TADEUSZ BOROWSKI

WYBÓR OPOWIADAŃ

SPIS TREŚCI
WSTĘP......................................................................................................................................... MATURA NA TARGOWEJ......................................................................................................... POŻEGNANIE Z MARIĄ........................................................................................................... CHŁOPIEC Z BIBLIĄ................................................................................................................. U NAS W AUSCHWITZU........................................................................................................... LUDZIE, KTÓRZY SZLI............................................................................................................. DZIEŃ NA HARMENZACH....................................................................................................... PROSZĘ PAŃSTWA DO GAZU................................................................................................. ŚMIERĆ POWSTAŃCA.............................................................................................................. BITWA POD GRUNWALDEM...................................................................................................

OKREŚLENIA OŚWIĘCIMSKIE......................................................................

WSTĘP
W literaturze polskiej czasu wojny i powojnia, bujnej i różnorodnej, Tadeusz Borowski był postacią wyjątkową. Choć żył zaledwie 29 lat i pozostawił po sobie dorobek ilościowo niewielki, nie dopełniony, nie pozbawiony wewnętrznych sprzeczności - trudno przecenić jego wartość i znaczenie. Za życia był pisarzem czytywanym, frapującym, lecz przede wszystkim spornym. Prawie każdy jego utwór, każda książka wywoływały dyskusje i sprzeciwy. Krytykowano je, i często potępiano, z różnych stron i rozmaitych powodów. Skoro nie dawało się tej twórczości potraktować obojętnie, dość powszechnie doszukiwano się w niej wybujałego młodzieńczego nihilizmu. Borowski nie ułatwiał zrozumienia swych dróg: rozrzutnie szafował własnym pisarstwem, potępiał sam siebie, miotał się wśród sprzeczności swego czasu i swej psychiki. Trzeba było dopiero jego samobójczej śmierci, zebrania ocalałych utworów i wyświetlenia nieznanej biografii, aby z dość już odległej perspektywy czasu i nowych doświadczeń ogarnąć to wyjątkowe zjawisko i zrozumieć, czym jest dla polskiej literatury. Borowski debiutował w środku okupacji, w końcu roku 1942. Miał lat dwadzieścia. Pracował jako magazynier w firmie budowlanej na Pradze i studiował polonistykę w tajnym uniwersytecie warszawskim. Wojna przyspieszyła dojrzewanie nowego pokolenia literackiego. Wśród jego kolegów uniwersyteckich znalazło się wielu młodych poetów: Krzysztof Kamil Baczyński, Wacław Bojarski, Tadeusz Gajcy, Andrzej Trzebiński, Zdzisław Stroiński, Stanisław Marczak-Oborski i inni. Tej młodzieży zawdzięczała Warszawa pierwsze przejawy życia literackiego pod okupacją. Ale nie było jej łatwo otrząsnąć się z klęski, zdobyć jakąś nową, własną orientację ideową. Większość z nich skupiła się wokół pisma „Sztuka i Naród”, związanego z prawicową organizacją „Konfederacja Narodu”, która w okupowanym kraju snuła dalej rojenia o polskiej mocarstwowości. Borowski, podobnie jak Baczyński, mocno sprzeciwiał się tej ideologii (na tym tle rozszedł się ze swym szkolnym i uniwersyteckim przyjacielem, Andrzejem Trzebińskim). Wokół Borowskiego powstała grupa przyjacielska „esencjastów” stanowiąca w okupowanej Warszawie ośrodek lewicowej czy też lewicującej młodzieży artystycznej, konkurencyjny w stosunku do „Sztuki i Narodu”. Dla zabaw, dysput i poezji zbierali się przeważnie w baraku na Skaryszewskiej, gdzie pracował i mieszkał Borowski. Mimo grozy czasu, nie chcieli rezygnować z niczego „co ma młodości smak i poezji”. Ciężko pracując, Borowski żyje w tych strasznych latach jak w „złotym wieku”: oddaje się nauce, poezji, przyjaźni, miłości. Tym wiarom, sprzeciwom i uniesieniom poświęca swe pierwsze poezje.

Nie był to debiut efektowny: ciemnymi. tworząc mroczny. pracującego pełną parą krematoriów. Poezji tej nie można pojąć nie znając losów poety. co widzieli dokoła. Ale katastrofizm Borowskiego wyróżniał się wśród nich i znacznie szerszym widzeniem „czasów pogardy” (jak epokę tę ochrzcił tytułem swej powieści Andre Malraux). jedyny w swoim rodzaju krajobraz Gdziekolwiek ziemia. w roku 1932. W ojczyźnie nie czekało ich lekkie życie: ojciec zostaje robotnikiem w fabryce Lilpopa. Nic dziwnego. na nic się nie oglądając. franciszkanów.Ale gdy w końcu roku 1942 Borowski postanowił. i wreszcie tonem dojrzałego męskiego stoicyzmu. a zwłaszcza Pieśń.cykl poetycki Gdziekolwiek ziemia. Na przedramieniu . w ślad za Wierszami wybranymi K. a przede wszystkim z tego.widzi całą jego potęgę i grozę. podczas oblężenia Warszawy.. rozwichrzonymi „metafizycznymi heksametrami” opiewał dziejącą się Apokalipsę. nakładały się na nie przeżycia wcześniejsze. Zostanie po nas złom żelazny i głuchy. Goreją gwiazdy dławiący trupi nieba fiolet.. zanim rozpoczęła się wojna. we wczesnym dzieciństwie przeżył aresztowanie i zesłanie obydwojga rodziców. Urodzony w Żytomierzu na Ukrainie. Pozostał sam. w lutym 1943 roku. drwiący śmiech pokoleń. K. po części czerpane z przedwojennej poezji.. W parę miesięcy po debiucie. przyjeżdża wraz z bratem do kraju. Borowskiego aresztowało gestapo. trzeba było szybko zabrać się do pracy. We wrześniu 1939. a rówieśnikom ze „Sztuki i Narodu” wydały się utworami małej wiary. Synów oddano do internatu oo. obrał na ten cel utwór odmienny . Wojna i okupacja nie były więc pierwszymi wtajemniczeniami Borowskiego w dramat „czasów pogardy”.. wydać swój debiut i drukował go na powielaczu w składziku na Skaryszewskiej. matka dorabia krawiectwem.choć nie poddaje się przeciwnościom losu . Żeby żyć i żeby się uczyć. do Oświęcimia. Dramat epoki stał się udziałem Borowskiego. nie znalazły zrozumienia u większości pierwszych czytelników. Rodzina osiedla się w Warszawie. który . że Gdziekolwiek ziemia. i poczuciem wielkości i tragizmu rozpoczynanej pieśni. Na ogół wszyscy młodzi poeci pisywali wówczas katastroficzne wiersze. W środku cyklu znalazła się jedyna jambem napisana Pieśń. Uwięziony został na Pawiaku.. w rok później wraca matka. Wkrótce odtransportowano go do największego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego. Baczyńskiego. wpadł do „kotła”. mając lat dziesięć. zakończona wyrokiem: Nad nami .noc. spłonęła fabryczna kamieniczka i znów zostali bez dachu nad głową. gdy idąc śladem narzeczonej. pod opieką dalszej rodziny.. Dzięki wymianie przez władze polskie przebywającego w łagrze na dalekiej Północy ojca.

w Auschwitzu. Niedaleko stąd.. lecz próżno w oczy człowiecze patrzę szukając znaku. skonfrontować go ze swą wiedzą o człowieku. cykl kolęd lagrowych. bitego.. wśród pogromu wszelkich wartości i walki po prostu o życie. Wyzwolenie obozu Dachau Allach przez VII Armię Amerykańską. Już tylko łopata i ziemia. obozy dipisów (przesiedleńców). Przypadek zdarzył. w dawnych koszarach SS we Freimanie. zapadł na ciężką chorobę i znalazł się w oświęcimskim szpitalu. jak ptaka lot. odtworzone przez autora. nawet te nieliczne. chwalca człowieka. w palce legendę i mit. za drutami. W obliczu zbliżającego się frontu Niemcy zaczynają likwidować Oświęcim. Jakby niczego innego nie oczekiwał. w jeszcze potworniej szych warunkach przebywała jego narzeczona. złożą się później na opowiadanie U nas.). jakby był na to przygotowany. Borowski dostaje się do transportu. następnie do Dachau Allach. że wyszedł stamtąd stosunkowo szybko: wyreklamowano . z pięknymi mitami europejskiej kultury: l oto. Amerykanie utworzyli przejściowo tzw. Ani w więzieniu. W sierpniu 1944 r. które nastąpiło l maja 1945. W obrocie własnego życia widzi jedynie spełnienie dobrze mu znanej prawidłowości ogólnego losu. W obawie przed konsekwencjami nagłego uwolnienia mas ludzkich. dostarczać jej lekarstw. ani w obozie nie przestaje pisać. w obozie śpiewa się jego piosenkę o miłości. ciała międzygranicznego”. człowiek i zupy litr. Na tym tle. leżę na pryczy baraku i chwytam. (Do narzeczonej) Choć niewiele ocalało wierszy obozowych Borowskiego. Po kilku miesiącach pracy na Budach i na Harmenzach. Borowski znalazł się znów za drutami. które stopniowo rozładowywali. obozowych dekarzy. niezwykłe świadectwa układają się w pejzaż piekielny („palą się ludzkie stosy jak kupy smolnych łuczyw”). żeby widywać się ze swą dziewczyną. Wkrótce dobrowolnie porzuci szpital. w straszliwy epos „ciała wędrującego. Na Boże Narodzenie 1943 tworzy w Oświęcimiu Księgę wigilijną. W wierszach i w listach pisanych do narzeczonej młody poeta. która „mocniejsza jest nad śmierć”. Reakcja Borowskiego na uwięzienie i obozową marszrutę była dość dziwna. Gdy go odratowano. wstąpi do komanda dachdeckerów. na przedmieściu Monachium. Stara się z nią porozumiewać (te listy. jakie Niemcy zegnali do Rzeszy. stara się zgłębić tajemnice obozu. jego nie pokonana liryka miłosna. wpierw do Dautmergen koło Stuttgartu. ogromnym blaskiem świeci Sionce Oświęcimia. przyjaciele pozostawili go w szpitalu w charakterze flegera (pielęgniarza). wywożą go na jeszcze prawie rok do mniejszych obozów w głębi Rzeszy. student warszawskiego uniwersytetu. nie od razu przyniosło Borowskiemu wolność.wytatuowano mu numer 119198.

jakaś wielka z nimi wszystkimi śmiertelna wspólnota. spodziewa się. nastroje zemsty i odwetu. przede wszystkim poszukuje swojej narzeczonej nie wiedząc. Zbrodnie uchodziły płazem. że winnym zostanie w majestacie prawa wymierzona sprawiedliwość. czego doświadczył na własnej skórze. wtóruje im poetyckim Wołaniem Marii. Po tym. skromny zbiorek erotyków wydali w Warszawie przyjaciele. Poszukuje wielu ludzi. jeśli zostanie w Niemczech. dzięki sławie poetyckiej. poświęconych padłym w boju kolegom jego warszawskiej młodości. po tym.go. Jeszcze w obozie. Nieobce są jej. W znanej oficynie monachijskiej Bruckmanna ukazał się pięknie. Wyzwolona Europa nie była łaskawa nawet dla zakochanych. Imiona nurtu (drugi. mimo interwencji nie okazało się to możliwe. jakie go kiedyś z niektórymi z nich dzieliły. Poezja Borowskiego zieje goryczą i ironią. Zarówno pobyt w obozie dipisów. który obserwuje z niemieckiego pobojowiska. że łatwiej połączy się z nią. druga wojna kończyła się oczekiwaniem trzeciej. pachną podziemne łąki. a przedwojennego wydawcy i świetnego grafika Anatola Girsa. głębiej i głębiej. Ale przede wszystkim Borowski pisze nowe wiersze: wiersze o wyzwoleniu i o nowym porządku europejskim. a ocalała z przygody z faszyzmem Europa przywróci swe stare tradycje wolności i demokracji. a zwycięzcy zaprowadzali w Europie swoje porządki. czy znajdzie ją żywą. Rozpisuje listy na wszystkie możliwe strony. Odejście poety i innych. Ale nie ma ucieczki od własnej wiedzy i własnej pamięci. podobnie jak masom dipisów. Przychodzą na powrót spaleni. jak roczny postój w Monachium były dla Borowskiego okresem niezwykle twórczym. otrzymał propozycję od współwięźnia. Borowski jakby boi się tych niebezpiecznych odruchów: pragnie swe prawa przekazać w bardziej powołane ręce i powrócić do normalnego życia. wydania swych wierszy warszawskich i obozowych. pokusy dochodzenia sprawiedliwości na własną rękę. W pięknych wierszach Umarli poeci. po bibliofilsku wydany trzeci tom poetycki Borowskiego pt. . niezależnie od sporów. Po latach Girs spełnił to przyrzeczenie. maskowane komedią sprawiedliwości.ciężko chorą . przepowiadająca także jego własny los: wabi trawiasta głąb. Wreszcie po paru miesiącach odnajduje ją . dalej trzeba pod ziemię. jaka mu tam towarzyszyła (nie zawsze ułatwiała mu życie!).w Szwecji. przychodzą towarzysze lagrowi. Mimo szaleńczych starań. gdy był w Oświęcimiu). rodzi się. rozstrzelani. co przeżyła Europa. Zdawało mu się. dokąd jeszcze przed zakończeniem wojny przewieziono specjalnym transportem część kobiecego obozu Ravensbrück. gdy w Monachium powstawało Biuro Poszukiwania Rodzin przy Komitecie PCK. Tymczasem na nic takiego się nie zanosiło.

groźnie za mną wołasz? Czym jesteś? Ugór czy ruina. Po 3 latach i 3 miesiącach od chwili aresztowania. W półtora roku później. na co czekał. najuporczywsza z moich muz! Czemuż mi ciągle wypominasz spalony mur. Borowski nieoczekiwanie zarzucił poezję. dojrzewały od dawna. Krystyn Olszewski i Janusz Nel Siedlecki. za namową Girsa. Jeszcze w Monachium. zadanie to coraz bardziej wiąże się dla Borowskiego z Ziemią rozstrzelanych.) najuporczywsza z jego muz zaprowadziła w końcu Borowskiego do ojczyzny. tak teraz zlekceważonej. i idę tam. w czerwcu 1946. ku wspólnym grobom do ciebie. ani proza / tylko kawał powroza. napisali książkędokument pt. w jakim żyje. PIW). i wołanie. ziemio rozstrzelanych. Poezje. zapowiadanej Rozmowy z przyjacielem (stosunkowo najszerszy wachlarz dochowanej poezji Borowskiego przedstawia wydany w 20-lecie jego śmierci tomik poetycki w serii „Biblioteka poetów”. Mimo że nie spełniło się to. w całości opracowanej przez Borowskiego. z powrotem do kraju.że przeżył! Poczucie winy obarczającej każdego. i swojej własnej. . Czym jesteś ty. i poprzez morze bym wrócił. które zresztą w jego poezji. (Umarli poeci) Wśród tych rozpamiętywań rodzi się w poezji Borowskiego poczucie winy wobec znanych i nieznanych umarłych . trzej młodzi autorzy: Tadeusz Borowski. wydanej w Monachium w roku 1946. Wobec obojętności świata. Pochłonęły go inne zamiary. mimo rozmaitych innych obaw. kojarzy się równocześnie z „mistyczną wiarą” w moralne odrodzenie ludzkości. rozterek i rozdarć (co brzmi tak tragicznie w ostatnim utworze napisanym w Monachium: ani wiersz.bez winy? To poczucie winy ocalonych. Borowski wydał swój słynny tom opowiadań Pożegnanie z Marią. Po powrocie do Polski. Do prozy nie przywiązywał większego znaczenia. Byliśmy w Oświęcimiu. zatęchły gruz? Czym jesteś? Oto walczę z tobą i krzyk twój duszę. gdzie wreszcie połączyli się z narzeczoną i pobrali.. W książce tej. lecz gdy przesłane do kraju i opublikowane w „Twórczości” opowiadania stały się głośnym wydarzeniem literackim i wywołały ogromny skandal . co nocą trwożysz widmem wapiennych jam i dołów i poprzez ląd. w roku 1948. jakie jest jego właściwe powołanie. kto był uczestnikiem tej tragedii: A któż z was żywych śmierć widział . nie wydawszy nawet swego nie znanego dorobku. które za ich sprawą musi mimo wszystko nastąpić.poeta zrozumiał.aż do was wstąpię. zamknęła się powrotem do Warszawy jego wielka wędrówka po zniewolonej Europie i zamknął zarazem jego wstrząsający pamiętnik poetycki.. zamieścił on swe pierwsze opowiadania.

Pisarze wielkiej klasy (zarówno polscy. Borowski nie pretendował także do powiedzenia pełnej prawdy o Oświęcimiu. celowo uformowaną społeczność. bezlitosnym wzrokiem. jak i ofiary. którą totalitarny system doprowadził do doskonałości. Ale w swych opowiadaniach powiedział prawdę może najistotniejszą i najbardziej bolesną. Kossak-Szczuckiej Z otchłani. do rozmiarów ludobójstwa. przymusić ofiary do współdziałania w jego zbrodniczym procederze wytępienia ich samych. służące założonym przez hitlerowców celom. mechanizm ten został zbadany dokładnie: wiele instytutów naukowych na podstawie poszukiwań archiwalnych i badań rozmaitych dziedzin ukazało światu. Przesunęły punkt jej ciężkości na stronę ofiar. Żeby zrealizować plany panowania rasy germańskiej nad światem. bez pomocy archiwów i sztabów uczonych. Dla Borowskiego lagry są konsekwencją rozkwitu i triumfów III Rzeszy. zastanawiające się nad fenomenem zezwierzęcenia oprawców i bohaterstwa ofiar. Nie stanowił więc mówiąc słowami Alberta Camusa . lecz stadium wyższe . np. Powstały też książki psychologiczne. ukazując jego polityczne. Szmaglewskiej). bezmiar cierpień starano się często wyjaśnić w sposób mistyczny. jaką ludzkość znała od wieków. Tadeusz Borowski. ani bezsensownej hekatomby ofiar.Ze zrozumiałych powodów literatura polska wydała więcej świadectw poświęconych czasom wojny niż jakiekolwiek inne pisarstwo. ekonomiczne i socjologiczne mechanizmy. nie była w stanie sprostać pełnej prawdzie o wojnie totalnej. z jaką konsekwencją ów narodowy ład zaprowadzali. Ale prócz walorów poznawczych. jak zagraniczni) widzieli w bezprzykładnej eksterminacji zaprzeczenie całej tradycji europejskiego humanizmu. Zaraz po wojnie powstały liczne relacje dokumentalne. Obóz nie stanowił więc ani sabatu zbrodniczych natur. a zwłaszcza o jej kwintesencji .zwykłej zbrodni namiętności. ani zemsty za grzechy ludzkości. w książce Z. po wielu latach. mówiące o niemieckich zbrodniach i o martyrologii ludności polskiej (najgłośniejsze Dymy nad Birkenau S. własnym okiem. opowiadania Borowskiego dokonały czegoś więcej. Dla .zbrodnię logiki. Obecnie. obnażył ten system od pierwszego wejrzenia. jaki hitleryzm usiłował narzucić podbitej Europie. prócz przejrzenia logiki hitlerowskiej zbrodni.o Oświęcimiu. jak hitlerowcy doszli do ustanowienia państwa stanu wyjątkowego.i spojrzał na lagry zimnym. Żadna jednak z tych różnorodnych książek. Potrafił odsunąć na bok psychologię zarówno kata. lecz sprawnie zorganizowany system. Inaczej niż w całej prawie pozostałej literaturze sformułowały tragedię obozów. nowego ładu. do skali niespotykanej w dziejach. potrafił wznieść się ponad cierpienia milionów i własną gehennę obozową . hitlerowski faszyzm musiał wykorzystać także pokonane narody. jak bliscy byli jego urzeczywistnienia. nawet najwybitniejszych.

posłuszni urzędnicy hitlerowskiej machiny eksploatacji i zbrodni . z czasu okupacji (Pożegnanie z Marią) i z czasu wyzwolenia (Bitwa pod Grunwaldem). na szerszy kontekst epoki. Pożegnanie z Marią przyniosło na wskroś oryginalną wizję „czasów pogardy” (może . Borowski-lagrowiec postąpił tak nie przypadkowo. lecz zlagrowanego człowieka są treścią istotną Dnia na Harmenzach. Mimo że postać literacka nie miała z nim wiele wspólnego. bohaterem swych opowiadań nie uczynił ani zbrodniarza. godnych partnerów tragedii. Najważniejszą tragedią lagrów. Tak rozumiał własne zadanie pisarskie. który poznał obóz. że poecie-vorarbeiterowi autor nadał własne imię. prawdziwie tragiczną stroną lagrów. do jakiej doprowadziła hitlerowska zbrodnia świadoma. było zgwałcenie człowieczeństwa ofiar. więźnia czy to pełniącego podrzędną funkcję. lecz nie mogli awansować do równorzędnych. Przygody tego przeciętnego. co było udziałem zwykłego człowieka jego czasu. degradacji człowieka.wziąć również na siebie winę za to. W ten sposób rozszerzył swą diagnozę upadku humanistycznych wartości. chciał w jakiejś mierze zgodnie z przekonaniem wyrażanym w poezji . Przy tym Borowski nie zajął się w swych opowiadaniach ani częstymi przypadkami obozowych załamań czy patologii.Borowskiego prawdziwa tragedia lagrów nie zawierała się w stosunku między katami i ofiarami: ci pierwsi . lecz człowieka. co owego człowieka zlagrowanego w rzeczywistości wojennej zapowiadało i co na jego koncie pozostało. To wydało się Borowskiemu najbardziej szatańską. Śmierci powstańca. jeszcze bardziej ryzykownego. Prowokacyjność opowiadań Borowskiego.bohaterskich wzlotów. czy też po prostu doświadczonego lagrowca. jak widać. bynajmniej nie złego z natury. który chce przetrwać . Choć. ani nierzadkimi . tzw.obozowego vorarbeitera. zajął się „przeciętną przetrwania”. ani świętego obozowego. przymuszenie ich za cenę życia do uległości. Zgodnie z tym założeniem.pozbawieni nawet względnych racji. świadome i skalkulowane poszczucie brata na brata. behawiorystycznym opisie. gdy wojna się skończyła. Był to z jego strony świadomy akt moralny. tak bezwzględnych w ich czysto zewnętrznym. zestawiony przez pisarza w Byliśmy w Oświęcimiu. Pisarz dokonał kroku następnego. także na sytuacje inne. cały cykl był przemyślnie i wysoko zorganizowaną konstrukcją literacką. postawił sobie pytanie... Proszę państwa do gazu. w stylistyce i języku (fachowy słownik oświęcimski.wprawdzie zasłużyli na stryczek. spotęgował jeszcze fakt. W opowiadaniach spoza lagrów. znaleźć można na końcu niniejszej książki). zbrodnia logiki. W swej książce Borowski nie poprzestał na opowiadaniach z lagrów. i tego w swych artykułach żądał od innych. umiał się przystosować do rządzących nim praw.

rozmijała się z najtrudniejszym i najistotniejszym spadkiem wojny. który autor zwał „jednym opowiadaniem złożonym z dwudziestu samodzielnych części”. choć wolną od wszelkiego kaznodziejstwa. W momencie ukazania się książki do wyjątków należeli ci.jego zdaniem . jak w cyklu krótkich nowel miały wypełnić zakreślone 0 .utożsamiając postać bohatera z osobą autora . co działo się w lagrach i czego osobiście doświadczył. Broniąc swego programu. pisarz coraz szerzej widział swoje przedsięwzięcie. Cykl ten. nihilizmu. short story. tzw. było zaledwie złagodzoną wersją tego. nie zawsze zresztą w sposób dość uzasadniony. Powojenną codzienność Borowski konfrontuje tam z doświadczeniem obozowym lub jego następstwami. W tymże 1948 roku ukazała się następna książka Borowskiego: cykl krótkich nowel pt. Zwłaszcza oburzano się na opowiadania z czasów okupacji i końca wojny. iż Pożegnanie z Marią. Ale książka ta nie mieściła się w ówczesnych kategoriach rozumienia literatury. Podróż pulmanem). z których utworami czy postawami podejmowały one. pośrednią polemikę. Borowski w Kamiennym świecie uzasadniał go nowymi dodatkowymi utworami-argumentami i atakował współczesną literaturę. wprowadzał wyraźne nowości: rezygnował z pośrednictwa „vorarbeitera Tadka”. Nałkowskiej) i najdalej posuniętą. w myśl intencji autora. zachowujący ten sam styl i stosujący go do trudnej formy. która . Wywołała szok i . krótkiej noweli. krytykę moralistyczną epoki.najbliższe jej były Medaliony Z. Kamienny świat.przyjęła tę prozę jako mimowolne świadectwo „zarażenia śmiercią”. która wzięła za dobrą monetę fałszywą świadomość bohatera. Projektował i po części realizował nowe prace. Połowa Kamiennego świata dotyczyła już świata wyzwolonego. lecz ściśle wiązała się z przeszłością lagrową. wyzbycia się wszelkich wartości. Inna część krytyki. nie dostrzegła krytycznych założeń pisarza .uznała. które tak szokowało opinię. Pracując nad Pożegnaniem z Marią i Kamiennym światem. odstępował do tamtejszej „przeciętnej przetrwania” na rzecz bardziej jaskrawych epizodów obozowych (Kolacja. stanowił uzupełnienie wizji. Większość nowel Kamiennego świata zadedykowana została znanym współczesnym pisarzom. W porównaniu z książką poprzednią Kamienny świat. Był także obroną własnego stanowiska. którzy zrozumieli jej artystyczną komplikację i dostrzegli w niej rzecz najistotniejszą: własny sposób podjęcia walki ze złem epoki. Prymitywna część krytyki . iż Borowski sam się zadenuncjował jako obozowy przestępca i powinien zasiąść na ławie oskarżonych.niemalże same nieporozumienia. które zarówno w cyklu dużych i średnich opowiadań. Śmierć Schillingera). Borowski jakby chciał dowieść. jaką ze specyficznego punktu widzenia nakreśliło Pożegnanie z Marią. bardziej bezpośrednio czerpał z materiału autobiograficznego (Opowiadanie z prawdziwego życia. mocno wówczas atakowanego.

nikt nie potrafił tak precyzyjnie narysować metod i skutków upodlenia człowieczeństwa. które problematykę „czasów pogardy” przenosi z płaszczyzny moralistycznej na płaszczyznę historyczno-polityczną. Mimo że nie dokończony.Borowski powrócił do Niemiec. z jakim spotkały się obydwie jego książki. żądające zarzucenia spraw wojennych. żeby po pewnym czasie odżegnać się od niego i stanowczo go potępić.że nikt poza Borowskim nie sięgnął tak głęboko w istotę hańbiącej ludzkość sprawy.ramy. zamyka ostatecznie swój wielki cykl.lecz niebawem opowiadaniem pt. w roku 1948 wstąpił do PPR. Niestety. Ofensywa styczniowa.to nie znaczy nikt u nas. poważnie zachwiało jego pewnością co do obranych środków literackich i co do samej idei „rewolucji moralnej”. Nikt . natomiast niezrozumienie. dopisać do końca przeżyty rozdział moralnych dziejów człowieka. Przez ostatni rok życia oddaje się gorączkowej działalności politycznej i gwałtownej publicystyce (przede wszystkim na łamach tygodnika „Nowa Kultura”). wzbogacić przygody intelektualne i moralne człowieka w „czasach pogardy”. dogmatyczne i uproszczone. Jest to szczytowe osiągnięcie w tego rodzaju piśmiennictwie”. że nowele Borowskiego nie dadzą się porównać z żadną literaturą świata.po trzech i pół latach nieobecności . Sąd ten potwierdza wzrastająca poczytność nowelistyki Borowskiego w świecie. Własne pisarstwo odchodzi na daleki plan: niektóre z jego ówczesnych utworów. Wydaje się. Nowy. wbrew założeniom propagowanym przez niego 1 . 1961) .pisał po latach Jarosław Iwaszkiewicz w przedmowie do Pożegnania z Marią (PIW. ku literaturze politycznej i dydaktycznej. nie zarzucając swych dawnych poczynań . Padły wówczas hasła realizmu socjalistycznego. Podjął pracę referenta kulturalnego w Polskim Biurze Informacji Prasowej w Berlinie Wschodnim w czasach szalejącej „zimnej wojny”. Przez czas jakiś Borowski uprawia literacką dwójpolówkę: próbuje już czegoś nowego. „Wydaje się . burzliwy etap polityczny i przeżywane przez pisarza zwątpienia rozdwoiły jakby jego uwagę. której miały służyć. Borowski od dawna był zwolennikiem społecznych dążeń rewolucji. lata 1948/49 rozpoczynały okres mało przychylny dla pracy pisarza. Z zapałem oddaje się formowaniu ruchu kulturalnego powstałej właśnie NRD i pozostawi najlepszą pamięć w kręgu postępowych pisarzy niemieckich. Chce być użyteczny w dziele reedukacji narodu-winowajcy. Nie trafiały one do przekonania Borowskiemu. W roku 1949 . Wraca stamtąd jako żarliwy zwolennik realizmu socjalistycznego. zwrotu ku współczesności i budownictwu socjalizmu. pozostał on w literaturze najpoważniejszym dziełem tego rodzaju. nie przebierającej w środkach i argumentach i gubiącej się w zacietrzewieniu tego skomplikowanego czasu. której w myśl jego przekonań może dokonać jedynie socjalizm.

(Labirynt) Labirynt świata. za jego dzieje. wciąż wstrząsają i niepokoją. te tłoczą się w węzeł. Nagła samobójcza śmierć pisarza stała się podówczas dla wszystkich zupełnym zaskoczeniem i pozostała tajemnicą do dziś. który przedtem tylekroć i tak genialnie umiał się przezeń przebijać. a własny w nim udział . nawet pisarzowi. wyjątkowych pisarzy. podobnie w swej twórczości obalał przegrodę między jednostką i światem. Tadeusz Borowski należał do tych rzadkich. znów po wojnie kamiennego. zachowują dawny rozmach {Muzyka w Herzenburgu. Tadeusz Drewnowski 2 . że osiągnął tak dużo ... W jednym z monachijskich wierszy Borowski pisał: świat jak labirynt splątany potwornie gmatwa się w linie.zdradą wobec dawnych świętości.. za wspólny świat. Tak jak krwią pisał swoje utwory. żądając od siebie i od każdego odpowiedzialności za drugiego człowieka.. jak nie chronił siebie przed światem. Może dlatego te kartki z dalekiej już przeszłości są nadal żywe. Dzień plantatora) czy też usiłują zdobyć własny.samego. dla których życie i pieśń stanowią jedno. To decydowało. nieschematyczny wyraz w nowej problematyce (Kłopoty pani Doroty).płacąc za to cenę najwyższą. tym razem wydał się bez wyjścia.

wysoki. Przybudówka była wąska. poszczekiwał na obcych i tak już został. Arkadiusz był malarzem. Wszyscy zginęli mi z oczu. Utrzymywał się z rysowania karykatur przechodniom. Julek był wychowankiem jezuitów. W dyskusjach filozoficznych cytował nie znane nam nazwiska.tej zimy. Uczyłem się wtedy późnym wieczorem. Był blondynem. Andrzej. poczciwy pies kręcił się przy rodzicach. duży rasowy doberman. Płomień lampki. Przewozi się na nim towary i ludzi. obecnie zarośnięty krzewami. nazywał prądy. kiedy po spaleniu domu biwakowali na pustym placu pod daszkiem z papy chroniącym od deszczu. Olbrzymi. wlewał się wieczorami księżyc i błyszczały światła z mostu. uchylające się na teren dawnych garaży. Tej samej zimy Andrzej jeździł na rikszy. smukły. o czarującym spojrzeniu chłopiec. matka. Ale zanim rozrzucił nas los. pierwszej zimy wojennej. Andrzej nie zginął w ulicznej egzekucji i pod fałszywym zresztą nazwiskiem. on sięgał do Ibsena i Przybyszewskiego. do Kasprowicza. skonstruowanej z kałamarza (trzeba było oszczędzać nafty). którą zostawiła nam fabryka na gruzach zniszczonego podczas pierwszej bitwy o Warszawę . 3 . duchowego wodza Młodej Polski. Teraz zaś. mieszkał samotnie. chwiał się.za pomocą nóg.MATURA NA TARGOWEJ Całą zimę uczyłem się w małej przybudówce. Jak w Japonii .u nas. rozwiązując starannie każdą z nich. uganiał się za wronami.pił. w gorące dni okupacyjne. Świetnie znał matematykę. a samoloty angielskie zrzucały nad Niemcami paczki ulotek. zanim ja nie pojechałem do Oświęcimia. pisze pamiętnik. miał przenikliwe spojrzenie artysty. nad Grekami i filozofią niemiecką. razem ze mną kończył szkołę. kiedy na Zachodzie. Zarabiał handlem dewiz. pracujący prawie dwanaście godzin w niemieckiej fabryce. czołowego poety tego okresu. uczył się w akademii malarskiej. Wyprowadził się od bogatego ojca. trwały przyjazne potyczki patroli. o których nie wiedzieliśmy nic. Narysował ich ponad dziesięć tysięcy. Pracował systematycznie nad Tomaszem z Akwinu. w ciemnej jak grób Warszawie. a przez wielkie okno. robił jednocześnie maturę i . Wtedy olbrzymie cienie mojej głowy przesuwały się po ścianie bezgłośnie jak na filmie. na linii Maginota. znanego krawca warszawskiego. Na zbitym z desek tapczanie spał ciężko ojciec. poruszany oddechem. przyplątany do nas nie wiadomo skąd podczas oblężenia. Kiedy ja byłem zaczytany w Platonie i polskich filozofach okresu romantycznego.domu. Arkadiusza zanim nie przykryły gruzy barykady warszawskiej . Sam pisywał wiersze jeszcze w szkole. żeby (jak żartowaliśmy) nie zabić przypadkowo Niemca . Riksza jest to trzykołowy wózek rowerowy. niska i wilgotna.

Wprawdzie Andrzej chorował niebezpiecznie na płuca i musiał rzucić swoją rikszę. a w domach. kończyliśmy wtedy drugą licealną. do Oranienburga. Już zapełniały się cele Pawiaka.do Oświęcimia. zaśnieżonym polu dwustu mężczyzn. Po tej koszmarnej. Stąpało się tam po puszystych dywanach. o oknach zabitych deskami. zamienionej nagle w dżunglę. Ogromne budy niemieckie. wsławiała się już aleja Szucha. Niektórzy zresztą mieli bogate domy. Ilu przeżyło z dwutysięcznego transportu. i był tropiony przez policjantów na ulicach. które robiły tak absurdalne wrażenie w stolicy wielkiego państwa. wyjeżdżały stadami na miasto. osławionych obozów koncentracyjnych. po lekcji matematyki. kiedy wojska niemieckie uderzyły na Danię i Norwegię. Andrzej miał w teczce parę dobrych wierszy. Żandarmi i gestapowcy obstawiali ulice. a zwykle bliżej . który w sierpniu 1940 roku przybył do Oświęcimia? Może pięciu ludzi. Wiosną. a po komplecie. a olbrzymie polskie transporty więźniów szły do 4 . dotykało się końcami palców grzbietów złoconych książek. Dym papierosów gęstniał w salonie. które kupiłem za pieniądze ze sprzedaży piłowanego drzewa. choć ciężka i ciemna. po wykładzie z literatury. Zima.szczękały salwy plutonów egzekucyjnych.na roboty. wygarniali wszystkich przechodniów na auta i wieźli do Rzeszy . przegrywając przy kartach zarobione nieraz na czarnej giełdzie pieniądze. gdy Hitler fotografował się na wieży Eiffla. zimnych i ciasnych. w Warszawie rozpoczęto pierwsze łapanki. już mieliśmy w ręku pierwsze gazetki konspiracyjne.co bywalsi siadali do brydża. choć wiedzieliśmy. trupiej zimie pozostało jeszcze wspomnienie egzekucji w Wawrze. już roznosiliśmy je sami. w okresie tych pierwszych niemieckich łapanek. Uczyliśmy się w naszych prywatnych mieszkaniach. ale dorobek nasz był znaczny. na Majdanek. a zaraz potem jak nóż w ciało wbiły się we Francję. Arkadiusz znalazł wreszcie mieszkanie i nie sypiał już po kolegach. minęła niepostrzeżenie. w okresie. zwijał się u okna i rozpłaszczał pod sufitem. aby wykupić świadectwo artystyczne. ja trochę książek na zbitej z desek etażerce. Służyły nam one za klasy i za pracownie chemiczne. ćwiczeniach fizycznych albo lekturze książki religijnej (bo i religia była wykładana przez poczciwego księdza) . oglądało się obrazy najsławniejszych mistrzów. samochody ciężarowe pokryte brezentem. przygotowywaliśmy się do matury. wprawdzie Arkadiusz nie chciał iść do urzędu niemieckiego. że wojna będzie trwała długie lata. kiedy za pijanego żołnierza niemieckiego zakłutego w bójce przez swego własnego towarzysza gestapo wyciągnęło z mieszkań i rozstrzelało na pustym. Ilu przeżyło z siedemnastu tysięcy ludzi wytransportowanych z ulic warszawskich w styczniu 1943 ? Dwustu? Trzystu? Nie więcej! Wtedy też.

W oczach jej odbijała się wyraźnie troska. Żandarmi obstawili wszystkie wyloty placu.rzekła cicho. Niekiedy skala reagowania człowieka jest zbyt mała i gdy sięga tragicznego dna. na placu Trzech Krzyży. Pamiętam. Konopnickiej. Nieustannie przez tę największą arterię przelotową stolicy przewalały się masy wojska niemieckiego. że musimy jechać na drugą stronę Wisły.w Warszawie. Żadne gimnazjum warszawskie nie pozostało w tyle. odkąd nowoczesna szkoła istnieje. czołgi. A tam. młodzież polska . Wskoczyliśmy w tramwaj i pojechaliśmy na Pragę. z jednej strony granicząca z polem. w Wielkopolsce. Wojciecha i Zamoyskiego wszędzie odbywały się egzaminy maturalne ostre. Tysiące kończyły gimnazjum i szły do liceum. u Władysława Czwartego. Nie my jedni. na ulicę Targową. Tysiącami młodzież zdawała maturę. jak dawniej przed zarazą. Julek i ja .Panowie. na którym stoją dziś już tylko ruiny pięknego kościoła Św. siwa pani. Kiedy Europa przegrywała swoją bitwę o Wolność. właśnie wtedy my czterej. dlaczego pobudzało do śmiechu. u zamknięcia alei. u Czackiego.Oranienburga. rozstawiła się druga kolumna samochodów i czekała na tramwaje. . w Alejach Jerozolimskich. poczynając od tych najlepszych. wiarę w rachunek całkowy i wiarę w wolność ludów. że żyjemy. dokładne jak co roku. szły transporty na wschód i na zachód. jak zawsze. z drugiej z Saską Kępą. we wszystkich gimnazjach prywatnych. w gimnazjach żeńskich: Plater. że jesteśmy w samym środku łapanki. u Mickiewicza. Aleksandra. Andrzej. wozy pancerne. dzieci i młodzież ratowały wiarę w Europę i wiarę w dwumian Newtona. Wtedy gdy Europa leżała w gruzach. O kilka ulic dalej. jak tygrys na szlaku antylop. dzielnicą willową. Za mostem szła aleja. Arkadiusz. na mieście odbywa się łapanka na placu Trzech Krzyży . u Batorego.A czy panów nikt nie zaczepia? . na Pomorzu i w sercu Polski . łapano ludzi.my czterej zdawaliśmy maturę. Wszyscy trzej byliśmy w świetnych humorach. choćby się ziemia waliła. na Śląsku. wtedy wyzwala się w śmiechu. u Lelewela. ciężarówki napęczniałe towarem. zdawać maturę.i myślę.Oprócz pani. Wszędzie. nikt .parsknął Andrzej. jak św. Zwróciła ku nam pomarszczoną twarz. I że tam pojedziemy. że czeska i norweska również . Nie wiem.wygrywała swą bitwę o Wiedzę. Orzeszkowej. . Było to absurdalne widowisko. staliśmy we trzech na przystanku przy ogromnym gmachu Banku Gospodarstwa Krajowego. I właśnie wtedy podeszła do nas stara. Z warkotem motorów napchane ludźmi budy wlokły się ciężko na Pawiak. Królowej Jadwigi. Wszyscy ostrzegali wszystkich przed łapankami. u Staszica. Wysypaliśmy się w biegu z tramwaju jak 5 .

Wierzcie w naukę. fala łapanki dopłynęła aż pod nasze okna. okropnie złożonym płynem. ani ja. Jesienią. Blade nasze odpowiedzi wywoływały chytry uśmiech na twarzy egzaminatora. i dodał. wychowawca klasowy i profesor chemii. Jednego tylko człowieka nie było wtedy między nami: tego płowowłosego Julka. malarz i filozof. A w mieście. w którym już czekał na nas dyrektor. przewodniczący Komisji Egzaminacyjnej.nie bądźcie głupi i nie dajcie się złapać. Wychowawca. Wtedy Koziabródka rzekł: . i że jeszcze żyje. Przez nią wrócicie do człowieka. panowie (to „panowie” zaakcentowało naszą nową dojrzałość z chemii) .Kiedy nie wiecie. ani Andrzej. Kwitła na polu dziewanna i brzęczały pszczoły. doniesiono nam. leżącym za rzeką. Złapano go między Nowym Światem a Alejami i ślad po nim zaginął. którego wzór na próżno usiłował Andrzej wywieść na tablicy. gdy wstępowaliśmy na podziemny Uniwersytet.No. Nigdy nie mieliśmy opinii dobrych chemików. wierzcie w chemię. którego dla jego siwej brody nazywaliśmy w szkole Koziabródka. . Jakoś tam zdaliśmy. osławionego obozu pod Berlinem.gruszki i przemknęliśmy na ukos polem zasadzonym świeżą jarzyną. 6 . wysoki. W istocie był to bardzo ceniony naukowiec. dobroduszny pan. ani Arkadiusz. poeta i krytyk. wychowanka księży. w co wierzyć. Wskazał dłonią za okno. Kiedy przedarliśmy się do mieszkania na Targowej. jak w głębokiej dżungli odbywały się łowy na ludzi. za którym kłębił się tłum otoczony policjantami. Słuchał uważnie odpowiedzi. Ziemia pachniała wiosną. Dyrektor był milczący. patrzył dobrotliwie na nas i pomagał nam wzrokiem. podnosząc do góry probówkę z jakimś czerwonym. że Julek został wywieziony do Oranienburga.

POŻEGNANIE Z MARIĄ
I Za stołem, za telefonem, za sześcianem biurowych ksiąg - okno i drzwi. We drzwiach dwie tafle szklane, czarne, lśniące od nocy. I jeszcze niebo, tło okna okryte opuchłymi chmurami, które wiatr spycha w dół szyby, ku północy, poza mury spalonego domu. Spalony dom czernieje po drugiej stronie ulicy, na wprost furtki w ochronnej siatce zakończonej srebrzystym drutem kolczastym, po którym jak dźwięk po strunie ślizga się fioletowy odblask migocącej latarni ulicznej. Na tle burzliwego nieba, na prawo od domu, omotane mlecznymi kłębami przelotnego dymu lokomotyw, patetycznie rysuje się bezlistne drzewo, nieruchome w wichrze. Naładowane towarowe wagony mijają je i z łoskotem ciągną na front. Maria podniosła głowę znad książki. Smuga cienia leżała na jej czole i oczach i spływała wzdłuż policzka jak przejrzysty szal. Położyła ręce na grzybku stojącym wśród pustych butelek, talerzy z nie dojedzoną sałatą, brzuchatych, karmazynowych kieliszków o granatowych podstawkach. Ostre światło, które załamywało się w granicy przedmiotów, wsiąkało jak w dywan w niebieski dym zalegający pokój, odpryskiwało od kruchych, łamliwych krawędzi szkieł i migotało we wnętrzu kieliszków jak złoty liść na wietrze nabiegło struną w jej dłonie, a one rozświetloną, różową kopułą zamknęły się szczelnie nad nim i tylko bardziej różowe linie między palcami pulsowały prawie niedostrzegalnie. Przyćmiony pokoik napełnił się poufnym mrokiem, zbiegł się ku dłoniom i zmalał jak muszla. - Patrz, nie ma granicy między światłem i cieniem - szepnęła Maria. - Cień jak przypływ podpełza do nóg, otacza nas i zacieśnia świat tylko do nas: jesteśmy ty i ja. Pochyliłem się ku jej wargom, ku drobnym spękaniom ukrytym w ich kącikach. - Pulsujesz poezją jak drzewo sokiem - powiedziałem żartobliwie, otrząsając głowę z natrętnego, pijackiego szumu. - Uważaj, żeby świat ciebie nie zranił toporem. Maria rozchyliła wargi. Między zębami drżał leciutko ciemny koniuszek języka: uśmiechała się. Kiedy mocniej zacisnęła palce wokół grzybka, błysk leżący na dnie jej oczu zmatowiał i zgasł. - Poezja! Dla mnie to rzecz tak niepojęta jak słyszenie kształtu albo dotyk dźwięku. Odchyliła się w zadumie na poręcz kozetki. W półcieniu czerwony obcisły sweter nabrał purpurowej soczystości i tylko na grzbietach fałd, gdzie ślizgało się światło, lśnił karminową, puszystą barwą. - Ale tylko poezja umie wiernie pokazać człowieka. Myślę: pełnego

7

człowieka. Zabębniłem palcami o szkło kieliszka. Odezwał się kruchym, nietrwałym dźwiękiem. - Nie wiem, Mario - rzekłem, wzruszywszy z powątpiewaniem ramionami. - Sądzę, iż miarą poezji, a może i religii, jest miłość człowieka do człowieka, którą one budzą. A to jest najbardziej obiektywnym sprawdzianem rzeczy. - Miłość, oczywiście, że miłość! - powiedziała, mrużąc oczy, Maria. Za oknem, za spalonym domem, na szerokiej, przedzielonej skwerem ulicy jeździły ze zgrzytem tramwaje. Elektryczne błyski rozświetlały fiolet nieba, jak odpryski z sinego pożaru magnezji przebijały się przez mrok, oblewały księżycowym światłem dom, ulicę i bramę, ocierając się o czarne szyby okienne, spływały po nich i bezszelestnie gasły. Chwilę po nich gasł również wysoki, cienki śpiew tramwajowych szyn. Za drzwiami, w drugim pokoiku, puszczono znowu patefon. Zdławiona, jakby grana na grzebieniu melodia zacierała się w natarczywym szuraniu tańczących nóg i gardłowych śmiechach dziewczęcych. - Jak widzisz, Mario, oprócz nas jest jeszcze inny świat - roześmiałem się i wstałem z kozetki. - To, widzisz, jest tak. Gdyby można było rozumieć cały świat, czuć cały świat, widzieć cały świat, tak jak się rozumie swoje myśli, czuje się swój głód, widzi się okno, bramę za oknem i chmury nad bramą, gdyby można było widzieć wszystko jednocześnie i ostatecznie, wtedy - powiedziałem z namysłem, okrążywszy kozetkę i stanąwszy pod rozgrzanym piecem między Marią a majolikowymi kaflami i workiem z kartoflami zakupionymi w jesieni na zimę - wtedy miłość byłaby nie tylko miarą, ale i ostateczną instancją wszystkich rzeczy. Niestety, zdani jesteśmy na metodę prób, na samotne, zwodnicze przeżycie. Jakże to niepełna, jakże fałszywa miara rzeczy! Drzwi od pokoiku z patefonem otworzyły się. Chwiejąc się w takt melodii, wszedł Tomasz oparty o ramię żony. Jej lekko ciężarny, a od wielu miesięcy stateczny brzuch cieszył się nieustającym zainteresowaniem przyjaciół. Tomasz podszedł do stołu i chwiał się nad nim rozrosłym, pękatym, masywnym jak u wołu łbem. - Źle się starasz, bo wódki nie ma - rzekł z miękkim wyrzutem, starannie zlustrowawszy naczynia, i odpłynął, popychany przez żonę, w kierunku drzwi. Patrzył w nią tępym wzrokiem jak w obraz. Mówiło się, że to zawodowo, gdyż handlował fałszywymi Corotami, Noakowskimi i Pankiewiczami. Poza tym był redaktorem syndykalistycznego\ dwutygodnika i uważał się za radykalnego lewicowca. Wyszli na skrzypiący śnieg. Kłęby mroźnej pary przewinęły się po podłodze jak włochate motki białej bawełny. W ślad za Tomaszem do kantoru majestatycznie wtoczyły się taneczne pary, pokręciły

8

się sennie koło stołu, majolik i kartofli, starannie omijając zacieki pod oknem, i zostawiwszy czerwone ślady od świeżo pastowanej posadzki, wróciły tam, skąd wyszły. Maria poderwała się od stołu, poprawiła automatycznym ruchem włosy i powiedziała: - Muszę już iść, Tadeusz. Kierownik prosił, żeby zaczynać wcześniej. Syndykalistyczny - wyrażający poglądy charakterystyczne dla syndykalizmu, kierunku ruchu robotniczego negującego konieczność istnienia państwa i głoszącego program zbudowania społeczeństwa socjalistycznego, w którym kontrolę nad produkcją i podziałem dóbr sprawują związki zawodowe - syndykaty - Masz jeszcze dobrą godzinę czasu odrzekłem. Okrągły zegar firmowy o pogiętej blaszanej tarczy tykał miarowo, zawieszony na długim sznurku między na wpół rozwiniętym plakatem, rysunkiem urojonego widnokręgu a węglową kompozycją przedstawiającą dziurkę od klucza, przez którą widać fragment kubistycznej sypialni. - Wezmę Szekspira, postaram się zrobić w nocy Hamleta na wtorkowy komplet. Przeszedłszy do drugiego pokoju, kucnęła przy książkach. Półka zbita była prymitywnie z nie heblowanych desek. Deski uginały się pod ciężarem książek. W powietrzu leżały błękitne i białe pasma dymu oraz unosił się ciężki zapach wódki zmieszany z odorem ludzkiego potu i wapienną wonią wilgotnych, gnijących ścian. Chwiały się na nich, jak bielizna na wietrze, jaskrawo malowane kartony i jak morskie dno przeświecały się kolorowymi liniami meduz i korali poprzez błękitny opar. W czarnym oknie, odgrodzony szybą od nocy, zaplątany w cienką koronkę firanki wyszachrowanej za psie pieniądze od złodziejki kolejowej, smętny, zapijaczony skrzypek (który uważał siebie za impotenta) na próżno usiłował jękiem instrumentu zagłuszyć charczenie patefonu. Zgarbiony jak pod workiem cementu, wydobywał ze skrzypiec z ponurą zaciętością jeden tylko pasaż. Od dwóch godzin ćwiczył się do niedzielnego koncertu poetycko-muzycznego. Występował wtedy umyty, w wizytowym garniturze w paski, miał twarz melancholijną i oczy senne, jakby czytał z powietrza nuty. Na stole, na obrusie w czerwone kwiaty, wyszachrowanym od złodziejki kolejowej, między kieliszkami, książkami i nadgryzionymi kanapkami, leżały gołe i brudne nogi Apoloniusza. Apoloniusz huśtał się na krzesełku i odwracając się do drewnianego, pomalowanego wapnem przed pluskwami tapczana, na którym, jak duszące się ryby na piasku, leżeli półpijani ludzie, donośnym głosem mówił: - Czy Chrystus byłby dobrym żołnierzem? Nie, raczej dezerterem. Przynajmniej pierwsi chrześcijanie uciekali z armii. Nie chcieli się sprzeciwiać złu. - Ja się sprzeciwiam złu - rzeki leniwie Piotr. Leżał rozwalony między dwiema

9

.Zdejm nogi ze stołu albo je umyj.urwała i zamyśliła się. patrząc tępo w książki. Tomasz z Akwinu. uklękła koło Marii przy książkach i objęła ją ramieniem. Wiecie. milcząc.Miło tu u was. . pokryte złocistym puszkiem jak owoc brzoskwini. bardzo miło. filiżanki z herbatą. więc przyjaciele weselisko urządzili sami.rozmamłanymi dziewczynami i gmerał rękoma w ich fryzurach. rozlane uda i czerwone.dotykała polakierowanym na purpurowo paznokciem 0 . wiechciach kwiatów i miednicy chłodnej. Pianista. .. . Rodzice odmawiali błogosławieństwa ze względu na mezalians.. gdzie biskupem był św. mięsiste wargi. I wciąż to uczucie. namiętnym spojrzeniu. Latem ochrzciliśmy go (bo był wyznania narodowego) przy zapalonych świecach. Była senna. . jakby połknęła kij.rzekła dziewczyna spod ściany. różowe policzki. Pożeniliśmy ich nierychło. ale nie zechcieli zaprosić na wesele przyjaciół. książki.odrzekła z błyskiem zdziwienia w załzawionych. rozłożyste biodra. którą zapobiegliwy ksiądz umył mu dokładnie głowę. . po ptasiej głowie ozdobionej lśniącymi falami przylizanych włosów. pyknąwszy z fajki. .Niech pan zrozumie. która uciekła z getta i tej nocy nie miała gdzie spać. Pod oczyma miał wielkie sińce. Montaigne .powiedział spod pieca młodzieniec. Zza niego wychylała się zalotnie kremowa koronka koszulki. Miała grube. Uważacie. .Ale! chcielibyście. a zaraz po chrzcie na najruchliwym punkcie Grójeckiej wymigiwaliśmy się od łapanki ulicznej.Miała na sobie żółtą sukienkę w chryzantemy. Miała szerokie. Panna młoda w sztywnej niebieskiej sukni siedziała w fotelu nieruchomo. . Augustyn. bo dopiero późną zimą.Żydóweczka.Brakowało? Nie. to trudno nawet określić. wiesz? .Umyj nogi.Platon. Wprawdzie ustąpili i użyczyli muzykom pokoju do spania i fortepianu do ćwiczeń oraz kuchni do produkcji bimbru. kaplicznej wody. . zmęczona i pijana. tak dawno nie miałam w ręku szczoteczki do zębów. że trzeba odejść. z wyzywającym dekoltem. nie brakowało .ciągnął Apoloniusz. . z artystkami nawet Niemcy inaczej. Wydymał pulchne. był taki szczep Wandalów.To dziwne. zesunąwszy piętą talerze na kupę . bardzo tchórzliwy . kanapki.Przecież pani była pieśniarką? Chyba niczego pani nie brakowało. Tam Wandale wsiedli na okręty. dłuższy czas żył z pianistką o uroczych dołkach w buzi i drapieżnym. pojechali do Afryki i doszli piechotą pod Kartaginę.wszyscy ich tłukli i z Danii czy z Węgier wygnali do Hiszpanii. Na długim łańcuszku kołysał się między piersiami złoty krzyżyk. krowich oczach. dobre do rodzenia. ten od św. Ja się panicznie boję! Maria pogłaskała ją. . Polek .A wtedy święty wyjechał na ośle i nawrócił Wandalów . Moniki.

krzyknął furman napierając na dyszel. ale wóz nie ruszył. w cieniu. szarzał i siniał. Ergo . machnął lejcami i cmoknął. .rzekła cicho Maria. . . Załadowana jak wóz z sianem platforma stała w ciemności. aż dopiero przy furtce mienił się w blasku lampy ulicznej. napakowanej jak więzienie „ochotnikami” przeznaczonymi na roboty do Prus. zabrana przez Piotra.rzekłem ze znawstwem. Igła trafiła na pęknięcie w płycie i zawodziła monotonnie.wzniósł dłoń z rozczapierzonymi palcami ku sufitowi . Kiedy odciągnęliśmy z Tomaszem skrzydła bramy.. Furman stał obok wozu i cierpliwie czekał.Augustyn napisał sześćdziesiąt trzy książki! Kiedy Wandalowie obiegli Kartaginę. Okładki szeleściły jak suche liście. koń! W kręgu złotawego światła znad drzwi śnieg oślepiająco biały i gładki leżał jak talerz na popielatym obrusie. a poezja zostanie. na bramę. oświetlając nogi i podbrzusze konia. Światło przebijało się przez czarne i czerwone płaszczyzny pakowego papieru i plątało się wśród kartek jak w gąszczu leśnym. nieruchoma jak góra. sięgnął bez pośpiechu po bat.„Jeszcze tylko kilka ciężkich chmur nie porozpychanych nozdrzem konia” zadeklamował i wskazawszy ręką za okno. . robił właśnie korektę i przy niej umarł! . Żydóweczka podeszła do patefonu i zmieniła płytę.rzekł maniacko Apoloniusz.Za pysk cholerę i do tyłu . a Augustyna dzisiaj czytają. jakby oddychał skórą. Przez pierś miał przewieszony reflektor na rzemieniach.Tylko żeby pan widział to. We drzwiach stanął zarumieniony Tomasz. . zabijając rękoma o pierś. . . krzyknął z uczuciem: . Szły od niego kłęby pary.Koń.obszarpanych grzbietów kupionych na wózkach i wykradzionych z antykwariatu książek. . . 1 . Koń poderwał łeb. Jego żona poprawiła sukienkę na lekko wypukłym brzuchu. bijąc tępo podkutymi butami o kamienie chodnika.Tylko nie będzie z niego wyjścia.Zaraz podłożę deskę do rynsztoka.wojna minie. . pilnujący sąsiedniego budynku byłej szkoły miejskiej. Żandarm w niebieskim płaszczu.K'sobie .A ja myślę. kładąc na śnieg rozchwiane cienie.Odpłynęła w tańcu. dalej. a wraz z nią zostaną moje winiety! Pod sufitem suszyły się na sznurkach okładki tomiku poetyckiego. że po aryjskiej stronie też będzie getto . jakby odbijał niebo. patrząc z ukosa na Marię. był zmęczony. nadszedł od strony latarni.Ona jest zdenerwowana . szarpnął się całym ciałem na boki.powiedziała.Jej rodzina została za murami.Po Wandalach nie zostało nic. co ja widziałam za murami. Przednie koła utkwiły w rynsztoku.. . Ciągnęło od nich farbą drukarską. Zwiesił łeb. . Czerwona latarnia kołysała się pod kołami. który wydawał się wyższy i tęższy niż zazwyczaj.

ruszył wolno pod kran i wetknął pysk w kubeł. bielizną i częściami do maszyn. rannymi. Koń chrapnął.Ano.rzekłem.Popluł w żylaste. . skręcał pod gnijącym murem schroniska dla bezrobotnych. .rzekł Olek. skarpety. Zrzucił czapkę.Podkręcił kontakt i uprzejmie zaświecił. konserwy. wapna i gipsu. Teraz koń pociągnął ku przodowi. meblami i brzęczącymi naczyniami z aluminium. firanki. dochodził do małego kościółka księży pallotynów (częściowo spalonego we wrześniu i odnawianego pieczołowicie a nieustannie w ciągu całego sezonu materiałami z naszej firmy). cofnął konia i podjechał tyłem pod drewnianą szopę. betami. załadowałem nawet taborety z kuchni i półki z łazienki. Wypiwszy do dna nadsiorbnął wody z drugiego i włócząc za sobą uprząż. Odprzężony z szorstką czułością przez woźnicę. ciepłe ubrania. Stara stała nade mną jak kat nad dobrą duszą. postał chwilę w dyszlach. Sztywne od wapna włosy rozmierzwiły mu się nad czołem. oczy jego błyszczały nad strugą światła ostro jak wilcze ślepia. wychudłą. obrusy i ręczniki oraz wszelkie inne dobro kradzione z pociągów towarowych idących na front. z głębokiego cienia. - 2 .Nie bała się tak w biały dzień? .Za dużo klamotów naładowane . . wracając z frontu z zegarkami. tędy bowiem płynęły belami i pojedynczo koce. Kłóciła się ze starą. . naparł ciałem do tyłu i platforma dźwignęła się po kocich łbach. rozejrzawszy się w zasobach platformy. Wóz naładowany po wierzch jak krypa walizami. będziem zdejmować. Żandarm zgasił reflektor. a także kupowane od obsługi wagonów sanitarnych. podgoniony ostro. wreszcie. że musi zostać jeszcze dzień. zżarte od cementu. poszedł w stronę otwartych drzwi stajni.Patrz pan. . Co dzień rano przychodził do kantoru telefonować po zmianę warty i nieodmiennie meldował. Zwykle ją mijał. jakby znużony ponad siły. tłomokami.rzekł woźnica. chwiejąc się. zatrzymywały się często na dworcu jak przy molu portowym. . Koń robił bokami i dymił parą. mieszczącego się w pofabrycznych halach tuż przy torze kolejowym. że nic ważnego w ciągu nocy nie zaszło.Pozwolenie dla niej dostał zięć od swego kolegi . serwisy. Furman trzasnął jeszcze raz dla fantazji batem.Sporo przywiozłeś. Olek . osadził się na tylnych nogach.rzekł rzeczowo. kupony materiałów. jedzeniem. . meblami i zbożem.Została z mężem. poprawił na sobie pasy i miarowym krokiem oddalił się w stronę szkoły. wykrzywione dłonie. Spod okapu hełmu.Wszystko kazała zabrać . wjechał po deskach na podwórze. Był to ruchliwy port przeładunkowy. ściągniętą mrozem. . które.A córka? . Twarz miał kościstą.

pilnujący szkoły.. kosze z bielizną.Ano.Wdzięczność jest rzeczą piękną . Nie mógł się swobodnie ruszać w twardym kożuchu. panie Tadku. gnały pierzaste obłoki. Tomasz sapał spazmatycznie. . Staliśmy w otwartej furtce. .. niósł dym pociągów. . Dzieciaki. Przechodząc koło kantoru.Powiedz pan. z ulgą pociągał nosem i otarł ręką czoło. Wapno cienkim pyłem unosiło się w powietrzu i gryzło nieznośnie nozdrza.Taa. pokrytym skorupą wapna.zapytał woźnica. otoczona jak dłońmi siną nocą połyskującą pierścieniem gwiazd. Po pustej ulicy. .Inżynier nas widział po drodze. Wrócisz przed siódmą. tępym krokiem spacerował żandarm w niebieskim płaszczu. nie? Pojedziesz z rana kursem. osznurowane książki. . pudła staroświeckie. Będzie co z tego? . uchylił czapki. to muszą z nim dobrze.Może poczekasz do południa? Rozwieziemy razem.Ale pan jakoś wyjechałeś szczęśliwie? . Oparł się o wóz. tobyś pan nie uwierzył.rzekł Tomasz.Zasunąłem drzwi szopy i zamknąłem je na kłódkę.rzekłem lekceważąco . po co ją kierownik wziął do siebie? . ciemnej szopy.powiedział furman.Wlazł na wóz. otwartej migocącym światłem latarni. smoły i dziegciu. Otrzepałem ręce z kurzu. Chwycił w garście śnieg i mył nim dłonie. kobity. poduszki. . a nad wiatrem i chmurami drżało niebo głębokie jak 3 . Chociaż i żydowskie. Metr wapna na lewo. wciągając głęboko powietrze... . trzeba rano z dom wyrzucić. Chwytaliśmy je z Tomaszem i na cztery ręce wnosiliśmy do zatęchłej. . . stosem cuchnącej smołą czarnej papy a kupą suchego wapna przeznaczonego na detaliczną sprzedaż chłopom. Wytarł je o spodnie. .. skończywszy ładunek. Był chory na serce. stała Maria. wazony. Nad ulicą. nad stromym dachem wtulonej w mur szopy szedł z szumem wiatr.Panie Tadku. narobiłem się dzisiaj . nad światłem latami. Przymknęła za sobą drzwi od muzyki i ludzi i wyczekująco patrzyła w mrok. . złażąc z platformy. co ja tam widziałem. Konia oporządzę.A jak jutro z rozlewaniem i rozwiezieniem? .Zrobiła go człowiekiem.. W złotym kręgu światła jak w aureoli.Ale . to się jej wywdzięcza. ale wiesz pan.Powlókł się w ślad za zwierzęciem do stajni.co nam te ciapciaki mogą zrobić? Jak kierownik chce kupić filię. rozplatał sznury i począł podawać jedno po drugim krzesełka. Oddychał miarowo. układając towar na betonie między workami z na wpół skamieniałym cementem.Ująłem ją pod ramię i po chrupiącym czerstwym śniegu poprowadziłem wydeptaną ścieżką do furtki.

powiedziałem. Nie lubiłem przy obcych jej pocałunków.rzekła z wyrzutem. Z torów kolejowych dochodził grzechot pociągów. gdzie nabywałem chleb i kaszankę na śniadanie. oczywiście.wyznający solipsyzm. Mówię z głębi doświadczenia.Oczywiście. a wróciwszy z kursu. które wiatr gnał nad naszymi głowami. Była o pół głowy wyższa ode mnie. Patrolujący żandarm poszarzał i zmalał w odpływającym mroku. Wielki czarny kapelusz ocieniał jej twarz jak skrzydłem. że miłość! . jakby tropiąc w powietrzu jej ślad. a chłop swoje dzieci zamknięte w szkole. naprzeciw chmurom. wyprząc konia i usunąć z placu ślady kół.rzekł pogodnie Tomasz. które znikały pod ladą w podwójnej ścianie. odeszła ulicą wzdłuż siatki. solipsysto1 poetycki. pogląd filozoficzny.Chodź.Miłość. jakby Tomasz był ociosanym z grubsza kamieniem. Przez zamarznięte szyby sączył się szary świt. Po zardzewiałych kratach spływały brudne krople. . a rzeczywistość jest zespołem jego wrażeń 4 . II Nocą spadło trochę śniegu.rzekł Tomasz. grzali się przy rozżarzonym piecyku dwaj granatowi policjanci. . co może miłość . uśmiechając się do Tomasza.dno ciemnego potoku. Patrzyłem za nią jeszcze chwilę. Zanim otworzyłem oficjalnie bramę na znak rozpoczęcia dnia handlu. nadał mu bryłowatość i ciężar. furman.Widzisz. Księżyc prześwitywał przez chmury jak złoty szmat piasku. . że sama rozwiozę . Maria uśmiechnęła się czule. monotonnie spadały na parapet 1 Solipsysta . bom wiele miał kochanek. Zmierzch. istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający. według którego. nie obejrzawszy się. który go zostawił na wybrzeżu wyludnionej ulicy jak zapomniany wodorost.Wiesz dobrze. wyprawiwszy pijanych gości i sprzątnąwszy pokój. kaszę i chleb. który zaciera rysy człowieka. trzeba zbratać się z ludem. W paskarskim sklepiku. . przy składzie. . Tak wczesnym rankiem na dworze było jeszcze sinawo. Chłopka wyciągnęła z koszyka pęta kiełbasy. podając mi usta do pocałunku. zdążył wyrzucić wapno z dołu i zawieźć na budowę. Znikła za rogiem. W oknach byłej szkoły zaczynały pojawiać się głowy uwięzionych ludzi. Mrugający po pijacku czerwonymi oczyma sklepikarz rozkładał drżącymi rękoma na ladzie za szkłem ser.Daj furmanowi wódki. jakby kutej z szarego piaskowca twarzy. .pusto. Minęła sklep paskarza. a na ulicy .Bo miłość to poświęcenie.parsknęła beztroskim śmiechem Maria i dygnąwszy nam dystyngowanie. że miłość! . który wstał przed świtem. . jeżeli masz gdzie pod łóżkiem . Pieprzyk pod lewym okiem czerniał filuternie na monumentalnej.

Dzień w dzień wpadałem do niego po ćwiartkę razowego chleba. oglądając kupy piasku. i załatwiały się tam beztrosko. skąd otwierała się miła oczom perspektywa na zapuszczone mielizny nad rzeką. ramsayek. zachodziły do sąsieków z grysikiem2. smak nauki i czar konspiracji. zimą i wiosną uliczka . jesienią. Zresztą. przełaził przez druty kolczaste na plac naszej firmy budowlanej. zwały gliny. ciął chleb na nierówne części i wyciskał z chłopów bezlitośnie forsę za każdą wypuszczoną na lewo dziewczynę. uczennicę kompletu licealnego. spokojnym. gdzie wałęsał się aż do rana. Nad szklanką bimbru z buraków bratali się przy ladzie policjanci z chłopami i handlowali ludźmi ze szkoły. synka w drugiej gimnazjalnej i dorastającą córkę. gdyż kantor był oczywiście zamknięty. albo. rozfalowanym tłumem. Z reguły mi nie doważał. na most nad leżącą na migotliwym nurcie mgłą. sklepikarz. Łaziły bezradnie po podwórzu. odczuwającą nęcące powaby stroju. ku pokrytemu czerwoną karpiówką dachowi. firma budowlana zaś sprzedawała. mydlarnię. wybrukowana kocimi łbami. gdyż chciał żyć sam. ale ręka drżała mu przy zgarnianiu pieniędzy. pastelowe domy miasta. na żółte. Ujęty jak w groble w dwa szeregi policjantów tłum odpływał korytem ulicy. parę sklepików spożywczych i obskurny bar . porosłe kępkami postrzępionej wikliny i pokryte z rzadka liszajami śniegu. parterowych domków mieszczących pralnię. drobnoziarniste kruszywo kamienne 5 . Obudziwszy się. uliczka zagubiona między grząskim jak przegniły trup polem a szeregiem zmurszałych.dzień w dzień pęczniała wzbierającym. fryzjera. Uśmiechał się wstydliwie. trocinówek. a korzyści z procederu oprócz policjantów (i pewnie nieprzystępnego. Latem. wyrzucałem je bardzo altruistycznie za bramę. kalecząc się nieludzko. wyciągał twarze ku nowoczesnym oknom. Nie odczuwał jednak ani obowiązku. odchodził aż do placu leżącego u jej wylotu. podnosił głowy. nie doważał deka masła. który albo natychmiast znikał w zakamarkach ulicy. wymachiwał rękoma i krzyczał. dziesięć deka kiszki i dwa deka masła. obcego płaskim. śmierdząca zgnilizną otwartych rynsztoków. miał żonę. jak 2 Grysik . ani potrzeby wdzięczności.łamane. roztapiające się w czystym. urok chłopców. a cenę wydatnie zaokrąglał.kłębił się rozpaczliwie na placu i znowu powracał z krzykiem.ślepa. Z otwartych okien szkoły wołano i dawano białymi dłońmi znaki jak z odbijającego od brzegu okrętu. błękitnym niebie .i ciurkiem lały się na podłogę. On nie dolewał do pełna setki bimbru. zaciszną zatoką. Nocą policjanci wysadzali przez okno szkoły towar. którego różne odcienie i wielkości używane były na schody oraz nagrobki. Zwykle były to dziewczęta. ludzkim sprawom żandarma) ciągnął wyłącznie sąsiad. sześciany cegieł. Paskarski sklepik był małą. tak chłopom. szpaltówek. który podpływał pod betonowe mury szkoły.

wykorzystując firmę jako punkt przelotowy.mieszanina asfaltów lub smoły używana do klejenia papy 6 . poważne manko. których nie księgowano nigdzie. brzuchacz opięty kraciastą kamizelką z brelokiem. choroba albo łapówka. przy cichym zrozumieniu magazyniera kolejowego. kościoły i zakonników oraz syna erotomana ciągnął z niej wczasach wielkiego głodu (kiedy jedliśmy obierki i przydziałowy chleb z solą)' grube tysiące jak mleko z wymion. rozbudował składy w centrali. jak wywózka rodziny do lagru. Ja z początku wynosiłem ze składu ton i kredę koszykiem i sprzedawałem je w mydlarniach okolicznych. wprawdzie nieco zaniedbany i podupadły. miał bowiem z firmą osobne rachunki. apoplektycznie nerwowy Inżynier z brodą w klin. mokry ton3. a lepik4 z piaskiem. Odrabiali prywatne kursy. wszedłem z nim w spółkę. a telefon składu jako niezawodny sposób komunikacyjny. Oddawszy mi lwi udział z detalicznej sprzedaży. podatków i świadczeń. na utrzymanie żony dewotki trwoniącej pieniądze na żebraków. 3 Ton . kierownik pogrążył się w szerokich interesach. podzieliłem teren pracy i uzgodniłem sposób księgowania.glinka kredowa używana w produkcji farb klejowych 4 Lepik . Kierownik znał się na złocie i kosztownościach. co natychmiast wpisywało się w księgi. patriarchalnie siwy. mieszała wapno z wodą. ale nadający się do polowań (miał bowiem spory kawał lasu) i uprzemysłowienia (posiadał glinę). jednakże zżywszy się z kierownikiem serdeczniej. kupił dworski pojazd. jednak Inżynier kilkunastu swoim ludziom dawał z własnej inicjatywy prawie sto złotych tygodniowo bez odtrącenia kosztów. a także odbierając wagony z towarem stwierdzała. Przez trzy miesiące finansował moje studia na podziemnym uniwersytecie. skamieniały cement. cugowego konia ze strzyżonym ogonem. Filia urządzała się inaczej. Furmani sprzedawali wapno na ulicy. Kradli z kolei.inżynierom. nie uchylał się wcale od obowiązku. Dostawca urzędowy nabierał w usta wody. Wiązała nas również produkcja bimbru odbywająca się moim kosztem w mieszkaniu kierownika. W wypadkach nagłych. Wprawdzie ustawodawstwo okupacyjne zabraniało Inżynierowi wypłacać tygodniówki ponad 73 złote. nabył za pół miliona majątek ziemski pod stolicą. wynajął woźnicę. wydzierżawił plac po spalonej we wrześniu firmie i założył na nim filię swojego przedsiębiorstwa. Pracowity jej właściciel. wreszcie w trzecim roku wojny rozpoczął i pomyślnie poprowadził pertraktacje ze Wschodnią Koleją Niemiecką o zakup i rozbudowę własnej bocznicy kolejowej i postawienie przy niej magazynów przeładunkowych. dowożąc na budowę niepełne metry. Równie pomyślnie układały się losy pracowników Inżyniera. stawiając mi tylko jeden warunek: abym uczył się dla Ojczyzny. Firma budowlana! Ona jak dojna i cierpliwa krowa rozdawała wszystkim utrzymanie.

prowadził także ożywioną wymianę z gettem. to trzeba lepiej zaczekać. Na szyi miała aksamitną szeroką wstążkę. Na kolanach trzymała starannie złożone palto z wyleniałym kołnierzem. paru ciężarowych samochodów. dziesiątków robotników i niewyczerpanego konta w bankach krajowych i szwajcarskich. . bez dokuczliwych rozterek duchowych.Jasieńku.drugą na bliskim przedmieściu. co? . . martwe. własnej odnogi kolejowej. Pajęczyna się kołysała. wielu precyzyjnych maszyn do liczenia. czy przyjdą. przyjaźnił się z szoferami i sprzedawcami części samochodowych. zatelefonują.każdy Żyd przynosił z getta. . miał stosunki ze złodziejami kolejowymi i ułatwiał im kontakty ze sklepami komisowymi. a na parę miesięcy przed wojną . Uprawiał handel z wielkim lękiem. zapobiegliwie i przezornie oddanych na przechowanie do konsulatu szwajcarskiego. Wkrótce nabył pod miastem przy autostradzie jedną parcelę budowlaną. jakby tarł kamieniem o kamień. Prawda. Ze zdziwieniem poderwałem głowę znad książki o czasach i zabobonach średniowiecznych. zbyt biednie nawet jak na posiadaczkę platformy wszelakiego bagażu. Z dorobku tych czasów ocalił place i walutę oraz głębokie przywiązanie do starej doktorowej.Bo powinni dać znać. Stara siedziała na miejscu Marii w nogach drewnianego tapczanu. że powinni? . i żył pełnią życia.A. że kłapnęły. bo pająk piął się do góry.rzekł stanowczo kierownik. odliczywszy dniówkę szofera. siedziała skromnie w kącie.rzekła stara do kierownika po długim milczeniu. jakby przez siłę. a nawet sam handlował lokalami. 7 . Odczuwał dotkliwą nostalgię za bezpiecznymi czasami przedwojennymi. Wzrok utkwiła pod sufitem. jakby zamarzłe oczy. Świszczący szept wydobywał się z gardła wraz z oddechem. kupił auto sportowe i zarabiał taksówką do trzystu złotych dziennie.sprzedawał i nabywał meble. które . Mówiła chropawym szeptem. Pracował wtedy jako magazynier w przedsiębiorstwie żydowskim. Dwa masywne złote rzędy zębów błyszczały w ustach. zdawało się. pustą jak wyludnione miasto. Odziana była zbyt biednie jak na przedwojenną właścicielkę ogromnego składu towarów budowlanych. pani doktorowo . zrujnowaną. Pod okiem czujnej właścicielki wyrabiał się uparcie na ludzi.Skierowała na niego wyblakłe. wbrew własnemu poczuciu prawa. Rozumiał. Ubrana była biednie. wytartą i błyszczącą na łokciach. Ubrana była w czarną jedwabną suknię.według wyobrażenia ludzi ze strony aryjskiej . Twarz miała ziemistą. znał adresy pośredników mieszkaniowych. niemalże zadźwięczały. oglądając pajęczynę na górnej półce książek. a na głowie staroświecki kapelusz ozdobiony bukietem fiołków. nie mówiąc już o złocie i brylantach. spod którego wymykały się pasma rzadkich siwych włosów. że czyni to w zgodzie z prawem ludzkim.

złociste. skąd kupić mieszkanie! Pani doktorowa wie. może wyjść. że to jedyny teraz majątek córki. Co pani doktorowa myśli! Zięć.Jasio tylko tak mówi.bąknąłem znad książki. dopasowany do okrągłości przegubu. na otwartą bramę. Oszczędna dziewczyna! Buzi dać! I węgla wypaliła o połowę mniej.przechylił się do mnie . Koc spuszczony z tapczanu 8 . Wygrzewając się pod piecem. rzezi szczepów i pożarów miast dokonywała się praca ocalania ducha ludzkiego. odrzucając je niecierpliwym ruchem głowy. A jeżeli im się nie uda. ile żądają? Pięćdziesiąt tysięcy! Dobrze. na ulicę. Głowa ciążyła mi i szumiała. jak wyjdą? Przysunął sobie krzesełko i usiadł. falujące włosy. Wyjdzie pewnie dzisiaj razem z córeczką pani doktorowej. zapatrzyłem się w podłogę. jednym okiem spoglądał z ukosa na plac. Spod mankietu popelinowej koszuli odsłonił się przy tym ruchu złoty longinus podłużny. robaczywe dłonie położyła na żółtej chustce. Tu trzeba myśleć. . wygięty.szepnęła doktorowa i uśmiechnęła się lekko kącikami ust. Przyzwyczaiła się do opieki matki. Odbijało mi się wódką i jajkami. bo co by robił? Na sublokatorce by żył? Do kwaterunku by poszedł? . pamiątka po dobrych czasach w firmie na Towarowej. kiedy zechce! Pozałatwia. która wzbierała już tłumami.Jasio sobie radę da! .gwizdnął niedowierzająco kierownik.Jasieńku. że człowiek w pierwszym roku wojny kupił sobie jaki kąt.Przecież pan dyrektor obiecał telefonować. czekał na klienta.Człowiek ma.Bo Jasio wie. .fiuuu! Tyle go zobaczą! Co pani się martwi. gdzie wśród zabobonów ludu.Pracowicie wychuchał w oblodzonej szybie otwór i przechylając głowę. i dlatego żyje! Panie Tadziku . Ona jest taka niezaradna. myśli. . co trzeba. zacisnęła palce. bębnił palcami po ramie okiennej. Książka o średniowiecznych klasztorach budziła na wpół senne marzenia o ciemnych celach. Jasieńku? . . ręce i nogi. i bezwładnie opuściła na kolana. Pogładził bujne. . Między piecem a wieszakiem było mrocznawo. portfel do kieszeni i . pokurczone.Pojechała na miasto rozwozić bimber.Co też pani doktorowa mówi! . jak gdzie może chapsnąć. czy walizki są w porządku? . wyciągając wygodnie nogi w długich oficerskich butach. dyrektor w szopach.szepnęła stara głucho. ale ciepło. Powinna wrócić niedługo. Rozgrzane plecy łaskotały rozkosznie. nie ma co! .Telefonowała . chwaląc Boga. Robotna.pańska narzeczona wygotowała dwadzieścia pięć litrów. Zwiędłe. jak z dna studni. . . jakby ją chciała zerwać z ramion.Przeniosła znowu wzrok z sufitu na okno.

parsknął nagle kierownik i gniewnie zmrużył serdeczne. przekomarzające się głosy. aby nie zamokła. niebieskie oczy.. wywożą. Cóż to. Machinalnie obracała w palcach broszkę przypiętą do sukni. . Zadyszała się i zamilkła. Klient i kierownik ustalili cenę dostawy drzewa z pożydowskich domów z getta otwockiego. Kierownik kopnął krzesło i wyszedł do klienta. . nie! Tam dzieci. co dzieci! Zięć i córka czy wyjdą! On żyje w wielkiej przyjaźni z szefem.Dzieci? .Pani doktorowo. a ludzi wywożą. . .zdziwiłem się. .Jakże się pani przedostała do nas? . co to blokada? Pewno nie bardzo wie? No nic ..zachrypiała w przejęciu. jeszcze dwa. pani doktorowa mnie nie zna? . Splotła ręce na piersiach. Widać było spod niego czarną przykrywkę remingtona.A jak oni tu mnie nie znajdą? Uliczka jest taka mała i na peryferiach .nie sięgał zapastowanych na czerwono desek. kiwając przyjaźnie ręką. ale nie od nas! Stara nastroszyła się i nadęła jak obudzona znienacka sowa. aus. . pierze na ulicach. Włożyłem książkę między średniowieczne.z.. Jeszcze z uniwersytetu w Heidelberg. . Stara podniosła na mnie puste oczy. .kierownik zatarł z przyzwyczajenia ręce i popatrzył chwilę na mnie . u nas wszystko musi być w porządku . to jak żołnierze chodzili i bili kolbami o ściany i jak strzelali. nie. Klient zatupotał nogami. Ciągle aus. tu: wychodzić 9 . sprzedanych przez 5 Aus (niem. przykrył je prawie rzęsami koloru słomy.Zatelefonuję . Tam się wszystko kończy.Zwariowała pani doktorowa na starość? . Dwadzieścia osób! Małe dzieci się nauczyły. . Wziąłem maszynę z szopy. aby podtrzymać rozmowę. Drzwi kantoru trzasnęły.Mieliśmy kryjówkę za szafą w takiej specjalnej niszy. i wstawiłem na wszelki wypadek pod łóżko. aus5! Pusto w domach. obijając z butów śnieg.zapytałem.zdecydowała i poruszyła się na tapczanie.Dwadzieścia siedem razy byłam w blokadzie ulic. Obejrzałem się na starą.zaniepokoiła się nagle stara. .w porządeczku jak w ubezpieczalni. wie? Czy oni zdążą wyjść? Podszedłem do półki z książkami.Nie. Jeszcze dzień.Czemu nie wyszedł z panią? . to małe dzieci tylko milczały i patrzyły takimi otwartymi oczyma..) . Wie. Zza drzwi dochodziły brzękliwe.On tam ma interesa. jakby jej było zimno.Niemców na głowę sprowadzić? Dać im podsłuchać? Owszem.

jakże wiersze? Okładka wyschła? Kierownik za rękę przyprowadził starą do kantoru. Zazdrościłem jej zejścia do podziemia. Nasłał ją Inżynier. . Odrzuciła palto z kolan i z pośpiechem podreptała na dwór.) .Budy na mieście . .rzekłem kwaśno i włożywszy pośpiesznie kurtkę. Głowę miała ustrojoną w czub wysoko spiętych. zmierzwionych niesfornie włosów. kręcąc z nieświadomym wdziękiem kościstymi. jak może. Była bardzo niestarannie upudrowana.A to ładnie . . obfitą lekturą.starosta 7 Bitumina . .prychnęła mała urzędniczka. Skrzypnęły drzwi. pisywaniem wierszy i produkowaniem się na porankach poetyckich.Każdy ratuje się. wyszedłem z kantoru. Drobna i sucha. .smoła węglowa 2 Per pedes (lać. a co bitumina7. nie wiedziała. Włóczyła nogami w zbyt głębokich kapcach. a Inżynier stracił do urzędniczki zaufanie. że firma daje zbyt niskie dochody. Cienki nos świecił się jak wyczyszczony łojem. 6 Kreishauptmann (niem.rzekł woźnica.) . sam bowiem zadowalałem się półprywatnym powielaniem biuletynów. panie magazynierze. Kierownik był abstynentem. to nas będą wywozić.zmrużyła złośliwie oczy. nie zajrzała ani razu do magazynu. . Cały dzień czytała brukowe romanse. Mówią. Na ulicach pusto.kreishauptmana6 hurtem polskiemu przedsiębiorcy. aż strach jechać.Przy pomocy bliźnich . umieściła się wygodnie na kozetce. . ale dawał się skusić przy szczególnie pomyślnych wydarzeniach. Z jego kalkulacji wynikało. aby pilnowała kasy. co to lepik. Kucnął przy piecu i sapiąc. wystawił do ognia spękane od wiatru i mrozu dłonie. Kożuch parował na nim i śmierdział wilgotną skórą.rzekła nagle stara. Do kantoru przychodziła zresztą tylko na kilka godzin. Przyszedł furman.Ja bym chciała do swoich rzeczy . przebijającymi przez cienką sukienczynę biodrami.zagadnęła ironicznie urzędniczka.Byłem w Centrali.Perpedes2 . W drugim tygodniu jej urzędowania zabrakło w kasie tysiąca złotych. aby się ogrzać.Ej. Kierownik pokrył niedobór z własnej kieszeni. Wstała nerwowo od stołu.na piechotę 0 . wyszli do sklepiku przypić transakcję. . . Urzędniczka w kantorze uśmiechnęła się do mnie zza stołu. I u nas też łapią. że jak z Żydami skończą.Jakże ja wrócę do domu? .Cóż z tą starą? Mebli dużo? . ale za to z regularnością poczty zaopatrywała mnie w konspiracyjne gazetki ozdobione godłem miecza i pługa. Koło cerkwi i przy dworcu aż zielono od żandarmów.

że miłość” . wlokły się wzdłuż alei. kołysząc się jak na fali. skrzące się w ostrym słońcu. Drzewa stały ośnieżone.Ostry wiatr zmieszany ze śniegiem zaciął mnie w twarz. zasiekami i tablicami na torach.drewniane krzyżaki owinięte drutem kolczastym 1 . wychudłych drzew. pączkami.miały przebywać krokodyl. Niebo leżało pogodne. szykując wapno na sezon letni. wielbłąd i wilk) świeciło beznadziejnie pustką. Przy jaskrawo pomalowanej strzelnicy i w ogrodzie zoologicznym pod namiotem (w którym . 8 Kozły hiszpańskie . Pod oknami i parapetami przekupnie trzęśli kolanami. ciężko ciągnęły na most. „Miłość. tupali nogami w słomianych chodakach i darli się ochryple nad koszykiem z bułkami. blade. ponieważ plac pustoszał przed nadchodzącą łapanką. wysokie. Pijani policjanci oczyszczali uliczkę z resztek tłumu. kręciło się na przystankach niezdecydowanie. Kilku gazeciarzy ze schroniska. otoczony kordonem żandarmów falował tłum i podpływał ku wiaduktowi. Wydawało się. Za ostatnim wozem wybiegła z tłumu kobieta. Tramwaje bez ludzi okręcały się w pętli naokoło placu i dzwoniąc łańcuchami. mieszał gracą lasujące się wapno. Kłęby białej pary podnosiły się znad kipiącej mieszaniny i owiewały mu twarz.jak głosił wyblakły od śniegu plakat . Niemiecki żandarm. zamykaliśmy ją na kłódkę. gdyby nie pomocne ramię żandarma. okryte brezentem ciężarówki i mierząc kołami śnieg. Gdy łapanka obejmowała uliczkę. Karuzela z jednym ogłupiałym dzieckiem na koniu kręciła się majestatycznie przy wtórze wrzaskliwej muzyki. ale baczny na każdy ruch policjanta. Kobieta podniosła ręce rozpaczliwym gestem i byłaby upadła. Dziennie przerabiał na mrozie do dwu ton wapna suchego. Na placu pod ścianami domów było jeszcze gwarno i tłoczno. rowery. Lasownik pracował całą zimę bez przerwy. jak wyrzezane z łamliwego kryształu. Puste drewniane auta. Nad skrzynią z wapnem kiwał się rytmicznie robotnik. oczywiście. z plikami gazet niemieckich pod pachą. białym i razowym chlebem. W bramach ważono na prymitywnych wagach świeże mięso wieprzowe i przelewano pośpiesznie bimber. obojętnie bił żelaznymi butami o bruk. Przytupując z zimna nogami jak śpiący koń. Robotnicy zakryci deskami chodzili pod karuzelą w kieracie. który przemykał się ku polom. łabędzie z rozczapierzonymi skrzydłami płynęły łagodnie w powietrzu. Bramę składu kierownik przymknął. kaszanką. chronionym kozłami hiszpańskimi8. Samochód nabrał szybkości. Za wiaduktem.pomyślałem ze wzruszeniem i uciekłem do składu. Był zwykły targowy dzień. Nie zdążyła. Z wnętrza tłumu wynurzały się pękate. papierosami. Na posesji leżącej na tyłach szkoły trwała jeszcze zabawa. Wepchnął ją w tłum. W głębi ulicy przestrzeń zamykały kamienne bloki domów i kępy nagich. że to czarna ściana domu trzęsie się i krzyczy. wyższy nad tłum i jego troski.

- Telefonowała narzeczona - powiedział kierownik. Był w dobrym humorze, podśpiewywał pod rudym wąsem i zataczał nogami taneczne półkola. - Jedzie z Ochoty, ale nie może szybciej, bo wszędzie łapią. Pod wieczór będzie. Sucha, czubata urzędniczka rzuciła na mnie krótkie, podszyte złośliwością spojrzenie. - Pewnie zaczną z nami jak z Żydami? Pan się martwi? - Powinna dać sobie radę - rzekłem do kierownika. Zziąbłem na kość. Pogrzebałem kociubą w piecu i dołożyłem torfu. Z otwartych drzwiczek buchnęło dymem na całą izbę. Chyba w tym miesiącu wagonów nie dostaniemy? Pewnie zrobią szperę9 wagonową? Kierownik skrzywił się niechętnie. Przysiadł na krześle i delikatnymi jak u pianisty palcami stukał po stole. - A co nam przyjdzie z tego, jak puszczą wagony? - rzekł z goryczą. - Inżynier boi się trzymać cement i gips, wapno ma tylko dla Niemców na roboty na Forcie Bema, to co pan chce? Żebyśmy kwitli? Grochowskie zakłady dostały trzy wagony cementu, Borowik i Srebrny ma co dusza zapragnie, a my co? Gąsiory, felcówki10, grysiki, lepiki, maty trzcinowe! - Niech pan nie przesadza - rzekła urzędniczka. - Gdyby pogrzebali w szopach, toby to i owo... - Pewnie, że to i owo! Bo kombinuję na własną rękę! Inaczej przyszedłby kto do składu? Owszem, sklepikarz odważników pożyczyć! Telefon zaterkotał. Kierownik zakręcił się na krześle i chwycił słuchawkę na pół sekundy przed małą urzędniczką. Oddał mi ją z niemą gestykulacją. - Nasz samochód - szepnąłem zasłaniając ręką tubę. - Co powiedzieć? - Niech da pięćdziesiąt. - Funfzig - rzekłem do tuby. - Abends?11 Niech będzie wieczorem. - Świetnie, chodźmy wobec tego coś zjeść - zatarł ręce kierownik. Stara siedziała nieporuszona na tapczanie, jak zapędzone w kąt zwierzę. Kierownik zakrzątnął się po pokoju, nastawił bulion na maszynce i sprzątnął stolik. - Jak Inżynier będzie miał mniej dochodu od nas, to raz - wyrzuci tę siksę, a dwa... no co, zdecydowałeś się pan? - Cóż ja mam wobec pana? - rzekłem beznadziejnie. - Wszystko wpakowaliśmy w bimber. Wie pan, jak to jest; trochę książek się kupiło, trochę łachów, i tak. Papier też kosztował. - A sprzeda pan chociaż te wiersze?
9 Szpera (z niem. Sperre) - blokada 10 Gąsiory, felcówki - rodzaje dachówek 11 Abends (niem.) - wieczorem

2

- Nie wiem, czy sprzedam. Nie pisałem na sprzedaż. To nie cegła dziurawka ani nie smoła - odparłem urażony. - Jeżeli dobre, to powinni kupować - rzekł ugodowo kierownik, zagryzając bułkę. Zbierzesz pan te parę tysięcy do spółki. Pan masz dobry łeb. Stara zajadała powoli, ale z apetytem. Złoty masywny rząd zębów z lubością zanurzał się w miękiszu bułki. Wpatrywałem się w ich połysk, oceniając instynktownie wagę i wartość całej szczęki. Trzasnęły drzwi, wszedł klient. Pallotyn z sąsiedniego kościółka miał rogowe okulary i uśmiechnął się nieśmiało. Powiadomiwszy o łapance, zamówił parę worków cementu oraz żółty grysik. Zapłacił z góry samymi złotówkami powiązanymi w paczki. - Niech będzie pochwalony - rzekł i nałożywszy czarny kapelusz, wyszedł, szeleszcząc sutanną. - Na wieki wieków - odparła urzędniczka. Zakręciła piec i wytarła palce w skrawek gazety. - Jak pan myśli, co ta stara zrobi? - Kierownik znajdzie dla niej mieszkanie. Stara ma za grubą forsę, żeby ją puścił z rąk - rzekłem półgłosem. - Ale - prychnęła pogardliwie - więc pan nic nie wie? Kiedy kierownik wyszedł, stara telefonowała do córki. Nie mogą wyjść z getta. Już za późno. Szpera na całego. - Stara pomartwi się trochę i przestanie. - Bardzo być może. Otuliła się w wytarte futro, umieściła się wygodniej na kozetce i powróciła do książki. Nie zdradzała ochoty do dalszej konwersacji. III Wieczorami zostawałem w składzie sam wśród suszących się jak mokra bielizna okładek tomu poetyckiego. Apoloniusz wyciął je z papieru w formacie in folio12, dopasowawszy do rozmiarów siatki ręcznego powielacza, który wypożyczony mi do odbijania niezmiernie cennych komunikatów radiowych i wartościowych rad (wraz z wykresami), jak prowadzić walki uliczne w większych miastach, posłużył również do druku wzniosie metafizycznych heksametrów, wyrażających mój nieprzychylny stosunek do dmącego apokaliptycznie wiatru dziejów. Okładka była dwustronnie ozdobiona czarnobiałymi winietami, przy użyciu rewelacyjnie nowej techniki powielaczowej: pojedynczych kawałków matrycy białkowej, które nalepione na siatkę dawały białe plamy, sama zaś siatka 12 In folio (łac.) - w formie arkusza złożonego na dwie części

3

plamy czarne. Sposób był bardzo pomysłowy, ale pochłaniał zbyt wiele farby i okładki schły już tydzień - bez rezultatu. Zdjąłem je więc ostrożnie ze sznurów, obłożyłem w gruby pergamin, zapakowałem ciasno i wsadziłem pod drewniany tapczan. Spuszczony do podłogi koc zakrywał zepsute radio oczekujące na mechanika, walizeczkowy powielacz, płaski jak cygarnica, solidną maszynę do pisania remington zabraną z szopy, aby nie zmokła, oraz komplet publikacji pewnej organizacji imperialistycznej, pozostawiony w składzie na przechowanie przez przyjaciela, który miał wynosić się z domu, a nie miał siły pozbyć się kolekcjonerskich i antykwariackich zamiłowań. Wieczorami także, nie żałując grzbietu ani kolan, szorowałem pracowicie podłogę, wycierałem stół i jako tako okno, a kiedy uznałem, że w pokoiku jest zacisznie i przytulnie jak w uchu, przykrywałem seledynowym kloszem jarzący się grzybek i zamykałem troskliwie pokój, aby nabrał ciepła. Siadywałem zazwyczaj przy piecu w kantorze. Robiłem drobiazgowe notatki bibliograficzne, którymi wypychałem specjalne pudła, zapisywałem na luźnych karteczkach głębokie sentencje i trafne aforyzmy, które znalazłem w książkach, i uczyłem się ich na pamięć. Tymczasem nadchodził zmierzch i zaprószał karty książki. Podnosiłem oczy ku drzwiom i czekałem na przyjście Marii. Za oknem śnieg tracił błękit, mieszając się ze zmierzchem jak z szarym cementem. Wyniosła ściana spalonego domu, zrudziała jak wilgotna cegła, nabiegła czernią, nieruchomiała, jakby milkła, bezgłośny wiatr podnosił znad toru kłęby różowego dymu, rwał je na strzępy i rzucał na siniejące niebiosa jak płatki śniegu na przezroczystą wodę. Zwykłe przedmioty, grząska jak zgniły melon góra piasku firmowego, kręta ścieżka, brama, trotuary, mury i domy ulicy nikły w mroku jak we wzbierającym przypływie. Został tylko nieuchwytny szum, którym tętni najgłębsza cisza, gorący puls, którym bije ciało człowieka, i głucha tęsknota do przedmiotów i uczuć, których człowiek nigdy nie zazna. Na podwórzu krzątali się jeszcze ludzie. Woźnica wynosił z ciemnego wnętrza szopy pakunki, jak z worka, i ciskał je z rozmachem na platformę. Na platformie stał stary lasownik13 z rozkraczonymi nogami. Chwytał ze stękaniem bagaż i ubijał go fachowo na wozie, jakby układał torby gipsu albo hydratyzowanego wapna. Z wysiłku wypchnął językiem policzek. Kierownik stał za wozem przy starej. Uchwycił się deski przy wozie i paznokciem bezmyślnie odłupywał drzazgę. - Ja tam nie wiem, jestem inaczej nauczony - rzekł do starej gniewnie, wydymając wargi. - Ale na mój rozum nie należało tak od razu. Gdzie tu głowa? Gdzie rozum? Po co był
13 Lasownik - człowiek lasujący, czyli gaszący wodą wapno palone

4

.Duży obrót. . Jasiowi się przecież opłaciło. Na ziemistych policzkach dostała od mrozu buraczanych wypieków. rozkładając ręce wymownym gestem.Dużo ich tam pani doktorowa obroni. spalą.Trzydzieści dwa.Co. podjechał pod rozwartą szopę. Potężny diesel z przyczepką wtoczył się w ulicę. . to dałem na mieszkanie. 5 . Pieniądze. na szprychy koła i na błoto pod kołami.O la. kiedy człowiekowi pozwolą spokojnie handlować. że przyjdzie taki czas. i tyle. kołysząc biodrami. Traktor wepchnął się zadem na przeciwległy chodnik i jak żuk wypełznąwszy przez rynsztok na podwórze. Z szoferki wyskoczył kierowca w brudnym kombinezonie i niemieckiej furażerce zawadiacko osadzonej na kruczych. Zgarbiona pod szarą ścianą szopy stara przebierała z zimna nogami w wytartych. Ale teraz o dziesięć złotych drożej na worku. Pięćdziesiąt? . zniszczą. Ja tam się od tego nie wzbogacę. ..Ten numer nie przejdzie . Złote zęby błyszczały zza warg. jak będzie? Zabiją. Nie lepiej żyć? Ja tam wierzę.rzekł. mrugając zaczerwienionymi powiekami.zapytał i plasnąwszy z rozmachem w ręce.rzekł kierownik. I tak. do szopy. la! Wyprzedaliście wszystko? . co je wziąłem. Na rynku jest pięćdziesiąt pięć i drożej . .powiedziała ostro do lasownika. . wzruszając ramionami.. pociągała nosem i zwyczajem krótkowidzów. cmoknąwszy ustami.zapytał mnie kierownik.powiedział żołnierz bez zniecierpliwienia.Niech bardzo uważa przy pakowaniu . Milczała i uśmiechała się.mówił dalej kierownik patrząc w ziemię. Twarz jej drgała przy każdym ciskanym pakunku. jakby to ją rzucano na platformę. i tak giemza .Co tam pani doktorowa ma myśleć .Niech Jasio wybaczy .Trzeba brać. Rozejrzał się z zainteresowaniem po kątach. . a tych parę ciuchów. prawda? . przydeptanych pantofelkach. . Po trzydzieści pięć? . Wargi jej drżały z zimna. duży zysk.zwróciła się do kierownika . i podjechał pod bramę. patrzyła na kierownika oczyma załzawionymi. plując dymem. wszedł. .że mu sprawiłam kłopot. pani doktorowa nie wie.rzekł kierownik. stratują. . to zawsze można. które pani doktorowa zostawiła u mnie.Ma on ludzi do wyładowania? . ja zaś podskoczyłem prosto przez śnieg do bramy. lśniących włosach. Kierownik uśmiechnął się z ulgą i pośpieszył otwierać drugą szopę.Abend.ten cały kłopot? Stara przechyliła na ramię głowę w kapeluszu z kwiatkami.

stołki. niósł do magazynu i rzucał z trzaskiem na podłogę. Furman kończył ładować wóz. przestraszyła się i skryła za drzwi magazynu. Podparł się łokciami i patrzył sennie w głąb szopy. . jak należy układać cement. drugi chwytał je rękoma.mruczał przez zęby. wiążąc worki. udając.wykrzyknął gorliwie podawacz spod plandeki. Miał zdrowe.Jest pięć worków więcej. Stara dreptała pod szopą. Obliczymy się . .Moi panowie. nie ruszając wargami. Musimy zaraz dalej.chodź 6 . by sterta nie przewaliła się k'czortu.. uśmiechnął się przyjaźnie. du alte Slawe16 .Meine Herren.) . Złota damska bransoletka luźno zwisała na przegubie. prędzej. starannie wygolone policzki.ty stary Słowianinie 17 Komm (niem. Lasownik dobijał bagaż i podciągał sznury.ausiaden!15 Dwaj drzemiący na workach cementu robotnicy odrzucili palta. przyciskał płaski worek do piersi.) .. Podszedł do przyczepki i rozsznurowawszy plandekę. W szopie umączony cementem robotnik (jak kto nie umie obchodzić się z towarem. . Ukryli w środku rzeczy cenniejsze. Nikły różowy blask rozjaśnił mu policzki i odbił się w oczach. raus! (.) .)Si liczę! Ani jednego więcej! . . 14 Keine Leute (niem..roześmiał się szeroko żołnierz. którymi się przykrywali. Zgasił zapałkę. .Po dwadzieścia . twarz smagłą..) ausiaden (niem.Komm17 do kantoru. trzymając ręce w mufce. Drzemiący w szoferce pomagier kierowcy wychylił się z okienka.Proszę was bardzo .Ja.rzekłem do żołnierza. zakomenderował: . Platforma stała niecierpliwie jak arka. wyskoczyli przerażeni krzykiem z głębi auta i opuścili pokrywę. przydeptał troskliwie podeszwą. że wierzchem dłoni ociera oczy: . Dłonie miał owłosione.jacy tam ludzie 15 Meine Herren. .Keine Leute14 . czarną od zarostu.Prędzej. raus! . wyłazić! (.) . Weźmie pan dzisiaj? . skórzane walizy i brezentowe worki z bielizną.) wyładowywać 16 Du alte Slawe (niem.Przeprowadzka? . klekocące naczynia. końskie zęby i błyszczące. Ujrzawszy przechodzącego z bliska żołnierza. Znali się na pakowaniu. Jeden wytaczał torby na krawędź podłogi. ja. to zawsze przy przenoszeniu porwie parę worków i narobi szkody) podniósł ku mnie srebrzystą. Zaciągnął się z ochotą dymem. Wyjaśniłem mu. na wierzch zaś i po bokach dali plecione kosze.pokazał robotnikowi pięć rozczapierzonych palców.. Osznurowali platformę troskliwie jak paczkę ze szkłem. Peter.Fünfzig sztuk? Pięćdziesiąt? . unurzaną w cemencie twarz i zapytał szeptem. Napotkawszy moje badawcze spojrzenie.Oni mają się pośpieszyć.mruknąłem. chef.zapytał mimochodem szofer.

toby się nie krył z towarem.) .. a cóż by innego? Niebo ścieśniało się. który postanowił się nie dać. . .A jak zupełnie zabronią budować? . Przetrzymałby parę dni. . Kierownik poprosił siadać.Pokazał palcem czerwony szlafrok na wieszaku.Urzędniczka zaraz poleci do Inżyniera. . Naniósł do pokoju błota i smrodu żołnierskiego.18 Widzi pan. a ludzie budują.Ist gut . Na ulicy udawał tramwajarza. Jeździł za darmo tramwajami i czuł się bezpieczny przed łapanką.Uśmiechnął się wyrozumiale.Maszyna przyda się firmie. Jak znalazł. jak nic nie znajdzie.O. osiadało nad mrokiem bezszelestnie jak opadający ptak. oczywiście. .Dobrze.Żołnierz przeliczył pieniądze. jaki nastrój! Tylko patefon nastawić! Panienka.. Plac i szopy zostaną na po wojnie.ist sehr gut..zapytał szofer. co pan ma w szufladzie. zarobek pewny. Obejrzał obrazy Apoloniusza. .) ist sehr gut (niem. Ale i tak Inżynier musi być dobrze z nami. . .powiedział kierownik. . ist gut. Wyżyć to pan wyżyje z tego.Więc udał się obiad czy nie? Buraczki . co. podał szoferowi.Ja. .Teraz też zabraniają. uchyliwszy drzwi do pokoju. Kierownik wydobył z portfelu paczkę starannie powiązanych banknotów i przeliczywszy modlitewnym szeptem. .Zapomniała maszyny u pana . gdyby człowiek miał własny skład. że przeprowadzka. Wpakował forsę w bocznicę i robi bokami powiedział chełpliwie kierownik. Ja. schował je do kieszeni kombinezonu i 18 Ist gut (. dołożę. . co będę miał.Książek przybyło.rzekł kierownik . . ja? .Przeprowadzka. żebraczkę pod chropawym murem trzymającą za rączkę dziecko z wyłupiastymi oczyma oraz martwą naturę z żółtym dzbankiem. Rozmawiał przez telefon z żoną. już śpi dwie godziny. Bezlistne drzewo nad torem szamotało się z wiatrem zaciekle jak człowiek.rzekł żołnierz.Kombinuj pan kupić tę budę.rzekł z dobroduszną pogardą żołnierz. Odstąpimy od ręki czerniakowskim zakładom.. . . co? . No. widzi pan. . .nie. Weź kapustę. panie Tadziku. panienka? . Od-czesał dłonią włosy i z pewną elegancją nałożył czapkę tramwajarską.Znowu środa.Dzieciak? Śpi? Obudź go.Wy ale żyjecie spokojnie . chodźmy odprowadzić starą.A nasi walczą za wasz spokój.. bardzo dobrze 7 .Nie uwierzy. następny tydzień.

Stara miała oczy zamknięte. podczepił ją pod wozem. które z łopotem skrzydeł wzbijały się nad wieżę i jak płaty chryzantem sennie osuwały się na dach.Dziesięć było. Plandeka zakryła się za nim. nakryta z góry blatem ukośnie przechylonego stołu. Jeść się chce po tym głupim dniu.westchnął ciężko kierownik. że uda się coś ukraść. oświetlona pełgającym krwawo blaskiem jak karnawałowy pojazd. które wybrał na jutrzejszy obiad. chrzęszcząc butami. trząsł się i dymił. Niemiecki traktor zamykał wylot ulicy. Parę obdartych dzieciaków pobiegło za platformą w nadziei. . siedziała. Dzwonek w odnawianym naszym cementem i wapnem kościółku poczynał świegotać radośnie jak bawiące się dziecko. pójdę coś kupić na kolację. . płosząc uśpione na parapecie dzwonnicy gołębie. Panny z pralni przesuwały się pod fioletową latarnią i znikały w cieniu spalonego domu. . ale nie wylewnie dłoń.uścisnąwszy nam serdecznie. na chrzęszczący jak srebrna blacha śnieg trotuaru. zapalił latarnię. ruszyła. zdawały się mściwie mu wygrażać. .rzekł kierownik. na siłę. cmoknął uroczyście i platforma. .Włożył do teczki kawał mięsa. Traktor z cementem ostrożnie wyminął doły na wapno i zatrąbiwszy na pożegnanie. za bramę. . Ulica ożywała wieczorem. Wyszliśmy na ulicę. głowę wtuliła w futrzany kołnierz. dziesięć! . którego nogi niczym martwe kikuty sterczały ku niebu i podskakując wraz z blatem za każdym poruszeniem wozu.Łapanka trwa cały dzień. zatrzaskując furtkę. cały niebieski od zmroku. Przed szkołą chodził dorodny żandarm. stara Żydówka. Musieli sporo nałapać.odpowiedziałem. skrzypiąc. gdyż lubił wydawać się szczupłym. w zasłony murów.Obłatwiliśmy dzień . zebrał w dłonie lejce. Coś narzeczona nie przyjeżdża? . zwinięta w kłębek jak pies. Doskoczyłem do przyczepki i wsadziłem pieniądze w wyciągniętą rękę robotnika. przepasując rzemieniem tramwajarski płaszcz. Furman odjął koniowi worek z obrokiem. ściągniętą białym sznurkiem od firanki.Narzeczona pewno nie może się dostać do pana.Zostajesz pan sam. Przechodnie gromadzili się na chodniku i patrzyli na plac. . a pękatymi walizami. Ściągnął pas rzetelnie. . najwidoczniej drzemała.Co robić .krzyknął. zanurzyła się w ulicę jak w ocienioną aleję. wyszedł. Od sklepikarza wychodzili podochoceni policjanci na służbę nocną. opuścił podwórze.Boję się o nią . Przy rynsztoku stała 8 . podkuliwszy pod siebie nogi. Między purpurową jak spieczone usta kołdrą.Czekaj pan. Na granatowym niebie złoty księżyc toczył się naprzeciw pierzastym obłokom jak krążek ananasa i metalicznym blaskiem opadał na dach ulicy.

Z chrzęstem. Czerwona pręga.powiedziałem niecierpliwie i otrząsnąłem jego łapy. . ogarnęły jarzącą 9 . Biło od niego odorem wódki i śmierdziało machorką.To szukaj pan kierownika . znikały z hukiem za samochodami.rzekł ponuro policjant z paskiem zapiętym służbowo pod brodą. trotuar i tłum.. . Kolumna szła w stronę mostu.Tak szybko? .Ona wraca do getta.zaniepokoił się sklepikarz. . tak . Woźnica cierpliwie czekał na wolny przejazd. Ma tam córkę. ślepe okna mieszkań.Przepraszam . Pan kierownik miał dzisiaj dać zadatek.Wyprowadza się gdzie indziej. zajrzały w czarne.rzekł za mną sklepikarz. Zdjął czapkę i otarł czoło rękawem. . tramwaje.szepnął konfidencjonalnie sklepikarz. . . . Kolumna zatrzymała się. Świat na chwilę zwężał się do jednej ulicy tętniącej jak otwarta żyła. Położył mi ciężko ręce na ramionach. Wieczór zapadał coraz głębszy. obsadzone żołnierzami w hennach. Duszący dym spalinowych motorów słał się na jezdni. przelewając się na wybojach. Na drugim brzegu czarna bryła miasta zapadała w grząską ciemność. kamienny most napinał się na tle nieba jak łuk.No pewno . twarz sklepikarza oblekła się w mrok. Za czarnym pasem pola. waliły jezdnią wypchane ludźmi ciężarówki. opędzając się od blasku. Na zakręcie alei powstał zator.dodał przez zęby. .Ta Żydówka wyprowadza się od was? . która nie może się wydostać. przy pełnych reflektorach.Żeby ich ziemia pochłonęła! . jakby posypane mąką. Motocykle wytoczyły się zza aut i oświetliły reflektorami jezdnię. bielała na chłodzie.Zabierają się do nas . samochody zbliżyły się do siebie. Nachylił się do ucha.Nałapali pod cerkwią .Ano. . nad srebrnym nurtem rzeki.Ja już z ludźmi gadałem.westchnął ciężko i zapatrzył się w ulicę. Motocykle. . Reflektor oświetlił wnętrze ulicy. odciśnięta na łysinie przez czapkę. . Reflektory prześliznęły się po twarzach ludzkich jak po zbielałych kościach. .szepnął sklepikarz. Światło reflektora przejechało po jego twarzy. i jak zdmuchnięte wiatrem nikły w ciemności. wynurzały się spod wiaduktu i trzepocząc skrzydłem cienia jak potworne motyle.Przynajmniej umrze z nią jak człowiek. Padły gardłowe nawoływania.platforma z betami. przekreślały je i jak ramiona marionetek bezwładnie opadały wzdłuż ziemi.To co będzie z mieszkaniem? . Nad nią wysokie słupy reflektorów wzbijały się rtęciowym światłem w niebo.. Twarze ludzi ukazywały się spod brezentu białe.rzekł z przekonaniem sklepikarz. . Zamrugał powiekami.

łabędziami o łagodnie wygiętych szyjach. kredowe dłonie podniosła spazmatycznie ku piersiom jak w geście pożegnania. zawarczał i nagle szarpnął. 19 Mischling (niem. wilkiem i wielbłądem. zawahały się na lewo i na prawo jak głowa rozdrażnionego węża. wciśnięta w tłum tuż przy żandarmie. Jak się później dowiedziałem. Nie wiedziałem zupełnie. Marię. Twarz Marii otoczona szerokim rondem czarnego kapelusza była biała jak wapno. oślepiły jeszcze raz oczy i skierowały się na auta. Samochód zatrząsł się. co robić. jakby chciała zawołać. Trupioblade.) . Patrzyła z natężeniem w moją twarz jak ślepa. a ciało jej zapewne przerobiono na mydło. powróciły do ludzi. zagazowano w komorze krematoryjnej. otarły się o namiot ogrodu zoologicznego z krokodylem. jako aryjsko-semickiego mischlinga19. pomacały głąb placu końskiego. rowerami. Stała w aucie. drewnianymi autami.się zielonymi lampionami. prosto w reflektor. omal nie upadła. zatrzymaną wpół taktu karuzelę z chwiejącymi się na linach pstrokatymi końmi na biegunach. Zachwiała się. wywieziono wraz z transportem żydowskim do osławionego obozu nad morzem. zbadały wnętrze tramwajów stojących ze zgaszonymi światłami. Poruszała wargami.mieszaniec 0 .

dotykając się kolanami.Pajdka twoja.Było nie było.odezwał się spod ściany Szrajer. Poprawił się na sienniku.Ciągniesz jeszcze? .Za co ciebie zamknęli? . . stary.zapytał. .Nie widziałem nigdy . bo to miejsce Mławskiego. urzędnik z Mokotowskiej.Nie mówilibyście takich rzeczy.Wcale chłopak na to nie wygląda. robiąc chłopcu miejsce. Chłopiec usiadł i położył palto na kolanach. W okienku pod sufitem tkwił granatowy kawałek nieba i fragment dachu od kuchni. . Brudne. .Za co go mogli zamknąć? . wypaczone drzwi pokryte były datami i imionami wyrżniętymi scyzorykiem. Popatrzył w nie. Kozera .Co się patrzysz? Piwnica. . . . Wziął trzy karty.Dwadzieścia. Posunął się.CHŁOPIEC Z BIBLIĄ Dozorca otworzył drzwi.Byle gdzie tego nie zobaczysz. Jego bryczesy zachowały jeszcze kanty.zapytał Matula.Niech nie siada.Przecież to jeszcze szczeniak. chłopiec. Do celi wszedł chłopiec i zatrzymał się u progu. że sami bandyci tu siedzą . Może zaraz wrócić z badania . Nie ma co myśleć. . Na ścianach piwnicy błyszczała w mroku wilgoć.rzekł Szrajer z Mokotowskiej. .Przyjrzyj się.Cóżeście.rzekł Kozera.rzekł zecer Kowalski. ale dobrze .Ciągnę. który. .roześmiał się Matula. . Strzepnął kurz z kolana. Pod ścianą na betonowej podłodze leżały dwa sienniki.odburknął chłopiec. i tyle. Nie widziałeś nigdy? .Przegrałem . . Drzwi zatrzasnęły się za nim. udając gestapowca.zapytał Kowalski. chodził w długich butach i skórzanej kurtce po chłopach i rekwirował świnie.zdziwił się zecer Kowalski.Nie gadajcie. . Koło drzwi stał kubeł.Sobie. Kraty w otworze 1 . Cela była mała i niska. u którego znaleźli gazetki. . . Ludzie siedzieli skuleni. zecer z Bednarskiej. Dosyć. Przez ramię miał przewieszone palto z barankowym kołnierzem. . . . przemytnik z Małkini. zwariowali do reszty? . pomyśli. . Pod sufitem zapaliło się mdłe światło.Za nic . Na korytarzu trzaskały wyłączniki. .Siadaj. .Wyłożyłem karty.odpowiedział chłopiec i przeciągnął dłonią po ostrzyżonej głowie. Ale karty są i tak znaczne.rzekł Matula. . Ubrany był w wytarty czarny garniturek uczniowski. I Żyd pewnie? .Dobrałem kartę. na sienniku.

nie podnosząc oczu znad książki.rzekłem. obrót w miejscu.To ty w takim razie jesteś synem dyrektora banku . . mamusia uśmiechnie się do kogo trzeba.rzekł chłopiec z Biblią.Znowu? . Przybliżył książkę jeszcze bardziej do oczu. odwracając się do niego. . Kiedy ciebie aresztowali? .Ciekawe.odezwał się przemytnik Kozera spod drzwi. . . .odezwał się urzędnik Szrajer z Mokotowskiej.Posiedzi. . Każda karta była znaczna.powiedział. aby się po tobie nie martwili.Mnie nie aresztowali .Kto wie. To najgorzej. .odrzekł chłopiec.Oczko.Grunt.rzekł gestapowiec Matula. dwa w tył. Co to za książka? .Tak i tak w czapę.rzekł chłopiec z lekceważeniem. Chodził szerokimi krokami od ściany do ściany. .rzekł chłopiec. . biorąc znów karty od Matuli. Chłopiec siedział pochylony nad książką. . Karty były zrobione z tekturowego pudełka po paczce. a żyć trzeba.Ryzyka. . Przez cały dzień nie ruszał się z siennika i bezustannie żuł sztuczną szczękę.rzekł Szrajer z Mokotowskiej. chłopcze? .Mój ojciec jest dyrektorem banku.Nic się nie martw .Tak. dwa kroki w przód. 2 .Znowu? .Biblia? Myślisz. co tu byli przed nami.Aha. Palto miał porządnie złożone na kolanach.Ja nie mam matki . . tak . Wciąż oczekiwał. Trzymał ją blisko oczu. kogo dziś wywołają z naszej celi? . . .A tam.Nic mu nie będzie . Zaciął mu się rewolwer przy ostatniej rekwizycji. Figury narysowali chemicznym ołówkiem ci. . i chłopaka puszczą. książka. . że ci tu pomoże? Cholerę w bok pomoże . tata forsę wybuli. . fizyka. . . jak się nazywam .rzekł zecer Kowalski i ciężko położył rękę na głowie chłopca. czy my jutro będziemy jeszcze żyli? . .Biblia . Oprócz gazetek wyszperali u niego jeszcze jakieś pokwitowania ze zbieranych pieniędzy na organizację.zapytał urzędnik Szrajer.Jak się nazywasz. tasując. Z głodu uszy odstawały mu coraz bardziej. że go rozstrzelają.Jak kogo .Dawaj jeszcze raz .rzekł wrogo zecer Kowalski.były zupełnie czarne.rzekłem.rzekłem do chłopca.

Może się odegram. toby przywieźli całą kupę ludzi.Myślałeś. . . .Kredą .Trzeba ci było malować? . . Miał nadzieję. kiwając głową w stronę okna pod sufitem. .Ano . .odpowiedział chłopiec.Miał poczucie humoru . że dostanie z domu paczkę żywnościową. Wyładowują kartofle na jutro. Stał pod drzwiami i patrzył w okno. . A tak dostawił mnie do bramy .Albo zobaczysz bramę z tej dziury? .Dawaj karty. urzędnik z Mokotowskiej. Jak nie. I przyprowadził mnie tutaj.rzekłem do chłopca. Coś by się i tu słyszało. które chodziły na gimnazjalne komplety.rzekł Kozera.Mnie złapał policjant na ulicy Koziej . Złożył starannie książkę i schował ją do kieszeni palta.wartownik 3 .rzekł chłopiec. Wiózł słoninę do Guberni i został złapany w klasycznym miejscu. że jest bardzo późno.To coś nie tak . rzucając karty na siennik.Dozorca domu 20 Wachman (z niem. to jutrzejsza pajdka twoja.Dziewiętnaście.Wyciągnąłem rękę.Gdyby była łapanka.rzekł z westchnieniem Matula.Nie byłem .powiedziałem.Zwyczajny policjant. Pewno przyjdą po mnie.odpowiedział chłopiec. że na wolność? . u którego znaleźli gazetki i pokwitowania. przemytnik z Małkini.rzekł zecer Kowalski. .Nie mam szczęścia. boby mnie zawiózł na Polizei. .Granatowy? Mnie też . Chodził wielkimi krokami od sienników do drzwi i z powrotem. na granicy. zrobione z tekturowego pudełka po paczce.Jeśli dziś przyjdą po ciebie. . . . . .Masz tylko dach kuchni i kawałek warsztatu.Pewnie pisałeś farbą na murze? .Zostałem złapany na ulicy.rzekł Matula.Prosto do bramy? Przez getto? Nieprawda .rzekł Kowalski. Pokazałem gestapowcowi Matuli karty: . .odezwał się przemytnik Kozera. Bo po co by mnie tutaj przenosili. .powiedział chłopiec i uśmiechnął się do wszystkich. .Przywiózł dorożką. a nie tylko jego jednego. przemytnik z Małkini.Nie byłeś w Poliżcie .powiedział przemytnik Kozera. . Mówił. .spytał niespokojnie urzędnik Szrajer. .Jak stąd . zecer z Bednarskiej. Miał dwie córki.Od drzwi widać więcej.rzekł Szrajer. Pod kuchnią chodzi wachman20 z psem. to co mi jutro po twojej pajdce? . no nie? . Począł przekładać karty.Znowu fura . . . Wachmann) . Tylko na czapę. .zapytał zdziwiony Kozera..Była łapanka dzisiaj? Na jakiej ulicy? . .

. Obok niego siedział chłopiec. Urzędnik Szrajer podniósł głowę znad kolan i patrzył na chłopca z Biblią.rzekł Kowalski. siedział plecami do drzwi i zasłaniał rozłożone na sienniku karty. . Poszedłem kupić otomanę. zecer z Bednarskiej.Fura. Na drugim sienniku siedział Kowalski. który pisał kredą na murach i czytał Biblię. Żelazne płyty pokrywające podłogę dźwięczały. trzymając książkę blisko oczu. 4 .będzie miał przez ciebie robotę.Nie drukowałem żadnej gazetki. Dwie pajdki moje. chodził od sienników do drzwi i z powrotem.rzekł Matula i począł tasować karty.Dasz mi potem poczytać? Chłopiec potrząsnął przecząco głową. . W kącie pod oknem siedział z głową na kolanach urzędnik Szrajer z Mokotowskiej. Uszy odstawały mu coraz bardziej.Pogłaskał chłopca po ostrzyżonej do skóry głowie. . Chłopiec czytał znowu. . w których unosiło się pierze z rozdartych poduszek i pierzyn. bo dwa dni nie wracała do domu. . Pod sufitem paliło się mdłe światło. . Chodził szerokimi krokami od ściany do ściany.Podałem karty gestapowcowi Matuli. to się odegram .zaśmiał się zecer Kowalski. co? .Nareszcie przyjechali . . . a po coś ty gazetkę drukował na Bednarskiej? .Ogłoszenie było przecież na słupie. pełne wydrapanych imion i dat. Siedzieliśmy na dwu porwanych siennikach.rzekł zecer Kowalski. Na korytarzu rozległy się kroki. Niżej był mur. . Żebym był tak twoim ojcem. który chodził na rekwizycje. . Na murze wznosiły się wieżyczki z karabinami maszynowymi.rzekł zecer Kowalski.Do rusznikarzy.Wiesz dobrze. Drzwi od cel poczynały szczękać. . który w podziemnej drukarni kupował otomanę.A zresztą skąd ja mogłem wiedzieć? . który nasłuchiwał razem ze Szrajerem.zapytał przemytnik Kozera. .Wystarczy. przemytnik z Małkini.Kowalski. To Szekspir. Kozera.Wpadłem tak samo niewinnie jak ty . zecerze Kowalski. Zamilkliśmy. Dalej za murem leżały bezludne domy getta o pustych oknach. co? . zecer z Bednarskiej. . Za czarnymi kratami wybitego okna błyszczał rudy fragment dachu kuchni i jaśniało fioletowe niebo. Drzwi były czarne i niskie. że ja tylko poszedłem szukać narzeczonej. Przechyliłem się w stronę chłopca i dotknąłem go ręką.Akurat w podziemnej drukarni. którego dwie córki chodziły na tajne komplety gimnazjalne. Gestapowiec Matula. . „Pasowałeś do niej jak francuski dukat do dłoni ulicznicy”.Odsunąłem karty.Jeszcze raz.

Obiadową ci zjedli.A co powiedział referent? .Za to grzeją luksusowo . . . Drzwi zatrzasnęły się za nim.rzekł urzędnik Szrajer. że powiedzą. no nie? rzekł Kozera. . .porządkowy 5 . żyją. to może nie dadzą w czapę? . Nie trzeba szmuglować.Powiedziałem kalifaktorowi21. Wszedł Mławski. . co słychać? . jak to jest.zapytał. Dużoście wiedzieli.Nie widziałeś sam.bez pośpiechu zagarniał zupę łyżkami. przemytnik z Małkini.Lubię ten żurek.Ciekawym. . Sam przyjdzie . która zsiadła się jak galareta. . nie? .A tobie da Krzyż Zasługi za to. obracając w ręku karty. ..To co ciebie może obchodzić.Tego towaru nigdy nie zabraknie. 21 Kalifaktor . który chodził na rekwizycje i czekał na wykonanie wyroku śmierci.Zecer Kowalski podał mu miskę z kolacją. u którego znaleźli gazetkę i pokwitowania.Polski sąd też by ciebie rozwalił za rabunek .Chociaż taka korzyść. . Stał przy sienniku i krajał łyżką zupę. Kartofli dziś sporo.rzekł Kozera.Byliście na tym świecie jeszcze dwa tygodnie temu . Mieliśmy znajomego referenta. .Jak tam. żeś kupował otomanę. Jak w domu. że zostanę na noc. . i tak w czapę. co słychać? I tak w czapę. który jeździł na badanie. . chociaż zimny. czy za dwa tygodnie będę jeszcze na świecie .odrzekł Matula.Masz tutaj zupę. .Ale nie wiem. Myślałem.rzekł Matula. .rzekł Mławski. .Miałem dzisiaj pietra. jakby nic? Prawda? zapytałem. Przyjechali drugim samochodem. Wiesz. . . co? Ludzie chodzą po ulicach. co słychać na świecie . ilu nowych. Czasami ma dobry smak. . Nieźle dają żreć. Zaczerpnął z samego dna odpowiedziałem. chłopaki? . Drzwi celi otwarły się znowu.zapytał urzędnik Szrajer. . że to dla ciebie.Co tam dostałem! Jakby nic. jak jechałeś? Ludzie żyją.A jakby wojna skończyła się niedługo.Jak ci poszło? Możesz siedzieć? . Tylko w tramwaju. Robił interesy z ojcem w Radomiu.rzekł zecer Kowalski.Drzewa pewnie już kwitną.Dali grochówki z chlebem na obiad.

zapytał mnie Matula. Inteligent od gazetki .rzekł Matula.rzekł szeptem .Jak ojciec myśli? . . Odstawił miskę pod kubeł i zdjął palto. Na krzywych 6 .On mówi..Człowiek siedzi jak pień.rzekł Mławski do chłopca . nie podnosząc twarzy. twarzą do drzwi.Dajcie spokój z graniem . Kiwnął głową. oświetlony z dołu latarniami więzienia. Ruszał sztuczną szczęką. że ciebie widziałem na Polizei . co? Ja ciebie widziałem chyba na Polizei.Wiesz . . że cię policjant złapał. Usta miał mocno zaciśnięte. prawie nową kurtkę. żeby ojciec został konfidentem.odrzekłem i podłożyłem palto pod plecy.zapytałem. Pożyczył je ode mnie na badanie.. Wstaliśmy z sienników. .Nie siedziałem w żadnym tramwaju.rzekł Szrajer. Szkło wypadło spod podszewki. . spomiędzy których sterczały coraz bardziej odstające z głodu uszy.zaproponował ojcu.odrzekł chłopiec znad Biblii.Rodzoną matkę byście przegrali.Odezwał się. Tu człowiek.Stawajcie lepiej do apelu.Dostałem po pysku za twoje palto. ale może być. nie? Nie siedziałeś ze mną razem w tramwaju? .Zagrasz? . że mu na Polizei odbiorą jego skórzaną. Szrajer siedział z twarzą w dłoniach. Pomiędzy niebem i czarnymi kratami leżał wiosenny wieczór.Zagrasz w oczko? .ale jak mówisz.odrzekł opryskliwie Mławski. .mruknąłem do Mławskiego.rzekł Kowalski. . . Jak myślisz? . Otwarto drzwi naszej celi. niski esman o czerwonej kwadratowej twarzy i rzadkich jasnych włosach. . bo bał się. powiedz? Wzruszyłem ramionami. W drzwiach stanął gruby.Na wszelki wypadek . . Rżnąć się będziesz czy co? . Mławski odwrócił się do chłopca z Biblią.Nowy. .Nic nie powiedział . Ale może będzie spokojnie . .Założyłbym się. Ustawiliśmy się w szeregu. że złapał go na ulicy granatowy glina i dorożką przywiózł do więzienia rzekł do Mławskiego Kozera spod drzwi.. Kozera chodził od drzwi do sienników i z powrotem.umilkł.Dziś ma służbę Ukrainiec.. . Co miał robić. Może się odegram? .Nie . Chłopiec czytał Biblię. Dziwne..Ojciec się zgodził. . Milczeliśmy. . Mławski usiadł koło mnie. zecer z Bednarskiej. Kalifaktor już się drze .

rzekł. . . nie ma chłopaka.Jestem . nie wszystko . . który przebrany za gestapowca chodził na rekwizycje.I już po apelu! Jeden dzień więcej! Dwoje ludzi mniej! Dawaj następny dzień! krzyknął Kozera. Schreiber) . bo rozkładamy sienniki.rzekł chłopiec z Biblią.) . Od drzwi odwrócił się do nas. Wyszedł na korytarz. . Szrajber. tu: za kark 26 Paraszką (z roś.rzekł 22 Szrajber (z niem.dalejże. Dalej na korytarzu stali wachmani w pełnym uzbrojeniu.. Ale nie rzekł nic.odczytał i popatrzył po nas. że Biblii nie zostawił . wyrzucił przez drzwi na korytarz. Wachman obrócił się do szrajbera. Szrajer z Mokotowskiej wymamrotał po niemiecku kilka wyuczonych słów. parasza) . (. .Na nic mu już Biblia. Poczęliśmy rozkładać sienniki. kancelista 23 Stimmt (niem.Stimmt23. Drzwi otwarły się na całą szerokość.rzekłem do Mławskiego. . . chłopcy. Za pasem mieli wetknięte granaty. Ale ja go widziałem dziś na Polizei. mały zasuszony Żyd..) raus (niem. . Żyd.Nie. . Namokel. . przemytnik z Małkini. obłożona tyloma a tyloma więźniami.Dużo nam ich jeszcze zostało? .Ja . . Za pasem nosił siódemkę. Rozkraczył się nad paraszką26! . Podszedł do siennika i wziął palto.Był chłopak.nogach miał świecące długie buty.) wyłazić 25 Hals (niem.Benedykt Matula . Drzwi celi zatrzasnęły się za nim. przysięgam . Żeby nikt potem po głowach nie deptał.krzyknął wachman i chwyciwszy go jedną ręką za hals25.rzekł bezbarwnie Kowalski.Los.O rany boskie.zgadza się 24 Los (.Wszystko? Idziemy? . Hełmy świeciły się ponuro w nikłym świetle żarówki. W ręku trzymał pejcz.Jeszcze jeden.) . dadzą w czapę! . Zbigniew Namokel.) .. Jazda. adwokat z getta.Byłoby co czytać. Czarną furażerkę miał zawadiacko zsuniętą na ucho. wychodź. raus24 . .Lać. póki jest światło.szyja. .pisarz. Cela taka a taka. Szrajber trzymał w ręku papiery.. chłopcy.szepnął głośno Matula. ścielić. adwokat z getta.w grypserze kubeł na nieczystości w celi 7 . Czerwony wachman policzył starannie palcem. Koło niego stali kalifaktor i Szrajber22.Szkoda. . Za nim stał wysoki Ukrainiec z kluczami. Wszyscy obecni.rzekł szrajber. kto stąd? Szrajber podniósł papiery do oczu.

Wyglądał na Żyda. rekwizytor.To musiał być Żyd. na świecie. 8 .rzekłem półgłosem i począłem liczyć: . Potem drugi. bo wyjął sztuczne zęby z ust. . Nie wzięliby inaczej na rozwałkę .Co on mógł zrobić. . żeby było cieplej.Pewnie był Żyd.rzekł zecer Kowalski. Położyliśmy się z Mławskim. Podnieśliśmy się wszyscy na siennikach.rzekł Kozera.Mławski. Gdzieś z niedaleka padł głuchy.Widać nie wywieźli ich do lasu. . Zawinął je w kawałek papieru z paczki i włożył do kieszeni. tylko że nas na nim nie ma . Przez blask ich przeświecały nikłe. Ściskał mi rękę z całej siły. żeby nim został. . Który to strzał był dla niego? . to i pewnie był Żyd .rzekł Kozera. . resztę ciała moim paltem. Położył się już na sienniku i postękując.rzekłem półgłosem do Mławskiego. .rzekł Kowalski. bo jestem mieszańcem.rzekł Szrajer spod okna. . . Nogi okryliśmy jego kurtką skórzaną. . .Chcecie mieć sport przed snem? Umilkliśmy i zaczęliśmy drzemać. bracie.Ten referent go poznał. Seplenił. .Rozwalają naprzeciw bramy . . piętnaście.Wyszło dziś na jaw.Stulcie pyski po nocy .Ciekawym .Chociaż Matulę też wzięli. Niebo poczerniało już zupełnie.Należało mu się już dawno. otulał paltem nogi. wypełniona była złotawym światłem.szepnął do mnie . że go na ulicy policjant złapał? . taki mały? I czemu kłamał. Rozwalają gdzieś tu. podnosząc się z siennika. cholera. Robili razem interesy w getcie w Radomiu. Paliły się wszystkie więzienne lampy.Kryminalista.Czternaście.Pięknie jest. szesnaście. Szło od niego przyjemne ciepło. pod więzieniem . leżącym na poziomie ziemi.Ale jak ojciec ma być konfidentem? Nie powinni wziąć. tępy strzał. ten chłopiec z Biblią. nocą z rewolwerem po kweście chodził . .. Leżeliśmy tuż przy sobie. .Toby ciebie też ruszyli . Przestrzeń między niebem a oknem.rzekł Mławski. mrugające gwiazdy. Wtuliłem głowę w miękki futrzany kołnierz. . To by było dobrze. .Tylko po co była jemu Biblia w takim razie? .odrzekłem szeptem. że jest Żydem ..czy mego ojca wzięli? Odwróciłem się do niego i spojrzałem mu w twarz. .Mnie na razie nie.Daj Boże. Od wybitego okna wiało wilgotnym chłodem.rzekł Mławski. . Moja matka była Polką. kładąc się na boku przy Kozerze.

Boże! Kładźcie się lepiej spać. Szrajer. Przytuliliśmy się szczelniej do siebie.. 9 .rzekłem do towarzysza. . przykrywając się skórzaną kurtką i paltem. wilgotny ziąb. Od okna szedł przejmujący.zasępieni! urzędnik z Mokotowskiej. Położyliśmy się znowu. .Kładźcie się lepiej spać .Trzeba spać .

jak się sterylnie przeprowadza operację ślepej kiszki i po co jest odma27. bo aktualnie nie ma jej w całym Birkenau. Kiwnął ze zniechęceniem głową.a więc jestem już na kursach sanitarnych. a Staszek pod kuchnię i magazyn. a tu same stare numery i na mnie patrzą bardzo z góry.Cóż pan studiował? . bo jest nas pięciu. kostkę margaryny i choć z jedną kiełbasę. Obawiam się tylko.Student. zmniejszyć śmiertelność w obozie i podnieść ducha więźniów. nie uwzględnione w przypisach.. Więc jak się nauczę. apatią lub zniechęceniem do życia. Tak mówił na wyjezdnym lagerarzt28. kto by Ci ten list zaniósł. jak krąży krew. Wybrano nas kilkunastu z całego Birkenau i będą uczyć prawie na doktorów. „bo to musi być nudne tak do dziewczyny co dzień pisać”.) .odrzekłem skromnie. kilkunastu ludzi na dwadzieścia tysięcy mężczyzn w Birkenau. bo jestem milionowiec. Podniósł ze zdziwieniem brwi: . których „zły los” gnębi chorobą.szukać kogoś. że nawet wiedząc. I . jak się zwalcza gronkowce.. ale nie bardzo się tym interesowałem. Oczywiście nikogo nie znalazłem. spytał się jeszcze każdego z nas o wiek i zawód. nie potrafię Ci ukraść głupiej maści Wilkinsona na świerzb.. tym. a gdy odpowiedziałem mu: . żeby zorganizować na kolację białego chleba. tylko żeby nie był długi. ile kości ma człowiek. Mamy wiedzieć. s. co mi dał brązowe spodnie) na obóz.) .wrzód dwunastnicy 0 .lekarz obozowy 29 Wyrazy i zwroty języka obozowego. Mamy posłannictwo bardzo wzniosłe: będziemy leczyć kolegów. Ale Staszek obiecał przez swoje koneksje list przesłać. U nas polewało się chorych herbatą z 27 Odma . ja . Później szliśmy bardzo piękną drogą do Oświęcimia. bo poszedłem ze Staszkiem (wiesz.229 30 Piodermia (z łac.zabieg leczniczy polegający na wprowadzeniu powietrza do jamy ciała i uciśnięciu w ten sposób narządu. potem ktoś nas przydzielał gdzieś.U NAS W AUSCHWITZU. widzieliśmy kupę krajobrazu.Historię literatury . jak się leczy ulcus duodeni31. a jak paciorkowce. co to jest otrzewna. Mamy . ile kości ma człowiek i co to jest otrzewna. na jakiś szpitalny blok jako gości flegerów29.) . objaśnione są w słowniczku „Określenia oświęcimskie”.właśnie my. wsiadł do samochodu i odjechał.ropna choroba skóry 31 Ulcus duodeni (łac. to może poradzę coś na Twoją piodermię30 i na gorączkę sąsiadki z Twego łóżka.. zwykle w celu ograniczenia jego czynności 28 Lagerarzt (niem.

II Rozkoszne dnie: bez apelów. czym jest Oświęcim. Usiadłem na brzeżku łóżka. Ale chyba dosyć o tym. mówił coraz częściej o śmierci. wskazując ręką na zaczerwienione ogniem szyby. Uśmiechają się do nas ludzie. wyhoduj anemiczne drzewka . A co do ograniczenia śmierci: chorował na moim bloku prominent. niespokojnie patrząc mi w oczy. którzy byli po kilka lat w obozie. odmawiając przy tym pewne nader skuteczne zaklęcia. Nie na kupie.cztery krematoria. niestety. Weź Pawiak.Byłem przecie znany na lagrze. Pewnego razu zawołał mnie do siebie. żeby mnie położyli osobno.. miał się źle.rzekł. przetrwali najgorszy czas.zrób to wszystko.odpowiedziałem niewinnie. Tak przyczyniłem się do zmniejszenia śmiertelności w obozie.mięty. wszystko otocz podwójnym drutem naokoło.. błoto wybrukuj. Cały obóz stoi na apelu. a zrozumiesz. bo to taka z ryb. kremo nie widać. gdzie są tylko drewniane końskie baraki. za lasem. nie ma chodników.Wiesz. A z trupiarzami też pogadam.Nie miej strachu . mówią do nas: „Koledzy z Birkenau”. a my w oknie. dlaczego mają oni w wielkiej pogardzie i politowaniu nas. z dumą mówią: „U nas. cierpieli fantastycznie. tę okropną budę.rzekłem mu serdecznie..oddział kobiecy Pawiaka 1 . Uścisnął mi rękę w milczeniu. chciałbym. gorączkował. 32 Serbia . aby między Pawiakami było tylko trochę miejsca.. Paliło się tam. bez obowiązków. a z trzech stron betonowym murem.. Od prawie miesiąca nie mam listu z domu. . w Auschwitzu. że ich taki dobry.Już ja ci nawet prześcieradło dam. Ale na nic się nie zdało. bo to zbyt obozowe. Ludzie są w Oświęcimiu zakochani. że nasz los taki marny. a teraz mają uprasowane na zabójczy kant spodnie i chodzą. Pejzaż z okna niewinny. . dodaj Serbię32. i nie zapamiętał . Wyzdrowiał i z lagru przysłał mi kostkę margaryny. pomnóż przez dwadzieścia osiem i ustaw wszystko tak blisko koło siebie. wpółwychyleni widzowie z innego świata.Któż by ciebie nie znał. trochę ze współczuciem. Smaruję nią buty. nie? . kołysząc się w biodrach . Żeby nie razem. my uśmiechamy się do ludzi. ludzi z Birkenau. Rozumiesz? .” Ostatecznie mają się czym chwalić. . nie do powtórzenia. . a zamiast łaźni z gorącą wodą . .Patrzaj ..a między tym wszystkim posadź kilkanaście tysięcy ludzi. a trochę ze wstydem.zapytał. Wyobraź sobie.

Chodźmy po Birkenwegu. długich tyczkach. takich. ale za to odcinków . betonową więzienną podłogę i dużo. prosto z zauny ubraniach jedyna piątka ludzi. a czasem .rowerzysta. w wysokim domu z oknami na pole). czasem przejedzie samochód. Tłumek łazi grupkami. Szkoda. gdzie należy. a piecz choćby prosię. Są na pryczach „kanadyjskie” koce. kogo zadusił i kogo zakapował. a zamiast trawników leży pod nimi lepkie błoto. pewnie robotnik wracający z pracy. Na jednym ze skrzyżowań stoi drogowskaz z płaskorzeźbą. Po dróżce brzozowej przechadzamy się wieczorem po apelu godnie.wieże strażnicze 2 . Ziemia jest czarna i musi być wilgotna. ale tylko od święta i do jedzenia.Z flegemi33. którzy nie mają pasiaków. takie trochę niemiejskie ściany. z powagą. Nie tak jak w Birkenau. otoczony podwójnym drutem kolczastym. która ma bardzo białe. witając pochyleniem głowy znajomych. nadstawia swoje i nadsłuchuje. gdzie i zwyżki34 stoją naprawdę jak bociany na wysokich. Dalej. Jak w sonecie Staffa. a potem siny las. i każdy uśmiecha się drwiąco. co siedzą na ławce i szepcą sobie na ucho. pewnie takie samo jak w „tamtym” świecie zza drogi. Chodzimy więc po Birkenwegu w naszych cywilnych. co i od kogo zorganizował. i lampy świecą co trzy słupy. gdy chwalisz drugiego. Pflegerraum) . jakie leżały u nas na składzie. jak przeżyję.izba pielęgniarska 34 Zwyżki (z roś. dużo trzypiętrowych prycz. Są prześcieradła białe i bez zmarszczek. Ku przestrodze: każda twoja rozmowa jest podsłuchana. Okno wychodzi na drogę brzozową . i drut jest pojedynczy. 33 Flegemia (z niem. Tu jeden o drugim wie wszystko: kiedy był muzuhnanem. są jakieś domy. Jest stół czasem zaścielony obrusem. chciałbym mieszkać po wojnie. a płaskorzeźba przedstawia takich dwóch. majolikowych kafli. wygoleni.na palcach nie policzyłabyś! Więc tu nie tak: lampy świecą co dwa słupy i zwyżki są solidnie podmurowane. widać doskonale drogę wolnościową. doniesiona. drut jest podwójny i jeszcze mur. po której czasem przejdzie człowiek. świeży i beztroscy. ale bardzo daleko (nie masz pojęcia. Więc wyobraź sobie Pawiak. ile przestrzeni zmieści się w takim małym oknie.Birkenweg. pamiętasz Wiosenny spacer”! Ale są na naszej flegerni rzeczy bardziej cywilne: piec kaflowy z kolorowych. czasem drabiniasty wóz. puszyste jak futro kota. skomentowana. Piec ten ma chytrze urządzone ruszta do pieczenia: niby nic nie ma. ileś tam razy uwielokrotniony. tylko że trzeba je miesić nogami. wyszka) . że zima i że bezlistne brzozy „płaczące” zwisają na dół jak postrzępione miotły. a trzeci pochyla się ku nim.

z obciętymi włosami po tyfusie. że śnisz mi się tak wyraźnie i plastycznie. Zachowałem w sobie dużo pogody i wiem. które teraz są obcięte. proszę kolegi. Widzisz. Jest coś niesamowitego w śnie.. A ci ludzie.Fortepianu u nas. .. stary numer. wcięte marynarki. Schreibstube) . jak dziwnie pisać do Ciebie.puff. co we mnie pozostało stamtąd.I tak dobrze wyglądacie? Przecież to straszne. Obraz Twój rozpierzcha mi się w pamięci i nawet dużym wysiłkiem woli nie daje się przywołać. Mimo pochylonej głowy na gestapo. swoisty.wystaje przed blokiem dziesiątym. eleganccy. Stary numer popatrzył na nas 35 Szrajbsztuba (z niem.Z Birkenau? . Ważyli po trzydzieści kilo. I dlatego te listy są pogodne. że na piętrze .popatrzył po nas krytycznie. . wybierani do gazu . sen nie jest jak obraz.rozumiesz. sto dziewiętnaście tysięcy. Pamiętam Ciebie z Pawiaka: wysoką. kołyszący się chód i pochwałę Oświęcimia na każdym kroku? A to jest tak. Ale cóż . lecz po prostu. gdzie za kratami i zabitymi na głucho oknami siedzą dziewczęta .. z tamtego świata: Twój obraz. Wiesz. ale wytrzymać idzie.. niestety. tego obozu z początku. aż się w głowie kręci. byli bici... której twarzy nie widziałem od tak dawna. napiszę Ci innym razem. odrzekł podciągając mankiety: . o którym krążą legendy.krótko obciętych włosów. Trudno mi sobie Ciebie wyobrazić na obozowej pryczy. choć tak trudno mi Ciebie przypomnieć. czarna rozpacz. Na alei Szucha siedziałaś z pochyloną głową i widziałem tylko Twoje czarne włosy. I to jest najsilniejsze. Mimo wszystko. w cywilnych garniturach.kancelaria 3 . tymczasem bądź ciekawa.. skąd wy jesteście? . I dlatego piszę Ci tak długie listy: bo to są moje z Tobą rozmowy wieczorne. oni przeszli straszną szkołę obozu.A z Birkenau. smukłą pannę o lekkim uśmiechu i smutnych oczach. nie dlatego że tam jest sala orkiestry. dwadzieścia siedem tysięcy. Chodzimy po Birkenwegu.. Wiesz.Koledzy. dlaczego mają teraz śmieszne.króliki doświadczalne.milionowcy! Sto trzy tysiące. . ale jak przeżycie. nie ma. Co to jest puff... mimo tyfusu. Młody chłopak o mętnym spojrzeniu onanisty i chodzie zwierzęcia wietrzącego niebezpieczeństwo.. biblioteka i muzeum. w którym jest przestrzeń i czuje się ciężar przedmiotów i ciepło Twojego ciała. ale najczęściej gromadzi się przed blokiem szrajbsztuby35. mój wysoki przyjaciel i doskonały muzyk. zapalenia płuc i .. jak wtedy na Skary szewskiej. że i Ty jej nie straciłaś. Jak wy możecie tam wytrzymać? Witek. żeśmy nie zdążyli po wcześniejsze numery! Podszedł do nas ktoś w pasiaku.

inny kiełbasę. czyniąc wycieczki krajo. którym kiedyś coś dał i którzy teraz jemu dać powinni. Są tam fotografie skonfiskowane z listów i ponoć nic więcej. ów biały chleb szpitalny. z Jaworzna.i psychoznawcze. a koło niego . Staszek kręci się zazwyczaj koło kuchni i magazynu.) . ale wtajemniczeni twierdzą. wyszukując tych. tamten papierosy. dalszych obozów. uzupełniamy z paczek i gotujemy w piecu. Nietzschem. że to jest możliwe.Bo my boimy się Birkenau. że my istotnie jesteśmy Kamer aden. Więc kursów na razie nie ma i włóczę się po obozie. III Kursy wciąż się odwlekają.) . który ma kafle barwne i majolikowe. Arbeitzeit) . co się wychowali na Lutrze. którzy są Niemcami. ale należących jeszcze do Oświęcimia. Ci. co to jest system nerwowy. uśmiechają się życzliwie wygolonymi szczękami i wyciągają spod wciętych marynarek: ten kostkę margaryny.) . ale w arbeitszeicie38 grać nie wolno.36 Będzie podnosił zdrowotność obozu przez kształcenie flegerów i obniżał śmiertelność przez nauczanie. jakby one stanowiły rzeczywistość. Schodzą się jakieś typy. którzy poza tym dają co niedziela koncerty symfoniczne. małego zasuszonego Adolfa.w czasie pracy 39 Reichsdeutsch (niem. ale jako Niemiec. Jakoż wieczorem zaczyna się procesja. Oni chyba w to wierzą.jak przez mgłę: . a po apelu grają sobie muzycy.koleżeństwo 37 Kameraden (niem. Witek i ja.. Obok biblioteki w owym bloku kultury jest oddział polityczny. nie zna proporcji między rzeczami i zjawiskami i czepia się znaczenia słów. Dzielimy łupy. Na bramie obozu spleciono z żelaza litery: „Praca czyni wolnym”. Tymczasem wysłuchaliśmy paru wzniosłych przemów czarnego kierownika od kursów. Stoi czarne pudło w sali muzycznej w bloku. mówi „zmniejszyć cierpienie” i myśli. że to tylko dla reichsdeutschów39 parę kryminalnych powieści. Rzucają to wszystko na dolne łóżko i znikają jak w filmie. bo czekamy na flegerów z okolicznych obozów: z Janiny. który przyjechał niedawno z Dachau i jest nasiąkły aż po uszy kameradschaftem. Witek łazi za fortepianem. ci esmani i ci więźniowie. Fichtem. z Buny. Nie sprawdzałem. którym źle z oczu patrzy. Mówi „Kameraden”37 i myśli. tam gdzie i puff.koledzy 38 W arbeitszeicie (z niem. Heglu. Koniecznie pójdę posłuchać. Naprzeciw sali muzycznej znaleźliśmy drzwi z napisem „biblioteka”. mogliby 36 Kameradschaft (niem.. bo drzwi są zamknięte na amen. Adolf jest niezwykle sympatyczny i nie z tego świata.sala muzeum. Mają być także flegerzy z Gliwic i z Mysłowic.obywatel Rzeszy. A szkoda. Właściwe włóczymy się w paru: Staszek. rdzenny Niemiec 4 .

) . Jest lageraltester40 i lagerkapo41. Jeśli Julii jest dziesięć. Jest wśród ludzi duże koleżeństwo: nie konkurują nielojalnie.tutaj 5 ... Wsuwa jej w łapę parę paczek papierosów..po apelu wychylają się główki kobiece o różnych odcieniach. ramionami etc. jako goście z Birkenau. perfum. krzyczy wtedy hier42.pomieścić tam ową nie dopieczoną wątrobę ludzką.starszy obozu. jedwabnych majtek i papierosów. piętnaście. Wieczorem wraca podniecony i wesoły.) . krzyczą. Główek jest. za której nadjedzenie mój przyjaciel. ale za to urzęduje na piętrze jako cerber u wejścia do puffu. Czasem któraś przejdzie obok flegera i 40 Lageraltester (niem. wabią. a ramion . nawet w zimie na wpół uchylone. to Romeów (i to nie byle jakich) z tysiąc. spięte z przodu agrafkami. ale odmówiliśmy.. z naszego bloku. Madame oknem się nie wychyla. Naokoło puffu stoi tłum prominencji lagrowej. Grek. a spod niebieskich. Wprawdzie my. Kobiety z okien są bardzo czułe i ponętne. szyjkami. i tu mamy pierwszeństwo. który ma numer prawie trzy razy mniejszy niż dwie ostatnie cyfry mojego.) . Dlatego żałuj. Do środka można się dostać jedynie przez szrajbsztubę za karteczką. W oknach . mamy czerwone winkle. funkcja w samorządzie więźniów 41 Lagerkapo (niem. o szczęśliwym wspólnym życiu po obozie. która stanowi nagrodę za dobrą i pilną pracę. jak fleger (co prawda już honorowy) M. różowych i seledynowych ( bardzo lubię ten kolor) szlafroczków wynurzają się śnieżne jak piana morska ramiona. jeśli nie liczymy starej Madame o potężnym. sygnalizują rękoma. zdaje się. Ale najważniejsza rzecz mieści się na piętrze. są lekarze ze szpitala i kapowie z komand. choć oparty na tak dobrych świadkach i tak starych numerach. czyha na nieobecnego. dostał dwadzieścia pięć na de. Rozumiesz . Tak wygląda puff z zewnątrz. Puffsą to okna. Stąd przy każdej Julii tłok i konkurencja. co dla nich. a niech kryminaliści korzystają z tego. łapie przepustkę i gna do Madame. Jest to puff. Romeowie stoją w oknach przeciwległych bloków. Niejedna z Julii ma stałego adoratora i obok zapewnień o wiecznej miłości. ona czyni koło niego szereg zabiegów natury higienicznej i wyszprycowany fleger gna wielkimi susami na górę.członek założyciel! Dlatego kołysze się jak kaczka i ma szerokie spodnie z klinami. w szlafroczkach niedbale owiniętych dookoła ciała. która czuwa nad główkami. epickim. obok wyrzutów i przekomarzań się słychać bardziej konkretne dane dotyczące mydła. Oto idzie do szrajbsztuby i gdy czytają numery tych „dopuszczonych”. ale ten opis będzie tylko pośredni. ale jak złote ryby w akwarium niedosiężne.trzydzieści.więzień koordynator składu i porządku komand roboczych w obrębie ścisłego obozu 42 Hier (niem. Po korytarzyku przechadzają się owe Julie z okna. legendarnym biuście.

Ale dezynfekcja czasami zawodzi. jak się naje i wyśpi. to do tej Inny. że takich a takich zdrożności uskuteczniać nie wolno. jeszcze dostrzega. przez który czasem zaglądają koleżanki. którzy to czynią. Wtedy dopiero jest to i. wezwano ich urzędowo i zaaplikowano kurację. w związku z czym wybuchła onegdaj w puffie zaraza. W obozie rośnie psychoza kobiety. takie jest życie.mruknie rozczarowana i powłóczystym krokiem odejdzie ku oknu. Kobiety te bronione są kratami i deskami.Osiem . Ale nie podobało się to postowi z pobliskiej budki i wszystko się urwało. Takie zdarzenie nikogo nie blamuje: po prostu nie mieli szczęścia. Podobno profesor uniwersytetu. mówi o kobietach. . kto był. cały obóz marzy o kobietach. Podlega znów dezynfekcji i wesół i szczęśliwy opowiada nam o tym wszystkim. Dlatego kobiety z puffu są traktowane jak 6 . bo bunkier.. Zrozum: to nie są ludzie zboczeni. i trzymanym w ręku kijem wymierzył doraźnie odpowiednią porcję w odpowiednie miejsce. Na drzwiach czyta jeszcze. malarię... cały obóz dobiera się do nich. dla pewności patrząc na karteczkę. który tę robotę prowadzi: w zielonym myśliwskim ubraniu. blondyneczki . Puff zamknięto. kładzie na stole paczkę papierosów i.. a czasem nawet sam komendant obozu. Ha. robi się zabiegi chirurgiczne. Tam się je sztucznie zapładnia (jak powiadają). czasem komandoführer od puffu. że właził nagminnie przez okno do puffu. po którym fleger wychodzi.odpowie fleger. wykurowano nie tych. szczepi się tyfus. Cały obóz. że na szafeczce leżą dwie paczki angielskich. po numerach sprawdzano. Są i gdzie indziej kobiety: blok dziesiąty. Ponieważ handel przepustkami jest szeroko uprawiany. Wtedy fleger wchodzi pod ósemkę. W nocy wychodziły po drabinie w męskich ubraniach na pijatyki i orgie. ale często gęsto włamują się i tam i zapładniają je zgoła niesztucznie. w tyrolskim kapelusiku z natkanymi odznakami sportowymi. grubego. wzdycha w kierunku judasza. aha. co trzeba. że dozwolone tylko to a to (szczegółowy wykaz) i tylko na tyle a tyle minut. Dziewiętnastoletni esman złapał w ambulansie kapelmistrza. przez roztargnienie wsadzając do kieszeni owe dwie paczki angielskich papierosów. oraz kilku lekarzy w pozycjach niewątpliwych z partnerkami.zapyta od niechcenia: . Musi się wściekać stary profesor. poważnego jegomościa.Który pan ma numer? . Kobiety z puffu czyniły również wycieczki na lager. Przelotnie widziałem tego. doświadczalny. o twarzy dobrotliwego satyra. Lageraltester wyleciał w karny transport za to..A to nie do mnie. które przyszły rwać zęby. czasem Madame.

wieczorów z zimną herbatą. które odbija moją twarz. którym się mówi o miłości i o życiu domowym.siedzę teraz za jego stołem. palę jego lampę i na jego papierze piszę do Ciebie. czerwony jak brokat z obrazów Velasqueza. jak dużo dobrej woli i . widzę swoją twarz odbitą w szybie. Dlatego oni tak bardzo rwą się na FKL43. Myślę o tym. I pomyśl: to nie jest tylko jeden Oświęcim. o obowiązkach. Patrzę w ciemne okno. Frauenkonzentrationslager Birkenau) . Franz. Tych kobiet jest dziesięć. Ci ludzie są chorzy.poświęcenia włożyłaś w nasz stosunek. Wiesz. mówią o wieku twardości..obozy jenieckie dla szeregowców i podoficerów 7 . że Ci to teraz piszę . wyrzynających w ciemności fragmenty przedmiotów. gdy po naszym aresztowaniu znaleziono u nas obok moich książek i wierszy . Albo gdy wyrzekają się wszelkiej miękkości i sentymentalizmu i pokazując pięść. Przypominam sobie niebo. który wiecznie gryzł. o winie. i czasem uśmiecham się lekko. kiedy Ci o tym piszę? Myślę o ulicy Skaryszewskiej.. spalony dom z naprzeciwka i kratę ramy okiennej. Uśmiecham się i myślę.normalne. o problemach materializmu.kobiecy obóz koncentracyjny Birkenau w Brzezince 44 Oflagi (z niem. choć Ci o tym nigdy nie mówiłem). filozofii romantycznej. o tradycji. jak dobrowolnie wchodziłaś w moje życie małego pokoiku bez wody. jak bardzo byłaś dojrzała. Myślę o tym i uśmiecham się pobłażliwie. blade i wyiskrzone. o prawie. siedzę w małym pokoiku pod czarnym oknem. że człowiek zawsze na nowo odnajduje człowieka . co mówiliśmy dzisiaj: o literaturze niemieckiej. psa. paru na wpół uwiędłych kwiatów. do Birkenau. oddzielony szafą od wielkiej sali pełnej ciężko oddychających we śnie chorych. gdy mi mówią o moralności. pisząc Ci to wszystko? Jest głęboki wieczór. Wiesz.przez miłość. Myślę o tym. to są oflagi44 i stalagi45. Ale nie piszę Ci o tym. o czym myślę. Patrzę i myślę o Skaryszewskiej. Omziersiager) . i lampy naftowej u moich rodziców.Twoje perfumy i szlafrok. seledynowy klosz lampy i białą kartkę papieru leżącą na stole. To są setki „wielkich obozów” koncentracyjnych. a obóz liczy kilkanaście tysięcy ludzi. jak wielki krach musiał być tam.. o czym myślę. I że to jest rzecz najważniejsza i najbardziej trwała 43 FKL Birkenau (z niem.obozy jenieckie dla oficerów 45 Stalagi (z niem. to są. młody chłopiec z Wiednia. która przecinała obraz jak witraż.wybacz. długi (strasznie go lubiłem. gdy przyjdzie mi na myśl. a za szybą noc i nagłe błyski reflektorów z budek strażniczych. dogadał się ze mną już pierwszego wieczoru i .. Soldatenlager) . jak bardzo tęskniłem do Twego ciała w te dni. w jego ramach wyglądałaś najwspanialej. ciężki.

niewyspanej twarzy. i moja poezja. byście wiedzieli.. do tymczasowego miejskiego aresztu. że po mnie zostanie i miłość. szare. W pierwszym tygodniu nie mogłem pojąć dnia bez książki. Myślę o tym i przypominam celę na Pawiaku. Nie rozumieją mechanizmu naszego życia i wietrzą w tym wszystkim nieprawdopodobne. który właśnie mieści się w bloku SK.w życiu ludzkim. i póki życia waszego. nie przerażaj się tylko. i praca. Strafkompanie) . że handlowali na czarno. ale z innych . że nie odchodzę z rozpaczą.w krematorium). i władza.. i zupa z brukwi. potem oglądało się uważnie blok SK46 (tam na podwórzu jest owa czarna ściana. Dziś za pan brat z nieprawdopodobnym i mistycznym. Chyba że im naprawdę dowiodą. Jeden z nich wpisałem towarzyszowi z celi więziennej do Biblii. z jednym oklapniętym uchem). Kobiety patrzyły z przerażeniem na pasiastych ludzi i na potężne urządzenia obozu: piętrowe domy. jak uczony na laika. żeby się nie podkopać! Uśmiechaliśmy się do nich. jak usiadłaś w przerażeniu. IV Dziś . poznawszy. i niewolnictwo. bez kartki papieru. że tak powiem. pisałaś mi o tym? Ja czytałem u Marii Wilka stepowego (ona też dobierała lekturę). mając na co dzień krematorium. mistyczne. mur za drutami. czym jest przyzwyczajenie: chodziłem po celi i w rytm kroków układałem wiersze. oglądało się z wierzchu doświadczalny blok kobiet (wystawiają głowy przez kraty zupełnie jak króliki mego ojca. będąc. Wtedy pojadą do krematorium. solidne budy strażnicze. Pamiętasz. pamiętasz. Widzieliśmy paru cywilów: dwie zastraszone kobiety w futrach i mężczyznę o zmiętej. i chleb. że mur idzie . Reagują na obóz jak dziki na widok broni palnej. co to jest deszcz i wiatr.patrzę na nich z odrobiną pobłażania.pamiętam tylko strofki. co i jak. przed którą dawniej rozstrzeliwano. obecnie robią to ciszej i dyskretniej . 46 SK (z niem. Prowadził ich esman.kompania karna 8 . Przed południem było się na spacerze. I popatrz. aby nie podpaść. bo to fraszka: posiedzą parę tygodni i wyjdą. bez Ciebie.były to pieśni horacjańskie . Ci cywile są śmieszni. wtajemniczony na profana. wspomnienie u przyjaciół. i słońce. ale nie bardzo wiem. tysiącami flegmony i gruźlicę. coś ponad ludzkie siły. jak ta z wiersza do przyjaciół z wolności: Przyjaciele z wolności! Pieśnią więzienną was żegnam po to. pod rękę z bestią .niedziela. Bo wiem. A gdyby jeszcze wiedziały.jak powiadają dwa metry w głąb. podwójne druty. gdy Cię aresztowano. bez wieczornego kręgu światła.

Wiem.nic? Głodujemy.to nasza liczba. na cywila i na stary numer. bo nie zmąciłbym nastroju. Ale pewnie tak bym nie powiedział. nawet oni. wracają jak na taśmie i znów podwożą. a patrz. „Mówiłaś. numer wytatuowany na ręce. że leżysz na wspólnej pryczy z przyjaciółkami.. sędzia (nb. A jedyna broń . bez trucizn. jest znów głęboki wieczór po dniu pełnym dziwacznych wydarzeń. nie plunie w twarz. odrzuć przerażenie i wstręt. tam. nawet gdybym znał obóz. że ten Tadeusz jest pogodny.. Gdybym Ci powiedział wtedy. Po południu wybrałem się na mecz bokserski do wielkiego baraku waschraumu. zabierają nam najbliższych. Oto jest dziwne opętanie człowieka przez człowieka. Albo zupa z pokrzywy i chleb z margaryną.. a potem młody. Albo jeszcze tak: kij od łopaty na gardło i stu ludzi dziennie. możemy mówić. 9 . Na gaz i na złoto.przecież miałabyś mnie za szalonego i kto wie. zabij ich tak. choć sala była nabita po brzegi. Potem cztery większe budynki .duszą w niej ludzi. A co byłoby z Twoim zapaleniem płuc. uwięź kilkaset tysięcy. nie rzuci się na pierś? Zdejmujemy czapkę przed esmanami wracającymi spod lasu. której komory nie pomieszczą. kiedy przyjechaliśmy do obozu? dwudziestego dziewiątego kwietnia. złam ich solidarność. Widzisz: to mistyka. wyrośnięty esman z pomiętym kawałkiem papieru w łapie. bez trucizn. bez hipnozy. i ludzie płyną jak woda z kranu za odkręceniem kurka. żeby nikt o tym nie wiedział. przecież tkwimy w nim . pisze same ponure rzeczy”.wiesz.. jak wyczytają.Wysupłaj ze zdarzeń codziennych całą ich codzienność.dwadzieścia tysięcy jak nic. masz milion ludzi albo dwa. mokniemy na deszczu. Bez czarów. że nikt nie krzyknie. potem samochód. W dużej poczekalni urządzono ring. . czy nie przerwalibyśmy tańca. które pewno bardzo dziwią się moim słowom. Nie wywołujemy zła na próżno i nieodpowiedzialnie. idziemy z nimi na śmierć i . Wpuszczono nas do środka z ceremoniami. Zwykłe ciężarowe samochody podwożą ludzi. bez hipnozy. A tu patrz: najpierw jedna wiejska stodoła pomalowana na biało i . Ale przecież i o tych sprawach. które się dzieją wokół nas. Jakże to jest. a pamiętasz. albo trzy miliony. Światło z góry. jeden z tych . gdy tańczyliśmy we dwoje w małym pokoiku o pomarańczowym świetle: słuchaj. skąd wpierw odchodziły transporty do gazu. I pewnie są bardzo oburzone na mnie. żeby tłoku nie było. gdybyśmy przyjechali trzy miesiące wcześniej? . Dzieje się to wśród anemicznych drzew zadymionego lasku. Bez czarów. poszczuj człowieka na człowieka i. kiedy ostatni raz wybierano „Aryjczyków” do gazu? czwartego kwietnia. której nic nie przełamie. Oto jest dzika bierność. i pogardę i znajdź na to wszystko formułę filozoficzną.widzisz. Paru ludzi kierujących ruchem. na apele i na puff.

który niegdyś boksował Niemców. jak powiadają. a z drugiego basetla) nadrabiali. oszukać aż do śmierci. co miał dużo aaa w nazwisku. Jeszcze tkwi tu pamięć o numerze 77. Wy tam. trzy rundy. goście.pasjonowali się Czortkiem. Naprzeciw okna . i natychmiast wszedłem na blok.popatrzcie tylko! Na komandzie. grają uwerturę do Tancreda i coś z Berlioza. Skąpy żywopłot przy białym domku. Pod puffem jest sala muzyczna. Więc wyszedłem z boksu. cotygodniowa kontrola wszy i uwertura do Tancreda wystarczy.Taki Walter . aby oszukać świat i . ale. tablice z napisami „kąpiel” wystarczą. jak chciał. . Nie pomyślałabyś nigdy. i wyraźnie groził tym. musztarda w kantynie. a bokserzy tłukli się. Ale basetla! Piętnastu słuchaczy (więcej się nie pomieściło) zagłębiało się w muzyce ze znawstwem i nagradzało orkiestrę skąpymi oklaskami. Ledwom zdążył dopaść między klarnet II a fagot. ile wlizie. podniecony radośnie. aby otumanić miliony ludzi. i jeszcze jakieś tańce fińskie takiego kompozytora. żeby nie uderzyć dłonią o ścianę. a Ty słuchaj. co inni dostali na polu. że stałem tuż przy nim. może dlatego. to jednym uderzeniem kładzie muzułmana! A tu. . Da im przy kartoflach. I ci sami ludzie.mówił Staszek . Ci z końców sali (z jednego bęben. bo warto. Wyobraź sobie. podwórko podobne do wiejskiego. Walterem z Hamburga i jakimś młodym chłopcem. Ale robili to niefachowo. którzy dzień w dzień wybijali dziesiątki zębów. wiadomo. Zaraz po boksie poszedłem do konkurencji. obóz oszustw. jak chce. Jakiś tam boks. biorąc na ringu odwet za to. którzy fałszowali. Ci 0 . po kolei Ci opowiem. Sala była zadymiona od papierosów. że orkiestra w czasie pracy obiera kartofle i popycha wozy) poczęli grać. Tam przycupnąłem przy nie obsadzonym krzesełku klarnetu I i oddałem się zasłuchaniu. muzykanci stroili instrumenty rozsiadłszy się po całej sali. i nic! Jeszcze jemu mordę nabili. trenowany w obozie. jakie tu się dzieją cuda kultury o parę kilometrów od kominów. a kartoflarze i rollwaga (zapomniałem Ci napisać. Widocznie za dużo widzów. ludzie. Było w niej tłoczno i gwarno. na którym i puff. na koncert. jakieś trawniczki przy blokach. z których niejeden sam ma pustą szczękę .podwyższenie. Wszystko głuszył fagot. pod ścianami stali słuchacze. jak potężnie brzmi symfoniczna orkiestra trzydziestu osób w dużym pokoju! Kapelmistrz machał umiarkowanie. stanął na nim kapo kuchni (razem i kapelmistrz). jak mogli. ani pojęcia nie macie. bokserzy o sławie międzynarodowej.Ktoś nazwał nasz obóz: Betrugslager. w waszym Birkenau. wyrósł. nie? Swoją drogą widzowie byli rozanieleni. który. patrz. a my w pierwszym rzędzie. dwie marki na miesiąc dla najpilniejszych więźniów.polski sędzia olimpijski). bo Żydom występować nie wolno. Kudy Warszawie do takiej orkiestry! Ale. choć z dużym uporem.nas. na dużą klasę. ale tylko Aryjczycy.

ale przecież nie jest tak źle. przy którym nie wolno mówić. że to jest potworne.. Jakżeś ty do niej? . ilu on zabił w tym Dachau? Inaczej by się nie reklamował.Już nie bujaj.. Siedzimy na zorganizowanych stołkach i bawimy się doskonale. Idziemy przytuleni do siebie. ale my z Witkiem rzucamy sobie gąbką i fechtujemy się linijkami. ani jedna ręka nie podniosła się. Bo może z tego obozu. Oszukańczy jest czas pracy. którą niepełną rzucamy na wał rowu. i boks. las na widnokręgu. tylko nic Ci o tym nie pisałem.Naprawdę pies esmański. skoro i orkiestra. .. Ani jeden człowiek się nie poruszył. zieleń. Ciekawi patrzą. Bo żywi zawsze mają rację przeciw umarłym. do której trzeba dokładać.. Kiedyś chodziliśmy komandami do obozu. przecież to w Pruszkowie. z tego czasu oszustw będziemy musieli zdać ludziom żywym relację i stanąć w obronie zmarłych. aby żyć. bo to na poddaszu i bardzo zimno. Przez pola na przełaj gnaliśmy jak 1 . ale ładna kobieta. Oszukańcza jest porcja chleba. a nie w Oświęcimiu. Macha nad nami rękoma i mówi o kameradschafcie i o obozie. łapię żonę za rękę i powiadam: „Irka. „Skąd to masz?” Ledwom ją wyrwał. Siadamy cicho w kącie.. Oszukańcza jest każda szufla ziemi.tam z zewnątrz myślą. i koce na łóżkach. I wtedy z FKL-u nadjechały samochody pełne nagich kobiet. W ogóle na kursie jesteśmy już od dawna.. a tu z boku wypada pies esmański. siadać. odpoczywać. boczne dróżki.Ratujcie nas! Jedziemy do gazu! Ratujcie nas! I przejechały koło nas w głębokim milczeniu dziesięciu tysięcy mężczyzn. chodu!” A ta stoi jak wkopana i patrzy na spluwę. Witek wyciąga fotografię żony i pyta się przyciszonym głosem: . Kobiety wyciągały ramiona i krzyczały: . gdy Ci jest źle.. .Kiedyś byliśmy na spacerze w Pruszkowie.. Wiesz.Ciekawym. Udusiłbyś go?. Nadeszło DAW i dziesiątki innych komand i czekały przed bramą: dziesięć tysięcy mężczyzn. Grała orkiestra do taktu idącym szeregom. bo obok była willa zajęta przez SS. bo od willi było słychać jakieś głosy. V Najpierw byliśmy na kursie. Patrz na to wszystko uważnie i nie trać siły.Uhm.. jak to jest.. zwłaszcza wielkimi modelami ciała ludzkiego. co do rozpaczy doprowadza czarnego Adolfa. I to bydlę dawaj do dziewczyny! I co byś zrobił? Wywaliłem z rewolweru do bestii. i trawniczki. .

padają na ziemię nie puszczając z barków drabiny. Długo musiałem Irce tłumaczyć. Lublina . Następnie po szczeblach leżącej na ludziach drabiny zaczyna chodzić esman. Małkini. całe dnie i noce stać w jednym miejscu. tam i z powrotem. „Upadłem” mówi. tam i z powrotem. Widziałaś kiedy buty żołnierskie od spodu? Ile tam gwoździ? Otóż Kronszmidt właził takimi butami na gołe ciało i jeździł na czołgającym się człowieku. to zespołowy „lotnik. z rozparzoną po kąpieli skórą. bo historia bardzo współczesna. Kto puści. zachłannie słucham historii więzień nikomu nie znanych. albo ja. niesie drabinę na barkach. bo mnie zaraz wsadzili. Czy się ów kolega do tego przyczynił. ma rękę obwiązaną i patrzy na mnie spode łba. a Witek beztrosko referuje mi dalej: .Nic.Pokłóciłem się kiedyś z przyjacielem. ginie pod kijem lub zaszczuty przez psa. Przychodzę nazajutrz. Godzina: to bieg naokoło podwórka. Dla Aryjczyków było z tym łagodniej. być bitym przez tysiące najrozmaitszych ludzi . pierś o plecy. Na okrzyk: „lotnik. skakać jak żaba i czołgać się jak wąż. prowincjonalnych. Suwałk. ale na innym oddziale i nikt na mnie nie właził. trudno rozsądzić.dwa zające. co są w środku człowieka. wisieć na słupku przywiązany za ręce albo na drągu zawieszonym na dwu krzesłach. Na Pawiaku był oddziałowym czy kąpielowym . dobre ćwiczenie ze szkoły. tam i z powrotem. czołgałem się wprawdzie. On też tak zresztą pomyślał. pomyślałem. Potem trzeba wstać i nie mieszając szyków znów padać. Puław. ale za zły meldunek. znałem go dobrze. wszystko nieprawdopodobne: kilometrami koziołkować jak w Sachsenhausen. a potem „padnij” i podnoszenie się na rękach. w bunkrze. . ale nie trafiłem. kryj się!”. I nie z zasady. wiadrami pić wodę aż do uduszenia się. Widzisz.I co ty . W międzyczasie któryś z kolejnych doktorów gada o przełykach i o takich rzeczach. Mój rekord: 76 razy pod rząd i ból rąk do następnego razu. jakie znam. Znasz piwnice Pawiaka? Te żelazne podłogi? Otóż Żydzi nadzy. podtrzymując ją jedną ręką. który wespół z pewnym Ukraińcem na każdej wachcie katował Żydów. Najlepsze ćwiczenie. czy nie.taki pipel od Kronszmidta. robić setki przysiadów. Radomia. czołgali się po nich tam i z powrotem. że ten kawałek żelaza jest potrzebny w moim zawodzie. Przy dybałem go na Chmielnej wieczorkiem i wyrżnąłem.potwornie rozwiniętej techniki męczenia 2 . jak trzeba.patrz. Łaziłem za nim coś ze trzy dni i tylko patrzyłem. czy mi kto za plecami nie siedzi. Albo on. kryj się!” Dwuszereg ludzi.pytam. . miesiące siedzieć w betonowej trumnie. ale Witek losowi się nie dał. Dla nas była gimnastyka: godzina na dwa dni. toczyć się godzinami po ziemi.

chcielibyście.Milczcie. Nie mogę zrozumieć tego nagłego zachłyśnięcia się mordem. o jego drobnych zdarzeniach i z tych zdarzeń wyłuskuję ich sens. bo Staszek ma dobre plecy. człowiek. Doktor zwrócił się do Staszka. nawymyślał nam od kameradschaftu.Siedzę w obozie.Pewnie. Tego jednego nauczyliśmy się z anatomii obozowej: kto ma dobre plecy. żeby mu ten doktor nogi nie podstawił. a poza tym moglibyście wstać. człowiek. to jak je naprawić domowymi środkami. . A jeszcze i to: śmierć. i kazał mu powtórzyć wątrobę. Każdego wieczoru na każdym bloku losowano kartami lub gałkami z chleba i wylosowani nie szli następnego dnia do pracy. bo w szpitalu zawsze tłok. Na to myśmy zaczęli trzaskać w stołki i krzyczeć: „tak! tak!” i doktor wyleciał za drzwi. akurat w połowie systemu trawiennego. że już się zupełnie wyzbyłem tamtego świata z domu. aby więźniowie głodowali. który kradnie. aby nie było łupiestw na ziemi. Doktor rzekł: .człowieka i uwierzyć nie mogę. jak Minerwa z głowy Jowisza. Ale chyba dużo. Potem na kursach była awantura. a potem poszliśmy na blok. a i trupiarnia pełna. żebym milczał. aby nie mordowano ludzi. Staszek zaraz poleciał po swoich kolegach. . do którego przychodziły co dzień transporty nowych więźniów. to mogę siedzieć i na kursach . Więc Witek był z tego innego świata i był piplem Kronszmidta. 3 . coście tu robili w obozie. może dwa. Wyprowadzano ich w południe za druty i rozstrzeliwano. który zabija. aby nie było konszachtów między ludźmi. i komendant nie życzył sobie. . Opowiadano mi o takim lagrze. najgorszego kata z Pawiaka. I w tym wylewie atawizmu stoi człowiek z innego świata.A poza tym niech pan mnie nie obraża. A pewnie nie podstawi.trudno policzyć.odrzekł zaczerwieniwszy się Staszek. Co dzień więc było w obozie kilkudziesięciu ludzi za dużo. a jak się to coś zepsuje. czytając to. który tak świetnie organizuje. tego wylewu zapomnianego na pozór atawizmu. A ten doktor to rzeczywiście różnie z nim było. a ilu z nieuctwa . bo mógłbym za dużo powiedzieć. Ale obóz miał ustaloną liczbę porcji. już nie pamiętam wiele. co jest w człowieku. po kilkudziesięciu ludzi naraz. temu trudno nogę podstawić. jesteście na kursach. Ilu ich pochlastał dla nauki. A teraz siedzi przy mnie i słucha. Przyszedł Adolf. żeby wyskoczyła ona z głowy ludzkiej nagle.Odpowiadacie bardzo głupio. może trzy tysiące. Staszek powtórzył źle. uczył się chirurgii na chorych. który konspiruje po to. człowiek. . Pomyślisz. Piszę i piszę Ci tylko o obozie. Każdy więzień musiał otrzymać jedną porcję.

każe matkom wyrzekać się dzieci.. Nigdy w dziejach ludzkich nadzieja nie była silniejsza w człowieku. i już nawet nie nadzieja na inny. iż ten inny świat nadejdzie.wybacz. w jakim oryginalnym świecie żyjemy: jak mało jest w Europie ludzi.to chyba też dla tego świata.ku Twemu oburzeniu . co mówiłem. że ten kompleks na nas ciąży. bo może właśnie ten dzień przyniesie wyzwolenie. który mi kupiłaś. którzy nie zabili człowieka! I jak mało jest ludzi. żonom sprzedawać się za chleb i mężom zabijać ludzi. każe nie ryzykować buntu. abyśmy kiedyś umieli nazywać rzeczy ich właściwym imieniem. z której nadawałaś mi przez cały dzień reportaże przez telefon? Że wyciągali z tramwajów. ale wyszłaś na pola aż nad Wisłę? I to. Patrz. VI Od paru dni mamy w południowych godzinach rozrywkę stałą: oto z bloku fur 4 . pogrąża w martwotę. A to.powędrował pod łóżko.Pomyśl o tych. My tylko marnujemy czas. Widać takie jest prawo miłości i młodości. Może dla tego. że obstawili blok. ile w tym obozie. Ale myślę. że teraz tu jesteśmy . kompleksu strachu przed obozem. Czy myślisz. czy przeżyjemy. Nie nauczono nas wyzbywać się nadziei i dlatego giniemy w gazie. ale po prostu na życie.jakby już nic innego na nas nie czekało.żylibyśmy w obozie choć jeden dzień? To właśnie nadzieja każe ludziom apatycznie iść do komory gazowej. w którym jest miłość drugiego człowieka. To nadzieja rwie więzy rodzin. które z nas wyrośnie: . który nadejdzie. Ach. bezczynnego patrzenia na bitych i mordowanych. kompleksu zdejmowania czapki. ile w tej wojnie. ale chciałbym. To nadzieja każe im walczyć o każdy dzień życia. PS . a oni się męczą. Wbrew namiętnościom wojny żyliśmy w innym świecie. Nie właził do kieszeni i ostatecznie . lepszy świat. wiesz. ale nigdy też nie wyrządziła tyle zła. co są w obozach. jak czynią ludzie odważni. tobym tak zarżnął jednego i drugiego.. Nie wiem. w którym będzie spokój i odpoczynek. ale wysiadłaś przystanek przedtem. jak mówiłaś mi. Pamiętasz nasz pokoik? Litrowy termos. których by inni ludzie nie pragnęli zamordować! A my tęsknimy do świata.ale przedtem. na pokolenie nieuków. że chyba nie marnowaliśmy czasu. A historię z łapanką na Żoliborzu. że wrócą prawa człowieka . tak na rozładowanie kompleksu obozowego. spokój od ludzi i odpoczynek od instynktów. że gdyby nie nadzieja. na barbarzyństwo. gdy narzekałem na wojnę. Boję się jednak. Dużo było naiwności w tym. niedojrzałości i szukania wygody. Jeśli są to zbyt śmiałe słowa .

ale. aż zbity na perskie oko wyrzucony został na lager i dostał jakieś nieszczęsne komando w swe złodziejskie łapy.) . Kurt jest bardzo miły (brzmi to egzotycznie. nakradli paczek.) . wprost na obiad. Dyryguje lager-altester i podaje laską Schritt und Tritt49. który Cię dla mnie odnalazł i nosił nam listy.) . zbiegłem więc w te pędy na dół. bo zostanie. ma szczęście.dla Niemców 48 Morgen nach Heimat (niem. śniegu i mrozie i zrzuca z dachu za źle przybity gwóźdź. Ćwiczą ich w marszu i czekają. mamy iść tłuc się i łba nadstawiać dla esmanów. kiedy nam tu dobrze? Vaterland 50 vaterlandem.Deutsche47 wymaszerowuje kolumna ludzi i ze śpiewem Morgen nach Heimat48 obchodzi kilkakrotnie obóz. Na razie jednak są w kupie.Jutro w rodzinne strony. Oni zaś wykazują społeczność.dekarz 5 . wieloletni blokowy.Kurt. a kanarka na świeży luft wypuścił.tu: krok. elegancko ubrany. alkoholicy. ten. piosenka żołnierska 49 Schritt und Tritt (niem. narkomani. tempo 50 Vaterland (niem. Wyciągnięto wszystkie zielone winkle i co lżejszych wyślą na front. ten . ten. Taki. jeśli sprzedawali herbatę. a już włamali się do magazynu. czy też wykażą oni zrozumienie życia społecznego. Ostatecznie pomyślałem. gdy był chory. Jakoż pod wieczór zjawił się u nas. co to zarżnął żonę i teściową. i bił po dwadzieścia pięć za każdą minutę spóźnienia i każde słowo wymówione po wieczornym gongu. a kto nam będzie buty czyścił na froncie i czy tam są młode chłopaczki? Idzie więc taka wataha przez drogę i śpiewa Jutro do domu. Są to kryminaliści. rozbili kantynę i zdemolowali puff (w związku z czym ówże znowu ku powszechnemu żalowi zamknięto) . ochotniku-kryminalisto. przyjdź. zginie i bez nas. czynił wyprawy do budy blokowego po tytoń. sadyści .ojczyzna 51 Dachdecker (niem. czy nie. nawarzony w piecu o majolikowych kaflach. który starym rodzicom we Frankfurcie pisywał krótkie. to ten. jak mogą. pewnie jesteś głodny. postrach dachdeckerów51. ten sam. ale o inne określenie 47 Fur Deutsche (niem. na górę . Są tu zaledwie parę dni razem. Arno Böhm. który zabijał sztubowych. który bezlitośnie każe pracować na deszczu. Poznajemy ich wszystkich: ten bił na DAW.) . złapałem go za hals i powiadam: .i pokazałem okno należące do nas. czyli „ochotnicy” do wojska. gubi krok i nie śpiewa.to postrach Buny.a na samym końcu idzie Kurt.po co. ów ciapa. powiadają bardzo mądrze. kapo i lagerkapo. ale wzruszające listy o rozłące i powrocie. Wszyscy sławni zabijacy. rozgląda się wokół. jeden sławniejszy od drugiego: Seppel. numer 8. Idą w szeregu znani pederaści.) . żeby się ptaszek w klatce nie męczył.

Wszędzie się opowiadało: idąc po drodze na komando. . córkę jakiegoś innego sklepikarza. ale ojciec. wyrwaliśmy 52 Stahihelm (niem. stojąc na apelu. Ale wiecie. A teraz . poznał tam dziewczynę. Znaczy. ale się jej nie śmiał przypomnieć.Właśnie. przy łopacie i lorze53. toby cię na pewno wiatr wywiał kominem .co wam gadać. na Pawiaku był jeden z Auschwitzu. Potem jeździł do Austrii i Jugosławii. Pytali my go. Wzruszyłem ramionami z niechęcią. Samochodami na dworzec. że wziąłem. jakby wody do ust. Wyjechaliśmy z Pawiaka rano. więc po więzieniu do obozu. a on nic. . żył z nią. wieczorem na pryczy. wyrzucił go z domu.Albo i nie. Pled i bonżurkę od narzeczonej. Zdobył wóz sportowy i szmuglował dewizy. człowiek tym wszystkim za bardzo się nie interesował.Pewnie. bogaty sklepikarz. aż złapali i wsadzili. np. wracając do obozu. toby nie wywiał i mnie.Klamoty wziąłeś? . Gadki chodziły między ludźmi. Nie wywiał ciebie. A że recydywa (ów nieszczęsny miesiąc). Chciał kiedyś być muzykiem.Bałeś się obozu? . nawet nie było tłoku. . który tak świetnie organizuje. Zapada wieczór. Władowali nas do wagonów w tempie. Ale Bogiem a prawdą. to nie wyjdzie. Potem wyjęliśmy wszystkie gwoździe z jednej ściany. Dziś nam zebrało się na obóz. Siedzimy w paru przy stole i opowiadamy. to zobaczycie. a droga! Jechaliśmy według alfabetu.Bałem się. I to. Kurt wyjechał do Berlina.Szkoda było. Nie wiedziałeś. Źle: słońce świeci w plecy.platforma.niemiecka nacjonalistyczna organizacja kombatancka (1918-1935).” . wózek 6 . że wszystko zabiorą? . miała własne bojówki 53 Lora (z niem. że jest okropnie.trudno) i umie dobrze opowiadać. Tylko mówił: „Przyjedziecie. i tamto spoza drutów. może dlatego że Kurt niedługo z niego wyjedzie. Opowiadamy powieści i opowiadamy życie. . że jak wpadnie. Auschwitz. No i oczywiście to. . pisywał do gazet sportowych. . Lorę) . zrywanie i układanie asfaltu albo rozgarnianie piasku. Trochę bzdur o bezcelowej pracy.Frajer. a potem się na oczy nie pokazał dziewczynie. czekaj końca wojny. i dwa prześcieradła. na lagrze jest już po apelu.Właściwie o obozie nikt dokładnie nic nie wiedział.Jakbyś przyjechał dwa lata temu. Na jakimś spacerze spotkał swoją dziewczynę. po sześćdziesięciu w wagonie.) . .Pewnie na rozprawę przyjechał. trzeba było kolegom zostawić. I tak wiadomo. wpadł na miesiąc do ula za burdę ze Stahihelmem52.wtrącił sceptycznie Staszek. Jak do dzieci. że na Zachodni.

Ciało opływało potem. Potem zwaliliśmy się na podłogę i leżeliśmy jak porznięte prosiaki. W uszach szumiało. to nie mnie pierwszego. że za mną idzie moja narzeczona. tylko zrobiło się bardzo ciepło... potem dwie koszule. niebieskie. jak będą strzelać.Szliśmy do obozu niosąc trupy. . zdaje się.rzekł z uznaniem Witek. . Nie macie pojęcia.Był. przyziemnej ciemności szeregami błyszczały światła obozu.. zabili dwóch.Nie gorsze niż z babskiego lagru. wygwieżdżona. „Bracie. z pierwszym łykiem odzyskałem zupełnie siły. bo strzelali.. tylko w czapę! Trochę mi się żal zrobiło bonżurki. piekło! Trzeba było nie uciekać! Tchórze! Zabiją nas! I przekleństwa. Ktoś z tym objął mnie i pocałował. ale jakie! . Eskortujący esman uderzył jeszcze paru przede mną i rzekł. Krzyczeliśmy za powietrzem i za wodą. Ale nic nie wziąłem.Tu będziecie mieli dobry odpoczynek. bo miałem w niej Biblię. Też mi go było żal. zimna. a my w kąt! Wrzask. Nad nimi rwał się niespokojny rudy płomień. Krew spływała wzdłuż uda i łydki. drzewa aż pachną. a nas zagonili do drugiego wagonu. i rozumiecie. żeś poeta . I los. Z nosa ciekła powoli krew. też był od narzeczonej? . teraz kaput! Nic. nic. . Nie czułem zimna. zawsze od narzeczonej. bo mnie zrzucili ze stopni. bez rzeczy! No. .Pled. A ja siedziałem pod kupą ludzi na samym dnie. nie gorsze. że w ręce brać! Naokoło esmani. Noc była kwietniowa. gdy człowiek wyleci z zamkniętego wagonu! Niebo wysokie. W czarnej. automaty w łapach. i jeden ranny. Ostatni wychylił łeb z wagonu i dostał kulę w kark. od razu utłukł trzech pierwszych. gdy wchodziliśmy w kratowaną bramę obozu: . Tęskniłem do Oświęcimia. Czterech odprowadzili na bok. Jechaliśmy stu dwudziestu. Pociąg od razu zatrzymano. trzech zabitych.zaszeptał. .Właśnie. las. wszystko zabite deskami. bracie” .Nie. .. Słyszałem za sobą ciężkie oddechy ludzi i myślałem. Mało cośmy się nie udusili w wagonie. krzyk. I dobrze.. Nie bolało. aus. Gdy otworzono drzwi na rampie. myślę. Po paru krokach zdrętwiały mięśnie i zacząłem kuleć. Raz po raz głuche uderzenia. ale dosłownie. bo znaczyło to świeże powietrze. Myślę: dobrze.Ale zawalasz. widać. Było tak duszno. Zdjąłem z siebie sweter. a trzeciego ranili w bok. tośmy się uspokoili od razu.deski i fraka! Ale na dachu był karabin maszynowy. iż płonie na niebotycznej górze. Ni jednego okienka. Ale zawsze mocne. Ciemność zbiegała się ku niemu. Zdawało się..przeleciało szeptem po szeregach. 7 . Tuż przed bramą dostałem bagnetem w udo. jak wielki jest świat. „Krematorium” . choć naciągnąłem na siebie zupełnie mokrą koszulę. ale jak zaczęli strzelać. niebieskie. Puścili w kupę serię. że z sufitu lała się woda.

widzisz. .masa.To było w czwartek w nocy. chłopy jak byki. zobaczył mnie przed komorą. „To czego się martwisz. „Co u ciebie. Cóż mu mogłem dać? Miskę zupy i czasem kawałek chleba. gdzie tu jest dobrze. i co do Żydów.my przecież też mamy matki. Ot.dziękuję 8 . żeby nie stać. Miał flegmonę prawego pośladka. A zdjęcia wyciągnąłem potem z ubrania. jak mogłem. czasu nie ma na dyrdymałki.rzekł Witek . dobrze. byle nie to.Zobaczysz. . że teraz nie mam czasu. siedem kilometrów od obozu. kieszeń ropną. Pocieszałem go. . kolegów i znajomych z jednego miasta! Już człowiek nawet twarzy nie pamięta. Na Budy. Opatrunków za bardzo delikatnie nie robię.Spasibo54 panie fleger!” Takie to blade. zaczął mnie całować i pytać. który się do nas zawsze przysiada. zaganiałem ludzi. Przyjechał z transportem. a rodzoną matkę sprzeda za miskę brukwi! Stoimy kiedyś z rana na arbeitskomando.. Ale jeden wypadek będę pamiętał chyba przez całe życie. co to będzie i że on jest głodny. Mojsze.mówiłem mu . i w getcie. Byłem wtedy flegerem w ambulansie. koło nas sonder.A z tego nic .dorwał się Staszek do głosu. Ile przez moje ręce przeszło ludzi do gazu. wiecie. ten od gryzioków. bo skarżył się. jacy są Żydzi! . przyjaciele i handlarze. Pogmera się w łapie czy na plecach. zwyczajnie . mizerne. zadowolone z życia. Noga bolała jak sto choler. jak 54 Spasibo (roś. Mojsze? Coś taki nieswój?” „Dostałem fotografię swojej rodziny”. ja ojca do komina posłałem!” „Nie może być!” „Może. A tu komandoführer krzyczy. to dobrze”. . pewność i zaufanie. nosić telegraficzne słupy. i to dobry! . wiecie. Wszystko. a potem pogadamy. „Żeby ty się wściekł z takim dobrze. że Aryjczyków teraz nie gazują. Ale raz zrobiłem opatrunek jakiejś flegmony. oni jeszcze geszeft zrobią na tym swoim obozie! Oni i w krematorium. A w poniedziałek poszedłem na komando. a nie płaczemy”. ojciec . potem całego uda.rzekł „tutejszy” fleger. lignina. Cierpiał okropnie.Żydzi.) . rzucił mi się na szyję.Ja na tym bloku jestem od dawna i dużo pamiętam. bo nie ma za co. Swoją drogą.» I ojciec poszedł do komory. że mam fotografie?” Roześmieliśmy się. jak to jest. Ale odpoczynek jest. Nikt też nie dziękuje.mówię . Poszedłem go odwiedzić i zaniosłem mu zupy. a ktoś mi od drzwi mówi: . „Cicho bądź . bo posłałem. że nie wróci. bo jakże? Przy mnie mój przyjaciel. czy tam gdzie jeszcze.Gazowali dawniej . I powiedz.wykąp się w łaźni. On z Mławy i ja z Mławy. że trzeba pracować! Co miałem robić? «Idź. bo dwa dni jadą bez jedzenia. Ukrywałem Toleczkę.bo Żydzi jeżdżą jeszcze gorzej. Zdania były podzielone i co do jazdy. ledwo trzyma się na opuchniętych nogach. wiadomo. Płakał i mówił o matce. bandaż i won! Następny! Nawet człowiek na twarz nie spojrzy. I nie masz czym się chwalić.

tysiące ludzi zbitych.) . ulica Lwa Tołstowo dwadcat' piat'. czapki zdjąć 57 Häftlinge. bo jechał na wykończenie do Mauthausen. . Milczeliśmy. Każdy myślał o swoich rzeczach.” „Nie wiem.„Rozumiem” .) .przerwałem mu.. nie będzie państw... złapano tam dwóch uciekinierów. Powtórzyłem. przed wybiórkami. Ani obozów. czy przeżyję” . Mógłbyś i ty co opowiedzieć. ale raz go znaleźli. Zapaliliśmy papierosy.Poślednij.mogłem. gorod Chabarowsk. ulica Lwa Tolstowo.) rozumiesz 56 Häftlinge. ponieważ on i tak nic z rozmowy nie rozumie. Wtedy wystąpił lagerführer.i pojedziesz do mojej matki.Gadamy o obozie i czy świat będzie lepszy.Ja opowiem bardzo krótko. Wied’ eto poślednij boj . czapki włożyć 9 . Milczeliśmy.rzekł z naciskiem. gorod Chabarowsk.Rozejść się! Rozeszliśmy się.więźniowie. abyśmy wszyscy zrozumieli: . Na odjezdnym prosił o papierosy. Mützen auf (niem. „Przeżyjesz dorzucił z uporem . Tak widać trzeba. że idę do gazu.Kto się zachowuje jak świnia. akurat w Wigilię. nie będzie obozów. Postawiono szubienicę na placu. Szary w parę miesięcy później pojechał w transport. Poszczułem. gdy ich wieszano.) . który mógł jeszcze Toleczkę wyciągnąć z listy. „Zapamiętaj: moja matka mieszka w Dalniewostocznym Kraju.odrzekłem. Żeby nie było granic. Toleczka poszedł do gazu.. Mützen auf!57 Założyliśmy czapki. koło wielkiej choinki. .) ponimajesz (roś.. żeby nikt mu nie dał. ponimajesz?55 . Ale jak się skończy wojna i ty przeżyjesz.więźniowie. Szarego.. Toleczka. Cały obóz był zebrany na apelu. powtórz”. A adres matki Toleczki zapamiętałem dobrze: Dalniewostocznyj Kraj. Lagerführer rzekł na tradycyjną przemowę wigilijną: . Mówił do mnie: „To nic. Przyszedłem zaraz do niego.Häftlinge. co się stało. że zginąłem. Häftlinge. ludzie nie będą się zabijać. Jak byłem w Mauthausen. VII Gdyby opadły ściany baraków. Nie dali. Zaniepokojony Kurt spytał. Poszedłem do blokowego. Byłby to widok wstrętniejszy niż średniowieczne obrazy sądów 55 Wied' eto poslednij boj (. stłamszonych na pryczach zawisłoby w powietrzu. Kurt popatrzył na nas z uśmiechem i rzekł powoli. Ani wojny. Strzelił mnie w pysk i wyrzucił z budy.. Mützen ab!56 Zdjęliśmy czapki. Może źle zrobiłem.To ostatni bój (. będzie jak świnia traktowany. zwrócił się do więźniów i zakomenderował: .. Mützen ab (niem. Powiesz?” „Powiem”. zapisali. Był w gorączce. Witek mu streścił: . „Pojedziesz do mojej matki i powiesz jej. Po wojnie na pewno nie będzie granic. Na choince akurat zapalono światła.

odbiorą ci wszystko: ubranie. układamy cegły. czapkę. Nie ma dobra. Nosimy wory z cementem. aby zjadł. które na nią pozwala. do państwa. ani łopata nie jest twoja. żeby człowiek mógł pracować. jak się da: wytatuowali na nim numer.Cycera czy Demostenesa. Bo w rzeczach ziemskich nie odbija się ideał. żeby zaoszczędzić obroży. Prawo rzymskie! I dziś jest prawo! Co będzie o nas wiedzieć świat. potwornej cywilizacji. tyle kości. jeśli zwyciężą Niemcy? Powstaną olbrzymie budowle.ostatecznych. Teraz dopiero poznałem cenę starożytności. ale leży ciężka. Ciało wykorzystali. tory kolejowe. i jak lubiłem Platona.wyrwą ci złote zęby. Jaką potworną zbrodnią są piramidy egipskie. dali tyle snu w nocy. grodzimy grunta. Nie ma piękna. Dziś wiem. byle adwokata . autostrady. krwawa praca człowieka. z kości ozdoby. depczemy ziemię. Ale ani ten kawałek miejsca. Co prawda marnotrawią przy spalaniu tyle tłuszczu. I jedzenia tyle. już poprzednio zapisane w księgi obozu. Zachorujesz. tyle ciepła! Ale gdzie indziej robią z ludzi mydło. reszta należy do obozu. zna trybunów ludowych Grakchów i imię jednego tylko niewolnika . pamiętamy doskonale. których kiedyś podbiją? Pracujemy pod ziemią i na ziemi. Kto wie. zdradami. Jedno jest tylko miejsce do życia: kawałek pryczy. gdzie niewolnikowi wypalano znak własności na czole i krzyżowano za ucieczkę. która była wielką zmową ludzi wolnych przeciw niewolnikom! Pamiętasz.. jeśli w nim leży krzywda człowieka. niebotyczne pomniki. bo ma ciało. która była olbrzymim koncentracyjnym obozem. rwali marmur na świątynie i kamienie na drogi imperialne. To myśmy budowali piramidy. Spalą. miejsca. że kłamał. fabryki. przy łopacie.Spartakusa. świątynie i greckie posągi! Ile krwi musiało spłynąć na rzymskie drogi. popiołem wysypią pola albo osuszą stawy. Najbardziej wstrząsa człowiekiem widok drugiego człowieka śpiącego na swoim kawałku buksy. ani koszula. ze skóry ludzkiej abażury. usprawiedliwiali ojczyznami swoje intrygi. Oni robili historię i byle zbrodniarza . która tę krzywdę pomija.Scypiona. Zachwycamy się wycięciem Etrusków. kilofie i łomie. żeby bezproduktywnie nie zdechł. pod dachem i na deszczu. Zakładamy podwaliny jakiejś nowej. Cóż wie starożytność o nas? Zna przebiegłego niewolnika z Terencjusza i Plauta. może na eksport dla Murzynów. Pod każdą cegłą będą podłożone nasze 0 . przemycony szalik. wały graniczne i budowle miasta! Ta starożytność. Jak umrzesz . to myśmy wiosłowali na galerach i ciągnęli sochy. lorze. Ta starożytność. i tyle czasu w dzień. Oni byli estetyczni i dyskutowali na niby. Nie ma prawdy.. które musi zajmować. Myśmy byli brudni i umierali naprawdę. podstępem i łupiestwem. chusteczkę do nosa. wybiciem Kartaginy. a oni pisali dialogi i dramaty. walczyli o granice i demokracje. tyle mięsa.

za dużo zarobiliście. Tak samo firma Wagner i Continental od wodociągów. Były pola. I nikt o nas wiedzieć nie będzie. Wiąże nas nasza miłość i miłość bezgraniczna tych. cementu. aż tyle a tyle milionów! A jednak. czym możemy się dzielić: przeżycie! I choćby nam zostawiono tylko ciała na szpitalnej pryczy. Tak samo właściciele kopalń w Mysłowicach. Potem przyszliśmy my.ręce. odrzekła firma. Przywlekliśmy ze sobą świerzb. starców. że masz dłonie nie do kilofa i ciało nie przyzwyczajone do świerzbu. dobro i prawdę. Dziwne są dzieje tutejszej firmy Lenz. bunkry. tak samo zakłady rozbiórki szmelcu DAW. rozbiliśmy domy. ale twardej. Twarze rodziców. Nie pieniędzy. filozofowie. Wygnaliśmy ludzi. zaproponowała patriotyczna firma. co żyją dla nas i stanowią nasz świat. Kiedy ludzie chorzy i ci po pracy idą spać. Jaworznie. z której ktoś ciągnie niesłychany zysk. Widzę w ciemności Twoją twarz i choć mówię z goryczą i nienawiścią obcą Tobie. Zakrzyczą nas poeci. baraki. Firma ta wybudowała nam obóz. wiem. No tak. Dokonujemy olbrzymiej pracy. Ten z nas. że słuchasz uważnie. potargował się jeszcze Berlin. co pozostali. Lenz nie martwi się jednak: jak wszystkie firmy niemieckie powiększa kapitał zakładowy. a SS dawało materiały. Tych. Trzydzieści procent. ale my nie możemy. wytwórcy części barakowych i ubrań pasiastych. na naszych barkach będą noszone podkłady kolejowe i płyty betonu. kamiennej pracy. Gliwicach. Siemens od oświetleń i drutów elektrycznych. to niemożliwe. Jesteś wprzęgnięta w mój los. Stworzą religię. że za głowę złapał się nie tylko Auschwitz. żelaza i drzewa. będzie jeszcze przy nas nasza myśl i 1 . Wymordują nam rodziny. drogi polne i grusze na miedzach. Przy rozliczeniu rachunek okazał się tak fantastycznie milionowy. przyjaciół. powiedziano. adwokaci. chorych. którzy nie byli lepsi ani gorsi od innych. kominy. Wymordują dzieci. Panowie. flegmonę i wszy. Od tego czasu wszystkie rachunki firmy Lenz są odpowiednio obcinane. Postawiliśmy baraki. umiesiliśmy ją na błoto. firma Richter od studzien. krematoria. rozmawiam z Tobą z daleka. Trzy lata temu były tu wioski i osiedla. rzekł Berlin. kształty przedmiotów. Tyle tylko. hale. I jest to najdroższe. księża. które pozostały. który przeżyje. i na tym stanęło. nie towaru. Stworzą piękno. Tak samo olbrzymia firma samochodowa Union. Pracujemy w fabrykach i kopalniach. dostawcy cegły. Janinie. Obóz wypożyczał jej więźniów. płoty. To połowę. musi kiedyś zażądać równoważnika tej pracy. oto są rachunki. ale sam Berlin. Byli ludzie. zrównaliśmy ziemię. magazyny. Zrobił na Oświęcimiu olbrzymi interes i spokojnie czeka końca wojny.

Następuje procedura odwrotna: elektryk sięga do buta.Cicho. Francuzka w krzyk. klatki o wymiarach metr na półtora. nie bierze się za listy! A odpowiedź. Chodzę do niego co rano z Kurtem (bo to jego znajomy) i oddajemy listy do Ciebie.Ja wam meldung zrobię. .Kolego. Jakoż wieczorem idę do niego. Bronił Hiszpan Madrytu. Nowożeńców tymczasem sfotografowano i odstąpiono im na noc poślubną apartamenta puffu.. Więc przede wszystkim . tysiąc z małym okładem. wyciąga kartkę od Ciebie. I sądzę. jak będę mógł.. jak jestem szczęśliwy.długi elektryk. I na pewno nie lubi bunkra. a Hiszpan wciąż w obozie. natychmiast dać im ślub! Przywleczono Francuzkę z dzieckiem do obozu. 58 In corpore (łac. że gracie w czasie pracy zamiast obierać kartofle! Mnie zupa stoi bez kartofli! Ja wszystkie śluby mam w. H. Elektryk powiada.zaczęli go uspokajać inni dostojnicy. oburzył się: Taki nieporządek w nowej Europie. Bo elektryk nie ma zrozumienia dla naszej miłości. obładowuje się kiełbasami. Nazajutrz Francuzkę odesłano do Francji. .długi elektryk.. Elektryk. a z nią dziecko.nasze uczucie. gdy chcę elektrykowi wręczyć papierosy: . oddaje mi i krzywi się niechętnie. a on z nią pod pachę. Za nimi orkiestra in corpore58 za orkiestrą zaś wściekły esman od kuchni: . w Auschwitzu. bielizną damską. dopasowano elegancki. uciekł do Francji i przywieźli go do Oświęcimia.ślub Hiszpana. Elektryk jest łysy i nie ma zrozumienia dla naszej miłości. z bogatych zbiorów obozowych dobrano starannie krawat do skarpetek i dano ślub. że chce ślubu! Więc podanie do samego H. VIII Nie masz pojęcia.) . a Hiszpana w pasiaczkach na komando. Elektryk się krzywi na każdy list. który mu przynoszę. A zupa może być przecież bez kartofli. Jak to Hiszpan: miał jakąś Francuzkę. u nas. Po drugie zaś . który wygnano na dziesiątkę. Przede wszystkim .. a gdzieś do buta wkłada kupę listów..w komplecie. Jak dziecko nieźle podrosło. . z Hiszpana na gwałt ściągnięto pasiaki.Berlin kazał. Ponieważ elektryk jest bardzo długi i byłoby mu w bunkrze niewygodnie. to przyniosę. woreczkami z cukrem. wszyscy razem 2 . przez samego kapę pralni wyprasowany garnitur. fantastycznie stary numer. Potem szli nowożeńcy do zdjęcia: ona z synkiem i bukietem hiacyntów na ręku. że godność człowieka naprawdę leży w jego myśli i w jego uczuciu.

z lądu i wyspy. mówił o ludziach. ślub Hiszpana. Po drugie . Trochę zacinając się. powiedział. którzy pracują. bo stryszek zimny. Więc jestem szczęśliwy. jak człowiek. śmieje się i błyska! Szkoda.myśli Anioła Ślązaka. Staszek pisze słowami bardzo prostymi. twojej narzeczonej. to nawet śluby dają. O nadchodzącym braterstwie ludzi tworzących. O tym. Jakże to fatalne. Franz. w Auschwitzu. a ja mówiłem wiersze. ale znalazły. kończymy kursy. zwykła droga ludzkiej myśli”. Zebraliśmy się na stryszku. że Słowacki nie znał go. przyszedł lagerarzt Rhode (ten „porządny”. że właśnie ci musieli zginąć! Wiesz. zrobił mi ostateczny wykład o sensie wojny. i piliśmy wieczorną herbatę. . Śpiewał Franz pieśni austriackie. dali mi na drogę trochę lekarstw i parę książek.długi elektryk. Najcudowniejszy jest saksofon: łka i płacze. którzy niszczą. w Auschwitzu. a teraz my. Żyjemy. tylko Andrzej zginął i Wacek „nie żyje”. Wtłamsiłem je do paczki pod jedzenie. O zwycięstwie pierwszych i o klęsce drugich. lepiej. Po czwarte zaś . pomyśl tylko! dwa listy: jeden od Staszka i jeden od brata. co nie robi różnicy między Żydami a Aryjczykami). Długo mnie szukały. i o ludziach. w Auschwitzu. z Chicago i Kalkuty. że jest bardzo zadowolony i że teraz na pewno będzie u nas. który w obcym języku pragnie oddać treść od serca. ten od Wiednia. Więc przede wszystkim . jakby kija połknął. I prędko wyszedł. pracujemy i tworzymy. że ci dwaj najzdolniejsi z pokolenia. Najpierw kobiety.dostałem wczoraj listy z domu. pisze.rodzi się mesjanizm wśród zniszczenia i śmierci. Żegnaliśmy je muzyką kameralną. począłem pisać już rozpaczliwe listy i właśnie wczoraj. „Oto . „Lubimy cię i pamiętamy o tobie. bo wszystko do kupy: długi elektryk. Od prawie dwu miesięcy nie miałem znaku życia z domu i niepokoiłem się strasznie. Wyobraź sobie . w Auschwitzu.Cały zaś obóz chodzi. którą właśnie dostał z Wiednia. a z okien naszego grały im wyjątki z orkiestry: bęben. U nas. bo tu wieści są fantastyczne o stosunkach w Warszawie. pracują i tworzą.ślub Hiszpana. na pewno zostałby saksofonistą dla bogactwa jego wyrazu.” Żyją. U nas. żegnają nas dziś przez cały dzień. popatrzył na nas i nasze opatrunki. których on nie rozumiał. jak ostro stałem przeciw nim: ich imperialnej koncepcji budowania 3 . saksofon i skrzypce. o największej pasji tworzenia. przyszedł. Niedawno skończyły je flegerki z FKL. Zasiadły wszystkie u okna dziesiątego bloku. że się bije za nas towarzysz z naszego pokolenia z Londynu i Uralska.U nas. i pamiętamy też o Tuśce.myślałem . Po trzecie zaś kończymy kursy. Potem Franz rozłożył swoją paczkę.

Jak wrócę. podejmuję ten spór o sens świata. i o tym. Oby na drugim świecie znaleźli prawdę i miłość. o chłopcach z mego pokolenia..może jako pamiątkę po nas? Jestem wdzięczny przyjaźni ludzkiej. nieobecność w niej poety. I teraz pisze mi. ale o życie dla ludzi kochanych niech modlą się ci. miłości. Pustka. że nie jest naszym złem. Wydano je . jak kamienie. czołem bijącej o mur Awangardy.pisze brat. Myślałem. które pisane były tylko dla Ciebie i z którymi Cię aresztowano. I dziś zarzucę im ugięcie się wobec sugestywnych idei potężnego. która tak pięknie mówiła wiersze o harmonii i gwiazdach. bo mnie „wtrąciłaś” do obozu. Myślę. ich filozofii mętnej jak sam mistrz Brzozowski. Ewa. co mi pisałaś? Pisałaś. bo takie jest prawo ludzkie. wrócimy do świata. I pisze mi jeszcze brat o Twojej Matce. którego wadą jest to.żarłocznego państwa. podziw dla zła. jak rąbane kamienie. próg. Jesteśmy niewrażliwi jak drzewa. ta. Odeszli tak niesłychanie żywi. że na nas się skończy. że chowają wszystkie książki i wiersze.wprost ze środka życia.. Ale widzę ich twarze przez próg innego świata i myślę o nich. przyjaciół z innej barykady. że zachowuje po nas . „Są to wiersze o twojej miłości” . której tu nie spotkali! . walki. iż wrócimy i będziemy zawsze razem. że jesteś chora i że jesteś zrozpaczona. że pustka wokół nas robi się coraz większa. zaborczego państwa. na moich półkach bibliotecznych zastanę nowy swój tomik. ich nieuczciwości w rozumowaniu społecznym. Wiesz. Ale stamtąd ludzie odchodzą . jak to było naprawdę? 4 .. to pewne już z daleka zwycięstwo. ich teoriom sztuki narodowej. jak serdeczne listy pisuje Julek do mnie. pamiętasz. pustka coraz większa. I milczymy jak ścinane drzewa. którą dostałem od Ciebie w parę dni po przyjeździe do obozu. Że gdyby nie Ty. I dziś... Odeszli tak bardzo należący do tego świata. to ja itd. że myśli ona o nas i wierzy. że „jeszcze nie jest tak źle”. W pierwszej kartce. Drugi list jest od brata. że to symbolicznie splata się miłość nasza i poezja i że te wiersze. też rozstrzelana. Że tylko my zeszliśmy na dno. nieobecność w niej człowieka. i czuję. Odchodzą dalsi i bliżsi i już nie o sens walki. że czekają. gdy oddziela nas próg dwu światów. Że jak wrócimy. Żegnam ich.poezję i miłość i że nasze prawo do nich uznała. ich praktyce poetyckiej.. który nie zaznał tej okropnej atmosfery dławiącej nas. którzy modlić się umieją. A wiesz. . który i my przekroczymy. tak ze środka dzieła. że myślą o nas. I dziś zarzucę im bezideowość poezji. które budowali. ich stylowi życia świadomego i nieświadomego zakłamania. styl życia i oblicze poezji.

Czytałem jakieś wycinki gazetowe i nowelę Maurois o człowieku. że może z sąsiedniego pokoju nie usłyszę. Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem umówionym znakiem.) . że będę na obiedzie i że się bardzo śpieszę. IX Wróciliśmy już. że to są głupstwa. które będą u nas. zamknąć w nie duszę swoją i kochanej kobiety. które napiszę. Przypatrywałem się długo drzewom Łazienek. jak zwykle z teczką. że zgasła karbidówka. Od tego czasu minął rok. Wiedziałem. Otworzyli mężczyźni z rewolwerami w ręku. a jego dusza i dusza kobiety musiały się rozwiać we wszechświecie. O wierszach. Dla odprężenia poszedłem piechotą przez Puławską. który robił punkcję. gdzie trzeba. Będzie to róża rzucona na zamkniętą grubą księgę z wielkimi średniowiecznymi okuciami. A o te nogi się staram. ale żeby doszły.jak zwykle w środę . Potem czekałem na Twój telefon. Nie dzwoniłaś. wykręciłem psu ucho i poszedłem do Twojej Matki. Po południu był u mnie komplet . że teraz to na pewno będę najlepszym flegerem wśród literatów. Lecz myślę często o przyszłości. bo je bardzo lubię. to wróciwszy. aby nauczywszy się zamykać ludzkie dusze w naczynia wiecznotrwałe. Jeśli byłem. Potem postałem z mądrą miną koło doktora. ale myślę o nich. o książkach. nasmarowałem chorych na kręcę herbatą z mięty. czerwonych sznurowanych butach. że czekałem na umówiony Twój telefon od Marii. Potem wziąłem dwa ostatnie zastrzyki prontosilu59 i posyłam Tobie. że mogłoby być inaczej. że mówiłem coś o swojej pracy językowej. który ważył dusze po to. siedziałem znów przy telefonie. które będziemy czytać. Poza tym cały dzień łażę za listem do Ciebie. Nogi mają poza tym czarne okulary. Zjadłem śniadanie.lek przeciwbakteryjny 5 . Nad ranem zasnąłem. Ale może to sugestia. Matka była zaniepokojona o Ciebie. ślady krwi. są 59 Prontosil (łac. Mam nawet pomysł na nasz ekslibris. czy byłem na obiedzie. muszę mieć nogi. bo przyrzekłaś. Poszedłem po staremu na swój blok. Pojechałem tramwajem do Marii.to te kartki. że nigdy nie żałowałem. powiedziałem. Ale zamknął tylko dusze dwu przygodnych cyrkowych błaznów. z książkami. bałem się. Wiem. jeżeli. List do Ciebie .. iż jesteśmy razem. O życiu. a dziś z rana umyliśmy pospołu podłogę. Wreszcie znalazłem jedną parę w długich.Było tak. że musisz zadzwonić. o przedmiotach..zdaje się. Wreszcie nasz fryzjer blokowy (z cywila restaurator spod Poczty w Krakowie) Heniek Liberfreund uznał. i zdaje się. Ale piszę to po to. którym będziemy żyć. I nigdy nie myślę. Nie pamiętam. Z rana poszedłem do domu. Na schodach leżały niezwykłe ilości niedopałków i jeśli dobrze pamiętam. abyś wiedziała.

Że wczoraj niedziela. nalani tłuszczem. Raz obiad na efekty. słusznie rozumują..sanitariusz SS 61 Ordnung muss sein (niem.podłożyć go. ale wszy ani jednej. dla przyjemności. Wychodziliśmy już z bloków po skończonej kontroli. Te bowiem muszą przejść przez naszą szrajbsztubę. Przy moim szczęściu i obozowej zaradności. Na porządku świat stoi. odgrodzonego od reszty obozu murem. na organizację i w odwiedziny. przyjaciela z naszego byłego komanda. tylko błota dziwnie przybyło. jak się nadarzy okazja. Nie zmieniło się nic. powiadają. Radziłem im wysmarować się balsamem peruwiańskim na świerzb. rewir 6 . Ja zachorowałem i poszedłem na KB62. gdzie należy. Sanitatsdienstgrade) .Nie umarłeś jeszcze. to ty? Potrzebujesz czego? Jak masz jabłka. . Chyba że pójdę pod opieką. naszą trupiarnię i nasz SDG60 musi je własnoręcznie obejrzeć. Więc nogi chodzą na FKL i są wcale dla mnie życzliwe. a raz dymu. Wiosną pachnie. Z lasu ciągnie raz zapach sosen.szpital. gdy na lager wróciło z kremo sonderkomando. List tedy wysyłam natychmiast. . Czuję się nawet w nastroju podróżnym. I jeszcze rozglądam się po krajobrazie.porządek musi być 62 KB (z niem. Będą się ludzie topić w błocie. a raz muzułmani z Buny. uginając się pod ciężkimi tobołami.) . A mnie też. . mają żonę na babskim i wiedzą. lecz tego szmuglują najwięcej. Krankenbau) . Wyciągnął serdecznie rękę. Krzyki. Raz jadą samochody z łachami. Im wolno wszystko przynosić prócz złota. przy pierwszej wycieczce muszę wpaść. a raz esmani na zmianę warty. czyli mniej poetycznie . Spod bloków wyrwały się grupki ludzi. Moi przyjaciele radzą wziąć pled i .barczyste i chodzą co dzień na FKL po trupy dzieci płci męskiej. . a sam staram się przyjść do Ciebie. Nie zmieniło się nic. Same. jak jest ciężko. On miał więcej „szczęścia” i poszedł do sonder. byliśmy na lagrze na kontroli wszy. wymiecione klepiska i zastarzały zapach ludzki.Nic ciekawego. Wreszcie sonder znikło w bramie swego. Nie darmo odwszenia trwają przez całe noce. Czeski my zagazowali. A osobiście? 60 SDG (z niem. przekleństwa i razy kotłowały się w powietrzu.To wiem i bez ciebie.. Szli odymieni. Zawsze lepiej niż łopatą robić o misce zupy. wpadały w maszerujące szeregi i porywały upatrzone pakunki. Abramek? Co słychać? .odrzekłem przyjaźnie. podwórza. Okropne są bloki obozowe zimą! Brudne buksy. Zaraz jednak chyłkiem poczęli się wymykać Żydzi na handel.Ordnung muss sein61. Bloki nabite ludźmi.Nie.A. Dlatego list zabiorą ot tak. Zahaczyłem jednego z nich. jabłek nie mam dla ciebie .

A taki. blok i znowu komin? Albo ja mam tu kogo? A. u nas.) . Potem pali się samo i jest gemacht63. jak cały świat. Roześmiał się dziwnie i popatrzył mi w oczy: .Winszuję . że bierzemy cztery dzieciaki z włosami. chcesz wiedzieć .rzekłem sucho.. .osobiście: wykombinowali my nowy sposób palenia w kominie. jak umiemy. Jak by szło inaczej wytrzymać? I wsadziwszy ręce w kieszeń odszedł bez pożegnania. fleger. .. my musimy bawić się.osobiście”? Komin.Te.Osobiście? Jakie u mnie może być . jak cały obóz. 63 Gemacht (niem. w Auschwitzu. A wiesz jaki? Byłem bardzo uprzejmie ciekaw. bez entuzjazmu. Ale to jest nieprawda i groteska.zrobione 7 . przytykamy głowy do kupy i podpalamy włosy.

letniego tłumu. Ludzie usiedli na trawie i patrzyli w naszą stronę. Wreszcie się zatrzymał. Zakładało się trawniczki z wycinanej koło boiska murawy. Widocznie kobiety były już ubrane w letnie stroje. Podlewało się to co dzień wodą przywożoną beczkami z obozowej umywalni. Z prawa od pola były krematoria. chorzy sami leżeli w łóżkach. obok FKL-u. Była niedziela. Znów poszedłem po nią. Mówiło się FKL . Pobiegłem za nią. dołączali do niego ciągle nowi ludzie z wagonów. Między jednym a drugim kornerem za moimi 8 . słoneczniki i czosnek. za nim rampa z szerokimi torami kolei. jedne za rampą.tyłem do rampy. KTÓRZY SZLI Najpierw budowaliśmy na pustym polu. Przeszła od nogi do nogi i wróciła łukiem pod bramkę. Inni szli pod druty i rozmawiali przez całą szerokość rampy z FKL-em. Pole leżało „dobrze” . Tak się nie mówiło. które z drugiej strony rampy odkrzykiwały im.LUDZIE. boisko do piłki nożnej. Solidne budynki. a za rampą obóz kobiecy. Podnosząc ją z ziemi. Siało się szpinak i sałatę. wciąż zapełniona wagonami.z lewa cygański z jego wałęsającą się dzieciarnią. Teraz kwiatki rosły same. Piłka poszła na aut i potoczyła się aż pod druty. Mężczyźni zdjęli marynarki i świecili białymi koszulami. Na rampę zajechał właśnie pociąg. mocno osadzone w ziemi. Właściwie nie żaden obóz kobiecy.i wystarczy. Za krematoriami lasek. Potoczyła się w trawę. Pod drutami znów stali flegerzy i krzyczeli pozdrowienia dla dziewcząt. Raz stałem na bramce. Wagony też odjechały. spory tłumek flegerów i podleczonych chorych otoczył boisko. skończyliśmy boisko. Co dzień po rozdaniu wieczornych porcji na boisko przychodził kto chciał i kopał piłkę. Widać było doskonale bloki FKL-u. Wybiłem ją na korner. Pochód szedł wolno. Z towarowych wagonów poczęli wysiadać ludzie i szli w kierunku lasku. kobietami siedzącymi po ustępach i ślicznymi. Wróciłem z piłką i podałem na róg. tuż przy drucie. ktoś po nim uganiał się za kimś i na pewno za piłką. drugie bliżej. a myśmy grali w nożną. Wróciłem z piłką i wybiłem ją w pole. Budowaliśmy boisko wiosną i jeszcze przed jego skończeniem poczęliśmy siać pod oknami kwiatki i wykładać tłuczoną cegłą czerwone szlaczki naokoło bloków. Kiedy podlewane kwiatki podrosły. spojrzałem na rampę. którym szło się do białego domku. Stałem na bramce . wysztyftowanymi na ostatnią nitkę flegerkami. z tyłu drut. pierwszy raz w tym sezonie. I podnosząc z ziemi znieruchomiałem: rampa była pusta. Z daleka widać było tylko plamy sukienek. Nie pozostał na niej ani jeden człowiek z barwnego. leżącym za barakami szpitala.

wybranych z tych ludzi . Obok naszego obozu roboczego był nie zamieszkały i nie wykończony odcinek C. I nieśli tłumoki. Na wybrzeżu Francji lądowały wojska sprzymierzone. Kiedy siadałem do obiadu. mężczyźni i dzieci.ludzie szli .tą i tamtą drogą. Bielizny nie dostały. Zapewne. Gotowe stały tylko baraki i ogrodzenia z na-elektryzowanego drutu. pofarbowanych na olejno łachów. Miał się ruszyć front rosyjski i podejść aż pod Warszawę. Potem ludzie poczęli iść dwiema drogami do lasu: drogą wprost z rampy i tą drugą. pokropiliśmy podłogę. Odmykano im wagony i ludzie poczynali iść . ale życie. Doktorzy robili opatrunki. Lecz u nas w nocy i w dzień czekały na stacji szeregi pociągów załadowane ludźmi. bez słowa.plecami zagazowano trzy tysiące ludzi. ubrano w letnie sukieneczki bez rękawków.ponad trzydzieści tysięcy kobiet.ludzie szli i szli. Wewnątrz mnie całe ciało drgało i burzyło się bez mego udziału. fryzjerni i nowych. W dzień doskonale było je widać przez 9 . aby nie było kurzu. ale niektórzy mieli szczęście iść dalej. a niektóre bloki nie miały prycz. życie w obozie.a ludzie szli i szli .którzy szli. Patrzyłem w głąb nocy. lepszego. Ani łyżki.tą i tamtą drogą. Po południu przynosiłem paczki z magazynu. Na odcinku C władowano do tych bloków po tysiąc i więcej młodych dziewcząt. W ciepłe wieczory siadałem w drzwiach bloku i czytałem Monfrere Yves Pierre'a Loti . ani miski.w ciemności świeciły lampy nad drutami. która dla nich nie oznaczała tylko łaźni i odwszenia. zastrzyki i punkcje. Niedługo potem poszedłem ze szpitala na obóz. otępiały. Kobiety te ostrzyżono do skóry. z obozu. Mieli zresztą jedną strzykawkę na cały blok. Z lasu podnosił się ogień i rozświetlał niebo. Droga leżała w mroku. ani szmaty do ciała. choć czułem każde jego drgnienie. Wychodziłem nocą przed blok . niż jadałem w domu . Obie wiodły do krematorium. Ale nie było papy na dachach. Nie panowałem już nad nim. a wraz z ogniem podnosił się ludzki krzyk. Kiedy wstawałem z rana do mycia podłogi. Birkenau leżało na mokradłach u podnóża gór. lecz słyszałem wyraźnie oddalony gwar wielu tysięcy głosów . które były przywożone jeszcze z rana z głównej poczty. aż do zauny. Dwadzieścia osiem bloków . Kobiety.tą i tamtą drogą. Byłem zupełnie spokojny. ludzie szli . W bloku było dużo słońca. Dnie były pełne wielkich wydarzeń. z drugiej strony naszego szpitala. Pisarz roznosił listy. Przy pryczach trzypiętrowych końskie bloki obozu w Birkenau mogły pomieścić do pięciuset ludzi. lecz również życie.tą i tamtą drogą. bez ruchu. ale ciało buntowało się. pootwieraliśmy na oścież drzwi i okna.

elektrycy zakładali światło. że można je było ukraść. Wszystkie dachy nad budami blokowych na całym Perskim Rynku zostały pokryte przeze mnie i moich towarzyszy. Perski Rynek nie był obozem gotowym. Kryliśmy bowiem zorganizowaną papą i lepiliśmy zorganizowaną smołą. Komando Wagner budowało na nim drogę z kamienia. a murarze przynosili ukradzione żelazne piecyki i murowali.przejrzyste powietrze. biodrzaste blondyny w wysokich butach z cholewami. Na bramie stały wachmanki. Niejedna z nich miała swoich kochanków wśród murarzy i cieśli. Każdą rolkę papy. Później szły same na kontrolę bloków. gdzie trzeba. kobietami z bloku. Rano tonęły we mgle i zdawały się być oszronione. naczynia blaszane i skrzętnie składali je do magazynu do dyspozycji szefa. żywnością. były zsiniałe od zimna i tuliły się do siebie jak stado kuropatw. Oddawały się im w nie wykończonych umywalniach albo w budach blokowych. które objęły tu wszystkie funkcje. sobą. Wtedy poznałem oblicze tego dziwnego obozu. którą ubijał wielki walec. Nie robiliśmy tego również przez solidarność ze starymi numerami. Tyle zresztą było pożytku z tych wszystkich kołder. rozkradana przez pracujących tam ludzi. Zapłacić różnie: złotem. Jeszcze inni kładli podwaliny pod dobrobyt odcinka: zwozili kołdry. Potem wjeżdżaliśmy w głąb obozu między jakieś bloki i tam na placu rozpalaliśmy 0 . jak myśmy łatali dachy. Nie czyniono tego z nakazu ani przez litość. Kapie. ruchliwego. gwarnego rynku. pchając przed sobą wózek z papą i smołą. W dnie pogodne kobiety wychodziły z bloków i kłębiły się na szerokiej drodze między blokami. koce. świeżo zakładanych na wszystkich odcinkach Birkenau. ale kobiety. Blondyny rewidowały nas i wpuszczały do środka. koców i naczyń. ani wieku.perskiego. które o dwadzieścia metrów na prawo stały od piątej rano na apelu. Oczywiście. Ranki te orzeźwiały nas przed upalnym dniem. zarządzającego esmana. każdy kubeł smoły blokowe musiały zapłacić. prominentom z komanda. Przez swoją egzotyczność . Inni gmerali przy kanalizacji i umywalniach. Przychodziliśmy z rana pod jego bramę. Tylko białe plamy i pastelowe postacie. Barwne letnie suknie i kolorowe chusteczki zakrywające gołe głowy sprawiały z daleka wrażenie jaskrawego. część z tych rzeczy natychmiast szła na obóz. Nazwaliśmy ten obóz Perskim Rynkiem. komandoführerowi. Z daleka kobiety nią miały ani twarzy. ponieważ ranki były niezwykle zimne i nasiąknięte mgłą. flegerkami z FKL-u. Jak która. stolarze robili budy i sprzęty do bud z zorganizowanego drzewa. Tak samo.

jesteśmy głodne . brutalnych mężczyzn.płakały . W końcu zaczęliśmy przychodzić z pustymi kieszeniami i nie dawaliśmy nic. zaplątane cherubinki na obrazie sądu ostatecznego. . miały swoich kochanków i tak samo kradły margarynę i konserwy.Wy przecież jesteście mężczyznami i możecie wszystko . na szorstkich. zimno. tęgą. ale. który miał zepsute zęby.ogień i gotowaliśmy smołę.. sznurówkę. Spędzał z nią długie godziny. Dlaczego nie chcecie podzielić się z nami? Rozdawaliśmy im wszystkie drobiazgi.Lecz przecież nie umarli? . . Żyd kupował dla niej świeże jajka. kawałek papieru. Zdejmowaliśmy koszule dla nich. Były młode dziewczęta patrzące ze zdumieniem na tłum kobiet koło nas i z pogardą na nas.. Dziewczęta te miały za sobą po parę lat obozu. łyżkę. Kochał się w niej Żyd z naszego komanda.czy tylko im jest lepiej? . Były wśród nich maleńkie dziewczynki z nie obciętymi włosami.pytały się kobiety. i opakowane miękko rzucał przez druty. Mimo zewnętrznej szorstkości zachowały kobiecą miękkość i .Im jest na pewno lepiej. Pamiętały początki FKLL-u. nie zważając ani na kontrolę esmanek. jak wydawało się nam z perspektywy drugiego odcinka. zebrane z całego obozu. jeżeli istnieje sprawiedliwy Bóg .Tak długo żyjecie w tym obozie i nie umarliście.. Budę miała urządzoną też na różowo i różowe firaneczki w oknie wychodzącym na blok. Pewnie. Kobiety natychmiast oblegały nas tłumem. chusteczkę do nosa. o dwadzieścia metrów na lewo stąd. wywracaliśmy kieszenie na znak. bez zwykłych kpin i szyderstwa. ołówek. . śpiesząc się do swojej pracy. Odchodziliśmy w milczeniu. patrząc nam niespokojnie w oczy.dobroć. miłą dziewczynę w kolorze różowym. który chodził z olbrzymim rewolwerem przytroczonym do letniego białego munduru. Były mężatki rozpaczliwie proszące nas o wiadomości o zaginionych mężach. . że już nic nie mamy.ale pamiętam Mirkę. były matki szukające u nas śladu po swoich dzieciach. chleb. Powietrze w budzie osiadało różowym refleksem na twarzy i dziewczyna wydawała się jakby osnuta delikatnym welonem. 1 . . a kał ludzki potwornymi stosami gromadził się w blokach. ani na naszego szefa.odpowiadaliśmy poważnie. kiedy trupy kobiet leżały pod wszystkimi blokami i gniły nie wynoszone ze szpitalnych łóżek. znające język tych kobiet. aby zapłacić za przywiezione koce albo sukieneczki z efektów.mówiły.. Blokowymi na Perskim Rynku były Słowaczki.Nam jest tak źle. Na pewno macie wszystko. Te kobiety nie były jednakowe. Błagały o scyzoryk.

a raz. Nie miała u siebie budy. która szła na zmianę.Niech nie myślą . . Usiadłem koło gotującego się kotła i mieszając smołę.pan wie.A jeśli człowiek zrobi źle. kiedy byłem bliski śmierci w obozie.Patrzcie. tylko parę kocy rozłożonych na łóżku i parę zawieszonych na sznurkach zamiast ściany. Otrząsnęła się gwałtownie i zaczęła łkać. pobudki wewnętrzne.odpowiedziałam powściągliwie. rude dziewczynisko o szerokich stopach i czerwonych dłoniach. ale nic od nich nie zabiorę.spytała mnie podczas jakiejś żartobliwej rozmowy. Któregoś dnia Mirka podbiegła pod dach.ujawnienie sprężyn. . Pomóżcie mi! Żyd położył jej rękę na ramieniu.Chyba tak. . Kiwnęła ręką na Żyda i krzyknęła do mnie: .szepnąłem cicho. Drogą między odcinkami wracała do wagonów jedna grupa Kanady i minęła drugą.mówiła. gdzie go nie posiali. Przywoziły nowych ludzi. przecież ono niedługo umrze! Powiedzcie. o ile nie ma jakichś wyższych norm sprawiedliwości niż ludzka. nieważność winy wobec istotnego 2 . co ja mam robić? Dlaczego ono tak nagle zachorowało? Dziecko spało bardzo niespokojnie. żeby nie poszło do gazu.Ładne! . bo wyrastał. wysokie.Czasami . Było jak róża w złotym otoku: rozpalone policzki i złota aureola włosów. W pewnej chwili złapałem się na myśli. . Chwyciła nas za ręce i pociągnęła do siebie. . którzy będą szli. Wprowadziła między prycze i wskazując na barłóg pełen kolorowych kołder i na dziecko leżące pośrodku rzekła z afektacją: . prawda? .że człowiek ucieka od nich. to będzie karany. Z lasu podnosił się dym.Jakie ładne dziecko . Esmanka może je znaleźć. Rozumiesz . że ładne! Ale ono może umrzeć! Muszę je ukrywać.krzyknęła Mirka . Wzruszyłem ramionami i wyszedłem z bloku. wskazując kobiety leżące głowa przy głowie na pryczach . .Szefa zwaliśmy słusznie Filipkiem. Pamiętam również drugą blokową. Roześmiałem się z niedorzecznej myśli i poszedłem na dach przybijać papę. na którym kładliśmy papę. Z daleka widać było wagony idące wzdłuż rampy. Nic im nie mogę dać.Wierzysz w życie pozagrobowe? . myślałem długo.Raz wierzyłem w więzieniu.Niech pan zejdzie! Może i pan coś pomoże! Zsunęliśmy się z dachu po drzwiach bloku. że chciałbym mieć takie dziecko o rumianych we śnie policzkach i rozrzuconych włosach. .

Ten dym. niech siedzi w bloku! Myślisz. Zapchali ich do piwnicy i udusili gazem! Rozumiecie.Ciebie! Ty przyjdziesz i pójdziesz.Pytałyście mnie. bo mi was żal. a ja? Proszę ich. żebyście wiedziały.sensu świata.rzekła z ironią i weszła w głąb bloku. Blokowa podniosła rękę. Ruda blokowa chwyciła się za głowę. Wiadomo. że ludziom. jak moich rodziców! Oni palą się na stosach i w krematoriach. która chora.A ty byś robił dobrze.nie trzeba karać? . Najpierw ludzie spali na podłodze bokiem i 3 . To odczują jako sprawiedliwość. nie wystarczy sama sprawiedliwość. mężowie i rodzice nie są wcale w innym obozie.I myślisz. ja kryję dachy i chcę przeżyć obóz. kiedy same pchają się do gazu! Jakaś dziewczyna śpiewała na piecu modny przebój.Ciągle. gdzie są wasi rodzice i wasze dzieci. . Ale jak im pomóc. normalnie! . . aby nie myślały. . głowa przy głowie. że wierzą? Przecież człowiek chce tylko ich dobra. Czy zbrodnia popełniona na płaszczyźnie może być karana w przestrzeni? . Na bloku zrobiło się cicho. żeby winowajcy też ucierpieli niesprawiedliwie. .rzekła spokojnie do wystraszonej śpiewaczki. żeby nie dać swojej kochance! .kiwnęła głową w nieokreślonym kierunku . Trudno. jakbyś mógł? . Wyciągała z buks śpiewaczki i kazała śpiewać. Teraz wam powiem. to jasne. W obozie zaczynał się już głód.Myślę. To z waszych dzieci! A teraz śpiewaj dalej . potem sporadycznie. gazem! Jak miliony innych. bo i z wami zrobią to samo. że ich . W nieruchomych twarzach świeciły się wielkie oczy. Tancerki i kazała tańczyć. . kobiety z buks zaczęły klaskać. która ciężarna. jeśli zachorujecie! Wasze dzieci.Mnie też proszą.Ale tak po ludzku.syknęła i wskoczyła na piec. Nie mówiłam wam. Ruda blokowa łaziła między buksami i zagadywała kobiety. Kobiety leżały piętrami na buksach.krzyknęła. niech się nie zgłasza do lekarza.Ja już nie mogę dłużej! Przecież to wstrętne . którzy cierpią niesprawiedliwie.Powinna być ukarana. Najpierw bili i zabijali na komandach nagminnie.krzyknęła.Złaź! krzyknęła do dziewczyny.Cicho! . . . choć nikt nie wymówił słowa. że Oświęcim i Birkenau szły od złego do dobrego. żeby do nich napisać. jak wam mówią. . .Tyś jest mądry chłop! Ale zupy tobyś sprawiedliwie rozdać nie umiał. gdzie są ich matki. ojcowie. Chcą. . zeskoczyła z pieca i wyszła z bloku. Deklamatorki i kazała mówić wiersze. Proszą. ciągle pytają mnie. który widzicie nad dachami. Dziewczyna uśmiechała się i kłaniała.Nie szukam nagrody. Gdy skończyła. to wcale nie z cegielni. błagam. .

były to sztubowe trzymające się za ręce. Rozłożyste blondyny. Jak obóz obozem. Po trzech czy czterech latach nikt nie wierzył. W pierwszych latach nie wolno było przysyłać paczek. Oglądaliśmy znowu Oświęcim z czterdziestego roku. której u nas na blokach nikt nie jadł. co chcesz. to możesz z nimi zrobić. spędzaliśmy na Perskim Rynku u blokowych. była prawie dziewiąta. Po stronie kobiet . i nawet pojedynczo na łóżkach. W obozie było „coraz lepiej”. wreszcie . Zanim je policzono. Wolny czas. brzuchate i wrzucały do środka „oka”. małą zgrabniutką sprzątaczką z ustępu.tą drogą. A że im będzie coraz gorzej. Wtedy dostawały zimną kawę. 4 ..ile chcesz. Pod blokami rozmawiało się z cieślami i murarzami. Czasami wchodziła esmanka na blok. pod blokami albo w ustępie. Czasem wypędzano je z bloków w dzień na apel nadprogramowy. już w sweterkach i pończoszkach. Nie wolno było mieć kieszeni. O trzeciej po południu zaczynały apel wieczorny i dostawały kolację: chleb i dodatki do chleba.tłok i wrzask. tym lepiej jest w obozie. że przeżył.. potem na pryczach. Wychodziły kobiety z buks i ogarnięte „okiem” szły pod bramę .dodatek za pracę. Pięćset. u nas cisza i miły chłodek od betonowych urządzeń. Wpierw ludzie stali po dwa dni na apelu. aby dzień zeszedł.. Im gorzej Niemcom na froncie.obracali się na komendę. brzydsze. robiło się. wyciągały z szeregów chudsze. esmanki w butach z cholewami.. Od godziny piątej rano stały na apelu. bo materiału było mało. Ponieważ nie pracowały. nie przysługiwała im culaga . Kobiety pożądliwie chłeptały zupę. do godziny dziewiątej. później pozwolono na pięćset gramm. „Oko” . i był dumny. że mogłoby być po dawnemu. sześćset. kobieta patrząca na kobiety. kto chce iść do lekarza? która jest ciężarna? dostaną mleko i biały chleb w szpitalu. Śmierdziały potem i krwią kobiecą. nie było takiej kanady na baby! Ustęp jest wspólny dla mężczyzn i kobiet.też na tę drogę. Tyle że przedzielony deską. Ustawiały się ciasno piątkami i jedna za drugą wchodziły do bloku. Plątały się koło nich kobiety.. Nikt się nie krępuje i nikomu sytuacja nie przeszkadza. Przynieś byle jaką szmatę.. Na Perskim Rynku czas cofnął się wstecz. Siedzi się tu całymi godzinami i prowadzi się długie dialogi miłosne z Katią. tysiąc wybranych kobiet. Człowiek już tyle widział w obozie. jak kto chciał. U blokowych piło się herbatę albo szło się przespać na godzinkę do budy na gościnnie użyczonym łóżku. potem tylko do drugiego gongu. Pytała. Szły wszystkie . Rozglądała się bo buksach. Napełnione kobietami „oko” posuwało się jak makabryczny taniec pod bramę obozu i wsiąkało w „oko” ogólne. Tworzyły zamknięte koło. później pozwolono nawet na ubrania cywilne na terenie Birkenau.

Potem chodziliśmy na efekty smarować na nowo zaciekające dachy. Orkiestra pod bramą grała fokstroty i tanga. który biegnie do rowu i gwałtownie ściągając spodnie kuca w nim. starcy. inny cukier.Nie co dzień gazowali tyle. Obóz patrzył na idących.To weź inaczej: z Koszyc i Munkacza prawie sześćset tysięcy.tą i tamtą drogą. że to już niedaleko. Używa wtedy tych samych prostych słów. któremu tak spieszno do komory gazowej. zwykłe okruchy. Inni smażyli boczek z cebulą i zagryzali 5 . dzieci.. leżały na wierzchu. Kobiety. Potem wróciła pogoda.Nie zabraknie. Patrzyli na nas z litością i rzucali nam chleb przez druty. nie mogąc wyjść do pracy. bo drogi były przez nich zatarasowane. Potem przyszły deszcze i wiał ostry wiatr. i poklepują po ramieniu jakiegoś staruszka. Na rampę nieprzerwanie podjeżdżały wagony i . Za gromadą ludzi powolutku idą esmani.Ja. Staruszek kiwa głową. Od świtu do późnej nocy stał cały Perski Rynek na apelu. Zresztą.. Człowiek wzrusza ramionami i patrzy na drogę. a z Budapesztu? Ze trzysta tysięcy będzie? . . Gotowaliśmy kompot i nieśliśmy na dach.Tak minął czerwiec. co tu gadać. do picia tym. wszystkich przywieźli. inny worek suszonych wiśni czy śliw. Esman pokazuje mu oddalającą się gromadę. cholera ich wie. ale chyba to się niedługo skończy? Przecież ich wszystkich wy tłuką. Ranki wstawały przenikliwie zimne. licz po dwadzieścia tysięcy dziennie. Pokazują. Człowiek posiada małą skalę reagowania na wielkie uczucia i gwałtowne namiętności. cztery kominy i parę dołów. Szli powoli. Rozpalaliśmy ogień pod smołą i szliśmy na organizację. Jeden przynosił wiadro z wodą. Często staliśmy rano. nie przykryte ani od słońca. Piętrzyły się tam góry łachów i nie wypaproszonych tłumoków. . zwracając ku nam milczące twarze.Iluż ich już przeszło? Od połowy maja prawie dwa miesiące. dobrotliwymi uśmiechami zachęcając do marszu.ludzie szli dalej. Kobiety zdejmowały z rąk zegarki i ciskały nam pod nogi. Człowiek uśmiecha się ubawiony. Wyraża je tak samo jak drobne. podciąga spodnie i śmiesznie podrygując. że możemy wziąć.Nie wszystko ci jedno? . ani od deszczu. . gestami pokazując. Dnie były pogodne i smoła topiła się na dachach. Przez dnie i noce ludzie szli . Koło miliona! . biegnie za nią. którzy markowali robotę. luźnymi gromadami i trzymali się za ręce. którzy szli. Szli za drutami. widząc innego człowieka. Skarby zabrane tym ludziom.

tą i tamtą drogą. chwyciła go za rękę: . bądź odważna.stopień w SS odpowiadający starszemu sierżantowi w wojsku 6 . organizowali dla przyjaciół i kochanek. Rozbierano do naga i albo oberscharführer64 Moll strzelał z floweru. nie wyswobadzając ręki. Przychodziło Sonderkommando i wywlekało trupy na stos. odsłaniając kark. Rozebrano je obie w komorze. Kobieta na ten ludzki. uderzony cudowną pięknością jej ciała. Człowiek pchnął kobietę do płonącego rowu i gdy padała. albo spychał żywcem do płonącego rowu. Z dachów doskonale widać było palące się stosy i pracujące krematoria. i nieśliśmy na obóz. Szarpnęła się.) . prostaczy gest odprężyła się. matka poszła przodem. Będę cię prowadził. Po paru minutach. Czasami po zagazowaniu takiego transportu przyjeżdżały spóźnione auta z chorymi i pielęgniarkami. rozbierał się. prawie nie celując. Kiedyś samochodem przyjechała młoda kobieta. która nie chciała odejść od matki. otwierali okna i drzwi z boku i wywietrzali. Ujął ja za rękę i powiódł. który miał prowadzić córkę. Coraz mniej ludzi szło do krematorium. Noce zapadały po dniach. Zresztą nadeszły inne 64 Oberscharführer (niem. chodź. FKL. Kradliśmy wszystko.Powiedz. co oni ze mną zrobią? . Z końcem lata przestały przychodzić pociągi. Ci z obozu czuli z początku pewną pustkę.Pamiętaj.od nowa każdego dnia. Ci w obozie mieli swoje troski: czekali na paczki i listy z domu. Perski Rynek. Trzask i woń palącego się tłuszczu i ciepło bijące z dołu przeraziły ją. intrygowali między innymi ludźmi. Kiedy napełnił się kobietami wybranymi z ludzi. którzy szli. Tłum wchodził do środka. zatrzymał się. które nie wystarczały nawet na porządne zasmarowanie kawałka papy. Meksyk. usłyszał jej okropny. obóz cygański. urywany krzyk. otwarto naprzeciwko Perskiego Rynku . Nie patrz tylko. I tak od rana do wieczora . drugą ręką zasłaniając jej oczy. nie wstydzę się ciebie! Powiedz! . światło i wstawiano szyby. Był tak samo nie zagospodarowany i tak samo instalowano tam budy dla blokowych. Nie opłacało się ich gazować.chlebem z kukurydzy. Człowiek. Dnie były podobne do dni. Potem przyzwyczaili się. szczelnie dokręcając śruby. Zaczerwieniwszy się.Ja jestem odważna! Widzisz. W tej chwili oberscharführer strzelił. Ale on delikatnie pochylił jej głowę.odrzekł człowiek. a potem esmani zamykali szybko okna. Ludzie wysiadali z wagonów i szli . .nowy obóz. deszcze przychodziły po suszy.Bądź odważna . i w podziwie podrapał się po głowie. co było pod ręką.

normalnie! I jeszcze widzę przed sobą Żyda z zepsutymi zębami. widzę nie kończący się barwny tłum ludzi uroczyście zdążający . Pamięć ludzka przechowuje tylko obrazy. kobietę stojącą z pochyloną głową nad płonącym rowem. Potem rzucano człowieka z obozu do obozu. pyta się nieodmiennie: . bez szmaty do ciała. 7 . I dziś. bunt w krematoriach i ucieczka Sonderkommanda. powstająca i płonąca Warszawa. transporty z obozu odchodzące co dzień na zachód. rudą dziewczynę na tle ciemnego wnętrza bloku.tą i tamtą drogą. zakończona wystrzelaniem uciekinierów.Dostałeś dzisiaj paczkę? Może sprzedasz jajka dla Mirki? Zapłacę markami. na nową chorobę i śmierć.ważne wydarzenia: ofensywa rosyjska. Ona tak lubi jajka. bez miski.Czy człowiek będzie karany? Ale tak po ludzku. jak przychodzi co wieczór pod moją buksę i podnosząc głowę. kiedy myślę o ostatnim lecie Oświęcimia. w nieznane. która krzyczy do mnie niecierpliwie: . bez łyżki.

machnęła lekceważąco: . Co chwila biję nim o szyny. ale obejrzawszy się. Kołysze się lekko po ziemi jeszcze wilgotnej. Myślę.Ależ naturalnie. Drzewa tworzą wzdłuż drogi wysoki szpaler.Ależ. Mam go w tym palcu. a czuby ich rozpływają się w kolorycie nieba. Arbeit65. Trawa zielona jak plusz srebrzy się jeszcze rosą. że to ty. ja się nimi zażerałem! Uwaga. Pamiętasz. zdjąwszy koszule. i opalają niezmiernie chude barki i ramiona. pieśń z opery Giuseppe Verdiego Rigoletto 8 . . jak jadłeś kartofle w łupinach.W takim małym? Strasznie dzielna z pani kobieta.Kobieta zmienną jest. człowieku. Będzie upał. Bewegung. Przepraszam. że nie wstaję z szyn.. surowy dźwięk rozchodzi się po całych Harmenzach i powraca z daleka niepodobnym echem. jak byłem 65 Bewegung. że dosyć mnie pani dokarmiała. że rozumiem.ruch. Metaliczny.DZIEŃ NA HARMENZACH I Cień kasztanów jest zielony i miękki. i wznosi się nad głową seledynową kopułą pachnącą poranną rosą.Ach.) . esman od tyłu. pokryte świerzbem i wrzodami.Dzień dobry. Nie poznałabym cię. bo nasz nowy kapo. które dla ciebie kradłam od kur? .. .Ależ pilnie pracujesz dzisiaj. A poza tym walę mocno w szyny. Tadku! Dzień dobry! Nie jesteś głodny? .I z rozmachem walnąłem kluczem w szyny. to tylko nasz szef. gdybym nie wiedziała.Jadłem! Ależ.Pani Haneczko. Oparci na łopatach stoją koło mnie Grecy. wybijając na jej cześć melodię: La donna e mobile”66. Nakryty cieniem siedzę w piasku i wielkim francuskim kluczem dokręcam złączenia wąskotorowej kolejki. Pani Haneczka sypnęła parę garści zboża z sita zbiegającym się ku niej kurczakom. pani Haneczko. Stoją więc w słońcu. Lecz cień kasztanów jest zielony i miękki. ale pani rozumie: wojna. to ci przyniosę. . Arbeit (niem. ale ziemia już paruje w słońcu. praca 66 La donna e mobile (wł. Odurzająca woń bagna ciągnie od stawów. . .. .) .. Ale ci ludzie z Salonik i winnych stoków Macedonii boją się cienia. Klucz jest chłodny i dobrze leży w dłoni. nie hałasuj! Może byś jednak naprawdę coś zjadł? Właśnie idę do dworu. najczulej dziękuję. pani Haneczko! Absolutnie nie. bo świeżo skopanej. Pani Haneczka uśmiecha się.

nie spostrzegłszy. dziwnie znajomy. Teraz. ale uczciwy . jak umiałem. To twoja madonna? . tłukąc przez pomyłkę kluczem w palec .rozumiesz 9 . Podszedłem i przyjrzałem się dokładniej: na obu wielkich jak od Schichta kawałkach wytłoczona była kolumna i napis „Warszawa”. gdyż przynosi im czasem kartofle. oddałem jej zawiniątko. Odwinęła papier. . że mówię w przestrzeń. to słonina .. i wymachiwał wielkim odartym z kory kijem. aż koło kartofli.to znajoma. nazwą .biedny. a teraz znów to mydło.obruszam się. extra prima.rzekła kładąc pod drzewem małe zawiniątko. Spojrzałem na pole ku rozrzuconym grupom pracujących ludzi.. Milcząc. a co najmniej niezaradny . .rzuciła z lekką ironią. W ostatniej.I ukradli jak zwykle. . Ach.) .Ale a propos niezaradności: miałem dla pani dwa piękne mydła z najśliczniejszą. compris67.. Pani Haneczka roześmiała się na głos. Aleś dziecko! Co do mydła masz się wcale nie martwić. jakie ładne mydła. Jak nie miałem nic. . Pani Haneczka wzbudziła pewną sensację wśród Greków. dostałam dziś od Iwana dwa ładne kawałki. Ale biedny będzie złodziej. Greco bandito? 67 Compris (franc. oddaj ten pakuneczek dla Iwana. . jak go złapię.. camerade filos. dostrzegłem Iwana: jak pies owczarek naokoło trzody czujnie obchodził swoją grupę ludzi. Parę dni temu zorganizowali mi butelkę miodu. jaka może być. to spałem spokojnie. .Ależ gdzie madonna! .A tu. odwracając na moment głowę: . czego z odległości nie było słychać. byłabym zapomniała..Pani Haneczka gut.rzekłem.odparowałem..Obiad jak zwykle..Ale biedny będzie złodziej . pokrzykiwał coś.Dziękuję! I począłem znów dzwonić kluczami o szyny i dokręcać zluzowane śruby.. żebym nie wiedzieć jak owiązał paczki sznurkami i drutem.Rzeczywiście.Wyobrażam sobie.. bo pani Haneczka odeszła już i tylko z daleka rzuciła mi. . ukradli jak zwykle? . pod kasztanami.....i. patrz. . ładne mydło. . zawsze rozwiążą. .Warszawa” i. no.

bo nudno z wami. .Prawda .rzekł wysuwając się zza innych stary.Greco niks bandito.rzekł głucho. mam co jeść. Niech wam przyniesie. że byłeś lageraltesterem w żydowskim lagrze pod Poznaniem? . to cię jeszcze dobiję.A zabijałeś ludzi? A wieszałeś ich na słupku za głupią ukradzioną kostkę margaryny albo za bochenek chleba? . . compris.Za cóż to? .wybuchnąłem. A teraz pracujcie. głowę. Oparł łopatę o ziemię i stanąwszy nade mną. odczep ode mnie ze swoją filozofią i zajmij się lepiej ziemią i łopatą. . szyję. ale nie za ręce. ale czającej się gorączki w oczach nie może zgasić. skłonny nieco do melancholii. . uśmiech łagodzi napięte rysy twarzy.. Beker. więc umiesz nas zrozumieć. Ręce Bekera kurczowo ujęły trzon łopaty. że to syn kazał ciebie zabić za tamtych z Poznania? . Ale dlaczego ty nic od niej jeść? Kartofel. że byłem? .Ty. starszy. żeby tak przyniosła z kubeł kartofli. Nic by ciebie nie kosztowało. tylko za szyję.Jak jesteście głodni. wiecznie głodni.Wieszałem złodziejów.A właśnie. . laborando.No to co. że źle zrobiłeś . Greco gut człowiek.Przecież i ty byłeś głodny.Za Poznań. .. Pod oparszywiałą świerzbem i wrzodami skórą grają dziwnie wyraźnie.Bydlę! . Popatrzył na mnie z góry. Może to nieprawda. laborancie. jakby oddzielone osobno. patatas? . puść tę łopatę.Beker. tragarz z Salonik. A może to nieprawda.Jak długo siedzisz w obozie? 0 . był już spokojny i opanowany. wiecznie. Kościste ramiona przeciągają się. Ale Beker. gruby Żyd. . niks gut . .A drugiego syna powiesiłem w Poznaniu.Ty niks gut. siwawy Żyd. Tadeusz. bo ukradł chleb. mięśnie.my jesteśmy głodni. prawie z pogardą. to ją poproście. rozumiesz? A wiesz za co? . a wzrok jego począł uważnie obejmować mój tułów. który zna dwanaście języków z południa .Nie jestem głodny.kręcił głową stary Grek. . Ale żebyś wiedział: będziesz zdychał. wiecznie. Idę gdzie indziej.Ty się. mówią. nie patrz tak bojowo. że jest na kwarantannie twój syn. ciągnął: .. Słowo kubeł przeciągnął długo i marząco.

to znam życie. presto68 . zwane „krematoryjnym”. co? . Tam ludzie mieli wszystko.Wiesz. .To co innego.rzekł niespodziewanie . z których nagle uciekła wszelka treść. Drogą chodzili ludzie ładnie ubrani. Ja już miałem taki głód. .wrzasnąłem nagle. . Tuż obok drogi.Głód jest wtedy prawdziwy. łopaty opadły i znieruchomiały. Grecy zapadli w zwykłe odrętwienie.tam . co? Nosił wilk. taka zwykła wieś.. o pół kilometra od nas. . A wiesz..Cóżeś się tak wystraszył? Będzie.Uważaj! Laborando. to go też zabiłem. . czy nie idzie kapo. Tu doprowadziłem je 68 Presto (wł. a ty też tylko twoją porcję jadłeś? .. patrzą nieruchomo przed siebie. miałem nie zabijać kucharzy. Mam nadzieję..Uśmiecham się złośliwie..szybko 1 . że będzie. A dalej wieś.. człowieku. Ja byłem lageraltesterem. Natychmiast pochyliły się niżej karki. Na przykład w niedzielę do kościoła. gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka jako na obiekt do zjedzenia. co to jest głód. . Przyglądałem mu się ciekawie.) . ciągnął: . Albo młode pary. II Szyny mojej kolejki ciągną się wzdłuż i wszerz po całym polu..O.Nie wiem.A ty.Nasz lager . . zza zakrętu drogi bowiem wynurzył się esman na rowerze i przejeżdżał obok nas. przyglądając się uważnie.. i tyle.Która godzina? .A gdy milczałem i tylko od czasu do czasu stukałem kluczem o szyny i machinalnie oglądałem się na lewo i na prawo. powiem ci coś na odchodnym: dziś będzie na lagrze wybiórka. .. a za chleb papierosy? Mój syn kradł. Tadeusz.był mały. u nas ludzie żywcem chcieli się zjadać! I co. takie kobiety. Beker. wzniosły się ciężko trzymane w pogotowiu łopaty. Esman zniknął za drzewami. bardzo cię lubię . laborando. Ja jestem tragarz. i odchodzę.Wybiórka? Skąd wiesz. Rozumiesz? ... Puste oczy człowieka. jak nowemu człowiekowi. parę miesięcy.ale ty głodu to tak naprawdę nie zaznałeś. nucąc modne tango. uderzył o szyny francuski klucz. że razem ze swoimi wrzodami pójdziesz do komina. co za masło kupowali wódkę. Boisz się. rad z pomysłu. A myśmy brukiew.Zależy. Do obiadu jeszcze daleko.

która pójdzie na piasek.Ty. Trzon łopaty bębnił. dla lepszego efektu podnosząc sugestywnie rękę jak dyrygent.. wypręża mięśnie tułowia.Zu schwer. Potem zwrócił się do mnie: . co? 2 . Dysząc ciężko. obijał skórę na kościach i głucho stękał po brzuchu. na pochylone aż ku ziemi głowy. zwisają luźne i bezwładne. tam znów położyłem je wzdłuż wału trawiastej ziemi.Do roboty. pochyla się jak najniżej. jakby tych ludzi widział po raz pierwszy. A na wieczór zrobisz mi cztery pary noszy. wypina zębate jak u ryb łuki kręgosłupów. grożąc w każdej chwili upadkiem. przytknięte do płyt. Za ciężkie. którą przenosi się raz tu.ja będę wam ale pomagał. . kolejarz. przecierał ręką czerwoną.Ale tam jest wał ziemi po drodze. . prawda? A szyny? . Tory chodzą tak i siak. sam nie mogąc za bardzo ustać na nogach. ówdzie wyjechałem nimi na górę piasku.Wy psy . gdzie ostatecznie kości te lądują. pochylił się i wczepił w nią palce. a drugi utopiłem w stawie. który będzie równomiernie rozprowadzony po polu. jest olbrzymia żelazna płyta obrotowa.rzucił odchodzącym kapo . ktoś przewalił się ciężko przez płytę. zawisła nad głowami ludzi i ruszyła. gdzie się krzyżują. bezmyślnym spojrzeniem..Doguri! Nagle na ten krąg wyprężonych grzbietów. na zgięte karki. Ludzie szarpnęli raz i drugi. Kapo. obrzękłą twarz o żółtych plamach i wodził za nimi roztargnionym. tę płytę trzeba położyć przy trzecim inkubatorze. .To go przekop. Wstawaj! Ano jeszcze raz Hooch. Do góry! . jęknął: . Zakotłowało się naokoło płyty. au.jednym końcem do kupy spalonych kości przewożonych przez auta z kremo.Doguri! . gorąco dzisiaj? . Gorąco dziś. raz tam.Hoooch.wrzasnąłem. wyczołgał się z kręgu i podnosząc piaskiem i łzami uwalaną twarz znad ziemi.Do góry! . Skopany przez towarzyszy. Ale ręce. Okropny wrzask ludzki buchnął nagle i urwał się. żeby dać suchy podkład zbyt bagnistej glebie.Wsadził rozharataną dłoń w usta. na sflaczałe ręce posypał się grad uderzeń. za ciężkie. . .. . a tam. a płyta dźwignęła się do góry i chybocząc się ciężko..Gorąco. Może się kogoś poniesie na lager. do góry! .Poprowadzisz prosto do rowu. ssał chciwie. kolego. Tłum półnagich ludzi otoczył ją. . zu schwer. Do południa musi być zrobione.zgodnym chórem powtarza tłum.

co tam nowego słychać? Śmigam łopatą i przybijam ziemię na wierzchu. że tam mu nic nie dadzą .My wszyscy . Umie boleśnie smagać szpicrutą. że pójdziemy do krematorium? Już wszyscy wiedzą o wybiórce. na wyżerkę.bije ludzi. Dalej. Bo tam zginęło drugie tyle Niemców. pokrwawione.nie ma strachu 70 Gleisbauer (niem. Idzie na dwór.) . Nie mam w kieszeni. Walczą o byt ciężko i bohatersko. nie? Jak myślisz? . kulejąc. . Rozumiesz? . .Która godzina. Boże. W skąpym cieniu murowanego inkubatora kucnął kommandoführer. . aby nie czuć głodu. dalej z tą płytą! Do trzeciego domku! Kapo się patrzy! . . Przekopuję wał.krematorium.Pod Orłem padło trzysta tysięcy bolszewików. wysuszony esmanek w rozchełstanej koszuli. że dobrze. gołymi palcami dokręca się śruby.Gorąco.Kolejarz. Ruszają się. gorączkowe postacie łażą nieporadne. żeby były czyściejsze i mniejsze. masują mięśnie. zrywają bandaże. podważa kilofem.Dziesiąta . spryskują się wodą. mały. kapo. jeszcze dwie godziny do obiadu. Kładziemy płytę. wybiórki nie będzie.krematorium. wszyscy Niemcy . Kiwa kilkakrotnie głową i odchodzi. .To dobrze..Niech kapo przyśle do mnie pipla.mówię. poręczna łopata „sama” chodzi w dłoniach. że dziś będzie w obozie wybiórka. Wojna fini. żeby uniknąć bicia. Lekka. Dobrze jest pracować. żrą trawę i lepką glinę. Słońce wychodzi wysoko na niebo i grzeje coraz dokuczliwiej. dzieci.Pewnie.. Straszliwym wysiłkiem dociąga się szyny. . 69 Keine Angst (niem. Ale wszyscy Niemcy będą kaput. Głodne. Greco gut. Ukradkiem opatrują sobie rany. Czy to prawda. jak tak dalej pójdzie..Rozumiesz. . Wszyscy: kobiety. Innym jest wszystko jedno. Ale. kolego? . keine Angst69.) . Grudy wilgotnej ziemi poddają się łatwo i miękko wylatują w powietrze. Wczoraj ciął mnie dwa razy przez plecy.robotnik kolejowy 3 . jak się zjadło na śniadanie ćwierć boczku z chlebem i czosnkiem i zapiło się puszką skondensowanego mleka. jeszcze żywe trupy. A bolszewicy będą za rok tutaj. Ale to nieprawda. nie podnosząc oczu od szyn. żeby być świeższymi i raźniejszymi na wieczór. zgonione. daj mi cytrynę. chodzą osowiali.Gleisbauer70. Ale wiem.Boże. Zmęczył się łażeniem wśród kopiących.

patrząc mi prosto w oczy.. .spytał.. Bardzo mi się podoba. .uśmiecha się złośliwie i zadaje sakramentalne pytanie: . bo to mój własny..Co gwiżdżesz? . podniósł kij i pokiwał głową. już zasypaliśmy jeden staw kościami ludzkimi. potem stare tango o Rebece.Żeby to prawdziwy SS słyszał.A to znasz? .To taki bardzo międzynarodowy slogan.Kommandoführer. stary srebrny grat ze śmiesznymi rzymskimi cyframi. co? Milcząc podnoszę zegarek i zaczynam gwizdać ze złości.Jedenasta. z rozmaitych stron . czerwona. a trzon od łopaty niepokojąco chwiał się w powietrzu.) . . Ale ten.No. oczy zalśniły mu niespokojnie.Bój to będzie ostatni. już byś nie żył. obrzękła twarz. a pół z politowaniem: .I wy to nazywacie katorgą! Trzeba było być jak ja na Kaukazie! .) . I ochrypłym głosem zaczął śpiewać Rotę Fahne72.. trochę.. Podniosłem głowę i zamarłem. fragment Międzynarodówki 72 Rotę Fahne (niem. . Rozpościerała się nade mną olbrzymia. a ile zasypano 71 Eto budiet poslednij i rieszitielnyj bój (ros.. . Nagle urwał.. Właśnie gwizdałem Międzynarodówkę.gdy nagle przesłonił mnie wysoki cień i ciężka dłoń spadła mi na kark.Tak myślisz? . . Odrzucił trzon od łopaty. Mały czerwony trójkąt z cyferką „3277” przyszyty do piersi chwiał się dziwnie i rozrastał w oczach.Daj mi go.Gorąco dzisiaj. Nieskazitelnie białe pasiaki odcinały się ostro od dalekiej zieleni drzew.Nie możesz? To nie..spytał kapo. wtórując w myśli: Eto budiet poślednij i rieszitielnyj boj71 . Zamachnął się i cisnął zegarek o ścianę.A znasz ten slogan? . potem Warszawiankę i Rotę. Cherlak wstał spod muru i spokojnie wyjął mi go z ręki. Kupiłem go za paczkę fig.. Cherlak pod murem śmieje się szeroko i dobrodusznie: . z domu.Daleko do obiadu? Wyciągam zegarek..Czerwony sztandar. bo jest podobny do zegarka ojca. a wreszcie repertuar z lewej strony. panie kapo.dodałem przezornie. pół z pogardą. . .Nie mogę. . Po czym siada znów w cieniu i podkula nogi. Lubię go. pieśń komunistyczna 4 . Najpierw foks o wesołej Joannie.

którzy też 73 Unterscharführe (niem. ani ja nie wiemy. Rzuciłem na nich nienawistne spojrzenie. tylko przekręca łbem. Zanim się wyjdzie na drogę.stopień w SS odpowiadający plutonowemu w wojsku 5 . matowym kolorze. Wysokie kasztany szumią. o połowę mniejszy.Bierz ludzi i idź po obiad. o brązowym podgardlu. Z daleka słyszę jeszcze głos kapy. a ta dziewczynka to córka unterscharführera73. Na schodach z ganeczkiem oplecionym ciemnozielonym bluszczem bawi się mała dziewczynka z wielkim mrukliwym psem. wpółzesuniętych firaneczkach. i o białych. stój! . Każde komando ma swoje kotły poznaczone kredą. Ma pan rację. gospodarza w Harmenze. III Wychodzimy drogą prowadzącą przez Harmenze.Tak. świński psie . daje się ciągnąć za uszy. A ten dworek z różyczkami i firaneczkami to jego dom. Jest to cień południa. te dwa rzędy należą do kobiet. ma opalone. którzy gapią się na proceder pełni zrozumienia. panie kommandoführerze. ale jakby suchszy.Pięć naszych. Pies. . cień jest jeszcze zieleńszy.przedtem. Rzucam łopatę i znikam za węgłem inkubatora. coś kotły zamienił! Czekaj. Po wyjściu na drogę trzeba koniecznie przejść obok malutkiego domku o oknach z zielonymi okiennicami. Dziewczynka jest w białej sukieneczce.Zabierać! . Jak wyschłe liście. nikt nam jeszcze nie ukradł. Trzeba ich wszystkich wybić do nogi. . . . ziemi zmieszanej z trocinami i polewanej odkażającą substancją. sięgając po upuszczoną szpicrutę. Pies jest rasy doberman.Te.) . Obchodzę ostrożnie z boku to świństwo i wyłazimy społem na drogę. to są świńskie psy. które w środku mają niezgrabnie wycięte serduszka. dobrze. Pod oknami pną się delikatne róże o bladym.monologuję głośno i ciągnę kocioł sąsiedniego komanda. Przywiózł je samochód z obozu.i wstał spod muru. jest . gdzie rzędem poustawiane stoją kotły z zupą. widocznie znudzony. zabierać. ochrypły i dychawiczy: . Trzeba samemu spróbować. a na jego miejsce podstawiam nasz. trzeba przebyć parę metrów grząskiego. lepkiego błota. a w skrzyneczkach rosną jakieś dziwne fioletowe kwiateczki. tak.Trzymaj pysk. brązowe ramiona. a ile poszło do Wisły. i kreślę nowe znaki kredą.wołają tamci.gromko wołam na Greków. . oganiając się od much. Aha. Obchodzę je dookoła. Zdążyliśmy na czas. nie wolno grandy robić. To żeby nie przywlec żadnej zarazy na Harmenze. z drugiego komanda. tego ani pan.

jak tamci są już przy kotłach i klną mnie w żywy kamień. jak zwierzę zwane leniwcem. Zdążyłem jeszcze dostrzec białe. Zupa bulgocze w kotłach. kanciasto. łopaty szczękają żywiej. Gdy pojawi się na horyzoncie esman lub kapo albo spod wnęki. ukraińskie napisy. wężyki. który zdziera nawierzchnię łąki przy kartoflach. Od czasu do czasu ruszy się łopata. Stawiają kotły i wyczekująco patrzą mi w twarz.już idą po obiad.. w nie dokończonym geście. przez nieskończenie długie pół sekundy trzymam dłoń na pokrywie i . ten lepszy. ale Grecy. wolno odkręcam śruby.podnoszę. brudem i potem rąk. gorącą maź. że pod spodem leżą całe. stękając. nie posiekane. człowieku! Tamci biegną. woda. jutro oni. kto pierwszy. wyprostuje się z wolna. Długi rząd ludzi w pasiakach stoi nieruchomo przy czarnym wale ziemi. Grecy co parę kroków stawiają kotły na ziemi. Włażę wprost na Iwana. Przełażę za nimi ostatni. klnąc po swojemu „putare” i „porka”. tylko się spóźnili. gdzie panuje wilgotny cień świeżej ziemi. o zgniłym kolorze i ohydnym zapachu. biała ciecz chlupie w kotle. popychając i poganiając się wzajemnie. Rzadka. Podchodzę uroczyście do środkowego kotła. ktoś przegnie się. Na moment świat ciemnieje w oczach dźwigających ludzi. członki poruszają się jak w kinie: śmiesznie. że zupa do samego dna jest taka sama: woda. 6 . Wielkim łukiem obchodzę teraz pole ku grupie Iwana. dźwignie łopatę i zastygnie na długo w półobrocie. Oddychają ciężko jak ryby wyrzucone na brzeg i ukradkiem zlizują palcami cieknącą wąziutkimi strugami spod nie dokręconych pokryw lepką. gdy Iwan zobaczywszy mnie rzucił na worek marynarkę. . Na powierzchni pływają żółte oka margaryny. zamrze na chwilę w tym ruchu. a moją familię rozstawiają z uporem po kątach. Ale wszyscy poznają po kolorze. Obok klęczał stary. woda. Za chwilę poruszy się ktoś inny. Słonina przemiękła mi w kieszeni i mam brzydką plamę na spodniach. lecz oczami. Kładę pokrywę na kocioł. latają puste. Nie pracują rękoma.. ciągnąc kotły po ziemi. ciężko wygramoli się dozorca. zmieszany z kurzem. słyszę. bo sam te kotły nie tak dawno nosiłem. dziwnie wygiętą na grzbiet. zaufany Grek i pakował coś do jego torby. pierzaste skrzydło i czerwoną głowę gęsi. włókniste łodygi pokrzyw. znikają za żerdzią oddzielającą świat od Harmenze.Kto ci zamienił? Trzymaj pysk. machnie łopatą i zapadnie tak samo w bezwładne otępienie. Siedzi w swej wnęce i kozikiem wyrzyna na korze grubego drąga ozdoby: kwadraty. Nasz patriotyzm komandowy nie wychodzi nigdy poza ramy sportu. choć póki się da. Kilkanaście par oczu gaśnie w zniechęceniu: pokrzywa. Znam jej smak. W milczeniu znosimy kotły na dół. Ale wszystko jest w porządku: dziś ja. serduszka.

I za mało ci dała.A wiesz. Chwilę patrzymy sobie twardo w oczy. Grecy zjadają go na surowo. .) .Kazała ci podziękować za mydło.Nie mówiła nic? Miała przynieść jajka? . by nie zamoczyć butów. .Dostałem w obozie razem z tą koszulą . .Iwan poruszył się niespokojnie we wnęce.. rzeczywiście dała ci za mało. a po drugiej stronie. Jest wymiętoszona. Więcej ci się należy. oślizłe dziwotwory. Postaram ci się oddać. za którą dałem chyba z kilo pomidorów. ręcznie szytej.Trzeba iść. Kiwam w zrozumieniu głową.Skąd masz takie ładne buty? Buty mam istotnie ładne: na podwójnej podeszwie. . panoszą się w niej jakieś zielone. może dlatego. Pokazuje mi buty zmarszczone i popękane. Bardzo się jej podobało. Dałem trzy jajka. . przygląda się w milczeniu. panie post. półbuty bardzo wymyślnie na modę węgierską dziurkowane. .dobrze 75 Blad' (ros.To horoszo74. a potem oczyścimy rów. . . . Ja je wczoraj kupił od Żyda z Kanady. .rzekłem krótko.O. wąsaty post z paru trójkątami wysłużonych lat na ramieniu.Grobla.Co to będzie tu robione? .Iwan patrzy na mnie podejrzliwie. rozparzona i żółta. rosną maliny o bladych.odrzekłem wskazując mu na jedwabną koszulę. Iwan rozwija słoninę. Na nosie prawego łata. gdzie stoi głupi. w jakich ja chodzę. Dnem rowu biegnie mętna woda. Post podchodzi bliżej. ludzi pognać do roboty. jakby zakurzonych liściach. wijącego się węgorza. Rozkraczam się nad rowem i łopatą powoli przesuwam po dnie.Widziałeś je? . że zbyt wiele boczku zjadłem z rana i jeszcze mi się odbija.) . Mdło mi się robi na jej widok. Iwan.Takie buty dają u was? Patrz. Zwłaszcza ode mnie.przekleństwo 7 .A nie sprzedałbyś mi tych swoich butów? 74 Horoszo (roś. Widziałem to mydło. Przynieśli mi je przyjaciele z rampy. blad’75! Za takie dwa kawałki tylko tyle dała? Ciasta ci nie dała? . . czasem ze szlamem wygarnie się czarnego. Stoję ostrożnie.Od pani Haneczki . IV Nad samym rowem wyrósł tatarak.Widziałem. .

Wszystko wolno. . . Zupełnie niewinnie. Podniósł głowę. Za łebek dostają trzy dni urlopu i pięć marek. którzy pracują tam. . że fałszywie śpiewał. to cała historia. Klnę brzydko pod nosem. warszawiak.Za co ciebie zamknęli? . nie wolno nam tam chodzić.Jakżeż ja mogę sprzedać panu własność obozu? Jakżeż ja mogę? Post opiera karabin o ławkę i podchodzi bliżej do mnie. była łapanka. przechylając się nad wodą. dostajemy w obozie takie porcje. Chleba i słoniny mam dosyć. .Was falsch gesungen?76 . Post syknął coś i odszedł w stronę ławki. Uśmiecham się więc wyrozumiale. chodź. nie wszyscy. ten. jak tylko umiem. Złapali. Zresztą te buty nie są dobre: zelówka się odrywa.Wy wszyscy tak mówicie! . Sięgnąłem łopatą i zmąciłem obraz.) . czasem jakiś list. Post zagryza wargi i patrzy na mnie ze ściągniętymi brwiami. I powiedzieli. Chleba dostałem w tym tygodniu szesnaście bochenków z Warszawy. to niech da tym Żydom. Ale jeśli pan post ma chleba za dużo. falsch gesungen.rzekłem wskazując na małego chudego Żydka o kaprawych. gdy podczas nabożeństwa śpiewano pieśni kościelne. Szarpię: drut. więc go zamknęli. którą bez przerwy poruszam po dnie mulistego rowu. mój przyjaciel zaczął śpiewać hymn narodowy. Poza tym za takie buty pół litra wódki murowane. Mego przyjaciela aresztowali za to.Szedłem ulicą. która odbija jego postać. 76 Was falsch gesungen (niem.Podniosłem na niego wzrok pełen bezgranicznego zdziwienia. mam w chlebaku. co nosi darń . będzie pewnie siedział aż do końca wojny. oddasz go Żydom . Dostaniesz chleba. jak nikt nie widzi. Bili go nawet. załzawionych oczach . .rzekł sięgając po torbę. że nie jestem głodny. aż się nauczy nut.co fałszywie śpiewał 8 . podniósł w zadumie karabin i bawiąc się zamkiem zarepetował.Niestety. czasem parę marek. że dotąd nie wypuszczą.O. jakby coś sobie przypominając. to proszę rzucić chleb.O nieprawda. ale nic z tego. Ale jeśli pan post chce. zaczepiła się o coś twardego. A że śpiewał bardzo fałszywie. Uśmiecham się najprzyjemniej.Dziękuję.Ty. bo jest zupełnie niemuzykalny. . przy wale. Raz nawet pomylił marsz niemiecki z marszem Chopina. .to bardzo porządny chłopak. Łopata. O. zamknęli i przywieźli. rozumie pan post.W zelówce istotnie jest szpara: chowa się tam czasem parę dolarów. Po tamtej stronie rowu ciągnie się linia wart i postom wolno strzelać do ludzi. . Usiadł. Raz w Warszawie. dam ci chleb. a post ogłupiały patrzy na mnie. .

.Od czego jesteś pipel. prawie wprost pod nogi posta. Jest to młody.Dobra.Nie pchaj się na ochotnika . ja zakrztusiłem się śmiechem. gdy nadszedł pipel od kapa. Mam. Post z drugiej strony przygląda się milcząco. albo na pasące się bydło. za co? . Szmuglował.a teraz się oczyść. zrywa się i melduje przechodzącemu dowódcy warty. Ale wiesz. chodź tu. jak kapo pójdzie na dwór. jak się patrzy na parę koni.Niech nie bije ludzi. bardzo dużo błota. Wiesz dla kogo.Chodź no tu . panie rottenführer1. . Janek. która zacznie śpiewać modne tango. Rottenführer77 ocknął się i spojrzał na mówiącego więźnia ze zdziwieniem takim.Rottenführer odszedł. Tadek.G. Janek odłożył łopatę. Słuchaj. to masz czapkę zdjąć ze łba i opuścić ręce.Rów oczyszczamy. słoninę i cebulę. Niemiec. . . które ciągną wóz. że . Nie. a twój kapo zupę je. Albo jajek.Ale za co ja dostałem. takie miłe dziecko Warszawy.spytał zdumiony. Przypatrz się. Kończymy właśnie szlamowanie rowu. Zabulgotała woda. 77 Rottenführer (niem. choć ma dopiero szesnaście lat. to mu nic nie dają. Ale jak mówisz do SS-mana. co ty tu robisz nad rowem! Możesz nic nie robić. które nic z obozu nie rozumie i chyba do końca nie zrozumie. jak patrzy się na pociągowego konia.. jak tu niektórzy gęsi łapią i wieczorem smażą w bloku. albo na pasącą się krowę. . układając go równo i starannie po drugiej stronie. za co.rzekł do niego. chwycił się krzaków malin i wjechał do szlamu. przeskoczył rów i podszedł.. . przekładam bochenek chleba. coś słodkiego. Pomogłem Jankowi wyleźć z błota. . ale post odkłada nagle torbę na ziemię.stopień w SS odpowiadający kapralowi w wojsku 9 . Staję w wyczekującej pozycji. Janek potoczył się. Sięgam po chlebak. ja nie jestem głodny. nie.ja naprawdę złapię. Dowódca warty podszedł bliżej i popatrzył na nas tak. ale bardzo sprytny chłopak. Dostałem od pani Haneczki trochę jajecznicy. mnie obchodzi. wygarnia pracowicie szlam. Wtedy rottenführer podniósł rękę i trzasnął go z całej siły w twarz. nie masz co do jedzenia? Ale wiesz. .) . Smakowały mu wczorajsze pokrzywy? Pipel patrzy na mnie badawczo.wszystko bez szczególnych wydarzeń”. który nagle przemówi. . . jadłem na dworze.Powiedz mu to. Janek uśmiecha się szeroko w jego stronę i kiwa porozumiewawczo głową. to mu dadzą. Morowa kobieta! Tylko chciałaby wszystko wiedzieć o Iwanie. Nie umiesz organizować. Wyciągam cytrynę.odrzekłem . był w wojsku. Rottenführer zaś rzekł: .Pipel. który pracuje obok mnie. nic nie rozumiejący..

- Tadek, mów od razu, przecie się rozumiemy. Na kogo chcesz mnie napuścić? Wzruszam ramionami. - Na nikogo. Ale przypatrz się dobrze gęsiom. - A wiesz, że wczoraj znowu zginęła jedna gęś, a unterscharführer zbił kapę po pysku i zabrał mu ze złości zegarek? No, idę i popatrzę. Idziemy razem, bo jest już przerwa na obiad. Gwiżdżą przeraźliwie od strony kotłów i machają rękoma. Jak kto stoi, rzuca narzędzia. Łopaty sterczą na wałach. Z całego pola idą powoli ku kotłom zmęczeni ludzie, chcąc przeciągnąć błogą chwilę przedobiednią, głód, który zaraz będą nasycać. Spóźniona ciągnie za wszystkimi grupa Iwana. Iwan zatrzymał się nad rowem przy „moim” poście i rozmawia z nim długo. Post pokazuje ramieniem. Iwan kiwa głową. Wrzaski i nawoływania przynagliły go do pośpiechu. Przechodząc koło mnie, rzuca: - Zdaje się, że dziś nic nie upolujesz. - Dzień się jeszcze nie skończył - odparłem. Rzuca mi z ukosa złośliwe i wyzywające spojrzenie. V W pustym inkubatorze pipel rozstawia naczynia, wyciera stołki i nakrywa stół do obiadu. Pisarz komanda, grecki lingwista, kurczy się w kącie, żeby wydać się jak najmniejszym i najbardziej niepozornym. Przez wywalone drzwi widać jego twarz koloru gotowanego raka, o oczach wodnistych jak żabi skrzek. Na dworze, na placyku otoczonym naokoło wysokim wałem ziemi, posadzono więźniów. Siedli, tak jak stali, po pięciu, szeregami i w grupach. Siedzą ze skrzyżowanymi nogami, wyprostowani, ręce opuszczone są do bioder. Podczas wydawania obiadu nie wolno im się ruszyć. Później będą mogli przegiąć się w tył i położyć się na kolanach towarzysza, ale biada, jeśli złamią szyk szeregów. Z boku, w cieniu nasypu, niedbale siedzą esmani, maszynowe pistolety położywszy nonszalancko na kolanach, wyciągają z toreb i chlebaków chleb, smarują uważnie margaryną, jedzą powoli i odświętnie. Do jednego przysiadł się Rubin, Żyd z Kanady, i cicho z nim rozmawia. Załatwia interes - dla siebie i dla kapy. Sam kapo, olbrzymi i czerwony, stoi przy kotle. Biegamy z miskami w ręku niczym najwytrawniejsi kelnerzy. W całkowitym milczeniu podajemy zupę, w całkowitym milczeniu wyrywamy przemocą menażki z rąk, które chcą coś z pustego dna jeszcze wygrzebać, jeszcze przedłużyć chwilę jedzenia, jeszcze raz oblizać miskę, ukradkiem przeciągnąć palcem po dnie. Kapo odskoczył od kotła, wpadł w szeregi: dojrzał. Kopniakiem w twarz obala liżącego miskę, kopie raz i drugi w podbrzusze i

00

odchodzi, depcząc po kolanach i rękach, ale ostrożnie omijając jedzących. Wszystkie oczy patrzą z wysiłkiem w twarz kapy. Jeszcze dwa kotły: dolewka. Co dzień kapo rozkoszuje się tą chwilą. Za dziesięć lat obozu należy mu się ta pełnia władzy nad ludźmi. Końcem chochli wskazuje, kto zasłużył na dolewkę: nie pomyli się nigdy. Dolewkę dostaje lepiej pracujący, silniejszy, zdrowszy. Chory, osłabiony, wyschły człowiek nie ma prawa do drugiej miski wody z pokrzywą. Nie wolno marnować pokarmu dla ludzi, którzy niedługo pójdą do komina. Vorarbeiterom należą się z urzędu dwie pełne miski zupy z kartoflami i mięsem, wygrzebanej z dna kotła. Z miską w ręku oglądam się niezdecydowany, czuję na sobie czyjś uporczywy wzrok. W pierwszym rzędzie siedzi Beker, wyłupiaste oczy utkwił pożądliwie w zupie. - Masz, zjedz, może to ci nareszcie zaszkodzi. W milczeniu chwyta miskę z rąk i zaczyna łapczywie jeść. - A miskę postaw koło siebie, żeby pipel pozbierał, bo dostaniesz od kapy w mordę. Drugą miskę oddaję Andrzejowi. Przyniesie mi za to jabłek. Pracuje w sadzie. - Rubin, co post mówił? - pytam półgłosem, mijając go, aby pójść do cienia. - Post mówi, że Kijów zajęli - odpowiada cicho. Zatrzymuję się zdziwiony. Kiwa mi niecierpliwie ręką. Odchodzę w cień, podkładam pod siebie marynarkę, aby nie pobrudzić jedwabnej koszulki, układam się wygodnie do snu. Odpoczywamy, jak kogo na to stać. Kapo poszedł do inkubatora i po zjedzeniu dwóch misek zupy zasnął. Wtedy pipel wyciągnął z kieszeni kawał gotowanego mięsa, pokroił go na chlebie i począł jeść ostentacyjnie na oczach głodnego tłumu, zagryzając mięso cebulą jak jabłkiem. Ludzie porozkładali się w ciasnych szeregach jeden za drugim i zakrywszy głowy marynarkami, zapadli w ciężki, niespokojny sen. My leżymy w cieniu. Naprzeciw rozłożyło się komando dziewcząt w białych chusteczkach. Z daleka pokrzykują coś do nas i na migi układają całe historie. Ten i ów kiwa porozumiewawczo. Jedna z dziewcząt klęczy całkiem z boku, a w wyprostowanych nad głową rękach trzyma belkę, wielką i ciężką. Co chwila esman, pilnujący komanda, popuszcza smyczę psa. Pies rwie się jej do twarzy, ujadając wściekle. - Złodziejka? - domyślam się leniwie. - Nie. Złapali jaw kukurydzy z Petrem. Petro uciekł - odrzekł Andrzej. - Wytrzyma pięć minut? - Wytrzyma. To twarda dziewka. Nie wytrzymała. Ugięła ręce, rzuciła belkę i upadła na ziemię, głośno zanosząc się płaczem. Andrzej odwrócił się i spojrzał na mnie.

01

- Nie masz, Tadzik, papierosa? Szkoda, ot życie! Po czym owinął głowę w marynarkę, wyciągnął się wygodnie i zasnął. Układałem się i ja do snu, gdy szarpnął mnie pipel: - Kapo cię woła. Uważaj, bo zły. Kapo obudził się, ma czerwone oczy. Przeciera je i patrzy nieruchomo w przestrzeń. - Ty - dotknął mi grożące palcem piersi - dlaczego oddałeś zupę? - Mam co innego jeść. - Co on ci dał za to? - Nic. Kiwa głową niedowierzająco. Porusza ogromnymi żuchwami jak krowa żująca pokarm. - Jutro w ogóle zupy nie dostaniesz. Dostaną ci, co nic innego nie mają do jedzenia. Rozumiesz? - Dobrze, kapo. - Dlaczego nie zrobiłeś czterech trag, jak ci kazałem? Zapomniałeś? - Nie miałem czasu. Kapo widział, co robiłem przed południem. - Zrobisz je po południu. I uważaj, żebyś sam na nich nie leżał. Ja ci to mogę zrobić. - Czy mogę już odejść? Dopiero teraz spojrzał na mnie. Utkwił we mnie martwy, pusty wzrok człowieka wyrwanego z głębokiego zamyślenia. - Czego ty tu chcesz? - zapytał. VI Spod kasztanów doszedł mnie zdławiony krzyk człowieka. Zbieram klucze i zakrętki, układam tragi jedną na drugiej, rzucam Jankowi: - Janek, weź skrzynkę, bo się mamusia będzie gniewała - i podchodzę w stronę drogi. Na ziemi leżał Beker, charczał i pluł krwią, a Iwan kopał go, gdzie popadło: w mordę, w brzuch, w podbrzusze... - Patrz, co ten hadiuka zrobił! Cały obiad ci wyżarł! Złodziej przeklęty! Na ziemi leży menażka pani Haneczki z resztą kaszy. Beker jest cały umazany w kaszy. - Wsadziłem mu ryło do menażki - rzekł, ciężko dysząc. Iwan. - Dokończ go, muszę iść. - Umyj menażkę - rzekłem do Bekera - i postaw pod drzewem. Uważaj, żeby cię kapo nie złapał. Właśnie zrobiłem czworo noszy. Wiesz, co to znaczy?

02

numer! . . które Andrzej przywiązał Żydom na drodze.. podaj swój numer! Dygocąc ze złości i wzburzenia. numer. du. 78 Czortowe wy dieti. że z daleka nie widzi. du. Warschauer (niem. Post przedziera się przez krzaki jeżyn.Coś ty teraz mówił? O Kijowie? Wy tu plotki polityczne rozpuszczacie! Wy tu tajną organizację macie! Numer. Wrzeszczą.. ce lewa.i za chwilę niespodziewanie po polsku: . taj dywyś. . .wy diablęta. panie post.Na drodze Andrzej ćwiczy dwóch Żydów. zostawiając głębokie ślady. a ce prawa. Jest bardzo podniecony. właśnie to on mówił . jakby chciał mnie sięgnąć kolbą przez rów. .Tadek.A czy to prawda? . Warszawiaku 03 . ce lewa. stój! Po drugiej stronie rowu dobiega do mnie pędem „mój post”. lewa.czortowe wy dieti. co słychać? . .Halt. niem.stój. Ja mówiłem o kijach. ten od butów.Śmieszne pytanie! Tak drąc się na cały głos. . . Koło rowu.Pokaż na ręce.Tak.Przepraszam. . Pan post słabo po polsku rozumie. . pan post nie zrozumiał. że się muszą nauczyć.) . taj dywyś. lewa 79 Halt. Grecy otwierają szeroko oczy i maszerują w koło. ale trochę ochłonąłem.) . Kijów zajęli. links”78. Ogromny tuman kurzu wzbija się wysoko w górę. Warschauer!79 . Nagle słyszę za sobą wołanie: .A nic. halt.Chodź bliżej. widzicie. jakby była ciastem.Sto dziewiętnaście. karabin pochylił jak do szturmu.. links.potwierdza zgodny chór. ze strachu szurając nogami po ziemi. Andrzej przywiązał im po kiju do nogi i tłumaczy. repetuje karabin. stój! Stoję. jak ze mnie coś odpływa. Uczułem. „planują” ziemię. długo szuka ołówka. links (ukr. I że to jest bardzo śmieszne. stój. Nie umieli maszerować.Patrz. wyciąga świstek papieru. delikatnie ubijając ją i głaszcząc łopatami. kapo połamał im na łbach dwa kije i zapowiedział. ty. że to lewa. a to prawa.Ty jesteś ale zwariowany! Ja jeszcze dzisiaj zamelduję na polityczny! Numer. pracują nasi chłopcy. links.Stój. jak może: . halt. omijam ich z boku i idę wzdłuż rowu. a ce prawa. gdy idę na przełaj.Stój.. gdzie stoi post. Wyciągam ramię z wytatuowanym numerem i jestem pewien. . Post zamierzył się karabinem. tak. sto dzie.

Przecież ty wszystko powiesz.Tylko za długo żyje. powie się i o tym. Tadek. ale sicher ist sicher.Kolejarz! Biegnę na przełaj przez pole. ale ja nie jestem „biały Wańka”. żeby naciąć gałęzi na miotłę. wypaliłem jednym tchem: . Dałem mu zegarek.przemknęło mi w myśli). słyszę z daleka: . Ale mam zegarek. a może dasz te buty dla posta. Niech mnie to kosztuje. niezdecydowanie macha trzonkiem od łopaty. . . Ja z nim handlowałem. Może post robić meldunek. bo post chce mi robić meldung na polityczny za to. Pewne jest pewne. 04 . . a palce nerwowo się kurczą: . .Tadek. Odchodzę zły. Nie chodzi i ma pęknięte szkło.Coo? . Zresztą..Ja wiem i ty wiesz. cóżeś ty zrobił? I co to będzie? . kula przeszła na ukos przez pierś i wyszła tyłem przez kark. Ty. . nie spuszczając z niego oczu. . a ja z nim obgadam. bo mi szkoda. Oj. któremu jest zbyt gorąco. Przynieśliśmy chłopca do obozu. ale od czego ty jesteś. Ręce.Czego ty się boisz? U nas nie sypią. Butów nie dam.. ale tuż za węgłem dogania mnie Rubin. Ręce kapo rozprężyły się z wolna i opadły wzdłuż boków.. Jak można tak głośno krzyczeć? Ty mnie zniszczyć chcesz.. a w kącikach ust pojawiła się piana.A to świetnie. Słuchając opowiadania. Szczęka zwisła lekko jak u psa.Kapo przecież widział. Tadek. daj swój. coś ty najlepszego zrobił.Oj.Ręce powoli poczęły się podnosić ku mojemu gardłu. . Oczy kapy nabrały złowieszczego wyrazu.A co ma być? . On się na pewno zgodzi? Nu. Bez najmniejszego ruchu („To dzikie zwierzę” . że to ja.Nie wolno mi. „Biały Wańka” parę dni temu wlazł na brzozę rosnącą na linii postów. Rubin chowa zegarek. Post złożył się i strzelił. że prowadzę tajną robotę.. nic cię nie kosztował. ja czarno widzę przed nami. olbrzymie goryle ręce kołyszą się miarowo. Ty daj buty. ja spróbuję z nim pogadać.Coś handlował z Rubinem? . . Za miotły można dostać w obozie chleb lub zupę. To morowy chłop.Tadek. Skamieniałem ze strachu.Dałem zegarek. Kapo wszystko widzi.

Grek zasłonił się ręką. lora już.wrzasnął kapo na mnie.Andrej. . jak kapo z esmanem idą do mego posta i długo z nim gadają. podszedł do posta Rubin. Podkładamy kołek. uderzony z tyłu rowerem. że ciebie dziś poniosą do obozu. prawda? . Cztery pary wychudłych ramion pchają wóz raz do przodu. Z daleka widzę.Podziękuj panu postowi. Boże 05 . Post wstał z ławki.Czego stoisz jak głupi pies? . Los! Poleciałem ścieżką.Nous sommes les hommes miserables. Dziękuję i odchodzę w stronę warsztatu. VII Podnosimy wagonik. Odskakuje.Co się tu dzieje na tym zwariowanym komandzie? Dlaczego ci ludzie chodzą tam z poprzywiązywanymi kijami? To jest czas pracy! . Gdy odeszli.Camerade. wykoleił się na samej scheibie. W tej chwili czyni błyskawiczny ruch. raz do tyłu. konczaj ich!80 Kapo kazał! Andrzej chwycił kij i uderzył na odlew. podrywa się na baczność i ściąga czapkę z głowy. Stary Grek. Rozkołysali.Jesteśmy nieszczęśliwymi ludźmi. że ci nie zrobi meldunku. . wreszcie wszedł na groblę.To dziś już naprawdę będzie wybiórka? I w dziwnej egzaltacji siwy. Zdaje się.Andrej ma zrobić z nimi porządek. .Idź do roboty. Naładowany do pełna piaskiem. Rubin nie ma zegarka na ręku. zbliżył się nad rów. już włazi na 80 Konczaj ich (ros. gospodarz z Harmenze. Po chwili Rubin kiwa na mnie. podnieśli przednią parę kół. Zrywam czapkę. Kapo gestykuluje gwałtownie trzonkiem łopaty. zatrzymuje mnie po drodze. że znowu zginęła gęś? . . Dieu!81 Blade niebieskie oczy patrzą w niebo. kupiec z Salonik. to ich zabić! A wie pan.) . które jest tak samo niebieskie i blade. stanął na kiju i zakołysał się.. Odszedłem prędko w swoją stronę. zeskakuje z roweru czerwony ze zdenerwowania: . O Dieu. huśtają. O Dieu. Unterscharführer. odrzuca łopatę i podnosi do góry ręce: . wysuszony Grek.) .wykończ ich 81 Nous sommes les hommes miserables. ten esman to z obozu. zaskowyczał i upadł. O Boże. Andrzej położył mu kij na gardło.Albo co? .Jak nie umieją. ten od Iwana. camerade.Oni nie umieją chodzić! . wstawili na szyny. Czapkę ma nasadzoną na łbie. Dieu (franc.

niewątpliwie z sadu. szczaw. paru cebul i jakiejś zestarzałej słoniny jabłka. zaniepokojeni naszym wczesnym odejściem. Rozpinamy kurtki. Ktoś odrzuca niepotrzebny drąg. Przejeżdża rękoma po ciele. . Trzęsącymi się rękoma Grek otworzył torbę. Do czuba drzewa. nasza gęś.Patrz.Skąd to masz? Podnoszę głowę: „mój” post.Z paczki.rzekł kapo. . Esman jest wprawny i szybki. Ludzie z Harmenz chodzą tu i tam. jest jeszcze kawał drogi. Stoimy. 06 . sięga do torby. . Nagle unterscharführer wszedł w sam środek szeregu i wyciągnął na bok starego Greka z dużą. Na drodze uczynił się większy ruch niż zwykle. Pisarz liczy nas nieustannie. nagle puszczamy ją i wyprostowujemy się. Dopiero po chwili orientujemy się. o które opiera się nosem w porze zbiórki. że przecież za wcześnie. wysypujemy piasek z lory wprost na scheibę. Stawia koszyk na ziemi i opiera się o stodołę. równamy. raz po raz podrywa się krótki ludzki wrzask: biją. Idę za jej wzrokiem.szyny. panie post. kaczany kukurydzy. Wtedy wszyscy zrozumieli: rewizja. Wypaproszają z kieszeni kawały słoneczników. . Zaraz za esmanami nadszedł kapo i cherlak kommandoführer. Obstawiają nas wokoło.Te same jabłka jadłem dzisiaj po obiedzie. .drę się i gwiżdżę z daleka.Otwórz . Parę razy mignęła jasna chusteczka pani Haneczki. . Idziemy na antreten. Przez chwilę patrzy mi ironicznie w oczy. wypchaną torbą. Patrzy niespokojnie na Iwana. Na końcu komanda nosze z dwoma trupami.rzekł krótko. Od strony dworu idą esmani i te nasze posty. jabłka. dociągamy torby i pasy. Stajemy w piątkach. I tak się jutro sprzątnie. ziele. Słońce stoi jeszcze wysoko. . Unterscharführer zajrzał do środka i zawołał kapa. Ale dla starych lagrowców rzecz jest jasna: w lagrze będzie naprawdę wybiórka. patrzy.Zbiórka! . Obok reszty chleba.Rozstąpić się i podnieść ręce do góry . Najwyżej trzecia. Kobieta zwraca ku nam pytające oczy. Lora bezwładnie opada i kołami zarywa się w ziemię. otwieramy torby. kapo. Twarze ludzkie są niespokojne i pytające.

a nie mówiłem! Kapo zamachnął się kijem. zwróciłem głowę w jej stronę. wyglądamy przez szpary i czekamy na koniec wybiórki. kępy ziela. wstrzymując mu rękę.Skąd to masz? Jak nie odpowiesz. 07 . który też podbiegł do worka. jest. Wtedy zobaczyłem. . że jej duże czarne oczy pełne były łez. Wyciągnął z pochwy rewolwer i zwrócił się wprost do Greka. Tadek. Kazik zabiera się do odejścia. Zostaje za nami kupa słoneczników. wyprostowany. Ten dziwny fatalizm słów.Idę kupić papierosów. to cię zastrzelę. .I wyciągnął z torby gęś o olbrzymich. wymownie gestykulując bronią: . trzeci.Czuję się. Był zupełnie blady. Wszystkie spojrzenia zawisły na Iwanie. szmaty i torby.Nie mogę jeść. . Odsunąłem przygotowane kanapki. esman. Zacisnął usta i wystąpił z szeregu. Na dworze kończą wybiórkę.Pomidorów nie masz? . Unterscharführer wolno podniósł pejcz i ciął go po twarzy raz. z rękoma wzdłuż bioder. . ale Iwan nie padał. odchodzi do następnego bloku. pogniecione jabłka. zdjął czapkę i rzekł: . Unterscharführer opuścił rękę. wojskowym krokiem. Wargi jej drżały nerwowo. Ale wiesz. jesteś frajer. zabrawszy liczbę i numery zapisanych. tobym go zbił na marmoladę. Esman podniósł pistolet.To ja mu dałem. W tym przeklętym Oświęcimiu nawet złe słowo ma moc stawania się. Na końcu komanda idzie Iwan. Stała blada i wyprostowana.odmarsz! Odchodzimy równym. Komando .daj lepiej coś do tego pasztetu. Gdy przechodziliśmy koło pani Haneczki. Spojrzenia nasze spotkały się.Nie co dzień świętego Jana.Grek milczał. Stał z czapką w ręce. a za tym wszystkim leży wielka gęś o czerwonym łbie i rozłożystych białych skrzydłach. Po apelu wpędzili nas na blok. jakbym zawinił w tej całej wybierce. . bo jakby mi kto kaszę wyjadł. rozłożystych skrzydłach. Lekarz-esman.odrzekł Kazik . nie podtrzymywany przez nikogo. Potem zaczął bić po głowie. Leżymy na pryczy. . krzyknął triumfująco do kapy: . Podniosła wzrok i spojrzała na mnie. drugi. z rękoma przyciśniętymi do piersi.rzekł. Za nim na noszach niosą dwa trupy przykryte gałęziami. Spojrzałem na Iwana. . Pipel. twarz więźnia pokryła się krwawymi pręgami.Zapisać numer i złożyć meldunek.Nie bij . Podszedł do esmana. . Pejcz świszczał.Jest.Nie przejmuj się . chwiał się tylko całym ciałem. Nie uchylał głowy.

Właź na buksę.rzekł szeptem.To Beker . 08 . Jak się nażresz. Żyd. . Pochyliłem się jeszcze niżej i zajrzałem mu z bliska w oczy: były spokojne i puste. to resztę zabierz ze sobą do komina. . właź tu na buksę i zażeraj. . Miał przymknięte powieki i jak ślepiec próżno szukał dłonią deski.Tadek. to możesz mieć wszy. Daj mi co zjeść.Te. Kazik uderzył mnie dłonią po kolanie. . .Tadek . idę do komina. wprost od mamy.Tadek.odrzekłem cicho. Spojrzałem na Bekera. . przechylając się ku niemu. aleja byłem tyle czasu taki głodny.Znasz tego Żyda? . . ja mam do ciebie prośbę. żeby wleźć na górę. ogromna czaszka i spojrzały na nas zażenowane. zmięta i jeszcze bardziej postarzała. mrugające oczy. Mam na bloku świetną szarlotkę.Gadaj .chodź. .Tadek. Złażąc z buksy trącił mnie ramieniem.rzekłem. Potem ukazała się twarz Bekera.Patrz .chwycił mnie za ramię . Ja tu nie śpię.W tej chwili na krawędzi buksy wylazła z dołu jakaś siwa. Na ten ostatni wieczór.

mon ami83. by upadł jak najniżej. 82 Wizy (z niem. Od rana czeka się na obiad. Zorganizuj lepiej buty. Godziny płyną wolno. .Słuchaj. jak przyjdą transporty. nie „wyfasowały” jeszcze ubrań. odwiedza się przyjaciół.. leżakowało pod ścianami i na dachach. Jak pójdziemy znów na rampę.. Ustała praca komand. to jednak i ci. beztrosko machając nogami. przyjaciele starają się. cierpliwości. otwieramy puszkę skondensowanego mleka. Miły Boże. Rozkładamy biały. wielki i ociekający potem.) . Nawet zwykłej rozrywki nie ma: szerokie drogi do krematoriów stoją puste. Właśnie siedzimy w kilku na buksie. Kanada. spod Paryża. wiesz. nie pachnie wprawdzie. Jeszcze tydzień temu miała go w rękach moja matka. Od paru dni nie ma już transportów. żywicą. Henri.Nie. Wiese) . je się paczki. dawno mi obiecałeś. i tamci chodzili nago: upał był okropny. Znów pójdziemy na rampę. Pewnie nigdy nie piłeś. W obozie bowiem panuje zawistna sprawiedliwość: gdy możny upadnie. lecz chyba nie rośnie tyle wysokich sosen w tamtej. tylko francuskimi perfumami. który znakomicie truł wszy w ubraniach i ludzi w komorze gazowej.tam też odwszawiali. Dwadzieścia osiem tysięcy kobiet rozebrano i wypędzono z bloków . Cały dzień tysiące nagich ludzi przewalało się po drogach i placach apelowych. Z ostatnich bloków widać było FKL . miły Boże.. gdyż sienniki i koce były w dezynfekcji. ale za to nie pleśniejący tygodniami. Jako że byli wypasieni i wypoczęci. Wprawdzie przeszliśmy już odwszenie i ubrania dostaliśmy z powrotem z basenów napełnionych rozpuszczonym w wodzie cyklonem. Chleb przysłany aż z Warszawy. nieprawda? . z Marsylii.PROSZĘ PAŃSTWA DO GAZU Cały obóz chodził nago. a o koszulce już nie mówię. żadna wesz nie śmie się przedostać przez jego bramę. na Harmenze. marzy głośno o francuskim winie przywożonym przez transporty ze Strasburga. przyniosę ci wszystko. jak to w upale.mój przyjacielu 09 . więc nie bujaj. cebulę. rozsypujący się. zebranych z całej Europy. Żaden więzień. ile ta ma ukrytych brylantów i monet. Część Kanady zlikwidowano i przydzielono na komando.Cierpliwości.łąki 83 Mon ami (franc. Wyciągamy boczek. a tylko bloki. jak Fiedlerowska. przemyślnie wypieczony chleb. Ale przez bramę nie przeniesiesz. kruchy. przyniosę ci oryginalnego szampana. Trafili na jedno z najcięższych. Spano na deskach. . drażniący trochę w smaku. nasza Kanada. takie dziurkowane z podwójną podeszwą. Obóz ściśle zamknięto.właśnie kotłują się na „wizach”82 drogach i placach. odgrodzone od nas hiszpańskimi kozłami..

na samym dole .. tobyście tam te swoje paczki tak spokojnie jedli? Nie dalibyśmy wam. . o co się sprzeczać? Pewnie. Pisaliście przecież listy do domu. cholera!”) . Pode mną. jemy wspólnie.Wy macie i my mamy. Henri kroi chleb. Zresztą.Gdyby oni nie wierzyli w Boga i w życie pozagrobowe. kotłują się ludzie.A może już nie będzie transportów do komina? . ludzi zabraknie. dziewięciu.).powtórzył.A dlaczego wy tego nie zrobicie? Pytanie ma sens metaforyczny.Religia jest opium dla narodu. cuchnący potem i wydzielinami. Wszyscy żyjemy z tego. jak zelżało na lagrze. Polacy. kościści. zawodząc głośno i monotonnie. jakby Boga za nogi złapał. nie wszyscy. sam przecież gadasz.. . gdybyśmy nie mieli co jeść.. . Gnieżdżą się na dolnych pryczach po ośmiu.Widzisz. co oni przywiozą. nieograniczona ilość paczek. W bloku. o uduchowionej jak z miniatur Coswaya twarzy marsylczyka (jest moim przyjacielem. wzdłuż ogromnego. . .To masz ty i twój kolega. .zarażone konie.Wszyscy. już by dawno rozwalili krematoria... . nie ma o co się sprzeczać. należy odstawiać tam a tam) przemieniają w miły (gemiitlich) dom dla ponad pół tysiąca ludzi. organisation z transportów.. robi sałatkę z pomidorów. inteligentnie zbudowanego pieca. .. prędzej do komina pójdzie. Żydki. . Rozmaicie mówią o rozporządzeniach.rzuciłem złośliwie. o zapadniętych głęboko policzkach. do cholery.Nie chce mi się z buksy złazić.usta otyłego.nie gadałbyś głupstw. leżą nadzy. . przełykając z wysiłkiem („poszło. . nakrył głowę kawałkiem szmaty oddartej z koca i czyta z modlitewnika hebrajskiego (tej lektury tu jest. bobyśmy pozdychali w lagrze. ludzi nie może zabraknąć. lecz marsylczyk odpowiada: 10 . śpimy na jednej buksie. Bardzo lubię palić opium . Niech się drze.nie gadałbyś głupstw . że .dodaje z lewej sentencjonalnie marsylczyk. ale Ruskie? I co.Nie gadałbyś głupstw .Dalibyście albo byście zdychali z głodu jak Grecy. Mamy paczki.rabin. ale imienia jego nie znam) zapchane są kanapką z sardynkami .Może by się tak zdało go uspokoić? Drze się. i to nie wszyscy. bić nie wolno. macie wy. pod nami. Wy macie i ja mam. ociekający potem. Ale my. Kto ma żarcie w obozie. ten ma siłę. które stajnię końską (na drzwiach wisi jeszcze tabliczka. nadzy.versuchte Pferde” . który jest komunistą i rentierem. między ulepszeniami. Świetnie smakuje z kantynową musztardą.. Łażą między buksami w przejściu. i dziesięciu twoich kolegów.

- Idiota - zapycha usta pomidorem i czyni ruch, jakby chciał coś powiedzieć, ale zjada i milczy. Kończyliśmy właśnie wyżerkę, gdy u drzwi bloku uczynił się większy ruch, odskoczyli muzułmani i rzucili się, uciekając, między buksy, do budy blokowego wleciał goniec. Za chwilę majestatycznie wyszedł blokowy. - Kanada! Antreten! Ale szybko! Transport przychodzi! - Wielki Boże! - wrzasnął Henri, zeskakując z buksy. Marsylczyk zadławił się pomidorem, chwycił marynarkę, wrzasnął ,,raus” do siedzących na dole i już byli we drzwiach. Zakotłowało się na innych buksach. Kanada odchodziła na rampę. - Henri, buty! - krzyknąłem na pożegnanie. - Keine Angst! - odkrzyknął mi już z dworu. Opakowałem żarcie, owiązałem sznurami walizę, w której cebula i pomidory z ojcowskiego ogródka w Warszawie leżały obok portugalskich sardynek, a boczek z lubelskiego „Bacutiiu” (to od brata) mieszał się z najautentyczniejszymi bakaliami z Salonik. Owiązałem, naciągnąłem spodnie, zlazłem z buksy. - Platz!84 - wrzasnąłem, przeciskając się między Grekami. Odsuwali się na bok. We drzwiach natknąłem się na Henriego. - Allez, allez, vite, vite!85 - Was ist los?86 - Chcesz iść z nami na rampę? - Mogę pójść. - To jazda, bierz marynarkę! Brakuje paru ludzi, rozmawiałem z kapem - i wypchnął mnie z bloku. Stanęliśmy w szeregu, ktoś spisał nam numery, ktoś od czoła wrzasnął „marsz, marsz” i podbiegliśmy pod bramę, odprowadzani okrzykami różnojęzycznego tłumu, który już zapędzono bykowcami do bloków. Nie każdy może iść na rampę... Już żegnano ludzi, już jesteśmy pod bramą. - Links, zwei, drei, vier! Mützen ab!87 - Wyprostowani, z rękami sztywno przyłożonymi do bioder, przechodzimy przez bramę raźno, sprężyście, nieomal z gracją. Zaspany esman, z wielką tabliczką w ręku, liczy ospale, oddzielając w powietrzu palcem każdą piątkę. - Hundert!88 - krzyknął, gdy minęła go ostatnia. - Stimmt! - odkrzyknięto ochryple od czoła. Maszerujemy szybko, prawie biegiem.
84 Platz (niem.) - miejsce 85 Allez, allez, vite, vite (franc.) - idźcie, idźcie, szybko, szybko 86 Was ist los (niem.) - co się dzieje 87 Links, zwei, drei, vier! Mützen ab (niem.) - lewa, dwa, trzy, cztery! Czapki zdjąć! 88 Hundert (niem.) - sto

11

Postów dużo, młodzi, z automatami. Mijamy wszystkie odcinki obozu II B: nie zamieszkały lager C, czeski, kwarantanna, zagłębiamy się między grusze i jabłonie truppenlazarettu; wśród nieznajomej, jakby z księżyca zielem, dziwnie w tym kilkudniowym słońcu wybujałej, omijamy łukiem jakieś baraki, przechodzimy linię wielkiej postenketty, biegiem wpadamy na szosę - jesteśmy na miejscu. Jeszcze kilkadziesiąt metrów - wśród drzew rampa. Była to sielankowa rampa, jak zwykle na zagubionych, prowincjonalnych stacjach. Placyk, obramowany zielenią wysokich drzew, wysypany był żwirem. Z boku, przy drodze, kucnął maleńki drewniany baraczek, brzydszy i tandetniejszy od najbrzydszej i najtandetniejszej budy stacyjnej, dalej leżały wielkie stosy szyn, podkłady kolejowe, zwały desek, części baraków, cegły, kamienie, kręgi studzienne. To stąd ładują towar na Birkenau: materiał do rozbudowy obozu i ludzi do gazu. Zwykły dzień roboczy: zajeżdżają samochody, biorą deski, cement, ludzi... Rozstawiają się posty na szynach, na belkach, pod zielonym cieniem śląskich kasztanów, ścisłym kołem otaczają rampę. Ocierają pot z czoła, piją z manierek. Upał ogromny, słońce stoi nieruchomo na zenicie. - Rozejść się! - Siadamy w skrawkach cienia pod szynami. Głodni Grecy (zaplątało się ich paru, diabli wiedzą, jakim sposobem) myszkują wśród szyn, ktoś znajduje puszkę konserw, spleśniałe bułki, nie dojedzone sardynki. Jedzą. - Schweinedreck!89 - spluwa na nich młody, wysoki post, o bujnych płowych włosach i niebieskim, marzącym spojrzeniu - przecież zaraz będziecie mieli tyle do żarcia, że nie przeżrecie. Odechce się wam na długo. - Poprawił automat, otarł twarz chustką. - To bydło - potwierdzamy zgodnie. - Te, gruby - but posta dotyka lekko karku Henriego. - Pass mai auf90, chce ci się pić? - Chce, ale nie mam marek - odpowiedział fachowo Francuz. - Schade, szkoda. - Ależ Herr Posten, czy moje słowo nic już nie znaczy? Nie handlował Herr Posten ze mną? Wieviel?91 - Sto. Gemacht? - Gemacht. Pijemy wodę, mdła i bez smaku, na konto pieniędzy i ludzi, których jeszcze nie ma. - Te, uważaj - mówi Francuz, odrzucając pustą butelkę, aż pryska gdzieś dalej na szynach - forsy nie bierz, bo może być rewizja. Zresztą na cholerę ci forsa, i tak masz co jeść. Ubrania też nie bierz, bo to jest podejrzenie o ucieczkę. Koszulę bierz, ale tylko jedwabną i z
89 Schweinedreck (niem.) - świńskie łajno 90 Pass mai auf (niem.) - uważaj, słuchaj 91 Wieviel (niem.) - ile

12

kołnierzykiem. Pod spód gimnastyczna. A jak znajdziesz coś do picia, to mnie nie wołaj. Dam sobie radę, i uważaj, żebyś nie oberwał. - Biją? - Rzecz normalna. Trzeba mieć oczy w plecach. Arschaugen. Wokół nas siedzą Grecy, ruszają łapczywie żuchwami jak wielkie, nieludzkie owady, żrą łakomie zbutwiałe grudy chleba. Są zaaferowani, nie wiedzą, co będą robić. Niepokoją ich belki i szyny. Nie lubią dźwigania. - Was wir arbeiten?92 - pytają. - Niks. Transport kommen, alles krematorium, compris?93 - Alles verstehen94 - odpowiadają w krematoryjnym esperanto. Uspokajają się: nie będą ładować szyn na auta ani nosić belek. Tymczasem na rampie robiło się coraz gwarniej i tłoczniej. Vorarbeiterzy dzielili sobie grupy, przeznaczając jednych do otwierania i rozładowywania wagonów, które przyjść mają, innych pod drewniane schodki i wyjaśniając im celowe działanie. Były to przenośne, wygodne, szerokie schodki, jakby wejście na trybunę. Zajeżdżały z warkotem motocykle wiozące obsypanych srebrem odznak podoficerów SS, tęgich, spasionych mężczyzn o wypolerowanych oficerskich butach i błyszczących, chamskich twarzach. Niektórzy przyjechali z teczkami, inni mieli giętkie trzcinowe kije. Nadawało im to służbowy i sprężysty wygląd. Wchodzili do kantyny, bo ów mizerny barak był ich kantyną, gdzie latem pili wodę mineralną - ,,Sudetenquelle”, a zimą ogrzewali się gorącym winem, witali się państwowo wyciągniętym po rzymsku ramieniem, a potem kordialnie potrząsali prawice, uśmiechali się serdecznie do siebie, rozmawiali o listach, o wiadomościach z domu, o dzieciach, pokazywali sobie fotografie. Niektórzy dostojnie przechadzali się po placu, żwir chrzęścił, buty chrzęściły, srebrne kwadraty błyszczały na kołnierzach, a bambusowe laseczki świstały niecierpliwie. Różnopasiasty tłum leżał pod szynami w wąskich pasach cienia, oddychał ciężko i nierówno, gadał po swojemu, leniwie i obojętnie patrzył na majestatycznych ludzi w zielonych mundurach, na zieleń drzew, bliską i nieosiągalną, na wieżę dalekiego kościółka, z której dzwoniono właśnie na spóźniony Anioł Pański. - Transport idzie - rzekł któryś i wszyscy unieśli się w oczekiwaniu. Zza zakrętu wychodziły towarowe wagony: pociąg pchał się tyłem, kolejarz stojący na breku95 wychylił
92 Was wir arbeiten (niem., niegramat.) - co my pracujemy 93 Transport kommen, alles krematorium, compris (niem., franc., niegramat.) - transport przychodzić, wszystko do krematorium, rozumiesz 94 Alles verstehen (niem., niegramat.) - wszystko rozumieć 95 Brek (z ang.) - rodzaj budki przy ścianie wagonu towarowego, przeznaczonej dla kolejarza

13

uparcie powtarzają pytania. rozczochrane . mieli włosy. Jest lato. waliz. Tymczasem podjeżdżały ciężarówki.Kto weźmie złoto albo cokolwiek innego nie do jedzenia. przyglądali się stacji w milczeniu. będzie rozstrzelany jako złodziej własności Rzeszy. aczkolwiek z dobrą wolą. . Lokomotywa przeraźliwie odgwizdnęła. Zabierać wszystko. nie rozumiem po polsku.przerażone kobiety. rozstawiono się fachowo przy wagonach. jakby niewyspane. Zrozumiano? . walizeczek.się. Panie. dysząc jak ryby wyrzucone na piasek.Nie wiem. Fala świeżego powietrza wdarła się do środka. rzecz egzotyczna. Mijali powoli. pociąg potoczył się wolno wzdłuż stacji. Wtedy wewnątrz wagonów zaczęło się coś kotłować i dudnić w drewniane ściany. co z nami będzie? . roztrzęsieni. mężczyzn.wrzaśnięto nierówno i indywidualnie.Skąd jesteście? . Palta oddawać. W małych zakratowanych okienkach widać było twarze ludzkie.Panie.Uwaga: Wysiadać z rzeczami. Z okien wychylały się twarze ludzkie. Zaczerpnąwszy kilka łyków powietrza ludzie z okien nikli. Krzyki i rzężenia stawały się coraz głośniejsze. niespokojni. plecaków. dusili się i dusili innych. sapnęła. że ludzi idących na śmierć oszukuje się do ostatniej chwili. co to będzie? .Jawohl!96 . usta chwytały rozpaczliwie powietrze. Maszerować na lewo. którzy.Wody! Powietrza! . .) . skrzywił usta z niesmakiem. wpatrując się żarliwie w cudze zmęczone oczy. . Jest to hamującego pociąg 96 Jawohl (niem. przytłoczeni potworną ilością bagażu.zerwały się głuche. wagony otwarto. . przełożył teczkę z prawej do lewej i skinął na posta. bardziej niż inni obsypany srebrem. na ich miejsce wdzierali się inni i tak samo znikali. zmięte. Wszystkie te swoje klamoty składać koło wagonu na kupę.zeskakują już na żwir. Teraz skupili się przy otwartych drzwiach. Jest prawo obozu. mdleli od upału. zamachnął ręką. Olbrzym z teczką skinął ręką. Człowiek w zielonym mundurze. podstawiono pod nie stołki. walizek. gnieździli się w strasznej ciasnocie. . Ucichło. uderzając ludzi jakby czadem. co stanowiło ich dawne życie.Also loos!97 Do pracy! Szczęknęły rygle. odrzucił go nagłym ruchem. Zaciągnął się papierosem. .tak jest 97 Also loos (niem. also los) . tłumoków wszelkiego rodzaju (wieźli bowiem to wszystko. rozpaczliwe okrzyki. Będzin.no to ruszajcie 14 . Niezmiernie zbici. Ten powoli ściągnął automat z ramienia. złożył się i przeciągnął serią po wagonach. blade.Sosnowiec. gwizdnął. Zrozumiano? Verstanden? . a miało rozpocząć przyszłe).

kiełbasy. ja nie mogę. objuczona. potknęła się i upadła pod nogi tłumu.młodzi i zdrowi . którzy są przy schodkach. ciekłe powietrze. Auta odjeżdżają i wracają. sycząc głośno. panie. Świsnęła trzcina. przed drzwiami wagonów piętrzą się stosy chleba. . Zapchane ludźmi auta odjeżdżają z piekielnym warkotem. gromadzą słoiki różnobarwnych marmolad. co poszli na prawo . powietrze faluje. i raźniej idą wzdłuż wagonów. każde auto to kreska.zabronione 15 . . Niezmordowanie jeździ karetka Czerwonego Krzyża: to właśnie w niej wozi się gaz. co idą na lager. którym trują tych ludzi. Olbrzymi krwawy krzyż wymalowany na masce motoru roztapia się w słońcu. Pan jest zrównoważony i 98 Verboten (niem. ale wpierw będą pracować. och. torebek. To ci. tak jest .. gładko wygolony pan. rozsypuje się po żwirze cukier. bez odpoczynku.Tak jest. fachowy.Verboten98 . . który chwilami przewiewa przez nas. Pić. Wargi już są popękane. Trzeba okazać trochę dobrej woli. kobieta krzyknęła. pledów. Bez przerwy jeździ karetka Czerwonego Krzyża. otwierają się i wysypują barwne tęczowe banknoty. rozpalone niebo dygoce. plecaków. pić. moi państwo. Od długiego leżenia na słońcu ciało jest słabe i oporne. Z boku stoi młody. Upał ogromny. Rośnie kupa rzeczy. wiatr. czuje się w ustach słony smak krwi. . oddzielają tych do gazu od tych. zegarki. złoto. . ściąga się palta. Wylewa się z wagonu różnobarwna fala. tak plus-minus. jak na potwornej taśmie.ci pójdą na lager. ślepej rzeki. opanowany. podobna do ogłupiałej.szczeka się przez zęby. powideł. już im pakunki wyrywa się z rąk. na każde sześćdziesięciu. która szuka nowego koryta. Za plecami stoi esman. a cienka trzcina gnie mu się nerwowo w rękach. wśród zawodzenia i wrzasku kobiet opłakujących dzieci.Meine Herrschaften. kobietom wyrywa się torebki.jedyna dopuszczalna forma litości. ubijają na aucie.) . Ale zanim oprzytomnieją. pęcznieją zwały szynek. Gaz ich nie minie. Ci z Kanady. jak odjedzie szesnaście aut. tłumoków. walizek. odbiera parasole. esman z notatnikiem w ręku. uderzeni świeżym powietrzem i zapachem zieleni. tak plus-minus.odpowiadają wielogłośnie. nie rozrzucajcie tak rzeczy. gaz. i ogłupiałego milczenia nagle osamotnionych mężczyzn. rozczochrana dziewczynka. nie mają chwili wytchnienia... przechodząc. ale to od słońca. spokojny. Dziecko biegnące za nią pisnęło: „Mamełe!” . to rozparzone. to jest tysiąc.Mówi dobrotliwie.Panie. wypychają pierwszych na schody. padając. Jakaś kobieta schyla się szybko podnosząc torebkę.taka mała. Słońce osiągnęło zenit. które. ubrań..

z kontynentu i wysp.Co.powiedział jakby ze zdziwieniem i wyrzutem ospowaty esman i począł odpinać rewolwer. nagie potworki o ogromnych głowach i wydętych brzuchach. Ci. ludzi nie zabraknie. największe zwycięstwo solidarnych i zjednoczonych Niemiec. zdolnych spalić pięćdziesiąt tysięcy dziennie. Nie. Transporty rosną w tygodnie. Naliczą cztery i pół miliona. będą liczyć spalonych.132”. Chudy. Obóz rozbuduje się. zaorzą odłogiem leżącą ziemię. oszczędniejsze.Nie nieś ich na auto. ospowaty esman spokojnie zagląda do środka. Wiemy wszyscy dobrze. Ale krematoriów będzie w Oświęcimiu szesnaście. Oddaj kobietom . na litość boską .slogan hitlerowski 16 . Ale na stałe uzyska nazwę „Będzin-Sosnowiec”. będzie się zwał Verbrecher-Stadt . jeden wódz . nie ma wyjątku. którzy pójdą z tego transportu na lager. podeptane niemowlęta. przyjdą ludzie z Zachodu i Południa. brać nie chcecie? .„Miasto Przestępców”. Najkrwawsza bitwa wojny. sprytniej zamaskowane. .) . spalą się Rosjanie. Już się opróżniły wagony. spalą się Polacy. Kreski pęcznieją w tysiące. wtulając głowy w ramiona. bo kobiety z przerażeniem uciekają ode mnie.mówi zapalając papierosa esman. Oczyścić! Wskakuje się do środka. ein Volk. „z Rotterdamu”. . Wynosi się je jak kurczaki. Bewegung . ein Flihrer (niem.dokładny. trzymając po parę w jednej garści. Gdy skończy się wojna.Bierzcie te niemowlęta. i patrzymy na siebie z nienawiścią i przerażeniem.wybucham.otworzą się drzwi gazowych komór. Komory będą ulepszone. Porozrzucane po kątach wśród kani ludzkiego i pogubionych zegarków leżą poduszone.Jedno państwo. Nie odjedzie auto bez jego wiedzy i jego kreski: Ordnung muss sein. ein Volk. Przyjdą ludzie w pasiakach. lecz w skrócie będzie się mówiło właśnie tak: „l 31 . zamieszka go trzysta tysięcy ludzi w pasiakach. co to znaczy. wszystkie. . Spalą się Żydzi. Będą jak te w Dreźnie. tysiące w całe transporty. „ze Strasburga”. ein führer99 . Ein Reich. kiwa głową z niesmakiem. Zapalniczka mu się zacięła. odbudują zburzone miasta niemieckie. Rozumie się tysięcy. miesiące. a gdy osłabną w bezlitosnej pracy. lata. aż się oprze naelektryzowanym drutem o Wisłę. o których już chodzą legendy.i cztery krematoria. Dziwnie niepotrzebnie pada imię Boga. o których mówi się krótko: „Z Salonik”. w wiecznym Bewegung. bo kobiety z dziećmi idą na auto. ogarnia nas spojrzeniem i wskazuje wnętrze. O tym będzie się już dziś mówiło „Będzin”. jeden naród. dostaną numery: 131132. jest nią bardzo zaaferowany. 99 Ein Reich.Rein. .

i tłum. Męczy cię rampa.. tłum.. .Czemu się głupio pytasz? .Chodź.powtarzam zawzięcie..Patrz na Greków. pod szyny. żebrzą o wodę. czy mi się śni. znów ludzie. 100 En avant (franc. Henri szarpie mnie za ramię. ci umieją korzystać! Żrą wszystko. dziecko . słyszę krzyki. Czuję. . kaleki poukładane razem z trupami. przyglądają się słońcu. Wyglądasz. że idą do gazu. auta warczą jak rozjuszone psy. ludzie wychodzą. buntujesz się. Znów podchodzą wagony. potykając się na żwirze. . Widzę nagle jakąś zieleń drzew. to normalne. .Bydło? Ty też byłeś głodny. waliz i plecaków rosną. a złość najłatwiej wyładować na słabszym. odjeżdżają. Pożądane jest nawet.mówi nieco ironicznie Francuz.. Ludzie płyną i płyną.Bydło. olbrzymia. przezroczysta. zdeptane dzieci. . czy to się naprawdę dzieje.Słuchaj. To tak na chłopski rozum. wygodnie układając się pod szynami.to Aleje! Szumi mi w głowie.Och. czuję. przy mnie zjadł jeden słoik marmolady. Ktoś szarpie mnie za rękę. Odeszła. stosy łachów. W gardle zupełnie sucho. czuję drżenie ziemi i parne powietrze na powiekach. wchodzą na auta. En avant100. tłum. Byłem bardzo zmęczony. wysoka pani wzięła ode mnie niemowlęta i przez chwilę patrzyła mi prosto w oczy. miesza się. wzbiera we mnie zupełnie niezrozumiała złość na tych ludzi.. Siwa.naprzód 17 . chodź! Patrzę. abyś ją wyładował. dam ci się napić. rozpływa się.) . Henri. nie wiadomo dlaczego czarnymi. Mrugam ostro powiekami: Henri. co im pod rękę wlizie. z drzewami nieruchomymi. comprisi .szepnęła uśmiechając się.Widzisz. Oparłem się o ścianę wagonu. . . które kołyszą się wraz z całą ulicą. Nie współczuję im wcale. . ale .. nie wiem. W oczach przesuwają się trupy wynoszone z wagonów.Bydło . Wagony pod-taczają się. przewidziane i obliczone. oddychają. Rzuciłbym się na nich z pięściami. Przecież to jest patologiczne chyba.. Zamykam oczy. nie mogę zrozumieć. czy my jesteśmy ludzie dobrzy? . ja wezmę.Nie trzeba strzelać. jak obrazy mieszają się we mnie. z barwnym tłumem. Żeby się ziemia pod nimi wszystkimi rozstąpiła. twarz ta skacze mi przed oczyma. z przelewającym się tłumem.Dziecko. że przez nich muszę tu być. że będę wymiotował. Jutro połowa z nich zdechnie na sraczkę. jakbyś miał rzygać. wprost przeciwnie. przyjacielu.

pierścionki. pełną złota i barwnej. zza zakrętu słychać gwizdek kolejarza. Mężczyźni. Nie. Chodzi z kąta w kąt rampy z przylepionym na wyschłe wargi szczurzym. Już nie ma ludzi.spokojnie mówi esman. byle do cienia. bo część kobiet odstawiono od aut i te pójdą piechotą . Kończymy ładować. które wylewa się wprost na siebie. wzniecając olbrzymie tumany kurzu. teraz dopiero uświadamiam sobie. świecąc srebrem na kołnierzach. pozbawią je całkowicie włosów i będą mieli wiele uciechy z ich wolnościowego wstydu. Otwieramy wagony. Wyrywa się ludziom brutalnie walizki z rąk. To złoto pójdzie do Rzeszy. wysuszona. rzucamy je z wysiłkiem na auto. każde wymówione słowo wywołuje ból. fryzjerzy z zauny. Ostatnie auta suną daleko po szosie. przeraźliwie odgwizduje lokomotywa. rozwijam: złoto. wypadają ubrania. a my idziemy . Wśród nich kobieta. nożem . Powietrze stoi nieruchomym. nadstawiając otwartą teczkę.. z okien patrzą twarze wymięte i blade. Jedna z waliz otwiera się. Tak. jakby wycięte z papieru. Rzadkie. transportowy brud. już nie można nad sobą panować.w stronę szyn odpocząć i napić się (może Francuz kupi znów od posta?). wygrzebujemy spomiędzy drobnego żwiru nietutejszy. byle odpocząć.dla przyjemności i w poszukiwaniu wódki i perfum. płaskie. zasobne. Gorączkowo... Zamyka ją. pić. Gardła są suche. kolie. Ładujemy więc klamoty.Nie śpij. Już są auta. pociąg odjechał. co się da. bierze inną. bezpierśna. Nasi chłopcy. po opustoszałej rampie chodzą dostojni esmani. ogromny upał. że była tu cały czas. rozżarzonym słupem. Och. „żeby śladu po tym obrzydlistwie nie zostało”. bezbarwne włosy gładko przyczesała w tył i związała w „nordycki” węzeł. brylanty. zawziętym uśmiechem. 101 Gib hier (niem. już z kantyny wyszli esmani z teczkami na złoto i pieniądze. płonących gorączką oczach. już jest spokojny pan z notatnikiem. koszule. obcej waluty. przyszła oglądać swój nabytek. przemijają. Nienawidzi urody kobiecej nienawiścią kobiety obrzydliwej i zdającej sobie z tego sprawę. Upał.daj tutaj 18 . i w chwili gdy ostatnia ciężarówka znika za drzewami. . upycha. Idźcie. bransolety.. dwie dobre garście: koperty. ręce wsunęła w szerokie spodnie-spódnicę.Gib hier101 . książki. pustą. rżnie. koścista. błyszczą czerwono nalane twarze.na lager. Powoli.. przemińcie. idziemy ładować klamoty. Idą. kobiety. pakowne. ostatnie auta odjeżdżają. niezmiernie powoli wtaczają się wagony. idźcie. i czatuje przy innym samochodzie. ubija się. oddaje oficerowi. szarpiąc ściąga się palta. o ogromnych. Chwytam jakieś zawiniątko: ciężkie. już ją nieraz widziałem i dobrze zapamiętałem: to komendantka FKL-u. Połyskują glansem buty. Dźwigamy ciężkie walizy. Tam układa sieje w stosy. zbieramy skrzętnie znad toru wszelkie papierki.) . byle prędzej.nareszcie! .

zakrywając rękoma twarz. nogi uginają się. poprawiła nieznacznie spódniczkę. kilkuletnie dziecko o zarumienionej. .Mamo. zbiera się na torsje. Parzy gardło spirytus. weźże to dziecko na ręce! . . która parła ślepo w stronę aut jak rzeka pchana niewidzialną siłą. .Chwycił ją wpół. zadławił łapą gardło. nie może nadążyć.rzekł esman stojący przy samochodzie. to nie moje dziecko. jasnych włosach. blad jewrejskaja! To ty od swego dziecka uciekasz! Ja tobi dam. Oczy miał mętne od wódki i upału. zeskoczyła lekko z wagonu na żwir i spojrzała dokoła badawczym okiem. nie!. to nie moje! .Kobieto.To nie moje. Aż dopadł ją Andrej. panie. marynarz z Sewastopola. skarżąc się na cały głos: . Głowa szumi. gut Ruski. potem mnie. o ślicznych piersiach.Gut. które nie pojadą autem. Niektórzy z nich wiedzą.. ty. który czemuś bardzo się dziwi. nie uciekaj! .dzieci. wyciąga rączki z płaczem: . Bujne jasne włosy rozsypały się miękką falą na ramiona. chce żyć. Raptem spośród tej całej fali ludzkiej. . Dopadł ją. jebit twoju mat'.milcz 19 . Twarz miał wykrzywioną wściekłością: . powiedz. Spod kupy szmat wyciągnął ukrytą manierkę..Panie. Przesunęła odruchowo rękoma po bluzeczce. mamo.Ach. przytknął do ust sobie. zdrowa. nie moje.warknął przez zęby Andrej i odszedł do wagonów. mamo! . Nieświadomie szukałem jej wzroku. Jest młoda. padającą chwycił za włosy i dźwignął z powrotem do góry.) .krzyczy histerycznie kobieta i ucieka. Chce skryć się.i cisnął jej dziecko pod nogi. Małe. Oto stoi przede mną dziewczyna o cudnych. jak człowiek. Oto idzie szybko kobieta. Stała tak chwilę.Gut gemacht. . dokąd oni nas powiozą? Patrzyłem na nią. śpieszy się nieznacznie.Mamo.Masz! Weź i to sobie! Suko! . ty kurwo! . ładna. Ale dziecko biegnie za nią. jakby kogoś szukając. słuchaj. i wrzucił ją z rozmachem jak ciężki wór zboża na auto. strząsnęła je niecierpliwie. które chciało krzyczeć.Mołczy!102 . w batystowej letniej 102 Mołczy (roś.Słuchaj. wynurzyła się dziewczyna. zbił z nóg jednym zamaszystym uderzeniem ramienia. Wreszcie oderwała wzrok od tłumu i przesunęła spojrzeniem po naszych twarzach. odkręcił. które będą żyć. pyzatej twarzy cherubinka biegnie za nią. ale gorączkowo. chce zdążyć między tamte. tak należy karać wyrodne matki . oczy nasze spotkały się. które pójdą pieszo.

Ktoś ją chciał zatrzymać. które plączą się po wszystkich kątach rampy. Ona krzyczy histerycznie. ludzki krzyk bił w niebo coraz głośniej i natarczywiej. zachodzącym światłem oblało rampę. watowane sowieckie spodnie na upał. Wchodziłem do wagonów. . wołają innych i zbiorowym mozołem wpychają 20 . Tamtych czterech nie da rady dźwignąć baby na auto. On wbił kurczowo palce w jej ciało. jeszcze straszniejsza. ale nie mogłem przemóc wzbierającego dzikiego strachu. Kto raz tu wszedł. opuchniętą babę. Oto obóz: z ogoloną głową. Cienie drzew wydłużały się upiornie. wymykam mu się i mieszam się w grupie pasiastej Kanady. ohydna i obrzydliwa. Uciekałem od nich. tylko na czarnej wąskiej tasiemce. rozparzonego ciała kobiecego. Dotykałem się trupów. Wreszcie znów włażę pod szyny. . Chwytają je za karki. Ktoś mnie smaga trzciną po plecach. Zacisnęła usta. Stoi. spleciona rozpaczliwym uściskiem. Oto para ludzi padła na ziemię. Dopiero stąd. poskręcani w konwulsjach mężczyźni. nic.Słuchaj. Zobaczyłem tylko z daleka bujne jasne włosy. na cementowym skraju peronu. kopniakami odganiają zabłąkane dzieci. Oto komora gazowa: wspólna śmierć. o mądrym. odrzucając w tył głowę. klną i pocą się z wysiłku. Słońce pochyliło się głęboko nad horyzontem i krwawym. na ciężarówki. wyjąc przeraźliwie jak psy. Uciekam jak najdalej. wyrzucałem bagaże. dojrzałym spojrzeniu.Już wiem . nie wróci do tamtego życia. bluźni. rozwiane w pędzie. mdły zapach brudnego. kątem oka dostrzegam klnącego esmana. wstrętny. nawet popiołów swoich nie wyniesie na postenkettę. dostrzegłszy na przegubie ręki śliczny zegarek o drobniutkiej złotej bransoletce.pomyślałem mimo woli. aż przyduszona butem rzęzi i milknie. ohydne nagie kobiety. odsunęła go śmiało na bok i wbiegła po schodkach na wypełnione już prawie auto. zwierzęcy głód. Milczałem. odpowiedz. patrzy mi prosto w twarz i czeka. tylko śmierć jeszcze ohydniej sza. śmiało poszła w stronę samochodów. za łby. w wagonach. jeszcze obrzydliwsza. wynosiłem niemowlęta. przecież i tak jej zabiorą” . Taki sam miała Tuśka. za ręce i wrzucają na kupę.bluzeczce. widać całe piekło kotłującej się rampy. nieludzka praca i ta sama komora. Rozszczepiają ich jak drzewo i wpędzają jak zwierzęta na auto. ' 165 „Po cóż ona to przywiozła. przeklina.rzekła z odcieniem pańskiej pogardy w głosie. Niemowlęta. poukładane pokotem na żwirze. Oto czterech z Kanady dźwiga trupa: olbrzymią. zębami chwycił za ubranie. ale leżały wszędzie. spod szyn.

Człowieku.Już po pierwszym transporcie! Pomyśl.pyta mnie Henri. wyje.” Ciskają ją na auto między trupy. . trzymają ją za ręce i za tę jedną..Henri uśmiecha się dobrotliwie i znika w ciemności. z opaską na ramieniu. skowycze. kakao zalepia usta.wrzeszczy z daleka esman. opuchnięte. kompletnie dosyć! .Będzie jeszcze jeden transport.Henri. przyduszonych. Ale nie wiadomo.Człowieku. przydeptany czyjąś nogą. ja . Zapada wieczór chłodny i gwiaździsty. boli. . ktoś otwiera puszkę kakao. Góra trupów kotłuje się.górę mięsa na platformę. Automaty są gotowe do strzału. jest niezmiernie cicho. .Czemu? . za kręgiem światła rozciąga się nieprzenikniona ciemność. Wrzucony na auto. wciąż rzęzi: „Ich will mit dem. . Łzy ciekną jej po twarzy. na co my czekamy? . sparaliżowanych.Haiti halt! . A ty byś co powiedział? Milczę. ja mam dosyć. . . nabrzmiałe.Stój. odjeżdża.woła do niego młody esman. ale! . 21 .” Powtarza to ze starczym uporem całą drogę. Nie dam rady. szepce żałośnie: „Panowie. miesza z cukrem. .Wzięło cię.. Starzec głową tłucze o żwir. to boli. co? Dobra Kanada?! . pozostałą nogę. . zaśmiewając się głośno .I co im mówisz? . Pijemy kawę zmieszaną ze spirytusem. Najgorsze są transporty spod Paryża: zawsze człowiek spotyka znajomych. monotonnie zawodzi: „Ich will mit dem Herm Kommandanten sprechen chcę mówić z panem komendantem.Jeżeli przyjdzie. i człowiek znika bezpowrotnie. przyduszony. do cholery! Wloką starca we fraku. Na wysokich słupach palą się anemiczne lampy. stój. Szofer zapuszcza motor.od Bożego Narodzenia przewinęło się przez moje ręce chyba z milion ludzi. a potem spotkamy się w obozie. Krok w nią. Spali się żywcem wraz z nimi.” . uspokój siebie. Z całej rampy znosi się trupy wielkie.Nie. znów spirytus. .za pół godziny będziesz gadał z największym komendantem! Tylko nie zapomnij powiedzieć mu: Heil Hitler! Inni niosą dziewczynkę bez nogi.Wymieniłeś buty? . o kamienie.Że idą się kąpać. Ale oczy postów patrzą uważnie. jęczy i bezustannie.. Po chwili wraca. nieprzytomnych. to ja nie pójdę go rozładowywać.. Czerpie się to dłonią. Między nie ciska się kaleki. Leżymy na szynach. Znów kawa.

Daj mi spokój z butami. kopiąc nogami ziemię.Co stoicie wy tak głupio? Wyładowywać! . Wymiotowałem. fala ludzi płynie bez końca. nieruchoma.Dobrze. na której nie ma siennika. pieniądze. Chwilę leżała ogłuszona. Będziesz tu cały czas siedział. o pryczy. ale jeszcze parująca. Leżałem na dobrym.) . Przydeptał ją nogą. podjeżdżają pod schodki upiornie czarne. Gdzieś warczą auta. że zaraz umrą i że złoto. Wciąż umierają inni.. Działa na nerwy.dostała obłędu.już im nie będą potrzebne. Tylko jakaś dziewczynka wychyliła się do pół ciała z okienka wagonu i straciwszy równowagę upadła na żwir. samemu się jeszcze jakoś żyje. znów transport. okutym butem kopnął w plecy: upadła. brylanty z macicy i kiszki odchodowej. Fachowi. ogłupiała. ma się ojczyznę. aż znieruchomiała. że rozpoczynają nowe życie w obozie i psychicznie przygotowują się na ciężką walkę o byt. . słodki zapach. skulony pod wagonem. 103 Wasser! Luft (niem. Znów antreten. Szarpnąłem z krzykiem i uciekłem. dom. mętna. więc podbiegł do niej esman. .. Wasser! Luft!103 Znów to samo. wyjął rewolwer. Mdłości zgniotły mnie naraz. dziewczynę. Światła migocą upiornie. reflektorami oświetlają drzewa. sztywno wymachując rękoma jak na gimnastyce. w obcasach butów.Wody! Powietrza 22 . dławiło gardło. Zaświecił do wnętrza. Chwiejąc się przekradłem się pod szyny. przechodzą przez pas światła i znów znikają w mroku.i świsnął kijem przez plecy. wyciągną złoto spod języka. chłodnym żelazie i marzyłem o powrocie do obozu. Buchnął ciepły. o odrobinie snu wśród towarzyszy. Naraz obóz wydał mi się jakąś zatoką spokoju. wreszcie podniosła się i zaczyna chodzić w kółko.rozległ się głos esmana wynurzającego się z ciemności. potwornie poplątana. rutynowani ludzie będą im grzebać we wnętrznościach. w zakamarkach ciała . Jest głęboka noc. coraz prędzej i prędzej. Chwyciłem rękę trupa: dłoń jego kurczowo zawarła się wokół mojej ręki. Wydaje się tym ludziom. Nie wiedzą. Na piersiach miał zawieszony przenośny reflektor. którzy w nocy nie pójdą do gazu. Z ciemności wynurzają się wagony. Serce mi łomotało. ale krąg światła jest jeszcze mniejszy. ma się co jeść. Byłem znów przy wagonach. Poczęto otwierać wagony. które zapobiegliwie ukrywają w fałdach i szwach ubrania. żeby cię esman nie złapał. zgorączkowana. wagony uspokajają się. ma się siły do pracy. Chce mi się spać. łapiąc głośno powietrze i wyjąc monotonnie. strzelił raz i drugi: została. A buty ci skombinuję.. Tylko uważaj. spóźniony seans tego samego filmu: strzelają serią automatu.Ausiaden! . brylanty. . Dusząc się . Rampa jest mała. piskliwie. Będziemy wyładowywać kolejno. Góra ludzka zapełniała wagon do połowy.

wódkę i listy z domu. Był to dobry. Już kończą. To na bramę dla wachmanów: puszczą komando bez kontroli. jajka. Trupy porozkładane na rampie zabiera ostatnie auto. (niem. jedna wola. będzie chodził w jego bieliźnie... niebo staje się coraz bardziej przezroczyste. na Śląsk.. noc przejaśnia się.pada od czoła komenda. konfitury i owoce. jedwabiami i czarną kawą. pieśni hitlerowskiej 23 . czarną rzekę. fragm. gwiazdy poczynają blednąc. handlował jego złotem i tłumokami. Pan z notatnikiem w ręku robi ostatnie kreski.Wyrwą im złote zęby.. W zabitych szczelnie skrzyniach odeślą do Berlina.Rechts ran! Na prawo! . bogaty transport. cukrem. Czarne postacie esmanów chodzą spokojne. Usuwamy się im z drogi. pił jego wódki i likiery. Mijamy oddział SS idący z bronią maszynową na zmianę warty. dużo aut pojechało do krematorium. Kapo kończy ładowanie kotła od herbaty złotem.) . pachnąca perfumami i czystą bielizną. Idą równo. która niezmiernie powoli przewala się przez niebo nad Birkenau i niknie za lasami w stronę Trzebini. jedna masa. . Gdy wracamy do obozu.. Z krematoriów ciągną potężne słupy dymów i łączą się w górze w olbrzymią.104 . marmoladą. Parę dni będzie obóz mówił o transporcie „Sosnowiec-Będzin”. Parę dni obóz będzie żył z tego transportu: zjadał jego szynki i kiełbasy.A jutro cały świat. Dużo. Zapowiada się pogodny. Transport sosnowiecki już się pali. 104 Und morgen die ganze Welt. ustawia się do odmarszu.śpiewają na całe gardło. Przywiozą papierosy. człowiek przy człowieku. do Krakowa i dalej. Wiele wyniosą cywile za obóz. Kanada objuczona chlebami. . fachowe.. podnosi się nad nami.. klamoty są załadowane. dopełnia liczby: piętnaście tysięcy.Und morgen die ganze Welt. upalny dzień.

przewidująco wykończony w dobrych czasach. jak Bóg zdarzył. On dziabał kilofem miękką ziemię na kaszkę. Pole ciągnęło się zboczem pod górę i urywało się pod ścianą czarnego lasu. Kiedy ja się kiwałem. między niespodziewanie żywotną rzeczką a szosą przecinającą w poprzek dolinę. jeździły olbrzymie traktory. O kilkadziesiąt metrów na lewo.jak to się mówi . rozparte w mokrej ziemi. pod rachitycznymi śliwami. a ja wyrzucałem ją końcem łopaty na grzbiet nasypu. jako że do wodociągów ściany kazano nam kopać prosto. gwarno i tłoczno.pogłębiarki 24 . a pod nimi białe. pod które grunt dopiero równał traktor. strząśniętych przez wiatr śliwek. kupą na dworcu i zagnano na dno wanny poprawić rów. podobno duńskiego karabinu. Wychyliwszy się za brunatny nasyp świeżo wyrzuconej. kiedy świeciło słońce i pełno było pod drzewami dojrzałych. który ciągnął się nieprzyzwoicie blisko pola buraczanego. nie przewidziawszy. za wąskim pasmem łąki. o różowych żyłach końskie buraki. przyczepiony leniwie do kilofa. którym polecono w rowach układać rury na wodociąg. co im w Polsce napsuł. Z daleka wyglądało to tak. zaczął się podczas deszczów obsypywać. leżało pole zasadzone burakami. . Kiedy on się kiwał. Dalej na zboczu. równając pługami ziemię rwaną przez bagry105 i podwożoną z dołu przez szeregi wagoników pchanych przez ludzi. Ludzie pchali lory. nosili podkłady i szyny. a nawet grozić całkowitym zawaleniem się. popękaną ścianę rowu lub siadałem na umiejętnie podłożonej łopacie. Na dnie wanny kopaliśmy rów. Pracowaliśmy na spółkę od chwili założenia tego parszywego obozu na skraju małej łączki pod jednym z wirtemberskich wzgórz i doszliśmy w kopaniu rowów do niejakiej wprawy. Sterczała z niego jak kopia śmieszna tyczka długiego. jakby w rowie był 105 Bagry (z niem. rozmazanego w rzadkiej mgle.Pomyślałbyś. mięsiste liście. rwali płatami murawę na zamaskowanie budynków. a nie . że niby nic nie znaczy . lepkiej gliny. widziało się prawie że dosięgalne zielone. rozsiadł się drugi post i owinąwszy się szczelnie w lotniczy szary płaszcz. Czym prędzej więc zabrano nas do noszenia szyn i wyciągania poplątanych prętów stalowych leżących. taki rów.rzekłem do Romka.na sago. Było tam niebezpiecznie. patrzył spod nasuniętej na uszy i czoło furażerki w dolinę jak na dno wanny.ŚMIERĆ POWSTAŃCA Obok rowu. Bagger) . on przejmował moją funkcję podpierania rowu. opierałem się o wilgotną. wymrą solidarnie co do jednego już po pierwszych dziesięciu kilometrach. tam gdzie las schodził w dół kępami młodych wierzb. od dwóch lat odrabiającego w obozach Niemcom to. że Norwegowie. Rów. Na skraju lasu stał post. byłego dywersanta spod Radomia.

na okrąg. nie dwa bochenki . .zauważył zmartwiony. wysiedzianych po nie byle jakich obozach.Wykopaliśmy rów. a nie tak. Dlategośmy wczoraj tak długo na apelu stali. .jeden człowiek. Myślą. żeby się kłócili o politykę. pod koniec wojny dobrowolnie lager przyjechali budować. Mówili. powstańców. który pracuje wolno.Nawet słońca nie widać . 25 . czy i połowa żyje. Jak go poprawimy. Co to niejedno już widzieli. Popatrzył po horyzoncie. . bo wywieźli pięćdziesiąt trupów w skrzyni. Były dywersant podniósł się z wnęki i pochwycił za kilof. A z tych tam . tych tam. Sami chcieli. Machnąłem w milczeniu parę razy pustą łopatą i przytrzymałem osypujące się z nasypu grudy. że rów? . Musieli dalej odejść. trochę słońce poświeciło. rów.podtrzymał rozmowę Romek. . kraj uprzemysłowić .wskazałem głową za zakręt rowu. że truponosy dostali wczoraj po dwa bochenki chleba.Nie dwa. to mów od razu. trochę się rów osypał . trochę deszcz popadał. Miał niebieskie. Starają się od rana jak głupi.Albo to pierwszyzna dla nas? A popatrz. przedzielając rytmicznie słowa klapnięciami kilofa. A jeden Żyd to się utopił w błocie na środku obozu. jakby wypłowiałe oczy i dobroduszną.dodał zgryźliwie i zakończył przekleństwem. nabrzmiałe deszczem obłoki. Ale jak chcesz coś powiedzieć. ale w dole było zacisznie. bo coś nie słychać.Pewnie już cały rów uprzątnęli. ale za to gorliwie i bez odpoczynku. ci tam od powstania .odparłem lekkomyślnie.Osypał się. Ochotnicy.to nie wiem. gdzie pracowała reszta naszej grupy. A wiesz.Jak myślisz. Przy łopacie i kilofie ujdzie jeszcze wytrzymać. . Było tam sucho i jakby cieplej. jak ci tam od powstania.tylko każdy trupiarz dostał po pół bochenka i trochę margaryny w nagrodę. . Chłop w chłopa. i tyle.Aby nie do noszenia szyn albo podkładów. . będzie deszcz? Skulił się pod ścianą we wnęce po przezornie oddziabanej glinie. jak ty mówisz.A bo co. Ja im nie kazałem tutaj przyjeżdżać.i została nas połowa. to było nas starych równo tysiąc ludzi. to nie szkoda mi wcale. . że majster Batsch da któremu skórek od chleba.Frajer deszcz . Umiejętność prowadzenia rozmowy i przewlekania jej przez cały dzień była prawie tak samo ważna jak jedzenie. U nas zupa była już zimna na bloku. Nad rowem szedł porywisty jesienny wiatr i pędził górą niespokojne. kiwnąwszy się bez zapału na kilofie. . bardzo przychudzoną twarz o silnie zarysowanych kościach policzkowych. . to pójdziemy dalej mówił. jakeśmy zaczęli kopać.

wydawszy otwory na głowę i ręce. in.Panowie. więźniów z obozów koncentracyjnych 107 Zur Zeit (niem. aczkolwiek z pewnymi indywidualnymi odchyleniami. a nic nie robić. porachuje. i pietruszkę z łąki.Narobi się taki jeden z drugim za cały bochenek. Wetknąłem uważnie łopatę w ziemię. Zjadłoby się trochę.ostrzegł Romek. ubrana jednolicie. Ja ci mówię. a jeszcze więcej po narzeczonych nieobecnych autochtonów przebywających zur Zeit107 na froncie. . moglibyście zdjąć tę papę z siebie. bo cóż winni są spokojni wieśniacy z Wirtembergii. żeby z kamienia robić olej? Już i tak wycierpieli dosyć. pracowała grupa starych panów z powstania warszawskiego. bo majster na wieś poszedł. że on wy kituje.obecnie. żeby. a skórkami mami. padając. Ja wczoraj przyniosłem i przedwczoraj. teraz 26 . że dygaj.Chyba pójdę po buraki. a dopiero da ci. a żołnierze i majstrowie z Armii Pracy Todta106 grasują z upodobaniem po ogrodach i sadach. Twoja kolej teraz. że zjechała na ich ziemię niespodzianie banda więźniów i rozłożyła się małymi lagerkami od Stuttgartu aż do Balingen. jak esman Żyda 106 Armia Pracy Todta (Organisation Todt) . . jakby to była kiełbasa! Ma on swój system. głupi. da! Nie bój się. Ja tam wolę mniej zjeść. Kto chce zdechnąć. Ale uważaj na kapę. no nie? Akurat dobrze. inny jeszcze posłużył się papą. Czego on nie je! I mlecz. zajęto pastwiska pod urządzenia polowych fabryk. wykorzystując jako siłę roboczą m. byle dużo. że trzeba było rwać buraki nie z pola leżącego pod nosem. Jeden wpuścił marynarkę w spodnie. świetna ochrona od deszczu i wiatru.) . niby nie bije. . nasz Chorwat dobrze popatrzy. powstaniec.A pewnie. Rzecz polegała na tym. i chyłkiem polazłem wzdłuż rowu między kałużami z ostatniego deszczu. Głupich nie brak. . niech czeka na skórki. przepuście mnie. . Budowała obiekty wojskowe. nie ubabrała się w błocie.A jakże.A wy. i dziki czosnek. .Przynieś ze dwa. pracuj.Gdzieżby tam! Stary na pewno przyjdzie' On przecie chleba woli nie dojeść. a ty. nerwowego jak ryba na haczyku kapy. Tylko nie daj komu. lecz z drugiego. Za rwanie bowiem buraków groziły niedwuznaczne sankcje. a zieleniny nawpychać się musi. w pasiaki. bliżej traktorów. w pewnym oddaleniu od nas. wrzasku pchających naładowane ziemią wagony ludzi. którą nałożył na siebie. umie podbechtać do pracy.rzekłem układnie. . poryto im paskudnie łąki. innemu wystawała spod marynarki torba cementowa. Nie widzieliście wczoraj. kręci się tam przy bagrze . a zje kawałek skórki potwierdziłem skwapliwie.hitlerowska organizacja budowlana. Za zakrętem rowu. szczęść wam Boże w pracy . Umie dać szpilę. może coś się skombinuje.. któremu z nudów nadarza się czasem kogoś postrzelić. no i posta.

Trzeba się trochę ruszyć koło siebie. Jak się otrzecie z błota i poruszacie się niemnożko 108. jakby ten kawałek nasiąkłego wilgocią płótna z pokrzywy mógł go ogrzać. Pracowaliśmy wszyscy koło wikliny. jeszcze warszawskie. 108 Niemnożko (roś. Już i tak wyglądacie jak półtora nieszczęścia.Kiedy się. . dawnym. zeschniętym.Albo ja więcej jem od was. . to myślicie. czy co? . stary . A jak człowiek głodny.Panie. pan idzie po buraki? . gdzie wam wszystko podadzą.A kto wczoraj menażkę zupy z naszego bloku wyniósł. i gęstą mazią nowo nabytej gliny. że co? Że wytrzymacie? Wwalą w skrzynię i wywiozą.oburzyłem się szczerze. Były one grubo oblepione błotem. .rzekł rozsądnie stary. jak nie ty? Może powiesz: nieprawda? .szanować się nie umiecie. i tyle będzie z was. . . I szanować się umiem. proszę pana.Ej.No? A jak po buraki. A jak będziecie tylko buraki jeść i jeszcze co dzień papierosa kupować za pół miski zupy. . która wystawała spod kusego kołnierza postawionego sztorcem. to nie u mamy w domu.rzekłem z pogardą . niegdyś eleganckich trzewików. Nie wpadło mu natomiast na myśl wpuścić spodnie w owe eleganckie niegdyś trzewiki. a nie Aryjczyków.) . co ją znalazł u niego? . Zresztą martw się pan o siebie.Burak szkodzi na żołądek. Dostanie pan durchfallu i wykituje pan w try miga. Czyja wam broniłem robić miotły? Wyście sobie wygodnie w południe leżeli. .troszkę 27 . jak ja witki plotłem.Sprzedałem wczoraj miotłę blokowemu z waszego bloku i za to dał mi miskę zupy.Tylko nie jestem wzwyczajony do frykasów jak wy z Warszawy.A czy ja jestem Żyd? Żydów to tam mogą tłuc.Jakbyś pan zjadł tylko liter zupki na wodzie i pajdkę chleba.Przyniósłbyś pan jednego dla nas. Nie lepiej to przeżyć? . to co? . to mu się nie bardzo chce żyć . proszę pana. tobyś też tak wyglądał jak my . jakbym miał trzy koszule. to byłbym taki mądry i chodził bez papy. przecie obóz to nie pensjonat. Ja też. stary. trochę się ochędożyć.przerwał potok mej wymowy ten w nakryciu z papy. to wam od razu więcej zdrowia przybędzie. niż gdybyście pajdkę chleba zjedli.zapytał mnie ten od utytłanych. Przyjrzałem się dokładnie staremu muzułmanów!. Marynarkę przepasał grubym sztukowanym sznurem i wypchał się grubo słomą. . jeść chce.zatłukł za słomę.

daj pan jednego. ty sukinsynu! . te.namawiali mnie powstańcy. popełzłem ostrożnie między buraki. Wyciągnąłem buraki spod marynarki. zakryty po trosze buraczanymi liśćmi.I tak nikt nie patrzy. . ale prócz pękatych. Byłem trochę podniecony i oddychałem jak zgoniony pies. ja też jestem taki mądry. . począłem wycofywać się do rowu.powiedział bardzo rozumnie.A idźcie sobie urwać! Tam rosną buraki dla wszystkich! Co to ja jeden jestem? .odpowiadam rozdrażniony i biegnę do buraków. Oglądałem się za rzepą. jak jesteście starzy i boicie się. Jakbym ja się bał.krzyknął za mną nieprzyjaźnie pan w nakryciu z papy. a w ścianie rowu wykopano dwie płytkie dziury. kiedy przechodziłem koło nich. i obrał starannie buraki.To zdychajcie. toby już dawno trawa po mnie rosła! . Zdobyłem tedy jeszcze jeden burak.To się udław. oskrobałem bardzo starannie ręce i buty i przytrzymując buraki pod połami marynarki szybko podyrdałem do swoich. w których stopa znajdowała oparcie jak ulał. Wreszcie wsunąłem się między spękane. bez pośpiechu poobrywałem liście i wyważyłem ją z ziemi. Tutaj. wsadziłem oba pod marynarkę i trzymając w ręku parę liści jako osłonę przed wzrokiem kapy albo posta. że cała marynarka obłazi mi błotem.Panie.Jak posiedzisz parę latek jak my wszyscy. Tuż przed zakrętem nasyp nad rowem był usunięty. to po co się starać? . z Oświęcimia. Oczyściłem marynarkę i spodnie wyjętą z kieszeni drewnianą łopatką. Dywersant dziabnął kilofem w dno rowu. przyciskając do brzucha obrzydliwie wilgotne buraczane łby. Na oko wybrałem najgrubszą bulwę. to i tobie wszędzie dadzą drugą miskę zupy . . biało-różowych buraczanych łbów nic innego nie umiałem dostrzec..Kiedy panu łatwiej. wyjął z zakamarków odzienia rzecz nieocenioną: scyzoryk. Wsadziwszy nogę w zagłębienie i chwyciwszy się palcami krawędzi rowu wy-dźwignąłem się z wysiłkiem ponad rów i nie zważając.rzekł ten od nakrycia z papy. bo pan jest młody! . Przecisnąłem się do byłego dywersanta. Albo ode mnie blokowy weźmie? Woli dać zupy za darmo któremuś z was.zawołałem prawie że z rozpaczą. wykopał mały dołek. trzymając się rękojeści kilofa. wilgotne ściany i odetchnąłem z ulgą.Tee. klnąc siebie za niepotrzebną zwłokę. . 28 . poczułem się nieco raźniej. zostawcie mnie w spokoju! .Ludzie. . . daj pan kawałek . Jakieś sto metrów dalej rów skręcał ku czarnemu kwadratowi ziemi tarmoszonej przez traktory i bagry. Romek kucnął sobie w rowie. wrzucając łupiny do dołka.

Jeżyny czy Dzierżyny. mówi Wilk. piekącą słodycz sacharyny i rozchodziło się od nich nieprzyjemne zimno po ciele.Jakiej kiełbasy? Wiadomo.partyzanty jedne. idźcie.Na pewno lepsza od tych buraków.wieniec kiełbasy zafasowali.Rozumiesz. Podszedł do nas po cichu i oparłszy się na łopacie. proszę pana? Bo ja się trochę na wędlinach znam . poduszkę i pierzynę mi do cna ino zmarnowali!” . .rzekł Romek. zaklepując łopatą dołek z obierkami. jak mnie zaraz Niemcy wywieźli? . .powiada . aż pierze pod sufit poleciało. i ja. . To sobie możecie wyobrazić! Podał mi plasterek buraka i odkroił sobie drugi. . jakoś tak się ta wioska nazywała.Chcielibyście tylko. mówię.A ma.Trzeba było urwać sobie .Słuchajcie no. dodałem zniecierpliwiony: . który natychmiast schowałem do kieszeni . raz poszliśmy robić jednego sołtysa. że nie serdelowej.odrzekł opryskliwie Romek.Idźcie. czekamy.zawyrokowałem. Włażę.Panie. Miały nudną. .rzekł niespodziewanie stary w zabłoconych.Ale co ma sołtys do buraków? .A jakiej kiełbasy. powiada baba. . tylko mnie woła. czego się nie robi dla Ojczyzny. Obstawiliśmy chałupę na olaboga i Wilk we wszystkich opowiadaniach Romka Wilk grał pierwsze skrzypce . a kiedy nie odchodził. Wal. przesłuchaj ta go w łóżku”. 29 . wycinając z buraków żylaste. Dlatego jadło się je ostrożnie i małymi dawkami. „Ja go nie puszczę. rozglądam się. prawda? Sami to się boicie? .bo w spiżarni u starego tośmy taki . A sołtys milczy ze strachu. w poduszkę. Myślisz. z nie mniejszym nabożeństwem śledząc krajanie buraków.Jakże j a mogłem walczyć w Warszawie. leży sołtys z babą w łóżku i nie chce wyjść. Ale on nic. Zwykłej wiejskiej kiełbasy z czosnkiem . . . niedaleko od Radomia .dywersant podał mi pokrojony na części burak. aż się załatwi. i to bardzo dużo . nie nadające się na wybredniejsze podniebienie części.. Wywaliliśmy na spółkę w chłopa. nie mogąc oderwać oczu od chrupanych przez nas nonszalancko plasterków.zatoczył ręką nieprawdopodobne koło . „Chodź na przesłuchanie”. bo trochę ciemno. stary. nie bądź pan taki. żeby ktoś za was tyłka nadstawiał jak w Warszawie. to wam majster Batsch może skórek od chleba da . rozmiesz. trudno.mówił. baba w krzyk za nim? Akurat! „Takie owakie .Bujda wszystko .wlazł przez okno do chałupy. z nabożeństwem wysłuchiwał historyjki dywersanta.rzekłem drwiąco. niegdyś eleganckich trzewikach. daj pan kawałek. Człowiek w trzewikach ze starczym uporem tkwił wciąż nad nami. do roboty i starajcie się dalej.

zwiędłe śliwki. A wy buraków chcecie. Ale ty byś od razu zjadł. a buraka to chcecie za całą rękę . jak trzeba. Dajcie prędzej. buraki szkodzą na żołądek. Wtedy Romek sięgnął do wnęki. Co dzień z wami to samo. uznania i zazdrości.dodał z mieszaniną pogardy. niegdyś eleganckich trzewików. Z utytłanych w błocie. a tam inni za mnie kopią. Znalazłem śliwki. Złapałem ją w powietrzu. tylko mi trochę opuchły . Poczęliśmy obaj żuć. ciągnąc za sobą łopatę. Pochyliłem się i nacisnąłem palcem skórę. jak błyskawicznie i fachowo oceniłem. I zieleniny. wyjął chleb. cierpliwość i umieć donosić żarcie do czasu. podciągając do góry zabłocone nogawki pasiaka. aby unaocznić. Gadamy i gadamy. Takim burakiem to człek przynajmniej kiszki napcha. uważnie mieszając chleb ze śliną i połykając bez pośpiechu. Trzeba było od razu wyciągnąć chleb. . .Widzicie. 30 .Ale niech tam już będzie. położył go we wnęce. . Nie imponowały mu byle jakie opuchnięte nogi. tak z pół pajdki rannej. Za dużo w nich wody.Gdzie tam.stary. bo do roboty trza.rzekł z ożywieniem stary. a potem podniósł na mnie oczy bez wyrazu. uważasz. który zebrawszy kawałki buraka w podołek. a potem opowiadać dyrdymałki. Że też wy od rana umiecie dotrzymać .Dam wam kawałek chleba.Chleba dajecie za paznokieć. następnie wyjąwszy z kieszeni kawałki buraka. . Stary krytycznie spojrzał na łydkę. że kantu nie ma i że to rzeczywiście cały.powiedział bezdźwięcznie i wyciągnął z kieszeni omotany w brudną szmatę chleb. Nie można nic pić. nic. tylko woda. a drugą ręką chwycił się pod bok. .Ano. z fantastycznie poskręcanych szmat i ścierek wyłaziły obrzmiałe.Widzicie. Jak dojdzie od nóg do serca. . Żebym to ja tak chleb umiał dotrzymać. żeby bolały. ma się rozumieć. Wreszcie Romek wyciągnął z kieszeni dwie przyduszone. Dywersant gmerał obojętnie kilofem w ziemi. stary.Trzeba mieć. nawet kawy. poskładał je do kupy.rzekł dla zasady Romek. nie nadkrojony burak. Chwycił chleb. chorobliwie białe. . stary. podzielił go sprawiedliwie na dwie równiutkie części i podał mi jedną. żebyście nie marudzili. także nie jeść. odszedł w pośpiechu za zakręt rowu. palec włazi w ciało jak w wymieszone ciasto. jak chodziliśmy po narzędzia rano do budy. prawie sine łydki. A wiecie dlaczego? Woda... A wy zjadacie całe główki. zawszeście jednakowi. to wtedy kaput. Nogi was nie bolą? . Dywersant oparł się na kilofie. ale za całego buraka . Z chytrym uśmiechem rzucił mi jedną. i wręczył je staremu.

Od nas widać było czub kościoła. niknął we wsi i wypływał wraz ze śliwami.I warszawski . . . a ja podpierałem wnękę. Były dywersant wziął kilof i odsunąwszy się ode mnie o dobre parę metrów. gdy milczenie przeciągało się niebezpiecznie. .prędko zdechnie.dodałem. który wznosił się w środku wsi nad wodospadem wezbranej w jesieni rzeczki. Należało rozmawiać cały dzień. w którym w przeciągu dwu miesięcy umarło trzy tysiące ludzi. to mleko skondensowane od razu wypijałem .Zacząłeś coś mówić o rowie przedtem. Dalej wspinał się po stoku wzgórza młody świerkowy las. O swoich ludzi. gmera. Oto zbierał codziennie od swoich kolegów skórki od chleba i rozdawał je tym. Z daleka. Widziałeś mnie kiedy. że bym zjadł . Od lasu kładł się biały pas drogi.Naturalnie. Rów był wąski. pozwalając mu w rowie opadać własnym ciężarem. wtedy człowiek tracił 31 . Był to wielki specjalista od instalacji wodociągowych. organizator wszelkiego jedzenia po okolicznych wsiach. łańcuch wart i las. Co w żołądku. schodził z drogi majster. poniżej dna wanny. podniósł kilof wysoko ponad brzegami rowu. a dalej traktory. Chwyciłem łopatę do rąk i począłem z energią wyrzucać okruszyny ziemi. żebym miał chleb przy sobie? Raz-dwa zjeść. nawet przez oświęcimiaków nie dościgniony.odpowiadam zgodnie. którzy najgorliwiej pracowali. krusząc resztki grud upadłych z nasypu. . odcinając się od mokrej zieleni trawy jaskrawą barwą munduru Armii Pracy Todta. Wilgotna ziemia pachniała trupim zapachem gnijącej trawy. Znów bez porozumienia wróciliśmy do dawnego systemu pracy. noszenia szyn i załadowywania worków z cementem oraz świetny.Najlepszy system to nie nosić jedzenia w kieszeni. Z drugiej strony była łąka.I warszawski . może dlatego że nad rowem szedł wiatr. A tutaj porcje także od razu zjadam. troszkę kawy popić.Wiesz. jak w Oświęcimiu dostawałem paczki. niedawno założony obóz. Taki. a tu było trochę ziemi nad głową niby dach. przerzynając na ukos łąkę. mamrze się zjedzeniem . a miał nas dwudziestu. żeby na kupie nie stać. On kiwał się na kilofie. co dzieli. i przestać cały dzień przy łopacie. Wbił kilof w ziemię i oparł się o ścianę rowu. . oraz czerwone dachy domów schodzących coraz niżej. w której wydawało się nieco cieplej niż w gołym rowie. tego ani złodziej nie ukradnie. Z jednej strony rowu wznosił się nasyp. dbał. To żydowski system. ale nieproporcjonalnie głęboki. Grunt to nie narobić się. Za lasem leżał nasz mały.. za nasypem szło pole buraków. ani na podatki nie wezmą. zdaje się? . . ale niedużo.Nigdy nie umiałem podzielić.mówię w rozmarzeniu.zagadnął. Śliwy dochodziły aż do wsi leżącej zupełnie w dole. ani ogień nie spali. myśląc o odbytej tylko co transakcji. na której gdzieniegdzie rosły dzikie śliwy.zgodził się były dywersant.

I coraz częściej pada deszcz. aby błysnąć nim nad rowem. aby dzisiaj przeżyć. w kółko. prawdę powiedziawszy. doły. i tak. Przez ten czas u nas wymarło trochę ludzi. ja tam od rana myślę o jedzeniu. popatrzył jakby z niezmiernej wysokości i poszedł powoli nad rowem.. Wywalałem pełne. Chcę wrócić do żony. bracie. A jak przyjdzie zima. założywszy ręce do tym. już się dosyć nawojowałem po świecie. na dnie rowu.Kapo.majster stoi nad rowem.Pogadajże coś! Jak to było? . Podbiegłem rowem. to kapo. raz na Śląsku. Przyłóż ucho do ściany. nazwoziliśmy wapna. siedział skulony stary.Już od miesiąca tak kują. . Jeszcze się człowiek jakoś trzymał nadzieją.. Na pewno będzie ci lepiej niż teraz. że wróci. cegły. dbając usilnie. nie widzisz? Udając. uczciwe łopaty aż na sam czub nasypu.i zaśmiał się urągliwie. gdzieś pod Beskidami.chodź no tutaj! Dlaczego ten człowiek leży na ziemi? Dlaczego on nie pracuje? Majstrowie nazywali kapami wszystkich. ale teraz . kopie Niemcowi na pożytek.i znów machnął kilofem. co kapo bowiem.i co? Coraz głodniej i zimniej. .Machaj. Ale tak do syta chleba i grubo masła na chleb. Śmieszyło to bardzo starych oświęcimiaków. zbudowaliśmy kolejki . Za zakrętem. .poczucie czasu i nie miał okazji do snucia destruktywnych marzeń o jedzeniu. a nawet. Ale nawet gdyby nie. . błyszcząc czernią wysokich butów. bo w co będziesz wierzył? Co tu mówić. którzy umieli po niemiecku. . stanąwszy nad grupą powstańców . co będzie ..Bo to. do dziecka. tak się gmera. kują. żelaza i czego tam jeszcze. gorszyło.grunt. machaj kilofem . że go nie dostrzegamy. albo będziesz grabił oburącz. a posłyszysz. że będziesz umiał żyć? Albo będziesz się bał wiecznie nie wiadomo jakich strachów. nie? A może chciałbyś już tak do końca życia . to myślisz. pracowaliśmy gorliwie. I końca nie widać.. jak te nasze powstańcy. cementu. zatopieni na niby w rozmowie. . kapo . szyn. to znów nowych przygnają.krzyknął do mnie. Majster Batsch postał chwilę nad nami. co to się w powieściach czyta. widzisz. . Kują w nią tam na Zachodzie. gdzie się da. to znów na granicy szwajcarskiej. pokopaliśmy rowy. coraz to któryś z kumplów umrze.Ja tam nie myślę o tym.rzekł ostro dywersant . postękując z wysiłku. Brzeg żołnierskiego płaszcza miał ordynarnie zabłocony.rzekłem ostrzegawczo . I to nie o jakichś tam wspaniałościach. ten od 32 .do kogo? Może też gdzieś tak dołki kopią.Nie gadaj. jak ziemia huczy od artylerii. raz w Wirtembergu.

ściskając rękoma brzuch. Powieki drżały mu raz po raz.Buraki? Z tamtego pola. Słoma wylazła mu zza pazuchy i sterczała przed twarzą. Majster Batsch pokiwał głową w zrozumieniu. . bo rozpiął kołnierz. że my niedobrzy. . . obrzucił mnie nienawistnym spojrzeniem i rzekł niezdarnie do majstra Batscha: . co? O. proszę pana majstra.Krank. że majster zrozumie po polsku.powtórzył z naciskiem. jakby z krawędzi innego świata.Stary. opierając się z wprawą na kilofie. Na przeraźliwie bladej twarzy starego powstańca pojawiły się rzadkie krople potu.) .rzekłem z pogardliwym lekceważeniem.zagadnął bez zainteresowania.majster Batsch uczynił dłonią międzynarodowy ruch chowania ukradkiem do kieszeni.Cóż to.) . Klauen110. troskliwie.On nie może tego potrafić! .Powiedz mu pan. wylazł z wnęki i stanął także w pozycji roboczej. to zupełnie jasne . verstehen?109 . widać. Towarzysz starego.Hunger. Gdy chwyciłem za łopatę.On kupuje co dzień buraki za chleb. że majster był zajęty czym innym. . Dywersant. że nie ostrzegamy. .To pan jeszcze mało rzeczy widział na świecie. że żaden post nie pójdzie teraz stąd? Coś pan. . 109 Hunger. ruszył się niespokojnie. On jest chory. . to nie wie. ale z daleka zaglądając więźniowi w twarz. i jęczał. Majster kucnął nad rowem.No tak.kraść 33 . ciężko chory.zapytałem ze współczuciem. nie wiesz pan. przecież on jest chory. ten od papy.Chory? . prawda? . bo jeszcze pana kto urządzi. . kucnął spokojnie we wnęce. Na żarłoczność i głód trudno poradzić. . Znów później powiecie. stary. I odszedłem do swojej łopaty. Co pan. to bardzo niedobrze. przyglądając się smutnie powstańcowi znad rowu.głód. buraki wam. ten od nakrycia z papy. Ma czas do wieczora. że zielenina szkodzi. Musiało mu być gorąco. dziecko. chory . rozumieć 110 Klauen (niem.rzekłem ze zdziwieniem. może tego człowieka do lagru zaniosą. W ręku trzymał spory pakuneczek owinięty w gazetę. korzystając z tego. verstehen (niem. Mówiłem już raz. a niegdyś eleganckich trzewików. w nadziei. prawda? . .Ciężko chory? .nażarł się buraków i teraz dostał boleści w brzuchu. pierwszy dzień na komandzie? I zdejmij pan tę papę.zabłoconych. Dopiero co przyjechał do obozu. zaszkodziły? . Oczy miał przymknięte.zapytał.dopowiedziałem pośpiesznie . Jego towarzysz z kilofem.

Znów jeden mniej.. Popatrzył z sympatią na naszą zgodę i umiejętną pracę i rzucił między nas pakuneczek owinięty w gazetę. Myśleli.odpowiedziałem.Pewnie. że ma wujka volksdeutscha111. Urwał i chwycił za kilof. potem znów ten chleb i trochę buraka. I z rozmachem uniósł kilof nad głowę. który w związku z pochodzeniem zadeklarował przynależność do narodu niemieckiego 34 . . 111 Volksdeutsch (niem. Czarno widzę przed nim.rzekł dywersant.Wczoraj to zjadłem.) . bo jeść mało dają. Było pół pajdki na dwóch. .Co tam zjadłem . jak już zaczęli. że na roboty. Przecie jak oni jechali do Oświęcimia. podczas gdy ja skwapliwie pochyliłem się ku ziemi.. Przez cały dzień nic. a teraz znów się obżarł burakami. to dobrze mu tak . . tu znów im źle.pajdka rano. Pod naszymi nogami rozsypały się skórki chleba... Żeby tak jeszcze. że mogli.Już niejedną setkę takich widziałem.Margaryna i ser. . aby błysnąć nim ponad krawędzią rowu. potem parę śliwek. bo musiałem zjeść w kuchni.. durchfall. A wieczorem jeszcze zupa za twoją miotłę.obruszył się były dywersant spod Radomia. A potem dostałem jeszcze zupy na kuchni. Jak kto chce Niemcowi służyć. . bo odnosiłem kotły.podpowiedziałem. . Z rana porcja chleba i co tam było do chleba? .zapytałem z żalem. Ze złości wywaliłem całą grudę ziemi na nasyp. Spuchłe nogi.obywatel kraju okupowanego w czasie II wojny przez Niemców. dbając usilnie.zapytałem zainteresowany. A dziś . Nad nami stał milczący majster Batsch. Pod wieczór tośmy sprzedali buraka Żydom. i co trzeci chwalił się. to ich nikt nie pilnował. Jedzenie było tematem w chwilach szczególniejszych wzruszeń.rzekł energicznie Romek. Dorwali się teraz do robót jak chłop do wody sodowej. Przyjechali sześć tygodni temu i już chcieliby ze trzy miski zupy dostać! .Właśnie o tym myślałem .Nie pociągnie nawet do wieczora . margaryna na trzydziestu kostka.ciągnął dalej . nie? . aż ugięła się rękojeść łopaty.Nie mogłeś przyjść po mnie? .Dużoś zjadł dzisiaj więcej niż porcja? .Co się będziesz martwił za tamtego. Ja mu nie kazałem przyjeżdżać. że oni nie są polityczni. . .W Oświęcimiu krzyczeli.Margaryna i ser . Mogli bronić tej Warszawy. .Nie. .

twardym parapecie okna na trzecim piętrze jednej ze ścian studni i wygrzewając się nago na słońcu jak sparszywiały pies przeciągnąłem się sennie. zacięcie wbijając w beton takt. pękł. Siedząc z kolanem przy podbródku na wąskim. Tylko pstrokate nogi Batalionu. wzbił się w powietrze i rozpłynął się w nim bez śladu. podobny z lotu do trzech zielonych gąsienic o pręgowanym. sfałdowanym grzbiecie i nieruchomym tułowiu. słonecznym blaskiem i mięsistą. obszedł sztywno dziedziniec. które wytrząsały ze swego wnętrza. zszarzał. żeby z kolei wystawić na słońce plecy. sczerniałą zielenią świeżo ciętych gałęzi. Wolno spać dalej. który wlókł się za Batalionem. jakby to maszerował nie Batalion. nakrapiane gdzieniegdzie jasną plamą wojłokowych chodaków. ziewnąłem z uznaniem i odłożyłem na bok zorganizowaną w którymś z pokojów oficerskich książkę. przybił gorliwiej beton pod wysmukłym. odziane w zielone rękawy odziedziczonych po żołnierzach z SS kurtek. 35 . która wszędzie na świecie jest tam. Ręce jego. ławek i krzeseł przygotowanych na wieczorne ognisko. opowieść o bohaterskich. jak po dnie głębokiej studni wkopanej w kamienne ściany budynków. a kroczył ufny w swą siłę i ochrypły śpiewem jeden zwielokrotniony człowiek. ociekających igliwiem młodych sosen. zwinął się u wejścia do hali.Batalion pomaszerował do kościoła na mszę arcybiskupią. gdzie wy jesteście. . jak z worka z gałganami. przypadł do ziemi i rozdęty przypadkowym podmuchem wiatru napęczniał. skręcił ostro pod oszkloną niegdyś halą.BITWA POD GRUNWALDEM I Po szerokim. jaskrawą zawartość ludzi i bagażu. drew. odgrodzoną od placu ostrym. zelżał pod kupą bali. Oślepiająco kredowy wąż kurzu. jednolitym zamachu. świeżo malowanym masztem. głucho.Panowie żołnierze . zalanym słońcem dziedzińcu poesesmańskich koszar. Batalion. urwał wpół słowa śpiew i wsunął się jak w tunel w mroczną czeluść hali. szedł Batalion i śpiewał. w której odbywały się do niedawna patriotyczne wiece esesmańskie.powiedziałem. mąciły wojskową jednoznaczność wyrazu. ponieważ wiatr zarzucał nań jak na wędkę barwną szmatę narodową. przywalony drgającym słupem słońca. odwracając się do sali. Dobrze spełniliście swój obowiązek wobec Ojczyzny. zachrupotał wielonożnie po szkle z wybitych dokładnie szyb. podnosiły się energicznie do pasa i opadały ku ziemi w gniewnym. minął kolumnę rosłych ciężarówek amerykańskich. wesołych i chwalebnych przygodach Dyla Sowizdrzała i Lamma Pasibrzucha. .

36 . kotły i wszystko. czy kucharz kraść zdąży dla Żydówki w ciąży . dusił się od gorąca i bił podkutymi butami o żelazną poręcz. na którym sypiałem. który uczył się angielskiego i szeptem powtarzał słówka. jak zakurzony glinany talerzyk. .rzucił od drzwi Stefan. podszedł do okna. słonym potem nie mytych genitalii. Krostowatą twarz zwracał nieodmiennie w stronę okna i patrząc bezmyślnie na mieliznę parapetu łapczywie wsłuchiwał się w śpiew i tupot Batalionu.dodałem patrząc obojętnie w przestrzeń. że obiad dla oficerów. .wykrzyknąłem.Jak mają kuchnię elektryczną.A jak maszerowali? Jak wojsko? Bo na ćwiczeniach łażą jak muzułman po błocie odezwał się podchorąży Kolka. a zamiast kapów . bracia. zdobnymi w bogoojczyźniane. .Sala po prostu. Pod nie bielonymi ścianami. który czytał niemiecką książkę o Katyniu. sypiąc za każdym poruszeniem fury słomy z przegniłego siennika na dolne łóżko. który spał przy ścianie od drzwi. chwała Bogu i Ojczyźnie. . leżał w nim cały dzień na łóżku. stały dwa szeregi żelaznych. to niech pilnuje. gdy ją polscy prowadzą oficerowie ku chwale Ojczyzny . piętrowych łóżek. Patrzy chorąży. Cisnął książkę na stół i bijąc buciorami o kamień podłogi. . . zeskakując z parapetu. Plecy zagrzały mi się tak. teraz odpoczęli dwa miesiące i znów łażą. zamrugał ku mnie zaspanymi oczyma krótkowidza. Od stóp do głowy pokryty był przyblakłymi wzorkami tatuażu. nie mieścił się w skąpym łóżku. Uczyć maszerować to potrafią. . W powietrzu bzykały cienko wypasione. i zdjąwszy rogowe okulary z nosa. wysadziwszy głowę za okno.Znowu sukinsyny gotują na węglu . Niby wszyscy męczennicy z obozu. po czterech.Przez sześć lat w lagrze piątkami łazili. Chociaż z okazji rozdziału niemieckich marynarek pokłócił się z oficerami i postanowił bojkotować wojsko. co tam im trzeba dla nas. jakby je kto skrobał rozpalonymi szpilkami. żeby nie kradli. Na prawym udzie pięła się ku pachwinie gruba. a czerwony napis wskazywał nieomylnie: „Tylko dla pań”. to nie . przez środek szły z gruba ciosane stoły. po żołniersku śmierdziała zastarzałym.To pan do mnie kij przytykasz.warknął gburowato chorąży. a pod ich nogami wałęsało się parę taboretów bez oparcia i błąkała się bezradna jak zagubione dziecko emaliowana spluwaczka.Polska piechota maszeruje dobrze. leniwe muchy i ciężko oddychali rozespani ludzie. to co gotują w kuchence? Jasne. Uporczywie chodził w obcisłych. Olbrzymi i żylasty. czyściutkich slipach. nie zrzucał nigdy sukiennego munduru. barłóg. hitlerowskie sentencje. jeżeli dobrze zrozumiałem . krzywo wyrysowana strzała. ale żeby kucharze żarcia z kuchni dla Żydówek nie wynosili.oficerowie na czele.Jak kto ma dyżur w kuchni. świecąc muskularnymi węzłami ciała.rzekł.

uderzył głową o ostry kant górnego.zaskomlił. nasz brat. wyskrobku bolszewicki.pomyślałem rozczarowany i wychyliłem się przez parapet. ale do maszerowania na mszę. jakby był przywiązany do budy. Pan jesteś psem od łapania. Chorąży powoli wstał z łóżka. wychudzoną twarz do poduszki w czerwone maki. Pod kamiennymi ścianami koszar. co o tym wie i książeczki czyta z obrazkami? Jakby wlazł w tyłek Pułkownikowi.Nie czepiaj się mnie ty. „Nie będzie awantury” . . A jak ci się podoba taki kontroler. Wolał zdechnąć niż pójść do szpitala. Parsknąłem krótkim. a nie do garnka. znowu się wam bić zachciewa . zaklął ordynarnie na temat płciowy. Leżał nieruchomo. Siennik zachrzęścił i słoma posypała się na dolne łóżko.Właśnie. jak nie złapałeś. aż dopiero z Podporucznika. którą przyniósł z nocnej rajzy po bauerach. że was bieda bije? Ale nasz Polak. jak nożem uciął.Mało wam jeszcze.koledzy. . pamiętał bowiem szpital z małego kacetu Dautmergen. na wąskich pasach zieleńców. . W łyżce wody chce utopić brata. poruszony nagłą ciszą. Chorąży poderwał się na łóżku. cierpliwy jak chore zwierzę. równe i białe jak u psa. zadrgały mu spazmatycznie jak pyszczek zajączka. pogładził się po rzadkiej i sztywnej siwiźnie i rzekł ze wstrętem: . ale złapie i gryzie. toby nie wylazł. pochwalnym śmiechem. między rozwalonymi 37 . . gryź pan. Cierpiał od kilku dni na ciężkie rozwolnienie żołądka. kradną! Nie szczekaj. A jak ci się nie podoba co. którego omal nie utłukłem w walce o lepsze miejsce w wagonie podczas transportu do Dachau. póki się ciebie nie czepiam. ludzie niespokojni. właśnie. Jednocześnie zaś chory Cygan.Hau. . to won z wojska. Podchorążak Kolka poruszył się z zainteresowaniem i wyjął pięść spod głowy. Przebierał nerwowo palcami u nóg.O ludzie. Podwinął pedantycznie wystający róg prześcieradła. Chorąży sztywno usiadł na łóżku. hau . Zmarszczyłem z dezaprobatą brwi. Chwycił książkę. jedynego zresztą w tej sali. podniósł się z jękiem na swoim łóżku. ozdobione parą wytatuowanych uszu i sinymi kropkami imitującymi oczy. Pana trzyma Pułkownik na smyczy. Chodził wzdłuż stołów wyprężony. przewrócił z szelestem parę kartek i tępo wpatrywał się w fotografie grobów w Katyniu. Doleciały nagle strzępy jazgotliwego gwaru i umilkły. Z dziedzińca zacharczała odjeżdżająca ciężarówka. panie chorąży.I przytknął siną.zaszczekał chrypliwie Stefan i zmrużył złośliwie maleńkie. pociągając płaczliwie nosem. Zza wykrzywionych nerwowo warg zaświeciły zęby. wypukłe oczki. Dobry pies nie szczeka.Sutki piersiowe. Kradną. Naćpał się nie gotowanego mięsa baraniego. . zawsze głupi.

Pójdę na kuchnię sprawdzić. . z małej.. darły się chrapliwie niezmordowane radia. równo oszklonych okien. . Ale do czasu.snuł się cichutko niebieski. do którego puszczano za dobry marsz. a górą . to może siedzieć. mocno osadzonych w ziemi platanów. ciągnęły po autostradzie kolumny aut. tam gdzie mieszkali prominenci. bo kto panu da jeść? Pułkownik barana nie przyniesie..westchnąłem z udanym smętem . na świecie . dołem tonący w soczystym cieniu. przepustki ci na świat nie dadzą. bo ustrzelą. wystawione na słońce. Ale nie powiedział nic. tam gdzie były kuchnie Zgrupowania Wojskowego Allach. żeby panu synka nie złapali. Przez cały czas patrzyłem spod zmrużonych rzęs na chorążego. panie chorąży..mruknął złowieszczo przez zaciśnięte zęby. . delikatny dymek i drżąc cieniutką smużką rozpraszał się ukradkiem w powietrzu.Znajdziesz. Na parterze. usta drgnęły mu złowrogo.w słońcu jak w złotej farbce. aby wyschły. pełzały w górę anemiczne drzewka klonów i szczelnie krzewił się tuż nad betonem kwitnący czerwono żywopłot. 112 Häftling (niem. bracia. sapiąc z lekka przez nos. jak głodno i do domu daleko. Wyciągnął z szafki mundur i począł się ubierać. które wonią zarażały cały dziedziniec. Zacisnął wargi i patrzył w ziemię. za lojalność. Ale jeśli nie znajdę! . .Häftling 112 . Z parteru. na drugim piętrze. za karny meldunek. zardzewiałej na brąz rury wystawionej nonszalancko przez lufcik . z pięter. gdzieś aż spod strychu.Ładnie jest. przez dziurę w murze nie wyjdziesz. której pilnowali obcy żołnierze. Żeby chociaż nie kradli! Byłoby lżej.Pan chorąży pewnie na mszę grunwaldzką? . bo nie umiesz się lizać. człowieku: siedzisz zamknięty jak za Niemca. szedł rząd weneckich.więzień.Uważaj pan tylko. w wielu szeregach bliźniaczych okien zwisały ze sznurów strzępy różnobarwnej bielizny i kręciły się na szpagatach świeżo malowane drewniane kuferki. 38 . ciekł nieustannie wąski strumyczek rowerów.. a także za Ojczyznę. za sprzątnięcie korytarza. barwne letnie sukienki migały wśród bujnych. Wyżej. wiadomo . nad drzewkami i żywopłotem. A ty? Siedź.zanucił Stefan. do czasu.zapytał obojętnie Kolka z drugiego końca sali. że wszystkim jednakowa dola.ale cóż. znajdziesz . Tam właśnie był świat.stertami gnijących śmieci..) . Za bramą.. Chorąży poruszył się niespokojnie na łóżku. A w środkowym skrzydle budynku. A jak siedzieć? Jak komu syn barana przyniesie albo Niemkę przyprowadzi. . za niezłomność.Nie. panie podchorąży.

w mundurze skrojonym przez miejscowych krawców na angielską modę z koca koloru przywiędłego liścia. Jego gesty będą niezrozumiałe dla mnie. A Grunwald? Albo mi tu źle na parapecie: słońce przypieka.Nie chce mi się. co to wiesz . mnie się chce jeść. On na pewno jest syty. Zresztą . sunął bowiem godnie i prosto i z wysiłkiem markował wojskowy. obficie posypanych narodowymi barwami.Idź na mszę.Do końca świata już tacy zostaną. Może da ci gulaszu? Gulasz dziś na obiad. Co dzień mi zupy daje.Idź na mszę . pluskwy i flegmony. panu Redaktorowi napisał do gazetki.Cóż jest między nami wspólnego? .ukłoniłem się w stronę chorążego .Mamy tak różne doświadczenia życiowe! On całą wojnę był gdzieś tam w wielkim świecie.jeszcze go nie ma. .Odchylił się od parapetu i płaską dłonią plasnął się w czoło. On na dzisiejszą uroczystość patrzy pod kątem Polski . .podchorąży Kolka przełożył nogi przez poręcz łóżka .. - 39 . Zapuścił ręce w spodnie i czochrał się z zainteresowaniem. Obok ciągnął Major owinięty w dziewiczą zieleń niemieckiego munduru oficerskiego. energiczny krok.Na dziewczynki byś popatrzył. Na czele posuwał się Pułkownik. dla Polski. miło się z sąsiadami pogada .rozłożyłem ręce z emfazą. A nie chciałbyś zobaczyć Arcybiskupa? . mucha bzyknie.. głupi! .dodałem rzeczowo . Widziany w silnym skrócie Pułkownik podobny był do masywnego kloca o polerowanej słońcem głowie i sztywnych nogach. Ciskał rękoma ku Pułkownikowi. pętało się nie zróżnicowane stado zielonych i czarnych kurtek.Da i bez tego. i trochę Boga. . Byle z daleka od niej mieć dwie miski zupy! Jaki ja byłem głupi.bohaterstwo i Ojczyzna.A ty. jaki głupi. a nad generalicja polata dym i zapach gotującego się dla niej obiadu.a wszystko widać jak w teatrze. Czarne.ja gulaszu i jutrzejszej postnej zupy. Dopiero generalicja podąża godnie i w ordynku na świętą mszę. Może pójdę do teatru. .. Za nimi. Podobno na ognisko niespodzianki szykują. Tadziu . a obaj sobą troszeczkę pogardzamy. może o wywrotowych fermentach w Zgrupowaniu Wojskowym Allach.nie pójdziesz na Grunwald9 . jak gromada niesfornych dzieci za nauczycielem. gestykulujących rąk. Polska. Polsko.Stefan oparł się w zadumie o parapet i patrzył ze złością na dziedziniec. moje zbyt tuzinkowe dla niego.Że też ich Niemcy nie zdążyli wybić! . A co ciekawego na mszy? . mnie byś opowiedział. nad którymi podskakiwały krasne głowy w furażerkach. co to brukiew. A myśmy mieszkali gdzie indziej. coś mu widać po kaznodziejsku tłumacząc.namawiał leniwie Kolka. . . sterczące włosy lśniły jak sierść psa.

od którego raz. chłopcy poszli na rabunek z nożem.A pamiętasz . Tu. usiadł na pryczy i . jakby zdechli . to dla siebie masło i chleb.ciągnął w rozgoryczeniu . brat poznaje wreszcie brata. I już taki ważny się zrobił jak. Drugą miskę dostał zupy. jak taki Stefan przechwala się teraz.. którzy dziś nie chcą mu dać do syta zupy tytułem rewanżu.blok dla ozdrowieńców 40 .Oczyściłoby się powietrze. potem laufer113 i pipel osmański na małej komanderówce114. napchane sienniki? To mało? Wyżyliby na komandzie? . Kręci młynek mieląc mąkę nasz Pułkownik.opiekować się. zbratanie ludów. placki i do latryny lata. Jak kradłeś. Amerykanie przychodzą. Wtedy korzystając z okazji zadeklamowałem patetycznie: Ustalają się hierarchie. więc się poczuł silny władzą Ja. karmiłem. artyleria esmańska w obóz. a dla nich co najwyżej .goniec 114 Komanderówka . rozumiesz. wyżebrał od kogoś trochę pszenicy. pan Kuriata. grupa więźniów pracująca poza terenem obozu 115 Szonungowy blok (z niem.A miejsce kto im dał na bloku? Czyste buksy. że nie dość szybko ustąpiłem mu z drogi. ja mogę już do służby. schonen .Nie chwal się. blokowy . Laufer) . . chronić) . były kolega.Przecież sam widziałeś.nic. . koniec wojny! A ten . jak Stefan.byliśmy przecież w jednym obozie. trzymałem tę hołotę na bloku. niech mi tylko zjeść co dadzą 113 Laufer (z niem. kradłem żarcie głupim Cyganom.dorzuciłem pogodnie. szał.. nadstawiałem się za nich.zupę. z którego zupa kotłami. Stefan umilkł speszony. aż Stefan odwrócił się do sali .jak w Allachu Pułkownik? Przynieśli mu młynek od kawy. tylko młynek i placki piec.przerwał ostro podchorąży Kolka. dostałem uważnie po mordzie. wreszcie blokowy na najbogatszym. świat się przewala. fleger z Birkenau. .odmiana komando. wsie naokoło palą się. szonungowym bloku115. patrząc ubawiony. czyste koce. Podniosłem obie ręce do góry. że uratował życie paru polskim oficerom z powstania. jakieś kobiety posmażyły się.młynek. owoców i mięsa dla blokowego. a chleb dziesiątkami bochenków wędrował na lager w poszukiwaniu papierosów.

że w Katyniu. zupy pojadł. aaa? Chorąży był już zapięty na ostatni guzik.Pewnie. . do tych Polaków. Szpiegu! .W Katyniu.krzyczał chorąży.. inteligentowi . za wygranie każdej bitwy damy zupy . co? . co? W Katyniu? Szkoda panu chorążemu? .pochwaliłem. kilkakrotnie puknął się w skroń. Żeby chorągiew nosił w niej. udając idiotyczne pochylenie głowy. Tylko jeszcze na was trochę popatrzę. idź! . . Zbielałe wargi poczęły mu drżeć.Nikt cię tu nie trzyma.Tak było.szczeknął zjadliwie Stefan. przystając naprzeciw chorążego. panie chorąży. Kiwnął do mnie wesoło ręką. o będę! Podchorąży Kolka usiadł ciężko na łóżku i zwiesił na dół nogi.mam czas.rzekł z goryczą. gadzino zapluta! .W takim czasie takie głupstwa.Pułkowniku.zaśpiewał łagodnie Stefan .syknął chorąży przez zęby. książeczek.A co. pułk stworzymy ci z kasynem. ostro cel! Pułkowniku. mąkę miel! Niech się klin wybija klinem.To mój wiersz. Czarny Cygan jęknął boleśnie znad poduszki w czerwone maki. pójdę . Dobry. . .wybuchnął nagle chorąży i także podszedł do stołu.. Pójdę i będę na was czekał. . Kiedy przykazaniem kupą się trzymać i nie warcholić! Warcholstwo gubi nas! Przez nie giniemy! . idź! . ty bękarcie! Ty wiesz. . 41 . co to znaczy? To twoi kochani rodacy ze Wschodu. nie podoba? Pan chorąży chciałby innej.Książeczek się pan chorąży naczytał. co Katyń zrobili. Uśmiechnąłem się do Kolki i w odpowiedzi zakołysałem głową. chorągiew? Żeby syneczek mógł nocami chodzić na baranki i dziewuszki sprowadzać? Umiecie wy robić Polskę. aż się rzygać chce! . Wpił się kościstymi palcami w czarny blat.. zsypując na mój barłóg furę śmieci. prawda.. W Katyniu. Uderzył mnie spokojnymi oczyma.cztery litry! . Stefan .Idź do tej Polski. .Dziwię się panu. twoja Polska. jakby próbując. Niemeczkę pomacał.Nie bój się pan. masz rację. nie podoba wam się Polska. to do zgody woła. zapamiętam. czy w niej nie zachlupoce woda. aż mu paznokcie nabiegły krwią.Idź do tej swojej.

żuł obojętnie gumę i błyszcząc obco brylanty na. Stojący dotąd bezczynnie przy fotelu ksiądz z Dachau podskoczył żywo i włożył mu mitrę na głowę. szczelnie oblepił okna hali. . przyglądał się i milczał.Jak przeczytasz Sowizdrzała.purpurowy z pasji.zapewniłem go żarliwie. Masywny. sznurując usta i ociągając w dół mięsiste policzki. o której plotkowano. dajcie no spokój! . Nad skwapliwie pochylonymi głowami 116 First Lieutenant (ang.Nie bić się. wyciętym z papieru orłom przyszpilonym do wielkich chorągwi narodowych zszytych z prześcieradeł. Za krzesłami ciasno zbił się tłum. przetkany Pułkownikiem. to mi oddaj . Arcybiskup popatrzył na tłum u podnóża ołtarza i nieznacznie skinął głową. Obecnie (plotkowano dalej) ma ją Aktor. tępo patrzał w uda Śpiewaczki. przyglądał się nabożnie brzozowemu krzyżowi. strzyżony krótko. przewrócił go z trzaskiem i skoczył Stefanowi do gardła.E. Arcybiskup niecierpliwym ruchem poprawił ją (widocznie uwierała) i dopiero wtedy pobłogosławił nas bezradnym rozłożeniem rąk. pozował na krześle Aktor. Obok z karminowej sukni rozlewa się na brązowym pluszu fotela Śpiewaczka. First Lieutenant116 .wrzasnąłem piskliwie i pobiegłem pomóc Kolce rozbroić walczących. w których kołysał się bluszcz i drżało pogodne niebo. jednocześnie zaś z galowych drzwi komendantury. .Przyjdziesz do nas na gulasz? Bo my wcześnie do teatru idziemy . i poważnie podawał się ku ołtarzowi. Chorąży szarpnął za stół. wyłaził ze śnieżnego. wykładanego a la Słowacki kołnierzyka. Między oficerami tkwił w pierwszym rzędzie nieruchomy jak pomnik Prezes Komitetu. Dalej.porucznik w armii amerykańskiej 42 . byczy łeb.uklęknął na jedno kolano i uderzył się pięścią w piersi.właściwy komendant obozu. . Czuł się nieswojo w ukradzionym cywilnym garniturze. wszedł ksiądz w fioletach i otoczony ciasnym kołem czarnych i zielonych księży posterował do hali. tłumek zebrany przed halą sypnął się do środka. . za dużym i za sztywnym.zaszeptał Redaktor.Przyjdę . sukinsyny! Arcybiskup idzie na mszę świętą! II Arcybiskup odwrócił się od ołtarza. osuwając się obok niego na ziemię. założywszy nogę na nogę. przystrojonej suto w czerwień i biel.) . Obok ławek stał nieruchomo Batalion. otwartym drzwiom. . że w dni głodu przed końcem wojny miało ją całe Dachau. kręcił się niespokojnie i błyskał pytająco okularami w stronę widzów. U jego stóp lśniły nad poręczami krzeseł siwe głowy oficerów. Na łonie jej leżał tekturowy hełm amerykański. W oszklonej i umajonej świeżo ciętymi gałęziami hali odezwał się srebrnie dzwonek.

Profesor uczynił gest w górę. siedział władczo Profesor i ironicznie uśmiechał się do mnie zza okularów jak zza okopu. przeświecające ciałem przez przejrzyste sukienki.Wprost przeciwnie. Zamiast krzyżyka dyndała jej się na szyi dziwaczna. okraczywszy wysokimi cholewami walizę. poeta. które na chwilę zapaliło się w jej oczach.Ta pani .odrzekłem wykrętnie. Dziewczyna błysnęła w odpowiedzi zębami. Śliczne nogi miękko spływały po pierzynie. . słuchałem radia z Warszawy. Uciekli. Między jedną a drugą skrzynką poszukiwania rodzin narzekano wciąż na bandy leśne. 43 . . a co energiczniejsi poszli oglądać izby. w których miał mieszkać transport. . na których zaraz usiadły karmiące kobiety. może od słońca. omdlewające od żaru. obojętne na wszystko dziewczęta. uderzył ją w kolano i zupełnie jawnie zjechał dłonią po łydce dziewczyny. Mężczyźni w mokrych od potu koszulach tkwili czujnie przy tłumokach. rozwrzeszczane czarne bachory. Żydówka. podłużna kapsułka. rozkładał się transport wytrząśnięty z amerykańskich ciężarówek. złożonego z ducha poległych i innych? Na kupie oplecionych sznurami walizek. na wąziutkim skrawku zieleni pod anemicznymi platanami. Wleźli do nas jak w zakazane zboże. . Z naszych. Chodząc na mięso baranie po innych sztubach. że mi szczęki zadrgały z pożądania.Wytrzymałem biologicznie.Z band leśnych? .domyśliłem się. Zieleniec zatarasowano betami. Z letargu duchowego wchodzę w żywe ciało narodu . gapili się na halę. Musiał dojrzeć. Podałem dziewczynie rękę. Teraz kładę podwaliny pod drogę do Polski. podobna do małej świstawki.przechylił się do tym. A tu ugór. Cytowaliśmy co celniejsze ustępy z powielaczowego pornograficzno-patriotycznego pisemka obozowego wydawanego przez księży.Aha. Poprawiła się na pierzynie. Pan nie na mszy? Uciekł pan od narodowego i boskiego misterium? Nie buduje pan fundamentu drzewca sztandaru narodowego. dotykając niechcący nóg dziewczyny właśnie uciekła do żywego ciała narodu. Pod batystową spódniczką rysowały się mocne. Po drugiej stronie betonowego dziedzińca. Podniosłem domyślnie brwi. . Pod nimi. łazili pod budynkiem. które szukają lepszego pastwiska. Przeszli z Polski przez zieloną granicę. panienko! . Roześmialiśmy się obaj. Zbyt pełne piersi zakołysały się pod bluzką. poduszek i kołder siedziała dziewczyna o niezwykłych oczach. Cały transport przyjechał z Pilzna. Przymrużyła rzęsy. Jak krowy. jędrne uda.przepłynął słaby szept modlitwy.

I nie być ambasadorem swego stada na cudzych łąkach. napełniając z szumem dziedziniec jak miskę. cha.odrzekł niechętnie Profesor.Niech pan pamięta o krowach. człapała przede mną. Dziewczyna zsunęła się miękko z pierzyn i wylądowała na ziemi. niedoszły poeto dorzucił i zapatrzył się w swoje owłosione kolana. .. uda błysnęły spod różowej sukienki. jakby przepraszając .i znów spotkaliśmy się w jednym domu . poplamionych jak fartuch rzeźnika. . Jakieś jej ciotki 44 .Niech pani nie słucha. popłynął w stronę komendantury i wsiąkł w parterowe drzwi mieszkania Pierwszego Porucznika. wstał i bez słowa poszedł przez betonowy dziedziniec ku hali.Wcale nie dlatego! Chwyciła energicznie za walizkę. .zapytała znad pierzyn dziewczyna. choć złaziła pół świata. .Żeby szukać lepszego pastwiska? . Bo my walczymy o ideę! A cóż tam. łapiąc jej ukośne spojrzenie. cha.ogarnęła dłonią kamienie koszar . że jestem biednym pasażerem.A gdzież jest nasza łąka? .uśmiechnęła się. Rój prominencji. szorstkie sukienne spodnie natarczywie łaskotały mi uda. Złapałem dwa toboły i bijąc po męsku butami o beton. Gdy schyliła się.dodał zgryźliwie Profesor i rad z siebie roześmiał się hałaśliwie.Myśli pan. Potarł zmarszczone dłonie i klepnął się po skórzanych bawarskich spodenkach.Oto żywe.Polsce? Nie odchodziłem. która. w którym połowa siedzi. .A jednak siła.Jesteśmy z jednego domu . a druga połowa trzęsie się? Że to z powodu korony orła? Zna pan przecież polskie dowcipy? Otóż wcale nie! . Wylewali się z niej ludzie po skończonym nabożeństwie. objuczona betami. Czubkiem palców musnęła włosy mężczyzny. .Nie .parsknął grzmiącym śmiechem. . Cały czas patrzyłem w kark dziewczyny.rzekła dziewczyna .z getta . Ścisnąłem ironicznie wargi.Jakby wojny nie było . cha .W Palestynie. podygowałem w górę schodów. . . Siedziałem tam pół roku za nielegalną emigrację. Pogardliwie machnąłem ręką w stronę placu. To gorycz krowy. W więzieniu Akko pod Jerozolimą. W czasie wojny. Zbyt wydatny biust zakołysał się znowu pod bluzką. w tej waszej . . ascetyczne ciało narodu.w domu esesmańskim.Żeby mieć swoje własne pastwisko. która nie znalazła lepszego pastwiska. Transport w gorączkowym pośpiechu zaczął wnosić pakunki do koszar. Polska jemioła na niemieckim dębie.krzyknęła z pasją. ocierając się jak kot ciałem o moje ciało. . co wysiadł z tramwaju. oblepiający z brzęczeniem Arcybiskupa.

Zwaliliśmy ciężary w sali na parterze i wybiegliśmy znów po walizy. Zbierało się śmiecie i wyrzucało je przez wybite okno korytarza wprost na głowy zagospodarowanych na tyłach koszar ludzi. spod dymu jak z dna garnka.czy opiekunki krzyczały na nią piskliwie. ani o świeży lipcowy dzień. złupione stadu w noc przedgrunwaldową.Przyzwyczaiłaby się pani . Na to i Grunwald nie pomoże. zacierał kontury dalekiego. menażkach. gotujących sobie jadło ludzi. kompoty. kiedy najedzą się chleba. W sali. okopconych paczkach po konserwach i w zdobycznych aluminiowych garnkach wszelkiego rodzaju jedzenie: mięso baranie. . dmuchając pracowicie w ogień. tarasując drogę. dobiegał bulgot okrzyków i przekleństw głodnych. pitrasili w rondlach. Dym. Człowiek musi jeść. wzdymał się. Błysnęła udami.ludziom chce się jeść. Oderwałem dziewczynę od okna i zaciągnąłem do białej. Zapach gotującej się surowizny. . którzy nie dbając ani o Grunwald. mężczyźni jęli się do na wpół wywalonych drzwi. wolniej! Jesteśmy wielką siłą! Moralną! . Wyszliśmy na korytarz. Tyle lat ludzie byli głodni! Tyle lat tęsknili do tej chwili.To jest jeszcze kwarantanna.Z przodu Grunwald. Automatyczne drzwi zatrzasnęły się cicho za nami. Strząsnęła z rąk natrętne krople. wykładanej kaflami umywalni. W przejściu otarłem się znów o dziewczynę i pochwyciłem jej rozbawione spojrzenie. musi mieć kobiety. siedzieli kupami przy niezliczonych ogniskach. brudna śmietana gotująca się od dołu. płaskiego lasu leżącego na horyzoncie i owijał jak kremem kopuliste platany przy autostradzie.To wy tak żyjecie . zmieszanej z dymem. piekli na zardzewiałych rozpalonych blatach placki kartoflane i mieszali drewnianymi łopatkami w kipiących wszystkimi kolorami miksturach. Ja bym dnia tutaj nie wytrzymała.Ale .uniosłem się gwałtownie. ni to wolność. aż kręciło się w żołądku. Ach. która zapaskudzona resztkami jedzenia i łajnem śmierdziała jak latryna. do wybitego okna i pokiereszowanych. Nie zepsuto ich 45 .rzekła pogardliwie Żydówka. spiętrzonych prycz. a z tyłu pichcenie. . zbudowanych z paru sutych szczyp odłupanych od prycz i stołów. podstawiwszy ręce pod strumień wody. pokrzykując wesoło i klnąc pod nosem.odparłem urażony. Ale będzie lepiej. nie wytrzymała! . podnosił się leniwie znad ziemi. kaszę. wylewał się przez szczerbaty mur na pobliską łąkę. Od spodu. . jak gęsta. kiedy będą mieć pierwszą kobietę! To są zasadnicze sprawy. W ciemnej jak piwnica izbie wzbił się aż pod sufit tłusty kurz i dusił w gardle. ani o kary grożące według regulaminu. ostro gryzł w nozdrza. Ni to kacet. która miała być zajęta przez parę godzin.zmitygowałem się . chwytały rozdygotanymi rękoma za bety i pokazywały drogę. bulgotał. zupy. Wytarła ręce o kraj spódniczki.

. w Dniu Jej Pierwszej Komunii.Bał się pan! .I to po tylu latach obozu nie zapragnął pan wyjść poza te mury? . Matka. Przeżyć tyle lat i zginąć po wojnie.Nie czekając na odpowiedź? . 46 . . że nie mogłam? Popatrzyłem jej przeciągle w oczy z dobrze udanym milczeniem współczucia. w Siedlcach. Dziewczyna roześmiała się drwiąco.Wcale nie strach! Uciekłam od miłości. Oczy jej zalśniły z wdzięcznością.o kobiecie. To bardzo łatwo.Bardzo mnie kochał.zdumiałem się. Nie jestem przecie podobna do Żydówki .do tej pory. Tylko ciemne głębokie oczy opalizowały niespokojnie. To było. ach. szukając oczyma potwierdzenia w moich oczach. Zaczerwieniła się jak brzoskwinia i przygryzła wargi. nie. zanim zginęła w Treblince. Był komunistą i nie lubił Żydów poskarżyła się naiwnie. to zbyt groteskowe.. Janince. Miała jasne. puszyste włosy i szeroką.bo pilnują.powiedziała z pewną dumą. Napisałam mu list na pocztę polową i uciekłam. bo się zakochałam. . A gdzie miłość? . Chodziliśmy po korytarzu.Przyglądała mi się badawczo jak osobliwej odmianie psa albo kota. ach. nie wyglądała na Żydówkę. W katoliku.w głosie jej przewinął się leciutki akcent ironii .To strach. . Wszyscy boimy się.ach. jak tylko Niemcy odeszli.Zaciągnął się do wojska.klasnęła w dłonie .Pokazałem ręką rozbite okno. Człowiek ceni siebie w dwójnasób. Mamunia”. Polką. odkąd nastał pokój.rzekłem pochwalnie. jak łatwo! . jakie śmieszne! Podciągnąłem opadające spodnie i skrzyżowałem gołe ramiona na piersiach. Śmieszne.Jest miłość. . dała mi książeczkę do nabożeństwa. Nie mogłam mu kłamać.Przecież pani jest jak Aryjka . bał się pan! . . W istocie.A panią co ciągnęło na. Jeszcze dziś mam dedykację w oczach: „Kochanej córeczce. Prawda. Nazywałam się inaczej.Przez sześć lat byłam katoliczką. nawiasem. .Nie mówię o chlebie ani . wzdłuż okien wychodzących na las. .wyznałem szczerze . . Ale pójść po prostu do lasu? . nieco płaską twarz. chodziłam regularnie na msze i do spowiedzi. jak nie strach? Uciekła pani od tej Ojczyzny? Miraż Zachodu? Oto i Zachód! . Wstydziłem się pryszczy wyłażących spod koszulki gimnastycznej.. nauczyłam się przykazań takich i owakich.Bałem się . w którym kłębił się dym. na cudze łąki. ale do tej pory nie zdołałem ukraść koszuli z kołnierzykiem.

A szkoda. Co ja mam wspólnego z Żydami? Być samotnie.wyjaśniła krótko. .to tym lepiej.droczyła się ze mną. Nie . Bezpiecznie. . macać żydowskie kurczęta. . To ten z Siedlec . Odwaga strachu. prywatnie Żydówką . a ja jeszcze nigdzie nie byłem. obcy. ubawiona wyrazem moich oczu. że pojadę do Palestyny.nie spotkamy się nigdy. oswobadzając rękę. dzień w drugim. Tak jak Romek. . dokąd? Dzień w jednym obozie.. Przygarnąłem ją za łokieć i brutalnie obróciłem ku sobie. Zbiesiłbym się chyba z tęsknoty za przestrzenią i pieszo poszedłbym na zachód czy na wschód... . Ująłem ją za rękę.. ..Bałam się.tak! Ale żyć w żydowskiej wsi. ale tak.Może ucieknę na studia. wsunęła mi się pod ramię.. wyjść za mąż za Żyda? Nie. Ale tak czy owak nie spotkamy się nigdy. Zbliżał się czas obiadu. On był jak endek. Gdzieś z podwórza dobiegały podniecone okrzyki. Ale z panią . Znów przebiegli po korytarzu ludzie i wpadli w drzwi wejściowe. doić krowy.. Żal mi zostawić książki. Coś tam musiało się dziać. żeby się ode mnie Polacy odsuwali! Paru mężczyzn przebiegło.. zniechęcony.ale . Na korytarzach dźwięczały już kotły. które uzbierałem.Dobrze to rozumiem .Jest pani bardzo odważna. Może mogłabym się zakochać w panu? . jakbym namawiał ją do tego.Uśmiechnęła się.I wypaliłem jednym tchem: . a kąciki jej ust drgały .Jutro odjeżdżamy dalej .krzyknęła. ostre sukno parzyło jak pokrzywa. potrącając nas. Prawie dotykała mnie zbyt wydatnymi piersiami. i zniknęło za zakrętem korytarza. Z dziedzińca wiało krzykiem. .nie zaszedłbym daleko.ścisnąłem ją poufale za rękę .Bo pan umie słuchać. poza obręb obozu? Tam podobno sosny ociekają zapachem lata.I nagle rzekła prawie szeptem: . Zastukałem żywiej butami i podciągnąłem jedną ręką spodnie. Dym z okien wsiąkł w korytarz i kładł się na suficie wąskimi pasmami jak pajęczyna.rzekła dziewczyna. . Żołądek ćmił jak bolący ząb. spacer? 47 . naprawdę już nie mogłam! Nie chciałam! Wolałam. Chciałbym być także takim.Nie poszłaby pani na spacer. Suche. Mam wstręt do tego! .Nie spotkamy się nigdy! .Kto wie. nie! ..zawiesiła głos . A kiedy puściłem ją.Panicznie się boję.Urwała. Była ciepła i miękka jak sierść kota. Stale nowi ludzie. żeby mnie nazywano chaimką.odrzekłem zdawkowo. że napisze. . Fala krwi przepłynęła przez moje ciało. z trudem opanowawszy drżenie szczęk.Kiedy pan chce iść na ten. A ja. .potwierdziła stanowczo swoje myśli .

pocieszył inny .Chodźcie. . a potem cicho wycofał się pod schodki. Zbiegliśmy na dwór. Naraz z pierwszego auta buchnął strzał.Po obiedzie. jak bodący byk..rzuciła przez zęby . dobrze? . rzuciła się do drzwi. Z drzwi komendantury wypadł Major. którzy pilnowali głównego wejścia na parter.To przez tych kucharzy . Tłum zatrzepotał jak stado spłoszonych kaczek. Przytuliła się ufnie. Czekali niezdecydowani. co w pierwszej kuchni gotuje. Od hełmów żołnierzy. Pójdziemy. szedł przodem chorąży. zobaczycie! Akcja pacyfikacyjna! Wojsko z karabinami! Rewolucja! . 48 . Hałas im ludzie pod oknami robią! A szczególnie taki jeden. Zbyt wydatny biust ugiął się miękko pod palcami. Znów paru mężczyzn przebiegło korytarzem. żeby stąd uciec! Uciekajmy . Dziewczyna drżała całym ciałem. machnął ku nam zachęcająco i krzyknął zadyszany: .Bydło . kark ukręcić cholerze antychrystowi. Środkiem placu cofała się fala ludzi.zaszeptałem z przejęciem. .Będzie łatwiej przy zmianie warty. Stefan deptał mu po piętach. odpryskiwało słońce i raziło w oczy. Złapać raz.informował ktoś przed nami . Chłopaki zbuntowali się. rozpływając się z szumem na boki przed sunącymi powoli jak łodzie jeepami. W przyprószonym cieniem wnętrzu pokojów krzątali się na gruzach sprzętów ludzie.i zatupotał po schodach. odpowiedział wrogim okrzykiem i zamilkł. Przyciągnąłem ją do siebie. Amerykanie. podczas gdy samochody zawróciły ku bramie. Wszystkie szyby na parterze były sumiennie wytłuczone. dwa. Na widok żołnierzy stanął jak wryty. Żywi to oni nie przyjdą z obozu.ach. w których stali żołnierze.nakryła dłońmi moje dłonie. nie odpowiedziawszy mi. co za bydło! Ileż bym dała. piekący but. Dziewczyna. miskę kartofli wyrzucił na ludzi. Ale z polskim narodem czy można? . Pusty żołądek uwierał mnie jak ciasny. Pognałem za nią. . Ostatni odwrócił się. ratując. Tylko to powinno być bez krzyku. potrząsając groźnie karabinami.przez tydzień nie pozbierają się. Natychmiast wszystkie okna zapełniły się rozgdakanymi głowami ludzkimi. . ja wam mówię. zbiegając z bulgotem w kurnik koszar. W drzwiach kołysał się tłum. Zhardzieli przy kotle! Radia nie chcieli w południe na Londyn nastawić.to oni nasłali Amerykanów. i kwita. na których dostojnie zajaskrawiła się postać Arcybiskupa. Wtem z drzwi przeciwległego skrzydła koszar wysunęła się zbita grupa ludzi i szamocąc się jak sfora psów.I zadumał się posępnie. kucharzem robił w Allachu. co się da. ruszyła przez pusty plac wprost do komendantury.Już im dobrze dali . Z pochylonym łbem.

dwudrzwiowa szafa. . stał Arcybiskup i patrzył na nas łagodnym i zmęczonym wzrokiem. aż krzyknęła. potarmosił. ale Stefanowi wydało się.rzekłem z rezygnacją i rozepchnąwszy tłum. Dopadłem chłopców na chwilę przedtem.krzyknąłem jej z daleka.To cóż. Poruszał wargami. Na schodkach przed komendanturą. trochę ze zdziwieniem. popalili auta. Inny dopadł z boku.Nie z Warszawy. zanim otoczyli nas żołnierze. Przycisnąłem swoją dziewczynę.Ej. . przekrwionym okiem. widząc żołnierzy.dodał buntowniczo. .To koledzy! .I radia nam słuchać nie dają! Waszego radia . motocykle i armaty w garażu.Bo kradł. jakby się modlił. wybili rentgenowi zęby w szpitalu. Przechyliłem jej twarz do pocałunku. rabując amunicję. jedzenie dla Niemki kolegom kradł! Kradł i cudzołożył! . albo uciekli do rodziny. którzy ledwo wyzwoleni z obozu wpadli po skończonej wojnie w bezpańskie koszary. Kucharz. zabulgotał gardłowo i zamierzył się kolbą. odeszli. który poganiał kopniakami człowieka w białym fartuchu. Po prawowiernych mieszkańcach. uspokoił. a trochę jak z peronu. . wrzasnął z bólu.krzyknął i błyskając gniewnie podbitym. Ausiander) . wysadzili. żyrandole. . cudem nie całkiem rozbita przez ausienderów117. albo zajęli opróżnione przez nas miejsca w Dachau. Żołnierz podbiegł do Kolki. między Pułkownikiem a Majorem. wykręcając mu do tyłu rękę. Prędzej. . śpiewając 117 Ausienderzy (z niem.złodzieja mamy! Cały wór mięsa nakryliśmy w kuchni! A na sztubie pana kucharza Niemkę w łóżku! Nie zdążył jej wyprowadzić. Żołnierze poskoczyli im naprzeciw. która mu się wyrywała z piskiem. lustra w łazienkach i umywalniach. że pyta. rozmontowali gruntownie aparaty filmowe. którzy albo padli na polu chwały w bitwie przy koszarach. złapał ją za kark. po obiedzie .zagrzmiał roześmiany Kolka . została tylko solidna. wytłukli wszystkie szyby. Ale nie uderzył. proszę księdza. Tadziu . aż upadła na kolana. Reszta poskoczyła i otoczyła ich i olbrzymiego Kolkę górującego głową nad wszystkimi. połamali bardziej rzucające się w oczy mahoniowe salonowe meble i zapaskudziwszy z czubem miski klozetowe. wypadłem na plac. z Londynu! III Pokój redaktorów był przytulnie obity tapetą w liryczne kwiatki. ale wyrwała się gniewna. Wspięła się na palce i podniosła dłoń do twarzy. część muru koszarowego. bydlę! I pchnął kolanem pędzonego kucharza. popchnął na schody dziewczynę.Trzymał przez pół dziewczynę.cudzoziemcy 49 . oficerach SS.

na równi ze szpitalem. Obaj napełniali pokój niespokojnym buczeniem jak niesforne bąki. biblioteka bowiem.Nie. apteką. cóż dopiero dla oficerów! Redaktor wepchnął się do środka. Odłożył łyżkę i popatrzył na mnie spod oka.Z tym drugim? . . jedz i rośnij .Redaktor trafił do obozu z powstania. . Tu. Wydoskonalił sobie dykcję. ewangelicznie brodatym. wybierając starannie mięso. no i w ogóle spać w łóżku. ale dobitnie. nawet grunwaldowy gulasz wydawano bez kolejki i bez kontroli. z dziewczyną. Wetknął mi jedną do rąk. wiesz . . Siedziałem wciśnięty w róg kanapy.żebym mógł porozkładać moje książki.zakpił .Wiesz.rzekł krótko. piastując w rękach dwie pełne. Bo z chlebem to różnie bywało. ozdobioną nie wiadomo skąd wytrzaśniętym Norwidem. rzuciłbyś swoje wiersze i książki? Nie bałbyś się świata? A jakbyś musiał pogłodować? Obrażony.Co się dziwisz? Po obozie to już chyba czas? . Wolno zanurzyłem łyżkę w gulaszu.Albo we dwoje! . odsunąłem miskę. kinem i olbrzymią kartoteką zawierającą legitymacje i fotografie wielu dziesiątków tysięcy SSmanów.huknął Redaktor. na pokojach oficerskich. W szczerbach wybitej szyby 50 . na zapas.Może ucieknę z nią na Zachód. byłym korespondentem dziennika w Białymstoku. wziął się raźno do jedzenia . Nawet dla żołnierzy mało. . wprost od młodej żony.ty i ucieczka! Szczeniaczku. . Każdy oficer brał dwie.rzekłem do Redaktora. Zza uchylonych drzwi dochodził z korytarza brzęk kotła. Z okazji Bitwy pod Grunwaldem wydzielono nam po litrze kartofli z mięsem i sosem. gapiąc się bezmyślnie na ciemniejszą plamę na ścianie. zawalony kupą publicystycznych książek. zasiadł przy stole i mlaskając głośno językiem. trzy miski. był bowiem troszeczkę głuchy. na wieczór. Była więc szafa. została rozbita w puch i wyrzucona na bruk. że chciałbym mieszkać w pokoju .skrzywiłem się z niesmakiem. dalej sklecony ze szczątków tapczan przykryty imitacją tygrysiej skóry. Odwróciłem twarz ku oknu. Przygadałeś z transportu. powiesić na noc spodnie w szafie. najczęściej trzysta gramów.hymny narodowe. głuchym jak wyschły pień. skrupulatnie wybranych spomiędzy śmiecia zalegającego dziedziniec. Nie byłem już zachłannie głodny.No. który odsunął maszynę i matryce pod okno. dymiące zapachem mięsa miski. . Sam w pokoju to cholernie przyjemnie! . a mieszkał z kapitanem. widziałem! .Masz.

Był blokowym na szonungu.A tobie udało się uciec? .Nie wsadzili go przecież. Krzyk się zrobił. mój mileńki. wytarł miskę papierem. nie ma co! Krzyczeli na niego.przeciągnął z wileńska między jednym a drugim łykiem . Znasz Stefana? . Janusz . Jeszcze mi jeden rękę podał. .Moglibyście napisać o tym. Angielszczyzną świat przejdziesz. że o la! . Stefan wziął Niemkę pod pachę. Wyklarowałem okejom. A w tym pochodzie z mięsem byłeś? .Tak przy Arcybiskupie? A podlec! Przecież całe wojsko w jego oczach skompromitowane.Pójdziesz do teatru. . nie martw się .odrzekłem zwięźle. takim mnie. żeby tylko zostać blokowym i mieć bindę118. .poszedł na bridża do Rotmistrza.Można powiedzieć . Trzech dni z fasonem nie umiał wytrzymać. to chodził jak struty. głuchy . przeprosił ją i wyszli razem z obozu. wysługiwał się esmanom.Bił ludzi. Żaden lagrowiec. . . Binde) .mruknąłem niechętnie.Komunista? Byłem u niego na bloku. Nie najgorszy. usta wysuszył chusteczką. Jesteśmy przecież gazetą rządową! Ułamał kawałeczek chleba i umaczał w sosie. szafę dokładnie zamknął. Niechby zdechli w obozie. chusteczkę schował do kieszeni. masz. Panie Boże.to był ten drugi. że ja nic.Redaktor wstał od stołu i pogłaskał mnie po twarzy. . Zresztą ksiądz Tokarek nie pozwoliłby napisać.słońce rozwidlało się w tęczowe. . bo Arcybiskup przysłuchiwał się cały czas.Jakim mnie stworzyłeś.First Lieutenant dał mu do wyboru: albo karę bunkra. maszynę spod okna postawił na swoim miejscu i wtedy. Ale dziś bym już nie bił i nie kradł.opaska noszona na ramieniu przez więźniów funkcyjnych 51 . oznajmił: . .No. że przypadkowo. .Szuja .Prawdziwa sensacja obywa się bez prasy. opowiedziałem o sprawie.że go troszkę nie lubiłeś. pawie błyski. . a szczególnie Pułkownik. Są dwa bilety. papier wyrzucił przez okno. A on powiedział. albo wydalenie z obozu. Redaktor pokiwał głową. Ale 118 Binda (z niem. jeszcze bym im pomógł. . Kiedy go wyrzucili na komando. słyszałem? . .zapytałem.Byłem . Pokiwali głowami. To sensacja! . że komunista i bandyta. biłem i kradłem dla tych tam pułkowników i majorów. miskę wstawił do szafy.Ale umiał znaleźć się.Wylizał łyżkę.Żołnierze mnie puścili. gotowy do wyjścia. Przyjechał ktoś z Drugiego Korpusu. że owszem. Przechylił miskę i pił sos. może nas zabierze do Włoch. Nie mógł inaczej zrobić.

wyściełał pokój jak gęsta wełna. . Zlustrował mnie przy tym podejrzliwie. Umieściliśmy się tuż za generalicją. ale zamki nie puściły. zanurzył się w dym. Chociaż wszyscy z napięciem oczekiwaliśmy ogniska i narodowych występów wieczornych. nasadzono niemiecki hełm. Nikt na nie nie zwracał uwagi. pilnowali sztub przed złodziejami lub byli na wyprawach poza obozem. napierając na przepasanego narodową szarfą policjanta w amerykańskim tekturowym hełmie. Tłum rzucił się do bramy. Grają teraz razem w karty. biel i żywą 52 . zerwano i zadeptano narodową szarfę. pod słupem zaś skrzyżowano dwa strzaskane niemieckie karabiny bez zamków. z którego błyszczały ostro zapatrzone ludzkie twarze. krzesła i fotele. wzmocniony smolnymi pniakami po bokach. że przez chwilę byłem także jak oficer. Zamknął uważnie drzwi na klucz. przybranej w czerwień.Ludzie. a na słup. Wzniesiono solidny. czworokątny stos. nie tylko Arcybiskup. umilkł i opuścił ręce. przeniosła się pod garaże.o tym sza! boby wszyscy chcieli. Reszta wąskiej.rzekł ubawiony Redaktor i pociągnął mnie na drugą stronę garażu do małych drzwiczek dla aktorów. który sterczał na szczycie. Bo oto na środku jaskrawo oświetlonej sceny. ludzie! Przyjdźcie jutro. cała zasiedziała ludność koszar. ale nawet rewia. zwijając się przy zamkniętym oknie. Jutro będziemy powtarzać Grunwald \ Każdy zobaczy! . odczułem wyraźnie. woźnym w teatrze. w drugim rzędzie. Przed zamkniętą bramą teatru stał tłum. Policjant rozkrzyżowanymi rękoma patetycznie bronił wejścia. który. klął i groźnie krzyczał. Wokół stosu stały ławy. ale niezmiernie długiej sali tonęła w czarnoniebieskim mroku. Pewnie go zostawili na wieczór. Na dziedzińcu kończono przygotowania do wieczornego ogniska. Gdy wśliznęliśmy się na widownię i na migi załatwiliśmy sprawę z policjantem.krzyczał ochryple.Za grosz inteligencji . Z zewnątrz dochodziły wrogie okrzyki szturmującego tłumu i skrzypiały wyważane żelazne drzwi. nie ma miejsc! Zlitujcie się. odbierając mi książkę z rąk. Nie lubił. co grasowali za budynkami. I wypchnął mnie za drzwi. coraz ochrypłej. z których urządzono teatr. oprócz oczywiście tych. wyszedł. . Wszyscy patrzyli na scenę. Redaktor rzucił klucz na stół i nie powiedziawszy ani słowa. Jęknęła. jak mu cichaczem wynoszono druki. Nic ich nie ruszy. Odepchnięto go od wejścia. zastukał do sąsiednich. Na brudnej podłodze stało przy krzesłach kilka misek z nie dojedzonym gulaszem. aż zapiał jak kogut. na który padało jeszcze żółte światło ze sceny.

Ty i tak kochasz tylko tego.Powiedz mi. Zbyt pełny biust zakołysał się pod bluzką. nieomal na krawędzi sceny. a prześcieradło kurtyny poszło ponownie na boki. Kiedy się nieco uciszyło. Na samym zaś przedzie. w robotniczych kombinezonach. ocierając się o korę drzew.zieleń i podpartej czarnym pudłem rozedrganego patriotyczną melodią fortepianu.westchnąłem leniwie i sennie opadłem na ziemię pachnącą zbutwiałym igliwiem. jeździli z taczkami i obnosili naokoło Śpiewaczki łopaty. wypukłym fragmentem siebie. który pozostał w Polsce. Dzieci my Twoje. Słońce. W jej niespokojnych. w zachwyceniu w nią wpatrzonego. Palcami podtrzymywała spódniczkę i oczy wznosiła niewinnie ku kurtynie. Zmarszczyła brwi i odsunęła się. umajona wieńcem niedojrzałych. który się nareszcie umieścił jako tako na skraju ławy. nie rwie mnie już nigdzie . Aktora. Wiatr szeleścił. . rozchylone usta. patriotycznym wrzaskiem widzów. ale już płowiejących kłosów. stała zapłoniona jak dziecko na imieninach Śpiewaczka. krzątali się na peryferiach sceny. która prześwietlona jak cieniutkie złoto pełna była 53 . Zamknęła mi usta dłonią. . Podniosłem głowę i chciałem pocałować ją w wilgotne.Szkoda. stał gruby i płomienny Aktor i dłonią wskazując na Śpiewaczkę kończył z patosem wiersz: w imieniu Bogurodzicy. Nad nami piął się w niebo sosnowy las i szumiał. hojna blondyna w krakowskim stroju. żołnierze i robotnicy! Straszliwy trzask wyważonej bramy i triumfalny krzyk wwalające-go się do przepełnionego garażu tłumu zlał się z ogromnym hurkotem oklasków i histerycznym. podtrzymujących wstążki od jej stanika. rozszczepione w wierzchołku sosny. Inni. po co ty siedzisz w tym obozie? Czy cię nic stąd nie rwie naprzód? Dziewczyna pochyliła się czule nade mną. że jeszcze łóżka na scenę nie wstawili! Fajna Rzeczpospolita! I warta grzechu! IV . pochylił się ku mnie konfidencjonalnie i huknął głośno i z niekłamanym zadowoleniem: . Polsko. musiały być szyte specjalnie na zamówienie jeszcze w obozie. ku sufitowi. kilofy i łomy. Redaktor. pasiaki leżały na nich jak ulane.Paru z nich znałem: byli schreiberami w przesławnym obozie Allachu. opalizujących oczach odbijałem się małym.Nie. ku niebu. by jeszcze raz pokazać zapłonioną Rzeczpospolitą oraz jej kochanka. jak pierzasta strzała spadło w głąb lasu i tkwiło w bladozielonej trawie. . Wkoło niej upozowało się kilku młodych ludzi w obozowych pasiakach.

.Widzisz.Popatrzyła w górę ku czubom sosen.podjęła po chwili z wysiłkiem .Uniosła się na kolana.O.Już późno. żeby się dać zabić.No. rozumiesz? Ja boję się ryzyka. nie na pokaz! Nie pobierać zupy z kotła.zdecydowała się nagle.zaobserwowała dziewczyna. Rozchodziło się od niej urzekające ciepło jak od ciała kobiety. Niech inni. z którymi jadę od Polski .A chłopiec w Polsce? .Nie miałaś? . .Zapomnę o nim. ponad gontowe dachy podmiejskiego osiedla. . strzepnęła resztki igliwia z sukni i poprawiła włosy. po co ja? Boję się przestrzeni. Ja jestem naprawdę wolna.Gramoli się żarłocznie w konchę jak kosmaty psiak do miski z mlekiem . normalnie. Asfalt parzył pod nogami. . jak pociemniały sosny.Ale dotąd nie zapomniałaś? . . . . Nienawidzę dzieci! . a opasawszy je zielenią jak mostem. przebłyskujące różowo poprzez niebieskawy dym powietrza jak przez jedwabny szal. nie myśleć o Polsce.Jedź ze mną! Ach.jedź ze mną na Zachód. Pojedziemy do Brukseli. Mam tam siostrę za bogatym Belgiem. rozumiesz? Bez obozu. mam książki. . Nino . .zerwała się niecierpliwie. . za dużo śmierci widziałem. I ja tak chciałbym żyć. Mam kolegów.Ja tu nie jestem niczym. . . zostań ze mną . Będę studiowała medycynę. Tak je zbierałem. Spłoszony bąk odleciał z gniewnym pomrukiem.Nino. więc nie zapomniałam. bez wojska. Chodziły po niej pary. rozgrzane i barwne.tak żyją Niemcy. odsuwając moje ręce.Nie miałam innych. właśnie . Zabłąkany bąk.na skraju lasu przerwałem milczenie i ująłem ją wpół . od których trudno mi odejść.to są obcy.Raczej jak dziecko na parapet okna .rozleniwiającej woni lata. których sklepienie wiodło aż pod czerwone mury i wieże koszar. Nad drogą płynęły kopulaste topole. ileż ja ich wyniańczyć musiałam.krzyknęła.Ci ludzie. ale się wybiję. bo cóż ja jestem? Jakie mam prawa? 54 . boję się ludzi. pięło się. . Patrz. zanurzonym w lekkim potoku wiatru.Chodź . mały bombowiec.Ach. którzy mi pomogą. Mogę się od nich oderwać.rzekłem pobłażliwie . nabiegając złotem jak dojrzałe jabłko. zahuczał nad nami i usiadł na łodydze dziewanny.rzekłem niespodziewanie.podchwyciła Nina . bez dyscypliny. jedź ze mną! Ja tak się boję Palestyny! Przez las płynęła asfaltowa droga ujęta w tamę topól. Czwarta? Piąta? . jak nisko słońce.Chodź . . bez patriotyzmu. .

To są tablice Mojżesza. który nagle zrywa się spod nóg. co to jest. .stwierdziła dziewczyna i skrzywiła pogardliwie usta.Ale nie mieć nigdy gruntu pod nogami! . Do Żydów mam wstręt.krzyknęła. . jak wszyscy.Chodź ze mną.Poszła w krzaki.Urwałem. inaczej niż inni. że są jeszcze inni ludzie. Pójdziesz ze mną? .Wracaj do Polski! . Stefek podniósł się z ziemi i ukłonił się dziewczynie.Więc wracasz do Polski . W wysokiej. .zawahałem się. Na każdym skrzyżowaniu mogą nas złapać te czarne małpy w białych kaskach i wsadzić do nieznanego obozu. ani Polką. Ale ty nie jesteś człowiekiem.Jeżeli pójdziemy stąd. Być jak drzewo bez korzeni! Uschnąć! .ujęła za talizman w kształcie świstawki. poszedłbym. żadnych! zawiesiłem głos i wpatrzyłem się w jej twarz.zachwyciłem się zdawkowo.przejechał ręką po włosach. . . Stefan zmrużył oczy od blasku i spod powiek przyglądał mi się z otwartą pogardą. książeczki . jak ptaka. dla których jestem Żydówką! Widzisz to? . Z Polski mnie wyrzucili. .Książeczki. .rzekła sucho Nina. upolowałeś.A gdzie Niemka? rozejrzałem się podejrzliwie.Umilkłem.Co tu masz oprócz tej Żydówki? .rzekła Nina przejmującym szeptem. ale. w którym zeżre nas głód.Wiesz.Zęby mu błysnęły jak u psa.Chciałeś mnie tylko na jeden dzień.uśmiechnął się gorzko . wszyscy! .powtórzył. Wyrwała się gwałtownie i wrogo.Na piechotę? Toś morowy chłop . Sukienny mundur rozparzał całe ciało.Wszyscy? . Potknęła się..Nie spytałeś mnie do tej pory. to nam nikt nie da jeść. szukając sugestywnej metafory. złamała się z trzaskiem. bracie.Wracaj do Polski .Przestraszyłem się głosu. . . Wracaj do Polski! .Ja się nie boję .Żadnych! Rozumiesz.Wracajmy do obozu . co? . przykazania po hebrajsku. .gwizdnąłem przez zęby. Przyłożył dłoń do podbitego oka. Palce jej drżały. . Ale ja nie jestem ani Żydówką. . .Tak. . . No.to chcesz mi powiedzieć? I że będziesz głodny po drodze? Że jak się unormuje? A jak ci powiem: spódniczka cię trzyma. kiedy pragnąłem usprawiedliwić się. . szukając w myśli praw przysługujących mi.Wszyscy.Wracaj do Polski! . jakby szukając tam współczucia. jesteś tylko Polakiem. Upolowałeś spódniczkę.. To ma mnie łączyć z Żydami.. Fajna dziewczyna. .krzyknęła zjadliwie. Ja idę na piechotę. . Podtrzymałem ją za ramiona. odprowadziłem ją do domu . złotawej trawie błyszczał czarny krótko strzyżony łeb. Kręcił w palcach suchą gałązkę. Myślałam. 55 .

Pilnował ich drzemiący w upale żołnierz amerykański.powiedział Stefan. przecież dziś Grunwald.Na pewno się uda .Nie wywiozą. . Ująłem ją pod ramię i poprowadziłem wzdłuż drogi. Natomiast u narożnika.Chciałem wejść i zabrać koc. jak w sklepie z manufakturą. Trudno. Nie zwracał na dziewczynę uwagi. to zobaczysz . Pokrzykiwali do nas. Pod kępą uschniętych krzaków stało parę czołgów i porządnie. Strumyk rowerów ciekł nieprzerwanie po dnie asfaltu. zsunęło mu się na ucho. Gmerał w otwartym plecaku.Oszalałeś! I Pułkownika.Grunwald \ . pociski armatnie i miny niemieckie. Nie puścili. Położył na 56 .rzekł do mnie.Pan jest jak SS! Stefan uśmiechnął się lekko. Jutro będą wszystkich wywozić! Wszystkich! . pan jest. . Czekały jutra. .powiedziałem nieco zbyt skwapliwie. Przy dziurze nie było nikogo. .Ruszaj z Grunwaldem . pod daszkiem z papy podpartym paroma patykami. Od obozu aż po las przewijał się w trawie sznur ludzi.Czekam w Polsce. Świecili się ostrym.Idź do obozu. klasyczne miejsce transportu baranów.zacisnęła pięści. póki czas. .Wracajmy do obozu .Niemcy wykorzystywali gorące.Pan jest. żeby lakier nie roztajał. wedrzeć się do nich przez rozbitą.. Przylgnęła do mnie. Przy drodze kolumna ciężarówek zwracała wąskie jak u głodnych szczurów ryje motorów ku obozowi. i Majora? I cały sztab? A księży. zawaloną gruzem bramę. leżały poskładane karabiny. Oddychała ciężko jak ryba wyrzucona na brzeg. Znali szpary i przejścia mniej pilnowane i wymykali się z koszar. brunatnym potem jak pokropieni miedzią. Potrącone gałęzie jedliny chwiały się za nim. . Przyśpieszyliśmy kroku. a kuchnie? . ozdoba muzułmańskich oddziałów SS. aby wyszedłszy na koszary od tym. dotknął swego podbitego oka. Może się nam uda dostać do środka. jakby las szedł razem z nami. . Czerwone kepi. Między samochodami krzątali się półnadzy Murzyni. letnie popołudnie.. . mylisz się. Kopuły drzew szumiały.rzekł ironicznie i zniknął w lesie bez pożegnania. .. Poruszała bezgłośnie wargami.Obóz jest obstawiony przez Amerykanów . w głębi cienia siedział żołnierz i drzemał.rzekła Nina.Stefan roześmiał się. . . wracajmy. gdy mijaliśmy ich bokiem. Podbródek jej drżał spazmatycznie. Na skrzyżowaniu siedział człowiek z obozu. jakby coś mówiła do siebie. Dwie czerwone walizki postawił w cieniu. tam gdzie mur rzucał nieco chłodu na spieczoną ziemię. Czarny kutas dyndał się za każdym poruszeniem głowy.

rzekłem zdjęty niepokojem . Fraulein! Halt. Schylił się. pochylił głowę na oka mgnienie na prawo i Dziewczyna obronnym ruchem podniosła ręce do gardła.Fraulein. .Tak ci się śpieszyło na Grunwald i co? Znowu się boisz? Poczekaj. którzy. odrzucili niedopałki papierosa. a jeden z nich zdejmując z ramienia karabinek zawołał ze śmiechem na całe gardło: . Rozespany żołnierz. urosły w krzyk. włożył na głowę i pogwizdując bezmyślnie. przeszedłem je na oczach wszystkich i 119 Fraulein. chciałem krzyknąć. Zawołała. uczynić jakikolwiek ruch. Dwaj żołnierze. gadali hałaśliwie i częstowali się papierosami.krzyknął piskliwie drugi. parskając krótkim. Odwróciła na moment ku mnie roześmianą ironicznie twarz. obciągnęła bluzkę na zbyt pełnym biuście i puściła się pędem ku bramie. Wolnym krokiem ruszyłem na usypisko. który mu się wysunął spomiędzy kolan. dziewczyna poprawiła niecierpliwie spódniczkę.Zaczekajmy do zmroku . Wysunęła mi się spod ręki. Postąpiła jeszcze krok poza krawędź nasypu i miękko osunęła się za nim. Za nasypem. połączyły się w gwar. prąc przeciw wichrowi. przydeptali je nogą i pobiegli na nasyp. Podniosłem rękę. Fraulein! Halt.Stop. śmiejąc się. pośpieszył również w stronę bramy. Przytrzymała je ręką. chwycił karabinek. jak para zagubionych dzieci przed chatką czarownicy. podbródkiem dotykał piersi. Całkowicie odsłonięci staliśmy na łące przed bramą.trawie hełm. którzy częstowali się papierosami. podniosły się głosy. przyłożył go do ramienia. . odwrócili się ku bramie. Dopadła gruzów i poczęła się na nie wspinać. karabin wetknął między kolana. przewiesił karabinek lufą na dół przez ramię. tam gdzie był już obóz. maleństwo. idź za mną. pogardliwym śmiechem. Dwaj żołnierze. ale milczałem. I zanim zdążyłem coś powiedzieć.Panienko! Stój! Chodź tutaj 57 . Poderwałem się biec za nią i nagle stanąłem. Wracajmy do lasku. odwróciła się ode mnie. jakby jej nagle zabrakło powietrza.może nie puszczą nas.) . halt! (niem. stop! . halt! Come here!119 . wołali za dziewczyną. jakby pośliznęła się na cegle. podniósł z ziemi hełm. żeby dać jej znać. ten który strzelił. ale wiatr rozerwał jej wołanie na strzępy. zniknęła za krawędzią jak wrzucona w dół. Przy drugim narożniku stali dwaj żołnierze w porozpinanych bluzach.) Come here (ang. Na szczycie podmuch wiatru opiął jej ciasno biodra i rozczesał włosy. Śpiący u drugiego krańca muru żołnierz podniósł nieprzytomnie głowę i poderwał się. otrzepał go.

Z ziemi podniósł się słup kurzu. Oficer. Na skurczonej. niewygodny kawałek cegły. Z trudem przepchałem się łokciami przez niechętnie ustępujący tłum. z którego sterczały długie. nosy armat. . odleciała. zamrugał i ściągnął nieco wargi. zabielały na tle czarnych okien i upadły z przeraźliwym trzaskiem. wparł się kołami w ziemię i przysiadł.) . Spojrzałem zdziwiony na oficera. wyskoczył mały. hamując ze zgrzytem. Podszedłem. Z niezmiernej oddali dochodził do mnie jednostajny. Spod wargi lśniły martwo białe zęby. bzykając. Usunąłem spod głowy trupa ostry. Ostatni znak życia. W otaczającej nas ciszy głos jego zabrzmiał ostro i nieprzyjemnie jak darcie płótna. zawahał się parę razy na łańcuszku i zawisł nieruchomo. śmieszny jeep wypchany żołnierzami. Ręce. wydobył paczkę papierosów. otrzepałem starannie spodnie z kurzu. Ten wzruszył obojętnie ramionami. odgarnąłem delikatnie włosy. ciepła o mdłym zapachu krew przesączyła się szeroką plamą przez bluzkę opinającą zbyt wydatną pierś i zasychała na brzegach jak rdza.zsunąłem się obok Niny.Czy mówi pan po angielsku 58 .Do you speak English?121 . Mały talizman w kształcie świstawki przesunął się na szyi na bok.Wiatr skręcał z chrzęstem dym jak słomę i wyrzucał go za mur. Padając otarła o cegłę policzek. kurczowo zaciśnięte w obronnym ruchu. Delikatny strumień niebieskiego dymu przepłynął koło twarzy i porwany wiatrem znikł w powietrzu. ułożyłem głowę na miękkim piasku wapiennym i podniósłszy się z klęczek. Zrzucone ze strychu deski na ogień bezszelestnie zsunęły się w powietrzu. powoli zwinął się nad ziemią i upadł. napotkawszy spojrzenie. leżały ciężko na kamieniach. Spłoszona cieniem. Wypukłe oczy zmętniały jak stężała galareta. wilgotnej. Na podwórzu dymiły się ognie pod porzuconymi garnkami i menażkami. prześliznął się między drzewami. do auta. prychnął olbrzymim kłębem dymu i kurzu. nie śpiesząc się. częstując. Kierowca sięgnął do kieszeni. Spomiędzy bloków mieszkalnych. . Wysunął z auta nogę i zakołysał nią z wahaniem. . z ulicy wysadzanej młodymi platanami.) . Dwaj żołnierze z pistoletami maszynowymi na kolanach rozpierali się na tylnym siedzeniu.Co się stało 121 Do you speak English (ang. zza zakrętu garażu.What’s happened?120 Czemu ci ludzie tak krzyczą? First Lieutenant pochylił się ku szoferowi. okryte brezentami. Poruszył 120 What's happened (ang. przechylił się do tyłu. Zapalili. Przepuścili mnie i jeszcze ciaśniej skupili się nad ciałem. Nade mną pociemniało od koła ludzkich twarzy skupionych i milczących. Słońce zalśniło i rozkwitło w brązowym wyglansowanym półbuciku.zapytał szybko First Lieutenant. stłumiony szmer głosów jak zza ściany. nabiegłej świeżą krwią wardze usiadła duża niebieska mucha. zerwał barwną opaskę.

Mój głos zahuczał w głowie jak w pustej sali. sir (ang. a jak na daleki.) . w Europie. ciężkim krokiem odszedłem w głąb koszar. .odrzekłem obojętnie.Kto skrzywdził tych ludzi? Czemu oni tak krzyczą? Co się stało? Żołnierz z karabinkiem opuszczonym lufą na dół wyszedł z tłumu. Cisza jak napęczniały balonik pękła z trzaskiem w uszach. .powtórzył nieco ostrzej Pierwszy Porucznik. Nic się nie stało .uspokoiłem go bagatelizującym ruchem ręki i uprzejmym poddaniem całego ciała. . Twarz jego spłynęła przelotnie krwią i pobielała.Mój Boże 59 . wypluł gumę. Musiało mu nagle zaschnąć w ustach. . Teraz dopiero uświadomiłem sobie. .Ge-sta-po! Ge-sta-po! Ge-sta-po! V Żołnierska sala leżała w gruzach. proszę pana 124 My God (ang. sir123. teraz strzeliliście wy.Nothing.I do122 . jesteśmy do tego przyzwyczajeni .tu: mówię 123 Nothing. ale odwrócił się od niego i patrzył na żołnierzy. 122 I do (ane. którą już pewnie zafasowano. że nad ciałem dziewczyny tłum ciasno skupił się i patrząc w oczy żołnierzom cały czas wrogo skandował: .powiedział. Tłum zasłaniał szczelnie trupa dziewczyny. i naraz zaczął żuć.My tu. odprysła. aż się wstrząsnąłem. jakby rozpędzając się. do swoich książek. Dotykał stopą ziemi. co za różnica? Przez niski kurz jak przez płytką rzekę. zwróciłem się do oficera. do swojej kolacji.Przez sześć lat strzelali do nas Niemcy. . obojętny przedmiot. .Nic się nie stało. Pierwszy Porucznik wyskoczył z auta jak zwolniona raptem sprężyna. do swoich gratów. zdążył coś powiedzieć. Na stołach i na podłodze rozbite skorupy porcelanowych misek bielały w gęstym mroku jak oskrobane z włókien wyschłe kości.kiwnąłem. a za nim przepychali się pozostali dwaj.My God! My God! Chwycił się za głowę. Zdawało się. nie oglądając się. którzy wtedy palili papierosy. że wypryśnie z auta. Nagle ściana ludzi poruszyła się. Nim jednak ten.) . . gdyż krzywiąc się.Nic. Różowa grudka zaczerwieniła się w kurzu drogi.niezdecydowanie szczęką. W uszach huczało mi jak w słuchawkach. Zastrzeliliście przed chwilą dziewczynę z obozu.What's happened? .My God124 . Patrzyłem na oficera nie jak na człowieka. który szedł przodem.) . .

Ściągnięte z łóżek sienniki zwieszały się ku ziemi bezwładne.Nie trzeba było surowego barana jeść.Nie ma kolacji .A gdzież bym był. podskoczyła kilkakrotnie. Zrobiło się zupełnie ciemno. wypaproszonych brzuchów.zajęczał w ciemności Cygan. cokolwiek nadawało się do użytku. stłumiony. jak z otwartych.. Koca nie było. . .czerwoną rakietą. Siennik znów zachrzęścił niespokojnie. żebyś pan tylko widział. to ty? . resztę zniszczono. Rakieta spłynęła na bruk. Przeleciał jakiś przenikliwy strzęp szeptu.Cygan? Cygan. Korzystając ze światła.Zatrzymałem się niepewnie i czekałem w napięciu. toby panu chyba serce pękło. Polak Polakowi. W głębi sali ktoś z jękiem poruszył się na łóżku. zajrzałem do szafy. W powietrzu unosił się stęchły. pokruszone liście. Nie było nikogo. co oni narobili! Żebym ja był tego nie dożył. że kradną . rozkradli. otwartego w noc. nikt po jedzenie nie poszedł. Siny kwadrat okna. wszystko rozbili. Ruszyłem do szafy i czepiając się łóżek brnąłem w głąb sali. Zaszeleściły w palcach jak suche. Łagodne światło bezszelestnie spłynęło po oknie jak świeża krew. wylewały się szmaty i stłamszone leżały na ziemi.. Szykują się chłopaki na transport.ciągnął płaczliwie Cygan. Poczułem nagły przejmujący głód. trupi zapach. . piwniczny. panu Koli zabrali papierosy. . . Ukradli. urwany chichot rozpłynął się w nagłym chrzęście słomy. Podszedłem do łóżka i pomacałem ręką. zawahały jak rozkołysana woda i podniosły się do góry. Panie Tadku. gniły i rozkładały się dalej. Usiadłem. Ścisnąłem z żalu zęby i 60 .A jutro transport i znowu jeść nie dadzą.Wpadli do sali. Wygarnięto z niej wszystko.Nikt nie przyniósł kolacji? .rzekłem drwiąco. Książki pana porozdzierali. błysnęła silniej czerwienią i zgasła. nikt nie pilnował . Rozbite szkło zachrzęściło pod nogami. skorupy i książki. jakby były zabite. . Palce przeszorowały po szorstkim sienniku.Nie było nikogo. nie dziwota. . zlituj się nad nami. Oparłem się o stół. Ledwo garnitur wybroniłem. żebyś pan widział. Strzelano z wysokiej wieży koło bramy. porozbijane i poszarpane. rozkwitł jak olbrzymim kwiatem . Pod głową go miałem. sienniki. zachłystując się słowami jak płaczem. Namacałem krzesło. jak mnie tak wszystko pieruńsko boli! . Umilkło. zduszonych książek. Z szaf.Cygan. . . . bracie.Ten naród ludzki. jakby te szmaty. O Boże miłosierny.zapytałem z ogromną ulgą. Cienie zachwiały się. jesteś? . I mnie buty wzięli.krzyknąłem z rozpaczą. tobyś dzisiaj także nakradł. Na dnie domacałem się w garnku ocalałych płatków kartoflanych.powtórzyłem machinalnie. Pod nogami szeleściły zwały podartych.

Posłuchaj pan.Nie kłam. . .ucieszyłem się uprzejmie.Uczułem znowu. Boże.Niech się tata martwi o siebie.Tak pan myśli? . razem bukietem spłynęły na ziemię. neonowym światłem i zapadła się w mrok.Tam . jakby pan pochodził. Mnie podłożyli. udało się panu wrócić? .Ja tam sobie radę dam.Przecież Kolka chciał jechać do Włoch . . Jemu się przydadzą. Potoczyła się z brzękiem po betonie. aparat fotograficzny zabrali i pieniądze. Czarna twarz Cygana powlokła się jak rtęcią trupim. bo ci znowu mordę nabiję. bo pojechał do pana generała Andersa. Samo nie przyjdzie.O.kopnąłem walający się pod nogami czerep miski.westchnąłem zazdrośnie.machnął ręką w 61 . jak tata chował . szykują się. Czerwona rakieta znów rozjarzyła się na granatowym niebie. O.ale nie barana. Powiedział.Ale pan ma szczęście .A jutro? Jak będzie transport? . pochlipując. Już on ich zakapuje. aby dziś.No. szykują się do obrony . ..ostatnie słowo zachrypiało w ziewnięciu. to się w Polsce spotkają ze Stefanem.. . .zaklął Cygan. .A pan Redaktor przyszedł i książki z pana szafy także zabierał.Przywiózł pan co? ...Pan by też mógł mieć.O jutrze będziem jutro gadać . a z ciemności wydobył się oburzony kobiecy pisk.ciągnął monotonnie Cygan.Przywiozłem .Redaktor? Co mi zupy dawał? Pojechał! Jednak pojechał! Beze mnie! .odezwał się z dołu syn chorążego. Sameś pieniądze ukradł.odparł .dodał z lekceważeniem.Niemrę kupiłem. .A panu chorążemu szafkę rozbili. nie kłam. .A mówili. . . . .Chłopaki się nie dadzą. że pana chorążego i pana Kolę za karę do Polski odeślą.burknął syn chorążego. .Ale. . . to szkoda zostawiać..A pan chorąży siedzi w bunkrze i pan Kola siedzi w bunkrze . Pogmerał. Przeciągnąłem przez dziurę. A pan tylko w książkach siedzi. Głupi nie będę i w transporty do Polski nie pojadę . . Podpatrzyłeś. Znajome kowboje na warcie stali.Szykują się. parszywy Cyganie. . Boże. żeby im tak w boku szykowało . że pan pewnie nie wróci. Łóżko zaskrzypiało z pasji. obok wykwitły zielone.zawołałem w zdumieniu. . ..zapewnił z przekonaniem. To lepsze od barana.Tatuś martwił się o pana. jak głupi bić się . Grunt. że jestem głodny. . pomarańczowe i żółte.

. jakby w zadysz-ce.Grunwald robią. rozpryskiwała się na niebie. A granatów. i dobra. to się wyjdzie. bo szkoda.. dotarłem do drzwi. Niebo grało wszystkimi kolorami. Wstałem od stołu i brnąc po książkach. Wparł we mnie świecące odbiciem rakiet oczy. Ile chłopaki brauningów mają. jak jechaliśmy do Dachau. żeby jej jutro nie znaleźli. prowiantowego albo sekretarza . . wielkie zmartwienie . do następnego razu! . Naraz otwarto je z drugiej strony i z czarnej nory korytarza zamigotała w świetle żółtej rakiety ostra.krzyknąłem histerycznie. .rzekłem z pogardą. .stronę rozświetlonego rakietami podwórza. opadł z westchnieniem na łóżko i wsadził rękę pod koc. puszystych włosów. Lecz tylko owinął kobietę kocem aż po czub jasnych. to pan kowbojów poprosisz. Co. panie Tadku? Leżał odkryty i oddychał ciężko jak zdychające zwierzę.poradził syn chorążego .A niech ją złapią. że będę się złodziejami zajmował? Szkoda. Syn chorążego zachichotał i pokręcił się na łóżku. jakby chciał wstać.odezwał się Cygan. .Grunwald robią .Co ty sobie wyobrażasz. Fontanna rakiet przepływała przez powietrze. .O. tobyś nie miał kłopotu dzisiaj .. jak pluną. a błyszczące okulary nabiegły różową poświatą. 62 . Uważaj pan.dodałem łagodniej.a jak się skończy.rzekłem do syna chorążego. ciemna twarz o wpółotwartych ustach. Rakieta spłynęła w dół.Profesorze. że tylko rakietnice na Grunwald? Jak ustawią ze dwa cekaemy na strychu.Idź pan na Grunwald . Tam są meliny. które nabiegało raz po raz granatowym sokiem. . to pan! . to się pan tu prześpisz.Podobnież do Koburga transport ma iść .Jutro mieli go powtarzać. . Ale my zrobimy lepszy. Jak skończą akcję.Bo co innego robić? . Będzie mi potrzebna albo co? A może pójdę z nią do chłopaków i będziemy siedzieć na strychu. . Czerwony dach koszar mienił się upiornie na tle nieruchomego nieba. że ciebie nie udusiłem. a rozpylaczy! Co pan myślisz. kiedy ja taki chory? Może mnie nie wezmą? Pan umiesz po angielsku. a karabinów. opadała rozżarzonymi kroplami na dno ciemności. Potem będzie łatwiej o jakąś funkcję w obozie. że ich diabeł nie znajdzie. Podprowadziłem go do stołu. okeje nie uciekną? Podniósł się na łóżku. jakby nafosforyzowane.Jak ja pojadę.Sam muszę się schować przed transportem.głos mu nieco drgał. . Bo ja mięso idę gotować. W czarnej zapadłej twarzy błyszczały niesamowite.

Przy mnie zastrzelili ją. Moja sąsiadka z domu. co przyjechała z Pilzna. wspinały się po twarzy i przez sufit uciekały za okno. . pokiwał głową.zawołał Profesor. Zadbałem dla pana o dobre miejsce przy ognisku. Oczywiście. Jak wyjeżdżałem we wrześniu. doprawdy . Czy to nie wszystko jedno! Konwenanse towarzyskie? Tu! W przeddzień transportu? I tak jutro nie spotkamy się więcej. Gdzież pan był tyle czasu? Klepnął się po kolanach.. Przedarty leżał na ziemi drzeworyt z bohaterskich. Zerwałem się z łóżka.Zastrzelili ją . z rzadka porosłych czarnym włosem kolanach przesuwały się kolorowe cienie. były takie z kremem.powtórzył jakby sennie.zdecydował się.. dawniej. Wie pan. .rzekłem niespodziewanie dla samego siebie. kupowałem jej ciastka. patrz pan .rzekł Profesor. że się spotkamy. ..rzekł po chwili. wesołych i chwalebnych przygód Sowizdrzała. . Nie znalazł. . Sięgnął do kieszonki.Miałem przecież być u pana. Nie na tej.Cóż robić? .Zajrzał mi w oczy. A pan mi o Grunwaldzie.Pomilczał.Gdzieś łaziłem po obozie. jakby wychodził z wody. . . .To ja byłem z nią.A teraz. Tylko. to na innej łące . gdzie byłem..rzekłem słabo..wrócił do swojej ulubionej myśli.Chodźmy na Grunwald! .uderzył mnie dłonią po ramieniu . Poszła na spacer. . Westchnął ciężko i podparł głowę rękoma.Szukał mnie pan? Profesor był wciąż w skórzanym tyrolskim stroju. ciężko dźwignął się. Zaciągnął się papierosem. Truskawka na czubie? . Opuściłem głowę i zapatrzyłem się w podłogę. Zaraz się zacznie. napędzając czerwień w wargi. Pogrzebał w niej natarczywie. Byłem z nią w lesie . już ją obmacywałem i co za nieszczęście. Puszysty kłąb dymu błysnął różowym podbrzuszem i wypiąwszy siny grzbiet rozpłaszczył się pod sufitem. .naraz zesztywniał wpół słowa. Kolegowałem z jej ojcem .jaka wypierśna kobieta! Już ją prawie miałem w ręku. dziewczyna z nagimi piersiami grająca pod ścianą na gitarze. ogarniały bawarską koszulkę.Ta pańska sąsiadka? .zastrzelili ją na bramie. Brązowy jeleń. wytłoczony na pasku łączącym 63 .. Sięgnął znów do kieszeni. . kładąc się słabym refleksem w rozpadlinach twarzy.Co za nieszczęście! . czy przypominam. zakołysał się i chwycił mnie za ręce. odrzucając niedopałek .Ziemia jest mała! . . pokruszony papieros przewinął się przez palce i rozżarzył się w ustach nikłym płomieniem.dodał tonem wyjaśnienia. Profesor podniósł głowę. niepewny.Szukałem .Nie wiem.Ta. Nieraz. . . Zmięty.. była jeszcze dzieckiem. Po białych.

chudy. pęczniała od środka.dodał niecierpliwie.szelki. .odezwał się z kąta syn chorążego .Zobacz pan. prawda. buchnął nagle rudy płomień. W czarnej misce podwórza. wyrywając ręce z uścisku.Grunwald. cha! .zapiał Profesor. jakby jej kto smoły nalał. ściany. . cha. ale gruźlicę.Wychyliłem się za parapet. Cała sala.Kręci się. a łóżko zachrobotało. . zgasła wraz z ostatnią rakietą i poszarzała jak wystygły popiół. cha. cha. cha! Nagle zachwiał się. obrzydliwe kolorowy. .wołał niecierpliwie.Profesor wyprostował się.Cha. Chodźcie wszyscy na Grunwald! Za oknem. wielki. który zgasił rakiety. w kątach ust. niech i ona zobaczy. czerwień bełtała się z zielenią. a na ich miejsce wylewały się różowe. stoły. .dusił się dobrą chwilę od śmiechu. a światło nabiegło mu natychmiast w otwarte usta i zakotłowało się w nich różnobarwnie.Trząsł się całym ciałem od śmiechu. cholero . . cha.Leż. cha. . cha.rzekł prosząco. cha! A pan z nią! Młodości! Młodości! . pod oczami. cha. naokoło drgającej bani płonącego stosu. Dziewczyny nie dostałeś. niebieskie i żółte światła i osadzały się pod brodą. leż. cha! Cha. który rozbity wiatrem rozwiewał się jak grzywa pędzącego konia. szły razem ku czołu.Profesorze. w mroku. mieniące się banie. drgał w świetle rakiet jak żywy. zakasłał się gwałtownie i schylił się ku ziemi. książki mieniły się i wirowały jak jaskrawe kule. Pociągnął mnie do okna. którą zaraz wysysała ciemność. podpływały pod sufit. Twarz Profesora grała wszystkimi kolorami tęczy. że będę spał z nią dzisiaj. jakby Profesor dusił się od światła. I Grunwaldu nie zobaczysz. charcząc. Błyski ognia ślizgały się po twarzach i nasycały je krwią. ryknął ogromnym.Weź pan dziewczynę. niech pan przestanie! . .A ja myślałem. Przyszykowałem kolację.Przecież to była taka zwyczajna! Ja ją chciałem! Cha. Cienie drzew wydłużyły się aż ponad dach i chwiały się jak świece. miski. policzki wydymały się jak szkliste. .krzyknąłem. cha. Kolorowe sienniki. a 64 . Obrócił się ku sali. Twarz powlokła się meduzim blaskiem. Na kościstej twarzy Profesora światła mieszały się i nabrzmiewały. huczącym śmiechem. Grunwald! . ściskając mi coraz silniej ręce. kołysała się jak okręt.Chodźcie wszyscy .Widzisz.Chodźcie wszyscy na Grunwald! . puchła. stał milczący tłum. Profesor .nie trzeba było kochać się na starość. . wypełniona światłami. polizał czarne okna jak łaszący się pies i rozkołysał sobą mrok jak dzwon. . Nawet prześcieradło dostałem! Cha. . w zagłębieniach uszu.Pan oszalał! . zobacz pan! . Nagle puścił ze świstem powietrze i rozwarłszy szeroko usta. jak farby na portrecie. . Suche deski płonęły z trzaskiem.

) . mały.To pali się kukła SS-mana. Kind125 . bił w nozdrza i wdrażał się w ciało. . . dziecko 65 . gorącym oddechem.. . Syn chorążego wstał z łóżka i przyczłapał nagi do okna. zatrzęsienie kwiatów! . . przykryte powiekami.Was ist los? . maleńki ołtarzyk. dźwignął z wysiłkiem i wśród okrzyków tłumu cisnął człowieka w ogień. odziana w mrok. gruby.Ruhig. Kind (niem. Odgarnęła włosy znad czoła. Aż się wylewa. Dyszała mi wprost w kark parnym.usta jej skrzywiły się. Wparła się we mnie całym ciałem. . Zgasły.patrzcie na ognisko! Na to czekam. . Czarny Cygan podparł się na łokciu i z zazdrością patrzył za okno. Z tłumu wytrząsł się ksiądz w sutannie.My jesteśmy tuż przy nich.A my? . brudnym dymem.warknąłem przez zęby.zaszeptała szczękając zębami. Powiało gęstym. Ciepłe ciało dziewczyny przylgnęło do mnie szczelnie i drżało z podniecenia i strachu. Wiatr odparł dym. Patrzcie! . Dziewczyna w nocnej koszuli sunęła za nim cicho jak duch.na krematoria i na kościółek. ruhig. sami SS-mani! Rozmiesz pan? A kwiatów pod krzyżykami.krzyknął drapieżnie .odpryski odlatywały w mrok. Ksiądz ujął go za ramiona. na krzyżykach klepsydry. jak człowiek zdechnie. spokojnie. Spokojnie.rzekł łagodnie Profesor.Pies z kulawą nogą nie zadba. Amboneczka.I na martwą dziewczynę .Profesor już się opanował. jakby błogosławił. Hełm z brzękiem spadł na beton dziedzińca.W oczach jego płonął rudy blask ogniska..mruknąłem z ubolewaniem.Człowiekowi wciśnięto z powrotem hełm na głowę. A pod jedną ze ścianek krzyżyki. prawie surowo.powtórzył Profesor w zamyśleniu. Pełno Boga. .Was ist los? .Spokojnie. Światło rakiet umilkło.Tak Niemcy czczą swoich umarłych. ogarnięty blaskiem jak czerwonym 125 Ruhig. Tłum buchnął śmiechem. Ja tam codziennie chodzę. . w okieneczkach krateczki. . Podnosił się od niej zapach. sentencje z Biblii na ściankach. ruhig. Pogłaskałem ją uspokajająco po chłodnej dłoni. Twarz stojącej obok mnie dziewczyny poszarzała jak popiół. My. .Był pan w kościółku w osiedlu niemieckim? Nie? . Biały kołnierzyk ściskał rudą szyję. . Ksiądz podniósł obie ręce. Ogień przygasł. Sięgnąłem dłonią do tyłu. Wczepiła we mnie kurczowo palce.To nasza odpowiedź . stała się znowu ostra i zmęczona. płomień bryznął pod niebo. Mówił poważnie. . Oczy jej jak dwa węgle żarzyły się przerażeniem.My? . to Grunwald! Na stos dorzucono świeżych sosnowych gałęzi. Twarz jego. Gdzieś w głębi ciemności wywleczono człowieka w mundurze esesmańskim. Przed tłum wystąpił Aktor. .

zamazanych cieniem drzew. który wszystko miał zniszczyć i rozproszyć bezpowrotnie ludzi głucho. Naraz Profesor zarechotał po raz drugi śmiechem. Ze strychów odezwały się długie serie karabinów maszynowych. on podniósł ramiona w górę. żywi. idźmy z żywymi.. cha. trysnęło bengalskimi ognikami i spadało kroplami na ziemię. jak spod olbrzymiej skorupy na wpół otwartej ostrzem ognia.Niech umarli grzebią umarłych . dźwignął głowę ku ciemnym dachom koszar i dał znak. zanurzone w tygiel rakiet. Tłum. w przededniu transportu. cha cha! Żywi z żywymi.rzekł w zadumie Profesor. Buchnęły kaskady rakiet. szedł Batalion i śpiewał. zajaskrawił się wraz z całym podwórzem. znów nabrzmiały i napęczniały. . 66 . uciszył krzyczący tłum.. . cha. Tak jak oni. Dymne pociski szły popielatymi smugami przez niebo jak stada dzikich gęsi. które jak podlane naftą rozrywały się słupem płomienia i skręcały się w tym ruchu jak żywe. między kamiennymi ścianami budynków. jednym gestem dłoni rozszczepił go wzdłuż szerokiej ulicy. Spod jej cienia. które kłębiło się i wirowało jak gnana wiatrem bańka mydlana. . i podczas gdy ksiądz ciskał w ogień coraz to nowe kukły.Żywi z żywymi! Cha. . Niebo zapaliło się jak choinka. zacięcie wbijając w beton takt. po dziedzińcu poesesmańskich koszar.My. objęty pożarem rakiet. na którym w rocznicę bitwy pod Grunwaldem rzucano na stos słomiane kukły żołnierzy z SS. cha.płaszczem. cha! Cha.Policzki jego. na zawsze! Patrzcie! Wyciągnął rękę w stronę hali tonącej w mętnym mroku.

[Monachium] 1946.albo prycza. Otoczeni nimbem zbrodniczości (niektórzy mieli na sumieniu po kilka tysięcy zamordowanych) ograniczyli się z czasem do wygodnej funkcji reprezentowania bloku wobec esmanów. dwupiętrowa konstrukcja do spania. przeważnie Polacy (np. Byliśmy w Oświęcimiu. ABGANG .OKREŚLENIA OŚWIĘCIMSKIE∗ Odrębność i egzotyczność socjalna środowiska. „Z naszego bloku odszedł dziś abgang trzydziestu ludzi”. codzienna czynność. bo nie wytrzymam”. zbudowane przez więźniów piętrowe domy. używanych w Oświęcimiu. W tzw. dbał o porządek bloku. Krystyn Olszewski. z wyjątkiem tych. Inne dorywcze zajęcia: poszukiwanie zbiegłych więźniów (w obrębie wielkiej postenketty). urzędowy język niemiecki . również pojedynczy człowiek. pozostawiając właściwą władzę szrajberowi i sztubowym. Podajemy znaczenie niektórych określeń. dołączony był do książki: Janusz Nel Siedlecki.Barak obozowy. „Jazda z bloku na apel!” „Blok szósty do odwszenia!” BLOKOWY . ze szpitala na obóz. co siedzieli w bunkrze lub leżeli w szpitalu. Był odpowiedzialny za zgodność apelu. „Chodźmy na apel”.oddział roboczy. Sławni byli blokowi z kwarantanny z Birkenau.więzień. „Czy zgadza ci się apel” . oczekuje swego kodyfikatora. W Birkenau były to prawie bez wyjątku drewniane. Również stan bloku wzgl. ARBEITSKOMANDO . nadzorował wydawanie jedzenia. 1825 Franek Karasiewicz. która odchodzi z bloku na blok.zbiórka. Starym Oświęcimiu były to solidne. Tadeusz Borowski. „Jak ci idzie na nowym komandzie?” „Muszę zmienić komando. że antreten?” „Idziemy na antreten”. Życie obozowe składało się z dwu momentów: kiedy więzień chodził sam i kiedy chodził w szeregu. Każdy więzień był przydzielony do jakiegoś bloku. Prominenci spali w dowolnie wybranych przez siebie blokach. z obozu do szpitala. końskie baraki. APEL . „Nie słyszysz. które być może ułatwią zrozumienie pewnych partii tekstu. przemieszanie się wielu grup językowych. BUKSA .blokowy do szrajbera. „Ilu masz abgangów?” ANTRETEN . W braku innych *∗Słowniczek opracowany przez Tadeusza Borowskiego. przełożony bloku. przy którym musiał stawać na apel. paczek itp. Święta.cowieczorne liczenie stanu w obozie.grupa. Oficyna Warszawska na obczyźnie. obozu na apelu.wszystkie te czynniki złożyły się na powstanie swoistego języka obozowego. wymierzanie kar cielesnych przy oficjalnych egzekucjach itp. Określone komanda zajmowały określone bloki. Wydanie krajowe: MON Warszawa 1958 67 . BLOK . który. nr. Każdy więzień był przydzielony do jakiegoś komanda. podobnie jak język konspiracji.

łatwiej będzie wytrzymać do jutra do obiadu”. to. Śmierć. Gaz ten był wyrabiany przez prywatną firmę niemiecką. bo dostaniesz durchfallu”. co Anglicy nazywają pillbox. jak na cygańskim!” CULAGA . „Nie pij wody. używany w komorach gazowych.dodatek żywnościowy dla pracujących. to bunkier murowany”. można uciekać”. muzułmanie. W olbrzymiej większości wypadków nie leczona i nieuleczalna. Na górze można było stać.początkowo składy rzeczy prywatnych więźniów. EFEKTY . przebywano w nich w pozycji leżącej. przez długie tygodnie. rychło stracili wszelkie prawa i pozory praw ludzi internowanych i masowo padali ofiarą głodu. od piętnastu do dwudziestu pięciu minut. Zwykle bardzo luksusowo urządzone (w skali bezwzględnej).pokoiki dla blokowego i szrajbera. z całej Europy internowani w Oświęcimiu. bracie. aresztowany w obozie za przestępstwo (handel. nielegalny list). BUDA . trwała. stał dotykając karkiem sufitu. „Zwłaszcza że pobudowali naokoło obozu bunkry.gaz. Później również cały 68 . „Nie hałasuj. Każdy był w walce z durchfallem zdany wyłącznie na siebie. toteż zajmowali ją tzw. klasyczna choroba obozowa. „Nie ma to. „Na durchfall najlepszy chleb spieczony na węgiel”. ale jak złapią. Klasyczne miejsce ucieczek. Wstęp do nich był dla więźnia z bloku oczywiście niemożliwy. trudniące się głównie rozbiórką samolotów. w której więzień. sonderkomanda. bicia wszy. strąconych nad Niemcami. DAW . jak opowiadali Żydzi z tzw. Walka ta jest jednym z nie napisanych eposów Oświęcimia. pisania listów do domu i organizacji. oskrobywania się z błota. Również stanowisko ochronne dla straży obozowej. siedzieć.konstrukcji w bloku (i miejsca na nie) miejsce do załatwiania wszelkich czynności człowieka (prócz wydalania): jedzenia. postrach wszystkich więźniów. dyzenteria.obóz cygański. „Tak.biegunka. zamiast pięciu minut. ciężkie komando. Jak przejdziesz przez nie w nocy?” CYGAŃSKI . CYKLON . BUNKIER .kryjówka. zbudowane na przedzie bloku. brudu. „Dzisiaj culaga. „Syrena buczy. wieszać ubranie na belkach. chorób i barbarzyńskiego traktowania esmanów i obsługi obozowej. blokowy śpi w budzie”. pewno znów ktoś uciekł z DAW”. wygrzebana w ziemi przez planujących ucieczkę więźniów. dnie i noce. DURCHFALL . odarty koc na plecach od zimna. Parter i pierwsze piętro tej konstrukcji podobne były do pochyło leżącej szuflady. próba ucieczki. W roku '44 ze względów oszczędnościowych obniżono jednorazową dawkę. „Idę na cygański”. Cyganie. Również cela z cementu. lepsi goście. „Byle bunkier był.Deutsche Abrüstungswerke.

już po drugim gongu”. ilość ich może być obliczana na setki. „Co się tak pchasz jak 69 .tyfus plamisty. tobyście zobaczyli”. niekoniecznie oficjalnie dobre (pipel u blokowego. nietyfusowych blokach szpitala. „Powiem kapie.ropień śródmięśniowy. „Teraz to w obozie jest kanada. premie i . tak i tak pójdziemy do gazu”. „Jak ci kapo mówi. „Panie fleger. jak będziesz na efektach”. snu. dostał się na funkcję”. przychodzących do obozu i do gazu.osobny odcinek obozowy. KANADA . rozdawał zupę. niestrudzonego tropiciela wszy i chorych na tyfus. handlu.komora gazowa. fleger w szpitalu etc.jak mówiono ironicznie w obozie. „Kanada idzie na rampę”. czy istniały komanda zasadniczo złe (Weichseldurchstich) i zasadniczo dobre (pracujące np. Pilnował roboty. Ponieważ każdy większy obóz koncentracyjny posiadał własne komory gazowe i krematoria. W pamięci wielu fleck wiąże się z osobą drą Zenktellera. GONG . to masz to zrobić”. „Przynieś mi ładną koszulę.symbol dobrobytu obozowego. trzeba było wcześniej przyjechać. „Wstawać. Architektura dwudziestego wieku! „Cały transport poszedł do gazu”. „Ma chłopak szczęście.kije. trzecia klasyczna choroba oświęcimska. miejsce wypoczynku. podobnie jak durchfall przez długie lata predestynowała ludzi do komory gazowej. w którego blokach leżały (i gniły) bogactwa zabrane transportom idącym do krematorium.). FLEGER . że nie chcesz robić”. FLECK . HOLZHOF . do snu. FUNKCJA . którzy byli ukrywani przez przyjaciół flegerów na innych. na obozie kobiecym). Również komando pracujące przy transportach. „Co się martwić. lepsi goście.synonim krematorium i śmierci w komorze gazowej. Do czwartego kwietnia 1943 wszyscy chorzy na fleck szli bezwzględnie do komory gazowej. tudzież wiadomych stosunków ze swymi piplami. wody!” „Fleger jest ważniejszy niż doktor”. odpowiadał mniej więcej funkcji sztubowego na lagrze. skład drzewa. Dobroć komanda mierzono głównie tym.słynne komando muzułmanów. druga klasyczna choroba oświęcimska.„w charakterze dymu przez komin” .pobudka.dobre stanowisko w obozie (nie na komandzie!). więzień kierujący grupą roboczą. Z reguły każdy kapo miał własną budę na polu. na apel. goniec.sanitariusz w szpitalu. Przez parę niewielkich sal oświęcimskich przeszło w ciągu paru lat parę milionów ludzi i wyszło . GASKAMMER . Posiadał nieograniczoną władzę nad więźniami. sygnał do pracy. pijaństwa i konszachtów z esmanami.(capo). czy kapo jest dobry. FLEGMONA . KOMIN . KAPO .

takie sprawy też były brzemienne w konsekwencje. najzupełniej dojrzały do komina. mający swego kapę.szpital. KRĘCĄ . Wieczorem ładowano trupy na samochód z podnoszoną platformą. wytatuowany na lewej ręce. aby numer. dopasowane do figury pasiaki były oznaką dobrobytu. ZLAGROWANY . że byli kiedyś „także” muzułmanami.zdobywanie środków utrzymania poza porcją. niechętnie przyznają się do tego.człowiek. Żadne objaśnienia nie mogą oddać pogardy. gdzie nie chodziło o kawałek oddartego koca.oddział roboczy.doniesienie.obóz (domyślnie: koncentracyjny). Organizator. ani woli do dalszej walki o życie.Żyd do komina”. o ukryte między belkami złoto. lubujący się w autobiografiach obozowych. flegmonami lub kręcą. piętrami.kostnica obozowa. Nieraz całe zarażone bloki szły do gazu (np. LAGER . 70 . z jaką muzułman był traktowany w obozie przez towarzyszy. o kobiety.świerzb. MUZUŁMAN . palenie papierosa podczas pracy czy nieumycie miski . o dochodowe funkcje. lecz szło o dawne porachunki starych numerów. Każdy trup miał kartę zgonu.ognia. ORGANIZACJA .człowiek całkowicie zniszczony fizycznie i duchowo. był dobrze widoczny dla esmana.ubranie obozowe. LEICHENHALLA . Dobrze skrojone. KRANKENBAU . „Jesteś zupełnie zlagrowany”. Nawet więźniowie. który sprawdzał identyczność zmarłych. PASIAKI . MELDUNG . przed krematorium wysypywano je automatycznie. gdzie układano plon dzienny we wzorowym porządku (trup przy trupie. funkcji i dobrego samopoczucia noszącego je więźnia. zazwyczaj z durchfallem. nie mający ani sił. słynne KB. dozorującego esmana (komandoführera) i pracujący przy określonej robocie lub w określonym miejscu. głowa między nogami. który myśli tylko kategoriami życia obozowego i postępuje wg moralności obozowej. obojętnie jak: uczciwie (z kuchni SS. wysoki na wysokim). człowiek oswojony z tym trybem życia. System donosicielstwa był szeroko rozgałęziony wśród więźniów. miał nieraz potężne bogactwa i cieszył się zawsze pełnym poważaniem i zawiścią obozu. reszta była sprawą Żydów z tzw. że z pokrzyw) w szaro-niebieskie pasy. z rampy) czy nieuczciwie (z porcji kolegów). sporządzone ze specjalnego materiału (powiadali. „Pozbieraj te klamoty!” KOMANDO . z efektów. „Masz kręcę? Posmaruj się herbatą”. przed wywiezieniem do krematorium układano trupy szeregiem na drodze obozowej w szpitalu tak. czwarta klasyczna choroba oświęcimska. sonderkomanda i . odzież. zwłaszcza tam.graty. z FKL). KLAMOTY . karny raport.

„Co wy. co przeżył”.sala albo część bloku. ubrań. otaczając obóz w promieniu kilku km. nadzwyczajne umiejętności życia obozowego. złożone wyłącznie z Żydów i pracujące w krematorium przy gazowaniu i paleniu ludzi. Tak wisi się godzinę. Oficjalny tytuł obozowy (z dodatkiem numeru). zwanych także milionowcami. który nie używał wyrażenia „KB”.szpital. Całość operacji zwie się „słupek”. PROMINENT . dwie. „ochronny”. zamknięty na wszelki wypadek.niski numer. „Jestem na szóstym bloku.albo „lepszy gość”. Ręce wychodzą ze stawów. więzień na dobrym stanowisku. ścięgna pękają. elegancki. Blockführerzy. on wam może powiedzieć. najedzony sardynkami. Mała postenketta stała w nocy przy drutach obozu. STÓJKA .PIPEL . SONDERKOMMANDO . nieczystości. POST . „zlagrowany”.przez związane z tyłu ręce przewleka się sznur i podciąga się więźnia przez kółko w słupie lub w braku specjalnego urządzenia po prostu przez poprzeczną belkę w bloku. oznaczający zasiedziałego w obozie więźnia. stosunki z kobietami. Wielka postenketta stała w dzień (w razie ucieczki całą dobę). REWIR . Źródło czci i poszanowania przez inne stare numery oraz młode numery. pchany przez ludzi.komando specjalne. SCHUTZHAFTLING .stanie na przedłużającym się apelu. patriotyzm lagrowy.wóz. Zwykle dzieciak ocalały z żydowskiego transportu. ROLLWAGA . Określenie o lekkim odcieniu pogardy. etc.wartownik. jak nie Sonderkommando?” STARY NUMER . milionowcy. SŁUPEK . Najdłuższa stójka oświęcimska: dwa dni. ale tylko w gwarze obozu kobiecego. Nikt o sobie nie mówił. sztuba trzecia. więźniów później przybyłych do obozu. Odpowiednik kobiecy: kalifaktorka.o ile ich złapano. SZTUBA . wiecie o obozie! Zapytajcie jakiegoś starego numera (!). esman. że jest prominentem.łańcuch straży otaczający obóz lub miejsce pracy. „Kto ma mieć złoto.) . którzy nadzorowali życie wewnętrzne obozu. POSTENKETTA . Obsadzenie najlepszych funkcji obozowych. na górnej 71 . Do przewożenia zupy. byli odsyłani „na posty” za wykroczenia (handel. mający wszystkie chody otwarte. W obrębie obozu nie było zwierząt pociągowych. to jest ci. chleba.chłopiec do posług u blokowego lub kapy.więzień polityczny. Czysty. trupów z obozu do szpitala używano ludzi.

esman.przez blokowego. „On ma czerwony winkel. VERNICHTUNGSLAGER . Ponieważ odwszawiano w niej również rzeczy. Odbywała się mniej więcej regularnie co dwa tygodnie.składy obozowe.łaźnia. odwszalnia.zasadniczo umywalnia. ludzie pracujący na zaunie posiadali wszystko. Nieograniczona władza nad więźniem. „Wszyscy poszli na szpilę”. choć były okresy (np. Pozostał nie wykończony do końca obozu. TOTENMELDUNG . oznaczający rodzaj przestępstwa.szpital SS. ZIELONY . VORARBEITER . ZAUNA . oraz przez cały czas trwania szpitala pozostawał punktem zbornym dla muzułmanów.pomocnik kapy. co Anglicy nazywają foreman. VERTRETER . magazyny. gdy z powodu przeciążenia krematoriów i komór gazowych wybiórek na lagrze nie praktykowano. Wydawał jedzenie. TRAGA . Podobno urzędowe określenie Oświęcimia. Również pudło do noszenia chleba.lub jeśli śmierć nastąpiła w obozie .zastępca blokowego. urządzanych przez pewien okres w szpitalu. Jednakże często służył do innych celów.komendant sztuby. to. nie chodził na komando. przywożone przez transporty a używane przez więźniów. a noszony przed numerem obozowym na lewej piersi. lato '44).obóz wyniszczający.nosze. którzy odprowadzani do waschraumu po wybiórce ze wszystkich bloków szpitala. Kobiety były strzyżone (do nagiej skóry) i dezynfekowane 72 . W aktach więźniów zagazowanych: „przekazany do postępowania specjalnego”. gdy blokowi reprezentowali blok). Podaje czas i powód zgonu. WYBIÓRKA . rozumie się. wystawiany przez szpital . Waschraum w Starym Oświęcimiu był widownią walk bokserskich i zapasów. SZTUBOWY . Faktyczna władza na bloku (w okresie. którym uśmiercano w pierwszych latach muzułmanów w Oświęcimiu. od złota do książek. WASCHRAUM .akt zgonu. nazwa komanda. WINKEL trójkąt kolorowy. położony w obrębie wielkiej postenketty. odjeżdżali wieczorem samochodami do gazu. Również nosiłki do dźwigania ziemi. TRUPPENLAZARETT . Dosyć rzadko używane. a jest gorszy niż kryminalista”. SZPILA . dbał o czystość sztuby i.dosercowy zastrzyk fenolu. Waschraum w Birkenau był miejscem rewii. UNTERKUNFT .czyli selekcja muzułmanów do gazu.buksie”.

wyłącznie przez mężczyzn. 73 .