TADEUSZ BOROWSKI

WYBÓR OPOWIADAŃ

SPIS TREŚCI
WSTĘP......................................................................................................................................... MATURA NA TARGOWEJ......................................................................................................... POŻEGNANIE Z MARIĄ........................................................................................................... CHŁOPIEC Z BIBLIĄ................................................................................................................. U NAS W AUSCHWITZU........................................................................................................... LUDZIE, KTÓRZY SZLI............................................................................................................. DZIEŃ NA HARMENZACH....................................................................................................... PROSZĘ PAŃSTWA DO GAZU................................................................................................. ŚMIERĆ POWSTAŃCA.............................................................................................................. BITWA POD GRUNWALDEM...................................................................................................

OKREŚLENIA OŚWIĘCIMSKIE......................................................................

WSTĘP
W literaturze polskiej czasu wojny i powojnia, bujnej i różnorodnej, Tadeusz Borowski był postacią wyjątkową. Choć żył zaledwie 29 lat i pozostawił po sobie dorobek ilościowo niewielki, nie dopełniony, nie pozbawiony wewnętrznych sprzeczności - trudno przecenić jego wartość i znaczenie. Za życia był pisarzem czytywanym, frapującym, lecz przede wszystkim spornym. Prawie każdy jego utwór, każda książka wywoływały dyskusje i sprzeciwy. Krytykowano je, i często potępiano, z różnych stron i rozmaitych powodów. Skoro nie dawało się tej twórczości potraktować obojętnie, dość powszechnie doszukiwano się w niej wybujałego młodzieńczego nihilizmu. Borowski nie ułatwiał zrozumienia swych dróg: rozrzutnie szafował własnym pisarstwem, potępiał sam siebie, miotał się wśród sprzeczności swego czasu i swej psychiki. Trzeba było dopiero jego samobójczej śmierci, zebrania ocalałych utworów i wyświetlenia nieznanej biografii, aby z dość już odległej perspektywy czasu i nowych doświadczeń ogarnąć to wyjątkowe zjawisko i zrozumieć, czym jest dla polskiej literatury. Borowski debiutował w środku okupacji, w końcu roku 1942. Miał lat dwadzieścia. Pracował jako magazynier w firmie budowlanej na Pradze i studiował polonistykę w tajnym uniwersytecie warszawskim. Wojna przyspieszyła dojrzewanie nowego pokolenia literackiego. Wśród jego kolegów uniwersyteckich znalazło się wielu młodych poetów: Krzysztof Kamil Baczyński, Wacław Bojarski, Tadeusz Gajcy, Andrzej Trzebiński, Zdzisław Stroiński, Stanisław Marczak-Oborski i inni. Tej młodzieży zawdzięczała Warszawa pierwsze przejawy życia literackiego pod okupacją. Ale nie było jej łatwo otrząsnąć się z klęski, zdobyć jakąś nową, własną orientację ideową. Większość z nich skupiła się wokół pisma „Sztuka i Naród”, związanego z prawicową organizacją „Konfederacja Narodu”, która w okupowanym kraju snuła dalej rojenia o polskiej mocarstwowości. Borowski, podobnie jak Baczyński, mocno sprzeciwiał się tej ideologii (na tym tle rozszedł się ze swym szkolnym i uniwersyteckim przyjacielem, Andrzejem Trzebińskim). Wokół Borowskiego powstała grupa przyjacielska „esencjastów” stanowiąca w okupowanej Warszawie ośrodek lewicowej czy też lewicującej młodzieży artystycznej, konkurencyjny w stosunku do „Sztuki i Narodu”. Dla zabaw, dysput i poezji zbierali się przeważnie w baraku na Skaryszewskiej, gdzie pracował i mieszkał Borowski. Mimo grozy czasu, nie chcieli rezygnować z niczego „co ma młodości smak i poezji”. Ciężko pracując, Borowski żyje w tych strasznych latach jak w „złotym wieku”: oddaje się nauce, poezji, przyjaźni, miłości. Tym wiarom, sprzeciwom i uniesieniom poświęca swe pierwsze poezje.

W ojczyźnie nie czekało ich lekkie życie: ojciec zostaje robotnikiem w fabryce Lilpopa. We wrześniu 1939.. Dzięki wymianie przez władze polskie przebywającego w łagrze na dalekiej Północy ojca.. i poczuciem wielkości i tragizmu rozpoczynanej pieśni. gdy idąc śladem narzeczonej. jedyny w swoim rodzaju krajobraz Gdziekolwiek ziemia. w lutym 1943 roku. W parę miesięcy po debiucie. franciszkanów. do Oświęcimia. Goreją gwiazdy dławiący trupi nieba fiolet.. zakończona wyrokiem: Nad nami . Pozostał sam. wydać swój debiut i drukował go na powielaczu w składziku na Skaryszewskiej. Nic dziwnego. tworząc mroczny. Na ogół wszyscy młodzi poeci pisywali wówczas katastroficzne wiersze.Ale gdy w końcu roku 1942 Borowski postanowił. w roku 1932. że Gdziekolwiek ziemia. obrał na ten cel utwór odmienny . rozwichrzonymi „metafizycznymi heksametrami” opiewał dziejącą się Apokalipsę. Nie był to debiut efektowny: ciemnymi. Ale katastrofizm Borowskiego wyróżniał się wśród nich i znacznie szerszym widzeniem „czasów pogardy” (jak epokę tę ochrzcił tytułem swej powieści Andre Malraux). zanim rozpoczęła się wojna. Baczyńskiego. drwiący śmiech pokoleń.widzi całą jego potęgę i grozę. a przede wszystkim z tego. mając lat dziesięć. co widzieli dokoła. Żeby żyć i żeby się uczyć. we wczesnym dzieciństwie przeżył aresztowanie i zesłanie obydwojga rodziców. Wkrótce odtransportowano go do największego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego.. Rodzina osiedla się w Warszawie. pracującego pełną parą krematoriów. Na przedramieniu .cykl poetycki Gdziekolwiek ziemia. spłonęła fabryczna kamieniczka i znów zostali bez dachu nad głową. Borowskiego aresztowało gestapo. po części czerpane z przedwojennej poezji. K. i wreszcie tonem dojrzałego męskiego stoicyzmu. W środku cyklu znalazła się jedyna jambem napisana Pieśń. Synów oddano do internatu oo. w ślad za Wierszami wybranymi K.. który .choć nie poddaje się przeciwnościom losu .. trzeba było szybko zabrać się do pracy. podczas oblężenia Warszawy. w rok później wraca matka. Urodzony w Żytomierzu na Ukrainie. wpadł do „kotła”. Dramat epoki stał się udziałem Borowskiego. a zwłaszcza Pieśń. nakładały się na nie przeżycia wcześniejsze. Poezji tej nie można pojąć nie znając losów poety. a rówieśnikom ze „Sztuki i Narodu” wydały się utworami małej wiary. matka dorabia krawiectwem. nie znalazły zrozumienia u większości pierwszych czytelników. pod opieką dalszej rodziny. Zostanie po nas złom żelazny i głuchy. przyjeżdża wraz z bratem do kraju. Uwięziony został na Pawiaku.noc. na nic się nie oglądając. Wojna i okupacja nie były więc pierwszymi wtajemniczeniami Borowskiego w dramat „czasów pogardy”.

bitego. W sierpniu 1944 r. w obozie śpiewa się jego piosenkę o miłości. ciała międzygranicznego”. złożą się później na opowiadanie U nas. dostarczać jej lekarstw. niezwykłe świadectwa układają się w pejzaż piekielny („palą się ludzkie stosy jak kupy smolnych łuczyw”). w Auschwitzu. Na Boże Narodzenie 1943 tworzy w Oświęcimiu Księgę wigilijną. z pięknymi mitami europejskiej kultury: l oto. lecz próżno w oczy człowiecze patrzę szukając znaku. Amerykanie utworzyli przejściowo tzw. na przedmieściu Monachium. Już tylko łopata i ziemia. że wyszedł stamtąd stosunkowo szybko: wyreklamowano . obozy dipisów (przesiedleńców). Wyzwolenie obozu Dachau Allach przez VII Armię Amerykańską. ani w obozie nie przestaje pisać. w dawnych koszarach SS we Freimanie. Stara się z nią porozumiewać (te listy. W obawie przed konsekwencjami nagłego uwolnienia mas ludzkich.. Na tym tle.. stara się zgłębić tajemnice obozu. żeby widywać się ze swą dziewczyną.wytatuowano mu numer 119198. nie od razu przyniosło Borowskiemu wolność. człowiek i zupy litr. Wkrótce dobrowolnie porzuci szpital. leżę na pryczy baraku i chwytam. Ani w więzieniu. odtworzone przez autora. Niedaleko stąd. za drutami. W obrocie własnego życia widzi jedynie spełnienie dobrze mu znanej prawidłowości ogólnego losu. wśród pogromu wszelkich wartości i walki po prostu o życie. jakie Niemcy zegnali do Rzeszy. która „mocniejsza jest nad śmierć”. jakby był na to przygotowany. w jeszcze potworniej szych warunkach przebywała jego narzeczona. chwalca człowieka. Gdy go odratowano. następnie do Dachau Allach. jego nie pokonana liryka miłosna. cykl kolęd lagrowych. nawet te nieliczne. Borowski dostaje się do transportu. Po kilku miesiącach pracy na Budach i na Harmenzach. jak ptaka lot.). W obliczu zbliżającego się frontu Niemcy zaczynają likwidować Oświęcim. obozowych dekarzy. W wierszach i w listach pisanych do narzeczonej młody poeta. przyjaciele pozostawili go w szpitalu w charakterze flegera (pielęgniarza). Reakcja Borowskiego na uwięzienie i obozową marszrutę była dość dziwna. Jakby niczego innego nie oczekiwał. student warszawskiego uniwersytetu. w palce legendę i mit. Borowski znalazł się znów za drutami. wywożą go na jeszcze prawie rok do mniejszych obozów w głębi Rzeszy. ogromnym blaskiem świeci Sionce Oświęcimia. zapadł na ciężką chorobę i znalazł się w oświęcimskim szpitalu. wpierw do Dautmergen koło Stuttgartu. które stopniowo rozładowywali. Przypadek zdarzył. skonfrontować go ze swą wiedzą o człowieku. w straszliwy epos „ciała wędrującego. które nastąpiło l maja 1945. wstąpi do komanda dachdeckerów. (Do narzeczonej) Choć niewiele ocalało wierszy obozowych Borowskiego.

podobnie jak masom dipisów. W znanej oficynie monachijskiej Bruckmanna ukazał się pięknie. Ale przede wszystkim Borowski pisze nowe wiersze: wiersze o wyzwoleniu i o nowym porządku europejskim. przede wszystkim poszukuje swojej narzeczonej nie wiedząc. że winnym zostanie w majestacie prawa wymierzona sprawiedliwość. głębiej i głębiej. Poezja Borowskiego zieje goryczą i ironią. jakaś wielka z nimi wszystkimi śmiertelna wspólnota. dzięki sławie poetyckiej. przychodzą towarzysze lagrowi. Ale nie ma ucieczki od własnej wiedzy i własnej pamięci. Imiona nurtu (drugi. że łatwiej połączy się z nią. przepowiadająca także jego własny los: wabi trawiasta głąb. otrzymał propozycję od współwięźnia. co przeżyła Europa. niezależnie od sporów. Zbrodnie uchodziły płazem. jak roczny postój w Monachium były dla Borowskiego okresem niezwykle twórczym. Odejście poety i innych.w Szwecji. który obserwuje z niemieckiego pobojowiska. Wyzwolona Europa nie była łaskawa nawet dla zakochanych. jakie go kiedyś z niektórymi z nich dzieliły. czego doświadczył na własnej skórze. czy znajdzie ją żywą. dokąd jeszcze przed zakończeniem wojny przewieziono specjalnym transportem część kobiecego obozu Ravensbrück. jaka mu tam towarzyszyła (nie zawsze ułatwiała mu życie!). a zwycięzcy zaprowadzali w Europie swoje porządki. spodziewa się. po bibliofilsku wydany trzeci tom poetycki Borowskiego pt. Zdawało mu się. a ocalała z przygody z faszyzmem Europa przywróci swe stare tradycje wolności i demokracji.ciężko chorą . dalej trzeba pod ziemię. Tymczasem na nic takiego się nie zanosiło. Mimo szaleńczych starań. jeśli zostanie w Niemczech. Zarówno pobyt w obozie dipisów. Wreszcie po paru miesiącach odnajduje ją . wtóruje im poetyckim Wołaniem Marii.go. pachną podziemne łąki. maskowane komedią sprawiedliwości. poświęconych padłym w boju kolegom jego warszawskiej młodości. Poszukuje wielu ludzi. Borowski jakby boi się tych niebezpiecznych odruchów: pragnie swe prawa przekazać w bardziej powołane ręce i powrócić do normalnego życia. . druga wojna kończyła się oczekiwaniem trzeciej. rozstrzelani. Po latach Girs spełnił to przyrzeczenie. po tym. Po tym. nastroje zemsty i odwetu. Przychodzą na powrót spaleni. Nieobce są jej. pokusy dochodzenia sprawiedliwości na własną rękę. mimo interwencji nie okazało się to możliwe. wydania swych wierszy warszawskich i obozowych. W pięknych wierszach Umarli poeci. a przedwojennego wydawcy i świetnego grafika Anatola Girsa. Rozpisuje listy na wszystkie możliwe strony. gdy był w Oświęcimiu). skromny zbiorek erotyków wydali w Warszawie przyjaciele. gdy w Monachium powstawało Biuro Poszukiwania Rodzin przy Komitecie PCK. rodzi się. Jeszcze w obozie.

i swojej własnej. ku wspólnym grobom do ciebie. dojrzewały od dawna. trzej młodzi autorzy: Tadeusz Borowski. Do prozy nie przywiązywał większego znaczenia. zamieścił on swe pierwsze opowiadania. Po powrocie do Polski. co nocą trwożysz widmem wapiennych jam i dołów i poprzez ląd. wydanej w Monachium w roku 1946. Poezje. Po 3 latach i 3 miesiącach od chwili aresztowania. gdzie wreszcie połączyli się z narzeczoną i pobrali. Jeszcze w Monachium. kojarzy się równocześnie z „mistyczną wiarą” w moralne odrodzenie ludzkości. zatęchły gruz? Czym jesteś? Oto walczę z tobą i krzyk twój duszę. Borowski wydał swój słynny tom opowiadań Pożegnanie z Marią. mimo rozmaitych innych obaw. . groźnie za mną wołasz? Czym jesteś? Ugór czy ruina. w roku 1948.. tak teraz zlekceważonej. Byliśmy w Oświęcimiu. W półtora roku później. PIW). z powrotem do kraju. w całości opracowanej przez Borowskiego. i idę tam. napisali książkędokument pt. które zresztą w jego poezji.że przeżył! Poczucie winy obarczającej każdego. zamknęła się powrotem do Warszawy jego wielka wędrówka po zniewolonej Europie i zamknął zarazem jego wstrząsający pamiętnik poetycki.) najuporczywsza z jego muz zaprowadziła w końcu Borowskiego do ojczyzny. zapowiadanej Rozmowy z przyjacielem (stosunkowo najszerszy wachlarz dochowanej poezji Borowskiego przedstawia wydany w 20-lecie jego śmierci tomik poetycki w serii „Biblioteka poetów”. jakie jest jego właściwe powołanie. Mimo że nie spełniło się to. kto był uczestnikiem tej tragedii: A któż z was żywych śmierć widział . ani proza / tylko kawał powroza. ziemio rozstrzelanych. najuporczywsza z moich muz! Czemuż mi ciągle wypominasz spalony mur. lecz gdy przesłane do kraju i opublikowane w „Twórczości” opowiadania stały się głośnym wydarzeniem literackim i wywołały ogromny skandal . zadanie to coraz bardziej wiąże się dla Borowskiego z Ziemią rozstrzelanych. nie wydawszy nawet swego nie znanego dorobku. Wobec obojętności świata. Czym jesteś ty. za namową Girsa. Borowski nieoczekiwanie zarzucił poezję. w jakim żyje. Pochłonęły go inne zamiary. rozterek i rozdarć (co brzmi tak tragicznie w ostatnim utworze napisanym w Monachium: ani wiersz. (Umarli poeci) Wśród tych rozpamiętywań rodzi się w poezji Borowskiego poczucie winy wobec znanych i nieznanych umarłych . W książce tej.poeta zrozumiał.. w czerwcu 1946. i poprzez morze bym wrócił. na co czekał.bez winy? To poczucie winy ocalonych. i wołanie. które za ich sprawą musi mimo wszystko nastąpić.aż do was wstąpię. Krystyn Olszewski i Janusz Nel Siedlecki.

Ale w swych opowiadaniach powiedział prawdę może najistotniejszą i najbardziej bolesną. służące założonym przez hitlerowców celom. obnażył ten system od pierwszego wejrzenia. bez pomocy archiwów i sztabów uczonych. Szmaglewskiej). jak bliscy byli jego urzeczywistnienia. jaką ludzkość znała od wieków. którą totalitarny system doprowadził do doskonałości.zbrodnię logiki. Inaczej niż w całej prawie pozostałej literaturze sformułowały tragedię obozów.i spojrzał na lagry zimnym. nie była w stanie sprostać pełnej prawdzie o wojnie totalnej. mechanizm ten został zbadany dokładnie: wiele instytutów naukowych na podstawie poszukiwań archiwalnych i badań rozmaitych dziedzin ukazało światu. Ale prócz walorów poznawczych. bezmiar cierpień starano się często wyjaśnić w sposób mistyczny. Zaraz po wojnie powstały liczne relacje dokumentalne. Pisarze wielkiej klasy (zarówno polscy. jak zagraniczni) widzieli w bezprzykładnej eksterminacji zaprzeczenie całej tradycji europejskiego humanizmu. Potrafił odsunąć na bok psychologię zarówno kata. ani zemsty za grzechy ludzkości. Tadeusz Borowski. jak i ofiary.zwykłej zbrodni namiętności. lecz stadium wyższe . Kossak-Szczuckiej Z otchłani.o Oświęcimiu. Żadna jednak z tych różnorodnych książek. ukazując jego polityczne. Przesunęły punkt jej ciężkości na stronę ofiar. Obóz nie stanowił więc ani sabatu zbrodniczych natur. Dla Borowskiego lagry są konsekwencją rozkwitu i triumfów III Rzeszy. własnym okiem. nawet najwybitniejszych. nowego ładu. prócz przejrzenia logiki hitlerowskiej zbrodni. przymusić ofiary do współdziałania w jego zbrodniczym procederze wytępienia ich samych. potrafił wznieść się ponad cierpienia milionów i własną gehennę obozową . hitlerowski faszyzm musiał wykorzystać także pokonane narody. w książce Z. ekonomiczne i socjologiczne mechanizmy. zastanawiające się nad fenomenem zezwierzęcenia oprawców i bohaterstwa ofiar. mówiące o niemieckich zbrodniach i o martyrologii ludności polskiej (najgłośniejsze Dymy nad Birkenau S. Borowski nie pretendował także do powiedzenia pełnej prawdy o Oświęcimiu. Żeby zrealizować plany panowania rasy germańskiej nad światem. jaki hitleryzm usiłował narzucić podbitej Europie. opowiadania Borowskiego dokonały czegoś więcej. np. ani bezsensownej hekatomby ofiar.Ze zrozumiałych powodów literatura polska wydała więcej świadectw poświęconych czasom wojny niż jakiekolwiek inne pisarstwo. lecz sprawnie zorganizowany system. celowo uformowaną społeczność. po wielu latach. Nie stanowił więc mówiąc słowami Alberta Camusa . do skali niespotykanej w dziejach. z jaką konsekwencją ów narodowy ład zaprowadzali. jak hitlerowcy doszli do ustanowienia państwa stanu wyjątkowego. Obecnie. a zwłaszcza o jej kwintesencji . Powstały też książki psychologiczne. Dla . bezlitosnym wzrokiem. do rozmiarów ludobójstwa.

. jeszcze bardziej ryzykownego. ani nierzadkimi . na szerszy kontekst epoki.wziąć również na siebie winę za to. bynajmniej nie złego z natury. prawdziwie tragiczną stroną lagrów. behawiorystycznym opisie.obozowego vorarbeitera. tak bezwzględnych w ich czysto zewnętrznym. Prowokacyjność opowiadań Borowskiego. lecz zlagrowanego człowieka są treścią istotną Dnia na Harmenzach. z czasu okupacji (Pożegnanie z Marią) i z czasu wyzwolenia (Bitwa pod Grunwaldem). do jakiej doprowadziła hitlerowska zbrodnia świadoma. W swej książce Borowski nie poprzestał na opowiadaniach z lagrów. posłuszni urzędnicy hitlerowskiej machiny eksploatacji i zbrodni . przymuszenie ich za cenę życia do uległości.pozbawieni nawet względnych racji.bohaterskich wzlotów. Przygody tego przeciętnego. czy też po prostu doświadczonego lagrowca. co było udziałem zwykłego człowieka jego czasu. więźnia czy to pełniącego podrzędną funkcję. cały cykl był przemyślnie i wysoko zorganizowaną konstrukcją literacką. bohaterem swych opowiadań nie uczynił ani zbrodniarza. Najważniejszą tragedią lagrów. spotęgował jeszcze fakt. zestawiony przez pisarza w Byliśmy w Oświęcimiu. chciał w jakiejś mierze zgodnie z przekonaniem wyrażanym w poezji . zajął się „przeciętną przetrwania”. tzw. lecz człowieka. gdy wojna się skończyła. Proszę państwa do gazu. degradacji człowieka. znaleźć można na końcu niniejszej książki). Pisarz dokonał kroku następnego. umiał się przystosować do rządzących nim praw. postawił sobie pytanie. Borowski-lagrowiec postąpił tak nie przypadkowo.wprawdzie zasłużyli na stryczek. który chce przetrwać . lecz nie mogli awansować do równorzędnych. w stylistyce i języku (fachowy słownik oświęcimski. W ten sposób rozszerzył swą diagnozę upadku humanistycznych wartości. jak widać. Pożegnanie z Marią przyniosło na wskroś oryginalną wizję „czasów pogardy” (może . Był to z jego strony świadomy akt moralny. To wydało się Borowskiemu najbardziej szatańską. że poecie-vorarbeiterowi autor nadał własne imię. który poznał obóz. Zgodnie z tym założeniem. także na sytuacje inne. ani świętego obozowego. co owego człowieka zlagrowanego w rzeczywistości wojennej zapowiadało i co na jego koncie pozostało. Przy tym Borowski nie zajął się w swych opowiadaniach ani częstymi przypadkami obozowych załamań czy patologii.Borowskiego prawdziwa tragedia lagrów nie zawierała się w stosunku między katami i ofiarami: ci pierwsi . i tego w swych artykułach żądał od innych. Tak rozumiał własne zadanie pisarskie. Mimo że postać literacka nie miała z nim wiele wspólnego. Choć. świadome i skalkulowane poszczucie brata na brata. było zgwałcenie człowieczeństwa ofiar. W opowiadaniach spoza lagrów. zbrodnia logiki. godnych partnerów tragedii. Śmierci powstańca..

wprowadzał wyraźne nowości: rezygnował z pośrednictwa „vorarbeitera Tadka”.najbliższe jej były Medaliony Z. Wywołała szok i . Zwłaszcza oburzano się na opowiadania z czasów okupacji i końca wojny. iż Pożegnanie z Marią. które tak szokowało opinię. który autor zwał „jednym opowiadaniem złożonym z dwudziestu samodzielnych części”. iż Borowski sam się zadenuncjował jako obozowy przestępca i powinien zasiąść na ławie oskarżonych.przyjęła tę prozę jako mimowolne świadectwo „zarażenia śmiercią”. krytykę moralistyczną epoki. w myśl intencji autora. W momencie ukazania się książki do wyjątków należeli ci. krótkiej noweli. Kamienny świat. Prymitywna część krytyki . Inna część krytyki. nie dostrzegła krytycznych założeń pisarza . nie zawsze zresztą w sposób dość uzasadniony. Nałkowskiej) i najdalej posuniętą. lecz ściśle wiązała się z przeszłością lagrową. Broniąc swego programu. z których utworami czy postawami podejmowały one. pisarz coraz szerzej widział swoje przedsięwzięcie. Borowski jakby chciał dowieść. Cykl ten. Śmierć Schillingera). Ale książka ta nie mieściła się w ówczesnych kategoriach rozumienia literatury. tzw. odstępował do tamtejszej „przeciętnej przetrwania” na rzecz bardziej jaskrawych epizodów obozowych (Kolacja. Projektował i po części realizował nowe prace. co działo się w lagrach i czego osobiście doświadczył. Borowski w Kamiennym świecie uzasadniał go nowymi dodatkowymi utworami-argumentami i atakował współczesną literaturę. jak w cyklu krótkich nowel miały wypełnić zakreślone 0 . mocno wówczas atakowanego. W porównaniu z książką poprzednią Kamienny świat.niemalże same nieporozumienia. stanowił uzupełnienie wizji. Podróż pulmanem). wyzbycia się wszelkich wartości. W tymże 1948 roku ukazała się następna książka Borowskiego: cykl krótkich nowel pt. choć wolną od wszelkiego kaznodziejstwa.uznała. zachowujący ten sam styl i stosujący go do trudnej formy. Połowa Kamiennego świata dotyczyła już świata wyzwolonego. bardziej bezpośrednio czerpał z materiału autobiograficznego (Opowiadanie z prawdziwego życia. którzy zrozumieli jej artystyczną komplikację i dostrzegli w niej rzecz najistotniejszą: własny sposób podjęcia walki ze złem epoki. jaką ze specyficznego punktu widzenia nakreśliło Pożegnanie z Marią. Pracując nad Pożegnaniem z Marią i Kamiennym światem. pośrednią polemikę. short story. która wzięła za dobrą monetę fałszywą świadomość bohatera. które zarówno w cyklu dużych i średnich opowiadań. Większość nowel Kamiennego świata zadedykowana została znanym współczesnym pisarzom.utożsamiając postać bohatera z osobą autora .jego zdaniem . było zaledwie złagodzoną wersją tego. która . Był także obroną własnego stanowiska.rozmijała się z najtrudniejszym i najistotniejszym spadkiem wojny. nihilizmu. Powojenną codzienność Borowski konfrontuje tam z doświadczeniem obozowym lub jego następstwami.

Podjął pracę referenta kulturalnego w Polskim Biurze Informacji Prasowej w Berlinie Wschodnim w czasach szalejącej „zimnej wojny”.pisał po latach Jarosław Iwaszkiewicz w przedmowie do Pożegnania z Marią (PIW. nikt nie potrafił tak precyzyjnie narysować metod i skutków upodlenia człowieczeństwa. wzbogacić przygody intelektualne i moralne człowieka w „czasach pogardy”. zwrotu ku współczesności i budownictwu socjalizmu. które problematykę „czasów pogardy” przenosi z płaszczyzny moralistycznej na płaszczyznę historyczno-polityczną. że nowele Borowskiego nie dadzą się porównać z żadną literaturą świata. żeby po pewnym czasie odżegnać się od niego i stanowczo go potępić. z jakim spotkały się obydwie jego książki. lata 1948/49 rozpoczynały okres mało przychylny dla pracy pisarza. Mimo że nie dokończony. 1961) . Nowy. Przez ostatni rok życia oddaje się gorączkowej działalności politycznej i gwałtownej publicystyce (przede wszystkim na łamach tygodnika „Nowa Kultura”). ku literaturze politycznej i dydaktycznej. Sąd ten potwierdza wzrastająca poczytność nowelistyki Borowskiego w świecie. Chce być użyteczny w dziele reedukacji narodu-winowajcy.że nikt poza Borowskim nie sięgnął tak głęboko w istotę hańbiącej ludzkość sprawy.ramy. której w myśl jego przekonań może dokonać jedynie socjalizm. dogmatyczne i uproszczone. której miały służyć. poważnie zachwiało jego pewnością co do obranych środków literackich i co do samej idei „rewolucji moralnej”. żądające zarzucenia spraw wojennych. Wydaje się. Przez czas jakiś Borowski uprawia literacką dwójpolówkę: próbuje już czegoś nowego. nie przebierającej w środkach i argumentach i gubiącej się w zacietrzewieniu tego skomplikowanego czasu. Borowski od dawna był zwolennikiem społecznych dążeń rewolucji. burzliwy etap polityczny i przeżywane przez pisarza zwątpienia rozdwoiły jakby jego uwagę. Nikt . nie zarzucając swych dawnych poczynań .lecz niebawem opowiadaniem pt. natomiast niezrozumienie. Ofensywa styczniowa. Wraca stamtąd jako żarliwy zwolennik realizmu socjalistycznego. wbrew założeniom propagowanym przez niego 1 . Z zapałem oddaje się formowaniu ruchu kulturalnego powstałej właśnie NRD i pozostawi najlepszą pamięć w kręgu postępowych pisarzy niemieckich. dopisać do końca przeżyty rozdział moralnych dziejów człowieka. W roku 1949 .to nie znaczy nikt u nas. Własne pisarstwo odchodzi na daleki plan: niektóre z jego ówczesnych utworów. Niestety. w roku 1948 wstąpił do PPR.po trzech i pół latach nieobecności .Borowski powrócił do Niemiec. Nie trafiały one do przekonania Borowskiemu. pozostał on w literaturze najpoważniejszym dziełem tego rodzaju. zamyka ostatecznie swój wielki cykl. „Wydaje się . Jest to szczytowe osiągnięcie w tego rodzaju piśmiennictwie”. Padły wówczas hasła realizmu socjalistycznego.

wciąż wstrząsają i niepokoją. jak nie chronił siebie przed światem. żądając od siebie i od każdego odpowiedzialności za drugiego człowieka. a własny w nim udział . nieschematyczny wyraz w nowej problematyce (Kłopoty pani Doroty). tym razem wydał się bez wyjścia.samego. Może dlatego te kartki z dalekiej już przeszłości są nadal żywe. Nagła samobójcza śmierć pisarza stała się podówczas dla wszystkich zupełnym zaskoczeniem i pozostała tajemnicą do dziś. Tadeusz Drewnowski 2 . Tadeusz Borowski należał do tych rzadkich.. dla których życie i pieśń stanowią jedno.zdradą wobec dawnych świętości.. W jednym z monachijskich wierszy Borowski pisał: świat jak labirynt splątany potwornie gmatwa się w linie. że osiągnął tak dużo . zachowują dawny rozmach {Muzyka w Herzenburgu. Tak jak krwią pisał swoje utwory. te tłoczą się w węzeł. wyjątkowych pisarzy. (Labirynt) Labirynt świata. To decydowało. za jego dzieje. znów po wojnie kamiennego. podobnie w swej twórczości obalał przegrodę między jednostką i światem. nawet pisarzowi.. Dzień plantatora) czy też usiłują zdobyć własny. za wspólny świat.. który przedtem tylekroć i tak genialnie umiał się przezeń przebijać.płacąc za to cenę najwyższą.

pracujący prawie dwanaście godzin w niemieckiej fabryce. Riksza jest to trzykołowy wózek rowerowy. pierwszej zimy wojennej. niska i wilgotna. Ale zanim rozrzucił nas los. Julek był wychowankiem jezuitów. czołowego poety tego okresu. robił jednocześnie maturę i . skonstruowanej z kałamarza (trzeba było oszczędzać nafty). Olbrzymi. Na zbitym z desek tapczanie spał ciężko ojciec. Jak w Japonii . do Kasprowicza. Arkadiusz był malarzem. Tej samej zimy Andrzej jeździł na rikszy. kiedy po spaleniu domu biwakowali na pustym placu pod daszkiem z papy chroniącym od deszczu. Wtedy olbrzymie cienie mojej głowy przesuwały się po ścianie bezgłośnie jak na filmie.pił. duchowego wodza Młodej Polski. przyplątany do nas nie wiadomo skąd podczas oblężenia. chwiał się. W dyskusjach filozoficznych cytował nie znane nam nazwiska. Narysował ich ponad dziesięć tysięcy. Pracował systematycznie nad Tomaszem z Akwinu. znanego krawca warszawskiego. miał przenikliwe spojrzenie artysty. poszczekiwał na obcych i tak już został. zanim ja nie pojechałem do Oświęcimia. o czarującym spojrzeniu chłopiec. nazywał prądy. Andrzej nie zginął w ulicznej egzekucji i pod fałszywym zresztą nazwiskiem. Wszyscy zginęli mi z oczu. Utrzymywał się z rysowania karykatur przechodniom. którą zostawiła nam fabryka na gruzach zniszczonego podczas pierwszej bitwy o Warszawę . wlewał się wieczorami księżyc i błyszczały światła z mostu.u nas. rozwiązując starannie każdą z nich. w ciemnej jak grób Warszawie. Płomień lampki. matka. trwały przyjazne potyczki patroli. uczył się w akademii malarskiej. Teraz zaś. Wyprowadził się od bogatego ojca. Przybudówka była wąska. żeby (jak żartowaliśmy) nie zabić przypadkowo Niemca .tej zimy. a samoloty angielskie zrzucały nad Niemcami paczki ulotek. poczciwy pies kręcił się przy rodzicach. pisze pamiętnik. razem ze mną kończył szkołę. duży rasowy doberman. kiedy na Zachodzie. uganiał się za wronami. poruszany oddechem. wysoki. uchylające się na teren dawnych garaży. na linii Maginota. Przewozi się na nim towary i ludzi. Uczyłem się wtedy późnym wieczorem.MATURA NA TARGOWEJ Całą zimę uczyłem się w małej przybudówce. Arkadiusza zanim nie przykryły gruzy barykady warszawskiej .domu. w gorące dni okupacyjne. a przez wielkie okno. mieszkał samotnie. on sięgał do Ibsena i Przybyszewskiego. nad Grekami i filozofią niemiecką. 3 . Świetnie znał matematykę. Zarabiał handlem dewiz. Był blondynem. Andrzej. smukły. o których nie wiedzieliśmy nic.za pomocą nóg. obecnie zarośnięty krzewami. Kiedy ja byłem zaczytany w Platonie i polskich filozofach okresu romantycznego. Sam pisywał wiersze jeszcze w szkole.

po wykładzie z literatury.na roboty. w okresie tych pierwszych niemieckich łapanek. po lekcji matematyki.szczękały salwy plutonów egzekucyjnych. choć ciężka i ciemna. zwijał się u okna i rozpłaszczał pod sufitem. Wiosną. o oknach zabitych deskami. Uczyliśmy się w naszych prywatnych mieszkaniach. do Oranienburga. Ogromne budy niemieckie. Andrzej miał w teczce parę dobrych wierszy. osławionych obozów koncentracyjnych. Służyły nam one za klasy i za pracownie chemiczne. Niektórzy zresztą mieli bogate domy. Ilu przeżyło z siedemnastu tysięcy ludzi wytransportowanych z ulic warszawskich w styczniu 1943 ? Dwustu? Trzystu? Nie więcej! Wtedy też. Wprawdzie Andrzej chorował niebezpiecznie na płuca i musiał rzucić swoją rikszę. już mieliśmy w ręku pierwsze gazetki konspiracyjne. wsławiała się już aleja Szucha. a po komplecie. Żandarmi i gestapowcy obstawiali ulice. a olbrzymie polskie transporty więźniów szły do 4 . Zima. a w domach. kiedy wojska niemieckie uderzyły na Danię i Norwegię. kiedy za pijanego żołnierza niemieckiego zakłutego w bójce przez swego własnego towarzysza gestapo wyciągnęło z mieszkań i rozstrzelało na pustym. wprawdzie Arkadiusz nie chciał iść do urzędu niemieckiego. aby wykupić świadectwo artystyczne. ja trochę książek na zbitej z desek etażerce. a zaraz potem jak nóż w ciało wbiły się we Francję. i był tropiony przez policjantów na ulicach. ale dorobek nasz był znaczny. przygotowywaliśmy się do matury. na Majdanek. przegrywając przy kartach zarobione nieraz na czarnej giełdzie pieniądze. że wojna będzie trwała długie lata. które kupiłem za pieniądze ze sprzedaży piłowanego drzewa. wyjeżdżały stadami na miasto. już roznosiliśmy je sami. a zwykle bliżej . zamienionej nagle w dżunglę. choć wiedzieliśmy. Stąpało się tam po puszystych dywanach. zaśnieżonym polu dwustu mężczyzn. które robiły tak absurdalne wrażenie w stolicy wielkiego państwa. Już zapełniały się cele Pawiaka. samochody ciężarowe pokryte brezentem. minęła niepostrzeżenie.do Oświęcimia. zimnych i ciasnych. oglądało się obrazy najsławniejszych mistrzów. w okresie. Dym papierosów gęstniał w salonie. wygarniali wszystkich przechodniów na auta i wieźli do Rzeszy . Po tej koszmarnej. gdy Hitler fotografował się na wieży Eiffla. dotykało się końcami palców grzbietów złoconych książek.co bywalsi siadali do brydża. trupiej zimie pozostało jeszcze wspomnienie egzekucji w Wawrze. kończyliśmy wtedy drugą licealną. Arkadiusz znalazł wreszcie mieszkanie i nie sypiał już po kolegach. ćwiczeniach fizycznych albo lekturze książki religijnej (bo i religia była wykładana przez poczciwego księdza) . Ilu przeżyło z dwutysięcznego transportu. który w sierpniu 1940 roku przybył do Oświęcimia? Może pięciu ludzi. w Warszawie rozpoczęto pierwsze łapanki.

w Warszawie. jak tygrys na szlaku antylop. na placu Trzech Krzyży. w Wielkopolsce. Nie my jedni. Orzeszkowej. wozy pancerne. Andrzej. w gimnazjach żeńskich: Plater. dzieci i młodzież ratowały wiarę w Europę i wiarę w dwumian Newtona.Oranienburga. O kilka ulic dalej.Panowie. Wtedy gdy Europa leżała w gruzach.Oprócz pani. z jednej strony granicząca z polem. Zwróciła ku nam pomarszczoną twarz. że jesteśmy w samym środku łapanki. Z warkotem motorów napchane ludźmi budy wlokły się ciężko na Pawiak.my czterej zdawaliśmy maturę. I że tam pojedziemy. na Śląsku. Konopnickiej. Aleksandra. czołgi. że żyjemy. Tysiącami młodzież zdawała maturę. Pamiętam. młodzież polska . Nie wiem.rzekła cicho. Żandarmi obstawili wszystkie wyloty placu. ciężarówki napęczniałe towarem. że czeska i norweska również . u Czackiego. na mieście odbywa się łapanka na placu Trzech Krzyży . I właśnie wtedy podeszła do nas stara.parsknął Andrzej. dlaczego pobudzało do śmiechu. Tysiące kończyły gimnazjum i szły do liceum. dokładne jak co roku. choćby się ziemia waliła. Arkadiusz. odkąd nowoczesna szkoła istnieje. u Batorego. . z drugiej z Saską Kępą. łapano ludzi. Wszyscy ostrzegali wszystkich przed łapankami. Julek i ja . wiarę w rachunek całkowy i wiarę w wolność ludów. jak zawsze. staliśmy we trzech na przystanku przy ogromnym gmachu Banku Gospodarstwa Krajowego. Wskoczyliśmy w tramwaj i pojechaliśmy na Pragę. zdawać maturę.A czy panów nikt nie zaczepia? . u Mickiewicza. u Władysława Czwartego. Niekiedy skala reagowania człowieka jest zbyt mała i gdy sięga tragicznego dna. że musimy jechać na drugą stronę Wisły.wygrywała swą bitwę o Wiedzę. Wojciecha i Zamoyskiego wszędzie odbywały się egzaminy maturalne ostre. Żadne gimnazjum warszawskie nie pozostało w tyle. Było to absurdalne widowisko. . W oczach jej odbijała się wyraźnie troska. na Pomorzu i w sercu Polski . Kiedy Europa przegrywała swoją bitwę o Wolność. Wszyscy trzej byliśmy w świetnych humorach.i myślę. Królowej Jadwigi. w Alejach Jerozolimskich. rozstawiła się druga kolumna samochodów i czekała na tramwaje. dzielnicą willową. Za mostem szła aleja. Wysypaliśmy się w biegu z tramwaju jak 5 . na którym stoją dziś już tylko ruiny pięknego kościoła Św. wtedy wyzwala się w śmiechu. A tam. nikt . szły transporty na wschód i na zachód. siwa pani. na ulicę Targową. Wszędzie. u Lelewela. właśnie wtedy my czterej. we wszystkich gimnazjach prywatnych. jak św. u Staszica. u zamknięcia alei. poczynając od tych najlepszych. jak dawniej przed zarazą. Nieustannie przez tę największą arterię przelotową stolicy przewalały się masy wojska niemieckiego.

poeta i krytyk. Jednego tylko człowieka nie było wtedy między nami: tego płowowłosego Julka. Kwitła na polu dziewanna i brzęczały pszczoły. Złapano go między Nowym Światem a Alejami i ślad po nim zaginął. Nigdy nie mieliśmy opinii dobrych chemików. że Julek został wywieziony do Oranienburga. Jakoś tam zdaliśmy. w co wierzyć. malarz i filozof. za którym kłębił się tłum otoczony policjantami. i że jeszcze żyje. wysoki. Wierzcie w naukę. fala łapanki dopłynęła aż pod nasze okna. Ziemia pachniała wiosną. w którym już czekał na nas dyrektor. ani Andrzej. i dodał. Kiedy przedarliśmy się do mieszkania na Targowej. W istocie był to bardzo ceniony naukowiec. Blade nasze odpowiedzi wywoływały chytry uśmiech na twarzy egzaminatora. osławionego obozu pod Berlinem. panowie (to „panowie” zaakcentowało naszą nową dojrzałość z chemii) . Wychowawca. wychowawca klasowy i profesor chemii. Jesienią. doniesiono nam. Słuchał uważnie odpowiedzi. A w mieście. ani ja. 6 . ani Arkadiusz. przewodniczący Komisji Egzaminacyjnej. dobroduszny pan. leżącym za rzeką. Dyrektor był milczący. Wtedy Koziabródka rzekł: . .Kiedy nie wiecie. wychowanka księży.gruszki i przemknęliśmy na ukos polem zasadzonym świeżą jarzyną. okropnie złożonym płynem.No. Wskazał dłonią za okno. wierzcie w chemię. podnosząc do góry probówkę z jakimś czerwonym. Przez nią wrócicie do człowieka. patrzył dobrotliwie na nas i pomagał nam wzrokiem. jak w głębokiej dżungli odbywały się łowy na ludzi. którego wzór na próżno usiłował Andrzej wywieść na tablicy.nie bądźcie głupi i nie dajcie się złapać. gdy wstępowaliśmy na podziemny Uniwersytet. którego dla jego siwej brody nazywaliśmy w szkole Koziabródka.

POŻEGNANIE Z MARIĄ
I Za stołem, za telefonem, za sześcianem biurowych ksiąg - okno i drzwi. We drzwiach dwie tafle szklane, czarne, lśniące od nocy. I jeszcze niebo, tło okna okryte opuchłymi chmurami, które wiatr spycha w dół szyby, ku północy, poza mury spalonego domu. Spalony dom czernieje po drugiej stronie ulicy, na wprost furtki w ochronnej siatce zakończonej srebrzystym drutem kolczastym, po którym jak dźwięk po strunie ślizga się fioletowy odblask migocącej latarni ulicznej. Na tle burzliwego nieba, na prawo od domu, omotane mlecznymi kłębami przelotnego dymu lokomotyw, patetycznie rysuje się bezlistne drzewo, nieruchome w wichrze. Naładowane towarowe wagony mijają je i z łoskotem ciągną na front. Maria podniosła głowę znad książki. Smuga cienia leżała na jej czole i oczach i spływała wzdłuż policzka jak przejrzysty szal. Położyła ręce na grzybku stojącym wśród pustych butelek, talerzy z nie dojedzoną sałatą, brzuchatych, karmazynowych kieliszków o granatowych podstawkach. Ostre światło, które załamywało się w granicy przedmiotów, wsiąkało jak w dywan w niebieski dym zalegający pokój, odpryskiwało od kruchych, łamliwych krawędzi szkieł i migotało we wnętrzu kieliszków jak złoty liść na wietrze nabiegło struną w jej dłonie, a one rozświetloną, różową kopułą zamknęły się szczelnie nad nim i tylko bardziej różowe linie między palcami pulsowały prawie niedostrzegalnie. Przyćmiony pokoik napełnił się poufnym mrokiem, zbiegł się ku dłoniom i zmalał jak muszla. - Patrz, nie ma granicy między światłem i cieniem - szepnęła Maria. - Cień jak przypływ podpełza do nóg, otacza nas i zacieśnia świat tylko do nas: jesteśmy ty i ja. Pochyliłem się ku jej wargom, ku drobnym spękaniom ukrytym w ich kącikach. - Pulsujesz poezją jak drzewo sokiem - powiedziałem żartobliwie, otrząsając głowę z natrętnego, pijackiego szumu. - Uważaj, żeby świat ciebie nie zranił toporem. Maria rozchyliła wargi. Między zębami drżał leciutko ciemny koniuszek języka: uśmiechała się. Kiedy mocniej zacisnęła palce wokół grzybka, błysk leżący na dnie jej oczu zmatowiał i zgasł. - Poezja! Dla mnie to rzecz tak niepojęta jak słyszenie kształtu albo dotyk dźwięku. Odchyliła się w zadumie na poręcz kozetki. W półcieniu czerwony obcisły sweter nabrał purpurowej soczystości i tylko na grzbietach fałd, gdzie ślizgało się światło, lśnił karminową, puszystą barwą. - Ale tylko poezja umie wiernie pokazać człowieka. Myślę: pełnego

7

człowieka. Zabębniłem palcami o szkło kieliszka. Odezwał się kruchym, nietrwałym dźwiękiem. - Nie wiem, Mario - rzekłem, wzruszywszy z powątpiewaniem ramionami. - Sądzę, iż miarą poezji, a może i religii, jest miłość człowieka do człowieka, którą one budzą. A to jest najbardziej obiektywnym sprawdzianem rzeczy. - Miłość, oczywiście, że miłość! - powiedziała, mrużąc oczy, Maria. Za oknem, za spalonym domem, na szerokiej, przedzielonej skwerem ulicy jeździły ze zgrzytem tramwaje. Elektryczne błyski rozświetlały fiolet nieba, jak odpryski z sinego pożaru magnezji przebijały się przez mrok, oblewały księżycowym światłem dom, ulicę i bramę, ocierając się o czarne szyby okienne, spływały po nich i bezszelestnie gasły. Chwilę po nich gasł również wysoki, cienki śpiew tramwajowych szyn. Za drzwiami, w drugim pokoiku, puszczono znowu patefon. Zdławiona, jakby grana na grzebieniu melodia zacierała się w natarczywym szuraniu tańczących nóg i gardłowych śmiechach dziewczęcych. - Jak widzisz, Mario, oprócz nas jest jeszcze inny świat - roześmiałem się i wstałem z kozetki. - To, widzisz, jest tak. Gdyby można było rozumieć cały świat, czuć cały świat, widzieć cały świat, tak jak się rozumie swoje myśli, czuje się swój głód, widzi się okno, bramę za oknem i chmury nad bramą, gdyby można było widzieć wszystko jednocześnie i ostatecznie, wtedy - powiedziałem z namysłem, okrążywszy kozetkę i stanąwszy pod rozgrzanym piecem między Marią a majolikowymi kaflami i workiem z kartoflami zakupionymi w jesieni na zimę - wtedy miłość byłaby nie tylko miarą, ale i ostateczną instancją wszystkich rzeczy. Niestety, zdani jesteśmy na metodę prób, na samotne, zwodnicze przeżycie. Jakże to niepełna, jakże fałszywa miara rzeczy! Drzwi od pokoiku z patefonem otworzyły się. Chwiejąc się w takt melodii, wszedł Tomasz oparty o ramię żony. Jej lekko ciężarny, a od wielu miesięcy stateczny brzuch cieszył się nieustającym zainteresowaniem przyjaciół. Tomasz podszedł do stołu i chwiał się nad nim rozrosłym, pękatym, masywnym jak u wołu łbem. - Źle się starasz, bo wódki nie ma - rzekł z miękkim wyrzutem, starannie zlustrowawszy naczynia, i odpłynął, popychany przez żonę, w kierunku drzwi. Patrzył w nią tępym wzrokiem jak w obraz. Mówiło się, że to zawodowo, gdyż handlował fałszywymi Corotami, Noakowskimi i Pankiewiczami. Poza tym był redaktorem syndykalistycznego\ dwutygodnika i uważał się za radykalnego lewicowca. Wyszli na skrzypiący śnieg. Kłęby mroźnej pary przewinęły się po podłodze jak włochate motki białej bawełny. W ślad za Tomaszem do kantoru majestatycznie wtoczyły się taneczne pary, pokręciły

8

się sennie koło stołu, majolik i kartofli, starannie omijając zacieki pod oknem, i zostawiwszy czerwone ślady od świeżo pastowanej posadzki, wróciły tam, skąd wyszły. Maria poderwała się od stołu, poprawiła automatycznym ruchem włosy i powiedziała: - Muszę już iść, Tadeusz. Kierownik prosił, żeby zaczynać wcześniej. Syndykalistyczny - wyrażający poglądy charakterystyczne dla syndykalizmu, kierunku ruchu robotniczego negującego konieczność istnienia państwa i głoszącego program zbudowania społeczeństwa socjalistycznego, w którym kontrolę nad produkcją i podziałem dóbr sprawują związki zawodowe - syndykaty - Masz jeszcze dobrą godzinę czasu odrzekłem. Okrągły zegar firmowy o pogiętej blaszanej tarczy tykał miarowo, zawieszony na długim sznurku między na wpół rozwiniętym plakatem, rysunkiem urojonego widnokręgu a węglową kompozycją przedstawiającą dziurkę od klucza, przez którą widać fragment kubistycznej sypialni. - Wezmę Szekspira, postaram się zrobić w nocy Hamleta na wtorkowy komplet. Przeszedłszy do drugiego pokoju, kucnęła przy książkach. Półka zbita była prymitywnie z nie heblowanych desek. Deski uginały się pod ciężarem książek. W powietrzu leżały błękitne i białe pasma dymu oraz unosił się ciężki zapach wódki zmieszany z odorem ludzkiego potu i wapienną wonią wilgotnych, gnijących ścian. Chwiały się na nich, jak bielizna na wietrze, jaskrawo malowane kartony i jak morskie dno przeświecały się kolorowymi liniami meduz i korali poprzez błękitny opar. W czarnym oknie, odgrodzony szybą od nocy, zaplątany w cienką koronkę firanki wyszachrowanej za psie pieniądze od złodziejki kolejowej, smętny, zapijaczony skrzypek (który uważał siebie za impotenta) na próżno usiłował jękiem instrumentu zagłuszyć charczenie patefonu. Zgarbiony jak pod workiem cementu, wydobywał ze skrzypiec z ponurą zaciętością jeden tylko pasaż. Od dwóch godzin ćwiczył się do niedzielnego koncertu poetycko-muzycznego. Występował wtedy umyty, w wizytowym garniturze w paski, miał twarz melancholijną i oczy senne, jakby czytał z powietrza nuty. Na stole, na obrusie w czerwone kwiaty, wyszachrowanym od złodziejki kolejowej, między kieliszkami, książkami i nadgryzionymi kanapkami, leżały gołe i brudne nogi Apoloniusza. Apoloniusz huśtał się na krzesełku i odwracając się do drewnianego, pomalowanego wapnem przed pluskwami tapczana, na którym, jak duszące się ryby na piasku, leżeli półpijani ludzie, donośnym głosem mówił: - Czy Chrystus byłby dobrym żołnierzem? Nie, raczej dezerterem. Przynajmniej pierwsi chrześcijanie uciekali z armii. Nie chcieli się sprzeciwiać złu. - Ja się sprzeciwiam złu - rzeki leniwie Piotr. Leżał rozwalony między dwiema

9

Zza niego wychylała się zalotnie kremowa koronka koszulki. rozlane uda i czerwone. to trudno nawet określić. ten od św. uklękła koło Marii przy książkach i objęła ją ramieniem. jakby połknęła kij. z artystkami nawet Niemcy inaczej. bo dopiero późną zimą.powiedział spod pieca młodzieniec.To dziwne.Przecież pani była pieśniarką? Chyba niczego pani nie brakowało. więc przyjaciele weselisko urządzili sami. a zaraz po chrzcie na najruchliwym punkcie Grójeckiej wymigiwaliśmy się od łapanki ulicznej. Uważacie. rozłożyste biodra. zmęczona i pijana. różowe policzki.odrzekła z błyskiem zdziwienia w załzawionych.wszyscy ich tłukli i z Danii czy z Węgier wygnali do Hiszpanii... kaplicznej wody. Latem ochrzciliśmy go (bo był wyznania narodowego) przy zapalonych świecach. I wciąż to uczucie. Wiecie. nie brakowało . .A wtedy święty wyjechał na ośle i nawrócił Wandalów . . filiżanki z herbatą. wiechciach kwiatów i miednicy chłodnej.Niech pan zrozumie.rzekła dziewczyna spod ściany. Wydymał pulchne. dłuższy czas żył z pianistką o uroczych dołkach w buzi i drapieżnym. wiesz? . zesunąwszy piętą talerze na kupę . milcząc. bardzo tchórzliwy . Miała szerokie. Ja się panicznie boję! Maria pogłaskała ją. . krowich oczach. pyknąwszy z fajki. ale nie zechcieli zaprosić na wesele przyjaciół.Miała na sobie żółtą sukienkę w chryzantemy. Panna młoda w sztywnej niebieskiej sukni siedziała w fotelu nieruchomo.urwała i zamyśliła się. mięsiste wargi. Pożeniliśmy ich nierychło. Tomasz z Akwinu. namiętnym spojrzeniu.Brakowało? Nie. był taki szczep Wandalów. . Była senna. Pod oczyma miał wielkie sińce. Pianista. .Miło tu u was. . Augustyn. kanapki.Umyj nogi. . bardzo miło. . . . dobre do rodzenia. .Żydóweczka. z wyzywającym dekoltem. która uciekła z getta i tej nocy nie miała gdzie spać. Miała grube. Wprawdzie ustąpili i użyczyli muzykom pokoju do spania i fortepianu do ćwiczeń oraz kuchni do produkcji bimbru. gdzie biskupem był św. Moniki.Ale! chcielibyście. Na długim łańcuszku kołysał się między piersiami złoty krzyżyk. Rodzice odmawiali błogosławieństwa ze względu na mezalians.ciągnął Apoloniusz.dotykała polakierowanym na purpurowo paznokciem 0 . tak dawno nie miałam w ręku szczoteczki do zębów.Platon.rozmamłanymi dziewczynami i gmerał rękoma w ich fryzurach.Zdejm nogi ze stołu albo je umyj. pokryte złocistym puszkiem jak owoc brzoskwini. Polek . po ptasiej głowie ozdobionej lśniącymi falami przylizanych włosów. Tam Wandale wsiedli na okręty. Montaigne . że trzeba odejść. patrząc tępo w książki. którą zapobiegliwy ksiądz umył mu dokładnie głowę. . pojechali do Afryki i doszli piechotą pod Kartaginę. książki.

pilnujący sąsiedniego budynku byłej szkoły miejskiej. . . Żydóweczka podeszła do patefonu i zmieniła płytę.rzekłem ze znawstwem.Koń. robił właśnie korektę i przy niej umarł! . a Augustyna dzisiaj czytają. . bijąc tępo podkutymi butami o kamienie chodnika. Czerwona latarnia kołysała się pod kołami. .Odpłynęła w tańcu. nadszedł od strony latarni. jakby odbijał niebo. .Jej rodzina została za murami. sięgnął bez pośpiechu po bat. zabijając rękoma o pierś.rzekł maniacko Apoloniusz. Przednie koła utkwiły w rynsztoku.K'sobie ..rzekła cicho Maria. że po aryjskiej stronie też będzie getto . krzyknął z uczuciem: . koń! W kręgu złotawego światła znad drzwi śnieg oślepiająco biały i gładki leżał jak talerz na popielatym obrusie. Igła trafiła na pęknięcie w płycie i zawodziła monotonnie. Ergo . co ja widziałam za murami. dalej. oświetlając nogi i podbrzusze konia.Ona jest zdenerwowana . zabrana przez Piotra.Tylko żeby pan widział to. 1 . . patrząc z ukosa na Marię. . aż dopiero przy furtce mienił się w blasku lampy ulicznej. machnął lejcami i cmoknął. .A ja myślę.wzniósł dłoń z rozczapierzonymi palcami ku sufitowi .wojna minie. kładąc na śnieg rozchwiane cienie. Kiedy odciągnęliśmy z Tomaszem skrzydła bramy. . był zmęczony.Augustyn napisał sześćdziesiąt trzy książki! Kiedy Wandalowie obiegli Kartaginę.obszarpanych grzbietów kupionych na wózkach i wykradzionych z antykwariatu książek.powiedziała.. . szarpnął się całym ciałem na boki. szarzał i siniał.Za pysk cholerę i do tyłu .„Jeszcze tylko kilka ciężkich chmur nie porozpychanych nozdrzem konia” zadeklamował i wskazawszy ręką za okno. Ciągnęło od nich farbą drukarską. ale wóz nie ruszył.Tylko nie będzie z niego wyjścia. Jego żona poprawiła sukienkę na lekko wypukłym brzuchu. napakowanej jak więzienie „ochotnikami” przeznaczonymi na roboty do Prus. We drzwiach stanął zarumieniony Tomasz. Zwiesił łeb. . Okładki szeleściły jak suche liście. w cieniu. a wraz z nią zostaną moje winiety! Pod sufitem suszyły się na sznurkach okładki tomiku poetyckiego. Żandarm w niebieskim płaszczu. Szły od niego kłęby pary.krzyknął furman napierając na dyszel. który wydawał się wyższy i tęższy niż zazwyczaj. nieruchoma jak góra. na bramę. Załadowana jak wóz z sianem platforma stała w ciemności. . Przez pierś miał przewieszony reflektor na rzemieniach. Światło przebijało się przez czarne i czerwone płaszczyzny pakowego papieru i plątało się wśród kartek jak w gąszczu leśnym.Zaraz podłożę deskę do rynsztoka.Po Wandalach nie zostało nic. jakby oddychał skórą. Furman stał obok wozu i cierpliwie czekał. a poezja zostanie. Koń poderwał łeb.

tędy bowiem płynęły belami i pojedynczo koce. Koń chrapnął. poprawił na sobie pasy i miarowym krokiem oddalił się w stronę szkoły. jedzeniem.Popluł w żylaste.Nie bała się tak w biały dzień? . wychudłą. rozejrzawszy się w zasobach platformy. zatrzymywały się często na dworcu jak przy molu portowym.Ano.rzekł rzeczowo. załadowałem nawet taborety z kuchni i półki z łazienki. osadził się na tylnych nogach. . rannymi. . obrusy i ręczniki oraz wszelkie inne dobro kradzione z pociągów towarowych idących na front. . konserwy.Wszystko kazała zabrać . Furman trzasnął jeszcze raz dla fantazji batem.rzekł woźnica. ściągniętą mrozem. skręcał pod gnijącym murem schroniska dla bezrobotnych. oczy jego błyszczały nad strugą światła ostro jak wilcze ślepia. tłomokami. podgoniony ostro. Sztywne od wapna włosy rozmierzwiły mu się nad czołem.Za dużo klamotów naładowane .Pozwolenie dla niej dostał zięć od swego kolegi .rzekłem. ruszył wolno pod kran i wetknął pysk w kubeł. meblami i zbożem. .Sporo przywiozłeś. Co dzień rano przychodził do kantoru telefonować po zmianę warty i nieodmiennie meldował. będziem zdejmować. Wypiwszy do dna nadsiorbnął wody z drugiego i włócząc za sobą uprząż. Był to ruchliwy port przeładunkowy. wykrzywione dłonie.Podkręcił kontakt i uprzejmie zaświecił. betami. naparł ciałem do tyłu i platforma dźwignęła się po kocich łbach. wracając z frontu z zegarkami. Twarz miał kościstą. a także kupowane od obsługi wagonów sanitarnych. Zrzucił czapkę.A córka? . jakby znużony ponad siły. - 2 . Odprzężony z szorstką czułością przez woźnicę. Stara stała nade mną jak kat nad dobrą duszą. że musi zostać jeszcze dzień. Teraz koń pociągnął ku przodowi. . które. chwiejąc się. . poszedł w stronę otwartych drzwi stajni. Wóz naładowany po wierzch jak krypa walizami. meblami i brzęczącymi naczyniami z aluminium. że nic ważnego w ciągu nocy nie zaszło. serwisy. Koń robił bokami i dymił parą. Olek . Zwykle ją mijał. mieszczącego się w pofabrycznych halach tuż przy torze kolejowym. kupony materiałów. bielizną i częściami do maszyn. wreszcie. firanki. wjechał po deskach na podwórze. wapna i gipsu. zżarte od cementu. z głębokiego cienia. . Kłóciła się ze starą. postał chwilę w dyszlach.rzekł Olek. . dochodził do małego kościółka księży pallotynów (częściowo spalonego we wrześniu i odnawianego pieczołowicie a nieustannie w ciągu całego sezonu materiałami z naszej firmy). ciepłe ubrania. cofnął konia i podjechał tyłem pod drewnianą szopę. skarpety. Żandarm zgasił reflektor.Patrz pan.Została z mężem. Spod okapu hełmu.

. Tomasz sapał spazmatycznie. ale wiesz pan.Ale pan jakoś wyjechałeś szczęśliwie? . stosem cuchnącej smołą czarnej papy a kupą suchego wapna przeznaczonego na detaliczną sprzedaż chłopom. Przymknęła za sobą drzwi od muzyki i ludzi i wyczekująco patrzyła w mrok. W złotym kręgu światła jak w aureoli. Wrócisz przed siódmą.zapytał woźnica. Otrzepałem ręce z kurzu. . . . Był chory na serce. uchylił czapki.. tobyś pan nie uwierzył. Po pustej ulicy. to muszą z nim dobrze.powiedział furman. tępym krokiem spacerował żandarm w niebieskim płaszczu. nad stromym dachem wtulonej w mur szopy szedł z szumem wiatr. Metr wapna na lewo. Nie mógł się swobodnie ruszać w twardym kożuchu.Powiedz pan. ciemnej szopy. Chociaż i żydowskie. trzeba rano z dom wyrzucić. kobity.Inżynier nas widział po drodze. otwartej migocącym światłem latarni. Dzieciaki. co ja tam widziałem..Zrobiła go człowiekiem. poduszki. a nad wiatrem i chmurami drżało niebo głębokie jak 3 .Wlazł na wóz. Przechodząc koło kantoru. . wazony.Ano..co nam te ciapciaki mogą zrobić? Jak kierownik chce kupić filię. nie? Pojedziesz z rana kursem.rzekł Tomasz. to się jej wywdzięcza. układając towar na betonie między workami z na wpół skamieniałym cementem. Staliśmy w otwartej furtce. Wapno cienkim pyłem unosiło się w powietrzu i gryzło nieznośnie nozdrza. . . rozplatał sznury i począł podawać jedno po drugim krzesełka.A jak jutro z rozlewaniem i rozwiezieniem? . osznurowane książki.rzekłem lekceważąco . gnały pierzaste obłoki.Wdzięczność jest rzeczą piękną . złażąc z platformy.Panie Tadku.. nad światłem latami. Wytarł je o spodnie. Będzie co z tego? .Ująłem ją pod ramię i po chrupiącym czerstwym śniegu poprowadziłem wydeptaną ścieżką do furtki. Chwycił w garście śnieg i mył nim dłonie. . Nad ulicą. Chwytaliśmy je z Tomaszem i na cztery ręce wnosiliśmy do zatęchłej. smoły i dziegciu. Oddychał miarowo. pokrytym skorupą wapna. wciągając głęboko powietrze. skończywszy ładunek. stała Maria. kosze z bielizną.Powlókł się w ślad za zwierzęciem do stajni.Ale .. z ulgą pociągał nosem i otarł ręką czoło.Zasunąłem drzwi szopy i zamknąłem je na kłódkę. . Konia oporządzę.Może poczekasz do południa? Rozwieziemy razem. niósł dym pociągów. panie Tadku. pudła staroświeckie.. po co ją kierownik wziął do siebie? . . pilnujący szkoły. narobiłem się dzisiaj . Oparł się o wóz.Taa. otoczona jak dłońmi siną nocą połyskującą pierścieniem gwiazd. .

W paskarskim sklepiku. wyprząc konia i usunąć z placu ślady kół. nie obejrzawszy się.rzekła z wyrzutem. Mrugający po pijacku czerwonymi oczyma sklepikarz rozkładał drżącymi rękoma na ladzie za szkłem ser.parsknęła beztroskim śmiechem Maria i dygnąwszy nam dystyngowanie. grzali się przy rozżarzonym piecyku dwaj granatowi policjanci. które znikały pod ladą w podwójnej ścianie.Miłość. furman. Przez zamarznięte szyby sączył się szary świt. Patrzyłem za nią jeszcze chwilę. jakby kutej z szarego piaskowca twarzy. trzeba zbratać się z ludem. .Daj furmanowi wódki. monotonnie spadały na parapet 1 Solipsysta . odeszła ulicą wzdłuż siatki. jakby tropiąc w powietrzu jej ślad. Z torów kolejowych dochodził grzechot pociągów. . które wiatr gnał nad naszymi głowami. bom wiele miał kochanek.Widzisz.dno ciemnego potoku. istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający. Maria uśmiechnęła się czule.pusto. . co może miłość .Wiesz dobrze. nadał mu bryłowatość i ciężar. gdzie nabywałem chleb i kaszankę na śniadanie. .powiedziałem. Zanim otworzyłem oficjalnie bramę na znak rozpoczęcia dnia handlu. Tak wczesnym rankiem na dworze było jeszcze sinawo. jeżeli masz gdzie pod łóżkiem . Nie lubiłem przy obcych jej pocałunków. jakby Tomasz był ociosanym z grubsza kamieniem. pogląd filozoficzny. podając mi usta do pocałunku. Pieprzyk pod lewym okiem czerniał filuternie na monumentalnej. Księżyc prześwitywał przez chmury jak złoty szmat piasku. Patrolujący żandarm poszarzał i zmalał w odpływającym mroku. Zmierzch. który wstał przed świtem. uśmiechając się do Tomasza. że miłość! . według którego. przy składzie.Chodź. W oknach byłej szkoły zaczynały pojawiać się głowy uwięzionych ludzi. Mówię z głębi doświadczenia. oczywiście. . a chłop swoje dzieci zamknięte w szkole. Wielki czarny kapelusz ocieniał jej twarz jak skrzydłem.wyznający solipsyzm. który zaciera rysy człowieka.Oczywiście. wyprawiwszy pijanych gości i sprzątnąwszy pokój. który go zostawił na wybrzeżu wyludnionej ulicy jak zapomniany wodorost. Minęła sklep paskarza. . a rzeczywistość jest zespołem jego wrażeń 4 . że sama rozwiozę . solipsysto1 poetycki.Bo miłość to poświęcenie. a wróciwszy z kursu. Była o pół głowy wyższa ode mnie.rzekł pogodnie Tomasz. .rzekł Tomasz. Po zardzewiałych kratach spływały brudne krople. naprzeciw chmurom. Chłopka wyciągnęła z koszyka pęta kiełbasy. że miłość! . Znikła za rogiem. a na ulicy . zdążył wyrzucić wapno z dołu i zawieźć na budowę. II Nocą spadło trochę śniegu. kaszę i chleb.

wybrukowana kocimi łbami. zimą i wiosną uliczka .dzień w dzień pęczniała wzbierającym. miał żonę.kłębił się rozpaczliwie na placu i znowu powracał z krzykiem. Paskarski sklepik był małą. którego różne odcienie i wielkości używane były na schody oraz nagrobki.łamane. roztapiające się w czystym. drobnoziarniste kruszywo kamienne 5 . albo. pastelowe domy miasta. spokojnym. ani potrzeby wdzięczności. skąd otwierała się miła oczom perspektywa na zapuszczone mielizny nad rzeką. zachodziły do sąsieków z grysikiem2. Dzień w dzień wpadałem do niego po ćwiartkę razowego chleba. gdyż chciał żyć sam. jesienią. parę sklepików spożywczych i obskurny bar . na żółte. urok chłopców. nie doważał deka masła. Latem. porosłe kępkami postrzępionej wikliny i pokryte z rzadka liszajami śniegu. Z reguły mi nie doważał. uliczka zagubiona między grząskim jak przegniły trup polem a szeregiem zmurszałych. który albo natychmiast znikał w zakamarkach ulicy. Zresztą. Nad szklanką bimbru z buraków bratali się przy ladzie policjanci z chłopami i handlowali ludźmi ze szkoły. Ujęty jak w groble w dwa szeregi policjantów tłum odpływał korytem ulicy. firma budowlana zaś sprzedawała. kalecząc się nieludzko. wyciągał twarze ku nowoczesnym oknom. odchodził aż do placu leżącego u jej wylotu. Nocą policjanci wysadzali przez okno szkoły towar. mydlarnię. rozfalowanym tłumem. Obudziwszy się. gdzie wałęsał się aż do rana. odczuwającą nęcące powaby stroju. uczennicę kompletu licealnego. jak 2 Grysik . gdyż kantor był oczywiście zamknięty. śmierdząca zgnilizną otwartych rynsztoków. wyrzucałem je bardzo altruistycznie za bramę. i załatwiały się tam beztrosko. ale ręka drżała mu przy zgarnianiu pieniędzy. ciął chleb na nierówne części i wyciskał z chłopów bezlitośnie forsę za każdą wypuszczoną na lewo dziewczynę. On nie dolewał do pełna setki bimbru. wymachiwał rękoma i krzyczał. Z otwartych okien szkoły wołano i dawano białymi dłońmi znaki jak z odbijającego od brzegu okrętu. zwały gliny. Nie odczuwał jednak ani obowiązku. ludzkim sprawom żandarma) ciągnął wyłącznie sąsiad. oglądając kupy piasku. obcego płaskim. Łaziły bezradnie po podwórzu. przełaził przez druty kolczaste na plac naszej firmy budowlanej.ślepa. a cenę wydatnie zaokrąglał. trocinówek. na most nad leżącą na migotliwym nurcie mgłą. szpaltówek. ramsayek. dziesięć deka kiszki i dwa deka masła. który podpływał pod betonowe mury szkoły. fryzjera. podnosił głowy. Uśmiechał się wstydliwie. Zwykle były to dziewczęta. błękitnym niebie . zaciszną zatoką. synka w drugiej gimnazjalnej i dorastającą córkę. ku pokrytemu czerwoną karpiówką dachowi. tak chłopom. sześciany cegieł. parterowych domków mieszczących pralnię. smak nauki i czar konspiracji. a korzyści z procederu oprócz policjantów (i pewnie nieprzystępnego. sklepikarz.i ciurkiem lały się na podłogę.

Wprawdzie ustawodawstwo okupacyjne zabraniało Inżynierowi wypłacać tygodniówki ponad 73 złote. jednak Inżynier kilkunastu swoim ludziom dawał z własnej inicjatywy prawie sto złotych tygodniowo bez odtrącenia kosztów. Wiązała nas również produkcja bimbru odbywająca się moim kosztem w mieszkaniu kierownika. nabył za pół miliona majątek ziemski pod stolicą. Kradli z kolei. Pracowity jej właściciel. Równie pomyślnie układały się losy pracowników Inżyniera. co natychmiast wpisywało się w księgi. przy cichym zrozumieniu magazyniera kolejowego. Dostawca urzędowy nabierał w usta wody. Firma budowlana! Ona jak dojna i cierpliwa krowa rozdawała wszystkim utrzymanie. kościoły i zakonników oraz syna erotomana ciągnął z niej wczasach wielkiego głodu (kiedy jedliśmy obierki i przydziałowy chleb z solą)' grube tysiące jak mleko z wymion. nie uchylał się wcale od obowiązku. jednakże zżywszy się z kierownikiem serdeczniej. apoplektycznie nerwowy Inżynier z brodą w klin. których nie księgowano nigdzie. ale nadający się do polowań (miał bowiem spory kawał lasu) i uprzemysłowienia (posiadał glinę). choroba albo łapówka. a telefon składu jako niezawodny sposób komunikacyjny.inżynierom. wykorzystując firmę jako punkt przelotowy. cugowego konia ze strzyżonym ogonem. mokry ton3. wydzierżawił plac po spalonej we wrześniu firmie i założył na nim filię swojego przedsiębiorstwa. miał bowiem z firmą osobne rachunki. a także odbierając wagony z towarem stwierdzała. Kierownik znał się na złocie i kosztownościach. rozbudował składy w centrali. Odrabiali prywatne kursy. na utrzymanie żony dewotki trwoniącej pieniądze na żebraków. dowożąc na budowę niepełne metry. a lepik4 z piaskiem. W wypadkach nagłych. wynajął woźnicę. Furmani sprzedawali wapno na ulicy. stawiając mi tylko jeden warunek: abym uczył się dla Ojczyzny. wprawdzie nieco zaniedbany i podupadły. kierownik pogrążył się w szerokich interesach. wszedłem z nim w spółkę. mieszała wapno z wodą. kupił dworski pojazd. patriarchalnie siwy. brzuchacz opięty kraciastą kamizelką z brelokiem. Przez trzy miesiące finansował moje studia na podziemnym uniwersytecie. podzieliłem teren pracy i uzgodniłem sposób księgowania. jak wywózka rodziny do lagru. wreszcie w trzecim roku wojny rozpoczął i pomyślnie poprowadził pertraktacje ze Wschodnią Koleją Niemiecką o zakup i rozbudowę własnej bocznicy kolejowej i postawienie przy niej magazynów przeładunkowych. skamieniały cement.glinka kredowa używana w produkcji farb klejowych 4 Lepik . podatków i świadczeń.mieszanina asfaltów lub smoły używana do klejenia papy 6 . Oddawszy mi lwi udział z detalicznej sprzedaży. poważne manko. 3 Ton . Ja z początku wynosiłem ze składu ton i kredę koszykiem i sprzedawałem je w mydlarniach okolicznych. Filia urządzała się inaczej.

. Ubrana była biednie. zrujnowaną. Prawda. co? . że czyni to w zgodzie z prawem ludzkim. Wzrok utkwiła pod sufitem. jakby przez siłę. które . własnej odnogi kolejowej. zapobiegliwie i przezornie oddanych na przechowanie do konsulatu szwajcarskiego. wytartą i błyszczącą na łokciach. Z dorobku tych czasów ocalił place i walutę oraz głębokie przywiązanie do starej doktorowej. a nawet sam handlował lokalami. . bez dokuczliwych rozterek duchowych. Na szyi miała aksamitną szeroką wstążkę. prowadził także ożywioną wymianę z gettem. kupił auto sportowe i zarabiał taksówką do trzystu złotych dziennie. Pod okiem czujnej właścicielki wyrabiał się uparcie na ludzi. miał stosunki ze złodziejami kolejowymi i ułatwiał im kontakty ze sklepami komisowymi. to trzeba lepiej zaczekać. pani doktorowo . martwe. a na parę miesięcy przed wojną . Pracował wtedy jako magazynier w przedsiębiorstwie żydowskim. dziesiątków robotników i niewyczerpanego konta w bankach krajowych i szwajcarskich. jakby tarł kamieniem o kamień. Rozumiał. paru ciężarowych samochodów.rzekł stanowczo kierownik.drugą na bliskim przedmieściu. wbrew własnemu poczuciu prawa. zdawało się. przyjaźnił się z szoferami i sprzedawcami części samochodowych. pustą jak wyludnione miasto. a na głowie staroświecki kapelusz ozdobiony bukietem fiołków. Mówiła chropawym szeptem. znał adresy pośredników mieszkaniowych. Ubrana była w czarną jedwabną suknię. oglądając pajęczynę na górnej półce książek. jakby zamarzłe oczy. . zbyt biednie nawet jak na posiadaczkę platformy wszelakiego bagażu. Wkrótce nabył pod miastem przy autostradzie jedną parcelę budowlaną. Świszczący szept wydobywał się z gardła wraz z oddechem. bo pająk piął się do góry. że powinni? . Uprawiał handel z wielkim lękiem. Odczuwał dotkliwą nostalgię za bezpiecznymi czasami przedwojennymi.Bo powinni dać znać. Odziana była zbyt biednie jak na przedwojenną właścicielkę ogromnego składu towarów budowlanych.każdy Żyd przynosił z getta. i żył pełnią życia. czy przyjdą.sprzedawał i nabywał meble. spod którego wymykały się pasma rzadkich siwych włosów.Jasieńku. Stara siedziała na miejscu Marii w nogach drewnianego tapczanu. Twarz miała ziemistą. Na kolanach trzymała starannie złożone palto z wyleniałym kołnierzem. 7 . odliczywszy dniówkę szofera.A. że kłapnęły. wielu precyzyjnych maszyn do liczenia. zatelefonują. siedziała skromnie w kącie. nie mówiąc już o złocie i brylantach.rzekła stara do kierownika po długim milczeniu. niemalże zadźwięczały.według wyobrażenia ludzi ze strony aryjskiej . Ze zdziwieniem poderwałem głowę znad książki o czasach i zabobonach średniowiecznych. Dwa masywne złote rzędy zębów błyszczały w ustach. Pajęczyna się kołysała.Skierowała na niego wyblakłe.

A jeżeli im się nie uda.Jasieńku. gdzie wśród zabobonów ludu. Rozgrzane plecy łaskotały rozkosznie. myśli. jak wyjdą? Przysunął sobie krzesełko i usiadł. że to jedyny teraz majątek córki. Tu trzeba myśleć.Jasio tylko tak mówi. Pogładził bujne. robaczywe dłonie położyła na żółtej chustce.Co też pani doktorowa mówi! .szepnęła stara głucho.Człowiek ma. Ona jest taka niezaradna.przechylił się do mnie . Zwiędłe. i bezwładnie opuściła na kolana. Jasieńku? . jednym okiem spoglądał z ukosa na plac.Pojechała na miasto rozwozić bimber. wyciągając wygodnie nogi w długich oficerskich butach. . ręce i nogi. nie ma co! . Odbijało mi się wódką i jajkami. na otwartą bramę.Przeniosła znowu wzrok z sufitu na okno. ale ciepło. Robotna. pamiątka po dobrych czasach w firmie na Towarowej.Jasio sobie radę da! .Telefonowała . Przyzwyczaiła się do opieki matki.bąknąłem znad książki. Oszczędna dziewczyna! Buzi dać! I węgla wypaliła o połowę mniej. może wyjść. ile żądają? Pięćdziesiąt tysięcy! Dobrze. skąd kupić mieszkanie! Pani doktorowa wie. kiedy zechce! Pozałatwia. Między piecem a wieszakiem było mrocznawo. . jak gdzie może chapsnąć. pokurczone. dyrektor w szopach.Bo Jasio wie. jak z dna studni. bębnił palcami po ramie okiennej. falujące włosy.fiuuu! Tyle go zobaczą! Co pani się martwi. Wygrzewając się pod piecem. Koc spuszczony z tapczanu 8 . Książka o średniowiecznych klasztorach budziła na wpół senne marzenia o ciemnych celach.gwizdnął niedowierzająco kierownik.Przecież pan dyrektor obiecał telefonować. portfel do kieszeni i . odrzucając je niecierpliwym ruchem głowy. bo co by robił? Na sublokatorce by żył? Do kwaterunku by poszedł? . na ulicę. Spod mankietu popelinowej koszuli odsłonił się przy tym ruchu złoty longinus podłużny. Wyjdzie pewnie dzisiaj razem z córeczką pani doktorowej. co trzeba. . rzezi szczepów i pożarów miast dokonywała się praca ocalania ducha ludzkiego. że człowiek w pierwszym roku wojny kupił sobie jaki kąt. złociste. . . czekał na klienta. zapatrzyłem się w podłogę. wygięty. Głowa ciążyła mi i szumiała. zacisnęła palce. . chwaląc Boga.szepnęła doktorowa i uśmiechnęła się lekko kącikami ust. czy walizki są w porządku? . Co pani doktorowa myśli! Zięć. która wzbierała już tłumami. Powinna wrócić niedługo.Pracowicie wychuchał w oblodzonej szybie otwór i przechylając głowę.pańska narzeczona wygotowała dwadzieścia pięć litrów. jakby ją chciała zerwać z ramion. . i dlatego żyje! Panie Tadziku . dopasowany do okrągłości przegubu.

i wstawiłem na wszelki wypadek pod łóżko. Włożyłem książkę między średniowieczne. przekomarzające się głosy. pani doktorowa mnie nie zna? . Zadyszała się i zamilkła. . . Zza drzwi dochodziły brzękliwe.zachrypiała w przejęciu. .Dzieci? . nie. Tam się wszystko kończy. aby podtrzymać rozmowę.Mieliśmy kryjówkę za szafą w takiej specjalnej niszy. Stara podniosła na mnie puste oczy. niebieskie oczy.nie sięgał zapastowanych na czerwono desek. Wie. .zdziwiłem się. Drzwi kantoru trzasnęły. przykrył je prawie rzęsami koloru słomy. . . .kierownik zatarł z przyzwyczajenia ręce i popatrzył chwilę na mnie .Pani doktorowo.On tam ma interesa. Obejrzałem się na starą. sprzedanych przez 5 Aus (niem.A jak oni tu mnie nie znajdą? Uliczka jest taka mała i na peryferiach . to małe dzieci tylko milczały i patrzyły takimi otwartymi oczyma. jakby jej było zimno. a ludzi wywożą. Cóż to. kiwając przyjaźnie ręką. pierze na ulicach.zdecydowała i poruszyła się na tapczanie.Jakże się pani przedostała do nas? . Splotła ręce na piersiach. Jeszcze dzień.Nie. wywożą. aus. Dwadzieścia osób! Małe dzieci się nauczyły.. co dzieci! Zięć i córka czy wyjdą! On żyje w wielkiej przyjaźni z szefem. Klient zatupotał nogami.Dwadzieścia siedem razy byłam w blokadzie ulic.zaniepokoiła się nagle stara.) .. ale nie od nas! Stara nastroszyła się i nadęła jak obudzona znienacka sowa.parsknął nagle kierownik i gniewnie zmrużył serdeczne. obijając z butów śnieg. Machinalnie obracała w palcach broszkę przypiętą do sukni.. Klient i kierownik ustalili cenę dostawy drzewa z pożydowskich domów z getta otwockiego.Niemców na głowę sprowadzić? Dać im podsłuchać? Owszem. .w porządeczku jak w ubezpieczalni.. wie? Czy oni zdążą wyjść? Podszedłem do półki z książkami.z. Jeszcze z uniwersytetu w Heidelberg. aus5! Pusto w domach.zapytałem. co to blokada? Pewno nie bardzo wie? No nic . Kierownik kopnął krzesło i wyszedł do klienta. Widać było spod niego czarną przykrywkę remingtona.Zwariowała pani doktorowa na starość? .Czemu nie wyszedł z panią? . to jak żołnierze chodzili i bili kolbami o ściany i jak strzelali. . . aby nie zamokła. jeszcze dwa. Ciągle aus. Wziąłem maszynę z szopy. nie! Tam dzieci. tu: wychodzić 9 .Zatelefonuję . u nas wszystko musi być w porządku .

ale dawał się skusić przy szczególnie pomyślnych wydarzeniach.Ja bym chciała do swoich rzeczy . Nasłał ją Inżynier. wyszli do sklepiku przypić transakcję. Kierownik był abstynentem. Wstała nerwowo od stołu. aby pilnowała kasy. a Inżynier stracił do urzędniczki zaufanie. . Cały dzień czytała brukowe romanse. Na ulicach pusto. pisywaniem wierszy i produkowaniem się na porankach poetyckich. obfitą lekturą. Z jego kalkulacji wynikało. Kucnął przy piecu i sapiąc.prychnęła mała urzędniczka. . . to nas będą wywozić. Zazdrościłem jej zejścia do podziemia. jakże wiersze? Okładka wyschła? Kierownik za rękę przyprowadził starą do kantoru. I u nas też łapią. ale za to z regularnością poczty zaopatrywała mnie w konspiracyjne gazetki ozdobione godłem miecza i pługa. aby się ogrzać. że jak z Żydami skończą. Odrzuciła palto z kolan i z pośpiechem podreptała na dwór. umieściła się wygodnie na kozetce.) . Koło cerkwi i przy dworcu aż zielono od żandarmów. że firma daje zbyt niskie dochody. Mówią. Przyszedł furman. Kożuch parował na nim i śmierdział wilgotną skórą. Skrzypnęły drzwi. Była bardzo niestarannie upudrowana. co to lepik. .rzekł woźnica.na piechotę 0 .zmrużyła złośliwie oczy. . wyszedłem z kantoru. nie wiedziała.Przy pomocy bliźnich .rzekła nagle stara. . sam bowiem zadowalałem się półprywatnym powielaniem biuletynów.Jakże ja wrócę do domu? . Kierownik pokrył niedobór z własnej kieszeni. zmierzwionych niesfornie włosów. 6 Kreishauptmann (niem. Włóczyła nogami w zbyt głębokich kapcach. jak może. kręcąc z nieświadomym wdziękiem kościstymi.starosta 7 Bitumina .rzekłem kwaśno i włożywszy pośpiesznie kurtkę. . a co bitumina7.A to ładnie . . Głowę miała ustrojoną w czub wysoko spiętych.zagadnęła ironicznie urzędniczka.) . .Budy na mieście . Drobna i sucha. Urzędniczka w kantorze uśmiechnęła się do mnie zza stołu.kreishauptmana6 hurtem polskiemu przedsiębiorcy. przebijającymi przez cienką sukienczynę biodrami.Byłem w Centrali. Do kantoru przychodziła zresztą tylko na kilka godzin. aż strach jechać. panie magazynierze.Każdy ratuje się.Ej. nie zajrzała ani razu do magazynu. Cienki nos świecił się jak wyczyszczony łojem. wystawił do ognia spękane od wiatru i mrozu dłonie.smoła węglowa 2 Per pedes (lać. W drugim tygodniu jej urzędowania zabrakło w kasie tysiąca złotych.Perpedes2 .Cóż z tą starą? Mebli dużo? .

ponieważ plac pustoszał przed nadchodzącą łapanką. Samochód nabrał szybkości.jak głosił wyblakły od śniegu plakat . Karuzela z jednym ogłupiałym dzieckiem na koniu kręciła się majestatycznie przy wtórze wrzaskliwej muzyki. że miłość” . jak wyrzezane z łamliwego kryształu. Niemiecki żandarm. pączkami. wysokie. wlokły się wzdłuż alei. kręciło się na przystankach niezdecydowanie. zamykaliśmy ją na kłódkę.Ostry wiatr zmieszany ze śniegiem zaciął mnie w twarz.pomyślałem ze wzruszeniem i uciekłem do składu. 8 Kozły hiszpańskie . Kobieta podniosła ręce rozpaczliwym gestem i byłaby upadła. obojętnie bił żelaznymi butami o bruk. okryte brezentem ciężarówki i mierząc kołami śnieg. z plikami gazet niemieckich pod pachą. Dziennie przerabiał na mrozie do dwu ton wapna suchego. chronionym kozłami hiszpańskimi8. Z wnętrza tłumu wynurzały się pękate. Niebo leżało pogodne.drewniane krzyżaki owinięte drutem kolczastym 1 . Tramwaje bez ludzi okręcały się w pętli naokoło placu i dzwoniąc łańcuchami. papierosami. Nie zdążyła. oczywiście. skrzące się w ostrym słońcu. tupali nogami w słomianych chodakach i darli się ochryple nad koszykiem z bułkami. Puste drewniane auta. Pijani policjanci oczyszczali uliczkę z resztek tłumu. szykując wapno na sezon letni. blade. ale baczny na każdy ruch policjanta. białym i razowym chlebem. Przytupując z zimna nogami jak śpiący koń. Bramę składu kierownik przymknął. Drzewa stały ośnieżone. W bramach ważono na prymitywnych wagach świeże mięso wieprzowe i przelewano pośpiesznie bimber. rowery. Kłęby białej pary podnosiły się znad kipiącej mieszaniny i owiewały mu twarz. Gdy łapanka obejmowała uliczkę. Lasownik pracował całą zimę bez przerwy. Kilku gazeciarzy ze schroniska. otoczony kordonem żandarmów falował tłum i podpływał ku wiaduktowi. Nad skrzynią z wapnem kiwał się rytmicznie robotnik. wielbłąd i wilk) świeciło beznadziejnie pustką.miały przebywać krokodyl. ciężko ciągnęły na most. Robotnicy zakryci deskami chodzili pod karuzelą w kieracie. kaszanką. Za wiaduktem. gdyby nie pomocne ramię żandarma. Pod oknami i parapetami przekupnie trzęśli kolanami. Był zwykły targowy dzień. kołysząc się jak na fali. Za ostatnim wozem wybiegła z tłumu kobieta. „Miłość. Wepchnął ją w tłum. wychudłych drzew. że to czarna ściana domu trzęsie się i krzyczy. łabędzie z rozczapierzonymi skrzydłami płynęły łagodnie w powietrzu. Na posesji leżącej na tyłach szkoły trwała jeszcze zabawa. który przemykał się ku polom. wyższy nad tłum i jego troski. mieszał gracą lasujące się wapno. Wydawało się. Na placu pod ścianami domów było jeszcze gwarno i tłoczno. Przy jaskrawo pomalowanej strzelnicy i w ogrodzie zoologicznym pod namiotem (w którym . W głębi ulicy przestrzeń zamykały kamienne bloki domów i kępy nagich. zasiekami i tablicami na torach.

- Telefonowała narzeczona - powiedział kierownik. Był w dobrym humorze, podśpiewywał pod rudym wąsem i zataczał nogami taneczne półkola. - Jedzie z Ochoty, ale nie może szybciej, bo wszędzie łapią. Pod wieczór będzie. Sucha, czubata urzędniczka rzuciła na mnie krótkie, podszyte złośliwością spojrzenie. - Pewnie zaczną z nami jak z Żydami? Pan się martwi? - Powinna dać sobie radę - rzekłem do kierownika. Zziąbłem na kość. Pogrzebałem kociubą w piecu i dołożyłem torfu. Z otwartych drzwiczek buchnęło dymem na całą izbę. Chyba w tym miesiącu wagonów nie dostaniemy? Pewnie zrobią szperę9 wagonową? Kierownik skrzywił się niechętnie. Przysiadł na krześle i delikatnymi jak u pianisty palcami stukał po stole. - A co nam przyjdzie z tego, jak puszczą wagony? - rzekł z goryczą. - Inżynier boi się trzymać cement i gips, wapno ma tylko dla Niemców na roboty na Forcie Bema, to co pan chce? Żebyśmy kwitli? Grochowskie zakłady dostały trzy wagony cementu, Borowik i Srebrny ma co dusza zapragnie, a my co? Gąsiory, felcówki10, grysiki, lepiki, maty trzcinowe! - Niech pan nie przesadza - rzekła urzędniczka. - Gdyby pogrzebali w szopach, toby to i owo... - Pewnie, że to i owo! Bo kombinuję na własną rękę! Inaczej przyszedłby kto do składu? Owszem, sklepikarz odważników pożyczyć! Telefon zaterkotał. Kierownik zakręcił się na krześle i chwycił słuchawkę na pół sekundy przed małą urzędniczką. Oddał mi ją z niemą gestykulacją. - Nasz samochód - szepnąłem zasłaniając ręką tubę. - Co powiedzieć? - Niech da pięćdziesiąt. - Funfzig - rzekłem do tuby. - Abends?11 Niech będzie wieczorem. - Świetnie, chodźmy wobec tego coś zjeść - zatarł ręce kierownik. Stara siedziała nieporuszona na tapczanie, jak zapędzone w kąt zwierzę. Kierownik zakrzątnął się po pokoju, nastawił bulion na maszynce i sprzątnął stolik. - Jak Inżynier będzie miał mniej dochodu od nas, to raz - wyrzuci tę siksę, a dwa... no co, zdecydowałeś się pan? - Cóż ja mam wobec pana? - rzekłem beznadziejnie. - Wszystko wpakowaliśmy w bimber. Wie pan, jak to jest; trochę książek się kupiło, trochę łachów, i tak. Papier też kosztował. - A sprzeda pan chociaż te wiersze?
9 Szpera (z niem. Sperre) - blokada 10 Gąsiory, felcówki - rodzaje dachówek 11 Abends (niem.) - wieczorem

2

- Nie wiem, czy sprzedam. Nie pisałem na sprzedaż. To nie cegła dziurawka ani nie smoła - odparłem urażony. - Jeżeli dobre, to powinni kupować - rzekł ugodowo kierownik, zagryzając bułkę. Zbierzesz pan te parę tysięcy do spółki. Pan masz dobry łeb. Stara zajadała powoli, ale z apetytem. Złoty masywny rząd zębów z lubością zanurzał się w miękiszu bułki. Wpatrywałem się w ich połysk, oceniając instynktownie wagę i wartość całej szczęki. Trzasnęły drzwi, wszedł klient. Pallotyn z sąsiedniego kościółka miał rogowe okulary i uśmiechnął się nieśmiało. Powiadomiwszy o łapance, zamówił parę worków cementu oraz żółty grysik. Zapłacił z góry samymi złotówkami powiązanymi w paczki. - Niech będzie pochwalony - rzekł i nałożywszy czarny kapelusz, wyszedł, szeleszcząc sutanną. - Na wieki wieków - odparła urzędniczka. Zakręciła piec i wytarła palce w skrawek gazety. - Jak pan myśli, co ta stara zrobi? - Kierownik znajdzie dla niej mieszkanie. Stara ma za grubą forsę, żeby ją puścił z rąk - rzekłem półgłosem. - Ale - prychnęła pogardliwie - więc pan nic nie wie? Kiedy kierownik wyszedł, stara telefonowała do córki. Nie mogą wyjść z getta. Już za późno. Szpera na całego. - Stara pomartwi się trochę i przestanie. - Bardzo być może. Otuliła się w wytarte futro, umieściła się wygodniej na kozetce i powróciła do książki. Nie zdradzała ochoty do dalszej konwersacji. III Wieczorami zostawałem w składzie sam wśród suszących się jak mokra bielizna okładek tomu poetyckiego. Apoloniusz wyciął je z papieru w formacie in folio12, dopasowawszy do rozmiarów siatki ręcznego powielacza, który wypożyczony mi do odbijania niezmiernie cennych komunikatów radiowych i wartościowych rad (wraz z wykresami), jak prowadzić walki uliczne w większych miastach, posłużył również do druku wzniosie metafizycznych heksametrów, wyrażających mój nieprzychylny stosunek do dmącego apokaliptycznie wiatru dziejów. Okładka była dwustronnie ozdobiona czarnobiałymi winietami, przy użyciu rewelacyjnie nowej techniki powielaczowej: pojedynczych kawałków matrycy białkowej, które nalepione na siatkę dawały białe plamy, sama zaś siatka 12 In folio (łac.) - w formie arkusza złożonego na dwie części

3

plamy czarne. Sposób był bardzo pomysłowy, ale pochłaniał zbyt wiele farby i okładki schły już tydzień - bez rezultatu. Zdjąłem je więc ostrożnie ze sznurów, obłożyłem w gruby pergamin, zapakowałem ciasno i wsadziłem pod drewniany tapczan. Spuszczony do podłogi koc zakrywał zepsute radio oczekujące na mechanika, walizeczkowy powielacz, płaski jak cygarnica, solidną maszynę do pisania remington zabraną z szopy, aby nie zmokła, oraz komplet publikacji pewnej organizacji imperialistycznej, pozostawiony w składzie na przechowanie przez przyjaciela, który miał wynosić się z domu, a nie miał siły pozbyć się kolekcjonerskich i antykwariackich zamiłowań. Wieczorami także, nie żałując grzbietu ani kolan, szorowałem pracowicie podłogę, wycierałem stół i jako tako okno, a kiedy uznałem, że w pokoiku jest zacisznie i przytulnie jak w uchu, przykrywałem seledynowym kloszem jarzący się grzybek i zamykałem troskliwie pokój, aby nabrał ciepła. Siadywałem zazwyczaj przy piecu w kantorze. Robiłem drobiazgowe notatki bibliograficzne, którymi wypychałem specjalne pudła, zapisywałem na luźnych karteczkach głębokie sentencje i trafne aforyzmy, które znalazłem w książkach, i uczyłem się ich na pamięć. Tymczasem nadchodził zmierzch i zaprószał karty książki. Podnosiłem oczy ku drzwiom i czekałem na przyjście Marii. Za oknem śnieg tracił błękit, mieszając się ze zmierzchem jak z szarym cementem. Wyniosła ściana spalonego domu, zrudziała jak wilgotna cegła, nabiegła czernią, nieruchomiała, jakby milkła, bezgłośny wiatr podnosił znad toru kłęby różowego dymu, rwał je na strzępy i rzucał na siniejące niebiosa jak płatki śniegu na przezroczystą wodę. Zwykłe przedmioty, grząska jak zgniły melon góra piasku firmowego, kręta ścieżka, brama, trotuary, mury i domy ulicy nikły w mroku jak we wzbierającym przypływie. Został tylko nieuchwytny szum, którym tętni najgłębsza cisza, gorący puls, którym bije ciało człowieka, i głucha tęsknota do przedmiotów i uczuć, których człowiek nigdy nie zazna. Na podwórzu krzątali się jeszcze ludzie. Woźnica wynosił z ciemnego wnętrza szopy pakunki, jak z worka, i ciskał je z rozmachem na platformę. Na platformie stał stary lasownik13 z rozkraczonymi nogami. Chwytał ze stękaniem bagaż i ubijał go fachowo na wozie, jakby układał torby gipsu albo hydratyzowanego wapna. Z wysiłku wypchnął językiem policzek. Kierownik stał za wozem przy starej. Uchwycił się deski przy wozie i paznokciem bezmyślnie odłupywał drzazgę. - Ja tam nie wiem, jestem inaczej nauczony - rzekł do starej gniewnie, wydymając wargi. - Ale na mój rozum nie należało tak od razu. Gdzie tu głowa? Gdzie rozum? Po co był
13 Lasownik - człowiek lasujący, czyli gaszący wodą wapno palone

4

Ale teraz o dziesięć złotych drożej na worku. I tak.O la. 5 .że mu sprawiłam kłopot. . .Co. . .mówił dalej kierownik patrząc w ziemię. .Abend.Ten numer nie przejdzie . przydeptanych pantofelkach.powiedziała ostro do lasownika. a tych parę ciuchów. la! Wyprzedaliście wszystko? . Jasiowi się przecież opłaciło. Potężny diesel z przyczepką wtoczył się w ulicę.rzekł.powiedział żołnierz bez zniecierpliwienia. .Niech bardzo uważa przy pakowaniu .Niech Jasio wybaczy . jakby to ją rzucano na platformę.Duży obrót. stratują. ja zaś podskoczyłem prosto przez śnieg do bramy.Dużo ich tam pani doktorowa obroni. cmoknąwszy ustami. Twarz jej drgała przy każdym ciskanym pakunku. i tyle.zapytał mnie kierownik. Po trzydzieści pięć? . patrzyła na kierownika oczyma załzawionymi.zwróciła się do kierownika . . spalą.Trzydzieści dwa. Milczała i uśmiechała się. . kołysząc biodrami. do szopy. Kierownik uśmiechnął się z ulgą i pośpieszył otwierać drugą szopę. . to dałem na mieszkanie. to zawsze można.Trzeba brać. które pani doktorowa zostawiła u mnie. że przyjdzie taki czas. wzruszając ramionami. i podjechał pod bramę. pani doktorowa nie wie. prawda? . zniszczą. . kiedy człowiekowi pozwolą spokojnie handlować. Wargi jej drżały z zimna.. i tak giemza . na szprychy koła i na błoto pod kołami.Co tam pani doktorowa ma myśleć . Traktor wepchnął się zadem na przeciwległy chodnik i jak żuk wypełznąwszy przez rynsztok na podwórze. Pięćdziesiąt? . Rozejrzał się z zainteresowaniem po kątach. podjechał pod rozwartą szopę.Ma on ludzi do wyładowania? . Z szoferki wyskoczył kierowca w brudnym kombinezonie i niemieckiej furażerce zawadiacko osadzonej na kruczych. pociągała nosem i zwyczajem krótkowidzów. lśniących włosach. Nie lepiej żyć? Ja tam wierzę. plując dymem.rzekł kierownik. duży zysk. Na rynku jest pięćdziesiąt pięć i drożej . mrugając zaczerwienionymi powiekami. co je wziąłem.ten cały kłopot? Stara przechyliła na ramię głowę w kapeluszu z kwiatkami. wszedł. Na ziemistych policzkach dostała od mrozu buraczanych wypieków. Pieniądze. Zgarbiona pod szarą ścianą szopy stara przebierała z zimna nogami w wytartych.. Złote zęby błyszczały zza warg. Ja tam się od tego nie wzbogacę. jak będzie? Zabiją.zapytał i plasnąwszy z rozmachem w ręce.rzekł kierownik. rozkładając ręce wymownym gestem.

) wyładowywać 16 Du alte Slawe (niem. Musimy zaraz dalej.) . Wyjaśniłem mu. Peter.) . na wierzch zaś i po bokach dali plecione kosze.mruczał przez zęby. raus! (. Znali się na pakowaniu. drugi chwytał je rękoma. starannie wygolone policzki. przyciskał płaski worek do piersi. . . to zawsze przy przenoszeniu porwie parę worków i narobi szkody) podniósł ku mnie srebrzystą.roześmiał się szeroko żołnierz. Miał zdrowe.ty stary Słowianinie 17 Komm (niem. Stara dreptała pod szopą. wiążąc worki.. końskie zęby i błyszczące. 14 Keine Leute (niem.ausiaden!15 Dwaj drzemiący na workach cementu robotnicy odrzucili palta.Fünfzig sztuk? Pięćdziesiąt? . unurzaną w cemencie twarz i zapytał szeptem. Ukryli w środku rzeczy cenniejsze.Komm17 do kantoru. zakomenderował: . prędzej.jacy tam ludzie 15 Meine Herren. wyskoczyli przerażeni krzykiem z głębi auta i opuścili pokrywę.Proszę was bardzo .rzekłem do żołnierza.wykrzyknął gorliwie podawacz spod plandeki. trzymając ręce w mufce.zapytał mimochodem szofer. Lasownik dobijał bagaż i podciągał sznury. Podszedł do przyczepki i rozsznurowawszy plandekę. którymi się przykrywali.Jest pięć worków więcej..mruknąłem. że wierzchem dłoni ociera oczy: . chef. Osznurowali platformę troskliwie jak paczkę ze szkłem. Weźmie pan dzisiaj? . przestraszyła się i skryła za drzwi magazynu. udając.Prędzej. wyłazić! (.Ja. Zgasił zapałkę. Platforma stała niecierpliwie jak arka. nie ruszając wargami. Napotkawszy moje badawcze spojrzenie. . ..)Si liczę! Ani jednego więcej! .. Jeden wytaczał torby na krawędź podłogi.Po dwadzieścia . uśmiechnął się przyjaźnie. skórzane walizy i brezentowe worki z bielizną. stołki. Drzemiący w szoferce pomagier kierowcy wychylił się z okienka. . klekocące naczynia. du alte Slawe16 .pokazał robotnikowi pięć rozczapierzonych palców. Zaciągnął się z ochotą dymem.Keine Leute14 . .Moi panowie.) ausiaden (niem.) .) . niósł do magazynu i rzucał z trzaskiem na podłogę.chodź 6 . ja. twarz smagłą. Furman kończył ładować wóz. przydeptał troskliwie podeszwą. czarną od zarostu. Nikły różowy blask rozjaśnił mu policzki i odbił się w oczach. jak należy układać cement.Oni mają się pośpieszyć. W szopie umączony cementem robotnik (jak kto nie umie obchodzić się z towarem.. raus! . Złota damska bransoletka luźno zwisała na przegubie. Obliczymy się . by sterta nie przewaliła się k'czortu. Ujrzawszy przechodzącego z bliska żołnierza.Przeprowadzka? . Dłonie miał owłosione.Meine Herren. Podparł się łokciami i patrzył sennie w głąb szopy.

bardzo dobrze 7 . .Ja. podał szoferowi.18 Widzi pan..Teraz też zabraniają.O.A nasi walczą za wasz spokój. gdyby człowiek miał własny skład.Dobrze.. . jak nic nie znajdzie. ja? . .. .Zapomniała maszyny u pana .nie. . oczywiście.Przeprowadzka.Uśmiechnął się wyrozumiale.) ist sehr gut (niem..Urzędniczka zaraz poleci do Inżyniera.Nie uwierzy. panienka? . Jak znalazł. .Wy ale żyjecie spokojnie . żebraczkę pod chropawym murem trzymającą za rączkę dziecko z wyłupiastymi oczyma oraz martwą naturę z żółtym dzbankiem..Pokazał palcem czerwony szlafrok na wieszaku. . . . panie Tadziku. Ja. zarobek pewny. który postanowił się nie dać. . co? .A jak zupełnie zabronią budować? . Rozmawiał przez telefon z żoną. Naniósł do pokoju błota i smrodu żołnierskiego.powiedział kierownik. a ludzie budują.rzekł kierownik .Ist gut .Więc udał się obiad czy nie? Buraczki . Obejrzał obrazy Apoloniusza.rzekł żołnierz. Kierownik poprosił siadać. Odstąpimy od ręki czerniakowskim zakładom. a cóż by innego? Niebo ścieśniało się. następny tydzień.rzekł z dobroduszną pogardą żołnierz. widzi pan. . Ale i tak Inżynier musi być dobrze z nami. uchyliwszy drzwi do pokoju.Maszyna przyda się firmie.Kombinuj pan kupić tę budę.Książek przybyło. jaki nastrój! Tylko patefon nastawić! Panienka.Żołnierz przeliczył pieniądze. co pan ma w szufladzie.Dzieciak? Śpi? Obudź go.zapytał szofer. ist gut. . co będę miał. toby się nie krył z towarem. Wpakował forsę w bocznicę i robi bokami powiedział chełpliwie kierownik. osiadało nad mrokiem bezszelestnie jak opadający ptak. Na ulicy udawał tramwajarza. . . Kierownik wydobył z portfelu paczkę starannie powiązanych banknotów i przeliczywszy modlitewnym szeptem. Plac i szopy zostaną na po wojnie. . Jeździł za darmo tramwajami i czuł się bezpieczny przed łapanką.Znowu środa. Bezlistne drzewo nad torem szamotało się z wiatrem zaciekle jak człowiek. chodźmy odprowadzić starą. Przetrzymałby parę dni.) . już śpi dwie godziny. dołożę. . że przeprowadzka.ist sehr gut. schował je do kieszeni kombinezonu i 18 Ist gut (. Weź kapustę. co. No. Wyżyć to pan wyżyje z tego. . Od-czesał dłonią włosy i z pewną elegancją nałożył czapkę tramwajarską.

Przechodnie gromadzili się na chodniku i patrzyli na plac. siedziała. płosząc uśpione na parapecie dzwonnicy gołębie.rzekł kierownik.krzyknął. które wybrał na jutrzejszy obiad. . którego nogi niczym martwe kikuty sterczały ku niebu i podskakując wraz z blatem za każdym poruszeniem wozu. Panny z pralni przesuwały się pod fioletową latarnią i znikały w cieniu spalonego domu. stara Żydówka.Boję się o nią . za bramę. na siłę.Narzeczona pewno nie może się dostać do pana. zebrał w dłonie lejce. Niemiecki traktor zamykał wylot ulicy.Co robić . zdawały się mściwie mu wygrażać. Ulica ożywała wieczorem. . opuścił podwórze. Parę obdartych dzieciaków pobiegło za platformą w nadziei. Przy rynsztoku stała 8 . ruszyła. zanurzyła się w ulicę jak w ocienioną aleję. Na granatowym niebie złoty księżyc toczył się naprzeciw pierzastym obłokom jak krążek ananasa i metalicznym blaskiem opadał na dach ulicy. Musieli sporo nałapać. dziesięć! . ściągniętą białym sznurkiem od firanki. pójdę coś kupić na kolację. Furman odjął koniowi worek z obrokiem. cmoknął uroczyście i platforma. Traktor z cementem ostrożnie wyminął doły na wapno i zatrąbiwszy na pożegnanie.Zostajesz pan sam. na chrzęszczący jak srebrna blacha śnieg trotuaru.Włożył do teczki kawał mięsa. Od sklepikarza wychodzili podochoceni policjanci na służbę nocną. gdyż lubił wydawać się szczupłym.Obłatwiliśmy dzień . . Jeść się chce po tym głupim dniu.westchnął ciężko kierownik. ale nie wylewnie dłoń. . oświetlona pełgającym krwawo blaskiem jak karnawałowy pojazd. a pękatymi walizami. zapalił latarnię. . Wyszliśmy na ulicę. że uda się coś ukraść. Stara miała oczy zamknięte. . chrzęszcząc butami. zwinięta w kłębek jak pies. wyszedł. . Coś narzeczona nie przyjeżdża? . Dzwonek w odnawianym naszym cementem i wapnem kościółku poczynał świegotać radośnie jak bawiące się dziecko.Łapanka trwa cały dzień.uścisnąwszy nam serdecznie. podczepił ją pod wozem. najwidoczniej drzemała. . przepasując rzemieniem tramwajarski płaszcz. Ściągnął pas rzetelnie.Dziesięć było. nakryta z góry blatem ukośnie przechylonego stołu. Między purpurową jak spieczone usta kołdrą. cały niebieski od zmroku. Doskoczyłem do przyczepki i wsadziłem pieniądze w wyciągniętą rękę robotnika. Przed szkołą chodził dorodny żandarm. zatrzaskując furtkę.Czekaj pan. trząsł się i dymił. podkuliwszy pod siebie nogi. w zasłony murów. głowę wtuliła w futrzany kołnierz. które z łopotem skrzydeł wzbijały się nad wieżę i jak płaty chryzantem sennie osuwały się na dach.odpowiedziałem. Plandeka zakryła się za nim. skrzypiąc.

rzekł ponuro policjant z paskiem zapiętym służbowo pod brodą.platforma z betami.Żeby ich ziemia pochłonęła! . trotuar i tłum. opędzając się od blasku. Nad nią wysokie słupy reflektorów wzbijały się rtęciowym światłem w niebo. ogarnęły jarzącą 9 . Światło reflektora przejechało po jego twarzy. Motocykle wytoczyły się zza aut i oświetliły reflektorami jezdnię. Na zakręcie alei powstał zator. .rzekł za mną sklepikarz. przy pełnych reflektorach.Tak szybko? .Ja już z ludźmi gadałem. Twarze ludzi ukazywały się spod brezentu białe. Zdjął czapkę i otarł czoło rękawem.szepnął konfidencjonalnie sklepikarz. Kolumna zatrzymała się.Wyprowadza się gdzie indziej. . Pan kierownik miał dzisiaj dać zadatek.Ta Żydówka wyprowadza się od was? . Świat na chwilę zwężał się do jednej ulicy tętniącej jak otwarta żyła.szepnął sklepikarz.Przynajmniej umrze z nią jak człowiek. Za czarnym pasem pola. . . waliły jezdnią wypchane ludźmi ciężarówki. .zaniepokoił się sklepikarz.Ano.. Nachylił się do ucha. Czerwona pręga. samochody zbliżyły się do siebie. Duszący dym spalinowych motorów słał się na jezdni. ślepe okna mieszkań. nad srebrnym nurtem rzeki. . Kolumna szła w stronę mostu. . jakby posypane mąką. wynurzały się spod wiaduktu i trzepocząc skrzydłem cienia jak potworne motyle. . obsadzone żołnierzami w hennach. odciśnięta na łysinie przez czapkę. .Ona wraca do getta. tramwaje. Zamrugał powiekami. przekreślały je i jak ramiona marionetek bezwładnie opadały wzdłuż ziemi. Położył mi ciężko ręce na ramionach. kamienny most napinał się na tle nieba jak łuk. bielała na chłodzie. Woźnica cierpliwie czekał na wolny przejazd. i jak zdmuchnięte wiatrem nikły w ciemności. Z chrzęstem. Motocykle.To co będzie z mieszkaniem? .No pewno . Biło od niego odorem wódki i śmierdziało machorką.Zabierają się do nas . ..powiedziałem niecierpliwie i otrząsnąłem jego łapy.westchnął ciężko i zapatrzył się w ulicę. Padły gardłowe nawoływania. zajrzały w czarne. która nie może się wydostać. Na drugim brzegu czarna bryła miasta zapadała w grząską ciemność. Reflektory prześliznęły się po twarzach ludzkich jak po zbielałych kościach. twarz sklepikarza oblekła się w mrok. Ma tam córkę.To szukaj pan kierownika .dodał przez zęby.Nałapali pod cerkwią . . znikały z hukiem za samochodami. tak .rzekł z przekonaniem sklepikarz. Wieczór zapadał coraz głębszy. .Przepraszam . przelewając się na wybojach. Reflektor oświetlił wnętrze ulicy. .

jakby chciała zawołać. Twarz Marii otoczona szerokim rondem czarnego kapelusza była biała jak wapno. pomacały głąb placu końskiego. powróciły do ludzi. Marię.) . wywieziono wraz z transportem żydowskim do osławionego obozu nad morzem. wciśnięta w tłum tuż przy żandarmie. Trupioblade. kredowe dłonie podniosła spazmatycznie ku piersiom jak w geście pożegnania. zawarczał i nagle szarpnął. Jak się później dowiedziałem.się zielonymi lampionami.mieszaniec 0 . Patrzyła z natężeniem w moją twarz jak ślepa. Poruszała wargami. wilkiem i wielbłądem. łabędziami o łagodnie wygiętych szyjach. omal nie upadła. 19 Mischling (niem. prosto w reflektor. Nie wiedziałem zupełnie. oślepiły jeszcze raz oczy i skierowały się na auta. zagazowano w komorze krematoryjnej. rowerami. zatrzymaną wpół taktu karuzelę z chwiejącymi się na linach pstrokatymi końmi na biegunach. Stała w aucie. Samochód zatrząsł się. drewnianymi autami. jako aryjsko-semickiego mischlinga19. a ciało jej zapewne przerobiono na mydło. Zachwiała się. co robić. zbadały wnętrze tramwajów stojących ze zgaszonymi światłami. zawahały się na lewo i na prawo jak głowa rozdrażnionego węża. otarły się o namiot ogrodu zoologicznego z krokodylem.

udając gestapowca.Wcale chłopak na to nie wygląda. . . . . Poprawił się na sienniku.Przegrałem . który. Pod ścianą na betonowej podłodze leżały dwa sienniki. .Siadaj.Ciągnę.zapytał Matula.Co się patrzysz? Piwnica. W okienku pod sufitem tkwił granatowy kawałek nieba i fragment dachu od kuchni.rzekł Kozera. . I Żyd pewnie? . Nie ma co myśleć. Drzwi zatrzasnęły się za nim. . .Cóżeście. Chłopiec usiadł i położył palto na kolanach. . Kozera . Strzepnął kurz z kolana.zapytał Kowalski. u którego znaleźli gazetki. . .Przyjrzyj się. . i tyle.odezwał się spod ściany Szrajer. Ale karty są i tak znaczne. . Jego bryczesy zachowały jeszcze kanty.Było nie było. Może zaraz wrócić z badania . chodził w długich butach i skórzanej kurtce po chłopach i rekwirował świnie. Przez ramię miał przewieszone palto z barankowym kołnierzem. przemytnik z Małkini.Wyłożyłem karty.Nie widziałem nigdy . Pod sufitem zapaliło się mdłe światło. Ubrany był w wytarty czarny garniturek uczniowski.Nie gadajcie.Niech nie siada.Byle gdzie tego nie zobaczysz. . Popatrzył w nie. . wypaczone drzwi pokryte były datami i imionami wyrżniętymi scyzorykiem.zapytał.odburknął chłopiec.roześmiał się Matula.odpowiedział chłopiec i przeciągnął dłonią po ostrzyżonej głowie. .Za co go mogli zamknąć? . Kraty w otworze 1 . .rzekł Szrajer z Mokotowskiej. .Dobrałem kartę. ale dobrze . Brudne. Posunął się. zwariowali do reszty? . Do celi wszedł chłopiec i zatrzymał się u progu. robiąc chłopcu miejsce.Nie mówilibyście takich rzeczy. zecer z Bednarskiej.Dwadzieścia. pomyśli. . stary. Ludzie siedzieli skuleni.rzekł zecer Kowalski. Na ścianach piwnicy błyszczała w mroku wilgoć. . Wziął trzy karty. Nie widziałeś nigdy? .zdziwił się zecer Kowalski. na sienniku. że sami bandyci tu siedzą . urzędnik z Mokotowskiej.rzekł Matula. Koło drzwi stał kubeł.Sobie. chłopiec. . Dosyć. .Za nic .Pajdka twoja. bo to miejsce Mławskiego. Na korytarzu trzaskały wyłączniki.Przecież to jeszcze szczeniak. Cela była mała i niska. dotykając się kolanami.Ciągniesz jeszcze? .Za co ciebie zamknęli? .CHŁOPIEC Z BIBLIĄ Dozorca otworzył drzwi.

Jak kogo . Chodził szerokimi krokami od ściany do ściany. 2 . Każda karta była znaczna.Nic mu nie będzie . . . . aby się po tobie nie martwili. . Co to za książka? .Znowu? . . Z głodu uszy odstawały mu coraz bardziej.rzekł chłopiec z Biblią. a żyć trzeba.Biblia . Trzymał ją blisko oczu. jak się nazywam . co tu byli przed nami. Palto miał porządnie złożone na kolanach. czy my jutro będziemy jeszcze żyli? .Nic się nie martw .Biblia? Myślisz.Aha.zapytał urzędnik Szrajer.Jak się nazywasz. Chłopiec siedział pochylony nad książką. .Ryzyka. .odezwał się przemytnik Kozera spod drzwi. książka.rzekł wrogo zecer Kowalski. Przybliżył książkę jeszcze bardziej do oczu.rzekłem do chłopca.rzekł zecer Kowalski i ciężko położył rękę na głowie chłopca. Oprócz gazetek wyszperali u niego jeszcze jakieś pokwitowania ze zbieranych pieniędzy na organizację. To najgorzej.Ciekawe. że go rozstrzelają. odwracając się do niego.rzekłem. .Dawaj jeszcze raz . biorąc znów karty od Matuli.odezwał się urzędnik Szrajer z Mokotowskiej.Znowu? . Kiedy ciebie aresztowali? . . że ci tu pomoże? Cholerę w bok pomoże . . tata forsę wybuli.powiedział. Wciąż oczekiwał. i chłopaka puszczą. . Przez cały dzień nie ruszał się z siennika i bezustannie żuł sztuczną szczękę.Posiedzi. dwa kroki w przód.Grunt. . Karty były zrobione z tekturowego pudełka po paczce. tasując.To ty w takim razie jesteś synem dyrektora banku .były zupełnie czarne. . . Zaciął mu się rewolwer przy ostatniej rekwizycji. . kogo dziś wywołają z naszej celi? . mamusia uśmiechnie się do kogo trzeba.Mnie nie aresztowali . . . . nie podnosząc oczu znad książki.Tak.Tak i tak w czapę.Ja nie mam matki .A tam.rzekł gestapowiec Matula. .rzekł Szrajer z Mokotowskiej. . chłopcze? .Kto wie.rzekł chłopiec z lekceważeniem. dwa w tył.rzekłem.Mój ojciec jest dyrektorem banku.rzekł chłopiec. fizyka.Oczko. Figury narysowali chemicznym ołówkiem ci. obrót w miejscu.odrzekł chłopiec. tak .

.rzekł Matula. Złożył starannie książkę i schował ją do kieszeni palta. . .Dozorca domu 20 Wachman (z niem.odezwał się przemytnik Kozera. Chodził wielkimi krokami od sienników do drzwi i z powrotem. przemytnik z Małkini. Stał pod drzwiami i patrzył w okno.rzekł Kozera.Zostałem złapany na ulicy.Gdyby była łapanka. Miał dwie córki.Wyciągnąłem rękę.Nie byłem .Zwyczajny policjant. .rzekłem do chłopca. Pod kuchnią chodzi wachman20 z psem. że na wolność? .powiedział przemytnik Kozera.rzekł Kowalski.Nie mam szczęścia. .powiedziałem.Dziewiętnaście. . Wyładowują kartofle na jutro.spytał niespokojnie urzędnik Szrajer. to co mi jutro po twojej pajdce? . no nie? . Wiózł słoninę do Guberni i został złapany w klasycznym miejscu. że jest bardzo późno. toby przywieźli całą kupę ludzi.Granatowy? Mnie też .Znowu fura . . Tylko na czapę. rzucając karty na siennik.Prosto do bramy? Przez getto? Nieprawda . Mówił. na granicy. . Począł przekładać karty.Kredą . Pewno przyjdą po mnie.Nie byłeś w Poliżcie . przemytnik z Małkini.Albo zobaczysz bramę z tej dziury? . . urzędnik z Mokotowskiej.Może się odegram. zrobione z tekturowego pudełka po paczce. .Od drzwi widać więcej. Jak nie.Jak stąd . .Mnie złapał policjant na ulicy Koziej . które chodziły na gimnazjalne komplety. . a nie tylko jego jednego. . I przyprowadził mnie tutaj. zecer z Bednarskiej.Jeśli dziś przyjdą po ciebie.zapytał zdziwiony Kozera. A tak dostawił mnie do bramy . .Trzeba ci było malować? . to jutrzejsza pajdka twoja. . Pokazałem gestapowcowi Matuli karty: .rzekł Szrajer.odpowiedział chłopiec.rzekł z westchnieniem Matula.powiedział chłopiec i uśmiechnął się do wszystkich. że dostanie z domu paczkę żywnościową. Bo po co by mnie tutaj przenosili.rzekł chłopiec.Miał poczucie humoru . u którego znaleźli gazetki i pokwitowania.Przywiózł dorożką. . . .Dawaj karty.wartownik 3 . . . Coś by się i tu słyszało. .Pewnie pisałeś farbą na murze? .Ano . Miał nadzieję.rzekł zecer Kowalski..To coś nie tak . kiwając głową w stronę okna pod sufitem.Była łapanka dzisiaj? Na jakiej ulicy? .odpowiedział chłopiec. boby mnie zawiózł na Polizei. . Wachmann) .Masz tylko dach kuchni i kawałek warsztatu. .Myślałeś. .

Poszedłem kupić otomanę. bo dwa dni nie wracała do domu.rzekł zecer Kowalski. przemytnik z Małkini. Pod sufitem paliło się mdłe światło.Pogłaskał chłopca po ostrzyżonej do skóry głowie. Drzwi od cel poczynały szczękać.Odsunąłem karty.rzekł zecer Kowalski. . zecer z Bednarskiej. . a po coś ty gazetkę drukował na Bednarskiej? .Akurat w podziemnej drukarni.Wystarczy. Za czarnymi kratami wybitego okna błyszczał rudy fragment dachu kuchni i jaśniało fioletowe niebo. Dalej za murem leżały bezludne domy getta o pustych oknach. co? . . .Nareszcie przyjechali . trzymając książkę blisko oczu. w których unosiło się pierze z rozdartych poduszek i pierzyn. Siedzieliśmy na dwu porwanych siennikach. To Szekspir.Ogłoszenie było przecież na słupie.Do rusznikarzy. 4 . . .Dasz mi potem poczytać? Chłopiec potrząsnął przecząco głową. co? . Urzędnik Szrajer podniósł głowę znad kolan i patrzył na chłopca z Biblią. Obok niego siedział chłopiec. Żelazne płyty pokrywające podłogę dźwięczały. Na murze wznosiły się wieżyczki z karabinami maszynowymi. siedział plecami do drzwi i zasłaniał rozłożone na sienniku karty. który w podziemnej drukarni kupował otomanę. chodził od sienników do drzwi i z powrotem. który chodził na rekwizycje.Jeszcze raz. Dwie pajdki moje. Gestapowiec Matula. którego dwie córki chodziły na tajne komplety gimnazjalne. Uszy odstawały mu coraz bardziej. .Nie drukowałem żadnej gazetki. to się odegram . . Niżej był mur.rzekł Kowalski. Zamilkliśmy.zapytał przemytnik Kozera.rzekł Matula i począł tasować karty. Drzwi były czarne i niskie. . zecer z Bednarskiej. . Żebym był tak twoim ojcem. . .Podałem karty gestapowcowi Matuli. Przechyliłem się w stronę chłopca i dotknąłem go ręką.zaśmiał się zecer Kowalski. „Pasowałeś do niej jak francuski dukat do dłoni ulicznicy”.Wpadłem tak samo niewinnie jak ty . pełne wydrapanych imion i dat. Na drugim sienniku siedział Kowalski. zecerze Kowalski. że ja tylko poszedłem szukać narzeczonej. Kozera.będzie miał przez ciebie robotę.Kowalski. który pisał kredą na murach i czytał Biblię. W kącie pod oknem siedział z głową na kolanach urzędnik Szrajer z Mokotowskiej.A zresztą skąd ja mogłem wiedzieć? . . . . Chłopiec czytał znowu. Chodził szerokimi krokami od ściany do ściany. który nasłuchiwał razem ze Szrajerem. Na korytarzu rozległy się kroki.Fura.Wiesz dobrze.

. co? Ludzie chodzą po ulicach.Lubię ten żurek. co słychać na świecie . Kartofli dziś sporo.Ciekawym. obracając w ręku karty. Przyjechali drugim samochodem. Robił interesy z ojcem w Radomiu. Myślałem.Miałem dzisiaj pietra. która zsiadła się jak galareta. Wszedł Mławski. chociaż zimny. chłopaki? . .rzekł Mławski.A co powiedział referent? . . . .Ale nie wiem. że to dla ciebie. Sam przyjdzie . jakby nic? Prawda? zapytałem. . . żyją.Jak ci poszło? Możesz siedzieć? . .Za to grzeją luksusowo . który chodził na rekwizycje i czekał na wykonanie wyroku śmierci. to może nie dadzą w czapę? . Czasami ma dobry smak. . Jak w domu. który jeździł na badanie. że powiedzą. . u którego znaleźli gazetkę i pokwitowania.Zecer Kowalski podał mu miskę z kolacją.Co tam dostałem! Jakby nic. Wiesz.zapytał urzędnik Szrajer.porządkowy 5 .Nie widziałeś sam. Nie trzeba szmuglować. Stał przy sienniku i krajał łyżką zupę. . 21 Kalifaktor . Nieźle dają żreć.Polski sąd też by ciebie rozwalił za rabunek . jak jechałeś? Ludzie żyją. . no nie? rzekł Kozera. Tylko w tramwaju. co słychać? .rzekł urzędnik Szrajer. jak to jest. nie? . . . Drzwi zatrzasnęły się za nim. ilu nowych.Tego towaru nigdy nie zabraknie. Dużoście wiedzieli.bez pośpiechu zagarniał zupę łyżkami. Zaczerpnął z samego dna odpowiedziałem. i tak w czapę. czy za dwa tygodnie będę jeszcze na świecie .A jakby wojna skończyła się niedługo.Obiadową ci zjedli. żeś kupował otomanę.rzekł Kozera. . Drzwi celi otwarły się znowu. przemytnik z Małkini. . .zapytał. .Powiedziałem kalifaktorowi21.rzekł zecer Kowalski. że zostanę na noc.To co ciebie może obchodzić. co słychać? I tak w czapę. .Chociaż taka korzyść.rzekł Matula.odrzekł Matula..Drzewa pewnie już kwitną.A tobie da Krzyż Zasługi za to.Jak tam.Masz tutaj zupę.Byliście na tym świecie jeszcze dwa tygodnie temu . Mieliśmy znajomego referenta.Dali grochówki z chlebem na obiad.

. .Jak ojciec myśli? . Usta miał mocno zaciśnięte. Kalifaktor już się drze .. .umilkł. zecer z Bednarskiej. powiedz? Wzruszyłem ramionami.Dostałem po pysku za twoje palto. twarzą do drzwi.ale jak mówisz.Odezwał się. . że mu na Polizei odbiorą jego skórzaną. niski esman o czerwonej kwadratowej twarzy i rzadkich jasnych włosach. . Mławski usiadł koło mnie.Założyłbym się. Tu człowiek. .Stawajcie lepiej do apelu. .odrzekłem i podłożyłem palto pod plecy.odrzekł chłopiec znad Biblii. prawie nową kurtkę.Rodzoną matkę byście przegrali. nie podnosząc twarzy. Szrajer siedział z twarzą w dłoniach.. oświetlony z dołu latarniami więzienia.Człowiek siedzi jak pień.rzekł Mławski do chłopca . . Dziwne.zapytałem. Otwarto drzwi naszej celi. Może się odegram? . Szkło wypadło spod podszewki.odrzekł opryskliwie Mławski. .rzekł Szrajer. Na krzywych 6 . Odstawił miskę pod kubeł i zdjął palto.mruknąłem do Mławskiego.Dziś ma służbę Ukrainiec..Zagrasz? . Pożyczył je ode mnie na badanie. Wstaliśmy z sienników. . Jak myślisz? .Zagrasz w oczko? . Inteligent od gazetki . Ustawiliśmy się w szeregu. Kozera chodził od drzwi do sienników i z powrotem. ale może być. . W drzwiach stanął gruby.. Kiwnął głową.zapytał mnie Matula. Milczeliśmy.Dajcie spokój z graniem .Na wszelki wypadek . spomiędzy których sterczały coraz bardziej odstające z głodu uszy.Nic nie powiedział .. Ruszał sztuczną szczęką. .Nie .Nowy.zaproponował ojcu. bo bał się.Wiesz .Ojciec się zgodził. że cię policjant złapał. Co miał robić. co? Ja ciebie widziałem chyba na Polizei. Rżnąć się będziesz czy co? .Nie siedziałem w żadnym tramwaju. żeby ojciec został konfidentem. . nie? Nie siedziałeś ze mną razem w tramwaju? . Ale może będzie spokojnie . Mławski odwrócił się do chłopca z Biblią. że złapał go na ulicy granatowy glina i dorożką przywiózł do więzienia rzekł do Mławskiego Kozera spod drzwi. Pomiędzy niebem i czarnymi kratami leżał wiosenny wieczór.rzekł szeptem .On mówi. Chłopiec czytał Biblię.rzekł Kowalski. .rzekł Matula. że ciebie widziałem na Polizei .

nie wszystko . wyrzucił przez drzwi na korytarz.Był chłopak.Byłoby co czytać.Benedykt Matula . Od drzwi odwrócił się do nas. . Poczęliśmy rozkładać sienniki.zgadza się 24 Los (. bo rozkładamy sienniki. Drzwi celi zatrzasnęły się za nim.) wyłazić 25 Hals (niem. Żeby nikt potem po głowach nie deptał. Koło niego stali kalifaktor i Szrajber22. nie ma chłopaka.szyja.rzekł 22 Szrajber (z niem. Podszedł do siennika i wziął palto. Ale nie rzekł nic.nogach miał świecące długie buty. Rozkraczył się nad paraszką26! . ścielić.krzyknął wachman i chwyciwszy go jedną ręką za hals25.rzekł bezbarwnie Kowalski.) . (.. wychodź.rzekł chłopiec z Biblią.Szkoda.rzekł szrajber. Czerwony wachman policzył starannie palcem. Dalej na korytarzu stali wachmani w pełnym uzbrojeniu.rzekłem do Mławskiego.rzekł. . mały zasuszony Żyd. ..O rany boskie. .Los. adwokat z getta. . . obłożona tyloma a tyloma więźniami. póki jest światło. Wyszedł na korytarz.. . chłopcy. Za pasem mieli wetknięte granaty.w grypserze kubeł na nieczystości w celi 7 . przemytnik z Małkini. Wszyscy obecni. kancelista 23 Stimmt (niem.) raus (niem. . kto stąd? Szrajber podniósł papiery do oczu. . chłopcy. Czarną furażerkę miał zawadiacko zsuniętą na ucho.) . . Schreiber) . .) .Na nic mu już Biblia. Jazda.I już po apelu! Jeden dzień więcej! Dwoje ludzi mniej! Dawaj następny dzień! krzyknął Kozera. Za nim stał wysoki Ukrainiec z kluczami. Namokel. tu: za kark 26 Paraszką (z roś.Jeszcze jeden. Wachman obrócił się do szrajbera. Szrajber.Dużo nam ich jeszcze zostało? . Szrajer z Mokotowskiej wymamrotał po niemiecku kilka wyuczonych słów.. Za pasem nosił siódemkę. Drzwi otwarły się na całą szerokość. Szrajber trzymał w ręku papiery. .Jestem .pisarz. parasza) .dalejże. że Biblii nie zostawił . Zbigniew Namokel. .Lać. raus24 . który przebrany za gestapowca chodził na rekwizycje.Nie.Wszystko? Idziemy? .odczytał i popatrzył po nas.Ja .szepnął głośno Matula.Stimmt23. Żyd. . W ręku trzymał pejcz. Hełmy świeciły się ponuro w nikłym świetle żarówki. dadzą w czapę! . adwokat z getta. Cela taka a taka. Ale ja go widziałem dziś na Polizei. przysięgam .

żeby było cieplej. tylko że nas na nim nie ma .Wyszło dziś na jaw. .rzekł Szrajer spod okna.Ten referent go poznał. . Nie wzięliby inaczej na rozwałkę .Wyglądał na Żyda. żeby nim został. Szło od niego przyjemne ciepło.Chcecie mieć sport przed snem? Umilkliśmy i zaczęliśmy drzemać. .Ale jak ojciec ma być konfidentem? Nie powinni wziąć. Ściskał mi rękę z całej siły. . .Stulcie pyski po nocy .rzekł Kozera.rzekłem półgłosem do Mławskiego. bracie. otulał paltem nogi. Paliły się wszystkie więzienne lampy. że go na ulicy policjant złapał? . ten chłopiec z Biblią.Co on mógł zrobić.Pewnie był Żyd.To musiał być Żyd. . Podnieśliśmy się wszyscy na siennikach.Toby ciebie też ruszyli . Rozwalają gdzieś tu. rekwizytor. Zawinął je w kawałek papieru z paczki i włożył do kieszeni.Widać nie wywieźli ich do lasu. . Przestrzeń między niebem a oknem.. podnosząc się z siennika. cholera. bo wyjął sztuczne zęby z ust.Pięknie jest. nocą z rewolwerem po kweście chodził . 8 . to i pewnie był Żyd . resztę ciała moim paltem. że jest Żydem . tępy strzał.rzekł Kowalski. Nogi okryliśmy jego kurtką skórzaną.. Potem drugi.Rozwalają naprzeciw bramy . bo jestem mieszańcem. Wtuliłem głowę w miękki futrzany kołnierz. na świecie. Leżeliśmy tuż przy sobie. .Należało mu się już dawno. leżącym na poziomie ziemi. Robili razem interesy w getcie w Radomiu.szepnął do mnie . mrugające gwiazdy. Seplenił.Ciekawym . szesnaście. taki mały? I czemu kłamał.odrzekłem szeptem.Mnie na razie nie.rzekł Kozera. Niebo poczerniało już zupełnie. Położyliśmy się z Mławskim.Tylko po co była jemu Biblia w takim razie? .rzekł Mławski.Mławski. . . .rzekł Mławski.Daj Boże.rzekłem półgłosem i począłem liczyć: . To by było dobrze. Moja matka była Polką.Czternaście.rzekł zecer Kowalski. kładąc się na boku przy Kozerze. . . .czy mego ojca wzięli? Odwróciłem się do niego i spojrzałem mu w twarz. Położył się już na sienniku i postękując. Gdzieś z niedaleka padł głuchy. piętnaście. pod więzieniem . wypełniona była złotawym światłem.Chociaż Matulę też wzięli.Kryminalista. . Przez blask ich przeświecały nikłe. . Od wybitego okna wiało wilgotnym chłodem. Który to strzał był dla niego? . . .

Położyliśmy się znowu. przykrywając się skórzaną kurtką i paltem.zasępieni! urzędnik z Mokotowskiej. wilgotny ziąb.Boże! Kładźcie się lepiej spać. Szrajer. Przytuliliśmy się szczelniej do siebie. . . Od okna szedł przejmujący.Trzeba spać .Kładźcie się lepiej spać .. 9 .rzekłem do towarzysza.

wrzód dwunastnicy 0 .a więc jestem już na kursach sanitarnych.ropna choroba skóry 31 Ulcus duodeni (łac. jak się leczy ulcus duodeni31. że nawet wiedząc. tym. „bo to musi być nudne tak do dziewczyny co dzień pisać”. tylko żeby nie był długi. objaśnione są w słowniczku „Określenia oświęcimskie”. jak się sterylnie przeprowadza operację ślepej kiszki i po co jest odma27.229 30 Piodermia (z łac.Cóż pan studiował? . apatią lub zniechęceniem do życia. co to jest otrzewna. żeby zorganizować na kolację białego chleba. nie potrafię Ci ukraść głupiej maści Wilkinsona na świerzb. Oczywiście nikogo nie znalazłem. Podniósł ze zdziwieniem brwi: . na jakiś szpitalny blok jako gości flegerów29.lekarz obozowy 29 Wyrazy i zwroty języka obozowego..zabieg leczniczy polegający na wprowadzeniu powietrza do jamy ciała i uciśnięciu w ten sposób narządu.szukać kogoś. ja . widzieliśmy kupę krajobrazu.) . Kiwnął ze zniechęceniem głową. bo jestem milionowiec. Później szliśmy bardzo piękną drogą do Oświęcimia. nie uwzględnione w przypisach. ile kości ma człowiek i co to jest otrzewna. a tu same stare numery i na mnie patrzą bardzo z góry. jak się zwalcza gronkowce. I . kto by Ci ten list zaniósł. s.. których „zły los” gnębi chorobą. zmniejszyć śmiertelność w obozie i podnieść ducha więźniów.U NAS W AUSCHWITZU. Mamy wiedzieć.) .Historię literatury . Tak mówił na wyjezdnym lagerarzt28. kostkę margaryny i choć z jedną kiełbasę. zwykle w celu ograniczenia jego czynności 28 Lagerarzt (niem. co mi dał brązowe spodnie) na obóz. bo poszedłem ze Staszkiem (wiesz. Ale Staszek obiecał przez swoje koneksje list przesłać. bo jest nas pięciu. jak krąży krew. ile kości ma człowiek. Mamy . Wybrano nas kilkunastu z całego Birkenau i będą uczyć prawie na doktorów. a gdy odpowiedziałem mu: .) . potem ktoś nas przydzielał gdzieś.odrzekłem skromnie. ale nie bardzo się tym interesowałem. to może poradzę coś na Twoją piodermię30 i na gorączkę sąsiadki z Twego łóżka. U nas polewało się chorych herbatą z 27 Odma . wsiadł do samochodu i odjechał. kilkunastu ludzi na dwadzieścia tysięcy mężczyzn w Birkenau.właśnie my.. bo aktualnie nie ma jej w całym Birkenau. spytał się jeszcze każdego z nas o wiek i zawód. Więc jak się nauczę. a Staszek pod kuchnię i magazyn. a jak paciorkowce..Student. Obawiam się tylko. Mamy posłannictwo bardzo wzniosłe: będziemy leczyć kolegów.

bo to zbyt obozowe.Któż by ciebie nie znał. Weź Pawiak.. a trochę ze wstydem. Ale na nic się nie zdało. kołysząc się w biodrach .. Pejzaż z okna niewinny. II Rozkoszne dnie: bez apelów. A co do ograniczenia śmierci: chorował na moim bloku prominent. Pewnego razu zawołał mnie do siebie. nie do powtórzenia. miał się źle. A z trupiarzami też pogadam. w Auschwitzu. Ludzie są w Oświęcimiu zakochani. chciałbym. Cały obóz stoi na apelu. pomnóż przez dwadzieścia osiem i ustaw wszystko tak blisko koło siebie. kremo nie widać. niestety.cztery krematoria. wyhoduj anemiczne drzewka . a z trzech stron betonowym murem. że nasz los taki marny. za lasem.. bez obowiązków. gdzie są tylko drewniane końskie baraki. a zrozumiesz. my uśmiechamy się do ludzi. Usiadłem na brzeżku łóżka.a między tym wszystkim posadź kilkanaście tysięcy ludzi. cierpieli fantastycznie.Wiesz. Wyzdrowiał i z lagru przysłał mi kostkę margaryny. Rozumiesz? . Ale chyba dosyć o tym. Od prawie miesiąca nie mam listu z domu. a teraz mają uprasowane na zabójczy kant spodnie i chodzą. . Żeby nie razem. bo to taka z ryb.Już ja ci nawet prześcieradło dam. błoto wybrukuj.Nie miej strachu . Uścisnął mi rękę w milczeniu.. tę okropną budę. trochę ze współczuciem.rzekł.zrób to wszystko. że ich taki dobry. z dumą mówią: „U nas. niespokojnie patrząc mi w oczy. i nie zapamiętał . ludzi z Birkenau.” Ostatecznie mają się czym chwalić. gorączkował.. przetrwali najgorszy czas. Uśmiechają się do nas ludzie. mówią do nas: „Koledzy z Birkenau”. . a zamiast łaźni z gorącą wodą . nie? . żeby mnie położyli osobno. odmawiając przy tym pewne nader skuteczne zaklęcia.odpowiedziałem niewinnie. aby między Pawiakami było tylko trochę miejsca.rzekłem mu serdecznie. wszystko otocz podwójnym drutem naokoło. czym jest Oświęcim. którzy byli po kilka lat w obozie.Patrzaj . . Tak przyczyniłem się do zmniejszenia śmiertelności w obozie. dodaj Serbię32. nie ma chodników.zapytał.. wpółwychyleni widzowie z innego świata. Wyobraź sobie. mówił coraz częściej o śmierci.mięty. .Byłem przecie znany na lagrze. wskazując ręką na zaczerwienione ogniem szyby. dlaczego mają oni w wielkiej pogardzie i politowaniu nas. Smaruję nią buty. Nie na kupie. a my w oknie. .oddział kobiecy Pawiaka 1 . Paliło się tam. 32 Serbia .

Okno wychodzi na drogę brzozową . Ku przestrodze: każda twoja rozmowa jest podsłuchana. ile przestrzeni zmieści się w takim małym oknie. Ziemia jest czarna i musi być wilgotna. pamiętasz Wiosenny spacer”! Ale są na naszej flegerni rzeczy bardziej cywilne: piec kaflowy z kolorowych. Nie tak jak w Birkenau. doniesiona. i każdy uśmiecha się drwiąco.na palcach nie policzyłabyś! Więc tu nie tak: lampy świecą co dwa słupy i zwyżki są solidnie podmurowane. Więc wyobraź sobie Pawiak. Jak w sonecie Staffa. ale tylko od święta i do jedzenia. takich. a czasem . Tłumek łazi grupkami.izba pielęgniarska 34 Zwyżki (z roś. takie trochę niemiejskie ściany. witając pochyleniem głowy znajomych. tylko że trzeba je miesić nogami. a piecz choćby prosię. i drut jest pojedynczy. Są na pryczach „kanadyjskie” koce. otoczony podwójnym drutem kolczastym.Z flegemi33. ale bardzo daleko (nie masz pojęcia. dużo trzypiętrowych prycz. a potem siny las. Szkoda. i lampy świecą co trzy słupy. świeży i beztroscy. pewnie robotnik wracający z pracy. betonową więzienną podłogę i dużo. Chodzimy więc po Birkenwegu w naszych cywilnych. prosto z zauny ubraniach jedyna piątka ludzi. gdzie i zwyżki34 stoją naprawdę jak bociany na wysokich. którzy nie mają pasiaków. są jakieś domy. Chodźmy po Birkenwegu. Dalej. co i od kogo zorganizował. Tu jeden o drugim wie wszystko: kiedy był muzuhnanem. a trzeci pochyla się ku nim. ileś tam razy uwielokrotniony. skomentowana. a płaskorzeźba przedstawia takich dwóch. jakie leżały u nas na składzie. nadstawia swoje i nadsłuchuje. Jest stół czasem zaścielony obrusem. wyszka) . długich tyczkach. 33 Flegemia (z niem. gdy chwalisz drugiego. Po dróżce brzozowej przechadzamy się wieczorem po apelu godnie. wygoleni. co siedzą na ławce i szepcą sobie na ucho. a zamiast trawników leży pod nimi lepkie błoto. Piec ten ma chytrze urządzone ruszta do pieczenia: niby nic nie ma. czasem drabiniasty wóz. gdzie należy. w wysokim domu z oknami na pole). Są prześcieradła białe i bez zmarszczek. Pflegerraum) . ale za to odcinków . z powagą. że zima i że bezlistne brzozy „płaczące” zwisają na dół jak postrzępione miotły. czasem przejedzie samochód.wieże strażnicze 2 . pewnie takie samo jak w „tamtym” świecie zza drogi.Birkenweg. chciałbym mieszkać po wojnie. widać doskonale drogę wolnościową. jak przeżyję. Na jednym ze skrzyżowań stoi drogowskaz z płaskorzeźbą. kogo zadusił i kogo zakapował. majolikowych kafli. puszyste jak futro kota. która ma bardzo białe. drut jest podwójny i jeszcze mur. po której czasem przejdzie człowiek.rowerzysta.

Widzisz. Chodzimy po Birkenwegu. I dlatego piszę Ci tak długie listy: bo to są moje z Tobą rozmowy wieczorne. Na alei Szucha siedziałaś z pochyloną głową i widziałem tylko Twoje czarne włosy. sen nie jest jak obraz. proszę kolegi.A z Birkenau. Jak wy możecie tam wytrzymać? Witek. Stary numer popatrzył na nas 35 Szrajbsztuba (z niem.króliki doświadczalne.I tak dobrze wyglądacie? Przecież to straszne.Fortepianu u nas. dwadzieścia siedem tysięcy. że śnisz mi się tak wyraźnie i plastycznie. Co to jest puff. Młody chłopak o mętnym spojrzeniu onanisty i chodzie zwierzęcia wietrzącego niebezpieczeństwo. A ci ludzie. aż się w głowie kręci. w którym jest przestrzeń i czuje się ciężar przedmiotów i ciepło Twojego ciała. choć tak trudno mi Ciebie przypomnieć. . ale najczęściej gromadzi się przed blokiem szrajbsztuby35.. Jest coś niesamowitego w śnie. co we mnie pozostało stamtąd. niestety. z obciętymi włosami po tyfusie. Trudno mi sobie Ciebie wyobrazić na obozowej pryczy. ... I dlatego te listy są pogodne. lecz po prostu. ale jak przeżycie. Wiesz. odrzekł podciągając mankiety: . Zachowałem w sobie dużo pogody i wiem.popatrzył po nas krytycznie.. jak dziwnie pisać do Ciebie.rozumiesz. w cywilnych garniturach. tego obozu z początku.. Mimo pochylonej głowy na gestapo. stary numer. zapalenia płuc i .. Pamiętam Ciebie z Pawiaka: wysoką. smukłą pannę o lekkim uśmiechu i smutnych oczach. Ale cóż . skąd wy jesteście? . dlaczego mają teraz śmieszne. które teraz są obcięte..krótko obciętych włosów... biblioteka i muzeum. wcięte marynarki. Schreibstube) . że na piętrze . jak wtedy na Skary szewskiej. sto dziewiętnaście tysięcy. napiszę Ci innym razem.Koledzy. mimo tyfusu.kancelaria 3 . kołyszący się chód i pochwałę Oświęcimia na każdym kroku? A to jest tak.puff. Ważyli po trzydzieści kilo. z tamtego świata: Twój obraz. żeśmy nie zdążyli po wcześniejsze numery! Podszedł do nas ktoś w pasiaku. wybierani do gazu . Wiesz. czarna rozpacz. I to jest najsilniejsze. .Z Birkenau? .wystaje przed blokiem dziesiątym. o którym krążą legendy.milionowcy! Sto trzy tysiące. ale wytrzymać idzie. byli bici. eleganccy. mój wysoki przyjaciel i doskonały muzyk. tymczasem bądź ciekawa. gdzie za kratami i zabitymi na głucho oknami siedzą dziewczęta . nie ma. Mimo wszystko. oni przeszli straszną szkołę obozu.. Obraz Twój rozpierzcha mi się w pamięci i nawet dużym wysiłkiem woli nie daje się przywołać.. swoisty.. nie dlatego że tam jest sala orkiestry. której twarzy nie widziałem od tak dawna. że i Ty jej nie straciłaś.

a koło niego .sala muzeum.obywatel Rzeszy. Schodzą się jakieś typy. czyniąc wycieczki krajo. dalszych obozów. mogliby 36 Kameradschaft (niem.) . którym źle z oczu patrzy.i psychoznawcze. Mają być także flegerzy z Gliwic i z Mysłowic. Właściwe włóczymy się w paru: Staszek. który przyjechał niedawno z Dachau i jest nasiąkły aż po uszy kameradschaftem. tamten papierosy. Heglu. co się wychowali na Lutrze.. Są tam fotografie skonfiskowane z listów i ponoć nic więcej. rdzenny Niemiec 4 . Witek łazi za fortepianem. Rzucają to wszystko na dolne łóżko i znikają jak w filmie. że my istotnie jesteśmy Kamer aden. że to jest możliwe. ale należących jeszcze do Oświęcimia..) .koleżeństwo 37 Kameraden (niem. Tymczasem wysłuchaliśmy paru wzniosłych przemów czarnego kierownika od kursów.w czasie pracy 39 Reichsdeutsch (niem. nie zna proporcji między rzeczami i zjawiskami i czepia się znaczenia słów. tam gdzie i puff. ów biały chleb szpitalny. a po apelu grają sobie muzycy. wyszukując tych. że to tylko dla reichsdeutschów39 parę kryminalnych powieści. którzy poza tym dają co niedziela koncerty symfoniczne. z Jaworzna. Na bramie obozu spleciono z żelaza litery: „Praca czyni wolnym”. jakby one stanowiły rzeczywistość. III Kursy wciąż się odwlekają. bo drzwi są zamknięte na amen. Staszek kręci się zazwyczaj koło kuchni i magazynu. Stoi czarne pudło w sali muzycznej w bloku. Obok biblioteki w owym bloku kultury jest oddział polityczny. mówi „zmniejszyć cierpienie” i myśli.) . uśmiechają się życzliwie wygolonymi szczękami i wyciągają spod wciętych marynarek: ten kostkę margaryny. uzupełniamy z paczek i gotujemy w piecu.36 Będzie podnosił zdrowotność obozu przez kształcenie flegerów i obniżał śmiertelność przez nauczanie. Adolf jest niezwykle sympatyczny i nie z tego świata. co to jest system nerwowy. A szkoda. z Buny. Fichtem.Bo my boimy się Birkenau.jak przez mgłę: .koledzy 38 W arbeitszeicie (z niem. ci esmani i ci więźniowie. Mówi „Kameraden”37 i myśli. Arbeitzeit) . Oni chyba w to wierzą. którym kiedyś coś dał i którzy teraz jemu dać powinni. Koniecznie pójdę posłuchać. ale jako Niemiec. Witek i ja. małego zasuszonego Adolfa. którzy są Niemcami. ale w arbeitszeicie38 grać nie wolno. Więc kursów na razie nie ma i włóczę się po obozie. inny kiełbasę. Nie sprawdzałem. ale wtajemniczeni twierdzą. bo czekamy na flegerów z okolicznych obozów: z Janiny. który ma kafle barwne i majolikowe. Naprzeciw sali muzycznej znaleźliśmy drzwi z napisem „biblioteka”. Jakoż wieczorem zaczyna się procesja. Nietzschem. Ci. Dzielimy łupy.

po apelu wychylają się główki kobiece o różnych odcieniach. Wprawdzie my. jak fleger (co prawda już honorowy) M. choć oparty na tak dobrych świadkach i tak starych numerach.. a niech kryminaliści korzystają z tego. jedwabnych majtek i papierosów. i tu mamy pierwszeństwo. ale jak złote ryby w akwarium niedosiężne. piętnaście.) .więzień koordynator składu i porządku komand roboczych w obrębie ścisłego obozu 42 Hier (niem. Po korytarzyku przechadzają się owe Julie z okna. Jeśli Julii jest dziesięć. za której nadjedzenie mój przyjaciel. jeśli nie liczymy starej Madame o potężnym. Rozumiesz . ale ten opis będzie tylko pośredni.trzydzieści. krzyczy wtedy hier42. Grek. Do środka można się dostać jedynie przez szrajbsztubę za karteczką. Wieczorem wraca podniecony i wesoły. sygnalizują rękoma. Jest wśród ludzi duże koleżeństwo: nie konkurują nielojalnie. Oto idzie do szrajbsztuby i gdy czytają numery tych „dopuszczonych”. łapie przepustkę i gna do Madame. ramionami etc. perfum. Jest to puff. Jest lageraltester40 i lagerkapo41. funkcja w samorządzie więźniów 41 Lagerkapo (niem. Kobiety z okien są bardzo czułe i ponętne.) . Dlatego żałuj. dostał dwadzieścia pięć na de.członek założyciel! Dlatego kołysze się jak kaczka i ma szerokie spodnie z klinami. spięte z przodu agrafkami. Tak wygląda puff z zewnątrz. wabią. co dla nich. ale za to urzęduje na piętrze jako cerber u wejścia do puffu. obok wyrzutów i przekomarzań się słychać bardziej konkretne dane dotyczące mydła... krzyczą. są lekarze ze szpitala i kapowie z komand. ona czyni koło niego szereg zabiegów natury higienicznej i wyszprycowany fleger gna wielkimi susami na górę. Romeowie stoją w oknach przeciwległych bloków. mamy czerwone winkle. Naokoło puffu stoi tłum prominencji lagrowej. z naszego bloku. czyha na nieobecnego. a spod niebieskich.pomieścić tam ową nie dopieczoną wątrobę ludzką. jako goście z Birkenau. o szczęśliwym wspólnym życiu po obozie. w szlafroczkach niedbale owiniętych dookoła ciała. Madame oknem się nie wychyla. Stąd przy każdej Julii tłok i konkurencja. Puffsą to okna. Główek jest. która czuwa nad główkami. epickim. legendarnym biuście. a ramion .starszy obozu. Ale najważniejsza rzecz mieści się na piętrze. nawet w zimie na wpół uchylone. to Romeów (i to nie byle jakich) z tysiąc. który ma numer prawie trzy razy mniejszy niż dwie ostatnie cyfry mojego. szyjkami. różowych i seledynowych ( bardzo lubię ten kolor) szlafroczków wynurzają się śnieżne jak piana morska ramiona. W oknach . zdaje się. Czasem któraś przejdzie obok flegera i 40 Lageraltester (niem. która stanowi nagrodę za dobrą i pilną pracę..) . Wsuwa jej w łapę parę paczek papierosów.tutaj 5 . ale odmówiliśmy. Niejedna z Julii ma stałego adoratora i obok zapewnień o wiecznej miłości.

Są i gdzie indziej kobiety: blok dziesiąty. szczepi się tyfus.. że dozwolone tylko to a to (szczegółowy wykaz) i tylko na tyle a tyle minut. W obozie rośnie psychoza kobiety. wezwano ich urzędowo i zaaplikowano kurację. w tyrolskim kapelusiku z natkanymi odznakami sportowymi. Lageraltester wyleciał w karny transport za to. i trzymanym w ręku kijem wymierzył doraźnie odpowiednią porcję w odpowiednie miejsce. . poważnego jegomościa. Tam się je sztucznie zapładnia (jak powiadają). Przelotnie widziałem tego. Wtedy fleger wchodzi pod ósemkę. takie jest życie. o twarzy dobrotliwego satyra. kto był.. przez roztargnienie wsadzając do kieszeni owe dwie paczki angielskich papierosów. Podobno profesor uniwersytetu. wzdycha w kierunku judasza. Takie zdarzenie nikogo nie blamuje: po prostu nie mieli szczęścia. grubego. robi się zabiegi chirurgiczne. który tę robotę prowadzi: w zielonym myśliwskim ubraniu. cały obóz dobiera się do nich. Ale nie podobało się to postowi z pobliskiej budki i wszystko się urwało. którzy to czynią. a czasem nawet sam komendant obozu. że takich a takich zdrożności uskuteczniać nie wolno. cały obóz marzy o kobietach. dla pewności patrząc na karteczkę. po którym fleger wychodzi. jeszcze dostrzega. kładzie na stole paczkę papierosów i. aha. mówi o kobietach. Wtedy dopiero jest to i. Ale dezynfekcja czasami zawodzi. blondyneczki . czasem Madame. Na drzwiach czyta jeszcze. Musi się wściekać stary profesor. przez który czasem zaglądają koleżanki. Ponieważ handel przepustkami jest szeroko uprawiany.A to nie do mnie. W nocy wychodziły po drabinie w męskich ubraniach na pijatyki i orgie.odpowie fleger.Osiem . które przyszły rwać zęby. bo bunkier. Ha. co trzeba. to do tej Inny. Zrozum: to nie są ludzie zboczeni. malarię. Cały obóz. doświadczalny. Puff zamknięto.. Podlega znów dezynfekcji i wesół i szczęśliwy opowiada nam o tym wszystkim. jak się naje i wyśpi.. ale często gęsto włamują się i tam i zapładniają je zgoła niesztucznie. Dziewiętnastoletni esman złapał w ambulansie kapelmistrza. Dlatego kobiety z puffu są traktowane jak 6 . Kobiety z puffu czyniły również wycieczki na lager. że na szafeczce leżą dwie paczki angielskich. że właził nagminnie przez okno do puffu. Kobiety te bronione są kratami i deskami.mruknie rozczarowana i powłóczystym krokiem odejdzie ku oknu. oraz kilku lekarzy w pozycjach niewątpliwych z partnerkami. czasem komandoführer od puffu.Który pan ma numer? . w związku z czym wybuchła onegdaj w puffie zaraza.. po numerach sprawdzano. wykurowano nie tych.zapyta od niechcenia: .

Albo gdy wyrzekają się wszelkiej miękkości i sentymentalizmu i pokazując pięść.. filozofii romantycznej. o tradycji. Omziersiager) . który wiecznie gryzł. wieczorów z zimną herbatą.obozy jenieckie dla oficerów 45 Stalagi (z niem.. widzę swoją twarz odbitą w szybie. pisząc Ci to wszystko? Jest głęboki wieczór. psa. gdy mi mówią o moralności. To są setki „wielkich obozów” koncentracyjnych.przez miłość. które odbija moją twarz. jak bardzo tęskniłem do Twego ciała w te dni. spalony dom z naprzeciwka i kratę ramy okiennej. jak dużo dobrej woli i . jak dobrowolnie wchodziłaś w moje życie małego pokoiku bez wody. blade i wyiskrzone. którym się mówi o miłości i o życiu domowym. Soldatenlager) . Dlatego oni tak bardzo rwą się na FKL43.wybacz. choć Ci o tym nigdy nie mówiłem). co mówiliśmy dzisiaj: o literaturze niemieckiej. Patrzę i myślę o Skaryszewskiej. gdy po naszym aresztowaniu znaleziono u nas obok moich książek i wierszy . Patrzę w ciemne okno. gdy przyjdzie mi na myśl. młody chłopiec z Wiednia. i lampy naftowej u moich rodziców.siedzę teraz za jego stołem. czerwony jak brokat z obrazów Velasqueza. która przecinała obraz jak witraż. Wiesz. i czasem uśmiecham się lekko.kobiecy obóz koncentracyjny Birkenau w Brzezince 44 Oflagi (z niem. siedzę w małym pokoiku pod czarnym oknem. seledynowy klosz lampy i białą kartkę papieru leżącą na stole. o prawie. kiedy Ci o tym piszę? Myślę o ulicy Skaryszewskiej.poświęcenia włożyłaś w nasz stosunek. Franz. palę jego lampę i na jego papierze piszę do Ciebie. Frauenkonzentrationslager Birkenau) . a za szybą noc i nagłe błyski reflektorów z budek strażniczych.. Ale nie piszę Ci o tym. o czym myślę. wyrzynających w ciemności fragmenty przedmiotów. I że to jest rzecz najważniejsza i najbardziej trwała 43 FKL Birkenau (z niem. to są oflagi44 i stalagi45. dogadał się ze mną już pierwszego wieczoru i . Tych kobiet jest dziesięć. że Ci to teraz piszę . Myślę o tym.. do Birkenau.normalne. ciężki. Wiesz. o czym myślę. mówią o wieku twardości.obozy jenieckie dla szeregowców i podoficerów 7 . o problemach materializmu. że człowiek zawsze na nowo odnajduje człowieka . o obowiązkach. Uśmiecham się i myślę. I pomyśl: to nie jest tylko jeden Oświęcim. Myślę o tym i uśmiecham się pobłażliwie. Przypominam sobie niebo. Myślę o tym. oddzielony szafą od wielkiej sali pełnej ciężko oddychających we śnie chorych. o winie. paru na wpół uwiędłych kwiatów. w jego ramach wyglądałaś najwspanialej. jak bardzo byłaś dojrzała. a obóz liczy kilkanaście tysięcy ludzi. Ci ludzie są chorzy. to są. długi (strasznie go lubiłem.Twoje perfumy i szlafrok. jak wielki krach musiał być tam.

i póki życia waszego.w życiu ludzkim.. pamiętasz. bez kartki papieru. pod rękę z bestią . W pierwszym tygodniu nie mogłem pojąć dnia bez książki. byście wiedzieli. Prowadził ich esman. jak ta z wiersza do przyjaciół z wolności: Przyjaciele z wolności! Pieśnią więzienną was żegnam po to. Chyba że im naprawdę dowiodą. żeby się nie podkopać! Uśmiechaliśmy się do nich. Przed południem było się na spacerze.pamiętam tylko strofki. Kobiety patrzyły z przerażeniem na pasiastych ludzi i na potężne urządzenia obozu: piętrowe domy. czym jest przyzwyczajenie: chodziłem po celi i w rytm kroków układałem wiersze. gdy Cię aresztowano. Nie rozumieją mechanizmu naszego życia i wietrzą w tym wszystkim nieprawdopodobne. jak uczony na laika. wspomnienie u przyjaciół.patrzę na nich z odrobiną pobłażania. IV Dziś . Myślę o tym i przypominam celę na Pawiaku.kompania karna 8 . i chleb. Widzieliśmy paru cywilów: dwie zastraszone kobiety w futrach i mężczyznę o zmiętej. Strafkompanie) . aby nie podpaść. i władza. coś ponad ludzkie siły.w krematorium). wtajemniczony na profana. do tymczasowego miejskiego aresztu. bez Ciebie. i niewolnictwo. nie przerażaj się tylko. 46 SK (z niem. co to jest deszcz i wiatr. ale nie bardzo wiem.. bez wieczornego kręgu światła. i moja poezja. Bo wiem. Jeden z nich wpisałem towarzyszowi z celi więziennej do Biblii.były to pieśni horacjańskie . tysiącami flegmony i gruźlicę. Dziś za pan brat z nieprawdopodobnym i mistycznym. i praca.jak powiadają dwa metry w głąb. który właśnie mieści się w bloku SK. mając na co dzień krematorium. że handlowali na czarno. Ci cywile są śmieszni. ale z innych . oglądało się z wierzchu doświadczalny blok kobiet (wystawiają głowy przez kraty zupełnie jak króliki mego ojca. przed którą dawniej rozstrzeliwano. będąc. i zupa z brukwi. mistyczne. pisałaś mi o tym? Ja czytałem u Marii Wilka stepowego (ona też dobierała lekturę). podwójne druty. poznawszy.niedziela. Pamiętasz. bo to fraszka: posiedzą parę tygodni i wyjdą. że mur idzie . co i jak. A gdyby jeszcze wiedziały. i słońce. że nie odchodzę z rozpaczą. jak usiadłaś w przerażeniu. potem oglądało się uważnie blok SK46 (tam na podwórzu jest owa czarna ściana. Wtedy pojadą do krematorium. mur za drutami. obecnie robią to ciszej i dyskretniej . solidne budy strażnicze. niewyspanej twarzy. że tak powiem. z jednym oklapniętym uchem). że po mnie zostanie i miłość. szare. Reagują na obóz jak dziki na widok broni palnej. I popatrz.

pisze same ponure rzeczy”. żeby nikt o tym nie wiedział.to nasza liczba. „Mówiłaś. a pamiętasz. której nic nie przełamie. Zwykłe ciężarowe samochody podwożą ludzi. zabierają nam najbliższych. nie plunie w twarz. skąd wpierw odchodziły transporty do gazu. 9 . że nikt nie krzyknie. jeden z tych . choć sala była nabita po brzegi.. idziemy z nimi na śmierć i .przecież miałabyś mnie za szalonego i kto wie.nic? Głodujemy. mokniemy na deszczu. gdy tańczyliśmy we dwoje w małym pokoiku o pomarańczowym świetle: słuchaj. a potem młody. Ale pewnie tak bym nie powiedział. masz milion ludzi albo dwa. tam. bez hipnozy. Oto jest dzika bierność. Wpuszczono nas do środka z ceremoniami. wyrośnięty esman z pomiętym kawałkiem papieru w łapie. sędzia (nb. Dzieje się to wśród anemicznych drzew zadymionego lasku. Gdybym Ci powiedział wtedy. bez trucizn. czy nie przerwalibyśmy tańca. której komory nie pomieszczą. a patrz. Widzisz: to mistyka.widzisz. na cywila i na stary numer. gdybyśmy przyjechali trzy miesiące wcześniej? . jak wyczytają. i pogardę i znajdź na to wszystko formułę filozoficzną. nawet oni. Bez czarów.wiesz. nawet gdybym znał obóz. i ludzie płyną jak woda z kranu za odkręceniem kurka. Po południu wybrałem się na mecz bokserski do wielkiego baraku waschraumu. . A co byłoby z Twoim zapaleniem płuc. że leżysz na wspólnej pryczy z przyjaciółkami.duszą w niej ludzi. przecież tkwimy w nim . Ale przecież i o tych sprawach. Na gaz i na złoto. albo trzy miliony. poszczuj człowieka na człowieka i. które pewno bardzo dziwią się moim słowom.dwadzieścia tysięcy jak nic. bez trucizn. Bez czarów... A tu patrz: najpierw jedna wiejska stodoła pomalowana na biało i . nie rzuci się na pierś? Zdejmujemy czapkę przed esmanami wracającymi spod lasu. Albo zupa z pokrzywy i chleb z margaryną. I pewnie są bardzo oburzone na mnie. Wiem.. które się dzieją wokół nas. Nie wywołujemy zła na próżno i nieodpowiedzialnie. uwięź kilkaset tysięcy. Albo jeszcze tak: kij od łopaty na gardło i stu ludzi dziennie. możemy mówić. Oto jest dziwne opętanie człowieka przez człowieka. Paru ludzi kierujących ruchem. że ten Tadeusz jest pogodny. bez hipnozy. na apele i na puff. potem samochód. Potem cztery większe budynki . Światło z góry. złam ich solidarność. jest znów głęboki wieczór po dniu pełnym dziwacznych wydarzeń. kiedy ostatni raz wybierano „Aryjczyków” do gazu? czwartego kwietnia. zabij ich tak. W dużej poczekalni urządzono ring. Jakże to jest.Wysupłaj ze zdarzeń codziennych całą ich codzienność. wracają jak na taśmie i znów podwożą. numer wytatuowany na ręce. A jedyna broń . odrzuć przerażenie i wstręt. żeby tłoku nie było. bo nie zmąciłbym nastroju. kiedy przyjechaliśmy do obozu? dwudziestego dziewiątego kwietnia.

którzy fałszowali. i natychmiast wszedłem na blok. obóz oszustw. Ale robili to niefachowo. Zaraz po boksie poszedłem do konkurencji. jakieś trawniczki przy blokach. podwórko podobne do wiejskiego. i jeszcze jakieś tańce fińskie takiego kompozytora.popatrzcie tylko! Na komandzie. Sala była zadymiona od papierosów. Więc wyszedłem z boksu. a Ty słuchaj. muzykanci stroili instrumenty rozsiadłszy się po całej sali. bokserzy o sławie międzynarodowej. stanął na nim kapo kuchni (razem i kapelmistrz). Ale basetla! Piętnastu słuchaczy (więcej się nie pomieściło) zagłębiało się w muzyce ze znawstwem i nagradzało orkiestrę skąpymi oklaskami. w waszym Birkenau. Ci 0 . co inni dostali na polu. podniecony radośnie.pasjonowali się Czortkiem. Da im przy kartoflach. Jakiś tam boks. ale. trzy rundy. jak chce. bo Żydom występować nie wolno. po kolei Ci opowiem. cotygodniowa kontrola wszy i uwertura do Tancreda wystarczy. aby otumanić miliony ludzi. wiadomo. Ledwom zdążył dopaść między klarnet II a fagot. ani pojęcia nie macie.nas.polski sędzia olimpijski). biorąc na ringu odwet za to. na którym i puff. a kartoflarze i rollwaga (zapomniałem Ci napisać. trenowany w obozie. nie? Swoją drogą widzowie byli rozanieleni. że orkiestra w czasie pracy obiera kartofle i popycha wozy) poczęli grać. co miał dużo aaa w nazwisku. . Było w niej tłoczno i gwarno. i wyraźnie groził tym. Wy tam. wyrósł. . grają uwerturę do Tancreda i coś z Berlioza. Skąpy żywopłot przy białym domku. którzy dzień w dzień wybijali dziesiątki zębów. Widocznie za dużo widzów. ludzie. oszukać aż do śmierci.Ktoś nazwał nasz obóz: Betrugslager. na koncert. że stałem tuż przy nim. Wyobraź sobie. Tam przycupnąłem przy nie obsadzonym krzesełku klarnetu I i oddałem się zasłuchaniu. Walterem z Hamburga i jakimś młodym chłopcem. Naprzeciw okna . musztarda w kantynie. który. jak powiadają. aby oszukać świat i . jak potężnie brzmi symfoniczna orkiestra trzydziestu osób w dużym pokoju! Kapelmistrz machał umiarkowanie. to jednym uderzeniem kładzie muzułmana! A tu. goście. Nie pomyślałabyś nigdy. i nic! Jeszcze jemu mordę nabili. Jeszcze tkwi tu pamięć o numerze 77. Kudy Warszawie do takiej orkiestry! Ale.podwyższenie. z których niejeden sam ma pustą szczękę . ile wlizie. dwie marki na miesiąc dla najpilniejszych więźniów. jak mogli. może dlatego. Wszystko głuszył fagot. jakie tu się dzieją cuda kultury o parę kilometrów od kominów. a my w pierwszym rzędzie. bo warto. a z drugiego basetla) nadrabiali. na dużą klasę. ale tylko Aryjczycy. I ci sami ludzie.mówił Staszek . jak chciał. Ci z końców sali (z jednego bęben. który niegdyś boksował Niemców. a bokserzy tłukli się. pod ścianami stali słuchacze. Pod puffem jest sala muzyczna. tablice z napisami „kąpiel” wystarczą. żeby nie uderzyć dłonią o ścianę.Taki Walter . patrz. choć z dużym uporem.

. V Najpierw byliśmy na kursie. I wtedy z FKL-u nadjechały samochody pełne nagich kobiet. jak to jest. do której trzeba dokładać.Ratujcie nas! Jedziemy do gazu! Ratujcie nas! I przejechały koło nas w głębokim milczeniu dziesięciu tysięcy mężczyzn. Wiesz.. Kobiety wyciągały ramiona i krzyczały: .. łapię żonę za rękę i powiadam: „Irka. przy którym nie wolno mówić. Witek wyciąga fotografię żony i pyta się przyciszonym głosem: . las na widnokręgu.. że to jest potworne. Siedzimy na zorganizowanych stołkach i bawimy się doskonale. gdy Ci jest źle. Przez pola na przełaj gnaliśmy jak 1 . Bo żywi zawsze mają rację przeciw umarłym. odpoczywać. którą niepełną rzucamy na wał rowu. . chodu!” A ta stoi jak wkopana i patrzy na spluwę. Ani jeden człowiek się nie poruszył. tylko nic Ci o tym nie pisałem. Patrz na to wszystko uważnie i nie trać siły. ani jedna ręka nie podniosła się. Macha nad nami rękoma i mówi o kameradschafcie i o obozie. W ogóle na kursie jesteśmy już od dawna.Już nie bujaj. bo to na poddaszu i bardzo zimno. ale ładna kobieta.Ciekawym..Uhm.. Bo może z tego obozu. siadać. i trawniczki.. zwłaszcza wielkimi modelami ciała ludzkiego.. „Skąd to masz?” Ledwom ją wyrwał. zieleń. co do rozpaczy doprowadza czarnego Adolfa. bo obok była willa zajęta przez SS. ilu on zabił w tym Dachau? Inaczej by się nie reklamował. Jakżeś ty do niej? . Idziemy przytuleni do siebie. ale przecież nie jest tak źle. Udusiłbyś go?. Oszukańcza jest każda szufla ziemi. Nadeszło DAW i dziesiątki innych komand i czekały przed bramą: dziesięć tysięcy mężczyzn.tam z zewnątrz myślą. Oszukańczy jest czas pracy. i koce na łóżkach. I to bydlę dawaj do dziewczyny! I co byś zrobił? Wywaliłem z rewolweru do bestii. aby żyć. Oszukańcza jest porcja chleba. bo od willi było słychać jakieś głosy. skoro i orkiestra.Naprawdę pies esmański. ale my z Witkiem rzucamy sobie gąbką i fechtujemy się linijkami. z tego czasu oszustw będziemy musieli zdać ludziom żywym relację i stanąć w obronie zmarłych. Kiedyś chodziliśmy komandami do obozu. i boks. a tu z boku wypada pies esmański. boczne dróżki. Grała orkiestra do taktu idącym szeregom. przecież to w Pruszkowie.Kiedyś byliśmy na spacerze w Pruszkowie.. Ciekawi patrzą. a nie w Oświęcimiu. Siadamy cicho w kącie.. ..

czołgali się po nich tam i z powrotem. pomyślałem. który wespół z pewnym Ukraińcem na każdej wachcie katował Żydów. Na Pawiaku był oddziałowym czy kąpielowym . On też tak zresztą pomyślał. wszystko nieprawdopodobne: kilometrami koziołkować jak w Sachsenhausen. Następnie po szczeblach leżącej na ludziach drabiny zaczyna chodzić esman. że ten kawałek żelaza jest potrzebny w moim zawodzie. Łaziłem za nim coś ze trzy dni i tylko patrzyłem. wiadrami pić wodę aż do uduszenia się.Nic. Znasz piwnice Pawiaka? Te żelazne podłogi? Otóż Żydzi nadzy. ginie pod kijem lub zaszczuty przez psa. pierś o plecy. robić setki przysiadów. ma rękę obwiązaną i patrzy na mnie spode łba. Małkini. z rozparzoną po kąpieli skórą. . Potem trzeba wstać i nie mieszając szyków znów padać. czy nie. ale na innym oddziale i nikt na mnie nie właził. w bunkrze. tam i z powrotem. Przy dybałem go na Chmielnej wieczorkiem i wyrżnąłem. jak trzeba. ale nie trafiłem. „Upadłem” mówi. Długo musiałem Irce tłumaczyć.pytam. I nie z zasady. Widziałaś kiedy buty żołnierskie od spodu? Ile tam gwoździ? Otóż Kronszmidt właził takimi butami na gołe ciało i jeździł na czołgającym się człowieku. co są w środku człowieka. bo historia bardzo współczesna. ale za zły meldunek. czołgałem się wprawdzie. Czy się ów kolega do tego przyczynił. to zespołowy „lotnik. Przychodzę nazajutrz. padają na ziemię nie puszczając z barków drabiny. znałem go dobrze. a Witek beztrosko referuje mi dalej: . czy mi kto za plecami nie siedzi. Radomia. miesiące siedzieć w betonowej trumnie. kryj się!” Dwuszereg ludzi. Lublina . dobre ćwiczenie ze szkoły. całe dnie i noce stać w jednym miejscu. a potem „padnij” i podnoszenie się na rękach. kryj się!”.patrz. Na okrzyk: „lotnik.I co ty . skakać jak żaba i czołgać się jak wąż. niesie drabinę na barkach.potwornie rozwiniętej techniki męczenia 2 . bo mnie zaraz wsadzili. trudno rozsądzić. Suwałk. Godzina: to bieg naokoło podwórka. Mój rekord: 76 razy pod rząd i ból rąk do następnego razu.Pokłóciłem się kiedyś z przyjacielem. wisieć na słupku przywiązany za ręce albo na drągu zawieszonym na dwu krzesłach. Kto puści. być bitym przez tysiące najrozmaitszych ludzi . podtrzymując ją jedną ręką. jakie znam. Dla nas była gimnastyka: godzina na dwa dni. ale Witek losowi się nie dał. W międzyczasie któryś z kolejnych doktorów gada o przełykach i o takich rzeczach.taki pipel od Kronszmidta. zachłannie słucham historii więzień nikomu nie znanych. Puław. prowincjonalnych. albo ja.dwa zające. tam i z powrotem. Dla Aryjczyków było z tym łagodniej. Najlepsze ćwiczenie. Albo on. toczyć się godzinami po ziemi. . Widzisz. tam i z powrotem.

który tak świetnie organizuje. człowiek. żeby mu ten doktor nogi nie podstawił. to jak je naprawić domowymi środkami. a i trupiarnia pełna. A jeszcze i to: śmierć. Opowiadano mi o takim lagrze. tego wylewu zapomnianego na pozór atawizmu. Każdego wieczoru na każdym bloku losowano kartami lub gałkami z chleba i wylosowani nie szli następnego dnia do pracy. chcielibyście. Staszek zaraz poleciał po swoich kolegach. Staszek powtórzył źle. bo mógłbym za dużo powiedzieć. Przyszedł Adolf. temu trudno nogę podstawić. aby nie było konszachtów między ludźmi. a ilu z nieuctwa . Doktor rzekł: . Na to myśmy zaczęli trzaskać w stołki i krzyczeć: „tak! tak!” i doktor wyleciał za drzwi. bo w szpitalu zawsze tłok. czytając to. 3 . jak Minerwa z głowy Jowisza. a potem poszliśmy na blok. I w tym wylewie atawizmu stoi człowiek z innego świata. żeby wyskoczyła ona z głowy ludzkiej nagle. do którego przychodziły co dzień transporty nowych więźniów. człowiek. który kradnie. Ale obóz miał ustaloną liczbę porcji.A poza tym niech pan mnie nie obraża. Nie mogę zrozumieć tego nagłego zachłyśnięcia się mordem. A teraz siedzi przy mnie i słucha. który konspiruje po to. Doktor zwrócił się do Staszka. A pewnie nie podstawi. bo Staszek ma dobre plecy. . Ale chyba dużo. człowiek. już nie pamiętam wiele.Odpowiadacie bardzo głupio. Ilu ich pochlastał dla nauki.odrzekł zaczerwieniwszy się Staszek. a jak się to coś zepsuje. Pomyślisz.Milczcie. coście tu robili w obozie. może trzy tysiące. a poza tym moglibyście wstać. uczył się chirurgii na chorych. jesteście na kursach. może dwa. że już się zupełnie wyzbyłem tamtego świata z domu. który zabija. aby więźniowie głodowali. Piszę i piszę Ci tylko o obozie.Siedzę w obozie. to mogę siedzieć i na kursach .Pewnie. żebym milczał. co jest w człowieku. A ten doktor to rzeczywiście różnie z nim było. o jego drobnych zdarzeniach i z tych zdarzeń wyłuskuję ich sens. i komendant nie życzył sobie.człowieka i uwierzyć nie mogę. akurat w połowie systemu trawiennego. po kilkudziesięciu ludzi naraz. Potem na kursach była awantura. Tego jednego nauczyliśmy się z anatomii obozowej: kto ma dobre plecy. Wyprowadzano ich w południe za druty i rozstrzeliwano. Więc Witek był z tego innego świata i był piplem Kronszmidta. . najgorszego kata z Pawiaka. i kazał mu powtórzyć wątrobę. Co dzień więc było w obozie kilkudziesięciu ludzi za dużo. .trudno policzyć. . Każdy więzień musiał otrzymać jedną porcję. aby nie mordowano ludzi. nawymyślał nam od kameradschaftu. aby nie było łupiestw na ziemi.

na barbarzyństwo. ale nigdy też nie wyrządziła tyle zła.Pomyśl o tych. PS . w którym jest miłość drugiego człowieka. ale wyszłaś na pola aż nad Wisłę? I to. Wbrew namiętnościom wojny żyliśmy w innym świecie. gdy narzekałem na wojnę. lepszy świat. ale po prostu na życie. w jakim oryginalnym świecie żyjemy: jak mało jest w Europie ludzi. czy przeżyjemy. co mówiłem. Jeśli są to zbyt śmiałe słowa .wybacz. bo może właśnie ten dzień przyniesie wyzwolenie.powędrował pod łóżko. każe matkom wyrzekać się dzieci. Nie wiem. Nie nauczono nas wyzbywać się nadziei i dlatego giniemy w gazie. spokój od ludzi i odpoczynek od instynktów. i już nawet nie nadzieja na inny. iż ten inny świat nadejdzie. jak czynią ludzie odważni. Widać takie jest prawo miłości i młodości. A to. wiesz. z której nadawałaś mi przez cały dzień reportaże przez telefon? Że wyciągali z tramwajów. Ale myślę. Boję się jednak. że chyba nie marnowaliśmy czasu. którzy nie zabili człowieka! I jak mało jest ludzi. których by inni ludzie nie pragnęli zamordować! A my tęsknimy do świata. Ach. VI Od paru dni mamy w południowych godzinach rozrywkę stałą: oto z bloku fur 4 . kompleksu strachu przed obozem. To nadzieja każe im walczyć o każdy dzień życia. Może dla tego. Dużo było naiwności w tym. Nie właził do kieszeni i ostatecznie . My tylko marnujemy czas. które z nas wyrośnie: . ale chciałbym. Nigdy w dziejach ludzkich nadzieja nie była silniejsza w człowieku. pogrąża w martwotę. żonom sprzedawać się za chleb i mężom zabijać ludzi. tobym tak zarżnął jednego i drugiego. bezczynnego patrzenia na bitych i mordowanych. tak na rozładowanie kompleksu obozowego. który nadejdzie. Patrz.ku Twemu oburzeniu . ile w tej wojnie.. To nadzieja rwie więzy rodzin. Czy myślisz. Pamiętasz nasz pokoik? Litrowy termos.to chyba też dla tego świata. niedojrzałości i szukania wygody. że gdyby nie nadzieja. A historię z łapanką na Żoliborzu.żylibyśmy w obozie choć jeden dzień? To właśnie nadzieja każe ludziom apatycznie iść do komory gazowej. kompleksu zdejmowania czapki.jakby już nic innego na nas nie czekało. każe nie ryzykować buntu.. że teraz tu jesteśmy . abyśmy kiedyś umieli nazywać rzeczy ich właściwym imieniem. który mi kupiłaś. ile w tym obozie.ale przedtem. że wrócą prawa człowieka . jak mówiłaś mi. na pokolenie nieuków. ale wysiadłaś przystanek przedtem. a oni się męczą. że obstawili blok. że ten kompleks na nas ciąży. w którym będzie spokój i odpoczynek. co są w obozach.

przyjdź. narkomani.i pokazałem okno należące do nas. czy nie. pewnie jesteś głodny. ale wzruszające listy o rozłące i powrocie. Są to kryminaliści. Ostatecznie pomyślałem. Dyryguje lager-altester i podaje laską Schritt und Tritt49. piosenka żołnierska 49 Schritt und Tritt (niem.ojczyzna 51 Dachdecker (niem.dekarz 5 . żeby się ptaszek w klatce nie męczył. wprost na obiad.Deutsche47 wymaszerowuje kolumna ludzi i ze śpiewem Morgen nach Heimat48 obchodzi kilkakrotnie obóz. tempo 50 Vaterland (niem. gdy był chory. Są tu zaledwie parę dni razem. to ten. czyli „ochotnicy” do wojska. nawarzony w piecu o majolikowych kaflach. ten . ochotniku-kryminalisto. Ćwiczą ich w marszu i czekają. postrach dachdeckerów51. na górę . czynił wyprawy do budy blokowego po tytoń.) . Idą w szeregu znani pederaści. kapo i lagerkapo.tu: krok. alkoholicy. ma szczęście.Kurt. który Cię dla mnie odnalazł i nosił nam listy. śniegu i mrozie i zrzuca z dachu za źle przybity gwóźdź. Wyciągnięto wszystkie zielone winkle i co lżejszych wyślą na front. rozbili kantynę i zdemolowali puff (w związku z czym ówże znowu ku powszechnemu żalowi zamknięto) . rozgląda się wokół. ale o inne określenie 47 Fur Deutsche (niem. a kto nam będzie buty czyścił na froncie i czy tam są młode chłopaczki? Idzie więc taka wataha przez drogę i śpiewa Jutro do domu. sadyści . Wszyscy sławni zabijacy. aż zbity na perskie oko wyrzucony został na lager i dostał jakieś nieszczęsne komando w swe złodziejskie łapy. złapałem go za hals i powiadam: . co to zarżnął żonę i teściową.Jutro w rodzinne strony. Jakoż pod wieczór zjawił się u nas. gubi krok i nie śpiewa.) .dla Niemców 48 Morgen nach Heimat (niem. który starym rodzicom we Frankfurcie pisywał krótkie. a kanarka na świeży luft wypuścił. Arno Böhm. elegancko ubrany. wieloletni blokowy. i bił po dwadzieścia pięć za każdą minutę spóźnienia i każde słowo wymówione po wieczornym gongu. Oni zaś wykazują społeczność.) . numer 8. Na razie jednak są w kupie.) . który bezlitośnie każe pracować na deszczu. kiedy nam tu dobrze? Vaterland 50 vaterlandem. bo zostanie. ten. ów ciapa. powiadają bardzo mądrze. nakradli paczek. jeśli sprzedawali herbatę. który zabijał sztubowych.po co. czy też wykażą oni zrozumienie życia społecznego.) . a już włamali się do magazynu. zbiegłem więc w te pędy na dół. Kurt jest bardzo miły (brzmi to egzotycznie. ten sam. jak mogą. Taki.to postrach Buny. Poznajemy ich wszystkich: ten bił na DAW. zginie i bez nas. mamy iść tłuc się i łba nadstawiać dla esmanów. ten. ale.a na samym końcu idzie Kurt. jeden sławniejszy od drugiego: Seppel.

że jest okropnie. . Jak do dzieci. Znaczy.” . to nie wyjdzie.Bałeś się obozu? . który tak świetnie organizuje. Samochodami na dworzec. . Nie wywiał ciebie. Źle: słońce świeci w plecy. to zobaczycie. wózek 6 . aż złapali i wsadzili. No i oczywiście to. .Klamoty wziąłeś? . Wszędzie się opowiadało: idąc po drodze na komando. że wszystko zabiorą? . Nie wiedziałeś. a droga! Jechaliśmy według alfabetu.) . zrywanie i układanie asfaltu albo rozgarnianie piasku. . poznał tam dziewczynę. bogaty sklepikarz.Właściwie o obozie nikt dokładnie nic nie wiedział.Właśnie. Dziś nam zebrało się na obóz.Albo i nie.platforma. jakby wody do ust. toby cię na pewno wiatr wywiał kominem . trzeba było kolegom zostawić. miała własne bojówki 53 Lora (z niem. Trochę bzdur o bezcelowej pracy. Potem jeździł do Austrii i Jugosławii.Frajer. na lagrze jest już po apelu. A teraz . Na jakimś spacerze spotkał swoją dziewczynę. może dlatego że Kurt niedługo z niego wyjedzie. I to. ale się jej nie śmiał przypomnieć. Ale Bogiem a prawdą. więc po więzieniu do obozu.Jakbyś przyjechał dwa lata temu. że na Zachodni. człowiek tym wszystkim za bardzo się nie interesował. Lorę) . czekaj końca wojny.Szkoda było.Pewnie na rozprawę przyjechał. a potem się na oczy nie pokazał dziewczynie. wieczorem na pryczy. Auschwitz. Wyjechaliśmy z Pawiaka rano.Pewnie. Tylko mówił: „Przyjedziecie. żył z nią. pisywał do gazet sportowych. Chciał kiedyś być muzykiem. Opowiadamy powieści i opowiadamy życie. Pytali my go.trudno) i umie dobrze opowiadać.wtrącił sceptycznie Staszek. . toby nie wywiał i mnie. I tak wiadomo. wyrwaliśmy 52 Stahihelm (niem. córkę jakiegoś innego sklepikarza. np. . nawet nie było tłoku. Wzruszyłem ramionami z niechęcią. wyrzucił go z domu. że wziąłem. Ale wiecie. i dwa prześcieradła. wpadł na miesiąc do ula za burdę ze Stahihelmem52. Siedzimy w paru przy stole i opowiadamy. Kurt wyjechał do Berlina. Zdobył wóz sportowy i szmuglował dewizy.co wam gadać. a on nic. A że recydywa (ów nieszczęsny miesiąc). po sześćdziesięciu w wagonie. wracając do obozu. Zapada wieczór. że jak wpadnie. Pled i bonżurkę od narzeczonej. i tamto spoza drutów. przy łopacie i lorze53. Gadki chodziły między ludźmi. . Władowali nas do wagonów w tempie. na Pawiaku był jeden z Auschwitzu.Bałem się.niemiecka nacjonalistyczna organizacja kombatancka (1918-1935). ale ojciec. stojąc na apelu. Potem wyjęliśmy wszystkie gwoździe z jednej ściany.

. bo strzelali. bo znaczyło to świeże powietrze. Myślę: dobrze. bo miałem w niej Biblię. zawsze od narzeczonej. piekło! Trzeba było nie uciekać! Tchórze! Zabiją nas! I przekleństwa. wszystko zabite deskami. Ale zawsze mocne. I dobrze. iż płonie na niebotycznej górze. . Słyszałem za sobą ciężkie oddechy ludzi i myślałem. W uszach szumiało. I los. że w ręce brać! Naokoło esmani. Nie macie pojęcia. Tuż przed bramą dostałem bagnetem w udo. Ostatni wychylił łeb z wagonu i dostał kulę w kark. trzech zabitych. bez rzeczy! No. Było tak duszno. . Zdawało się. .Był. Nad nimi rwał się niespokojny rudy płomień. ale dosłownie. Mało cośmy się nie udusili w wagonie. a nas zagonili do drugiego wagonu. drzewa aż pachną. zdaje się. bracie” . Ni jednego okienka.Ale zawalasz. tośmy się uspokoili od razu. niebieskie. tylko zrobiło się bardzo ciepło. i jeden ranny.Tu będziecie mieli dobry odpoczynek. Krzyczeliśmy za powietrzem i za wodą. Ciało opływało potem. W czarnej. Raz po raz głuche uderzenia. widać. żeś poeta . to nie mnie pierwszego. . Ale nic nie wziąłem. wygwieżdżona.Nie gorsze niż z babskiego lagru. Zdjąłem z siebie sweter.Pled. „Bracie. ale jak zaczęli strzelać. 7 . Pociąg od razu zatrzymano. myślę. Potem zwaliliśmy się na podłogę i leżeliśmy jak porznięte prosiaki. a my w kąt! Wrzask. . A ja siedziałem pod kupą ludzi na samym dnie. gdy człowiek wyleci z zamkniętego wagonu! Niebo wysokie.. a trzeciego ranili w bok... tylko w czapę! Trochę mi się żal zrobiło bonżurki. i rozumiecie. Po paru krokach zdrętwiały mięśnie i zacząłem kuleć.deski i fraka! Ale na dachu był karabin maszynowy. potem dwie koszule. ale jakie! . z pierwszym łykiem odzyskałem zupełnie siły. zimna. automaty w łapach. Jechaliśmy stu dwudziestu. Puścili w kupę serię.zaszeptał. że z sufitu lała się woda. Tęskniłem do Oświęcimia..rzekł z uznaniem Witek. krzyk. choć naciągnąłem na siebie zupełnie mokrą koszulę. Czterech odprowadzili na bok. Ciemność zbiegała się ku niemu. Ktoś z tym objął mnie i pocałował. las. Też mi go było żal. teraz kaput! Nic. Nie czułem zimna. Eskortujący esman uderzył jeszcze paru przede mną i rzekł..przeleciało szeptem po szeregach. „Krematorium” . nic. Z nosa ciekła powoli krew. Nie bolało. niebieskie. Gdy otworzono drzwi na rampie. zabili dwóch. bo mnie zrzucili ze stopni. że za mną idzie moja narzeczona. też był od narzeczonej? . Noc była kwietniowa. od razu utłukł trzech pierwszych. aus.. przyziemnej ciemności szeregami błyszczały światła obozu. nie gorsze.Nie.Szliśmy do obozu niosąc trupy..Właśnie. gdy wchodziliśmy w kratowaną bramę obozu: . jak będą strzelać. jak wielki jest świat. Krew spływała wzdłuż uda i łydki.

I powiedz. jak 54 Spasibo (roś. który się do nas zawsze przysiada.masa. nosić telegraficzne słupy. jak mogłem. Byłem wtedy flegerem w ambulansie. bo nie ma za co.) . oni jeszcze geszeft zrobią na tym swoim obozie! Oni i w krematorium.Zobaczysz. potem całego uda. zadowolone z życia.dorwał się Staszek do głosu. to dobrze”. On z Mławy i ja z Mławy. . że teraz nie mam czasu.A z tego nic . koło nas sonder. zaganiałem ludzi.dziękuję 8 . Zdania były podzielone i co do jazdy. bo jakże? Przy mnie mój przyjaciel. lignina.Ja na tym bloku jestem od dawna i dużo pamiętam.mówiłem mu . Ot. wiecie. bandaż i won! Następny! Nawet człowiek na twarz nie spojrzy.Żydzi. Płakał i mówił o matce. jak to jest. Mojsze? Coś taki nieswój?” „Dostałem fotografię swojej rodziny”. ojciec .Spasibo54 panie fleger!” Takie to blade. ledwo trzyma się na opuchniętych nogach. żeby nie stać. . Pocieszałem go. a rodzoną matkę sprzeda za miskę brukwi! Stoimy kiedyś z rana na arbeitskomando. „Cicho bądź . Noga bolała jak sto choler. pewność i zaufanie. I nie masz czym się chwalić. kieszeń ropną. Cierpiał okropnie. Na Budy. „To czego się martwisz. że trzeba pracować! Co miałem robić? «Idź. Ale odpoczynek jest. Mojsze. Poszedłem go odwiedzić i zaniosłem mu zupy. bo posłałem.To było w czwartek w nocy. A tu komandoführer krzyczy. byle nie to. A zdjęcia wyciągnąłem potem z ubrania. wiecie. Miał flegmonę prawego pośladka. i co do Żydów. kolegów i znajomych z jednego miasta! Już człowiek nawet twarzy nie pamięta. mizerne. bo skarżył się. siedem kilometrów od obozu. Wszystko. Ale raz zrobiłem opatrunek jakiejś flegmony. Ukrywałem Toleczkę. jacy są Żydzi! . rzucił mi się na szyję.Gazowali dawniej . „Co u ciebie. „Żeby ty się wściekł z takim dobrze. a ktoś mi od drzwi mówi: . gdzie tu jest dobrze. dobrze. przyjaciele i handlarze. ten od gryzioków.bo Żydzi jeżdżą jeszcze gorzej. zwyczajnie . widzisz. i w getcie. zaczął mnie całować i pytać.wykąp się w łaźni. że Aryjczyków teraz nie gazują. i to dobry! . że nie wróci. Ale jeden wypadek będę pamiętał chyba przez całe życie. bo dwa dni jadą bez jedzenia.» I ojciec poszedł do komory. wiadomo. Cóż mu mogłem dać? Miskę zupy i czasem kawałek chleba. zobaczył mnie przed komorą. ja ojca do komina posłałem!” „Nie może być!” „Może. a nie płaczemy”. że mam fotografie?” Roześmieliśmy się. . chłopy jak byki.rzekł „tutejszy” fleger. . co to będzie i że on jest głodny. czy tam gdzie jeszcze.mówię . A w poniedziałek poszedłem na komando.. a potem pogadamy. Swoją drogą. Przyjechał z transportem.my przecież też mamy matki.rzekł Witek . Opatrunków za bardzo delikatnie nie robię. Nikt też nie dziękuje. czasu nie ma na dyrdymałki. Ile przez moje ręce przeszło ludzi do gazu. Pogmera się w łapie czy na plecach.

ale raz go znaleźli.„Rozumiem” . Byłby to widok wstrętniejszy niż średniowieczne obrazy sądów 55 Wied' eto poslednij boj (. czy przeżyję” . Mützen auf!57 Założyliśmy czapki.Rozejść się! Rozeszliśmy się.odrzekłem. Może źle zrobiłem.więźniowie.) rozumiesz 56 Häftlinge. zwrócił się do więźniów i zakomenderował: .. Toleczka poszedł do gazu.. Ale jak się skończy wojna i ty przeżyjesz. Żeby nie było granic. ponieważ on i tak nic z rozmowy nie rozumie. Häftlinge. ponimajesz?55 . VII Gdyby opadły ściany baraków. Nie dali. „Pojedziesz do mojej matki i powiesz jej.i pojedziesz do mojej matki. gorod Chabarowsk. Jak byłem w Mauthausen. ulica Lwa Tołstowo dwadcat' piat'. który mógł jeszcze Toleczkę wyciągnąć z listy.Kto się zachowuje jak świnia. Ani obozów. ulica Lwa Tolstowo. Lagerführer rzekł na tradycyjną przemowę wigilijną: . Na odjezdnym prosił o papierosy. nie będzie obozów.więźniowie. akurat w Wigilię. „Przeżyjesz dorzucił z uporem .Gadamy o obozie i czy świat będzie lepszy. Mówił do mnie: „To nic. bo jechał na wykończenie do Mauthausen.To ostatni bój (. powtórz”. będzie jak świnia traktowany. Cały obóz był zebrany na apelu. żeby nikt mu nie dał. . Postawiono szubienicę na placu. Szarego.. Był w gorączce. Kurt popatrzył na nas z uśmiechem i rzekł powoli. Po wojnie na pewno nie będzie granic.) . Zapaliliśmy papierosy. tysiące ludzi zbitych. Mützen auf (niem. że idę do gazu.” „Nie wiem. Na choince akurat zapalono światła.mogłem. złapano tam dwóch uciekinierów. A adres matki Toleczki zapamiętałem dobrze: Dalniewostocznyj Kraj. czapki włożyć 9 .) ponimajesz (roś. koło wielkiej choinki.rzekł z naciskiem. Każdy myślał o swoich rzeczach..Häftlinge. gdy ich wieszano. ludzie nie będą się zabijać. Poszedłem do blokowego. nie będzie państw. czapki zdjąć 57 Häftlinge. przed wybiórkami. ..przerwałem mu. „Zapamiętaj: moja matka mieszka w Dalniewostocznym Kraju. Strzelił mnie w pysk i wyrzucił z budy. Przyszedłem zaraz do niego. Powiesz?” „Powiem”. Szary w parę miesięcy później pojechał w transport.. Ani wojny. Wtedy wystąpił lagerführer. Powtórzyłem. Zaniepokojony Kurt spytał. zapisali. Mützen ab!56 Zdjęliśmy czapki. Witek mu streścił: .. Wied’ eto poślednij boj . że zginąłem. Tak widać trzeba.Poślednij. Milczeliśmy.Ja opowiem bardzo krótko. gorod Chabarowsk. co się stało. Toleczka.) .. Poszczułem. Mógłbyś i ty co opowiedzieć.) . Mützen ab (niem. stłamszonych na pryczach zawisłoby w powietrzu. Milczeliśmy. abyśmy wszyscy zrozumieli: .

Cycera czy Demostenesa. ze skóry ludzkiej abażury. przemycony szalik. byle adwokata . jak się da: wytatuowali na nim numer. I jedzenia tyle. żeby człowiek mógł pracować. autostrady. wybiciem Kartaginy. Nosimy wory z cementem. Dziś wiem. odbiorą ci wszystko: ubranie. krwawa praca człowieka. ani koszula. do państwa. Zakładamy podwaliny jakiejś nowej. Najbardziej wstrząsa człowiekiem widok drugiego człowieka śpiącego na swoim kawałku buksy. reszta należy do obozu. depczemy ziemię. świątynie i greckie posągi! Ile krwi musiało spłynąć na rzymskie drogi. układamy cegły. podstępem i łupiestwem. To myśmy budowali piramidy. dali tyle snu w nocy. jeśli zwyciężą Niemcy? Powstaną olbrzymie budowle. Spalą. Zachwycamy się wycięciem Etrusków.wyrwą ci złote zęby. przy łopacie. Nie ma prawdy. niebotyczne pomniki. pamiętamy doskonale. Myśmy byli brudni i umierali naprawdę. i jak lubiłem Platona. Oni robili historię i byle zbrodniarza . walczyli o granice i demokracje. Jak umrzesz . która tę krzywdę pomija. to myśmy wiosłowali na galerach i ciągnęli sochy. ani łopata nie jest twoja. gdzie niewolnikowi wypalano znak własności na czole i krzyżowano za ucieczkę. Pod każdą cegłą będą podłożone nasze 0 . usprawiedliwiali ojczyznami swoje intrygi. które na nią pozwala. Cóż wie starożytność o nas? Zna przebiegłego niewolnika z Terencjusza i Plauta. lorze. wały graniczne i budowle miasta! Ta starożytność. Teraz dopiero poznałem cenę starożytności. które musi zajmować. kilofie i łomie. Zachorujesz. miejsca. których kiedyś podbiją? Pracujemy pod ziemią i na ziemi. Jedno jest tylko miejsce do życia: kawałek pryczy. tyle kości.. Ta starożytność. Oni byli estetyczni i dyskutowali na niby. jeśli w nim leży krzywda człowieka. a oni pisali dialogi i dramaty. grodzimy grunta. która była olbrzymim koncentracyjnym obozem. tyle ciepła! Ale gdzie indziej robią z ludzi mydło. popiołem wysypią pola albo osuszą stawy. ale leży ciężka. żeby zaoszczędzić obroży. Bo w rzeczach ziemskich nie odbija się ideał.Spartakusa. bo ma ciało. Nie ma dobra. tyle mięsa.Scypiona. i tyle czasu w dzień. zna trybunów ludowych Grakchów i imię jednego tylko niewolnika . Co prawda marnotrawią przy spalaniu tyle tłuszczu. Nie ma piękna. że kłamał. tory kolejowe. już poprzednio zapisane w księgi obozu. z kości ozdoby. fabryki. Ciało wykorzystali. która była wielką zmową ludzi wolnych przeciw niewolnikom! Pamiętasz. rwali marmur na świątynie i kamienie na drogi imperialne. chusteczkę do nosa. Ale ani ten kawałek miejsca. Prawo rzymskie! I dziś jest prawo! Co będzie o nas wiedzieć świat. pod dachem i na deszczu.. może na eksport dla Murzynów. czapkę.ostatecznych. zdradami. żeby bezproduktywnie nie zdechł. aby zjadł. Kto wie. potwornej cywilizacji. Jaką potworną zbrodnią są piramidy egipskie.

I jest to najdroższe. ale my nie możemy. nie towaru. czym możemy się dzielić: przeżycie! I choćby nam zostawiono tylko ciała na szpitalnej pryczy. Trzy lata temu były tu wioski i osiedla. przyjaciół. Ten z nas. flegmonę i wszy. płoty. które pozostały. hale. będzie jeszcze przy nas nasza myśl i 1 . Dokonujemy olbrzymiej pracy. Wymordują dzieci. Widzę w ciemności Twoją twarz i choć mówię z goryczą i nienawiścią obcą Tobie. wytwórcy części barakowych i ubrań pasiastych. chorych. Zrobił na Oświęcimiu olbrzymi interes i spokojnie czeka końca wojny. ale twardej. który przeżyje. i na tym stanęło. Postawiliśmy baraki. rozmawiam z Tobą z daleka. Byli ludzie. Tyle tylko. aż tyle a tyle milionów! A jednak. firma Richter od studzien. adwokaci. dobro i prawdę. odrzekła firma. Kiedy ludzie chorzy i ci po pracy idą spać. dostawcy cegły. zrównaliśmy ziemię. Twarze rodziców. Lenz nie martwi się jednak: jak wszystkie firmy niemieckie powiększa kapitał zakładowy. cementu. Tych. magazyny. potargował się jeszcze Berlin. z której ktoś ciągnie niesłychany zysk. Nie pieniędzy. Obóz wypożyczał jej więźniów. że za głowę złapał się nie tylko Auschwitz. to niemożliwe. Dziwne są dzieje tutejszej firmy Lenz. starców. No tak. Firma ta wybudowała nam obóz. co pozostali. Janinie. umiesiliśmy ją na błoto. drogi polne i grusze na miedzach. żelaza i drzewa. Przy rozliczeniu rachunek okazał się tak fantastycznie milionowy. powiedziano. Zakrzyczą nas poeci. bunkry.ręce. że słuchasz uważnie. To połowę. Wymordują nam rodziny. ale sam Berlin. Wygnaliśmy ludzi. co żyją dla nas i stanowią nasz świat. na naszych barkach będą noszone podkłady kolejowe i płyty betonu. a SS dawało materiały. Tak samo firma Wagner i Continental od wodociągów. księża. Gliwicach. Tak samo właściciele kopalń w Mysłowicach. Trzydzieści procent. rozbiliśmy domy. Jesteś wprzęgnięta w mój los. wiem. Siemens od oświetleń i drutów elektrycznych. Panowie. baraki. filozofowie. oto są rachunki. tak samo zakłady rozbiórki szmelcu DAW. krematoria. Stworzą piękno. którzy nie byli lepsi ani gorsi od innych. kominy. za dużo zarobiliście. kamiennej pracy. Tak samo olbrzymia firma samochodowa Union. zaproponowała patriotyczna firma. musi kiedyś zażądać równoważnika tej pracy. Były pola. Przywlekliśmy ze sobą świerzb. Stworzą religię. kształty przedmiotów. I nikt o nas wiedzieć nie będzie. rzekł Berlin. Jaworznie. Od tego czasu wszystkie rachunki firmy Lenz są odpowiednio obcinane. Potem przyszliśmy my. Pracujemy w fabrykach i kopalniach. że masz dłonie nie do kilofa i ciało nie przyzwyczajone do świerzbu. Wiąże nas nasza miłość i miłość bezgraniczna tych.

uciekł do Francji i przywieźli go do Oświęcimia. Elektryk jest łysy i nie ma zrozumienia dla naszej miłości. bielizną damską. woreczkami z cukrem... klatki o wymiarach metr na półtora. a z nią dziecko.Cicho. a Hiszpana w pasiaczkach na komando. A zupa może być przecież bez kartofli.w komplecie. Elektryk. tysiąc z małym okładem. Bronił Hiszpan Madrytu. Następuje procedura odwrotna: elektryk sięga do buta. Jak to Hiszpan: miał jakąś Francuzkę. I na pewno nie lubi bunkra. który mu przynoszę. oburzył się: Taki nieporządek w nowej Europie. Potem szli nowożeńcy do zdjęcia: ona z synkiem i bukietem hiacyntów na ręku.zaczęli go uspokajać inni dostojnicy.nasze uczucie. . Francuzka w krzyk. a Hiszpan wciąż w obozie.długi elektryk.Berlin kazał. że gracie w czasie pracy zamiast obierać kartofle! Mnie zupa stoi bez kartofli! Ja wszystkie śluby mam w.. Więc przede wszystkim . Nowożeńców tymczasem sfotografowano i odstąpiono im na noc poślubną apartamenta puffu. z Hiszpana na gwałt ściągnięto pasiaki. że chce ślubu! Więc podanie do samego H. dopasowano elegancki. H. 58 In corpore (łac.ślub Hiszpana.. który wygnano na dziesiątkę. Za nimi orkiestra in corpore58 za orkiestrą zaś wściekły esman od kuchni: .Ja wam meldung zrobię. a on z nią pod pachę.Kolego. . Jakoż wieczorem idę do niego. gdy chcę elektrykowi wręczyć papierosy: . oddaje mi i krzywi się niechętnie. to przyniosę. Chodzę do niego co rano z Kurtem (bo to jego znajomy) i oddajemy listy do Ciebie. a gdzieś do buta wkłada kupę listów. nie bierze się za listy! A odpowiedź. Nazajutrz Francuzkę odesłano do Francji. Ponieważ elektryk jest bardzo długi i byłoby mu w bunkrze niewygodnie. jak będę mógł. VIII Nie masz pojęcia. Elektryk powiada. Przede wszystkim . I sądzę. .długi elektryk. Po drugie zaś . u nas. Elektryk się krzywi na każdy list. wszyscy razem 2 . Bo elektryk nie ma zrozumienia dla naszej miłości. przez samego kapę pralni wyprasowany garnitur. fantastycznie stary numer. że godność człowieka naprawdę leży w jego myśli i w jego uczuciu. w Auschwitzu. Jak dziecko nieźle podrosło. obładowuje się kiełbasami.) .. z bogatych zbiorów obozowych dobrano starannie krawat do skarpetek i dano ślub. wyciąga kartkę od Ciebie. jak jestem szczęśliwy. natychmiast dać im ślub! Przywleczono Francuzkę z dzieckiem do obozu.

saksofon i skrzypce. którzy niszczą. w Auschwitzu.myślałem . śmieje się i błyska! Szkoda. Po trzecie zaś kończymy kursy. bo wszystko do kupy: długi elektryk. „Lubimy cię i pamiętamy o tobie. Najpierw kobiety.Cały zaś obóz chodzi. Zebraliśmy się na stryszku. Wyobraź sobie . którzy pracują.długi elektryk. Trochę zacinając się. Wtłamsiłem je do paczki pod jedzenie. lepiej. przyszedł lagerarzt Rhode (ten „porządny”. mówił o ludziach. O zwycięstwie pierwszych i o klęsce drugich. pomyśl tylko! dwa listy: jeden od Staszka i jeden od brata. O tym. Franz. ten od Wiednia. co nie robi różnicy między Żydami a Aryjczykami). i o ludziach. Śpiewał Franz pieśni austriackie.myśli Anioła Ślązaka. to nawet śluby dają. w Auschwitzu. który w obcym języku pragnie oddać treść od serca. jak ostro stałem przeciw nim: ich imperialnej koncepcji budowania 3 . że ci dwaj najzdolniejsi z pokolenia. Po drugie . powiedział. kończymy kursy. Więc przede wszystkim . ale znalazły. że Słowacki nie znał go. pracujemy i tworzymy.dostałem wczoraj listy z domu. bo tu wieści są fantastyczne o stosunkach w Warszawie.rodzi się mesjanizm wśród zniszczenia i śmierci. Żegnaliśmy je muzyką kameralną. twojej narzeczonej. dali mi na drogę trochę lekarstw i parę książek. U nas.” Żyją. że się bije za nas towarzysz z naszego pokolenia z Londynu i Uralska.ślub Hiszpana. tylko Andrzej zginął i Wacek „nie żyje”. Jakże to fatalne. żegnają nas dziś przez cały dzień. Niedawno skończyły je flegerki z FKL. zrobił mi ostateczny wykład o sensie wojny. z Chicago i Kalkuty. Więc jestem szczęśliwy.U nas. ślub Hiszpana. Długo mnie szukały. Żyjemy. że jest bardzo zadowolony i że teraz na pewno będzie u nas. . U nas. na pewno zostałby saksofonistą dla bogactwa jego wyrazu. „Oto . jak człowiek. począłem pisać już rozpaczliwe listy i właśnie wczoraj. a ja mówiłem wiersze. w Auschwitzu. i pamiętamy też o Tuśce. bo stryszek zimny. O nadchodzącym braterstwie ludzi tworzących. z lądu i wyspy. Potem Franz rozłożył swoją paczkę. pracują i tworzą. Po czwarte zaś . których on nie rozumiał. a z okien naszego grały im wyjątki z orkiestry: bęben. jakby kija połknął. przyszedł. i piliśmy wieczorną herbatę. o największej pasji tworzenia. Staszek pisze słowami bardzo prostymi. pisze. w Auschwitzu. popatrzył na nas i nasze opatrunki. którą właśnie dostał z Wiednia. Najcudowniejszy jest saksofon: łka i płacze. I prędko wyszedł. a teraz my. Od prawie dwu miesięcy nie miałem znaku życia z domu i niepokoiłem się strasznie. zwykła droga ludzkiej myśli”. że właśnie ci musieli zginąć! Wiesz. Zasiadły wszystkie u okna dziesiątego bloku.

ich teoriom sztuki narodowej. to ja itd. pustka coraz większa. Ale stamtąd ludzie odchodzą . Jak wrócę. walki. Pustka. nieobecność w niej człowieka. styl życia i oblicze poezji. tak ze środka dzieła. Wydano je .. co mi pisałaś? Pisałaś. . jak rąbane kamienie. próg. Że jak wrócimy. I dziś. przyjaciół z innej barykady.wprost ze środka życia. Myślę. i o tym. które pisane były tylko dla Ciebie i z którymi Cię aresztowano. Odchodzą dalsi i bliżsi i już nie o sens walki. ich stylowi życia świadomego i nieświadomego zakłamania. to pewne już z daleka zwycięstwo. że jesteś chora i że jesteś zrozpaczona. Odeszli tak niesłychanie żywi. ale o życie dla ludzi kochanych niech modlą się ci. o chłopcach z mego pokolenia. jak serdeczne listy pisuje Julek do mnie.. Żegnam ich. Że tylko my zeszliśmy na dno. że pustka wokół nas robi się coraz większa. ta. bo mnie „wtrąciłaś” do obozu.może jako pamiątkę po nas? Jestem wdzięczny przyjaźni ludzkiej. też rozstrzelana. Wiesz. Odeszli tak bardzo należący do tego świata. jak to było naprawdę? 4 . Ale widzę ich twarze przez próg innego świata i myślę o nich. I teraz pisze mi. że na nas się skończy.pisze brat. którą dostałem od Ciebie w parę dni po przyjeździe do obozu. że chowają wszystkie książki i wiersze. na moich półkach bibliotecznych zastanę nowy swój tomik.. która tak pięknie mówiła wiersze o harmonii i gwiazdach. zaborczego państwa. I dziś zarzucę im ugięcie się wobec sugestywnych idei potężnego. I pisze mi jeszcze brat o Twojej Matce. Myślałem. jak kamienie. że zachowuje po nas . nieobecność w niej poety. który nie zaznał tej okropnej atmosfery dławiącej nas. że myślą o nas. której tu nie spotkali! . iż wrócimy i będziemy zawsze razem. ich filozofii mętnej jak sam mistrz Brzozowski. bo takie jest prawo ludzkie. A wiesz. Drugi list jest od brata. że nie jest naszym złem. ich praktyce poetyckiej. podziw dla zła. wrócimy do świata..żarłocznego państwa. że myśli ona o nas i wierzy. które budowali. że „jeszcze nie jest tak źle”.. Że gdyby nie Ty. miłości. że to symbolicznie splata się miłość nasza i poezja i że te wiersze. W pierwszej kartce. ich nieuczciwości w rozumowaniu społecznym. że czekają.poezję i miłość i że nasze prawo do nich uznała. gdy oddziela nas próg dwu światów. podejmuję ten spór o sens świata. „Są to wiersze o twojej miłości” . Ewa. I dziś zarzucę im bezideowość poezji. I milczymy jak ścinane drzewa. czołem bijącej o mur Awangardy. którego wadą jest to.. i czuję. Jesteśmy niewrażliwi jak drzewa. pamiętasz. który i my przekroczymy. Oby na drugim świecie znaleźli prawdę i miłość. którzy modlić się umieją.

a jego dusza i dusza kobiety musiały się rozwiać we wszechświecie.jak zwykle w środę . nasmarowałem chorych na kręcę herbatą z mięty. że może z sąsiedniego pokoju nie usłyszę. że to są głupstwa. Nad ranem zasnąłem. który ważył dusze po to. iż jesteśmy razem. O życiu.. że czekałem na umówiony Twój telefon od Marii. które napiszę. który robił punkcję. są 59 Prontosil (łac.. czy byłem na obiedzie. o przedmiotach. że mogłoby być inaczej. Nogi mają poza tym czarne okulary. Wreszcie znalazłem jedną parę w długich. Mam nawet pomysł na nasz ekslibris. które będą u nas. Lecz myślę często o przyszłości. bo je bardzo lubię. Potem czekałem na Twój telefon. Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem umówionym znakiem. Od tego czasu minął rok. Otworzyli mężczyźni z rewolwerami w ręku. Będzie to róża rzucona na zamkniętą grubą księgę z wielkimi średniowiecznymi okuciami. którym będziemy żyć. Wreszcie nasz fryzjer blokowy (z cywila restaurator spod Poczty w Krakowie) Heniek Liberfreund uznał. Jeśli byłem. List do Ciebie . IX Wróciliśmy już. A o te nogi się staram. Przypatrywałem się długo drzewom Łazienek. abyś wiedziała. bałem się. siedziałem znów przy telefonie. Potem wziąłem dwa ostatnie zastrzyki prontosilu59 i posyłam Tobie. Po południu był u mnie komplet .Było tak. Ale zamknął tylko dusze dwu przygodnych cyrkowych błaznów. że zgasła karbidówka. Czytałem jakieś wycinki gazetowe i nowelę Maurois o człowieku.to te kartki. jeżeli. Z rana poszedłem do domu. jak zwykle z teczką. ślady krwi. że musisz zadzwonić. bo przyrzekłaś. z książkami. muszę mieć nogi. Nie dzwoniłaś. to wróciwszy. wykręciłem psu ucho i poszedłem do Twojej Matki. ale żeby doszły.zdaje się. Poszedłem po staremu na swój blok. Wiedziałem.lek przeciwbakteryjny 5 . Matka była zaniepokojona o Ciebie. zamknąć w nie duszę swoją i kochanej kobiety. I nigdy nie myślę. Zjadłem śniadanie. aby nauczywszy się zamykać ludzkie dusze w naczynia wiecznotrwałe. czerwonych sznurowanych butach. Potem postałem z mądrą miną koło doktora. Nie pamiętam. Wiem. i zdaje się. Dla odprężenia poszedłem piechotą przez Puławską. że teraz to na pewno będę najlepszym flegerem wśród literatów. o książkach. które będziemy czytać. Ale piszę to po to. Pojechałem tramwajem do Marii. że nigdy nie żałowałem. Na schodach leżały niezwykłe ilości niedopałków i jeśli dobrze pamiętam. gdzie trzeba. ale myślę o nich. a dziś z rana umyliśmy pospołu podłogę. O wierszach. powiedziałem. że będę na obiedzie i że się bardzo śpieszę. Poza tym cały dzień łażę za listem do Ciebie.) . że mówiłem coś o swojej pracy językowej. Ale może to sugestia.

Nie zmieniło się nic. Abramek? Co słychać? . Wreszcie sonder znikło w bramie swego. Że wczoraj niedziela. mają żonę na babskim i wiedzą. Raz jadą samochody z łachami. List tedy wysyłam natychmiast. jak się nadarzy okazja. podwórza. słusznie rozumują. Ja zachorowałem i poszedłem na KB62. a sam staram się przyjść do Ciebie. A mnie też. przyjaciela z naszego byłego komanda. wpadały w maszerujące szeregi i porywały upatrzone pakunki. Radziłem im wysmarować się balsamem peruwiańskim na świerzb. Zaraz jednak chyłkiem poczęli się wymykać Żydzi na handel. jak jest ciężko. Więc nogi chodzą na FKL i są wcale dla mnie życzliwe.Nie umarłeś jeszcze. A osobiście? 60 SDG (z niem. Chyba że pójdę pod opieką.A. przy pierwszej wycieczce muszę wpaść. . Wyciągnął serdecznie rękę. czyli mniej poetycznie .szpital.porządek musi być 62 KB (z niem. Będą się ludzie topić w błocie. Krankenbau) .odrzekłem przyjaźnie.barczyste i chodzą co dzień na FKL po trupy dzieci płci męskiej. I jeszcze rozglądam się po krajobrazie. . Przy moim szczęściu i obozowej zaradności. wymiecione klepiska i zastarzały zapach ludzki. Nie darmo odwszenia trwają przez całe noce.) . Okropne są bloki obozowe zimą! Brudne buksy. ale wszy ani jednej. Czuję się nawet w nastroju podróżnym. Dlatego list zabiorą ot tak.podłożyć go. On miał więcej „szczęścia” i poszedł do sonder. Sanitatsdienstgrade) . jabłek nie mam dla ciebie . nalani tłuszczem. gdzie należy. Same.Nic ciekawego. byliśmy na lagrze na kontroli wszy. a raz muzułmani z Buny. przekleństwa i razy kotłowały się w powietrzu.Ordnung muss sein61. Spod bloków wyrwały się grupki ludzi. dla przyjemności. Raz obiad na efekty. Czeski my zagazowali. Te bowiem muszą przejść przez naszą szrajbsztubę. Wychodziliśmy już z bloków po skończonej kontroli. tylko błota dziwnie przybyło. .. Moi przyjaciele radzą wziąć pled i . odgrodzonego od reszty obozu murem. Bloki nabite ludźmi.To wiem i bez ciebie. Im wolno wszystko przynosić prócz złota. Wiosną pachnie.sanitariusz SS 61 Ordnung muss sein (niem. Nie zmieniło się nic. . naszą trupiarnię i nasz SDG60 musi je własnoręcznie obejrzeć. Zawsze lepiej niż łopatą robić o misce zupy. Zahaczyłem jednego z nich. Szli odymieni. Z lasu ciągnie raz zapach sosen. Krzyki. to ty? Potrzebujesz czego? Jak masz jabłka.. lecz tego szmuglują najwięcej.Nie. Na porządku świat stoi. na organizację i w odwiedziny. powiadają. a raz esmani na zmianę warty. rewir 6 . uginając się pod ciężkimi tobołami. a raz dymu. gdy na lager wróciło z kremo sonderkomando.

. w Auschwitzu.Te. jak umiemy..rzekłem sucho. że bierzemy cztery dzieciaki z włosami. jak cały obóz. fleger. przytykamy głowy do kupy i podpalamy włosy. chcesz wiedzieć .Winszuję . blok i znowu komin? Albo ja mam tu kogo? A.osobiście: wykombinowali my nowy sposób palenia w kominie. bez entuzjazmu.. A wiesz jaki? Byłem bardzo uprzejmie ciekaw. Potem pali się samo i jest gemacht63.osobiście”? Komin. my musimy bawić się. . jak cały świat.A taki. u nas. Jak by szło inaczej wytrzymać? I wsadziwszy ręce w kieszeń odszedł bez pożegnania.) .Osobiście? Jakie u mnie może być . Roześmiał się dziwnie i popatrzył mi w oczy: . 63 Gemacht (niem. Ale to jest nieprawda i groteska.zrobione 7 .

leżącym za barakami szpitala. z tyłu drut. Siało się szpinak i sałatę.z lewa cygański z jego wałęsającą się dzieciarnią.tyłem do rampy. wysztyftowanymi na ostatnią nitkę flegerkami. Pobiegłem za nią. drugie bliżej. Solidne budynki. KTÓRZY SZLI Najpierw budowaliśmy na pustym polu. Była niedziela. Znów poszedłem po nią. letniego tłumu. Raz stałem na bramce. Mężczyźni zdjęli marynarki i świecili białymi koszulami. mocno osadzone w ziemi. Wagony też odjechały. Na rampę zajechał właśnie pociąg. tuż przy drucie. Podnosząc ją z ziemi. boisko do piłki nożnej.LUDZIE. jedne za rampą. Ludzie usiedli na trawie i patrzyli w naszą stronę. Potoczyła się w trawę. które z drugiej strony rampy odkrzykiwały im. spory tłumek flegerów i podleczonych chorych otoczył boisko. Mówiło się FKL . wciąż zapełniona wagonami. Pochód szedł wolno. Teraz kwiatki rosły same. Widać było doskonale bloki FKL-u. Między jednym a drugim kornerem za moimi 8 . a myśmy grali w nożną. Wróciłem z piłką i wybiłem ją w pole. Inni szli pod druty i rozmawiali przez całą szerokość rampy z FKL-em. Pod drutami znów stali flegerzy i krzyczeli pozdrowienia dla dziewcząt. Piłka poszła na aut i potoczyła się aż pod druty. Tak się nie mówiło. ktoś po nim uganiał się za kimś i na pewno za piłką. spojrzałem na rampę. którym szło się do białego domku. Z towarowych wagonów poczęli wysiadać ludzie i szli w kierunku lasku. Zakładało się trawniczki z wycinanej koło boiska murawy. Za krematoriami lasek. obok FKL-u. Wybiłem ją na korner. Właściwie nie żaden obóz kobiecy. skończyliśmy boisko. kobietami siedzącymi po ustępach i ślicznymi. chorzy sami leżeli w łóżkach. Budowaliśmy boisko wiosną i jeszcze przed jego skończeniem poczęliśmy siać pod oknami kwiatki i wykładać tłuczoną cegłą czerwone szlaczki naokoło bloków. I podnosząc z ziemi znieruchomiałem: rampa była pusta. dołączali do niego ciągle nowi ludzie z wagonów. Wreszcie się zatrzymał.i wystarczy. Przeszła od nogi do nogi i wróciła łukiem pod bramkę. Podlewało się to co dzień wodą przywożoną beczkami z obozowej umywalni. Kiedy podlewane kwiatki podrosły. słoneczniki i czosnek. pierwszy raz w tym sezonie. Z daleka widać było tylko plamy sukienek. Co dzień po rozdaniu wieczornych porcji na boisko przychodził kto chciał i kopał piłkę. Wróciłem z piłką i podałem na róg. za nim rampa z szerokimi torami kolei. Z prawa od pola były krematoria. a za rampą obóz kobiecy. Stałem na bramce . Pole leżało „dobrze” . Widocznie kobiety były już ubrane w letnie stroje. Nie pozostał na niej ani jeden człowiek z barwnego.

otępiały. ale ciało buntowało się. Birkenau leżało na mokradłach u podnóża gór. Ale nie było papy na dachach. choć czułem każde jego drgnienie. Wychodziłem nocą przed blok . Obok naszego obozu roboczego był nie zamieszkały i nie wykończony odcinek C. Na wybrzeżu Francji lądowały wojska sprzymierzone. Niedługo potem poszedłem ze szpitala na obóz. Zapewne. ani szmaty do ciała. Pisarz roznosił listy. Gotowe stały tylko baraki i ogrodzenia z na-elektryzowanego drutu.tą i tamtą drogą. aby nie było kurzu.tą i tamtą drogą. które były przywożone jeszcze z rana z głównej poczty. ani miski. W bloku było dużo słońca. lecz słyszałem wyraźnie oddalony gwar wielu tysięcy głosów . ludzie szli . lecz również życie. która dla nich nie oznaczała tylko łaźni i odwszenia. zastrzyki i punkcje. Ani łyżki. fryzjerni i nowych. życie w obozie. ale niektórzy mieli szczęście iść dalej. Patrzyłem w głąb nocy. Po południu przynosiłem paczki z magazynu. z obozu.plecami zagazowano trzy tysiące ludzi. Dnie były pełne wielkich wydarzeń.ponad trzydzieści tysięcy kobiet. Lecz u nas w nocy i w dzień czekały na stacji szeregi pociągów załadowane ludźmi. Miał się ruszyć front rosyjski i podejść aż pod Warszawę. Dwadzieścia osiem bloków . Bielizny nie dostały. Odmykano im wagony i ludzie poczynali iść . niż jadałem w domu . bez słowa. ubrano w letnie sukieneczki bez rękawków. W dzień doskonale było je widać przez 9 . Z lasu podnosił się ogień i rozświetlał niebo. wybranych z tych ludzi . pootwieraliśmy na oścież drzwi i okna.którzy szli. z drugiej strony naszego szpitala. pofarbowanych na olejno łachów. mężczyźni i dzieci. Kiedy siadałem do obiadu. a wraz z ogniem podnosił się ludzki krzyk.tą i tamtą drogą. Doktorzy robili opatrunki. Potem ludzie poczęli iść dwiema drogami do lasu: drogą wprost z rampy i tą drugą. Droga leżała w mroku. Kiedy wstawałem z rana do mycia podłogi. lepszego.w ciemności świeciły lampy nad drutami.a ludzie szli i szli . Mieli zresztą jedną strzykawkę na cały blok. Byłem zupełnie spokojny. W ciepłe wieczory siadałem w drzwiach bloku i czytałem Monfrere Yves Pierre'a Loti . Nie panowałem już nad nim. ale życie. a niektóre bloki nie miały prycz. Na odcinku C władowano do tych bloków po tysiąc i więcej młodych dziewcząt. bez ruchu. Kobiety te ostrzyżono do skóry.ludzie szli .tą i tamtą drogą. Kobiety. Przy pryczach trzypiętrowych końskie bloki obozu w Birkenau mogły pomieścić do pięciuset ludzi. aż do zauny. I nieśli tłumoki. Obie wiodły do krematorium.ludzie szli i szli. pokropiliśmy podłogę. Wewnątrz mnie całe ciało drgało i burzyło się bez mego udziału.

Niejedna z nich miała swoich kochanków wśród murarzy i cieśli. gdzie trzeba. które objęły tu wszystkie funkcje. rozkradana przez pracujących tam ludzi. ponieważ ranki były niezwykle zimne i nasiąknięte mgłą. kobietami z bloku. Wszystkie dachy nad budami blokowych na całym Perskim Rynku zostały pokryte przeze mnie i moich towarzyszy. Nie czyniono tego z nakazu ani przez litość. Każdą rolkę papy. Kryliśmy bowiem zorganizowaną papą i lepiliśmy zorganizowaną smołą. Nazwaliśmy ten obóz Perskim Rynkiem. komandoführerowi. koców i naczyń. sobą. Z daleka kobiety nią miały ani twarzy. Tak samo.przejrzyste powietrze. świeżo zakładanych na wszystkich odcinkach Birkenau. biodrzaste blondyny w wysokich butach z cholewami. Wtedy poznałem oblicze tego dziwnego obozu. że można je było ukraść. Nie robiliśmy tego również przez solidarność ze starymi numerami. Tyle zresztą było pożytku z tych wszystkich kołder. ani wieku. Potem wjeżdżaliśmy w głąb obozu między jakieś bloki i tam na placu rozpalaliśmy 0 . pchając przed sobą wózek z papą i smołą. Przez swoją egzotyczność . Ranki te orzeźwiały nas przed upalnym dniem. Przychodziliśmy z rana pod jego bramę. Perski Rynek nie był obozem gotowym. Jeszcze inni kładli podwaliny pod dobrobyt odcinka: zwozili kołdry. a murarze przynosili ukradzione żelazne piecyki i murowali. jak myśmy łatali dachy. Oddawały się im w nie wykończonych umywalniach albo w budach blokowych. żywnością. gwarnego rynku. W dnie pogodne kobiety wychodziły z bloków i kłębiły się na szerokiej drodze między blokami. prominentom z komanda. Inni gmerali przy kanalizacji i umywalniach. zarządzającego esmana. część z tych rzeczy natychmiast szła na obóz. Na bramie stały wachmanki. Tylko białe plamy i pastelowe postacie. stolarze robili budy i sprzęty do bud z zorganizowanego drzewa. każdy kubeł smoły blokowe musiały zapłacić. Barwne letnie suknie i kolorowe chusteczki zakrywające gołe głowy sprawiały z daleka wrażenie jaskrawego. Rano tonęły we mgle i zdawały się być oszronione. którą ubijał wielki walec. elektrycy zakładali światło. naczynia blaszane i skrzętnie składali je do magazynu do dyspozycji szefa.perskiego. Później szły same na kontrolę bloków. Oczywiście. ruchliwego. koce. Blondyny rewidowały nas i wpuszczały do środka. Jak która. ale kobiety. Zapłacić różnie: złotem. flegerkami z FKL-u. były zsiniałe od zimna i tuliły się do siebie jak stado kuropatw. które o dwadzieścia metrów na prawo stały od piątej rano na apelu. Kapie. Komando Wagner budowało na nim drogę z kamienia.

płakały . zimno. zebrane z całego obozu.ogień i gotowaliśmy smołę. chleb. że już nic nie mamy. Zdejmowaliśmy koszule dla nich. miłą dziewczynę w kolorze różowym. jeżeli istnieje sprawiedliwy Bóg . Błagały o scyzoryk. Powietrze w budzie osiadało różowym refleksem na twarzy i dziewczyna wydawała się jakby osnuta delikatnym welonem. znające język tych kobiet. 1 . jak wydawało się nam z perspektywy drugiego odcinka. Budę miała urządzoną też na różowo i różowe firaneczki w oknie wychodzącym na blok. Mimo zewnętrznej szorstkości zachowały kobiecą miękkość i . Na pewno macie wszystko. który chodził z olbrzymim rewolwerem przytroczonym do letniego białego munduru.Nam jest tak źle. zaplątane cherubinki na obrazie sądu ostatecznego.Im jest na pewno lepiej. o dwadzieścia metrów na lewo stąd. nie zważając ani na kontrolę esmanek. W końcu zaczęliśmy przychodzić z pustymi kieszeniami i nie dawaliśmy nic. śpiesząc się do swojej pracy.czy tylko im jest lepiej? . Blokowymi na Perskim Rynku były Słowaczki. . ołówek. ale. Były wśród nich maleńkie dziewczynki z nie obciętymi włosami. Były mężatki rozpaczliwie proszące nas o wiadomości o zaginionych mężach.pytały się kobiety.odpowiadaliśmy poważnie. aby zapłacić za przywiezione koce albo sukieneczki z efektów.mówiły.Wy przecież jesteście mężczyznami i możecie wszystko . Pamiętały początki FKLL-u. . . Pewnie. brutalnych mężczyzn. kawałek papieru. Kobiety natychmiast oblegały nas tłumem. kiedy trupy kobiet leżały pod wszystkimi blokami i gniły nie wynoszone ze szpitalnych łóżek.. łyżkę. Kochał się w niej Żyd z naszego komanda. . i opakowane miękko rzucał przez druty. Żyd kupował dla niej świeże jajka. a kał ludzki potwornymi stosami gromadził się w blokach. wywracaliśmy kieszenie na znak. ani na naszego szefa. miały swoich kochanków i tak samo kradły margarynę i konserwy.Tak długo żyjecie w tym obozie i nie umarliście. tęgą. chusteczkę do nosa.Lecz przecież nie umarli? . Były młode dziewczęta patrzące ze zdumieniem na tłum kobiet koło nas i z pogardą na nas.ale pamiętam Mirkę.. jesteśmy głodne . Dziewczęta te miały za sobą po parę lat obozu. Te kobiety nie były jednakowe... Odchodziliśmy w milczeniu.dobroć. na szorstkich. były matki szukające u nas śladu po swoich dzieciach. . patrząc nam niespokojnie w oczy. Spędzał z nią długie godziny. który miał zepsute zęby. bez zwykłych kpin i szyderstwa. sznurówkę. Dlaczego nie chcecie podzielić się z nami? Rozdawaliśmy im wszystkie drobiazgi.

pobudki wewnętrzne. nieważność winy wobec istotnego 2 . Nie miała u siebie budy. Przywoziły nowych ludzi. Pomóżcie mi! Żyd położył jej rękę na ramieniu. Esmanka może je znaleźć. bo wyrastał.szepnąłem cicho. Było jak róża w złotym otoku: rozpalone policzki i złota aureola włosów. która szła na zmianę. .Ładne! . Rozumiesz .ujawnienie sprężyn.Szefa zwaliśmy słusznie Filipkiem. Otrząsnęła się gwałtownie i zaczęła łkać. rude dziewczynisko o szerokich stopach i czerwonych dłoniach. Nic im nie mogę dać. W pewnej chwili złapałem się na myśli. kiedy byłem bliski śmierci w obozie. ale nic od nich nie zabiorę.Wierzysz w życie pozagrobowe? . a raz. Pamiętam również drugą blokową. Wzruszyłem ramionami i wyszedłem z bloku.Jakie ładne dziecko . to będzie karany. że chciałbym mieć takie dziecko o rumianych we śnie policzkach i rozrzuconych włosach. Z lasu podnosił się dym. gdzie go nie posiali. co ja mam robić? Dlaczego ono tak nagle zachorowało? Dziecko spało bardzo niespokojnie. . wysokie. którzy będą szli. myślałem długo.Niech nie myślą . Roześmiałem się z niedorzecznej myśli i poszedłem na dach przybijać papę. Któregoś dnia Mirka podbiegła pod dach. .Czasami . Drogą między odcinkami wracała do wagonów jedna grupa Kanady i minęła drugą.Raz wierzyłem w więzieniu.Patrzcie. na którym kładliśmy papę. tylko parę kocy rozłożonych na łóżku i parę zawieszonych na sznurkach zamiast ściany. przecież ono niedługo umrze! Powiedzcie. prawda? . Wprowadziła między prycze i wskazując na barłóg pełen kolorowych kołder i na dziecko leżące pośrodku rzekła z afektacją: . .spytała mnie podczas jakiejś żartobliwej rozmowy.Chyba tak. Usiadłem koło gotującego się kotła i mieszając smołę. Chwyciła nas za ręce i pociągnęła do siebie. .mówiła. .że człowiek ucieka od nich. żeby nie poszło do gazu. Kiwnęła ręką na Żyda i krzyknęła do mnie: .krzyknęła Mirka . o ile nie ma jakichś wyższych norm sprawiedliwości niż ludzka. że ładne! Ale ono może umrzeć! Muszę je ukrywać.Niech pan zejdzie! Może i pan coś pomoże! Zsunęliśmy się z dachu po drzwiach bloku. Z daleka widać było wagony idące wzdłuż rampy.A jeśli człowiek zrobi źle.pan wie. wskazując kobiety leżące głowa przy głowie na pryczach .odpowiedziałam powściągliwie. .

W nieruchomych twarzach świeciły się wielkie oczy. Ale jak im pomóc. że wierzą? Przecież człowiek chce tylko ich dobra. choć nikt nie wymówił słowa. Trudno. gazem! Jak miliony innych.Złaź! krzyknęła do dziewczyny.Nie szukam nagrody. żeby nie dać swojej kochance! .Tyś jest mądry chłop! Ale zupy tobyś sprawiedliwie rozdać nie umiał. a ja? Proszę ich. żeby do nich napisać. Najpierw ludzie spali na podłodze bokiem i 3 .nie trzeba karać? .Pytałyście mnie. że Oświęcim i Birkenau szły od złego do dobrego. .I myślisz. bo mi was żal.Cicho! . Kobiety leżały piętrami na buksach. kiedy same pchają się do gazu! Jakaś dziewczyna śpiewała na piecu modny przebój. mężowie i rodzice nie są wcale w innym obozie. W obozie zaczynał się już głód. Gdy skończyła. Ten dym.Mnie też proszą. Proszą. ja kryję dachy i chcę przeżyć obóz.kiwnęła głową w nieokreślonym kierunku . Wiadomo. Wyciągała z buks śpiewaczki i kazała śpiewać. .rzekła spokojnie do wystraszonej śpiewaczki. Deklamatorki i kazała mówić wiersze. błagam. gdzie są ich matki. którzy cierpią niesprawiedliwie. która chora. potem sporadycznie.rzekła z ironią i weszła w głąb bloku. to wcale nie z cegielni. jakbyś mógł? . to jasne. Ruda blokowa chwyciła się za głowę. . Blokowa podniosła rękę.Ale tak po ludzku.Powinna być ukarana.syknęła i wskoczyła na piec. że ludziom. jeśli zachorujecie! Wasze dzieci.A ty byś robił dobrze.Myślę. Najpierw bili i zabijali na komandach nagminnie.sensu świata. . Ruda blokowa łaziła między buksami i zagadywała kobiety. . To z waszych dzieci! A teraz śpiewaj dalej . niech siedzi w bloku! Myślisz. Dziewczyna uśmiechała się i kłaniała.Ja już nie mogę dłużej! Przecież to wstrętne . żebyście wiedziały. jak wam mówią.krzyknęła. ojcowie. która ciężarna. niech się nie zgłasza do lekarza. głowa przy głowie. żeby winowajcy też ucierpieli niesprawiedliwie. zeskoczyła z pieca i wyszła z bloku. gdzie są wasi rodzice i wasze dzieci.Ciebie! Ty przyjdziesz i pójdziesz. Teraz wam powiem. nie wystarczy sama sprawiedliwość. .Ciągle. normalnie! . Czy zbrodnia popełniona na płaszczyźnie może być karana w przestrzeni? . aby nie myślały. . że ich . Nie mówiłam wam. . który widzicie nad dachami. . Tancerki i kazała tańczyć. Na bloku zrobiło się cicho. bo i z wami zrobią to samo. . kobiety z buks zaczęły klaskać. jak moich rodziców! Oni palą się na stosach i w krematoriach. .krzyknęła. To odczują jako sprawiedliwość. Zapchali ich do piwnicy i udusili gazem! Rozumiecie. Chcą. ciągle pytają mnie.

wreszcie . aby dzień zeszedł. kto chce iść do lekarza? która jest ciężarna? dostaną mleko i biały chleb w szpitalu. O trzeciej po południu zaczynały apel wieczorny i dostawały kolację: chleb i dodatki do chleba. Pięćset.tłok i wrzask. tysiąc wybranych kobiet. W pierwszych latach nie wolno było przysyłać paczek. esmanki w butach z cholewami. Przynieś byle jaką szmatę. Kobiety pożądliwie chłeptały zupę.obracali się na komendę. była prawie dziewiąta.. Siedzi się tu całymi godzinami i prowadzi się długie dialogi miłosne z Katią. potem tylko do drugiego gongu.dodatek za pracę. Czasami wchodziła esmanka na blok. brzuchate i wrzucały do środka „oka”. Śmierdziały potem i krwią kobiecą. wyciągały z szeregów chudsze. której u nas na blokach nikt nie jadł. kobieta patrząca na kobiety.też na tę drogę. U blokowych piło się herbatę albo szło się przespać na godzinkę do budy na gościnnie użyczonym łóżku. sześćset.ile chcesz. Oglądaliśmy znowu Oświęcim z czterdziestego roku. Zanim je policzono. co chcesz. Plątały się koło nich kobiety. Im gorzej Niemcom na froncie. później pozwolono na pięćset gramm. Napełnione kobietami „oko” posuwało się jak makabryczny taniec pod bramę obozu i wsiąkało w „oko” ogólne. i nawet pojedynczo na łóżkach. pod blokami albo w ustępie. A że im będzie coraz gorzej. bo materiału było mało. 4 . Wpierw ludzie stali po dwa dni na apelu. tym lepiej jest w obozie.. robiło się. W obozie było „coraz lepiej”. małą zgrabniutką sprzątaczką z ustępu.tą drogą. Jak obóz obozem. Tworzyły zamknięte koło. brzydsze. już w sweterkach i pończoszkach. Szły wszystkie .. jak kto chciał. i był dumny. nie przysługiwała im culaga . u nas cisza i miły chłodek od betonowych urządzeń. to możesz z nimi zrobić. spędzaliśmy na Perskim Rynku u blokowych. Po stronie kobiet . nie było takiej kanady na baby! Ustęp jest wspólny dla mężczyzn i kobiet.były to sztubowe trzymające się za ręce. że przeżył. później pozwolono nawet na ubrania cywilne na terenie Birkenau. Nikt się nie krępuje i nikomu sytuacja nie przeszkadza. „Oko” . Wtedy dostawały zimną kawę.. Czasem wypędzano je z bloków w dzień na apel nadprogramowy. Człowiek już tyle widział w obozie. Wychodziły kobiety z buks i ogarnięte „okiem” szły pod bramę . Nie wolno było mieć kieszeni. Pytała. Od godziny piątej rano stały na apelu. potem na pryczach.. Ponieważ nie pracowały. Rozglądała się bo buksach. Wolny czas. Rozłożyste blondyny. do godziny dziewiątej. Po trzech czy czterech latach nikt nie wierzył. Pod blokami rozmawiało się z cieślami i murarzami. Tyle że przedzielony deską.. Ustawiały się ciasno piątkami i jedna za drugą wchodziły do bloku. że mogłoby być po dawnemu. Na Perskim Rynku czas cofnął się wstecz.

a z Budapesztu? Ze trzysta tysięcy będzie? .Nie wszystko ci jedno? . inny worek suszonych wiśni czy śliw. biegnie za nią. Dnie były pogodne i smoła topiła się na dachach. dzieci. Patrzyli na nas z litością i rzucali nam chleb przez druty. bo drogi były przez nich zatarasowane. starcy. którzy markowali robotę. luźnymi gromadami i trzymali się za ręce. Używa wtedy tych samych prostych słów.Ja. który biegnie do rowu i gwałtownie ściągając spodnie kuca w nim.To weź inaczej: z Koszyc i Munkacza prawie sześćset tysięcy. co tu gadać. gestami pokazując. leżały na wierzchu. Za gromadą ludzi powolutku idą esmani. Potem przyszły deszcze i wiał ostry wiatr. widząc innego człowieka. Orkiestra pod bramą grała fokstroty i tanga. Na rampę nieprzerwanie podjeżdżały wagony i . Od świtu do późnej nocy stał cały Perski Rynek na apelu.Tak minął czerwiec. Zresztą. Jeden przynosił wiadro z wodą. cholera ich wie. dobrotliwymi uśmiechami zachęcając do marszu. licz po dwadzieścia tysięcy dziennie. Obóz patrzył na idących. . . i poklepują po ramieniu jakiegoś staruszka. Rozpalaliśmy ogień pod smołą i szliśmy na organizację. ani od deszczu.Nie zabraknie. wszystkich przywieźli. Człowiek posiada małą skalę reagowania na wielkie uczucia i gwałtowne namiętności. Skarby zabrane tym ludziom. któremu tak spieszno do komory gazowej. Potem chodziliśmy na efekty smarować na nowo zaciekające dachy. Piętrzyły się tam góry łachów i nie wypaproszonych tłumoków. Ranki wstawały przenikliwie zimne. Koło miliona! . Pokazują. Kobiety zdejmowały z rąk zegarki i ciskały nam pod nogi. Człowiek uśmiecha się ubawiony. do picia tym. podciąga spodnie i śmiesznie podrygując. że możemy wziąć. Wyraża je tak samo jak drobne. Szli powoli. cztery kominy i parę dołów.ludzie szli dalej.Iluż ich już przeszło? Od połowy maja prawie dwa miesiące. zwykłe okruchy. którzy szli.. Gotowaliśmy kompot i nieśliśmy na dach. Człowiek wzrusza ramionami i patrzy na drogę. Potem wróciła pogoda. zwracając ku nam milczące twarze.. nie przykryte ani od słońca.Nie co dzień gazowali tyle. Kobiety. Staruszek kiwa głową. Przez dnie i noce ludzie szli . że to już niedaleko. Szli za drutami. . Inni smażyli boczek z cebulą i zagryzali 5 . inny cukier. Często staliśmy rano. nie mogąc wyjść do pracy. ale chyba to się niedługo skończy? Przecież ich wszystkich wy tłuką.tą i tamtą drogą. Esman pokazuje mu oddalającą się gromadę.

intrygowali między innymi ludźmi. urywany krzyk. Szarpnęła się.stopień w SS odpowiadający starszemu sierżantowi w wojsku 6 . W tej chwili oberscharführer strzelił.Bądź odważna .tą i tamtą drogą. Zaczerwieniwszy się. Z końcem lata przestały przychodzić pociągi. Trzask i woń palącego się tłuszczu i ciepło bijące z dołu przeraziły ją. a potem esmani zamykali szybko okna. która nie chciała odejść od matki. i w podziwie podrapał się po głowie. chwyciła go za rękę: . otwarto naprzeciwko Perskiego Rynku . I tak od rana do wieczora . Potem przyzwyczaili się. otwierali okna i drzwi z boku i wywietrzali. organizowali dla przyjaciół i kochanek. Meksyk. odsłaniając kark. światło i wstawiano szyby. Po paru minutach.od nowa każdego dnia.nowy obóz. którzy szli. Ludzie wysiadali z wagonów i szli . zatrzymał się. Nie opłacało się ich gazować.Pamiętaj. Przychodziło Sonderkommando i wywlekało trupy na stos. szczelnie dokręcając śruby. Człowiek. uderzony cudowną pięknością jej ciała. Perski Rynek. Ci w obozie mieli swoje troski: czekali na paczki i listy z domu. Dnie były podobne do dni. Nie patrz tylko. FKL. Był tak samo nie zagospodarowany i tak samo instalowano tam budy dla blokowych. Ujął ja za rękę i powiódł. Kiedy napełnił się kobietami wybranymi z ludzi. albo spychał żywcem do płonącego rowu.Ja jestem odważna! Widzisz. bądź odważna. prostaczy gest odprężyła się. Ale on delikatnie pochylił jej głowę.chlebem z kukurydzy. rozbierał się. Rozbierano do naga i albo oberscharführer64 Moll strzelał z floweru. Człowiek pchnął kobietę do płonącego rowu i gdy padała. Coraz mniej ludzi szło do krematorium. Z dachów doskonale widać było palące się stosy i pracujące krematoria. i nieśliśmy na obóz. Kradliśmy wszystko. nie wstydzę się ciebie! Powiedz! . Ci z obozu czuli z początku pewną pustkę. które nie wystarczały nawet na porządne zasmarowanie kawałka papy. drugą ręką zasłaniając jej oczy. Czasami po zagazowaniu takiego transportu przyjeżdżały spóźnione auta z chorymi i pielęgniarkami. deszcze przychodziły po suszy.Powiedz. nie wyswobadzając ręki. Kobieta na ten ludzki. Zresztą nadeszły inne 64 Oberscharführer (niem. prawie nie celując. matka poszła przodem. co oni ze mną zrobią? . Będę cię prowadził. obóz cygański. Tłum wchodził do środka. usłyszał jej okropny.) . Rozebrano je obie w komorze. Noce zapadały po dniach. Kiedyś samochodem przyjechała młoda kobieta. chodź. . który miał prowadzić córkę.odrzekł człowiek. co było pod ręką.

widzę nie kończący się barwny tłum ludzi uroczyście zdążający . bez szmaty do ciała. normalnie! I jeszcze widzę przed sobą Żyda z zepsutymi zębami. bunt w krematoriach i ucieczka Sonderkommanda. kiedy myślę o ostatnim lecie Oświęcimia. w nieznane. Pamięć ludzka przechowuje tylko obrazy. powstająca i płonąca Warszawa. która krzyczy do mnie niecierpliwie: . rudą dziewczynę na tle ciemnego wnętrza bloku. transporty z obozu odchodzące co dzień na zachód. jak przychodzi co wieczór pod moją buksę i podnosząc głowę. pyta się nieodmiennie: . zakończona wystrzelaniem uciekinierów. bez miski. kobietę stojącą z pochyloną głową nad płonącym rowem. Ona tak lubi jajka.Dostałeś dzisiaj paczkę? Może sprzedasz jajka dla Mirki? Zapłacę markami. bez łyżki.tą i tamtą drogą. 7 .ważne wydarzenia: ofensywa rosyjska. I dziś. na nową chorobę i śmierć. Potem rzucano człowieka z obozu do obozu.Czy człowiek będzie karany? Ale tak po ludzku.

.W takim małym? Strasznie dzielna z pani kobieta. wybijając na jej cześć melodię: La donna e mobile”66. nie hałasuj! Może byś jednak naprawdę coś zjadł? Właśnie idę do dworu. Bewegung. ale obejrzawszy się..) .I z rozmachem walnąłem kluczem w szyny. gdybym nie wiedziała.. Nie poznałabym cię. pokryte świerzbem i wrzodami. Klucz jest chłodny i dobrze leży w dłoni. jak jadłeś kartofle w łupinach.Ależ.) . zdjąwszy koszule. .Ależ naturalnie. człowieku. i opalają niezmiernie chude barki i ramiona. .Dzień dobry. A poza tym walę mocno w szyny. Będzie upał. Mam go w tym palcu. Nakryty cieniem siedzę w piasku i wielkim francuskim kluczem dokręcam złączenia wąskotorowej kolejki. i wznosi się nad głową seledynową kopułą pachnącą poranną rosą. esman od tyłu. najczulej dziękuję. Odurzająca woń bagna ciągnie od stawów. Ale ci ludzie z Salonik i winnych stoków Macedonii boją się cienia. że dosyć mnie pani dokarmiała. Lecz cień kasztanów jest zielony i miękki.ruch.Kobieta zmienną jest.Ach. Tadku! Dzień dobry! Nie jesteś głodny? . Arbeit (niem. praca 66 La donna e mobile (wł. ale ziemia już paruje w słońcu. surowy dźwięk rozchodzi się po całych Harmenzach i powraca z daleka niepodobnym echem. . że to ty. machnęła lekceważąco: . które dla ciebie kradłam od kur? . .DZIEŃ NA HARMENZACH I Cień kasztanów jest zielony i miękki. jak byłem 65 Bewegung. ale pani rozumie: wojna. pani Haneczko. Arbeit65. to ci przyniosę. pani Haneczko! Absolutnie nie. Pamiętasz. bo świeżo skopanej. to tylko nasz szef. pieśń z opery Giuseppe Verdiego Rigoletto 8 .Jadłem! Ależ. bo nasz nowy kapo. że rozumiem. Kołysze się lekko po ziemi jeszcze wilgotnej. Metaliczny. Stoją więc w słońcu. Oparci na łopatach stoją koło mnie Grecy.. Pani Haneczka uśmiecha się.Ależ pilnie pracujesz dzisiaj. . Myślę.. Drzewa tworzą wzdłuż drogi wysoki szpaler. ja się nimi zażerałem! Uwaga. Przepraszam. Trawa zielona jak plusz srebrzy się jeszcze rosą. a czuby ich rozpływają się w kolorycie nieba.Pani Haneczko. Co chwila biję nim o szyny. że nie wstaję z szyn. Pani Haneczka sypnęła parę garści zboża z sita zbiegającym się ku niej kurczakom.

. nazwą .Ale a propos niezaradności: miałem dla pani dwa piękne mydła z najśliczniejszą. Ach. nie spostrzegłszy.. compris67. . Odwinęła papier.Ależ gdzie madonna! .biedny. Ale biedny będzie złodziej. czego z odległości nie było słychać.A tu. To twoja madonna? .rzekła kładąc pod drzewem małe zawiniątko.rzekłem. Jak nie miałem nic. jak umiałem. W ostatniej. jak go złapię.Warszawa” i.rzuciła z lekką ironią. dostrzegłem Iwana: jak pies owczarek naokoło trzody czujnie obchodził swoją grupę ludzi. jakie ładne mydła.odparowałem. Spojrzałem na pole ku rozrzuconym grupom pracujących ludzi. Teraz. . zawsze rozwiążą.. aż koło kartofli. jaka może być. gdyż przynosi im czasem kartofle. . Parę dni temu zorganizowali mi butelkę miodu.Pani Haneczka gut.Rzeczywiście.. odwracając na moment głowę: . a teraz znów to mydło. oddaj ten pakuneczek dla Iwana.rozumiesz 9 . Pani Haneczka wzbudziła pewną sensację wśród Greków. ..Dziękuję! I począłem znów dzwonić kluczami o szyny i dokręcać zluzowane śruby. . ładne mydło.Obiad jak zwykle. ale uczciwy . dziwnie znajomy... .. Aleś dziecko! Co do mydła masz się wcale nie martwić. to spałem spokojnie.. ..obruszam się.i.to znajoma.) . i wymachiwał wielkim odartym z kory kijem. pod kasztanami. dostałam dziś od Iwana dwa ładne kawałki. Milcząc. no. .. . camerade filos. żebym nie wiedzieć jak owiązał paczki sznurkami i drutem. .. Podszedłem i przyjrzałem się dokładniej: na obu wielkich jak od Schichta kawałkach wytłoczona była kolumna i napis „Warszawa”. a co najmniej niezaradny . Pani Haneczka roześmiała się na głos.I ukradli jak zwykle. że mówię w przestrzeń. byłabym zapomniała. pokrzykiwał coś. oddałem jej zawiniątko. tłukąc przez pomyłkę kluczem w palec . patrz. Greco bandito? 67 Compris (franc. extra prima. ukradli jak zwykle? .Wyobrażam sobie.Ale biedny będzie złodziej . bo pani Haneczka odeszła już i tylko z daleka rzuciła mi. to słonina ..

puść tę łopatę. Niech wam przyniesie.No to co. . mówią. rozumiesz? A wiesz za co? . Tadeusz. . nie patrz tak bojowo.wybuchnąłem. siwawy Żyd.Ty się. ciągnął: . mięśnie. Greco gut człowiek. niks gut . laborancie.Przecież i ty byłeś głodny. ale nie za ręce. Kościste ramiona przeciągają się. tragarz z Salonik. patatas? . . . Ale Beker. Może to nieprawda. Popatrzył na mnie z góry.Nie jestem głodny. uśmiech łagodzi napięte rysy twarzy. Ale dlaczego ty nic od niej jeść? Kartofel. mam co jeść. głowę. że jest na kwarantannie twój syn. bo ukradł chleb. to ją poproście. był już spokojny i opanowany.Prawda . Ale żebyś wiedział: będziesz zdychał. prawie z pogardą.Ty.Za Poznań. laborando.. A może to nieprawda. Nic by ciebie nie kosztowało. starszy. Idę gdzie indziej.Bydlę! . więc umiesz nas zrozumieć. ale czającej się gorączki w oczach nie może zgasić. Pod oparszywiałą świerzbem i wrzodami skórą grają dziwnie wyraźnie. . gruby Żyd.rzekł wysuwając się zza innych stary.Beker.A drugiego syna powiesiłem w Poznaniu.rzekł głucho.Jak jesteście głodni. A teraz pracujcie. compris.Jak długo siedzisz w obozie? 0 . że źle zrobiłeś .. wiecznie. wiecznie głodni.kręcił głową stary Grek. wiecznie.Za cóż to? .Greco niks bandito. tylko za szyję. skłonny nieco do melancholii. a wzrok jego począł uważnie obejmować mój tułów. szyję.A zabijałeś ludzi? A wieszałeś ich na słupku za głupią ukradzioną kostkę margaryny albo za bochenek chleba? . żeby tak przyniosła z kubeł kartofli. Oparł łopatę o ziemię i stanąwszy nade mną. .Wieszałem złodziejów.. który zna dwanaście języków z południa . jakby oddzielone osobno. . że byłeś lageraltesterem w żydowskim lagrze pod Poznaniem? . że to syn kazał ciebie zabić za tamtych z Poznania? .A właśnie.Ty niks gut.my jesteśmy głodni. bo nudno z wami. to cię jeszcze dobiję. . Ręce Bekera kurczowo ujęły trzon łopaty. . odczep ode mnie ze swoją filozofią i zajmij się lepiej ziemią i łopatą. Beker. że byłem? . Słowo kubeł przeciągnął długo i marząco.

.szybko 1 .A ty.. . .. Tuż obok drogi. nucąc modne tango. Grecy zapadli w zwykłe odrętwienie. A dalej wieś.. miałem nie zabijać kucharzy.. Tam ludzie mieli wszystko. laborando... .Wiesz. a za chleb papierosy? Mój syn kradł.. . patrzą nieruchomo przed siebie.Cóżeś się tak wystraszył? Będzie. Ja już miałem taki głód. Rozumiesz? . II Szyny mojej kolejki ciągną się wzdłuż i wszerz po całym polu. przyglądając się uważnie.Zależy. jak nowemu człowiekowi. A wiesz..wrzasnąłem nagle. Do obiadu jeszcze daleko. Tu doprowadziłem je 68 Presto (wł. o pół kilometra od nas. . . co? . że razem ze swoimi wrzodami pójdziesz do komina.) . Ja jestem tragarz. łopaty opadły i znieruchomiały.O. Przyglądałem mu się ciekawie. bardzo cię lubię . zwane „krematoryjnym”. Tadeusz.Uważaj! Laborando. Natychmiast pochyliły się niżej karki. takie kobiety. Puste oczy człowieka. powiem ci coś na odchodnym: dziś będzie na lagrze wybiórka. człowieku. Ja byłem lageraltesterem. że będzie.Głód jest wtedy prawdziwy. Na przykład w niedzielę do kościoła. co to jest głód. Mam nadzieję. i odchodzę. wzniosły się ciężko trzymane w pogotowiu łopaty.. co? Nosił wilk. i tyle.Nasz lager . gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka jako na obiekt do zjedzenia. z których nagle uciekła wszelka treść..To co innego.A gdy milczałem i tylko od czasu do czasu stukałem kluczem o szyny i machinalnie oglądałem się na lewo i na prawo. to go też zabiłem. Beker.Nie wiem. a ty też tylko twoją porcję jadłeś? . parę miesięcy. zza zakrętu drogi bowiem wynurzył się esman na rowerze i przejeżdżał obok nas. co za masło kupowali wódkę.był mały.rzekł niespodziewanie .tam . taka zwykła wieś. uderzył o szyny francuski klucz.. rad z pomysłu. Albo młode pary. . to znam życie. u nas ludzie żywcem chcieli się zjadać! I co.Uśmiecham się złośliwie. Esman zniknął za drzewami. ciągnął: .Wybiórka? Skąd wiesz. Drogą chodzili ludzie ładnie ubrani. presto68 .ale ty głodu to tak naprawdę nie zaznałeś. A myśmy brukiew. czy nie idzie kapo.Która godzina? . Boisz się.

Doguri! . obijał skórę na kościach i głucho stękał po brzuchu. jakby tych ludzi widział po raz pierwszy. zawisła nad głowami ludzi i ruszyła. bezmyślnym spojrzeniem.... . a płyta dźwignęła się do góry i chybocząc się ciężko. Trzon łopaty bębnił. do góry! . Okropny wrzask ludzki buchnął nagle i urwał się. za ciężkie. A na wieczór zrobisz mi cztery pary noszy.. Dysząc ciężko. a drugi utopiłem w stawie. gdzie ostatecznie kości te lądują. kolejarz. przytknięte do płyt. . . co? 2 .rzucił odchodzącym kapo . pochyla się jak najniżej. Ale ręce. Skopany przez towarzyszy.Hoooch. Do południa musi być zrobione. gdzie się krzyżują.Doguri! Nagle na ten krąg wyprężonych grzbietów. a tam. ssał chciwie. przecierał ręką czerwoną. tę płytę trzeba położyć przy trzecim inkubatorze. wypręża mięśnie tułowia. Zakotłowało się naokoło płyty. . prawda? A szyny? . na sflaczałe ręce posypał się grad uderzeń. ktoś przewalił się ciężko przez płytę. .Gorąco. Gorąco dziś. . Do góry! . gorąco dzisiaj? . Kapo. Potem zwrócił się do mnie: . dla lepszego efektu podnosząc sugestywnie rękę jak dyrygent. au.zgodnym chórem powtarza tłum. zu schwer. która pójdzie na piasek. pochylił się i wczepił w nią palce.Poprowadzisz prosto do rowu. jest olbrzymia żelazna płyta obrotowa.Wy psy . Wstawaj! Ano jeszcze raz Hooch.Do góry! . na pochylone aż ku ziemi głowy. Może się kogoś poniesie na lager. Ludzie szarpnęli raz i drugi.To go przekop. Tłum półnagich ludzi otoczył ją. którą przenosi się raz tu. Tory chodzą tak i siak. tam znów położyłem je wzdłuż wału trawiastej ziemi.Ale tam jest wał ziemi po drodze. obrzękłą twarz o żółtych plamach i wodził za nimi roztargnionym. kolego.wrzasnąłem.jednym końcem do kupy spalonych kości przewożonych przez auta z kremo. wypina zębate jak u ryb łuki kręgosłupów. sam nie mogąc za bardzo ustać na nogach. grożąc w każdej chwili upadkiem. jęknął: . ówdzie wyjechałem nimi na górę piasku.Do roboty. który będzie równomiernie rozprowadzony po polu. na zgięte karki. . Za ciężkie.Wsadził rozharataną dłoń w usta. żeby dać suchy podkład zbyt bagnistej glebie.Ty. wyczołgał się z kręgu i podnosząc piaskiem i łzami uwalaną twarz znad ziemi.Zu schwer. zwisają luźne i bezwładne. raz tam.ja będę wam ale pomagał.

Straszliwym wysiłkiem dociąga się szyny. Ale wiem. Zmęczył się łażeniem wśród kopiących.Gorąco. Wczoraj ciął mnie dwa razy przez plecy. Ale. Idzie na dwór.. kolego? .. że dziś będzie w obozie wybiórka. . W skąpym cieniu murowanego inkubatora kucnął kommandoführer. Lekka. Ale to nieprawda. . jak tak dalej pójdzie. keine Angst69. 69 Keine Angst (niem. żeby uniknąć bicia. Głodne. Bo tam zginęło drugie tyle Niemców. Kładziemy płytę. Rozumiesz? . . kapo. spryskują się wodą. nie podnosząc oczu od szyn.robotnik kolejowy 3 .Kolejarz. Boże.Niech kapo przyśle do mnie pipla.To dobrze. .Która godzina.bije ludzi. że pójdziemy do krematorium? Już wszyscy wiedzą o wybiórce.) . podważa kilofem.) . żeby być świeższymi i raźniejszymi na wieczór. Wszyscy: kobiety. Czy to prawda.My wszyscy . wysuszony esmanek w rozchełstanej koszuli. Innym jest wszystko jedno.krematorium.Pod Orłem padło trzysta tysięcy bolszewików. Przekopuję wał. Greco gut. . zrywają bandaże. jak się zjadło na śniadanie ćwierć boczku z chlebem i czosnkiem i zapiło się puszką skondensowanego mleka. żeby były czyściejsze i mniejsze. co tam nowego słychać? Śmigam łopatą i przybijam ziemię na wierzchu.mówię. wybiórki nie będzie. poręczna łopata „sama” chodzi w dłoniach. daj mi cytrynę. że dobrze. masują mięśnie. że tam mu nic nie dadzą . Walczą o byt ciężko i bohatersko.Boże. żrą trawę i lepką glinę.Dziesiąta . .. Nie mam w kieszeni. gołymi palcami dokręca się śruby. wszyscy Niemcy .Gleisbauer70.Pewnie. aby nie czuć głodu.Rozumiesz. jeszcze żywe trupy. Dobrze jest pracować. Ale wszyscy Niemcy będą kaput. Umie boleśnie smagać szpicrutą. Grudy wilgotnej ziemi poddają się łatwo i miękko wylatują w powietrze. kulejąc. dzieci. .krematorium. Ukradkiem opatrują sobie rany. gorączkowe postacie łażą nieporadne. Kiwa kilkakrotnie głową i odchodzi. zgonione. dalej z tą płytą! Do trzeciego domku! Kapo się patrzy! . Dalej. Ruszają się. mały.nie ma strachu 70 Gleisbauer (niem. chodzą osowiali. Wojna fini. Słońce wychodzi wysoko na niebo i grzeje coraz dokuczliwiej. nie? Jak myślisz? . jeszcze dwie godziny do obiadu. pokrwawione. A bolszewicy będą za rok tutaj. na wyżerkę.

Kupiłem go za paczkę fig.A znasz ten slogan? .dodałem przezornie.uśmiecha się złośliwie i zadaje sakramentalne pytanie: . .. wtórując w myśli: Eto budiet poślednij i rieszitielnyj boj71 . a ile zasypano 71 Eto budiet poslednij i rieszitielnyj bój (ros.. I ochrypłym głosem zaczął śpiewać Rotę Fahne72. trochę.Daj mi go.Żeby to prawdziwy SS słyszał. a pół z politowaniem: . potem Warszawiankę i Rotę. Nieskazitelnie białe pasiaki odcinały się ostro od dalekiej zieleni drzew. .spytał. Mały czerwony trójkąt z cyferką „3277” przyszyty do piersi chwiał się dziwnie i rozrastał w oczach.) .Gorąco dzisiaj. z domu. Zamachnął się i cisnął zegarek o ścianę.Nie mogę.Czerwony sztandar. oczy zalśniły mu niespokojnie.. panie kapo. pieśń komunistyczna 4 . .Tak myślisz? . .Jedenasta.To taki bardzo międzynarodowy slogan.I wy to nazywacie katorgą! Trzeba było być jak ja na Kaukazie! . Właśnie gwizdałem Międzynarodówkę. z rozmaitych stron . stary srebrny grat ze śmiesznymi rzymskimi cyframi.Bój to będzie ostatni. Podniosłem głowę i zamarłem. Odrzucił trzon od łopaty. fragment Międzynarodówki 72 Rotę Fahne (niem. bo jest podobny do zegarka ojca. Ale ten.gdy nagle przesłonił mnie wysoki cień i ciężka dłoń spadła mi na kark.A to znasz? .. już byś nie żył. Po czym siada znów w cieniu i podkula nogi. a wreszcie repertuar z lewej strony.Nie możesz? To nie.Kommandoführer. Rozpościerała się nade mną olbrzymia. czerwona. już zasypaliśmy jeden staw kościami ludzkimi.) . pół z pogardą.spytał kapo.. . Nagle urwał. co? Milcząc podnoszę zegarek i zaczynam gwizdać ze złości. Najpierw foks o wesołej Joannie. .. a trzon od łopaty niepokojąco chwiał się w powietrzu. Cherlak pod murem śmieje się szeroko i dobrodusznie: . obrzękła twarz. potem stare tango o Rebece. podniósł kij i pokiwał głową.. .. Cherlak wstał spod muru i spokojnie wyjął mi go z ręki.No. . patrząc mi prosto w oczy.. Bardzo mi się podoba.Daleko do obiadu? Wyciągam zegarek.. Lubię go.Co gwiżdżesz? . . bo to mój własny.

i o białych. lepkiego błota. Dziewczynka jest w białej sukieneczce. wpółzesuniętych firaneczkach. . Trzeba samemu spróbować. Wysokie kasztany szumią. A ten dworek z różyczkami i firaneczkami to jego dom. Przywiózł je samochód z obozu.Bierz ludzi i idź po obiad. te dwa rzędy należą do kobiet. Trzeba ich wszystkich wybić do nogi. i kreślę nowe znaki kredą. stój! . cień jest jeszcze zieleńszy. . z drugiego komanda.gromko wołam na Greków. tego ani pan. Pies. To żeby nie przywlec żadnej zarazy na Harmenze. Po wyjściu na drogę trzeba koniecznie przejść obok malutkiego domku o oknach z zielonymi okiennicami. Każde komando ma swoje kotły poznaczone kredą. Rzucam łopatę i znikam za węgłem inkubatora. coś kotły zamienił! Czekaj. którzy też 73 Unterscharführe (niem. nikt nam jeszcze nie ukradł. trzeba przebyć parę metrów grząskiego. Rzuciłem na nich nienawistne spojrzenie. jest .monologuję głośno i ciągnę kocioł sąsiedniego komanda.) . Jak wyschłe liście.Te. Obchodzę je dookoła.stopień w SS odpowiadający plutonowemu w wojsku 5 . ma opalone. Obchodzę ostrożnie z boku to świństwo i wyłazimy społem na drogę. Z daleka słyszę jeszcze głos kapy. Pies jest rasy doberman. a w skrzyneczkach rosną jakieś dziwne fioletowe kwiateczki. Ma pan rację. III Wychodzimy drogą prowadzącą przez Harmenze.i wstał spod muru. Aha. a ile poszło do Wisły. panie kommandoführerze. daje się ciągnąć za uszy. ani ja nie wiemy. Pod oknami pną się delikatne róże o bladym. a na jego miejsce podstawiam nasz. ochrypły i dychawiczy: .Pięć naszych. .przedtem. zabierać. . to są świńskie psy. Jest to cień południa. a ta dziewczynka to córka unterscharführera73. ziemi zmieszanej z trocinami i polewanej odkażającą substancją. tak. świński psie . widocznie znudzony. gospodarza w Harmenze. Na schodach z ganeczkiem oplecionym ciemnozielonym bluszczem bawi się mała dziewczynka z wielkim mrukliwym psem. nie wolno grandy robić.Trzymaj pysk. ale jakby suchszy. Zdążyliśmy na czas. o połowę mniejszy. o brązowym podgardlu. . tylko przekręca łbem. gdzie rzędem poustawiane stoją kotły z zupą. które w środku mają niezgrabnie wycięte serduszka.wołają tamci. oganiając się od much. sięgając po upuszczoną szpicrutę. dobrze. którzy gapią się na proceder pełni zrozumienia.Tak. brązowe ramiona. matowym kolorze.Zabierać! . Zanim się wyjdzie na drogę.

zamrze na chwilę w tym ruchu. gdy Iwan zobaczywszy mnie rzucił na worek marynarkę. Zupa bulgocze w kotłach. 6 .Kto ci zamienił? Trzymaj pysk. popychając i poganiając się wzajemnie. Nasz patriotyzm komandowy nie wychodzi nigdy poza ramy sportu. jutro oni. znikają za żerdzią oddzielającą świat od Harmenze. a moją familię rozstawiają z uporem po kątach. Zdążyłem jeszcze dostrzec białe. o zgniłym kolorze i ohydnym zapachu. człowieku! Tamci biegną. dziwnie wygiętą na grzbiet. bo sam te kotły nie tak dawno nosiłem. Na powierzchni pływają żółte oka margaryny. tylko się spóźnili. Ale wszyscy poznają po kolorze. Grecy co parę kroków stawiają kotły na ziemi. dźwignie łopatę i zastygnie na długo w półobrocie. łopaty szczękają żywiej. Oddychają ciężko jak ryby wyrzucone na brzeg i ukradkiem zlizują palcami cieknącą wąziutkimi strugami spod nie dokręconych pokryw lepką. Siedzi w swej wnęce i kozikiem wyrzyna na korze grubego drąga ozdoby: kwadraty. ten lepszy. wolno odkręcam śruby. Wielkim łukiem obchodzę teraz pole ku grupie Iwana.. zmieszany z kurzem. wyprostuje się z wolna. serduszka. woda. W milczeniu znosimy kotły na dół. ciągnąc kotły po ziemi. Nie pracują rękoma. woda. Podchodzę uroczyście do środkowego kotła. ale Grecy. klnąc po swojemu „putare” i „porka”. gorącą maź. słyszę. wężyki. zaufany Grek i pakował coś do jego torby. ktoś przegnie się. . Obok klęczał stary. kto pierwszy. nie posiekane. że pod spodem leżą całe. Stawiają kotły i wyczekująco patrzą mi w twarz. kanciasto. Ale wszystko jest w porządku: dziś ja. Rzadka. w nie dokończonym geście. Włażę wprost na Iwana. stękając. Słonina przemiękła mi w kieszeni i mam brzydką plamę na spodniach. Od czasu do czasu ruszy się łopata.. Na moment świat ciemnieje w oczach dźwigających ludzi. latają puste. Przełażę za nimi ostatni. Za chwilę poruszy się ktoś inny. włókniste łodygi pokrzyw. brudem i potem rąk. biała ciecz chlupie w kotle. który zdziera nawierzchnię łąki przy kartoflach. Gdy pojawi się na horyzoncie esman lub kapo albo spod wnęki. jak zwierzę zwane leniwcem. Kilkanaście par oczu gaśnie w zniechęceniu: pokrzywa. członki poruszają się jak w kinie: śmiesznie. przez nieskończenie długie pół sekundy trzymam dłoń na pokrywie i . machnie łopatą i zapadnie tak samo w bezwładne otępienie. ciężko wygramoli się dozorca. że zupa do samego dna jest taka sama: woda. jak tamci są już przy kotłach i klną mnie w żywy kamień. pierzaste skrzydło i czerwoną głowę gęsi. Znam jej smak. ukraińskie napisy. Kładę pokrywę na kocioł.podnoszę. Długi rząd ludzi w pasiakach stoi nieruchomo przy czarnym wale ziemi. choć póki się da. lecz oczami. gdzie panuje wilgotny cień świeżej ziemi.już idą po obiad.

Bardzo się jej podobało. że zbyt wiele boczku zjadłem z rana i jeszcze mi się odbija. . Więcej ci się należy.Iwan poruszył się niespokojnie we wnęce. .Skąd masz takie ładne buty? Buty mam istotnie ładne: na podwójnej podeszwie. Dałem trzy jajka. przygląda się w milczeniu. . Iwan.odrzekłem wskazując mu na jedwabną koszulę. Kiwam w zrozumieniu głową. . ludzi pognać do roboty. Postaram ci się oddać. Grecy zjadają go na surowo. Widziałem to mydło. .. półbuty bardzo wymyślnie na modę węgierską dziurkowane. a potem oczyścimy rów. ręcznie szytej. .A nie sprzedałbyś mi tych swoich butów? 74 Horoszo (roś. Stoję ostrożnie.Widziałeś je? . Iwan rozwija słoninę. Dnem rowu biegnie mętna woda. IV Nad samym rowem wyrósł tatarak. rzeczywiście dała ci za mało.O. Przynieśli mi je przyjaciele z rampy. Chwilę patrzymy sobie twardo w oczy. I za mało ci dała.dobrze 75 Blad' (ros. Jest wymiętoszona. wijącego się węgorza. .Co to będzie tu robione? . blad’75! Za takie dwa kawałki tylko tyle dała? Ciasta ci nie dała? . jakby zakurzonych liściach.Takie buty dają u was? Patrz.przekleństwo 7 . Mdło mi się robi na jej widok. .Od pani Haneczki . .Trzeba iść. oślizłe dziwotwory. Ja je wczoraj kupił od Żyda z Kanady. .Iwan patrzy na mnie podejrzliwie. w jakich ja chodzę. by nie zamoczyć butów. wąsaty post z paru trójkątami wysłużonych lat na ramieniu. .Kazała ci podziękować za mydło. Rozkraczam się nad rowem i łopatą powoli przesuwam po dnie.rzekłem krótko. czasem ze szlamem wygarnie się czarnego. Zwłaszcza ode mnie. za którą dałem chyba z kilo pomidorów. rozparzona i żółta.Widziałem. może dlatego.Dostałem w obozie razem z tą koszulą . gdzie stoi głupi.) . a po drugiej stronie.Nie mówiła nic? Miała przynieść jajka? . panie post. Na nosie prawego łata.A wiesz.To horoszo74.) . . Pokazuje mi buty zmarszczone i popękane.Grobla. rosną maliny o bladych. panoszą się w niej jakieś zielone. Post podchodzi bliżej.

że nie jestem głodny. I powiedzieli. a post ogłupiały patrzy na mnie. przechylając się nad wodą.W zelówce istotnie jest szpara: chowa się tam czasem parę dolarów. nie wolno nam tam chodzić. . podniósł w zadumie karabin i bawiąc się zamkiem zarepetował. . A że śpiewał bardzo fałszywie. Chleba i słoniny mam dosyć. zamknęli i przywieźli. Podniósł głowę.Niestety.Jakżeż ja mogę sprzedać panu własność obozu? Jakżeż ja mogę? Post opiera karabin o ławkę i podchodzi bliżej do mnie. bo jest zupełnie niemuzykalny. że dotąd nie wypuszczą.O nieprawda. falsch gesungen. . Zresztą te buty nie są dobre: zelówka się odrywa. warszawiak. Sięgnąłem łopatą i zmąciłem obraz.Szedłem ulicą. O. Uśmiecham się najprzyjemniej. rozumie pan post. jak tylko umiem. 76 Was falsch gesungen (niem. Usiadł. to cała historia. Ale jeśli pan post ma chleba za dużo. Raz w Warszawie. będzie pewnie siedział aż do końca wojny. . przy wale. była łapanka. Złapali. dam ci chleb. Chleba dostałem w tym tygodniu szesnaście bochenków z Warszawy. Po tamtej stronie rowu ciągnie się linia wart i postom wolno strzelać do ludzi. co nosi darń .O. Bili go nawet. jak nikt nie widzi.rzekłem wskazując na małego chudego Żydka o kaprawych.Was falsch gesungen?76 . mój przyjaciel zaczął śpiewać hymn narodowy. to niech da tym Żydom.Podniosłem na niego wzrok pełen bezgranicznego zdziwienia. . to proszę rzucić chleb.co fałszywie śpiewał 8 . Uśmiecham się więc wyrozumiale.to bardzo porządny chłopak.Wszystko wolno. Raz nawet pomylił marsz niemiecki z marszem Chopina.Ty. czasem jakiś list. która odbija jego postać. dostajemy w obozie takie porcje. Szarpię: drut. mam w chlebaku. Ale jeśli pan post chce. Klnę brzydko pod nosem. załzawionych oczach . ten. że fałszywie śpiewał. jakby coś sobie przypominając.) . aż się nauczy nut. . .rzekł sięgając po torbę. Dostaniesz chleba. .Za co ciebie zamknęli? .Wy wszyscy tak mówicie! . Post zagryza wargi i patrzy na mnie ze ściągniętymi brwiami. Post syknął coś i odszedł w stronę ławki. oddasz go Żydom . Łopata. więc go zamknęli. zaczepiła się o coś twardego. Mego przyjaciela aresztowali za to.Dziękuję. ale nic z tego. chodź. . Za łebek dostają trzy dni urlopu i pięć marek. nie wszyscy. Zupełnie niewinnie. gdy podczas nabożeństwa śpiewano pieśni kościelne. którą bez przerwy poruszam po dnie mulistego rowu. którzy pracują tam. czasem parę marek. Poza tym za takie buty pół litra wódki murowane.

chodź tu. który pracuje obok mnie. Kończymy właśnie szlamowanie rowu. gdy nadszedł pipel od kapa. Janek odłożył łopatę. jak tu niektórzy gęsi łapią i wieczorem smażą w bloku. a twój kapo zupę je. panie rottenführer1. chwycił się krzaków malin i wjechał do szlamu. Pomogłem Jankowi wyleźć z błota.rzekł do niego.wszystko bez szczególnych wydarzeń”. Mam. Wyciągam cytrynę. Ale jak mówisz do SS-mana. układając go równo i starannie po drugiej stronie. ja nie jestem głodny. Zabulgotała woda. Janek uśmiecha się szeroko w jego stronę i kiwa porozumiewawczo głową. Nie. to masz czapkę zdjąć ze łba i opuścić ręce.. Dostałem od pani Haneczki trochę jajecznicy. Słuchaj. mnie obchodzi. takie miłe dziecko Warszawy. bardzo dużo błota. albo na pasącą się krowę. coś słodkiego. Janek potoczył się. . Dowódca warty podszedł bliżej i popatrzył na nas tak. słoninę i cebulę.stopień w SS odpowiadający kapralowi w wojsku 9 . to mu dadzą. jadłem na dworze. Morowa kobieta! Tylko chciałaby wszystko wiedzieć o Iwanie. . który nagle przemówi. nie.G. Wiesz dla kogo. . Przypatrz się. Janek. Nie umiesz organizować.Chodź no tu . nie masz co do jedzenia? Ale wiesz. Post z drugiej strony przygląda się milcząco. był w wojsku.odrzekłem . że .ja naprawdę złapię.Nie pchaj się na ochotnika . Smakowały mu wczorajsze pokrzywy? Pipel patrzy na mnie badawczo. Rottenführer zaś rzekł: . . Szmuglował. Albo jajek. co ty tu robisz nad rowem! Możesz nic nie robić.Rów oczyszczamy.Pipel. jak kapo pójdzie na dwór. albo na pasące się bydło. .Rottenführer odszedł. . które nic z obozu nie rozumie i chyba do końca nie zrozumie. . wygarnia pracowicie szlam. jak się patrzy na parę koni. 77 Rottenführer (niem. za co? .Dobra. .) . zrywa się i melduje przechodzącemu dowódcy warty. Tadek. Jest to młody.Od czego jesteś pipel..a teraz się oczyść. Wtedy rottenführer podniósł rękę i trzasnął go z całej siły w twarz. Staję w wyczekującej pozycji. choć ma dopiero szesnaście lat.. Niemiec. za co. przekładam bochenek chleba. Ale wiesz. ale post odkłada nagle torbę na ziemię. to mu nic nie dają. jak patrzy się na pociągowego konia. . prawie wprost pod nogi posta. ale bardzo sprytny chłopak.Powiedz mu to. przeskoczył rów i podszedł. Rottenführer77 ocknął się i spojrzał na mówiącego więźnia ze zdziwieniem takim. Sięgam po chlebak. która zacznie śpiewać modne tango. . nic nie rozumiejący. które ciągną wóz.spytał zdumiony.Niech nie bije ludzi. ja zakrztusiłem się śmiechem.Ale za co ja dostałem.

- Tadek, mów od razu, przecie się rozumiemy. Na kogo chcesz mnie napuścić? Wzruszam ramionami. - Na nikogo. Ale przypatrz się dobrze gęsiom. - A wiesz, że wczoraj znowu zginęła jedna gęś, a unterscharführer zbił kapę po pysku i zabrał mu ze złości zegarek? No, idę i popatrzę. Idziemy razem, bo jest już przerwa na obiad. Gwiżdżą przeraźliwie od strony kotłów i machają rękoma. Jak kto stoi, rzuca narzędzia. Łopaty sterczą na wałach. Z całego pola idą powoli ku kotłom zmęczeni ludzie, chcąc przeciągnąć błogą chwilę przedobiednią, głód, który zaraz będą nasycać. Spóźniona ciągnie za wszystkimi grupa Iwana. Iwan zatrzymał się nad rowem przy „moim” poście i rozmawia z nim długo. Post pokazuje ramieniem. Iwan kiwa głową. Wrzaski i nawoływania przynagliły go do pośpiechu. Przechodząc koło mnie, rzuca: - Zdaje się, że dziś nic nie upolujesz. - Dzień się jeszcze nie skończył - odparłem. Rzuca mi z ukosa złośliwe i wyzywające spojrzenie. V W pustym inkubatorze pipel rozstawia naczynia, wyciera stołki i nakrywa stół do obiadu. Pisarz komanda, grecki lingwista, kurczy się w kącie, żeby wydać się jak najmniejszym i najbardziej niepozornym. Przez wywalone drzwi widać jego twarz koloru gotowanego raka, o oczach wodnistych jak żabi skrzek. Na dworze, na placyku otoczonym naokoło wysokim wałem ziemi, posadzono więźniów. Siedli, tak jak stali, po pięciu, szeregami i w grupach. Siedzą ze skrzyżowanymi nogami, wyprostowani, ręce opuszczone są do bioder. Podczas wydawania obiadu nie wolno im się ruszyć. Później będą mogli przegiąć się w tył i położyć się na kolanach towarzysza, ale biada, jeśli złamią szyk szeregów. Z boku, w cieniu nasypu, niedbale siedzą esmani, maszynowe pistolety położywszy nonszalancko na kolanach, wyciągają z toreb i chlebaków chleb, smarują uważnie margaryną, jedzą powoli i odświętnie. Do jednego przysiadł się Rubin, Żyd z Kanady, i cicho z nim rozmawia. Załatwia interes - dla siebie i dla kapy. Sam kapo, olbrzymi i czerwony, stoi przy kotle. Biegamy z miskami w ręku niczym najwytrawniejsi kelnerzy. W całkowitym milczeniu podajemy zupę, w całkowitym milczeniu wyrywamy przemocą menażki z rąk, które chcą coś z pustego dna jeszcze wygrzebać, jeszcze przedłużyć chwilę jedzenia, jeszcze raz oblizać miskę, ukradkiem przeciągnąć palcem po dnie. Kapo odskoczył od kotła, wpadł w szeregi: dojrzał. Kopniakiem w twarz obala liżącego miskę, kopie raz i drugi w podbrzusze i

00

odchodzi, depcząc po kolanach i rękach, ale ostrożnie omijając jedzących. Wszystkie oczy patrzą z wysiłkiem w twarz kapy. Jeszcze dwa kotły: dolewka. Co dzień kapo rozkoszuje się tą chwilą. Za dziesięć lat obozu należy mu się ta pełnia władzy nad ludźmi. Końcem chochli wskazuje, kto zasłużył na dolewkę: nie pomyli się nigdy. Dolewkę dostaje lepiej pracujący, silniejszy, zdrowszy. Chory, osłabiony, wyschły człowiek nie ma prawa do drugiej miski wody z pokrzywą. Nie wolno marnować pokarmu dla ludzi, którzy niedługo pójdą do komina. Vorarbeiterom należą się z urzędu dwie pełne miski zupy z kartoflami i mięsem, wygrzebanej z dna kotła. Z miską w ręku oglądam się niezdecydowany, czuję na sobie czyjś uporczywy wzrok. W pierwszym rzędzie siedzi Beker, wyłupiaste oczy utkwił pożądliwie w zupie. - Masz, zjedz, może to ci nareszcie zaszkodzi. W milczeniu chwyta miskę z rąk i zaczyna łapczywie jeść. - A miskę postaw koło siebie, żeby pipel pozbierał, bo dostaniesz od kapy w mordę. Drugą miskę oddaję Andrzejowi. Przyniesie mi za to jabłek. Pracuje w sadzie. - Rubin, co post mówił? - pytam półgłosem, mijając go, aby pójść do cienia. - Post mówi, że Kijów zajęli - odpowiada cicho. Zatrzymuję się zdziwiony. Kiwa mi niecierpliwie ręką. Odchodzę w cień, podkładam pod siebie marynarkę, aby nie pobrudzić jedwabnej koszulki, układam się wygodnie do snu. Odpoczywamy, jak kogo na to stać. Kapo poszedł do inkubatora i po zjedzeniu dwóch misek zupy zasnął. Wtedy pipel wyciągnął z kieszeni kawał gotowanego mięsa, pokroił go na chlebie i począł jeść ostentacyjnie na oczach głodnego tłumu, zagryzając mięso cebulą jak jabłkiem. Ludzie porozkładali się w ciasnych szeregach jeden za drugim i zakrywszy głowy marynarkami, zapadli w ciężki, niespokojny sen. My leżymy w cieniu. Naprzeciw rozłożyło się komando dziewcząt w białych chusteczkach. Z daleka pokrzykują coś do nas i na migi układają całe historie. Ten i ów kiwa porozumiewawczo. Jedna z dziewcząt klęczy całkiem z boku, a w wyprostowanych nad głową rękach trzyma belkę, wielką i ciężką. Co chwila esman, pilnujący komanda, popuszcza smyczę psa. Pies rwie się jej do twarzy, ujadając wściekle. - Złodziejka? - domyślam się leniwie. - Nie. Złapali jaw kukurydzy z Petrem. Petro uciekł - odrzekł Andrzej. - Wytrzyma pięć minut? - Wytrzyma. To twarda dziewka. Nie wytrzymała. Ugięła ręce, rzuciła belkę i upadła na ziemię, głośno zanosząc się płaczem. Andrzej odwrócił się i spojrzał na mnie.

01

- Nie masz, Tadzik, papierosa? Szkoda, ot życie! Po czym owinął głowę w marynarkę, wyciągnął się wygodnie i zasnął. Układałem się i ja do snu, gdy szarpnął mnie pipel: - Kapo cię woła. Uważaj, bo zły. Kapo obudził się, ma czerwone oczy. Przeciera je i patrzy nieruchomo w przestrzeń. - Ty - dotknął mi grożące palcem piersi - dlaczego oddałeś zupę? - Mam co innego jeść. - Co on ci dał za to? - Nic. Kiwa głową niedowierzająco. Porusza ogromnymi żuchwami jak krowa żująca pokarm. - Jutro w ogóle zupy nie dostaniesz. Dostaną ci, co nic innego nie mają do jedzenia. Rozumiesz? - Dobrze, kapo. - Dlaczego nie zrobiłeś czterech trag, jak ci kazałem? Zapomniałeś? - Nie miałem czasu. Kapo widział, co robiłem przed południem. - Zrobisz je po południu. I uważaj, żebyś sam na nich nie leżał. Ja ci to mogę zrobić. - Czy mogę już odejść? Dopiero teraz spojrzał na mnie. Utkwił we mnie martwy, pusty wzrok człowieka wyrwanego z głębokiego zamyślenia. - Czego ty tu chcesz? - zapytał. VI Spod kasztanów doszedł mnie zdławiony krzyk człowieka. Zbieram klucze i zakrętki, układam tragi jedną na drugiej, rzucam Jankowi: - Janek, weź skrzynkę, bo się mamusia będzie gniewała - i podchodzę w stronę drogi. Na ziemi leżał Beker, charczał i pluł krwią, a Iwan kopał go, gdzie popadło: w mordę, w brzuch, w podbrzusze... - Patrz, co ten hadiuka zrobił! Cały obiad ci wyżarł! Złodziej przeklęty! Na ziemi leży menażka pani Haneczki z resztą kaszy. Beker jest cały umazany w kaszy. - Wsadziłem mu ryło do menażki - rzekł, ciężko dysząc. Iwan. - Dokończ go, muszę iść. - Umyj menażkę - rzekłem do Bekera - i postaw pod drzewem. Uważaj, żeby cię kapo nie złapał. Właśnie zrobiłem czworo noszy. Wiesz, co to znaczy?

02

Wrzeszczą.Tak. Nagle słyszę za sobą wołanie: . podaj swój numer! Dygocąc ze złości i wzburzenia.. które Andrzej przywiązał Żydom na drodze. a ce prawa. 78 Czortowe wy dieti. . jakby była ciastem. .i za chwilę niespodziewanie po polsku: . sto dzie. Kijów zajęli.Sto dziewiętnaście. lewa 79 Halt. lewa. stój. ze strachu szurając nogami po ziemi.czortowe wy dieti.. Andrzej przywiązał im po kiju do nogi i tłumaczy. . niem. links (ukr. .Stój. links. ty.Tadek. du.Chodź bliżej. wyciąga świstek papieru. gdzie stoi post.wy diablęta. .Coś ty teraz mówił? O Kijowie? Wy tu plotki polityczne rozpuszczacie! Wy tu tajną organizację macie! Numer.Na drodze Andrzej ćwiczy dwóch Żydów. omijam ich z boku i idę wzdłuż rowu. taj dywyś. numer! . jak może: . „planują” ziemię. taj dywyś. a ce prawa. panie post. gdy idę na przełaj. że z daleka nie widzi. Pan post słabo po polsku rozumie. kapo połamał im na łbach dwa kije i zapowiedział. halt. . halt. Ogromny tuman kurzu wzbija się wysoko w górę. ce lewa.Halt. Grecy otwierają szeroko oczy i maszerują w koło. pan post nie zrozumiał. Warschauer!79 .Śmieszne pytanie! Tak drąc się na cały głos.potwierdza zgodny chór. Warszawiaku 03 . numer. ale trochę ochłonąłem. karabin pochylił jak do szturmu. stój! Stoję. ten od butów. że to lewa. stój! Po drugiej stronie rowu dobiega do mnie pędem „mój post”. du. Warschauer (niem.Ty jesteś ale zwariowany! Ja jeszcze dzisiaj zamelduję na polityczny! Numer. Ja mówiłem o kijach. . właśnie to on mówił .A nic. I że to jest bardzo śmieszne. pracują nasi chłopcy. links”78. repetuje karabin.Patrz. tak.Stój. a to prawa. ce lewa. .Przepraszam.A czy to prawda? .stój. . zostawiając głębokie ślady. Post zamierzył się karabinem. Wyciągam ramię z wytatuowanym numerem i jestem pewien.) . Koło rowu. jak ze mnie coś odpływa.. długo szuka ołówka. Nie umieli maszerować. co słychać? .Pokaż na ręce. widzicie. że się muszą nauczyć. links. delikatnie ubijając ją i głaszcząc łopatami. jakby chciał mnie sięgnąć kolbą przez rów. Uczułem. Post przedziera się przez krzaki jeżyn. Jest bardzo podniecony. ..) .

Może post robić meldunek. Ale mam zegarek.Czego ty się boisz? U nas nie sypią. Nie chodzi i ma pęknięte szkło.Dałem zegarek. Ręce.. Za miotły można dostać w obozie chleb lub zupę. Tadek. żeby naciąć gałęzi na miotłę. . niezdecydowanie macha trzonkiem od łopaty.Ręce powoli poczęły się podnosić ku mojemu gardłu. Post złożył się i strzelił. nie spuszczając z niego oczu..Kapo przecież widział.Ja wiem i ty wiesz. To morowy chłop. Pewne jest pewne. a w kącikach ust pojawiła się piana. Zresztą. . ja czarno widzę przed nami. słyszę z daleka: . On się na pewno zgodzi? Nu.przemknęło mi w myśli). wypaliłem jednym tchem: . Ty daj buty. . 04 . a ja z nim obgadam. Bez najmniejszego ruchu („To dzikie zwierzę” . Oczy kapy nabrały złowieszczego wyrazu. ja spróbuję z nim pogadać.Przecież ty wszystko powiesz. Ręce kapo rozprężyły się z wolna i opadły wzdłuż boków. Szczęka zwisła lekko jak u psa.A to świetnie. któremu jest zbyt gorąco.A co ma być? .Kolejarz! Biegnę na przełaj przez pole. Przynieśliśmy chłopca do obozu. ale od czego ty jesteś. Skamieniałem ze strachu. że to ja. Kapo wszystko widzi.Coo? . Jak można tak głośno krzyczeć? Ty mnie zniszczyć chcesz. nic cię nie kosztował. cóżeś ty zrobił? I co to będzie? . Oj.Tylko za długo żyje. bo post chce mi robić meldung na polityczny za to.Oj. Słuchając opowiadania. ale ja nie jestem „biały Wańka”.Coś handlował z Rubinem? . ale tuż za węgłem dogania mnie Rubin. ale sicher ist sicher. a może dasz te buty dla posta. . daj swój. Ty. Butów nie dam.. .. Niech mnie to kosztuje. że prowadzę tajną robotę. bo mi szkoda. coś ty najlepszego zrobił. Ja z nim handlowałem.Nie wolno mi. powie się i o tym. kula przeszła na ukos przez pierś i wyszła tyłem przez kark. Dałem mu zegarek. Odchodzę zły.Tadek. . . Tadek. a palce nerwowo się kurczą: .. Rubin chowa zegarek. . „Biały Wańka” parę dni temu wlazł na brzozę rosnącą na linii postów. olbrzymie goryle ręce kołyszą się miarowo.Tadek.

jak kapo z esmanem idą do mego posta i długo z nim gadają. Odskakuje. ten od Iwana. Grek zasłonił się ręką. zbliżył się nad rów. Los! Poleciałem ścieżką. raz do tyłu. uderzony z tyłu rowerem. to ich zabić! A wie pan. prawda? . zaskowyczał i upadł. huśtają. odrzuca łopatę i podnosi do góry ręce: . Rozkołysali. Stary Grek.Czego stoisz jak głupi pies? .Oni nie umieją chodzić! . Po chwili Rubin kiwa na mnie. konczaj ich!80 Kapo kazał! Andrzej chwycił kij i uderzył na odlew. . wykoleił się na samej scheibie. wysuszony Grek. że ci nie zrobi meldunku.Andrej. O Dieu.wykończ ich 81 Nous sommes les hommes miserables. stanął na kiju i zakołysał się. kupiec z Salonik. Andrzej położył mu kij na gardło.Nous sommes les hommes miserables. VII Podnosimy wagonik. już włazi na 80 Konczaj ich (ros.Podziękuj panu postowi.Camerade. wreszcie wszedł na groblę. camerade. Dziękuję i odchodzę w stronę warsztatu. podnieśli przednią parę kół.Idź do roboty. że ciebie dziś poniosą do obozu. że znowu zginęła gęś? . Rubin nie ma zegarka na ręku..wrzasnął kapo na mnie. Kapo gestykuluje gwałtownie trzonkiem łopaty. Gdy odeszli.Co się tu dzieje na tym zwariowanym komandzie? Dlaczego ci ludzie chodzą tam z poprzywiązywanymi kijami? To jest czas pracy! . Czapkę ma nasadzoną na łbie. Boże 05 . Z daleka widzę. Zrywam czapkę. Zdaje się. . zeskakuje z roweru czerwony ze zdenerwowania: .Jak nie umieją. Dieu (franc.Albo co? . Naładowany do pełna piaskiem. . lora już.Andrej ma zrobić z nimi porządek. które jest tak samo niebieskie i blade. zatrzymuje mnie po drodze. O Boże. . Podkładamy kołek.) . podrywa się na baczność i ściąga czapkę z głowy. podszedł do posta Rubin.) .To dziś już naprawdę będzie wybiórka? I w dziwnej egzaltacji siwy. Cztery pary wychudłych ramion pchają wóz raz do przodu.Jesteśmy nieszczęśliwymi ludźmi. ten esman to z obozu. Unterscharführer. gospodarz z Harmenze. O Dieu. Dieu!81 Blade niebieskie oczy patrzą w niebo. W tej chwili czyni błyskawiczny ruch. Odszedłem prędko w swoją stronę. wstawili na szyny. Post wstał z ławki.

Skąd to masz? Podnoszę głowę: „mój” post. Najwyżej trzecia. nagle puszczamy ją i wyprostowujemy się.Otwórz . Ale dla starych lagrowców rzecz jest jasna: w lagrze będzie naprawdę wybiórka. Dopiero po chwili orientujemy się. szczaw. Do czuba drzewa. niewątpliwie z sadu. Ludzie z Harmenz chodzą tu i tam. zaniepokojeni naszym wczesnym odejściem.drę się i gwiżdżę z daleka. raz po raz podrywa się krótki ludzki wrzask: biją. Ktoś odrzuca niepotrzebny drąg. Kobieta zwraca ku nam pytające oczy. Przez chwilę patrzy mi ironicznie w oczy.rzekł krótko. Pisarz liczy nas nieustannie. Lora bezwładnie opada i kołami zarywa się w ziemię. . paru cebul i jakiejś zestarzałej słoniny jabłka. o które opiera się nosem w porze zbiórki. Wtedy wszyscy zrozumieli: rewizja. Zaraz za esmanami nadszedł kapo i cherlak kommandoführer. . równamy. Idziemy na antreten. kaczany kukurydzy. Obok reszty chleba. Unterscharführer zajrzał do środka i zawołał kapa. Parę razy mignęła jasna chusteczka pani Haneczki. Od strony dworu idą esmani i te nasze posty.Zbiórka! . .Patrz. jest jeszcze kawał drogi.rzekł kapo.Te same jabłka jadłem dzisiaj po obiedzie. Słońce stoi jeszcze wysoko. Stajemy w piątkach.szyny. I tak się jutro sprzątnie. jabłka. Na drodze uczynił się większy ruch niż zwykle.Z paczki. . Twarze ludzkie są niespokojne i pytające. patrzy. kapo. . ziele. .Rozstąpić się i podnieść ręce do góry . Trzęsącymi się rękoma Grek otworzył torbę. Rozpinamy kurtki. Stawia koszyk na ziemi i opiera się o stodołę. panie post. wysypujemy piasek z lory wprost na scheibę. Esman jest wprawny i szybki. otwieramy torby. Patrzy niespokojnie na Iwana. nasza gęś. sięga do torby. wypchaną torbą. Nagle unterscharführer wszedł w sam środek szeregu i wyciągnął na bok starego Greka z dużą. . Idę za jej wzrokiem. Przejeżdża rękoma po ciele. Wypaproszają z kieszeni kawały słoneczników. że przecież za wcześnie. dociągamy torby i pasy. Stoimy. Obstawiają nas wokoło. 06 . Na końcu komanda nosze z dwoma trupami.

Nie co dzień świętego Jana.Nie mogę jeść.rzekł. chwiał się tylko całym ciałem. Ale wiesz. wyprostowany. Po apelu wpędzili nas na blok. Unterscharführer opuścił rękę. bo jakby mi kto kaszę wyjadł. Wargi jej drżały nerwowo.Pomidorów nie masz? . Odsunąłem przygotowane kanapki. Wszystkie spojrzenia zawisły na Iwanie. zdjął czapkę i rzekł: . Stał z czapką w ręce. Spojrzenia nasze spotkały się. Wyciągnął z pochwy rewolwer i zwrócił się wprost do Greka.Nie przejmuj się . wyglądamy przez szpary i czekamy na koniec wybiórki. ale Iwan nie padał. Pipel. Stała blada i wyprostowana. odchodzi do następnego bloku.Jest. wojskowym krokiem. Gdy przechodziliśmy koło pani Haneczki. Podszedł do esmana. szmaty i torby. esman. zabrawszy liczbę i numery zapisanych. tobym go zbił na marmoladę. jakbym zawinił w tej całej wybierce. Podniosła wzrok i spojrzała na mnie.Grek milczał. Lekarz-esman. Wtedy zobaczyłem. Tadek. wymownie gestykulując bronią: . 07 . z rękoma wzdłuż bioder. Ten dziwny fatalizm słów. rozłożystych skrzydłach. jest. a za tym wszystkim leży wielka gęś o czerwonym łbie i rozłożystych białych skrzydłach. W tym przeklętym Oświęcimiu nawet złe słowo ma moc stawania się. Zacisnął usta i wystąpił z szeregu. trzeci. Był zupełnie blady. jesteś frajer.Czuję się. twarz więźnia pokryła się krwawymi pręgami. Na końcu komanda idzie Iwan. Zostaje za nami kupa słoneczników. że jej duże czarne oczy pełne były łez. pogniecione jabłka. a nie mówiłem! Kapo zamachnął się kijem. Za nim na noszach niosą dwa trupy przykryte gałęziami. Spojrzałem na Iwana. .Skąd to masz? Jak nie odpowiesz.odmarsz! Odchodzimy równym. . Leżymy na pryczy. krzyknął triumfująco do kapy: . Esman podniósł pistolet. drugi. nie podtrzymywany przez nikogo. Unterscharführer wolno podniósł pejcz i ciął go po twarzy raz. zwróciłem głowę w jej stronę. Pejcz świszczał.I wyciągnął z torby gęś o olbrzymich.To ja mu dałem. wstrzymując mu rękę. . . . .daj lepiej coś do tego pasztetu. . Nie uchylał głowy. Kazik zabiera się do odejścia. Komando . .Idę kupić papierosów.odrzekł Kazik . Potem zaczął bić po głowie. Na dworze kończą wybiórkę. z rękoma przyciśniętymi do piersi. kępy ziela. który też podbiegł do worka.Nie bij .Zapisać numer i złożyć meldunek. to cię zastrzelę.

to resztę zabierz ze sobą do komina.rzekł szeptem. właź tu na buksę i zażeraj.rzekłem. . zmięta i jeszcze bardziej postarzała. Złażąc z buksy trącił mnie ramieniem. ja mam do ciebie prośbę.Gadaj . .W tej chwili na krawędzi buksy wylazła z dołu jakaś siwa. . wprost od mamy.chodź. to możesz mieć wszy. Miał przymknięte powieki i jak ślepiec próżno szukał dłonią deski.Znasz tego Żyda? . Ja tu nie śpię. Potem ukazała się twarz Bekera. ogromna czaszka i spojrzały na nas zażenowane. . Pochyliłem się jeszcze niżej i zajrzałem mu z bliska w oczy: były spokojne i puste.Tadek. żeby wleźć na górę.Tadek. przechylając się ku niemu. mrugające oczy.Tadek .Tadek.To Beker . Daj mi co zjeść.Patrz . Spojrzałem na Bekera. aleja byłem tyle czasu taki głodny. . Mam na bloku świetną szarlotkę. Właź na buksę. idę do komina. . Jak się nażresz. 08 . .chwycił mnie za ramię . Kazik uderzył mnie dłonią po kolanie.Te.odrzekłem cicho. Na ten ostatni wieczór. Żyd. .

Chleb przysłany aż z Warszawy.właśnie kotłują się na „wizach”82 drogach i placach. nie pachnie wprawdzie. żywicą. to jednak i ci. a o koszulce już nie mówię.łąki 83 Mon ami (franc. Pewnie nigdy nie piłeś. przyniosę ci oryginalnego szampana. beztrosko machając nogami. Godziny płyną wolno. wiesz. 82 Wizy (z niem. Dwadzieścia osiem tysięcy kobiet rozebrano i wypędzono z bloków . zebranych z całej Europy. więc nie bujaj. ale za to nie pleśniejący tygodniami.) . miły Boże. marzy głośno o francuskim winie przywożonym przez transporty ze Strasburga.PROSZĘ PAŃSTWA DO GAZU Cały obóz chodził nago. przyjaciele starają się. gdyż sienniki i koce były w dezynfekcji. nasza Kanada... Z ostatnich bloków widać było FKL .Cierpliwości. na Harmenze. a tylko bloki. przemyślnie wypieczony chleb. otwieramy puszkę skondensowanego mleka. Obóz ściśle zamknięto. Nawet zwykłej rozrywki nie ma: szerokie drogi do krematoriów stoją puste. nieprawda? . Znów pójdziemy na rampę.mój przyjacielu 09 . przyniosę ci wszystko. by upadł jak najniżej. rozsypujący się. mon ami83. jak przyjdą transporty. Właśnie siedzimy w kilku na buksie.tam też odwszawiali. je się paczki. Jak pójdziemy znów na rampę. dawno mi obiecałeś.. Henri. i tamci chodzili nago: upał był okropny.Słuchaj. Żaden więzień. który znakomicie truł wszy w ubraniach i ludzi w komorze gazowej. . takie dziurkowane z podwójną podeszwą. Od paru dni nie ma już transportów. wielki i ociekający potem.. ile ta ma ukrytych brylantów i monet. cebulę. Wprawdzie przeszliśmy już odwszenie i ubrania dostaliśmy z powrotem z basenów napełnionych rozpuszczonym w wodzie cyklonem. Ale przez bramę nie przeniesiesz. kruchy. . jak Fiedlerowska. W obozie bowiem panuje zawistna sprawiedliwość: gdy możny upadnie. spod Paryża. lecz chyba nie rośnie tyle wysokich sosen w tamtej. Od rana czeka się na obiad. Jeszcze tydzień temu miała go w rękach moja matka. Miły Boże. Rozkładamy biały. Część Kanady zlikwidowano i przydzielono na komando. Zorganizuj lepiej buty. Ustała praca komand. żadna wesz nie śmie się przedostać przez jego bramę. odwiedza się przyjaciół. tylko francuskimi perfumami. Kanada.Nie. Spano na deskach. Wiese) . Trafili na jedno z najcięższych. Cały dzień tysiące nagich ludzi przewalało się po drogach i placach apelowych. cierpliwości. leżakowało pod ścianami i na dachach. nie „wyfasowały” jeszcze ubrań. drażniący trochę w smaku. odgrodzone od nas hiszpańskimi kozłami. Jako że byli wypasieni i wypoczęci. jak to w upale. z Marsylii. Wyciągamy boczek.

na samym dole . . macie wy. bić nie wolno. Wy macie i ja mam..A dlaczego wy tego nie zrobicie? Pytanie ma sens metaforyczny. ale imienia jego nie znam) zapchane są kanapką z sardynkami . Żydki. do cholery. między ulepszeniami. . . Świetnie smakuje z kantynową musztardą. ten ma siłę. wzdłuż ogromnego. nie wszyscy. organisation z transportów. Henri kroi chleb. Rozmaicie mówią o rozporządzeniach..). kościści.rabin.Gdyby oni nie wierzyli w Boga i w życie pozagrobowe.rzuciłem złośliwie... i to nie wszyscy.nie gadałbyś głupstw.To masz ty i twój kolega. o zapadniętych głęboko policzkach. kotłują się ludzie. prędzej do komina pójdzie. leżą nadzy.Nie chce mi się z buksy złazić.dodaje z lewej sentencjonalnie marsylczyk.. o uduchowionej jak z miniatur Coswaya twarzy marsylczyka (jest moim przyjacielem. jemy wspólnie. . przełykając z wysiłkiem („poszło.. Wszyscy żyjemy z tego. W bloku. nie ma o co się sprzeczać. już by dawno rozwalili krematoria. inteligentnie zbudowanego pieca. które stajnię końską (na drzwiach wisi jeszcze tabliczka. bobyśmy pozdychali w lagrze. . Gnieżdżą się na dolnych pryczach po ośmiu.Wy macie i my mamy.. ale Ruskie? I co. . robi sałatkę z pomidorów. Ale my. Bardzo lubię palić opium .zarażone konie.A może już nie będzie transportów do komina? .versuchte Pferde” . . zawodząc głośno i monotonnie. Polacy. .Religia jest opium dla narodu. . i dziesięciu twoich kolegów. Kto ma żarcie w obozie.Wszyscy. który jest komunistą i rentierem. Mamy paczki. . ociekający potem. cuchnący potem i wydzielinami.nie gadałbyś głupstw ..powtórzył. .Nie gadałbyś głupstw .Widzisz. dziewięciu. nadzy. nieograniczona ilość paczek. Pisaliście przecież listy do domu. o co się sprzeczać? Pewnie. że .Może by się tak zdało go uspokoić? Drze się. należy odstawiać tam a tam) przemieniają w miły (gemiitlich) dom dla ponad pół tysiąca ludzi. ludzi nie może zabraknąć. lecz marsylczyk odpowiada: 10 . gdybyśmy nie mieli co jeść. jakby Boga za nogi złapał. sam przecież gadasz.usta otyłego. nakrył głowę kawałkiem szmaty oddartej z koca i czyta z modlitewnika hebrajskiego (tej lektury tu jest. pod nami. Pode mną. co oni przywiozą. ludzi zabraknie. Niech się drze. tobyście tam te swoje paczki tak spokojnie jedli? Nie dalibyśmy wam. cholera!”) . Łażą między buksami w przejściu. śpimy na jednej buksie. Zresztą.Dalibyście albo byście zdychali z głodu jak Grecy. jak zelżało na lagrze.

- Idiota - zapycha usta pomidorem i czyni ruch, jakby chciał coś powiedzieć, ale zjada i milczy. Kończyliśmy właśnie wyżerkę, gdy u drzwi bloku uczynił się większy ruch, odskoczyli muzułmani i rzucili się, uciekając, między buksy, do budy blokowego wleciał goniec. Za chwilę majestatycznie wyszedł blokowy. - Kanada! Antreten! Ale szybko! Transport przychodzi! - Wielki Boże! - wrzasnął Henri, zeskakując z buksy. Marsylczyk zadławił się pomidorem, chwycił marynarkę, wrzasnął ,,raus” do siedzących na dole i już byli we drzwiach. Zakotłowało się na innych buksach. Kanada odchodziła na rampę. - Henri, buty! - krzyknąłem na pożegnanie. - Keine Angst! - odkrzyknął mi już z dworu. Opakowałem żarcie, owiązałem sznurami walizę, w której cebula i pomidory z ojcowskiego ogródka w Warszawie leżały obok portugalskich sardynek, a boczek z lubelskiego „Bacutiiu” (to od brata) mieszał się z najautentyczniejszymi bakaliami z Salonik. Owiązałem, naciągnąłem spodnie, zlazłem z buksy. - Platz!84 - wrzasnąłem, przeciskając się między Grekami. Odsuwali się na bok. We drzwiach natknąłem się na Henriego. - Allez, allez, vite, vite!85 - Was ist los?86 - Chcesz iść z nami na rampę? - Mogę pójść. - To jazda, bierz marynarkę! Brakuje paru ludzi, rozmawiałem z kapem - i wypchnął mnie z bloku. Stanęliśmy w szeregu, ktoś spisał nam numery, ktoś od czoła wrzasnął „marsz, marsz” i podbiegliśmy pod bramę, odprowadzani okrzykami różnojęzycznego tłumu, który już zapędzono bykowcami do bloków. Nie każdy może iść na rampę... Już żegnano ludzi, już jesteśmy pod bramą. - Links, zwei, drei, vier! Mützen ab!87 - Wyprostowani, z rękami sztywno przyłożonymi do bioder, przechodzimy przez bramę raźno, sprężyście, nieomal z gracją. Zaspany esman, z wielką tabliczką w ręku, liczy ospale, oddzielając w powietrzu palcem każdą piątkę. - Hundert!88 - krzyknął, gdy minęła go ostatnia. - Stimmt! - odkrzyknięto ochryple od czoła. Maszerujemy szybko, prawie biegiem.
84 Platz (niem.) - miejsce 85 Allez, allez, vite, vite (franc.) - idźcie, idźcie, szybko, szybko 86 Was ist los (niem.) - co się dzieje 87 Links, zwei, drei, vier! Mützen ab (niem.) - lewa, dwa, trzy, cztery! Czapki zdjąć! 88 Hundert (niem.) - sto

11

Postów dużo, młodzi, z automatami. Mijamy wszystkie odcinki obozu II B: nie zamieszkały lager C, czeski, kwarantanna, zagłębiamy się między grusze i jabłonie truppenlazarettu; wśród nieznajomej, jakby z księżyca zielem, dziwnie w tym kilkudniowym słońcu wybujałej, omijamy łukiem jakieś baraki, przechodzimy linię wielkiej postenketty, biegiem wpadamy na szosę - jesteśmy na miejscu. Jeszcze kilkadziesiąt metrów - wśród drzew rampa. Była to sielankowa rampa, jak zwykle na zagubionych, prowincjonalnych stacjach. Placyk, obramowany zielenią wysokich drzew, wysypany był żwirem. Z boku, przy drodze, kucnął maleńki drewniany baraczek, brzydszy i tandetniejszy od najbrzydszej i najtandetniejszej budy stacyjnej, dalej leżały wielkie stosy szyn, podkłady kolejowe, zwały desek, części baraków, cegły, kamienie, kręgi studzienne. To stąd ładują towar na Birkenau: materiał do rozbudowy obozu i ludzi do gazu. Zwykły dzień roboczy: zajeżdżają samochody, biorą deski, cement, ludzi... Rozstawiają się posty na szynach, na belkach, pod zielonym cieniem śląskich kasztanów, ścisłym kołem otaczają rampę. Ocierają pot z czoła, piją z manierek. Upał ogromny, słońce stoi nieruchomo na zenicie. - Rozejść się! - Siadamy w skrawkach cienia pod szynami. Głodni Grecy (zaplątało się ich paru, diabli wiedzą, jakim sposobem) myszkują wśród szyn, ktoś znajduje puszkę konserw, spleśniałe bułki, nie dojedzone sardynki. Jedzą. - Schweinedreck!89 - spluwa na nich młody, wysoki post, o bujnych płowych włosach i niebieskim, marzącym spojrzeniu - przecież zaraz będziecie mieli tyle do żarcia, że nie przeżrecie. Odechce się wam na długo. - Poprawił automat, otarł twarz chustką. - To bydło - potwierdzamy zgodnie. - Te, gruby - but posta dotyka lekko karku Henriego. - Pass mai auf90, chce ci się pić? - Chce, ale nie mam marek - odpowiedział fachowo Francuz. - Schade, szkoda. - Ależ Herr Posten, czy moje słowo nic już nie znaczy? Nie handlował Herr Posten ze mną? Wieviel?91 - Sto. Gemacht? - Gemacht. Pijemy wodę, mdła i bez smaku, na konto pieniędzy i ludzi, których jeszcze nie ma. - Te, uważaj - mówi Francuz, odrzucając pustą butelkę, aż pryska gdzieś dalej na szynach - forsy nie bierz, bo może być rewizja. Zresztą na cholerę ci forsa, i tak masz co jeść. Ubrania też nie bierz, bo to jest podejrzenie o ucieczkę. Koszulę bierz, ale tylko jedwabną i z
89 Schweinedreck (niem.) - świńskie łajno 90 Pass mai auf (niem.) - uważaj, słuchaj 91 Wieviel (niem.) - ile

12

kołnierzykiem. Pod spód gimnastyczna. A jak znajdziesz coś do picia, to mnie nie wołaj. Dam sobie radę, i uważaj, żebyś nie oberwał. - Biją? - Rzecz normalna. Trzeba mieć oczy w plecach. Arschaugen. Wokół nas siedzą Grecy, ruszają łapczywie żuchwami jak wielkie, nieludzkie owady, żrą łakomie zbutwiałe grudy chleba. Są zaaferowani, nie wiedzą, co będą robić. Niepokoją ich belki i szyny. Nie lubią dźwigania. - Was wir arbeiten?92 - pytają. - Niks. Transport kommen, alles krematorium, compris?93 - Alles verstehen94 - odpowiadają w krematoryjnym esperanto. Uspokajają się: nie będą ładować szyn na auta ani nosić belek. Tymczasem na rampie robiło się coraz gwarniej i tłoczniej. Vorarbeiterzy dzielili sobie grupy, przeznaczając jednych do otwierania i rozładowywania wagonów, które przyjść mają, innych pod drewniane schodki i wyjaśniając im celowe działanie. Były to przenośne, wygodne, szerokie schodki, jakby wejście na trybunę. Zajeżdżały z warkotem motocykle wiozące obsypanych srebrem odznak podoficerów SS, tęgich, spasionych mężczyzn o wypolerowanych oficerskich butach i błyszczących, chamskich twarzach. Niektórzy przyjechali z teczkami, inni mieli giętkie trzcinowe kije. Nadawało im to służbowy i sprężysty wygląd. Wchodzili do kantyny, bo ów mizerny barak był ich kantyną, gdzie latem pili wodę mineralną - ,,Sudetenquelle”, a zimą ogrzewali się gorącym winem, witali się państwowo wyciągniętym po rzymsku ramieniem, a potem kordialnie potrząsali prawice, uśmiechali się serdecznie do siebie, rozmawiali o listach, o wiadomościach z domu, o dzieciach, pokazywali sobie fotografie. Niektórzy dostojnie przechadzali się po placu, żwir chrzęścił, buty chrzęściły, srebrne kwadraty błyszczały na kołnierzach, a bambusowe laseczki świstały niecierpliwie. Różnopasiasty tłum leżał pod szynami w wąskich pasach cienia, oddychał ciężko i nierówno, gadał po swojemu, leniwie i obojętnie patrzył na majestatycznych ludzi w zielonych mundurach, na zieleń drzew, bliską i nieosiągalną, na wieżę dalekiego kościółka, z której dzwoniono właśnie na spóźniony Anioł Pański. - Transport idzie - rzekł któryś i wszyscy unieśli się w oczekiwaniu. Zza zakrętu wychodziły towarowe wagony: pociąg pchał się tyłem, kolejarz stojący na breku95 wychylił
92 Was wir arbeiten (niem., niegramat.) - co my pracujemy 93 Transport kommen, alles krematorium, compris (niem., franc., niegramat.) - transport przychodzić, wszystko do krematorium, rozumiesz 94 Alles verstehen (niem., niegramat.) - wszystko rozumieć 95 Brek (z ang.) - rodzaj budki przy ścianie wagonu towarowego, przeznaczonej dla kolejarza

13

blade.Skąd jesteście? . Zrozumiano? Verstanden? . Człowiek w zielonym mundurze.no to ruszajcie 14 . rzecz egzotyczna. mężczyzn.przerażone kobiety. będzie rozstrzelany jako złodziej własności Rzeszy. Palta oddawać.wrzaśnięto nierówno i indywidualnie. niespokojni. Krzyki i rzężenia stawały się coraz głośniejsze. . dusili się i dusili innych. W małych zakratowanych okienkach widać było twarze ludzkie. złożył się i przeciągnął serią po wagonach. .Panie. Niezmiernie zbici. walizek. Maszerować na lewo. Olbrzym z teczką skinął ręką. Jest prawo obozu. Zrozumiano? . waliz. Teraz skupili się przy otwartych drzwiach. skrzywił usta z niesmakiem.się. gwizdnął. wpatrując się żarliwie w cudze zmęczone oczy. . walizeczek. tłumoków wszelkiego rodzaju (wieźli bowiem to wszystko. Jest lato.Nie wiem. Zabierać wszystko.Also loos!97 Do pracy! Szczęknęły rygle. uderzając ludzi jakby czadem. że ludzi idących na śmierć oszukuje się do ostatniej chwili. aczkolwiek z dobrą wolą. Zaczerpnąwszy kilka łyków powietrza ludzie z okien nikli.uparcie powtarzają pytania. jakby niewyspane. Zaciągnął się papierosem.Kto weźmie złoto albo cokolwiek innego nie do jedzenia. Jest to hamującego pociąg 96 Jawohl (niem.Uwaga: Wysiadać z rzeczami. pociąg potoczył się wolno wzdłuż stacji. Wtedy wewnątrz wagonów zaczęło się coś kotłować i dudnić w drewniane ściany. co z nami będzie? . na ich miejsce wdzierali się inni i tak samo znikali. przełożył teczkę z prawej do lewej i skinął na posta. rozstawiono się fachowo przy wagonach. . zmięte. roztrzęsieni. usta chwytały rozpaczliwie powietrze. którzy. also los) .Sosnowiec. rozpaczliwe okrzyki. rozczochrane . dysząc jak ryby wyrzucone na piasek. Panie. co stanowiło ich dawne życie. Tymczasem podjeżdżały ciężarówki. co to będzie? . Lokomotywa przeraźliwie odgwizdnęła. Z okien wychylały się twarze ludzkie. nie rozumiem po polsku. gnieździli się w strasznej ciasnocie. . Wszystkie te swoje klamoty składać koło wagonu na kupę. mieli włosy. Będzin. Fala świeżego powietrza wdarła się do środka. plecaków. a miało rozpocząć przyszłe).Wody! Powietrza! .Jawohl!96 .zeskakują już na żwir. sapnęła.zerwały się głuche. odrzucił go nagłym ruchem. przytłoczeni potworną ilością bagażu. podstawiono pod nie stołki.) . Ucichło. Mijali powoli. przyglądali się stacji w milczeniu. bardziej niż inni obsypany srebrem. Ten powoli ściągnął automat z ramienia. . mdleli od upału.tak jest 97 Also loos (niem. wagony otwarto. zamachnął ręką.

bez odpoczynku. jak na potwornej taśmie.ci pójdą na lager. panie. przed drzwiami wagonów piętrzą się stosy chleba. tak plus-minus. każde auto to kreska. ubijają na aucie. ale to od słońca. wśród zawodzenia i wrzasku kobiet opłakujących dzieci. Słońce osiągnęło zenit. i ogłupiałego milczenia nagle osamotnionych mężczyzn. Wylewa się z wagonu różnobarwna fala. oddzielają tych do gazu od tych. Trzeba okazać trochę dobrej woli. och. gromadzą słoiki różnobarwnych marmolad. plecaków. kiełbasy.Verboten98 . sycząc głośno.. nie rozrzucajcie tak rzeczy. Jakaś kobieta schyla się szybko podnosząc torebkę. kobietom wyrywa się torebki. zegarki. uderzeni świeżym powietrzem i zapachem zieleni. ja nie mogę. objuczona. . która szuka nowego koryta.. pić. wiatr. fachowy. a cienka trzcina gnie mu się nerwowo w rękach. co idą na lager. opanowany. otwierają się i wysypują barwne tęczowe banknoty. co poszli na prawo . moi państwo. które. ślepej rzeki. Dziecko biegnące za nią pisnęło: „Mamełe!” . podobna do ogłupiałej. ale wpierw będą pracować.zabronione 15 . walizek. Ale zanim oprzytomnieją. Bez przerwy jeździ karetka Czerwonego Krzyża. gładko wygolony pan. . na każde sześćdziesięciu. Zapchane ludźmi auta odjeżdżają z piekielnym warkotem. Świsnęła trzcina. już im pakunki wyrywa się z rąk. Olbrzymi krwawy krzyż wymalowany na masce motoru roztapia się w słońcu. Z boku stoi młody. Upał ogromny. złoto. . Wargi już są popękane. Rośnie kupa rzeczy. ubrań. Za plecami stoi esman. esman z notatnikiem w ręku. którzy są przy schodkach. potknęła się i upadła pod nogi tłumu. tak plus-minus. Niezmordowanie jeździ karetka Czerwonego Krzyża: to właśnie w niej wozi się gaz. Pić. tłumoków. pledów. Od długiego leżenia na słońcu ciało jest słabe i oporne. Ci z Kanady.Tak jest. ciekłe powietrze. To ci.. tak jest . odbiera parasole. pęcznieją zwały szynek. rozsypuje się po żwirze cukier. . wypychają pierwszych na schody. rozpalone niebo dygoce.taka mała. jak odjedzie szesnaście aut. Pan jest zrównoważony i 98 Verboten (niem.młodzi i zdrowi . spokojny..jedyna dopuszczalna forma litości.Mówi dobrotliwie. powideł. i raźniej idą wzdłuż wagonów. to jest tysiąc.Panie. gaz. który chwilami przewiewa przez nas. ściąga się palta.Meine Herrschaften. powietrze faluje. Auta odjeżdżają i wracają. padając. nie mają chwili wytchnienia. torebek.odpowiadają wielogłośnie. czuje się w ustach słony smak krwi. .szczeka się przez zęby. którym trują tych ludzi.) . Gaz ich nie minie. to rozparzone. przechodząc. kobieta krzyknęła. rozczochrana dziewczynka.

Oddaj kobietom .i cztery krematoria.wybucham. ospowaty esman spokojnie zagląda do środka. wszystkie. nagie potworki o ogromnych głowach i wydętych brzuchach. ein Volk. będzie się zwał Verbrecher-Stadt . . o których już chodzą legendy. Najkrwawsza bitwa wojny. Komory będą ulepszone. którzy pójdą z tego transportu na lager. Naliczą cztery i pół miliona. tysiące w całe transporty. . w wiecznym Bewegung. ein Flihrer (niem. miesiące. „z Rotterdamu”. o których mówi się krótko: „Z Salonik”. Zapalniczka mu się zacięła. Spalą się Żydzi. trzymając po parę w jednej garści. co to znaczy.dokładny. spalą się Rosjanie. będą liczyć spalonych. przyjdą ludzie z Zachodu i Południa. zdolnych spalić pięćdziesiąt tysięcy dziennie.132”.mówi zapalając papierosa esman. ein führer99 . Ein Reich. oszczędniejsze. Dziwnie niepotrzebnie pada imię Boga.Nie nieś ich na auto. 99 Ein Reich. Transporty rosną w tygodnie. „ze Strasburga”. Oczyścić! Wskakuje się do środka. O tym będzie się już dziś mówiło „Będzin”. jeden wódz . bo kobiety z przerażeniem uciekają ode mnie.Rein. brać nie chcecie? . dostaną numery: 131132. lecz w skrócie będzie się mówiło właśnie tak: „l 31 . bo kobiety z dziećmi idą na auto.„Miasto Przestępców”.powiedział jakby ze zdziwieniem i wyrzutem ospowaty esman i począł odpinać rewolwer. Chudy. Bewegung . z kontynentu i wysp. wtulając głowy w ramiona. odbudują zburzone miasta niemieckie. lata. i patrzymy na siebie z nienawiścią i przerażeniem. Już się opróżniły wagony. Nie odjedzie auto bez jego wiedzy i jego kreski: Ordnung muss sein. . nie ma wyjątku. ogarnia nas spojrzeniem i wskazuje wnętrze.Bierzcie te niemowlęta. Gdy skończy się wojna. Ale na stałe uzyska nazwę „Będzin-Sosnowiec”. Nie.otworzą się drzwi gazowych komór.Jedno państwo. a gdy osłabną w bezlitosnej pracy. ludzi nie zabraknie. Przyjdą ludzie w pasiakach. aż się oprze naelektryzowanym drutem o Wisłę. Kreski pęcznieją w tysiące. zamieszka go trzysta tysięcy ludzi w pasiakach. Wynosi się je jak kurczaki. na litość boską . jeden naród. największe zwycięstwo solidarnych i zjednoczonych Niemiec. sprytniej zamaskowane. Porozrzucane po kątach wśród kani ludzkiego i pogubionych zegarków leżą poduszone. Wiemy wszyscy dobrze. Obóz rozbuduje się.) . Ci. jest nią bardzo zaaferowany.Co. ein Volk. kiwa głową z niesmakiem.slogan hitlerowski 16 . Ale krematoriów będzie w Oświęcimiu szesnaście. zaorzą odłogiem leżącą ziemię. spalą się Polacy. . Będą jak te w Dreźnie. Rozumie się tysięcy. podeptane niemowlęta.

powtarzam zawzięcie. i tłum. Wyglądasz.Widzisz.. przewidziane i obliczone. Przecież to jest patologiczne chyba. dam ci się napić. z barwnym tłumem.Nie trzeba strzelać. Mrugam ostro powiekami: Henri. przezroczysta. tłum. że idą do gazu. auta warczą jak rozjuszone psy. Widzę nagle jakąś zieleń drzew. .naprzód 17 . olbrzymia. co im pod rękę wlizie.Słuchaj. które kołyszą się wraz z całą ulicą. buntujesz się.mówi nieco ironicznie Francuz. . Ktoś szarpie mnie za rękę. Ludzie płyną i płyną. kaleki poukładane razem z trupami. twarz ta skacze mi przed oczyma.Chodź.. . ci umieją korzystać! Żrą wszystko. odjeżdżają. Nie współczuję im wcale.. . czy my jesteśmy ludzie dobrzy? . Wagony pod-taczają się. . Zamykam oczy. rozpływa się.Och. Henri szarpie mnie za ramię. Męczy cię rampa. Oparłem się o ścianę wagonu. a złość najłatwiej wyładować na słabszym. To tak na chłopski rozum. stosy łachów. 100 En avant (franc. ale . nie wiem. Byłem bardzo zmęczony. wygodnie układając się pod szynami. Henri. czuję drżenie ziemi i parne powietrze na powiekach.Czemu się głupio pytasz? .szepnęła uśmiechając się.. W gardle zupełnie sucho.Dziecko. znów ludzie.Bydło? Ty też byłeś głodny.Bydło. waliz i plecaków rosną. pod szyny. Żeby się ziemia pod nimi wszystkimi rozstąpiła. czy to się naprawdę dzieje. nie mogę zrozumieć. nie wiadomo dlaczego czarnymi. to normalne. wprost przeciwnie.. z przelewającym się tłumem. Siwa.. comprisi .Bydło . . z drzewami nieruchomymi.to Aleje! Szumi mi w głowie. przyjacielu. Znów podchodzą wagony. tłum. żebrzą o wodę. potykając się na żwirze. jakbyś miał rzygać.) . słyszę krzyki.. Jutro połowa z nich zdechnie na sraczkę. Czuję. abyś ją wyładował. W oczach przesuwają się trupy wynoszone z wagonów. miesza się. oddychają. jak obrazy mieszają się we mnie. czuję. Odeszła. czy mi się śni. wchodzą na auta. chodź! Patrzę. przy mnie zjadł jeden słoik marmolady.Patrz na Greków. że będę wymiotował. . że przez nich muszę tu być. Rzuciłbym się na nich z pięściami. dziecko . wzbiera we mnie zupełnie niezrozumiała złość na tych ludzi. . ludzie wychodzą. Pożądane jest nawet. ja wezmę. zdeptane dzieci. En avant100. wysoka pani wzięła ode mnie niemowlęta i przez chwilę patrzyła mi prosto w oczy. przyglądają się słońcu.

Jedna z waliz otwiera się. Kończymy ładować. wygrzebujemy spomiędzy drobnego żwiru nietutejszy. wysuszona. Chodzi z kąta w kąt rampy z przylepionym na wyschłe wargi szczurzym. już z kantyny wyszli esmani z teczkami na złoto i pieniądze. już jest spokojny pan z notatnikiem. a my idziemy .nareszcie! . Tam układa sieje w stosy. pustą. Dźwigamy ciężkie walizy. pozbawią je całkowicie włosów i będą mieli wiele uciechy z ich wolnościowego wstydu. byle odpocząć. kobiety.) . Tak. rżnie. Już są auta. nożem . które wylewa się wprost na siebie. oddaje oficerowi. ubija się. koszule. zawziętym uśmiechem. jakby wycięte z papieru. Rzadkie. bierze inną. przemińcie. „żeby śladu po tym obrzydlistwie nie zostało”. niezmiernie powoli wtaczają się wagony. To złoto pójdzie do Rzeszy. . Ładujemy więc klamoty.. przeraźliwie odgwizduje lokomotywa. ostatnie auta odjeżdżają. Już nie ma ludzi..daj tutaj 18 . rozżarzonym słupem. nadstawiając otwartą teczkę.. wypadają ubrania. wzniecając olbrzymie tumany kurzu. zza zakrętu słychać gwizdek kolejarza. upycha. z okien patrzą twarze wymięte i blade. bezbarwne włosy gładko przyczesała w tył i związała w „nordycki” węzeł. Och. pakowne. Zamyka ją. przemijają. ręce wsunęła w szerokie spodnie-spódnicę. że była tu cały czas. i czatuje przy innym samochodzie.Nie śpij. błyszczą czerwono nalane twarze. Upał. pełną złota i barwnej. obcej waluty.dla przyjemności i w poszukiwaniu wódki i perfum. książki. idźcie. Otwieramy wagony. Idźcie. Wyrywa się ludziom brutalnie walizki z rąk. pić. idziemy ładować klamoty. Połyskują glansem buty. płonących gorączką oczach.. Chwytam jakieś zawiniątko: ciężkie. koścista. 101 Gib hier (niem. co się da. fryzjerzy z zauny. Idą. bransolety. bezpierśna. Gorączkowo. dwie dobre garście: koperty. Ostatnie auta suną daleko po szosie. teraz dopiero uświadamiam sobie. pociąg odjechał. Gardła są suche.spokojnie mówi esman. Wśród nich kobieta. i w chwili gdy ostatnia ciężarówka znika za drzewami. zbieramy skrzętnie znad toru wszelkie papierki. każde wymówione słowo wywołuje ból. o ogromnych. transportowy brud. Mężczyźni. zasobne. Nasi chłopcy.w stronę szyn odpocząć i napić się (może Francuz kupi znów od posta?). już ją nieraz widziałem i dobrze zapamiętałem: to komendantka FKL-u. Nie.Gib hier101 . szarpiąc ściąga się palta. bo część kobiet odstawiono od aut i te pójdą piechotą . byle prędzej. Powietrze stoi nieruchomym. po opustoszałej rampie chodzą dostojni esmani.. Powoli. byle do cienia. pierścionki. rozwijam: złoto. przyszła oglądać swój nabytek. kolie. brylanty. ogromny upał. Nienawidzi urody kobiecej nienawiścią kobiety obrzydliwej i zdającej sobie z tego sprawę. rzucamy je z wysiłkiem na auto. świecąc srebrem na kołnierzach. już nie można nad sobą panować.na lager. płaskie.

Chwycił ją wpół. Niektórzy z nich wiedzą. Wreszcie oderwała wzrok od tłumu i przesunęła spojrzeniem po naszych twarzach. Spod kupy szmat wyciągnął ukrytą manierkę. kilkuletnie dziecko o zarumienionej. który czemuś bardzo się dziwi. Parzy gardło spirytus.Słuchaj. nie uciekaj! . słuchaj. marynarz z Sewastopola. Jest młoda. i wrzucił ją z rozmachem jak ciężki wór zboża na auto. Twarz miał wykrzywioną wściekłością: . Dopadł ją. jasnych włosach. . przytknął do ust sobie. . padającą chwycił za włosy i dźwignął z powrotem do góry. nie!. wyciąga rączki z płaczem: . potem mnie. zakrywając rękoma twarz..warknął przez zęby Andrej i odszedł do wagonów. Stała tak chwilę. tak należy karać wyrodne matki .Mamo. to nie moje dziecko. która parła ślepo w stronę aut jak rzeka pchana niewidzialną siłą. nie moje. oczy nasze spotkały się.) . zdrowa. to nie moje! . Chce skryć się. odkręcił. skarżąc się na cały głos: . jebit twoju mat'. pyzatej twarzy cherubinka biegnie za nią. zadławił łapą gardło. jak człowiek. Raptem spośród tej całej fali ludzkiej. chce żyć.dzieci. Aż dopadł ją Andrej. zbiera się na torsje. dokąd oni nas powiozą? Patrzyłem na nią. ładna. nie może nadążyć.Gut. zbił z nóg jednym zamaszystym uderzeniem ramienia.i cisnął jej dziecko pod nogi. które będą żyć. zeskoczyła lekko z wagonu na żwir i spojrzała dokoła badawczym okiem. panie. Głowa szumi. wynurzyła się dziewczyna. śpieszy się nieznacznie. .rzekł esman stojący przy samochodzie..Ach. Małe. które nie pojadą autem. w batystowej letniej 102 Mołczy (roś. chce zdążyć między tamte. Oczy miał mętne od wódki i upału. blad jewrejskaja! To ty od swego dziecka uciekasz! Ja tobi dam.To nie moje. strząsnęła je niecierpliwie. gut Ruski. powiedz. Ale dziecko biegnie za nią.krzyczy histerycznie kobieta i ucieka. które pójdą pieszo. które chciało krzyczeć.Mołczy!102 . nogi uginają się. ty kurwo! . Oto idzie szybko kobieta. Bujne jasne włosy rozsypały się miękką falą na ramiona.milcz 19 . mamo! . Nieświadomie szukałem jej wzroku. poprawiła nieznacznie spódniczkę. Przesunęła odruchowo rękoma po bluzeczce. weźże to dziecko na ręce! .Mamo. . Oto stoi przede mną dziewczyna o cudnych.Panie. mamo. ty.Masz! Weź i to sobie! Suko! . jakby kogoś szukając. . o ślicznych piersiach.Kobieto.Gut gemacht. ale gorączkowo.

On wbił kurczowo palce w jej ciało. ' 165 „Po cóż ona to przywiozła. Uciekałem od nich. Oto czterech z Kanady dźwiga trupa: olbrzymią. tylko na czarnej wąskiej tasiemce. przecież i tak jej zabiorą” . ohydna i obrzydliwa. śmiało poszła w stronę samochodów. klną i pocą się z wysiłku.bluzeczce. spleciona rozpaczliwym uściskiem. odpowiedz. Rozszczepiają ich jak drzewo i wpędzają jak zwierzęta na auto. nic. Uciekam jak najdalej. jeszcze straszniejsza. Ktoś mnie smaga trzciną po plecach. Ona krzyczy histerycznie. Milczałem. Wreszcie znów włażę pod szyny. Oto obóz: z ogoloną głową. dostrzegłszy na przegubie ręki śliczny zegarek o drobniutkiej złotej bransoletce. . . zębami chwycił za ubranie. Dopiero stąd. widać całe piekło kotłującej się rampy. które plączą się po wszystkich kątach rampy. ale leżały wszędzie. nawet popiołów swoich nie wyniesie na postenkettę. na cementowym skraju peronu. odrzucając w tył głowę. Słońce pochyliło się głęboko nad horyzontem i krwawym. Oto komora gazowa: wspólna śmierć. nie wróci do tamtego życia. wołają innych i zbiorowym mozołem wpychają 20 . zachodzącym światłem oblało rampę. poskręcani w konwulsjach mężczyźni. Zacisnęła usta. nieludzka praca i ta sama komora. Tamtych czterech nie da rady dźwignąć baby na auto. wyrzucałem bagaże. spod szyn. na ciężarówki.Już wiem . o mądrym.Słuchaj. Wchodziłem do wagonów. Dotykałem się trupów. dojrzałym spojrzeniu. mdły zapach brudnego. ohydne nagie kobiety. wynosiłem niemowlęta. za łby. Stoi. ludzki krzyk bił w niebo coraz głośniej i natarczywiej. poukładane pokotem na żwirze. odsunęła go śmiało na bok i wbiegła po schodkach na wypełnione już prawie auto. opuchniętą babę. w wagonach. kątem oka dostrzegam klnącego esmana. rozparzonego ciała kobiecego. Chwytają je za karki. za ręce i wrzucają na kupę. Zobaczyłem tylko z daleka bujne jasne włosy. przeklina. kopniakami odganiają zabłąkane dzieci. Niemowlęta. wymykam mu się i mieszam się w grupie pasiastej Kanady. tylko śmierć jeszcze ohydniej sza. patrzy mi prosto w twarz i czeka.rzekła z odcieniem pańskiej pogardy w głosie. rozwiane w pędzie. jeszcze obrzydliwsza. wyjąc przeraźliwie jak psy. zwierzęcy głód. Ktoś ją chciał zatrzymać. ale nie mogłem przemóc wzbierającego dzikiego strachu. Taki sam miała Tuśka. Oto para ludzi padła na ziemię. watowane sowieckie spodnie na upał. bluźni. Kto raz tu wszedł. Cienie drzew wydłużały się upiornie. wstrętny.pomyślałem mimo woli. aż przyduszona butem rzęzi i milknie.

sparaliżowanych. Z całej rampy znosi się trupy wielkie. kakao zalepia usta. Ale nie wiadomo. . nabrzmiałe.wrzeszczy z daleka esman.Będzie jeszcze jeden transport. co? Dobra Kanada?! . przyduszonych. wciąż rzęzi: „Ich will mit dem. Spali się żywcem wraz z nimi. Nie dam rady.pyta mnie Henri. Na wysokich słupach palą się anemiczne lampy. Łzy ciekną jej po twarzy. Wrzucony na auto. znów spirytus. skowycze. monotonnie zawodzi: „Ich will mit dem Herm Kommandanten sprechen chcę mówić z panem komendantem. miesza z cukrem. zaśmiewając się głośno . kompletnie dosyć! .Jeżeli przyjdzie. Starzec głową tłucze o żwir. przyduszony.od Bożego Narodzenia przewinęło się przez moje ręce chyba z milion ludzi. ja . . trzymają ją za ręce i za tę jedną. Ale oczy postów patrzą uważnie. . Najgorsze są transporty spod Paryża: zawsze człowiek spotyka znajomych.za pół godziny będziesz gadał z największym komendantem! Tylko nie zapomnij powiedzieć mu: Heil Hitler! Inni niosą dziewczynkę bez nogi.. odjeżdża.górę mięsa na platformę. 21 . to boli. Góra trupów kotłuje się. Między nie ciska się kaleki. . Leżymy na szynach.woła do niego młody esman. . Znów kawa. stój. a potem spotkamy się w obozie. ktoś otwiera puszkę kakao. boli. . jest niezmiernie cicho.Nie. . wyje. jęczy i bezustannie. Automaty są gotowe do strzału.. uspokój siebie. Czerpie się to dłonią. . Zapada wieczór chłodny i gwiaździsty.Że idą się kąpać. za kręgiem światła rozciąga się nieprzenikniona ciemność. na co my czekamy? .Haiti halt! . . nieprzytomnych. o kamienie.Już po pierwszym transporcie! Pomyśl.Czemu? . Szofer zapuszcza motor. Krok w nią. przydeptany czyjąś nogą.Henri uśmiecha się dobrotliwie i znika w ciemności.Wymieniłeś buty? . pozostałą nogę.Człowieku. do cholery! Wloką starca we fraku. opuchnięte. ale! . ja mam dosyć.I co im mówisz? . to ja nie pójdę go rozładowywać.Henri. Pijemy kawę zmieszaną ze spirytusem.” Powtarza to ze starczym uporem całą drogę.Człowieku.” Ciskają ją na auto między trupy. i człowiek znika bezpowrotnie. A ty byś co powiedział? Milczę.Wzięło cię.” . Po chwili wraca. z opaską na ramieniu.Stój... szepce żałośnie: „Panowie.

Dusząc się . Jest głęboka noc. Wciąż umierają inni. Wymiotowałem. ma się siły do pracy. spóźniony seans tego samego filmu: strzelają serią automatu. o odrobinie snu wśród towarzyszy. rutynowani ludzie będą im grzebać we wnętrznościach. zgorączkowana. Światła migocą upiornie. Wasser! Luft!103 Znów to samo. Rampa jest mała. Zaświecił do wnętrza. nieruchoma. Z ciemności wynurzają się wagony. łapiąc głośno powietrze i wyjąc monotonnie. Będziemy wyładowywać kolejno. brylanty z macicy i kiszki odchodowej. ale jeszcze parująca. sztywno wymachując rękoma jak na gimnastyce. strzelił raz i drugi: została. A buty ci skombinuję. Tylko jakaś dziewczynka wychyliła się do pół ciała z okienka wagonu i straciwszy równowagę upadła na żwir. fala ludzi płynie bez końca. Na piersiach miał zawieszony przenośny reflektor. 103 Wasser! Luft (niem. Szarpnąłem z krzykiem i uciekłem.Dobrze. wreszcie podniosła się i zaczyna chodzić w kółko. Chce mi się spać. więc podbiegł do niej esman. Serce mi łomotało. . Poczęto otwierać wagony. Naraz obóz wydał mi się jakąś zatoką spokoju.Ausiaden! .Wody! Powietrza 22 . piskliwie. Wydaje się tym ludziom.. Góra ludzka zapełniała wagon do połowy. Nie wiedzą.już im nie będą potrzebne. przechodzą przez pas światła i znów znikają w mroku. Działa na nerwy. Tylko uważaj. ma się ojczyznę. dławiło gardło. . okutym butem kopnął w plecy: upadła. w obcasach butów. coraz prędzej i prędzej. które zapobiegliwie ukrywają w fałdach i szwach ubrania. pieniądze.. Gdzieś warczą auta. reflektorami oświetlają drzewa. Będziesz tu cały czas siedział. którzy w nocy nie pójdą do gazu. aż znieruchomiała.Daj mi spokój z butami. Chwiejąc się przekradłem się pod szyny. potwornie poplątana. ma się co jeść. ale krąg światła jest jeszcze mniejszy.Co stoicie wy tak głupio? Wyładowywać! . Mdłości zgniotły mnie naraz. znów transport. chłodnym żelazie i marzyłem o powrocie do obozu. Byłem znów przy wagonach. . ogłupiała.rozległ się głos esmana wynurzającego się z ciemności. dom. słodki zapach. w zakamarkach ciała . że rozpoczynają nowe życie w obozie i psychicznie przygotowują się na ciężką walkę o byt. skulony pod wagonem. wagony uspokajają się. Chwilę leżała ogłuszona. podjeżdżają pod schodki upiornie czarne. mętna. na której nie ma siennika. że zaraz umrą i że złoto. dziewczynę. brylanty. samemu się jeszcze jakoś żyje. żeby cię esman nie złapał. o pryczy. Leżałem na dobrym. wyciągną złoto spod języka. Buchnął ciepły.) .. Chwyciłem rękę trupa: dłoń jego kurczowo zawarła się wokół mojej ręki. kopiąc nogami ziemię. Przydeptał ją nogą. wyjął rewolwer. Fachowi.i świsnął kijem przez plecy. Znów antreten.dostała obłędu.

. Zapowiada się pogodny. wódkę i listy z domu. marmoladą. człowiek przy człowieku.. Kanada objuczona chlebami. Transport sosnowiecki już się pali. konfitury i owoce. Gdy wracamy do obozu. która niezmiernie powoli przewala się przez niebo nad Birkenau i niknie za lasami w stronę Trzebini.śpiewają na całe gardło. fachowe. pachnąca perfumami i czystą bielizną. Parę dni obóz będzie żył z tego transportu: zjadał jego szynki i kiełbasy. Był to dobry.A jutro cały świat... . . Trupy porozkładane na rampie zabiera ostatnie auto.) . Mijamy oddział SS idący z bronią maszynową na zmianę warty. handlował jego złotem i tłumokami. 104 Und morgen die ganze Welt. podnosi się nad nami. jedna wola. ustawia się do odmarszu. do Krakowa i dalej. Kapo kończy ładowanie kotła od herbaty złotem.. Z krematoriów ciągną potężne słupy dymów i łączą się w górze w olbrzymią. Parę dni będzie obóz mówił o transporcie „Sosnowiec-Będzin”. niebo staje się coraz bardziej przezroczyste. Pan z notatnikiem w ręku robi ostatnie kreski.. Czarne postacie esmanów chodzą spokojne. W zabitych szczelnie skrzyniach odeślą do Berlina. dużo aut pojechało do krematorium. jajka.pada od czoła komenda. noc przejaśnia się. dopełnia liczby: piętnaście tysięcy. Usuwamy się im z drogi. Idą równo. Dużo. będzie chodził w jego bieliźnie. czarną rzekę.104 . Wiele wyniosą cywile za obóz. bogaty transport. fragm.Wyrwą im złote zęby. cukrem. (niem. na Śląsk.. jedwabiami i czarną kawą. klamoty są załadowane. To na bramę dla wachmanów: puszczą komando bez kontroli. upalny dzień. jedna masa.Und morgen die ganze Welt.Rechts ran! Na prawo! . Już kończą. Przywiozą papierosy. pił jego wódki i likiery. gwiazdy poczynają blednąc. pieśni hitlerowskiej 23 .

równając pługami ziemię rwaną przez bagry105 i podwożoną z dołu przez szeregi wagoników pchanych przez ludzi. popękaną ścianę rowu lub siadałem na umiejętnie podłożonej łopacie. Dalej na zboczu. że Norwegowie. lepkiej gliny. a pod nimi białe. On dziabał kilofem miękką ziemię na kaszkę. a nie . o różowych żyłach końskie buraki. że niby nic nie znaczy . Było tam niebezpiecznie. jeździły olbrzymie traktory. gwarno i tłoczno. patrzył spod nasuniętej na uszy i czoło furażerki w dolinę jak na dno wanny. jakby w rowie był 105 Bagry (z niem. który ciągnął się nieprzyzwoicie blisko pola buraczanego. kupą na dworcu i zagnano na dno wanny poprawić rów. taki rów. między niespodziewanie żywotną rzeczką a szosą przecinającą w poprzek dolinę. Z daleka wyglądało to tak. jako że do wodociągów ściany kazano nam kopać prosto.pogłębiarki 24 . nosili podkłady i szyny. widziało się prawie że dosięgalne zielone. Czym prędzej więc zabrano nas do noszenia szyn i wyciągania poplątanych prętów stalowych leżących. którym polecono w rowach układać rury na wodociąg. O kilkadziesiąt metrów na lewo. opierałem się o wilgotną. Kiedy on się kiwał. przyczepiony leniwie do kilofa. zaczął się podczas deszczów obsypywać. Pole ciągnęło się zboczem pod górę i urywało się pod ścianą czarnego lasu. Na dnie wanny kopaliśmy rów. Sterczała z niego jak kopia śmieszna tyczka długiego.rzekłem do Romka. rozsiadł się drugi post i owinąwszy się szczelnie w lotniczy szary płaszcz. a ja wyrzucałem ją końcem łopaty na grzbiet nasypu. Wychyliwszy się za brunatny nasyp świeżo wyrzuconej. co im w Polsce napsuł. Kiedy ja się kiwałem. przewidująco wykończony w dobrych czasach. leżało pole zasadzone burakami. a nawet grozić całkowitym zawaleniem się. Ludzie pchali lory. wymrą solidarnie co do jednego już po pierwszych dziesięciu kilometrach. Pracowaliśmy na spółkę od chwili założenia tego parszywego obozu na skraju małej łączki pod jednym z wirtemberskich wzgórz i doszliśmy w kopaniu rowów do niejakiej wprawy.na sago. mięsiste liście. pod które grunt dopiero równał traktor. Rów. od dwóch lat odrabiającego w obozach Niemcom to. Bagger) . pod rachitycznymi śliwami. jak Bóg zdarzył.ŚMIERĆ POWSTAŃCA Obok rowu. strząśniętych przez wiatr śliwek.Pomyślałbyś. on przejmował moją funkcję podpierania rowu. . nie przewidziawszy. tam gdzie las schodził w dół kępami młodych wierzb. rozparte w mokrej ziemi. byłego dywersanta spod Radomia. Na skraju lasu stał post. rwali płatami murawę na zamaskowanie budynków.jak to się mówi . podobno duńskiego karabinu. za wąskim pasmem łąki. rozmazanego w rzadkiej mgle. kiedy świeciło słońce i pełno było pod drzewami dojrzałych.

Ochotnicy.i została nas połowa.dodał zgryźliwie i zakończył przekleństwem. Sami chcieli. powstańców. i tyle. pod koniec wojny dobrowolnie lager przyjechali budować. gdzie pracowała reszta naszej grupy. na okrąg. . . jakby wypłowiałe oczy i dobroduszną. Miał niebieskie. czy i połowa żyje. żeby się kłócili o politykę. bo wywieźli pięćdziesiąt trupów w skrzyni. Musieli dalej odejść. A wiesz. nabrzmiałe deszczem obłoki.wskazałem głową za zakręt rowu. jakeśmy zaczęli kopać. trochę deszcz popadał.Wykopaliśmy rów. to mów od razu. ale za to gorliwie i bez odpoczynku.Nawet słońca nie widać . jak ci tam od powstania. trochę się rów osypał .Pewnie już cały rów uprzątnęli. to nie szkoda mi wcale.Nie dwa. że truponosy dostali wczoraj po dwa bochenki chleba. będzie deszcz? Skulił się pod ścianą we wnęce po przezornie oddziabanej glinie. Chłop w chłopa. ale w dole było zacisznie.Osypał się. trochę słońce poświeciło.zauważył zmartwiony. A z tych tam . . Popatrzył po horyzoncie. tych tam. Nad rowem szedł porywisty jesienny wiatr i pędził górą niespokojne.odparłem lekkomyślnie.jeden człowiek. Przy łopacie i kilofie ujdzie jeszcze wytrzymać. Myślą. rów. Było tam sucho i jakby cieplej. Co to niejedno już widzieli.podtrzymał rozmowę Romek. Jak go poprawimy.Albo to pierwszyzna dla nas? A popatrz.Frajer deszcz . Były dywersant podniósł się z wnęki i pochwycił za kilof. . . bo coś nie słychać. że rów? . . 25 . . a nie tak. .A bo co. bardzo przychudzoną twarz o silnie zarysowanych kościach policzkowych. że majster Batsch da któremu skórek od chleba. .Aby nie do noszenia szyn albo podkładów.to nie wiem. Dlategośmy wczoraj tak długo na apelu stali. który pracuje wolno. Starają się od rana jak głupi.Jak myślisz. jak ty mówisz. . Ja im nie kazałem tutaj przyjeżdżać. U nas zupa była już zimna na bloku. Machnąłem w milczeniu parę razy pustą łopatą i przytrzymałem osypujące się z nasypu grudy. Ale jak chcesz coś powiedzieć. Mówili. wysiedzianych po nie byle jakich obozach. to pójdziemy dalej mówił.tylko każdy trupiarz dostał po pół bochenka i trochę margaryny w nagrodę. Umiejętność prowadzenia rozmowy i przewlekania jej przez cały dzień była prawie tak samo ważna jak jedzenie. kraj uprzemysłowić . A jeden Żyd to się utopił w błocie na środku obozu. nie dwa bochenki . ci tam od powstania . przedzielając rytmicznie słowa klapnięciami kilofa. to było nas starych równo tysiąc ludzi. kiwnąwszy się bez zapału na kilofie.

bo cóż winni są spokojni wieśniacy z Wirtembergii.obecnie. Rzecz polegała na tym. . da! Nie bój się. w pasiaki. żeby z kamienia robić olej? Już i tak wycierpieli dosyć. in.A pewnie. aczkolwiek z pewnymi indywidualnymi odchyleniami. nerwowego jak ryba na haczyku kapy. którą nałożył na siebie. umie podbechtać do pracy. lecz z drugiego.Przynieś ze dwa. niech czeka na skórki. jak esman Żyda 106 Armia Pracy Todta (Organisation Todt) . więźniów z obozów koncentracyjnych 107 Zur Zeit (niem. że zjechała na ich ziemię niespodzianie banda więźniów i rozłożyła się małymi lagerkami od Stuttgartu aż do Balingen. Głupich nie brak. i dziki czosnek. któremu z nudów nadarza się czasem kogoś postrzelić. a zje kawałek skórki potwierdziłem skwapliwie. może coś się skombinuje. jakby to była kiełbasa! Ma on swój system. i chyłkiem polazłem wzdłuż rowu między kałużami z ostatniego deszczu. szczęść wam Boże w pracy . Umie dać szpilę. powstaniec.Panowie. inny jeszcze posłużył się papą. nie ubabrała się w błocie. Ja tam wolę mniej zjeść. a dopiero da ci.Narobi się taki jeden z drugim za cały bochenek. porachuje. . Za zakrętem rowu. żeby. a jeszcze więcej po narzeczonych nieobecnych autochtonów przebywających zur Zeit107 na froncie. a zieleniny nawpychać się musi. Tylko nie daj komu.ostrzegł Romek.A wy. Za rwanie bowiem buraków groziły niedwuznaczne sankcje. Ale uważaj na kapę. Czego on nie je! I mlecz. świetna ochrona od deszczu i wiatru. nasz Chorwat dobrze popatrzy..Chyba pójdę po buraki. no i posta. Budowała obiekty wojskowe. padając. byle dużo.) . Zjadłoby się trochę. że trzeba było rwać buraki nie z pola leżącego pod nosem.hitlerowska organizacja budowlana. innemu wystawała spod marynarki torba cementowa. Wetknąłem uważnie łopatę w ziemię. a nic nie robić. ubrana jednolicie. że on wy kituje. Kto chce zdechnąć. głupi. Ja wczoraj przyniosłem i przedwczoraj. teraz 26 . niby nie bije. wrzasku pchających naładowane ziemią wagony ludzi. pracowała grupa starych panów z powstania warszawskiego. a żołnierze i majstrowie z Armii Pracy Todta106 grasują z upodobaniem po ogrodach i sadach.A jakże. Twoja kolej teraz. w pewnym oddaleniu od nas. moglibyście zdjąć tę papę z siebie. Jeden wpuścił marynarkę w spodnie. kręci się tam przy bagrze . no nie? Akurat dobrze. poryto im paskudnie łąki.Gdzieżby tam! Stary na pewno przyjdzie' On przecie chleba woli nie dojeść. . a ty. a skórkami mami. . wydawszy otwory na głowę i ręce. . że dygaj. i pietruszkę z łąki. przepuście mnie. pracuj.rzekłem układnie. Ja ci mówię. bliżej traktorów. zajęto pastwiska pod urządzenia polowych fabryk. . wykorzystując jako siłę roboczą m. . Nie widzieliście wczoraj. bo majster na wieś poszedł.

jak ja witki plotłem. co ją znalazł u niego? . Trzeba się trochę ruszyć koło siebie.A czy ja jestem Żyd? Żydów to tam mogą tłuc. to nie u mamy w domu. tobyś też tak wyglądał jak my . Już i tak wyglądacie jak półtora nieszczęścia. . to myślicie. pan idzie po buraki? .Tylko nie jestem wzwyczajony do frykasów jak wy z Warszawy. stary . Nie wpadło mu natomiast na myśl wpuścić spodnie w owe eleganckie niegdyś trzewiki.oburzyłem się szczerze. proszę pana. . niż gdybyście pajdkę chleba zjedli. 108 Niemnożko (roś. że co? Że wytrzymacie? Wwalą w skrzynię i wywiozą.Sprzedałem wczoraj miotłę blokowemu z waszego bloku i za to dał mi miskę zupy. . a nie Aryjczyków.rzekł rozsądnie stary. czy co? . to mu się nie bardzo chce żyć . Jak się otrzecie z błota i poruszacie się niemnożko 108. stary.Ej. Były one grubo oblepione błotem. i tyle będzie z was. jakbym miał trzy koszule. A jak człowiek głodny. Dostanie pan durchfallu i wykituje pan w try miga.szanować się nie umiecie. jakby ten kawałek nasiąkłego wilgocią płótna z pokrzywy mógł go ogrzać. Nie lepiej to przeżyć? . .troszkę 27 . to co? . gdzie wam wszystko podadzą. .rzekłem z pogardą .Jakbyś pan zjadł tylko liter zupki na wodzie i pajdkę chleba. Zresztą martw się pan o siebie. Czyja wam broniłem robić miotły? Wyście sobie wygodnie w południe leżeli. dawnym. proszę pana.zatłukł za słomę.Przyniósłbyś pan jednego dla nas. przecie obóz to nie pensjonat. niegdyś eleganckich trzewików.No? A jak po buraki. Pracowaliśmy wszyscy koło wikliny.przerwał potok mej wymowy ten w nakryciu z papy. I szanować się umiem. A jak będziecie tylko buraki jeść i jeszcze co dzień papierosa kupować za pół miski zupy. Ja też.Albo ja więcej jem od was. jeszcze warszawskie. . która wystawała spod kusego kołnierza postawionego sztorcem.A kto wczoraj menażkę zupy z naszego bloku wyniósł. zeschniętym.) . . . trochę się ochędożyć. to wam od razu więcej zdrowia przybędzie. Marynarkę przepasał grubym sztukowanym sznurem i wypchał się grubo słomą.Kiedy się. jeść chce. Przyjrzałem się dokładnie staremu muzułmanów!. jak nie ty? Może powiesz: nieprawda? . to byłbym taki mądry i chodził bez papy. i gęstą mazią nowo nabytej gliny.Burak szkodzi na żołądek.zapytał mnie ten od utytłanych.Panie.

Dywersant dziabnął kilofem w dno rowu. . i obrał starannie buraki. poczułem się nieco raźniej.Panie. jak jesteście starzy i boicie się. ale prócz pękatych. a w ścianie rowu wykopano dwie płytkie dziury. bo pan jest młody! .Ludzie. popełzłem ostrożnie między buraki. Tuż przed zakrętem nasyp nad rowem był usunięty. . zostawcie mnie w spokoju! . wsadziłem oba pod marynarkę i trzymając w ręku parę liści jako osłonę przed wzrokiem kapy albo posta. że cała marynarka obłazi mi błotem. kiedy przechodziłem koło nich. . Oczyściłem marynarkę i spodnie wyjętą z kieszeni drewnianą łopatką. z Oświęcimia. . Jakbym ja się bał. toby już dawno trawa po mnie rosła! . Albo ode mnie blokowy weźmie? Woli dać zupy za darmo któremuś z was.odpowiadam rozdrażniony i biegnę do buraków. ty sukinsynu! . bez pośpiechu poobrywałem liście i wyważyłem ją z ziemi. Na oko wybrałem najgrubszą bulwę.zawołałem prawie że z rozpaczą..krzyknął za mną nieprzyjaźnie pan w nakryciu z papy. Byłem trochę podniecony i oddychałem jak zgoniony pies. to po co się starać? . Przecisnąłem się do byłego dywersanta. ja też jestem taki mądry.To zdychajcie. Zdobyłem tedy jeszcze jeden burak. Wyciągnąłem buraki spod marynarki. zakryty po trosze buraczanymi liśćmi. w których stopa znajdowała oparcie jak ulał. te. to i tobie wszędzie dadzą drugą miskę zupy . Tutaj. daj pan kawałek .I tak nikt nie patrzy.powiedział bardzo rozumnie. daj pan jednego. przyciskając do brzucha obrzydliwie wilgotne buraczane łby. 28 . trzymając się rękojeści kilofa. .Tee. wilgotne ściany i odetchnąłem z ulgą.To się udław.Kiedy panu łatwiej. Wsadziwszy nogę w zagłębienie i chwyciwszy się palcami krawędzi rowu wy-dźwignąłem się z wysiłkiem ponad rów i nie zważając. Jakieś sto metrów dalej rów skręcał ku czarnemu kwadratowi ziemi tarmoszonej przez traktory i bagry. oskrobałem bardzo starannie ręce i buty i przytrzymując buraki pod połami marynarki szybko podyrdałem do swoich.A idźcie sobie urwać! Tam rosną buraki dla wszystkich! Co to ja jeden jestem? .namawiali mnie powstańcy.rzekł ten od nakrycia z papy. . klnąc siebie za niepotrzebną zwłokę. biało-różowych buraczanych łbów nic innego nie umiałem dostrzec. wykopał mały dołek. wyjął z zakamarków odzienia rzecz nieocenioną: scyzoryk. Romek kucnął sobie w rowie. wrzucając łupiny do dołka. Oglądałem się za rzepą.Jak posiedzisz parę latek jak my wszyscy. począłem wycofywać się do rowu. Wreszcie wsunąłem się między spękane.

proszę pana? Bo ja się trochę na wędlinach znam .Idźcie. . jakoś tak się ta wioska nazywała.rzekł Romek. niegdyś eleganckich trzewikach. bo trochę ciemno. nie nadające się na wybredniejsze podniebienie części. a kiedy nie odchodził. jak mnie zaraz Niemcy wywieźli? .Jakiej kiełbasy? Wiadomo. piekącą słodycz sacharyny i rozchodziło się od nich nieprzyjemne zimno po ciele. do roboty i starajcie się dalej. idźcie.wlazł przez okno do chałupy. powiada baba.odrzekł opryskliwie Romek. baba w krzyk za nim? Akurat! „Takie owakie . zaklepując łopatą dołek z obierkami.bo w spiżarni u starego tośmy taki .Rozumiesz.A ma.Jeżyny czy Dzierżyny. nie mogąc oderwać oczu od chrupanych przez nas nonszalancko plasterków.zawyrokowałem. niedaleko od Radomia . trudno. . z nie mniejszym nabożeństwem śledząc krajanie buraków. czego się nie robi dla Ojczyzny.rzekłem drwiąco. Miały nudną. z nabożeństwem wysłuchiwał historyjki dywersanta.rzekł niespodziewanie stary w zabłoconych.powiada ..wieniec kiełbasy zafasowali. i to bardzo dużo . leży sołtys z babą w łóżku i nie chce wyjść. Dlatego jadło się je ostrożnie i małymi dawkami.partyzanty jedne. mówi Wilk. w poduszkę. który natychmiast schowałem do kieszeni . 29 . nie bądź pan taki. i ja.zatoczył ręką nieprawdopodobne koło . Podszedł do nas po cichu i oparłszy się na łopacie. . rozglądam się.Panie. aż pierze pod sufit poleciało. to wam majster Batsch może skórek od chleba da . Człowiek w trzewikach ze starczym uporem tkwił wciąż nad nami. Ale on nic. „Chodź na przesłuchanie”.Chcielibyście tylko. żeby ktoś za was tyłka nadstawiał jak w Warszawie.dywersant podał mi pokrojony na części burak.Ale co ma sołtys do buraków? .Jakże j a mogłem walczyć w Warszawie. czekamy. Zwykłej wiejskiej kiełbasy z czosnkiem .Trzeba było urwać sobie . aż się załatwi. A sołtys milczy ze strachu. To sobie możecie wyobrazić! Podał mi plasterek buraka i odkroił sobie drugi. Myślisz. Wal. Wywaliliśmy na spółkę w chłopa.Słuchajcie no. wycinając z buraków żylaste. Włażę. . prawda? Sami to się boicie? . rozmiesz. raz poszliśmy robić jednego sołtysa. stary.A jakiej kiełbasy. mówię. tylko mnie woła. .Na pewno lepsza od tych buraków.mówił. daj pan kawałek. „Ja go nie puszczę. . Obstawiliśmy chałupę na olaboga i Wilk we wszystkich opowiadaniach Romka Wilk grał pierwsze skrzypce . .Bujda wszystko . dodałem zniecierpliwiony: . poduszkę i pierzynę mi do cna ino zmarnowali!” . że nie serdelowej. . przesłuchaj ta go w łóżku”.

Ale ty byś od razu zjadł. prawie sine łydki. I zieleniny. Trzeba było od razu wyciągnąć chleb. Wreszcie Romek wyciągnął z kieszeni dwie przyduszone. uznania i zazdrości. Nogi was nie bolą? .Trzeba mieć.dodał z mieszaniną pogardy. 30 .. stary. Jak dojdzie od nóg do serca. odszedł w pośpiechu za zakręt rowu. Dywersant gmerał obojętnie kilofem w ziemi. który zebrawszy kawałki buraka w podołek. a drugą ręką chwycił się pod bok.Gdzie tam. .Widzicie. Nie można nic pić. Dajcie prędzej. Takim burakiem to człek przynajmniej kiszki napcha. Że też wy od rana umiecie dotrzymać . a potem opowiadać dyrdymałki. . jak błyskawicznie i fachowo oceniłem. następnie wyjąwszy z kieszeni kawałki buraka.rzekł dla zasady Romek. Znalazłem śliwki. także nie jeść. cierpliwość i umieć donosić żarcie do czasu. nic. żebyście nie marudzili.Dam wam kawałek chleba. Poczęliśmy obaj żuć. Pochyliłem się i nacisnąłem palcem skórę. tak z pół pajdki rannej. Za dużo w nich wody. jak trzeba. chorobliwie białe. . stary. Co dzień z wami to samo. Z chytrym uśmiechem rzucił mi jedną. Żebym to ja tak chleb umiał dotrzymać. poskładał je do kupy. Chwycił chleb. żeby bolały. A wy zjadacie całe główki. podciągając do góry zabłocone nogawki pasiaka.. ma się rozumieć. z fantastycznie poskręcanych szmat i ścierek wyłaziły obrzmiałe. Wtedy Romek sięgnął do wnęki. i wręczył je staremu. zwiędłe śliwki. Stary krytycznie spojrzał na łydkę. aby unaocznić. Z utytłanych w błocie.Widzicie.rzekł z ożywieniem stary. buraki szkodzą na żołądek. a buraka to chcecie za całą rękę . .Ale niech tam już będzie. A wy buraków chcecie.powiedział bezdźwięcznie i wyciągnął z kieszeni omotany w brudną szmatę chleb. tylko woda. nie nadkrojony burak. bo do roboty trza. A wiecie dlaczego? Woda. palec włazi w ciało jak w wymieszone ciasto. uważnie mieszając chleb ze śliną i połykając bez pośpiechu. Złapałem ją w powietrzu. nawet kawy.stary. jak chodziliśmy po narzędzia rano do budy. podzielił go sprawiedliwie na dwie równiutkie części i podał mi jedną. ale za całego buraka . położył go we wnęce. a potem podniósł na mnie oczy bez wyrazu. ciągnąc za sobą łopatę. . . Gadamy i gadamy. Nie imponowały mu byle jakie opuchnięte nogi. . że kantu nie ma i że to rzeczywiście cały.Ano.Chleba dajecie za paznokieć. wyjął chleb. a tam inni za mnie kopią. Dywersant oparł się na kilofie. uważasz. zawszeście jednakowi. to wtedy kaput. tylko mi trochę opuchły . niegdyś eleganckich trzewików.

dodałem. przerzynając na ukos łąkę. . pozwalając mu w rowie opadać własnym ciężarem. krusząc resztki grud upadłych z nasypu. Był to wielki specjalista od instalacji wodociągowych. Od lasu kładł się biały pas drogi.odpowiadam zgodnie. którzy najgorliwiej pracowali. O swoich ludzi. a ja podpierałem wnękę. tego ani złodziej nie ukradnie.mówię w rozmarzeniu. Taki.Nigdy nie umiałem podzielić. Grunt to nie narobić się. A tutaj porcje także od razu zjadam. organizator wszelkiego jedzenia po okolicznych wsiach. mamrze się zjedzeniem . myśląc o odbytej tylko co transakcji. gmera. nawet przez oświęcimiaków nie dościgniony. Rów był wąski. w której wydawało się nieco cieplej niż w gołym rowie. Z jednej strony rowu wznosił się nasyp. poniżej dna wanny.. niknął we wsi i wypływał wraz ze śliwami. Chwyciłem łopatę do rąk i począłem z energią wyrzucać okruszyny ziemi.Zacząłeś coś mówić o rowie przedtem. Z daleka. . może dlatego że nad rowem szedł wiatr. podniósł kilof wysoko ponad brzegami rowu. ani na podatki nie wezmą. Od nas widać było czub kościoła. to mleko skondensowane od razu wypijałem . Śliwy dochodziły aż do wsi leżącej zupełnie w dole. niedawno założony obóz.I warszawski . To żydowski system. Należało rozmawiać cały dzień. dbał.zagadnął. a tu było trochę ziemi nad głową niby dach. Widziałeś mnie kiedy. za nasypem szło pole buraków. Co w żołądku. On kiwał się na kilofie. . i przestać cały dzień przy łopacie. wtedy człowiek tracił 31 . Wilgotna ziemia pachniała trupim zapachem gnijącej trawy. noszenia szyn i załadowywania worków z cementem oraz świetny. gdy milczenie przeciągało się niebezpiecznie.prędko zdechnie. .Naturalnie. jak w Oświęcimiu dostawałem paczki. a dalej traktory.Najlepszy system to nie nosić jedzenia w kieszeni. Z drugiej strony była łąka.Wiesz. odcinając się od mokrej zieleni trawy jaskrawą barwą munduru Armii Pracy Todta. . ale niedużo. Wbił kilof w ziemię i oparł się o ścianę rowu. który wznosił się w środku wsi nad wodospadem wezbranej w jesieni rzeczki. ale nieproporcjonalnie głęboki. w którym w przeciągu dwu miesięcy umarło trzy tysiące ludzi. ani ogień nie spali. zdaje się? . łańcuch wart i las.I warszawski . Były dywersant wziął kilof i odsunąwszy się ode mnie o dobre parę metrów. co dzieli. schodził z drogi majster. . Znów bez porozumienia wróciliśmy do dawnego systemu pracy. Oto zbierał codziennie od swoich kolegów skórki od chleba i rozdawał je tym. że bym zjadł . troszkę kawy popić. a miał nas dwudziestu.zgodził się były dywersant. na której gdzieniegdzie rosły dzikie śliwy. Dalej wspinał się po stoku wzgórza młody świerkowy las. oraz czerwone dachy domów schodzących coraz niżej. Za lasem leżał nasz mały. żeby na kupie nie stać. żebym miał chleb przy sobie? Raz-dwa zjeść.

nazwoziliśmy wapna.majster stoi nad rowem.krzyknął do mnie. albo będziesz grabił oburącz. gdzieś pod Beskidami. A jak przyjdzie zima. . a nawet. machaj kilofem . nie? A może chciałbyś już tak do końca życia . Kują w nią tam na Zachodzie. Przyłóż ucho do ściany. uczciwe łopaty aż na sam czub nasypu.Kapo. kują. a posłyszysz. szyn. prawdę powiedziawszy. ale teraz . do dziecka.i znów machnął kilofem. którzy umieli po niemiecku. gdzie się da.. co kapo bowiem. w kółko. gorszyło.rzekłem ostrzegawczo . . nie widzisz? Udając. już się dosyć nawojowałem po świecie. . Jeszcze się człowiek jakoś trzymał nadzieją. raz w Wirtembergu. Za zakrętem.rzekł ostro dywersant .do kogo? Może też gdzieś tak dołki kopią. Na pewno będzie ci lepiej niż teraz. dbając usilnie. że go nie dostrzegamy. pracowaliśmy gorliwie. Brzeg żołnierskiego płaszcza miał ordynarnie zabłocony.. bo w co będziesz wierzył? Co tu mówić. tak się gmera. coraz to któryś z kumplów umrze. bracie. raz na Śląsku.Nie gadaj. .Pogadajże coś! Jak to było? . Śmieszyło to bardzo starych oświęcimiaków. jak te nasze powstańcy.Bo to. żelaza i czego tam jeszcze. I końca nie widać. że wróci. Przez ten czas u nas wymarło trochę ludzi.Ja tam nie myślę o tym. widzisz.. doły. . cegły. zatopieni na niby w rozmowie. i tak. kapo . popatrzył jakby z niezmiernej wysokości i poszedł powoli nad rowem. ten od 32 . cementu.poczucie czasu i nie miał okazji do snucia destruktywnych marzeń o jedzeniu. to myślisz. co będzie . że będziesz umiał żyć? Albo będziesz się bał wiecznie nie wiadomo jakich strachów. Wywalałem pełne. postękując z wysiłku. aby błysnąć nim nad rowem.Machaj. ja tam od rana myślę o jedzeniu.i zaśmiał się urągliwie.chodź no tutaj! Dlaczego ten człowiek leży na ziemi? Dlaczego on nie pracuje? Majstrowie nazywali kapami wszystkich. to kapo. Podbiegłem rowem. założywszy ręce do tym. .i co? Coraz głodniej i zimniej.. Chcę wrócić do żony. zbudowaliśmy kolejki . . to znów nowych przygnają.grunt. pokopaliśmy rowy. na dnie rowu. Ale nawet gdyby nie. co to się w powieściach czyta. jak ziemia huczy od artylerii. siedział skulony stary. stanąwszy nad grupą powstańców . I coraz częściej pada deszcz. błyszcząc czernią wysokich butów.Już od miesiąca tak kują. aby dzisiaj przeżyć. Ale tak do syta chleba i grubo masła na chleb. to znów na granicy szwajcarskiej. kopie Niemcowi na pożytek. I to nie o jakichś tam wspaniałościach. Majster Batsch postał chwilę nad nami.

ten od nakrycia z papy.) .dopowiedziałem pośpiesznie . verstehen?109 . . że majster zrozumie po polsku. widać.Cóż to.Krank. rozumieć 110 Klauen (niem. . kucnął spokojnie we wnęce. prawda? . Musiało mu być gorąco.On kupuje co dzień buraki za chleb. ciężko chory. zaszkodziły? . jakby z krawędzi innego świata. ten od papy. Oczy miał przymknięte.nażarł się buraków i teraz dostał boleści w brzuchu. Towarzysz starego. że nie ostrzegamy. . Powieki drżały mu raz po raz. to zupełnie jasne . Mówiłem już raz. . że żaden post nie pójdzie teraz stąd? Coś pan.powtórzył z naciskiem. . ruszył się niespokojnie. że zielenina szkodzi. że my niedobrzy.rzekłem z pogardliwym lekceważeniem.On nie może tego potrafić! .zabłoconych. Ma czas do wieczora. Jego towarzysz z kilofem. 109 Hunger. bo jeszcze pana kto urządzi. wylazł z wnęki i stanął także w pozycji roboczej. On jest chory.zagadnął bez zainteresowania. i jęczał. . obrzucił mnie nienawistnym spojrzeniem i rzekł niezdarnie do majstra Batscha: .kraść 33 . . Majster kucnął nad rowem. Dywersant. chory . Co pan. buraki wam. Klauen110.Stary. to bardzo niedobrze. Na żarłoczność i głód trudno poradzić.) . stary. przecież on jest chory. ściskając rękoma brzuch. a niegdyś eleganckich trzewików. pierwszy dzień na komandzie? I zdejmij pan tę papę. bo rozpiął kołnierz. ale z daleka zaglądając więźniowi w twarz. . prawda? . W ręku trzymał spory pakuneczek owinięty w gazetę. może tego człowieka do lagru zaniosą.Powiedz mu pan. że majster był zajęty czym innym. Gdy chwyciłem za łopatę. w nadziei. Na przeraźliwie bladej twarzy starego powstańca pojawiły się rzadkie krople potu. to nie wie.No tak.Hunger. Znów później powiecie. dziecko. Majster Batsch pokiwał głową w zrozumieniu. Dopiero co przyjechał do obozu. I odszedłem do swojej łopaty.głód. . przyglądając się smutnie powstańcowi znad rowu.Buraki? Z tamtego pola.To pan jeszcze mało rzeczy widział na świecie. co? O. opierając się z wprawą na kilofie.zapytał. . nie wiesz pan.majster Batsch uczynił dłonią międzynarodowy ruch chowania ukradkiem do kieszeni.Chory? . korzystając z tego. troskliwie.rzekłem ze zdziwieniem. Słoma wylazła mu zza pazuchy i sterczała przed twarzą.zapytałem ze współczuciem. verstehen (niem.Ciężko chory? . proszę pana majstra.

to dobrze mu tak . tu znów im źle.rzekł energicznie Romek. 111 Volksdeutsch (niem. . Popatrzył z sympatią na naszą zgodę i umiejętną pracę i rzucił między nas pakuneczek owinięty w gazetę. bo jeść mało dają. aby błysnąć nim ponad krawędzią rowu. jak już zaczęli. dbając usilnie. i co trzeci chwalił się. Dorwali się teraz do robót jak chłop do wody sodowej. potem znów ten chleb i trochę buraka..Właśnie o tym myślałem .obruszył się były dywersant spod Radomia.Margaryna i ser . Pod wieczór tośmy sprzedali buraka Żydom.Dużoś zjadł dzisiaj więcej niż porcja? . . . Było pół pajdki na dwóch.Pewnie. Z rana porcja chleba i co tam było do chleba? .Nie mogłeś przyjść po mnie? . I z rozmachem uniósł kilof nad głowę. że na roboty.W Oświęcimiu krzyczeli.odpowiedziałem.Już niejedną setkę takich widziałem. bo musiałem zjeść w kuchni.) . . Przecie jak oni jechali do Oświęcimia. że oni nie są polityczni.zapytałem z żalem. Czarno widzę przed nim. . Jedzenie było tematem w chwilach szczególniejszych wzruszeń. to ich nikt nie pilnował. . potem parę śliwek.Nie. że mogli. Spuchłe nogi. Mogli bronić tej Warszawy. Przyjechali sześć tygodni temu i już chcieliby ze trzy miski zupy dostać! . aż ugięła się rękojeść łopaty.zapytałem zainteresowany.Nie pociągnie nawet do wieczora .pajdka rano. a teraz znów się obżarł burakami.. Myśleli.Co tam zjadłem .obywatel kraju okupowanego w czasie II wojny przez Niemców. Ja mu nie kazałem przyjeżdżać. Przez cały dzień nic. . Ze złości wywaliłem całą grudę ziemi na nasyp. A potem dostałem jeszcze zupy na kuchni. Pod naszymi nogami rozsypały się skórki chleba.Margaryna i ser. że ma wujka volksdeutscha111. durchfall. który w związku z pochodzeniem zadeklarował przynależność do narodu niemieckiego 34 .Wczoraj to zjadłem.podpowiedziałem. A dziś .rzekł dywersant. podczas gdy ja skwapliwie pochyliłem się ku ziemi.. Żeby tak jeszcze. Jak kto chce Niemcowi służyć. bo odnosiłem kotły.. Nad nami stał milczący majster Batsch.Co się będziesz martwił za tamtego. . .. A wieczorem jeszcze zupa za twoją miotłę.Znów jeden mniej. margaryna na trzydziestu kostka.ciągnął dalej . Urwał i chwycił za kilof. . nie? .

podobny z lotu do trzech zielonych gąsienic o pręgowanym. który wlókł się za Batalionem. zszarzał.powiedziałem.Batalion pomaszerował do kościoła na mszę arcybiskupią. słonecznym blaskiem i mięsistą. Dobrze spełniliście swój obowiązek wobec Ojczyzny. odziane w zielone rękawy odziedziczonych po żołnierzach z SS kurtek. gdzie wy jesteście. która wszędzie na świecie jest tam. a kroczył ufny w swą siłę i ochrypły śpiewem jeden zwielokrotniony człowiek. przybił gorliwiej beton pod wysmukłym. jednolitym zamachu. jaskrawą zawartość ludzi i bagażu. nakrapiane gdzieniegdzie jasną plamą wojłokowych chodaków. wesołych i chwalebnych przygodach Dyla Sowizdrzała i Lamma Pasibrzucha. skręcił ostro pod oszkloną niegdyś halą. Siedząc z kolanem przy podbródku na wąskim. jakby to maszerował nie Batalion. Oślepiająco kredowy wąż kurzu. które wytrząsały ze swego wnętrza. zacięcie wbijając w beton takt. wzbił się w powietrze i rozpłynął się w nim bez śladu. sfałdowanym grzbiecie i nieruchomym tułowiu. głucho. odgrodzoną od placu ostrym. twardym parapecie okna na trzecim piętrze jednej ze ścian studni i wygrzewając się nago na słońcu jak sparszywiały pies przeciągnąłem się sennie. mąciły wojskową jednoznaczność wyrazu. w której odbywały się do niedawna patriotyczne wiece esesmańskie. Tylko pstrokate nogi Batalionu. opowieść o bohaterskich. zwinął się u wejścia do hali. zelżał pod kupą bali. odwracając się do sali. . przypadł do ziemi i rozdęty przypadkowym podmuchem wiatru napęczniał. jak z worka z gałganami. przywalony drgającym słupem słońca. Wolno spać dalej. sczerniałą zielenią świeżo ciętych gałęzi. ociekających igliwiem młodych sosen. szedł Batalion i śpiewał. świeżo malowanym masztem.BITWA POD GRUNWALDEM I Po szerokim. żeby z kolei wystawić na słońce plecy. Ręce jego. Batalion. drew. . 35 . podnosiły się energicznie do pasa i opadały ku ziemi w gniewnym. zachrupotał wielonożnie po szkle z wybitych dokładnie szyb. urwał wpół słowa śpiew i wsunął się jak w tunel w mroczną czeluść hali. jak po dnie głębokiej studni wkopanej w kamienne ściany budynków. obszedł sztywno dziedziniec. minął kolumnę rosłych ciężarówek amerykańskich. zalanym słońcem dziedzińcu poesesmańskich koszar. ławek i krzeseł przygotowanych na wieczorne ognisko. pękł. ponieważ wiatr zarzucał nań jak na wędkę barwną szmatę narodową. ziewnąłem z uznaniem i odłożyłem na bok zorganizowaną w którymś z pokojów oficerskich książkę.Panowie żołnierze .

Cisnął książkę na stół i bijąc buciorami o kamień podłogi.dodałem patrząc obojętnie w przestrzeń. leniwe muchy i ciężko oddychali rozespani ludzie.Znowu sukinsyny gotują na węglu . . ale żeby kucharze żarcia z kuchni dla Żydówek nie wynosili. czy kucharz kraść zdąży dla Żydówki w ciąży . żeby nie kradli. Patrzy chorąży.A jak maszerowali? Jak wojsko? Bo na ćwiczeniach łażą jak muzułman po błocie odezwał się podchorąży Kolka. . kotły i wszystko. przez środek szły z gruba ciosane stoły.oficerowie na czele. Pod nie bielonymi ścianami. piętrowych łóżek. Olbrzymi i żylasty. na którym sypiałem. słonym potem nie mytych genitalii. świecąc muskularnymi węzłami ciała.wykrzyknąłem.Jak kto ma dyżur w kuchni. zamrugał ku mnie zaspanymi oczyma krótkowidza. po żołniersku śmierdziała zastarzałym. Od stóp do głowy pokryty był przyblakłymi wzorkami tatuażu. . który czytał niemiecką książkę o Katyniu. to nie . leżał w nim cały dzień na łóżku. nie zrzucał nigdy sukiennego munduru. . po czterech. hitlerowskie sentencje. a zamiast kapów . jakby je kto skrobał rozpalonymi szpilkami. jak zakurzony glinany talerzyk.rzucił od drzwi Stefan. nie mieścił się w skąpym łóżku. krzywo wyrysowana strzała. który spał przy ścianie od drzwi. 36 . zeskakując z parapetu. jeżeli dobrze zrozumiałem . chwała Bogu i Ojczyźnie.warknął gburowato chorąży. Na prawym udzie pięła się ku pachwinie gruba. który uczył się angielskiego i szeptem powtarzał słówka.Przez sześć lat w lagrze piątkami łazili. Plecy zagrzały mi się tak. gdy ją polscy prowadzą oficerowie ku chwale Ojczyzny . to co gotują w kuchence? Jasne. . i zdjąwszy rogowe okulary z nosa.Sala po prostu. zdobnymi w bogoojczyźniane. Krostowatą twarz zwracał nieodmiennie w stronę okna i patrząc bezmyślnie na mieliznę parapetu łapczywie wsłuchiwał się w śpiew i tupot Batalionu. a czerwony napis wskazywał nieomylnie: „Tylko dla pań”.To pan do mnie kij przytykasz. sypiąc za każdym poruszeniem fury słomy z przegniłego siennika na dolne łóżko. stały dwa szeregi żelaznych. czyściutkich slipach.Polska piechota maszeruje dobrze. a pod ich nogami wałęsało się parę taboretów bez oparcia i błąkała się bezradna jak zagubione dziecko emaliowana spluwaczka. to niech pilnuje.Jak mają kuchnię elektryczną. teraz odpoczęli dwa miesiące i znów łażą. że obiad dla oficerów. wysadziwszy głowę za okno. Uporczywie chodził w obcisłych. barłóg. podszedł do okna. Chociaż z okazji rozdziału niemieckich marynarek pokłócił się z oficerami i postanowił bojkotować wojsko. bracia. Niby wszyscy męczennicy z obozu. . W powietrzu bzykały cienko wypasione.rzekł. . dusił się od gorąca i bił podkutymi butami o żelazną poręcz. Uczyć maszerować to potrafią. co tam im trzeba dla nas.

Chorąży sztywno usiadł na łóżku. pociągając płaczliwie nosem. jak nożem uciął.zaszczekał chrypliwie Stefan i zmrużył złośliwie maleńkie. między rozwalonymi 37 . . Z dziedzińca zacharczała odjeżdżająca ciężarówka. Chwycił książkę. ludzie niespokojni. A jak ci się podoba taki kontroler. wychudzoną twarz do poduszki w czerwone maki. którą przyniósł z nocnej rajzy po bauerach. . aż dopiero z Podporucznika. ale złapie i gryzie. jedynego zresztą w tej sali. jak nie złapałeś. Pod kamiennymi ścianami koszar. co o tym wie i książeczki czyta z obrazkami? Jakby wlazł w tyłek Pułkownikowi.koledzy. którego omal nie utłukłem w walce o lepsze miejsce w wagonie podczas transportu do Dachau. Przebierał nerwowo palcami u nóg. Zmarszczyłem z dezaprobatą brwi. . toby nie wylazł. zadrgały mu spazmatycznie jak pyszczek zajączka. przewrócił z szelestem parę kartek i tępo wpatrywał się w fotografie grobów w Katyniu. a nie do garnka. uderzył głową o ostry kant górnego. wypukłe oczki. to won z wojska. . równe i białe jak u psa. zaklął ordynarnie na temat płciowy. póki się ciebie nie czepiam. Siennik zachrzęścił i słoma posypała się na dolne łóżko. znowu się wam bić zachciewa . zawsze głupi.zaskomlił. Zza wykrzywionych nerwowo warg zaświeciły zęby.Mało wam jeszcze. Podwinął pedantycznie wystający róg prześcieradła. pamiętał bowiem szpital z małego kacetu Dautmergen. nasz brat. „Nie będzie awantury” .Właśnie. Chorąży poderwał się na łóżku. panie chorąży. Kradną. Doleciały nagle strzępy jazgotliwego gwaru i umilkły. Podchorążak Kolka poruszył się z zainteresowaniem i wyjął pięść spod głowy. Chodził wzdłuż stołów wyprężony. Wolał zdechnąć niż pójść do szpitala.Nie czepiaj się mnie ty. Jednocześnie zaś chory Cygan. kradną! Nie szczekaj.I przytknął siną. ale do maszerowania na mszę. że was bieda bije? Ale nasz Polak. właśnie. Pan jesteś psem od łapania.pomyślałem rozczarowany i wychyliłem się przez parapet. Leżał nieruchomo. gryź pan. podniósł się z jękiem na swoim łóżku. poruszony nagłą ciszą. Naćpał się nie gotowanego mięsa baraniego.Hau. jakby był przywiązany do budy. pogładził się po rzadkiej i sztywnej siwiźnie i rzekł ze wstrętem: . Dobry pies nie szczeka. Pana trzyma Pułkownik na smyczy. . ozdobione parą wytatuowanych uszu i sinymi kropkami imitującymi oczy. na wąskich pasach zieleńców. Parsknąłem krótkim. wyskrobku bolszewicki. Chorąży powoli wstał z łóżka.O ludzie. cierpliwy jak chore zwierzę.Sutki piersiowe. hau . . pochwalnym śmiechem. Cierpiał od kilku dni na ciężkie rozwolnienie żołądka. A jak ci się nie podoba co. W łyżce wody chce utopić brata.

bo ustrzelą. żeby panu synka nie złapali. z małej. do którego puszczano za dobry marsz. panie chorąży..więzień. za niezłomność. delikatny dymek i drżąc cieniutką smużką rozpraszał się ukradkiem w powietrzu. aby wyschły. zardzewiałej na brąz rury wystawionej nonszalancko przez lufcik . A w środkowym skrzydle budynku.Pan chorąży pewnie na mszę grunwaldzką? .Uważaj pan tylko. Żeby chociaż nie kradli! Byłoby lżej.mruknął złowieszczo przez zaciśnięte zęby. Chorąży poruszył się niespokojnie na łóżku. Wyciągnął z szafki mundur i począł się ubierać. na świecie . bo nie umiesz się lizać. że wszystkim jednakowa dola. nad drzewkami i żywopłotem. człowieku: siedzisz zamknięty jak za Niemca. gdzieś aż spod strychu. a górą . A jak siedzieć? Jak komu syn barana przyniesie albo Niemkę przyprowadzi. wystawione na słońce. za karny meldunek.. Na parterze. 38 . bo kto panu da jeść? Pułkownik barana nie przyniesie. przez dziurę w murze nie wyjdziesz. jak głodno i do domu daleko. na drugim piętrze. mocno osadzonych w ziemi platanów. Wyżej. sapiąc z lekka przez nos. a także za Ojczyznę. Ale jeśli nie znajdę! . Przez cały czas patrzyłem spod zmrużonych rzęs na chorążego. usta drgnęły mu złowrogo. tam gdzie mieszkali prominenci.Nie. pełzały w górę anemiczne drzewka klonów i szczelnie krzewił się tuż nad betonem kwitnący czerwono żywopłot. które wonią zarażały cały dziedziniec. Za bramą.Ładnie jest. równo oszklonych okien. dołem tonący w soczystym cieniu. z pięter. za sprzątnięcie korytarza. szedł rząd weneckich. Zacisnął wargi i patrzył w ziemię.w słońcu jak w złotej farbce.westchnąłem z udanym smętem . Ale do czasu.Häftling 112 .stertami gnijących śmieci. do czasu. .Znajdziesz. wiadomo . . A ty? Siedź.zanucił Stefan. której pilnowali obcy żołnierze. Tam właśnie był świat. w wielu szeregach bliźniaczych okien zwisały ze sznurów strzępy różnobarwnej bielizny i kręciły się na szpagatach świeżo malowane drewniane kuferki. panie podchorąży. ciągnęły po autostradzie kolumny aut.. Z parteru. barwne letnie sukienki migały wśród bujnych. .snuł się cichutko niebieski..zapytał obojętnie Kolka z drugiego końca sali. ciekł nieustannie wąski strumyczek rowerów. Pójdę na kuchnię sprawdzić. .. tam gdzie były kuchnie Zgrupowania Wojskowego Allach.ale cóż. bracia. . Ale nie powiedział nic. 112 Häftling (niem.) . darły się chrapliwie niezmordowane radia.. za lojalność. znajdziesz . przepustki ci na świat nie dadzą. to może siedzieć.

Da i bez tego. i trochę Boga. Na czele posuwał się Pułkownik. co to wiesz .dodałem rzeczowo . coś mu widać po kaznodziejsku tłumacząc. Polska.ukłoniłem się w stronę chorążego . Za nimi.bohaterstwo i Ojczyzna. Dopiero generalicja podąża godnie i w ordynku na świętą mszę. mnie się chce jeść. a nad generalicja polata dym i zapach gotującego się dla niej obiadu. mucha bzyknie. głupi! . Ciskał rękoma ku Pułkownikowi. A myśmy mieszkali gdzie indziej. A nie chciałbyś zobaczyć Arcybiskupa? .A ty. - 39 . sterczące włosy lśniły jak sierść psa. obficie posypanych narodowymi barwami. jak gromada niesfornych dzieci za nauczycielem. Zresztą .. Może pójdę do teatru. . Podobno na ognisko niespodzianki szykują. moje zbyt tuzinkowe dla niego.Idź na mszę .Że też ich Niemcy nie zdążyli wybić! . . pętało się nie zróżnicowane stado zielonych i czarnych kurtek.a wszystko widać jak w teatrze. . nad którymi podskakiwały krasne głowy w furażerkach. Tadziu . Czarne. dla Polski.Odchylił się od parapetu i płaską dłonią plasnął się w czoło.Nie chce mi się. w mundurze skrojonym przez miejscowych krawców na angielską modę z koca koloru przywiędłego liścia. A co ciekawego na mszy? .Do końca świata już tacy zostaną.Mamy tak różne doświadczenia życiowe! On całą wojnę był gdzieś tam w wielkim świecie.Idź na mszę. miło się z sąsiadami pogada . On na pewno jest syty. Może da ci gulaszu? Gulasz dziś na obiad. gestykulujących rąk. . a obaj sobą troszeczkę pogardzamy. Byle z daleka od niej mieć dwie miski zupy! Jaki ja byłem głupi. Co dzień mi zupy daje. może o wywrotowych fermentach w Zgrupowaniu Wojskowym Allach.Na dziewczynki byś popatrzył. Jego gesty będą niezrozumiałe dla mnie. . mnie byś opowiedział. panu Redaktorowi napisał do gazetki. Polsko.jeszcze go nie ma. A Grunwald? Albo mi tu źle na parapecie: słońce przypieka.nie pójdziesz na Grunwald9 .podchorąży Kolka przełożył nogi przez poręcz łóżka . On na dzisiejszą uroczystość patrzy pod kątem Polski .Stefan oparł się w zadumie o parapet i patrzył ze złością na dziedziniec.ja gulaszu i jutrzejszej postnej zupy.namawiał leniwie Kolka. energiczny krok. co to brukiew.rozłożyłem ręce z emfazą. Obok ciągnął Major owinięty w dziewiczą zieleń niemieckiego munduru oficerskiego. jaki głupi. Zapuścił ręce w spodnie i czochrał się z zainteresowaniem. . Widziany w silnym skrócie Pułkownik podobny był do masywnego kloca o polerowanej słońcem głowie i sztywnych nogach. pluskwy i flegmony...Cóż jest między nami wspólnego? . sunął bowiem godnie i prosto i z wysiłkiem markował wojskowy.

zbratanie ludów. jakby zdechli . Wtedy korzystając z okazji zadeklamowałem patetycznie: Ustalają się hierarchie. brat poznaje wreszcie brata. szonungowym bloku115. fleger z Birkenau. wyżebrał od kogoś trochę pszenicy. rozumiesz. Tu. z którego zupa kotłami. karmiłem. tylko młynek i placki piec. niech mi tylko zjeść co dadzą 113 Laufer (z niem. nadstawiałem się za nich.odmiana komando. czyste koce. wsie naokoło palą się. artyleria esmańska w obóz. . szał.młynek. . ja mogę już do służby. grupa więźniów pracująca poza terenem obozu 115 Szonungowy blok (z niem.A pamiętasz . I już taki ważny się zrobił jak.nic. wreszcie blokowy na najbogatszym. że uratował życie paru polskim oficerom z powstania. potem laufer113 i pipel osmański na małej komanderówce114. Jak kradłeś. owoców i mięsa dla blokowego. chłopcy poszli na rabunek z nożem. usiadł na pryczy i .byliśmy przecież w jednym obozie. jakieś kobiety posmażyły się. trzymałem tę hołotę na bloku.goniec 114 Komanderówka . blokowy . Podniosłem obie ręce do góry.opiekować się. że nie dość szybko ustąpiłem mu z drogi. a dla nich co najwyżej . świat się przewala..jak w Allachu Pułkownik? Przynieśli mu młynek od kawy.przerwał ostro podchorąży Kolka. chronić) . więc się poczuł silny władzą Ja. . Stefan umilkł speszony. Drugą miskę dostał zupy.blok dla ozdrowieńców 40 . Amerykanie przychodzą. którzy dziś nie chcą mu dać do syta zupy tytułem rewanżu.ciągnął w rozgoryczeniu . były kolega.Nie chwal się. aż Stefan odwrócił się do sali . koniec wojny! A ten . Laufer) . jak Stefan.zupę. Kręci młynek mieląc mąkę nasz Pułkownik.A miejsce kto im dał na bloku? Czyste buksy.Oczyściłoby się powietrze. patrząc ubawiony. schonen .Przecież sam widziałeś.dorzuciłem pogodnie. to dla siebie masło i chleb. jak taki Stefan przechwala się teraz. od którego raz.. placki i do latryny lata. pan Kuriata. napchane sienniki? To mało? Wyżyliby na komandzie? . a chleb dziesiątkami bochenków wędrował na lager w poszukiwaniu papierosów. dostałem uważnie po mordzie. kradłem żarcie głupim Cyganom.

pochwaliłem. W Katyniu. pójdę . Kiedy przykazaniem kupą się trzymać i nie warcholić! Warcholstwo gubi nas! Przez nie giniemy! . mąkę miel! Niech się klin wybija klinem. aż mu paznokcie nabiegły krwią. . co? .cztery litry! . jakby próbując.Idź do tej Polski.szczeknął zjadliwie Stefan. kilkakrotnie puknął się w skroń. nie podoba wam się Polska.rzekł z goryczą.Pułkowniku. . Uśmiechnąłem się do Kolki i w odpowiedzi zakołysałem głową. zsypując na mój barłóg furę śmieci.To mój wiersz. że w Katyniu. . Stefan .krzyczał chorąży.syknął chorąży przez zęby..A co. przystając naprzeciw chorążego. Tylko jeszcze na was trochę popatrzę. książeczek. co? W Katyniu? Szkoda panu chorążemu? . zupy pojadł. nie podoba? Pan chorąży chciałby innej. idź! . panie chorąży. Wpił się kościstymi palcami w czarny blat. to do zgody woła. Kiwnął do mnie wesoło ręką. czy w niej nie zachlupoce woda. gadzino zapluta! . ty bękarcie! Ty wiesz. Uderzył mnie spokojnymi oczyma. Żeby chorągiew nosił w niej. . Czarny Cygan jęknął boleśnie znad poduszki w czerwone maki. zapamiętam. ostro cel! Pułkowniku..Nikt cię tu nie trzyma. 41 .zaśpiewał łagodnie Stefan . Dobry. prawda. aaa? Chorąży był już zapięty na ostatni guzik. co to znaczy? To twoi kochani rodacy ze Wschodu. co Katyń zrobili. za wygranie każdej bitwy damy zupy . idź! . .W takim czasie takie głupstwa. twoja Polska.Książeczek się pan chorąży naczytał. inteligentowi . o będę! Podchorąży Kolka usiadł ciężko na łóżku i zwiesił na dół nogi.W Katyniu. masz rację.Nie bój się pan. Pójdę i będę na was czekał..Idź do tej swojej.mam czas. .. do tych Polaków. udając idiotyczne pochylenie głowy.wybuchnął nagle chorąży i także podszedł do stołu. Szpiegu! .Tak było. pułk stworzymy ci z kasynem.Dziwię się panu.Pewnie. Niemeczkę pomacał. aż się rzygać chce! . chorągiew? Żeby syneczek mógł nocami chodzić na baranki i dziewuszki sprowadzać? Umiecie wy robić Polskę. Zbielałe wargi poczęły mu drżeć. .

tłumek zebrany przed halą sypnął się do środka.wrzasnąłem piskliwie i pobiegłem pomóc Kolce rozbroić walczących.właściwy komendant obozu. wyłaził ze śnieżnego.Przyjdziesz do nas na gulasz? Bo my wcześnie do teatru idziemy .E. jednocześnie zaś z galowych drzwi komendantury. przewrócił go z trzaskiem i skoczył Stefanowi do gardła. wszedł ksiądz w fioletach i otoczony ciasnym kołem czarnych i zielonych księży posterował do hali. żuł obojętnie gumę i błyszcząc obco brylanty na. przyglądał się nabożnie brzozowemu krzyżowi.porucznik w armii amerykańskiej 42 . tępo patrzał w uda Śpiewaczki. o której plotkowano.Nie bić się. sznurując usta i ociągając w dół mięsiste policzki. otwartym drzwiom. przetkany Pułkownikiem. wykładanego a la Słowacki kołnierzyka. to mi oddaj . Za krzesłami ciasno zbił się tłum. Stojący dotąd bezczynnie przy fotelu ksiądz z Dachau podskoczył żywo i włożył mu mitrę na głowę. Dalej. założywszy nogę na nogę. . Między oficerami tkwił w pierwszym rzędzie nieruchomy jak pomnik Prezes Komitetu. U jego stóp lśniły nad poręczami krzeseł siwe głowy oficerów. Obecnie (plotkowano dalej) ma ją Aktor. za dużym i za sztywnym. Obok z karminowej sukni rozlewa się na brązowym pluszu fotela Śpiewaczka. że w dni głodu przed końcem wojny miało ją całe Dachau.purpurowy z pasji. szczelnie oblepił okna hali. Masywny. First Lieutenant116 .zapewniłem go żarliwie. Chorąży szarpnął za stół. Arcybiskup popatrzył na tłum u podnóża ołtarza i nieznacznie skinął głową. Arcybiskup niecierpliwym ruchem poprawił ją (widocznie uwierała) i dopiero wtedy pobłogosławił nas bezradnym rozłożeniem rąk. . Na łonie jej leżał tekturowy hełm amerykański. .Przyjdę . .zaszeptał Redaktor. Obok ławek stał nieruchomo Batalion. przystrojonej suto w czerwień i biel. . sukinsyny! Arcybiskup idzie na mszę świętą! II Arcybiskup odwrócił się od ołtarza. kręcił się niespokojnie i błyskał pytająco okularami w stronę widzów.Jak przeczytasz Sowizdrzała. byczy łeb. pozował na krześle Aktor. W oszklonej i umajonej świeżo ciętymi gałęziami hali odezwał się srebrnie dzwonek.) .uklęknął na jedno kolano i uderzył się pięścią w piersi. osuwając się obok niego na ziemię. Czuł się nieswojo w ukradzionym cywilnym garniturze. przyglądał się i milczał. Nad skwapliwie pochylonymi głowami 116 First Lieutenant (ang. i poważnie podawał się ku ołtarzowi. w których kołysał się bluszcz i drżało pogodne niebo. dajcie no spokój! . strzyżony krótko. wyciętym z papieru orłom przyszpilonym do wielkich chorągwi narodowych zszytych z prześcieradeł.

rozwrzeszczane czarne bachory. w których miał mieszkać transport. Zbyt pełne piersi zakołysały się pod bluzką.przepłynął słaby szept modlitwy. . Dziewczyna błysnęła w odpowiedzi zębami. . na których zaraz usiadły karmiące kobiety. Zieleniec zatarasowano betami. Wleźli do nas jak w zakazane zboże. łazili pod budynkiem. jędrne uda. poeta. Po drugiej stronie betonowego dziedzińca.Ta pani . panienko! . słuchałem radia z Warszawy. Poprawiła się na pierzynie. Podałem dziewczynie rękę. które szukają lepszego pastwiska. Pod nimi. Teraz kładę podwaliny pod drogę do Polski. obojętne na wszystko dziewczęta. Z letargu duchowego wchodzę w żywe ciało narodu . że mi szczęki zadrgały z pożądania. podobna do małej świstawki. Roześmialiśmy się obaj. Pan nie na mszy? Uciekł pan od narodowego i boskiego misterium? Nie buduje pan fundamentu drzewca sztandaru narodowego.domyśliłem się.Z band leśnych? . Jak krowy. Z naszych. A tu ugór. . Przeszli z Polski przez zieloną granicę.przechylił się do tym. Mężczyźni w mokrych od potu koszulach tkwili czujnie przy tłumokach. Chodząc na mięso baranie po innych sztubach. które na chwilę zapaliło się w jej oczach. okraczywszy wysokimi cholewami walizę. 43 .Profesor uczynił gest w górę. gapili się na halę. omdlewające od żaru. . a co energiczniejsi poszli oglądać izby. Cytowaliśmy co celniejsze ustępy z powielaczowego pornograficzno-patriotycznego pisemka obozowego wydawanego przez księży. podłużna kapsułka. poduszek i kołder siedziała dziewczyna o niezwykłych oczach.Wprost przeciwnie. Żydówka. siedział władczo Profesor i ironicznie uśmiechał się do mnie zza okularów jak zza okopu. Śliczne nogi miękko spływały po pierzynie.Wytrzymałem biologicznie. Przymrużyła rzęsy. złożonego z ducha poległych i innych? Na kupie oplecionych sznurami walizek. Uciekli. przeświecające ciałem przez przejrzyste sukienki. rozkładał się transport wytrząśnięty z amerykańskich ciężarówek. Musiał dojrzeć. Podniosłem domyślnie brwi. może od słońca. Cały transport przyjechał z Pilzna. . Pod batystową spódniczką rysowały się mocne. Między jedną a drugą skrzynką poszukiwania rodzin narzekano wciąż na bandy leśne. Zamiast krzyżyka dyndała jej się na szyi dziwaczna.Aha. na wąziutkim skrawku zieleni pod anemicznymi platanami. uderzył ją w kolano i zupełnie jawnie zjechał dłonią po łydce dziewczyny.odrzekłem wykrętnie. dotykając niechcący nóg dziewczyny właśnie uciekła do żywego ciała narodu.

niedoszły poeto dorzucił i zapatrzył się w swoje owłosione kolana.A jednak siła.dodał zgryźliwie Profesor i rad z siebie roześmiał się hałaśliwie. . Transport w gorączkowym pośpiechu zaczął wnosić pakunki do koszar.odrzekł niechętnie Profesor. łapiąc jej ukośne spojrzenie.krzyknęła z pasją. cha . I nie być ambasadorem swego stada na cudzych łąkach. szorstkie sukienne spodnie natarczywie łaskotały mi uda.i znów spotkaliśmy się w jednym domu .rzekła dziewczyna .Jesteśmy z jednego domu . To gorycz krowy. podygowałem w górę schodów. oblepiający z brzęczeniem Arcybiskupa. w tej waszej . Pogardliwie machnąłem ręką w stronę placu. Jakieś jej ciotki 44 . Wylewali się z niej ludzie po skończonym nabożeństwie. Bo my walczymy o ideę! A cóż tam. . objuczona betami.Nie .z getta . . Ścisnąłem ironicznie wargi. Zbyt wydatny biust zakołysał się znowu pod bluzką. człapała przede mną.Oto żywe.W Palestynie. Gdy schyliła się.. Dziewczyna zsunęła się miękko z pierzyn i wylądowała na ziemi. napełniając z szumem dziedziniec jak miskę. Siedziałem tam pół roku za nielegalną emigrację.Myśli pan.Wcale nie dlatego! Chwyciła energicznie za walizkę. . .parsknął grzmiącym śmiechem.zapytała znad pierzyn dziewczyna. cha. . ocierając się jak kot ciałem o moje ciało. która. popłynął w stronę komendantury i wsiąkł w parterowe drzwi mieszkania Pierwszego Porucznika. Polska jemioła na niemieckim dębie.w domu esesmańskim. choć złaziła pół świata. a druga połowa trzęsie się? Że to z powodu korony orła? Zna pan przecież polskie dowcipy? Otóż wcale nie! . w którym połowa siedzi. co wysiadł z tramwaju.Żeby mieć swoje własne pastwisko.Żeby szukać lepszego pastwiska? . że jestem biednym pasażerem. Złapałem dwa toboły i bijąc po męsku butami o beton. Rój prominencji.Jakby wojny nie było .uśmiechnęła się. . ascetyczne ciało narodu. cha. .ogarnęła dłonią kamienie koszar . . W czasie wojny.Niech pan pamięta o krowach. Czubkiem palców musnęła włosy mężczyzny. . . Potarł zmarszczone dłonie i klepnął się po skórzanych bawarskich spodenkach.Polsce? Nie odchodziłem. wstał i bez słowa poszedł przez betonowy dziedziniec ku hali. która nie znalazła lepszego pastwiska. Cały czas patrzyłem w kark dziewczyny. W więzieniu Akko pod Jerozolimą. uda błysnęły spod różowej sukienki.A gdzież jest nasza łąka? . jakby przepraszając .Niech pani nie słucha. poplamionych jak fartuch rzeźnika.

zupy. pitrasili w rondlach. . zbudowanych z paru sutych szczyp odłupanych od prycz i stołów. która miała być zajęta przez parę godzin. kiedy najedzą się chleba. a z tyłu pichcenie. dmuchając pracowicie w ogień. kaszę. wykładanej kaflami umywalni. siedzieli kupami przy niezliczonych ogniskach. .odparłem urażony.zmitygowałem się .To jest jeszcze kwarantanna. którzy nie dbając ani o Grunwald. menażkach. zacierał kontury dalekiego. kiedy będą mieć pierwszą kobietę! To są zasadnicze sprawy. piekli na zardzewiałych rozpalonych blatach placki kartoflane i mieszali drewnianymi łopatkami w kipiących wszystkimi kolorami miksturach. Nie zepsuto ich 45 . . Zbierało się śmiecie i wyrzucało je przez wybite okno korytarza wprost na głowy zagospodarowanych na tyłach koszar ludzi. Oderwałem dziewczynę od okna i zaciągnąłem do białej. Na to i Grunwald nie pomoże. złupione stadu w noc przedgrunwaldową. chwytały rozdygotanymi rękoma za bety i pokazywały drogę. do wybitego okna i pokiereszowanych. Tyle lat ludzie byli głodni! Tyle lat tęsknili do tej chwili. podnosił się leniwie znad ziemi. wolniej! Jesteśmy wielką siłą! Moralną! . jak gęsta.uniosłem się gwałtownie. aż kręciło się w żołądku. Człowiek musi jeść. Wytarła ręce o kraj spódniczki. spiętrzonych prycz. . płaskiego lasu leżącego na horyzoncie i owijał jak kremem kopuliste platany przy autostradzie. brudna śmietana gotująca się od dołu. W ciemnej jak piwnica izbie wzbił się aż pod sufit tłusty kurz i dusił w gardle. spod dymu jak z dna garnka. kompoty. mężczyźni jęli się do na wpół wywalonych drzwi. Błysnęła udami.rzekła pogardliwie Żydówka. W przejściu otarłem się znów o dziewczynę i pochwyciłem jej rozbawione spojrzenie. okopconych paczkach po konserwach i w zdobycznych aluminiowych garnkach wszelkiego rodzaju jedzenie: mięso baranie. Zapach gotującej się surowizny. Automatyczne drzwi zatrzasnęły się cicho za nami.czy opiekunki krzyczały na nią piskliwie. tarasując drogę. ni to wolność.ludziom chce się jeść. podstawiwszy ręce pod strumień wody.Z przodu Grunwald. Zwaliliśmy ciężary w sali na parterze i wybiegliśmy znów po walizy.Ale . zmieszanej z dymem.To wy tak żyjecie . Ja bym dnia tutaj nie wytrzymała. ani o kary grożące według regulaminu.Przyzwyczaiłaby się pani . dobiegał bulgot okrzyków i przekleństw głodnych. ani o świeży lipcowy dzień. ostro gryzł w nozdrza. Wyszliśmy na korytarz. Ale będzie lepiej. musi mieć kobiety. nie wytrzymała! . bulgotał. W sali. Dym. Od spodu. która zapaskudzona resztkami jedzenia i łajnem śmierdziała jak latryna. wzdymał się. Ach. Ni to kacet. wylewał się przez szczerbaty mur na pobliską łąkę. Strząsnęła z rąk natrętne krople. pokrzykując wesoło i klnąc pod nosem. gotujących sobie jadło ludzi.

. Wszyscy boimy się. Mamunia”. Człowiek ceni siebie w dwójnasób. chodziłam regularnie na msze i do spowiedzi.bo pilnują. odkąd nastał pokój. zanim zginęła w Treblince.o kobiecie. w którym kłębił się dym. Polką. puszyste włosy i szeroką. . jak nie strach? Uciekła pani od tej Ojczyzny? Miraż Zachodu? Oto i Zachód! . Był komunistą i nie lubił Żydów poskarżyła się naiwnie.powiedziała z pewną dumą. Nazywałam się inaczej. wzdłuż okien wychodzących na las.ach. W istocie. Janince.Wcale nie strach! Uciekłam od miłości.do tej pory. ale do tej pory nie zdołałem ukraść koszuli z kołnierzykiem. . .To strach. . ach.Bardzo mnie kochał.rzekłem pochwalnie. nawiasem.Bałem się . . 46 . nauczyłam się przykazań takich i owakich. w Siedlcach.zdumiałem się.Nie mówię o chlebie ani . Nie mogłam mu kłamać.Pokazałem ręką rozbite okno. Nie jestem przecie podobna do Żydówki .Nie czekając na odpowiedź? . Ale pójść po prostu do lasu? . na cudze łąki.. nie wyglądała na Żydówkę.klasnęła w dłonie .Bał się pan! .I to po tylu latach obozu nie zapragnął pan wyjść poza te mury? . Dziewczyna roześmiała się drwiąco.Przyglądała mi się badawczo jak osobliwej odmianie psa albo kota. . Prawda. w Dniu Jej Pierwszej Komunii. Matka.Jest miłość. nie. Tylko ciemne głębokie oczy opalizowały niespokojnie. bo się zakochałam. . Jeszcze dziś mam dedykację w oczach: „Kochanej córeczce. Miała jasne.Przecież pani jest jak Aryjka .. To bardzo łatwo. szukając oczyma potwierdzenia w moich oczach.Przez sześć lat byłam katoliczką. Oczy jej zalśniły z wdzięcznością. ach. Przeżyć tyle lat i zginąć po wojnie.Zaciągnął się do wojska.A panią co ciągnęło na. To było. to zbyt groteskowe. że nie mogłam? Popatrzyłem jej przeciągle w oczy z dobrze udanym milczeniem współczucia. A gdzie miłość? . jak tylko Niemcy odeszli. dała mi książeczkę do nabożeństwa. jakie śmieszne! Podciągnąłem opadające spodnie i skrzyżowałem gołe ramiona na piersiach.w głosie jej przewinął się leciutki akcent ironii . Wstydziłem się pryszczy wyłażących spod koszulki gimnastycznej. jak łatwo! . . Zaczerwieniła się jak brzoskwinia i przygryzła wargi. W katoliku.wyznałem szczerze . Chodziliśmy po korytarzu. Śmieszne. nieco płaską twarz. Napisałam mu list na pocztę polową i uciekłam. bał się pan! .

On był jak endek. macać żydowskie kurczęta.rzekła dziewczyna. . a ja jeszcze nigdzie nie byłem. Znów przebiegli po korytarzu ludzie i wpadli w drzwi wejściowe. To ten z Siedlec . ale tak. Tak jak Romek. Prawie dotykała mnie zbyt wydatnymi piersiami. że napisze. . Stale nowi ludzie. naprawdę już nie mogłam! Nie chciałam! Wolałam.. Nie . spacer? 47 . Przygarnąłem ją za łokieć i brutalnie obróciłem ku sobie. Bezpiecznie. . Była ciepła i miękka jak sierść kota.droczyła się ze mną. ostre sukno parzyło jak pokrzywa. które uzbierałem.ścisnąłem ją poufale za rękę . Coś tam musiało się dziać. zniechęcony. Zastukałem żywiej butami i podciągnąłem jedną ręką spodnie.Uśmiechnęła się. .nie spotkamy się nigdy.Urwała. Na korytarzach dźwięczały już kotły. Co ja mam wspólnego z Żydami? Być samotnie. Chciałbym być także takim. . nie! .krzyknęła.odrzekłem zdawkowo. doić krowy. wsunęła mi się pod ramię. że pojadę do Palestyny.Jest pani bardzo odważna. a kąciki jej ust drgały .potwierdziła stanowczo swoje myśli . oswobadzając rękę. . ubawiona wyrazem moich oczu. jakbym namawiał ją do tego.to tym lepiej. Zbiesiłbym się chyba z tęsknoty za przestrzenią i pieszo poszedłbym na zachód czy na wschód. Ale tak czy owak nie spotkamy się nigdy. . A kiedy puściłem ją. Fala krwi przepłynęła przez moje ciało. i zniknęło za zakrętem korytarza. Ująłem ją za rękę.Bo pan umie słuchać. z trudem opanowawszy drżenie szczęk.Jutro odjeżdżamy dalej .. .Nie poszłaby pani na spacer.. obcy. żeby się ode mnie Polacy odsuwali! Paru mężczyzn przebiegło..Może ucieknę na studia. dzień w drugim. potrącając nas. Może mogłabym się zakochać w panu? . poza obręb obozu? Tam podobno sosny ociekają zapachem lata. Żal mi zostawić książki.tak! Ale żyć w żydowskiej wsi. Ale z panią . Mam wstręt do tego! . ..Panicznie się boję... Dym z okien wsiąkł w korytarz i kładł się na suficie wąskimi pasmami jak pajęczyna. A szkoda.Dobrze to rozumiem .zawiesiła głos . .I nagle rzekła prawie szeptem: .Bałam się.I wypaliłem jednym tchem: . Gdzieś z podwórza dobiegały podniecone okrzyki.Nie spotkamy się nigdy! . wyjść za mąż za Żyda? Nie. Z dziedzińca wiało krzykiem. Żołądek ćmił jak bolący ząb.wyjaśniła krótko.ale . Odwaga strachu. A ja. Zbliżał się czas obiadu.. Suche. prywatnie Żydówką . dokąd? Dzień w jednym obozie. żeby mnie nazywano chaimką..Kiedy pan chce iść na ten.Kto wie.nie zaszedłbym daleko.

Na widok żołnierzy stanął jak wryty. kucharzem robił w Allachu. podczas gdy samochody zawróciły ku bramie. Tłum zatrzepotał jak stado spłoszonych kaczek. Tylko to powinno być bez krzyku. Wszystkie szyby na parterze były sumiennie wytłuczone. i kwita. Czekali niezdecydowani. Hałas im ludzie pod oknami robią! A szczególnie taki jeden. Chłopaki zbuntowali się.Będzie łatwiej przy zmianie warty. którzy pilnowali głównego wejścia na parter. żeby stąd uciec! Uciekajmy . Pójdziemy. Stefan deptał mu po piętach. co za bydło! Ileż bym dała.informował ktoś przed nami . Z pochylonym łbem. Dziewczyna drżała całym ciałem. . na których dostojnie zajaskrawiła się postać Arcybiskupa. Amerykanie. Pognałem za nią.Po obiedzie. Pusty żołądek uwierał mnie jak ciasny. rozpływając się z szumem na boki przed sunącymi powoli jak łodzie jeepami.nakryła dłońmi moje dłonie. Zhardzieli przy kotle! Radia nie chcieli w południe na Londyn nastawić. co w pierwszej kuchni gotuje. W przyprószonym cieniem wnętrzu pokojów krzątali się na gruzach sprzętów ludzie. ratując. Przytuliła się ufnie. machnął ku nam zachęcająco i krzyknął zadyszany: . Ostatni odwrócił się. szedł przodem chorąży.Chodźcie. Złapać raz. odpowiedział wrogim okrzykiem i zamilkł. kark ukręcić cholerze antychrystowi.To przez tych kucharzy . co się da. Natychmiast wszystkie okna zapełniły się rozgdakanymi głowami ludzkimi.przez tydzień nie pozbierają się.I zadumał się posępnie. dwa.i zatupotał po schodach. ja wam mówię. zobaczycie! Akcja pacyfikacyjna! Wojsko z karabinami! Rewolucja! . Środkiem placu cofała się fala ludzi.zaszeptałem z przejęciem.rzuciła przez zęby . W drzwiach kołysał się tłum.. nie odpowiedziawszy mi. Naraz z pierwszego auta buchnął strzał. Zbyt wydatny biust ugiął się miękko pod palcami. Zbiegliśmy na dwór. piekący but. miskę kartofli wyrzucił na ludzi. potrząsając groźnie karabinami. Przyciągnąłem ją do siebie.pocieszył inny . odpryskiwało słońce i raziło w oczy. . Z drzwi komendantury wypadł Major. dobrze? . jak bodący byk. 48 . rzuciła się do drzwi. Ale z polskim narodem czy można? . w których stali żołnierze. ruszyła przez pusty plac wprost do komendantury.ach. Wtem z drzwi przeciwległego skrzydła koszar wysunęła się zbita grupa ludzi i szamocąc się jak sfora psów. Od hełmów żołnierzy. zbiegając z bulgotem w kurnik koszar.Bydło . .Już im dobrze dali . a potem cicho wycofał się pod schodki. Żywi to oni nie przyjdą z obozu. .to oni nasłali Amerykanów. Dziewczyna. Znów paru mężczyzn przebiegło korytarzem.

To cóż. wytłukli wszystkie szyby. Żołnierz podbiegł do Kolki. ale Stefanowi wydało się. żyrandole. odeszli. rabując amunicję.I radia nam słuchać nie dają! Waszego radia . wykręcając mu do tyłu rękę. oficerach SS.Trzymał przez pół dziewczynę. albo uciekli do rodziny. cudem nie całkiem rozbita przez ausienderów117. Inny dopadł z boku. Wspięła się na palce i podniosła dłoń do twarzy. Na schodkach przed komendanturą.rzekłem z rezygnacją i rozepchnąwszy tłum. przekrwionym okiem. . Tadziu . rozmontowali gruntownie aparaty filmowe. popalili auta. zabulgotał gardłowo i zamierzył się kolbą. że pyta. aż upadła na kolana. trochę ze zdziwieniem. uspokoił.krzyknąłem jej z daleka. jedzenie dla Niemki kolegom kradł! Kradł i cudzołożył! . Przechyliłem jej twarz do pocałunku. Ausiander) . którzy albo padli na polu chwały w bitwie przy koszarach. wrzasnął z bólu. Żołnierze poskoczyli im naprzeciw. Przycisnąłem swoją dziewczynę. która mu się wyrywała z piskiem. jakby się modlił. . a trochę jak z peronu. z Londynu! III Pokój redaktorów był przytulnie obity tapetą w liryczne kwiatki. widząc żołnierzy. lustra w łazienkach i umywalniach. . . Po prawowiernych mieszkańcach. po obiedzie . została tylko solidna. Prędzej.złodzieja mamy! Cały wór mięsa nakryliśmy w kuchni! A na sztubie pana kucharza Niemkę w łóżku! Nie zdążył jej wyprowadzić. popchnął na schody dziewczynę. Ale nie uderzył. który poganiał kopniakami człowieka w białym fartuchu. . wybili rentgenowi zęby w szpitalu. którzy ledwo wyzwoleni z obozu wpadli po skończonej wojnie w bezpańskie koszary. złapał ją za kark. stał Arcybiskup i patrzył na nas łagodnym i zmęczonym wzrokiem.Bo kradł. Kucharz. zanim otoczyli nas żołnierze. Poruszał wargami. między Pułkownikiem a Majorem. aż krzyknęła. połamali bardziej rzucające się w oczy mahoniowe salonowe meble i zapaskudziwszy z czubem miski klozetowe.Ej. motocykle i armaty w garażu.cudzoziemcy 49 . wysadzili. Reszta poskoczyła i otoczyła ich i olbrzymiego Kolkę górującego głową nad wszystkimi.zagrzmiał roześmiany Kolka . część muru koszarowego. wypadłem na plac.krzyknął i błyskając gniewnie podbitym.To koledzy! . bydlę! I pchnął kolanem pędzonego kucharza.Nie z Warszawy. dwudrzwiowa szafa. proszę księdza. śpiewając 117 Ausienderzy (z niem.dodał buntowniczo. potarmosił. albo zajęli opróżnione przez nas miejsca w Dachau. . ale wyrwała się gniewna. Dopadłem chłopców na chwilę przedtem.

Przygadałeś z transportu.Z tym drugim? .Co się dziwisz? Po obozie to już chyba czas? . odsunąłem miskę. Nawet dla żołnierzy mało.Może ucieknę z nią na Zachód. skrupulatnie wybranych spomiędzy śmiecia zalegającego dziedziniec. a mieszkał z kapitanem. Sam w pokoju to cholernie przyjemnie! . na pokojach oficerskich. . ewangelicznie brodatym. kinem i olbrzymią kartoteką zawierającą legitymacje i fotografie wielu dziesiątków tysięcy SSmanów.żebym mógł porozkładać moje książki. Bo z chlebem to różnie bywało. ale dobitnie. głuchym jak wyschły pień. . .ty i ucieczka! Szczeniaczku. zawalony kupą publicystycznych książek. dalej sklecony ze szczątków tapczan przykryty imitacją tygrysiej skóry. widziałem! . Odłożył łyżkę i popatrzył na mnie spod oka. trzy miski.huknął Redaktor. Tu. który odsunął maszynę i matryce pod okno. z dziewczyną. na zapas.hymny narodowe. . na wieczór. Wolno zanurzyłem łyżkę w gulaszu. no i w ogóle spać w łóżku. cóż dopiero dla oficerów! Redaktor wepchnął się do środka. W szczerbach wybitej szyby 50 . gapiąc się bezmyślnie na ciemniejszą plamę na ścianie. Z okazji Bitwy pod Grunwaldem wydzielono nam po litrze kartofli z mięsem i sosem.rzekł krótko. powiesić na noc spodnie w szafie. nawet grunwaldowy gulasz wydawano bez kolejki i bez kontroli. . ozdobioną nie wiadomo skąd wytrzaśniętym Norwidem. Obaj napełniali pokój niespokojnym buczeniem jak niesforne bąki. apteką. na równi ze szpitalem. jedz i rośnij .Albo we dwoje! . że chciałbym mieszkać w pokoju . byłym korespondentem dziennika w Białymstoku. wprost od młodej żony.Nie.No.Wiesz. wziął się raźno do jedzenia .skrzywiłem się z niesmakiem. .Masz. był bowiem troszeczkę głuchy. została rozbita w puch i wyrzucona na bruk.zakpił . biblioteka bowiem. rzuciłbyś swoje wiersze i książki? Nie bałbyś się świata? A jakbyś musiał pogłodować? Obrażony. Wetknął mi jedną do rąk. Zza uchylonych drzwi dochodził z korytarza brzęk kotła. Była więc szafa. piastując w rękach dwie pełne. Odwróciłem twarz ku oknu.rzekłem do Redaktora. zasiadł przy stole i mlaskając głośno językiem. wybierając starannie mięso. wiesz .Redaktor trafił do obozu z powstania. Siedziałem wciśnięty w róg kanapy. Każdy oficer brał dwie. Wydoskonalił sobie dykcję. Nie byłem już zachłannie głodny. dymiące zapachem mięsa miski. najczęściej trzysta gramów.

Tak przy Arcybiskupie? A podlec! Przecież całe wojsko w jego oczach skompromitowane. gotowy do wyjścia. Angielszczyzną świat przejdziesz. nie ma co! Krzyczeli na niego. Ale dziś bym już nie bił i nie kradł. Niechby zdechli w obozie.przeciągnął z wileńska między jednym a drugim łykiem . papier wyrzucił przez okno. Znasz Stefana? . że ja nic. . . miskę wstawił do szafy. Pokiwali głowami. Janusz . że o la! .Prawdziwa sensacja obywa się bez prasy.zapytałem. Binde) . Panie Boże. że owszem. wysługiwał się esmanom.że go troszkę nie lubiłeś. mój mileńki. . biłem i kradłem dla tych tam pułkowników i majorów. . Są dwa bilety. bo Arcybiskup przysłuchiwał się cały czas.Komunista? Byłem u niego na bloku. opowiedziałem o sprawie. . Stefan wziął Niemkę pod pachę. chusteczkę schował do kieszeni.opaska noszona na ramieniu przez więźniów funkcyjnych 51 . Redaktor pokiwał głową. To sensacja! . głuchy .odrzekłem zwięźle.Pójdziesz do teatru. to chodził jak struty. szafę dokładnie zamknął.Szuja .Byłem . Jesteśmy przecież gazetą rządową! Ułamał kawałeczek chleba i umaczał w sosie.Można powiedzieć . oznajmił: .Żołnierze mnie puścili. . Krzyk się zrobił.Był blokowym na szonungu. nie martw się . . . . .poszedł na bridża do Rotmistrza. usta wysuszył chusteczką. Wyklarowałem okejom. żeby tylko zostać blokowym i mieć bindę118. .Bił ludzi. masz. przeprosił ją i wyszli razem z obozu. takim mnie. A on powiedział. Trzech dni z fasonem nie umiał wytrzymać. albo wydalenie z obozu. maszynę spod okna postawił na swoim miejscu i wtedy. słyszałem? .Nie wsadzili go przecież.mruknąłem niechętnie.Jakim mnie stworzyłeś. . A w tym pochodzie z mięsem byłeś? . Ale 118 Binda (z niem.A tobie udało się uciec? .No. Nie najgorszy. że komunista i bandyta.Moglibyście napisać o tym. Zresztą ksiądz Tokarek nie pozwoliłby napisać.Ale umiał znaleźć się.Redaktor wstał od stołu i pogłaskał mnie po twarzy. Przyjechał ktoś z Drugiego Korpusu.słońce rozwidlało się w tęczowe.to był ten drugi. Nie mógł inaczej zrobić. a szczególnie Pułkownik.Wylizał łyżkę. wytarł miskę papierem. że przypadkowo. Jeszcze mi jeden rękę podał. może nas zabierze do Włoch. Żaden lagrowiec.First Lieutenant dał mu do wyboru: albo karę bunkra. pawie błyski. Kiedy go wyrzucili na komando. jeszcze bym im pomógł. Przechylił miskę i pił sos.

oprócz oczywiście tych. zastukał do sąsiednich.Za grosz inteligencji .krzyczał ochryple. jak mu cichaczem wynoszono druki. Zamknął uważnie drzwi na klucz. odbierając mi książkę z rąk. nasadzono niemiecki hełm. Reszta wąskiej. Wokół stosu stały ławy. ale niezmiernie długiej sali tonęła w czarnoniebieskim mroku. Na brudnej podłodze stało przy krzesłach kilka misek z nie dojedzonym gulaszem. czworokątny stos. zanurzył się w dym. woźnym w teatrze. a na słup. wzmocniony smolnymi pniakami po bokach. Na dziedzińcu kończono przygotowania do wieczornego ogniska. że przez chwilę byłem także jak oficer. na który padało jeszcze żółte światło ze sceny. Zlustrował mnie przy tym podejrzliwie. w drugim rzędzie. Wzniesiono solidny. Chociaż wszyscy z napięciem oczekiwaliśmy ogniska i narodowych występów wieczornych. zwijając się przy zamkniętym oknie. przeniosła się pod garaże.rzekł ubawiony Redaktor i pociągnął mnie na drugą stronę garażu do małych drzwiczek dla aktorów. Przed zamkniętą bramą teatru stał tłum. Bo oto na środku jaskrawo oświetlonej sceny. krzesła i fotele. który. ale zamki nie puściły. Wszyscy patrzyli na scenę. coraz ochrypłej. Policjant rozkrzyżowanymi rękoma patetycznie bronił wejścia. z którego błyszczały ostro zapatrzone ludzkie twarze. pod słupem zaś skrzyżowano dwa strzaskane niemieckie karabiny bez zamków. Z zewnątrz dochodziły wrogie okrzyki szturmującego tłumu i skrzypiały wyważane żelazne drzwi. ale nawet rewia. Jutro będziemy powtarzać Grunwald \ Każdy zobaczy! . biel i żywą 52 . wyściełał pokój jak gęsta wełna. nie tylko Arcybiskup. aż zapiał jak kogut. odczułem wyraźnie. Nie lubił. Jęknęła. z których urządzono teatr. Nic ich nie ruszy. Grają teraz razem w karty.Ludzie. Umieściliśmy się tuż za generalicją. Gdy wśliznęliśmy się na widownię i na migi załatwiliśmy sprawę z policjantem. nie ma miejsc! Zlitujcie się. wyszedł. przybranej w czerwień. który sterczał na szczycie. pilnowali sztub przed złodziejami lub byli na wyprawach poza obozem. . Odepchnięto go od wejścia. Pewnie go zostawili na wieczór. zerwano i zadeptano narodową szarfę. umilkł i opuścił ręce. co grasowali za budynkami. cała zasiedziała ludność koszar. I wypchnął mnie za drzwi. .o tym sza! boby wszyscy chcieli. Nikt na nie nie zwracał uwagi. ludzie! Przyjdźcie jutro. klął i groźnie krzyczał. Redaktor rzucił klucz na stół i nie powiedziawszy ani słowa. napierając na przepasanego narodową szarfą policjanta w amerykańskim tekturowym hełmie. Tłum rzucił się do bramy.

ocierając się o korę drzew.zieleń i podpartej czarnym pudłem rozedrganego patriotyczną melodią fortepianu. Kiedy się nieco uciszyło. Wkoło niej upozowało się kilku młodych ludzi w obozowych pasiakach. ku niebu. rozchylone usta. Podniosłem głowę i chciałem pocałować ją w wilgotne. . który pozostał w Polsce. Aktora. krzątali się na peryferiach sceny. wypukłym fragmentem siebie. Nad nami piął się w niebo sosnowy las i szumiał. opalizujących oczach odbijałem się małym. który się nareszcie umieścił jako tako na skraju ławy. stała zapłoniona jak dziecko na imieninach Śpiewaczka. musiały być szyte specjalnie na zamówienie jeszcze w obozie. Dzieci my Twoje. Zmarszczyła brwi i odsunęła się. która prześwietlona jak cieniutkie złoto pełna była 53 . nie rwie mnie już nigdzie . Redaktor. jeździli z taczkami i obnosili naokoło Śpiewaczki łopaty. pochylił się ku mnie konfidencjonalnie i huknął głośno i z niekłamanym zadowoleniem: . jak pierzasta strzała spadło w głąb lasu i tkwiło w bladozielonej trawie.Szkoda. po co ty siedzisz w tym obozie? Czy cię nic stąd nie rwie naprzód? Dziewczyna pochyliła się czule nade mną. pasiaki leżały na nich jak ulane. w robotniczych kombinezonach. W jej niespokojnych. rozszczepione w wierzchołku sosny. kilofy i łomy. nieomal na krawędzi sceny. Na samym zaś przedzie. hojna blondyna w krakowskim stroju. ku sufitowi. żołnierze i robotnicy! Straszliwy trzask wyważonej bramy i triumfalny krzyk wwalające-go się do przepełnionego garażu tłumu zlał się z ogromnym hurkotem oklasków i histerycznym.Powiedz mi. Polsko. w zachwyceniu w nią wpatrzonego. stał gruby i płomienny Aktor i dłonią wskazując na Śpiewaczkę kończył z patosem wiersz: w imieniu Bogurodzicy. Inni. by jeszcze raz pokazać zapłonioną Rzeczpospolitą oraz jej kochanka.Paru z nich znałem: byli schreiberami w przesławnym obozie Allachu. że jeszcze łóżka na scenę nie wstawili! Fajna Rzeczpospolita! I warta grzechu! IV . ale już płowiejących kłosów.westchnąłem leniwie i sennie opadłem na ziemię pachnącą zbutwiałym igliwiem. patriotycznym wrzaskiem widzów. Wiatr szeleścił. . .Ty i tak kochasz tylko tego.Nie. Zbyt pełny biust zakołysał się pod bluzką. Zamknęła mi usta dłonią. Palcami podtrzymywała spódniczkę i oczy wznosiła niewinnie ku kurtynie. a prześcieradło kurtyny poszło ponownie na boki. Słońce. umajona wieńcem niedojrzałych. podtrzymujących wstążki od jej stanika.

O. za dużo śmierci widziałem.zdecydowała się nagle. bo cóż ja jestem? Jakie mam prawa? 54 . bez patriotyzmu. Pojedziemy do Brukseli. . . Zabłąkany bąk. jedź ze mną! Ja tak się boję Palestyny! Przez las płynęła asfaltowa droga ujęta w tamę topól. .zerwała się niecierpliwie. .tak żyją Niemcy. . z którymi jadę od Polski . którzy mi pomogą.Chodź .Zapomnę o nim. więc nie zapomniałam.podjęła po chwili z wysiłkiem . Ja jestem naprawdę wolna. Chodziły po niej pary. normalnie. żeby się dać zabić. ale się wybiję.Nie miałam innych. zostań ze mną .na skraju lasu przerwałem milczenie i ująłem ją wpół .Popatrzyła w górę ku czubom sosen. Czwarta? Piąta? . od których trudno mi odejść. rozumiesz? Ja boję się ryzyka. . . Niech inni.A chłopiec w Polsce? . jak nisko słońce.Ja tu nie jestem niczym.jedź ze mną na Zachód.rzekłem pobłażliwie .zaobserwowała dziewczyna. . Będę studiowała medycynę.Widzisz. Asfalt parzył pod nogami. I ja tak chciałbym żyć. Nienawidzę dzieci! .Ach. . nabiegając złotem jak dojrzałe jabłko. nie na pokaz! Nie pobierać zupy z kotła.krzyknęła. . . Nino . a opasawszy je zielenią jak mostem. . pięło się. .rozleniwiającej woni lata. .rzekłem niespodziewanie. Rozchodziło się od niej urzekające ciepło jak od ciała kobiety. strzepnęła resztki igliwia z sukni i poprawiła włosy. bez wojska.Nino. zanurzonym w lekkim potoku wiatru.Nie miałaś? . po co ja? Boję się przestrzeni. Mam kolegów. Tak je zbierałem.No. ponad gontowe dachy podmiejskiego osiedla. rozgrzane i barwne.Ci ludzie. których sklepienie wiodło aż pod czerwone mury i wieże koszar. Patrz. . zahuczał nad nami i usiadł na łodydze dziewanny. mam książki.podchwyciła Nina .to są obcy.Uniosła się na kolana. rozumiesz? Bez obozu. przebłyskujące różowo poprzez niebieskawy dym powietrza jak przez jedwabny szal. jak pociemniały sosny. właśnie . mały bombowiec. odsuwając moje ręce. Mogę się od nich oderwać.Raczej jak dziecko na parapet okna . Spłoszony bąk odleciał z gniewnym pomrukiem.Jedź ze mną! Ach. Nad drogą płynęły kopulaste topole. nie myśleć o Polsce. boję się ludzi.Gramoli się żarłocznie w konchę jak kosmaty psiak do miski z mlekiem .Chodź .Już późno. bez dyscypliny. Mam tam siostrę za bogatym Belgiem. ileż ja ich wyniańczyć musiałam.Ale dotąd nie zapomniałaś? .

Wszyscy? . jak ptaka. . złamała się z trzaskiem. przykazania po hebrajsku. żadnych! zawiesiłem głos i wpatrzyłem się w jej twarz.Nie spytałeś mnie do tej pory.to chcesz mi powiedzieć? I że będziesz głodny po drodze? Że jak się unormuje? A jak ci powiem: spódniczka cię trzyma. kiedy pragnąłem usprawiedliwić się.przejechał ręką po włosach.Wiesz.gwizdnąłem przez zęby. ani Polką. .Jeżeli pójdziemy stąd.Umilkłem. Na każdym skrzyżowaniu mogą nas złapać te czarne małpy w białych kaskach i wsadzić do nieznanego obozu. Kręcił w palcach suchą gałązkę. wszyscy! .Żadnych! Rozumiesz. Ale ty nie jesteś człowiekiem. to nam nikt nie da jeść.Ja się nie boję . . Upolowałeś spódniczkę.Tak. . Fajna dziewczyna. co? . inaczej niż inni.Ale nie mieć nigdy gruntu pod nogami! .Poszła w krzaki. szukając sugestywnej metafory. 55 .rzekła sucho Nina. . Potknęła się.powtórzył.zachwyciłem się zdawkowo.ujęła za talizman w kształcie świstawki. książeczki . Pójdziesz ze mną? . Być jak drzewo bez korzeni! Uschnąć! . Do Żydów mam wstręt. upolowałeś.stwierdziła dziewczyna i skrzywiła pogardliwie usta.Książeczki. Przyłożył dłoń do podbitego oka. To ma mnie łączyć z Żydami. co to jest. . Stefek podniósł się z ziemi i ukłonił się dziewczynie.krzyknęła zjadliwie. Myślałam.. że są jeszcze inni ludzie.rzekła Nina przejmującym szeptem. odprowadziłem ją do domu . Stefan zmrużył oczy od blasku i spod powiek przyglądał mi się z otwartą pogardą. .uśmiechnął się gorzko .zawahałem się. . . . który nagle zrywa się spod nóg.. ale.Wracaj do Polski . Z Polski mnie wyrzucili. Sukienny mundur rozparzał całe ciało. Palce jej drżały. W wysokiej.Wracajmy do obozu . bracie. To są tablice Mojżesza.krzyknęła.Więc wracasz do Polski . . Wyrwała się gwałtownie i wrogo.A gdzie Niemka? rozejrzałem się podejrzliwie. Podtrzymałem ją za ramiona. Ja idę na piechotę.Co tu masz oprócz tej Żydówki? . jakby szukając tam współczucia. . No. .Wszyscy.Chodź ze mną.Zęby mu błysnęły jak u psa. . złotawej trawie błyszczał czarny krótko strzyżony łeb.Przestraszyłem się głosu. . jesteś tylko Polakiem.Wracaj do Polski! ..Chciałeś mnie tylko na jeden dzień.Wracaj do Polski! . . . Wracaj do Polski! . jak wszyscy. . poszedłbym.Urwałem. szukając w myśli praw przysługujących mi. Ale ja nie jestem ani Żydówką. w którym zeżre nas głód.Na piechotę? Toś morowy chłop . dla których jestem Żydówką! Widzisz to? .

. pod daszkiem z papy podpartym paroma patykami. Strumyk rowerów ciekł nieprzerwanie po dnie asfaltu. . pan jest. Przy dziurze nie było nikogo.Oszalałeś! I Pułkownika. jakby las szedł razem z nami. . Gmerał w otwartym plecaku. . Może się nam uda dostać do środka. Kopuły drzew szumiały.zacisnęła pięści. zawaloną gruzem bramę. Poruszała bezgłośnie wargami. Przy drodze kolumna ciężarówek zwracała wąskie jak u głodnych szczurów ryje motorów ku obozowi. Między samochodami krzątali się półnadzy Murzyni. Dwie czerwone walizki postawił w cieniu. . aby wyszedłszy na koszary od tym. Podbródek jej drżał spazmatycznie.powiedziałem nieco zbyt skwapliwie. wracajmy. jakby coś mówiła do siebie.Niemcy wykorzystywali gorące. w głębi cienia siedział żołnierz i drzemał. Natomiast u narożnika. dotknął swego podbitego oka. Czekały jutra. jak w sklepie z manufakturą.Pan jest. . .Pan jest jak SS! Stefan uśmiechnął się lekko.Nie wywiozą. Nie puścili. .. Na skrzyżowaniu siedział człowiek z obozu.Na pewno się uda . Od obozu aż po las przewijał się w trawie sznur ludzi. przecież dziś Grunwald. Trudno.Stefan roześmiał się. . Pod kępą uschniętych krzaków stało parę czołgów i porządnie. i Majora? I cały sztab? A księży.powiedział Stefan. zsunęło mu się na ucho. gdy mijaliśmy ich bokiem. póki czas. . Ująłem ją pod ramię i poprowadziłem wzdłuż drogi.Wracajmy do obozu . wedrzeć się do nich przez rozbitą. mylisz się. Przyśpieszyliśmy kroku. Nie zwracał na dziewczynę uwagi. letnie popołudnie.Grunwald \ . Oddychała ciężko jak ryba wyrzucona na brzeg. Pilnował ich drzemiący w upale żołnierz amerykański. Czarny kutas dyndał się za każdym poruszeniem głowy. leżały poskładane karabiny. ozdoba muzułmańskich oddziałów SS. pociski armatnie i miny niemieckie. brunatnym potem jak pokropieni miedzią.Ruszaj z Grunwaldem . żeby lakier nie roztajał. Przylgnęła do mnie. Jutro będą wszystkich wywozić! Wszystkich! .rzekła Nina. a kuchnie? . Znali szpary i przejścia mniej pilnowane i wymykali się z koszar. to zobaczysz . Pokrzykiwali do nas. . Potrącone gałęzie jedliny chwiały się za nim. klasyczne miejsce transportu baranów.Idź do obozu.Czekam w Polsce.. Świecili się ostrym. Czerwone kepi. Położył na 56 .rzekł do mnie.rzekł ironicznie i zniknął w lesie bez pożegnania.Chciałem wejść i zabrać koc.. tam gdzie mur rzucał nieco chłodu na spieczoną ziemię.Obóz jest obstawiony przez Amerykanów .

przewiesił karabinek lufą na dół przez ramię. odwrócili się ku bramie. Dwaj żołnierze.) Come here (ang. jak para zagubionych dzieci przed chatką czarownicy. uczynić jakikolwiek ruch.Tak ci się śpieszyło na Grunwald i co? Znowu się boisz? Poczekaj. odwróciła się ode mnie. ale wiatr rozerwał jej wołanie na strzępy. ten który strzelił. Postąpiła jeszcze krok poza krawędź nasypu i miękko osunęła się za nim. chwycił karabinek.może nie puszczą nas. Na szczycie podmuch wiatru opiął jej ciasno biodra i rozczesał włosy. karabin wetknął między kolana. podbródkiem dotykał piersi. podniósł z ziemi hełm. Śpiący u drugiego krańca muru żołnierz podniósł nieprzytomnie głowę i poderwał się. gadali hałaśliwie i częstowali się papierosami. stop! . dziewczyna poprawiła niecierpliwie spódniczkę. włożył na głowę i pogwizdując bezmyślnie. tam gdzie był już obóz. śmiejąc się.Zaczekajmy do zmroku . Wolnym krokiem ruszyłem na usypisko. jakby jej nagle zabrakło powietrza. podniosły się głosy.Stop. jakby pośliznęła się na cegle.trawie hełm. halt! Come here!119 . Całkowicie odsłonięci staliśmy na łące przed bramą. halt! (niem. Odwróciła na moment ku mnie roześmianą ironicznie twarz. . Zawołała. Schylił się.krzyknął piskliwie drugi.Panienko! Stój! Chodź tutaj 57 . Rozespany żołnierz. urosły w krzyk. Podniosłem rękę. żeby dać jej znać. parskając krótkim. Przytrzymała je ręką. którzy. a jeden z nich zdejmując z ramienia karabinek zawołał ze śmiechem na całe gardło: . przyłożył go do ramienia. Fraulein! Halt.rzekłem zdjęty niepokojem . przeszedłem je na oczach wszystkich i 119 Fraulein. połączyły się w gwar. obciągnęła bluzkę na zbyt pełnym biuście i puściła się pędem ku bramie. maleństwo. zniknęła za krawędzią jak wrzucona w dół. Przy drugim narożniku stali dwaj żołnierze w porozpinanych bluzach. pogardliwym śmiechem. Fraulein! Halt. którzy częstowali się papierosami. pochylił głowę na oka mgnienie na prawo i Dziewczyna obronnym ruchem podniosła ręce do gardła. który mu się wysunął spomiędzy kolan. chciałem krzyknąć. odrzucili niedopałki papierosa. I zanim zdążyłem coś powiedzieć. przydeptali je nogą i pobiegli na nasyp. Dwaj żołnierze. Wracajmy do lasku. Za nasypem. . pośpieszył również w stronę bramy. ale milczałem. Poderwałem się biec za nią i nagle stanąłem. otrzepał go. prąc przeciw wichrowi. wołali za dziewczyną. Dopadła gruzów i poczęła się na nie wspinać.Fraulein. Wysunęła mi się spod ręki. idź za mną.) .

otrzepałem starannie spodnie z kurzu.Czy mówi pan po angielsku 58 . prychnął olbrzymim kłębem dymu i kurzu. okryte brezentami. Spomiędzy bloków mieszkalnych. zamrugał i ściągnął nieco wargi. Wysunął z auta nogę i zakołysał nią z wahaniem. Przepuścili mnie i jeszcze ciaśniej skupili się nad ciałem.Do you speak English?121 . Zrzucone ze strychu deski na ogień bezszelestnie zsunęły się w powietrzu. Ostatni znak życia.Wiatr skręcał z chrzęstem dym jak słomę i wyrzucał go za mur. zabielały na tle czarnych okien i upadły z przeraźliwym trzaskiem. nabiegłej świeżą krwią wardze usiadła duża niebieska mucha. nosy armat. wydobył paczkę papierosów. wilgotnej. Mały talizman w kształcie świstawki przesunął się na szyi na bok.) .) . stłumiony szmer głosów jak zza ściany. Delikatny strumień niebieskiego dymu przepłynął koło twarzy i porwany wiatrem znikł w powietrzu. zza zakrętu garażu. Wypukłe oczy zmętniały jak stężała galareta. Z ziemi podniósł się słup kurzu.zapytał szybko First Lieutenant. Kierowca sięgnął do kieszeni. niewygodny kawałek cegły. wparł się kołami w ziemię i przysiadł. Spod wargi lśniły martwo białe zęby. odleciała. Ten wzruszył obojętnie ramionami. Padając otarła o cegłę policzek. . Spłoszona cieniem. Dwaj żołnierze z pistoletami maszynowymi na kolanach rozpierali się na tylnym siedzeniu. odgarnąłem delikatnie włosy. Ręce. Oficer. Z trudem przepchałem się łokciami przez niechętnie ustępujący tłum. bzykając. kurczowo zaciśnięte w obronnym ruchu.Co się stało 121 Do you speak English (ang. powoli zwinął się nad ziemią i upadł. hamując ze zgrzytem. W otaczającej nas ciszy głos jego zabrzmiał ostro i nieprzyjemnie jak darcie płótna. Zapalili. z ulicy wysadzanej młodymi platanami. częstując. zerwał barwną opaskę. Słońce zalśniło i rozkwitło w brązowym wyglansowanym półbuciku. z którego sterczały długie. śmieszny jeep wypchany żołnierzami. Nade mną pociemniało od koła ludzkich twarzy skupionych i milczących. Na skurczonej. .zsunąłem się obok Niny. do auta. Poruszył 120 What's happened (ang. Na podwórzu dymiły się ognie pod porzuconymi garnkami i menażkami. Podszedłem. zawahał się parę razy na łańcuszku i zawisł nieruchomo. prześliznął się między drzewami. leżały ciężko na kamieniach. ułożyłem głowę na miękkim piasku wapiennym i podniósłszy się z klęczek. ciepła o mdłym zapachu krew przesączyła się szeroką plamą przez bluzkę opinającą zbyt wydatną pierś i zasychała na brzegach jak rdza. Usunąłem spod głowy trupa ostry. Spojrzałem zdziwiony na oficera. Z niezmiernej oddali dochodził do mnie jednostajny. wyskoczył mały.What’s happened?120 Czemu ci ludzie tak krzyczą? First Lieutenant pochylił się ku szoferowi. napotkawszy spojrzenie. przechylił się do tyłu. nie śpiesząc się. .

aż się wstrząsnąłem. ciężkim krokiem odszedłem w głąb koszar. który szedł przodem.Przez sześć lat strzelali do nas Niemcy. sir (ang. wypluł gumę.niezdecydowanie szczęką.kiwnąłem. Zastrzeliliście przed chwilą dziewczynę z obozu.Nothing. do swojej kolacji.Kto skrzywdził tych ludzi? Czemu oni tak krzyczą? Co się stało? Żołnierz z karabinkiem opuszczonym lufą na dół wyszedł z tłumu.) . że nad ciałem dziewczyny tłum ciasno skupił się i patrząc w oczy żołnierzom cały czas wrogo skandował: . Tłum zasłaniał szczelnie trupa dziewczyny. . . Pierwszy Porucznik wyskoczył z auta jak zwolniona raptem sprężyna. teraz strzeliliście wy. nie oglądając się. Nim jednak ten. w Europie.Ge-sta-po! Ge-sta-po! Ge-sta-po! V Żołnierska sala leżała w gruzach. sir123. Musiało mu nagle zaschnąć w ustach. .Nic się nie stało.uspokoiłem go bagatelizującym ruchem ręki i uprzejmym poddaniem całego ciała. .powtórzył nieco ostrzej Pierwszy Porucznik.My God124 . .My tu. do swoich książek.I do122 . .) . że wypryśnie z auta. Nagle ściana ludzi poruszyła się. Cisza jak napęczniały balonik pękła z trzaskiem w uszach.odrzekłem obojętnie. jesteśmy do tego przyzwyczajeni . Na stołach i na podłodze rozbite skorupy porcelanowych misek bielały w gęstym mroku jak oskrobane z włókien wyschłe kości.) . odprysła. 122 I do (ane. gdyż krzywiąc się.powiedział. Dotykał stopą ziemi. zwróciłem się do oficera. jakby rozpędzając się.tu: mówię 123 Nothing. proszę pana 124 My God (ang.What's happened? . Twarz jego spłynęła przelotnie krwią i pobielała. W uszach huczało mi jak w słuchawkach.Nic. Nic się nie stało . którzy wtedy palili papierosy. . Mój głos zahuczał w głowie jak w pustej sali. i naraz zaczął żuć. a jak na daleki. zdążył coś powiedzieć. do swoich gratów. a za nim przepychali się pozostali dwaj. Różowa grudka zaczerwieniła się w kurzu drogi. co za różnica? Przez niski kurz jak przez płytką rzekę.My God! My God! Chwycił się za głowę. ale odwrócił się od niego i patrzył na żołnierzy. Zdawało się. . Teraz dopiero uświadomiłem sobie.Mój Boże 59 . Patrzyłem na oficera nie jak na człowieka. . obojętny przedmiot. którą już pewnie zafasowano.

Książki pana porozdzierali. Zrobiło się zupełnie ciemno.krzyknąłem z rozpaczą. Pod głową go miałem. Umilkło. Ukradli. Oparłem się o stół. że kradną .Ściągnięte z łóżek sienniki zwieszały się ku ziemi bezwładne. wypaproszonych brzuchów. otwartego w noc. wylewały się szmaty i stłamszone leżały na ziemi. Wygarnięto z niej wszystko. Panie Tadku.Nie trzeba było surowego barana jeść.czerwoną rakietą. piwniczny. W głębi sali ktoś z jękiem poruszył się na łóżku. Z szaf. co oni narobili! Żebym ja był tego nie dożył. stłumiony. skorupy i książki. pokruszone liście. Poczułem nagły przejmujący głód. . Ledwo garnitur wybroniłem.Wpadli do sali. zajrzałem do szafy. I mnie buty wzięli. . .Cygan.Zatrzymałem się niepewnie i czekałem w napięciu. jak mnie tak wszystko pieruńsko boli! . Ścisnąłem z żalu zęby i 60 . Usiadłem.. rozkradli. bracie. jak z otwartych. . Łagodne światło bezszelestnie spłynęło po oknie jak świeża krew.powtórzyłem machinalnie. nie dziwota.zapytałem z ogromną ulgą. zduszonych książek. rozkwitł jak olbrzymim kwiatem . Na dnie domacałem się w garnku ocalałych płatków kartoflanych. Przeleciał jakiś przenikliwy strzęp szeptu. Koca nie było. Zaszeleściły w palcach jak suche. . wszystko rozbili. Siennik znów zachrzęścił niespokojnie. Szykują się chłopaki na transport. zachłystując się słowami jak płaczem. sienniki.Nie ma kolacji . porozbijane i poszarpane. toby panu chyba serce pękło. Cienie zachwiały się. . Strzelano z wysokiej wieży koło bramy. Ruszyłem do szafy i czepiając się łóżek brnąłem w głąb sali..A gdzież bym był. Podszedłem do łóżka i pomacałem ręką.rzekłem drwiąco. W powietrzu unosił się stęchły. . Korzystając ze światła. urwany chichot rozpłynął się w nagłym chrzęście słomy. Polak Polakowi. Palce przeszorowały po szorstkim sienniku. to ty? . . Nie było nikogo. Rakieta spłynęła na bruk. błysnęła silniej czerwienią i zgasła. nikt po jedzenie nie poszedł. trupi zapach. Siny kwadrat okna.zajęczał w ciemności Cygan.Cygan? Cygan. . resztę zniszczono. zawahały jak rozkołysana woda i podniosły się do góry. . zlituj się nad nami. podskoczyła kilkakrotnie. cokolwiek nadawało się do użytku. żebyś pan tylko widział. panu Koli zabrali papierosy.Nie było nikogo. jesteś? . Rozbite szkło zachrzęściło pod nogami. nikt nie pilnował .Ten naród ludzki.ciągnął płaczliwie Cygan.A jutro transport i znowu jeść nie dadzą. żebyś pan widział.Nikt nie przyniósł kolacji? . O Boże miłosierny. tobyś dzisiaj także nakradł. gniły i rozkładały się dalej. jakby były zabite. Pod nogami szeleściły zwały podartych. Namacałem krzesło. jakby te szmaty.

. razem bukietem spłynęły na ziemię.ostatnie słowo zachrypiało w ziewnięciu. Jemu się przydadzą. obok wykwitły zielone. że pana chorążego i pana Kolę za karę do Polski odeślą. Podpatrzyłeś.machnął ręką w 61 . to się w Polsce spotkają ze Stefanem. A pan tylko w książkach siedzi.Tak pan myśli? . . Mnie podłożyli. .Uczułem znowu.Szykują się. Głupi nie będę i w transporty do Polski nie pojadę . Potoczyła się z brzękiem po betonie.A mówili.ciągnął monotonnie Cygan.kopnąłem walający się pod nogami czerep miski.Przecież Kolka chciał jechać do Włoch . .westchnąłem zazdrośnie. .odparł . Powiedział. że pan pewnie nie wróci.Ja tam sobie radę dam.dodał z lekceważeniem. pochlipując. Pogmerał.Przywiózł pan co? . nie kłam. neonowym światłem i zapadła się w mrok. Grunt. szykują się. żeby im tak w boku szykowało . Czarna twarz Cygana powlokła się jak rtęcią trupim.Niech się tata martwi o siebie.zawołałem w zdumieniu.ale nie barana. . że jestem głodny.zapewnił z przekonaniem. .Ale pan ma szczęście . . jak głupi bić się . parszywy Cyganie.A pan chorąży siedzi w bunkrze i pan Kola siedzi w bunkrze .A jutro? Jak będzie transport? . . .. szykują się do obrony . .O jutrze będziem jutro gadać . pomarańczowe i żółte.burknął syn chorążego. . Sameś pieniądze ukradł. Już on ich zakapuje.Tam .Niemrę kupiłem. jakby pan pochodził. .O. Łóżko zaskrzypiało z pasji. . .A pan Redaktor przyszedł i książki z pana szafy także zabierał.Ale. Samo nie przyjdzie. to szkoda zostawiać..zaklął Cygan.No. . Boże. . Czerwona rakieta znów rozjarzyła się na granatowym niebie..ucieszyłem się uprzejmie.Tatuś martwił się o pana. Znajome kowboje na warcie stali.Nie kłam. jak tata chował . bo pojechał do pana generała Andersa.. . udało się panu wrócić? . Przeciągnąłem przez dziurę. . Posłuchaj pan..Chłopaki się nie dadzą. aparat fotograficzny zabrali i pieniądze. aby dziś. .odezwał się z dołu syn chorążego. Boże. a z ciemności wydobył się oburzony kobiecy pisk. bo ci znowu mordę nabiję.A panu chorążemu szafkę rozbili.Pan by też mógł mieć.Redaktor? Co mi zupy dawał? Pojechał! Jednak pojechał! Beze mnie! . O.Przywiozłem . . . To lepsze od barana.

Jutro mieli go powtarzać.rzekłem do syna chorążego. .. jakby nafosforyzowane. Lecz tylko owinął kobietę kocem aż po czub jasnych.Bo co innego robić? .. do następnego razu! . prowiantowego albo sekretarza . żeby jej jutro nie znaleźli. a karabinów. a rozpylaczy! Co pan myślisz. jak jechaliśmy do Dachau.Co ty sobie wyobrażasz. Co. tobyś nie miał kłopotu dzisiaj .dodałem łagodniej. to się pan tu prześpisz. Uważaj pan. to się wyjdzie.głos mu nieco drgał. Naraz otwarto je z drugiej strony i z czarnej nory korytarza zamigotała w świetle żółtej rakiety ostra. . że ciebie nie udusiłem.Idź pan na Grunwald .odezwał się Cygan. Potem będzie łatwiej o jakąś funkcję w obozie. to pan kowbojów poprosisz.Sam muszę się schować przed transportem.krzyknąłem histerycznie. panie Tadku? Leżał odkryty i oddychał ciężko jak zdychające zwierzę. jakby chciał wstać. Jak skończą akcję. że ich diabeł nie znajdzie. jak pluną. . . okeje nie uciekną? Podniósł się na łóżku. Bo ja mięso idę gotować. .a jak się skończy. Wstałem od stołu i brnąc po książkach. Podprowadziłem go do stołu. ciemna twarz o wpółotwartych ustach. Syn chorążego zachichotał i pokręcił się na łóżku.Jak ja pojadę.A niech ją złapią. dotarłem do drzwi. Wparł we mnie świecące odbiciem rakiet oczy. Fontanna rakiet przepływała przez powietrze. a błyszczące okulary nabiegły różową poświatą. rozpryskiwała się na niebie. 62 . . jakby w zadysz-ce. które nabiegało raz po raz granatowym sokiem. kiedy ja taki chory? Może mnie nie wezmą? Pan umiesz po angielsku.Podobnież do Koburga transport ma iść . puszystych włosów.stronę rozświetlonego rakietami podwórza. Tam są meliny. Będzie mi potrzebna albo co? A może pójdę z nią do chłopaków i będziemy siedzieć na strychu. i dobra. . A granatów.O. Rakieta spłynęła w dół. Czerwony dach koszar mienił się upiornie na tle nieruchomego nieba. bo szkoda. Ale my zrobimy lepszy.Grunwald robią. Niebo grało wszystkimi kolorami. opadł z westchnieniem na łóżko i wsadził rękę pod koc. W czarnej zapadłej twarzy błyszczały niesamowite. .Grunwald robią . . że tylko rakietnice na Grunwald? Jak ustawią ze dwa cekaemy na strychu.poradził syn chorążego . . wielkie zmartwienie . to pan! .Profesorze.rzekłem z pogardą. Ile chłopaki brauningów mają. opadała rozżarzonymi kroplami na dno ciemności. że będę się złodziejami zajmował? Szkoda.

Ta pańska sąsiadka? . zakołysał się i chwycił mnie za ręce.wrócił do swojej ulubionej myśli.powtórzył jakby sennie. kupowałem jej ciastka.. Nie znalazł..A teraz. ciężko dźwignął się. A pan mi o Grunwaldzie. że się spotkamy. . . Truskawka na czubie? . .Szukałem . ogarniały bawarską koszulkę.. wesołych i chwalebnych przygód Sowizdrzała.Nie wiem. Wie pan. .zawołał Profesor. Profesor podniósł głowę. . Kolegowałem z jej ojcem . .dodał tonem wyjaśnienia. Po białych. Brązowy jeleń.naraz zesztywniał wpół słowa.jaka wypierśna kobieta! Już ją prawie miałem w ręku. . były takie z kremem. to na innej łące . pokruszony papieros przewinął się przez palce i rozżarzył się w ustach nikłym płomieniem. Puszysty kłąb dymu błysnął różowym podbrzuszem i wypiąwszy siny grzbiet rozpłaszczył się pod sufitem.Chodźmy na Grunwald! .Szukał mnie pan? Profesor był wciąż w skórzanym tyrolskim stroju. czy przypominam. Oczywiście. Pogrzebał w niej natarczywie. była jeszcze dzieckiem.Zastrzelili ją . już ją obmacywałem i co za nieszczęście. Sięgnął znów do kieszeni. gdzie byłem. co przyjechała z Pilzna.Przy mnie zastrzelili ją. . wspinały się po twarzy i przez sufit uciekały za okno. Nieraz.Zajrzał mi w oczy. Westchnął ciężko i podparł głowę rękoma.. Czy to nie wszystko jedno! Konwenanse towarzyskie? Tu! W przeddzień transportu? I tak jutro nie spotkamy się więcej.. Zaraz się zacznie. jakby wychodził z wody. doprawdy . Przedarty leżał na ziemi drzeworyt z bohaterskich. dawniej.uderzył mnie dłonią po ramieniu . Zmięty.zastrzelili ją na bramie. . napędzając czerwień w wargi.rzekłem słabo. Nie na tej.. . Sięgnął do kieszonki. niepewny.Ta. Zadbałem dla pana o dobre miejsce przy ognisku.Pomilczał. wytłoczony na pasku łączącym 63 . patrz pan . Tylko. dziewczyna z nagimi piersiami grająca pod ścianą na gitarze. Moja sąsiadka z domu.To ja byłem z nią.Gdzieś łaziłem po obozie. . pokiwał głową. odrzucając niedopałek . Zerwałem się z łóżka. .zdecydował się.rzekł po chwili. z rzadka porosłych czarnym włosem kolanach przesuwały się kolorowe cienie.. . Gdzież pan był tyle czasu? Klepnął się po kolanach. Zaciągnął się papierosem.Ziemia jest mała! .Co za nieszczęście! .rzekłem niespodziewanie dla samego siebie. kładąc się słabym refleksem w rozpadlinach twarzy. Jak wyjeżdżałem we wrześniu. Byłem z nią w lesie .Cóż robić? . . Opuściłem głowę i zapatrzyłem się w podłogę. Poszła na spacer.rzekł Profesor.Miałem przecież być u pana.

pod oczami. puchła. niech pan przestanie! .Cha. Chodźcie wszyscy na Grunwald! Za oknem.Leż. polizał czarne okna jak łaszący się pies i rozkołysał sobą mrok jak dzwon. Kolorowe sienniki.szelki. wielki.Kręci się. cha. podpływały pod sufit. W czarnej misce podwórza.Profesor wyprostował się. pęczniała od środka.odezwał się z kąta syn chorążego .krzyknąłem. ściany. cha! . ściskając mi coraz silniej ręce. cha.A ja myślałem. jakby jej kto smoły nalał. . w kątach ust. Przyszykowałem kolację.Pan oszalał! . cholero . cha.dodał niecierpliwie. . cha. . Suche deski płonęły z trzaskiem.Weź pan dziewczynę. Dziewczyny nie dostałeś. cha. huczącym śmiechem.dusił się dobrą chwilę od śmiechu. który rozbity wiatrem rozwiewał się jak grzywa pędzącego konia. którą zaraz wysysała ciemność. leż. jak farby na portrecie. niebieskie i żółte światła i osadzały się pod brodą. Grunwald! . buchnął nagle rudy płomień. charcząc. cha! Cha. mieniące się banie. wypełniona światłami. Błyski ognia ślizgały się po twarzach i nasycały je krwią. wyrywając ręce z uścisku. stoły. .Chodźcie wszyscy na Grunwald! . w zagłębieniach uszu.Profesorze. że będę spał z nią dzisiaj. a łóżko zachrobotało. naokoło drgającej bani płonącego stosu. . . zobacz pan! . . chudy. Nawet prześcieradło dostałem! Cha. cha! Nagle zachwiał się. książki mieniły się i wirowały jak jaskrawe kule.Trząsł się całym ciałem od śmiechu. Profesor . . cha. a na ich miejsce wylewały się różowe.Widzisz. cha. obrzydliwe kolorowy.wołał niecierpliwie. czerwień bełtała się z zielenią. policzki wydymały się jak szkliste. cha! A pan z nią! Młodości! Młodości! . miski.Wychyliłem się za parapet. zgasła wraz z ostatnią rakietą i poszarzała jak wystygły popiół.zapiał Profesor.nie trzeba było kochać się na starość. a światło nabiegło mu natychmiast w otwarte usta i zakotłowało się w nich różnobarwnie. szły razem ku czołu. stał milczący tłum.Chodźcie wszyscy .Grunwald. I Grunwaldu nie zobaczysz. Obrócił się ku sali. który zgasił rakiety. Pociągnął mnie do okna. Cienie drzew wydłużyły się aż ponad dach i chwiały się jak świece. niech i ona zobaczy.Przecież to była taka zwyczajna! Ja ją chciałem! Cha. drgał w świetle rakiet jak żywy. prawda.Zobacz pan. ryknął ogromnym. ale gruźlicę. . w mroku. . a 64 . Twarz Profesora grała wszystkimi kolorami tęczy. Twarz powlokła się meduzim blaskiem. kołysała się jak okręt. cha.rzekł prosząco. Nagle puścił ze świstem powietrze i rozwarłszy szeroko usta. . zakasłał się gwałtownie i schylił się ku ziemi. . . Na kościstej twarzy Profesora światła mieszały się i nabrzmiewały. jakby Profesor dusił się od światła. Cała sala.

.My? . Wczepiła we mnie kurczowo palce. . Pogłaskałem ją uspokajająco po chłodnej dłoni. Podnosił się od niej zapach. Amboneczka. bił w nozdrza i wdrażał się w ciało. Pełno Boga. mały. Wiatr odparł dym..Był pan w kościółku w osiedlu niemieckim? Nie? .W oczach jego płonął rudy blask ogniska. Kind125 . Kind (niem.To nasza odpowiedź . prawie surowo. .A my? .Profesor już się opanował. Tłum buchnął śmiechem. Dyszała mi wprost w kark parnym.na krematoria i na kościółek. . Aż się wylewa.Pies z kulawą nogą nie zadba. Zgasły. . Ja tam codziennie chodzę. Twarz jego. . jakby błogosławił. . gruby. spokojnie.Spokojnie.rzekł łagodnie Profesor.Ruhig.krzyknął drapieżnie . . gorącym oddechem. ruhig. Ogień przygasł. Twarz stojącej obok mnie dziewczyny poszarzała jak popiół.warknąłem przez zęby. . Ciepłe ciało dziewczyny przylgnęło do mnie szczelnie i drżało z podniecenia i strachu.mruknąłem z ubolewaniem.Was ist los? . Ksiądz ujął go za ramiona.Was ist los? . sami SS-mani! Rozmiesz pan? A kwiatów pod krzyżykami. Dziewczyna w nocnej koszuli sunęła za nim cicho jak duch. ogarnięty blaskiem jak czerwonym 125 Ruhig.To pali się kukła SS-mana. . stała się znowu ostra i zmęczona. Mówił poważnie. A pod jedną ze ścianek krzyżyki.) . Sięgnąłem dłonią do tyłu. Światło rakiet umilkło. płomień bryznął pod niebo.usta jej skrzywiły się. Odgarnęła włosy znad czoła. Patrzcie! . Wparła się we mnie całym ciałem.Człowiekowi wciśnięto z powrotem hełm na głowę. odziana w mrok.odpryski odlatywały w mrok. to Grunwald! Na stos dorzucono świeżych sosnowych gałęzi. Ksiądz podniósł obie ręce. . Hełm z brzękiem spadł na beton dziedzińca. jak człowiek zdechnie. ruhig. . sentencje z Biblii na ściankach. . Powiało gęstym.powtórzył Profesor w zamyśleniu. .patrzcie na ognisko! Na to czekam. Spokojnie. Czarny Cygan podparł się na łokciu i z zazdrością patrzył za okno. zatrzęsienie kwiatów! . przykryte powiekami. Biały kołnierzyk ściskał rudą szyję. Syn chorążego wstał z łóżka i przyczłapał nagi do okna. Przed tłum wystąpił Aktor. My.Tak Niemcy czczą swoich umarłych.zaszeptała szczękając zębami.My jesteśmy tuż przy nich. maleńki ołtarzyk. dziecko 65 .I na martwą dziewczynę . Z tłumu wytrząsł się ksiądz w sutannie. na krzyżykach klepsydry. Gdzieś w głębi ciemności wywleczono człowieka w mundurze esesmańskim. brudnym dymem. w okieneczkach krateczki. Oczy jej jak dwa węgle żarzyły się przerażeniem. dźwignął z wysiłkiem i wśród okrzyków tłumu cisnął człowieka w ogień.

które kłębiło się i wirowało jak gnana wiatrem bańka mydlana. żywi. po dziedzińcu poesesmańskich koszar. w przededniu transportu. na którym w rocznicę bitwy pod Grunwaldem rzucano na stos słomiane kukły żołnierzy z SS. Ze strychów odezwały się długie serie karabinów maszynowych. 66 ..Policzki jego. zamazanych cieniem drzew.Żywi z żywymi! Cha. Spod jej cienia. znów nabrzmiały i napęczniały. Tak jak oni. cha. jak spod olbrzymiej skorupy na wpół otwartej ostrzem ognia. idźmy z żywymi. uciszył krzyczący tłum. cha. objęty pożarem rakiet. Buchnęły kaskady rakiet. cha cha! Żywi z żywymi. cha. między kamiennymi ścianami budynków. zanurzone w tygiel rakiet. który wszystko miał zniszczyć i rozproszyć bezpowrotnie ludzi głucho.rzekł w zadumie Profesor. cha! Cha. jednym gestem dłoni rozszczepił go wzdłuż szerokiej ulicy. i podczas gdy ksiądz ciskał w ogień coraz to nowe kukły. . Dymne pociski szły popielatymi smugami przez niebo jak stada dzikich gęsi. na zawsze! Patrzcie! Wyciągnął rękę w stronę hali tonącej w mętnym mroku. . szedł Batalion i śpiewał.My.płaszczem. . trysnęło bengalskimi ognikami i spadało kroplami na ziemię. dźwignął głowę ku ciemnym dachom koszar i dał znak. zajaskrawił się wraz z całym podwórzem.Niech umarli grzebią umarłych .. Naraz Profesor zarechotał po raz drugi śmiechem. . Tłum. które jak podlane naftą rozrywały się słupem płomienia i skręcały się w tym ruchu jak żywe. on podniósł ramiona w górę. zacięcie wbijając w beton takt. Niebo zapaliło się jak choinka.

Również stan bloku wzgl. przełożony bloku. urzędowy język niemiecki . „Jazda z bloku na apel!” „Blok szósty do odwszenia!” BLOKOWY . W tzw. Otoczeni nimbem zbrodniczości (niektórzy mieli na sumieniu po kilka tysięcy zamordowanych) ograniczyli się z czasem do wygodnej funkcji reprezentowania bloku wobec esmanów. ARBEITSKOMANDO . nr. dwupiętrowa konstrukcja do spania. Byliśmy w Oświęcimiu. wymierzanie kar cielesnych przy oficjalnych egzekucjach itp. Krystyn Olszewski. Tadeusz Borowski. Inne dorywcze zajęcia: poszukiwanie zbiegłych więźniów (w obrębie wielkiej postenketty).albo prycza. obozu na apelu. ABGANG . który. Starym Oświęcimiu były to solidne. podobnie jak język konspiracji. które być może ułatwią zrozumienie pewnych partii tekstu.więzień. APEL . 1825 Franek Karasiewicz. oczekuje swego kodyfikatora. nadzorował wydawanie jedzenia. dbał o porządek bloku. że antreten?” „Idziemy na antreten”. przemieszanie się wielu grup językowych. z wyjątkiem tych. Sławni byli blokowi z kwarantanny z Birkenau. „Nie słyszysz. Życie obozowe składało się z dwu momentów: kiedy więzień chodził sam i kiedy chodził w szeregu. BLOK . zbudowane przez więźniów piętrowe domy. która odchodzi z bloku na blok.zbiórka. pozostawiając właściwą władzę szrajberowi i sztubowym. używanych w Oświęcimiu. „Jak ci idzie na nowym komandzie?” „Muszę zmienić komando. również pojedynczy człowiek. przy którym musiał stawać na apel.cowieczorne liczenie stanu w obozie. Podajemy znaczenie niektórych określeń. Prominenci spali w dowolnie wybranych przez siebie blokach. końskie baraki.OKREŚLENIA OŚWIĘCIMSKIE∗ Odrębność i egzotyczność socjalna środowiska. [Monachium] 1946. „Z naszego bloku odszedł dziś abgang trzydziestu ludzi”. Określone komanda zajmowały określone bloki. co siedzieli w bunkrze lub leżeli w szpitalu.oddział roboczy. W braku innych *∗Słowniczek opracowany przez Tadeusza Borowskiego.Barak obozowy. „Ilu masz abgangów?” ANTRETEN . Wydanie krajowe: MON Warszawa 1958 67 . Był odpowiedzialny za zgodność apelu. codzienna czynność. Każdy więzień był przydzielony do jakiegoś bloku. z obozu do szpitala. dołączony był do książki: Janusz Nel Siedlecki.blokowy do szrajbera. „Czy zgadza ci się apel” .wszystkie te czynniki złożyły się na powstanie swoistego języka obozowego. przeważnie Polacy (np. bo nie wytrzymam”. W Birkenau były to prawie bez wyjątku drewniane. Oficyna Warszawska na obczyźnie. BUKSA . Święta. ze szpitala na obóz. Każdy więzień był przydzielony do jakiegoś komanda.grupa. paczek itp. „Chodźmy na apel”.

to. jak opowiadali Żydzi z tzw. ale jak złapią. blokowy śpi w budzie”. „Na durchfall najlepszy chleb spieczony na węgiel”. przebywano w nich w pozycji leżącej. strąconych nad Niemcami. trwała. Zwykle bardzo luksusowo urządzone (w skali bezwzględnej). próba ucieczki.obóz cygański. chorób i barbarzyńskiego traktowania esmanów i obsługi obozowej. zamiast pięciu minut. łatwiej będzie wytrzymać do jutra do obiadu”. aresztowany w obozie za przestępstwo (handel. Jak przejdziesz przez nie w nocy?” CYGAŃSKI . w której więzień. ciężkie komando. zbudowane na przedzie bloku. Każdy był w walce z durchfallem zdany wyłącznie na siebie. „Idę na cygański”. oskrobywania się z błota. pewno znów ktoś uciekł z DAW”.konstrukcji w bloku (i miejsca na nie) miejsce do załatwiania wszelkich czynności człowieka (prócz wydalania): jedzenia. „Tak. odarty koc na plecach od zimna. Wstęp do nich był dla więźnia z bloku oczywiście niemożliwy.początkowo składy rzeczy prywatnych więźniów. DAW . Również cela z cementu. nielegalny list).biegunka. dyzenteria. trudniące się głównie rozbiórką samolotów.kryjówka. klasyczna choroba obozowa. brudu. Na górze można było stać. lepsi goście. CYKLON . EFEKTY . sonderkomanda. „Nie hałasuj. z całej Europy internowani w Oświęcimiu. siedzieć.pokoiki dla blokowego i szrajbera.Deutsche Abrüstungswerke. bicia wszy. „Zwłaszcza że pobudowali naokoło obozu bunkry. Później również cały 68 . stał dotykając karkiem sufitu. muzułmanie. jak na cygańskim!” CULAGA . wygrzebana w ziemi przez planujących ucieczkę więźniów. Walka ta jest jednym z nie napisanych eposów Oświęcimia. rychło stracili wszelkie prawa i pozory praw ludzi internowanych i masowo padali ofiarą głodu. „Dzisiaj culaga. pisania listów do domu i organizacji. „Syrena buczy. toteż zajmowali ją tzw. Cyganie. co Anglicy nazywają pillbox. „Byle bunkier był. W roku '44 ze względów oszczędnościowych obniżono jednorazową dawkę. bracie. używany w komorach gazowych. BUDA . wieszać ubranie na belkach. „Nie pij wody. Śmierć.gaz. Parter i pierwsze piętro tej konstrukcji podobne były do pochyło leżącej szuflady. Również stanowisko ochronne dla straży obozowej. od piętnastu do dwudziestu pięciu minut. dnie i noce. bo dostaniesz durchfallu”. W olbrzymiej większości wypadków nie leczona i nieuleczalna. „Nie ma to. to bunkier murowany”. DURCHFALL . postrach wszystkich więźniów. przez długie tygodnie. BUNKIER . Klasyczne miejsce ucieczek.dodatek żywnościowy dla pracujących. można uciekać”. Gaz ten był wyrabiany przez prywatną firmę niemiecką.

dobre stanowisko w obozie (nie na komandzie!). na apel. premie i . FLECK . czy kapo jest dobry. lepsi goście. w którego blokach leżały (i gniły) bogactwa zabrane transportom idącym do krematorium. odpowiadał mniej więcej funkcji sztubowego na lagrze. że nie chcesz robić”. na obozie kobiecym). miejsce wypoczynku.synonim krematorium i śmierci w komorze gazowej.ropień śródmięśniowy. snu. Architektura dwudziestego wieku! „Cały transport poszedł do gazu”. trzecia klasyczna choroba oświęcimska. „Co się martwić. podobnie jak durchfall przez długie lata predestynowała ludzi do komory gazowej. sygnał do pracy. W pamięci wielu fleck wiąże się z osobą drą Zenktellera. tobyście zobaczyli”. Pilnował roboty. niekoniecznie oficjalnie dobre (pipel u blokowego. jak będziesz na efektach”. do snu. „Teraz to w obozie jest kanada.jak mówiono ironicznie w obozie.sanitariusz w szpitalu. „Co się tak pchasz jak 69 . „Panie fleger. przychodzących do obozu i do gazu. którzy byli ukrywani przez przyjaciół flegerów na innych. FLEGMONA . goniec.komora gazowa. więzień kierujący grupą roboczą. rozdawał zupę.symbol dobrobytu obozowego. KANADA .„w charakterze dymu przez komin” . Ponieważ każdy większy obóz koncentracyjny posiadał własne komory gazowe i krematoria. „Ma chłopak szczęście. FLEGER . Również komando pracujące przy transportach. czy istniały komanda zasadniczo złe (Weichseldurchstich) i zasadniczo dobre (pracujące np.). handlu. ilość ich może być obliczana na setki. „Wstawać. „Jak ci kapo mówi. „Powiem kapie. Z reguły każdy kapo miał własną budę na polu. Dobroć komanda mierzono głównie tym. trzeba było wcześniej przyjechać. pijaństwa i konszachtów z esmanami.(capo). KOMIN . Przez parę niewielkich sal oświęcimskich przeszło w ciągu paru lat parę milionów ludzi i wyszło .tyfus plamisty. wody!” „Fleger jest ważniejszy niż doktor”. już po drugim gongu”. „Kanada idzie na rampę”. fleger w szpitalu etc. to masz to zrobić”. KAPO . GASKAMMER . tudzież wiadomych stosunków ze swymi piplami. niestrudzonego tropiciela wszy i chorych na tyfus. skład drzewa. Posiadał nieograniczoną władzę nad więźniami. dostał się na funkcję”.pobudka. Do czwartego kwietnia 1943 wszyscy chorzy na fleck szli bezwzględnie do komory gazowej. tak i tak pójdziemy do gazu”.słynne komando muzułmanów. GONG . „Przynieś mi ładną koszulę. nietyfusowych blokach szpitala. FUNKCJA .kije. druga klasyczna choroba oświęcimska. HOLZHOF .osobny odcinek obozowy.

Nieraz całe zarażone bloki szły do gazu (np. flegmonami lub kręcą. aby numer. że z pokrzyw) w szaro-niebieskie pasy.doniesienie. przed krematorium wysypywano je automatycznie. lubujący się w autobiografiach obozowych. funkcji i dobrego samopoczucia noszącego je więźnia. czwarta klasyczna choroba oświęcimska. zazwyczaj z durchfallem. ZLAGROWANY .świerzb. że byli kiedyś „także” muzułmanami. KRANKENBAU .człowiek całkowicie zniszczony fizycznie i duchowo. o kobiety. palenie papierosa podczas pracy czy nieumycie miski . niechętnie przyznają się do tego. karny raport. sonderkomanda i . sporządzone ze specjalnego materiału (powiadali. „Masz kręcę? Posmaruj się herbatą”.obóz (domyślnie: koncentracyjny). Wieczorem ładowano trupy na samochód z podnoszoną platformą. lecz szło o dawne porachunki starych numerów. wytatuowany na lewej ręce. który myśli tylko kategoriami życia obozowego i postępuje wg moralności obozowej. 70 . KRĘCĄ . nie mający ani sił. dopasowane do figury pasiaki były oznaką dobrobytu. dozorującego esmana (komandoführera) i pracujący przy określonej robocie lub w określonym miejscu. z jaką muzułman był traktowany w obozie przez towarzyszy.ubranie obozowe. najzupełniej dojrzały do komina. obojętnie jak: uczciwie (z kuchni SS. miał nieraz potężne bogactwa i cieszył się zawsze pełnym poważaniem i zawiścią obozu.kostnica obozowa. o dochodowe funkcje. odzież.człowiek. Dobrze skrojone.ognia. przed wywiezieniem do krematorium układano trupy szeregiem na drodze obozowej w szpitalu tak. reszta była sprawą Żydów z tzw. KLAMOTY . mający swego kapę. zwłaszcza tam.Żyd do komina”. „Jesteś zupełnie zlagrowany”. ani woli do dalszej walki o życie. LAGER . MUZUŁMAN . głowa między nogami.oddział roboczy. „Pozbieraj te klamoty!” KOMANDO . z rampy) czy nieuczciwie (z porcji kolegów). słynne KB. Organizator. piętrami. Żadne objaśnienia nie mogą oddać pogardy.zdobywanie środków utrzymania poza porcją. LEICHENHALLA . człowiek oswojony z tym trybem życia. z FKL). Nawet więźniowie. wysoki na wysokim). ORGANIZACJA . był dobrze widoczny dla esmana. System donosicielstwa był szeroko rozgałęziony wśród więźniów. PASIAKI . gdzie nie chodziło o kawałek oddartego koca. który sprawdzał identyczność zmarłych. o ukryte między belkami złoto.graty.takie sprawy też były brzemienne w konsekwencje. Każdy trup miał kartę zgonu. MELDUNG .szpital. z efektów. gdzie układano plon dzienny we wzorowym porządku (trup przy trupie.

SONDERKOMMANDO . chleba. że jest prominentem. wiecie o obozie! Zapytajcie jakiegoś starego numera (!). ubrań.szpital. Oficjalny tytuł obozowy (z dodatkiem numeru). esman. „Kto ma mieć złoto. Czysty.więzień polityczny. Źródło czci i poszanowania przez inne stare numery oraz młode numery. PROMINENT . byli odsyłani „na posty” za wykroczenia (handel. ROLLWAGA . Tak wisi się godzinę. POSTENKETTA . Najdłuższa stójka oświęcimska: dwa dni. jak nie Sonderkommando?” STARY NUMER . W obrębie obozu nie było zwierząt pociągowych. Wielka postenketta stała w dzień (w razie ucieczki całą dobę). Nikt o sobie nie mówił. złożone wyłącznie z Żydów i pracujące w krematorium przy gazowaniu i paleniu ludzi. SZTUBA .chłopiec do posług u blokowego lub kapy. POST .o ile ich złapano. Określenie o lekkim odcieniu pogardy. on wam może powiedzieć. nieczystości. Mała postenketta stała w nocy przy drutach obozu.) . najedzony sardynkami. który nie używał wyrażenia „KB”.komando specjalne.wartownik. co przeżył”. nadzwyczajne umiejętności życia obozowego. „Jestem na szóstym bloku. REWIR . ale tylko w gwarze obozu kobiecego. zwanych także milionowcami. oznaczający zasiedziałego w obozie więźnia. mający wszystkie chody otwarte.przez związane z tyłu ręce przewleka się sznur i podciąga się więźnia przez kółko w słupie lub w braku specjalnego urządzenia po prostu przez poprzeczną belkę w bloku. dwie. na górnej 71 . otaczając obóz w promieniu kilku km. STÓJKA . ścięgna pękają. Ręce wychodzą ze stawów. elegancki. Obsadzenie najlepszych funkcji obozowych. pchany przez ludzi. to jest ci.albo „lepszy gość”. SCHUTZHAFTLING .wóz. Odpowiednik kobiecy: kalifaktorka. więźniów później przybyłych do obozu. patriotyzm lagrowy. „ochronny”. Zwykle dzieciak ocalały z żydowskiego transportu. Całość operacji zwie się „słupek”. Blockführerzy.niski numer. sztuba trzecia. milionowcy. więzień na dobrym stanowisku.sala albo część bloku. Do przewożenia zupy. którzy nadzorowali życie wewnętrzne obozu. trupów z obozu do szpitala używano ludzi.łańcuch straży otaczający obóz lub miejsce pracy. zamknięty na wszelki wypadek. „Co wy. etc.PIPEL . stosunki z kobietami.stanie na przedłużającym się apelu. „zlagrowany”. SŁUPEK .

przywożone przez transporty a używane przez więźniów. Waschraum w Birkenau był miejscem rewii. SZTUBOWY . Również nosiłki do dźwigania ziemi. lato '44). Pozostał nie wykończony do końca obozu. ZAUNA .lub jeśli śmierć nastąpiła w obozie . dbał o czystość sztuby i. SZPILA . odjeżdżali wieczorem samochodami do gazu.zastępca blokowego. Jednakże często służył do innych celów. gdy blokowi reprezentowali blok). co Anglicy nazywają foreman. WYBIÓRKA .zasadniczo umywalnia. to. ludzie pracujący na zaunie posiadali wszystko. magazyny. odwszalnia.czyli selekcja muzułmanów do gazu.nosze.dosercowy zastrzyk fenolu. którzy odprowadzani do waschraumu po wybiórce ze wszystkich bloków szpitala.akt zgonu. oznaczający rodzaj przestępstwa. Dosyć rzadko używane. Odbywała się mniej więcej regularnie co dwa tygodnie. Waschraum w Starym Oświęcimiu był widownią walk bokserskich i zapasów.szpital SS. VORARBEITER . a jest gorszy niż kryminalista”.łaźnia. ZIELONY . VERNICHTUNGSLAGER . nazwa komanda.pomocnik kapy. WASCHRAUM . Faktyczna władza na bloku (w okresie. choć były okresy (np. W aktach więźniów zagazowanych: „przekazany do postępowania specjalnego”. Ponieważ odwszawiano w niej również rzeczy. Podobno urzędowe określenie Oświęcimia. TRAGA . „On ma czerwony winkel.składy obozowe. rozumie się. urządzanych przez pewien okres w szpitalu. Wydawał jedzenie. TRUPPENLAZARETT . Kobiety były strzyżone (do nagiej skóry) i dezynfekowane 72 . Podaje czas i powód zgonu. a noszony przed numerem obozowym na lewej piersi. oraz przez cały czas trwania szpitala pozostawał punktem zbornym dla muzułmanów.komendant sztuby. Nieograniczona władza nad więźniem. nie chodził na komando. „Wszyscy poszli na szpilę”. UNTERKUNFT . gdy z powodu przeciążenia krematoriów i komór gazowych wybiórek na lagrze nie praktykowano. położony w obrębie wielkiej postenketty.przez blokowego. wystawiany przez szpital .esman. WINKEL trójkąt kolorowy. od złota do książek.obóz wyniszczający. którym uśmiercano w pierwszych latach muzułmanów w Oświęcimiu. VERTRETER . TOTENMELDUNG . Również pudło do noszenia chleba.buksie”.

wyłącznie przez mężczyzn. 73 .