P. 1
Borowski Tadeusz Wybor Opowiadan

Borowski Tadeusz Wybor Opowiadan

|Views: 1,556|Likes:

More info:

Published by: Rodrigo Usmail Olavarría on Jun 12, 2013
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

12/09/2014

pdf

text

original

TADEUSZ BOROWSKI

WYBÓR OPOWIADAŃ

SPIS TREŚCI
WSTĘP......................................................................................................................................... MATURA NA TARGOWEJ......................................................................................................... POŻEGNANIE Z MARIĄ........................................................................................................... CHŁOPIEC Z BIBLIĄ................................................................................................................. U NAS W AUSCHWITZU........................................................................................................... LUDZIE, KTÓRZY SZLI............................................................................................................. DZIEŃ NA HARMENZACH....................................................................................................... PROSZĘ PAŃSTWA DO GAZU................................................................................................. ŚMIERĆ POWSTAŃCA.............................................................................................................. BITWA POD GRUNWALDEM...................................................................................................

OKREŚLENIA OŚWIĘCIMSKIE......................................................................

WSTĘP
W literaturze polskiej czasu wojny i powojnia, bujnej i różnorodnej, Tadeusz Borowski był postacią wyjątkową. Choć żył zaledwie 29 lat i pozostawił po sobie dorobek ilościowo niewielki, nie dopełniony, nie pozbawiony wewnętrznych sprzeczności - trudno przecenić jego wartość i znaczenie. Za życia był pisarzem czytywanym, frapującym, lecz przede wszystkim spornym. Prawie każdy jego utwór, każda książka wywoływały dyskusje i sprzeciwy. Krytykowano je, i często potępiano, z różnych stron i rozmaitych powodów. Skoro nie dawało się tej twórczości potraktować obojętnie, dość powszechnie doszukiwano się w niej wybujałego młodzieńczego nihilizmu. Borowski nie ułatwiał zrozumienia swych dróg: rozrzutnie szafował własnym pisarstwem, potępiał sam siebie, miotał się wśród sprzeczności swego czasu i swej psychiki. Trzeba było dopiero jego samobójczej śmierci, zebrania ocalałych utworów i wyświetlenia nieznanej biografii, aby z dość już odległej perspektywy czasu i nowych doświadczeń ogarnąć to wyjątkowe zjawisko i zrozumieć, czym jest dla polskiej literatury. Borowski debiutował w środku okupacji, w końcu roku 1942. Miał lat dwadzieścia. Pracował jako magazynier w firmie budowlanej na Pradze i studiował polonistykę w tajnym uniwersytecie warszawskim. Wojna przyspieszyła dojrzewanie nowego pokolenia literackiego. Wśród jego kolegów uniwersyteckich znalazło się wielu młodych poetów: Krzysztof Kamil Baczyński, Wacław Bojarski, Tadeusz Gajcy, Andrzej Trzebiński, Zdzisław Stroiński, Stanisław Marczak-Oborski i inni. Tej młodzieży zawdzięczała Warszawa pierwsze przejawy życia literackiego pod okupacją. Ale nie było jej łatwo otrząsnąć się z klęski, zdobyć jakąś nową, własną orientację ideową. Większość z nich skupiła się wokół pisma „Sztuka i Naród”, związanego z prawicową organizacją „Konfederacja Narodu”, która w okupowanym kraju snuła dalej rojenia o polskiej mocarstwowości. Borowski, podobnie jak Baczyński, mocno sprzeciwiał się tej ideologii (na tym tle rozszedł się ze swym szkolnym i uniwersyteckim przyjacielem, Andrzejem Trzebińskim). Wokół Borowskiego powstała grupa przyjacielska „esencjastów” stanowiąca w okupowanej Warszawie ośrodek lewicowej czy też lewicującej młodzieży artystycznej, konkurencyjny w stosunku do „Sztuki i Narodu”. Dla zabaw, dysput i poezji zbierali się przeważnie w baraku na Skaryszewskiej, gdzie pracował i mieszkał Borowski. Mimo grozy czasu, nie chcieli rezygnować z niczego „co ma młodości smak i poezji”. Ciężko pracując, Borowski żyje w tych strasznych latach jak w „złotym wieku”: oddaje się nauce, poezji, przyjaźni, miłości. Tym wiarom, sprzeciwom i uniesieniom poświęca swe pierwsze poezje.

i poczuciem wielkości i tragizmu rozpoczynanej pieśni. w lutym 1943 roku. gdy idąc śladem narzeczonej. podczas oblężenia Warszawy. Nie był to debiut efektowny: ciemnymi. Pozostał sam. że Gdziekolwiek ziemia. franciszkanów. Wkrótce odtransportowano go do największego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego. w ślad za Wierszami wybranymi K. a rówieśnikom ze „Sztuki i Narodu” wydały się utworami małej wiary. i wreszcie tonem dojrzałego męskiego stoicyzmu. obrał na ten cel utwór odmienny . Poezji tej nie można pojąć nie znając losów poety.. tworząc mroczny. Wojna i okupacja nie były więc pierwszymi wtajemniczeniami Borowskiego w dramat „czasów pogardy”. w roku 1932. Borowskiego aresztowało gestapo. W środku cyklu znalazła się jedyna jambem napisana Pieśń.. a zwłaszcza Pieśń. mając lat dziesięć. Żeby żyć i żeby się uczyć. matka dorabia krawiectwem. W ojczyźnie nie czekało ich lekkie życie: ojciec zostaje robotnikiem w fabryce Lilpopa. W parę miesięcy po debiucie. we wczesnym dzieciństwie przeżył aresztowanie i zesłanie obydwojga rodziców.. który . w rok później wraca matka. Dzięki wymianie przez władze polskie przebywającego w łagrze na dalekiej Północy ojca. Rodzina osiedla się w Warszawie. nie znalazły zrozumienia u większości pierwszych czytelników. a przede wszystkim z tego.Ale gdy w końcu roku 1942 Borowski postanowił.choć nie poddaje się przeciwnościom losu . Ale katastrofizm Borowskiego wyróżniał się wśród nich i znacznie szerszym widzeniem „czasów pogardy” (jak epokę tę ochrzcił tytułem swej powieści Andre Malraux). Na ogół wszyscy młodzi poeci pisywali wówczas katastroficzne wiersze. Synów oddano do internatu oo. drwiący śmiech pokoleń. spłonęła fabryczna kamieniczka i znów zostali bez dachu nad głową. Urodzony w Żytomierzu na Ukrainie..noc. do Oświęcimia. Nic dziwnego.. Dramat epoki stał się udziałem Borowskiego. Goreją gwiazdy dławiący trupi nieba fiolet. rozwichrzonymi „metafizycznymi heksametrami” opiewał dziejącą się Apokalipsę.. Zostanie po nas złom żelazny i głuchy. co widzieli dokoła. Baczyńskiego. po części czerpane z przedwojennej poezji. Na przedramieniu .widzi całą jego potęgę i grozę. wydać swój debiut i drukował go na powielaczu w składziku na Skaryszewskiej. zakończona wyrokiem: Nad nami . na nic się nie oglądając.cykl poetycki Gdziekolwiek ziemia. wpadł do „kotła”. trzeba było szybko zabrać się do pracy. We wrześniu 1939. pod opieką dalszej rodziny. zanim rozpoczęła się wojna. K. przyjeżdża wraz z bratem do kraju. pracującego pełną parą krematoriów. jedyny w swoim rodzaju krajobraz Gdziekolwiek ziemia. nakładały się na nie przeżycia wcześniejsze. Uwięziony został na Pawiaku.

Borowski znalazł się znów za drutami. w palce legendę i mit. W wierszach i w listach pisanych do narzeczonej młody poeta. W obawie przed konsekwencjami nagłego uwolnienia mas ludzkich. odtworzone przez autora. wywożą go na jeszcze prawie rok do mniejszych obozów w głębi Rzeszy. że wyszedł stamtąd stosunkowo szybko: wyreklamowano . stara się zgłębić tajemnice obozu. w obozie śpiewa się jego piosenkę o miłości. na przedmieściu Monachium. przyjaciele pozostawili go w szpitalu w charakterze flegera (pielęgniarza). (Do narzeczonej) Choć niewiele ocalało wierszy obozowych Borowskiego. niezwykłe świadectwa układają się w pejzaż piekielny („palą się ludzkie stosy jak kupy smolnych łuczyw”). Stara się z nią porozumiewać (te listy. cykl kolęd lagrowych. Wkrótce dobrowolnie porzuci szpital. w straszliwy epos „ciała wędrującego. wśród pogromu wszelkich wartości i walki po prostu o życie. student warszawskiego uniwersytetu. bitego. Przypadek zdarzył. Jakby niczego innego nie oczekiwał. w Auschwitzu. ciała międzygranicznego”. Po kilku miesiącach pracy na Budach i na Harmenzach. w dawnych koszarach SS we Freimanie. Wyzwolenie obozu Dachau Allach przez VII Armię Amerykańską. z pięknymi mitami europejskiej kultury: l oto. Na Boże Narodzenie 1943 tworzy w Oświęcimiu Księgę wigilijną. ogromnym blaskiem świeci Sionce Oświęcimia. obozy dipisów (przesiedleńców). wstąpi do komanda dachdeckerów. nie od razu przyniosło Borowskiemu wolność. zapadł na ciężką chorobę i znalazł się w oświęcimskim szpitalu. jakby był na to przygotowany. która „mocniejsza jest nad śmierć”.. obozowych dekarzy. człowiek i zupy litr. Już tylko łopata i ziemia. dostarczać jej lekarstw.. Gdy go odratowano. złożą się później na opowiadanie U nas. żeby widywać się ze swą dziewczyną. nawet te nieliczne. skonfrontować go ze swą wiedzą o człowieku. jakie Niemcy zegnali do Rzeszy. Amerykanie utworzyli przejściowo tzw. Borowski dostaje się do transportu.). następnie do Dachau Allach. leżę na pryczy baraku i chwytam. za drutami. chwalca człowieka. Ani w więzieniu. Reakcja Borowskiego na uwięzienie i obozową marszrutę była dość dziwna. W obliczu zbliżającego się frontu Niemcy zaczynają likwidować Oświęcim. W sierpniu 1944 r. które nastąpiło l maja 1945. w jeszcze potworniej szych warunkach przebywała jego narzeczona. ani w obozie nie przestaje pisać. W obrocie własnego życia widzi jedynie spełnienie dobrze mu znanej prawidłowości ogólnego losu. wpierw do Dautmergen koło Stuttgartu. jego nie pokonana liryka miłosna. Niedaleko stąd. jak ptaka lot. Na tym tle. które stopniowo rozładowywali.wytatuowano mu numer 119198. lecz próżno w oczy człowiecze patrzę szukając znaku.

co przeżyła Europa. dzięki sławie poetyckiej. a zwycięzcy zaprowadzali w Europie swoje porządki. jak roczny postój w Monachium były dla Borowskiego okresem niezwykle twórczym. dokąd jeszcze przed zakończeniem wojny przewieziono specjalnym transportem część kobiecego obozu Ravensbrück. gdy był w Oświęcimiu). przepowiadająca także jego własny los: wabi trawiasta głąb. wtóruje im poetyckim Wołaniem Marii. Odejście poety i innych. W pięknych wierszach Umarli poeci. a ocalała z przygody z faszyzmem Europa przywróci swe stare tradycje wolności i demokracji. niezależnie od sporów. Imiona nurtu (drugi. pokusy dochodzenia sprawiedliwości na własną rękę. Wreszcie po paru miesiącach odnajduje ją . poświęconych padłym w boju kolegom jego warszawskiej młodości. Wyzwolona Europa nie była łaskawa nawet dla zakochanych. Ale przede wszystkim Borowski pisze nowe wiersze: wiersze o wyzwoleniu i o nowym porządku europejskim. Przychodzą na powrót spaleni. otrzymał propozycję od współwięźnia. Ale nie ma ucieczki od własnej wiedzy i własnej pamięci. podobnie jak masom dipisów. Mimo szaleńczych starań. rodzi się. Zdawało mu się. W znanej oficynie monachijskiej Bruckmanna ukazał się pięknie. druga wojna kończyła się oczekiwaniem trzeciej. Jeszcze w obozie. czy znajdzie ją żywą. Nieobce są jej. po tym.ciężko chorą . który obserwuje z niemieckiego pobojowiska. rozstrzelani. dalej trzeba pod ziemię. po bibliofilsku wydany trzeci tom poetycki Borowskiego pt. Po tym. że winnym zostanie w majestacie prawa wymierzona sprawiedliwość. Zarówno pobyt w obozie dipisów. gdy w Monachium powstawało Biuro Poszukiwania Rodzin przy Komitecie PCK. jaka mu tam towarzyszyła (nie zawsze ułatwiała mu życie!). maskowane komedią sprawiedliwości.w Szwecji. .go. skromny zbiorek erotyków wydali w Warszawie przyjaciele. jakie go kiedyś z niektórymi z nich dzieliły. wydania swych wierszy warszawskich i obozowych. głębiej i głębiej. nastroje zemsty i odwetu. spodziewa się. Poezja Borowskiego zieje goryczą i ironią. przede wszystkim poszukuje swojej narzeczonej nie wiedząc. jeśli zostanie w Niemczech. Poszukuje wielu ludzi. a przedwojennego wydawcy i świetnego grafika Anatola Girsa. Tymczasem na nic takiego się nie zanosiło. jakaś wielka z nimi wszystkimi śmiertelna wspólnota. Po latach Girs spełnił to przyrzeczenie. przychodzą towarzysze lagrowi. Zbrodnie uchodziły płazem. mimo interwencji nie okazało się to możliwe. Rozpisuje listy na wszystkie możliwe strony. pachną podziemne łąki. Borowski jakby boi się tych niebezpiecznych odruchów: pragnie swe prawa przekazać w bardziej powołane ręce i powrócić do normalnego życia. czego doświadczył na własnej skórze. że łatwiej połączy się z nią.

i poprzez morze bym wrócił. wydanej w Monachium w roku 1946. i idę tam.aż do was wstąpię. które zresztą w jego poezji. co nocą trwożysz widmem wapiennych jam i dołów i poprzez ląd. dojrzewały od dawna. zatęchły gruz? Czym jesteś? Oto walczę z tobą i krzyk twój duszę. groźnie za mną wołasz? Czym jesteś? Ugór czy ruina. . Borowski nieoczekiwanie zarzucił poezję. kto był uczestnikiem tej tragedii: A któż z was żywych śmierć widział . jakie jest jego właściwe powołanie. lecz gdy przesłane do kraju i opublikowane w „Twórczości” opowiadania stały się głośnym wydarzeniem literackim i wywołały ogromny skandal . i wołanie. Pochłonęły go inne zamiary. Wobec obojętności świata. z powrotem do kraju. które za ich sprawą musi mimo wszystko nastąpić. Poezje. zamknęła się powrotem do Warszawy jego wielka wędrówka po zniewolonej Europie i zamknął zarazem jego wstrząsający pamiętnik poetycki. gdzie wreszcie połączyli się z narzeczoną i pobrali. Jeszcze w Monachium. zapowiadanej Rozmowy z przyjacielem (stosunkowo najszerszy wachlarz dochowanej poezji Borowskiego przedstawia wydany w 20-lecie jego śmierci tomik poetycki w serii „Biblioteka poetów”. trzej młodzi autorzy: Tadeusz Borowski.) najuporczywsza z jego muz zaprowadziła w końcu Borowskiego do ojczyzny. rozterek i rozdarć (co brzmi tak tragicznie w ostatnim utworze napisanym w Monachium: ani wiersz. w czerwcu 1946. mimo rozmaitych innych obaw. napisali książkędokument pt. ani proza / tylko kawał powroza. Do prozy nie przywiązywał większego znaczenia. i swojej własnej. PIW). za namową Girsa.że przeżył! Poczucie winy obarczającej każdego. Byliśmy w Oświęcimiu. ku wspólnym grobom do ciebie. nie wydawszy nawet swego nie znanego dorobku. najuporczywsza z moich muz! Czemuż mi ciągle wypominasz spalony mur. w jakim żyje. Po powrocie do Polski. Mimo że nie spełniło się to. Czym jesteś ty. zamieścił on swe pierwsze opowiadania. (Umarli poeci) Wśród tych rozpamiętywań rodzi się w poezji Borowskiego poczucie winy wobec znanych i nieznanych umarłych . Krystyn Olszewski i Janusz Nel Siedlecki. ziemio rozstrzelanych. w całości opracowanej przez Borowskiego. kojarzy się równocześnie z „mistyczną wiarą” w moralne odrodzenie ludzkości. Borowski wydał swój słynny tom opowiadań Pożegnanie z Marią. na co czekał.poeta zrozumiał. W książce tej.bez winy? To poczucie winy ocalonych. W półtora roku później. Po 3 latach i 3 miesiącach od chwili aresztowania... w roku 1948. zadanie to coraz bardziej wiąże się dla Borowskiego z Ziemią rozstrzelanych. tak teraz zlekceważonej.

prócz przejrzenia logiki hitlerowskiej zbrodni. Potrafił odsunąć na bok psychologię zarówno kata. ekonomiczne i socjologiczne mechanizmy. jak hitlerowcy doszli do ustanowienia państwa stanu wyjątkowego. ani bezsensownej hekatomby ofiar. nowego ładu. do skali niespotykanej w dziejach.o Oświęcimiu. jaki hitleryzm usiłował narzucić podbitej Europie. Ale prócz walorów poznawczych. Pisarze wielkiej klasy (zarówno polscy. celowo uformowaną społeczność. Kossak-Szczuckiej Z otchłani. lecz stadium wyższe . zastanawiające się nad fenomenem zezwierzęcenia oprawców i bohaterstwa ofiar. przymusić ofiary do współdziałania w jego zbrodniczym procederze wytępienia ich samych. opowiadania Borowskiego dokonały czegoś więcej.zbrodnię logiki. do rozmiarów ludobójstwa. Żeby zrealizować plany panowania rasy germańskiej nad światem. Obecnie. Dla . Tadeusz Borowski. ukazując jego polityczne.zwykłej zbrodni namiętności. Nie stanowił więc mówiąc słowami Alberta Camusa . własnym okiem. jak i ofiary. po wielu latach. Inaczej niż w całej prawie pozostałej literaturze sformułowały tragedię obozów. Powstały też książki psychologiczne. którą totalitarny system doprowadził do doskonałości. w książce Z. Borowski nie pretendował także do powiedzenia pełnej prawdy o Oświęcimiu. jak bliscy byli jego urzeczywistnienia. lecz sprawnie zorganizowany system. bez pomocy archiwów i sztabów uczonych. ani zemsty za grzechy ludzkości. jaką ludzkość znała od wieków. służące założonym przez hitlerowców celom. np.Ze zrozumiałych powodów literatura polska wydała więcej świadectw poświęconych czasom wojny niż jakiekolwiek inne pisarstwo. Dla Borowskiego lagry są konsekwencją rozkwitu i triumfów III Rzeszy. a zwłaszcza o jej kwintesencji . obnażył ten system od pierwszego wejrzenia. potrafił wznieść się ponad cierpienia milionów i własną gehennę obozową . nawet najwybitniejszych. mechanizm ten został zbadany dokładnie: wiele instytutów naukowych na podstawie poszukiwań archiwalnych i badań rozmaitych dziedzin ukazało światu. Zaraz po wojnie powstały liczne relacje dokumentalne. jak zagraniczni) widzieli w bezprzykładnej eksterminacji zaprzeczenie całej tradycji europejskiego humanizmu. bezlitosnym wzrokiem.i spojrzał na lagry zimnym. Przesunęły punkt jej ciężkości na stronę ofiar. Szmaglewskiej). bezmiar cierpień starano się często wyjaśnić w sposób mistyczny. z jaką konsekwencją ów narodowy ład zaprowadzali. Obóz nie stanowił więc ani sabatu zbrodniczych natur. hitlerowski faszyzm musiał wykorzystać także pokonane narody. Ale w swych opowiadaniach powiedział prawdę może najistotniejszą i najbardziej bolesną. nie była w stanie sprostać pełnej prawdzie o wojnie totalnej. mówiące o niemieckich zbrodniach i o martyrologii ludności polskiej (najgłośniejsze Dymy nad Birkenau S. Żadna jednak z tych różnorodnych książek.

Pożegnanie z Marią przyniosło na wskroś oryginalną wizję „czasów pogardy” (może .. Pisarz dokonał kroku następnego. i tego w swych artykułach żądał od innych.wziąć również na siebie winę za to. spotęgował jeszcze fakt. bohaterem swych opowiadań nie uczynił ani zbrodniarza. znaleźć można na końcu niniejszej książki). behawiorystycznym opisie. który chce przetrwać . W opowiadaniach spoza lagrów. umiał się przystosować do rządzących nim praw.obozowego vorarbeitera. ani świętego obozowego. godnych partnerów tragedii. lecz człowieka. przymuszenie ich za cenę życia do uległości. czy też po prostu doświadczonego lagrowca.. który poznał obóz. tak bezwzględnych w ich czysto zewnętrznym. cały cykl był przemyślnie i wysoko zorganizowaną konstrukcją literacką. Był to z jego strony świadomy akt moralny.pozbawieni nawet względnych racji. lecz zlagrowanego człowieka są treścią istotną Dnia na Harmenzach. To wydało się Borowskiemu najbardziej szatańską. gdy wojna się skończyła. Borowski-lagrowiec postąpił tak nie przypadkowo. także na sytuacje inne. zestawiony przez pisarza w Byliśmy w Oświęcimiu. jak widać. ani nierzadkimi . degradacji człowieka. z czasu okupacji (Pożegnanie z Marią) i z czasu wyzwolenia (Bitwa pod Grunwaldem). Tak rozumiał własne zadanie pisarskie. Prowokacyjność opowiadań Borowskiego. jeszcze bardziej ryzykownego. w stylistyce i języku (fachowy słownik oświęcimski. Najważniejszą tragedią lagrów. Mimo że postać literacka nie miała z nim wiele wspólnego. lecz nie mogli awansować do równorzędnych.Borowskiego prawdziwa tragedia lagrów nie zawierała się w stosunku między katami i ofiarami: ci pierwsi . W ten sposób rozszerzył swą diagnozę upadku humanistycznych wartości. co owego człowieka zlagrowanego w rzeczywistości wojennej zapowiadało i co na jego koncie pozostało. bynajmniej nie złego z natury. W swej książce Borowski nie poprzestał na opowiadaniach z lagrów. prawdziwie tragiczną stroną lagrów. Proszę państwa do gazu. Przy tym Borowski nie zajął się w swych opowiadaniach ani częstymi przypadkami obozowych załamań czy patologii. tzw.bohaterskich wzlotów. świadome i skalkulowane poszczucie brata na brata. co było udziałem zwykłego człowieka jego czasu. więźnia czy to pełniącego podrzędną funkcję. posłuszni urzędnicy hitlerowskiej machiny eksploatacji i zbrodni . zbrodnia logiki. postawił sobie pytanie. było zgwałcenie człowieczeństwa ofiar. do jakiej doprowadziła hitlerowska zbrodnia świadoma. zajął się „przeciętną przetrwania”. Zgodnie z tym założeniem.wprawdzie zasłużyli na stryczek. że poecie-vorarbeiterowi autor nadał własne imię. na szerszy kontekst epoki. Śmierci powstańca. Choć. chciał w jakiejś mierze zgodnie z przekonaniem wyrażanym w poezji . Przygody tego przeciętnego.

krótkiej noweli.najbliższe jej były Medaliony Z. Borowski w Kamiennym świecie uzasadniał go nowymi dodatkowymi utworami-argumentami i atakował współczesną literaturę. W tymże 1948 roku ukazała się następna książka Borowskiego: cykl krótkich nowel pt. choć wolną od wszelkiego kaznodziejstwa. nie dostrzegła krytycznych założeń pisarza . W momencie ukazania się książki do wyjątków należeli ci. Zwłaszcza oburzano się na opowiadania z czasów okupacji i końca wojny. Śmierć Schillingera). odstępował do tamtejszej „przeciętnej przetrwania” na rzecz bardziej jaskrawych epizodów obozowych (Kolacja. mocno wówczas atakowanego. Wywołała szok i . która . Powojenną codzienność Borowski konfrontuje tam z doświadczeniem obozowym lub jego następstwami. Nałkowskiej) i najdalej posuniętą. W porównaniu z książką poprzednią Kamienny świat. które tak szokowało opinię.przyjęła tę prozę jako mimowolne świadectwo „zarażenia śmiercią”. Kamienny świat. bardziej bezpośrednio czerpał z materiału autobiograficznego (Opowiadanie z prawdziwego życia. które zarówno w cyklu dużych i średnich opowiadań. stanowił uzupełnienie wizji. iż Borowski sam się zadenuncjował jako obozowy przestępca i powinien zasiąść na ławie oskarżonych. Borowski jakby chciał dowieść. lecz ściśle wiązała się z przeszłością lagrową. short story.rozmijała się z najtrudniejszym i najistotniejszym spadkiem wojny. tzw.niemalże same nieporozumienia. Cykl ten. Inna część krytyki. jaką ze specyficznego punktu widzenia nakreśliło Pożegnanie z Marią. krytykę moralistyczną epoki. który autor zwał „jednym opowiadaniem złożonym z dwudziestu samodzielnych części”. z których utworami czy postawami podejmowały one. Ale książka ta nie mieściła się w ówczesnych kategoriach rozumienia literatury. Pracując nad Pożegnaniem z Marią i Kamiennym światem.utożsamiając postać bohatera z osobą autora .uznała. zachowujący ten sam styl i stosujący go do trudnej formy. Był także obroną własnego stanowiska. w myśl intencji autora. która wzięła za dobrą monetę fałszywą świadomość bohatera. Broniąc swego programu. wyzbycia się wszelkich wartości. Połowa Kamiennego świata dotyczyła już świata wyzwolonego. Podróż pulmanem). wprowadzał wyraźne nowości: rezygnował z pośrednictwa „vorarbeitera Tadka”. Większość nowel Kamiennego świata zadedykowana została znanym współczesnym pisarzom. jak w cyklu krótkich nowel miały wypełnić zakreślone 0 . iż Pożegnanie z Marią. którzy zrozumieli jej artystyczną komplikację i dostrzegli w niej rzecz najistotniejszą: własny sposób podjęcia walki ze złem epoki.jego zdaniem . co działo się w lagrach i czego osobiście doświadczył. nihilizmu. pośrednią polemikę. nie zawsze zresztą w sposób dość uzasadniony. pisarz coraz szerzej widział swoje przedsięwzięcie. Prymitywna część krytyki . było zaledwie złagodzoną wersją tego. Projektował i po części realizował nowe prace.

Sąd ten potwierdza wzrastająca poczytność nowelistyki Borowskiego w świecie. pozostał on w literaturze najpoważniejszym dziełem tego rodzaju. Nowy. Mimo że nie dokończony. Padły wówczas hasła realizmu socjalistycznego. Jest to szczytowe osiągnięcie w tego rodzaju piśmiennictwie”. Podjął pracę referenta kulturalnego w Polskim Biurze Informacji Prasowej w Berlinie Wschodnim w czasach szalejącej „zimnej wojny”. żeby po pewnym czasie odżegnać się od niego i stanowczo go potępić. nie zarzucając swych dawnych poczynań .Borowski powrócił do Niemiec. dogmatyczne i uproszczone. wbrew założeniom propagowanym przez niego 1 . natomiast niezrozumienie. dopisać do końca przeżyty rozdział moralnych dziejów człowieka.po trzech i pół latach nieobecności . której miały służyć. W roku 1949 . lata 1948/49 rozpoczynały okres mało przychylny dla pracy pisarza.ramy. żądające zarzucenia spraw wojennych. zwrotu ku współczesności i budownictwu socjalizmu. Własne pisarstwo odchodzi na daleki plan: niektóre z jego ówczesnych utworów. której w myśl jego przekonań może dokonać jedynie socjalizm. Chce być użyteczny w dziele reedukacji narodu-winowajcy. poważnie zachwiało jego pewnością co do obranych środków literackich i co do samej idei „rewolucji moralnej”. 1961) . Nikt . Przez czas jakiś Borowski uprawia literacką dwójpolówkę: próbuje już czegoś nowego. Wraca stamtąd jako żarliwy zwolennik realizmu socjalistycznego. burzliwy etap polityczny i przeżywane przez pisarza zwątpienia rozdwoiły jakby jego uwagę. z jakim spotkały się obydwie jego książki. wzbogacić przygody intelektualne i moralne człowieka w „czasach pogardy”. Z zapałem oddaje się formowaniu ruchu kulturalnego powstałej właśnie NRD i pozostawi najlepszą pamięć w kręgu postępowych pisarzy niemieckich. nikt nie potrafił tak precyzyjnie narysować metod i skutków upodlenia człowieczeństwa.że nikt poza Borowskim nie sięgnął tak głęboko w istotę hańbiącej ludzkość sprawy. w roku 1948 wstąpił do PPR. zamyka ostatecznie swój wielki cykl. Ofensywa styczniowa.to nie znaczy nikt u nas. Przez ostatni rok życia oddaje się gorączkowej działalności politycznej i gwałtownej publicystyce (przede wszystkim na łamach tygodnika „Nowa Kultura”). Wydaje się. Nie trafiały one do przekonania Borowskiemu.lecz niebawem opowiadaniem pt. Niestety. że nowele Borowskiego nie dadzą się porównać z żadną literaturą świata. które problematykę „czasów pogardy” przenosi z płaszczyzny moralistycznej na płaszczyznę historyczno-polityczną. ku literaturze politycznej i dydaktycznej. Borowski od dawna był zwolennikiem społecznych dążeń rewolucji.pisał po latach Jarosław Iwaszkiewicz w przedmowie do Pożegnania z Marią (PIW. „Wydaje się . nie przebierającej w środkach i argumentach i gubiącej się w zacietrzewieniu tego skomplikowanego czasu.

dla których życie i pieśń stanowią jedno. nieschematyczny wyraz w nowej problematyce (Kłopoty pani Doroty). za wspólny świat. za jego dzieje. który przedtem tylekroć i tak genialnie umiał się przezeń przebijać. znów po wojnie kamiennego.płacąc za to cenę najwyższą. Dzień plantatora) czy też usiłują zdobyć własny.zdradą wobec dawnych świętości. tym razem wydał się bez wyjścia.. że osiągnął tak dużo . nawet pisarzowi. Tadeusz Borowski należał do tych rzadkich.. Może dlatego te kartki z dalekiej już przeszłości są nadal żywe.samego. a własny w nim udział . W jednym z monachijskich wierszy Borowski pisał: świat jak labirynt splątany potwornie gmatwa się w linie.. jak nie chronił siebie przed światem. (Labirynt) Labirynt świata. wyjątkowych pisarzy. Nagła samobójcza śmierć pisarza stała się podówczas dla wszystkich zupełnym zaskoczeniem i pozostała tajemnicą do dziś. zachowują dawny rozmach {Muzyka w Herzenburgu.. żądając od siebie i od każdego odpowiedzialności za drugiego człowieka. podobnie w swej twórczości obalał przegrodę między jednostką i światem. Tak jak krwią pisał swoje utwory. Tadeusz Drewnowski 2 . To decydowało. wciąż wstrząsają i niepokoją. te tłoczą się w węzeł.

Julek był wychowankiem jezuitów. na linii Maginota. kiedy po spaleniu domu biwakowali na pustym placu pod daszkiem z papy chroniącym od deszczu. Jak w Japonii . rozwiązując starannie każdą z nich. Wtedy olbrzymie cienie mojej głowy przesuwały się po ścianie bezgłośnie jak na filmie. W dyskusjach filozoficznych cytował nie znane nam nazwiska. pisze pamiętnik. smukły. o których nie wiedzieliśmy nic. żeby (jak żartowaliśmy) nie zabić przypadkowo Niemca . Arkadiusza zanim nie przykryły gruzy barykady warszawskiej . niska i wilgotna. uczył się w akademii malarskiej. razem ze mną kończył szkołę. nazywał prądy.pił. Sam pisywał wiersze jeszcze w szkole. poczciwy pies kręcił się przy rodzicach.tej zimy. którą zostawiła nam fabryka na gruzach zniszczonego podczas pierwszej bitwy o Warszawę . czołowego poety tego okresu. o czarującym spojrzeniu chłopiec. obecnie zarośnięty krzewami. Narysował ich ponad dziesięć tysięcy. zanim ja nie pojechałem do Oświęcimia. Kiedy ja byłem zaczytany w Platonie i polskich filozofach okresu romantycznego. do Kasprowicza. nad Grekami i filozofią niemiecką. Utrzymywał się z rysowania karykatur przechodniom. Tej samej zimy Andrzej jeździł na rikszy. kiedy na Zachodzie. Płomień lampki. przyplątany do nas nie wiadomo skąd podczas oblężenia. Uczyłem się wtedy późnym wieczorem. uchylające się na teren dawnych garaży. Andrzej nie zginął w ulicznej egzekucji i pod fałszywym zresztą nazwiskiem. Przewozi się na nim towary i ludzi. Przybudówka była wąska. duchowego wodza Młodej Polski. Wyprowadził się od bogatego ojca. on sięgał do Ibsena i Przybyszewskiego. Wszyscy zginęli mi z oczu. w gorące dni okupacyjne. trwały przyjazne potyczki patroli. a przez wielkie okno.MATURA NA TARGOWEJ Całą zimę uczyłem się w małej przybudówce. uganiał się za wronami. Teraz zaś. Andrzej. matka. pierwszej zimy wojennej. Zarabiał handlem dewiz.u nas. duży rasowy doberman. 3 . Ale zanim rozrzucił nas los. wysoki. pracujący prawie dwanaście godzin w niemieckiej fabryce. poszczekiwał na obcych i tak już został. Olbrzymi. poruszany oddechem. skonstruowanej z kałamarza (trzeba było oszczędzać nafty). wlewał się wieczorami księżyc i błyszczały światła z mostu. mieszkał samotnie. Świetnie znał matematykę. znanego krawca warszawskiego. Pracował systematycznie nad Tomaszem z Akwinu.domu. Na zbitym z desek tapczanie spał ciężko ojciec. miał przenikliwe spojrzenie artysty. w ciemnej jak grób Warszawie. Arkadiusz był malarzem.za pomocą nóg. chwiał się. Riksza jest to trzykołowy wózek rowerowy. a samoloty angielskie zrzucały nad Niemcami paczki ulotek. robił jednocześnie maturę i . Był blondynem.

które robiły tak absurdalne wrażenie w stolicy wielkiego państwa. na Majdanek.szczękały salwy plutonów egzekucyjnych. które kupiłem za pieniądze ze sprzedaży piłowanego drzewa. Dym papierosów gęstniał w salonie. ćwiczeniach fizycznych albo lekturze książki religijnej (bo i religia była wykładana przez poczciwego księdza) . a olbrzymie polskie transporty więźniów szły do 4 .do Oświęcimia. po lekcji matematyki. Zima. a w domach. w okresie tych pierwszych niemieckich łapanek. przygotowywaliśmy się do matury. samochody ciężarowe pokryte brezentem. Wiosną. a zaraz potem jak nóż w ciało wbiły się we Francję. osławionych obozów koncentracyjnych. wsławiała się już aleja Szucha. Ilu przeżyło z dwutysięcznego transportu. choć ciężka i ciemna.co bywalsi siadali do brydża. kiedy za pijanego żołnierza niemieckiego zakłutego w bójce przez swego własnego towarzysza gestapo wyciągnęło z mieszkań i rozstrzelało na pustym. przegrywając przy kartach zarobione nieraz na czarnej giełdzie pieniądze. trupiej zimie pozostało jeszcze wspomnienie egzekucji w Wawrze. Andrzej miał w teczce parę dobrych wierszy. kiedy wojska niemieckie uderzyły na Danię i Norwegię. Służyły nam one za klasy i za pracownie chemiczne. Już zapełniały się cele Pawiaka. zamienionej nagle w dżunglę. Wprawdzie Andrzej chorował niebezpiecznie na płuca i musiał rzucić swoją rikszę. Niektórzy zresztą mieli bogate domy. a po komplecie. i był tropiony przez policjantów na ulicach. Arkadiusz znalazł wreszcie mieszkanie i nie sypiał już po kolegach. ja trochę książek na zbitej z desek etażerce. Ogromne budy niemieckie. po wykładzie z literatury. oglądało się obrazy najsławniejszych mistrzów. gdy Hitler fotografował się na wieży Eiffla. w okresie. wprawdzie Arkadiusz nie chciał iść do urzędu niemieckiego. już mieliśmy w ręku pierwsze gazetki konspiracyjne. kończyliśmy wtedy drugą licealną. już roznosiliśmy je sami. a zwykle bliżej . zaśnieżonym polu dwustu mężczyzn. Żandarmi i gestapowcy obstawiali ulice. Stąpało się tam po puszystych dywanach. choć wiedzieliśmy. wyjeżdżały stadami na miasto. Po tej koszmarnej. ale dorobek nasz był znaczny. o oknach zabitych deskami. do Oranienburga. który w sierpniu 1940 roku przybył do Oświęcimia? Może pięciu ludzi. w Warszawie rozpoczęto pierwsze łapanki. dotykało się końcami palców grzbietów złoconych książek.na roboty. zwijał się u okna i rozpłaszczał pod sufitem. Uczyliśmy się w naszych prywatnych mieszkaniach. Ilu przeżyło z siedemnastu tysięcy ludzi wytransportowanych z ulic warszawskich w styczniu 1943 ? Dwustu? Trzystu? Nie więcej! Wtedy też. aby wykupić świadectwo artystyczne. zimnych i ciasnych. wygarniali wszystkich przechodniów na auta i wieźli do Rzeszy . minęła niepostrzeżenie. że wojna będzie trwała długie lata.

rzekła cicho. Tysiące kończyły gimnazjum i szły do liceum. Kiedy Europa przegrywała swoją bitwę o Wolność. dlaczego pobudzało do śmiechu. Żadne gimnazjum warszawskie nie pozostało w tyle.parsknął Andrzej.w Warszawie. Z warkotem motorów napchane ludźmi budy wlokły się ciężko na Pawiak.my czterej zdawaliśmy maturę. Wojciecha i Zamoyskiego wszędzie odbywały się egzaminy maturalne ostre. A tam. młodzież polska . zdawać maturę. u Staszica. Wskoczyliśmy w tramwaj i pojechaliśmy na Pragę. u Batorego. Wszyscy ostrzegali wszystkich przed łapankami. w Alejach Jerozolimskich. . właśnie wtedy my czterej. jak św. na mieście odbywa się łapanka na placu Trzech Krzyży . wozy pancerne. ciężarówki napęczniałe towarem. Wszędzie. siwa pani.wygrywała swą bitwę o Wiedzę. Zwróciła ku nam pomarszczoną twarz. dokładne jak co roku. rozstawiła się druga kolumna samochodów i czekała na tramwaje. u Władysława Czwartego. Konopnickiej. Tysiącami młodzież zdawała maturę. łapano ludzi. jak tygrys na szlaku antylop.Oprócz pani. staliśmy we trzech na przystanku przy ogromnym gmachu Banku Gospodarstwa Krajowego. na Śląsku. dzieci i młodzież ratowały wiarę w Europę i wiarę w dwumian Newtona. na którym stoją dziś już tylko ruiny pięknego kościoła Św. na placu Trzech Krzyży. wiarę w rachunek całkowy i wiarę w wolność ludów. dzielnicą willową. u Mickiewicza. Nie my jedni. Andrzej. Wysypaliśmy się w biegu z tramwaju jak 5 .i myślę. z drugiej z Saską Kępą. że musimy jechać na drugą stronę Wisły. czołgi. choćby się ziemia waliła. na Pomorzu i w sercu Polski . jak zawsze. że jesteśmy w samym środku łapanki. poczynając od tych najlepszych. we wszystkich gimnazjach prywatnych. I właśnie wtedy podeszła do nas stara. Niekiedy skala reagowania człowieka jest zbyt mała i gdy sięga tragicznego dna. Było to absurdalne widowisko. W oczach jej odbijała się wyraźnie troska. I że tam pojedziemy. wtedy wyzwala się w śmiechu. Za mostem szła aleja. Arkadiusz. Julek i ja . . Nieustannie przez tę największą arterię przelotową stolicy przewalały się masy wojska niemieckiego. u Lelewela. że czeska i norweska również .A czy panów nikt nie zaczepia? . w Wielkopolsce. w gimnazjach żeńskich: Plater. na ulicę Targową.Panowie. Orzeszkowej. u zamknięcia alei.Oranienburga. Wtedy gdy Europa leżała w gruzach. Nie wiem. nikt . z jednej strony granicząca z polem. u Czackiego. Królowej Jadwigi. Pamiętam. Aleksandra. odkąd nowoczesna szkoła istnieje. jak dawniej przed zarazą. szły transporty na wschód i na zachód. O kilka ulic dalej. Wszyscy trzej byliśmy w świetnych humorach. Żandarmi obstawili wszystkie wyloty placu. że żyjemy.

doniesiono nam. Wychowawca. Ziemia pachniała wiosną. wychowanka księży. fala łapanki dopłynęła aż pod nasze okna.No. Blade nasze odpowiedzi wywoływały chytry uśmiech na twarzy egzaminatora.gruszki i przemknęliśmy na ukos polem zasadzonym świeżą jarzyną. wierzcie w chemię. Wierzcie w naukę. w co wierzyć. Wskazał dłonią za okno. przewodniczący Komisji Egzaminacyjnej. Złapano go między Nowym Światem a Alejami i ślad po nim zaginął. za którym kłębił się tłum otoczony policjantami. W istocie był to bardzo ceniony naukowiec. wysoki. ani Andrzej.Kiedy nie wiecie. Przez nią wrócicie do człowieka. Jakoś tam zdaliśmy. Wtedy Koziabródka rzekł: . Nigdy nie mieliśmy opinii dobrych chemików. patrzył dobrotliwie na nas i pomagał nam wzrokiem. poeta i krytyk. gdy wstępowaliśmy na podziemny Uniwersytet. malarz i filozof. ani ja. Jednego tylko człowieka nie było wtedy między nami: tego płowowłosego Julka. Kwitła na polu dziewanna i brzęczały pszczoły. w którym już czekał na nas dyrektor. A w mieście. osławionego obozu pod Berlinem. panowie (to „panowie” zaakcentowało naszą nową dojrzałość z chemii) . jak w głębokiej dżungli odbywały się łowy na ludzi. że Julek został wywieziony do Oranienburga. leżącym za rzeką. Dyrektor był milczący. Słuchał uważnie odpowiedzi. Kiedy przedarliśmy się do mieszkania na Targowej. wychowawca klasowy i profesor chemii. ani Arkadiusz. którego dla jego siwej brody nazywaliśmy w szkole Koziabródka. 6 . okropnie złożonym płynem. i dodał. Jesienią.nie bądźcie głupi i nie dajcie się złapać. i że jeszcze żyje. którego wzór na próżno usiłował Andrzej wywieść na tablicy. podnosząc do góry probówkę z jakimś czerwonym. dobroduszny pan. .

POŻEGNANIE Z MARIĄ
I Za stołem, za telefonem, za sześcianem biurowych ksiąg - okno i drzwi. We drzwiach dwie tafle szklane, czarne, lśniące od nocy. I jeszcze niebo, tło okna okryte opuchłymi chmurami, które wiatr spycha w dół szyby, ku północy, poza mury spalonego domu. Spalony dom czernieje po drugiej stronie ulicy, na wprost furtki w ochronnej siatce zakończonej srebrzystym drutem kolczastym, po którym jak dźwięk po strunie ślizga się fioletowy odblask migocącej latarni ulicznej. Na tle burzliwego nieba, na prawo od domu, omotane mlecznymi kłębami przelotnego dymu lokomotyw, patetycznie rysuje się bezlistne drzewo, nieruchome w wichrze. Naładowane towarowe wagony mijają je i z łoskotem ciągną na front. Maria podniosła głowę znad książki. Smuga cienia leżała na jej czole i oczach i spływała wzdłuż policzka jak przejrzysty szal. Położyła ręce na grzybku stojącym wśród pustych butelek, talerzy z nie dojedzoną sałatą, brzuchatych, karmazynowych kieliszków o granatowych podstawkach. Ostre światło, które załamywało się w granicy przedmiotów, wsiąkało jak w dywan w niebieski dym zalegający pokój, odpryskiwało od kruchych, łamliwych krawędzi szkieł i migotało we wnętrzu kieliszków jak złoty liść na wietrze nabiegło struną w jej dłonie, a one rozświetloną, różową kopułą zamknęły się szczelnie nad nim i tylko bardziej różowe linie między palcami pulsowały prawie niedostrzegalnie. Przyćmiony pokoik napełnił się poufnym mrokiem, zbiegł się ku dłoniom i zmalał jak muszla. - Patrz, nie ma granicy między światłem i cieniem - szepnęła Maria. - Cień jak przypływ podpełza do nóg, otacza nas i zacieśnia świat tylko do nas: jesteśmy ty i ja. Pochyliłem się ku jej wargom, ku drobnym spękaniom ukrytym w ich kącikach. - Pulsujesz poezją jak drzewo sokiem - powiedziałem żartobliwie, otrząsając głowę z natrętnego, pijackiego szumu. - Uważaj, żeby świat ciebie nie zranił toporem. Maria rozchyliła wargi. Między zębami drżał leciutko ciemny koniuszek języka: uśmiechała się. Kiedy mocniej zacisnęła palce wokół grzybka, błysk leżący na dnie jej oczu zmatowiał i zgasł. - Poezja! Dla mnie to rzecz tak niepojęta jak słyszenie kształtu albo dotyk dźwięku. Odchyliła się w zadumie na poręcz kozetki. W półcieniu czerwony obcisły sweter nabrał purpurowej soczystości i tylko na grzbietach fałd, gdzie ślizgało się światło, lśnił karminową, puszystą barwą. - Ale tylko poezja umie wiernie pokazać człowieka. Myślę: pełnego

7

człowieka. Zabębniłem palcami o szkło kieliszka. Odezwał się kruchym, nietrwałym dźwiękiem. - Nie wiem, Mario - rzekłem, wzruszywszy z powątpiewaniem ramionami. - Sądzę, iż miarą poezji, a może i religii, jest miłość człowieka do człowieka, którą one budzą. A to jest najbardziej obiektywnym sprawdzianem rzeczy. - Miłość, oczywiście, że miłość! - powiedziała, mrużąc oczy, Maria. Za oknem, za spalonym domem, na szerokiej, przedzielonej skwerem ulicy jeździły ze zgrzytem tramwaje. Elektryczne błyski rozświetlały fiolet nieba, jak odpryski z sinego pożaru magnezji przebijały się przez mrok, oblewały księżycowym światłem dom, ulicę i bramę, ocierając się o czarne szyby okienne, spływały po nich i bezszelestnie gasły. Chwilę po nich gasł również wysoki, cienki śpiew tramwajowych szyn. Za drzwiami, w drugim pokoiku, puszczono znowu patefon. Zdławiona, jakby grana na grzebieniu melodia zacierała się w natarczywym szuraniu tańczących nóg i gardłowych śmiechach dziewczęcych. - Jak widzisz, Mario, oprócz nas jest jeszcze inny świat - roześmiałem się i wstałem z kozetki. - To, widzisz, jest tak. Gdyby można było rozumieć cały świat, czuć cały świat, widzieć cały świat, tak jak się rozumie swoje myśli, czuje się swój głód, widzi się okno, bramę za oknem i chmury nad bramą, gdyby można było widzieć wszystko jednocześnie i ostatecznie, wtedy - powiedziałem z namysłem, okrążywszy kozetkę i stanąwszy pod rozgrzanym piecem między Marią a majolikowymi kaflami i workiem z kartoflami zakupionymi w jesieni na zimę - wtedy miłość byłaby nie tylko miarą, ale i ostateczną instancją wszystkich rzeczy. Niestety, zdani jesteśmy na metodę prób, na samotne, zwodnicze przeżycie. Jakże to niepełna, jakże fałszywa miara rzeczy! Drzwi od pokoiku z patefonem otworzyły się. Chwiejąc się w takt melodii, wszedł Tomasz oparty o ramię żony. Jej lekko ciężarny, a od wielu miesięcy stateczny brzuch cieszył się nieustającym zainteresowaniem przyjaciół. Tomasz podszedł do stołu i chwiał się nad nim rozrosłym, pękatym, masywnym jak u wołu łbem. - Źle się starasz, bo wódki nie ma - rzekł z miękkim wyrzutem, starannie zlustrowawszy naczynia, i odpłynął, popychany przez żonę, w kierunku drzwi. Patrzył w nią tępym wzrokiem jak w obraz. Mówiło się, że to zawodowo, gdyż handlował fałszywymi Corotami, Noakowskimi i Pankiewiczami. Poza tym był redaktorem syndykalistycznego\ dwutygodnika i uważał się za radykalnego lewicowca. Wyszli na skrzypiący śnieg. Kłęby mroźnej pary przewinęły się po podłodze jak włochate motki białej bawełny. W ślad za Tomaszem do kantoru majestatycznie wtoczyły się taneczne pary, pokręciły

8

się sennie koło stołu, majolik i kartofli, starannie omijając zacieki pod oknem, i zostawiwszy czerwone ślady od świeżo pastowanej posadzki, wróciły tam, skąd wyszły. Maria poderwała się od stołu, poprawiła automatycznym ruchem włosy i powiedziała: - Muszę już iść, Tadeusz. Kierownik prosił, żeby zaczynać wcześniej. Syndykalistyczny - wyrażający poglądy charakterystyczne dla syndykalizmu, kierunku ruchu robotniczego negującego konieczność istnienia państwa i głoszącego program zbudowania społeczeństwa socjalistycznego, w którym kontrolę nad produkcją i podziałem dóbr sprawują związki zawodowe - syndykaty - Masz jeszcze dobrą godzinę czasu odrzekłem. Okrągły zegar firmowy o pogiętej blaszanej tarczy tykał miarowo, zawieszony na długim sznurku między na wpół rozwiniętym plakatem, rysunkiem urojonego widnokręgu a węglową kompozycją przedstawiającą dziurkę od klucza, przez którą widać fragment kubistycznej sypialni. - Wezmę Szekspira, postaram się zrobić w nocy Hamleta na wtorkowy komplet. Przeszedłszy do drugiego pokoju, kucnęła przy książkach. Półka zbita była prymitywnie z nie heblowanych desek. Deski uginały się pod ciężarem książek. W powietrzu leżały błękitne i białe pasma dymu oraz unosił się ciężki zapach wódki zmieszany z odorem ludzkiego potu i wapienną wonią wilgotnych, gnijących ścian. Chwiały się na nich, jak bielizna na wietrze, jaskrawo malowane kartony i jak morskie dno przeświecały się kolorowymi liniami meduz i korali poprzez błękitny opar. W czarnym oknie, odgrodzony szybą od nocy, zaplątany w cienką koronkę firanki wyszachrowanej za psie pieniądze od złodziejki kolejowej, smętny, zapijaczony skrzypek (który uważał siebie za impotenta) na próżno usiłował jękiem instrumentu zagłuszyć charczenie patefonu. Zgarbiony jak pod workiem cementu, wydobywał ze skrzypiec z ponurą zaciętością jeden tylko pasaż. Od dwóch godzin ćwiczył się do niedzielnego koncertu poetycko-muzycznego. Występował wtedy umyty, w wizytowym garniturze w paski, miał twarz melancholijną i oczy senne, jakby czytał z powietrza nuty. Na stole, na obrusie w czerwone kwiaty, wyszachrowanym od złodziejki kolejowej, między kieliszkami, książkami i nadgryzionymi kanapkami, leżały gołe i brudne nogi Apoloniusza. Apoloniusz huśtał się na krzesełku i odwracając się do drewnianego, pomalowanego wapnem przed pluskwami tapczana, na którym, jak duszące się ryby na piasku, leżeli półpijani ludzie, donośnym głosem mówił: - Czy Chrystus byłby dobrym żołnierzem? Nie, raczej dezerterem. Przynajmniej pierwsi chrześcijanie uciekali z armii. Nie chcieli się sprzeciwiać złu. - Ja się sprzeciwiam złu - rzeki leniwie Piotr. Leżał rozwalony między dwiema

9

.odrzekła z błyskiem zdziwienia w załzawionych. namiętnym spojrzeniu. Augustyn. tak dawno nie miałam w ręku szczoteczki do zębów. jakby połknęła kij. . .dotykała polakierowanym na purpurowo paznokciem 0 . różowe policzki. bardzo miło. Pod oczyma miał wielkie sińce. Rodzice odmawiali błogosławieństwa ze względu na mezalians. Na długim łańcuszku kołysał się między piersiami złoty krzyżyk. . zmęczona i pijana. Pożeniliśmy ich nierychło.. z wyzywającym dekoltem. po ptasiej głowie ozdobionej lśniącymi falami przylizanych włosów. Miała szerokie. Zza niego wychylała się zalotnie kremowa koronka koszulki.rzekła dziewczyna spod ściany.Miała na sobie żółtą sukienkę w chryzantemy. pyknąwszy z fajki. to trudno nawet określić. ale nie zechcieli zaprosić na wesele przyjaciół. rozłożyste biodra. Uważacie. milcząc. Wiecie.urwała i zamyśliła się. z artystkami nawet Niemcy inaczej. zesunąwszy piętą talerze na kupę . rozlane uda i czerwone.rozmamłanymi dziewczynami i gmerał rękoma w ich fryzurach. . był taki szczep Wandalów.powiedział spod pieca młodzieniec. więc przyjaciele weselisko urządzili sami. . . gdzie biskupem był św. Miała grube.Żydóweczka. wiesz? . . I wciąż to uczucie.Umyj nogi. Panna młoda w sztywnej niebieskiej sukni siedziała w fotelu nieruchomo. Polek . filiżanki z herbatą.ciągnął Apoloniusz.Niech pan zrozumie. krowich oczach. Ja się panicznie boję! Maria pogłaskała ją. że trzeba odejść. Montaigne . Była senna. książki.Zdejm nogi ze stołu albo je umyj. którą zapobiegliwy ksiądz umył mu dokładnie głowę.wszyscy ich tłukli i z Danii czy z Węgier wygnali do Hiszpanii. uklękła koło Marii przy książkach i objęła ją ramieniem. pokryte złocistym puszkiem jak owoc brzoskwini. . Tomasz z Akwinu. mięsiste wargi. . Wydymał pulchne. bardzo tchórzliwy .Przecież pani była pieśniarką? Chyba niczego pani nie brakowało.A wtedy święty wyjechał na ośle i nawrócił Wandalów .Miło tu u was. ten od św.Platon.Ale! chcielibyście. kaplicznej wody. Wprawdzie ustąpili i użyczyli muzykom pokoju do spania i fortepianu do ćwiczeń oraz kuchni do produkcji bimbru. wiechciach kwiatów i miednicy chłodnej. Tam Wandale wsiedli na okręty. Moniki. . kanapki.Brakowało? Nie.To dziwne. a zaraz po chrzcie na najruchliwym punkcie Grójeckiej wymigiwaliśmy się od łapanki ulicznej. dłuższy czas żył z pianistką o uroczych dołkach w buzi i drapieżnym.. patrząc tępo w książki. pojechali do Afryki i doszli piechotą pod Kartaginę. bo dopiero późną zimą. nie brakowało . Pianista. Latem ochrzciliśmy go (bo był wyznania narodowego) przy zapalonych świecach. która uciekła z getta i tej nocy nie miała gdzie spać. . dobre do rodzenia.

Tylko nie będzie z niego wyjścia. . pilnujący sąsiedniego budynku byłej szkoły miejskiej. nieruchoma jak góra. .powiedziała. co ja widziałam za murami. zabrana przez Piotra.Koń. krzyknął z uczuciem: . który wydawał się wyższy i tęższy niż zazwyczaj. Ergo . Zwiesił łeb.K'sobie .. koń! W kręgu złotawego światła znad drzwi śnieg oślepiająco biały i gładki leżał jak talerz na popielatym obrusie. aż dopiero przy furtce mienił się w blasku lampy ulicznej. machnął lejcami i cmoknął.. Igła trafiła na pęknięcie w płycie i zawodziła monotonnie. szarpnął się całym ciałem na boki. był zmęczony. .Jej rodzina została za murami. Przednie koła utkwiły w rynsztoku. Kiedy odciągnęliśmy z Tomaszem skrzydła bramy. nadszedł od strony latarni. jakby odbijał niebo. bijąc tępo podkutymi butami o kamienie chodnika.Tylko żeby pan widział to. Furman stał obok wozu i cierpliwie czekał. Koń poderwał łeb. na bramę. .Po Wandalach nie zostało nic.wojna minie. oświetlając nogi i podbrzusze konia.krzyknął furman napierając na dyszel. Światło przebijało się przez czarne i czerwone płaszczyzny pakowego papieru i plątało się wśród kartek jak w gąszczu leśnym. Czerwona latarnia kołysała się pod kołami.wzniósł dłoń z rozczapierzonymi palcami ku sufitowi . kładąc na śnieg rozchwiane cienie. . zabijając rękoma o pierś.A ja myślę. . We drzwiach stanął zarumieniony Tomasz.Odpłynęła w tańcu. Ciągnęło od nich farbą drukarską. ale wóz nie ruszył. . . że po aryjskiej stronie też będzie getto . dalej. Okładki szeleściły jak suche liście. szarzał i siniał.rzekł maniacko Apoloniusz. Załadowana jak wóz z sianem platforma stała w ciemności. Żydóweczka podeszła do patefonu i zmieniła płytę.„Jeszcze tylko kilka ciężkich chmur nie porozpychanych nozdrzem konia” zadeklamował i wskazawszy ręką za okno. Przez pierś miał przewieszony reflektor na rzemieniach.Augustyn napisał sześćdziesiąt trzy książki! Kiedy Wandalowie obiegli Kartaginę. w cieniu.rzekłem ze znawstwem. . jakby oddychał skórą. Żandarm w niebieskim płaszczu.Za pysk cholerę i do tyłu . napakowanej jak więzienie „ochotnikami” przeznaczonymi na roboty do Prus.obszarpanych grzbietów kupionych na wózkach i wykradzionych z antykwariatu książek. robił właśnie korektę i przy niej umarł! .Zaraz podłożę deskę do rynsztoka. Szły od niego kłęby pary. Jego żona poprawiła sukienkę na lekko wypukłym brzuchu. a poezja zostanie. a Augustyna dzisiaj czytają. patrząc z ukosa na Marię.rzekła cicho Maria. . a wraz z nią zostaną moje winiety! Pod sufitem suszyły się na sznurkach okładki tomiku poetyckiego.Ona jest zdenerwowana . 1 . . sięgnął bez pośpiechu po bat. .

bielizną i częściami do maszyn.Sporo przywiozłeś.Popluł w żylaste. meblami i zbożem.Patrz pan. Zwykle ją mijał. skarpety. Był to ruchliwy port przeładunkowy.Została z mężem. Sztywne od wapna włosy rozmierzwiły mu się nad czołem. Teraz koń pociągnął ku przodowi. skręcał pod gnijącym murem schroniska dla bezrobotnych. chwiejąc się. ściągniętą mrozem. wracając z frontu z zegarkami. osadził się na tylnych nogach. Wypiwszy do dna nadsiorbnął wody z drugiego i włócząc za sobą uprząż.Nie bała się tak w biały dzień? . . Zrzucił czapkę. ruszył wolno pod kran i wetknął pysk w kubeł. rannymi. serwisy. meblami i brzęczącymi naczyniami z aluminium. tłomokami. a także kupowane od obsługi wagonów sanitarnych. Spod okapu hełmu. - 2 . wjechał po deskach na podwórze. betami. zatrzymywały się często na dworcu jak przy molu portowym. Twarz miał kościstą.Podkręcił kontakt i uprzejmie zaświecił. podgoniony ostro. że musi zostać jeszcze dzień. wychudłą. Olek . wapna i gipsu. obrusy i ręczniki oraz wszelkie inne dobro kradzione z pociągów towarowych idących na front. naparł ciałem do tyłu i platforma dźwignęła się po kocich łbach.rzekłem.rzekł Olek.Ano. Kłóciła się ze starą. jedzeniem. kupony materiałów. . cofnął konia i podjechał tyłem pod drewnianą szopę. Odprzężony z szorstką czułością przez woźnicę.Pozwolenie dla niej dostał zięć od swego kolegi .rzekł rzeczowo. Stara stała nade mną jak kat nad dobrą duszą. Koń robił bokami i dymił parą. .rzekł woźnica.Wszystko kazała zabrać . Koń chrapnął. mieszczącego się w pofabrycznych halach tuż przy torze kolejowym.A córka? . ciepłe ubrania. załadowałem nawet taborety z kuchni i półki z łazienki. dochodził do małego kościółka księży pallotynów (częściowo spalonego we wrześniu i odnawianego pieczołowicie a nieustannie w ciągu całego sezonu materiałami z naszej firmy). Wóz naładowany po wierzch jak krypa walizami. które. firanki.Za dużo klamotów naładowane . oczy jego błyszczały nad strugą światła ostro jak wilcze ślepia. wreszcie. tędy bowiem płynęły belami i pojedynczo koce. . . poprawił na sobie pasy i miarowym krokiem oddalił się w stronę szkoły. jakby znużony ponad siły. z głębokiego cienia. postał chwilę w dyszlach. rozejrzawszy się w zasobach platformy. konserwy. będziem zdejmować. zżarte od cementu. Furman trzasnął jeszcze raz dla fantazji batem. wykrzywione dłonie. Żandarm zgasił reflektor. Co dzień rano przychodził do kantoru telefonować po zmianę warty i nieodmiennie meldował. że nic ważnego w ciągu nocy nie zaszło. . . . poszedł w stronę otwartych drzwi stajni.

Wdzięczność jest rzeczą piękną . trzeba rano z dom wyrzucić. ciemnej szopy. poduszki.. po co ją kierownik wziął do siebie? . układając towar na betonie między workami z na wpół skamieniałym cementem. Chociaż i żydowskie.Taa. .Zrobiła go człowiekiem. a nad wiatrem i chmurami drżało niebo głębokie jak 3 . Przymknęła za sobą drzwi od muzyki i ludzi i wyczekująco patrzyła w mrok. Konia oporządzę. Chwycił w garście śnieg i mył nim dłonie. z ulgą pociągał nosem i otarł ręką czoło. . pokrytym skorupą wapna. Wytarł je o spodnie.Ale pan jakoś wyjechałeś szczęśliwie? . Chwytaliśmy je z Tomaszem i na cztery ręce wnosiliśmy do zatęchłej.Ano. Nad ulicą. skończywszy ładunek. Wrócisz przed siódmą.. Staliśmy w otwartej furtce. Wapno cienkim pyłem unosiło się w powietrzu i gryzło nieznośnie nozdrza.Ale .. to się jej wywdzięcza. . smoły i dziegciu. osznurowane książki.Powiedz pan. wazony. pilnujący szkoły. tobyś pan nie uwierzył. Po pustej ulicy. pudła staroświeckie. . stosem cuchnącej smołą czarnej papy a kupą suchego wapna przeznaczonego na detaliczną sprzedaż chłopom.Powlókł się w ślad za zwierzęciem do stajni. Nie mógł się swobodnie ruszać w twardym kożuchu. .rzekłem lekceważąco . złażąc z platformy. niósł dym pociągów. gnały pierzaste obłoki. Dzieciaki.Wlazł na wóz. Oddychał miarowo.zapytał woźnica.powiedział furman. Przechodząc koło kantoru. . Będzie co z tego? .co nam te ciapciaki mogą zrobić? Jak kierownik chce kupić filię. panie Tadku. . co ja tam widziałem. nie? Pojedziesz z rana kursem. . kobity. Oparł się o wóz. nad światłem latami. uchylił czapki. Otrzepałem ręce z kurzu.A jak jutro z rozlewaniem i rozwiezieniem? . stała Maria. otoczona jak dłońmi siną nocą połyskującą pierścieniem gwiazd. . Metr wapna na lewo. Był chory na serce. . ale wiesz pan.Może poczekasz do południa? Rozwieziemy razem. . rozplatał sznury i począł podawać jedno po drugim krzesełka.rzekł Tomasz. nad stromym dachem wtulonej w mur szopy szedł z szumem wiatr. tępym krokiem spacerował żandarm w niebieskim płaszczu. otwartej migocącym światłem latarni.Inżynier nas widział po drodze. Tomasz sapał spazmatycznie..Ująłem ją pod ramię i po chrupiącym czerstwym śniegu poprowadziłem wydeptaną ścieżką do furtki.Panie Tadku... kosze z bielizną. to muszą z nim dobrze. wciągając głęboko powietrze. narobiłem się dzisiaj . W złotym kręgu światła jak w aureoli.Zasunąłem drzwi szopy i zamknąłem je na kłódkę.

oczywiście. Z torów kolejowych dochodził grzechot pociągów. który wstał przed świtem. Maria uśmiechnęła się czule. wyprawiwszy pijanych gości i sprzątnąwszy pokój. przy składzie. grzali się przy rozżarzonym piecyku dwaj granatowi policjanci. co może miłość . jakby kutej z szarego piaskowca twarzy. a rzeczywistość jest zespołem jego wrażeń 4 . Chłopka wyciągnęła z koszyka pęta kiełbasy. podając mi usta do pocałunku. II Nocą spadło trochę śniegu. . wyprząc konia i usunąć z placu ślady kół. solipsysto1 poetycki. że sama rozwiozę . według którego.Wiesz dobrze. Księżyc prześwitywał przez chmury jak złoty szmat piasku. zdążył wyrzucić wapno z dołu i zawieźć na budowę. jeżeli masz gdzie pod łóżkiem .dno ciemnego potoku.Daj furmanowi wódki. pogląd filozoficzny. nie obejrzawszy się. trzeba zbratać się z ludem.parsknęła beztroskim śmiechem Maria i dygnąwszy nam dystyngowanie. bom wiele miał kochanek. Znikła za rogiem. Minęła sklep paskarza. gdzie nabywałem chleb i kaszankę na śniadanie. Zmierzch.Bo miłość to poświęcenie.rzekł Tomasz. który zaciera rysy człowieka. istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający. Pieprzyk pod lewym okiem czerniał filuternie na monumentalnej. Po zardzewiałych kratach spływały brudne krople. jakby tropiąc w powietrzu jej ślad. . Przez zamarznięte szyby sączył się szary świt. który go zostawił na wybrzeżu wyludnionej ulicy jak zapomniany wodorost.rzekła z wyrzutem. które znikały pod ladą w podwójnej ścianie. które wiatr gnał nad naszymi głowami. uśmiechając się do Tomasza. a na ulicy . odeszła ulicą wzdłuż siatki.powiedziałem. . Patrolujący żandarm poszarzał i zmalał w odpływającym mroku. . a chłop swoje dzieci zamknięte w szkole. Patrzyłem za nią jeszcze chwilę. naprzeciw chmurom. kaszę i chleb. Mówię z głębi doświadczenia.rzekł pogodnie Tomasz. Zanim otworzyłem oficjalnie bramę na znak rozpoczęcia dnia handlu.Miłość. Nie lubiłem przy obcych jej pocałunków. że miłość! . . Mrugający po pijacku czerwonymi oczyma sklepikarz rozkładał drżącymi rękoma na ladzie za szkłem ser.pusto.Oczywiście. . furman. że miłość! . Wielki czarny kapelusz ocieniał jej twarz jak skrzydłem. nadał mu bryłowatość i ciężar. .Widzisz.wyznający solipsyzm. jakby Tomasz był ociosanym z grubsza kamieniem. monotonnie spadały na parapet 1 Solipsysta . Tak wczesnym rankiem na dworze było jeszcze sinawo. Była o pół głowy wyższa ode mnie. W oknach byłej szkoły zaczynały pojawiać się głowy uwięzionych ludzi.Chodź. a wróciwszy z kursu. W paskarskim sklepiku.

roztapiające się w czystym. ludzkim sprawom żandarma) ciągnął wyłącznie sąsiad. kalecząc się nieludzko. spokojnym. odchodził aż do placu leżącego u jej wylotu. na most nad leżącą na migotliwym nurcie mgłą. a korzyści z procederu oprócz policjantów (i pewnie nieprzystępnego. który albo natychmiast znikał w zakamarkach ulicy. na żółte. przełaził przez druty kolczaste na plac naszej firmy budowlanej. wyciągał twarze ku nowoczesnym oknom. nie doważał deka masła. synka w drugiej gimnazjalnej i dorastającą córkę. urok chłopców. dziesięć deka kiszki i dwa deka masła. skąd otwierała się miła oczom perspektywa na zapuszczone mielizny nad rzeką.i ciurkiem lały się na podłogę. mydlarnię. który podpływał pod betonowe mury szkoły. Zresztą. tak chłopom. firma budowlana zaś sprzedawała. obcego płaskim. fryzjera. Nocą policjanci wysadzali przez okno szkoły towar.kłębił się rozpaczliwie na placu i znowu powracał z krzykiem. podnosił głowy. sklepikarz. Z reguły mi nie doważał.łamane. którego różne odcienie i wielkości używane były na schody oraz nagrobki. Nie odczuwał jednak ani obowiązku. Latem. oglądając kupy piasku. i załatwiały się tam beztrosko.ślepa. rozfalowanym tłumem. gdyż kantor był oczywiście zamknięty. albo. drobnoziarniste kruszywo kamienne 5 . zaciszną zatoką. Nad szklanką bimbru z buraków bratali się przy ladzie policjanci z chłopami i handlowali ludźmi ze szkoły. uliczka zagubiona między grząskim jak przegniły trup polem a szeregiem zmurszałych. zimą i wiosną uliczka . ale ręka drżała mu przy zgarnianiu pieniędzy. porosłe kępkami postrzępionej wikliny i pokryte z rzadka liszajami śniegu.dzień w dzień pęczniała wzbierającym. Paskarski sklepik był małą. Łaziły bezradnie po podwórzu. ku pokrytemu czerwoną karpiówką dachowi. wymachiwał rękoma i krzyczał. Ujęty jak w groble w dwa szeregi policjantów tłum odpływał korytem ulicy. wybrukowana kocimi łbami. a cenę wydatnie zaokrąglał. parterowych domków mieszczących pralnię. miał żonę. pastelowe domy miasta. jak 2 Grysik . wyrzucałem je bardzo altruistycznie za bramę. Z otwartych okien szkoły wołano i dawano białymi dłońmi znaki jak z odbijającego od brzegu okrętu. ani potrzeby wdzięczności. zachodziły do sąsieków z grysikiem2. szpaltówek. zwały gliny. parę sklepików spożywczych i obskurny bar . On nie dolewał do pełna setki bimbru. odczuwającą nęcące powaby stroju. śmierdząca zgnilizną otwartych rynsztoków. błękitnym niebie . sześciany cegieł. ciął chleb na nierówne części i wyciskał z chłopów bezlitośnie forsę za każdą wypuszczoną na lewo dziewczynę. gdyż chciał żyć sam. smak nauki i czar konspiracji. ramsayek. Uśmiechał się wstydliwie. Dzień w dzień wpadałem do niego po ćwiartkę razowego chleba. trocinówek. Obudziwszy się. Zwykle były to dziewczęta. gdzie wałęsał się aż do rana. uczennicę kompletu licealnego. jesienią.

jednakże zżywszy się z kierownikiem serdeczniej. wykorzystując firmę jako punkt przelotowy. jak wywózka rodziny do lagru. podatków i świadczeń. nie uchylał się wcale od obowiązku. Kradli z kolei.glinka kredowa używana w produkcji farb klejowych 4 Lepik . których nie księgowano nigdzie. stawiając mi tylko jeden warunek: abym uczył się dla Ojczyzny. ale nadający się do polowań (miał bowiem spory kawał lasu) i uprzemysłowienia (posiadał glinę). skamieniały cement. Filia urządzała się inaczej. Ja z początku wynosiłem ze składu ton i kredę koszykiem i sprzedawałem je w mydlarniach okolicznych. Oddawszy mi lwi udział z detalicznej sprzedaży. mokry ton3. kościoły i zakonników oraz syna erotomana ciągnął z niej wczasach wielkiego głodu (kiedy jedliśmy obierki i przydziałowy chleb z solą)' grube tysiące jak mleko z wymion.inżynierom. 3 Ton . nabył za pół miliona majątek ziemski pod stolicą. rozbudował składy w centrali. na utrzymanie żony dewotki trwoniącej pieniądze na żebraków. a telefon składu jako niezawodny sposób komunikacyjny. brzuchacz opięty kraciastą kamizelką z brelokiem. a także odbierając wagony z towarem stwierdzała. Kierownik znał się na złocie i kosztownościach. podzieliłem teren pracy i uzgodniłem sposób księgowania. Wprawdzie ustawodawstwo okupacyjne zabraniało Inżynierowi wypłacać tygodniówki ponad 73 złote. poważne manko. Wiązała nas również produkcja bimbru odbywająca się moim kosztem w mieszkaniu kierownika. wreszcie w trzecim roku wojny rozpoczął i pomyślnie poprowadził pertraktacje ze Wschodnią Koleją Niemiecką o zakup i rozbudowę własnej bocznicy kolejowej i postawienie przy niej magazynów przeładunkowych. kupił dworski pojazd. Dostawca urzędowy nabierał w usta wody. wprawdzie nieco zaniedbany i podupadły. Przez trzy miesiące finansował moje studia na podziemnym uniwersytecie. W wypadkach nagłych. Furmani sprzedawali wapno na ulicy. przy cichym zrozumieniu magazyniera kolejowego. Równie pomyślnie układały się losy pracowników Inżyniera. Firma budowlana! Ona jak dojna i cierpliwa krowa rozdawała wszystkim utrzymanie. patriarchalnie siwy. a lepik4 z piaskiem. wynajął woźnicę. choroba albo łapówka. jednak Inżynier kilkunastu swoim ludziom dawał z własnej inicjatywy prawie sto złotych tygodniowo bez odtrącenia kosztów. Pracowity jej właściciel. mieszała wapno z wodą. cugowego konia ze strzyżonym ogonem. wydzierżawił plac po spalonej we wrześniu firmie i założył na nim filię swojego przedsiębiorstwa. dowożąc na budowę niepełne metry. co natychmiast wpisywało się w księgi. wszedłem z nim w spółkę.mieszanina asfaltów lub smoły używana do klejenia papy 6 . miał bowiem z firmą osobne rachunki. kierownik pogrążył się w szerokich interesach. Odrabiali prywatne kursy. apoplektycznie nerwowy Inżynier z brodą w klin.

co? . że czyni to w zgodzie z prawem ludzkim. dziesiątków robotników i niewyczerpanego konta w bankach krajowych i szwajcarskich. że powinni? . Uprawiał handel z wielkim lękiem.każdy Żyd przynosił z getta. siedziała skromnie w kącie. niemalże zadźwięczały. zatelefonują.Jasieńku.Skierowała na niego wyblakłe. że kłapnęły. a na głowie staroświecki kapelusz ozdobiony bukietem fiołków. wytartą i błyszczącą na łokciach. Ubrana była w czarną jedwabną suknię. zrujnowaną. znał adresy pośredników mieszkaniowych. wbrew własnemu poczuciu prawa. Prawda. martwe. czy przyjdą. bo pająk piął się do góry. zapobiegliwie i przezornie oddanych na przechowanie do konsulatu szwajcarskiego. Pracował wtedy jako magazynier w przedsiębiorstwie żydowskim. Na szyi miała aksamitną szeroką wstążkę. bez dokuczliwych rozterek duchowych. Rozumiał. Pod okiem czujnej właścicielki wyrabiał się uparcie na ludzi. Twarz miała ziemistą.sprzedawał i nabywał meble. Z dorobku tych czasów ocalił place i walutę oraz głębokie przywiązanie do starej doktorowej. . prowadził także ożywioną wymianę z gettem.Bo powinni dać znać. miał stosunki ze złodziejami kolejowymi i ułatwiał im kontakty ze sklepami komisowymi. . jakby zamarzłe oczy. wielu precyzyjnych maszyn do liczenia. które . i żył pełnią życia. Wkrótce nabył pod miastem przy autostradzie jedną parcelę budowlaną. Na kolanach trzymała starannie złożone palto z wyleniałym kołnierzem. Pajęczyna się kołysała. oglądając pajęczynę na górnej półce książek.drugą na bliskim przedmieściu. spod którego wymykały się pasma rzadkich siwych włosów. . a nawet sam handlował lokalami.według wyobrażenia ludzi ze strony aryjskiej . Stara siedziała na miejscu Marii w nogach drewnianego tapczanu. Ubrana była biednie. pustą jak wyludnione miasto. nie mówiąc już o złocie i brylantach. Ze zdziwieniem poderwałem głowę znad książki o czasach i zabobonach średniowiecznych. kupił auto sportowe i zarabiał taksówką do trzystu złotych dziennie. jakby tarł kamieniem o kamień. odliczywszy dniówkę szofera. przyjaźnił się z szoferami i sprzedawcami części samochodowych. Mówiła chropawym szeptem. jakby przez siłę. Wzrok utkwiła pod sufitem. zbyt biednie nawet jak na posiadaczkę platformy wszelakiego bagażu. Odziana była zbyt biednie jak na przedwojenną właścicielkę ogromnego składu towarów budowlanych. Świszczący szept wydobywał się z gardła wraz z oddechem. to trzeba lepiej zaczekać.rzekł stanowczo kierownik.rzekła stara do kierownika po długim milczeniu. a na parę miesięcy przed wojną . paru ciężarowych samochodów. Dwa masywne złote rzędy zębów błyszczały w ustach.A. 7 . Odczuwał dotkliwą nostalgię za bezpiecznymi czasami przedwojennymi. zdawało się. własnej odnogi kolejowej. pani doktorowo .

na otwartą bramę. Jasieńku? . zapatrzyłem się w podłogę. Powinna wrócić niedługo. Głowa ciążyła mi i szumiała. czekał na klienta. pamiątka po dobrych czasach w firmie na Towarowej. . bo co by robił? Na sublokatorce by żył? Do kwaterunku by poszedł? . Co pani doktorowa myśli! Zięć. zacisnęła palce.Człowiek ma. A jeżeli im się nie uda. myśli. ręce i nogi. i dlatego żyje! Panie Tadziku . skąd kupić mieszkanie! Pani doktorowa wie. . jakby ją chciała zerwać z ramion. falujące włosy. rzezi szczepów i pożarów miast dokonywała się praca ocalania ducha ludzkiego. . kiedy zechce! Pozałatwia.szepnęła stara głucho. Tu trzeba myśleć. wygięty. bębnił palcami po ramie okiennej. nie ma co! . . Ona jest taka niezaradna.Pracowicie wychuchał w oblodzonej szybie otwór i przechylając głowę. .Jasieńku. Odbijało mi się wódką i jajkami.pańska narzeczona wygotowała dwadzieścia pięć litrów. Oszczędna dziewczyna! Buzi dać! I węgla wypaliła o połowę mniej. jednym okiem spoglądał z ukosa na plac. złociste. Zwiędłe. dyrektor w szopach.Pojechała na miasto rozwozić bimber. jak z dna studni. chwaląc Boga. .bąknąłem znad książki.przechylił się do mnie . jak wyjdą? Przysunął sobie krzesełko i usiadł. Spod mankietu popelinowej koszuli odsłonił się przy tym ruchu złoty longinus podłużny. Książka o średniowiecznych klasztorach budziła na wpół senne marzenia o ciemnych celach. że to jedyny teraz majątek córki. Pogładził bujne. ale ciepło. że człowiek w pierwszym roku wojny kupił sobie jaki kąt. Wygrzewając się pod piecem. która wzbierała już tłumami.fiuuu! Tyle go zobaczą! Co pani się martwi. gdzie wśród zabobonów ludu. na ulicę.Przeniosła znowu wzrok z sufitu na okno. odrzucając je niecierpliwym ruchem głowy. dopasowany do okrągłości przegubu.Telefonowała . wyciągając wygodnie nogi w długich oficerskich butach. Przyzwyczaiła się do opieki matki. jak gdzie może chapsnąć.Co też pani doktorowa mówi! . Koc spuszczony z tapczanu 8 . ile żądają? Pięćdziesiąt tysięcy! Dobrze.szepnęła doktorowa i uśmiechnęła się lekko kącikami ust. Robotna. Między piecem a wieszakiem było mrocznawo. czy walizki są w porządku? .Przecież pan dyrektor obiecał telefonować.Bo Jasio wie. może wyjść. i bezwładnie opuściła na kolana. portfel do kieszeni i . Wyjdzie pewnie dzisiaj razem z córeczką pani doktorowej.Jasio tylko tak mówi. robaczywe dłonie położyła na żółtej chustce. co trzeba. Rozgrzane plecy łaskotały rozkosznie. .Jasio sobie radę da! .gwizdnął niedowierzająco kierownik. pokurczone.

. . Klient zatupotał nogami. Jeszcze dzień.zapytałem.zachrypiała w przejęciu. .Dwadzieścia siedem razy byłam w blokadzie ulic.On tam ma interesa. u nas wszystko musi być w porządku . Splotła ręce na piersiach. Tam się wszystko kończy. aus. . co to blokada? Pewno nie bardzo wie? No nic .Dzieci? . niebieskie oczy. ale nie od nas! Stara nastroszyła się i nadęła jak obudzona znienacka sowa. Zza drzwi dochodziły brzękliwe. Zadyszała się i zamilkła. Ciągle aus. jakby jej było zimno. a ludzi wywożą. Drzwi kantoru trzasnęły.) . wie? Czy oni zdążą wyjść? Podszedłem do półki z książkami. przekomarzające się głosy. Widać było spod niego czarną przykrywkę remingtona. nie. Jeszcze z uniwersytetu w Heidelberg.Jakże się pani przedostała do nas? . aby nie zamokła. to małe dzieci tylko milczały i patrzyły takimi otwartymi oczyma. przykrył je prawie rzęsami koloru słomy. sprzedanych przez 5 Aus (niem.nie sięgał zapastowanych na czerwono desek. pierze na ulicach.parsknął nagle kierownik i gniewnie zmrużył serdeczne.Nie. . aby podtrzymać rozmowę.Zwariowała pani doktorowa na starość? . co dzieci! Zięć i córka czy wyjdą! On żyje w wielkiej przyjaźni z szefem. i wstawiłem na wszelki wypadek pod łóżko.z. Machinalnie obracała w palcach broszkę przypiętą do sukni. tu: wychodzić 9 . Włożyłem książkę między średniowieczne. Dwadzieścia osób! Małe dzieci się nauczyły. wywożą.. . . pani doktorowa mnie nie zna? ..Pani doktorowo.. Cóż to. Stara podniosła na mnie puste oczy. obijając z butów śnieg.zaniepokoiła się nagle stara.A jak oni tu mnie nie znajdą? Uliczka jest taka mała i na peryferiach . jeszcze dwa.Niemców na głowę sprowadzić? Dać im podsłuchać? Owszem. Obejrzałem się na starą. Wziąłem maszynę z szopy. ..kierownik zatarł z przyzwyczajenia ręce i popatrzył chwilę na mnie . nie! Tam dzieci.Czemu nie wyszedł z panią? .zdziwiłem się.w porządeczku jak w ubezpieczalni. . . Wie. to jak żołnierze chodzili i bili kolbami o ściany i jak strzelali.Zatelefonuję . Kierownik kopnął krzesło i wyszedł do klienta. kiwając przyjaźnie ręką.zdecydowała i poruszyła się na tapczanie. Klient i kierownik ustalili cenę dostawy drzewa z pożydowskich domów z getta otwockiego.Mieliśmy kryjówkę za szafą w takiej specjalnej niszy. aus5! Pusto w domach.

Urzędniczka w kantorze uśmiechnęła się do mnie zza stołu. Mówią. Kierownik był abstynentem. pisywaniem wierszy i produkowaniem się na porankach poetyckich. co to lepik. jak może. . że firma daje zbyt niskie dochody.Perpedes2 .Każdy ratuje się. . Z jego kalkulacji wynikało. Zazdrościłem jej zejścia do podziemia. aby się ogrzać. aby pilnowała kasy. . umieściła się wygodnie na kozetce. a co bitumina7. wyszedłem z kantoru. Kożuch parował na nim i śmierdział wilgotną skórą. .A to ładnie .Ej. sam bowiem zadowalałem się półprywatnym powielaniem biuletynów. Kucnął przy piecu i sapiąc. obfitą lekturą.prychnęła mała urzędniczka. Cienki nos świecił się jak wyczyszczony łojem. Odrzuciła palto z kolan i z pośpiechem podreptała na dwór. przebijającymi przez cienką sukienczynę biodrami.rzekłem kwaśno i włożywszy pośpiesznie kurtkę. to nas będą wywozić. jakże wiersze? Okładka wyschła? Kierownik za rękę przyprowadził starą do kantoru.Budy na mieście . kręcąc z nieświadomym wdziękiem kościstymi. ale dawał się skusić przy szczególnie pomyślnych wydarzeniach.na piechotę 0 . Była bardzo niestarannie upudrowana.) . że jak z Żydami skończą. nie zajrzała ani razu do magazynu. Nasłał ją Inżynier. W drugim tygodniu jej urzędowania zabrakło w kasie tysiąca złotych. . . .starosta 7 Bitumina . Włóczyła nogami w zbyt głębokich kapcach.) . zmierzwionych niesfornie włosów. Koło cerkwi i przy dworcu aż zielono od żandarmów.kreishauptmana6 hurtem polskiemu przedsiębiorcy.rzekła nagle stara.Jakże ja wrócę do domu? . a Inżynier stracił do urzędniczki zaufanie. Do kantoru przychodziła zresztą tylko na kilka godzin. I u nas też łapią. Głowę miała ustrojoną w czub wysoko spiętych. Cały dzień czytała brukowe romanse. Kierownik pokrył niedobór z własnej kieszeni. panie magazynierze. wyszli do sklepiku przypić transakcję. ale za to z regularnością poczty zaopatrywała mnie w konspiracyjne gazetki ozdobione godłem miecza i pługa.Cóż z tą starą? Mebli dużo? .rzekł woźnica. Drobna i sucha.Byłem w Centrali.Przy pomocy bliźnich .zmrużyła złośliwie oczy. .smoła węglowa 2 Per pedes (lać. Przyszedł furman.Ja bym chciała do swoich rzeczy . Wstała nerwowo od stołu. 6 Kreishauptmann (niem. . wystawił do ognia spękane od wiatru i mrozu dłonie. Na ulicach pusto. aż strach jechać. nie wiedziała.zagadnęła ironicznie urzędniczka. Skrzypnęły drzwi.

Był zwykły targowy dzień. W głębi ulicy przestrzeń zamykały kamienne bloki domów i kępy nagich. Dziennie przerabiał na mrozie do dwu ton wapna suchego. Pijani policjanci oczyszczali uliczkę z resztek tłumu. Przy jaskrawo pomalowanej strzelnicy i w ogrodzie zoologicznym pod namiotem (w którym . Tramwaje bez ludzi okręcały się w pętli naokoło placu i dzwoniąc łańcuchami. wielbłąd i wilk) świeciło beznadziejnie pustką. Robotnicy zakryci deskami chodzili pod karuzelą w kieracie. Nie zdążyła. oczywiście. tupali nogami w słomianych chodakach i darli się ochryple nad koszykiem z bułkami. Kilku gazeciarzy ze schroniska. Kobieta podniosła ręce rozpaczliwym gestem i byłaby upadła. chronionym kozłami hiszpańskimi8. kręciło się na przystankach niezdecydowanie. wychudłych drzew. Z wnętrza tłumu wynurzały się pękate.Ostry wiatr zmieszany ze śniegiem zaciął mnie w twarz. Niebo leżało pogodne. Wepchnął ją w tłum. Lasownik pracował całą zimę bez przerwy. Kłęby białej pary podnosiły się znad kipiącej mieszaniny i owiewały mu twarz. Wydawało się. Za ostatnim wozem wybiegła z tłumu kobieta.drewniane krzyżaki owinięte drutem kolczastym 1 . „Miłość. Samochód nabrał szybkości. białym i razowym chlebem. Karuzela z jednym ogłupiałym dzieckiem na koniu kręciła się majestatycznie przy wtórze wrzaskliwej muzyki.miały przebywać krokodyl. blade. zasiekami i tablicami na torach. ciężko ciągnęły na most. wysokie. że to czarna ściana domu trzęsie się i krzyczy. ale baczny na każdy ruch policjanta. gdyby nie pomocne ramię żandarma. który przemykał się ku polom. Za wiaduktem. Bramę składu kierownik przymknął. Puste drewniane auta. 8 Kozły hiszpańskie . W bramach ważono na prymitywnych wagach świeże mięso wieprzowe i przelewano pośpiesznie bimber.pomyślałem ze wzruszeniem i uciekłem do składu. skrzące się w ostrym słońcu. łabędzie z rozczapierzonymi skrzydłami płynęły łagodnie w powietrzu. że miłość” . kołysząc się jak na fali. Na placu pod ścianami domów było jeszcze gwarno i tłoczno. okryte brezentem ciężarówki i mierząc kołami śnieg. otoczony kordonem żandarmów falował tłum i podpływał ku wiaduktowi. Gdy łapanka obejmowała uliczkę. mieszał gracą lasujące się wapno. zamykaliśmy ją na kłódkę. szykując wapno na sezon letni. rowery. jak wyrzezane z łamliwego kryształu. papierosami.jak głosił wyblakły od śniegu plakat . Na posesji leżącej na tyłach szkoły trwała jeszcze zabawa. Drzewa stały ośnieżone. z plikami gazet niemieckich pod pachą. kaszanką. obojętnie bił żelaznymi butami o bruk. Nad skrzynią z wapnem kiwał się rytmicznie robotnik. pączkami. wlokły się wzdłuż alei. Niemiecki żandarm. ponieważ plac pustoszał przed nadchodzącą łapanką. Przytupując z zimna nogami jak śpiący koń. Pod oknami i parapetami przekupnie trzęśli kolanami. wyższy nad tłum i jego troski.

- Telefonowała narzeczona - powiedział kierownik. Był w dobrym humorze, podśpiewywał pod rudym wąsem i zataczał nogami taneczne półkola. - Jedzie z Ochoty, ale nie może szybciej, bo wszędzie łapią. Pod wieczór będzie. Sucha, czubata urzędniczka rzuciła na mnie krótkie, podszyte złośliwością spojrzenie. - Pewnie zaczną z nami jak z Żydami? Pan się martwi? - Powinna dać sobie radę - rzekłem do kierownika. Zziąbłem na kość. Pogrzebałem kociubą w piecu i dołożyłem torfu. Z otwartych drzwiczek buchnęło dymem na całą izbę. Chyba w tym miesiącu wagonów nie dostaniemy? Pewnie zrobią szperę9 wagonową? Kierownik skrzywił się niechętnie. Przysiadł na krześle i delikatnymi jak u pianisty palcami stukał po stole. - A co nam przyjdzie z tego, jak puszczą wagony? - rzekł z goryczą. - Inżynier boi się trzymać cement i gips, wapno ma tylko dla Niemców na roboty na Forcie Bema, to co pan chce? Żebyśmy kwitli? Grochowskie zakłady dostały trzy wagony cementu, Borowik i Srebrny ma co dusza zapragnie, a my co? Gąsiory, felcówki10, grysiki, lepiki, maty trzcinowe! - Niech pan nie przesadza - rzekła urzędniczka. - Gdyby pogrzebali w szopach, toby to i owo... - Pewnie, że to i owo! Bo kombinuję na własną rękę! Inaczej przyszedłby kto do składu? Owszem, sklepikarz odważników pożyczyć! Telefon zaterkotał. Kierownik zakręcił się na krześle i chwycił słuchawkę na pół sekundy przed małą urzędniczką. Oddał mi ją z niemą gestykulacją. - Nasz samochód - szepnąłem zasłaniając ręką tubę. - Co powiedzieć? - Niech da pięćdziesiąt. - Funfzig - rzekłem do tuby. - Abends?11 Niech będzie wieczorem. - Świetnie, chodźmy wobec tego coś zjeść - zatarł ręce kierownik. Stara siedziała nieporuszona na tapczanie, jak zapędzone w kąt zwierzę. Kierownik zakrzątnął się po pokoju, nastawił bulion na maszynce i sprzątnął stolik. - Jak Inżynier będzie miał mniej dochodu od nas, to raz - wyrzuci tę siksę, a dwa... no co, zdecydowałeś się pan? - Cóż ja mam wobec pana? - rzekłem beznadziejnie. - Wszystko wpakowaliśmy w bimber. Wie pan, jak to jest; trochę książek się kupiło, trochę łachów, i tak. Papier też kosztował. - A sprzeda pan chociaż te wiersze?
9 Szpera (z niem. Sperre) - blokada 10 Gąsiory, felcówki - rodzaje dachówek 11 Abends (niem.) - wieczorem

2

- Nie wiem, czy sprzedam. Nie pisałem na sprzedaż. To nie cegła dziurawka ani nie smoła - odparłem urażony. - Jeżeli dobre, to powinni kupować - rzekł ugodowo kierownik, zagryzając bułkę. Zbierzesz pan te parę tysięcy do spółki. Pan masz dobry łeb. Stara zajadała powoli, ale z apetytem. Złoty masywny rząd zębów z lubością zanurzał się w miękiszu bułki. Wpatrywałem się w ich połysk, oceniając instynktownie wagę i wartość całej szczęki. Trzasnęły drzwi, wszedł klient. Pallotyn z sąsiedniego kościółka miał rogowe okulary i uśmiechnął się nieśmiało. Powiadomiwszy o łapance, zamówił parę worków cementu oraz żółty grysik. Zapłacił z góry samymi złotówkami powiązanymi w paczki. - Niech będzie pochwalony - rzekł i nałożywszy czarny kapelusz, wyszedł, szeleszcząc sutanną. - Na wieki wieków - odparła urzędniczka. Zakręciła piec i wytarła palce w skrawek gazety. - Jak pan myśli, co ta stara zrobi? - Kierownik znajdzie dla niej mieszkanie. Stara ma za grubą forsę, żeby ją puścił z rąk - rzekłem półgłosem. - Ale - prychnęła pogardliwie - więc pan nic nie wie? Kiedy kierownik wyszedł, stara telefonowała do córki. Nie mogą wyjść z getta. Już za późno. Szpera na całego. - Stara pomartwi się trochę i przestanie. - Bardzo być może. Otuliła się w wytarte futro, umieściła się wygodniej na kozetce i powróciła do książki. Nie zdradzała ochoty do dalszej konwersacji. III Wieczorami zostawałem w składzie sam wśród suszących się jak mokra bielizna okładek tomu poetyckiego. Apoloniusz wyciął je z papieru w formacie in folio12, dopasowawszy do rozmiarów siatki ręcznego powielacza, który wypożyczony mi do odbijania niezmiernie cennych komunikatów radiowych i wartościowych rad (wraz z wykresami), jak prowadzić walki uliczne w większych miastach, posłużył również do druku wzniosie metafizycznych heksametrów, wyrażających mój nieprzychylny stosunek do dmącego apokaliptycznie wiatru dziejów. Okładka była dwustronnie ozdobiona czarnobiałymi winietami, przy użyciu rewelacyjnie nowej techniki powielaczowej: pojedynczych kawałków matrycy białkowej, które nalepione na siatkę dawały białe plamy, sama zaś siatka 12 In folio (łac.) - w formie arkusza złożonego na dwie części

3

plamy czarne. Sposób był bardzo pomysłowy, ale pochłaniał zbyt wiele farby i okładki schły już tydzień - bez rezultatu. Zdjąłem je więc ostrożnie ze sznurów, obłożyłem w gruby pergamin, zapakowałem ciasno i wsadziłem pod drewniany tapczan. Spuszczony do podłogi koc zakrywał zepsute radio oczekujące na mechanika, walizeczkowy powielacz, płaski jak cygarnica, solidną maszynę do pisania remington zabraną z szopy, aby nie zmokła, oraz komplet publikacji pewnej organizacji imperialistycznej, pozostawiony w składzie na przechowanie przez przyjaciela, który miał wynosić się z domu, a nie miał siły pozbyć się kolekcjonerskich i antykwariackich zamiłowań. Wieczorami także, nie żałując grzbietu ani kolan, szorowałem pracowicie podłogę, wycierałem stół i jako tako okno, a kiedy uznałem, że w pokoiku jest zacisznie i przytulnie jak w uchu, przykrywałem seledynowym kloszem jarzący się grzybek i zamykałem troskliwie pokój, aby nabrał ciepła. Siadywałem zazwyczaj przy piecu w kantorze. Robiłem drobiazgowe notatki bibliograficzne, którymi wypychałem specjalne pudła, zapisywałem na luźnych karteczkach głębokie sentencje i trafne aforyzmy, które znalazłem w książkach, i uczyłem się ich na pamięć. Tymczasem nadchodził zmierzch i zaprószał karty książki. Podnosiłem oczy ku drzwiom i czekałem na przyjście Marii. Za oknem śnieg tracił błękit, mieszając się ze zmierzchem jak z szarym cementem. Wyniosła ściana spalonego domu, zrudziała jak wilgotna cegła, nabiegła czernią, nieruchomiała, jakby milkła, bezgłośny wiatr podnosił znad toru kłęby różowego dymu, rwał je na strzępy i rzucał na siniejące niebiosa jak płatki śniegu na przezroczystą wodę. Zwykłe przedmioty, grząska jak zgniły melon góra piasku firmowego, kręta ścieżka, brama, trotuary, mury i domy ulicy nikły w mroku jak we wzbierającym przypływie. Został tylko nieuchwytny szum, którym tętni najgłębsza cisza, gorący puls, którym bije ciało człowieka, i głucha tęsknota do przedmiotów i uczuć, których człowiek nigdy nie zazna. Na podwórzu krzątali się jeszcze ludzie. Woźnica wynosił z ciemnego wnętrza szopy pakunki, jak z worka, i ciskał je z rozmachem na platformę. Na platformie stał stary lasownik13 z rozkraczonymi nogami. Chwytał ze stękaniem bagaż i ubijał go fachowo na wozie, jakby układał torby gipsu albo hydratyzowanego wapna. Z wysiłku wypchnął językiem policzek. Kierownik stał za wozem przy starej. Uchwycił się deski przy wozie i paznokciem bezmyślnie odłupywał drzazgę. - Ja tam nie wiem, jestem inaczej nauczony - rzekł do starej gniewnie, wydymając wargi. - Ale na mój rozum nie należało tak od razu. Gdzie tu głowa? Gdzie rozum? Po co był
13 Lasownik - człowiek lasujący, czyli gaszący wodą wapno palone

4

Traktor wepchnął się zadem na przeciwległy chodnik i jak żuk wypełznąwszy przez rynsztok na podwórze.zwróciła się do kierownika . Ale teraz o dziesięć złotych drożej na worku. . rozkładając ręce wymownym gestem. Kierownik uśmiechnął się z ulgą i pośpieszył otwierać drugą szopę. że przyjdzie taki czas. cmoknąwszy ustami.O la.że mu sprawiłam kłopot.Ten numer nie przejdzie .Niech Jasio wybaczy . Wargi jej drżały z zimna.. do szopy. podjechał pod rozwartą szopę.Trzydzieści dwa. Potężny diesel z przyczepką wtoczył się w ulicę. Złote zęby błyszczały zza warg.rzekł kierownik.powiedział żołnierz bez zniecierpliwienia. Twarz jej drgała przy każdym ciskanym pakunku. stratują. . Z szoferki wyskoczył kierowca w brudnym kombinezonie i niemieckiej furażerce zawadiacko osadzonej na kruczych. .Co. Pięćdziesiąt? . . prawda? . kiedy człowiekowi pozwolą spokojnie handlować. Na rynku jest pięćdziesiąt pięć i drożej . to dałem na mieszkanie. a tych parę ciuchów. spalą. 5 .zapytał mnie kierownik. la! Wyprzedaliście wszystko? . .mówił dalej kierownik patrząc w ziemię.Trzeba brać.Dużo ich tam pani doktorowa obroni. pani doktorowa nie wie.zapytał i plasnąwszy z rozmachem w ręce. i tak giemza . wzruszając ramionami. i tyle. Milczała i uśmiechała się.Ma on ludzi do wyładowania? .Niech bardzo uważa przy pakowaniu . Jasiowi się przecież opłaciło. kołysząc biodrami. ja zaś podskoczyłem prosto przez śnieg do bramy. Po trzydzieści pięć? . co je wziąłem. przydeptanych pantofelkach. duży zysk. to zawsze można. które pani doktorowa zostawiła u mnie.powiedziała ostro do lasownika. .rzekł kierownik.Abend. . . .rzekł.Co tam pani doktorowa ma myśleć . mrugając zaczerwienionymi powiekami. Pieniądze.ten cały kłopot? Stara przechyliła na ramię głowę w kapeluszu z kwiatkami. Nie lepiej żyć? Ja tam wierzę. Zgarbiona pod szarą ścianą szopy stara przebierała z zimna nogami w wytartych. zniszczą.Duży obrót. jakby to ją rzucano na platformę. na szprychy koła i na błoto pod kołami. pociągała nosem i zwyczajem krótkowidzów. . lśniących włosach. jak będzie? Zabiją.. wszedł. plując dymem. patrzyła na kierownika oczyma załzawionymi. I tak. Na ziemistych policzkach dostała od mrozu buraczanych wypieków. Ja tam się od tego nie wzbogacę. Rozejrzał się z zainteresowaniem po kątach. i podjechał pod bramę.

Stara dreptała pod szopą. czarną od zarostu.Prędzej. Podszedł do przyczepki i rozsznurowawszy plandekę. że wierzchem dłoni ociera oczy: . Podparł się łokciami i patrzył sennie w głąb szopy.Keine Leute14 .wykrzyknął gorliwie podawacz spod plandeki.) wyładowywać 16 Du alte Slawe (niem. Weźmie pan dzisiaj? . Wyjaśniłem mu.mruknąłem. Jeden wytaczał torby na krawędź podłogi. Znali się na pakowaniu. Miał zdrowe.. twarz smagłą.) . skórzane walizy i brezentowe worki z bielizną..Meine Herren.Ja.Moi panowie. nie ruszając wargami. Ukryli w środku rzeczy cenniejsze.Proszę was bardzo ..ty stary Słowianinie 17 Komm (niem. Osznurowali platformę troskliwie jak paczkę ze szkłem.. du alte Slawe16 .mruczał przez zęby. niósł do magazynu i rzucał z trzaskiem na podłogę. Lasownik dobijał bagaż i podciągał sznury.Komm17 do kantoru.chodź 6 . zakomenderował: .Przeprowadzka? . Zgasił zapałkę. chef. drugi chwytał je rękoma..Po dwadzieścia .jacy tam ludzie 15 Meine Herren. raus! . Nikły różowy blask rozjaśnił mu policzki i odbił się w oczach.rzekłem do żołnierza.)Si liczę! Ani jednego więcej! . starannie wygolone policzki. . Drzemiący w szoferce pomagier kierowcy wychylił się z okienka. Zaciągnął się z ochotą dymem. przyciskał płaski worek do piersi.roześmiał się szeroko żołnierz. uśmiechnął się przyjaźnie. Furman kończył ładować wóz. Dłonie miał owłosione. wyłazić! (.zapytał mimochodem szofer. Ujrzawszy przechodzącego z bliska żołnierza. jak należy układać cement.Fünfzig sztuk? Pięćdziesiąt? .) .Oni mają się pośpieszyć. .) ausiaden (niem. Platforma stała niecierpliwie jak arka. Obliczymy się . . prędzej. Napotkawszy moje badawcze spojrzenie.ausiaden!15 Dwaj drzemiący na workach cementu robotnicy odrzucili palta. przestraszyła się i skryła za drzwi magazynu.Jest pięć worków więcej. klekocące naczynia. udając. . to zawsze przy przenoszeniu porwie parę worków i narobi szkody) podniósł ku mnie srebrzystą.) . unurzaną w cemencie twarz i zapytał szeptem. ja. by sterta nie przewaliła się k'czortu.) . stołki. wiążąc worki. wyskoczyli przerażeni krzykiem z głębi auta i opuścili pokrywę. raus! (. na wierzch zaś i po bokach dali plecione kosze. 14 Keine Leute (niem. końskie zęby i błyszczące. Peter. Złota damska bransoletka luźno zwisała na przegubie. przydeptał troskliwie podeszwą. którymi się przykrywali. trzymając ręce w mufce.pokazał robotnikowi pięć rozczapierzonych palców. W szopie umączony cementem robotnik (jak kto nie umie obchodzić się z towarem. . Musimy zaraz dalej. .

Bezlistne drzewo nad torem szamotało się z wiatrem zaciekle jak człowiek. dołożę. . Plac i szopy zostaną na po wojnie. panienka? .Urzędniczka zaraz poleci do Inżyniera.Więc udał się obiad czy nie? Buraczki . gdyby człowiek miał własny skład. . że przeprowadzka.. a ludzie budują.rzekł z dobroduszną pogardą żołnierz. Ja. . uchyliwszy drzwi do pokoju.Dzieciak? Śpi? Obudź go.zapytał szofer. Naniósł do pokoju błota i smrodu żołnierskiego. . .Ist gut .Kombinuj pan kupić tę budę. Jeździł za darmo tramwajami i czuł się bezpieczny przed łapanką. następny tydzień. jaki nastrój! Tylko patefon nastawić! Panienka. zarobek pewny. Od-czesał dłonią włosy i z pewną elegancją nałożył czapkę tramwajarską. .Żołnierz przeliczył pieniądze. co? . . No. . Odstąpimy od ręki czerniakowskim zakładom. co pan ma w szufladzie. co będę miał. żebraczkę pod chropawym murem trzymającą za rączkę dziecko z wyłupiastymi oczyma oraz martwą naturę z żółtym dzbankiem.Uśmiechnął się wyrozumiale. . Kierownik poprosił siadać. .rzekł kierownik .powiedział kierownik.) .ist sehr gut.. Wpakował forsę w bocznicę i robi bokami powiedział chełpliwie kierownik. . jak nic nie znajdzie.Pokazał palcem czerwony szlafrok na wieszaku.Książek przybyło.Przeprowadzka. chodźmy odprowadzić starą.Ja.O.Znowu środa.Nie uwierzy. . schował je do kieszeni kombinezonu i 18 Ist gut (. Ale i tak Inżynier musi być dobrze z nami.. Wyżyć to pan wyżyje z tego.Teraz też zabraniają.. . widzi pan.Wy ale żyjecie spokojnie . Kierownik wydobył z portfelu paczkę starannie powiązanych banknotów i przeliczywszy modlitewnym szeptem. Obejrzał obrazy Apoloniusza. a cóż by innego? Niebo ścieśniało się. podał szoferowi. Na ulicy udawał tramwajarza. Przetrzymałby parę dni. . co. oczywiście. . bardzo dobrze 7 .) ist sehr gut (niem.A jak zupełnie zabronią budować? . już śpi dwie godziny.nie. ist gut.Maszyna przyda się firmie.Dobrze. . Jak znalazł. . który postanowił się nie dać. osiadało nad mrokiem bezszelestnie jak opadający ptak. Rozmawiał przez telefon z żoną.A nasi walczą za wasz spokój. Weź kapustę. panie Tadziku.rzekł żołnierz..Zapomniała maszyny u pana . ja? .18 Widzi pan. toby się nie krył z towarem.

westchnął ciężko kierownik.Dziesięć było.Łapanka trwa cały dzień. Ściągnął pas rzetelnie. Panny z pralni przesuwały się pod fioletową latarnią i znikały w cieniu spalonego domu. Coś narzeczona nie przyjeżdża? .Co robić . . stara Żydówka. skrzypiąc. przepasując rzemieniem tramwajarski płaszcz. Ulica ożywała wieczorem.Obłatwiliśmy dzień . podczepił ją pod wozem. opuścił podwórze. . Przed szkołą chodził dorodny żandarm. ale nie wylewnie dłoń. Musieli sporo nałapać. za bramę. że uda się coś ukraść. . płosząc uśpione na parapecie dzwonnicy gołębie. Przy rynsztoku stała 8 . a pękatymi walizami. na chrzęszczący jak srebrna blacha śnieg trotuaru. Wyszliśmy na ulicę. nakryta z góry blatem ukośnie przechylonego stołu.Czekaj pan. chrzęszcząc butami. Furman odjął koniowi worek z obrokiem. Stara miała oczy zamknięte. . . Plandeka zakryła się za nim. Doskoczyłem do przyczepki i wsadziłem pieniądze w wyciągniętą rękę robotnika. . Przechodnie gromadzili się na chodniku i patrzyli na plac. zapalił latarnię.Włożył do teczki kawał mięsa.krzyknął. gdyż lubił wydawać się szczupłym. podkuliwszy pod siebie nogi. zwinięta w kłębek jak pies. które z łopotem skrzydeł wzbijały się nad wieżę i jak płaty chryzantem sennie osuwały się na dach. Dzwonek w odnawianym naszym cementem i wapnem kościółku poczynał świegotać radośnie jak bawiące się dziecko. cały niebieski od zmroku.Boję się o nią . Na granatowym niebie złoty księżyc toczył się naprzeciw pierzastym obłokom jak krążek ananasa i metalicznym blaskiem opadał na dach ulicy.Zostajesz pan sam. siedziała. ściągniętą białym sznurkiem od firanki. cmoknął uroczyście i platforma. Traktor z cementem ostrożnie wyminął doły na wapno i zatrąbiwszy na pożegnanie. Parę obdartych dzieciaków pobiegło za platformą w nadziei. ruszyła. Jeść się chce po tym głupim dniu. trząsł się i dymił. Niemiecki traktor zamykał wylot ulicy. .odpowiedziałem. głowę wtuliła w futrzany kołnierz. najwidoczniej drzemała. na siłę. zanurzyła się w ulicę jak w ocienioną aleję. .uścisnąwszy nam serdecznie.rzekł kierownik. dziesięć! . które wybrał na jutrzejszy obiad. zdawały się mściwie mu wygrażać. którego nogi niczym martwe kikuty sterczały ku niebu i podskakując wraz z blatem za każdym poruszeniem wozu. pójdę coś kupić na kolację. zatrzaskując furtkę.Narzeczona pewno nie może się dostać do pana. Od sklepikarza wychodzili podochoceni policjanci na służbę nocną. wyszedł. Między purpurową jak spieczone usta kołdrą. w zasłony murów. zebrał w dłonie lejce. oświetlona pełgającym krwawo blaskiem jak karnawałowy pojazd.

. Motocykle. Z chrzęstem.Przynajmniej umrze z nią jak człowiek. Światło reflektora przejechało po jego twarzy. zajrzały w czarne. Kolumna szła w stronę mostu. .Tak szybko? . trotuar i tłum. przelewając się na wybojach. Świat na chwilę zwężał się do jednej ulicy tętniącej jak otwarta żyła.Ta Żydówka wyprowadza się od was? .Zabierają się do nas . ogarnęły jarzącą 9 .Żeby ich ziemia pochłonęła! . Zdjął czapkę i otarł czoło rękawem. Twarze ludzi ukazywały się spod brezentu białe. Na zakręcie alei powstał zator..rzekł za mną sklepikarz.No pewno . samochody zbliżyły się do siebie. Reflektor oświetlił wnętrze ulicy. . .To co będzie z mieszkaniem? . tramwaje.szepnął sklepikarz. Nad nią wysokie słupy reflektorów wzbijały się rtęciowym światłem w niebo. która nie może się wydostać. przekreślały je i jak ramiona marionetek bezwładnie opadały wzdłuż ziemi. .Ano.Ona wraca do getta. Za czarnym pasem pola.platforma z betami. Na drugim brzegu czarna bryła miasta zapadała w grząską ciemność. Położył mi ciężko ręce na ramionach. . obsadzone żołnierzami w hennach. bielała na chłodzie. twarz sklepikarza oblekła się w mrok. Reflektory prześliznęły się po twarzach ludzkich jak po zbielałych kościach. Wieczór zapadał coraz głębszy.Wyprowadza się gdzie indziej.westchnął ciężko i zapatrzył się w ulicę. znikały z hukiem za samochodami.. Zamrugał powiekami.powiedziałem niecierpliwie i otrząsnąłem jego łapy. . wynurzały się spod wiaduktu i trzepocząc skrzydłem cienia jak potworne motyle.Nałapali pod cerkwią . waliły jezdnią wypchane ludźmi ciężarówki. . Kolumna zatrzymała się. ślepe okna mieszkań. Ma tam córkę.szepnął konfidencjonalnie sklepikarz. kamienny most napinał się na tle nieba jak łuk. przy pełnych reflektorach. Motocykle wytoczyły się zza aut i oświetliły reflektorami jezdnię.Przepraszam . Pan kierownik miał dzisiaj dać zadatek. . . odciśnięta na łysinie przez czapkę.zaniepokoił się sklepikarz.rzekł z przekonaniem sklepikarz.To szukaj pan kierownika . Nachylił się do ucha. tak . .dodał przez zęby.Ja już z ludźmi gadałem.rzekł ponuro policjant z paskiem zapiętym służbowo pod brodą. Duszący dym spalinowych motorów słał się na jezdni. Czerwona pręga. . i jak zdmuchnięte wiatrem nikły w ciemności. nad srebrnym nurtem rzeki. Biło od niego odorem wódki i śmierdziało machorką. Woźnica cierpliwie czekał na wolny przejazd. Padły gardłowe nawoływania. . jakby posypane mąką. opędzając się od blasku.

zatrzymaną wpół taktu karuzelę z chwiejącymi się na linach pstrokatymi końmi na biegunach. Nie wiedziałem zupełnie. prosto w reflektor.mieszaniec 0 . Patrzyła z natężeniem w moją twarz jak ślepa. jako aryjsko-semickiego mischlinga19. jakby chciała zawołać. Zachwiała się. Twarz Marii otoczona szerokim rondem czarnego kapelusza była biała jak wapno. wilkiem i wielbłądem. pomacały głąb placu końskiego. Poruszała wargami. zawahały się na lewo i na prawo jak głowa rozdrażnionego węża. rowerami. wywieziono wraz z transportem żydowskim do osławionego obozu nad morzem.) . zagazowano w komorze krematoryjnej. drewnianymi autami. powróciły do ludzi. łabędziami o łagodnie wygiętych szyjach. Stała w aucie. Marię. omal nie upadła. otarły się o namiot ogrodu zoologicznego z krokodylem. Samochód zatrząsł się. a ciało jej zapewne przerobiono na mydło. Trupioblade. zbadały wnętrze tramwajów stojących ze zgaszonymi światłami. wciśnięta w tłum tuż przy żandarmie. zawarczał i nagle szarpnął. co robić. oślepiły jeszcze raz oczy i skierowały się na auta. Jak się później dowiedziałem.się zielonymi lampionami. kredowe dłonie podniosła spazmatycznie ku piersiom jak w geście pożegnania. 19 Mischling (niem.

. . Przez ramię miał przewieszone palto z barankowym kołnierzem. Poprawił się na sienniku. Strzepnął kurz z kolana. ale dobrze . Ubrany był w wytarty czarny garniturek uczniowski. Wziął trzy karty.Przecież to jeszcze szczeniak. stary. Dosyć.CHŁOPIEC Z BIBLIĄ Dozorca otworzył drzwi.zapytał Kowalski. chłopiec. Koło drzwi stał kubeł. Kozera . . Ludzie siedzieli skuleni.Dwadzieścia. i tyle. Drzwi zatrzasnęły się za nim. . . . Ale karty są i tak znaczne.odezwał się spod ściany Szrajer.Wcale chłopak na to nie wygląda. zwariowali do reszty? .Za co ciebie zamknęli? . Chłopiec usiadł i położył palto na kolanach.Co się patrzysz? Piwnica. . dotykając się kolanami.Sobie.odburknął chłopiec. Na korytarzu trzaskały wyłączniki.Nie gadajcie.zapytał. . . . u którego znaleźli gazetki.Ciągniesz jeszcze? . Jego bryczesy zachowały jeszcze kanty. Cela była mała i niska.Byle gdzie tego nie zobaczysz.zdziwił się zecer Kowalski.roześmiał się Matula.Niech nie siada. W okienku pod sufitem tkwił granatowy kawałek nieba i fragment dachu od kuchni. Do celi wszedł chłopiec i zatrzymał się u progu. Nie widziałeś nigdy? .Pajdka twoja. .Siadaj. Może zaraz wrócić z badania . Pod ścianą na betonowej podłodze leżały dwa sienniki. że sami bandyci tu siedzą .rzekł Matula. I Żyd pewnie? . Kraty w otworze 1 . bo to miejsce Mławskiego.rzekł zecer Kowalski. .zapytał Matula.Przegrałem . . .Przyjrzyj się. chodził w długich butach i skórzanej kurtce po chłopach i rekwirował świnie. przemytnik z Małkini. urzędnik z Mokotowskiej. zecer z Bednarskiej.Było nie było. .Wyłożyłem karty. Posunął się. Pod sufitem zapaliło się mdłe światło.odpowiedział chłopiec i przeciągnął dłonią po ostrzyżonej głowie. . na sienniku. .Dobrałem kartę. Nie ma co myśleć.Nie mówilibyście takich rzeczy. . Na ścianach piwnicy błyszczała w mroku wilgoć.Za nic .rzekł Szrajer z Mokotowskiej. .Za co go mogli zamknąć? .Ciągnę. . robiąc chłopcu miejsce.rzekł Kozera. wypaczone drzwi pokryte były datami i imionami wyrżniętymi scyzorykiem. pomyśli.Cóżeście. Brudne. Popatrzył w nie. . który. udając gestapowca. .Nie widziałem nigdy .

że go rozstrzelają. chłopcze? .Nic mu nie będzie . tata forsę wybuli.Grunt.odezwał się przemytnik Kozera spod drzwi. jak się nazywam . książka.Oczko.rzekłem. a żyć trzeba.były zupełnie czarne. Oprócz gazetek wyszperali u niego jeszcze jakieś pokwitowania ze zbieranych pieniędzy na organizację. . Co to za książka? .rzekł wrogo zecer Kowalski.rzekłem.odrzekł chłopiec. 2 .powiedział. nie podnosząc oczu znad książki. Karty były zrobione z tekturowego pudełka po paczce.odezwał się urzędnik Szrajer z Mokotowskiej.Tak. . .Mnie nie aresztowali .Jak się nazywasz.Posiedzi.Biblia . dwa kroki w przód. fizyka.Znowu? . . . kogo dziś wywołają z naszej celi? . Chodził szerokimi krokami od ściany do ściany. Przez cały dzień nie ruszał się z siennika i bezustannie żuł sztuczną szczękę. Każda karta była znaczna. Z głodu uszy odstawały mu coraz bardziej.rzekł zecer Kowalski i ciężko położył rękę na głowie chłopca. Wciąż oczekiwał. . Trzymał ją blisko oczu. . Kiedy ciebie aresztowali? .Ryzyka.Tak i tak w czapę.Aha. Przybliżył książkę jeszcze bardziej do oczu. . obrót w miejscu. .rzekł Szrajer z Mokotowskiej.Kto wie. Palto miał porządnie złożone na kolanach. co tu byli przed nami. tak . odwracając się do niego. . .rzekł gestapowiec Matula. . tasując.rzekł chłopiec z Biblią. . Figury narysowali chemicznym ołówkiem ci.Ja nie mam matki . że ci tu pomoże? Cholerę w bok pomoże .Ciekawe. .Dawaj jeszcze raz .To ty w takim razie jesteś synem dyrektora banku .Jak kogo .rzekłem do chłopca.rzekł chłopiec z lekceważeniem. dwa w tył. . . . . biorąc znów karty od Matuli. Zaciął mu się rewolwer przy ostatniej rekwizycji. mamusia uśmiechnie się do kogo trzeba.rzekł chłopiec. To najgorzej. czy my jutro będziemy jeszcze żyli? . Chłopiec siedział pochylony nad książką.Znowu? .Nic się nie martw .zapytał urzędnik Szrajer. . . aby się po tobie nie martwili.Mój ojciec jest dyrektorem banku.A tam. i chłopaka puszczą.Biblia? Myślisz.

Stał pod drzwiami i patrzył w okno. zrobione z tekturowego pudełka po paczce.Miał poczucie humoru .Ano . .Zwyczajny policjant.Przywiózł dorożką.Granatowy? Mnie też . kiwając głową w stronę okna pod sufitem.Może się odegram. . .powiedział przemytnik Kozera. . na granicy. zecer z Bednarskiej. Mówił. Pokazałem gestapowcowi Matuli karty: .rzekł Szrajer. Tylko na czapę.Była łapanka dzisiaj? Na jakiej ulicy? .odpowiedział chłopiec. no nie? . .odpowiedział chłopiec.Kredą . że na wolność? . że dostanie z domu paczkę żywnościową.Zostałem złapany na ulicy. Wiózł słoninę do Guberni i został złapany w klasycznym miejscu. .zapytał zdziwiony Kozera.Nie byłem . przemytnik z Małkini. Wyładowują kartofle na jutro.spytał niespokojnie urzędnik Szrajer.Albo zobaczysz bramę z tej dziury? . Coś by się i tu słyszało. to co mi jutro po twojej pajdce? . Chodził wielkimi krokami od sienników do drzwi i z powrotem. że jest bardzo późno. A tak dostawił mnie do bramy . Złożył starannie książkę i schował ją do kieszeni palta. boby mnie zawiózł na Polizei.rzekł z westchnieniem Matula. .Trzeba ci było malować? .Gdyby była łapanka.Wyciągnąłem rękę. .powiedział chłopiec i uśmiechnął się do wszystkich. Miał dwie córki. to jutrzejsza pajdka twoja.odezwał się przemytnik Kozera. .To coś nie tak . . .rzekł Matula. . .wartownik 3 . . . urzędnik z Mokotowskiej. toby przywieźli całą kupę ludzi. Miał nadzieję.Masz tylko dach kuchni i kawałek warsztatu. . Bo po co by mnie tutaj przenosili.Dziewiętnaście.rzekł Kozera.Jak stąd . .Mnie złapał policjant na ulicy Koziej .rzekł Kowalski. Jak nie. .. . Począł przekładać karty. I przyprowadził mnie tutaj.Dozorca domu 20 Wachman (z niem.Od drzwi widać więcej.Myślałeś. .Prosto do bramy? Przez getto? Nieprawda . .rzekłem do chłopca. .Dawaj karty.powiedziałem. a nie tylko jego jednego. przemytnik z Małkini. które chodziły na gimnazjalne komplety.rzekł zecer Kowalski. rzucając karty na siennik. u którego znaleźli gazetki i pokwitowania. Pod kuchnią chodzi wachman20 z psem.Nie mam szczęścia.rzekł chłopiec. .Jeśli dziś przyjdą po ciebie. . Wachmann) . Pewno przyjdą po mnie.Znowu fura .Nie byłeś w Poliżcie .Pewnie pisałeś farbą na murze? .

który chodził na rekwizycje.A zresztą skąd ja mogłem wiedzieć? .Dasz mi potem poczytać? Chłopiec potrząsnął przecząco głową. .Fura. .Wystarczy. siedział plecami do drzwi i zasłaniał rozłożone na sienniku karty. Chodził szerokimi krokami od ściany do ściany. przemytnik z Małkini. co? . W kącie pod oknem siedział z głową na kolanach urzędnik Szrajer z Mokotowskiej. Kozera.rzekł Matula i począł tasować karty. Dwie pajdki moje. . zecerze Kowalski. zecer z Bednarskiej.zapytał przemytnik Kozera.Akurat w podziemnej drukarni. . Żebym był tak twoim ojcem. który pisał kredą na murach i czytał Biblię. Chłopiec czytał znowu.Nareszcie przyjechali .rzekł zecer Kowalski.Wpadłem tak samo niewinnie jak ty . to się odegram . trzymając książkę blisko oczu. Obok niego siedział chłopiec. To Szekspir.Do rusznikarzy.Kowalski. który nasłuchiwał razem ze Szrajerem.będzie miał przez ciebie robotę. Niżej był mur. 4 .Pogłaskał chłopca po ostrzyżonej do skóry głowie.Ogłoszenie było przecież na słupie. Za czarnymi kratami wybitego okna błyszczał rudy fragment dachu kuchni i jaśniało fioletowe niebo. . . że ja tylko poszedłem szukać narzeczonej. „Pasowałeś do niej jak francuski dukat do dłoni ulicznicy”. pełne wydrapanych imion i dat. . a po coś ty gazetkę drukował na Bednarskiej? . .Wiesz dobrze. Na murze wznosiły się wieżyczki z karabinami maszynowymi.Jeszcze raz. Pod sufitem paliło się mdłe światło. . Urzędnik Szrajer podniósł głowę znad kolan i patrzył na chłopca z Biblią.rzekł Kowalski. Drzwi od cel poczynały szczękać. Zamilkliśmy. Siedzieliśmy na dwu porwanych siennikach. Przechyliłem się w stronę chłopca i dotknąłem go ręką. chodził od sienników do drzwi i z powrotem.Odsunąłem karty.rzekł zecer Kowalski. Poszedłem kupić otomanę. Gestapowiec Matula. którego dwie córki chodziły na tajne komplety gimnazjalne. . w których unosiło się pierze z rozdartych poduszek i pierzyn. Żelazne płyty pokrywające podłogę dźwięczały. co? .zaśmiał się zecer Kowalski.Nie drukowałem żadnej gazetki. zecer z Bednarskiej. Drzwi były czarne i niskie.Podałem karty gestapowcowi Matuli. . . Uszy odstawały mu coraz bardziej. Dalej za murem leżały bezludne domy getta o pustych oknach. Na korytarzu rozległy się kroki. . . . bo dwa dni nie wracała do domu. Na drugim sienniku siedział Kowalski. który w podziemnej drukarni kupował otomanę.

.Obiadową ci zjedli.Jak ci poszło? Możesz siedzieć? .Byliście na tym świecie jeszcze dwa tygodnie temu .Masz tutaj zupę. Sam przyjdzie .A tobie da Krzyż Zasługi za to. nie? . .rzekł urzędnik Szrajer.Za to grzeją luksusowo . która zsiadła się jak galareta.zapytał.Ciekawym. Nieźle dają żreć.Miałem dzisiaj pietra. co słychać? I tak w czapę. że zostanę na noc. żeś kupował otomanę.Co tam dostałem! Jakby nic.To co ciebie może obchodzić. . .Drzewa pewnie już kwitną. . który jeździł na badanie. . co? Ludzie chodzą po ulicach.Chociaż taka korzyść. Drzwi zatrzasnęły się za nim. Dużoście wiedzieli. Kartofli dziś sporo. i tak w czapę.zapytał urzędnik Szrajer.Lubię ten żurek.Ale nie wiem. jakby nic? Prawda? zapytałem. Mieliśmy znajomego referenta. to może nie dadzą w czapę? . . Zaczerpnął z samego dna odpowiedziałem. .A jakby wojna skończyła się niedługo. Przyjechali drugim samochodem.rzekł zecer Kowalski.Polski sąd też by ciebie rozwalił za rabunek . przemytnik z Małkini. . Wiesz. . chociaż zimny.rzekł Mławski. czy za dwa tygodnie będę jeszcze na świecie . co słychać na świecie . Czasami ma dobry smak.Powiedziałem kalifaktorowi21. jak to jest. . Tylko w tramwaju. . Nie trzeba szmuglować.Zecer Kowalski podał mu miskę z kolacją. który chodził na rekwizycje i czekał na wykonanie wyroku śmierci. jak jechałeś? Ludzie żyją. co słychać? .Nie widziałeś sam.Dali grochówki z chlebem na obiad. . ilu nowych. Stał przy sienniku i krajał łyżką zupę.odrzekł Matula. Wszedł Mławski. chłopaki? . obracając w ręku karty. żyją.Tego towaru nigdy nie zabraknie. Drzwi celi otwarły się znowu. . Robił interesy z ojcem w Radomiu. 21 Kalifaktor . Jak w domu. . że powiedzą. u którego znaleźli gazetkę i pokwitowania. . .rzekł Matula.Jak tam.bez pośpiechu zagarniał zupę łyżkami.rzekł Kozera. .A co powiedział referent? . .porządkowy 5 . no nie? rzekł Kozera. Myślałem. . że to dla ciebie.

Jak myślisz? . Odstawił miskę pod kubeł i zdjął palto. Chłopiec czytał Biblię. nie podnosząc twarzy. . Usta miał mocno zaciśnięte. . ale może być.Rodzoną matkę byście przegrali.Dostałem po pysku za twoje palto.mruknąłem do Mławskiego. Kalifaktor już się drze . żeby ojciec został konfidentem.Założyłbym się.Nie .Ojciec się zgodził.Zagrasz? .rzekł szeptem . oświetlony z dołu latarniami więzienia. . Ustawiliśmy się w szeregu. że mu na Polizei odbiorą jego skórzaną.. Ruszał sztuczną szczęką. . Kozera chodził od drzwi do sienników i z powrotem.umilkł. . . Szkło wypadło spod podszewki..zaproponował ojcu. Otwarto drzwi naszej celi.odrzekł opryskliwie Mławski. Co miał robić. prawie nową kurtkę.zapytałem.Człowiek siedzi jak pień. powiedz? Wzruszyłem ramionami.rzekł Matula.odrzekłem i podłożyłem palto pod plecy.Odezwał się. Wstaliśmy z sienników.rzekł Mławski do chłopca . . Mławski usiadł koło mnie. . Tu człowiek. Ale może będzie spokojnie . Szrajer siedział z twarzą w dłoniach.rzekł Szrajer. Pomiędzy niebem i czarnymi kratami leżał wiosenny wieczór..On mówi. zecer z Bednarskiej. nie? Nie siedziałeś ze mną razem w tramwaju? . . . spomiędzy których sterczały coraz bardziej odstające z głodu uszy. twarzą do drzwi.zapytał mnie Matula. że złapał go na ulicy granatowy glina i dorożką przywiózł do więzienia rzekł do Mławskiego Kozera spod drzwi. Na krzywych 6 .ale jak mówisz. niski esman o czerwonej kwadratowej twarzy i rzadkich jasnych włosach.Jak ojciec myśli? .Dajcie spokój z graniem .. Dziwne. że ciebie widziałem na Polizei .rzekł Kowalski. co? Ja ciebie widziałem chyba na Polizei. . Może się odegram? .Stawajcie lepiej do apelu. Kiwnął głową.Nie siedziałem w żadnym tramwaju. bo bał się. Rżnąć się będziesz czy co? . Inteligent od gazetki .Zagrasz w oczko? . Milczeliśmy.Nowy. W drzwiach stanął gruby.odrzekł chłopiec znad Biblii.Na wszelki wypadek . Pożyczył je ode mnie na badanie. .Wiesz . Mławski odwrócił się do chłopca z Biblią. .Nic nie powiedział . ..Dziś ma służbę Ukrainiec. że cię policjant złapał.

) . nie wszystko .) wyłazić 25 Hals (niem. kancelista 23 Stimmt (niem. Dalej na korytarzu stali wachmani w pełnym uzbrojeniu. Za pasem nosił siódemkę.rzekłem do Mławskiego. W ręku trzymał pejcz. Czarną furażerkę miał zawadiacko zsuniętą na ucho. Wachman obrócił się do szrajbera. . parasza) . .) . obłożona tyloma a tyloma więźniami. wyrzucił przez drzwi na korytarz. adwokat z getta. chłopcy.) . Szrajber trzymał w ręku papiery. (..Jestem . . Za nim stał wysoki Ukrainiec z kluczami. adwokat z getta.szyja.Byłoby co czytać. . .) raus (niem. Wszyscy obecni. przysięgam . .O rany boskie. przemytnik z Małkini.Benedykt Matula .Szkoda.dalejże. Zbigniew Namokel.nogach miał świecące długie buty.szepnął głośno Matula.w grypserze kubeł na nieczystości w celi 7 . . . bo rozkładamy sienniki.. . Wyszedł na korytarz..Lać.odczytał i popatrzył po nas. wychodź. nie ma chłopaka. Za pasem mieli wetknięte granaty. . Żyd. Szrajer z Mokotowskiej wymamrotał po niemiecku kilka wyuczonych słów. kto stąd? Szrajber podniósł papiery do oczu.I już po apelu! Jeden dzień więcej! Dwoje ludzi mniej! Dawaj następny dzień! krzyknął Kozera. raus24 .rzekł 22 Szrajber (z niem. Ale nie rzekł nic..Nie. Cela taka a taka. . że Biblii nie zostawił . Schreiber) . Drzwi otwarły się na całą szerokość.Wszystko? Idziemy? . Szrajber. Hełmy świeciły się ponuro w nikłym świetle żarówki. ścielić. Koło niego stali kalifaktor i Szrajber22.rzekł chłopiec z Biblią. Czerwony wachman policzył starannie palcem.rzekł.Ja .Los. Ale ja go widziałem dziś na Polizei. Od drzwi odwrócił się do nas. Namokel. chłopcy. Podszedł do siennika i wziął palto.rzekł bezbarwnie Kowalski. dadzą w czapę! .zgadza się 24 Los (.Na nic mu już Biblia. Poczęliśmy rozkładać sienniki. Jazda.Dużo nam ich jeszcze zostało? . Żeby nikt potem po głowach nie deptał.pisarz. mały zasuszony Żyd.Stimmt23. .Jeszcze jeden.krzyknął wachman i chwyciwszy go jedną ręką za hals25. póki jest światło. Rozkraczył się nad paraszką26! . . który przebrany za gestapowca chodził na rekwizycje. tu: za kark 26 Paraszką (z roś. .Był chłopak.rzekł szrajber. Drzwi celi zatrzasnęły się za nim.

Stulcie pyski po nocy .Tylko po co była jemu Biblia w takim razie? . Szło od niego przyjemne ciepło. Podnieśliśmy się wszyscy na siennikach. . ten chłopiec z Biblią.Toby ciebie też ruszyli . Wtuliłem głowę w miękki futrzany kołnierz. Ściskał mi rękę z całej siły. .Chcecie mieć sport przed snem? Umilkliśmy i zaczęliśmy drzemać. Położył się już na sienniku i postękując. . .rzekł Mławski. piętnaście. . szesnaście. podnosząc się z siennika.Ten referent go poznał.Chociaż Matulę też wzięli. . leżącym na poziomie ziemi.Czternaście.czy mego ojca wzięli? Odwróciłem się do niego i spojrzałem mu w twarz. Który to strzał był dla niego? . . Niebo poczerniało już zupełnie. Gdzieś z niedaleka padł głuchy. Rozwalają gdzieś tu. .Kryminalista. . tępy strzał.Widać nie wywieźli ich do lasu. Paliły się wszystkie więzienne lampy.Co on mógł zrobić. Przez blask ich przeświecały nikłe. .Pewnie był Żyd. . Robili razem interesy w getcie w Radomiu.rzekł Kozera.Ciekawym . cholera.rzekłem półgłosem i począłem liczyć: . Nie wzięliby inaczej na rozwałkę .Wyglądał na Żyda.Rozwalają naprzeciw bramy .Mnie na razie nie. otulał paltem nogi.Należało mu się już dawno.rzekł Szrajer spod okna. resztę ciała moim paltem. 8 . kładąc się na boku przy Kozerze. to i pewnie był Żyd . To by było dobrze. pod więzieniem .rzekł Mławski. mrugające gwiazdy. Moja matka była Polką.odrzekłem szeptem. . Zawinął je w kawałek papieru z paczki i włożył do kieszeni. żeby było cieplej. bo wyjął sztuczne zęby z ust.. . na świecie. .rzekł Kozera. taki mały? I czemu kłamał. rekwizytor. Seplenił.rzekłem półgłosem do Mławskiego. Leżeliśmy tuż przy sobie. nocą z rewolwerem po kweście chodził . . wypełniona była złotawym światłem. Przestrzeń między niebem a oknem. Nogi okryliśmy jego kurtką skórzaną. .Mławski.To musiał być Żyd. żeby nim został. Położyliśmy się z Mławskim.Pięknie jest.Ale jak ojciec ma być konfidentem? Nie powinni wziąć. . . bo jestem mieszańcem. Od wybitego okna wiało wilgotnym chłodem. tylko że nas na nim nie ma . Potem drugi.Wyszło dziś na jaw.szepnął do mnie .Daj Boże. że jest Żydem .rzekł Kowalski. że go na ulicy policjant złapał? ..rzekł zecer Kowalski. bracie.

przykrywając się skórzaną kurtką i paltem.zasępieni! urzędnik z Mokotowskiej.Kładźcie się lepiej spać . .rzekłem do towarzysza. Położyliśmy się znowu.Boże! Kładźcie się lepiej spać. Od okna szedł przejmujący. Szrajer..Trzeba spać . wilgotny ziąb. 9 . . Przytuliliśmy się szczelniej do siebie.

. zmniejszyć śmiertelność w obozie i podnieść ducha więźniów. Więc jak się nauczę. I .. jak się zwalcza gronkowce. ja . a jak paciorkowce.lekarz obozowy 29 Wyrazy i zwroty języka obozowego. a tu same stare numery i na mnie patrzą bardzo z góry. jak krąży krew.Cóż pan studiował? . nie potrafię Ci ukraść głupiej maści Wilkinsona na świerzb. ile kości ma człowiek i co to jest otrzewna.U NAS W AUSCHWITZU. s. objaśnione są w słowniczku „Określenia oświęcimskie”.właśnie my.odrzekłem skromnie. co mi dał brązowe spodnie) na obóz.a więc jestem już na kursach sanitarnych. zwykle w celu ograniczenia jego czynności 28 Lagerarzt (niem. bo jestem milionowiec.229 30 Piodermia (z łac. apatią lub zniechęceniem do życia.ropna choroba skóry 31 Ulcus duodeni (łac.. potem ktoś nas przydzielał gdzieś. Mamy . spytał się jeszcze każdego z nas o wiek i zawód. bo aktualnie nie ma jej w całym Birkenau. bo jest nas pięciu. kostkę margaryny i choć z jedną kiełbasę. co to jest otrzewna. ile kości ma człowiek. Później szliśmy bardzo piękną drogą do Oświęcimia.zabieg leczniczy polegający na wprowadzeniu powietrza do jamy ciała i uciśnięciu w ten sposób narządu.wrzód dwunastnicy 0 .) . wsiadł do samochodu i odjechał. ale nie bardzo się tym interesowałem. widzieliśmy kupę krajobrazu. bo poszedłem ze Staszkiem (wiesz. a Staszek pod kuchnię i magazyn. Tak mówił na wyjezdnym lagerarzt28. jak się sterylnie przeprowadza operację ślepej kiszki i po co jest odma27.) . Mamy wiedzieć. Wybrano nas kilkunastu z całego Birkenau i będą uczyć prawie na doktorów. Obawiam się tylko. na jakiś szpitalny blok jako gości flegerów29. Oczywiście nikogo nie znalazłem. żeby zorganizować na kolację białego chleba. U nas polewało się chorych herbatą z 27 Odma . tym.Student. których „zły los” gnębi chorobą. Kiwnął ze zniechęceniem głową. „bo to musi być nudne tak do dziewczyny co dzień pisać”. jak się leczy ulcus duodeni31. kto by Ci ten list zaniósł. Ale Staszek obiecał przez swoje koneksje list przesłać. Podniósł ze zdziwieniem brwi: . a gdy odpowiedziałem mu: .) .. nie uwzględnione w przypisach. że nawet wiedząc. kilkunastu ludzi na dwadzieścia tysięcy mężczyzn w Birkenau. Mamy posłannictwo bardzo wzniosłe: będziemy leczyć kolegów.Historię literatury . to może poradzę coś na Twoją piodermię30 i na gorączkę sąsiadki z Twego łóżka.szukać kogoś. tylko żeby nie był długi.

a trochę ze wstydem. aby między Pawiakami było tylko trochę miejsca. cierpieli fantastycznie.. a zamiast łaźni z gorącą wodą . Rozumiesz? . miał się źle. kołysząc się w biodrach . Cały obóz stoi na apelu. wpółwychyleni widzowie z innego świata.. . Tak przyczyniłem się do zmniejszenia śmiertelności w obozie. wskazując ręką na zaczerwienione ogniem szyby.. Uśmiechają się do nas ludzie.oddział kobiecy Pawiaka 1 .” Ostatecznie mają się czym chwalić. 32 Serbia .Patrzaj . za lasem. mówią do nas: „Koledzy z Birkenau”. bo to taka z ryb. chciałbym. Nie na kupie.zapytał. gorączkował. Paliło się tam. bez obowiązków. Smaruję nią buty. dlaczego mają oni w wielkiej pogardzie i politowaniu nas. niestety. .. Ale chyba dosyć o tym. . którzy byli po kilka lat w obozie. a teraz mają uprasowane na zabójczy kant spodnie i chodzą. nie do powtórzenia. a my w oknie.Któż by ciebie nie znał. a zrozumiesz. Od prawie miesiąca nie mam listu z domu.. Weź Pawiak. my uśmiechamy się do ludzi. Ale na nic się nie zdało. a z trzech stron betonowym murem. żeby mnie położyli osobno. Usiadłem na brzeżku łóżka.a między tym wszystkim posadź kilkanaście tysięcy ludzi.zrób to wszystko. Żeby nie razem. błoto wybrukuj.cztery krematoria. w Auschwitzu. że ich taki dobry. Wyzdrowiał i z lagru przysłał mi kostkę margaryny. Wyobraź sobie.rzekł. niespokojnie patrząc mi w oczy. Pejzaż z okna niewinny..rzekłem mu serdecznie.mięty. że nasz los taki marny.Byłem przecie znany na lagrze. wyhoduj anemiczne drzewka .Wiesz. . z dumą mówią: „U nas. odmawiając przy tym pewne nader skuteczne zaklęcia.Nie miej strachu . i nie zapamiętał . A z trupiarzami też pogadam. . nie ma chodników. dodaj Serbię32. gdzie są tylko drewniane końskie baraki. kremo nie widać.Już ja ci nawet prześcieradło dam. nie? . przetrwali najgorszy czas. tę okropną budę.odpowiedziałem niewinnie. Uścisnął mi rękę w milczeniu. mówił coraz częściej o śmierci. Pewnego razu zawołał mnie do siebie. bo to zbyt obozowe. Ludzie są w Oświęcimiu zakochani. ludzi z Birkenau. A co do ograniczenia śmierci: chorował na moim bloku prominent. czym jest Oświęcim. II Rozkoszne dnie: bez apelów. trochę ze współczuciem. pomnóż przez dwadzieścia osiem i ustaw wszystko tak blisko koło siebie. wszystko otocz podwójnym drutem naokoło.

wygoleni. betonową więzienną podłogę i dużo. Ziemia jest czarna i musi być wilgotna. Są prześcieradła białe i bez zmarszczek. 33 Flegemia (z niem. Chodzimy więc po Birkenwegu w naszych cywilnych. Więc wyobraź sobie Pawiak. Jest stół czasem zaścielony obrusem. Piec ten ma chytrze urządzone ruszta do pieczenia: niby nic nie ma. którzy nie mają pasiaków. pamiętasz Wiosenny spacer”! Ale są na naszej flegerni rzeczy bardziej cywilne: piec kaflowy z kolorowych. ale tylko od święta i do jedzenia. co i od kogo zorganizował. z powagą. w wysokim domu z oknami na pole). Szkoda. gdzie należy. dużo trzypiętrowych prycz. ileś tam razy uwielokrotniony. Tłumek łazi grupkami. a zamiast trawników leży pod nimi lepkie błoto.Z flegemi33. a potem siny las. kogo zadusił i kogo zakapował. czasem przejedzie samochód. Są na pryczach „kanadyjskie” koce. że zima i że bezlistne brzozy „płaczące” zwisają na dół jak postrzępione miotły. gdzie i zwyżki34 stoją naprawdę jak bociany na wysokich.na palcach nie policzyłabyś! Więc tu nie tak: lampy świecą co dwa słupy i zwyżki są solidnie podmurowane. a piecz choćby prosię. majolikowych kafli. i drut jest pojedynczy. skomentowana. Nie tak jak w Birkenau. Pflegerraum) . chciałbym mieszkać po wojnie. otoczony podwójnym drutem kolczastym. doniesiona. a płaskorzeźba przedstawia takich dwóch. Jak w sonecie Staffa. jak przeżyję. Na jednym ze skrzyżowań stoi drogowskaz z płaskorzeźbą. puszyste jak futro kota. po której czasem przejdzie człowiek. są jakieś domy. a czasem . ale za to odcinków . nadstawia swoje i nadsłuchuje. czasem drabiniasty wóz. pewnie robotnik wracający z pracy. ale bardzo daleko (nie masz pojęcia. ile przestrzeni zmieści się w takim małym oknie. pewnie takie samo jak w „tamtym” świecie zza drogi. co siedzą na ławce i szepcą sobie na ucho. widać doskonale drogę wolnościową. Po dróżce brzozowej przechadzamy się wieczorem po apelu godnie. tylko że trzeba je miesić nogami. Ku przestrodze: każda twoja rozmowa jest podsłuchana. drut jest podwójny i jeszcze mur.Birkenweg. Okno wychodzi na drogę brzozową . świeży i beztroscy. witając pochyleniem głowy znajomych. wyszka) . gdy chwalisz drugiego. prosto z zauny ubraniach jedyna piątka ludzi.rowerzysta. takich. Tu jeden o drugim wie wszystko: kiedy był muzuhnanem. i lampy świecą co trzy słupy. Dalej.wieże strażnicze 2 . takie trochę niemiejskie ściany. Chodźmy po Birkenwegu.izba pielęgniarska 34 Zwyżki (z roś. długich tyczkach. która ma bardzo białe. a trzeci pochyla się ku nim. i każdy uśmiecha się drwiąco. jakie leżały u nas na składzie.

ale jak przeżycie. odrzekł podciągając mankiety: .rozumiesz. oni przeszli straszną szkołę obozu. mój wysoki przyjaciel i doskonały muzyk.kancelaria 3 ... które teraz są obcięte. co we mnie pozostało stamtąd.. byli bici.A z Birkenau. ale wytrzymać idzie..puff. . . żeśmy nie zdążyli po wcześniejsze numery! Podszedł do nas ktoś w pasiaku. Schreibstube) .popatrzył po nas krytycznie. ale najczęściej gromadzi się przed blokiem szrajbsztuby35. Młody chłopak o mętnym spojrzeniu onanisty i chodzie zwierzęcia wietrzącego niebezpieczeństwo. Stary numer popatrzył na nas 35 Szrajbsztuba (z niem. zapalenia płuc i . smukłą pannę o lekkim uśmiechu i smutnych oczach. nie ma. wcięte marynarki. czarna rozpacz. Jest coś niesamowitego w śnie. o którym krążą legendy. aż się w głowie kręci. Mimo pochylonej głowy na gestapo. Obraz Twój rozpierzcha mi się w pamięci i nawet dużym wysiłkiem woli nie daje się przywołać. że śnisz mi się tak wyraźnie i plastycznie. skąd wy jesteście? .krótko obciętych włosów. proszę kolegi.I tak dobrze wyglądacie? Przecież to straszne. Trudno mi sobie Ciebie wyobrazić na obozowej pryczy. Wiesz. choć tak trudno mi Ciebie przypomnieć. eleganccy... Chodzimy po Birkenwegu.króliki doświadczalne. Ale cóż .Fortepianu u nas. jak dziwnie pisać do Ciebie. nie dlatego że tam jest sala orkiestry..wystaje przed blokiem dziesiątym. swoisty.. gdzie za kratami i zabitymi na głucho oknami siedzą dziewczęta . napiszę Ci innym razem. niestety. jak wtedy na Skary szewskiej. z obciętymi włosami po tyfusie.. dwadzieścia siedem tysięcy. kołyszący się chód i pochwałę Oświęcimia na każdym kroku? A to jest tak.milionowcy! Sto trzy tysiące. mimo tyfusu. stary numer. tego obozu z początku. z tamtego świata: Twój obraz. sen nie jest jak obraz. że i Ty jej nie straciłaś. wybierani do gazu . Zachowałem w sobie dużo pogody i wiem. Jak wy możecie tam wytrzymać? Witek. Wiesz. Co to jest puff. Ważyli po trzydzieści kilo. że na piętrze . A ci ludzie. Na alei Szucha siedziałaś z pochyloną głową i widziałem tylko Twoje czarne włosy. Widzisz...Koledzy. tymczasem bądź ciekawa. biblioteka i muzeum. . I to jest najsilniejsze.Z Birkenau? . Mimo wszystko. I dlatego piszę Ci tak długie listy: bo to są moje z Tobą rozmowy wieczorne. której twarzy nie widziałem od tak dawna. w którym jest przestrzeń i czuje się ciężar przedmiotów i ciepło Twojego ciała. I dlatego te listy są pogodne.. sto dziewiętnaście tysięcy. dlaczego mają teraz śmieszne. w cywilnych garniturach. lecz po prostu. Pamiętam Ciebie z Pawiaka: wysoką.

ale w arbeitszeicie38 grać nie wolno. mogliby 36 Kameradschaft (niem. a po apelu grają sobie muzycy.. Staszek kręci się zazwyczaj koło kuchni i magazynu. co to jest system nerwowy. Adolf jest niezwykle sympatyczny i nie z tego świata. Na bramie obozu spleciono z żelaza litery: „Praca czyni wolnym”. nie zna proporcji między rzeczami i zjawiskami i czepia się znaczenia słów. bo czekamy na flegerów z okolicznych obozów: z Janiny.) . Heglu. bo drzwi są zamknięte na amen.i psychoznawcze. jakby one stanowiły rzeczywistość. a koło niego . ale należących jeszcze do Oświęcimia. z Jaworzna. którzy poza tym dają co niedziela koncerty symfoniczne. Stoi czarne pudło w sali muzycznej w bloku. III Kursy wciąż się odwlekają.) . Oni chyba w to wierzą. Witek łazi za fortepianem. Więc kursów na razie nie ma i włóczę się po obozie. Schodzą się jakieś typy. którym kiedyś coś dał i którzy teraz jemu dać powinni. Mają być także flegerzy z Gliwic i z Mysłowic. rdzenny Niemiec 4 . Koniecznie pójdę posłuchać. że to tylko dla reichsdeutschów39 parę kryminalnych powieści. Są tam fotografie skonfiskowane z listów i ponoć nic więcej. Arbeitzeit) . małego zasuszonego Adolfa. z Buny. Obok biblioteki w owym bloku kultury jest oddział polityczny.jak przez mgłę: . uzupełniamy z paczek i gotujemy w piecu. Fichtem. tamten papierosy. że my istotnie jesteśmy Kamer aden.w czasie pracy 39 Reichsdeutsch (niem. czyniąc wycieczki krajo. że to jest możliwe. który ma kafle barwne i majolikowe. inny kiełbasę. Rzucają to wszystko na dolne łóżko i znikają jak w filmie. Naprzeciw sali muzycznej znaleźliśmy drzwi z napisem „biblioteka”.obywatel Rzeszy. ci esmani i ci więźniowie. mówi „zmniejszyć cierpienie” i myśli.. dalszych obozów. Dzielimy łupy. A szkoda. Witek i ja.koleżeństwo 37 Kameraden (niem.sala muzeum. którzy są Niemcami. Nietzschem.Bo my boimy się Birkenau. ale wtajemniczeni twierdzą. Ci. Jakoż wieczorem zaczyna się procesja. którym źle z oczu patrzy. uśmiechają się życzliwie wygolonymi szczękami i wyciągają spod wciętych marynarek: ten kostkę margaryny. wyszukując tych. Tymczasem wysłuchaliśmy paru wzniosłych przemów czarnego kierownika od kursów. co się wychowali na Lutrze. tam gdzie i puff. Nie sprawdzałem. ów biały chleb szpitalny.36 Będzie podnosił zdrowotność obozu przez kształcenie flegerów i obniżał śmiertelność przez nauczanie. ale jako Niemiec.koledzy 38 W arbeitszeicie (z niem. Mówi „Kameraden”37 i myśli.) . który przyjechał niedawno z Dachau i jest nasiąkły aż po uszy kameradschaftem. Właściwe włóczymy się w paru: Staszek.

zdaje się. jak fleger (co prawda już honorowy) M. Kobiety z okien są bardzo czułe i ponętne.tutaj 5 . legendarnym biuście. a niech kryminaliści korzystają z tego.. o szczęśliwym wspólnym życiu po obozie.. Stąd przy każdej Julii tłok i konkurencja. z naszego bloku. W oknach . ramionami etc. a spod niebieskich. czyha na nieobecnego. Dlatego żałuj. Naokoło puffu stoi tłum prominencji lagrowej. Madame oknem się nie wychyla. w szlafroczkach niedbale owiniętych dookoła ciała. piętnaście. która czuwa nad główkami. za której nadjedzenie mój przyjaciel. perfum. Wprawdzie my. to Romeów (i to nie byle jakich) z tysiąc. wabią.starszy obozu. Jest wśród ludzi duże koleżeństwo: nie konkurują nielojalnie. obok wyrzutów i przekomarzań się słychać bardziej konkretne dane dotyczące mydła. choć oparty na tak dobrych świadkach i tak starych numerach. co dla nich. Tak wygląda puff z zewnątrz. sygnalizują rękoma. i tu mamy pierwszeństwo. epickim. która stanowi nagrodę za dobrą i pilną pracę. który ma numer prawie trzy razy mniejszy niż dwie ostatnie cyfry mojego.) .więzień koordynator składu i porządku komand roboczych w obrębie ścisłego obozu 42 Hier (niem. Puffsą to okna. różowych i seledynowych ( bardzo lubię ten kolor) szlafroczków wynurzają się śnieżne jak piana morska ramiona. są lekarze ze szpitala i kapowie z komand. ale ten opis będzie tylko pośredni.członek założyciel! Dlatego kołysze się jak kaczka i ma szerokie spodnie z klinami. Jest to puff. dostał dwadzieścia pięć na de. spięte z przodu agrafkami. Jeśli Julii jest dziesięć...trzydzieści. ale jak złote ryby w akwarium niedosiężne. Wieczorem wraca podniecony i wesoły. Po korytarzyku przechadzają się owe Julie z okna. Główek jest. krzyczą. krzyczy wtedy hier42.po apelu wychylają się główki kobiece o różnych odcieniach. ona czyni koło niego szereg zabiegów natury higienicznej i wyszprycowany fleger gna wielkimi susami na górę. Czasem któraś przejdzie obok flegera i 40 Lageraltester (niem. jedwabnych majtek i papierosów. Oto idzie do szrajbsztuby i gdy czytają numery tych „dopuszczonych”. funkcja w samorządzie więźniów 41 Lagerkapo (niem. Do środka można się dostać jedynie przez szrajbsztubę za karteczką. mamy czerwone winkle. a ramion . łapie przepustkę i gna do Madame. nawet w zimie na wpół uchylone. Grek. Rozumiesz . Wsuwa jej w łapę parę paczek papierosów.) .) . Romeowie stoją w oknach przeciwległych bloków.pomieścić tam ową nie dopieczoną wątrobę ludzką. Niejedna z Julii ma stałego adoratora i obok zapewnień o wiecznej miłości. szyjkami. jako goście z Birkenau. ale odmówiliśmy. ale za to urzęduje na piętrze jako cerber u wejścia do puffu. Jest lageraltester40 i lagerkapo41. jeśli nie liczymy starej Madame o potężnym. Ale najważniejsza rzecz mieści się na piętrze.

Puff zamknięto. wykurowano nie tych. dla pewności patrząc na karteczkę. wzdycha w kierunku judasza. Lageraltester wyleciał w karny transport za to. czasem Madame. że na szafeczce leżą dwie paczki angielskich. to do tej Inny. wezwano ich urzędowo i zaaplikowano kurację. że właził nagminnie przez okno do puffu. grubego. Kobiety z puffu czyniły również wycieczki na lager. Na drzwiach czyta jeszcze. aha. i trzymanym w ręku kijem wymierzył doraźnie odpowiednią porcję w odpowiednie miejsce.mruknie rozczarowana i powłóczystym krokiem odejdzie ku oknu. Kobiety te bronione są kratami i deskami. Przelotnie widziałem tego.Który pan ma numer? . blondyneczki . ale często gęsto włamują się i tam i zapładniają je zgoła niesztucznie. przez roztargnienie wsadzając do kieszeni owe dwie paczki angielskich papierosów. o twarzy dobrotliwego satyra. w związku z czym wybuchła onegdaj w puffie zaraza. po którym fleger wychodzi. doświadczalny. Są i gdzie indziej kobiety: blok dziesiąty. a czasem nawet sam komendant obozu. Dlatego kobiety z puffu są traktowane jak 6 . że dozwolone tylko to a to (szczegółowy wykaz) i tylko na tyle a tyle minut. Podlega znów dezynfekcji i wesół i szczęśliwy opowiada nam o tym wszystkim. Ha. jeszcze dostrzega. W obozie rośnie psychoza kobiety. kto był. które przyszły rwać zęby. cały obóz dobiera się do nich. szczepi się tyfus. cały obóz marzy o kobietach. Podobno profesor uniwersytetu. bo bunkier.odpowie fleger. Cały obóz. po numerach sprawdzano. którzy to czynią. co trzeba. robi się zabiegi chirurgiczne. Wtedy fleger wchodzi pod ósemkę.. mówi o kobietach. przez który czasem zaglądają koleżanki. Takie zdarzenie nikogo nie blamuje: po prostu nie mieli szczęścia. poważnego jegomościa.. jak się naje i wyśpi.. w tyrolskim kapelusiku z natkanymi odznakami sportowymi.A to nie do mnie. Ale nie podobało się to postowi z pobliskiej budki i wszystko się urwało. Dziewiętnastoletni esman złapał w ambulansie kapelmistrza. czasem komandoführer od puffu. oraz kilku lekarzy w pozycjach niewątpliwych z partnerkami. W nocy wychodziły po drabinie w męskich ubraniach na pijatyki i orgie.. Tam się je sztucznie zapładnia (jak powiadają). Ale dezynfekcja czasami zawodzi.zapyta od niechcenia: . Zrozum: to nie są ludzie zboczeni. że takich a takich zdrożności uskuteczniać nie wolno. . takie jest życie. który tę robotę prowadzi: w zielonym myśliwskim ubraniu. kładzie na stole paczkę papierosów i..Osiem . Wtedy dopiero jest to i. malarię. Ponieważ handel przepustkami jest szeroko uprawiany. Musi się wściekać stary profesor.

. filozofii romantycznej. jak bardzo byłaś dojrzała. który wiecznie gryzł. o problemach materializmu. Uśmiecham się i myślę. Tych kobiet jest dziesięć. widzę swoją twarz odbitą w szybie. oddzielony szafą od wielkiej sali pełnej ciężko oddychających we śnie chorych. wieczorów z zimną herbatą. wyrzynających w ciemności fragmenty przedmiotów. do Birkenau. Wiesz. jak dużo dobrej woli i . gdy mi mówią o moralności.poświęcenia włożyłaś w nasz stosunek. ciężki.wybacz. które odbija moją twarz. Franz. Albo gdy wyrzekają się wszelkiej miękkości i sentymentalizmu i pokazując pięść.Twoje perfumy i szlafrok. o prawie. o obowiązkach. że człowiek zawsze na nowo odnajduje człowieka . Przypominam sobie niebo. I że to jest rzecz najważniejsza i najbardziej trwała 43 FKL Birkenau (z niem. Myślę o tym. że Ci to teraz piszę . co mówiliśmy dzisiaj: o literaturze niemieckiej.. a za szybą noc i nagłe błyski reflektorów z budek strażniczych. Patrzę i myślę o Skaryszewskiej. która przecinała obraz jak witraż. Ci ludzie są chorzy. w jego ramach wyglądałaś najwspanialej. dogadał się ze mną już pierwszego wieczoru i . Myślę o tym. paru na wpół uwiędłych kwiatów.normalne. i czasem uśmiecham się lekko. blade i wyiskrzone. czerwony jak brokat z obrazów Velasqueza. kiedy Ci o tym piszę? Myślę o ulicy Skaryszewskiej. mówią o wieku twardości. jak bardzo tęskniłem do Twego ciała w te dni.. pisząc Ci to wszystko? Jest głęboki wieczór. Ale nie piszę Ci o tym. o tradycji. psa. to są oflagi44 i stalagi45. Dlatego oni tak bardzo rwą się na FKL43. gdy przyjdzie mi na myśl. jak dobrowolnie wchodziłaś w moje życie małego pokoiku bez wody. To są setki „wielkich obozów” koncentracyjnych. Wiesz.przez miłość. I pomyśl: to nie jest tylko jeden Oświęcim. Myślę o tym i uśmiecham się pobłażliwie. Patrzę w ciemne okno. którym się mówi o miłości i o życiu domowym. i lampy naftowej u moich rodziców. jak wielki krach musiał być tam.siedzę teraz za jego stołem. o winie. siedzę w małym pokoiku pod czarnym oknem.obozy jenieckie dla oficerów 45 Stalagi (z niem. Frauenkonzentrationslager Birkenau) . o czym myślę. Soldatenlager) . seledynowy klosz lampy i białą kartkę papieru leżącą na stole. o czym myślę.. a obóz liczy kilkanaście tysięcy ludzi. gdy po naszym aresztowaniu znaleziono u nas obok moich książek i wierszy .kobiecy obóz koncentracyjny Birkenau w Brzezince 44 Oflagi (z niem. Omziersiager) . długi (strasznie go lubiłem. palę jego lampę i na jego papierze piszę do Ciebie. to są.obozy jenieckie dla szeregowców i podoficerów 7 . spalony dom z naprzeciwka i kratę ramy okiennej. młody chłopiec z Wiednia. choć Ci o tym nigdy nie mówiłem).

wspomnienie u przyjaciół. i słońce. 46 SK (z niem.. co i jak.niedziela. I popatrz. czym jest przyzwyczajenie: chodziłem po celi i w rytm kroków układałem wiersze. tysiącami flegmony i gruźlicę. gdy Cię aresztowano. Pamiętasz. mając na co dzień krematorium.patrzę na nich z odrobiną pobłażania. bez kartki papieru.kompania karna 8 . Jeden z nich wpisałem towarzyszowi z celi więziennej do Biblii. pisałaś mi o tym? Ja czytałem u Marii Wilka stepowego (ona też dobierała lekturę). Prowadził ich esman.były to pieśni horacjańskie . że nie odchodzę z rozpaczą. Strafkompanie) . Dziś za pan brat z nieprawdopodobnym i mistycznym.. wtajemniczony na profana. bez Ciebie. Przed południem było się na spacerze. Bo wiem. i póki życia waszego. że handlowali na czarno. mur za drutami. co to jest deszcz i wiatr. oglądało się z wierzchu doświadczalny blok kobiet (wystawiają głowy przez kraty zupełnie jak króliki mego ojca. jak ta z wiersza do przyjaciół z wolności: Przyjaciele z wolności! Pieśnią więzienną was żegnam po to. coś ponad ludzkie siły. jak uczony na laika. Wtedy pojadą do krematorium. byście wiedzieli. Kobiety patrzyły z przerażeniem na pasiastych ludzi i na potężne urządzenia obozu: piętrowe domy. jak usiadłaś w przerażeniu.jak powiadają dwa metry w głąb. aby nie podpaść. i chleb. poznawszy. pod rękę z bestią . mistyczne. i zupa z brukwi. IV Dziś .w krematorium). ale z innych . Chyba że im naprawdę dowiodą. z jednym oklapniętym uchem). Ci cywile są śmieszni. który właśnie mieści się w bloku SK.pamiętam tylko strofki. podwójne druty. obecnie robią to ciszej i dyskretniej . niewyspanej twarzy. i praca. potem oglądało się uważnie blok SK46 (tam na podwórzu jest owa czarna ściana. bo to fraszka: posiedzą parę tygodni i wyjdą. Nie rozumieją mechanizmu naszego życia i wietrzą w tym wszystkim nieprawdopodobne. solidne budy strażnicze. pamiętasz. że mur idzie . żeby się nie podkopać! Uśmiechaliśmy się do nich. i niewolnictwo. szare. bez wieczornego kręgu światła. Widzieliśmy paru cywilów: dwie zastraszone kobiety w futrach i mężczyznę o zmiętej. będąc. Reagują na obóz jak dziki na widok broni palnej. do tymczasowego miejskiego aresztu. W pierwszym tygodniu nie mogłem pojąć dnia bez książki.w życiu ludzkim. i moja poezja. i władza. że tak powiem. nie przerażaj się tylko. że po mnie zostanie i miłość. A gdyby jeszcze wiedziały. przed którą dawniej rozstrzeliwano. Myślę o tym i przypominam celę na Pawiaku. ale nie bardzo wiem.

jest znów głęboki wieczór po dniu pełnym dziwacznych wydarzeń. wyrośnięty esman z pomiętym kawałkiem papieru w łapie.duszą w niej ludzi. Potem cztery większe budynki . na apele i na puff. Albo zupa z pokrzywy i chleb z margaryną. Oto jest dzika bierność. Po południu wybrałem się na mecz bokserski do wielkiego baraku waschraumu. i ludzie płyną jak woda z kranu za odkręceniem kurka. A tu patrz: najpierw jedna wiejska stodoła pomalowana na biało i . żeby tłoku nie było. choć sala była nabita po brzegi. Bez czarów. której komory nie pomieszczą. której nic nie przełamie. przecież tkwimy w nim . A jedyna broń . bez hipnozy. że leżysz na wspólnej pryczy z przyjaciółkami. które pewno bardzo dziwią się moim słowom. gdy tańczyliśmy we dwoje w małym pokoiku o pomarańczowym świetle: słuchaj. Na gaz i na złoto. zabij ich tak. Zwykłe ciężarowe samochody podwożą ludzi. nawet oni. albo trzy miliony. a pamiętasz. Jakże to jest. odrzuć przerażenie i wstręt. Bez czarów. które się dzieją wokół nas. kiedy ostatni raz wybierano „Aryjczyków” do gazu? czwartego kwietnia. Wpuszczono nas do środka z ceremoniami. że nikt nie krzyknie. złam ich solidarność. Ale pewnie tak bym nie powiedział. możemy mówić. Ale przecież i o tych sprawach. masz milion ludzi albo dwa.wiesz. i pogardę i znajdź na to wszystko formułę filozoficzną. skąd wpierw odchodziły transporty do gazu. tam. Gdybym Ci powiedział wtedy. bo nie zmąciłbym nastroju. .to nasza liczba.. 9 . Dzieje się to wśród anemicznych drzew zadymionego lasku. a patrz. Widzisz: to mistyka... A co byłoby z Twoim zapaleniem płuc. gdybyśmy przyjechali trzy miesiące wcześniej? . Światło z góry.Wysupłaj ze zdarzeń codziennych całą ich codzienność. bez hipnozy. Paru ludzi kierujących ruchem. na cywila i na stary numer. a potem młody. potem samochód. Nie wywołujemy zła na próżno i nieodpowiedzialnie. wracają jak na taśmie i znów podwożą.przecież miałabyś mnie za szalonego i kto wie. żeby nikt o tym nie wiedział. zabierają nam najbliższych. I pewnie są bardzo oburzone na mnie. mokniemy na deszczu. jak wyczytają. bez trucizn. czy nie przerwalibyśmy tańca.. Oto jest dziwne opętanie człowieka przez człowieka. że ten Tadeusz jest pogodny.nic? Głodujemy. sędzia (nb. Albo jeszcze tak: kij od łopaty na gardło i stu ludzi dziennie. „Mówiłaś.dwadzieścia tysięcy jak nic. numer wytatuowany na ręce. nawet gdybym znał obóz. Wiem. poszczuj człowieka na człowieka i. W dużej poczekalni urządzono ring. pisze same ponure rzeczy”. kiedy przyjechaliśmy do obozu? dwudziestego dziewiątego kwietnia. nie rzuci się na pierś? Zdejmujemy czapkę przed esmanami wracającymi spod lasu. uwięź kilkaset tysięcy.widzisz. nie plunie w twarz. jeden z tych . idziemy z nimi na śmierć i . bez trucizn.

.polski sędzia olimpijski). aby otumanić miliony ludzi. ale.mówił Staszek . to jednym uderzeniem kładzie muzułmana! A tu. i jeszcze jakieś tańce fińskie takiego kompozytora. na koncert. a my w pierwszym rzędzie. w waszym Birkenau. co miał dużo aaa w nazwisku. Było w niej tłoczno i gwarno. bo warto.pasjonowali się Czortkiem. a bokserzy tłukli się. Wy tam. oszukać aż do śmierci.Ktoś nazwał nasz obóz: Betrugslager. że orkiestra w czasie pracy obiera kartofle i popycha wozy) poczęli grać. Ale robili to niefachowo. obóz oszustw. którzy fałszowali. grają uwerturę do Tancreda i coś z Berlioza. jakieś trawniczki przy blokach. wyrósł. Ledwom zdążył dopaść między klarnet II a fagot. ani pojęcia nie macie. Ci z końców sali (z jednego bęben. choć z dużym uporem. biorąc na ringu odwet za to. że stałem tuż przy nim. muzykanci stroili instrumenty rozsiadłszy się po całej sali. na dużą klasę. Tam przycupnąłem przy nie obsadzonym krzesełku klarnetu I i oddałem się zasłuchaniu. Więc wyszedłem z boksu. i natychmiast wszedłem na blok. Wyobraź sobie. aby oszukać świat i . żeby nie uderzyć dłonią o ścianę. Naprzeciw okna . Ale basetla! Piętnastu słuchaczy (więcej się nie pomieściło) zagłębiało się w muzyce ze znawstwem i nagradzało orkiestrę skąpymi oklaskami. Widocznie za dużo widzów. który niegdyś boksował Niemców. podniecony radośnie. po kolei Ci opowiem. Jeszcze tkwi tu pamięć o numerze 77. Sala była zadymiona od papierosów. a Ty słuchaj. jak potężnie brzmi symfoniczna orkiestra trzydziestu osób w dużym pokoju! Kapelmistrz machał umiarkowanie. a kartoflarze i rollwaga (zapomniałem Ci napisać. ludzie. trzy rundy. jak chce. tablice z napisami „kąpiel” wystarczą.popatrzcie tylko! Na komandzie. Da im przy kartoflach. jak chciał.podwyższenie. bo Żydom występować nie wolno. cotygodniowa kontrola wszy i uwertura do Tancreda wystarczy. jak powiadają. a z drugiego basetla) nadrabiali. Jakiś tam boks. jakie tu się dzieją cuda kultury o parę kilometrów od kominów. dwie marki na miesiąc dla najpilniejszych więźniów. Wszystko głuszył fagot.nas. podwórko podobne do wiejskiego. i wyraźnie groził tym. Nie pomyślałabyś nigdy. Pod puffem jest sala muzyczna. i nic! Jeszcze jemu mordę nabili. może dlatego. ile wlizie. jak mogli. I ci sami ludzie. na którym i puff. Kudy Warszawie do takiej orkiestry! Ale. który. bokserzy o sławie międzynarodowej. trenowany w obozie. stanął na nim kapo kuchni (razem i kapelmistrz). ale tylko Aryjczycy. wiadomo. z których niejeden sam ma pustą szczękę . którzy dzień w dzień wybijali dziesiątki zębów. Zaraz po boksie poszedłem do konkurencji.Taki Walter . Walterem z Hamburga i jakimś młodym chłopcem. nie? Swoją drogą widzowie byli rozanieleni. pod ścianami stali słuchacze. Skąpy żywopłot przy białym domku. co inni dostali na polu. goście. musztarda w kantynie. . Ci 0 . patrz.

Ani jeden człowiek się nie poruszył. las na widnokręgu.tam z zewnątrz myślą. przecież to w Pruszkowie. I wtedy z FKL-u nadjechały samochody pełne nagich kobiet. jak to jest. a nie w Oświęcimiu. Nadeszło DAW i dziesiątki innych komand i czekały przed bramą: dziesięć tysięcy mężczyzn. Macha nad nami rękoma i mówi o kameradschafcie i o obozie. ilu on zabił w tym Dachau? Inaczej by się nie reklamował. Przez pola na przełaj gnaliśmy jak 1 . .Już nie bujaj. Kiedyś chodziliśmy komandami do obozu. bo obok była willa zajęta przez SS. i trawniczki. Bo może z tego obozu. W ogóle na kursie jesteśmy już od dawna. ani jedna ręka nie podniosła się. tylko nic Ci o tym nie pisałem. i boks. Oszukańcza jest każda szufla ziemi. „Skąd to masz?” Ledwom ją wyrwał. co do rozpaczy doprowadza czarnego Adolfa. zwłaszcza wielkimi modelami ciała ludzkiego. Jakżeś ty do niej? .. bo to na poddaszu i bardzo zimno. Witek wyciąga fotografię żony i pyta się przyciszonym głosem: .Ratujcie nas! Jedziemy do gazu! Ratujcie nas! I przejechały koło nas w głębokim milczeniu dziesięciu tysięcy mężczyzn.... Oszukańcza jest porcja chleba... skoro i orkiestra.. Oszukańczy jest czas pracy. Ciekawi patrzą. i koce na łóżkach. Patrz na to wszystko uważnie i nie trać siły. ale my z Witkiem rzucamy sobie gąbką i fechtujemy się linijkami. a tu z boku wypada pies esmański.Uhm. boczne dróżki. Udusiłbyś go?. Kobiety wyciągały ramiona i krzyczały: . do której trzeba dokładać. V Najpierw byliśmy na kursie.Naprawdę pies esmański. ale ładna kobieta.. I to bydlę dawaj do dziewczyny! I co byś zrobił? Wywaliłem z rewolweru do bestii. ale przecież nie jest tak źle. z tego czasu oszustw będziemy musieli zdać ludziom żywym relację i stanąć w obronie zmarłych. Wiesz.Ciekawym. przy którym nie wolno mówić.Kiedyś byliśmy na spacerze w Pruszkowie. Bo żywi zawsze mają rację przeciw umarłym. aby żyć. . zieleń. którą niepełną rzucamy na wał rowu. bo od willi było słychać jakieś głosy. łapię żonę za rękę i powiadam: „Irka. Siadamy cicho w kącie. Grała orkiestra do taktu idącym szeregom... Idziemy przytuleni do siebie. . siadać. gdy Ci jest źle. że to jest potworne. odpoczywać. Siedzimy na zorganizowanych stołkach i bawimy się doskonale. chodu!” A ta stoi jak wkopana i patrzy na spluwę.

prowincjonalnych. wiadrami pić wodę aż do uduszenia się. Najlepsze ćwiczenie.I co ty . Lublina . jakie znam. miesiące siedzieć w betonowej trumnie. ale na innym oddziale i nikt na mnie nie właził. Albo on. co są w środku człowieka. zachłannie słucham historii więzień nikomu nie znanych. ale nie trafiłem. Łaziłem za nim coś ze trzy dni i tylko patrzyłem. Puław. padają na ziemię nie puszczając z barków drabiny. Znasz piwnice Pawiaka? Te żelazne podłogi? Otóż Żydzi nadzy. trudno rozsądzić. pierś o plecy. ale za zły meldunek.Pokłóciłem się kiedyś z przyjacielem. On też tak zresztą pomyślał. Na okrzyk: „lotnik. skakać jak żaba i czołgać się jak wąż. kryj się!”. ginie pod kijem lub zaszczuty przez psa. a Witek beztrosko referuje mi dalej: . . Następnie po szczeblach leżącej na ludziach drabiny zaczyna chodzić esman. który wespół z pewnym Ukraińcem na każdej wachcie katował Żydów. jak trzeba. że ten kawałek żelaza jest potrzebny w moim zawodzie. Czy się ów kolega do tego przyczynił. to zespołowy „lotnik. wszystko nieprawdopodobne: kilometrami koziołkować jak w Sachsenhausen. Długo musiałem Irce tłumaczyć. Widziałaś kiedy buty żołnierskie od spodu? Ile tam gwoździ? Otóż Kronszmidt właził takimi butami na gołe ciało i jeździł na czołgającym się człowieku. niesie drabinę na barkach. W międzyczasie któryś z kolejnych doktorów gada o przełykach i o takich rzeczach.patrz. Suwałk. Godzina: to bieg naokoło podwórka. znałem go dobrze. albo ja. Dla nas była gimnastyka: godzina na dwa dni. czy mi kto za plecami nie siedzi. w bunkrze. a potem „padnij” i podnoszenie się na rękach. czy nie. tam i z powrotem. bo historia bardzo współczesna. czołgali się po nich tam i z powrotem. . czołgałem się wprawdzie. I nie z zasady. pomyślałem. podtrzymując ją jedną ręką. dobre ćwiczenie ze szkoły. całe dnie i noce stać w jednym miejscu. toczyć się godzinami po ziemi. wisieć na słupku przywiązany za ręce albo na drągu zawieszonym na dwu krzesłach. Potem trzeba wstać i nie mieszając szyków znów padać. ma rękę obwiązaną i patrzy na mnie spode łba. „Upadłem” mówi. bo mnie zaraz wsadzili. ale Witek losowi się nie dał.dwa zające.potwornie rozwiniętej techniki męczenia 2 . z rozparzoną po kąpieli skórą. tam i z powrotem. Małkini. Dla Aryjczyków było z tym łagodniej. kryj się!” Dwuszereg ludzi. Kto puści. być bitym przez tysiące najrozmaitszych ludzi . Radomia. Na Pawiaku był oddziałowym czy kąpielowym . Widzisz.pytam.Nic. Przychodzę nazajutrz. robić setki przysiadów. tam i z powrotem.taki pipel od Kronszmidta. Przy dybałem go na Chmielnej wieczorkiem i wyrżnąłem. Mój rekord: 76 razy pod rząd i ból rąk do następnego razu.

Ale chyba dużo. który zabija. Opowiadano mi o takim lagrze. co jest w człowieku. po kilkudziesięciu ludzi naraz.A poza tym niech pan mnie nie obraża. Ale obóz miał ustaloną liczbę porcji. który kradnie. Staszek powtórzył źle. Na to myśmy zaczęli trzaskać w stołki i krzyczeć: „tak! tak!” i doktor wyleciał za drzwi. A jeszcze i to: śmierć. może dwa.trudno policzyć. i komendant nie życzył sobie. Ilu ich pochlastał dla nauki. A teraz siedzi przy mnie i słucha. . nawymyślał nam od kameradschaftu. czytając to. żeby mu ten doktor nogi nie podstawił. i kazał mu powtórzyć wątrobę. .człowieka i uwierzyć nie mogę. A pewnie nie podstawi. temu trudno nogę podstawić. żeby wyskoczyła ona z głowy ludzkiej nagle. Piszę i piszę Ci tylko o obozie. Potem na kursach była awantura.Odpowiadacie bardzo głupio. żebym milczał. Pomyślisz. tego wylewu zapomnianego na pozór atawizmu. człowiek. A ten doktor to rzeczywiście różnie z nim było. a i trupiarnia pełna. najgorszego kata z Pawiaka. a poza tym moglibyście wstać. to mogę siedzieć i na kursach . Przyszedł Adolf. aby więźniowie głodowali.Siedzę w obozie. Doktor zwrócił się do Staszka. do którego przychodziły co dzień transporty nowych więźniów. a potem poszliśmy na blok. coście tu robili w obozie. Tego jednego nauczyliśmy się z anatomii obozowej: kto ma dobre plecy. akurat w połowie systemu trawiennego. bo Staszek ma dobre plecy.Milczcie. bo mógłbym za dużo powiedzieć. uczył się chirurgii na chorych. aby nie mordowano ludzi. Staszek zaraz poleciał po swoich kolegach. Wyprowadzano ich w południe za druty i rozstrzeliwano. Więc Witek był z tego innego świata i był piplem Kronszmidta. Każdego wieczoru na każdym bloku losowano kartami lub gałkami z chleba i wylosowani nie szli następnego dnia do pracy. który tak świetnie organizuje.odrzekł zaczerwieniwszy się Staszek. człowiek. to jak je naprawić domowymi środkami. może trzy tysiące.Pewnie. a jak się to coś zepsuje. . o jego drobnych zdarzeniach i z tych zdarzeń wyłuskuję ich sens. Nie mogę zrozumieć tego nagłego zachłyśnięcia się mordem. jesteście na kursach. bo w szpitalu zawsze tłok. I w tym wylewie atawizmu stoi człowiek z innego świata. że już się zupełnie wyzbyłem tamtego świata z domu. chcielibyście. Doktor rzekł: . aby nie było konszachtów między ludźmi. . który konspiruje po to. już nie pamiętam wiele. jak Minerwa z głowy Jowisza. a ilu z nieuctwa . Co dzień więc było w obozie kilkudziesięciu ludzi za dużo. 3 . Każdy więzień musiał otrzymać jedną porcję. człowiek. aby nie było łupiestw na ziemi.

żylibyśmy w obozie choć jeden dzień? To właśnie nadzieja każe ludziom apatycznie iść do komory gazowej. Wbrew namiętnościom wojny żyliśmy w innym świecie. a oni się męczą. jak mówiłaś mi. Jeśli są to zbyt śmiałe słowa . Nie wiem. iż ten inny świat nadejdzie. To nadzieja rwie więzy rodzin. ale wyszłaś na pola aż nad Wisłę? I to.Pomyśl o tych. czy przeżyjemy. PS . pogrąża w martwotę. Nigdy w dziejach ludzkich nadzieja nie była silniejsza w człowieku. że wrócą prawa człowieka .jakby już nic innego na nas nie czekało. które z nas wyrośnie: . że chyba nie marnowaliśmy czasu. żonom sprzedawać się za chleb i mężom zabijać ludzi. kompleksu strachu przed obozem. ale nigdy też nie wyrządziła tyle zła. którzy nie zabili człowieka! I jak mało jest ludzi. w którym jest miłość drugiego człowieka. ale chciałbym. Nie nauczono nas wyzbywać się nadziei i dlatego giniemy w gazie. Widać takie jest prawo miłości i młodości.to chyba też dla tego świata. lepszy świat. Ach. ile w tym obozie. Boję się jednak. których by inni ludzie nie pragnęli zamordować! A my tęsknimy do świata. Dużo było naiwności w tym. gdy narzekałem na wojnę. bo może właśnie ten dzień przyniesie wyzwolenie.ku Twemu oburzeniu . ale po prostu na życie.powędrował pod łóżko. że gdyby nie nadzieja. niedojrzałości i szukania wygody.wybacz. że obstawili blok. Patrz. że teraz tu jesteśmy . abyśmy kiedyś umieli nazywać rzeczy ich właściwym imieniem. i już nawet nie nadzieja na inny.. Ale myślę. Pamiętasz nasz pokoik? Litrowy termos. spokój od ludzi i odpoczynek od instynktów. bezczynnego patrzenia na bitych i mordowanych. To nadzieja każe im walczyć o każdy dzień życia. A historię z łapanką na Żoliborzu. każe matkom wyrzekać się dzieci. tak na rozładowanie kompleksu obozowego. na barbarzyństwo. A to. wiesz. Nie właził do kieszeni i ostatecznie . na pokolenie nieuków. co są w obozach.ale przedtem. w jakim oryginalnym świecie żyjemy: jak mało jest w Europie ludzi. ile w tej wojnie. co mówiłem.. Może dla tego. VI Od paru dni mamy w południowych godzinach rozrywkę stałą: oto z bloku fur 4 . który mi kupiłaś. każe nie ryzykować buntu. z której nadawałaś mi przez cały dzień reportaże przez telefon? Że wyciągali z tramwajów. który nadejdzie. My tylko marnujemy czas. tobym tak zarżnął jednego i drugiego. jak czynią ludzie odważni. w którym będzie spokój i odpoczynek. Czy myślisz. że ten kompleks na nas ciąży. ale wysiadłaś przystanek przedtem. kompleksu zdejmowania czapki.

rozbili kantynę i zdemolowali puff (w związku z czym ówże znowu ku powszechnemu żalowi zamknięto) .a na samym końcu idzie Kurt. jeśli sprzedawali herbatę. ma szczęście. żeby się ptaszek w klatce nie męczył. gubi krok i nie śpiewa.) . a kto nam będzie buty czyścił na froncie i czy tam są młode chłopaczki? Idzie więc taka wataha przez drogę i śpiewa Jutro do domu. ochotniku-kryminalisto. ale. a już włamali się do magazynu. gdy był chory. ten. kiedy nam tu dobrze? Vaterland 50 vaterlandem. który Cię dla mnie odnalazł i nosił nam listy. czy też wykażą oni zrozumienie życia społecznego. który zabijał sztubowych. ale o inne określenie 47 Fur Deutsche (niem. ten sam. czy nie. numer 8. to ten.) . rozgląda się wokół. ale wzruszające listy o rozłące i powrocie.Deutsche47 wymaszerowuje kolumna ludzi i ze śpiewem Morgen nach Heimat48 obchodzi kilkakrotnie obóz. zginie i bez nas. zbiegłem więc w te pędy na dół. Są to kryminaliści.i pokazałem okno należące do nas. bo zostanie. Są tu zaledwie parę dni razem. Dyryguje lager-altester i podaje laską Schritt und Tritt49. aż zbity na perskie oko wyrzucony został na lager i dostał jakieś nieszczęsne komando w swe złodziejskie łapy. czyli „ochotnicy” do wojska. Ćwiczą ich w marszu i czekają. Arno Böhm. wprost na obiad. piosenka żołnierska 49 Schritt und Tritt (niem. jak mogą.) . pewnie jesteś głodny.Kurt.to postrach Buny. Oni zaś wykazują społeczność. Wszyscy sławni zabijacy. nakradli paczek. przyjdź.po co. a kanarka na świeży luft wypuścił. narkomani.tu: krok. na górę .) . nawarzony w piecu o majolikowych kaflach. alkoholicy. Kurt jest bardzo miły (brzmi to egzotycznie. Na razie jednak są w kupie. sadyści .) . ten . Wyciągnięto wszystkie zielone winkle i co lżejszych wyślą na front. śniegu i mrozie i zrzuca z dachu za źle przybity gwóźdź. powiadają bardzo mądrze. wieloletni blokowy. mamy iść tłuc się i łba nadstawiać dla esmanów. Jakoż pod wieczór zjawił się u nas.Jutro w rodzinne strony. ten. Poznajemy ich wszystkich: ten bił na DAW. ów ciapa. który starym rodzicom we Frankfurcie pisywał krótkie. elegancko ubrany. tempo 50 Vaterland (niem. złapałem go za hals i powiadam: . Idą w szeregu znani pederaści. co to zarżnął żonę i teściową. który bezlitośnie każe pracować na deszczu. kapo i lagerkapo. czynił wyprawy do budy blokowego po tytoń. i bił po dwadzieścia pięć za każdą minutę spóźnienia i każde słowo wymówione po wieczornym gongu.dla Niemców 48 Morgen nach Heimat (niem. Ostatecznie pomyślałem. Taki.dekarz 5 .ojczyzna 51 Dachdecker (niem. jeden sławniejszy od drugiego: Seppel. postrach dachdeckerów51.

toby nie wywiał i mnie. Potem jeździł do Austrii i Jugosławii. człowiek tym wszystkim za bardzo się nie interesował. który tak świetnie organizuje. że jak wpadnie. a droga! Jechaliśmy według alfabetu. Na jakimś spacerze spotkał swoją dziewczynę. . że wszystko zabiorą? . żył z nią. i dwa prześcieradła.wtrącił sceptycznie Staszek. Kurt wyjechał do Berlina. ale się jej nie śmiał przypomnieć. Jak do dzieci. poznał tam dziewczynę. Wzruszyłem ramionami z niechęcią. trzeba było kolegom zostawić.Bałem się. No i oczywiście to. np. Znaczy.Jakbyś przyjechał dwa lata temu. Trochę bzdur o bezcelowej pracy. pisywał do gazet sportowych.Pewnie. miała własne bojówki 53 Lora (z niem. Zapada wieczór. wracając do obozu. wieczorem na pryczy.) . czekaj końca wojny. A że recydywa (ów nieszczęsny miesiąc). jakby wody do ust. bogaty sklepikarz. Dziś nam zebrało się na obóz. córkę jakiegoś innego sklepikarza. wpadł na miesiąc do ula za burdę ze Stahihelmem52.co wam gadać. Władowali nas do wagonów w tempie.trudno) i umie dobrze opowiadać. Wyjechaliśmy z Pawiaka rano. zrywanie i układanie asfaltu albo rozgarnianie piasku. więc po więzieniu do obozu. Gadki chodziły między ludźmi. ale ojciec. Siedzimy w paru przy stole i opowiadamy.Klamoty wziąłeś? . a on nic. I tak wiadomo. po sześćdziesięciu w wagonie. stojąc na apelu. Samochodami na dworzec. może dlatego że Kurt niedługo z niego wyjedzie. . . że jest okropnie.Frajer. a potem się na oczy nie pokazał dziewczynie. Potem wyjęliśmy wszystkie gwoździe z jednej ściany. aż złapali i wsadzili. . Pytali my go.Właściwie o obozie nikt dokładnie nic nie wiedział. na Pawiaku był jeden z Auschwitzu.niemiecka nacjonalistyczna organizacja kombatancka (1918-1935). Opowiadamy powieści i opowiadamy życie. A teraz . Auschwitz. Ale wiecie.Pewnie na rozprawę przyjechał. I to.Szkoda było. . że wziąłem. że na Zachodni. toby cię na pewno wiatr wywiał kominem .Właśnie. na lagrze jest już po apelu. to zobaczycie.Bałeś się obozu? . Nie wiedziałeś. . i tamto spoza drutów. wyrwaliśmy 52 Stahihelm (niem. Lorę) . Tylko mówił: „Przyjedziecie. to nie wyjdzie. Chciał kiedyś być muzykiem.platforma. wózek 6 . przy łopacie i lorze53. Zdobył wóz sportowy i szmuglował dewizy. Ale Bogiem a prawdą. wyrzucił go z domu. Źle: słońce świeci w plecy. Wszędzie się opowiadało: idąc po drodze na komando. Nie wywiał ciebie.Albo i nie. Pled i bonżurkę od narzeczonej. .” . nawet nie było tłoku.

myślę.rzekł z uznaniem Witek. zabili dwóch. . niebieskie. Noc była kwietniowa. Potem zwaliliśmy się na podłogę i leżeliśmy jak porznięte prosiaki. .deski i fraka! Ale na dachu był karabin maszynowy. 7 . też był od narzeczonej? . bez rzeczy! No. . .. ale jak zaczęli strzelać. gdy człowiek wyleci z zamkniętego wagonu! Niebo wysokie. Ciemność zbiegała się ku niemu. Pociąg od razu zatrzymano. Po paru krokach zdrętwiały mięśnie i zacząłem kuleć. W uszach szumiało. krzyk.. Czterech odprowadzili na bok..Właśnie. wszystko zabite deskami. W czarnej.Nie. Raz po raz głuche uderzenia. Z nosa ciekła powoli krew.Szliśmy do obozu niosąc trupy.. tośmy się uspokoili od razu. a trzeciego ranili w bok. zawsze od narzeczonej.Nie gorsze niż z babskiego lagru. I los. Eskortujący esman uderzył jeszcze paru przede mną i rzekł. od razu utłukł trzech pierwszych. nie gorsze. iż płonie na niebotycznej górze. potem dwie koszule. że za mną idzie moja narzeczona.. nic. Zdawało się. choć naciągnąłem na siebie zupełnie mokrą koszulę. Jechaliśmy stu dwudziestu.. że z sufitu lała się woda.Ale zawalasz. i rozumiecie. Ale nic nie wziąłem. bo mnie zrzucili ze stopni. widać. Gdy otworzono drzwi na rampie. bo miałem w niej Biblię. bo znaczyło to świeże powietrze. Puścili w kupę serię. Krzyczeliśmy za powietrzem i za wodą. niebieskie. jak będą strzelać. „Bracie. zdaje się. las. ale dosłownie. tylko zrobiło się bardzo ciepło. Nie macie pojęcia. jak wielki jest świat. Ale zawsze mocne.Był. Ni jednego okienka. aus. Zdjąłem z siebie sweter. I dobrze. ale jakie! . a nas zagonili do drugiego wagonu. żeś poeta . Nad nimi rwał się niespokojny rudy płomień. Ostatni wychylił łeb z wagonu i dostał kulę w kark. Mało cośmy się nie udusili w wagonie. i jeden ranny. teraz kaput! Nic. „Krematorium” . Tuż przed bramą dostałem bagnetem w udo. zimna. Ktoś z tym objął mnie i pocałował.Pled. . A ja siedziałem pod kupą ludzi na samym dnie. trzech zabitych. tylko w czapę! Trochę mi się żal zrobiło bonżurki. Słyszałem za sobą ciężkie oddechy ludzi i myślałem. Też mi go było żal. gdy wchodziliśmy w kratowaną bramę obozu: . bo strzelali.przeleciało szeptem po szeregach. . a my w kąt! Wrzask. że w ręce brać! Naokoło esmani. przyziemnej ciemności szeregami błyszczały światła obozu. Nie czułem zimna. z pierwszym łykiem odzyskałem zupełnie siły. to nie mnie pierwszego. Nie bolało. bracie” .zaszeptał. Tęskniłem do Oświęcimia. automaty w łapach. Krew spływała wzdłuż uda i łydki. Myślę: dobrze. Było tak duszno.Tu będziecie mieli dobry odpoczynek. wygwieżdżona.. drzewa aż pachną. Ciało opływało potem. piekło! Trzeba było nie uciekać! Tchórze! Zabiją nas! I przekleństwa.

Gazowali dawniej . że nie wróci.dziękuję 8 . że teraz nie mam czasu. Ale raz zrobiłem opatrunek jakiejś flegmony. jak to jest. kieszeń ropną. widzisz. I nie masz czym się chwalić.mówię . i co do Żydów.A z tego nic . jak 54 Spasibo (roś.wykąp się w łaźni. gdzie tu jest dobrze.Ja na tym bloku jestem od dawna i dużo pamiętam. zadowolone z życia. Miał flegmonę prawego pośladka. wiadomo. Na Budy. Noga bolała jak sto choler. bo posłałem. koło nas sonder. . Byłem wtedy flegerem w ambulansie. żeby nie stać. dobrze. „To czego się martwisz.my przecież też mamy matki. bandaż i won! Następny! Nawet człowiek na twarz nie spojrzy. wiecie.. A zdjęcia wyciągnąłem potem z ubrania.bo Żydzi jeżdżą jeszcze gorzej. I powiedz. bo dwa dni jadą bez jedzenia. który się do nas zawsze przysiada. Przyjechał z transportem.Żydzi. Ile przez moje ręce przeszło ludzi do gazu. oni jeszcze geszeft zrobią na tym swoim obozie! Oni i w krematorium.masa.Zobaczysz. Ale jeden wypadek będę pamiętał chyba przez całe życie. lignina. co to będzie i że on jest głodny.Spasibo54 panie fleger!” Takie to blade. jacy są Żydzi! . A w poniedziałek poszedłem na komando. wiecie. że trzeba pracować! Co miałem robić? «Idź. a potem pogadamy. i to dobry! . a nie płaczemy”. A tu komandoführer krzyczy. Cóż mu mogłem dać? Miskę zupy i czasem kawałek chleba.) . Nikt też nie dziękuje. „Żeby ty się wściekł z takim dobrze.dorwał się Staszek do głosu. i w getcie. Cierpiał okropnie. siedem kilometrów od obozu. a ktoś mi od drzwi mówi: . Ale odpoczynek jest. . ten od gryzioków. Płakał i mówił o matce. nosić telegraficzne słupy. ja ojca do komina posłałem!” „Nie może być!” „Może. Ukrywałem Toleczkę.» I ojciec poszedł do komory. że Aryjczyków teraz nie gazują. że mam fotografie?” Roześmieliśmy się. czy tam gdzie jeszcze. a rodzoną matkę sprzeda za miskę brukwi! Stoimy kiedyś z rana na arbeitskomando. to dobrze”. Ot. Swoją drogą. On z Mławy i ja z Mławy. Opatrunków za bardzo delikatnie nie robię.mówiłem mu . bo nie ma za co. zobaczył mnie przed komorą. „Co u ciebie.rzekł Witek . Mojsze. Zdania były podzielone i co do jazdy. „Cicho bądź . ojciec . mizerne. Pocieszałem go. kolegów i znajomych z jednego miasta! Już człowiek nawet twarzy nie pamięta. Mojsze? Coś taki nieswój?” „Dostałem fotografię swojej rodziny”. rzucił mi się na szyję. byle nie to.To było w czwartek w nocy. Pogmera się w łapie czy na plecach. zaganiałem ludzi. ledwo trzyma się na opuchniętych nogach. Wszystko. bo jakże? Przy mnie mój przyjaciel. pewność i zaufanie. czasu nie ma na dyrdymałki. . zaczął mnie całować i pytać. zwyczajnie .rzekł „tutejszy” fleger. Poszedłem go odwiedzić i zaniosłem mu zupy. potem całego uda. . jak mogłem. chłopy jak byki. bo skarżył się. przyjaciele i handlarze.

Mützen ab (niem. Zaniepokojony Kurt spytał.) ponimajesz (roś.mogłem. Ale jak się skończy wojna i ty przeżyjesz. Każdy myślał o swoich rzeczach. „Zapamiętaj: moja matka mieszka w Dalniewostocznym Kraju. Mützen auf!57 Założyliśmy czapki. Toleczka.Rozejść się! Rozeszliśmy się. tysiące ludzi zbitych. Mützen auf (niem. Häftlinge. gdy ich wieszano.. Kurt popatrzył na nas z uśmiechem i rzekł powoli. Po wojnie na pewno nie będzie granic. A adres matki Toleczki zapamiętałem dobrze: Dalniewostocznyj Kraj. Poszczułem.przerwałem mu.Häftlinge. Wied’ eto poślednij boj . czapki włożyć 9 . ponimajesz?55 . że zginąłem.. Na choince akurat zapalono światła.. gorod Chabarowsk. gorod Chabarowsk. złapano tam dwóch uciekinierów... ponieważ on i tak nic z rozmowy nie rozumie. Poszedłem do blokowego. ulica Lwa Tolstowo. ulica Lwa Tołstowo dwadcat' piat'.więźniowie.i pojedziesz do mojej matki. Wtedy wystąpił lagerführer.” „Nie wiem.„Rozumiem” . „Przeżyjesz dorzucił z uporem . Tak widać trzeba. czy przeżyję” . Jak byłem w Mauthausen. będzie jak świnia traktowany. Strzelił mnie w pysk i wyrzucił z budy.odrzekłem. abyśmy wszyscy zrozumieli: . Cały obóz był zebrany na apelu. Nie dali. powtórz”. stłamszonych na pryczach zawisłoby w powietrzu. bo jechał na wykończenie do Mauthausen. Witek mu streścił: . nie będzie państw. że idę do gazu.więźniowie. Milczeliśmy. Był w gorączce. zwrócił się do więźniów i zakomenderował: . Zapaliliśmy papierosy.Gadamy o obozie i czy świat będzie lepszy. Żeby nie było granic. akurat w Wigilię. co się stało. Byłby to widok wstrętniejszy niż średniowieczne obrazy sądów 55 Wied' eto poslednij boj (. zapisali. który mógł jeszcze Toleczkę wyciągnąć z listy.) rozumiesz 56 Häftlinge. Mützen ab!56 Zdjęliśmy czapki. .rzekł z naciskiem. „Pojedziesz do mojej matki i powiesz jej.) . Ani wojny. nie będzie obozów. koło wielkiej choinki.. czapki zdjąć 57 Häftlinge.To ostatni bój (.Poślednij. Na odjezdnym prosił o papierosy. Przyszedłem zaraz do niego. Milczeliśmy. Szarego.. Mówił do mnie: „To nic.) . Powtórzyłem. ale raz go znaleźli. przed wybiórkami. Toleczka poszedł do gazu.Ja opowiem bardzo krótko. Postawiono szubienicę na placu.. ludzie nie będą się zabijać. Lagerführer rzekł na tradycyjną przemowę wigilijną: . . Ani obozów.Kto się zachowuje jak świnia. Może źle zrobiłem. Szary w parę miesięcy później pojechał w transport. Mógłbyś i ty co opowiedzieć. VII Gdyby opadły ściany baraków.) . Powiesz?” „Powiem”. żeby nikt mu nie dał.

tyle mięsa. potwornej cywilizacji. Spalą. reszta należy do obozu. czapkę. że kłamał. i tyle czasu w dzień. Ale ani ten kawałek miejsca. usprawiedliwiali ojczyznami swoje intrygi. Kto wie. Zakładamy podwaliny jakiejś nowej. ani łopata nie jest twoja. wybiciem Kartaginy. odbiorą ci wszystko: ubranie. Pod każdą cegłą będą podłożone nasze 0 . i jak lubiłem Platona. lorze. bo ma ciało. Nie ma piękna. kilofie i łomie. zdradami. tory kolejowe. która tę krzywdę pomija.Spartakusa. która była olbrzymim koncentracyjnym obozem. walczyli o granice i demokracje. przemycony szalik. wały graniczne i budowle miasta! Ta starożytność.Scypiona. jeśli w nim leży krzywda człowieka. grodzimy grunta.ostatecznych. Teraz dopiero poznałem cenę starożytności. jak się da: wytatuowali na nim numer. niebotyczne pomniki. Jak umrzesz . Oni byli estetyczni i dyskutowali na niby. z kości ozdoby. żeby człowiek mógł pracować. Co prawda marnotrawią przy spalaniu tyle tłuszczu. tyle kości. ze skóry ludzkiej abażury. krwawa praca człowieka. chusteczkę do nosa. która była wielką zmową ludzi wolnych przeciw niewolnikom! Pamiętasz.wyrwą ci złote zęby. popiołem wysypią pola albo osuszą stawy. Dziś wiem. miejsca. żeby bezproduktywnie nie zdechł. to myśmy wiosłowali na galerach i ciągnęli sochy. które musi zajmować. pod dachem i na deszczu. autostrady. ale leży ciężka. aby zjadł. których kiedyś podbiją? Pracujemy pod ziemią i na ziemi. Zachwycamy się wycięciem Etrusków.Cycera czy Demostenesa. fabryki. Oni robili historię i byle zbrodniarza . Cóż wie starożytność o nas? Zna przebiegłego niewolnika z Terencjusza i Plauta. Nie ma prawdy. układamy cegły. przy łopacie. rwali marmur na świątynie i kamienie na drogi imperialne. To myśmy budowali piramidy. ani koszula. Ta starożytność. a oni pisali dialogi i dramaty. Nosimy wory z cementem. zna trybunów ludowych Grakchów i imię jednego tylko niewolnika . świątynie i greckie posągi! Ile krwi musiało spłynąć na rzymskie drogi.. Najbardziej wstrząsa człowiekiem widok drugiego człowieka śpiącego na swoim kawałku buksy. do państwa. żeby zaoszczędzić obroży. tyle ciepła! Ale gdzie indziej robią z ludzi mydło. Nie ma dobra. Jaką potworną zbrodnią są piramidy egipskie. może na eksport dla Murzynów. byle adwokata . Bo w rzeczach ziemskich nie odbija się ideał. podstępem i łupiestwem. Myśmy byli brudni i umierali naprawdę. pamiętamy doskonale. Prawo rzymskie! I dziś jest prawo! Co będzie o nas wiedzieć świat.. Ciało wykorzystali. Zachorujesz. jeśli zwyciężą Niemcy? Powstaną olbrzymie budowle. dali tyle snu w nocy. depczemy ziemię. gdzie niewolnikowi wypalano znak własności na czole i krzyżowano za ucieczkę. już poprzednio zapisane w księgi obozu. Jedno jest tylko miejsce do życia: kawałek pryczy. które na nią pozwala. I jedzenia tyle.

Dokonujemy olbrzymiej pracy. starców. ale my nie możemy. za dużo zarobiliście. Jesteś wprzęgnięta w mój los. Przy rozliczeniu rachunek okazał się tak fantastycznie milionowy.ręce. Tak samo firma Wagner i Continental od wodociągów. Jaworznie. filozofowie. które pozostały. że słuchasz uważnie. Nie pieniędzy. chorych. No tak. że za głowę złapał się nie tylko Auschwitz. firma Richter od studzien. Tak samo olbrzymia firma samochodowa Union. bunkry. Trzy lata temu były tu wioski i osiedla. adwokaci. oto są rachunki. będzie jeszcze przy nas nasza myśl i 1 . a SS dawało materiały. Janinie. Byli ludzie. ale sam Berlin. Potem przyszliśmy my. zaproponowała patriotyczna firma. To połowę. baraki. ale twardej. krematoria. Panowie. Twarze rodziców. Tyle tylko. Zakrzyczą nas poeci. Siemens od oświetleń i drutów elektrycznych. zrównaliśmy ziemię. i na tym stanęło. magazyny. co pozostali. kamiennej pracy. flegmonę i wszy. Stworzą piękno. musi kiedyś zażądać równoważnika tej pracy. Tak samo właściciele kopalń w Mysłowicach. powiedziano. Zrobił na Oświęcimiu olbrzymi interes i spokojnie czeka końca wojny. przyjaciół. odrzekła firma. Od tego czasu wszystkie rachunki firmy Lenz są odpowiednio obcinane. kominy. rzekł Berlin. rozmawiam z Tobą z daleka. Firma ta wybudowała nam obóz. co żyją dla nas i stanowią nasz świat. czym możemy się dzielić: przeżycie! I choćby nam zostawiono tylko ciała na szpitalnej pryczy. że masz dłonie nie do kilofa i ciało nie przyzwyczajone do świerzbu. Dziwne są dzieje tutejszej firmy Lenz. Pracujemy w fabrykach i kopalniach. drogi polne i grusze na miedzach. Widzę w ciemności Twoją twarz i choć mówię z goryczą i nienawiścią obcą Tobie. Wymordują nam rodziny. dobro i prawdę. nie towaru. potargował się jeszcze Berlin. hale. umiesiliśmy ją na błoto. płoty. to niemożliwe. wytwórcy części barakowych i ubrań pasiastych. Wymordują dzieci. Obóz wypożyczał jej więźniów. rozbiliśmy domy. Były pola. cementu. Wiąże nas nasza miłość i miłość bezgraniczna tych. na naszych barkach będą noszone podkłady kolejowe i płyty betonu. Postawiliśmy baraki. księża. Wygnaliśmy ludzi. kształty przedmiotów. tak samo zakłady rozbiórki szmelcu DAW. dostawcy cegły. wiem. I jest to najdroższe. Kiedy ludzie chorzy i ci po pracy idą spać. Przywlekliśmy ze sobą świerzb. Gliwicach. który przeżyje. z której ktoś ciągnie niesłychany zysk. Stworzą religię. aż tyle a tyle milionów! A jednak. Trzydzieści procent. I nikt o nas wiedzieć nie będzie. Lenz nie martwi się jednak: jak wszystkie firmy niemieckie powiększa kapitał zakładowy. Tych. Ten z nas. żelaza i drzewa. którzy nie byli lepsi ani gorsi od innych.

że gracie w czasie pracy zamiast obierać kartofle! Mnie zupa stoi bez kartofli! Ja wszystkie śluby mam w. . Jak to Hiszpan: miał jakąś Francuzkę. obładowuje się kiełbasami. Za nimi orkiestra in corpore58 za orkiestrą zaś wściekły esman od kuchni: .) . z bogatych zbiorów obozowych dobrano starannie krawat do skarpetek i dano ślub. Nazajutrz Francuzkę odesłano do Francji. że chce ślubu! Więc podanie do samego H. .Berlin kazał. dopasowano elegancki. a z nią dziecko. u nas. Elektryk jest łysy i nie ma zrozumienia dla naszej miłości. Elektryk się krzywi na każdy list. I sądzę. Chodzę do niego co rano z Kurtem (bo to jego znajomy) i oddajemy listy do Ciebie. I na pewno nie lubi bunkra. 58 In corpore (łac... w Auschwitzu. Bo elektryk nie ma zrozumienia dla naszej miłości. Następuje procedura odwrotna: elektryk sięga do buta. Jakoż wieczorem idę do niego. H. Elektryk powiada. z Hiszpana na gwałt ściągnięto pasiaki. który mu przynoszę. klatki o wymiarach metr na półtora.Kolego. nie bierze się za listy! A odpowiedź. Nowożeńców tymczasem sfotografowano i odstąpiono im na noc poślubną apartamenta puffu. Francuzka w krzyk. Ponieważ elektryk jest bardzo długi i byłoby mu w bunkrze niewygodnie. Przede wszystkim . Potem szli nowożeńcy do zdjęcia: ona z synkiem i bukietem hiacyntów na ręku. fantastycznie stary numer. a Hiszpana w pasiaczkach na komando. woreczkami z cukrem.. Bronił Hiszpan Madrytu. Po drugie zaś . . wszyscy razem 2 . natychmiast dać im ślub! Przywleczono Francuzkę z dzieckiem do obozu. oburzył się: Taki nieporządek w nowej Europie. jak jestem szczęśliwy. gdy chcę elektrykowi wręczyć papierosy: . a on z nią pod pachę.. bielizną damską.długi elektryk. tysiąc z małym okładem.Ja wam meldung zrobię. uciekł do Francji i przywieźli go do Oświęcimia. Elektryk. Jak dziecko nieźle podrosło.długi elektryk.. przez samego kapę pralni wyprasowany garnitur. a Hiszpan wciąż w obozie.w komplecie. Więc przede wszystkim . VIII Nie masz pojęcia.ślub Hiszpana. który wygnano na dziesiątkę.zaczęli go uspokajać inni dostojnicy. to przyniosę. jak będę mógł.Cicho. że godność człowieka naprawdę leży w jego myśli i w jego uczuciu. wyciąga kartkę od Ciebie. a gdzieś do buta wkłada kupę listów. oddaje mi i krzywi się niechętnie. A zupa może być przecież bez kartofli.nasze uczucie.

Wyobraź sobie . a z okien naszego grały im wyjątki z orkiestry: bęben. popatrzył na nas i nasze opatrunki. Zebraliśmy się na stryszku. przyszedł lagerarzt Rhode (ten „porządny”. Po czwarte zaś . U nas. co nie robi różnicy między Żydami a Aryjczykami). Śpiewał Franz pieśni austriackie. ale znalazły. pracują i tworzą. twojej narzeczonej. Po drugie . O nadchodzącym braterstwie ludzi tworzących. dali mi na drogę trochę lekarstw i parę książek. kończymy kursy. . Trochę zacinając się. Żegnaliśmy je muzyką kameralną. bo tu wieści są fantastyczne o stosunkach w Warszawie.rodzi się mesjanizm wśród zniszczenia i śmierci. w Auschwitzu. Długo mnie szukały. że właśnie ci musieli zginąć! Wiesz. O tym. w Auschwitzu. ten od Wiednia. jakby kija połknął.myśli Anioła Ślązaka. Więc jestem szczęśliwy. który w obcym języku pragnie oddać treść od serca. zwykła droga ludzkiej myśli”. Najcudowniejszy jest saksofon: łka i płacze. że Słowacki nie znał go. Od prawie dwu miesięcy nie miałem znaku życia z domu i niepokoiłem się strasznie. którą właśnie dostał z Wiednia. z Chicago i Kalkuty. Najpierw kobiety. jak człowiek. Więc przede wszystkim . Potem Franz rozłożył swoją paczkę.myślałem . Niedawno skończyły je flegerki z FKL. I prędko wyszedł. ślub Hiszpana.Cały zaś obóz chodzi. począłem pisać już rozpaczliwe listy i właśnie wczoraj. w Auschwitzu. Franz. których on nie rozumiał.ślub Hiszpana. śmieje się i błyska! Szkoda. bo stryszek zimny. przyszedł. Żyjemy. o największej pasji tworzenia.dostałem wczoraj listy z domu. pisze. Po trzecie zaś kończymy kursy.U nas. U nas. i piliśmy wieczorną herbatę. którzy niszczą. zrobił mi ostateczny wykład o sensie wojny. bo wszystko do kupy: długi elektryk. którzy pracują. tylko Andrzej zginął i Wacek „nie żyje”. w Auschwitzu. jak ostro stałem przeciw nim: ich imperialnej koncepcji budowania 3 . Jakże to fatalne. „Oto . a teraz my. i o ludziach. żegnają nas dziś przez cały dzień. Wtłamsiłem je do paczki pod jedzenie. „Lubimy cię i pamiętamy o tobie. O zwycięstwie pierwszych i o klęsce drugich. Zasiadły wszystkie u okna dziesiątego bloku. pracujemy i tworzymy. to nawet śluby dają. lepiej. i pamiętamy też o Tuśce. a ja mówiłem wiersze. Staszek pisze słowami bardzo prostymi. powiedział. z lądu i wyspy. że ci dwaj najzdolniejsi z pokolenia.długi elektryk. mówił o ludziach. że się bije za nas towarzysz z naszego pokolenia z Londynu i Uralska. że jest bardzo zadowolony i że teraz na pewno będzie u nas. pomyśl tylko! dwa listy: jeden od Staszka i jeden od brata. na pewno zostałby saksofonistą dla bogactwa jego wyrazu. saksofon i skrzypce.” Żyją.

może jako pamiątkę po nas? Jestem wdzięczny przyjaźni ludzkiej. ich teoriom sztuki narodowej. Myślę. ich filozofii mętnej jak sam mistrz Brzozowski. . I dziś zarzucę im ugięcie się wobec sugestywnych idei potężnego. pamiętasz.. tak ze środka dzieła. Odeszli tak bardzo należący do tego świata. bo mnie „wtrąciłaś” do obozu. Wydano je . i o tym. I milczymy jak ścinane drzewa. Odeszli tak niesłychanie żywi. Wiesz. podejmuję ten spór o sens świata.. Pustka. bo takie jest prawo ludzkie. jak rąbane kamienie.poezję i miłość i że nasze prawo do nich uznała. Jesteśmy niewrażliwi jak drzewa.pisze brat. Oby na drugim świecie znaleźli prawdę i miłość.. Że gdyby nie Ty. I pisze mi jeszcze brat o Twojej Matce. Jak wrócę. to ja itd. że zachowuje po nas . Odchodzą dalsi i bliżsi i już nie o sens walki.. nieobecność w niej poety. gdy oddziela nas próg dwu światów. jak kamienie. ta. próg. Drugi list jest od brata. że myślą o nas. co mi pisałaś? Pisałaś. że myśli ona o nas i wierzy. walki. I dziś zarzucę im bezideowość poezji. styl życia i oblicze poezji. I dziś. ich praktyce poetyckiej. że pustka wokół nas robi się coraz większa. jak to było naprawdę? 4 . iż wrócimy i będziemy zawsze razem. który nie zaznał tej okropnej atmosfery dławiącej nas.. że chowają wszystkie książki i wiersze. o chłopcach z mego pokolenia. ich stylowi życia świadomego i nieświadomego zakłamania. I teraz pisze mi. też rozstrzelana. która tak pięknie mówiła wiersze o harmonii i gwiazdach. że to symbolicznie splata się miłość nasza i poezja i że te wiersze. Żegnam ich. ale o życie dla ludzi kochanych niech modlą się ci. Ale widzę ich twarze przez próg innego świata i myślę o nich. że jesteś chora i że jesteś zrozpaczona. „Są to wiersze o twojej miłości” . Ewa. który i my przekroczymy. miłości. że nie jest naszym złem. A wiesz. na moich półkach bibliotecznych zastanę nowy swój tomik. nieobecność w niej człowieka. i czuję. Że tylko my zeszliśmy na dno. czołem bijącej o mur Awangardy. które pisane były tylko dla Ciebie i z którymi Cię aresztowano. wrócimy do świata. Ale stamtąd ludzie odchodzą . pustka coraz większa. podziw dla zła. którą dostałem od Ciebie w parę dni po przyjeździe do obozu. to pewne już z daleka zwycięstwo.wprost ze środka życia. W pierwszej kartce.żarłocznego państwa.. że na nas się skończy. którzy modlić się umieją. które budowali. Myślałem. jak serdeczne listy pisuje Julek do mnie. że „jeszcze nie jest tak źle”. ich nieuczciwości w rozumowaniu społecznym. której tu nie spotkali! . że czekają. którego wadą jest to. przyjaciół z innej barykady. zaborczego państwa. Że jak wrócimy.

. że nigdy nie żałowałem. Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem umówionym znakiem. Po południu był u mnie komplet . Przypatrywałem się długo drzewom Łazienek. Na schodach leżały niezwykłe ilości niedopałków i jeśli dobrze pamiętam. ślady krwi.) . nasmarowałem chorych na kręcę herbatą z mięty. Poszedłem po staremu na swój blok. iż jesteśmy razem.. gdzie trzeba. o książkach. że może z sąsiedniego pokoju nie usłyszę. że mówiłem coś o swojej pracy językowej. Od tego czasu minął rok. zamknąć w nie duszę swoją i kochanej kobiety. O życiu.zdaje się. które napiszę. ale myślę o nich. Wiem. że to są głupstwa.Było tak. powiedziałem. Ale piszę to po to. który robił punkcję. siedziałem znów przy telefonie. o przedmiotach. List do Ciebie . które będą u nas. i zdaje się. Nie pamiętam. który ważył dusze po to. bo przyrzekłaś. Nad ranem zasnąłem. IX Wróciliśmy już. Mam nawet pomysł na nasz ekslibris. wykręciłem psu ucho i poszedłem do Twojej Matki. to wróciwszy. Potem wziąłem dwa ostatnie zastrzyki prontosilu59 i posyłam Tobie. Wreszcie znalazłem jedną parę w długich. Matka była zaniepokojona o Ciebie. które będziemy czytać. ale żeby doszły.jak zwykle w środę . Będzie to róża rzucona na zamkniętą grubą księgę z wielkimi średniowiecznymi okuciami. Dla odprężenia poszedłem piechotą przez Puławską. Potem czekałem na Twój telefon. Nogi mają poza tym czarne okulary. bałem się. aby nauczywszy się zamykać ludzkie dusze w naczynia wiecznotrwałe. jeżeli. Ale zamknął tylko dusze dwu przygodnych cyrkowych błaznów. jak zwykle z teczką. O wierszach. Potem postałem z mądrą miną koło doktora. którym będziemy żyć. że musisz zadzwonić. są 59 Prontosil (łac. muszę mieć nogi. Otworzyli mężczyźni z rewolwerami w ręku. Pojechałem tramwajem do Marii.lek przeciwbakteryjny 5 . Ale może to sugestia. z książkami. bo je bardzo lubię. I nigdy nie myślę. Wiedziałem. abyś wiedziała. Z rana poszedłem do domu. Czytałem jakieś wycinki gazetowe i nowelę Maurois o człowieku. Nie dzwoniłaś. że zgasła karbidówka. a jego dusza i dusza kobiety musiały się rozwiać we wszechświecie. Poza tym cały dzień łażę za listem do Ciebie. Zjadłem śniadanie.to te kartki. czerwonych sznurowanych butach. A o te nogi się staram. czy byłem na obiedzie. że czekałem na umówiony Twój telefon od Marii. że mogłoby być inaczej. Jeśli byłem. że teraz to na pewno będę najlepszym flegerem wśród literatów. że będę na obiedzie i że się bardzo śpieszę. a dziś z rana umyliśmy pospołu podłogę. Lecz myślę często o przyszłości. Wreszcie nasz fryzjer blokowy (z cywila restaurator spod Poczty w Krakowie) Heniek Liberfreund uznał.

Przy moim szczęściu i obozowej zaradności. Czeski my zagazowali. słusznie rozumują. Szli odymieni. Z lasu ciągnie raz zapach sosen. to ty? Potrzebujesz czego? Jak masz jabłka. Wyciągnął serdecznie rękę..) . odgrodzonego od reszty obozu murem. Bloki nabite ludźmi.sanitariusz SS 61 Ordnung muss sein (niem. On miał więcej „szczęścia” i poszedł do sonder.Nie umarłeś jeszcze. . uginając się pod ciężkimi tobołami.szpital. a raz muzułmani z Buny. rewir 6 . A mnie też. Ja zachorowałem i poszedłem na KB62. Zawsze lepiej niż łopatą robić o misce zupy. jak jest ciężko.A. Nie zmieniło się nic.Nic ciekawego. Wychodziliśmy już z bloków po skończonej kontroli. Okropne są bloki obozowe zimą! Brudne buksy. przekleństwa i razy kotłowały się w powietrzu. Te bowiem muszą przejść przez naszą szrajbsztubę.To wiem i bez ciebie. .Nie.odrzekłem przyjaźnie.porządek musi być 62 KB (z niem. byliśmy na lagrze na kontroli wszy. Chyba że pójdę pod opieką. Czuję się nawet w nastroju podróżnym.Ordnung muss sein61.podłożyć go. powiadają. mają żonę na babskim i wiedzą. przyjaciela z naszego byłego komanda. Moi przyjaciele radzą wziąć pled i . a raz dymu. List tedy wysyłam natychmiast. Zaraz jednak chyłkiem poczęli się wymykać Żydzi na handel. nalani tłuszczem. a raz esmani na zmianę warty. Krankenbau) . czyli mniej poetycznie . Zahaczyłem jednego z nich. tylko błota dziwnie przybyło. Raz obiad na efekty. przy pierwszej wycieczce muszę wpaść. Krzyki. podwórza. Na porządku świat stoi. Raz jadą samochody z łachami. Spod bloków wyrwały się grupki ludzi. Same. Radziłem im wysmarować się balsamem peruwiańskim na świerzb. Nie darmo odwszenia trwają przez całe noce. I jeszcze rozglądam się po krajobrazie. Wiosną pachnie. dla przyjemności. Wreszcie sonder znikło w bramie swego. . wpadały w maszerujące szeregi i porywały upatrzone pakunki. jabłek nie mam dla ciebie . gdzie należy. lecz tego szmuglują najwięcej. Abramek? Co słychać? . Im wolno wszystko przynosić prócz złota. na organizację i w odwiedziny. . wymiecione klepiska i zastarzały zapach ludzki. gdy na lager wróciło z kremo sonderkomando. A osobiście? 60 SDG (z niem.. Nie zmieniło się nic. jak się nadarzy okazja. Dlatego list zabiorą ot tak. a sam staram się przyjść do Ciebie. ale wszy ani jednej. Sanitatsdienstgrade) . naszą trupiarnię i nasz SDG60 musi je własnoręcznie obejrzeć. Że wczoraj niedziela.barczyste i chodzą co dzień na FKL po trupy dzieci płci męskiej. Więc nogi chodzą na FKL i są wcale dla mnie życzliwe. Będą się ludzie topić w błocie.

.A taki.Winszuję .. Potem pali się samo i jest gemacht63. . jak cały świat. blok i znowu komin? Albo ja mam tu kogo? A. jak cały obóz.osobiście: wykombinowali my nowy sposób palenia w kominie. u nas.Osobiście? Jakie u mnie może być .Te. A wiesz jaki? Byłem bardzo uprzejmie ciekaw. bez entuzjazmu.) . chcesz wiedzieć . jak umiemy. fleger. w Auschwitzu. że bierzemy cztery dzieciaki z włosami. przytykamy głowy do kupy i podpalamy włosy.osobiście”? Komin. 63 Gemacht (niem. Jak by szło inaczej wytrzymać? I wsadziwszy ręce w kieszeń odszedł bez pożegnania. Roześmiał się dziwnie i popatrzył mi w oczy: .zrobione 7 . Ale to jest nieprawda i groteska. my musimy bawić się..rzekłem sucho.

letniego tłumu. mocno osadzone w ziemi. Wróciłem z piłką i podałem na róg. chorzy sami leżeli w łóżkach. Inni szli pod druty i rozmawiali przez całą szerokość rampy z FKL-em. Kiedy podlewane kwiatki podrosły. a myśmy grali w nożną. boisko do piłki nożnej. skończyliśmy boisko. Podlewało się to co dzień wodą przywożoną beczkami z obozowej umywalni. Z daleka widać było tylko plamy sukienek. pierwszy raz w tym sezonie.LUDZIE. którym szło się do białego domku. Wagony też odjechały. Co dzień po rozdaniu wieczornych porcji na boisko przychodził kto chciał i kopał piłkę. kobietami siedzącymi po ustępach i ślicznymi. wysztyftowanymi na ostatnią nitkę flegerkami. Za krematoriami lasek. Między jednym a drugim kornerem za moimi 8 . Potoczyła się w trawę. Z towarowych wagonów poczęli wysiadać ludzie i szli w kierunku lasku. KTÓRZY SZLI Najpierw budowaliśmy na pustym polu. Podnosząc ją z ziemi. Siało się szpinak i sałatę. Przeszła od nogi do nogi i wróciła łukiem pod bramkę. Wróciłem z piłką i wybiłem ją w pole. Tak się nie mówiło. Z prawa od pola były krematoria. Pole leżało „dobrze” . Teraz kwiatki rosły same. Właściwie nie żaden obóz kobiecy. wciąż zapełniona wagonami. Wybiłem ją na korner.i wystarczy.tyłem do rampy. Pobiegłem za nią. Mężczyźni zdjęli marynarki i świecili białymi koszulami. Ludzie usiedli na trawie i patrzyli w naszą stronę. a za rampą obóz kobiecy. dołączali do niego ciągle nowi ludzie z wagonów. Zakładało się trawniczki z wycinanej koło boiska murawy. tuż przy drucie. jedne za rampą. Była niedziela. słoneczniki i czosnek. Solidne budynki.z lewa cygański z jego wałęsającą się dzieciarnią. spojrzałem na rampę. leżącym za barakami szpitala. Piłka poszła na aut i potoczyła się aż pod druty. Wreszcie się zatrzymał. Znów poszedłem po nią. obok FKL-u. Stałem na bramce . drugie bliżej. Nie pozostał na niej ani jeden człowiek z barwnego. spory tłumek flegerów i podleczonych chorych otoczył boisko. Na rampę zajechał właśnie pociąg. które z drugiej strony rampy odkrzykiwały im. Widocznie kobiety były już ubrane w letnie stroje. Mówiło się FKL . Raz stałem na bramce. Budowaliśmy boisko wiosną i jeszcze przed jego skończeniem poczęliśmy siać pod oknami kwiatki i wykładać tłuczoną cegłą czerwone szlaczki naokoło bloków. I podnosząc z ziemi znieruchomiałem: rampa była pusta. Widać było doskonale bloki FKL-u. z tyłu drut. za nim rampa z szerokimi torami kolei. Pod drutami znów stali flegerzy i krzyczeli pozdrowienia dla dziewcząt. ktoś po nim uganiał się za kimś i na pewno za piłką. Pochód szedł wolno.

a wraz z ogniem podnosił się ludzki krzyk. Byłem zupełnie spokojny.którzy szli.ludzie szli i szli. lecz również życie. lepszego. Lecz u nas w nocy i w dzień czekały na stacji szeregi pociągów załadowane ludźmi. pokropiliśmy podłogę. Na odcinku C władowano do tych bloków po tysiąc i więcej młodych dziewcząt. Ale nie było papy na dachach. bez ruchu. Mieli zresztą jedną strzykawkę na cały blok. Miał się ruszyć front rosyjski i podejść aż pod Warszawę. aby nie było kurzu. ubrano w letnie sukieneczki bez rękawków. Zapewne.tą i tamtą drogą. które były przywożone jeszcze z rana z głównej poczty. Kiedy wstawałem z rana do mycia podłogi. niż jadałem w domu . bez słowa. Po południu przynosiłem paczki z magazynu. Nie panowałem już nad nim. Obie wiodły do krematorium. W ciepłe wieczory siadałem w drzwiach bloku i czytałem Monfrere Yves Pierre'a Loti . ani szmaty do ciała.w ciemności świeciły lampy nad drutami. Gotowe stały tylko baraki i ogrodzenia z na-elektryzowanego drutu. ludzie szli . W dzień doskonale było je widać przez 9 . życie w obozie. Obok naszego obozu roboczego był nie zamieszkały i nie wykończony odcinek C. Kobiety. W bloku było dużo słońca.ponad trzydzieści tysięcy kobiet. otępiały. Z lasu podnosił się ogień i rozświetlał niebo. Odmykano im wagony i ludzie poczynali iść .a ludzie szli i szli . Dwadzieścia osiem bloków . Birkenau leżało na mokradłach u podnóża gór. Ani łyżki. aż do zauny. choć czułem każde jego drgnienie. mężczyźni i dzieci. Kiedy siadałem do obiadu. ani miski. Pisarz roznosił listy. Wewnątrz mnie całe ciało drgało i burzyło się bez mego udziału. pofarbowanych na olejno łachów.ludzie szli . lecz słyszałem wyraźnie oddalony gwar wielu tysięcy głosów .plecami zagazowano trzy tysiące ludzi. zastrzyki i punkcje. Dnie były pełne wielkich wydarzeń. Doktorzy robili opatrunki.tą i tamtą drogą. Kobiety te ostrzyżono do skóry. z obozu. Niedługo potem poszedłem ze szpitala na obóz. Na wybrzeżu Francji lądowały wojska sprzymierzone. ale życie. która dla nich nie oznaczała tylko łaźni i odwszenia. Przy pryczach trzypiętrowych końskie bloki obozu w Birkenau mogły pomieścić do pięciuset ludzi. Wychodziłem nocą przed blok . fryzjerni i nowych. wybranych z tych ludzi .tą i tamtą drogą. Potem ludzie poczęli iść dwiema drogami do lasu: drogą wprost z rampy i tą drugą. Bielizny nie dostały. z drugiej strony naszego szpitala. pootwieraliśmy na oścież drzwi i okna. ale ciało buntowało się. Droga leżała w mroku. I nieśli tłumoki.tą i tamtą drogą. Patrzyłem w głąb nocy. a niektóre bloki nie miały prycz. ale niektórzy mieli szczęście iść dalej.

biodrzaste blondyny w wysokich butach z cholewami. ale kobiety. pchając przed sobą wózek z papą i smołą. Tyle zresztą było pożytku z tych wszystkich kołder. koce. Każdą rolkę papy.przejrzyste powietrze. Blondyny rewidowały nas i wpuszczały do środka. prominentom z komanda. każdy kubeł smoły blokowe musiały zapłacić. W dnie pogodne kobiety wychodziły z bloków i kłębiły się na szerokiej drodze między blokami. którą ubijał wielki walec. Potem wjeżdżaliśmy w głąb obozu między jakieś bloki i tam na placu rozpalaliśmy 0 .perskiego. naczynia blaszane i skrzętnie składali je do magazynu do dyspozycji szefa. Kryliśmy bowiem zorganizowaną papą i lepiliśmy zorganizowaną smołą. żywnością. Na bramie stały wachmanki. Nazwaliśmy ten obóz Perskim Rynkiem. Przychodziliśmy z rana pod jego bramę. świeżo zakładanych na wszystkich odcinkach Birkenau. Wtedy poznałem oblicze tego dziwnego obozu. Inni gmerali przy kanalizacji i umywalniach. Komando Wagner budowało na nim drogę z kamienia. zarządzającego esmana. gdzie trzeba. a murarze przynosili ukradzione żelazne piecyki i murowali. flegerkami z FKL-u. Oczywiście. Oddawały się im w nie wykończonych umywalniach albo w budach blokowych. które o dwadzieścia metrów na prawo stały od piątej rano na apelu. kobietami z bloku. Jak która. gwarnego rynku. Z daleka kobiety nią miały ani twarzy. stolarze robili budy i sprzęty do bud z zorganizowanego drzewa. sobą. Jeszcze inni kładli podwaliny pod dobrobyt odcinka: zwozili kołdry. Później szły same na kontrolę bloków. ani wieku. ponieważ ranki były niezwykle zimne i nasiąknięte mgłą. Barwne letnie suknie i kolorowe chusteczki zakrywające gołe głowy sprawiały z daleka wrażenie jaskrawego. Zapłacić różnie: złotem. Przez swoją egzotyczność . ruchliwego. Perski Rynek nie był obozem gotowym. koców i naczyń. część z tych rzeczy natychmiast szła na obóz. Rano tonęły we mgle i zdawały się być oszronione. Tylko białe plamy i pastelowe postacie. że można je było ukraść. Nie czyniono tego z nakazu ani przez litość. elektrycy zakładali światło. Wszystkie dachy nad budami blokowych na całym Perskim Rynku zostały pokryte przeze mnie i moich towarzyszy. były zsiniałe od zimna i tuliły się do siebie jak stado kuropatw. komandoführerowi. które objęły tu wszystkie funkcje. Niejedna z nich miała swoich kochanków wśród murarzy i cieśli. Nie robiliśmy tego również przez solidarność ze starymi numerami. Ranki te orzeźwiały nas przed upalnym dniem. Tak samo. Kapie. jak myśmy łatali dachy. rozkradana przez pracujących tam ludzi.

W końcu zaczęliśmy przychodzić z pustymi kieszeniami i nie dawaliśmy nic. zaplątane cherubinki na obrazie sądu ostatecznego. chleb. patrząc nam niespokojnie w oczy. . bez zwykłych kpin i szyderstwa. nie zważając ani na kontrolę esmanek. Spędzał z nią długie godziny.Im jest na pewno lepiej. Na pewno macie wszystko. kiedy trupy kobiet leżały pod wszystkimi blokami i gniły nie wynoszone ze szpitalnych łóżek.pytały się kobiety.. o dwadzieścia metrów na lewo stąd. tęgą. Budę miała urządzoną też na różowo i różowe firaneczki w oknie wychodzącym na blok.ogień i gotowaliśmy smołę.Tak długo żyjecie w tym obozie i nie umarliście. Dlaczego nie chcecie podzielić się z nami? Rozdawaliśmy im wszystkie drobiazgi. który chodził z olbrzymim rewolwerem przytroczonym do letniego białego munduru. Błagały o scyzoryk.ale pamiętam Mirkę. znające język tych kobiet. zimno. Blokowymi na Perskim Rynku były Słowaczki. a kał ludzki potwornymi stosami gromadził się w blokach.. jak wydawało się nam z perspektywy drugiego odcinka. Kobiety natychmiast oblegały nas tłumem. ołówek. ani na naszego szefa. kawałek papieru. Były wśród nich maleńkie dziewczynki z nie obciętymi włosami. Dziewczęta te miały za sobą po parę lat obozu. . . jeżeli istnieje sprawiedliwy Bóg . na szorstkich.Lecz przecież nie umarli? . chusteczkę do nosa. były matki szukające u nas śladu po swoich dzieciach.dobroć. sznurówkę. Te kobiety nie były jednakowe. Były mężatki rozpaczliwie proszące nas o wiadomości o zaginionych mężach. Pamiętały początki FKLL-u. Powietrze w budzie osiadało różowym refleksem na twarzy i dziewczyna wydawała się jakby osnuta delikatnym welonem. i opakowane miękko rzucał przez druty.czy tylko im jest lepiej? . jesteśmy głodne . brutalnych mężczyzn.. wywracaliśmy kieszenie na znak. .odpowiadaliśmy poważnie. łyżkę. Były młode dziewczęta patrzące ze zdumieniem na tłum kobiet koło nas i z pogardą na nas. zebrane z całego obozu.Nam jest tak źle.Wy przecież jesteście mężczyznami i możecie wszystko . który miał zepsute zęby. Pewnie.płakały . Zdejmowaliśmy koszule dla nich. śpiesząc się do swojej pracy. ale. Kochał się w niej Żyd z naszego komanda. Odchodziliśmy w milczeniu. Mimo zewnętrznej szorstkości zachowały kobiecą miękkość i . aby zapłacić za przywiezione koce albo sukieneczki z efektów. że już nic nie mamy. . Żyd kupował dla niej świeże jajka. miały swoich kochanków i tak samo kradły margarynę i konserwy. miłą dziewczynę w kolorze różowym.mówiły.. 1 .

Patrzcie. Z daleka widać było wagony idące wzdłuż rampy.Jakie ładne dziecko . że chciałbym mieć takie dziecko o rumianych we śnie policzkach i rozrzuconych włosach. Było jak róża w złotym otoku: rozpalone policzki i złota aureola włosów. że ładne! Ale ono może umrzeć! Muszę je ukrywać. . kiedy byłem bliski śmierci w obozie. Przywoziły nowych ludzi.A jeśli człowiek zrobi źle. Esmanka może je znaleźć. Usiadłem koło gotującego się kotła i mieszając smołę. przecież ono niedługo umrze! Powiedzcie. wskazując kobiety leżące głowa przy głowie na pryczach . którzy będą szli.krzyknęła Mirka .ujawnienie sprężyn. żeby nie poszło do gazu.Niech nie myślą . . Któregoś dnia Mirka podbiegła pod dach. która szła na zmianę. to będzie karany.Wierzysz w życie pozagrobowe? . . bo wyrastał. . Pomóżcie mi! Żyd położył jej rękę na ramieniu.pan wie.że człowiek ucieka od nich. co ja mam robić? Dlaczego ono tak nagle zachorowało? Dziecko spało bardzo niespokojnie. Nic im nie mogę dać.Ładne! . gdzie go nie posiali. . nieważność winy wobec istotnego 2 . W pewnej chwili złapałem się na myśli.szepnąłem cicho.mówiła. Roześmiałem się z niedorzecznej myśli i poszedłem na dach przybijać papę. na którym kładliśmy papę.Niech pan zejdzie! Może i pan coś pomoże! Zsunęliśmy się z dachu po drzwiach bloku. wysokie. a raz. rude dziewczynisko o szerokich stopach i czerwonych dłoniach. tylko parę kocy rozłożonych na łóżku i parę zawieszonych na sznurkach zamiast ściany. Rozumiesz . Kiwnęła ręką na Żyda i krzyknęła do mnie: .Szefa zwaliśmy słusznie Filipkiem. . Z lasu podnosił się dym.odpowiedziałam powściągliwie. ale nic od nich nie zabiorę. Drogą między odcinkami wracała do wagonów jedna grupa Kanady i minęła drugą. Wzruszyłem ramionami i wyszedłem z bloku. Otrząsnęła się gwałtownie i zaczęła łkać.Chyba tak. Pamiętam również drugą blokową. o ile nie ma jakichś wyższych norm sprawiedliwości niż ludzka. Chwyciła nas za ręce i pociągnęła do siebie. .Raz wierzyłem w więzieniu. myślałem długo. pobudki wewnętrzne. prawda? . Wprowadziła między prycze i wskazując na barłóg pełen kolorowych kołder i na dziecko leżące pośrodku rzekła z afektacją: .Czasami . Nie miała u siebie budy.spytała mnie podczas jakiejś żartobliwej rozmowy.

że wierzą? Przecież człowiek chce tylko ich dobra. aby nie myślały. kiedy same pchają się do gazu! Jakaś dziewczyna śpiewała na piecu modny przebój.rzekła spokojnie do wystraszonej śpiewaczki. Kobiety leżały piętrami na buksach. to wcale nie z cegielni. Ruda blokowa łaziła między buksami i zagadywała kobiety. która chora. jakbyś mógł? . Gdy skończyła. potem sporadycznie. To z waszych dzieci! A teraz śpiewaj dalej . choć nikt nie wymówił słowa. niech się nie zgłasza do lekarza. Wiadomo. Nie mówiłam wam.Ciebie! Ty przyjdziesz i pójdziesz. Zapchali ich do piwnicy i udusili gazem! Rozumiecie. nie wystarczy sama sprawiedliwość.A ty byś robił dobrze. Chcą. Deklamatorki i kazała mówić wiersze. który widzicie nad dachami. . Na bloku zrobiło się cicho.kiwnęła głową w nieokreślonym kierunku .nie trzeba karać? . Teraz wam powiem.krzyknęła. głowa przy głowie.syknęła i wskoczyła na piec. że ich . Czy zbrodnia popełniona na płaszczyźnie może być karana w przestrzeni? . która ciężarna.Złaź! krzyknęła do dziewczyny.Tyś jest mądry chłop! Ale zupy tobyś sprawiedliwie rozdać nie umiał. . żeby winowajcy też ucierpieli niesprawiedliwie. . ojcowie. ciągle pytają mnie. Trudno. . Ruda blokowa chwyciła się za głowę. bo mi was żal. żeby nie dać swojej kochance! . Ale jak im pomóc. . gazem! Jak miliony innych.Ja już nie mogę dłużej! Przecież to wstrętne . .Ale tak po ludzku.Pytałyście mnie. zeskoczyła z pieca i wyszła z bloku. żebyście wiedziały. . że Oświęcim i Birkenau szły od złego do dobrego. żeby do nich napisać. kobiety z buks zaczęły klaskać.Myślę.Nie szukam nagrody.sensu świata.Ciągle. normalnie! . Ten dym.krzyknęła. . jak wam mówią. .I myślisz. mężowie i rodzice nie są wcale w innym obozie. Dziewczyna uśmiechała się i kłaniała. którzy cierpią niesprawiedliwie.rzekła z ironią i weszła w głąb bloku. gdzie są wasi rodzice i wasze dzieci.Powinna być ukarana. jeśli zachorujecie! Wasze dzieci. To odczują jako sprawiedliwość. W nieruchomych twarzach świeciły się wielkie oczy. . Najpierw ludzie spali na podłodze bokiem i 3 . błagam. Najpierw bili i zabijali na komandach nagminnie. jak moich rodziców! Oni palą się na stosach i w krematoriach. bo i z wami zrobią to samo. W obozie zaczynał się już głód. ja kryję dachy i chcę przeżyć obóz.Cicho! . Proszą.Mnie też proszą. gdzie są ich matki. Wyciągała z buks śpiewaczki i kazała śpiewać. . że ludziom. niech siedzi w bloku! Myślisz. to jasne. Blokowa podniosła rękę. Tancerki i kazała tańczyć. a ja? Proszę ich.

do godziny dziewiątej. Wpierw ludzie stali po dwa dni na apelu.. małą zgrabniutką sprzątaczką z ustępu. że mogłoby być po dawnemu.też na tę drogę. Nikt się nie krępuje i nikomu sytuacja nie przeszkadza. Przynieś byle jaką szmatę. Plątały się koło nich kobiety. co chcesz. Oglądaliśmy znowu Oświęcim z czterdziestego roku. esmanki w butach z cholewami. Szły wszystkie . nie było takiej kanady na baby! Ustęp jest wspólny dla mężczyzn i kobiet. że przeżył. robiło się.. potem na pryczach. u nas cisza i miły chłodek od betonowych urządzeń. Na Perskim Rynku czas cofnął się wstecz. W pierwszych latach nie wolno było przysyłać paczek.tłok i wrzask. później pozwolono na pięćset gramm. Ponieważ nie pracowały. Czasami wchodziła esmanka na blok. O trzeciej po południu zaczynały apel wieczorny i dostawały kolację: chleb i dodatki do chleba. Po stronie kobiet . Od godziny piątej rano stały na apelu. Rozłożyste blondyny. Wtedy dostawały zimną kawę. Jak obóz obozem.obracali się na komendę.. U blokowych piło się herbatę albo szło się przespać na godzinkę do budy na gościnnie użyczonym łóżku. Wolny czas. Siedzi się tu całymi godzinami i prowadzi się długie dialogi miłosne z Katią. Człowiek już tyle widział w obozie. której u nas na blokach nikt nie jadł. Czasem wypędzano je z bloków w dzień na apel nadprogramowy. Ustawiały się ciasno piątkami i jedna za drugą wchodziły do bloku. Po trzech czy czterech latach nikt nie wierzył. tysiąc wybranych kobiet. już w sweterkach i pończoszkach. bo materiału było mało. to możesz z nimi zrobić. spędzaliśmy na Perskim Rynku u blokowych. brzuchate i wrzucały do środka „oka”. Śmierdziały potem i krwią kobiecą. 4 . Nie wolno było mieć kieszeni. i był dumny.ile chcesz. wreszcie .tą drogą. pod blokami albo w ustępie. W obozie było „coraz lepiej”. Pod blokami rozmawiało się z cieślami i murarzami. Wychodziły kobiety z buks i ogarnięte „okiem” szły pod bramę ..były to sztubowe trzymające się za ręce. Napełnione kobietami „oko” posuwało się jak makabryczny taniec pod bramę obozu i wsiąkało w „oko” ogólne. Zanim je policzono. tym lepiej jest w obozie. potem tylko do drugiego gongu. „Oko” .. Pytała. Pięćset. Im gorzej Niemcom na froncie. Tyle że przedzielony deską.dodatek za pracę. brzydsze. była prawie dziewiąta. i nawet pojedynczo na łóżkach. sześćset.. kobieta patrząca na kobiety. kto chce iść do lekarza? która jest ciężarna? dostaną mleko i biały chleb w szpitalu. Rozglądała się bo buksach. A że im będzie coraz gorzej. jak kto chciał. Tworzyły zamknięte koło. później pozwolono nawet na ubrania cywilne na terenie Birkenau. nie przysługiwała im culaga . wyciągały z szeregów chudsze. Kobiety pożądliwie chłeptały zupę. aby dzień zeszedł.

Na rampę nieprzerwanie podjeżdżały wagony i . nie mogąc wyjść do pracy.Iluż ich już przeszło? Od połowy maja prawie dwa miesiące. dzieci. którzy szli. Wyraża je tak samo jak drobne.Nie zabraknie. któremu tak spieszno do komory gazowej. Rozpalaliśmy ogień pod smołą i szliśmy na organizację. gestami pokazując.To weź inaczej: z Koszyc i Munkacza prawie sześćset tysięcy. Przez dnie i noce ludzie szli . ani od deszczu.Nie co dzień gazowali tyle. cztery kominy i parę dołów. widząc innego człowieka. podciąga spodnie i śmiesznie podrygując.Ja. Obóz patrzył na idących. do picia tym. Potem przyszły deszcze i wiał ostry wiatr. Od świtu do późnej nocy stał cały Perski Rynek na apelu. Staruszek kiwa głową. Gotowaliśmy kompot i nieśliśmy na dach. Skarby zabrane tym ludziom. biegnie za nią. co tu gadać. Orkiestra pod bramą grała fokstroty i tanga. że możemy wziąć. i poklepują po ramieniu jakiegoś staruszka.. dobrotliwymi uśmiechami zachęcając do marszu. że to już niedaleko. Zresztą. Potem wróciła pogoda. bo drogi były przez nich zatarasowane. Potem chodziliśmy na efekty smarować na nowo zaciekające dachy. luźnymi gromadami i trzymali się za ręce. Człowiek uśmiecha się ubawiony. .tą i tamtą drogą.. Często staliśmy rano. Szli powoli. Kobiety zdejmowały z rąk zegarki i ciskały nam pod nogi. leżały na wierzchu. . Inni smażyli boczek z cebulą i zagryzali 5 . Szli za drutami. a z Budapesztu? Ze trzysta tysięcy będzie? . nie przykryte ani od słońca. Patrzyli na nas z litością i rzucali nam chleb przez druty. Jeden przynosił wiadro z wodą. cholera ich wie. starcy. zwracając ku nam milczące twarze.Tak minął czerwiec. . Człowiek posiada małą skalę reagowania na wielkie uczucia i gwałtowne namiętności. który biegnie do rowu i gwałtownie ściągając spodnie kuca w nim. wszystkich przywieźli. Człowiek wzrusza ramionami i patrzy na drogę.ludzie szli dalej. Dnie były pogodne i smoła topiła się na dachach. Za gromadą ludzi powolutku idą esmani. ale chyba to się niedługo skończy? Przecież ich wszystkich wy tłuką. inny cukier. Używa wtedy tych samych prostych słów. Kobiety. którzy markowali robotę.Nie wszystko ci jedno? . zwykłe okruchy. inny worek suszonych wiśni czy śliw. Koło miliona! . Esman pokazuje mu oddalającą się gromadę. Piętrzyły się tam góry łachów i nie wypaproszonych tłumoków. Ranki wstawały przenikliwie zimne. Pokazują. licz po dwadzieścia tysięcy dziennie.

albo spychał żywcem do płonącego rowu.Pamiętaj. Kiedy napełnił się kobietami wybranymi z ludzi. szczelnie dokręcając śruby. Ci w obozie mieli swoje troski: czekali na paczki i listy z domu. Nie opłacało się ich gazować. Był tak samo nie zagospodarowany i tak samo instalowano tam budy dla blokowych.Ja jestem odważna! Widzisz. Przychodziło Sonderkommando i wywlekało trupy na stos. Perski Rynek. Trzask i woń palącego się tłuszczu i ciepło bijące z dołu przeraziły ją. urywany krzyk. i w podziwie podrapał się po głowie. prostaczy gest odprężyła się. Kobieta na ten ludzki. otwarto naprzeciwko Perskiego Rynku .tą i tamtą drogą. Z końcem lata przestały przychodzić pociągi. Nie patrz tylko. Ale on delikatnie pochylił jej głowę. które nie wystarczały nawet na porządne zasmarowanie kawałka papy. odsłaniając kark. Z dachów doskonale widać było palące się stosy i pracujące krematoria. organizowali dla przyjaciół i kochanek. FKL. otwierali okna i drzwi z boku i wywietrzali. Będę cię prowadził.stopień w SS odpowiadający starszemu sierżantowi w wojsku 6 . Potem przyzwyczaili się. nie wyswobadzając ręki. Człowiek. usłyszał jej okropny. deszcze przychodziły po suszy. Tłum wchodził do środka. co było pod ręką.) . drugą ręką zasłaniając jej oczy. . Meksyk. chwyciła go za rękę: . Kradliśmy wszystko. Noce zapadały po dniach. która nie chciała odejść od matki. prawie nie celując. matka poszła przodem. Coraz mniej ludzi szło do krematorium. obóz cygański. Ujął ja za rękę i powiódł. światło i wstawiano szyby. Zaczerwieniwszy się. rozbierał się. Rozebrano je obie w komorze.od nowa każdego dnia. zatrzymał się. Szarpnęła się. a potem esmani zamykali szybko okna.Bądź odważna . Dnie były podobne do dni. bądź odważna. Ludzie wysiadali z wagonów i szli . Ci z obozu czuli z początku pewną pustkę. którzy szli. I tak od rana do wieczora . Po paru minutach. który miał prowadzić córkę. i nieśliśmy na obóz.nowy obóz.Powiedz. uderzony cudowną pięknością jej ciała. W tej chwili oberscharführer strzelił. chodź. Zresztą nadeszły inne 64 Oberscharführer (niem. Człowiek pchnął kobietę do płonącego rowu i gdy padała. nie wstydzę się ciebie! Powiedz! . intrygowali między innymi ludźmi. Czasami po zagazowaniu takiego transportu przyjeżdżały spóźnione auta z chorymi i pielęgniarkami. Rozbierano do naga i albo oberscharführer64 Moll strzelał z floweru.odrzekł człowiek.chlebem z kukurydzy. Kiedyś samochodem przyjechała młoda kobieta. co oni ze mną zrobią? .

Dostałeś dzisiaj paczkę? Może sprzedasz jajka dla Mirki? Zapłacę markami.Czy człowiek będzie karany? Ale tak po ludzku. normalnie! I jeszcze widzę przed sobą Żyda z zepsutymi zębami. Pamięć ludzka przechowuje tylko obrazy. Ona tak lubi jajka.tą i tamtą drogą.ważne wydarzenia: ofensywa rosyjska. zakończona wystrzelaniem uciekinierów. bunt w krematoriach i ucieczka Sonderkommanda. transporty z obozu odchodzące co dzień na zachód. kiedy myślę o ostatnim lecie Oświęcimia. kobietę stojącą z pochyloną głową nad płonącym rowem. w nieznane. I dziś. bez szmaty do ciała. bez miski. 7 . bez łyżki. która krzyczy do mnie niecierpliwie: . powstająca i płonąca Warszawa. pyta się nieodmiennie: . na nową chorobę i śmierć. rudą dziewczynę na tle ciemnego wnętrza bloku. jak przychodzi co wieczór pod moją buksę i podnosząc głowę. widzę nie kończący się barwny tłum ludzi uroczyście zdążający . Potem rzucano człowieka z obozu do obozu.

pokryte świerzbem i wrzodami.Pani Haneczko. jak byłem 65 Bewegung.. Klucz jest chłodny i dobrze leży w dłoni.W takim małym? Strasznie dzielna z pani kobieta. gdybym nie wiedziała. Pani Haneczka uśmiecha się. jak jadłeś kartofle w łupinach. Pani Haneczka sypnęła parę garści zboża z sita zbiegającym się ku niej kurczakom. Myślę. nie hałasuj! Może byś jednak naprawdę coś zjadł? Właśnie idę do dworu. że rozumiem.Jadłem! Ależ. Drzewa tworzą wzdłuż drogi wysoki szpaler. Oparci na łopatach stoją koło mnie Grecy. najczulej dziękuję. ale obejrzawszy się.) . Metaliczny. surowy dźwięk rozchodzi się po całych Harmenzach i powraca z daleka niepodobnym echem. bo nasz nowy kapo. Kołysze się lekko po ziemi jeszcze wilgotnej. bo świeżo skopanej. . Ale ci ludzie z Salonik i winnych stoków Macedonii boją się cienia. i wznosi się nad głową seledynową kopułą pachnącą poranną rosą. esman od tyłu. Stoją więc w słońcu. to tylko nasz szef. . Nakryty cieniem siedzę w piasku i wielkim francuskim kluczem dokręcam złączenia wąskotorowej kolejki. Mam go w tym palcu.Kobieta zmienną jest.I z rozmachem walnąłem kluczem w szyny. Co chwila biję nim o szyny. Lecz cień kasztanów jest zielony i miękki. że dosyć mnie pani dokarmiała... . Pamiętasz.Dzień dobry.) .Ależ pilnie pracujesz dzisiaj. praca 66 La donna e mobile (wł. że to ty. Będzie upał.Ależ naturalnie. to ci przyniosę. .ruch. Trawa zielona jak plusz srebrzy się jeszcze rosą. . Bewegung. machnęła lekceważąco: . Arbeit65. wybijając na jej cześć melodię: La donna e mobile”66. Arbeit (niem. człowieku. ale ziemia już paruje w słońcu. i opalają niezmiernie chude barki i ramiona. pani Haneczko..Ach. które dla ciebie kradłam od kur? . Tadku! Dzień dobry! Nie jesteś głodny? . pani Haneczko! Absolutnie nie. Odurzająca woń bagna ciągnie od stawów.DZIEŃ NA HARMENZACH I Cień kasztanów jest zielony i miękki. a czuby ich rozpływają się w kolorycie nieba. Nie poznałabym cię. pieśń z opery Giuseppe Verdiego Rigoletto 8 . że nie wstaję z szyn. ale pani rozumie: wojna. . ja się nimi zażerałem! Uwaga. Przepraszam.Ależ. zdjąwszy koszule. A poza tym walę mocno w szyny.

.. Pani Haneczka wzbudziła pewną sensację wśród Greków. Jak nie miałem nic. ładne mydło. odwracając na moment głowę: . a co najmniej niezaradny . nazwą . . byłabym zapomniała. jak go złapię. compris67. . ukradli jak zwykle? . pokrzykiwał coś. no. aż koło kartofli. Odwinęła papier...Obiad jak zwykle. żebym nie wiedzieć jak owiązał paczki sznurkami i drutem. oddaj ten pakuneczek dla Iwana. patrz.rzuciła z lekką ironią.Ależ gdzie madonna! .. jakie ładne mydła. . camerade filos..rozumiesz 9 .I ukradli jak zwykle. oddałem jej zawiniątko. Spojrzałem na pole ku rozrzuconym grupom pracujących ludzi. tłukąc przez pomyłkę kluczem w palec . dziwnie znajomy. . jak umiałem.Pani Haneczka gut. a teraz znów to mydło. Aleś dziecko! Co do mydła masz się wcale nie martwić....Wyobrażam sobie.Rzeczywiście. .Dziękuję! I począłem znów dzwonić kluczami o szyny i dokręcać zluzowane śruby. dostałam dziś od Iwana dwa ładne kawałki. Pani Haneczka roześmiała się na głos.. pod kasztanami. zawsze rozwiążą.obruszam się. .odparowałem. . gdyż przynosi im czasem kartofle. Ach.Ale a propos niezaradności: miałem dla pani dwa piękne mydła z najśliczniejszą.to znajoma.. Greco bandito? 67 Compris (franc. Parę dni temu zorganizowali mi butelkę miodu.i. bo pani Haneczka odeszła już i tylko z daleka rzuciła mi. .biedny.rzekła kładąc pod drzewem małe zawiniątko. ale uczciwy . Teraz. jaka może być. Ale biedny będzie złodziej.Ale biedny będzie złodziej . nie spostrzegłszy. dostrzegłem Iwana: jak pies owczarek naokoło trzody czujnie obchodził swoją grupę ludzi. extra prima. czego z odległości nie było słychać. Podszedłem i przyjrzałem się dokładniej: na obu wielkich jak od Schichta kawałkach wytłoczona była kolumna i napis „Warszawa”.) .rzekłem.Warszawa” i. . że mówię w przestrzeń. i wymachiwał wielkim odartym z kory kijem. . Milcząc. to spałem spokojnie. W ostatniej.A tu. to słonina .. To twoja madonna? ..

A teraz pracujcie. bo nudno z wami. .No to co. ciągnął: . wiecznie. Greco gut człowiek. tylko za szyję. Ale Beker.rzekł wysuwając się zza innych stary.. a wzrok jego począł uważnie obejmować mój tułów.rzekł głucho.Greco niks bandito.Ty niks gut. Ręce Bekera kurczowo ujęły trzon łopaty. Idę gdzie indziej.Przecież i ty byłeś głodny. Nic by ciebie nie kosztowało. laborando. uśmiech łagodzi napięte rysy twarzy. Niech wam przyniesie. Może to nieprawda. żeby tak przyniosła z kubeł kartofli. puść tę łopatę. Oparł łopatę o ziemię i stanąwszy nade mną. że byłem? . który zna dwanaście języków z południa . szyję. Ale dlaczego ty nic od niej jeść? Kartofel. ..Za cóż to? .A zabijałeś ludzi? A wieszałeś ich na słupku za głupią ukradzioną kostkę margaryny albo za bochenek chleba? . starszy. nie patrz tak bojowo. . Popatrzył na mnie z góry. wiecznie głodni. laborancie. to cię jeszcze dobiję. siwawy Żyd. prawie z pogardą. że jest na kwarantannie twój syn. rozumiesz? A wiesz za co? .my jesteśmy głodni. Kościste ramiona przeciągają się.Beker. . compris. tragarz z Salonik.Ty.Jak długo siedzisz w obozie? 0 . . ale nie za ręce. ale czającej się gorączki w oczach nie może zgasić. niks gut .kręcił głową stary Grek.Prawda . głowę. bo ukradł chleb.Bydlę! . więc umiesz nas zrozumieć. skłonny nieco do melancholii. że źle zrobiłeś . Ale żebyś wiedział: będziesz zdychał. mięśnie. odczep ode mnie ze swoją filozofią i zajmij się lepiej ziemią i łopatą. .A drugiego syna powiesiłem w Poznaniu.Ty się.A właśnie. mam co jeść. . wiecznie. gruby Żyd. to ją poproście. jakby oddzielone osobno.Wieszałem złodziejów. mówią. . Tadeusz. . A może to nieprawda. Słowo kubeł przeciągnął długo i marząco.wybuchnąłem.Nie jestem głodny. że byłeś lageraltesterem w żydowskim lagrze pod Poznaniem? . że to syn kazał ciebie zabić za tamtych z Poznania? . patatas? . był już spokojny i opanowany. Pod oparszywiałą świerzbem i wrzodami skórą grają dziwnie wyraźnie.Za Poznań..Jak jesteście głodni. Beker.

ale ty głodu to tak naprawdę nie zaznałeś.A ty. .Cóżeś się tak wystraszył? Będzie. to znam życie. uderzył o szyny francuski klucz. laborando. Boisz się. gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka jako na obiekt do zjedzenia. z których nagle uciekła wszelka treść... A wiesz. Drogą chodzili ludzie ładnie ubrani.Głód jest wtedy prawdziwy. Tu doprowadziłem je 68 Presto (wł. jak nowemu człowiekowi. przyglądając się uważnie.. co to jest głód.A gdy milczałem i tylko od czasu do czasu stukałem kluczem o szyny i machinalnie oglądałem się na lewo i na prawo. takie kobiety. . nucąc modne tango. presto68 . Rozumiesz? . II Szyny mojej kolejki ciągną się wzdłuż i wszerz po całym polu. taka zwykła wieś. bardzo cię lubię .Uśmiecham się złośliwie. Albo młode pary. i odchodzę. . parę miesięcy.był mały. ciągnął: . . Przyglądałem mu się ciekawie. co za masło kupowali wódkę.rzekł niespodziewanie . Ja już miałem taki głód. że będzie.. u nas ludzie żywcem chcieli się zjadać! I co. wzniosły się ciężko trzymane w pogotowiu łopaty. Ja byłem lageraltesterem. A myśmy brukiew.. o pół kilometra od nas. Tadeusz.. Na przykład w niedzielę do kościoła. powiem ci coś na odchodnym: dziś będzie na lagrze wybiórka. . patrzą nieruchomo przed siebie. . zwane „krematoryjnym”. czy nie idzie kapo. A dalej wieś. Do obiadu jeszcze daleko. Puste oczy człowieka.To co innego. miałem nie zabijać kucharzy. Mam nadzieję. co? .Zależy. a za chleb papierosy? Mój syn kradł. zza zakrętu drogi bowiem wynurzył się esman na rowerze i przejeżdżał obok nas. Tam ludzie mieli wszystko. Ja jestem tragarz. Esman zniknął za drzewami. że razem ze swoimi wrzodami pójdziesz do komina. a ty też tylko twoją porcję jadłeś? . rad z pomysłu. Grecy zapadli w zwykłe odrętwienie. .tam . Tuż obok drogi. i tyle.Uważaj! Laborando.O.Wybiórka? Skąd wiesz.Która godzina? .szybko 1 .Wiesz. Beker. człowieku.Nasz lager .Nie wiem.wrzasnąłem nagle. co? Nosił wilk... Natychmiast pochyliły się niżej karki. łopaty opadły i znieruchomiały.) .. ... to go też zabiłem.

tę płytę trzeba położyć przy trzecim inkubatorze. .ja będę wam ale pomagał. Może się kogoś poniesie na lager. wypina zębate jak u ryb łuki kręgosłupów. gorąco dzisiaj? . Tory chodzą tak i siak. za ciężkie.Hoooch. zu schwer. . Tłum półnagich ludzi otoczył ją. pochylił się i wczepił w nią palce. Zakotłowało się naokoło płyty. . zwisają luźne i bezwładne. na pochylone aż ku ziemi głowy.Poprowadzisz prosto do rowu. zawisła nad głowami ludzi i ruszyła.Do góry! .zgodnym chórem powtarza tłum. na zgięte karki. Trzon łopaty bębnił. przytknięte do płyt.Doguri! Nagle na ten krąg wyprężonych grzbietów. au. Skopany przez towarzyszy. przecierał ręką czerwoną. ktoś przewalił się ciężko przez płytę. bezmyślnym spojrzeniem. raz tam. . wyczołgał się z kręgu i podnosząc piaskiem i łzami uwalaną twarz znad ziemi.Ale tam jest wał ziemi po drodze. a tam.. kolego. Okropny wrzask ludzki buchnął nagle i urwał się. Do góry! .jednym końcem do kupy spalonych kości przewożonych przez auta z kremo. Kapo. dla lepszego efektu podnosząc sugestywnie rękę jak dyrygent. grożąc w każdej chwili upadkiem. a płyta dźwignęła się do góry i chybocząc się ciężko. sam nie mogąc za bardzo ustać na nogach. żeby dać suchy podkład zbyt bagnistej glebie.wrzasnąłem. obijał skórę na kościach i głucho stękał po brzuchu. tam znów położyłem je wzdłuż wału trawiastej ziemi. . a drugi utopiłem w stawie. Ale ręce. ówdzie wyjechałem nimi na górę piasku. pochyla się jak najniżej. do góry! . Za ciężkie. na sflaczałe ręce posypał się grad uderzeń. Gorąco dziś.. jęknął: . gdzie się krzyżują. jakby tych ludzi widział po raz pierwszy.Do roboty.Gorąco..Ty. co? 2 . którą przenosi się raz tu. . wypręża mięśnie tułowia. Potem zwrócił się do mnie: . . Wstawaj! Ano jeszcze raz Hooch.rzucił odchodzącym kapo . gdzie ostatecznie kości te lądują.Doguri! . A na wieczór zrobisz mi cztery pary noszy.Zu schwer. Ludzie szarpnęli raz i drugi.. jest olbrzymia żelazna płyta obrotowa.To go przekop. kolejarz. obrzękłą twarz o żółtych plamach i wodził za nimi roztargnionym. która pójdzie na piasek. który będzie równomiernie rozprowadzony po polu. Dysząc ciężko. Do południa musi być zrobione. ssał chciwie. prawda? A szyny? .Wy psy .Wsadził rozharataną dłoń w usta.

Ale wiem. .bije ludzi. 69 Keine Angst (niem. żrą trawę i lepką glinę. W skąpym cieniu murowanego inkubatora kucnął kommandoführer. Głodne.Dziesiąta . Przekopuję wał. Ale to nieprawda. kulejąc.Rozumiesz. Ukradkiem opatrują sobie rany. żeby być świeższymi i raźniejszymi na wieczór. Straszliwym wysiłkiem dociąga się szyny. na wyżerkę. Ale. jeszcze żywe trupy. Boże. że dobrze. Ruszają się. wysuszony esmanek w rozchełstanej koszuli.Gorąco. Innym jest wszystko jedno. Idzie na dwór.) . Bo tam zginęło drugie tyle Niemców.Kolejarz. wybiórki nie będzie. . nie? Jak myślisz? .. Rozumiesz? ..) . zrywają bandaże. dzieci. poręczna łopata „sama” chodzi w dłoniach. Kiwa kilkakrotnie głową i odchodzi.. Słońce wychodzi wysoko na niebo i grzeje coraz dokuczliwiej.nie ma strachu 70 Gleisbauer (niem.My wszyscy . chodzą osowiali. daj mi cytrynę.Która godzina. Grudy wilgotnej ziemi poddają się łatwo i miękko wylatują w powietrze. keine Angst69. . Ale wszyscy Niemcy będą kaput.Pewnie. Czy to prawda. kapo. że pójdziemy do krematorium? Już wszyscy wiedzą o wybiórce. .Pod Orłem padło trzysta tysięcy bolszewików. Umie boleśnie smagać szpicrutą. gorączkowe postacie łażą nieporadne. wszyscy Niemcy . Dobrze jest pracować. Wszyscy: kobiety. zgonione. żeby były czyściejsze i mniejsze. spryskują się wodą. . Wczoraj ciął mnie dwa razy przez plecy. gołymi palcami dokręca się śruby. Nie mam w kieszeni. Dalej. podważa kilofem. .robotnik kolejowy 3 . Greco gut. jak się zjadło na śniadanie ćwierć boczku z chlebem i czosnkiem i zapiło się puszką skondensowanego mleka. mały.krematorium.To dobrze. pokrwawione. Wojna fini. Zmęczył się łażeniem wśród kopiących. dalej z tą płytą! Do trzeciego domku! Kapo się patrzy! . jak tak dalej pójdzie. aby nie czuć głodu. masują mięśnie. jeszcze dwie godziny do obiadu. żeby uniknąć bicia. że tam mu nic nie dadzą .Gleisbauer70. co tam nowego słychać? Śmigam łopatą i przybijam ziemię na wierzchu. kolego? .Niech kapo przyśle do mnie pipla. nie podnosząc oczu od szyn. A bolszewicy będą za rok tutaj. Walczą o byt ciężko i bohatersko. Kładziemy płytę. Lekka. .mówię.krematorium. że dziś będzie w obozie wybiórka.Boże.

patrząc mi prosto w oczy. Mały czerwony trójkąt z cyferką „3277” przyszyty do piersi chwiał się dziwnie i rozrastał w oczach.. pieśń komunistyczna 4 .. a wreszcie repertuar z lewej strony. już byś nie żył. .dodałem przezornie. potem Warszawiankę i Rotę.To taki bardzo międzynarodowy slogan. fragment Międzynarodówki 72 Rotę Fahne (niem. obrzękła twarz. czerwona.Czerwony sztandar. ..Daj mi go. Bardzo mi się podoba.I wy to nazywacie katorgą! Trzeba było być jak ja na Kaukazie! . Cherlak pod murem śmieje się szeroko i dobrodusznie: ... stary srebrny grat ze śmiesznymi rzymskimi cyframi. potem stare tango o Rebece. Kupiłem go za paczkę fig. Właśnie gwizdałem Międzynarodówkę.spytał kapo. wtórując w myśli: Eto budiet poślednij i rieszitielnyj boj71 . z rozmaitych stron . a pół z politowaniem: . . .. Ale ten. . . Po czym siada znów w cieniu i podkula nogi. panie kapo.Jedenasta. Odrzucił trzon od łopaty.) . co? Milcząc podnoszę zegarek i zaczynam gwizdać ze złości. .. bo jest podobny do zegarka ojca. Rozpościerała się nade mną olbrzymia.A to znasz? .No.Kommandoführer. Najpierw foks o wesołej Joannie.. a trzon od łopaty niepokojąco chwiał się w powietrzu. podniósł kij i pokiwał głową. Cherlak wstał spod muru i spokojnie wyjął mi go z ręki.Co gwiżdżesz? . .) .Gorąco dzisiaj. z domu. Nagle urwał.uśmiecha się złośliwie i zadaje sakramentalne pytanie: .Bój to będzie ostatni. I ochrypłym głosem zaczął śpiewać Rotę Fahne72. Zamachnął się i cisnął zegarek o ścianę.Nie mogę. trochę..spytał.Tak myślisz? . Lubię go.. pół z pogardą. oczy zalśniły mu niespokojnie.gdy nagle przesłonił mnie wysoki cień i ciężka dłoń spadła mi na kark. bo to mój własny.Nie możesz? To nie.A znasz ten slogan? .Daleko do obiadu? Wyciągam zegarek. Podniosłem głowę i zamarłem. .Żeby to prawdziwy SS słyszał. Nieskazitelnie białe pasiaki odcinały się ostro od dalekiej zieleni drzew. już zasypaliśmy jeden staw kościami ludzkimi. a ile zasypano 71 Eto budiet poslednij i rieszitielnyj bój (ros.

Z daleka słyszę jeszcze głos kapy. a ta dziewczynka to córka unterscharführera73. świński psie . widocznie znudzony. . nie wolno grandy robić. jest . matowym kolorze. tak. Zdążyliśmy na czas. Rzucam łopatę i znikam za węgłem inkubatora. Rzuciłem na nich nienawistne spojrzenie. . Trzeba samemu spróbować. którzy gapią się na proceder pełni zrozumienia. ma opalone. którzy też 73 Unterscharführe (niem. stój! . Wysokie kasztany szumią. i o białych. Ma pan rację. brązowe ramiona. a w skrzyneczkach rosną jakieś dziwne fioletowe kwiateczki. Każde komando ma swoje kotły poznaczone kredą. coś kotły zamienił! Czekaj. a na jego miejsce podstawiam nasz. Jest to cień południa. z drugiego komanda. dobrze.Tak. Obchodzę je dookoła.przedtem. cień jest jeszcze zieleńszy. To żeby nie przywlec żadnej zarazy na Harmenze.Te. Aha. A ten dworek z różyczkami i firaneczkami to jego dom.Bierz ludzi i idź po obiad. III Wychodzimy drogą prowadzącą przez Harmenze.Trzymaj pysk. tylko przekręca łbem. ochrypły i dychawiczy: . daje się ciągnąć za uszy. Po wyjściu na drogę trzeba koniecznie przejść obok malutkiego domku o oknach z zielonymi okiennicami. Obchodzę ostrożnie z boku to świństwo i wyłazimy społem na drogę. sięgając po upuszczoną szpicrutę. o brązowym podgardlu.gromko wołam na Greków. ale jakby suchszy. trzeba przebyć parę metrów grząskiego. gdzie rzędem poustawiane stoją kotły z zupą. Pies. Pies jest rasy doberman.stopień w SS odpowiadający plutonowemu w wojsku 5 . . . zabierać. nikt nam jeszcze nie ukradł. Na schodach z ganeczkiem oplecionym ciemnozielonym bluszczem bawi się mała dziewczynka z wielkim mrukliwym psem.Zabierać! . Trzeba ich wszystkich wybić do nogi. to są świńskie psy. lepkiego błota. Przywiózł je samochód z obozu.) . które w środku mają niezgrabnie wycięte serduszka. ani ja nie wiemy. te dwa rzędy należą do kobiet. Dziewczynka jest w białej sukieneczce.Pięć naszych. i kreślę nowe znaki kredą. wpółzesuniętych firaneczkach. Jak wyschłe liście.wołają tamci. . Pod oknami pną się delikatne róże o bladym.i wstał spod muru. o połowę mniejszy. panie kommandoführerze. tego ani pan. oganiając się od much. gospodarza w Harmenze. Zanim się wyjdzie na drogę. a ile poszło do Wisły.monologuję głośno i ciągnę kocioł sąsiedniego komanda. ziemi zmieszanej z trocinami i polewanej odkażającą substancją.

łopaty szczękają żywiej. Znam jej smak.Kto ci zamienił? Trzymaj pysk. Słonina przemiękła mi w kieszeni i mam brzydką plamę na spodniach. Długi rząd ludzi w pasiakach stoi nieruchomo przy czarnym wale ziemi. przez nieskończenie długie pół sekundy trzymam dłoń na pokrywie i . człowieku! Tamci biegną. machnie łopatą i zapadnie tak samo w bezwładne otępienie. Włażę wprost na Iwana. a moją familię rozstawiają z uporem po kątach. lecz oczami. Grecy co parę kroków stawiają kotły na ziemi. Ale wszystko jest w porządku: dziś ja. Podchodzę uroczyście do środkowego kotła. 6 . Obok klęczał stary. kto pierwszy. gorącą maź. Nasz patriotyzm komandowy nie wychodzi nigdy poza ramy sportu. zaufany Grek i pakował coś do jego torby. . jak tamci są już przy kotłach i klną mnie w żywy kamień. woda. Wielkim łukiem obchodzę teraz pole ku grupie Iwana. klnąc po swojemu „putare” i „porka”. woda. zmieszany z kurzem. znikają za żerdzią oddzielającą świat od Harmenze. który zdziera nawierzchnię łąki przy kartoflach. ciągnąc kotły po ziemi. tylko się spóźnili. choć póki się da. gdy Iwan zobaczywszy mnie rzucił na worek marynarkę. Stawiają kotły i wyczekująco patrzą mi w twarz. Kładę pokrywę na kocioł. Siedzi w swej wnęce i kozikiem wyrzyna na korze grubego drąga ozdoby: kwadraty. ale Grecy. ktoś przegnie się. włókniste łodygi pokrzyw. nie posiekane. Za chwilę poruszy się ktoś inny. Od czasu do czasu ruszy się łopata. Zupa bulgocze w kotłach. Nie pracują rękoma. o zgniłym kolorze i ohydnym zapachu.już idą po obiad. Ale wszyscy poznają po kolorze. ten lepszy. ciężko wygramoli się dozorca. wyprostuje się z wolna. zamrze na chwilę w tym ruchu. dźwignie łopatę i zastygnie na długo w półobrocie. Na powierzchni pływają żółte oka margaryny. wężyki. W milczeniu znosimy kotły na dół. Zdążyłem jeszcze dostrzec białe. serduszka. słyszę. pierzaste skrzydło i czerwoną głowę gęsi. Kilkanaście par oczu gaśnie w zniechęceniu: pokrzywa. dziwnie wygiętą na grzbiet. jutro oni. wolno odkręcam śruby. jak zwierzę zwane leniwcem. popychając i poganiając się wzajemnie. Na moment świat ciemnieje w oczach dźwigających ludzi. stękając. w nie dokończonym geście. latają puste. kanciasto. biała ciecz chlupie w kotle. że zupa do samego dna jest taka sama: woda... że pod spodem leżą całe. Przełażę za nimi ostatni. Oddychają ciężko jak ryby wyrzucone na brzeg i ukradkiem zlizują palcami cieknącą wąziutkimi strugami spod nie dokręconych pokryw lepką. członki poruszają się jak w kinie: śmiesznie. brudem i potem rąk. gdzie panuje wilgotny cień świeżej ziemi. bo sam te kotły nie tak dawno nosiłem. Rzadka.podnoszę. Gdy pojawi się na horyzoncie esman lub kapo albo spod wnęki. ukraińskie napisy.

Takie buty dają u was? Patrz. wąsaty post z paru trójkątami wysłużonych lat na ramieniu.To horoszo74. a po drugiej stronie.Widziałeś je? . blad’75! Za takie dwa kawałki tylko tyle dała? Ciasta ci nie dała? . a potem oczyścimy rów. Jest wymiętoszona. . może dlatego. rozparzona i żółta. IV Nad samym rowem wyrósł tatarak.Co to będzie tu robione? . Widziałem to mydło.przekleństwo 7 .. Chwilę patrzymy sobie twardo w oczy.A nie sprzedałbyś mi tych swoich butów? 74 Horoszo (roś.rzekłem krótko. Na nosie prawego łata.Iwan poruszył się niespokojnie we wnęce. Grecy zjadają go na surowo. Iwan rozwija słoninę. .dobrze 75 Blad' (ros. gdzie stoi głupi. Mdło mi się robi na jej widok. półbuty bardzo wymyślnie na modę węgierską dziurkowane. . w jakich ja chodzę. . . że zbyt wiele boczku zjadłem z rana i jeszcze mi się odbija. za którą dałem chyba z kilo pomidorów. I za mało ci dała. Post podchodzi bliżej.O. oślizłe dziwotwory. ręcznie szytej. rosną maliny o bladych. .Grobla.Od pani Haneczki .A wiesz. Rozkraczam się nad rowem i łopatą powoli przesuwam po dnie.) . Zwłaszcza ode mnie. Więcej ci się należy. .Kazała ci podziękować za mydło. wijącego się węgorza. Ja je wczoraj kupił od Żyda z Kanady. .Iwan patrzy na mnie podejrzliwie. Postaram ci się oddać.odrzekłem wskazując mu na jedwabną koszulę. .Skąd masz takie ładne buty? Buty mam istotnie ładne: na podwójnej podeszwie.) . . Iwan. Bardzo się jej podobało. Stoję ostrożnie. panoszą się w niej jakieś zielone.Dostałem w obozie razem z tą koszulą . ludzi pognać do roboty. Dałem trzy jajka. . Dnem rowu biegnie mętna woda. Pokazuje mi buty zmarszczone i popękane.Trzeba iść. . panie post.Widziałem. czasem ze szlamem wygarnie się czarnego. rzeczywiście dała ci za mało. przygląda się w milczeniu. Kiwam w zrozumieniu głową.Nie mówiła nic? Miała przynieść jajka? . jakby zakurzonych liściach. by nie zamoczyć butów. Przynieśli mi je przyjaciele z rampy.

przechylając się nad wodą. . Poza tym za takie buty pół litra wódki murowane.rzekłem wskazując na małego chudego Żydka o kaprawych. przy wale. będzie pewnie siedział aż do końca wojny. .co fałszywie śpiewał 8 . mój przyjaciel zaczął śpiewać hymn narodowy. Podniósł głowę.Wy wszyscy tak mówicie! . jak nikt nie widzi. co nosi darń .O. Złapali. .rzekł sięgając po torbę.) . była łapanka. Klnę brzydko pod nosem.Wszystko wolno.W zelówce istotnie jest szpara: chowa się tam czasem parę dolarów. Mego przyjaciela aresztowali za to. że nie jestem głodny. 76 Was falsch gesungen (niem. a post ogłupiały patrzy na mnie. Raz nawet pomylił marsz niemiecki z marszem Chopina.Jakżeż ja mogę sprzedać panu własność obozu? Jakżeż ja mogę? Post opiera karabin o ławkę i podchodzi bliżej do mnie. ten. nie wolno nam tam chodzić. Sięgnąłem łopatą i zmąciłem obraz. Ale jeśli pan post ma chleba za dużo. podniósł w zadumie karabin i bawiąc się zamkiem zarepetował. czasem jakiś list. I powiedzieli. Post syknął coś i odszedł w stronę ławki. jak tylko umiem. zaczepiła się o coś twardego. to proszę rzucić chleb. Chleba dostałem w tym tygodniu szesnaście bochenków z Warszawy. nie wszyscy. Usiadł. Po tamtej stronie rowu ciągnie się linia wart i postom wolno strzelać do ludzi. oddasz go Żydom . . . warszawiak. Łopata. Dostaniesz chleba. . którą bez przerwy poruszam po dnie mulistego rowu. załzawionych oczach . . chodź.Podniosłem na niego wzrok pełen bezgranicznego zdziwienia. Post zagryza wargi i patrzy na mnie ze ściągniętymi brwiami. która odbija jego postać. Uśmiecham się najprzyjemniej. bo jest zupełnie niemuzykalny. dostajemy w obozie takie porcje. Chleba i słoniny mam dosyć. to cała historia. falsch gesungen.Was falsch gesungen?76 . A że śpiewał bardzo fałszywie.Niestety. . którzy pracują tam. Bili go nawet. ale nic z tego. więc go zamknęli. jakby coś sobie przypominając.O nieprawda.Szedłem ulicą.to bardzo porządny chłopak. aż się nauczy nut. rozumie pan post. Ale jeśli pan post chce. mam w chlebaku. Szarpię: drut. czasem parę marek. to niech da tym Żydom. . zamknęli i przywieźli. Uśmiecham się więc wyrozumiale.Ty.Za co ciebie zamknęli? . gdy podczas nabożeństwa śpiewano pieśni kościelne. dam ci chleb.Dziękuję. O. Za łebek dostają trzy dni urlopu i pięć marek. że dotąd nie wypuszczą. Zupełnie niewinnie. Zresztą te buty nie są dobre: zelówka się odrywa. Raz w Warszawie. że fałszywie śpiewał.

Ale jak mówisz do SS-mana. który nagle przemówi. ale post odkłada nagle torbę na ziemię. jak tu niektórzy gęsi łapią i wieczorem smażą w bloku. Morowa kobieta! Tylko chciałaby wszystko wiedzieć o Iwanie. Ale wiesz.Od czego jesteś pipel. takie miłe dziecko Warszawy. ja zakrztusiłem się śmiechem.. coś słodkiego. gdy nadszedł pipel od kapa. nie. za co. a twój kapo zupę je. panie rottenführer1.G.Ale za co ja dostałem. albo na pasącą się krowę. chwycił się krzaków malin i wjechał do szlamu. .Pipel. prawie wprost pod nogi posta. .a teraz się oczyść.Nie pchaj się na ochotnika .. Wyciągam cytrynę. mnie obchodzi. . Mam. Tadek. układając go równo i starannie po drugiej stronie. Szmuglował. albo na pasące się bydło. Dowódca warty podszedł bliżej i popatrzył na nas tak. nic nie rozumiejący. Janek. co ty tu robisz nad rowem! Możesz nic nie robić. bardzo dużo błota. Kończymy właśnie szlamowanie rowu. jadłem na dworze. chodź tu. Wiesz dla kogo. Pomogłem Jankowi wyleźć z błota. Staję w wyczekującej pozycji. który pracuje obok mnie.Niech nie bije ludzi. Smakowały mu wczorajsze pokrzywy? Pipel patrzy na mnie badawczo.wszystko bez szczególnych wydarzeń”..odrzekłem . to mu dadzą. która zacznie śpiewać modne tango.Dobra. które ciągną wóz. . Słuchaj. . . Nie umiesz organizować. nie masz co do jedzenia? Ale wiesz.rzekł do niego. Rottenführer zaś rzekł: . Albo jajek. . jak kapo pójdzie na dwór. które nic z obozu nie rozumie i chyba do końca nie zrozumie. choć ma dopiero szesnaście lat. Rottenführer77 ocknął się i spojrzał na mówiącego więźnia ze zdziwieniem takim. Dostałem od pani Haneczki trochę jajecznicy. Niemiec.) . Wtedy rottenführer podniósł rękę i trzasnął go z całej siły w twarz.ja naprawdę złapię. że .Powiedz mu to. . to masz czapkę zdjąć ze łba i opuścić ręce. Zabulgotała woda. wygarnia pracowicie szlam. zrywa się i melduje przechodzącemu dowódcy warty. ja nie jestem głodny.Rottenführer odszedł.Chodź no tu . słoninę i cebulę. Janek uśmiecha się szeroko w jego stronę i kiwa porozumiewawczo głową.Rów oczyszczamy. Sięgam po chlebak. Jest to młody. przeskoczył rów i podszedł. Janek odłożył łopatę. Post z drugiej strony przygląda się milcząco. za co? . to mu nic nie dają. Nie. Przypatrz się. był w wojsku. jak patrzy się na pociągowego konia. Janek potoczył się. jak się patrzy na parę koni.spytał zdumiony. . 77 Rottenführer (niem. ale bardzo sprytny chłopak. . przekładam bochenek chleba.stopień w SS odpowiadający kapralowi w wojsku 9 .

- Tadek, mów od razu, przecie się rozumiemy. Na kogo chcesz mnie napuścić? Wzruszam ramionami. - Na nikogo. Ale przypatrz się dobrze gęsiom. - A wiesz, że wczoraj znowu zginęła jedna gęś, a unterscharführer zbił kapę po pysku i zabrał mu ze złości zegarek? No, idę i popatrzę. Idziemy razem, bo jest już przerwa na obiad. Gwiżdżą przeraźliwie od strony kotłów i machają rękoma. Jak kto stoi, rzuca narzędzia. Łopaty sterczą na wałach. Z całego pola idą powoli ku kotłom zmęczeni ludzie, chcąc przeciągnąć błogą chwilę przedobiednią, głód, który zaraz będą nasycać. Spóźniona ciągnie za wszystkimi grupa Iwana. Iwan zatrzymał się nad rowem przy „moim” poście i rozmawia z nim długo. Post pokazuje ramieniem. Iwan kiwa głową. Wrzaski i nawoływania przynagliły go do pośpiechu. Przechodząc koło mnie, rzuca: - Zdaje się, że dziś nic nie upolujesz. - Dzień się jeszcze nie skończył - odparłem. Rzuca mi z ukosa złośliwe i wyzywające spojrzenie. V W pustym inkubatorze pipel rozstawia naczynia, wyciera stołki i nakrywa stół do obiadu. Pisarz komanda, grecki lingwista, kurczy się w kącie, żeby wydać się jak najmniejszym i najbardziej niepozornym. Przez wywalone drzwi widać jego twarz koloru gotowanego raka, o oczach wodnistych jak żabi skrzek. Na dworze, na placyku otoczonym naokoło wysokim wałem ziemi, posadzono więźniów. Siedli, tak jak stali, po pięciu, szeregami i w grupach. Siedzą ze skrzyżowanymi nogami, wyprostowani, ręce opuszczone są do bioder. Podczas wydawania obiadu nie wolno im się ruszyć. Później będą mogli przegiąć się w tył i położyć się na kolanach towarzysza, ale biada, jeśli złamią szyk szeregów. Z boku, w cieniu nasypu, niedbale siedzą esmani, maszynowe pistolety położywszy nonszalancko na kolanach, wyciągają z toreb i chlebaków chleb, smarują uważnie margaryną, jedzą powoli i odświętnie. Do jednego przysiadł się Rubin, Żyd z Kanady, i cicho z nim rozmawia. Załatwia interes - dla siebie i dla kapy. Sam kapo, olbrzymi i czerwony, stoi przy kotle. Biegamy z miskami w ręku niczym najwytrawniejsi kelnerzy. W całkowitym milczeniu podajemy zupę, w całkowitym milczeniu wyrywamy przemocą menażki z rąk, które chcą coś z pustego dna jeszcze wygrzebać, jeszcze przedłużyć chwilę jedzenia, jeszcze raz oblizać miskę, ukradkiem przeciągnąć palcem po dnie. Kapo odskoczył od kotła, wpadł w szeregi: dojrzał. Kopniakiem w twarz obala liżącego miskę, kopie raz i drugi w podbrzusze i

00

odchodzi, depcząc po kolanach i rękach, ale ostrożnie omijając jedzących. Wszystkie oczy patrzą z wysiłkiem w twarz kapy. Jeszcze dwa kotły: dolewka. Co dzień kapo rozkoszuje się tą chwilą. Za dziesięć lat obozu należy mu się ta pełnia władzy nad ludźmi. Końcem chochli wskazuje, kto zasłużył na dolewkę: nie pomyli się nigdy. Dolewkę dostaje lepiej pracujący, silniejszy, zdrowszy. Chory, osłabiony, wyschły człowiek nie ma prawa do drugiej miski wody z pokrzywą. Nie wolno marnować pokarmu dla ludzi, którzy niedługo pójdą do komina. Vorarbeiterom należą się z urzędu dwie pełne miski zupy z kartoflami i mięsem, wygrzebanej z dna kotła. Z miską w ręku oglądam się niezdecydowany, czuję na sobie czyjś uporczywy wzrok. W pierwszym rzędzie siedzi Beker, wyłupiaste oczy utkwił pożądliwie w zupie. - Masz, zjedz, może to ci nareszcie zaszkodzi. W milczeniu chwyta miskę z rąk i zaczyna łapczywie jeść. - A miskę postaw koło siebie, żeby pipel pozbierał, bo dostaniesz od kapy w mordę. Drugą miskę oddaję Andrzejowi. Przyniesie mi za to jabłek. Pracuje w sadzie. - Rubin, co post mówił? - pytam półgłosem, mijając go, aby pójść do cienia. - Post mówi, że Kijów zajęli - odpowiada cicho. Zatrzymuję się zdziwiony. Kiwa mi niecierpliwie ręką. Odchodzę w cień, podkładam pod siebie marynarkę, aby nie pobrudzić jedwabnej koszulki, układam się wygodnie do snu. Odpoczywamy, jak kogo na to stać. Kapo poszedł do inkubatora i po zjedzeniu dwóch misek zupy zasnął. Wtedy pipel wyciągnął z kieszeni kawał gotowanego mięsa, pokroił go na chlebie i począł jeść ostentacyjnie na oczach głodnego tłumu, zagryzając mięso cebulą jak jabłkiem. Ludzie porozkładali się w ciasnych szeregach jeden za drugim i zakrywszy głowy marynarkami, zapadli w ciężki, niespokojny sen. My leżymy w cieniu. Naprzeciw rozłożyło się komando dziewcząt w białych chusteczkach. Z daleka pokrzykują coś do nas i na migi układają całe historie. Ten i ów kiwa porozumiewawczo. Jedna z dziewcząt klęczy całkiem z boku, a w wyprostowanych nad głową rękach trzyma belkę, wielką i ciężką. Co chwila esman, pilnujący komanda, popuszcza smyczę psa. Pies rwie się jej do twarzy, ujadając wściekle. - Złodziejka? - domyślam się leniwie. - Nie. Złapali jaw kukurydzy z Petrem. Petro uciekł - odrzekł Andrzej. - Wytrzyma pięć minut? - Wytrzyma. To twarda dziewka. Nie wytrzymała. Ugięła ręce, rzuciła belkę i upadła na ziemię, głośno zanosząc się płaczem. Andrzej odwrócił się i spojrzał na mnie.

01

- Nie masz, Tadzik, papierosa? Szkoda, ot życie! Po czym owinął głowę w marynarkę, wyciągnął się wygodnie i zasnął. Układałem się i ja do snu, gdy szarpnął mnie pipel: - Kapo cię woła. Uważaj, bo zły. Kapo obudził się, ma czerwone oczy. Przeciera je i patrzy nieruchomo w przestrzeń. - Ty - dotknął mi grożące palcem piersi - dlaczego oddałeś zupę? - Mam co innego jeść. - Co on ci dał za to? - Nic. Kiwa głową niedowierzająco. Porusza ogromnymi żuchwami jak krowa żująca pokarm. - Jutro w ogóle zupy nie dostaniesz. Dostaną ci, co nic innego nie mają do jedzenia. Rozumiesz? - Dobrze, kapo. - Dlaczego nie zrobiłeś czterech trag, jak ci kazałem? Zapomniałeś? - Nie miałem czasu. Kapo widział, co robiłem przed południem. - Zrobisz je po południu. I uważaj, żebyś sam na nich nie leżał. Ja ci to mogę zrobić. - Czy mogę już odejść? Dopiero teraz spojrzał na mnie. Utkwił we mnie martwy, pusty wzrok człowieka wyrwanego z głębokiego zamyślenia. - Czego ty tu chcesz? - zapytał. VI Spod kasztanów doszedł mnie zdławiony krzyk człowieka. Zbieram klucze i zakrętki, układam tragi jedną na drugiej, rzucam Jankowi: - Janek, weź skrzynkę, bo się mamusia będzie gniewała - i podchodzę w stronę drogi. Na ziemi leżał Beker, charczał i pluł krwią, a Iwan kopał go, gdzie popadło: w mordę, w brzuch, w podbrzusze... - Patrz, co ten hadiuka zrobił! Cały obiad ci wyżarł! Złodziej przeklęty! Na ziemi leży menażka pani Haneczki z resztą kaszy. Beker jest cały umazany w kaszy. - Wsadziłem mu ryło do menażki - rzekł, ciężko dysząc. Iwan. - Dokończ go, muszę iść. - Umyj menażkę - rzekłem do Bekera - i postaw pod drzewem. Uważaj, żeby cię kapo nie złapał. Właśnie zrobiłem czworo noszy. Wiesz, co to znaczy?

02

gdzie stoi post. links. Warszawiaku 03 . . gdy idę na przełaj. repetuje karabin. lewa.Patrz. . ce lewa. a ce prawa. ce lewa. . I że to jest bardzo śmieszne. Koło rowu. taj dywyś. ze strachu szurając nogami po ziemi. omijam ich z boku i idę wzdłuż rowu. co słychać? . niem.czortowe wy dieti. Uczułem. . jak może: .Pokaż na ręce.Coś ty teraz mówił? O Kijowie? Wy tu plotki polityczne rozpuszczacie! Wy tu tajną organizację macie! Numer. du. widzicie. Ja mówiłem o kijach.Tadek. zostawiając głębokie ślady. właśnie to on mówił . Andrzej przywiązał im po kiju do nogi i tłumaczy. Jest bardzo podniecony. stój! Stoję.Halt. długo szuka ołówka.. karabin pochylił jak do szturmu. Nie umieli maszerować.Na drodze Andrzej ćwiczy dwóch Żydów. Post zamierzył się karabinem. . halt. jakby była ciastem. że z daleka nie widzi. lewa 79 Halt. że się muszą nauczyć. numer. . wyciąga świstek papieru. Wrzeszczą.Tak. . Kijów zajęli.A nic.A czy to prawda? .) . taj dywyś.) . links”78. Nagle słyszę za sobą wołanie: .Stój. 78 Czortowe wy dieti.i za chwilę niespodziewanie po polsku: .Ty jesteś ale zwariowany! Ja jeszcze dzisiaj zamelduję na polityczny! Numer. Pan post słabo po polsku rozumie. delikatnie ubijając ją i głaszcząc łopatami. numer! ... Ogromny tuman kurzu wzbija się wysoko w górę.Stój. które Andrzej przywiązał Żydom na drodze.Przepraszam. Grecy otwierają szeroko oczy i maszerują w koło. jak ze mnie coś odpływa. du. Post przedziera się przez krzaki jeżyn.wy diablęta. „planują” ziemię. ale trochę ochłonąłem.stój. pan post nie zrozumiał. a ce prawa. podaj swój numer! Dygocąc ze złości i wzburzenia. Warschauer (niem. links (ukr. ty. panie post. tak. jakby chciał mnie sięgnąć kolbą przez rów.Śmieszne pytanie! Tak drąc się na cały głos. halt.Sto dziewiętnaście. links.. Wyciągam ramię z wytatuowanym numerem i jestem pewien. . . sto dzie. pracują nasi chłopcy. . kapo połamał im na łbach dwa kije i zapowiedział.Chodź bliżej.potwierdza zgodny chór. ten od butów. Warschauer!79 . stój. że to lewa. a to prawa. stój! Po drugiej stronie rowu dobiega do mnie pędem „mój post”.

coś ty najlepszego zrobił. .. Ręce kapo rozprężyły się z wolna i opadły wzdłuż boków. Ręce. bo mi szkoda. ja czarno widzę przed nami. Niech mnie to kosztuje. Ty daj buty. Rubin chowa zegarek. 04 . Nie chodzi i ma pęknięte szkło. że prowadzę tajną robotę. niezdecydowanie macha trzonkiem od łopaty.Dałem zegarek. słyszę z daleka: .. bo post chce mi robić meldung na polityczny za to. . To morowy chłop. Szczęka zwisła lekko jak u psa. a może dasz te buty dla posta.Kolejarz! Biegnę na przełaj przez pole. Skamieniałem ze strachu. nie spuszczając z niego oczu.. Jak można tak głośno krzyczeć? Ty mnie zniszczyć chcesz. Ale mam zegarek. cóżeś ty zrobił? I co to będzie? . a ja z nim obgadam. daj swój.Przecież ty wszystko powiesz.. Kapo wszystko widzi.przemknęło mi w myśli).A to świetnie.Tadek. Ty. Za miotły można dostać w obozie chleb lub zupę.Tylko za długo żyje.Oj. . Dałem mu zegarek. wypaliłem jednym tchem: . Ja z nim handlowałem. a w kącikach ust pojawiła się piana. kula przeszła na ukos przez pierś i wyszła tyłem przez kark. żeby naciąć gałęzi na miotłę. Tadek. Odchodzę zły. Bez najmniejszego ruchu („To dzikie zwierzę” . .Ja wiem i ty wiesz. ale sicher ist sicher. „Biały Wańka” parę dni temu wlazł na brzozę rosnącą na linii postów. Pewne jest pewne. Może post robić meldunek. Butów nie dam. Oczy kapy nabrały złowieszczego wyrazu. ale tuż za węgłem dogania mnie Rubin. Słuchając opowiadania. nic cię nie kosztował. a palce nerwowo się kurczą: .Kapo przecież widział. Przynieśliśmy chłopca do obozu.Coś handlował z Rubinem? .Tadek. któremu jest zbyt gorąco. ale ja nie jestem „biały Wańka”. powie się i o tym. .Nie wolno mi.. . że to ja. ja spróbuję z nim pogadać. Tadek.A co ma być? .Coo? . Oj. olbrzymie goryle ręce kołyszą się miarowo.Ręce powoli poczęły się podnosić ku mojemu gardłu. Post złożył się i strzelił. Zresztą. ale od czego ty jesteś. On się na pewno zgodzi? Nu. .Czego ty się boisz? U nas nie sypią. .

prawda? . kupiec z Salonik. podrywa się na baczność i ściąga czapkę z głowy. Cztery pary wychudłych ramion pchają wóz raz do przodu. Zdaje się. Dziękuję i odchodzę w stronę warsztatu. zbliżył się nad rów. Unterscharführer. Stary Grek. wykoleił się na samej scheibie. ten od Iwana. Podkładamy kołek.wrzasnął kapo na mnie.Oni nie umieją chodzić! . że znowu zginęła gęś? . wstawili na szyny. Grek zasłonił się ręką.Camerade. raz do tyłu. wysuszony Grek. zeskakuje z roweru czerwony ze zdenerwowania: . Rozkołysali. Post wstał z ławki. O Dieu.wykończ ich 81 Nous sommes les hommes miserables. Andrzej położył mu kij na gardło. Los! Poleciałem ścieżką. Rubin nie ma zegarka na ręku. Gdy odeszli. O Dieu.Nous sommes les hommes miserables. . . Boże 05 . Kapo gestykuluje gwałtownie trzonkiem łopaty. podszedł do posta Rubin. które jest tak samo niebieskie i blade. uderzony z tyłu rowerem. camerade.) . zatrzymuje mnie po drodze. już włazi na 80 Konczaj ich (ros. Czapkę ma nasadzoną na łbie. VII Podnosimy wagonik. . Odszedłem prędko w swoją stronę. W tej chwili czyni błyskawiczny ruch. . Z daleka widzę. zaskowyczał i upadł. że ciebie dziś poniosą do obozu.Idź do roboty. ten esman to z obozu.Jak nie umieją. odrzuca łopatę i podnosi do góry ręce: .Co się tu dzieje na tym zwariowanym komandzie? Dlaczego ci ludzie chodzą tam z poprzywiązywanymi kijami? To jest czas pracy! . gospodarz z Harmenze.To dziś już naprawdę będzie wybiórka? I w dziwnej egzaltacji siwy..) . Naładowany do pełna piaskiem.Podziękuj panu postowi. Odskakuje. to ich zabić! A wie pan. podnieśli przednią parę kół. konczaj ich!80 Kapo kazał! Andrzej chwycił kij i uderzył na odlew.Jesteśmy nieszczęśliwymi ludźmi. jak kapo z esmanem idą do mego posta i długo z nim gadają. lora już. Po chwili Rubin kiwa na mnie. huśtają.Albo co? .Andrej ma zrobić z nimi porządek. Dieu (franc. wreszcie wszedł na groblę. stanął na kiju i zakołysał się. Zrywam czapkę.Andrej.Czego stoisz jak głupi pies? . że ci nie zrobi meldunku. O Boże. Dieu!81 Blade niebieskie oczy patrzą w niebo.

Do czuba drzewa.Zbiórka! . sięga do torby. Ale dla starych lagrowców rzecz jest jasna: w lagrze będzie naprawdę wybiórka. Nagle unterscharführer wszedł w sam środek szeregu i wyciągnął na bok starego Greka z dużą. wypchaną torbą. Stoimy. otwieramy torby.Te same jabłka jadłem dzisiaj po obiedzie.Skąd to masz? Podnoszę głowę: „mój” post. Ktoś odrzuca niepotrzebny drąg. . Trzęsącymi się rękoma Grek otworzył torbę. Ludzie z Harmenz chodzą tu i tam. kaczany kukurydzy. Od strony dworu idą esmani i te nasze posty. szczaw. Najwyżej trzecia. Esman jest wprawny i szybki. 06 . . Rozpinamy kurtki. Stajemy w piątkach. Obstawiają nas wokoło. Kobieta zwraca ku nam pytające oczy. Dopiero po chwili orientujemy się.Otwórz . Unterscharführer zajrzał do środka i zawołał kapa. I tak się jutro sprzątnie. raz po raz podrywa się krótki ludzki wrzask: biją. nagle puszczamy ją i wyprostowujemy się. zaniepokojeni naszym wczesnym odejściem. . Przez chwilę patrzy mi ironicznie w oczy.rzekł kapo. Na drodze uczynił się większy ruch niż zwykle. . wysypujemy piasek z lory wprost na scheibę. patrzy. o które opiera się nosem w porze zbiórki. jabłka. . Patrzy niespokojnie na Iwana. że przecież za wcześnie.szyny. panie post. dociągamy torby i pasy. Na końcu komanda nosze z dwoma trupami. Twarze ludzkie są niespokojne i pytające. paru cebul i jakiejś zestarzałej słoniny jabłka. niewątpliwie z sadu. Pisarz liczy nas nieustannie. Zaraz za esmanami nadszedł kapo i cherlak kommandoführer.Z paczki. nasza gęś. Przejeżdża rękoma po ciele. Obok reszty chleba. Idę za jej wzrokiem. równamy. ziele.rzekł krótko.Patrz. kapo. Wtedy wszyscy zrozumieli: rewizja. jest jeszcze kawał drogi. Słońce stoi jeszcze wysoko.drę się i gwiżdżę z daleka. . Lora bezwładnie opada i kołami zarywa się w ziemię.Rozstąpić się i podnieść ręce do góry . . Wypaproszają z kieszeni kawały słoneczników. Parę razy mignęła jasna chusteczka pani Haneczki. Idziemy na antreten. Stawia koszyk na ziemi i opiera się o stodołę.

jakbym zawinił w tej całej wybierce. a za tym wszystkim leży wielka gęś o czerwonym łbie i rozłożystych białych skrzydłach. krzyknął triumfująco do kapy: .Czuję się. z rękoma wzdłuż bioder. Lekarz-esman. że jej duże czarne oczy pełne były łez. Ten dziwny fatalizm słów. Tadek. Zacisnął usta i wystąpił z szeregu. Esman podniósł pistolet. Był zupełnie blady. wymownie gestykulując bronią: . Ale wiesz. to cię zastrzelę.Nie bij . wojskowym krokiem.Jest.Pomidorów nie masz? . Po apelu wpędzili nas na blok. pogniecione jabłka. . . tobym go zbił na marmoladę. .rzekł. szmaty i torby. nie podtrzymywany przez nikogo. wyglądamy przez szpary i czekamy na koniec wybiórki. jest. Pipel. Zostaje za nami kupa słoneczników.odmarsz! Odchodzimy równym. . ale Iwan nie padał. 07 .Grek milczał.Nie co dzień świętego Jana. Odsunąłem przygotowane kanapki.Nie przejmuj się . Unterscharführer opuścił rękę. Pejcz świszczał. esman. trzeci. wyprostowany. Spojrzałem na Iwana. wstrzymując mu rękę. Za nim na noszach niosą dwa trupy przykryte gałęziami. Podszedł do esmana. Nie uchylał głowy. Stała blada i wyprostowana. rozłożystych skrzydłach. chwiał się tylko całym ciałem. Wszystkie spojrzenia zawisły na Iwanie.To ja mu dałem. Wyciągnął z pochwy rewolwer i zwrócił się wprost do Greka. Unterscharführer wolno podniósł pejcz i ciął go po twarzy raz. z rękoma przyciśniętymi do piersi. Wtedy zobaczyłem.Zapisać numer i złożyć meldunek.daj lepiej coś do tego pasztetu. W tym przeklętym Oświęcimiu nawet złe słowo ma moc stawania się.Nie mogę jeść. Na dworze kończą wybiórkę. Gdy przechodziliśmy koło pani Haneczki. zdjął czapkę i rzekł: . drugi. . Komando .Idę kupić papierosów. . Stał z czapką w ręce. Podniosła wzrok i spojrzała na mnie.Skąd to masz? Jak nie odpowiesz. Potem zaczął bić po głowie. bo jakby mi kto kaszę wyjadł. Spojrzenia nasze spotkały się.I wyciągnął z torby gęś o olbrzymich. jesteś frajer. Wargi jej drżały nerwowo. a nie mówiłem! Kapo zamachnął się kijem. odchodzi do następnego bloku. Na końcu komanda idzie Iwan.odrzekł Kazik . który też podbiegł do worka. Kazik zabiera się do odejścia. zabrawszy liczbę i numery zapisanych. kępy ziela. . . Leżymy na pryczy. twarz więźnia pokryła się krwawymi pręgami. zwróciłem głowę w jej stronę.

Złażąc z buksy trącił mnie ramieniem.rzekł szeptem.Patrz . Daj mi co zjeść.chwycił mnie za ramię . . aleja byłem tyle czasu taki głodny.Tadek.rzekłem. Miał przymknięte powieki i jak ślepiec próżno szukał dłonią deski. Mam na bloku świetną szarlotkę. . przechylając się ku niemu. . mrugające oczy. właź tu na buksę i zażeraj. . . żeby wleźć na górę. ja mam do ciebie prośbę. wprost od mamy. 08 .Tadek . Spojrzałem na Bekera. Jak się nażresz. Żyd.Tadek. . Właź na buksę. Na ten ostatni wieczór. to możesz mieć wszy. Kazik uderzył mnie dłonią po kolanie.odrzekłem cicho. ogromna czaszka i spojrzały na nas zażenowane.W tej chwili na krawędzi buksy wylazła z dołu jakaś siwa. Ja tu nie śpię. .chodź.Te.To Beker . Potem ukazała się twarz Bekera.Znasz tego Żyda? . idę do komina.Tadek. . zmięta i jeszcze bardziej postarzała. to resztę zabierz ze sobą do komina.Gadaj . Pochyliłem się jeszcze niżej i zajrzałem mu z bliska w oczy: były spokojne i puste.

nie pachnie wprawdzie. a tylko bloki. Spano na deskach. na Harmenze.właśnie kotłują się na „wizach”82 drogach i placach. Trafili na jedno z najcięższych.łąki 83 Mon ami (franc. gdyż sienniki i koce były w dezynfekcji. Właśnie siedzimy w kilku na buksie. rozsypujący się. miły Boże. tylko francuskimi perfumami.Nie. i tamci chodzili nago: upał był okropny. więc nie bujaj. Jak pójdziemy znów na rampę. Cały dzień tysiące nagich ludzi przewalało się po drogach i placach apelowych. nieprawda? . . jak Fiedlerowska. Dwadzieścia osiem tysięcy kobiet rozebrano i wypędzono z bloków . Znów pójdziemy na rampę. wiesz. wielki i ociekający potem. Miły Boże. cierpliwości. Wiese) . dawno mi obiecałeś. cebulę. Ustała praca komand.Słuchaj. jak przyjdą transporty. Od rana czeka się na obiad. Z ostatnich bloków widać było FKL . przemyślnie wypieczony chleb. Nawet zwykłej rozrywki nie ma: szerokie drogi do krematoriów stoją puste. jak to w upale. to jednak i ci..tam też odwszawiali. przyniosę ci oryginalnego szampana.. ile ta ma ukrytych brylantów i monet. 82 Wizy (z niem. Rozkładamy biały. Część Kanady zlikwidowano i przydzielono na komando. spod Paryża. Pewnie nigdy nie piłeś. leżakowało pod ścianami i na dachach. W obozie bowiem panuje zawistna sprawiedliwość: gdy możny upadnie. nie „wyfasowały” jeszcze ubrań.Cierpliwości. je się paczki. odgrodzone od nas hiszpańskimi kozłami. mon ami83. Chleb przysłany aż z Warszawy.. Jeszcze tydzień temu miała go w rękach moja matka. nasza Kanada. Żaden więzień.. Henri. Od paru dni nie ma już transportów. z Marsylii. Wyciągamy boczek. Kanada. żywicą. Ale przez bramę nie przeniesiesz.PROSZĘ PAŃSTWA DO GAZU Cały obóz chodził nago. beztrosko machając nogami. zebranych z całej Europy. takie dziurkowane z podwójną podeszwą. Godziny płyną wolno. marzy głośno o francuskim winie przywożonym przez transporty ze Strasburga. Zorganizuj lepiej buty. drażniący trochę w smaku. żadna wesz nie śmie się przedostać przez jego bramę. przyniosę ci wszystko. Jako że byli wypasieni i wypoczęci.) . a o koszulce już nie mówię. . przyjaciele starają się. ale za to nie pleśniejący tygodniami. kruchy. otwieramy puszkę skondensowanego mleka. odwiedza się przyjaciół. by upadł jak najniżej. który znakomicie truł wszy w ubraniach i ludzi w komorze gazowej.mój przyjacielu 09 . Wprawdzie przeszliśmy już odwszenie i ubrania dostaliśmy z powrotem z basenów napełnionych rozpuszczonym w wodzie cyklonem. lecz chyba nie rośnie tyle wysokich sosen w tamtej. Obóz ściśle zamknięto.

... o zapadniętych głęboko policzkach. śpimy na jednej buksie.usta otyłego. nadzy. Henri kroi chleb. nie wszyscy.Może by się tak zdało go uspokoić? Drze się. Zresztą.A dlaczego wy tego nie zrobicie? Pytanie ma sens metaforyczny. Świetnie smakuje z kantynową musztardą. .Wszyscy. ociekający potem. kotłują się ludzie. który jest komunistą i rentierem. o uduchowionej jak z miniatur Coswaya twarzy marsylczyka (jest moim przyjacielem. Mamy paczki. jemy wspólnie. na samym dole .).. wzdłuż ogromnego. Pode mną. lecz marsylczyk odpowiada: 10 . Wy macie i ja mam. . Pisaliście przecież listy do domu. organisation z transportów. Polacy. W bloku. i to nie wszyscy. Wszyscy żyjemy z tego.. dziewięciu. . pod nami. ale imienia jego nie znam) zapchane są kanapką z sardynkami . robi sałatkę z pomidorów. macie wy.. . należy odstawiać tam a tam) przemieniają w miły (gemiitlich) dom dla ponad pół tysiąca ludzi. o co się sprzeczać? Pewnie.. bobyśmy pozdychali w lagrze. Niech się drze. . Żydki. Gnieżdżą się na dolnych pryczach po ośmiu.Wy macie i my mamy.nie gadałbyś głupstw .Nie chce mi się z buksy złazić. Ale my.. leżą nadzy. nakrył głowę kawałkiem szmaty oddartej z koca i czyta z modlitewnika hebrajskiego (tej lektury tu jest. gdybyśmy nie mieli co jeść. jakby Boga za nogi złapał. Bardzo lubię palić opium . ten ma siłę. . ludzi zabraknie.dodaje z lewej sentencjonalnie marsylczyk. Kto ma żarcie w obozie. . ludzi nie może zabraknąć.rabin. . że . . tobyście tam te swoje paczki tak spokojnie jedli? Nie dalibyśmy wam. już by dawno rozwalili krematoria.Gdyby oni nie wierzyli w Boga i w życie pozagrobowe. jak zelżało na lagrze. cholera!”) . inteligentnie zbudowanego pieca.Nie gadałbyś głupstw .Dalibyście albo byście zdychali z głodu jak Grecy.rzuciłem złośliwie. bić nie wolno.zarażone konie. nie ma o co się sprzeczać. nieograniczona ilość paczek.Widzisz.Religia jest opium dla narodu. sam przecież gadasz. cuchnący potem i wydzielinami. kościści. przełykając z wysiłkiem („poszło. i dziesięciu twoich kolegów. między ulepszeniami. . które stajnię końską (na drzwiach wisi jeszcze tabliczka. do cholery. prędzej do komina pójdzie.To masz ty i twój kolega.A może już nie będzie transportów do komina? .nie gadałbyś głupstw. .powtórzył. zawodząc głośno i monotonnie. ale Ruskie? I co. Rozmaicie mówią o rozporządzeniach.versuchte Pferde” . Łażą między buksami w przejściu. co oni przywiozą.

- Idiota - zapycha usta pomidorem i czyni ruch, jakby chciał coś powiedzieć, ale zjada i milczy. Kończyliśmy właśnie wyżerkę, gdy u drzwi bloku uczynił się większy ruch, odskoczyli muzułmani i rzucili się, uciekając, między buksy, do budy blokowego wleciał goniec. Za chwilę majestatycznie wyszedł blokowy. - Kanada! Antreten! Ale szybko! Transport przychodzi! - Wielki Boże! - wrzasnął Henri, zeskakując z buksy. Marsylczyk zadławił się pomidorem, chwycił marynarkę, wrzasnął ,,raus” do siedzących na dole i już byli we drzwiach. Zakotłowało się na innych buksach. Kanada odchodziła na rampę. - Henri, buty! - krzyknąłem na pożegnanie. - Keine Angst! - odkrzyknął mi już z dworu. Opakowałem żarcie, owiązałem sznurami walizę, w której cebula i pomidory z ojcowskiego ogródka w Warszawie leżały obok portugalskich sardynek, a boczek z lubelskiego „Bacutiiu” (to od brata) mieszał się z najautentyczniejszymi bakaliami z Salonik. Owiązałem, naciągnąłem spodnie, zlazłem z buksy. - Platz!84 - wrzasnąłem, przeciskając się między Grekami. Odsuwali się na bok. We drzwiach natknąłem się na Henriego. - Allez, allez, vite, vite!85 - Was ist los?86 - Chcesz iść z nami na rampę? - Mogę pójść. - To jazda, bierz marynarkę! Brakuje paru ludzi, rozmawiałem z kapem - i wypchnął mnie z bloku. Stanęliśmy w szeregu, ktoś spisał nam numery, ktoś od czoła wrzasnął „marsz, marsz” i podbiegliśmy pod bramę, odprowadzani okrzykami różnojęzycznego tłumu, który już zapędzono bykowcami do bloków. Nie każdy może iść na rampę... Już żegnano ludzi, już jesteśmy pod bramą. - Links, zwei, drei, vier! Mützen ab!87 - Wyprostowani, z rękami sztywno przyłożonymi do bioder, przechodzimy przez bramę raźno, sprężyście, nieomal z gracją. Zaspany esman, z wielką tabliczką w ręku, liczy ospale, oddzielając w powietrzu palcem każdą piątkę. - Hundert!88 - krzyknął, gdy minęła go ostatnia. - Stimmt! - odkrzyknięto ochryple od czoła. Maszerujemy szybko, prawie biegiem.
84 Platz (niem.) - miejsce 85 Allez, allez, vite, vite (franc.) - idźcie, idźcie, szybko, szybko 86 Was ist los (niem.) - co się dzieje 87 Links, zwei, drei, vier! Mützen ab (niem.) - lewa, dwa, trzy, cztery! Czapki zdjąć! 88 Hundert (niem.) - sto

11

Postów dużo, młodzi, z automatami. Mijamy wszystkie odcinki obozu II B: nie zamieszkały lager C, czeski, kwarantanna, zagłębiamy się między grusze i jabłonie truppenlazarettu; wśród nieznajomej, jakby z księżyca zielem, dziwnie w tym kilkudniowym słońcu wybujałej, omijamy łukiem jakieś baraki, przechodzimy linię wielkiej postenketty, biegiem wpadamy na szosę - jesteśmy na miejscu. Jeszcze kilkadziesiąt metrów - wśród drzew rampa. Była to sielankowa rampa, jak zwykle na zagubionych, prowincjonalnych stacjach. Placyk, obramowany zielenią wysokich drzew, wysypany był żwirem. Z boku, przy drodze, kucnął maleńki drewniany baraczek, brzydszy i tandetniejszy od najbrzydszej i najtandetniejszej budy stacyjnej, dalej leżały wielkie stosy szyn, podkłady kolejowe, zwały desek, części baraków, cegły, kamienie, kręgi studzienne. To stąd ładują towar na Birkenau: materiał do rozbudowy obozu i ludzi do gazu. Zwykły dzień roboczy: zajeżdżają samochody, biorą deski, cement, ludzi... Rozstawiają się posty na szynach, na belkach, pod zielonym cieniem śląskich kasztanów, ścisłym kołem otaczają rampę. Ocierają pot z czoła, piją z manierek. Upał ogromny, słońce stoi nieruchomo na zenicie. - Rozejść się! - Siadamy w skrawkach cienia pod szynami. Głodni Grecy (zaplątało się ich paru, diabli wiedzą, jakim sposobem) myszkują wśród szyn, ktoś znajduje puszkę konserw, spleśniałe bułki, nie dojedzone sardynki. Jedzą. - Schweinedreck!89 - spluwa na nich młody, wysoki post, o bujnych płowych włosach i niebieskim, marzącym spojrzeniu - przecież zaraz będziecie mieli tyle do żarcia, że nie przeżrecie. Odechce się wam na długo. - Poprawił automat, otarł twarz chustką. - To bydło - potwierdzamy zgodnie. - Te, gruby - but posta dotyka lekko karku Henriego. - Pass mai auf90, chce ci się pić? - Chce, ale nie mam marek - odpowiedział fachowo Francuz. - Schade, szkoda. - Ależ Herr Posten, czy moje słowo nic już nie znaczy? Nie handlował Herr Posten ze mną? Wieviel?91 - Sto. Gemacht? - Gemacht. Pijemy wodę, mdła i bez smaku, na konto pieniędzy i ludzi, których jeszcze nie ma. - Te, uważaj - mówi Francuz, odrzucając pustą butelkę, aż pryska gdzieś dalej na szynach - forsy nie bierz, bo może być rewizja. Zresztą na cholerę ci forsa, i tak masz co jeść. Ubrania też nie bierz, bo to jest podejrzenie o ucieczkę. Koszulę bierz, ale tylko jedwabną i z
89 Schweinedreck (niem.) - świńskie łajno 90 Pass mai auf (niem.) - uważaj, słuchaj 91 Wieviel (niem.) - ile

12

kołnierzykiem. Pod spód gimnastyczna. A jak znajdziesz coś do picia, to mnie nie wołaj. Dam sobie radę, i uważaj, żebyś nie oberwał. - Biją? - Rzecz normalna. Trzeba mieć oczy w plecach. Arschaugen. Wokół nas siedzą Grecy, ruszają łapczywie żuchwami jak wielkie, nieludzkie owady, żrą łakomie zbutwiałe grudy chleba. Są zaaferowani, nie wiedzą, co będą robić. Niepokoją ich belki i szyny. Nie lubią dźwigania. - Was wir arbeiten?92 - pytają. - Niks. Transport kommen, alles krematorium, compris?93 - Alles verstehen94 - odpowiadają w krematoryjnym esperanto. Uspokajają się: nie będą ładować szyn na auta ani nosić belek. Tymczasem na rampie robiło się coraz gwarniej i tłoczniej. Vorarbeiterzy dzielili sobie grupy, przeznaczając jednych do otwierania i rozładowywania wagonów, które przyjść mają, innych pod drewniane schodki i wyjaśniając im celowe działanie. Były to przenośne, wygodne, szerokie schodki, jakby wejście na trybunę. Zajeżdżały z warkotem motocykle wiozące obsypanych srebrem odznak podoficerów SS, tęgich, spasionych mężczyzn o wypolerowanych oficerskich butach i błyszczących, chamskich twarzach. Niektórzy przyjechali z teczkami, inni mieli giętkie trzcinowe kije. Nadawało im to służbowy i sprężysty wygląd. Wchodzili do kantyny, bo ów mizerny barak był ich kantyną, gdzie latem pili wodę mineralną - ,,Sudetenquelle”, a zimą ogrzewali się gorącym winem, witali się państwowo wyciągniętym po rzymsku ramieniem, a potem kordialnie potrząsali prawice, uśmiechali się serdecznie do siebie, rozmawiali o listach, o wiadomościach z domu, o dzieciach, pokazywali sobie fotografie. Niektórzy dostojnie przechadzali się po placu, żwir chrzęścił, buty chrzęściły, srebrne kwadraty błyszczały na kołnierzach, a bambusowe laseczki świstały niecierpliwie. Różnopasiasty tłum leżał pod szynami w wąskich pasach cienia, oddychał ciężko i nierówno, gadał po swojemu, leniwie i obojętnie patrzył na majestatycznych ludzi w zielonych mundurach, na zieleń drzew, bliską i nieosiągalną, na wieżę dalekiego kościółka, z której dzwoniono właśnie na spóźniony Anioł Pański. - Transport idzie - rzekł któryś i wszyscy unieśli się w oczekiwaniu. Zza zakrętu wychodziły towarowe wagony: pociąg pchał się tyłem, kolejarz stojący na breku95 wychylił
92 Was wir arbeiten (niem., niegramat.) - co my pracujemy 93 Transport kommen, alles krematorium, compris (niem., franc., niegramat.) - transport przychodzić, wszystko do krematorium, rozumiesz 94 Alles verstehen (niem., niegramat.) - wszystko rozumieć 95 Brek (z ang.) - rodzaj budki przy ścianie wagonu towarowego, przeznaczonej dla kolejarza

13

rzecz egzotyczna. Teraz skupili się przy otwartych drzwiach. Maszerować na lewo. rozczochrane .Jawohl!96 .Uwaga: Wysiadać z rzeczami. . usta chwytały rozpaczliwie powietrze. Jest prawo obozu. którzy. co z nami będzie? . wpatrując się żarliwie w cudze zmęczone oczy. Krzyki i rzężenia stawały się coraz głośniejsze.się. Wszystkie te swoje klamoty składać koło wagonu na kupę. walizek. pociąg potoczył się wolno wzdłuż stacji. Tymczasem podjeżdżały ciężarówki. Fala świeżego powietrza wdarła się do środka.Also loos!97 Do pracy! Szczęknęły rygle. .Sosnowiec. złożył się i przeciągnął serią po wagonach. Jest to hamującego pociąg 96 Jawohl (niem. Człowiek w zielonym mundurze.zerwały się głuche.Nie wiem. będzie rozstrzelany jako złodziej własności Rzeszy. Z okien wychylały się twarze ludzkie.Panie. rozstawiono się fachowo przy wagonach. waliz.) . wagony otwarto. skrzywił usta z niesmakiem. . Palta oddawać. roztrzęsieni. Ten powoli ściągnął automat z ramienia. bardziej niż inni obsypany srebrem.zeskakują już na żwir. co stanowiło ich dawne życie. zmięte. Zrozumiano? Verstanden? . gnieździli się w strasznej ciasnocie. Zaczerpnąwszy kilka łyków powietrza ludzie z okien nikli. plecaków.Wody! Powietrza! . Lokomotywa przeraźliwie odgwizdnęła. przytłoczeni potworną ilością bagażu. Zaciągnął się papierosem. gwizdnął. Panie. also los) .przerażone kobiety. dusili się i dusili innych. uderzając ludzi jakby czadem. Zrozumiano? . tłumoków wszelkiego rodzaju (wieźli bowiem to wszystko. sapnęła. Wtedy wewnątrz wagonów zaczęło się coś kotłować i dudnić w drewniane ściany. niespokojni. mieli włosy. przełożył teczkę z prawej do lewej i skinął na posta. Zabierać wszystko. aczkolwiek z dobrą wolą. odrzucił go nagłym ruchem. Jest lato. co to będzie? . mężczyzn.uparcie powtarzają pytania. rozpaczliwe okrzyki. Ucichło. . Niezmiernie zbici.Kto weźmie złoto albo cokolwiek innego nie do jedzenia. zamachnął ręką. mdleli od upału. a miało rozpocząć przyszłe). blade.wrzaśnięto nierówno i indywidualnie.no to ruszajcie 14 . Olbrzym z teczką skinął ręką. . przyglądali się stacji w milczeniu. dysząc jak ryby wyrzucone na piasek. W małych zakratowanych okienkach widać było twarze ludzkie.tak jest 97 Also loos (niem. walizeczek.Skąd jesteście? . nie rozumiem po polsku. Będzin. Mijali powoli. że ludzi idących na śmierć oszukuje się do ostatniej chwili. jakby niewyspane. podstawiono pod nie stołki. . na ich miejsce wdzierali się inni i tak samo znikali.

Bez przerwy jeździ karetka Czerwonego Krzyża. otwierają się i wysypują barwne tęczowe banknoty. moi państwo. pić. rozsypuje się po żwirze cukier. Dziecko biegnące za nią pisnęło: „Mamełe!” . pęcznieją zwały szynek. tłumoków. które. walizek. każde auto to kreska. złoto. torebek. . ale to od słońca. rozczochrana dziewczynka. tak jest . a cienka trzcina gnie mu się nerwowo w rękach. Ale zanim oprzytomnieją. wiatr. Rośnie kupa rzeczy. . Od długiego leżenia na słońcu ciało jest słabe i oporne. co idą na lager. ubijają na aucie. czuje się w ustach słony smak krwi.szczeka się przez zęby. na każde sześćdziesięciu. Niezmordowanie jeździ karetka Czerwonego Krzyża: to właśnie w niej wozi się gaz. potknęła się i upadła pod nogi tłumu. opanowany. powietrze faluje. ściąga się palta. rozpalone niebo dygoce. . Gaz ich nie minie. panie. jak odjedzie szesnaście aut. Za plecami stoi esman. wśród zawodzenia i wrzasku kobiet opłakujących dzieci. gładko wygolony pan. którzy są przy schodkach. ja nie mogę.Verboten98 .zabronione 15 .odpowiadają wielogłośnie. którym trują tych ludzi.Tak jest. przed drzwiami wagonów piętrzą się stosy chleba. Pan jest zrównoważony i 98 Verboten (niem. Z boku stoi młody.. wypychają pierwszych na schody. nie mają chwili wytchnienia. Trzeba okazać trochę dobrej woli.. uderzeni świeżym powietrzem i zapachem zieleni. ubrań. Zapchane ludźmi auta odjeżdżają z piekielnym warkotem. co poszli na prawo . padając.Mówi dobrotliwie. przechodząc. esman z notatnikiem w ręku. To ci. który chwilami przewiewa przez nas. kobieta krzyknęła. sycząc głośno.Panie. Wylewa się z wagonu różnobarwna fala. i ogłupiałego milczenia nagle osamotnionych mężczyzn. fachowy. gaz.) . Auta odjeżdżają i wracają. Słońce osiągnęło zenit. Świsnęła trzcina. ale wpierw będą pracować. och. tak plus-minus. Jakaś kobieta schyla się szybko podnosząc torebkę. i raźniej idą wzdłuż wagonów. bez odpoczynku. Pić. podobna do ogłupiałej.Meine Herrschaften. oddzielają tych do gazu od tych. to rozparzone.. spokojny.ci pójdą na lager. .taka mała. jak na potwornej taśmie. pledów. gromadzą słoiki różnobarwnych marmolad. ciekłe powietrze. to jest tysiąc.jedyna dopuszczalna forma litości. kiełbasy. Olbrzymi krwawy krzyż wymalowany na masce motoru roztapia się w słońcu. Upał ogromny.młodzi i zdrowi . już im pakunki wyrywa się z rąk.. która szuka nowego koryta. nie rozrzucajcie tak rzeczy. kobietom wyrywa się torebki. Ci z Kanady. objuczona. powideł. . Wargi już są popękane. plecaków. zegarki. tak plus-minus. odbiera parasole. ślepej rzeki.

„z Rotterdamu”. lata. odbudują zburzone miasta niemieckie.„Miasto Przestępców”. Dziwnie niepotrzebnie pada imię Boga.Nie nieś ich na auto. ein Flihrer (niem.Co. bo kobiety z dziećmi idą na auto. jeden naród. . zaorzą odłogiem leżącą ziemię. Gdy skończy się wojna. Chudy. ogarnia nas spojrzeniem i wskazuje wnętrze. ein führer99 . oszczędniejsze. 99 Ein Reich. Nie odjedzie auto bez jego wiedzy i jego kreski: Ordnung muss sein. Ein Reich. . Bewegung . ein Volk. spalą się Polacy. jeden wódz .slogan hitlerowski 16 . o których mówi się krótko: „Z Salonik”. nie ma wyjątku. brać nie chcecie? .) . jest nią bardzo zaaferowany.Bierzcie te niemowlęta. Ale krematoriów będzie w Oświęcimiu szesnaście. największe zwycięstwo solidarnych i zjednoczonych Niemiec. . nagie potworki o ogromnych głowach i wydętych brzuchach. Obóz rozbuduje się. Spalą się Żydzi. Komory będą ulepszone. Kreski pęcznieją w tysiące. ludzi nie zabraknie. tysiące w całe transporty. „ze Strasburga”.mówi zapalając papierosa esman. Wynosi się je jak kurczaki. Ale na stałe uzyska nazwę „Będzin-Sosnowiec”. Najkrwawsza bitwa wojny. Rozumie się tysięcy. Przyjdą ludzie w pasiakach. bo kobiety z przerażeniem uciekają ode mnie. podeptane niemowlęta. przyjdą ludzie z Zachodu i Południa.powiedział jakby ze zdziwieniem i wyrzutem ospowaty esman i począł odpinać rewolwer. Ci. wszystkie. trzymając po parę w jednej garści.132”. zamieszka go trzysta tysięcy ludzi w pasiakach. dostaną numery: 131132.i cztery krematoria. sprytniej zamaskowane. z kontynentu i wysp. Oczyścić! Wskakuje się do środka. Wiemy wszyscy dobrze. którzy pójdą z tego transportu na lager. kiwa głową z niesmakiem.Jedno państwo. aż się oprze naelektryzowanym drutem o Wisłę. ospowaty esman spokojnie zagląda do środka.Rein. będzie się zwał Verbrecher-Stadt . Nie. ein Volk.wybucham. Naliczą cztery i pół miliona. miesiące. .dokładny. na litość boską . i patrzymy na siebie z nienawiścią i przerażeniem. spalą się Rosjanie. lecz w skrócie będzie się mówiło właśnie tak: „l 31 . O tym będzie się już dziś mówiło „Będzin”. Będą jak te w Dreźnie. co to znaczy.otworzą się drzwi gazowych komór. w wiecznym Bewegung. Oddaj kobietom . o których już chodzą legendy. wtulając głowy w ramiona. Porozrzucane po kątach wśród kani ludzkiego i pogubionych zegarków leżą poduszone. będą liczyć spalonych. Transporty rosną w tygodnie. a gdy osłabną w bezlitosnej pracy. Zapalniczka mu się zacięła. Już się opróżniły wagony. zdolnych spalić pięćdziesiąt tysięcy dziennie.

stosy łachów..naprzód 17 . pod szyny. waliz i plecaków rosną. czuję. Siwa. ale . rozpływa się. Znów podchodzą wagony. ci umieją korzystać! Żrą wszystko. .Dziecko. comprisi . potykając się na żwirze. Zamykam oczy. co im pod rękę wlizie. wchodzą na auta. En avant100.. dam ci się napić.Och.mówi nieco ironicznie Francuz. Męczy cię rampa. . Pożądane jest nawet. jak obrazy mieszają się we mnie. które kołyszą się wraz z całą ulicą.. .Nie trzeba strzelać. nie mogę zrozumieć. Wyglądasz. W gardle zupełnie sucho. . Mrugam ostro powiekami: Henri. to normalne. W oczach przesuwają się trupy wynoszone z wagonów. odjeżdżają. wprost przeciwnie. znów ludzie. Rzuciłbym się na nich z pięściami. z barwnym tłumem. Henri szarpie mnie za ramię. Odeszła. słyszę krzyki. że będę wymiotował. że przez nich muszę tu być. tłum. buntujesz się. dziecko .) ..powtarzam zawzięcie. wzbiera we mnie zupełnie niezrozumiała złość na tych ludzi. z drzewami nieruchomymi.Widzisz. przy mnie zjadł jeden słoik marmolady. jakbyś miał rzygać.Bydło . czy to się naprawdę dzieje. tłum. Jutro połowa z nich zdechnie na sraczkę. 100 En avant (franc.Bydło. abyś ją wyładował. Oparłem się o ścianę wagonu. kaleki poukładane razem z trupami. chodź! Patrzę.Chodź. auta warczą jak rozjuszone psy. wygodnie układając się pod szynami. miesza się. Przecież to jest patologiczne chyba. oddychają.to Aleje! Szumi mi w głowie. .szepnęła uśmiechając się.. Henri. Ludzie płyną i płyną. Nie współczuję im wcale.Bydło? Ty też byłeś głodny. nie wiem. przyglądają się słońcu. i tłum. Byłem bardzo zmęczony. . Żeby się ziemia pod nimi wszystkimi rozstąpiła.. nie wiadomo dlaczego czarnymi. zdeptane dzieci. . a złość najłatwiej wyładować na słabszym.Słuchaj. przyjacielu. przewidziane i obliczone. ludzie wychodzą. Ktoś szarpie mnie za rękę.. czy mi się śni. że idą do gazu. czy my jesteśmy ludzie dobrzy? . ja wezmę. . z przelewającym się tłumem.Czemu się głupio pytasz? . żebrzą o wodę. czuję drżenie ziemi i parne powietrze na powiekach. Widzę nagle jakąś zieleń drzew. twarz ta skacze mi przed oczyma. olbrzymia. wysoka pani wzięła ode mnie niemowlęta i przez chwilę patrzyła mi prosto w oczy. przezroczysta. Czuję.Patrz na Greków. Wagony pod-taczają się. To tak na chłopski rozum.

pociąg odjechał.. Idźcie. Powoli.Nie śpij. Rzadkie. już z kantyny wyszli esmani z teczkami na złoto i pieniądze. Ładujemy więc klamoty. teraz dopiero uświadamiam sobie. Kończymy ładować. bezbarwne włosy gładko przyczesała w tył i związała w „nordycki” węzeł. transportowy brud. rzucamy je z wysiłkiem na auto. Och. po opustoszałej rampie chodzą dostojni esmani. koścista. przyszła oglądać swój nabytek. bierze inną. jakby wycięte z papieru. płonących gorączką oczach. Ostatnie auta suną daleko po szosie. i w chwili gdy ostatnia ciężarówka znika za drzewami.spokojnie mówi esman. ręce wsunęła w szerokie spodnie-spódnicę.nareszcie! . zawziętym uśmiechem. Zamyka ją.) . książki. rozżarzonym słupem. ogromny upał. 101 Gib hier (niem. Chodzi z kąta w kąt rampy z przylepionym na wyschłe wargi szczurzym.. Gardła są suche. Idą. Już nie ma ludzi. . Powietrze stoi nieruchomym. pierścionki. pustą. co się da. Nienawidzi urody kobiecej nienawiścią kobiety obrzydliwej i zdającej sobie z tego sprawę. pełną złota i barwnej. przemijają. szarpiąc ściąga się palta. nadstawiając otwartą teczkę. wzniecając olbrzymie tumany kurzu. Dźwigamy ciężkie walizy. każde wymówione słowo wywołuje ból. Tak. Tam układa sieje w stosy. i czatuje przy innym samochodzie. pić. a my idziemy . byle odpocząć. wypadają ubrania. bransolety. obcej waluty. byle prędzej.. Połyskują glansem buty. już jest spokojny pan z notatnikiem. ostatnie auta odjeżdżają. Chwytam jakieś zawiniątko: ciężkie. błyszczą czerwono nalane twarze. Gorączkowo. już nie można nad sobą panować. Otwieramy wagony. kobiety. bo część kobiet odstawiono od aut i te pójdą piechotą . idziemy ładować klamoty. zasobne. Wyrywa się ludziom brutalnie walizki z rąk. Mężczyźni. pozbawią je całkowicie włosów i będą mieli wiele uciechy z ich wolnościowego wstydu.. zbieramy skrzętnie znad toru wszelkie papierki. świecąc srebrem na kołnierzach. Upał. fryzjerzy z zauny. byle do cienia. koszule. dwie dobre garście: koperty. kolie. nożem . niezmiernie powoli wtaczają się wagony.na lager. bezpierśna. przeraźliwie odgwizduje lokomotywa. rżnie. z okien patrzą twarze wymięte i blade. zza zakrętu słychać gwizdek kolejarza. o ogromnych. ubija się. że była tu cały czas. Jedna z waliz otwiera się. rozwijam: złoto. wygrzebujemy spomiędzy drobnego żwiru nietutejszy. idźcie.daj tutaj 18 . Już są auta. upycha.. brylanty. To złoto pójdzie do Rzeszy. już ją nieraz widziałem i dobrze zapamiętałem: to komendantka FKL-u. „żeby śladu po tym obrzydlistwie nie zostało”. Nasi chłopcy. wysuszona.dla przyjemności i w poszukiwaniu wódki i perfum. które wylewa się wprost na siebie. Nie. oddaje oficerowi.Gib hier101 .w stronę szyn odpocząć i napić się (może Francuz kupi znów od posta?). Wśród nich kobieta. przemińcie. płaskie. pakowne.

nie moje. nie uciekaj! . które pójdą pieszo. które nie pojadą autem. nogi uginają się. panie. Dopadł ją. wynurzyła się dziewczyna. Przesunęła odruchowo rękoma po bluzeczce. chce zdążyć między tamte.milcz 19 . ładna. jebit twoju mat'. zakrywając rękoma twarz. Ale dziecko biegnie za nią. Bujne jasne włosy rozsypały się miękką falą na ramiona. mamo! . zadławił łapą gardło. . potem mnie.rzekł esman stojący przy samochodzie. Niektórzy z nich wiedzą. to nie moje dziecko. nie może nadążyć. Głowa szumi. który czemuś bardzo się dziwi.Słuchaj. jasnych włosach.To nie moje.Gut gemacht. kilkuletnie dziecko o zarumienionej. Aż dopadł ją Andrej. Raptem spośród tej całej fali ludzkiej. zeskoczyła lekko z wagonu na żwir i spojrzała dokoła badawczym okiem. . przytknął do ust sobie.. marynarz z Sewastopola. poprawiła nieznacznie spódniczkę.Masz! Weź i to sobie! Suko! .) . weźże to dziecko na ręce! . Małe.i cisnął jej dziecko pod nogi. Chce skryć się. które chciało krzyczeć.Kobieto. tak należy karać wyrodne matki . oczy nasze spotkały się.krzyczy histerycznie kobieta i ucieka.warknął przez zęby Andrej i odszedł do wagonów. ty.. padającą chwycił za włosy i dźwignął z powrotem do góry. dokąd oni nas powiozą? Patrzyłem na nią. mamo.dzieci.Panie. . Twarz miał wykrzywioną wściekłością: . i wrzucił ją z rozmachem jak ciężki wór zboża na auto. jakby kogoś szukając. która parła ślepo w stronę aut jak rzeka pchana niewidzialną siłą. strząsnęła je niecierpliwie. gut Ruski. Spod kupy szmat wyciągnął ukrytą manierkę. wyciąga rączki z płaczem: . słuchaj. odkręcił.Ach. śpieszy się nieznacznie. zdrowa. jak człowiek. w batystowej letniej 102 Mołczy (roś. Oto stoi przede mną dziewczyna o cudnych. .Chwycił ją wpół. powiedz.Mamo. ale gorączkowo. Nieświadomie szukałem jej wzroku. skarżąc się na cały głos: . blad jewrejskaja! To ty od swego dziecka uciekasz! Ja tobi dam. Jest młoda. zbiera się na torsje. Stała tak chwilę. zbił z nóg jednym zamaszystym uderzeniem ramienia. to nie moje! . pyzatej twarzy cherubinka biegnie za nią. nie!. Oto idzie szybko kobieta. Parzy gardło spirytus.Gut. Wreszcie oderwała wzrok od tłumu i przesunęła spojrzeniem po naszych twarzach.Mamo. ty kurwo! . które będą żyć. chce żyć. Oczy miał mętne od wódki i upału. o ślicznych piersiach. .Mołczy!102 .

. . na ciężarówki. dostrzegłszy na przegubie ręki śliczny zegarek o drobniutkiej złotej bransoletce. Dotykałem się trupów. śmiało poszła w stronę samochodów. Taki sam miała Tuśka. Uciekam jak najdalej. zębami chwycił za ubranie. poskręcani w konwulsjach mężczyźni. Tamtych czterech nie da rady dźwignąć baby na auto. jeszcze obrzydliwsza. On wbił kurczowo palce w jej ciało. Rozszczepiają ich jak drzewo i wpędzają jak zwierzęta na auto. kątem oka dostrzegam klnącego esmana. Chwytają je za karki. Ktoś mnie smaga trzciną po plecach. które plączą się po wszystkich kątach rampy. Oto para ludzi padła na ziemię. Niemowlęta. odsunęła go śmiało na bok i wbiegła po schodkach na wypełnione już prawie auto. Oto czterech z Kanady dźwiga trupa: olbrzymią. poukładane pokotem na żwirze. wymykam mu się i mieszam się w grupie pasiastej Kanady. Dopiero stąd. Ona krzyczy histerycznie. spod szyn. Wchodziłem do wagonów. ale leżały wszędzie. spleciona rozpaczliwym uściskiem. mdły zapach brudnego. odrzucając w tył głowę. zachodzącym światłem oblało rampę. Stoi. dojrzałym spojrzeniu. ale nie mogłem przemóc wzbierającego dzikiego strachu. odpowiedz. ohydna i obrzydliwa. wstrętny. tylko na czarnej wąskiej tasiemce. zwierzęcy głód. ' 165 „Po cóż ona to przywiozła.Słuchaj. wyrzucałem bagaże. tylko śmierć jeszcze ohydniej sza. Milczałem. rozparzonego ciała kobiecego. przecież i tak jej zabiorą” . widać całe piekło kotłującej się rampy. klną i pocą się z wysiłku. rozwiane w pędzie. bluźni. watowane sowieckie spodnie na upał. w wagonach.rzekła z odcieniem pańskiej pogardy w głosie. za ręce i wrzucają na kupę. kopniakami odganiają zabłąkane dzieci. aż przyduszona butem rzęzi i milknie. ohydne nagie kobiety. nieludzka praca i ta sama komora. o mądrym. na cementowym skraju peronu. jeszcze straszniejsza. Oto obóz: z ogoloną głową. nawet popiołów swoich nie wyniesie na postenkettę. Uciekałem od nich. wyjąc przeraźliwie jak psy. nic. Ktoś ją chciał zatrzymać. opuchniętą babę.Już wiem . Zobaczyłem tylko z daleka bujne jasne włosy. Wreszcie znów włażę pod szyny. wynosiłem niemowlęta. ludzki krzyk bił w niebo coraz głośniej i natarczywiej. wołają innych i zbiorowym mozołem wpychają 20 . Słońce pochyliło się głęboko nad horyzontem i krwawym.pomyślałem mimo woli. patrzy mi prosto w twarz i czeka. Oto komora gazowa: wspólna śmierć.bluzeczce. Zacisnęła usta. nie wróci do tamtego życia. za łby. Kto raz tu wszedł. przeklina. Cienie drzew wydłużały się upiornie.

wyje.” .od Bożego Narodzenia przewinęło się przez moje ręce chyba z milion ludzi. przyduszonych. znów spirytus.” Ciskają ją na auto między trupy. Góra trupów kotłuje się. Krok w nią. o kamienie.Jeżeli przyjdzie. ale! .. przyduszony. . Między nie ciska się kaleki.za pół godziny będziesz gadał z największym komendantem! Tylko nie zapomnij powiedzieć mu: Heil Hitler! Inni niosą dziewczynkę bez nogi.pyta mnie Henri.Że idą się kąpać. Zapada wieczór chłodny i gwiaździsty. nabrzmiałe. trzymają ją za ręce i za tę jedną.górę mięsa na platformę. Na wysokich słupach palą się anemiczne lampy. Ale nie wiadomo.wrzeszczy z daleka esman. monotonnie zawodzi: „Ich will mit dem Herm Kommandanten sprechen chcę mówić z panem komendantem. Wrzucony na auto.Haiti halt! . szepce żałośnie: „Panowie. stój. kompletnie dosyć! . Po chwili wraca.Henri uśmiecha się dobrotliwie i znika w ciemności. na co my czekamy? . Łzy ciekną jej po twarzy. pozostałą nogę. Nie dam rady. Z całej rampy znosi się trupy wielkie. ja mam dosyć. przydeptany czyjąś nogą. do cholery! Wloką starca we fraku. Szofer zapuszcza motor. opuchnięte. uspokój siebie.Henri.Nie. . Ale oczy postów patrzą uważnie.Już po pierwszym transporcie! Pomyśl. .Wymieniłeś buty? . . . sparaliżowanych.I co im mówisz? .woła do niego młody esman. 21 . a potem spotkamy się w obozie. Najgorsze są transporty spod Paryża: zawsze człowiek spotyka znajomych.. A ty byś co powiedział? Milczę..Człowieku.Wzięło cię. . z opaską na ramieniu. Starzec głową tłucze o żwir. boli. Automaty są gotowe do strzału. co? Dobra Kanada?! . to ja nie pójdę go rozładowywać. . Pijemy kawę zmieszaną ze spirytusem. . to boli. skowycze. nieprzytomnych.” Powtarza to ze starczym uporem całą drogę. Czerpie się to dłonią. kakao zalepia usta. ja . .Stój. Spali się żywcem wraz z nimi. jęczy i bezustannie. miesza z cukrem.Człowieku.Czemu? . ktoś otwiera puszkę kakao. Znów kawa.. jest niezmiernie cicho.Będzie jeszcze jeden transport. zaśmiewając się głośno . wciąż rzęzi: „Ich will mit dem. za kręgiem światła rozciąga się nieprzenikniona ciemność. Leżymy na szynach. i człowiek znika bezpowrotnie. odjeżdża.

podjeżdżają pod schodki upiornie czarne. Przydeptał ją nogą. potwornie poplątana. A buty ci skombinuję.Daj mi spokój z butami. ma się co jeść.już im nie będą potrzebne. Dusząc się . Tylko uważaj. o pryczy. Wasser! Luft!103 Znów to samo. chłodnym żelazie i marzyłem o powrocie do obozu..rozległ się głos esmana wynurzającego się z ciemności. aż znieruchomiała. wreszcie podniosła się i zaczyna chodzić w kółko. . Poczęto otwierać wagony. łapiąc głośno powietrze i wyjąc monotonnie. w obcasach butów. Działa na nerwy. Chwiejąc się przekradłem się pod szyny. Leżałem na dobrym. przechodzą przez pas światła i znów znikają w mroku. reflektorami oświetlają drzewa. Byłem znów przy wagonach. samemu się jeszcze jakoś żyje. Rampa jest mała. ogłupiała. rutynowani ludzie będą im grzebać we wnętrznościach. ale krąg światła jest jeszcze mniejszy. Fachowi. zgorączkowana. brylanty z macicy i kiszki odchodowej. coraz prędzej i prędzej. fala ludzi płynie bez końca. dziewczynę. Nie wiedzą. znów transport.. którzy w nocy nie pójdą do gazu.. żeby cię esman nie złapał. . . Jest głęboka noc. kopiąc nogami ziemię. piskliwie. ma się ojczyznę. 103 Wasser! Luft (niem. które zapobiegliwie ukrywają w fałdach i szwach ubrania. Znów antreten. że zaraz umrą i że złoto. na której nie ma siennika. nieruchoma. Chce mi się spać. pieniądze. strzelił raz i drugi: została. w zakamarkach ciała . Będziemy wyładowywać kolejno. Chwyciłem rękę trupa: dłoń jego kurczowo zawarła się wokół mojej ręki. Zaświecił do wnętrza. Mdłości zgniotły mnie naraz. Tylko jakaś dziewczynka wychyliła się do pół ciała z okienka wagonu i straciwszy równowagę upadła na żwir.Wody! Powietrza 22 .Ausiaden! . dom. wagony uspokajają się. Wymiotowałem. skulony pod wagonem.) . Serce mi łomotało. wyjął rewolwer. sztywno wymachując rękoma jak na gimnastyce. Naraz obóz wydał mi się jakąś zatoką spokoju. Szarpnąłem z krzykiem i uciekłem. Będziesz tu cały czas siedział. dławiło gardło. więc podbiegł do niej esman. Wciąż umierają inni. słodki zapach. Światła migocą upiornie. o odrobinie snu wśród towarzyszy. ma się siły do pracy.Dobrze. spóźniony seans tego samego filmu: strzelają serią automatu.i świsnął kijem przez plecy. Wydaje się tym ludziom. okutym butem kopnął w plecy: upadła. Na piersiach miał zawieszony przenośny reflektor. Z ciemności wynurzają się wagony. wyciągną złoto spod języka. Chwilę leżała ogłuszona.Co stoicie wy tak głupio? Wyładowywać! . Buchnął ciepły. ale jeszcze parująca. że rozpoczynają nowe życie w obozie i psychicznie przygotowują się na ciężką walkę o byt. brylanty. Góra ludzka zapełniała wagon do połowy.dostała obłędu. Gdzieś warczą auta. mętna.

Kanada objuczona chlebami. Dużo. fachowe. gwiazdy poczynają blednąc.104 .Wyrwą im złote zęby.. Usuwamy się im z drogi. wódkę i listy z domu.. . marmoladą. Z krematoriów ciągną potężne słupy dymów i łączą się w górze w olbrzymią. która niezmiernie powoli przewala się przez niebo nad Birkenau i niknie za lasami w stronę Trzebini. dużo aut pojechało do krematorium. cukrem. Zapowiada się pogodny. Już kończą. do Krakowa i dalej. To na bramę dla wachmanów: puszczą komando bez kontroli. podnosi się nad nami. Gdy wracamy do obozu. będzie chodził w jego bieliźnie. upalny dzień. .) . konfitury i owoce. fragm. Był to dobry. Przywiozą papierosy. Parę dni obóz będzie żył z tego transportu: zjadał jego szynki i kiełbasy. Mijamy oddział SS idący z bronią maszynową na zmianę warty.Und morgen die ganze Welt.A jutro cały świat. Idą równo. pił jego wódki i likiery. na Śląsk. dopełnia liczby: piętnaście tysięcy. Pan z notatnikiem w ręku robi ostatnie kreski. bogaty transport. Wiele wyniosą cywile za obóz.śpiewają na całe gardło. Transport sosnowiecki już się pali. Trupy porozkładane na rampie zabiera ostatnie auto.pada od czoła komenda..... niebo staje się coraz bardziej przezroczyste. klamoty są załadowane. czarną rzekę. jedwabiami i czarną kawą. człowiek przy człowieku. pachnąca perfumami i czystą bielizną. 104 Und morgen die ganze Welt.. W zabitych szczelnie skrzyniach odeślą do Berlina.Rechts ran! Na prawo! . noc przejaśnia się. (niem. jajka. ustawia się do odmarszu. pieśni hitlerowskiej 23 . jedna masa. Kapo kończy ładowanie kotła od herbaty złotem. Czarne postacie esmanów chodzą spokojne. jedna wola. handlował jego złotem i tłumokami. Parę dni będzie obóz mówił o transporcie „Sosnowiec-Będzin”.

nosili podkłady i szyny. tam gdzie las schodził w dół kępami młodych wierzb. którym polecono w rowach układać rury na wodociąg. leżało pole zasadzone burakami. Ludzie pchali lory. patrzył spod nasuniętej na uszy i czoło furażerki w dolinę jak na dno wanny. rwali płatami murawę na zamaskowanie budynków. jakby w rowie był 105 Bagry (z niem. Pole ciągnęło się zboczem pod górę i urywało się pod ścianą czarnego lasu. popękaną ścianę rowu lub siadałem na umiejętnie podłożonej łopacie. taki rów. Na dnie wanny kopaliśmy rów.rzekłem do Romka. Bagger) . Rów. on przejmował moją funkcję podpierania rowu. pod które grunt dopiero równał traktor. co im w Polsce napsuł.jak to się mówi . widziało się prawie że dosięgalne zielone. jak Bóg zdarzył. Pracowaliśmy na spółkę od chwili założenia tego parszywego obozu na skraju małej łączki pod jednym z wirtemberskich wzgórz i doszliśmy w kopaniu rowów do niejakiej wprawy. zaczął się podczas deszczów obsypywać. rozparte w mokrej ziemi. Kiedy ja się kiwałem. między niespodziewanie żywotną rzeczką a szosą przecinającą w poprzek dolinę. za wąskim pasmem łąki. że niby nic nie znaczy . równając pługami ziemię rwaną przez bagry105 i podwożoną z dołu przez szeregi wagoników pchanych przez ludzi.na sago. rozmazanego w rzadkiej mgle. . jeździły olbrzymie traktory. Sterczała z niego jak kopia śmieszna tyczka długiego. O kilkadziesiąt metrów na lewo. kupą na dworcu i zagnano na dno wanny poprawić rów. Wychyliwszy się za brunatny nasyp świeżo wyrzuconej. On dziabał kilofem miękką ziemię na kaszkę. strząśniętych przez wiatr śliwek. a nie . przewidująco wykończony w dobrych czasach. o różowych żyłach końskie buraki. byłego dywersanta spod Radomia. że Norwegowie. Czym prędzej więc zabrano nas do noszenia szyn i wyciągania poplątanych prętów stalowych leżących. mięsiste liście.ŚMIERĆ POWSTAŃCA Obok rowu. Z daleka wyglądało to tak. Kiedy on się kiwał. wymrą solidarnie co do jednego już po pierwszych dziesięciu kilometrach.pogłębiarki 24 . rozsiadł się drugi post i owinąwszy się szczelnie w lotniczy szary płaszcz. a pod nimi białe. pod rachitycznymi śliwami. od dwóch lat odrabiającego w obozach Niemcom to.Pomyślałbyś. gwarno i tłoczno. a nawet grozić całkowitym zawaleniem się. Dalej na zboczu. przyczepiony leniwie do kilofa. nie przewidziawszy. który ciągnął się nieprzyzwoicie blisko pola buraczanego. Było tam niebezpiecznie. podobno duńskiego karabinu. a ja wyrzucałem ją końcem łopaty na grzbiet nasypu. jako że do wodociągów ściany kazano nam kopać prosto. kiedy świeciło słońce i pełno było pod drzewami dojrzałych. Na skraju lasu stał post. lepkiej gliny. opierałem się o wilgotną.

bo wywieźli pięćdziesiąt trupów w skrzyni. . Miał niebieskie. na okrąg. A wiesz. A z tych tam . . Ochotnicy. Nad rowem szedł porywisty jesienny wiatr i pędził górą niespokojne.tylko każdy trupiarz dostał po pół bochenka i trochę margaryny w nagrodę. wysiedzianych po nie byle jakich obozach. będzie deszcz? Skulił się pod ścianą we wnęce po przezornie oddziabanej glinie. bo coś nie słychać. że truponosy dostali wczoraj po dwa bochenki chleba.Pewnie już cały rów uprzątnęli. Chłop w chłopa. .Nawet słońca nie widać .dodał zgryźliwie i zakończył przekleństwem. a nie tak. U nas zupa była już zimna na bloku. Myślą. to nie szkoda mi wcale.Osypał się.wskazałem głową za zakręt rowu. . kraj uprzemysłowić . .Frajer deszcz . jak ci tam od powstania. Popatrzył po horyzoncie. Starają się od rana jak głupi. żeby się kłócili o politykę. Były dywersant podniósł się z wnęki i pochwycił za kilof.jeden człowiek. Jak go poprawimy. że rów? . przedzielając rytmicznie słowa klapnięciami kilofa. . Mówili. czy i połowa żyje. pod koniec wojny dobrowolnie lager przyjechali budować. . Umiejętność prowadzenia rozmowy i przewlekania jej przez cały dzień była prawie tak samo ważna jak jedzenie. Machnąłem w milczeniu parę razy pustą łopatą i przytrzymałem osypujące się z nasypu grudy. to było nas starych równo tysiąc ludzi.to nie wiem. 25 .podtrzymał rozmowę Romek. .Wykopaliśmy rów. to mów od razu. gdzie pracowała reszta naszej grupy. trochę się rów osypał . nabrzmiałe deszczem obłoki. Co to niejedno już widzieli.Jak myślisz. kiwnąwszy się bez zapału na kilofie. ale za to gorliwie i bez odpoczynku.A bo co. A jeden Żyd to się utopił w błocie na środku obozu. ci tam od powstania .odparłem lekkomyślnie. jak ty mówisz. . że majster Batsch da któremu skórek od chleba. rów. trochę słońce poświeciło. bardzo przychudzoną twarz o silnie zarysowanych kościach policzkowych. Musieli dalej odejść. Ja im nie kazałem tutaj przyjeżdżać. Ale jak chcesz coś powiedzieć.Albo to pierwszyzna dla nas? A popatrz. i tyle.i została nas połowa. trochę deszcz popadał. tych tam. powstańców. .Nie dwa.Aby nie do noszenia szyn albo podkładów. Było tam sucho i jakby cieplej. to pójdziemy dalej mówił. ale w dole było zacisznie. który pracuje wolno.zauważył zmartwiony. Dlategośmy wczoraj tak długo na apelu stali. jakeśmy zaczęli kopać. nie dwa bochenki . Przy łopacie i kilofie ujdzie jeszcze wytrzymać. Sami chcieli. jakby wypłowiałe oczy i dobroduszną.

że dygaj. a zje kawałek skórki potwierdziłem skwapliwie. a zieleniny nawpychać się musi. . no i posta. umie podbechtać do pracy. szczęść wam Boże w pracy . Ja tam wolę mniej zjeść.hitlerowska organizacja budowlana. kręci się tam przy bagrze . żeby.Panowie. i pietruszkę z łąki.) .. Umie dać szpilę.A jakże.Chyba pójdę po buraki. że trzeba było rwać buraki nie z pola leżącego pod nosem. Tylko nie daj komu. Czego on nie je! I mlecz. nerwowego jak ryba na haczyku kapy. pracowała grupa starych panów z powstania warszawskiego. inny jeszcze posłużył się papą. bo cóż winni są spokojni wieśniacy z Wirtembergii. a żołnierze i majstrowie z Armii Pracy Todta106 grasują z upodobaniem po ogrodach i sadach. lecz z drugiego. . Za rwanie bowiem buraków groziły niedwuznaczne sankcje. porachuje. no nie? Akurat dobrze. żeby z kamienia robić olej? Już i tak wycierpieli dosyć.Przynieś ze dwa. zajęto pastwiska pod urządzenia polowych fabryk. teraz 26 .obecnie. i chyłkiem polazłem wzdłuż rowu między kałużami z ostatniego deszczu. może coś się skombinuje. innemu wystawała spod marynarki torba cementowa. świetna ochrona od deszczu i wiatru. nie ubabrała się w błocie.A wy. Rzecz polegała na tym. bliżej traktorów. Ja wczoraj przyniosłem i przedwczoraj. głupi. poryto im paskudnie łąki. da! Nie bój się. wydawszy otwory na głowę i ręce. i dziki czosnek. Zjadłoby się trochę. którą nałożył na siebie. nasz Chorwat dobrze popatrzy. niby nie bije. wykorzystując jako siłę roboczą m. Ale uważaj na kapę. Jeden wpuścił marynarkę w spodnie. a jeszcze więcej po narzeczonych nieobecnych autochtonów przebywających zur Zeit107 na froncie. wrzasku pchających naładowane ziemią wagony ludzi. moglibyście zdjąć tę papę z siebie.Narobi się taki jeden z drugim za cały bochenek. a nic nie robić.rzekłem układnie. . więźniów z obozów koncentracyjnych 107 Zur Zeit (niem. jakby to była kiełbasa! Ma on swój system. Nie widzieliście wczoraj. Budowała obiekty wojskowe. . . w pasiaki. przepuście mnie.Gdzieżby tam! Stary na pewno przyjdzie' On przecie chleba woli nie dojeść. a dopiero da ci. in. a skórkami mami. aczkolwiek z pewnymi indywidualnymi odchyleniami. Głupich nie brak. Ja ci mówię. niech czeka na skórki. Kto chce zdechnąć. w pewnym oddaleniu od nas.ostrzegł Romek. pracuj. . jak esman Żyda 106 Armia Pracy Todta (Organisation Todt) . Twoja kolej teraz.A pewnie. a ty. że on wy kituje. padając. że zjechała na ich ziemię niespodzianie banda więźniów i rozłożyła się małymi lagerkami od Stuttgartu aż do Balingen. byle dużo. Za zakrętem rowu. Wetknąłem uważnie łopatę w ziemię. powstaniec. ubrana jednolicie. bo majster na wieś poszedł. któremu z nudów nadarza się czasem kogoś postrzelić. .

Kiedy się.zapytał mnie ten od utytłanych. Już i tak wyglądacie jak półtora nieszczęścia. trochę się ochędożyć. jak ja witki plotłem. i tyle będzie z was.Albo ja więcej jem od was.No? A jak po buraki. proszę pana. a nie Aryjczyków. zeschniętym. i gęstą mazią nowo nabytej gliny.zatłukł za słomę.rzekł rozsądnie stary. 108 Niemnożko (roś.rzekłem z pogardą . jeszcze warszawskie. dawnym. że co? Że wytrzymacie? Wwalą w skrzynię i wywiozą.Ej. Trzeba się trochę ruszyć koło siebie. I szanować się umiem.Jakbyś pan zjadł tylko liter zupki na wodzie i pajdkę chleba. jakbym miał trzy koszule. gdzie wam wszystko podadzą. która wystawała spod kusego kołnierza postawionego sztorcem. to nie u mamy w domu. . jeść chce. Dostanie pan durchfallu i wykituje pan w try miga. . A jak człowiek głodny. Zresztą martw się pan o siebie.Panie. Ja też. czy co? . Marynarkę przepasał grubym sztukowanym sznurem i wypchał się grubo słomą. pan idzie po buraki? . stary. to mu się nie bardzo chce żyć .Burak szkodzi na żołądek. Pracowaliśmy wszyscy koło wikliny. przecie obóz to nie pensjonat. Przyjrzałem się dokładnie staremu muzułmanów!. Nie lepiej to przeżyć? . jak nie ty? Może powiesz: nieprawda? . A jak będziecie tylko buraki jeść i jeszcze co dzień papierosa kupować za pół miski zupy.A kto wczoraj menażkę zupy z naszego bloku wyniósł. . to co? .) .Przyniósłbyś pan jednego dla nas. .troszkę 27 . to myślicie. niegdyś eleganckich trzewików. . tobyś też tak wyglądał jak my . Były one grubo oblepione błotem. to byłbym taki mądry i chodził bez papy. . proszę pana. Nie wpadło mu natomiast na myśl wpuścić spodnie w owe eleganckie niegdyś trzewiki.A czy ja jestem Żyd? Żydów to tam mogą tłuc. niż gdybyście pajdkę chleba zjedli. .przerwał potok mej wymowy ten w nakryciu z papy. jakby ten kawałek nasiąkłego wilgocią płótna z pokrzywy mógł go ogrzać. stary .oburzyłem się szczerze.szanować się nie umiecie. Czyja wam broniłem robić miotły? Wyście sobie wygodnie w południe leżeli. Jak się otrzecie z błota i poruszacie się niemnożko 108. .Sprzedałem wczoraj miotłę blokowemu z waszego bloku i za to dał mi miskę zupy.Tylko nie jestem wzwyczajony do frykasów jak wy z Warszawy. to wam od razu więcej zdrowia przybędzie. co ją znalazł u niego? .

To zdychajcie. wilgotne ściany i odetchnąłem z ulgą.I tak nikt nie patrzy. ty sukinsynu! . . przyciskając do brzucha obrzydliwie wilgotne buraczane łby. Byłem trochę podniecony i oddychałem jak zgoniony pies. toby już dawno trawa po mnie rosła! . począłem wycofywać się do rowu. popełzłem ostrożnie między buraki. Dywersant dziabnął kilofem w dno rowu.krzyknął za mną nieprzyjaźnie pan w nakryciu z papy. klnąc siebie za niepotrzebną zwłokę. . wyjął z zakamarków odzienia rzecz nieocenioną: scyzoryk. Wyciągnąłem buraki spod marynarki. Tuż przed zakrętem nasyp nad rowem był usunięty. że cała marynarka obłazi mi błotem. to po co się starać? . Wreszcie wsunąłem się między spękane. ja też jestem taki mądry. jak jesteście starzy i boicie się.Ludzie. zakryty po trosze buraczanymi liśćmi. daj pan jednego. daj pan kawałek . Na oko wybrałem najgrubszą bulwę. a w ścianie rowu wykopano dwie płytkie dziury. Romek kucnął sobie w rowie. Oczyściłem marynarkę i spodnie wyjętą z kieszeni drewnianą łopatką. oskrobałem bardzo starannie ręce i buty i przytrzymując buraki pod połami marynarki szybko podyrdałem do swoich. 28 . wrzucając łupiny do dołka. Oglądałem się za rzepą.namawiali mnie powstańcy. wykopał mały dołek. wsadziłem oba pod marynarkę i trzymając w ręku parę liści jako osłonę przed wzrokiem kapy albo posta.powiedział bardzo rozumnie. te. . z Oświęcimia. Wsadziwszy nogę w zagłębienie i chwyciwszy się palcami krawędzi rowu wy-dźwignąłem się z wysiłkiem ponad rów i nie zważając. Zdobyłem tedy jeszcze jeden burak. kiedy przechodziłem koło nich. bo pan jest młody! . zostawcie mnie w spokoju! . w których stopa znajdowała oparcie jak ulał.. Jakbym ja się bał.rzekł ten od nakrycia z papy.zawołałem prawie że z rozpaczą. i obrał starannie buraki.Jak posiedzisz parę latek jak my wszyscy.Panie.odpowiadam rozdrażniony i biegnę do buraków.A idźcie sobie urwać! Tam rosną buraki dla wszystkich! Co to ja jeden jestem? . ale prócz pękatych. . to i tobie wszędzie dadzą drugą miskę zupy . Jakieś sto metrów dalej rów skręcał ku czarnemu kwadratowi ziemi tarmoszonej przez traktory i bagry.To się udław. trzymając się rękojeści kilofa. . Tutaj. biało-różowych buraczanych łbów nic innego nie umiałem dostrzec. poczułem się nieco raźniej. Albo ode mnie blokowy weźmie? Woli dać zupy za darmo któremuś z was.Kiedy panu łatwiej. .Tee. bez pośpiechu poobrywałem liście i wyważyłem ją z ziemi. Przecisnąłem się do byłego dywersanta.

przesłuchaj ta go w łóżku”. Dlatego jadło się je ostrożnie i małymi dawkami. .Chcielibyście tylko. Ale on nic. zaklepując łopatą dołek z obierkami. z nabożeństwem wysłuchiwał historyjki dywersanta. Wal. bo trochę ciemno. A sołtys milczy ze strachu. 29 .odrzekł opryskliwie Romek.rzekł Romek. aż się załatwi.powiada . Podszedł do nas po cichu i oparłszy się na łopacie. powiada baba.A ma. trudno. „Chodź na przesłuchanie”. raz poszliśmy robić jednego sołtysa.zawyrokowałem.Rozumiesz. jakoś tak się ta wioska nazywała.Jakże j a mogłem walczyć w Warszawie.. to wam majster Batsch może skórek od chleba da . Człowiek w trzewikach ze starczym uporem tkwił wciąż nad nami. czego się nie robi dla Ojczyzny. baba w krzyk za nim? Akurat! „Takie owakie . który natychmiast schowałem do kieszeni .bo w spiżarni u starego tośmy taki . proszę pana? Bo ja się trochę na wędlinach znam . nie mogąc oderwać oczu od chrupanych przez nas nonszalancko plasterków.A jakiej kiełbasy. leży sołtys z babą w łóżku i nie chce wyjść. i to bardzo dużo .rzekł niespodziewanie stary w zabłoconych.Panie.Słuchajcie no. nie bądź pan taki. Włażę. piekącą słodycz sacharyny i rozchodziło się od nich nieprzyjemne zimno po ciele.zatoczył ręką nieprawdopodobne koło . .Na pewno lepsza od tych buraków. idźcie. nie nadające się na wybredniejsze podniebienie części. mówię. żeby ktoś za was tyłka nadstawiał jak w Warszawie. do roboty i starajcie się dalej. daj pan kawałek.Trzeba było urwać sobie .mówił. stary. . a kiedy nie odchodził. Myślisz. aż pierze pod sufit poleciało.Jeżyny czy Dzierżyny. rozglądam się. rozmiesz. „Ja go nie puszczę. prawda? Sami to się boicie? . . .Bujda wszystko .partyzanty jedne. Wywaliliśmy na spółkę w chłopa. Zwykłej wiejskiej kiełbasy z czosnkiem .wieniec kiełbasy zafasowali.Ale co ma sołtys do buraków? . i ja. czekamy. Miały nudną. że nie serdelowej. w poduszkę. niedaleko od Radomia . To sobie możecie wyobrazić! Podał mi plasterek buraka i odkroił sobie drugi. wycinając z buraków żylaste. z nie mniejszym nabożeństwem śledząc krajanie buraków.rzekłem drwiąco.dywersant podał mi pokrojony na części burak. jak mnie zaraz Niemcy wywieźli? . .Jakiej kiełbasy? Wiadomo. mówi Wilk. niegdyś eleganckich trzewikach. . Obstawiliśmy chałupę na olaboga i Wilk we wszystkich opowiadaniach Romka Wilk grał pierwsze skrzypce . poduszkę i pierzynę mi do cna ino zmarnowali!” . dodałem zniecierpliwiony: .wlazł przez okno do chałupy.Idźcie. tylko mnie woła. .

a potem opowiadać dyrdymałki. jak trzeba. podzielił go sprawiedliwie na dwie równiutkie części i podał mi jedną.Ano. także nie jeść. poskładał je do kupy. stary.dodał z mieszaniną pogardy. i wręczył je staremu. Z utytłanych w błocie. ale za całego buraka . zawszeście jednakowi. palec włazi w ciało jak w wymieszone ciasto.rzekł z ożywieniem stary. Takim burakiem to człek przynajmniej kiszki napcha. . podciągając do góry zabłocone nogawki pasiaka. Nie można nic pić.Widzicie. Znalazłem śliwki. nawet kawy. że kantu nie ma i że to rzeczywiście cały. tylko woda. a tam inni za mnie kopią. Dywersant gmerał obojętnie kilofem w ziemi. Że też wy od rana umiecie dotrzymać . z fantastycznie poskręcanych szmat i ścierek wyłaziły obrzmiałe. chorobliwie białe. następnie wyjąwszy z kieszeni kawałki buraka.powiedział bezdźwięcznie i wyciągnął z kieszeni omotany w brudną szmatę chleb. Za dużo w nich wody. . Wtedy Romek sięgnął do wnęki. . A wiecie dlaczego? Woda. Trzeba było od razu wyciągnąć chleb.rzekł dla zasady Romek. tak z pół pajdki rannej. bo do roboty trza. . Jak dojdzie od nóg do serca. niegdyś eleganckich trzewików.Ale niech tam już będzie. uznania i zazdrości. Ale ty byś od razu zjadł.Widzicie. Gadamy i gadamy. nie nadkrojony burak. który zebrawszy kawałki buraka w podołek. A wy buraków chcecie. położył go we wnęce. a potem podniósł na mnie oczy bez wyrazu. odszedł w pośpiechu za zakręt rowu. zwiędłe śliwki. uważasz. Pochyliłem się i nacisnąłem palcem skórę. A wy zjadacie całe główki. Z chytrym uśmiechem rzucił mi jedną. Nogi was nie bolą? . jak błyskawicznie i fachowo oceniłem. żeby bolały..Dam wam kawałek chleba. Co dzień z wami to samo. 30 . cierpliwość i umieć donosić żarcie do czasu. to wtedy kaput. Chwycił chleb.stary.Trzeba mieć. a buraka to chcecie za całą rękę . stary. prawie sine łydki. jak chodziliśmy po narzędzia rano do budy. ma się rozumieć.Chleba dajecie za paznokieć. Stary krytycznie spojrzał na łydkę. żebyście nie marudzili. a drugą ręką chwycił się pod bok. aby unaocznić. . Wreszcie Romek wyciągnął z kieszeni dwie przyduszone. Złapałem ją w powietrzu. Dywersant oparł się na kilofie. .Gdzie tam. . I zieleniny.. buraki szkodzą na żołądek. Nie imponowały mu byle jakie opuchnięte nogi. nic. uważnie mieszając chleb ze śliną i połykając bez pośpiechu. ciągnąc za sobą łopatę. Poczęliśmy obaj żuć. Dajcie prędzej. Żebym to ja tak chleb umiał dotrzymać. tylko mi trochę opuchły . wyjął chleb.

a tu było trochę ziemi nad głową niby dach. . który wznosił się w środku wsi nad wodospadem wezbranej w jesieni rzeczki. O swoich ludzi.zgodził się były dywersant. w której wydawało się nieco cieplej niż w gołym rowie. może dlatego że nad rowem szedł wiatr. a dalej traktory. przerzynając na ukos łąkę. jak w Oświęcimiu dostawałem paczki.I warszawski . w którym w przeciągu dwu miesięcy umarło trzy tysiące ludzi. dbał.Nigdy nie umiałem podzielić.mówię w rozmarzeniu. Oto zbierał codziennie od swoich kolegów skórki od chleba i rozdawał je tym. Grunt to nie narobić się. na której gdzieniegdzie rosły dzikie śliwy.Najlepszy system to nie nosić jedzenia w kieszeni. żeby na kupie nie stać. ani na podatki nie wezmą. To żydowski system. oraz czerwone dachy domów schodzących coraz niżej. ale niedużo. a ja podpierałem wnękę. niedawno założony obóz. . podniósł kilof wysoko ponad brzegami rowu. Wilgotna ziemia pachniała trupim zapachem gnijącej trawy. Rów był wąski. schodził z drogi majster.odpowiadam zgodnie. tego ani złodziej nie ukradnie. Śliwy dochodziły aż do wsi leżącej zupełnie w dole. a miał nas dwudziestu. . pozwalając mu w rowie opadać własnym ciężarem. że bym zjadł . ani ogień nie spali. Od lasu kładł się biały pas drogi. troszkę kawy popić. myśląc o odbytej tylko co transakcji. ale nieproporcjonalnie głęboki. Znów bez porozumienia wróciliśmy do dawnego systemu pracy. Wbił kilof w ziemię i oparł się o ścianę rowu. łańcuch wart i las. wtedy człowiek tracił 31 ..dodałem. zdaje się? . . Z daleka. Z jednej strony rowu wznosił się nasyp. co dzieli. nawet przez oświęcimiaków nie dościgniony. żebym miał chleb przy sobie? Raz-dwa zjeść. organizator wszelkiego jedzenia po okolicznych wsiach.prędko zdechnie. poniżej dna wanny. Co w żołądku. gdy milczenie przeciągało się niebezpiecznie.Naturalnie.I warszawski .Zacząłeś coś mówić o rowie przedtem. Był to wielki specjalista od instalacji wodociągowych. za nasypem szło pole buraków. On kiwał się na kilofie. noszenia szyn i załadowywania worków z cementem oraz świetny. Taki. Od nas widać było czub kościoła. Chwyciłem łopatę do rąk i począłem z energią wyrzucać okruszyny ziemi. Widziałeś mnie kiedy.Wiesz. odcinając się od mokrej zieleni trawy jaskrawą barwą munduru Armii Pracy Todta. i przestać cały dzień przy łopacie. gmera. Dalej wspinał się po stoku wzgórza młody świerkowy las. mamrze się zjedzeniem . krusząc resztki grud upadłych z nasypu. . niknął we wsi i wypływał wraz ze śliwami.zagadnął. Za lasem leżał nasz mały. Z drugiej strony była łąka. Były dywersant wziął kilof i odsunąwszy się ode mnie o dobre parę metrów. . to mleko skondensowane od razu wypijałem . Należało rozmawiać cały dzień. którzy najgorliwiej pracowali. A tutaj porcje także od razu zjadam.

. to znów na granicy szwajcarskiej. siedział skulony stary.Już od miesiąca tak kują. Śmieszyło to bardzo starych oświęcimiaków. Kują w nią tam na Zachodzie. I to nie o jakichś tam wspaniałościach.Bo to. doły. zatopieni na niby w rozmowie. aby dzisiaj przeżyć. . co będzie . Na pewno będzie ci lepiej niż teraz. jak ziemia huczy od artylerii. postękując z wysiłku.Nie gadaj. Przez ten czas u nas wymarło trochę ludzi. co kapo bowiem. jak te nasze powstańcy.. nie widzisz? Udając. Chcę wrócić do żony. kapo . ja tam od rana myślę o jedzeniu.do kogo? Może też gdzieś tak dołki kopią.poczucie czasu i nie miał okazji do snucia destruktywnych marzeń o jedzeniu.. to kapo. raz w Wirtembergu. prawdę powiedziawszy. co to się w powieściach czyta. szyn. już się dosyć nawojowałem po świecie. którzy umieli po niemiecku. to myślisz. dbając usilnie. i tak. to znów nowych przygnają.majster stoi nad rowem.Pogadajże coś! Jak to było? . kują. gdzieś pod Beskidami. nazwoziliśmy wapna. machaj kilofem . Przyłóż ucho do ściany.. Ale nawet gdyby nie. Majster Batsch postał chwilę nad nami. I końca nie widać. ten od 32 . raz na Śląsku. żelaza i czego tam jeszcze.Ja tam nie myślę o tym. uczciwe łopaty aż na sam czub nasypu. ale teraz . aby błysnąć nim nad rowem. kopie Niemcowi na pożytek. błyszcząc czernią wysokich butów. bracie.i znów machnął kilofem. widzisz.rzekłem ostrzegawczo . na dnie rowu. Ale tak do syta chleba i grubo masła na chleb. Wywalałem pełne. w kółko. ..Kapo.i co? Coraz głodniej i zimniej. że będziesz umiał żyć? Albo będziesz się bał wiecznie nie wiadomo jakich strachów. Podbiegłem rowem. popatrzył jakby z niezmiernej wysokości i poszedł powoli nad rowem. tak się gmera. że go nie dostrzegamy. stanąwszy nad grupą powstańców . bo w co będziesz wierzył? Co tu mówić. coraz to któryś z kumplów umrze. cementu. gdzie się da. gorszyło. .rzekł ostro dywersant . a posłyszysz. pracowaliśmy gorliwie. pokopaliśmy rowy. . założywszy ręce do tym. Za zakrętem. Jeszcze się człowiek jakoś trzymał nadzieją. A jak przyjdzie zima. do dziecka.Machaj. cegły. a nawet. zbudowaliśmy kolejki .grunt. nie? A może chciałbyś już tak do końca życia . że wróci.krzyknął do mnie. albo będziesz grabił oburącz. Brzeg żołnierskiego płaszcza miał ordynarnie zabłocony.i zaśmiał się urągliwie. .chodź no tutaj! Dlaczego ten człowiek leży na ziemi? Dlaczego on nie pracuje? Majstrowie nazywali kapami wszystkich. I coraz częściej pada deszcz. .

głód. a niegdyś eleganckich trzewików. i jęczał. Co pan. przecież on jest chory.) . Powieki drżały mu raz po raz.Krank. . pierwszy dzień na komandzie? I zdejmij pan tę papę. Dopiero co przyjechał do obozu. . widać. . może tego człowieka do lagru zaniosą. verstehen (niem. zaszkodziły? . verstehen?109 . Majster kucnął nad rowem.zabłoconych.majster Batsch uczynił dłonią międzynarodowy ruch chowania ukradkiem do kieszeni. Oczy miał przymknięte.dopowiedziałem pośpiesznie .Powiedz mu pan.) .On kupuje co dzień buraki za chleb. opierając się z wprawą na kilofie. przyglądając się smutnie powstańcowi znad rowu. . korzystając z tego. W ręku trzymał spory pakuneczek owinięty w gazetę. w nadziei.zagadnął bez zainteresowania.powtórzył z naciskiem. . Mówiłem już raz. 109 Hunger. ciężko chory. ten od nakrycia z papy. że majster był zajęty czym innym. ten od papy. buraki wam.rzekłem ze zdziwieniem.On nie może tego potrafić! . prawda? . ale z daleka zaglądając więźniowi w twarz.zapytał. co? O. . ściskając rękoma brzuch.Chory? . że my niedobrzy. . Dywersant. On jest chory. że żaden post nie pójdzie teraz stąd? Coś pan. bo jeszcze pana kto urządzi.Hunger. Towarzysz starego. Majster Batsch pokiwał głową w zrozumieniu. I odszedłem do swojej łopaty. że majster zrozumie po polsku. Słoma wylazła mu zza pazuchy i sterczała przed twarzą. .zapytałem ze współczuciem. Jego towarzysz z kilofem. że zielenina szkodzi. Na żarłoczność i głód trudno poradzić.kraść 33 . troskliwie.To pan jeszcze mało rzeczy widział na świecie.No tak. . nie wiesz pan. prawda? .rzekłem z pogardliwym lekceważeniem. Ma czas do wieczora. Znów później powiecie. . dziecko. rozumieć 110 Klauen (niem. kucnął spokojnie we wnęce. Musiało mu być gorąco. Klauen110. ruszył się niespokojnie. chory .nażarł się buraków i teraz dostał boleści w brzuchu. Gdy chwyciłem za łopatę. stary.Buraki? Z tamtego pola. jakby z krawędzi innego świata. Na przeraźliwie bladej twarzy starego powstańca pojawiły się rzadkie krople potu. to zupełnie jasne .Stary. to nie wie. że nie ostrzegamy. to bardzo niedobrze. obrzucił mnie nienawistnym spojrzeniem i rzekł niezdarnie do majstra Batscha: . wylazł z wnęki i stanął także w pozycji roboczej.Cóż to. proszę pana majstra. bo rozpiął kołnierz.Ciężko chory? .

.Margaryna i ser . . Ze złości wywaliłem całą grudę ziemi na nasyp. 111 Volksdeutsch (niem.pajdka rano. margaryna na trzydziestu kostka.) .Nie.Już niejedną setkę takich widziałem.Znów jeden mniej. A dziś . nie? . tu znów im źle. Było pół pajdki na dwóch. . Ja mu nie kazałem przyjeżdżać. . który w związku z pochodzeniem zadeklarował przynależność do narodu niemieckiego 34 ..Co się będziesz martwił za tamtego.zapytałem zainteresowany. Przyjechali sześć tygodni temu i już chcieliby ze trzy miski zupy dostać! . że ma wujka volksdeutscha111.Pewnie. .podpowiedziałem.. A wieczorem jeszcze zupa za twoją miotłę. Jak kto chce Niemcowi służyć. . Spuchłe nogi. że na roboty. Przez cały dzień nic.Margaryna i ser. bo jeść mało dają. że oni nie są polityczni.Dużoś zjadł dzisiaj więcej niż porcja? .Nie pociągnie nawet do wieczora . potem parę śliwek. jak już zaczęli. durchfall.W Oświęcimiu krzyczeli.. to ich nikt nie pilnował. A potem dostałem jeszcze zupy na kuchni. Dorwali się teraz do robót jak chłop do wody sodowej. a teraz znów się obżarł burakami.rzekł energicznie Romek.Właśnie o tym myślałem . Żeby tak jeszcze. to dobrze mu tak . dbając usilnie. aż ugięła się rękojeść łopaty. bo odnosiłem kotły.rzekł dywersant. .Co tam zjadłem .ciągnął dalej . . Popatrzył z sympatią na naszą zgodę i umiejętną pracę i rzucił między nas pakuneczek owinięty w gazetę. .Nie mogłeś przyjść po mnie? .obruszył się były dywersant spod Radomia. Przecie jak oni jechali do Oświęcimia.obywatel kraju okupowanego w czasie II wojny przez Niemców. i co trzeci chwalił się. Z rana porcja chleba i co tam było do chleba? . Jedzenie było tematem w chwilach szczególniejszych wzruszeń. Urwał i chwycił za kilof.. potem znów ten chleb i trochę buraka. Mogli bronić tej Warszawy. Czarno widzę przed nim. Myśleli. Nad nami stał milczący majster Batsch. Pod wieczór tośmy sprzedali buraka Żydom. .odpowiedziałem. Pod naszymi nogami rozsypały się skórki chleba. aby błysnąć nim ponad krawędzią rowu. bo musiałem zjeść w kuchni. podczas gdy ja skwapliwie pochyliłem się ku ziemi.Wczoraj to zjadłem.zapytałem z żalem. I z rozmachem uniósł kilof nad głowę. że mogli. .

która wszędzie na świecie jest tam. głucho. zwinął się u wejścia do hali. drew. słonecznym blaskiem i mięsistą. ziewnąłem z uznaniem i odłożyłem na bok zorganizowaną w którymś z pokojów oficerskich książkę. 35 . . przypadł do ziemi i rozdęty przypadkowym podmuchem wiatru napęczniał. ławek i krzeseł przygotowanych na wieczorne ognisko. ociekających igliwiem młodych sosen. Batalion. Oślepiająco kredowy wąż kurzu. jak z worka z gałganami.powiedziałem.Panowie żołnierze . w której odbywały się do niedawna patriotyczne wiece esesmańskie. Tylko pstrokate nogi Batalionu. pękł. minął kolumnę rosłych ciężarówek amerykańskich. a kroczył ufny w swą siłę i ochrypły śpiewem jeden zwielokrotniony człowiek. szedł Batalion i śpiewał. jakby to maszerował nie Batalion. przybił gorliwiej beton pod wysmukłym. Wolno spać dalej.BITWA POD GRUNWALDEM I Po szerokim. odwracając się do sali. jednolitym zamachu. mąciły wojskową jednoznaczność wyrazu. skręcił ostro pod oszkloną niegdyś halą. jak po dnie głębokiej studni wkopanej w kamienne ściany budynków. zalanym słońcem dziedzińcu poesesmańskich koszar. Ręce jego. podobny z lotu do trzech zielonych gąsienic o pręgowanym. ponieważ wiatr zarzucał nań jak na wędkę barwną szmatę narodową. sczerniałą zielenią świeżo ciętych gałęzi. zachrupotał wielonożnie po szkle z wybitych dokładnie szyb. odgrodzoną od placu ostrym. gdzie wy jesteście. obszedł sztywno dziedziniec. który wlókł się za Batalionem. świeżo malowanym masztem. zelżał pod kupą bali. które wytrząsały ze swego wnętrza. wesołych i chwalebnych przygodach Dyla Sowizdrzała i Lamma Pasibrzucha. . przywalony drgającym słupem słońca. zszarzał. podnosiły się energicznie do pasa i opadały ku ziemi w gniewnym. twardym parapecie okna na trzecim piętrze jednej ze ścian studni i wygrzewając się nago na słońcu jak sparszywiały pies przeciągnąłem się sennie. urwał wpół słowa śpiew i wsunął się jak w tunel w mroczną czeluść hali. jaskrawą zawartość ludzi i bagażu. opowieść o bohaterskich. Dobrze spełniliście swój obowiązek wobec Ojczyzny. sfałdowanym grzbiecie i nieruchomym tułowiu. żeby z kolei wystawić na słońce plecy. odziane w zielone rękawy odziedziczonych po żołnierzach z SS kurtek. nakrapiane gdzieniegdzie jasną plamą wojłokowych chodaków. wzbił się w powietrze i rozpłynął się w nim bez śladu.Batalion pomaszerował do kościoła na mszę arcybiskupią. Siedząc z kolanem przy podbródku na wąskim. zacięcie wbijając w beton takt.

podszedł do okna.Sala po prostu. przez środek szły z gruba ciosane stoły.Polska piechota maszeruje dobrze. Od stóp do głowy pokryty był przyblakłymi wzorkami tatuażu. . a zamiast kapów . sypiąc za każdym poruszeniem fury słomy z przegniłego siennika na dolne łóżko. Na prawym udzie pięła się ku pachwinie gruba. wysadziwszy głowę za okno. Cisnął książkę na stół i bijąc buciorami o kamień podłogi. hitlerowskie sentencje. gdy ją polscy prowadzą oficerowie ku chwale Ojczyzny . Krostowatą twarz zwracał nieodmiennie w stronę okna i patrząc bezmyślnie na mieliznę parapetu łapczywie wsłuchiwał się w śpiew i tupot Batalionu. . Plecy zagrzały mi się tak.Znowu sukinsyny gotują na węglu . Patrzy chorąży. barłóg. leżał w nim cały dzień na łóżku. 36 . chwała Bogu i Ojczyźnie.warknął gburowato chorąży. zeskakując z parapetu. który uczył się angielskiego i szeptem powtarzał słówka. teraz odpoczęli dwa miesiące i znów łażą. piętrowych łóżek. a czerwony napis wskazywał nieomylnie: „Tylko dla pań”.dodałem patrząc obojętnie w przestrzeń. i zdjąwszy rogowe okulary z nosa. zamrugał ku mnie zaspanymi oczyma krótkowidza. świecąc muskularnymi węzłami ciała.rzekł. . po czterech. nie mieścił się w skąpym łóżku. jakby je kto skrobał rozpalonymi szpilkami. Niby wszyscy męczennicy z obozu.To pan do mnie kij przytykasz. W powietrzu bzykały cienko wypasione. słonym potem nie mytych genitalii. to niech pilnuje. bracia.A jak maszerowali? Jak wojsko? Bo na ćwiczeniach łażą jak muzułman po błocie odezwał się podchorąży Kolka. dusił się od gorąca i bił podkutymi butami o żelazną poręcz. . żeby nie kradli. krzywo wyrysowana strzała.oficerowie na czele. stały dwa szeregi żelaznych. czyściutkich slipach.Jak kto ma dyżur w kuchni. . kotły i wszystko. Uporczywie chodził w obcisłych. to co gotują w kuchence? Jasne. a pod ich nogami wałęsało się parę taboretów bez oparcia i błąkała się bezradna jak zagubione dziecko emaliowana spluwaczka. na którym sypiałem. czy kucharz kraść zdąży dla Żydówki w ciąży . ale żeby kucharze żarcia z kuchni dla Żydówek nie wynosili.wykrzyknąłem. Pod nie bielonymi ścianami. że obiad dla oficerów. zdobnymi w bogoojczyźniane. to nie . . który spał przy ścianie od drzwi. nie zrzucał nigdy sukiennego munduru. który czytał niemiecką książkę o Katyniu.Jak mają kuchnię elektryczną. Chociaż z okazji rozdziału niemieckich marynarek pokłócił się z oficerami i postanowił bojkotować wojsko. Uczyć maszerować to potrafią. leniwe muchy i ciężko oddychali rozespani ludzie.Przez sześć lat w lagrze piątkami łazili. jak zakurzony glinany talerzyk. po żołniersku śmierdziała zastarzałym. . Olbrzymi i żylasty. jeżeli dobrze zrozumiałem . co tam im trzeba dla nas.rzucił od drzwi Stefan.

Cierpiał od kilku dni na ciężkie rozwolnienie żołądka. A jak ci się podoba taki kontroler.Sutki piersiowe. pogładził się po rzadkiej i sztywnej siwiźnie i rzekł ze wstrętem: . A jak ci się nie podoba co. uderzył głową o ostry kant górnego. „Nie będzie awantury” . którą przyniósł z nocnej rajzy po bauerach.Mało wam jeszcze. Kradną. wypukłe oczki. Jednocześnie zaś chory Cygan. hau . a nie do garnka.zaskomlił.Hau. .zaszczekał chrypliwie Stefan i zmrużył złośliwie maleńkie. ale złapie i gryzie. znowu się wam bić zachciewa .pomyślałem rozczarowany i wychyliłem się przez parapet. podniósł się z jękiem na swoim łóżku. wyskrobku bolszewicki. zawsze głupi. Zmarszczyłem z dezaprobatą brwi. Chorąży powoli wstał z łóżka. którego omal nie utłukłem w walce o lepsze miejsce w wagonie podczas transportu do Dachau. zadrgały mu spazmatycznie jak pyszczek zajączka. Pod kamiennymi ścianami koszar. to won z wojska.Właśnie. Wolał zdechnąć niż pójść do szpitala. Chorąży sztywno usiadł na łóżku. Leżał nieruchomo. kradną! Nie szczekaj. równe i białe jak u psa. Dobry pies nie szczeka. przewrócił z szelestem parę kartek i tępo wpatrywał się w fotografie grobów w Katyniu. na wąskich pasach zieleńców. Chwycił książkę. między rozwalonymi 37 . toby nie wylazł.I przytknął siną. Pana trzyma Pułkownik na smyczy.koledzy. ozdobione parą wytatuowanych uszu i sinymi kropkami imitującymi oczy. Zza wykrzywionych nerwowo warg zaświeciły zęby. jak nożem uciął. Podchorążak Kolka poruszył się z zainteresowaniem i wyjął pięść spod głowy. panie chorąży. Doleciały nagle strzępy jazgotliwego gwaru i umilkły. . . zaklął ordynarnie na temat płciowy. pociągając płaczliwie nosem. póki się ciebie nie czepiam. cierpliwy jak chore zwierzę.Nie czepiaj się mnie ty. pochwalnym śmiechem. jakby był przywiązany do budy. Parsknąłem krótkim. poruszony nagłą ciszą. aż dopiero z Podporucznika. Siennik zachrzęścił i słoma posypała się na dolne łóżko. ludzie niespokojni. Chorąży poderwał się na łóżku. Przebierał nerwowo palcami u nóg. wychudzoną twarz do poduszki w czerwone maki. jak nie złapałeś. nasz brat. ale do maszerowania na mszę. Chodził wzdłuż stołów wyprężony. Naćpał się nie gotowanego mięsa baraniego. W łyżce wody chce utopić brata. gryź pan.O ludzie. . jedynego zresztą w tej sali. że was bieda bije? Ale nasz Polak. właśnie. Podwinął pedantycznie wystający róg prześcieradła. Pan jesteś psem od łapania. co o tym wie i książeczki czyta z obrazkami? Jakby wlazł w tyłek Pułkownikowi. . . Z dziedzińca zacharczała odjeżdżająca ciężarówka. pamiętał bowiem szpital z małego kacetu Dautmergen.

. które wonią zarażały cały dziedziniec.stertami gnijących śmieci. za karny meldunek. mocno osadzonych w ziemi platanów. bracia. a także za Ojczyznę. zardzewiałej na brąz rury wystawionej nonszalancko przez lufcik .. do czasu. Zacisnął wargi i patrzył w ziemię. na świecie . panie chorąży. której pilnowali obcy żołnierze. tam gdzie mieszkali prominenci. ciekł nieustannie wąski strumyczek rowerów.Uważaj pan tylko. barwne letnie sukienki migały wśród bujnych. szedł rząd weneckich.Znajdziesz. 38 .. A ty? Siedź. równo oszklonych okien. Pójdę na kuchnię sprawdzić. Ale jeśli nie znajdę! . nad drzewkami i żywopłotem.snuł się cichutko niebieski. usta drgnęły mu złowrogo. Wyciągnął z szafki mundur i począł się ubierać. jak głodno i do domu daleko. dołem tonący w soczystym cieniu. to może siedzieć. znajdziesz . 112 Häftling (niem.ale cóż. darły się chrapliwie niezmordowane radia.Nie.zanucił Stefan. wystawione na słońce. . za niezłomność.westchnąłem z udanym smętem . na drugim piętrze. sapiąc z lekka przez nos. żeby panu synka nie złapali. tam gdzie były kuchnie Zgrupowania Wojskowego Allach. bo nie umiesz się lizać. panie podchorąży. za sprzątnięcie korytarza. Z parteru.. Żeby chociaż nie kradli! Byłoby lżej...w słońcu jak w złotej farbce. bo kto panu da jeść? Pułkownik barana nie przyniesie. Na parterze. wiadomo . a górą .mruknął złowieszczo przez zaciśnięte zęby. z małej.Häftling 112 . przepustki ci na świat nie dadzą. Ale nie powiedział nic. do którego puszczano za dobry marsz. z pięter. Ale do czasu.Pan chorąży pewnie na mszę grunwaldzką? . .. Za bramą.zapytał obojętnie Kolka z drugiego końca sali. ciągnęły po autostradzie kolumny aut. . przez dziurę w murze nie wyjdziesz. A w środkowym skrzydle budynku. aby wyschły. gdzieś aż spod strychu.) . w wielu szeregach bliźniaczych okien zwisały ze sznurów strzępy różnobarwnej bielizny i kręciły się na szpagatach świeżo malowane drewniane kuferki. bo ustrzelą. Tam właśnie był świat. Wyżej. A jak siedzieć? Jak komu syn barana przyniesie albo Niemkę przyprowadzi. pełzały w górę anemiczne drzewka klonów i szczelnie krzewił się tuż nad betonem kwitnący czerwono żywopłot.Ładnie jest. Przez cały czas patrzyłem spod zmrużonych rzęs na chorążego.więzień. człowieku: siedzisz zamknięty jak za Niemca. Chorąży poruszył się niespokojnie na łóżku. że wszystkim jednakowa dola. . delikatny dymek i drżąc cieniutką smużką rozpraszał się ukradkiem w powietrzu. za lojalność.

ukłoniłem się w stronę chorążego . pluskwy i flegmony. On na dzisiejszą uroczystość patrzy pod kątem Polski .Cóż jest między nami wspólnego? .a wszystko widać jak w teatrze. A co ciekawego na mszy? . Podobno na ognisko niespodzianki szykują.Do końca świata już tacy zostaną. i trochę Boga. A myśmy mieszkali gdzie indziej. jak gromada niesfornych dzieci za nauczycielem.Że też ich Niemcy nie zdążyli wybić! . Jego gesty będą niezrozumiałe dla mnie.jeszcze go nie ma. miło się z sąsiadami pogada . mnie byś opowiedział.nie pójdziesz na Grunwald9 . sunął bowiem godnie i prosto i z wysiłkiem markował wojskowy. co to brukiew. pętało się nie zróżnicowane stado zielonych i czarnych kurtek. . obficie posypanych narodowymi barwami. Za nimi. A nie chciałbyś zobaczyć Arcybiskupa? . Na czele posuwał się Pułkownik. On na pewno jest syty.Idź na mszę . mucha bzyknie. Ciskał rękoma ku Pułkownikowi. Polska.Na dziewczynki byś popatrzył. energiczny krok.. . Może pójdę do teatru. Co dzień mi zupy daje.Nie chce mi się.Mamy tak różne doświadczenia życiowe! On całą wojnę był gdzieś tam w wielkim świecie. może o wywrotowych fermentach w Zgrupowaniu Wojskowym Allach. - 39 ..Da i bez tego.A ty. moje zbyt tuzinkowe dla niego.rozłożyłem ręce z emfazą. mnie się chce jeść.bohaterstwo i Ojczyzna. . jaki głupi. Zapuścił ręce w spodnie i czochrał się z zainteresowaniem. . gestykulujących rąk. Czarne.Odchylił się od parapetu i płaską dłonią plasnął się w czoło. Widziany w silnym skrócie Pułkownik podobny był do masywnego kloca o polerowanej słońcem głowie i sztywnych nogach.dodałem rzeczowo .Idź na mszę. w mundurze skrojonym przez miejscowych krawców na angielską modę z koca koloru przywiędłego liścia. co to wiesz .Stefan oparł się w zadumie o parapet i patrzył ze złością na dziedziniec. Byle z daleka od niej mieć dwie miski zupy! Jaki ja byłem głupi. . . dla Polski. Dopiero generalicja podąża godnie i w ordynku na świętą mszę. Polsko. nad którymi podskakiwały krasne głowy w furażerkach.ja gulaszu i jutrzejszej postnej zupy.podchorąży Kolka przełożył nogi przez poręcz łóżka . Obok ciągnął Major owinięty w dziewiczą zieleń niemieckiego munduru oficerskiego. coś mu widać po kaznodziejsku tłumacząc. a obaj sobą troszeczkę pogardzamy. a nad generalicja polata dym i zapach gotującego się dla niej obiadu. Zresztą .. panu Redaktorowi napisał do gazetki. A Grunwald? Albo mi tu źle na parapecie: słońce przypieka. Tadziu . sterczące włosy lśniły jak sierść psa. Może da ci gulaszu? Gulasz dziś na obiad. głupi! .namawiał leniwie Kolka.

czyste koce. jak taki Stefan przechwala się teraz.Oczyściłoby się powietrze. Tu. . więc się poczuł silny władzą Ja. pan Kuriata. niech mi tylko zjeść co dadzą 113 Laufer (z niem. jakby zdechli . że uratował życie paru polskim oficerom z powstania. nadstawiałem się za nich. chłopcy poszli na rabunek z nożem.A miejsce kto im dał na bloku? Czyste buksy. I już taki ważny się zrobił jak. aż Stefan odwrócił się do sali . owoców i mięsa dla blokowego. jakieś kobiety posmażyły się.A pamiętasz . blokowy . fleger z Birkenau. Amerykanie przychodzą.nic. od którego raz. Jak kradłeś. karmiłem.ciągnął w rozgoryczeniu . grupa więźniów pracująca poza terenem obozu 115 Szonungowy blok (z niem. którzy dziś nie chcą mu dać do syta zupy tytułem rewanżu. . wreszcie blokowy na najbogatszym.opiekować się. Kręci młynek mieląc mąkę nasz Pułkownik. schonen . .młynek. brat poznaje wreszcie brata. Laufer) . napchane sienniki? To mało? Wyżyliby na komandzie? . Wtedy korzystając z okazji zadeklamowałem patetycznie: Ustalają się hierarchie. szonungowym bloku115. zbratanie ludów.zupę. potem laufer113 i pipel osmański na małej komanderówce114.. a dla nich co najwyżej .dorzuciłem pogodnie. usiadł na pryczy i .odmiana komando. to dla siebie masło i chleb. wyżebrał od kogoś trochę pszenicy. były kolega. Drugą miskę dostał zupy. koniec wojny! A ten . patrząc ubawiony. artyleria esmańska w obóz. a chleb dziesiątkami bochenków wędrował na lager w poszukiwaniu papierosów. kradłem żarcie głupim Cyganom. trzymałem tę hołotę na bloku. placki i do latryny lata.byliśmy przecież w jednym obozie.Nie chwal się. świat się przewala. wsie naokoło palą się.jak w Allachu Pułkownik? Przynieśli mu młynek od kawy.. ja mogę już do służby. tylko młynek i placki piec. rozumiesz. z którego zupa kotłami.blok dla ozdrowieńców 40 .przerwał ostro podchorąży Kolka. Podniosłem obie ręce do góry. że nie dość szybko ustąpiłem mu z drogi. jak Stefan.goniec 114 Komanderówka . szał. Stefan umilkł speszony. chronić) .Przecież sam widziałeś. dostałem uważnie po mordzie.

idź! . książeczek.krzyczał chorąży. ty bękarcie! Ty wiesz. mąkę miel! Niech się klin wybija klinem. panie chorąży. Zbielałe wargi poczęły mu drżeć. gadzino zapluta! .Idź do tej swojej. Szpiegu! . . czy w niej nie zachlupoce woda. Wpił się kościstymi palcami w czarny blat. . co? .pochwaliłem. Pójdę i będę na was czekał. to do zgody woła. Niemeczkę pomacał. W Katyniu.zaśpiewał łagodnie Stefan . nie podoba? Pan chorąży chciałby innej. aż mu paznokcie nabiegły krwią. Uderzył mnie spokojnymi oczyma. nie podoba wam się Polska. Stefan . 41 . o będę! Podchorąży Kolka usiadł ciężko na łóżku i zwiesił na dół nogi. idź! . Tylko jeszcze na was trochę popatrzę.W Katyniu. twoja Polska.A co.. Kiedy przykazaniem kupą się trzymać i nie warcholić! Warcholstwo gubi nas! Przez nie giniemy! . co Katyń zrobili. prawda. co? W Katyniu? Szkoda panu chorążemu? . Uśmiechnąłem się do Kolki i w odpowiedzi zakołysałem głową.W takim czasie takie głupstwa. pułk stworzymy ci z kasynem. . Żeby chorągiew nosił w niej. .cztery litry! . kilkakrotnie puknął się w skroń. ostro cel! Pułkowniku. zupy pojadł. zapamiętam. inteligentowi .Dziwię się panu. za wygranie każdej bitwy damy zupy .To mój wiersz.Nie bój się pan. . Dobry. jakby próbując.syknął chorąży przez zęby.Nikt cię tu nie trzyma. aaa? Chorąży był już zapięty na ostatni guzik..Pułkowniku. chorągiew? Żeby syneczek mógł nocami chodzić na baranki i dziewuszki sprowadzać? Umiecie wy robić Polskę.Pewnie. .szczeknął zjadliwie Stefan. aż się rzygać chce! ..Tak było. Kiwnął do mnie wesoło ręką.rzekł z goryczą. przystając naprzeciw chorążego. że w Katyniu.Książeczek się pan chorąży naczytał..mam czas. pójdę . zsypując na mój barłóg furę śmieci. masz rację.wybuchnął nagle chorąży i także podszedł do stołu. .Idź do tej Polski. do tych Polaków. co to znaczy? To twoi kochani rodacy ze Wschodu. Czarny Cygan jęknął boleśnie znad poduszki w czerwone maki. udając idiotyczne pochylenie głowy.

tępo patrzał w uda Śpiewaczki.zaszeptał Redaktor. pozował na krześle Aktor. W oszklonej i umajonej świeżo ciętymi gałęziami hali odezwał się srebrnie dzwonek. wszedł ksiądz w fioletach i otoczony ciasnym kołem czarnych i zielonych księży posterował do hali. .Nie bić się. wyciętym z papieru orłom przyszpilonym do wielkich chorągwi narodowych zszytych z prześcieradeł.uklęknął na jedno kolano i uderzył się pięścią w piersi. za dużym i za sztywnym. Arcybiskup niecierpliwym ruchem poprawił ją (widocznie uwierała) i dopiero wtedy pobłogosławił nas bezradnym rozłożeniem rąk. Chorąży szarpnął za stół. Stojący dotąd bezczynnie przy fotelu ksiądz z Dachau podskoczył żywo i włożył mu mitrę na głowę.Przyjdziesz do nas na gulasz? Bo my wcześnie do teatru idziemy . otwartym drzwiom. osuwając się obok niego na ziemię. . Na łonie jej leżał tekturowy hełm amerykański. o której plotkowano. U jego stóp lśniły nad poręczami krzeseł siwe głowy oficerów. . Obecnie (plotkowano dalej) ma ją Aktor.purpurowy z pasji.Przyjdę .porucznik w armii amerykańskiej 42 . Dalej. przetkany Pułkownikiem. sznurując usta i ociągając w dół mięsiste policzki. to mi oddaj . wykładanego a la Słowacki kołnierzyka. przystrojonej suto w czerwień i biel. Arcybiskup popatrzył na tłum u podnóża ołtarza i nieznacznie skinął głową. dajcie no spokój! . byczy łeb. Czuł się nieswojo w ukradzionym cywilnym garniturze. w których kołysał się bluszcz i drżało pogodne niebo. sukinsyny! Arcybiskup idzie na mszę świętą! II Arcybiskup odwrócił się od ołtarza. wyłaził ze śnieżnego. Obok ławek stał nieruchomo Batalion. . Nad skwapliwie pochylonymi głowami 116 First Lieutenant (ang. żuł obojętnie gumę i błyszcząc obco brylanty na.wrzasnąłem piskliwie i pobiegłem pomóc Kolce rozbroić walczących. Między oficerami tkwił w pierwszym rzędzie nieruchomy jak pomnik Prezes Komitetu. i poważnie podawał się ku ołtarzowi. założywszy nogę na nogę.Jak przeczytasz Sowizdrzała. przyglądał się nabożnie brzozowemu krzyżowi. First Lieutenant116 .zapewniłem go żarliwie. kręcił się niespokojnie i błyskał pytająco okularami w stronę widzów. jednocześnie zaś z galowych drzwi komendantury. . strzyżony krótko.E. szczelnie oblepił okna hali.) . że w dni głodu przed końcem wojny miało ją całe Dachau. Za krzesłami ciasno zbił się tłum. tłumek zebrany przed halą sypnął się do środka. przyglądał się i milczał. przewrócił go z trzaskiem i skoczył Stefanowi do gardła. Masywny.właściwy komendant obozu. Obok z karminowej sukni rozlewa się na brązowym pluszu fotela Śpiewaczka.

Podniosłem domyślnie brwi. Chodząc na mięso baranie po innych sztubach. Pod batystową spódniczką rysowały się mocne. . Roześmialiśmy się obaj.Profesor uczynił gest w górę. Dziewczyna błysnęła w odpowiedzi zębami. . poeta. Uciekli.przechylił się do tym.Z band leśnych? . Musiał dojrzeć. . Mężczyźni w mokrych od potu koszulach tkwili czujnie przy tłumokach. Z naszych. Zieleniec zatarasowano betami. Teraz kładę podwaliny pod drogę do Polski. Śliczne nogi miękko spływały po pierzynie. omdlewające od żaru.odrzekłem wykrętnie. Wleźli do nas jak w zakazane zboże. okraczywszy wysokimi cholewami walizę. Poprawiła się na pierzynie. uderzył ją w kolano i zupełnie jawnie zjechał dłonią po łydce dziewczyny. Cały transport przyjechał z Pilzna.przepłynął słaby szept modlitwy. 43 . Zamiast krzyżyka dyndała jej się na szyi dziwaczna. .Aha. a co energiczniejsi poszli oglądać izby. które na chwilę zapaliło się w jej oczach. . poduszek i kołder siedziała dziewczyna o niezwykłych oczach. Po drugiej stronie betonowego dziedzińca. Przeszli z Polski przez zieloną granicę. Pan nie na mszy? Uciekł pan od narodowego i boskiego misterium? Nie buduje pan fundamentu drzewca sztandaru narodowego. Cytowaliśmy co celniejsze ustępy z powielaczowego pornograficzno-patriotycznego pisemka obozowego wydawanego przez księży.Ta pani . może od słońca. że mi szczęki zadrgały z pożądania. Zbyt pełne piersi zakołysały się pod bluzką. na wąziutkim skrawku zieleni pod anemicznymi platanami. które szukają lepszego pastwiska. siedział władczo Profesor i ironicznie uśmiechał się do mnie zza okularów jak zza okopu. Między jedną a drugą skrzynką poszukiwania rodzin narzekano wciąż na bandy leśne. obojętne na wszystko dziewczęta.Wytrzymałem biologicznie. Żydówka. rozwrzeszczane czarne bachory. gapili się na halę. złożonego z ducha poległych i innych? Na kupie oplecionych sznurami walizek. panienko! . słuchałem radia z Warszawy. Z letargu duchowego wchodzę w żywe ciało narodu . rozkładał się transport wytrząśnięty z amerykańskich ciężarówek. podobna do małej świstawki.Wprost przeciwnie. dotykając niechcący nóg dziewczyny właśnie uciekła do żywego ciała narodu.domyśliłem się. jędrne uda. Pod nimi. przeświecające ciałem przez przejrzyste sukienki. łazili pod budynkiem. Jak krowy. na których zaraz usiadły karmiące kobiety. Przymrużyła rzęsy. w których miał mieszkać transport. podłużna kapsułka. Podałem dziewczynie rękę. A tu ugór.

Jesteśmy z jednego domu . W więzieniu Akko pod Jerozolimą. ocierając się jak kot ciałem o moje ciało.Polsce? Nie odchodziłem. choć złaziła pół świata. Dziewczyna zsunęła się miękko z pierzyn i wylądowała na ziemi. Rój prominencji. niedoszły poeto dorzucił i zapatrzył się w swoje owłosione kolana. a druga połowa trzęsie się? Że to z powodu korony orła? Zna pan przecież polskie dowcipy? Otóż wcale nie! . Gdy schyliła się. Czubkiem palców musnęła włosy mężczyzny.odrzekł niechętnie Profesor.Żeby mieć swoje własne pastwisko. Złapałem dwa toboły i bijąc po męsku butami o beton. uda błysnęły spod różowej sukienki. Bo my walczymy o ideę! A cóż tam.A jednak siła. To gorycz krowy. . oblepiający z brzęczeniem Arcybiskupa.w domu esesmańskim. która nie znalazła lepszego pastwiska.W Palestynie.z getta .Oto żywe. Wylewali się z niej ludzie po skończonym nabożeństwie. Zbyt wydatny biust zakołysał się znowu pod bluzką.Niech pani nie słucha. Ścisnąłem ironicznie wargi. jakby przepraszając . napełniając z szumem dziedziniec jak miskę. . . W czasie wojny. Siedziałem tam pół roku za nielegalną emigrację.uśmiechnęła się. człapała przede mną. . I nie być ambasadorem swego stada na cudzych łąkach.rzekła dziewczyna .Jakby wojny nie było .Wcale nie dlatego! Chwyciła energicznie za walizkę. . Jakieś jej ciotki 44 . .parsknął grzmiącym śmiechem.zapytała znad pierzyn dziewczyna.Nie . . podygowałem w górę schodów. objuczona betami.Niech pan pamięta o krowach. . poplamionych jak fartuch rzeźnika. co wysiadł z tramwaju.dodał zgryźliwie Profesor i rad z siebie roześmiał się hałaśliwie.Myśli pan. w tej waszej .Żeby szukać lepszego pastwiska? . łapiąc jej ukośne spojrzenie. która. . . cha. ascetyczne ciało narodu. cha. Polska jemioła na niemieckim dębie. Transport w gorączkowym pośpiechu zaczął wnosić pakunki do koszar. popłynął w stronę komendantury i wsiąkł w parterowe drzwi mieszkania Pierwszego Porucznika.. że jestem biednym pasażerem. .ogarnęła dłonią kamienie koszar . Pogardliwie machnąłem ręką w stronę placu. wstał i bez słowa poszedł przez betonowy dziedziniec ku hali. szorstkie sukienne spodnie natarczywie łaskotały mi uda.A gdzież jest nasza łąka? . Potarł zmarszczone dłonie i klepnął się po skórzanych bawarskich spodenkach.i znów spotkaliśmy się w jednym domu . w którym połowa siedzi. Cały czas patrzyłem w kark dziewczyny. cha .krzyknęła z pasją.

Dym. wolniej! Jesteśmy wielką siłą! Moralną! . pokrzykując wesoło i klnąc pod nosem. Oderwałem dziewczynę od okna i zaciągnąłem do białej. kaszę. . spod dymu jak z dna garnka. tarasując drogę.Przyzwyczaiłaby się pani . zbudowanych z paru sutych szczyp odłupanych od prycz i stołów. spiętrzonych prycz. brudna śmietana gotująca się od dołu. złupione stadu w noc przedgrunwaldową. ostro gryzł w nozdrza. podstawiwszy ręce pod strumień wody.rzekła pogardliwie Żydówka. pitrasili w rondlach. a z tyłu pichcenie. Zapach gotującej się surowizny. . Ni to kacet. Ale będzie lepiej. . piekli na zardzewiałych rozpalonych blatach placki kartoflane i mieszali drewnianymi łopatkami w kipiących wszystkimi kolorami miksturach. wykładanej kaflami umywalni.zmitygowałem się . kiedy najedzą się chleba. . dmuchając pracowicie w ogień.czy opiekunki krzyczały na nią piskliwie. zacierał kontury dalekiego. dobiegał bulgot okrzyków i przekleństw głodnych. Ach. Zbierało się śmiecie i wyrzucało je przez wybite okno korytarza wprost na głowy zagospodarowanych na tyłach koszar ludzi. Automatyczne drzwi zatrzasnęły się cicho za nami. ni to wolność.To jest jeszcze kwarantanna. podnosił się leniwie znad ziemi. W sali. aż kręciło się w żołądku. ani o świeży lipcowy dzień. Tyle lat ludzie byli głodni! Tyle lat tęsknili do tej chwili. która miała być zajęta przez parę godzin.ludziom chce się jeść.odparłem urażony. Zwaliliśmy ciężary w sali na parterze i wybiegliśmy znów po walizy. Błysnęła udami. okopconych paczkach po konserwach i w zdobycznych aluminiowych garnkach wszelkiego rodzaju jedzenie: mięso baranie. jak gęsta. płaskiego lasu leżącego na horyzoncie i owijał jak kremem kopuliste platany przy autostradzie. musi mieć kobiety. menażkach. chwytały rozdygotanymi rękoma za bety i pokazywały drogę. W przejściu otarłem się znów o dziewczynę i pochwyciłem jej rozbawione spojrzenie. Od spodu. kompoty. Nie zepsuto ich 45 . mężczyźni jęli się do na wpół wywalonych drzwi. do wybitego okna i pokiereszowanych. Wyszliśmy na korytarz. Ja bym dnia tutaj nie wytrzymała. siedzieli kupami przy niezliczonych ogniskach. którzy nie dbając ani o Grunwald. zupy. Na to i Grunwald nie pomoże.Ale . wzdymał się. W ciemnej jak piwnica izbie wzbił się aż pod sufit tłusty kurz i dusił w gardle.To wy tak żyjecie .Z przodu Grunwald. Strząsnęła z rąk natrętne krople. nie wytrzymała! . która zapaskudzona resztkami jedzenia i łajnem śmierdziała jak latryna. bulgotał. ani o kary grożące według regulaminu. gotujących sobie jadło ludzi. kiedy będą mieć pierwszą kobietę! To są zasadnicze sprawy. zmieszanej z dymem. Człowiek musi jeść. Wytarła ręce o kraj spódniczki.uniosłem się gwałtownie. wylewał się przez szczerbaty mur na pobliską łąkę.

Nie mogłam mu kłamać.A panią co ciągnęło na. dała mi książeczkę do nabożeństwa. bo się zakochałam.bo pilnują.Zaciągnął się do wojska. Janince. nieco płaską twarz.o kobiecie.klasnęła w dłonie .Przyglądała mi się badawczo jak osobliwej odmianie psa albo kota.w głosie jej przewinął się leciutki akcent ironii .Jest miłość. bał się pan! .rzekłem pochwalnie. chodziłam regularnie na msze i do spowiedzi. Matka. . jakie śmieszne! Podciągnąłem opadające spodnie i skrzyżowałem gołe ramiona na piersiach. Oczy jej zalśniły z wdzięcznością.do tej pory.Bardzo mnie kochał. nie.zdumiałem się. Ale pójść po prostu do lasu? . .Przecież pani jest jak Aryjka . Dziewczyna roześmiała się drwiąco. Nie jestem przecie podobna do Żydówki . zanim zginęła w Treblince. . jak nie strach? Uciekła pani od tej Ojczyzny? Miraż Zachodu? Oto i Zachód! .wyznałem szczerze .Nie czekając na odpowiedź? .I to po tylu latach obozu nie zapragnął pan wyjść poza te mury? . W istocie. w Dniu Jej Pierwszej Komunii.Przez sześć lat byłam katoliczką. . że nie mogłam? Popatrzyłem jej przeciągle w oczy z dobrze udanym milczeniem współczucia.To strach. Prawda. Wszyscy boimy się. wzdłuż okien wychodzących na las. to zbyt groteskowe.Nie mówię o chlebie ani .Wcale nie strach! Uciekłam od miłości. Zaczerwieniła się jak brzoskwinia i przygryzła wargi. W katoliku. w Siedlcach. . Jeszcze dziś mam dedykację w oczach: „Kochanej córeczce. 46 . jak łatwo! . puszyste włosy i szeroką. nauczyłam się przykazań takich i owakich. Miała jasne. To było. . szukając oczyma potwierdzenia w moich oczach. To bardzo łatwo..Pokazałem ręką rozbite okno.Bał się pan! . Wstydziłem się pryszczy wyłażących spod koszulki gimnastycznej. A gdzie miłość? .ach. Człowiek ceni siebie w dwójnasób. . nawiasem. odkąd nastał pokój. ach. Przeżyć tyle lat i zginąć po wojnie. Chodziliśmy po korytarzu. Tylko ciemne głębokie oczy opalizowały niespokojnie. Polką. na cudze łąki.powiedziała z pewną dumą. . . w którym kłębił się dym. nie wyglądała na Żydówkę. Był komunistą i nie lubił Żydów poskarżyła się naiwnie. Nazywałam się inaczej. Napisałam mu list na pocztę polową i uciekłam. jak tylko Niemcy odeszli. ach.Bałem się . ale do tej pory nie zdołałem ukraść koszuli z kołnierzykiem. Śmieszne. Mamunia”..

Stale nowi ludzie.. . Ale tak czy owak nie spotkamy się nigdy. . Zbliżał się czas obiadu. Zbiesiłbym się chyba z tęsknoty za przestrzenią i pieszo poszedłbym na zachód czy na wschód.Jest pani bardzo odważna.Nie spotkamy się nigdy! .Dobrze to rozumiem .nie spotkamy się nigdy. Chciałbym być także takim. Co ja mam wspólnego z Żydami? Być samotnie..Kiedy pan chce iść na ten. poza obręb obozu? Tam podobno sosny ociekają zapachem lata.krzyknęła. Żołądek ćmił jak bolący ząb. dzień w drugim. Prawie dotykała mnie zbyt wydatnymi piersiami. . Bezpiecznie. A ja. naprawdę już nie mogłam! Nie chciałam! Wolałam.Uśmiechnęła się. potrącając nas. ostre sukno parzyło jak pokrzywa.Może ucieknę na studia.. oswobadzając rękę. Coś tam musiało się dziać.. . ubawiona wyrazem moich oczu. Odwaga strachu. wyjść za mąż za Żyda? Nie.Bałam się. jakbym namawiał ją do tego. i zniknęło za zakrętem korytarza. a ja jeszcze nigdzie nie byłem.Jutro odjeżdżamy dalej . A szkoda. żeby mnie nazywano chaimką. To ten z Siedlec .Bo pan umie słuchać. z trudem opanowawszy drżenie szczęk. Mam wstręt do tego! .zawiesiła głos . . zniechęcony. że napisze. dokąd? Dzień w jednym obozie.. A kiedy puściłem ją. Była ciepła i miękka jak sierść kota. spacer? 47 ..Panicznie się boję.Urwała. że pojadę do Palestyny. doić krowy.Nie poszłaby pani na spacer. Znów przebiegli po korytarzu ludzie i wpadli w drzwi wejściowe. prywatnie Żydówką . Gdzieś z podwórza dobiegały podniecone okrzyki.odrzekłem zdawkowo.nie zaszedłbym daleko. Dym z okien wsiąkł w korytarz i kładł się na suficie wąskimi pasmami jak pajęczyna.I nagle rzekła prawie szeptem: . Fala krwi przepłynęła przez moje ciało. Z dziedzińca wiało krzykiem. Zastukałem żywiej butami i podciągnąłem jedną ręką spodnie.I wypaliłem jednym tchem: . żeby się ode mnie Polacy odsuwali! Paru mężczyzn przebiegło. Żal mi zostawić książki. wsunęła mi się pod ramię. Na korytarzach dźwięczały już kotły.ale . nie! . . Tak jak Romek.tak! Ale żyć w żydowskiej wsi.. macać żydowskie kurczęta.droczyła się ze mną. Może mogłabym się zakochać w panu? . Ale z panią .to tym lepiej.ścisnąłem ją poufale za rękę . Przygarnąłem ją za łokieć i brutalnie obróciłem ku sobie. . obcy. Suche. . które uzbierałem..Kto wie. On był jak endek. Ująłem ją za rękę. a kąciki jej ust drgały .potwierdziła stanowczo swoje myśli . ale tak.wyjaśniła krótko. Nie .rzekła dziewczyna. . ..

rzuciła przez zęby . Złapać raz. którzy pilnowali głównego wejścia na parter. Pognałem za nią. ratując. ruszyła przez pusty plac wprost do komendantury. piekący but. co za bydło! Ileż bym dała. Środkiem placu cofała się fala ludzi. Dziewczyna. nie odpowiedziawszy mi. odpryskiwało słońce i raziło w oczy. . Przyciągnąłem ją do siebie. Pusty żołądek uwierał mnie jak ciasny. . szedł przodem chorąży. dobrze? . podczas gdy samochody zawróciły ku bramie.ach. co w pierwszej kuchni gotuje.I zadumał się posępnie. żeby stąd uciec! Uciekajmy . Amerykanie. jak bodący byk. w których stali żołnierze. Dziewczyna drżała całym ciałem. Z drzwi komendantury wypadł Major. Hałas im ludzie pod oknami robią! A szczególnie taki jeden. Ale z polskim narodem czy można? . zobaczycie! Akcja pacyfikacyjna! Wojsko z karabinami! Rewolucja! . na których dostojnie zajaskrawiła się postać Arcybiskupa. i kwita. Wszystkie szyby na parterze były sumiennie wytłuczone.Chodźcie. odpowiedział wrogim okrzykiem i zamilkł. rozpływając się z szumem na boki przed sunącymi powoli jak łodzie jeepami. zbiegając z bulgotem w kurnik koszar. Tylko to powinno być bez krzyku. Na widok żołnierzy stanął jak wryty. W drzwiach kołysał się tłum. Ostatni odwrócił się.zaszeptałem z przejęciem.. Żywi to oni nie przyjdą z obozu.informował ktoś przed nami . kucharzem robił w Allachu. Naraz z pierwszego auta buchnął strzał.przez tydzień nie pozbierają się. Zbyt wydatny biust ugiął się miękko pod palcami.Bydło .i zatupotał po schodach. co się da. W przyprószonym cieniem wnętrzu pokojów krzątali się na gruzach sprzętów ludzie. Pójdziemy.pocieszył inny . Wtem z drzwi przeciwległego skrzydła koszar wysunęła się zbita grupa ludzi i szamocąc się jak sfora psów. Czekali niezdecydowani. Znów paru mężczyzn przebiegło korytarzem.Po obiedzie.Będzie łatwiej przy zmianie warty. Stefan deptał mu po piętach. ja wam mówię. Zhardzieli przy kotle! Radia nie chcieli w południe na Londyn nastawić.To przez tych kucharzy . kark ukręcić cholerze antychrystowi. miskę kartofli wyrzucił na ludzi. 48 . Zbiegliśmy na dwór.Już im dobrze dali . Z pochylonym łbem. Od hełmów żołnierzy. . dwa. potrząsając groźnie karabinami. a potem cicho wycofał się pod schodki. Chłopaki zbuntowali się. Przytuliła się ufnie. rzuciła się do drzwi. . Tłum zatrzepotał jak stado spłoszonych kaczek. Natychmiast wszystkie okna zapełniły się rozgdakanymi głowami ludzkimi.nakryła dłońmi moje dłonie. machnął ku nam zachęcająco i krzyknął zadyszany: .to oni nasłali Amerykanów.

wypadłem na plac. oficerach SS.To koledzy! . Ausiander) . Inny dopadł z boku. złapał ją za kark.I radia nam słuchać nie dają! Waszego radia . .Ej. ale wyrwała się gniewna. część muru koszarowego. trochę ze zdziwieniem. . stał Arcybiskup i patrzył na nas łagodnym i zmęczonym wzrokiem. Ale nie uderzył.To cóż. aż krzyknęła. przekrwionym okiem. wrzasnął z bólu. Przechyliłem jej twarz do pocałunku. a trochę jak z peronu. połamali bardziej rzucające się w oczy mahoniowe salonowe meble i zapaskudziwszy z czubem miski klozetowe. .Bo kradł. aż upadła na kolana. . popchnął na schody dziewczynę.zagrzmiał roześmiany Kolka . która mu się wyrywała z piskiem.krzyknął i błyskając gniewnie podbitym. Dopadłem chłopców na chwilę przedtem. uspokoił. którzy albo padli na polu chwały w bitwie przy koszarach. zabulgotał gardłowo i zamierzył się kolbą. . rabując amunicję. cudem nie całkiem rozbita przez ausienderów117.Trzymał przez pół dziewczynę. Żołnierze poskoczyli im naprzeciw. jedzenie dla Niemki kolegom kradł! Kradł i cudzołożył! . została tylko solidna. albo uciekli do rodziny.złodzieja mamy! Cały wór mięsa nakryliśmy w kuchni! A na sztubie pana kucharza Niemkę w łóżku! Nie zdążył jej wyprowadzić. Na schodkach przed komendanturą. albo zajęli opróżnione przez nas miejsca w Dachau. Po prawowiernych mieszkańcach. Prędzej. widząc żołnierzy. Wspięła się na palce i podniosła dłoń do twarzy. Przycisnąłem swoją dziewczynę. wykręcając mu do tyłu rękę. po obiedzie . Tadziu . wysadzili. ale Stefanowi wydało się. wytłukli wszystkie szyby. zanim otoczyli nas żołnierze. odeszli. popalili auta. rozmontowali gruntownie aparaty filmowe. śpiewając 117 Ausienderzy (z niem.Nie z Warszawy. Poruszał wargami.krzyknąłem jej z daleka. Kucharz. między Pułkownikiem a Majorem. który poganiał kopniakami człowieka w białym fartuchu.cudzoziemcy 49 . . że pyta. wybili rentgenowi zęby w szpitalu.rzekłem z rezygnacją i rozepchnąwszy tłum. którzy ledwo wyzwoleni z obozu wpadli po skończonej wojnie w bezpańskie koszary. żyrandole.dodał buntowniczo. lustra w łazienkach i umywalniach. z Londynu! III Pokój redaktorów był przytulnie obity tapetą w liryczne kwiatki. jakby się modlił. proszę księdza. dwudrzwiowa szafa. potarmosił. motocykle i armaty w garażu. bydlę! I pchnął kolanem pędzonego kucharza. Reszta poskoczyła i otoczyła ich i olbrzymiego Kolkę górującego głową nad wszystkimi. Żołnierz podbiegł do Kolki.

odsunąłem miskę. głuchym jak wyschły pień. Była więc szafa.Może ucieknę z nią na Zachód. widziałem! . wziął się raźno do jedzenia .zakpił . dalej sklecony ze szczątków tapczan przykryty imitacją tygrysiej skóry. Odłożył łyżkę i popatrzył na mnie spod oka. Sam w pokoju to cholernie przyjemnie! . no i w ogóle spać w łóżku. Wydoskonalił sobie dykcję. Nawet dla żołnierzy mało. Bo z chlebem to różnie bywało. Wolno zanurzyłem łyżkę w gulaszu.żebym mógł porozkładać moje książki.Redaktor trafił do obozu z powstania.Nie. biblioteka bowiem. Zza uchylonych drzwi dochodził z korytarza brzęk kotła.hymny narodowe. gapiąc się bezmyślnie na ciemniejszą plamę na ścianie.rzekłem do Redaktora. na pokojach oficerskich.Co się dziwisz? Po obozie to już chyba czas? . wprost od młodej żony. a mieszkał z kapitanem. który odsunął maszynę i matryce pod okno.Masz. dymiące zapachem mięsa miski. W szczerbach wybitej szyby 50 . . Siedziałem wciśnięty w róg kanapy.skrzywiłem się z niesmakiem. została rozbita w puch i wyrzucona na bruk. trzy miski. powiesić na noc spodnie w szafie. ewangelicznie brodatym. że chciałbym mieszkać w pokoju . wybierając starannie mięso. apteką. kinem i olbrzymią kartoteką zawierającą legitymacje i fotografie wielu dziesiątków tysięcy SSmanów. był bowiem troszeczkę głuchy. Odwróciłem twarz ku oknu.rzekł krótko. rzuciłbyś swoje wiersze i książki? Nie bałbyś się świata? A jakbyś musiał pogłodować? Obrażony. na wieczór. piastując w rękach dwie pełne. . . Tu. Każdy oficer brał dwie. ale dobitnie. .Wiesz. skrupulatnie wybranych spomiędzy śmiecia zalegającego dziedziniec. Z okazji Bitwy pod Grunwaldem wydzielono nam po litrze kartofli z mięsem i sosem. Nie byłem już zachłannie głodny. ozdobioną nie wiadomo skąd wytrzaśniętym Norwidem. Przygadałeś z transportu.Z tym drugim? . . Wetknął mi jedną do rąk.Albo we dwoje! . Obaj napełniali pokój niespokojnym buczeniem jak niesforne bąki. zawalony kupą publicystycznych książek. zasiadł przy stole i mlaskając głośno językiem.No. . byłym korespondentem dziennika w Białymstoku. jedz i rośnij . na równi ze szpitalem. cóż dopiero dla oficerów! Redaktor wepchnął się do środka. nawet grunwaldowy gulasz wydawano bez kolejki i bez kontroli. wiesz . z dziewczyną. najczęściej trzysta gramów. na zapas.ty i ucieczka! Szczeniaczku.huknął Redaktor.

że komunista i bandyta. Jeszcze mi jeden rękę podał. usta wysuszył chusteczką. . opowiedziałem o sprawie.Jakim mnie stworzyłeś. Nie mógł inaczej zrobić. Zresztą ksiądz Tokarek nie pozwoliłby napisać.Nie wsadzili go przecież. . . Ale dziś bym już nie bił i nie kradł. .przeciągnął z wileńska między jednym a drugim łykiem .Moglibyście napisać o tym.Szuja . A w tym pochodzie z mięsem byłeś? . to chodził jak struty. Pokiwali głowami. wysługiwał się esmanom. Przechylił miskę i pił sos. Wyklarowałem okejom.Redaktor wstał od stołu i pogłaskał mnie po twarzy. Binde) . żeby tylko zostać blokowym i mieć bindę118. może nas zabierze do Włoch.Można powiedzieć . Ale 118 Binda (z niem.First Lieutenant dał mu do wyboru: albo karę bunkra.Prawdziwa sensacja obywa się bez prasy. mój mileńki. szafę dokładnie zamknął. Trzech dni z fasonem nie umiał wytrzymać.słońce rozwidlało się w tęczowe.to był ten drugi. A on powiedział. że owszem.Pójdziesz do teatru. Redaktor pokiwał głową. Panie Boże. Niechby zdechli w obozie. a szczególnie Pułkownik.Tak przy Arcybiskupie? A podlec! Przecież całe wojsko w jego oczach skompromitowane. Jesteśmy przecież gazetą rządową! Ułamał kawałeczek chleba i umaczał w sosie. . . pawie błyski.mruknąłem niechętnie.Był blokowym na szonungu.odrzekłem zwięźle. Krzyk się zrobił. chusteczkę schował do kieszeni. nie ma co! Krzyczeli na niego. nie martw się . masz. Stefan wziął Niemkę pod pachę.Bił ludzi. głuchy . biłem i kradłem dla tych tam pułkowników i majorów.Żołnierze mnie puścili.zapytałem.poszedł na bridża do Rotmistrza. Kiedy go wyrzucili na komando.opaska noszona na ramieniu przez więźniów funkcyjnych 51 .Komunista? Byłem u niego na bloku. albo wydalenie z obozu. maszynę spod okna postawił na swoim miejscu i wtedy. Znasz Stefana? . . że przypadkowo. Angielszczyzną świat przejdziesz. . miskę wstawił do szafy. Żaden lagrowiec.No. gotowy do wyjścia. . . . Przyjechał ktoś z Drugiego Korpusu.że go troszkę nie lubiłeś. Nie najgorszy.Ale umiał znaleźć się. . że ja nic. przeprosił ją i wyszli razem z obozu. wytarł miskę papierem. Janusz . To sensacja! . Są dwa bilety.A tobie udało się uciec? . papier wyrzucił przez okno.Wylizał łyżkę. jeszcze bym im pomógł. oznajmił: .Byłem . bo Arcybiskup przysłuchiwał się cały czas. słyszałem? . takim mnie. że o la! .

biel i żywą 52 . krzesła i fotele. Wszyscy patrzyli na scenę. odbierając mi książkę z rąk. klął i groźnie krzyczał. Na brudnej podłodze stało przy krzesłach kilka misek z nie dojedzonym gulaszem. co grasowali za budynkami. nie tylko Arcybiskup. oprócz oczywiście tych. Wokół stosu stały ławy. Nic ich nie ruszy. zwijając się przy zamkniętym oknie. wzmocniony smolnymi pniakami po bokach. Przed zamkniętą bramą teatru stał tłum. Reszta wąskiej. Gdy wśliznęliśmy się na widownię i na migi załatwiliśmy sprawę z policjantem. Chociaż wszyscy z napięciem oczekiwaliśmy ogniska i narodowych występów wieczornych. zanurzył się w dym. w drugim rzędzie. I wypchnął mnie za drzwi. na który padało jeszcze żółte światło ze sceny. Z zewnątrz dochodziły wrogie okrzyki szturmującego tłumu i skrzypiały wyważane żelazne drzwi. Redaktor rzucił klucz na stół i nie powiedziawszy ani słowa. Jęknęła. pilnowali sztub przed złodziejami lub byli na wyprawach poza obozem. umilkł i opuścił ręce. napierając na przepasanego narodową szarfą policjanta w amerykańskim tekturowym hełmie. coraz ochrypłej. który sterczał na szczycie. ale nawet rewia. czworokątny stos. . ale niezmiernie długiej sali tonęła w czarnoniebieskim mroku. Tłum rzucił się do bramy. Na dziedzińcu kończono przygotowania do wieczornego ogniska. Odepchnięto go od wejścia. wyściełał pokój jak gęsta wełna. z którego błyszczały ostro zapatrzone ludzkie twarze. odczułem wyraźnie. Bo oto na środku jaskrawo oświetlonej sceny. nie ma miejsc! Zlitujcie się. ale zamki nie puściły. a na słup. pod słupem zaś skrzyżowano dwa strzaskane niemieckie karabiny bez zamków. jak mu cichaczem wynoszono druki. z których urządzono teatr. wyszedł.o tym sza! boby wszyscy chcieli.krzyczał ochryple. zerwano i zadeptano narodową szarfę. Pewnie go zostawili na wieczór.Za grosz inteligencji . Jutro będziemy powtarzać Grunwald \ Każdy zobaczy! . aż zapiał jak kogut. . zastukał do sąsiednich. przybranej w czerwień. który. Umieściliśmy się tuż za generalicją. cała zasiedziała ludność koszar.Ludzie. ludzie! Przyjdźcie jutro. nasadzono niemiecki hełm. Nikt na nie nie zwracał uwagi.rzekł ubawiony Redaktor i pociągnął mnie na drugą stronę garażu do małych drzwiczek dla aktorów. woźnym w teatrze. Grają teraz razem w karty. Wzniesiono solidny. Nie lubił. że przez chwilę byłem także jak oficer. Policjant rozkrzyżowanymi rękoma patetycznie bronił wejścia. Zlustrował mnie przy tym podejrzliwie. przeniosła się pod garaże. Zamknął uważnie drzwi na klucz.

która prześwietlona jak cieniutkie złoto pełna była 53 . nieomal na krawędzi sceny. ku sufitowi. rozchylone usta. opalizujących oczach odbijałem się małym. jak pierzasta strzała spadło w głąb lasu i tkwiło w bladozielonej trawie. . . kilofy i łomy. musiały być szyte specjalnie na zamówienie jeszcze w obozie. Aktora. w robotniczych kombinezonach. Inni. Redaktor. rozszczepione w wierzchołku sosny. pochylił się ku mnie konfidencjonalnie i huknął głośno i z niekłamanym zadowoleniem: . . Nad nami piął się w niebo sosnowy las i szumiał. żołnierze i robotnicy! Straszliwy trzask wyważonej bramy i triumfalny krzyk wwalające-go się do przepełnionego garażu tłumu zlał się z ogromnym hurkotem oklasków i histerycznym. ocierając się o korę drzew. stała zapłoniona jak dziecko na imieninach Śpiewaczka. Polsko.Szkoda. że jeszcze łóżka na scenę nie wstawili! Fajna Rzeczpospolita! I warta grzechu! IV . po co ty siedzisz w tym obozie? Czy cię nic stąd nie rwie naprzód? Dziewczyna pochyliła się czule nade mną. W jej niespokojnych. który się nareszcie umieścił jako tako na skraju ławy. który pozostał w Polsce. Zbyt pełny biust zakołysał się pod bluzką. pasiaki leżały na nich jak ulane. Na samym zaś przedzie. jeździli z taczkami i obnosili naokoło Śpiewaczki łopaty.Paru z nich znałem: byli schreiberami w przesławnym obozie Allachu. stał gruby i płomienny Aktor i dłonią wskazując na Śpiewaczkę kończył z patosem wiersz: w imieniu Bogurodzicy.westchnąłem leniwie i sennie opadłem na ziemię pachnącą zbutwiałym igliwiem. Słońce. a prześcieradło kurtyny poszło ponownie na boki. ale już płowiejących kłosów. podtrzymujących wstążki od jej stanika. wypukłym fragmentem siebie.Powiedz mi.Nie. hojna blondyna w krakowskim stroju. Zmarszczyła brwi i odsunęła się. Zamknęła mi usta dłonią. w zachwyceniu w nią wpatrzonego. nie rwie mnie już nigdzie . Dzieci my Twoje.zieleń i podpartej czarnym pudłem rozedrganego patriotyczną melodią fortepianu. Kiedy się nieco uciszyło. Wiatr szeleścił. patriotycznym wrzaskiem widzów. Palcami podtrzymywała spódniczkę i oczy wznosiła niewinnie ku kurtynie. ku niebu. Podniosłem głowę i chciałem pocałować ją w wilgotne. Wkoło niej upozowało się kilku młodych ludzi w obozowych pasiakach. umajona wieńcem niedojrzałych.Ty i tak kochasz tylko tego. by jeszcze raz pokazać zapłonioną Rzeczpospolitą oraz jej kochanka. krzątali się na peryferiach sceny.

boję się ludzi.to są obcy. pięło się.Chodź . jak nisko słońce.No. żeby się dać zabić. Zabłąkany bąk.jedź ze mną na Zachód.Zapomnę o nim. Chodziły po niej pary.O.tak żyją Niemcy.na skraju lasu przerwałem milczenie i ująłem ją wpół . Patrz.Widzisz.Nino. przebłyskujące różowo poprzez niebieskawy dym powietrza jak przez jedwabny szal. . zostań ze mną . Nino . . Spłoszony bąk odleciał z gniewnym pomrukiem. ileż ja ich wyniańczyć musiałam. jedź ze mną! Ja tak się boję Palestyny! Przez las płynęła asfaltowa droga ujęta w tamę topól. a opasawszy je zielenią jak mostem. .Już późno. Pojedziemy do Brukseli. ale się wybiję.Uniosła się na kolana.Chodź . Nienawidzę dzieci! .krzyknęła. rozumiesz? Bez obozu. nie na pokaz! Nie pobierać zupy z kotła. normalnie. ponad gontowe dachy podmiejskiego osiedla.Jedź ze mną! Ach. po co ja? Boję się przestrzeni.zaobserwowała dziewczyna. Mam tam siostrę za bogatym Belgiem. . rozumiesz? Ja boję się ryzyka. . zanurzonym w lekkim potoku wiatru. . Tak je zbierałem. nabiegając złotem jak dojrzałe jabłko. bez dyscypliny. .Ci ludzie.Nie miałaś? . właśnie .Ale dotąd nie zapomniałaś? .rzekłem niespodziewanie. mam książki.Ach. Nad drogą płynęły kopulaste topole. których sklepienie wiodło aż pod czerwone mury i wieże koszar. jak pociemniały sosny. . którzy mi pomogą. odsuwając moje ręce.rozleniwiającej woni lata. . . bez wojska. . od których trudno mi odejść. rozgrzane i barwne. .Ja tu nie jestem niczym. bo cóż ja jestem? Jakie mam prawa? 54 . . .Gramoli się żarłocznie w konchę jak kosmaty psiak do miski z mlekiem . Niech inni. Czwarta? Piąta? . Będę studiowała medycynę. nie myśleć o Polsce. z którymi jadę od Polski . Asfalt parzył pod nogami.zerwała się niecierpliwie.Nie miałam innych.podjęła po chwili z wysiłkiem . . mały bombowiec. strzepnęła resztki igliwia z sukni i poprawiła włosy.A chłopiec w Polsce? . I ja tak chciałbym żyć. Mogę się od nich oderwać. bez patriotyzmu.Raczej jak dziecko na parapet okna . Mam kolegów.podchwyciła Nina . Ja jestem naprawdę wolna. zahuczał nad nami i usiadł na łodydze dziewanny.zdecydowała się nagle. Rozchodziło się od niej urzekające ciepło jak od ciała kobiety.rzekłem pobłażliwie . więc nie zapomniałam. za dużo śmierci widziałem.Popatrzyła w górę ku czubom sosen.

Nie spytałeś mnie do tej pory.Wracaj do Polski .Chodź ze mną. .. 55 . jak wszyscy. szukając w myśli praw przysługujących mi.Żadnych! Rozumiesz. Być jak drzewo bez korzeni! Uschnąć! . . bracie.Tak.zachwyciłem się zdawkowo. .rzekła Nina przejmującym szeptem.krzyknęła zjadliwie. ani Polką. Wracaj do Polski! . Przyłożył dłoń do podbitego oka. dla których jestem Żydówką! Widzisz to? .przejechał ręką po włosach.Wszyscy. ale. że są jeszcze inni ludzie. . Ale ja nie jestem ani Żydówką. .to chcesz mi powiedzieć? I że będziesz głodny po drodze? Że jak się unormuje? A jak ci powiem: spódniczka cię trzyma. który nagle zrywa się spod nóg. złotawej trawie błyszczał czarny krótko strzyżony łeb. inaczej niż inni. . .gwizdnąłem przez zęby.krzyknęła.Zęby mu błysnęły jak u psa. Na każdym skrzyżowaniu mogą nas złapać te czarne małpy w białych kaskach i wsadzić do nieznanego obozu.zawahałem się. szukając sugestywnej metafory. To ma mnie łączyć z Żydami. . Wyrwała się gwałtownie i wrogo.stwierdziła dziewczyna i skrzywiła pogardliwie usta.Przestraszyłem się głosu. poszedłbym. Palce jej drżały. książeczki . Pójdziesz ze mną? .Wracajmy do obozu .Wracaj do Polski! .. Z Polski mnie wyrzucili.Wiesz.A gdzie Niemka? rozejrzałem się podejrzliwie.Na piechotę? Toś morowy chłop . żadnych! zawiesiłem głos i wpatrzyłem się w jej twarz. . Potknęła się. Stefan zmrużył oczy od blasku i spod powiek przyglądał mi się z otwartą pogardą. Myślałam. to nam nikt nie da jeść. To są tablice Mojżesza. Ja idę na piechotę. . . Sukienny mundur rozparzał całe ciało.Umilkłem.Wszyscy? .uśmiechnął się gorzko . Stefek podniósł się z ziemi i ukłonił się dziewczynie. jakby szukając tam współczucia. Podtrzymałem ją za ramiona. . No.Poszła w krzaki.Jeżeli pójdziemy stąd.ujęła za talizman w kształcie świstawki.Więc wracasz do Polski . w którym zeżre nas głód.Chciałeś mnie tylko na jeden dzień. upolowałeś.Urwałem. Fajna dziewczyna. odprowadziłem ją do domu . W wysokiej. Ale ty nie jesteś człowiekiem.. . co to jest. przykazania po hebrajsku.Co tu masz oprócz tej Żydówki? . .Ja się nie boję .Ale nie mieć nigdy gruntu pod nogami! . wszyscy! . .Książeczki.rzekła sucho Nina. co? . jak ptaka.powtórzył. jesteś tylko Polakiem. Do Żydów mam wstręt.Wracaj do Polski! . . złamała się z trzaskiem. . . kiedy pragnąłem usprawiedliwić się. Kręcił w palcach suchą gałązkę. Upolowałeś spódniczkę.

mylisz się. Ująłem ją pod ramię i poprowadziłem wzdłuż drogi. Czekały jutra.rzekł ironicznie i zniknął w lesie bez pożegnania.powiedziałem nieco zbyt skwapliwie.Pan jest. Czarny kutas dyndał się za każdym poruszeniem głowy.. Strumyk rowerów ciekł nieprzerwanie po dnie asfaltu. Natomiast u narożnika.Idź do obozu. Jutro będą wszystkich wywozić! Wszystkich! . i Majora? I cały sztab? A księży.powiedział Stefan.Pan jest jak SS! Stefan uśmiechnął się lekko. póki czas. zsunęło mu się na ucho. Podbródek jej drżał spazmatycznie. Przylgnęła do mnie.Grunwald \ . . brunatnym potem jak pokropieni miedzią. Pokrzykiwali do nas. Potrącone gałęzie jedliny chwiały się za nim. Gmerał w otwartym plecaku. Znali szpary i przejścia mniej pilnowane i wymykali się z koszar. Nie zwracał na dziewczynę uwagi.Wracajmy do obozu . . Świecili się ostrym.rzekła Nina. Przy dziurze nie było nikogo. Od obozu aż po las przewijał się w trawie sznur ludzi.Czekam w Polsce. ozdoba muzułmańskich oddziałów SS. Czerwone kepi. . pan jest. . pociski armatnie i miny niemieckie. .Obóz jest obstawiony przez Amerykanów .zacisnęła pięści. to zobaczysz .Oszalałeś! I Pułkownika. Poruszała bezgłośnie wargami.Stefan roześmiał się. Na skrzyżowaniu siedział człowiek z obozu.Niemcy wykorzystywali gorące. tam gdzie mur rzucał nieco chłodu na spieczoną ziemię. zawaloną gruzem bramę. jak w sklepie z manufakturą. jakby coś mówiła do siebie. Pilnował ich drzemiący w upale żołnierz amerykański.Chciałem wejść i zabrać koc.. w głębi cienia siedział żołnierz i drzemał. przecież dziś Grunwald.Ruszaj z Grunwaldem . Oddychała ciężko jak ryba wyrzucona na brzeg. jakby las szedł razem z nami. żeby lakier nie roztajał. dotknął swego podbitego oka.Na pewno się uda . . Przyśpieszyliśmy kroku. Dwie czerwone walizki postawił w cieniu. gdy mijaliśmy ich bokiem. leżały poskładane karabiny. Przy drodze kolumna ciężarówek zwracała wąskie jak u głodnych szczurów ryje motorów ku obozowi. . Między samochodami krzątali się półnadzy Murzyni. pod daszkiem z papy podpartym paroma patykami. . letnie popołudnie.Nie wywiozą. wedrzeć się do nich przez rozbitą. aby wyszedłszy na koszary od tym. Pod kępą uschniętych krzaków stało parę czołgów i porządnie. . Może się nam uda dostać do środka. wracajmy. Nie puścili. Kopuły drzew szumiały. a kuchnie? . Położył na 56 .rzekł do mnie. . klasyczne miejsce transportu baranów. . Trudno..

Panienko! Stój! Chodź tutaj 57 . Odwróciła na moment ku mnie roześmianą ironicznie twarz. włożył na głowę i pogwizdując bezmyślnie. jak para zagubionych dzieci przed chatką czarownicy. którzy częstowali się papierosami. gadali hałaśliwie i częstowali się papierosami.Fraulein. Zawołała.rzekłem zdjęty niepokojem . jakby pośliznęła się na cegle. uczynić jakikolwiek ruch. podniósł z ziemi hełm. Śpiący u drugiego krańca muru żołnierz podniósł nieprzytomnie głowę i poderwał się. Schylił się.) Come here (ang. który mu się wysunął spomiędzy kolan. wołali za dziewczyną. Przy drugim narożniku stali dwaj żołnierze w porozpinanych bluzach. żeby dać jej znać. tam gdzie był już obóz. I zanim zdążyłem coś powiedzieć. Całkowicie odsłonięci staliśmy na łące przed bramą. ale wiatr rozerwał jej wołanie na strzępy.trawie hełm. przewiesił karabinek lufą na dół przez ramię. Wracajmy do lasku. jakby jej nagle zabrakło powietrza. dziewczyna poprawiła niecierpliwie spódniczkę. przeszedłem je na oczach wszystkich i 119 Fraulein. Na szczycie podmuch wiatru opiął jej ciasno biodra i rozczesał włosy.Stop. ten który strzelił. urosły w krzyk. idź za mną. obciągnęła bluzkę na zbyt pełnym biuście i puściła się pędem ku bramie. maleństwo. chciałem krzyknąć. halt! Come here!119 . Postąpiła jeszcze krok poza krawędź nasypu i miękko osunęła się za nim. pogardliwym śmiechem. podniosły się głosy. Za nasypem. chwycił karabinek.krzyknął piskliwie drugi. odwrócili się ku bramie. Dopadła gruzów i poczęła się na nie wspinać. pochylił głowę na oka mgnienie na prawo i Dziewczyna obronnym ruchem podniosła ręce do gardła. odrzucili niedopałki papierosa. Dwaj żołnierze. połączyły się w gwar. karabin wetknął między kolana. ale milczałem. parskając krótkim. Fraulein! Halt. .) . którzy. przydeptali je nogą i pobiegli na nasyp. Poderwałem się biec za nią i nagle stanąłem. odwróciła się ode mnie. Wolnym krokiem ruszyłem na usypisko. otrzepał go. prąc przeciw wichrowi. śmiejąc się.może nie puszczą nas.Tak ci się śpieszyło na Grunwald i co? Znowu się boisz? Poczekaj. halt! (niem. stop! . podbródkiem dotykał piersi. . a jeden z nich zdejmując z ramienia karabinek zawołał ze śmiechem na całe gardło: . zniknęła za krawędzią jak wrzucona w dół. pośpieszył również w stronę bramy. Dwaj żołnierze. Rozespany żołnierz. Podniosłem rękę. Fraulein! Halt. Wysunęła mi się spod ręki. przyłożył go do ramienia.Zaczekajmy do zmroku . Przytrzymała je ręką.

Z niezmiernej oddali dochodził do mnie jednostajny. wydobył paczkę papierosów. otrzepałem starannie spodnie z kurzu.Co się stało 121 Do you speak English (ang. leżały ciężko na kamieniach. prychnął olbrzymim kłębem dymu i kurzu. Wypukłe oczy zmętniały jak stężała galareta.) . zerwał barwną opaskę. Usunąłem spod głowy trupa ostry. wilgotnej. . wyskoczył mały.What’s happened?120 Czemu ci ludzie tak krzyczą? First Lieutenant pochylił się ku szoferowi. zawahał się parę razy na łańcuszku i zawisł nieruchomo.Czy mówi pan po angielsku 58 .) . Nade mną pociemniało od koła ludzkich twarzy skupionych i milczących. Z ziemi podniósł się słup kurzu. Na skurczonej. prześliznął się między drzewami. Spod wargi lśniły martwo białe zęby. śmieszny jeep wypchany żołnierzami. odgarnąłem delikatnie włosy. nosy armat. zabielały na tle czarnych okien i upadły z przeraźliwym trzaskiem. Ostatni znak życia. Oficer. Poruszył 120 What's happened (ang. Ręce. nabiegłej świeżą krwią wardze usiadła duża niebieska mucha. . Spojrzałem zdziwiony na oficera. ułożyłem głowę na miękkim piasku wapiennym i podniósłszy się z klęczek. nie śpiesząc się. powoli zwinął się nad ziemią i upadł. . Przepuścili mnie i jeszcze ciaśniej skupili się nad ciałem.Do you speak English?121 . Zapalili.zsunąłem się obok Niny. Zrzucone ze strychu deski na ogień bezszelestnie zsunęły się w powietrzu. Z trudem przepchałem się łokciami przez niechętnie ustępujący tłum. do auta. Spomiędzy bloków mieszkalnych. wparł się kołami w ziemię i przysiadł. przechylił się do tyłu. z którego sterczały długie. W otaczającej nas ciszy głos jego zabrzmiał ostro i nieprzyjemnie jak darcie płótna. Wysunął z auta nogę i zakołysał nią z wahaniem. napotkawszy spojrzenie. z ulicy wysadzanej młodymi platanami. niewygodny kawałek cegły.Wiatr skręcał z chrzęstem dym jak słomę i wyrzucał go za mur. zamrugał i ściągnął nieco wargi. kurczowo zaciśnięte w obronnym ruchu. Mały talizman w kształcie świstawki przesunął się na szyi na bok. Ten wzruszył obojętnie ramionami. częstując. Na podwórzu dymiły się ognie pod porzuconymi garnkami i menażkami. odleciała. Dwaj żołnierze z pistoletami maszynowymi na kolanach rozpierali się na tylnym siedzeniu. stłumiony szmer głosów jak zza ściany. Podszedłem. okryte brezentami. Spłoszona cieniem. hamując ze zgrzytem. Padając otarła o cegłę policzek. Kierowca sięgnął do kieszeni. zza zakrętu garażu. Słońce zalśniło i rozkwitło w brązowym wyglansowanym półbuciku. bzykając. Delikatny strumień niebieskiego dymu przepłynął koło twarzy i porwany wiatrem znikł w powietrzu.zapytał szybko First Lieutenant. ciepła o mdłym zapachu krew przesączyła się szeroką plamą przez bluzkę opinającą zbyt wydatną pierś i zasychała na brzegach jak rdza.

odrzekłem obojętnie. którą już pewnie zafasowano. Zdawało się. do swojej kolacji. Teraz dopiero uświadomiłem sobie.tu: mówię 123 Nothing.Ge-sta-po! Ge-sta-po! Ge-sta-po! V Żołnierska sala leżała w gruzach. . jesteśmy do tego przyzwyczajeni .My tu. .powtórzył nieco ostrzej Pierwszy Porucznik. Mój głos zahuczał w głowie jak w pustej sali. Cisza jak napęczniały balonik pękła z trzaskiem w uszach. wypluł gumę. teraz strzeliliście wy. Różowa grudka zaczerwieniła się w kurzu drogi. . Musiało mu nagle zaschnąć w ustach.niezdecydowanie szczęką.Przez sześć lat strzelali do nas Niemcy. proszę pana 124 My God (ang.My God! My God! Chwycił się za głowę. odprysła.) .Nothing. Pierwszy Porucznik wyskoczył z auta jak zwolniona raptem sprężyna. . Na stołach i na podłodze rozbite skorupy porcelanowych misek bielały w gęstym mroku jak oskrobane z włókien wyschłe kości. . Tłum zasłaniał szczelnie trupa dziewczyny.) . nie oglądając się. ciężkim krokiem odszedłem w głąb koszar.Nic. i naraz zaczął żuć. 122 I do (ane. że nad ciałem dziewczyny tłum ciasno skupił się i patrząc w oczy żołnierzom cały czas wrogo skandował: .I do122 . który szedł przodem.powiedział. Nagle ściana ludzi poruszyła się. do swoich książek. Nim jednak ten. do swoich gratów. . sir123. aż się wstrząsnąłem. zdążył coś powiedzieć. a jak na daleki. Patrzyłem na oficera nie jak na człowieka. co za różnica? Przez niski kurz jak przez płytką rzekę. . Zastrzeliliście przed chwilą dziewczynę z obozu. Dotykał stopą ziemi. ale odwrócił się od niego i patrzył na żołnierzy. Twarz jego spłynęła przelotnie krwią i pobielała. gdyż krzywiąc się. sir (ang. W uszach huczało mi jak w słuchawkach. w Europie.kiwnąłem.Mój Boże 59 . Nic się nie stało . .Kto skrzywdził tych ludzi? Czemu oni tak krzyczą? Co się stało? Żołnierz z karabinkiem opuszczonym lufą na dół wyszedł z tłumu. obojętny przedmiot.What's happened? . jakby rozpędzając się. a za nim przepychali się pozostali dwaj. że wypryśnie z auta.uspokoiłem go bagatelizującym ruchem ręki i uprzejmym poddaniem całego ciała. . którzy wtedy palili papierosy.Nic się nie stało. zwróciłem się do oficera.My God124 .) .

cokolwiek nadawało się do użytku. podskoczyła kilkakrotnie. Na dnie domacałem się w garnku ocalałych płatków kartoflanych. Nie było nikogo. Panie Tadku. Podszedłem do łóżka i pomacałem ręką. to ty? .rzekłem drwiąco. . Zaszeleściły w palcach jak suche. rozkwitł jak olbrzymim kwiatem .Nikt nie przyniósł kolacji? . jesteś? . . żebyś pan widział.powtórzyłem machinalnie. panu Koli zabrali papierosy. Siennik znów zachrzęścił niespokojnie. co oni narobili! Żebym ja był tego nie dożył. Namacałem krzesło. Łagodne światło bezszelestnie spłynęło po oknie jak świeża krew. . resztę zniszczono. zawahały jak rozkołysana woda i podniosły się do góry. Rozbite szkło zachrzęściło pod nogami.zajęczał w ciemności Cygan. jakby te szmaty. Strzelano z wysokiej wieży koło bramy. . wylewały się szmaty i stłamszone leżały na ziemi. Książki pana porozdzierali.A jutro transport i znowu jeść nie dadzą. żebyś pan tylko widział. Z szaf. Pod głową go miałem.Nie było nikogo. W powietrzu unosił się stęchły. . Wygarnięto z niej wszystko. . gniły i rozkładały się dalej. nie dziwota. jak mnie tak wszystko pieruńsko boli! . .Ściągnięte z łóżek sienniki zwieszały się ku ziemi bezwładne. Ledwo garnitur wybroniłem. . toby panu chyba serce pękło. Oparłem się o stół. Przeleciał jakiś przenikliwy strzęp szeptu. . Palce przeszorowały po szorstkim sienniku. Korzystając ze światła. piwniczny.zapytałem z ogromną ulgą. Polak Polakowi. Rakieta spłynęła na bruk. błysnęła silniej czerwienią i zgasła. zachłystując się słowami jak płaczem. zduszonych książek. Ruszyłem do szafy i czepiając się łóżek brnąłem w głąb sali. Pod nogami szeleściły zwały podartych. nikt nie pilnował .A gdzież bym był. Usiadłem.Ten naród ludzki.ciągnął płaczliwie Cygan. jak z otwartych. otwartego w noc. jakby były zabite. urwany chichot rozpłynął się w nagłym chrzęście słomy.Zatrzymałem się niepewnie i czekałem w napięciu. wszystko rozbili. nikt po jedzenie nie poszedł. Poczułem nagły przejmujący głód. tobyś dzisiaj także nakradł. Szykują się chłopaki na transport. sienniki. Zrobiło się zupełnie ciemno. Koca nie było.krzyknąłem z rozpaczą. porozbijane i poszarpane. że kradną . zlituj się nad nami..czerwoną rakietą. O Boże miłosierny. bracie. zajrzałem do szafy. Siny kwadrat okna. Cienie zachwiały się. trupi zapach.Wpadli do sali.Cygan? Cygan..Nie ma kolacji .Nie trzeba było surowego barana jeść. W głębi sali ktoś z jękiem poruszył się na łóżku. pokruszone liście.Cygan. skorupy i książki. I mnie buty wzięli. Ukradli. Umilkło. rozkradli. wypaproszonych brzuchów. stłumiony. Ścisnąłem z żalu zęby i 60 . .

Posłuchaj pan. udało się panu wrócić? .Chłopaki się nie dadzą...Uczułem znowu. Głupi nie będę i w transporty do Polski nie pojadę . . .kopnąłem walający się pod nogami czerep miski.Ale.A pan Redaktor przyszedł i książki z pana szafy także zabierał. .Tam .Przywiozłem .. szykują się do obrony . jak głupi bić się .Przywiózł pan co? .zawołałem w zdumieniu. Sameś pieniądze ukradł. szykują się. Boże. .Niemrę kupiłem.ucieszyłem się uprzejmie. . O.dodał z lekceważeniem.ale nie barana.Tak pan myśli? . .A pan chorąży siedzi w bunkrze i pan Kola siedzi w bunkrze . aby dziś. To lepsze od barana. Mnie podłożyli. to się w Polsce spotkają ze Stefanem. że jestem głodny. bo ci znowu mordę nabiję. . że pana chorążego i pana Kolę za karę do Polski odeślą. Podpatrzyłeś. a z ciemności wydobył się oburzony kobiecy pisk. że pan pewnie nie wróci. Znajome kowboje na warcie stali.Redaktor? Co mi zupy dawał? Pojechał! Jednak pojechał! Beze mnie! . .Ale pan ma szczęście .zaklął Cygan. pomarańczowe i żółte.odparł . neonowym światłem i zapadła się w mrok.A panu chorążemu szafkę rozbili. Potoczyła się z brzękiem po betonie. pochlipując. Czarna twarz Cygana powlokła się jak rtęcią trupim.. . Samo nie przyjdzie. .westchnąłem zazdrośnie. jakby pan pochodził. jak tata chował .ciągnął monotonnie Cygan. Czerwona rakieta znów rozjarzyła się na granatowym niebie.Niech się tata martwi o siebie.zapewnił z przekonaniem. .Szykują się. . A pan tylko w książkach siedzi.burknął syn chorążego. Powiedział.Przecież Kolka chciał jechać do Włoch . Boże. obok wykwitły zielone. parszywy Cyganie.ostatnie słowo zachrypiało w ziewnięciu. . Łóżko zaskrzypiało z pasji. bo pojechał do pana generała Andersa.O. .A mówili.. Grunt.O jutrze będziem jutro gadać . Jemu się przydadzą. .Nie kłam. razem bukietem spłynęły na ziemię. Już on ich zakapuje. żeby im tak w boku szykowało . Przeciągnąłem przez dziurę.odezwał się z dołu syn chorążego. . . nie kłam.machnął ręką w 61 .Ja tam sobie radę dam.No. .Tatuś martwił się o pana. . Pogmerał. aparat fotograficzny zabrali i pieniądze. to szkoda zostawiać.Pan by też mógł mieć. . .A jutro? Jak będzie transport? ..

Bo ja mięso idę gotować. A granatów. puszystych włosów.Jak ja pojadę. rozpryskiwała się na niebie. . do następnego razu! .głos mu nieco drgał. a karabinów. to pan! .Grunwald robią. żeby jej jutro nie znaleźli. Potem będzie łatwiej o jakąś funkcję w obozie.Co ty sobie wyobrażasz.. dotarłem do drzwi.Jutro mieli go powtarzać. Lecz tylko owinął kobietę kocem aż po czub jasnych. Naraz otwarto je z drugiej strony i z czarnej nory korytarza zamigotała w świetle żółtej rakiety ostra. to pan kowbojów poprosisz.Idź pan na Grunwald .poradził syn chorążego . jakby w zadysz-ce. wielkie zmartwienie . jak jechaliśmy do Dachau.rzekłem do syna chorążego. . panie Tadku? Leżał odkryty i oddychał ciężko jak zdychające zwierzę. to się wyjdzie.odezwał się Cygan.O. .Grunwald robią . . Syn chorążego zachichotał i pokręcił się na łóżku.. Ale my zrobimy lepszy.dodałem łagodniej.A niech ją złapią. że ciebie nie udusiłem. opadała rozżarzonymi kroplami na dno ciemności. opadł z westchnieniem na łóżko i wsadził rękę pod koc. jak pluną. 62 .Sam muszę się schować przed transportem. a błyszczące okulary nabiegły różową poświatą. Wparł we mnie świecące odbiciem rakiet oczy. Rakieta spłynęła w dół. że będę się złodziejami zajmował? Szkoda. Tam są meliny. które nabiegało raz po raz granatowym sokiem. Będzie mi potrzebna albo co? A może pójdę z nią do chłopaków i będziemy siedzieć na strychu. .Podobnież do Koburga transport ma iść . bo szkoda. i dobra. . jakby chciał wstać.rzekłem z pogardą. . Niebo grało wszystkimi kolorami. Czerwony dach koszar mienił się upiornie na tle nieruchomego nieba. . W czarnej zapadłej twarzy błyszczały niesamowite. .Bo co innego robić? . okeje nie uciekną? Podniósł się na łóżku. kiedy ja taki chory? Może mnie nie wezmą? Pan umiesz po angielsku. tobyś nie miał kłopotu dzisiaj . to się pan tu prześpisz.krzyknąłem histerycznie. Podprowadziłem go do stołu. ciemna twarz o wpółotwartych ustach. Co. . a rozpylaczy! Co pan myślisz. Fontanna rakiet przepływała przez powietrze. jakby nafosforyzowane. prowiantowego albo sekretarza . Uważaj pan. Jak skończą akcję.stronę rozświetlonego rakietami podwórza.a jak się skończy. że tylko rakietnice na Grunwald? Jak ustawią ze dwa cekaemy na strychu.Profesorze. że ich diabeł nie znajdzie. Wstałem od stołu i brnąc po książkach. Ile chłopaki brauningów mają.

.Co za nieszczęście! . była jeszcze dzieckiem. pokiwał głową. Pogrzebał w niej natarczywie. Przedarty leżał na ziemi drzeworyt z bohaterskich. A pan mi o Grunwaldzie.Nie wiem. ogarniały bawarską koszulkę. Westchnął ciężko i podparł głowę rękoma. Kolegowałem z jej ojcem .jaka wypierśna kobieta! Już ją prawie miałem w ręku. Po białych..Gdzieś łaziłem po obozie.zawołał Profesor. ciężko dźwignął się.rzekł po chwili. . były takie z kremem. gdzie byłem.. Wie pan.Przy mnie zastrzelili ją. patrz pan .Zajrzał mi w oczy. dziewczyna z nagimi piersiami grająca pod ścianą na gitarze.To ja byłem z nią. Gdzież pan był tyle czasu? Klepnął się po kolanach. . . wesołych i chwalebnych przygód Sowizdrzała. Truskawka na czubie? . kładąc się słabym refleksem w rozpadlinach twarzy.Ziemia jest mała! . Zaraz się zacznie..Zastrzelili ją .dodał tonem wyjaśnienia.rzekłem słabo. Nie na tej. .powtórzył jakby sennie.. odrzucając niedopałek .Cóż robić? . . Sięgnął znów do kieszeni. że się spotkamy. dawniej. zakołysał się i chwycił mnie za ręce. Zmięty.Ta pańska sąsiadka? . . już ją obmacywałem i co za nieszczęście. co przyjechała z Pilzna. to na innej łące .Szukałem . czy przypominam. . Oczywiście. wspinały się po twarzy i przez sufit uciekały za okno. . . Nieraz.Chodźmy na Grunwald! . kupowałem jej ciastka. Opuściłem głowę i zapatrzyłem się w podłogę. Moja sąsiadka z domu.. Czy to nie wszystko jedno! Konwenanse towarzyskie? Tu! W przeddzień transportu? I tak jutro nie spotkamy się więcej. Brązowy jeleń. Zadbałem dla pana o dobre miejsce przy ognisku.wrócił do swojej ulubionej myśli.. z rzadka porosłych czarnym włosem kolanach przesuwały się kolorowe cienie.Ta.A teraz. doprawdy . Puszysty kłąb dymu błysnął różowym podbrzuszem i wypiąwszy siny grzbiet rozpłaszczył się pod sufitem. wytłoczony na pasku łączącym 63 . Zerwałem się z łóżka.rzekłem niespodziewanie dla samego siebie. . Tylko.Miałem przecież być u pana.rzekł Profesor.zdecydował się.. niepewny.naraz zesztywniał wpół słowa.uderzył mnie dłonią po ramieniu .zastrzelili ją na bramie. Byłem z nią w lesie . . Nie znalazł. Sięgnął do kieszonki. jakby wychodził z wody. . Profesor podniósł głowę. Poszła na spacer. . pokruszony papieros przewinął się przez palce i rozżarzył się w ustach nikłym płomieniem. Jak wyjeżdżałem we wrześniu. Zaciągnął się papierosem. napędzając czerwień w wargi.Szukał mnie pan? Profesor był wciąż w skórzanym tyrolskim stroju.Pomilczał.

odezwał się z kąta syn chorążego . Pociągnął mnie do okna. . cha.Widzisz. kołysała się jak okręt.Kręci się. prawda. drgał w świetle rakiet jak żywy. pod oczami. stoły. cha. książki mieniły się i wirowały jak jaskrawe kule. w kątach ust. a na ich miejsce wylewały się różowe.Grunwald. a 64 . a światło nabiegło mu natychmiast w otwarte usta i zakotłowało się w nich różnobarwnie. I Grunwaldu nie zobaczysz. ściskając mi coraz silniej ręce.szelki. charcząc.rzekł prosząco. cha! . szły razem ku czołu.Chodźcie wszyscy na Grunwald! . W czarnej misce podwórza. . policzki wydymały się jak szkliste. ale gruźlicę. wyrywając ręce z uścisku. Obrócił się ku sali.A ja myślałem. Nawet prześcieradło dostałem! Cha. stał milczący tłum. . cha. zobacz pan! . . w mroku. .zapiał Profesor. że będę spał z nią dzisiaj. niebieskie i żółte światła i osadzały się pod brodą. .Profesorze. Twarz Profesora grała wszystkimi kolorami tęczy. cha. buchnął nagle rudy płomień.wołał niecierpliwie. cha! Nagle zachwiał się.Zobacz pan. naokoło drgającej bani płonącego stosu. pęczniała od środka. Twarz powlokła się meduzim blaskiem.dodał niecierpliwie. jakby jej kto smoły nalał. cha! A pan z nią! Młodości! Młodości! . Błyski ognia ślizgały się po twarzach i nasycały je krwią. cha.Weź pan dziewczynę. huczącym śmiechem. Grunwald! . wielki. Chodźcie wszyscy na Grunwald! Za oknem. Przyszykowałem kolację. Na kościstej twarzy Profesora światła mieszały się i nabrzmiewały.Pan oszalał! . jak farby na portrecie. .Przecież to była taka zwyczajna! Ja ją chciałem! Cha. którą zaraz wysysała ciemność. Cienie drzew wydłużyły się aż ponad dach i chwiały się jak świece.Wychyliłem się za parapet. wypełniona światłami.Leż. puchła. polizał czarne okna jak łaszący się pies i rozkołysał sobą mrok jak dzwon. .nie trzeba było kochać się na starość.Trząsł się całym ciałem od śmiechu. . niech i ona zobaczy. . który zgasił rakiety. . czerwień bełtała się z zielenią. Dziewczyny nie dostałeś.Profesor wyprostował się. ryknął ogromnym. obrzydliwe kolorowy. niech pan przestanie! . podpływały pod sufit. . w zagłębieniach uszu. chudy. jakby Profesor dusił się od światła. leż. zakasłał się gwałtownie i schylił się ku ziemi.dusił się dobrą chwilę od śmiechu. Suche deski płonęły z trzaskiem.Cha. cha.Chodźcie wszyscy . ściany. cholero .krzyknąłem. cha. Cała sala. który rozbity wiatrem rozwiewał się jak grzywa pędzącego konia. Nagle puścił ze świstem powietrze i rozwarłszy szeroko usta. cha. mieniące się banie. miski. Profesor . cha! Cha. . Kolorowe sienniki. zgasła wraz z ostatnią rakietą i poszarzała jak wystygły popiół. a łóżko zachrobotało.

Człowiekowi wciśnięto z powrotem hełm na głowę.na krematoria i na kościółek. Pełno Boga. .zaszeptała szczękając zębami. bił w nozdrza i wdrażał się w ciało. Aż się wylewa.usta jej skrzywiły się.Profesor już się opanował. Powiało gęstym.A my? .) . . gorącym oddechem.mruknąłem z ubolewaniem. Ja tam codziennie chodzę. Ksiądz ujął go za ramiona. Amboneczka. Tłum buchnął śmiechem. Kind (niem. stała się znowu ostra i zmęczona. brudnym dymem. ..odpryski odlatywały w mrok. Gdzieś w głębi ciemności wywleczono człowieka w mundurze esesmańskim. Ksiądz podniósł obie ręce.krzyknął drapieżnie . Czarny Cygan podparł się na łokciu i z zazdrością patrzył za okno. Pogłaskałem ją uspokajająco po chłodnej dłoni. Zgasły. gruby.. Sięgnąłem dłonią do tyłu.To pali się kukła SS-mana. zatrzęsienie kwiatów! . Twarz jego. .powtórzył Profesor w zamyśleniu. jak człowiek zdechnie. Wczepiła we mnie kurczowo palce.patrzcie na ognisko! Na to czekam. dziecko 65 . Przed tłum wystąpił Aktor. Oczy jej jak dwa węgle żarzyły się przerażeniem.Pies z kulawą nogą nie zadba. My. mały. odziana w mrok. Ciepłe ciało dziewczyny przylgnęło do mnie szczelnie i drżało z podniecenia i strachu. ruhig.Was ist los? . Dziewczyna w nocnej koszuli sunęła za nim cicho jak duch. ruhig. . przykryte powiekami. Wparła się we mnie całym ciałem. Twarz stojącej obok mnie dziewczyny poszarzała jak popiół. Spokojnie.I na martwą dziewczynę . spokojnie. Kind125 .Ruhig. w okieneczkach krateczki. Wiatr odparł dym. na krzyżykach klepsydry. A pod jedną ze ścianek krzyżyki. .Tak Niemcy czczą swoich umarłych. prawie surowo. .rzekł łagodnie Profesor. . . Ogień przygasł. Syn chorążego wstał z łóżka i przyczłapał nagi do okna.Był pan w kościółku w osiedlu niemieckim? Nie? .My? .W oczach jego płonął rudy blask ogniska.Was ist los? .To nasza odpowiedź . maleńki ołtarzyk.My jesteśmy tuż przy nich. jakby błogosławił. dźwignął z wysiłkiem i wśród okrzyków tłumu cisnął człowieka w ogień. . Mówił poważnie. Patrzcie! . Odgarnęła włosy znad czoła.warknąłem przez zęby. Hełm z brzękiem spadł na beton dziedzińca. to Grunwald! Na stos dorzucono świeżych sosnowych gałęzi. ogarnięty blaskiem jak czerwonym 125 Ruhig. Z tłumu wytrząsł się ksiądz w sutannie. . Światło rakiet umilkło. sami SS-mani! Rozmiesz pan? A kwiatów pod krzyżykami. płomień bryznął pod niebo. Podnosił się od niej zapach. Dyszała mi wprost w kark parnym. sentencje z Biblii na ściankach.Spokojnie. . . Biały kołnierzyk ściskał rudą szyję.

zanurzone w tygiel rakiet.Niech umarli grzebią umarłych . w przededniu transportu. . jak spod olbrzymiej skorupy na wpół otwartej ostrzem ognia. na zawsze! Patrzcie! Wyciągnął rękę w stronę hali tonącej w mętnym mroku. Ze strychów odezwały się długie serie karabinów maszynowych. cha! Cha. cha cha! Żywi z żywymi. cha. szedł Batalion i śpiewał. Buchnęły kaskady rakiet. Spod jej cienia. cha. które jak podlane naftą rozrywały się słupem płomienia i skręcały się w tym ruchu jak żywe.. zamazanych cieniem drzew. znów nabrzmiały i napęczniały. Naraz Profesor zarechotał po raz drugi śmiechem. na którym w rocznicę bitwy pod Grunwaldem rzucano na stos słomiane kukły żołnierzy z SS. Tak jak oni.My. Tłum. Niebo zapaliło się jak choinka.Żywi z żywymi! Cha. Dymne pociski szły popielatymi smugami przez niebo jak stada dzikich gęsi. dźwignął głowę ku ciemnym dachom koszar i dał znak. które kłębiło się i wirowało jak gnana wiatrem bańka mydlana. żywi.płaszczem. między kamiennymi ścianami budynków. zacięcie wbijając w beton takt. jednym gestem dłoni rozszczepił go wzdłuż szerokiej ulicy..rzekł w zadumie Profesor. zajaskrawił się wraz z całym podwórzem.Policzki jego. . i podczas gdy ksiądz ciskał w ogień coraz to nowe kukły. . . on podniósł ramiona w górę. objęty pożarem rakiet. trysnęło bengalskimi ognikami i spadało kroplami na ziemię. uciszył krzyczący tłum. idźmy z żywymi. po dziedzińcu poesesmańskich koszar. cha. 66 . który wszystko miał zniszczyć i rozproszyć bezpowrotnie ludzi głucho.

który. nadzorował wydawanie jedzenia. „Czy zgadza ci się apel” . W braku innych *∗Słowniczek opracowany przez Tadeusza Borowskiego. [Monachium] 1946. „Ilu masz abgangów?” ANTRETEN . dbał o porządek bloku. podobnie jak język konspiracji.Barak obozowy. że antreten?” „Idziemy na antreten”. BLOK .blokowy do szrajbera. Starym Oświęcimiu były to solidne. co siedzieli w bunkrze lub leżeli w szpitalu. dołączony był do książki: Janusz Nel Siedlecki. „Nie słyszysz. oczekuje swego kodyfikatora. APEL . Sławni byli blokowi z kwarantanny z Birkenau.oddział roboczy. Byliśmy w Oświęcimiu. końskie baraki. „Z naszego bloku odszedł dziś abgang trzydziestu ludzi”. 1825 Franek Karasiewicz. przełożony bloku. również pojedynczy człowiek. przy którym musiał stawać na apel. która odchodzi z bloku na blok.cowieczorne liczenie stanu w obozie. przeważnie Polacy (np.wszystkie te czynniki złożyły się na powstanie swoistego języka obozowego. używanych w Oświęcimiu.więzień. Również stan bloku wzgl.OKREŚLENIA OŚWIĘCIMSKIE∗ Odrębność i egzotyczność socjalna środowiska. W Birkenau były to prawie bez wyjątku drewniane. urzędowy język niemiecki . „Chodźmy na apel”. „Jazda z bloku na apel!” „Blok szósty do odwszenia!” BLOKOWY . zbudowane przez więźniów piętrowe domy. Był odpowiedzialny za zgodność apelu. nr. Oficyna Warszawska na obczyźnie.albo prycza. Podajemy znaczenie niektórych określeń. paczek itp. pozostawiając właściwą władzę szrajberowi i sztubowym. ARBEITSKOMANDO . ze szpitala na obóz. W tzw. Krystyn Olszewski. z wyjątkiem tych. wymierzanie kar cielesnych przy oficjalnych egzekucjach itp. które być może ułatwią zrozumienie pewnych partii tekstu. obozu na apelu. Prominenci spali w dowolnie wybranych przez siebie blokach. Tadeusz Borowski. Każdy więzień był przydzielony do jakiegoś komanda.zbiórka. Wydanie krajowe: MON Warszawa 1958 67 . Święta.grupa. przemieszanie się wielu grup językowych. codzienna czynność. bo nie wytrzymam”. z obozu do szpitala. Otoczeni nimbem zbrodniczości (niektórzy mieli na sumieniu po kilka tysięcy zamordowanych) ograniczyli się z czasem do wygodnej funkcji reprezentowania bloku wobec esmanów. dwupiętrowa konstrukcja do spania. Inne dorywcze zajęcia: poszukiwanie zbiegłych więźniów (w obrębie wielkiej postenketty). Każdy więzień był przydzielony do jakiegoś bloku. Życie obozowe składało się z dwu momentów: kiedy więzień chodził sam i kiedy chodził w szeregu. ABGANG . „Jak ci idzie na nowym komandzie?” „Muszę zmienić komando. BUKSA . Określone komanda zajmowały określone bloki.

próba ucieczki.Deutsche Abrüstungswerke. bo dostaniesz durchfallu”. dnie i noce. Później również cały 68 . chorób i barbarzyńskiego traktowania esmanów i obsługi obozowej.początkowo składy rzeczy prywatnych więźniów. blokowy śpi w budzie”. W roku '44 ze względów oszczędnościowych obniżono jednorazową dawkę. stał dotykając karkiem sufitu. Na górze można było stać. „Nie pij wody. Śmierć. „Na durchfall najlepszy chleb spieczony na węgiel”. ciężkie komando. brudu. zbudowane na przedzie bloku.pokoiki dla blokowego i szrajbera. używany w komorach gazowych. zamiast pięciu minut. nielegalny list). „Zwłaszcza że pobudowali naokoło obozu bunkry. klasyczna choroba obozowa. aresztowany w obozie za przestępstwo (handel. trwała. Gaz ten był wyrabiany przez prywatną firmę niemiecką. bracie. Każdy był w walce z durchfallem zdany wyłącznie na siebie. sonderkomanda. to bunkier murowany”. „Byle bunkier był. Klasyczne miejsce ucieczek. „Dzisiaj culaga.dodatek żywnościowy dla pracujących. „Tak. jak opowiadali Żydzi z tzw. strąconych nad Niemcami. lepsi goście. oskrobywania się z błota. Jak przejdziesz przez nie w nocy?” CYGAŃSKI . W olbrzymiej większości wypadków nie leczona i nieuleczalna. „Nie ma to. odarty koc na plecach od zimna. przez długie tygodnie.obóz cygański. można uciekać”. Cyganie. to. DAW . rychło stracili wszelkie prawa i pozory praw ludzi internowanych i masowo padali ofiarą głodu. przebywano w nich w pozycji leżącej. CYKLON . BUDA . z całej Europy internowani w Oświęcimiu. pisania listów do domu i organizacji.gaz.konstrukcji w bloku (i miejsca na nie) miejsce do załatwiania wszelkich czynności człowieka (prócz wydalania): jedzenia. łatwiej będzie wytrzymać do jutra do obiadu”. Wstęp do nich był dla więźnia z bloku oczywiście niemożliwy. dyzenteria. EFEKTY . „Syrena buczy. toteż zajmowali ją tzw.kryjówka. od piętnastu do dwudziestu pięciu minut. BUNKIER . ale jak złapią. wygrzebana w ziemi przez planujących ucieczkę więźniów. Walka ta jest jednym z nie napisanych eposów Oświęcimia.biegunka. postrach wszystkich więźniów. w której więzień. siedzieć. pewno znów ktoś uciekł z DAW”. Również stanowisko ochronne dla straży obozowej. co Anglicy nazywają pillbox. Również cela z cementu. wieszać ubranie na belkach. DURCHFALL . muzułmanie. „Idę na cygański”. Zwykle bardzo luksusowo urządzone (w skali bezwzględnej). Parter i pierwsze piętro tej konstrukcji podobne były do pochyło leżącej szuflady. „Nie hałasuj. jak na cygańskim!” CULAGA . bicia wszy. trudniące się głównie rozbiórką samolotów.

). dostał się na funkcję”. KOMIN . Również komando pracujące przy transportach. W pamięci wielu fleck wiąże się z osobą drą Zenktellera.„w charakterze dymu przez komin” . niekoniecznie oficjalnie dobre (pipel u blokowego. w którego blokach leżały (i gniły) bogactwa zabrane transportom idącym do krematorium. Z reguły każdy kapo miał własną budę na polu. niestrudzonego tropiciela wszy i chorych na tyfus. FLECK . Pilnował roboty.jak mówiono ironicznie w obozie. Dobroć komanda mierzono głównie tym.synonim krematorium i śmierci w komorze gazowej. snu. już po drugim gongu”. czy istniały komanda zasadniczo złe (Weichseldurchstich) i zasadniczo dobre (pracujące np. pijaństwa i konszachtów z esmanami. „Teraz to w obozie jest kanada. że nie chcesz robić”.dobre stanowisko w obozie (nie na komandzie!). KAPO . handlu. fleger w szpitalu etc. „Wstawać. trzeba było wcześniej przyjechać. Ponieważ każdy większy obóz koncentracyjny posiadał własne komory gazowe i krematoria. tak i tak pójdziemy do gazu”. goniec.słynne komando muzułmanów. Do czwartego kwietnia 1943 wszyscy chorzy na fleck szli bezwzględnie do komory gazowej. Architektura dwudziestego wieku! „Cały transport poszedł do gazu”. GASKAMMER . na obozie kobiecym). tudzież wiadomych stosunków ze swymi piplami. GONG . trzecia klasyczna choroba oświęcimska. Posiadał nieograniczoną władzę nad więźniami. na apel.komora gazowa. czy kapo jest dobry. „Ma chłopak szczęście. „Jak ci kapo mówi. „Panie fleger. FUNKCJA .(capo).sanitariusz w szpitalu. do snu. którzy byli ukrywani przez przyjaciół flegerów na innych. sygnał do pracy. ilość ich może być obliczana na setki. skład drzewa. podobnie jak durchfall przez długie lata predestynowała ludzi do komory gazowej.tyfus plamisty. jak będziesz na efektach”. „Kanada idzie na rampę”. Przez parę niewielkich sal oświęcimskich przeszło w ciągu paru lat parę milionów ludzi i wyszło . rozdawał zupę. przychodzących do obozu i do gazu. KANADA .symbol dobrobytu obozowego. nietyfusowych blokach szpitala. wody!” „Fleger jest ważniejszy niż doktor”. więzień kierujący grupą roboczą. FLEGMONA . „Co się martwić. FLEGER . „Co się tak pchasz jak 69 .osobny odcinek obozowy. premie i . miejsce wypoczynku. „Powiem kapie. odpowiadał mniej więcej funkcji sztubowego na lagrze. „Przynieś mi ładną koszulę. to masz to zrobić”.pobudka. lepsi goście. druga klasyczna choroba oświęcimska. tobyście zobaczyli”.kije. HOLZHOF .ropień śródmięśniowy.

szpital. PASIAKI .Żyd do komina”. że byli kiedyś „także” muzułmanami. palenie papierosa podczas pracy czy nieumycie miski . KRĘCĄ . sonderkomanda i .takie sprawy też były brzemienne w konsekwencje. miał nieraz potężne bogactwa i cieszył się zawsze pełnym poważaniem i zawiścią obozu. który sprawdzał identyczność zmarłych. Organizator.ognia. „Pozbieraj te klamoty!” KOMANDO . najzupełniej dojrzały do komina. dozorującego esmana (komandoführera) i pracujący przy określonej robocie lub w określonym miejscu. 70 . obojętnie jak: uczciwie (z kuchni SS. funkcji i dobrego samopoczucia noszącego je więźnia. głowa między nogami. który myśli tylko kategoriami życia obozowego i postępuje wg moralności obozowej. MELDUNG . lecz szło o dawne porachunki starych numerów. KRANKENBAU . Dobrze skrojone. Żadne objaśnienia nie mogą oddać pogardy. niechętnie przyznają się do tego. z efektów. odzież. flegmonami lub kręcą. słynne KB. o ukryte między belkami złoto. z jaką muzułman był traktowany w obozie przez towarzyszy. ZLAGROWANY .doniesienie. LEICHENHALLA . z FKL). przed wywiezieniem do krematorium układano trupy szeregiem na drodze obozowej w szpitalu tak. o kobiety. Każdy trup miał kartę zgonu. wysoki na wysokim).zdobywanie środków utrzymania poza porcją. sporządzone ze specjalnego materiału (powiadali. że z pokrzyw) w szaro-niebieskie pasy. ani woli do dalszej walki o życie. dopasowane do figury pasiaki były oznaką dobrobytu. Nieraz całe zarażone bloki szły do gazu (np. Nawet więźniowie. człowiek oswojony z tym trybem życia. był dobrze widoczny dla esmana. z rampy) czy nieuczciwie (z porcji kolegów). wytatuowany na lewej ręce.ubranie obozowe. reszta była sprawą Żydów z tzw. nie mający ani sił. „Jesteś zupełnie zlagrowany”.oddział roboczy. aby numer. czwarta klasyczna choroba oświęcimska.graty. Wieczorem ładowano trupy na samochód z podnoszoną platformą. mający swego kapę.obóz (domyślnie: koncentracyjny). lubujący się w autobiografiach obozowych.człowiek. piętrami. zazwyczaj z durchfallem. MUZUŁMAN .świerzb. LAGER . gdzie układano plon dzienny we wzorowym porządku (trup przy trupie. KLAMOTY .kostnica obozowa. „Masz kręcę? Posmaruj się herbatą”. ORGANIZACJA . System donosicielstwa był szeroko rozgałęziony wśród więźniów. gdzie nie chodziło o kawałek oddartego koca. o dochodowe funkcje. karny raport. przed krematorium wysypywano je automatycznie.człowiek całkowicie zniszczony fizycznie i duchowo. zwłaszcza tam.

esman. „ochronny”. Ręce wychodzą ze stawów. nieczystości. chleba.chłopiec do posług u blokowego lub kapy. otaczając obóz w promieniu kilku km. elegancki. Oficjalny tytuł obozowy (z dodatkiem numeru). „Co wy. milionowcy. Źródło czci i poszanowania przez inne stare numery oraz młode numery. oznaczający zasiedziałego w obozie więźnia. najedzony sardynkami. SONDERKOMMANDO . POST .przez związane z tyłu ręce przewleka się sznur i podciąga się więźnia przez kółko w słupie lub w braku specjalnego urządzenia po prostu przez poprzeczną belkę w bloku.o ile ich złapano. „zlagrowany”. SŁUPEK . ścięgna pękają. dwie. on wam może powiedzieć. zwanych także milionowcami. Wielka postenketta stała w dzień (w razie ucieczki całą dobę). Tak wisi się godzinę. co przeżył”.wartownik. Czysty. to jest ci.wóz. na górnej 71 . Do przewożenia zupy. ale tylko w gwarze obozu kobiecego. W obrębie obozu nie było zwierząt pociągowych. ubrań. Mała postenketta stała w nocy przy drutach obozu.więzień polityczny. SZTUBA . patriotyzm lagrowy.stanie na przedłużającym się apelu.albo „lepszy gość”. etc. pchany przez ludzi. SCHUTZHAFTLING .) .łańcuch straży otaczający obóz lub miejsce pracy. sztuba trzecia.sala albo część bloku. jak nie Sonderkommando?” STARY NUMER . nadzwyczajne umiejętności życia obozowego. Nikt o sobie nie mówił. Zwykle dzieciak ocalały z żydowskiego transportu.PIPEL . że jest prominentem.niski numer. który nie używał wyrażenia „KB”. „Kto ma mieć złoto. Obsadzenie najlepszych funkcji obozowych. trupów z obozu do szpitala używano ludzi. mający wszystkie chody otwarte. ROLLWAGA .szpital. Odpowiednik kobiecy: kalifaktorka. byli odsyłani „na posty” za wykroczenia (handel. zamknięty na wszelki wypadek. POSTENKETTA . Blockführerzy. STÓJKA . „Jestem na szóstym bloku. więźniów później przybyłych do obozu. więzień na dobrym stanowisku. wiecie o obozie! Zapytajcie jakiegoś starego numera (!). Najdłuższa stójka oświęcimska: dwa dni. którzy nadzorowali życie wewnętrzne obozu. REWIR .komando specjalne. stosunki z kobietami. PROMINENT . Całość operacji zwie się „słupek”. Określenie o lekkim odcieniu pogardy. złożone wyłącznie z Żydów i pracujące w krematorium przy gazowaniu i paleniu ludzi.

nazwa komanda.czyli selekcja muzułmanów do gazu. WINKEL trójkąt kolorowy.zastępca blokowego.obóz wyniszczający.zasadniczo umywalnia. Odbywała się mniej więcej regularnie co dwa tygodnie. magazyny. „On ma czerwony winkel.buksie”.nosze. Również pudło do noszenia chleba. co Anglicy nazywają foreman. Ponieważ odwszawiano w niej również rzeczy. WASCHRAUM . to.przez blokowego. TRAGA . Faktyczna władza na bloku (w okresie. Nieograniczona władza nad więźniem. Kobiety były strzyżone (do nagiej skóry) i dezynfekowane 72 . nie chodził na komando. rozumie się. Wydawał jedzenie. ZIELONY .pomocnik kapy. położony w obrębie wielkiej postenketty. Podobno urzędowe określenie Oświęcimia.komendant sztuby.łaźnia. odwszalnia. „Wszyscy poszli na szpilę”. choć były okresy (np. Waschraum w Birkenau był miejscem rewii. VERTRETER .esman. a jest gorszy niż kryminalista”. Waschraum w Starym Oświęcimiu był widownią walk bokserskich i zapasów. W aktach więźniów zagazowanych: „przekazany do postępowania specjalnego”. Również nosiłki do dźwigania ziemi.szpital SS. Dosyć rzadko używane. gdy z powodu przeciążenia krematoriów i komór gazowych wybiórek na lagrze nie praktykowano. Jednakże często służył do innych celów. odjeżdżali wieczorem samochodami do gazu. urządzanych przez pewien okres w szpitalu.dosercowy zastrzyk fenolu. od złota do książek. którym uśmiercano w pierwszych latach muzułmanów w Oświęcimiu. gdy blokowi reprezentowali blok). lato '44). VERNICHTUNGSLAGER . oznaczający rodzaj przestępstwa. oraz przez cały czas trwania szpitala pozostawał punktem zbornym dla muzułmanów. ludzie pracujący na zaunie posiadali wszystko. Pozostał nie wykończony do końca obozu. dbał o czystość sztuby i. SZTUBOWY . TOTENMELDUNG . przywożone przez transporty a używane przez więźniów.akt zgonu. ZAUNA . a noszony przed numerem obozowym na lewej piersi. UNTERKUNFT .składy obozowe. wystawiany przez szpital . Podaje czas i powód zgonu. którzy odprowadzani do waschraumu po wybiórce ze wszystkich bloków szpitala.lub jeśli śmierć nastąpiła w obozie . SZPILA . WYBIÓRKA . TRUPPENLAZARETT . VORARBEITER .

73 .wyłącznie przez mężczyzn.

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->