TADEUSZ BOROWSKI

WYBÓR OPOWIADAŃ

SPIS TREŚCI
WSTĘP......................................................................................................................................... MATURA NA TARGOWEJ......................................................................................................... POŻEGNANIE Z MARIĄ........................................................................................................... CHŁOPIEC Z BIBLIĄ................................................................................................................. U NAS W AUSCHWITZU........................................................................................................... LUDZIE, KTÓRZY SZLI............................................................................................................. DZIEŃ NA HARMENZACH....................................................................................................... PROSZĘ PAŃSTWA DO GAZU................................................................................................. ŚMIERĆ POWSTAŃCA.............................................................................................................. BITWA POD GRUNWALDEM...................................................................................................

OKREŚLENIA OŚWIĘCIMSKIE......................................................................

WSTĘP
W literaturze polskiej czasu wojny i powojnia, bujnej i różnorodnej, Tadeusz Borowski był postacią wyjątkową. Choć żył zaledwie 29 lat i pozostawił po sobie dorobek ilościowo niewielki, nie dopełniony, nie pozbawiony wewnętrznych sprzeczności - trudno przecenić jego wartość i znaczenie. Za życia był pisarzem czytywanym, frapującym, lecz przede wszystkim spornym. Prawie każdy jego utwór, każda książka wywoływały dyskusje i sprzeciwy. Krytykowano je, i często potępiano, z różnych stron i rozmaitych powodów. Skoro nie dawało się tej twórczości potraktować obojętnie, dość powszechnie doszukiwano się w niej wybujałego młodzieńczego nihilizmu. Borowski nie ułatwiał zrozumienia swych dróg: rozrzutnie szafował własnym pisarstwem, potępiał sam siebie, miotał się wśród sprzeczności swego czasu i swej psychiki. Trzeba było dopiero jego samobójczej śmierci, zebrania ocalałych utworów i wyświetlenia nieznanej biografii, aby z dość już odległej perspektywy czasu i nowych doświadczeń ogarnąć to wyjątkowe zjawisko i zrozumieć, czym jest dla polskiej literatury. Borowski debiutował w środku okupacji, w końcu roku 1942. Miał lat dwadzieścia. Pracował jako magazynier w firmie budowlanej na Pradze i studiował polonistykę w tajnym uniwersytecie warszawskim. Wojna przyspieszyła dojrzewanie nowego pokolenia literackiego. Wśród jego kolegów uniwersyteckich znalazło się wielu młodych poetów: Krzysztof Kamil Baczyński, Wacław Bojarski, Tadeusz Gajcy, Andrzej Trzebiński, Zdzisław Stroiński, Stanisław Marczak-Oborski i inni. Tej młodzieży zawdzięczała Warszawa pierwsze przejawy życia literackiego pod okupacją. Ale nie było jej łatwo otrząsnąć się z klęski, zdobyć jakąś nową, własną orientację ideową. Większość z nich skupiła się wokół pisma „Sztuka i Naród”, związanego z prawicową organizacją „Konfederacja Narodu”, która w okupowanym kraju snuła dalej rojenia o polskiej mocarstwowości. Borowski, podobnie jak Baczyński, mocno sprzeciwiał się tej ideologii (na tym tle rozszedł się ze swym szkolnym i uniwersyteckim przyjacielem, Andrzejem Trzebińskim). Wokół Borowskiego powstała grupa przyjacielska „esencjastów” stanowiąca w okupowanej Warszawie ośrodek lewicowej czy też lewicującej młodzieży artystycznej, konkurencyjny w stosunku do „Sztuki i Narodu”. Dla zabaw, dysput i poezji zbierali się przeważnie w baraku na Skaryszewskiej, gdzie pracował i mieszkał Borowski. Mimo grozy czasu, nie chcieli rezygnować z niczego „co ma młodości smak i poezji”. Ciężko pracując, Borowski żyje w tych strasznych latach jak w „złotym wieku”: oddaje się nauce, poezji, przyjaźni, miłości. Tym wiarom, sprzeciwom i uniesieniom poświęca swe pierwsze poezje.

nakładały się na nie przeżycia wcześniejsze. Pozostał sam. franciszkanów.widzi całą jego potęgę i grozę. na nic się nie oglądając.. i wreszcie tonem dojrzałego męskiego stoicyzmu. spłonęła fabryczna kamieniczka i znów zostali bez dachu nad głową. matka dorabia krawiectwem. Dzięki wymianie przez władze polskie przebywającego w łagrze na dalekiej Północy ojca. Na przedramieniu . obrał na ten cel utwór odmienny . w ślad za Wierszami wybranymi K. wydać swój debiut i drukował go na powielaczu w składziku na Skaryszewskiej. zanim rozpoczęła się wojna. trzeba było szybko zabrać się do pracy. K. Nic dziwnego. zakończona wyrokiem: Nad nami . Wojna i okupacja nie były więc pierwszymi wtajemniczeniami Borowskiego w dramat „czasów pogardy”. w rok później wraca matka. a zwłaszcza Pieśń. Poezji tej nie można pojąć nie znając losów poety. Na ogół wszyscy młodzi poeci pisywali wówczas katastroficzne wiersze. rozwichrzonymi „metafizycznymi heksametrami” opiewał dziejącą się Apokalipsę. w lutym 1943 roku. wpadł do „kotła”. Urodzony w Żytomierzu na Ukrainie.cykl poetycki Gdziekolwiek ziemia. Borowskiego aresztowało gestapo. mając lat dziesięć. a rówieśnikom ze „Sztuki i Narodu” wydały się utworami małej wiary. we wczesnym dzieciństwie przeżył aresztowanie i zesłanie obydwojga rodziców. We wrześniu 1939. W ojczyźnie nie czekało ich lekkie życie: ojciec zostaje robotnikiem w fabryce Lilpopa.. Baczyńskiego.Ale gdy w końcu roku 1942 Borowski postanowił. po części czerpane z przedwojennej poezji. przyjeżdża wraz z bratem do kraju. a przede wszystkim z tego. gdy idąc śladem narzeczonej. Synów oddano do internatu oo. pod opieką dalszej rodziny. do Oświęcimia. w roku 1932.. co widzieli dokoła.noc.. Nie był to debiut efektowny: ciemnymi. Uwięziony został na Pawiaku. W parę miesięcy po debiucie.. i poczuciem wielkości i tragizmu rozpoczynanej pieśni. Goreją gwiazdy dławiący trupi nieba fiolet. Żeby żyć i żeby się uczyć. że Gdziekolwiek ziemia. nie znalazły zrozumienia u większości pierwszych czytelników.. pracującego pełną parą krematoriów. podczas oblężenia Warszawy. który . W środku cyklu znalazła się jedyna jambem napisana Pieśń. Dramat epoki stał się udziałem Borowskiego. tworząc mroczny. drwiący śmiech pokoleń. Wkrótce odtransportowano go do największego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego. jedyny w swoim rodzaju krajobraz Gdziekolwiek ziemia. Ale katastrofizm Borowskiego wyróżniał się wśród nich i znacznie szerszym widzeniem „czasów pogardy” (jak epokę tę ochrzcił tytułem swej powieści Andre Malraux). Rodzina osiedla się w Warszawie. Zostanie po nas złom żelazny i głuchy.choć nie poddaje się przeciwnościom losu .

Wyzwolenie obozu Dachau Allach przez VII Armię Amerykańską.. leżę na pryczy baraku i chwytam. w dawnych koszarach SS we Freimanie.wytatuowano mu numer 119198. w straszliwy epos „ciała wędrującego. w Auschwitzu. następnie do Dachau Allach. stara się zgłębić tajemnice obozu. za drutami. nie od razu przyniosło Borowskiemu wolność. ogromnym blaskiem świeci Sionce Oświęcimia. ciała międzygranicznego”. cykl kolęd lagrowych. na przedmieściu Monachium. Na Boże Narodzenie 1943 tworzy w Oświęcimiu Księgę wigilijną. człowiek i zupy litr. wstąpi do komanda dachdeckerów. bitego. skonfrontować go ze swą wiedzą o człowieku. w obozie śpiewa się jego piosenkę o miłości. (Do narzeczonej) Choć niewiele ocalało wierszy obozowych Borowskiego. Reakcja Borowskiego na uwięzienie i obozową marszrutę była dość dziwna.. Przypadek zdarzył. niezwykłe świadectwa układają się w pejzaż piekielny („palą się ludzkie stosy jak kupy smolnych łuczyw”). przyjaciele pozostawili go w szpitalu w charakterze flegera (pielęgniarza). Jakby niczego innego nie oczekiwał. Po kilku miesiącach pracy na Budach i na Harmenzach. żeby widywać się ze swą dziewczyną. Ani w więzieniu. odtworzone przez autora. zapadł na ciężką chorobę i znalazł się w oświęcimskim szpitalu. w palce legendę i mit. wśród pogromu wszelkich wartości i walki po prostu o życie. Na tym tle. które stopniowo rozładowywali. W obawie przed konsekwencjami nagłego uwolnienia mas ludzkich. z pięknymi mitami europejskiej kultury: l oto. W wierszach i w listach pisanych do narzeczonej młody poeta. Borowski znalazł się znów za drutami. Już tylko łopata i ziemia. złożą się później na opowiadanie U nas. ani w obozie nie przestaje pisać.). Wkrótce dobrowolnie porzuci szpital. W obliczu zbliżającego się frontu Niemcy zaczynają likwidować Oświęcim. które nastąpiło l maja 1945. wpierw do Dautmergen koło Stuttgartu. obozowych dekarzy. Borowski dostaje się do transportu. Amerykanie utworzyli przejściowo tzw. dostarczać jej lekarstw. nawet te nieliczne. jak ptaka lot. która „mocniejsza jest nad śmierć”. obozy dipisów (przesiedleńców). jakby był na to przygotowany. student warszawskiego uniwersytetu. w jeszcze potworniej szych warunkach przebywała jego narzeczona. chwalca człowieka. W obrocie własnego życia widzi jedynie spełnienie dobrze mu znanej prawidłowości ogólnego losu. jakie Niemcy zegnali do Rzeszy. wywożą go na jeszcze prawie rok do mniejszych obozów w głębi Rzeszy. Gdy go odratowano. że wyszedł stamtąd stosunkowo szybko: wyreklamowano . Niedaleko stąd. Stara się z nią porozumiewać (te listy. W sierpniu 1944 r. lecz próżno w oczy człowiecze patrzę szukając znaku. jego nie pokonana liryka miłosna.

wtóruje im poetyckim Wołaniem Marii. Rozpisuje listy na wszystkie możliwe strony. pachną podziemne łąki. przychodzą towarzysze lagrowi. Borowski jakby boi się tych niebezpiecznych odruchów: pragnie swe prawa przekazać w bardziej powołane ręce i powrócić do normalnego życia. Po latach Girs spełnił to przyrzeczenie. który obserwuje z niemieckiego pobojowiska. nastroje zemsty i odwetu. spodziewa się. mimo interwencji nie okazało się to możliwe. poświęconych padłym w boju kolegom jego warszawskiej młodości. że winnym zostanie w majestacie prawa wymierzona sprawiedliwość. czego doświadczył na własnej skórze. a przedwojennego wydawcy i świetnego grafika Anatola Girsa. rodzi się.w Szwecji. Przychodzą na powrót spaleni. Ale przede wszystkim Borowski pisze nowe wiersze: wiersze o wyzwoleniu i o nowym porządku europejskim. po bibliofilsku wydany trzeci tom poetycki Borowskiego pt. co przeżyła Europa. Zarówno pobyt w obozie dipisów. Ale nie ma ucieczki od własnej wiedzy i własnej pamięci. niezależnie od sporów. Zdawało mu się. czy znajdzie ją żywą. Jeszcze w obozie. jeśli zostanie w Niemczech. przede wszystkim poszukuje swojej narzeczonej nie wiedząc. Tymczasem na nic takiego się nie zanosiło. jaka mu tam towarzyszyła (nie zawsze ułatwiała mu życie!). skromny zbiorek erotyków wydali w Warszawie przyjaciele. po tym. głębiej i głębiej. Po tym. jakaś wielka z nimi wszystkimi śmiertelna wspólnota. W pięknych wierszach Umarli poeci. podobnie jak masom dipisów. pokusy dochodzenia sprawiedliwości na własną rękę. a ocalała z przygody z faszyzmem Europa przywróci swe stare tradycje wolności i demokracji. wydania swych wierszy warszawskich i obozowych. Poszukuje wielu ludzi.go. przepowiadająca także jego własny los: wabi trawiasta głąb. Wreszcie po paru miesiącach odnajduje ją . .ciężko chorą . Poezja Borowskiego zieje goryczą i ironią. Nieobce są jej. Mimo szaleńczych starań. Wyzwolona Europa nie była łaskawa nawet dla zakochanych. dalej trzeba pod ziemię. Odejście poety i innych. dzięki sławie poetyckiej. dokąd jeszcze przed zakończeniem wojny przewieziono specjalnym transportem część kobiecego obozu Ravensbrück. maskowane komedią sprawiedliwości. rozstrzelani. Zbrodnie uchodziły płazem. otrzymał propozycję od współwięźnia. a zwycięzcy zaprowadzali w Europie swoje porządki. gdy w Monachium powstawało Biuro Poszukiwania Rodzin przy Komitecie PCK. jak roczny postój w Monachium były dla Borowskiego okresem niezwykle twórczym. jakie go kiedyś z niektórymi z nich dzieliły. że łatwiej połączy się z nią. W znanej oficynie monachijskiej Bruckmanna ukazał się pięknie. druga wojna kończyła się oczekiwaniem trzeciej. gdy był w Oświęcimiu). Imiona nurtu (drugi.

Czym jesteś ty. Mimo że nie spełniło się to. w całości opracowanej przez Borowskiego.bez winy? To poczucie winy ocalonych.że przeżył! Poczucie winy obarczającej każdego. które za ich sprawą musi mimo wszystko nastąpić. PIW). trzej młodzi autorzy: Tadeusz Borowski. co nocą trwożysz widmem wapiennych jam i dołów i poprzez ląd. Po powrocie do Polski. Borowski nieoczekiwanie zarzucił poezję. które zresztą w jego poezji. ziemio rozstrzelanych. z powrotem do kraju. Wobec obojętności świata. zamieścił on swe pierwsze opowiadania. i idę tam. kojarzy się równocześnie z „mistyczną wiarą” w moralne odrodzenie ludzkości. nie wydawszy nawet swego nie znanego dorobku. ani proza / tylko kawał powroza. ku wspólnym grobom do ciebie.) najuporczywsza z jego muz zaprowadziła w końcu Borowskiego do ojczyzny. . zamknęła się powrotem do Warszawy jego wielka wędrówka po zniewolonej Europie i zamknął zarazem jego wstrząsający pamiętnik poetycki. Jeszcze w Monachium. mimo rozmaitych innych obaw. Pochłonęły go inne zamiary. zapowiadanej Rozmowy z przyjacielem (stosunkowo najszerszy wachlarz dochowanej poezji Borowskiego przedstawia wydany w 20-lecie jego śmierci tomik poetycki w serii „Biblioteka poetów”. (Umarli poeci) Wśród tych rozpamiętywań rodzi się w poezji Borowskiego poczucie winy wobec znanych i nieznanych umarłych . w roku 1948.aż do was wstąpię. groźnie za mną wołasz? Czym jesteś? Ugór czy ruina. za namową Girsa. W książce tej. Byliśmy w Oświęcimiu. gdzie wreszcie połączyli się z narzeczoną i pobrali. jakie jest jego właściwe powołanie. w czerwcu 1946. kto był uczestnikiem tej tragedii: A któż z was żywych śmierć widział . Borowski wydał swój słynny tom opowiadań Pożegnanie z Marią. zatęchły gruz? Czym jesteś? Oto walczę z tobą i krzyk twój duszę. Po 3 latach i 3 miesiącach od chwili aresztowania. Krystyn Olszewski i Janusz Nel Siedlecki. i swojej własnej. najuporczywsza z moich muz! Czemuż mi ciągle wypominasz spalony mur. tak teraz zlekceważonej. w jakim żyje. napisali książkędokument pt. zadanie to coraz bardziej wiąże się dla Borowskiego z Ziemią rozstrzelanych. wydanej w Monachium w roku 1946.poeta zrozumiał.. dojrzewały od dawna. na co czekał. rozterek i rozdarć (co brzmi tak tragicznie w ostatnim utworze napisanym w Monachium: ani wiersz.. i poprzez morze bym wrócił. Poezje. i wołanie. lecz gdy przesłane do kraju i opublikowane w „Twórczości” opowiadania stały się głośnym wydarzeniem literackim i wywołały ogromny skandal . Do prozy nie przywiązywał większego znaczenia. W półtora roku później.

mówiące o niemieckich zbrodniach i o martyrologii ludności polskiej (najgłośniejsze Dymy nad Birkenau S. Borowski nie pretendował także do powiedzenia pełnej prawdy o Oświęcimiu. służące założonym przez hitlerowców celom. jaki hitleryzm usiłował narzucić podbitej Europie. Nie stanowił więc mówiąc słowami Alberta Camusa . Ale w swych opowiadaniach powiedział prawdę może najistotniejszą i najbardziej bolesną. zastanawiające się nad fenomenem zezwierzęcenia oprawców i bohaterstwa ofiar. Powstały też książki psychologiczne. przymusić ofiary do współdziałania w jego zbrodniczym procederze wytępienia ich samych. ukazując jego polityczne. lecz sprawnie zorganizowany system. mechanizm ten został zbadany dokładnie: wiele instytutów naukowych na podstawie poszukiwań archiwalnych i badań rozmaitych dziedzin ukazało światu. do skali niespotykanej w dziejach. Żadna jednak z tych różnorodnych książek. Przesunęły punkt jej ciężkości na stronę ofiar.zwykłej zbrodni namiętności. Potrafił odsunąć na bok psychologię zarówno kata. Kossak-Szczuckiej Z otchłani. Szmaglewskiej). Obóz nie stanowił więc ani sabatu zbrodniczych natur. z jaką konsekwencją ów narodowy ład zaprowadzali. nie była w stanie sprostać pełnej prawdzie o wojnie totalnej. Obecnie. opowiadania Borowskiego dokonały czegoś więcej. ani zemsty za grzechy ludzkości. ani bezsensownej hekatomby ofiar. potrafił wznieść się ponad cierpienia milionów i własną gehennę obozową . hitlerowski faszyzm musiał wykorzystać także pokonane narody. obnażył ten system od pierwszego wejrzenia. do rozmiarów ludobójstwa. Żeby zrealizować plany panowania rasy germańskiej nad światem. Ale prócz walorów poznawczych. np. a zwłaszcza o jej kwintesencji . jak hitlerowcy doszli do ustanowienia państwa stanu wyjątkowego. Zaraz po wojnie powstały liczne relacje dokumentalne.o Oświęcimiu. bezlitosnym wzrokiem. po wielu latach. jak i ofiary. Dla Borowskiego lagry są konsekwencją rozkwitu i triumfów III Rzeszy.zbrodnię logiki. bezmiar cierpień starano się często wyjaśnić w sposób mistyczny. w książce Z. Inaczej niż w całej prawie pozostałej literaturze sformułowały tragedię obozów. jak zagraniczni) widzieli w bezprzykładnej eksterminacji zaprzeczenie całej tradycji europejskiego humanizmu. prócz przejrzenia logiki hitlerowskiej zbrodni.i spojrzał na lagry zimnym. ekonomiczne i socjologiczne mechanizmy. nawet najwybitniejszych. nowego ładu. Tadeusz Borowski. którą totalitarny system doprowadził do doskonałości. własnym okiem. jaką ludzkość znała od wieków. Pisarze wielkiej klasy (zarówno polscy. Dla .Ze zrozumiałych powodów literatura polska wydała więcej świadectw poświęconych czasom wojny niż jakiekolwiek inne pisarstwo. celowo uformowaną społeczność. lecz stadium wyższe . jak bliscy byli jego urzeczywistnienia. bez pomocy archiwów i sztabów uczonych.

Najważniejszą tragedią lagrów. czy też po prostu doświadczonego lagrowca. lecz zlagrowanego człowieka są treścią istotną Dnia na Harmenzach. Przy tym Borowski nie zajął się w swych opowiadaniach ani częstymi przypadkami obozowych załamań czy patologii. do jakiej doprowadziła hitlerowska zbrodnia świadoma. Mimo że postać literacka nie miała z nim wiele wspólnego. co było udziałem zwykłego człowieka jego czasu. że poecie-vorarbeiterowi autor nadał własne imię. Tak rozumiał własne zadanie pisarskie. behawiorystycznym opisie. W ten sposób rozszerzył swą diagnozę upadku humanistycznych wartości. ani świętego obozowego.obozowego vorarbeitera. także na sytuacje inne. jeszcze bardziej ryzykownego. bynajmniej nie złego z natury.pozbawieni nawet względnych racji. który poznał obóz. To wydało się Borowskiemu najbardziej szatańską. ani nierzadkimi .. Śmierci powstańca.Borowskiego prawdziwa tragedia lagrów nie zawierała się w stosunku między katami i ofiarami: ci pierwsi .. co owego człowieka zlagrowanego w rzeczywistości wojennej zapowiadało i co na jego koncie pozostało. degradacji człowieka. tzw. Prowokacyjność opowiadań Borowskiego. Przygody tego przeciętnego. spotęgował jeszcze fakt. godnych partnerów tragedii. Proszę państwa do gazu.wprawdzie zasłużyli na stryczek. przymuszenie ich za cenę życia do uległości. Pożegnanie z Marią przyniosło na wskroś oryginalną wizję „czasów pogardy” (może . na szerszy kontekst epoki. Borowski-lagrowiec postąpił tak nie przypadkowo. W swej książce Borowski nie poprzestał na opowiadaniach z lagrów.bohaterskich wzlotów. zbrodnia logiki. W opowiadaniach spoza lagrów. w stylistyce i języku (fachowy słownik oświęcimski. Był to z jego strony świadomy akt moralny. gdy wojna się skończyła. jak widać. zestawiony przez pisarza w Byliśmy w Oświęcimiu. cały cykl był przemyślnie i wysoko zorganizowaną konstrukcją literacką. zajął się „przeciętną przetrwania”. tak bezwzględnych w ich czysto zewnętrznym. bohaterem swych opowiadań nie uczynił ani zbrodniarza. i tego w swych artykułach żądał od innych. Zgodnie z tym założeniem. umiał się przystosować do rządzących nim praw.wziąć również na siebie winę za to. więźnia czy to pełniącego podrzędną funkcję. znaleźć można na końcu niniejszej książki). który chce przetrwać . lecz człowieka. prawdziwie tragiczną stroną lagrów. z czasu okupacji (Pożegnanie z Marią) i z czasu wyzwolenia (Bitwa pod Grunwaldem). było zgwałcenie człowieczeństwa ofiar. Pisarz dokonał kroku następnego. Choć. lecz nie mogli awansować do równorzędnych. chciał w jakiejś mierze zgodnie z przekonaniem wyrażanym w poezji . postawił sobie pytanie. świadome i skalkulowane poszczucie brata na brata. posłuszni urzędnicy hitlerowskiej machiny eksploatacji i zbrodni .

W tymże 1948 roku ukazała się następna książka Borowskiego: cykl krótkich nowel pt. Borowski jakby chciał dowieść. Śmierć Schillingera). Projektował i po części realizował nowe prace. w myśl intencji autora.rozmijała się z najtrudniejszym i najistotniejszym spadkiem wojny. Borowski w Kamiennym świecie uzasadniał go nowymi dodatkowymi utworami-argumentami i atakował współczesną literaturę. Ale książka ta nie mieściła się w ówczesnych kategoriach rozumienia literatury. która wzięła za dobrą monetę fałszywą świadomość bohatera. jak w cyklu krótkich nowel miały wypełnić zakreślone 0 . Pracując nad Pożegnaniem z Marią i Kamiennym światem. Wywołała szok i . jaką ze specyficznego punktu widzenia nakreśliło Pożegnanie z Marią. Większość nowel Kamiennego świata zadedykowana została znanym współczesnym pisarzom. pisarz coraz szerzej widział swoje przedsięwzięcie. pośrednią polemikę. tzw. Był także obroną własnego stanowiska.utożsamiając postać bohatera z osobą autora .niemalże same nieporozumienia.przyjęła tę prozę jako mimowolne świadectwo „zarażenia śmiercią”. nie zawsze zresztą w sposób dość uzasadniony. Powojenną codzienność Borowski konfrontuje tam z doświadczeniem obozowym lub jego następstwami. było zaledwie złagodzoną wersją tego. W momencie ukazania się książki do wyjątków należeli ci. choć wolną od wszelkiego kaznodziejstwa. Zwłaszcza oburzano się na opowiadania z czasów okupacji i końca wojny. wyzbycia się wszelkich wartości. Broniąc swego programu. odstępował do tamtejszej „przeciętnej przetrwania” na rzecz bardziej jaskrawych epizodów obozowych (Kolacja. którzy zrozumieli jej artystyczną komplikację i dostrzegli w niej rzecz najistotniejszą: własny sposób podjęcia walki ze złem epoki. Połowa Kamiennego świata dotyczyła już świata wyzwolonego. W porównaniu z książką poprzednią Kamienny świat. które tak szokowało opinię. Nałkowskiej) i najdalej posuniętą. nihilizmu. Cykl ten. Kamienny świat. zachowujący ten sam styl i stosujący go do trudnej formy. iż Borowski sam się zadenuncjował jako obozowy przestępca i powinien zasiąść na ławie oskarżonych. krytykę moralistyczną epoki. iż Pożegnanie z Marią.uznała.jego zdaniem . Podróż pulmanem). krótkiej noweli. z których utworami czy postawami podejmowały one. które zarówno w cyklu dużych i średnich opowiadań. która . lecz ściśle wiązała się z przeszłością lagrową. mocno wówczas atakowanego. wprowadzał wyraźne nowości: rezygnował z pośrednictwa „vorarbeitera Tadka”. który autor zwał „jednym opowiadaniem złożonym z dwudziestu samodzielnych części”. co działo się w lagrach i czego osobiście doświadczył. bardziej bezpośrednio czerpał z materiału autobiograficznego (Opowiadanie z prawdziwego życia. stanowił uzupełnienie wizji. Prymitywna część krytyki . nie dostrzegła krytycznych założeń pisarza .najbliższe jej były Medaliony Z. short story. Inna część krytyki.

Borowski od dawna był zwolennikiem społecznych dążeń rewolucji. Padły wówczas hasła realizmu socjalistycznego. Przez ostatni rok życia oddaje się gorączkowej działalności politycznej i gwałtownej publicystyce (przede wszystkim na łamach tygodnika „Nowa Kultura”). Podjął pracę referenta kulturalnego w Polskim Biurze Informacji Prasowej w Berlinie Wschodnim w czasach szalejącej „zimnej wojny”. ku literaturze politycznej i dydaktycznej. nie zarzucając swych dawnych poczynań .Borowski powrócił do Niemiec. nikt nie potrafił tak precyzyjnie narysować metod i skutków upodlenia człowieczeństwa. W roku 1949 . natomiast niezrozumienie.to nie znaczy nikt u nas. „Wydaje się . że nowele Borowskiego nie dadzą się porównać z żadną literaturą świata. której miały służyć. lata 1948/49 rozpoczynały okres mało przychylny dla pracy pisarza. pozostał on w literaturze najpoważniejszym dziełem tego rodzaju. Jest to szczytowe osiągnięcie w tego rodzaju piśmiennictwie”. w roku 1948 wstąpił do PPR. Z zapałem oddaje się formowaniu ruchu kulturalnego powstałej właśnie NRD i pozostawi najlepszą pamięć w kręgu postępowych pisarzy niemieckich. Wydaje się. Własne pisarstwo odchodzi na daleki plan: niektóre z jego ówczesnych utworów.lecz niebawem opowiadaniem pt. Sąd ten potwierdza wzrastająca poczytność nowelistyki Borowskiego w świecie. Nie trafiały one do przekonania Borowskiemu. nie przebierającej w środkach i argumentach i gubiącej się w zacietrzewieniu tego skomplikowanego czasu.ramy. Wraca stamtąd jako żarliwy zwolennik realizmu socjalistycznego. dogmatyczne i uproszczone. wbrew założeniom propagowanym przez niego 1 . wzbogacić przygody intelektualne i moralne człowieka w „czasach pogardy”. dopisać do końca przeżyty rozdział moralnych dziejów człowieka. Chce być użyteczny w dziele reedukacji narodu-winowajcy. Mimo że nie dokończony. żeby po pewnym czasie odżegnać się od niego i stanowczo go potępić. Nowy. które problematykę „czasów pogardy” przenosi z płaszczyzny moralistycznej na płaszczyznę historyczno-polityczną. Ofensywa styczniowa. burzliwy etap polityczny i przeżywane przez pisarza zwątpienia rozdwoiły jakby jego uwagę. której w myśl jego przekonań może dokonać jedynie socjalizm. żądające zarzucenia spraw wojennych. Przez czas jakiś Borowski uprawia literacką dwójpolówkę: próbuje już czegoś nowego. poważnie zachwiało jego pewnością co do obranych środków literackich i co do samej idei „rewolucji moralnej”.po trzech i pół latach nieobecności . zamyka ostatecznie swój wielki cykl. Nikt . Niestety.że nikt poza Borowskim nie sięgnął tak głęboko w istotę hańbiącej ludzkość sprawy. 1961) . z jakim spotkały się obydwie jego książki.pisał po latach Jarosław Iwaszkiewicz w przedmowie do Pożegnania z Marią (PIW. zwrotu ku współczesności i budownictwu socjalizmu.

. żądając od siebie i od każdego odpowiedzialności za drugiego człowieka. jak nie chronił siebie przed światem.płacąc za to cenę najwyższą. nawet pisarzowi. wciąż wstrząsają i niepokoją. zachowują dawny rozmach {Muzyka w Herzenburgu.. Tak jak krwią pisał swoje utwory. dla których życie i pieśń stanowią jedno. za wspólny świat. Tadeusz Borowski należał do tych rzadkich. Może dlatego te kartki z dalekiej już przeszłości są nadal żywe. To decydowało..zdradą wobec dawnych świętości. Nagła samobójcza śmierć pisarza stała się podówczas dla wszystkich zupełnym zaskoczeniem i pozostała tajemnicą do dziś.samego. za jego dzieje. te tłoczą się w węzeł. a własny w nim udział . Tadeusz Drewnowski 2 . wyjątkowych pisarzy. (Labirynt) Labirynt świata. nieschematyczny wyraz w nowej problematyce (Kłopoty pani Doroty). Dzień plantatora) czy też usiłują zdobyć własny. podobnie w swej twórczości obalał przegrodę między jednostką i światem. tym razem wydał się bez wyjścia. który przedtem tylekroć i tak genialnie umiał się przezeń przebijać.. W jednym z monachijskich wierszy Borowski pisał: świat jak labirynt splątany potwornie gmatwa się w linie. znów po wojnie kamiennego. że osiągnął tak dużo .

obecnie zarośnięty krzewami. pracujący prawie dwanaście godzin w niemieckiej fabryce. chwiał się. mieszkał samotnie. Julek był wychowankiem jezuitów. Sam pisywał wiersze jeszcze w szkole. duży rasowy doberman. smukły. zanim ja nie pojechałem do Oświęcimia. duchowego wodza Młodej Polski. robił jednocześnie maturę i .domu. kiedy na Zachodzie. w gorące dni okupacyjne. W dyskusjach filozoficznych cytował nie znane nam nazwiska. o których nie wiedzieliśmy nic. rozwiązując starannie każdą z nich. wlewał się wieczorami księżyc i błyszczały światła z mostu. on sięgał do Ibsena i Przybyszewskiego. miał przenikliwe spojrzenie artysty. Wszyscy zginęli mi z oczu. matka. Był blondynem. Przybudówka była wąska. żeby (jak żartowaliśmy) nie zabić przypadkowo Niemca . znanego krawca warszawskiego. Przewozi się na nim towary i ludzi. pierwszej zimy wojennej. przyplątany do nas nie wiadomo skąd podczas oblężenia. uchylające się na teren dawnych garaży. w ciemnej jak grób Warszawie. kiedy po spaleniu domu biwakowali na pustym placu pod daszkiem z papy chroniącym od deszczu. poszczekiwał na obcych i tak już został. Wyprowadził się od bogatego ojca. o czarującym spojrzeniu chłopiec. Olbrzymi. Teraz zaś. Świetnie znał matematykę. czołowego poety tego okresu. nad Grekami i filozofią niemiecką. Na zbitym z desek tapczanie spał ciężko ojciec. uganiał się za wronami. wysoki. Utrzymywał się z rysowania karykatur przechodniom. pisze pamiętnik. Kiedy ja byłem zaczytany w Platonie i polskich filozofach okresu romantycznego. Uczyłem się wtedy późnym wieczorem. Arkadiusz był malarzem. którą zostawiła nam fabryka na gruzach zniszczonego podczas pierwszej bitwy o Warszawę .tej zimy. nazywał prądy. Pracował systematycznie nad Tomaszem z Akwinu. Arkadiusza zanim nie przykryły gruzy barykady warszawskiej . Wtedy olbrzymie cienie mojej głowy przesuwały się po ścianie bezgłośnie jak na filmie. a przez wielkie okno. a samoloty angielskie zrzucały nad Niemcami paczki ulotek. skonstruowanej z kałamarza (trzeba było oszczędzać nafty). Andrzej nie zginął w ulicznej egzekucji i pod fałszywym zresztą nazwiskiem. poczciwy pies kręcił się przy rodzicach. uczył się w akademii malarskiej. trwały przyjazne potyczki patroli. do Kasprowicza. Zarabiał handlem dewiz. 3 . Płomień lampki. Tej samej zimy Andrzej jeździł na rikszy.u nas. poruszany oddechem.za pomocą nóg. niska i wilgotna. Narysował ich ponad dziesięć tysięcy.pił. Jak w Japonii . razem ze mną kończył szkołę. na linii Maginota.MATURA NA TARGOWEJ Całą zimę uczyłem się w małej przybudówce. Andrzej. Ale zanim rozrzucił nas los. Riksza jest to trzykołowy wózek rowerowy.

Wprawdzie Andrzej chorował niebezpiecznie na płuca i musiał rzucić swoją rikszę. po wykładzie z literatury. Arkadiusz znalazł wreszcie mieszkanie i nie sypiał już po kolegach. zamienionej nagle w dżunglę. przegrywając przy kartach zarobione nieraz na czarnej giełdzie pieniądze. a zaraz potem jak nóż w ciało wbiły się we Francję. wygarniali wszystkich przechodniów na auta i wieźli do Rzeszy . samochody ciężarowe pokryte brezentem. aby wykupić świadectwo artystyczne. Stąpało się tam po puszystych dywanach. który w sierpniu 1940 roku przybył do Oświęcimia? Może pięciu ludzi. przygotowywaliśmy się do matury. zimnych i ciasnych. ale dorobek nasz był znaczny. minęła niepostrzeżenie. Niektórzy zresztą mieli bogate domy. Andrzej miał w teczce parę dobrych wierszy. Ogromne budy niemieckie.co bywalsi siadali do brydża. że wojna będzie trwała długie lata. Już zapełniały się cele Pawiaka. już mieliśmy w ręku pierwsze gazetki konspiracyjne. a zwykle bliżej . ćwiczeniach fizycznych albo lekturze książki religijnej (bo i religia była wykładana przez poczciwego księdza) . kiedy za pijanego żołnierza niemieckiego zakłutego w bójce przez swego własnego towarzysza gestapo wyciągnęło z mieszkań i rozstrzelało na pustym. Żandarmi i gestapowcy obstawiali ulice. już roznosiliśmy je sami. Uczyliśmy się w naszych prywatnych mieszkaniach. Dym papierosów gęstniał w salonie. Zima. ja trochę książek na zbitej z desek etażerce. i był tropiony przez policjantów na ulicach. wprawdzie Arkadiusz nie chciał iść do urzędu niemieckiego. oglądało się obrazy najsławniejszych mistrzów. dotykało się końcami palców grzbietów złoconych książek. o oknach zabitych deskami.do Oświęcimia. w okresie tych pierwszych niemieckich łapanek. zaśnieżonym polu dwustu mężczyzn. które robiły tak absurdalne wrażenie w stolicy wielkiego państwa. do Oranienburga. wyjeżdżały stadami na miasto. choć wiedzieliśmy. a po komplecie. a w domach. osławionych obozów koncentracyjnych.szczękały salwy plutonów egzekucyjnych. kończyliśmy wtedy drugą licealną. Ilu przeżyło z siedemnastu tysięcy ludzi wytransportowanych z ulic warszawskich w styczniu 1943 ? Dwustu? Trzystu? Nie więcej! Wtedy też. po lekcji matematyki. w Warszawie rozpoczęto pierwsze łapanki. trupiej zimie pozostało jeszcze wspomnienie egzekucji w Wawrze. choć ciężka i ciemna. w okresie. wsławiała się już aleja Szucha. zwijał się u okna i rozpłaszczał pod sufitem. na Majdanek. Ilu przeżyło z dwutysięcznego transportu. kiedy wojska niemieckie uderzyły na Danię i Norwegię. Wiosną. Po tej koszmarnej. a olbrzymie polskie transporty więźniów szły do 4 . gdy Hitler fotografował się na wieży Eiffla. Służyły nam one za klasy i za pracownie chemiczne. które kupiłem za pieniądze ze sprzedaży piłowanego drzewa.na roboty.

Aleksandra. wtedy wyzwala się w śmiechu. O kilka ulic dalej. Nieustannie przez tę największą arterię przelotową stolicy przewalały się masy wojska niemieckiego. W oczach jej odbijała się wyraźnie troska.i myślę. A tam. u Lelewela. u Staszica. młodzież polska . na Pomorzu i w sercu Polski . z drugiej z Saską Kępą. .my czterej zdawaliśmy maturę. Wszyscy trzej byliśmy w świetnych humorach. Niekiedy skala reagowania człowieka jest zbyt mała i gdy sięga tragicznego dna. w Alejach Jerozolimskich. Orzeszkowej. łapano ludzi. Za mostem szła aleja. że żyjemy. jak zawsze. na placu Trzech Krzyży. na mieście odbywa się łapanka na placu Trzech Krzyży . dokładne jak co roku. nikt .parsknął Andrzej. Wysypaliśmy się w biegu z tramwaju jak 5 . Nie my jedni. ciężarówki napęczniałe towarem. jak tygrys na szlaku antylop. dzielnicą willową.Oprócz pani. odkąd nowoczesna szkoła istnieje. dlaczego pobudzało do śmiechu. Było to absurdalne widowisko. na ulicę Targową. Wszyscy ostrzegali wszystkich przed łapankami. Nie wiem. u Batorego. jak dawniej przed zarazą. z jednej strony granicząca z polem. Kiedy Europa przegrywała swoją bitwę o Wolność. u Czackiego. u zamknięcia alei. Wojciecha i Zamoyskiego wszędzie odbywały się egzaminy maturalne ostre. szły transporty na wschód i na zachód. na którym stoją dziś już tylko ruiny pięknego kościoła Św. dzieci i młodzież ratowały wiarę w Europę i wiarę w dwumian Newtona. siwa pani. w Wielkopolsce. we wszystkich gimnazjach prywatnych. że czeska i norweska również . Żandarmi obstawili wszystkie wyloty placu.Oranienburga. Pamiętam. Konopnickiej. poczynając od tych najlepszych. Wskoczyliśmy w tramwaj i pojechaliśmy na Pragę. Zwróciła ku nam pomarszczoną twarz. Z warkotem motorów napchane ludźmi budy wlokły się ciężko na Pawiak. choćby się ziemia waliła. wozy pancerne. Tysiącami młodzież zdawała maturę. u Władysława Czwartego. rozstawiła się druga kolumna samochodów i czekała na tramwaje. u Mickiewicza. wiarę w rachunek całkowy i wiarę w wolność ludów.w Warszawie. I że tam pojedziemy. na Śląsku.rzekła cicho.wygrywała swą bitwę o Wiedzę. Wtedy gdy Europa leżała w gruzach. Tysiące kończyły gimnazjum i szły do liceum. Arkadiusz.Panowie. zdawać maturę. Andrzej. Żadne gimnazjum warszawskie nie pozostało w tyle.A czy panów nikt nie zaczepia? . Julek i ja . właśnie wtedy my czterej. jak św. I właśnie wtedy podeszła do nas stara. Wszędzie. w gimnazjach żeńskich: Plater. że musimy jechać na drugą stronę Wisły. czołgi. Królowej Jadwigi. . staliśmy we trzech na przystanku przy ogromnym gmachu Banku Gospodarstwa Krajowego. że jesteśmy w samym środku łapanki.

wysoki. wychowanka księży. Wierzcie w naukę. ani Arkadiusz. Dyrektor był milczący.Kiedy nie wiecie. Złapano go między Nowym Światem a Alejami i ślad po nim zaginął. panowie (to „panowie” zaakcentowało naszą nową dojrzałość z chemii) . dobroduszny pan. Jesienią. 6 . którego wzór na próżno usiłował Andrzej wywieść na tablicy. ani ja. A w mieście. jak w głębokiej dżungli odbywały się łowy na ludzi. gdy wstępowaliśmy na podziemny Uniwersytet. poeta i krytyk. patrzył dobrotliwie na nas i pomagał nam wzrokiem. w co wierzyć. okropnie złożonym płynem. . wierzcie w chemię. Wtedy Koziabródka rzekł: . przewodniczący Komisji Egzaminacyjnej. malarz i filozof. wychowawca klasowy i profesor chemii. osławionego obozu pod Berlinem. Nigdy nie mieliśmy opinii dobrych chemików. Blade nasze odpowiedzi wywoływały chytry uśmiech na twarzy egzaminatora. Kwitła na polu dziewanna i brzęczały pszczoły. za którym kłębił się tłum otoczony policjantami.nie bądźcie głupi i nie dajcie się złapać. ani Andrzej. w którym już czekał na nas dyrektor.gruszki i przemknęliśmy na ukos polem zasadzonym świeżą jarzyną. W istocie był to bardzo ceniony naukowiec. podnosząc do góry probówkę z jakimś czerwonym. Jednego tylko człowieka nie było wtedy między nami: tego płowowłosego Julka. fala łapanki dopłynęła aż pod nasze okna. Ziemia pachniała wiosną. którego dla jego siwej brody nazywaliśmy w szkole Koziabródka. że Julek został wywieziony do Oranienburga.No. Wychowawca. leżącym za rzeką. i dodał. Kiedy przedarliśmy się do mieszkania na Targowej. Wskazał dłonią za okno. Słuchał uważnie odpowiedzi. i że jeszcze żyje. Przez nią wrócicie do człowieka. doniesiono nam. Jakoś tam zdaliśmy.

POŻEGNANIE Z MARIĄ
I Za stołem, za telefonem, za sześcianem biurowych ksiąg - okno i drzwi. We drzwiach dwie tafle szklane, czarne, lśniące od nocy. I jeszcze niebo, tło okna okryte opuchłymi chmurami, które wiatr spycha w dół szyby, ku północy, poza mury spalonego domu. Spalony dom czernieje po drugiej stronie ulicy, na wprost furtki w ochronnej siatce zakończonej srebrzystym drutem kolczastym, po którym jak dźwięk po strunie ślizga się fioletowy odblask migocącej latarni ulicznej. Na tle burzliwego nieba, na prawo od domu, omotane mlecznymi kłębami przelotnego dymu lokomotyw, patetycznie rysuje się bezlistne drzewo, nieruchome w wichrze. Naładowane towarowe wagony mijają je i z łoskotem ciągną na front. Maria podniosła głowę znad książki. Smuga cienia leżała na jej czole i oczach i spływała wzdłuż policzka jak przejrzysty szal. Położyła ręce na grzybku stojącym wśród pustych butelek, talerzy z nie dojedzoną sałatą, brzuchatych, karmazynowych kieliszków o granatowych podstawkach. Ostre światło, które załamywało się w granicy przedmiotów, wsiąkało jak w dywan w niebieski dym zalegający pokój, odpryskiwało od kruchych, łamliwych krawędzi szkieł i migotało we wnętrzu kieliszków jak złoty liść na wietrze nabiegło struną w jej dłonie, a one rozświetloną, różową kopułą zamknęły się szczelnie nad nim i tylko bardziej różowe linie między palcami pulsowały prawie niedostrzegalnie. Przyćmiony pokoik napełnił się poufnym mrokiem, zbiegł się ku dłoniom i zmalał jak muszla. - Patrz, nie ma granicy między światłem i cieniem - szepnęła Maria. - Cień jak przypływ podpełza do nóg, otacza nas i zacieśnia świat tylko do nas: jesteśmy ty i ja. Pochyliłem się ku jej wargom, ku drobnym spękaniom ukrytym w ich kącikach. - Pulsujesz poezją jak drzewo sokiem - powiedziałem żartobliwie, otrząsając głowę z natrętnego, pijackiego szumu. - Uważaj, żeby świat ciebie nie zranił toporem. Maria rozchyliła wargi. Między zębami drżał leciutko ciemny koniuszek języka: uśmiechała się. Kiedy mocniej zacisnęła palce wokół grzybka, błysk leżący na dnie jej oczu zmatowiał i zgasł. - Poezja! Dla mnie to rzecz tak niepojęta jak słyszenie kształtu albo dotyk dźwięku. Odchyliła się w zadumie na poręcz kozetki. W półcieniu czerwony obcisły sweter nabrał purpurowej soczystości i tylko na grzbietach fałd, gdzie ślizgało się światło, lśnił karminową, puszystą barwą. - Ale tylko poezja umie wiernie pokazać człowieka. Myślę: pełnego

7

człowieka. Zabębniłem palcami o szkło kieliszka. Odezwał się kruchym, nietrwałym dźwiękiem. - Nie wiem, Mario - rzekłem, wzruszywszy z powątpiewaniem ramionami. - Sądzę, iż miarą poezji, a może i religii, jest miłość człowieka do człowieka, którą one budzą. A to jest najbardziej obiektywnym sprawdzianem rzeczy. - Miłość, oczywiście, że miłość! - powiedziała, mrużąc oczy, Maria. Za oknem, za spalonym domem, na szerokiej, przedzielonej skwerem ulicy jeździły ze zgrzytem tramwaje. Elektryczne błyski rozświetlały fiolet nieba, jak odpryski z sinego pożaru magnezji przebijały się przez mrok, oblewały księżycowym światłem dom, ulicę i bramę, ocierając się o czarne szyby okienne, spływały po nich i bezszelestnie gasły. Chwilę po nich gasł również wysoki, cienki śpiew tramwajowych szyn. Za drzwiami, w drugim pokoiku, puszczono znowu patefon. Zdławiona, jakby grana na grzebieniu melodia zacierała się w natarczywym szuraniu tańczących nóg i gardłowych śmiechach dziewczęcych. - Jak widzisz, Mario, oprócz nas jest jeszcze inny świat - roześmiałem się i wstałem z kozetki. - To, widzisz, jest tak. Gdyby można było rozumieć cały świat, czuć cały świat, widzieć cały świat, tak jak się rozumie swoje myśli, czuje się swój głód, widzi się okno, bramę za oknem i chmury nad bramą, gdyby można było widzieć wszystko jednocześnie i ostatecznie, wtedy - powiedziałem z namysłem, okrążywszy kozetkę i stanąwszy pod rozgrzanym piecem między Marią a majolikowymi kaflami i workiem z kartoflami zakupionymi w jesieni na zimę - wtedy miłość byłaby nie tylko miarą, ale i ostateczną instancją wszystkich rzeczy. Niestety, zdani jesteśmy na metodę prób, na samotne, zwodnicze przeżycie. Jakże to niepełna, jakże fałszywa miara rzeczy! Drzwi od pokoiku z patefonem otworzyły się. Chwiejąc się w takt melodii, wszedł Tomasz oparty o ramię żony. Jej lekko ciężarny, a od wielu miesięcy stateczny brzuch cieszył się nieustającym zainteresowaniem przyjaciół. Tomasz podszedł do stołu i chwiał się nad nim rozrosłym, pękatym, masywnym jak u wołu łbem. - Źle się starasz, bo wódki nie ma - rzekł z miękkim wyrzutem, starannie zlustrowawszy naczynia, i odpłynął, popychany przez żonę, w kierunku drzwi. Patrzył w nią tępym wzrokiem jak w obraz. Mówiło się, że to zawodowo, gdyż handlował fałszywymi Corotami, Noakowskimi i Pankiewiczami. Poza tym był redaktorem syndykalistycznego\ dwutygodnika i uważał się za radykalnego lewicowca. Wyszli na skrzypiący śnieg. Kłęby mroźnej pary przewinęły się po podłodze jak włochate motki białej bawełny. W ślad za Tomaszem do kantoru majestatycznie wtoczyły się taneczne pary, pokręciły

8

się sennie koło stołu, majolik i kartofli, starannie omijając zacieki pod oknem, i zostawiwszy czerwone ślady od świeżo pastowanej posadzki, wróciły tam, skąd wyszły. Maria poderwała się od stołu, poprawiła automatycznym ruchem włosy i powiedziała: - Muszę już iść, Tadeusz. Kierownik prosił, żeby zaczynać wcześniej. Syndykalistyczny - wyrażający poglądy charakterystyczne dla syndykalizmu, kierunku ruchu robotniczego negującego konieczność istnienia państwa i głoszącego program zbudowania społeczeństwa socjalistycznego, w którym kontrolę nad produkcją i podziałem dóbr sprawują związki zawodowe - syndykaty - Masz jeszcze dobrą godzinę czasu odrzekłem. Okrągły zegar firmowy o pogiętej blaszanej tarczy tykał miarowo, zawieszony na długim sznurku między na wpół rozwiniętym plakatem, rysunkiem urojonego widnokręgu a węglową kompozycją przedstawiającą dziurkę od klucza, przez którą widać fragment kubistycznej sypialni. - Wezmę Szekspira, postaram się zrobić w nocy Hamleta na wtorkowy komplet. Przeszedłszy do drugiego pokoju, kucnęła przy książkach. Półka zbita była prymitywnie z nie heblowanych desek. Deski uginały się pod ciężarem książek. W powietrzu leżały błękitne i białe pasma dymu oraz unosił się ciężki zapach wódki zmieszany z odorem ludzkiego potu i wapienną wonią wilgotnych, gnijących ścian. Chwiały się na nich, jak bielizna na wietrze, jaskrawo malowane kartony i jak morskie dno przeświecały się kolorowymi liniami meduz i korali poprzez błękitny opar. W czarnym oknie, odgrodzony szybą od nocy, zaplątany w cienką koronkę firanki wyszachrowanej za psie pieniądze od złodziejki kolejowej, smętny, zapijaczony skrzypek (który uważał siebie za impotenta) na próżno usiłował jękiem instrumentu zagłuszyć charczenie patefonu. Zgarbiony jak pod workiem cementu, wydobywał ze skrzypiec z ponurą zaciętością jeden tylko pasaż. Od dwóch godzin ćwiczył się do niedzielnego koncertu poetycko-muzycznego. Występował wtedy umyty, w wizytowym garniturze w paski, miał twarz melancholijną i oczy senne, jakby czytał z powietrza nuty. Na stole, na obrusie w czerwone kwiaty, wyszachrowanym od złodziejki kolejowej, między kieliszkami, książkami i nadgryzionymi kanapkami, leżały gołe i brudne nogi Apoloniusza. Apoloniusz huśtał się na krzesełku i odwracając się do drewnianego, pomalowanego wapnem przed pluskwami tapczana, na którym, jak duszące się ryby na piasku, leżeli półpijani ludzie, donośnym głosem mówił: - Czy Chrystus byłby dobrym żołnierzem? Nie, raczej dezerterem. Przynajmniej pierwsi chrześcijanie uciekali z armii. Nie chcieli się sprzeciwiać złu. - Ja się sprzeciwiam złu - rzeki leniwie Piotr. Leżał rozwalony między dwiema

9

krowich oczach.Zdejm nogi ze stołu albo je umyj. uklękła koło Marii przy książkach i objęła ją ramieniem.wszyscy ich tłukli i z Danii czy z Węgier wygnali do Hiszpanii. kanapki.odrzekła z błyskiem zdziwienia w załzawionych. patrząc tępo w książki. Tomasz z Akwinu. z artystkami nawet Niemcy inaczej. Wydymał pulchne. wiesz? . Rodzice odmawiali błogosławieństwa ze względu na mezalians. bardzo tchórzliwy . . milcząc. zmęczona i pijana.urwała i zamyśliła się. filiżanki z herbatą. . a zaraz po chrzcie na najruchliwym punkcie Grójeckiej wymigiwaliśmy się od łapanki ulicznej. która uciekła z getta i tej nocy nie miała gdzie spać.Platon. . po ptasiej głowie ozdobionej lśniącymi falami przylizanych włosów.Miała na sobie żółtą sukienkę w chryzantemy. więc przyjaciele weselisko urządzili sami. Na długim łańcuszku kołysał się między piersiami złoty krzyżyk. Miała grube.Ale! chcielibyście. tak dawno nie miałam w ręku szczoteczki do zębów.To dziwne. ..Miło tu u was. . ten od św..Niech pan zrozumie.rozmamłanymi dziewczynami i gmerał rękoma w ich fryzurach.Umyj nogi. rozłożyste biodra. . książki. mięsiste wargi. I wciąż to uczucie. dobre do rodzenia.ciągnął Apoloniusz. bo dopiero późną zimą.Brakowało? Nie. Augustyn. którą zapobiegliwy ksiądz umył mu dokładnie głowę. nie brakowało . kaplicznej wody. pokryte złocistym puszkiem jak owoc brzoskwini.A wtedy święty wyjechał na ośle i nawrócił Wandalów . dłuższy czas żył z pianistką o uroczych dołkach w buzi i drapieżnym. Ja się panicznie boję! Maria pogłaskała ją. to trudno nawet określić. pojechali do Afryki i doszli piechotą pod Kartaginę. Latem ochrzciliśmy go (bo był wyznania narodowego) przy zapalonych świecach. . . . Pod oczyma miał wielkie sińce. rozlane uda i czerwone. był taki szczep Wandalów. wiechciach kwiatów i miednicy chłodnej.rzekła dziewczyna spod ściany. Tam Wandale wsiedli na okręty.Żydóweczka. że trzeba odejść.dotykała polakierowanym na purpurowo paznokciem 0 .Przecież pani była pieśniarką? Chyba niczego pani nie brakowało. Uważacie. Miała szerokie. gdzie biskupem był św. z wyzywającym dekoltem. Zza niego wychylała się zalotnie kremowa koronka koszulki. Wiecie. Wprawdzie ustąpili i użyczyli muzykom pokoju do spania i fortepianu do ćwiczeń oraz kuchni do produkcji bimbru. Pianista. jakby połknęła kij. Panna młoda w sztywnej niebieskiej sukni siedziała w fotelu nieruchomo. Była senna. . Polek . . zesunąwszy piętą talerze na kupę . ale nie zechcieli zaprosić na wesele przyjaciół. Moniki. . namiętnym spojrzeniu.powiedział spod pieca młodzieniec. pyknąwszy z fajki. Montaigne . różowe policzki. bardzo miło. Pożeniliśmy ich nierychło.

Koń poderwał łeb. koń! W kręgu złotawego światła znad drzwi śnieg oślepiająco biały i gładki leżał jak talerz na popielatym obrusie. . że po aryjskiej stronie też będzie getto . . dalej. Kiedy odciągnęliśmy z Tomaszem skrzydła bramy. szarpnął się całym ciałem na boki. nieruchoma jak góra. który wydawał się wyższy i tęższy niż zazwyczaj. . Żandarm w niebieskim płaszczu.powiedziała. kładąc na śnieg rozchwiane cienie. bijąc tępo podkutymi butami o kamienie chodnika. . robił właśnie korektę i przy niej umarł! . Ciągnęło od nich farbą drukarską.Tylko nie będzie z niego wyjścia.A ja myślę. . Ergo . szarzał i siniał. Przez pierś miał przewieszony reflektor na rzemieniach.Po Wandalach nie zostało nic. co ja widziałam za murami. Zwiesił łeb. Szły od niego kłęby pary..Ona jest zdenerwowana .krzyknął furman napierając na dyszel. Igła trafiła na pęknięcie w płycie i zawodziła monotonnie. aż dopiero przy furtce mienił się w blasku lampy ulicznej. krzyknął z uczuciem: . pilnujący sąsiedniego budynku byłej szkoły miejskiej. Żydóweczka podeszła do patefonu i zmieniła płytę. .obszarpanych grzbietów kupionych na wózkach i wykradzionych z antykwariatu książek. napakowanej jak więzienie „ochotnikami” przeznaczonymi na roboty do Prus.Odpłynęła w tańcu. . Czerwona latarnia kołysała się pod kołami.„Jeszcze tylko kilka ciężkich chmur nie porozpychanych nozdrzem konia” zadeklamował i wskazawszy ręką za okno. patrząc z ukosa na Marię. jakby odbijał niebo.Jej rodzina została za murami.K'sobie . oświetlając nogi i podbrzusze konia. . a wraz z nią zostaną moje winiety! Pod sufitem suszyły się na sznurkach okładki tomiku poetyckiego. a Augustyna dzisiaj czytają. Jego żona poprawiła sukienkę na lekko wypukłym brzuchu.Za pysk cholerę i do tyłu . nadszedł od strony latarni. Furman stał obok wozu i cierpliwie czekał. Przednie koła utkwiły w rynsztoku. zabrana przez Piotra.rzekła cicho Maria. .rzekłem ze znawstwem. .rzekł maniacko Apoloniusz. We drzwiach stanął zarumieniony Tomasz.. Światło przebijało się przez czarne i czerwone płaszczyzny pakowego papieru i plątało się wśród kartek jak w gąszczu leśnym.Tylko żeby pan widział to. Okładki szeleściły jak suche liście. na bramę.wzniósł dłoń z rozczapierzonymi palcami ku sufitowi .Koń. 1 . w cieniu. a poezja zostanie. zabijając rękoma o pierś.Augustyn napisał sześćdziesiąt trzy książki! Kiedy Wandalowie obiegli Kartaginę. . .wojna minie. jakby oddychał skórą. machnął lejcami i cmoknął. sięgnął bez pośpiechu po bat.Zaraz podłożę deskę do rynsztoka. był zmęczony. Załadowana jak wóz z sianem platforma stała w ciemności. ale wóz nie ruszył.

Podkręcił kontakt i uprzejmie zaświecił. z głębokiego cienia.Sporo przywiozłeś. Spod okapu hełmu. Zwykle ją mijał. będziem zdejmować. naparł ciałem do tyłu i platforma dźwignęła się po kocich łbach. Zrzucił czapkę. rozejrzawszy się w zasobach platformy. mieszczącego się w pofabrycznych halach tuż przy torze kolejowym. osadził się na tylnych nogach.rzekł rzeczowo. dochodził do małego kościółka księży pallotynów (częściowo spalonego we wrześniu i odnawianego pieczołowicie a nieustannie w ciągu całego sezonu materiałami z naszej firmy). zżarte od cementu. obrusy i ręczniki oraz wszelkie inne dobro kradzione z pociągów towarowych idących na front. konserwy. kupony materiałów.Pozwolenie dla niej dostał zięć od swego kolegi . wjechał po deskach na podwórze. Furman trzasnął jeszcze raz dla fantazji batem. Twarz miał kościstą. postał chwilę w dyszlach. betami. wykrzywione dłonie.A córka? .Wszystko kazała zabrać .Patrz pan. ciepłe ubrania. wychudłą. .Nie bała się tak w biały dzień? . . Koń robił bokami i dymił parą. Sztywne od wapna włosy rozmierzwiły mu się nad czołem. chwiejąc się. . jedzeniem.rzekłem. Żandarm zgasił reflektor. Wóz naładowany po wierzch jak krypa walizami.Popluł w żylaste.Ano. Wypiwszy do dna nadsiorbnął wody z drugiego i włócząc za sobą uprząż. . - 2 . Olek . Odprzężony z szorstką czułością przez woźnicę. wapna i gipsu. Co dzień rano przychodził do kantoru telefonować po zmianę warty i nieodmiennie meldował.rzekł woźnica. . bielizną i częściami do maszyn. firanki. serwisy. Kłóciła się ze starą. .rzekł Olek. załadowałem nawet taborety z kuchni i półki z łazienki. ruszył wolno pod kran i wetknął pysk w kubeł. skręcał pod gnijącym murem schroniska dla bezrobotnych. które. Koń chrapnął. meblami i zbożem. poprawił na sobie pasy i miarowym krokiem oddalił się w stronę szkoły. meblami i brzęczącymi naczyniami z aluminium. oczy jego błyszczały nad strugą światła ostro jak wilcze ślepia. tędy bowiem płynęły belami i pojedynczo koce.Została z mężem. ściągniętą mrozem. . cofnął konia i podjechał tyłem pod drewnianą szopę.Za dużo klamotów naładowane . wracając z frontu z zegarkami. tłomokami. Był to ruchliwy port przeładunkowy. poszedł w stronę otwartych drzwi stajni. Stara stała nade mną jak kat nad dobrą duszą. że musi zostać jeszcze dzień. Teraz koń pociągnął ku przodowi. jakby znużony ponad siły. . że nic ważnego w ciągu nocy nie zaszło. skarpety. podgoniony ostro. wreszcie. zatrzymywały się często na dworcu jak przy molu portowym. a także kupowane od obsługi wagonów sanitarnych. rannymi.

.Wlazł na wóz.rzekłem lekceważąco . wciągając głęboko powietrze.Może poczekasz do południa? Rozwieziemy razem. Tomasz sapał spazmatycznie. układając towar na betonie między workami z na wpół skamieniałym cementem. co ja tam widziałem. narobiłem się dzisiaj .Inżynier nas widział po drodze. Otrzepałem ręce z kurzu. otwartej migocącym światłem latarni. . Oparł się o wóz..Panie Tadku. poduszki. uchylił czapki. Wapno cienkim pyłem unosiło się w powietrzu i gryzło nieznośnie nozdrza.Ale pan jakoś wyjechałeś szczęśliwie? ..Taa. Wrócisz przed siódmą. Metr wapna na lewo. . Dzieciaki.Ale ...Zasunąłem drzwi szopy i zamknąłem je na kłódkę. nie? Pojedziesz z rana kursem. pudła staroświeckie. Oddychał miarowo. otoczona jak dłońmi siną nocą połyskującą pierścieniem gwiazd. a nad wiatrem i chmurami drżało niebo głębokie jak 3 . Staliśmy w otwartej furtce. .Ano. niósł dym pociągów.Powiedz pan. stała Maria.Wdzięczność jest rzeczą piękną . panie Tadku. . stosem cuchnącej smołą czarnej papy a kupą suchego wapna przeznaczonego na detaliczną sprzedaż chłopom.Ująłem ją pod ramię i po chrupiącym czerstwym śniegu poprowadziłem wydeptaną ścieżką do furtki. gnały pierzaste obłoki. tobyś pan nie uwierzył.Zrobiła go człowiekiem. ciemnej szopy. Był chory na serce.Powlókł się w ślad za zwierzęciem do stajni. z ulgą pociągał nosem i otarł ręką czoło. Będzie co z tego? . . ale wiesz pan. kosze z bielizną. smoły i dziegciu. złażąc z platformy.. to się jej wywdzięcza. Konia oporządzę. Po pustej ulicy. nad stromym dachem wtulonej w mur szopy szedł z szumem wiatr.zapytał woźnica. Przymknęła za sobą drzwi od muzyki i ludzi i wyczekująco patrzyła w mrok. . Nad ulicą. pokrytym skorupą wapna. trzeba rano z dom wyrzucić. W złotym kręgu światła jak w aureoli. . . Chociaż i żydowskie. to muszą z nim dobrze.A jak jutro z rozlewaniem i rozwiezieniem? . Chwycił w garście śnieg i mył nim dłonie. nad światłem latami. . . tępym krokiem spacerował żandarm w niebieskim płaszczu. Chwytaliśmy je z Tomaszem i na cztery ręce wnosiliśmy do zatęchłej. po co ją kierownik wziął do siebie? . Przechodząc koło kantoru..powiedział furman. osznurowane książki.co nam te ciapciaki mogą zrobić? Jak kierownik chce kupić filię.rzekł Tomasz. skończywszy ładunek. kobity. Wytarł je o spodnie. rozplatał sznury i począł podawać jedno po drugim krzesełka. pilnujący szkoły. Nie mógł się swobodnie ruszać w twardym kożuchu. wazony.

który go zostawił na wybrzeżu wyludnionej ulicy jak zapomniany wodorost. oczywiście. Przez zamarznięte szyby sączył się szary świt.rzekł Tomasz. które znikały pod ladą w podwójnej ścianie. uśmiechając się do Tomasza. wyprawiwszy pijanych gości i sprzątnąwszy pokój. naprzeciw chmurom. Minęła sklep paskarza.Miłość. W paskarskim sklepiku.Wiesz dobrze. że miłość! . Tak wczesnym rankiem na dworze było jeszcze sinawo. który wstał przed świtem. jakby kutej z szarego piaskowca twarzy. Maria uśmiechnęła się czule. .pusto. . Chłopka wyciągnęła z koszyka pęta kiełbasy. Była o pół głowy wyższa ode mnie. wyprząc konia i usunąć z placu ślady kół.rzekła z wyrzutem. kaszę i chleb.Bo miłość to poświęcenie. zdążył wyrzucić wapno z dołu i zawieźć na budowę. według którego. Zmierzch. jakby tropiąc w powietrzu jej ślad. pogląd filozoficzny.powiedziałem.wyznający solipsyzm.Widzisz. Zanim otworzyłem oficjalnie bramę na znak rozpoczęcia dnia handlu. furman. co może miłość . grzali się przy rozżarzonym piecyku dwaj granatowi policjanci. .parsknęła beztroskim śmiechem Maria i dygnąwszy nam dystyngowanie. trzeba zbratać się z ludem. Z torów kolejowych dochodził grzechot pociągów. solipsysto1 poetycki. Pieprzyk pod lewym okiem czerniał filuternie na monumentalnej. monotonnie spadały na parapet 1 Solipsysta . nadał mu bryłowatość i ciężar. bom wiele miał kochanek. Mówię z głębi doświadczenia. które wiatr gnał nad naszymi głowami. jeżeli masz gdzie pod łóżkiem . a chłop swoje dzieci zamknięte w szkole.rzekł pogodnie Tomasz. Patrzyłem za nią jeszcze chwilę. podając mi usta do pocałunku. a na ulicy .dno ciemnego potoku. W oknach byłej szkoły zaczynały pojawiać się głowy uwięzionych ludzi. . istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający. Mrugający po pijacku czerwonymi oczyma sklepikarz rozkładał drżącymi rękoma na ladzie za szkłem ser. .Oczywiście. II Nocą spadło trochę śniegu. odeszła ulicą wzdłuż siatki. jakby Tomasz był ociosanym z grubsza kamieniem. . który zaciera rysy człowieka. . Księżyc prześwitywał przez chmury jak złoty szmat piasku. nie obejrzawszy się. Nie lubiłem przy obcych jej pocałunków. Wielki czarny kapelusz ocieniał jej twarz jak skrzydłem. Patrolujący żandarm poszarzał i zmalał w odpływającym mroku. a wróciwszy z kursu. a rzeczywistość jest zespołem jego wrażeń 4 . Znikła za rogiem.Chodź.Daj furmanowi wódki. Po zardzewiałych kratach spływały brudne krople. że sama rozwiozę . gdzie nabywałem chleb i kaszankę na śniadanie. przy składzie. że miłość! .

tak chłopom. uliczka zagubiona między grząskim jak przegniły trup polem a szeregiem zmurszałych. przełaził przez druty kolczaste na plac naszej firmy budowlanej. którego różne odcienie i wielkości używane były na schody oraz nagrobki. sześciany cegieł. Z otwartych okien szkoły wołano i dawano białymi dłońmi znaki jak z odbijającego od brzegu okrętu. Nocą policjanci wysadzali przez okno szkoły towar. kalecząc się nieludzko. a cenę wydatnie zaokrąglał. na most nad leżącą na migotliwym nurcie mgłą. wybrukowana kocimi łbami. albo. Paskarski sklepik był małą. skąd otwierała się miła oczom perspektywa na zapuszczone mielizny nad rzeką. obcego płaskim. zaciszną zatoką. rozfalowanym tłumem.kłębił się rozpaczliwie na placu i znowu powracał z krzykiem. nie doważał deka masła. ludzkim sprawom żandarma) ciągnął wyłącznie sąsiad. gdyż kantor był oczywiście zamknięty. zimą i wiosną uliczka . i załatwiały się tam beztrosko. ku pokrytemu czerwoną karpiówką dachowi. miał żonę. szpaltówek. zwały gliny. Nie odczuwał jednak ani obowiązku. oglądając kupy piasku. roztapiające się w czystym. ramsayek. wyciągał twarze ku nowoczesnym oknom. urok chłopców. odchodził aż do placu leżącego u jej wylotu. śmierdząca zgnilizną otwartych rynsztoków. uczennicę kompletu licealnego. drobnoziarniste kruszywo kamienne 5 . zachodziły do sąsieków z grysikiem2. spokojnym. Łaziły bezradnie po podwórzu. gdzie wałęsał się aż do rana. Zresztą. ale ręka drżała mu przy zgarnianiu pieniędzy. dziesięć deka kiszki i dwa deka masła. Zwykle były to dziewczęta.i ciurkiem lały się na podłogę. Obudziwszy się. Z reguły mi nie doważał. odczuwającą nęcące powaby stroju. który podpływał pod betonowe mury szkoły. On nie dolewał do pełna setki bimbru. smak nauki i czar konspiracji. jak 2 Grysik . trocinówek. wymachiwał rękoma i krzyczał. ani potrzeby wdzięczności. Ujęty jak w groble w dwa szeregi policjantów tłum odpływał korytem ulicy. Nad szklanką bimbru z buraków bratali się przy ladzie policjanci z chłopami i handlowali ludźmi ze szkoły.łamane. fryzjera. parę sklepików spożywczych i obskurny bar . gdyż chciał żyć sam. synka w drugiej gimnazjalnej i dorastającą córkę. Latem. mydlarnię. sklepikarz. błękitnym niebie . parterowych domków mieszczących pralnię. a korzyści z procederu oprócz policjantów (i pewnie nieprzystępnego. na żółte. Uśmiechał się wstydliwie. pastelowe domy miasta. który albo natychmiast znikał w zakamarkach ulicy. wyrzucałem je bardzo altruistycznie za bramę. firma budowlana zaś sprzedawała. Dzień w dzień wpadałem do niego po ćwiartkę razowego chleba.ślepa. porosłe kępkami postrzępionej wikliny i pokryte z rzadka liszajami śniegu. podnosił głowy.dzień w dzień pęczniała wzbierającym. ciął chleb na nierówne części i wyciskał z chłopów bezlitośnie forsę za każdą wypuszczoną na lewo dziewczynę. jesienią.

nie uchylał się wcale od obowiązku. Ja z początku wynosiłem ze składu ton i kredę koszykiem i sprzedawałem je w mydlarniach okolicznych. 3 Ton . kupił dworski pojazd. apoplektycznie nerwowy Inżynier z brodą w klin. wszedłem z nim w spółkę. Furmani sprzedawali wapno na ulicy. podzieliłem teren pracy i uzgodniłem sposób księgowania. a lepik4 z piaskiem. poważne manko. których nie księgowano nigdzie. Kierownik znał się na złocie i kosztownościach. Filia urządzała się inaczej. Oddawszy mi lwi udział z detalicznej sprzedaży. mokry ton3. nabył za pół miliona majątek ziemski pod stolicą.inżynierom. jednakże zżywszy się z kierownikiem serdeczniej. wydzierżawił plac po spalonej we wrześniu firmie i założył na nim filię swojego przedsiębiorstwa. ale nadający się do polowań (miał bowiem spory kawał lasu) i uprzemysłowienia (posiadał glinę). kościoły i zakonników oraz syna erotomana ciągnął z niej wczasach wielkiego głodu (kiedy jedliśmy obierki i przydziałowy chleb z solą)' grube tysiące jak mleko z wymion. Pracowity jej właściciel. kierownik pogrążył się w szerokich interesach. brzuchacz opięty kraciastą kamizelką z brelokiem. rozbudował składy w centrali. a telefon składu jako niezawodny sposób komunikacyjny. Odrabiali prywatne kursy. co natychmiast wpisywało się w księgi.mieszanina asfaltów lub smoły używana do klejenia papy 6 . a także odbierając wagony z towarem stwierdzała. W wypadkach nagłych.glinka kredowa używana w produkcji farb klejowych 4 Lepik . wreszcie w trzecim roku wojny rozpoczął i pomyślnie poprowadził pertraktacje ze Wschodnią Koleją Niemiecką o zakup i rozbudowę własnej bocznicy kolejowej i postawienie przy niej magazynów przeładunkowych. jednak Inżynier kilkunastu swoim ludziom dawał z własnej inicjatywy prawie sto złotych tygodniowo bez odtrącenia kosztów. jak wywózka rodziny do lagru. wykorzystując firmę jako punkt przelotowy. miał bowiem z firmą osobne rachunki. Kradli z kolei. Firma budowlana! Ona jak dojna i cierpliwa krowa rozdawała wszystkim utrzymanie. mieszała wapno z wodą. wynajął woźnicę. wprawdzie nieco zaniedbany i podupadły. podatków i świadczeń. stawiając mi tylko jeden warunek: abym uczył się dla Ojczyzny. dowożąc na budowę niepełne metry. skamieniały cement. przy cichym zrozumieniu magazyniera kolejowego. patriarchalnie siwy. Przez trzy miesiące finansował moje studia na podziemnym uniwersytecie. na utrzymanie żony dewotki trwoniącej pieniądze na żebraków. Równie pomyślnie układały się losy pracowników Inżyniera. Wiązała nas również produkcja bimbru odbywająca się moim kosztem w mieszkaniu kierownika. Wprawdzie ustawodawstwo okupacyjne zabraniało Inżynierowi wypłacać tygodniówki ponad 73 złote. cugowego konia ze strzyżonym ogonem. choroba albo łapówka. Dostawca urzędowy nabierał w usta wody.

dziesiątków robotników i niewyczerpanego konta w bankach krajowych i szwajcarskich. wielu precyzyjnych maszyn do liczenia. spod którego wymykały się pasma rzadkich siwych włosów. prowadził także ożywioną wymianę z gettem.drugą na bliskim przedmieściu. Pracował wtedy jako magazynier w przedsiębiorstwie żydowskim. Rozumiał. własnej odnogi kolejowej.Bo powinni dać znać. wbrew własnemu poczuciu prawa. Uprawiał handel z wielkim lękiem. Dwa masywne złote rzędy zębów błyszczały w ustach. jakby tarł kamieniem o kamień. oglądając pajęczynę na górnej półce książek. że kłapnęły.sprzedawał i nabywał meble. . które . siedziała skromnie w kącie. a na parę miesięcy przed wojną . niemalże zadźwięczały. pustą jak wyludnione miasto. . Mówiła chropawym szeptem.A. Wzrok utkwiła pod sufitem. a nawet sam handlował lokalami. Świszczący szept wydobywał się z gardła wraz z oddechem. Ubrana była biednie. Na kolanach trzymała starannie złożone palto z wyleniałym kołnierzem. jakby zamarzłe oczy. wytartą i błyszczącą na łokciach.rzekł stanowczo kierownik. Stara siedziała na miejscu Marii w nogach drewnianego tapczanu.Skierowała na niego wyblakłe. zdawało się. Odczuwał dotkliwą nostalgię za bezpiecznymi czasami przedwojennymi. odliczywszy dniówkę szofera. Z dorobku tych czasów ocalił place i walutę oraz głębokie przywiązanie do starej doktorowej. znał adresy pośredników mieszkaniowych. bo pająk piął się do góry. paru ciężarowych samochodów. Twarz miała ziemistą. Na szyi miała aksamitną szeroką wstążkę. pani doktorowo . a na głowie staroświecki kapelusz ozdobiony bukietem fiołków. . zapobiegliwie i przezornie oddanych na przechowanie do konsulatu szwajcarskiego. to trzeba lepiej zaczekać. Ubrana była w czarną jedwabną suknię. bez dokuczliwych rozterek duchowych. Ze zdziwieniem poderwałem głowę znad książki o czasach i zabobonach średniowiecznych. 7 . zatelefonują. Wkrótce nabył pod miastem przy autostradzie jedną parcelę budowlaną. jakby przez siłę.rzekła stara do kierownika po długim milczeniu. kupił auto sportowe i zarabiał taksówką do trzystu złotych dziennie. miał stosunki ze złodziejami kolejowymi i ułatwiał im kontakty ze sklepami komisowymi. zbyt biednie nawet jak na posiadaczkę platformy wszelakiego bagażu. czy przyjdą. Odziana była zbyt biednie jak na przedwojenną właścicielkę ogromnego składu towarów budowlanych. przyjaźnił się z szoferami i sprzedawcami części samochodowych. Pod okiem czujnej właścicielki wyrabiał się uparcie na ludzi.według wyobrażenia ludzi ze strony aryjskiej . zrujnowaną.Jasieńku. nie mówiąc już o złocie i brylantach. co? . Pajęczyna się kołysała. że powinni? . i żył pełnią życia. Prawda.każdy Żyd przynosił z getta. martwe. że czyni to w zgodzie z prawem ludzkim.

gwizdnął niedowierzająco kierownik. . ręce i nogi. Rozgrzane plecy łaskotały rozkosznie. Spod mankietu popelinowej koszuli odsłonił się przy tym ruchu złoty longinus podłużny.Przecież pan dyrektor obiecał telefonować. Ona jest taka niezaradna. portfel do kieszeni i . złociste.Co też pani doktorowa mówi! . jak gdzie może chapsnąć. czekał na klienta. Powinna wrócić niedługo. chwaląc Boga. Koc spuszczony z tapczanu 8 .fiuuu! Tyle go zobaczą! Co pani się martwi. że to jedyny teraz majątek córki. może wyjść. A jeżeli im się nie uda. jak z dna studni.Pojechała na miasto rozwozić bimber. ile żądają? Pięćdziesiąt tysięcy! Dobrze.przechylił się do mnie . pokurczone. ale ciepło. wyciągając wygodnie nogi w długich oficerskich butach. bo co by robił? Na sublokatorce by żył? Do kwaterunku by poszedł? . że człowiek w pierwszym roku wojny kupił sobie jaki kąt.Przeniosła znowu wzrok z sufitu na okno. rzezi szczepów i pożarów miast dokonywała się praca ocalania ducha ludzkiego. nie ma co! .Telefonowała . Robotna.Jasio tylko tak mówi.Bo Jasio wie. robaczywe dłonie położyła na żółtej chustce. odrzucając je niecierpliwym ruchem głowy. Pogładził bujne. Głowa ciążyła mi i szumiała. Wyjdzie pewnie dzisiaj razem z córeczką pani doktorowej. dopasowany do okrągłości przegubu. Przyzwyczaiła się do opieki matki. jakby ją chciała zerwać z ramion. Jasieńku? .bąknąłem znad książki. jak wyjdą? Przysunął sobie krzesełko i usiadł. i bezwładnie opuściła na kolana. która wzbierała już tłumami. . Wygrzewając się pod piecem. zacisnęła palce.szepnęła doktorowa i uśmiechnęła się lekko kącikami ust. . Co pani doktorowa myśli! Zięć. bębnił palcami po ramie okiennej. . pamiątka po dobrych czasach w firmie na Towarowej.Człowiek ma. gdzie wśród zabobonów ludu. czy walizki są w porządku? . kiedy zechce! Pozałatwia.Jasieńku.Jasio sobie radę da! . wygięty. co trzeba. falujące włosy. Odbijało mi się wódką i jajkami. Oszczędna dziewczyna! Buzi dać! I węgla wypaliła o połowę mniej. .szepnęła stara głucho. Tu trzeba myśleć. Zwiędłe.Pracowicie wychuchał w oblodzonej szybie otwór i przechylając głowę.pańska narzeczona wygotowała dwadzieścia pięć litrów. na ulicę. skąd kupić mieszkanie! Pani doktorowa wie. myśli. Między piecem a wieszakiem było mrocznawo. Książka o średniowiecznych klasztorach budziła na wpół senne marzenia o ciemnych celach. zapatrzyłem się w podłogę. jednym okiem spoglądał z ukosa na plac. dyrektor w szopach. . . i dlatego żyje! Panie Tadziku . na otwartą bramę.

sprzedanych przez 5 Aus (niem. Tam się wszystko kończy. to jak żołnierze chodzili i bili kolbami o ściany i jak strzelali. . Kierownik kopnął krzesło i wyszedł do klienta. Cóż to. aus.kierownik zatarł z przyzwyczajenia ręce i popatrzył chwilę na mnie .Zwariowała pani doktorowa na starość? ... Dwadzieścia osób! Małe dzieci się nauczyły.zachrypiała w przejęciu.zdecydowała i poruszyła się na tapczanie.On tam ma interesa.z. jeszcze dwa.Niemców na głowę sprowadzić? Dać im podsłuchać? Owszem. Splotła ręce na piersiach. Widać było spod niego czarną przykrywkę remingtona. ale nie od nas! Stara nastroszyła się i nadęła jak obudzona znienacka sowa. . tu: wychodzić 9 . wywożą.Dwadzieścia siedem razy byłam w blokadzie ulic.. aby podtrzymać rozmowę.zaniepokoiła się nagle stara. . wie? Czy oni zdążą wyjść? Podszedłem do półki z książkami. przekomarzające się głosy. . u nas wszystko musi być w porządku . Klient zatupotał nogami. Zza drzwi dochodziły brzękliwe.Jakże się pani przedostała do nas? . Włożyłem książkę między średniowieczne. . jakby jej było zimno.. Wie. Ciągle aus. przykrył je prawie rzęsami koloru słomy.Pani doktorowo.) . i wstawiłem na wszelki wypadek pod łóżko. obijając z butów śnieg. Obejrzałem się na starą.zdziwiłem się. . Jeszcze z uniwersytetu w Heidelberg.Zatelefonuję .parsknął nagle kierownik i gniewnie zmrużył serdeczne. Klient i kierownik ustalili cenę dostawy drzewa z pożydowskich domów z getta otwockiego. Stara podniosła na mnie puste oczy.zapytałem.w porządeczku jak w ubezpieczalni. .Nie. Drzwi kantoru trzasnęły. co dzieci! Zięć i córka czy wyjdą! On żyje w wielkiej przyjaźni z szefem. Machinalnie obracała w palcach broszkę przypiętą do sukni.Dzieci? . nie. pierze na ulicach. . pani doktorowa mnie nie zna? . niebieskie oczy. . to małe dzieci tylko milczały i patrzyły takimi otwartymi oczyma.nie sięgał zapastowanych na czerwono desek. . a ludzi wywożą. aus5! Pusto w domach.Mieliśmy kryjówkę za szafą w takiej specjalnej niszy. Zadyszała się i zamilkła. nie! Tam dzieci.Czemu nie wyszedł z panią? . Wziąłem maszynę z szopy. Jeszcze dzień.A jak oni tu mnie nie znajdą? Uliczka jest taka mała i na peryferiach . co to blokada? Pewno nie bardzo wie? No nic . kiwając przyjaźnie ręką. aby nie zamokła.

aż strach jechać.rzekła nagle stara.starosta 7 Bitumina .Ja bym chciała do swoich rzeczy .) . zmierzwionych niesfornie włosów. Odrzuciła palto z kolan i z pośpiechem podreptała na dwór. Włóczyła nogami w zbyt głębokich kapcach. Zazdrościłem jej zejścia do podziemia. przebijającymi przez cienką sukienczynę biodrami.Każdy ratuje się. kręcąc z nieświadomym wdziękiem kościstymi. Do kantoru przychodziła zresztą tylko na kilka godzin.Byłem w Centrali. a Inżynier stracił do urzędniczki zaufanie. Kucnął przy piecu i sapiąc. jak może. Drobna i sucha. . Kierownik był abstynentem.kreishauptmana6 hurtem polskiemu przedsiębiorcy. Głowę miała ustrojoną w czub wysoko spiętych.) . pisywaniem wierszy i produkowaniem się na porankach poetyckich. aby pilnowała kasy. obfitą lekturą.prychnęła mała urzędniczka. Z jego kalkulacji wynikało. a co bitumina7. . . ale dawał się skusić przy szczególnie pomyślnych wydarzeniach. Skrzypnęły drzwi.A to ładnie . aby się ogrzać. panie magazynierze. Cienki nos świecił się jak wyczyszczony łojem. Mówią. co to lepik. sam bowiem zadowalałem się półprywatnym powielaniem biuletynów. Kożuch parował na nim i śmierdział wilgotną skórą. że jak z Żydami skończą. że firma daje zbyt niskie dochody. nie wiedziała. ale za to z regularnością poczty zaopatrywała mnie w konspiracyjne gazetki ozdobione godłem miecza i pługa. Nasłał ją Inżynier. umieściła się wygodnie na kozetce. wyszedłem z kantoru. Wstała nerwowo od stołu. to nas będą wywozić. Kierownik pokrył niedobór z własnej kieszeni.na piechotę 0 . wystawił do ognia spękane od wiatru i mrozu dłonie. I u nas też łapią.rzekł woźnica.Jakże ja wrócę do domu? . wyszli do sklepiku przypić transakcję.zagadnęła ironicznie urzędniczka.Ej. Koło cerkwi i przy dworcu aż zielono od żandarmów. . Cały dzień czytała brukowe romanse. .Przy pomocy bliźnich . Była bardzo niestarannie upudrowana.zmrużyła złośliwie oczy.Budy na mieście . nie zajrzała ani razu do magazynu. . Urzędniczka w kantorze uśmiechnęła się do mnie zza stołu. .rzekłem kwaśno i włożywszy pośpiesznie kurtkę. Na ulicach pusto. Przyszedł furman. 6 Kreishauptmann (niem. W drugim tygodniu jej urzędowania zabrakło w kasie tysiąca złotych.Perpedes2 .Cóż z tą starą? Mebli dużo? . jakże wiersze? Okładka wyschła? Kierownik za rękę przyprowadził starą do kantoru.smoła węglowa 2 Per pedes (lać. . .

łabędzie z rozczapierzonymi skrzydłami płynęły łagodnie w powietrzu. W głębi ulicy przestrzeń zamykały kamienne bloki domów i kępy nagich. Na placu pod ścianami domów było jeszcze gwarno i tłoczno. papierosami. Przytupując z zimna nogami jak śpiący koń.jak głosił wyblakły od śniegu plakat . Za ostatnim wozem wybiegła z tłumu kobieta. z plikami gazet niemieckich pod pachą. rowery. otoczony kordonem żandarmów falował tłum i podpływał ku wiaduktowi. że miłość” . białym i razowym chlebem. Kłęby białej pary podnosiły się znad kipiącej mieszaniny i owiewały mu twarz.miały przebywać krokodyl. wysokie. Niemiecki żandarm. Niebo leżało pogodne.drewniane krzyżaki owinięte drutem kolczastym 1 . ponieważ plac pustoszał przed nadchodzącą łapanką. chronionym kozłami hiszpańskimi8. ciężko ciągnęły na most. tupali nogami w słomianych chodakach i darli się ochryple nad koszykiem z bułkami. kręciło się na przystankach niezdecydowanie. Nad skrzynią z wapnem kiwał się rytmicznie robotnik. zasiekami i tablicami na torach. blade. Samochód nabrał szybkości. Bramę składu kierownik przymknął. wielbłąd i wilk) świeciło beznadziejnie pustką. Za wiaduktem. który przemykał się ku polom. Kilku gazeciarzy ze schroniska. Był zwykły targowy dzień. szykując wapno na sezon letni. Lasownik pracował całą zimę bez przerwy. Robotnicy zakryci deskami chodzili pod karuzelą w kieracie. że to czarna ściana domu trzęsie się i krzyczy. wyższy nad tłum i jego troski. kołysząc się jak na fali. wlokły się wzdłuż alei. obojętnie bił żelaznymi butami o bruk. Pod oknami i parapetami przekupnie trzęśli kolanami. oczywiście. kaszanką. Przy jaskrawo pomalowanej strzelnicy i w ogrodzie zoologicznym pod namiotem (w którym . Na posesji leżącej na tyłach szkoły trwała jeszcze zabawa. jak wyrzezane z łamliwego kryształu. Z wnętrza tłumu wynurzały się pękate. Puste drewniane auta. Gdy łapanka obejmowała uliczkę. Karuzela z jednym ogłupiałym dzieckiem na koniu kręciła się majestatycznie przy wtórze wrzaskliwej muzyki.pomyślałem ze wzruszeniem i uciekłem do składu. zamykaliśmy ją na kłódkę. skrzące się w ostrym słońcu. gdyby nie pomocne ramię żandarma. 8 Kozły hiszpańskie . okryte brezentem ciężarówki i mierząc kołami śnieg. Dziennie przerabiał na mrozie do dwu ton wapna suchego. Kobieta podniosła ręce rozpaczliwym gestem i byłaby upadła. pączkami. Tramwaje bez ludzi okręcały się w pętli naokoło placu i dzwoniąc łańcuchami. Pijani policjanci oczyszczali uliczkę z resztek tłumu. Drzewa stały ośnieżone. Nie zdążyła. „Miłość.Ostry wiatr zmieszany ze śniegiem zaciął mnie w twarz. ale baczny na każdy ruch policjanta. Wepchnął ją w tłum. Wydawało się. W bramach ważono na prymitywnych wagach świeże mięso wieprzowe i przelewano pośpiesznie bimber. mieszał gracą lasujące się wapno. wychudłych drzew.

- Telefonowała narzeczona - powiedział kierownik. Był w dobrym humorze, podśpiewywał pod rudym wąsem i zataczał nogami taneczne półkola. - Jedzie z Ochoty, ale nie może szybciej, bo wszędzie łapią. Pod wieczór będzie. Sucha, czubata urzędniczka rzuciła na mnie krótkie, podszyte złośliwością spojrzenie. - Pewnie zaczną z nami jak z Żydami? Pan się martwi? - Powinna dać sobie radę - rzekłem do kierownika. Zziąbłem na kość. Pogrzebałem kociubą w piecu i dołożyłem torfu. Z otwartych drzwiczek buchnęło dymem na całą izbę. Chyba w tym miesiącu wagonów nie dostaniemy? Pewnie zrobią szperę9 wagonową? Kierownik skrzywił się niechętnie. Przysiadł na krześle i delikatnymi jak u pianisty palcami stukał po stole. - A co nam przyjdzie z tego, jak puszczą wagony? - rzekł z goryczą. - Inżynier boi się trzymać cement i gips, wapno ma tylko dla Niemców na roboty na Forcie Bema, to co pan chce? Żebyśmy kwitli? Grochowskie zakłady dostały trzy wagony cementu, Borowik i Srebrny ma co dusza zapragnie, a my co? Gąsiory, felcówki10, grysiki, lepiki, maty trzcinowe! - Niech pan nie przesadza - rzekła urzędniczka. - Gdyby pogrzebali w szopach, toby to i owo... - Pewnie, że to i owo! Bo kombinuję na własną rękę! Inaczej przyszedłby kto do składu? Owszem, sklepikarz odważników pożyczyć! Telefon zaterkotał. Kierownik zakręcił się na krześle i chwycił słuchawkę na pół sekundy przed małą urzędniczką. Oddał mi ją z niemą gestykulacją. - Nasz samochód - szepnąłem zasłaniając ręką tubę. - Co powiedzieć? - Niech da pięćdziesiąt. - Funfzig - rzekłem do tuby. - Abends?11 Niech będzie wieczorem. - Świetnie, chodźmy wobec tego coś zjeść - zatarł ręce kierownik. Stara siedziała nieporuszona na tapczanie, jak zapędzone w kąt zwierzę. Kierownik zakrzątnął się po pokoju, nastawił bulion na maszynce i sprzątnął stolik. - Jak Inżynier będzie miał mniej dochodu od nas, to raz - wyrzuci tę siksę, a dwa... no co, zdecydowałeś się pan? - Cóż ja mam wobec pana? - rzekłem beznadziejnie. - Wszystko wpakowaliśmy w bimber. Wie pan, jak to jest; trochę książek się kupiło, trochę łachów, i tak. Papier też kosztował. - A sprzeda pan chociaż te wiersze?
9 Szpera (z niem. Sperre) - blokada 10 Gąsiory, felcówki - rodzaje dachówek 11 Abends (niem.) - wieczorem

2

- Nie wiem, czy sprzedam. Nie pisałem na sprzedaż. To nie cegła dziurawka ani nie smoła - odparłem urażony. - Jeżeli dobre, to powinni kupować - rzekł ugodowo kierownik, zagryzając bułkę. Zbierzesz pan te parę tysięcy do spółki. Pan masz dobry łeb. Stara zajadała powoli, ale z apetytem. Złoty masywny rząd zębów z lubością zanurzał się w miękiszu bułki. Wpatrywałem się w ich połysk, oceniając instynktownie wagę i wartość całej szczęki. Trzasnęły drzwi, wszedł klient. Pallotyn z sąsiedniego kościółka miał rogowe okulary i uśmiechnął się nieśmiało. Powiadomiwszy o łapance, zamówił parę worków cementu oraz żółty grysik. Zapłacił z góry samymi złotówkami powiązanymi w paczki. - Niech będzie pochwalony - rzekł i nałożywszy czarny kapelusz, wyszedł, szeleszcząc sutanną. - Na wieki wieków - odparła urzędniczka. Zakręciła piec i wytarła palce w skrawek gazety. - Jak pan myśli, co ta stara zrobi? - Kierownik znajdzie dla niej mieszkanie. Stara ma za grubą forsę, żeby ją puścił z rąk - rzekłem półgłosem. - Ale - prychnęła pogardliwie - więc pan nic nie wie? Kiedy kierownik wyszedł, stara telefonowała do córki. Nie mogą wyjść z getta. Już za późno. Szpera na całego. - Stara pomartwi się trochę i przestanie. - Bardzo być może. Otuliła się w wytarte futro, umieściła się wygodniej na kozetce i powróciła do książki. Nie zdradzała ochoty do dalszej konwersacji. III Wieczorami zostawałem w składzie sam wśród suszących się jak mokra bielizna okładek tomu poetyckiego. Apoloniusz wyciął je z papieru w formacie in folio12, dopasowawszy do rozmiarów siatki ręcznego powielacza, który wypożyczony mi do odbijania niezmiernie cennych komunikatów radiowych i wartościowych rad (wraz z wykresami), jak prowadzić walki uliczne w większych miastach, posłużył również do druku wzniosie metafizycznych heksametrów, wyrażających mój nieprzychylny stosunek do dmącego apokaliptycznie wiatru dziejów. Okładka była dwustronnie ozdobiona czarnobiałymi winietami, przy użyciu rewelacyjnie nowej techniki powielaczowej: pojedynczych kawałków matrycy białkowej, które nalepione na siatkę dawały białe plamy, sama zaś siatka 12 In folio (łac.) - w formie arkusza złożonego na dwie części

3

plamy czarne. Sposób był bardzo pomysłowy, ale pochłaniał zbyt wiele farby i okładki schły już tydzień - bez rezultatu. Zdjąłem je więc ostrożnie ze sznurów, obłożyłem w gruby pergamin, zapakowałem ciasno i wsadziłem pod drewniany tapczan. Spuszczony do podłogi koc zakrywał zepsute radio oczekujące na mechanika, walizeczkowy powielacz, płaski jak cygarnica, solidną maszynę do pisania remington zabraną z szopy, aby nie zmokła, oraz komplet publikacji pewnej organizacji imperialistycznej, pozostawiony w składzie na przechowanie przez przyjaciela, który miał wynosić się z domu, a nie miał siły pozbyć się kolekcjonerskich i antykwariackich zamiłowań. Wieczorami także, nie żałując grzbietu ani kolan, szorowałem pracowicie podłogę, wycierałem stół i jako tako okno, a kiedy uznałem, że w pokoiku jest zacisznie i przytulnie jak w uchu, przykrywałem seledynowym kloszem jarzący się grzybek i zamykałem troskliwie pokój, aby nabrał ciepła. Siadywałem zazwyczaj przy piecu w kantorze. Robiłem drobiazgowe notatki bibliograficzne, którymi wypychałem specjalne pudła, zapisywałem na luźnych karteczkach głębokie sentencje i trafne aforyzmy, które znalazłem w książkach, i uczyłem się ich na pamięć. Tymczasem nadchodził zmierzch i zaprószał karty książki. Podnosiłem oczy ku drzwiom i czekałem na przyjście Marii. Za oknem śnieg tracił błękit, mieszając się ze zmierzchem jak z szarym cementem. Wyniosła ściana spalonego domu, zrudziała jak wilgotna cegła, nabiegła czernią, nieruchomiała, jakby milkła, bezgłośny wiatr podnosił znad toru kłęby różowego dymu, rwał je na strzępy i rzucał na siniejące niebiosa jak płatki śniegu na przezroczystą wodę. Zwykłe przedmioty, grząska jak zgniły melon góra piasku firmowego, kręta ścieżka, brama, trotuary, mury i domy ulicy nikły w mroku jak we wzbierającym przypływie. Został tylko nieuchwytny szum, którym tętni najgłębsza cisza, gorący puls, którym bije ciało człowieka, i głucha tęsknota do przedmiotów i uczuć, których człowiek nigdy nie zazna. Na podwórzu krzątali się jeszcze ludzie. Woźnica wynosił z ciemnego wnętrza szopy pakunki, jak z worka, i ciskał je z rozmachem na platformę. Na platformie stał stary lasownik13 z rozkraczonymi nogami. Chwytał ze stękaniem bagaż i ubijał go fachowo na wozie, jakby układał torby gipsu albo hydratyzowanego wapna. Z wysiłku wypchnął językiem policzek. Kierownik stał za wozem przy starej. Uchwycił się deski przy wozie i paznokciem bezmyślnie odłupywał drzazgę. - Ja tam nie wiem, jestem inaczej nauczony - rzekł do starej gniewnie, wydymając wargi. - Ale na mój rozum nie należało tak od razu. Gdzie tu głowa? Gdzie rozum? Po co był
13 Lasownik - człowiek lasujący, czyli gaszący wodą wapno palone

4

ja zaś podskoczyłem prosto przez śnieg do bramy.O la. że przyjdzie taki czas. do szopy.rzekł. Traktor wepchnął się zadem na przeciwległy chodnik i jak żuk wypełznąwszy przez rynsztok na podwórze. Twarz jej drgała przy każdym ciskanym pakunku. a tych parę ciuchów.Trzydzieści dwa.Ten numer nie przejdzie . kiedy człowiekowi pozwolą spokojnie handlować.mówił dalej kierownik patrząc w ziemię. 5 . Złote zęby błyszczały zza warg. Kierownik uśmiechnął się z ulgą i pośpieszył otwierać drugą szopę. la! Wyprzedaliście wszystko? . stratują.. I tak.Duży obrót. podjechał pod rozwartą szopę. cmoknąwszy ustami. patrzyła na kierownika oczyma załzawionymi. duży zysk. spalą.rzekł kierownik. Potężny diesel z przyczepką wtoczył się w ulicę. Pieniądze.że mu sprawiłam kłopot. Ja tam się od tego nie wzbogacę.Niech Jasio wybaczy .powiedział żołnierz bez zniecierpliwienia. . . . i tak giemza . co je wziąłem.powiedziała ostro do lasownika.. Zgarbiona pod szarą ścianą szopy stara przebierała z zimna nogami w wytartych. jakby to ją rzucano na platformę. . i podjechał pod bramę. przydeptanych pantofelkach.Niech bardzo uważa przy pakowaniu . . Wargi jej drżały z zimna. kołysząc biodrami. na szprychy koła i na błoto pod kołami.Co. Milczała i uśmiechała się. wszedł. Na ziemistych policzkach dostała od mrozu buraczanych wypieków.zapytał i plasnąwszy z rozmachem w ręce. . lśniących włosach.Trzeba brać. . Z szoferki wyskoczył kierowca w brudnym kombinezonie i niemieckiej furażerce zawadiacko osadzonej na kruczych.rzekł kierownik.zwróciła się do kierownika . to dałem na mieszkanie. Jasiowi się przecież opłaciło. Rozejrzał się z zainteresowaniem po kątach. pani doktorowa nie wie. Pięćdziesiąt? . . jak będzie? Zabiją. zniszczą.zapytał mnie kierownik. wzruszając ramionami. Ale teraz o dziesięć złotych drożej na worku.Abend.Ma on ludzi do wyładowania? . i tyle. Na rynku jest pięćdziesiąt pięć i drożej .Dużo ich tam pani doktorowa obroni. . rozkładając ręce wymownym gestem. Nie lepiej żyć? Ja tam wierzę. to zawsze można. mrugając zaczerwienionymi powiekami. Po trzydzieści pięć? . .Co tam pani doktorowa ma myśleć . które pani doktorowa zostawiła u mnie.ten cały kłopot? Stara przechyliła na ramię głowę w kapeluszu z kwiatkami. pociągała nosem i zwyczajem krótkowidzów. plując dymem. prawda? .

że wierzchem dłoni ociera oczy: . wyłazić! (. nie ruszając wargami.. skórzane walizy i brezentowe worki z bielizną. Weźmie pan dzisiaj? . uśmiechnął się przyjaźnie. raus! . prędzej. starannie wygolone policzki. Drzemiący w szoferce pomagier kierowcy wychylił się z okienka. Wyjaśniłem mu.rzekłem do żołnierza.chodź 6 . ..zapytał mimochodem szofer. jak należy układać cement.ty stary Słowianinie 17 Komm (niem.mruknąłem..roześmiał się szeroko żołnierz.Keine Leute14 . twarz smagłą.) . stołki. udając.Proszę was bardzo . du alte Slawe16 . zakomenderował: . Obliczymy się . . to zawsze przy przenoszeniu porwie parę worków i narobi szkody) podniósł ku mnie srebrzystą. przestraszyła się i skryła za drzwi magazynu. przydeptał troskliwie podeszwą.) . Podszedł do przyczepki i rozsznurowawszy plandekę.Fünfzig sztuk? Pięćdziesiąt? . Znali się na pakowaniu. Ukryli w środku rzeczy cenniejsze. Musimy zaraz dalej. trzymając ręce w mufce. Lasownik dobijał bagaż i podciągał sznury..Moi panowie. unurzaną w cemencie twarz i zapytał szeptem.pokazał robotnikowi pięć rozczapierzonych palców.Po dwadzieścia .wykrzyknął gorliwie podawacz spod plandeki. końskie zęby i błyszczące. klekocące naczynia.) wyładowywać 16 Du alte Slawe (niem. na wierzch zaś i po bokach dali plecione kosze. Zaciągnął się z ochotą dymem.) ausiaden (niem. Platforma stała niecierpliwie jak arka.Meine Herren.jacy tam ludzie 15 Meine Herren. Ujrzawszy przechodzącego z bliska żołnierza. Napotkawszy moje badawcze spojrzenie. chef.Przeprowadzka? . Podparł się łokciami i patrzył sennie w głąb szopy. Stara dreptała pod szopą.. .Oni mają się pośpieszyć.Jest pięć worków więcej. Nikły różowy blask rozjaśnił mu policzki i odbił się w oczach. którymi się przykrywali. Furman kończył ładować wóz. . Peter. . niósł do magazynu i rzucał z trzaskiem na podłogę.) . raus! (. W szopie umączony cementem robotnik (jak kto nie umie obchodzić się z towarem. wiążąc worki. drugi chwytał je rękoma. Osznurowali platformę troskliwie jak paczkę ze szkłem. by sterta nie przewaliła się k'czortu.Komm17 do kantoru.Prędzej. . Złota damska bransoletka luźno zwisała na przegubie. Jeden wytaczał torby na krawędź podłogi. przyciskał płaski worek do piersi. ja. Dłonie miał owłosione.)Si liczę! Ani jednego więcej! . czarną od zarostu. Zgasił zapałkę.) .ausiaden!15 Dwaj drzemiący na workach cementu robotnicy odrzucili palta. Miał zdrowe. wyskoczyli przerażeni krzykiem z głębi auta i opuścili pokrywę.Ja. 14 Keine Leute (niem.mruczał przez zęby.

. . Plac i szopy zostaną na po wojnie.zapytał szofer. Bezlistne drzewo nad torem szamotało się z wiatrem zaciekle jak człowiek.Dzieciak? Śpi? Obudź go..Uśmiechnął się wyrozumiale. No. osiadało nad mrokiem bezszelestnie jak opadający ptak. następny tydzień.Wy ale żyjecie spokojnie . oczywiście. .rzekł z dobroduszną pogardą żołnierz.18 Widzi pan. zarobek pewny.rzekł żołnierz.Ist gut .A jak zupełnie zabronią budować? . Wyżyć to pan wyżyje z tego.. . żebraczkę pod chropawym murem trzymającą za rączkę dziecko z wyłupiastymi oczyma oraz martwą naturę z żółtym dzbankiem. że przeprowadzka.) ist sehr gut (niem. .Ja. jaki nastrój! Tylko patefon nastawić! Panienka. . ja? . który postanowił się nie dać. . .) . .Teraz też zabraniają. chodźmy odprowadzić starą.nie. Rozmawiał przez telefon z żoną. dołożę. gdyby człowiek miał własny skład. Weź kapustę. Kierownik poprosił siadać. co? . schował je do kieszeni kombinezonu i 18 Ist gut (. co. Na ulicy udawał tramwajarza. bardzo dobrze 7 . Ja.Przeprowadzka. jak nic nie znajdzie. Od-czesał dłonią włosy i z pewną elegancją nałożył czapkę tramwajarską. już śpi dwie godziny. panienka? .powiedział kierownik.Urzędniczka zaraz poleci do Inżyniera. Jak znalazł. Kierownik wydobył z portfelu paczkę starannie powiązanych banknotów i przeliczywszy modlitewnym szeptem.Znowu środa. Odstąpimy od ręki czerniakowskim zakładom.Książek przybyło. co pan ma w szufladzie. panie Tadziku. a ludzie budują. .Żołnierz przeliczył pieniądze. toby się nie krył z towarem.Więc udał się obiad czy nie? Buraczki . co będę miał.Pokazał palcem czerwony szlafrok na wieszaku. Ale i tak Inżynier musi być dobrze z nami. ..A nasi walczą za wasz spokój. . podał szoferowi.rzekł kierownik . Naniósł do pokoju błota i smrodu żołnierskiego. Obejrzał obrazy Apoloniusza... .O. . Jeździł za darmo tramwajami i czuł się bezpieczny przed łapanką. Przetrzymałby parę dni. a cóż by innego? Niebo ścieśniało się. widzi pan.Zapomniała maszyny u pana .Nie uwierzy. ist gut. .ist sehr gut. . .Dobrze.Kombinuj pan kupić tę budę.Maszyna przyda się firmie. uchyliwszy drzwi do pokoju. Wpakował forsę w bocznicę i robi bokami powiedział chełpliwie kierownik.

Dzwonek w odnawianym naszym cementem i wapnem kościółku poczynał świegotać radośnie jak bawiące się dziecko. ściągniętą białym sznurkiem od firanki.Włożył do teczki kawał mięsa. Jeść się chce po tym głupim dniu. że uda się coś ukraść. . zapalił latarnię. Na granatowym niebie złoty księżyc toczył się naprzeciw pierzastym obłokom jak krążek ananasa i metalicznym blaskiem opadał na dach ulicy. zdawały się mściwie mu wygrażać. nakryta z góry blatem ukośnie przechylonego stołu. zanurzyła się w ulicę jak w ocienioną aleję.odpowiedziałem. gdyż lubił wydawać się szczupłym. . zwinięta w kłębek jak pies. a pękatymi walizami. które z łopotem skrzydeł wzbijały się nad wieżę i jak płaty chryzantem sennie osuwały się na dach. . Stara miała oczy zamknięte. Coś narzeczona nie przyjeżdża? . za bramę.rzekł kierownik. Furman odjął koniowi worek z obrokiem. Niemiecki traktor zamykał wylot ulicy. podczepił ją pod wozem. pójdę coś kupić na kolację. głowę wtuliła w futrzany kołnierz. . Od sklepikarza wychodzili podochoceni policjanci na służbę nocną. Przed szkołą chodził dorodny żandarm. Panny z pralni przesuwały się pod fioletową latarnią i znikały w cieniu spalonego domu. cmoknął uroczyście i platforma. chrzęszcząc butami. Między purpurową jak spieczone usta kołdrą.Czekaj pan. ruszyła.Co robić .Dziesięć było. Musieli sporo nałapać. na chrzęszczący jak srebrna blacha śnieg trotuaru. najwidoczniej drzemała.Łapanka trwa cały dzień.Zostajesz pan sam. Wyszliśmy na ulicę. które wybrał na jutrzejszy obiad. Plandeka zakryła się za nim. zebrał w dłonie lejce. siedziała. cały niebieski od zmroku. zatrzaskując furtkę.Narzeczona pewno nie może się dostać do pana. Traktor z cementem ostrożnie wyminął doły na wapno i zatrąbiwszy na pożegnanie. Ulica ożywała wieczorem. . . w zasłony murów.westchnął ciężko kierownik. opuścił podwórze. ale nie wylewnie dłoń.uścisnąwszy nam serdecznie. . płosząc uśpione na parapecie dzwonnicy gołębie. podkuliwszy pod siebie nogi.Boję się o nią . na siłę. przepasując rzemieniem tramwajarski płaszcz.krzyknął. Parę obdartych dzieciaków pobiegło za platformą w nadziei. stara Żydówka. skrzypiąc. oświetlona pełgającym krwawo blaskiem jak karnawałowy pojazd. Doskoczyłem do przyczepki i wsadziłem pieniądze w wyciągniętą rękę robotnika. dziesięć! . Przy rynsztoku stała 8 . wyszedł. Przechodnie gromadzili się na chodniku i patrzyli na plac. . trząsł się i dymił.Obłatwiliśmy dzień . którego nogi niczym martwe kikuty sterczały ku niebu i podskakując wraz z blatem za każdym poruszeniem wozu. Ściągnął pas rzetelnie.

. Położył mi ciężko ręce na ramionach. Twarze ludzi ukazywały się spod brezentu białe. Na drugim brzegu czarna bryła miasta zapadała w grząską ciemność. Ma tam córkę. przy pełnych reflektorach. . nad srebrnym nurtem rzeki. tramwaje.szepnął konfidencjonalnie sklepikarz.Wyprowadza się gdzie indziej. Duszący dym spalinowych motorów słał się na jezdni. Nad nią wysokie słupy reflektorów wzbijały się rtęciowym światłem w niebo. . . . samochody zbliżyły się do siebie. Biło od niego odorem wódki i śmierdziało machorką.rzekł za mną sklepikarz. . kamienny most napinał się na tle nieba jak łuk. trotuar i tłum. Pan kierownik miał dzisiaj dać zadatek. i jak zdmuchnięte wiatrem nikły w ciemności. Nachylił się do ucha. Na zakręcie alei powstał zator.To co będzie z mieszkaniem? . opędzając się od blasku. Wieczór zapadał coraz głębszy.Nałapali pod cerkwią . . bielała na chłodzie.To szukaj pan kierownika . Kolumna zatrzymała się.powiedziałem niecierpliwie i otrząsnąłem jego łapy. .Zabierają się do nas .platforma z betami. ślepe okna mieszkań. Czerwona pręga. twarz sklepikarza oblekła się w mrok. Reflektor oświetlił wnętrze ulicy.Przynajmniej umrze z nią jak człowiek. Zamrugał powiekami. Światło reflektora przejechało po jego twarzy. ogarnęły jarzącą 9 . . waliły jezdnią wypchane ludźmi ciężarówki. odciśnięta na łysinie przez czapkę. przelewając się na wybojach. Z chrzęstem. wynurzały się spod wiaduktu i trzepocząc skrzydłem cienia jak potworne motyle. znikały z hukiem za samochodami.Ja już z ludźmi gadałem.Ta Żydówka wyprowadza się od was? . Reflektory prześliznęły się po twarzach ludzkich jak po zbielałych kościach. .dodał przez zęby. Motocykle.Ano.rzekł ponuro policjant z paskiem zapiętym służbowo pod brodą.rzekł z przekonaniem sklepikarz. jakby posypane mąką.Żeby ich ziemia pochłonęła! . która nie może się wydostać. .szepnął sklepikarz.Tak szybko? . Padły gardłowe nawoływania.No pewno .Ona wraca do getta. Za czarnym pasem pola. Motocykle wytoczyły się zza aut i oświetliły reflektorami jezdnię. zajrzały w czarne. obsadzone żołnierzami w hennach.. Kolumna szła w stronę mostu. Świat na chwilę zwężał się do jednej ulicy tętniącej jak otwarta żyła.Przepraszam .. Zdjął czapkę i otarł czoło rękawem. . .zaniepokoił się sklepikarz.westchnął ciężko i zapatrzył się w ulicę. Woźnica cierpliwie czekał na wolny przejazd. przekreślały je i jak ramiona marionetek bezwładnie opadały wzdłuż ziemi. tak .

powróciły do ludzi. 19 Mischling (niem. oślepiły jeszcze raz oczy i skierowały się na auta. Jak się później dowiedziałem. wciśnięta w tłum tuż przy żandarmie. Poruszała wargami. Nie wiedziałem zupełnie. rowerami. zatrzymaną wpół taktu karuzelę z chwiejącymi się na linach pstrokatymi końmi na biegunach. Twarz Marii otoczona szerokim rondem czarnego kapelusza była biała jak wapno. wilkiem i wielbłądem. kredowe dłonie podniosła spazmatycznie ku piersiom jak w geście pożegnania. a ciało jej zapewne przerobiono na mydło.mieszaniec 0 . zbadały wnętrze tramwajów stojących ze zgaszonymi światłami. Stała w aucie. wywieziono wraz z transportem żydowskim do osławionego obozu nad morzem. otarły się o namiot ogrodu zoologicznego z krokodylem. Marię. jakby chciała zawołać. drewnianymi autami.) . Samochód zatrząsł się. Trupioblade. Zachwiała się.się zielonymi lampionami. pomacały głąb placu końskiego. prosto w reflektor. zawahały się na lewo i na prawo jak głowa rozdrażnionego węża. omal nie upadła. zagazowano w komorze krematoryjnej. zawarczał i nagle szarpnął. Patrzyła z natężeniem w moją twarz jak ślepa. łabędziami o łagodnie wygiętych szyjach. co robić. jako aryjsko-semickiego mischlinga19.

zecer z Bednarskiej. na sienniku.CHŁOPIEC Z BIBLIĄ Dozorca otworzył drzwi.Ciągniesz jeszcze? . . . u którego znaleźli gazetki. Poprawił się na sienniku. .rzekł zecer Kowalski.rzekł Szrajer z Mokotowskiej. bo to miejsce Mławskiego. urzędnik z Mokotowskiej.Przecież to jeszcze szczeniak. . Pod sufitem zapaliło się mdłe światło. Do celi wszedł chłopiec i zatrzymał się u progu. ale dobrze . który. udając gestapowca. że sami bandyci tu siedzą . Posunął się. Brudne.roześmiał się Matula.zapytał Kowalski. . robiąc chłopcu miejsce. . . W okienku pod sufitem tkwił granatowy kawałek nieba i fragment dachu od kuchni. chodził w długich butach i skórzanej kurtce po chłopach i rekwirował świnie.Co się patrzysz? Piwnica.Byle gdzie tego nie zobaczysz.Wyłożyłem karty. Chłopiec usiadł i położył palto na kolanach.Pajdka twoja.Cóżeście.Wcale chłopak na to nie wygląda.Sobie. Nie ma co myśleć. zwariowali do reszty? . . . .odezwał się spod ściany Szrajer. Wziął trzy karty. .rzekł Kozera. Nie widziałeś nigdy? . . Cela była mała i niska.odpowiedział chłopiec i przeciągnął dłonią po ostrzyżonej głowie. chłopiec. pomyśli. Przez ramię miał przewieszone palto z barankowym kołnierzem. Może zaraz wrócić z badania . Ale karty są i tak znaczne.Niech nie siada. stary. Kraty w otworze 1 .odburknął chłopiec.Dwadzieścia. Pod ścianą na betonowej podłodze leżały dwa sienniki. Na ścianach piwnicy błyszczała w mroku wilgoć. wypaczone drzwi pokryte były datami i imionami wyrżniętymi scyzorykiem.zdziwił się zecer Kowalski. przemytnik z Małkini. . Drzwi zatrzasnęły się za nim. . Jego bryczesy zachowały jeszcze kanty. Kozera .rzekł Matula.Za nic . Ubrany był w wytarty czarny garniturek uczniowski.Siadaj.Nie gadajcie.Za co ciebie zamknęli? . Dosyć.Było nie było. . Ludzie siedzieli skuleni.Przyjrzyj się.Przegrałem . . . i tyle. dotykając się kolanami.Za co go mogli zamknąć? . . . Koło drzwi stał kubeł. .zapytał.Nie mówilibyście takich rzeczy. .zapytał Matula.Nie widziałem nigdy . Popatrzył w nie. . Na korytarzu trzaskały wyłączniki. Strzepnął kurz z kolana.Ciągnę.Dobrałem kartę. I Żyd pewnie? .

2 .rzekłem.A tam. mamusia uśmiechnie się do kogo trzeba. fizyka. .rzekł chłopiec.rzekł Szrajer z Mokotowskiej. Figury narysowali chemicznym ołówkiem ci.Biblia? Myślisz. tak .Ja nie mam matki .Ciekawe.Tak.Mnie nie aresztowali . Karty były zrobione z tekturowego pudełka po paczce.Jak kogo . .odezwał się przemytnik Kozera spod drzwi.odrzekł chłopiec. a żyć trzeba. .rzekł wrogo zecer Kowalski. że go rozstrzelają.Kto wie.Grunt. . Chodził szerokimi krokami od ściany do ściany. . Co to za książka? .rzekł chłopiec z Biblią.były zupełnie czarne. aby się po tobie nie martwili.Aha.rzekł chłopiec z lekceważeniem. Trzymał ją blisko oczu. Wciąż oczekiwał. Oprócz gazetek wyszperali u niego jeszcze jakieś pokwitowania ze zbieranych pieniędzy na organizację. .rzekłem do chłopca.odezwał się urzędnik Szrajer z Mokotowskiej.To ty w takim razie jesteś synem dyrektora banku . Kiedy ciebie aresztowali? . odwracając się do niego.Jak się nazywasz.Tak i tak w czapę.rzekł gestapowiec Matula. . . . . i chłopaka puszczą. .Nic mu nie będzie . Każda karta była znaczna.Biblia . . Przybliżył książkę jeszcze bardziej do oczu. obrót w miejscu.Mój ojciec jest dyrektorem banku. tasując. dwa w tył. biorąc znów karty od Matuli. książka.rzekł zecer Kowalski i ciężko położył rękę na głowie chłopca. dwa kroki w przód. .powiedział. że ci tu pomoże? Cholerę w bok pomoże . nie podnosząc oczu znad książki. chłopcze? .Ryzyka. . Z głodu uszy odstawały mu coraz bardziej. kogo dziś wywołają z naszej celi? . czy my jutro będziemy jeszcze żyli? .Znowu? . Chłopiec siedział pochylony nad książką. Przez cały dzień nie ruszał się z siennika i bezustannie żuł sztuczną szczękę. Zaciął mu się rewolwer przy ostatniej rekwizycji. co tu byli przed nami. Palto miał porządnie złożone na kolanach. . . tata forsę wybuli. . jak się nazywam .Znowu? .Nic się nie martw .Dawaj jeszcze raz .rzekłem. To najgorzej. . . .Posiedzi.zapytał urzędnik Szrajer.Oczko.

Począł przekładać karty. I przyprowadził mnie tutaj.Nie mam szczęścia. .Nie byłem .wartownik 3 .Zostałem złapany na ulicy. Miał dwie córki. . no nie? . Pokazałem gestapowcowi Matuli karty: .To coś nie tak . . .Dozorca domu 20 Wachman (z niem.Prosto do bramy? Przez getto? Nieprawda . .Pewnie pisałeś farbą na murze? . Stał pod drzwiami i patrzył w okno. Pewno przyjdą po mnie. .Trzeba ci było malować? . że na wolność? . . rzucając karty na siennik.. toby przywieźli całą kupę ludzi. . . .Myślałeś.rzekł Szrajer.Nie byłeś w Poliżcie . Tylko na czapę.rzekł z westchnieniem Matula. Złożył starannie książkę i schował ją do kieszeni palta.Jeśli dziś przyjdą po ciebie. . Miał nadzieję.rzekł Kozera. Bo po co by mnie tutaj przenosili. .powiedział chłopiec i uśmiechnął się do wszystkich. przemytnik z Małkini.rzekł zecer Kowalski. . . . . przemytnik z Małkini.Masz tylko dach kuchni i kawałek warsztatu.odpowiedział chłopiec.Wyciągnąłem rękę.rzekł Matula. zrobione z tekturowego pudełka po paczce.Granatowy? Mnie też . kiwając głową w stronę okna pod sufitem.rzekł Kowalski. A tak dostawił mnie do bramy .Od drzwi widać więcej.Mnie złapał policjant na ulicy Koziej .Przywiózł dorożką.Jak stąd . że jest bardzo późno. na granicy. to jutrzejsza pajdka twoja. zecer z Bednarskiej. . to co mi jutro po twojej pajdce? .Kredą .spytał niespokojnie urzędnik Szrajer. . Wachmann) .Ano .rzekłem do chłopca. Coś by się i tu słyszało.Albo zobaczysz bramę z tej dziury? . Wyładowują kartofle na jutro. .rzekł chłopiec.zapytał zdziwiony Kozera.powiedziałem. że dostanie z domu paczkę żywnościową.Dziewiętnaście. . Jak nie. .Znowu fura .Była łapanka dzisiaj? Na jakiej ulicy? .Zwyczajny policjant.odezwał się przemytnik Kozera. urzędnik z Mokotowskiej. . Wiózł słoninę do Guberni i został złapany w klasycznym miejscu.Może się odegram. Mówił. Chodził wielkimi krokami od sienników do drzwi i z powrotem. u którego znaleźli gazetki i pokwitowania. boby mnie zawiózł na Polizei. .Gdyby była łapanka. Pod kuchnią chodzi wachman20 z psem. .powiedział przemytnik Kozera. a nie tylko jego jednego.odpowiedział chłopiec.Miał poczucie humoru .Dawaj karty. które chodziły na gimnazjalne komplety.

Kozera. zecer z Bednarskiej.zaśmiał się zecer Kowalski. co? . który pisał kredą na murach i czytał Biblię. Uszy odstawały mu coraz bardziej.rzekł Matula i począł tasować karty. przemytnik z Małkini.Fura. Urzędnik Szrajer podniósł głowę znad kolan i patrzył na chłopca z Biblią. Przechyliłem się w stronę chłopca i dotknąłem go ręką. Na drugim sienniku siedział Kowalski. że ja tylko poszedłem szukać narzeczonej.A zresztą skąd ja mogłem wiedzieć? . w których unosiło się pierze z rozdartych poduszek i pierzyn. W kącie pod oknem siedział z głową na kolanach urzędnik Szrajer z Mokotowskiej. Żebym był tak twoim ojcem. .Kowalski.Akurat w podziemnej drukarni. zecer z Bednarskiej.rzekł zecer Kowalski. Siedzieliśmy na dwu porwanych siennikach.Ogłoszenie było przecież na słupie.Jeszcze raz. bo dwa dni nie wracała do domu.Nie drukowałem żadnej gazetki. siedział plecami do drzwi i zasłaniał rozłożone na sienniku karty. Dwie pajdki moje. Poszedłem kupić otomanę. którego dwie córki chodziły na tajne komplety gimnazjalne. . Drzwi od cel poczynały szczękać.Dasz mi potem poczytać? Chłopiec potrząsnął przecząco głową. chodził od sienników do drzwi i z powrotem. . Pod sufitem paliło się mdłe światło. .Wiesz dobrze. Obok niego siedział chłopiec.Wpadłem tak samo niewinnie jak ty . Na korytarzu rozległy się kroki. Chłopiec czytał znowu. To Szekspir. zecerze Kowalski. pełne wydrapanych imion i dat. . 4 . a po coś ty gazetkę drukował na Bednarskiej? . .Podałem karty gestapowcowi Matuli.rzekł Kowalski.Odsunąłem karty. to się odegram . trzymając książkę blisko oczu.Pogłaskał chłopca po ostrzyżonej do skóry głowie. . co? . Zamilkliśmy. .Nareszcie przyjechali .Do rusznikarzy. „Pasowałeś do niej jak francuski dukat do dłoni ulicznicy”. . Chodził szerokimi krokami od ściany do ściany. .będzie miał przez ciebie robotę. Dalej za murem leżały bezludne domy getta o pustych oknach. Za czarnymi kratami wybitego okna błyszczał rudy fragment dachu kuchni i jaśniało fioletowe niebo. . Drzwi były czarne i niskie. Żelazne płyty pokrywające podłogę dźwięczały. Niżej był mur. który w podziemnej drukarni kupował otomanę.rzekł zecer Kowalski. Na murze wznosiły się wieżyczki z karabinami maszynowymi. który nasłuchiwał razem ze Szrajerem.Wystarczy. .zapytał przemytnik Kozera. . . Gestapowiec Matula. . który chodził na rekwizycje.

To co ciebie może obchodzić. i tak w czapę.Dali grochówki z chlebem na obiad.Za to grzeją luksusowo .rzekł Matula. chłopaki? .Obiadową ci zjedli. że zostanę na noc. jak to jest.Miałem dzisiaj pietra. Stał przy sienniku i krajał łyżką zupę. Robił interesy z ojcem w Radomiu. .A jakby wojna skończyła się niedługo. no nie? rzekł Kozera. co słychać na świecie . . 21 Kalifaktor . .. Jak w domu. Nieźle dają żreć.Polski sąd też by ciebie rozwalił za rabunek .Jak tam.A tobie da Krzyż Zasługi za to. u którego znaleźli gazetkę i pokwitowania.Zecer Kowalski podał mu miskę z kolacją. .Nie widziałeś sam.porządkowy 5 .Byliście na tym świecie jeszcze dwa tygodnie temu . Czasami ma dobry smak. czy za dwa tygodnie będę jeszcze na świecie . . . .rzekł urzędnik Szrajer. . . co? Ludzie chodzą po ulicach.Co tam dostałem! Jakby nic. . Sam przyjdzie . żeś kupował otomanę.rzekł Mławski.Chociaż taka korzyść. . obracając w ręku karty. Mieliśmy znajomego referenta. który jeździł na badanie. że to dla ciebie. .Drzewa pewnie już kwitną. że powiedzą.rzekł Kozera. nie? .A co powiedział referent? .odrzekł Matula. to może nie dadzą w czapę? . Przyjechali drugim samochodem. chociaż zimny.Powiedziałem kalifaktorowi21.rzekł zecer Kowalski. . ilu nowych. . Dużoście wiedzieli. który chodził na rekwizycje i czekał na wykonanie wyroku śmierci.Ciekawym. Wiesz.Ale nie wiem. . Drzwi zatrzasnęły się za nim. jak jechałeś? Ludzie żyją. co słychać? .Jak ci poszło? Możesz siedzieć? .bez pośpiechu zagarniał zupę łyżkami. Drzwi celi otwarły się znowu. Zaczerpnął z samego dna odpowiedziałem.Lubię ten żurek. Kartofli dziś sporo. żyją. która zsiadła się jak galareta. .zapytał. co słychać? I tak w czapę.Masz tutaj zupę. . Wszedł Mławski. jakby nic? Prawda? zapytałem. Tylko w tramwaju. Nie trzeba szmuglować. Myślałem. przemytnik z Małkini. . .Tego towaru nigdy nie zabraknie.zapytał urzędnik Szrajer.

umilkł. że złapał go na ulicy granatowy glina i dorożką przywiózł do więzienia rzekł do Mławskiego Kozera spod drzwi.Nie . Szrajer siedział z twarzą w dłoniach. niski esman o czerwonej kwadratowej twarzy i rzadkich jasnych włosach.mruknąłem do Mławskiego. Milczeliśmy. nie podnosząc twarzy. Na krzywych 6 .Zagrasz? . Odstawił miskę pod kubeł i zdjął palto.Nic nie powiedział .Na wszelki wypadek .Założyłbym się. . .zaproponował ojcu.Ojciec się zgodził.ale jak mówisz. . bo bał się. .rzekł szeptem . że cię policjant złapał. Otwarto drzwi naszej celi.rzekł Mławski do chłopca .Wiesz .Jak ojciec myśli? . Pomiędzy niebem i czarnymi kratami leżał wiosenny wieczór. prawie nową kurtkę.rzekł Kowalski.Stawajcie lepiej do apelu. twarzą do drzwi. Co miał robić.Nowy. Ustawiliśmy się w szeregu. oświetlony z dołu latarniami więzienia. Ruszał sztuczną szczęką. Kiwnął głową. Inteligent od gazetki .rzekł Matula. . . Kozera chodził od drzwi do sienników i z powrotem. .zapytał mnie Matula. Kalifaktor już się drze .Dajcie spokój z graniem . . Usta miał mocno zaciśnięte.. .. Dziwne.odrzekłem i podłożyłem palto pod plecy.odrzekł opryskliwie Mławski.Dziś ma służbę Ukrainiec. ale może być.odrzekł chłopiec znad Biblii. W drzwiach stanął gruby. . Mławski usiadł koło mnie. Chłopiec czytał Biblię.. Jak myślisz? . spomiędzy których sterczały coraz bardziej odstające z głodu uszy. .zapytałem. Szkło wypadło spod podszewki.. zecer z Bednarskiej. że mu na Polizei odbiorą jego skórzaną.Odezwał się.Rodzoną matkę byście przegrali. nie? Nie siedziałeś ze mną razem w tramwaju? . Wstaliśmy z sienników. że ciebie widziałem na Polizei .On mówi. .Człowiek siedzi jak pień. żeby ojciec został konfidentem.. co? Ja ciebie widziałem chyba na Polizei. powiedz? Wzruszyłem ramionami. Pożyczył je ode mnie na badanie.Dostałem po pysku za twoje palto.rzekł Szrajer.Zagrasz w oczko? . .Nie siedziałem w żadnym tramwaju. Rżnąć się będziesz czy co? . Mławski odwrócił się do chłopca z Biblią. Tu człowiek. Ale może będzie spokojnie . Może się odegram? . .

. adwokat z getta. raus24 . kto stąd? Szrajber podniósł papiery do oczu.) raus (niem. .Dużo nam ich jeszcze zostało? . Czerwony wachman policzył starannie palcem. . nie ma chłopaka. Wachman obrócił się do szrajbera.Lać. Poczęliśmy rozkładać sienniki. Namokel. Za nim stał wysoki Ukrainiec z kluczami. chłopcy. Drzwi otwarły się na całą szerokość.Jeszcze jeden.) wyłazić 25 Hals (niem.Na nic mu już Biblia.O rany boskie.Nie.Stimmt23. Dalej na korytarzu stali wachmani w pełnym uzbrojeniu. . Szrajber trzymał w ręku papiery. wychodź. Wszyscy obecni.rzekł.Benedykt Matula . Czarną furażerkę miał zawadiacko zsuniętą na ucho.. . przysięgam .Wszystko? Idziemy? . nie wszystko . . że Biblii nie zostawił . Cela taka a taka. Od drzwi odwrócił się do nas.szepnął głośno Matula.Ja . kancelista 23 Stimmt (niem.Los. póki jest światło. Za pasem nosił siódemkę.pisarz.Był chłopak.rzekłem do Mławskiego. Jazda. przemytnik z Małkini. .I już po apelu! Jeden dzień więcej! Dwoje ludzi mniej! Dawaj następny dzień! krzyknął Kozera.rzekł bezbarwnie Kowalski. bo rozkładamy sienniki. Hełmy świeciły się ponuro w nikłym świetle żarówki. . . (. Koło niego stali kalifaktor i Szrajber22. Zbigniew Namokel. Żeby nikt potem po głowach nie deptał. tu: za kark 26 Paraszką (z roś.dalejże. mały zasuszony Żyd. W ręku trzymał pejcz. Rozkraczył się nad paraszką26! . chłopcy.nogach miał świecące długie buty..w grypserze kubeł na nieczystości w celi 7 . Szrajer z Mokotowskiej wymamrotał po niemiecku kilka wyuczonych słów.) . . .szyja. dadzą w czapę! . Podszedł do siennika i wziął palto.zgadza się 24 Los (.) . Za pasem mieli wetknięte granaty.rzekł chłopiec z Biblią.odczytał i popatrzył po nas... obłożona tyloma a tyloma więźniami.krzyknął wachman i chwyciwszy go jedną ręką za hals25. Wyszedł na korytarz. . który przebrany za gestapowca chodził na rekwizycje.Byłoby co czytać.Jestem . Żyd. . wyrzucił przez drzwi na korytarz.rzekł 22 Szrajber (z niem. parasza) . adwokat z getta. Ale nie rzekł nic. Szrajber. Schreiber) . . ścielić. Ale ja go widziałem dziś na Polizei. Drzwi celi zatrzasnęły się za nim.) .Szkoda.rzekł szrajber.

Nie wzięliby inaczej na rozwałkę . . żeby było cieplej.Rozwalają naprzeciw bramy .rzekł Mławski. Paliły się wszystkie więzienne lampy. Robili razem interesy w getcie w Radomiu. . bracie. że jest Żydem . Szło od niego przyjemne ciepło. Leżeliśmy tuż przy sobie. Niebo poczerniało już zupełnie. Położyliśmy się z Mławskim. . .Stulcie pyski po nocy . leżącym na poziomie ziemi.czy mego ojca wzięli? Odwróciłem się do niego i spojrzałem mu w twarz. Nogi okryliśmy jego kurtką skórzaną.szepnął do mnie . Moja matka była Polką. . .Kryminalista. piętnaście. To by było dobrze. żeby nim został. .Czternaście. . .Wyglądał na Żyda.rzekł Kowalski. . taki mały? I czemu kłamał.To musiał być Żyd. . Wtuliłem głowę w miękki futrzany kołnierz. że go na ulicy policjant złapał? . .Toby ciebie też ruszyli .Pewnie był Żyd.. mrugające gwiazdy.Pięknie jest. Położył się już na sienniku i postękując.Mnie na razie nie. resztę ciała moim paltem. .Chociaż Matulę też wzięli. . Seplenił. bo jestem mieszańcem.Daj Boże.Widać nie wywieźli ich do lasu. Gdzieś z niedaleka padł głuchy. pod więzieniem .Ciekawym . nocą z rewolwerem po kweście chodził . Od wybitego okna wiało wilgotnym chłodem. otulał paltem nogi. Ściskał mi rękę z całej siły. Zawinął je w kawałek papieru z paczki i włożył do kieszeni.Chcecie mieć sport przed snem? Umilkliśmy i zaczęliśmy drzemać. rekwizytor.Tylko po co była jemu Biblia w takim razie? . Podnieśliśmy się wszyscy na siennikach.rzekł Kozera. Który to strzał był dla niego? . Przez blask ich przeświecały nikłe. bo wyjął sztuczne zęby z ust.Ale jak ojciec ma być konfidentem? Nie powinni wziąć. . tylko że nas na nim nie ma .rzekł Kozera. Potem drugi.rzekł Szrajer spod okna.Mławski. tępy strzał. ten chłopiec z Biblią.rzekłem półgłosem do Mławskiego. .Wyszło dziś na jaw. kładąc się na boku przy Kozerze.Ten referent go poznał.rzekł Mławski. to i pewnie był Żyd .Należało mu się już dawno. wypełniona była złotawym światłem. . szesnaście.rzekł zecer Kowalski. Rozwalają gdzieś tu.Co on mógł zrobić. cholera. podnosząc się z siennika. 8 . .odrzekłem szeptem.. na świecie. Przestrzeń między niebem a oknem.rzekłem półgłosem i począłem liczyć: .

. 9 .Boże! Kładźcie się lepiej spać. .Kładźcie się lepiej spać . przykrywając się skórzaną kurtką i paltem.rzekłem do towarzysza. Położyliśmy się znowu. wilgotny ziąb.Trzeba spać . .zasępieni! urzędnik z Mokotowskiej. Szrajer. Od okna szedł przejmujący. Przytuliliśmy się szczelniej do siebie.

co mi dał brązowe spodnie) na obóz. tylko żeby nie był długi. to może poradzę coś na Twoją piodermię30 i na gorączkę sąsiadki z Twego łóżka.U NAS W AUSCHWITZU.) . jak się leczy ulcus duodeni31. „bo to musi być nudne tak do dziewczyny co dzień pisać”. I . kto by Ci ten list zaniósł. s. widzieliśmy kupę krajobrazu. bo jest nas pięciu.lekarz obozowy 29 Wyrazy i zwroty języka obozowego. zmniejszyć śmiertelność w obozie i podnieść ducha więźniów. tym.Cóż pan studiował? .Student. Oczywiście nikogo nie znalazłem.. Mamy wiedzieć. na jakiś szpitalny blok jako gości flegerów29. Kiwnął ze zniechęceniem głową. nie potrafię Ci ukraść głupiej maści Wilkinsona na świerzb. żeby zorganizować na kolację białego chleba. Obawiam się tylko. objaśnione są w słowniczku „Określenia oświęcimskie”. kostkę margaryny i choć z jedną kiełbasę.odrzekłem skromnie. Mamy posłannictwo bardzo wzniosłe: będziemy leczyć kolegów.wrzód dwunastnicy 0 . U nas polewało się chorych herbatą z 27 Odma . ile kości ma człowiek. Podniósł ze zdziwieniem brwi: .) . jak się zwalcza gronkowce. których „zły los” gnębi chorobą.229 30 Piodermia (z łac. a Staszek pod kuchnię i magazyn. zwykle w celu ograniczenia jego czynności 28 Lagerarzt (niem. ile kości ma człowiek i co to jest otrzewna. spytał się jeszcze każdego z nas o wiek i zawód. Później szliśmy bardzo piękną drogą do Oświęcimia.właśnie my.zabieg leczniczy polegający na wprowadzeniu powietrza do jamy ciała i uciśnięciu w ten sposób narządu. a gdy odpowiedziałem mu: .ropna choroba skóry 31 Ulcus duodeni (łac. wsiadł do samochodu i odjechał. Ale Staszek obiecał przez swoje koneksje list przesłać.) .szukać kogoś. apatią lub zniechęceniem do życia.Historię literatury . ale nie bardzo się tym interesowałem. kilkunastu ludzi na dwadzieścia tysięcy mężczyzn w Birkenau. nie uwzględnione w przypisach. że nawet wiedząc. co to jest otrzewna.. jak się sterylnie przeprowadza operację ślepej kiszki i po co jest odma27. Wybrano nas kilkunastu z całego Birkenau i będą uczyć prawie na doktorów. Mamy . bo jestem milionowiec.a więc jestem już na kursach sanitarnych... potem ktoś nas przydzielał gdzieś. a jak paciorkowce. bo poszedłem ze Staszkiem (wiesz. bo aktualnie nie ma jej w całym Birkenau. ja . jak krąży krew. Więc jak się nauczę. a tu same stare numery i na mnie patrzą bardzo z góry. Tak mówił na wyjezdnym lagerarzt28.

. a teraz mają uprasowane na zabójczy kant spodnie i chodzą. że ich taki dobry. Nie na kupie. Weź Pawiak. Tak przyczyniłem się do zmniejszenia śmiertelności w obozie. kołysząc się w biodrach .a między tym wszystkim posadź kilkanaście tysięcy ludzi.oddział kobiecy Pawiaka 1 . bo to zbyt obozowe. trochę ze współczuciem. Uścisnął mi rękę w milczeniu. dlaczego mają oni w wielkiej pogardzie i politowaniu nas. Wyzdrowiał i z lagru przysłał mi kostkę margaryny. błoto wybrukuj. Ludzie są w Oświęcimiu zakochani. Uśmiechają się do nas ludzie.. za lasem. Od prawie miesiąca nie mam listu z domu. a z trzech stron betonowym murem. i nie zapamiętał . Ale na nic się nie zdało. wpółwychyleni widzowie z innego świata. wszystko otocz podwójnym drutem naokoło. tę okropną budę. którzy byli po kilka lat w obozie. w Auschwitzu.rzekł. Smaruję nią buty..zapytał... niespokojnie patrząc mi w oczy. 32 Serbia . niestety. ludzi z Birkenau. pomnóż przez dwadzieścia osiem i ustaw wszystko tak blisko koło siebie. nie ma chodników. . Pewnego razu zawołał mnie do siebie. II Rozkoszne dnie: bez apelów. Usiadłem na brzeżku łóżka. Ale chyba dosyć o tym. cierpieli fantastycznie.Już ja ci nawet prześcieradło dam. nie? . chciałbym..odpowiedziałem niewinnie.cztery krematoria. . a zamiast łaźni z gorącą wodą . a zrozumiesz. . . Pejzaż z okna niewinny.zrób to wszystko. żeby mnie położyli osobno. czym jest Oświęcim.Byłem przecie znany na lagrze. aby między Pawiakami było tylko trochę miejsca. gorączkował. że nasz los taki marny. odmawiając przy tym pewne nader skuteczne zaklęcia.. A co do ograniczenia śmierci: chorował na moim bloku prominent. Paliło się tam. kremo nie widać.Któż by ciebie nie znał. bo to taka z ryb. mówią do nas: „Koledzy z Birkenau”. my uśmiechamy się do ludzi. Żeby nie razem. miał się źle. wskazując ręką na zaczerwienione ogniem szyby. Cały obóz stoi na apelu.mięty.” Ostatecznie mają się czym chwalić. A z trupiarzami też pogadam. przetrwali najgorszy czas. a my w oknie. gdzie są tylko drewniane końskie baraki.Nie miej strachu .Wiesz. wyhoduj anemiczne drzewka .Patrzaj .rzekłem mu serdecznie. z dumą mówią: „U nas. Rozumiesz? . mówił coraz częściej o śmierci. dodaj Serbię32. Wyobraź sobie. nie do powtórzenia. bez obowiązków. a trochę ze wstydem.

Tłumek łazi grupkami. Chodzimy więc po Birkenwegu w naszych cywilnych. gdzie i zwyżki34 stoją naprawdę jak bociany na wysokich. doniesiona. kogo zadusił i kogo zakapował. w wysokim domu z oknami na pole). a płaskorzeźba przedstawia takich dwóch. świeży i beztroscy. pewnie takie samo jak w „tamtym” świecie zza drogi. czasem drabiniasty wóz. co siedzą na ławce i szepcą sobie na ucho. 33 Flegemia (z niem. tylko że trzeba je miesić nogami. są jakieś domy. a potem siny las. takich.izba pielęgniarska 34 Zwyżki (z roś. a piecz choćby prosię. Dalej. Jest stół czasem zaścielony obrusem.wieże strażnicze 2 . i drut jest pojedynczy. z powagą. Szkoda. a trzeci pochyla się ku nim. wyszka) . która ma bardzo białe. Tu jeden o drugim wie wszystko: kiedy był muzuhnanem. Pflegerraum) . co i od kogo zorganizował. po której czasem przejdzie człowiek. Nie tak jak w Birkenau. Ziemia jest czarna i musi być wilgotna. puszyste jak futro kota. dużo trzypiętrowych prycz. Jak w sonecie Staffa. Na jednym ze skrzyżowań stoi drogowskaz z płaskorzeźbą.Z flegemi33. drut jest podwójny i jeszcze mur. takie trochę niemiejskie ściany.rowerzysta. betonową więzienną podłogę i dużo. ale tylko od święta i do jedzenia.na palcach nie policzyłabyś! Więc tu nie tak: lampy świecą co dwa słupy i zwyżki są solidnie podmurowane. gdy chwalisz drugiego. jakie leżały u nas na składzie. skomentowana. prosto z zauny ubraniach jedyna piątka ludzi.Birkenweg. pewnie robotnik wracający z pracy. Po dróżce brzozowej przechadzamy się wieczorem po apelu godnie. którzy nie mają pasiaków. długich tyczkach. że zima i że bezlistne brzozy „płaczące” zwisają na dół jak postrzępione miotły. pamiętasz Wiosenny spacer”! Ale są na naszej flegerni rzeczy bardziej cywilne: piec kaflowy z kolorowych. nadstawia swoje i nadsłuchuje. Chodźmy po Birkenwegu. a zamiast trawników leży pod nimi lepkie błoto. Są prześcieradła białe i bez zmarszczek. Okno wychodzi na drogę brzozową . ileś tam razy uwielokrotniony. i każdy uśmiecha się drwiąco. ale bardzo daleko (nie masz pojęcia. gdzie należy. jak przeżyję. ile przestrzeni zmieści się w takim małym oknie. otoczony podwójnym drutem kolczastym. majolikowych kafli. Ku przestrodze: każda twoja rozmowa jest podsłuchana. ale za to odcinków . a czasem . witając pochyleniem głowy znajomych. wygoleni. widać doskonale drogę wolnościową. Więc wyobraź sobie Pawiak. chciałbym mieszkać po wojnie. czasem przejedzie samochód. Są na pryczach „kanadyjskie” koce. i lampy świecą co trzy słupy. Piec ten ma chytrze urządzone ruszta do pieczenia: niby nic nie ma.

biblioteka i muzeum. Jest coś niesamowitego w śnie. proszę kolegi.. choć tak trudno mi Ciebie przypomnieć. I to jest najsilniejsze. Stary numer popatrzył na nas 35 Szrajbsztuba (z niem. mój wysoki przyjaciel i doskonały muzyk.wystaje przed blokiem dziesiątym. dlaczego mają teraz śmieszne. tymczasem bądź ciekawa. Młody chłopak o mętnym spojrzeniu onanisty i chodzie zwierzęcia wietrzącego niebezpieczeństwo. z obciętymi włosami po tyfusie.Z Birkenau? . kołyszący się chód i pochwałę Oświęcimia na każdym kroku? A to jest tak. dwadzieścia siedem tysięcy.Fortepianu u nas. z tamtego świata: Twój obraz.A z Birkenau.popatrzył po nas krytycznie. odrzekł podciągając mankiety: . oni przeszli straszną szkołę obozu. napiszę Ci innym razem. Mimo pochylonej głowy na gestapo.puff.. Ważyli po trzydzieści kilo. byli bici.... której twarzy nie widziałem od tak dawna.milionowcy! Sto trzy tysiące. mimo tyfusu.. eleganccy. stary numer.. Obraz Twój rozpierzcha mi się w pamięci i nawet dużym wysiłkiem woli nie daje się przywołać. sto dziewiętnaście tysięcy. niestety. Wiesz.kancelaria 3 .Koledzy. skąd wy jesteście? . smukłą pannę o lekkim uśmiechu i smutnych oczach. Trudno mi sobie Ciebie wyobrazić na obozowej pryczy. że śnisz mi się tak wyraźnie i plastycznie. że na piętrze . jak dziwnie pisać do Ciebie.. nie ma. . Co to jest puff. A ci ludzie. gdzie za kratami i zabitymi na głucho oknami siedzą dziewczęta . Ale cóż . Na alei Szucha siedziałaś z pochyloną głową i widziałem tylko Twoje czarne włosy. Jak wy możecie tam wytrzymać? Witek. Widzisz. . zapalenia płuc i . I dlatego te listy są pogodne. jak wtedy na Skary szewskiej. wcięte marynarki. w cywilnych garniturach. czarna rozpacz. które teraz są obcięte. Zachowałem w sobie dużo pogody i wiem. Schreibstube) .. lecz po prostu.krótko obciętych włosów. tego obozu z początku.rozumiesz. I dlatego piszę Ci tak długie listy: bo to są moje z Tobą rozmowy wieczorne. ale najczęściej gromadzi się przed blokiem szrajbsztuby35. nie dlatego że tam jest sala orkiestry. sen nie jest jak obraz.. że i Ty jej nie straciłaś. aż się w głowie kręci.króliki doświadczalne. Wiesz. Mimo wszystko.I tak dobrze wyglądacie? Przecież to straszne. Pamiętam Ciebie z Pawiaka: wysoką. . o którym krążą legendy. co we mnie pozostało stamtąd. w którym jest przestrzeń i czuje się ciężar przedmiotów i ciepło Twojego ciała. swoisty.. ale wytrzymać idzie. ale jak przeżycie. wybierani do gazu . żeśmy nie zdążyli po wcześniejsze numery! Podszedł do nas ktoś w pasiaku.. Chodzimy po Birkenwegu.

Stoi czarne pudło w sali muzycznej w bloku. A szkoda.koleżeństwo 37 Kameraden (niem. inny kiełbasę.. Schodzą się jakieś typy. III Kursy wciąż się odwlekają. że to jest możliwe. co to jest system nerwowy. wyszukując tych. Są tam fotografie skonfiskowane z listów i ponoć nic więcej.koledzy 38 W arbeitszeicie (z niem. małego zasuszonego Adolfa. Dzielimy łupy. jakby one stanowiły rzeczywistość. Arbeitzeit) . z Buny.36 Będzie podnosił zdrowotność obozu przez kształcenie flegerów i obniżał śmiertelność przez nauczanie. Nietzschem. uśmiechają się życzliwie wygolonymi szczękami i wyciągają spod wciętych marynarek: ten kostkę margaryny. który ma kafle barwne i majolikowe.. ale w arbeitszeicie38 grać nie wolno. Ci. a koło niego . Witek i ja. mówi „zmniejszyć cierpienie” i myśli. z Jaworzna. Naprzeciw sali muzycznej znaleźliśmy drzwi z napisem „biblioteka”. co się wychowali na Lutrze. Fichtem. Nie sprawdzałem. Oni chyba w to wierzą. Tymczasem wysłuchaliśmy paru wzniosłych przemów czarnego kierownika od kursów. którzy są Niemcami.Bo my boimy się Birkenau. Rzucają to wszystko na dolne łóżko i znikają jak w filmie. Adolf jest niezwykle sympatyczny i nie z tego świata. którzy poza tym dają co niedziela koncerty symfoniczne. a po apelu grają sobie muzycy. którym kiedyś coś dał i którzy teraz jemu dać powinni. Koniecznie pójdę posłuchać. czyniąc wycieczki krajo.jak przez mgłę: . którym źle z oczu patrzy.sala muzeum. Staszek kręci się zazwyczaj koło kuchni i magazynu. że my istotnie jesteśmy Kamer aden. Witek łazi za fortepianem. dalszych obozów. uzupełniamy z paczek i gotujemy w piecu. Obok biblioteki w owym bloku kultury jest oddział polityczny.i psychoznawcze.obywatel Rzeszy. nie zna proporcji między rzeczami i zjawiskami i czepia się znaczenia słów.) . ci esmani i ci więźniowie. Jakoż wieczorem zaczyna się procesja. Na bramie obozu spleciono z żelaza litery: „Praca czyni wolnym”. ów biały chleb szpitalny. tam gdzie i puff.w czasie pracy 39 Reichsdeutsch (niem.) .) . rdzenny Niemiec 4 . bo czekamy na flegerów z okolicznych obozów: z Janiny. Właściwe włóczymy się w paru: Staszek. tamten papierosy. mogliby 36 Kameradschaft (niem. Mają być także flegerzy z Gliwic i z Mysłowic. ale należących jeszcze do Oświęcimia. Mówi „Kameraden”37 i myśli. który przyjechał niedawno z Dachau i jest nasiąkły aż po uszy kameradschaftem. Więc kursów na razie nie ma i włóczę się po obozie. ale wtajemniczeni twierdzą. że to tylko dla reichsdeutschów39 parę kryminalnych powieści. ale jako Niemiec. Heglu. bo drzwi są zamknięte na amen.

choć oparty na tak dobrych świadkach i tak starych numerach. Czasem któraś przejdzie obok flegera i 40 Lageraltester (niem.. Jest lageraltester40 i lagerkapo41. Wieczorem wraca podniecony i wesoły. Grek. szyjkami.) . Stąd przy każdej Julii tłok i konkurencja.więzień koordynator składu i porządku komand roboczych w obrębie ścisłego obozu 42 Hier (niem. Jeśli Julii jest dziesięć. krzyczy wtedy hier42. wabią. Tak wygląda puff z zewnątrz. ale odmówiliśmy. funkcja w samorządzie więźniów 41 Lagerkapo (niem. o szczęśliwym wspólnym życiu po obozie. w szlafroczkach niedbale owiniętych dookoła ciała. i tu mamy pierwszeństwo. mamy czerwone winkle. Oto idzie do szrajbsztuby i gdy czytają numery tych „dopuszczonych”. Wprawdzie my. Niejedna z Julii ma stałego adoratora i obok zapewnień o wiecznej miłości. krzyczą. Puffsą to okna. W oknach . Jest to puff.pomieścić tam ową nie dopieczoną wątrobę ludzką.trzydzieści. dostał dwadzieścia pięć na de. Madame oknem się nie wychyla. jeśli nie liczymy starej Madame o potężnym. jak fleger (co prawda już honorowy) M. Rozumiesz . spięte z przodu agrafkami.. Kobiety z okien są bardzo czułe i ponętne. nawet w zimie na wpół uchylone.po apelu wychylają się główki kobiece o różnych odcieniach. czyha na nieobecnego. z naszego bloku. Ale najważniejsza rzecz mieści się na piętrze. a niech kryminaliści korzystają z tego. co dla nich. ale ten opis będzie tylko pośredni. to Romeów (i to nie byle jakich) z tysiąc. obok wyrzutów i przekomarzań się słychać bardziej konkretne dane dotyczące mydła. Romeowie stoją w oknach przeciwległych bloków. za której nadjedzenie mój przyjaciel. Do środka można się dostać jedynie przez szrajbsztubę za karteczką.) .członek założyciel! Dlatego kołysze się jak kaczka i ma szerokie spodnie z klinami. która stanowi nagrodę za dobrą i pilną pracę. który ma numer prawie trzy razy mniejszy niż dwie ostatnie cyfry mojego. Główek jest. Jest wśród ludzi duże koleżeństwo: nie konkurują nielojalnie. zdaje się.tutaj 5 . sygnalizują rękoma. epickim. jedwabnych majtek i papierosów. legendarnym biuście. są lekarze ze szpitala i kapowie z komand.. ramionami etc. perfum. Po korytarzyku przechadzają się owe Julie z okna. Wsuwa jej w łapę parę paczek papierosów.starszy obozu. łapie przepustkę i gna do Madame. ale za to urzęduje na piętrze jako cerber u wejścia do puffu. która czuwa nad główkami. a ramion . ona czyni koło niego szereg zabiegów natury higienicznej i wyszprycowany fleger gna wielkimi susami na górę.. Dlatego żałuj. jako goście z Birkenau. Naokoło puffu stoi tłum prominencji lagrowej.) . piętnaście. ale jak złote ryby w akwarium niedosiężne. a spod niebieskich. różowych i seledynowych ( bardzo lubię ten kolor) szlafroczków wynurzają się śnieżne jak piana morska ramiona.

A to nie do mnie. cały obóz dobiera się do nich. że na szafeczce leżą dwie paczki angielskich. a czasem nawet sam komendant obozu. Puff zamknięto. Są i gdzie indziej kobiety: blok dziesiąty.Osiem . że takich a takich zdrożności uskuteczniać nie wolno. że dozwolone tylko to a to (szczegółowy wykaz) i tylko na tyle a tyle minut. grubego. że właził nagminnie przez okno do puffu. Przelotnie widziałem tego. jeszcze dostrzega. kładzie na stole paczkę papierosów i. Wtedy fleger wchodzi pod ósemkę. Cały obóz..mruknie rozczarowana i powłóczystym krokiem odejdzie ku oknu. mówi o kobietach. po którym fleger wychodzi. dla pewności patrząc na karteczkę. . które przyszły rwać zęby. Ale dezynfekcja czasami zawodzi.. Kobiety te bronione są kratami i deskami. Lageraltester wyleciał w karny transport za to. Takie zdarzenie nikogo nie blamuje: po prostu nie mieli szczęścia. Podobno profesor uniwersytetu. Tam się je sztucznie zapładnia (jak powiadają). o twarzy dobrotliwego satyra. Ale nie podobało się to postowi z pobliskiej budki i wszystko się urwało. co trzeba. wykurowano nie tych. Zrozum: to nie są ludzie zboczeni. ale często gęsto włamują się i tam i zapładniają je zgoła niesztucznie. Ponieważ handel przepustkami jest szeroko uprawiany..Który pan ma numer? . przez który czasem zaglądają koleżanki. malarię. robi się zabiegi chirurgiczne. Ha. wzdycha w kierunku judasza. szczepi się tyfus. oraz kilku lekarzy w pozycjach niewątpliwych z partnerkami.odpowie fleger. blondyneczki . czasem Madame. którzy to czynią. cały obóz marzy o kobietach. W obozie rośnie psychoza kobiety.. takie jest życie. w tyrolskim kapelusiku z natkanymi odznakami sportowymi. który tę robotę prowadzi: w zielonym myśliwskim ubraniu. Podlega znów dezynfekcji i wesół i szczęśliwy opowiada nam o tym wszystkim. to do tej Inny. Na drzwiach czyta jeszcze. w związku z czym wybuchła onegdaj w puffie zaraza. kto był.. bo bunkier. wezwano ich urzędowo i zaaplikowano kurację. Musi się wściekać stary profesor. W nocy wychodziły po drabinie w męskich ubraniach na pijatyki i orgie. poważnego jegomościa. Kobiety z puffu czyniły również wycieczki na lager. doświadczalny. aha. i trzymanym w ręku kijem wymierzył doraźnie odpowiednią porcję w odpowiednie miejsce. po numerach sprawdzano.zapyta od niechcenia: . czasem komandoführer od puffu. Dlatego kobiety z puffu są traktowane jak 6 . Dziewiętnastoletni esman złapał w ambulansie kapelmistrza. przez roztargnienie wsadzając do kieszeni owe dwie paczki angielskich papierosów. Wtedy dopiero jest to i. jak się naje i wyśpi.

Omziersiager) . To są setki „wielkich obozów” koncentracyjnych. jak dobrowolnie wchodziłaś w moje życie małego pokoiku bez wody. gdy po naszym aresztowaniu znaleziono u nas obok moich książek i wierszy . Ale nie piszę Ci o tym. o tradycji. jak bardzo byłaś dojrzała.. młody chłopiec z Wiednia. seledynowy klosz lampy i białą kartkę papieru leżącą na stole. do Birkenau. to są. Albo gdy wyrzekają się wszelkiej miękkości i sentymentalizmu i pokazując pięść. długi (strasznie go lubiłem. Patrzę w ciemne okno. ciężki. blade i wyiskrzone. Myślę o tym. Soldatenlager) . wyrzynających w ciemności fragmenty przedmiotów. co mówiliśmy dzisiaj: o literaturze niemieckiej.wybacz. że człowiek zawsze na nowo odnajduje człowieka . widzę swoją twarz odbitą w szybie. Frauenkonzentrationslager Birkenau) . Myślę o tym i uśmiecham się pobłażliwie. czerwony jak brokat z obrazów Velasqueza.poświęcenia włożyłaś w nasz stosunek. którym się mówi o miłości i o życiu domowym. jak wielki krach musiał być tam. siedzę w małym pokoiku pod czarnym oknem.. jak bardzo tęskniłem do Twego ciała w te dni. choć Ci o tym nigdy nie mówiłem). wieczorów z zimną herbatą.. I że to jest rzecz najważniejsza i najbardziej trwała 43 FKL Birkenau (z niem. paru na wpół uwiędłych kwiatów. oddzielony szafą od wielkiej sali pełnej ciężko oddychających we śnie chorych. a za szybą noc i nagłe błyski reflektorów z budek strażniczych. jak dużo dobrej woli i . o czym myślę. że Ci to teraz piszę . Przypominam sobie niebo. która przecinała obraz jak witraż. Ci ludzie są chorzy. I pomyśl: to nie jest tylko jeden Oświęcim. który wiecznie gryzł. Franz. spalony dom z naprzeciwka i kratę ramy okiennej. Wiesz. a obóz liczy kilkanaście tysięcy ludzi. Wiesz. o czym myślę.normalne. gdy mi mówią o moralności. palę jego lampę i na jego papierze piszę do Ciebie.. mówią o wieku twardości. psa.kobiecy obóz koncentracyjny Birkenau w Brzezince 44 Oflagi (z niem. pisząc Ci to wszystko? Jest głęboki wieczór. Uśmiecham się i myślę. Dlatego oni tak bardzo rwą się na FKL43.siedzę teraz za jego stołem. które odbija moją twarz. dogadał się ze mną już pierwszego wieczoru i . w jego ramach wyglądałaś najwspanialej.obozy jenieckie dla oficerów 45 Stalagi (z niem.Twoje perfumy i szlafrok. Patrzę i myślę o Skaryszewskiej. filozofii romantycznej. Myślę o tym.obozy jenieckie dla szeregowców i podoficerów 7 . o winie. kiedy Ci o tym piszę? Myślę o ulicy Skaryszewskiej. gdy przyjdzie mi na myśl.przez miłość. o obowiązkach. i czasem uśmiecham się lekko. i lampy naftowej u moich rodziców. to są oflagi44 i stalagi45. o problemach materializmu. Tych kobiet jest dziesięć. o prawie.

i zupa z brukwi. aby nie podpaść. i niewolnictwo. że handlowali na czarno.w życiu ludzkim. że nie odchodzę z rozpaczą. pisałaś mi o tym? Ja czytałem u Marii Wilka stepowego (ona też dobierała lekturę). bez kartki papieru. I popatrz. niewyspanej twarzy.patrzę na nich z odrobiną pobłażania. pod rękę z bestią . będąc. co to jest deszcz i wiatr. jak usiadłaś w przerażeniu. ale nie bardzo wiem.w krematorium). Jeden z nich wpisałem towarzyszowi z celi więziennej do Biblii. mając na co dzień krematorium. Przed południem było się na spacerze. gdy Cię aresztowano. że po mnie zostanie i miłość. Prowadził ich esman. 46 SK (z niem. że mur idzie . Widzieliśmy paru cywilów: dwie zastraszone kobiety w futrach i mężczyznę o zmiętej. nie przerażaj się tylko. jak uczony na laika. obecnie robią to ciszej i dyskretniej . Strafkompanie) . co i jak. Wtedy pojadą do krematorium.były to pieśni horacjańskie . mur za drutami. pamiętasz. ale z innych .. bez Ciebie. IV Dziś . A gdyby jeszcze wiedziały. mistyczne. przed którą dawniej rozstrzeliwano. tysiącami flegmony i gruźlicę. Reagują na obóz jak dziki na widok broni palnej. szare. i słońce. wtajemniczony na profana.pamiętam tylko strofki. który właśnie mieści się w bloku SK. Chyba że im naprawdę dowiodą. Nie rozumieją mechanizmu naszego życia i wietrzą w tym wszystkim nieprawdopodobne. z jednym oklapniętym uchem).kompania karna 8 . i władza. coś ponad ludzkie siły. i moja poezja. żeby się nie podkopać! Uśmiechaliśmy się do nich. oglądało się z wierzchu doświadczalny blok kobiet (wystawiają głowy przez kraty zupełnie jak króliki mego ojca. byście wiedzieli. Bo wiem. podwójne druty. W pierwszym tygodniu nie mogłem pojąć dnia bez książki. do tymczasowego miejskiego aresztu. solidne budy strażnicze. Myślę o tym i przypominam celę na Pawiaku. i praca. wspomnienie u przyjaciół. bo to fraszka: posiedzą parę tygodni i wyjdą.jak powiadają dwa metry w głąb. czym jest przyzwyczajenie: chodziłem po celi i w rytm kroków układałem wiersze. Ci cywile są śmieszni. i póki życia waszego. poznawszy. Kobiety patrzyły z przerażeniem na pasiastych ludzi i na potężne urządzenia obozu: piętrowe domy.. Pamiętasz.niedziela. Dziś za pan brat z nieprawdopodobnym i mistycznym. jak ta z wiersza do przyjaciół z wolności: Przyjaciele z wolności! Pieśnią więzienną was żegnam po to. potem oglądało się uważnie blok SK46 (tam na podwórzu jest owa czarna ściana. i chleb. bez wieczornego kręgu światła. że tak powiem.

jest znów głęboki wieczór po dniu pełnym dziwacznych wydarzeń. a potem młody. żeby nikt o tym nie wiedział. A co byłoby z Twoim zapaleniem płuc. jak wyczytają. bez hipnozy. odrzuć przerażenie i wstręt. Na gaz i na złoto.nic? Głodujemy. nawet gdybym znał obóz. Nie wywołujemy zła na próżno i nieodpowiedzialnie.widzisz. gdybyśmy przyjechali trzy miesiące wcześniej? . Oto jest dziwne opętanie człowieka przez człowieka. Po południu wybrałem się na mecz bokserski do wielkiego baraku waschraumu.duszą w niej ludzi. W dużej poczekalni urządzono ring. Paru ludzi kierujących ruchem. żeby tłoku nie było.to nasza liczba. poszczuj człowieka na człowieka i. kiedy przyjechaliśmy do obozu? dwudziestego dziewiątego kwietnia. wyrośnięty esman z pomiętym kawałkiem papieru w łapie. czy nie przerwalibyśmy tańca. złam ich solidarność. masz milion ludzi albo dwa. sędzia (nb. mokniemy na deszczu. Gdybym Ci powiedział wtedy. które pewno bardzo dziwią się moim słowom.. Bez czarów. Jakże to jest. nie plunie w twarz. choć sala była nabita po brzegi.. gdy tańczyliśmy we dwoje w małym pokoiku o pomarańczowym świetle: słuchaj. A tu patrz: najpierw jedna wiejska stodoła pomalowana na biało i . numer wytatuowany na ręce. Wpuszczono nas do środka z ceremoniami. Potem cztery większe budynki . 9 . Światło z góry. a pamiętasz.. zabij ich tak. Bez czarów. bez trucizn. albo trzy miliony. nie rzuci się na pierś? Zdejmujemy czapkę przed esmanami wracającymi spod lasu. zabierają nam najbliższych. . Ale przecież i o tych sprawach. Albo zupa z pokrzywy i chleb z margaryną. na cywila i na stary numer. Wiem. że leżysz na wspólnej pryczy z przyjaciółkami. Ale pewnie tak bym nie powiedział. że ten Tadeusz jest pogodny. Dzieje się to wśród anemicznych drzew zadymionego lasku. A jedyna broń . której komory nie pomieszczą. które się dzieją wokół nas. Widzisz: to mistyka. wracają jak na taśmie i znów podwożą. bez hipnozy. i pogardę i znajdź na to wszystko formułę filozoficzną. nawet oni. przecież tkwimy w nim . Albo jeszcze tak: kij od łopaty na gardło i stu ludzi dziennie. Oto jest dzika bierność. na apele i na puff. możemy mówić. pisze same ponure rzeczy”. kiedy ostatni raz wybierano „Aryjczyków” do gazu? czwartego kwietnia.wiesz.dwadzieścia tysięcy jak nic. bo nie zmąciłbym nastroju. uwięź kilkaset tysięcy. bez trucizn. I pewnie są bardzo oburzone na mnie. skąd wpierw odchodziły transporty do gazu. potem samochód. „Mówiłaś. że nikt nie krzyknie.Wysupłaj ze zdarzeń codziennych całą ich codzienność. jeden z tych . a patrz. tam.przecież miałabyś mnie za szalonego i kto wie. której nic nie przełamie. Zwykłe ciężarowe samochody podwożą ludzi.. i ludzie płyną jak woda z kranu za odkręceniem kurka. idziemy z nimi na śmierć i .

jak potężnie brzmi symfoniczna orkiestra trzydziestu osób w dużym pokoju! Kapelmistrz machał umiarkowanie. musztarda w kantynie. dwie marki na miesiąc dla najpilniejszych więźniów.nas. jak chciał. po kolei Ci opowiem.Taki Walter . i wyraźnie groził tym. i natychmiast wszedłem na blok. . Ledwom zdążył dopaść między klarnet II a fagot. ludzie. i nic! Jeszcze jemu mordę nabili. nie? Swoją drogą widzowie byli rozanieleni. Widocznie za dużo widzów. Kudy Warszawie do takiej orkiestry! Ale. jakie tu się dzieją cuda kultury o parę kilometrów od kominów. a my w pierwszym rzędzie.mówił Staszek . bo warto. Wyobraź sobie. I ci sami ludzie. jak powiadają. ile wlizie. cotygodniowa kontrola wszy i uwertura do Tancreda wystarczy. żeby nie uderzyć dłonią o ścianę. Jakiś tam boks. to jednym uderzeniem kładzie muzułmana! A tu. a bokserzy tłukli się. Ale basetla! Piętnastu słuchaczy (więcej się nie pomieściło) zagłębiało się w muzyce ze znawstwem i nagradzało orkiestrę skąpymi oklaskami. co miał dużo aaa w nazwisku. Zaraz po boksie poszedłem do konkurencji. Ci 0 . Sala była zadymiona od papierosów. wiadomo. Wy tam. co inni dostali na polu. na dużą klasę. jak chce. oszukać aż do śmierci. Skąpy żywopłot przy białym domku.popatrzcie tylko! Na komandzie. bo Żydom występować nie wolno. który. Walterem z Hamburga i jakimś młodym chłopcem. że orkiestra w czasie pracy obiera kartofle i popycha wozy) poczęli grać. ani pojęcia nie macie. grają uwerturę do Tancreda i coś z Berlioza.podwyższenie. Nie pomyślałabyś nigdy. stanął na nim kapo kuchni (razem i kapelmistrz). Jeszcze tkwi tu pamięć o numerze 77. którzy dzień w dzień wybijali dziesiątki zębów. obóz oszustw. Pod puffem jest sala muzyczna. muzykanci stroili instrumenty rozsiadłszy się po całej sali. aby otumanić miliony ludzi. Naprzeciw okna . biorąc na ringu odwet za to. i jeszcze jakieś tańce fińskie takiego kompozytora. aby oszukać świat i . wyrósł. w waszym Birkenau. a Ty słuchaj.polski sędzia olimpijski). Tam przycupnąłem przy nie obsadzonym krzesełku klarnetu I i oddałem się zasłuchaniu. ale tylko Aryjczycy. Wszystko głuszył fagot. choć z dużym uporem. może dlatego. Więc wyszedłem z boksu. podwórko podobne do wiejskiego. trenowany w obozie. trzy rundy. jak mogli. którzy fałszowali. że stałem tuż przy nim. pod ścianami stali słuchacze. a z drugiego basetla) nadrabiali. Da im przy kartoflach. Ci z końców sali (z jednego bęben. ale. tablice z napisami „kąpiel” wystarczą. . a kartoflarze i rollwaga (zapomniałem Ci napisać. bokserzy o sławie międzynarodowej.Ktoś nazwał nasz obóz: Betrugslager. patrz. na koncert. podniecony radośnie.pasjonowali się Czortkiem. goście. Ale robili to niefachowo. Było w niej tłoczno i gwarno. na którym i puff. jakieś trawniczki przy blokach. który niegdyś boksował Niemców. z których niejeden sam ma pustą szczękę .

.. W ogóle na kursie jesteśmy już od dawna. co do rozpaczy doprowadza czarnego Adolfa. I wtedy z FKL-u nadjechały samochody pełne nagich kobiet.. bo to na poddaszu i bardzo zimno. którą niepełną rzucamy na wał rowu. Macha nad nami rękoma i mówi o kameradschafcie i o obozie. Wiesz. Siedzimy na zorganizowanych stołkach i bawimy się doskonale. i boks. boczne dróżki.. bo obok była willa zajęta przez SS. Jakżeś ty do niej? . ale ładna kobieta. do której trzeba dokładać. las na widnokręgu. Udusiłbyś go?. zieleń. ale my z Witkiem rzucamy sobie gąbką i fechtujemy się linijkami.Uhm. że to jest potworne. Kiedyś chodziliśmy komandami do obozu. Idziemy przytuleni do siebie.. I to bydlę dawaj do dziewczyny! I co byś zrobił? Wywaliłem z rewolweru do bestii.Kiedyś byliśmy na spacerze w Pruszkowie. ani jedna ręka nie podniosła się. i koce na łóżkach. „Skąd to masz?” Ledwom ją wyrwał.Ciekawym.Już nie bujaj. tylko nic Ci o tym nie pisałem.. a nie w Oświęcimiu. Oszukańczy jest czas pracy. aby żyć. Przez pola na przełaj gnaliśmy jak 1 .Naprawdę pies esmański.. Kobiety wyciągały ramiona i krzyczały: .tam z zewnątrz myślą. Grała orkiestra do taktu idącym szeregom. Ciekawi patrzą. siadać. . z tego czasu oszustw będziemy musieli zdać ludziom żywym relację i stanąć w obronie zmarłych. . V Najpierw byliśmy na kursie.Ratujcie nas! Jedziemy do gazu! Ratujcie nas! I przejechały koło nas w głębokim milczeniu dziesięciu tysięcy mężczyzn.. jak to jest. a tu z boku wypada pies esmański. Ani jeden człowiek się nie poruszył. gdy Ci jest źle. zwłaszcza wielkimi modelami ciała ludzkiego. bo od willi było słychać jakieś głosy. i trawniczki. odpoczywać. Oszukańcza jest porcja chleba. chodu!” A ta stoi jak wkopana i patrzy na spluwę. łapię żonę za rękę i powiadam: „Irka. ilu on zabił w tym Dachau? Inaczej by się nie reklamował. . Bo może z tego obozu. ale przecież nie jest tak źle. przy którym nie wolno mówić. Siadamy cicho w kącie. przecież to w Pruszkowie.. Nadeszło DAW i dziesiątki innych komand i czekały przed bramą: dziesięć tysięcy mężczyzn. Bo żywi zawsze mają rację przeciw umarłym. skoro i orkiestra.. Oszukańcza jest każda szufla ziemi. Witek wyciąga fotografię żony i pyta się przyciszonym głosem: . Patrz na to wszystko uważnie i nie trać siły.

I nie z zasady. „Upadłem” mówi. wisieć na słupku przywiązany za ręce albo na drągu zawieszonym na dwu krzesłach. z rozparzoną po kąpieli skórą. pomyślałem. czołgałem się wprawdzie. a Witek beztrosko referuje mi dalej: . Puław. trudno rozsądzić. Widziałaś kiedy buty żołnierskie od spodu? Ile tam gwoździ? Otóż Kronszmidt właził takimi butami na gołe ciało i jeździł na czołgającym się człowieku. czy mi kto za plecami nie siedzi. czołgali się po nich tam i z powrotem. to zespołowy „lotnik. być bitym przez tysiące najrozmaitszych ludzi . pierś o plecy. ale Witek losowi się nie dał. znałem go dobrze. bo mnie zaraz wsadzili. Mój rekord: 76 razy pod rząd i ból rąk do następnego razu.potwornie rozwiniętej techniki męczenia 2 . tam i z powrotem.pytam. Albo on. . ale za zły meldunek. Przy dybałem go na Chmielnej wieczorkiem i wyrżnąłem. który wespół z pewnym Ukraińcem na każdej wachcie katował Żydów.patrz. co są w środku człowieka.taki pipel od Kronszmidta. Dla Aryjczyków było z tym łagodniej. Następnie po szczeblach leżącej na ludziach drabiny zaczyna chodzić esman. Radomia. ginie pod kijem lub zaszczuty przez psa. Dla nas była gimnastyka: godzina na dwa dni. skakać jak żaba i czołgać się jak wąż. bo historia bardzo współczesna. padają na ziemię nie puszczając z barków drabiny. Łaziłem za nim coś ze trzy dni i tylko patrzyłem. robić setki przysiadów. Małkini. prowincjonalnych. Czy się ów kolega do tego przyczynił. ale nie trafiłem.I co ty . Najlepsze ćwiczenie. toczyć się godzinami po ziemi. podtrzymując ją jedną ręką.dwa zające. Na okrzyk: „lotnik. że ten kawałek żelaza jest potrzebny w moim zawodzie. Godzina: to bieg naokoło podwórka. tam i z powrotem. a potem „padnij” i podnoszenie się na rękach. kryj się!” Dwuszereg ludzi. Lublina . W międzyczasie któryś z kolejnych doktorów gada o przełykach i o takich rzeczach. Długo musiałem Irce tłumaczyć. Znasz piwnice Pawiaka? Te żelazne podłogi? Otóż Żydzi nadzy. czy nie. albo ja. w bunkrze. Przychodzę nazajutrz. On też tak zresztą pomyślał. Na Pawiaku był oddziałowym czy kąpielowym . tam i z powrotem. Potem trzeba wstać i nie mieszając szyków znów padać. Kto puści. wszystko nieprawdopodobne: kilometrami koziołkować jak w Sachsenhausen. . ale na innym oddziale i nikt na mnie nie właził. ma rękę obwiązaną i patrzy na mnie spode łba. całe dnie i noce stać w jednym miejscu. zachłannie słucham historii więzień nikomu nie znanych. jakie znam. kryj się!”. wiadrami pić wodę aż do uduszenia się. miesiące siedzieć w betonowej trumnie. Widzisz.Nic.Pokłóciłem się kiedyś z przyjacielem. jak trzeba. niesie drabinę na barkach. Suwałk. dobre ćwiczenie ze szkoły.

a ilu z nieuctwa . może dwa. co jest w człowieku. I w tym wylewie atawizmu stoi człowiek z innego świata. akurat w połowie systemu trawiennego. aby nie było łupiestw na ziemi. Pomyślisz. najgorszego kata z Pawiaka. żeby mu ten doktor nogi nie podstawił. temu trudno nogę podstawić. bo mógłbym za dużo powiedzieć. chcielibyście. Na to myśmy zaczęli trzaskać w stołki i krzyczeć: „tak! tak!” i doktor wyleciał za drzwi. po kilkudziesięciu ludzi naraz. . A pewnie nie podstawi. Wyprowadzano ich w południe za druty i rozstrzeliwano. A teraz siedzi przy mnie i słucha. tego wylewu zapomnianego na pozór atawizmu. nawymyślał nam od kameradschaftu. to mogę siedzieć i na kursach . . a potem poszliśmy na blok. żebym milczał. który konspiruje po to. A ten doktor to rzeczywiście różnie z nim było. aby więźniowie głodowali. Potem na kursach była awantura. czytając to.A poza tym niech pan mnie nie obraża. Staszek powtórzył źle. Doktor zwrócił się do Staszka. Opowiadano mi o takim lagrze. aby nie mordowano ludzi. człowiek.człowieka i uwierzyć nie mogę. Piszę i piszę Ci tylko o obozie. . może trzy tysiące. człowiek. już nie pamiętam wiele.Odpowiadacie bardzo głupio. Ale chyba dużo.Milczcie. i komendant nie życzył sobie.Pewnie. Co dzień więc było w obozie kilkudziesięciu ludzi za dużo. Tego jednego nauczyliśmy się z anatomii obozowej: kto ma dobre plecy. A jeszcze i to: śmierć. Przyszedł Adolf. jak Minerwa z głowy Jowisza. coście tu robili w obozie. człowiek. który zabija. uczył się chirurgii na chorych. a poza tym moglibyście wstać. Nie mogę zrozumieć tego nagłego zachłyśnięcia się mordem.trudno policzyć. i kazał mu powtórzyć wątrobę. który tak świetnie organizuje. 3 .Siedzę w obozie. Ale obóz miał ustaloną liczbę porcji. Doktor rzekł: . o jego drobnych zdarzeniach i z tych zdarzeń wyłuskuję ich sens. żeby wyskoczyła ona z głowy ludzkiej nagle. który kradnie. że już się zupełnie wyzbyłem tamtego świata z domu. bo Staszek ma dobre plecy. Każdy więzień musiał otrzymać jedną porcję. to jak je naprawić domowymi środkami. . aby nie było konszachtów między ludźmi. Ilu ich pochlastał dla nauki. do którego przychodziły co dzień transporty nowych więźniów.odrzekł zaczerwieniwszy się Staszek. a jak się to coś zepsuje. Staszek zaraz poleciał po swoich kolegach. Każdego wieczoru na każdym bloku losowano kartami lub gałkami z chleba i wylosowani nie szli następnego dnia do pracy. bo w szpitalu zawsze tłok. jesteście na kursach. Więc Witek był z tego innego świata i był piplem Kronszmidta. a i trupiarnia pełna.

w którym jest miłość drugiego człowieka. A to. Wbrew namiętnościom wojny żyliśmy w innym świecie. jak czynią ludzie odważni. Patrz. kompleksu zdejmowania czapki. kompleksu strachu przed obozem.ku Twemu oburzeniu . tobym tak zarżnął jednego i drugiego. których by inni ludzie nie pragnęli zamordować! A my tęsknimy do świata. ale po prostu na życie. ile w tym obozie. ale chciałbym. którzy nie zabili człowieka! I jak mało jest ludzi. który nadejdzie. abyśmy kiedyś umieli nazywać rzeczy ich właściwym imieniem.ale przedtem.żylibyśmy w obozie choć jeden dzień? To właśnie nadzieja każe ludziom apatycznie iść do komory gazowej. pogrąża w martwotę. co są w obozach. że chyba nie marnowaliśmy czasu. który mi kupiłaś. Pamiętasz nasz pokoik? Litrowy termos. To nadzieja każe im walczyć o każdy dzień życia. że teraz tu jesteśmy .. Czy myślisz. Nigdy w dziejach ludzkich nadzieja nie była silniejsza w człowieku. z której nadawałaś mi przez cały dzień reportaże przez telefon? Że wyciągali z tramwajów. VI Od paru dni mamy w południowych godzinach rozrywkę stałą: oto z bloku fur 4 . bezczynnego patrzenia na bitych i mordowanych. co mówiłem. Ale myślę. żonom sprzedawać się za chleb i mężom zabijać ludzi. My tylko marnujemy czas. jak mówiłaś mi. w jakim oryginalnym świecie żyjemy: jak mało jest w Europie ludzi.wybacz. Jeśli są to zbyt śmiałe słowa . na barbarzyństwo. które z nas wyrośnie: . Nie nauczono nas wyzbywać się nadziei i dlatego giniemy w gazie.jakby już nic innego na nas nie czekało. Nie właził do kieszeni i ostatecznie . lepszy świat. każe matkom wyrzekać się dzieci. gdy narzekałem na wojnę.to chyba też dla tego świata. na pokolenie nieuków. To nadzieja rwie więzy rodzin. Dużo było naiwności w tym. w którym będzie spokój i odpoczynek. a oni się męczą. czy przeżyjemy. ale wyszłaś na pola aż nad Wisłę? I to. Widać takie jest prawo miłości i młodości. Nie wiem. każe nie ryzykować buntu. tak na rozładowanie kompleksu obozowego. ile w tej wojnie. ale nigdy też nie wyrządziła tyle zła. iż ten inny świat nadejdzie. Ach.. Boję się jednak. PS .powędrował pod łóżko. że obstawili blok. że ten kompleks na nas ciąży. bo może właśnie ten dzień przyniesie wyzwolenie.Pomyśl o tych. wiesz. spokój od ludzi i odpoczynek od instynktów. A historię z łapanką na Żoliborzu. niedojrzałości i szukania wygody. i już nawet nie nadzieja na inny. że wrócą prawa człowieka . Może dla tego. że gdyby nie nadzieja. ale wysiadłaś przystanek przedtem.

Taki. Wszyscy sławni zabijacy. ten. a kto nam będzie buty czyścił na froncie i czy tam są młode chłopaczki? Idzie więc taka wataha przez drogę i śpiewa Jutro do domu.Deutsche47 wymaszerowuje kolumna ludzi i ze śpiewem Morgen nach Heimat48 obchodzi kilkakrotnie obóz. ale. ale wzruszające listy o rozłące i powrocie. złapałem go za hals i powiadam: . który starym rodzicom we Frankfurcie pisywał krótkie. a już włamali się do magazynu. pewnie jesteś głodny. Arno Böhm. Kurt jest bardzo miły (brzmi to egzotycznie. postrach dachdeckerów51. aż zbity na perskie oko wyrzucony został na lager i dostał jakieś nieszczęsne komando w swe złodziejskie łapy. ale o inne określenie 47 Fur Deutsche (niem. a kanarka na świeży luft wypuścił. ten . gubi krok i nie śpiewa. śniegu i mrozie i zrzuca z dachu za źle przybity gwóźdź.) . który zabijał sztubowych. ten sam. ów ciapa.i pokazałem okno należące do nas. ten.) . nawarzony w piecu o majolikowych kaflach.) . czyli „ochotnicy” do wojska. żeby się ptaszek w klatce nie męczył. przyjdź. elegancko ubrany.a na samym końcu idzie Kurt. Wyciągnięto wszystkie zielone winkle i co lżejszych wyślą na front.tu: krok.Jutro w rodzinne strony. zginie i bez nas. rozgląda się wokół. sadyści .dekarz 5 .dla Niemców 48 Morgen nach Heimat (niem. wprost na obiad. co to zarżnął żonę i teściową. jeden sławniejszy od drugiego: Seppel. czynił wyprawy do budy blokowego po tytoń. wieloletni blokowy.ojczyzna 51 Dachdecker (niem. numer 8. który Cię dla mnie odnalazł i nosił nam listy. Idą w szeregu znani pederaści. rozbili kantynę i zdemolowali puff (w związku z czym ówże znowu ku powszechnemu żalowi zamknięto) . Na razie jednak są w kupie. mamy iść tłuc się i łba nadstawiać dla esmanów. Są tu zaledwie parę dni razem. i bił po dwadzieścia pięć za każdą minutę spóźnienia i każde słowo wymówione po wieczornym gongu. alkoholicy. powiadają bardzo mądrze. zbiegłem więc w te pędy na dół.Kurt.to postrach Buny. nakradli paczek. Poznajemy ich wszystkich: ten bił na DAW. ma szczęście. gdy był chory. który bezlitośnie każe pracować na deszczu. Ostatecznie pomyślałem. na górę . Jakoż pod wieczór zjawił się u nas. to ten.po co. tempo 50 Vaterland (niem. jak mogą. Ćwiczą ich w marszu i czekają. czy też wykażą oni zrozumienie życia społecznego. narkomani. czy nie. piosenka żołnierska 49 Schritt und Tritt (niem. jeśli sprzedawali herbatę. bo zostanie. ochotniku-kryminalisto.) . kapo i lagerkapo. kiedy nam tu dobrze? Vaterland 50 vaterlandem. Są to kryminaliści.) . Oni zaś wykazują społeczność. Dyryguje lager-altester i podaje laską Schritt und Tritt49.

” . toby nie wywiał i mnie. Chciał kiedyś być muzykiem. . A że recydywa (ów nieszczęsny miesiąc). trzeba było kolegom zostawić. . Dziś nam zebrało się na obóz. miała własne bojówki 53 Lora (z niem. Kurt wyjechał do Berlina. Pled i bonżurkę od narzeczonej. Trochę bzdur o bezcelowej pracy. Samochodami na dworzec. Pytali my go.Właściwie o obozie nikt dokładnie nic nie wiedział. Nie wiedziałeś. człowiek tym wszystkim za bardzo się nie interesował. nawet nie było tłoku. jakby wody do ust. Lorę) . I tak wiadomo.co wam gadać. i tamto spoza drutów. Potem wyjęliśmy wszystkie gwoździe z jednej ściany. przy łopacie i lorze53. No i oczywiście to. . wracając do obozu. Ale Bogiem a prawdą. Siedzimy w paru przy stole i opowiadamy. i dwa prześcieradła.) . Władowali nas do wagonów w tempie.niemiecka nacjonalistyczna organizacja kombatancka (1918-1935). Nie wywiał ciebie.Pewnie na rozprawę przyjechał. . . Zapada wieczór. który tak świetnie organizuje.Pewnie. Wzruszyłem ramionami z niechęcią. po sześćdziesięciu w wagonie. Wyjechaliśmy z Pawiaka rano.Jakbyś przyjechał dwa lata temu. A teraz . wyrwaliśmy 52 Stahihelm (niem. może dlatego że Kurt niedługo z niego wyjedzie.Właśnie. stojąc na apelu.Bałem się.Bałeś się obozu? .Klamoty wziąłeś? . Znaczy. czekaj końca wojny. że jak wpadnie.wtrącił sceptycznie Staszek. na lagrze jest już po apelu.Szkoda było. Zdobył wóz sportowy i szmuglował dewizy. na Pawiaku był jeden z Auschwitzu. Na jakimś spacerze spotkał swoją dziewczynę. np. córkę jakiegoś innego sklepikarza. a droga! Jechaliśmy według alfabetu. Źle: słońce świeci w plecy. Potem jeździł do Austrii i Jugosławii. Opowiadamy powieści i opowiadamy życie. Gadki chodziły między ludźmi. ale się jej nie śmiał przypomnieć. I to.platforma. żył z nią. to zobaczycie. że wszystko zabiorą? . to nie wyjdzie. że na Zachodni. . Jak do dzieci. wózek 6 . toby cię na pewno wiatr wywiał kominem .Albo i nie. wieczorem na pryczy. wyrzucił go z domu. że wziąłem. a potem się na oczy nie pokazał dziewczynie. Wszędzie się opowiadało: idąc po drodze na komando. a on nic. że jest okropnie.Frajer. ale ojciec. zrywanie i układanie asfaltu albo rozgarnianie piasku. bogaty sklepikarz. Ale wiecie. Tylko mówił: „Przyjedziecie. . więc po więzieniu do obozu. poznał tam dziewczynę. wpadł na miesiąc do ula za burdę ze Stahihelmem52.trudno) i umie dobrze opowiadać. aż złapali i wsadzili. Auschwitz. pisywał do gazet sportowych.

tośmy się uspokoili od razu. . bo znaczyło to świeże powietrze. Tuż przed bramą dostałem bagnetem w udo.. . trzech zabitych. choć naciągnąłem na siebie zupełnie mokrą koszulę. piekło! Trzeba było nie uciekać! Tchórze! Zabiją nas! I przekleństwa. Z nosa ciekła powoli krew. ale jakie! . przyziemnej ciemności szeregami błyszczały światła obozu. zawsze od narzeczonej. a my w kąt! Wrzask. z pierwszym łykiem odzyskałem zupełnie siły. niebieskie.Nie gorsze niż z babskiego lagru. i rozumiecie. i jeden ranny. Nie bolało. I los... automaty w łapach. wszystko zabite deskami. Ciało opływało potem. Jechaliśmy stu dwudziestu. że w ręce brać! Naokoło esmani.Właśnie.. Puścili w kupę serię. tylko zrobiło się bardzo ciepło. Noc była kwietniowa. Po paru krokach zdrętwiały mięśnie i zacząłem kuleć. niebieskie. Ni jednego okienka. Nie czułem zimna.Pled. drzewa aż pachną. Raz po raz głuche uderzenia. Było tak duszno..Był. W czarnej. Potem zwaliliśmy się na podłogę i leżeliśmy jak porznięte prosiaki. Słyszałem za sobą ciężkie oddechy ludzi i myślałem. bo strzelali. Zdawało się. to nie mnie pierwszego. jak wielki jest świat.. Ostatni wychylił łeb z wagonu i dostał kulę w kark. W uszach szumiało. bo miałem w niej Biblię. potem dwie koszule. że za mną idzie moja narzeczona. Mało cośmy się nie udusili w wagonie. I dobrze. a trzeciego ranili w bok. 7 . bez rzeczy! No. bracie” . Ale nic nie wziąłem. zabili dwóch.Tu będziecie mieli dobry odpoczynek. ale jak zaczęli strzelać. gdy człowiek wyleci z zamkniętego wagonu! Niebo wysokie. Eskortujący esman uderzył jeszcze paru przede mną i rzekł.Szliśmy do obozu niosąc trupy. . krzyk. żeś poeta . Tęskniłem do Oświęcimia. aus.zaszeptał. . Gdy otworzono drzwi na rampie. Zdjąłem z siebie sweter. Czterech odprowadzili na bok. gdy wchodziliśmy w kratowaną bramę obozu: . Nie macie pojęcia.Ale zawalasz. myślę. Ciemność zbiegała się ku niemu.przeleciało szeptem po szeregach. a nas zagonili do drugiego wagonu.deski i fraka! Ale na dachu był karabin maszynowy. widać. że z sufitu lała się woda. . Też mi go było żal. nie gorsze. bo mnie zrzucili ze stopni. jak będą strzelać. Pociąg od razu zatrzymano. Ale zawsze mocne. ale dosłownie. Ktoś z tym objął mnie i pocałował. nic.Nie. od razu utłukł trzech pierwszych. Krzyczeliśmy za powietrzem i za wodą. zdaje się. tylko w czapę! Trochę mi się żal zrobiło bonżurki. . teraz kaput! Nic. A ja siedziałem pod kupą ludzi na samym dnie. las.rzekł z uznaniem Witek. „Bracie. Nad nimi rwał się niespokojny rudy płomień. Krew spływała wzdłuż uda i łydki. Myślę: dobrze. „Krematorium” . też był od narzeczonej? . wygwieżdżona.. iż płonie na niebotycznej górze. zimna.

bo nie ma za co.Ja na tym bloku jestem od dawna i dużo pamiętam. Noga bolała jak sto choler. . nosić telegraficzne słupy. Ale odpoczynek jest. jak 54 Spasibo (roś. Cierpiał okropnie. pewność i zaufanie. zwyczajnie . siedem kilometrów od obozu. że trzeba pracować! Co miałem robić? «Idź.rzekł „tutejszy” fleger. lignina. ja ojca do komina posłałem!” „Nie może być!” „Może.mówię . a potem pogadamy. zaczął mnie całować i pytać. a rodzoną matkę sprzeda za miskę brukwi! Stoimy kiedyś z rana na arbeitskomando. że nie wróci. koło nas sonder. jacy są Żydzi! .masa. i to dobry! . Poszedłem go odwiedzić i zaniosłem mu zupy. chłopy jak byki.dorwał się Staszek do głosu. potem całego uda. Opatrunków za bardzo delikatnie nie robię.A z tego nic . co to będzie i że on jest głodny. Na Budy. Wszystko. że Aryjczyków teraz nie gazują. ten od gryzioków. „Żeby ty się wściekł z takim dobrze. Byłem wtedy flegerem w ambulansie.bo Żydzi jeżdżą jeszcze gorzej. Nikt też nie dziękuje.) . gdzie tu jest dobrze. że teraz nie mam czasu. A zdjęcia wyciągnąłem potem z ubrania. Pogmera się w łapie czy na plecach. że mam fotografie?” Roześmieliśmy się. wiadomo. ojciec . mizerne. przyjaciele i handlarze. czy tam gdzie jeszcze. bandaż i won! Następny! Nawet człowiek na twarz nie spojrzy. rzucił mi się na szyję. bo dwa dni jadą bez jedzenia. ledwo trzyma się na opuchniętych nogach. zadowolone z życia. i w getcie. i co do Żydów. zobaczył mnie przed komorą. Mojsze.rzekł Witek . Miał flegmonę prawego pośladka. jak mogłem. wiecie. żeby nie stać.Żydzi. a nie płaczemy”.wykąp się w łaźni. Przyjechał z transportem. Ile przez moje ręce przeszło ludzi do gazu. a ktoś mi od drzwi mówi: . oni jeszcze geszeft zrobią na tym swoim obozie! Oni i w krematorium. Swoją drogą.dziękuję 8 . Płakał i mówił o matce. bo posłałem.my przecież też mamy matki. Ale jeden wypadek będę pamiętał chyba przez całe życie. jak to jest.Zobaczysz. kieszeń ropną.» I ojciec poszedł do komory. „To czego się martwisz. I nie masz czym się chwalić. Ale raz zrobiłem opatrunek jakiejś flegmony. to dobrze”. . czasu nie ma na dyrdymałki. kolegów i znajomych z jednego miasta! Już człowiek nawet twarzy nie pamięta. „Cicho bądź . . Cóż mu mogłem dać? Miskę zupy i czasem kawałek chleba. zaganiałem ludzi.Gazowali dawniej .To było w czwartek w nocy.mówiłem mu .. wiecie. Ukrywałem Toleczkę. Ot. Pocieszałem go. A tu komandoführer krzyczy. który się do nas zawsze przysiada. . Zdania były podzielone i co do jazdy. I powiedz. byle nie to. bo jakże? Przy mnie mój przyjaciel. A w poniedziałek poszedłem na komando. On z Mławy i ja z Mławy.Spasibo54 panie fleger!” Takie to blade. dobrze. Mojsze? Coś taki nieswój?” „Dostałem fotografię swojej rodziny”. widzisz. bo skarżył się. „Co u ciebie.

Zaniepokojony Kurt spytał. Jak byłem w Mauthausen. będzie jak świnia traktowany. zwrócił się do więźniów i zakomenderował: . Wied’ eto poślednij boj . Szarego. Na choince akurat zapalono światła. co się stało. złapano tam dwóch uciekinierów.) . Mützen ab (niem. Lagerführer rzekł na tradycyjną przemowę wigilijną: . Tak widać trzeba. koło wielkiej choinki. „Pojedziesz do mojej matki i powiesz jej. Milczeliśmy. Mützen ab!56 Zdjęliśmy czapki. Ani obozów. Ani wojny. czapki włożyć 9 . ale raz go znaleźli. Powiesz?” „Powiem”...więźniowie.) ponimajesz (roś. tysiące ludzi zbitych. Byłby to widok wstrętniejszy niż średniowieczne obrazy sądów 55 Wied' eto poslednij boj (. Ale jak się skończy wojna i ty przeżyjesz. Witek mu streścił: . ulica Lwa Tolstowo. nie będzie obozów. Przyszedłem zaraz do niego. Kurt popatrzył na nas z uśmiechem i rzekł powoli.. Toleczka.) rozumiesz 56 Häftlinge. Mützen auf (niem.Häftlinge. Toleczka poszedł do gazu. Po wojnie na pewno nie będzie granic. Poszczułem. Powtórzyłem. ulica Lwa Tołstowo dwadcat' piat'. Wtedy wystąpił lagerführer. ponimajesz?55 .” „Nie wiem.mogłem.Gadamy o obozie i czy świat będzie lepszy. Nie dali. Mützen auf!57 Założyliśmy czapki. ludzie nie będą się zabijać. Żeby nie było granic. przed wybiórkami. Może źle zrobiłem. Häftlinge. Mógłbyś i ty co opowiedzieć. Poszedłem do blokowego.i pojedziesz do mojej matki.. że zginąłem. powtórz”. który mógł jeszcze Toleczkę wyciągnąć z listy.. ponieważ on i tak nic z rozmowy nie rozumie. zapisali.Rozejść się! Rozeszliśmy się.Kto się zachowuje jak świnia.) . żeby nikt mu nie dał.„Rozumiem” . bo jechał na wykończenie do Mauthausen.odrzekłem. gorod Chabarowsk. Każdy myślał o swoich rzeczach. A adres matki Toleczki zapamiętałem dobrze: Dalniewostocznyj Kraj.więźniowie. „Przeżyjesz dorzucił z uporem .przerwałem mu. Milczeliśmy. nie będzie państw.. gorod Chabarowsk. Mówił do mnie: „To nic. ..To ostatni bój (. Strzelił mnie w pysk i wyrzucił z budy.Poślednij. akurat w Wigilię. że idę do gazu. Był w gorączce. „Zapamiętaj: moja matka mieszka w Dalniewostocznym Kraju. Zapaliliśmy papierosy. Postawiono szubienicę na placu. abyśmy wszyscy zrozumieli: . Cały obóz był zebrany na apelu.rzekł z naciskiem. stłamszonych na pryczach zawisłoby w powietrzu. czy przeżyję” .. . czapki zdjąć 57 Häftlinge. VII Gdyby opadły ściany baraków. Na odjezdnym prosił o papierosy. Szary w parę miesięcy później pojechał w transport.Ja opowiem bardzo krótko.) . gdy ich wieszano.

usprawiedliwiali ojczyznami swoje intrygi. odbiorą ci wszystko: ubranie. Jak umrzesz . ale leży ciężka. reszta należy do obozu. przy łopacie. żeby zaoszczędzić obroży. z kości ozdoby. ani łopata nie jest twoja. która tę krzywdę pomija. i jak lubiłem Platona. dali tyle snu w nocy. popiołem wysypią pola albo osuszą stawy. Bo w rzeczach ziemskich nie odbija się ideał. które musi zajmować. autostrady. pod dachem i na deszczu. która była olbrzymim koncentracyjnym obozem. Spalą.. a oni pisali dialogi i dramaty. zdradami. Najbardziej wstrząsa człowiekiem widok drugiego człowieka śpiącego na swoim kawałku buksy. rwali marmur na świątynie i kamienie na drogi imperialne. Prawo rzymskie! I dziś jest prawo! Co będzie o nas wiedzieć świat. aby zjadł. jak się da: wytatuowali na nim numer. Nosimy wory z cementem. Nie ma prawdy.. do państwa. Dziś wiem. ze skóry ludzkiej abażury. to myśmy wiosłowali na galerach i ciągnęli sochy.Scypiona. zna trybunów ludowych Grakchów i imię jednego tylko niewolnika . kilofie i łomie. Jedno jest tylko miejsce do życia: kawałek pryczy. Cóż wie starożytność o nas? Zna przebiegłego niewolnika z Terencjusza i Plauta. walczyli o granice i demokracje. czapkę. pamiętamy doskonale. których kiedyś podbiją? Pracujemy pod ziemią i na ziemi. fabryki. lorze. tory kolejowe. tyle kości. przemycony szalik. Co prawda marnotrawią przy spalaniu tyle tłuszczu. Zachwycamy się wycięciem Etrusków. depczemy ziemię. żeby bezproduktywnie nie zdechł. bo ma ciało. potwornej cywilizacji.Cycera czy Demostenesa. Teraz dopiero poznałem cenę starożytności. Zakładamy podwaliny jakiejś nowej. Jaką potworną zbrodnią są piramidy egipskie. grodzimy grunta. że kłamał. miejsca. jeśli w nim leży krzywda człowieka. może na eksport dla Murzynów. Oni byli estetyczni i dyskutowali na niby. i tyle czasu w dzień. Ale ani ten kawałek miejsca. Kto wie. Myśmy byli brudni i umierali naprawdę. które na nią pozwala. wybiciem Kartaginy. krwawa praca człowieka.ostatecznych. Ta starożytność. I jedzenia tyle. tyle ciepła! Ale gdzie indziej robią z ludzi mydło. Nie ma piękna.wyrwą ci złote zęby. już poprzednio zapisane w księgi obozu. tyle mięsa. ani koszula. jeśli zwyciężą Niemcy? Powstaną olbrzymie budowle. wały graniczne i budowle miasta! Ta starożytność. Zachorujesz. układamy cegły. świątynie i greckie posągi! Ile krwi musiało spłynąć na rzymskie drogi.Spartakusa. podstępem i łupiestwem. byle adwokata . Ciało wykorzystali. chusteczkę do nosa. niebotyczne pomniki. która była wielką zmową ludzi wolnych przeciw niewolnikom! Pamiętasz. To myśmy budowali piramidy. gdzie niewolnikowi wypalano znak własności na czole i krzyżowano za ucieczkę. żeby człowiek mógł pracować. Oni robili historię i byle zbrodniarza . Nie ma dobra. Pod każdą cegłą będą podłożone nasze 0 .

chorych. z której ktoś ciągnie niesłychany zysk. powiedziano. tak samo zakłady rozbiórki szmelcu DAW. Tyle tylko. aż tyle a tyle milionów! A jednak. Wiąże nas nasza miłość i miłość bezgraniczna tych. Ten z nas. I jest to najdroższe. płoty. firma Richter od studzien. Trzy lata temu były tu wioski i osiedla. Twarze rodziców. Byli ludzie. bunkry. Siemens od oświetleń i drutów elektrycznych. musi kiedyś zażądać równoważnika tej pracy. ale twardej. Firma ta wybudowała nam obóz. nie towaru. przyjaciół. a SS dawało materiały. Tych. który przeżyje. Janinie. zrównaliśmy ziemię. Przywlekliśmy ze sobą świerzb. flegmonę i wszy. Gliwicach. baraki. czym możemy się dzielić: przeżycie! I choćby nam zostawiono tylko ciała na szpitalnej pryczy. to niemożliwe. I nikt o nas wiedzieć nie będzie. Postawiliśmy baraki. co żyją dla nas i stanowią nasz świat. odrzekła firma. No tak. za dużo zarobiliście. Wygnaliśmy ludzi. wytwórcy części barakowych i ubrań pasiastych. Widzę w ciemności Twoją twarz i choć mówię z goryczą i nienawiścią obcą Tobie. Kiedy ludzie chorzy i ci po pracy idą spać. Zrobił na Oświęcimiu olbrzymi interes i spokojnie czeka końca wojny. kominy. adwokaci. księża. ale sam Berlin. na naszych barkach będą noszone podkłady kolejowe i płyty betonu. Obóz wypożyczał jej więźniów. kamiennej pracy. rozbiliśmy domy. Od tego czasu wszystkie rachunki firmy Lenz są odpowiednio obcinane. kształty przedmiotów. Wymordują nam rodziny. że za głowę złapał się nie tylko Auschwitz. Dokonujemy olbrzymiej pracy. cementu. dobro i prawdę. będzie jeszcze przy nas nasza myśl i 1 . i na tym stanęło.ręce. Panowie. Wymordują dzieci. ale my nie możemy. Jaworznie. Jesteś wprzęgnięta w mój los. starców. że masz dłonie nie do kilofa i ciało nie przyzwyczajone do świerzbu. Pracujemy w fabrykach i kopalniach. Zakrzyczą nas poeci. Tak samo właściciele kopalń w Mysłowicach. zaproponowała patriotyczna firma. dostawcy cegły. drogi polne i grusze na miedzach. co pozostali. że słuchasz uważnie. Były pola. Tak samo olbrzymia firma samochodowa Union. Stworzą piękno. umiesiliśmy ją na błoto. rzekł Berlin. hale. filozofowie. To połowę. Stworzą religię. Tak samo firma Wagner i Continental od wodociągów. Trzydzieści procent. wiem. krematoria. które pozostały. Potem przyszliśmy my. Dziwne są dzieje tutejszej firmy Lenz. żelaza i drzewa. magazyny. Przy rozliczeniu rachunek okazał się tak fantastycznie milionowy. rozmawiam z Tobą z daleka. Nie pieniędzy. potargował się jeszcze Berlin. którzy nie byli lepsi ani gorsi od innych. Lenz nie martwi się jednak: jak wszystkie firmy niemieckie powiększa kapitał zakładowy. oto są rachunki.

wszyscy razem 2 . wyciąga kartkę od Ciebie. woreczkami z cukrem. a Hiszpana w pasiaczkach na komando. . z bogatych zbiorów obozowych dobrano starannie krawat do skarpetek i dano ślub. który mu przynoszę. Elektryk jest łysy i nie ma zrozumienia dla naszej miłości. Jakoż wieczorem idę do niego. fantastycznie stary numer. a gdzieś do buta wkłada kupę listów. Po drugie zaś . A zupa może być przecież bez kartofli. 58 In corpore (łac. oddaje mi i krzywi się niechętnie. I na pewno nie lubi bunkra.. uciekł do Francji i przywieźli go do Oświęcimia.nasze uczucie. VIII Nie masz pojęcia. obładowuje się kiełbasami. Jak to Hiszpan: miał jakąś Francuzkę. Za nimi orkiestra in corpore58 za orkiestrą zaś wściekły esman od kuchni: .ślub Hiszpana.. Jak dziecko nieźle podrosło.w komplecie. Elektryk.zaczęli go uspokajać inni dostojnicy. to przyniosę. Więc przede wszystkim . a z nią dziecko. Chodzę do niego co rano z Kurtem (bo to jego znajomy) i oddajemy listy do Ciebie. .. w Auschwitzu. z Hiszpana na gwałt ściągnięto pasiaki. gdy chcę elektrykowi wręczyć papierosy: . dopasowano elegancki.długi elektryk. Ponieważ elektryk jest bardzo długi i byłoby mu w bunkrze niewygodnie. bielizną damską..) . który wygnano na dziesiątkę. Nowożeńców tymczasem sfotografowano i odstąpiono im na noc poślubną apartamenta puffu. a on z nią pod pachę. że gracie w czasie pracy zamiast obierać kartofle! Mnie zupa stoi bez kartofli! Ja wszystkie śluby mam w. natychmiast dać im ślub! Przywleczono Francuzkę z dzieckiem do obozu. Francuzka w krzyk. I sądzę. przez samego kapę pralni wyprasowany garnitur. oburzył się: Taki nieporządek w nowej Europie. że godność człowieka naprawdę leży w jego myśli i w jego uczuciu. Elektryk się krzywi na każdy list. Bo elektryk nie ma zrozumienia dla naszej miłości. a Hiszpan wciąż w obozie. Bronił Hiszpan Madrytu. Przede wszystkim .długi elektryk. Następuje procedura odwrotna: elektryk sięga do buta.Cicho. nie bierze się za listy! A odpowiedź. że chce ślubu! Więc podanie do samego H. tysiąc z małym okładem. Potem szli nowożeńcy do zdjęcia: ona z synkiem i bukietem hiacyntów na ręku. . jak będę mógł. Nazajutrz Francuzkę odesłano do Francji.. H.Berlin kazał.Kolego. klatki o wymiarach metr na półtora. jak jestem szczęśliwy.Ja wam meldung zrobię. Elektryk powiada. u nas.

popatrzył na nas i nasze opatrunki. których on nie rozumiał. to nawet śluby dają. ale znalazły.myśli Anioła Ślązaka. ślub Hiszpana. Od prawie dwu miesięcy nie miałem znaku życia z domu i niepokoiłem się strasznie. co nie robi różnicy między Żydami a Aryjczykami). że ci dwaj najzdolniejsi z pokolenia. z Chicago i Kalkuty. Więc jestem szczęśliwy.dostałem wczoraj listy z domu. a ja mówiłem wiersze. i o ludziach. w Auschwitzu. o największej pasji tworzenia. Po czwarte zaś . O zwycięstwie pierwszych i o klęsce drugich. w Auschwitzu. I prędko wyszedł. a teraz my. począłem pisać już rozpaczliwe listy i właśnie wczoraj. Żyjemy. w Auschwitzu. kończymy kursy. i piliśmy wieczorną herbatę. twojej narzeczonej.ślub Hiszpana. pomyśl tylko! dwa listy: jeden od Staszka i jeden od brata. Po drugie .U nas. w Auschwitzu. U nas. powiedział. przyszedł lagerarzt Rhode (ten „porządny”.” Żyją. żegnają nas dziś przez cały dzień.myślałem . zrobił mi ostateczny wykład o sensie wojny. bo stryszek zimny. Zebraliśmy się na stryszku. . Długo mnie szukały.rodzi się mesjanizm wśród zniszczenia i śmierci. bo tu wieści są fantastyczne o stosunkach w Warszawie. ten od Wiednia. Wyobraź sobie . z lądu i wyspy. Niedawno skończyły je flegerki z FKL. Trochę zacinając się. który w obcym języku pragnie oddać treść od serca. „Oto . Zasiadły wszystkie u okna dziesiątego bloku. U nas. Jakże to fatalne. tylko Andrzej zginął i Wacek „nie żyje”. Najcudowniejszy jest saksofon: łka i płacze. pisze. Śpiewał Franz pieśni austriackie. Po trzecie zaś kończymy kursy. przyszedł. Najpierw kobiety. pracujemy i tworzymy. że się bije za nas towarzysz z naszego pokolenia z Londynu i Uralska. „Lubimy cię i pamiętamy o tobie. Wtłamsiłem je do paczki pod jedzenie. mówił o ludziach. bo wszystko do kupy: długi elektryk. dali mi na drogę trochę lekarstw i parę książek. którą właśnie dostał z Wiednia. że właśnie ci musieli zginąć! Wiesz. O nadchodzącym braterstwie ludzi tworzących. Żegnaliśmy je muzyką kameralną. jak ostro stałem przeciw nim: ich imperialnej koncepcji budowania 3 .długi elektryk. że Słowacki nie znał go. a z okien naszego grały im wyjątki z orkiestry: bęben.Cały zaś obóz chodzi. że jest bardzo zadowolony i że teraz na pewno będzie u nas. Więc przede wszystkim . saksofon i skrzypce. O tym. którzy niszczą. śmieje się i błyska! Szkoda. którzy pracują. Potem Franz rozłożył swoją paczkę. na pewno zostałby saksofonistą dla bogactwa jego wyrazu. jak człowiek. jakby kija połknął. pracują i tworzą. Staszek pisze słowami bardzo prostymi. Franz. zwykła droga ludzkiej myśli”. i pamiętamy też o Tuśce. lepiej.

które pisane były tylko dla Ciebie i z którymi Cię aresztowano. walki. Odeszli tak bardzo należący do tego świata. który i my przekroczymy. Jak wrócę. Drugi list jest od brata. gdy oddziela nas próg dwu światów. Żegnam ich. ich stylowi życia świadomego i nieświadomego zakłamania. I teraz pisze mi. jak to było naprawdę? 4 .. Oby na drugim świecie znaleźli prawdę i miłość. bo takie jest prawo ludzkie.. Że gdyby nie Ty. i czuję. styl życia i oblicze poezji. jak serdeczne listy pisuje Julek do mnie. że zachowuje po nas .pisze brat. że czekają. podziw dla zła. próg. Ale widzę ich twarze przez próg innego świata i myślę o nich. też rozstrzelana.poezję i miłość i że nasze prawo do nich uznała. tak ze środka dzieła. Ewa. ale o życie dla ludzi kochanych niech modlą się ci. Że jak wrócimy. ich praktyce poetyckiej. podejmuję ten spór o sens świata. ich filozofii mętnej jak sam mistrz Brzozowski. że to symbolicznie splata się miłość nasza i poezja i że te wiersze. że „jeszcze nie jest tak źle”. „Są to wiersze o twojej miłości” . że myśli ona o nas i wierzy. o chłopcach z mego pokolenia. iż wrócimy i będziemy zawsze razem.. Wiesz. Myślę..żarłocznego państwa. nieobecność w niej człowieka. wrócimy do świata. I dziś. Myślałem. że jesteś chora i że jesteś zrozpaczona. ta. bo mnie „wtrąciłaś” do obozu. I dziś zarzucę im ugięcie się wobec sugestywnych idei potężnego. Ale stamtąd ludzie odchodzą . Że tylko my zeszliśmy na dno. którzy modlić się umieją. ich teoriom sztuki narodowej. miłości. I pisze mi jeszcze brat o Twojej Matce. W pierwszej kartce. Odeszli tak niesłychanie żywi. zaborczego państwa. to pewne już z daleka zwycięstwo. że myślą o nas. . Pustka. pustka coraz większa. że pustka wokół nas robi się coraz większa. I dziś zarzucę im bezideowość poezji. Odchodzą dalsi i bliżsi i już nie o sens walki. że chowają wszystkie książki i wiersze. która tak pięknie mówiła wiersze o harmonii i gwiazdach. czołem bijącej o mur Awangardy. I milczymy jak ścinane drzewa.. Wydano je . jak rąbane kamienie. której tu nie spotkali! . ich nieuczciwości w rozumowaniu społecznym. które budowali. przyjaciół z innej barykady. na moich półkach bibliotecznych zastanę nowy swój tomik. pamiętasz.może jako pamiątkę po nas? Jestem wdzięczny przyjaźni ludzkiej. to ja itd.wprost ze środka życia. i o tym. jak kamienie. nieobecność w niej poety. co mi pisałaś? Pisałaś. A wiesz.. którą dostałem od Ciebie w parę dni po przyjeździe do obozu. którego wadą jest to. że nie jest naszym złem. Jesteśmy niewrażliwi jak drzewa. że na nas się skończy. który nie zaznał tej okropnej atmosfery dławiącej nas.

jak zwykle w środę . że mówiłem coś o swojej pracy językowej. o przedmiotach. wykręciłem psu ucho i poszedłem do Twojej Matki. czy byłem na obiedzie. Potem wziąłem dwa ostatnie zastrzyki prontosilu59 i posyłam Tobie. Pojechałem tramwajem do Marii. i zdaje się. muszę mieć nogi. że może z sąsiedniego pokoju nie usłyszę. Jeśli byłem. O życiu.to te kartki. Wiedziałem. Na schodach leżały niezwykłe ilości niedopałków i jeśli dobrze pamiętam. to wróciwszy. nasmarowałem chorych na kręcę herbatą z mięty. Ale może to sugestia. Od tego czasu minął rok. Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem umówionym znakiem. Z rana poszedłem do domu.zdaje się. czerwonych sznurowanych butach. ślady krwi. Wiem. Zjadłem śniadanie. które będą u nas. Ale zamknął tylko dusze dwu przygodnych cyrkowych błaznów. Nogi mają poza tym czarne okulary. Mam nawet pomysł na nasz ekslibris. siedziałem znów przy telefonie. O wierszach. Po południu był u mnie komplet . że to są głupstwa. jeżeli. że będę na obiedzie i że się bardzo śpieszę. które napiszę. Czytałem jakieś wycinki gazetowe i nowelę Maurois o człowieku. a jego dusza i dusza kobiety musiały się rozwiać we wszechświecie. że zgasła karbidówka. Dla odprężenia poszedłem piechotą przez Puławską. a dziś z rana umyliśmy pospołu podłogę.Było tak. Wreszcie nasz fryzjer blokowy (z cywila restaurator spod Poczty w Krakowie) Heniek Liberfreund uznał. ale myślę o nich. aby nauczywszy się zamykać ludzkie dusze w naczynia wiecznotrwałe. że czekałem na umówiony Twój telefon od Marii. ale żeby doszły. bo je bardzo lubię. Lecz myślę często o przyszłości. zamknąć w nie duszę swoją i kochanej kobiety.. powiedziałem. że mogłoby być inaczej. który ważył dusze po to. Poza tym cały dzień łażę za listem do Ciebie. bo przyrzekłaś. bałem się. Ale piszę to po to. o książkach. Wreszcie znalazłem jedną parę w długich.. Poszedłem po staremu na swój blok.lek przeciwbakteryjny 5 . jak zwykle z teczką. IX Wróciliśmy już. Matka była zaniepokojona o Ciebie. z książkami. że teraz to na pewno będę najlepszym flegerem wśród literatów. są 59 Prontosil (łac. że musisz zadzwonić. Otworzyli mężczyźni z rewolwerami w ręku. Potem czekałem na Twój telefon. Potem postałem z mądrą miną koło doktora. A o te nogi się staram. iż jesteśmy razem. Będzie to róża rzucona na zamkniętą grubą księgę z wielkimi średniowiecznymi okuciami. abyś wiedziała. Nie pamiętam. List do Ciebie . Przypatrywałem się długo drzewom Łazienek.) . Nad ranem zasnąłem. I nigdy nie myślę. którym będziemy żyć. Nie dzwoniłaś. które będziemy czytać. że nigdy nie żałowałem. gdzie trzeba. który robił punkcję.

nalani tłuszczem. Krzyki.barczyste i chodzą co dzień na FKL po trupy dzieci płci męskiej. Moi przyjaciele radzą wziąć pled i . gdzie należy. On miał więcej „szczęścia” i poszedł do sonder.podłożyć go.. Same. Te bowiem muszą przejść przez naszą szrajbsztubę. Wychodziliśmy już z bloków po skończonej kontroli. odgrodzonego od reszty obozu murem. Raz obiad na efekty. a raz muzułmani z Buny. Nie zmieniło się nic. Sanitatsdienstgrade) . . List tedy wysyłam natychmiast. Szli odymieni. Raz jadą samochody z łachami. Na porządku świat stoi.Nie. Wyciągnął serdecznie rękę. Nie zmieniło się nic. Ja zachorowałem i poszedłem na KB62. przekleństwa i razy kotłowały się w powietrzu. .Nie umarłeś jeszcze.Nic ciekawego. Radziłem im wysmarować się balsamem peruwiańskim na świerzb. to ty? Potrzebujesz czego? Jak masz jabłka. I jeszcze rozglądam się po krajobrazie. Spod bloków wyrwały się grupki ludzi. gdy na lager wróciło z kremo sonderkomando. Zaraz jednak chyłkiem poczęli się wymykać Żydzi na handel. A mnie też. a raz dymu. Dlatego list zabiorą ot tak.porządek musi być 62 KB (z niem.To wiem i bez ciebie. Będą się ludzie topić w błocie. ale wszy ani jednej. Nie darmo odwszenia trwają przez całe noce. byliśmy na lagrze na kontroli wszy. a raz esmani na zmianę warty. Wreszcie sonder znikło w bramie swego. jabłek nie mam dla ciebie .. naszą trupiarnię i nasz SDG60 musi je własnoręcznie obejrzeć. A osobiście? 60 SDG (z niem. . Że wczoraj niedziela. tylko błota dziwnie przybyło. Z lasu ciągnie raz zapach sosen. wpadały w maszerujące szeregi i porywały upatrzone pakunki. Okropne są bloki obozowe zimą! Brudne buksy. mają żonę na babskim i wiedzą. Zawsze lepiej niż łopatą robić o misce zupy. Bloki nabite ludźmi.odrzekłem przyjaźnie.szpital. jak się nadarzy okazja. lecz tego szmuglują najwięcej. powiadają. Krankenbau) . rewir 6 . Im wolno wszystko przynosić prócz złota. uginając się pod ciężkimi tobołami. Wiosną pachnie.Ordnung muss sein61. na organizację i w odwiedziny. Chyba że pójdę pod opieką. jak jest ciężko.A. wymiecione klepiska i zastarzały zapach ludzki. dla przyjemności.) . a sam staram się przyjść do Ciebie. Abramek? Co słychać? . Więc nogi chodzą na FKL i są wcale dla mnie życzliwe. przy pierwszej wycieczce muszę wpaść. Czuję się nawet w nastroju podróżnym. czyli mniej poetycznie . słusznie rozumują.sanitariusz SS 61 Ordnung muss sein (niem. przyjaciela z naszego byłego komanda. . podwórza. Zahaczyłem jednego z nich. Czeski my zagazowali. Przy moim szczęściu i obozowej zaradności.

Te.. jak cały obóz.zrobione 7 . jak umiemy.osobiście: wykombinowali my nowy sposób palenia w kominie. że bierzemy cztery dzieciaki z włosami. chcesz wiedzieć . jak cały świat. A wiesz jaki? Byłem bardzo uprzejmie ciekaw. Potem pali się samo i jest gemacht63. .Winszuję . bez entuzjazmu. w Auschwitzu. fleger.A taki. my musimy bawić się. przytykamy głowy do kupy i podpalamy włosy.. blok i znowu komin? Albo ja mam tu kogo? A.rzekłem sucho. Ale to jest nieprawda i groteska. u nas. 63 Gemacht (niem.osobiście”? Komin. . Roześmiał się dziwnie i popatrzył mi w oczy: . Jak by szło inaczej wytrzymać? I wsadziwszy ręce w kieszeń odszedł bez pożegnania.Osobiście? Jakie u mnie może być .) .

pierwszy raz w tym sezonie. Właściwie nie żaden obóz kobiecy. spojrzałem na rampę. drugie bliżej. Teraz kwiatki rosły same. wciąż zapełniona wagonami. wysztyftowanymi na ostatnią nitkę flegerkami. dołączali do niego ciągle nowi ludzie z wagonów. Tak się nie mówiło. Widocznie kobiety były już ubrane w letnie stroje. KTÓRZY SZLI Najpierw budowaliśmy na pustym polu. Co dzień po rozdaniu wieczornych porcji na boisko przychodził kto chciał i kopał piłkę. Wreszcie się zatrzymał. I podnosząc z ziemi znieruchomiałem: rampa była pusta. a za rampą obóz kobiecy. Między jednym a drugim kornerem za moimi 8 . Zakładało się trawniczki z wycinanej koło boiska murawy. kobietami siedzącymi po ustępach i ślicznymi. Znów poszedłem po nią. obok FKL-u. Była niedziela. którym szło się do białego domku. Wróciłem z piłką i podałem na róg. słoneczniki i czosnek. tuż przy drucie. Siało się szpinak i sałatę. Z daleka widać było tylko plamy sukienek. Widać było doskonale bloki FKL-u. Z prawa od pola były krematoria. jedne za rampą. Mówiło się FKL . Pobiegłem za nią. letniego tłumu.z lewa cygański z jego wałęsającą się dzieciarnią. które z drugiej strony rampy odkrzykiwały im. chorzy sami leżeli w łóżkach. z tyłu drut. spory tłumek flegerów i podleczonych chorych otoczył boisko. Pole leżało „dobrze” . Piłka poszła na aut i potoczyła się aż pod druty. Solidne budynki. Z towarowych wagonów poczęli wysiadać ludzie i szli w kierunku lasku. Wagony też odjechały.LUDZIE. Na rampę zajechał właśnie pociąg.tyłem do rampy. Podlewało się to co dzień wodą przywożoną beczkami z obozowej umywalni. boisko do piłki nożnej. Ludzie usiedli na trawie i patrzyli w naszą stronę. Za krematoriami lasek. Nie pozostał na niej ani jeden człowiek z barwnego. Wróciłem z piłką i wybiłem ją w pole. Wybiłem ją na korner.i wystarczy. Inni szli pod druty i rozmawiali przez całą szerokość rampy z FKL-em. Podnosząc ją z ziemi. Pochód szedł wolno. a myśmy grali w nożną. Stałem na bramce . Kiedy podlewane kwiatki podrosły. Mężczyźni zdjęli marynarki i świecili białymi koszulami. Raz stałem na bramce. Potoczyła się w trawę. Przeszła od nogi do nogi i wróciła łukiem pod bramkę. za nim rampa z szerokimi torami kolei. leżącym za barakami szpitala. Budowaliśmy boisko wiosną i jeszcze przed jego skończeniem poczęliśmy siać pod oknami kwiatki i wykładać tłuczoną cegłą czerwone szlaczki naokoło bloków. Pod drutami znów stali flegerzy i krzyczeli pozdrowienia dla dziewcząt. mocno osadzone w ziemi. skończyliśmy boisko. ktoś po nim uganiał się za kimś i na pewno za piłką.

Na odcinku C władowano do tych bloków po tysiąc i więcej młodych dziewcząt.w ciemności świeciły lampy nad drutami. choć czułem każde jego drgnienie. życie w obozie. Mieli zresztą jedną strzykawkę na cały blok. Byłem zupełnie spokojny. pofarbowanych na olejno łachów. I nieśli tłumoki. ani miski. wybranych z tych ludzi . Odmykano im wagony i ludzie poczynali iść . Bielizny nie dostały.którzy szli. Wychodziłem nocą przed blok . ale ciało buntowało się. Ale nie było papy na dachach. ale życie. Kobiety. lecz również życie. Kiedy siadałem do obiadu. Dnie były pełne wielkich wydarzeń.ludzie szli i szli. Obok naszego obozu roboczego był nie zamieszkały i nie wykończony odcinek C. Doktorzy robili opatrunki.tą i tamtą drogą. Miał się ruszyć front rosyjski i podejść aż pod Warszawę. mężczyźni i dzieci. aż do zauny. z drugiej strony naszego szpitala. z obozu. Wewnątrz mnie całe ciało drgało i burzyło się bez mego udziału.tą i tamtą drogą. W bloku było dużo słońca. Zapewne. które były przywożone jeszcze z rana z głównej poczty. zastrzyki i punkcje.a ludzie szli i szli . Po południu przynosiłem paczki z magazynu.ludzie szli . Kiedy wstawałem z rana do mycia podłogi. Kobiety te ostrzyżono do skóry. która dla nich nie oznaczała tylko łaźni i odwszenia. lepszego.ponad trzydzieści tysięcy kobiet. Patrzyłem w głąb nocy. Potem ludzie poczęli iść dwiema drogami do lasu: drogą wprost z rampy i tą drugą.tą i tamtą drogą. Ani łyżki. Obie wiodły do krematorium. bez ruchu. pokropiliśmy podłogę. ludzie szli . lecz słyszałem wyraźnie oddalony gwar wielu tysięcy głosów . aby nie było kurzu. Niedługo potem poszedłem ze szpitala na obóz. a niektóre bloki nie miały prycz. W ciepłe wieczory siadałem w drzwiach bloku i czytałem Monfrere Yves Pierre'a Loti . fryzjerni i nowych. Nie panowałem już nad nim. bez słowa. a wraz z ogniem podnosił się ludzki krzyk. Droga leżała w mroku. Dwadzieścia osiem bloków .plecami zagazowano trzy tysiące ludzi. Przy pryczach trzypiętrowych końskie bloki obozu w Birkenau mogły pomieścić do pięciuset ludzi.tą i tamtą drogą. ubrano w letnie sukieneczki bez rękawków. Gotowe stały tylko baraki i ogrodzenia z na-elektryzowanego drutu. Z lasu podnosił się ogień i rozświetlał niebo. Na wybrzeżu Francji lądowały wojska sprzymierzone. ale niektórzy mieli szczęście iść dalej. niż jadałem w domu . Lecz u nas w nocy i w dzień czekały na stacji szeregi pociągów załadowane ludźmi. Birkenau leżało na mokradłach u podnóża gór. Pisarz roznosił listy. otępiały. ani szmaty do ciała. W dzień doskonale było je widać przez 9 . pootwieraliśmy na oścież drzwi i okna.

stolarze robili budy i sprzęty do bud z zorganizowanego drzewa. Wtedy poznałem oblicze tego dziwnego obozu. że można je było ukraść. ponieważ ranki były niezwykle zimne i nasiąknięte mgłą. Jeszcze inni kładli podwaliny pod dobrobyt odcinka: zwozili kołdry. Tyle zresztą było pożytku z tych wszystkich kołder. Komando Wagner budowało na nim drogę z kamienia. Niejedna z nich miała swoich kochanków wśród murarzy i cieśli. a murarze przynosili ukradzione żelazne piecyki i murowali. Przychodziliśmy z rana pod jego bramę. W dnie pogodne kobiety wychodziły z bloków i kłębiły się na szerokiej drodze między blokami. Oddawały się im w nie wykończonych umywalniach albo w budach blokowych. Rano tonęły we mgle i zdawały się być oszronione. Blondyny rewidowały nas i wpuszczały do środka. koców i naczyń. naczynia blaszane i skrzętnie składali je do magazynu do dyspozycji szefa. kobietami z bloku. elektrycy zakładali światło. Oczywiście. Każdą rolkę papy. część z tych rzeczy natychmiast szła na obóz. Wszystkie dachy nad budami blokowych na całym Perskim Rynku zostały pokryte przeze mnie i moich towarzyszy. gwarnego rynku. ani wieku.perskiego. koce. Nazwaliśmy ten obóz Perskim Rynkiem. Inni gmerali przy kanalizacji i umywalniach. Kapie. ruchliwego. Na bramie stały wachmanki. ale kobiety. każdy kubeł smoły blokowe musiały zapłacić. Tylko białe plamy i pastelowe postacie. flegerkami z FKL-u. świeżo zakładanych na wszystkich odcinkach Birkenau. Nie robiliśmy tego również przez solidarność ze starymi numerami. Barwne letnie suknie i kolorowe chusteczki zakrywające gołe głowy sprawiały z daleka wrażenie jaskrawego. były zsiniałe od zimna i tuliły się do siebie jak stado kuropatw. Jak która. którą ubijał wielki walec. Później szły same na kontrolę bloków. Potem wjeżdżaliśmy w głąb obozu między jakieś bloki i tam na placu rozpalaliśmy 0 . jak myśmy łatali dachy. Perski Rynek nie był obozem gotowym. które o dwadzieścia metrów na prawo stały od piątej rano na apelu. żywnością. Przez swoją egzotyczność . Nie czyniono tego z nakazu ani przez litość. Z daleka kobiety nią miały ani twarzy. gdzie trzeba. rozkradana przez pracujących tam ludzi.przejrzyste powietrze. biodrzaste blondyny w wysokich butach z cholewami. które objęły tu wszystkie funkcje. pchając przed sobą wózek z papą i smołą. Tak samo. komandoführerowi. Ranki te orzeźwiały nas przed upalnym dniem. zarządzającego esmana. sobą. Kryliśmy bowiem zorganizowaną papą i lepiliśmy zorganizowaną smołą. Zapłacić różnie: złotem. prominentom z komanda.

kiedy trupy kobiet leżały pod wszystkimi blokami i gniły nie wynoszone ze szpitalnych łóżek. Pamiętały początki FKLL-u.ogień i gotowaliśmy smołę.Tak długo żyjecie w tym obozie i nie umarliście. .. jeżeli istnieje sprawiedliwy Bóg . tęgą. Odchodziliśmy w milczeniu. . brutalnych mężczyzn. Budę miała urządzoną też na różowo i różowe firaneczki w oknie wychodzącym na blok. chleb. Na pewno macie wszystko. a kał ludzki potwornymi stosami gromadził się w blokach. patrząc nam niespokojnie w oczy. o dwadzieścia metrów na lewo stąd..dobroć. który miał zepsute zęby. Kobiety natychmiast oblegały nas tłumem. Pewnie. Te kobiety nie były jednakowe. Były wśród nich maleńkie dziewczynki z nie obciętymi włosami. bez zwykłych kpin i szyderstwa. Spędzał z nią długie godziny.czy tylko im jest lepiej? . sznurówkę. jesteśmy głodne . jak wydawało się nam z perspektywy drugiego odcinka. zaplątane cherubinki na obrazie sądu ostatecznego. Dlaczego nie chcecie podzielić się z nami? Rozdawaliśmy im wszystkie drobiazgi. który chodził z olbrzymim rewolwerem przytroczonym do letniego białego munduru. Zdejmowaliśmy koszule dla nich. śpiesząc się do swojej pracy. Błagały o scyzoryk. miłą dziewczynę w kolorze różowym. wywracaliśmy kieszenie na znak.Wy przecież jesteście mężczyznami i możecie wszystko .. na szorstkich.płakały . Były mężatki rozpaczliwie proszące nas o wiadomości o zaginionych mężach. Kochał się w niej Żyd z naszego komanda. ..Im jest na pewno lepiej. Żyd kupował dla niej świeże jajka. nie zważając ani na kontrolę esmanek. znające język tych kobiet. Powietrze w budzie osiadało różowym refleksem na twarzy i dziewczyna wydawała się jakby osnuta delikatnym welonem. .pytały się kobiety. ołówek. zebrane z całego obozu. . kawałek papieru.mówiły. ani na naszego szefa.ale pamiętam Mirkę. Dziewczęta te miały za sobą po parę lat obozu. 1 .Lecz przecież nie umarli? . chusteczkę do nosa. Mimo zewnętrznej szorstkości zachowały kobiecą miękkość i . miały swoich kochanków i tak samo kradły margarynę i konserwy. że już nic nie mamy. były matki szukające u nas śladu po swoich dzieciach.odpowiadaliśmy poważnie. Blokowymi na Perskim Rynku były Słowaczki. W końcu zaczęliśmy przychodzić z pustymi kieszeniami i nie dawaliśmy nic. zimno. Były młode dziewczęta patrzące ze zdumieniem na tłum kobiet koło nas i z pogardą na nas. łyżkę. i opakowane miękko rzucał przez druty. aby zapłacić za przywiezione koce albo sukieneczki z efektów. ale.Nam jest tak źle.

tylko parę kocy rozłożonych na łóżku i parę zawieszonych na sznurkach zamiast ściany. o ile nie ma jakichś wyższych norm sprawiedliwości niż ludzka. Roześmiałem się z niedorzecznej myśli i poszedłem na dach przybijać papę. Przywoziły nowych ludzi.ujawnienie sprężyn. . prawda? . Pomóżcie mi! Żyd położył jej rękę na ramieniu. bo wyrastał. co ja mam robić? Dlaczego ono tak nagle zachorowało? Dziecko spało bardzo niespokojnie. Było jak róża w złotym otoku: rozpalone policzki i złota aureola włosów. kiedy byłem bliski śmierci w obozie. rude dziewczynisko o szerokich stopach i czerwonych dłoniach. Nic im nie mogę dać.szepnąłem cicho.Jakie ładne dziecko . wysokie. myślałem długo. . na którym kładliśmy papę. wskazując kobiety leżące głowa przy głowie na pryczach .spytała mnie podczas jakiejś żartobliwej rozmowy. Kiwnęła ręką na Żyda i krzyknęła do mnie: . którzy będą szli.krzyknęła Mirka .Niech pan zejdzie! Może i pan coś pomoże! Zsunęliśmy się z dachu po drzwiach bloku.A jeśli człowiek zrobi źle.mówiła. Wprowadziła między prycze i wskazując na barłóg pełen kolorowych kołder i na dziecko leżące pośrodku rzekła z afektacją: . W pewnej chwili złapałem się na myśli. która szła na zmianę.Ładne! . że ładne! Ale ono może umrzeć! Muszę je ukrywać. . przecież ono niedługo umrze! Powiedzcie. Nie miała u siebie budy. Wzruszyłem ramionami i wyszedłem z bloku. .Raz wierzyłem w więzieniu. to będzie karany.pan wie. gdzie go nie posiali. . . ale nic od nich nie zabiorę. pobudki wewnętrzne. Esmanka może je znaleźć. Chwyciła nas za ręce i pociągnęła do siebie. Z lasu podnosił się dym. że chciałbym mieć takie dziecko o rumianych we śnie policzkach i rozrzuconych włosach.Wierzysz w życie pozagrobowe? . Drogą między odcinkami wracała do wagonów jedna grupa Kanady i minęła drugą. a raz. Któregoś dnia Mirka podbiegła pod dach.Czasami .Patrzcie.odpowiedziałam powściągliwie. żeby nie poszło do gazu. Z daleka widać było wagony idące wzdłuż rampy. Rozumiesz . Otrząsnęła się gwałtownie i zaczęła łkać.Niech nie myślą . nieważność winy wobec istotnego 2 . Usiadłem koło gotującego się kotła i mieszając smołę. Pamiętam również drugą blokową.że człowiek ucieka od nich. .Chyba tak.Szefa zwaliśmy słusznie Filipkiem.

a ja? Proszę ich. Kobiety leżały piętrami na buksach. . że ludziom. błagam. jakbyś mógł? . która ciężarna. nie wystarczy sama sprawiedliwość. zeskoczyła z pieca i wyszła z bloku. . Gdy skończyła. że Oświęcim i Birkenau szły od złego do dobrego. potem sporadycznie. Proszą. żeby nie dać swojej kochance! . Chcą.Ja już nie mogę dłużej! Przecież to wstrętne . to jasne.sensu świata. Tancerki i kazała tańczyć. żeby winowajcy też ucierpieli niesprawiedliwie. Trudno.Pytałyście mnie. To z waszych dzieci! A teraz śpiewaj dalej .Ciągle.krzyknęła.Cicho! .A ty byś robił dobrze.Złaź! krzyknęła do dziewczyny. Ruda blokowa łaziła między buksami i zagadywała kobiety.Powinna być ukarana. . kiedy same pchają się do gazu! Jakaś dziewczyna śpiewała na piecu modny przebój. aby nie myślały. Czy zbrodnia popełniona na płaszczyźnie może być karana w przestrzeni? .rzekła z ironią i weszła w głąb bloku. jak moich rodziców! Oni palą się na stosach i w krematoriach. mężowie i rodzice nie są wcale w innym obozie. Zapchali ich do piwnicy i udusili gazem! Rozumiecie. Wyciągała z buks śpiewaczki i kazała śpiewać.Ale tak po ludzku. bo i z wami zrobią to samo. Na bloku zrobiło się cicho. że wierzą? Przecież człowiek chce tylko ich dobra. to wcale nie z cegielni. normalnie! . gazem! Jak miliony innych.Ciebie! Ty przyjdziesz i pójdziesz.syknęła i wskoczyła na piec. jak wam mówią. choć nikt nie wymówił słowa. jeśli zachorujecie! Wasze dzieci. Wiadomo. . . To odczują jako sprawiedliwość.Mnie też proszą. ojcowie. Najpierw ludzie spali na podłodze bokiem i 3 . która chora. żeby do nich napisać. W obozie zaczynał się już głód. gdzie są wasi rodzice i wasze dzieci. żebyście wiedziały. Ruda blokowa chwyciła się za głowę. Deklamatorki i kazała mówić wiersze.Tyś jest mądry chłop! Ale zupy tobyś sprawiedliwie rozdać nie umiał.rzekła spokojnie do wystraszonej śpiewaczki. Ten dym. gdzie są ich matki. . kobiety z buks zaczęły klaskać. .nie trzeba karać? .I myślisz. ciągle pytają mnie. . . niech siedzi w bloku! Myślisz. W nieruchomych twarzach świeciły się wielkie oczy. głowa przy głowie.krzyknęła. . że ich . Najpierw bili i zabijali na komandach nagminnie. którzy cierpią niesprawiedliwie. niech się nie zgłasza do lekarza. który widzicie nad dachami. Blokowa podniosła rękę. Ale jak im pomóc. bo mi was żal. Nie mówiłam wam.Myślę. ja kryję dachy i chcę przeżyć obóz. Teraz wam powiem. .kiwnęła głową w nieokreślonym kierunku . Dziewczyna uśmiechała się i kłaniała.Nie szukam nagrody.

Ponieważ nie pracowały. że przeżył.. robiło się. Przynieś byle jaką szmatę. Siedzi się tu całymi godzinami i prowadzi się długie dialogi miłosne z Katią. była prawie dziewiąta.obracali się na komendę. Wtedy dostawały zimną kawę. i nawet pojedynczo na łóżkach.tłok i wrzask. później pozwolono na pięćset gramm. 4 .. Wpierw ludzie stali po dwa dni na apelu. Kobiety pożądliwie chłeptały zupę. U blokowych piło się herbatę albo szło się przespać na godzinkę do budy na gościnnie użyczonym łóżku. wyciągały z szeregów chudsze. pod blokami albo w ustępie. W pierwszych latach nie wolno było przysyłać paczek. Zanim je policzono. Tworzyły zamknięte koło.dodatek za pracę. kobieta patrząca na kobiety. Po trzech czy czterech latach nikt nie wierzył. że mogłoby być po dawnemu.tą drogą. później pozwolono nawet na ubrania cywilne na terenie Birkenau. sześćset.. u nas cisza i miły chłodek od betonowych urządzeń. brzydsze. Im gorzej Niemcom na froncie. Pięćset. tysiąc wybranych kobiet. Rozglądała się bo buksach. do godziny dziewiątej. Pod blokami rozmawiało się z cieślami i murarzami. Od godziny piątej rano stały na apelu. Plątały się koło nich kobiety. nie było takiej kanady na baby! Ustęp jest wspólny dla mężczyzn i kobiet. Człowiek już tyle widział w obozie. Ustawiały się ciasno piątkami i jedna za drugą wchodziły do bloku. Oglądaliśmy znowu Oświęcim z czterdziestego roku. Czasem wypędzano je z bloków w dzień na apel nadprogramowy..też na tę drogę. której u nas na blokach nikt nie jadł. Pytała. wreszcie . Jak obóz obozem.były to sztubowe trzymające się za ręce. „Oko” . brzuchate i wrzucały do środka „oka”. Na Perskim Rynku czas cofnął się wstecz. A że im będzie coraz gorzej.. potem tylko do drugiego gongu. Rozłożyste blondyny. Śmierdziały potem i krwią kobiecą. Nie wolno było mieć kieszeni. bo materiału było mało. O trzeciej po południu zaczynały apel wieczorny i dostawały kolację: chleb i dodatki do chleba. co chcesz. Czasami wchodziła esmanka na blok. nie przysługiwała im culaga . już w sweterkach i pończoszkach. i był dumny.. Szły wszystkie . to możesz z nimi zrobić. Napełnione kobietami „oko” posuwało się jak makabryczny taniec pod bramę obozu i wsiąkało w „oko” ogólne.ile chcesz. potem na pryczach. jak kto chciał. Po stronie kobiet . W obozie było „coraz lepiej”. tym lepiej jest w obozie. esmanki w butach z cholewami. aby dzień zeszedł. Wychodziły kobiety z buks i ogarnięte „okiem” szły pod bramę . Nikt się nie krępuje i nikomu sytuacja nie przeszkadza. spędzaliśmy na Perskim Rynku u blokowych. Tyle że przedzielony deską. Wolny czas. kto chce iść do lekarza? która jest ciężarna? dostaną mleko i biały chleb w szpitalu. małą zgrabniutką sprzątaczką z ustępu.

co tu gadać. biegnie za nią.Nie wszystko ci jedno? .Iluż ich już przeszło? Od połowy maja prawie dwa miesiące. leżały na wierzchu. Potem wróciła pogoda. widząc innego człowieka. wszystkich przywieźli. Szli za drutami. Staruszek kiwa głową. bo drogi były przez nich zatarasowane. podciąga spodnie i śmiesznie podrygując.Tak minął czerwiec. Za gromadą ludzi powolutku idą esmani. który biegnie do rowu i gwałtownie ściągając spodnie kuca w nim.Ja. Obóz patrzył na idących. do picia tym. ani od deszczu. Piętrzyły się tam góry łachów i nie wypaproszonych tłumoków.To weź inaczej: z Koszyc i Munkacza prawie sześćset tysięcy. luźnymi gromadami i trzymali się za ręce. Potem chodziliśmy na efekty smarować na nowo zaciekające dachy.tą i tamtą drogą. Przez dnie i noce ludzie szli . Esman pokazuje mu oddalającą się gromadę. zwykłe okruchy. .Nie zabraknie. Człowiek posiada małą skalę reagowania na wielkie uczucia i gwałtowne namiętności. Patrzyli na nas z litością i rzucali nam chleb przez druty. Zresztą. gestami pokazując.. ale chyba to się niedługo skończy? Przecież ich wszystkich wy tłuką. Skarby zabrane tym ludziom. Wyraża je tak samo jak drobne. licz po dwadzieścia tysięcy dziennie. Używa wtedy tych samych prostych słów. którzy markowali robotę. Na rampę nieprzerwanie podjeżdżały wagony i . któremu tak spieszno do komory gazowej. cztery kominy i parę dołów. dzieci. Inni smażyli boczek z cebulą i zagryzali 5 . Często staliśmy rano. Koło miliona! . zwracając ku nam milczące twarze. a z Budapesztu? Ze trzysta tysięcy będzie? . Orkiestra pod bramą grała fokstroty i tanga. że to już niedaleko. Rozpalaliśmy ogień pod smołą i szliśmy na organizację. inny cukier. Jeden przynosił wiadro z wodą. że możemy wziąć.ludzie szli dalej.. Gotowaliśmy kompot i nieśliśmy na dach. Pokazują. starcy. Człowiek wzrusza ramionami i patrzy na drogę. i poklepują po ramieniu jakiegoś staruszka. Ranki wstawały przenikliwie zimne.Nie co dzień gazowali tyle. Potem przyszły deszcze i wiał ostry wiatr. dobrotliwymi uśmiechami zachęcając do marszu. którzy szli. Od świtu do późnej nocy stał cały Perski Rynek na apelu. Człowiek uśmiecha się ubawiony. Dnie były pogodne i smoła topiła się na dachach. . nie przykryte ani od słońca. inny worek suszonych wiśni czy śliw. Kobiety zdejmowały z rąk zegarki i ciskały nam pod nogi. cholera ich wie. Szli powoli. . nie mogąc wyjść do pracy. Kobiety.

Pamiętaj.odrzekł człowiek.nowy obóz. Z dachów doskonale widać było palące się stosy i pracujące krematoria. Człowiek. albo spychał żywcem do płonącego rowu. Czasami po zagazowaniu takiego transportu przyjeżdżały spóźnione auta z chorymi i pielęgniarkami. Ale on delikatnie pochylił jej głowę. Tłum wchodził do środka.chlebem z kukurydzy.stopień w SS odpowiadający starszemu sierżantowi w wojsku 6 . nie wstydzę się ciebie! Powiedz! . Rozbierano do naga i albo oberscharführer64 Moll strzelał z floweru. usłyszał jej okropny. bądź odważna. Trzask i woń palącego się tłuszczu i ciepło bijące z dołu przeraziły ją. Nie patrz tylko. Z końcem lata przestały przychodzić pociągi. Był tak samo nie zagospodarowany i tak samo instalowano tam budy dla blokowych. co oni ze mną zrobią? . Będę cię prowadził. chwyciła go za rękę: . W tej chwili oberscharführer strzelił. Kradliśmy wszystko. Noce zapadały po dniach. Kobieta na ten ludzki.Powiedz.Ja jestem odważna! Widzisz. którzy szli. a potem esmani zamykali szybko okna.tą i tamtą drogą. prawie nie celując. Kiedyś samochodem przyjechała młoda kobieta. Meksyk. nie wyswobadzając ręki. otwarto naprzeciwko Perskiego Rynku . rozbierał się. Dnie były podobne do dni.Bądź odważna . światło i wstawiano szyby. Potem przyzwyczaili się. . otwierali okna i drzwi z boku i wywietrzali. urywany krzyk. matka poszła przodem. Coraz mniej ludzi szło do krematorium. co było pod ręką. prostaczy gest odprężyła się. organizowali dla przyjaciół i kochanek. odsłaniając kark. uderzony cudowną pięknością jej ciała. zatrzymał się. Człowiek pchnął kobietę do płonącego rowu i gdy padała. Rozebrano je obie w komorze. które nie wystarczały nawet na porządne zasmarowanie kawałka papy. intrygowali między innymi ludźmi. Ci w obozie mieli swoje troski: czekali na paczki i listy z domu. chodź. obóz cygański. Przychodziło Sonderkommando i wywlekało trupy na stos. Ludzie wysiadali z wagonów i szli . i nieśliśmy na obóz. Po paru minutach.od nowa każdego dnia. Perski Rynek. Zresztą nadeszły inne 64 Oberscharführer (niem. Szarpnęła się. Zaczerwieniwszy się. który miał prowadzić córkę. Kiedy napełnił się kobietami wybranymi z ludzi. I tak od rana do wieczora . Ci z obozu czuli z początku pewną pustkę. Ujął ja za rękę i powiódł. Nie opłacało się ich gazować. która nie chciała odejść od matki. FKL. i w podziwie podrapał się po głowie. drugą ręką zasłaniając jej oczy. szczelnie dokręcając śruby.) . deszcze przychodziły po suszy.

kiedy myślę o ostatnim lecie Oświęcimia. bez szmaty do ciała. rudą dziewczynę na tle ciemnego wnętrza bloku.Czy człowiek będzie karany? Ale tak po ludzku. w nieznane.ważne wydarzenia: ofensywa rosyjska. bunt w krematoriach i ucieczka Sonderkommanda. kobietę stojącą z pochyloną głową nad płonącym rowem. I dziś. która krzyczy do mnie niecierpliwie: . normalnie! I jeszcze widzę przed sobą Żyda z zepsutymi zębami. widzę nie kończący się barwny tłum ludzi uroczyście zdążający . jak przychodzi co wieczór pod moją buksę i podnosząc głowę. bez miski.Dostałeś dzisiaj paczkę? Może sprzedasz jajka dla Mirki? Zapłacę markami. zakończona wystrzelaniem uciekinierów. Pamięć ludzka przechowuje tylko obrazy. 7 . transporty z obozu odchodzące co dzień na zachód. Ona tak lubi jajka. powstająca i płonąca Warszawa. Potem rzucano człowieka z obozu do obozu. na nową chorobę i śmierć. pyta się nieodmiennie: .tą i tamtą drogą. bez łyżki.

Pani Haneczka sypnęła parę garści zboża z sita zbiegającym się ku niej kurczakom. Arbeit65.Ach. nie hałasuj! Może byś jednak naprawdę coś zjadł? Właśnie idę do dworu. A poza tym walę mocno w szyny.. pani Haneczko.Ależ pilnie pracujesz dzisiaj. Bewegung. Metaliczny. . jak jadłeś kartofle w łupinach. że to ty. bo świeżo skopanej.DZIEŃ NA HARMENZACH I Cień kasztanów jest zielony i miękki. Klucz jest chłodny i dobrze leży w dłoni. Oparci na łopatach stoją koło mnie Grecy. jak byłem 65 Bewegung..W takim małym? Strasznie dzielna z pani kobieta. Myślę.) . gdybym nie wiedziała. że dosyć mnie pani dokarmiała. .Dzień dobry. że nie wstaję z szyn. Pamiętasz. Trawa zielona jak plusz srebrzy się jeszcze rosą. esman od tyłu. pieśń z opery Giuseppe Verdiego Rigoletto 8 . ale ziemia już paruje w słońcu. Stoją więc w słońcu. ja się nimi zażerałem! Uwaga. Ale ci ludzie z Salonik i winnych stoków Macedonii boją się cienia.Ależ. .Pani Haneczko. to ci przyniosę. i wznosi się nad głową seledynową kopułą pachnącą poranną rosą. zdjąwszy koszule. a czuby ich rozpływają się w kolorycie nieba.ruch. pani Haneczko! Absolutnie nie. to tylko nasz szef.Kobieta zmienną jest. Arbeit (niem. najczulej dziękuję. . bo nasz nowy kapo.Ależ naturalnie. pokryte świerzbem i wrzodami. . człowieku.. Odurzająca woń bagna ciągnie od stawów. Mam go w tym palcu. Nie poznałabym cię.. ale pani rozumie: wojna. Przepraszam. które dla ciebie kradłam od kur? . Tadku! Dzień dobry! Nie jesteś głodny? . Kołysze się lekko po ziemi jeszcze wilgotnej. praca 66 La donna e mobile (wł. i opalają niezmiernie chude barki i ramiona. Drzewa tworzą wzdłuż drogi wysoki szpaler. machnęła lekceważąco: . Nakryty cieniem siedzę w piasku i wielkim francuskim kluczem dokręcam złączenia wąskotorowej kolejki. że rozumiem. surowy dźwięk rozchodzi się po całych Harmenzach i powraca z daleka niepodobnym echem. Co chwila biję nim o szyny.I z rozmachem walnąłem kluczem w szyny.) . Będzie upał.Jadłem! Ależ. ale obejrzawszy się. Lecz cień kasztanów jest zielony i miękki. . Pani Haneczka uśmiecha się. wybijając na jej cześć melodię: La donna e mobile”66.

. . To twoja madonna? . extra prima.. to spałem spokojnie. . .A tu.Obiad jak zwykle..odparowałem. Podszedłem i przyjrzałem się dokładniej: na obu wielkich jak od Schichta kawałkach wytłoczona była kolumna i napis „Warszawa”. aż koło kartofli. no..biedny. . byłabym zapomniała. Ale biedny będzie złodziej. gdyż przynosi im czasem kartofle. nie spostrzegłszy.Pani Haneczka gut.Warszawa” i.Wyobrażam sobie. pod kasztanami. . dziwnie znajomy..I ukradli jak zwykle. a teraz znów to mydło.. jakie ładne mydła.. jak umiałem.to znajoma. Milcząc. a co najmniej niezaradny . Pani Haneczka wzbudziła pewną sensację wśród Greków. .. Teraz. pokrzykiwał coś. Ach. Pani Haneczka roześmiała się na głos. compris67..obruszam się. camerade filos.. Greco bandito? 67 Compris (franc. tłukąc przez pomyłkę kluczem w palec . czego z odległości nie było słychać. Aleś dziecko! Co do mydła masz się wcale nie martwić. żebym nie wiedzieć jak owiązał paczki sznurkami i drutem.Rzeczywiście. to słonina .Dziękuję! I począłem znów dzwonić kluczami o szyny i dokręcać zluzowane śruby. ukradli jak zwykle? . ... Jak nie miałem nic. dostałam dziś od Iwana dwa ładne kawałki.i.Ależ gdzie madonna! . jaka może być.. odwracając na moment głowę: . ładne mydło. Spojrzałem na pole ku rozrzuconym grupom pracujących ludzi.rozumiesz 9 . . jak go złapię.rzuciła z lekką ironią. patrz. ale uczciwy . .Ale a propos niezaradności: miałem dla pani dwa piękne mydła z najśliczniejszą.Ale biedny będzie złodziej . Odwinęła papier. Parę dni temu zorganizowali mi butelkę miodu. oddałem jej zawiniątko. W ostatniej. dostrzegłem Iwana: jak pies owczarek naokoło trzody czujnie obchodził swoją grupę ludzi. nazwą . oddaj ten pakuneczek dla Iwana.) . zawsze rozwiążą. i wymachiwał wielkim odartym z kory kijem..rzekła kładąc pod drzewem małe zawiniątko.rzekłem. że mówię w przestrzeń. bo pani Haneczka odeszła już i tylko z daleka rzuciła mi.

Niech wam przyniesie. ale czającej się gorączki w oczach nie może zgasić.rzekł wysuwając się zza innych stary. jakby oddzielone osobno. Popatrzył na mnie z góry. Kościste ramiona przeciągają się.A drugiego syna powiesiłem w Poznaniu. Beker. mówią. A teraz pracujcie. że źle zrobiłeś . a wzrok jego począł uważnie obejmować mój tułów.rzekł głucho. Greco gut człowiek. więc umiesz nas zrozumieć. laborando.No to co. tylko za szyję.Za cóż to? . Idę gdzie indziej. szyję.my jesteśmy głodni.Jak jesteście głodni.Ty niks gut.wybuchnąłem.Ty się.Za Poznań. patatas? . był już spokojny i opanowany. Ale dlaczego ty nic od niej jeść? Kartofel. gruby Żyd. Tadeusz. Nic by ciebie nie kosztowało. nie patrz tak bojowo. mięśnie. puść tę łopatę. .Prawda .A właśnie.Beker. . tragarz z Salonik. ciągnął: . ale nie za ręce. że to syn kazał ciebie zabić za tamtych z Poznania? .Bydlę! . niks gut .Greco niks bandito. skłonny nieco do melancholii. starszy. że jest na kwarantannie twój syn. wiecznie. . żeby tak przyniosła z kubeł kartofli. Pod oparszywiałą świerzbem i wrzodami skórą grają dziwnie wyraźnie. . A może to nieprawda. . compris. rozumiesz? A wiesz za co? . laborancie.A zabijałeś ludzi? A wieszałeś ich na słupku za głupią ukradzioną kostkę margaryny albo za bochenek chleba? . że byłem? . który zna dwanaście języków z południa . Ale żebyś wiedział: będziesz zdychał. prawie z pogardą. Słowo kubeł przeciągnął długo i marząco. bo nudno z wami. mam co jeść. Oparł łopatę o ziemię i stanąwszy nade mną.Wieszałem złodziejów. uśmiech łagodzi napięte rysy twarzy. Ręce Bekera kurczowo ujęły trzon łopaty. . Ale Beker... siwawy Żyd. wiecznie głodni. Może to nieprawda. .kręcił głową stary Grek. to ją poproście. ..Przecież i ty byłeś głodny. głowę.Nie jestem głodny. wiecznie. to cię jeszcze dobiję. . odczep ode mnie ze swoją filozofią i zajmij się lepiej ziemią i łopatą. że byłeś lageraltesterem w żydowskim lagrze pod Poznaniem? .Jak długo siedzisz w obozie? 0 .Ty. bo ukradł chleb.

laborando. wzniosły się ciężko trzymane w pogotowiu łopaty. co za masło kupowali wódkę.To co innego. presto68 .Uważaj! Laborando. jak nowemu człowiekowi.. Ja już miałem taki głód. nucąc modne tango.rzekł niespodziewanie .. miałem nie zabijać kucharzy.. takie kobiety. u nas ludzie żywcem chcieli się zjadać! I co.wrzasnąłem nagle. że będzie.... Mam nadzieję.A ty.Nie wiem.Zależy. a ty też tylko twoją porcję jadłeś? .Która godzina? . co to jest głód.. rad z pomysłu. Tadeusz. . i tyle. . to znam życie. A wiesz. przyglądając się uważnie.O. . Albo młode pary. A dalej wieś. Tam ludzie mieli wszystko.A gdy milczałem i tylko od czasu do czasu stukałem kluczem o szyny i machinalnie oglądałem się na lewo i na prawo. . czy nie idzie kapo. Na przykład w niedzielę do kościoła. Ja jestem tragarz. człowieku.ale ty głodu to tak naprawdę nie zaznałeś. uderzył o szyny francuski klucz.Wiesz.. ciągnął: . Do obiadu jeszcze daleko.był mały. zwane „krematoryjnym”. łopaty opadły i znieruchomiały.Wybiórka? Skąd wiesz. powiem ci coś na odchodnym: dziś będzie na lagrze wybiórka. Puste oczy człowieka... patrzą nieruchomo przed siebie. II Szyny mojej kolejki ciągną się wzdłuż i wszerz po całym polu. parę miesięcy. Rozumiesz? . . Natychmiast pochyliły się niżej karki. Drogą chodzili ludzie ładnie ubrani. A myśmy brukiew. o pół kilometra od nas. a za chleb papierosy? Mój syn kradł. bardzo cię lubię . to go też zabiłem. . zza zakrętu drogi bowiem wynurzył się esman na rowerze i przejeżdżał obok nas. Tu doprowadziłem je 68 Presto (wł. . i odchodzę. Grecy zapadli w zwykłe odrętwienie. Tuż obok drogi.Głód jest wtedy prawdziwy. Przyglądałem mu się ciekawie.Uśmiecham się złośliwie. Boisz się.Nasz lager .. Ja byłem lageraltesterem. gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka jako na obiekt do zjedzenia. co? . że razem ze swoimi wrzodami pójdziesz do komina. z których nagle uciekła wszelka treść. .tam . taka zwykła wieś.Cóżeś się tak wystraszył? Będzie. co? Nosił wilk. Esman zniknął za drzewami.) .szybko 1 . Beker.

raz tam. przecierał ręką czerwoną. bezmyślnym spojrzeniem.wrzasnąłem.Do roboty. A na wieczór zrobisz mi cztery pary noszy. .. jęknął: . sam nie mogąc za bardzo ustać na nogach. żeby dać suchy podkład zbyt bagnistej glebie.Wy psy . jest olbrzymia żelazna płyta obrotowa. Ale ręce. Wstawaj! Ano jeszcze raz Hooch. ktoś przewalił się ciężko przez płytę. Okropny wrzask ludzki buchnął nagle i urwał się. Do góry! . zwisają luźne i bezwładne. kolejarz. wypina zębate jak u ryb łuki kręgosłupów. pochylił się i wczepił w nią palce. . gdzie się krzyżują. jakby tych ludzi widział po raz pierwszy. Gorąco dziś. .jednym końcem do kupy spalonych kości przewożonych przez auta z kremo.Zu schwer. Do południa musi być zrobione. na zgięte karki...Hoooch. . na pochylone aż ku ziemi głowy.rzucił odchodzącym kapo . prawda? A szyny? . a drugi utopiłem w stawie. tam znów położyłem je wzdłuż wału trawiastej ziemi. która pójdzie na piasek.Do góry! . którą przenosi się raz tu.Doguri! . obijał skórę na kościach i głucho stękał po brzuchu. pochyla się jak najniżej. a tam. zawisła nad głowami ludzi i ruszyła.Poprowadzisz prosto do rowu. wypręża mięśnie tułowia. Potem zwrócił się do mnie: . .Ale tam jest wał ziemi po drodze. Trzon łopaty bębnił. ssał chciwie. Dysząc ciężko. Skopany przez towarzyszy. tę płytę trzeba położyć przy trzecim inkubatorze. kolego. grożąc w każdej chwili upadkiem.zgodnym chórem powtarza tłum. który będzie równomiernie rozprowadzony po polu. na sflaczałe ręce posypał się grad uderzeń. Za ciężkie. przytknięte do płyt. dla lepszego efektu podnosząc sugestywnie rękę jak dyrygent. Ludzie szarpnęli raz i drugi. Kapo. au. obrzękłą twarz o żółtych plamach i wodził za nimi roztargnionym.ja będę wam ale pomagał. zu schwer. Tłum półnagich ludzi otoczył ją. Tory chodzą tak i siak. . co? 2 . a płyta dźwignęła się do góry i chybocząc się ciężko.. . do góry! .To go przekop. wyczołgał się z kręgu i podnosząc piaskiem i łzami uwalaną twarz znad ziemi. Może się kogoś poniesie na lager. gorąco dzisiaj? .Ty.Gorąco.Wsadził rozharataną dłoń w usta. ówdzie wyjechałem nimi na górę piasku.Doguri! Nagle na ten krąg wyprężonych grzbietów. gdzie ostatecznie kości te lądują. za ciężkie. Zakotłowało się naokoło płyty.

daj mi cytrynę. . Walczą o byt ciężko i bohatersko. że dziś będzie w obozie wybiórka.Rozumiesz. nie podnosząc oczu od szyn. Zmęczył się łażeniem wśród kopiących. masują mięśnie.Pod Orłem padło trzysta tysięcy bolszewików. jak się zjadło na śniadanie ćwierć boczku z chlebem i czosnkiem i zapiło się puszką skondensowanego mleka. żeby były czyściejsze i mniejsze. jeszcze żywe trupy. jak tak dalej pójdzie. keine Angst69. Dalej. W skąpym cieniu murowanego inkubatora kucnął kommandoführer. Ale wiem.Niech kapo przyśle do mnie pipla.krematorium. wszyscy Niemcy . Nie mam w kieszeni. poręczna łopata „sama” chodzi w dłoniach. Grudy wilgotnej ziemi poddają się łatwo i miękko wylatują w powietrze. wysuszony esmanek w rozchełstanej koszuli.Dziesiąta . gołymi palcami dokręca się śruby.Kolejarz. podważa kilofem. kolego? . Ruszają się.. zrywają bandaże. na wyżerkę. Straszliwym wysiłkiem dociąga się szyny.My wszyscy . Słońce wychodzi wysoko na niebo i grzeje coraz dokuczliwiej. Rozumiesz? .Gorąco. A bolszewicy będą za rok tutaj. spryskują się wodą. 69 Keine Angst (niem. Lekka. mały.) . kapo. Wczoraj ciął mnie dwa razy przez plecy.) .bije ludzi. żeby być świeższymi i raźniejszymi na wieczór. Czy to prawda. wybiórki nie będzie. dalej z tą płytą! Do trzeciego domku! Kapo się patrzy! . pokrwawione.. Ale to nieprawda.nie ma strachu 70 Gleisbauer (niem.To dobrze.mówię. Innym jest wszystko jedno. . nie? Jak myślisz? . Idzie na dwór. . . że tam mu nic nie dadzą . że pójdziemy do krematorium? Już wszyscy wiedzą o wybiórce.krematorium. Ukradkiem opatrują sobie rany.Która godzina. gorączkowe postacie łażą nieporadne. co tam nowego słychać? Śmigam łopatą i przybijam ziemię na wierzchu. że dobrze.robotnik kolejowy 3 . Kładziemy płytę. zgonione.Boże. Dobrze jest pracować. aby nie czuć głodu.Pewnie. Ale. dzieci. żrą trawę i lepką glinę. Boże. . .Gleisbauer70. . Ale wszyscy Niemcy będą kaput. kulejąc. Bo tam zginęło drugie tyle Niemców. Greco gut. Wojna fini. Kiwa kilkakrotnie głową i odchodzi. chodzą osowiali. Umie boleśnie smagać szpicrutą. Wszyscy: kobiety.. Przekopuję wał. jeszcze dwie godziny do obiadu. Głodne. żeby uniknąć bicia.

wtórując w myśli: Eto budiet poślednij i rieszitielnyj boj71 .Gorąco dzisiaj. a wreszcie repertuar z lewej strony.Co gwiżdżesz? . Odrzucił trzon od łopaty. Nieskazitelnie białe pasiaki odcinały się ostro od dalekiej zieleni drzew.spytał.. oczy zalśniły mu niespokojnie.. a ile zasypano 71 Eto budiet poslednij i rieszitielnyj bój (ros. patrząc mi prosto w oczy. . Najpierw foks o wesołej Joannie.uśmiecha się złośliwie i zadaje sakramentalne pytanie: . potem stare tango o Rebece.) ..Bój to będzie ostatni.gdy nagle przesłonił mnie wysoki cień i ciężka dłoń spadła mi na kark. a pół z politowaniem: .Nie możesz? To nie. podniósł kij i pokiwał głową.. Właśnie gwizdałem Międzynarodówkę. obrzękła twarz..Żeby to prawdziwy SS słyszał. bo jest podobny do zegarka ojca.A znasz ten slogan? . Rozpościerała się nade mną olbrzymia. potem Warszawiankę i Rotę. pieśń komunistyczna 4 . .. Kupiłem go za paczkę fig.) .Kommandoführer. a trzon od łopaty niepokojąco chwiał się w powietrzu. już zasypaliśmy jeden staw kościami ludzkimi.Czerwony sztandar. .. trochę. co? Milcząc podnoszę zegarek i zaczynam gwizdać ze złości. Bardzo mi się podoba.dodałem przezornie. czerwona. Ale ten. .Daj mi go.I wy to nazywacie katorgą! Trzeba było być jak ja na Kaukazie! .Daleko do obiadu? Wyciągam zegarek.spytał kapo.. Podniosłem głowę i zamarłem. . stary srebrny grat ze śmiesznymi rzymskimi cyframi. fragment Międzynarodówki 72 Rotę Fahne (niem.. Cherlak pod murem śmieje się szeroko i dobrodusznie: .No. .Tak myślisz? .. bo to mój własny. z rozmaitych stron .To taki bardzo międzynarodowy slogan. Lubię go. . z domu. Po czym siada znów w cieniu i podkula nogi. .Nie mogę. Mały czerwony trójkąt z cyferką „3277” przyszyty do piersi chwiał się dziwnie i rozrastał w oczach.A to znasz? . . już byś nie żył.Jedenasta. panie kapo. Cherlak wstał spod muru i spokojnie wyjął mi go z ręki. I ochrypłym głosem zaczął śpiewać Rotę Fahne72. pół z pogardą. Nagle urwał. Zamachnął się i cisnął zegarek o ścianę.

tak.Te. Ma pan rację. i kreślę nowe znaki kredą. nie wolno grandy robić. Zdążyliśmy na czas. a ile poszło do Wisły. dobrze. . Jest to cień południa. ma opalone. stój! .Trzymaj pysk.Tak. jest . ziemi zmieszanej z trocinami i polewanej odkażającą substancją.Zabierać! .) . i o białych. . wpółzesuniętych firaneczkach. Jak wyschłe liście. gdzie rzędem poustawiane stoją kotły z zupą. Aha. tylko przekręca łbem. świński psie . panie kommandoführerze. Przywiózł je samochód z obozu. Trzeba samemu spróbować.stopień w SS odpowiadający plutonowemu w wojsku 5 . Obchodzę je dookoła.Bierz ludzi i idź po obiad. z drugiego komanda. A ten dworek z różyczkami i firaneczkami to jego dom.monologuję głośno i ciągnę kocioł sąsiedniego komanda. tego ani pan. te dwa rzędy należą do kobiet. Trzeba ich wszystkich wybić do nogi. ochrypły i dychawiczy: . Wysokie kasztany szumią. cień jest jeszcze zieleńszy. Obchodzę ostrożnie z boku to świństwo i wyłazimy społem na drogę. to są świńskie psy. ale jakby suchszy. o połowę mniejszy. daje się ciągnąć za uszy. ani ja nie wiemy. które w środku mają niezgrabnie wycięte serduszka. Pies.wołają tamci. nikt nam jeszcze nie ukradł. . którzy gapią się na proceder pełni zrozumienia. Pies jest rasy doberman. Zanim się wyjdzie na drogę. a w skrzyneczkach rosną jakieś dziwne fioletowe kwiateczki. Po wyjściu na drogę trzeba koniecznie przejść obok malutkiego domku o oknach z zielonymi okiennicami. o brązowym podgardlu. III Wychodzimy drogą prowadzącą przez Harmenze. sięgając po upuszczoną szpicrutę. Pod oknami pną się delikatne róże o bladym. . . matowym kolorze. Z daleka słyszę jeszcze głos kapy. oganiając się od much. a na jego miejsce podstawiam nasz. którzy też 73 Unterscharführe (niem. gospodarza w Harmenze. Każde komando ma swoje kotły poznaczone kredą.gromko wołam na Greków. brązowe ramiona.przedtem. Rzuciłem na nich nienawistne spojrzenie. coś kotły zamienił! Czekaj. a ta dziewczynka to córka unterscharführera73.i wstał spod muru. Na schodach z ganeczkiem oplecionym ciemnozielonym bluszczem bawi się mała dziewczynka z wielkim mrukliwym psem. To żeby nie przywlec żadnej zarazy na Harmenze. Dziewczynka jest w białej sukieneczce. Rzucam łopatę i znikam za węgłem inkubatora. widocznie znudzony. lepkiego błota. zabierać. trzeba przebyć parę metrów grząskiego.Pięć naszych.

wolno odkręcam śruby. który zdziera nawierzchnię łąki przy kartoflach.. włókniste łodygi pokrzyw.już idą po obiad. łopaty szczękają żywiej. Obok klęczał stary. Słonina przemiękła mi w kieszeni i mam brzydką plamę na spodniach. klnąc po swojemu „putare” i „porka”. Nie pracują rękoma. że pod spodem leżą całe. nie posiekane. gdy Iwan zobaczywszy mnie rzucił na worek marynarkę. Grecy co parę kroków stawiają kotły na ziemi.podnoszę. Nasz patriotyzm komandowy nie wychodzi nigdy poza ramy sportu. Na powierzchni pływają żółte oka margaryny. ten lepszy. latają puste. Na moment świat ciemnieje w oczach dźwigających ludzi. pierzaste skrzydło i czerwoną głowę gęsi. Długi rząd ludzi w pasiakach stoi nieruchomo przy czarnym wale ziemi. o zgniłym kolorze i ohydnym zapachu. Znam jej smak. że zupa do samego dna jest taka sama: woda. dziwnie wygiętą na grzbiet. Oddychają ciężko jak ryby wyrzucone na brzeg i ukradkiem zlizują palcami cieknącą wąziutkimi strugami spod nie dokręconych pokryw lepką. woda. Stawiają kotły i wyczekująco patrzą mi w twarz. Siedzi w swej wnęce i kozikiem wyrzyna na korze grubego drąga ozdoby: kwadraty. jutro oni. lecz oczami. bo sam te kotły nie tak dawno nosiłem. woda.. Zdążyłem jeszcze dostrzec białe. znikają za żerdzią oddzielającą świat od Harmenze. Ale wszyscy poznają po kolorze. gorącą maź. gdzie panuje wilgotny cień świeżej ziemi. Przełażę za nimi ostatni. Ale wszystko jest w porządku: dziś ja. słyszę. człowieku! Tamci biegną. Gdy pojawi się na horyzoncie esman lub kapo albo spod wnęki. Włażę wprost na Iwana. serduszka. kto pierwszy. ale Grecy. brudem i potem rąk. przez nieskończenie długie pół sekundy trzymam dłoń na pokrywie i . machnie łopatą i zapadnie tak samo w bezwładne otępienie. wyprostuje się z wolna. zamrze na chwilę w tym ruchu. stękając. choć póki się da. Zupa bulgocze w kotłach. wężyki. jak zwierzę zwane leniwcem. kanciasto. w nie dokończonym geście. członki poruszają się jak w kinie: śmiesznie. jak tamci są już przy kotłach i klną mnie w żywy kamień. . ktoś przegnie się. Podchodzę uroczyście do środkowego kotła. ciągnąc kotły po ziemi. ciężko wygramoli się dozorca. tylko się spóźnili. Kładę pokrywę na kocioł. 6 . Rzadka. Za chwilę poruszy się ktoś inny. a moją familię rozstawiają z uporem po kątach. Wielkim łukiem obchodzę teraz pole ku grupie Iwana. dźwignie łopatę i zastygnie na długo w półobrocie.Kto ci zamienił? Trzymaj pysk. W milczeniu znosimy kotły na dół. Kilkanaście par oczu gaśnie w zniechęceniu: pokrzywa. Od czasu do czasu ruszy się łopata. biała ciecz chlupie w kotle. zaufany Grek i pakował coś do jego torby. popychając i poganiając się wzajemnie. zmieszany z kurzem. ukraińskie napisy.

Skąd masz takie ładne buty? Buty mam istotnie ładne: na podwójnej podeszwie.. może dlatego. Dnem rowu biegnie mętna woda. Grecy zjadają go na surowo. gdzie stoi głupi. .Kazała ci podziękować za mydło. Widziałem to mydło. rozparzona i żółta. że zbyt wiele boczku zjadłem z rana i jeszcze mi się odbija.To horoszo74. oślizłe dziwotwory. blad’75! Za takie dwa kawałki tylko tyle dała? Ciasta ci nie dała? .Dostałem w obozie razem z tą koszulą .Co to będzie tu robione? .) . Chwilę patrzymy sobie twardo w oczy. . Stoję ostrożnie.Trzeba iść. w jakich ja chodzę. Rozkraczam się nad rowem i łopatą powoli przesuwam po dnie.Od pani Haneczki . wąsaty post z paru trójkątami wysłużonych lat na ramieniu. .A nie sprzedałbyś mi tych swoich butów? 74 Horoszo (roś. Postaram ci się oddać. Mdło mi się robi na jej widok. panoszą się w niej jakieś zielone.przekleństwo 7 . Iwan rozwija słoninę. ręcznie szytej.dobrze 75 Blad' (ros. . Przynieśli mi je przyjaciele z rampy. I za mało ci dała. jakby zakurzonych liściach.Widziałem. czasem ze szlamem wygarnie się czarnego. a potem oczyścimy rów.Iwan patrzy na mnie podejrzliwie.O. Pokazuje mi buty zmarszczone i popękane. . . półbuty bardzo wymyślnie na modę węgierską dziurkowane. Bardzo się jej podobało. .Widziałeś je? . ludzi pognać do roboty. za którą dałem chyba z kilo pomidorów. a po drugiej stronie. panie post. by nie zamoczyć butów. Dałem trzy jajka.Grobla.Takie buty dają u was? Patrz. .) . Kiwam w zrozumieniu głową. . Ja je wczoraj kupił od Żyda z Kanady.Nie mówiła nic? Miała przynieść jajka? . rzeczywiście dała ci za mało. .A wiesz. rosną maliny o bladych. .odrzekłem wskazując mu na jedwabną koszulę.Iwan poruszył się niespokojnie we wnęce. . Jest wymiętoszona. IV Nad samym rowem wyrósł tatarak. Więcej ci się należy. Na nosie prawego łata. Post podchodzi bliżej. Iwan.rzekłem krótko. przygląda się w milczeniu. wijącego się węgorza. Zwłaszcza ode mnie.

Niestety. gdy podczas nabożeństwa śpiewano pieśni kościelne.Podniosłem na niego wzrok pełen bezgranicznego zdziwienia. Uśmiecham się więc wyrozumiale.rzekł sięgając po torbę. będzie pewnie siedział aż do końca wojny. .Was falsch gesungen?76 . to cała historia. Podniósł głowę. Mego przyjaciela aresztowali za to. Po tamtej stronie rowu ciągnie się linia wart i postom wolno strzelać do ludzi. . oddasz go Żydom .) .W zelówce istotnie jest szpara: chowa się tam czasem parę dolarów. Raz w Warszawie. zaczepiła się o coś twardego. Złapali. to niech da tym Żydom. . ten. że dotąd nie wypuszczą.co fałszywie śpiewał 8 .O. 76 Was falsch gesungen (niem. podniósł w zadumie karabin i bawiąc się zamkiem zarepetował. którą bez przerwy poruszam po dnie mulistego rowu. czasem parę marek. . jak tylko umiem. . Chleba dostałem w tym tygodniu szesnaście bochenków z Warszawy.Za co ciebie zamknęli? . Szarpię: drut. Usiadł. I powiedzieli. . Łopata. Dostaniesz chleba. że nie jestem głodny. jak nikt nie widzi. dam ci chleb. A że śpiewał bardzo fałszywie. przechylając się nad wodą. zamknęli i przywieźli. załzawionych oczach . Bili go nawet. nie wolno nam tam chodzić. którzy pracują tam. więc go zamknęli. Zresztą te buty nie są dobre: zelówka się odrywa. aż się nauczy nut. mam w chlebaku.rzekłem wskazując na małego chudego Żydka o kaprawych. była łapanka. Zupełnie niewinnie. Klnę brzydko pod nosem. . Ale jeśli pan post chce. a post ogłupiały patrzy na mnie. dostajemy w obozie takie porcje. która odbija jego postać. Ale jeśli pan post ma chleba za dużo. Poza tym za takie buty pół litra wódki murowane. bo jest zupełnie niemuzykalny. Uśmiecham się najprzyjemniej. nie wszyscy.Dziękuję.Jakżeż ja mogę sprzedać panu własność obozu? Jakżeż ja mogę? Post opiera karabin o ławkę i podchodzi bliżej do mnie. przy wale. Raz nawet pomylił marsz niemiecki z marszem Chopina. jakby coś sobie przypominając.to bardzo porządny chłopak. to proszę rzucić chleb.Wy wszyscy tak mówicie! . Sięgnąłem łopatą i zmąciłem obraz. że fałszywie śpiewał. co nosi darń . Za łebek dostają trzy dni urlopu i pięć marek.Ty. . chodź. O.O nieprawda.Szedłem ulicą. czasem jakiś list. ale nic z tego. Post zagryza wargi i patrzy na mnie ze ściągniętymi brwiami. warszawiak. Post syknął coś i odszedł w stronę ławki. Chleba i słoniny mam dosyć.Wszystko wolno. rozumie pan post. mój przyjaciel zaczął śpiewać hymn narodowy. . falsch gesungen.

jak kapo pójdzie na dwór. albo na pasące się bydło. to mu dadzą. Ale jak mówisz do SS-mana. Morowa kobieta! Tylko chciałaby wszystko wiedzieć o Iwanie.odrzekłem . panie rottenführer1. który nagle przemówi. że . Słuchaj. .Powiedz mu to. prawie wprost pod nogi posta. . bardzo dużo błota. Nie.G. Nie umiesz organizować. . nie. . Staję w wyczekującej pozycji.Dobra. zrywa się i melduje przechodzącemu dowódcy warty. .rzekł do niego. Janek potoczył się.wszystko bez szczególnych wydarzeń”.) . albo na pasącą się krowę. Dowódca warty podszedł bliżej i popatrzył na nas tak.Chodź no tu . ale bardzo sprytny chłopak. jak patrzy się na pociągowego konia. Przypatrz się. Janek. przekładam bochenek chleba. Wyciągam cytrynę. Mam. nie masz co do jedzenia? Ale wiesz.. Tadek.Rottenführer odszedł. .a teraz się oczyść. gdy nadszedł pipel od kapa. który pracuje obok mnie. ja zakrztusiłem się śmiechem. Janek uśmiecha się szeroko w jego stronę i kiwa porozumiewawczo głową..Pipel. chodź tu. słoninę i cebulę. co ty tu robisz nad rowem! Możesz nic nie robić. Jest to młody. które nic z obozu nie rozumie i chyba do końca nie zrozumie. wygarnia pracowicie szlam. ale post odkłada nagle torbę na ziemię. Pomogłem Jankowi wyleźć z błota.Rów oczyszczamy. Rottenführer77 ocknął się i spojrzał na mówiącego więźnia ze zdziwieniem takim. Rottenführer zaś rzekł: . to mu nic nie dają. układając go równo i starannie po drugiej stronie. Kończymy właśnie szlamowanie rowu. Albo jajek. Sięgam po chlebak. chwycił się krzaków malin i wjechał do szlamu. jak się patrzy na parę koni. .Niech nie bije ludzi. nic nie rozumiejący.Od czego jesteś pipel. Ale wiesz. która zacznie śpiewać modne tango. przeskoczył rów i podszedł. za co? . 77 Rottenführer (niem. był w wojsku..ja naprawdę złapię. . to masz czapkę zdjąć ze łba i opuścić ręce. choć ma dopiero szesnaście lat. które ciągną wóz. jak tu niektórzy gęsi łapią i wieczorem smażą w bloku. Zabulgotała woda.Ale za co ja dostałem. takie miłe dziecko Warszawy. Smakowały mu wczorajsze pokrzywy? Pipel patrzy na mnie badawczo. a twój kapo zupę je.Nie pchaj się na ochotnika . jadłem na dworze. Wtedy rottenführer podniósł rękę i trzasnął go z całej siły w twarz. Wiesz dla kogo. mnie obchodzi. Szmuglował. Janek odłożył łopatę. za co.spytał zdumiony.stopień w SS odpowiadający kapralowi w wojsku 9 . Niemiec. ja nie jestem głodny. . Dostałem od pani Haneczki trochę jajecznicy. . Post z drugiej strony przygląda się milcząco. coś słodkiego.

- Tadek, mów od razu, przecie się rozumiemy. Na kogo chcesz mnie napuścić? Wzruszam ramionami. - Na nikogo. Ale przypatrz się dobrze gęsiom. - A wiesz, że wczoraj znowu zginęła jedna gęś, a unterscharführer zbił kapę po pysku i zabrał mu ze złości zegarek? No, idę i popatrzę. Idziemy razem, bo jest już przerwa na obiad. Gwiżdżą przeraźliwie od strony kotłów i machają rękoma. Jak kto stoi, rzuca narzędzia. Łopaty sterczą na wałach. Z całego pola idą powoli ku kotłom zmęczeni ludzie, chcąc przeciągnąć błogą chwilę przedobiednią, głód, który zaraz będą nasycać. Spóźniona ciągnie za wszystkimi grupa Iwana. Iwan zatrzymał się nad rowem przy „moim” poście i rozmawia z nim długo. Post pokazuje ramieniem. Iwan kiwa głową. Wrzaski i nawoływania przynagliły go do pośpiechu. Przechodząc koło mnie, rzuca: - Zdaje się, że dziś nic nie upolujesz. - Dzień się jeszcze nie skończył - odparłem. Rzuca mi z ukosa złośliwe i wyzywające spojrzenie. V W pustym inkubatorze pipel rozstawia naczynia, wyciera stołki i nakrywa stół do obiadu. Pisarz komanda, grecki lingwista, kurczy się w kącie, żeby wydać się jak najmniejszym i najbardziej niepozornym. Przez wywalone drzwi widać jego twarz koloru gotowanego raka, o oczach wodnistych jak żabi skrzek. Na dworze, na placyku otoczonym naokoło wysokim wałem ziemi, posadzono więźniów. Siedli, tak jak stali, po pięciu, szeregami i w grupach. Siedzą ze skrzyżowanymi nogami, wyprostowani, ręce opuszczone są do bioder. Podczas wydawania obiadu nie wolno im się ruszyć. Później będą mogli przegiąć się w tył i położyć się na kolanach towarzysza, ale biada, jeśli złamią szyk szeregów. Z boku, w cieniu nasypu, niedbale siedzą esmani, maszynowe pistolety położywszy nonszalancko na kolanach, wyciągają z toreb i chlebaków chleb, smarują uważnie margaryną, jedzą powoli i odświętnie. Do jednego przysiadł się Rubin, Żyd z Kanady, i cicho z nim rozmawia. Załatwia interes - dla siebie i dla kapy. Sam kapo, olbrzymi i czerwony, stoi przy kotle. Biegamy z miskami w ręku niczym najwytrawniejsi kelnerzy. W całkowitym milczeniu podajemy zupę, w całkowitym milczeniu wyrywamy przemocą menażki z rąk, które chcą coś z pustego dna jeszcze wygrzebać, jeszcze przedłużyć chwilę jedzenia, jeszcze raz oblizać miskę, ukradkiem przeciągnąć palcem po dnie. Kapo odskoczył od kotła, wpadł w szeregi: dojrzał. Kopniakiem w twarz obala liżącego miskę, kopie raz i drugi w podbrzusze i

00

odchodzi, depcząc po kolanach i rękach, ale ostrożnie omijając jedzących. Wszystkie oczy patrzą z wysiłkiem w twarz kapy. Jeszcze dwa kotły: dolewka. Co dzień kapo rozkoszuje się tą chwilą. Za dziesięć lat obozu należy mu się ta pełnia władzy nad ludźmi. Końcem chochli wskazuje, kto zasłużył na dolewkę: nie pomyli się nigdy. Dolewkę dostaje lepiej pracujący, silniejszy, zdrowszy. Chory, osłabiony, wyschły człowiek nie ma prawa do drugiej miski wody z pokrzywą. Nie wolno marnować pokarmu dla ludzi, którzy niedługo pójdą do komina. Vorarbeiterom należą się z urzędu dwie pełne miski zupy z kartoflami i mięsem, wygrzebanej z dna kotła. Z miską w ręku oglądam się niezdecydowany, czuję na sobie czyjś uporczywy wzrok. W pierwszym rzędzie siedzi Beker, wyłupiaste oczy utkwił pożądliwie w zupie. - Masz, zjedz, może to ci nareszcie zaszkodzi. W milczeniu chwyta miskę z rąk i zaczyna łapczywie jeść. - A miskę postaw koło siebie, żeby pipel pozbierał, bo dostaniesz od kapy w mordę. Drugą miskę oddaję Andrzejowi. Przyniesie mi za to jabłek. Pracuje w sadzie. - Rubin, co post mówił? - pytam półgłosem, mijając go, aby pójść do cienia. - Post mówi, że Kijów zajęli - odpowiada cicho. Zatrzymuję się zdziwiony. Kiwa mi niecierpliwie ręką. Odchodzę w cień, podkładam pod siebie marynarkę, aby nie pobrudzić jedwabnej koszulki, układam się wygodnie do snu. Odpoczywamy, jak kogo na to stać. Kapo poszedł do inkubatora i po zjedzeniu dwóch misek zupy zasnął. Wtedy pipel wyciągnął z kieszeni kawał gotowanego mięsa, pokroił go na chlebie i począł jeść ostentacyjnie na oczach głodnego tłumu, zagryzając mięso cebulą jak jabłkiem. Ludzie porozkładali się w ciasnych szeregach jeden za drugim i zakrywszy głowy marynarkami, zapadli w ciężki, niespokojny sen. My leżymy w cieniu. Naprzeciw rozłożyło się komando dziewcząt w białych chusteczkach. Z daleka pokrzykują coś do nas i na migi układają całe historie. Ten i ów kiwa porozumiewawczo. Jedna z dziewcząt klęczy całkiem z boku, a w wyprostowanych nad głową rękach trzyma belkę, wielką i ciężką. Co chwila esman, pilnujący komanda, popuszcza smyczę psa. Pies rwie się jej do twarzy, ujadając wściekle. - Złodziejka? - domyślam się leniwie. - Nie. Złapali jaw kukurydzy z Petrem. Petro uciekł - odrzekł Andrzej. - Wytrzyma pięć minut? - Wytrzyma. To twarda dziewka. Nie wytrzymała. Ugięła ręce, rzuciła belkę i upadła na ziemię, głośno zanosząc się płaczem. Andrzej odwrócił się i spojrzał na mnie.

01

- Nie masz, Tadzik, papierosa? Szkoda, ot życie! Po czym owinął głowę w marynarkę, wyciągnął się wygodnie i zasnął. Układałem się i ja do snu, gdy szarpnął mnie pipel: - Kapo cię woła. Uważaj, bo zły. Kapo obudził się, ma czerwone oczy. Przeciera je i patrzy nieruchomo w przestrzeń. - Ty - dotknął mi grożące palcem piersi - dlaczego oddałeś zupę? - Mam co innego jeść. - Co on ci dał za to? - Nic. Kiwa głową niedowierzająco. Porusza ogromnymi żuchwami jak krowa żująca pokarm. - Jutro w ogóle zupy nie dostaniesz. Dostaną ci, co nic innego nie mają do jedzenia. Rozumiesz? - Dobrze, kapo. - Dlaczego nie zrobiłeś czterech trag, jak ci kazałem? Zapomniałeś? - Nie miałem czasu. Kapo widział, co robiłem przed południem. - Zrobisz je po południu. I uważaj, żebyś sam na nich nie leżał. Ja ci to mogę zrobić. - Czy mogę już odejść? Dopiero teraz spojrzał na mnie. Utkwił we mnie martwy, pusty wzrok człowieka wyrwanego z głębokiego zamyślenia. - Czego ty tu chcesz? - zapytał. VI Spod kasztanów doszedł mnie zdławiony krzyk człowieka. Zbieram klucze i zakrętki, układam tragi jedną na drugiej, rzucam Jankowi: - Janek, weź skrzynkę, bo się mamusia będzie gniewała - i podchodzę w stronę drogi. Na ziemi leżał Beker, charczał i pluł krwią, a Iwan kopał go, gdzie popadło: w mordę, w brzuch, w podbrzusze... - Patrz, co ten hadiuka zrobił! Cały obiad ci wyżarł! Złodziej przeklęty! Na ziemi leży menażka pani Haneczki z resztą kaszy. Beker jest cały umazany w kaszy. - Wsadziłem mu ryło do menażki - rzekł, ciężko dysząc. Iwan. - Dokończ go, muszę iść. - Umyj menażkę - rzekłem do Bekera - i postaw pod drzewem. Uważaj, żeby cię kapo nie złapał. Właśnie zrobiłem czworo noszy. Wiesz, co to znaczy?

02

tak.Pokaż na ręce. Nagle słyszę za sobą wołanie: .Stój.Sto dziewiętnaście. karabin pochylił jak do szturmu. 78 Czortowe wy dieti. links”78. jak ze mnie coś odpływa. ce lewa. taj dywyś. a ce prawa. ce lewa. Uczułem.Ty jesteś ale zwariowany! Ja jeszcze dzisiaj zamelduję na polityczny! Numer. links (ukr.Na drodze Andrzej ćwiczy dwóch Żydów. . ten od butów.Przepraszam. . links. halt.. . repetuje karabin. Nie umieli maszerować.Patrz. długo szuka ołówka. Andrzej przywiązał im po kiju do nogi i tłumaczy. że z daleka nie widzi. .Halt. stój. wyciąga świstek papieru.potwierdza zgodny chór..i za chwilę niespodziewanie po polsku: . . a ce prawa. Kijów zajęli. które Andrzej przywiązał Żydom na drodze. . halt. links. Warschauer!79 . jakby była ciastem. lewa. numer. gdy idę na przełaj. gdzie stoi post. ze strachu szurając nogami po ziemi. . . sto dzie. że się muszą nauczyć. stój! Po drugiej stronie rowu dobiega do mnie pędem „mój post”. Post zamierzył się karabinem. lewa 79 Halt. właśnie to on mówił . Pan post słabo po polsku rozumie. . pan post nie zrozumiał. I że to jest bardzo śmieszne. Wrzeszczą. pracują nasi chłopcy. kapo połamał im na łbach dwa kije i zapowiedział.) . Koło rowu.A nic. co słychać? . taj dywyś. delikatnie ubijając ją i głaszcząc łopatami. Ja mówiłem o kijach. zostawiając głębokie ślady. stój! Stoję. ale trochę ochłonąłem. „planują” ziemię. Post przedziera się przez krzaki jeżyn.stój.wy diablęta.Chodź bliżej. a to prawa.Śmieszne pytanie! Tak drąc się na cały głos. ..) . Wyciągam ramię z wytatuowanym numerem i jestem pewien.Tak. jak może: .A czy to prawda? . jakby chciał mnie sięgnąć kolbą przez rów. Jest bardzo podniecony.. Warszawiaku 03 . Grecy otwierają szeroko oczy i maszerują w koło. że to lewa. niem.Stój. podaj swój numer! Dygocąc ze złości i wzburzenia. widzicie. Warschauer (niem. panie post.Coś ty teraz mówił? O Kijowie? Wy tu plotki polityczne rozpuszczacie! Wy tu tajną organizację macie! Numer. ty. Ogromny tuman kurzu wzbija się wysoko w górę.czortowe wy dieti. omijam ich z boku i idę wzdłuż rowu. numer! . du.Tadek. du.

. że to ja. Rubin chowa zegarek. Tadek. .Przecież ty wszystko powiesz.przemknęło mi w myśli).Tylko za długo żyje. Oj.. . któremu jest zbyt gorąco. cóżeś ty zrobił? I co to będzie? . Niech mnie to kosztuje.A to świetnie. . Za miotły można dostać w obozie chleb lub zupę.Dałem zegarek. Butów nie dam.. Nie chodzi i ma pęknięte szkło.Tadek. . Odchodzę zły. . Zresztą. Słuchając opowiadania. nie spuszczając z niego oczu. Szczęka zwisła lekko jak u psa. bo post chce mi robić meldung na polityczny za to. Może post robić meldunek.Tadek. ja spróbuję z nim pogadać.A co ma być? . 04 . powie się i o tym. Ja z nim handlowałem. ale tuż za węgłem dogania mnie Rubin. nic cię nie kosztował. niezdecydowanie macha trzonkiem od łopaty. . „Biały Wańka” parę dni temu wlazł na brzozę rosnącą na linii postów. coś ty najlepszego zrobił. Dałem mu zegarek. Ty daj buty.Ja wiem i ty wiesz. Ale mam zegarek. kula przeszła na ukos przez pierś i wyszła tyłem przez kark. ale od czego ty jesteś. a ja z nim obgadam.. żeby naciąć gałęzi na miotłę. Jak można tak głośno krzyczeć? Ty mnie zniszczyć chcesz. Ty. Pewne jest pewne. . Tadek. ja czarno widzę przed nami.Nie wolno mi. Kapo wszystko widzi. ale ja nie jestem „biały Wańka”. wypaliłem jednym tchem: . Przynieśliśmy chłopca do obozu. daj swój.Kolejarz! Biegnę na przełaj przez pole. Ręce.Oj.Coś handlował z Rubinem? .Ręce powoli poczęły się podnosić ku mojemu gardłu. Post złożył się i strzelił. słyszę z daleka: .Coo? . On się na pewno zgodzi? Nu.Kapo przecież widział. Oczy kapy nabrały złowieszczego wyrazu. olbrzymie goryle ręce kołyszą się miarowo.. bo mi szkoda.Czego ty się boisz? U nas nie sypią. że prowadzę tajną robotę. To morowy chłop. a palce nerwowo się kurczą: .. a może dasz te buty dla posta. Ręce kapo rozprężyły się z wolna i opadły wzdłuż boków. ale sicher ist sicher. Bez najmniejszego ruchu („To dzikie zwierzę” . a w kącikach ust pojawiła się piana. Skamieniałem ze strachu.

podszedł do posta Rubin. Andrzej położył mu kij na gardło. wykoleił się na samej scheibie. że znowu zginęła gęś? . prawda? .. O Boże.Co się tu dzieje na tym zwariowanym komandzie? Dlaczego ci ludzie chodzą tam z poprzywiązywanymi kijami? To jest czas pracy! . . Po chwili Rubin kiwa na mnie. Dziękuję i odchodzę w stronę warsztatu. gospodarz z Harmenze.Camerade. Odskakuje. . .Czego stoisz jak głupi pies? . . stanął na kiju i zakołysał się. Podkładamy kołek. Los! Poleciałem ścieżką. które jest tak samo niebieskie i blade. Rozkołysali. Dieu!81 Blade niebieskie oczy patrzą w niebo.Andrej. już włazi na 80 Konczaj ich (ros. Unterscharführer. huśtają. Cztery pary wychudłych ramion pchają wóz raz do przodu.Jak nie umieją. Gdy odeszli.Albo co? . że ci nie zrobi meldunku.To dziś już naprawdę będzie wybiórka? I w dziwnej egzaltacji siwy.Jesteśmy nieszczęśliwymi ludźmi. że ciebie dziś poniosą do obozu. wstawili na szyny. uderzony z tyłu rowerem. O Dieu.wykończ ich 81 Nous sommes les hommes miserables.Oni nie umieją chodzić! . Post wstał z ławki.) . zaskowyczał i upadł.Podziękuj panu postowi. Naładowany do pełna piaskiem.Nous sommes les hommes miserables. Kapo gestykuluje gwałtownie trzonkiem łopaty.Idź do roboty. konczaj ich!80 Kapo kazał! Andrzej chwycił kij i uderzył na odlew. O Dieu. ten od Iwana. lora już. jak kapo z esmanem idą do mego posta i długo z nim gadają. odrzuca łopatę i podnosi do góry ręce: . W tej chwili czyni błyskawiczny ruch.) . kupiec z Salonik.wrzasnął kapo na mnie. podrywa się na baczność i ściąga czapkę z głowy. Zdaje się. wreszcie wszedł na groblę. Odszedłem prędko w swoją stronę. Boże 05 . raz do tyłu. Dieu (franc. zeskakuje z roweru czerwony ze zdenerwowania: . Stary Grek. wysuszony Grek.Andrej ma zrobić z nimi porządek. Rubin nie ma zegarka na ręku. zbliżył się nad rów. Z daleka widzę. zatrzymuje mnie po drodze. camerade. Czapkę ma nasadzoną na łbie. podnieśli przednią parę kół. Zrywam czapkę. Grek zasłonił się ręką. ten esman to z obozu. to ich zabić! A wie pan. VII Podnosimy wagonik.

Zaraz za esmanami nadszedł kapo i cherlak kommandoführer. szczaw. Na drodze uczynił się większy ruch niż zwykle. niewątpliwie z sadu. 06 . ziele. Twarze ludzkie są niespokojne i pytające. . Stawia koszyk na ziemi i opiera się o stodołę. . I tak się jutro sprzątnie. Przejeżdża rękoma po ciele. Do czuba drzewa.Otwórz .rzekł krótko. wypchaną torbą. Przez chwilę patrzy mi ironicznie w oczy. Esman jest wprawny i szybki. Trzęsącymi się rękoma Grek otworzył torbę.drę się i gwiżdżę z daleka. nagle puszczamy ją i wyprostowujemy się.Rozstąpić się i podnieść ręce do góry . Ktoś odrzuca niepotrzebny drąg. Stoimy. Parę razy mignęła jasna chusteczka pani Haneczki. Nagle unterscharführer wszedł w sam środek szeregu i wyciągnął na bok starego Greka z dużą. Od strony dworu idą esmani i te nasze posty. paru cebul i jakiejś zestarzałej słoniny jabłka. Kobieta zwraca ku nam pytające oczy. kaczany kukurydzy.Te same jabłka jadłem dzisiaj po obiedzie. Na końcu komanda nosze z dwoma trupami. otwieramy torby. Patrzy niespokojnie na Iwana. . sięga do torby. dociągamy torby i pasy. zaniepokojeni naszym wczesnym odejściem. o które opiera się nosem w porze zbiórki.rzekł kapo. Lora bezwładnie opada i kołami zarywa się w ziemię. patrzy.Zbiórka! . kapo. Unterscharführer zajrzał do środka i zawołał kapa. .Skąd to masz? Podnoszę głowę: „mój” post. wysypujemy piasek z lory wprost na scheibę. jest jeszcze kawał drogi. panie post. Ale dla starych lagrowców rzecz jest jasna: w lagrze będzie naprawdę wybiórka. Wtedy wszyscy zrozumieli: rewizja. Rozpinamy kurtki. Idziemy na antreten. równamy. Idę za jej wzrokiem. nasza gęś. Pisarz liczy nas nieustannie. Stajemy w piątkach. raz po raz podrywa się krótki ludzki wrzask: biją. że przecież za wcześnie. . Wypaproszają z kieszeni kawały słoneczników. Słońce stoi jeszcze wysoko. Dopiero po chwili orientujemy się. Obok reszty chleba. jabłka.Patrz.Z paczki. . Najwyżej trzecia. Obstawiają nas wokoło.szyny. Ludzie z Harmenz chodzą tu i tam. .

szmaty i torby. Tadek. twarz więźnia pokryła się krwawymi pręgami. pogniecione jabłka. . Esman podniósł pistolet. Lekarz-esman.rzekł. Gdy przechodziliśmy koło pani Haneczki. to cię zastrzelę.Nie bij . W tym przeklętym Oświęcimiu nawet złe słowo ma moc stawania się. zabrawszy liczbę i numery zapisanych. wyglądamy przez szpary i czekamy na koniec wybiórki. Spojrzenia nasze spotkały się.Czuję się. Za nim na noszach niosą dwa trupy przykryte gałęziami. Podniosła wzrok i spojrzała na mnie.Grek milczał. trzeci. .I wyciągnął z torby gęś o olbrzymich. Odsunąłem przygotowane kanapki. Ale wiesz. esman. chwiał się tylko całym ciałem. Na dworze kończą wybiórkę. wojskowym krokiem. Wargi jej drżały nerwowo. jakbym zawinił w tej całej wybierce. Unterscharführer wolno podniósł pejcz i ciął go po twarzy raz.daj lepiej coś do tego pasztetu.Skąd to masz? Jak nie odpowiesz. . który też podbiegł do worka.Idę kupić papierosów.Nie mogę jeść. Wszystkie spojrzenia zawisły na Iwanie. Po apelu wpędzili nas na blok. Stał z czapką w ręce.Nie przejmuj się . Zacisnął usta i wystąpił z szeregu. zdjął czapkę i rzekł: . drugi. jesteś frajer. odchodzi do następnego bloku. Na końcu komanda idzie Iwan. Stała blada i wyprostowana. Pejcz świszczał. bo jakby mi kto kaszę wyjadł.Zapisać numer i złożyć meldunek. a nie mówiłem! Kapo zamachnął się kijem.odmarsz! Odchodzimy równym. Kazik zabiera się do odejścia.Nie co dzień świętego Jana. Komando . z rękoma przyciśniętymi do piersi. Nie uchylał głowy.odrzekł Kazik . krzyknął triumfująco do kapy: . Pipel. Spojrzałem na Iwana. zwróciłem głowę w jej stronę.Pomidorów nie masz? .Jest. Podszedł do esmana. że jej duże czarne oczy pełne były łez. nie podtrzymywany przez nikogo. rozłożystych skrzydłach. a za tym wszystkim leży wielka gęś o czerwonym łbie i rozłożystych białych skrzydłach.To ja mu dałem. Wtedy zobaczyłem. Ten dziwny fatalizm słów. Był zupełnie blady. tobym go zbił na marmoladę. . wymownie gestykulując bronią: . wstrzymując mu rękę. . . . Potem zaczął bić po głowie. Zostaje za nami kupa słoneczników. Leżymy na pryczy. 07 . . wyprostowany. kępy ziela. jest. ale Iwan nie padał. Unterscharführer opuścił rękę. Wyciągnął z pochwy rewolwer i zwrócił się wprost do Greka. z rękoma wzdłuż bioder.

.To Beker . właź tu na buksę i zażeraj. ja mam do ciebie prośbę. . Spojrzałem na Bekera.chwycił mnie za ramię .Tadek. idę do komina. Żyd.chodź. to możesz mieć wszy.Te. Kazik uderzył mnie dłonią po kolanie.Patrz .rzekł szeptem.Tadek .Tadek. Miał przymknięte powieki i jak ślepiec próżno szukał dłonią deski. Daj mi co zjeść. Ja tu nie śpię.Gadaj . Jak się nażresz. Właź na buksę. Pochyliłem się jeszcze niżej i zajrzałem mu z bliska w oczy: były spokojne i puste. Złażąc z buksy trącił mnie ramieniem. przechylając się ku niemu. . aleja byłem tyle czasu taki głodny. mrugające oczy. to resztę zabierz ze sobą do komina.rzekłem. .odrzekłem cicho. zmięta i jeszcze bardziej postarzała. .Tadek. . żeby wleźć na górę. . Na ten ostatni wieczór. Potem ukazała się twarz Bekera. wprost od mamy.Znasz tego Żyda? .W tej chwili na krawędzi buksy wylazła z dołu jakaś siwa. . Mam na bloku świetną szarlotkę. 08 . ogromna czaszka i spojrzały na nas zażenowane.

Pewnie nigdy nie piłeś. a o koszulce już nie mówię. je się paczki. Od rana czeka się na obiad. Wprawdzie przeszliśmy już odwszenie i ubrania dostaliśmy z powrotem z basenów napełnionych rozpuszczonym w wodzie cyklonem. cierpliwości. dawno mi obiecałeś. z Marsylii. Ale przez bramę nie przeniesiesz. marzy głośno o francuskim winie przywożonym przez transporty ze Strasburga. Wiese) . Z ostatnich bloków widać było FKL . tylko francuskimi perfumami. odwiedza się przyjaciół. i tamci chodzili nago: upał był okropny. zebranych z całej Europy.Słuchaj.Nie. Ustała praca komand. Znów pójdziemy na rampę. Cały dzień tysiące nagich ludzi przewalało się po drogach i placach apelowych. kruchy. nie pachnie wprawdzie. odgrodzone od nas hiszpańskimi kozłami. więc nie bujaj. leżakowało pod ścianami i na dachach. . jak to w upale. gdyż sienniki i koce były w dezynfekcji. Właśnie siedzimy w kilku na buksie. Rozkładamy biały. to jednak i ci. Wyciągamy boczek. Henri. przyjaciele starają się. Zorganizuj lepiej buty.łąki 83 Mon ami (franc. Jeszcze tydzień temu miała go w rękach moja matka. nasza Kanada. Żaden więzień. drażniący trochę w smaku. przyniosę ci wszystko. Część Kanady zlikwidowano i przydzielono na komando. 82 Wizy (z niem. wielki i ociekający potem.. a tylko bloki.) . żadna wesz nie śmie się przedostać przez jego bramę. ile ta ma ukrytych brylantów i monet.. żywicą. takie dziurkowane z podwójną podeszwą. W obozie bowiem panuje zawistna sprawiedliwość: gdy możny upadnie. beztrosko machając nogami. Kanada. przyniosę ci oryginalnego szampana. wiesz. który znakomicie truł wszy w ubraniach i ludzi w komorze gazowej. Jako że byli wypasieni i wypoczęci. Godziny płyną wolno. cebulę. Trafili na jedno z najcięższych. miły Boże. spod Paryża.właśnie kotłują się na „wizach”82 drogach i placach. ale za to nie pleśniejący tygodniami. rozsypujący się. Od paru dni nie ma już transportów.. . by upadł jak najniżej. lecz chyba nie rośnie tyle wysokich sosen w tamtej. otwieramy puszkę skondensowanego mleka. jak Fiedlerowska. przemyślnie wypieczony chleb.tam też odwszawiali. nie „wyfasowały” jeszcze ubrań. Jak pójdziemy znów na rampę. Dwadzieścia osiem tysięcy kobiet rozebrano i wypędzono z bloków . Chleb przysłany aż z Warszawy.. mon ami83. Nawet zwykłej rozrywki nie ma: szerokie drogi do krematoriów stoją puste. na Harmenze. nieprawda? . Spano na deskach.mój przyjacielu 09 . Miły Boże. Obóz ściśle zamknięto.PROSZĘ PAŃSTWA DO GAZU Cały obóz chodził nago.Cierpliwości. jak przyjdą transporty.

.usta otyłego. nieograniczona ilość paczek. śpimy na jednej buksie. pod nami.Gdyby oni nie wierzyli w Boga i w życie pozagrobowe. Niech się drze. między ulepszeniami. . bić nie wolno. cholera!”) . do cholery. Kto ma żarcie w obozie. Mamy paczki..powtórzył. że .Nie gadałbyś głupstw . o uduchowionej jak z miniatur Coswaya twarzy marsylczyka (jest moim przyjacielem. kościści. bobyśmy pozdychali w lagrze. jakby Boga za nogi złapał.Widzisz. nakrył głowę kawałkiem szmaty oddartej z koca i czyta z modlitewnika hebrajskiego (tej lektury tu jest. . Zresztą. robi sałatkę z pomidorów. ten ma siłę. kotłują się ludzie.... ludzi zabraknie.rzuciłem złośliwie. organisation z transportów. Ale my.).Może by się tak zdało go uspokoić? Drze się. . tobyście tam te swoje paczki tak spokojnie jedli? Nie dalibyśmy wam. należy odstawiać tam a tam) przemieniają w miły (gemiitlich) dom dla ponad pół tysiąca ludzi.Dalibyście albo byście zdychali z głodu jak Grecy. lecz marsylczyk odpowiada: 10 .Nie chce mi się z buksy złazić.A dlaczego wy tego nie zrobicie? Pytanie ma sens metaforyczny. . jak zelżało na lagrze.. . macie wy. ale imienia jego nie znam) zapchane są kanapką z sardynkami . nie wszyscy. Gnieżdżą się na dolnych pryczach po ośmiu. który jest komunistą i rentierem. sam przecież gadasz. o zapadniętych głęboko policzkach. które stajnię końską (na drzwiach wisi jeszcze tabliczka. .dodaje z lewej sentencjonalnie marsylczyk. prędzej do komina pójdzie. już by dawno rozwalili krematoria.zarażone konie. . nie ma o co się sprzeczać. Wy macie i ja mam. na samym dole . przełykając z wysiłkiem („poszło. Świetnie smakuje z kantynową musztardą. co oni przywiozą.nie gadałbyś głupstw .. o co się sprzeczać? Pewnie. cuchnący potem i wydzielinami.Religia jest opium dla narodu. ociekający potem.A może już nie będzie transportów do komina? .versuchte Pferde” .nie gadałbyś głupstw. jemy wspólnie. i to nie wszyscy. Łażą między buksami w przejściu. Polacy. Żydki. Pisaliście przecież listy do domu. gdybyśmy nie mieli co jeść.rabin.. inteligentnie zbudowanego pieca. Rozmaicie mówią o rozporządzeniach. nadzy. zawodząc głośno i monotonnie. leżą nadzy.. wzdłuż ogromnego. Pode mną. W bloku. . Bardzo lubię palić opium . .Wy macie i my mamy.Wszyscy. Wszyscy żyjemy z tego. dziewięciu. Henri kroi chleb. ale Ruskie? I co. i dziesięciu twoich kolegów. ludzi nie może zabraknąć. .To masz ty i twój kolega.

- Idiota - zapycha usta pomidorem i czyni ruch, jakby chciał coś powiedzieć, ale zjada i milczy. Kończyliśmy właśnie wyżerkę, gdy u drzwi bloku uczynił się większy ruch, odskoczyli muzułmani i rzucili się, uciekając, między buksy, do budy blokowego wleciał goniec. Za chwilę majestatycznie wyszedł blokowy. - Kanada! Antreten! Ale szybko! Transport przychodzi! - Wielki Boże! - wrzasnął Henri, zeskakując z buksy. Marsylczyk zadławił się pomidorem, chwycił marynarkę, wrzasnął ,,raus” do siedzących na dole i już byli we drzwiach. Zakotłowało się na innych buksach. Kanada odchodziła na rampę. - Henri, buty! - krzyknąłem na pożegnanie. - Keine Angst! - odkrzyknął mi już z dworu. Opakowałem żarcie, owiązałem sznurami walizę, w której cebula i pomidory z ojcowskiego ogródka w Warszawie leżały obok portugalskich sardynek, a boczek z lubelskiego „Bacutiiu” (to od brata) mieszał się z najautentyczniejszymi bakaliami z Salonik. Owiązałem, naciągnąłem spodnie, zlazłem z buksy. - Platz!84 - wrzasnąłem, przeciskając się między Grekami. Odsuwali się na bok. We drzwiach natknąłem się na Henriego. - Allez, allez, vite, vite!85 - Was ist los?86 - Chcesz iść z nami na rampę? - Mogę pójść. - To jazda, bierz marynarkę! Brakuje paru ludzi, rozmawiałem z kapem - i wypchnął mnie z bloku. Stanęliśmy w szeregu, ktoś spisał nam numery, ktoś od czoła wrzasnął „marsz, marsz” i podbiegliśmy pod bramę, odprowadzani okrzykami różnojęzycznego tłumu, który już zapędzono bykowcami do bloków. Nie każdy może iść na rampę... Już żegnano ludzi, już jesteśmy pod bramą. - Links, zwei, drei, vier! Mützen ab!87 - Wyprostowani, z rękami sztywno przyłożonymi do bioder, przechodzimy przez bramę raźno, sprężyście, nieomal z gracją. Zaspany esman, z wielką tabliczką w ręku, liczy ospale, oddzielając w powietrzu palcem każdą piątkę. - Hundert!88 - krzyknął, gdy minęła go ostatnia. - Stimmt! - odkrzyknięto ochryple od czoła. Maszerujemy szybko, prawie biegiem.
84 Platz (niem.) - miejsce 85 Allez, allez, vite, vite (franc.) - idźcie, idźcie, szybko, szybko 86 Was ist los (niem.) - co się dzieje 87 Links, zwei, drei, vier! Mützen ab (niem.) - lewa, dwa, trzy, cztery! Czapki zdjąć! 88 Hundert (niem.) - sto

11

Postów dużo, młodzi, z automatami. Mijamy wszystkie odcinki obozu II B: nie zamieszkały lager C, czeski, kwarantanna, zagłębiamy się między grusze i jabłonie truppenlazarettu; wśród nieznajomej, jakby z księżyca zielem, dziwnie w tym kilkudniowym słońcu wybujałej, omijamy łukiem jakieś baraki, przechodzimy linię wielkiej postenketty, biegiem wpadamy na szosę - jesteśmy na miejscu. Jeszcze kilkadziesiąt metrów - wśród drzew rampa. Była to sielankowa rampa, jak zwykle na zagubionych, prowincjonalnych stacjach. Placyk, obramowany zielenią wysokich drzew, wysypany był żwirem. Z boku, przy drodze, kucnął maleńki drewniany baraczek, brzydszy i tandetniejszy od najbrzydszej i najtandetniejszej budy stacyjnej, dalej leżały wielkie stosy szyn, podkłady kolejowe, zwały desek, części baraków, cegły, kamienie, kręgi studzienne. To stąd ładują towar na Birkenau: materiał do rozbudowy obozu i ludzi do gazu. Zwykły dzień roboczy: zajeżdżają samochody, biorą deski, cement, ludzi... Rozstawiają się posty na szynach, na belkach, pod zielonym cieniem śląskich kasztanów, ścisłym kołem otaczają rampę. Ocierają pot z czoła, piją z manierek. Upał ogromny, słońce stoi nieruchomo na zenicie. - Rozejść się! - Siadamy w skrawkach cienia pod szynami. Głodni Grecy (zaplątało się ich paru, diabli wiedzą, jakim sposobem) myszkują wśród szyn, ktoś znajduje puszkę konserw, spleśniałe bułki, nie dojedzone sardynki. Jedzą. - Schweinedreck!89 - spluwa na nich młody, wysoki post, o bujnych płowych włosach i niebieskim, marzącym spojrzeniu - przecież zaraz będziecie mieli tyle do żarcia, że nie przeżrecie. Odechce się wam na długo. - Poprawił automat, otarł twarz chustką. - To bydło - potwierdzamy zgodnie. - Te, gruby - but posta dotyka lekko karku Henriego. - Pass mai auf90, chce ci się pić? - Chce, ale nie mam marek - odpowiedział fachowo Francuz. - Schade, szkoda. - Ależ Herr Posten, czy moje słowo nic już nie znaczy? Nie handlował Herr Posten ze mną? Wieviel?91 - Sto. Gemacht? - Gemacht. Pijemy wodę, mdła i bez smaku, na konto pieniędzy i ludzi, których jeszcze nie ma. - Te, uważaj - mówi Francuz, odrzucając pustą butelkę, aż pryska gdzieś dalej na szynach - forsy nie bierz, bo może być rewizja. Zresztą na cholerę ci forsa, i tak masz co jeść. Ubrania też nie bierz, bo to jest podejrzenie o ucieczkę. Koszulę bierz, ale tylko jedwabną i z
89 Schweinedreck (niem.) - świńskie łajno 90 Pass mai auf (niem.) - uważaj, słuchaj 91 Wieviel (niem.) - ile

12

kołnierzykiem. Pod spód gimnastyczna. A jak znajdziesz coś do picia, to mnie nie wołaj. Dam sobie radę, i uważaj, żebyś nie oberwał. - Biją? - Rzecz normalna. Trzeba mieć oczy w plecach. Arschaugen. Wokół nas siedzą Grecy, ruszają łapczywie żuchwami jak wielkie, nieludzkie owady, żrą łakomie zbutwiałe grudy chleba. Są zaaferowani, nie wiedzą, co będą robić. Niepokoją ich belki i szyny. Nie lubią dźwigania. - Was wir arbeiten?92 - pytają. - Niks. Transport kommen, alles krematorium, compris?93 - Alles verstehen94 - odpowiadają w krematoryjnym esperanto. Uspokajają się: nie będą ładować szyn na auta ani nosić belek. Tymczasem na rampie robiło się coraz gwarniej i tłoczniej. Vorarbeiterzy dzielili sobie grupy, przeznaczając jednych do otwierania i rozładowywania wagonów, które przyjść mają, innych pod drewniane schodki i wyjaśniając im celowe działanie. Były to przenośne, wygodne, szerokie schodki, jakby wejście na trybunę. Zajeżdżały z warkotem motocykle wiozące obsypanych srebrem odznak podoficerów SS, tęgich, spasionych mężczyzn o wypolerowanych oficerskich butach i błyszczących, chamskich twarzach. Niektórzy przyjechali z teczkami, inni mieli giętkie trzcinowe kije. Nadawało im to służbowy i sprężysty wygląd. Wchodzili do kantyny, bo ów mizerny barak był ich kantyną, gdzie latem pili wodę mineralną - ,,Sudetenquelle”, a zimą ogrzewali się gorącym winem, witali się państwowo wyciągniętym po rzymsku ramieniem, a potem kordialnie potrząsali prawice, uśmiechali się serdecznie do siebie, rozmawiali o listach, o wiadomościach z domu, o dzieciach, pokazywali sobie fotografie. Niektórzy dostojnie przechadzali się po placu, żwir chrzęścił, buty chrzęściły, srebrne kwadraty błyszczały na kołnierzach, a bambusowe laseczki świstały niecierpliwie. Różnopasiasty tłum leżał pod szynami w wąskich pasach cienia, oddychał ciężko i nierówno, gadał po swojemu, leniwie i obojętnie patrzył na majestatycznych ludzi w zielonych mundurach, na zieleń drzew, bliską i nieosiągalną, na wieżę dalekiego kościółka, z której dzwoniono właśnie na spóźniony Anioł Pański. - Transport idzie - rzekł któryś i wszyscy unieśli się w oczekiwaniu. Zza zakrętu wychodziły towarowe wagony: pociąg pchał się tyłem, kolejarz stojący na breku95 wychylił
92 Was wir arbeiten (niem., niegramat.) - co my pracujemy 93 Transport kommen, alles krematorium, compris (niem., franc., niegramat.) - transport przychodzić, wszystko do krematorium, rozumiesz 94 Alles verstehen (niem., niegramat.) - wszystko rozumieć 95 Brek (z ang.) - rodzaj budki przy ścianie wagonu towarowego, przeznaczonej dla kolejarza

13

. dusili się i dusili innych.zerwały się głuche. przytłoczeni potworną ilością bagażu. rozczochrane . wpatrując się żarliwie w cudze zmęczone oczy. walizek. nie rozumiem po polsku. Palta oddawać. niespokojni.przerażone kobiety. a miało rozpocząć przyszłe).Nie wiem. mieli włosy. usta chwytały rozpaczliwie powietrze. . co z nami będzie? .Also loos!97 Do pracy! Szczęknęły rygle. przełożył teczkę z prawej do lewej i skinął na posta.Jawohl!96 .Uwaga: Wysiadać z rzeczami. jakby niewyspane. że ludzi idących na śmierć oszukuje się do ostatniej chwili. Jest to hamującego pociąg 96 Jawohl (niem. mężczyzn. co stanowiło ich dawne życie. Teraz skupili się przy otwartych drzwiach.Skąd jesteście? . Człowiek w zielonym mundurze. plecaków. also los) . Jest prawo obozu. Fala świeżego powietrza wdarła się do środka. odrzucił go nagłym ruchem. sapnęła.się. pociąg potoczył się wolno wzdłuż stacji. gwizdnął.wrzaśnięto nierówno i indywidualnie. Panie. Ucichło. zamachnął ręką. rozpaczliwe okrzyki. rzecz egzotyczna. mdleli od upału. podstawiono pod nie stołki. Z okien wychylały się twarze ludzkie.tak jest 97 Also loos (niem. . dysząc jak ryby wyrzucone na piasek. Będzin. Maszerować na lewo.Sosnowiec. przyglądali się stacji w milczeniu. na ich miejsce wdzierali się inni i tak samo znikali. zmięte. złożył się i przeciągnął serią po wagonach. Zaciągnął się papierosem. Zrozumiano? . W małych zakratowanych okienkach widać było twarze ludzkie.uparcie powtarzają pytania. roztrzęsieni. Zrozumiano? Verstanden? . Zabierać wszystko. rozstawiono się fachowo przy wagonach. aczkolwiek z dobrą wolą. Wszystkie te swoje klamoty składać koło wagonu na kupę. . . walizeczek. Krzyki i rzężenia stawały się coraz głośniejsze.Kto weźmie złoto albo cokolwiek innego nie do jedzenia. Wtedy wewnątrz wagonów zaczęło się coś kotłować i dudnić w drewniane ściany. gnieździli się w strasznej ciasnocie. Lokomotywa przeraźliwie odgwizdnęła. bardziej niż inni obsypany srebrem. Jest lato. którzy. Mijali powoli. co to będzie? . waliz. . Zaczerpnąwszy kilka łyków powietrza ludzie z okien nikli. uderzając ludzi jakby czadem.Panie. wagony otwarto. Olbrzym z teczką skinął ręką.Wody! Powietrza! .zeskakują już na żwir. Ten powoli ściągnął automat z ramienia. będzie rozstrzelany jako złodziej własności Rzeszy. tłumoków wszelkiego rodzaju (wieźli bowiem to wszystko. skrzywił usta z niesmakiem. blade.) .no to ruszajcie 14 . Tymczasem podjeżdżały ciężarówki. Niezmiernie zbici.

walizek. ale to od słońca.odpowiadają wielogłośnie. Pić.Tak jest. plecaków. esman z notatnikiem w ręku. Olbrzymi krwawy krzyż wymalowany na masce motoru roztapia się w słońcu. jak na potwornej taśmie. który chwilami przewiewa przez nas. zegarki. przechodząc. przed drzwiami wagonów piętrzą się stosy chleba. Ci z Kanady.taka mała. bez odpoczynku. Zapchane ludźmi auta odjeżdżają z piekielnym warkotem. Trzeba okazać trochę dobrej woli. Auta odjeżdżają i wracają..ci pójdą na lager. moi państwo. kobietom wyrywa się torebki. uderzeni świeżym powietrzem i zapachem zieleni. która szuka nowego koryta. rozczochrana dziewczynka.. podobna do ogłupiałej. . kobieta krzyknęła. . każde auto to kreska. Wargi już są popękane. sycząc głośno. powideł. rozpalone niebo dygoce. To ci. .szczeka się przez zęby. rozsypuje się po żwirze cukier. . wśród zawodzenia i wrzasku kobiet opłakujących dzieci. nie mają chwili wytchnienia. fachowy. pledów. ślepej rzeki. potknęła się i upadła pod nogi tłumu. otwierają się i wysypują barwne tęczowe banknoty.Meine Herrschaften. to rozparzone. Wylewa się z wagonu różnobarwna fala. Gaz ich nie minie. Rośnie kupa rzeczy. powietrze faluje. wiatr. które. .) . tak plus-minus. Bez przerwy jeździ karetka Czerwonego Krzyża. ciekłe powietrze. wypychają pierwszych na schody. gładko wygolony pan.jedyna dopuszczalna forma litości. którym trują tych ludzi. nie rozrzucajcie tak rzeczy. i ogłupiałego milczenia nagle osamotnionych mężczyzn. tak plus-minus.Mówi dobrotliwie. Za plecami stoi esman. panie. gromadzą słoiki różnobarwnych marmolad.zabronione 15 . odbiera parasole. pić. i raźniej idą wzdłuż wagonów. Z boku stoi młody. ubrań. Świsnęła trzcina. ja nie mogę. gaz. torebek. objuczona. to jest tysiąc. co poszli na prawo . oddzielają tych do gazu od tych. Upał ogromny. tak jest . tłumoków. już im pakunki wyrywa się z rąk. ubijają na aucie. kiełbasy. spokojny. złoto. pęcznieją zwały szynek.. Od długiego leżenia na słońcu ciało jest słabe i oporne. padając. a cienka trzcina gnie mu się nerwowo w rękach.młodzi i zdrowi . och. Słońce osiągnęło zenit. którzy są przy schodkach. ale wpierw będą pracować. opanowany. ściąga się palta. czuje się w ustach słony smak krwi. Pan jest zrównoważony i 98 Verboten (niem.Panie. na każde sześćdziesięciu. Niezmordowanie jeździ karetka Czerwonego Krzyża: to właśnie w niej wozi się gaz. co idą na lager. jak odjedzie szesnaście aut. Jakaś kobieta schyla się szybko podnosząc torebkę.Verboten98 . Ale zanim oprzytomnieją. Dziecko biegnące za nią pisnęło: „Mamełe!” ..

slogan hitlerowski 16 . . Oczyścić! Wskakuje się do środka. nagie potworki o ogromnych głowach i wydętych brzuchach. a gdy osłabną w bezlitosnej pracy. co to znaczy. ein führer99 . Transporty rosną w tygodnie.132”.Co.) . Kreski pęcznieją w tysiące. Ale krematoriów będzie w Oświęcimiu szesnaście.dokładny. ein Volk. . ogarnia nas spojrzeniem i wskazuje wnętrze.Nie nieś ich na auto. Najkrwawsza bitwa wojny. bo kobiety z przerażeniem uciekają ode mnie. miesiące. „ze Strasburga”. jeden naród. Ale na stałe uzyska nazwę „Będzin-Sosnowiec”. Chudy. Przyjdą ludzie w pasiakach. ein Flihrer (niem. Ein Reich. „z Rotterdamu”. zamieszka go trzysta tysięcy ludzi w pasiakach. ludzi nie zabraknie. ospowaty esman spokojnie zagląda do środka. . Już się opróżniły wagony. Dziwnie niepotrzebnie pada imię Boga. lecz w skrócie będzie się mówiło właśnie tak: „l 31 .„Miasto Przestępców”. i patrzymy na siebie z nienawiścią i przerażeniem. Ci. Będą jak te w Dreźnie. sprytniej zamaskowane. Naliczą cztery i pół miliona.Bierzcie te niemowlęta. Wynosi się je jak kurczaki. spalą się Rosjanie. na litość boską . 99 Ein Reich. o których już chodzą legendy. Porozrzucane po kątach wśród kani ludzkiego i pogubionych zegarków leżą poduszone. lata. jest nią bardzo zaaferowany.i cztery krematoria. O tym będzie się już dziś mówiło „Będzin”. Komory będą ulepszone. będzie się zwał Verbrecher-Stadt . Oddaj kobietom .Rein. zaorzą odłogiem leżącą ziemię. wszystkie. bo kobiety z dziećmi idą na auto. Nie. ein Volk. Bewegung . w wiecznym Bewegung. aż się oprze naelektryzowanym drutem o Wisłę. oszczędniejsze. brać nie chcecie? . zdolnych spalić pięćdziesiąt tysięcy dziennie. Spalą się Żydzi. . Wiemy wszyscy dobrze. Zapalniczka mu się zacięła. Obóz rozbuduje się. o których mówi się krótko: „Z Salonik”.wybucham. tysiące w całe transporty. trzymając po parę w jednej garści. największe zwycięstwo solidarnych i zjednoczonych Niemiec. kiwa głową z niesmakiem.mówi zapalając papierosa esman. Gdy skończy się wojna. odbudują zburzone miasta niemieckie. wtulając głowy w ramiona. będą liczyć spalonych. jeden wódz . Nie odjedzie auto bez jego wiedzy i jego kreski: Ordnung muss sein.otworzą się drzwi gazowych komór.Jedno państwo. którzy pójdą z tego transportu na lager. dostaną numery: 131132. podeptane niemowlęta.powiedział jakby ze zdziwieniem i wyrzutem ospowaty esman i począł odpinać rewolwer. z kontynentu i wysp. nie ma wyjątku. przyjdą ludzie z Zachodu i Południa. Rozumie się tysięcy. spalą się Polacy.

z barwnym tłumem. kaleki poukładane razem z trupami. waliz i plecaków rosną.naprzód 17 . Rzuciłbym się na nich z pięściami.. Henri. Nie współczuję im wcale.Bydło. przezroczysta.Bydło . potykając się na żwirze. Czuję. słyszę krzyki. pod szyny.Och. W gardle zupełnie sucho. . stosy łachów. tłum. rozpływa się.) . że idą do gazu. czuję drżenie ziemi i parne powietrze na powiekach. Wagony pod-taczają się. Przecież to jest patologiczne chyba. Ktoś szarpie mnie za rękę. a złość najłatwiej wyładować na słabszym. Widzę nagle jakąś zieleń drzew. wzbiera we mnie zupełnie niezrozumiała złość na tych ludzi. ja wezmę. wygodnie układając się pod szynami. Pożądane jest nawet. czy mi się śni. wysoka pani wzięła ode mnie niemowlęta i przez chwilę patrzyła mi prosto w oczy. twarz ta skacze mi przed oczyma. i tłum. ludzie wychodzą. wchodzą na auta. olbrzymia.to Aleje! Szumi mi w głowie. odjeżdżają. . Oparłem się o ścianę wagonu. oddychają. Żeby się ziemia pod nimi wszystkimi rozstąpiła.Słuchaj. czy my jesteśmy ludzie dobrzy? . dziecko . to normalne. wprost przeciwnie. .. co im pod rękę wlizie. miesza się. jak obrazy mieszają się we mnie. przyglądają się słońcu.Widzisz. Męczy cię rampa. . jakbyś miał rzygać. ci umieją korzystać! Żrą wszystko.Bydło? Ty też byłeś głodny. En avant100. przewidziane i obliczone. 100 En avant (franc.Dziecko. . nie mogę zrozumieć. comprisi . Wyglądasz. z drzewami nieruchomymi. . Odeszła. nie wiem. To tak na chłopski rozum. które kołyszą się wraz z całą ulicą. przyjacielu. zdeptane dzieci.Nie trzeba strzelać..szepnęła uśmiechając się.. dam ci się napić. auta warczą jak rozjuszone psy.. Ludzie płyną i płyną. czuję. że przez nich muszę tu być. Byłem bardzo zmęczony. abyś ją wyładował. Jutro połowa z nich zdechnie na sraczkę. Zamykam oczy. Mrugam ostro powiekami: Henri. nie wiadomo dlaczego czarnymi. chodź! Patrzę. przy mnie zjadł jeden słoik marmolady.Patrz na Greków. czy to się naprawdę dzieje. W oczach przesuwają się trupy wynoszone z wagonów. buntujesz się. z przelewającym się tłumem. Znów podchodzą wagony. że będę wymiotował. znów ludzie. tłum. żebrzą o wodę.. Siwa.mówi nieco ironicznie Francuz. Henri szarpie mnie za ramię.Czemu się głupio pytasz? .. .Chodź.powtarzam zawzięcie. . ale .

rozwijam: złoto. już jest spokojny pan z notatnikiem. transportowy brud. Już nie ma ludzi. zawziętym uśmiechem. . Otwieramy wagony. teraz dopiero uświadamiam sobie. byle prędzej. 101 Gib hier (niem. Chodzi z kąta w kąt rampy z przylepionym na wyschłe wargi szczurzym. Kończymy ładować. szarpiąc ściąga się palta. oddaje oficerowi. obcej waluty. Dźwigamy ciężkie walizy.Nie śpij. przeraźliwie odgwizduje lokomotywa. upycha. a my idziemy . pierścionki. każde wymówione słowo wywołuje ból. byle odpocząć. Połyskują glansem buty. płonących gorączką oczach. Nienawidzi urody kobiecej nienawiścią kobiety obrzydliwej i zdającej sobie z tego sprawę. idźcie. Już są auta. „żeby śladu po tym obrzydlistwie nie zostało”. pełną złota i barwnej. bransolety. Chwytam jakieś zawiniątko: ciężkie. płaskie.) . ogromny upał. Wyrywa się ludziom brutalnie walizki z rąk. i czatuje przy innym samochodzie. To złoto pójdzie do Rzeszy. koścista. pakowne. bezpierśna. Jedna z waliz otwiera się. już z kantyny wyszli esmani z teczkami na złoto i pieniądze. które wylewa się wprost na siebie. Wśród nich kobieta. Ostatnie auta suną daleko po szosie. Gorączkowo. ubija się. Tam układa sieje w stosy. brylanty. już ją nieraz widziałem i dobrze zapamiętałem: to komendantka FKL-u. wzniecając olbrzymie tumany kurzu. już nie można nad sobą panować.. idziemy ładować klamoty. co się da. Ładujemy więc klamoty. wypadają ubrania. nożem . bezbarwne włosy gładko przyczesała w tył i związała w „nordycki” węzeł. z okien patrzą twarze wymięte i blade. kobiety. książki. i w chwili gdy ostatnia ciężarówka znika za drzewami.. po opustoszałej rampie chodzą dostojni esmani. niezmiernie powoli wtaczają się wagony. przyszła oglądać swój nabytek. wygrzebujemy spomiędzy drobnego żwiru nietutejszy. zza zakrętu słychać gwizdek kolejarza. ostatnie auta odjeżdżają. dwie dobre garście: koperty.Gib hier101 . Mężczyźni.na lager. że była tu cały czas.nareszcie! . ręce wsunęła w szerokie spodnie-spódnicę. o ogromnych. Idźcie. przemijają. Powietrze stoi nieruchomym. kolie.dla przyjemności i w poszukiwaniu wódki i perfum..spokojnie mówi esman. bierze inną. byle do cienia. Zamyka ją. błyszczą czerwono nalane twarze. pozbawią je całkowicie włosów i będą mieli wiele uciechy z ich wolnościowego wstydu. rzucamy je z wysiłkiem na auto. Och. Gardła są suche. jakby wycięte z papieru. Tak. nadstawiając otwartą teczkę. przemińcie. zasobne. Nasi chłopcy. świecąc srebrem na kołnierzach. pociąg odjechał.. Powoli. koszule. Idą. zbieramy skrzętnie znad toru wszelkie papierki. bo część kobiet odstawiono od aut i te pójdą piechotą . pić. fryzjerzy z zauny.w stronę szyn odpocząć i napić się (może Francuz kupi znów od posta?). Nie.. pustą.daj tutaj 18 . rżnie. Upał. wysuszona. rozżarzonym słupem. Rzadkie.

przytknął do ust sobie. blad jewrejskaja! To ty od swego dziecka uciekasz! Ja tobi dam. kilkuletnie dziecko o zarumienionej. zadławił łapą gardło. odkręcił. zbiera się na torsje. słuchaj. to nie moje dziecko. mamo! .Mamo.krzyczy histerycznie kobieta i ucieka. Małe. które będą żyć. .Słuchaj. oczy nasze spotkały się.Chwycił ją wpół. weźże to dziecko na ręce! . Oto stoi przede mną dziewczyna o cudnych.dzieci. wyciąga rączki z płaczem: . które nie pojadą autem. tak należy karać wyrodne matki . Twarz miał wykrzywioną wściekłością: . chce żyć.rzekł esman stojący przy samochodzie. . zakrywając rękoma twarz.Masz! Weź i to sobie! Suko! . dokąd oni nas powiozą? Patrzyłem na nią. Głowa szumi. potem mnie. w batystowej letniej 102 Mołczy (roś. Dopadł ją.Panie.) . Bujne jasne włosy rozsypały się miękką falą na ramiona. śpieszy się nieznacznie. nie moje. Przesunęła odruchowo rękoma po bluzeczce. chce zdążyć między tamte. Raptem spośród tej całej fali ludzkiej. nogi uginają się.warknął przez zęby Andrej i odszedł do wagonów. . powiedz. które chciało krzyczeć. Aż dopadł ją Andrej. poprawiła nieznacznie spódniczkę.milcz 19 . i wrzucił ją z rozmachem jak ciężki wór zboża na auto. Oto idzie szybko kobieta. strząsnęła je niecierpliwie. Stała tak chwilę. . zbił z nóg jednym zamaszystym uderzeniem ramienia. ładna.Mołczy!102 . marynarz z Sewastopola. o ślicznych piersiach. które pójdą pieszo.Ach. zdrowa. . Nieświadomie szukałem jej wzroku. pyzatej twarzy cherubinka biegnie za nią. Spod kupy szmat wyciągnął ukrytą manierkę. wynurzyła się dziewczyna. Niektórzy z nich wiedzą. panie. jasnych włosach. Parzy gardło spirytus. Jest młoda. nie może nadążyć.Mamo. ale gorączkowo. skarżąc się na cały głos: . ty kurwo! . to nie moje! .To nie moje. nie uciekaj! .i cisnął jej dziecko pod nogi.Kobieto. gut Ruski. ty. Oczy miał mętne od wódki i upału.Gut. zeskoczyła lekko z wagonu na żwir i spojrzała dokoła badawczym okiem.Gut gemacht... który czemuś bardzo się dziwi. padającą chwycił za włosy i dźwignął z powrotem do góry. Ale dziecko biegnie za nią. która parła ślepo w stronę aut jak rzeka pchana niewidzialną siłą. Wreszcie oderwała wzrok od tłumu i przesunęła spojrzeniem po naszych twarzach. nie!. Chce skryć się. jebit twoju mat'. jakby kogoś szukając. mamo. jak człowiek.

wołają innych i zbiorowym mozołem wpychają 20 .pomyślałem mimo woli. spod szyn. odrzucając w tył głowę. w wagonach. Wreszcie znów włażę pod szyny. aż przyduszona butem rzęzi i milknie. ale leżały wszędzie. mdły zapach brudnego. Stoi.Już wiem . Wchodziłem do wagonów. przecież i tak jej zabiorą” . o mądrym. kopniakami odganiają zabłąkane dzieci. dojrzałym spojrzeniu. rozparzonego ciała kobiecego. wstrętny. . jeszcze straszniejsza.Słuchaj. Kto raz tu wszedł. On wbił kurczowo palce w jej ciało. dostrzegłszy na przegubie ręki śliczny zegarek o drobniutkiej złotej bransoletce.bluzeczce. nic. Oto komora gazowa: wspólna śmierć. śmiało poszła w stronę samochodów. poskręcani w konwulsjach mężczyźni. poukładane pokotem na żwirze. ohydne nagie kobiety. wyjąc przeraźliwie jak psy. kątem oka dostrzegam klnącego esmana. Oto obóz: z ogoloną głową. na ciężarówki. bluźni. na cementowym skraju peronu. Słońce pochyliło się głęboko nad horyzontem i krwawym. tylko na czarnej wąskiej tasiemce. Uciekam jak najdalej. Niemowlęta. wymykam mu się i mieszam się w grupie pasiastej Kanady. odpowiedz. za łby. rozwiane w pędzie. Taki sam miała Tuśka. wyrzucałem bagaże. widać całe piekło kotłującej się rampy. Zacisnęła usta. nieludzka praca i ta sama komora.rzekła z odcieniem pańskiej pogardy w głosie. które plączą się po wszystkich kątach rampy. Uciekałem od nich. wynosiłem niemowlęta. Dopiero stąd. Ktoś ją chciał zatrzymać. Rozszczepiają ich jak drzewo i wpędzają jak zwierzęta na auto. watowane sowieckie spodnie na upał. opuchniętą babę. zębami chwycił za ubranie. Dotykałem się trupów. tylko śmierć jeszcze ohydniej sza. Tamtych czterech nie da rady dźwignąć baby na auto. przeklina. Chwytają je za karki. Oto czterech z Kanady dźwiga trupa: olbrzymią. Cienie drzew wydłużały się upiornie. klną i pocą się z wysiłku. patrzy mi prosto w twarz i czeka. ale nie mogłem przemóc wzbierającego dzikiego strachu. zachodzącym światłem oblało rampę. Zobaczyłem tylko z daleka bujne jasne włosy. jeszcze obrzydliwsza. nie wróci do tamtego życia. odsunęła go śmiało na bok i wbiegła po schodkach na wypełnione już prawie auto. Oto para ludzi padła na ziemię. Ona krzyczy histerycznie. Ktoś mnie smaga trzciną po plecach. ohydna i obrzydliwa. . spleciona rozpaczliwym uściskiem. za ręce i wrzucają na kupę. ludzki krzyk bił w niebo coraz głośniej i natarczywiej. zwierzęcy głód. Milczałem. nawet popiołów swoich nie wyniesie na postenkettę. ' 165 „Po cóż ona to przywiozła.

Zapada wieczór chłodny i gwiaździsty. nieprzytomnych.Czemu? . monotonnie zawodzi: „Ich will mit dem Herm Kommandanten sprechen chcę mówić z panem komendantem. A ty byś co powiedział? Milczę. . wciąż rzęzi: „Ich will mit dem.” Powtarza to ze starczym uporem całą drogę.. Najgorsze są transporty spod Paryża: zawsze człowiek spotyka znajomych.Wymieniłeś buty? . Krok w nią.wrzeszczy z daleka esman. za kręgiem światła rozciąga się nieprzenikniona ciemność.I co im mówisz? . znów spirytus. ja mam dosyć. uspokój siebie. stój. . z opaską na ramieniu. sparaliżowanych. przydeptany czyjąś nogą. Czerpie się to dłonią. na co my czekamy? . Na wysokich słupach palą się anemiczne lampy. jęczy i bezustannie.woła do niego młody esman.Henri uśmiecha się dobrotliwie i znika w ciemności. Po chwili wraca. . Góra trupów kotłuje się.. Wrzucony na auto.Już po pierwszym transporcie! Pomyśl.. wyje.Henri. przyduszonych. . Spali się żywcem wraz z nimi. Między nie ciska się kaleki. opuchnięte. nabrzmiałe. .Nie. 21 . a potem spotkamy się w obozie. . szepce żałośnie: „Panowie. do cholery! Wloką starca we fraku. odjeżdża. Ale nie wiadomo.. Z całej rampy znosi się trupy wielkie. . to ja nie pójdę go rozładowywać.górę mięsa na platformę. Automaty są gotowe do strzału. zaśmiewając się głośno .za pół godziny będziesz gadał z największym komendantem! Tylko nie zapomnij powiedzieć mu: Heil Hitler! Inni niosą dziewczynkę bez nogi. jest niezmiernie cicho. trzymają ją za ręce i za tę jedną. co? Dobra Kanada?! . Leżymy na szynach. boli.od Bożego Narodzenia przewinęło się przez moje ręce chyba z milion ludzi. pozostałą nogę.Będzie jeszcze jeden transport. . ja .Człowieku.” . to boli. ktoś otwiera puszkę kakao.Stój.Wzięło cię. Pijemy kawę zmieszaną ze spirytusem. o kamienie. Szofer zapuszcza motor.Człowieku. kakao zalepia usta. skowycze.Że idą się kąpać. przyduszony. miesza z cukrem. Starzec głową tłucze o żwir. Znów kawa.Haiti halt! .” Ciskają ją na auto między trupy.Jeżeli przyjdzie. kompletnie dosyć! . Ale oczy postów patrzą uważnie. ale! . . i człowiek znika bezpowrotnie. Łzy ciekną jej po twarzy.pyta mnie Henri. Nie dam rady.

Wasser! Luft!103 Znów to samo. samemu się jeszcze jakoś żyje. Buchnął ciepły. Na piersiach miał zawieszony przenośny reflektor. Przydeptał ją nogą. Tylko jakaś dziewczynka wychyliła się do pół ciała z okienka wagonu i straciwszy równowagę upadła na żwir. Z ciemności wynurzają się wagony. Światła migocą upiornie. Będziemy wyładowywać kolejno. brylanty. znów transport. . podjeżdżają pod schodki upiornie czarne. Serce mi łomotało. ma się siły do pracy.. fala ludzi płynie bez końca. piskliwie. chłodnym żelazie i marzyłem o powrocie do obozu. Tylko uważaj. Byłem znów przy wagonach. ogłupiała. . Poczęto otwierać wagony. wagony uspokajają się. żeby cię esman nie złapał. potwornie poplątana. Szarpnąłem z krzykiem i uciekłem. coraz prędzej i prędzej. sztywno wymachując rękoma jak na gimnastyce. Fachowi. A buty ci skombinuję.Dobrze. Nie wiedzą. Rampa jest mała. pieniądze. aż znieruchomiała. którzy w nocy nie pójdą do gazu. . brylanty z macicy i kiszki odchodowej. Gdzieś warczą auta. dziewczynę. kopiąc nogami ziemię. Chwilę leżała ogłuszona.) . 103 Wasser! Luft (niem.Daj mi spokój z butami. ma się co jeść. łapiąc głośno powietrze i wyjąc monotonnie.rozległ się głos esmana wynurzającego się z ciemności. że zaraz umrą i że złoto. reflektorami oświetlają drzewa. na której nie ma siennika. Naraz obóz wydał mi się jakąś zatoką spokoju. mętna. wyciągną złoto spod języka. okutym butem kopnął w plecy: upadła. o pryczy. Zaświecił do wnętrza. Chwiejąc się przekradłem się pod szyny. które zapobiegliwie ukrywają w fałdach i szwach ubrania. Chwyciłem rękę trupa: dłoń jego kurczowo zawarła się wokół mojej ręki.Wody! Powietrza 22 .. strzelił raz i drugi: została. ale jeszcze parująca. w zakamarkach ciała . Dusząc się . spóźniony seans tego samego filmu: strzelają serią automatu. ma się ojczyznę. Wciąż umierają inni. Działa na nerwy. wreszcie podniosła się i zaczyna chodzić w kółko. zgorączkowana. Chce mi się spać. Góra ludzka zapełniała wagon do połowy.dostała obłędu. Wymiotowałem. o odrobinie snu wśród towarzyszy. Wydaje się tym ludziom.i świsnął kijem przez plecy. przechodzą przez pas światła i znów znikają w mroku. w obcasach butów. ale krąg światła jest jeszcze mniejszy. Będziesz tu cały czas siedział.Ausiaden! . słodki zapach. skulony pod wagonem. więc podbiegł do niej esman. Leżałem na dobrym.Co stoicie wy tak głupio? Wyładowywać! . rutynowani ludzie będą im grzebać we wnętrznościach. Jest głęboka noc.już im nie będą potrzebne. Znów antreten. dom. wyjął rewolwer. Mdłości zgniotły mnie naraz. że rozpoczynają nowe życie w obozie i psychicznie przygotowują się na ciężką walkę o byt. dławiło gardło. nieruchoma..

Wyrwą im złote zęby.. bogaty transport. Idą równo. będzie chodził w jego bieliźnie. konfitury i owoce. Był to dobry. człowiek przy człowieku. Już kończą. Usuwamy się im z drogi. cukrem.Rechts ran! Na prawo! . klamoty są załadowane. (niem.. Kanada objuczona chlebami.. To na bramę dla wachmanów: puszczą komando bez kontroli.. 104 Und morgen die ganze Welt.A jutro cały świat. Parę dni obóz będzie żył z tego transportu: zjadał jego szynki i kiełbasy.. dopełnia liczby: piętnaście tysięcy. jedwabiami i czarną kawą. Kapo kończy ładowanie kotła od herbaty złotem. Z krematoriów ciągną potężne słupy dymów i łączą się w górze w olbrzymią. Parę dni będzie obóz mówił o transporcie „Sosnowiec-Będzin”. Przywiozą papierosy. wódkę i listy z domu. jedna wola.104 . czarną rzekę. jedna masa. podnosi się nad nami. pieśni hitlerowskiej 23 . dużo aut pojechało do krematorium. Zapowiada się pogodny. do Krakowa i dalej. Mijamy oddział SS idący z bronią maszynową na zmianę warty. upalny dzień.) . Pan z notatnikiem w ręku robi ostatnie kreski. niebo staje się coraz bardziej przezroczyste. Trupy porozkładane na rampie zabiera ostatnie auto. .pada od czoła komenda. fragm. która niezmiernie powoli przewala się przez niebo nad Birkenau i niknie za lasami w stronę Trzebini. Czarne postacie esmanów chodzą spokojne. handlował jego złotem i tłumokami. pił jego wódki i likiery.śpiewają na całe gardło.. Gdy wracamy do obozu.. pachnąca perfumami i czystą bielizną. Transport sosnowiecki już się pali. Wiele wyniosą cywile za obóz. W zabitych szczelnie skrzyniach odeślą do Berlina. ustawia się do odmarszu. . jajka.Und morgen die ganze Welt. noc przejaśnia się. na Śląsk. Dużo. fachowe. gwiazdy poczynają blednąc. marmoladą.

za wąskim pasmem łąki. Na skraju lasu stał post. jak Bóg zdarzył. między niespodziewanie żywotną rzeczką a szosą przecinającą w poprzek dolinę.pogłębiarki 24 .jak to się mówi .rzekłem do Romka. nie przewidziawszy. jakby w rowie był 105 Bagry (z niem. co im w Polsce napsuł. patrzył spod nasuniętej na uszy i czoło furażerki w dolinę jak na dno wanny.ŚMIERĆ POWSTAŃCA Obok rowu. Pracowaliśmy na spółkę od chwili założenia tego parszywego obozu na skraju małej łączki pod jednym z wirtemberskich wzgórz i doszliśmy w kopaniu rowów do niejakiej wprawy. kupą na dworcu i zagnano na dno wanny poprawić rów.Pomyślałbyś. od dwóch lat odrabiającego w obozach Niemcom to. Pole ciągnęło się zboczem pod górę i urywało się pod ścianą czarnego lasu. przewidująco wykończony w dobrych czasach. tam gdzie las schodził w dół kępami młodych wierzb. rwali płatami murawę na zamaskowanie budynków. jako że do wodociągów ściany kazano nam kopać prosto. kiedy świeciło słońce i pełno było pod drzewami dojrzałych. on przejmował moją funkcję podpierania rowu. O kilkadziesiąt metrów na lewo. równając pługami ziemię rwaną przez bagry105 i podwożoną z dołu przez szeregi wagoników pchanych przez ludzi. Z daleka wyglądało to tak. który ciągnął się nieprzyzwoicie blisko pola buraczanego. nosili podkłady i szyny. Rów. jeździły olbrzymie traktory. strząśniętych przez wiatr śliwek. mięsiste liście. że niby nic nie znaczy . popękaną ścianę rowu lub siadałem na umiejętnie podłożonej łopacie. przyczepiony leniwie do kilofa. Kiedy on się kiwał. gwarno i tłoczno. podobno duńskiego karabinu. widziało się prawie że dosięgalne zielone. rozsiadł się drugi post i owinąwszy się szczelnie w lotniczy szary płaszcz. pod rachitycznymi śliwami.na sago. Bagger) . zaczął się podczas deszczów obsypywać. a pod nimi białe. Wychyliwszy się za brunatny nasyp świeżo wyrzuconej. którym polecono w rowach układać rury na wodociąg. . rozmazanego w rzadkiej mgle. Czym prędzej więc zabrano nas do noszenia szyn i wyciągania poplątanych prętów stalowych leżących. Było tam niebezpiecznie. Kiedy ja się kiwałem. byłego dywersanta spod Radomia. a ja wyrzucałem ją końcem łopaty na grzbiet nasypu. o różowych żyłach końskie buraki. a nawet grozić całkowitym zawaleniem się. On dziabał kilofem miękką ziemię na kaszkę. pod które grunt dopiero równał traktor. lepkiej gliny. Dalej na zboczu. Sterczała z niego jak kopia śmieszna tyczka długiego. wymrą solidarnie co do jednego już po pierwszych dziesięciu kilometrach. opierałem się o wilgotną. taki rów. Ludzie pchali lory. a nie . leżało pole zasadzone burakami. że Norwegowie. Na dnie wanny kopaliśmy rów. rozparte w mokrej ziemi.

żeby się kłócili o politykę.odparłem lekkomyślnie. że truponosy dostali wczoraj po dwa bochenki chleba. bo coś nie słychać. . będzie deszcz? Skulił się pod ścianą we wnęce po przezornie oddziabanej glinie. .Albo to pierwszyzna dla nas? A popatrz. Co to niejedno już widzieli. Starają się od rana jak głupi. rów.jeden człowiek.dodał zgryźliwie i zakończył przekleństwem. Machnąłem w milczeniu parę razy pustą łopatą i przytrzymałem osypujące się z nasypu grudy. że rów? .Nie dwa. jakby wypłowiałe oczy i dobroduszną. trochę słońce poświeciło. że majster Batsch da któremu skórek od chleba. kiwnąwszy się bez zapału na kilofie.Aby nie do noszenia szyn albo podkładów. przedzielając rytmicznie słowa klapnięciami kilofa. . wysiedzianych po nie byle jakich obozach.Wykopaliśmy rów. .Osypał się. A z tych tam . Umiejętność prowadzenia rozmowy i przewlekania jej przez cały dzień była prawie tak samo ważna jak jedzenie. . to było nas starych równo tysiąc ludzi.wskazałem głową za zakręt rowu. nabrzmiałe deszczem obłoki. Myślą. pod koniec wojny dobrowolnie lager przyjechali budować. tych tam.i została nas połowa. jakeśmy zaczęli kopać. trochę deszcz popadał. a nie tak.podtrzymał rozmowę Romek. Jak go poprawimy. Popatrzył po horyzoncie. . to mów od razu. Było tam sucho i jakby cieplej. ci tam od powstania . nie dwa bochenki . bardzo przychudzoną twarz o silnie zarysowanych kościach policzkowych. Ale jak chcesz coś powiedzieć. bo wywieźli pięćdziesiąt trupów w skrzyni. Dlategośmy wczoraj tak długo na apelu stali. jak ci tam od powstania. . ale za to gorliwie i bez odpoczynku. i tyle. jak ty mówisz. A jeden Żyd to się utopił w błocie na środku obozu.tylko każdy trupiarz dostał po pół bochenka i trochę margaryny w nagrodę. 25 .zauważył zmartwiony. A wiesz. Sami chcieli. gdzie pracowała reszta naszej grupy.Jak myślisz. . Mówili. kraj uprzemysłowić . Miał niebieskie.A bo co. na okrąg. czy i połowa żyje.Frajer deszcz . Ja im nie kazałem tutaj przyjeżdżać. .Nawet słońca nie widać . . Nad rowem szedł porywisty jesienny wiatr i pędził górą niespokojne.Pewnie już cały rów uprzątnęli. to nie szkoda mi wcale. Ochotnicy. powstańców. Musieli dalej odejść. Chłop w chłopa. trochę się rów osypał . ale w dole było zacisznie. to pójdziemy dalej mówił. U nas zupa była już zimna na bloku. Przy łopacie i kilofie ujdzie jeszcze wytrzymać. który pracuje wolno. Były dywersant podniósł się z wnęki i pochwycił za kilof.to nie wiem.

ubrana jednolicie. może coś się skombinuje. że zjechała na ich ziemię niespodzianie banda więźniów i rozłożyła się małymi lagerkami od Stuttgartu aż do Balingen. . nasz Chorwat dobrze popatrzy. żeby. a ty. powstaniec. Budowała obiekty wojskowe. więźniów z obozów koncentracyjnych 107 Zur Zeit (niem.Chyba pójdę po buraki.Gdzieżby tam! Stary na pewno przyjdzie' On przecie chleba woli nie dojeść. Kto chce zdechnąć. jak esman Żyda 106 Armia Pracy Todta (Organisation Todt) . pracuj.obecnie. porachuje. a zieleniny nawpychać się musi. bo cóż winni są spokojni wieśniacy z Wirtembergii. szczęść wam Boże w pracy . niby nie bije.rzekłem układnie. nerwowego jak ryba na haczyku kapy. Wetknąłem uważnie łopatę w ziemię. Ja ci mówię. Czego on nie je! I mlecz. bo majster na wieś poszedł. moglibyście zdjąć tę papę z siebie. zajęto pastwiska pod urządzenia polowych fabryk. nie ubabrała się w błocie.Przynieś ze dwa. świetna ochrona od deszczu i wiatru. wrzasku pchających naładowane ziemią wagony ludzi. Głupich nie brak. Za rwanie bowiem buraków groziły niedwuznaczne sankcje. . i chyłkiem polazłem wzdłuż rowu między kałużami z ostatniego deszczu. byle dużo.hitlerowska organizacja budowlana.. głupi. in. poryto im paskudnie łąki. a skórkami mami. a nic nie robić. . lecz z drugiego. któremu z nudów nadarza się czasem kogoś postrzelić. Twoja kolej teraz. a żołnierze i majstrowie z Armii Pracy Todta106 grasują z upodobaniem po ogrodach i sadach. niech czeka na skórki. Ja tam wolę mniej zjeść. . innemu wystawała spod marynarki torba cementowa. inny jeszcze posłużył się papą.ostrzegł Romek.A wy. w pasiaki. że on wy kituje. Rzecz polegała na tym. padając. kręci się tam przy bagrze .) . a jeszcze więcej po narzeczonych nieobecnych autochtonów przebywających zur Zeit107 na froncie. da! Nie bój się. bliżej traktorów. Umie dać szpilę. Za zakrętem rowu. i pietruszkę z łąki.Panowie. przepuście mnie. umie podbechtać do pracy. no i posta. a dopiero da ci. teraz 26 . żeby z kamienia robić olej? Już i tak wycierpieli dosyć. którą nałożył na siebie. i dziki czosnek.Narobi się taki jeden z drugim za cały bochenek. Zjadłoby się trochę. Nie widzieliście wczoraj. wydawszy otwory na głowę i ręce. że trzeba było rwać buraki nie z pola leżącego pod nosem. . . wykorzystując jako siłę roboczą m.A pewnie. . a zje kawałek skórki potwierdziłem skwapliwie. Ale uważaj na kapę. Tylko nie daj komu. no nie? Akurat dobrze. Jeden wpuścił marynarkę w spodnie. aczkolwiek z pewnymi indywidualnymi odchyleniami. w pewnym oddaleniu od nas. że dygaj. jakby to była kiełbasa! Ma on swój system. Ja wczoraj przyniosłem i przedwczoraj. pracowała grupa starych panów z powstania warszawskiego.A jakże.

. proszę pana. jak nie ty? Może powiesz: nieprawda? . Trzeba się trochę ruszyć koło siebie. Przyjrzałem się dokładnie staremu muzułmanów!. .rzekłem z pogardą . to byłbym taki mądry i chodził bez papy. jakbym miał trzy koszule.oburzyłem się szczerze. .szanować się nie umiecie. a nie Aryjczyków. która wystawała spod kusego kołnierza postawionego sztorcem. niż gdybyście pajdkę chleba zjedli. jeść chce. że co? Że wytrzymacie? Wwalą w skrzynię i wywiozą. to mu się nie bardzo chce żyć . Dostanie pan durchfallu i wykituje pan w try miga. to co? . Były one grubo oblepione błotem. i tyle będzie z was. przecie obóz to nie pensjonat.A kto wczoraj menażkę zupy z naszego bloku wyniósł.Jakbyś pan zjadł tylko liter zupki na wodzie i pajdkę chleba.Kiedy się. trochę się ochędożyć. jakby ten kawałek nasiąkłego wilgocią płótna z pokrzywy mógł go ogrzać.No? A jak po buraki. pan idzie po buraki? . tobyś też tak wyglądał jak my .Albo ja więcej jem od was. proszę pana. Czyja wam broniłem robić miotły? Wyście sobie wygodnie w południe leżeli. dawnym.Przyniósłbyś pan jednego dla nas. Nie wpadło mu natomiast na myśl wpuścić spodnie w owe eleganckie niegdyś trzewiki. jeszcze warszawskie. Marynarkę przepasał grubym sztukowanym sznurem i wypchał się grubo słomą.przerwał potok mej wymowy ten w nakryciu z papy.A czy ja jestem Żyd? Żydów to tam mogą tłuc. . czy co? . jak ja witki plotłem. i gęstą mazią nowo nabytej gliny. . to nie u mamy w domu. Jak się otrzecie z błota i poruszacie się niemnożko 108. Pracowaliśmy wszyscy koło wikliny. Zresztą martw się pan o siebie. 108 Niemnożko (roś. A jak będziecie tylko buraki jeść i jeszcze co dzień papierosa kupować za pół miski zupy.Sprzedałem wczoraj miotłę blokowemu z waszego bloku i za to dał mi miskę zupy. stary. Już i tak wyglądacie jak półtora nieszczęścia. to wam od razu więcej zdrowia przybędzie. niegdyś eleganckich trzewików. A jak człowiek głodny.Tylko nie jestem wzwyczajony do frykasów jak wy z Warszawy.Panie.Burak szkodzi na żołądek.Ej. to myślicie. Ja też.zapytał mnie ten od utytłanych.troszkę 27 . I szanować się umiem. gdzie wam wszystko podadzą. co ją znalazł u niego? . Nie lepiej to przeżyć? . zeschniętym. . .) . stary .rzekł rozsądnie stary.zatłukł za słomę. .

wrzucając łupiny do dołka.rzekł ten od nakrycia z papy.To się udław. Tutaj. bo pan jest młody! .Tee. wsadziłem oba pod marynarkę i trzymając w ręku parę liści jako osłonę przed wzrokiem kapy albo posta. biało-różowych buraczanych łbów nic innego nie umiałem dostrzec.Ludzie. toby już dawno trawa po mnie rosła! . . daj pan jednego. klnąc siebie za niepotrzebną zwłokę. wilgotne ściany i odetchnąłem z ulgą. Oglądałem się za rzepą.powiedział bardzo rozumnie. Wsadziwszy nogę w zagłębienie i chwyciwszy się palcami krawędzi rowu wy-dźwignąłem się z wysiłkiem ponad rów i nie zważając. Jakbym ja się bał. te. Romek kucnął sobie w rowie. przyciskając do brzucha obrzydliwie wilgotne buraczane łby.Panie. . i obrał starannie buraki.Jak posiedzisz parę latek jak my wszyscy.zawołałem prawie że z rozpaczą.Kiedy panu łatwiej. poczułem się nieco raźniej. trzymając się rękojeści kilofa. Przecisnąłem się do byłego dywersanta. to po co się starać? . że cała marynarka obłazi mi błotem. Dywersant dziabnął kilofem w dno rowu.To zdychajcie. ty sukinsynu! . daj pan kawałek . 28 . z Oświęcimia. Oczyściłem marynarkę i spodnie wyjętą z kieszeni drewnianą łopatką. a w ścianie rowu wykopano dwie płytkie dziury. .odpowiadam rozdrażniony i biegnę do buraków. Byłem trochę podniecony i oddychałem jak zgoniony pies. to i tobie wszędzie dadzą drugą miskę zupy . począłem wycofywać się do rowu. oskrobałem bardzo starannie ręce i buty i przytrzymując buraki pod połami marynarki szybko podyrdałem do swoich. Na oko wybrałem najgrubszą bulwę. zostawcie mnie w spokoju! . . kiedy przechodziłem koło nich.I tak nikt nie patrzy. w których stopa znajdowała oparcie jak ulał. jak jesteście starzy i boicie się.krzyknął za mną nieprzyjaźnie pan w nakryciu z papy. ja też jestem taki mądry.. popełzłem ostrożnie między buraki. Zdobyłem tedy jeszcze jeden burak. Tuż przed zakrętem nasyp nad rowem był usunięty. wyjął z zakamarków odzienia rzecz nieocenioną: scyzoryk. wykopał mały dołek. Wreszcie wsunąłem się między spękane. ale prócz pękatych. bez pośpiechu poobrywałem liście i wyważyłem ją z ziemi. .namawiali mnie powstańcy. Jakieś sto metrów dalej rów skręcał ku czarnemu kwadratowi ziemi tarmoszonej przez traktory i bagry. zakryty po trosze buraczanymi liśćmi. Albo ode mnie blokowy weźmie? Woli dać zupy za darmo któremuś z was. . Wyciągnąłem buraki spod marynarki.A idźcie sobie urwać! Tam rosną buraki dla wszystkich! Co to ja jeden jestem? .

prawda? Sami to się boicie? . aż pierze pod sufit poleciało. w poduszkę. Podszedł do nas po cichu i oparłszy się na łopacie. z nabożeństwem wysłuchiwał historyjki dywersanta. niedaleko od Radomia . rozglądam się. . i to bardzo dużo . Ale on nic. mówi Wilk. poduszkę i pierzynę mi do cna ino zmarnowali!” .Idźcie. jakoś tak się ta wioska nazywała. do roboty i starajcie się dalej.Na pewno lepsza od tych buraków. . idźcie.Ale co ma sołtys do buraków? . Dlatego jadło się je ostrożnie i małymi dawkami. czego się nie robi dla Ojczyzny. tylko mnie woła. i ja. aż się załatwi. Człowiek w trzewikach ze starczym uporem tkwił wciąż nad nami.rzekłem drwiąco.partyzanty jedne. Obstawiliśmy chałupę na olaboga i Wilk we wszystkich opowiadaniach Romka Wilk grał pierwsze skrzypce . Wywaliliśmy na spółkę w chłopa. .mówił.dywersant podał mi pokrojony na części burak.Panie. to wam majster Batsch może skórek od chleba da . Włażę. „Ja go nie puszczę. jak mnie zaraz Niemcy wywieźli? . raz poszliśmy robić jednego sołtysa.Chcielibyście tylko.Jeżyny czy Dzierżyny.powiada . A sołtys milczy ze strachu.A jakiej kiełbasy. . Miały nudną. nie mogąc oderwać oczu od chrupanych przez nas nonszalancko plasterków.Słuchajcie no. przesłuchaj ta go w łóżku”. proszę pana? Bo ja się trochę na wędlinach znam .Trzeba było urwać sobie .rzekł Romek.rzekł niespodziewanie stary w zabłoconych. baba w krzyk za nim? Akurat! „Takie owakie .. a kiedy nie odchodził. powiada baba. . rozmiesz.odrzekł opryskliwie Romek. stary.bo w spiżarni u starego tośmy taki . trudno. leży sołtys z babą w łóżku i nie chce wyjść. z nie mniejszym nabożeństwem śledząc krajanie buraków. To sobie możecie wyobrazić! Podał mi plasterek buraka i odkroił sobie drugi.wieniec kiełbasy zafasowali. bo trochę ciemno. który natychmiast schowałem do kieszeni . żeby ktoś za was tyłka nadstawiał jak w Warszawie.Jakiej kiełbasy? Wiadomo.Rozumiesz. . czekamy. dodałem zniecierpliwiony: . daj pan kawałek. Zwykłej wiejskiej kiełbasy z czosnkiem .Jakże j a mogłem walczyć w Warszawie. piekącą słodycz sacharyny i rozchodziło się od nich nieprzyjemne zimno po ciele. .wlazł przez okno do chałupy. niegdyś eleganckich trzewikach. . nie nadające się na wybredniejsze podniebienie części. Myślisz. „Chodź na przesłuchanie”. mówię.zatoczył ręką nieprawdopodobne koło . że nie serdelowej.Bujda wszystko .zawyrokowałem. nie bądź pan taki. 29 . wycinając z buraków żylaste.A ma. Wal. zaklepując łopatą dołek z obierkami.

Nie imponowały mu byle jakie opuchnięte nogi. także nie jeść. palec włazi w ciało jak w wymieszone ciasto. nawet kawy. Ale ty byś od razu zjadł. wyjął chleb. Jak dojdzie od nóg do serca. a potem opowiadać dyrdymałki. zawszeście jednakowi.rzekł dla zasady Romek. jak błyskawicznie i fachowo oceniłem.Gdzie tam. zwiędłe śliwki.Widzicie. Chwycił chleb. a buraka to chcecie za całą rękę . . następnie wyjąwszy z kieszeni kawałki buraka. Poczęliśmy obaj żuć. podzielił go sprawiedliwie na dwie równiutkie części i podał mi jedną. . stary. podciągając do góry zabłocone nogawki pasiaka. Dywersant oparł się na kilofie. A wy zjadacie całe główki.Ale niech tam już będzie. tylko mi trochę opuchły . ciągnąc za sobą łopatę. prawie sine łydki. a potem podniósł na mnie oczy bez wyrazu. 30 .dodał z mieszaniną pogardy. i wręczył je staremu..Ano. Takim burakiem to człek przynajmniej kiszki napcha. ma się rozumieć. Żebym to ja tak chleb umiał dotrzymać. niegdyś eleganckich trzewików.Dam wam kawałek chleba.rzekł z ożywieniem stary. tylko woda. uznania i zazdrości. a tam inni za mnie kopią. jak trzeba. aby unaocznić. a drugą ręką chwycił się pod bok. tak z pół pajdki rannej. stary.Chleba dajecie za paznokieć. nic. Wreszcie Romek wyciągnął z kieszeni dwie przyduszone. Dywersant gmerał obojętnie kilofem w ziemi. bo do roboty trza. chorobliwie białe. Nie można nic pić. cierpliwość i umieć donosić żarcie do czasu. A wiecie dlaczego? Woda. .Trzeba mieć. . położył go we wnęce. . żebyście nie marudzili. z fantastycznie poskręcanych szmat i ścierek wyłaziły obrzmiałe. Dajcie prędzej.powiedział bezdźwięcznie i wyciągnął z kieszeni omotany w brudną szmatę chleb. Trzeba było od razu wyciągnąć chleb. poskładał je do kupy. Co dzień z wami to samo. Pochyliłem się i nacisnąłem palcem skórę.stary. . odszedł w pośpiechu za zakręt rowu. Nogi was nie bolą? . Z chytrym uśmiechem rzucił mi jedną. żeby bolały. Że też wy od rana umiecie dotrzymać .Widzicie. uważasz. Znalazłem śliwki. Z utytłanych w błocie. Za dużo w nich wody. Gadamy i gadamy. że kantu nie ma i że to rzeczywiście cały. A wy buraków chcecie. to wtedy kaput. nie nadkrojony burak. Wtedy Romek sięgnął do wnęki. I zieleniny. .. uważnie mieszając chleb ze śliną i połykając bez pośpiechu. Stary krytycznie spojrzał na łydkę. Złapałem ją w powietrzu. który zebrawszy kawałki buraka w podołek. ale za całego buraka . buraki szkodzą na żołądek. jak chodziliśmy po narzędzia rano do budy.

niedawno założony obóz. Należało rozmawiać cały dzień. mamrze się zjedzeniem . ani na podatki nie wezmą. żeby na kupie nie stać. troszkę kawy popić. .Najlepszy system to nie nosić jedzenia w kieszeni. . Od nas widać było czub kościoła. Znów bez porozumienia wróciliśmy do dawnego systemu pracy. Wbił kilof w ziemię i oparł się o ścianę rowu.Nigdy nie umiałem podzielić.prędko zdechnie. gdy milczenie przeciągało się niebezpiecznie.. a ja podpierałem wnękę. a dalej traktory. na której gdzieniegdzie rosły dzikie śliwy. Oto zbierał codziennie od swoich kolegów skórki od chleba i rozdawał je tym. Wilgotna ziemia pachniała trupim zapachem gnijącej trawy. że bym zjadł . poniżej dna wanny. Za lasem leżał nasz mały. żebym miał chleb przy sobie? Raz-dwa zjeść.zagadnął. krusząc resztki grud upadłych z nasypu. organizator wszelkiego jedzenia po okolicznych wsiach. Z drugiej strony była łąka. To żydowski system. a miał nas dwudziestu. Z jednej strony rowu wznosił się nasyp. Rów był wąski. przerzynając na ukos łąkę.odpowiadam zgodnie. dbał. a tu było trochę ziemi nad głową niby dach.I warszawski . zdaje się? . w którym w przeciągu dwu miesięcy umarło trzy tysiące ludzi. Śliwy dochodziły aż do wsi leżącej zupełnie w dole. Chwyciłem łopatę do rąk i począłem z energią wyrzucać okruszyny ziemi. podniósł kilof wysoko ponad brzegami rowu. niknął we wsi i wypływał wraz ze śliwami. myśląc o odbytej tylko co transakcji.I warszawski . tego ani złodziej nie ukradnie. Dalej wspinał się po stoku wzgórza młody świerkowy las.Naturalnie. Co w żołądku. wtedy człowiek tracił 31 . noszenia szyn i załadowywania worków z cementem oraz świetny. .dodałem. którzy najgorliwiej pracowali. i przestać cały dzień przy łopacie. ale niedużo. ale nieproporcjonalnie głęboki. Był to wielki specjalista od instalacji wodociągowych. Od lasu kładł się biały pas drogi. . O swoich ludzi. jak w Oświęcimiu dostawałem paczki. . oraz czerwone dachy domów schodzących coraz niżej.Zacząłeś coś mówić o rowie przedtem. Widziałeś mnie kiedy. Z daleka. za nasypem szło pole buraków. Grunt to nie narobić się. odcinając się od mokrej zieleni trawy jaskrawą barwą munduru Armii Pracy Todta. Taki. może dlatego że nad rowem szedł wiatr. pozwalając mu w rowie opadać własnym ciężarem.zgodził się były dywersant. Były dywersant wziął kilof i odsunąwszy się ode mnie o dobre parę metrów. schodził z drogi majster. łańcuch wart i las. .Wiesz. gmera. ani ogień nie spali. On kiwał się na kilofie. A tutaj porcje także od razu zjadam. w której wydawało się nieco cieplej niż w gołym rowie.mówię w rozmarzeniu. nawet przez oświęcimiaków nie dościgniony. co dzieli. to mleko skondensowane od razu wypijałem . który wznosił się w środku wsi nad wodospadem wezbranej w jesieni rzeczki.

już się dosyć nawojowałem po świecie. że wróci.. . Przyłóż ucho do ściany. . .Kapo. że będziesz umiał żyć? Albo będziesz się bał wiecznie nie wiadomo jakich strachów. doły. szyn. cementu. pokopaliśmy rowy.i znów machnął kilofem.poczucie czasu i nie miał okazji do snucia destruktywnych marzeń o jedzeniu.Bo to. gorszyło. do dziecka. Śmieszyło to bardzo starych oświęcimiaków. jak te nasze powstańcy. I coraz częściej pada deszcz.do kogo? Może też gdzieś tak dołki kopią. prawdę powiedziawszy.rzekł ostro dywersant . popatrzył jakby z niezmiernej wysokości i poszedł powoli nad rowem. A jak przyjdzie zima.. Ale nawet gdyby nie. Za zakrętem.Ja tam nie myślę o tym. ja tam od rana myślę o jedzeniu.. machaj kilofem .majster stoi nad rowem. co kapo bowiem. Majster Batsch postał chwilę nad nami. aby dzisiaj przeżyć. bracie. nie widzisz? Udając. a nawet.i zaśmiał się urągliwie. że go nie dostrzegamy. ale teraz .chodź no tutaj! Dlaczego ten człowiek leży na ziemi? Dlaczego on nie pracuje? Majstrowie nazywali kapami wszystkich. założywszy ręce do tym. to kapo. Na pewno będzie ci lepiej niż teraz. Chcę wrócić do żony. jak ziemia huczy od artylerii. to znów na granicy szwajcarskiej. żelaza i czego tam jeszcze. I końca nie widać. błyszcząc czernią wysokich butów. na dnie rowu.Pogadajże coś! Jak to było? . Wywalałem pełne. to znów nowych przygnają. pracowaliśmy gorliwie. a posłyszysz. .krzyknął do mnie. coraz to któryś z kumplów umrze. ten od 32 .. aby błysnąć nim nad rowem.grunt. Ale tak do syta chleba i grubo masła na chleb. tak się gmera. cegły. którzy umieli po niemiecku.Już od miesiąca tak kują. stanąwszy nad grupą powstańców . I to nie o jakichś tam wspaniałościach. . bo w co będziesz wierzył? Co tu mówić. gdzieś pod Beskidami. Podbiegłem rowem.Nie gadaj. nazwoziliśmy wapna. albo będziesz grabił oburącz. dbając usilnie. Brzeg żołnierskiego płaszcza miał ordynarnie zabłocony. zbudowaliśmy kolejki . Przez ten czas u nas wymarło trochę ludzi. kapo . uczciwe łopaty aż na sam czub nasypu.rzekłem ostrzegawczo . Jeszcze się człowiek jakoś trzymał nadzieją. postękując z wysiłku. widzisz. co będzie . raz na Śląsku. kują. kopie Niemcowi na pożytek. raz w Wirtembergu. w kółko. Kują w nią tam na Zachodzie.i co? Coraz głodniej i zimniej. siedział skulony stary. to myślisz.Machaj. zatopieni na niby w rozmowie. . nie? A może chciałbyś już tak do końca życia . gdzie się da. co to się w powieściach czyta. . i tak.

w nadziei. prawda? .Krank. Majster kucnął nad rowem. .Cóż to. nie wiesz pan.Buraki? Z tamtego pola. że nie ostrzegamy. to bardzo niedobrze. przyglądając się smutnie powstańcowi znad rowu. Klauen110. pierwszy dzień na komandzie? I zdejmij pan tę papę.) . Mówiłem już raz. korzystając z tego. ale z daleka zaglądając więźniowi w twarz.To pan jeszcze mało rzeczy widział na świecie.majster Batsch uczynił dłonią międzynarodowy ruch chowania ukradkiem do kieszeni.rzekłem ze zdziwieniem. wylazł z wnęki i stanął także w pozycji roboczej. troskliwie.głód. . Towarzysz starego. dziecko. Musiało mu być gorąco. . buraki wam. Na żarłoczność i głód trudno poradzić. przecież on jest chory. Na przeraźliwie bladej twarzy starego powstańca pojawiły się rzadkie krople potu. bo rozpiął kołnierz. jakby z krawędzi innego świata. że majster zrozumie po polsku.) .rzekłem z pogardliwym lekceważeniem. rozumieć 110 Klauen (niem. proszę pana majstra. . Dopiero co przyjechał do obozu.Ciężko chory? . zaszkodziły? . opierając się z wprawą na kilofie. . Powieki drżały mu raz po raz. że majster był zajęty czym innym.nażarł się buraków i teraz dostał boleści w brzuchu. Oczy miał przymknięte.zagadnął bez zainteresowania. bo jeszcze pana kto urządzi. ciężko chory. verstehen?109 . chory .Chory? .zapytał. że my niedobrzy.On nie może tego potrafić! .kraść 33 . ściskając rękoma brzuch. że zielenina szkodzi.zabłoconych. to nie wie. ten od nakrycia z papy.dopowiedziałem pośpiesznie .No tak.Powiedz mu pan. kucnął spokojnie we wnęce. że żaden post nie pójdzie teraz stąd? Coś pan. Majster Batsch pokiwał głową w zrozumieniu. . a niegdyś eleganckich trzewików.powtórzył z naciskiem. i jęczał. Słoma wylazła mu zza pazuchy i sterczała przed twarzą.Stary.Hunger. 109 Hunger. obrzucił mnie nienawistnym spojrzeniem i rzekł niezdarnie do majstra Batscha: . On jest chory. Gdy chwyciłem za łopatę. Jego towarzysz z kilofem. . co? O. prawda? . widać. . Dywersant. to zupełnie jasne . verstehen (niem. Co pan.On kupuje co dzień buraki za chleb. . W ręku trzymał spory pakuneczek owinięty w gazetę. stary. I odszedłem do swojej łopaty. ruszył się niespokojnie. ten od papy. .zapytałem ze współczuciem. może tego człowieka do lagru zaniosą. Ma czas do wieczora. Znów później powiecie.

Nie pociągnie nawet do wieczora . Pod naszymi nogami rozsypały się skórki chleba. I z rozmachem uniósł kilof nad głowę. Z rana porcja chleba i co tam było do chleba? . potem znów ten chleb i trochę buraka. tu znów im źle. Przecie jak oni jechali do Oświęcimia. Popatrzył z sympatią na naszą zgodę i umiejętną pracę i rzucił między nas pakuneczek owinięty w gazetę. . i co trzeci chwalił się. że ma wujka volksdeutscha111.obruszył się były dywersant spod Radomia.Nie mogłeś przyjść po mnie? . że oni nie są polityczni.Co się będziesz martwił za tamtego.Już niejedną setkę takich widziałem. . Mogli bronić tej Warszawy. jak już zaczęli.zapytałem zainteresowany.Wczoraj to zjadłem. . . Jedzenie było tematem w chwilach szczególniejszych wzruszeń. Ja mu nie kazałem przyjeżdżać. Żeby tak jeszcze. bo odnosiłem kotły.. bo musiałem zjeść w kuchni.Co tam zjadłem .W Oświęcimiu krzyczeli.ciągnął dalej .pajdka rano. dbając usilnie.Pewnie. Urwał i chwycił za kilof. to ich nikt nie pilnował. bo jeść mało dają. .Nie. który w związku z pochodzeniem zadeklarował przynależność do narodu niemieckiego 34 .podpowiedziałem. 111 Volksdeutsch (niem. . . Przyjechali sześć tygodni temu i już chcieliby ze trzy miski zupy dostać! . potem parę śliwek. Dorwali się teraz do robót jak chłop do wody sodowej.rzekł dywersant.. Myśleli. A dziś . Było pół pajdki na dwóch. aż ugięła się rękojeść łopaty. .odpowiedziałem.) .Znów jeden mniej. podczas gdy ja skwapliwie pochyliłem się ku ziemi.obywatel kraju okupowanego w czasie II wojny przez Niemców. że na roboty.Dużoś zjadł dzisiaj więcej niż porcja? . . to dobrze mu tak . a teraz znów się obżarł burakami. aby błysnąć nim ponad krawędzią rowu. Jak kto chce Niemcowi służyć. Pod wieczór tośmy sprzedali buraka Żydom.Margaryna i ser . durchfall.zapytałem z żalem.. A potem dostałem jeszcze zupy na kuchni.Właśnie o tym myślałem . że mogli.. . Spuchłe nogi. A wieczorem jeszcze zupa za twoją miotłę. nie? . Przez cały dzień nic.Margaryna i ser. margaryna na trzydziestu kostka.rzekł energicznie Romek. Ze złości wywaliłem całą grudę ziemi na nasyp.. Czarno widzę przed nim. Nad nami stał milczący majster Batsch.

Ręce jego.BITWA POD GRUNWALDEM I Po szerokim. Wolno spać dalej. zachrupotał wielonożnie po szkle z wybitych dokładnie szyb. zacięcie wbijając w beton takt. nakrapiane gdzieniegdzie jasną plamą wojłokowych chodaków.Panowie żołnierze . żeby z kolei wystawić na słońce plecy. Oślepiająco kredowy wąż kurzu. opowieść o bohaterskich. który wlókł się za Batalionem. jednolitym zamachu. twardym parapecie okna na trzecim piętrze jednej ze ścian studni i wygrzewając się nago na słońcu jak sparszywiały pies przeciągnąłem się sennie. odziane w zielone rękawy odziedziczonych po żołnierzach z SS kurtek. mąciły wojskową jednoznaczność wyrazu. przybił gorliwiej beton pod wysmukłym. . ociekających igliwiem młodych sosen. świeżo malowanym masztem. jakby to maszerował nie Batalion. szedł Batalion i śpiewał. jak z worka z gałganami. . podnosiły się energicznie do pasa i opadały ku ziemi w gniewnym. sczerniałą zielenią świeżo ciętych gałęzi. słonecznym blaskiem i mięsistą. odwracając się do sali. jak po dnie głębokiej studni wkopanej w kamienne ściany budynków. pękł. która wszędzie na świecie jest tam. głucho. w której odbywały się do niedawna patriotyczne wiece esesmańskie. zszarzał.powiedziałem. jaskrawą zawartość ludzi i bagażu.Batalion pomaszerował do kościoła na mszę arcybiskupią. zalanym słońcem dziedzińcu poesesmańskich koszar. podobny z lotu do trzech zielonych gąsienic o pręgowanym. sfałdowanym grzbiecie i nieruchomym tułowiu. obszedł sztywno dziedziniec. przypadł do ziemi i rozdęty przypadkowym podmuchem wiatru napęczniał. 35 . zwinął się u wejścia do hali. urwał wpół słowa śpiew i wsunął się jak w tunel w mroczną czeluść hali. zelżał pod kupą bali. wesołych i chwalebnych przygodach Dyla Sowizdrzała i Lamma Pasibrzucha. minął kolumnę rosłych ciężarówek amerykańskich. przywalony drgającym słupem słońca. Dobrze spełniliście swój obowiązek wobec Ojczyzny. ponieważ wiatr zarzucał nań jak na wędkę barwną szmatę narodową. które wytrząsały ze swego wnętrza. skręcił ostro pod oszkloną niegdyś halą. gdzie wy jesteście. drew. ławek i krzeseł przygotowanych na wieczorne ognisko. wzbił się w powietrze i rozpłynął się w nim bez śladu. ziewnąłem z uznaniem i odłożyłem na bok zorganizowaną w którymś z pokojów oficerskich książkę. a kroczył ufny w swą siłę i ochrypły śpiewem jeden zwielokrotniony człowiek. Siedząc z kolanem przy podbródku na wąskim. Tylko pstrokate nogi Batalionu. odgrodzoną od placu ostrym. Batalion.

ale żeby kucharze żarcia z kuchni dla Żydówek nie wynosili.oficerowie na czele. nie mieścił się w skąpym łóżku. Patrzy chorąży. Pod nie bielonymi ścianami. podszedł do okna. co tam im trzeba dla nas. Plecy zagrzały mi się tak. czy kucharz kraść zdąży dla Żydówki w ciąży .Polska piechota maszeruje dobrze.Znowu sukinsyny gotują na węglu . . jakby je kto skrobał rozpalonymi szpilkami. zamrugał ku mnie zaspanymi oczyma krótkowidza. po żołniersku śmierdziała zastarzałym. to nie . chwała Bogu i Ojczyźnie.warknął gburowato chorąży. . hitlerowskie sentencje. nie zrzucał nigdy sukiennego munduru.To pan do mnie kij przytykasz. że obiad dla oficerów. gdy ją polscy prowadzą oficerowie ku chwale Ojczyzny . zeskakując z parapetu. 36 . W powietrzu bzykały cienko wypasione. po czterech.Sala po prostu. Od stóp do głowy pokryty był przyblakłymi wzorkami tatuażu.rzekł. zdobnymi w bogoojczyźniane. .Jak mają kuchnię elektryczną.A jak maszerowali? Jak wojsko? Bo na ćwiczeniach łażą jak muzułman po błocie odezwał się podchorąży Kolka. Na prawym udzie pięła się ku pachwinie gruba. Krostowatą twarz zwracał nieodmiennie w stronę okna i patrząc bezmyślnie na mieliznę parapetu łapczywie wsłuchiwał się w śpiew i tupot Batalionu. to niech pilnuje. kotły i wszystko. który uczył się angielskiego i szeptem powtarzał słówka. świecąc muskularnymi węzłami ciała. teraz odpoczęli dwa miesiące i znów łażą. na którym sypiałem. jeżeli dobrze zrozumiałem . Niby wszyscy męczennicy z obozu. jak zakurzony glinany talerzyk. bracia. . a pod ich nogami wałęsało się parę taboretów bez oparcia i błąkała się bezradna jak zagubione dziecko emaliowana spluwaczka. wysadziwszy głowę za okno. dusił się od gorąca i bił podkutymi butami o żelazną poręcz. piętrowych łóżek. a czerwony napis wskazywał nieomylnie: „Tylko dla pań”. . Chociaż z okazji rozdziału niemieckich marynarek pokłócił się z oficerami i postanowił bojkotować wojsko. Olbrzymi i żylasty. Uporczywie chodził w obcisłych. stały dwa szeregi żelaznych.Jak kto ma dyżur w kuchni.wykrzyknąłem. Uczyć maszerować to potrafią. słonym potem nie mytych genitalii.dodałem patrząc obojętnie w przestrzeń. który spał przy ścianie od drzwi. czyściutkich slipach. który czytał niemiecką książkę o Katyniu. a zamiast kapów . krzywo wyrysowana strzała. Cisnął książkę na stół i bijąc buciorami o kamień podłogi. leżał w nim cały dzień na łóżku. . barłóg. . przez środek szły z gruba ciosane stoły.Przez sześć lat w lagrze piątkami łazili. i zdjąwszy rogowe okulary z nosa. to co gotują w kuchence? Jasne. leniwe muchy i ciężko oddychali rozespani ludzie.rzucił od drzwi Stefan. sypiąc za każdym poruszeniem fury słomy z przegniłego siennika na dolne łóżko. żeby nie kradli.

. pogładził się po rzadkiej i sztywnej siwiźnie i rzekł ze wstrętem: . podniósł się z jękiem na swoim łóżku.Sutki piersiowe. A jak ci się nie podoba co. równe i białe jak u psa. co o tym wie i książeczki czyta z obrazkami? Jakby wlazł w tyłek Pułkownikowi. znowu się wam bić zachciewa . . . toby nie wylazł. poruszony nagłą ciszą. Chorąży powoli wstał z łóżka. nasz brat. Chodził wzdłuż stołów wyprężony. wyskrobku bolszewicki. Naćpał się nie gotowanego mięsa baraniego.I przytknął siną. Parsknąłem krótkim. Leżał nieruchomo. wypukłe oczki. Pana trzyma Pułkownik na smyczy. zadrgały mu spazmatycznie jak pyszczek zajączka. jedynego zresztą w tej sali. ale do maszerowania na mszę.Hau. ludzie niespokojni.koledzy. . na wąskich pasach zieleńców. Pan jesteś psem od łapania. panie chorąży.pomyślałem rozczarowany i wychyliłem się przez parapet. pamiętał bowiem szpital z małego kacetu Dautmergen. Z dziedzińca zacharczała odjeżdżająca ciężarówka. aż dopiero z Podporucznika.Mało wam jeszcze. wychudzoną twarz do poduszki w czerwone maki. póki się ciebie nie czepiam. jakby był przywiązany do budy. ale złapie i gryzie. Cierpiał od kilku dni na ciężkie rozwolnienie żołądka. A jak ci się podoba taki kontroler. Chorąży poderwał się na łóżku. W łyżce wody chce utopić brata. między rozwalonymi 37 . hau . zaklął ordynarnie na temat płciowy. jak nożem uciął. Chwycił książkę. zawsze głupi. a nie do garnka. ozdobione parą wytatuowanych uszu i sinymi kropkami imitującymi oczy. kradną! Nie szczekaj. .Nie czepiaj się mnie ty. gryź pan. Dobry pies nie szczeka. Chorąży sztywno usiadł na łóżku. że was bieda bije? Ale nasz Polak.zaszczekał chrypliwie Stefan i zmrużył złośliwie maleńkie.Właśnie. cierpliwy jak chore zwierzę. pochwalnym śmiechem. Zza wykrzywionych nerwowo warg zaświeciły zęby. Wolał zdechnąć niż pójść do szpitala. Doleciały nagle strzępy jazgotliwego gwaru i umilkły. „Nie będzie awantury” . którego omal nie utłukłem w walce o lepsze miejsce w wagonie podczas transportu do Dachau. uderzył głową o ostry kant górnego. Siennik zachrzęścił i słoma posypała się na dolne łóżko. . Jednocześnie zaś chory Cygan. Podwinął pedantycznie wystający róg prześcieradła. Zmarszczyłem z dezaprobatą brwi. przewrócił z szelestem parę kartek i tępo wpatrywał się w fotografie grobów w Katyniu. którą przyniósł z nocnej rajzy po bauerach. jak nie złapałeś. Pod kamiennymi ścianami koszar.O ludzie. Podchorążak Kolka poruszył się z zainteresowaniem i wyjął pięść spod głowy. Przebierał nerwowo palcami u nóg. pociągając płaczliwie nosem. właśnie. Kradną. to won z wojska.zaskomlił.

Pan chorąży pewnie na mszę grunwaldzką? . Z parteru.ale cóż. za lojalność. ciągnęły po autostradzie kolumny aut. a także za Ojczyznę. dołem tonący w soczystym cieniu. . mocno osadzonych w ziemi platanów. 38 . to może siedzieć. za niezłomność. tam gdzie były kuchnie Zgrupowania Wojskowego Allach. usta drgnęły mu złowrogo.stertami gnijących śmieci. za karny meldunek. Wyżej. przez dziurę w murze nie wyjdziesz.. . z pięter. A w środkowym skrzydle budynku. człowieku: siedzisz zamknięty jak za Niemca.westchnąłem z udanym smętem .) .. .zapytał obojętnie Kolka z drugiego końca sali.Ładnie jest.w słońcu jak w złotej farbce.. znajdziesz .Znajdziesz. ciekł nieustannie wąski strumyczek rowerów. Przez cały czas patrzyłem spod zmrużonych rzęs na chorążego. gdzieś aż spod strychu. bracia. bo kto panu da jeść? Pułkownik barana nie przyniesie. Ale jeśli nie znajdę! . Żeby chociaż nie kradli! Byłoby lżej. bo ustrzelą. Ale nie powiedział nic. panie podchorąży. wystawione na słońce. wiadomo ..Uważaj pan tylko. jak głodno i do domu daleko. Za bramą.zanucił Stefan. równo oszklonych okien.Nie.snuł się cichutko niebieski. na świecie . Ale do czasu. . szedł rząd weneckich. bo nie umiesz się lizać. za sprzątnięcie korytarza. darły się chrapliwie niezmordowane radia.. żeby panu synka nie złapali. Wyciągnął z szafki mundur i począł się ubierać. pełzały w górę anemiczne drzewka klonów i szczelnie krzewił się tuż nad betonem kwitnący czerwono żywopłot. tam gdzie mieszkali prominenci. A jak siedzieć? Jak komu syn barana przyniesie albo Niemkę przyprowadzi. do czasu. której pilnowali obcy żołnierze. zardzewiałej na brąz rury wystawionej nonszalancko przez lufcik . Na parterze. .. Pójdę na kuchnię sprawdzić. nad drzewkami i żywopłotem. Tam właśnie był świat. przepustki ci na świat nie dadzą. a górą . 112 Häftling (niem. które wonią zarażały cały dziedziniec. na drugim piętrze. w wielu szeregach bliźniaczych okien zwisały ze sznurów strzępy różnobarwnej bielizny i kręciły się na szpagatach świeżo malowane drewniane kuferki. barwne letnie sukienki migały wśród bujnych. sapiąc z lekka przez nos. aby wyschły.mruknął złowieszczo przez zaciśnięte zęby.więzień. Zacisnął wargi i patrzył w ziemię. panie chorąży. do którego puszczano za dobry marsz. że wszystkim jednakowa dola. z małej.Häftling 112 . A ty? Siedź. Chorąży poruszył się niespokojnie na łóżku. delikatny dymek i drżąc cieniutką smużką rozpraszał się ukradkiem w powietrzu.

miło się z sąsiadami pogada .Cóż jest między nami wspólnego? .Idź na mszę. On na pewno jest syty. Na czele posuwał się Pułkownik. . Czarne. nad którymi podskakiwały krasne głowy w furażerkach.nie pójdziesz na Grunwald9 . Zresztą . sunął bowiem godnie i prosto i z wysiłkiem markował wojskowy. Co dzień mi zupy daje.dodałem rzeczowo . Zapuścił ręce w spodnie i czochrał się z zainteresowaniem.. pętało się nie zróżnicowane stado zielonych i czarnych kurtek. obficie posypanych narodowymi barwami. . jak gromada niesfornych dzieci za nauczycielem. . Za nimi. moje zbyt tuzinkowe dla niego. On na dzisiejszą uroczystość patrzy pod kątem Polski . głupi! .Mamy tak różne doświadczenia życiowe! On całą wojnę był gdzieś tam w wielkim świecie. dla Polski. coś mu widać po kaznodziejsku tłumacząc. może o wywrotowych fermentach w Zgrupowaniu Wojskowym Allach. - 39 .Da i bez tego. co to brukiew.Że też ich Niemcy nie zdążyli wybić! . pluskwy i flegmony. gestykulujących rąk. mucha bzyknie. Obok ciągnął Major owinięty w dziewiczą zieleń niemieckiego munduru oficerskiego. jaki głupi. Tadziu . mnie byś opowiedział.. a nad generalicja polata dym i zapach gotującego się dla niej obiadu.Nie chce mi się.bohaterstwo i Ojczyzna. . sterczące włosy lśniły jak sierść psa. Byle z daleka od niej mieć dwie miski zupy! Jaki ja byłem głupi. Polska. Jego gesty będą niezrozumiałe dla mnie.jeszcze go nie ma.Na dziewczynki byś popatrzył. a obaj sobą troszeczkę pogardzamy. energiczny krok. Ciskał rękoma ku Pułkownikowi.ja gulaszu i jutrzejszej postnej zupy.ukłoniłem się w stronę chorążego . A myśmy mieszkali gdzie indziej.A ty.rozłożyłem ręce z emfazą.Idź na mszę . Dopiero generalicja podąża godnie i w ordynku na świętą mszę. . panu Redaktorowi napisał do gazetki. mnie się chce jeść.Stefan oparł się w zadumie o parapet i patrzył ze złością na dziedziniec.Odchylił się od parapetu i płaską dłonią plasnął się w czoło. A nie chciałbyś zobaczyć Arcybiskupa? . i trochę Boga. A Grunwald? Albo mi tu źle na parapecie: słońce przypieka.podchorąży Kolka przełożył nogi przez poręcz łóżka . w mundurze skrojonym przez miejscowych krawców na angielską modę z koca koloru przywiędłego liścia. . A co ciekawego na mszy? .Do końca świata już tacy zostaną. Polsko. Podobno na ognisko niespodzianki szykują. co to wiesz .a wszystko widać jak w teatrze.. Może da ci gulaszu? Gulasz dziś na obiad. Widziany w silnym skrócie Pułkownik podobny był do masywnego kloca o polerowanej słońcem głowie i sztywnych nogach. Może pójdę do teatru.namawiał leniwie Kolka.

którzy dziś nie chcą mu dać do syta zupy tytułem rewanżu. usiadł na pryczy i . blokowy .goniec 114 Komanderówka . Tu.Przecież sam widziałeś.odmiana komando. jak Stefan. Amerykanie przychodzą.blok dla ozdrowieńców 40 . świat się przewala. Laufer) . z którego zupa kotłami.nic. tylko młynek i placki piec. owoców i mięsa dla blokowego. trzymałem tę hołotę na bloku. od którego raz. rozumiesz. Podniosłem obie ręce do góry. Wtedy korzystając z okazji zadeklamowałem patetycznie: Ustalają się hierarchie. wyżebrał od kogoś trochę pszenicy. . były kolega. chłopcy poszli na rabunek z nożem.opiekować się. fleger z Birkenau. brat poznaje wreszcie brata. Jak kradłeś. niech mi tylko zjeść co dadzą 113 Laufer (z niem. dostałem uważnie po mordzie. że nie dość szybko ustąpiłem mu z drogi.A pamiętasz .A miejsce kto im dał na bloku? Czyste buksy. ja mogę już do służby. Stefan umilkł speszony. karmiłem. chronić) ..byliśmy przecież w jednym obozie. kradłem żarcie głupim Cyganom. a dla nich co najwyżej . to dla siebie masło i chleb. jakieś kobiety posmażyły się. potem laufer113 i pipel osmański na małej komanderówce114. pan Kuriata. artyleria esmańska w obóz. koniec wojny! A ten . nadstawiałem się za nich.. . szonungowym bloku115.Nie chwal się. szał. . więc się poczuł silny władzą Ja. patrząc ubawiony. I już taki ważny się zrobił jak.młynek. placki i do latryny lata. schonen .zupę. grupa więźniów pracująca poza terenem obozu 115 Szonungowy blok (z niem. wreszcie blokowy na najbogatszym. a chleb dziesiątkami bochenków wędrował na lager w poszukiwaniu papierosów.dorzuciłem pogodnie. napchane sienniki? To mało? Wyżyliby na komandzie? .Oczyściłoby się powietrze. jakby zdechli . Drugą miskę dostał zupy. że uratował życie paru polskim oficerom z powstania. czyste koce.jak w Allachu Pułkownik? Przynieśli mu młynek od kawy.ciągnął w rozgoryczeniu .przerwał ostro podchorąży Kolka. jak taki Stefan przechwala się teraz. Kręci młynek mieląc mąkę nasz Pułkownik. wsie naokoło palą się. aż Stefan odwrócił się do sali . zbratanie ludów.

Uśmiechnąłem się do Kolki i w odpowiedzi zakołysałem głową. pójdę .cztery litry! . co? W Katyniu? Szkoda panu chorążemu? . .Idź do tej Polski. ty bękarcie! Ty wiesz. chorągiew? Żeby syneczek mógł nocami chodzić na baranki i dziewuszki sprowadzać? Umiecie wy robić Polskę.A co. Uderzył mnie spokojnymi oczyma. to do zgody woła.Książeczek się pan chorąży naczytał.. aaa? Chorąży był już zapięty na ostatni guzik. Pójdę i będę na was czekał. masz rację. mąkę miel! Niech się klin wybija klinem. W Katyniu. panie chorąży.szczeknął zjadliwie Stefan.Nikt cię tu nie trzyma. Wpił się kościstymi palcami w czarny blat. Kiwnął do mnie wesoło ręką. zsypując na mój barłóg furę śmieci. . nie podoba? Pan chorąży chciałby innej. aż się rzygać chce! .rzekł z goryczą. o będę! Podchorąży Kolka usiadł ciężko na łóżku i zwiesił na dół nogi.Nie bój się pan.pochwaliłem. co Katyń zrobili. inteligentowi .mam czas. aż mu paznokcie nabiegły krwią. 41 . prawda. do tych Polaków.Tak było. Żeby chorągiew nosił w niej. Czarny Cygan jęknął boleśnie znad poduszki w czerwone maki.syknął chorąży przez zęby. co? . kilkakrotnie puknął się w skroń. jakby próbując. czy w niej nie zachlupoce woda..To mój wiersz.W takim czasie takie głupstwa.Pułkowniku. Zbielałe wargi poczęły mu drżeć. Stefan .Dziwię się panu. Tylko jeszcze na was trochę popatrzę. idź! .. idź! . Dobry. ostro cel! Pułkowniku. nie podoba wam się Polska. przystając naprzeciw chorążego. książeczek. Niemeczkę pomacał.zaśpiewał łagodnie Stefan .wybuchnął nagle chorąży i także podszedł do stołu. udając idiotyczne pochylenie głowy. Kiedy przykazaniem kupą się trzymać i nie warcholić! Warcholstwo gubi nas! Przez nie giniemy! . za wygranie każdej bitwy damy zupy . zapamiętam. . zupy pojadł.krzyczał chorąży. gadzino zapluta! .Idź do tej swojej.Pewnie. co to znaczy? To twoi kochani rodacy ze Wschodu.W Katyniu. twoja Polska. . . Szpiegu! . że w Katyniu. .. . pułk stworzymy ci z kasynem.

Dalej. szczelnie oblepił okna hali. Obok ławek stał nieruchomo Batalion. wyciętym z papieru orłom przyszpilonym do wielkich chorągwi narodowych zszytych z prześcieradeł.właściwy komendant obozu. Czuł się nieswojo w ukradzionym cywilnym garniturze. Chorąży szarpnął za stół.zaszeptał Redaktor. wykładanego a la Słowacki kołnierzyka.Przyjdziesz do nas na gulasz? Bo my wcześnie do teatru idziemy . dajcie no spokój! . i poważnie podawał się ku ołtarzowi.) . osuwając się obok niego na ziemię.purpurowy z pasji. byczy łeb. Obok z karminowej sukni rozlewa się na brązowym pluszu fotela Śpiewaczka. żuł obojętnie gumę i błyszcząc obco brylanty na. strzyżony krótko. to mi oddaj . wszedł ksiądz w fioletach i otoczony ciasnym kołem czarnych i zielonych księży posterował do hali. pozował na krześle Aktor. First Lieutenant116 .E. że w dni głodu przed końcem wojny miało ją całe Dachau. przyglądał się nabożnie brzozowemu krzyżowi. . w których kołysał się bluszcz i drżało pogodne niebo. Za krzesłami ciasno zbił się tłum. tłumek zebrany przed halą sypnął się do środka.porucznik w armii amerykańskiej 42 . przystrojonej suto w czerwień i biel. tępo patrzał w uda Śpiewaczki. założywszy nogę na nogę. Obecnie (plotkowano dalej) ma ją Aktor. przewrócił go z trzaskiem i skoczył Stefanowi do gardła. sukinsyny! Arcybiskup idzie na mszę świętą! II Arcybiskup odwrócił się od ołtarza. Nad skwapliwie pochylonymi głowami 116 First Lieutenant (ang. o której plotkowano. W oszklonej i umajonej świeżo ciętymi gałęziami hali odezwał się srebrnie dzwonek. . otwartym drzwiom.wrzasnąłem piskliwie i pobiegłem pomóc Kolce rozbroić walczących. Stojący dotąd bezczynnie przy fotelu ksiądz z Dachau podskoczył żywo i włożył mu mitrę na głowę. Masywny.zapewniłem go żarliwie. jednocześnie zaś z galowych drzwi komendantury. kręcił się niespokojnie i błyskał pytająco okularami w stronę widzów. Arcybiskup popatrzył na tłum u podnóża ołtarza i nieznacznie skinął głową.Nie bić się. sznurując usta i ociągając w dół mięsiste policzki. Między oficerami tkwił w pierwszym rzędzie nieruchomy jak pomnik Prezes Komitetu. U jego stóp lśniły nad poręczami krzeseł siwe głowy oficerów. .uklęknął na jedno kolano i uderzył się pięścią w piersi. Arcybiskup niecierpliwym ruchem poprawił ją (widocznie uwierała) i dopiero wtedy pobłogosławił nas bezradnym rozłożeniem rąk. wyłaził ze śnieżnego.Przyjdę . przyglądał się i milczał.Jak przeczytasz Sowizdrzała. . przetkany Pułkownikiem. Na łonie jej leżał tekturowy hełm amerykański. . za dużym i za sztywnym.

A tu ugór. Zamiast krzyżyka dyndała jej się na szyi dziwaczna. panienko! . a co energiczniejsi poszli oglądać izby. 43 . słuchałem radia z Warszawy. Śliczne nogi miękko spływały po pierzynie. Dziewczyna błysnęła w odpowiedzi zębami. siedział władczo Profesor i ironicznie uśmiechał się do mnie zza okularów jak zza okopu.Ta pani . Uciekli. Zieleniec zatarasowano betami. uderzył ją w kolano i zupełnie jawnie zjechał dłonią po łydce dziewczyny. Wleźli do nas jak w zakazane zboże. na wąziutkim skrawku zieleni pod anemicznymi platanami. Z naszych. okraczywszy wysokimi cholewami walizę. omdlewające od żaru. Podniosłem domyślnie brwi. podobna do małej świstawki. . na których zaraz usiadły karmiące kobiety. . rozkładał się transport wytrząśnięty z amerykańskich ciężarówek. . które szukają lepszego pastwiska.przechylił się do tym. gapili się na halę. poeta. Jak krowy.domyśliłem się.Z band leśnych? .Wprost przeciwnie. przeświecające ciałem przez przejrzyste sukienki. Mężczyźni w mokrych od potu koszulach tkwili czujnie przy tłumokach. Pod nimi. Musiał dojrzeć.przepłynął słaby szept modlitwy. które na chwilę zapaliło się w jej oczach.odrzekłem wykrętnie.Wytrzymałem biologicznie. Poprawiła się na pierzynie. Przymrużyła rzęsy. podłużna kapsułka. może od słońca. . dotykając niechcący nóg dziewczyny właśnie uciekła do żywego ciała narodu. Teraz kładę podwaliny pod drogę do Polski. . Przeszli z Polski przez zieloną granicę. w których miał mieszkać transport. Zbyt pełne piersi zakołysały się pod bluzką. poduszek i kołder siedziała dziewczyna o niezwykłych oczach. Roześmialiśmy się obaj. Cały transport przyjechał z Pilzna. Podałem dziewczynie rękę. Pod batystową spódniczką rysowały się mocne. Pan nie na mszy? Uciekł pan od narodowego i boskiego misterium? Nie buduje pan fundamentu drzewca sztandaru narodowego. łazili pod budynkiem. Żydówka. złożonego z ducha poległych i innych? Na kupie oplecionych sznurami walizek. Po drugiej stronie betonowego dziedzińca.Profesor uczynił gest w górę. Między jedną a drugą skrzynką poszukiwania rodzin narzekano wciąż na bandy leśne. obojętne na wszystko dziewczęta. Chodząc na mięso baranie po innych sztubach. jędrne uda. Z letargu duchowego wchodzę w żywe ciało narodu . rozwrzeszczane czarne bachory. że mi szczęki zadrgały z pożądania. Cytowaliśmy co celniejsze ustępy z powielaczowego pornograficzno-patriotycznego pisemka obozowego wydawanego przez księży.Aha.

jakby przepraszając . cha. Wylewali się z niej ludzie po skończonym nabożeństwie. objuczona betami. Polska jemioła na niemieckim dębie.odrzekł niechętnie Profesor. Czubkiem palców musnęła włosy mężczyzny. poplamionych jak fartuch rzeźnika. I nie być ambasadorem swego stada na cudzych łąkach. . To gorycz krowy.parsknął grzmiącym śmiechem. w tej waszej . szorstkie sukienne spodnie natarczywie łaskotały mi uda. .Niech pani nie słucha. . .Polsce? Nie odchodziłem. W więzieniu Akko pod Jerozolimą. popłynął w stronę komendantury i wsiąkł w parterowe drzwi mieszkania Pierwszego Porucznika. W czasie wojny. . Ścisnąłem ironicznie wargi.rzekła dziewczyna .Myśli pan. w którym połowa siedzi. oblepiający z brzęczeniem Arcybiskupa. która.Niech pan pamięta o krowach. napełniając z szumem dziedziniec jak miskę.Żeby szukać lepszego pastwiska? .. że jestem biednym pasażerem.krzyknęła z pasją. Zbyt wydatny biust zakołysał się znowu pod bluzką. . a druga połowa trzęsie się? Że to z powodu korony orła? Zna pan przecież polskie dowcipy? Otóż wcale nie! . Bo my walczymy o ideę! A cóż tam. . . Złapałem dwa toboły i bijąc po męsku butami o beton.Żeby mieć swoje własne pastwisko. .i znów spotkaliśmy się w jednym domu . cha . podygowałem w górę schodów. która nie znalazła lepszego pastwiska.z getta . ocierając się jak kot ciałem o moje ciało.Oto żywe. Pogardliwie machnąłem ręką w stronę placu.Jakby wojny nie było .Wcale nie dlatego! Chwyciła energicznie za walizkę. człapała przede mną. Siedziałem tam pół roku za nielegalną emigrację.A jednak siła. ascetyczne ciało narodu.A gdzież jest nasza łąka? .W Palestynie. choć złaziła pół świata. łapiąc jej ukośne spojrzenie. co wysiadł z tramwaju. .Jesteśmy z jednego domu .dodał zgryźliwie Profesor i rad z siebie roześmiał się hałaśliwie. Cały czas patrzyłem w kark dziewczyny. . Rój prominencji.ogarnęła dłonią kamienie koszar .uśmiechnęła się. niedoszły poeto dorzucił i zapatrzył się w swoje owłosione kolana.w domu esesmańskim.zapytała znad pierzyn dziewczyna. Dziewczyna zsunęła się miękko z pierzyn i wylądowała na ziemi.Nie . wstał i bez słowa poszedł przez betonowy dziedziniec ku hali. Potarł zmarszczone dłonie i klepnął się po skórzanych bawarskich spodenkach. Jakieś jej ciotki 44 . uda błysnęły spod różowej sukienki. Transport w gorączkowym pośpiechu zaczął wnosić pakunki do koszar. cha. Gdy schyliła się.

jak gęsta. chwytały rozdygotanymi rękoma za bety i pokazywały drogę. kiedy będą mieć pierwszą kobietę! To są zasadnicze sprawy. do wybitego okna i pokiereszowanych. W przejściu otarłem się znów o dziewczynę i pochwyciłem jej rozbawione spojrzenie. wolniej! Jesteśmy wielką siłą! Moralną! . spiętrzonych prycz. podnosił się leniwie znad ziemi. wzdymał się. płaskiego lasu leżącego na horyzoncie i owijał jak kremem kopuliste platany przy autostradzie. Na to i Grunwald nie pomoże. Wyszliśmy na korytarz. gotujących sobie jadło ludzi. Ale będzie lepiej. Nie zepsuto ich 45 . podstawiwszy ręce pod strumień wody. . zbudowanych z paru sutych szczyp odłupanych od prycz i stołów.To wy tak żyjecie . spod dymu jak z dna garnka. ni to wolność. piekli na zardzewiałych rozpalonych blatach placki kartoflane i mieszali drewnianymi łopatkami w kipiących wszystkimi kolorami miksturach. brudna śmietana gotująca się od dołu. aż kręciło się w żołądku. Wytarła ręce o kraj spódniczki. Ja bym dnia tutaj nie wytrzymała. zacierał kontury dalekiego. Tyle lat ludzie byli głodni! Tyle lat tęsknili do tej chwili. Oderwałem dziewczynę od okna i zaciągnąłem do białej. . która miała być zajęta przez parę godzin.Ale .ludziom chce się jeść. Od spodu. pokrzykując wesoło i klnąc pod nosem. zmieszanej z dymem. nie wytrzymała! . kiedy najedzą się chleba. ostro gryzł w nozdrza. wylewał się przez szczerbaty mur na pobliską łąkę. Błysnęła udami. Zwaliliśmy ciężary w sali na parterze i wybiegliśmy znów po walizy. dmuchając pracowicie w ogień. bulgotał. . . ani o świeży lipcowy dzień. kompoty.uniosłem się gwałtownie.Przyzwyczaiłaby się pani .rzekła pogardliwie Żydówka. Strząsnęła z rąk natrętne krople. wykładanej kaflami umywalni. siedzieli kupami przy niezliczonych ogniskach. kaszę. W ciemnej jak piwnica izbie wzbił się aż pod sufit tłusty kurz i dusił w gardle. Automatyczne drzwi zatrzasnęły się cicho za nami. pitrasili w rondlach.Z przodu Grunwald. ani o kary grożące według regulaminu. menażkach. zupy.To jest jeszcze kwarantanna. dobiegał bulgot okrzyków i przekleństw głodnych. którzy nie dbając ani o Grunwald. W sali. która zapaskudzona resztkami jedzenia i łajnem śmierdziała jak latryna. mężczyźni jęli się do na wpół wywalonych drzwi. złupione stadu w noc przedgrunwaldową. tarasując drogę. okopconych paczkach po konserwach i w zdobycznych aluminiowych garnkach wszelkiego rodzaju jedzenie: mięso baranie. Zapach gotującej się surowizny.zmitygowałem się . musi mieć kobiety. Zbierało się śmiecie i wyrzucało je przez wybite okno korytarza wprost na głowy zagospodarowanych na tyłach koszar ludzi. Ach.czy opiekunki krzyczały na nią piskliwie. Człowiek musi jeść.odparłem urażony. Dym. Ni to kacet. a z tyłu pichcenie.

o kobiecie. Jeszcze dziś mam dedykację w oczach: „Kochanej córeczce.w głosie jej przewinął się leciutki akcent ironii . to zbyt groteskowe. Zaczerwieniła się jak brzoskwinia i przygryzła wargi.. .rzekłem pochwalnie.wyznałem szczerze .powiedziała z pewną dumą.Nie mówię o chlebie ani . W katoliku.Przez sześć lat byłam katoliczką. jak tylko Niemcy odeszli. . bo się zakochałam. ach. Polką. szukając oczyma potwierdzenia w moich oczach. 46 .ach. Był komunistą i nie lubił Żydów poskarżyła się naiwnie. Oczy jej zalśniły z wdzięcznością.A panią co ciągnęło na.klasnęła w dłonie . nauczyłam się przykazań takich i owakich. Przeżyć tyle lat i zginąć po wojnie. w Dniu Jej Pierwszej Komunii.do tej pory. Miała jasne. chodziłam regularnie na msze i do spowiedzi. Nie mogłam mu kłamać. zanim zginęła w Treblince. Wstydziłem się pryszczy wyłażących spod koszulki gimnastycznej. . To bardzo łatwo. bał się pan! . nie wyglądała na Żydówkę. że nie mogłam? Popatrzyłem jej przeciągle w oczy z dobrze udanym milczeniem współczucia. jakie śmieszne! Podciągnąłem opadające spodnie i skrzyżowałem gołe ramiona na piersiach.Nie czekając na odpowiedź? .Bał się pan! . Śmieszne. Matka. nie. jak łatwo! . Nie jestem przecie podobna do Żydówki . dała mi książeczkę do nabożeństwa. .Wcale nie strach! Uciekłam od miłości. ach. .To strach.Jest miłość.Przyglądała mi się badawczo jak osobliwej odmianie psa albo kota. w którym kłębił się dym.Zaciągnął się do wojska. Tylko ciemne głębokie oczy opalizowały niespokojnie. nieco płaską twarz.Przecież pani jest jak Aryjka . ale do tej pory nie zdołałem ukraść koszuli z kołnierzykiem. w Siedlcach.Pokazałem ręką rozbite okno. wzdłuż okien wychodzących na las. To było.I to po tylu latach obozu nie zapragnął pan wyjść poza te mury? .. Nazywałam się inaczej. Janince. Ale pójść po prostu do lasu? . Człowiek ceni siebie w dwójnasób. . Dziewczyna roześmiała się drwiąco. Napisałam mu list na pocztę polową i uciekłam. . puszyste włosy i szeroką. Mamunia”. odkąd nastał pokój. Wszyscy boimy się. A gdzie miłość? . Chodziliśmy po korytarzu. Prawda. W istocie.Bałem się .Bardzo mnie kochał. na cudze łąki. . . jak nie strach? Uciekła pani od tej Ojczyzny? Miraż Zachodu? Oto i Zachód! .zdumiałem się. nawiasem.bo pilnują.

Żal mi zostawić książki. potrącając nas. dokąd? Dzień w jednym obozie. że napisze. Nie . zniechęcony. żeby mnie nazywano chaimką. .I nagle rzekła prawie szeptem: . Tak jak Romek. jakbym namawiał ją do tego. Znów przebiegli po korytarzu ludzie i wpadli w drzwi wejściowe. wsunęła mi się pod ramię. Co ja mam wspólnego z Żydami? Być samotnie. Mam wstręt do tego! . Gdzieś z podwórza dobiegały podniecone okrzyki. prywatnie Żydówką . A kiedy puściłem ją.tak! Ale żyć w żydowskiej wsi. .. Zastukałem żywiej butami i podciągnąłem jedną ręką spodnie. doić krowy.droczyła się ze mną.Uśmiechnęła się.Kto wie..nie spotkamy się nigdy. . Stale nowi ludzie. . ostre sukno parzyło jak pokrzywa. Zbiesiłbym się chyba z tęsknoty za przestrzenią i pieszo poszedłbym na zachód czy na wschód.odrzekłem zdawkowo. wyjść za mąż za Żyda? Nie..Dobrze to rozumiem .Jutro odjeżdżamy dalej . Może mogłabym się zakochać w panu? . A szkoda. Bezpiecznie.Może ucieknę na studia. Ale z panią .. ubawiona wyrazem moich oczu. .wyjaśniła krótko. nie! ..Jest pani bardzo odważna. . obcy. . A ja. dzień w drugim. Z dziedzińca wiało krzykiem. poza obręb obozu? Tam podobno sosny ociekają zapachem lata.Bałam się. Suche.Nie spotkamy się nigdy! .I wypaliłem jednym tchem: .to tym lepiej. To ten z Siedlec ... Żołądek ćmił jak bolący ząb.. oswobadzając rękę.ale .nie zaszedłbym daleko. Chciałbym być także takim. Ująłem ją za rękę.potwierdziła stanowczo swoje myśli . . . . że pojadę do Palestyny. Fala krwi przepłynęła przez moje ciało. z trudem opanowawszy drżenie szczęk.Panicznie się boję. a kąciki jej ust drgały . On był jak endek.Urwała.Kiedy pan chce iść na ten.Nie poszłaby pani na spacer. Odwaga strachu. Zbliżał się czas obiadu. i zniknęło za zakrętem korytarza. Dym z okien wsiąkł w korytarz i kładł się na suficie wąskimi pasmami jak pajęczyna. Ale tak czy owak nie spotkamy się nigdy. Przygarnąłem ją za łokieć i brutalnie obróciłem ku sobie.rzekła dziewczyna. Coś tam musiało się dziać. a ja jeszcze nigdzie nie byłem.Bo pan umie słuchać. Na korytarzach dźwięczały już kotły.ścisnąłem ją poufale za rękę .zawiesiła głos . żeby się ode mnie Polacy odsuwali! Paru mężczyzn przebiegło. Była ciepła i miękka jak sierść kota.krzyknęła. które uzbierałem. naprawdę już nie mogłam! Nie chciałam! Wolałam. ale tak.. spacer? 47 . Prawie dotykała mnie zbyt wydatnymi piersiami. macać żydowskie kurczęta.

Zbiegliśmy na dwór.Bydło . odpowiedział wrogim okrzykiem i zamilkł. którzy pilnowali głównego wejścia na parter. Chłopaki zbuntowali się. co za bydło! Ileż bym dała. .Już im dobrze dali . a potem cicho wycofał się pod schodki.I zadumał się posępnie.. Złapać raz. .To przez tych kucharzy . szedł przodem chorąży. dobrze? . Dziewczyna drżała całym ciałem. machnął ku nam zachęcająco i krzyknął zadyszany: . ratując. Tłum zatrzepotał jak stado spłoszonych kaczek.pocieszył inny . na których dostojnie zajaskrawiła się postać Arcybiskupa. Amerykanie. jak bodący byk.zaszeptałem z przejęciem.i zatupotał po schodach. potrząsając groźnie karabinami.ach. 48 . Zhardzieli przy kotle! Radia nie chcieli w południe na Londyn nastawić.nakryła dłońmi moje dłonie. kucharzem robił w Allachu. zbiegając z bulgotem w kurnik koszar. Zbyt wydatny biust ugiął się miękko pod palcami. Czekali niezdecydowani. zobaczycie! Akcja pacyfikacyjna! Wojsko z karabinami! Rewolucja! . Na widok żołnierzy stanął jak wryty. co się da. Pusty żołądek uwierał mnie jak ciasny.informował ktoś przed nami . . kark ukręcić cholerze antychrystowi. Natychmiast wszystkie okna zapełniły się rozgdakanymi głowami ludzkimi. Środkiem placu cofała się fala ludzi. Ostatni odwrócił się. Z drzwi komendantury wypadł Major. rzuciła się do drzwi.to oni nasłali Amerykanów. Dziewczyna. Naraz z pierwszego auta buchnął strzał. miskę kartofli wyrzucił na ludzi. Hałas im ludzie pod oknami robią! A szczególnie taki jeden. piekący but. w których stali żołnierze.Po obiedzie. Tylko to powinno być bez krzyku. Z pochylonym łbem. Żywi to oni nie przyjdą z obozu. Wtem z drzwi przeciwległego skrzydła koszar wysunęła się zbita grupa ludzi i szamocąc się jak sfora psów. ja wam mówię. ruszyła przez pusty plac wprost do komendantury. Ale z polskim narodem czy można? . nie odpowiedziawszy mi. . Wszystkie szyby na parterze były sumiennie wytłuczone. W drzwiach kołysał się tłum. co w pierwszej kuchni gotuje.Będzie łatwiej przy zmianie warty. Pójdziemy. żeby stąd uciec! Uciekajmy . Od hełmów żołnierzy. Stefan deptał mu po piętach. i kwita. Pognałem za nią. Przyciągnąłem ją do siebie. Znów paru mężczyzn przebiegło korytarzem. rozpływając się z szumem na boki przed sunącymi powoli jak łodzie jeepami. W przyprószonym cieniem wnętrzu pokojów krzątali się na gruzach sprzętów ludzie. dwa. Przytuliła się ufnie. odpryskiwało słońce i raziło w oczy.rzuciła przez zęby .Chodźcie.przez tydzień nie pozbierają się. podczas gdy samochody zawróciły ku bramie.

potarmosił. Dopadłem chłopców na chwilę przedtem.dodał buntowniczo.cudzoziemcy 49 .To cóż. wybili rentgenowi zęby w szpitalu. stał Arcybiskup i patrzył na nas łagodnym i zmęczonym wzrokiem. który poganiał kopniakami człowieka w białym fartuchu.rzekłem z rezygnacją i rozepchnąwszy tłum.krzyknąłem jej z daleka. bydlę! I pchnął kolanem pędzonego kucharza. Ausiander) . Ale nie uderzył. po obiedzie . .zagrzmiał roześmiany Kolka . śpiewając 117 Ausienderzy (z niem. Żołnierz podbiegł do Kolki. z Londynu! III Pokój redaktorów był przytulnie obity tapetą w liryczne kwiatki. przekrwionym okiem. . Żołnierze poskoczyli im naprzeciw. rabując amunicję. ale wyrwała się gniewna. zanim otoczyli nas żołnierze. jedzenie dla Niemki kolegom kradł! Kradł i cudzołożył! . połamali bardziej rzucające się w oczy mahoniowe salonowe meble i zapaskudziwszy z czubem miski klozetowe. została tylko solidna. Kucharz. wrzasnął z bólu. wykręcając mu do tyłu rękę. Reszta poskoczyła i otoczyła ich i olbrzymiego Kolkę górującego głową nad wszystkimi. Prędzej. zabulgotał gardłowo i zamierzył się kolbą. którzy albo padli na polu chwały w bitwie przy koszarach. . .krzyknął i błyskając gniewnie podbitym. motocykle i armaty w garażu. uspokoił. dwudrzwiowa szafa. albo zajęli opróżnione przez nas miejsca w Dachau. odeszli. Poruszał wargami. Przechyliłem jej twarz do pocałunku.To koledzy! .Bo kradł.Nie z Warszawy. widząc żołnierzy. Tadziu . aż upadła na kolana. Na schodkach przed komendanturą. Inny dopadł z boku. część muru koszarowego. a trochę jak z peronu. trochę ze zdziwieniem. oficerach SS. żyrandole. złapał ją za kark. popalili auta. wytłukli wszystkie szyby. rozmontowali gruntownie aparaty filmowe. . między Pułkownikiem a Majorem. popchnął na schody dziewczynę. cudem nie całkiem rozbita przez ausienderów117. albo uciekli do rodziny.Ej. wypadłem na plac. . Przycisnąłem swoją dziewczynę. ale Stefanowi wydało się. która mu się wyrywała z piskiem.I radia nam słuchać nie dają! Waszego radia . wysadzili. którzy ledwo wyzwoleni z obozu wpadli po skończonej wojnie w bezpańskie koszary. aż krzyknęła. proszę księdza.Trzymał przez pół dziewczynę. Wspięła się na palce i podniosła dłoń do twarzy. Po prawowiernych mieszkańcach.złodzieja mamy! Cały wór mięsa nakryliśmy w kuchni! A na sztubie pana kucharza Niemkę w łóżku! Nie zdążył jej wyprowadzić. że pyta. jakby się modlił. lustra w łazienkach i umywalniach.

zawalony kupą publicystycznych książek. Bo z chlebem to różnie bywało. gapiąc się bezmyślnie na ciemniejszą plamę na ścianie. zasiadł przy stole i mlaskając głośno językiem. . .Wiesz. dalej sklecony ze szczątków tapczan przykryty imitacją tygrysiej skóry. Siedziałem wciśnięty w róg kanapy.huknął Redaktor. najczęściej trzysta gramów. została rozbita w puch i wyrzucona na bruk.hymny narodowe. Odłożył łyżkę i popatrzył na mnie spod oka. . a mieszkał z kapitanem. ale dobitnie.No. wziął się raźno do jedzenia . wprost od młodej żony. apteką. jedz i rośnij . . Tu.żebym mógł porozkładać moje książki. wybierając starannie mięso. ozdobioną nie wiadomo skąd wytrzaśniętym Norwidem. Odwróciłem twarz ku oknu. . kinem i olbrzymią kartoteką zawierającą legitymacje i fotografie wielu dziesiątków tysięcy SSmanów. rzuciłbyś swoje wiersze i książki? Nie bałbyś się świata? A jakbyś musiał pogłodować? Obrażony. Obaj napełniali pokój niespokojnym buczeniem jak niesforne bąki. na zapas. Wetknął mi jedną do rąk. W szczerbach wybitej szyby 50 . byłym korespondentem dziennika w Białymstoku.Może ucieknę z nią na Zachód. skrupulatnie wybranych spomiędzy śmiecia zalegającego dziedziniec. nawet grunwaldowy gulasz wydawano bez kolejki i bez kontroli.Nie. wiesz . Nawet dla żołnierzy mało. biblioteka bowiem. głuchym jak wyschły pień.ty i ucieczka! Szczeniaczku. Nie byłem już zachłannie głodny. na wieczór.Masz.Albo we dwoje! . trzy miski. że chciałbym mieszkać w pokoju . dymiące zapachem mięsa miski. powiesić na noc spodnie w szafie. na pokojach oficerskich. cóż dopiero dla oficerów! Redaktor wepchnął się do środka. ewangelicznie brodatym. na równi ze szpitalem. był bowiem troszeczkę głuchy. który odsunął maszynę i matryce pod okno. no i w ogóle spać w łóżku. widziałem! . Zza uchylonych drzwi dochodził z korytarza brzęk kotła. Była więc szafa.Z tym drugim? .Co się dziwisz? Po obozie to już chyba czas? .skrzywiłem się z niesmakiem.zakpił . Wydoskonalił sobie dykcję. odsunąłem miskę.Redaktor trafił do obozu z powstania. Przygadałeś z transportu.rzekłem do Redaktora. . Wolno zanurzyłem łyżkę w gulaszu. Każdy oficer brał dwie. z dziewczyną. Sam w pokoju to cholernie przyjemnie! . piastując w rękach dwie pełne. Z okazji Bitwy pod Grunwaldem wydzielono nam po litrze kartofli z mięsem i sosem.rzekł krótko.

maszynę spod okna postawił na swoim miejscu i wtedy.przeciągnął z wileńska między jednym a drugim łykiem . biłem i kradłem dla tych tam pułkowników i majorów.Bił ludzi. miskę wstawił do szafy.Tak przy Arcybiskupie? A podlec! Przecież całe wojsko w jego oczach skompromitowane. . Ale dziś bym już nie bił i nie kradł. wysługiwał się esmanom. Angielszczyzną świat przejdziesz. Nie mógł inaczej zrobić. gotowy do wyjścia.Nie wsadzili go przecież. Są dwa bilety.mruknąłem niechętnie.First Lieutenant dał mu do wyboru: albo karę bunkra. Żaden lagrowiec. Zresztą ksiądz Tokarek nie pozwoliłby napisać. że ja nic.słońce rozwidlało się w tęczowe. że przypadkowo.że go troszkę nie lubiłeś.Komunista? Byłem u niego na bloku.Byłem . To sensacja! . Kiedy go wyrzucili na komando. papier wyrzucił przez okno. . żeby tylko zostać blokowym i mieć bindę118. masz. . szafę dokładnie zamknął.Można powiedzieć . opowiedziałem o sprawie.Redaktor wstał od stołu i pogłaskał mnie po twarzy. A on powiedział. Krzyk się zrobił. to chodził jak struty. Pokiwali głowami. jeszcze bym im pomógł. Nie najgorszy.Ale umiał znaleźć się.No. Wyklarowałem okejom. że o la! . Trzech dni z fasonem nie umiał wytrzymać. takim mnie. . Janusz .Moglibyście napisać o tym. A w tym pochodzie z mięsem byłeś? .Szuja .Pójdziesz do teatru. że owszem. Znasz Stefana? . Przyjechał ktoś z Drugiego Korpusu. Ale 118 Binda (z niem. . . .Jakim mnie stworzyłeś. nie martw się . . mój mileńki.A tobie udało się uciec? . usta wysuszył chusteczką.odrzekłem zwięźle.zapytałem. a szczególnie Pułkownik. Niechby zdechli w obozie. chusteczkę schował do kieszeni. .Był blokowym na szonungu.opaska noszona na ramieniu przez więźniów funkcyjnych 51 . .Żołnierze mnie puścili. przeprosił ją i wyszli razem z obozu. albo wydalenie z obozu. nie ma co! Krzyczeli na niego. Redaktor pokiwał głową. wytarł miskę papierem. Przechylił miskę i pił sos. słyszałem? . oznajmił: . pawie błyski. Binde) . bo Arcybiskup przysłuchiwał się cały czas. . Panie Boże. Jeszcze mi jeden rękę podał. może nas zabierze do Włoch.poszedł na bridża do Rotmistrza. głuchy . Jesteśmy przecież gazetą rządową! Ułamał kawałeczek chleba i umaczał w sosie. Stefan wziął Niemkę pod pachę.Prawdziwa sensacja obywa się bez prasy. .Wylizał łyżkę.to był ten drugi. że komunista i bandyta.

ale nawet rewia. woźnym w teatrze. Gdy wśliznęliśmy się na widownię i na migi załatwiliśmy sprawę z policjantem. wyściełał pokój jak gęsta wełna. Jutro będziemy powtarzać Grunwald \ Każdy zobaczy! . Reszta wąskiej. Redaktor rzucił klucz na stół i nie powiedziawszy ani słowa. Zamknął uważnie drzwi na klucz. zastukał do sąsiednich. Pewnie go zostawili na wieczór. a na słup. Przed zamkniętą bramą teatru stał tłum. Zlustrował mnie przy tym podejrzliwie. że przez chwilę byłem także jak oficer. nie ma miejsc! Zlitujcie się.krzyczał ochryple. Wzniesiono solidny. napierając na przepasanego narodową szarfą policjanta w amerykańskim tekturowym hełmie. zanurzył się w dym. który sterczał na szczycie. Na brudnej podłodze stało przy krzesłach kilka misek z nie dojedzonym gulaszem. Chociaż wszyscy z napięciem oczekiwaliśmy ogniska i narodowych występów wieczornych. nasadzono niemiecki hełm. co grasowali za budynkami. zerwano i zadeptano narodową szarfę. Nie lubił. ale zamki nie puściły. ale niezmiernie długiej sali tonęła w czarnoniebieskim mroku. I wypchnął mnie za drzwi. Na dziedzińcu kończono przygotowania do wieczornego ogniska. biel i żywą 52 . na który padało jeszcze żółte światło ze sceny. Policjant rozkrzyżowanymi rękoma patetycznie bronił wejścia. przeniosła się pod garaże. który. w drugim rzędzie. coraz ochrypłej. Grają teraz razem w karty.Ludzie. Z zewnątrz dochodziły wrogie okrzyki szturmującego tłumu i skrzypiały wyważane żelazne drzwi.o tym sza! boby wszyscy chcieli. ludzie! Przyjdźcie jutro. Odepchnięto go od wejścia. czworokątny stos. zwijając się przy zamkniętym oknie. Wszyscy patrzyli na scenę. Nic ich nie ruszy. oprócz oczywiście tych. . nie tylko Arcybiskup. z którego błyszczały ostro zapatrzone ludzkie twarze. odbierając mi książkę z rąk. jak mu cichaczem wynoszono druki. Bo oto na środku jaskrawo oświetlonej sceny.rzekł ubawiony Redaktor i pociągnął mnie na drugą stronę garażu do małych drzwiczek dla aktorów. Wokół stosu stały ławy. Tłum rzucił się do bramy. cała zasiedziała ludność koszar. . odczułem wyraźnie. umilkł i opuścił ręce. Nikt na nie nie zwracał uwagi. przybranej w czerwień. wzmocniony smolnymi pniakami po bokach. krzesła i fotele. z których urządzono teatr. pilnowali sztub przed złodziejami lub byli na wyprawach poza obozem. wyszedł. aż zapiał jak kogut. klął i groźnie krzyczał.Za grosz inteligencji . pod słupem zaś skrzyżowano dwa strzaskane niemieckie karabiny bez zamków. Jęknęła. Umieściliśmy się tuż za generalicją.

. nieomal na krawędzi sceny.Nie. w robotniczych kombinezonach. Wiatr szeleścił. W jej niespokojnych. Inni. . Nad nami piął się w niebo sosnowy las i szumiał.Paru z nich znałem: byli schreiberami w przesławnym obozie Allachu. ku niebu. Kiedy się nieco uciszyło.westchnąłem leniwie i sennie opadłem na ziemię pachnącą zbutwiałym igliwiem. a prześcieradło kurtyny poszło ponownie na boki. rozchylone usta. który pozostał w Polsce. nie rwie mnie już nigdzie .Ty i tak kochasz tylko tego. patriotycznym wrzaskiem widzów. Palcami podtrzymywała spódniczkę i oczy wznosiła niewinnie ku kurtynie. Redaktor. żołnierze i robotnicy! Straszliwy trzask wyważonej bramy i triumfalny krzyk wwalające-go się do przepełnionego garażu tłumu zlał się z ogromnym hurkotem oklasków i histerycznym.Szkoda.zieleń i podpartej czarnym pudłem rozedrganego patriotyczną melodią fortepianu. Podniosłem głowę i chciałem pocałować ją w wilgotne. po co ty siedzisz w tym obozie? Czy cię nic stąd nie rwie naprzód? Dziewczyna pochyliła się czule nade mną. Słońce. w zachwyceniu w nią wpatrzonego. ku sufitowi. ocierając się o korę drzew. jeździli z taczkami i obnosili naokoło Śpiewaczki łopaty. pochylił się ku mnie konfidencjonalnie i huknął głośno i z niekłamanym zadowoleniem: . umajona wieńcem niedojrzałych. stał gruby i płomienny Aktor i dłonią wskazując na Śpiewaczkę kończył z patosem wiersz: w imieniu Bogurodzicy. ale już płowiejących kłosów. pasiaki leżały na nich jak ulane. stała zapłoniona jak dziecko na imieninach Śpiewaczka. Zbyt pełny biust zakołysał się pod bluzką. hojna blondyna w krakowskim stroju. by jeszcze raz pokazać zapłonioną Rzeczpospolitą oraz jej kochanka. musiały być szyte specjalnie na zamówienie jeszcze w obozie. podtrzymujących wstążki od jej stanika. opalizujących oczach odbijałem się małym. Dzieci my Twoje. Polsko. Zamknęła mi usta dłonią. która prześwietlona jak cieniutkie złoto pełna była 53 . jak pierzasta strzała spadło w głąb lasu i tkwiło w bladozielonej trawie. Wkoło niej upozowało się kilku młodych ludzi w obozowych pasiakach.Powiedz mi. Na samym zaś przedzie. kilofy i łomy. . który się nareszcie umieścił jako tako na skraju ławy. że jeszcze łóżka na scenę nie wstawili! Fajna Rzeczpospolita! I warta grzechu! IV . rozszczepione w wierzchołku sosny. krzątali się na peryferiach sceny. Zmarszczyła brwi i odsunęła się. Aktora. wypukłym fragmentem siebie.

którzy mi pomogą. rozumiesz? Bez obozu.Widzisz.krzyknęła. zostań ze mną . od których trudno mi odejść.Uniosła się na kolana. I ja tak chciałbym żyć. . zahuczał nad nami i usiadł na łodydze dziewanny.rzekłem pobłażliwie . Ja jestem naprawdę wolna.Nie miałaś? . ileż ja ich wyniańczyć musiałam. bez wojska. Chodziły po niej pary. Spłoszony bąk odleciał z gniewnym pomrukiem.rzekłem niespodziewanie. bo cóż ja jestem? Jakie mam prawa? 54 . jak pociemniały sosny. mały bombowiec. . ponad gontowe dachy podmiejskiego osiedla. pięło się. rozgrzane i barwne. . nabiegając złotem jak dojrzałe jabłko. po co ja? Boję się przestrzeni.Nie miałam innych. z którymi jadę od Polski . Mam tam siostrę za bogatym Belgiem. których sklepienie wiodło aż pod czerwone mury i wieże koszar. Nad drogą płynęły kopulaste topole. .Popatrzyła w górę ku czubom sosen. .rozleniwiającej woni lata. Mam kolegów.Chodź .zaobserwowała dziewczyna. nie na pokaz! Nie pobierać zupy z kotła. mam książki.Zapomnę o nim. więc nie zapomniałam.tak żyją Niemcy. a opasawszy je zielenią jak mostem. .Ale dotąd nie zapomniałaś? . Rozchodziło się od niej urzekające ciepło jak od ciała kobiety. . Pojedziemy do Brukseli.Ci ludzie.Chodź . żeby się dać zabić. za dużo śmierci widziałem. jedź ze mną! Ja tak się boję Palestyny! Przez las płynęła asfaltowa droga ujęta w tamę topól.Nino. bez patriotyzmu.Już późno. Niech inni.Raczej jak dziecko na parapet okna . Nino . boję się ludzi. odsuwając moje ręce. . nie myśleć o Polsce. właśnie .podchwyciła Nina .Jedź ze mną! Ach. przebłyskujące różowo poprzez niebieskawy dym powietrza jak przez jedwabny szal.podjęła po chwili z wysiłkiem . Zabłąkany bąk.zerwała się niecierpliwie. . Tak je zbierałem. zanurzonym w lekkim potoku wiatru. Mogę się od nich oderwać.Gramoli się żarłocznie w konchę jak kosmaty psiak do miski z mlekiem . . . bez dyscypliny. . rozumiesz? Ja boję się ryzyka. .to są obcy.jedź ze mną na Zachód.Ja tu nie jestem niczym.na skraju lasu przerwałem milczenie i ująłem ją wpół .O.zdecydowała się nagle. Asfalt parzył pod nogami.No. Będę studiowała medycynę. strzepnęła resztki igliwia z sukni i poprawiła włosy. Patrz. .Ach. .A chłopiec w Polsce? . jak nisko słońce. normalnie. ale się wybiję. Nienawidzę dzieci! . Czwarta? Piąta? .

To są tablice Mojżesza. Upolowałeś spódniczkę. . odprowadziłem ją do domu .. w którym zeżre nas głód.Ja się nie boję . szukając w myśli praw przysługujących mi.Wszyscy. złotawej trawie błyszczał czarny krótko strzyżony łeb. jak ptaka.Żadnych! Rozumiesz.to chcesz mi powiedzieć? I że będziesz głodny po drodze? Że jak się unormuje? A jak ci powiem: spódniczka cię trzyma. Ale ty nie jesteś człowiekiem. Przyłożył dłoń do podbitego oka. .uśmiechnął się gorzko . 55 . Stefan zmrużył oczy od blasku i spod powiek przyglądał mi się z otwartą pogardą. .krzyknęła zjadliwie. Wracaj do Polski! .zachwyciłem się zdawkowo. co to jest.Wracajmy do obozu . Do Żydów mam wstręt. szukając sugestywnej metafory. Potknęła się. .Wracaj do Polski! . Ja idę na piechotę. przykazania po hebrajsku. Palce jej drżały. .zawahałem się. Myślałam..powtórzył. upolowałeś.Urwałem. .Tak. .Na piechotę? Toś morowy chłop . ani Polką. Podtrzymałem ją za ramiona. że są jeszcze inni ludzie.rzekła sucho Nina. Być jak drzewo bez korzeni! Uschnąć! .ujęła za talizman w kształcie świstawki. Fajna dziewczyna. . .Poszła w krzaki. wszyscy! . . .krzyknęła.Chodź ze mną. żadnych! zawiesiłem głos i wpatrzyłem się w jej twarz. .Ale nie mieć nigdy gruntu pod nogami! . jakby szukając tam współczucia.Zęby mu błysnęły jak u psa.gwizdnąłem przez zęby. Sukienny mundur rozparzał całe ciało.Umilkłem. jak wszyscy. No.Wiesz..Więc wracasz do Polski . Na każdym skrzyżowaniu mogą nas złapać te czarne małpy w białych kaskach i wsadzić do nieznanego obozu. inaczej niż inni. Kręcił w palcach suchą gałązkę. . dla których jestem Żydówką! Widzisz to? . ale. bracie. co? . . Pójdziesz ze mną? .Nie spytałeś mnie do tej pory. Stefek podniósł się z ziemi i ukłonił się dziewczynie. .stwierdziła dziewczyna i skrzywiła pogardliwie usta.Jeżeli pójdziemy stąd. Wyrwała się gwałtownie i wrogo.Wracaj do Polski! . Ale ja nie jestem ani Żydówką. to nam nikt nie da jeść.Wracaj do Polski .rzekła Nina przejmującym szeptem. To ma mnie łączyć z Żydami. .Wszyscy? .Co tu masz oprócz tej Żydówki? . kiedy pragnąłem usprawiedliwić się.przejechał ręką po włosach. jesteś tylko Polakiem. Z Polski mnie wyrzucili. książeczki . .A gdzie Niemka? rozejrzałem się podejrzliwie. . W wysokiej. który nagle zrywa się spod nóg.Książeczki.Przestraszyłem się głosu. złamała się z trzaskiem.Chciałeś mnie tylko na jeden dzień. poszedłbym.

Nie puścili.Na pewno się uda . jakby las szedł razem z nami. letnie popołudnie. dotknął swego podbitego oka. . Dwie czerwone walizki postawił w cieniu. Czekały jutra.Idź do obozu. zsunęło mu się na ucho. to zobaczysz . zawaloną gruzem bramę. Podbródek jej drżał spazmatycznie. aby wyszedłszy na koszary od tym.Grunwald \ . . . przecież dziś Grunwald. wracajmy. .Niemcy wykorzystywali gorące. . . tam gdzie mur rzucał nieco chłodu na spieczoną ziemię. żeby lakier nie roztajał. Znali szpary i przejścia mniej pilnowane i wymykali się z koszar.Chciałem wejść i zabrać koc. Potrącone gałęzie jedliny chwiały się za nim. klasyczne miejsce transportu baranów.Nie wywiozą. jakby coś mówiła do siebie. Na skrzyżowaniu siedział człowiek z obozu. i Majora? I cały sztab? A księży. .Czekam w Polsce. Oddychała ciężko jak ryba wyrzucona na brzeg. Czarny kutas dyndał się za każdym poruszeniem głowy. Gmerał w otwartym plecaku.Stefan roześmiał się. Trudno. Przy dziurze nie było nikogo. Od obozu aż po las przewijał się w trawie sznur ludzi. Czerwone kepi. Położył na 56 . pan jest.Obóz jest obstawiony przez Amerykanów .Pan jest. ozdoba muzułmańskich oddziałów SS. Poruszała bezgłośnie wargami.Oszalałeś! I Pułkownika. Przylgnęła do mnie. jak w sklepie z manufakturą. Kopuły drzew szumiały. brunatnym potem jak pokropieni miedzią. Może się nam uda dostać do środka. a kuchnie? .powiedział Stefan.Ruszaj z Grunwaldem . Przy drodze kolumna ciężarówek zwracała wąskie jak u głodnych szczurów ryje motorów ku obozowi..rzekł ironicznie i zniknął w lesie bez pożegnania... . . . Przyśpieszyliśmy kroku. . Świecili się ostrym.powiedziałem nieco zbyt skwapliwie.rzekła Nina. Pokrzykiwali do nas.Pan jest jak SS! Stefan uśmiechnął się lekko.rzekł do mnie. leżały poskładane karabiny. gdy mijaliśmy ich bokiem. Jutro będą wszystkich wywozić! Wszystkich! .Wracajmy do obozu . Pilnował ich drzemiący w upale żołnierz amerykański. Ująłem ją pod ramię i poprowadziłem wzdłuż drogi. pociski armatnie i miny niemieckie. pod daszkiem z papy podpartym paroma patykami. Między samochodami krzątali się półnadzy Murzyni. w głębi cienia siedział żołnierz i drzemał. wedrzeć się do nich przez rozbitą. Pod kępą uschniętych krzaków stało parę czołgów i porządnie. póki czas. Natomiast u narożnika. mylisz się. Nie zwracał na dziewczynę uwagi.zacisnęła pięści. Strumyk rowerów ciekł nieprzerwanie po dnie asfaltu.

halt! (niem. uczynić jakikolwiek ruch. śmiejąc się. obciągnęła bluzkę na zbyt pełnym biuście i puściła się pędem ku bramie. pośpieszył również w stronę bramy. Przy drugim narożniku stali dwaj żołnierze w porozpinanych bluzach. Dwaj żołnierze. żeby dać jej znać. którzy częstowali się papierosami. Za nasypem. prąc przeciw wichrowi. Na szczycie podmuch wiatru opiął jej ciasno biodra i rozczesał włosy.trawie hełm. halt! Come here!119 .może nie puszczą nas. Rozespany żołnierz. jakby jej nagle zabrakło powietrza. Zawołała. parskając krótkim. pogardliwym śmiechem.Fraulein. podbródkiem dotykał piersi. połączyły się w gwar. Śpiący u drugiego krańca muru żołnierz podniósł nieprzytomnie głowę i poderwał się. chciałem krzyknąć. Fraulein! Halt. I zanim zdążyłem coś powiedzieć. .Tak ci się śpieszyło na Grunwald i co? Znowu się boisz? Poczekaj.krzyknął piskliwie drugi.Panienko! Stój! Chodź tutaj 57 . Przytrzymała je ręką. przeszedłem je na oczach wszystkich i 119 Fraulein. Schylił się. karabin wetknął między kolana. Fraulein! Halt. . Wracajmy do lasku. jak para zagubionych dzieci przed chatką czarownicy. dziewczyna poprawiła niecierpliwie spódniczkę. jakby pośliznęła się na cegle. który mu się wysunął spomiędzy kolan. podniosły się głosy. ten który strzelił. Wysunęła mi się spod ręki.rzekłem zdjęty niepokojem . podniósł z ziemi hełm.) Come here (ang. Postąpiła jeszcze krok poza krawędź nasypu i miękko osunęła się za nim. Odwróciła na moment ku mnie roześmianą ironicznie twarz. Dwaj żołnierze. włożył na głowę i pogwizdując bezmyślnie. idź za mną. otrzepał go.Stop. pochylił głowę na oka mgnienie na prawo i Dziewczyna obronnym ruchem podniosła ręce do gardła. odwróciła się ode mnie. przydeptali je nogą i pobiegli na nasyp. urosły w krzyk. tam gdzie był już obóz.) .Zaczekajmy do zmroku . stop! . Wolnym krokiem ruszyłem na usypisko. chwycił karabinek. odrzucili niedopałki papierosa. Podniosłem rękę. przyłożył go do ramienia. Całkowicie odsłonięci staliśmy na łące przed bramą. gadali hałaśliwie i częstowali się papierosami. zniknęła za krawędzią jak wrzucona w dół. Poderwałem się biec za nią i nagle stanąłem. maleństwo. a jeden z nich zdejmując z ramienia karabinek zawołał ze śmiechem na całe gardło: . Dopadła gruzów i poczęła się na nie wspinać. wołali za dziewczyną. ale wiatr rozerwał jej wołanie na strzępy. odwrócili się ku bramie. ale milczałem. którzy. przewiesił karabinek lufą na dół przez ramię.

otrzepałem starannie spodnie z kurzu. bzykając. . Nade mną pociemniało od koła ludzkich twarzy skupionych i milczących. Usunąłem spod głowy trupa ostry. Z ziemi podniósł się słup kurzu. stłumiony szmer głosów jak zza ściany.) .zsunąłem się obok Niny. do auta.Co się stało 121 Do you speak English (ang. z ulicy wysadzanej młodymi platanami. hamując ze zgrzytem. prychnął olbrzymim kłębem dymu i kurzu. Zapalili. Zrzucone ze strychu deski na ogień bezszelestnie zsunęły się w powietrzu.zapytał szybko First Lieutenant. . Poruszył 120 What's happened (ang. Ręce. Przepuścili mnie i jeszcze ciaśniej skupili się nad ciałem. Dwaj żołnierze z pistoletami maszynowymi na kolanach rozpierali się na tylnym siedzeniu.What’s happened?120 Czemu ci ludzie tak krzyczą? First Lieutenant pochylił się ku szoferowi.Wiatr skręcał z chrzęstem dym jak słomę i wyrzucał go za mur. Delikatny strumień niebieskiego dymu przepłynął koło twarzy i porwany wiatrem znikł w powietrzu. zabielały na tle czarnych okien i upadły z przeraźliwym trzaskiem. kurczowo zaciśnięte w obronnym ruchu. Ten wzruszył obojętnie ramionami. . powoli zwinął się nad ziemią i upadł. częstując. Podszedłem.) . Spod wargi lśniły martwo białe zęby. nie śpiesząc się. Słońce zalśniło i rozkwitło w brązowym wyglansowanym półbuciku. ciepła o mdłym zapachu krew przesączyła się szeroką plamą przez bluzkę opinającą zbyt wydatną pierś i zasychała na brzegach jak rdza. Wysunął z auta nogę i zakołysał nią z wahaniem. wilgotnej. W otaczającej nas ciszy głos jego zabrzmiał ostro i nieprzyjemnie jak darcie płótna. Kierowca sięgnął do kieszeni. Mały talizman w kształcie świstawki przesunął się na szyi na bok. leżały ciężko na kamieniach. Na podwórzu dymiły się ognie pod porzuconymi garnkami i menażkami. Z niezmiernej oddali dochodził do mnie jednostajny. wyskoczył mały. nosy armat. Oficer. Z trudem przepchałem się łokciami przez niechętnie ustępujący tłum. zza zakrętu garażu.Do you speak English?121 . zamrugał i ściągnął nieco wargi. śmieszny jeep wypchany żołnierzami. napotkawszy spojrzenie. zerwał barwną opaskę. odgarnąłem delikatnie włosy. nabiegłej świeżą krwią wardze usiadła duża niebieska mucha. ułożyłem głowę na miękkim piasku wapiennym i podniósłszy się z klęczek. Spłoszona cieniem. wparł się kołami w ziemię i przysiadł. z którego sterczały długie. okryte brezentami. Padając otarła o cegłę policzek. odleciała.Czy mówi pan po angielsku 58 . prześliznął się między drzewami. zawahał się parę razy na łańcuszku i zawisł nieruchomo. niewygodny kawałek cegły. Spojrzałem zdziwiony na oficera. przechylił się do tyłu. Ostatni znak życia. Na skurczonej. Spomiędzy bloków mieszkalnych. Wypukłe oczy zmętniały jak stężała galareta. wydobył paczkę papierosów.

W uszach huczało mi jak w słuchawkach. zwróciłem się do oficera.Nothing. do swoich książek.Kto skrzywdził tych ludzi? Czemu oni tak krzyczą? Co się stało? Żołnierz z karabinkiem opuszczonym lufą na dół wyszedł z tłumu. proszę pana 124 My God (ang.) . Musiało mu nagle zaschnąć w ustach. którzy wtedy palili papierosy. . Teraz dopiero uświadomiłem sobie. jakby rozpędzając się. Na stołach i na podłodze rozbite skorupy porcelanowych misek bielały w gęstym mroku jak oskrobane z włókien wyschłe kości. który szedł przodem.My tu. że wypryśnie z auta.tu: mówię 123 Nothing.uspokoiłem go bagatelizującym ruchem ręki i uprzejmym poddaniem całego ciała.My God124 . Nagle ściana ludzi poruszyła się. Cisza jak napęczniały balonik pękła z trzaskiem w uszach. Tłum zasłaniał szczelnie trupa dziewczyny. że nad ciałem dziewczyny tłum ciasno skupił się i patrząc w oczy żołnierzom cały czas wrogo skandował: . sir (ang.I do122 . nie oglądając się. teraz strzeliliście wy. wypluł gumę. .kiwnąłem.Nic. .) . Zdawało się. . sir123.What's happened? .powiedział. do swojej kolacji.Mój Boże 59 . zdążył coś powiedzieć. ciężkim krokiem odszedłem w głąb koszar. Mój głos zahuczał w głowie jak w pustej sali. .Nic się nie stało. Twarz jego spłynęła przelotnie krwią i pobielała. odprysła.My God! My God! Chwycił się za głowę. Pierwszy Porucznik wyskoczył z auta jak zwolniona raptem sprężyna. którą już pewnie zafasowano. Dotykał stopą ziemi. 122 I do (ane. Różowa grudka zaczerwieniła się w kurzu drogi. Zastrzeliliście przed chwilą dziewczynę z obozu. co za różnica? Przez niski kurz jak przez płytką rzekę. . obojętny przedmiot. Nic się nie stało . . Patrzyłem na oficera nie jak na człowieka.Ge-sta-po! Ge-sta-po! Ge-sta-po! V Żołnierska sala leżała w gruzach. . . do swoich gratów.Przez sześć lat strzelali do nas Niemcy. Nim jednak ten. jesteśmy do tego przyzwyczajeni .) . gdyż krzywiąc się. aż się wstrząsnąłem. a jak na daleki.powtórzył nieco ostrzej Pierwszy Porucznik. w Europie.niezdecydowanie szczęką. ale odwrócił się od niego i patrzył na żołnierzy. i naraz zaczął żuć.odrzekłem obojętnie. a za nim przepychali się pozostali dwaj.

W głębi sali ktoś z jękiem poruszył się na łóżku. W powietrzu unosił się stęchły. rozkwitł jak olbrzymim kwiatem .Ściągnięte z łóżek sienniki zwieszały się ku ziemi bezwładne. jakby były zabite. Wygarnięto z niej wszystko. Książki pana porozdzierali. O Boże miłosierny. nie dziwota. Siny kwadrat okna. zawahały jak rozkołysana woda i podniosły się do góry. jakby te szmaty. Podszedłem do łóżka i pomacałem ręką. żebyś pan tylko widział. Umilkło. . pokruszone liście. . Siennik znów zachrzęścił niespokojnie. jak mnie tak wszystko pieruńsko boli! .zapytałem z ogromną ulgą.krzyknąłem z rozpaczą.. zajrzałem do szafy.A jutro transport i znowu jeść nie dadzą. Rakieta spłynęła na bruk. zlituj się nad nami. Oparłem się o stół. . tobyś dzisiaj także nakradł. rozkradli. Ukradli. gniły i rozkładały się dalej. Łagodne światło bezszelestnie spłynęło po oknie jak świeża krew. Poczułem nagły przejmujący głód. . że kradną . co oni narobili! Żebym ja był tego nie dożył. Pod nogami szeleściły zwały podartych. Koca nie było. Na dnie domacałem się w garnku ocalałych płatków kartoflanych.Nie ma kolacji . panu Koli zabrali papierosy. wypaproszonych brzuchów. trupi zapach. Panie Tadku.Wpadli do sali. .A gdzież bym był. Rozbite szkło zachrzęściło pod nogami. Pod głową go miałem. zduszonych książek. . żebyś pan widział.Nie było nikogo. Korzystając ze światła. skorupy i książki. nikt po jedzenie nie poszedł. Polak Polakowi. jesteś? . Z szaf. Przeleciał jakiś przenikliwy strzęp szeptu. Usiadłem. porozbijane i poszarpane. .Zatrzymałem się niepewnie i czekałem w napięciu. piwniczny. Zrobiło się zupełnie ciemno. to ty? . resztę zniszczono. Szykują się chłopaki na transport. Palce przeszorowały po szorstkim sienniku.Ten naród ludzki.Nie trzeba było surowego barana jeść. podskoczyła kilkakrotnie.Cygan. toby panu chyba serce pękło.czerwoną rakietą. Strzelano z wysokiej wieży koło bramy.. .powtórzyłem machinalnie.ciągnął płaczliwie Cygan. Ścisnąłem z żalu zęby i 60 . stłumiony. zachłystując się słowami jak płaczem. . Cienie zachwiały się. jak z otwartych. urwany chichot rozpłynął się w nagłym chrzęście słomy. sienniki.Cygan? Cygan. cokolwiek nadawało się do użytku.zajęczał w ciemności Cygan. Ledwo garnitur wybroniłem. błysnęła silniej czerwienią i zgasła. Zaszeleściły w palcach jak suche. nikt nie pilnował . wszystko rozbili. . Ruszyłem do szafy i czepiając się łóżek brnąłem w głąb sali. otwartego w noc. I mnie buty wzięli. Nie było nikogo.rzekłem drwiąco. Namacałem krzesło. wylewały się szmaty i stłamszone leżały na ziemi.Nikt nie przyniósł kolacji? . bracie.

A pan tylko w książkach siedzi. udało się panu wrócić? .A panu chorążemu szafkę rozbili. Posłuchaj pan. to się w Polsce spotkają ze Stefanem. Boże. Powiedział. to szkoda zostawiać.dodał z lekceważeniem.Szykują się. To lepsze od barana. jak tata chował .burknął syn chorążego.. .zaklął Cygan. Grunt. . .Pan by też mógł mieć. O.Tatuś martwił się o pana.odparł .Przywiozłem . Przeciągnąłem przez dziurę. Znajome kowboje na warcie stali. Łóżko zaskrzypiało z pasji. Już on ich zakapuje.Niemrę kupiłem. . . . . Czerwona rakieta znów rozjarzyła się na granatowym niebie. . że jestem głodny.No.A pan Redaktor przyszedł i książki z pana szafy także zabierał.odezwał się z dołu syn chorążego.A jutro? Jak będzie transport? . Podpatrzyłeś. obok wykwitły zielone.Tak pan myśli? .. aby dziś. bo ci znowu mordę nabiję.Przecież Kolka chciał jechać do Włoch . jak głupi bić się . . razem bukietem spłynęły na ziemię. Głupi nie będę i w transporty do Polski nie pojadę . pomarańczowe i żółte.kopnąłem walający się pod nogami czerep miski.Przywiózł pan co? .zapewnił z przekonaniem.ucieszyłem się uprzejmie.ale nie barana. . szykują się do obrony . że pana chorążego i pana Kolę za karę do Polski odeślą. żeby im tak w boku szykowało . a z ciemności wydobył się oburzony kobiecy pisk. Sameś pieniądze ukradł. . Mnie podłożyli.Uczułem znowu.ostatnie słowo zachrypiało w ziewnięciu. . że pan pewnie nie wróci. . .machnął ręką w 61 ..A mówili. parszywy Cyganie. Potoczyła się z brzękiem po betonie. Czarna twarz Cygana powlokła się jak rtęcią trupim.ciągnął monotonnie Cygan. szykują się. neonowym światłem i zapadła się w mrok.westchnąłem zazdrośnie.Nie kłam. . aparat fotograficzny zabrali i pieniądze.O jutrze będziem jutro gadać .Ale pan ma szczęście . Boże. Pogmerał.Ja tam sobie radę dam.A pan chorąży siedzi w bunkrze i pan Kola siedzi w bunkrze .Niech się tata martwi o siebie.. .Tam . jakby pan pochodził. Samo nie przyjdzie.Chłopaki się nie dadzą. Jemu się przydadzą.. .zawołałem w zdumieniu.Redaktor? Co mi zupy dawał? Pojechał! Jednak pojechał! Beze mnie! . . .. bo pojechał do pana generała Andersa. . pochlipując. . nie kłam.Ale.O.

Syn chorążego zachichotał i pokręcił się na łóżku. Wparł we mnie świecące odbiciem rakiet oczy. 62 . Rakieta spłynęła w dół. to się pan tu prześpisz. Ile chłopaki brauningów mają. jak pluną. to pan! .. jakby nafosforyzowane.Bo co innego robić? . . . to się wyjdzie. jak jechaliśmy do Dachau.Jak ja pojadę. Lecz tylko owinął kobietę kocem aż po czub jasnych.dodałem łagodniej. że będę się złodziejami zajmował? Szkoda.Co ty sobie wyobrażasz.krzyknąłem histerycznie. opadała rozżarzonymi kroplami na dno ciemności. Jak skończą akcję. dotarłem do drzwi. . . że ciebie nie udusiłem. Bo ja mięso idę gotować.Grunwald robią. że tylko rakietnice na Grunwald? Jak ustawią ze dwa cekaemy na strychu. i dobra. ciemna twarz o wpółotwartych ustach. Potem będzie łatwiej o jakąś funkcję w obozie.Podobnież do Koburga transport ma iść .O. . Wstałem od stołu i brnąc po książkach. Ale my zrobimy lepszy. Podprowadziłem go do stołu.poradził syn chorążego . jakby chciał wstać. które nabiegało raz po raz granatowym sokiem. A granatów.a jak się skończy. a rozpylaczy! Co pan myślisz. rozpryskiwała się na niebie. .Idź pan na Grunwald . do następnego razu! . wielkie zmartwienie . Będzie mi potrzebna albo co? A może pójdę z nią do chłopaków i będziemy siedzieć na strychu. puszystych włosów. .głos mu nieco drgał. Tam są meliny.Profesorze. to pan kowbojów poprosisz. a błyszczące okulary nabiegły różową poświatą.odezwał się Cygan.Jutro mieli go powtarzać. Niebo grało wszystkimi kolorami. tobyś nie miał kłopotu dzisiaj . a karabinów. prowiantowego albo sekretarza .rzekłem z pogardą.Grunwald robią . kiedy ja taki chory? Może mnie nie wezmą? Pan umiesz po angielsku.stronę rozświetlonego rakietami podwórza. . Uważaj pan. opadł z westchnieniem na łóżko i wsadził rękę pod koc. że ich diabeł nie znajdzie. Fontanna rakiet przepływała przez powietrze. okeje nie uciekną? Podniósł się na łóżku. Czerwony dach koszar mienił się upiornie na tle nieruchomego nieba. . Co. .Sam muszę się schować przed transportem. Naraz otwarto je z drugiej strony i z czarnej nory korytarza zamigotała w świetle żółtej rakiety ostra. panie Tadku? Leżał odkryty i oddychał ciężko jak zdychające zwierzę. W czarnej zapadłej twarzy błyszczały niesamowite.A niech ją złapią. jakby w zadysz-ce.. żeby jej jutro nie znaleźli.rzekłem do syna chorążego. bo szkoda.

dodał tonem wyjaśnienia. Moja sąsiadka z domu. Wie pan. Sięgnął do kieszonki. Zadbałem dla pana o dobre miejsce przy ognisku. Opuściłem głowę i zapatrzyłem się w podłogę. . kładąc się słabym refleksem w rozpadlinach twarzy. Brązowy jeleń. z rzadka porosłych czarnym włosem kolanach przesuwały się kolorowe cienie.To ja byłem z nią. . .Ta.jaka wypierśna kobieta! Już ją prawie miałem w ręku. zakołysał się i chwycił mnie za ręce.Miałem przecież być u pana.. . Zaraz się zacznie. odrzucając niedopałek ... Nieraz. to na innej łące . wytłoczony na pasku łączącym 63 . wesołych i chwalebnych przygód Sowizdrzała. A pan mi o Grunwaldzie. była jeszcze dzieckiem. czy przypominam.Szukałem . Byłem z nią w lesie .Ziemia jest mała! .wrócił do swojej ulubionej myśli. .zdecydował się. . ogarniały bawarską koszulkę.rzekł Profesor.naraz zesztywniał wpół słowa. Nie na tej. Sięgnął znów do kieszeni. Jak wyjeżdżałem we wrześniu.rzekł po chwili. .. Puszysty kłąb dymu błysnął różowym podbrzuszem i wypiąwszy siny grzbiet rozpłaszczył się pod sufitem. . wspinały się po twarzy i przez sufit uciekały za okno.Zastrzelili ją .zawołał Profesor. niepewny.rzekłem niespodziewanie dla samego siebie. patrz pan .uderzył mnie dłonią po ramieniu . napędzając czerwień w wargi. jakby wychodził z wody.rzekłem słabo..Chodźmy na Grunwald! . Zmięty. Kolegowałem z jej ojcem . pokiwał głową. Gdzież pan był tyle czasu? Klepnął się po kolanach. Zerwałem się z łóżka. .Nie wiem.Szukał mnie pan? Profesor był wciąż w skórzanym tyrolskim stroju.Pomilczał. dziewczyna z nagimi piersiami grająca pod ścianą na gitarze.Gdzieś łaziłem po obozie.Przy mnie zastrzelili ją. kupowałem jej ciastka. pokruszony papieros przewinął się przez palce i rozżarzył się w ustach nikłym płomieniem. Pogrzebał w niej natarczywie. Przedarty leżał na ziemi drzeworyt z bohaterskich. . . już ją obmacywałem i co za nieszczęście.powtórzył jakby sennie. że się spotkamy. Profesor podniósł głowę. .Ta pańska sąsiadka? .zastrzelili ją na bramie.Zajrzał mi w oczy. Nie znalazł. Truskawka na czubie? . Oczywiście. . Zaciągnął się papierosem. . były takie z kremem. gdzie byłem. ciężko dźwignął się. Tylko. Poszła na spacer. co przyjechała z Pilzna.Co za nieszczęście! . Westchnął ciężko i podparł głowę rękoma. dawniej.. Czy to nie wszystko jedno! Konwenanse towarzyskie? Tu! W przeddzień transportu? I tak jutro nie spotkamy się więcej.A teraz.Cóż robić? .. doprawdy . Po białych.

. Chodźcie wszyscy na Grunwald! Za oknem. zgasła wraz z ostatnią rakietą i poszarzała jak wystygły popiół. w mroku. wielki. niech i ona zobaczy. szły razem ku czołu. drgał w świetle rakiet jak żywy. . . w kątach ust.Grunwald.Chodźcie wszyscy na Grunwald! . Cała sala.Weź pan dziewczynę. cha. którą zaraz wysysała ciemność. . Nawet prześcieradło dostałem! Cha.krzyknąłem. jak farby na portrecie. .Leż. jakby Profesor dusił się od światła. a światło nabiegło mu natychmiast w otwarte usta i zakotłowało się w nich różnobarwnie. czerwień bełtała się z zielenią. książki mieniły się i wirowały jak jaskrawe kule.Przecież to była taka zwyczajna! Ja ją chciałem! Cha. kołysała się jak okręt. Cienie drzew wydłużyły się aż ponad dach i chwiały się jak świece. miski. . a 64 . ale gruźlicę. Suche deski płonęły z trzaskiem. naokoło drgającej bani płonącego stosu.dodał niecierpliwie. niech pan przestanie! .Zobacz pan.Profesorze. . cha. cha.Wychyliłem się za parapet.nie trzeba było kochać się na starość.Pan oszalał! . mieniące się banie. wyrywając ręce z uścisku. ściskając mi coraz silniej ręce. W czarnej misce podwórza. Obrócił się ku sali. cha. podpływały pod sufit. cha. cha! Nagle zachwiał się. że będę spał z nią dzisiaj. ściany.Chodźcie wszyscy . Błyski ognia ślizgały się po twarzach i nasycały je krwią.rzekł prosząco. a na ich miejsce wylewały się różowe. a łóżko zachrobotało.Profesor wyprostował się. cha! A pan z nią! Młodości! Młodości! . prawda.A ja myślałem. . który rozbity wiatrem rozwiewał się jak grzywa pędzącego konia. stoły. Kolorowe sienniki. buchnął nagle rudy płomień. jakby jej kto smoły nalał. leż. stał milczący tłum. cha. Grunwald! . Nagle puścił ze świstem powietrze i rozwarłszy szeroko usta. cha! . ryknął ogromnym. Pociągnął mnie do okna. Na kościstej twarzy Profesora światła mieszały się i nabrzmiewały. Przyszykowałem kolację. puchła. niebieskie i żółte światła i osadzały się pod brodą. chudy. . pod oczami. cha! Cha. . . I Grunwaldu nie zobaczysz. cha.Kręci się. . zakasłał się gwałtownie i schylił się ku ziemi. . w zagłębieniach uszu. wypełniona światłami. policzki wydymały się jak szkliste. Twarz Profesora grała wszystkimi kolorami tęczy.zapiał Profesor. Twarz powlokła się meduzim blaskiem. cholero .szelki.Widzisz.odezwał się z kąta syn chorążego .dusił się dobrą chwilę od śmiechu.Trząsł się całym ciałem od śmiechu. pęczniała od środka. polizał czarne okna jak łaszący się pies i rozkołysał sobą mrok jak dzwon. charcząc. Profesor . Dziewczyny nie dostałeś.wołał niecierpliwie. cha. zobacz pan! . który zgasił rakiety. huczącym śmiechem.Cha. obrzydliwe kolorowy.

spokojnie..To nasza odpowiedź . Sięgnąłem dłonią do tyłu. . sentencje z Biblii na ściankach. Z tłumu wytrząsł się ksiądz w sutannie. jak człowiek zdechnie. brudnym dymem.Was ist los? . A pod jedną ze ścianek krzyżyki. .zaszeptała szczękając zębami.Spokojnie. maleńki ołtarzyk.Człowiekowi wciśnięto z powrotem hełm na głowę. Czarny Cygan podparł się na łokciu i z zazdrością patrzył za okno. Powiało gęstym.Was ist los? .patrzcie na ognisko! Na to czekam. płomień bryznął pod niebo. stała się znowu ostra i zmęczona.krzyknął drapieżnie . Wiatr odparł dym. .Tak Niemcy czczą swoich umarłych. Syn chorążego wstał z łóżka i przyczłapał nagi do okna. Gdzieś w głębi ciemności wywleczono człowieka w mundurze esesmańskim. . Tłum buchnął śmiechem.My jesteśmy tuż przy nich. gorącym oddechem. ruhig.powtórzył Profesor w zamyśleniu. Ciepłe ciało dziewczyny przylgnęło do mnie szczelnie i drżało z podniecenia i strachu. Podnosił się od niej zapach. odziana w mrok. w okieneczkach krateczki. Amboneczka. .My? .usta jej skrzywiły się. . na krzyżykach klepsydry. Dziewczyna w nocnej koszuli sunęła za nim cicho jak duch.To pali się kukła SS-mana. Biały kołnierzyk ściskał rudą szyję.I na martwą dziewczynę . . mały. Odgarnęła włosy znad czoła. przykryte powiekami. Dyszała mi wprost w kark parnym. to Grunwald! Na stos dorzucono świeżych sosnowych gałęzi. Hełm z brzękiem spadł na beton dziedzińca.warknąłem przez zęby. jakby błogosławił. dziecko 65 . My.Profesor już się opanował. Pełno Boga. Spokojnie.Ruhig. . Aż się wylewa. Przed tłum wystąpił Aktor. . gruby.Był pan w kościółku w osiedlu niemieckim? Nie? . Oczy jej jak dwa węgle żarzyły się przerażeniem.na krematoria i na kościółek. Ja tam codziennie chodzę. dźwignął z wysiłkiem i wśród okrzyków tłumu cisnął człowieka w ogień. Wczepiła we mnie kurczowo palce.Pies z kulawą nogą nie zadba. ogarnięty blaskiem jak czerwonym 125 Ruhig.W oczach jego płonął rudy blask ogniska. Pogłaskałem ją uspokajająco po chłodnej dłoni. Światło rakiet umilkło.) . Twarz jego.. . . Ksiądz ujął go za ramiona.A my? . . Kind (niem. Mówił poważnie.rzekł łagodnie Profesor. Zgasły. prawie surowo.mruknąłem z ubolewaniem.odpryski odlatywały w mrok. sami SS-mani! Rozmiesz pan? A kwiatów pod krzyżykami. Twarz stojącej obok mnie dziewczyny poszarzała jak popiół. zatrzęsienie kwiatów! . Patrzcie! . bił w nozdrza i wdrażał się w ciało. Kind125 . Ksiądz podniósł obie ręce. Ogień przygasł. ruhig. Wparła się we mnie całym ciałem. .

znów nabrzmiały i napęczniały.. jak spod olbrzymiej skorupy na wpół otwartej ostrzem ognia.. uciszył krzyczący tłum. on podniósł ramiona w górę.Niech umarli grzebią umarłych . . Niebo zapaliło się jak choinka. w przededniu transportu.płaszczem. który wszystko miał zniszczyć i rozproszyć bezpowrotnie ludzi głucho. na którym w rocznicę bitwy pod Grunwaldem rzucano na stos słomiane kukły żołnierzy z SS. cha! Cha. Tak jak oni. cha cha! Żywi z żywymi. cha. między kamiennymi ścianami budynków. jednym gestem dłoni rozszczepił go wzdłuż szerokiej ulicy. żywi. objęty pożarem rakiet. cha.Policzki jego. dźwignął głowę ku ciemnym dachom koszar i dał znak.Żywi z żywymi! Cha. zacięcie wbijając w beton takt. i podczas gdy ksiądz ciskał w ogień coraz to nowe kukły. idźmy z żywymi. po dziedzińcu poesesmańskich koszar. szedł Batalion i śpiewał. Buchnęły kaskady rakiet. zanurzone w tygiel rakiet. Naraz Profesor zarechotał po raz drugi śmiechem. .rzekł w zadumie Profesor. zajaskrawił się wraz z całym podwórzem. Ze strychów odezwały się długie serie karabinów maszynowych. trysnęło bengalskimi ognikami i spadało kroplami na ziemię. Spod jej cienia. cha.My. 66 . Dymne pociski szły popielatymi smugami przez niebo jak stada dzikich gęsi. Tłum. . które jak podlane naftą rozrywały się słupem płomienia i skręcały się w tym ruchu jak żywe. zamazanych cieniem drzew. na zawsze! Patrzcie! Wyciągnął rękę w stronę hali tonącej w mętnym mroku. . które kłębiło się i wirowało jak gnana wiatrem bańka mydlana.

również pojedynczy człowiek. codzienna czynność.wszystkie te czynniki złożyły się na powstanie swoistego języka obozowego. Oficyna Warszawska na obczyźnie. że antreten?” „Idziemy na antreten”. Określone komanda zajmowały określone bloki. „Jak ci idzie na nowym komandzie?” „Muszę zmienić komando. Prominenci spali w dowolnie wybranych przez siebie blokach. 1825 Franek Karasiewicz. przemieszanie się wielu grup językowych. wymierzanie kar cielesnych przy oficjalnych egzekucjach itp.cowieczorne liczenie stanu w obozie. obozu na apelu. ze szpitala na obóz.blokowy do szrajbera. z wyjątkiem tych. które być może ułatwią zrozumienie pewnych partii tekstu. Inne dorywcze zajęcia: poszukiwanie zbiegłych więźniów (w obrębie wielkiej postenketty). nr. która odchodzi z bloku na blok. BLOK . nadzorował wydawanie jedzenia. „Nie słyszysz. APEL . paczek itp. dbał o porządek bloku. przy którym musiał stawać na apel. „Jazda z bloku na apel!” „Blok szósty do odwszenia!” BLOKOWY . Starym Oświęcimiu były to solidne. urzędowy język niemiecki . „Ilu masz abgangów?” ANTRETEN . Sławni byli blokowi z kwarantanny z Birkenau.grupa. Każdy więzień był przydzielony do jakiegoś bloku. ABGANG . „Z naszego bloku odszedł dziś abgang trzydziestu ludzi”. Również stan bloku wzgl.Barak obozowy. używanych w Oświęcimiu. Krystyn Olszewski. Każdy więzień był przydzielony do jakiegoś komanda. [Monachium] 1946. Był odpowiedzialny za zgodność apelu.oddział roboczy. W braku innych *∗Słowniczek opracowany przez Tadeusza Borowskiego. W Birkenau były to prawie bez wyjątku drewniane. przełożony bloku.albo prycza. ARBEITSKOMANDO . „Chodźmy na apel”. W tzw. Święta. BUKSA . Byliśmy w Oświęcimiu. przeważnie Polacy (np. pozostawiając właściwą władzę szrajberowi i sztubowym.zbiórka. dwupiętrowa konstrukcja do spania. Wydanie krajowe: MON Warszawa 1958 67 . podobnie jak język konspiracji. Tadeusz Borowski. Podajemy znaczenie niektórych określeń. bo nie wytrzymam”. który. co siedzieli w bunkrze lub leżeli w szpitalu. dołączony był do książki: Janusz Nel Siedlecki. końskie baraki. Otoczeni nimbem zbrodniczości (niektórzy mieli na sumieniu po kilka tysięcy zamordowanych) ograniczyli się z czasem do wygodnej funkcji reprezentowania bloku wobec esmanów. Życie obozowe składało się z dwu momentów: kiedy więzień chodził sam i kiedy chodził w szeregu. z obozu do szpitala. zbudowane przez więźniów piętrowe domy. „Czy zgadza ci się apel” .OKREŚLENIA OŚWIĘCIMSKIE∗ Odrębność i egzotyczność socjalna środowiska.więzień. oczekuje swego kodyfikatora.

biegunka. DURCHFALL . „Nie ma to. w której więzień. Walka ta jest jednym z nie napisanych eposów Oświęcimia. blokowy śpi w budzie”.konstrukcji w bloku (i miejsca na nie) miejsce do załatwiania wszelkich czynności człowieka (prócz wydalania): jedzenia. oskrobywania się z błota. sonderkomanda.pokoiki dla blokowego i szrajbera. pisania listów do domu i organizacji. nielegalny list). jak na cygańskim!” CULAGA .gaz. muzułmanie. można uciekać”. postrach wszystkich więźniów. brudu. siedzieć. ale jak złapią. Wstęp do nich był dla więźnia z bloku oczywiście niemożliwy. to bunkier murowany”. W olbrzymiej większości wypadków nie leczona i nieuleczalna. używany w komorach gazowych. pewno znów ktoś uciekł z DAW”. BUDA .kryjówka. aresztowany w obozie za przestępstwo (handel. trwała. strąconych nad Niemcami. W roku '44 ze względów oszczędnościowych obniżono jednorazową dawkę. Zwykle bardzo luksusowo urządzone (w skali bezwzględnej). bo dostaniesz durchfallu”.Deutsche Abrüstungswerke.obóz cygański. Parter i pierwsze piętro tej konstrukcji podobne były do pochyło leżącej szuflady. co Anglicy nazywają pillbox. dnie i noce. ciężkie komando. wieszać ubranie na belkach. „Syrena buczy. toteż zajmowali ją tzw. EFEKTY . bracie. „Tak. Gaz ten był wyrabiany przez prywatną firmę niemiecką. „Idę na cygański”. zamiast pięciu minut. łatwiej będzie wytrzymać do jutra do obiadu”. „Na durchfall najlepszy chleb spieczony na węgiel”. Każdy był w walce z durchfallem zdany wyłącznie na siebie. próba ucieczki. klasyczna choroba obozowa. przebywano w nich w pozycji leżącej. BUNKIER . stał dotykając karkiem sufitu. Cyganie. dyzenteria. bicia wszy. Również stanowisko ochronne dla straży obozowej. „Byle bunkier był. Na górze można było stać.dodatek żywnościowy dla pracujących. przez długie tygodnie. chorób i barbarzyńskiego traktowania esmanów i obsługi obozowej. od piętnastu do dwudziestu pięciu minut. wygrzebana w ziemi przez planujących ucieczkę więźniów. trudniące się głównie rozbiórką samolotów. „Zwłaszcza że pobudowali naokoło obozu bunkry. Później również cały 68 . CYKLON . „Nie hałasuj. jak opowiadali Żydzi z tzw. to. Klasyczne miejsce ucieczek. odarty koc na plecach od zimna. z całej Europy internowani w Oświęcimiu. zbudowane na przedzie bloku. Śmierć. Jak przejdziesz przez nie w nocy?” CYGAŃSKI . rychło stracili wszelkie prawa i pozory praw ludzi internowanych i masowo padali ofiarą głodu. lepsi goście. Również cela z cementu. DAW . „Nie pij wody. „Dzisiaj culaga.początkowo składy rzeczy prywatnych więźniów.

„Teraz to w obozie jest kanada. Ponieważ każdy większy obóz koncentracyjny posiadał własne komory gazowe i krematoria.sanitariusz w szpitalu. tak i tak pójdziemy do gazu”.jak mówiono ironicznie w obozie. W pamięci wielu fleck wiąże się z osobą drą Zenktellera.ropień śródmięśniowy. FUNKCJA . KOMIN .dobre stanowisko w obozie (nie na komandzie!).pobudka. trzecia klasyczna choroba oświęcimska. do snu. przychodzących do obozu i do gazu.).symbol dobrobytu obozowego. „Przynieś mi ładną koszulę.synonim krematorium i śmierci w komorze gazowej. „Panie fleger. niekoniecznie oficjalnie dobre (pipel u blokowego.(capo). że nie chcesz robić”. druga klasyczna choroba oświęcimska. fleger w szpitalu etc. Również komando pracujące przy transportach. premie i . podobnie jak durchfall przez długie lata predestynowała ludzi do komory gazowej. na obozie kobiecym). na apel. KAPO . to masz to zrobić”. niestrudzonego tropiciela wszy i chorych na tyfus. nietyfusowych blokach szpitala.słynne komando muzułmanów. handlu. ilość ich może być obliczana na setki. Pilnował roboty.„w charakterze dymu przez komin” . Dobroć komanda mierzono głównie tym. więzień kierujący grupą roboczą. goniec. „Kanada idzie na rampę”. „Co się martwić. „Powiem kapie. „Ma chłopak szczęście. pijaństwa i konszachtów z esmanami. Z reguły każdy kapo miał własną budę na polu. tudzież wiadomych stosunków ze swymi piplami. dostał się na funkcję”. „Wstawać. GASKAMMER . Posiadał nieograniczoną władzę nad więźniami. FLECK . trzeba było wcześniej przyjechać. jak będziesz na efektach”. FLEGMONA . FLEGER . w którego blokach leżały (i gniły) bogactwa zabrane transportom idącym do krematorium.kije. Architektura dwudziestego wieku! „Cały transport poszedł do gazu”. lepsi goście. tobyście zobaczyli”. „Jak ci kapo mówi. Do czwartego kwietnia 1943 wszyscy chorzy na fleck szli bezwzględnie do komory gazowej. odpowiadał mniej więcej funkcji sztubowego na lagrze.osobny odcinek obozowy. HOLZHOF . czy kapo jest dobry. czy istniały komanda zasadniczo złe (Weichseldurchstich) i zasadniczo dobre (pracujące np. Przez parę niewielkich sal oświęcimskich przeszło w ciągu paru lat parę milionów ludzi i wyszło . już po drugim gongu”. KANADA . „Co się tak pchasz jak 69 .tyfus plamisty. sygnał do pracy. miejsce wypoczynku. wody!” „Fleger jest ważniejszy niż doktor”. rozdawał zupę. którzy byli ukrywani przez przyjaciół flegerów na innych. skład drzewa. GONG . snu.komora gazowa.

ORGANIZACJA . z jaką muzułman był traktowany w obozie przez towarzyszy.graty. miał nieraz potężne bogactwa i cieszył się zawsze pełnym poważaniem i zawiścią obozu. przed wywiezieniem do krematorium układano trupy szeregiem na drodze obozowej w szpitalu tak. Nieraz całe zarażone bloki szły do gazu (np. gdzie nie chodziło o kawałek oddartego koca. flegmonami lub kręcą. gdzie układano plon dzienny we wzorowym porządku (trup przy trupie. System donosicielstwa był szeroko rozgałęziony wśród więźniów. PASIAKI .ognia. reszta była sprawą Żydów z tzw. piętrami.świerzb. że byli kiedyś „także” muzułmanami. niechętnie przyznają się do tego. dopasowane do figury pasiaki były oznaką dobrobytu. dozorującego esmana (komandoführera) i pracujący przy określonej robocie lub w określonym miejscu. Wieczorem ładowano trupy na samochód z podnoszoną platformą. najzupełniej dojrzały do komina. czwarta klasyczna choroba oświęcimska. KRANKENBAU .oddział roboczy. mający swego kapę. odzież. ZLAGROWANY . Nawet więźniowie. MUZUŁMAN . KRĘCĄ . zazwyczaj z durchfallem. że z pokrzyw) w szaro-niebieskie pasy. z rampy) czy nieuczciwie (z porcji kolegów). o dochodowe funkcje. palenie papierosa podczas pracy czy nieumycie miski .doniesienie. lubujący się w autobiografiach obozowych. który myśli tylko kategoriami życia obozowego i postępuje wg moralności obozowej. LEICHENHALLA . który sprawdzał identyczność zmarłych. słynne KB. ani woli do dalszej walki o życie. był dobrze widoczny dla esmana. Organizator. LAGER . o kobiety.Żyd do komina”.szpital. z efektów. Żadne objaśnienia nie mogą oddać pogardy. funkcji i dobrego samopoczucia noszącego je więźnia. MELDUNG . lecz szło o dawne porachunki starych numerów. wytatuowany na lewej ręce. „Jesteś zupełnie zlagrowany”. sporządzone ze specjalnego materiału (powiadali.obóz (domyślnie: koncentracyjny).kostnica obozowa. Każdy trup miał kartę zgonu. KLAMOTY .człowiek. 70 . aby numer.ubranie obozowe. o ukryte między belkami złoto.człowiek całkowicie zniszczony fizycznie i duchowo. przed krematorium wysypywano je automatycznie. Dobrze skrojone. człowiek oswojony z tym trybem życia. „Masz kręcę? Posmaruj się herbatą”. wysoki na wysokim).zdobywanie środków utrzymania poza porcją. „Pozbieraj te klamoty!” KOMANDO . obojętnie jak: uczciwie (z kuchni SS. nie mający ani sił.takie sprawy też były brzemienne w konsekwencje. sonderkomanda i . karny raport. z FKL). głowa między nogami. zwłaszcza tam.

PROMINENT . Zwykle dzieciak ocalały z żydowskiego transportu. zamknięty na wszelki wypadek. „Jestem na szóstym bloku. że jest prominentem. dwie. stosunki z kobietami. ubrań.przez związane z tyłu ręce przewleka się sznur i podciąga się więźnia przez kółko w słupie lub w braku specjalnego urządzenia po prostu przez poprzeczną belkę w bloku. Oficjalny tytuł obozowy (z dodatkiem numeru). elegancki. Czysty. sztuba trzecia.chłopiec do posług u blokowego lub kapy. więzień na dobrym stanowisku.komando specjalne. Blockführerzy. „ochronny”.albo „lepszy gość”. najedzony sardynkami. patriotyzm lagrowy. REWIR . SONDERKOMMANDO . on wam może powiedzieć. oznaczający zasiedziałego w obozie więźnia.wóz.stanie na przedłużającym się apelu. W obrębie obozu nie było zwierząt pociągowych. SCHUTZHAFTLING . Określenie o lekkim odcieniu pogardy. „zlagrowany”. POST .łańcuch straży otaczający obóz lub miejsce pracy. Obsadzenie najlepszych funkcji obozowych. zwanych także milionowcami.) . Najdłuższa stójka oświęcimska: dwa dni. pchany przez ludzi. Mała postenketta stała w nocy przy drutach obozu. Całość operacji zwie się „słupek”. to jest ci. Źródło czci i poszanowania przez inne stare numery oraz młode numery. ale tylko w gwarze obozu kobiecego. Wielka postenketta stała w dzień (w razie ucieczki całą dobę). „Co wy. SŁUPEK . ścięgna pękają. etc. mający wszystkie chody otwarte. więźniów później przybyłych do obozu. „Kto ma mieć złoto. milionowcy. na górnej 71 . którzy nadzorowali życie wewnętrzne obozu.niski numer. SZTUBA .PIPEL .więzień polityczny.szpital. Ręce wychodzą ze stawów.sala albo część bloku. który nie używał wyrażenia „KB”. nadzwyczajne umiejętności życia obozowego. STÓJKA .wartownik. Odpowiednik kobiecy: kalifaktorka. wiecie o obozie! Zapytajcie jakiegoś starego numera (!). Tak wisi się godzinę. trupów z obozu do szpitala używano ludzi. POSTENKETTA . esman.o ile ich złapano. jak nie Sonderkommando?” STARY NUMER . otaczając obóz w promieniu kilku km. chleba. Nikt o sobie nie mówił. ROLLWAGA . Do przewożenia zupy. złożone wyłącznie z Żydów i pracujące w krematorium przy gazowaniu i paleniu ludzi. co przeżył”. byli odsyłani „na posty” za wykroczenia (handel. nieczystości.

ludzie pracujący na zaunie posiadali wszystko. dbał o czystość sztuby i. „On ma czerwony winkel. Dosyć rzadko używane. choć były okresy (np. UNTERKUNFT . Jednakże często służył do innych celów. oznaczający rodzaj przestępstwa. nie chodził na komando. Również nosiłki do dźwigania ziemi.przez blokowego.łaźnia. VERNICHTUNGSLAGER . magazyny. oraz przez cały czas trwania szpitala pozostawał punktem zbornym dla muzułmanów. WYBIÓRKA . to. Nieograniczona władza nad więźniem. gdy z powodu przeciążenia krematoriów i komór gazowych wybiórek na lagrze nie praktykowano.czyli selekcja muzułmanów do gazu. położony w obrębie wielkiej postenketty. przywożone przez transporty a używane przez więźniów. Pozostał nie wykończony do końca obozu. którym uśmiercano w pierwszych latach muzułmanów w Oświęcimiu.zasadniczo umywalnia. SZPILA . Wydawał jedzenie. a jest gorszy niż kryminalista”. WINKEL trójkąt kolorowy. nazwa komanda. VORARBEITER .akt zgonu.komendant sztuby.esman. SZTUBOWY . Waschraum w Starym Oświęcimiu był widownią walk bokserskich i zapasów. VERTRETER . Waschraum w Birkenau był miejscem rewii. a noszony przed numerem obozowym na lewej piersi. Ponieważ odwszawiano w niej również rzeczy. ZAUNA . ZIELONY . TRAGA . TRUPPENLAZARETT . gdy blokowi reprezentowali blok). odjeżdżali wieczorem samochodami do gazu. TOTENMELDUNG .buksie”.dosercowy zastrzyk fenolu. rozumie się. co Anglicy nazywają foreman. odwszalnia.szpital SS. Podaje czas i powód zgonu. Również pudło do noszenia chleba. lato '44). którzy odprowadzani do waschraumu po wybiórce ze wszystkich bloków szpitala.obóz wyniszczający. wystawiany przez szpital .lub jeśli śmierć nastąpiła w obozie . Faktyczna władza na bloku (w okresie. Odbywała się mniej więcej regularnie co dwa tygodnie. W aktach więźniów zagazowanych: „przekazany do postępowania specjalnego”. Podobno urzędowe określenie Oświęcimia. „Wszyscy poszli na szpilę”.składy obozowe.zastępca blokowego. WASCHRAUM . od złota do książek. Kobiety były strzyżone (do nagiej skóry) i dezynfekowane 72 . urządzanych przez pewien okres w szpitalu.pomocnik kapy.nosze.

wyłącznie przez mężczyzn. 73 .

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful