożyło się komando dziewcząt w białych chusteczkach. Z daleka pokrzykują coś do nas i na migi układają całe historie. Ten i ów kiwa porozumiewawczo. Jedna z dziewcząt klęczy całkiem z boku, a w wyprostowanych nad głową rękach trzyma belkę, wielką i ciężką. Co chwila esman, pilnujący komanda, popuszcza smyczę psa. Pies rwie się jej do twarzy, ujadając wściekle. - Złodziejka? - domyślam się leniwie. - Nie. Złapali jaw kukurydzy z Petrem. Petro uciekł - odrzekł Andrzej. - Wytrzyma pięć minut? - Wytrzyma. To twarda dziewka. Nie wytrzymała. Ugięła ręce, rzuciła belkę i upadła na ziemię, głośno zanosząc się płaczem. Andrzej odwrócił się i spojrzał na mnie.

01

- Nie masz, Tadzik, papierosa? Szkoda, ot życie! Po czym owinął głowę w marynarkę, wyciągnął się wygodnie i zasnął. Układałem się i ja do snu, gdy szarpnął mnie pipel: - Kapo cię woła. Uważaj, bo zły. Kapo obudził się, ma czerwone oczy. Przeciera je i patrzy nieruchomo w przestrzeń. - Ty - dotknął mi grożące palcem piersi - dlaczego oddałeś zupę? - Mam co innego jeść. - Co on ci dał za to? - Nic. Kiwa głową niedowierzająco. Porusza ogromnymi żuchwami jak krowa żująca pokarm. - Jutro w ogóle zupy nie dostaniesz. Dostaną ci, co nic innego nie mają do jedzenia. Rozumiesz? - Dobrze, kapo. - Dlaczego nie zrobiłeś czterech trag, jak ci kazałem? Zapomniałeś? - Nie miałem czasu. Kapo widział, co robiłem przed południem. - Zrobisz je po południu. I uważaj, żebyś sam na nich nie leżał. Ja ci to mogę zrobić. - Czy mogę już odejść? Dopiero teraz spojrzał na mnie. Utkwił we mnie martwy, pusty wzrok człowieka wyrwanego z głębokiego zamyślenia. - Czego ty tu chcesz? - zapytał. VI Spod kasztanów doszedł mnie zdławiony krzyk człowieka. Zbieram klucze i zakrętki, układam tragi jedną na drugiej, rzucam Jankowi: - Janek, weź skrzynkę, bo się mamusia będzie gniewała - i podchodzę w stronę drogi. Na ziemi leżał Beker, charczał i pluł krwią, a Iwan kopał go, gdzie popadło: w mordę, w brzuch, w podbrzusze... - Patrz, co ten hadiuka zrobił! Cały obiad ci wyżarł! Złodziej przeklęty! Na ziemi leży menażka pani Haneczki z resztą kaszy. Beker jest cały umazany w kaszy. - Wsadziłem mu ryło do menażki - rzekł, ciężko dysząc. Iwan. - Dokończ go, muszę iść. - Umyj menażkę - rzekłem do Bekera - i postaw pod drzewem. Uważaj, żeby cię kapo nie złapał. Właśnie zrobiłem czworo noszy. Wiesz, co to znaczy?

02

jakby chciał mnie sięgnąć kolbą przez rów. Koło rowu. links. Warszawiaku 03 . a ce prawa. widzicie. Post zamierzył się karabinem. niem.. ten od butów. links. lewa 79 Halt. Wrzeszczą. numer! . delikatnie ubijając ją i głaszcząc łopatami. ty. sto dzie.Halt. jak może: . Nagle słyszę za sobą wołanie: . du. . stój! Po drugiej stronie rowu dobiega do mnie pędem „mój post”. links (ukr.stój. wyciąga świstek papieru. numer. halt. omijam ich z boku i idę wzdłuż rowu. stój! Stoję. że się muszą nauczyć. Grecy otwierają szeroko oczy i maszerują w koło.i za chwilę niespodziewanie po polsku: .Śmieszne pytanie! Tak drąc się na cały głos. że z daleka nie widzi.Patrz. podaj swój numer! Dygocąc ze złości i wzburzenia.Przepraszam. pan post nie zrozumiał.Stój. repetuje karabin. .Stój. tak. . Ja mówiłem o kijach. links”78. stój. . ze strachu szurając nogami po ziemi. du. ale trochę ochłonąłem.) . gdzie stoi post.Na drodze Andrzej ćwiczy dwóch Żydów. . właśnie to on mówił . Warschauer (niem. co słychać? .. Andrzej przywiązał im po kiju do nogi i tłumaczy.wy diablęta. zostawiając głębokie ślady.Sto dziewiętnaście. . . Kijów zajęli. 78 Czortowe wy dieti. . Nie umieli maszerować. jakby była ciastem. . że to lewa. długo szuka ołówka. a ce prawa.Tak. halt. taj dywyś. lewa.) . Wyciągam ramię z wytatuowanym numerem i jestem pewien.czortowe wy dieti. .A nic.. Pan post słabo po polsku rozumie.Coś ty teraz mówił? O Kijowie? Wy tu plotki polityczne rozpuszczacie! Wy tu tajną organizację macie! Numer.Tadek.. gdy idę na przełaj. ce lewa. I że to jest bardzo śmieszne.Pokaż na ręce.Ty jesteś ale zwariowany! Ja jeszcze dzisiaj zamelduję na polityczny! Numer. kapo połamał im na łbach dwa kije i zapowiedział. „planują” ziemię. ce lewa. pracują nasi chłopcy. Uczułem. Post przedziera się przez krzaki jeżyn. Jest bardzo podniecony. panie post.Chodź bliżej. taj dywyś.A czy to prawda? . jak ze mnie coś odpływa. a to prawa.potwierdza zgodny chór. które Andrzej przywiązał Żydom na drodze. Warschauer!79 . karabin pochylił jak do szturmu. Ogromny tuman kurzu wzbija się wysoko w górę.

bo post chce mi robić meldung na polityczny za to.Ręce powoli poczęły się podnosić ku mojemu gardłu. Oczy kapy nabrały złowieszczego wyrazu. ale tuż za węgłem dogania mnie Rubin. . słyszę z daleka: .Przecież ty wszystko powiesz. Ty.. On się na pewno zgodzi? Nu. Bez najmniejszego ruchu („To dzikie zwierzę” .Coś handlował z Rubinem? . Skamieniałem ze strachu. daj swój. niezdecydowanie macha trzonkiem od łopaty. a palce nerwowo się kurczą: . ale ja nie jestem „biały Wańka”. Tadek. 04 . ..Tadek. Rubin chowa zegarek. Szczęka zwisła lekko jak u psa. cóżeś ty zrobił? I co to będzie? . ale sicher ist sicher. a może dasz te buty dla posta. Ty daj buty. olbrzymie goryle ręce kołyszą się miarowo.Nie wolno mi. .Oj. bo mi szkoda.. Oj. .Tadek. Nie chodzi i ma pęknięte szkło. To morowy chłop. Słuchając opowiadania. a ja z nim obgadam. Odchodzę zły. Zresztą.Tylko za długo żyje. kula przeszła na ukos przez pierś i wyszła tyłem przez kark. „Biały Wańka” parę dni temu wlazł na brzozę rosnącą na linii postów.. Dałem mu zegarek. Ja z nim handlowałem.przemknęło mi w myśli). Ręce. Może post robić meldunek. wypaliłem jednym tchem: . że prowadzę tajną robotę.Ja wiem i ty wiesz. a w kącikach ust pojawiła się piana.Dałem zegarek. ale od czego ty jesteś. nic cię nie kosztował. coś ty najlepszego zrobił.Kolejarz! Biegnę na przełaj przez pole. żeby naciąć gałęzi na miotłę. powie się i o tym.Coo? .A co ma być? .. że to ja. Pewne jest pewne. . nie spuszczając z niego oczu. któremu jest zbyt gorąco. Przynieśliśmy chłopca do obozu.A to świetnie. Kapo wszystko widzi. Ale mam zegarek. ja czarno widzę przed nami. Post złożył się i strzelił. Ręce kapo rozprężyły się z wolna i opadły wzdłuż boków. Jak można tak głośno krzyczeć? Ty mnie zniszczyć chcesz.Kapo przecież widział. . Za miotły można dostać w obozie chleb lub zupę.Czego ty się boisz? U nas nie sypią. Niech mnie to kosztuje. . ja spróbuję z nim pogadać. Tadek. Butów nie dam. .

Rubin nie ma zegarka na ręku. lora już. wykoleił się na samej scheibie. Po chwili Rubin kiwa na mnie.Jak nie umieją. Cztery pary wychudłych ramion pchają wóz raz do przodu. Dieu!81 Blade niebieskie oczy patrzą w niebo. O Dieu. . O Boże.wykończ ich 81 Nous sommes les hommes miserables. to ich zabić! A wie pan.Jesteśmy nieszczęśliwymi ludźmi. raz do tyłu. kupiec z Salonik. wstawili na szyny. konczaj ich!80 Kapo kazał! Andrzej chwycił kij i uderzył na odlew. gospodarz z Harmenze. zeskakuje z roweru czerwony ze zdenerwowania: . ten esman to z obozu. . Zrywam czapkę. stanął na kiju i zakołysał się. wreszcie wszedł na groblę.wrzasnął kapo na mnie. że ci nie zrobi meldunku. zbliżył się nad rów. Los! Poleciałem ścieżką. już włazi na 80 Konczaj ich (ros. W tej chwili czyni błyskawiczny ruch. Andrzej położył mu kij na gardło.Oni nie umieją chodzić! . . że znowu zginęła gęś? .Camerade. Odskakuje. ten od Iwana. Podkładamy kołek. Dziękuję i odchodzę w stronę warsztatu. Zdaje się. . jak kapo z esmanem idą do mego posta i długo z nim gadają. Stary Grek. uderzony z tyłu rowerem. prawda? . Boże 05 .Andrej. O Dieu. camerade.Idź do roboty.Podziękuj panu postowi. że ciebie dziś poniosą do obozu. podrywa się na baczność i ściąga czapkę z głowy. Unterscharführer. Odszedłem prędko w swoją stronę.Andrej ma zrobić z nimi porządek..Co się tu dzieje na tym zwariowanym komandzie? Dlaczego ci ludzie chodzą tam z poprzywiązywanymi kijami? To jest czas pracy! . podszedł do posta Rubin.Czego stoisz jak głupi pies? . podnieśli przednią parę kół.Nous sommes les hommes miserables.) . Gdy odeszli. Dieu (franc.Albo co? .) . Czapkę ma nasadzoną na łbie. zaskowyczał i upadł.To dziś już naprawdę będzie wybiórka? I w dziwnej egzaltacji siwy. odrzuca łopatę i podnosi do góry ręce: . VII Podnosimy wagonik. Naładowany do pełna piaskiem. zatrzymuje mnie po drodze. Post wstał z ławki. które jest tak samo niebieskie i blade. huśtają. Z daleka widzę. Kapo gestykuluje gwałtownie trzonkiem łopaty. Grek zasłonił się ręką. wysuszony Grek. Rozkołysali.

raz po raz podrywa się krótki ludzki wrzask: biją. zaniepokojeni naszym wczesnym odejściem. patrzy. Idziemy na antreten. otwieramy torby. Na końcu komanda nosze z dwoma trupami. . jabłka. Od strony dworu idą esmani i te nasze posty. Idę za jej wzrokiem. nagle puszczamy ją i wyprostowujemy się. Parę razy mignęła jasna chusteczka pani Haneczki.Te same jabłka jadłem dzisiaj po obiedzie. jest jeszcze kawał drogi. nasza gęś. Zaraz za esmanami nadszedł kapo i cherlak kommandoführer. że przecież za wcześnie. Kobieta zwraca ku nam pytające oczy. . Pisarz liczy nas nieustannie. kaczany kukurydzy. Na drodze uczynił się większy ruch niż zwykle. panie post. . Rozpinamy kurtki. Obstawiają nas wokoło. paru cebul i jakiejś zestarzałej słoniny jabłka. Ludzie z Harmenz chodzą tu i tam. .Zbiórka! .rzekł krótko. dociągamy torby i pasy. Do czuba drzewa. o które opiera się nosem w porze zbiórki.Otwórz .drę się i gwiżdżę z daleka. Twarze ludzkie są niespokojne i pytające. niewątpliwie z sadu. Najwyżej trzecia. Stajemy w piątkach. 06 . Nagle unterscharführer wszedł w sam środek szeregu i wyciągnął na bok starego Greka z dużą. Ktoś odrzuca niepotrzebny drąg. Obok reszty chleba. Trzęsącymi się rękoma Grek otworzył torbę.rzekł kapo. wysypujemy piasek z lory wprost na scheibę. . Wtedy wszyscy zrozumieli: rewizja. Wypaproszają z kieszeni kawały słoneczników. Patrzy niespokojnie na Iwana. równamy.Z paczki. kapo. Przez chwilę patrzy mi ironicznie w oczy. ziele. Przejeżdża rękoma po ciele. Słońce stoi jeszcze wysoko. sięga do torby. . wypchaną torbą. szczaw. Ale dla starych lagrowców rzecz jest jasna: w lagrze będzie naprawdę wybiórka. Dopiero po chwili orientujemy się.szyny. Stawia koszyk na ziemi i opiera się o stodołę. I tak się jutro sprzątnie. Lora bezwładnie opada i kołami zarywa się w ziemię. Stoimy. Unterscharführer zajrzał do środka i zawołał kapa. . Esman jest wprawny i szybki.Patrz.Rozstąpić się i podnieść ręce do góry .Skąd to masz? Podnoszę głowę: „mój” post.

Zacisnął usta i wystąpił z szeregu. Lekarz-esman. . jesteś frajer. Leżymy na pryczy. wyprostowany. szmaty i torby. tobym go zbił na marmoladę. Ale wiesz. . wyglądamy przez szpary i czekamy na koniec wybiórki. esman. bo jakby mi kto kaszę wyjadł. Unterscharführer opuścił rękę. Za nim na noszach niosą dwa trupy przykryte gałęziami. Pipel.Grek milczał. Stał z czapką w ręce. Ten dziwny fatalizm słów. a za tym wszystkim leży wielka gęś o czerwonym łbie i rozłożystych białych skrzydłach. zabrawszy liczbę i numery zapisanych. zwróciłem głowę w jej stronę. to cię zastrzelę.Zapisać numer i złożyć meldunek. Gdy przechodziliśmy koło pani Haneczki.Nie co dzień świętego Jana. twarz więźnia pokryła się krwawymi pręgami. trzeci. drugi.Idę kupić papierosów. Potem zaczął bić po głowie. wymownie gestykulując bronią: . Odsunąłem przygotowane kanapki. a nie mówiłem! Kapo zamachnął się kijem. . Podszedł do esmana. Pejcz świszczał. kępy ziela. . Spojrzałem na Iwana. Był zupełnie blady.odmarsz! Odchodzimy równym. wojskowym krokiem. jest.Pomidorów nie masz? . Kazik zabiera się do odejścia. że jej duże czarne oczy pełne były łez. z rękoma wzdłuż bioder.I wyciągnął z torby gęś o olbrzymich. krzyknął triumfująco do kapy: . Wargi jej drżały nerwowo.Czuję się. 07 . wstrzymując mu rękę.rzekł. Zostaje za nami kupa słoneczników.daj lepiej coś do tego pasztetu. chwiał się tylko całym ciałem. . zdjął czapkę i rzekł: . Tadek. Stała blada i wyprostowana. Po apelu wpędzili nas na blok. odchodzi do następnego bloku. Na dworze kończą wybiórkę. Wyciągnął z pochwy rewolwer i zwrócił się wprost do Greka.Nie mogę jeść. .To ja mu dałem.Skąd to masz? Jak nie odpowiesz. jakbym zawinił w tej całej wybierce. Wszystkie spojrzenia zawisły na Iwanie. Spojrzenia nasze spotkały się. Esman podniósł pistolet.Jest. nie podtrzymywany przez nikogo. Nie uchylał głowy.Nie przejmuj się .odrzekł Kazik . . z rękoma przyciśniętymi do piersi.Nie bij . Wtedy zobaczyłem. . Na końcu komanda idzie Iwan. Unterscharführer wolno podniósł pejcz i ciął go po twarzy raz. Komando . Podniosła wzrok i spojrzała na mnie. który też podbiegł do worka. rozłożystych skrzydłach. pogniecione jabłka. W tym przeklętym Oświęcimiu nawet złe słowo ma moc stawania się. ale Iwan nie padał.

przechylając się ku niemu.Znasz tego Żyda? . Daj mi co zjeść.Patrz .Tadek. . Złażąc z buksy trącił mnie ramieniem. zmięta i jeszcze bardziej postarzała.odrzekłem cicho. Kazik uderzył mnie dłonią po kolanie.To Beker .Tadek . 08 . to resztę zabierz ze sobą do komina.Te.rzekłem. Ja tu nie śpię.chodź. . . Pochyliłem się jeszcze niżej i zajrzałem mu z bliska w oczy: były spokojne i puste. mrugające oczy. . . .Gadaj .rzekł szeptem.Tadek. ja mam do ciebie prośbę. to możesz mieć wszy.Tadek. Miał przymknięte powieki i jak ślepiec próżno szukał dłonią deski. Na ten ostatni wieczór. ogromna czaszka i spojrzały na nas zażenowane. wprost od mamy. Jak się nażresz.W tej chwili na krawędzi buksy wylazła z dołu jakaś siwa. Właź na buksę. właź tu na buksę i zażeraj. żeby wleźć na górę.chwycił mnie za ramię . Mam na bloku świetną szarlotkę. Potem ukazała się twarz Bekera. aleja byłem tyle czasu taki głodny. . Żyd. idę do komina. . Spojrzałem na Bekera.

nie pachnie wprawdzie. kruchy.. więc nie bujaj.) . wielki i ociekający potem. Jeszcze tydzień temu miała go w rękach moja matka. Kanada. otwieramy puszkę skondensowanego mleka. Obóz ściśle zamknięto. . Cały dzień tysiące nagich ludzi przewalało się po drogach i placach apelowych. cierpliwości. żadna wesz nie śmie się przedostać przez jego bramę. a o koszulce już nie mówię. Henri.łąki 83 Mon ami (franc. Część Kanady zlikwidowano i przydzielono na komando. Chleb przysłany aż z Warszawy. by upadł jak najniżej. Wyciągamy boczek.mój przyjacielu 09 . rozsypujący się. Godziny płyną wolno. gdyż sienniki i koce były w dezynfekcji. Spano na deskach. przyniosę ci wszystko. nieprawda? . Ustała praca komand. Z ostatnich bloków widać było FKL .tam też odwszawiali.. Nawet zwykłej rozrywki nie ma: szerokie drogi do krematoriów stoją puste. przyjaciele starają się. Od rana czeka się na obiad. mon ami83. Jak pójdziemy znów na rampę. odgrodzone od nas hiszpańskimi kozłami. Ale przez bramę nie przeniesiesz.PROSZĘ PAŃSTWA DO GAZU Cały obóz chodził nago.. marzy głośno o francuskim winie przywożonym przez transporty ze Strasburga. tylko francuskimi perfumami. dawno mi obiecałeś. Dwadzieścia osiem tysięcy kobiet rozebrano i wypędzono z bloków . cebulę. i tamci chodzili nago: upał był okropny. W obozie bowiem panuje zawistna sprawiedliwość: gdy możny upadnie. Żaden więzień. 82 Wizy (z niem. ale za to nie pleśniejący tygodniami. żywicą. drażniący trochę w smaku. miły Boże. wiesz. Trafili na jedno z najcięższych. odwiedza się przyjaciół. jak przyjdą transporty. Miły Boże. nasza Kanada. przemyślnie wypieczony chleb.. a tylko bloki. jak to w upale. to jednak i ci. zebranych z całej Europy. lecz chyba nie rośnie tyle wysokich sosen w tamtej. przyniosę ci oryginalnego szampana. Właśnie siedzimy w kilku na buksie. na Harmenze. Zorganizuj lepiej buty. który znakomicie truł wszy w ubraniach i ludzi w komorze gazowej. spod Paryża. z Marsylii. je się paczki. Wiese) . Rozkładamy biały.Cierpliwości. Znów pójdziemy na rampę. ile ta ma ukrytych brylantów i monet. Od paru dni nie ma już transportów. jak Fiedlerowska. Pewnie nigdy nie piłeś. Jako że byli wypasieni i wypoczęci. beztrosko machając nogami.Nie.właśnie kotłują się na „wizach”82 drogach i placach. Wprawdzie przeszliśmy już odwszenie i ubrania dostaliśmy z powrotem z basenów napełnionych rozpuszczonym w wodzie cyklonem.Słuchaj. . takie dziurkowane z podwójną podeszwą. leżakowało pod ścianami i na dachach. nie „wyfasowały” jeszcze ubrań.

ale imienia jego nie znam) zapchane są kanapką z sardynkami . śpimy na jednej buksie. lecz marsylczyk odpowiada: 10 . Pode mną. Wy macie i ja mam. które stajnię końską (na drzwiach wisi jeszcze tabliczka. między ulepszeniami. nie ma o co się sprzeczać. ociekający potem...Religia jest opium dla narodu. . macie wy. .zarażone konie. należy odstawiać tam a tam) przemieniają w miły (gemiitlich) dom dla ponad pół tysiąca ludzi. ludzi nie może zabraknąć. do cholery. Henri kroi chleb. tobyście tam te swoje paczki tak spokojnie jedli? Nie dalibyśmy wam. nie wszyscy.Nie chce mi się z buksy złazić. co oni przywiozą. Kto ma żarcie w obozie. bić nie wolno. kotłują się ludzie. Niech się drze. . .Wszyscy.. Świetnie smakuje z kantynową musztardą. . . ten ma siłę. o uduchowionej jak z miniatur Coswaya twarzy marsylczyka (jest moim przyjacielem.Dalibyście albo byście zdychali z głodu jak Grecy. . Ale my. i to nie wszyscy. prędzej do komina pójdzie.). inteligentnie zbudowanego pieca. gdybyśmy nie mieli co jeść. nakrył głowę kawałkiem szmaty oddartej z koca i czyta z modlitewnika hebrajskiego (tej lektury tu jest.Wy macie i my mamy. Zresztą. nadzy. już by dawno rozwalili krematoria. Łażą między buksami w przejściu. ale Ruskie? I co.Widzisz. robi sałatkę z pomidorów.. leżą nadzy. ludzi zabraknie. o zapadniętych głęboko policzkach. Bardzo lubię palić opium . jak zelżało na lagrze. . W bloku. dziewięciu. zawodząc głośno i monotonnie. sam przecież gadasz. Polacy. organisation z transportów. Mamy paczki. kościści.Gdyby oni nie wierzyli w Boga i w życie pozagrobowe. . . na samym dole . cholera!”) . który jest komunistą i rentierem. jakby Boga za nogi złapał. bobyśmy pozdychali w lagrze... Żydki.A dlaczego wy tego nie zrobicie? Pytanie ma sens metaforyczny.A może już nie będzie transportów do komina? . przełykając z wysiłkiem („poszło. cuchnący potem i wydzielinami. i dziesięciu twoich kolegów.powtórzył. Rozmaicie mówią o rozporządzeniach.Nie gadałbyś głupstw .Może by się tak zdało go uspokoić? Drze się.To masz ty i twój kolega. .rzuciłem złośliwie.nie gadałbyś głupstw.dodaje z lewej sentencjonalnie marsylczyk. o co się sprzeczać? Pewnie.versuchte Pferde” . jemy wspólnie. Pisaliście przecież listy do domu. pod nami.usta otyłego.nie gadałbyś głupstw .rabin.. Wszyscy żyjemy z tego.. Gnieżdżą się na dolnych pryczach po ośmiu. że . wzdłuż ogromnego. nieograniczona ilość paczek.

- Idiota - zapycha usta pomidorem i czyni ruch, jakby chciał coś powiedzieć, ale zjada i milczy. Kończyliśmy właśnie wyżerkę, gdy u drzwi bloku uczynił się większy ruch, odskoczyli muzułmani i rzucili się, uciekając, między buksy, do budy blokowego wleciał goniec. Za chwilę majestatycznie wyszedł blokowy. - Kanada! Antreten! Ale szybko! Transport przychodzi! - Wielki Boże! - wrzasnął Henri, zeskakując z buksy. Marsylczyk zadławił się pomidorem, chwycił marynarkę, wrzasnął ,,raus” do siedzących na dole i już byli we drzwiach. Zakotłowało się na innych buksach. Kanada odchodziła na rampę. - Henri, buty! - krzyknąłem na pożegnanie. - Keine Angst! - odkrzyknął mi już z dworu. Opakowałem żarcie, owiązałem sznurami walizę, w której cebula i pomidory z ojcowskiego ogródka w Warszawie leżały obok portugalskich sardynek, a boczek z lubelskiego „Bacutiiu” (to od brata) mieszał się z najautentyczniejszymi bakaliami z Salonik. Owiązałem, naciągnąłem spodnie, zlazłem z buksy. - Platz!84 - wrzasnąłem, przeciskając się między Grekami. Odsuwali się na bok. We drzwiach natknąłem się na Henriego. - Allez, allez, vite, vite!85 - Was ist los?86 - Chcesz iść z nami na rampę? - Mogę pójść. - To jazda, bierz marynarkę! Brakuje paru ludzi, rozmawiałem z kapem - i wypchnął mnie z bloku. Stanęliśmy w szeregu, ktoś spisał nam numery, ktoś od czoła wrzasnął „marsz, marsz” i podbiegliśmy pod bramę, odprowadzani okrzykami różnojęzycznego tłumu, który już zapędzono bykowcami do bloków. Nie każdy może iść na rampę... Już żegnano ludzi, już jesteśmy pod bramą. - Links, zwei, drei, vier! Mützen ab!87 - Wyprostowani, z rękami sztywno przyłożonymi do bioder, przechodzimy przez bramę raźno, sprężyście, nieomal z gracją. Zaspany esman, z wielką tabliczką w ręku, liczy ospale, oddzielając w powietrzu palcem każdą piątkę. - Hundert!88 - krzyknął, gdy minęła go ostatnia. - Stimmt! - odkrzyknięto ochryple od czoła. Maszerujemy szybko, prawie biegiem.
84 Platz (niem.) - miejsce 85 Allez, allez, vite, vite (franc.) - idźcie, idźcie, szybko, szybko 86 Was ist los (niem.) - co się dzieje 87 Links, zwei, drei, vier! Mützen ab (niem.) - lewa, dwa, trzy, cztery! Czapki zdjąć! 88 Hundert (niem.) - sto

11

Postów dużo, młodzi, z automatami. Mijamy wszystkie odcinki obozu II B: nie zamieszkały lager C, czeski, kwarantanna, zagłębiamy się między grusze i jabłonie truppenlazarettu; wśród nieznajomej, jakby z księżyca zielem, dziwnie w tym kilkudniowym słońcu wybujałej, omijamy łukiem jakieś baraki, przechodzimy linię wielkiej postenketty, biegiem wpadamy na szosę - jesteśmy na miejscu. Jeszcze kilkadziesiąt metrów - wśród drzew rampa. Była to sielankowa rampa, jak zwykle na zagubionych, prowincjonalnych stacjach. Placyk, obramowany zielenią wysokich drzew, wysypany był żwirem. Z boku, przy drodze, kucnął maleńki drewniany baraczek, brzydszy i tandetniejszy od najbrzydszej i najtandetniejszej budy stacyjnej, dalej leżały wielkie stosy szyn, podkłady kolejowe, zwały desek, części baraków, cegły, kamienie, kręgi studzienne. To stąd ładują towar na Birkenau: materiał do rozbudowy obozu i ludzi do gazu. Zwykły dzień roboczy: zajeżdżają samochody, biorą deski, cement, ludzi... Rozstawiają się posty na szynach, na belkach, pod zielonym cieniem śląskich kasztanów, ścisłym kołem otaczają rampę. Ocierają pot z czoła, piją z manierek. Upał ogromny, słońce stoi nieruchomo na zenicie. - Rozejść się! - Siadamy w skrawkach cienia pod szynami. Głodni Grecy (zaplątało się ich paru, diabli wiedzą, jakim sposobem) myszkują wśród szyn, ktoś znajduje puszkę konserw, spleśniałe bułki, nie dojedzone sardynki. Jedzą. - Schweinedreck!89 - spluwa na nich młody, wysoki post, o bujnych płowych włosach i niebieskim, marzącym spojrzeniu - przecież zaraz będziecie mieli tyle do żarcia, że nie przeżrecie. Odechce się wam na długo. - Poprawił automat, otarł twarz chustką. - To bydło - potwierdzamy zgodnie. - Te, gruby - but posta dotyka lekko karku Henriego. - Pass mai auf90, chce ci się pić? - Chce, ale nie mam marek - odpowiedział fachowo Francuz. - Schade, szkoda. - Ależ Herr Posten, czy moje słowo nic już nie znaczy? Nie handlował Herr Posten ze mną? Wieviel?91 - Sto. Gemacht? - Gemacht. Pijemy wodę, mdła i bez smaku, na konto pieniędzy i ludzi, których jeszcze nie ma. - Te, uważaj - mówi Francuz, odrzucając pustą butelkę, aż pryska gdzieś dalej na szynach - forsy nie bierz, bo może być rewizja. Zresztą na cholerę ci forsa, i tak masz co jeść. Ubrania też nie bierz, bo to jest podejrzenie o ucieczkę. Koszulę bierz, ale tylko jedwabną i z
89 Schweinedreck (niem.) - świńskie łajno 90 Pass mai auf (niem.) - uważaj, słuchaj 91 Wieviel (niem.) - ile

12

kołnierzykiem. Pod spód gimnastyczna. A jak znajdziesz coś do picia, to mnie nie wołaj. Dam sobie radę, i uważaj, żebyś nie oberwał. - Biją? - Rzecz normalna. Trzeba mieć oczy w plecach. Arschaugen. Wokół nas siedzą Grecy, ruszają łapczywie żuchwami jak wielkie, nieludzkie owady, żrą łakomie zbutwiałe grudy chleba. Są zaaferowani, nie wiedzą, co będą robić. Niepokoją ich belki i szyny. Nie lubią dźwigania. - Was wir arbeiten?92 - pytają. - Niks. Transport kommen, alles krematorium, compris?93 - Alles verstehen94 - odpowiadają w krematoryjnym esperanto. Uspokajają się: nie będą ładować szyn na auta ani nosić belek. Tymczasem na rampie robiło się coraz gwarniej i tłoczniej. Vorarbeiterzy dzielili sobie grupy, przeznaczając jednych do otwierania i rozładowywania wagonów, które przyjść mają, innych pod drewniane schodki i wyjaśniając im celowe działanie. Były to przenośne, wygodne, szerokie schodki, jakby wejście na trybunę. Zajeżdżały z warkotem motocykle wiozące obsypanych srebrem odznak podoficerów SS, tęgich, spasionych mężczyzn o wypolerowanych oficerskich butach i błyszczących, chamskich twarzach. Niektórzy przyjechali z teczkami, inni mieli giętkie trzcinowe kije. Nadawało im to służbowy i sprężysty wygląd. Wchodzili do kantyny, bo ów mizerny barak był ich kantyną, gdzie latem pili wodę mineralną - ,,Sudetenquelle”, a zimą ogrzewali się gorącym winem, witali się państwowo wyciągniętym po rzymsku ramieniem, a potem kordialnie potrząsali prawice, uśmiechali się serdecznie do siebie, rozmawiali o listach, o wiadomościach z domu, o dzieciach, pokazywali sobie fotografie. Niektórzy dostojnie przechadzali się po placu, żwir chrzęścił, buty chrzęściły, srebrne kwadraty błyszczały na kołnierzach, a bambusowe laseczki świstały niecierpliwie. Różnopasiasty tłum leżał pod szynami w wąskich pasach cienia, oddychał ciężko i nierówno, gadał po swojemu, leniwie i obojętnie patrzył na majestatycznych ludzi w zielonych mundurach, na zieleń drzew, bliską i nieosiągalną, na wieżę dalekiego kościółka, z której dzwoniono właśnie na spóźniony Anioł Pański. - Transport idzie - rzekł któryś i wszyscy unieśli się w oczekiwaniu. Zza zakrętu wychodziły towarowe wagony: pociąg pchał się tyłem, kolejarz stojący na breku95 wychylił
92 Was wir arbeiten (niem., niegramat.) - co my pracujemy 93 Transport kommen, alles krematorium, compris (niem., franc., niegramat.) - transport przychodzić, wszystko do krematorium, rozumiesz 94 Alles verstehen (niem., niegramat.) - wszystko rozumieć 95 Brek (z ang.) - rodzaj budki przy ścianie wagonu towarowego, przeznaczonej dla kolejarza

13

rzecz egzotyczna. rozstawiono się fachowo przy wagonach. walizeczek. mdleli od upału. Palta oddawać. niespokojni. roztrzęsieni. walizek.tak jest 97 Also loos (niem. . przyglądali się stacji w milczeniu.Wody! Powietrza! . Zabierać wszystko. Będzin. zamachnął ręką. Maszerować na lewo. odrzucił go nagłym ruchem. mężczyzn. bardziej niż inni obsypany srebrem. co z nami będzie? . aczkolwiek z dobrą wolą. dusili się i dusili innych. Tymczasem podjeżdżały ciężarówki. . . Jest lato. Lokomotywa przeraźliwie odgwizdnęła.wrzaśnięto nierówno i indywidualnie. przytłoczeni potworną ilością bagażu.Jawohl!96 . Mijali powoli. Jest to hamującego pociąg 96 Jawohl (niem. co to będzie? . waliz. a miało rozpocząć przyszłe). tłumoków wszelkiego rodzaju (wieźli bowiem to wszystko. plecaków. Zrozumiano? . co stanowiło ich dawne życie.uparcie powtarzają pytania. usta chwytały rozpaczliwie powietrze. skrzywił usta z niesmakiem. zmięte. Fala świeżego powietrza wdarła się do środka. Krzyki i rzężenia stawały się coraz głośniejsze. Zrozumiano? Verstanden? .Kto weźmie złoto albo cokolwiek innego nie do jedzenia. dysząc jak ryby wyrzucone na piasek. Z okien wychylały się twarze ludzkie.no to ruszajcie 14 . pociąg potoczył się wolno wzdłuż stacji. Ucichło. Niezmiernie zbici. wagony otwarto. że ludzi idących na śmierć oszukuje się do ostatniej chwili. W małych zakratowanych okienkach widać było twarze ludzkie. . gwizdnął. nie rozumiem po polsku. będzie rozstrzelany jako złodziej własności Rzeszy.Skąd jesteście? .zeskakują już na żwir. na ich miejsce wdzierali się inni i tak samo znikali. Zaczerpnąwszy kilka łyków powietrza ludzie z okien nikli. Ten powoli ściągnął automat z ramienia.Panie. blade. złożył się i przeciągnął serią po wagonach. Jest prawo obozu. Olbrzym z teczką skinął ręką. Wtedy wewnątrz wagonów zaczęło się coś kotłować i dudnić w drewniane ściany.Nie wiem. podstawiono pod nie stołki. . Wszystkie te swoje klamoty składać koło wagonu na kupę.Uwaga: Wysiadać z rzeczami. wpatrując się żarliwie w cudze zmęczone oczy.się. uderzając ludzi jakby czadem.Also loos!97 Do pracy! Szczęknęły rygle.przerażone kobiety. przełożył teczkę z prawej do lewej i skinął na posta. also los) . sapnęła.) . Teraz skupili się przy otwartych drzwiach. rozczochrane . którzy. jakby niewyspane.zerwały się głuche. Zaciągnął się papierosem. rozpaczliwe okrzyki. . gnieździli się w strasznej ciasnocie. Człowiek w zielonym mundurze.Sosnowiec. mieli włosy. Panie.

zegarki. ubrań. kobieta krzyknęła. moi państwo. nie mają chwili wytchnienia. potknęła się i upadła pod nogi tłumu. rozsypuje się po żwirze cukier. i raźniej idą wzdłuż wagonów.Panie. co idą na lager. to rozparzone. objuczona. przechodząc. Pić. torebek. tłumoków. padając. Niezmordowanie jeździ karetka Czerwonego Krzyża: to właśnie w niej wozi się gaz. a cienka trzcina gnie mu się nerwowo w rękach. fachowy. złoto. przed drzwiami wagonów piętrzą się stosy chleba. Od długiego leżenia na słońcu ciało jest słabe i oporne. Trzeba okazać trochę dobrej woli. ślepej rzeki.. kiełbasy. Świsnęła trzcina. którym trują tych ludzi.szczeka się przez zęby. jak na potwornej taśmie. plecaków. pić. i ogłupiałego milczenia nagle osamotnionych mężczyzn. Ci z Kanady. spokojny. Ale zanim oprzytomnieją. Auta odjeżdżają i wracają. Dziecko biegnące za nią pisnęło: „Mamełe!” . . esman z notatnikiem w ręku. . którzy są przy schodkach. na każde sześćdziesięciu. co poszli na prawo .młodzi i zdrowi . gromadzą słoiki różnobarwnych marmolad. . Upał ogromny.Mówi dobrotliwie. czuje się w ustach słony smak krwi. wiatr.. . . tak plus-minus. nie rozrzucajcie tak rzeczy. już im pakunki wyrywa się z rąk. Wargi już są popękane. powideł.taka mała. Zapchane ludźmi auta odjeżdżają z piekielnym warkotem. Gaz ich nie minie. rozpalone niebo dygoce. każde auto to kreska. która szuka nowego koryta. ale to od słońca. bez odpoczynku. pęcznieją zwały szynek. otwierają się i wysypują barwne tęczowe banknoty. jak odjedzie szesnaście aut.) .Tak jest.jedyna dopuszczalna forma litości. pledów. Rośnie kupa rzeczy. Bez przerwy jeździ karetka Czerwonego Krzyża.Meine Herrschaften. odbiera parasole. To ci. Pan jest zrównoważony i 98 Verboten (niem.ci pójdą na lager. Z boku stoi młody. podobna do ogłupiałej. które. powietrze faluje.Verboten98 . kobietom wyrywa się torebki. wypychają pierwszych na schody. gaz. uderzeni świeżym powietrzem i zapachem zieleni.odpowiadają wielogłośnie. ja nie mogę. który chwilami przewiewa przez nas. Słońce osiągnęło zenit. Wylewa się z wagonu różnobarwna fala. och. ściąga się palta.zabronione 15 . ubijają na aucie. ciekłe powietrze. panie. rozczochrana dziewczynka.. wśród zawodzenia i wrzasku kobiet opłakujących dzieci. tak jest . Za plecami stoi esman. Jakaś kobieta schyla się szybko podnosząc torebkę. opanowany. sycząc głośno. oddzielają tych do gazu od tych. tak plus-minus. walizek.. gładko wygolony pan. ale wpierw będą pracować. Olbrzymi krwawy krzyż wymalowany na masce motoru roztapia się w słońcu. to jest tysiąc.

Nie nieś ich na auto. odbudują zburzone miasta niemieckie. zamieszka go trzysta tysięcy ludzi w pasiakach.slogan hitlerowski 16 . Kreski pęcznieją w tysiące.wybucham. Gdy skończy się wojna. Nie. Ci. 99 Ein Reich.Rein. przyjdą ludzie z Zachodu i Południa. . Spalą się Żydzi. Ein Reich. dostaną numery: 131132. Zapalniczka mu się zacięła. bo kobiety z przerażeniem uciekają ode mnie. trzymając po parę w jednej garści.132”. jeden wódz . Oddaj kobietom . i patrzymy na siebie z nienawiścią i przerażeniem. sprytniej zamaskowane. aż się oprze naelektryzowanym drutem o Wisłę. Wynosi się je jak kurczaki. kiwa głową z niesmakiem. tysiące w całe transporty.„Miasto Przestępców”. Transporty rosną w tygodnie.Bierzcie te niemowlęta. . którzy pójdą z tego transportu na lager. miesiące. Ale na stałe uzyska nazwę „Będzin-Sosnowiec”. o których mówi się krótko: „Z Salonik”. co to znaczy. o których już chodzą legendy. Naliczą cztery i pół miliona. Oczyścić! Wskakuje się do środka. spalą się Rosjanie. w wiecznym Bewegung. Przyjdą ludzie w pasiakach.mówi zapalając papierosa esman. Bewegung . Już się opróżniły wagony. zaorzą odłogiem leżącą ziemię.Co. Chudy. Dziwnie niepotrzebnie pada imię Boga. ein Flihrer (niem. spalą się Polacy. lecz w skrócie będzie się mówiło właśnie tak: „l 31 . Najkrwawsza bitwa wojny.otworzą się drzwi gazowych komór. . Porozrzucane po kątach wśród kani ludzkiego i pogubionych zegarków leżą poduszone. Komory będą ulepszone. Będą jak te w Dreźnie. ein Volk. ospowaty esman spokojnie zagląda do środka. nagie potworki o ogromnych głowach i wydętych brzuchach. ein führer99 . „ze Strasburga”. nie ma wyjątku.i cztery krematoria. jest nią bardzo zaaferowany. będą liczyć spalonych. zdolnych spalić pięćdziesiąt tysięcy dziennie. lata. ludzi nie zabraknie. jeden naród. „z Rotterdamu”. O tym będzie się już dziś mówiło „Będzin”. brać nie chcecie? . wtulając głowy w ramiona. a gdy osłabną w bezlitosnej pracy. na litość boską .Jedno państwo. największe zwycięstwo solidarnych i zjednoczonych Niemiec.dokładny. Obóz rozbuduje się. Wiemy wszyscy dobrze. Nie odjedzie auto bez jego wiedzy i jego kreski: Ordnung muss sein. Ale krematoriów będzie w Oświęcimiu szesnaście. bo kobiety z dziećmi idą na auto. . będzie się zwał Verbrecher-Stadt . z kontynentu i wysp.) . ogarnia nas spojrzeniem i wskazuje wnętrze. wszystkie. Rozumie się tysięcy. podeptane niemowlęta. ein Volk. oszczędniejsze.powiedział jakby ze zdziwieniem i wyrzutem ospowaty esman i począł odpinać rewolwer.

znów ludzie. W oczach przesuwają się trupy wynoszone z wagonów. nie wiem. abyś ją wyładował. dziecko . wchodzą na auta.Dziecko. Przecież to jest patologiczne chyba. ja wezmę.Nie trzeba strzelać. Wagony pod-taczają się. Ktoś szarpie mnie za rękę. miesza się. Pożądane jest nawet. oddychają. przyglądają się słońcu. Widzę nagle jakąś zieleń drzew. czy mi się śni.Chodź. ci umieją korzystać! Żrą wszystko.. waliz i plecaków rosną.Bydło . odjeżdżają.Bydło? Ty też byłeś głodny. nie wiadomo dlaczego czarnymi. słyszę krzyki. przyjacielu. żebrzą o wodę. tłum... kaleki poukładane razem z trupami. nie mogę zrozumieć.. czuję. że będę wymiotował. Mrugam ostro powiekami: Henri. jakbyś miał rzygać. wysoka pani wzięła ode mnie niemowlęta i przez chwilę patrzyła mi prosto w oczy.Czemu się głupio pytasz? . .Widzisz. z barwnym tłumem. Odeszła. jak obrazy mieszają się we mnie. Czuję. i tłum. . Zamykam oczy. comprisi . przezroczysta. Oparłem się o ścianę wagonu.naprzód 17 . to normalne. wzbiera we mnie zupełnie niezrozumiała złość na tych ludzi. zdeptane dzieci.Bydło. tłum. Jutro połowa z nich zdechnie na sraczkę. pod szyny. . Wyglądasz. czy my jesteśmy ludzie dobrzy? . 100 En avant (franc. Henri.to Aleje! Szumi mi w głowie. Ludzie płyną i płyną. że idą do gazu. co im pod rękę wlizie. że przez nich muszę tu być.. olbrzymia. auta warczą jak rozjuszone psy. które kołyszą się wraz z całą ulicą. To tak na chłopski rozum. ..mówi nieco ironicznie Francuz. wprost przeciwnie. Żeby się ziemia pod nimi wszystkimi rozstąpiła.) . Męczy cię rampa. . a złość najłatwiej wyładować na słabszym.szepnęła uśmiechając się. . . W gardle zupełnie sucho. buntujesz się. Nie współczuję im wcale. potykając się na żwirze. Rzuciłbym się na nich z pięściami. Znów podchodzą wagony. czy to się naprawdę dzieje..Och. Byłem bardzo zmęczony. z przelewającym się tłumem. przewidziane i obliczone. Siwa. twarz ta skacze mi przed oczyma. stosy łachów. czuję drżenie ziemi i parne powietrze na powiekach. ludzie wychodzą. En avant100. rozpływa się.powtarzam zawzięcie. z drzewami nieruchomymi. przy mnie zjadł jeden słoik marmolady. dam ci się napić. .Słuchaj. chodź! Patrzę. wygodnie układając się pod szynami. ale .Patrz na Greków. Henri szarpie mnie za ramię.

.dla przyjemności i w poszukiwaniu wódki i perfum. Dźwigamy ciężkie walizy.) . Ostatnie auta suną daleko po szosie. bo część kobiet odstawiono od aut i te pójdą piechotą . pociąg odjechał. Powietrze stoi nieruchomym. rozwijam: złoto. Nasi chłopcy. już z kantyny wyszli esmani z teczkami na złoto i pieniądze. Tam układa sieje w stosy. pić. Wyrywa się ludziom brutalnie walizki z rąk. Jedna z waliz otwiera się. bierze inną. jakby wycięte z papieru. niezmiernie powoli wtaczają się wagony. ubija się.. pierścionki.nareszcie! . Ładujemy więc klamoty. Idą. ostatnie auta odjeżdżają. Chodzi z kąta w kąt rampy z przylepionym na wyschłe wargi szczurzym. zbieramy skrzętnie znad toru wszelkie papierki. szarpiąc ściąga się palta. zawziętym uśmiechem. Gardła są suche.. już ją nieraz widziałem i dobrze zapamiętałem: to komendantka FKL-u.spokojnie mówi esman. idźcie. co się da. Już nie ma ludzi. błyszczą czerwono nalane twarze. przyszła oglądać swój nabytek. byle prędzej. płonących gorączką oczach. Kończymy ładować. już jest spokojny pan z notatnikiem. kobiety. ogromny upał.Nie śpij. a my idziemy . Rzadkie. To złoto pójdzie do Rzeszy. teraz dopiero uświadamiam sobie. rżnie. przemińcie. zasobne. Chwytam jakieś zawiniątko: ciężkie. byle odpocząć. koścista. Otwieramy wagony. obcej waluty. pustą. zza zakrętu słychać gwizdek kolejarza. bransolety. Mężczyźni. Wśród nich kobieta. upycha. pozbawią je całkowicie włosów i będą mieli wiele uciechy z ich wolnościowego wstydu. Idźcie.Gib hier101 . Upał. rozżarzonym słupem. i czatuje przy innym samochodzie. . koszule.w stronę szyn odpocząć i napić się (może Francuz kupi znów od posta?). brylanty. Nie. 101 Gib hier (niem. i w chwili gdy ostatnia ciężarówka znika za drzewami. rzucamy je z wysiłkiem na auto. ręce wsunęła w szerokie spodnie-spódnicę. transportowy brud. pakowne. wzniecając olbrzymie tumany kurzu. każde wymówione słowo wywołuje ból.. o ogromnych. Och. Tak. Nienawidzi urody kobiecej nienawiścią kobiety obrzydliwej i zdającej sobie z tego sprawę. dwie dobre garście: koperty. które wylewa się wprost na siebie. nożem . z okien patrzą twarze wymięte i blade. płaskie. Połyskują glansem buty. Gorączkowo. wygrzebujemy spomiędzy drobnego żwiru nietutejszy. byle do cienia. Już są auta. nadstawiając otwartą teczkę. „żeby śladu po tym obrzydlistwie nie zostało”. bezpierśna. że była tu cały czas. książki. świecąc srebrem na kołnierzach. wypadają ubrania.. oddaje oficerowi. kolie. przemijają.na lager. przeraźliwie odgwizduje lokomotywa. Powoli. pełną złota i barwnej. wysuszona.daj tutaj 18 . już nie można nad sobą panować. Zamyka ją. fryzjerzy z zauny. idziemy ładować klamoty. bezbarwne włosy gładko przyczesała w tył i związała w „nordycki” węzeł. po opustoszałej rampie chodzą dostojni esmani.

zbiera się na torsje.milcz 19 . zakrywając rękoma twarz.i cisnął jej dziecko pod nogi. jakby kogoś szukając. poprawiła nieznacznie spódniczkę. Twarz miał wykrzywioną wściekłością: . mamo. które nie pojadą autem. oczy nasze spotkały się. Spod kupy szmat wyciągnął ukrytą manierkę. chce żyć. padającą chwycił za włosy i dźwignął z powrotem do góry. powiedz. Ale dziecko biegnie za nią. Chce skryć się.dzieci. Oto stoi przede mną dziewczyna o cudnych. dokąd oni nas powiozą? Patrzyłem na nią. tak należy karać wyrodne matki .rzekł esman stojący przy samochodzie. nie moje. Nieświadomie szukałem jej wzroku. Przesunęła odruchowo rękoma po bluzeczce. nogi uginają się. ty kurwo! . .Panie. jebit twoju mat'. .Gut gemacht.Mołczy!102 .) . strząsnęła je niecierpliwie.Kobieto. to nie moje dziecko. . Stała tak chwilę. nie uciekaj! .Mamo. Bujne jasne włosy rozsypały się miękką falą na ramiona. które pójdą pieszo. wyciąga rączki z płaczem: . o ślicznych piersiach. zdrowa. jak człowiek. Wreszcie oderwała wzrok od tłumu i przesunęła spojrzeniem po naszych twarzach. Dopadł ją.Masz! Weź i to sobie! Suko! . która parła ślepo w stronę aut jak rzeka pchana niewidzialną siłą. .Gut. w batystowej letniej 102 Mołczy (roś.Ach. który czemuś bardzo się dziwi.Słuchaj. Głowa szumi. przytknął do ust sobie. słuchaj. mamo! . chce zdążyć między tamte. skarżąc się na cały głos: . zbił z nóg jednym zamaszystym uderzeniem ramienia. gut Ruski. potem mnie. śpieszy się nieznacznie. które chciało krzyczeć. wynurzyła się dziewczyna.. Raptem spośród tej całej fali ludzkiej. które będą żyć. Aż dopadł ją Andrej. Małe. panie.warknął przez zęby Andrej i odszedł do wagonów. odkręcił. ty. ale gorączkowo. jasnych włosach. . zadławił łapą gardło.To nie moje. Niektórzy z nich wiedzą. kilkuletnie dziecko o zarumienionej. to nie moje! . Jest młoda. i wrzucił ją z rozmachem jak ciężki wór zboża na auto.. nie!. blad jewrejskaja! To ty od swego dziecka uciekasz! Ja tobi dam.Chwycił ją wpół. weźże to dziecko na ręce! . ładna. Parzy gardło spirytus.krzyczy histerycznie kobieta i ucieka. Oto idzie szybko kobieta. nie może nadążyć. marynarz z Sewastopola. zeskoczyła lekko z wagonu na żwir i spojrzała dokoła badawczym okiem.Mamo. Oczy miał mętne od wódki i upału. pyzatej twarzy cherubinka biegnie za nią.

odrzucając w tył głowę. patrzy mi prosto w twarz i czeka. jeszcze straszniejsza. zachodzącym światłem oblało rampę. odsunęła go śmiało na bok i wbiegła po schodkach na wypełnione już prawie auto. które plączą się po wszystkich kątach rampy. odpowiedz. kopniakami odganiają zabłąkane dzieci. ludzki krzyk bił w niebo coraz głośniej i natarczywiej.Już wiem . wyrzucałem bagaże. Kto raz tu wszedł. . nic. Dotykałem się trupów. ohydne nagie kobiety. Uciekałem od nich. kątem oka dostrzegam klnącego esmana. śmiało poszła w stronę samochodów. poukładane pokotem na żwirze. Słońce pochyliło się głęboko nad horyzontem i krwawym. ohydna i obrzydliwa. nawet popiołów swoich nie wyniesie na postenkettę. Milczałem. opuchniętą babę.pomyślałem mimo woli. Stoi. Tamtych czterech nie da rady dźwignąć baby na auto. spleciona rozpaczliwym uściskiem.bluzeczce. . przeklina. Oto komora gazowa: wspólna śmierć. Ktoś ją chciał zatrzymać. widać całe piekło kotłującej się rampy. wstrętny. wołają innych i zbiorowym mozołem wpychają 20 . wyjąc przeraźliwie jak psy. na cementowym skraju peronu. Zobaczyłem tylko z daleka bujne jasne włosy. Zacisnęła usta. na ciężarówki. Chwytają je za karki. ' 165 „Po cóż ona to przywiozła. Taki sam miała Tuśka. zwierzęcy głód. za łby. spod szyn. Ona krzyczy histerycznie. rozparzonego ciała kobiecego. dostrzegłszy na przegubie ręki śliczny zegarek o drobniutkiej złotej bransoletce. Oto para ludzi padła na ziemię. tylko na czarnej wąskiej tasiemce. On wbił kurczowo palce w jej ciało. aż przyduszona butem rzęzi i milknie. o mądrym.rzekła z odcieniem pańskiej pogardy w głosie. Niemowlęta. nieludzka praca i ta sama komora. w wagonach. Oto obóz: z ogoloną głową. Oto czterech z Kanady dźwiga trupa: olbrzymią. nie wróci do tamtego życia. rozwiane w pędzie. za ręce i wrzucają na kupę. zębami chwycił za ubranie. mdły zapach brudnego. Uciekam jak najdalej. Rozszczepiają ich jak drzewo i wpędzają jak zwierzęta na auto. jeszcze obrzydliwsza. Wreszcie znów włażę pod szyny. Cienie drzew wydłużały się upiornie. tylko śmierć jeszcze ohydniej sza.Słuchaj. ale nie mogłem przemóc wzbierającego dzikiego strachu. wynosiłem niemowlęta. bluźni. Wchodziłem do wagonów. poskręcani w konwulsjach mężczyźni. klną i pocą się z wysiłku. watowane sowieckie spodnie na upał. ale leżały wszędzie. Dopiero stąd. dojrzałym spojrzeniu. Ktoś mnie smaga trzciną po plecach. przecież i tak jej zabiorą” . wymykam mu się i mieszam się w grupie pasiastej Kanady.

stój.I co im mówisz? .. monotonnie zawodzi: „Ich will mit dem Herm Kommandanten sprechen chcę mówić z panem komendantem. Z całej rampy znosi się trupy wielkie. Szofer zapuszcza motor. ja mam dosyć. uspokój siebie. boli.Jeżeli przyjdzie. znów spirytus. Po chwili wraca.górę mięsa na platformę.Że idą się kąpać. Spali się żywcem wraz z nimi. pozostałą nogę. . Łzy ciekną jej po twarzy.Człowieku.. kompletnie dosyć! . ktoś otwiera puszkę kakao. z opaską na ramieniu. do cholery! Wloką starca we fraku. Ale oczy postów patrzą uważnie. Najgorsze są transporty spod Paryża: zawsze człowiek spotyka znajomych. Nie dam rady. co? Dobra Kanada?! .od Bożego Narodzenia przewinęło się przez moje ręce chyba z milion ludzi.Już po pierwszym transporcie! Pomyśl. ..Henri uśmiecha się dobrotliwie i znika w ciemności. o kamienie. Znów kawa. sparaliżowanych. . 21 . Zapada wieczór chłodny i gwiaździsty. Na wysokich słupach palą się anemiczne lampy. .Będzie jeszcze jeden transport. szepce żałośnie: „Panowie. zaśmiewając się głośno . a potem spotkamy się w obozie.” . Starzec głową tłucze o żwir.woła do niego młody esman. Ale nie wiadomo. Automaty są gotowe do strzału. Góra trupów kotłuje się. wciąż rzęzi: „Ich will mit dem. to boli. trzymają ją za ręce i za tę jedną.Nie..” Powtarza to ze starczym uporem całą drogę.Wzięło cię. . . wyje. odjeżdża. .” Ciskają ją na auto między trupy. jęczy i bezustannie. .pyta mnie Henri.Stój. ja . Krok w nią. kakao zalepia usta. na co my czekamy? .Czemu? . to ja nie pójdę go rozładowywać. opuchnięte. Między nie ciska się kaleki. i człowiek znika bezpowrotnie. nieprzytomnych. Wrzucony na auto. za kręgiem światła rozciąga się nieprzenikniona ciemność. Czerpie się to dłonią. .wrzeszczy z daleka esman. Leżymy na szynach.Człowieku.Wymieniłeś buty? . przyduszony. Pijemy kawę zmieszaną ze spirytusem. przydeptany czyjąś nogą. nabrzmiałe.Haiti halt! .za pół godziny będziesz gadał z największym komendantem! Tylko nie zapomnij powiedzieć mu: Heil Hitler! Inni niosą dziewczynkę bez nogi. przyduszonych. miesza z cukrem. jest niezmiernie cicho. ale! .Henri. A ty byś co powiedział? Milczę. skowycze.

Tylko jakaś dziewczynka wychyliła się do pół ciała z okienka wagonu i straciwszy równowagę upadła na żwir.dostała obłędu. o pryczy. Mdłości zgniotły mnie naraz. spóźniony seans tego samego filmu: strzelają serią automatu. dom. wagony uspokajają się. kopiąc nogami ziemię. Znów antreten.Dobrze. o odrobinie snu wśród towarzyszy.. Chce mi się spać. ogłupiała. Będziesz tu cały czas siedział.rozległ się głos esmana wynurzającego się z ciemności. Fachowi.) . w obcasach butów. pieniądze. Chwiejąc się przekradłem się pod szyny. że zaraz umrą i że złoto. wyjął rewolwer. ma się siły do pracy.Daj mi spokój z butami. Poczęto otwierać wagony. wreszcie podniosła się i zaczyna chodzić w kółko. Góra ludzka zapełniała wagon do połowy. przechodzą przez pas światła i znów znikają w mroku. . piskliwie. reflektorami oświetlają drzewa.. coraz prędzej i prędzej. brylanty. nieruchoma. ma się ojczyznę. ale krąg światła jest jeszcze mniejszy. Wydaje się tym ludziom. Naraz obóz wydał mi się jakąś zatoką spokoju. podjeżdżają pod schodki upiornie czarne. na której nie ma siennika. ma się co jeść. potwornie poplątana. rutynowani ludzie będą im grzebać we wnętrznościach. fala ludzi płynie bez końca. Gdzieś warczą auta.Ausiaden! . dławiło gardło. Wasser! Luft!103 Znów to samo. Nie wiedzą. łapiąc głośno powietrze i wyjąc monotonnie. Szarpnąłem z krzykiem i uciekłem. A buty ci skombinuję. mętna. wyciągną złoto spod języka. skulony pod wagonem. aż znieruchomiała. Jest głęboka noc. Przydeptał ją nogą. Byłem znów przy wagonach. dziewczynę. 103 Wasser! Luft (niem. Wciąż umierają inni. Na piersiach miał zawieszony przenośny reflektor. Serce mi łomotało. brylanty z macicy i kiszki odchodowej. . znów transport. Światła migocą upiornie. Zaświecił do wnętrza. Tylko uważaj. okutym butem kopnął w plecy: upadła. zgorączkowana. więc podbiegł do niej esman.Co stoicie wy tak głupio? Wyładowywać! . Chwilę leżała ogłuszona. żeby cię esman nie złapał. słodki zapach. Dusząc się .i świsnął kijem przez plecy.już im nie będą potrzebne. którzy w nocy nie pójdą do gazu. że rozpoczynają nowe życie w obozie i psychicznie przygotowują się na ciężką walkę o byt. Będziemy wyładowywać kolejno. Buchnął ciepły. Leżałem na dobrym. ale jeszcze parująca. Z ciemności wynurzają się wagony. . sztywno wymachując rękoma jak na gimnastyce. które zapobiegliwie ukrywają w fałdach i szwach ubrania. Rampa jest mała. w zakamarkach ciała . strzelił raz i drugi: została. Chwyciłem rękę trupa: dłoń jego kurczowo zawarła się wokół mojej ręki. samemu się jeszcze jakoś żyje. chłodnym żelazie i marzyłem o powrocie do obozu.. Działa na nerwy. Wymiotowałem.Wody! Powietrza 22 .

noc przejaśnia się. gwiazdy poczynają blednąc.A jutro cały świat. .śpiewają na całe gardło. W zabitych szczelnie skrzyniach odeślą do Berlina. Pan z notatnikiem w ręku robi ostatnie kreski. jedna wola. Trupy porozkładane na rampie zabiera ostatnie auto.Und morgen die ganze Welt.pada od czoła komenda. jajka. jedna masa. dopełnia liczby: piętnaście tysięcy. Przywiozą papierosy. handlował jego złotem i tłumokami.104 . .. Mijamy oddział SS idący z bronią maszynową na zmianę warty. człowiek przy człowieku. 104 Und morgen die ganze Welt. pił jego wódki i likiery. cukrem. Gdy wracamy do obozu. Był to dobry. jedwabiami i czarną kawą. Kapo kończy ładowanie kotła od herbaty złotem.. fachowe. Wiele wyniosą cywile za obóz. dużo aut pojechało do krematorium. konfitury i owoce. czarną rzekę. (niem. Zapowiada się pogodny. Już kończą. niebo staje się coraz bardziej przezroczyste. bogaty transport. ustawia się do odmarszu. Kanada objuczona chlebami. Usuwamy się im z drogi... Idą równo. marmoladą. To na bramę dla wachmanów: puszczą komando bez kontroli. klamoty są załadowane. Transport sosnowiecki już się pali. na Śląsk. upalny dzień. która niezmiernie powoli przewala się przez niebo nad Birkenau i niknie za lasami w stronę Trzebini. Czarne postacie esmanów chodzą spokojne. pachnąca perfumami i czystą bielizną.. będzie chodził w jego bieliźnie. do Krakowa i dalej.. Z krematoriów ciągną potężne słupy dymów i łączą się w górze w olbrzymią. Dużo. pieśni hitlerowskiej 23 . fragm.. wódkę i listy z domu.Rechts ran! Na prawo! . Parę dni obóz będzie żył z tego transportu: zjadał jego szynki i kiełbasy. Parę dni będzie obóz mówił o transporcie „Sosnowiec-Będzin”. podnosi się nad nami.Wyrwą im złote zęby.) .

rzekłem do Romka. Czym prędzej więc zabrano nas do noszenia szyn i wyciągania poplątanych prętów stalowych leżących. Na skraju lasu stał post. tam gdzie las schodził w dół kępami młodych wierzb. a nawet grozić całkowitym zawaleniem się. gwarno i tłoczno.ŚMIERĆ POWSTAŃCA Obok rowu. podobno duńskiego karabinu. przyczepiony leniwie do kilofa.na sago.pogłębiarki 24 . strząśniętych przez wiatr śliwek. rozmazanego w rzadkiej mgle. Na dnie wanny kopaliśmy rów. Wychyliwszy się za brunatny nasyp świeżo wyrzuconej. Ludzie pchali lory. od dwóch lat odrabiającego w obozach Niemcom to. kupą na dworcu i zagnano na dno wanny poprawić rów. taki rów. jakby w rowie był 105 Bagry (z niem. wymrą solidarnie co do jednego już po pierwszych dziesięciu kilometrach. Było tam niebezpiecznie. popękaną ścianę rowu lub siadałem na umiejętnie podłożonej łopacie. że niby nic nie znaczy . rozsiadł się drugi post i owinąwszy się szczelnie w lotniczy szary płaszcz. opierałem się o wilgotną. jako że do wodociągów ściany kazano nam kopać prosto. a ja wyrzucałem ją końcem łopaty na grzbiet nasypu. a nie . byłego dywersanta spod Radomia. rwali płatami murawę na zamaskowanie budynków. za wąskim pasmem łąki. a pod nimi białe. równając pługami ziemię rwaną przez bagry105 i podwożoną z dołu przez szeregi wagoników pchanych przez ludzi. Bagger) . lepkiej gliny.jak to się mówi . Rów. widziało się prawie że dosięgalne zielone. Sterczała z niego jak kopia śmieszna tyczka długiego.Pomyślałbyś. co im w Polsce napsuł. O kilkadziesiąt metrów na lewo. nosili podkłady i szyny. jeździły olbrzymie traktory. on przejmował moją funkcję podpierania rowu. o różowych żyłach końskie buraki. mięsiste liście. rozparte w mokrej ziemi. pod rachitycznymi śliwami. . między niespodziewanie żywotną rzeczką a szosą przecinającą w poprzek dolinę. pod które grunt dopiero równał traktor. przewidująco wykończony w dobrych czasach. Kiedy on się kiwał. Dalej na zboczu. Kiedy ja się kiwałem. leżało pole zasadzone burakami. Pracowaliśmy na spółkę od chwili założenia tego parszywego obozu na skraju małej łączki pod jednym z wirtemberskich wzgórz i doszliśmy w kopaniu rowów do niejakiej wprawy. który ciągnął się nieprzyzwoicie blisko pola buraczanego. że Norwegowie. Pole ciągnęło się zboczem pod górę i urywało się pod ścianą czarnego lasu. jak Bóg zdarzył. Z daleka wyglądało to tak. kiedy świeciło słońce i pełno było pod drzewami dojrzałych. którym polecono w rowach układać rury na wodociąg. On dziabał kilofem miękką ziemię na kaszkę. patrzył spod nasuniętej na uszy i czoło furażerki w dolinę jak na dno wanny. nie przewidziawszy. zaczął się podczas deszczów obsypywać.

Było tam sucho i jakby cieplej. A wiesz. to pójdziemy dalej mówił. .Nie dwa.Osypał się. Ale jak chcesz coś powiedzieć. to było nas starych równo tysiąc ludzi. trochę słońce poświeciło. pod koniec wojny dobrowolnie lager przyjechali budować. nabrzmiałe deszczem obłoki. A jeden Żyd to się utopił w błocie na środku obozu. . . powstańców. jak ci tam od powstania. . ale w dole było zacisznie. i tyle. . Starają się od rana jak głupi. nie dwa bochenki .Aby nie do noszenia szyn albo podkładów. na okrąg. Ja im nie kazałem tutaj przyjeżdżać.tylko każdy trupiarz dostał po pół bochenka i trochę margaryny w nagrodę.i została nas połowa. jakeśmy zaczęli kopać. będzie deszcz? Skulił się pod ścianą we wnęce po przezornie oddziabanej glinie. .dodał zgryźliwie i zakończył przekleństwem. trochę deszcz popadał. . Popatrzył po horyzoncie. to nie szkoda mi wcale. Miał niebieskie. Dlategośmy wczoraj tak długo na apelu stali. że rów? . rów.Albo to pierwszyzna dla nas? A popatrz. to mów od razu.Wykopaliśmy rów. że majster Batsch da któremu skórek od chleba.Jak myślisz. ale za to gorliwie i bez odpoczynku.Nawet słońca nie widać . kiwnąwszy się bez zapału na kilofie. że truponosy dostali wczoraj po dwa bochenki chleba. tych tam. Jak go poprawimy.jeden człowiek. trochę się rów osypał . .A bo co.Pewnie już cały rów uprzątnęli. jakby wypłowiałe oczy i dobroduszną. Nad rowem szedł porywisty jesienny wiatr i pędził górą niespokojne. jak ty mówisz. Machnąłem w milczeniu parę razy pustą łopatą i przytrzymałem osypujące się z nasypu grudy. 25 . Mówili. który pracuje wolno. Chłop w chłopa. .podtrzymał rozmowę Romek. żeby się kłócili o politykę. przedzielając rytmicznie słowa klapnięciami kilofa.odparłem lekkomyślnie. kraj uprzemysłowić .to nie wiem. Sami chcieli.wskazałem głową za zakręt rowu. bo wywieźli pięćdziesiąt trupów w skrzyni. Co to niejedno już widzieli. gdzie pracowała reszta naszej grupy. a nie tak. Myślą. Były dywersant podniósł się z wnęki i pochwycił za kilof. Przy łopacie i kilofie ujdzie jeszcze wytrzymać.zauważył zmartwiony. U nas zupa była już zimna na bloku. ci tam od powstania . czy i połowa żyje. Musieli dalej odejść. bo coś nie słychać. bardzo przychudzoną twarz o silnie zarysowanych kościach policzkowych. . wysiedzianych po nie byle jakich obozach. Umiejętność prowadzenia rozmowy i przewlekania jej przez cały dzień była prawie tak samo ważna jak jedzenie. Ochotnicy.Frajer deszcz . A z tych tam .

że dygaj.hitlerowska organizacja budowlana. nie ubabrała się w błocie. i pietruszkę z łąki. jak esman Żyda 106 Armia Pracy Todta (Organisation Todt) . że on wy kituje. nerwowego jak ryba na haczyku kapy. innemu wystawała spod marynarki torba cementowa.ostrzegł Romek. kręci się tam przy bagrze . więźniów z obozów koncentracyjnych 107 Zur Zeit (niem. Kto chce zdechnąć.A pewnie. . inny jeszcze posłużył się papą. a żołnierze i majstrowie z Armii Pracy Todta106 grasują z upodobaniem po ogrodach i sadach.rzekłem układnie. pracuj. lecz z drugiego. niby nie bije. . powstaniec. Nie widzieliście wczoraj. moglibyście zdjąć tę papę z siebie. a jeszcze więcej po narzeczonych nieobecnych autochtonów przebywających zur Zeit107 na froncie. wydawszy otwory na głowę i ręce. in. Ja tam wolę mniej zjeść. padając. bo majster na wieś poszedł. niech czeka na skórki. a zje kawałek skórki potwierdziłem skwapliwie.A wy. a zieleniny nawpychać się musi.A jakże. przepuście mnie. którą nałożył na siebie. . no i posta. Rzecz polegała na tym. głupi. a nic nie robić. teraz 26 . Za zakrętem rowu.) .Panowie. w pewnym oddaleniu od nas.Przynieś ze dwa. bliżej traktorów. . no nie? Akurat dobrze. Ja wczoraj przyniosłem i przedwczoraj. jakby to była kiełbasa! Ma on swój system. może coś się skombinuje. i dziki czosnek. Jeden wpuścił marynarkę w spodnie. umie podbechtać do pracy. ubrana jednolicie. Tylko nie daj komu. Za rwanie bowiem buraków groziły niedwuznaczne sankcje. Głupich nie brak.Gdzieżby tam! Stary na pewno przyjdzie' On przecie chleba woli nie dojeść. poryto im paskudnie łąki. nasz Chorwat dobrze popatrzy. że trzeba było rwać buraki nie z pola leżącego pod nosem. byle dużo.Chyba pójdę po buraki. Ale uważaj na kapę. zajęto pastwiska pod urządzenia polowych fabryk. wykorzystując jako siłę roboczą m. a dopiero da ci. Ja ci mówię. a skórkami mami. a ty. wrzasku pchających naładowane ziemią wagony ludzi.obecnie. Wetknąłem uważnie łopatę w ziemię. . Czego on nie je! I mlecz. że zjechała na ich ziemię niespodzianie banda więźniów i rozłożyła się małymi lagerkami od Stuttgartu aż do Balingen. żeby z kamienia robić olej? Już i tak wycierpieli dosyć. szczęść wam Boże w pracy . aczkolwiek z pewnymi indywidualnymi odchyleniami. . Umie dać szpilę. Twoja kolej teraz. da! Nie bój się. Zjadłoby się trochę. żeby. pracowała grupa starych panów z powstania warszawskiego. . któremu z nudów nadarza się czasem kogoś postrzelić. porachuje.Narobi się taki jeden z drugim za cały bochenek.. świetna ochrona od deszczu i wiatru. w pasiaki. i chyłkiem polazłem wzdłuż rowu między kałużami z ostatniego deszczu. bo cóż winni są spokojni wieśniacy z Wirtembergii. Budowała obiekty wojskowe.

) . jak nie ty? Może powiesz: nieprawda? .przerwał potok mej wymowy ten w nakryciu z papy.Sprzedałem wczoraj miotłę blokowemu z waszego bloku i za to dał mi miskę zupy. jakby ten kawałek nasiąkłego wilgocią płótna z pokrzywy mógł go ogrzać. niż gdybyście pajdkę chleba zjedli. a nie Aryjczyków.Albo ja więcej jem od was.Tylko nie jestem wzwyczajony do frykasów jak wy z Warszawy. Ja też. niegdyś eleganckich trzewików. Były one grubo oblepione błotem. Trzeba się trochę ruszyć koło siebie. jeść chce. trochę się ochędożyć. i gęstą mazią nowo nabytej gliny. co ją znalazł u niego? .Przyniósłbyś pan jednego dla nas. to byłbym taki mądry i chodził bez papy. stary . Jak się otrzecie z błota i poruszacie się niemnożko 108. Nie lepiej to przeżyć? . I szanować się umiem.troszkę 27 .Panie. Marynarkę przepasał grubym sztukowanym sznurem i wypchał się grubo słomą. przecie obóz to nie pensjonat. . jeszcze warszawskie. . proszę pana. A jak będziecie tylko buraki jeść i jeszcze co dzień papierosa kupować za pół miski zupy. dawnym. to wam od razu więcej zdrowia przybędzie. Już i tak wyglądacie jak półtora nieszczęścia. czy co? . to mu się nie bardzo chce żyć .Burak szkodzi na żołądek.zatłukł za słomę. to co? . . .Jakbyś pan zjadł tylko liter zupki na wodzie i pajdkę chleba.No? A jak po buraki. która wystawała spod kusego kołnierza postawionego sztorcem.rzekłem z pogardą . . i tyle będzie z was. zeschniętym. że co? Że wytrzymacie? Wwalą w skrzynię i wywiozą.oburzyłem się szczerze.szanować się nie umiecie.Ej.A kto wczoraj menażkę zupy z naszego bloku wyniósł. Pracowaliśmy wszyscy koło wikliny. tobyś też tak wyglądał jak my . Zresztą martw się pan o siebie. .Kiedy się. Nie wpadło mu natomiast na myśl wpuścić spodnie w owe eleganckie niegdyś trzewiki.A czy ja jestem Żyd? Żydów to tam mogą tłuc. jakbym miał trzy koszule.zapytał mnie ten od utytłanych. gdzie wam wszystko podadzą. 108 Niemnożko (roś. . to nie u mamy w domu. Czyja wam broniłem robić miotły? Wyście sobie wygodnie w południe leżeli. pan idzie po buraki? . . Przyjrzałem się dokładnie staremu muzułmanów!. proszę pana. stary. to myślicie. jak ja witki plotłem. A jak człowiek głodny.rzekł rozsądnie stary. Dostanie pan durchfallu i wykituje pan w try miga.

a w ścianie rowu wykopano dwie płytkie dziury. to po co się starać? . Oglądałem się za rzepą. wsadziłem oba pod marynarkę i trzymając w ręku parę liści jako osłonę przed wzrokiem kapy albo posta.powiedział bardzo rozumnie. Tutaj. toby już dawno trawa po mnie rosła! . . ale prócz pękatych. Tuż przed zakrętem nasyp nad rowem był usunięty. kiedy przechodziłem koło nich. ty sukinsynu! .Kiedy panu łatwiej. Romek kucnął sobie w rowie. biało-różowych buraczanych łbów nic innego nie umiałem dostrzec. że cała marynarka obłazi mi błotem. Dywersant dziabnął kilofem w dno rowu. trzymając się rękojeści kilofa. oskrobałem bardzo starannie ręce i buty i przytrzymując buraki pod połami marynarki szybko podyrdałem do swoich. wyjął z zakamarków odzienia rzecz nieocenioną: scyzoryk. Oczyściłem marynarkę i spodnie wyjętą z kieszeni drewnianą łopatką. i obrał starannie buraki. Albo ode mnie blokowy weźmie? Woli dać zupy za darmo któremuś z was. bez pośpiechu poobrywałem liście i wyważyłem ją z ziemi. Jakieś sto metrów dalej rów skręcał ku czarnemu kwadratowi ziemi tarmoszonej przez traktory i bagry. .namawiali mnie powstańcy. Wreszcie wsunąłem się między spękane. . daj pan kawałek . w których stopa znajdowała oparcie jak ulał. jak jesteście starzy i boicie się..A idźcie sobie urwać! Tam rosną buraki dla wszystkich! Co to ja jeden jestem? . z Oświęcimia. wykopał mały dołek. te.Tee.odpowiadam rozdrażniony i biegnę do buraków. bo pan jest młody! . Wsadziwszy nogę w zagłębienie i chwyciwszy się palcami krawędzi rowu wy-dźwignąłem się z wysiłkiem ponad rów i nie zważając. Na oko wybrałem najgrubszą bulwę.rzekł ten od nakrycia z papy. poczułem się nieco raźniej. Wyciągnąłem buraki spod marynarki.zawołałem prawie że z rozpaczą. ja też jestem taki mądry. Byłem trochę podniecony i oddychałem jak zgoniony pies. . Jakbym ja się bał.I tak nikt nie patrzy. .To zdychajcie. Przecisnąłem się do byłego dywersanta.Panie. daj pan jednego.Ludzie. począłem wycofywać się do rowu. to i tobie wszędzie dadzą drugą miskę zupy .To się udław.krzyknął za mną nieprzyjaźnie pan w nakryciu z papy.Jak posiedzisz parę latek jak my wszyscy. Zdobyłem tedy jeszcze jeden burak. zostawcie mnie w spokoju! . wilgotne ściany i odetchnąłem z ulgą. przyciskając do brzucha obrzydliwie wilgotne buraczane łby. klnąc siebie za niepotrzebną zwłokę. popełzłem ostrożnie między buraki. . zakryty po trosze buraczanymi liśćmi. 28 . wrzucając łupiny do dołka.

piekącą słodycz sacharyny i rozchodziło się od nich nieprzyjemne zimno po ciele. Obstawiliśmy chałupę na olaboga i Wilk we wszystkich opowiadaniach Romka Wilk grał pierwsze skrzypce . czego się nie robi dla Ojczyzny.Panie. Zwykłej wiejskiej kiełbasy z czosnkiem . Dlatego jadło się je ostrożnie i małymi dawkami. który natychmiast schowałem do kieszeni .Rozumiesz. mówi Wilk. Ale on nic. aż pierze pod sufit poleciało. trudno.Słuchajcie no. przesłuchaj ta go w łóżku”. powiada baba. Wywaliliśmy na spółkę w chłopa. .zawyrokowałem. .Jakiej kiełbasy? Wiadomo. i ja. leży sołtys z babą w łóżku i nie chce wyjść. z nabożeństwem wysłuchiwał historyjki dywersanta. zaklepując łopatą dołek z obierkami. „Chodź na przesłuchanie”. „Ja go nie puszczę. prawda? Sami to się boicie? .A jakiej kiełbasy. nie nadające się na wybredniejsze podniebienie części. poduszkę i pierzynę mi do cna ino zmarnowali!” . . idźcie. jak mnie zaraz Niemcy wywieźli? . jakoś tak się ta wioska nazywała.odrzekł opryskliwie Romek. nie bądź pan taki.Jeżyny czy Dzierżyny. Włażę. z nie mniejszym nabożeństwem śledząc krajanie buraków. nie mogąc oderwać oczu od chrupanych przez nas nonszalancko plasterków.Chcielibyście tylko.powiada .partyzanty jedne. . aż się załatwi. to wam majster Batsch może skórek od chleba da . mówię. daj pan kawałek.Bujda wszystko .Trzeba było urwać sobie . raz poszliśmy robić jednego sołtysa. a kiedy nie odchodził. niegdyś eleganckich trzewikach.A ma.wieniec kiełbasy zafasowali. że nie serdelowej. żeby ktoś za was tyłka nadstawiał jak w Warszawie.rzekł niespodziewanie stary w zabłoconych. A sołtys milczy ze strachu.rzekłem drwiąco.rzekł Romek.Idźcie. .bo w spiżarni u starego tośmy taki . rozglądam się. .mówił. bo trochę ciemno. . 29 .Ale co ma sołtys do buraków? . proszę pana? Bo ja się trochę na wędlinach znam . rozmiesz.wlazł przez okno do chałupy. To sobie możecie wyobrazić! Podał mi plasterek buraka i odkroił sobie drugi.. czekamy. stary. niedaleko od Radomia .Na pewno lepsza od tych buraków. Człowiek w trzewikach ze starczym uporem tkwił wciąż nad nami. do roboty i starajcie się dalej.Jakże j a mogłem walczyć w Warszawie. tylko mnie woła. Miały nudną. Podszedł do nas po cichu i oparłszy się na łopacie. Wal. i to bardzo dużo . baba w krzyk za nim? Akurat! „Takie owakie . wycinając z buraków żylaste. . dodałem zniecierpliwiony: . w poduszkę.zatoczył ręką nieprawdopodobne koło .dywersant podał mi pokrojony na części burak. Myślisz.

Dam wam kawałek chleba. położył go we wnęce.Chleba dajecie za paznokieć. Wreszcie Romek wyciągnął z kieszeni dwie przyduszone. wyjął chleb. prawie sine łydki. I zieleniny. uznania i zazdrości. buraki szkodzą na żołądek. Za dużo w nich wody. podzielił go sprawiedliwie na dwie równiutkie części i podał mi jedną. a buraka to chcecie za całą rękę . cierpliwość i umieć donosić żarcie do czasu. 30 . A wy buraków chcecie. A wy zjadacie całe główki.Gdzie tam. następnie wyjąwszy z kieszeni kawałki buraka. nic. a drugą ręką chwycił się pod bok.. odszedł w pośpiechu za zakręt rowu. a tam inni za mnie kopią. niegdyś eleganckich trzewików. Stary krytycznie spojrzał na łydkę. ciągnąc za sobą łopatę. Nie można nic pić. a potem opowiadać dyrdymałki. który zebrawszy kawałki buraka w podołek. żeby bolały. Trzeba było od razu wyciągnąć chleb.Widzicie. Jak dojdzie od nóg do serca. . zawszeście jednakowi.dodał z mieszaniną pogardy. .rzekł z ożywieniem stary. Gadamy i gadamy. że kantu nie ma i że to rzeczywiście cały. Nie imponowały mu byle jakie opuchnięte nogi. uważnie mieszając chleb ze śliną i połykając bez pośpiechu. z fantastycznie poskręcanych szmat i ścierek wyłaziły obrzmiałe. Złapałem ją w powietrzu. Dywersant oparł się na kilofie. tylko mi trochę opuchły .rzekł dla zasady Romek. . jak błyskawicznie i fachowo oceniłem. tylko woda. Co dzień z wami to samo. Pochyliłem się i nacisnąłem palcem skórę. jak chodziliśmy po narzędzia rano do budy. Z utytłanych w błocie. . tak z pół pajdki rannej. stary. to wtedy kaput. Dajcie prędzej. jak trzeba. bo do roboty trza. A wiecie dlaczego? Woda. nawet kawy. palec włazi w ciało jak w wymieszone ciasto. ma się rozumieć. podciągając do góry zabłocone nogawki pasiaka.Ano. . chorobliwie białe. Że też wy od rana umiecie dotrzymać . Żebym to ja tak chleb umiał dotrzymać. . Chwycił chleb.Widzicie. Ale ty byś od razu zjadł.Ale niech tam już będzie. uważasz. ale za całego buraka .. Takim burakiem to człek przynajmniej kiszki napcha. aby unaocznić. Z chytrym uśmiechem rzucił mi jedną. zwiędłe śliwki.powiedział bezdźwięcznie i wyciągnął z kieszeni omotany w brudną szmatę chleb. także nie jeść. stary. nie nadkrojony burak. a potem podniósł na mnie oczy bez wyrazu. Dywersant gmerał obojętnie kilofem w ziemi.stary. Poczęliśmy obaj żuć. Wtedy Romek sięgnął do wnęki. Znalazłem śliwki. i wręczył je staremu. Nogi was nie bolą? . poskładał je do kupy. .Trzeba mieć. żebyście nie marudzili.

Widziałeś mnie kiedy. a miał nas dwudziestu. Wbił kilof w ziemię i oparł się o ścianę rowu. na której gdzieniegdzie rosły dzikie śliwy. łańcuch wart i las. wtedy człowiek tracił 31 . tego ani złodziej nie ukradnie. w której wydawało się nieco cieplej niż w gołym rowie. Z drugiej strony była łąka.I warszawski .odpowiadam zgodnie. To żydowski system.zagadnął. Oto zbierał codziennie od swoich kolegów skórki od chleba i rozdawał je tym. a ja podpierałem wnękę.Zacząłeś coś mówić o rowie przedtem. Grunt to nie narobić się.Wiesz. co dzieli. Z jednej strony rowu wznosił się nasyp. nawet przez oświęcimiaków nie dościgniony. Znów bez porozumienia wróciliśmy do dawnego systemu pracy. Z daleka. niknął we wsi i wypływał wraz ze śliwami. w którym w przeciągu dwu miesięcy umarło trzy tysiące ludzi. gdy milczenie przeciągało się niebezpiecznie.Nigdy nie umiałem podzielić. organizator wszelkiego jedzenia po okolicznych wsiach. Co w żołądku. . Od lasu kładł się biały pas drogi. ale niedużo. który wznosił się w środku wsi nad wodospadem wezbranej w jesieni rzeczki. gmera. ale nieproporcjonalnie głęboki. zdaje się? . jak w Oświęcimiu dostawałem paczki.mówię w rozmarzeniu. O swoich ludzi. Od nas widać było czub kościoła. Wilgotna ziemia pachniała trupim zapachem gnijącej trawy. noszenia szyn i załadowywania worków z cementem oraz świetny. żeby na kupie nie stać. podniósł kilof wysoko ponad brzegami rowu. Były dywersant wziął kilof i odsunąwszy się ode mnie o dobre parę metrów.I warszawski . .Najlepszy system to nie nosić jedzenia w kieszeni. Należało rozmawiać cały dzień.zgodził się były dywersant. krusząc resztki grud upadłych z nasypu. . mamrze się zjedzeniem . A tutaj porcje także od razu zjadam. żebym miał chleb przy sobie? Raz-dwa zjeść. może dlatego że nad rowem szedł wiatr.dodałem. troszkę kawy popić. Taki.Naturalnie. Śliwy dochodziły aż do wsi leżącej zupełnie w dole. Dalej wspinał się po stoku wzgórza młody świerkowy las. schodził z drogi majster. za nasypem szło pole buraków. oraz czerwone dachy domów schodzących coraz niżej. odcinając się od mokrej zieleni trawy jaskrawą barwą munduru Armii Pracy Todta. . Był to wielki specjalista od instalacji wodociągowych. Chwyciłem łopatę do rąk i począłem z energią wyrzucać okruszyny ziemi. że bym zjadł . i przestać cały dzień przy łopacie. którzy najgorliwiej pracowali. Za lasem leżał nasz mały. poniżej dna wanny. a dalej traktory. dbał. . przerzynając na ukos łąkę. ani na podatki nie wezmą. to mleko skondensowane od razu wypijałem . . niedawno założony obóz.. pozwalając mu w rowie opadać własnym ciężarem. myśląc o odbytej tylko co transakcji. Rów był wąski. a tu było trochę ziemi nad głową niby dach.prędko zdechnie. ani ogień nie spali. On kiwał się na kilofie.

Przez ten czas u nas wymarło trochę ludzi.rzekł ostro dywersant . nazwoziliśmy wapna.Nie gadaj. kapo . że go nie dostrzegamy. do dziecka. pracowaliśmy gorliwie. postękując z wysiłku. aby dzisiaj przeżyć. pokopaliśmy rowy. Przyłóż ucho do ściany. bo w co będziesz wierzył? Co tu mówić. . a nawet. cementu. ale teraz . bracie. błyszcząc czernią wysokich butów. I końca nie widać. gdzie się da. machaj kilofem . Majster Batsch postał chwilę nad nami. co będzie . jak ziemia huczy od artylerii. Ale nawet gdyby nie. gorszyło. raz w Wirtembergu.Machaj. stanąwszy nad grupą powstańców .i zaśmiał się urągliwie.krzyknął do mnie. zbudowaliśmy kolejki . w kółko. nie widzisz? Udając. Podbiegłem rowem. ten od 32 . .grunt. popatrzył jakby z niezmiernej wysokości i poszedł powoli nad rowem. coraz to któryś z kumplów umrze. co kapo bowiem. prawdę powiedziawszy.poczucie czasu i nie miał okazji do snucia destruktywnych marzeń o jedzeniu.do kogo? Może też gdzieś tak dołki kopią. już się dosyć nawojowałem po świecie. Na pewno będzie ci lepiej niż teraz. uczciwe łopaty aż na sam czub nasypu. którzy umieli po niemiecku. siedział skulony stary. założywszy ręce do tym. a posłyszysz. A jak przyjdzie zima. Kują w nią tam na Zachodzie. to znów na granicy szwajcarskiej. Jeszcze się człowiek jakoś trzymał nadzieją. zatopieni na niby w rozmowie. widzisz. to kapo.Już od miesiąca tak kują. aby błysnąć nim nad rowem. . Śmieszyło to bardzo starych oświęcimiaków. Wywalałem pełne..majster stoi nad rowem. co to się w powieściach czyta. . kują.chodź no tutaj! Dlaczego ten człowiek leży na ziemi? Dlaczego on nie pracuje? Majstrowie nazywali kapami wszystkich. że będziesz umiał żyć? Albo będziesz się bał wiecznie nie wiadomo jakich strachów.. .Bo to.. i tak.rzekłem ostrzegawczo .i co? Coraz głodniej i zimniej. I to nie o jakichś tam wspaniałościach. ja tam od rana myślę o jedzeniu.Pogadajże coś! Jak to było? . I coraz częściej pada deszcz. szyn. tak się gmera. kopie Niemcowi na pożytek. dbając usilnie. raz na Śląsku.Ja tam nie myślę o tym. Ale tak do syta chleba i grubo masła na chleb. gdzieś pod Beskidami. albo będziesz grabił oburącz. nie? A może chciałbyś już tak do końca życia .. cegły. .Kapo. na dnie rowu. Chcę wrócić do żony. że wróci. to myślisz. to znów nowych przygnają. Za zakrętem. jak te nasze powstańcy.i znów machnął kilofem. doły. żelaza i czego tam jeszcze. Brzeg żołnierskiego płaszcza miał ordynarnie zabłocony. .

nie wiesz pan. zaszkodziły? .zapytał. Musiało mu być gorąco. verstehen (niem. Znów później powiecie.On kupuje co dzień buraki za chleb. Gdy chwyciłem za łopatę. Na przeraźliwie bladej twarzy starego powstańca pojawiły się rzadkie krople potu. ale z daleka zaglądając więźniowi w twarz. dziecko. . kucnął spokojnie we wnęce. że majster zrozumie po polsku.majster Batsch uczynił dłonią międzynarodowy ruch chowania ukradkiem do kieszeni.rzekłem ze zdziwieniem. korzystając z tego. prawda? . że zielenina szkodzi. to nie wie. ruszył się niespokojnie.dopowiedziałem pośpiesznie . obrzucił mnie nienawistnym spojrzeniem i rzekł niezdarnie do majstra Batscha: . opierając się z wprawą na kilofie. pierwszy dzień na komandzie? I zdejmij pan tę papę. ściskając rękoma brzuch.Ciężko chory? .Cóż to. wylazł z wnęki i stanął także w pozycji roboczej. widać. bo jeszcze pana kto urządzi. Oczy miał przymknięte. a niegdyś eleganckich trzewików. ciężko chory. On jest chory. bo rozpiął kołnierz.głód.rzekłem z pogardliwym lekceważeniem. przyglądając się smutnie powstańcowi znad rowu. . Dopiero co przyjechał do obozu. Towarzysz starego.To pan jeszcze mało rzeczy widział na świecie.Chory? . ten od nakrycia z papy.No tak. może tego człowieka do lagru zaniosą. stary. . że żaden post nie pójdzie teraz stąd? Coś pan.) .nażarł się buraków i teraz dostał boleści w brzuchu. Co pan. troskliwie.zagadnął bez zainteresowania.Krank. verstehen?109 . że nie ostrzegamy. . proszę pana majstra. Powieki drżały mu raz po raz. W ręku trzymał spory pakuneczek owinięty w gazetę.Powiedz mu pan. Majster kucnął nad rowem. to zupełnie jasne . i jęczał. Jego towarzysz z kilofem. . prawda? . .On nie może tego potrafić! .Buraki? Z tamtego pola.Hunger. Dywersant. Słoma wylazła mu zza pazuchy i sterczała przed twarzą.Stary. Klauen110.) . to bardzo niedobrze. buraki wam.zapytałem ze współczuciem. w nadziei. jakby z krawędzi innego świata. ten od papy. Majster Batsch pokiwał głową w zrozumieniu.powtórzył z naciskiem. . co? O. Ma czas do wieczora. 109 Hunger. Mówiłem już raz. . że my niedobrzy. chory . Na żarłoczność i głód trudno poradzić. . że majster był zajęty czym innym. przecież on jest chory. .zabłoconych. I odszedłem do swojej łopaty.kraść 33 . rozumieć 110 Klauen (niem.

bo musiałem zjeść w kuchni. potem parę śliwek.Nie pociągnie nawet do wieczora . że mogli. Przyjechali sześć tygodni temu i już chcieliby ze trzy miski zupy dostać! . dbając usilnie. A wieczorem jeszcze zupa za twoją miotłę. Myśleli. Dorwali się teraz do robót jak chłop do wody sodowej.Dużoś zjadł dzisiaj więcej niż porcja? .podpowiedziałem.. jak już zaczęli.ciągnął dalej . Przez cały dzień nic. .Już niejedną setkę takich widziałem.odpowiedziałem.) . . że na roboty.rzekł energicznie Romek. Z rana porcja chleba i co tam było do chleba? . a teraz znów się obżarł burakami.Co tam zjadłem . potem znów ten chleb i trochę buraka.W Oświęcimiu krzyczeli.pajdka rano. że ma wujka volksdeutscha111.Wczoraj to zjadłem. Urwał i chwycił za kilof.. Nad nami stał milczący majster Batsch. to ich nikt nie pilnował. który w związku z pochodzeniem zadeklarował przynależność do narodu niemieckiego 34 .zapytałem z żalem. .Znów jeden mniej. Ze złości wywaliłem całą grudę ziemi na nasyp. aby błysnąć nim ponad krawędzią rowu. . Pod wieczór tośmy sprzedali buraka Żydom. że oni nie są polityczni. Jedzenie było tematem w chwilach szczególniejszych wzruszeń. tu znów im źle. .Co się będziesz martwił za tamtego. .rzekł dywersant. bo jeść mało dają. . margaryna na trzydziestu kostka. podczas gdy ja skwapliwie pochyliłem się ku ziemi. A dziś .obywatel kraju okupowanego w czasie II wojny przez Niemców. Jak kto chce Niemcowi służyć. . 111 Volksdeutsch (niem. . Mogli bronić tej Warszawy.Nie mogłeś przyjść po mnie? . Żeby tak jeszcze.Właśnie o tym myślałem . aż ugięła się rękojeść łopaty.Margaryna i ser. Spuchłe nogi. to dobrze mu tak . Czarno widzę przed nim. Ja mu nie kazałem przyjeżdżać..zapytałem zainteresowany.Nie. I z rozmachem uniósł kilof nad głowę.obruszył się były dywersant spod Radomia. i co trzeci chwalił się.. Było pół pajdki na dwóch. A potem dostałem jeszcze zupy na kuchni. Popatrzył z sympatią na naszą zgodę i umiejętną pracę i rzucił między nas pakuneczek owinięty w gazetę. nie? .. Przecie jak oni jechali do Oświęcimia. Pod naszymi nogami rozsypały się skórki chleba. durchfall. . bo odnosiłem kotły.Margaryna i ser .Pewnie.

zacięcie wbijając w beton takt.BITWA POD GRUNWALDEM I Po szerokim. odziane w zielone rękawy odziedziczonych po żołnierzach z SS kurtek. twardym parapecie okna na trzecim piętrze jednej ze ścian studni i wygrzewając się nago na słońcu jak sparszywiały pies przeciągnąłem się sennie. w której odbywały się do niedawna patriotyczne wiece esesmańskie. zszarzał. ociekających igliwiem młodych sosen. 35 . minął kolumnę rosłych ciężarówek amerykańskich. żeby z kolei wystawić na słońce plecy. który wlókł się za Batalionem. słonecznym blaskiem i mięsistą. gdzie wy jesteście. ponieważ wiatr zarzucał nań jak na wędkę barwną szmatę narodową. a kroczył ufny w swą siłę i ochrypły śpiewem jeden zwielokrotniony człowiek. Oślepiająco kredowy wąż kurzu. . zelżał pod kupą bali. jaskrawą zawartość ludzi i bagażu. Siedząc z kolanem przy podbródku na wąskim. pękł. przybił gorliwiej beton pod wysmukłym. które wytrząsały ze swego wnętrza. podobny z lotu do trzech zielonych gąsienic o pręgowanym. Wolno spać dalej. sfałdowanym grzbiecie i nieruchomym tułowiu. . wzbił się w powietrze i rozpłynął się w nim bez śladu. drew. obszedł sztywno dziedziniec. zwinął się u wejścia do hali. jakby to maszerował nie Batalion. przypadł do ziemi i rozdęty przypadkowym podmuchem wiatru napęczniał. wesołych i chwalebnych przygodach Dyla Sowizdrzała i Lamma Pasibrzucha. opowieść o bohaterskich. podnosiły się energicznie do pasa i opadały ku ziemi w gniewnym. ławek i krzeseł przygotowanych na wieczorne ognisko. szedł Batalion i śpiewał. Dobrze spełniliście swój obowiązek wobec Ojczyzny. nakrapiane gdzieniegdzie jasną plamą wojłokowych chodaków. przywalony drgającym słupem słońca. mąciły wojskową jednoznaczność wyrazu. jednolitym zamachu. zachrupotał wielonożnie po szkle z wybitych dokładnie szyb. głucho. świeżo malowanym masztem. urwał wpół słowa śpiew i wsunął się jak w tunel w mroczną czeluść hali. Ręce jego.powiedziałem. ziewnąłem z uznaniem i odłożyłem na bok zorganizowaną w którymś z pokojów oficerskich książkę. sczerniałą zielenią świeżo ciętych gałęzi.Panowie żołnierze .Batalion pomaszerował do kościoła na mszę arcybiskupią. odwracając się do sali. zalanym słońcem dziedzińcu poesesmańskich koszar. odgrodzoną od placu ostrym. która wszędzie na świecie jest tam. Batalion. skręcił ostro pod oszkloną niegdyś halą. jak z worka z gałganami. jak po dnie głębokiej studni wkopanej w kamienne ściany budynków. Tylko pstrokate nogi Batalionu.

teraz odpoczęli dwa miesiące i znów łażą. barłóg. a zamiast kapów . świecąc muskularnymi węzłami ciała.rzekł. leżał w nim cały dzień na łóżku. Patrzy chorąży.Polska piechota maszeruje dobrze. nie zrzucał nigdy sukiennego munduru. . . Niby wszyscy męczennicy z obozu. słonym potem nie mytych genitalii. . Uporczywie chodził w obcisłych. jeżeli dobrze zrozumiałem .Przez sześć lat w lagrze piątkami łazili. Pod nie bielonymi ścianami. Plecy zagrzały mi się tak. zamrugał ku mnie zaspanymi oczyma krótkowidza. bracia. po żołniersku śmierdziała zastarzałym. a pod ich nogami wałęsało się parę taboretów bez oparcia i błąkała się bezradna jak zagubione dziecko emaliowana spluwaczka. hitlerowskie sentencje. Krostowatą twarz zwracał nieodmiennie w stronę okna i patrząc bezmyślnie na mieliznę parapetu łapczywie wsłuchiwał się w śpiew i tupot Batalionu. Na prawym udzie pięła się ku pachwinie gruba. Olbrzymi i żylasty. przez środek szły z gruba ciosane stoły. .Jak kto ma dyżur w kuchni. nie mieścił się w skąpym łóżku.dodałem patrząc obojętnie w przestrzeń. to nie . . chwała Bogu i Ojczyźnie. czy kucharz kraść zdąży dla Żydówki w ciąży . który uczył się angielskiego i szeptem powtarzał słówka. po czterech. Cisnął książkę na stół i bijąc buciorami o kamień podłogi. że obiad dla oficerów. 36 . żeby nie kradli.warknął gburowato chorąży. zeskakując z parapetu. a czerwony napis wskazywał nieomylnie: „Tylko dla pań”. kotły i wszystko. i zdjąwszy rogowe okulary z nosa. gdy ją polscy prowadzą oficerowie ku chwale Ojczyzny . który spał przy ścianie od drzwi. co tam im trzeba dla nas. sypiąc za każdym poruszeniem fury słomy z przegniłego siennika na dolne łóżko.Jak mają kuchnię elektryczną. zdobnymi w bogoojczyźniane. leniwe muchy i ciężko oddychali rozespani ludzie. .wykrzyknąłem.rzucił od drzwi Stefan. to co gotują w kuchence? Jasne. . na którym sypiałem. stały dwa szeregi żelaznych. ale żeby kucharze żarcia z kuchni dla Żydówek nie wynosili. piętrowych łóżek. jakby je kto skrobał rozpalonymi szpilkami. podszedł do okna. to niech pilnuje. wysadziwszy głowę za okno. dusił się od gorąca i bił podkutymi butami o żelazną poręcz. Chociaż z okazji rozdziału niemieckich marynarek pokłócił się z oficerami i postanowił bojkotować wojsko. W powietrzu bzykały cienko wypasione.Znowu sukinsyny gotują na węglu . który czytał niemiecką książkę o Katyniu. jak zakurzony glinany talerzyk.To pan do mnie kij przytykasz. czyściutkich slipach. Uczyć maszerować to potrafią.oficerowie na czele.Sala po prostu. Od stóp do głowy pokryty był przyblakłymi wzorkami tatuażu. krzywo wyrysowana strzała.A jak maszerowali? Jak wojsko? Bo na ćwiczeniach łażą jak muzułman po błocie odezwał się podchorąży Kolka.

nasz brat. którego omal nie utłukłem w walce o lepsze miejsce w wagonie podczas transportu do Dachau. toby nie wylazł. uderzył głową o ostry kant górnego.pomyślałem rozczarowany i wychyliłem się przez parapet. aż dopiero z Podporucznika. zaklął ordynarnie na temat płciowy. jak nie złapałeś. przewrócił z szelestem parę kartek i tępo wpatrywał się w fotografie grobów w Katyniu. Naćpał się nie gotowanego mięsa baraniego. .Nie czepiaj się mnie ty. między rozwalonymi 37 . Przebierał nerwowo palcami u nóg. Kradną. Chorąży sztywno usiadł na łóżku. Pana trzyma Pułkownik na smyczy. wychudzoną twarz do poduszki w czerwone maki. pociągając płaczliwie nosem. ozdobione parą wytatuowanych uszu i sinymi kropkami imitującymi oczy. Wolał zdechnąć niż pójść do szpitala. a nie do garnka. Jednocześnie zaś chory Cygan. ale do maszerowania na mszę. wyskrobku bolszewicki.O ludzie. Siennik zachrzęścił i słoma posypała się na dolne łóżko. Podwinął pedantycznie wystający róg prześcieradła. co o tym wie i książeczki czyta z obrazkami? Jakby wlazł w tyłek Pułkownikowi. . znowu się wam bić zachciewa . Chorąży powoli wstał z łóżka. Dobry pies nie szczeka.koledzy. pochwalnym śmiechem. W łyżce wody chce utopić brata. „Nie będzie awantury” .Właśnie. póki się ciebie nie czepiam. pogładził się po rzadkiej i sztywnej siwiźnie i rzekł ze wstrętem: . panie chorąży. Chorąży poderwał się na łóżku. podniósł się z jękiem na swoim łóżku. to won z wojska. jedynego zresztą w tej sali. . zawsze głupi. Z dziedzińca zacharczała odjeżdżająca ciężarówka. . jakby był przywiązany do budy. którą przyniósł z nocnej rajzy po bauerach.zaskomlił. na wąskich pasach zieleńców.zaszczekał chrypliwie Stefan i zmrużył złośliwie maleńkie.I przytknął siną. . wypukłe oczki. Podchorążak Kolka poruszył się z zainteresowaniem i wyjął pięść spod głowy. A jak ci się nie podoba co. cierpliwy jak chore zwierzę. Zmarszczyłem z dezaprobatą brwi.Sutki piersiowe. Doleciały nagle strzępy jazgotliwego gwaru i umilkły. kradną! Nie szczekaj. Chodził wzdłuż stołów wyprężony. równe i białe jak u psa. Pod kamiennymi ścianami koszar. Parsknąłem krótkim. zadrgały mu spazmatycznie jak pyszczek zajączka. gryź pan. ale złapie i gryzie. że was bieda bije? Ale nasz Polak. A jak ci się podoba taki kontroler. poruszony nagłą ciszą. hau . Leżał nieruchomo. . pamiętał bowiem szpital z małego kacetu Dautmergen. ludzie niespokojni. Cierpiał od kilku dni na ciężkie rozwolnienie żołądka. Pan jesteś psem od łapania. jak nożem uciął. Chwycił książkę.Mało wam jeszcze. Zza wykrzywionych nerwowo warg zaświeciły zęby. właśnie.Hau.

nad drzewkami i żywopłotem. panie podchorąży. do czasu. gdzieś aż spod strychu. . A w środkowym skrzydle budynku. panie chorąży. darły się chrapliwie niezmordowane radia. barwne letnie sukienki migały wśród bujnych. to może siedzieć.Häftling 112 .w słońcu jak w złotej farbce. Chorąży poruszył się niespokojnie na łóżku. tam gdzie mieszkali prominenci. Żeby chociaż nie kradli! Byłoby lżej.stertami gnijących śmieci. z pięter. za karny meldunek. Za bramą.. .. bracia. Ale nie powiedział nic. 38 .snuł się cichutko niebieski. 112 Häftling (niem. wystawione na słońce. Ale do czasu. ciągnęły po autostradzie kolumny aut.. zardzewiałej na brąz rury wystawionej nonszalancko przez lufcik .więzień. pełzały w górę anemiczne drzewka klonów i szczelnie krzewił się tuż nad betonem kwitnący czerwono żywopłot. żeby panu synka nie złapali. ciekł nieustannie wąski strumyczek rowerów. usta drgnęły mu złowrogo. Przez cały czas patrzyłem spod zmrużonych rzęs na chorążego.Nie. a także za Ojczyznę.. . aby wyschły..zanucił Stefan. bo ustrzelą. znajdziesz . Ale jeśli nie znajdę! . Pójdę na kuchnię sprawdzić. na świecie . że wszystkim jednakowa dola.westchnąłem z udanym smętem . z małej.. bo nie umiesz się lizać. które wonią zarażały cały dziedziniec. za lojalność. a górą .Pan chorąży pewnie na mszę grunwaldzką? . Zacisnął wargi i patrzył w ziemię. . A ty? Siedź. Tam właśnie był świat. wiadomo . jak głodno i do domu daleko.Znajdziesz. . Na parterze. do którego puszczano za dobry marsz.Uważaj pan tylko. za sprzątnięcie korytarza. Wyżej. na drugim piętrze. przepustki ci na świat nie dadzą. bo kto panu da jeść? Pułkownik barana nie przyniesie.mruknął złowieszczo przez zaciśnięte zęby.ale cóż. równo oszklonych okien. sapiąc z lekka przez nos. której pilnowali obcy żołnierze. mocno osadzonych w ziemi platanów.) . szedł rząd weneckich. przez dziurę w murze nie wyjdziesz. A jak siedzieć? Jak komu syn barana przyniesie albo Niemkę przyprowadzi. delikatny dymek i drżąc cieniutką smużką rozpraszał się ukradkiem w powietrzu. dołem tonący w soczystym cieniu. człowieku: siedzisz zamknięty jak za Niemca. za niezłomność.zapytał obojętnie Kolka z drugiego końca sali. Wyciągnął z szafki mundur i począł się ubierać. tam gdzie były kuchnie Zgrupowania Wojskowego Allach. w wielu szeregach bliźniaczych okien zwisały ze sznurów strzępy różnobarwnej bielizny i kręciły się na szpagatach świeżo malowane drewniane kuferki. Z parteru.Ładnie jest.

jaki głupi.nie pójdziesz na Grunwald9 . a obaj sobą troszeczkę pogardzamy. Może da ci gulaszu? Gulasz dziś na obiad.A ty.Że też ich Niemcy nie zdążyli wybić! . obficie posypanych narodowymi barwami. Podobno na ognisko niespodzianki szykują. mucha bzyknie..Stefan oparł się w zadumie o parapet i patrzył ze złością na dziedziniec.Mamy tak różne doświadczenia życiowe! On całą wojnę był gdzieś tam w wielkim świecie.. energiczny krok.Idź na mszę. On na dzisiejszą uroczystość patrzy pod kątem Polski . Jego gesty będą niezrozumiałe dla mnie. a nad generalicja polata dym i zapach gotującego się dla niej obiadu. - 39 . Na czele posuwał się Pułkownik. Może pójdę do teatru. Ciskał rękoma ku Pułkownikowi. Dopiero generalicja podąża godnie i w ordynku na świętą mszę.podchorąży Kolka przełożył nogi przez poręcz łóżka . . moje zbyt tuzinkowe dla niego. mnie byś opowiedział. A myśmy mieszkali gdzie indziej. panu Redaktorowi napisał do gazetki.Da i bez tego. głupi! .ja gulaszu i jutrzejszej postnej zupy. . sunął bowiem godnie i prosto i z wysiłkiem markował wojskowy.Odchylił się od parapetu i płaską dłonią plasnął się w czoło. i trochę Boga. jak gromada niesfornych dzieci za nauczycielem.dodałem rzeczowo . sterczące włosy lśniły jak sierść psa.rozłożyłem ręce z emfazą.Nie chce mi się. coś mu widać po kaznodziejsku tłumacząc. Co dzień mi zupy daje. Widziany w silnym skrócie Pułkownik podobny był do masywnego kloca o polerowanej słońcem głowie i sztywnych nogach. pluskwy i flegmony. pętało się nie zróżnicowane stado zielonych i czarnych kurtek. . miło się z sąsiadami pogada . Obok ciągnął Major owinięty w dziewiczą zieleń niemieckiego munduru oficerskiego. Czarne. A Grunwald? Albo mi tu źle na parapecie: słońce przypieka. .Cóż jest między nami wspólnego? . A co ciekawego na mszy? . nad którymi podskakiwały krasne głowy w furażerkach. .Do końca świata już tacy zostaną. co to brukiew.Na dziewczynki byś popatrzył.Idź na mszę . ..jeszcze go nie ma. Tadziu .namawiał leniwie Kolka. mnie się chce jeść. Za nimi.a wszystko widać jak w teatrze.bohaterstwo i Ojczyzna. gestykulujących rąk. On na pewno jest syty. A nie chciałbyś zobaczyć Arcybiskupa? . Polska. Zapuścił ręce w spodnie i czochrał się z zainteresowaniem.ukłoniłem się w stronę chorążego . w mundurze skrojonym przez miejscowych krawców na angielską modę z koca koloru przywiędłego liścia. Byle z daleka od niej mieć dwie miski zupy! Jaki ja byłem głupi. Polsko. co to wiesz . dla Polski. może o wywrotowych fermentach w Zgrupowaniu Wojskowym Allach. Zresztą .

wsie naokoło palą się. ja mogę już do służby. . wyżebrał od kogoś trochę pszenicy. wreszcie blokowy na najbogatszym..zupę. którzy dziś nie chcą mu dać do syta zupy tytułem rewanżu. jakby zdechli . usiadł na pryczy i . Podniosłem obie ręce do góry. czyste koce. Amerykanie przychodzą. kradłem żarcie głupim Cyganom. potem laufer113 i pipel osmański na małej komanderówce114. placki i do latryny lata.ciągnął w rozgoryczeniu . trzymałem tę hołotę na bloku. Stefan umilkł speszony. z którego zupa kotłami.nic.A miejsce kto im dał na bloku? Czyste buksy. Laufer) .byliśmy przecież w jednym obozie. szonungowym bloku115. . karmiłem. artyleria esmańska w obóz.goniec 114 Komanderówka .przerwał ostro podchorąży Kolka. napchane sienniki? To mało? Wyżyliby na komandzie? .A pamiętasz . jakieś kobiety posmażyły się.dorzuciłem pogodnie. tylko młynek i placki piec. Drugą miskę dostał zupy. schonen . patrząc ubawiony. chłopcy poszli na rabunek z nożem. że uratował życie paru polskim oficerom z powstania. chronić) . owoców i mięsa dla blokowego. Kręci młynek mieląc mąkę nasz Pułkownik. nadstawiałem się za nich.odmiana komando. dostałem uważnie po mordzie. to dla siebie masło i chleb..blok dla ozdrowieńców 40 . koniec wojny! A ten . więc się poczuł silny władzą Ja.Oczyściłoby się powietrze. pan Kuriata. a chleb dziesiątkami bochenków wędrował na lager w poszukiwaniu papierosów. Jak kradłeś. grupa więźniów pracująca poza terenem obozu 115 Szonungowy blok (z niem. . świat się przewala. jak taki Stefan przechwala się teraz. od którego raz. zbratanie ludów. szał. były kolega.jak w Allachu Pułkownik? Przynieśli mu młynek od kawy. że nie dość szybko ustąpiłem mu z drogi. niech mi tylko zjeść co dadzą 113 Laufer (z niem.młynek.Przecież sam widziałeś. I już taki ważny się zrobił jak. blokowy . rozumiesz. a dla nich co najwyżej . fleger z Birkenau.Nie chwal się. Wtedy korzystając z okazji zadeklamowałem patetycznie: Ustalają się hierarchie. brat poznaje wreszcie brata. aż Stefan odwrócił się do sali .opiekować się. jak Stefan. Tu.

o będę! Podchorąży Kolka usiadł ciężko na łóżku i zwiesił na dół nogi. to do zgody woła.W takim czasie takie głupstwa.. idź! . że w Katyniu. .cztery litry! . zupy pojadł. Pójdę i będę na was czekał. czy w niej nie zachlupoce woda. masz rację. Uśmiechnąłem się do Kolki i w odpowiedzi zakołysałem głową. Tylko jeszcze na was trochę popatrzę. co Katyń zrobili.Pewnie. inteligentowi . chorągiew? Żeby syneczek mógł nocami chodzić na baranki i dziewuszki sprowadzać? Umiecie wy robić Polskę. nie podoba wam się Polska.szczeknął zjadliwie Stefan.krzyczał chorąży. co? W Katyniu? Szkoda panu chorążemu? . Zbielałe wargi poczęły mu drżeć. co? . jakby próbując. Szpiegu! .. za wygranie każdej bitwy damy zupy . panie chorąży.rzekł z goryczą. zapamiętam.zaśpiewał łagodnie Stefan . aż mu paznokcie nabiegły krwią. nie podoba? Pan chorąży chciałby innej.Pułkowniku. Stefan . do tych Polaków. . pójdę . co to znaczy? To twoi kochani rodacy ze Wschodu. Wpił się kościstymi palcami w czarny blat. aaa? Chorąży był już zapięty na ostatni guzik. aż się rzygać chce! .Tak było. Niemeczkę pomacał.. Uderzył mnie spokojnymi oczyma. udając idiotyczne pochylenie głowy. prawda. kilkakrotnie puknął się w skroń.syknął chorąży przez zęby. zsypując na mój barłóg furę śmieci. Dobry. . twoja Polska.Nikt cię tu nie trzyma. 41 .A co. książeczek. . .pochwaliłem.Dziwię się panu. przystając naprzeciw chorążego.To mój wiersz. Czarny Cygan jęknął boleśnie znad poduszki w czerwone maki.Książeczek się pan chorąży naczytał. .Nie bój się pan.mam czas.Idź do tej Polski.Idź do tej swojej. ty bękarcie! Ty wiesz. . ostro cel! Pułkowniku. mąkę miel! Niech się klin wybija klinem.wybuchnął nagle chorąży i także podszedł do stołu. idź! . Żeby chorągiew nosił w niej. Kiedy przykazaniem kupą się trzymać i nie warcholić! Warcholstwo gubi nas! Przez nie giniemy! . W Katyniu.. gadzino zapluta! . pułk stworzymy ci z kasynem.W Katyniu. Kiwnął do mnie wesoło ręką.

przyglądał się nabożnie brzozowemu krzyżowi. przewrócił go z trzaskiem i skoczył Stefanowi do gardła.zaszeptał Redaktor. osuwając się obok niego na ziemię. tłumek zebrany przed halą sypnął się do środka. przystrojonej suto w czerwień i biel. . jednocześnie zaś z galowych drzwi komendantury. Czuł się nieswojo w ukradzionym cywilnym garniturze. to mi oddaj . otwartym drzwiom. sznurując usta i ociągając w dół mięsiste policzki. Stojący dotąd bezczynnie przy fotelu ksiądz z Dachau podskoczył żywo i włożył mu mitrę na głowę. Na łonie jej leżał tekturowy hełm amerykański.) . przyglądał się i milczał. Masywny.uklęknął na jedno kolano i uderzył się pięścią w piersi. Arcybiskup popatrzył na tłum u podnóża ołtarza i nieznacznie skinął głową. Za krzesłami ciasno zbił się tłum. Nad skwapliwie pochylonymi głowami 116 First Lieutenant (ang. wyłaził ze śnieżnego. Chorąży szarpnął za stół.wrzasnąłem piskliwie i pobiegłem pomóc Kolce rozbroić walczących. . Między oficerami tkwił w pierwszym rzędzie nieruchomy jak pomnik Prezes Komitetu. wykładanego a la Słowacki kołnierzyka. wyciętym z papieru orłom przyszpilonym do wielkich chorągwi narodowych zszytych z prześcieradeł. tępo patrzał w uda Śpiewaczki. w których kołysał się bluszcz i drżało pogodne niebo.Przyjdziesz do nas na gulasz? Bo my wcześnie do teatru idziemy . kręcił się niespokojnie i błyskał pytająco okularami w stronę widzów. strzyżony krótko. szczelnie oblepił okna hali. Obok ławek stał nieruchomo Batalion. Obok z karminowej sukni rozlewa się na brązowym pluszu fotela Śpiewaczka. o której plotkowano. i poważnie podawał się ku ołtarzowi. sukinsyny! Arcybiskup idzie na mszę świętą! II Arcybiskup odwrócił się od ołtarza.purpurowy z pasji. założywszy nogę na nogę.zapewniłem go żarliwie. pozował na krześle Aktor. Dalej. .właściwy komendant obozu. wszedł ksiądz w fioletach i otoczony ciasnym kołem czarnych i zielonych księży posterował do hali.Jak przeczytasz Sowizdrzała.Przyjdę . dajcie no spokój! . . . przetkany Pułkownikiem. First Lieutenant116 . za dużym i za sztywnym. Arcybiskup niecierpliwym ruchem poprawił ją (widocznie uwierała) i dopiero wtedy pobłogosławił nas bezradnym rozłożeniem rąk.porucznik w armii amerykańskiej 42 . byczy łeb.E. U jego stóp lśniły nad poręczami krzeseł siwe głowy oficerów.Nie bić się. żuł obojętnie gumę i błyszcząc obco brylanty na. W oszklonej i umajonej świeżo ciętymi gałęziami hali odezwał się srebrnie dzwonek. Obecnie (plotkowano dalej) ma ją Aktor. że w dni głodu przed końcem wojny miało ją całe Dachau.

poduszek i kołder siedziała dziewczyna o niezwykłych oczach. Poprawiła się na pierzynie. Pan nie na mszy? Uciekł pan od narodowego i boskiego misterium? Nie buduje pan fundamentu drzewca sztandaru narodowego. Dziewczyna błysnęła w odpowiedzi zębami. obojętne na wszystko dziewczęta. Po drugiej stronie betonowego dziedzińca.Ta pani . Zieleniec zatarasowano betami. gapili się na halę.Wprost przeciwnie. . Cały transport przyjechał z Pilzna. A tu ugór. Cytowaliśmy co celniejsze ustępy z powielaczowego pornograficzno-patriotycznego pisemka obozowego wydawanego przez księży. na których zaraz usiadły karmiące kobiety. łazili pod budynkiem. Wleźli do nas jak w zakazane zboże. Podniosłem domyślnie brwi. siedział władczo Profesor i ironicznie uśmiechał się do mnie zza okularów jak zza okopu. które na chwilę zapaliło się w jej oczach. które szukają lepszego pastwiska. Mężczyźni w mokrych od potu koszulach tkwili czujnie przy tłumokach. Podałem dziewczynie rękę. rozkładał się transport wytrząśnięty z amerykańskich ciężarówek. rozwrzeszczane czarne bachory.Z band leśnych? .Aha. Roześmialiśmy się obaj. Zbyt pełne piersi zakołysały się pod bluzką. Z letargu duchowego wchodzę w żywe ciało narodu .Profesor uczynił gest w górę. Jak krowy. jędrne uda. . przeświecające ciałem przez przejrzyste sukienki. że mi szczęki zadrgały z pożądania. Teraz kładę podwaliny pod drogę do Polski. Pod batystową spódniczką rysowały się mocne. Uciekli. w których miał mieszkać transport.przepłynął słaby szept modlitwy. a co energiczniejsi poszli oglądać izby. na wąziutkim skrawku zieleni pod anemicznymi platanami. Między jedną a drugą skrzynką poszukiwania rodzin narzekano wciąż na bandy leśne. Zamiast krzyżyka dyndała jej się na szyi dziwaczna. Śliczne nogi miękko spływały po pierzynie. omdlewające od żaru. może od słońca. poeta.przechylił się do tym.odrzekłem wykrętnie. podobna do małej świstawki. podłużna kapsułka. Żydówka. złożonego z ducha poległych i innych? Na kupie oplecionych sznurami walizek.domyśliłem się. panienko! . . Z naszych. dotykając niechcący nóg dziewczyny właśnie uciekła do żywego ciała narodu. uderzył ją w kolano i zupełnie jawnie zjechał dłonią po łydce dziewczyny. Chodząc na mięso baranie po innych sztubach. Przymrużyła rzęsy.Wytrzymałem biologicznie. . . Musiał dojrzeć. Pod nimi. okraczywszy wysokimi cholewami walizę. 43 . Przeszli z Polski przez zieloną granicę. słuchałem radia z Warszawy.

oblepiający z brzęczeniem Arcybiskupa.A gdzież jest nasza łąka? . . Transport w gorączkowym pośpiechu zaczął wnosić pakunki do koszar.Niech pan pamięta o krowach. która. . Jakieś jej ciotki 44 . Rój prominencji. Złapałem dwa toboły i bijąc po męsku butami o beton. że jestem biednym pasażerem.Nie . . . uda błysnęły spod różowej sukienki. a druga połowa trzęsie się? Że to z powodu korony orła? Zna pan przecież polskie dowcipy? Otóż wcale nie! . Potarł zmarszczone dłonie i klepnął się po skórzanych bawarskich spodenkach. Dziewczyna zsunęła się miękko z pierzyn i wylądowała na ziemi.dodał zgryźliwie Profesor i rad z siebie roześmiał się hałaśliwie. To gorycz krowy. niedoszły poeto dorzucił i zapatrzył się w swoje owłosione kolana. . . Czubkiem palców musnęła włosy mężczyzny. Ścisnąłem ironicznie wargi. . podygowałem w górę schodów.odrzekł niechętnie Profesor.uśmiechnęła się. I nie być ambasadorem swego stada na cudzych łąkach. cha.Jakby wojny nie było . Siedziałem tam pół roku za nielegalną emigrację. Zbyt wydatny biust zakołysał się znowu pod bluzką. ocierając się jak kot ciałem o moje ciało. ascetyczne ciało narodu. Cały czas patrzyłem w kark dziewczyny..zapytała znad pierzyn dziewczyna.Oto żywe.Żeby szukać lepszego pastwiska? . .rzekła dziewczyna . która nie znalazła lepszego pastwiska.w domu esesmańskim. W więzieniu Akko pod Jerozolimą.Polsce? Nie odchodziłem. w tej waszej . co wysiadł z tramwaju. w którym połowa siedzi. . Polska jemioła na niemieckim dębie. Pogardliwie machnąłem ręką w stronę placu.Żeby mieć swoje własne pastwisko. Gdy schyliła się.Jesteśmy z jednego domu .Wcale nie dlatego! Chwyciła energicznie za walizkę. popłynął w stronę komendantury i wsiąkł w parterowe drzwi mieszkania Pierwszego Porucznika. cha . . choć złaziła pół świata. jakby przepraszając .A jednak siła. napełniając z szumem dziedziniec jak miskę.z getta . cha. człapała przede mną. Wylewali się z niej ludzie po skończonym nabożeństwie. Bo my walczymy o ideę! A cóż tam. objuczona betami. łapiąc jej ukośne spojrzenie. poplamionych jak fartuch rzeźnika. wstał i bez słowa poszedł przez betonowy dziedziniec ku hali.parsknął grzmiącym śmiechem.Myśli pan.Niech pani nie słucha.krzyknęła z pasją. szorstkie sukienne spodnie natarczywie łaskotały mi uda.i znów spotkaliśmy się w jednym domu .W Palestynie. .ogarnęła dłonią kamienie koszar . W czasie wojny.

musi mieć kobiety. kiedy najedzą się chleba. Człowiek musi jeść. Tyle lat ludzie byli głodni! Tyle lat tęsknili do tej chwili. spiętrzonych prycz. ni to wolność. brudna śmietana gotująca się od dołu. . ani o świeży lipcowy dzień.ludziom chce się jeść. do wybitego okna i pokiereszowanych. mężczyźni jęli się do na wpół wywalonych drzwi. płaskiego lasu leżącego na horyzoncie i owijał jak kremem kopuliste platany przy autostradzie.To jest jeszcze kwarantanna. dmuchając pracowicie w ogień. zacierał kontury dalekiego. Zwaliliśmy ciężary w sali na parterze i wybiegliśmy znów po walizy. zupy. kiedy będą mieć pierwszą kobietę! To są zasadnicze sprawy. którzy nie dbając ani o Grunwald. Ni to kacet. a z tyłu pichcenie.uniosłem się gwałtownie. zbudowanych z paru sutych szczyp odłupanych od prycz i stołów. . bulgotał.odparłem urażony. W sali. Nie zepsuto ich 45 . W przejściu otarłem się znów o dziewczynę i pochwyciłem jej rozbawione spojrzenie. menażkach. złupione stadu w noc przedgrunwaldową. Oderwałem dziewczynę od okna i zaciągnąłem do białej. kompoty. Zbierało się śmiecie i wyrzucało je przez wybite okno korytarza wprost na głowy zagospodarowanych na tyłach koszar ludzi. pitrasili w rondlach. nie wytrzymała! . wzdymał się. podstawiwszy ręce pod strumień wody. kaszę.Przyzwyczaiłaby się pani .Z przodu Grunwald. chwytały rozdygotanymi rękoma za bety i pokazywały drogę. ani o kary grożące według regulaminu. ostro gryzł w nozdrza. . dobiegał bulgot okrzyków i przekleństw głodnych. która miała być zajęta przez parę godzin. Na to i Grunwald nie pomoże. która zapaskudzona resztkami jedzenia i łajnem śmierdziała jak latryna. gotujących sobie jadło ludzi. wolniej! Jesteśmy wielką siłą! Moralną! . siedzieli kupami przy niezliczonych ogniskach. wylewał się przez szczerbaty mur na pobliską łąkę. Ach. Błysnęła udami. wykładanej kaflami umywalni. Ale będzie lepiej. Od spodu. tarasując drogę. Automatyczne drzwi zatrzasnęły się cicho za nami. Ja bym dnia tutaj nie wytrzymała. Dym. spod dymu jak z dna garnka. piekli na zardzewiałych rozpalonych blatach placki kartoflane i mieszali drewnianymi łopatkami w kipiących wszystkimi kolorami miksturach.rzekła pogardliwie Żydówka. W ciemnej jak piwnica izbie wzbił się aż pod sufit tłusty kurz i dusił w gardle. okopconych paczkach po konserwach i w zdobycznych aluminiowych garnkach wszelkiego rodzaju jedzenie: mięso baranie.czy opiekunki krzyczały na nią piskliwie. jak gęsta. pokrzykując wesoło i klnąc pod nosem. Wyszliśmy na korytarz. zmieszanej z dymem. aż kręciło się w żołądku. Wytarła ręce o kraj spódniczki. Strząsnęła z rąk natrętne krople.To wy tak żyjecie . Zapach gotującej się surowizny. . podnosił się leniwie znad ziemi.Ale .zmitygowałem się .

Przeżyć tyle lat i zginąć po wojnie. Nazywałam się inaczej. Człowiek ceni siebie w dwójnasób.A panią co ciągnęło na. Napisałam mu list na pocztę polową i uciekłam. .zdumiałem się. . w Dniu Jej Pierwszej Komunii.bo pilnują. Ale pójść po prostu do lasu? .Przecież pani jest jak Aryjka . ach.To strach. wzdłuż okien wychodzących na las. nie. chodziłam regularnie na msze i do spowiedzi. odkąd nastał pokój. bo się zakochałam. Wszyscy boimy się. Polką. Prawda. Janince. w którym kłębił się dym. Śmieszne. nawiasem. Był komunistą i nie lubił Żydów poskarżyła się naiwnie.wyznałem szczerze .Zaciągnął się do wojska. To było. nieco płaską twarz.Pokazałem ręką rozbite okno. szukając oczyma potwierdzenia w moich oczach. jakie śmieszne! Podciągnąłem opadające spodnie i skrzyżowałem gołe ramiona na piersiach.powiedziała z pewną dumą. Oczy jej zalśniły z wdzięcznością.rzekłem pochwalnie. Matka.ach. jak tylko Niemcy odeszli.Nie mówię o chlebie ani . na cudze łąki. Wstydziłem się pryszczy wyłażących spod koszulki gimnastycznej. jak łatwo! . A gdzie miłość? .. że nie mogłam? Popatrzyłem jej przeciągle w oczy z dobrze udanym milczeniem współczucia.do tej pory.Bałem się .Przyglądała mi się badawczo jak osobliwej odmianie psa albo kota.Przez sześć lat byłam katoliczką.Wcale nie strach! Uciekłam od miłości.Bardzo mnie kochał. dała mi książeczkę do nabożeństwa. .Jest miłość. puszyste włosy i szeroką.o kobiecie. nie wyglądała na Żydówkę. W katoliku. Dziewczyna roześmiała się drwiąco. Mamunia”. . . jak nie strach? Uciekła pani od tej Ojczyzny? Miraż Zachodu? Oto i Zachód! . . ach. . Chodziliśmy po korytarzu. Tylko ciemne głębokie oczy opalizowały niespokojnie. Zaczerwieniła się jak brzoskwinia i przygryzła wargi.Bał się pan! . W istocie.klasnęła w dłonie . Nie jestem przecie podobna do Żydówki . nauczyłam się przykazań takich i owakich.I to po tylu latach obozu nie zapragnął pan wyjść poza te mury? .Nie czekając na odpowiedź? . Miała jasne. ale do tej pory nie zdołałem ukraść koszuli z kołnierzykiem. 46 . . w Siedlcach. Jeszcze dziś mam dedykację w oczach: „Kochanej córeczce. to zbyt groteskowe. . bał się pan! . zanim zginęła w Treblince. To bardzo łatwo..w głosie jej przewinął się leciutki akcent ironii . Nie mogłam mu kłamać.

nie spotkamy się nigdy.I nagle rzekła prawie szeptem: . prywatnie Żydówką . Odwaga strachu.ścisnąłem ją poufale za rękę . Ale tak czy owak nie spotkamy się nigdy.. . i zniknęło za zakrętem korytarza. .potwierdziła stanowczo swoje myśli ..zawiesiła głos . ale tak. ostre sukno parzyło jak pokrzywa.. Chciałbym być także takim. które uzbierałem. wsunęła mi się pod ramię.nie zaszedłbym daleko. A kiedy puściłem ją.Nie poszłaby pani na spacer.Jest pani bardzo odważna. Co ja mam wspólnego z Żydami? Być samotnie. Bezpiecznie. Prawie dotykała mnie zbyt wydatnymi piersiami. . .wyjaśniła krótko.Kto wie.. Tak jak Romek. .. naprawdę już nie mogłam! Nie chciałam! Wolałam. . macać żydowskie kurczęta. Żal mi zostawić książki.odrzekłem zdawkowo. spacer? 47 . zniechęcony.I wypaliłem jednym tchem: . A szkoda.Panicznie się boję. Stale nowi ludzie.Urwała. Dym z okien wsiąkł w korytarz i kładł się na suficie wąskimi pasmami jak pajęczyna. Coś tam musiało się dziać. On był jak endek. że pojadę do Palestyny. ubawiona wyrazem moich oczu.Uśmiechnęła się. Gdzieś z podwórza dobiegały podniecone okrzyki.Dobrze to rozumiem . .Bałam się. Na korytarzach dźwięczały już kotły. wyjść za mąż za Żyda? Nie. z trudem opanowawszy drżenie szczęk. Nie .tak! Ale żyć w żydowskiej wsi..to tym lepiej. Była ciepła i miękka jak sierść kota. Znów przebiegli po korytarzu ludzie i wpadli w drzwi wejściowe. jakbym namawiał ją do tego. Mam wstręt do tego! . . dokąd? Dzień w jednym obozie. dzień w drugim. oswobadzając rękę.krzyknęła.Może ucieknę na studia. Z dziedzińca wiało krzykiem. a ja jeszcze nigdzie nie byłem.droczyła się ze mną. .Nie spotkamy się nigdy! . Zbliżał się czas obiadu. Ująłem ją za rękę.. . Zbiesiłbym się chyba z tęsknoty za przestrzenią i pieszo poszedłbym na zachód czy na wschód. To ten z Siedlec . Suche.rzekła dziewczyna.Kiedy pan chce iść na ten. żeby się ode mnie Polacy odsuwali! Paru mężczyzn przebiegło. Fala krwi przepłynęła przez moje ciało. nie! .ale . Przygarnąłem ją za łokieć i brutalnie obróciłem ku sobie.. że napisze. potrącając nas. A ja. a kąciki jej ust drgały . żeby mnie nazywano chaimką. doić krowy. poza obręb obozu? Tam podobno sosny ociekają zapachem lata. Może mogłabym się zakochać w panu? . Żołądek ćmił jak bolący ząb. obcy. Zastukałem żywiej butami i podciągnąłem jedną ręką spodnie. Ale z panią .Bo pan umie słuchać.Jutro odjeżdżamy dalej ..

miskę kartofli wyrzucił na ludzi. ja wam mówię. którzy pilnowali głównego wejścia na parter. Dziewczyna. Przytuliła się ufnie. odpryskiwało słońce i raziło w oczy. ratując. Zbiegliśmy na dwór.informował ktoś przed nami . Amerykanie. Wtem z drzwi przeciwległego skrzydła koszar wysunęła się zbita grupa ludzi i szamocąc się jak sfora psów. Ale z polskim narodem czy można? . . Na widok żołnierzy stanął jak wryty. podczas gdy samochody zawróciły ku bramie.pocieszył inny . zobaczycie! Akcja pacyfikacyjna! Wojsko z karabinami! Rewolucja! . .rzuciła przez zęby . Żywi to oni nie przyjdą z obozu. Zbyt wydatny biust ugiął się miękko pod palcami. piekący but. Środkiem placu cofała się fala ludzi.nakryła dłońmi moje dłonie. żeby stąd uciec! Uciekajmy . Złapać raz. Natychmiast wszystkie okna zapełniły się rozgdakanymi głowami ludzkimi. machnął ku nam zachęcająco i krzyknął zadyszany: . dobrze? . Chłopaki zbuntowali się. i kwita.Już im dobrze dali . Tłum zatrzepotał jak stado spłoszonych kaczek.Po obiedzie. na których dostojnie zajaskrawiła się postać Arcybiskupa. Zhardzieli przy kotle! Radia nie chcieli w południe na Londyn nastawić. Pójdziemy. ruszyła przez pusty plac wprost do komendantury. Stefan deptał mu po piętach. a potem cicho wycofał się pod schodki.Będzie łatwiej przy zmianie warty. . co za bydło! Ileż bym dała.ach. 48 . Czekali niezdecydowani.i zatupotał po schodach. Pognałem za nią. co się da. co w pierwszej kuchni gotuje. nie odpowiedziawszy mi. Ostatni odwrócił się. rozpływając się z szumem na boki przed sunącymi powoli jak łodzie jeepami. . potrząsając groźnie karabinami. W drzwiach kołysał się tłum.To przez tych kucharzy . odpowiedział wrogim okrzykiem i zamilkł. rzuciła się do drzwi. kark ukręcić cholerze antychrystowi. Wszystkie szyby na parterze były sumiennie wytłuczone. Hałas im ludzie pod oknami robią! A szczególnie taki jeden.I zadumał się posępnie. Z drzwi komendantury wypadł Major.. Przyciągnąłem ją do siebie. Tylko to powinno być bez krzyku. Naraz z pierwszego auta buchnął strzał. Pusty żołądek uwierał mnie jak ciasny. Znów paru mężczyzn przebiegło korytarzem. Z pochylonym łbem. W przyprószonym cieniem wnętrzu pokojów krzątali się na gruzach sprzętów ludzie.Bydło . Dziewczyna drżała całym ciałem.przez tydzień nie pozbierają się.to oni nasłali Amerykanów. jak bodący byk. kucharzem robił w Allachu. szedł przodem chorąży. zbiegając z bulgotem w kurnik koszar. dwa. Od hełmów żołnierzy.zaszeptałem z przejęciem.Chodźcie. w których stali żołnierze.

z Londynu! III Pokój redaktorów był przytulnie obity tapetą w liryczne kwiatki. Reszta poskoczyła i otoczyła ich i olbrzymiego Kolkę górującego głową nad wszystkimi. jakby się modlił. wypadłem na plac. popalili auta. aż krzyknęła. . Na schodkach przed komendanturą. po obiedzie . oficerach SS. ale Stefanowi wydało się. albo zajęli opróżnione przez nas miejsca w Dachau. trochę ze zdziwieniem. . odeszli. którzy albo padli na polu chwały w bitwie przy koszarach. Przycisnąłem swoją dziewczynę. . część muru koszarowego. Ale nie uderzył. rozmontowali gruntownie aparaty filmowe.zagrzmiał roześmiany Kolka .I radia nam słuchać nie dają! Waszego radia . przekrwionym okiem. potarmosił. Wspięła się na palce i podniosła dłoń do twarzy. popchnął na schody dziewczynę. widząc żołnierzy. śpiewając 117 Ausienderzy (z niem. że pyta. Przechyliłem jej twarz do pocałunku.rzekłem z rezygnacją i rozepchnąwszy tłum. która mu się wyrywała z piskiem. którzy ledwo wyzwoleni z obozu wpadli po skończonej wojnie w bezpańskie koszary.krzyknąłem jej z daleka. żyrandole. Prędzej.Bo kradł. jedzenie dla Niemki kolegom kradł! Kradł i cudzołożył! .Trzymał przez pół dziewczynę. została tylko solidna. Poruszał wargami.krzyknął i błyskając gniewnie podbitym. bydlę! I pchnął kolanem pędzonego kucharza. a trochę jak z peronu. Inny dopadł z boku. albo uciekli do rodziny. Żołnierze poskoczyli im naprzeciw. stał Arcybiskup i patrzył na nas łagodnym i zmęczonym wzrokiem. Żołnierz podbiegł do Kolki.To koledzy! . wybili rentgenowi zęby w szpitalu. połamali bardziej rzucające się w oczy mahoniowe salonowe meble i zapaskudziwszy z czubem miski klozetowe. dwudrzwiowa szafa. wysadzili.Ej.Nie z Warszawy. zanim otoczyli nas żołnierze. Kucharz. Ausiander) . który poganiał kopniakami człowieka w białym fartuchu.dodał buntowniczo. wrzasnął z bólu. ale wyrwała się gniewna.cudzoziemcy 49 . . Po prawowiernych mieszkańcach. rabując amunicję. cudem nie całkiem rozbita przez ausienderów117. aż upadła na kolana. motocykle i armaty w garażu. . między Pułkownikiem a Majorem.złodzieja mamy! Cały wór mięsa nakryliśmy w kuchni! A na sztubie pana kucharza Niemkę w łóżku! Nie zdążył jej wyprowadzić.To cóż. Dopadłem chłopców na chwilę przedtem. Tadziu . . uspokoił. wykręcając mu do tyłu rękę. zabulgotał gardłowo i zamierzył się kolbą. proszę księdza. złapał ją za kark. lustra w łazienkach i umywalniach. wytłukli wszystkie szyby.

zakpił . byłym korespondentem dziennika w Białymstoku. dalej sklecony ze szczątków tapczan przykryty imitacją tygrysiej skóry. Sam w pokoju to cholernie przyjemnie! . który odsunął maszynę i matryce pod okno. Była więc szafa. . Odwróciłem twarz ku oknu. . trzy miski. zawalony kupą publicystycznych książek.hymny narodowe. na zapas. została rozbita w puch i wyrzucona na bruk. biblioteka bowiem. jedz i rośnij . . .rzekłem do Redaktora. no i w ogóle spać w łóżku. wziął się raźno do jedzenia . W szczerbach wybitej szyby 50 . Wydoskonalił sobie dykcję. dymiące zapachem mięsa miski. na równi ze szpitalem. na pokojach oficerskich. Każdy oficer brał dwie. Przygadałeś z transportu. Wetknął mi jedną do rąk.żebym mógł porozkładać moje książki.Może ucieknę z nią na Zachód. apteką. Obaj napełniali pokój niespokojnym buczeniem jak niesforne bąki. ewangelicznie brodatym. ozdobioną nie wiadomo skąd wytrzaśniętym Norwidem. odsunąłem miskę.Wiesz.Redaktor trafił do obozu z powstania. wybierając starannie mięso. kinem i olbrzymią kartoteką zawierającą legitymacje i fotografie wielu dziesiątków tysięcy SSmanów.Z tym drugim? . nawet grunwaldowy gulasz wydawano bez kolejki i bez kontroli.skrzywiłem się z niesmakiem.Nie. ale dobitnie. najczęściej trzysta gramów. Nie byłem już zachłannie głodny. widziałem! .ty i ucieczka! Szczeniaczku. Siedziałem wciśnięty w róg kanapy. na wieczór. Zza uchylonych drzwi dochodził z korytarza brzęk kotła. z dziewczyną.rzekł krótko. Wolno zanurzyłem łyżkę w gulaszu. wprost od młodej żony. a mieszkał z kapitanem. był bowiem troszeczkę głuchy.No. rzuciłbyś swoje wiersze i książki? Nie bałbyś się świata? A jakbyś musiał pogłodować? Obrażony. cóż dopiero dla oficerów! Redaktor wepchnął się do środka. skrupulatnie wybranych spomiędzy śmiecia zalegającego dziedziniec. .Co się dziwisz? Po obozie to już chyba czas? . .Masz. Z okazji Bitwy pod Grunwaldem wydzielono nam po litrze kartofli z mięsem i sosem. że chciałbym mieszkać w pokoju . zasiadł przy stole i mlaskając głośno językiem. powiesić na noc spodnie w szafie. głuchym jak wyschły pień. wiesz . Tu. Bo z chlebem to różnie bywało. Odłożył łyżkę i popatrzył na mnie spod oka. piastując w rękach dwie pełne.Albo we dwoje! .huknął Redaktor. gapiąc się bezmyślnie na ciemniejszą plamę na ścianie. Nawet dla żołnierzy mało.

albo wydalenie z obozu. Żaden lagrowiec. że ja nic. . Zresztą ksiądz Tokarek nie pozwoliłby napisać. biłem i kradłem dla tych tam pułkowników i majorów. Trzech dni z fasonem nie umiał wytrzymać. A on powiedział.Można powiedzieć . papier wyrzucił przez okno. że owszem. Kiedy go wyrzucili na komando. że komunista i bandyta.przeciągnął z wileńska między jednym a drugim łykiem . wysługiwał się esmanom. może nas zabierze do Włoch. a szczególnie Pułkownik. Ale 118 Binda (z niem.opaska noszona na ramieniu przez więźniów funkcyjnych 51 . Jesteśmy przecież gazetą rządową! Ułamał kawałeczek chleba i umaczał w sosie.odrzekłem zwięźle. . opowiedziałem o sprawie. .Byłem . głuchy . Ale dziś bym już nie bił i nie kradł. żeby tylko zostać blokowym i mieć bindę118.Pójdziesz do teatru. Redaktor pokiwał głową.First Lieutenant dał mu do wyboru: albo karę bunkra. bo Arcybiskup przysłuchiwał się cały czas.Wylizał łyżkę. gotowy do wyjścia. .A tobie udało się uciec? .Szuja .że go troszkę nie lubiłeś. Nie najgorszy. miskę wstawił do szafy. Panie Boże.Prawdziwa sensacja obywa się bez prasy. pawie błyski. Wyklarowałem okejom. .Jakim mnie stworzyłeś. szafę dokładnie zamknął.poszedł na bridża do Rotmistrza. Nie mógł inaczej zrobić. że przypadkowo.to był ten drugi. przeprosił ją i wyszli razem z obozu. słyszałem? . A w tym pochodzie z mięsem byłeś? . . Przechylił miskę i pił sos. Binde) . Są dwa bilety. wytarł miskę papierem. nie martw się .Ale umiał znaleźć się. Jeszcze mi jeden rękę podał.Tak przy Arcybiskupie? A podlec! Przecież całe wojsko w jego oczach skompromitowane. chusteczkę schował do kieszeni. To sensacja! . Krzyk się zrobił. że o la! .Moglibyście napisać o tym.Komunista? Byłem u niego na bloku.Redaktor wstał od stołu i pogłaskał mnie po twarzy.słońce rozwidlało się w tęczowe. Przyjechał ktoś z Drugiego Korpusu. Znasz Stefana? .mruknąłem niechętnie.No. . Angielszczyzną świat przejdziesz. usta wysuszył chusteczką.zapytałem. . . mój mileńki. Pokiwali głowami. oznajmił: . . jeszcze bym im pomógł.Żołnierze mnie puścili. Janusz . to chodził jak struty.Nie wsadzili go przecież. . Stefan wziął Niemkę pod pachę. maszynę spod okna postawił na swoim miejscu i wtedy.Był blokowym na szonungu. nie ma co! Krzyczeli na niego. takim mnie. .Bił ludzi. masz. Niechby zdechli w obozie.

wyszedł. odczułem wyraźnie. oprócz oczywiście tych. Na brudnej podłodze stało przy krzesłach kilka misek z nie dojedzonym gulaszem. Redaktor rzucił klucz na stół i nie powiedziawszy ani słowa. przybranej w czerwień. Wzniesiono solidny. Przed zamkniętą bramą teatru stał tłum. umilkł i opuścił ręce. pilnowali sztub przed złodziejami lub byli na wyprawach poza obozem. napierając na przepasanego narodową szarfą policjanta w amerykańskim tekturowym hełmie. Nie lubił. Jęknęła. zerwano i zadeptano narodową szarfę.Ludzie. Bo oto na środku jaskrawo oświetlonej sceny. krzesła i fotele. zastukał do sąsiednich. Zamknął uważnie drzwi na klucz. klął i groźnie krzyczał. Reszta wąskiej. Na dziedzińcu kończono przygotowania do wieczornego ogniska. Nikt na nie nie zwracał uwagi. Nic ich nie ruszy. Chociaż wszyscy z napięciem oczekiwaliśmy ogniska i narodowych występów wieczornych. z którego błyszczały ostro zapatrzone ludzkie twarze. .krzyczał ochryple. biel i żywą 52 . Odepchnięto go od wejścia. . I wypchnął mnie za drzwi. Pewnie go zostawili na wieczór. Wszyscy patrzyli na scenę. wzmocniony smolnymi pniakami po bokach. że przez chwilę byłem także jak oficer. który. jak mu cichaczem wynoszono druki. Grają teraz razem w karty. aż zapiał jak kogut. Umieściliśmy się tuż za generalicją. ale niezmiernie długiej sali tonęła w czarnoniebieskim mroku. w drugim rzędzie. nasadzono niemiecki hełm. Tłum rzucił się do bramy. woźnym w teatrze. Gdy wśliznęliśmy się na widownię i na migi załatwiliśmy sprawę z policjantem. na który padało jeszcze żółte światło ze sceny.rzekł ubawiony Redaktor i pociągnął mnie na drugą stronę garażu do małych drzwiczek dla aktorów. ludzie! Przyjdźcie jutro.Za grosz inteligencji . przeniosła się pod garaże. co grasowali za budynkami. wyściełał pokój jak gęsta wełna. ale nawet rewia. Zlustrował mnie przy tym podejrzliwie.o tym sza! boby wszyscy chcieli. czworokątny stos. coraz ochrypłej. Jutro będziemy powtarzać Grunwald \ Każdy zobaczy! . Policjant rozkrzyżowanymi rękoma patetycznie bronił wejścia. zwijając się przy zamkniętym oknie. ale zamki nie puściły. nie tylko Arcybiskup. zanurzył się w dym. odbierając mi książkę z rąk. pod słupem zaś skrzyżowano dwa strzaskane niemieckie karabiny bez zamków. nie ma miejsc! Zlitujcie się. a na słup. który sterczał na szczycie. cała zasiedziała ludność koszar. Z zewnątrz dochodziły wrogie okrzyki szturmującego tłumu i skrzypiały wyważane żelazne drzwi. Wokół stosu stały ławy. z których urządzono teatr.

Redaktor. w robotniczych kombinezonach. ocierając się o korę drzew. Dzieci my Twoje. ku sufitowi. ku niebu. Aktora. a prześcieradło kurtyny poszło ponownie na boki.Szkoda.Ty i tak kochasz tylko tego. krzątali się na peryferiach sceny. Palcami podtrzymywała spódniczkę i oczy wznosiła niewinnie ku kurtynie.Paru z nich znałem: byli schreiberami w przesławnym obozie Allachu. Kiedy się nieco uciszyło. jak pierzasta strzała spadło w głąb lasu i tkwiło w bladozielonej trawie. stała zapłoniona jak dziecko na imieninach Śpiewaczka. że jeszcze łóżka na scenę nie wstawili! Fajna Rzeczpospolita! I warta grzechu! IV . pochylił się ku mnie konfidencjonalnie i huknął głośno i z niekłamanym zadowoleniem: . w zachwyceniu w nią wpatrzonego. by jeszcze raz pokazać zapłonioną Rzeczpospolitą oraz jej kochanka. Podniosłem głowę i chciałem pocałować ją w wilgotne. pasiaki leżały na nich jak ulane. Wkoło niej upozowało się kilku młodych ludzi w obozowych pasiakach. rozchylone usta. . jeździli z taczkami i obnosili naokoło Śpiewaczki łopaty. kilofy i łomy. rozszczepione w wierzchołku sosny. po co ty siedzisz w tym obozie? Czy cię nic stąd nie rwie naprzód? Dziewczyna pochyliła się czule nade mną. Słońce. wypukłym fragmentem siebie. W jej niespokojnych. która prześwietlona jak cieniutkie złoto pełna była 53 . Wiatr szeleścił.zieleń i podpartej czarnym pudłem rozedrganego patriotyczną melodią fortepianu. stał gruby i płomienny Aktor i dłonią wskazując na Śpiewaczkę kończył z patosem wiersz: w imieniu Bogurodzicy. Na samym zaś przedzie. nieomal na krawędzi sceny. żołnierze i robotnicy! Straszliwy trzask wyważonej bramy i triumfalny krzyk wwalające-go się do przepełnionego garażu tłumu zlał się z ogromnym hurkotem oklasków i histerycznym.Powiedz mi.westchnąłem leniwie i sennie opadłem na ziemię pachnącą zbutwiałym igliwiem. patriotycznym wrzaskiem widzów. Inni. . Zbyt pełny biust zakołysał się pod bluzką.Nie. który pozostał w Polsce. nie rwie mnie już nigdzie . Polsko. Zmarszczyła brwi i odsunęła się. Zamknęła mi usta dłonią. ale już płowiejących kłosów. umajona wieńcem niedojrzałych. Nad nami piął się w niebo sosnowy las i szumiał. hojna blondyna w krakowskim stroju. podtrzymujących wstążki od jej stanika. musiały być szyte specjalnie na zamówienie jeszcze w obozie. . opalizujących oczach odbijałem się małym. który się nareszcie umieścił jako tako na skraju ławy.

. ileż ja ich wyniańczyć musiałam. . nie na pokaz! Nie pobierać zupy z kotła.Widzisz. . . . odsuwając moje ręce.Gramoli się żarłocznie w konchę jak kosmaty psiak do miski z mlekiem .to są obcy.rozleniwiającej woni lata. Mam tam siostrę za bogatym Belgiem. przebłyskujące różowo poprzez niebieskawy dym powietrza jak przez jedwabny szal.Ale dotąd nie zapomniałaś? . . więc nie zapomniałam. ale się wybiję. . . zanurzonym w lekkim potoku wiatru. Rozchodziło się od niej urzekające ciepło jak od ciała kobiety.Chodź . ponad gontowe dachy podmiejskiego osiedla.Jedź ze mną! Ach. z którymi jadę od Polski . mam książki.zaobserwowała dziewczyna. po co ja? Boję się przestrzeni.na skraju lasu przerwałem milczenie i ująłem ją wpół .Raczej jak dziecko na parapet okna . Nad drogą płynęły kopulaste topole.Nino.Ja tu nie jestem niczym.Zapomnę o nim. .O. rozumiesz? Bez obozu. Spłoszony bąk odleciał z gniewnym pomrukiem. Nino . Chodziły po niej pary.No.jedź ze mną na Zachód. . normalnie. Nienawidzę dzieci! . jak nisko słońce.tak żyją Niemcy. Będę studiowała medycynę. Mam kolegów. Asfalt parzył pod nogami. których sklepienie wiodło aż pod czerwone mury i wieże koszar. . . którzy mi pomogą. I ja tak chciałbym żyć.Nie miałaś? . właśnie . . zostań ze mną . rozgrzane i barwne. Mogę się od nich oderwać. .Ci ludzie.rzekłem niespodziewanie. boję się ludzi. Pojedziemy do Brukseli. Patrz. bez dyscypliny. Niech inni.Już późno. strzepnęła resztki igliwia z sukni i poprawiła włosy. pięło się. bez patriotyzmu. Zabłąkany bąk.zdecydowała się nagle. mały bombowiec. Tak je zbierałem.Ach. bez wojska. a opasawszy je zielenią jak mostem. nabiegając złotem jak dojrzałe jabłko. . nie myśleć o Polsce. bo cóż ja jestem? Jakie mam prawa? 54 .A chłopiec w Polsce? .Chodź . od których trudno mi odejść. za dużo śmierci widziałem.rzekłem pobłażliwie .Nie miałam innych.Uniosła się na kolana. jak pociemniały sosny.podchwyciła Nina .Popatrzyła w górę ku czubom sosen. żeby się dać zabić. Ja jestem naprawdę wolna. zahuczał nad nami i usiadł na łodydze dziewanny. rozumiesz? Ja boję się ryzyka. Czwarta? Piąta? .zerwała się niecierpliwie. jedź ze mną! Ja tak się boję Palestyny! Przez las płynęła asfaltowa droga ujęta w tamę topól.krzyknęła.podjęła po chwili z wysiłkiem .

Wszyscy. złotawej trawie błyszczał czarny krótko strzyżony łeb. Z Polski mnie wyrzucili.ujęła za talizman w kształcie świstawki. książeczki . wszyscy! . Pójdziesz ze mną? . . jakby szukając tam współczucia. Wyrwała się gwałtownie i wrogo. . Ale ja nie jestem ani Żydówką. co? .Co tu masz oprócz tej Żydówki? . Kręcił w palcach suchą gałązkę. że są jeszcze inni ludzie.. Na każdym skrzyżowaniu mogą nas złapać te czarne małpy w białych kaskach i wsadzić do nieznanego obozu. poszedłbym.Wiesz. Fajna dziewczyna. Stefek podniósł się z ziemi i ukłonił się dziewczynie.Tak. jak wszyscy. Potknęła się.Poszła w krzaki. . szukając w myśli praw przysługujących mi. .powtórzył. bracie. złamała się z trzaskiem. No.Wracaj do Polski! . kiedy pragnąłem usprawiedliwić się.Jeżeli pójdziemy stąd. ale. Stefan zmrużył oczy od blasku i spod powiek przyglądał mi się z otwartą pogardą. . Ja idę na piechotę. Do Żydów mam wstręt. Podtrzymałem ją za ramiona. Być jak drzewo bez korzeni! Uschnąć! .przejechał ręką po włosach.Umilkłem.Ja się nie boję . inaczej niż inni.Więc wracasz do Polski . Palce jej drżały.. żadnych! zawiesiłem głos i wpatrzyłem się w jej twarz.gwizdnąłem przez zęby. . Myślałam.rzekła sucho Nina. Sukienny mundur rozparzał całe ciało.zachwyciłem się zdawkowo. .Wracajmy do obozu . .krzyknęła zjadliwie.rzekła Nina przejmującym szeptem.Wszyscy? . To ma mnie łączyć z Żydami.Nie spytałeś mnie do tej pory. Wracaj do Polski! . przykazania po hebrajsku. w którym zeżre nas głód. Upolowałeś spódniczkę. szukając sugestywnej metafory. który nagle zrywa się spod nóg.Na piechotę? Toś morowy chłop . .zawahałem się. co to jest.Chciałeś mnie tylko na jeden dzień. W wysokiej. Ale ty nie jesteś człowiekiem. .Ale nie mieć nigdy gruntu pod nogami! . jak ptaka. .stwierdziła dziewczyna i skrzywiła pogardliwie usta. .uśmiechnął się gorzko . dla których jestem Żydówką! Widzisz to? .Wracaj do Polski . . jesteś tylko Polakiem.. upolowałeś. . .Zęby mu błysnęły jak u psa. .Żadnych! Rozumiesz.krzyknęła. . to nam nikt nie da jeść. To są tablice Mojżesza. 55 .to chcesz mi powiedzieć? I że będziesz głodny po drodze? Że jak się unormuje? A jak ci powiem: spódniczka cię trzyma.Wracaj do Polski! .Chodź ze mną. . Przyłożył dłoń do podbitego oka. ani Polką. odprowadziłem ją do domu .Urwałem.Przestraszyłem się głosu.A gdzie Niemka? rozejrzałem się podejrzliwie.Książeczki.

to zobaczysz . Nie zwracał na dziewczynę uwagi. Znali szpary i przejścia mniej pilnowane i wymykali się z koszar. dotknął swego podbitego oka.Pan jest jak SS! Stefan uśmiechnął się lekko.Nie wywiozą. Poruszała bezgłośnie wargami.rzekł do mnie. Przylgnęła do mnie. . Od obozu aż po las przewijał się w trawie sznur ludzi. Podbródek jej drżał spazmatycznie. . brunatnym potem jak pokropieni miedzią.Czekam w Polsce. Przy drodze kolumna ciężarówek zwracała wąskie jak u głodnych szczurów ryje motorów ku obozowi. Ująłem ją pod ramię i poprowadziłem wzdłuż drogi. Jutro będą wszystkich wywozić! Wszystkich! . Pokrzykiwali do nas. jakby coś mówiła do siebie. Nie puścili. .Na pewno się uda .zacisnęła pięści. mylisz się. ozdoba muzułmańskich oddziałów SS. . Pod kępą uschniętych krzaków stało parę czołgów i porządnie. Trudno. .Ruszaj z Grunwaldem . Przy dziurze nie było nikogo.Pan jest. Świecili się ostrym. Czarny kutas dyndał się za każdym poruszeniem głowy. żeby lakier nie roztajał. . pod daszkiem z papy podpartym paroma patykami. Na skrzyżowaniu siedział człowiek z obozu.powiedział Stefan.Grunwald \ . Natomiast u narożnika. póki czas.Idź do obozu. . Pilnował ich drzemiący w upale żołnierz amerykański. tam gdzie mur rzucał nieco chłodu na spieczoną ziemię. wracajmy. . przecież dziś Grunwald. Między samochodami krzątali się półnadzy Murzyni.Obóz jest obstawiony przez Amerykanów . Potrącone gałęzie jedliny chwiały się za nim. gdy mijaliśmy ich bokiem.rzekł ironicznie i zniknął w lesie bez pożegnania.Wracajmy do obozu . Dwie czerwone walizki postawił w cieniu. Czerwone kepi. Czekały jutra.Niemcy wykorzystywali gorące. wedrzeć się do nich przez rozbitą.. . klasyczne miejsce transportu baranów. Oddychała ciężko jak ryba wyrzucona na brzeg. .Oszalałeś! I Pułkownika. Kopuły drzew szumiały. Położył na 56 . Gmerał w otwartym plecaku. Może się nam uda dostać do środka.rzekła Nina.. leżały poskładane karabiny. jakby las szedł razem z nami. i Majora? I cały sztab? A księży. Przyśpieszyliśmy kroku. a kuchnie? .Stefan roześmiał się. letnie popołudnie. pan jest. zsunęło mu się na ucho. zawaloną gruzem bramę. pociski armatnie i miny niemieckie.powiedziałem nieco zbyt skwapliwie. . w głębi cienia siedział żołnierz i drzemał.. aby wyszedłszy na koszary od tym. Strumyk rowerów ciekł nieprzerwanie po dnie asfaltu.Chciałem wejść i zabrać koc. jak w sklepie z manufakturą.

Schylił się.trawie hełm. karabin wetknął między kolana. zniknęła za krawędzią jak wrzucona w dół. otrzepał go. parskając krótkim. żeby dać jej znać. wołali za dziewczyną. odrzucili niedopałki papierosa. Wracajmy do lasku. przeszedłem je na oczach wszystkich i 119 Fraulein. Wolnym krokiem ruszyłem na usypisko. . podniosły się głosy. ale wiatr rozerwał jej wołanie na strzępy. gadali hałaśliwie i częstowali się papierosami. przydeptali je nogą i pobiegli na nasyp.może nie puszczą nas. . uczynić jakikolwiek ruch. odwrócili się ku bramie. ale milczałem. idź za mną. Wysunęła mi się spod ręki. Dwaj żołnierze.Stop. Całkowicie odsłonięci staliśmy na łące przed bramą. Podniosłem rękę. halt! (niem. przewiesił karabinek lufą na dół przez ramię. Fraulein! Halt.) . Poderwałem się biec za nią i nagle stanąłem.Fraulein. maleństwo. Fraulein! Halt. stop! . pochylił głowę na oka mgnienie na prawo i Dziewczyna obronnym ruchem podniosła ręce do gardła. Postąpiła jeszcze krok poza krawędź nasypu i miękko osunęła się za nim. który mu się wysunął spomiędzy kolan. połączyły się w gwar. Na szczycie podmuch wiatru opiął jej ciasno biodra i rozczesał włosy. chciałem krzyknąć. prąc przeciw wichrowi.rzekłem zdjęty niepokojem . przyłożył go do ramienia.Panienko! Stój! Chodź tutaj 57 . urosły w krzyk. obciągnęła bluzkę na zbyt pełnym biuście i puściła się pędem ku bramie.) Come here (ang.Tak ci się śpieszyło na Grunwald i co? Znowu się boisz? Poczekaj. Zawołała. halt! Come here!119 . I zanim zdążyłem coś powiedzieć. tam gdzie był już obóz. Dopadła gruzów i poczęła się na nie wspinać. śmiejąc się. Odwróciła na moment ku mnie roześmianą ironicznie twarz. dziewczyna poprawiła niecierpliwie spódniczkę. ten który strzelił. pośpieszył również w stronę bramy. którzy.krzyknął piskliwie drugi. Za nasypem. chwycił karabinek. podbródkiem dotykał piersi. jakby jej nagle zabrakło powietrza. podniósł z ziemi hełm. Dwaj żołnierze. Śpiący u drugiego krańca muru żołnierz podniósł nieprzytomnie głowę i poderwał się. Rozespany żołnierz. jakby pośliznęła się na cegle. którzy częstowali się papierosami. Przytrzymała je ręką. odwróciła się ode mnie. pogardliwym śmiechem. jak para zagubionych dzieci przed chatką czarownicy. włożył na głowę i pogwizdując bezmyślnie.Zaczekajmy do zmroku . a jeden z nich zdejmując z ramienia karabinek zawołał ze śmiechem na całe gardło: . Przy drugim narożniku stali dwaj żołnierze w porozpinanych bluzach.

Zapalili. niewygodny kawałek cegły. Ten wzruszył obojętnie ramionami. bzykając.Wiatr skręcał z chrzęstem dym jak słomę i wyrzucał go za mur. przechylił się do tyłu. hamując ze zgrzytem. zawahał się parę razy na łańcuszku i zawisł nieruchomo. nosy armat. Padając otarła o cegłę policzek. Słońce zalśniło i rozkwitło w brązowym wyglansowanym półbuciku. kurczowo zaciśnięte w obronnym ruchu. Podszedłem. prychnął olbrzymim kłębem dymu i kurzu. leżały ciężko na kamieniach.Co się stało 121 Do you speak English (ang. z ulicy wysadzanej młodymi platanami. . częstując. W otaczającej nas ciszy głos jego zabrzmiał ostro i nieprzyjemnie jak darcie płótna. Z niezmiernej oddali dochodził do mnie jednostajny. Kierowca sięgnął do kieszeni. Z ziemi podniósł się słup kurzu. napotkawszy spojrzenie. powoli zwinął się nad ziemią i upadł. Przepuścili mnie i jeszcze ciaśniej skupili się nad ciałem. Z trudem przepchałem się łokciami przez niechętnie ustępujący tłum. wparł się kołami w ziemię i przysiadł. wydobył paczkę papierosów. Wysunął z auta nogę i zakołysał nią z wahaniem. ułożyłem głowę na miękkim piasku wapiennym i podniósłszy się z klęczek. okryte brezentami. śmieszny jeep wypchany żołnierzami. otrzepałem starannie spodnie z kurzu. Na skurczonej. Ręce. nie śpiesząc się. zamrugał i ściągnął nieco wargi.) . Usunąłem spod głowy trupa ostry.) . Mały talizman w kształcie świstawki przesunął się na szyi na bok. wyskoczył mały. odleciała.What’s happened?120 Czemu ci ludzie tak krzyczą? First Lieutenant pochylił się ku szoferowi. Delikatny strumień niebieskiego dymu przepłynął koło twarzy i porwany wiatrem znikł w powietrzu. Dwaj żołnierze z pistoletami maszynowymi na kolanach rozpierali się na tylnym siedzeniu. Na podwórzu dymiły się ognie pod porzuconymi garnkami i menażkami. Nade mną pociemniało od koła ludzkich twarzy skupionych i milczących. odgarnąłem delikatnie włosy. .zsunąłem się obok Niny. prześliznął się między drzewami.Czy mówi pan po angielsku 58 . Wypukłe oczy zmętniały jak stężała galareta. do auta. zerwał barwną opaskę. Ostatni znak życia. Spłoszona cieniem. Spomiędzy bloków mieszkalnych. Zrzucone ze strychu deski na ogień bezszelestnie zsunęły się w powietrzu. zza zakrętu garażu. wilgotnej.zapytał szybko First Lieutenant. ciepła o mdłym zapachu krew przesączyła się szeroką plamą przez bluzkę opinającą zbyt wydatną pierś i zasychała na brzegach jak rdza. Spojrzałem zdziwiony na oficera. zabielały na tle czarnych okien i upadły z przeraźliwym trzaskiem. nabiegłej świeżą krwią wardze usiadła duża niebieska mucha. z którego sterczały długie. Spod wargi lśniły martwo białe zęby. Oficer. .Do you speak English?121 . stłumiony szmer głosów jak zza ściany. Poruszył 120 What's happened (ang.

.niezdecydowanie szczęką.kiwnąłem.) . 122 I do (ane.powtórzył nieco ostrzej Pierwszy Porucznik. Tłum zasłaniał szczelnie trupa dziewczyny. jakby rozpędzając się. . a jak na daleki. którą już pewnie zafasowano.) . odprysła. jesteśmy do tego przyzwyczajeni . Dotykał stopą ziemi. a za nim przepychali się pozostali dwaj.I do122 . którzy wtedy palili papierosy. obojętny przedmiot. co za różnica? Przez niski kurz jak przez płytką rzekę. . Różowa grudka zaczerwieniła się w kurzu drogi. Musiało mu nagle zaschnąć w ustach. Twarz jego spłynęła przelotnie krwią i pobielała. do swojej kolacji. . sir (ang. . Pierwszy Porucznik wyskoczył z auta jak zwolniona raptem sprężyna. Nagle ściana ludzi poruszyła się.My God124 . który szedł przodem. Zdawało się.My God! My God! Chwycił się za głowę.uspokoiłem go bagatelizującym ruchem ręki i uprzejmym poddaniem całego ciała.Ge-sta-po! Ge-sta-po! Ge-sta-po! V Żołnierska sala leżała w gruzach. proszę pana 124 My God (ang. Na stołach i na podłodze rozbite skorupy porcelanowych misek bielały w gęstym mroku jak oskrobane z włókien wyschłe kości. Nim jednak ten.) . Mój głos zahuczał w głowie jak w pustej sali. ale odwrócił się od niego i patrzył na żołnierzy. Cisza jak napęczniały balonik pękła z trzaskiem w uszach. aż się wstrząsnąłem.Przez sześć lat strzelali do nas Niemcy. .Nothing.tu: mówię 123 Nothing. Patrzyłem na oficera nie jak na człowieka. Zastrzeliliście przed chwilą dziewczynę z obozu.Mój Boże 59 . i naraz zaczął żuć. zwróciłem się do oficera. teraz strzeliliście wy.Kto skrzywdził tych ludzi? Czemu oni tak krzyczą? Co się stało? Żołnierz z karabinkiem opuszczonym lufą na dół wyszedł z tłumu. że nad ciałem dziewczyny tłum ciasno skupił się i patrząc w oczy żołnierzom cały czas wrogo skandował: . Nic się nie stało .powiedział.odrzekłem obojętnie. Teraz dopiero uświadomiłem sobie. zdążył coś powiedzieć. . nie oglądając się. . ciężkim krokiem odszedłem w głąb koszar. . gdyż krzywiąc się.Nic się nie stało.Nic. do swoich gratów. sir123. W uszach huczało mi jak w słuchawkach. w Europie.My tu. że wypryśnie z auta. wypluł gumę.What's happened? . do swoich książek.

wypaproszonych brzuchów. Koca nie było.Ściągnięte z łóżek sienniki zwieszały się ku ziemi bezwładne.czerwoną rakietą. Polak Polakowi. Strzelano z wysokiej wieży koło bramy. toby panu chyba serce pękło.powtórzyłem machinalnie.. to ty? . Szykują się chłopaki na transport. jakby były zabite. jesteś? . Przeleciał jakiś przenikliwy strzęp szeptu. I mnie buty wzięli.zapytałem z ogromną ulgą. cokolwiek nadawało się do użytku. Nie było nikogo. Ukradli. urwany chichot rozpłynął się w nagłym chrzęście słomy. jak z otwartych. Podszedłem do łóżka i pomacałem ręką. zachłystując się słowami jak płaczem.Ten naród ludzki. jakby te szmaty.Cygan? Cygan.Zatrzymałem się niepewnie i czekałem w napięciu. Usiadłem.ciągnął płaczliwie Cygan. tobyś dzisiaj także nakradł.A gdzież bym był. Panie Tadku. Palce przeszorowały po szorstkim sienniku. .zajęczał w ciemności Cygan. Umilkło. jak mnie tak wszystko pieruńsko boli! . W powietrzu unosił się stęchły. wszystko rozbili. stłumiony.Nikt nie przyniósł kolacji? . otwartego w noc. Poczułem nagły przejmujący głód. Książki pana porozdzierali. Ruszyłem do szafy i czepiając się łóżek brnąłem w głąb sali. O Boże miłosierny. Pod nogami szeleściły zwały podartych. Korzystając ze światła. że kradną . . Siennik znów zachrzęścił niespokojnie.Cygan. żebyś pan tylko widział. bracie. . . Oparłem się o stół. Namacałem krzesło. skorupy i książki. zlituj się nad nami. Z szaf. zduszonych książek. pokruszone liście. Cienie zachwiały się. . co oni narobili! Żebym ja był tego nie dożył. piwniczny. wylewały się szmaty i stłamszone leżały na ziemi. podskoczyła kilkakrotnie.Nie było nikogo. Rozbite szkło zachrzęściło pod nogami.krzyknąłem z rozpaczą. Na dnie domacałem się w garnku ocalałych płatków kartoflanych.rzekłem drwiąco. nikt po jedzenie nie poszedł. żebyś pan widział. panu Koli zabrali papierosy. Wygarnięto z niej wszystko. trupi zapach.Nie ma kolacji .. Zaszeleściły w palcach jak suche. W głębi sali ktoś z jękiem poruszył się na łóżku. gniły i rozkładały się dalej. nie dziwota. rozkwitł jak olbrzymim kwiatem . sienniki. Łagodne światło bezszelestnie spłynęło po oknie jak świeża krew.A jutro transport i znowu jeść nie dadzą.Wpadli do sali. . rozkradli. zawahały jak rozkołysana woda i podniosły się do góry. resztę zniszczono.Nie trzeba było surowego barana jeść. Zrobiło się zupełnie ciemno. . Ledwo garnitur wybroniłem. . Pod głową go miałem. Siny kwadrat okna. . porozbijane i poszarpane. zajrzałem do szafy. błysnęła silniej czerwienią i zgasła. Ścisnąłem z żalu zęby i 60 . nikt nie pilnował . . Rakieta spłynęła na bruk.

Ale pan ma szczęście .dodał z lekceważeniem. że pan pewnie nie wróci. Przeciągnąłem przez dziurę. jak głupi bić się . Powiedział. udało się panu wrócić? . .Nie kłam. . Grunt.Niemrę kupiłem. . Sameś pieniądze ukradł. nie kłam.ciągnął monotonnie Cygan.zaklął Cygan.burknął syn chorążego.Szykują się. jakby pan pochodził. szykują się do obrony . .Przywiózł pan co? . . ..Uczułem znowu.Ale.Tatuś martwił się o pana.ostatnie słowo zachrypiało w ziewnięciu.Przywiozłem . parszywy Cyganie. . że jestem głodny. . Podpatrzyłeś. pochlipując. Posłuchaj pan.A jutro? Jak będzie transport? . aparat fotograficzny zabrali i pieniądze. Mnie podłożyli. Czarna twarz Cygana powlokła się jak rtęcią trupim. Łóżko zaskrzypiało z pasji.westchnąłem zazdrośnie. . Już on ich zakapuje. .ale nie barana. . Głupi nie będę i w transporty do Polski nie pojadę . neonowym światłem i zapadła się w mrok. Boże. jak tata chował .Ja tam sobie radę dam. pomarańczowe i żółte. O. . Znajome kowboje na warcie stali.A pan Redaktor przyszedł i książki z pana szafy także zabierał. szykują się. bo ci znowu mordę nabiję. to się w Polsce spotkają ze Stefanem. Czerwona rakieta znów rozjarzyła się na granatowym niebie.odezwał się z dołu syn chorążego. .Pan by też mógł mieć. obok wykwitły zielone.A mówili.Redaktor? Co mi zupy dawał? Pojechał! Jednak pojechał! Beze mnie! . . . .odparł . a z ciemności wydobył się oburzony kobiecy pisk.zawołałem w zdumieniu. bo pojechał do pana generała Andersa.. Pogmerał. Jemu się przydadzą.Przecież Kolka chciał jechać do Włoch .kopnąłem walający się pod nogami czerep miski. .A panu chorążemu szafkę rozbili. razem bukietem spłynęły na ziemię.No.Chłopaki się nie dadzą.. że pana chorążego i pana Kolę za karę do Polski odeślą. To lepsze od barana.Niech się tata martwi o siebie..O jutrze będziem jutro gadać . . to szkoda zostawiać.machnął ręką w 61 .Tam . Samo nie przyjdzie. .A pan chorąży siedzi w bunkrze i pan Kola siedzi w bunkrze . żeby im tak w boku szykowało .. Boże. .zapewnił z przekonaniem. aby dziś.ucieszyłem się uprzejmie. A pan tylko w książkach siedzi..Tak pan myśli? . Potoczyła się z brzękiem po betonie. .O.

okeje nie uciekną? Podniósł się na łóżku.Jutro mieli go powtarzać.stronę rozświetlonego rakietami podwórza. opadł z westchnieniem na łóżko i wsadził rękę pod koc. to pan! . że będę się złodziejami zajmował? Szkoda.a jak się skończy.dodałem łagodniej. Naraz otwarto je z drugiej strony i z czarnej nory korytarza zamigotała w świetle żółtej rakiety ostra. że ich diabeł nie znajdzie. Ile chłopaki brauningów mają. jak jechaliśmy do Dachau. Jak skończą akcję. puszystych włosów. że ciebie nie udusiłem. . rozpryskiwała się na niebie. . Wparł we mnie świecące odbiciem rakiet oczy. panie Tadku? Leżał odkryty i oddychał ciężko jak zdychające zwierzę. kiedy ja taki chory? Może mnie nie wezmą? Pan umiesz po angielsku. . tobyś nie miał kłopotu dzisiaj . Lecz tylko owinął kobietę kocem aż po czub jasnych.krzyknąłem histerycznie.A niech ją złapią. Co. Bo ja mięso idę gotować. ciemna twarz o wpółotwartych ustach. że tylko rakietnice na Grunwald? Jak ustawią ze dwa cekaemy na strychu. które nabiegało raz po raz granatowym sokiem.. jak pluną..Grunwald robią .rzekłem z pogardą.Idź pan na Grunwald . a karabinów. a błyszczące okulary nabiegły różową poświatą. Ale my zrobimy lepszy. to się pan tu prześpisz. bo szkoda. do następnego razu! . to się wyjdzie. Tam są meliny.Jak ja pojadę. Będzie mi potrzebna albo co? A może pójdę z nią do chłopaków i będziemy siedzieć na strychu. prowiantowego albo sekretarza .O.Grunwald robią.głos mu nieco drgał. dotarłem do drzwi.rzekłem do syna chorążego. 62 . opadała rozżarzonymi kroplami na dno ciemności. . Wstałem od stołu i brnąc po książkach. Niebo grało wszystkimi kolorami.Co ty sobie wyobrażasz. wielkie zmartwienie .odezwał się Cygan. Uważaj pan. W czarnej zapadłej twarzy błyszczały niesamowite. Czerwony dach koszar mienił się upiornie na tle nieruchomego nieba. jakby chciał wstać. . i dobra. . a rozpylaczy! Co pan myślisz. A granatów. jakby nafosforyzowane. . to pan kowbojów poprosisz.Podobnież do Koburga transport ma iść . Syn chorążego zachichotał i pokręcił się na łóżku. Fontanna rakiet przepływała przez powietrze. Podprowadziłem go do stołu. jakby w zadysz-ce.Sam muszę się schować przed transportem.Profesorze. .poradził syn chorążego . Rakieta spłynęła w dół. .Bo co innego robić? . żeby jej jutro nie znaleźli. Potem będzie łatwiej o jakąś funkcję w obozie. .

Co za nieszczęście! . co przyjechała z Pilzna. były takie z kremem. Po białych. już ją obmacywałem i co za nieszczęście. odrzucając niedopałek .wrócił do swojej ulubionej myśli.rzekł Profesor.powtórzył jakby sennie. była jeszcze dzieckiem. . Nieraz.Chodźmy na Grunwald! . Brązowy jeleń.rzekłem niespodziewanie dla samego siebie. Sięgnął znów do kieszeni.zawołał Profesor. Nie na tej. wesołych i chwalebnych przygód Sowizdrzała. A pan mi o Grunwaldzie. Oczywiście. Byłem z nią w lesie . niepewny. Puszysty kłąb dymu błysnął różowym podbrzuszem i wypiąwszy siny grzbiet rozpłaszczył się pod sufitem. Truskawka na czubie? .Nie wiem. że się spotkamy. Zadbałem dla pana o dobre miejsce przy ognisku. Sięgnął do kieszonki. Poszła na spacer. napędzając czerwień w wargi.. . z rzadka porosłych czarnym włosem kolanach przesuwały się kolorowe cienie.dodał tonem wyjaśnienia. Jak wyjeżdżałem we wrześniu.Ta pańska sąsiadka? . Wie pan. .. wspinały się po twarzy i przez sufit uciekały za okno. . . ....Ta.Gdzieś łaziłem po obozie.Cóż robić? . Gdzież pan był tyle czasu? Klepnął się po kolanach. .rzekł po chwili.zastrzelili ją na bramie.jaka wypierśna kobieta! Już ją prawie miałem w ręku. . Pogrzebał w niej natarczywie.To ja byłem z nią.Szukał mnie pan? Profesor był wciąż w skórzanym tyrolskim stroju. . Czy to nie wszystko jedno! Konwenanse towarzyskie? Tu! W przeddzień transportu? I tak jutro nie spotkamy się więcej.zdecydował się. Przedarty leżał na ziemi drzeworyt z bohaterskich. Profesor podniósł głowę. Zaraz się zacznie. jakby wychodził z wody.A teraz. wytłoczony na pasku łączącym 63 . .. Moja sąsiadka z domu. gdzie byłem. Kolegowałem z jej ojcem . Tylko. . kładąc się słabym refleksem w rozpadlinach twarzy.Zastrzelili ją . Zmięty.. czy przypominam.Zajrzał mi w oczy.Przy mnie zastrzelili ją. zakołysał się i chwycił mnie za ręce. pokruszony papieros przewinął się przez palce i rozżarzył się w ustach nikłym płomieniem.Ziemia jest mała! . Opuściłem głowę i zapatrzyłem się w podłogę. . doprawdy .rzekłem słabo. to na innej łące . . Zerwałem się z łóżka.Miałem przecież być u pana. kupowałem jej ciastka. ciężko dźwignął się. Zaciągnął się papierosem.naraz zesztywniał wpół słowa. Nie znalazł. pokiwał głową.Szukałem . . patrz pan . dawniej. dziewczyna z nagimi piersiami grająca pod ścianą na gitarze.uderzył mnie dłonią po ramieniu . ogarniały bawarską koszulkę.Pomilczał. Westchnął ciężko i podparł głowę rękoma.

Na kościstej twarzy Profesora światła mieszały się i nabrzmiewały. . pęczniała od środka. . wyrywając ręce z uścisku. . .Grunwald. ale gruźlicę. obrzydliwe kolorowy.Chodźcie wszyscy na Grunwald! . cha. cholero . Pociągnął mnie do okna. Błyski ognia ślizgały się po twarzach i nasycały je krwią. cha. Grunwald! . buchnął nagle rudy płomień. w kątach ust. puchła. niech pan przestanie! . stał milczący tłum. cha! A pan z nią! Młodości! Młodości! . Dziewczyny nie dostałeś. cha. szły razem ku czołu. zgasła wraz z ostatnią rakietą i poszarzała jak wystygły popiół. ściskając mi coraz silniej ręce. Twarz Profesora grała wszystkimi kolorami tęczy.dusił się dobrą chwilę od śmiechu. cha. podpływały pod sufit.Widzisz. Twarz powlokła się meduzim blaskiem.Cha.Zobacz pan. Cała sala. Kolorowe sienniki.nie trzeba było kochać się na starość. cha. jakby Profesor dusił się od światła. zakasłał się gwałtownie i schylił się ku ziemi.Wychyliłem się za parapet. prawda. . miski. w zagłębieniach uszu. Nagle puścił ze świstem powietrze i rozwarłszy szeroko usta. Cienie drzew wydłużyły się aż ponad dach i chwiały się jak świece. jak farby na portrecie. książki mieniły się i wirowały jak jaskrawe kule. cha. Przyszykowałem kolację. w mroku. ryknął ogromnym. Nawet prześcieradło dostałem! Cha. drgał w świetle rakiet jak żywy. cha. niebieskie i żółte światła i osadzały się pod brodą. Chodźcie wszyscy na Grunwald! Za oknem.Trząsł się całym ciałem od śmiechu. charcząc. Suche deski płonęły z trzaskiem. cha! Cha. niech i ona zobaczy. chudy.Chodźcie wszyscy . W czarnej misce podwórza.Pan oszalał! . kołysała się jak okręt. pod oczami. a na ich miejsce wylewały się różowe. . a światło nabiegło mu natychmiast w otwarte usta i zakotłowało się w nich różnobarwnie. mieniące się banie. leż. . stoły.Przecież to była taka zwyczajna! Ja ją chciałem! Cha. Profesor . wielki. huczącym śmiechem.Profesorze.krzyknąłem.Weź pan dziewczynę.dodał niecierpliwie. a 64 . I Grunwaldu nie zobaczysz. . który rozbity wiatrem rozwiewał się jak grzywa pędzącego konia. . a łóżko zachrobotało.rzekł prosząco. . policzki wydymały się jak szkliste. polizał czarne okna jak łaszący się pies i rozkołysał sobą mrok jak dzwon.A ja myślałem. . zobacz pan! . którą zaraz wysysała ciemność. czerwień bełtała się z zielenią. cha! . ściany. .wołał niecierpliwie. że będę spał z nią dzisiaj.Leż.odezwał się z kąta syn chorążego .szelki. Obrócił się ku sali. cha! Nagle zachwiał się. który zgasił rakiety. jakby jej kto smoły nalał.zapiał Profesor.Kręci się. cha. naokoło drgającej bani płonącego stosu. wypełniona światłami.Profesor wyprostował się. .

Mówił poważnie. . Ja tam codziennie chodzę. to Grunwald! Na stos dorzucono świeżych sosnowych gałęzi.A my? . sentencje z Biblii na ściankach. Podnosił się od niej zapach. A pod jedną ze ścianek krzyżyki.krzyknął drapieżnie . jakby błogosławił. dźwignął z wysiłkiem i wśród okrzyków tłumu cisnął człowieka w ogień. na krzyżykach klepsydry. .zaszeptała szczękając zębami. Kind (niem. Dyszała mi wprost w kark parnym.To pali się kukła SS-mana.usta jej skrzywiły się. Hełm z brzękiem spadł na beton dziedzińca. Ciepłe ciało dziewczyny przylgnęło do mnie szczelnie i drżało z podniecenia i strachu. Tłum buchnął śmiechem. Czarny Cygan podparł się na łokciu i z zazdrością patrzył za okno. Spokojnie. ruhig. . . odziana w mrok. .Spokojnie. Zgasły.rzekł łagodnie Profesor.Był pan w kościółku w osiedlu niemieckim? Nie? . . Patrzcie! . Wparła się we mnie całym ciałem. . Światło rakiet umilkło. sami SS-mani! Rozmiesz pan? A kwiatów pod krzyżykami. przykryte powiekami. Ksiądz podniósł obie ręce. Amboneczka.I na martwą dziewczynę .Was ist los? .) .My jesteśmy tuż przy nich. .Pies z kulawą nogą nie zadba. . Twarz jego. My. bił w nozdrza i wdrażał się w ciało. Przed tłum wystąpił Aktor. Ksiądz ujął go za ramiona. Twarz stojącej obok mnie dziewczyny poszarzała jak popiół. Kind125 .W oczach jego płonął rudy blask ogniska. Pełno Boga. Gdzieś w głębi ciemności wywleczono człowieka w mundurze esesmańskim. zatrzęsienie kwiatów! . . stała się znowu ostra i zmęczona.patrzcie na ognisko! Na to czekam. Pogłaskałem ją uspokajająco po chłodnej dłoni.Tak Niemcy czczą swoich umarłych.warknąłem przez zęby.To nasza odpowiedź . Powiało gęstym. gorącym oddechem. spokojnie. brudnym dymem. Z tłumu wytrząsł się ksiądz w sutannie. Aż się wylewa. Sięgnąłem dłonią do tyłu.na krematoria i na kościółek. Dziewczyna w nocnej koszuli sunęła za nim cicho jak duch. jak człowiek zdechnie. Oczy jej jak dwa węgle żarzyły się przerażeniem. maleńki ołtarzyk.. ..Profesor już się opanował. Odgarnęła włosy znad czoła. Syn chorążego wstał z łóżka i przyczłapał nagi do okna. ruhig. w okieneczkach krateczki. Wiatr odparł dym. ogarnięty blaskiem jak czerwonym 125 Ruhig. .Ruhig. mały.My? .odpryski odlatywały w mrok. gruby.Człowiekowi wciśnięto z powrotem hełm na głowę. . Ogień przygasł.powtórzył Profesor w zamyśleniu.mruknąłem z ubolewaniem. Wczepiła we mnie kurczowo palce. Biały kołnierzyk ściskał rudą szyję. prawie surowo.Was ist los? . płomień bryznął pod niebo. dziecko 65 .

Niech umarli grzebią umarłych . cha cha! Żywi z żywymi. między kamiennymi ścianami budynków. cha. zanurzone w tygiel rakiet. po dziedzińcu poesesmańskich koszar. Tłum. Ze strychów odezwały się długie serie karabinów maszynowych. cha. cha! Cha. Naraz Profesor zarechotał po raz drugi śmiechem. uciszył krzyczący tłum. na którym w rocznicę bitwy pod Grunwaldem rzucano na stos słomiane kukły żołnierzy z SS. jednym gestem dłoni rozszczepił go wzdłuż szerokiej ulicy. zajaskrawił się wraz z całym podwórzem. które jak podlane naftą rozrywały się słupem płomienia i skręcały się w tym ruchu jak żywe. dźwignął głowę ku ciemnym dachom koszar i dał znak. Dymne pociski szły popielatymi smugami przez niebo jak stada dzikich gęsi.rzekł w zadumie Profesor. .płaszczem. cha.. ..Policzki jego. objęty pożarem rakiet. zacięcie wbijając w beton takt. i podczas gdy ksiądz ciskał w ogień coraz to nowe kukły. Buchnęły kaskady rakiet. Tak jak oni. 66 . jak spod olbrzymiej skorupy na wpół otwartej ostrzem ognia. . na zawsze! Patrzcie! Wyciągnął rękę w stronę hali tonącej w mętnym mroku. które kłębiło się i wirowało jak gnana wiatrem bańka mydlana.My. . Niebo zapaliło się jak choinka. który wszystko miał zniszczyć i rozproszyć bezpowrotnie ludzi głucho. idźmy z żywymi. żywi. trysnęło bengalskimi ognikami i spadało kroplami na ziemię. on podniósł ramiona w górę. w przededniu transportu. zamazanych cieniem drzew.Żywi z żywymi! Cha. szedł Batalion i śpiewał. Spod jej cienia. znów nabrzmiały i napęczniały.

zbiórka. nadzorował wydawanie jedzenia.blokowy do szrajbera. Inne dorywcze zajęcia: poszukiwanie zbiegłych więźniów (w obrębie wielkiej postenketty). „Z naszego bloku odszedł dziś abgang trzydziestu ludzi”. przeważnie Polacy (np. „Chodźmy na apel”. przy którym musiał stawać na apel. ze szpitala na obóz. „Ilu masz abgangów?” ANTRETEN . z obozu do szpitala.więzień. W braku innych *∗Słowniczek opracowany przez Tadeusza Borowskiego. dbał o porządek bloku. Również stan bloku wzgl. Życie obozowe składało się z dwu momentów: kiedy więzień chodził sam i kiedy chodził w szeregu.grupa. Oficyna Warszawska na obczyźnie. dołączony był do książki: Janusz Nel Siedlecki. używanych w Oświęcimiu.Barak obozowy. że antreten?” „Idziemy na antreten”. końskie baraki. obozu na apelu. Określone komanda zajmowały określone bloki. codzienna czynność. które być może ułatwią zrozumienie pewnych partii tekstu. również pojedynczy człowiek. [Monachium] 1946.albo prycza. 1825 Franek Karasiewicz. „Nie słyszysz. Każdy więzień był przydzielony do jakiegoś bloku. Wydanie krajowe: MON Warszawa 1958 67 . która odchodzi z bloku na blok. Starym Oświęcimiu były to solidne. Prominenci spali w dowolnie wybranych przez siebie blokach. Sławni byli blokowi z kwarantanny z Birkenau. ARBEITSKOMANDO . Każdy więzień był przydzielony do jakiegoś komanda. nr. „Jak ci idzie na nowym komandzie?” „Muszę zmienić komando. W Birkenau były to prawie bez wyjątku drewniane. z wyjątkiem tych. pozostawiając właściwą władzę szrajberowi i sztubowym. zbudowane przez więźniów piętrowe domy. BUKSA .oddział roboczy. W tzw. Święta. co siedzieli w bunkrze lub leżeli w szpitalu. urzędowy język niemiecki . przemieszanie się wielu grup językowych. paczek itp. Tadeusz Borowski. wymierzanie kar cielesnych przy oficjalnych egzekucjach itp. podobnie jak język konspiracji. Był odpowiedzialny za zgodność apelu. oczekuje swego kodyfikatora. BLOK . Krystyn Olszewski. Byliśmy w Oświęcimiu. ABGANG . „Jazda z bloku na apel!” „Blok szósty do odwszenia!” BLOKOWY . bo nie wytrzymam”. który. „Czy zgadza ci się apel” .wszystkie te czynniki złożyły się na powstanie swoistego języka obozowego. dwupiętrowa konstrukcja do spania.cowieczorne liczenie stanu w obozie.OKREŚLENIA OŚWIĘCIMSKIE∗ Odrębność i egzotyczność socjalna środowiska. Otoczeni nimbem zbrodniczości (niektórzy mieli na sumieniu po kilka tysięcy zamordowanych) ograniczyli się z czasem do wygodnej funkcji reprezentowania bloku wobec esmanów. przełożony bloku. Podajemy znaczenie niektórych określeń. APEL .

Na górze można było stać. Każdy był w walce z durchfallem zdany wyłącznie na siebie. co Anglicy nazywają pillbox. bo dostaniesz durchfallu”. to bunkier murowany”. nielegalny list).kryjówka. „Tak. chorób i barbarzyńskiego traktowania esmanów i obsługi obozowej. pisania listów do domu i organizacji. sonderkomanda. „Byle bunkier był. wygrzebana w ziemi przez planujących ucieczkę więźniów. Walka ta jest jednym z nie napisanych eposów Oświęcimia. Zwykle bardzo luksusowo urządzone (w skali bezwzględnej). rychło stracili wszelkie prawa i pozory praw ludzi internowanych i masowo padali ofiarą głodu. lepsi goście. dnie i noce. stał dotykając karkiem sufitu. siedzieć. jak na cygańskim!” CULAGA . „Nie pij wody. Cyganie. oskrobywania się z błota. jak opowiadali Żydzi z tzw. Wstęp do nich był dla więźnia z bloku oczywiście niemożliwy. od piętnastu do dwudziestu pięciu minut. w której więzień. „Nie ma to. CYKLON . Parter i pierwsze piętro tej konstrukcji podobne były do pochyło leżącej szuflady. brudu. Klasyczne miejsce ucieczek. próba ucieczki. DAW . dyzenteria. trudniące się głównie rozbiórką samolotów.początkowo składy rzeczy prywatnych więźniów. używany w komorach gazowych. to.dodatek żywnościowy dla pracujących. „Zwłaszcza że pobudowali naokoło obozu bunkry. Również stanowisko ochronne dla straży obozowej. ale jak złapią. bicia wszy. Gaz ten był wyrabiany przez prywatną firmę niemiecką. przebywano w nich w pozycji leżącej. EFEKTY . pewno znów ktoś uciekł z DAW”. ciężkie komando. muzułmanie.biegunka. toteż zajmowali ją tzw. Jak przejdziesz przez nie w nocy?” CYGAŃSKI . strąconych nad Niemcami. zbudowane na przedzie bloku.konstrukcji w bloku (i miejsca na nie) miejsce do załatwiania wszelkich czynności człowieka (prócz wydalania): jedzenia.Deutsche Abrüstungswerke. z całej Europy internowani w Oświęcimiu. aresztowany w obozie za przestępstwo (handel. Śmierć. trwała. blokowy śpi w budzie”. przez długie tygodnie.obóz cygański. „Nie hałasuj.gaz. postrach wszystkich więźniów. „Idę na cygański”. klasyczna choroba obozowa. wieszać ubranie na belkach. Również cela z cementu.pokoiki dla blokowego i szrajbera. odarty koc na plecach od zimna. „Na durchfall najlepszy chleb spieczony na węgiel”. BUDA . bracie. DURCHFALL . W roku '44 ze względów oszczędnościowych obniżono jednorazową dawkę. W olbrzymiej większości wypadków nie leczona i nieuleczalna. BUNKIER . łatwiej będzie wytrzymać do jutra do obiadu”. „Syrena buczy. można uciekać”. Później również cały 68 . „Dzisiaj culaga. zamiast pięciu minut.

„Wstawać. Z reguły każdy kapo miał własną budę na polu. Architektura dwudziestego wieku! „Cały transport poszedł do gazu”. dostał się na funkcję”. miejsce wypoczynku. czy kapo jest dobry. tobyście zobaczyli”. KANADA .sanitariusz w szpitalu. Dobroć komanda mierzono głównie tym. „Ma chłopak szczęście. odpowiadał mniej więcej funkcji sztubowego na lagrze. Do czwartego kwietnia 1943 wszyscy chorzy na fleck szli bezwzględnie do komory gazowej. więzień kierujący grupą roboczą.słynne komando muzułmanów. ilość ich może być obliczana na setki. pijaństwa i konszachtów z esmanami. już po drugim gongu”. „Powiem kapie. GASKAMMER .(capo). GONG . „Jak ci kapo mówi. tak i tak pójdziemy do gazu”. premie i . Pilnował roboty. snu. HOLZHOF .synonim krematorium i śmierci w komorze gazowej. tudzież wiadomych stosunków ze swymi piplami. wody!” „Fleger jest ważniejszy niż doktor”. trzecia klasyczna choroba oświęcimska. „Panie fleger. lepsi goście. FLECK . druga klasyczna choroba oświęcimska.jak mówiono ironicznie w obozie. Ponieważ każdy większy obóz koncentracyjny posiadał własne komory gazowe i krematoria.osobny odcinek obozowy. goniec. Również komando pracujące przy transportach. KAPO . to masz to zrobić”. na apel.pobudka. „Teraz to w obozie jest kanada. KOMIN .komora gazowa. przychodzących do obozu i do gazu. FLEGMONA . rozdawał zupę.symbol dobrobytu obozowego. że nie chcesz robić”. skład drzewa. niestrudzonego tropiciela wszy i chorych na tyfus. trzeba było wcześniej przyjechać.kije. fleger w szpitalu etc. niekoniecznie oficjalnie dobre (pipel u blokowego.).„w charakterze dymu przez komin” . „Co się martwić. na obozie kobiecym). którzy byli ukrywani przez przyjaciół flegerów na innych. FLEGER . w którego blokach leżały (i gniły) bogactwa zabrane transportom idącym do krematorium.tyfus plamisty. „Przynieś mi ładną koszulę. W pamięci wielu fleck wiąże się z osobą drą Zenktellera. Posiadał nieograniczoną władzę nad więźniami. czy istniały komanda zasadniczo złe (Weichseldurchstich) i zasadniczo dobre (pracujące np. sygnał do pracy. nietyfusowych blokach szpitala. FUNKCJA . Przez parę niewielkich sal oświęcimskich przeszło w ciągu paru lat parę milionów ludzi i wyszło . „Kanada idzie na rampę”.ropień śródmięśniowy.dobre stanowisko w obozie (nie na komandzie!). handlu. „Co się tak pchasz jak 69 . podobnie jak durchfall przez długie lata predestynowała ludzi do komory gazowej. jak będziesz na efektach”. do snu.

zdobywanie środków utrzymania poza porcją. lubujący się w autobiografiach obozowych. MUZUŁMAN . PASIAKI . który myśli tylko kategoriami życia obozowego i postępuje wg moralności obozowej. „Jesteś zupełnie zlagrowany”. funkcji i dobrego samopoczucia noszącego je więźnia.szpital. przed wywiezieniem do krematorium układano trupy szeregiem na drodze obozowej w szpitalu tak. z rampy) czy nieuczciwie (z porcji kolegów). przed krematorium wysypywano je automatycznie. dozorującego esmana (komandoführera) i pracujący przy określonej robocie lub w określonym miejscu. który sprawdzał identyczność zmarłych.człowiek całkowicie zniszczony fizycznie i duchowo.graty. MELDUNG . czwarta klasyczna choroba oświęcimska. człowiek oswojony z tym trybem życia. z efektów. LAGER .takie sprawy też były brzemienne w konsekwencje. Każdy trup miał kartę zgonu. „Masz kręcę? Posmaruj się herbatą”. wytatuowany na lewej ręce. o dochodowe funkcje.Żyd do komina”. zazwyczaj z durchfallem. że z pokrzyw) w szaro-niebieskie pasy. dopasowane do figury pasiaki były oznaką dobrobytu. zwłaszcza tam. słynne KB. niechętnie przyznają się do tego. nie mający ani sił. Wieczorem ładowano trupy na samochód z podnoszoną platformą. gdzie układano plon dzienny we wzorowym porządku (trup przy trupie. ORGANIZACJA .ognia. głowa między nogami. lecz szło o dawne porachunki starych numerów. reszta była sprawą Żydów z tzw. z FKL). KRĘCĄ .człowiek. że byli kiedyś „także” muzułmanami. o ukryte między belkami złoto. Nieraz całe zarażone bloki szły do gazu (np.kostnica obozowa. był dobrze widoczny dla esmana. odzież.oddział roboczy. ani woli do dalszej walki o życie. aby numer. flegmonami lub kręcą. Żadne objaśnienia nie mogą oddać pogardy.ubranie obozowe. sporządzone ze specjalnego materiału (powiadali. sonderkomanda i . LEICHENHALLA . gdzie nie chodziło o kawałek oddartego koca. Organizator. 70 .obóz (domyślnie: koncentracyjny). System donosicielstwa był szeroko rozgałęziony wśród więźniów. mający swego kapę. z jaką muzułman był traktowany w obozie przez towarzyszy. obojętnie jak: uczciwie (z kuchni SS. najzupełniej dojrzały do komina. karny raport. miał nieraz potężne bogactwa i cieszył się zawsze pełnym poważaniem i zawiścią obozu. ZLAGROWANY . wysoki na wysokim).doniesienie. piętrami. Dobrze skrojone. o kobiety. palenie papierosa podczas pracy czy nieumycie miski . KLAMOTY . „Pozbieraj te klamoty!” KOMANDO .świerzb. Nawet więźniowie. KRANKENBAU .

chłopiec do posług u blokowego lub kapy. etc. Tak wisi się godzinę. POST .komando specjalne. chleba. „ochronny”. stosunki z kobietami. „Kto ma mieć złoto. na górnej 71 . elegancki.stanie na przedłużającym się apelu. PROMINENT .wóz. trupów z obozu do szpitala używano ludzi.o ile ich złapano. „Jestem na szóstym bloku. najedzony sardynkami. to jest ci. „Co wy. jak nie Sonderkommando?” STARY NUMER .sala albo część bloku. Do przewożenia zupy. więźniów później przybyłych do obozu. SZTUBA . STÓJKA . REWIR . SCHUTZHAFTLING . SONDERKOMMANDO . że jest prominentem. dwie. Całość operacji zwie się „słupek”. Najdłuższa stójka oświęcimska: dwa dni. Oficjalny tytuł obozowy (z dodatkiem numeru).przez związane z tyłu ręce przewleka się sznur i podciąga się więźnia przez kółko w słupie lub w braku specjalnego urządzenia po prostu przez poprzeczną belkę w bloku. Określenie o lekkim odcieniu pogardy. ale tylko w gwarze obozu kobiecego. Czysty. który nie używał wyrażenia „KB”. mający wszystkie chody otwarte. „zlagrowany”. nieczystości. złożone wyłącznie z Żydów i pracujące w krematorium przy gazowaniu i paleniu ludzi. ubrań. on wam może powiedzieć.) . W obrębie obozu nie było zwierząt pociągowych. Nikt o sobie nie mówił. patriotyzm lagrowy. otaczając obóz w promieniu kilku km.wartownik. zwanych także milionowcami. którzy nadzorowali życie wewnętrzne obozu. Blockführerzy.albo „lepszy gość”. co przeżył”.szpital.więzień polityczny. ścięgna pękają. ROLLWAGA . zamknięty na wszelki wypadek. Mała postenketta stała w nocy przy drutach obozu. SŁUPEK .niski numer. Źródło czci i poszanowania przez inne stare numery oraz młode numery. milionowcy. nadzwyczajne umiejętności życia obozowego. więzień na dobrym stanowisku. oznaczający zasiedziałego w obozie więźnia. Zwykle dzieciak ocalały z żydowskiego transportu. Obsadzenie najlepszych funkcji obozowych. Ręce wychodzą ze stawów. pchany przez ludzi.łańcuch straży otaczający obóz lub miejsce pracy. wiecie o obozie! Zapytajcie jakiegoś starego numera (!). Wielka postenketta stała w dzień (w razie ucieczki całą dobę). sztuba trzecia.PIPEL . Odpowiednik kobiecy: kalifaktorka. byli odsyłani „na posty” za wykroczenia (handel. esman. POSTENKETTA .

lub jeśli śmierć nastąpiła w obozie . TOTENMELDUNG . W aktach więźniów zagazowanych: „przekazany do postępowania specjalnego”. Odbywała się mniej więcej regularnie co dwa tygodnie. to.składy obozowe. Waschraum w Starym Oświęcimiu był widownią walk bokserskich i zapasów. Wydawał jedzenie. wystawiany przez szpital . WASCHRAUM . WYBIÓRKA . VERTRETER . WINKEL trójkąt kolorowy.zasadniczo umywalnia. Nieograniczona władza nad więźniem.szpital SS.pomocnik kapy.nosze. „On ma czerwony winkel. Podaje czas i powód zgonu. VERNICHTUNGSLAGER . Faktyczna władza na bloku (w okresie. urządzanych przez pewien okres w szpitalu. Podobno urzędowe określenie Oświęcimia.akt zgonu.esman. Również pudło do noszenia chleba. Pozostał nie wykończony do końca obozu. Jednakże często służył do innych celów.łaźnia. Kobiety były strzyżone (do nagiej skóry) i dezynfekowane 72 . SZTUBOWY . od złota do książek. przywożone przez transporty a używane przez więźniów. Waschraum w Birkenau był miejscem rewii. lato '44).czyli selekcja muzułmanów do gazu. TRAGA .buksie”. gdy z powodu przeciążenia krematoriów i komór gazowych wybiórek na lagrze nie praktykowano. położony w obrębie wielkiej postenketty. dbał o czystość sztuby i. TRUPPENLAZARETT . oraz przez cały czas trwania szpitala pozostawał punktem zbornym dla muzułmanów. odjeżdżali wieczorem samochodami do gazu. którym uśmiercano w pierwszych latach muzułmanów w Oświęcimiu. Ponieważ odwszawiano w niej również rzeczy.komendant sztuby. odwszalnia.obóz wyniszczający. co Anglicy nazywają foreman. „Wszyscy poszli na szpilę”. a jest gorszy niż kryminalista”. nazwa komanda. Dosyć rzadko używane. nie chodził na komando. ZIELONY . którzy odprowadzani do waschraumu po wybiórce ze wszystkich bloków szpitala.dosercowy zastrzyk fenolu. choć były okresy (np. gdy blokowi reprezentowali blok). SZPILA . oznaczający rodzaj przestępstwa. ZAUNA . a noszony przed numerem obozowym na lewej piersi.przez blokowego. ludzie pracujący na zaunie posiadali wszystko. Również nosiłki do dźwigania ziemi.zastępca blokowego. magazyny. rozumie się. VORARBEITER . UNTERKUNFT .

wyłącznie przez mężczyzn. 73 .

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful