TADEUSZ BOROWSKI

WYBÓR OPOWIADAŃ

SPIS TREŚCI
WSTĘP......................................................................................................................................... MATURA NA TARGOWEJ......................................................................................................... POŻEGNANIE Z MARIĄ........................................................................................................... CHŁOPIEC Z BIBLIĄ................................................................................................................. U NAS W AUSCHWITZU........................................................................................................... LUDZIE, KTÓRZY SZLI............................................................................................................. DZIEŃ NA HARMENZACH....................................................................................................... PROSZĘ PAŃSTWA DO GAZU................................................................................................. ŚMIERĆ POWSTAŃCA.............................................................................................................. BITWA POD GRUNWALDEM...................................................................................................

OKREŚLENIA OŚWIĘCIMSKIE......................................................................

WSTĘP
W literaturze polskiej czasu wojny i powojnia, bujnej i różnorodnej, Tadeusz Borowski był postacią wyjątkową. Choć żył zaledwie 29 lat i pozostawił po sobie dorobek ilościowo niewielki, nie dopełniony, nie pozbawiony wewnętrznych sprzeczności - trudno przecenić jego wartość i znaczenie. Za życia był pisarzem czytywanym, frapującym, lecz przede wszystkim spornym. Prawie każdy jego utwór, każda książka wywoływały dyskusje i sprzeciwy. Krytykowano je, i często potępiano, z różnych stron i rozmaitych powodów. Skoro nie dawało się tej twórczości potraktować obojętnie, dość powszechnie doszukiwano się w niej wybujałego młodzieńczego nihilizmu. Borowski nie ułatwiał zrozumienia swych dróg: rozrzutnie szafował własnym pisarstwem, potępiał sam siebie, miotał się wśród sprzeczności swego czasu i swej psychiki. Trzeba było dopiero jego samobójczej śmierci, zebrania ocalałych utworów i wyświetlenia nieznanej biografii, aby z dość już odległej perspektywy czasu i nowych doświadczeń ogarnąć to wyjątkowe zjawisko i zrozumieć, czym jest dla polskiej literatury. Borowski debiutował w środku okupacji, w końcu roku 1942. Miał lat dwadzieścia. Pracował jako magazynier w firmie budowlanej na Pradze i studiował polonistykę w tajnym uniwersytecie warszawskim. Wojna przyspieszyła dojrzewanie nowego pokolenia literackiego. Wśród jego kolegów uniwersyteckich znalazło się wielu młodych poetów: Krzysztof Kamil Baczyński, Wacław Bojarski, Tadeusz Gajcy, Andrzej Trzebiński, Zdzisław Stroiński, Stanisław Marczak-Oborski i inni. Tej młodzieży zawdzięczała Warszawa pierwsze przejawy życia literackiego pod okupacją. Ale nie było jej łatwo otrząsnąć się z klęski, zdobyć jakąś nową, własną orientację ideową. Większość z nich skupiła się wokół pisma „Sztuka i Naród”, związanego z prawicową organizacją „Konfederacja Narodu”, która w okupowanym kraju snuła dalej rojenia o polskiej mocarstwowości. Borowski, podobnie jak Baczyński, mocno sprzeciwiał się tej ideologii (na tym tle rozszedł się ze swym szkolnym i uniwersyteckim przyjacielem, Andrzejem Trzebińskim). Wokół Borowskiego powstała grupa przyjacielska „esencjastów” stanowiąca w okupowanej Warszawie ośrodek lewicowej czy też lewicującej młodzieży artystycznej, konkurencyjny w stosunku do „Sztuki i Narodu”. Dla zabaw, dysput i poezji zbierali się przeważnie w baraku na Skaryszewskiej, gdzie pracował i mieszkał Borowski. Mimo grozy czasu, nie chcieli rezygnować z niczego „co ma młodości smak i poezji”. Ciężko pracując, Borowski żyje w tych strasznych latach jak w „złotym wieku”: oddaje się nauce, poezji, przyjaźni, miłości. Tym wiarom, sprzeciwom i uniesieniom poświęca swe pierwsze poezje.

. Pozostał sam.. w roku 1932... spłonęła fabryczna kamieniczka i znów zostali bez dachu nad głową. Wkrótce odtransportowano go do największego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego. Dramat epoki stał się udziałem Borowskiego. K. Zostanie po nas złom żelazny i głuchy. W ojczyźnie nie czekało ich lekkie życie: ojciec zostaje robotnikiem w fabryce Lilpopa. nakładały się na nie przeżycia wcześniejsze. W środku cyklu znalazła się jedyna jambem napisana Pieśń. drwiący śmiech pokoleń.noc. co widzieli dokoła. nie znalazły zrozumienia u większości pierwszych czytelników. Urodzony w Żytomierzu na Ukrainie. w ślad za Wierszami wybranymi K. pod opieką dalszej rodziny. W parę miesięcy po debiucie.choć nie poddaje się przeciwnościom losu . Rodzina osiedla się w Warszawie. Borowskiego aresztowało gestapo. zakończona wyrokiem: Nad nami . że Gdziekolwiek ziemia. przyjeżdża wraz z bratem do kraju. Dzięki wymianie przez władze polskie przebywającego w łagrze na dalekiej Północy ojca.widzi całą jego potęgę i grozę. pracującego pełną parą krematoriów. Uwięziony został na Pawiaku. rozwichrzonymi „metafizycznymi heksametrami” opiewał dziejącą się Apokalipsę. trzeba było szybko zabrać się do pracy. Ale katastrofizm Borowskiego wyróżniał się wśród nich i znacznie szerszym widzeniem „czasów pogardy” (jak epokę tę ochrzcił tytułem swej powieści Andre Malraux). podczas oblężenia Warszawy. na nic się nie oglądając. wydać swój debiut i drukował go na powielaczu w składziku na Skaryszewskiej. wpadł do „kotła”. i wreszcie tonem dojrzałego męskiego stoicyzmu. i poczuciem wielkości i tragizmu rozpoczynanej pieśni. a rówieśnikom ze „Sztuki i Narodu” wydały się utworami małej wiary. franciszkanów.. po części czerpane z przedwojennej poezji. Goreją gwiazdy dławiący trupi nieba fiolet. matka dorabia krawiectwem.Ale gdy w końcu roku 1942 Borowski postanowił. obrał na ten cel utwór odmienny .. We wrześniu 1939. zanim rozpoczęła się wojna. we wczesnym dzieciństwie przeżył aresztowanie i zesłanie obydwojga rodziców. jedyny w swoim rodzaju krajobraz Gdziekolwiek ziemia. Baczyńskiego. Wojna i okupacja nie były więc pierwszymi wtajemniczeniami Borowskiego w dramat „czasów pogardy”.cykl poetycki Gdziekolwiek ziemia. Nic dziwnego. Nie był to debiut efektowny: ciemnymi. w rok później wraca matka. w lutym 1943 roku. tworząc mroczny. Poezji tej nie można pojąć nie znając losów poety. gdy idąc śladem narzeczonej. Synów oddano do internatu oo. Na przedramieniu . Na ogół wszyscy młodzi poeci pisywali wówczas katastroficzne wiersze. który . Żeby żyć i żeby się uczyć. a przede wszystkim z tego. a zwłaszcza Pieśń. do Oświęcimia. mając lat dziesięć.

niezwykłe świadectwa układają się w pejzaż piekielny („palą się ludzkie stosy jak kupy smolnych łuczyw”). jego nie pokonana liryka miłosna. W obliczu zbliżającego się frontu Niemcy zaczynają likwidować Oświęcim. Przypadek zdarzył. chwalca człowieka. Po kilku miesiącach pracy na Budach i na Harmenzach. Ani w więzieniu. Niedaleko stąd. W obrocie własnego życia widzi jedynie spełnienie dobrze mu znanej prawidłowości ogólnego losu. wpierw do Dautmergen koło Stuttgartu. Amerykanie utworzyli przejściowo tzw. ani w obozie nie przestaje pisać. (Do narzeczonej) Choć niewiele ocalało wierszy obozowych Borowskiego. Na Boże Narodzenie 1943 tworzy w Oświęcimiu Księgę wigilijną. w straszliwy epos „ciała wędrującego. lecz próżno w oczy człowiecze patrzę szukając znaku. na przedmieściu Monachium.. W obawie przed konsekwencjami nagłego uwolnienia mas ludzkich. Gdy go odratowano. wywożą go na jeszcze prawie rok do mniejszych obozów w głębi Rzeszy. Borowski znalazł się znów za drutami. Na tym tle. nawet te nieliczne. za drutami. wstąpi do komanda dachdeckerów. jak ptaka lot. Borowski dostaje się do transportu. stara się zgłębić tajemnice obozu. Już tylko łopata i ziemia. Wkrótce dobrowolnie porzuci szpital. skonfrontować go ze swą wiedzą o człowieku. w dawnych koszarach SS we Freimanie. złożą się później na opowiadanie U nas. odtworzone przez autora. jakie Niemcy zegnali do Rzeszy. w palce legendę i mit. Wyzwolenie obozu Dachau Allach przez VII Armię Amerykańską. student warszawskiego uniwersytetu.. W wierszach i w listach pisanych do narzeczonej młody poeta. ogromnym blaskiem świeci Sionce Oświęcimia. zapadł na ciężką chorobę i znalazł się w oświęcimskim szpitalu.). która „mocniejsza jest nad śmierć”. nie od razu przyniosło Borowskiemu wolność. następnie do Dachau Allach. z pięknymi mitami europejskiej kultury: l oto. Reakcja Borowskiego na uwięzienie i obozową marszrutę była dość dziwna. W sierpniu 1944 r. w jeszcze potworniej szych warunkach przebywała jego narzeczona. cykl kolęd lagrowych. że wyszedł stamtąd stosunkowo szybko: wyreklamowano . żeby widywać się ze swą dziewczyną. leżę na pryczy baraku i chwytam. bitego. wśród pogromu wszelkich wartości i walki po prostu o życie. Jakby niczego innego nie oczekiwał. dostarczać jej lekarstw.wytatuowano mu numer 119198. Stara się z nią porozumiewać (te listy. w Auschwitzu. obozy dipisów (przesiedleńców). które nastąpiło l maja 1945. obozowych dekarzy. człowiek i zupy litr. przyjaciele pozostawili go w szpitalu w charakterze flegera (pielęgniarza). w obozie śpiewa się jego piosenkę o miłości. jakby był na to przygotowany. które stopniowo rozładowywali. ciała międzygranicznego”.

dalej trzeba pod ziemię. że łatwiej połączy się z nią. po bibliofilsku wydany trzeci tom poetycki Borowskiego pt. jaka mu tam towarzyszyła (nie zawsze ułatwiała mu życie!). przychodzą towarzysze lagrowi. wydania swych wierszy warszawskich i obozowych. jakaś wielka z nimi wszystkimi śmiertelna wspólnota. co przeżyła Europa. rozstrzelani. Jeszcze w obozie. rodzi się. Nieobce są jej. przede wszystkim poszukuje swojej narzeczonej nie wiedząc. wtóruje im poetyckim Wołaniem Marii. spodziewa się. jakie go kiedyś z niektórymi z nich dzieliły. pokusy dochodzenia sprawiedliwości na własną rękę. gdy był w Oświęcimiu). Poszukuje wielu ludzi. Ale nie ma ucieczki od własnej wiedzy i własnej pamięci. gdy w Monachium powstawało Biuro Poszukiwania Rodzin przy Komitecie PCK. podobnie jak masom dipisów. a przedwojennego wydawcy i świetnego grafika Anatola Girsa. Odejście poety i innych. skromny zbiorek erotyków wydali w Warszawie przyjaciele. . poświęconych padłym w boju kolegom jego warszawskiej młodości. który obserwuje z niemieckiego pobojowiska. jak roczny postój w Monachium były dla Borowskiego okresem niezwykle twórczym. mimo interwencji nie okazało się to możliwe. W pięknych wierszach Umarli poeci. przepowiadająca także jego własny los: wabi trawiasta głąb. że winnym zostanie w majestacie prawa wymierzona sprawiedliwość. Zarówno pobyt w obozie dipisów. druga wojna kończyła się oczekiwaniem trzeciej. pachną podziemne łąki. otrzymał propozycję od współwięźnia. Po tym. W znanej oficynie monachijskiej Bruckmanna ukazał się pięknie. nastroje zemsty i odwetu. Imiona nurtu (drugi.w Szwecji. Zbrodnie uchodziły płazem. czego doświadczył na własnej skórze. Wreszcie po paru miesiącach odnajduje ją . dzięki sławie poetyckiej. maskowane komedią sprawiedliwości. po tym.go. Tymczasem na nic takiego się nie zanosiło. Ale przede wszystkim Borowski pisze nowe wiersze: wiersze o wyzwoleniu i o nowym porządku europejskim. jeśli zostanie w Niemczech. głębiej i głębiej. Wyzwolona Europa nie była łaskawa nawet dla zakochanych. Po latach Girs spełnił to przyrzeczenie. niezależnie od sporów.ciężko chorą . Borowski jakby boi się tych niebezpiecznych odruchów: pragnie swe prawa przekazać w bardziej powołane ręce i powrócić do normalnego życia. a zwycięzcy zaprowadzali w Europie swoje porządki. Mimo szaleńczych starań. Zdawało mu się. dokąd jeszcze przed zakończeniem wojny przewieziono specjalnym transportem część kobiecego obozu Ravensbrück. Poezja Borowskiego zieje goryczą i ironią. Rozpisuje listy na wszystkie możliwe strony. a ocalała z przygody z faszyzmem Europa przywróci swe stare tradycje wolności i demokracji. Przychodzą na powrót spaleni. czy znajdzie ją żywą.

bez winy? To poczucie winy ocalonych.że przeżył! Poczucie winy obarczającej każdego. lecz gdy przesłane do kraju i opublikowane w „Twórczości” opowiadania stały się głośnym wydarzeniem literackim i wywołały ogromny skandal . W książce tej. PIW). Czym jesteś ty. napisali książkędokument pt.poeta zrozumiał. ziemio rozstrzelanych.aż do was wstąpię. w całości opracowanej przez Borowskiego. zadanie to coraz bardziej wiąże się dla Borowskiego z Ziemią rozstrzelanych. Pochłonęły go inne zamiary. i swojej własnej. Borowski nieoczekiwanie zarzucił poezję. W półtora roku później. co nocą trwożysz widmem wapiennych jam i dołów i poprzez ląd. Byliśmy w Oświęcimiu. gdzie wreszcie połączyli się z narzeczoną i pobrali. dojrzewały od dawna. ani proza / tylko kawał powroza. jakie jest jego właściwe powołanie.) najuporczywsza z jego muz zaprowadziła w końcu Borowskiego do ojczyzny. Do prozy nie przywiązywał większego znaczenia. rozterek i rozdarć (co brzmi tak tragicznie w ostatnim utworze napisanym w Monachium: ani wiersz. Jeszcze w Monachium. w roku 1948. . w czerwcu 1946. wydanej w Monachium w roku 1946. kto był uczestnikiem tej tragedii: A któż z was żywych śmierć widział . ku wspólnym grobom do ciebie. groźnie za mną wołasz? Czym jesteś? Ugór czy ruina. najuporczywsza z moich muz! Czemuż mi ciągle wypominasz spalony mur. kojarzy się równocześnie z „mistyczną wiarą” w moralne odrodzenie ludzkości. Krystyn Olszewski i Janusz Nel Siedlecki. Po powrocie do Polski. które za ich sprawą musi mimo wszystko nastąpić.. z powrotem do kraju. i idę tam. Wobec obojętności świata. Po 3 latach i 3 miesiącach od chwili aresztowania. zatęchły gruz? Czym jesteś? Oto walczę z tobą i krzyk twój duszę. mimo rozmaitych innych obaw. Mimo że nie spełniło się to. (Umarli poeci) Wśród tych rozpamiętywań rodzi się w poezji Borowskiego poczucie winy wobec znanych i nieznanych umarłych . zamieścił on swe pierwsze opowiadania. w jakim żyje. trzej młodzi autorzy: Tadeusz Borowski. nie wydawszy nawet swego nie znanego dorobku. za namową Girsa. Poezje. zapowiadanej Rozmowy z przyjacielem (stosunkowo najszerszy wachlarz dochowanej poezji Borowskiego przedstawia wydany w 20-lecie jego śmierci tomik poetycki w serii „Biblioteka poetów”. tak teraz zlekceważonej. i wołanie. zamknęła się powrotem do Warszawy jego wielka wędrówka po zniewolonej Europie i zamknął zarazem jego wstrząsający pamiętnik poetycki. które zresztą w jego poezji. i poprzez morze bym wrócił.. na co czekał. Borowski wydał swój słynny tom opowiadań Pożegnanie z Marią.

potrafił wznieść się ponad cierpienia milionów i własną gehennę obozową . ukazując jego polityczne. celowo uformowaną społeczność. np. Żeby zrealizować plany panowania rasy germańskiej nad światem. bez pomocy archiwów i sztabów uczonych. Potrafił odsunąć na bok psychologię zarówno kata. ekonomiczne i socjologiczne mechanizmy. Obóz nie stanowił więc ani sabatu zbrodniczych natur. nowego ładu. jak i ofiary. jak zagraniczni) widzieli w bezprzykładnej eksterminacji zaprzeczenie całej tradycji europejskiego humanizmu. po wielu latach. mówiące o niemieckich zbrodniach i o martyrologii ludności polskiej (najgłośniejsze Dymy nad Birkenau S. Obecnie. w książce Z. służące założonym przez hitlerowców celom. jak bliscy byli jego urzeczywistnienia. zastanawiające się nad fenomenem zezwierzęcenia oprawców i bohaterstwa ofiar. Dla Borowskiego lagry są konsekwencją rozkwitu i triumfów III Rzeszy. Ale prócz walorów poznawczych. Ale w swych opowiadaniach powiedział prawdę może najistotniejszą i najbardziej bolesną. Kossak-Szczuckiej Z otchłani. bezlitosnym wzrokiem. którą totalitarny system doprowadził do doskonałości. jak hitlerowcy doszli do ustanowienia państwa stanu wyjątkowego.Ze zrozumiałych powodów literatura polska wydała więcej świadectw poświęconych czasom wojny niż jakiekolwiek inne pisarstwo. a zwłaszcza o jej kwintesencji . jaką ludzkość znała od wieków. Powstały też książki psychologiczne. Borowski nie pretendował także do powiedzenia pełnej prawdy o Oświęcimiu. własnym okiem. Szmaglewskiej). lecz sprawnie zorganizowany system. ani zemsty za grzechy ludzkości. lecz stadium wyższe . mechanizm ten został zbadany dokładnie: wiele instytutów naukowych na podstawie poszukiwań archiwalnych i badań rozmaitych dziedzin ukazało światu. Tadeusz Borowski.i spojrzał na lagry zimnym. nawet najwybitniejszych.zwykłej zbrodni namiętności. przymusić ofiary do współdziałania w jego zbrodniczym procederze wytępienia ich samych. Nie stanowił więc mówiąc słowami Alberta Camusa . bezmiar cierpień starano się często wyjaśnić w sposób mistyczny.zbrodnię logiki. Inaczej niż w całej prawie pozostałej literaturze sformułowały tragedię obozów. ani bezsensownej hekatomby ofiar. Zaraz po wojnie powstały liczne relacje dokumentalne. Przesunęły punkt jej ciężkości na stronę ofiar. obnażył ten system od pierwszego wejrzenia. nie była w stanie sprostać pełnej prawdzie o wojnie totalnej. Dla . prócz przejrzenia logiki hitlerowskiej zbrodni. do skali niespotykanej w dziejach. Pisarze wielkiej klasy (zarówno polscy. do rozmiarów ludobójstwa. Żadna jednak z tych różnorodnych książek. jaki hitleryzm usiłował narzucić podbitej Europie. opowiadania Borowskiego dokonały czegoś więcej. z jaką konsekwencją ów narodowy ład zaprowadzali.o Oświęcimiu. hitlerowski faszyzm musiał wykorzystać także pokonane narody.

To wydało się Borowskiemu najbardziej szatańską. bynajmniej nie złego z natury. Zgodnie z tym założeniem.wziąć również na siebie winę za to. gdy wojna się skończyła. w stylistyce i języku (fachowy słownik oświęcimski. Przy tym Borowski nie zajął się w swych opowiadaniach ani częstymi przypadkami obozowych załamań czy patologii. do jakiej doprowadziła hitlerowska zbrodnia świadoma. behawiorystycznym opisie. Tak rozumiał własne zadanie pisarskie. lecz nie mogli awansować do równorzędnych. ani świętego obozowego. jak widać. jeszcze bardziej ryzykownego. lecz zlagrowanego człowieka są treścią istotną Dnia na Harmenzach. z czasu okupacji (Pożegnanie z Marią) i z czasu wyzwolenia (Bitwa pod Grunwaldem). postawił sobie pytanie. czy też po prostu doświadczonego lagrowca. także na sytuacje inne. Choć. W opowiadaniach spoza lagrów. co owego człowieka zlagrowanego w rzeczywistości wojennej zapowiadało i co na jego koncie pozostało.bohaterskich wzlotów. bohaterem swych opowiadań nie uczynił ani zbrodniarza. Prowokacyjność opowiadań Borowskiego. Pożegnanie z Marią przyniosło na wskroś oryginalną wizję „czasów pogardy” (może . W ten sposób rozszerzył swą diagnozę upadku humanistycznych wartości. na szerszy kontekst epoki. świadome i skalkulowane poszczucie brata na brata. godnych partnerów tragedii.. Był to z jego strony świadomy akt moralny. spotęgował jeszcze fakt. przymuszenie ich za cenę życia do uległości. Najważniejszą tragedią lagrów. i tego w swych artykułach żądał od innych. Przygody tego przeciętnego. zbrodnia logiki.. Pisarz dokonał kroku następnego. który poznał obóz. zestawiony przez pisarza w Byliśmy w Oświęcimiu. cały cykl był przemyślnie i wysoko zorganizowaną konstrukcją literacką. było zgwałcenie człowieczeństwa ofiar. umiał się przystosować do rządzących nim praw. tak bezwzględnych w ich czysto zewnętrznym. tzw.Borowskiego prawdziwa tragedia lagrów nie zawierała się w stosunku między katami i ofiarami: ci pierwsi . co było udziałem zwykłego człowieka jego czasu. zajął się „przeciętną przetrwania”. Borowski-lagrowiec postąpił tak nie przypadkowo. prawdziwie tragiczną stroną lagrów.obozowego vorarbeitera. Proszę państwa do gazu. degradacji człowieka. chciał w jakiejś mierze zgodnie z przekonaniem wyrażanym w poezji . W swej książce Borowski nie poprzestał na opowiadaniach z lagrów. że poecie-vorarbeiterowi autor nadał własne imię. Mimo że postać literacka nie miała z nim wiele wspólnego.wprawdzie zasłużyli na stryczek. Śmierci powstańca. lecz człowieka. który chce przetrwać . znaleźć można na końcu niniejszej książki). ani nierzadkimi .pozbawieni nawet względnych racji. więźnia czy to pełniącego podrzędną funkcję. posłuszni urzędnicy hitlerowskiej machiny eksploatacji i zbrodni .

bardziej bezpośrednio czerpał z materiału autobiograficznego (Opowiadanie z prawdziwego życia. które tak szokowało opinię. które zarówno w cyklu dużych i średnich opowiadań. W momencie ukazania się książki do wyjątków należeli ci. W tymże 1948 roku ukazała się następna książka Borowskiego: cykl krótkich nowel pt.niemalże same nieporozumienia. tzw. Kamienny świat. która wzięła za dobrą monetę fałszywą świadomość bohatera. iż Borowski sam się zadenuncjował jako obozowy przestępca i powinien zasiąść na ławie oskarżonych. choć wolną od wszelkiego kaznodziejstwa. który autor zwał „jednym opowiadaniem złożonym z dwudziestu samodzielnych części”. Borowski w Kamiennym świecie uzasadniał go nowymi dodatkowymi utworami-argumentami i atakował współczesną literaturę. iż Pożegnanie z Marią. Projektował i po części realizował nowe prace. Podróż pulmanem). Połowa Kamiennego świata dotyczyła już świata wyzwolonego. lecz ściśle wiązała się z przeszłością lagrową. Powojenną codzienność Borowski konfrontuje tam z doświadczeniem obozowym lub jego następstwami. nie zawsze zresztą w sposób dość uzasadniony. Nałkowskiej) i najdalej posuniętą. krótkiej noweli. w myśl intencji autora. pisarz coraz szerzej widział swoje przedsięwzięcie. Cykl ten. Ale książka ta nie mieściła się w ówczesnych kategoriach rozumienia literatury. short story. W porównaniu z książką poprzednią Kamienny świat. odstępował do tamtejszej „przeciętnej przetrwania” na rzecz bardziej jaskrawych epizodów obozowych (Kolacja.najbliższe jej były Medaliony Z. z których utworami czy postawami podejmowały one. nie dostrzegła krytycznych założeń pisarza . Śmierć Schillingera). Pracując nad Pożegnaniem z Marią i Kamiennym światem. Inna część krytyki. którzy zrozumieli jej artystyczną komplikację i dostrzegli w niej rzecz najistotniejszą: własny sposób podjęcia walki ze złem epoki. Zwłaszcza oburzano się na opowiadania z czasów okupacji i końca wojny. Borowski jakby chciał dowieść. wyzbycia się wszelkich wartości.utożsamiając postać bohatera z osobą autora . było zaledwie złagodzoną wersją tego. Broniąc swego programu. mocno wówczas atakowanego. Wywołała szok i .przyjęła tę prozę jako mimowolne świadectwo „zarażenia śmiercią”. Prymitywna część krytyki .rozmijała się z najtrudniejszym i najistotniejszym spadkiem wojny. pośrednią polemikę. stanowił uzupełnienie wizji.jego zdaniem . nihilizmu.uznała. jaką ze specyficznego punktu widzenia nakreśliło Pożegnanie z Marią. jak w cyklu krótkich nowel miały wypełnić zakreślone 0 . Większość nowel Kamiennego świata zadedykowana została znanym współczesnym pisarzom. która . krytykę moralistyczną epoki. wprowadzał wyraźne nowości: rezygnował z pośrednictwa „vorarbeitera Tadka”. co działo się w lagrach i czego osobiście doświadczył. zachowujący ten sam styl i stosujący go do trudnej formy. Był także obroną własnego stanowiska.

Borowski od dawna był zwolennikiem społecznych dążeń rewolucji. że nowele Borowskiego nie dadzą się porównać z żadną literaturą świata. dopisać do końca przeżyty rozdział moralnych dziejów człowieka. Niestety. w roku 1948 wstąpił do PPR. nikt nie potrafił tak precyzyjnie narysować metod i skutków upodlenia człowieczeństwa.Borowski powrócił do Niemiec. natomiast niezrozumienie.pisał po latach Jarosław Iwaszkiewicz w przedmowie do Pożegnania z Marią (PIW.to nie znaczy nikt u nas. Podjął pracę referenta kulturalnego w Polskim Biurze Informacji Prasowej w Berlinie Wschodnim w czasach szalejącej „zimnej wojny”. żeby po pewnym czasie odżegnać się od niego i stanowczo go potępić. burzliwy etap polityczny i przeżywane przez pisarza zwątpienia rozdwoiły jakby jego uwagę.że nikt poza Borowskim nie sięgnął tak głęboko w istotę hańbiącej ludzkość sprawy. której miały służyć. Nikt .lecz niebawem opowiadaniem pt. Przez ostatni rok życia oddaje się gorączkowej działalności politycznej i gwałtownej publicystyce (przede wszystkim na łamach tygodnika „Nowa Kultura”). żądające zarzucenia spraw wojennych.ramy. Sąd ten potwierdza wzrastająca poczytność nowelistyki Borowskiego w świecie. wbrew założeniom propagowanym przez niego 1 . które problematykę „czasów pogardy” przenosi z płaszczyzny moralistycznej na płaszczyznę historyczno-polityczną.po trzech i pół latach nieobecności . zwrotu ku współczesności i budownictwu socjalizmu. 1961) . lata 1948/49 rozpoczynały okres mało przychylny dla pracy pisarza. nie zarzucając swych dawnych poczynań . Nowy. ku literaturze politycznej i dydaktycznej. Mimo że nie dokończony. Własne pisarstwo odchodzi na daleki plan: niektóre z jego ówczesnych utworów. Nie trafiały one do przekonania Borowskiemu. Padły wówczas hasła realizmu socjalistycznego. pozostał on w literaturze najpoważniejszym dziełem tego rodzaju. „Wydaje się . z jakim spotkały się obydwie jego książki. Ofensywa styczniowa. Przez czas jakiś Borowski uprawia literacką dwójpolówkę: próbuje już czegoś nowego. Wraca stamtąd jako żarliwy zwolennik realizmu socjalistycznego. Jest to szczytowe osiągnięcie w tego rodzaju piśmiennictwie”. Wydaje się. zamyka ostatecznie swój wielki cykl. Z zapałem oddaje się formowaniu ruchu kulturalnego powstałej właśnie NRD i pozostawi najlepszą pamięć w kręgu postępowych pisarzy niemieckich. wzbogacić przygody intelektualne i moralne człowieka w „czasach pogardy”. poważnie zachwiało jego pewnością co do obranych środków literackich i co do samej idei „rewolucji moralnej”. dogmatyczne i uproszczone. nie przebierającej w środkach i argumentach i gubiącej się w zacietrzewieniu tego skomplikowanego czasu. Chce być użyteczny w dziele reedukacji narodu-winowajcy. której w myśl jego przekonań może dokonać jedynie socjalizm. W roku 1949 .

Może dlatego te kartki z dalekiej już przeszłości są nadal żywe. żądając od siebie i od każdego odpowiedzialności za drugiego człowieka.samego. nawet pisarzowi. że osiągnął tak dużo . tym razem wydał się bez wyjścia. Dzień plantatora) czy też usiłują zdobyć własny. za wspólny świat. dla których życie i pieśń stanowią jedno.zdradą wobec dawnych świętości.. wyjątkowych pisarzy. To decydowało. W jednym z monachijskich wierszy Borowski pisał: świat jak labirynt splątany potwornie gmatwa się w linie...płacąc za to cenę najwyższą. (Labirynt) Labirynt świata.. wciąż wstrząsają i niepokoją. który przedtem tylekroć i tak genialnie umiał się przezeń przebijać. znów po wojnie kamiennego. Tak jak krwią pisał swoje utwory. Nagła samobójcza śmierć pisarza stała się podówczas dla wszystkich zupełnym zaskoczeniem i pozostała tajemnicą do dziś. za jego dzieje. te tłoczą się w węzeł. a własny w nim udział . zachowują dawny rozmach {Muzyka w Herzenburgu. jak nie chronił siebie przed światem. Tadeusz Drewnowski 2 . podobnie w swej twórczości obalał przegrodę między jednostką i światem. Tadeusz Borowski należał do tych rzadkich. nieschematyczny wyraz w nowej problematyce (Kłopoty pani Doroty).

niska i wilgotna. mieszkał samotnie. Arkadiusz był malarzem. chwiał się. wysoki. do Kasprowicza. uchylające się na teren dawnych garaży. W dyskusjach filozoficznych cytował nie znane nam nazwiska. Zarabiał handlem dewiz. Kiedy ja byłem zaczytany w Platonie i polskich filozofach okresu romantycznego. nad Grekami i filozofią niemiecką. Julek był wychowankiem jezuitów. poczciwy pies kręcił się przy rodzicach. znanego krawca warszawskiego. w gorące dni okupacyjne. Uczyłem się wtedy późnym wieczorem. duchowego wodza Młodej Polski. Wyprowadził się od bogatego ojca. Ale zanim rozrzucił nas los. uganiał się za wronami. Olbrzymi. rozwiązując starannie każdą z nich. Narysował ich ponad dziesięć tysięcy. obecnie zarośnięty krzewami. on sięgał do Ibsena i Przybyszewskiego. 3 . nazywał prądy. Tej samej zimy Andrzej jeździł na rikszy. Andrzej nie zginął w ulicznej egzekucji i pod fałszywym zresztą nazwiskiem. Płomień lampki. Arkadiusza zanim nie przykryły gruzy barykady warszawskiej . Andrzej. kiedy po spaleniu domu biwakowali na pustym placu pod daszkiem z papy chroniącym od deszczu. czołowego poety tego okresu. Utrzymywał się z rysowania karykatur przechodniom.za pomocą nóg. zanim ja nie pojechałem do Oświęcimia. Teraz zaś. Sam pisywał wiersze jeszcze w szkole. robił jednocześnie maturę i . uczył się w akademii malarskiej. o których nie wiedzieliśmy nic. pracujący prawie dwanaście godzin w niemieckiej fabryce. duży rasowy doberman. matka. którą zostawiła nam fabryka na gruzach zniszczonego podczas pierwszej bitwy o Warszawę . trwały przyjazne potyczki patroli. na linii Maginota. kiedy na Zachodzie.u nas. Jak w Japonii . Świetnie znał matematykę.pił. Wszyscy zginęli mi z oczu. razem ze mną kończył szkołę. Na zbitym z desek tapczanie spał ciężko ojciec. a samoloty angielskie zrzucały nad Niemcami paczki ulotek. poszczekiwał na obcych i tak już został. pisze pamiętnik. przyplątany do nas nie wiadomo skąd podczas oblężenia. o czarującym spojrzeniu chłopiec. Przybudówka była wąska. Riksza jest to trzykołowy wózek rowerowy.tej zimy. a przez wielkie okno. pierwszej zimy wojennej. Pracował systematycznie nad Tomaszem z Akwinu. wlewał się wieczorami księżyc i błyszczały światła z mostu.MATURA NA TARGOWEJ Całą zimę uczyłem się w małej przybudówce. żeby (jak żartowaliśmy) nie zabić przypadkowo Niemca . Wtedy olbrzymie cienie mojej głowy przesuwały się po ścianie bezgłośnie jak na filmie.domu. Przewozi się na nim towary i ludzi. smukły. poruszany oddechem. w ciemnej jak grób Warszawie. Był blondynem. miał przenikliwe spojrzenie artysty. skonstruowanej z kałamarza (trzeba było oszczędzać nafty).

że wojna będzie trwała długie lata. ale dorobek nasz był znaczny. zwijał się u okna i rozpłaszczał pod sufitem. a w domach. gdy Hitler fotografował się na wieży Eiffla. Niektórzy zresztą mieli bogate domy. Po tej koszmarnej. przegrywając przy kartach zarobione nieraz na czarnej giełdzie pieniądze. już roznosiliśmy je sami. kończyliśmy wtedy drugą licealną. choć ciężka i ciemna. a po komplecie. w okresie tych pierwszych niemieckich łapanek. Ilu przeżyło z dwutysięcznego transportu. wprawdzie Arkadiusz nie chciał iść do urzędu niemieckiego. minęła niepostrzeżenie. ćwiczeniach fizycznych albo lekturze książki religijnej (bo i religia była wykładana przez poczciwego księdza) . Andrzej miał w teczce parę dobrych wierszy. Służyły nam one za klasy i za pracownie chemiczne. a zaraz potem jak nóż w ciało wbiły się we Francję. Żandarmi i gestapowcy obstawiali ulice. dotykało się końcami palców grzbietów złoconych książek. po wykładzie z literatury. Ilu przeżyło z siedemnastu tysięcy ludzi wytransportowanych z ulic warszawskich w styczniu 1943 ? Dwustu? Trzystu? Nie więcej! Wtedy też. w Warszawie rozpoczęto pierwsze łapanki. aby wykupić świadectwo artystyczne. na Majdanek. osławionych obozów koncentracyjnych. ja trochę książek na zbitej z desek etażerce. w okresie. już mieliśmy w ręku pierwsze gazetki konspiracyjne. po lekcji matematyki.szczękały salwy plutonów egzekucyjnych. a olbrzymie polskie transporty więźniów szły do 4 . o oknach zabitych deskami. który w sierpniu 1940 roku przybył do Oświęcimia? Może pięciu ludzi. Dym papierosów gęstniał w salonie. i był tropiony przez policjantów na ulicach.do Oświęcimia. Ogromne budy niemieckie. trupiej zimie pozostało jeszcze wspomnienie egzekucji w Wawrze. kiedy za pijanego żołnierza niemieckiego zakłutego w bójce przez swego własnego towarzysza gestapo wyciągnęło z mieszkań i rozstrzelało na pustym. Uczyliśmy się w naszych prywatnych mieszkaniach.co bywalsi siadali do brydża.na roboty. które robiły tak absurdalne wrażenie w stolicy wielkiego państwa. wygarniali wszystkich przechodniów na auta i wieźli do Rzeszy . zamienionej nagle w dżunglę. przygotowywaliśmy się do matury. Arkadiusz znalazł wreszcie mieszkanie i nie sypiał już po kolegach. wyjeżdżały stadami na miasto. które kupiłem za pieniądze ze sprzedaży piłowanego drzewa. zimnych i ciasnych. oglądało się obrazy najsławniejszych mistrzów. Wiosną. choć wiedzieliśmy. a zwykle bliżej . wsławiała się już aleja Szucha. zaśnieżonym polu dwustu mężczyzn. samochody ciężarowe pokryte brezentem. kiedy wojska niemieckie uderzyły na Danię i Norwegię. Już zapełniały się cele Pawiaka. Wprawdzie Andrzej chorował niebezpiecznie na płuca i musiał rzucić swoją rikszę. Zima. Stąpało się tam po puszystych dywanach. do Oranienburga.

u Mickiewicza. we wszystkich gimnazjach prywatnych. dlaczego pobudzało do śmiechu. że żyjemy. dzielnicą willową. u Czackiego. A tam. I właśnie wtedy podeszła do nas stara. że czeska i norweska również . . wtedy wyzwala się w śmiechu. na placu Trzech Krzyży. w Alejach Jerozolimskich. na którym stoją dziś już tylko ruiny pięknego kościoła Św. ciężarówki napęczniałe towarem. Wojciecha i Zamoyskiego wszędzie odbywały się egzaminy maturalne ostre. szły transporty na wschód i na zachód. u Staszica. u Lelewela. jak tygrys na szlaku antylop. Wskoczyliśmy w tramwaj i pojechaliśmy na Pragę. Było to absurdalne widowisko. na ulicę Targową. młodzież polska . jak dawniej przed zarazą. Za mostem szła aleja. choćby się ziemia waliła. Tysiącami młodzież zdawała maturę. Nieustannie przez tę największą arterię przelotową stolicy przewalały się masy wojska niemieckiego.Panowie. O kilka ulic dalej. jak zawsze. Wtedy gdy Europa leżała w gruzach. wozy pancerne. I że tam pojedziemy. że musimy jechać na drugą stronę Wisły. W oczach jej odbijała się wyraźnie troska. poczynając od tych najlepszych. Niekiedy skala reagowania człowieka jest zbyt mała i gdy sięga tragicznego dna. na Pomorzu i w sercu Polski . właśnie wtedy my czterej.wygrywała swą bitwę o Wiedzę. Żadne gimnazjum warszawskie nie pozostało w tyle. Arkadiusz. dzieci i młodzież ratowały wiarę w Europę i wiarę w dwumian Newtona. Zwróciła ku nam pomarszczoną twarz. nikt . dokładne jak co roku. Wszyscy trzej byliśmy w świetnych humorach. z drugiej z Saską Kępą. łapano ludzi. Aleksandra. Nie wiem. Kiedy Europa przegrywała swoją bitwę o Wolność. Z warkotem motorów napchane ludźmi budy wlokły się ciężko na Pawiak. Julek i ja .w Warszawie. Tysiące kończyły gimnazjum i szły do liceum. siwa pani.A czy panów nikt nie zaczepia? . Wysypaliśmy się w biegu z tramwaju jak 5 . jak św. czołgi. Wszędzie.rzekła cicho. odkąd nowoczesna szkoła istnieje. wiarę w rachunek całkowy i wiarę w wolność ludów. u Batorego. Andrzej. w Wielkopolsce. z jednej strony granicząca z polem. . że jesteśmy w samym środku łapanki.i myślę. Konopnickiej.Oranienburga.Oprócz pani. Wszyscy ostrzegali wszystkich przed łapankami.my czterej zdawaliśmy maturę. Nie my jedni. Żandarmi obstawili wszystkie wyloty placu. w gimnazjach żeńskich: Plater. u Władysława Czwartego. zdawać maturę. Królowej Jadwigi. rozstawiła się druga kolumna samochodów i czekała na tramwaje. na Śląsku.parsknął Andrzej. na mieście odbywa się łapanka na placu Trzech Krzyży . u zamknięcia alei. Pamiętam. Orzeszkowej. staliśmy we trzech na przystanku przy ogromnym gmachu Banku Gospodarstwa Krajowego.

w którym już czekał na nas dyrektor. panowie (to „panowie” zaakcentowało naszą nową dojrzałość z chemii) . przewodniczący Komisji Egzaminacyjnej. ani ja. doniesiono nam. Kiedy przedarliśmy się do mieszkania na Targowej. którego dla jego siwej brody nazywaliśmy w szkole Koziabródka. ani Arkadiusz.gruszki i przemknęliśmy na ukos polem zasadzonym świeżą jarzyną. Jakoś tam zdaliśmy. Jesienią. poeta i krytyk. Złapano go między Nowym Światem a Alejami i ślad po nim zaginął. W istocie był to bardzo ceniony naukowiec. okropnie złożonym płynem. jak w głębokiej dżungli odbywały się łowy na ludzi. Wtedy Koziabródka rzekł: . i że jeszcze żyje. osławionego obozu pod Berlinem. patrzył dobrotliwie na nas i pomagał nam wzrokiem. wysoki. Jednego tylko człowieka nie było wtedy między nami: tego płowowłosego Julka. w co wierzyć. wierzcie w chemię. Nigdy nie mieliśmy opinii dobrych chemików. Blade nasze odpowiedzi wywoływały chytry uśmiech na twarzy egzaminatora. Kwitła na polu dziewanna i brzęczały pszczoły. wychowanka księży. gdy wstępowaliśmy na podziemny Uniwersytet. leżącym za rzeką. ani Andrzej.Kiedy nie wiecie. wychowawca klasowy i profesor chemii. którego wzór na próżno usiłował Andrzej wywieść na tablicy. Słuchał uważnie odpowiedzi. Wierzcie w naukę. że Julek został wywieziony do Oranienburga.nie bądźcie głupi i nie dajcie się złapać. Ziemia pachniała wiosną. . podnosząc do góry probówkę z jakimś czerwonym.No. za którym kłębił się tłum otoczony policjantami. malarz i filozof. i dodał. dobroduszny pan. Dyrektor był milczący. 6 . fala łapanki dopłynęła aż pod nasze okna. A w mieście. Przez nią wrócicie do człowieka. Wychowawca. Wskazał dłonią za okno.

POŻEGNANIE Z MARIĄ
I Za stołem, za telefonem, za sześcianem biurowych ksiąg - okno i drzwi. We drzwiach dwie tafle szklane, czarne, lśniące od nocy. I jeszcze niebo, tło okna okryte opuchłymi chmurami, które wiatr spycha w dół szyby, ku północy, poza mury spalonego domu. Spalony dom czernieje po drugiej stronie ulicy, na wprost furtki w ochronnej siatce zakończonej srebrzystym drutem kolczastym, po którym jak dźwięk po strunie ślizga się fioletowy odblask migocącej latarni ulicznej. Na tle burzliwego nieba, na prawo od domu, omotane mlecznymi kłębami przelotnego dymu lokomotyw, patetycznie rysuje się bezlistne drzewo, nieruchome w wichrze. Naładowane towarowe wagony mijają je i z łoskotem ciągną na front. Maria podniosła głowę znad książki. Smuga cienia leżała na jej czole i oczach i spływała wzdłuż policzka jak przejrzysty szal. Położyła ręce na grzybku stojącym wśród pustych butelek, talerzy z nie dojedzoną sałatą, brzuchatych, karmazynowych kieliszków o granatowych podstawkach. Ostre światło, które załamywało się w granicy przedmiotów, wsiąkało jak w dywan w niebieski dym zalegający pokój, odpryskiwało od kruchych, łamliwych krawędzi szkieł i migotało we wnętrzu kieliszków jak złoty liść na wietrze nabiegło struną w jej dłonie, a one rozświetloną, różową kopułą zamknęły się szczelnie nad nim i tylko bardziej różowe linie między palcami pulsowały prawie niedostrzegalnie. Przyćmiony pokoik napełnił się poufnym mrokiem, zbiegł się ku dłoniom i zmalał jak muszla. - Patrz, nie ma granicy między światłem i cieniem - szepnęła Maria. - Cień jak przypływ podpełza do nóg, otacza nas i zacieśnia świat tylko do nas: jesteśmy ty i ja. Pochyliłem się ku jej wargom, ku drobnym spękaniom ukrytym w ich kącikach. - Pulsujesz poezją jak drzewo sokiem - powiedziałem żartobliwie, otrząsając głowę z natrętnego, pijackiego szumu. - Uważaj, żeby świat ciebie nie zranił toporem. Maria rozchyliła wargi. Między zębami drżał leciutko ciemny koniuszek języka: uśmiechała się. Kiedy mocniej zacisnęła palce wokół grzybka, błysk leżący na dnie jej oczu zmatowiał i zgasł. - Poezja! Dla mnie to rzecz tak niepojęta jak słyszenie kształtu albo dotyk dźwięku. Odchyliła się w zadumie na poręcz kozetki. W półcieniu czerwony obcisły sweter nabrał purpurowej soczystości i tylko na grzbietach fałd, gdzie ślizgało się światło, lśnił karminową, puszystą barwą. - Ale tylko poezja umie wiernie pokazać człowieka. Myślę: pełnego

7

człowieka. Zabębniłem palcami o szkło kieliszka. Odezwał się kruchym, nietrwałym dźwiękiem. - Nie wiem, Mario - rzekłem, wzruszywszy z powątpiewaniem ramionami. - Sądzę, iż miarą poezji, a może i religii, jest miłość człowieka do człowieka, którą one budzą. A to jest najbardziej obiektywnym sprawdzianem rzeczy. - Miłość, oczywiście, że miłość! - powiedziała, mrużąc oczy, Maria. Za oknem, za spalonym domem, na szerokiej, przedzielonej skwerem ulicy jeździły ze zgrzytem tramwaje. Elektryczne błyski rozświetlały fiolet nieba, jak odpryski z sinego pożaru magnezji przebijały się przez mrok, oblewały księżycowym światłem dom, ulicę i bramę, ocierając się o czarne szyby okienne, spływały po nich i bezszelestnie gasły. Chwilę po nich gasł również wysoki, cienki śpiew tramwajowych szyn. Za drzwiami, w drugim pokoiku, puszczono znowu patefon. Zdławiona, jakby grana na grzebieniu melodia zacierała się w natarczywym szuraniu tańczących nóg i gardłowych śmiechach dziewczęcych. - Jak widzisz, Mario, oprócz nas jest jeszcze inny świat - roześmiałem się i wstałem z kozetki. - To, widzisz, jest tak. Gdyby można było rozumieć cały świat, czuć cały świat, widzieć cały świat, tak jak się rozumie swoje myśli, czuje się swój głód, widzi się okno, bramę za oknem i chmury nad bramą, gdyby można było widzieć wszystko jednocześnie i ostatecznie, wtedy - powiedziałem z namysłem, okrążywszy kozetkę i stanąwszy pod rozgrzanym piecem między Marią a majolikowymi kaflami i workiem z kartoflami zakupionymi w jesieni na zimę - wtedy miłość byłaby nie tylko miarą, ale i ostateczną instancją wszystkich rzeczy. Niestety, zdani jesteśmy na metodę prób, na samotne, zwodnicze przeżycie. Jakże to niepełna, jakże fałszywa miara rzeczy! Drzwi od pokoiku z patefonem otworzyły się. Chwiejąc się w takt melodii, wszedł Tomasz oparty o ramię żony. Jej lekko ciężarny, a od wielu miesięcy stateczny brzuch cieszył się nieustającym zainteresowaniem przyjaciół. Tomasz podszedł do stołu i chwiał się nad nim rozrosłym, pękatym, masywnym jak u wołu łbem. - Źle się starasz, bo wódki nie ma - rzekł z miękkim wyrzutem, starannie zlustrowawszy naczynia, i odpłynął, popychany przez żonę, w kierunku drzwi. Patrzył w nią tępym wzrokiem jak w obraz. Mówiło się, że to zawodowo, gdyż handlował fałszywymi Corotami, Noakowskimi i Pankiewiczami. Poza tym był redaktorem syndykalistycznego\ dwutygodnika i uważał się za radykalnego lewicowca. Wyszli na skrzypiący śnieg. Kłęby mroźnej pary przewinęły się po podłodze jak włochate motki białej bawełny. W ślad za Tomaszem do kantoru majestatycznie wtoczyły się taneczne pary, pokręciły

8

się sennie koło stołu, majolik i kartofli, starannie omijając zacieki pod oknem, i zostawiwszy czerwone ślady od świeżo pastowanej posadzki, wróciły tam, skąd wyszły. Maria poderwała się od stołu, poprawiła automatycznym ruchem włosy i powiedziała: - Muszę już iść, Tadeusz. Kierownik prosił, żeby zaczynać wcześniej. Syndykalistyczny - wyrażający poglądy charakterystyczne dla syndykalizmu, kierunku ruchu robotniczego negującego konieczność istnienia państwa i głoszącego program zbudowania społeczeństwa socjalistycznego, w którym kontrolę nad produkcją i podziałem dóbr sprawują związki zawodowe - syndykaty - Masz jeszcze dobrą godzinę czasu odrzekłem. Okrągły zegar firmowy o pogiętej blaszanej tarczy tykał miarowo, zawieszony na długim sznurku między na wpół rozwiniętym plakatem, rysunkiem urojonego widnokręgu a węglową kompozycją przedstawiającą dziurkę od klucza, przez którą widać fragment kubistycznej sypialni. - Wezmę Szekspira, postaram się zrobić w nocy Hamleta na wtorkowy komplet. Przeszedłszy do drugiego pokoju, kucnęła przy książkach. Półka zbita była prymitywnie z nie heblowanych desek. Deski uginały się pod ciężarem książek. W powietrzu leżały błękitne i białe pasma dymu oraz unosił się ciężki zapach wódki zmieszany z odorem ludzkiego potu i wapienną wonią wilgotnych, gnijących ścian. Chwiały się na nich, jak bielizna na wietrze, jaskrawo malowane kartony i jak morskie dno przeświecały się kolorowymi liniami meduz i korali poprzez błękitny opar. W czarnym oknie, odgrodzony szybą od nocy, zaplątany w cienką koronkę firanki wyszachrowanej za psie pieniądze od złodziejki kolejowej, smętny, zapijaczony skrzypek (który uważał siebie za impotenta) na próżno usiłował jękiem instrumentu zagłuszyć charczenie patefonu. Zgarbiony jak pod workiem cementu, wydobywał ze skrzypiec z ponurą zaciętością jeden tylko pasaż. Od dwóch godzin ćwiczył się do niedzielnego koncertu poetycko-muzycznego. Występował wtedy umyty, w wizytowym garniturze w paski, miał twarz melancholijną i oczy senne, jakby czytał z powietrza nuty. Na stole, na obrusie w czerwone kwiaty, wyszachrowanym od złodziejki kolejowej, między kieliszkami, książkami i nadgryzionymi kanapkami, leżały gołe i brudne nogi Apoloniusza. Apoloniusz huśtał się na krzesełku i odwracając się do drewnianego, pomalowanego wapnem przed pluskwami tapczana, na którym, jak duszące się ryby na piasku, leżeli półpijani ludzie, donośnym głosem mówił: - Czy Chrystus byłby dobrym żołnierzem? Nie, raczej dezerterem. Przynajmniej pierwsi chrześcijanie uciekali z armii. Nie chcieli się sprzeciwiać złu. - Ja się sprzeciwiam złu - rzeki leniwie Piotr. Leżał rozwalony między dwiema

9

pojechali do Afryki i doszli piechotą pod Kartaginę. rozlane uda i czerwone. Pianista.Żydóweczka. ale nie zechcieli zaprosić na wesele przyjaciół. Uważacie. mięsiste wargi.Brakowało? Nie. nie brakowało . . Latem ochrzciliśmy go (bo był wyznania narodowego) przy zapalonych świecach. wiesz? .Niech pan zrozumie. wiechciach kwiatów i miednicy chłodnej. Montaigne . był taki szczep Wandalów. bardzo tchórzliwy . Wiecie. dłuższy czas żył z pianistką o uroczych dołkach w buzi i drapieżnym. to trudno nawet określić.dotykała polakierowanym na purpurowo paznokciem 0 . Moniki. bo dopiero późną zimą. Rodzice odmawiali błogosławieństwa ze względu na mezalians. milcząc. namiętnym spojrzeniu.Miała na sobie żółtą sukienkę w chryzantemy. Na długim łańcuszku kołysał się między piersiami złoty krzyżyk. Była senna. . którą zapobiegliwy ksiądz umył mu dokładnie głowę.urwała i zamyśliła się. Panna młoda w sztywnej niebieskiej sukni siedziała w fotelu nieruchomo.Miło tu u was. jakby połknęła kij. rozłożyste biodra. a zaraz po chrzcie na najruchliwym punkcie Grójeckiej wymigiwaliśmy się od łapanki ulicznej.rozmamłanymi dziewczynami i gmerał rękoma w ich fryzurach. że trzeba odejść. .wszyscy ich tłukli i z Danii czy z Węgier wygnali do Hiszpanii. . .Zdejm nogi ze stołu albo je umyj..rzekła dziewczyna spod ściany. I wciąż to uczucie.Ale! chcielibyście. zesunąwszy piętą talerze na kupę . gdzie biskupem był św.A wtedy święty wyjechał na ośle i nawrócił Wandalów .ciągnął Apoloniusz. Augustyn. Miała grube.powiedział spod pieca młodzieniec. Pod oczyma miał wielkie sińce. filiżanki z herbatą. zmęczona i pijana. Tomasz z Akwinu. pyknąwszy z fajki. z artystkami nawet Niemcy inaczej. Miała szerokie. bardzo miło.Umyj nogi. Zza niego wychylała się zalotnie kremowa koronka koszulki. więc przyjaciele weselisko urządzili sami. uklękła koło Marii przy książkach i objęła ją ramieniem.odrzekła z błyskiem zdziwienia w załzawionych. Wprawdzie ustąpili i użyczyli muzykom pokoju do spania i fortepianu do ćwiczeń oraz kuchni do produkcji bimbru. kaplicznej wody. książki. dobre do rodzenia. . Ja się panicznie boję! Maria pogłaskała ją. . tak dawno nie miałam w ręku szczoteczki do zębów.To dziwne.Przecież pani była pieśniarką? Chyba niczego pani nie brakowało. Polek .Platon. patrząc tępo w książki.. z wyzywającym dekoltem. ten od św. kanapki. Tam Wandale wsiedli na okręty. krowich oczach. . . . która uciekła z getta i tej nocy nie miała gdzie spać. Pożeniliśmy ich nierychło. Wydymał pulchne. po ptasiej głowie ozdobionej lśniącymi falami przylizanych włosów. . . różowe policzki. pokryte złocistym puszkiem jak owoc brzoskwini.

kładąc na śnieg rozchwiane cienie.Jej rodzina została za murami. Ciągnęło od nich farbą drukarską.powiedziała. szarpnął się całym ciałem na boki. .Koń.obszarpanych grzbietów kupionych na wózkach i wykradzionych z antykwariatu książek. a poezja zostanie. Koń poderwał łeb. 1 . Czerwona latarnia kołysała się pod kołami.rzekła cicho Maria.rzekł maniacko Apoloniusz.Po Wandalach nie zostało nic. aż dopiero przy furtce mienił się w blasku lampy ulicznej. .Tylko żeby pan widział to.Odpłynęła w tańcu. Igła trafiła na pęknięcie w płycie i zawodziła monotonnie. nadszedł od strony latarni. . . bijąc tępo podkutymi butami o kamienie chodnika. Furman stał obok wozu i cierpliwie czekał. sięgnął bez pośpiechu po bat. Przez pierś miał przewieszony reflektor na rzemieniach. machnął lejcami i cmoknął. Szły od niego kłęby pary. Żandarm w niebieskim płaszczu.A ja myślę.Ona jest zdenerwowana .Zaraz podłożę deskę do rynsztoka. robił właśnie korektę i przy niej umarł! . .. co ja widziałam za murami. ale wóz nie ruszył. krzyknął z uczuciem: . dalej. patrząc z ukosa na Marię.. Żydóweczka podeszła do patefonu i zmieniła płytę.Za pysk cholerę i do tyłu . oświetlając nogi i podbrzusze konia.rzekłem ze znawstwem. . na bramę.Tylko nie będzie z niego wyjścia. jakby oddychał skórą. zabrana przez Piotra. . Zwiesił łeb. a Augustyna dzisiaj czytają. który wydawał się wyższy i tęższy niż zazwyczaj.„Jeszcze tylko kilka ciężkich chmur nie porozpychanych nozdrzem konia” zadeklamował i wskazawszy ręką za okno. nieruchoma jak góra. był zmęczony.krzyknął furman napierając na dyszel. zabijając rękoma o pierś. napakowanej jak więzienie „ochotnikami” przeznaczonymi na roboty do Prus. Jego żona poprawiła sukienkę na lekko wypukłym brzuchu. pilnujący sąsiedniego budynku byłej szkoły miejskiej. . że po aryjskiej stronie też będzie getto . . w cieniu. Kiedy odciągnęliśmy z Tomaszem skrzydła bramy. Światło przebijało się przez czarne i czerwone płaszczyzny pakowego papieru i plątało się wśród kartek jak w gąszczu leśnym. Ergo . koń! W kręgu złotawego światła znad drzwi śnieg oślepiająco biały i gładki leżał jak talerz na popielatym obrusie. We drzwiach stanął zarumieniony Tomasz. szarzał i siniał.Augustyn napisał sześćdziesiąt trzy książki! Kiedy Wandalowie obiegli Kartaginę. jakby odbijał niebo.K'sobie . Okładki szeleściły jak suche liście. a wraz z nią zostaną moje winiety! Pod sufitem suszyły się na sznurkach okładki tomiku poetyckiego. Załadowana jak wóz z sianem platforma stała w ciemności. . .wzniósł dłoń z rozczapierzonymi palcami ku sufitowi . .wojna minie. Przednie koła utkwiły w rynsztoku.

Był to ruchliwy port przeładunkowy. bielizną i częściami do maszyn.Została z mężem. rannymi. Zrzucił czapkę.Pozwolenie dla niej dostał zięć od swego kolegi . dochodził do małego kościółka księży pallotynów (częściowo spalonego we wrześniu i odnawianego pieczołowicie a nieustannie w ciągu całego sezonu materiałami z naszej firmy). Olek . zżarte od cementu. poprawił na sobie pasy i miarowym krokiem oddalił się w stronę szkoły. tłomokami. jakby znużony ponad siły. będziem zdejmować. Koń chrapnął.Ano. . ruszył wolno pod kran i wetknął pysk w kubeł.Sporo przywiozłeś. obrusy i ręczniki oraz wszelkie inne dobro kradzione z pociągów towarowych idących na front. . wjechał po deskach na podwórze. z głębokiego cienia. . Wypiwszy do dna nadsiorbnął wody z drugiego i włócząc za sobą uprząż. Wóz naładowany po wierzch jak krypa walizami. chwiejąc się.rzekł Olek. Stara stała nade mną jak kat nad dobrą duszą.Za dużo klamotów naładowane . cofnął konia i podjechał tyłem pod drewnianą szopę. - 2 . skarpety. Furman trzasnął jeszcze raz dla fantazji batem. meblami i zbożem.rzekł rzeczowo. Co dzień rano przychodził do kantoru telefonować po zmianę warty i nieodmiennie meldował. poszedł w stronę otwartych drzwi stajni. Koń robił bokami i dymił parą.Wszystko kazała zabrać . . a także kupowane od obsługi wagonów sanitarnych.Patrz pan. mieszczącego się w pofabrycznych halach tuż przy torze kolejowym. Żandarm zgasił reflektor. Odprzężony z szorstką czułością przez woźnicę. wykrzywione dłonie. Twarz miał kościstą.rzekłem. oczy jego błyszczały nad strugą światła ostro jak wilcze ślepia.rzekł woźnica. ściągniętą mrozem. rozejrzawszy się w zasobach platformy. firanki. Teraz koń pociągnął ku przodowi.Popluł w żylaste. wreszcie. że musi zostać jeszcze dzień. ciepłe ubrania. załadowałem nawet taborety z kuchni i półki z łazienki. serwisy. że nic ważnego w ciągu nocy nie zaszło. wychudłą. konserwy. jedzeniem. . Sztywne od wapna włosy rozmierzwiły mu się nad czołem. meblami i brzęczącymi naczyniami z aluminium. betami. Spod okapu hełmu. kupony materiałów. skręcał pod gnijącym murem schroniska dla bezrobotnych. tędy bowiem płynęły belami i pojedynczo koce. wapna i gipsu.Nie bała się tak w biały dzień? . wracając z frontu z zegarkami. osadził się na tylnych nogach. podgoniony ostro. .A córka? . zatrzymywały się często na dworcu jak przy molu portowym. naparł ciałem do tyłu i platforma dźwignęła się po kocich łbach. które. .Podkręcił kontakt i uprzejmie zaświecił. postał chwilę w dyszlach. Kłóciła się ze starą. . Zwykle ją mijał.

Chwytaliśmy je z Tomaszem i na cztery ręce wnosiliśmy do zatęchłej. wciągając głęboko powietrze. pudła staroświeckie.zapytał woźnica... Staliśmy w otwartej furtce.Ująłem ją pod ramię i po chrupiącym czerstwym śniegu poprowadziłem wydeptaną ścieżką do furtki. . gnały pierzaste obłoki.Ano. ciemnej szopy.Ale pan jakoś wyjechałeś szczęśliwie? . . panie Tadku.Może poczekasz do południa? Rozwieziemy razem. . tępym krokiem spacerował żandarm w niebieskim płaszczu.Zrobiła go człowiekiem. . . niósł dym pociągów. Oparł się o wóz. układając towar na betonie między workami z na wpół skamieniałym cementem. smoły i dziegciu. pilnujący szkoły. nad światłem latami.Zasunąłem drzwi szopy i zamknąłem je na kłódkę. . Wrócisz przed siódmą. Dzieciaki. trzeba rano z dom wyrzucić. to muszą z nim dobrze.rzekł Tomasz. Chociaż i żydowskie.. rozplatał sznury i począł podawać jedno po drugim krzesełka. Przechodząc koło kantoru. stosem cuchnącej smołą czarnej papy a kupą suchego wapna przeznaczonego na detaliczną sprzedaż chłopom. Oddychał miarowo. Po pustej ulicy. pokrytym skorupą wapna.A jak jutro z rozlewaniem i rozwiezieniem? .. kosze z bielizną. Chwycił w garście śnieg i mył nim dłonie. W złotym kręgu światła jak w aureoli. narobiłem się dzisiaj . Będzie co z tego? .Wlazł na wóz.Powlókł się w ślad za zwierzęciem do stajni.co nam te ciapciaki mogą zrobić? Jak kierownik chce kupić filię.Taa.powiedział furman. otwartej migocącym światłem latarni. Wapno cienkim pyłem unosiło się w powietrzu i gryzło nieznośnie nozdrza. skończywszy ładunek. uchylił czapki. otoczona jak dłońmi siną nocą połyskującą pierścieniem gwiazd. Nad ulicą. stała Maria. to się jej wywdzięcza. osznurowane książki. nad stromym dachem wtulonej w mur szopy szedł z szumem wiatr. kobity. Metr wapna na lewo. Otrzepałem ręce z kurzu. ale wiesz pan. poduszki. co ja tam widziałem. . tobyś pan nie uwierzył. . Przymknęła za sobą drzwi od muzyki i ludzi i wyczekująco patrzyła w mrok. wazony.Powiedz pan. Tomasz sapał spazmatycznie. . nie? Pojedziesz z rana kursem..Inżynier nas widział po drodze. Był chory na serce. Nie mógł się swobodnie ruszać w twardym kożuchu. po co ją kierownik wziął do siebie? . z ulgą pociągał nosem i otarł ręką czoło. Wytarł je o spodnie. złażąc z platformy.Panie Tadku. . .Wdzięczność jest rzeczą piękną .Ale .. a nad wiatrem i chmurami drżało niebo głębokie jak 3 .rzekłem lekceważąco . Konia oporządzę.

oczywiście. W paskarskim sklepiku. że miłość! .Widzisz.wyznający solipsyzm.powiedziałem. który go zostawił na wybrzeżu wyludnionej ulicy jak zapomniany wodorost. Księżyc prześwitywał przez chmury jak złoty szmat piasku. Mrugający po pijacku czerwonymi oczyma sklepikarz rozkładał drżącymi rękoma na ladzie za szkłem ser. Zanim otworzyłem oficjalnie bramę na znak rozpoczęcia dnia handlu.Wiesz dobrze.rzekła z wyrzutem. jakby Tomasz był ociosanym z grubsza kamieniem. co może miłość . . jakby tropiąc w powietrzu jej ślad. według którego. wyprawiwszy pijanych gości i sprzątnąwszy pokój. W oknach byłej szkoły zaczynały pojawiać się głowy uwięzionych ludzi. Chłopka wyciągnęła z koszyka pęta kiełbasy. Tak wczesnym rankiem na dworze było jeszcze sinawo. trzeba zbratać się z ludem. Mówię z głębi doświadczenia. jeżeli masz gdzie pod łóżkiem . który wstał przed świtem.rzekł Tomasz.parsknęła beztroskim śmiechem Maria i dygnąwszy nam dystyngowanie. który zaciera rysy człowieka.Daj furmanowi wódki. pogląd filozoficzny. zdążył wyrzucić wapno z dołu i zawieźć na budowę. Była o pół głowy wyższa ode mnie. furman. Wielki czarny kapelusz ocieniał jej twarz jak skrzydłem. . odeszła ulicą wzdłuż siatki. które wiatr gnał nad naszymi głowami. a na ulicy . nadał mu bryłowatość i ciężar. uśmiechając się do Tomasza. Po zardzewiałych kratach spływały brudne krople.dno ciemnego potoku. istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający. monotonnie spadały na parapet 1 Solipsysta . Pieprzyk pod lewym okiem czerniał filuternie na monumentalnej.pusto. nie obejrzawszy się. Znikła za rogiem.Miłość. że sama rozwiozę . Patrzyłem za nią jeszcze chwilę. . kaszę i chleb. a chłop swoje dzieci zamknięte w szkole.Chodź. przy składzie. naprzeciw chmurom. bom wiele miał kochanek. że miłość! .Oczywiście. Minęła sklep paskarza. jakby kutej z szarego piaskowca twarzy. a wróciwszy z kursu. . wyprząc konia i usunąć z placu ślady kół. Maria uśmiechnęła się czule.rzekł pogodnie Tomasz. solipsysto1 poetycki. Przez zamarznięte szyby sączył się szary świt. Patrolujący żandarm poszarzał i zmalał w odpływającym mroku. . gdzie nabywałem chleb i kaszankę na śniadanie. podając mi usta do pocałunku. Zmierzch. Z torów kolejowych dochodził grzechot pociągów. które znikały pod ladą w podwójnej ścianie. grzali się przy rozżarzonym piecyku dwaj granatowi policjanci. Nie lubiłem przy obcych jej pocałunków. . a rzeczywistość jest zespołem jego wrażeń 4 . . II Nocą spadło trochę śniegu.Bo miłość to poświęcenie.

kłębił się rozpaczliwie na placu i znowu powracał z krzykiem. który podpływał pod betonowe mury szkoły. jesienią. Łaziły bezradnie po podwórzu. na żółte. ale ręka drżała mu przy zgarnianiu pieniędzy.ślepa. ani potrzeby wdzięczności. tak chłopom. jak 2 Grysik . rozfalowanym tłumem. gdzie wałęsał się aż do rana. Nad szklanką bimbru z buraków bratali się przy ladzie policjanci z chłopami i handlowali ludźmi ze szkoły. synka w drugiej gimnazjalnej i dorastającą córkę. Dzień w dzień wpadałem do niego po ćwiartkę razowego chleba. Latem. miał żonę. ciął chleb na nierówne części i wyciskał z chłopów bezlitośnie forsę za każdą wypuszczoną na lewo dziewczynę.i ciurkiem lały się na podłogę. fryzjera. Z reguły mi nie doważał. roztapiające się w czystym. Uśmiechał się wstydliwie. sklepikarz. oglądając kupy piasku. Ujęty jak w groble w dwa szeregi policjantów tłum odpływał korytem ulicy. wyrzucałem je bardzo altruistycznie za bramę. skąd otwierała się miła oczom perspektywa na zapuszczone mielizny nad rzeką. Z otwartych okien szkoły wołano i dawano białymi dłońmi znaki jak z odbijającego od brzegu okrętu. smak nauki i czar konspiracji. Zwykle były to dziewczęta. a cenę wydatnie zaokrąglał. zachodziły do sąsieków z grysikiem2. Nocą policjanci wysadzali przez okno szkoły towar. pastelowe domy miasta. wyciągał twarze ku nowoczesnym oknom. albo. Obudziwszy się. firma budowlana zaś sprzedawała. podnosił głowy. uczennicę kompletu licealnego. nie doważał deka masła. sześciany cegieł. zimą i wiosną uliczka . odchodził aż do placu leżącego u jej wylotu. ludzkim sprawom żandarma) ciągnął wyłącznie sąsiad. urok chłopców. parterowych domków mieszczących pralnię. gdyż chciał żyć sam. przełaził przez druty kolczaste na plac naszej firmy budowlanej. Zresztą. i załatwiały się tam beztrosko. który albo natychmiast znikał w zakamarkach ulicy. ku pokrytemu czerwoną karpiówką dachowi. dziesięć deka kiszki i dwa deka masła. porosłe kępkami postrzępionej wikliny i pokryte z rzadka liszajami śniegu. spokojnym. drobnoziarniste kruszywo kamienne 5 . zaciszną zatoką. zwały gliny. na most nad leżącą na migotliwym nurcie mgłą. wymachiwał rękoma i krzyczał. kalecząc się nieludzko. trocinówek. Paskarski sklepik był małą. odczuwającą nęcące powaby stroju.dzień w dzień pęczniała wzbierającym. a korzyści z procederu oprócz policjantów (i pewnie nieprzystępnego. mydlarnię. uliczka zagubiona między grząskim jak przegniły trup polem a szeregiem zmurszałych. Nie odczuwał jednak ani obowiązku.łamane. ramsayek. błękitnym niebie . gdyż kantor był oczywiście zamknięty. którego różne odcienie i wielkości używane były na schody oraz nagrobki. szpaltówek. śmierdząca zgnilizną otwartych rynsztoków. parę sklepików spożywczych i obskurny bar . wybrukowana kocimi łbami. On nie dolewał do pełna setki bimbru. obcego płaskim.

brzuchacz opięty kraciastą kamizelką z brelokiem. Pracowity jej właściciel. Dostawca urzędowy nabierał w usta wody. co natychmiast wpisywało się w księgi. Kradli z kolei. a telefon składu jako niezawodny sposób komunikacyjny. apoplektycznie nerwowy Inżynier z brodą w klin. jak wywózka rodziny do lagru. W wypadkach nagłych. a także odbierając wagony z towarem stwierdzała. Filia urządzała się inaczej. nabył za pół miliona majątek ziemski pod stolicą. a lepik4 z piaskiem. nie uchylał się wcale od obowiązku. Ja z początku wynosiłem ze składu ton i kredę koszykiem i sprzedawałem je w mydlarniach okolicznych. jednak Inżynier kilkunastu swoim ludziom dawał z własnej inicjatywy prawie sto złotych tygodniowo bez odtrącenia kosztów. cugowego konia ze strzyżonym ogonem. kierownik pogrążył się w szerokich interesach. wydzierżawił plac po spalonej we wrześniu firmie i założył na nim filię swojego przedsiębiorstwa. wynajął woźnicę. choroba albo łapówka. których nie księgowano nigdzie. skamieniały cement. kupił dworski pojazd. stawiając mi tylko jeden warunek: abym uczył się dla Ojczyzny. mokry ton3. podatków i świadczeń. dowożąc na budowę niepełne metry.glinka kredowa używana w produkcji farb klejowych 4 Lepik . ale nadający się do polowań (miał bowiem spory kawał lasu) i uprzemysłowienia (posiadał glinę). Oddawszy mi lwi udział z detalicznej sprzedaży. kościoły i zakonników oraz syna erotomana ciągnął z niej wczasach wielkiego głodu (kiedy jedliśmy obierki i przydziałowy chleb z solą)' grube tysiące jak mleko z wymion. jednakże zżywszy się z kierownikiem serdeczniej. wreszcie w trzecim roku wojny rozpoczął i pomyślnie poprowadził pertraktacje ze Wschodnią Koleją Niemiecką o zakup i rozbudowę własnej bocznicy kolejowej i postawienie przy niej magazynów przeładunkowych. Wprawdzie ustawodawstwo okupacyjne zabraniało Inżynierowi wypłacać tygodniówki ponad 73 złote. podzieliłem teren pracy i uzgodniłem sposób księgowania. miał bowiem z firmą osobne rachunki. Odrabiali prywatne kursy.mieszanina asfaltów lub smoły używana do klejenia papy 6 . Firma budowlana! Ona jak dojna i cierpliwa krowa rozdawała wszystkim utrzymanie. Równie pomyślnie układały się losy pracowników Inżyniera. Kierownik znał się na złocie i kosztownościach. 3 Ton . Furmani sprzedawali wapno na ulicy. Przez trzy miesiące finansował moje studia na podziemnym uniwersytecie. przy cichym zrozumieniu magazyniera kolejowego. poważne manko. wszedłem z nim w spółkę.inżynierom. patriarchalnie siwy. rozbudował składy w centrali. wprawdzie nieco zaniedbany i podupadły. Wiązała nas również produkcja bimbru odbywająca się moim kosztem w mieszkaniu kierownika. mieszała wapno z wodą. wykorzystując firmę jako punkt przelotowy. na utrzymanie żony dewotki trwoniącej pieniądze na żebraków.

że powinni? . wytartą i błyszczącą na łokciach. miał stosunki ze złodziejami kolejowymi i ułatwiał im kontakty ze sklepami komisowymi. zdawało się. Pajęczyna się kołysała. a nawet sam handlował lokalami. własnej odnogi kolejowej. zbyt biednie nawet jak na posiadaczkę platformy wszelakiego bagażu. pani doktorowo .sprzedawał i nabywał meble. które . przyjaźnił się z szoferami i sprzedawcami części samochodowych. paru ciężarowych samochodów. Stara siedziała na miejscu Marii w nogach drewnianego tapczanu. zrujnowaną. Prawda. oglądając pajęczynę na górnej półce książek.według wyobrażenia ludzi ze strony aryjskiej . dziesiątków robotników i niewyczerpanego konta w bankach krajowych i szwajcarskich. że kłapnęły. jakby tarł kamieniem o kamień. siedziała skromnie w kącie. niemalże zadźwięczały. Świszczący szept wydobywał się z gardła wraz z oddechem. . Mówiła chropawym szeptem. Wzrok utkwiła pod sufitem. co? .A. a na parę miesięcy przed wojną . i żył pełnią życia.Bo powinni dać znać. Odczuwał dotkliwą nostalgię za bezpiecznymi czasami przedwojennymi. Ze zdziwieniem poderwałem głowę znad książki o czasach i zabobonach średniowiecznych. . Dwa masywne złote rzędy zębów błyszczały w ustach. bo pająk piął się do góry. pustą jak wyludnione miasto. Twarz miała ziemistą.rzekła stara do kierownika po długim milczeniu. kupił auto sportowe i zarabiał taksówką do trzystu złotych dziennie. jakby przez siłę.drugą na bliskim przedmieściu. to trzeba lepiej zaczekać. Rozumiał. Na kolanach trzymała starannie złożone palto z wyleniałym kołnierzem. jakby zamarzłe oczy. Wkrótce nabył pod miastem przy autostradzie jedną parcelę budowlaną. czy przyjdą. . Odziana była zbyt biednie jak na przedwojenną właścicielkę ogromnego składu towarów budowlanych. nie mówiąc już o złocie i brylantach. Uprawiał handel z wielkim lękiem.każdy Żyd przynosił z getta. wbrew własnemu poczuciu prawa. 7 . spod którego wymykały się pasma rzadkich siwych włosów. znał adresy pośredników mieszkaniowych. Pracował wtedy jako magazynier w przedsiębiorstwie żydowskim. prowadził także ożywioną wymianę z gettem.Jasieńku. Z dorobku tych czasów ocalił place i walutę oraz głębokie przywiązanie do starej doktorowej. Ubrana była biednie. odliczywszy dniówkę szofera.Skierowała na niego wyblakłe. martwe. zatelefonują. Na szyi miała aksamitną szeroką wstążkę. Ubrana była w czarną jedwabną suknię.rzekł stanowczo kierownik. wielu precyzyjnych maszyn do liczenia. bez dokuczliwych rozterek duchowych. że czyni to w zgodzie z prawem ludzkim. zapobiegliwie i przezornie oddanych na przechowanie do konsulatu szwajcarskiego. Pod okiem czujnej właścicielki wyrabiał się uparcie na ludzi. a na głowie staroświecki kapelusz ozdobiony bukietem fiołków.

dyrektor w szopach. i bezwładnie opuściła na kolana.Jasio sobie radę da! . Między piecem a wieszakiem było mrocznawo. . rzezi szczepów i pożarów miast dokonywała się praca ocalania ducha ludzkiego. zacisnęła palce. Robotna. wyciągając wygodnie nogi w długich oficerskich butach. jakby ją chciała zerwać z ramion. .szepnęła stara głucho. i dlatego żyje! Panie Tadziku . która wzbierała już tłumami. .Pojechała na miasto rozwozić bimber.Przeniosła znowu wzrok z sufitu na okno. jednym okiem spoglądał z ukosa na plac.Przecież pan dyrektor obiecał telefonować. Przyzwyczaiła się do opieki matki. ręce i nogi. złociste. na ulicę. nie ma co! . co trzeba. że to jedyny teraz majątek córki. bębnił palcami po ramie okiennej. na otwartą bramę. odrzucając je niecierpliwym ruchem głowy. może wyjść. A jeżeli im się nie uda.Pracowicie wychuchał w oblodzonej szybie otwór i przechylając głowę. Oszczędna dziewczyna! Buzi dać! I węgla wypaliła o połowę mniej.Bo Jasio wie.fiuuu! Tyle go zobaczą! Co pani się martwi. zapatrzyłem się w podłogę. Rozgrzane plecy łaskotały rozkosznie.bąknąłem znad książki. czekał na klienta. Książka o średniowiecznych klasztorach budziła na wpół senne marzenia o ciemnych celach.gwizdnął niedowierzająco kierownik. bo co by robił? Na sublokatorce by żył? Do kwaterunku by poszedł? . portfel do kieszeni i . ile żądają? Pięćdziesiąt tysięcy! Dobrze. wygięty. pamiątka po dobrych czasach w firmie na Towarowej.Telefonowała . Zwiędłe. Co pani doktorowa myśli! Zięć.szepnęła doktorowa i uśmiechnęła się lekko kącikami ust. Jasieńku? .Co też pani doktorowa mówi! . czy walizki są w porządku? .przechylił się do mnie . robaczywe dłonie położyła na żółtej chustce. że człowiek w pierwszym roku wojny kupił sobie jaki kąt. falujące włosy. gdzie wśród zabobonów ludu. Głowa ciążyła mi i szumiała. Spod mankietu popelinowej koszuli odsłonił się przy tym ruchu złoty longinus podłużny. jak wyjdą? Przysunął sobie krzesełko i usiadł. Pogładził bujne.Jasio tylko tak mówi. kiedy zechce! Pozałatwia. skąd kupić mieszkanie! Pani doktorowa wie. Wygrzewając się pod piecem. myśli.Jasieńku. . . Wyjdzie pewnie dzisiaj razem z córeczką pani doktorowej.pańska narzeczona wygotowała dwadzieścia pięć litrów. Powinna wrócić niedługo.Człowiek ma. dopasowany do okrągłości przegubu. chwaląc Boga. Koc spuszczony z tapczanu 8 . ale ciepło. . pokurczone. Odbijało mi się wódką i jajkami. jak z dna studni. Tu trzeba myśleć. . jak gdzie może chapsnąć. Ona jest taka niezaradna.

. Widać było spod niego czarną przykrywkę remingtona.. . ale nie od nas! Stara nastroszyła się i nadęła jak obudzona znienacka sowa. nie! Tam dzieci. Wie. . przekomarzające się głosy.Mieliśmy kryjówkę za szafą w takiej specjalnej niszy. .zdecydowała i poruszyła się na tapczanie. nie. przykrył je prawie rzęsami koloru słomy. to jak żołnierze chodzili i bili kolbami o ściany i jak strzelali. Drzwi kantoru trzasnęły.nie sięgał zapastowanych na czerwono desek. Tam się wszystko kończy. .) . Włożyłem książkę między średniowieczne.Niemców na głowę sprowadzić? Dać im podsłuchać? Owszem. wywożą. Klient i kierownik ustalili cenę dostawy drzewa z pożydowskich domów z getta otwockiego. Zza drzwi dochodziły brzękliwe. . tu: wychodzić 9 . aus5! Pusto w domach. Wziąłem maszynę z szopy.A jak oni tu mnie nie znajdą? Uliczka jest taka mała i na peryferiach . aby nie zamokła. .Dwadzieścia siedem razy byłam w blokadzie ulic. jakby jej było zimno. . co to blokada? Pewno nie bardzo wie? No nic . Cóż to.zdziwiłem się. wie? Czy oni zdążą wyjść? Podszedłem do półki z książkami. co dzieci! Zięć i córka czy wyjdą! On żyje w wielkiej przyjaźni z szefem.w porządeczku jak w ubezpieczalni. i wstawiłem na wszelki wypadek pod łóżko. Stara podniosła na mnie puste oczy. aus.zapytałem.Nie. jeszcze dwa.kierownik zatarł z przyzwyczajenia ręce i popatrzył chwilę na mnie . Ciągle aus.Dzieci? . Obejrzałem się na starą. kiwając przyjaźnie ręką. Jeszcze z uniwersytetu w Heidelberg. . Zadyszała się i zamilkła.Jakże się pani przedostała do nas? . Jeszcze dzień.parsknął nagle kierownik i gniewnie zmrużył serdeczne. ..Zatelefonuję . pani doktorowa mnie nie zna? . niebieskie oczy.Czemu nie wyszedł z panią? . pierze na ulicach. . u nas wszystko musi być w porządku . a ludzi wywożą. Machinalnie obracała w palcach broszkę przypiętą do sukni. sprzedanych przez 5 Aus (niem. Kierownik kopnął krzesło i wyszedł do klienta.zachrypiała w przejęciu.z..zaniepokoiła się nagle stara. Dwadzieścia osób! Małe dzieci się nauczyły.On tam ma interesa.Zwariowała pani doktorowa na starość? . Splotła ręce na piersiach. Klient zatupotał nogami. aby podtrzymać rozmowę. obijając z butów śnieg. to małe dzieci tylko milczały i patrzyły takimi otwartymi oczyma.Pani doktorowo.

obfitą lekturą. . Cienki nos świecił się jak wyczyszczony łojem. a Inżynier stracił do urzędniczki zaufanie. Odrzuciła palto z kolan i z pośpiechem podreptała na dwór. że jak z Żydami skończą. umieściła się wygodnie na kozetce.) . Nasłał ją Inżynier. Była bardzo niestarannie upudrowana. Do kantoru przychodziła zresztą tylko na kilka godzin. ale dawał się skusić przy szczególnie pomyślnych wydarzeniach.Byłem w Centrali. Wstała nerwowo od stołu. Z jego kalkulacji wynikało. nie zajrzała ani razu do magazynu.) . pisywaniem wierszy i produkowaniem się na porankach poetyckich.Ej.rzekła nagle stara. aby się ogrzać. Drobna i sucha. aby pilnowała kasy. 6 Kreishauptmann (niem. że firma daje zbyt niskie dochody.Perpedes2 . nie wiedziała.A to ładnie .Jakże ja wrócę do domu? . Kierownik pokrył niedobór z własnej kieszeni. Kożuch parował na nim i śmierdział wilgotną skórą. to nas będą wywozić.kreishauptmana6 hurtem polskiemu przedsiębiorcy.prychnęła mała urzędniczka. . aż strach jechać. .Każdy ratuje się.rzekł woźnica. Głowę miała ustrojoną w czub wysoko spiętych. Skrzypnęły drzwi. .Budy na mieście .Przy pomocy bliźnich . wyszli do sklepiku przypić transakcję. Włóczyła nogami w zbyt głębokich kapcach. . Kucnął przy piecu i sapiąc. I u nas też łapią. jakże wiersze? Okładka wyschła? Kierownik za rękę przyprowadził starą do kantoru. W drugim tygodniu jej urzędowania zabrakło w kasie tysiąca złotych. a co bitumina7. Cały dzień czytała brukowe romanse. przebijającymi przez cienką sukienczynę biodrami.zmrużyła złośliwie oczy. . Mówią. .Ja bym chciała do swoich rzeczy . zmierzwionych niesfornie włosów. Zazdrościłem jej zejścia do podziemia. panie magazynierze. Na ulicach pusto.Cóż z tą starą? Mebli dużo? . Koło cerkwi i przy dworcu aż zielono od żandarmów. kręcąc z nieświadomym wdziękiem kościstymi. . wystawił do ognia spękane od wiatru i mrozu dłonie. ale za to z regularnością poczty zaopatrywała mnie w konspiracyjne gazetki ozdobione godłem miecza i pługa. sam bowiem zadowalałem się półprywatnym powielaniem biuletynów.zagadnęła ironicznie urzędniczka. Kierownik był abstynentem. wyszedłem z kantoru.na piechotę 0 . Przyszedł furman. co to lepik.smoła węglowa 2 Per pedes (lać.starosta 7 Bitumina . Urzędniczka w kantorze uśmiechnęła się do mnie zza stołu.rzekłem kwaśno i włożywszy pośpiesznie kurtkę. . jak może.

Przy jaskrawo pomalowanej strzelnicy i w ogrodzie zoologicznym pod namiotem (w którym . 8 Kozły hiszpańskie . Dziennie przerabiał na mrozie do dwu ton wapna suchego. Pod oknami i parapetami przekupnie trzęśli kolanami. wielbłąd i wilk) świeciło beznadziejnie pustką. Wepchnął ją w tłum. „Miłość. Bramę składu kierownik przymknął. Kłęby białej pary podnosiły się znad kipiącej mieszaniny i owiewały mu twarz. Niemiecki żandarm. papierosami.jak głosił wyblakły od śniegu plakat . kołysząc się jak na fali. obojętnie bił żelaznymi butami o bruk. Lasownik pracował całą zimę bez przerwy.miały przebywać krokodyl. W głębi ulicy przestrzeń zamykały kamienne bloki domów i kępy nagich. ale baczny na każdy ruch policjanta. Na placu pod ścianami domów było jeszcze gwarno i tłoczno. Nad skrzynią z wapnem kiwał się rytmicznie robotnik. W bramach ważono na prymitywnych wagach świeże mięso wieprzowe i przelewano pośpiesznie bimber. Drzewa stały ośnieżone. Na posesji leżącej na tyłach szkoły trwała jeszcze zabawa. Robotnicy zakryci deskami chodzili pod karuzelą w kieracie. Kilku gazeciarzy ze schroniska. kręciło się na przystankach niezdecydowanie. wyższy nad tłum i jego troski. że miłość” . Karuzela z jednym ogłupiałym dzieckiem na koniu kręciła się majestatycznie przy wtórze wrzaskliwej muzyki. Gdy łapanka obejmowała uliczkę. szykując wapno na sezon letni.pomyślałem ze wzruszeniem i uciekłem do składu. wychudłych drzew. Przytupując z zimna nogami jak śpiący koń. Za wiaduktem. który przemykał się ku polom. Kobieta podniosła ręce rozpaczliwym gestem i byłaby upadła. Był zwykły targowy dzień. wysokie. gdyby nie pomocne ramię żandarma. Tramwaje bez ludzi okręcały się w pętli naokoło placu i dzwoniąc łańcuchami. wlokły się wzdłuż alei. Niebo leżało pogodne. tupali nogami w słomianych chodakach i darli się ochryple nad koszykiem z bułkami. Nie zdążyła. z plikami gazet niemieckich pod pachą. okryte brezentem ciężarówki i mierząc kołami śnieg. ciężko ciągnęły na most. jak wyrzezane z łamliwego kryształu. kaszanką. zamykaliśmy ją na kłódkę. że to czarna ściana domu trzęsie się i krzyczy. zasiekami i tablicami na torach. Puste drewniane auta.drewniane krzyżaki owinięte drutem kolczastym 1 . pączkami. mieszał gracą lasujące się wapno. rowery. blade. otoczony kordonem żandarmów falował tłum i podpływał ku wiaduktowi. Z wnętrza tłumu wynurzały się pękate. Wydawało się. Samochód nabrał szybkości. oczywiście. białym i razowym chlebem. chronionym kozłami hiszpańskimi8.Ostry wiatr zmieszany ze śniegiem zaciął mnie w twarz. ponieważ plac pustoszał przed nadchodzącą łapanką. skrzące się w ostrym słońcu. łabędzie z rozczapierzonymi skrzydłami płynęły łagodnie w powietrzu. Za ostatnim wozem wybiegła z tłumu kobieta. Pijani policjanci oczyszczali uliczkę z resztek tłumu.

- Telefonowała narzeczona - powiedział kierownik. Był w dobrym humorze, podśpiewywał pod rudym wąsem i zataczał nogami taneczne półkola. - Jedzie z Ochoty, ale nie może szybciej, bo wszędzie łapią. Pod wieczór będzie. Sucha, czubata urzędniczka rzuciła na mnie krótkie, podszyte złośliwością spojrzenie. - Pewnie zaczną z nami jak z Żydami? Pan się martwi? - Powinna dać sobie radę - rzekłem do kierownika. Zziąbłem na kość. Pogrzebałem kociubą w piecu i dołożyłem torfu. Z otwartych drzwiczek buchnęło dymem na całą izbę. Chyba w tym miesiącu wagonów nie dostaniemy? Pewnie zrobią szperę9 wagonową? Kierownik skrzywił się niechętnie. Przysiadł na krześle i delikatnymi jak u pianisty palcami stukał po stole. - A co nam przyjdzie z tego, jak puszczą wagony? - rzekł z goryczą. - Inżynier boi się trzymać cement i gips, wapno ma tylko dla Niemców na roboty na Forcie Bema, to co pan chce? Żebyśmy kwitli? Grochowskie zakłady dostały trzy wagony cementu, Borowik i Srebrny ma co dusza zapragnie, a my co? Gąsiory, felcówki10, grysiki, lepiki, maty trzcinowe! - Niech pan nie przesadza - rzekła urzędniczka. - Gdyby pogrzebali w szopach, toby to i owo... - Pewnie, że to i owo! Bo kombinuję na własną rękę! Inaczej przyszedłby kto do składu? Owszem, sklepikarz odważników pożyczyć! Telefon zaterkotał. Kierownik zakręcił się na krześle i chwycił słuchawkę na pół sekundy przed małą urzędniczką. Oddał mi ją z niemą gestykulacją. - Nasz samochód - szepnąłem zasłaniając ręką tubę. - Co powiedzieć? - Niech da pięćdziesiąt. - Funfzig - rzekłem do tuby. - Abends?11 Niech będzie wieczorem. - Świetnie, chodźmy wobec tego coś zjeść - zatarł ręce kierownik. Stara siedziała nieporuszona na tapczanie, jak zapędzone w kąt zwierzę. Kierownik zakrzątnął się po pokoju, nastawił bulion na maszynce i sprzątnął stolik. - Jak Inżynier będzie miał mniej dochodu od nas, to raz - wyrzuci tę siksę, a dwa... no co, zdecydowałeś się pan? - Cóż ja mam wobec pana? - rzekłem beznadziejnie. - Wszystko wpakowaliśmy w bimber. Wie pan, jak to jest; trochę książek się kupiło, trochę łachów, i tak. Papier też kosztował. - A sprzeda pan chociaż te wiersze?
9 Szpera (z niem. Sperre) - blokada 10 Gąsiory, felcówki - rodzaje dachówek 11 Abends (niem.) - wieczorem

2

- Nie wiem, czy sprzedam. Nie pisałem na sprzedaż. To nie cegła dziurawka ani nie smoła - odparłem urażony. - Jeżeli dobre, to powinni kupować - rzekł ugodowo kierownik, zagryzając bułkę. Zbierzesz pan te parę tysięcy do spółki. Pan masz dobry łeb. Stara zajadała powoli, ale z apetytem. Złoty masywny rząd zębów z lubością zanurzał się w miękiszu bułki. Wpatrywałem się w ich połysk, oceniając instynktownie wagę i wartość całej szczęki. Trzasnęły drzwi, wszedł klient. Pallotyn z sąsiedniego kościółka miał rogowe okulary i uśmiechnął się nieśmiało. Powiadomiwszy o łapance, zamówił parę worków cementu oraz żółty grysik. Zapłacił z góry samymi złotówkami powiązanymi w paczki. - Niech będzie pochwalony - rzekł i nałożywszy czarny kapelusz, wyszedł, szeleszcząc sutanną. - Na wieki wieków - odparła urzędniczka. Zakręciła piec i wytarła palce w skrawek gazety. - Jak pan myśli, co ta stara zrobi? - Kierownik znajdzie dla niej mieszkanie. Stara ma za grubą forsę, żeby ją puścił z rąk - rzekłem półgłosem. - Ale - prychnęła pogardliwie - więc pan nic nie wie? Kiedy kierownik wyszedł, stara telefonowała do córki. Nie mogą wyjść z getta. Już za późno. Szpera na całego. - Stara pomartwi się trochę i przestanie. - Bardzo być może. Otuliła się w wytarte futro, umieściła się wygodniej na kozetce i powróciła do książki. Nie zdradzała ochoty do dalszej konwersacji. III Wieczorami zostawałem w składzie sam wśród suszących się jak mokra bielizna okładek tomu poetyckiego. Apoloniusz wyciął je z papieru w formacie in folio12, dopasowawszy do rozmiarów siatki ręcznego powielacza, który wypożyczony mi do odbijania niezmiernie cennych komunikatów radiowych i wartościowych rad (wraz z wykresami), jak prowadzić walki uliczne w większych miastach, posłużył również do druku wzniosie metafizycznych heksametrów, wyrażających mój nieprzychylny stosunek do dmącego apokaliptycznie wiatru dziejów. Okładka była dwustronnie ozdobiona czarnobiałymi winietami, przy użyciu rewelacyjnie nowej techniki powielaczowej: pojedynczych kawałków matrycy białkowej, które nalepione na siatkę dawały białe plamy, sama zaś siatka 12 In folio (łac.) - w formie arkusza złożonego na dwie części

3

plamy czarne. Sposób był bardzo pomysłowy, ale pochłaniał zbyt wiele farby i okładki schły już tydzień - bez rezultatu. Zdjąłem je więc ostrożnie ze sznurów, obłożyłem w gruby pergamin, zapakowałem ciasno i wsadziłem pod drewniany tapczan. Spuszczony do podłogi koc zakrywał zepsute radio oczekujące na mechanika, walizeczkowy powielacz, płaski jak cygarnica, solidną maszynę do pisania remington zabraną z szopy, aby nie zmokła, oraz komplet publikacji pewnej organizacji imperialistycznej, pozostawiony w składzie na przechowanie przez przyjaciela, który miał wynosić się z domu, a nie miał siły pozbyć się kolekcjonerskich i antykwariackich zamiłowań. Wieczorami także, nie żałując grzbietu ani kolan, szorowałem pracowicie podłogę, wycierałem stół i jako tako okno, a kiedy uznałem, że w pokoiku jest zacisznie i przytulnie jak w uchu, przykrywałem seledynowym kloszem jarzący się grzybek i zamykałem troskliwie pokój, aby nabrał ciepła. Siadywałem zazwyczaj przy piecu w kantorze. Robiłem drobiazgowe notatki bibliograficzne, którymi wypychałem specjalne pudła, zapisywałem na luźnych karteczkach głębokie sentencje i trafne aforyzmy, które znalazłem w książkach, i uczyłem się ich na pamięć. Tymczasem nadchodził zmierzch i zaprószał karty książki. Podnosiłem oczy ku drzwiom i czekałem na przyjście Marii. Za oknem śnieg tracił błękit, mieszając się ze zmierzchem jak z szarym cementem. Wyniosła ściana spalonego domu, zrudziała jak wilgotna cegła, nabiegła czernią, nieruchomiała, jakby milkła, bezgłośny wiatr podnosił znad toru kłęby różowego dymu, rwał je na strzępy i rzucał na siniejące niebiosa jak płatki śniegu na przezroczystą wodę. Zwykłe przedmioty, grząska jak zgniły melon góra piasku firmowego, kręta ścieżka, brama, trotuary, mury i domy ulicy nikły w mroku jak we wzbierającym przypływie. Został tylko nieuchwytny szum, którym tętni najgłębsza cisza, gorący puls, którym bije ciało człowieka, i głucha tęsknota do przedmiotów i uczuć, których człowiek nigdy nie zazna. Na podwórzu krzątali się jeszcze ludzie. Woźnica wynosił z ciemnego wnętrza szopy pakunki, jak z worka, i ciskał je z rozmachem na platformę. Na platformie stał stary lasownik13 z rozkraczonymi nogami. Chwytał ze stękaniem bagaż i ubijał go fachowo na wozie, jakby układał torby gipsu albo hydratyzowanego wapna. Z wysiłku wypchnął językiem policzek. Kierownik stał za wozem przy starej. Uchwycił się deski przy wozie i paznokciem bezmyślnie odłupywał drzazgę. - Ja tam nie wiem, jestem inaczej nauczony - rzekł do starej gniewnie, wydymając wargi. - Ale na mój rozum nie należało tak od razu. Gdzie tu głowa? Gdzie rozum? Po co był
13 Lasownik - człowiek lasujący, czyli gaszący wodą wapno palone

4

Abend. że przyjdzie taki czas.. jakby to ją rzucano na platformę.Niech Jasio wybaczy .Ma on ludzi do wyładowania? . Z szoferki wyskoczył kierowca w brudnym kombinezonie i niemieckiej furażerce zawadiacko osadzonej na kruczych. pociągała nosem i zwyczajem krótkowidzów.zapytał mnie kierownik. wszedł. na szprychy koła i na błoto pod kołami.Niech bardzo uważa przy pakowaniu . 5 . jak będzie? Zabiją. plując dymem. Wargi jej drżały z zimna. lśniących włosach. to zawsze można. Nie lepiej żyć? Ja tam wierzę. Ale teraz o dziesięć złotych drożej na worku. Pięćdziesiąt? . cmoknąwszy ustami. duży zysk.powiedziała ostro do lasownika. rozkładając ręce wymownym gestem. Ja tam się od tego nie wzbogacę. Zgarbiona pod szarą ścianą szopy stara przebierała z zimna nogami w wytartych. I tak.powiedział żołnierz bez zniecierpliwienia. Kierownik uśmiechnął się z ulgą i pośpieszył otwierać drugą szopę. przydeptanych pantofelkach. Milczała i uśmiechała się. Traktor wepchnął się zadem na przeciwległy chodnik i jak żuk wypełznąwszy przez rynsztok na podwórze.Co. . stratują. Pieniądze. Potężny diesel z przyczepką wtoczył się w ulicę. pani doktorowa nie wie.rzekł kierownik.Ten numer nie przejdzie . i tyle.Dużo ich tam pani doktorowa obroni. prawda? .Co tam pani doktorowa ma myśleć .zapytał i plasnąwszy z rozmachem w ręce.mówił dalej kierownik patrząc w ziemię. które pani doktorowa zostawiła u mnie. la! Wyprzedaliście wszystko? . ja zaś podskoczyłem prosto przez śnieg do bramy. .ten cały kłopot? Stara przechyliła na ramię głowę w kapeluszu z kwiatkami. podjechał pod rozwartą szopę. . i tak giemza . Jasiowi się przecież opłaciło. . mrugając zaczerwienionymi powiekami. to dałem na mieszkanie. zniszczą. Na rynku jest pięćdziesiąt pięć i drożej . . . Po trzydzieści pięć? . kołysząc biodrami. . spalą. Rozejrzał się z zainteresowaniem po kątach. . patrzyła na kierownika oczyma załzawionymi. Twarz jej drgała przy każdym ciskanym pakunku..Duży obrót.zwróciła się do kierownika . Złote zęby błyszczały zza warg.Trzeba brać. do szopy. . wzruszając ramionami. kiedy człowiekowi pozwolą spokojnie handlować.Trzydzieści dwa. Na ziemistych policzkach dostała od mrozu buraczanych wypieków.rzekł kierownik. i podjechał pod bramę. a tych parę ciuchów.O la. co je wziąłem. .że mu sprawiłam kłopot.rzekł.

by sterta nie przewaliła się k'czortu. Dłonie miał owłosione. przydeptał troskliwie podeszwą. przyciskał płaski worek do piersi.rzekłem do żołnierza.Oni mają się pośpieszyć. stołki. . chef. trzymając ręce w mufce. W szopie umączony cementem robotnik (jak kto nie umie obchodzić się z towarem. Miał zdrowe. .jacy tam ludzie 15 Meine Herren.Keine Leute14 .ausiaden!15 Dwaj drzemiący na workach cementu robotnicy odrzucili palta..mruczał przez zęby. Ukryli w środku rzeczy cenniejsze.wykrzyknął gorliwie podawacz spod plandeki. Weźmie pan dzisiaj? . końskie zęby i błyszczące. Stara dreptała pod szopą. raus! (.zapytał mimochodem szofer. Jeden wytaczał torby na krawędź podłogi.. skórzane walizy i brezentowe worki z bielizną.Meine Herren.Fünfzig sztuk? Pięćdziesiąt? . Złota damska bransoletka luźno zwisała na przegubie. na wierzch zaś i po bokach dali plecione kosze. drugi chwytał je rękoma. du alte Slawe16 . klekocące naczynia.Komm17 do kantoru. Podszedł do przyczepki i rozsznurowawszy plandekę.. twarz smagłą. Drzemiący w szoferce pomagier kierowcy wychylił się z okienka. 14 Keine Leute (niem. Obliczymy się . Znali się na pakowaniu. raus! . udając..Jest pięć worków więcej. jak należy układać cement.)Si liczę! Ani jednego więcej! .mruknąłem.Prędzej. unurzaną w cemencie twarz i zapytał szeptem. . prędzej. ja.) .Przeprowadzka? . Osznurowali platformę troskliwie jak paczkę ze szkłem. Lasownik dobijał bagaż i podciągał sznury. nie ruszając wargami. uśmiechnął się przyjaźnie.) ausiaden (niem.chodź 6 . Platforma stała niecierpliwie jak arka. niósł do magazynu i rzucał z trzaskiem na podłogę. że wierzchem dłoni ociera oczy: . Zgasił zapałkę. przestraszyła się i skryła za drzwi magazynu. Podparł się łokciami i patrzył sennie w głąb szopy.pokazał robotnikowi pięć rozczapierzonych palców. wyłazić! (.Ja.) . wiążąc worki. . Napotkawszy moje badawcze spojrzenie.Moi panowie. starannie wygolone policzki. zakomenderował: . . .) .) wyładowywać 16 Du alte Slawe (niem. Zaciągnął się z ochotą dymem. Furman kończył ładować wóz.) ..roześmiał się szeroko żołnierz. Peter. którymi się przykrywali.Po dwadzieścia .ty stary Słowianinie 17 Komm (niem. wyskoczyli przerażeni krzykiem z głębi auta i opuścili pokrywę. Ujrzawszy przechodzącego z bliska żołnierza. Wyjaśniłem mu. Musimy zaraz dalej. czarną od zarostu.Proszę was bardzo . to zawsze przy przenoszeniu porwie parę worków i narobi szkody) podniósł ku mnie srebrzystą. Nikły różowy blask rozjaśnił mu policzki i odbił się w oczach.

że przeprowadzka. .) ist sehr gut (niem.Więc udał się obiad czy nie? Buraczki .powiedział kierownik. Ja. dołożę.Zapomniała maszyny u pana ..Ist gut .zapytał szofer.Wy ale żyjecie spokojnie . . . . . który postanowił się nie dać.rzekł kierownik . . panie Tadziku.Pokazał palcem czerwony szlafrok na wieszaku. .Maszyna przyda się firmie. toby się nie krył z towarem. Weź kapustę.rzekł żołnierz. Rozmawiał przez telefon z żoną.. Jak znalazł.Książek przybyło.Żołnierz przeliczył pieniądze. No.A nasi walczą za wasz spokój. panienka? . chodźmy odprowadzić starą.Dzieciak? Śpi? Obudź go.O. a cóż by innego? Niebo ścieśniało się. .. podał szoferowi. Kierownik wydobył z portfelu paczkę starannie powiązanych banknotów i przeliczywszy modlitewnym szeptem. Kierownik poprosił siadać.Ja. co? . zarobek pewny. Na ulicy udawał tramwajarza. Bezlistne drzewo nad torem szamotało się z wiatrem zaciekle jak człowiek. już śpi dwie godziny. co. ist gut. Ale i tak Inżynier musi być dobrze z nami. . Plac i szopy zostaną na po wojnie.Kombinuj pan kupić tę budę.ist sehr gut. Obejrzał obrazy Apoloniusza.) .Teraz też zabraniają. co pan ma w szufladzie. . bardzo dobrze 7 .Dobrze. żebraczkę pod chropawym murem trzymającą za rączkę dziecko z wyłupiastymi oczyma oraz martwą naturę z żółtym dzbankiem. a ludzie budują. uchyliwszy drzwi do pokoju..Uśmiechnął się wyrozumiale. . . ja? .Znowu środa. . .A jak zupełnie zabronią budować? . Przetrzymałby parę dni. .18 Widzi pan. następny tydzień..Nie uwierzy. Wpakował forsę w bocznicę i robi bokami powiedział chełpliwie kierownik. Jeździł za darmo tramwajami i czuł się bezpieczny przed łapanką. Odstąpimy od ręki czerniakowskim zakładom. oczywiście. osiadało nad mrokiem bezszelestnie jak opadający ptak.rzekł z dobroduszną pogardą żołnierz. .Urzędniczka zaraz poleci do Inżyniera. . widzi pan. co będę miał. schował je do kieszeni kombinezonu i 18 Ist gut (. Od-czesał dłonią włosy i z pewną elegancją nałożył czapkę tramwajarską. Naniósł do pokoju błota i smrodu żołnierskiego. jak nic nie znajdzie.nie. Wyżyć to pan wyżyje z tego. jaki nastrój! Tylko patefon nastawić! Panienka.Przeprowadzka. gdyby człowiek miał własny skład.

Przy rynsztoku stała 8 . Wyszliśmy na ulicę. że uda się coś ukraść. które z łopotem skrzydeł wzbijały się nad wieżę i jak płaty chryzantem sennie osuwały się na dach.Co robić . Od sklepikarza wychodzili podochoceni policjanci na służbę nocną. . podkuliwszy pod siebie nogi. którego nogi niczym martwe kikuty sterczały ku niebu i podskakując wraz z blatem za każdym poruszeniem wozu. Przechodnie gromadzili się na chodniku i patrzyli na plac. na chrzęszczący jak srebrna blacha śnieg trotuaru. podczepił ją pod wozem.Włożył do teczki kawał mięsa. Coś narzeczona nie przyjeżdża? . w zasłony murów. które wybrał na jutrzejszy obiad. Jeść się chce po tym głupim dniu. opuścił podwórze. przepasując rzemieniem tramwajarski płaszcz. a pękatymi walizami. Dzwonek w odnawianym naszym cementem i wapnem kościółku poczynał świegotać radośnie jak bawiące się dziecko. gdyż lubił wydawać się szczupłym. Traktor z cementem ostrożnie wyminął doły na wapno i zatrąbiwszy na pożegnanie. za bramę. oświetlona pełgającym krwawo blaskiem jak karnawałowy pojazd.odpowiedziałem. zanurzyła się w ulicę jak w ocienioną aleję.Boję się o nią . nakryta z góry blatem ukośnie przechylonego stołu. pójdę coś kupić na kolację. Parę obdartych dzieciaków pobiegło za platformą w nadziei. płosząc uśpione na parapecie dzwonnicy gołębie.Dziesięć było. cmoknął uroczyście i platforma. Ściągnął pas rzetelnie. zatrzaskując furtkę. Ulica ożywała wieczorem.uścisnąwszy nam serdecznie. . Między purpurową jak spieczone usta kołdrą. Panny z pralni przesuwały się pod fioletową latarnią i znikały w cieniu spalonego domu. wyszedł. Furman odjął koniowi worek z obrokiem.Obłatwiliśmy dzień . najwidoczniej drzemała. chrzęszcząc butami. . . zwinięta w kłębek jak pies. Niemiecki traktor zamykał wylot ulicy. siedziała. Doskoczyłem do przyczepki i wsadziłem pieniądze w wyciągniętą rękę robotnika.westchnął ciężko kierownik. Przed szkołą chodził dorodny żandarm. Plandeka zakryła się za nim. ale nie wylewnie dłoń. trząsł się i dymił. Na granatowym niebie złoty księżyc toczył się naprzeciw pierzastym obłokom jak krążek ananasa i metalicznym blaskiem opadał na dach ulicy. ruszyła.Łapanka trwa cały dzień. stara Żydówka. . głowę wtuliła w futrzany kołnierz. . . zapalił latarnię.Narzeczona pewno nie może się dostać do pana.Zostajesz pan sam. . ściągniętą białym sznurkiem od firanki. na siłę. Musieli sporo nałapać. cały niebieski od zmroku.rzekł kierownik.Czekaj pan.krzyknął. skrzypiąc. zdawały się mściwie mu wygrażać. dziesięć! . Stara miała oczy zamknięte. zebrał w dłonie lejce.

rzekł za mną sklepikarz. Woźnica cierpliwie czekał na wolny przejazd.Wyprowadza się gdzie indziej. samochody zbliżyły się do siebie. Nad nią wysokie słupy reflektorów wzbijały się rtęciowym światłem w niebo. .To szukaj pan kierownika . Reflektor oświetlił wnętrze ulicy. odciśnięta na łysinie przez czapkę. Nachylił się do ucha. Motocykle. . Zamrugał powiekami. Padły gardłowe nawoływania. Motocykle wytoczyły się zza aut i oświetliły reflektorami jezdnię.Ja już z ludźmi gadałem. Biło od niego odorem wódki i śmierdziało machorką.Przepraszam . .powiedziałem niecierpliwie i otrząsnąłem jego łapy.Tak szybko? . Świat na chwilę zwężał się do jednej ulicy tętniącej jak otwarta żyła. twarz sklepikarza oblekła się w mrok. trotuar i tłum. . opędzając się od blasku.dodał przez zęby. jakby posypane mąką. tak . Kolumna zatrzymała się. Ma tam córkę. Pan kierownik miał dzisiaj dać zadatek. . .szepnął sklepikarz.Ona wraca do getta. wynurzały się spod wiaduktu i trzepocząc skrzydłem cienia jak potworne motyle.Przynajmniej umrze z nią jak człowiek.westchnął ciężko i zapatrzył się w ulicę. Na drugim brzegu czarna bryła miasta zapadała w grząską ciemność.rzekł z przekonaniem sklepikarz. waliły jezdnią wypchane ludźmi ciężarówki. . .To co będzie z mieszkaniem? .Ta Żydówka wyprowadza się od was? . Światło reflektora przejechało po jego twarzy. Kolumna szła w stronę mostu. tramwaje. Zdjął czapkę i otarł czoło rękawem... kamienny most napinał się na tle nieba jak łuk. znikały z hukiem za samochodami. . ślepe okna mieszkań. Na zakręcie alei powstał zator.Zabierają się do nas . nad srebrnym nurtem rzeki. która nie może się wydostać. Twarze ludzi ukazywały się spod brezentu białe. bielała na chłodzie. i jak zdmuchnięte wiatrem nikły w ciemności. przy pełnych reflektorach. Duszący dym spalinowych motorów słał się na jezdni. przelewając się na wybojach.zaniepokoił się sklepikarz. zajrzały w czarne. przekreślały je i jak ramiona marionetek bezwładnie opadały wzdłuż ziemi.rzekł ponuro policjant z paskiem zapiętym służbowo pod brodą. obsadzone żołnierzami w hennach.Ano. Czerwona pręga.No pewno . Położył mi ciężko ręce na ramionach. Za czarnym pasem pola. .Żeby ich ziemia pochłonęła! . Wieczór zapadał coraz głębszy. Reflektory prześliznęły się po twarzach ludzkich jak po zbielałych kościach.szepnął konfidencjonalnie sklepikarz.platforma z betami. ogarnęły jarzącą 9 . . .Nałapali pod cerkwią . . Z chrzęstem.

Nie wiedziałem zupełnie. Poruszała wargami. Trupioblade. jakby chciała zawołać.mieszaniec 0 . Stała w aucie. co robić. zagazowano w komorze krematoryjnej. oślepiły jeszcze raz oczy i skierowały się na auta.się zielonymi lampionami. zatrzymaną wpół taktu karuzelę z chwiejącymi się na linach pstrokatymi końmi na biegunach. Patrzyła z natężeniem w moją twarz jak ślepa. jako aryjsko-semickiego mischlinga19. wilkiem i wielbłądem. Jak się później dowiedziałem. a ciało jej zapewne przerobiono na mydło. rowerami. zbadały wnętrze tramwajów stojących ze zgaszonymi światłami. Twarz Marii otoczona szerokim rondem czarnego kapelusza była biała jak wapno. Samochód zatrząsł się. 19 Mischling (niem.) . omal nie upadła. wywieziono wraz z transportem żydowskim do osławionego obozu nad morzem. łabędziami o łagodnie wygiętych szyjach. Zachwiała się. kredowe dłonie podniosła spazmatycznie ku piersiom jak w geście pożegnania. wciśnięta w tłum tuż przy żandarmie. zawarczał i nagle szarpnął. powróciły do ludzi. Marię. zawahały się na lewo i na prawo jak głowa rozdrażnionego węża. prosto w reflektor. otarły się o namiot ogrodu zoologicznego z krokodylem. drewnianymi autami. pomacały głąb placu końskiego.

Wyłożyłem karty. Posunął się. Na ścianach piwnicy błyszczała w mroku wilgoć.Sobie. Wziął trzy karty. robiąc chłopcu miejsce.Przyjrzyj się. bo to miejsce Mławskiego. że sami bandyci tu siedzą .rzekł Matula.rzekł Szrajer z Mokotowskiej. Ludzie siedzieli skuleni. Nie widziałeś nigdy? .Nie gadajcie. .Za nic . chłopiec.zapytał. wypaczone drzwi pokryte były datami i imionami wyrżniętymi scyzorykiem. Strzepnął kurz z kolana. pomyśli. Brudne. . . .Byle gdzie tego nie zobaczysz. stary. Chłopiec usiadł i położył palto na kolanach.odezwał się spod ściany Szrajer.rzekł zecer Kowalski.Ciągniesz jeszcze? . Poprawił się na sienniku.CHŁOPIEC Z BIBLIĄ Dozorca otworzył drzwi.Pajdka twoja. . . .Nie mówilibyście takich rzeczy. który. Na korytarzu trzaskały wyłączniki. .Dwadzieścia.Było nie było. udając gestapowca. Nie ma co myśleć. Do celi wszedł chłopiec i zatrzymał się u progu. . .Ciągnę. zwariowali do reszty? . ale dobrze . .Niech nie siada.Przegrałem . Jego bryczesy zachowały jeszcze kanty. . . . Cela była mała i niska. .odburknął chłopiec.zapytał Matula. Może zaraz wrócić z badania . na sienniku.Wcale chłopak na to nie wygląda. Ale karty są i tak znaczne.roześmiał się Matula.Dobrałem kartę. zecer z Bednarskiej.zapytał Kowalski.Za co ciebie zamknęli? . Pod sufitem zapaliło się mdłe światło.odpowiedział chłopiec i przeciągnął dłonią po ostrzyżonej głowie.Siadaj. urzędnik z Mokotowskiej. . .zdziwił się zecer Kowalski.Za co go mogli zamknąć? . . chodził w długich butach i skórzanej kurtce po chłopach i rekwirował świnie. przemytnik z Małkini. Popatrzył w nie.Przecież to jeszcze szczeniak. Ubrany był w wytarty czarny garniturek uczniowski.rzekł Kozera. Drzwi zatrzasnęły się za nim. . u którego znaleźli gazetki. I Żyd pewnie? . dotykając się kolanami. . i tyle.Nie widziałem nigdy . Koło drzwi stał kubeł. Pod ścianą na betonowej podłodze leżały dwa sienniki. Kraty w otworze 1 . . .Co się patrzysz? Piwnica.Cóżeście. Kozera . W okienku pod sufitem tkwił granatowy kawałek nieba i fragment dachu od kuchni. Dosyć. Przez ramię miał przewieszone palto z barankowym kołnierzem.

Kiedy ciebie aresztowali? .Nic się nie martw . .Znowu? . Przez cały dzień nie ruszał się z siennika i bezustannie żuł sztuczną szczękę. kogo dziś wywołają z naszej celi? .rzekł zecer Kowalski i ciężko położył rękę na głowie chłopca. chłopcze? . mamusia uśmiechnie się do kogo trzeba. Z głodu uszy odstawały mu coraz bardziej. a żyć trzeba. Figury narysowali chemicznym ołówkiem ci. co tu byli przed nami. że go rozstrzelają. Co to za książka? .Posiedzi.rzekłem do chłopca. . tata forsę wybuli. tasując.Oczko.Nic mu nie będzie . .rzekł chłopiec z Biblią.rzekłem.Jak się nazywasz.Dawaj jeszcze raz . Trzymał ją blisko oczu. Każda karta była znaczna.powiedział.Kto wie.rzekł chłopiec z lekceważeniem. dwa kroki w przód. czy my jutro będziemy jeszcze żyli? . .Mnie nie aresztowali . .rzekł gestapowiec Matula. .były zupełnie czarne. Przybliżył książkę jeszcze bardziej do oczu.Biblia? Myślisz.Tak i tak w czapę. obrót w miejscu. nie podnosząc oczu znad książki. Zaciął mu się rewolwer przy ostatniej rekwizycji.rzekł Szrajer z Mokotowskiej.rzekłem. fizyka. .Aha. . że ci tu pomoże? Cholerę w bok pomoże .A tam. odwracając się do niego. Chłopiec siedział pochylony nad książką. Oprócz gazetek wyszperali u niego jeszcze jakieś pokwitowania ze zbieranych pieniędzy na organizację. Wciąż oczekiwał.Ciekawe. . dwa w tył.rzekł wrogo zecer Kowalski. .To ty w takim razie jesteś synem dyrektora banku . Palto miał porządnie złożone na kolanach. 2 . książka.odrzekł chłopiec. .Tak.Jak kogo . jak się nazywam . .zapytał urzędnik Szrajer. biorąc znów karty od Matuli. . Chodził szerokimi krokami od ściany do ściany.Ryzyka.Ja nie mam matki .Mój ojciec jest dyrektorem banku. .Biblia . i chłopaka puszczą. .rzekł chłopiec. To najgorzej.Znowu? . . tak . . .Grunt.odezwał się przemytnik Kozera spod drzwi.odezwał się urzędnik Szrajer z Mokotowskiej. . Karty były zrobione z tekturowego pudełka po paczce. aby się po tobie nie martwili. .

Coś by się i tu słyszało. . Pod kuchnią chodzi wachman20 z psem. . przemytnik z Małkini. Złożył starannie książkę i schował ją do kieszeni palta. .powiedział chłopiec i uśmiechnął się do wszystkich. .Ano . to jutrzejsza pajdka twoja.Masz tylko dach kuchni i kawałek warsztatu.Albo zobaczysz bramę z tej dziury? .Nie mam szczęścia.Jak stąd . boby mnie zawiózł na Polizei. . .Mnie złapał policjant na ulicy Koziej .Zwyczajny policjant. na granicy. Pokazałem gestapowcowi Matuli karty: .zapytał zdziwiony Kozera. .Jeśli dziś przyjdą po ciebie. kiwając głową w stronę okna pod sufitem.rzekłem do chłopca. że dostanie z domu paczkę żywnościową. Stał pod drzwiami i patrzył w okno.Znowu fura .Nie byłem . Tylko na czapę. . I przyprowadził mnie tutaj.rzekł Kowalski.Myślałeś.Przywiózł dorożką. że jest bardzo późno. zrobione z tekturowego pudełka po paczce.rzekł z westchnieniem Matula. . urzędnik z Mokotowskiej.To coś nie tak .Trzeba ci było malować? .rzekł chłopiec. a nie tylko jego jednego.Dziewiętnaście.Od drzwi widać więcej.Nie byłeś w Poliżcie . Chodził wielkimi krokami od sienników do drzwi i z powrotem.odpowiedział chłopiec.wartownik 3 .Dawaj karty. Wachmann) . . przemytnik z Małkini. no nie? . .rzekł Matula. rzucając karty na siennik. .Gdyby była łapanka.Granatowy? Mnie też .spytał niespokojnie urzędnik Szrajer.odpowiedział chłopiec.Kredą .powiedział przemytnik Kozera. Wiózł słoninę do Guberni i został złapany w klasycznym miejscu. . to co mi jutro po twojej pajdce? . które chodziły na gimnazjalne komplety.rzekł Kozera.Zostałem złapany na ulicy. .. toby przywieźli całą kupę ludzi.Prosto do bramy? Przez getto? Nieprawda . u którego znaleźli gazetki i pokwitowania.Pewnie pisałeś farbą na murze? . Miał dwie córki. Miał nadzieję. . Bo po co by mnie tutaj przenosili. A tak dostawił mnie do bramy . .odezwał się przemytnik Kozera. . .Może się odegram. . . Wyładowują kartofle na jutro.Miał poczucie humoru . . Jak nie. Mówił. . .Wyciągnąłem rękę.rzekł Szrajer.Była łapanka dzisiaj? Na jakiej ulicy? . . Począł przekładać karty.Dozorca domu 20 Wachman (z niem.rzekł zecer Kowalski.powiedziałem. zecer z Bednarskiej. Pewno przyjdą po mnie. że na wolność? .

Do rusznikarzy. . siedział plecami do drzwi i zasłaniał rozłożone na sienniku karty. Przechyliłem się w stronę chłopca i dotknąłem go ręką. Drzwi od cel poczynały szczękać. Dwie pajdki moje. zecer z Bednarskiej. co? . to się odegram .Fura. Urzędnik Szrajer podniósł głowę znad kolan i patrzył na chłopca z Biblią. bo dwa dni nie wracała do domu.Ogłoszenie było przecież na słupie. Niżej był mur. Uszy odstawały mu coraz bardziej. chodził od sienników do drzwi i z powrotem.A zresztą skąd ja mogłem wiedzieć? . Gestapowiec Matula.rzekł Kowalski. Drzwi były czarne i niskie.Odsunąłem karty. Żelazne płyty pokrywające podłogę dźwięczały.rzekł zecer Kowalski.Kowalski. .Dasz mi potem poczytać? Chłopiec potrząsnął przecząco głową. który w podziemnej drukarni kupował otomanę.Podałem karty gestapowcowi Matuli. Zamilkliśmy. że ja tylko poszedłem szukać narzeczonej. Kozera. 4 .zaśmiał się zecer Kowalski. Poszedłem kupić otomanę.Wpadłem tak samo niewinnie jak ty . .Wystarczy. .zapytał przemytnik Kozera. . „Pasowałeś do niej jak francuski dukat do dłoni ulicznicy”. Za czarnymi kratami wybitego okna błyszczał rudy fragment dachu kuchni i jaśniało fioletowe niebo. który chodził na rekwizycje.będzie miał przez ciebie robotę.Nie drukowałem żadnej gazetki. Żebym był tak twoim ojcem. Chłopiec czytał znowu. . który pisał kredą na murach i czytał Biblię.Nareszcie przyjechali . co? .Jeszcze raz.Wiesz dobrze. Na korytarzu rozległy się kroki.Pogłaskał chłopca po ostrzyżonej do skóry głowie. . trzymając książkę blisko oczu. W kącie pod oknem siedział z głową na kolanach urzędnik Szrajer z Mokotowskiej. . . . Chodził szerokimi krokami od ściany do ściany. który nasłuchiwał razem ze Szrajerem. zecerze Kowalski. . a po coś ty gazetkę drukował na Bednarskiej? . Siedzieliśmy na dwu porwanych siennikach. Obok niego siedział chłopiec. . Dalej za murem leżały bezludne domy getta o pustych oknach.rzekł Matula i począł tasować karty. przemytnik z Małkini. Pod sufitem paliło się mdłe światło. . . Na murze wznosiły się wieżyczki z karabinami maszynowymi. To Szekspir. w których unosiło się pierze z rozdartych poduszek i pierzyn.rzekł zecer Kowalski. pełne wydrapanych imion i dat. Na drugim sienniku siedział Kowalski. .Akurat w podziemnej drukarni. zecer z Bednarskiej. którego dwie córki chodziły na tajne komplety gimnazjalne.

że to dla ciebie.Nie widziałeś sam.Jak ci poszło? Możesz siedzieć? .Jak tam.rzekł zecer Kowalski. . Wiesz. Wszedł Mławski. . . Zaczerpnął z samego dna odpowiedziałem. . Kartofli dziś sporo. Robił interesy z ojcem w Radomiu. Sam przyjdzie . Czasami ma dobry smak. jak jechałeś? Ludzie żyją. obracając w ręku karty.rzekł urzędnik Szrajer.Chociaż taka korzyść. żeś kupował otomanę.Zecer Kowalski podał mu miskę z kolacją. Drzwi zatrzasnęły się za nim.rzekł Matula. co? Ludzie chodzą po ulicach. chłopaki? . Przyjechali drugim samochodem. . . . który jeździł na badanie. co słychać? . Drzwi celi otwarły się znowu.Ale nie wiem. .Miałem dzisiaj pietra.Za to grzeją luksusowo . Nie trzeba szmuglować. przemytnik z Małkini. Mieliśmy znajomego referenta. nie? . . czy za dwa tygodnie będę jeszcze na świecie .zapytał. to może nie dadzą w czapę? . . która zsiadła się jak galareta.zapytał urzędnik Szrajer. .Obiadową ci zjedli. co słychać? I tak w czapę. co słychać na świecie . Nieźle dają żreć. ilu nowych. . u którego znaleźli gazetkę i pokwitowania. .. i tak w czapę.rzekł Kozera.A tobie da Krzyż Zasługi za to.Tego towaru nigdy nie zabraknie. chociaż zimny.To co ciebie może obchodzić. . Myślałem.A jakby wojna skończyła się niedługo. 21 Kalifaktor .Lubię ten żurek. . Tylko w tramwaju. . który chodził na rekwizycje i czekał na wykonanie wyroku śmierci. no nie? rzekł Kozera. .bez pośpiechu zagarniał zupę łyżkami. że powiedzą. Stał przy sienniku i krajał łyżką zupę. że zostanę na noc.Co tam dostałem! Jakby nic. jakby nic? Prawda? zapytałem.Masz tutaj zupę.Powiedziałem kalifaktorowi21. .Drzewa pewnie już kwitną.Byliście na tym świecie jeszcze dwa tygodnie temu .rzekł Mławski. Jak w domu.Ciekawym.A co powiedział referent? .odrzekł Matula. jak to jest. żyją.Dali grochówki z chlebem na obiad. Dużoście wiedzieli.porządkowy 5 . .Polski sąd też by ciebie rozwalił za rabunek .

zecer z Bednarskiej. prawie nową kurtkę. . .Nowy.Nie siedziałem w żadnym tramwaju.Ojciec się zgodził.zaproponował ojcu. że ciebie widziałem na Polizei . ale może być. . żeby ojciec został konfidentem. Pożyczył je ode mnie na badanie. Rżnąć się będziesz czy co? .zapytałem. nie? Nie siedziałeś ze mną razem w tramwaju? . powiedz? Wzruszyłem ramionami.. Ruszał sztuczną szczęką.Jak ojciec myśli? . Na krzywych 6 . Inteligent od gazetki .rzekł Mławski do chłopca . Szkło wypadło spod podszewki.Człowiek siedzi jak pień. Jak myślisz? . spomiędzy których sterczały coraz bardziej odstające z głodu uszy. Wstaliśmy z sienników.ale jak mówisz.. .Dajcie spokój z graniem . Szrajer siedział z twarzą w dłoniach. Ustawiliśmy się w szeregu.Dziś ma służbę Ukrainiec. . co? Ja ciebie widziałem chyba na Polizei.Na wszelki wypadek .rzekł Matula.mruknąłem do Mławskiego. Usta miał mocno zaciśnięte. .Nic nie powiedział ..Rodzoną matkę byście przegrali.rzekł Szrajer.odrzekłem i podłożyłem palto pod plecy. twarzą do drzwi.. Pomiędzy niebem i czarnymi kratami leżał wiosenny wieczór.odrzekł opryskliwie Mławski. . Mławski odwrócił się do chłopca z Biblią.Nie . Co miał robić.Stawajcie lepiej do apelu. Milczeliśmy. niski esman o czerwonej kwadratowej twarzy i rzadkich jasnych włosach.Dostałem po pysku za twoje palto. W drzwiach stanął gruby. Otwarto drzwi naszej celi.Odezwał się..Wiesz . Tu człowiek.Zagrasz? .rzekł Kowalski. że mu na Polizei odbiorą jego skórzaną.zapytał mnie Matula.umilkł. Dziwne. . Może się odegram? .odrzekł chłopiec znad Biblii. . . .On mówi. Mławski usiadł koło mnie. . oświetlony z dołu latarniami więzienia. .Założyłbym się. że złapał go na ulicy granatowy glina i dorożką przywiózł do więzienia rzekł do Mławskiego Kozera spod drzwi.Zagrasz w oczko? . Chłopiec czytał Biblię. nie podnosząc twarzy. .rzekł szeptem . Ale może będzie spokojnie . Odstawił miskę pod kubeł i zdjął palto. Kiwnął głową. Kozera chodził od drzwi do sienników i z powrotem. że cię policjant złapał. bo bał się. Kalifaktor już się drze .

rzekł szrajber. .Dużo nam ich jeszcze zostało? . .dalejże. Drzwi celi zatrzasnęły się za nim. .nogach miał świecące długie buty.pisarz.rzekł 22 Szrajber (z niem. Żeby nikt potem po głowach nie deptał.rzekł bezbarwnie Kowalski. parasza) . Podszedł do siennika i wziął palto. .krzyknął wachman i chwyciwszy go jedną ręką za hals25. wychodź. Za pasem mieli wetknięte granaty.Stimmt23.Jeszcze jeden. . Za nim stał wysoki Ukrainiec z kluczami..Los. nie ma chłopaka. adwokat z getta. .Na nic mu już Biblia. .szepnął głośno Matula. dadzą w czapę! . . Wyszedł na korytarz. Namokel.Byłoby co czytać. wyrzucił przez drzwi na korytarz. . Szrajer z Mokotowskiej wymamrotał po niemiecku kilka wyuczonych słów. W ręku trzymał pejcz.Był chłopak. Żyd. tu: za kark 26 Paraszką (z roś.Benedykt Matula .Szkoda. . Wachman obrócił się do szrajbera.Lać. kancelista 23 Stimmt (niem. Zbigniew Namokel. Szrajber trzymał w ręku papiery. Schreiber) . który przebrany za gestapowca chodził na rekwizycje.rzekł.. .rzekł chłopiec z Biblią.Jestem . Ale ja go widziałem dziś na Polizei.) . Cela taka a taka. raus24 .I już po apelu! Jeden dzień więcej! Dwoje ludzi mniej! Dawaj następny dzień! krzyknął Kozera. Jazda. Czarną furażerkę miał zawadiacko zsuniętą na ucho. Hełmy świeciły się ponuro w nikłym świetle żarówki. (. że Biblii nie zostawił . Ale nie rzekł nic. obłożona tyloma a tyloma więźniami. chłopcy. Rozkraczył się nad paraszką26! . nie wszystko . Drzwi otwarły się na całą szerokość. adwokat z getta. przemytnik z Małkini. . Koło niego stali kalifaktor i Szrajber22. ..rzekłem do Mławskiego. Wszyscy obecni. póki jest światło.w grypserze kubeł na nieczystości w celi 7 . Od drzwi odwrócił się do nas. przysięgam . Dalej na korytarzu stali wachmani w pełnym uzbrojeniu.zgadza się 24 Los (.) .Wszystko? Idziemy? . kto stąd? Szrajber podniósł papiery do oczu. Czerwony wachman policzył starannie palcem. bo rozkładamy sienniki. .) wyłazić 25 Hals (niem.Nie.) raus (niem.Ja . Poczęliśmy rozkładać sienniki.odczytał i popatrzył po nas. chłopcy.. Szrajber. ścielić. Za pasem nosił siódemkę.) .O rany boskie. mały zasuszony Żyd.szyja.

Przestrzeń między niebem a oknem. pod więzieniem . Podnieśliśmy się wszyscy na siennikach. Potem drugi. To by było dobrze. Ściskał mi rękę z całej siły. . . żeby nim został. że go na ulicy policjant złapał? .rzekł Mławski. ten chłopiec z Biblią. leżącym na poziomie ziemi. Nogi okryliśmy jego kurtką skórzaną. Położył się już na sienniku i postękując. . szesnaście. podnosząc się z siennika.rzekłem półgłosem do Mławskiego.Tylko po co była jemu Biblia w takim razie? . nocą z rewolwerem po kweście chodził . .Ale jak ojciec ma być konfidentem? Nie powinni wziąć. Od wybitego okna wiało wilgotnym chłodem. . kładąc się na boku przy Kozerze.rzekłem półgłosem i począłem liczyć: .rzekł Szrajer spod okna. mrugające gwiazdy.Ciekawym . tylko że nas na nim nie ma . na świecie. to i pewnie był Żyd .Kryminalista.Daj Boże. Przez blask ich przeświecały nikłe. Który to strzał był dla niego? .Czternaście.Mnie na razie nie. Robili razem interesy w getcie w Radomiu. . Gdzieś z niedaleka padł głuchy. rekwizytor. Leżeliśmy tuż przy sobie.rzekł Kowalski. ..Wyglądał na Żyda.rzekł Kozera. .Ten referent go poznał.Widać nie wywieźli ich do lasu. .rzekł Mławski. .odrzekłem szeptem. Położyliśmy się z Mławskim.czy mego ojca wzięli? Odwróciłem się do niego i spojrzałem mu w twarz.Chociaż Matulę też wzięli. Niebo poczerniało już zupełnie.Chcecie mieć sport przed snem? Umilkliśmy i zaczęliśmy drzemać.Pewnie był Żyd. 8 . Moja matka była Polką. Nie wzięliby inaczej na rozwałkę . Zawinął je w kawałek papieru z paczki i włożył do kieszeni. . otulał paltem nogi. resztę ciała moim paltem.Co on mógł zrobić. . Szło od niego przyjemne ciepło.rzekł zecer Kowalski. .Należało mu się już dawno. . że jest Żydem . . . bracie. bo jestem mieszańcem.Pięknie jest.Toby ciebie też ruszyli .Mławski. piętnaście.To musiał być Żyd. cholera. Paliły się wszystkie więzienne lampy. Seplenił. Rozwalają gdzieś tu.Rozwalają naprzeciw bramy . tępy strzał.. wypełniona była złotawym światłem. żeby było cieplej.rzekł Kozera.Wyszło dziś na jaw.szepnął do mnie . taki mały? I czemu kłamał. Wtuliłem głowę w miękki futrzany kołnierz.Stulcie pyski po nocy . bo wyjął sztuczne zęby z ust. . .

Położyliśmy się znowu. Szrajer.Trzeba spać . Od okna szedł przejmujący. Przytuliliśmy się szczelniej do siebie.. 9 . .rzekłem do towarzysza.Kładźcie się lepiej spać .Boże! Kładźcie się lepiej spać. .zasępieni! urzędnik z Mokotowskiej. przykrywając się skórzaną kurtką i paltem. wilgotny ziąb.

. tylko żeby nie był długi. „bo to musi być nudne tak do dziewczyny co dzień pisać”. kilkunastu ludzi na dwadzieścia tysięcy mężczyzn w Birkenau. widzieliśmy kupę krajobrazu.. że nawet wiedząc. Oczywiście nikogo nie znalazłem.zabieg leczniczy polegający na wprowadzeniu powietrza do jamy ciała i uciśnięciu w ten sposób narządu.lekarz obozowy 29 Wyrazy i zwroty języka obozowego. co to jest otrzewna.) . zmniejszyć śmiertelność w obozie i podnieść ducha więźniów. Podniósł ze zdziwieniem brwi: . tym.) . ile kości ma człowiek. Kiwnął ze zniechęceniem głową. jak się leczy ulcus duodeni31. Tak mówił na wyjezdnym lagerarzt28. nie potrafię Ci ukraść głupiej maści Wilkinsona na świerzb. jak się sterylnie przeprowadza operację ślepej kiszki i po co jest odma27. a gdy odpowiedziałem mu: . bo poszedłem ze Staszkiem (wiesz. Wybrano nas kilkunastu z całego Birkenau i będą uczyć prawie na doktorów.wrzód dwunastnicy 0 . kto by Ci ten list zaniósł. Mamy . a Staszek pod kuchnię i magazyn. apatią lub zniechęceniem do życia. wsiadł do samochodu i odjechał.. których „zły los” gnębi chorobą. ile kości ma człowiek i co to jest otrzewna.Historię literatury . ale nie bardzo się tym interesowałem. bo jestem milionowiec.właśnie my. bo aktualnie nie ma jej w całym Birkenau. s. na jakiś szpitalny blok jako gości flegerów29. ja .odrzekłem skromnie. spytał się jeszcze każdego z nas o wiek i zawód.Cóż pan studiował? .szukać kogoś. żeby zorganizować na kolację białego chleba. Ale Staszek obiecał przez swoje koneksje list przesłać. Później szliśmy bardzo piękną drogą do Oświęcimia.ropna choroba skóry 31 Ulcus duodeni (łac. nie uwzględnione w przypisach.a więc jestem już na kursach sanitarnych.. jak się zwalcza gronkowce. a tu same stare numery i na mnie patrzą bardzo z góry. Mamy wiedzieć. kostkę margaryny i choć z jedną kiełbasę. zwykle w celu ograniczenia jego czynności 28 Lagerarzt (niem. a jak paciorkowce.U NAS W AUSCHWITZU. Obawiam się tylko. U nas polewało się chorych herbatą z 27 Odma . potem ktoś nas przydzielał gdzieś. co mi dał brązowe spodnie) na obóz.) .Student. I . Więc jak się nauczę. jak krąży krew. bo jest nas pięciu. Mamy posłannictwo bardzo wzniosłe: będziemy leczyć kolegów.229 30 Piodermia (z łac. to może poradzę coś na Twoją piodermię30 i na gorączkę sąsiadki z Twego łóżka. objaśnione są w słowniczku „Określenia oświęcimskie”.

odmawiając przy tym pewne nader skuteczne zaklęcia. dlaczego mają oni w wielkiej pogardzie i politowaniu nas. że nasz los taki marny.mięty.a między tym wszystkim posadź kilkanaście tysięcy ludzi. z dumą mówią: „U nas. Uścisnął mi rękę w milczeniu.rzekłem mu serdecznie. bo to zbyt obozowe. . wyhoduj anemiczne drzewka . Ale na nic się nie zdało. nie do powtórzenia. kremo nie widać. aby między Pawiakami było tylko trochę miejsca. Nie na kupie. wpółwychyleni widzowie z innego świata. trochę ze współczuciem. że ich taki dobry. . którzy byli po kilka lat w obozie. pomnóż przez dwadzieścia osiem i ustaw wszystko tak blisko koło siebie.Już ja ci nawet prześcieradło dam. czym jest Oświęcim. żeby mnie położyli osobno.Któż by ciebie nie znał. Cały obóz stoi na apelu.Wiesz. Pejzaż z okna niewinny. a teraz mają uprasowane na zabójczy kant spodnie i chodzą. my uśmiechamy się do ludzi. chciałbym. ludzi z Birkenau. Smaruję nią buty.. ..” Ostatecznie mają się czym chwalić.. Usiadłem na brzeżku łóżka.rzekł. a trochę ze wstydem. wskazując ręką na zaczerwienione ogniem szyby.. Ale chyba dosyć o tym. A z trupiarzami też pogadam. cierpieli fantastycznie. Pewnego razu zawołał mnie do siebie. wszystko otocz podwójnym drutem naokoło.Nie miej strachu . niestety. . Ludzie są w Oświęcimiu zakochani. przetrwali najgorszy czas. Paliło się tam.Byłem przecie znany na lagrze. Uśmiechają się do nas ludzie. a zamiast łaźni z gorącą wodą . 32 Serbia . mówią do nas: „Koledzy z Birkenau”. Wyzdrowiał i z lagru przysłał mi kostkę margaryny. i nie zapamiętał .zapytał. bo to taka z ryb.cztery krematoria. miał się źle. A co do ograniczenia śmierci: chorował na moim bloku prominent. nie ma chodników. błoto wybrukuj. za lasem. nie? .. Rozumiesz? . w Auschwitzu.oddział kobiecy Pawiaka 1 . gorączkował.. a z trzech stron betonowym murem. Weź Pawiak.odpowiedziałem niewinnie.Patrzaj .zrób to wszystko. Żeby nie razem. tę okropną budę. a zrozumiesz. Od prawie miesiąca nie mam listu z domu. gdzie są tylko drewniane końskie baraki. II Rozkoszne dnie: bez apelów. Wyobraź sobie. . dodaj Serbię32. a my w oknie. kołysząc się w biodrach . niespokojnie patrząc mi w oczy. mówił coraz częściej o śmierci. Tak przyczyniłem się do zmniejszenia śmiertelności w obozie. bez obowiązków.

pamiętasz Wiosenny spacer”! Ale są na naszej flegerni rzeczy bardziej cywilne: piec kaflowy z kolorowych. Chodzimy więc po Birkenwegu w naszych cywilnych. gdzie i zwyżki34 stoją naprawdę jak bociany na wysokich. wygoleni. są jakieś domy. Tłumek łazi grupkami. w wysokim domu z oknami na pole). ale bardzo daleko (nie masz pojęcia. ileś tam razy uwielokrotniony. że zima i że bezlistne brzozy „płaczące” zwisają na dół jak postrzępione miotły. puszyste jak futro kota. Jak w sonecie Staffa. a zamiast trawników leży pod nimi lepkie błoto. dużo trzypiętrowych prycz.rowerzysta. ale tylko od święta i do jedzenia. Ku przestrodze: każda twoja rozmowa jest podsłuchana. pewnie takie samo jak w „tamtym” świecie zza drogi. co siedzą na ławce i szepcą sobie na ucho. czasem drabiniasty wóz. Są prześcieradła białe i bez zmarszczek. Nie tak jak w Birkenau. ile przestrzeni zmieści się w takim małym oknie. którzy nie mają pasiaków. długich tyczkach. takich.na palcach nie policzyłabyś! Więc tu nie tak: lampy świecą co dwa słupy i zwyżki są solidnie podmurowane. nadstawia swoje i nadsłuchuje. po której czasem przejdzie człowiek. Pflegerraum) . gdzie należy. gdy chwalisz drugiego.Z flegemi33. Tu jeden o drugim wie wszystko: kiedy był muzuhnanem. ale za to odcinków . jakie leżały u nas na składzie. widać doskonale drogę wolnościową. betonową więzienną podłogę i dużo. jak przeżyję. a piecz choćby prosię. Piec ten ma chytrze urządzone ruszta do pieczenia: niby nic nie ma. świeży i beztroscy. Okno wychodzi na drogę brzozową . wyszka) .izba pielęgniarska 34 Zwyżki (z roś. Ziemia jest czarna i musi być wilgotna. otoczony podwójnym drutem kolczastym. Na jednym ze skrzyżowań stoi drogowskaz z płaskorzeźbą. co i od kogo zorganizował. doniesiona. witając pochyleniem głowy znajomych. tylko że trzeba je miesić nogami. a trzeci pochyla się ku nim. prosto z zauny ubraniach jedyna piątka ludzi.Birkenweg. Dalej. pewnie robotnik wracający z pracy. czasem przejedzie samochód. która ma bardzo białe. skomentowana. takie trochę niemiejskie ściany. drut jest podwójny i jeszcze mur. Są na pryczach „kanadyjskie” koce. Więc wyobraź sobie Pawiak. a płaskorzeźba przedstawia takich dwóch. a potem siny las. Po dróżce brzozowej przechadzamy się wieczorem po apelu godnie. a czasem . majolikowych kafli. chciałbym mieszkać po wojnie. Chodźmy po Birkenwegu. z powagą. i każdy uśmiecha się drwiąco. Szkoda. 33 Flegemia (z niem. kogo zadusił i kogo zakapował. i lampy świecą co trzy słupy.wieże strażnicze 2 . i drut jest pojedynczy. Jest stół czasem zaścielony obrusem.

króliki doświadczalne. swoisty. napiszę Ci innym razem. ale wytrzymać idzie.kancelaria 3 .. skąd wy jesteście? . odrzekł podciągając mankiety: .Fortepianu u nas.. Ważyli po trzydzieści kilo. Na alei Szucha siedziałaś z pochyloną głową i widziałem tylko Twoje czarne włosy. Jak wy możecie tam wytrzymać? Witek. Obraz Twój rozpierzcha mi się w pamięci i nawet dużym wysiłkiem woli nie daje się przywołać. Widzisz. biblioteka i muzeum.. Pamiętam Ciebie z Pawiaka: wysoką. .Z Birkenau? . I dlatego te listy są pogodne. smukłą pannę o lekkim uśmiechu i smutnych oczach. że i Ty jej nie straciłaś. A ci ludzie. zapalenia płuc i . lecz po prostu.. wcięte marynarki.I tak dobrze wyglądacie? Przecież to straszne.. żeśmy nie zdążyli po wcześniejsze numery! Podszedł do nas ktoś w pasiaku. proszę kolegi. Co to jest puff.A z Birkenau. dlaczego mają teraz śmieszne. co we mnie pozostało stamtąd. że na piętrze . tego obozu z początku. mimo tyfusu. niestety. sen nie jest jak obraz. . I dlatego piszę Ci tak długie listy: bo to są moje z Tobą rozmowy wieczorne. choć tak trudno mi Ciebie przypomnieć. Zachowałem w sobie dużo pogody i wiem. z obciętymi włosami po tyfusie. jak wtedy na Skary szewskiej.rozumiesz. ale jak przeżycie.popatrzył po nas krytycznie... eleganccy.. Jest coś niesamowitego w śnie.krótko obciętych włosów. nie dlatego że tam jest sala orkiestry. Młody chłopak o mętnym spojrzeniu onanisty i chodzie zwierzęcia wietrzącego niebezpieczeństwo.. Ale cóż . byli bici. I to jest najsilniejsze.. której twarzy nie widziałem od tak dawna. gdzie za kratami i zabitymi na głucho oknami siedzą dziewczęta . Mimo pochylonej głowy na gestapo. z tamtego świata: Twój obraz. stary numer. nie ma.Koledzy. tymczasem bądź ciekawa. wybierani do gazu . jak dziwnie pisać do Ciebie. że śnisz mi się tak wyraźnie i plastycznie. aż się w głowie kręci. Chodzimy po Birkenwegu. dwadzieścia siedem tysięcy. mój wysoki przyjaciel i doskonały muzyk. sto dziewiętnaście tysięcy. . Schreibstube) . o którym krążą legendy.milionowcy! Sto trzy tysiące. Wiesz. Mimo wszystko. w cywilnych garniturach.. oni przeszli straszną szkołę obozu. kołyszący się chód i pochwałę Oświęcimia na każdym kroku? A to jest tak. czarna rozpacz. Trudno mi sobie Ciebie wyobrazić na obozowej pryczy. Wiesz. w którym jest przestrzeń i czuje się ciężar przedmiotów i ciepło Twojego ciała.puff. które teraz są obcięte.. ale najczęściej gromadzi się przed blokiem szrajbsztuby35. Stary numer popatrzył na nas 35 Szrajbsztuba (z niem.wystaje przed blokiem dziesiątym.

obywatel Rzeszy. Arbeitzeit) .sala muzeum. tamten papierosy. Dzielimy łupy. ale w arbeitszeicie38 grać nie wolno. co się wychowali na Lutrze. wyszukując tych. Schodzą się jakieś typy.) .Bo my boimy się Birkenau. Tymczasem wysłuchaliśmy paru wzniosłych przemów czarnego kierownika od kursów. dalszych obozów. ów biały chleb szpitalny. III Kursy wciąż się odwlekają.. Heglu. ale jako Niemiec. Mają być także flegerzy z Gliwic i z Mysłowic. Obok biblioteki w owym bloku kultury jest oddział polityczny. Oni chyba w to wierzą. uzupełniamy z paczek i gotujemy w piecu. który przyjechał niedawno z Dachau i jest nasiąkły aż po uszy kameradschaftem. Więc kursów na razie nie ma i włóczę się po obozie. Są tam fotografie skonfiskowane z listów i ponoć nic więcej.i psychoznawcze.) . z Buny. Na bramie obozu spleciono z żelaza litery: „Praca czyni wolnym”. Adolf jest niezwykle sympatyczny i nie z tego świata. Naprzeciw sali muzycznej znaleźliśmy drzwi z napisem „biblioteka”. ale wtajemniczeni twierdzą. Jakoż wieczorem zaczyna się procesja..koledzy 38 W arbeitszeicie (z niem. z Jaworzna. Mówi „Kameraden”37 i myśli. Nietzschem. bo drzwi są zamknięte na amen. a po apelu grają sobie muzycy. rdzenny Niemiec 4 . którzy są Niemcami. że to jest możliwe. że my istotnie jesteśmy Kamer aden. mogliby 36 Kameradschaft (niem. który ma kafle barwne i majolikowe. Koniecznie pójdę posłuchać. czyniąc wycieczki krajo.) . Staszek kręci się zazwyczaj koło kuchni i magazynu. uśmiechają się życzliwie wygolonymi szczękami i wyciągają spod wciętych marynarek: ten kostkę margaryny. a koło niego . małego zasuszonego Adolfa. bo czekamy na flegerów z okolicznych obozów: z Janiny. którym kiedyś coś dał i którzy teraz jemu dać powinni. którzy poza tym dają co niedziela koncerty symfoniczne. nie zna proporcji między rzeczami i zjawiskami i czepia się znaczenia słów. Ci. Stoi czarne pudło w sali muzycznej w bloku. Witek i ja. co to jest system nerwowy.jak przez mgłę: . tam gdzie i puff. Rzucają to wszystko na dolne łóżko i znikają jak w filmie.koleżeństwo 37 Kameraden (niem. którym źle z oczu patrzy.w czasie pracy 39 Reichsdeutsch (niem.36 Będzie podnosił zdrowotność obozu przez kształcenie flegerów i obniżał śmiertelność przez nauczanie. że to tylko dla reichsdeutschów39 parę kryminalnych powieści. inny kiełbasę. jakby one stanowiły rzeczywistość. ci esmani i ci więźniowie. Nie sprawdzałem. Fichtem. Witek łazi za fortepianem. mówi „zmniejszyć cierpienie” i myśli. Właściwe włóczymy się w paru: Staszek. A szkoda. ale należących jeszcze do Oświęcimia.

a spod niebieskich.pomieścić tam ową nie dopieczoną wątrobę ludzką. funkcja w samorządzie więźniów 41 Lagerkapo (niem.więzień koordynator składu i porządku komand roboczych w obrębie ścisłego obozu 42 Hier (niem. a ramion . Po korytarzyku przechadzają się owe Julie z okna. nawet w zimie na wpół uchylone. Do środka można się dostać jedynie przez szrajbsztubę za karteczką. Grek. ale odmówiliśmy. krzyczy wtedy hier42. a niech kryminaliści korzystają z tego. Wieczorem wraca podniecony i wesoły. o szczęśliwym wspólnym życiu po obozie. jak fleger (co prawda już honorowy) M. jeśli nie liczymy starej Madame o potężnym.członek założyciel! Dlatego kołysze się jak kaczka i ma szerokie spodnie z klinami. Jeśli Julii jest dziesięć. to Romeów (i to nie byle jakich) z tysiąc. Kobiety z okien są bardzo czułe i ponętne. ale jak złote ryby w akwarium niedosiężne. jedwabnych majtek i papierosów. Czasem któraś przejdzie obok flegera i 40 Lageraltester (niem.) . Rozumiesz . obok wyrzutów i przekomarzań się słychać bardziej konkretne dane dotyczące mydła. czyha na nieobecnego. sygnalizują rękoma. mamy czerwone winkle. w szlafroczkach niedbale owiniętych dookoła ciała. która czuwa nad główkami. Jest lageraltester40 i lagerkapo41. Niejedna z Julii ma stałego adoratora i obok zapewnień o wiecznej miłości. piętnaście. szyjkami. Wsuwa jej w łapę parę paczek papierosów. wabią..) . ona czyni koło niego szereg zabiegów natury higienicznej i wyszprycowany fleger gna wielkimi susami na górę. Główek jest. która stanowi nagrodę za dobrą i pilną pracę. perfum. krzyczą. zdaje się. z naszego bloku.trzydzieści. spięte z przodu agrafkami. i tu mamy pierwszeństwo. Puffsą to okna..po apelu wychylają się główki kobiece o różnych odcieniach. ale ten opis będzie tylko pośredni. choć oparty na tak dobrych świadkach i tak starych numerach. Jest to puff.. ramionami etc.) . legendarnym biuście. jako goście z Birkenau. który ma numer prawie trzy razy mniejszy niż dwie ostatnie cyfry mojego. co dla nich. Jest wśród ludzi duże koleżeństwo: nie konkurują nielojalnie. epickim.tutaj 5 . Naokoło puffu stoi tłum prominencji lagrowej. ale za to urzęduje na piętrze jako cerber u wejścia do puffu. są lekarze ze szpitala i kapowie z komand. Madame oknem się nie wychyla. różowych i seledynowych ( bardzo lubię ten kolor) szlafroczków wynurzają się śnieżne jak piana morska ramiona. dostał dwadzieścia pięć na de. Ale najważniejsza rzecz mieści się na piętrze. Wprawdzie my. Dlatego żałuj. za której nadjedzenie mój przyjaciel. Stąd przy każdej Julii tłok i konkurencja. łapie przepustkę i gna do Madame. Romeowie stoją w oknach przeciwległych bloków..starszy obozu. W oknach . Tak wygląda puff z zewnątrz. Oto idzie do szrajbsztuby i gdy czytają numery tych „dopuszczonych”.

które przyszły rwać zęby.A to nie do mnie. że takich a takich zdrożności uskuteczniać nie wolno.. Dlatego kobiety z puffu są traktowane jak 6 . takie jest życie. że właził nagminnie przez okno do puffu. Zrozum: to nie są ludzie zboczeni. kto był.mruknie rozczarowana i powłóczystym krokiem odejdzie ku oknu. bo bunkier. Ale dezynfekcja czasami zawodzi. kładzie na stole paczkę papierosów i. wzdycha w kierunku judasza. co trzeba. . cały obóz dobiera się do nich. a czasem nawet sam komendant obozu. szczepi się tyfus. że na szafeczce leżą dwie paczki angielskich. Są i gdzie indziej kobiety: blok dziesiąty. Lageraltester wyleciał w karny transport za to. W nocy wychodziły po drabinie w męskich ubraniach na pijatyki i orgie. W obozie rośnie psychoza kobiety.zapyta od niechcenia: . wykurowano nie tych. mówi o kobietach. Dziewiętnastoletni esman złapał w ambulansie kapelmistrza. przez roztargnienie wsadzając do kieszeni owe dwie paczki angielskich papierosów. Wtedy fleger wchodzi pod ósemkę. przez który czasem zaglądają koleżanki. to do tej Inny. cały obóz marzy o kobietach. Ha. malarię. robi się zabiegi chirurgiczne. który tę robotę prowadzi: w zielonym myśliwskim ubraniu. czasem Madame. poważnego jegomościa. grubego. dla pewności patrząc na karteczkę. Puff zamknięto.Osiem . Kobiety te bronione są kratami i deskami. Kobiety z puffu czyniły również wycieczki na lager..odpowie fleger. o twarzy dobrotliwego satyra. Podobno profesor uniwersytetu. w związku z czym wybuchła onegdaj w puffie zaraza. po którym fleger wychodzi. Na drzwiach czyta jeszcze. Ponieważ handel przepustkami jest szeroko uprawiany.. doświadczalny. że dozwolone tylko to a to (szczegółowy wykaz) i tylko na tyle a tyle minut. ale często gęsto włamują się i tam i zapładniają je zgoła niesztucznie. jak się naje i wyśpi. Podlega znów dezynfekcji i wesół i szczęśliwy opowiada nam o tym wszystkim. w tyrolskim kapelusiku z natkanymi odznakami sportowymi. Cały obóz. i trzymanym w ręku kijem wymierzył doraźnie odpowiednią porcję w odpowiednie miejsce. którzy to czynią. jeszcze dostrzega. wezwano ich urzędowo i zaaplikowano kurację.Który pan ma numer? .. Tam się je sztucznie zapładnia (jak powiadają). po numerach sprawdzano. czasem komandoführer od puffu. Ale nie podobało się to postowi z pobliskiej budki i wszystko się urwało. Wtedy dopiero jest to i. aha.. Musi się wściekać stary profesor. Przelotnie widziałem tego. Takie zdarzenie nikogo nie blamuje: po prostu nie mieli szczęścia. oraz kilku lekarzy w pozycjach niewątpliwych z partnerkami. blondyneczki .

młody chłopiec z Wiednia. widzę swoją twarz odbitą w szybie. o problemach materializmu. wyrzynających w ciemności fragmenty przedmiotów. gdy mi mówią o moralności. która przecinała obraz jak witraż. jak dobrowolnie wchodziłaś w moje życie małego pokoiku bez wody. To są setki „wielkich obozów” koncentracyjnych.. Omziersiager) ... o czym myślę. Wiesz. gdy przyjdzie mi na myśl. Dlatego oni tak bardzo rwą się na FKL43. siedzę w małym pokoiku pod czarnym oknem. Myślę o tym i uśmiecham się pobłażliwie. w jego ramach wyglądałaś najwspanialej.obozy jenieckie dla oficerów 45 Stalagi (z niem. o prawie. dogadał się ze mną już pierwszego wieczoru i . pisząc Ci to wszystko? Jest głęboki wieczór. jak bardzo tęskniłem do Twego ciała w te dni. paru na wpół uwiędłych kwiatów. o tradycji. Wiesz.normalne.wybacz.Twoje perfumy i szlafrok. długi (strasznie go lubiłem. ciężki. Patrzę w ciemne okno. kiedy Ci o tym piszę? Myślę o ulicy Skaryszewskiej. choć Ci o tym nigdy nie mówiłem). co mówiliśmy dzisiaj: o literaturze niemieckiej. to są oflagi44 i stalagi45. i lampy naftowej u moich rodziców. który wiecznie gryzł. spalony dom z naprzeciwka i kratę ramy okiennej. Uśmiecham się i myślę. a za szybą noc i nagłe błyski reflektorów z budek strażniczych.obozy jenieckie dla szeregowców i podoficerów 7 . Ci ludzie są chorzy. i czasem uśmiecham się lekko. które odbija moją twarz. I pomyśl: to nie jest tylko jeden Oświęcim. którym się mówi o miłości i o życiu domowym.siedzę teraz za jego stołem. jak wielki krach musiał być tam. jak bardzo byłaś dojrzała. Myślę o tym. Albo gdy wyrzekają się wszelkiej miękkości i sentymentalizmu i pokazując pięść.przez miłość. Franz. że człowiek zawsze na nowo odnajduje człowieka .. to są. blade i wyiskrzone. Tych kobiet jest dziesięć. oddzielony szafą od wielkiej sali pełnej ciężko oddychających we śnie chorych. Przypominam sobie niebo. palę jego lampę i na jego papierze piszę do Ciebie. o obowiązkach. że Ci to teraz piszę . a obóz liczy kilkanaście tysięcy ludzi. filozofii romantycznej. wieczorów z zimną herbatą. Ale nie piszę Ci o tym. seledynowy klosz lampy i białą kartkę papieru leżącą na stole. do Birkenau. Soldatenlager) . mówią o wieku twardości. Myślę o tym. gdy po naszym aresztowaniu znaleziono u nas obok moich książek i wierszy . o czym myślę. czerwony jak brokat z obrazów Velasqueza. I że to jest rzecz najważniejsza i najbardziej trwała 43 FKL Birkenau (z niem.poświęcenia włożyłaś w nasz stosunek. psa. Patrzę i myślę o Skaryszewskiej. Frauenkonzentrationslager Birkenau) .kobiecy obóz koncentracyjny Birkenau w Brzezince 44 Oflagi (z niem. o winie. jak dużo dobrej woli i .

Strafkompanie) . oglądało się z wierzchu doświadczalny blok kobiet (wystawiają głowy przez kraty zupełnie jak króliki mego ojca. nie przerażaj się tylko. potem oglądało się uważnie blok SK46 (tam na podwórzu jest owa czarna ściana. coś ponad ludzkie siły. co to jest deszcz i wiatr. Jeden z nich wpisałem towarzyszowi z celi więziennej do Biblii.patrzę na nich z odrobiną pobłażania. pisałaś mi o tym? Ja czytałem u Marii Wilka stepowego (ona też dobierała lekturę). Reagują na obóz jak dziki na widok broni palnej. że mur idzie . z jednym oklapniętym uchem). Pamiętasz. i póki życia waszego. solidne budy strażnicze. jak ta z wiersza do przyjaciół z wolności: Przyjaciele z wolności! Pieśnią więzienną was żegnam po to. niewyspanej twarzy. podwójne druty.jak powiadają dwa metry w głąb. Dziś za pan brat z nieprawdopodobnym i mistycznym. pod rękę z bestią . IV Dziś . szare. ale nie bardzo wiem.. byście wiedzieli. 46 SK (z niem. i władza. i moja poezja. i niewolnictwo. i praca. tysiącami flegmony i gruźlicę. Nie rozumieją mechanizmu naszego życia i wietrzą w tym wszystkim nieprawdopodobne. wspomnienie u przyjaciół. Myślę o tym i przypominam celę na Pawiaku. Prowadził ich esman. czym jest przyzwyczajenie: chodziłem po celi i w rytm kroków układałem wiersze. mając na co dzień krematorium. mur za drutami. gdy Cię aresztowano.kompania karna 8 .niedziela. Ci cywile są śmieszni. i zupa z brukwi. Widzieliśmy paru cywilów: dwie zastraszone kobiety w futrach i mężczyznę o zmiętej. i chleb. Wtedy pojadą do krematorium. ale z innych . że nie odchodzę z rozpaczą.w życiu ludzkim. bez Ciebie.były to pieśni horacjańskie . przed którą dawniej rozstrzeliwano. I popatrz. żeby się nie podkopać! Uśmiechaliśmy się do nich. obecnie robią to ciszej i dyskretniej . i słońce. Bo wiem. który właśnie mieści się w bloku SK.. Kobiety patrzyły z przerażeniem na pasiastych ludzi i na potężne urządzenia obozu: piętrowe domy. aby nie podpaść. bo to fraszka: posiedzą parę tygodni i wyjdą. Przed południem było się na spacerze. Chyba że im naprawdę dowiodą. do tymczasowego miejskiego aresztu. bez wieczornego kręgu światła.pamiętam tylko strofki. bez kartki papieru. mistyczne. wtajemniczony na profana. będąc. że tak powiem. co i jak. że handlowali na czarno.w krematorium). poznawszy. jak usiadłaś w przerażeniu. W pierwszym tygodniu nie mogłem pojąć dnia bez książki. A gdyby jeszcze wiedziały. że po mnie zostanie i miłość. jak uczony na laika. pamiętasz.

Potem cztery większe budynki . I pewnie są bardzo oburzone na mnie. . pisze same ponure rzeczy”. Bez czarów. choć sala była nabita po brzegi.przecież miałabyś mnie za szalonego i kto wie. mokniemy na deszczu. żeby nikt o tym nie wiedział. bez trucizn. bez hipnozy. czy nie przerwalibyśmy tańca.dwadzieścia tysięcy jak nic. tam.widzisz. Oto jest dziwne opętanie człowieka przez człowieka. Paru ludzi kierujących ruchem. a pamiętasz. bo nie zmąciłbym nastroju. A co byłoby z Twoim zapaleniem płuc. „Mówiłaś. 9 . złam ich solidarność.. Gdybym Ci powiedział wtedy. odrzuć przerażenie i wstręt.wiesz. Na gaz i na złoto. uwięź kilkaset tysięcy.. idziemy z nimi na śmierć i . skąd wpierw odchodziły transporty do gazu. jak wyczytają. Dzieje się to wśród anemicznych drzew zadymionego lasku. zabierają nam najbliższych. nie rzuci się na pierś? Zdejmujemy czapkę przed esmanami wracającymi spod lasu. albo trzy miliony. i ludzie płyną jak woda z kranu za odkręceniem kurka. które się dzieją wokół nas.Wysupłaj ze zdarzeń codziennych całą ich codzienność. A tu patrz: najpierw jedna wiejska stodoła pomalowana na biało i . Światło z góry. Zwykłe ciężarowe samochody podwożą ludzi. Bez czarów. jeden z tych .nic? Głodujemy. masz milion ludzi albo dwa. i pogardę i znajdź na to wszystko formułę filozoficzną. numer wytatuowany na ręce. jest znów głęboki wieczór po dniu pełnym dziwacznych wydarzeń. które pewno bardzo dziwią się moim słowom. gdy tańczyliśmy we dwoje w małym pokoiku o pomarańczowym świetle: słuchaj. nawet gdybym znał obóz. żeby tłoku nie było. Ale pewnie tak bym nie powiedział. kiedy ostatni raz wybierano „Aryjczyków” do gazu? czwartego kwietnia. Wiem. że nikt nie krzyknie. Widzisz: to mistyka. Albo jeszcze tak: kij od łopaty na gardło i stu ludzi dziennie. potem samochód. Ale przecież i o tych sprawach. której nic nie przełamie. poszczuj człowieka na człowieka i. wyrośnięty esman z pomiętym kawałkiem papieru w łapie. sędzia (nb.. przecież tkwimy w nim . nawet oni. zabij ich tak. możemy mówić. Po południu wybrałem się na mecz bokserski do wielkiego baraku waschraumu. Oto jest dzika bierność. nie plunie w twarz. której komory nie pomieszczą. wracają jak na taśmie i znów podwożą. że leżysz na wspólnej pryczy z przyjaciółkami. kiedy przyjechaliśmy do obozu? dwudziestego dziewiątego kwietnia. W dużej poczekalni urządzono ring. Nie wywołujemy zła na próżno i nieodpowiedzialnie.. gdybyśmy przyjechali trzy miesiące wcześniej? . na cywila i na stary numer. Jakże to jest.to nasza liczba. Wpuszczono nas do środka z ceremoniami. że ten Tadeusz jest pogodny. a patrz. na apele i na puff. bez trucizn.duszą w niej ludzi. A jedyna broń . Albo zupa z pokrzywy i chleb z margaryną. bez hipnozy. a potem młody.

jak mogli. goście. że orkiestra w czasie pracy obiera kartofle i popycha wozy) poczęli grać. a my w pierwszym rzędzie. na dużą klasę. i natychmiast wszedłem na blok.pasjonowali się Czortkiem. którzy fałszowali. Kudy Warszawie do takiej orkiestry! Ale. ale. jakie tu się dzieją cuda kultury o parę kilometrów od kominów. choć z dużym uporem. żeby nie uderzyć dłonią o ścianę. Zaraz po boksie poszedłem do konkurencji. dwie marki na miesiąc dla najpilniejszych więźniów. ale tylko Aryjczycy. . pod ścianami stali słuchacze. ani pojęcia nie macie.Ktoś nazwał nasz obóz: Betrugslager. grają uwerturę do Tancreda i coś z Berlioza. ile wlizie. a kartoflarze i rollwaga (zapomniałem Ci napisać. Tam przycupnąłem przy nie obsadzonym krzesełku klarnetu I i oddałem się zasłuchaniu. jakieś trawniczki przy blokach. co inni dostali na polu. po kolei Ci opowiem. jak powiadają. Wy tam. który niegdyś boksował Niemców. Ale basetla! Piętnastu słuchaczy (więcej się nie pomieściło) zagłębiało się w muzyce ze znawstwem i nagradzało orkiestrę skąpymi oklaskami. Ledwom zdążył dopaść między klarnet II a fagot. Naprzeciw okna . Wyobraź sobie. I ci sami ludzie. co miał dużo aaa w nazwisku. Walterem z Hamburga i jakimś młodym chłopcem. bo Żydom występować nie wolno. jak potężnie brzmi symfoniczna orkiestra trzydziestu osób w dużym pokoju! Kapelmistrz machał umiarkowanie. który. trzy rundy. . Ci 0 . Skąpy żywopłot przy białym domku. i jeszcze jakieś tańce fińskie takiego kompozytora. na którym i puff. ludzie. jak chciał. Sala była zadymiona od papierosów. i nic! Jeszcze jemu mordę nabili. Da im przy kartoflach. Ale robili to niefachowo. stanął na nim kapo kuchni (razem i kapelmistrz). Pod puffem jest sala muzyczna. Więc wyszedłem z boksu. nie? Swoją drogą widzowie byli rozanieleni. może dlatego. w waszym Birkenau. to jednym uderzeniem kładzie muzułmana! A tu. patrz. muzykanci stroili instrumenty rozsiadłszy się po całej sali. tablice z napisami „kąpiel” wystarczą.nas.polski sędzia olimpijski). którzy dzień w dzień wybijali dziesiątki zębów. na koncert. obóz oszustw. podwórko podobne do wiejskiego. z których niejeden sam ma pustą szczękę .podwyższenie. wyrósł. Jakiś tam boks. wiadomo. podniecony radośnie.popatrzcie tylko! Na komandzie. biorąc na ringu odwet za to. bokserzy o sławie międzynarodowej. że stałem tuż przy nim. aby oszukać świat i . cotygodniowa kontrola wszy i uwertura do Tancreda wystarczy. a z drugiego basetla) nadrabiali.mówił Staszek . trenowany w obozie. Jeszcze tkwi tu pamięć o numerze 77. Wszystko głuszył fagot. a bokserzy tłukli się. oszukać aż do śmierci.Taki Walter . Ci z końców sali (z jednego bęben. Nie pomyślałabyś nigdy. jak chce. i wyraźnie groził tym. a Ty słuchaj. bo warto. Widocznie za dużo widzów. aby otumanić miliony ludzi. Było w niej tłoczno i gwarno. musztarda w kantynie.

. Ciekawi patrzą. Patrz na to wszystko uważnie i nie trać siły. ale my z Witkiem rzucamy sobie gąbką i fechtujemy się linijkami. jak to jest. Nadeszło DAW i dziesiątki innych komand i czekały przed bramą: dziesięć tysięcy mężczyzn. Siedzimy na zorganizowanych stołkach i bawimy się doskonale. skoro i orkiestra. przecież to w Pruszkowie. Macha nad nami rękoma i mówi o kameradschafcie i o obozie. chodu!” A ta stoi jak wkopana i patrzy na spluwę. Grała orkiestra do taktu idącym szeregom. . Oszukańcza jest każda szufla ziemi. że to jest potworne. I to bydlę dawaj do dziewczyny! I co byś zrobił? Wywaliłem z rewolweru do bestii. Oszukańcza jest porcja chleba.. i trawniczki. ale przecież nie jest tak źle.. W ogóle na kursie jesteśmy już od dawna. . tylko nic Ci o tym nie pisałem.. ale ładna kobieta.Ratujcie nas! Jedziemy do gazu! Ratujcie nas! I przejechały koło nas w głębokim milczeniu dziesięciu tysięcy mężczyzn.Kiedyś byliśmy na spacerze w Pruszkowie. Idziemy przytuleni do siebie. aby żyć. łapię żonę za rękę i powiadam: „Irka. Kobiety wyciągały ramiona i krzyczały: . odpoczywać. siadać. zwłaszcza wielkimi modelami ciała ludzkiego. i boks. boczne dróżki.Naprawdę pies esmański.. bo od willi było słychać jakieś głosy. a nie w Oświęcimiu. Witek wyciąga fotografię żony i pyta się przyciszonym głosem: . a tu z boku wypada pies esmański. zieleń. Bo żywi zawsze mają rację przeciw umarłym. Siadamy cicho w kącie. Udusiłbyś go?... którą niepełną rzucamy na wał rowu. ani jedna ręka nie podniosła się. Ani jeden człowiek się nie poruszył. Kiedyś chodziliśmy komandami do obozu. Wiesz. do której trzeba dokładać. co do rozpaczy doprowadza czarnego Adolfa.. . Przez pola na przełaj gnaliśmy jak 1 . I wtedy z FKL-u nadjechały samochody pełne nagich kobiet. Jakżeś ty do niej? . ilu on zabił w tym Dachau? Inaczej by się nie reklamował. i koce na łóżkach. Oszukańczy jest czas pracy.Ciekawym. las na widnokręgu. „Skąd to masz?” Ledwom ją wyrwał. gdy Ci jest źle.Już nie bujaj. bo obok była willa zajęta przez SS. z tego czasu oszustw będziemy musieli zdać ludziom żywym relację i stanąć w obronie zmarłych. bo to na poddaszu i bardzo zimno.. przy którym nie wolno mówić.Uhm.tam z zewnątrz myślą.. V Najpierw byliśmy na kursie. Bo może z tego obozu.

Potem trzeba wstać i nie mieszając szyków znów padać. Dla nas była gimnastyka: godzina na dwa dni. skakać jak żaba i czołgać się jak wąż. Łaziłem za nim coś ze trzy dni i tylko patrzyłem. Godzina: to bieg naokoło podwórka. który wespół z pewnym Ukraińcem na każdej wachcie katował Żydów. to zespołowy „lotnik. kryj się!”. Dla Aryjczyków było z tym łagodniej. Puław. Mój rekord: 76 razy pod rząd i ból rąk do następnego razu. toczyć się godzinami po ziemi. czy mi kto za plecami nie siedzi. trudno rozsądzić. W międzyczasie któryś z kolejnych doktorów gada o przełykach i o takich rzeczach. całe dnie i noce stać w jednym miejscu.Pokłóciłem się kiedyś z przyjacielem.taki pipel od Kronszmidta. Najlepsze ćwiczenie. Czy się ów kolega do tego przyczynił. Na okrzyk: „lotnik. podtrzymując ją jedną ręką. bo mnie zaraz wsadzili.potwornie rozwiniętej techniki męczenia 2 . Na Pawiaku był oddziałowym czy kąpielowym . miesiące siedzieć w betonowej trumnie. tam i z powrotem. prowincjonalnych. że ten kawałek żelaza jest potrzebny w moim zawodzie. znałem go dobrze. . . Widzisz. jak trzeba. Albo on. ma rękę obwiązaną i patrzy na mnie spode łba. dobre ćwiczenie ze szkoły. wisieć na słupku przywiązany za ręce albo na drągu zawieszonym na dwu krzesłach. tam i z powrotem. czołgali się po nich tam i z powrotem. ginie pod kijem lub zaszczuty przez psa. Przy dybałem go na Chmielnej wieczorkiem i wyrżnąłem. albo ja. być bitym przez tysiące najrozmaitszych ludzi . w bunkrze. pierś o plecy. jakie znam. Następnie po szczeblach leżącej na ludziach drabiny zaczyna chodzić esman. z rozparzoną po kąpieli skórą. padają na ziemię nie puszczając z barków drabiny. ale nie trafiłem. On też tak zresztą pomyślał. Małkini. ale Witek losowi się nie dał.Nic.I co ty . Lublina . wiadrami pić wodę aż do uduszenia się. ale na innym oddziale i nikt na mnie nie właził. I nie z zasady. czy nie. a Witek beztrosko referuje mi dalej: . kryj się!” Dwuszereg ludzi. Kto puści. zachłannie słucham historii więzień nikomu nie znanych. czołgałem się wprawdzie. pomyślałem. „Upadłem” mówi. tam i z powrotem. wszystko nieprawdopodobne: kilometrami koziołkować jak w Sachsenhausen. bo historia bardzo współczesna. a potem „padnij” i podnoszenie się na rękach. Przychodzę nazajutrz. Suwałk.dwa zające.pytam. Znasz piwnice Pawiaka? Te żelazne podłogi? Otóż Żydzi nadzy. ale za zły meldunek. co są w środku człowieka. Długo musiałem Irce tłumaczyć. robić setki przysiadów. Widziałaś kiedy buty żołnierskie od spodu? Ile tam gwoździ? Otóż Kronszmidt właził takimi butami na gołe ciało i jeździł na czołgającym się człowieku. niesie drabinę na barkach. Radomia.patrz.

aby więźniowie głodowali. to jak je naprawić domowymi środkami. najgorszego kata z Pawiaka. aby nie mordowano ludzi. . A jeszcze i to: śmierć. akurat w połowie systemu trawiennego. i komendant nie życzył sobie. Wyprowadzano ich w południe za druty i rozstrzeliwano. aby nie było konszachtów między ludźmi. jesteście na kursach. Pomyślisz. żeby wyskoczyła ona z głowy ludzkiej nagle. bo Staszek ma dobre plecy.A poza tym niech pan mnie nie obraża. A ten doktor to rzeczywiście różnie z nim było. Ilu ich pochlastał dla nauki. A pewnie nie podstawi. 3 . człowiek. Na to myśmy zaczęli trzaskać w stołki i krzyczeć: „tak! tak!” i doktor wyleciał za drzwi.Pewnie. człowiek. Potem na kursach była awantura. bo mógłbym za dużo powiedzieć.człowieka i uwierzyć nie mogę. Staszek zaraz poleciał po swoich kolegach. Ale chyba dużo. a jak się to coś zepsuje. po kilkudziesięciu ludzi naraz. to mogę siedzieć i na kursach . coście tu robili w obozie. bo w szpitalu zawsze tłok. czytając to. że już się zupełnie wyzbyłem tamtego świata z domu. Doktor zwrócił się do Staszka. Każdy więzień musiał otrzymać jedną porcję. może trzy tysiące. temu trudno nogę podstawić. człowiek.trudno policzyć. Przyszedł Adolf. Opowiadano mi o takim lagrze. . Staszek powtórzył źle. jak Minerwa z głowy Jowisza. Więc Witek był z tego innego świata i był piplem Kronszmidta. Co dzień więc było w obozie kilkudziesięciu ludzi za dużo. o jego drobnych zdarzeniach i z tych zdarzeń wyłuskuję ich sens. Nie mogę zrozumieć tego nagłego zachłyśnięcia się mordem. Ale obóz miał ustaloną liczbę porcji. który kradnie. Tego jednego nauczyliśmy się z anatomii obozowej: kto ma dobre plecy. już nie pamiętam wiele. który konspiruje po to. . żebym milczał. i kazał mu powtórzyć wątrobę. do którego przychodziły co dzień transporty nowych więźniów.odrzekł zaczerwieniwszy się Staszek. który zabija.Odpowiadacie bardzo głupio. Piszę i piszę Ci tylko o obozie. uczył się chirurgii na chorych. . żeby mu ten doktor nogi nie podstawił. nawymyślał nam od kameradschaftu. a poza tym moglibyście wstać. a i trupiarnia pełna.Milczcie.Siedzę w obozie. chcielibyście. Każdego wieczoru na każdym bloku losowano kartami lub gałkami z chleba i wylosowani nie szli następnego dnia do pracy. A teraz siedzi przy mnie i słucha. który tak świetnie organizuje. co jest w człowieku. może dwa. Doktor rzekł: . I w tym wylewie atawizmu stoi człowiek z innego świata. aby nie było łupiestw na ziemi. a ilu z nieuctwa . tego wylewu zapomnianego na pozór atawizmu. a potem poszliśmy na blok.

gdy narzekałem na wojnę. które z nas wyrośnie: . Nie wiem. co są w obozach. ale chciałbym.ale przedtem. tobym tak zarżnął jednego i drugiego. że ten kompleks na nas ciąży. pogrąża w martwotę. To nadzieja rwie więzy rodzin. że teraz tu jesteśmy .. Jeśli są to zbyt śmiałe słowa . Może dla tego. czy przeżyjemy. kompleksu zdejmowania czapki. który mi kupiłaś. Nie nauczono nas wyzbywać się nadziei i dlatego giniemy w gazie.to chyba też dla tego świata. niedojrzałości i szukania wygody. Widać takie jest prawo miłości i młodości. iż ten inny świat nadejdzie. Nigdy w dziejach ludzkich nadzieja nie była silniejsza w człowieku. na pokolenie nieuków. kompleksu strachu przed obozem. że wrócą prawa człowieka . Czy myślisz. a oni się męczą.jakby już nic innego na nas nie czekało. że obstawili blok. ale wysiadłaś przystanek przedtem. żonom sprzedawać się za chleb i mężom zabijać ludzi. VI Od paru dni mamy w południowych godzinach rozrywkę stałą: oto z bloku fur 4 . abyśmy kiedyś umieli nazywać rzeczy ich właściwym imieniem.. spokój od ludzi i odpoczynek od instynktów. bezczynnego patrzenia na bitych i mordowanych. Wbrew namiętnościom wojny żyliśmy w innym świecie. z której nadawałaś mi przez cały dzień reportaże przez telefon? Że wyciągali z tramwajów. To nadzieja każe im walczyć o każdy dzień życia.wybacz. że chyba nie marnowaliśmy czasu. bo może właśnie ten dzień przyniesie wyzwolenie. Pamiętasz nasz pokoik? Litrowy termos. ale po prostu na życie. w jakim oryginalnym świecie żyjemy: jak mało jest w Europie ludzi.powędrował pod łóżko. co mówiłem. tak na rozładowanie kompleksu obozowego. A historię z łapanką na Żoliborzu. Patrz. PS .żylibyśmy w obozie choć jeden dzień? To właśnie nadzieja każe ludziom apatycznie iść do komory gazowej. których by inni ludzie nie pragnęli zamordować! A my tęsknimy do świata. Dużo było naiwności w tym. i już nawet nie nadzieja na inny. jak mówiłaś mi. My tylko marnujemy czas. lepszy świat. że gdyby nie nadzieja. Ach. Ale myślę. każe nie ryzykować buntu. każe matkom wyrzekać się dzieci. Boję się jednak. A to. ale wyszłaś na pola aż nad Wisłę? I to. ile w tym obozie. wiesz.ku Twemu oburzeniu . jak czynią ludzie odważni. który nadejdzie. ile w tej wojnie. ale nigdy też nie wyrządziła tyle zła. Nie właził do kieszeni i ostatecznie . w którym będzie spokój i odpoczynek.Pomyśl o tych. na barbarzyństwo. którzy nie zabili człowieka! I jak mało jest ludzi. w którym jest miłość drugiego człowieka.

ten. powiadają bardzo mądrze.) . wieloletni blokowy. a kanarka na świeży luft wypuścił. śniegu i mrozie i zrzuca z dachu za źle przybity gwóźdź. Ostatecznie pomyślałem. żeby się ptaszek w klatce nie męczył. ale. Oni zaś wykazują społeczność. Poznajemy ich wszystkich: ten bił na DAW. kapo i lagerkapo. nakradli paczek. gdy był chory. na górę .Kurt.) .a na samym końcu idzie Kurt. czynił wyprawy do budy blokowego po tytoń. ale o inne określenie 47 Fur Deutsche (niem. tempo 50 Vaterland (niem. Wyciągnięto wszystkie zielone winkle i co lżejszych wyślą na front.tu: krok.) . Idą w szeregu znani pederaści. ten . Jakoż pod wieczór zjawił się u nas. który starym rodzicom we Frankfurcie pisywał krótkie. Arno Böhm. ten sam. mamy iść tłuc się i łba nadstawiać dla esmanów. kiedy nam tu dobrze? Vaterland 50 vaterlandem.i pokazałem okno należące do nas. ale wzruszające listy o rozłące i powrocie.Jutro w rodzinne strony. co to zarżnął żonę i teściową.ojczyzna 51 Dachdecker (niem.po co. zginie i bez nas. wprost na obiad. postrach dachdeckerów51. gubi krok i nie śpiewa. Kurt jest bardzo miły (brzmi to egzotycznie. jak mogą.) . jeśli sprzedawali herbatę. numer 8. przyjdź.to postrach Buny. czyli „ochotnicy” do wojska. ochotniku-kryminalisto.) . to ten. a kto nam będzie buty czyścił na froncie i czy tam są młode chłopaczki? Idzie więc taka wataha przez drogę i śpiewa Jutro do domu. ów ciapa. Są to kryminaliści. jeden sławniejszy od drugiego: Seppel. Na razie jednak są w kupie. narkomani.dla Niemców 48 Morgen nach Heimat (niem. ten. zbiegłem więc w te pędy na dół. bo zostanie. rozbili kantynę i zdemolowali puff (w związku z czym ówże znowu ku powszechnemu żalowi zamknięto) . złapałem go za hals i powiadam: . czy też wykażą oni zrozumienie życia społecznego. nawarzony w piecu o majolikowych kaflach.Deutsche47 wymaszerowuje kolumna ludzi i ze śpiewem Morgen nach Heimat48 obchodzi kilkakrotnie obóz. Wszyscy sławni zabijacy. aż zbity na perskie oko wyrzucony został na lager i dostał jakieś nieszczęsne komando w swe złodziejskie łapy. rozgląda się wokół. Taki. ma szczęście. który bezlitośnie każe pracować na deszczu. elegancko ubrany. który zabijał sztubowych. Są tu zaledwie parę dni razem. a już włamali się do magazynu.dekarz 5 . czy nie. alkoholicy. piosenka żołnierska 49 Schritt und Tritt (niem. Dyryguje lager-altester i podaje laską Schritt und Tritt49. Ćwiczą ich w marszu i czekają. pewnie jesteś głodny. który Cię dla mnie odnalazł i nosił nam listy. i bił po dwadzieścia pięć za każdą minutę spóźnienia i każde słowo wymówione po wieczornym gongu. sadyści .

miała własne bojówki 53 Lora (z niem. np. że na Zachodni. i tamto spoza drutów. Tylko mówił: „Przyjedziecie. wracając do obozu. No i oczywiście to. na Pawiaku był jeden z Auschwitzu. na lagrze jest już po apelu. i dwa prześcieradła. poznał tam dziewczynę. toby cię na pewno wiatr wywiał kominem . że wziąłem. że jak wpadnie. Władowali nas do wagonów w tempie. wieczorem na pryczy. .Właśnie. że jest okropnie.Właściwie o obozie nikt dokładnie nic nie wiedział. Źle: słońce świeci w plecy. a potem się na oczy nie pokazał dziewczynie. .” . Potem wyjęliśmy wszystkie gwoździe z jednej ściany. .Bałem się.co wam gadać. . to nie wyjdzie. ale ojciec. Trochę bzdur o bezcelowej pracy. . I tak wiadomo. Gadki chodziły między ludźmi. czekaj końca wojny. nawet nie było tłoku.trudno) i umie dobrze opowiadać. jakby wody do ust. pisywał do gazet sportowych. który tak świetnie organizuje.Pewnie. . Siedzimy w paru przy stole i opowiadamy. A teraz . Kurt wyjechał do Berlina. trzeba było kolegom zostawić.Klamoty wziąłeś? . przy łopacie i lorze53. Zdobył wóz sportowy i szmuglował dewizy.platforma. wpadł na miesiąc do ula za burdę ze Stahihelmem52.niemiecka nacjonalistyczna organizacja kombatancka (1918-1935). Znaczy. może dlatego że Kurt niedługo z niego wyjedzie. ale się jej nie śmiał przypomnieć. wózek 6 .Bałeś się obozu? . więc po więzieniu do obozu. Chciał kiedyś być muzykiem. Opowiadamy powieści i opowiadamy życie. Dziś nam zebrało się na obóz. Auschwitz. córkę jakiegoś innego sklepikarza. to zobaczycie.Szkoda było.wtrącił sceptycznie Staszek. Nie wiedziałeś. że wszystko zabiorą? . aż złapali i wsadzili. Zapada wieczór. Jak do dzieci. wyrwaliśmy 52 Stahihelm (niem. Wyjechaliśmy z Pawiaka rano. po sześćdziesięciu w wagonie. Pled i bonżurkę od narzeczonej. człowiek tym wszystkim za bardzo się nie interesował.Jakbyś przyjechał dwa lata temu. . żył z nią. zrywanie i układanie asfaltu albo rozgarnianie piasku. Ale Bogiem a prawdą. Potem jeździł do Austrii i Jugosławii. Nie wywiał ciebie. Lorę) . a droga! Jechaliśmy według alfabetu. Wzruszyłem ramionami z niechęcią. a on nic. I to. toby nie wywiał i mnie. stojąc na apelu. wyrzucił go z domu.) . Wszędzie się opowiadało: idąc po drodze na komando. A że recydywa (ów nieszczęsny miesiąc). Samochodami na dworzec.Pewnie na rozprawę przyjechał.Frajer. bogaty sklepikarz. Ale wiecie. Pytali my go.Albo i nie. Na jakimś spacerze spotkał swoją dziewczynę.

że w ręce brać! Naokoło esmani. Ciało opływało potem. z pierwszym łykiem odzyskałem zupełnie siły. . Nad nimi rwał się niespokojny rudy płomień. Było tak duszno. Ostatni wychylił łeb z wagonu i dostał kulę w kark. Tęskniłem do Oświęcimia. Pociąg od razu zatrzymano. a my w kąt! Wrzask. gdy wchodziliśmy w kratowaną bramę obozu: . a trzeciego ranili w bok.Tu będziecie mieli dobry odpoczynek. od razu utłukł trzech pierwszych. Nie czułem zimna. I los..Ale zawalasz. Krew spływała wzdłuż uda i łydki. przyziemnej ciemności szeregami błyszczały światła obozu. Z nosa ciekła powoli krew. ale dosłownie.. Mało cośmy się nie udusili w wagonie. Po paru krokach zdrętwiały mięśnie i zacząłem kuleć. . 7 . Myślę: dobrze. Krzyczeliśmy za powietrzem i za wodą. Też mi go było żal. Eskortujący esman uderzył jeszcze paru przede mną i rzekł. ale jak zaczęli strzelać.deski i fraka! Ale na dachu był karabin maszynowy. . bo miałem w niej Biblię. niebieskie. Ktoś z tym objął mnie i pocałował. tylko w czapę! Trochę mi się żal zrobiło bonżurki. Nie bolało. I dobrze. aus. bo strzelali. drzewa aż pachną. Zdawało się. Jechaliśmy stu dwudziestu. Tuż przed bramą dostałem bagnetem w udo. Ciemność zbiegała się ku niemu.rzekł z uznaniem Witek. Ni jednego okienka.Właśnie. żeś poeta .. las.Nie. wszystko zabite deskami.Szliśmy do obozu niosąc trupy. trzech zabitych. że za mną idzie moja narzeczona. Nie macie pojęcia. to nie mnie pierwszego. piekło! Trzeba było nie uciekać! Tchórze! Zabiją nas! I przekleństwa. A ja siedziałem pod kupą ludzi na samym dnie. jak wielki jest świat. Potem zwaliliśmy się na podłogę i leżeliśmy jak porznięte prosiaki. bo znaczyło to świeże powietrze. W uszach szumiało. „Krematorium” . Czterech odprowadzili na bok. zabili dwóch. .. Raz po raz głuche uderzenia. potem dwie koszule. Ale zawsze mocne. myślę.Był.przeleciało szeptem po szeregach. i jeden ranny. choć naciągnąłem na siebie zupełnie mokrą koszulę. zimna. . zawsze od narzeczonej. bo mnie zrzucili ze stopni.. . że z sufitu lała się woda. Słyszałem za sobą ciężkie oddechy ludzi i myślałem. zdaje się. automaty w łapach. teraz kaput! Nic. iż płonie na niebotycznej górze. Noc była kwietniowa.Nie gorsze niż z babskiego lagru. wygwieżdżona. nic. gdy człowiek wyleci z zamkniętego wagonu! Niebo wysokie. a nas zagonili do drugiego wagonu. Gdy otworzono drzwi na rampie.zaszeptał. jak będą strzelać. „Bracie. tośmy się uspokoili od razu.Pled. Puścili w kupę serię. ale jakie! . nie gorsze. niebieskie. bez rzeczy! No.. widać. bracie” . Zdjąłem z siebie sweter. Ale nic nie wziąłem. tylko zrobiło się bardzo ciepło.. krzyk. też był od narzeczonej? . i rozumiecie. W czarnej.

Mojsze.dziękuję 8 . . potem całego uda. Ale raz zrobiłem opatrunek jakiejś flegmony. Ot.wykąp się w łaźni. A w poniedziałek poszedłem na komando.) .. jacy są Żydzi! . jak 54 Spasibo (roś. On z Mławy i ja z Mławy. lignina. pewność i zaufanie. a nie płaczemy”. jak to jest.Ja na tym bloku jestem od dawna i dużo pamiętam. zwyczajnie . że mam fotografie?” Roześmieliśmy się. Cóż mu mogłem dać? Miskę zupy i czasem kawałek chleba. oni jeszcze geszeft zrobią na tym swoim obozie! Oni i w krematorium. Ile przez moje ręce przeszło ludzi do gazu. co to będzie i że on jest głodny. ledwo trzyma się na opuchniętych nogach. czasu nie ma na dyrdymałki. A zdjęcia wyciągnąłem potem z ubrania. że nie wróci.my przecież też mamy matki. siedem kilometrów od obozu. czy tam gdzie jeszcze. bo posłałem. że trzeba pracować! Co miałem robić? «Idź. koło nas sonder. ten od gryzioków. rzucił mi się na szyję. kolegów i znajomych z jednego miasta! Już człowiek nawet twarzy nie pamięta. Pocieszałem go. I powiedz. Noga bolała jak sto choler. nosić telegraficzne słupy. i to dobry! . Przyjechał z transportem.Gazowali dawniej . bo dwa dni jadą bez jedzenia. Mojsze? Coś taki nieswój?” „Dostałem fotografię swojej rodziny”. Swoją drogą. Ukrywałem Toleczkę.mówiłem mu .Zobaczysz. i co do Żydów.To było w czwartek w nocy. i w getcie. „Cicho bądź . wiadomo. I nie masz czym się chwalić. to dobrze”. ja ojca do komina posłałem!” „Nie może być!” „Może. Wszystko.bo Żydzi jeżdżą jeszcze gorzej.masa. jak mogłem. że teraz nie mam czasu. kieszeń ropną.» I ojciec poszedł do komory. byle nie to. Byłem wtedy flegerem w ambulansie. przyjaciele i handlarze. zadowolone z życia. bo nie ma za co. Poszedłem go odwiedzić i zaniosłem mu zupy. Pogmera się w łapie czy na plecach.dorwał się Staszek do głosu. „To czego się martwisz. Płakał i mówił o matce. Ale jeden wypadek będę pamiętał chyba przez całe życie. zobaczył mnie przed komorą. bo jakże? Przy mnie mój przyjaciel.rzekł „tutejszy” fleger. A tu komandoführer krzyczy. Miał flegmonę prawego pośladka.A z tego nic . „Co u ciebie.rzekł Witek . Na Budy. ojciec . gdzie tu jest dobrze. Ale odpoczynek jest. żeby nie stać. dobrze. a rodzoną matkę sprzeda za miskę brukwi! Stoimy kiedyś z rana na arbeitskomando. bandaż i won! Następny! Nawet człowiek na twarz nie spojrzy. chłopy jak byki. Nikt też nie dziękuje. . Opatrunków za bardzo delikatnie nie robię. mizerne. bo skarżył się. . zaczął mnie całować i pytać. zaganiałem ludzi. widzisz. „Żeby ty się wściekł z takim dobrze. Zdania były podzielone i co do jazdy. a ktoś mi od drzwi mówi: .mówię .Żydzi. Cierpiał okropnie. a potem pogadamy. wiecie. który się do nas zawsze przysiada. że Aryjczyków teraz nie gazują.Spasibo54 panie fleger!” Takie to blade. wiecie. .

Gadamy o obozie i czy świat będzie lepszy. Häftlinge. że idę do gazu. zapisali.. złapano tam dwóch uciekinierów. . Na choince akurat zapalono światła... Witek mu streścił: . Mützen auf!57 Założyliśmy czapki. stłamszonych na pryczach zawisłoby w powietrzu. Powtórzyłem. akurat w Wigilię. gorod Chabarowsk. bo jechał na wykończenie do Mauthausen. nie będzie państw. Przyszedłem zaraz do niego.więźniowie.przerwałem mu. że zginąłem. Ale jak się skończy wojna i ty przeżyjesz..) rozumiesz 56 Häftlinge. Zapaliliśmy papierosy.„Rozumiem” .) ponimajesz (roś. abyśmy wszyscy zrozumieli: . gorod Chabarowsk. „Pojedziesz do mojej matki i powiesz jej. Szarego.. Ani obozów. gdy ich wieszano.. co się stało. czy przeżyję” . tysiące ludzi zbitych. Toleczka.Rozejść się! Rozeszliśmy się. Postawiono szubienicę na placu. Poszczułem. żeby nikt mu nie dał. Może źle zrobiłem. .. Mówił do mnie: „To nic. ponimajesz?55 . Strzelił mnie w pysk i wyrzucił z budy. Cały obóz był zebrany na apelu.odrzekłem. czapki włożyć 9 . Szary w parę miesięcy później pojechał w transport. koło wielkiej choinki. Był w gorączce. ulica Lwa Tołstowo dwadcat' piat'. Tak widać trzeba. Poszedłem do blokowego. ale raz go znaleźli.więźniowie. Kurt popatrzył na nas z uśmiechem i rzekł powoli.) . powtórz”. Nie dali.i pojedziesz do mojej matki. Zaniepokojony Kurt spytał. czapki zdjąć 57 Häftlinge.. Jak byłem w Mauthausen. Milczeliśmy. Ani wojny. Żeby nie było granic.” „Nie wiem.mogłem.Kto się zachowuje jak świnia. Lagerführer rzekł na tradycyjną przemowę wigilijną: .) . Byłby to widok wstrętniejszy niż średniowieczne obrazy sądów 55 Wied' eto poslednij boj (. Mützen ab!56 Zdjęliśmy czapki. „Przeżyjesz dorzucił z uporem .rzekł z naciskiem. Na odjezdnym prosił o papierosy. Toleczka poszedł do gazu. ludzie nie będą się zabijać. A adres matki Toleczki zapamiętałem dobrze: Dalniewostocznyj Kraj.Poślednij. Mützen auf (niem. Mógłbyś i ty co opowiedzieć. ulica Lwa Tolstowo. Wtedy wystąpił lagerführer. przed wybiórkami. VII Gdyby opadły ściany baraków. Każdy myślał o swoich rzeczach. nie będzie obozów. Powiesz?” „Powiem”. ponieważ on i tak nic z rozmowy nie rozumie. zwrócił się do więźniów i zakomenderował: .) . Wied’ eto poślednij boj . Mützen ab (niem.Ja opowiem bardzo krótko. „Zapamiętaj: moja matka mieszka w Dalniewostocznym Kraju. Po wojnie na pewno nie będzie granic. będzie jak świnia traktowany. Milczeliśmy. który mógł jeszcze Toleczkę wyciągnąć z listy.Häftlinge.To ostatni bój (.

tory kolejowe. Oni robili historię i byle zbrodniarza . Myśmy byli brudni i umierali naprawdę. do państwa. Spalą. już poprzednio zapisane w księgi obozu. podstępem i łupiestwem. Jedno jest tylko miejsce do życia: kawałek pryczy. które musi zajmować. Ta starożytność.Cycera czy Demostenesa. rwali marmur na świątynie i kamienie na drogi imperialne. Zachorujesz. Jak umrzesz . Nosimy wory z cementem. kilofie i łomie. Cóż wie starożytność o nas? Zna przebiegłego niewolnika z Terencjusza i Plauta. jeśli w nim leży krzywda człowieka. ani koszula. miejsca. żeby człowiek mógł pracować. reszta należy do obozu. świątynie i greckie posągi! Ile krwi musiało spłynąć na rzymskie drogi. popiołem wysypią pola albo osuszą stawy. która tę krzywdę pomija. Najbardziej wstrząsa człowiekiem widok drugiego człowieka śpiącego na swoim kawałku buksy. może na eksport dla Murzynów. usprawiedliwiali ojczyznami swoje intrygi. żeby bezproduktywnie nie zdechł. wybiciem Kartaginy. Kto wie. i tyle czasu w dzień. Nie ma piękna. grodzimy grunta. Oni byli estetyczni i dyskutowali na niby. depczemy ziemię. przy łopacie. Dziś wiem. zna trybunów ludowych Grakchów i imię jednego tylko niewolnika . Jaką potworną zbrodnią są piramidy egipskie. tyle ciepła! Ale gdzie indziej robią z ludzi mydło. ale leży ciężka. bo ma ciało. Co prawda marnotrawią przy spalaniu tyle tłuszczu.. ani łopata nie jest twoja. walczyli o granice i demokracje. przemycony szalik. Pod każdą cegłą będą podłożone nasze 0 . odbiorą ci wszystko: ubranie. Prawo rzymskie! I dziś jest prawo! Co będzie o nas wiedzieć świat. niebotyczne pomniki. chusteczkę do nosa. z kości ozdoby. potwornej cywilizacji. która była olbrzymim koncentracyjnym obozem. Ciało wykorzystali. że kłamał. Ale ani ten kawałek miejsca. dali tyle snu w nocy. Nie ma dobra. których kiedyś podbiją? Pracujemy pod ziemią i na ziemi. aby zjadł. żeby zaoszczędzić obroży. Zakładamy podwaliny jakiejś nowej. Teraz dopiero poznałem cenę starożytności. czapkę. krwawa praca człowieka. pod dachem i na deszczu. a oni pisali dialogi i dramaty. które na nią pozwala. ze skóry ludzkiej abażury. jeśli zwyciężą Niemcy? Powstaną olbrzymie budowle. to myśmy wiosłowali na galerach i ciągnęli sochy. byle adwokata . i jak lubiłem Platona. gdzie niewolnikowi wypalano znak własności na czole i krzyżowano za ucieczkę. To myśmy budowali piramidy.wyrwą ci złote zęby. Nie ma prawdy. tyle mięsa. która była wielką zmową ludzi wolnych przeciw niewolnikom! Pamiętasz. fabryki. Zachwycamy się wycięciem Etrusków. wały graniczne i budowle miasta! Ta starożytność. tyle kości. I jedzenia tyle. Bo w rzeczach ziemskich nie odbija się ideał. pamiętamy doskonale.Spartakusa. zdradami. układamy cegły. autostrady. jak się da: wytatuowali na nim numer..Scypiona. lorze.ostatecznych.

ale my nie możemy. I nikt o nas wiedzieć nie będzie. bunkry. cementu. Stworzą piękno. na naszych barkach będą noszone podkłady kolejowe i płyty betonu. Wiąże nas nasza miłość i miłość bezgraniczna tych. który przeżyje. Zrobił na Oświęcimiu olbrzymi interes i spokojnie czeka końca wojny. rozbiliśmy domy. powiedziano. którzy nie byli lepsi ani gorsi od innych. chorych. Byli ludzie. Wymordują dzieci. Tak samo właściciele kopalń w Mysłowicach. ale twardej. Były pola. oto są rachunki. Nie pieniędzy. hale. że słuchasz uważnie. kształty przedmiotów. zrównaliśmy ziemię. rozmawiam z Tobą z daleka. Przywlekliśmy ze sobą świerzb. z której ktoś ciągnie niesłychany zysk. magazyny. i na tym stanęło. No tak. wytwórcy części barakowych i ubrań pasiastych. Panowie. Wygnaliśmy ludzi. Stworzą religię. kamiennej pracy. Janinie. umiesiliśmy ją na błoto. Lenz nie martwi się jednak: jak wszystkie firmy niemieckie powiększa kapitał zakładowy. Tak samo firma Wagner i Continental od wodociągów. to niemożliwe. To połowę. przyjaciół. flegmonę i wszy. za dużo zarobiliście. zaproponowała patriotyczna firma. księża. firma Richter od studzien. tak samo zakłady rozbiórki szmelcu DAW. Zakrzyczą nas poeci. Firma ta wybudowała nam obóz. co pozostali. Jesteś wprzęgnięta w mój los. Tyle tylko. filozofowie. a SS dawało materiały. I jest to najdroższe. Tych. adwokaci. dostawcy cegły. Ten z nas. czym możemy się dzielić: przeżycie! I choćby nam zostawiono tylko ciała na szpitalnej pryczy. Jaworznie. musi kiedyś zażądać równoważnika tej pracy. Gliwicach. Pracujemy w fabrykach i kopalniach. rzekł Berlin. odrzekła firma. dobro i prawdę. Dokonujemy olbrzymiej pracy. Trzy lata temu były tu wioski i osiedla. że masz dłonie nie do kilofa i ciało nie przyzwyczajone do świerzbu. Siemens od oświetleń i drutów elektrycznych. Twarze rodziców. drogi polne i grusze na miedzach. potargował się jeszcze Berlin. nie towaru. Wymordują nam rodziny. Przy rozliczeniu rachunek okazał się tak fantastycznie milionowy. płoty.ręce. krematoria. Postawiliśmy baraki. Trzydzieści procent. żelaza i drzewa. starców. które pozostały. wiem. że za głowę złapał się nie tylko Auschwitz. Kiedy ludzie chorzy i ci po pracy idą spać. co żyją dla nas i stanowią nasz świat. Obóz wypożyczał jej więźniów. Od tego czasu wszystkie rachunki firmy Lenz są odpowiednio obcinane. baraki. ale sam Berlin. Dziwne są dzieje tutejszej firmy Lenz. Potem przyszliśmy my. Tak samo olbrzymia firma samochodowa Union. aż tyle a tyle milionów! A jednak. Widzę w ciemności Twoją twarz i choć mówię z goryczą i nienawiścią obcą Tobie. kominy. będzie jeszcze przy nas nasza myśl i 1 .

że chce ślubu! Więc podanie do samego H. woreczkami z cukrem. a gdzieś do buta wkłada kupę listów.. obładowuje się kiełbasami. bielizną damską. klatki o wymiarach metr na półtora. Elektryk jest łysy i nie ma zrozumienia dla naszej miłości. Elektryk się krzywi na każdy list..długi elektryk.w komplecie. Elektryk powiada. . a Hiszpan wciąż w obozie. jak jestem szczęśliwy. I sądzę. Przede wszystkim . fantastycznie stary numer. VIII Nie masz pojęcia. . a on z nią pod pachę.. Więc przede wszystkim . oddaje mi i krzywi się niechętnie..długi elektryk. a Hiszpana w pasiaczkach na komando. Jakoż wieczorem idę do niego. nie bierze się za listy! A odpowiedź. uciekł do Francji i przywieźli go do Oświęcimia. Potem szli nowożeńcy do zdjęcia: ona z synkiem i bukietem hiacyntów na ręku. a z nią dziecko. Chodzę do niego co rano z Kurtem (bo to jego znajomy) i oddajemy listy do Ciebie. I na pewno nie lubi bunkra. że godność człowieka naprawdę leży w jego myśli i w jego uczuciu. Następuje procedura odwrotna: elektryk sięga do buta. Za nimi orkiestra in corpore58 za orkiestrą zaś wściekły esman od kuchni: .Ja wam meldung zrobię.zaczęli go uspokajać inni dostojnicy. w Auschwitzu.ślub Hiszpana. H. wyciąga kartkę od Ciebie. który wygnano na dziesiątkę. gdy chcę elektrykowi wręczyć papierosy: . Bronił Hiszpan Madrytu. jak będę mógł. A zupa może być przecież bez kartofli.Berlin kazał. Nazajutrz Francuzkę odesłano do Francji. że gracie w czasie pracy zamiast obierać kartofle! Mnie zupa stoi bez kartofli! Ja wszystkie śluby mam w. dopasowano elegancki. przez samego kapę pralni wyprasowany garnitur. Jak dziecko nieźle podrosło. Francuzka w krzyk. oburzył się: Taki nieporządek w nowej Europie. Bo elektryk nie ma zrozumienia dla naszej miłości. z Hiszpana na gwałt ściągnięto pasiaki. z bogatych zbiorów obozowych dobrano starannie krawat do skarpetek i dano ślub. natychmiast dać im ślub! Przywleczono Francuzkę z dzieckiem do obozu. to przyniosę..nasze uczucie.) . tysiąc z małym okładem. Nowożeńców tymczasem sfotografowano i odstąpiono im na noc poślubną apartamenta puffu. wszyscy razem 2 . u nas.Cicho. Elektryk. Po drugie zaś . który mu przynoszę. 58 In corpore (łac. . Jak to Hiszpan: miał jakąś Francuzkę.Kolego. Ponieważ elektryk jest bardzo długi i byłoby mu w bunkrze niewygodnie.

że jest bardzo zadowolony i że teraz na pewno będzie u nas.ślub Hiszpana. ten od Wiednia. w Auschwitzu.myślałem . i pamiętamy też o Tuśce. bo tu wieści są fantastyczne o stosunkach w Warszawie. Więc jestem szczęśliwy. że ci dwaj najzdolniejsi z pokolenia. żegnają nas dziś przez cały dzień. Po drugie . . że właśnie ci musieli zginąć! Wiesz. twojej narzeczonej. pomyśl tylko! dwa listy: jeden od Staszka i jeden od brata. Niedawno skończyły je flegerki z FKL. z lądu i wyspy. popatrzył na nas i nasze opatrunki. O nadchodzącym braterstwie ludzi tworzących. bo stryszek zimny. U nas. saksofon i skrzypce.myśli Anioła Ślązaka. Żegnaliśmy je muzyką kameralną. O zwycięstwie pierwszych i o klęsce drugich. mówił o ludziach. których on nie rozumiał. o największej pasji tworzenia. i o ludziach. Po trzecie zaś kończymy kursy. O tym. Franz. zrobił mi ostateczny wykład o sensie wojny. I prędko wyszedł.długi elektryk. a teraz my. pracujemy i tworzymy. to nawet śluby dają. Od prawie dwu miesięcy nie miałem znaku życia z domu i niepokoiłem się strasznie. Najcudowniejszy jest saksofon: łka i płacze. że się bije za nas towarzysz z naszego pokolenia z Londynu i Uralska. Staszek pisze słowami bardzo prostymi.U nas. w Auschwitzu. Śpiewał Franz pieśni austriackie. lepiej. Długo mnie szukały.” Żyją. co nie robi różnicy między Żydami a Aryjczykami). a ja mówiłem wiersze. dali mi na drogę trochę lekarstw i parę książek. a z okien naszego grały im wyjątki z orkiestry: bęben. Zasiadły wszystkie u okna dziesiątego bloku. „Lubimy cię i pamiętamy o tobie.dostałem wczoraj listy z domu. Jakże to fatalne. z Chicago i Kalkuty. że Słowacki nie znał go. Wyobraź sobie . tylko Andrzej zginął i Wacek „nie żyje”.rodzi się mesjanizm wśród zniszczenia i śmierci. w Auschwitzu. przyszedł. pracują i tworzą. pisze. przyszedł lagerarzt Rhode (ten „porządny”. Wtłamsiłem je do paczki pod jedzenie. jakby kija połknął. którzy pracują. który w obcym języku pragnie oddać treść od serca. Trochę zacinając się. U nas. zwykła droga ludzkiej myśli”. bo wszystko do kupy: długi elektryk. jak człowiek. śmieje się i błyska! Szkoda. ale znalazły. Najpierw kobiety. powiedział. Zebraliśmy się na stryszku. i piliśmy wieczorną herbatę. jak ostro stałem przeciw nim: ich imperialnej koncepcji budowania 3 . którą właśnie dostał z Wiednia. począłem pisać już rozpaczliwe listy i właśnie wczoraj. którzy niszczą.Cały zaś obóz chodzi. „Oto . Więc przede wszystkim . w Auschwitzu. Żyjemy. Po czwarte zaś . kończymy kursy. ślub Hiszpana. Potem Franz rozłożył swoją paczkę. na pewno zostałby saksofonistą dla bogactwa jego wyrazu.

walki.pisze brat. przyjaciół z innej barykady. Że jak wrócimy. Pustka. i o tym. ich filozofii mętnej jak sam mistrz Brzozowski. to ja itd. że zachowuje po nas . której tu nie spotkali! . jak kamienie.żarłocznego państwa. gdy oddziela nas próg dwu światów. to pewne już z daleka zwycięstwo. I dziś zarzucę im ugięcie się wobec sugestywnych idei potężnego. że „jeszcze nie jest tak źle”. Myślałem. miłości. Ewa. o chłopcach z mego pokolenia. I dziś. bo mnie „wtrąciłaś” do obozu. które pisane były tylko dla Ciebie i z którymi Cię aresztowano. Odeszli tak niesłychanie żywi. Wiesz. W pierwszej kartce. bo takie jest prawo ludzkie. że czekają. którzy modlić się umieją. I dziś zarzucę im bezideowość poezji. Że tylko my zeszliśmy na dno. wrócimy do świata. jak rąbane kamienie. Oby na drugim świecie znaleźli prawdę i miłość. Jak wrócę. nieobecność w niej człowieka.wprost ze środka życia. tak ze środka dzieła. jak to było naprawdę? 4 . Ale stamtąd ludzie odchodzą . którego wadą jest to. czołem bijącej o mur Awangardy. że pustka wokół nas robi się coraz większa.. które budowali. Wydano je . Jesteśmy niewrażliwi jak drzewa. Myślę. też rozstrzelana. Drugi list jest od brata. nieobecność w niej poety. że jesteś chora i że jesteś zrozpaczona. na moich półkach bibliotecznych zastanę nowy swój tomik. że myślą o nas.poezję i miłość i że nasze prawo do nich uznała. styl życia i oblicze poezji.. który nie zaznał tej okropnej atmosfery dławiącej nas. pustka coraz większa. A wiesz. jak serdeczne listy pisuje Julek do mnie.. co mi pisałaś? Pisałaś. która tak pięknie mówiła wiersze o harmonii i gwiazdach. Ale widzę ich twarze przez próg innego świata i myślę o nich. podziw dla zła. ich nieuczciwości w rozumowaniu społecznym. że myśli ona o nas i wierzy. iż wrócimy i będziemy zawsze razem. . I teraz pisze mi. którą dostałem od Ciebie w parę dni po przyjeździe do obozu. Odeszli tak bardzo należący do tego świata. ale o życie dla ludzi kochanych niech modlą się ci. I milczymy jak ścinane drzewa. „Są to wiersze o twojej miłości” . i czuję.. I pisze mi jeszcze brat o Twojej Matce.. który i my przekroczymy. ich praktyce poetyckiej. ich teoriom sztuki narodowej. że chowają wszystkie książki i wiersze. że na nas się skończy.może jako pamiątkę po nas? Jestem wdzięczny przyjaźni ludzkiej. ich stylowi życia świadomego i nieświadomego zakłamania.. pamiętasz. że nie jest naszym złem. ta. podejmuję ten spór o sens świata. próg. że to symbolicznie splata się miłość nasza i poezja i że te wiersze. Odchodzą dalsi i bliżsi i już nie o sens walki. Żegnam ich. Że gdyby nie Ty. zaborczego państwa.

Było tak. który ważył dusze po to. Nogi mają poza tym czarne okulary. List do Ciebie . Nie dzwoniłaś. zamknąć w nie duszę swoją i kochanej kobiety. nasmarowałem chorych na kręcę herbatą z mięty. jak zwykle z teczką.to te kartki. że zgasła karbidówka. o książkach. Na schodach leżały niezwykłe ilości niedopałków i jeśli dobrze pamiętam. że mówiłem coś o swojej pracy językowej. iż jesteśmy razem. Poza tym cały dzień łażę za listem do Ciebie.. które napiszę. bo przyrzekłaś. Przypatrywałem się długo drzewom Łazienek. że będę na obiedzie i że się bardzo śpieszę. Ale zamknął tylko dusze dwu przygodnych cyrkowych błaznów. Potem wziąłem dwa ostatnie zastrzyki prontosilu59 i posyłam Tobie. ślady krwi. który robił punkcję. a jego dusza i dusza kobiety musiały się rozwiać we wszechświecie. którym będziemy żyć. Lecz myślę często o przyszłości. Od tego czasu minął rok. wykręciłem psu ucho i poszedłem do Twojej Matki. abyś wiedziała. ale myślę o nich.) . siedziałem znów przy telefonie. I nigdy nie myślę. że czekałem na umówiony Twój telefon od Marii. że nigdy nie żałowałem. jeżeli. Z rana poszedłem do domu. Zjadłem śniadanie.jak zwykle w środę . a dziś z rana umyliśmy pospołu podłogę. aby nauczywszy się zamykać ludzkie dusze w naczynia wiecznotrwałe. które będą u nas. Wiedziałem. to wróciwszy.. muszę mieć nogi. że to są głupstwa. Nad ranem zasnąłem. które będziemy czytać. Matka była zaniepokojona o Ciebie. Po południu był u mnie komplet .zdaje się. Potem postałem z mądrą miną koło doktora. Dla odprężenia poszedłem piechotą przez Puławską. że może z sąsiedniego pokoju nie usłyszę. O wierszach. Wreszcie nasz fryzjer blokowy (z cywila restaurator spod Poczty w Krakowie) Heniek Liberfreund uznał. Jeśli byłem. powiedziałem. bo je bardzo lubię. bałem się. czy byłem na obiedzie. Mam nawet pomysł na nasz ekslibris. Wreszcie znalazłem jedną parę w długich. Będzie to róża rzucona na zamkniętą grubą księgę z wielkimi średniowiecznymi okuciami. Czytałem jakieś wycinki gazetowe i nowelę Maurois o człowieku. Potem czekałem na Twój telefon. O życiu. Otworzyli mężczyźni z rewolwerami w ręku. że teraz to na pewno będę najlepszym flegerem wśród literatów. Ale może to sugestia. A o te nogi się staram. czerwonych sznurowanych butach. gdzie trzeba. Poszedłem po staremu na swój blok.lek przeciwbakteryjny 5 . Nie pamiętam. że musisz zadzwonić. IX Wróciliśmy już. że mogłoby być inaczej. o przedmiotach. Pojechałem tramwajem do Marii. Ale piszę to po to. Wiem. z książkami. Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem umówionym znakiem. są 59 Prontosil (łac. ale żeby doszły. i zdaje się.

słusznie rozumują. Im wolno wszystko przynosić prócz złota. a raz esmani na zmianę warty. przy pierwszej wycieczce muszę wpaść.Ordnung muss sein61.podłożyć go. gdzie należy.Nie. jak jest ciężko. Czeski my zagazowali. Więc nogi chodzą na FKL i są wcale dla mnie życzliwe. jak się nadarzy okazja.Nic ciekawego. mają żonę na babskim i wiedzą. Wychodziliśmy już z bloków po skończonej kontroli.Nie umarłeś jeszcze. Z lasu ciągnie raz zapach sosen.barczyste i chodzą co dzień na FKL po trupy dzieci płci męskiej.szpital. . Szli odymieni. Nie zmieniło się nic.porządek musi być 62 KB (z niem. Wyciągnął serdecznie rękę. wymiecione klepiska i zastarzały zapach ludzki. Zahaczyłem jednego z nich. Dlatego list zabiorą ot tak. Nie zmieniło się nic. powiadają. Raz obiad na efekty. Ja zachorowałem i poszedłem na KB62. Moi przyjaciele radzą wziąć pled i . uginając się pod ciężkimi tobołami. przekleństwa i razy kotłowały się w powietrzu. a raz dymu. . Abramek? Co słychać? . Sanitatsdienstgrade) . Będą się ludzie topić w błocie. Radziłem im wysmarować się balsamem peruwiańskim na świerzb. Nie darmo odwszenia trwają przez całe noce. Okropne są bloki obozowe zimą! Brudne buksy. List tedy wysyłam natychmiast. dla przyjemności. ale wszy ani jednej. podwórza. naszą trupiarnię i nasz SDG60 musi je własnoręcznie obejrzeć. Bloki nabite ludźmi. Chyba że pójdę pod opieką. I jeszcze rozglądam się po krajobrazie. na organizację i w odwiedziny. Zaraz jednak chyłkiem poczęli się wymykać Żydzi na handel. Czuję się nawet w nastroju podróżnym. . Krzyki. A mnie też. a sam staram się przyjść do Ciebie. Wiosną pachnie. Na porządku świat stoi. wpadały w maszerujące szeregi i porywały upatrzone pakunki. Krankenbau) . . Zawsze lepiej niż łopatą robić o misce zupy. czyli mniej poetycznie . nalani tłuszczem. jabłek nie mam dla ciebie . byliśmy na lagrze na kontroli wszy. lecz tego szmuglują najwięcej. On miał więcej „szczęścia” i poszedł do sonder. gdy na lager wróciło z kremo sonderkomando. Same.. przyjaciela z naszego byłego komanda.odrzekłem przyjaźnie. tylko błota dziwnie przybyło.. odgrodzonego od reszty obozu murem.To wiem i bez ciebie.sanitariusz SS 61 Ordnung muss sein (niem.) . a raz muzułmani z Buny. Spod bloków wyrwały się grupki ludzi. A osobiście? 60 SDG (z niem. Że wczoraj niedziela. to ty? Potrzebujesz czego? Jak masz jabłka.A. Te bowiem muszą przejść przez naszą szrajbsztubę. Raz jadą samochody z łachami. Przy moim szczęściu i obozowej zaradności. rewir 6 . Wreszcie sonder znikło w bramie swego.

my musimy bawić się. Ale to jest nieprawda i groteska. Roześmiał się dziwnie i popatrzył mi w oczy: . jak cały świat. Potem pali się samo i jest gemacht63. że bierzemy cztery dzieciaki z włosami. . . chcesz wiedzieć . jak cały obóz..zrobione 7 . bez entuzjazmu. 63 Gemacht (niem. A wiesz jaki? Byłem bardzo uprzejmie ciekaw.Te.rzekłem sucho.osobiście: wykombinowali my nowy sposób palenia w kominie. jak umiemy. Jak by szło inaczej wytrzymać? I wsadziwszy ręce w kieszeń odszedł bez pożegnania. blok i znowu komin? Albo ja mam tu kogo? A. w Auschwitzu.Winszuję .) . przytykamy głowy do kupy i podpalamy włosy.A taki.osobiście”? Komin. u nas.Osobiście? Jakie u mnie może być . fleger..

Tak się nie mówiło. Z daleka widać było tylko plamy sukienek. wysztyftowanymi na ostatnią nitkę flegerkami. leżącym za barakami szpitala. Z towarowych wagonów poczęli wysiadać ludzie i szli w kierunku lasku. jedne za rampą. Wróciłem z piłką i podałem na róg. którym szło się do białego domku. ktoś po nim uganiał się za kimś i na pewno za piłką. z tyłu drut. obok FKL-u. a za rampą obóz kobiecy. drugie bliżej. a myśmy grali w nożną. za nim rampa z szerokimi torami kolei. Wagony też odjechały. Nie pozostał na niej ani jeden człowiek z barwnego. chorzy sami leżeli w łóżkach. Z prawa od pola były krematoria. Inni szli pod druty i rozmawiali przez całą szerokość rampy z FKL-em. Widocznie kobiety były już ubrane w letnie stroje. Za krematoriami lasek. Potoczyła się w trawę. pierwszy raz w tym sezonie. Zakładało się trawniczki z wycinanej koło boiska murawy. Podnosząc ją z ziemi. Znów poszedłem po nią. Ludzie usiedli na trawie i patrzyli w naszą stronę.LUDZIE. Pobiegłem za nią. Właściwie nie żaden obóz kobiecy. Raz stałem na bramce. tuż przy drucie. KTÓRZY SZLI Najpierw budowaliśmy na pustym polu. Wybiłem ją na korner. Kiedy podlewane kwiatki podrosły. spory tłumek flegerów i podleczonych chorych otoczył boisko. Stałem na bramce .tyłem do rampy. Była niedziela. Mówiło się FKL . dołączali do niego ciągle nowi ludzie z wagonów. Podlewało się to co dzień wodą przywożoną beczkami z obozowej umywalni. Wreszcie się zatrzymał. Solidne budynki. które z drugiej strony rampy odkrzykiwały im. spojrzałem na rampę. Siało się szpinak i sałatę. I podnosząc z ziemi znieruchomiałem: rampa była pusta. mocno osadzone w ziemi. wciąż zapełniona wagonami. Na rampę zajechał właśnie pociąg. Budowaliśmy boisko wiosną i jeszcze przed jego skończeniem poczęliśmy siać pod oknami kwiatki i wykładać tłuczoną cegłą czerwone szlaczki naokoło bloków. Między jednym a drugim kornerem za moimi 8 . Mężczyźni zdjęli marynarki i świecili białymi koszulami. Co dzień po rozdaniu wieczornych porcji na boisko przychodził kto chciał i kopał piłkę. Przeszła od nogi do nogi i wróciła łukiem pod bramkę. boisko do piłki nożnej. Teraz kwiatki rosły same. Pod drutami znów stali flegerzy i krzyczeli pozdrowienia dla dziewcząt.z lewa cygański z jego wałęsającą się dzieciarnią. Widać było doskonale bloki FKL-u. Pochód szedł wolno. skończyliśmy boisko. Pole leżało „dobrze” . Wróciłem z piłką i wybiłem ją w pole. słoneczniki i czosnek. kobietami siedzącymi po ustępach i ślicznymi. letniego tłumu. Piłka poszła na aut i potoczyła się aż pod druty.i wystarczy.

Wewnątrz mnie całe ciało drgało i burzyło się bez mego udziału. W ciepłe wieczory siadałem w drzwiach bloku i czytałem Monfrere Yves Pierre'a Loti . choć czułem każde jego drgnienie.a ludzie szli i szli . Kobiety. aby nie było kurzu. Odmykano im wagony i ludzie poczynali iść . Zapewne. otępiały. Doktorzy robili opatrunki. Pisarz roznosił listy. Przy pryczach trzypiętrowych końskie bloki obozu w Birkenau mogły pomieścić do pięciuset ludzi. W bloku było dużo słońca. bez słowa.w ciemności świeciły lampy nad drutami.tą i tamtą drogą.ponad trzydzieści tysięcy kobiet. mężczyźni i dzieci. Ale nie było papy na dachach. Na wybrzeżu Francji lądowały wojska sprzymierzone. niż jadałem w domu . Kiedy siadałem do obiadu. lecz słyszałem wyraźnie oddalony gwar wielu tysięcy głosów . Droga leżała w mroku. Dnie były pełne wielkich wydarzeń. Gotowe stały tylko baraki i ogrodzenia z na-elektryzowanego drutu.tą i tamtą drogą. a wraz z ogniem podnosił się ludzki krzyk. Bielizny nie dostały. Patrzyłem w głąb nocy. pokropiliśmy podłogę. pofarbowanych na olejno łachów. pootwieraliśmy na oścież drzwi i okna. Z lasu podnosił się ogień i rozświetlał niebo.którzy szli. fryzjerni i nowych. ale życie. Potem ludzie poczęli iść dwiema drogami do lasu: drogą wprost z rampy i tą drugą. ale ciało buntowało się.ludzie szli i szli. Byłem zupełnie spokojny. Na odcinku C władowano do tych bloków po tysiąc i więcej młodych dziewcząt. wybranych z tych ludzi . ani miski. ludzie szli . lepszego. Ani łyżki.plecami zagazowano trzy tysiące ludzi. ani szmaty do ciała. Nie panowałem już nad nim. Obie wiodły do krematorium. z obozu. Obok naszego obozu roboczego był nie zamieszkały i nie wykończony odcinek C. bez ruchu. Mieli zresztą jedną strzykawkę na cały blok. lecz również życie. Wychodziłem nocą przed blok . W dzień doskonale było je widać przez 9 . życie w obozie. Po południu przynosiłem paczki z magazynu. Birkenau leżało na mokradłach u podnóża gór. Dwadzieścia osiem bloków .tą i tamtą drogą. Lecz u nas w nocy i w dzień czekały na stacji szeregi pociągów załadowane ludźmi. z drugiej strony naszego szpitala.ludzie szli . która dla nich nie oznaczała tylko łaźni i odwszenia. Niedługo potem poszedłem ze szpitala na obóz. Kiedy wstawałem z rana do mycia podłogi. Kobiety te ostrzyżono do skóry. aż do zauny.tą i tamtą drogą. I nieśli tłumoki. które były przywożone jeszcze z rana z głównej poczty. a niektóre bloki nie miały prycz. ale niektórzy mieli szczęście iść dalej. Miał się ruszyć front rosyjski i podejść aż pod Warszawę. ubrano w letnie sukieneczki bez rękawków. zastrzyki i punkcje.

którą ubijał wielki walec.perskiego. Tylko białe plamy i pastelowe postacie. Wtedy poznałem oblicze tego dziwnego obozu. Przez swoją egzotyczność . Nie czyniono tego z nakazu ani przez litość. komandoführerowi. gdzie trzeba. flegerkami z FKL-u. koce. Nie robiliśmy tego również przez solidarność ze starymi numerami. W dnie pogodne kobiety wychodziły z bloków i kłębiły się na szerokiej drodze między blokami. kobietami z bloku. Tak samo. Z daleka kobiety nią miały ani twarzy. świeżo zakładanych na wszystkich odcinkach Birkenau. zarządzającego esmana. Oczywiście. część z tych rzeczy natychmiast szła na obóz. Jeszcze inni kładli podwaliny pod dobrobyt odcinka: zwozili kołdry.przejrzyste powietrze. Blondyny rewidowały nas i wpuszczały do środka. prominentom z komanda. biodrzaste blondyny w wysokich butach z cholewami. Na bramie stały wachmanki. koców i naczyń. a murarze przynosili ukradzione żelazne piecyki i murowali. naczynia blaszane i skrzętnie składali je do magazynu do dyspozycji szefa. które o dwadzieścia metrów na prawo stały od piątej rano na apelu. pchając przed sobą wózek z papą i smołą. sobą. Inni gmerali przy kanalizacji i umywalniach. Przychodziliśmy z rana pod jego bramę. Potem wjeżdżaliśmy w głąb obozu między jakieś bloki i tam na placu rozpalaliśmy 0 . Komando Wagner budowało na nim drogę z kamienia. Każdą rolkę papy. Nazwaliśmy ten obóz Perskim Rynkiem. ruchliwego. ani wieku. każdy kubeł smoły blokowe musiały zapłacić. Kapie. Kryliśmy bowiem zorganizowaną papą i lepiliśmy zorganizowaną smołą. Rano tonęły we mgle i zdawały się być oszronione. były zsiniałe od zimna i tuliły się do siebie jak stado kuropatw. Barwne letnie suknie i kolorowe chusteczki zakrywające gołe głowy sprawiały z daleka wrażenie jaskrawego. które objęły tu wszystkie funkcje. Oddawały się im w nie wykończonych umywalniach albo w budach blokowych. Jak która. Tyle zresztą było pożytku z tych wszystkich kołder. Perski Rynek nie był obozem gotowym. żywnością. że można je było ukraść. Niejedna z nich miała swoich kochanków wśród murarzy i cieśli. Później szły same na kontrolę bloków. ale kobiety. stolarze robili budy i sprzęty do bud z zorganizowanego drzewa. jak myśmy łatali dachy. ponieważ ranki były niezwykle zimne i nasiąknięte mgłą. Zapłacić różnie: złotem. Ranki te orzeźwiały nas przed upalnym dniem. Wszystkie dachy nad budami blokowych na całym Perskim Rynku zostały pokryte przeze mnie i moich towarzyszy. rozkradana przez pracujących tam ludzi. gwarnego rynku. elektrycy zakładali światło.

ołówek.ale pamiętam Mirkę. Spędzał z nią długie godziny. patrząc nam niespokojnie w oczy. miłą dziewczynę w kolorze różowym. tęgą. chusteczkę do nosa. zaplątane cherubinki na obrazie sądu ostatecznego. Powietrze w budzie osiadało różowym refleksem na twarzy i dziewczyna wydawała się jakby osnuta delikatnym welonem. wywracaliśmy kieszenie na znak. miały swoich kochanków i tak samo kradły margarynę i konserwy. Dziewczęta te miały za sobą po parę lat obozu. nie zważając ani na kontrolę esmanek. Na pewno macie wszystko.Nam jest tak źle. Były mężatki rozpaczliwie proszące nas o wiadomości o zaginionych mężach..Lecz przecież nie umarli? . chleb. Blokowymi na Perskim Rynku były Słowaczki. o dwadzieścia metrów na lewo stąd.czy tylko im jest lepiej? . a kał ludzki potwornymi stosami gromadził się w blokach. sznurówkę. kiedy trupy kobiet leżały pod wszystkimi blokami i gniły nie wynoszone ze szpitalnych łóżek. i opakowane miękko rzucał przez druty. który chodził z olbrzymim rewolwerem przytroczonym do letniego białego munduru.ogień i gotowaliśmy smołę. zebrane z całego obozu.. 1 . jesteśmy głodne .Wy przecież jesteście mężczyznami i możecie wszystko . Kochał się w niej Żyd z naszego komanda.Im jest na pewno lepiej. znające język tych kobiet. były matki szukające u nas śladu po swoich dzieciach. Żyd kupował dla niej świeże jajka.płakały . Mimo zewnętrznej szorstkości zachowały kobiecą miękkość i . . śpiesząc się do swojej pracy. Były młode dziewczęta patrzące ze zdumieniem na tłum kobiet koło nas i z pogardą na nas. Budę miała urządzoną też na różowo i różowe firaneczki w oknie wychodzącym na blok.. ale. na szorstkich. . zimno. W końcu zaczęliśmy przychodzić z pustymi kieszeniami i nie dawaliśmy nic. ani na naszego szefa. . jeżeli istnieje sprawiedliwy Bóg . Zdejmowaliśmy koszule dla nich. brutalnych mężczyzn. Były wśród nich maleńkie dziewczynki z nie obciętymi włosami. Kobiety natychmiast oblegały nas tłumem. Dlaczego nie chcecie podzielić się z nami? Rozdawaliśmy im wszystkie drobiazgi. . który miał zepsute zęby. Błagały o scyzoryk. że już nic nie mamy. kawałek papieru. łyżkę. aby zapłacić za przywiezione koce albo sukieneczki z efektów.odpowiadaliśmy poważnie. Te kobiety nie były jednakowe.Tak długo żyjecie w tym obozie i nie umarliście. . Pamiętały początki FKLL-u. Odchodziliśmy w milczeniu.mówiły. Pewnie.dobroć. bez zwykłych kpin i szyderstwa.. jak wydawało się nam z perspektywy drugiego odcinka.pytały się kobiety.

Rozumiesz . .A jeśli człowiek zrobi źle.krzyknęła Mirka .odpowiedziałam powściągliwie. .Niech nie myślą .spytała mnie podczas jakiejś żartobliwej rozmowy. Usiadłem koło gotującego się kotła i mieszając smołę. Wprowadziła między prycze i wskazując na barłóg pełen kolorowych kołder i na dziecko leżące pośrodku rzekła z afektacją: . .Wierzysz w życie pozagrobowe? . gdzie go nie posiali. Nie miała u siebie budy. a raz. .Patrzcie. Esmanka może je znaleźć. wysokie.pan wie. Roześmiałem się z niedorzecznej myśli i poszedłem na dach przybijać papę. którzy będą szli.Raz wierzyłem w więzieniu. żeby nie poszło do gazu.Niech pan zejdzie! Może i pan coś pomoże! Zsunęliśmy się z dachu po drzwiach bloku. Z lasu podnosił się dym. prawda? . Kiwnęła ręką na Żyda i krzyknęła do mnie: .Ładne! . Przywoziły nowych ludzi.Jakie ładne dziecko . która szła na zmianę. Było jak róża w złotym otoku: rozpalone policzki i złota aureola włosów. ale nic od nich nie zabiorę. Otrząsnęła się gwałtownie i zaczęła łkać. Wzruszyłem ramionami i wyszedłem z bloku. Drogą między odcinkami wracała do wagonów jedna grupa Kanady i minęła drugą.że człowiek ucieka od nich. o ile nie ma jakichś wyższych norm sprawiedliwości niż ludzka. przecież ono niedługo umrze! Powiedzcie.mówiła. Pamiętam również drugą blokową. .Szefa zwaliśmy słusznie Filipkiem. co ja mam robić? Dlaczego ono tak nagle zachorowało? Dziecko spało bardzo niespokojnie. . że chciałbym mieć takie dziecko o rumianych we śnie policzkach i rozrzuconych włosach.Czasami . Któregoś dnia Mirka podbiegła pod dach. pobudki wewnętrzne. to będzie karany. tylko parę kocy rozłożonych na łóżku i parę zawieszonych na sznurkach zamiast ściany. Pomóżcie mi! Żyd położył jej rękę na ramieniu. rude dziewczynisko o szerokich stopach i czerwonych dłoniach. .Chyba tak. Nic im nie mogę dać. kiedy byłem bliski śmierci w obozie. myślałem długo. na którym kładliśmy papę. Z daleka widać było wagony idące wzdłuż rampy. bo wyrastał. nieważność winy wobec istotnego 2 .ujawnienie sprężyn.szepnąłem cicho. wskazując kobiety leżące głowa przy głowie na pryczach . W pewnej chwili złapałem się na myśli. że ładne! Ale ono może umrzeć! Muszę je ukrywać. Chwyciła nas za ręce i pociągnęła do siebie.

żebyście wiedziały. kiedy same pchają się do gazu! Jakaś dziewczyna śpiewała na piecu modny przebój.Ciągle. . . Nie mówiłam wam. Gdy skończyła. gdzie są ich matki. że Oświęcim i Birkenau szły od złego do dobrego. żeby do nich napisać. jakbyś mógł? .Powinna być ukarana.rzekła spokojnie do wystraszonej śpiewaczki. bo mi was żal.Złaź! krzyknęła do dziewczyny. aby nie myślały. Czy zbrodnia popełniona na płaszczyźnie może być karana w przestrzeni? . że ludziom. W nieruchomych twarzach świeciły się wielkie oczy. .krzyknęła. Dziewczyna uśmiechała się i kłaniała.nie trzeba karać? . którzy cierpią niesprawiedliwie. jeśli zachorujecie! Wasze dzieci. To z waszych dzieci! A teraz śpiewaj dalej . . potem sporadycznie. . . Chcą. . niech siedzi w bloku! Myślisz.Myślę.syknęła i wskoczyła na piec.sensu świata. która ciężarna.A ty byś robił dobrze. Tancerki i kazała tańczyć. to jasne. która chora. normalnie! . . że wierzą? Przecież człowiek chce tylko ich dobra.Tyś jest mądry chłop! Ale zupy tobyś sprawiedliwie rozdać nie umiał. głowa przy głowie.I myślisz. Najpierw ludzie spali na podłodze bokiem i 3 . że ich . żeby winowajcy też ucierpieli niesprawiedliwie.krzyknęła. Deklamatorki i kazała mówić wiersze. W obozie zaczynał się już głód. Wyciągała z buks śpiewaczki i kazała śpiewać.Pytałyście mnie. Wiadomo. gazem! Jak miliony innych. nie wystarczy sama sprawiedliwość. To odczują jako sprawiedliwość. błagam. . jak wam mówią. Ruda blokowa chwyciła się za głowę. Zapchali ich do piwnicy i udusili gazem! Rozumiecie.Ciebie! Ty przyjdziesz i pójdziesz. Ten dym. Proszą. Na bloku zrobiło się cicho. ja kryję dachy i chcę przeżyć obóz.Cicho! . żeby nie dać swojej kochance! . to wcale nie z cegielni.Ja już nie mogę dłużej! Przecież to wstrętne . Najpierw bili i zabijali na komandach nagminnie. Ruda blokowa łaziła między buksami i zagadywała kobiety. . a ja? Proszę ich. Blokowa podniosła rękę. Kobiety leżały piętrami na buksach.kiwnęła głową w nieokreślonym kierunku . Ale jak im pomóc.rzekła z ironią i weszła w głąb bloku. choć nikt nie wymówił słowa. mężowie i rodzice nie są wcale w innym obozie. kobiety z buks zaczęły klaskać. ciągle pytają mnie. niech się nie zgłasza do lekarza. Trudno. jak moich rodziców! Oni palą się na stosach i w krematoriach.Nie szukam nagrody. zeskoczyła z pieca i wyszła z bloku.Ale tak po ludzku. bo i z wami zrobią to samo.Mnie też proszą. Teraz wam powiem. ojcowie. gdzie są wasi rodzice i wasze dzieci. . który widzicie nad dachami.

że mogłoby być po dawnemu. nie przysługiwała im culaga . W pierwszych latach nie wolno było przysyłać paczek. potem tylko do drugiego gongu. i nawet pojedynczo na łóżkach. esmanki w butach z cholewami. kto chce iść do lekarza? która jest ciężarna? dostaną mleko i biały chleb w szpitalu. sześćset. i był dumny. jak kto chciał.obracali się na komendę.też na tę drogę. Od godziny piątej rano stały na apelu. Pytała. brzuchate i wrzucały do środka „oka”. Po stronie kobiet .były to sztubowe trzymające się za ręce. Rozglądała się bo buksach. Oglądaliśmy znowu Oświęcim z czterdziestego roku. Im gorzej Niemcom na froncie. że przeżył. Czasem wypędzano je z bloków w dzień na apel nadprogramowy. Napełnione kobietami „oko” posuwało się jak makabryczny taniec pod bramę obozu i wsiąkało w „oko” ogólne. Nikt się nie krępuje i nikomu sytuacja nie przeszkadza. Wpierw ludzie stali po dwa dni na apelu.tłok i wrzask. do godziny dziewiątej. robiło się. później pozwolono nawet na ubrania cywilne na terenie Birkenau. Człowiek już tyle widział w obozie.. była prawie dziewiąta. Szły wszystkie . Rozłożyste blondyny. już w sweterkach i pończoszkach. Wychodziły kobiety z buks i ogarnięte „okiem” szły pod bramę . Zanim je policzono.. małą zgrabniutką sprzątaczką z ustępu. Czasami wchodziła esmanka na blok.. Tworzyły zamknięte koło. Ustawiały się ciasno piątkami i jedna za drugą wchodziły do bloku. brzydsze.. tym lepiej jest w obozie. 4 . później pozwolono na pięćset gramm. pod blokami albo w ustępie.. Tyle że przedzielony deską. Wtedy dostawały zimną kawę. Pod blokami rozmawiało się z cieślami i murarzami. potem na pryczach. wyciągały z szeregów chudsze. Jak obóz obozem. aby dzień zeszedł.ile chcesz. Wolny czas. O trzeciej po południu zaczynały apel wieczorny i dostawały kolację: chleb i dodatki do chleba. Ponieważ nie pracowały. Plątały się koło nich kobiety. wreszcie . Siedzi się tu całymi godzinami i prowadzi się długie dialogi miłosne z Katią. kobieta patrząca na kobiety. tysiąc wybranych kobiet. Na Perskim Rynku czas cofnął się wstecz. u nas cisza i miły chłodek od betonowych urządzeń. której u nas na blokach nikt nie jadł. Pięćset. U blokowych piło się herbatę albo szło się przespać na godzinkę do budy na gościnnie użyczonym łóżku. Kobiety pożądliwie chłeptały zupę. W obozie było „coraz lepiej”. spędzaliśmy na Perskim Rynku u blokowych.tą drogą. Śmierdziały potem i krwią kobiecą. co chcesz.dodatek za pracę. A że im będzie coraz gorzej. Po trzech czy czterech latach nikt nie wierzył. Nie wolno było mieć kieszeni. bo materiału było mało. to możesz z nimi zrobić. nie było takiej kanady na baby! Ustęp jest wspólny dla mężczyzn i kobiet.. Przynieś byle jaką szmatę. „Oko” .

Orkiestra pod bramą grała fokstroty i tanga. do picia tym. biegnie za nią. cztery kominy i parę dołów. Potem przyszły deszcze i wiał ostry wiatr. Szli za drutami. Skarby zabrane tym ludziom. Kobiety zdejmowały z rąk zegarki i ciskały nam pod nogi. Esman pokazuje mu oddalającą się gromadę. inny worek suszonych wiśni czy śliw.. Potem chodziliśmy na efekty smarować na nowo zaciekające dachy. leżały na wierzchu. luźnymi gromadami i trzymali się za ręce. ale chyba to się niedługo skończy? Przecież ich wszystkich wy tłuką. podciąga spodnie i śmiesznie podrygując.Iluż ich już przeszło? Od połowy maja prawie dwa miesiące. . zwracając ku nam milczące twarze. ani od deszczu. którzy markowali robotę. którzy szli.ludzie szli dalej. Człowiek wzrusza ramionami i patrzy na drogę. Jeden przynosił wiadro z wodą. Staruszek kiwa głową. że to już niedaleko. Koło miliona! . . Człowiek uśmiecha się ubawiony. zwykłe okruchy. co tu gadać. że możemy wziąć. Używa wtedy tych samych prostych słów. Zresztą.tą i tamtą drogą. Obóz patrzył na idących. gestami pokazując. Piętrzyły się tam góry łachów i nie wypaproszonych tłumoków. Człowiek posiada małą skalę reagowania na wielkie uczucia i gwałtowne namiętności. inny cukier. dobrotliwymi uśmiechami zachęcając do marszu. Rozpalaliśmy ogień pod smołą i szliśmy na organizację.Nie co dzień gazowali tyle. który biegnie do rowu i gwałtownie ściągając spodnie kuca w nim. Kobiety. nie przykryte ani od słońca. bo drogi były przez nich zatarasowane. któremu tak spieszno do komory gazowej.Nie zabraknie. Gotowaliśmy kompot i nieśliśmy na dach. Często staliśmy rano. licz po dwadzieścia tysięcy dziennie. i poklepują po ramieniu jakiegoś staruszka. Dnie były pogodne i smoła topiła się na dachach. dzieci. Inni smażyli boczek z cebulą i zagryzali 5 .Nie wszystko ci jedno? . wszystkich przywieźli. starcy. . cholera ich wie. Szli powoli. Potem wróciła pogoda. nie mogąc wyjść do pracy.Ja. Od świtu do późnej nocy stał cały Perski Rynek na apelu.To weź inaczej: z Koszyc i Munkacza prawie sześćset tysięcy. Wyraża je tak samo jak drobne.Tak minął czerwiec. Za gromadą ludzi powolutku idą esmani. Ranki wstawały przenikliwie zimne. a z Budapesztu? Ze trzysta tysięcy będzie? . widząc innego człowieka. Pokazują. Patrzyli na nas z litością i rzucali nam chleb przez druty. Przez dnie i noce ludzie szli . Na rampę nieprzerwanie podjeżdżały wagony i ..

Tłum wchodził do środka. Coraz mniej ludzi szło do krematorium. deszcze przychodziły po suszy. Ci w obozie mieli swoje troski: czekali na paczki i listy z domu.nowy obóz. Człowiek. szczelnie dokręcając śruby. chwyciła go za rękę: . którzy szli.tą i tamtą drogą. bądź odważna. co było pod ręką. Był tak samo nie zagospodarowany i tak samo instalowano tam budy dla blokowych. Kiedy napełnił się kobietami wybranymi z ludzi. urywany krzyk. Kiedyś samochodem przyjechała młoda kobieta. albo spychał żywcem do płonącego rowu. Ludzie wysiadali z wagonów i szli . usłyszał jej okropny. Kradliśmy wszystko. prawie nie celując. matka poszła przodem. Nie opłacało się ich gazować. Zaczerwieniwszy się.) . a potem esmani zamykali szybko okna. odsłaniając kark. organizowali dla przyjaciół i kochanek. obóz cygański. Zresztą nadeszły inne 64 Oberscharführer (niem. co oni ze mną zrobią? .chlebem z kukurydzy. który miał prowadzić córkę. nie wstydzę się ciebie! Powiedz! . Ci z obozu czuli z początku pewną pustkę. Rozebrano je obie w komorze. nie wyswobadzając ręki. rozbierał się. które nie wystarczały nawet na porządne zasmarowanie kawałka papy. która nie chciała odejść od matki. światło i wstawiano szyby. i w podziwie podrapał się po głowie.stopień w SS odpowiadający starszemu sierżantowi w wojsku 6 . W tej chwili oberscharführer strzelił. Potem przyzwyczaili się. Przychodziło Sonderkommando i wywlekało trupy na stos. Rozbierano do naga i albo oberscharführer64 Moll strzelał z floweru. Dnie były podobne do dni. uderzony cudowną pięknością jej ciała.odrzekł człowiek.Ja jestem odważna! Widzisz. zatrzymał się. Meksyk. I tak od rana do wieczora . Nie patrz tylko. .Pamiętaj. chodź. Szarpnęła się. Po paru minutach. Perski Rynek. intrygowali między innymi ludźmi.Powiedz. Kobieta na ten ludzki. prostaczy gest odprężyła się. otwierali okna i drzwi z boku i wywietrzali. Ujął ja za rękę i powiódł. Człowiek pchnął kobietę do płonącego rowu i gdy padała. Z dachów doskonale widać było palące się stosy i pracujące krematoria. drugą ręką zasłaniając jej oczy.Bądź odważna . Z końcem lata przestały przychodzić pociągi. otwarto naprzeciwko Perskiego Rynku . Trzask i woń palącego się tłuszczu i ciepło bijące z dołu przeraziły ją. FKL. Czasami po zagazowaniu takiego transportu przyjeżdżały spóźnione auta z chorymi i pielęgniarkami. i nieśliśmy na obóz. Noce zapadały po dniach. Będę cię prowadził.od nowa każdego dnia. Ale on delikatnie pochylił jej głowę.

bez miski. kobietę stojącą z pochyloną głową nad płonącym rowem.Czy człowiek będzie karany? Ale tak po ludzku. powstająca i płonąca Warszawa. kiedy myślę o ostatnim lecie Oświęcimia. zakończona wystrzelaniem uciekinierów. bunt w krematoriach i ucieczka Sonderkommanda. która krzyczy do mnie niecierpliwie: . bez łyżki. normalnie! I jeszcze widzę przed sobą Żyda z zepsutymi zębami. 7 . pyta się nieodmiennie: . na nową chorobę i śmierć. Pamięć ludzka przechowuje tylko obrazy. bez szmaty do ciała. widzę nie kończący się barwny tłum ludzi uroczyście zdążający . I dziś. jak przychodzi co wieczór pod moją buksę i podnosząc głowę. rudą dziewczynę na tle ciemnego wnętrza bloku.tą i tamtą drogą.ważne wydarzenia: ofensywa rosyjska. Potem rzucano człowieka z obozu do obozu. w nieznane. Ona tak lubi jajka. transporty z obozu odchodzące co dzień na zachód.Dostałeś dzisiaj paczkę? Może sprzedasz jajka dla Mirki? Zapłacę markami.

pokryte świerzbem i wrzodami. ale ziemia już paruje w słońcu. Bewegung. gdybym nie wiedziała. a czuby ich rozpływają się w kolorycie nieba. ja się nimi zażerałem! Uwaga.Pani Haneczko.. zdjąwszy koszule. to tylko nasz szef. Arbeit65. i opalają niezmiernie chude barki i ramiona. esman od tyłu. Trawa zielona jak plusz srebrzy się jeszcze rosą. że rozumiem. Mam go w tym palcu. Arbeit (niem. . to ci przyniosę. Oparci na łopatach stoją koło mnie Grecy. nie hałasuj! Może byś jednak naprawdę coś zjadł? Właśnie idę do dworu. Kołysze się lekko po ziemi jeszcze wilgotnej. Ale ci ludzie z Salonik i winnych stoków Macedonii boją się cienia. pani Haneczko! Absolutnie nie. że nie wstaję z szyn.I z rozmachem walnąłem kluczem w szyny. Lecz cień kasztanów jest zielony i miękki.. bo nasz nowy kapo. Będzie upał. wybijając na jej cześć melodię: La donna e mobile”66. Nakryty cieniem siedzę w piasku i wielkim francuskim kluczem dokręcam złączenia wąskotorowej kolejki.. jak jadłeś kartofle w łupinach. bo świeżo skopanej. ale obejrzawszy się.Kobieta zmienną jest.Ależ pilnie pracujesz dzisiaj. najczulej dziękuję. Nie poznałabym cię.W takim małym? Strasznie dzielna z pani kobieta. które dla ciebie kradłam od kur? . . że to ty.) . . Pani Haneczka sypnęła parę garści zboża z sita zbiegającym się ku niej kurczakom. ale pani rozumie: wojna.Jadłem! Ależ. Odurzająca woń bagna ciągnie od stawów. A poza tym walę mocno w szyny. .. Przepraszam. i wznosi się nad głową seledynową kopułą pachnącą poranną rosą. Pamiętasz. . Stoją więc w słońcu. Myślę. surowy dźwięk rozchodzi się po całych Harmenzach i powraca z daleka niepodobnym echem.Dzień dobry. Co chwila biję nim o szyny. machnęła lekceważąco: . Tadku! Dzień dobry! Nie jesteś głodny? .Ach. Metaliczny. Pani Haneczka uśmiecha się.) . . Klucz jest chłodny i dobrze leży w dłoni. że dosyć mnie pani dokarmiała.DZIEŃ NA HARMENZACH I Cień kasztanów jest zielony i miękki. jak byłem 65 Bewegung.Ależ naturalnie. pani Haneczko.ruch. Drzewa tworzą wzdłuż drogi wysoki szpaler. pieśń z opery Giuseppe Verdiego Rigoletto 8 . człowieku.Ależ. praca 66 La donna e mobile (wł.

tłukąc przez pomyłkę kluczem w palec . bo pani Haneczka odeszła już i tylko z daleka rzuciła mi.. Parę dni temu zorganizowali mi butelkę miodu.i.Dziękuję! I począłem znów dzwonić kluczami o szyny i dokręcać zluzowane śruby.to znajoma.. Milcząc. nie spostrzegłszy. . jak umiałem. . że mówię w przestrzeń. gdyż przynosi im czasem kartofle. jak go złapię. camerade filos. ale uczciwy . to spałem spokojnie.biedny.odparowałem. Aleś dziecko! Co do mydła masz się wcale nie martwić. Pani Haneczka roześmiała się na głos.. Greco bandito? 67 Compris (franc. . Spojrzałem na pole ku rozrzuconym grupom pracujących ludzi. byłabym zapomniała. ładne mydło.rzekłem.. żebym nie wiedzieć jak owiązał paczki sznurkami i drutem. dziwnie znajomy.Wyobrażam sobie. . patrz.Ale biedny będzie złodziej .obruszam się. a co najmniej niezaradny .Warszawa” i. zawsze rozwiążą. jakie ładne mydła... Teraz. nazwą ..A tu. . i wymachiwał wielkim odartym z kory kijem.) .. no. ukradli jak zwykle? . dostałam dziś od Iwana dwa ładne kawałki. To twoja madonna? . odwracając na moment głowę: .Pani Haneczka gut. pokrzykiwał coś.Rzeczywiście. oddaj ten pakuneczek dla Iwana. oddałem jej zawiniątko. Jak nie miałem nic.I ukradli jak zwykle. compris67.rozumiesz 9 . extra prima.Obiad jak zwykle. czego z odległości nie było słychać.rzekła kładąc pod drzewem małe zawiniątko. Pani Haneczka wzbudziła pewną sensację wśród Greków. W ostatniej. a teraz znów to mydło.Ależ gdzie madonna! .. . Ach.Ale a propos niezaradności: miałem dla pani dwa piękne mydła z najśliczniejszą. Ale biedny będzie złodziej. Podszedłem i przyjrzałem się dokładniej: na obu wielkich jak od Schichta kawałkach wytłoczona była kolumna i napis „Warszawa”.. Odwinęła papier. ... pod kasztanami.. to słonina . dostrzegłem Iwana: jak pies owczarek naokoło trzody czujnie obchodził swoją grupę ludzi. . jaka może być. aż koło kartofli.rzuciła z lekką ironią. . .

to ją poproście. Pod oparszywiałą świerzbem i wrzodami skórą grają dziwnie wyraźnie. .Jak jesteście głodni. . Kościste ramiona przeciągają się. patatas? .Bydlę! .Beker. rozumiesz? A wiesz za co? .Ty. szyję. skłonny nieco do melancholii.Nie jestem głodny. . był już spokojny i opanowany. głowę. wiecznie.Wieszałem złodziejów.A zabijałeś ludzi? A wieszałeś ich na słupku za głupią ukradzioną kostkę margaryny albo za bochenek chleba? . .A właśnie. nie patrz tak bojowo.Przecież i ty byłeś głodny. Greco gut człowiek. Ale żebyś wiedział: będziesz zdychał. tragarz z Salonik. Niech wam przyniesie.my jesteśmy głodni.Za cóż to? . mięśnie. compris. jakby oddzielone osobno. ale nie za ręce. mam co jeść. mówią. żeby tak przyniosła z kubeł kartofli. gruby Żyd.kręcił głową stary Grek.A drugiego syna powiesiłem w Poznaniu. odczep ode mnie ze swoją filozofią i zajmij się lepiej ziemią i łopatą. że jest na kwarantannie twój syn. że byłeś lageraltesterem w żydowskim lagrze pod Poznaniem? . Ale dlaczego ty nic od niej jeść? Kartofel. że to syn kazał ciebie zabić za tamtych z Poznania? .. wiecznie głodni. puść tę łopatę. ale czającej się gorączki w oczach nie może zgasić. bo ukradł chleb. . uśmiech łagodzi napięte rysy twarzy. . Nic by ciebie nie kosztowało. laborancie. Popatrzył na mnie z góry. prawie z pogardą.Prawda .Ty się. Tadeusz. to cię jeszcze dobiję. . a wzrok jego począł uważnie obejmować mój tułów.No to co.Greco niks bandito. .. wiecznie. laborando. starszy. A teraz pracujcie. Słowo kubeł przeciągnął długo i marząco. Idę gdzie indziej. że źle zrobiłeś . Beker. który zna dwanaście języków z południa . Oparł łopatę o ziemię i stanąwszy nade mną.rzekł głucho.wybuchnąłem. ciągnął: . że byłem? . więc umiesz nas zrozumieć. bo nudno z wami. A może to nieprawda.Jak długo siedzisz w obozie? 0 . niks gut . Może to nieprawda..rzekł wysuwając się zza innych stary. Ręce Bekera kurczowo ujęły trzon łopaty.Za Poznań. . tylko za szyję. Ale Beker. siwawy Żyd.Ty niks gut.

i odchodzę. nucąc modne tango. co za masło kupowali wódkę. zza zakrętu drogi bowiem wynurzył się esman na rowerze i przejeżdżał obok nas. Tam ludzie mieli wszystko. A myśmy brukiew. co to jest głód. ciągnął: . . powiem ci coś na odchodnym: dziś będzie na lagrze wybiórka. bardzo cię lubię . człowieku. A dalej wieś.Cóżeś się tak wystraszył? Będzie. zwane „krematoryjnym”. co? . Beker. u nas ludzie żywcem chcieli się zjadać! I co.. Tuż obok drogi. Albo młode pary.ale ty głodu to tak naprawdę nie zaznałeś. co? Nosił wilk.Która godzina? . taka zwykła wieś.. Boisz się.rzekł niespodziewanie .Nasz lager . rad z pomysłu. z których nagle uciekła wszelka treść. Mam nadzieję.szybko 1 . Puste oczy człowieka.. uderzył o szyny francuski klucz. przyglądając się uważnie.był mały. Rozumiesz? .. . Tu doprowadziłem je 68 Presto (wł.Wiesz. że razem ze swoimi wrzodami pójdziesz do komina.A ty.. .. łopaty opadły i znieruchomiały. jak nowemu człowiekowi.O. Esman zniknął za drzewami. Tadeusz.tam .. takie kobiety.. a za chleb papierosy? Mój syn kradł.Uważaj! Laborando. czy nie idzie kapo. o pół kilometra od nas. Na przykład w niedzielę do kościoła.. Natychmiast pochyliły się niżej karki.Głód jest wtedy prawdziwy. i tyle.wrzasnąłem nagle.To co innego. to znam życie. laborando. Do obiadu jeszcze daleko. miałem nie zabijać kucharzy.Wybiórka? Skąd wiesz. patrzą nieruchomo przed siebie. Ja już miałem taki głód. . gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka jako na obiekt do zjedzenia.Nie wiem. . wzniosły się ciężko trzymane w pogotowiu łopaty.) . Ja byłem lageraltesterem.Zależy. . II Szyny mojej kolejki ciągną się wzdłuż i wszerz po całym polu. A wiesz. że będzie.. presto68 . . Przyglądałem mu się ciekawie.A gdy milczałem i tylko od czasu do czasu stukałem kluczem o szyny i machinalnie oglądałem się na lewo i na prawo. Drogą chodzili ludzie ładnie ubrani. to go też zabiłem. parę miesięcy.. Ja jestem tragarz. a ty też tylko twoją porcję jadłeś? . .Uśmiecham się złośliwie. Grecy zapadli w zwykłe odrętwienie.

Do południa musi być zrobione. sam nie mogąc za bardzo ustać na nogach. którą przenosi się raz tu.Hoooch. . . au. dla lepszego efektu podnosząc sugestywnie rękę jak dyrygent. ssał chciwie.wrzasnąłem. Dysząc ciężko.Gorąco. na pochylone aż ku ziemi głowy.zgodnym chórem powtarza tłum. prawda? A szyny? .Ale tam jest wał ziemi po drodze. a drugi utopiłem w stawie. jest olbrzymia żelazna płyta obrotowa. do góry! . przecierał ręką czerwoną. Gorąco dziś. kolego. jakby tych ludzi widział po raz pierwszy. Wstawaj! Ano jeszcze raz Hooch. Ale ręce.ja będę wam ale pomagał.To go przekop. Kapo. .Ty. Zakotłowało się naokoło płyty. tę płytę trzeba położyć przy trzecim inkubatorze. tam znów położyłem je wzdłuż wału trawiastej ziemi. Ludzie szarpnęli raz i drugi.rzucił odchodzącym kapo .Doguri! . wypręża mięśnie tułowia. . kolejarz. raz tam. bezmyślnym spojrzeniem.Wy psy . pochylił się i wczepił w nią palce. Za ciężkie. na zgięte karki. A na wieczór zrobisz mi cztery pary noszy. Okropny wrzask ludzki buchnął nagle i urwał się. zu schwer. na sflaczałe ręce posypał się grad uderzeń.Poprowadzisz prosto do rowu. zwisają luźne i bezwładne.. . co? 2 . gorąco dzisiaj? . Tory chodzą tak i siak. grożąc w każdej chwili upadkiem. która pójdzie na piasek. ówdzie wyjechałem nimi na górę piasku. . pochyla się jak najniżej. a tam. .Zu schwer. Potem zwrócił się do mnie: . gdzie się krzyżują. Skopany przez towarzyszy. obrzękłą twarz o żółtych plamach i wodził za nimi roztargnionym.. za ciężkie. wypina zębate jak u ryb łuki kręgosłupów. wyczołgał się z kręgu i podnosząc piaskiem i łzami uwalaną twarz znad ziemi.. jęknął: . a płyta dźwignęła się do góry i chybocząc się ciężko.Do roboty. Może się kogoś poniesie na lager.. żeby dać suchy podkład zbyt bagnistej glebie. który będzie równomiernie rozprowadzony po polu.Wsadził rozharataną dłoń w usta.jednym końcem do kupy spalonych kości przewożonych przez auta z kremo. zawisła nad głowami ludzi i ruszyła. Tłum półnagich ludzi otoczył ją. Do góry! . ktoś przewalił się ciężko przez płytę. gdzie ostatecznie kości te lądują. obijał skórę na kościach i głucho stękał po brzuchu. Trzon łopaty bębnił. przytknięte do płyt.Do góry! .Doguri! Nagle na ten krąg wyprężonych grzbietów.

na wyżerkę. jeszcze dwie godziny do obiadu. zrywają bandaże. Rozumiesz? . jeszcze żywe trupy. dzieci. masują mięśnie. Ale wszyscy Niemcy będą kaput.Gleisbauer70. Wojna fini. chodzą osowiali. Ukradkiem opatrują sobie rany. Dalej.Która godzina. kolego? . pokrwawione. keine Angst69. Ruszają się. Nie mam w kieszeni. kulejąc. . mały. wszyscy Niemcy . Grudy wilgotnej ziemi poddają się łatwo i miękko wylatują w powietrze. Kładziemy płytę. poręczna łopata „sama” chodzi w dłoniach. jak się zjadło na śniadanie ćwierć boczku z chlebem i czosnkiem i zapiło się puszką skondensowanego mleka.nie ma strachu 70 Gleisbauer (niem. Kiwa kilkakrotnie głową i odchodzi. Przekopuję wał.. wybiórki nie będzie. Greco gut. żeby być świeższymi i raźniejszymi na wieczór. Dobrze jest pracować. Ale wiem. nie podnosząc oczu od szyn. Straszliwym wysiłkiem dociąga się szyny. Słońce wychodzi wysoko na niebo i grzeje coraz dokuczliwiej. 69 Keine Angst (niem. Czy to prawda. W skąpym cieniu murowanego inkubatora kucnął kommandoführer. Lekka. co tam nowego słychać? Śmigam łopatą i przybijam ziemię na wierzchu.bije ludzi.Rozumiesz.Kolejarz. Innym jest wszystko jedno. Umie boleśnie smagać szpicrutą. aby nie czuć głodu. że dziś będzie w obozie wybiórka. nie? Jak myślisz? . gołymi palcami dokręca się śruby. . że dobrze. A bolszewicy będą za rok tutaj. podważa kilofem. . .robotnik kolejowy 3 .. . dalej z tą płytą! Do trzeciego domku! Kapo się patrzy! . spryskują się wodą.Gorąco. zgonione. Wczoraj ciął mnie dwa razy przez plecy. Wszyscy: kobiety. wysuszony esmanek w rozchełstanej koszuli. Boże. daj mi cytrynę. .krematorium. jak tak dalej pójdzie. Ale.Boże. Idzie na dwór. Zmęczył się łażeniem wśród kopiących. Walczą o byt ciężko i bohatersko.krematorium.) . Bo tam zginęło drugie tyle Niemców.My wszyscy . żeby były czyściejsze i mniejsze.. żrą trawę i lepką glinę.Dziesiąta . gorączkowe postacie łażą nieporadne. Ale to nieprawda.mówię.Pewnie. że tam mu nic nie dadzą . że pójdziemy do krematorium? Już wszyscy wiedzą o wybiórce. .) . żeby uniknąć bicia.Pod Orłem padło trzysta tysięcy bolszewików. Głodne. kapo.To dobrze.Niech kapo przyśle do mnie pipla.

Nie możesz? To nie... . Nagle urwał. fragment Międzynarodówki 72 Rotę Fahne (niem. Lubię go.Żeby to prawdziwy SS słyszał.spytał. bo to mój własny. patrząc mi prosto w oczy. . a ile zasypano 71 Eto budiet poslednij i rieszitielnyj bój (ros.Daj mi go. . potem stare tango o Rebece. . Bardzo mi się podoba.spytał kapo..Nie mogę. podniósł kij i pokiwał głową. Podniosłem głowę i zamarłem. Kupiłem go za paczkę fig. Odrzucił trzon od łopaty. już zasypaliśmy jeden staw kościami ludzkimi.To taki bardzo międzynarodowy slogan. . potem Warszawiankę i Rotę.Gorąco dzisiaj. . pół z pogardą. Właśnie gwizdałem Międzynarodówkę.Jedenasta.) .I wy to nazywacie katorgą! Trzeba było być jak ja na Kaukazie! .A to znasz? .uśmiecha się złośliwie i zadaje sakramentalne pytanie: . trochę. stary srebrny grat ze śmiesznymi rzymskimi cyframi.Tak myślisz? .. . wtórując w myśli: Eto budiet poślednij i rieszitielnyj boj71 . Rozpościerała się nade mną olbrzymia. panie kapo. Cherlak pod murem śmieje się szeroko i dobrodusznie: . z rozmaitych stron . obrzękła twarz. pieśń komunistyczna 4 .gdy nagle przesłonił mnie wysoki cień i ciężka dłoń spadła mi na kark. oczy zalśniły mu niespokojnie. Nieskazitelnie białe pasiaki odcinały się ostro od dalekiej zieleni drzew. co? Milcząc podnoszę zegarek i zaczynam gwizdać ze złości. już byś nie żył.Bój to będzie ostatni. Po czym siada znów w cieniu i podkula nogi.No. z domu.A znasz ten slogan? . a trzon od łopaty niepokojąco chwiał się w powietrzu.dodałem przezornie. czerwona. . Zamachnął się i cisnął zegarek o ścianę. a wreszcie repertuar z lewej strony...Kommandoführer. Najpierw foks o wesołej Joannie.Czerwony sztandar. Ale ten.Co gwiżdżesz? .. ..Daleko do obiadu? Wyciągam zegarek. I ochrypłym głosem zaczął śpiewać Rotę Fahne72.) . Mały czerwony trójkąt z cyferką „3277” przyszyty do piersi chwiał się dziwnie i rozrastał w oczach.. bo jest podobny do zegarka ojca.. a pół z politowaniem: . Cherlak wstał spod muru i spokojnie wyjął mi go z ręki.

które w środku mają niezgrabnie wycięte serduszka. Ma pan rację.Tak. Pies jest rasy doberman. panie kommandoführerze. Dziewczynka jest w białej sukieneczce. a w skrzyneczkach rosną jakieś dziwne fioletowe kwiateczki. tylko przekręca łbem. Wysokie kasztany szumią. nikt nam jeszcze nie ukradł. . To żeby nie przywlec żadnej zarazy na Harmenze. zabierać. . Na schodach z ganeczkiem oplecionym ciemnozielonym bluszczem bawi się mała dziewczynka z wielkim mrukliwym psem. o brązowym podgardlu. ma opalone. widocznie znudzony.Pięć naszych. Z daleka słyszę jeszcze głos kapy. III Wychodzimy drogą prowadzącą przez Harmenze. którzy też 73 Unterscharführe (niem. Rzuciłem na nich nienawistne spojrzenie. wpółzesuniętych firaneczkach. gospodarza w Harmenze.monologuję głośno i ciągnę kocioł sąsiedniego komanda. którzy gapią się na proceder pełni zrozumienia. z drugiego komanda. daje się ciągnąć za uszy. sięgając po upuszczoną szpicrutę. Jest to cień południa. Rzucam łopatę i znikam za węgłem inkubatora. lepkiego błota. Zanim się wyjdzie na drogę. ochrypły i dychawiczy: . coś kotły zamienił! Czekaj.i wstał spod muru.Zabierać! .Te. . a na jego miejsce podstawiam nasz. to są świńskie psy. jest . stój! . matowym kolorze. ziemi zmieszanej z trocinami i polewanej odkażającą substancją. a ta dziewczynka to córka unterscharführera73.Trzymaj pysk. Trzeba samemu spróbować. brązowe ramiona. Pies. gdzie rzędem poustawiane stoją kotły z zupą. Obchodzę ostrożnie z boku to świństwo i wyłazimy społem na drogę. Pod oknami pną się delikatne róże o bladym. tego ani pan. Przywiózł je samochód z obozu.wołają tamci. dobrze. . Jak wyschłe liście. oganiając się od much. tak.Bierz ludzi i idź po obiad. Każde komando ma swoje kotły poznaczone kredą. Aha.przedtem. nie wolno grandy robić.) . trzeba przebyć parę metrów grząskiego. A ten dworek z różyczkami i firaneczkami to jego dom. i kreślę nowe znaki kredą. te dwa rzędy należą do kobiet. ani ja nie wiemy. ale jakby suchszy.gromko wołam na Greków. cień jest jeszcze zieleńszy. . świński psie . i o białych. Trzeba ich wszystkich wybić do nogi.stopień w SS odpowiadający plutonowemu w wojsku 5 . Po wyjściu na drogę trzeba koniecznie przejść obok malutkiego domku o oknach z zielonymi okiennicami. o połowę mniejszy. Zdążyliśmy na czas. Obchodzę je dookoła. a ile poszło do Wisły.

Długi rząd ludzi w pasiakach stoi nieruchomo przy czarnym wale ziemi. w nie dokończonym geście. dziwnie wygiętą na grzbiet. wyprostuje się z wolna. Na powierzchni pływają żółte oka margaryny. gorącą maź. Zupa bulgocze w kotłach. Gdy pojawi się na horyzoncie esman lub kapo albo spod wnęki..podnoszę. lecz oczami. ktoś przegnie się. Obok klęczał stary. włókniste łodygi pokrzyw. woda. woda. Nie pracują rękoma. latają puste. Siedzi w swej wnęce i kozikiem wyrzyna na korze grubego drąga ozdoby: kwadraty. Za chwilę poruszy się ktoś inny. ten lepszy. machnie łopatą i zapadnie tak samo w bezwładne otępienie. Włażę wprost na Iwana. zaufany Grek i pakował coś do jego torby. wężyki. Kilkanaście par oczu gaśnie w zniechęceniu: pokrzywa. gdy Iwan zobaczywszy mnie rzucił na worek marynarkę. biała ciecz chlupie w kotle. Zdążyłem jeszcze dostrzec białe. Wielkim łukiem obchodzę teraz pole ku grupie Iwana. kanciasto. słyszę. Podchodzę uroczyście do środkowego kotła. brudem i potem rąk. Kładę pokrywę na kocioł. Od czasu do czasu ruszy się łopata. przez nieskończenie długie pół sekundy trzymam dłoń na pokrywie i . o zgniłym kolorze i ohydnym zapachu. Na moment świat ciemnieje w oczach dźwigających ludzi. jak tamci są już przy kotłach i klną mnie w żywy kamień. Znam jej smak. członki poruszają się jak w kinie: śmiesznie. Rzadka. ale Grecy. serduszka. Przełażę za nimi ostatni. wolno odkręcam śruby. ciężko wygramoli się dozorca. zamrze na chwilę w tym ruchu. Ale wszystko jest w porządku: dziś ja. Oddychają ciężko jak ryby wyrzucone na brzeg i ukradkiem zlizują palcami cieknącą wąziutkimi strugami spod nie dokręconych pokryw lepką. 6 . że zupa do samego dna jest taka sama: woda.. tylko się spóźnili. a moją familię rozstawiają z uporem po kątach. który zdziera nawierzchnię łąki przy kartoflach. kto pierwszy.Kto ci zamienił? Trzymaj pysk. dźwignie łopatę i zastygnie na długo w półobrocie. zmieszany z kurzem. pierzaste skrzydło i czerwoną głowę gęsi. . ukraińskie napisy. znikają za żerdzią oddzielającą świat od Harmenze. że pod spodem leżą całe. człowieku! Tamci biegną. Nasz patriotyzm komandowy nie wychodzi nigdy poza ramy sportu. W milczeniu znosimy kotły na dół. klnąc po swojemu „putare” i „porka”. jutro oni. nie posiekane. ciągnąc kotły po ziemi.już idą po obiad. Stawiają kotły i wyczekująco patrzą mi w twarz. choć póki się da. bo sam te kotły nie tak dawno nosiłem. Słonina przemiękła mi w kieszeni i mam brzydką plamę na spodniach. Ale wszyscy poznają po kolorze. stękając. jak zwierzę zwane leniwcem. gdzie panuje wilgotny cień świeżej ziemi. Grecy co parę kroków stawiają kotły na ziemi. popychając i poganiając się wzajemnie. łopaty szczękają żywiej.

. Więcej ci się należy. przygląda się w milczeniu.Nie mówiła nic? Miała przynieść jajka? .A nie sprzedałbyś mi tych swoich butów? 74 Horoszo (roś.. za którą dałem chyba z kilo pomidorów.Od pani Haneczki . oślizłe dziwotwory. .Co to będzie tu robione? . Dnem rowu biegnie mętna woda. . Jest wymiętoszona.Iwan poruszył się niespokojnie we wnęce. gdzie stoi głupi. Na nosie prawego łata.Takie buty dają u was? Patrz.rzekłem krótko. półbuty bardzo wymyślnie na modę węgierską dziurkowane. Widziałem to mydło.) . Chwilę patrzymy sobie twardo w oczy.Trzeba iść. a po drugiej stronie. . rzeczywiście dała ci za mało. . że zbyt wiele boczku zjadłem z rana i jeszcze mi się odbija. . .) .Skąd masz takie ładne buty? Buty mam istotnie ładne: na podwójnej podeszwie.Widziałem. w jakich ja chodzę.odrzekłem wskazując mu na jedwabną koszulę. Grecy zjadają go na surowo. Dałem trzy jajka. a potem oczyścimy rów.O. panoszą się w niej jakieś zielone.Widziałeś je? . wąsaty post z paru trójkątami wysłużonych lat na ramieniu. czasem ze szlamem wygarnie się czarnego. . wijącego się węgorza. Rozkraczam się nad rowem i łopatą powoli przesuwam po dnie. Bardzo się jej podobało. rosną maliny o bladych. Iwan rozwija słoninę.dobrze 75 Blad' (ros. Postaram ci się oddać. ręcznie szytej. może dlatego. Przynieśli mi je przyjaciele z rampy. blad’75! Za takie dwa kawałki tylko tyle dała? Ciasta ci nie dała? . panie post. Ja je wczoraj kupił od Żyda z Kanady. I za mało ci dała. jakby zakurzonych liściach.Grobla. Mdło mi się robi na jej widok. Post podchodzi bliżej. ludzi pognać do roboty. . Stoję ostrożnie. IV Nad samym rowem wyrósł tatarak.To horoszo74. by nie zamoczyć butów.przekleństwo 7 . .A wiesz.Kazała ci podziękować za mydło. .Dostałem w obozie razem z tą koszulą . Kiwam w zrozumieniu głową.Iwan patrzy na mnie podejrzliwie. Zwłaszcza ode mnie. rozparzona i żółta. Pokazuje mi buty zmarszczone i popękane. Iwan. .

Post syknął coś i odszedł w stronę ławki. falsch gesungen.Ty. była łapanka.) . czasem jakiś list. Zresztą te buty nie są dobre: zelówka się odrywa. Chleba dostałem w tym tygodniu szesnaście bochenków z Warszawy. jak nikt nie widzi. dam ci chleb. co nosi darń . to proszę rzucić chleb. Raz w Warszawie. ale nic z tego. .Jakżeż ja mogę sprzedać panu własność obozu? Jakżeż ja mogę? Post opiera karabin o ławkę i podchodzi bliżej do mnie.Dziękuję. oddasz go Żydom . jakby coś sobie przypominając. Ale jeśli pan post ma chleba za dużo. Raz nawet pomylił marsz niemiecki z marszem Chopina. że nie jestem głodny. . Klnę brzydko pod nosem. aż się nauczy nut. Usiadł.rzekł sięgając po torbę.W zelówce istotnie jest szpara: chowa się tam czasem parę dolarów. . rozumie pan post. . Dostaniesz chleba. Po tamtej stronie rowu ciągnie się linia wart i postom wolno strzelać do ludzi. chodź.rzekłem wskazując na małego chudego Żydka o kaprawych. która odbija jego postać. załzawionych oczach .Wy wszyscy tak mówicie! . dostajemy w obozie takie porcje. przy wale. Poza tym za takie buty pół litra wódki murowane.Podniosłem na niego wzrok pełen bezgranicznego zdziwienia. Uśmiecham się najprzyjemniej. I powiedzieli. . bo jest zupełnie niemuzykalny.Szedłem ulicą. mam w chlebaku. a post ogłupiały patrzy na mnie. Łopata. A że śpiewał bardzo fałszywie. nie wolno nam tam chodzić. . to niech da tym Żydom. mój przyjaciel zaczął śpiewać hymn narodowy.Was falsch gesungen?76 .co fałszywie śpiewał 8 .to bardzo porządny chłopak.Wszystko wolno. Bili go nawet. Chleba i słoniny mam dosyć. warszawiak. . którą bez przerwy poruszam po dnie mulistego rowu. Zupełnie niewinnie. Szarpię: drut. O. Mego przyjaciela aresztowali za to. . gdy podczas nabożeństwa śpiewano pieśni kościelne. czasem parę marek.O. którzy pracują tam. że fałszywie śpiewał. nie wszyscy.Za co ciebie zamknęli? . jak tylko umiem. 76 Was falsch gesungen (niem. Sięgnąłem łopatą i zmąciłem obraz. Złapali. .O nieprawda. Post zagryza wargi i patrzy na mnie ze ściągniętymi brwiami. zaczepiła się o coś twardego. że dotąd nie wypuszczą. Podniósł głowę. Uśmiecham się więc wyrozumiale. podniósł w zadumie karabin i bawiąc się zamkiem zarepetował. będzie pewnie siedział aż do końca wojny. więc go zamknęli.Niestety. przechylając się nad wodą. Ale jeśli pan post chce. zamknęli i przywieźli. ten. Za łebek dostają trzy dni urlopu i pięć marek. to cała historia.

odrzekłem . słoninę i cebulę.Rów oczyszczamy. układając go równo i starannie po drugiej stronie.G. . zrywa się i melduje przechodzącemu dowódcy warty. Zabulgotała woda. albo na pasące się bydło. . wygarnia pracowicie szlam. ja nie jestem głodny.Chodź no tu . chodź tu. Pomogłem Jankowi wyleźć z błota. które ciągną wóz. które nic z obozu nie rozumie i chyba do końca nie zrozumie. Nie umiesz organizować. ja zakrztusiłem się śmiechem.Rottenführer odszedł. choć ma dopiero szesnaście lat. nie masz co do jedzenia? Ale wiesz. ale post odkłada nagle torbę na ziemię.rzekł do niego.Pipel. Tadek. albo na pasącą się krowę. za co? . Szmuglował. Nie. a twój kapo zupę je. gdy nadszedł pipel od kapa. jak patrzy się na pociągowego konia. Wtedy rottenführer podniósł rękę i trzasnął go z całej siły w twarz. . . był w wojsku. Dowódca warty podszedł bliżej i popatrzył na nas tak. jak się patrzy na parę koni. to masz czapkę zdjąć ze łba i opuścić ręce.Powiedz mu to. Albo jajek.ja naprawdę złapię. Janek potoczył się. który nagle przemówi. prawie wprost pod nogi posta. Smakowały mu wczorajsze pokrzywy? Pipel patrzy na mnie badawczo. który pracuje obok mnie. .wszystko bez szczególnych wydarzeń”. Wiesz dla kogo. nie. to mu nic nie dają. takie miłe dziecko Warszawy. . . mnie obchodzi. Kończymy właśnie szlamowanie rowu. Jest to młody.Dobra. Morowa kobieta! Tylko chciałaby wszystko wiedzieć o Iwanie.a teraz się oczyść.. Janek uśmiecha się szeroko w jego stronę i kiwa porozumiewawczo głową. to mu dadzą. Mam.Niech nie bije ludzi. bardzo dużo błota. Ale jak mówisz do SS-mana.. Janek.spytał zdumiony.. Post z drugiej strony przygląda się milcząco. Niemiec. jak tu niektórzy gęsi łapią i wieczorem smażą w bloku. Przypatrz się.stopień w SS odpowiadający kapralowi w wojsku 9 . co ty tu robisz nad rowem! Możesz nic nie robić. Staję w wyczekującej pozycji. panie rottenführer1. ale bardzo sprytny chłopak. że . Wyciągam cytrynę.Od czego jesteś pipel. nic nie rozumiejący. która zacznie śpiewać modne tango. chwycił się krzaków malin i wjechał do szlamu. .Ale za co ja dostałem. coś słodkiego. . 77 Rottenführer (niem. Dostałem od pani Haneczki trochę jajecznicy. Sięgam po chlebak. za co. Rottenführer77 ocknął się i spojrzał na mówiącego więźnia ze zdziwieniem takim.) . Słuchaj. jadłem na dworze. przeskoczył rów i podszedł. Rottenführer zaś rzekł: . . Ale wiesz. Janek odłożył łopatę.Nie pchaj się na ochotnika . jak kapo pójdzie na dwór. przekładam bochenek chleba.

- Tadek, mów od razu, przecie się rozumiemy. Na kogo chcesz mnie napuścić? Wzruszam ramionami. - Na nikogo. Ale przypatrz się dobrze gęsiom. - A wiesz, że wczoraj znowu zginęła jedna gęś, a unterscharführer zbił kapę po pysku i zabrał mu ze złości zegarek? No, idę i popatrzę. Idziemy razem, bo jest już przerwa na obiad. Gwiżdżą przeraźliwie od strony kotłów i machają rękoma. Jak kto stoi, rzuca narzędzia. Łopaty sterczą na wałach. Z całego pola idą powoli ku kotłom zmęczeni ludzie, chcąc przeciągnąć błogą chwilę przedobiednią, głód, który zaraz będą nasycać. Spóźniona ciągnie za wszystkimi grupa Iwana. Iwan zatrzymał się nad rowem przy „moim” poście i rozmawia z nim długo. Post pokazuje ramieniem. Iwan kiwa głową. Wrzaski i nawoływania przynagliły go do pośpiechu. Przechodząc koło mnie, rzuca: - Zdaje się, że dziś nic nie upolujesz. - Dzień się jeszcze nie skończył - odparłem. Rzuca mi z ukosa złośliwe i wyzywające spojrzenie. V W pustym inkubatorze pipel rozstawia naczynia, wyciera stołki i nakrywa stół do obiadu. Pisarz komanda, grecki lingwista, kurczy się w kącie, żeby wydać się jak najmniejszym i najbardziej niepozornym. Przez wywalone drzwi widać jego twarz koloru gotowanego raka, o oczach wodnistych jak żabi skrzek. Na dworze, na placyku otoczonym naokoło wysokim wałem ziemi, posadzono więźniów. Siedli, tak jak stali, po pięciu, szeregami i w grupach. Siedzą ze skrzyżowanymi nogami, wyprostowani, ręce opuszczone są do bioder. Podczas wydawania obiadu nie wolno im się ruszyć. Później będą mogli przegiąć się w tył i położyć się na kolanach towarzysza, ale biada, jeśli złamią szyk szeregów. Z boku, w cieniu nasypu, niedbale siedzą esmani, maszynowe pistolety położywszy nonszalancko na kolanach, wyciągają z toreb i chlebaków chleb, smarują uważnie margaryną, jedzą powoli i odświętnie. Do jednego przysiadł się Rubin, Żyd z Kanady, i cicho z nim rozmawia. Załatwia interes - dla siebie i dla kapy. Sam kapo, olbrzymi i czerwony, stoi przy kotle. Biegamy z miskami w ręku niczym najwytrawniejsi kelnerzy. W całkowitym milczeniu podajemy zupę, w całkowitym milczeniu wyrywamy przemocą menażki z rąk, które chcą coś z pustego dna jeszcze wygrzebać, jeszcze przedłużyć chwilę jedzenia, jeszcze raz oblizać miskę, ukradkiem przeciągnąć palcem po dnie. Kapo odskoczył od kotła, wpadł w szeregi: dojrzał. Kopniakiem w twarz obala liżącego miskę, kopie raz i drugi w podbrzusze i

00

odchodzi, depcząc po kolanach i rękach, ale ostrożnie omijając jedzących. Wszystkie oczy patrzą z wysiłkiem w twarz kapy. Jeszcze dwa kotły: dolewka. Co dzień kapo rozkoszuje się tą chwilą. Za dziesięć lat obozu należy mu się ta pełnia władzy nad ludźmi. Końcem chochli wskazuje, kto zasłużył na dolewkę: nie pomyli się nigdy. Dolewkę dostaje lepiej pracujący, silniejszy, zdrowszy. Chory, osłabiony, wyschły człowiek nie ma prawa do drugiej miski wody z pokrzywą. Nie wolno marnować pokarmu dla ludzi, którzy niedługo pójdą do komina. Vorarbeiterom należą się z urzędu dwie pełne miski zupy z kartoflami i mięsem, wygrzebanej z dna kotła. Z miską w ręku oglądam się niezdecydowany, czuję na sobie czyjś uporczywy wzrok. W pierwszym rzędzie siedzi Beker, wyłupiaste oczy utkwił pożądliwie w zupie. - Masz, zjedz, może to ci nareszcie zaszkodzi. W milczeniu chwyta miskę z rąk i zaczyna łapczywie jeść. - A miskę postaw koło siebie, żeby pipel pozbierał, bo dostaniesz od kapy w mordę. Drugą miskę oddaję Andrzejowi. Przyniesie mi za to jabłek. Pracuje w sadzie. - Rubin, co post mówił? - pytam półgłosem, mijając go, aby pójść do cienia. - Post mówi, że Kijów zajęli - odpowiada cicho. Zatrzymuję się zdziwiony. Kiwa mi niecierpliwie ręką. Odchodzę w cień, podkładam pod siebie marynarkę, aby nie pobrudzić jedwabnej koszulki, układam się wygodnie do snu. Odpoczywamy, jak kogo na to stać. Kapo poszedł do inkubatora i po zjedzeniu dwóch misek zupy zasnął. Wtedy pipel wyciągnął z kieszeni kawał gotowanego mięsa, pokroił go na chlebie i począł jeść ostentacyjnie na oczach głodnego tłumu, zagryzając mięso cebulą jak jabłkiem. Ludzie porozkładali się w ciasnych szeregach jeden za drugim i zakrywszy głowy marynarkami, zapadli w ciężki, niespokojny sen. My leżymy w cieniu. Naprzeciw rozłożyło się komando dziewcząt w białych chusteczkach. Z daleka pokrzykują coś do nas i na migi układają całe historie. Ten i ów kiwa porozumiewawczo. Jedna z dziewcząt klęczy całkiem z boku, a w wyprostowanych nad głową rękach trzyma belkę, wielką i ciężką. Co chwila esman, pilnujący komanda, popuszcza smyczę psa. Pies rwie się jej do twarzy, ujadając wściekle. - Złodziejka? - domyślam się leniwie. - Nie. Złapali jaw kukurydzy z Petrem. Petro uciekł - odrzekł Andrzej. - Wytrzyma pięć minut? - Wytrzyma. To twarda dziewka. Nie wytrzymała. Ugięła ręce, rzuciła belkę i upadła na ziemię, głośno zanosząc się płaczem. Andrzej odwrócił się i spojrzał na mnie.

01

- Nie masz, Tadzik, papierosa? Szkoda, ot życie! Po czym owinął głowę w marynarkę, wyciągnął się wygodnie i zasnął. Układałem się i ja do snu, gdy szarpnął mnie pipel: - Kapo cię woła. Uważaj, bo zły. Kapo obudził się, ma czerwone oczy. Przeciera je i patrzy nieruchomo w przestrzeń. - Ty - dotknął mi grożące palcem piersi - dlaczego oddałeś zupę? - Mam co innego jeść. - Co on ci dał za to? - Nic. Kiwa głową niedowierzająco. Porusza ogromnymi żuchwami jak krowa żująca pokarm. - Jutro w ogóle zupy nie dostaniesz. Dostaną ci, co nic innego nie mają do jedzenia. Rozumiesz? - Dobrze, kapo. - Dlaczego nie zrobiłeś czterech trag, jak ci kazałem? Zapomniałeś? - Nie miałem czasu. Kapo widział, co robiłem przed południem. - Zrobisz je po południu. I uważaj, żebyś sam na nich nie leżał. Ja ci to mogę zrobić. - Czy mogę już odejść? Dopiero teraz spojrzał na mnie. Utkwił we mnie martwy, pusty wzrok człowieka wyrwanego z głębokiego zamyślenia. - Czego ty tu chcesz? - zapytał. VI Spod kasztanów doszedł mnie zdławiony krzyk człowieka. Zbieram klucze i zakrętki, układam tragi jedną na drugiej, rzucam Jankowi: - Janek, weź skrzynkę, bo się mamusia będzie gniewała - i podchodzę w stronę drogi. Na ziemi leżał Beker, charczał i pluł krwią, a Iwan kopał go, gdzie popadło: w mordę, w brzuch, w podbrzusze... - Patrz, co ten hadiuka zrobił! Cały obiad ci wyżarł! Złodziej przeklęty! Na ziemi leży menażka pani Haneczki z resztą kaszy. Beker jest cały umazany w kaszy. - Wsadziłem mu ryło do menażki - rzekł, ciężko dysząc. Iwan. - Dokończ go, muszę iść. - Umyj menażkę - rzekłem do Bekera - i postaw pod drzewem. Uważaj, żeby cię kapo nie złapał. Właśnie zrobiłem czworo noszy. Wiesz, co to znaczy?

02

Przepraszam. . links”78. „planują” ziemię. Kijów zajęli. tak. jakby chciał mnie sięgnąć kolbą przez rów. Koło rowu. . .A nic.potwierdza zgodny chór. długo szuka ołówka.Ty jesteś ale zwariowany! Ja jeszcze dzisiaj zamelduję na polityczny! Numer.Śmieszne pytanie! Tak drąc się na cały głos. links (ukr. halt. jakby była ciastem. ce lewa.A czy to prawda? . .) .Coś ty teraz mówił? O Kijowie? Wy tu plotki polityczne rozpuszczacie! Wy tu tajną organizację macie! Numer. ze strachu szurając nogami po ziemi. halt.. Andrzej przywiązał im po kiju do nogi i tłumaczy.. jak może: .Tadek. właśnie to on mówił .. Uczułem. Ogromny tuman kurzu wzbija się wysoko w górę. że to lewa.wy diablęta. lewa 79 Halt.) . zostawiając głębokie ślady. Nie umieli maszerować. . . gdzie stoi post. Pan post słabo po polsku rozumie.Halt. Warszawiaku 03 .Stój. 78 Czortowe wy dieti. . . a to prawa.stój. ce lewa. co słychać? . delikatnie ubijając ją i głaszcząc łopatami. że się muszą nauczyć. pan post nie zrozumiał.Pokaż na ręce. stój! Po drugiej stronie rowu dobiega do mnie pędem „mój post”. jak ze mnie coś odpływa.Na drodze Andrzej ćwiczy dwóch Żydów. ten od butów. Grecy otwierają szeroko oczy i maszerują w koło.Patrz. Post zamierzył się karabinem. karabin pochylił jak do szturmu. stój! Stoję. które Andrzej przywiązał Żydom na drodze. taj dywyś. lewa. podaj swój numer! Dygocąc ze złości i wzburzenia. du. taj dywyś. stój. links. widzicie. .Chodź bliżej. .Sto dziewiętnaście. Warschauer (niem. wyciąga świstek papieru. kapo połamał im na łbach dwa kije i zapowiedział. niem. numer! . gdy idę na przełaj. Nagle słyszę za sobą wołanie: . ale trochę ochłonąłem. że z daleka nie widzi. Jest bardzo podniecony. links.Stój. Wyciągam ramię z wytatuowanym numerem i jestem pewien. Warschauer!79 .czortowe wy dieti. panie post. a ce prawa. repetuje karabin. pracują nasi chłopcy. a ce prawa.Tak. Ja mówiłem o kijach. ty. du. Wrzeszczą. numer. omijam ich z boku i idę wzdłuż rowu. sto dzie. Post przedziera się przez krzaki jeżyn..i za chwilę niespodziewanie po polsku: . I że to jest bardzo śmieszne.

Coś handlował z Rubinem? . ale sicher ist sicher. . On się na pewno zgodzi? Nu.Czego ty się boisz? U nas nie sypią. Może post robić meldunek.Kolejarz! Biegnę na przełaj przez pole. powie się i o tym... . Zresztą. Odchodzę zły.przemknęło mi w myśli). któremu jest zbyt gorąco. ale od czego ty jesteś. . Ty. To morowy chłop. bo post chce mi robić meldung na polityczny za to. słyszę z daleka: .Coo? . Ręce.Oj. Butów nie dam. Oczy kapy nabrały złowieszczego wyrazu. Tadek. coś ty najlepszego zrobił. ja spróbuję z nim pogadać.A to świetnie. ale ja nie jestem „biały Wańka”.Dałem zegarek. . Post złożył się i strzelił. Ty daj buty. Szczęka zwisła lekko jak u psa.. nie spuszczając z niego oczu. wypaliłem jednym tchem: . Ja z nim handlowałem.Przecież ty wszystko powiesz. Tadek.Ręce powoli poczęły się podnosić ku mojemu gardłu. ale tuż za węgłem dogania mnie Rubin.Nie wolno mi. Nie chodzi i ma pęknięte szkło. ja czarno widzę przed nami. cóżeś ty zrobił? I co to będzie? . . . Niech mnie to kosztuje. olbrzymie goryle ręce kołyszą się miarowo. . nic cię nie kosztował. Skamieniałem ze strachu. żeby naciąć gałęzi na miotłę.A co ma być? . a ja z nim obgadam. że prowadzę tajną robotę. Pewne jest pewne. a może dasz te buty dla posta. Dałem mu zegarek. a palce nerwowo się kurczą: . Jak można tak głośno krzyczeć? Ty mnie zniszczyć chcesz. Słuchając opowiadania. Kapo wszystko widzi. daj swój. „Biały Wańka” parę dni temu wlazł na brzozę rosnącą na linii postów. Za miotły można dostać w obozie chleb lub zupę. a w kącikach ust pojawiła się piana. Ale mam zegarek.. kula przeszła na ukos przez pierś i wyszła tyłem przez kark. Oj. . Rubin chowa zegarek. Bez najmniejszego ruchu („To dzikie zwierzę” . Ręce kapo rozprężyły się z wolna i opadły wzdłuż boków..Tadek.Tadek. niezdecydowanie macha trzonkiem od łopaty.Tylko za długo żyje. bo mi szkoda. Przynieśliśmy chłopca do obozu. że to ja.Kapo przecież widział.Ja wiem i ty wiesz. 04 .

Grek zasłonił się ręką. Odszedłem prędko w swoją stronę.Andrej.To dziś już naprawdę będzie wybiórka? I w dziwnej egzaltacji siwy. ten od Iwana. Rozkołysali. Z daleka widzę. wysuszony Grek. O Boże. Zdaje się.Albo co? .Jak nie umieją. jak kapo z esmanem idą do mego posta i długo z nim gadają. kupiec z Salonik.Andrej ma zrobić z nimi porządek. Rubin nie ma zegarka na ręku. podszedł do posta Rubin. Kapo gestykuluje gwałtownie trzonkiem łopaty.Camerade.. zeskakuje z roweru czerwony ze zdenerwowania: . wstawili na szyny. podrywa się na baczność i ściąga czapkę z głowy. camerade. ten esman to z obozu.wykończ ich 81 Nous sommes les hommes miserables. Czapkę ma nasadzoną na łbie. . zbliżył się nad rów. prawda? .wrzasnął kapo na mnie. zaskowyczał i upadł. podnieśli przednią parę kół.Nous sommes les hommes miserables. Andrzej położył mu kij na gardło.Idź do roboty. Naładowany do pełna piaskiem. to ich zabić! A wie pan. Unterscharführer. Stary Grek. Boże 05 . O Dieu. że znowu zginęła gęś? .Jesteśmy nieszczęśliwymi ludźmi. uderzony z tyłu rowerem. . .) . . Odskakuje. W tej chwili czyni błyskawiczny ruch. Dziękuję i odchodzę w stronę warsztatu. odrzuca łopatę i podnosi do góry ręce: . już włazi na 80 Konczaj ich (ros. że ciebie dziś poniosą do obozu. stanął na kiju i zakołysał się. Cztery pary wychudłych ramion pchają wóz raz do przodu.) . Los! Poleciałem ścieżką. że ci nie zrobi meldunku. lora już. VII Podnosimy wagonik. wykoleił się na samej scheibie. konczaj ich!80 Kapo kazał! Andrzej chwycił kij i uderzył na odlew. które jest tak samo niebieskie i blade. Dieu!81 Blade niebieskie oczy patrzą w niebo. Dieu (franc.Czego stoisz jak głupi pies? . Podkładamy kołek. wreszcie wszedł na groblę. O Dieu. raz do tyłu. Po chwili Rubin kiwa na mnie. zatrzymuje mnie po drodze. Zrywam czapkę. gospodarz z Harmenze. huśtają.Podziękuj panu postowi. Post wstał z ławki.Oni nie umieją chodzić! .Co się tu dzieje na tym zwariowanym komandzie? Dlaczego ci ludzie chodzą tam z poprzywiązywanymi kijami? To jest czas pracy! . Gdy odeszli.

sięga do torby.drę się i gwiżdżę z daleka. . że przecież za wcześnie. Unterscharführer zajrzał do środka i zawołał kapa. panie post.Rozstąpić się i podnieść ręce do góry . Parę razy mignęła jasna chusteczka pani Haneczki.Te same jabłka jadłem dzisiaj po obiedzie.Otwórz . Najwyżej trzecia. nagle puszczamy ją i wyprostowujemy się.Zbiórka! . Kobieta zwraca ku nam pytające oczy. Twarze ludzkie są niespokojne i pytające. . ziele.szyny.rzekł krótko. patrzy. Patrzy niespokojnie na Iwana. jest jeszcze kawał drogi.Skąd to masz? Podnoszę głowę: „mój” post. kapo. Ktoś odrzuca niepotrzebny drąg. raz po raz podrywa się krótki ludzki wrzask: biją. Dopiero po chwili orientujemy się. o które opiera się nosem w porze zbiórki. Idziemy na antreten. Do czuba drzewa. Na końcu komanda nosze z dwoma trupami. 06 . Stajemy w piątkach. . . Od strony dworu idą esmani i te nasze posty. zaniepokojeni naszym wczesnym odejściem. Pisarz liczy nas nieustannie. Ludzie z Harmenz chodzą tu i tam.Z paczki. Esman jest wprawny i szybki. Na drodze uczynił się większy ruch niż zwykle. I tak się jutro sprzątnie. Wtedy wszyscy zrozumieli: rewizja. wysypujemy piasek z lory wprost na scheibę. niewątpliwie z sadu. Wypaproszają z kieszeni kawały słoneczników.rzekł kapo. Ale dla starych lagrowców rzecz jest jasna: w lagrze będzie naprawdę wybiórka. Stawia koszyk na ziemi i opiera się o stodołę. szczaw. . Stoimy. Lora bezwładnie opada i kołami zarywa się w ziemię. wypchaną torbą. Przejeżdża rękoma po ciele. Zaraz za esmanami nadszedł kapo i cherlak kommandoführer. Idę za jej wzrokiem. jabłka. Rozpinamy kurtki. Trzęsącymi się rękoma Grek otworzył torbę. dociągamy torby i pasy. kaczany kukurydzy. nasza gęś. Słońce stoi jeszcze wysoko. Obstawiają nas wokoło. . paru cebul i jakiejś zestarzałej słoniny jabłka.Patrz. Przez chwilę patrzy mi ironicznie w oczy. . Obok reszty chleba. Nagle unterscharführer wszedł w sam środek szeregu i wyciągnął na bok starego Greka z dużą. równamy. otwieramy torby.

Czuję się. . zdjął czapkę i rzekł: . rozłożystych skrzydłach.odrzekł Kazik . W tym przeklętym Oświęcimiu nawet złe słowo ma moc stawania się. Unterscharführer wolno podniósł pejcz i ciął go po twarzy raz. . Pipel. Był zupełnie blady. Kazik zabiera się do odejścia. chwiał się tylko całym ciałem. Wyciągnął z pochwy rewolwer i zwrócił się wprost do Greka. Odsunąłem przygotowane kanapki.Nie bij . ale Iwan nie padał. że jej duże czarne oczy pełne były łez. nie podtrzymywany przez nikogo. zwróciłem głowę w jej stronę. Ale wiesz. Komando . Wszystkie spojrzenia zawisły na Iwanie. jest. wyglądamy przez szpary i czekamy na koniec wybiórki. jakbym zawinił w tej całej wybierce. Wtedy zobaczyłem.Zapisać numer i złożyć meldunek. kępy ziela. który też podbiegł do worka.Nie co dzień świętego Jana. a za tym wszystkim leży wielka gęś o czerwonym łbie i rozłożystych białych skrzydłach. zabrawszy liczbę i numery zapisanych.Nie przejmuj się . wymownie gestykulując bronią: . trzeci. Zostaje za nami kupa słoneczników. Unterscharführer opuścił rękę. Leżymy na pryczy. tobym go zbił na marmoladę. a nie mówiłem! Kapo zamachnął się kijem.Grek milczał. pogniecione jabłka.odmarsz! Odchodzimy równym. Tadek. Spojrzałem na Iwana. krzyknął triumfująco do kapy: .Skąd to masz? Jak nie odpowiesz. Zacisnął usta i wystąpił z szeregu. jesteś frajer. Potem zaczął bić po głowie. Na dworze kończą wybiórkę. Lekarz-esman. Na końcu komanda idzie Iwan.Pomidorów nie masz? . .Jest. to cię zastrzelę. Pejcz świszczał. Stał z czapką w ręce.rzekł. Stała blada i wyprostowana. z rękoma przyciśniętymi do piersi. z rękoma wzdłuż bioder.Nie mogę jeść. wyprostowany.I wyciągnął z torby gęś o olbrzymich. Wargi jej drżały nerwowo. Po apelu wpędzili nas na blok. . Gdy przechodziliśmy koło pani Haneczki. Podszedł do esmana. Nie uchylał głowy. esman. odchodzi do następnego bloku. Podniosła wzrok i spojrzała na mnie. Spojrzenia nasze spotkały się. . Za nim na noszach niosą dwa trupy przykryte gałęziami. Ten dziwny fatalizm słów. 07 . szmaty i torby.daj lepiej coś do tego pasztetu. bo jakby mi kto kaszę wyjadł. . wstrzymując mu rękę. . Esman podniósł pistolet. wojskowym krokiem.To ja mu dałem. drugi.Idę kupić papierosów. . twarz więźnia pokryła się krwawymi pręgami.

Daj mi co zjeść.Tadek . 08 . Miał przymknięte powieki i jak ślepiec próżno szukał dłonią deski.Te.Gadaj . Właź na buksę. ja mam do ciebie prośbę. aleja byłem tyle czasu taki głodny. zmięta i jeszcze bardziej postarzała.rzekłem. ogromna czaszka i spojrzały na nas zażenowane. . Kazik uderzył mnie dłonią po kolanie. . . właź tu na buksę i zażeraj. Mam na bloku świetną szarlotkę. Żyd.Tadek. . to możesz mieć wszy.Tadek.Patrz . .odrzekłem cicho. . Złażąc z buksy trącił mnie ramieniem. przechylając się ku niemu. Ja tu nie śpię.rzekł szeptem.W tej chwili na krawędzi buksy wylazła z dołu jakaś siwa.Znasz tego Żyda? . mrugające oczy. . wprost od mamy. Pochyliłem się jeszcze niżej i zajrzałem mu z bliska w oczy: były spokojne i puste.chodź.To Beker . żeby wleźć na górę. . Jak się nażresz. Potem ukazała się twarz Bekera.chwycił mnie za ramię .Tadek. Spojrzałem na Bekera. Na ten ostatni wieczór. to resztę zabierz ze sobą do komina. idę do komina.

Od paru dni nie ma już transportów. Cały dzień tysiące nagich ludzi przewalało się po drogach i placach apelowych. Wyciągamy boczek. kruchy. odgrodzone od nas hiszpańskimi kozłami. wielki i ociekający potem. Jeszcze tydzień temu miała go w rękach moja matka. takie dziurkowane z podwójną podeszwą. leżakowało pod ścianami i na dachach. beztrosko machając nogami. Spano na deskach. Jak pójdziemy znów na rampę.łąki 83 Mon ami (franc.właśnie kotłują się na „wizach”82 drogach i placach. Właśnie siedzimy w kilku na buksie. marzy głośno o francuskim winie przywożonym przez transporty ze Strasburga. zebranych z całej Europy. . spod Paryża. przyniosę ci oryginalnego szampana.Słuchaj. nie „wyfasowały” jeszcze ubrań. . Godziny płyną wolno.. cierpliwości. który znakomicie truł wszy w ubraniach i ludzi w komorze gazowej. Kanada. ale za to nie pleśniejący tygodniami.) . to jednak i ci. Z ostatnich bloków widać było FKL . Zorganizuj lepiej buty. Nawet zwykłej rozrywki nie ma: szerokie drogi do krematoriów stoją puste. by upadł jak najniżej. Wprawdzie przeszliśmy już odwszenie i ubrania dostaliśmy z powrotem z basenów napełnionych rozpuszczonym w wodzie cyklonem. 82 Wizy (z niem. je się paczki. Henri. Wiese) . żadna wesz nie śmie się przedostać przez jego bramę. otwieramy puszkę skondensowanego mleka. Jako że byli wypasieni i wypoczęci. miły Boże. jak to w upale..Cierpliwości. Miły Boże. z Marsylii. nasza Kanada. Część Kanady zlikwidowano i przydzielono na komando. przyniosę ci wszystko. W obozie bowiem panuje zawistna sprawiedliwość: gdy możny upadnie.. nie pachnie wprawdzie. cebulę. dawno mi obiecałeś. przemyślnie wypieczony chleb. odwiedza się przyjaciół. gdyż sienniki i koce były w dezynfekcji. rozsypujący się. mon ami83. a o koszulce już nie mówię. Pewnie nigdy nie piłeś. lecz chyba nie rośnie tyle wysokich sosen w tamtej. Rozkładamy biały. Chleb przysłany aż z Warszawy. a tylko bloki.mój przyjacielu 09 . Dwadzieścia osiem tysięcy kobiet rozebrano i wypędzono z bloków .. Trafili na jedno z najcięższych. Znów pójdziemy na rampę. żywicą. więc nie bujaj.tam też odwszawiali. Ale przez bramę nie przeniesiesz. Obóz ściśle zamknięto. jak Fiedlerowska. nieprawda? .PROSZĘ PAŃSTWA DO GAZU Cały obóz chodził nago. i tamci chodzili nago: upał był okropny. przyjaciele starają się. Od rana czeka się na obiad. Żaden więzień. jak przyjdą transporty.Nie. wiesz. na Harmenze. ile ta ma ukrytych brylantów i monet. tylko francuskimi perfumami. Ustała praca komand. drażniący trochę w smaku.

cholera!”) . inteligentnie zbudowanego pieca. kotłują się ludzie. . ale imienia jego nie znam) zapchane są kanapką z sardynkami .Może by się tak zdało go uspokoić? Drze się.dodaje z lewej sentencjonalnie marsylczyk.zarażone konie. organisation z transportów.Religia jest opium dla narodu..Dalibyście albo byście zdychali z głodu jak Grecy. że . macie wy. i to nie wszyscy.Wszyscy. Łażą między buksami w przejściu.. nadzy. ociekający potem. Świetnie smakuje z kantynową musztardą.. zawodząc głośno i monotonnie. Kto ma żarcie w obozie. na samym dole .nie gadałbyś głupstw.Nie gadałbyś głupstw . co oni przywiozą.A może już nie będzie transportów do komina? . kościści.A dlaczego wy tego nie zrobicie? Pytanie ma sens metaforyczny. . Bardzo lubię palić opium . gdybyśmy nie mieli co jeść. . . . ludzi nie może zabraknąć. jemy wspólnie. Polacy. prędzej do komina pójdzie.. które stajnię końską (na drzwiach wisi jeszcze tabliczka. i dziesięciu twoich kolegów. . Zresztą. o uduchowionej jak z miniatur Coswaya twarzy marsylczyka (jest moim przyjacielem. bić nie wolno. między ulepszeniami. o co się sprzeczać? Pewnie.Widzisz.powtórzył. Żydki. o zapadniętych głęboko policzkach.nie gadałbyś głupstw . który jest komunistą i rentierem. ludzi zabraknie. . pod nami.Nie chce mi się z buksy złazić. Ale my. jakby Boga za nogi złapał. śpimy na jednej buksie.. Niech się drze. przełykając z wysiłkiem („poszło. ten ma siłę. Pisaliście przecież listy do domu. .Wy macie i my mamy. . Henri kroi chleb. nie wszyscy. Wy macie i ja mam.rzuciłem złośliwie.usta otyłego. . Rozmaicie mówią o rozporządzeniach.To masz ty i twój kolega. już by dawno rozwalili krematoria. tobyście tam te swoje paczki tak spokojnie jedli? Nie dalibyśmy wam. cuchnący potem i wydzielinami. ale Ruskie? I co. Wszyscy żyjemy z tego. do cholery. jak zelżało na lagrze.rabin. nie ma o co się sprzeczać. Gnieżdżą się na dolnych pryczach po ośmiu. robi sałatkę z pomidorów. lecz marsylczyk odpowiada: 10 .versuchte Pferde” .. Mamy paczki. sam przecież gadasz. nieograniczona ilość paczek. dziewięciu. leżą nadzy.). bobyśmy pozdychali w lagrze. wzdłuż ogromnego.. . należy odstawiać tam a tam) przemieniają w miły (gemiitlich) dom dla ponad pół tysiąca ludzi.. W bloku. Pode mną.Gdyby oni nie wierzyli w Boga i w życie pozagrobowe. nakrył głowę kawałkiem szmaty oddartej z koca i czyta z modlitewnika hebrajskiego (tej lektury tu jest.

- Idiota - zapycha usta pomidorem i czyni ruch, jakby chciał coś powiedzieć, ale zjada i milczy. Kończyliśmy właśnie wyżerkę, gdy u drzwi bloku uczynił się większy ruch, odskoczyli muzułmani i rzucili się, uciekając, między buksy, do budy blokowego wleciał goniec. Za chwilę majestatycznie wyszedł blokowy. - Kanada! Antreten! Ale szybko! Transport przychodzi! - Wielki Boże! - wrzasnął Henri, zeskakując z buksy. Marsylczyk zadławił się pomidorem, chwycił marynarkę, wrzasnął ,,raus” do siedzących na dole i już byli we drzwiach. Zakotłowało się na innych buksach. Kanada odchodziła na rampę. - Henri, buty! - krzyknąłem na pożegnanie. - Keine Angst! - odkrzyknął mi już z dworu. Opakowałem żarcie, owiązałem sznurami walizę, w której cebula i pomidory z ojcowskiego ogródka w Warszawie leżały obok portugalskich sardynek, a boczek z lubelskiego „Bacutiiu” (to od brata) mieszał się z najautentyczniejszymi bakaliami z Salonik. Owiązałem, naciągnąłem spodnie, zlazłem z buksy. - Platz!84 - wrzasnąłem, przeciskając się między Grekami. Odsuwali się na bok. We drzwiach natknąłem się na Henriego. - Allez, allez, vite, vite!85 - Was ist los?86 - Chcesz iść z nami na rampę? - Mogę pójść. - To jazda, bierz marynarkę! Brakuje paru ludzi, rozmawiałem z kapem - i wypchnął mnie z bloku. Stanęliśmy w szeregu, ktoś spisał nam numery, ktoś od czoła wrzasnął „marsz, marsz” i podbiegliśmy pod bramę, odprowadzani okrzykami różnojęzycznego tłumu, który już zapędzono bykowcami do bloków. Nie każdy może iść na rampę... Już żegnano ludzi, już jesteśmy pod bramą. - Links, zwei, drei, vier! Mützen ab!87 - Wyprostowani, z rękami sztywno przyłożonymi do bioder, przechodzimy przez bramę raźno, sprężyście, nieomal z gracją. Zaspany esman, z wielką tabliczką w ręku, liczy ospale, oddzielając w powietrzu palcem każdą piątkę. - Hundert!88 - krzyknął, gdy minęła go ostatnia. - Stimmt! - odkrzyknięto ochryple od czoła. Maszerujemy szybko, prawie biegiem.
84 Platz (niem.) - miejsce 85 Allez, allez, vite, vite (franc.) - idźcie, idźcie, szybko, szybko 86 Was ist los (niem.) - co się dzieje 87 Links, zwei, drei, vier! Mützen ab (niem.) - lewa, dwa, trzy, cztery! Czapki zdjąć! 88 Hundert (niem.) - sto

11

Postów dużo, młodzi, z automatami. Mijamy wszystkie odcinki obozu II B: nie zamieszkały lager C, czeski, kwarantanna, zagłębiamy się między grusze i jabłonie truppenlazarettu; wśród nieznajomej, jakby z księżyca zielem, dziwnie w tym kilkudniowym słońcu wybujałej, omijamy łukiem jakieś baraki, przechodzimy linię wielkiej postenketty, biegiem wpadamy na szosę - jesteśmy na miejscu. Jeszcze kilkadziesiąt metrów - wśród drzew rampa. Była to sielankowa rampa, jak zwykle na zagubionych, prowincjonalnych stacjach. Placyk, obramowany zielenią wysokich drzew, wysypany był żwirem. Z boku, przy drodze, kucnął maleńki drewniany baraczek, brzydszy i tandetniejszy od najbrzydszej i najtandetniejszej budy stacyjnej, dalej leżały wielkie stosy szyn, podkłady kolejowe, zwały desek, części baraków, cegły, kamienie, kręgi studzienne. To stąd ładują towar na Birkenau: materiał do rozbudowy obozu i ludzi do gazu. Zwykły dzień roboczy: zajeżdżają samochody, biorą deski, cement, ludzi... Rozstawiają się posty na szynach, na belkach, pod zielonym cieniem śląskich kasztanów, ścisłym kołem otaczają rampę. Ocierają pot z czoła, piją z manierek. Upał ogromny, słońce stoi nieruchomo na zenicie. - Rozejść się! - Siadamy w skrawkach cienia pod szynami. Głodni Grecy (zaplątało się ich paru, diabli wiedzą, jakim sposobem) myszkują wśród szyn, ktoś znajduje puszkę konserw, spleśniałe bułki, nie dojedzone sardynki. Jedzą. - Schweinedreck!89 - spluwa na nich młody, wysoki post, o bujnych płowych włosach i niebieskim, marzącym spojrzeniu - przecież zaraz będziecie mieli tyle do żarcia, że nie przeżrecie. Odechce się wam na długo. - Poprawił automat, otarł twarz chustką. - To bydło - potwierdzamy zgodnie. - Te, gruby - but posta dotyka lekko karku Henriego. - Pass mai auf90, chce ci się pić? - Chce, ale nie mam marek - odpowiedział fachowo Francuz. - Schade, szkoda. - Ależ Herr Posten, czy moje słowo nic już nie znaczy? Nie handlował Herr Posten ze mną? Wieviel?91 - Sto. Gemacht? - Gemacht. Pijemy wodę, mdła i bez smaku, na konto pieniędzy i ludzi, których jeszcze nie ma. - Te, uważaj - mówi Francuz, odrzucając pustą butelkę, aż pryska gdzieś dalej na szynach - forsy nie bierz, bo może być rewizja. Zresztą na cholerę ci forsa, i tak masz co jeść. Ubrania też nie bierz, bo to jest podejrzenie o ucieczkę. Koszulę bierz, ale tylko jedwabną i z
89 Schweinedreck (niem.) - świńskie łajno 90 Pass mai auf (niem.) - uważaj, słuchaj 91 Wieviel (niem.) - ile

12

kołnierzykiem. Pod spód gimnastyczna. A jak znajdziesz coś do picia, to mnie nie wołaj. Dam sobie radę, i uważaj, żebyś nie oberwał. - Biją? - Rzecz normalna. Trzeba mieć oczy w plecach. Arschaugen. Wokół nas siedzą Grecy, ruszają łapczywie żuchwami jak wielkie, nieludzkie owady, żrą łakomie zbutwiałe grudy chleba. Są zaaferowani, nie wiedzą, co będą robić. Niepokoją ich belki i szyny. Nie lubią dźwigania. - Was wir arbeiten?92 - pytają. - Niks. Transport kommen, alles krematorium, compris?93 - Alles verstehen94 - odpowiadają w krematoryjnym esperanto. Uspokajają się: nie będą ładować szyn na auta ani nosić belek. Tymczasem na rampie robiło się coraz gwarniej i tłoczniej. Vorarbeiterzy dzielili sobie grupy, przeznaczając jednych do otwierania i rozładowywania wagonów, które przyjść mają, innych pod drewniane schodki i wyjaśniając im celowe działanie. Były to przenośne, wygodne, szerokie schodki, jakby wejście na trybunę. Zajeżdżały z warkotem motocykle wiozące obsypanych srebrem odznak podoficerów SS, tęgich, spasionych mężczyzn o wypolerowanych oficerskich butach i błyszczących, chamskich twarzach. Niektórzy przyjechali z teczkami, inni mieli giętkie trzcinowe kije. Nadawało im to służbowy i sprężysty wygląd. Wchodzili do kantyny, bo ów mizerny barak był ich kantyną, gdzie latem pili wodę mineralną - ,,Sudetenquelle”, a zimą ogrzewali się gorącym winem, witali się państwowo wyciągniętym po rzymsku ramieniem, a potem kordialnie potrząsali prawice, uśmiechali się serdecznie do siebie, rozmawiali o listach, o wiadomościach z domu, o dzieciach, pokazywali sobie fotografie. Niektórzy dostojnie przechadzali się po placu, żwir chrzęścił, buty chrzęściły, srebrne kwadraty błyszczały na kołnierzach, a bambusowe laseczki świstały niecierpliwie. Różnopasiasty tłum leżał pod szynami w wąskich pasach cienia, oddychał ciężko i nierówno, gadał po swojemu, leniwie i obojętnie patrzył na majestatycznych ludzi w zielonych mundurach, na zieleń drzew, bliską i nieosiągalną, na wieżę dalekiego kościółka, z której dzwoniono właśnie na spóźniony Anioł Pański. - Transport idzie - rzekł któryś i wszyscy unieśli się w oczekiwaniu. Zza zakrętu wychodziły towarowe wagony: pociąg pchał się tyłem, kolejarz stojący na breku95 wychylił
92 Was wir arbeiten (niem., niegramat.) - co my pracujemy 93 Transport kommen, alles krematorium, compris (niem., franc., niegramat.) - transport przychodzić, wszystko do krematorium, rozumiesz 94 Alles verstehen (niem., niegramat.) - wszystko rozumieć 95 Brek (z ang.) - rodzaj budki przy ścianie wagonu towarowego, przeznaczonej dla kolejarza

13

co z nami będzie? .Wody! Powietrza! .Nie wiem. mieli włosy. Zabierać wszystko. Ten powoli ściągnął automat z ramienia. walizek.tak jest 97 Also loos (niem. dusili się i dusili innych.przerażone kobiety. Z okien wychylały się twarze ludzkie. Krzyki i rzężenia stawały się coraz głośniejsze. złożył się i przeciągnął serią po wagonach. Fala świeżego powietrza wdarła się do środka.Panie.się. roztrzęsieni. skrzywił usta z niesmakiem.Sosnowiec. Panie. Zrozumiano? Verstanden? .uparcie powtarzają pytania.) . że ludzi idących na śmierć oszukuje się do ostatniej chwili. tłumoków wszelkiego rodzaju (wieźli bowiem to wszystko. rozstawiono się fachowo przy wagonach. Zrozumiano? . Palta oddawać. jakby niewyspane. pociąg potoczył się wolno wzdłuż stacji. będzie rozstrzelany jako złodziej własności Rzeszy. Jest prawo obozu. . sapnęła. a miało rozpocząć przyszłe). co stanowiło ich dawne życie. podstawiono pod nie stołki. co to będzie? . . Olbrzym z teczką skinął ręką. uderzając ludzi jakby czadem. Zaczerpnąwszy kilka łyków powietrza ludzie z okien nikli. Będzin. zmięte. aczkolwiek z dobrą wolą.Also loos!97 Do pracy! Szczęknęły rygle. na ich miejsce wdzierali się inni i tak samo znikali. Ucichło. usta chwytały rozpaczliwie powietrze. blade. also los) . odrzucił go nagłym ruchem.Jawohl!96 . wagony otwarto. Jest to hamującego pociąg 96 Jawohl (niem. Zaciągnął się papierosem. . zamachnął ręką. gnieździli się w strasznej ciasnocie.zeskakują już na żwir. przytłoczeni potworną ilością bagażu.Kto weźmie złoto albo cokolwiek innego nie do jedzenia. niespokojni. . mdleli od upału. Wtedy wewnątrz wagonów zaczęło się coś kotłować i dudnić w drewniane ściany.Skąd jesteście? . rozpaczliwe okrzyki. gwizdnął. . Człowiek w zielonym mundurze. walizeczek. Lokomotywa przeraźliwie odgwizdnęła. waliz. Tymczasem podjeżdżały ciężarówki. którzy. Niezmiernie zbici. Wszystkie te swoje klamoty składać koło wagonu na kupę. .Uwaga: Wysiadać z rzeczami.zerwały się głuche. przyglądali się stacji w milczeniu. wpatrując się żarliwie w cudze zmęczone oczy. rzecz egzotyczna. Maszerować na lewo. Jest lato.no to ruszajcie 14 .wrzaśnięto nierówno i indywidualnie. mężczyzn. W małych zakratowanych okienkach widać było twarze ludzkie. bardziej niż inni obsypany srebrem. Mijali powoli. nie rozumiem po polsku. plecaków. dysząc jak ryby wyrzucone na piasek. Teraz skupili się przy otwartych drzwiach. rozczochrane . przełożył teczkę z prawej do lewej i skinął na posta.

Upał ogromny. Świsnęła trzcina. padając. Ci z Kanady. ściąga się palta. ja nie mogę. Zapchane ludźmi auta odjeżdżają z piekielnym warkotem. . powideł. podobna do ogłupiałej.odpowiadają wielogłośnie. Auta odjeżdżają i wracają. Za plecami stoi esman. torebek. och. która szuka nowego koryta. bez odpoczynku. gromadzą słoiki różnobarwnych marmolad.) .Verboten98 . powietrze faluje. kobietom wyrywa się torebki. które. którzy są przy schodkach. Jakaś kobieta schyla się szybko podnosząc torebkę. ubijają na aucie. który chwilami przewiewa przez nas. którym trują tych ludzi. zegarki.taka mała. Trzeba okazać trochę dobrej woli. Słońce osiągnęło zenit.szczeka się przez zęby. objuczona. na każde sześćdziesięciu. już im pakunki wyrywa się z rąk.. Dziecko biegnące za nią pisnęło: „Mamełe!” . uderzeni świeżym powietrzem i zapachem zieleni. Z boku stoi młody. ale wpierw będą pracować. Pan jest zrównoważony i 98 Verboten (niem. tak jest . kiełbasy. otwierają się i wysypują barwne tęczowe banknoty. fachowy. ale to od słońca. ślepej rzeki. przechodząc. Pić.Panie. kobieta krzyknęła. plecaków. Bez przerwy jeździ karetka Czerwonego Krzyża. i raźniej idą wzdłuż wagonów. To ci.ci pójdą na lager. Od długiego leżenia na słońcu ciało jest słabe i oporne. pęcznieją zwały szynek. Niezmordowanie jeździ karetka Czerwonego Krzyża: to właśnie w niej wozi się gaz. gładko wygolony pan.młodzi i zdrowi . Ale zanim oprzytomnieją. jak odjedzie szesnaście aut. ciekłe powietrze. esman z notatnikiem w ręku. a cienka trzcina gnie mu się nerwowo w rękach. czuje się w ustach słony smak krwi. co poszli na prawo . wśród zawodzenia i wrzasku kobiet opłakujących dzieci. Gaz ich nie minie. tłumoków. panie. opanowany.zabronione 15 . to jest tysiąc. . moi państwo. walizek.. potknęła się i upadła pod nogi tłumu. pledów. rozsypuje się po żwirze cukier. odbiera parasole. pić. gaz. wiatr. tak plus-minus. Wylewa się z wagonu różnobarwna fala. rozpalone niebo dygoce. to rozparzone.. . oddzielają tych do gazu od tych.jedyna dopuszczalna forma litości. co idą na lager. nie mają chwili wytchnienia. jak na potwornej taśmie. nie rozrzucajcie tak rzeczy.. tak plus-minus. .Meine Herrschaften. wypychają pierwszych na schody.Mówi dobrotliwie. ubrań. Olbrzymi krwawy krzyż wymalowany na masce motoru roztapia się w słońcu. spokojny. i ogłupiałego milczenia nagle osamotnionych mężczyzn. rozczochrana dziewczynka. Rośnie kupa rzeczy. każde auto to kreska. złoto.Tak jest. sycząc głośno. przed drzwiami wagonów piętrzą się stosy chleba. Wargi już są popękane. .

„Miasto Przestępców”. Transporty rosną w tygodnie. „ze Strasburga”.Bierzcie te niemowlęta. przyjdą ludzie z Zachodu i Południa. Spalą się Żydzi. ludzi nie zabraknie. ein Flihrer (niem.Jedno państwo. Dziwnie niepotrzebnie pada imię Boga. Rozumie się tysięcy. wszystkie. Nie. Nie odjedzie auto bez jego wiedzy i jego kreski: Ordnung muss sein. Będą jak te w Dreźnie. ospowaty esman spokojnie zagląda do środka. na litość boską . Oddaj kobietom . Najkrwawsza bitwa wojny. którzy pójdą z tego transportu na lager. aż się oprze naelektryzowanym drutem o Wisłę. bo kobiety z przerażeniem uciekają ode mnie.) . ein führer99 . lata. . tysiące w całe transporty. Ci. . Oczyścić! Wskakuje się do środka.powiedział jakby ze zdziwieniem i wyrzutem ospowaty esman i począł odpinać rewolwer. jest nią bardzo zaaferowany. 99 Ein Reich. „z Rotterdamu”. oszczędniejsze. sprytniej zamaskowane. o których już chodzą legendy. O tym będzie się już dziś mówiło „Będzin”. największe zwycięstwo solidarnych i zjednoczonych Niemiec.Co. zaorzą odłogiem leżącą ziemię.wybucham. o których mówi się krótko: „Z Salonik”. ogarnia nas spojrzeniem i wskazuje wnętrze. podeptane niemowlęta. Obóz rozbuduje się. a gdy osłabną w bezlitosnej pracy. spalą się Rosjanie. Przyjdą ludzie w pasiakach.i cztery krematoria. Komory będą ulepszone. Bewegung . bo kobiety z dziećmi idą na auto. nie ma wyjątku.otworzą się drzwi gazowych komór. brać nie chcecie? . jeden wódz . wtulając głowy w ramiona. Gdy skończy się wojna. spalą się Polacy. odbudują zburzone miasta niemieckie. będą liczyć spalonych. zamieszka go trzysta tysięcy ludzi w pasiakach. . zdolnych spalić pięćdziesiąt tysięcy dziennie. nagie potworki o ogromnych głowach i wydętych brzuchach. Naliczą cztery i pół miliona. w wiecznym Bewegung. kiwa głową z niesmakiem.slogan hitlerowski 16 . i patrzymy na siebie z nienawiścią i przerażeniem. dostaną numery: 131132. ein Volk. lecz w skrócie będzie się mówiło właśnie tak: „l 31 . Zapalniczka mu się zacięła.dokładny. jeden naród. Wiemy wszyscy dobrze.Nie nieś ich na auto. Wynosi się je jak kurczaki. Już się opróżniły wagony. miesiące. . trzymając po parę w jednej garści. Chudy. Ale na stałe uzyska nazwę „Będzin-Sosnowiec”. Ein Reich. Porozrzucane po kątach wśród kani ludzkiego i pogubionych zegarków leżą poduszone. Ale krematoriów będzie w Oświęcimiu szesnaście. ein Volk.132”.Rein. co to znaczy. Kreski pęcznieją w tysiące.mówi zapalając papierosa esman. będzie się zwał Verbrecher-Stadt . z kontynentu i wysp.

twarz ta skacze mi przed oczyma..Słuchaj. czy my jesteśmy ludzie dobrzy? .. Znów podchodzą wagony.Dziecko. dam ci się napić. .Chodź. . żebrzą o wodę. Wyglądasz. z przelewającym się tłumem.Bydło. Zamykam oczy. pod szyny.szepnęła uśmiechając się. z barwnym tłumem. buntujesz się. wygodnie układając się pod szynami. . czuję. ale .. że idą do gazu. abyś ją wyładował. potykając się na żwirze. przy mnie zjadł jeden słoik marmolady. comprisi . Żeby się ziemia pod nimi wszystkimi rozstąpiła.Och. .. jak obrazy mieszają się we mnie. to normalne.. czuję drżenie ziemi i parne powietrze na powiekach. nie wiem. Widzę nagle jakąś zieleń drzew. Ktoś szarpie mnie za rękę. znów ludzie. a złość najłatwiej wyładować na słabszym. przyjacielu.mówi nieco ironicznie Francuz. olbrzymia. Odeszła.Nie trzeba strzelać. z drzewami nieruchomymi. rozpływa się. przewidziane i obliczone. nie mogę zrozumieć. ja wezmę. waliz i plecaków rosną.. kaleki poukładane razem z trupami. które kołyszą się wraz z całą ulicą. stosy łachów. Czuję. Wagony pod-taczają się. En avant100.Widzisz. miesza się. W oczach przesuwają się trupy wynoszone z wagonów. przezroczysta. . chodź! Patrzę.Czemu się głupio pytasz? . . wzbiera we mnie zupełnie niezrozumiała złość na tych ludzi. Rzuciłbym się na nich z pięściami. Siwa. auta warczą jak rozjuszone psy. Jutro połowa z nich zdechnie na sraczkę. Oparłem się o ścianę wagonu. Byłem bardzo zmęczony. przyglądają się słońcu. tłum. Nie współczuję im wcale. jakbyś miał rzygać. . i tłum. Pożądane jest nawet. Męczy cię rampa.to Aleje! Szumi mi w głowie. wchodzą na auta. ci umieją korzystać! Żrą wszystko. odjeżdżają.Bydło? Ty też byłeś głodny.) . 100 En avant (franc. Henri szarpie mnie za ramię.powtarzam zawzięcie. czy to się naprawdę dzieje. Mrugam ostro powiekami: Henri. wprost przeciwnie. wysoka pani wzięła ode mnie niemowlęta i przez chwilę patrzyła mi prosto w oczy.. Henri. W gardle zupełnie sucho.Patrz na Greków.Bydło . nie wiadomo dlaczego czarnymi. . że przez nich muszę tu być. co im pod rękę wlizie. dziecko . zdeptane dzieci. Ludzie płyną i płyną. czy mi się śni. tłum. Przecież to jest patologiczne chyba. To tak na chłopski rozum. że będę wymiotował. oddychają. słyszę krzyki.naprzód 17 . ludzie wychodzą.

Powietrze stoi nieruchomym. błyszczą czerwono nalane twarze.. zbieramy skrzętnie znad toru wszelkie papierki. wysuszona. Chodzi z kąta w kąt rampy z przylepionym na wyschłe wargi szczurzym. wygrzebujemy spomiędzy drobnego żwiru nietutejszy. przemijają.daj tutaj 18 . bo część kobiet odstawiono od aut i te pójdą piechotą . bierze inną.. niezmiernie powoli wtaczają się wagony. nożem .nareszcie! . transportowy brud. już z kantyny wyszli esmani z teczkami na złoto i pieniądze. . bezpierśna. już jest spokojny pan z notatnikiem. pić. Idźcie. z okien patrzą twarze wymięte i blade. Otwieramy wagony. zasobne. każde wymówione słowo wywołuje ból. pozbawią je całkowicie włosów i będą mieli wiele uciechy z ich wolnościowego wstydu. rżnie. po opustoszałej rampie chodzą dostojni esmani. koścista. świecąc srebrem na kołnierzach. Jedna z waliz otwiera się. ogromny upał. ostatnie auta odjeżdżają. obcej waluty. Tam układa sieje w stosy. Upał.. Ostatnie auta suną daleko po szosie. oddaje oficerowi. Nie. Mężczyźni. już ją nieraz widziałem i dobrze zapamiętałem: to komendantka FKL-u. Nienawidzi urody kobiecej nienawiścią kobiety obrzydliwej i zdającej sobie z tego sprawę.. co się da. Gardła są suche. pociąg odjechał. przeraźliwie odgwizduje lokomotywa. To złoto pójdzie do Rzeszy. płonących gorączką oczach. Gorączkowo. przyszła oglądać swój nabytek.Nie śpij.spokojnie mówi esman. rzucamy je z wysiłkiem na auto. rozżarzonym słupem. że była tu cały czas. brylanty. kolie. pełną złota i barwnej. a my idziemy . bezbarwne włosy gładko przyczesała w tył i związała w „nordycki” węzeł. Kończymy ładować. pustą. rozwijam: złoto. Idą. idziemy ładować klamoty. Tak. Nasi chłopcy. jakby wycięte z papieru. przemińcie.na lager. Zamyka ją. 101 Gib hier (niem. już nie można nad sobą panować. wzniecając olbrzymie tumany kurzu. „żeby śladu po tym obrzydlistwie nie zostało”. kobiety.) . Powoli.. Rzadkie.w stronę szyn odpocząć i napić się (może Francuz kupi znów od posta?).Gib hier101 . które wylewa się wprost na siebie. fryzjerzy z zauny. zza zakrętu słychać gwizdek kolejarza. ręce wsunęła w szerokie spodnie-spódnicę. nadstawiając otwartą teczkę.dla przyjemności i w poszukiwaniu wódki i perfum. dwie dobre garście: koperty. wypadają ubrania. upycha. Wśród nich kobieta. płaskie. Och. Wyrywa się ludziom brutalnie walizki z rąk. byle do cienia. Już są auta. koszule. Ładujemy więc klamoty. książki. pierścionki. idźcie. zawziętym uśmiechem. pakowne. byle prędzej. Dźwigamy ciężkie walizy. o ogromnych. Już nie ma ludzi. ubija się. szarpiąc ściąga się palta. Połyskują glansem buty. Chwytam jakieś zawiniątko: ciężkie. i w chwili gdy ostatnia ciężarówka znika za drzewami. i czatuje przy innym samochodzie. byle odpocząć. bransolety. teraz dopiero uświadamiam sobie.

jak człowiek. i wrzucił ją z rozmachem jak ciężki wór zboża na auto. ale gorączkowo. Małe. która parła ślepo w stronę aut jak rzeka pchana niewidzialną siłą. Oto stoi przede mną dziewczyna o cudnych. mamo! . mamo. potem mnie. zakrywając rękoma twarz. Bujne jasne włosy rozsypały się miękką falą na ramiona. . Chce skryć się. Niektórzy z nich wiedzą. chce żyć.To nie moje. zbiera się na torsje. jakby kogoś szukając.Mamo. dokąd oni nas powiozą? Patrzyłem na nią. wyciąga rączki z płaczem: . padającą chwycił za włosy i dźwignął z powrotem do góry.. które będą żyć. słuchaj. Twarz miał wykrzywioną wściekłością: .Mołczy!102 . to nie moje! . Aż dopadł ją Andrej. . chce zdążyć między tamte. nie może nadążyć.milcz 19 . nogi uginają się. śpieszy się nieznacznie. zdrowa. Raptem spośród tej całej fali ludzkiej.rzekł esman stojący przy samochodzie.Ach.dzieci.krzyczy histerycznie kobieta i ucieka. tak należy karać wyrodne matki . to nie moje dziecko.i cisnął jej dziecko pod nogi. . pyzatej twarzy cherubinka biegnie za nią.Gut. . które nie pojadą autem.warknął przez zęby Andrej i odszedł do wagonów. wynurzyła się dziewczyna. ty. które chciało krzyczeć. przytknął do ust sobie. który czemuś bardzo się dziwi.Słuchaj.Chwycił ją wpół. kilkuletnie dziecko o zarumienionej. . odkręcił. Głowa szumi. ładna. jebit twoju mat'. zadławił łapą gardło. o ślicznych piersiach.. Wreszcie oderwała wzrok od tłumu i przesunęła spojrzeniem po naszych twarzach. skarżąc się na cały głos: .) .Mamo. Ale dziecko biegnie za nią. w batystowej letniej 102 Mołczy (roś. Spod kupy szmat wyciągnął ukrytą manierkę. Dopadł ją. ty kurwo! . Parzy gardło spirytus. Oczy miał mętne od wódki i upału. blad jewrejskaja! To ty od swego dziecka uciekasz! Ja tobi dam. które pójdą pieszo. Stała tak chwilę. weźże to dziecko na ręce! . poprawiła nieznacznie spódniczkę. Przesunęła odruchowo rękoma po bluzeczce. marynarz z Sewastopola. Jest młoda. nie moje. nie uciekaj! . oczy nasze spotkały się. zbił z nóg jednym zamaszystym uderzeniem ramienia.Panie.Masz! Weź i to sobie! Suko! . zeskoczyła lekko z wagonu na żwir i spojrzała dokoła badawczym okiem. nie!. Oto idzie szybko kobieta. jasnych włosach.Gut gemacht. powiedz. panie. Nieświadomie szukałem jej wzroku.Kobieto. gut Ruski. strząsnęła je niecierpliwie.

ale leżały wszędzie. przeklina. nic. ale nie mogłem przemóc wzbierającego dzikiego strachu. nie wróci do tamtego życia. Wchodziłem do wagonów. tylko śmierć jeszcze ohydniej sza. odpowiedz. Stoi. widać całe piekło kotłującej się rampy. dostrzegłszy na przegubie ręki śliczny zegarek o drobniutkiej złotej bransoletce. wstrętny. Uciekam jak najdalej. tylko na czarnej wąskiej tasiemce. wołają innych i zbiorowym mozołem wpychają 20 . na cementowym skraju peronu. Taki sam miała Tuśka. zębami chwycił za ubranie. odsunęła go śmiało na bok i wbiegła po schodkach na wypełnione już prawie auto. rozwiane w pędzie. zwierzęcy głód. mdły zapach brudnego. o mądrym. jeszcze obrzydliwsza. opuchniętą babę. ohydna i obrzydliwa.bluzeczce. poskręcani w konwulsjach mężczyźni.rzekła z odcieniem pańskiej pogardy w głosie. dojrzałym spojrzeniu. Zacisnęła usta. On wbił kurczowo palce w jej ciało. Rozszczepiają ich jak drzewo i wpędzają jak zwierzęta na auto. wyjąc przeraźliwie jak psy. . w wagonach. przecież i tak jej zabiorą” . Milczałem. wynosiłem niemowlęta. jeszcze straszniejsza. watowane sowieckie spodnie na upał. Dotykałem się trupów. wymykam mu się i mieszam się w grupie pasiastej Kanady. Oto para ludzi padła na ziemię. które plączą się po wszystkich kątach rampy. Tamtych czterech nie da rady dźwignąć baby na auto. klną i pocą się z wysiłku. Cienie drzew wydłużały się upiornie. bluźni.pomyślałem mimo woli. Oto obóz: z ogoloną głową. Chwytają je za karki. Dopiero stąd. odrzucając w tył głowę. .Już wiem . za ręce i wrzucają na kupę. spod szyn. aż przyduszona butem rzęzi i milknie. śmiało poszła w stronę samochodów. Uciekałem od nich.Słuchaj. Ktoś mnie smaga trzciną po plecach. nawet popiołów swoich nie wyniesie na postenkettę. kopniakami odganiają zabłąkane dzieci. Niemowlęta. rozparzonego ciała kobiecego. kątem oka dostrzegam klnącego esmana. Zobaczyłem tylko z daleka bujne jasne włosy. ' 165 „Po cóż ona to przywiozła. spleciona rozpaczliwym uściskiem. zachodzącym światłem oblało rampę. Słońce pochyliło się głęboko nad horyzontem i krwawym. poukładane pokotem na żwirze. ludzki krzyk bił w niebo coraz głośniej i natarczywiej. nieludzka praca i ta sama komora. Oto komora gazowa: wspólna śmierć. Ona krzyczy histerycznie. za łby. na ciężarówki. Wreszcie znów włażę pod szyny. Kto raz tu wszedł. Oto czterech z Kanady dźwiga trupa: olbrzymią. ohydne nagie kobiety. patrzy mi prosto w twarz i czeka. Ktoś ją chciał zatrzymać. wyrzucałem bagaże.

Człowieku.Że idą się kąpać. wyje. . szepce żałośnie: „Panowie. jest niezmiernie cicho. uspokój siebie. Czerpie się to dłonią. przyduszony.Już po pierwszym transporcie! Pomyśl. jęczy i bezustannie. . Krok w nią.woła do niego młody esman. Zapada wieczór chłodny i gwiaździsty. Spali się żywcem wraz z nimi.” Ciskają ją na auto między trupy.Wymieniłeś buty? . stój. Między nie ciska się kaleki.. kompletnie dosyć! . . to boli. . trzymają ją za ręce i za tę jedną. sparaliżowanych. a potem spotkamy się w obozie. Po chwili wraca. nabrzmiałe.Stój.za pół godziny będziesz gadał z największym komendantem! Tylko nie zapomnij powiedzieć mu: Heil Hitler! Inni niosą dziewczynkę bez nogi. .I co im mówisz? . pozostałą nogę. Szofer zapuszcza motor. Nie dam rady. Automaty są gotowe do strzału. co? Dobra Kanada?! . o kamienie. Góra trupów kotłuje się. Łzy ciekną jej po twarzy. ale! . wciąż rzęzi: „Ich will mit dem. Pijemy kawę zmieszaną ze spirytusem. . z opaską na ramieniu. miesza z cukrem. odjeżdża. to ja nie pójdę go rozładowywać. kakao zalepia usta. za kręgiem światła rozciąga się nieprzenikniona ciemność. przydeptany czyjąś nogą. Ale oczy postów patrzą uważnie. Ale nie wiadomo. monotonnie zawodzi: „Ich will mit dem Herm Kommandanten sprechen chcę mówić z panem komendantem. boli.Henri uśmiecha się dobrotliwie i znika w ciemności. Leżymy na szynach. Z całej rampy znosi się trupy wielkie. . . do cholery! Wloką starca we fraku.Haiti halt! . Najgorsze są transporty spod Paryża: zawsze człowiek spotyka znajomych. Starzec głową tłucze o żwir.górę mięsa na platformę.wrzeszczy z daleka esman. A ty byś co powiedział? Milczę.Henri.Będzie jeszcze jeden transport. Znów kawa.. . i człowiek znika bezpowrotnie..od Bożego Narodzenia przewinęło się przez moje ręce chyba z milion ludzi. skowycze.Nie. Na wysokich słupach palą się anemiczne lampy. zaśmiewając się głośno .” Powtarza to ze starczym uporem całą drogę. ktoś otwiera puszkę kakao. znów spirytus.Wzięło cię. opuchnięte. 21 . ja .Człowieku.Czemu? ..” . nieprzytomnych. przyduszonych.pyta mnie Henri.Jeżeli przyjdzie. Wrzucony na auto. ja mam dosyć. na co my czekamy? .

Rampa jest mała. Szarpnąłem z krzykiem i uciekłem. Fachowi. Mdłości zgniotły mnie naraz. brylanty z macicy i kiszki odchodowej. brylanty. przechodzą przez pas światła i znów znikają w mroku. A buty ci skombinuję. żeby cię esman nie złapał. kopiąc nogami ziemię. nieruchoma. Wasser! Luft!103 Znów to samo. ale krąg światła jest jeszcze mniejszy.dostała obłędu. że rozpoczynają nowe życie w obozie i psychicznie przygotowują się na ciężką walkę o byt. które zapobiegliwie ukrywają w fałdach i szwach ubrania. rutynowani ludzie będą im grzebać we wnętrznościach. Będziesz tu cały czas siedział.rozległ się głos esmana wynurzającego się z ciemności. wagony uspokajają się. . słodki zapach.Co stoicie wy tak głupio? Wyładowywać! . Światła migocą upiornie. Wciąż umierają inni. Gdzieś warczą auta. w obcasach butów. znów transport. Wymiotowałem. Byłem znów przy wagonach. Chwiejąc się przekradłem się pod szyny. na której nie ma siennika. zgorączkowana. Działa na nerwy. że zaraz umrą i że złoto. o pryczy. wyjął rewolwer. ogłupiała.już im nie będą potrzebne. Tylko jakaś dziewczynka wychyliła się do pół ciała z okienka wagonu i straciwszy równowagę upadła na żwir. Chce mi się spać. potwornie poplątana. Zaświecił do wnętrza. fala ludzi płynie bez końca.. sztywno wymachując rękoma jak na gimnastyce. Będziemy wyładowywać kolejno. aż znieruchomiała. okutym butem kopnął w plecy: upadła. łapiąc głośno powietrze i wyjąc monotonnie. Tylko uważaj. dom. Z ciemności wynurzają się wagony. mętna. Przydeptał ją nogą. wreszcie podniosła się i zaczyna chodzić w kółko. Znów antreten. .Dobrze. Wydaje się tym ludziom.) . Buchnął ciepły. wyciągną złoto spod języka. w zakamarkach ciała . 103 Wasser! Luft (niem.Wody! Powietrza 22 . spóźniony seans tego samego filmu: strzelają serią automatu. coraz prędzej i prędzej. Jest głęboka noc. o odrobinie snu wśród towarzyszy.i świsnął kijem przez plecy.Daj mi spokój z butami. Nie wiedzą. .. piskliwie. którzy w nocy nie pójdą do gazu. dławiło gardło. Naraz obóz wydał mi się jakąś zatoką spokoju. ma się siły do pracy. dziewczynę. Leżałem na dobrym. Na piersiach miał zawieszony przenośny reflektor. ale jeszcze parująca. więc podbiegł do niej esman. ma się ojczyznę.. Serce mi łomotało. Poczęto otwierać wagony. Góra ludzka zapełniała wagon do połowy.Ausiaden! . Dusząc się . podjeżdżają pod schodki upiornie czarne. strzelił raz i drugi: została. ma się co jeść. chłodnym żelazie i marzyłem o powrocie do obozu. Chwilę leżała ogłuszona. pieniądze. skulony pod wagonem. reflektorami oświetlają drzewa. Chwyciłem rękę trupa: dłoń jego kurczowo zawarła się wokół mojej ręki. samemu się jeszcze jakoś żyje.

handlował jego złotem i tłumokami. niebo staje się coraz bardziej przezroczyste.. konfitury i owoce.Wyrwą im złote zęby. dużo aut pojechało do krematorium. wódkę i listy z domu. na Śląsk. pił jego wódki i likiery. podnosi się nad nami. (niem. upalny dzień. jedwabiami i czarną kawą. 104 Und morgen die ganze Welt. Już kończą. dopełnia liczby: piętnaście tysięcy. Był to dobry. człowiek przy człowieku. do Krakowa i dalej. czarną rzekę..Rechts ran! Na prawo! . Kapo kończy ładowanie kotła od herbaty złotem. Parę dni obóz będzie żył z tego transportu: zjadał jego szynki i kiełbasy... Zapowiada się pogodny.104 . Czarne postacie esmanów chodzą spokojne. Gdy wracamy do obozu. Wiele wyniosą cywile za obóz. Pan z notatnikiem w ręku robi ostatnie kreski.Und morgen die ganze Welt. jedna wola. . jajka. ustawia się do odmarszu. Trupy porozkładane na rampie zabiera ostatnie auto. .A jutro cały świat. gwiazdy poczynają blednąc. Idą równo. Usuwamy się im z drogi.pada od czoła komenda. W zabitych szczelnie skrzyniach odeślą do Berlina. jedna masa..śpiewają na całe gardło. Przywiozą papierosy. Dużo. fragm. pieśni hitlerowskiej 23 ...) . pachnąca perfumami i czystą bielizną. Z krematoriów ciągną potężne słupy dymów i łączą się w górze w olbrzymią. noc przejaśnia się. bogaty transport. która niezmiernie powoli przewala się przez niebo nad Birkenau i niknie za lasami w stronę Trzebini. To na bramę dla wachmanów: puszczą komando bez kontroli. Kanada objuczona chlebami. będzie chodził w jego bieliźnie. Parę dni będzie obóz mówił o transporcie „Sosnowiec-Będzin”. marmoladą. Transport sosnowiecki już się pali. cukrem. Mijamy oddział SS idący z bronią maszynową na zmianę warty. klamoty są załadowane. fachowe.

równając pługami ziemię rwaną przez bagry105 i podwożoną z dołu przez szeregi wagoników pchanych przez ludzi. a nawet grozić całkowitym zawaleniem się.ŚMIERĆ POWSTAŃCA Obok rowu. przewidująco wykończony w dobrych czasach.jak to się mówi . a ja wyrzucałem ją końcem łopaty na grzbiet nasypu. Bagger) . że niby nic nie znaczy . Kiedy on się kiwał. kiedy świeciło słońce i pełno było pod drzewami dojrzałych. że Norwegowie. od dwóch lat odrabiającego w obozach Niemcom to. gwarno i tłoczno. lepkiej gliny. Dalej na zboczu. Rów. Pracowaliśmy na spółkę od chwili założenia tego parszywego obozu na skraju małej łączki pod jednym z wirtemberskich wzgórz i doszliśmy w kopaniu rowów do niejakiej wprawy. on przejmował moją funkcję podpierania rowu. nosili podkłady i szyny. o różowych żyłach końskie buraki. kupą na dworcu i zagnano na dno wanny poprawić rów. podobno duńskiego karabinu.na sago. zaczął się podczas deszczów obsypywać. jako że do wodociągów ściany kazano nam kopać prosto. widziało się prawie że dosięgalne zielone. Sterczała z niego jak kopia śmieszna tyczka długiego. Na skraju lasu stał post. jak Bóg zdarzył. Z daleka wyglądało to tak. między niespodziewanie żywotną rzeczką a szosą przecinającą w poprzek dolinę. Na dnie wanny kopaliśmy rów. Pole ciągnęło się zboczem pod górę i urywało się pod ścianą czarnego lasu. wymrą solidarnie co do jednego już po pierwszych dziesięciu kilometrach. opierałem się o wilgotną.Pomyślałbyś. jeździły olbrzymie traktory. O kilkadziesiąt metrów na lewo. popękaną ścianę rowu lub siadałem na umiejętnie podłożonej łopacie. nie przewidziawszy. Było tam niebezpiecznie. którym polecono w rowach układać rury na wodociąg. który ciągnął się nieprzyzwoicie blisko pola buraczanego. . Czym prędzej więc zabrano nas do noszenia szyn i wyciągania poplątanych prętów stalowych leżących. rwali płatami murawę na zamaskowanie budynków. taki rów. rozparte w mokrej ziemi. leżało pole zasadzone burakami. przyczepiony leniwie do kilofa. Kiedy ja się kiwałem. pod które grunt dopiero równał traktor. mięsiste liście. byłego dywersanta spod Radomia. tam gdzie las schodził w dół kępami młodych wierzb. patrzył spod nasuniętej na uszy i czoło furażerki w dolinę jak na dno wanny. pod rachitycznymi śliwami. rozmazanego w rzadkiej mgle. Wychyliwszy się za brunatny nasyp świeżo wyrzuconej. co im w Polsce napsuł. rozsiadł się drugi post i owinąwszy się szczelnie w lotniczy szary płaszcz. jakby w rowie był 105 Bagry (z niem. Ludzie pchali lory. a nie . za wąskim pasmem łąki. strząśniętych przez wiatr śliwek. On dziabał kilofem miękką ziemię na kaszkę.pogłębiarki 24 .rzekłem do Romka. a pod nimi białe.

i została nas połowa.Pewnie już cały rów uprzątnęli. na okrąg. . to mów od razu. przedzielając rytmicznie słowa klapnięciami kilofa.to nie wiem. Starają się od rana jak głupi. powstańców. U nas zupa była już zimna na bloku. pod koniec wojny dobrowolnie lager przyjechali budować. . . żeby się kłócili o politykę. . trochę słońce poświeciło. Nad rowem szedł porywisty jesienny wiatr i pędził górą niespokojne. jak ty mówisz. Myślą. bardzo przychudzoną twarz o silnie zarysowanych kościach policzkowych. będzie deszcz? Skulił się pod ścianą we wnęce po przezornie oddziabanej glinie. . wysiedzianych po nie byle jakich obozach. to było nas starych równo tysiąc ludzi. Dlategośmy wczoraj tak długo na apelu stali. Sami chcieli. Umiejętność prowadzenia rozmowy i przewlekania jej przez cały dzień była prawie tak samo ważna jak jedzenie. tych tam. Ja im nie kazałem tutaj przyjeżdżać. że majster Batsch da któremu skórek od chleba. Przy łopacie i kilofie ujdzie jeszcze wytrzymać. to nie szkoda mi wcale. .Aby nie do noszenia szyn albo podkładów. to pójdziemy dalej mówił.Wykopaliśmy rów. że truponosy dostali wczoraj po dwa bochenki chleba.Albo to pierwszyzna dla nas? A popatrz.Nawet słońca nie widać . Musieli dalej odejść.tylko każdy trupiarz dostał po pół bochenka i trochę margaryny w nagrodę.Osypał się. a nie tak.odparłem lekkomyślnie.Nie dwa. i tyle. trochę deszcz popadał. Co to niejedno już widzieli. Miał niebieskie. bo wywieźli pięćdziesiąt trupów w skrzyni. Były dywersant podniósł się z wnęki i pochwycił za kilof. nabrzmiałe deszczem obłoki.dodał zgryźliwie i zakończył przekleństwem.jeden człowiek. rów. gdzie pracowała reszta naszej grupy.Jak myślisz. Było tam sucho i jakby cieplej. Chłop w chłopa.Frajer deszcz . ale w dole było zacisznie. ale za to gorliwie i bez odpoczynku. . że rów? . jakeśmy zaczęli kopać.wskazałem głową za zakręt rowu. 25 . ci tam od powstania . Mówili. Popatrzył po horyzoncie. trochę się rów osypał . .zauważył zmartwiony. A z tych tam . czy i połowa żyje. jakby wypłowiałe oczy i dobroduszną. .A bo co.podtrzymał rozmowę Romek. który pracuje wolno. kiwnąwszy się bez zapału na kilofie. nie dwa bochenki . . Jak go poprawimy. A jeden Żyd to się utopił w błocie na środku obozu. Machnąłem w milczeniu parę razy pustą łopatą i przytrzymałem osypujące się z nasypu grudy. A wiesz. bo coś nie słychać. Ale jak chcesz coś powiedzieć. kraj uprzemysłowić . jak ci tam od powstania. Ochotnicy.

Jeden wpuścił marynarkę w spodnie. bo cóż winni są spokojni wieśniacy z Wirtembergii.) . Twoja kolej teraz. a ty. niby nie bije. Ja ci mówię. jak esman Żyda 106 Armia Pracy Todta (Organisation Todt) . lecz z drugiego. jakby to była kiełbasa! Ma on swój system. padając. Ale uważaj na kapę. Zjadłoby się trochę. innemu wystawała spod marynarki torba cementowa. inny jeszcze posłużył się papą. i dziki czosnek. i pietruszkę z łąki. Umie dać szpilę. powstaniec. może coś się skombinuje. więźniów z obozów koncentracyjnych 107 Zur Zeit (niem. . przepuście mnie. pracuj. nie ubabrała się w błocie. teraz 26 .ostrzegł Romek. że dygaj.A jakże. ubrana jednolicie. no i posta. że trzeba było rwać buraki nie z pola leżącego pod nosem. .hitlerowska organizacja budowlana. wykorzystując jako siłę roboczą m. a zje kawałek skórki potwierdziłem skwapliwie. Za rwanie bowiem buraków groziły niedwuznaczne sankcje. aczkolwiek z pewnymi indywidualnymi odchyleniami. w pasiaki. a skórkami mami. świetna ochrona od deszczu i wiatru. zajęto pastwiska pod urządzenia polowych fabryk.Panowie. Za zakrętem rowu. nasz Chorwat dobrze popatrzy. . pracowała grupa starych panów z powstania warszawskiego. Rzecz polegała na tym. któremu z nudów nadarza się czasem kogoś postrzelić.A pewnie. nerwowego jak ryba na haczyku kapy. bliżej traktorów. byle dużo. Głupich nie brak. . którą nałożył na siebie. da! Nie bój się. Nie widzieliście wczoraj. że on wy kituje. wrzasku pchających naładowane ziemią wagony ludzi.Przynieś ze dwa. Ja tam wolę mniej zjeść. .Chyba pójdę po buraki. poryto im paskudnie łąki.rzekłem układnie.Gdzieżby tam! Stary na pewno przyjdzie' On przecie chleba woli nie dojeść. a nic nie robić. . no nie? Akurat dobrze. Wetknąłem uważnie łopatę w ziemię. i chyłkiem polazłem wzdłuż rowu między kałużami z ostatniego deszczu. wydawszy otwory na głowę i ręce. że zjechała na ich ziemię niespodzianie banda więźniów i rozłożyła się małymi lagerkami od Stuttgartu aż do Balingen. niech czeka na skórki. szczęść wam Boże w pracy . a żołnierze i majstrowie z Armii Pracy Todta106 grasują z upodobaniem po ogrodach i sadach. Czego on nie je! I mlecz. porachuje. żeby z kamienia robić olej? Już i tak wycierpieli dosyć.Narobi się taki jeden z drugim za cały bochenek. Budowała obiekty wojskowe. w pewnym oddaleniu od nas. żeby. Kto chce zdechnąć. bo majster na wieś poszedł. moglibyście zdjąć tę papę z siebie.A wy. a zieleniny nawpychać się musi. a dopiero da ci. Tylko nie daj komu.. umie podbechtać do pracy. .obecnie. głupi. kręci się tam przy bagrze . Ja wczoraj przyniosłem i przedwczoraj. a jeszcze więcej po narzeczonych nieobecnych autochtonów przebywających zur Zeit107 na froncie. in.

to co? . Ja też.rzekł rozsądnie stary.zatłukł za słomę. to byłbym taki mądry i chodził bez papy. a nie Aryjczyków. Czyja wam broniłem robić miotły? Wyście sobie wygodnie w południe leżeli. Nie wpadło mu natomiast na myśl wpuścić spodnie w owe eleganckie niegdyś trzewiki. A jak będziecie tylko buraki jeść i jeszcze co dzień papierosa kupować za pół miski zupy. to nie u mamy w domu. tobyś też tak wyglądał jak my . zeschniętym. stary.zapytał mnie ten od utytłanych.Panie. Już i tak wyglądacie jak półtora nieszczęścia. jeszcze warszawskie. jak nie ty? Może powiesz: nieprawda? . proszę pana.No? A jak po buraki. niż gdybyście pajdkę chleba zjedli. Dostanie pan durchfallu i wykituje pan w try miga.przerwał potok mej wymowy ten w nakryciu z papy.) .Przyniósłbyś pan jednego dla nas.Albo ja więcej jem od was. Były one grubo oblepione błotem. . dawnym. . stary . Jak się otrzecie z błota i poruszacie się niemnożko 108. .Tylko nie jestem wzwyczajony do frykasów jak wy z Warszawy.Sprzedałem wczoraj miotłę blokowemu z waszego bloku i za to dał mi miskę zupy. przecie obóz to nie pensjonat. to mu się nie bardzo chce żyć . Przyjrzałem się dokładnie staremu muzułmanów!. proszę pana. Nie lepiej to przeżyć? . 108 Niemnożko (roś. .troszkę 27 .Jakbyś pan zjadł tylko liter zupki na wodzie i pajdkę chleba.Ej.Kiedy się. . niegdyś eleganckich trzewików.oburzyłem się szczerze. . jak ja witki plotłem. która wystawała spod kusego kołnierza postawionego sztorcem.szanować się nie umiecie. Pracowaliśmy wszyscy koło wikliny. że co? Że wytrzymacie? Wwalą w skrzynię i wywiozą.A czy ja jestem Żyd? Żydów to tam mogą tłuc. jakbym miał trzy koszule. Zresztą martw się pan o siebie. gdzie wam wszystko podadzą. czy co? .rzekłem z pogardą . pan idzie po buraki? . Marynarkę przepasał grubym sztukowanym sznurem i wypchał się grubo słomą. A jak człowiek głodny. I szanować się umiem. co ją znalazł u niego? . i tyle będzie z was. . to wam od razu więcej zdrowia przybędzie.A kto wczoraj menażkę zupy z naszego bloku wyniósł. trochę się ochędożyć. jakby ten kawałek nasiąkłego wilgocią płótna z pokrzywy mógł go ogrzać. jeść chce. Trzeba się trochę ruszyć koło siebie.Burak szkodzi na żołądek. to myślicie. . i gęstą mazią nowo nabytej gliny.

wykopał mały dołek.Ludzie. poczułem się nieco raźniej. daj pan jednego. wsadziłem oba pod marynarkę i trzymając w ręku parę liści jako osłonę przed wzrokiem kapy albo posta. z Oświęcimia.Panie. jak jesteście starzy i boicie się. to i tobie wszędzie dadzą drugą miskę zupy . Wyciągnąłem buraki spod marynarki. to po co się starać? . biało-różowych buraczanych łbów nic innego nie umiałem dostrzec. Na oko wybrałem najgrubszą bulwę.namawiali mnie powstańcy. w których stopa znajdowała oparcie jak ulał. Dywersant dziabnął kilofem w dno rowu.zawołałem prawie że z rozpaczą. klnąc siebie za niepotrzebną zwłokę.A idźcie sobie urwać! Tam rosną buraki dla wszystkich! Co to ja jeden jestem? . Jakieś sto metrów dalej rów skręcał ku czarnemu kwadratowi ziemi tarmoszonej przez traktory i bagry. . wrzucając łupiny do dołka.Tee. Oczyściłem marynarkę i spodnie wyjętą z kieszeni drewnianą łopatką. Tutaj. Oglądałem się za rzepą. zostawcie mnie w spokoju! .. 28 . bez pośpiechu poobrywałem liście i wyważyłem ją z ziemi. Zdobyłem tedy jeszcze jeden burak. daj pan kawałek .Kiedy panu łatwiej.powiedział bardzo rozumnie. Wreszcie wsunąłem się między spękane.krzyknął za mną nieprzyjaźnie pan w nakryciu z papy. . te. wyjął z zakamarków odzienia rzecz nieocenioną: scyzoryk. .rzekł ten od nakrycia z papy. Jakbym ja się bał. Wsadziwszy nogę w zagłębienie i chwyciwszy się palcami krawędzi rowu wy-dźwignąłem się z wysiłkiem ponad rów i nie zważając. że cała marynarka obłazi mi błotem. ty sukinsynu! . .Jak posiedzisz parę latek jak my wszyscy. toby już dawno trawa po mnie rosła! . począłem wycofywać się do rowu.To się udław.I tak nikt nie patrzy. Byłem trochę podniecony i oddychałem jak zgoniony pies. bo pan jest młody! . Romek kucnął sobie w rowie. oskrobałem bardzo starannie ręce i buty i przytrzymując buraki pod połami marynarki szybko podyrdałem do swoich. Tuż przed zakrętem nasyp nad rowem był usunięty.To zdychajcie. ale prócz pękatych. Albo ode mnie blokowy weźmie? Woli dać zupy za darmo któremuś z was. popełzłem ostrożnie między buraki.odpowiadam rozdrażniony i biegnę do buraków. wilgotne ściany i odetchnąłem z ulgą. kiedy przechodziłem koło nich. przyciskając do brzucha obrzydliwie wilgotne buraczane łby. ja też jestem taki mądry. a w ścianie rowu wykopano dwie płytkie dziury. zakryty po trosze buraczanymi liśćmi. Przecisnąłem się do byłego dywersanta. . i obrał starannie buraki. . trzymając się rękojeści kilofa.

niegdyś eleganckich trzewikach. Podszedł do nas po cichu i oparłszy się na łopacie.powiada .partyzanty jedne. dodałem zniecierpliwiony: .wlazł przez okno do chałupy. rozglądam się. z nabożeństwem wysłuchiwał historyjki dywersanta. Wal. . stary. „Chodź na przesłuchanie”.zawyrokowałem. tylko mnie woła. .A jakiej kiełbasy. piekącą słodycz sacharyny i rozchodziło się od nich nieprzyjemne zimno po ciele. „Ja go nie puszczę. proszę pana? Bo ja się trochę na wędlinach znam . żeby ktoś za was tyłka nadstawiał jak w Warszawie. jak mnie zaraz Niemcy wywieźli? . Dlatego jadło się je ostrożnie i małymi dawkami. aż się załatwi. Włażę. z nie mniejszym nabożeństwem śledząc krajanie buraków. leży sołtys z babą w łóżku i nie chce wyjść.rzekł Romek. w poduszkę. czekamy. Myślisz. To sobie możecie wyobrazić! Podał mi plasterek buraka i odkroił sobie drugi. raz poszliśmy robić jednego sołtysa. niedaleko od Radomia .odrzekł opryskliwie Romek.Bujda wszystko .Na pewno lepsza od tych buraków. Ale on nic.Jeżyny czy Dzierżyny.bo w spiżarni u starego tośmy taki . Człowiek w trzewikach ze starczym uporem tkwił wciąż nad nami. Obstawiliśmy chałupę na olaboga i Wilk we wszystkich opowiadaniach Romka Wilk grał pierwsze skrzypce . bo trochę ciemno. trudno. nie nadające się na wybredniejsze podniebienie części. . a kiedy nie odchodził. mówię. że nie serdelowej. i ja. A sołtys milczy ze strachu. do roboty i starajcie się dalej.Słuchajcie no.mówił. Miały nudną. rozmiesz.A ma. poduszkę i pierzynę mi do cna ino zmarnowali!” .Chcielibyście tylko. aż pierze pod sufit poleciało. Zwykłej wiejskiej kiełbasy z czosnkiem . . 29 . nie mogąc oderwać oczu od chrupanych przez nas nonszalancko plasterków. . daj pan kawałek. nie bądź pan taki.zatoczył ręką nieprawdopodobne koło .Panie. . baba w krzyk za nim? Akurat! „Takie owakie . Wywaliliśmy na spółkę w chłopa. idźcie. i to bardzo dużo .wieniec kiełbasy zafasowali.Ale co ma sołtys do buraków? . mówi Wilk.Jakiej kiełbasy? Wiadomo. zaklepując łopatą dołek z obierkami.dywersant podał mi pokrojony na części burak. przesłuchaj ta go w łóżku”. prawda? Sami to się boicie? . czego się nie robi dla Ojczyzny.Rozumiesz. powiada baba. który natychmiast schowałem do kieszeni .Jakże j a mogłem walczyć w Warszawie. .Trzeba było urwać sobie . to wam majster Batsch może skórek od chleba da .rzekłem drwiąco. jakoś tak się ta wioska nazywała. .Idźcie. wycinając z buraków żylaste..rzekł niespodziewanie stary w zabłoconych.

Dajcie prędzej. żebyście nie marudzili. Stary krytycznie spojrzał na łydkę.dodał z mieszaniną pogardy. wyjął chleb. ale za całego buraka . uznania i zazdrości. Nie imponowały mu byle jakie opuchnięte nogi.Widzicie. a potem opowiadać dyrdymałki.Widzicie. A wy buraków chcecie. Złapałem ją w powietrzu. poskładał je do kupy. . Gadamy i gadamy. jak trzeba. Trzeba było od razu wyciągnąć chleb. Że też wy od rana umiecie dotrzymać . także nie jeść.Dam wam kawałek chleba. z fantastycznie poskręcanych szmat i ścierek wyłaziły obrzmiałe. . tylko woda. cierpliwość i umieć donosić żarcie do czasu. 30 . Z utytłanych w błocie. Chwycił chleb.Gdzie tam. . aby unaocznić. Żebym to ja tak chleb umiał dotrzymać. Z chytrym uśmiechem rzucił mi jedną.rzekł z ożywieniem stary. buraki szkodzą na żołądek. jak błyskawicznie i fachowo oceniłem.Trzeba mieć. uważasz. stary. Co dzień z wami to samo. następnie wyjąwszy z kieszeni kawałki buraka. że kantu nie ma i że to rzeczywiście cały. A wy zjadacie całe główki. zwiędłe śliwki. i wręczył je staremu. a drugą ręką chwycił się pod bok. a buraka to chcecie za całą rękę . Jak dojdzie od nóg do serca. . niegdyś eleganckich trzewików. Pochyliłem się i nacisnąłem palcem skórę. chorobliwie białe.Ale niech tam już będzie. ciągnąc za sobą łopatę. zawszeście jednakowi. tak z pół pajdki rannej.. Za dużo w nich wody. ma się rozumieć. stary. jak chodziliśmy po narzędzia rano do budy. Nogi was nie bolą? . położył go we wnęce. który zebrawszy kawałki buraka w podołek. a potem podniósł na mnie oczy bez wyrazu. Takim burakiem to człek przynajmniej kiszki napcha. palec włazi w ciało jak w wymieszone ciasto.Ano. odszedł w pośpiechu za zakręt rowu. A wiecie dlaczego? Woda. Wreszcie Romek wyciągnął z kieszeni dwie przyduszone. uważnie mieszając chleb ze śliną i połykając bez pośpiechu. Znalazłem śliwki. . Poczęliśmy obaj żuć.. I zieleniny. podciągając do góry zabłocone nogawki pasiaka. to wtedy kaput. podzielił go sprawiedliwie na dwie równiutkie części i podał mi jedną.Chleba dajecie za paznokieć. nawet kawy. bo do roboty trza. żeby bolały. Wtedy Romek sięgnął do wnęki. Nie można nic pić. nie nadkrojony burak. . tylko mi trochę opuchły . Dywersant oparł się na kilofie. . a tam inni za mnie kopią. nic.powiedział bezdźwięcznie i wyciągnął z kieszeni omotany w brudną szmatę chleb. prawie sine łydki.stary.rzekł dla zasady Romek. Dywersant gmerał obojętnie kilofem w ziemi. Ale ty byś od razu zjadł.

Taki. oraz czerwone dachy domów schodzących coraz niżej. który wznosił się w środku wsi nad wodospadem wezbranej w jesieni rzeczki.zgodził się były dywersant. jak w Oświęcimiu dostawałem paczki. żeby na kupie nie stać. . łańcuch wart i las. zdaje się? . . nawet przez oświęcimiaków nie dościgniony. Rów był wąski. przerzynając na ukos łąkę.Najlepszy system to nie nosić jedzenia w kieszeni.mówię w rozmarzeniu. organizator wszelkiego jedzenia po okolicznych wsiach. To żydowski system. a tu było trochę ziemi nad głową niby dach. . dbał. w której wydawało się nieco cieplej niż w gołym rowie. Oto zbierał codziennie od swoich kolegów skórki od chleba i rozdawał je tym.Zacząłeś coś mówić o rowie przedtem. wtedy człowiek tracił 31 . Z jednej strony rowu wznosił się nasyp. noszenia szyn i załadowywania worków z cementem oraz świetny. schodził z drogi majster.I warszawski . na której gdzieniegdzie rosły dzikie śliwy. . Widziałeś mnie kiedy. poniżej dna wanny. Śliwy dochodziły aż do wsi leżącej zupełnie w dole. Od lasu kładł się biały pas drogi. żebym miał chleb przy sobie? Raz-dwa zjeść.Naturalnie. troszkę kawy popić.dodałem. to mleko skondensowane od razu wypijałem . a ja podpierałem wnękę. którzy najgorliwiej pracowali. Wilgotna ziemia pachniała trupim zapachem gnijącej trawy.zagadnął. podniósł kilof wysoko ponad brzegami rowu. niknął we wsi i wypływał wraz ze śliwami. w którym w przeciągu dwu miesięcy umarło trzy tysiące ludzi. co dzieli. Za lasem leżał nasz mały. myśląc o odbytej tylko co transakcji. i przestać cały dzień przy łopacie. Co w żołądku. Należało rozmawiać cały dzień. ani na podatki nie wezmą. gmera. pozwalając mu w rowie opadać własnym ciężarem. A tutaj porcje także od razu zjadam. Były dywersant wziął kilof i odsunąwszy się ode mnie o dobre parę metrów. O swoich ludzi. . Z daleka.prędko zdechnie.Wiesz. może dlatego że nad rowem szedł wiatr. mamrze się zjedzeniem . Od nas widać było czub kościoła. a dalej traktory.Nigdy nie umiałem podzielić. krusząc resztki grud upadłych z nasypu. tego ani złodziej nie ukradnie. Chwyciłem łopatę do rąk i począłem z energią wyrzucać okruszyny ziemi.I warszawski . . Wbił kilof w ziemię i oparł się o ścianę rowu. Był to wielki specjalista od instalacji wodociągowych. Dalej wspinał się po stoku wzgórza młody świerkowy las. za nasypem szło pole buraków. Znów bez porozumienia wróciliśmy do dawnego systemu pracy. Z drugiej strony była łąka. ale niedużo. ale nieproporcjonalnie głęboki. że bym zjadł . gdy milczenie przeciągało się niebezpiecznie.odpowiadam zgodnie. Grunt to nie narobić się. a miał nas dwudziestu. odcinając się od mokrej zieleni trawy jaskrawą barwą munduru Armii Pracy Todta. On kiwał się na kilofie. ani ogień nie spali. niedawno założony obóz..

widzisz.i zaśmiał się urągliwie. żelaza i czego tam jeszcze. Ale nawet gdyby nie. aby dzisiaj przeżyć. to kapo. gdzieś pod Beskidami.rzekł ostro dywersant .chodź no tutaj! Dlaczego ten człowiek leży na ziemi? Dlaczego on nie pracuje? Majstrowie nazywali kapami wszystkich. w kółko. . siedział skulony stary. to znów na granicy szwajcarskiej. błyszcząc czernią wysokich butów. bo w co będziesz wierzył? Co tu mówić.. postękując z wysiłku. . co to się w powieściach czyta.Machaj. dbając usilnie. machaj kilofem .Bo to. . albo będziesz grabił oburącz. Chcę wrócić do żony.Kapo.rzekłem ostrzegawczo . Przez ten czas u nas wymarło trochę ludzi. I coraz częściej pada deszcz.krzyknął do mnie. I to nie o jakichś tam wspaniałościach.Nie gadaj. I końca nie widać. Majster Batsch postał chwilę nad nami.Już od miesiąca tak kują.grunt. to myślisz. i tak. nie? A może chciałbyś już tak do końca życia . raz na Śląsku. gorszyło. do dziecka. A jak przyjdzie zima. Brzeg żołnierskiego płaszcza miał ordynarnie zabłocony. . że wróci. na dnie rowu.poczucie czasu i nie miał okazji do snucia destruktywnych marzeń o jedzeniu. to znów nowych przygnają.. Podbiegłem rowem. cegły.i co? Coraz głodniej i zimniej. Za zakrętem. cementu.do kogo? Może też gdzieś tak dołki kopią. pracowaliśmy gorliwie.. zatopieni na niby w rozmowie. że będziesz umiał żyć? Albo będziesz się bał wiecznie nie wiadomo jakich strachów. pokopaliśmy rowy. Przyłóż ucho do ściany. coraz to któryś z kumplów umrze.majster stoi nad rowem.Pogadajże coś! Jak to było? . którzy umieli po niemiecku. gdzie się da. co kapo bowiem. Na pewno będzie ci lepiej niż teraz. Śmieszyło to bardzo starych oświęcimiaków. tak się gmera. bracie. Jeszcze się człowiek jakoś trzymał nadzieją.Ja tam nie myślę o tym. ten od 32 . nazwoziliśmy wapna.. kapo . założywszy ręce do tym. prawdę powiedziawszy. ja tam od rana myślę o jedzeniu.i znów machnął kilofem. Ale tak do syta chleba i grubo masła na chleb. kopie Niemcowi na pożytek. jak ziemia huczy od artylerii. aby błysnąć nim nad rowem. zbudowaliśmy kolejki . że go nie dostrzegamy. a posłyszysz. kują. stanąwszy nad grupą powstańców . szyn. nie widzisz? Udając. co będzie . . uczciwe łopaty aż na sam czub nasypu. doły. . a nawet. raz w Wirtembergu. już się dosyć nawojowałem po świecie. jak te nasze powstańcy. ale teraz . Wywalałem pełne. . popatrzył jakby z niezmiernej wysokości i poszedł powoli nad rowem. Kują w nią tam na Zachodzie.

zapytałem ze współczuciem. proszę pana majstra. Gdy chwyciłem za łopatę. opierając się z wprawą na kilofie. dziecko. przyglądając się smutnie powstańcowi znad rowu.Stary. to zupełnie jasne . Klauen110.) . . ruszył się niespokojnie.kraść 33 . prawda? . W ręku trzymał spory pakuneczek owinięty w gazetę. troskliwie. że nie ostrzegamy. Majster Batsch pokiwał głową w zrozumieniu. . verstehen (niem. bo jeszcze pana kto urządzi. .zabłoconych.zapytał. jakby z krawędzi innego świata.powtórzył z naciskiem.zagadnął bez zainteresowania.Cóż to. Na przeraźliwie bladej twarzy starego powstańca pojawiły się rzadkie krople potu. nie wiesz pan. ale z daleka zaglądając więźniowi w twarz. Jego towarzysz z kilofem. buraki wam. Znów później powiecie. rozumieć 110 Klauen (niem.On nie może tego potrafić! . prawda? . Towarzysz starego. że zielenina szkodzi. ściskając rękoma brzuch. że majster zrozumie po polsku.Buraki? Z tamtego pola. że my niedobrzy.rzekłem z pogardliwym lekceważeniem. chory . bo rozpiął kołnierz. . Oczy miał przymknięte. Co pan. to bardzo niedobrze. i jęczał. ten od nakrycia z papy. kucnął spokojnie we wnęce. a niegdyś eleganckich trzewików.On kupuje co dzień buraki za chleb.Krank.To pan jeszcze mało rzeczy widział na świecie. Mówiłem już raz. wylazł z wnęki i stanął także w pozycji roboczej. Na żarłoczność i głód trudno poradzić. ciężko chory. że majster był zajęty czym innym. może tego człowieka do lagru zaniosą.Powiedz mu pan. pierwszy dzień na komandzie? I zdejmij pan tę papę.No tak. że żaden post nie pójdzie teraz stąd? Coś pan. widać. . Ma czas do wieczora. obrzucił mnie nienawistnym spojrzeniem i rzekł niezdarnie do majstra Batscha: . przecież on jest chory. Słoma wylazła mu zza pazuchy i sterczała przed twarzą. Dywersant. On jest chory.Hunger. ten od papy.nażarł się buraków i teraz dostał boleści w brzuchu. . to nie wie.głód. stary. co? O.rzekłem ze zdziwieniem.Chory? . 109 Hunger. . Dopiero co przyjechał do obozu. I odszedłem do swojej łopaty. korzystając z tego.) . .majster Batsch uczynił dłonią międzynarodowy ruch chowania ukradkiem do kieszeni. Musiało mu być gorąco.dopowiedziałem pośpiesznie . Powieki drżały mu raz po raz.Ciężko chory? . verstehen?109 . Majster kucnął nad rowem. . . zaszkodziły? . w nadziei.

Czarno widzę przed nim. Spuchłe nogi.Nie.. Urwał i chwycił za kilof. bo jeść mało dają. tu znów im źle.Nie mogłeś przyjść po mnie? . .zapytałem z żalem. Przyjechali sześć tygodni temu i już chcieliby ze trzy miski zupy dostać! .obruszył się były dywersant spod Radomia. I z rozmachem uniósł kilof nad głowę. aż ugięła się rękojeść łopaty. .Co tam zjadłem . Jedzenie było tematem w chwilach szczególniejszych wzruszeń. Było pół pajdki na dwóch.pajdka rano.Margaryna i ser .Dużoś zjadł dzisiaj więcej niż porcja? . Popatrzył z sympatią na naszą zgodę i umiejętną pracę i rzucił między nas pakuneczek owinięty w gazetę. potem parę śliwek.Właśnie o tym myślałem .ciągnął dalej .. że ma wujka volksdeutscha111. Przez cały dzień nic. .obywatel kraju okupowanego w czasie II wojny przez Niemców. dbając usilnie. .Co się będziesz martwił za tamtego.Nie pociągnie nawet do wieczora . że oni nie są polityczni. i co trzeci chwalił się.Znów jeden mniej.Margaryna i ser.Pewnie.) . . to dobrze mu tak . że mogli. Ja mu nie kazałem przyjeżdżać. . Pod naszymi nogami rozsypały się skórki chleba.Wczoraj to zjadłem. A potem dostałem jeszcze zupy na kuchni. . . Jak kto chce Niemcowi służyć. . . potem znów ten chleb i trochę buraka.Już niejedną setkę takich widziałem.. Żeby tak jeszcze. że na roboty. który w związku z pochodzeniem zadeklarował przynależność do narodu niemieckiego 34 .zapytałem zainteresowany. jak już zaczęli. Mogli bronić tej Warszawy.W Oświęcimiu krzyczeli. Przecie jak oni jechali do Oświęcimia. A dziś .. Dorwali się teraz do robót jak chłop do wody sodowej. Pod wieczór tośmy sprzedali buraka Żydom.odpowiedziałem.. Myśleli. nie? .podpowiedziałem. a teraz znów się obżarł burakami. bo musiałem zjeść w kuchni. durchfall. bo odnosiłem kotły. aby błysnąć nim ponad krawędzią rowu. Z rana porcja chleba i co tam było do chleba? .rzekł dywersant. margaryna na trzydziestu kostka. Nad nami stał milczący majster Batsch. 111 Volksdeutsch (niem. podczas gdy ja skwapliwie pochyliłem się ku ziemi. Ze złości wywaliłem całą grudę ziemi na nasyp. to ich nikt nie pilnował. A wieczorem jeszcze zupa za twoją miotłę.rzekł energicznie Romek.

ociekających igliwiem młodych sosen. Tylko pstrokate nogi Batalionu. zalanym słońcem dziedzińcu poesesmańskich koszar. przypadł do ziemi i rozdęty przypadkowym podmuchem wiatru napęczniał. które wytrząsały ze swego wnętrza. zwinął się u wejścia do hali.Panowie żołnierze . zelżał pod kupą bali. urwał wpół słowa śpiew i wsunął się jak w tunel w mroczną czeluść hali. odziane w zielone rękawy odziedziczonych po żołnierzach z SS kurtek. Siedząc z kolanem przy podbródku na wąskim. twardym parapecie okna na trzecim piętrze jednej ze ścian studni i wygrzewając się nago na słońcu jak sparszywiały pies przeciągnąłem się sennie. obszedł sztywno dziedziniec. wzbił się w powietrze i rozpłynął się w nim bez śladu. pękł.powiedziałem. jaskrawą zawartość ludzi i bagażu. przywalony drgającym słupem słońca. zszarzał. zachrupotał wielonożnie po szkle z wybitych dokładnie szyb. przybił gorliwiej beton pod wysmukłym. głucho. ziewnąłem z uznaniem i odłożyłem na bok zorganizowaną w którymś z pokojów oficerskich książkę. odwracając się do sali. wesołych i chwalebnych przygodach Dyla Sowizdrzała i Lamma Pasibrzucha. w której odbywały się do niedawna patriotyczne wiece esesmańskie. . Ręce jego. odgrodzoną od placu ostrym. słonecznym blaskiem i mięsistą. Oślepiająco kredowy wąż kurzu. szedł Batalion i śpiewał. 35 . która wszędzie na świecie jest tam. opowieść o bohaterskich. a kroczył ufny w swą siłę i ochrypły śpiewem jeden zwielokrotniony człowiek. drew. podnosiły się energicznie do pasa i opadały ku ziemi w gniewnym. jakby to maszerował nie Batalion. zacięcie wbijając w beton takt. gdzie wy jesteście. mąciły wojskową jednoznaczność wyrazu. ławek i krzeseł przygotowanych na wieczorne ognisko. jednolitym zamachu. podobny z lotu do trzech zielonych gąsienic o pręgowanym. nakrapiane gdzieniegdzie jasną plamą wojłokowych chodaków. Dobrze spełniliście swój obowiązek wobec Ojczyzny. jak z worka z gałganami. ponieważ wiatr zarzucał nań jak na wędkę barwną szmatę narodową. Batalion. świeżo malowanym masztem. skręcił ostro pod oszkloną niegdyś halą.BITWA POD GRUNWALDEM I Po szerokim. sczerniałą zielenią świeżo ciętych gałęzi. jak po dnie głębokiej studni wkopanej w kamienne ściany budynków. . Wolno spać dalej. który wlókł się za Batalionem.Batalion pomaszerował do kościoła na mszę arcybiskupią. żeby z kolei wystawić na słońce plecy. minął kolumnę rosłych ciężarówek amerykańskich. sfałdowanym grzbiecie i nieruchomym tułowiu.

chwała Bogu i Ojczyźnie. co tam im trzeba dla nas. na którym sypiałem. . Cisnął książkę na stół i bijąc buciorami o kamień podłogi. który uczył się angielskiego i szeptem powtarzał słówka. nie mieścił się w skąpym łóżku.Znowu sukinsyny gotują na węglu . słonym potem nie mytych genitalii. Krostowatą twarz zwracał nieodmiennie w stronę okna i patrząc bezmyślnie na mieliznę parapetu łapczywie wsłuchiwał się w śpiew i tupot Batalionu. a zamiast kapów . Uporczywie chodził w obcisłych.To pan do mnie kij przytykasz.rzekł. . W powietrzu bzykały cienko wypasione. to nie . . krzywo wyrysowana strzała. leniwe muchy i ciężko oddychali rozespani ludzie. dusił się od gorąca i bił podkutymi butami o żelazną poręcz. a pod ich nogami wałęsało się parę taboretów bez oparcia i błąkała się bezradna jak zagubione dziecko emaliowana spluwaczka.Jak kto ma dyżur w kuchni.warknął gburowato chorąży. podszedł do okna.Polska piechota maszeruje dobrze. czy kucharz kraść zdąży dla Żydówki w ciąży .wykrzyknąłem. ale żeby kucharze żarcia z kuchni dla Żydówek nie wynosili. hitlerowskie sentencje. Plecy zagrzały mi się tak. leżał w nim cały dzień na łóżku. zamrugał ku mnie zaspanymi oczyma krótkowidza. kotły i wszystko. że obiad dla oficerów. . nie zrzucał nigdy sukiennego munduru. gdy ją polscy prowadzą oficerowie ku chwale Ojczyzny .oficerowie na czele. Od stóp do głowy pokryty był przyblakłymi wzorkami tatuażu. wysadziwszy głowę za okno.rzucił od drzwi Stefan. zeskakując z parapetu. świecąc muskularnymi węzłami ciała. po żołniersku śmierdziała zastarzałym. Niby wszyscy męczennicy z obozu. który czytał niemiecką książkę o Katyniu. .A jak maszerowali? Jak wojsko? Bo na ćwiczeniach łażą jak muzułman po błocie odezwał się podchorąży Kolka.Przez sześć lat w lagrze piątkami łazili. Pod nie bielonymi ścianami.dodałem patrząc obojętnie w przestrzeń. a czerwony napis wskazywał nieomylnie: „Tylko dla pań”. teraz odpoczęli dwa miesiące i znów łażą. 36 . przez środek szły z gruba ciosane stoły. jakby je kto skrobał rozpalonymi szpilkami. jak zakurzony glinany talerzyk. czyściutkich slipach. to niech pilnuje.Sala po prostu. . sypiąc za każdym poruszeniem fury słomy z przegniłego siennika na dolne łóżko. po czterech. Chociaż z okazji rozdziału niemieckich marynarek pokłócił się z oficerami i postanowił bojkotować wojsko. który spał przy ścianie od drzwi. stały dwa szeregi żelaznych. Uczyć maszerować to potrafią. Olbrzymi i żylasty. Na prawym udzie pięła się ku pachwinie gruba. to co gotują w kuchence? Jasne. bracia. piętrowych łóżek.Jak mają kuchnię elektryczną. . barłóg. i zdjąwszy rogowe okulary z nosa. żeby nie kradli. zdobnymi w bogoojczyźniane. jeżeli dobrze zrozumiałem . Patrzy chorąży.

pochwalnym śmiechem. Pan jesteś psem od łapania. póki się ciebie nie czepiam.O ludzie. to won z wojska. A jak ci się nie podoba co. zadrgały mu spazmatycznie jak pyszczek zajączka. pogładził się po rzadkiej i sztywnej siwiźnie i rzekł ze wstrętem: . a nie do garnka. Doleciały nagle strzępy jazgotliwego gwaru i umilkły. jak nożem uciął.Mało wam jeszcze. wyskrobku bolszewicki. Chorąży sztywno usiadł na łóżku. co o tym wie i książeczki czyta z obrazkami? Jakby wlazł w tyłek Pułkownikowi. Naćpał się nie gotowanego mięsa baraniego. Zmarszczyłem z dezaprobatą brwi. którą przyniósł z nocnej rajzy po bauerach. Wolał zdechnąć niż pójść do szpitala. równe i białe jak u psa. . A jak ci się podoba taki kontroler. Cierpiał od kilku dni na ciężkie rozwolnienie żołądka. . Kradną. ludzie niespokojni. Pana trzyma Pułkownik na smyczy. pamiętał bowiem szpital z małego kacetu Dautmergen. Podwinął pedantycznie wystający róg prześcieradła. nasz brat.Hau. uderzył głową o ostry kant górnego. W łyżce wody chce utopić brata.Sutki piersiowe. jak nie złapałeś. znowu się wam bić zachciewa . Dobry pies nie szczeka. . kradną! Nie szczekaj. Przebierał nerwowo palcami u nóg. hau . Parsknąłem krótkim. Chodził wzdłuż stołów wyprężony.zaskomlił.pomyślałem rozczarowany i wychyliłem się przez parapet. Chorąży poderwał się na łóżku. Chwycił książkę. . ozdobione parą wytatuowanych uszu i sinymi kropkami imitującymi oczy. podniósł się z jękiem na swoim łóżku. „Nie będzie awantury” . którego omal nie utłukłem w walce o lepsze miejsce w wagonie podczas transportu do Dachau. wypukłe oczki. toby nie wylazł.I przytknął siną. Chorąży powoli wstał z łóżka. Zza wykrzywionych nerwowo warg zaświeciły zęby. przewrócił z szelestem parę kartek i tępo wpatrywał się w fotografie grobów w Katyniu. cierpliwy jak chore zwierzę. na wąskich pasach zieleńców. poruszony nagłą ciszą. zawsze głupi. zaklął ordynarnie na temat płciowy. aż dopiero z Podporucznika. Pod kamiennymi ścianami koszar. ale złapie i gryzie.zaszczekał chrypliwie Stefan i zmrużył złośliwie maleńkie. Siennik zachrzęścił i słoma posypała się na dolne łóżko. między rozwalonymi 37 . że was bieda bije? Ale nasz Polak. Z dziedzińca zacharczała odjeżdżająca ciężarówka. jakby był przywiązany do budy. gryź pan. Jednocześnie zaś chory Cygan.Nie czepiaj się mnie ty. wychudzoną twarz do poduszki w czerwone maki.koledzy. Leżał nieruchomo. właśnie. Podchorążak Kolka poruszył się z zainteresowaniem i wyjął pięść spod głowy. ale do maszerowania na mszę. jedynego zresztą w tej sali. panie chorąży. pociągając płaczliwie nosem.Właśnie. . .

a górą . znajdziesz . bo kto panu da jeść? Pułkownik barana nie przyniesie. której pilnowali obcy żołnierze. za sprzątnięcie korytarza. barwne letnie sukienki migały wśród bujnych. delikatny dymek i drżąc cieniutką smużką rozpraszał się ukradkiem w powietrzu. z pięter. przepustki ci na świat nie dadzą. w wielu szeregach bliźniaczych okien zwisały ze sznurów strzępy różnobarwnej bielizny i kręciły się na szpagatach świeżo malowane drewniane kuferki. wiadomo .ale cóż. A ty? Siedź.zanucił Stefan. dołem tonący w soczystym cieniu. na drugim piętrze.. Za bramą. że wszystkim jednakowa dola. Tam właśnie był świat. które wonią zarażały cały dziedziniec.. żeby panu synka nie złapali.mruknął złowieszczo przez zaciśnięte zęby. A jak siedzieć? Jak komu syn barana przyniesie albo Niemkę przyprowadzi. panie chorąży. Z parteru. Pójdę na kuchnię sprawdzić. darły się chrapliwie niezmordowane radia. człowieku: siedzisz zamknięty jak za Niemca. Wyciągnął z szafki mundur i począł się ubierać.Häftling 112 . sapiąc z lekka przez nos. Żeby chociaż nie kradli! Byłoby lżej. jak głodno i do domu daleko. równo oszklonych okien. szedł rząd weneckich. Ale nie powiedział nic. do czasu. a także za Ojczyznę. .Uważaj pan tylko. . na świecie . zardzewiałej na brąz rury wystawionej nonszalancko przez lufcik .. za niezłomność. tam gdzie mieszkali prominenci.Znajdziesz. Zacisnął wargi i patrzył w ziemię. z małej. za lojalność. wystawione na słońce. bo ustrzelą. bracia.. tam gdzie były kuchnie Zgrupowania Wojskowego Allach. za karny meldunek.Pan chorąży pewnie na mszę grunwaldzką? . bo nie umiesz się lizać. . ciągnęły po autostradzie kolumny aut. Ale do czasu.. gdzieś aż spod strychu. A w środkowym skrzydle budynku. . usta drgnęły mu złowrogo. przez dziurę w murze nie wyjdziesz. Na parterze.więzień.stertami gnijących śmieci. ciekł nieustannie wąski strumyczek rowerów.snuł się cichutko niebieski. panie podchorąży. .Ładnie jest.westchnąłem z udanym smętem .. 112 Häftling (niem. Przez cały czas patrzyłem spod zmrużonych rzęs na chorążego. Ale jeśli nie znajdę! .zapytał obojętnie Kolka z drugiego końca sali.) . aby wyschły. nad drzewkami i żywopłotem. mocno osadzonych w ziemi platanów. pełzały w górę anemiczne drzewka klonów i szczelnie krzewił się tuż nad betonem kwitnący czerwono żywopłot. 38 . Chorąży poruszył się niespokojnie na łóżku. to może siedzieć.Nie. Wyżej.w słońcu jak w złotej farbce. do którego puszczano za dobry marsz.

ukłoniłem się w stronę chorążego . A nie chciałbyś zobaczyć Arcybiskupa? .bohaterstwo i Ojczyzna. gestykulujących rąk.Da i bez tego. Byle z daleka od niej mieć dwie miski zupy! Jaki ja byłem głupi. . a obaj sobą troszeczkę pogardzamy. coś mu widać po kaznodziejsku tłumacząc. miło się z sąsiadami pogada ..Odchylił się od parapetu i płaską dłonią plasnął się w czoło. mnie się chce jeść. jak gromada niesfornych dzieci za nauczycielem.Idź na mszę. a nad generalicja polata dym i zapach gotującego się dla niej obiadu. Ciskał rękoma ku Pułkownikowi. sterczące włosy lśniły jak sierść psa.Nie chce mi się. On na pewno jest syty. . mucha bzyknie. i trochę Boga. Polsko. Podobno na ognisko niespodzianki szykują. .podchorąży Kolka przełożył nogi przez poręcz łóżka . nad którymi podskakiwały krasne głowy w furażerkach. mnie byś opowiedział. dla Polski.a wszystko widać jak w teatrze.ja gulaszu i jutrzejszej postnej zupy. co to wiesz . Może pójdę do teatru.Stefan oparł się w zadumie o parapet i patrzył ze złością na dziedziniec. obficie posypanych narodowymi barwami. Obok ciągnął Major owinięty w dziewiczą zieleń niemieckiego munduru oficerskiego. jaki głupi.Cóż jest między nami wspólnego? .rozłożyłem ręce z emfazą.jeszcze go nie ma.. Może da ci gulaszu? Gulasz dziś na obiad.. głupi! . Czarne. w mundurze skrojonym przez miejscowych krawców na angielską modę z koca koloru przywiędłego liścia.Do końca świata już tacy zostaną. Widziany w silnym skrócie Pułkownik podobny był do masywnego kloca o polerowanej słońcem głowie i sztywnych nogach. . Zapuścił ręce w spodnie i czochrał się z zainteresowaniem. energiczny krok.namawiał leniwie Kolka. - 39 .Że też ich Niemcy nie zdążyli wybić! . co to brukiew. panu Redaktorowi napisał do gazetki. A myśmy mieszkali gdzie indziej. Jego gesty będą niezrozumiałe dla mnie.A ty. Za nimi. On na dzisiejszą uroczystość patrzy pod kątem Polski .Na dziewczynki byś popatrzył. Polska. Zresztą . moje zbyt tuzinkowe dla niego. sunął bowiem godnie i prosto i z wysiłkiem markował wojskowy. A co ciekawego na mszy? .Mamy tak różne doświadczenia życiowe! On całą wojnę był gdzieś tam w wielkim świecie.Idź na mszę . Dopiero generalicja podąża godnie i w ordynku na świętą mszę. Na czele posuwał się Pułkownik. pętało się nie zróżnicowane stado zielonych i czarnych kurtek.nie pójdziesz na Grunwald9 . Tadziu . A Grunwald? Albo mi tu źle na parapecie: słońce przypieka. Co dzień mi zupy daje.dodałem rzeczowo . . może o wywrotowych fermentach w Zgrupowaniu Wojskowym Allach. pluskwy i flegmony. .

goniec 114 Komanderówka . Drugą miskę dostał zupy. Stefan umilkł speszony. . świat się przewala. I już taki ważny się zrobił jak.ciągnął w rozgoryczeniu . to dla siebie masło i chleb. jak taki Stefan przechwala się teraz. grupa więźniów pracująca poza terenem obozu 115 Szonungowy blok (z niem. a chleb dziesiątkami bochenków wędrował na lager w poszukiwaniu papierosów.A miejsce kto im dał na bloku? Czyste buksy.A pamiętasz . blokowy .Nie chwal się. fleger z Birkenau. więc się poczuł silny władzą Ja. jak Stefan.zupę.. a dla nich co najwyżej . ja mogę już do służby. trzymałem tę hołotę na bloku. chłopcy poszli na rabunek z nożem.Oczyściłoby się powietrze.dorzuciłem pogodnie. Tu. napchane sienniki? To mało? Wyżyliby na komandzie? . patrząc ubawiony. pan Kuriata. aż Stefan odwrócił się do sali . od którego raz. . kradłem żarcie głupim Cyganom. potem laufer113 i pipel osmański na małej komanderówce114. artyleria esmańska w obóz.młynek. Wtedy korzystając z okazji zadeklamowałem patetycznie: Ustalają się hierarchie. wreszcie blokowy na najbogatszym. Kręci młynek mieląc mąkę nasz Pułkownik. Amerykanie przychodzą. usiadł na pryczy i . rozumiesz. owoców i mięsa dla blokowego. brat poznaje wreszcie brata. że uratował życie paru polskim oficerom z powstania.jak w Allachu Pułkownik? Przynieśli mu młynek od kawy. którzy dziś nie chcą mu dać do syta zupy tytułem rewanżu. wsie naokoło palą się. szał. zbratanie ludów. jakby zdechli . były kolega.nic. schonen . koniec wojny! A ten .odmiana komando. niech mi tylko zjeść co dadzą 113 Laufer (z niem. Jak kradłeś.opiekować się. szonungowym bloku115. .blok dla ozdrowieńców 40 .. czyste koce. że nie dość szybko ustąpiłem mu z drogi. chronić) . karmiłem. placki i do latryny lata.przerwał ostro podchorąży Kolka. z którego zupa kotłami. jakieś kobiety posmażyły się.Przecież sam widziałeś. Laufer) . wyżebrał od kogoś trochę pszenicy. Podniosłem obie ręce do góry. dostałem uważnie po mordzie.byliśmy przecież w jednym obozie. nadstawiałem się za nich. tylko młynek i placki piec.

prawda. pójdę . co to znaczy? To twoi kochani rodacy ze Wschodu.. pułk stworzymy ci z kasynem.A co. ostro cel! Pułkowniku. Stefan . co Katyń zrobili.rzekł z goryczą. panie chorąży. nie podoba? Pan chorąży chciałby innej.pochwaliłem. udając idiotyczne pochylenie głowy... . gadzino zapluta! . twoja Polska. o będę! Podchorąży Kolka usiadł ciężko na łóżku i zwiesił na dół nogi.W takim czasie takie głupstwa.wybuchnął nagle chorąży i także podszedł do stołu. książeczek. aż mu paznokcie nabiegły krwią.zaśpiewał łagodnie Stefan . ty bękarcie! Ty wiesz. 41 . Uderzył mnie spokojnymi oczyma. co? W Katyniu? Szkoda panu chorążemu? . czy w niej nie zachlupoce woda. . zsypując na mój barłóg furę śmieci. Tylko jeszcze na was trochę popatrzę. nie podoba wam się Polska.Idź do tej Polski. do tych Polaków.Tak było. . .. idź! . Dobry. Czarny Cygan jęknął boleśnie znad poduszki w czerwone maki.Pewnie.syknął chorąży przez zęby. W Katyniu. aaa? Chorąży był już zapięty na ostatni guzik.szczeknął zjadliwie Stefan. Kiwnął do mnie wesoło ręką. Kiedy przykazaniem kupą się trzymać i nie warcholić! Warcholstwo gubi nas! Przez nie giniemy! . zupy pojadł.Pułkowniku. przystając naprzeciw chorążego. Wpił się kościstymi palcami w czarny blat. Zbielałe wargi poczęły mu drżeć. . za wygranie każdej bitwy damy zupy .Nie bój się pan.krzyczał chorąży. kilkakrotnie puknął się w skroń. Żeby chorągiew nosił w niej.Nikt cię tu nie trzyma. to do zgody woła.Książeczek się pan chorąży naczytał. co? .mam czas. że w Katyniu. Niemeczkę pomacał. chorągiew? Żeby syneczek mógł nocami chodzić na baranki i dziewuszki sprowadzać? Umiecie wy robić Polskę. Uśmiechnąłem się do Kolki i w odpowiedzi zakołysałem głową. masz rację. aż się rzygać chce! .cztery litry! . Szpiegu! . idź! .Idź do tej swojej. .W Katyniu. .To mój wiersz. inteligentowi .Dziwię się panu. zapamiętam. mąkę miel! Niech się klin wybija klinem. jakby próbując. Pójdę i będę na was czekał.

) . . Dalej. o której plotkowano. szczelnie oblepił okna hali. wykładanego a la Słowacki kołnierzyka. Obok ławek stał nieruchomo Batalion. Masywny. wyciętym z papieru orłom przyszpilonym do wielkich chorągwi narodowych zszytych z prześcieradeł. jednocześnie zaś z galowych drzwi komendantury. Na łonie jej leżał tekturowy hełm amerykański. U jego stóp lśniły nad poręczami krzeseł siwe głowy oficerów. Nad skwapliwie pochylonymi głowami 116 First Lieutenant (ang.właściwy komendant obozu. dajcie no spokój! . przewrócił go z trzaskiem i skoczył Stefanowi do gardła. byczy łeb. . pozował na krześle Aktor. przyglądał się nabożnie brzozowemu krzyżowi.purpurowy z pasji. Między oficerami tkwił w pierwszym rzędzie nieruchomy jak pomnik Prezes Komitetu. .Jak przeczytasz Sowizdrzała. Obecnie (plotkowano dalej) ma ją Aktor. sukinsyny! Arcybiskup idzie na mszę świętą! II Arcybiskup odwrócił się od ołtarza.uklęknął na jedno kolano i uderzył się pięścią w piersi. osuwając się obok niego na ziemię. przyglądał się i milczał. Chorąży szarpnął za stół.wrzasnąłem piskliwie i pobiegłem pomóc Kolce rozbroić walczących. tłumek zebrany przed halą sypnął się do środka.Przyjdziesz do nas na gulasz? Bo my wcześnie do teatru idziemy .zaszeptał Redaktor. za dużym i za sztywnym. Arcybiskup popatrzył na tłum u podnóża ołtarza i nieznacznie skinął głową. żuł obojętnie gumę i błyszcząc obco brylanty na.zapewniłem go żarliwie. sznurując usta i ociągając w dół mięsiste policzki. że w dni głodu przed końcem wojny miało ją całe Dachau. First Lieutenant116 .Nie bić się. Arcybiskup niecierpliwym ruchem poprawił ją (widocznie uwierała) i dopiero wtedy pobłogosławił nas bezradnym rozłożeniem rąk. Obok z karminowej sukni rozlewa się na brązowym pluszu fotela Śpiewaczka.Przyjdę . tępo patrzał w uda Śpiewaczki. strzyżony krótko. . przetkany Pułkownikiem. przystrojonej suto w czerwień i biel. Czuł się nieswojo w ukradzionym cywilnym garniturze. Za krzesłami ciasno zbił się tłum. to mi oddaj . kręcił się niespokojnie i błyskał pytająco okularami w stronę widzów.E. otwartym drzwiom. w których kołysał się bluszcz i drżało pogodne niebo. założywszy nogę na nogę. i poważnie podawał się ku ołtarzowi. wyłaził ze śnieżnego. Stojący dotąd bezczynnie przy fotelu ksiądz z Dachau podskoczył żywo i włożył mu mitrę na głowę.porucznik w armii amerykańskiej 42 . wszedł ksiądz w fioletach i otoczony ciasnym kołem czarnych i zielonych księży posterował do hali. . W oszklonej i umajonej świeżo ciętymi gałęziami hali odezwał się srebrnie dzwonek.

że mi szczęki zadrgały z pożądania. . A tu ugór. poeta. słuchałem radia z Warszawy. przeświecające ciałem przez przejrzyste sukienki.domyśliłem się. Zamiast krzyżyka dyndała jej się na szyi dziwaczna. Roześmialiśmy się obaj.Profesor uczynił gest w górę. gapili się na halę. może od słońca. łazili pod budynkiem. na wąziutkim skrawku zieleni pod anemicznymi platanami. jędrne uda. rozwrzeszczane czarne bachory. uderzył ją w kolano i zupełnie jawnie zjechał dłonią po łydce dziewczyny. siedział władczo Profesor i ironicznie uśmiechał się do mnie zza okularów jak zza okopu. . Podałem dziewczynie rękę. Teraz kładę podwaliny pod drogę do Polski. Pan nie na mszy? Uciekł pan od narodowego i boskiego misterium? Nie buduje pan fundamentu drzewca sztandaru narodowego.przechylił się do tym. panienko! . podobna do małej świstawki. rozkładał się transport wytrząśnięty z amerykańskich ciężarówek. Żydówka. . na których zaraz usiadły karmiące kobiety. Podniosłem domyślnie brwi. Poprawiła się na pierzynie. . obojętne na wszystko dziewczęta. Cytowaliśmy co celniejsze ustępy z powielaczowego pornograficzno-patriotycznego pisemka obozowego wydawanego przez księży. Pod nimi. 43 . które szukają lepszego pastwiska.Ta pani . podłużna kapsułka. Przeszli z Polski przez zieloną granicę. Zieleniec zatarasowano betami. Między jedną a drugą skrzynką poszukiwania rodzin narzekano wciąż na bandy leśne. okraczywszy wysokimi cholewami walizę. Jak krowy. .Wytrzymałem biologicznie. złożonego z ducha poległych i innych? Na kupie oplecionych sznurami walizek.Z band leśnych? . które na chwilę zapaliło się w jej oczach. Musiał dojrzeć. poduszek i kołder siedziała dziewczyna o niezwykłych oczach. w których miał mieszkać transport. omdlewające od żaru. Pod batystową spódniczką rysowały się mocne. Śliczne nogi miękko spływały po pierzynie. Przymrużyła rzęsy.przepłynął słaby szept modlitwy. Chodząc na mięso baranie po innych sztubach. Uciekli. Mężczyźni w mokrych od potu koszulach tkwili czujnie przy tłumokach. dotykając niechcący nóg dziewczyny właśnie uciekła do żywego ciała narodu.Aha. Z naszych. Dziewczyna błysnęła w odpowiedzi zębami. Zbyt pełne piersi zakołysały się pod bluzką.Wprost przeciwnie. Cały transport przyjechał z Pilzna. Wleźli do nas jak w zakazane zboże. Po drugiej stronie betonowego dziedzińca. a co energiczniejsi poszli oglądać izby.odrzekłem wykrętnie. Z letargu duchowego wchodzę w żywe ciało narodu .

Zbyt wydatny biust zakołysał się znowu pod bluzką.A jednak siła. cha.Żeby mieć swoje własne pastwisko. . Cały czas patrzyłem w kark dziewczyny. . cha. w którym połowa siedzi. .krzyknęła z pasją.w domu esesmańskim. . Siedziałem tam pół roku za nielegalną emigrację. .i znów spotkaliśmy się w jednym domu .Jesteśmy z jednego domu .Oto żywe. cha .dodał zgryźliwie Profesor i rad z siebie roześmiał się hałaśliwie.A gdzież jest nasza łąka? . która nie znalazła lepszego pastwiska. W czasie wojny. Rój prominencji. oblepiający z brzęczeniem Arcybiskupa.z getta . Potarł zmarszczone dłonie i klepnął się po skórzanych bawarskich spodenkach. niedoszły poeto dorzucił i zapatrzył się w swoje owłosione kolana. wstał i bez słowa poszedł przez betonowy dziedziniec ku hali. poplamionych jak fartuch rzeźnika. Złapałem dwa toboły i bijąc po męsku butami o beton. jakby przepraszając . . szorstkie sukienne spodnie natarczywie łaskotały mi uda. . . napełniając z szumem dziedziniec jak miskę. I nie być ambasadorem swego stada na cudzych łąkach.Niech pani nie słucha. choć złaziła pół świata. objuczona betami. która. uda błysnęły spod różowej sukienki. Bo my walczymy o ideę! A cóż tam.Jakby wojny nie było . że jestem biednym pasażerem.uśmiechnęła się. To gorycz krowy. .W Palestynie. .Nie . Dziewczyna zsunęła się miękko z pierzyn i wylądowała na ziemi.ogarnęła dłonią kamienie koszar . ocierając się jak kot ciałem o moje ciało.Żeby szukać lepszego pastwiska? . Jakieś jej ciotki 44 . Wylewali się z niej ludzie po skończonym nabożeństwie. co wysiadł z tramwaju. W więzieniu Akko pod Jerozolimą.Myśli pan. Polska jemioła na niemieckim dębie.Polsce? Nie odchodziłem.Wcale nie dlatego! Chwyciła energicznie za walizkę. w tej waszej . Ścisnąłem ironicznie wargi. popłynął w stronę komendantury i wsiąkł w parterowe drzwi mieszkania Pierwszego Porucznika. a druga połowa trzęsie się? Że to z powodu korony orła? Zna pan przecież polskie dowcipy? Otóż wcale nie! .parsknął grzmiącym śmiechem.. łapiąc jej ukośne spojrzenie.zapytała znad pierzyn dziewczyna. . Gdy schyliła się. Transport w gorączkowym pośpiechu zaczął wnosić pakunki do koszar. człapała przede mną. Czubkiem palców musnęła włosy mężczyzny. podygowałem w górę schodów.rzekła dziewczyna .odrzekł niechętnie Profesor.Niech pan pamięta o krowach. Pogardliwie machnąłem ręką w stronę placu. ascetyczne ciało narodu.

płaskiego lasu leżącego na horyzoncie i owijał jak kremem kopuliste platany przy autostradzie. . spiętrzonych prycz. W ciemnej jak piwnica izbie wzbił się aż pod sufit tłusty kurz i dusił w gardle. brudna śmietana gotująca się od dołu. pitrasili w rondlach. Wyszliśmy na korytarz. Na to i Grunwald nie pomoże. Zapach gotującej się surowizny. wylewał się przez szczerbaty mur na pobliską łąkę.uniosłem się gwałtownie. Człowiek musi jeść.ludziom chce się jeść. podstawiwszy ręce pod strumień wody. wzdymał się. bulgotał. . Oderwałem dziewczynę od okna i zaciągnąłem do białej. okopconych paczkach po konserwach i w zdobycznych aluminiowych garnkach wszelkiego rodzaju jedzenie: mięso baranie. Ja bym dnia tutaj nie wytrzymała. złupione stadu w noc przedgrunwaldową. wykładanej kaflami umywalni. a z tyłu pichcenie. Zwaliliśmy ciężary w sali na parterze i wybiegliśmy znów po walizy. tarasując drogę. zbudowanych z paru sutych szczyp odłupanych od prycz i stołów. która miała być zajęta przez parę godzin.Ale . mężczyźni jęli się do na wpół wywalonych drzwi. kaszę. musi mieć kobiety. Błysnęła udami. dmuchając pracowicie w ogień. pokrzykując wesoło i klnąc pod nosem. dobiegał bulgot okrzyków i przekleństw głodnych. Od spodu.Przyzwyczaiłaby się pani . Nie zepsuto ich 45 . Ni to kacet. wolniej! Jesteśmy wielką siłą! Moralną! .Z przodu Grunwald. ostro gryzł w nozdrza. menażkach. Automatyczne drzwi zatrzasnęły się cicho za nami. ani o kary grożące według regulaminu. nie wytrzymała! . ani o świeży lipcowy dzień. która zapaskudzona resztkami jedzenia i łajnem śmierdziała jak latryna. zupy. Ach. Ale będzie lepiej. ni to wolność.To jest jeszcze kwarantanna. Tyle lat ludzie byli głodni! Tyle lat tęsknili do tej chwili.czy opiekunki krzyczały na nią piskliwie. którzy nie dbając ani o Grunwald. do wybitego okna i pokiereszowanych. aż kręciło się w żołądku. Dym. kiedy najedzą się chleba.zmitygowałem się . W sali. kiedy będą mieć pierwszą kobietę! To są zasadnicze sprawy. Zbierało się śmiecie i wyrzucało je przez wybite okno korytarza wprost na głowy zagospodarowanych na tyłach koszar ludzi. siedzieli kupami przy niezliczonych ogniskach.To wy tak żyjecie .rzekła pogardliwie Żydówka. . chwytały rozdygotanymi rękoma za bety i pokazywały drogę. gotujących sobie jadło ludzi. zmieszanej z dymem. kompoty. Wytarła ręce o kraj spódniczki. piekli na zardzewiałych rozpalonych blatach placki kartoflane i mieszali drewnianymi łopatkami w kipiących wszystkimi kolorami miksturach. W przejściu otarłem się znów o dziewczynę i pochwyciłem jej rozbawione spojrzenie. zacierał kontury dalekiego. spod dymu jak z dna garnka. . jak gęsta.odparłem urażony. podnosił się leniwie znad ziemi. Strząsnęła z rąk natrętne krople.

I to po tylu latach obozu nie zapragnął pan wyjść poza te mury? . W katoliku.Bardzo mnie kochał. to zbyt groteskowe.Przyglądała mi się badawczo jak osobliwej odmianie psa albo kota. . ..rzekłem pochwalnie. Śmieszne. Oczy jej zalśniły z wdzięcznością. że nie mogłam? Popatrzyłem jej przeciągle w oczy z dobrze udanym milczeniem współczucia.Pokazałem ręką rozbite okno. .Wcale nie strach! Uciekłam od miłości. na cudze łąki. Janince. Matka. Miała jasne. . . nieco płaską twarz. Wszyscy boimy się. ach. Człowiek ceni siebie w dwójnasób. Ale pójść po prostu do lasu? .To strach. Dziewczyna roześmiała się drwiąco. w którym kłębił się dym. Tylko ciemne głębokie oczy opalizowały niespokojnie. . bo się zakochałam. Polką. Mamunia”.bo pilnują. A gdzie miłość? .A panią co ciągnęło na. nie.Bał się pan! .klasnęła w dłonie . Nie jestem przecie podobna do Żydówki .Bałem się .ach. wzdłuż okien wychodzących na las.. chodziłam regularnie na msze i do spowiedzi. Napisałam mu list na pocztę polową i uciekłam. Chodziliśmy po korytarzu.zdumiałem się. dała mi książeczkę do nabożeństwa. zanim zginęła w Treblince. W istocie. Prawda. . nauczyłam się przykazań takich i owakich.Przecież pani jest jak Aryjka .Jest miłość. Był komunistą i nie lubił Żydów poskarżyła się naiwnie. puszyste włosy i szeroką.Przez sześć lat byłam katoliczką. To bardzo łatwo. nawiasem. szukając oczyma potwierdzenia w moich oczach. Zaczerwieniła się jak brzoskwinia i przygryzła wargi. To było. . Wstydziłem się pryszczy wyłażących spod koszulki gimnastycznej.o kobiecie.Nie mówię o chlebie ani . jak tylko Niemcy odeszli.w głosie jej przewinął się leciutki akcent ironii .Zaciągnął się do wojska. ale do tej pory nie zdołałem ukraść koszuli z kołnierzykiem. Jeszcze dziś mam dedykację w oczach: „Kochanej córeczce.do tej pory. ach. jak łatwo! . w Siedlcach. odkąd nastał pokój. jak nie strach? Uciekła pani od tej Ojczyzny? Miraż Zachodu? Oto i Zachód! .powiedziała z pewną dumą.Nie czekając na odpowiedź? .wyznałem szczerze . w Dniu Jej Pierwszej Komunii. Przeżyć tyle lat i zginąć po wojnie. nie wyglądała na Żydówkę. jakie śmieszne! Podciągnąłem opadające spodnie i skrzyżowałem gołe ramiona na piersiach. bał się pan! . 46 . Nie mogłam mu kłamać. . Nazywałam się inaczej.

macać żydowskie kurczęta. Ale z panią .Jest pani bardzo odważna.nie spotkamy się nigdy. Zbiesiłbym się chyba z tęsknoty za przestrzenią i pieszo poszedłbym na zachód czy na wschód.Kiedy pan chce iść na ten. Była ciepła i miękka jak sierść kota.Kto wie..tak! Ale żyć w żydowskiej wsi. żeby się ode mnie Polacy odsuwali! Paru mężczyzn przebiegło. .Urwała.ale . a ja jeszcze nigdzie nie byłem.. .I wypaliłem jednym tchem: . Stale nowi ludzie.. . poza obręb obozu? Tam podobno sosny ociekają zapachem lata.Uśmiechnęła się. A szkoda. Tak jak Romek.Bo pan umie słuchać. że napisze.Bałam się.Panicznie się boję. dzień w drugim.droczyła się ze mną.Dobrze to rozumiem .I nagle rzekła prawie szeptem: . . A ja. Bezpiecznie. Przygarnąłem ją za łokieć i brutalnie obróciłem ku sobie.Może ucieknę na studia. . Prawie dotykała mnie zbyt wydatnymi piersiami. Z dziedzińca wiało krzykiem. jakbym namawiał ją do tego. które uzbierałem. z trudem opanowawszy drżenie szczęk. obcy. Odwaga strachu.. To ten z Siedlec . . a kąciki jej ust drgały . i zniknęło za zakrętem korytarza.Nie poszłaby pani na spacer. Może mogłabym się zakochać w panu? .to tym lepiej.potwierdziła stanowczo swoje myśli . Na korytarzach dźwięczały już kotły. oswobadzając rękę.rzekła dziewczyna. A kiedy puściłem ją. . wyjść za mąż za Żyda? Nie. potrącając nas. ..Nie spotkamy się nigdy! . że pojadę do Palestyny. Żal mi zostawić książki. Ująłem ją za rękę. Coś tam musiało się dziać. wsunęła mi się pod ramię. Ale tak czy owak nie spotkamy się nigdy.wyjaśniła krótko.ścisnąłem ją poufale za rękę . dokąd? Dzień w jednym obozie. prywatnie Żydówką .Jutro odjeżdżamy dalej .odrzekłem zdawkowo. Chciałbym być także takim. doić krowy. spacer? 47 .. Dym z okien wsiąkł w korytarz i kładł się na suficie wąskimi pasmami jak pajęczyna. Zastukałem żywiej butami i podciągnąłem jedną ręką spodnie. .krzyknęła.. ale tak. żeby mnie nazywano chaimką..zawiesiła głos . zniechęcony.nie zaszedłbym daleko. ostre sukno parzyło jak pokrzywa. Co ja mam wspólnego z Żydami? Być samotnie. Żołądek ćmił jak bolący ząb. On był jak endek. Zbliżał się czas obiadu. Znów przebiegli po korytarzu ludzie i wpadli w drzwi wejściowe. Suche. Mam wstręt do tego! . Fala krwi przepłynęła przez moje ciało.. naprawdę już nie mogłam! Nie chciałam! Wolałam. . nie! . Nie . ubawiona wyrazem moich oczu. Gdzieś z podwórza dobiegały podniecone okrzyki.

Czekali niezdecydowani. Zbyt wydatny biust ugiął się miękko pod palcami. Znów paru mężczyzn przebiegło korytarzem. kucharzem robił w Allachu. W drzwiach kołysał się tłum. Pognałem za nią. dwa.to oni nasłali Amerykanów. Środkiem placu cofała się fala ludzi. odpryskiwało słońce i raziło w oczy. Tylko to powinno być bez krzyku. rozpływając się z szumem na boki przed sunącymi powoli jak łodzie jeepami. Hałas im ludzie pod oknami robią! A szczególnie taki jeden.ach. Żywi to oni nie przyjdą z obozu.i zatupotał po schodach.informował ktoś przed nami . potrząsając groźnie karabinami. Tłum zatrzepotał jak stado spłoszonych kaczek. W przyprószonym cieniem wnętrzu pokojów krzątali się na gruzach sprzętów ludzie. ja wam mówię. Wszystkie szyby na parterze były sumiennie wytłuczone. rzuciła się do drzwi. Dziewczyna. co za bydło! Ileż bym dała. Przytuliła się ufnie.Już im dobrze dali . Od hełmów żołnierzy. Pójdziemy. Wtem z drzwi przeciwległego skrzydła koszar wysunęła się zbita grupa ludzi i szamocąc się jak sfora psów. Ale z polskim narodem czy można? . zobaczycie! Akcja pacyfikacyjna! Wojsko z karabinami! Rewolucja! . . . Ostatni odwrócił się. Stefan deptał mu po piętach..przez tydzień nie pozbierają się.rzuciła przez zęby . Z drzwi komendantury wypadł Major. odpowiedział wrogim okrzykiem i zamilkł. kark ukręcić cholerze antychrystowi.I zadumał się posępnie.Będzie łatwiej przy zmianie warty. Na widok żołnierzy stanął jak wryty. machnął ku nam zachęcająco i krzyknął zadyszany: . Złapać raz. Pusty żołądek uwierał mnie jak ciasny. co w pierwszej kuchni gotuje. Przyciągnąłem ją do siebie.Bydło . a potem cicho wycofał się pod schodki. Naraz z pierwszego auta buchnął strzał. szedł przodem chorąży. Zbiegliśmy na dwór. na których dostojnie zajaskrawiła się postać Arcybiskupa. 48 . Amerykanie.pocieszył inny . którzy pilnowali głównego wejścia na parter. żeby stąd uciec! Uciekajmy . Zhardzieli przy kotle! Radia nie chcieli w południe na Londyn nastawić. jak bodący byk. piekący but.Po obiedzie.To przez tych kucharzy . w których stali żołnierze. dobrze? . zbiegając z bulgotem w kurnik koszar. . ruszyła przez pusty plac wprost do komendantury. . Chłopaki zbuntowali się. Dziewczyna drżała całym ciałem. nie odpowiedziawszy mi. i kwita. Z pochylonym łbem. podczas gdy samochody zawróciły ku bramie. miskę kartofli wyrzucił na ludzi. Natychmiast wszystkie okna zapełniły się rozgdakanymi głowami ludzkimi.Chodźcie.nakryła dłońmi moje dłonie. ratując. co się da.zaszeptałem z przejęciem.

Żołnierz podbiegł do Kolki. ale Stefanowi wydało się. wybili rentgenowi zęby w szpitalu.Bo kradł. Żołnierze poskoczyli im naprzeciw. Poruszał wargami. żyrandole. ale wyrwała się gniewna. jakby się modlił. wytłukli wszystkie szyby. popalili auta. rabując amunicję. złapał ją za kark. Przechyliłem jej twarz do pocałunku. Przycisnąłem swoją dziewczynę. . albo zajęli opróżnione przez nas miejsca w Dachau. zanim otoczyli nas żołnierze. jedzenie dla Niemki kolegom kradł! Kradł i cudzołożył! . wrzasnął z bólu.dodał buntowniczo. popchnął na schody dziewczynę. Tadziu . połamali bardziej rzucające się w oczy mahoniowe salonowe meble i zapaskudziwszy z czubem miski klozetowe. . Prędzej. zabulgotał gardłowo i zamierzył się kolbą. potarmosił.rzekłem z rezygnacją i rozepchnąwszy tłum. cudem nie całkiem rozbita przez ausienderów117. trochę ze zdziwieniem. po obiedzie . odeszli. Kucharz. . lustra w łazienkach i umywalniach.To cóż.złodzieja mamy! Cały wór mięsa nakryliśmy w kuchni! A na sztubie pana kucharza Niemkę w łóżku! Nie zdążył jej wyprowadzić. wypadłem na plac. Ausiander) . wysadzili. którzy ledwo wyzwoleni z obozu wpadli po skończonej wojnie w bezpańskie koszary.krzyknąłem jej z daleka. a trochę jak z peronu. którzy albo padli na polu chwały w bitwie przy koszarach. proszę księdza. który poganiał kopniakami człowieka w białym fartuchu. przekrwionym okiem. Po prawowiernych mieszkańcach. . między Pułkownikiem a Majorem. . Inny dopadł z boku. Dopadłem chłopców na chwilę przedtem. Na schodkach przed komendanturą. z Londynu! III Pokój redaktorów był przytulnie obity tapetą w liryczne kwiatki. Reszta poskoczyła i otoczyła ich i olbrzymiego Kolkę górującego głową nad wszystkimi.To koledzy! . widząc żołnierzy.Nie z Warszawy. motocykle i armaty w garażu.cudzoziemcy 49 . albo uciekli do rodziny. bydlę! I pchnął kolanem pędzonego kucharza. rozmontowali gruntownie aparaty filmowe. Ale nie uderzył. część muru koszarowego. Wspięła się na palce i podniosła dłoń do twarzy. została tylko solidna. aż upadła na kolana. śpiewając 117 Ausienderzy (z niem. która mu się wyrywała z piskiem. oficerach SS.I radia nam słuchać nie dają! Waszego radia . dwudrzwiowa szafa. aż krzyknęła.zagrzmiał roześmiany Kolka .Trzymał przez pół dziewczynę. wykręcając mu do tyłu rękę. że pyta.Ej.krzyknął i błyskając gniewnie podbitym. . uspokoił. stał Arcybiskup i patrzył na nas łagodnym i zmęczonym wzrokiem.

. dymiące zapachem mięsa miski. na pokojach oficerskich.Wiesz.żebym mógł porozkładać moje książki. Nawet dla żołnierzy mało.Z tym drugim? . nawet grunwaldowy gulasz wydawano bez kolejki i bez kontroli. Wetknął mi jedną do rąk. Obaj napełniali pokój niespokojnym buczeniem jak niesforne bąki. a mieszkał z kapitanem. ozdobioną nie wiadomo skąd wytrzaśniętym Norwidem. apteką.ty i ucieczka! Szczeniaczku. Z okazji Bitwy pod Grunwaldem wydzielono nam po litrze kartofli z mięsem i sosem. cóż dopiero dla oficerów! Redaktor wepchnął się do środka. skrupulatnie wybranych spomiędzy śmiecia zalegającego dziedziniec. Siedziałem wciśnięty w róg kanapy.rzekł krótko. została rozbita w puch i wyrzucona na bruk.Może ucieknę z nią na Zachód. Była więc szafa.Redaktor trafił do obozu z powstania. odsunąłem miskę. jedz i rośnij . na zapas. kinem i olbrzymią kartoteką zawierającą legitymacje i fotografie wielu dziesiątków tysięcy SSmanów. W szczerbach wybitej szyby 50 . wiesz . . rzuciłbyś swoje wiersze i książki? Nie bałbyś się świata? A jakbyś musiał pogłodować? Obrażony. zawalony kupą publicystycznych książek. trzy miski.Masz. najczęściej trzysta gramów. dalej sklecony ze szczątków tapczan przykryty imitacją tygrysiej skóry. gapiąc się bezmyślnie na ciemniejszą plamę na ścianie. Nie byłem już zachłannie głodny.No.skrzywiłem się z niesmakiem. ale dobitnie. Bo z chlebem to różnie bywało. wybierając starannie mięso. Wydoskonalił sobie dykcję.hymny narodowe. powiesić na noc spodnie w szafie.Nie. . Tu. na wieczór.Albo we dwoje! . Każdy oficer brał dwie. Przygadałeś z transportu. z dziewczyną. byłym korespondentem dziennika w Białymstoku. no i w ogóle spać w łóżku. że chciałbym mieszkać w pokoju . wprost od młodej żony. . biblioteka bowiem. Zza uchylonych drzwi dochodził z korytarza brzęk kotła.Co się dziwisz? Po obozie to już chyba czas? . . ewangelicznie brodatym. który odsunął maszynę i matryce pod okno. był bowiem troszeczkę głuchy. na równi ze szpitalem. piastując w rękach dwie pełne. głuchym jak wyschły pień. Odwróciłem twarz ku oknu. zasiadł przy stole i mlaskając głośno językiem.rzekłem do Redaktora.zakpił .huknął Redaktor. Wolno zanurzyłem łyżkę w gulaszu. widziałem! . wziął się raźno do jedzenia . Sam w pokoju to cholernie przyjemnie! . . Odłożył łyżkę i popatrzył na mnie spod oka.

.Byłem . . A w tym pochodzie z mięsem byłeś? . Ale dziś bym już nie bił i nie kradł. Są dwa bilety.opaska noszona na ramieniu przez więźniów funkcyjnych 51 .to był ten drugi. słyszałem? . Znasz Stefana? . chusteczkę schował do kieszeni. nie ma co! Krzyczeli na niego. Zresztą ksiądz Tokarek nie pozwoliłby napisać.Żołnierze mnie puścili. . wytarł miskę papierem. Krzyk się zrobił. że komunista i bandyta. Janusz .A tobie udało się uciec? . oznajmił: . miskę wstawił do szafy. . jeszcze bym im pomógł. że owszem.przeciągnął z wileńska między jednym a drugim łykiem . . . Panie Boże. Binde) .Można powiedzieć . albo wydalenie z obozu. To sensacja! . może nas zabierze do Włoch. usta wysuszył chusteczką. że o la! . że przypadkowo.Wylizał łyżkę. że ja nic. Nie mógł inaczej zrobić. .Nie wsadzili go przecież.odrzekłem zwięźle. opowiedziałem o sprawie. a szczególnie Pułkownik. gotowy do wyjścia. Angielszczyzną świat przejdziesz.Prawdziwa sensacja obywa się bez prasy. Pokiwali głowami. Trzech dni z fasonem nie umiał wytrzymać. biłem i kradłem dla tych tam pułkowników i majorów.First Lieutenant dał mu do wyboru: albo karę bunkra. szafę dokładnie zamknął.Redaktor wstał od stołu i pogłaskał mnie po twarzy.Ale umiał znaleźć się.Pójdziesz do teatru.że go troszkę nie lubiłeś. żeby tylko zostać blokowym i mieć bindę118.słońce rozwidlało się w tęczowe. Kiedy go wyrzucili na komando.Był blokowym na szonungu. bo Arcybiskup przysłuchiwał się cały czas. maszynę spod okna postawił na swoim miejscu i wtedy. Przyjechał ktoś z Drugiego Korpusu. papier wyrzucił przez okno. Przechylił miskę i pił sos.Tak przy Arcybiskupie? A podlec! Przecież całe wojsko w jego oczach skompromitowane.Moglibyście napisać o tym. Ale 118 Binda (z niem. to chodził jak struty. Jesteśmy przecież gazetą rządową! Ułamał kawałeczek chleba i umaczał w sosie. Wyklarowałem okejom. masz.Komunista? Byłem u niego na bloku. .Szuja . Nie najgorszy. wysługiwał się esmanom. Żaden lagrowiec. głuchy . nie martw się . mój mileńki.zapytałem. Jeszcze mi jeden rękę podał.poszedł na bridża do Rotmistrza. takim mnie. Redaktor pokiwał głową. . Niechby zdechli w obozie. .Bił ludzi. pawie błyski. A on powiedział.mruknąłem niechętnie.Jakim mnie stworzyłeś. . . przeprosił ją i wyszli razem z obozu.No. Stefan wziął Niemkę pod pachę.

krzyczał ochryple.o tym sza! boby wszyscy chcieli. woźnym w teatrze. Tłum rzucił się do bramy. coraz ochrypłej. Przed zamkniętą bramą teatru stał tłum. Chociaż wszyscy z napięciem oczekiwaliśmy ogniska i narodowych występów wieczornych. krzesła i fotele. pod słupem zaś skrzyżowano dwa strzaskane niemieckie karabiny bez zamków. jak mu cichaczem wynoszono druki. z którego błyszczały ostro zapatrzone ludzkie twarze. ale nawet rewia.Ludzie. biel i żywą 52 . na który padało jeszcze żółte światło ze sceny. przybranej w czerwień. Jutro będziemy powtarzać Grunwald \ Każdy zobaczy! . ale niezmiernie długiej sali tonęła w czarnoniebieskim mroku. wyściełał pokój jak gęsta wełna. wzmocniony smolnymi pniakami po bokach. klął i groźnie krzyczał. Reszta wąskiej. który. Umieściliśmy się tuż za generalicją. że przez chwilę byłem także jak oficer. Zamknął uważnie drzwi na klucz.Za grosz inteligencji . aż zapiał jak kogut. Redaktor rzucił klucz na stół i nie powiedziawszy ani słowa. Gdy wśliznęliśmy się na widownię i na migi załatwiliśmy sprawę z policjantem. zwijając się przy zamkniętym oknie. . nasadzono niemiecki hełm. ale zamki nie puściły. oprócz oczywiście tych. a na słup. napierając na przepasanego narodową szarfą policjanta w amerykańskim tekturowym hełmie. czworokątny stos. z których urządzono teatr. nie tylko Arcybiskup. Na brudnej podłodze stało przy krzesłach kilka misek z nie dojedzonym gulaszem. odczułem wyraźnie. odbierając mi książkę z rąk. Policjant rozkrzyżowanymi rękoma patetycznie bronił wejścia. . Wszyscy patrzyli na scenę. przeniosła się pod garaże. ludzie! Przyjdźcie jutro. Pewnie go zostawili na wieczór. Odepchnięto go od wejścia. co grasowali za budynkami. Z zewnątrz dochodziły wrogie okrzyki szturmującego tłumu i skrzypiały wyważane żelazne drzwi. Na dziedzińcu kończono przygotowania do wieczornego ogniska. Jęknęła. umilkł i opuścił ręce. zerwano i zadeptano narodową szarfę. Bo oto na środku jaskrawo oświetlonej sceny. nie ma miejsc! Zlitujcie się. Wzniesiono solidny.rzekł ubawiony Redaktor i pociągnął mnie na drugą stronę garażu do małych drzwiczek dla aktorów. Wokół stosu stały ławy. Grają teraz razem w karty. Nic ich nie ruszy. Nie lubił. pilnowali sztub przed złodziejami lub byli na wyprawach poza obozem. I wypchnął mnie za drzwi. wyszedł. w drugim rzędzie. Zlustrował mnie przy tym podejrzliwie. zastukał do sąsiednich. cała zasiedziała ludność koszar. zanurzył się w dym. Nikt na nie nie zwracał uwagi. który sterczał na szczycie.

ku niebu. że jeszcze łóżka na scenę nie wstawili! Fajna Rzeczpospolita! I warta grzechu! IV . by jeszcze raz pokazać zapłonioną Rzeczpospolitą oraz jej kochanka. po co ty siedzisz w tym obozie? Czy cię nic stąd nie rwie naprzód? Dziewczyna pochyliła się czule nade mną. który się nareszcie umieścił jako tako na skraju ławy. Wiatr szeleścił. jeździli z taczkami i obnosili naokoło Śpiewaczki łopaty. stał gruby i płomienny Aktor i dłonią wskazując na Śpiewaczkę kończył z patosem wiersz: w imieniu Bogurodzicy. rozchylone usta. wypukłym fragmentem siebie. która prześwietlona jak cieniutkie złoto pełna była 53 .Szkoda. umajona wieńcem niedojrzałych.Paru z nich znałem: byli schreiberami w przesławnym obozie Allachu. . stała zapłoniona jak dziecko na imieninach Śpiewaczka. który pozostał w Polsce. Zamknęła mi usta dłonią. Zmarszczyła brwi i odsunęła się. pochylił się ku mnie konfidencjonalnie i huknął głośno i z niekłamanym zadowoleniem: .Ty i tak kochasz tylko tego. W jej niespokojnych. Redaktor. patriotycznym wrzaskiem widzów. Kiedy się nieco uciszyło. Wkoło niej upozowało się kilku młodych ludzi w obozowych pasiakach.zieleń i podpartej czarnym pudłem rozedrganego patriotyczną melodią fortepianu. Podniosłem głowę i chciałem pocałować ją w wilgotne. krzątali się na peryferiach sceny.westchnąłem leniwie i sennie opadłem na ziemię pachnącą zbutwiałym igliwiem. w robotniczych kombinezonach. Polsko. żołnierze i robotnicy! Straszliwy trzask wyważonej bramy i triumfalny krzyk wwalające-go się do przepełnionego garażu tłumu zlał się z ogromnym hurkotem oklasków i histerycznym. Palcami podtrzymywała spódniczkę i oczy wznosiła niewinnie ku kurtynie. a prześcieradło kurtyny poszło ponownie na boki. ocierając się o korę drzew. podtrzymujących wstążki od jej stanika. nieomal na krawędzi sceny. Zbyt pełny biust zakołysał się pod bluzką. ku sufitowi. kilofy i łomy. Słońce. w zachwyceniu w nią wpatrzonego.Powiedz mi. ale już płowiejących kłosów. opalizujących oczach odbijałem się małym. Aktora. pasiaki leżały na nich jak ulane.Nie. Na samym zaś przedzie. jak pierzasta strzała spadło w głąb lasu i tkwiło w bladozielonej trawie. Inni. hojna blondyna w krakowskim stroju. Nad nami piął się w niebo sosnowy las i szumiał. . rozszczepione w wierzchołku sosny. musiały być szyte specjalnie na zamówienie jeszcze w obozie. nie rwie mnie już nigdzie . Dzieci my Twoje. .

Nie miałaś? .rozleniwiającej woni lata.Gramoli się żarłocznie w konchę jak kosmaty psiak do miski z mlekiem . zahuczał nad nami i usiadł na łodydze dziewanny. .Ach. rozumiesz? Ja boję się ryzyka.podjęła po chwili z wysiłkiem . I ja tak chciałbym żyć. Mogę się od nich oderwać. Patrz. Chodziły po niej pary.rzekłem pobłażliwie . strzepnęła resztki igliwia z sukni i poprawiła włosy. przebłyskujące różowo poprzez niebieskawy dym powietrza jak przez jedwabny szal.A chłopiec w Polsce? . ale się wybiję. Niech inni.Ci ludzie. nie myśleć o Polsce. którzy mi pomogą. ileż ja ich wyniańczyć musiałam.na skraju lasu przerwałem milczenie i ująłem ją wpół . . bez patriotyzmu. ponad gontowe dachy podmiejskiego osiedla. Tak je zbierałem. Pojedziemy do Brukseli. zanurzonym w lekkim potoku wiatru. nabiegając złotem jak dojrzałe jabłko. których sklepienie wiodło aż pod czerwone mury i wieże koszar. .zaobserwowała dziewczyna. . mały bombowiec. . Zabłąkany bąk. .Ja tu nie jestem niczym.No. nie na pokaz! Nie pobierać zupy z kotła.O. pięło się. bo cóż ja jestem? Jakie mam prawa? 54 .Nie miałam innych. właśnie .zdecydowała się nagle. Nino .zerwała się niecierpliwie. Będę studiowała medycynę. zostań ze mną . bez wojska. Mam tam siostrę za bogatym Belgiem.Raczej jak dziecko na parapet okna .tak żyją Niemcy.jedź ze mną na Zachód. Mam kolegów. .Zapomnę o nim. . Asfalt parzył pod nogami. . . rozgrzane i barwne.Popatrzyła w górę ku czubom sosen. rozumiesz? Bez obozu.podchwyciła Nina . normalnie. odsuwając moje ręce. Ja jestem naprawdę wolna. mam książki. .krzyknęła. bez dyscypliny.Widzisz. z którymi jadę od Polski .Ale dotąd nie zapomniałaś? . jak nisko słońce. . boję się ludzi.Chodź .Uniosła się na kolana.Jedź ze mną! Ach. a opasawszy je zielenią jak mostem.Już późno. żeby się dać zabić. za dużo śmierci widziałem.Nino. od których trudno mi odejść. Nienawidzę dzieci! . .rzekłem niespodziewanie. . po co ja? Boję się przestrzeni. Rozchodziło się od niej urzekające ciepło jak od ciała kobiety. Czwarta? Piąta? .to są obcy. jedź ze mną! Ja tak się boję Palestyny! Przez las płynęła asfaltowa droga ujęta w tamę topól. jak pociemniały sosny. .Chodź . więc nie zapomniałam. Spłoszony bąk odleciał z gniewnym pomrukiem. Nad drogą płynęły kopulaste topole.

jakby szukając tam współczucia.Nie spytałeś mnie do tej pory. książeczki .Żadnych! Rozumiesz. jesteś tylko Polakiem. W wysokiej.rzekła Nina przejmującym szeptem. .Książeczki. Stefek podniósł się z ziemi i ukłonił się dziewczynie.Wracajmy do obozu . żadnych! zawiesiłem głos i wpatrzyłem się w jej twarz. ani Polką. co? .Na piechotę? Toś morowy chłop . odprowadziłem ją do domu . jak wszyscy. bracie. . Z Polski mnie wyrzucili. Pójdziesz ze mną? . Upolowałeś spódniczkę. Fajna dziewczyna. . . przykazania po hebrajsku.Wszyscy? . .powtórzył. Ja idę na piechotę.stwierdziła dziewczyna i skrzywiła pogardliwie usta. Na każdym skrzyżowaniu mogą nas złapać te czarne małpy w białych kaskach i wsadzić do nieznanego obozu. Kręcił w palcach suchą gałązkę. kiedy pragnąłem usprawiedliwić się.to chcesz mi powiedzieć? I że będziesz głodny po drodze? Że jak się unormuje? A jak ci powiem: spódniczka cię trzyma. . dla których jestem Żydówką! Widzisz to? . Do Żydów mam wstręt. ..przejechał ręką po włosach.Umilkłem. . No. . Palce jej drżały. upolowałeś. co to jest. jak ptaka. To są tablice Mojżesza.Wszyscy. Stefan zmrużył oczy od blasku i spod powiek przyglądał mi się z otwartą pogardą. Wracaj do Polski! .Chodź ze mną.Wracaj do Polski! . ale. że są jeszcze inni ludzie.Wracaj do Polski . szukając w myśli praw przysługujących mi. poszedłbym.zawahałem się. .uśmiechnął się gorzko ..Zęby mu błysnęły jak u psa.ujęła za talizman w kształcie świstawki.A gdzie Niemka? rozejrzałem się podejrzliwie.Co tu masz oprócz tej Żydówki? .Wracaj do Polski! . inaczej niż inni. wszyscy! .krzyknęła. to nam nikt nie da jeść. Być jak drzewo bez korzeni! Uschnąć! . złamała się z trzaskiem. 55 .Tak.Przestraszyłem się głosu. Potknęła się. w którym zeżre nas głód. . Ale ja nie jestem ani Żydówką.Chciałeś mnie tylko na jeden dzień.Więc wracasz do Polski . .Jeżeli pójdziemy stąd.Wiesz. Sukienny mundur rozparzał całe ciało.rzekła sucho Nina. To ma mnie łączyć z Żydami.Urwałem. Przyłożył dłoń do podbitego oka. .gwizdnąłem przez zęby. .Ja się nie boję . który nagle zrywa się spod nóg. Ale ty nie jesteś człowiekiem.krzyknęła zjadliwie.Poszła w krzaki. Myślałam. Wyrwała się gwałtownie i wrogo.Ale nie mieć nigdy gruntu pod nogami! . szukając sugestywnej metafory.zachwyciłem się zdawkowo. .. . Podtrzymałem ją za ramiona. złotawej trawie błyszczał czarny krótko strzyżony łeb. . .

Kopuły drzew szumiały.powiedziałem nieco zbyt skwapliwie. i Majora? I cały sztab? A księży. . Dwie czerwone walizki postawił w cieniu. pociski armatnie i miny niemieckie.. Pokrzykiwali do nas. Położył na 56 . aby wyszedłszy na koszary od tym. pod daszkiem z papy podpartym paroma patykami. . Czarny kutas dyndał się za każdym poruszeniem głowy. Czerwone kepi.Ruszaj z Grunwaldem . Przy dziurze nie było nikogo. . Strumyk rowerów ciekł nieprzerwanie po dnie asfaltu. jakby coś mówiła do siebie. . . .Idź do obozu. Może się nam uda dostać do środka. to zobaczysz .Chciałem wejść i zabrać koc.Na pewno się uda . wedrzeć się do nich przez rozbitą. póki czas. zsunęło mu się na ucho.Pan jest jak SS! Stefan uśmiechnął się lekko. Natomiast u narożnika.. brunatnym potem jak pokropieni miedzią. Jutro będą wszystkich wywozić! Wszystkich! .rzekła Nina. dotknął swego podbitego oka. letnie popołudnie. Podbródek jej drżał spazmatycznie. tam gdzie mur rzucał nieco chłodu na spieczoną ziemię.Wracajmy do obozu . jak w sklepie z manufakturą. a kuchnie? .. wracajmy. . Potrącone gałęzie jedliny chwiały się za nim. Przyśpieszyliśmy kroku.Grunwald \ . żeby lakier nie roztajał.Obóz jest obstawiony przez Amerykanów . . Pilnował ich drzemiący w upale żołnierz amerykański. Przy drodze kolumna ciężarówek zwracała wąskie jak u głodnych szczurów ryje motorów ku obozowi. Świecili się ostrym.Niemcy wykorzystywali gorące. Czekały jutra. mylisz się. zawaloną gruzem bramę.zacisnęła pięści. Od obozu aż po las przewijał się w trawie sznur ludzi. Na skrzyżowaniu siedział człowiek z obozu. gdy mijaliśmy ich bokiem. klasyczne miejsce transportu baranów. Przylgnęła do mnie. Trudno. . Pod kępą uschniętych krzaków stało parę czołgów i porządnie.Pan jest. Między samochodami krzątali się półnadzy Murzyni. Nie puścili.rzekł do mnie. .rzekł ironicznie i zniknął w lesie bez pożegnania.Czekam w Polsce. Nie zwracał na dziewczynę uwagi. Ująłem ją pod ramię i poprowadziłem wzdłuż drogi. jakby las szedł razem z nami. ozdoba muzułmańskich oddziałów SS.powiedział Stefan. w głębi cienia siedział żołnierz i drzemał.Nie wywiozą.Oszalałeś! I Pułkownika. .Stefan roześmiał się. Znali szpary i przejścia mniej pilnowane i wymykali się z koszar. pan jest. przecież dziś Grunwald. Poruszała bezgłośnie wargami. Oddychała ciężko jak ryba wyrzucona na brzeg. leżały poskładane karabiny. Gmerał w otwartym plecaku.

uczynić jakikolwiek ruch. Rozespany żołnierz. halt! (niem. I zanim zdążyłem coś powiedzieć. jak para zagubionych dzieci przed chatką czarownicy. Fraulein! Halt. włożył na głowę i pogwizdując bezmyślnie. Wolnym krokiem ruszyłem na usypisko. który mu się wysunął spomiędzy kolan. stop! . Dopadła gruzów i poczęła się na nie wspinać. którzy częstowali się papierosami. jakby jej nagle zabrakło powietrza. odrzucili niedopałki papierosa. podniosły się głosy. . Wracajmy do lasku.Fraulein. Na szczycie podmuch wiatru opiął jej ciasno biodra i rozczesał włosy. jakby pośliznęła się na cegle. ale milczałem. Śpiący u drugiego krańca muru żołnierz podniósł nieprzytomnie głowę i poderwał się. żeby dać jej znać. połączyły się w gwar. pośpieszył również w stronę bramy. Za nasypem. którzy. urosły w krzyk. podbródkiem dotykał piersi. Odwróciła na moment ku mnie roześmianą ironicznie twarz. przyłożył go do ramienia. tam gdzie był już obóz. Schylił się. a jeden z nich zdejmując z ramienia karabinek zawołał ze śmiechem na całe gardło: . pogardliwym śmiechem. halt! Come here!119 . odwróciła się ode mnie.) Come here (ang. idź za mną. karabin wetknął między kolana.) .może nie puszczą nas. Całkowicie odsłonięci staliśmy na łące przed bramą. maleństwo.Panienko! Stój! Chodź tutaj 57 . Dwaj żołnierze.rzekłem zdjęty niepokojem . śmiejąc się. wołali za dziewczyną. podniósł z ziemi hełm. przeszedłem je na oczach wszystkich i 119 Fraulein.krzyknął piskliwie drugi. Zawołała. Przy drugim narożniku stali dwaj żołnierze w porozpinanych bluzach. przewiesił karabinek lufą na dół przez ramię. Podniosłem rękę. ten który strzelił. prąc przeciw wichrowi. przydeptali je nogą i pobiegli na nasyp. pochylił głowę na oka mgnienie na prawo i Dziewczyna obronnym ruchem podniosła ręce do gardła. Dwaj żołnierze. chciałem krzyknąć.trawie hełm.Stop. parskając krótkim. Postąpiła jeszcze krok poza krawędź nasypu i miękko osunęła się za nim. . Przytrzymała je ręką. dziewczyna poprawiła niecierpliwie spódniczkę. Fraulein! Halt. Wysunęła mi się spod ręki. odwrócili się ku bramie. zniknęła za krawędzią jak wrzucona w dół.Tak ci się śpieszyło na Grunwald i co? Znowu się boisz? Poczekaj. otrzepał go.Zaczekajmy do zmroku . Poderwałem się biec za nią i nagle stanąłem. obciągnęła bluzkę na zbyt pełnym biuście i puściła się pędem ku bramie. ale wiatr rozerwał jej wołanie na strzępy. gadali hałaśliwie i częstowali się papierosami. chwycił karabinek.

Wiatr skręcał z chrzęstem dym jak słomę i wyrzucał go za mur. Z trudem przepchałem się łokciami przez niechętnie ustępujący tłum. zamrugał i ściągnął nieco wargi. zabielały na tle czarnych okien i upadły z przeraźliwym trzaskiem. leżały ciężko na kamieniach. Ten wzruszył obojętnie ramionami. Na skurczonej. napotkawszy spojrzenie. Kierowca sięgnął do kieszeni. . Słońce zalśniło i rozkwitło w brązowym wyglansowanym półbuciku.zsunąłem się obok Niny. wydobył paczkę papierosów.Co się stało 121 Do you speak English (ang. z ulicy wysadzanej młodymi platanami. Mały talizman w kształcie świstawki przesunął się na szyi na bok. zerwał barwną opaskę. Z ziemi podniósł się słup kurzu. z którego sterczały długie. Oficer. przechylił się do tyłu. Padając otarła o cegłę policzek. Spojrzałem zdziwiony na oficera. bzykając.) . Spod wargi lśniły martwo białe zęby. do auta. Ręce. zza zakrętu garażu. Ostatni znak życia. Spomiędzy bloków mieszkalnych. prześliznął się między drzewami. . śmieszny jeep wypchany żołnierzami. Wypukłe oczy zmętniały jak stężała galareta. okryte brezentami.Czy mówi pan po angielsku 58 . Nade mną pociemniało od koła ludzkich twarzy skupionych i milczących. Zapalili. Wysunął z auta nogę i zakołysał nią z wahaniem. W otaczającej nas ciszy głos jego zabrzmiał ostro i nieprzyjemnie jak darcie płótna. Podszedłem. nabiegłej świeżą krwią wardze usiadła duża niebieska mucha. Zrzucone ze strychu deski na ogień bezszelestnie zsunęły się w powietrzu. . kurczowo zaciśnięte w obronnym ruchu. prychnął olbrzymim kłębem dymu i kurzu. Delikatny strumień niebieskiego dymu przepłynął koło twarzy i porwany wiatrem znikł w powietrzu. wilgotnej.) . wparł się kołami w ziemię i przysiadł. otrzepałem starannie spodnie z kurzu. odleciała. nosy armat. częstując. Usunąłem spod głowy trupa ostry. ułożyłem głowę na miękkim piasku wapiennym i podniósłszy się z klęczek. niewygodny kawałek cegły. nie śpiesząc się.What’s happened?120 Czemu ci ludzie tak krzyczą? First Lieutenant pochylił się ku szoferowi. powoli zwinął się nad ziemią i upadł. stłumiony szmer głosów jak zza ściany. Przepuścili mnie i jeszcze ciaśniej skupili się nad ciałem.zapytał szybko First Lieutenant. Dwaj żołnierze z pistoletami maszynowymi na kolanach rozpierali się na tylnym siedzeniu. Z niezmiernej oddali dochodził do mnie jednostajny. odgarnąłem delikatnie włosy. hamując ze zgrzytem. zawahał się parę razy na łańcuszku i zawisł nieruchomo. wyskoczył mały. ciepła o mdłym zapachu krew przesączyła się szeroką plamą przez bluzkę opinającą zbyt wydatną pierś i zasychała na brzegach jak rdza. Na podwórzu dymiły się ognie pod porzuconymi garnkami i menażkami.Do you speak English?121 . Spłoszona cieniem. Poruszył 120 What's happened (ang.

. 122 I do (ane. proszę pana 124 My God (ang.Przez sześć lat strzelali do nas Niemcy. Dotykał stopą ziemi. sir123.) . do swojej kolacji. nie oglądając się. który szedł przodem. Na stołach i na podłodze rozbite skorupy porcelanowych misek bielały w gęstym mroku jak oskrobane z włókien wyschłe kości. .Nic się nie stało.tu: mówię 123 Nothing. ale odwrócił się od niego i patrzył na żołnierzy.Mój Boże 59 .kiwnąłem. co za różnica? Przez niski kurz jak przez płytką rzekę.My tu. w Europie. którą już pewnie zafasowano. którzy wtedy palili papierosy. . a za nim przepychali się pozostali dwaj.Nothing. Pierwszy Porucznik wyskoczył z auta jak zwolniona raptem sprężyna. obojętny przedmiot. Nim jednak ten. Patrzyłem na oficera nie jak na człowieka.) . Teraz dopiero uświadomiłem sobie. aż się wstrząsnąłem.Nic. . Nagle ściana ludzi poruszyła się.powiedział. odprysła.My God! My God! Chwycił się za głowę. teraz strzeliliście wy. Twarz jego spłynęła przelotnie krwią i pobielała. . jesteśmy do tego przyzwyczajeni . do swoich gratów. Zastrzeliliście przed chwilą dziewczynę z obozu.I do122 .) . .niezdecydowanie szczęką. . gdyż krzywiąc się. że nad ciałem dziewczyny tłum ciasno skupił się i patrząc w oczy żołnierzom cały czas wrogo skandował: . i naraz zaczął żuć. że wypryśnie z auta. Tłum zasłaniał szczelnie trupa dziewczyny. do swoich książek. Różowa grudka zaczerwieniła się w kurzu drogi. wypluł gumę.uspokoiłem go bagatelizującym ruchem ręki i uprzejmym poddaniem całego ciała.Kto skrzywdził tych ludzi? Czemu oni tak krzyczą? Co się stało? Żołnierz z karabinkiem opuszczonym lufą na dół wyszedł z tłumu. Mój głos zahuczał w głowie jak w pustej sali.Ge-sta-po! Ge-sta-po! Ge-sta-po! V Żołnierska sala leżała w gruzach.odrzekłem obojętnie. sir (ang. zdążył coś powiedzieć.What's happened? . Cisza jak napęczniały balonik pękła z trzaskiem w uszach. a jak na daleki.My God124 . Musiało mu nagle zaschnąć w ustach. zwróciłem się do oficera. W uszach huczało mi jak w słuchawkach.powtórzył nieco ostrzej Pierwszy Porucznik. . . Zdawało się. Nic się nie stało . ciężkim krokiem odszedłem w głąb koszar. jakby rozpędzając się.

Cienie zachwiały się. piwniczny.Ściągnięte z łóżek sienniki zwieszały się ku ziemi bezwładne. nikt nie pilnował . O Boże miłosierny. urwany chichot rozpłynął się w nagłym chrzęście słomy.zapytałem z ogromną ulgą. jakby te szmaty.Nie ma kolacji . Polak Polakowi.ciągnął płaczliwie Cygan. Szykują się chłopaki na transport. Ledwo garnitur wybroniłem. . Ukradli. sienniki. . Pod nogami szeleściły zwały podartych. Wygarnięto z niej wszystko. Usiadłem. jak z otwartych. Z szaf. Nie było nikogo. wypaproszonych brzuchów. żebyś pan widział. Palce przeszorowały po szorstkim sienniku. zduszonych książek. rozkwitł jak olbrzymim kwiatem .krzyknąłem z rozpaczą. nie dziwota. wszystko rozbili.Ten naród ludzki. tobyś dzisiaj także nakradł. to ty? . . rozkradli. Umilkło. jakby były zabite. cokolwiek nadawało się do użytku. W powietrzu unosił się stęchły. Rakieta spłynęła na bruk. Strzelano z wysokiej wieży koło bramy. jak mnie tak wszystko pieruńsko boli! . Łagodne światło bezszelestnie spłynęło po oknie jak świeża krew. Pod głową go miałem. Rozbite szkło zachrzęściło pod nogami. .Nie trzeba było surowego barana jeść. Przeleciał jakiś przenikliwy strzęp szeptu. Ścisnąłem z żalu zęby i 60 .Wpadli do sali.Nikt nie przyniósł kolacji? . Podszedłem do łóżka i pomacałem ręką. że kradną . podskoczyła kilkakrotnie.Nie było nikogo. Panie Tadku. bracie.Cygan. błysnęła silniej czerwienią i zgasła. . W głębi sali ktoś z jękiem poruszył się na łóżku.. resztę zniszczono. żebyś pan tylko widział. zajrzałem do szafy. Namacałem krzesło.czerwoną rakietą. Poczułem nagły przejmujący głód. . panu Koli zabrali papierosy.zajęczał w ciemności Cygan.powtórzyłem machinalnie.A jutro transport i znowu jeść nie dadzą. wylewały się szmaty i stłamszone leżały na ziemi. Zrobiło się zupełnie ciemno.Zatrzymałem się niepewnie i czekałem w napięciu. . Zaszeleściły w palcach jak suche. zlituj się nad nami. Koca nie było. nikt po jedzenie nie poszedł. .A gdzież bym był. .. jesteś? . co oni narobili! Żebym ja był tego nie dożył.Cygan? Cygan. porozbijane i poszarpane. Na dnie domacałem się w garnku ocalałych płatków kartoflanych. Siny kwadrat okna. Ruszyłem do szafy i czepiając się łóżek brnąłem w głąb sali. otwartego w noc. skorupy i książki. pokruszone liście. Oparłem się o stół. zawahały jak rozkołysana woda i podniosły się do góry. toby panu chyba serce pękło. Korzystając ze światła. Książki pana porozdzierali. I mnie buty wzięli. stłumiony. zachłystując się słowami jak płaczem. . Siennik znów zachrzęścił niespokojnie. gniły i rozkładały się dalej.rzekłem drwiąco. trupi zapach.

. Czarna twarz Cygana powlokła się jak rtęcią trupim. .. Posłuchaj pan. . Znajome kowboje na warcie stali.zawołałem w zdumieniu.Ale pan ma szczęście . jak głupi bić się . pomarańczowe i żółte.Nie kłam. To lepsze od barana. Głupi nie będę i w transporty do Polski nie pojadę .Redaktor? Co mi zupy dawał? Pojechał! Jednak pojechał! Beze mnie! . . bo ci znowu mordę nabiję. Pogmerał. . . że jestem głodny. . Sameś pieniądze ukradł. razem bukietem spłynęły na ziemię. udało się panu wrócić? . Samo nie przyjdzie. że pana chorążego i pana Kolę za karę do Polski odeślą. to szkoda zostawiać. Czerwona rakieta znów rozjarzyła się na granatowym niebie. . Powiedział.zapewnił z przekonaniem.Przywiózł pan co? .Tam . . Mnie podłożyli. szykują się do obrony . . żeby im tak w boku szykowało . obok wykwitły zielone. . a z ciemności wydobył się oburzony kobiecy pisk.Uczułem znowu. O. bo pojechał do pana generała Andersa. szykują się.odparł .Ja tam sobie radę dam. że pan pewnie nie wróci.Chłopaki się nie dadzą.Przecież Kolka chciał jechać do Włoch .ciągnął monotonnie Cygan. parszywy Cyganie. to się w Polsce spotkają ze Stefanem. .Pan by też mógł mieć..ucieszyłem się uprzejmie.ale nie barana.A pan chorąży siedzi w bunkrze i pan Kola siedzi w bunkrze .burknął syn chorążego. A pan tylko w książkach siedzi. Grunt. .. Jemu się przydadzą.odezwał się z dołu syn chorążego.ostatnie słowo zachrypiało w ziewnięciu. .A panu chorążemu szafkę rozbili.O jutrze będziem jutro gadać .No.Tak pan myśli? .O..westchnąłem zazdrośnie. pochlipując. Boże.. Przeciągnąłem przez dziurę. Potoczyła się z brzękiem po betonie.A pan Redaktor przyszedł i książki z pana szafy także zabierał. . aby dziś. jakby pan pochodził.Tatuś martwił się o pana.Niech się tata martwi o siebie.A mówili.A jutro? Jak będzie transport? . Łóżko zaskrzypiało z pasji. neonowym światłem i zapadła się w mrok..kopnąłem walający się pod nogami czerep miski.Szykują się.Przywiozłem . . aparat fotograficzny zabrali i pieniądze.dodał z lekceważeniem. . jak tata chował . Już on ich zakapuje. .Ale. .zaklął Cygan. Boże. nie kłam.machnął ręką w 61 . Podpatrzyłeś. . .Niemrę kupiłem.

. okeje nie uciekną? Podniósł się na łóżku. Tam są meliny. bo szkoda.Idź pan na Grunwald . to pan! .Podobnież do Koburga transport ma iść . . ciemna twarz o wpółotwartych ustach. Uważaj pan. Niebo grało wszystkimi kolorami. Wstałem od stołu i brnąc po książkach.Grunwald robią . opadała rozżarzonymi kroplami na dno ciemności.Sam muszę się schować przed transportem.dodałem łagodniej. kiedy ja taki chory? Może mnie nie wezmą? Pan umiesz po angielsku. dotarłem do drzwi. Syn chorążego zachichotał i pokręcił się na łóżku. a błyszczące okulary nabiegły różową poświatą. jakby nafosforyzowane. które nabiegało raz po raz granatowym sokiem. A granatów. Lecz tylko owinął kobietę kocem aż po czub jasnych. żeby jej jutro nie znaleźli. W czarnej zapadłej twarzy błyszczały niesamowite. Ale my zrobimy lepszy.stronę rozświetlonego rakietami podwórza.Bo co innego robić? . jakby w zadysz-ce.rzekłem do syna chorążego. to się wyjdzie. . a rozpylaczy! Co pan myślisz. Fontanna rakiet przepływała przez powietrze. Podprowadziłem go do stołu. to się pan tu prześpisz. Ile chłopaki brauningów mają. Wparł we mnie świecące odbiciem rakiet oczy. Naraz otwarto je z drugiej strony i z czarnej nory korytarza zamigotała w świetle żółtej rakiety ostra. do następnego razu! . Co. .a jak się skończy.krzyknąłem histerycznie. rozpryskiwała się na niebie.Jutro mieli go powtarzać.Jak ja pojadę.. . Jak skończą akcję.O. 62 . puszystych włosów. a karabinów. Rakieta spłynęła w dół. . że tylko rakietnice na Grunwald? Jak ustawią ze dwa cekaemy na strychu. wielkie zmartwienie . że będę się złodziejami zajmował? Szkoda.rzekłem z pogardą.Co ty sobie wyobrażasz. tobyś nie miał kłopotu dzisiaj . . Bo ja mięso idę gotować. . to pan kowbojów poprosisz. . jakby chciał wstać. . że ich diabeł nie znajdzie. że ciebie nie udusiłem. Potem będzie łatwiej o jakąś funkcję w obozie. Czerwony dach koszar mienił się upiornie na tle nieruchomego nieba.odezwał się Cygan.Grunwald robią. jak jechaliśmy do Dachau.Profesorze. i dobra.poradził syn chorążego . panie Tadku? Leżał odkryty i oddychał ciężko jak zdychające zwierzę. jak pluną.głos mu nieco drgał. Będzie mi potrzebna albo co? A może pójdę z nią do chłopaków i będziemy siedzieć na strychu.A niech ją złapią. . opadł z westchnieniem na łóżko i wsadził rękę pod koc. prowiantowego albo sekretarza .

. Zadbałem dla pana o dobre miejsce przy ognisku.Zastrzelili ją . . już ją obmacywałem i co za nieszczęście. . . odrzucając niedopałek .rzekłem niespodziewanie dla samego siebie. Zerwałem się z łóżka. Profesor podniósł głowę. ogarniały bawarską koszulkę.To ja byłem z nią.dodał tonem wyjaśnienia. Zaciągnął się papierosem. wytłoczony na pasku łączącym 63 . patrz pan . dawniej. Gdzież pan był tyle czasu? Klepnął się po kolanach. Opuściłem głowę i zapatrzyłem się w podłogę.Ta. Kolegowałem z jej ojcem . były takie z kremem. . wesołych i chwalebnych przygód Sowizdrzała. Po białych. .Pomilczał. Puszysty kłąb dymu błysnął różowym podbrzuszem i wypiąwszy siny grzbiet rozpłaszczył się pod sufitem. Sięgnął znów do kieszeni.jaka wypierśna kobieta! Już ją prawie miałem w ręku. zakołysał się i chwycił mnie za ręce.Nie wiem.rzekł Profesor. Nie na tej. . Nieraz. .zawołał Profesor. .. . Moja sąsiadka z domu. ciężko dźwignął się. pokruszony papieros przewinął się przez palce i rozżarzył się w ustach nikłym płomieniem. Przedarty leżał na ziemi drzeworyt z bohaterskich. że się spotkamy.Chodźmy na Grunwald! . pokiwał głową. Poszła na spacer.zdecydował się.Ta pańska sąsiadka? .. czy przypominam..Gdzieś łaziłem po obozie.powtórzył jakby sennie.zastrzelili ją na bramie.. Tylko. Zaraz się zacznie. co przyjechała z Pilzna.. doprawdy .Miałem przecież być u pana.Przy mnie zastrzelili ją. była jeszcze dzieckiem.. A pan mi o Grunwaldzie. .wrócił do swojej ulubionej myśli. Brązowy jeleń. kładąc się słabym refleksem w rozpadlinach twarzy. . Wie pan. z rzadka porosłych czarnym włosem kolanach przesuwały się kolorowe cienie. Westchnął ciężko i podparł głowę rękoma. jakby wychodził z wody. to na innej łące .Cóż robić? .uderzył mnie dłonią po ramieniu .naraz zesztywniał wpół słowa.Szukałem . wspinały się po twarzy i przez sufit uciekały za okno. Zmięty. dziewczyna z nagimi piersiami grająca pod ścianą na gitarze.Zajrzał mi w oczy. . Nie znalazł. Truskawka na czubie? .A teraz. Czy to nie wszystko jedno! Konwenanse towarzyskie? Tu! W przeddzień transportu? I tak jutro nie spotkamy się więcej.Co za nieszczęście! . napędzając czerwień w wargi.Szukał mnie pan? Profesor był wciąż w skórzanym tyrolskim stroju. gdzie byłem. . kupowałem jej ciastka. .Ziemia jest mała! . Oczywiście. Byłem z nią w lesie . Jak wyjeżdżałem we wrześniu. Pogrzebał w niej natarczywie. Sięgnął do kieszonki.rzekł po chwili.rzekłem słabo. niepewny.

mieniące się banie. drgał w świetle rakiet jak żywy. naokoło drgającej bani płonącego stosu. cha! . niech i ona zobaczy. szły razem ku czołu. cholero .Przecież to była taka zwyczajna! Ja ją chciałem! Cha. Grunwald! . cha! Cha. Na kościstej twarzy Profesora światła mieszały się i nabrzmiewały. obrzydliwe kolorowy. miski. jakby Profesor dusił się od światła. Dziewczyny nie dostałeś. Profesor . ściskając mi coraz silniej ręce. wyrywając ręce z uścisku. zgasła wraz z ostatnią rakietą i poszarzała jak wystygły popiół. pęczniała od środka. zakasłał się gwałtownie i schylił się ku ziemi. kołysała się jak okręt. . Suche deski płonęły z trzaskiem.rzekł prosząco.nie trzeba było kochać się na starość. cha. cha.wołał niecierpliwie.Cha.Chodźcie wszyscy . Przyszykowałem kolację.Pan oszalał! . jak farby na portrecie. cha. stał milczący tłum. niech pan przestanie! . huczącym śmiechem. Nagle puścił ze świstem powietrze i rozwarłszy szeroko usta. .Leż.dodał niecierpliwie. w kątach ust. ryknął ogromnym. buchnął nagle rudy płomień. który zgasił rakiety.A ja myślałem. . podpływały pod sufit. Cienie drzew wydłużyły się aż ponad dach i chwiały się jak świece. cha. cha. Błyski ognia ślizgały się po twarzach i nasycały je krwią. wielki. a łóżko zachrobotało. . .Wychyliłem się za parapet. Twarz powlokła się meduzim blaskiem. Cała sala. . Pociągnął mnie do okna. W czarnej misce podwórza.Trząsł się całym ciałem od śmiechu.Kręci się. chudy. którą zaraz wysysała ciemność. książki mieniły się i wirowały jak jaskrawe kule. stoły. . puchła. cha.dusił się dobrą chwilę od śmiechu. prawda. a na ich miejsce wylewały się różowe. .Chodźcie wszyscy na Grunwald! . charcząc.Zobacz pan. . policzki wydymały się jak szkliste. ściany. Chodźcie wszyscy na Grunwald! Za oknem. cha! Nagle zachwiał się. leż.zapiał Profesor.Profesor wyprostował się. niebieskie i żółte światła i osadzały się pod brodą.krzyknąłem. cha! A pan z nią! Młodości! Młodości! .Profesorze. polizał czarne okna jak łaszący się pies i rozkołysał sobą mrok jak dzwon.Widzisz. Nawet prześcieradło dostałem! Cha. Kolorowe sienniki. jakby jej kto smoły nalał. czerwień bełtała się z zielenią. pod oczami.Grunwald. Obrócił się ku sali. zobacz pan! . .szelki. że będę spał z nią dzisiaj. w mroku. . .odezwał się z kąta syn chorążego . . który rozbity wiatrem rozwiewał się jak grzywa pędzącego konia.Weź pan dziewczynę. wypełniona światłami. a światło nabiegło mu natychmiast w otwarte usta i zakotłowało się w nich różnobarwnie. ale gruźlicę. cha. cha. a 64 . Twarz Profesora grała wszystkimi kolorami tęczy. I Grunwaldu nie zobaczysz. w zagłębieniach uszu.

na krzyżykach klepsydry. Powiało gęstym.A my? .. Pogłaskałem ją uspokajająco po chłodnej dłoni.Ruhig. Zgasły.Was ist los? .Was ist los? .To nasza odpowiedź . . . Mówił poważnie.) . A pod jedną ze ścianek krzyżyki. Wczepiła we mnie kurczowo palce. gorącym oddechem. Z tłumu wytrząsł się ksiądz w sutannie. Gdzieś w głębi ciemności wywleczono człowieka w mundurze esesmańskim. Czarny Cygan podparł się na łokciu i z zazdrością patrzył za okno. Oczy jej jak dwa węgle żarzyły się przerażeniem. Ja tam codziennie chodzę. Ciepłe ciało dziewczyny przylgnęło do mnie szczelnie i drżało z podniecenia i strachu. Odgarnęła włosy znad czoła.Profesor już się opanował.warknąłem przez zęby.Spokojnie. . . Pełno Boga. . Sięgnąłem dłonią do tyłu.odpryski odlatywały w mrok.W oczach jego płonął rudy blask ogniska. Ksiądz ujął go za ramiona.usta jej skrzywiły się.I na martwą dziewczynę . .patrzcie na ognisko! Na to czekam. .Człowiekowi wciśnięto z powrotem hełm na głowę. przykryte powiekami. Przed tłum wystąpił Aktor. płomień bryznął pod niebo. prawie surowo.mruknąłem z ubolewaniem. Kind125 . zatrzęsienie kwiatów! . Dyszała mi wprost w kark parnym. to Grunwald! Na stos dorzucono świeżych sosnowych gałęzi. Kind (niem. Spokojnie.rzekł łagodnie Profesor.My jesteśmy tuż przy nich. stała się znowu ostra i zmęczona. Dziewczyna w nocnej koszuli sunęła za nim cicho jak duch. Ogień przygasł. dziecko 65 .. maleńki ołtarzyk.na krematoria i na kościółek.Pies z kulawą nogą nie zadba. jakby błogosławił. . Biały kołnierzyk ściskał rudą szyję. Wparła się we mnie całym ciałem. . w okieneczkach krateczki. sami SS-mani! Rozmiesz pan? A kwiatów pod krzyżykami.Był pan w kościółku w osiedlu niemieckim? Nie? . Twarz jego. Aż się wylewa. spokojnie. dźwignął z wysiłkiem i wśród okrzyków tłumu cisnął człowieka w ogień. Syn chorążego wstał z łóżka i przyczłapał nagi do okna. gruby. Hełm z brzękiem spadł na beton dziedzińca.To pali się kukła SS-mana. Wiatr odparł dym. ogarnięty blaskiem jak czerwonym 125 Ruhig. Twarz stojącej obok mnie dziewczyny poszarzała jak popiół. . Amboneczka. Podnosił się od niej zapach. .Tak Niemcy czczą swoich umarłych.My? . brudnym dymem. Ksiądz podniósł obie ręce. My. bił w nozdrza i wdrażał się w ciało. odziana w mrok. Światło rakiet umilkło.zaszeptała szczękając zębami. ruhig. jak człowiek zdechnie. ruhig. .krzyknął drapieżnie . mały. sentencje z Biblii na ściankach. Patrzcie! . Tłum buchnął śmiechem.powtórzył Profesor w zamyśleniu. .

objęty pożarem rakiet. na którym w rocznicę bitwy pod Grunwaldem rzucano na stos słomiane kukły żołnierzy z SS.. żywi.Niech umarli grzebią umarłych .rzekł w zadumie Profesor. on podniósł ramiona w górę. dźwignął głowę ku ciemnym dachom koszar i dał znak.płaszczem. idźmy z żywymi. . uciszył krzyczący tłum. zacięcie wbijając w beton takt. który wszystko miał zniszczyć i rozproszyć bezpowrotnie ludzi głucho. Dymne pociski szły popielatymi smugami przez niebo jak stada dzikich gęsi. zamazanych cieniem drzew. . trysnęło bengalskimi ognikami i spadało kroplami na ziemię. cha cha! Żywi z żywymi. które kłębiło się i wirowało jak gnana wiatrem bańka mydlana.Policzki jego. zanurzone w tygiel rakiet. zajaskrawił się wraz z całym podwórzem. szedł Batalion i śpiewał. Naraz Profesor zarechotał po raz drugi śmiechem.. jednym gestem dłoni rozszczepił go wzdłuż szerokiej ulicy. znów nabrzmiały i napęczniały. Tłum. i podczas gdy ksiądz ciskał w ogień coraz to nowe kukły. . Ze strychów odezwały się długie serie karabinów maszynowych. jak spod olbrzymiej skorupy na wpół otwartej ostrzem ognia. Tak jak oni. cha. cha. które jak podlane naftą rozrywały się słupem płomienia i skręcały się w tym ruchu jak żywe. między kamiennymi ścianami budynków.My. cha. .Żywi z żywymi! Cha. Niebo zapaliło się jak choinka. Spod jej cienia. 66 . Buchnęły kaskady rakiet. po dziedzińcu poesesmańskich koszar. cha! Cha. na zawsze! Patrzcie! Wyciągnął rękę w stronę hali tonącej w mętnym mroku. w przededniu transportu.

pozostawiając właściwą władzę szrajberowi i sztubowym.oddział roboczy. Krystyn Olszewski. „Jak ci idzie na nowym komandzie?” „Muszę zmienić komando. nr. ABGANG . Inne dorywcze zajęcia: poszukiwanie zbiegłych więźniów (w obrębie wielkiej postenketty).grupa. „Czy zgadza ci się apel” . Określone komanda zajmowały określone bloki. że antreten?” „Idziemy na antreten”. nadzorował wydawanie jedzenia. z wyjątkiem tych. Prominenci spali w dowolnie wybranych przez siebie blokach. Otoczeni nimbem zbrodniczości (niektórzy mieli na sumieniu po kilka tysięcy zamordowanych) ograniczyli się z czasem do wygodnej funkcji reprezentowania bloku wobec esmanów. BLOK .więzień.wszystkie te czynniki złożyły się na powstanie swoistego języka obozowego. „Z naszego bloku odszedł dziś abgang trzydziestu ludzi”. który. Byliśmy w Oświęcimiu. końskie baraki. z obozu do szpitala. przełożony bloku. „Nie słyszysz. obozu na apelu. dwupiętrowa konstrukcja do spania. ARBEITSKOMANDO . „Chodźmy na apel”. urzędowy język niemiecki . Tadeusz Borowski. wymierzanie kar cielesnych przy oficjalnych egzekucjach itp. APEL . 1825 Franek Karasiewicz. „Ilu masz abgangów?” ANTRETEN . paczek itp. Życie obozowe składało się z dwu momentów: kiedy więzień chodził sam i kiedy chodził w szeregu. codzienna czynność. podobnie jak język konspiracji. co siedzieli w bunkrze lub leżeli w szpitalu. Starym Oświęcimiu były to solidne.albo prycza. dołączony był do książki: Janusz Nel Siedlecki. [Monachium] 1946. Podajemy znaczenie niektórych określeń. używanych w Oświęcimiu. zbudowane przez więźniów piętrowe domy. które być może ułatwią zrozumienie pewnych partii tekstu. Również stan bloku wzgl. przemieszanie się wielu grup językowych. Wydanie krajowe: MON Warszawa 1958 67 . przeważnie Polacy (np.blokowy do szrajbera. bo nie wytrzymam”. ze szpitala na obóz.zbiórka. która odchodzi z bloku na blok.OKREŚLENIA OŚWIĘCIMSKIE∗ Odrębność i egzotyczność socjalna środowiska. przy którym musiał stawać na apel.cowieczorne liczenie stanu w obozie. „Jazda z bloku na apel!” „Blok szósty do odwszenia!” BLOKOWY . dbał o porządek bloku. W Birkenau były to prawie bez wyjątku drewniane. Święta. Sławni byli blokowi z kwarantanny z Birkenau. W tzw. Każdy więzień był przydzielony do jakiegoś komanda. oczekuje swego kodyfikatora.Barak obozowy. BUKSA . W braku innych *∗Słowniczek opracowany przez Tadeusza Borowskiego. Był odpowiedzialny za zgodność apelu. również pojedynczy człowiek. Każdy więzień był przydzielony do jakiegoś bloku. Oficyna Warszawska na obczyźnie.

aresztowany w obozie za przestępstwo (handel. przez długie tygodnie. pewno znów ktoś uciekł z DAW”. łatwiej będzie wytrzymać do jutra do obiadu”. „Nie hałasuj. pisania listów do domu i organizacji. stał dotykając karkiem sufitu. CYKLON . odarty koc na plecach od zimna. Na górze można było stać. co Anglicy nazywają pillbox. blokowy śpi w budzie”. wieszać ubranie na belkach.początkowo składy rzeczy prywatnych więźniów. siedzieć. postrach wszystkich więźniów. lepsi goście.konstrukcji w bloku (i miejsca na nie) miejsce do załatwiania wszelkich czynności człowieka (prócz wydalania): jedzenia. ciężkie komando.kryjówka. strąconych nad Niemcami.pokoiki dla blokowego i szrajbera. „Zwłaszcza że pobudowali naokoło obozu bunkry. muzułmanie. ale jak złapią. EFEKTY . Również cela z cementu. oskrobywania się z błota. „Tak. klasyczna choroba obozowa. z całej Europy internowani w Oświęcimiu. „Na durchfall najlepszy chleb spieczony na węgiel”. zamiast pięciu minut. Jak przejdziesz przez nie w nocy?” CYGAŃSKI . nielegalny list). chorób i barbarzyńskiego traktowania esmanów i obsługi obozowej. Parter i pierwsze piętro tej konstrukcji podobne były do pochyło leżącej szuflady. w której więzień.biegunka. Zwykle bardzo luksusowo urządzone (w skali bezwzględnej). „Idę na cygański”. Cyganie. Każdy był w walce z durchfallem zdany wyłącznie na siebie. to bunkier murowany”. trwała. to. Również stanowisko ochronne dla straży obozowej. Gaz ten był wyrabiany przez prywatną firmę niemiecką. próba ucieczki. trudniące się głównie rozbiórką samolotów. „Nie ma to. sonderkomanda. W roku '44 ze względów oszczędnościowych obniżono jednorazową dawkę. W olbrzymiej większości wypadków nie leczona i nieuleczalna.dodatek żywnościowy dla pracujących. rychło stracili wszelkie prawa i pozory praw ludzi internowanych i masowo padali ofiarą głodu. brudu. Śmierć. jak na cygańskim!” CULAGA .gaz. Wstęp do nich był dla więźnia z bloku oczywiście niemożliwy. zbudowane na przedzie bloku. wygrzebana w ziemi przez planujących ucieczkę więźniów. dnie i noce. Klasyczne miejsce ucieczek. Później również cały 68 . bicia wszy. Walka ta jest jednym z nie napisanych eposów Oświęcimia. BUNKIER . „Nie pij wody. „Dzisiaj culaga. jak opowiadali Żydzi z tzw. „Syrena buczy. toteż zajmowali ją tzw.Deutsche Abrüstungswerke. używany w komorach gazowych.obóz cygański. BUDA . DURCHFALL . bracie. można uciekać”. DAW . od piętnastu do dwudziestu pięciu minut. „Byle bunkier był. przebywano w nich w pozycji leżącej. dyzenteria. bo dostaniesz durchfallu”.

premie i . jak będziesz na efektach”. Dobroć komanda mierzono głównie tym.kije. FLECK . skład drzewa. „Powiem kapie.dobre stanowisko w obozie (nie na komandzie!). handlu. tak i tak pójdziemy do gazu”. „Jak ci kapo mówi. tudzież wiadomych stosunków ze swymi piplami.sanitariusz w szpitalu. „Co się martwić. nietyfusowych blokach szpitala.komora gazowa.(capo). niestrudzonego tropiciela wszy i chorych na tyfus. KANADA . trzeba było wcześniej przyjechać. Posiadał nieograniczoną władzę nad więźniami. wody!” „Fleger jest ważniejszy niż doktor”. na apel.tyfus plamisty. FUNKCJA . KAPO . lepsi goście. Architektura dwudziestego wieku! „Cały transport poszedł do gazu”. FLEGMONA . już po drugim gongu”. „Co się tak pchasz jak 69 . fleger w szpitalu etc. Również komando pracujące przy transportach. sygnał do pracy.symbol dobrobytu obozowego. „Ma chłopak szczęście. do snu. druga klasyczna choroba oświęcimska. Pilnował roboty.„w charakterze dymu przez komin” . czy istniały komanda zasadniczo złe (Weichseldurchstich) i zasadniczo dobre (pracujące np. KOMIN .).słynne komando muzułmanów. tobyście zobaczyli”. GONG . przychodzących do obozu i do gazu. Ponieważ każdy większy obóz koncentracyjny posiadał własne komory gazowe i krematoria. na obozie kobiecym). „Kanada idzie na rampę”. trzecia klasyczna choroba oświęcimska. podobnie jak durchfall przez długie lata predestynowała ludzi do komory gazowej. którzy byli ukrywani przez przyjaciół flegerów na innych. czy kapo jest dobry.synonim krematorium i śmierci w komorze gazowej. Do czwartego kwietnia 1943 wszyscy chorzy na fleck szli bezwzględnie do komory gazowej. więzień kierujący grupą roboczą. „Wstawać. GASKAMMER . dostał się na funkcję”. rozdawał zupę. Z reguły każdy kapo miał własną budę na polu. ilość ich może być obliczana na setki.ropień śródmięśniowy. niekoniecznie oficjalnie dobre (pipel u blokowego. Przez parę niewielkich sal oświęcimskich przeszło w ciągu paru lat parę milionów ludzi i wyszło . snu. HOLZHOF . W pamięci wielu fleck wiąże się z osobą drą Zenktellera. „Przynieś mi ładną koszulę. pijaństwa i konszachtów z esmanami. że nie chcesz robić”.osobny odcinek obozowy. FLEGER . „Teraz to w obozie jest kanada.pobudka. „Panie fleger.jak mówiono ironicznie w obozie. odpowiadał mniej więcej funkcji sztubowego na lagrze. to masz to zrobić”. goniec. w którego blokach leżały (i gniły) bogactwa zabrane transportom idącym do krematorium. miejsce wypoczynku.

70 . słynne KB. zazwyczaj z durchfallem. „Jesteś zupełnie zlagrowany”. że byli kiedyś „także” muzułmanami. MELDUNG . ORGANIZACJA . który sprawdzał identyczność zmarłych. Nieraz całe zarażone bloki szły do gazu (np. przed krematorium wysypywano je automatycznie. KRĘCĄ .obóz (domyślnie: koncentracyjny). przed wywiezieniem do krematorium układano trupy szeregiem na drodze obozowej w szpitalu tak. funkcji i dobrego samopoczucia noszącego je więźnia. lecz szło o dawne porachunki starych numerów. Organizator. sporządzone ze specjalnego materiału (powiadali.zdobywanie środków utrzymania poza porcją. palenie papierosa podczas pracy czy nieumycie miski . Wieczorem ładowano trupy na samochód z podnoszoną platformą. KLAMOTY . o kobiety. sonderkomanda i . czwarta klasyczna choroba oświęcimska. odzież.takie sprawy też były brzemienne w konsekwencje. „Pozbieraj te klamoty!” KOMANDO .graty. że z pokrzyw) w szaro-niebieskie pasy. z jaką muzułman był traktowany w obozie przez towarzyszy. PASIAKI . System donosicielstwa był szeroko rozgałęziony wśród więźniów. najzupełniej dojrzały do komina. miał nieraz potężne bogactwa i cieszył się zawsze pełnym poważaniem i zawiścią obozu.Żyd do komina”. LEICHENHALLA .ubranie obozowe. piętrami.ognia. Każdy trup miał kartę zgonu. Dobrze skrojone. dopasowane do figury pasiaki były oznaką dobrobytu. który myśli tylko kategoriami życia obozowego i postępuje wg moralności obozowej. ZLAGROWANY . lubujący się w autobiografiach obozowych. KRANKENBAU .człowiek. o ukryte między belkami złoto. o dochodowe funkcje. głowa między nogami. MUZUŁMAN . z efektów. gdzie nie chodziło o kawałek oddartego koca. ani woli do dalszej walki o życie.szpital. zwłaszcza tam. gdzie układano plon dzienny we wzorowym porządku (trup przy trupie. z FKL). wytatuowany na lewej ręce. „Masz kręcę? Posmaruj się herbatą”.doniesienie. Nawet więźniowie. mający swego kapę. LAGER .człowiek całkowicie zniszczony fizycznie i duchowo. Żadne objaśnienia nie mogą oddać pogardy.świerzb. był dobrze widoczny dla esmana.oddział roboczy. aby numer. niechętnie przyznają się do tego.kostnica obozowa. karny raport. z rampy) czy nieuczciwie (z porcji kolegów). nie mający ani sił. człowiek oswojony z tym trybem życia. reszta była sprawą Żydów z tzw. wysoki na wysokim). obojętnie jak: uczciwie (z kuchni SS. flegmonami lub kręcą. dozorującego esmana (komandoführera) i pracujący przy określonej robocie lub w określonym miejscu.

sztuba trzecia. PROMINENT . „Jestem na szóstym bloku. zamknięty na wszelki wypadek. którzy nadzorowali życie wewnętrzne obozu. ale tylko w gwarze obozu kobiecego.więzień polityczny. patriotyzm lagrowy.szpital. złożone wyłącznie z Żydów i pracujące w krematorium przy gazowaniu i paleniu ludzi. SCHUTZHAFTLING . Określenie o lekkim odcieniu pogardy. dwie.wóz. SZTUBA . wiecie o obozie! Zapytajcie jakiegoś starego numera (!). Zwykle dzieciak ocalały z żydowskiego transportu.chłopiec do posług u blokowego lub kapy.sala albo część bloku. oznaczający zasiedziałego w obozie więźnia. Wielka postenketta stała w dzień (w razie ucieczki całą dobę). „zlagrowany”. najedzony sardynkami. byli odsyłani „na posty” za wykroczenia (handel. Całość operacji zwie się „słupek”.łańcuch straży otaczający obóz lub miejsce pracy. Odpowiednik kobiecy: kalifaktorka. pchany przez ludzi. więźniów później przybyłych do obozu. „ochronny”. POSTENKETTA . Źródło czci i poszanowania przez inne stare numery oraz młode numery.) . trupów z obozu do szpitala używano ludzi. Tak wisi się godzinę. Czysty. ścięgna pękają. stosunki z kobietami. ubrań.albo „lepszy gość”. milionowcy. STÓJKA . SONDERKOMMANDO . REWIR . chleba. Oficjalny tytuł obozowy (z dodatkiem numeru).przez związane z tyłu ręce przewleka się sznur i podciąga się więźnia przez kółko w słupie lub w braku specjalnego urządzenia po prostu przez poprzeczną belkę w bloku. elegancki. jak nie Sonderkommando?” STARY NUMER . etc. co przeżył”. on wam może powiedzieć. POST . Do przewożenia zupy.niski numer. ROLLWAGA . który nie używał wyrażenia „KB”. na górnej 71 . nieczystości. to jest ci. Mała postenketta stała w nocy przy drutach obozu. esman. otaczając obóz w promieniu kilku km.komando specjalne. W obrębie obozu nie było zwierząt pociągowych. mający wszystkie chody otwarte.stanie na przedłużającym się apelu. że jest prominentem. Ręce wychodzą ze stawów. Nikt o sobie nie mówił.wartownik. SŁUPEK .PIPEL . więzień na dobrym stanowisku. Najdłuższa stójka oświęcimska: dwa dni. „Co wy. Blockführerzy. Obsadzenie najlepszych funkcji obozowych. „Kto ma mieć złoto. nadzwyczajne umiejętności życia obozowego. zwanych także milionowcami.o ile ich złapano.

VERTRETER . VORARBEITER . ludzie pracujący na zaunie posiadali wszystko.buksie”. choć były okresy (np. urządzanych przez pewien okres w szpitalu. Waschraum w Birkenau był miejscem rewii. wystawiany przez szpital . Podaje czas i powód zgonu.czyli selekcja muzułmanów do gazu. TOTENMELDUNG . nie chodził na komando. gdy blokowi reprezentowali blok). od złota do książek. magazyny. VERNICHTUNGSLAGER . Wydawał jedzenie. Kobiety były strzyżone (do nagiej skóry) i dezynfekowane 72 . oznaczający rodzaj przestępstwa. „Wszyscy poszli na szpilę”. Podobno urzędowe określenie Oświęcimia. położony w obrębie wielkiej postenketty.zasadniczo umywalnia.obóz wyniszczający. Faktyczna władza na bloku (w okresie.nosze. TRAGA .akt zgonu. Pozostał nie wykończony do końca obozu. lato '44). co Anglicy nazywają foreman. Waschraum w Starym Oświęcimiu był widownią walk bokserskich i zapasów. Również nosiłki do dźwigania ziemi. Ponieważ odwszawiano w niej również rzeczy. którzy odprowadzani do waschraumu po wybiórce ze wszystkich bloków szpitala. gdy z powodu przeciążenia krematoriów i komór gazowych wybiórek na lagrze nie praktykowano. nazwa komanda. „On ma czerwony winkel. przywożone przez transporty a używane przez więźniów. SZTUBOWY . dbał o czystość sztuby i. którym uśmiercano w pierwszych latach muzułmanów w Oświęcimiu.składy obozowe.komendant sztuby. odwszalnia.pomocnik kapy. to.zastępca blokowego. Jednakże często służył do innych celów. rozumie się. SZPILA . oraz przez cały czas trwania szpitala pozostawał punktem zbornym dla muzułmanów. a jest gorszy niż kryminalista”.dosercowy zastrzyk fenolu. W aktach więźniów zagazowanych: „przekazany do postępowania specjalnego”.esman. WASCHRAUM . WINKEL trójkąt kolorowy. UNTERKUNFT . ZAUNA . Dosyć rzadko używane. Odbywała się mniej więcej regularnie co dwa tygodnie. Nieograniczona władza nad więźniem. TRUPPENLAZARETT . odjeżdżali wieczorem samochodami do gazu. ZIELONY . a noszony przed numerem obozowym na lewej piersi. Również pudło do noszenia chleba.szpital SS. WYBIÓRKA .przez blokowego.lub jeśli śmierć nastąpiła w obozie .łaźnia.

wyłącznie przez mężczyzn. 73 .

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful