TADEUSZ BOROWSKI

WYBÓR OPOWIADAŃ

SPIS TREŚCI
WSTĘP......................................................................................................................................... MATURA NA TARGOWEJ......................................................................................................... POŻEGNANIE Z MARIĄ........................................................................................................... CHŁOPIEC Z BIBLIĄ................................................................................................................. U NAS W AUSCHWITZU........................................................................................................... LUDZIE, KTÓRZY SZLI............................................................................................................. DZIEŃ NA HARMENZACH....................................................................................................... PROSZĘ PAŃSTWA DO GAZU................................................................................................. ŚMIERĆ POWSTAŃCA.............................................................................................................. BITWA POD GRUNWALDEM...................................................................................................

OKREŚLENIA OŚWIĘCIMSKIE......................................................................

WSTĘP
W literaturze polskiej czasu wojny i powojnia, bujnej i różnorodnej, Tadeusz Borowski był postacią wyjątkową. Choć żył zaledwie 29 lat i pozostawił po sobie dorobek ilościowo niewielki, nie dopełniony, nie pozbawiony wewnętrznych sprzeczności - trudno przecenić jego wartość i znaczenie. Za życia był pisarzem czytywanym, frapującym, lecz przede wszystkim spornym. Prawie każdy jego utwór, każda książka wywoływały dyskusje i sprzeciwy. Krytykowano je, i często potępiano, z różnych stron i rozmaitych powodów. Skoro nie dawało się tej twórczości potraktować obojętnie, dość powszechnie doszukiwano się w niej wybujałego młodzieńczego nihilizmu. Borowski nie ułatwiał zrozumienia swych dróg: rozrzutnie szafował własnym pisarstwem, potępiał sam siebie, miotał się wśród sprzeczności swego czasu i swej psychiki. Trzeba było dopiero jego samobójczej śmierci, zebrania ocalałych utworów i wyświetlenia nieznanej biografii, aby z dość już odległej perspektywy czasu i nowych doświadczeń ogarnąć to wyjątkowe zjawisko i zrozumieć, czym jest dla polskiej literatury. Borowski debiutował w środku okupacji, w końcu roku 1942. Miał lat dwadzieścia. Pracował jako magazynier w firmie budowlanej na Pradze i studiował polonistykę w tajnym uniwersytecie warszawskim. Wojna przyspieszyła dojrzewanie nowego pokolenia literackiego. Wśród jego kolegów uniwersyteckich znalazło się wielu młodych poetów: Krzysztof Kamil Baczyński, Wacław Bojarski, Tadeusz Gajcy, Andrzej Trzebiński, Zdzisław Stroiński, Stanisław Marczak-Oborski i inni. Tej młodzieży zawdzięczała Warszawa pierwsze przejawy życia literackiego pod okupacją. Ale nie było jej łatwo otrząsnąć się z klęski, zdobyć jakąś nową, własną orientację ideową. Większość z nich skupiła się wokół pisma „Sztuka i Naród”, związanego z prawicową organizacją „Konfederacja Narodu”, która w okupowanym kraju snuła dalej rojenia o polskiej mocarstwowości. Borowski, podobnie jak Baczyński, mocno sprzeciwiał się tej ideologii (na tym tle rozszedł się ze swym szkolnym i uniwersyteckim przyjacielem, Andrzejem Trzebińskim). Wokół Borowskiego powstała grupa przyjacielska „esencjastów” stanowiąca w okupowanej Warszawie ośrodek lewicowej czy też lewicującej młodzieży artystycznej, konkurencyjny w stosunku do „Sztuki i Narodu”. Dla zabaw, dysput i poezji zbierali się przeważnie w baraku na Skaryszewskiej, gdzie pracował i mieszkał Borowski. Mimo grozy czasu, nie chcieli rezygnować z niczego „co ma młodości smak i poezji”. Ciężko pracując, Borowski żyje w tych strasznych latach jak w „złotym wieku”: oddaje się nauce, poezji, przyjaźni, miłości. Tym wiarom, sprzeciwom i uniesieniom poświęca swe pierwsze poezje.

Nie był to debiut efektowny: ciemnymi. i wreszcie tonem dojrzałego męskiego stoicyzmu. rozwichrzonymi „metafizycznymi heksametrami” opiewał dziejącą się Apokalipsę. Na przedramieniu . a przede wszystkim z tego. Wkrótce odtransportowano go do największego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego. Zostanie po nas złom żelazny i głuchy. nakładały się na nie przeżycia wcześniejsze. Ale katastrofizm Borowskiego wyróżniał się wśród nich i znacznie szerszym widzeniem „czasów pogardy” (jak epokę tę ochrzcił tytułem swej powieści Andre Malraux).Ale gdy w końcu roku 1942 Borowski postanowił. a rówieśnikom ze „Sztuki i Narodu” wydały się utworami małej wiary. W środku cyklu znalazła się jedyna jambem napisana Pieśń.choć nie poddaje się przeciwnościom losu . Nic dziwnego. pod opieką dalszej rodziny. wpadł do „kotła”. W ojczyźnie nie czekało ich lekkie życie: ojciec zostaje robotnikiem w fabryce Lilpopa. we wczesnym dzieciństwie przeżył aresztowanie i zesłanie obydwojga rodziców.. franciszkanów. mając lat dziesięć.. w ślad za Wierszami wybranymi K. Uwięziony został na Pawiaku. Na ogół wszyscy młodzi poeci pisywali wówczas katastroficzne wiersze. co widzieli dokoła.. Żeby żyć i żeby się uczyć. jedyny w swoim rodzaju krajobraz Gdziekolwiek ziemia. Borowskiego aresztowało gestapo. trzeba było szybko zabrać się do pracy. do Oświęcimia. pracującego pełną parą krematoriów. w roku 1932. podczas oblężenia Warszawy. zakończona wyrokiem: Nad nami . Goreją gwiazdy dławiący trupi nieba fiolet. Synów oddano do internatu oo. na nic się nie oglądając.cykl poetycki Gdziekolwiek ziemia. w lutym 1943 roku. przyjeżdża wraz z bratem do kraju. obrał na ten cel utwór odmienny . i poczuciem wielkości i tragizmu rozpoczynanej pieśni. Baczyńskiego. zanim rozpoczęła się wojna. który .noc. wydać swój debiut i drukował go na powielaczu w składziku na Skaryszewskiej. Wojna i okupacja nie były więc pierwszymi wtajemniczeniami Borowskiego w dramat „czasów pogardy”. Dramat epoki stał się udziałem Borowskiego. K. drwiący śmiech pokoleń. Dzięki wymianie przez władze polskie przebywającego w łagrze na dalekiej Północy ojca. matka dorabia krawiectwem. tworząc mroczny. W parę miesięcy po debiucie. że Gdziekolwiek ziemia. We wrześniu 1939.. nie znalazły zrozumienia u większości pierwszych czytelników. Rodzina osiedla się w Warszawie. w rok później wraca matka. Pozostał sam. po części czerpane z przedwojennej poezji. spłonęła fabryczna kamieniczka i znów zostali bez dachu nad głową. gdy idąc śladem narzeczonej. Urodzony w Żytomierzu na Ukrainie. Poezji tej nie można pojąć nie znając losów poety.widzi całą jego potęgę i grozę.. a zwłaszcza Pieśń..

student warszawskiego uniwersytetu. Niedaleko stąd.). W obrocie własnego życia widzi jedynie spełnienie dobrze mu znanej prawidłowości ogólnego losu. w obozie śpiewa się jego piosenkę o miłości. Wkrótce dobrowolnie porzuci szpital. (Do narzeczonej) Choć niewiele ocalało wierszy obozowych Borowskiego. że wyszedł stamtąd stosunkowo szybko: wyreklamowano . przyjaciele pozostawili go w szpitalu w charakterze flegera (pielęgniarza). które nastąpiło l maja 1945.. Stara się z nią porozumiewać (te listy. skonfrontować go ze swą wiedzą o człowieku. dostarczać jej lekarstw. która „mocniejsza jest nad śmierć”. W obawie przed konsekwencjami nagłego uwolnienia mas ludzkich. Borowski znalazł się znów za drutami. jak ptaka lot. za drutami. następnie do Dachau Allach. odtworzone przez autora. na przedmieściu Monachium.. wśród pogromu wszelkich wartości i walki po prostu o życie. wywożą go na jeszcze prawie rok do mniejszych obozów w głębi Rzeszy. zapadł na ciężką chorobę i znalazł się w oświęcimskim szpitalu. złożą się później na opowiadanie U nas. żeby widywać się ze swą dziewczyną. Amerykanie utworzyli przejściowo tzw. cykl kolęd lagrowych. niezwykłe świadectwa układają się w pejzaż piekielny („palą się ludzkie stosy jak kupy smolnych łuczyw”). Gdy go odratowano. jakby był na to przygotowany. Borowski dostaje się do transportu. obozy dipisów (przesiedleńców).wytatuowano mu numer 119198. człowiek i zupy litr. w palce legendę i mit. W wierszach i w listach pisanych do narzeczonej młody poeta. lecz próżno w oczy człowiecze patrzę szukając znaku. chwalca człowieka. leżę na pryczy baraku i chwytam. Na tym tle. Na Boże Narodzenie 1943 tworzy w Oświęcimiu Księgę wigilijną. ani w obozie nie przestaje pisać. ciała międzygranicznego”. które stopniowo rozładowywali. Wyzwolenie obozu Dachau Allach przez VII Armię Amerykańską. wpierw do Dautmergen koło Stuttgartu. obozowych dekarzy. Już tylko łopata i ziemia. w jeszcze potworniej szych warunkach przebywała jego narzeczona. Reakcja Borowskiego na uwięzienie i obozową marszrutę była dość dziwna. jego nie pokonana liryka miłosna. W sierpniu 1944 r. w Auschwitzu. nawet te nieliczne. Jakby niczego innego nie oczekiwał. w straszliwy epos „ciała wędrującego. stara się zgłębić tajemnice obozu. jakie Niemcy zegnali do Rzeszy. wstąpi do komanda dachdeckerów. W obliczu zbliżającego się frontu Niemcy zaczynają likwidować Oświęcim. Ani w więzieniu. bitego. nie od razu przyniosło Borowskiemu wolność. ogromnym blaskiem świeci Sionce Oświęcimia. Po kilku miesiącach pracy na Budach i na Harmenzach. w dawnych koszarach SS we Freimanie. Przypadek zdarzył. z pięknymi mitami europejskiej kultury: l oto.

jeśli zostanie w Niemczech. W znanej oficynie monachijskiej Bruckmanna ukazał się pięknie. jakie go kiedyś z niektórymi z nich dzieliły. czego doświadczył na własnej skórze. Tymczasem na nic takiego się nie zanosiło.w Szwecji. przede wszystkim poszukuje swojej narzeczonej nie wiedząc. przychodzą towarzysze lagrowi. który obserwuje z niemieckiego pobojowiska. jakaś wielka z nimi wszystkimi śmiertelna wspólnota. Imiona nurtu (drugi. wtóruje im poetyckim Wołaniem Marii. Mimo szaleńczych starań. pokusy dochodzenia sprawiedliwości na własną rękę. Zbrodnie uchodziły płazem. mimo interwencji nie okazało się to możliwe. podobnie jak masom dipisów. Odejście poety i innych. po tym. Przychodzą na powrót spaleni.go. dokąd jeszcze przed zakończeniem wojny przewieziono specjalnym transportem część kobiecego obozu Ravensbrück. Nieobce są jej. wydania swych wierszy warszawskich i obozowych. poświęconych padłym w boju kolegom jego warszawskiej młodości. skromny zbiorek erotyków wydali w Warszawie przyjaciele. jaka mu tam towarzyszyła (nie zawsze ułatwiała mu życie!). a przedwojennego wydawcy i świetnego grafika Anatola Girsa. Ale przede wszystkim Borowski pisze nowe wiersze: wiersze o wyzwoleniu i o nowym porządku europejskim. dzięki sławie poetyckiej. spodziewa się. Rozpisuje listy na wszystkie możliwe strony. dalej trzeba pod ziemię. głębiej i głębiej. nastroje zemsty i odwetu. pachną podziemne łąki. czy znajdzie ją żywą. Zarówno pobyt w obozie dipisów. jak roczny postój w Monachium były dla Borowskiego okresem niezwykle twórczym. otrzymał propozycję od współwięźnia. że łatwiej połączy się z nią. Ale nie ma ucieczki od własnej wiedzy i własnej pamięci. Poezja Borowskiego zieje goryczą i ironią. a zwycięzcy zaprowadzali w Europie swoje porządki. Wyzwolona Europa nie była łaskawa nawet dla zakochanych. po bibliofilsku wydany trzeci tom poetycki Borowskiego pt. Jeszcze w obozie. Wreszcie po paru miesiącach odnajduje ją . rozstrzelani. Poszukuje wielu ludzi. Po tym. a ocalała z przygody z faszyzmem Europa przywróci swe stare tradycje wolności i demokracji. Po latach Girs spełnił to przyrzeczenie. druga wojna kończyła się oczekiwaniem trzeciej. W pięknych wierszach Umarli poeci. że winnym zostanie w majestacie prawa wymierzona sprawiedliwość. co przeżyła Europa.ciężko chorą . maskowane komedią sprawiedliwości. rodzi się. . przepowiadająca także jego własny los: wabi trawiasta głąb. niezależnie od sporów. Zdawało mu się. gdy w Monachium powstawało Biuro Poszukiwania Rodzin przy Komitecie PCK. Borowski jakby boi się tych niebezpiecznych odruchów: pragnie swe prawa przekazać w bardziej powołane ręce i powrócić do normalnego życia. gdy był w Oświęcimiu).

Do prozy nie przywiązywał większego znaczenia.bez winy? To poczucie winy ocalonych. Byliśmy w Oświęcimiu.poeta zrozumiał. na co czekał. które za ich sprawą musi mimo wszystko nastąpić. najuporczywsza z moich muz! Czemuż mi ciągle wypominasz spalony mur. kojarzy się równocześnie z „mistyczną wiarą” w moralne odrodzenie ludzkości. zamieścił on swe pierwsze opowiadania. mimo rozmaitych innych obaw. kto był uczestnikiem tej tragedii: A któż z was żywych śmierć widział .. z powrotem do kraju. zamknęła się powrotem do Warszawy jego wielka wędrówka po zniewolonej Europie i zamknął zarazem jego wstrząsający pamiętnik poetycki. Po 3 latach i 3 miesiącach od chwili aresztowania. Borowski wydał swój słynny tom opowiadań Pożegnanie z Marią. zadanie to coraz bardziej wiąże się dla Borowskiego z Ziemią rozstrzelanych. Jeszcze w Monachium. W półtora roku później. i idę tam. w czerwcu 1946. groźnie za mną wołasz? Czym jesteś? Ugór czy ruina. Po powrocie do Polski.aż do was wstąpię. za namową Girsa. zapowiadanej Rozmowy z przyjacielem (stosunkowo najszerszy wachlarz dochowanej poezji Borowskiego przedstawia wydany w 20-lecie jego śmierci tomik poetycki w serii „Biblioteka poetów”. Borowski nieoczekiwanie zarzucił poezję. zatęchły gruz? Czym jesteś? Oto walczę z tobą i krzyk twój duszę. ku wspólnym grobom do ciebie. gdzie wreszcie połączyli się z narzeczoną i pobrali. W książce tej.) najuporczywsza z jego muz zaprowadziła w końcu Borowskiego do ojczyzny. jakie jest jego właściwe powołanie. Czym jesteś ty. Wobec obojętności świata. które zresztą w jego poezji. Mimo że nie spełniło się to. i swojej własnej. dojrzewały od dawna. ziemio rozstrzelanych. nie wydawszy nawet swego nie znanego dorobku. Krystyn Olszewski i Janusz Nel Siedlecki. lecz gdy przesłane do kraju i opublikowane w „Twórczości” opowiadania stały się głośnym wydarzeniem literackim i wywołały ogromny skandal . trzej młodzi autorzy: Tadeusz Borowski.że przeżył! Poczucie winy obarczającej każdego. PIW). Pochłonęły go inne zamiary. w jakim żyje. w roku 1948.. napisali książkędokument pt. rozterek i rozdarć (co brzmi tak tragicznie w ostatnim utworze napisanym w Monachium: ani wiersz. Poezje. (Umarli poeci) Wśród tych rozpamiętywań rodzi się w poezji Borowskiego poczucie winy wobec znanych i nieznanych umarłych . i poprzez morze bym wrócił. . i wołanie. w całości opracowanej przez Borowskiego. tak teraz zlekceważonej. co nocą trwożysz widmem wapiennych jam i dołów i poprzez ląd. ani proza / tylko kawał powroza. wydanej w Monachium w roku 1946.

ekonomiczne i socjologiczne mechanizmy. ani bezsensownej hekatomby ofiar. Kossak-Szczuckiej Z otchłani. celowo uformowaną społeczność. do rozmiarów ludobójstwa. Ale w swych opowiadaniach powiedział prawdę może najistotniejszą i najbardziej bolesną. Dla . po wielu latach. Przesunęły punkt jej ciężkości na stronę ofiar. Pisarze wielkiej klasy (zarówno polscy. własnym okiem. jak hitlerowcy doszli do ustanowienia państwa stanu wyjątkowego. zastanawiające się nad fenomenem zezwierzęcenia oprawców i bohaterstwa ofiar. Żeby zrealizować plany panowania rasy germańskiej nad światem.Ze zrozumiałych powodów literatura polska wydała więcej świadectw poświęconych czasom wojny niż jakiekolwiek inne pisarstwo. prócz przejrzenia logiki hitlerowskiej zbrodni.zwykłej zbrodni namiętności. lecz stadium wyższe .i spojrzał na lagry zimnym.o Oświęcimiu. Ale prócz walorów poznawczych. lecz sprawnie zorganizowany system. nawet najwybitniejszych. Obecnie. bezmiar cierpień starano się często wyjaśnić w sposób mistyczny. bezlitosnym wzrokiem. jaką ludzkość znała od wieków. jak zagraniczni) widzieli w bezprzykładnej eksterminacji zaprzeczenie całej tradycji europejskiego humanizmu. nie była w stanie sprostać pełnej prawdzie o wojnie totalnej. potrafił wznieść się ponad cierpienia milionów i własną gehennę obozową . przymusić ofiary do współdziałania w jego zbrodniczym procederze wytępienia ich samych. Tadeusz Borowski. Borowski nie pretendował także do powiedzenia pełnej prawdy o Oświęcimiu. ani zemsty za grzechy ludzkości. jak bliscy byli jego urzeczywistnienia. hitlerowski faszyzm musiał wykorzystać także pokonane narody. w książce Z. Inaczej niż w całej prawie pozostałej literaturze sformułowały tragedię obozów. mówiące o niemieckich zbrodniach i o martyrologii ludności polskiej (najgłośniejsze Dymy nad Birkenau S. Obóz nie stanowił więc ani sabatu zbrodniczych natur. ukazując jego polityczne. jak i ofiary. mechanizm ten został zbadany dokładnie: wiele instytutów naukowych na podstawie poszukiwań archiwalnych i badań rozmaitych dziedzin ukazało światu. do skali niespotykanej w dziejach. opowiadania Borowskiego dokonały czegoś więcej. Powstały też książki psychologiczne. którą totalitarny system doprowadził do doskonałości. obnażył ten system od pierwszego wejrzenia. służące założonym przez hitlerowców celom. Nie stanowił więc mówiąc słowami Alberta Camusa . nowego ładu. a zwłaszcza o jej kwintesencji . Dla Borowskiego lagry są konsekwencją rozkwitu i triumfów III Rzeszy. bez pomocy archiwów i sztabów uczonych. np. Zaraz po wojnie powstały liczne relacje dokumentalne.zbrodnię logiki. Szmaglewskiej). Potrafił odsunąć na bok psychologię zarówno kata. Żadna jednak z tych różnorodnych książek. z jaką konsekwencją ów narodowy ład zaprowadzali. jaki hitleryzm usiłował narzucić podbitej Europie.

Przygody tego przeciętnego.Borowskiego prawdziwa tragedia lagrów nie zawierała się w stosunku między katami i ofiarami: ci pierwsi . świadome i skalkulowane poszczucie brata na brata. chciał w jakiejś mierze zgodnie z przekonaniem wyrażanym w poezji . umiał się przystosować do rządzących nim praw. na szerszy kontekst epoki. bohaterem swych opowiadań nie uczynił ani zbrodniarza.bohaterskich wzlotów. więźnia czy to pełniącego podrzędną funkcję. znaleźć można na końcu niniejszej książki).. Śmierci powstańca. co owego człowieka zlagrowanego w rzeczywistości wojennej zapowiadało i co na jego koncie pozostało. czy też po prostu doświadczonego lagrowca.wziąć również na siebie winę za to. z czasu okupacji (Pożegnanie z Marią) i z czasu wyzwolenia (Bitwa pod Grunwaldem). postawił sobie pytanie. także na sytuacje inne. W swej książce Borowski nie poprzestał na opowiadaniach z lagrów.obozowego vorarbeitera. tzw. Tak rozumiał własne zadanie pisarskie. spotęgował jeszcze fakt. Choć. co było udziałem zwykłego człowieka jego czasu. zajął się „przeciętną przetrwania”. było zgwałcenie człowieczeństwa ofiar.. Pożegnanie z Marią przyniosło na wskroś oryginalną wizję „czasów pogardy” (może . Proszę państwa do gazu. jeszcze bardziej ryzykownego. zestawiony przez pisarza w Byliśmy w Oświęcimiu. lecz nie mogli awansować do równorzędnych. lecz człowieka. prawdziwie tragiczną stroną lagrów. degradacji człowieka. do jakiej doprowadziła hitlerowska zbrodnia świadoma. w stylistyce i języku (fachowy słownik oświęcimski. cały cykl był przemyślnie i wysoko zorganizowaną konstrukcją literacką. W opowiadaniach spoza lagrów. behawiorystycznym opisie. Był to z jego strony świadomy akt moralny.pozbawieni nawet względnych racji. tak bezwzględnych w ich czysto zewnętrznym. bynajmniej nie złego z natury. jak widać. który chce przetrwać . To wydało się Borowskiemu najbardziej szatańską. posłuszni urzędnicy hitlerowskiej machiny eksploatacji i zbrodni . przymuszenie ich za cenę życia do uległości. Przy tym Borowski nie zajął się w swych opowiadaniach ani częstymi przypadkami obozowych załamań czy patologii.wprawdzie zasłużyli na stryczek. Mimo że postać literacka nie miała z nim wiele wspólnego. W ten sposób rozszerzył swą diagnozę upadku humanistycznych wartości. ani nierzadkimi . że poecie-vorarbeiterowi autor nadał własne imię. lecz zlagrowanego człowieka są treścią istotną Dnia na Harmenzach. ani świętego obozowego. godnych partnerów tragedii. który poznał obóz. Najważniejszą tragedią lagrów. zbrodnia logiki. gdy wojna się skończyła. Pisarz dokonał kroku następnego. Prowokacyjność opowiadań Borowskiego. Borowski-lagrowiec postąpił tak nie przypadkowo. Zgodnie z tym założeniem. i tego w swych artykułach żądał od innych.

krótkiej noweli. którzy zrozumieli jej artystyczną komplikację i dostrzegli w niej rzecz najistotniejszą: własny sposób podjęcia walki ze złem epoki. tzw. z których utworami czy postawami podejmowały one. było zaledwie złagodzoną wersją tego. W momencie ukazania się książki do wyjątków należeli ci. zachowujący ten sam styl i stosujący go do trudnej formy. Wywołała szok i . odstępował do tamtejszej „przeciętnej przetrwania” na rzecz bardziej jaskrawych epizodów obozowych (Kolacja. Podróż pulmanem). iż Pożegnanie z Marią. który autor zwał „jednym opowiadaniem złożonym z dwudziestu samodzielnych części”.rozmijała się z najtrudniejszym i najistotniejszym spadkiem wojny. Połowa Kamiennego świata dotyczyła już świata wyzwolonego. jaką ze specyficznego punktu widzenia nakreśliło Pożegnanie z Marią. W porównaniu z książką poprzednią Kamienny świat. Broniąc swego programu. Projektował i po części realizował nowe prace. wprowadzał wyraźne nowości: rezygnował z pośrednictwa „vorarbeitera Tadka”. Ale książka ta nie mieściła się w ówczesnych kategoriach rozumienia literatury. Większość nowel Kamiennego świata zadedykowana została znanym współczesnym pisarzom. W tymże 1948 roku ukazała się następna książka Borowskiego: cykl krótkich nowel pt.uznała. nie zawsze zresztą w sposób dość uzasadniony. Śmierć Schillingera). choć wolną od wszelkiego kaznodziejstwa. Pracując nad Pożegnaniem z Marią i Kamiennym światem. Prymitywna część krytyki . Był także obroną własnego stanowiska. wyzbycia się wszelkich wartości.jego zdaniem . pośrednią polemikę.niemalże same nieporozumienia. Inna część krytyki.najbliższe jej były Medaliony Z. iż Borowski sam się zadenuncjował jako obozowy przestępca i powinien zasiąść na ławie oskarżonych. która . które zarówno w cyklu dużych i średnich opowiadań. w myśl intencji autora.przyjęła tę prozę jako mimowolne świadectwo „zarażenia śmiercią”. mocno wówczas atakowanego. bardziej bezpośrednio czerpał z materiału autobiograficznego (Opowiadanie z prawdziwego życia. Cykl ten. Powojenną codzienność Borowski konfrontuje tam z doświadczeniem obozowym lub jego następstwami. Zwłaszcza oburzano się na opowiadania z czasów okupacji i końca wojny. która wzięła za dobrą monetę fałszywą świadomość bohatera. Kamienny świat. co działo się w lagrach i czego osobiście doświadczył. lecz ściśle wiązała się z przeszłością lagrową. nie dostrzegła krytycznych założeń pisarza . pisarz coraz szerzej widział swoje przedsięwzięcie. nihilizmu. Borowski w Kamiennym świecie uzasadniał go nowymi dodatkowymi utworami-argumentami i atakował współczesną literaturę. short story. jak w cyklu krótkich nowel miały wypełnić zakreślone 0 .utożsamiając postać bohatera z osobą autora . stanowił uzupełnienie wizji. Borowski jakby chciał dowieść. krytykę moralistyczną epoki. Nałkowskiej) i najdalej posuniętą. które tak szokowało opinię.

poważnie zachwiało jego pewnością co do obranych środków literackich i co do samej idei „rewolucji moralnej”.ramy. nikt nie potrafił tak precyzyjnie narysować metod i skutków upodlenia człowieczeństwa. Przez czas jakiś Borowski uprawia literacką dwójpolówkę: próbuje już czegoś nowego. której miały służyć. w roku 1948 wstąpił do PPR.że nikt poza Borowskim nie sięgnął tak głęboko w istotę hańbiącej ludzkość sprawy. której w myśl jego przekonań może dokonać jedynie socjalizm. lata 1948/49 rozpoczynały okres mało przychylny dla pracy pisarza.lecz niebawem opowiadaniem pt. z jakim spotkały się obydwie jego książki. Wydaje się.to nie znaczy nikt u nas. Nie trafiały one do przekonania Borowskiemu. ku literaturze politycznej i dydaktycznej. Nowy. żeby po pewnym czasie odżegnać się od niego i stanowczo go potępić. Podjął pracę referenta kulturalnego w Polskim Biurze Informacji Prasowej w Berlinie Wschodnim w czasach szalejącej „zimnej wojny”. Chce być użyteczny w dziele reedukacji narodu-winowajcy. żądające zarzucenia spraw wojennych. burzliwy etap polityczny i przeżywane przez pisarza zwątpienia rozdwoiły jakby jego uwagę. natomiast niezrozumienie.po trzech i pół latach nieobecności . dogmatyczne i uproszczone. Wraca stamtąd jako żarliwy zwolennik realizmu socjalistycznego.pisał po latach Jarosław Iwaszkiewicz w przedmowie do Pożegnania z Marią (PIW. Jest to szczytowe osiągnięcie w tego rodzaju piśmiennictwie”. że nowele Borowskiego nie dadzą się porównać z żadną literaturą świata. Przez ostatni rok życia oddaje się gorączkowej działalności politycznej i gwałtownej publicystyce (przede wszystkim na łamach tygodnika „Nowa Kultura”). wzbogacić przygody intelektualne i moralne człowieka w „czasach pogardy”. Padły wówczas hasła realizmu socjalistycznego. nie przebierającej w środkach i argumentach i gubiącej się w zacietrzewieniu tego skomplikowanego czasu. Ofensywa styczniowa. W roku 1949 . wbrew założeniom propagowanym przez niego 1 . które problematykę „czasów pogardy” przenosi z płaszczyzny moralistycznej na płaszczyznę historyczno-polityczną. zamyka ostatecznie swój wielki cykl. Mimo że nie dokończony. pozostał on w literaturze najpoważniejszym dziełem tego rodzaju. Własne pisarstwo odchodzi na daleki plan: niektóre z jego ówczesnych utworów. Nikt .Borowski powrócił do Niemiec. zwrotu ku współczesności i budownictwu socjalizmu. Z zapałem oddaje się formowaniu ruchu kulturalnego powstałej właśnie NRD i pozostawi najlepszą pamięć w kręgu postępowych pisarzy niemieckich. „Wydaje się . nie zarzucając swych dawnych poczynań . dopisać do końca przeżyty rozdział moralnych dziejów człowieka. Sąd ten potwierdza wzrastająca poczytność nowelistyki Borowskiego w świecie. 1961) . Niestety. Borowski od dawna był zwolennikiem społecznych dążeń rewolucji.

dla których życie i pieśń stanowią jedno. że osiągnął tak dużo . Tadeusz Borowski należał do tych rzadkich. za wspólny świat. Nagła samobójcza śmierć pisarza stała się podówczas dla wszystkich zupełnym zaskoczeniem i pozostała tajemnicą do dziś.. nieschematyczny wyraz w nowej problematyce (Kłopoty pani Doroty). tym razem wydał się bez wyjścia. Dzień plantatora) czy też usiłują zdobyć własny. podobnie w swej twórczości obalał przegrodę między jednostką i światem. Tak jak krwią pisał swoje utwory.zdradą wobec dawnych świętości. a własny w nim udział . Tadeusz Drewnowski 2 . który przedtem tylekroć i tak genialnie umiał się przezeń przebijać. znów po wojnie kamiennego. (Labirynt) Labirynt świata.. zachowują dawny rozmach {Muzyka w Herzenburgu. W jednym z monachijskich wierszy Borowski pisał: świat jak labirynt splątany potwornie gmatwa się w linie... za jego dzieje. żądając od siebie i od każdego odpowiedzialności za drugiego człowieka. jak nie chronił siebie przed światem. nawet pisarzowi. wyjątkowych pisarzy. Może dlatego te kartki z dalekiej już przeszłości są nadal żywe.płacąc za to cenę najwyższą.samego. wciąż wstrząsają i niepokoją. To decydowało. te tłoczą się w węzeł.

domu. Olbrzymi. Julek był wychowankiem jezuitów. a przez wielkie okno. smukły. czołowego poety tego okresu. Był blondynem. nazywał prądy. zanim ja nie pojechałem do Oświęcimia. w ciemnej jak grób Warszawie. Uczyłem się wtedy późnym wieczorem. on sięgał do Ibsena i Przybyszewskiego. a samoloty angielskie zrzucały nad Niemcami paczki ulotek. rozwiązując starannie każdą z nich. Tej samej zimy Andrzej jeździł na rikszy. znanego krawca warszawskiego. Utrzymywał się z rysowania karykatur przechodniom.pił. miał przenikliwe spojrzenie artysty. Pracował systematycznie nad Tomaszem z Akwinu. wlewał się wieczorami księżyc i błyszczały światła z mostu. Andrzej. Ale zanim rozrzucił nas los. Płomień lampki. wysoki. W dyskusjach filozoficznych cytował nie znane nam nazwiska. Andrzej nie zginął w ulicznej egzekucji i pod fałszywym zresztą nazwiskiem. matka. poruszany oddechem. Wszyscy zginęli mi z oczu. skonstruowanej z kałamarza (trzeba było oszczędzać nafty). nad Grekami i filozofią niemiecką. którą zostawiła nam fabryka na gruzach zniszczonego podczas pierwszej bitwy o Warszawę . duchowego wodza Młodej Polski. Kiedy ja byłem zaczytany w Platonie i polskich filozofach okresu romantycznego. do Kasprowicza. chwiał się. niska i wilgotna. poszczekiwał na obcych i tak już został.u nas. Teraz zaś. poczciwy pies kręcił się przy rodzicach. uganiał się za wronami.tej zimy. żeby (jak żartowaliśmy) nie zabić przypadkowo Niemca . Przewozi się na nim towary i ludzi. Jak w Japonii . robił jednocześnie maturę i . o których nie wiedzieliśmy nic. przyplątany do nas nie wiadomo skąd podczas oblężenia.MATURA NA TARGOWEJ Całą zimę uczyłem się w małej przybudówce. obecnie zarośnięty krzewami. uczył się w akademii malarskiej. kiedy na Zachodzie. razem ze mną kończył szkołę. Wyprowadził się od bogatego ojca. kiedy po spaleniu domu biwakowali na pustym placu pod daszkiem z papy chroniącym od deszczu. Wtedy olbrzymie cienie mojej głowy przesuwały się po ścianie bezgłośnie jak na filmie. Narysował ich ponad dziesięć tysięcy. pracujący prawie dwanaście godzin w niemieckiej fabryce. Świetnie znał matematykę. o czarującym spojrzeniu chłopiec. Arkadiusz był malarzem. Sam pisywał wiersze jeszcze w szkole. mieszkał samotnie. uchylające się na teren dawnych garaży. Zarabiał handlem dewiz. pierwszej zimy wojennej. 3 . na linii Maginota. Riksza jest to trzykołowy wózek rowerowy. Przybudówka była wąska. Arkadiusza zanim nie przykryły gruzy barykady warszawskiej . Na zbitym z desek tapczanie spał ciężko ojciec. trwały przyjazne potyczki patroli. pisze pamiętnik.za pomocą nóg. w gorące dni okupacyjne. duży rasowy doberman.

ćwiczeniach fizycznych albo lekturze książki religijnej (bo i religia była wykładana przez poczciwego księdza) . gdy Hitler fotografował się na wieży Eiffla. a zaraz potem jak nóż w ciało wbiły się we Francję. aby wykupić świadectwo artystyczne. Arkadiusz znalazł wreszcie mieszkanie i nie sypiał już po kolegach. zaśnieżonym polu dwustu mężczyzn. które robiły tak absurdalne wrażenie w stolicy wielkiego państwa. a olbrzymie polskie transporty więźniów szły do 4 . Żandarmi i gestapowcy obstawiali ulice. Po tej koszmarnej. Ilu przeżyło z dwutysięcznego transportu.co bywalsi siadali do brydża. po lekcji matematyki. przegrywając przy kartach zarobione nieraz na czarnej giełdzie pieniądze. zwijał się u okna i rozpłaszczał pod sufitem. Ogromne budy niemieckie. wprawdzie Arkadiusz nie chciał iść do urzędu niemieckiego.szczękały salwy plutonów egzekucyjnych. Ilu przeżyło z siedemnastu tysięcy ludzi wytransportowanych z ulic warszawskich w styczniu 1943 ? Dwustu? Trzystu? Nie więcej! Wtedy też. o oknach zabitych deskami. w Warszawie rozpoczęto pierwsze łapanki. Stąpało się tam po puszystych dywanach. do Oranienburga. Dym papierosów gęstniał w salonie. kończyliśmy wtedy drugą licealną.na roboty. ale dorobek nasz był znaczny. zimnych i ciasnych. wyjeżdżały stadami na miasto. zamienionej nagle w dżunglę. Uczyliśmy się w naszych prywatnych mieszkaniach. Już zapełniały się cele Pawiaka. Wiosną. na Majdanek. samochody ciężarowe pokryte brezentem. choć ciężka i ciemna. choć wiedzieliśmy. w okresie tych pierwszych niemieckich łapanek. Zima. i był tropiony przez policjantów na ulicach. po wykładzie z literatury. a w domach. które kupiłem za pieniądze ze sprzedaży piłowanego drzewa. a zwykle bliżej . Niektórzy zresztą mieli bogate domy. ja trochę książek na zbitej z desek etażerce. kiedy za pijanego żołnierza niemieckiego zakłutego w bójce przez swego własnego towarzysza gestapo wyciągnęło z mieszkań i rozstrzelało na pustym. Wprawdzie Andrzej chorował niebezpiecznie na płuca i musiał rzucić swoją rikszę. minęła niepostrzeżenie. osławionych obozów koncentracyjnych. już mieliśmy w ręku pierwsze gazetki konspiracyjne. trupiej zimie pozostało jeszcze wspomnienie egzekucji w Wawrze. już roznosiliśmy je sami. a po komplecie. oglądało się obrazy najsławniejszych mistrzów. w okresie. wygarniali wszystkich przechodniów na auta i wieźli do Rzeszy . Andrzej miał w teczce parę dobrych wierszy. przygotowywaliśmy się do matury. wsławiała się już aleja Szucha.do Oświęcimia. kiedy wojska niemieckie uderzyły na Danię i Norwegię. który w sierpniu 1940 roku przybył do Oświęcimia? Może pięciu ludzi. dotykało się końcami palców grzbietów złoconych książek. Służyły nam one za klasy i za pracownie chemiczne. że wojna będzie trwała długie lata.

na Śląsku. w Wielkopolsce. wozy pancerne. Niekiedy skala reagowania człowieka jest zbyt mała i gdy sięga tragicznego dna. dlaczego pobudzało do śmiechu. staliśmy we trzech na przystanku przy ogromnym gmachu Banku Gospodarstwa Krajowego. nikt .i myślę. u Mickiewicza. u Staszica. siwa pani. Wszędzie. Za mostem szła aleja. łapano ludzi. jak zawsze. że musimy jechać na drugą stronę Wisły. na placu Trzech Krzyży.A czy panów nikt nie zaczepia? . w gimnazjach żeńskich: Plater. Aleksandra. Nieustannie przez tę największą arterię przelotową stolicy przewalały się masy wojska niemieckiego. Wszyscy trzej byliśmy w świetnych humorach. właśnie wtedy my czterej. . u Batorego. że żyjemy. czołgi. A tam. na ulicę Targową. Julek i ja . ciężarówki napęczniałe towarem.rzekła cicho. że jesteśmy w samym środku łapanki. dzieci i młodzież ratowały wiarę w Europę i wiarę w dwumian Newtona. wiarę w rachunek całkowy i wiarę w wolność ludów. we wszystkich gimnazjach prywatnych. na którym stoją dziś już tylko ruiny pięknego kościoła Św. Nie wiem. młodzież polska .wygrywała swą bitwę o Wiedzę. z drugiej z Saską Kępą.Oranienburga. Żadne gimnazjum warszawskie nie pozostało w tyle. szły transporty na wschód i na zachód. Andrzej. u Lelewela. dokładne jak co roku.Oprócz pani. Z warkotem motorów napchane ludźmi budy wlokły się ciężko na Pawiak. u Władysława Czwartego. Tysiącami młodzież zdawała maturę. u zamknięcia alei. jak dawniej przed zarazą. Kiedy Europa przegrywała swoją bitwę o Wolność. wtedy wyzwala się w śmiechu. choćby się ziemia waliła. Było to absurdalne widowisko. I że tam pojedziemy. z jednej strony granicząca z polem. Wojciecha i Zamoyskiego wszędzie odbywały się egzaminy maturalne ostre. Konopnickiej. dzielnicą willową. Nie my jedni. jak św. na Pomorzu i w sercu Polski . na mieście odbywa się łapanka na placu Trzech Krzyży . zdawać maturę. Zwróciła ku nam pomarszczoną twarz. . poczynając od tych najlepszych. odkąd nowoczesna szkoła istnieje. u Czackiego. Wskoczyliśmy w tramwaj i pojechaliśmy na Pragę. Orzeszkowej. W oczach jej odbijała się wyraźnie troska. że czeska i norweska również . Żandarmi obstawili wszystkie wyloty placu. O kilka ulic dalej. w Alejach Jerozolimskich. Wszyscy ostrzegali wszystkich przed łapankami. I właśnie wtedy podeszła do nas stara. Pamiętam. Arkadiusz. Wysypaliśmy się w biegu z tramwaju jak 5 . Królowej Jadwigi. Tysiące kończyły gimnazjum i szły do liceum. jak tygrys na szlaku antylop.Panowie.parsknął Andrzej.my czterej zdawaliśmy maturę. rozstawiła się druga kolumna samochodów i czekała na tramwaje.w Warszawie. Wtedy gdy Europa leżała w gruzach.

jak w głębokiej dżungli odbywały się łowy na ludzi. Blade nasze odpowiedzi wywoływały chytry uśmiech na twarzy egzaminatora. Dyrektor był milczący. osławionego obozu pod Berlinem. wychowawca klasowy i profesor chemii. panowie (to „panowie” zaakcentowało naszą nową dojrzałość z chemii) . Kiedy przedarliśmy się do mieszkania na Targowej. Wierzcie w naukę. ani Arkadiusz. okropnie złożonym płynem. wysoki.No. ani Andrzej. Złapano go między Nowym Światem a Alejami i ślad po nim zaginął. Przez nią wrócicie do człowieka. w którym już czekał na nas dyrektor. Nigdy nie mieliśmy opinii dobrych chemików. Kwitła na polu dziewanna i brzęczały pszczoły. Wychowawca. poeta i krytyk. fala łapanki dopłynęła aż pod nasze okna. w co wierzyć. Ziemia pachniała wiosną. malarz i filozof. i że jeszcze żyje. leżącym za rzeką. Jakoś tam zdaliśmy. Słuchał uważnie odpowiedzi. i dodał. że Julek został wywieziony do Oranienburga. Jednego tylko człowieka nie było wtedy między nami: tego płowowłosego Julka. Wtedy Koziabródka rzekł: . ani ja. którego wzór na próżno usiłował Andrzej wywieść na tablicy. gdy wstępowaliśmy na podziemny Uniwersytet. patrzył dobrotliwie na nas i pomagał nam wzrokiem.Kiedy nie wiecie. za którym kłębił się tłum otoczony policjantami.nie bądźcie głupi i nie dajcie się złapać. którego dla jego siwej brody nazywaliśmy w szkole Koziabródka.gruszki i przemknęliśmy na ukos polem zasadzonym świeżą jarzyną. W istocie był to bardzo ceniony naukowiec. . doniesiono nam. wierzcie w chemię. przewodniczący Komisji Egzaminacyjnej. Wskazał dłonią za okno. 6 . wychowanka księży. podnosząc do góry probówkę z jakimś czerwonym. Jesienią. dobroduszny pan. A w mieście.

POŻEGNANIE Z MARIĄ
I Za stołem, za telefonem, za sześcianem biurowych ksiąg - okno i drzwi. We drzwiach dwie tafle szklane, czarne, lśniące od nocy. I jeszcze niebo, tło okna okryte opuchłymi chmurami, które wiatr spycha w dół szyby, ku północy, poza mury spalonego domu. Spalony dom czernieje po drugiej stronie ulicy, na wprost furtki w ochronnej siatce zakończonej srebrzystym drutem kolczastym, po którym jak dźwięk po strunie ślizga się fioletowy odblask migocącej latarni ulicznej. Na tle burzliwego nieba, na prawo od domu, omotane mlecznymi kłębami przelotnego dymu lokomotyw, patetycznie rysuje się bezlistne drzewo, nieruchome w wichrze. Naładowane towarowe wagony mijają je i z łoskotem ciągną na front. Maria podniosła głowę znad książki. Smuga cienia leżała na jej czole i oczach i spływała wzdłuż policzka jak przejrzysty szal. Położyła ręce na grzybku stojącym wśród pustych butelek, talerzy z nie dojedzoną sałatą, brzuchatych, karmazynowych kieliszków o granatowych podstawkach. Ostre światło, które załamywało się w granicy przedmiotów, wsiąkało jak w dywan w niebieski dym zalegający pokój, odpryskiwało od kruchych, łamliwych krawędzi szkieł i migotało we wnętrzu kieliszków jak złoty liść na wietrze nabiegło struną w jej dłonie, a one rozświetloną, różową kopułą zamknęły się szczelnie nad nim i tylko bardziej różowe linie między palcami pulsowały prawie niedostrzegalnie. Przyćmiony pokoik napełnił się poufnym mrokiem, zbiegł się ku dłoniom i zmalał jak muszla. - Patrz, nie ma granicy między światłem i cieniem - szepnęła Maria. - Cień jak przypływ podpełza do nóg, otacza nas i zacieśnia świat tylko do nas: jesteśmy ty i ja. Pochyliłem się ku jej wargom, ku drobnym spękaniom ukrytym w ich kącikach. - Pulsujesz poezją jak drzewo sokiem - powiedziałem żartobliwie, otrząsając głowę z natrętnego, pijackiego szumu. - Uważaj, żeby świat ciebie nie zranił toporem. Maria rozchyliła wargi. Między zębami drżał leciutko ciemny koniuszek języka: uśmiechała się. Kiedy mocniej zacisnęła palce wokół grzybka, błysk leżący na dnie jej oczu zmatowiał i zgasł. - Poezja! Dla mnie to rzecz tak niepojęta jak słyszenie kształtu albo dotyk dźwięku. Odchyliła się w zadumie na poręcz kozetki. W półcieniu czerwony obcisły sweter nabrał purpurowej soczystości i tylko na grzbietach fałd, gdzie ślizgało się światło, lśnił karminową, puszystą barwą. - Ale tylko poezja umie wiernie pokazać człowieka. Myślę: pełnego

7

człowieka. Zabębniłem palcami o szkło kieliszka. Odezwał się kruchym, nietrwałym dźwiękiem. - Nie wiem, Mario - rzekłem, wzruszywszy z powątpiewaniem ramionami. - Sądzę, iż miarą poezji, a może i religii, jest miłość człowieka do człowieka, którą one budzą. A to jest najbardziej obiektywnym sprawdzianem rzeczy. - Miłość, oczywiście, że miłość! - powiedziała, mrużąc oczy, Maria. Za oknem, za spalonym domem, na szerokiej, przedzielonej skwerem ulicy jeździły ze zgrzytem tramwaje. Elektryczne błyski rozświetlały fiolet nieba, jak odpryski z sinego pożaru magnezji przebijały się przez mrok, oblewały księżycowym światłem dom, ulicę i bramę, ocierając się o czarne szyby okienne, spływały po nich i bezszelestnie gasły. Chwilę po nich gasł również wysoki, cienki śpiew tramwajowych szyn. Za drzwiami, w drugim pokoiku, puszczono znowu patefon. Zdławiona, jakby grana na grzebieniu melodia zacierała się w natarczywym szuraniu tańczących nóg i gardłowych śmiechach dziewczęcych. - Jak widzisz, Mario, oprócz nas jest jeszcze inny świat - roześmiałem się i wstałem z kozetki. - To, widzisz, jest tak. Gdyby można było rozumieć cały świat, czuć cały świat, widzieć cały świat, tak jak się rozumie swoje myśli, czuje się swój głód, widzi się okno, bramę za oknem i chmury nad bramą, gdyby można było widzieć wszystko jednocześnie i ostatecznie, wtedy - powiedziałem z namysłem, okrążywszy kozetkę i stanąwszy pod rozgrzanym piecem między Marią a majolikowymi kaflami i workiem z kartoflami zakupionymi w jesieni na zimę - wtedy miłość byłaby nie tylko miarą, ale i ostateczną instancją wszystkich rzeczy. Niestety, zdani jesteśmy na metodę prób, na samotne, zwodnicze przeżycie. Jakże to niepełna, jakże fałszywa miara rzeczy! Drzwi od pokoiku z patefonem otworzyły się. Chwiejąc się w takt melodii, wszedł Tomasz oparty o ramię żony. Jej lekko ciężarny, a od wielu miesięcy stateczny brzuch cieszył się nieustającym zainteresowaniem przyjaciół. Tomasz podszedł do stołu i chwiał się nad nim rozrosłym, pękatym, masywnym jak u wołu łbem. - Źle się starasz, bo wódki nie ma - rzekł z miękkim wyrzutem, starannie zlustrowawszy naczynia, i odpłynął, popychany przez żonę, w kierunku drzwi. Patrzył w nią tępym wzrokiem jak w obraz. Mówiło się, że to zawodowo, gdyż handlował fałszywymi Corotami, Noakowskimi i Pankiewiczami. Poza tym był redaktorem syndykalistycznego\ dwutygodnika i uważał się za radykalnego lewicowca. Wyszli na skrzypiący śnieg. Kłęby mroźnej pary przewinęły się po podłodze jak włochate motki białej bawełny. W ślad za Tomaszem do kantoru majestatycznie wtoczyły się taneczne pary, pokręciły

8

się sennie koło stołu, majolik i kartofli, starannie omijając zacieki pod oknem, i zostawiwszy czerwone ślady od świeżo pastowanej posadzki, wróciły tam, skąd wyszły. Maria poderwała się od stołu, poprawiła automatycznym ruchem włosy i powiedziała: - Muszę już iść, Tadeusz. Kierownik prosił, żeby zaczynać wcześniej. Syndykalistyczny - wyrażający poglądy charakterystyczne dla syndykalizmu, kierunku ruchu robotniczego negującego konieczność istnienia państwa i głoszącego program zbudowania społeczeństwa socjalistycznego, w którym kontrolę nad produkcją i podziałem dóbr sprawują związki zawodowe - syndykaty - Masz jeszcze dobrą godzinę czasu odrzekłem. Okrągły zegar firmowy o pogiętej blaszanej tarczy tykał miarowo, zawieszony na długim sznurku między na wpół rozwiniętym plakatem, rysunkiem urojonego widnokręgu a węglową kompozycją przedstawiającą dziurkę od klucza, przez którą widać fragment kubistycznej sypialni. - Wezmę Szekspira, postaram się zrobić w nocy Hamleta na wtorkowy komplet. Przeszedłszy do drugiego pokoju, kucnęła przy książkach. Półka zbita była prymitywnie z nie heblowanych desek. Deski uginały się pod ciężarem książek. W powietrzu leżały błękitne i białe pasma dymu oraz unosił się ciężki zapach wódki zmieszany z odorem ludzkiego potu i wapienną wonią wilgotnych, gnijących ścian. Chwiały się na nich, jak bielizna na wietrze, jaskrawo malowane kartony i jak morskie dno przeświecały się kolorowymi liniami meduz i korali poprzez błękitny opar. W czarnym oknie, odgrodzony szybą od nocy, zaplątany w cienką koronkę firanki wyszachrowanej za psie pieniądze od złodziejki kolejowej, smętny, zapijaczony skrzypek (który uważał siebie za impotenta) na próżno usiłował jękiem instrumentu zagłuszyć charczenie patefonu. Zgarbiony jak pod workiem cementu, wydobywał ze skrzypiec z ponurą zaciętością jeden tylko pasaż. Od dwóch godzin ćwiczył się do niedzielnego koncertu poetycko-muzycznego. Występował wtedy umyty, w wizytowym garniturze w paski, miał twarz melancholijną i oczy senne, jakby czytał z powietrza nuty. Na stole, na obrusie w czerwone kwiaty, wyszachrowanym od złodziejki kolejowej, między kieliszkami, książkami i nadgryzionymi kanapkami, leżały gołe i brudne nogi Apoloniusza. Apoloniusz huśtał się na krzesełku i odwracając się do drewnianego, pomalowanego wapnem przed pluskwami tapczana, na którym, jak duszące się ryby na piasku, leżeli półpijani ludzie, donośnym głosem mówił: - Czy Chrystus byłby dobrym żołnierzem? Nie, raczej dezerterem. Przynajmniej pierwsi chrześcijanie uciekali z armii. Nie chcieli się sprzeciwiać złu. - Ja się sprzeciwiam złu - rzeki leniwie Piotr. Leżał rozwalony między dwiema

9

.. Pożeniliśmy ich nierychło. która uciekła z getta i tej nocy nie miała gdzie spać. . Uważacie. Wydymał pulchne. Wiecie. więc przyjaciele weselisko urządzili sami. Augustyn.. kanapki. z artystkami nawet Niemcy inaczej. Pianista. kaplicznej wody. . . dobre do rodzenia. pyknąwszy z fajki. .Miło tu u was. bo dopiero późną zimą.Niech pan zrozumie.Zdejm nogi ze stołu albo je umyj. .To dziwne. Była senna. bardzo miło. to trudno nawet określić. pokryte złocistym puszkiem jak owoc brzoskwini.odrzekła z błyskiem zdziwienia w załzawionych. mięsiste wargi. Zza niego wychylała się zalotnie kremowa koronka koszulki. zesunąwszy piętą talerze na kupę . rozlane uda i czerwone. .urwała i zamyśliła się. Miała szerokie. krowich oczach. po ptasiej głowie ozdobionej lśniącymi falami przylizanych włosów. dłuższy czas żył z pianistką o uroczych dołkach w buzi i drapieżnym. Ja się panicznie boję! Maria pogłaskała ją. uklękła koło Marii przy książkach i objęła ją ramieniem. zmęczona i pijana. tak dawno nie miałam w ręku szczoteczki do zębów. Latem ochrzciliśmy go (bo był wyznania narodowego) przy zapalonych świecach. książki.dotykała polakierowanym na purpurowo paznokciem 0 . Tam Wandale wsiedli na okręty.Żydóweczka.rzekła dziewczyna spod ściany.Przecież pani była pieśniarką? Chyba niczego pani nie brakowało. a zaraz po chrzcie na najruchliwym punkcie Grójeckiej wymigiwaliśmy się od łapanki ulicznej. z wyzywającym dekoltem.A wtedy święty wyjechał na ośle i nawrócił Wandalów .wszyscy ich tłukli i z Danii czy z Węgier wygnali do Hiszpanii. ale nie zechcieli zaprosić na wesele przyjaciół. Wprawdzie ustąpili i użyczyli muzykom pokoju do spania i fortepianu do ćwiczeń oraz kuchni do produkcji bimbru.Ale! chcielibyście. był taki szczep Wandalów. milcząc. . ten od św.Brakowało? Nie. wiechciach kwiatów i miednicy chłodnej. namiętnym spojrzeniu. Montaigne . Rodzice odmawiali błogosławieństwa ze względu na mezalians. Polek . Panna młoda w sztywnej niebieskiej sukni siedziała w fotelu nieruchomo. Miała grube. nie brakowało . . wiesz? . Na długim łańcuszku kołysał się między piersiami złoty krzyżyk. I wciąż to uczucie. filiżanki z herbatą. Tomasz z Akwinu. bardzo tchórzliwy . . . że trzeba odejść. pojechali do Afryki i doszli piechotą pod Kartaginę. Moniki. jakby połknęła kij. .ciągnął Apoloniusz. Pod oczyma miał wielkie sińce.Platon.Umyj nogi. rozłożyste biodra.powiedział spod pieca młodzieniec.rozmamłanymi dziewczynami i gmerał rękoma w ich fryzurach.Miała na sobie żółtą sukienkę w chryzantemy. którą zapobiegliwy ksiądz umył mu dokładnie głowę. gdzie biskupem był św. patrząc tępo w książki. różowe policzki.

rzekłem ze znawstwem. nieruchoma jak góra. Okładki szeleściły jak suche liście. . co ja widziałam za murami.Po Wandalach nie zostało nic. zabijając rękoma o pierś. dalej. Szły od niego kłęby pary.rzekła cicho Maria. w cieniu.Tylko żeby pan widział to.A ja myślę. jakby oddychał skórą. a Augustyna dzisiaj czytają. . był zmęczony. szarzał i siniał. sięgnął bez pośpiechu po bat.powiedziała. na bramę. Koń poderwał łeb. .. . . krzyknął z uczuciem: . . Żandarm w niebieskim płaszczu. koń! W kręgu złotawego światła znad drzwi śnieg oślepiająco biały i gładki leżał jak talerz na popielatym obrusie. zabrana przez Piotra.Za pysk cholerę i do tyłu . nadszedł od strony latarni. Ergo .Jej rodzina została za murami. .krzyknął furman napierając na dyszel. machnął lejcami i cmoknął. który wydawał się wyższy i tęższy niż zazwyczaj. bijąc tępo podkutymi butami o kamienie chodnika.Zaraz podłożę deskę do rynsztoka.obszarpanych grzbietów kupionych na wózkach i wykradzionych z antykwariatu książek. Furman stał obok wozu i cierpliwie czekał.Augustyn napisał sześćdziesiąt trzy książki! Kiedy Wandalowie obiegli Kartaginę.Ona jest zdenerwowana . kładąc na śnieg rozchwiane cienie. . 1 .„Jeszcze tylko kilka ciężkich chmur nie porozpychanych nozdrzem konia” zadeklamował i wskazawszy ręką za okno. Kiedy odciągnęliśmy z Tomaszem skrzydła bramy. Załadowana jak wóz z sianem platforma stała w ciemności. Światło przebijało się przez czarne i czerwone płaszczyzny pakowego papieru i plątało się wśród kartek jak w gąszczu leśnym.Koń. oświetlając nogi i podbrzusze konia. Ciągnęło od nich farbą drukarską.Odpłynęła w tańcu. Żydóweczka podeszła do patefonu i zmieniła płytę. . robił właśnie korektę i przy niej umarł! . ale wóz nie ruszył. napakowanej jak więzienie „ochotnikami” przeznaczonymi na roboty do Prus. .rzekł maniacko Apoloniusz. Przez pierś miał przewieszony reflektor na rzemieniach. Igła trafiła na pęknięcie w płycie i zawodziła monotonnie. Zwiesił łeb.K'sobie .wojna minie. patrząc z ukosa na Marię. a poezja zostanie.wzniósł dłoń z rozczapierzonymi palcami ku sufitowi . szarpnął się całym ciałem na boki. . We drzwiach stanął zarumieniony Tomasz. jakby odbijał niebo. Czerwona latarnia kołysała się pod kołami.. Przednie koła utkwiły w rynsztoku. Jego żona poprawiła sukienkę na lekko wypukłym brzuchu. . a wraz z nią zostaną moje winiety! Pod sufitem suszyły się na sznurkach okładki tomiku poetyckiego. pilnujący sąsiedniego budynku byłej szkoły miejskiej.Tylko nie będzie z niego wyjścia. aż dopiero przy furtce mienił się w blasku lampy ulicznej. że po aryjskiej stronie też będzie getto .

. meblami i zbożem. zatrzymywały się często na dworcu jak przy molu portowym. tłomokami. postał chwilę w dyszlach. obrusy i ręczniki oraz wszelkie inne dobro kradzione z pociągów towarowych idących na front.Patrz pan. a także kupowane od obsługi wagonów sanitarnych. Spod okapu hełmu. bielizną i częściami do maszyn. . konserwy. . betami. że nic ważnego w ciągu nocy nie zaszło. Teraz koń pociągnął ku przodowi. . osadził się na tylnych nogach. ciepłe ubrania. . jakby znużony ponad siły. Zrzucił czapkę. skarpety.A córka? . Koń chrapnął. Wypiwszy do dna nadsiorbnął wody z drugiego i włócząc za sobą uprząż. podgoniony ostro. Furman trzasnął jeszcze raz dla fantazji batem. skręcał pod gnijącym murem schroniska dla bezrobotnych. cofnął konia i podjechał tyłem pod drewnianą szopę. meblami i brzęczącymi naczyniami z aluminium. jedzeniem. Koń robił bokami i dymił parą. ściągniętą mrozem. załadowałem nawet taborety z kuchni i półki z łazienki. Odprzężony z szorstką czułością przez woźnicę. Wóz naładowany po wierzch jak krypa walizami. wykrzywione dłonie. Stara stała nade mną jak kat nad dobrą duszą. . naparł ciałem do tyłu i platforma dźwignęła się po kocich łbach. wapna i gipsu. kupony materiałów. Olek . chwiejąc się.rzekł Olek.Została z mężem. . które. Był to ruchliwy port przeładunkowy. poprawił na sobie pasy i miarowym krokiem oddalił się w stronę szkoły. - 2 . z głębokiego cienia.Za dużo klamotów naładowane .rzekłem. Żandarm zgasił reflektor. oczy jego błyszczały nad strugą światła ostro jak wilcze ślepia. wreszcie.Popluł w żylaste. rozejrzawszy się w zasobach platformy. że musi zostać jeszcze dzień.Wszystko kazała zabrać . rannymi. wracając z frontu z zegarkami. będziem zdejmować.Sporo przywiozłeś. wjechał po deskach na podwórze.Nie bała się tak w biały dzień? . firanki. mieszczącego się w pofabrycznych halach tuż przy torze kolejowym. . tędy bowiem płynęły belami i pojedynczo koce. Co dzień rano przychodził do kantoru telefonować po zmianę warty i nieodmiennie meldował. Kłóciła się ze starą. Sztywne od wapna włosy rozmierzwiły mu się nad czołem. ruszył wolno pod kran i wetknął pysk w kubeł. poszedł w stronę otwartych drzwi stajni. wychudłą.Pozwolenie dla niej dostał zięć od swego kolegi . zżarte od cementu. Twarz miał kościstą.Podkręcił kontakt i uprzejmie zaświecił.rzekł woźnica. serwisy. dochodził do małego kościółka księży pallotynów (częściowo spalonego we wrześniu i odnawianego pieczołowicie a nieustannie w ciągu całego sezonu materiałami z naszej firmy).rzekł rzeczowo.Ano. Zwykle ją mijał.

co nam te ciapciaki mogą zrobić? Jak kierownik chce kupić filię..Taa. tępym krokiem spacerował żandarm w niebieskim płaszczu.rzekł Tomasz.. niósł dym pociągów. rozplatał sznury i począł podawać jedno po drugim krzesełka. Chwytaliśmy je z Tomaszem i na cztery ręce wnosiliśmy do zatęchłej. Nie mógł się swobodnie ruszać w twardym kożuchu.. nad światłem latami.Zrobiła go człowiekiem. otoczona jak dłońmi siną nocą połyskującą pierścieniem gwiazd. trzeba rano z dom wyrzucić. . Dzieciaki. Wrócisz przed siódmą. . poduszki. ale wiesz pan.Inżynier nas widział po drodze. otwartej migocącym światłem latarni.powiedział furman.A jak jutro z rozlewaniem i rozwiezieniem? . . Będzie co z tego? . Konia oporządzę. Był chory na serce. pokrytym skorupą wapna.Ale pan jakoś wyjechałeś szczęśliwie? .Zasunąłem drzwi szopy i zamknąłem je na kłódkę. Przechodząc koło kantoru.Może poczekasz do południa? Rozwieziemy razem.Ano.Powiedz pan. narobiłem się dzisiaj . złażąc z platformy. . kosze z bielizną.Ująłem ją pod ramię i po chrupiącym czerstwym śniegu poprowadziłem wydeptaną ścieżką do furtki. nad stromym dachem wtulonej w mur szopy szedł z szumem wiatr. to się jej wywdzięcza. pilnujący szkoły. wazony.. osznurowane książki. co ja tam widziałem. a nad wiatrem i chmurami drżało niebo głębokie jak 3 . Oddychał miarowo. .Ale . tobyś pan nie uwierzył. stała Maria. po co ją kierownik wziął do siebie? . Oparł się o wóz. ciemnej szopy.. Otrzepałem ręce z kurzu.. Chwycił w garście śnieg i mył nim dłonie. Przymknęła za sobą drzwi od muzyki i ludzi i wyczekująco patrzyła w mrok. pudła staroświeckie. stosem cuchnącej smołą czarnej papy a kupą suchego wapna przeznaczonego na detaliczną sprzedaż chłopom. uchylił czapki. gnały pierzaste obłoki. smoły i dziegciu. nie? Pojedziesz z rana kursem. skończywszy ładunek. układając towar na betonie między workami z na wpół skamieniałym cementem. kobity.Panie Tadku. .Wdzięczność jest rzeczą piękną .zapytał woźnica.Wlazł na wóz. panie Tadku. .rzekłem lekceważąco . wciągając głęboko powietrze. . Po pustej ulicy. Wapno cienkim pyłem unosiło się w powietrzu i gryzło nieznośnie nozdrza. Metr wapna na lewo. Chociaż i żydowskie. to muszą z nim dobrze. . Staliśmy w otwartej furtce. Nad ulicą. W złotym kręgu światła jak w aureoli.Powlókł się w ślad za zwierzęciem do stajni. Wytarł je o spodnie. z ulgą pociągał nosem i otarł ręką czoło. . . Tomasz sapał spazmatycznie.

które wiatr gnał nad naszymi głowami.Daj furmanowi wódki.pusto.Bo miłość to poświęcenie. Patrolujący żandarm poszarzał i zmalał w odpływającym mroku. istnieje tylko jednostkowy podmiot poznający. że miłość! . Chłopka wyciągnęła z koszyka pęta kiełbasy.Chodź. grzali się przy rozżarzonym piecyku dwaj granatowi policjanci. .rzekł Tomasz. . Mówię z głębi doświadczenia. jakby tropiąc w powietrzu jej ślad. Tak wczesnym rankiem na dworze było jeszcze sinawo. trzeba zbratać się z ludem. Z torów kolejowych dochodził grzechot pociągów. który zaciera rysy człowieka.parsknęła beztroskim śmiechem Maria i dygnąwszy nam dystyngowanie. furman. że miłość! . Była o pół głowy wyższa ode mnie. monotonnie spadały na parapet 1 Solipsysta . Przez zamarznięte szyby sączył się szary świt. . który wstał przed świtem. uśmiechając się do Tomasza. a na ulicy . W oknach byłej szkoły zaczynały pojawiać się głowy uwięzionych ludzi.Oczywiście. nie obejrzawszy się. Po zardzewiałych kratach spływały brudne krople.wyznający solipsyzm.Miłość.rzekła z wyrzutem. kaszę i chleb.powiedziałem.dno ciemnego potoku. naprzeciw chmurom. Maria uśmiechnęła się czule. .Widzisz. a wróciwszy z kursu. odeszła ulicą wzdłuż siatki. pogląd filozoficzny. Zmierzch. wyprząc konia i usunąć z placu ślady kół. podając mi usta do pocałunku. wyprawiwszy pijanych gości i sprzątnąwszy pokój. a chłop swoje dzieci zamknięte w szkole. według którego. które znikały pod ladą w podwójnej ścianie. W paskarskim sklepiku. Nie lubiłem przy obcych jej pocałunków. Minęła sklep paskarza. nadał mu bryłowatość i ciężar. jakby Tomasz był ociosanym z grubsza kamieniem. . przy składzie. Księżyc prześwitywał przez chmury jak złoty szmat piasku. Pieprzyk pod lewym okiem czerniał filuternie na monumentalnej. że sama rozwiozę . oczywiście. jakby kutej z szarego piaskowca twarzy. . jeżeli masz gdzie pod łóżkiem . bom wiele miał kochanek. solipsysto1 poetycki. Patrzyłem za nią jeszcze chwilę.rzekł pogodnie Tomasz. Mrugający po pijacku czerwonymi oczyma sklepikarz rozkładał drżącymi rękoma na ladzie za szkłem ser. który go zostawił na wybrzeżu wyludnionej ulicy jak zapomniany wodorost. . Wielki czarny kapelusz ocieniał jej twarz jak skrzydłem. co może miłość . II Nocą spadło trochę śniegu.Wiesz dobrze. Znikła za rogiem. Zanim otworzyłem oficjalnie bramę na znak rozpoczęcia dnia handlu. gdzie nabywałem chleb i kaszankę na śniadanie. a rzeczywistość jest zespołem jego wrażeń 4 . zdążył wyrzucić wapno z dołu i zawieźć na budowę.

sześciany cegieł. roztapiające się w czystym. parę sklepików spożywczych i obskurny bar . na most nad leżącą na migotliwym nurcie mgłą. szpaltówek. przełaził przez druty kolczaste na plac naszej firmy budowlanej. wyciągał twarze ku nowoczesnym oknom. On nie dolewał do pełna setki bimbru. oglądając kupy piasku. sklepikarz. porosłe kępkami postrzępionej wikliny i pokryte z rzadka liszajami śniegu. Ujęty jak w groble w dwa szeregi policjantów tłum odpływał korytem ulicy. a cenę wydatnie zaokrąglał. fryzjera. Z otwartych okien szkoły wołano i dawano białymi dłońmi znaki jak z odbijającego od brzegu okrętu. kalecząc się nieludzko. Obudziwszy się. synka w drugiej gimnazjalnej i dorastającą córkę. pastelowe domy miasta. spokojnym. ale ręka drżała mu przy zgarnianiu pieniędzy. którego różne odcienie i wielkości używane były na schody oraz nagrobki. błękitnym niebie . Latem. uliczka zagubiona między grząskim jak przegniły trup polem a szeregiem zmurszałych. tak chłopom. zachodziły do sąsieków z grysikiem2. obcego płaskim. ramsayek. Dzień w dzień wpadałem do niego po ćwiartkę razowego chleba. Łaziły bezradnie po podwórzu. urok chłopców. Zwykle były to dziewczęta. a korzyści z procederu oprócz policjantów (i pewnie nieprzystępnego. wybrukowana kocimi łbami. odchodził aż do placu leżącego u jej wylotu. skąd otwierała się miła oczom perspektywa na zapuszczone mielizny nad rzeką. Nad szklanką bimbru z buraków bratali się przy ladzie policjanci z chłopami i handlowali ludźmi ze szkoły. wyrzucałem je bardzo altruistycznie za bramę. mydlarnię. jak 2 Grysik . ciął chleb na nierówne części i wyciskał z chłopów bezlitośnie forsę za każdą wypuszczoną na lewo dziewczynę. podnosił głowy. zaciszną zatoką. który albo natychmiast znikał w zakamarkach ulicy. parterowych domków mieszczących pralnię. firma budowlana zaś sprzedawała.dzień w dzień pęczniała wzbierającym. gdyż kantor był oczywiście zamknięty. nie doważał deka masła. Uśmiechał się wstydliwie.kłębił się rozpaczliwie na placu i znowu powracał z krzykiem. wymachiwał rękoma i krzyczał. i załatwiały się tam beztrosko. który podpływał pod betonowe mury szkoły. uczennicę kompletu licealnego. ani potrzeby wdzięczności. Z reguły mi nie doważał. śmierdząca zgnilizną otwartych rynsztoków. ku pokrytemu czerwoną karpiówką dachowi. zwały gliny. gdzie wałęsał się aż do rana. miał żonę. odczuwającą nęcące powaby stroju. gdyż chciał żyć sam. Nie odczuwał jednak ani obowiązku. smak nauki i czar konspiracji.ślepa. Nocą policjanci wysadzali przez okno szkoły towar. Zresztą. zimą i wiosną uliczka . drobnoziarniste kruszywo kamienne 5 .i ciurkiem lały się na podłogę. jesienią. rozfalowanym tłumem. na żółte. albo. trocinówek. ludzkim sprawom żandarma) ciągnął wyłącznie sąsiad.łamane. dziesięć deka kiszki i dwa deka masła. Paskarski sklepik był małą.

Oddawszy mi lwi udział z detalicznej sprzedaży. dowożąc na budowę niepełne metry. poważne manko. apoplektycznie nerwowy Inżynier z brodą w klin. cugowego konia ze strzyżonym ogonem. Ja z początku wynosiłem ze składu ton i kredę koszykiem i sprzedawałem je w mydlarniach okolicznych. wszedłem z nim w spółkę. co natychmiast wpisywało się w księgi. Kradli z kolei. stawiając mi tylko jeden warunek: abym uczył się dla Ojczyzny. Wprawdzie ustawodawstwo okupacyjne zabraniało Inżynierowi wypłacać tygodniówki ponad 73 złote. wprawdzie nieco zaniedbany i podupadły. a także odbierając wagony z towarem stwierdzała. skamieniały cement. ale nadający się do polowań (miał bowiem spory kawał lasu) i uprzemysłowienia (posiadał glinę). nabył za pół miliona majątek ziemski pod stolicą. Firma budowlana! Ona jak dojna i cierpliwa krowa rozdawała wszystkim utrzymanie. Filia urządzała się inaczej. podatków i świadczeń. nie uchylał się wcale od obowiązku. jednak Inżynier kilkunastu swoim ludziom dawał z własnej inicjatywy prawie sto złotych tygodniowo bez odtrącenia kosztów. Odrabiali prywatne kursy. choroba albo łapówka. jednakże zżywszy się z kierownikiem serdeczniej. Równie pomyślnie układały się losy pracowników Inżyniera. wydzierżawił plac po spalonej we wrześniu firmie i założył na nim filię swojego przedsiębiorstwa. mieszała wapno z wodą.glinka kredowa używana w produkcji farb klejowych 4 Lepik . Wiązała nas również produkcja bimbru odbywająca się moim kosztem w mieszkaniu kierownika. a lepik4 z piaskiem. wykorzystując firmę jako punkt przelotowy. Kierownik znał się na złocie i kosztownościach. Pracowity jej właściciel. miał bowiem z firmą osobne rachunki. kupił dworski pojazd. Dostawca urzędowy nabierał w usta wody. jak wywózka rodziny do lagru.mieszanina asfaltów lub smoły używana do klejenia papy 6 . których nie księgowano nigdzie. rozbudował składy w centrali. a telefon składu jako niezawodny sposób komunikacyjny. mokry ton3. brzuchacz opięty kraciastą kamizelką z brelokiem. wynajął woźnicę. Przez trzy miesiące finansował moje studia na podziemnym uniwersytecie. wreszcie w trzecim roku wojny rozpoczął i pomyślnie poprowadził pertraktacje ze Wschodnią Koleją Niemiecką o zakup i rozbudowę własnej bocznicy kolejowej i postawienie przy niej magazynów przeładunkowych.inżynierom. W wypadkach nagłych. na utrzymanie żony dewotki trwoniącej pieniądze na żebraków. patriarchalnie siwy. podzieliłem teren pracy i uzgodniłem sposób księgowania. kościoły i zakonników oraz syna erotomana ciągnął z niej wczasach wielkiego głodu (kiedy jedliśmy obierki i przydziałowy chleb z solą)' grube tysiące jak mleko z wymion. Furmani sprzedawali wapno na ulicy. kierownik pogrążył się w szerokich interesach. 3 Ton . przy cichym zrozumieniu magazyniera kolejowego.

zdawało się. odliczywszy dniówkę szofera. Ze zdziwieniem poderwałem głowę znad książki o czasach i zabobonach średniowiecznych. pustą jak wyludnione miasto. pani doktorowo .Skierowała na niego wyblakłe. Twarz miała ziemistą. bo pająk piął się do góry. jakby tarł kamieniem o kamień. . własnej odnogi kolejowej. Wzrok utkwiła pod sufitem. Pod okiem czujnej właścicielki wyrabiał się uparcie na ludzi. Z dorobku tych czasów ocalił place i walutę oraz głębokie przywiązanie do starej doktorowej. . siedziała skromnie w kącie. kupił auto sportowe i zarabiał taksówką do trzystu złotych dziennie. prowadził także ożywioną wymianę z gettem. Stara siedziała na miejscu Marii w nogach drewnianego tapczanu. przyjaźnił się z szoferami i sprzedawcami części samochodowych. a nawet sam handlował lokalami. czy przyjdą. i żył pełnią życia. Odczuwał dotkliwą nostalgię za bezpiecznymi czasami przedwojennymi. że kłapnęły.rzekła stara do kierownika po długim milczeniu. oglądając pajęczynę na górnej półce książek.według wyobrażenia ludzi ze strony aryjskiej . a na parę miesięcy przed wojną . Uprawiał handel z wielkim lękiem. Prawda. martwe. miał stosunki ze złodziejami kolejowymi i ułatwiał im kontakty ze sklepami komisowymi. co? .drugą na bliskim przedmieściu. Pajęczyna się kołysała.A. nie mówiąc już o złocie i brylantach. paru ciężarowych samochodów.sprzedawał i nabywał meble.Bo powinni dać znać. że powinni? . Ubrana była biednie. to trzeba lepiej zaczekać. niemalże zadźwięczały. Mówiła chropawym szeptem. spod którego wymykały się pasma rzadkich siwych włosów. wbrew własnemu poczuciu prawa. jakby zamarzłe oczy. Na szyi miała aksamitną szeroką wstążkę. Wkrótce nabył pod miastem przy autostradzie jedną parcelę budowlaną. że czyni to w zgodzie z prawem ludzkim. wytartą i błyszczącą na łokciach. Dwa masywne złote rzędy zębów błyszczały w ustach. Na kolanach trzymała starannie złożone palto z wyleniałym kołnierzem. .każdy Żyd przynosił z getta. zapobiegliwie i przezornie oddanych na przechowanie do konsulatu szwajcarskiego. Rozumiał. a na głowie staroświecki kapelusz ozdobiony bukietem fiołków. zatelefonują.rzekł stanowczo kierownik. jakby przez siłę. które . Odziana była zbyt biednie jak na przedwojenną właścicielkę ogromnego składu towarów budowlanych. znał adresy pośredników mieszkaniowych. Ubrana była w czarną jedwabną suknię.Jasieńku. wielu precyzyjnych maszyn do liczenia. 7 . Pracował wtedy jako magazynier w przedsiębiorstwie żydowskim. dziesiątków robotników i niewyczerpanego konta w bankach krajowych i szwajcarskich. Świszczący szept wydobywał się z gardła wraz z oddechem. bez dokuczliwych rozterek duchowych. zrujnowaną. zbyt biednie nawet jak na posiadaczkę platformy wszelakiego bagażu.

dopasowany do okrągłości przegubu. .Pojechała na miasto rozwozić bimber.Człowiek ma. Wyjdzie pewnie dzisiaj razem z córeczką pani doktorowej.Jasio tylko tak mówi. portfel do kieszeni i .szepnęła doktorowa i uśmiechnęła się lekko kącikami ust. Książka o średniowiecznych klasztorach budziła na wpół senne marzenia o ciemnych celach. jak z dna studni. nie ma co! . skąd kupić mieszkanie! Pani doktorowa wie. ile żądają? Pięćdziesiąt tysięcy! Dobrze. Co pani doktorowa myśli! Zięć. pokurczone. gdzie wśród zabobonów ludu. Odbijało mi się wódką i jajkami. Jasieńku? . .przechylił się do mnie . rzezi szczepów i pożarów miast dokonywała się praca ocalania ducha ludzkiego. Między piecem a wieszakiem było mrocznawo. falujące włosy. myśli. Rozgrzane plecy łaskotały rozkosznie. bo co by robił? Na sublokatorce by żył? Do kwaterunku by poszedł? . wyciągając wygodnie nogi w długich oficerskich butach. jak wyjdą? Przysunął sobie krzesełko i usiadł. bębnił palcami po ramie okiennej. kiedy zechce! Pozałatwia.szepnęła stara głucho. Pogładził bujne.Jasieńku. zacisnęła palce. czekał na klienta. . ale ciepło. A jeżeli im się nie uda.Przeniosła znowu wzrok z sufitu na okno. odrzucając je niecierpliwym ruchem głowy. . Koc spuszczony z tapczanu 8 . Zwiędłe.Co też pani doktorowa mówi! . dyrektor w szopach. Tu trzeba myśleć. Oszczędna dziewczyna! Buzi dać! I węgla wypaliła o połowę mniej.Jasio sobie radę da! .Przecież pan dyrektor obiecał telefonować. co trzeba.bąknąłem znad książki. pamiątka po dobrych czasach w firmie na Towarowej.pańska narzeczona wygotowała dwadzieścia pięć litrów. jak gdzie może chapsnąć.fiuuu! Tyle go zobaczą! Co pani się martwi. jakby ją chciała zerwać z ramion. jednym okiem spoglądał z ukosa na plac. . wygięty. Robotna. chwaląc Boga. czy walizki są w porządku? . . zapatrzyłem się w podłogę. która wzbierała już tłumami. i dlatego żyje! Panie Tadziku . i bezwładnie opuściła na kolana. że człowiek w pierwszym roku wojny kupił sobie jaki kąt. złociste. może wyjść. ręce i nogi. że to jedyny teraz majątek córki. na ulicę. Wygrzewając się pod piecem. na otwartą bramę.Telefonowała . robaczywe dłonie położyła na żółtej chustce. Powinna wrócić niedługo. Głowa ciążyła mi i szumiała.Pracowicie wychuchał w oblodzonej szybie otwór i przechylając głowę. Ona jest taka niezaradna. . Przyzwyczaiła się do opieki matki. Spod mankietu popelinowej koszuli odsłonił się przy tym ruchu złoty longinus podłużny.Bo Jasio wie.gwizdnął niedowierzająco kierownik.

.w porządeczku jak w ubezpieczalni. co to blokada? Pewno nie bardzo wie? No nic . aus5! Pusto w domach. obijając z butów śnieg. Ciągle aus. jeszcze dwa.On tam ma interesa. Dwadzieścia osób! Małe dzieci się nauczyły.zapytałem. wywożą. Zza drzwi dochodziły brzękliwe.. .Niemców na głowę sprowadzić? Dać im podsłuchać? Owszem. nie. Cóż to. Włożyłem książkę między średniowieczne. kiwając przyjaźnie ręką.Nie.Mieliśmy kryjówkę za szafą w takiej specjalnej niszy. Jeszcze z uniwersytetu w Heidelberg.zdecydowała i poruszyła się na tapczanie. niebieskie oczy.nie sięgał zapastowanych na czerwono desek.Dzieci? . Stara podniosła na mnie puste oczy. przykrył je prawie rzęsami koloru słomy. . Zadyszała się i zamilkła.kierownik zatarł z przyzwyczajenia ręce i popatrzył chwilę na mnie . aus. Splotła ręce na piersiach. Obejrzałem się na starą. wie? Czy oni zdążą wyjść? Podszedłem do półki z książkami. Drzwi kantoru trzasnęły.) . to małe dzieci tylko milczały i patrzyły takimi otwartymi oczyma. sprzedanych przez 5 Aus (niem. Machinalnie obracała w palcach broszkę przypiętą do sukni. pani doktorowa mnie nie zna? . . co dzieci! Zięć i córka czy wyjdą! On żyje w wielkiej przyjaźni z szefem. Widać było spod niego czarną przykrywkę remingtona.. pierze na ulicach. to jak żołnierze chodzili i bili kolbami o ściany i jak strzelali.Zwariowała pani doktorowa na starość? . aby nie zamokła.zaniepokoiła się nagle stara. Wziąłem maszynę z szopy.. . . Wie. . Klient i kierownik ustalili cenę dostawy drzewa z pożydowskich domów z getta otwockiego. Kierownik kopnął krzesło i wyszedł do klienta. ale nie od nas! Stara nastroszyła się i nadęła jak obudzona znienacka sowa.Pani doktorowo.Jakże się pani przedostała do nas? . u nas wszystko musi być w porządku . przekomarzające się głosy. Klient zatupotał nogami. .zdziwiłem się. tu: wychodzić 9 . aby podtrzymać rozmowę. .Czemu nie wyszedł z panią? .z. Tam się wszystko kończy. i wstawiłem na wszelki wypadek pod łóżko. a ludzi wywożą. nie! Tam dzieci. jakby jej było zimno.Dwadzieścia siedem razy byłam w blokadzie ulic.Zatelefonuję .zachrypiała w przejęciu. .parsknął nagle kierownik i gniewnie zmrużył serdeczne. Jeszcze dzień.A jak oni tu mnie nie znajdą? Uliczka jest taka mała i na peryferiach . .

Cóż z tą starą? Mebli dużo? . zmierzwionych niesfornie włosów. wystawił do ognia spękane od wiatru i mrozu dłonie. W drugim tygodniu jej urzędowania zabrakło w kasie tysiąca złotych. jak może.Ej. aż strach jechać. Głowę miała ustrojoną w czub wysoko spiętych. że jak z Żydami skończą.Każdy ratuje się. Koło cerkwi i przy dworcu aż zielono od żandarmów. panie magazynierze. Mówią. ale dawał się skusić przy szczególnie pomyślnych wydarzeniach. ale za to z regularnością poczty zaopatrywała mnie w konspiracyjne gazetki ozdobione godłem miecza i pługa. przebijającymi przez cienką sukienczynę biodrami. Kucnął przy piecu i sapiąc.smoła węglowa 2 Per pedes (lać. wyszedłem z kantoru. umieściła się wygodnie na kozetce.Perpedes2 . Cały dzień czytała brukowe romanse. sam bowiem zadowalałem się półprywatnym powielaniem biuletynów. Kożuch parował na nim i śmierdział wilgotną skórą.zmrużyła złośliwie oczy. . .) . Odrzuciła palto z kolan i z pośpiechem podreptała na dwór. Drobna i sucha. Kierownik był abstynentem. wyszli do sklepiku przypić transakcję. nie wiedziała. Włóczyła nogami w zbyt głębokich kapcach. .zagadnęła ironicznie urzędniczka. . Urzędniczka w kantorze uśmiechnęła się do mnie zza stołu.Ja bym chciała do swoich rzeczy .Budy na mieście . a Inżynier stracił do urzędniczki zaufanie. Nasłał ją Inżynier. Z jego kalkulacji wynikało. . obfitą lekturą.A to ładnie .starosta 7 Bitumina .kreishauptmana6 hurtem polskiemu przedsiębiorcy. aby się ogrzać.Przy pomocy bliźnich .prychnęła mała urzędniczka. 6 Kreishauptmann (niem. Cienki nos świecił się jak wyczyszczony łojem. jakże wiersze? Okładka wyschła? Kierownik za rękę przyprowadził starą do kantoru. to nas będą wywozić. co to lepik.) .Jakże ja wrócę do domu? . kręcąc z nieświadomym wdziękiem kościstymi. że firma daje zbyt niskie dochody. . . a co bitumina7. . . Zazdrościłem jej zejścia do podziemia. Kierownik pokrył niedobór z własnej kieszeni.rzekł woźnica.rzekłem kwaśno i włożywszy pośpiesznie kurtkę. Przyszedł furman. pisywaniem wierszy i produkowaniem się na porankach poetyckich.na piechotę 0 . Do kantoru przychodziła zresztą tylko na kilka godzin. I u nas też łapią. Była bardzo niestarannie upudrowana. Wstała nerwowo od stołu. aby pilnowała kasy. Skrzypnęły drzwi.rzekła nagle stara. Na ulicach pusto. nie zajrzała ani razu do magazynu.Byłem w Centrali.

kołysząc się jak na fali. szykując wapno na sezon letni. W głębi ulicy przestrzeń zamykały kamienne bloki domów i kępy nagich. W bramach ważono na prymitywnych wagach świeże mięso wieprzowe i przelewano pośpiesznie bimber. Na posesji leżącej na tyłach szkoły trwała jeszcze zabawa. Kłęby białej pary podnosiły się znad kipiącej mieszaniny i owiewały mu twarz. rowery. ciężko ciągnęły na most. blade. skrzące się w ostrym słońcu. Dziennie przerabiał na mrozie do dwu ton wapna suchego. oczywiście. Robotnicy zakryci deskami chodzili pod karuzelą w kieracie. wychudłych drzew. Kobieta podniosła ręce rozpaczliwym gestem i byłaby upadła. Kilku gazeciarzy ze schroniska. pączkami. że to czarna ściana domu trzęsie się i krzyczy. obojętnie bił żelaznymi butami o bruk. Nie zdążyła.jak głosił wyblakły od śniegu plakat . 8 Kozły hiszpańskie . że miłość” . Niemiecki żandarm. Za ostatnim wozem wybiegła z tłumu kobieta.pomyślałem ze wzruszeniem i uciekłem do składu.miały przebywać krokodyl. Był zwykły targowy dzień. chronionym kozłami hiszpańskimi8. „Miłość. Puste drewniane auta. jak wyrzezane z łamliwego kryształu.drewniane krzyżaki owinięte drutem kolczastym 1 . mieszał gracą lasujące się wapno. Nad skrzynią z wapnem kiwał się rytmicznie robotnik. Tramwaje bez ludzi okręcały się w pętli naokoło placu i dzwoniąc łańcuchami. Przy jaskrawo pomalowanej strzelnicy i w ogrodzie zoologicznym pod namiotem (w którym . Gdy łapanka obejmowała uliczkę. Karuzela z jednym ogłupiałym dzieckiem na koniu kręciła się majestatycznie przy wtórze wrzaskliwej muzyki. Pijani policjanci oczyszczali uliczkę z resztek tłumu.Ostry wiatr zmieszany ze śniegiem zaciął mnie w twarz. gdyby nie pomocne ramię żandarma. zamykaliśmy ją na kłódkę. Niebo leżało pogodne. Lasownik pracował całą zimę bez przerwy. łabędzie z rozczapierzonymi skrzydłami płynęły łagodnie w powietrzu. wyższy nad tłum i jego troski. Bramę składu kierownik przymknął. Z wnętrza tłumu wynurzały się pękate. Samochód nabrał szybkości. wielbłąd i wilk) świeciło beznadziejnie pustką. białym i razowym chlebem. wlokły się wzdłuż alei. z plikami gazet niemieckich pod pachą. okryte brezentem ciężarówki i mierząc kołami śnieg. ale baczny na każdy ruch policjanta. otoczony kordonem żandarmów falował tłum i podpływał ku wiaduktowi. zasiekami i tablicami na torach. wysokie. tupali nogami w słomianych chodakach i darli się ochryple nad koszykiem z bułkami. Wydawało się. Wepchnął ją w tłum. Na placu pod ścianami domów było jeszcze gwarno i tłoczno. Za wiaduktem. Drzewa stały ośnieżone. który przemykał się ku polom. kręciło się na przystankach niezdecydowanie. papierosami. kaszanką. Pod oknami i parapetami przekupnie trzęśli kolanami. Przytupując z zimna nogami jak śpiący koń. ponieważ plac pustoszał przed nadchodzącą łapanką.

- Telefonowała narzeczona - powiedział kierownik. Był w dobrym humorze, podśpiewywał pod rudym wąsem i zataczał nogami taneczne półkola. - Jedzie z Ochoty, ale nie może szybciej, bo wszędzie łapią. Pod wieczór będzie. Sucha, czubata urzędniczka rzuciła na mnie krótkie, podszyte złośliwością spojrzenie. - Pewnie zaczną z nami jak z Żydami? Pan się martwi? - Powinna dać sobie radę - rzekłem do kierownika. Zziąbłem na kość. Pogrzebałem kociubą w piecu i dołożyłem torfu. Z otwartych drzwiczek buchnęło dymem na całą izbę. Chyba w tym miesiącu wagonów nie dostaniemy? Pewnie zrobią szperę9 wagonową? Kierownik skrzywił się niechętnie. Przysiadł na krześle i delikatnymi jak u pianisty palcami stukał po stole. - A co nam przyjdzie z tego, jak puszczą wagony? - rzekł z goryczą. - Inżynier boi się trzymać cement i gips, wapno ma tylko dla Niemców na roboty na Forcie Bema, to co pan chce? Żebyśmy kwitli? Grochowskie zakłady dostały trzy wagony cementu, Borowik i Srebrny ma co dusza zapragnie, a my co? Gąsiory, felcówki10, grysiki, lepiki, maty trzcinowe! - Niech pan nie przesadza - rzekła urzędniczka. - Gdyby pogrzebali w szopach, toby to i owo... - Pewnie, że to i owo! Bo kombinuję na własną rękę! Inaczej przyszedłby kto do składu? Owszem, sklepikarz odważników pożyczyć! Telefon zaterkotał. Kierownik zakręcił się na krześle i chwycił słuchawkę na pół sekundy przed małą urzędniczką. Oddał mi ją z niemą gestykulacją. - Nasz samochód - szepnąłem zasłaniając ręką tubę. - Co powiedzieć? - Niech da pięćdziesiąt. - Funfzig - rzekłem do tuby. - Abends?11 Niech będzie wieczorem. - Świetnie, chodźmy wobec tego coś zjeść - zatarł ręce kierownik. Stara siedziała nieporuszona na tapczanie, jak zapędzone w kąt zwierzę. Kierownik zakrzątnął się po pokoju, nastawił bulion na maszynce i sprzątnął stolik. - Jak Inżynier będzie miał mniej dochodu od nas, to raz - wyrzuci tę siksę, a dwa... no co, zdecydowałeś się pan? - Cóż ja mam wobec pana? - rzekłem beznadziejnie. - Wszystko wpakowaliśmy w bimber. Wie pan, jak to jest; trochę książek się kupiło, trochę łachów, i tak. Papier też kosztował. - A sprzeda pan chociaż te wiersze?
9 Szpera (z niem. Sperre) - blokada 10 Gąsiory, felcówki - rodzaje dachówek 11 Abends (niem.) - wieczorem

2

- Nie wiem, czy sprzedam. Nie pisałem na sprzedaż. To nie cegła dziurawka ani nie smoła - odparłem urażony. - Jeżeli dobre, to powinni kupować - rzekł ugodowo kierownik, zagryzając bułkę. Zbierzesz pan te parę tysięcy do spółki. Pan masz dobry łeb. Stara zajadała powoli, ale z apetytem. Złoty masywny rząd zębów z lubością zanurzał się w miękiszu bułki. Wpatrywałem się w ich połysk, oceniając instynktownie wagę i wartość całej szczęki. Trzasnęły drzwi, wszedł klient. Pallotyn z sąsiedniego kościółka miał rogowe okulary i uśmiechnął się nieśmiało. Powiadomiwszy o łapance, zamówił parę worków cementu oraz żółty grysik. Zapłacił z góry samymi złotówkami powiązanymi w paczki. - Niech będzie pochwalony - rzekł i nałożywszy czarny kapelusz, wyszedł, szeleszcząc sutanną. - Na wieki wieków - odparła urzędniczka. Zakręciła piec i wytarła palce w skrawek gazety. - Jak pan myśli, co ta stara zrobi? - Kierownik znajdzie dla niej mieszkanie. Stara ma za grubą forsę, żeby ją puścił z rąk - rzekłem półgłosem. - Ale - prychnęła pogardliwie - więc pan nic nie wie? Kiedy kierownik wyszedł, stara telefonowała do córki. Nie mogą wyjść z getta. Już za późno. Szpera na całego. - Stara pomartwi się trochę i przestanie. - Bardzo być może. Otuliła się w wytarte futro, umieściła się wygodniej na kozetce i powróciła do książki. Nie zdradzała ochoty do dalszej konwersacji. III Wieczorami zostawałem w składzie sam wśród suszących się jak mokra bielizna okładek tomu poetyckiego. Apoloniusz wyciął je z papieru w formacie in folio12, dopasowawszy do rozmiarów siatki ręcznego powielacza, który wypożyczony mi do odbijania niezmiernie cennych komunikatów radiowych i wartościowych rad (wraz z wykresami), jak prowadzić walki uliczne w większych miastach, posłużył również do druku wzniosie metafizycznych heksametrów, wyrażających mój nieprzychylny stosunek do dmącego apokaliptycznie wiatru dziejów. Okładka była dwustronnie ozdobiona czarnobiałymi winietami, przy użyciu rewelacyjnie nowej techniki powielaczowej: pojedynczych kawałków matrycy białkowej, które nalepione na siatkę dawały białe plamy, sama zaś siatka 12 In folio (łac.) - w formie arkusza złożonego na dwie części

3

plamy czarne. Sposób był bardzo pomysłowy, ale pochłaniał zbyt wiele farby i okładki schły już tydzień - bez rezultatu. Zdjąłem je więc ostrożnie ze sznurów, obłożyłem w gruby pergamin, zapakowałem ciasno i wsadziłem pod drewniany tapczan. Spuszczony do podłogi koc zakrywał zepsute radio oczekujące na mechanika, walizeczkowy powielacz, płaski jak cygarnica, solidną maszynę do pisania remington zabraną z szopy, aby nie zmokła, oraz komplet publikacji pewnej organizacji imperialistycznej, pozostawiony w składzie na przechowanie przez przyjaciela, który miał wynosić się z domu, a nie miał siły pozbyć się kolekcjonerskich i antykwariackich zamiłowań. Wieczorami także, nie żałując grzbietu ani kolan, szorowałem pracowicie podłogę, wycierałem stół i jako tako okno, a kiedy uznałem, że w pokoiku jest zacisznie i przytulnie jak w uchu, przykrywałem seledynowym kloszem jarzący się grzybek i zamykałem troskliwie pokój, aby nabrał ciepła. Siadywałem zazwyczaj przy piecu w kantorze. Robiłem drobiazgowe notatki bibliograficzne, którymi wypychałem specjalne pudła, zapisywałem na luźnych karteczkach głębokie sentencje i trafne aforyzmy, które znalazłem w książkach, i uczyłem się ich na pamięć. Tymczasem nadchodził zmierzch i zaprószał karty książki. Podnosiłem oczy ku drzwiom i czekałem na przyjście Marii. Za oknem śnieg tracił błękit, mieszając się ze zmierzchem jak z szarym cementem. Wyniosła ściana spalonego domu, zrudziała jak wilgotna cegła, nabiegła czernią, nieruchomiała, jakby milkła, bezgłośny wiatr podnosił znad toru kłęby różowego dymu, rwał je na strzępy i rzucał na siniejące niebiosa jak płatki śniegu na przezroczystą wodę. Zwykłe przedmioty, grząska jak zgniły melon góra piasku firmowego, kręta ścieżka, brama, trotuary, mury i domy ulicy nikły w mroku jak we wzbierającym przypływie. Został tylko nieuchwytny szum, którym tętni najgłębsza cisza, gorący puls, którym bije ciało człowieka, i głucha tęsknota do przedmiotów i uczuć, których człowiek nigdy nie zazna. Na podwórzu krzątali się jeszcze ludzie. Woźnica wynosił z ciemnego wnętrza szopy pakunki, jak z worka, i ciskał je z rozmachem na platformę. Na platformie stał stary lasownik13 z rozkraczonymi nogami. Chwytał ze stękaniem bagaż i ubijał go fachowo na wozie, jakby układał torby gipsu albo hydratyzowanego wapna. Z wysiłku wypchnął językiem policzek. Kierownik stał za wozem przy starej. Uchwycił się deski przy wozie i paznokciem bezmyślnie odłupywał drzazgę. - Ja tam nie wiem, jestem inaczej nauczony - rzekł do starej gniewnie, wydymając wargi. - Ale na mój rozum nie należało tak od razu. Gdzie tu głowa? Gdzie rozum? Po co był
13 Lasownik - człowiek lasujący, czyli gaszący wodą wapno palone

4

. Ja tam się od tego nie wzbogacę. ja zaś podskoczyłem prosto przez śnieg do bramy.rzekł kierownik. Rozejrzał się z zainteresowaniem po kątach.Co tam pani doktorowa ma myśleć .Co.zwróciła się do kierownika . Nie lepiej żyć? Ja tam wierzę.O la. i tak giemza . pociągała nosem i zwyczajem krótkowidzów. .Trzydzieści dwa. . . Zgarbiona pod szarą ścianą szopy stara przebierała z zimna nogami w wytartych. mrugając zaczerwienionymi powiekami. Jasiowi się przecież opłaciło. la! Wyprzedaliście wszystko? . to zawsze można. Na rynku jest pięćdziesiąt pięć i drożej . co je wziąłem. Złote zęby błyszczały zza warg.powiedziała ostro do lasownika. Z szoferki wyskoczył kierowca w brudnym kombinezonie i niemieckiej furażerce zawadiacko osadzonej na kruczych.Ten numer nie przejdzie . pani doktorowa nie wie. Traktor wepchnął się zadem na przeciwległy chodnik i jak żuk wypełznąwszy przez rynsztok na podwórze. kołysząc biodrami. Kierownik uśmiechnął się z ulgą i pośpieszył otwierać drugą szopę. kiedy człowiekowi pozwolą spokojnie handlować. patrzyła na kierownika oczyma załzawionymi. do szopy. duży zysk. Wargi jej drżały z zimna. że przyjdzie taki czas.zapytał mnie kierownik. plując dymem. wzruszając ramionami.rzekł. . . lśniących włosach.Dużo ich tam pani doktorowa obroni. Po trzydzieści pięć? .że mu sprawiłam kłopot. a tych parę ciuchów. przydeptanych pantofelkach. Na ziemistych policzkach dostała od mrozu buraczanych wypieków. Potężny diesel z przyczepką wtoczył się w ulicę. i podjechał pod bramę. .zapytał i plasnąwszy z rozmachem w ręce. wszedł.mówił dalej kierownik patrząc w ziemię.Duży obrót. .Niech bardzo uważa przy pakowaniu . to dałem na mieszkanie. Pięćdziesiąt? . na szprychy koła i na błoto pod kołami. podjechał pod rozwartą szopę. jakby to ją rzucano na platformę. rozkładając ręce wymownym gestem. spalą. Twarz jej drgała przy każdym ciskanym pakunku. 5 . Pieniądze.rzekł kierownik. Milczała i uśmiechała się.Niech Jasio wybaczy . . stratują. cmoknąwszy ustami. i tyle.Abend. .. . które pani doktorowa zostawiła u mnie. prawda? .Ma on ludzi do wyładowania? . Ale teraz o dziesięć złotych drożej na worku.powiedział żołnierz bez zniecierpliwienia. I tak.ten cały kłopot? Stara przechyliła na ramię głowę w kapeluszu z kwiatkami.Trzeba brać. jak będzie? Zabiją. zniszczą.

Przeprowadzka? .Jest pięć worków więcej.Po dwadzieścia .Keine Leute14 .) . wiążąc worki. Miał zdrowe. skórzane walizy i brezentowe worki z bielizną. W szopie umączony cementem robotnik (jak kto nie umie obchodzić się z towarem.Komm17 do kantoru. drugi chwytał je rękoma.chodź 6 . Drzemiący w szoferce pomagier kierowcy wychylił się z okienka.)Si liczę! Ani jednego więcej! .) .wykrzyknął gorliwie podawacz spod plandeki.jacy tam ludzie 15 Meine Herren. Stara dreptała pod szopą. wyskoczyli przerażeni krzykiem z głębi auta i opuścili pokrywę. Podparł się łokciami i patrzył sennie w głąb szopy. klekocące naczynia.Moi panowie. Obliczymy się . prędzej. zakomenderował: . unurzaną w cemencie twarz i zapytał szeptem.zapytał mimochodem szofer. wyłazić! (.Prędzej. Musimy zaraz dalej.mruczał przez zęby. niósł do magazynu i rzucał z trzaskiem na podłogę. uśmiechnął się przyjaźnie. du alte Slawe16 . Znali się na pakowaniu.mruknąłem. to zawsze przy przenoszeniu porwie parę worków i narobi szkody) podniósł ku mnie srebrzystą. twarz smagłą. na wierzch zaś i po bokach dali plecione kosze. Zgasił zapałkę. Peter.ausiaden!15 Dwaj drzemiący na workach cementu robotnicy odrzucili palta. jak należy układać cement. Napotkawszy moje badawcze spojrzenie. Weźmie pan dzisiaj? . nie ruszając wargami. Podszedł do przyczepki i rozsznurowawszy plandekę. .. Złota damska bransoletka luźno zwisała na przegubie. przydeptał troskliwie podeszwą.Proszę was bardzo .) . Dłonie miał owłosione. przyciskał płaski worek do piersi. . Ukryli w środku rzeczy cenniejsze. stołki. Jeden wytaczał torby na krawędź podłogi. raus! (. . ja.. Nikły różowy blask rozjaśnił mu policzki i odbił się w oczach.Ja.Oni mają się pośpieszyć. Furman kończył ładować wóz.Meine Herren. raus! .) . którymi się przykrywali.. Wyjaśniłem mu. Lasownik dobijał bagaż i podciągał sznury. .rzekłem do żołnierza. chef.. . Osznurowali platformę troskliwie jak paczkę ze szkłem.ty stary Słowianinie 17 Komm (niem.roześmiał się szeroko żołnierz. 14 Keine Leute (niem. starannie wygolone policzki. Platforma stała niecierpliwie jak arka.pokazał robotnikowi pięć rozczapierzonych palców. czarną od zarostu. . Ujrzawszy przechodzącego z bliska żołnierza. przestraszyła się i skryła za drzwi magazynu. że wierzchem dłoni ociera oczy: . trzymając ręce w mufce. by sterta nie przewaliła się k'czortu. udając. Zaciągnął się z ochotą dymem.) ausiaden (niem.Fünfzig sztuk? Pięćdziesiąt? .) wyładowywać 16 Du alte Slawe (niem. końskie zęby i błyszczące..

Kierownik wydobył z portfelu paczkę starannie powiązanych banknotów i przeliczywszy modlitewnym szeptem. ja? .Dzieciak? Śpi? Obudź go.Maszyna przyda się firmie.Uśmiechnął się wyrozumiale. ..rzekł z dobroduszną pogardą żołnierz.Kombinuj pan kupić tę budę. już śpi dwie godziny. Odstąpimy od ręki czerniakowskim zakładom.Ja. . Obejrzał obrazy Apoloniusza. .A jak zupełnie zabronią budować? . Naniósł do pokoju błota i smrodu żołnierskiego. chodźmy odprowadzić starą. panienka? . uchyliwszy drzwi do pokoju.Pokazał palcem czerwony szlafrok na wieszaku. dołożę.Dobrze. następny tydzień.Przeprowadzka.rzekł kierownik .18 Widzi pan. . .) . . co? . co będę miał. Ja. Kierownik poprosił siadać. schował je do kieszeni kombinezonu i 18 Ist gut (. Jeździł za darmo tramwajami i czuł się bezpieczny przed łapanką.zapytał szofer.Żołnierz przeliczył pieniądze. a ludzie budują.ist sehr gut. żebraczkę pod chropawym murem trzymającą za rączkę dziecko z wyłupiastymi oczyma oraz martwą naturę z żółtym dzbankiem. Na ulicy udawał tramwajarza. osiadało nad mrokiem bezszelestnie jak opadający ptak. co. Weź kapustę..Wy ale żyjecie spokojnie . . Ale i tak Inżynier musi być dobrze z nami.A nasi walczą za wasz spokój. widzi pan.Teraz też zabraniają.Urzędniczka zaraz poleci do Inżyniera. co pan ma w szufladzie.Ist gut . Przetrzymałby parę dni. Bezlistne drzewo nad torem szamotało się z wiatrem zaciekle jak człowiek. . . . Jak znalazł. . .rzekł żołnierz. bardzo dobrze 7 . a cóż by innego? Niebo ścieśniało się.Zapomniała maszyny u pana . Wyżyć to pan wyżyje z tego. .Nie uwierzy.O.Znowu środa. że przeprowadzka. Od-czesał dłonią włosy i z pewną elegancją nałożył czapkę tramwajarską. zarobek pewny. oczywiście. Plac i szopy zostaną na po wojnie. Wpakował forsę w bocznicę i robi bokami powiedział chełpliwie kierownik.. . Rozmawiał przez telefon z żoną. .. panie Tadziku.Więc udał się obiad czy nie? Buraczki . . podał szoferowi. który postanowił się nie dać. jaki nastrój! Tylko patefon nastawić! Panienka. toby się nie krył z towarem.Książek przybyło. No. .nie.. jak nic nie znajdzie. ist gut.powiedział kierownik.) ist sehr gut (niem. gdyby człowiek miał własny skład.

Przechodnie gromadzili się na chodniku i patrzyli na plac. a pękatymi walizami. . gdyż lubił wydawać się szczupłym. zwinięta w kłębek jak pies. stara Żydówka. płosząc uśpione na parapecie dzwonnicy gołębie. dziesięć! . Wyszliśmy na ulicę. . podczepił ją pod wozem. najwidoczniej drzemała.uścisnąwszy nam serdecznie. Między purpurową jak spieczone usta kołdrą. Od sklepikarza wychodzili podochoceni policjanci na służbę nocną. cały niebieski od zmroku. chrzęszcząc butami. nakryta z góry blatem ukośnie przechylonego stołu. zanurzyła się w ulicę jak w ocienioną aleję. cmoknął uroczyście i platforma. Musieli sporo nałapać. Ulica ożywała wieczorem. pójdę coś kupić na kolację. Na granatowym niebie złoty księżyc toczył się naprzeciw pierzastym obłokom jak krążek ananasa i metalicznym blaskiem opadał na dach ulicy. Traktor z cementem ostrożnie wyminął doły na wapno i zatrąbiwszy na pożegnanie. na chrzęszczący jak srebrna blacha śnieg trotuaru. Jeść się chce po tym głupim dniu. podkuliwszy pod siebie nogi. Dzwonek w odnawianym naszym cementem i wapnem kościółku poczynał świegotać radośnie jak bawiące się dziecko. . . Przed szkołą chodził dorodny żandarm.Zostajesz pan sam. .odpowiedziałem. zebrał w dłonie lejce.Czekaj pan. Stara miała oczy zamknięte. Ściągnął pas rzetelnie. skrzypiąc. ruszyła.Co robić . w zasłony murów.Łapanka trwa cały dzień. ale nie wylewnie dłoń.krzyknął. przepasując rzemieniem tramwajarski płaszcz.Dziesięć było.westchnął ciężko kierownik. za bramę. Przy rynsztoku stała 8 . które z łopotem skrzydeł wzbijały się nad wieżę i jak płaty chryzantem sennie osuwały się na dach. Panny z pralni przesuwały się pod fioletową latarnią i znikały w cieniu spalonego domu.Boję się o nią .rzekł kierownik. . zatrzaskując furtkę. zdawały się mściwie mu wygrażać. Coś narzeczona nie przyjeżdża? . Plandeka zakryła się za nim. Furman odjął koniowi worek z obrokiem. Niemiecki traktor zamykał wylot ulicy. które wybrał na jutrzejszy obiad. głowę wtuliła w futrzany kołnierz. ściągniętą białym sznurkiem od firanki.Włożył do teczki kawał mięsa. zapalił latarnię.Narzeczona pewno nie może się dostać do pana. którego nogi niczym martwe kikuty sterczały ku niebu i podskakując wraz z blatem za każdym poruszeniem wozu. wyszedł. opuścił podwórze. trząsł się i dymił. .Obłatwiliśmy dzień . . siedziała. na siłę. Doskoczyłem do przyczepki i wsadziłem pieniądze w wyciągniętą rękę robotnika. oświetlona pełgającym krwawo blaskiem jak karnawałowy pojazd. Parę obdartych dzieciaków pobiegło za platformą w nadziei. że uda się coś ukraść.

To co będzie z mieszkaniem? . Wieczór zapadał coraz głębszy. znikały z hukiem za samochodami. . przy pełnych reflektorach. .No pewno . Ma tam córkę.Żeby ich ziemia pochłonęła! . Nachylił się do ucha.Ta Żydówka wyprowadza się od was? . Na zakręcie alei powstał zator.platforma z betami. Kolumna szła w stronę mostu. . .dodał przez zęby. Nad nią wysokie słupy reflektorów wzbijały się rtęciowym światłem w niebo. Zdjął czapkę i otarł czoło rękawem. ogarnęły jarzącą 9 . waliły jezdnią wypchane ludźmi ciężarówki. . i jak zdmuchnięte wiatrem nikły w ciemności. twarz sklepikarza oblekła się w mrok. Na drugim brzegu czarna bryła miasta zapadała w grząską ciemność. Zamrugał powiekami.Ona wraca do getta.Ano.rzekł ponuro policjant z paskiem zapiętym służbowo pod brodą. Motocykle wytoczyły się zza aut i oświetliły reflektorami jezdnię. .Przepraszam . Twarze ludzi ukazywały się spod brezentu białe. .szepnął sklepikarz. . przekreślały je i jak ramiona marionetek bezwładnie opadały wzdłuż ziemi. Woźnica cierpliwie czekał na wolny przejazd. opędzając się od blasku..Wyprowadza się gdzie indziej. wynurzały się spod wiaduktu i trzepocząc skrzydłem cienia jak potworne motyle.. ślepe okna mieszkań.To szukaj pan kierownika . nad srebrnym nurtem rzeki. Pan kierownik miał dzisiaj dać zadatek. Kolumna zatrzymała się. Świat na chwilę zwężał się do jednej ulicy tętniącej jak otwarta żyła. odciśnięta na łysinie przez czapkę. Za czarnym pasem pola. kamienny most napinał się na tle nieba jak łuk. . Z chrzęstem. Położył mi ciężko ręce na ramionach. przelewając się na wybojach. . Biło od niego odorem wódki i śmierdziało machorką.westchnął ciężko i zapatrzył się w ulicę. trotuar i tłum. . Reflektory prześliznęły się po twarzach ludzkich jak po zbielałych kościach.rzekł z przekonaniem sklepikarz.Tak szybko? .zaniepokoił się sklepikarz. która nie może się wydostać.Zabierają się do nas . .powiedziałem niecierpliwie i otrząsnąłem jego łapy. obsadzone żołnierzami w hennach. Padły gardłowe nawoływania.Nałapali pod cerkwią . . bielała na chłodzie. samochody zbliżyły się do siebie.szepnął konfidencjonalnie sklepikarz. Czerwona pręga.Ja już z ludźmi gadałem. tramwaje.Przynajmniej umrze z nią jak człowiek.rzekł za mną sklepikarz. zajrzały w czarne. Motocykle. Duszący dym spalinowych motorów słał się na jezdni. tak . Reflektor oświetlił wnętrze ulicy. jakby posypane mąką. Światło reflektora przejechało po jego twarzy.

rowerami. wciśnięta w tłum tuż przy żandarmie. co robić. zawahały się na lewo i na prawo jak głowa rozdrażnionego węża. wilkiem i wielbłądem. kredowe dłonie podniosła spazmatycznie ku piersiom jak w geście pożegnania. Nie wiedziałem zupełnie. powróciły do ludzi. Zachwiała się. Poruszała wargami. pomacały głąb placu końskiego. Samochód zatrząsł się. zagazowano w komorze krematoryjnej.mieszaniec 0 . Jak się później dowiedziałem. a ciało jej zapewne przerobiono na mydło. Trupioblade.się zielonymi lampionami. Twarz Marii otoczona szerokim rondem czarnego kapelusza była biała jak wapno. zawarczał i nagle szarpnął. zbadały wnętrze tramwajów stojących ze zgaszonymi światłami. jako aryjsko-semickiego mischlinga19. Stała w aucie. wywieziono wraz z transportem żydowskim do osławionego obozu nad morzem. Marię. łabędziami o łagodnie wygiętych szyjach. otarły się o namiot ogrodu zoologicznego z krokodylem. oślepiły jeszcze raz oczy i skierowały się na auta. zatrzymaną wpół taktu karuzelę z chwiejącymi się na linach pstrokatymi końmi na biegunach. drewnianymi autami. 19 Mischling (niem. prosto w reflektor. Patrzyła z natężeniem w moją twarz jak ślepa.) . jakby chciała zawołać. omal nie upadła.

Wziął trzy karty. .Niech nie siada.CHŁOPIEC Z BIBLIĄ Dozorca otworzył drzwi. Ludzie siedzieli skuleni. Nie ma co myśleć. . bo to miejsce Mławskiego. .roześmiał się Matula. Na korytarzu trzaskały wyłączniki.Byle gdzie tego nie zobaczysz. Pod sufitem zapaliło się mdłe światło.Za co go mogli zamknąć? .zapytał Kowalski.Przegrałem . . Posunął się. Ubrany był w wytarty czarny garniturek uczniowski. Ale karty są i tak znaczne.zapytał. zecer z Bednarskiej. i tyle. na sienniku.rzekł Szrajer z Mokotowskiej.Wcale chłopak na to nie wygląda. Chłopiec usiadł i położył palto na kolanach. Przez ramię miał przewieszone palto z barankowym kołnierzem. . . dotykając się kolanami. pomyśli. przemytnik z Małkini.odpowiedział chłopiec i przeciągnął dłonią po ostrzyżonej głowie. . Dosyć.Dobrałem kartę. Cela była mała i niska. Poprawił się na sienniku. wypaczone drzwi pokryte były datami i imionami wyrżniętymi scyzorykiem. Może zaraz wrócić z badania .Ciągniesz jeszcze? . Kozera .Co się patrzysz? Piwnica. chodził w długich butach i skórzanej kurtce po chłopach i rekwirował świnie. Drzwi zatrzasnęły się za nim. robiąc chłopcu miejsce. W okienku pod sufitem tkwił granatowy kawałek nieba i fragment dachu od kuchni. .Nie widziałem nigdy . Pod ścianą na betonowej podłodze leżały dwa sienniki.Dwadzieścia.Przyjrzyj się. .Było nie było. u którego znaleźli gazetki.Sobie. ale dobrze . .Wyłożyłem karty. stary. Kraty w otworze 1 .Przecież to jeszcze szczeniak.Nie gadajcie. I Żyd pewnie? .Za co ciebie zamknęli? . . . .Ciągnę. .Za nic . .Nie mówilibyście takich rzeczy. urzędnik z Mokotowskiej. . Popatrzył w nie.zdziwił się zecer Kowalski.odezwał się spod ściany Szrajer. . . . że sami bandyci tu siedzą .Siadaj. Nie widziałeś nigdy? . chłopiec.Pajdka twoja. Do celi wszedł chłopiec i zatrzymał się u progu.rzekł Matula.rzekł zecer Kowalski.zapytał Matula.rzekł Kozera. Jego bryczesy zachowały jeszcze kanty. Strzepnął kurz z kolana. . . . Brudne. Na ścianach piwnicy błyszczała w mroku wilgoć. Koło drzwi stał kubeł.odburknął chłopiec. który.Cóżeście. zwariowali do reszty? . udając gestapowca.

rzekł chłopiec z Biblią. a żyć trzeba. Palto miał porządnie złożone na kolanach.Biblia .rzekł gestapowiec Matula. . .rzekł chłopiec. Oprócz gazetek wyszperali u niego jeszcze jakieś pokwitowania ze zbieranych pieniędzy na organizację. książka.Mnie nie aresztowali . nie podnosząc oczu znad książki. czy my jutro będziemy jeszcze żyli? . . . Każda karta była znaczna. Chłopiec siedział pochylony nad książką. .Jak kogo . dwa w tył. że go rozstrzelają. że ci tu pomoże? Cholerę w bok pomoże . tasując. obrót w miejscu. . Zaciął mu się rewolwer przy ostatniej rekwizycji.Znowu? . fizyka. . Karty były zrobione z tekturowego pudełka po paczce. .Oczko.Dawaj jeszcze raz .Jak się nazywasz. Figury narysowali chemicznym ołówkiem ci.Ciekawe.A tam.rzekłem. tak . kogo dziś wywołają z naszej celi? . dwa kroki w przód.Ryzyka. .rzekł zecer Kowalski i ciężko położył rękę na głowie chłopca. . tata forsę wybuli. Przez cały dzień nie ruszał się z siennika i bezustannie żuł sztuczną szczękę.odezwał się urzędnik Szrajer z Mokotowskiej.rzekł Szrajer z Mokotowskiej. Przybliżył książkę jeszcze bardziej do oczu. Co to za książka? . Z głodu uszy odstawały mu coraz bardziej.powiedział. .Grunt. .Znowu? .odrzekł chłopiec.Kto wie.Ja nie mam matki .Nic się nie martw .Tak. co tu byli przed nami.rzekł chłopiec z lekceważeniem. Wciąż oczekiwał. biorąc znów karty od Matuli. . chłopcze? . . odwracając się do niego. Trzymał ją blisko oczu. jak się nazywam . i chłopaka puszczą.rzekłem do chłopca. .Aha.rzekłem. mamusia uśmiechnie się do kogo trzeba. aby się po tobie nie martwili.zapytał urzędnik Szrajer. . . Kiedy ciebie aresztowali? .Mój ojciec jest dyrektorem banku.Posiedzi. . .Biblia? Myślisz.były zupełnie czarne.Tak i tak w czapę. . Chodził szerokimi krokami od ściany do ściany.Nic mu nie będzie .To ty w takim razie jesteś synem dyrektora banku .rzekł wrogo zecer Kowalski.odezwał się przemytnik Kozera spod drzwi. To najgorzej. 2 .

Miał dwie córki.zapytał zdziwiony Kozera.Kredą . u którego znaleźli gazetki i pokwitowania. .Mnie złapał policjant na ulicy Koziej . . które chodziły na gimnazjalne komplety..Nie byłeś w Poliżcie . A tak dostawił mnie do bramy .Znowu fura . przemytnik z Małkini. .powiedział chłopiec i uśmiechnął się do wszystkich.Masz tylko dach kuchni i kawałek warsztatu. zecer z Bednarskiej.Jeśli dziś przyjdą po ciebie. a nie tylko jego jednego. toby przywieźli całą kupę ludzi. to jutrzejsza pajdka twoja. no nie? .rzekł z westchnieniem Matula.Wyciągnąłem rękę. . . .Trzeba ci było malować? .powiedział przemytnik Kozera.powiedziałem. I przyprowadził mnie tutaj. boby mnie zawiózł na Polizei. Miał nadzieję.odezwał się przemytnik Kozera.rzekł Kozera. .Nie byłem . przemytnik z Małkini.Granatowy? Mnie też . że dostanie z domu paczkę żywnościową. Bo po co by mnie tutaj przenosili. Wiózł słoninę do Guberni i został złapany w klasycznym miejscu. . kiwając głową w stronę okna pod sufitem. Pokazałem gestapowcowi Matuli karty: . zrobione z tekturowego pudełka po paczce. . Chodził wielkimi krokami od sienników do drzwi i z powrotem.To coś nie tak . Pewno przyjdą po mnie. Tylko na czapę. .Może się odegram. .Pewnie pisałeś farbą na murze? .wartownik 3 .rzekł chłopiec.Myślałeś. . urzędnik z Mokotowskiej.rzekł Matula. Stał pod drzwiami i patrzył w okno.Ano .rzekł Kowalski. .Była łapanka dzisiaj? Na jakiej ulicy? . to co mi jutro po twojej pajdce? .Dawaj karty. Mówił.Albo zobaczysz bramę z tej dziury? . Jak nie.rzekłem do chłopca. . .Od drzwi widać więcej.Przywiózł dorożką.odpowiedział chłopiec. . . Pod kuchnią chodzi wachman20 z psem. .Jak stąd . . . że jest bardzo późno.Miał poczucie humoru . rzucając karty na siennik.Nie mam szczęścia.Zwyczajny policjant. Wachmann) .rzekł Szrajer. Począł przekładać karty. Wyładowują kartofle na jutro. Coś by się i tu słyszało.Dziewiętnaście.odpowiedział chłopiec.Dozorca domu 20 Wachman (z niem. że na wolność? . .spytał niespokojnie urzędnik Szrajer. .rzekł zecer Kowalski. .Gdyby była łapanka.Prosto do bramy? Przez getto? Nieprawda . . na granicy.Zostałem złapany na ulicy. Złożył starannie książkę i schował ją do kieszeni palta.

Podałem karty gestapowcowi Matuli.Odsunąłem karty.Wiesz dobrze. co? .Wystarczy.będzie miał przez ciebie robotę. Drzwi były czarne i niskie.Fura.zapytał przemytnik Kozera. . Niżej był mur. który chodził na rekwizycje. zecer z Bednarskiej. . . . to się odegram . Na murze wznosiły się wieżyczki z karabinami maszynowymi.Ogłoszenie było przecież na słupie. . Uszy odstawały mu coraz bardziej. który pisał kredą na murach i czytał Biblię. . co? . trzymając książkę blisko oczu. chodził od sienników do drzwi i z powrotem. .rzekł zecer Kowalski. .rzekł zecer Kowalski. Przechyliłem się w stronę chłopca i dotknąłem go ręką.Pogłaskał chłopca po ostrzyżonej do skóry głowie. że ja tylko poszedłem szukać narzeczonej.Kowalski. a po coś ty gazetkę drukował na Bednarskiej? . . którego dwie córki chodziły na tajne komplety gimnazjalne. bo dwa dni nie wracała do domu. Na drugim sienniku siedział Kowalski. Pod sufitem paliło się mdłe światło.A zresztą skąd ja mogłem wiedzieć? . Obok niego siedział chłopiec. Chodził szerokimi krokami od ściany do ściany.rzekł Matula i począł tasować karty. pełne wydrapanych imion i dat. Żebym był tak twoim ojcem.Wpadłem tak samo niewinnie jak ty . Na korytarzu rozległy się kroki. przemytnik z Małkini. Za czarnymi kratami wybitego okna błyszczał rudy fragment dachu kuchni i jaśniało fioletowe niebo. Zamilkliśmy. .Do rusznikarzy. zecer z Bednarskiej. . Siedzieliśmy na dwu porwanych siennikach. w których unosiło się pierze z rozdartych poduszek i pierzyn.rzekł Kowalski. W kącie pod oknem siedział z głową na kolanach urzędnik Szrajer z Mokotowskiej. zecerze Kowalski. Gestapowiec Matula. Kozera. który nasłuchiwał razem ze Szrajerem.Akurat w podziemnej drukarni. Żelazne płyty pokrywające podłogę dźwięczały. 4 .Dasz mi potem poczytać? Chłopiec potrząsnął przecząco głową. . siedział plecami do drzwi i zasłaniał rozłożone na sienniku karty.Jeszcze raz. Poszedłem kupić otomanę.Nareszcie przyjechali . który w podziemnej drukarni kupował otomanę. „Pasowałeś do niej jak francuski dukat do dłoni ulicznicy”.zaśmiał się zecer Kowalski.Nie drukowałem żadnej gazetki. Drzwi od cel poczynały szczękać. Dwie pajdki moje. Dalej za murem leżały bezludne domy getta o pustych oknach. . Chłopiec czytał znowu. . Urzędnik Szrajer podniósł głowę znad kolan i patrzył na chłopca z Biblią. . To Szekspir.

obracając w ręku karty.A co powiedział referent? .Za to grzeją luksusowo . ilu nowych. co słychać? I tak w czapę. żeś kupował otomanę. . . . . co słychać na świecie . to może nie dadzą w czapę? .Tego towaru nigdy nie zabraknie. który chodził na rekwizycje i czekał na wykonanie wyroku śmierci. co słychać? . Wszedł Mławski.Dali grochówki z chlebem na obiad. Wiesz.Miałem dzisiaj pietra.Polski sąd też by ciebie rozwalił za rabunek . .Jak ci poszło? Możesz siedzieć? .Nie widziałeś sam. . co? Ludzie chodzą po ulicach. .porządkowy 5 .rzekł zecer Kowalski.Lubię ten żurek. Kartofli dziś sporo. Tylko w tramwaju. chociaż zimny. Robił interesy z ojcem w Radomiu. .Chociaż taka korzyść. chłopaki? . . .Byliście na tym świecie jeszcze dwa tygodnie temu . że to dla ciebie. Myślałem. .bez pośpiechu zagarniał zupę łyżkami.Obiadową ci zjedli. czy za dwa tygodnie będę jeszcze na świecie . . .Powiedziałem kalifaktorowi21. u którego znaleźli gazetkę i pokwitowania.Drzewa pewnie już kwitną. Nie trzeba szmuglować. przemytnik z Małkini. Drzwi zatrzasnęły się za nim. no nie? rzekł Kozera.A jakby wojna skończyła się niedługo. Mieliśmy znajomego referenta.rzekł Kozera. żyją. .odrzekł Matula. Jak w domu. Przyjechali drugim samochodem. jak to jest. jak jechałeś? Ludzie żyją.A tobie da Krzyż Zasługi za to. .To co ciebie może obchodzić. . Stał przy sienniku i krajał łyżką zupę. która zsiadła się jak galareta. jakby nic? Prawda? zapytałem.Co tam dostałem! Jakby nic. który jeździł na badanie.Masz tutaj zupę. .rzekł urzędnik Szrajer. Drzwi celi otwarły się znowu. . że zostanę na noc.. . nie? . Nieźle dają żreć. Zaczerpnął z samego dna odpowiedziałem.rzekł Matula.Jak tam. że powiedzą.Ale nie wiem. 21 Kalifaktor . Czasami ma dobry smak.rzekł Mławski. Dużoście wiedzieli.Ciekawym.Zecer Kowalski podał mu miskę z kolacją.zapytał urzędnik Szrajer.zapytał. i tak w czapę. Sam przyjdzie .

. Inteligent od gazetki . . .odrzekł opryskliwie Mławski. oświetlony z dołu latarniami więzienia.odrzekłem i podłożyłem palto pod plecy.zaproponował ojcu.Zagrasz? . co? Ja ciebie widziałem chyba na Polizei.Rodzoną matkę byście przegrali. . Milczeliśmy.zapytałem. Co miał robić. . Usta miał mocno zaciśnięte. . że złapał go na ulicy granatowy glina i dorożką przywiózł do więzienia rzekł do Mławskiego Kozera spod drzwi.Ojciec się zgodził. zecer z Bednarskiej. prawie nową kurtkę.Wiesz .. Tu człowiek. nie? Nie siedziałeś ze mną razem w tramwaju? .mruknąłem do Mławskiego. Mławski odwrócił się do chłopca z Biblią. Rżnąć się będziesz czy co? . powiedz? Wzruszyłem ramionami. ..Jak ojciec myśli? . Dziwne.. Pożyczył je ode mnie na badanie. Jak myślisz? . że mu na Polizei odbiorą jego skórzaną. Mławski usiadł koło mnie. że ciebie widziałem na Polizei . .Założyłbym się.On mówi.rzekł Matula.zapytał mnie Matula. Ale może będzie spokojnie . Kalifaktor już się drze . Szkło wypadło spod podszewki.Dajcie spokój z graniem . bo bał się.Na wszelki wypadek . że cię policjant złapał.rzekł szeptem .Dostałem po pysku za twoje palto. spomiędzy których sterczały coraz bardziej odstające z głodu uszy. Chłopiec czytał Biblię.Zagrasz w oczko? .Człowiek siedzi jak pień. . Ruszał sztuczną szczęką.Nie .umilkł.Stawajcie lepiej do apelu.Odezwał się. Otwarto drzwi naszej celi. Ustawiliśmy się w szeregu.rzekł Szrajer. Pomiędzy niebem i czarnymi kratami leżał wiosenny wieczór. Odstawił miskę pod kubeł i zdjął palto. Kiwnął głową.Nowy. Wstaliśmy z sienników. .. W drzwiach stanął gruby.Nic nie powiedział . żeby ojciec został konfidentem. . ..rzekł Kowalski. niski esman o czerwonej kwadratowej twarzy i rzadkich jasnych włosach. . ale może być.odrzekł chłopiec znad Biblii. .ale jak mówisz. nie podnosząc twarzy. Na krzywych 6 .Nie siedziałem w żadnym tramwaju. Kozera chodził od drzwi do sienników i z powrotem. twarzą do drzwi.rzekł Mławski do chłopca . Może się odegram? . Szrajer siedział z twarzą w dłoniach.Dziś ma służbę Ukrainiec.

Za pasem mieli wetknięte granaty. . Ale nie rzekł nic. Namokel..szepnął głośno Matula. przysięgam .w grypserze kubeł na nieczystości w celi 7 . Poczęliśmy rozkładać sienniki. Hełmy świeciły się ponuro w nikłym świetle żarówki. Wachman obrócił się do szrajbera. przemytnik z Małkini.Ja . .Jeszcze jeden. adwokat z getta.rzekł. Ale ja go widziałem dziś na Polizei. Rozkraczył się nad paraszką26! . mały zasuszony Żyd. tu: za kark 26 Paraszką (z roś.rzekł szrajber. .Lać. . . parasza) . nie ma chłopaka.Na nic mu już Biblia. Za pasem nosił siódemkę. . . Cela taka a taka. wyrzucił przez drzwi na korytarz.rzekł chłopiec z Biblią. obłożona tyloma a tyloma więźniami. .Los.rzekł 22 Szrajber (z niem. chłopcy.O rany boskie. Wszyscy obecni. Wyszedł na korytarz. . Szrajer z Mokotowskiej wymamrotał po niemiecku kilka wyuczonych słów. kto stąd? Szrajber podniósł papiery do oczu.szyja.Jestem . że Biblii nie zostawił . . W ręku trzymał pejcz.. nie wszystko .dalejże.) . (.) raus (niem.odczytał i popatrzył po nas.Benedykt Matula .I już po apelu! Jeden dzień więcej! Dwoje ludzi mniej! Dawaj następny dzień! krzyknął Kozera. Szrajber trzymał w ręku papiery. bo rozkładamy sienniki. Od drzwi odwrócił się do nas.. który przebrany za gestapowca chodził na rekwizycje. Drzwi celi zatrzasnęły się za nim. chłopcy.) . Jazda. .pisarz. Czarną furażerkę miał zawadiacko zsuniętą na ucho.Nie. Zbigniew Namokel. Za nim stał wysoki Ukrainiec z kluczami. Drzwi otwarły się na całą szerokość. dadzą w czapę! .Szkoda. Dalej na korytarzu stali wachmani w pełnym uzbrojeniu.Dużo nam ich jeszcze zostało? . Żeby nikt potem po głowach nie deptał.rzekł bezbarwnie Kowalski. Schreiber) . adwokat z getta.rzekłem do Mławskiego. . póki jest światło.Był chłopak. Czerwony wachman policzył starannie palcem.zgadza się 24 Los (. wychodź. ścielić. Koło niego stali kalifaktor i Szrajber22.Stimmt23.) .) wyłazić 25 Hals (niem.Wszystko? Idziemy? . Podszedł do siennika i wziął palto.Byłoby co czytać.nogach miał świecące długie buty. . kancelista 23 Stimmt (niem. Żyd. .. Szrajber.krzyknął wachman i chwyciwszy go jedną ręką za hals25. raus24 .

Paliły się wszystkie więzienne lampy. Szło od niego przyjemne ciepło.Daj Boże. Moja matka była Polką. tępy strzał.Wyglądał na Żyda. . Gdzieś z niedaleka padł głuchy. .Chcecie mieć sport przed snem? Umilkliśmy i zaczęliśmy drzemać. otulał paltem nogi. Podnieśliśmy się wszyscy na siennikach.Czternaście. cholera.rzekł Kozera. żeby było cieplej. Seplenił.Pewnie był Żyd. podnosząc się z siennika. tylko że nas na nim nie ma .Co on mógł zrobić.szepnął do mnie . że jest Żydem . mrugające gwiazdy. Leżeliśmy tuż przy sobie. . to i pewnie był Żyd .Ale jak ojciec ma być konfidentem? Nie powinni wziąć. .. . żeby nim został. . Zawinął je w kawałek papieru z paczki i włożył do kieszeni.rzekłem półgłosem i począłem liczyć: . kładąc się na boku przy Kozerze.Chociaż Matulę też wzięli. taki mały? I czemu kłamał. Nogi okryliśmy jego kurtką skórzaną. wypełniona była złotawym światłem. bracie. Wtuliłem głowę w miękki futrzany kołnierz. . . Robili razem interesy w getcie w Radomiu. Położyliśmy się z Mławskim.Widać nie wywieźli ich do lasu.Ciekawym . Przez blask ich przeświecały nikłe.Wyszło dziś na jaw.rzekł Szrajer spod okna. .Mnie na razie nie. . . szesnaście. pod więzieniem . Rozwalają gdzieś tu. . .czy mego ojca wzięli? Odwróciłem się do niego i spojrzałem mu w twarz. ten chłopiec z Biblią.Toby ciebie też ruszyli . Przestrzeń między niebem a oknem. resztę ciała moim paltem.rzekł zecer Kowalski.rzekł Mławski. . nocą z rewolwerem po kweście chodził . . Potem drugi.To musiał być Żyd.Tylko po co była jemu Biblia w takim razie? .rzekł Mławski. na świecie. .Należało mu się już dawno. . rekwizytor.Kryminalista. 8 ..Stulcie pyski po nocy .Ten referent go poznał.rzekłem półgłosem do Mławskiego. leżącym na poziomie ziemi. piętnaście. Niebo poczerniało już zupełnie.Rozwalają naprzeciw bramy . Ściskał mi rękę z całej siły.rzekł Kozera. bo wyjął sztuczne zęby z ust. że go na ulicy policjant złapał? . Nie wzięliby inaczej na rozwałkę . .Pięknie jest. Położył się już na sienniku i postękując.Mławski. Który to strzał był dla niego? . Od wybitego okna wiało wilgotnym chłodem.rzekł Kowalski. To by było dobrze. bo jestem mieszańcem.odrzekłem szeptem.

Położyliśmy się znowu. Szrajer. przykrywając się skórzaną kurtką i paltem.. wilgotny ziąb. .rzekłem do towarzysza. Przytuliliśmy się szczelniej do siebie.Kładźcie się lepiej spać .zasępieni! urzędnik z Mokotowskiej.Boże! Kładźcie się lepiej spać. 9 . .Trzeba spać . Od okna szedł przejmujący.

I . zwykle w celu ograniczenia jego czynności 28 Lagerarzt (niem. kilkunastu ludzi na dwadzieścia tysięcy mężczyzn w Birkenau.szukać kogoś. to może poradzę coś na Twoją piodermię30 i na gorączkę sąsiadki z Twego łóżka. potem ktoś nas przydzielał gdzieś.U NAS W AUSCHWITZU. U nas polewało się chorych herbatą z 27 Odma .Student. tylko żeby nie był długi..wrzód dwunastnicy 0 . a Staszek pod kuchnię i magazyn. Ale Staszek obiecał przez swoje koneksje list przesłać.) . widzieliśmy kupę krajobrazu. ja .Cóż pan studiował? . ile kości ma człowiek. apatią lub zniechęceniem do życia.a więc jestem już na kursach sanitarnych. żeby zorganizować na kolację białego chleba. ile kości ma człowiek i co to jest otrzewna. co to jest otrzewna. bo jestem milionowiec. Później szliśmy bardzo piękną drogą do Oświęcimia. bo poszedłem ze Staszkiem (wiesz.ropna choroba skóry 31 Ulcus duodeni (łac. Mamy posłannictwo bardzo wzniosłe: będziemy leczyć kolegów.) .odrzekłem skromnie. a jak paciorkowce. ale nie bardzo się tym interesowałem. na jakiś szpitalny blok jako gości flegerów29. objaśnione są w słowniczku „Określenia oświęcimskie”. Wybrano nas kilkunastu z całego Birkenau i będą uczyć prawie na doktorów. Podniósł ze zdziwieniem brwi: .. Obawiam się tylko.) . których „zły los” gnębi chorobą. jak krąży krew. Mamy wiedzieć. kto by Ci ten list zaniósł. Mamy . a tu same stare numery i na mnie patrzą bardzo z góry. jak się zwalcza gronkowce. wsiadł do samochodu i odjechał. Więc jak się nauczę. nie potrafię Ci ukraść głupiej maści Wilkinsona na świerzb. spytał się jeszcze każdego z nas o wiek i zawód.229 30 Piodermia (z łac. Kiwnął ze zniechęceniem głową. co mi dał brązowe spodnie) na obóz. a gdy odpowiedziałem mu: ... Tak mówił na wyjezdnym lagerarzt28.Historię literatury . s. jak się sterylnie przeprowadza operację ślepej kiszki i po co jest odma27. „bo to musi być nudne tak do dziewczyny co dzień pisać”. że nawet wiedząc. nie uwzględnione w przypisach.zabieg leczniczy polegający na wprowadzeniu powietrza do jamy ciała i uciśnięciu w ten sposób narządu. kostkę margaryny i choć z jedną kiełbasę. Oczywiście nikogo nie znalazłem. tym. jak się leczy ulcus duodeni31. bo jest nas pięciu. zmniejszyć śmiertelność w obozie i podnieść ducha więźniów.lekarz obozowy 29 Wyrazy i zwroty języka obozowego.właśnie my. bo aktualnie nie ma jej w całym Birkenau.

wpółwychyleni widzowie z innego świata. Pewnego razu zawołał mnie do siebie.Wiesz. . Uścisnął mi rękę w milczeniu. i nie zapamiętał . . z dumą mówią: „U nas. miał się źle. błoto wybrukuj.oddział kobiecy Pawiaka 1 . bez obowiązków. którzy byli po kilka lat w obozie. Smaruję nią buty. 32 Serbia . odmawiając przy tym pewne nader skuteczne zaklęcia.Byłem przecie znany na lagrze.. kołysząc się w biodrach . Cały obóz stoi na apelu. niestety. ludzi z Birkenau.. dlaczego mają oni w wielkiej pogardzie i politowaniu nas. a my w oknie. niespokojnie patrząc mi w oczy. Wyzdrowiał i z lagru przysłał mi kostkę margaryny. II Rozkoszne dnie: bez apelów. Pejzaż z okna niewinny.cztery krematoria. my uśmiechamy się do ludzi. A z trupiarzami też pogadam. bo to taka z ryb. a trochę ze wstydem. a z trzech stron betonowym murem. a teraz mają uprasowane na zabójczy kant spodnie i chodzą. Ale na nic się nie zdało.. Uśmiechają się do nas ludzie. Rozumiesz? . w Auschwitzu. cierpieli fantastycznie. że nasz los taki marny. przetrwali najgorszy czas. a zrozumiesz. Od prawie miesiąca nie mam listu z domu.zapytał. gdzie są tylko drewniane końskie baraki.. Ludzie są w Oświęcimiu zakochani. że ich taki dobry. nie ma chodników. . czym jest Oświęcim. . Weź Pawiak. . dodaj Serbię32. nie do powtórzenia. pomnóż przez dwadzieścia osiem i ustaw wszystko tak blisko koło siebie. Paliło się tam. kremo nie widać. za lasem.” Ostatecznie mają się czym chwalić.Już ja ci nawet prześcieradło dam. Ale chyba dosyć o tym. mówią do nas: „Koledzy z Birkenau”. Usiadłem na brzeżku łóżka. żeby mnie położyli osobno. a zamiast łaźni z gorącą wodą .Nie miej strachu ..rzekł.Patrzaj . bo to zbyt obozowe.rzekłem mu serdecznie. wszystko otocz podwójnym drutem naokoło. Nie na kupie. mówił coraz częściej o śmierci. gorączkował. aby między Pawiakami było tylko trochę miejsca. Tak przyczyniłem się do zmniejszenia śmiertelności w obozie.. nie? . tę okropną budę. trochę ze współczuciem. Wyobraź sobie.a między tym wszystkim posadź kilkanaście tysięcy ludzi. chciałbym. wskazując ręką na zaczerwienione ogniem szyby.odpowiedziałem niewinnie. A co do ograniczenia śmierci: chorował na moim bloku prominent.zrób to wszystko.Któż by ciebie nie znał. Żeby nie razem. wyhoduj anemiczne drzewka .mięty.

Ku przestrodze: każda twoja rozmowa jest podsłuchana. a czasem . dużo trzypiętrowych prycz. witając pochyleniem głowy znajomych. że zima i że bezlistne brzozy „płaczące” zwisają na dół jak postrzępione miotły. ale tylko od święta i do jedzenia. tylko że trzeba je miesić nogami. gdy chwalisz drugiego. puszyste jak futro kota. a płaskorzeźba przedstawia takich dwóch. są jakieś domy. Dalej. ileś tam razy uwielokrotniony. Jak w sonecie Staffa. po której czasem przejdzie człowiek. drut jest podwójny i jeszcze mur. pewnie robotnik wracający z pracy. prosto z zauny ubraniach jedyna piątka ludzi. Więc wyobraź sobie Pawiak. a piecz choćby prosię. długich tyczkach. Chodźmy po Birkenwegu. co i od kogo zorganizował. czasem przejedzie samochód. Chodzimy więc po Birkenwegu w naszych cywilnych. wyszka) . a trzeci pochyla się ku nim. ale za to odcinków . takich. z powagą. czasem drabiniasty wóz. Okno wychodzi na drogę brzozową . Jest stół czasem zaścielony obrusem. i lampy świecą co trzy słupy. która ma bardzo białe. 33 Flegemia (z niem. wygoleni. Nie tak jak w Birkenau. kogo zadusił i kogo zakapował. widać doskonale drogę wolnościową. świeży i beztroscy. Pflegerraum) .izba pielęgniarska 34 Zwyżki (z roś. Ziemia jest czarna i musi być wilgotna.Z flegemi33. majolikowych kafli. nadstawia swoje i nadsłuchuje. Tłumek łazi grupkami. co siedzą na ławce i szepcą sobie na ucho.wieże strażnicze 2 . gdzie i zwyżki34 stoją naprawdę jak bociany na wysokich.na palcach nie policzyłabyś! Więc tu nie tak: lampy świecą co dwa słupy i zwyżki są solidnie podmurowane. betonową więzienną podłogę i dużo.rowerzysta. Szkoda. i każdy uśmiecha się drwiąco. otoczony podwójnym drutem kolczastym. pewnie takie samo jak w „tamtym” świecie zza drogi. w wysokim domu z oknami na pole). ale bardzo daleko (nie masz pojęcia. Po dróżce brzozowej przechadzamy się wieczorem po apelu godnie. Są na pryczach „kanadyjskie” koce. gdzie należy. a potem siny las. ile przestrzeni zmieści się w takim małym oknie. jakie leżały u nas na składzie. którzy nie mają pasiaków. Są prześcieradła białe i bez zmarszczek. skomentowana. takie trochę niemiejskie ściany.Birkenweg. i drut jest pojedynczy. jak przeżyję. Tu jeden o drugim wie wszystko: kiedy był muzuhnanem. Piec ten ma chytrze urządzone ruszta do pieczenia: niby nic nie ma. pamiętasz Wiosenny spacer”! Ale są na naszej flegerni rzeczy bardziej cywilne: piec kaflowy z kolorowych. Na jednym ze skrzyżowań stoi drogowskaz z płaskorzeźbą. doniesiona. chciałbym mieszkać po wojnie. a zamiast trawników leży pod nimi lepkie błoto.

tego obozu z początku. napiszę Ci innym razem. że śnisz mi się tak wyraźnie i plastycznie. wcięte marynarki.Fortepianu u nas. . Stary numer popatrzył na nas 35 Szrajbsztuba (z niem. które teraz są obcięte. gdzie za kratami i zabitymi na głucho oknami siedzą dziewczęta . Chodzimy po Birkenwegu. . że i Ty jej nie straciłaś.Koledzy. Wiesz. jak dziwnie pisać do Ciebie. oni przeszli straszną szkołę obozu.kancelaria 3 . skąd wy jesteście? . z tamtego świata: Twój obraz. Mimo wszystko. Ważyli po trzydzieści kilo.popatrzył po nas krytycznie... że na piętrze . Trudno mi sobie Ciebie wyobrazić na obozowej pryczy. odrzekł podciągając mankiety: .puff. I dlatego te listy są pogodne. nie dlatego że tam jest sala orkiestry. mimo tyfusu. Schreibstube) . co we mnie pozostało stamtąd.króliki doświadczalne.milionowcy! Sto trzy tysiące.. nie ma. biblioteka i muzeum. niestety. Wiesz.wystaje przed blokiem dziesiątym. sto dziewiętnaście tysięcy. stary numer. dwadzieścia siedem tysięcy. eleganccy. Co to jest puff. w cywilnych garniturach. . jak wtedy na Skary szewskiej. dlaczego mają teraz śmieszne.I tak dobrze wyglądacie? Przecież to straszne. tymczasem bądź ciekawa. choć tak trudno mi Ciebie przypomnieć. lecz po prostu. w którym jest przestrzeń i czuje się ciężar przedmiotów i ciepło Twojego ciała. I to jest najsilniejsze. Pamiętam Ciebie z Pawiaka: wysoką.. Zachowałem w sobie dużo pogody i wiem. ale wytrzymać idzie.. Widzisz. Na alei Szucha siedziałaś z pochyloną głową i widziałem tylko Twoje czarne włosy. Młody chłopak o mętnym spojrzeniu onanisty i chodzie zwierzęcia wietrzącego niebezpieczeństwo.. zapalenia płuc i . kołyszący się chód i pochwałę Oświęcimia na każdym kroku? A to jest tak. czarna rozpacz.. ale jak przeżycie. sen nie jest jak obraz.. byli bici.. aż się w głowie kręci.krótko obciętych włosów. Jest coś niesamowitego w śnie... której twarzy nie widziałem od tak dawna. I dlatego piszę Ci tak długie listy: bo to są moje z Tobą rozmowy wieczorne. z obciętymi włosami po tyfusie.rozumiesz. ale najczęściej gromadzi się przed blokiem szrajbsztuby35. proszę kolegi.Z Birkenau? . Mimo pochylonej głowy na gestapo. wybierani do gazu .. żeśmy nie zdążyli po wcześniejsze numery! Podszedł do nas ktoś w pasiaku. smukłą pannę o lekkim uśmiechu i smutnych oczach. o którym krążą legendy. Jak wy możecie tam wytrzymać? Witek. Ale cóż . Obraz Twój rozpierzcha mi się w pamięci i nawet dużym wysiłkiem woli nie daje się przywołać. swoisty. A ci ludzie.A z Birkenau. mój wysoki przyjaciel i doskonały muzyk.

którym kiedyś coś dał i którzy teraz jemu dać powinni. Fichtem. którzy są Niemcami.koleżeństwo 37 Kameraden (niem.. Na bramie obozu spleciono z żelaza litery: „Praca czyni wolnym”. Arbeitzeit) . uśmiechają się życzliwie wygolonymi szczękami i wyciągają spod wciętych marynarek: ten kostkę margaryny. ale jako Niemiec. bo drzwi są zamknięte na amen. ale wtajemniczeni twierdzą. Więc kursów na razie nie ma i włóczę się po obozie. tam gdzie i puff.) . Rzucają to wszystko na dolne łóżko i znikają jak w filmie. Witek i ja. Heglu. mogliby 36 Kameradschaft (niem. ale należących jeszcze do Oświęcimia.sala muzeum. inny kiełbasę. Adolf jest niezwykle sympatyczny i nie z tego świata. uzupełniamy z paczek i gotujemy w piecu. z Buny. że to jest możliwe. ów biały chleb szpitalny. który ma kafle barwne i majolikowe. Naprzeciw sali muzycznej znaleźliśmy drzwi z napisem „biblioteka”. Schodzą się jakieś typy. Są tam fotografie skonfiskowane z listów i ponoć nic więcej.36 Będzie podnosił zdrowotność obozu przez kształcenie flegerów i obniżał śmiertelność przez nauczanie. Jakoż wieczorem zaczyna się procesja. Obok biblioteki w owym bloku kultury jest oddział polityczny. ci esmani i ci więźniowie. że to tylko dla reichsdeutschów39 parę kryminalnych powieści. ale w arbeitszeicie38 grać nie wolno.) . Mówi „Kameraden”37 i myśli.w czasie pracy 39 Reichsdeutsch (niem. tamten papierosy. nie zna proporcji między rzeczami i zjawiskami i czepia się znaczenia słów. Koniecznie pójdę posłuchać. a po apelu grają sobie muzycy. bo czekamy na flegerów z okolicznych obozów: z Janiny. jakby one stanowiły rzeczywistość. rdzenny Niemiec 4 . Oni chyba w to wierzą. Właściwe włóczymy się w paru: Staszek. Witek łazi za fortepianem. małego zasuszonego Adolfa. który przyjechał niedawno z Dachau i jest nasiąkły aż po uszy kameradschaftem. czyniąc wycieczki krajo. Ci. Staszek kręci się zazwyczaj koło kuchni i magazynu.obywatel Rzeszy. Mają być także flegerzy z Gliwic i z Mysłowic. wyszukując tych.) . Dzielimy łupy. Nie sprawdzałem. którym źle z oczu patrzy. a koło niego .jak przez mgłę: . że my istotnie jesteśmy Kamer aden. mówi „zmniejszyć cierpienie” i myśli. Stoi czarne pudło w sali muzycznej w bloku..i psychoznawcze. III Kursy wciąż się odwlekają. Tymczasem wysłuchaliśmy paru wzniosłych przemów czarnego kierownika od kursów. co to jest system nerwowy.Bo my boimy się Birkenau. co się wychowali na Lutrze. Nietzschem. z Jaworzna. A szkoda. którzy poza tym dają co niedziela koncerty symfoniczne. dalszych obozów.koledzy 38 W arbeitszeicie (z niem.

. ramionami etc.członek założyciel! Dlatego kołysze się jak kaczka i ma szerokie spodnie z klinami. a niech kryminaliści korzystają z tego. Jest lageraltester40 i lagerkapo41. Madame oknem się nie wychyla. czyha na nieobecnego. Niejedna z Julii ma stałego adoratora i obok zapewnień o wiecznej miłości. legendarnym biuście. Naokoło puffu stoi tłum prominencji lagrowej. to Romeów (i to nie byle jakich) z tysiąc. Do środka można się dostać jedynie przez szrajbsztubę za karteczką. Ale najważniejsza rzecz mieści się na piętrze. za której nadjedzenie mój przyjaciel. Po korytarzyku przechadzają się owe Julie z okna. Dlatego żałuj. Kobiety z okien są bardzo czułe i ponętne. Wieczorem wraca podniecony i wesoły. Stąd przy każdej Julii tłok i konkurencja. jedwabnych majtek i papierosów. z naszego bloku. która czuwa nad główkami.po apelu wychylają się główki kobiece o różnych odcieniach. Oto idzie do szrajbsztuby i gdy czytają numery tych „dopuszczonych”. krzyczą. W oknach . perfum. piętnaście.więzień koordynator składu i porządku komand roboczych w obrębie ścisłego obozu 42 Hier (niem. Jest to puff. Puffsą to okna. i tu mamy pierwszeństwo.tutaj 5 . ona czyni koło niego szereg zabiegów natury higienicznej i wyszprycowany fleger gna wielkimi susami na górę. epickim. dostał dwadzieścia pięć na de. obok wyrzutów i przekomarzań się słychać bardziej konkretne dane dotyczące mydła. spięte z przodu agrafkami. jeśli nie liczymy starej Madame o potężnym. wabią. jak fleger (co prawda już honorowy) M. funkcja w samorządzie więźniów 41 Lagerkapo (niem. mamy czerwone winkle. Grek. jako goście z Birkenau.) . co dla nich.pomieścić tam ową nie dopieczoną wątrobę ludzką. Tak wygląda puff z zewnątrz. Rozumiesz . choć oparty na tak dobrych świadkach i tak starych numerach. łapie przepustkę i gna do Madame. który ma numer prawie trzy razy mniejszy niż dwie ostatnie cyfry mojego. ale odmówiliśmy.) . nawet w zimie na wpół uchylone. Główek jest. a spod niebieskich. Jest wśród ludzi duże koleżeństwo: nie konkurują nielojalnie. są lekarze ze szpitala i kapowie z komand. krzyczy wtedy hier42.. ale ten opis będzie tylko pośredni. różowych i seledynowych ( bardzo lubię ten kolor) szlafroczków wynurzają się śnieżne jak piana morska ramiona. szyjkami. Romeowie stoją w oknach przeciwległych bloków.) . która stanowi nagrodę za dobrą i pilną pracę. zdaje się. ale jak złote ryby w akwarium niedosiężne. Wprawdzie my.trzydzieści... Czasem któraś przejdzie obok flegera i 40 Lageraltester (niem. o szczęśliwym wspólnym życiu po obozie. sygnalizują rękoma. a ramion .starszy obozu. ale za to urzęduje na piętrze jako cerber u wejścia do puffu. Wsuwa jej w łapę parę paczek papierosów. w szlafroczkach niedbale owiniętych dookoła ciała. Jeśli Julii jest dziesięć.

Przelotnie widziałem tego. i trzymanym w ręku kijem wymierzył doraźnie odpowiednią porcję w odpowiednie miejsce.Osiem . blondyneczki . jeszcze dostrzega.A to nie do mnie. które przyszły rwać zęby. Musi się wściekać stary profesor. wezwano ich urzędowo i zaaplikowano kurację. o twarzy dobrotliwego satyra.. Ale dezynfekcja czasami zawodzi. Wtedy fleger wchodzi pod ósemkę.. po numerach sprawdzano. Kobiety z puffu czyniły również wycieczki na lager. przez który czasem zaglądają koleżanki. wzdycha w kierunku judasza. że takich a takich zdrożności uskuteczniać nie wolno. szczepi się tyfus. a czasem nawet sam komendant obozu. oraz kilku lekarzy w pozycjach niewątpliwych z partnerkami. po którym fleger wychodzi. W obozie rośnie psychoza kobiety. Podobno profesor uniwersytetu.mruknie rozczarowana i powłóczystym krokiem odejdzie ku oknu. w tyrolskim kapelusiku z natkanymi odznakami sportowymi.Który pan ma numer? . malarię. co trzeba. dla pewności patrząc na karteczkę. czasem komandoführer od puffu. Lageraltester wyleciał w karny transport za to. Zrozum: to nie są ludzie zboczeni.. Puff zamknięto.odpowie fleger. jak się naje i wyśpi. czasem Madame. Tam się je sztucznie zapładnia (jak powiadają). Na drzwiach czyta jeszcze. Kobiety te bronione są kratami i deskami. przez roztargnienie wsadzając do kieszeni owe dwie paczki angielskich papierosów. Dlatego kobiety z puffu są traktowane jak 6 . że dozwolone tylko to a to (szczegółowy wykaz) i tylko na tyle a tyle minut. bo bunkier. poważnego jegomościa. Ale nie podobało się to postowi z pobliskiej budki i wszystko się urwało. że na szafeczce leżą dwie paczki angielskich. że właził nagminnie przez okno do puffu. W nocy wychodziły po drabinie w męskich ubraniach na pijatyki i orgie. wykurowano nie tych. robi się zabiegi chirurgiczne. .zapyta od niechcenia: . w związku z czym wybuchła onegdaj w puffie zaraza. Podlega znów dezynfekcji i wesół i szczęśliwy opowiada nam o tym wszystkim. doświadczalny. Wtedy dopiero jest to i. kto był. Są i gdzie indziej kobiety: blok dziesiąty. kładzie na stole paczkę papierosów i.. Cały obóz. aha. który tę robotę prowadzi: w zielonym myśliwskim ubraniu. grubego. którzy to czynią.. Takie zdarzenie nikogo nie blamuje: po prostu nie mieli szczęścia. Ponieważ handel przepustkami jest szeroko uprawiany. to do tej Inny. Dziewiętnastoletni esman złapał w ambulansie kapelmistrza. cały obóz dobiera się do nich. takie jest życie. Ha. ale często gęsto włamują się i tam i zapładniają je zgoła niesztucznie. cały obóz marzy o kobietach. mówi o kobietach.

psa. która przecinała obraz jak witraż. jak dużo dobrej woli i . Uśmiecham się i myślę. że człowiek zawsze na nowo odnajduje człowieka . Myślę o tym. gdy przyjdzie mi na myśl. gdy po naszym aresztowaniu znaleziono u nas obok moich książek i wierszy . o tradycji.wybacz. to są oflagi44 i stalagi45.. Przypominam sobie niebo. mówią o wieku twardości. i czasem uśmiecham się lekko. czerwony jak brokat z obrazów Velasqueza.siedzę teraz za jego stołem. długi (strasznie go lubiłem. jak bardzo byłaś dojrzała.. Franz. Omziersiager) . Dlatego oni tak bardzo rwą się na FKL43. jak bardzo tęskniłem do Twego ciała w te dni.poświęcenia włożyłaś w nasz stosunek.obozy jenieckie dla oficerów 45 Stalagi (z niem. o winie. Patrzę i myślę o Skaryszewskiej.przez miłość.normalne. które odbija moją twarz. pisząc Ci to wszystko? Jest głęboki wieczór. widzę swoją twarz odbitą w szybie. Wiesz. w jego ramach wyglądałaś najwspanialej.Twoje perfumy i szlafrok. spalony dom z naprzeciwka i kratę ramy okiennej. wyrzynających w ciemności fragmenty przedmiotów. do Birkenau. Wiesz. i lampy naftowej u moich rodziców. Tych kobiet jest dziesięć. o obowiązkach. Albo gdy wyrzekają się wszelkiej miękkości i sentymentalizmu i pokazując pięść. co mówiliśmy dzisiaj: o literaturze niemieckiej. ciężki. Myślę o tym.obozy jenieckie dla szeregowców i podoficerów 7 . oddzielony szafą od wielkiej sali pełnej ciężko oddychających we śnie chorych. że Ci to teraz piszę . choć Ci o tym nigdy nie mówiłem). filozofii romantycznej. kiedy Ci o tym piszę? Myślę o ulicy Skaryszewskiej. Soldatenlager) . blade i wyiskrzone. a obóz liczy kilkanaście tysięcy ludzi. o czym myślę. a za szybą noc i nagłe błyski reflektorów z budek strażniczych. Ci ludzie są chorzy. jak wielki krach musiał być tam. o czym myślę..kobiecy obóz koncentracyjny Birkenau w Brzezince 44 Oflagi (z niem. gdy mi mówią o moralności. Patrzę w ciemne okno. Ale nie piszę Ci o tym. który wiecznie gryzł. To są setki „wielkich obozów” koncentracyjnych. jak dobrowolnie wchodziłaś w moje życie małego pokoiku bez wody. I pomyśl: to nie jest tylko jeden Oświęcim. paru na wpół uwiędłych kwiatów. wieczorów z zimną herbatą. o prawie. którym się mówi o miłości i o życiu domowym. siedzę w małym pokoiku pod czarnym oknem. seledynowy klosz lampy i białą kartkę papieru leżącą na stole. Frauenkonzentrationslager Birkenau) . I że to jest rzecz najważniejsza i najbardziej trwała 43 FKL Birkenau (z niem.. młody chłopiec z Wiednia. Myślę o tym i uśmiecham się pobłażliwie. o problemach materializmu. dogadał się ze mną już pierwszego wieczoru i . palę jego lampę i na jego papierze piszę do Ciebie. to są.

Jeden z nich wpisałem towarzyszowi z celi więziennej do Biblii. bez Ciebie. A gdyby jeszcze wiedziały. który właśnie mieści się w bloku SK. solidne budy strażnicze. jak uczony na laika. ale nie bardzo wiem. coś ponad ludzkie siły. i zupa z brukwi. poznawszy. co to jest deszcz i wiatr. potem oglądało się uważnie blok SK46 (tam na podwórzu jest owa czarna ściana. tysiącami flegmony i gruźlicę. wspomnienie u przyjaciół. Strafkompanie) . pod rękę z bestią . że nie odchodzę z rozpaczą.. Widzieliśmy paru cywilów: dwie zastraszone kobiety w futrach i mężczyznę o zmiętej. W pierwszym tygodniu nie mogłem pojąć dnia bez książki.jak powiadają dwa metry w głąb. będąc. Chyba że im naprawdę dowiodą. i chleb. byście wiedzieli. IV Dziś . jak usiadłaś w przerażeniu. że mur idzie . nie przerażaj się tylko. i praca.w życiu ludzkim. Myślę o tym i przypominam celę na Pawiaku. i władza. Bo wiem. aby nie podpaść. Reagują na obóz jak dziki na widok broni palnej. I popatrz. że tak powiem. mając na co dzień krematorium. co i jak. niewyspanej twarzy. bez wieczornego kręgu światła.pamiętam tylko strofki. Kobiety patrzyły z przerażeniem na pasiastych ludzi i na potężne urządzenia obozu: piętrowe domy. bo to fraszka: posiedzą parę tygodni i wyjdą. mistyczne. i moja poezja. wtajemniczony na profana. podwójne druty. przed którą dawniej rozstrzeliwano. mur za drutami.niedziela. Dziś za pan brat z nieprawdopodobnym i mistycznym. 46 SK (z niem.patrzę na nich z odrobiną pobłażania. Prowadził ich esman. i słońce. i póki życia waszego.. pamiętasz. żeby się nie podkopać! Uśmiechaliśmy się do nich. do tymczasowego miejskiego aresztu. Nie rozumieją mechanizmu naszego życia i wietrzą w tym wszystkim nieprawdopodobne. gdy Cię aresztowano. ale z innych . Przed południem było się na spacerze. oglądało się z wierzchu doświadczalny blok kobiet (wystawiają głowy przez kraty zupełnie jak króliki mego ojca. Ci cywile są śmieszni. z jednym oklapniętym uchem).kompania karna 8 .w krematorium). i niewolnictwo. Wtedy pojadą do krematorium. obecnie robią to ciszej i dyskretniej . jak ta z wiersza do przyjaciół z wolności: Przyjaciele z wolności! Pieśnią więzienną was żegnam po to.były to pieśni horacjańskie . że po mnie zostanie i miłość. Pamiętasz. że handlowali na czarno. pisałaś mi o tym? Ja czytałem u Marii Wilka stepowego (ona też dobierała lekturę). szare. czym jest przyzwyczajenie: chodziłem po celi i w rytm kroków układałem wiersze. bez kartki papieru.

a patrz.przecież miałabyś mnie za szalonego i kto wie. odrzuć przerażenie i wstręt. że nikt nie krzyknie. kiedy ostatni raz wybierano „Aryjczyków” do gazu? czwartego kwietnia. tam. poszczuj człowieka na człowieka i. na apele i na puff. Wpuszczono nas do środka z ceremoniami... W dużej poczekalni urządzono ring. żeby tłoku nie było. pisze same ponure rzeczy”. A jedyna broń . Ale przecież i o tych sprawach. a pamiętasz. idziemy z nimi na śmierć i . której komory nie pomieszczą. jest znów głęboki wieczór po dniu pełnym dziwacznych wydarzeń. kiedy przyjechaliśmy do obozu? dwudziestego dziewiątego kwietnia. że ten Tadeusz jest pogodny. zabierają nam najbliższych. choć sala była nabita po brzegi. na cywila i na stary numer. 9 . i ludzie płyną jak woda z kranu za odkręceniem kurka. wracają jak na taśmie i znów podwożą. Albo jeszcze tak: kij od łopaty na gardło i stu ludzi dziennie. mokniemy na deszczu. uwięź kilkaset tysięcy. Bez czarów. Na gaz i na złoto. Wiem. które się dzieją wokół nas. której nic nie przełamie. Widzisz: to mistyka. wyrośnięty esman z pomiętym kawałkiem papieru w łapie. masz milion ludzi albo dwa. Światło z góry. potem samochód. Ale pewnie tak bym nie powiedział. a potem młody. numer wytatuowany na ręce. Dzieje się to wśród anemicznych drzew zadymionego lasku. Albo zupa z pokrzywy i chleb z margaryną. że leżysz na wspólnej pryczy z przyjaciółkami..dwadzieścia tysięcy jak nic. bez trucizn.Wysupłaj ze zdarzeń codziennych całą ich codzienność. Gdybym Ci powiedział wtedy. i pogardę i znajdź na to wszystko formułę filozoficzną. I pewnie są bardzo oburzone na mnie. albo trzy miliony. .to nasza liczba. które pewno bardzo dziwią się moim słowom. Zwykłe ciężarowe samochody podwożą ludzi.wiesz. „Mówiłaś. żeby nikt o tym nie wiedział. jak wyczytają. jeden z tych . Bez czarów. nawet gdybym znał obóz. bo nie zmąciłbym nastroju. czy nie przerwalibyśmy tańca.widzisz. gdybyśmy przyjechali trzy miesiące wcześniej? . bez trucizn. Po południu wybrałem się na mecz bokserski do wielkiego baraku waschraumu. Jakże to jest. nie rzuci się na pierś? Zdejmujemy czapkę przed esmanami wracającymi spod lasu. skąd wpierw odchodziły transporty do gazu. nie plunie w twarz. przecież tkwimy w nim . złam ich solidarność.duszą w niej ludzi. A tu patrz: najpierw jedna wiejska stodoła pomalowana na biało i . sędzia (nb. Oto jest dzika bierność. Oto jest dziwne opętanie człowieka przez człowieka. Paru ludzi kierujących ruchem. możemy mówić. Potem cztery większe budynki .. bez hipnozy. A co byłoby z Twoim zapaleniem płuc.nic? Głodujemy. bez hipnozy. zabij ich tak. Nie wywołujemy zła na próżno i nieodpowiedzialnie. gdy tańczyliśmy we dwoje w małym pokoiku o pomarańczowym świetle: słuchaj. nawet oni.

.Ktoś nazwał nasz obóz: Betrugslager. to jednym uderzeniem kładzie muzułmana! A tu. Pod puffem jest sala muzyczna. Ale robili to niefachowo. Wy tam. Skąpy żywopłot przy białym domku. wiadomo. bo Żydom występować nie wolno. i natychmiast wszedłem na blok. . choć z dużym uporem. grają uwerturę do Tancreda i coś z Berlioza. ani pojęcia nie macie. żeby nie uderzyć dłonią o ścianę. trzy rundy. stanął na nim kapo kuchni (razem i kapelmistrz). na dużą klasę. Zaraz po boksie poszedłem do konkurencji. a my w pierwszym rzędzie. podwórko podobne do wiejskiego. a Ty słuchaj. jak chce. Wszystko głuszył fagot. po kolei Ci opowiem. na którym i puff. na koncert. Da im przy kartoflach. bo warto. co inni dostali na polu. z których niejeden sam ma pustą szczękę . pod ścianami stali słuchacze. Jakiś tam boks. jak potężnie brzmi symfoniczna orkiestra trzydziestu osób w dużym pokoju! Kapelmistrz machał umiarkowanie. Ci z końców sali (z jednego bęben. goście. jak chciał. nie? Swoją drogą widzowie byli rozanieleni. Kudy Warszawie do takiej orkiestry! Ale. może dlatego. muzykanci stroili instrumenty rozsiadłszy się po całej sali. że stałem tuż przy nim. patrz. a kartoflarze i rollwaga (zapomniałem Ci napisać. i nic! Jeszcze jemu mordę nabili. Było w niej tłoczno i gwarno. obóz oszustw. w waszym Birkenau. jak mogli.popatrzcie tylko! Na komandzie. Ale basetla! Piętnastu słuchaczy (więcej się nie pomieściło) zagłębiało się w muzyce ze znawstwem i nagradzało orkiestrę skąpymi oklaskami.podwyższenie. jakie tu się dzieją cuda kultury o parę kilometrów od kominów. Walterem z Hamburga i jakimś młodym chłopcem. ale. którzy dzień w dzień wybijali dziesiątki zębów.polski sędzia olimpijski). Ledwom zdążył dopaść między klarnet II a fagot. co miał dużo aaa w nazwisku. Sala była zadymiona od papierosów. ile wlizie. tablice z napisami „kąpiel” wystarczą. i jeszcze jakieś tańce fińskie takiego kompozytora. I ci sami ludzie. jakieś trawniczki przy blokach. Tam przycupnąłem przy nie obsadzonym krzesełku klarnetu I i oddałem się zasłuchaniu. bokserzy o sławie międzynarodowej. Więc wyszedłem z boksu. że orkiestra w czasie pracy obiera kartofle i popycha wozy) poczęli grać. dwie marki na miesiąc dla najpilniejszych więźniów. Ci 0 . i wyraźnie groził tym. Wyobraź sobie. aby oszukać świat i .nas. a bokserzy tłukli się. który. Naprzeciw okna . a z drugiego basetla) nadrabiali. Widocznie za dużo widzów. musztarda w kantynie.pasjonowali się Czortkiem. trenowany w obozie.mówił Staszek . oszukać aż do śmierci. wyrósł. którzy fałszowali. który niegdyś boksował Niemców. aby otumanić miliony ludzi. Nie pomyślałabyś nigdy. Jeszcze tkwi tu pamięć o numerze 77.Taki Walter . podniecony radośnie. biorąc na ringu odwet za to. ale tylko Aryjczycy. cotygodniowa kontrola wszy i uwertura do Tancreda wystarczy. jak powiadają. ludzie.

Nadeszło DAW i dziesiątki innych komand i czekały przed bramą: dziesięć tysięcy mężczyzn. Wiesz. I to bydlę dawaj do dziewczyny! I co byś zrobił? Wywaliłem z rewolweru do bestii. Bo żywi zawsze mają rację przeciw umarłym. Kobiety wyciągały ramiona i krzyczały: . odpoczywać. z tego czasu oszustw będziemy musieli zdać ludziom żywym relację i stanąć w obronie zmarłych. Ciekawi patrzą. las na widnokręgu.. Przez pola na przełaj gnaliśmy jak 1 . chodu!” A ta stoi jak wkopana i patrzy na spluwę.. ale my z Witkiem rzucamy sobie gąbką i fechtujemy się linijkami. łapię żonę za rękę i powiadam: „Irka. Siedzimy na zorganizowanych stołkach i bawimy się doskonale.. Oszukańcza jest porcja chleba. bo od willi było słychać jakieś głosy. skoro i orkiestra.Naprawdę pies esmański. Bo może z tego obozu. . którą niepełną rzucamy na wał rowu. przecież to w Pruszkowie. Witek wyciąga fotografię żony i pyta się przyciszonym głosem: .. i trawniczki. jak to jest. gdy Ci jest źle. V Najpierw byliśmy na kursie. „Skąd to masz?” Ledwom ją wyrwał. co do rozpaczy doprowadza czarnego Adolfa.. przy którym nie wolno mówić.Ciekawym. Oszukańcza jest każda szufla ziemi. do której trzeba dokładać. Kiedyś chodziliśmy komandami do obozu. a tu z boku wypada pies esmański. i koce na łóżkach. Siadamy cicho w kącie. Grała orkiestra do taktu idącym szeregom.Już nie bujaj. że to jest potworne. ale ładna kobieta.Uhm. tylko nic Ci o tym nie pisałem. . Ani jeden człowiek się nie poruszył. Udusiłbyś go?.tam z zewnątrz myślą. siadać.. ani jedna ręka nie podniosła się. zieleń.. ale przecież nie jest tak źle. a nie w Oświęcimiu.. ilu on zabił w tym Dachau? Inaczej by się nie reklamował. bo obok była willa zajęta przez SS.Kiedyś byliśmy na spacerze w Pruszkowie. Macha nad nami rękoma i mówi o kameradschafcie i o obozie.Ratujcie nas! Jedziemy do gazu! Ratujcie nas! I przejechały koło nas w głębokim milczeniu dziesięciu tysięcy mężczyzn. Patrz na to wszystko uważnie i nie trać siły.. i boks. Jakżeś ty do niej? . bo to na poddaszu i bardzo zimno. Oszukańczy jest czas pracy. W ogóle na kursie jesteśmy już od dawna. zwłaszcza wielkimi modelami ciała ludzkiego. aby żyć.. . boczne dróżki. I wtedy z FKL-u nadjechały samochody pełne nagich kobiet. Idziemy przytuleni do siebie.

a Witek beztrosko referuje mi dalej: . Małkini. który wespół z pewnym Ukraińcem na każdej wachcie katował Żydów. Widzisz.I co ty . Suwałk. Dla Aryjczyków było z tym łagodniej. czołgali się po nich tam i z powrotem. bo historia bardzo współczesna. tam i z powrotem. być bitym przez tysiące najrozmaitszych ludzi . wisieć na słupku przywiązany za ręce albo na drągu zawieszonym na dwu krzesłach. I nie z zasady. czołgałem się wprawdzie. Kto puści. Mój rekord: 76 razy pod rząd i ból rąk do następnego razu.Pokłóciłem się kiedyś z przyjacielem. w bunkrze. co są w środku człowieka. znałem go dobrze. Albo on. z rozparzoną po kąpieli skórą. Znasz piwnice Pawiaka? Te żelazne podłogi? Otóż Żydzi nadzy. miesiące siedzieć w betonowej trumnie.pytam. zachłannie słucham historii więzień nikomu nie znanych. Na Pawiaku był oddziałowym czy kąpielowym . ale nie trafiłem. kryj się!”. tam i z powrotem. czy mi kto za plecami nie siedzi. ale za zły meldunek. podtrzymując ją jedną ręką. ma rękę obwiązaną i patrzy na mnie spode łba.taki pipel od Kronszmidta. „Upadłem” mówi. wiadrami pić wodę aż do uduszenia się. ginie pod kijem lub zaszczuty przez psa. jak trzeba. Godzina: to bieg naokoło podwórka. . dobre ćwiczenie ze szkoły. On też tak zresztą pomyślał. jakie znam. Dla nas była gimnastyka: godzina na dwa dni. Łaziłem za nim coś ze trzy dni i tylko patrzyłem.Nic. prowincjonalnych. niesie drabinę na barkach. pomyślałem. czy nie. ale na innym oddziale i nikt na mnie nie właził. ale Witek losowi się nie dał. trudno rozsądzić. W międzyczasie któryś z kolejnych doktorów gada o przełykach i o takich rzeczach. Długo musiałem Irce tłumaczyć. Lublina . Czy się ów kolega do tego przyczynił. Następnie po szczeblach leżącej na ludziach drabiny zaczyna chodzić esman. kryj się!” Dwuszereg ludzi. skakać jak żaba i czołgać się jak wąż. . to zespołowy „lotnik. Na okrzyk: „lotnik. że ten kawałek żelaza jest potrzebny w moim zawodzie. Potem trzeba wstać i nie mieszając szyków znów padać.patrz. padają na ziemię nie puszczając z barków drabiny. Najlepsze ćwiczenie. toczyć się godzinami po ziemi.dwa zające.potwornie rozwiniętej techniki męczenia 2 . pierś o plecy. bo mnie zaraz wsadzili. wszystko nieprawdopodobne: kilometrami koziołkować jak w Sachsenhausen. Widziałaś kiedy buty żołnierskie od spodu? Ile tam gwoździ? Otóż Kronszmidt właził takimi butami na gołe ciało i jeździł na czołgającym się człowieku. Radomia. albo ja. Przychodzę nazajutrz. całe dnie i noce stać w jednym miejscu. a potem „padnij” i podnoszenie się na rękach. Przy dybałem go na Chmielnej wieczorkiem i wyrżnąłem. Puław. robić setki przysiadów. tam i z powrotem.

. Staszek powtórzył źle. aby więźniowie głodowali. już nie pamiętam wiele. temu trudno nogę podstawić. Opowiadano mi o takim lagrze. Każdego wieczoru na każdym bloku losowano kartami lub gałkami z chleba i wylosowani nie szli następnego dnia do pracy.A poza tym niech pan mnie nie obraża. aby nie było łupiestw na ziemi. i kazał mu powtórzyć wątrobę. żeby mu ten doktor nogi nie podstawił. to jak je naprawić domowymi środkami. Potem na kursach była awantura. bo Staszek ma dobre plecy. . chcielibyście. A pewnie nie podstawi. co jest w człowieku.Milczcie. Na to myśmy zaczęli trzaskać w stołki i krzyczeć: „tak! tak!” i doktor wyleciał za drzwi. nawymyślał nam od kameradschaftu. o jego drobnych zdarzeniach i z tych zdarzeń wyłuskuję ich sens. Tego jednego nauczyliśmy się z anatomii obozowej: kto ma dobre plecy. . Piszę i piszę Ci tylko o obozie. akurat w połowie systemu trawiennego. może trzy tysiące.Siedzę w obozie. Co dzień więc było w obozie kilkudziesięciu ludzi za dużo. po kilkudziesięciu ludzi naraz. żeby wyskoczyła ona z głowy ludzkiej nagle. czytając to. a poza tym moglibyście wstać.Pewnie. aby nie mordowano ludzi. Więc Witek był z tego innego świata i był piplem Kronszmidta. Doktor zwrócił się do Staszka. żebym milczał. Ale obóz miał ustaloną liczbę porcji. że już się zupełnie wyzbyłem tamtego świata z domu. to mogę siedzieć i na kursach . A ten doktor to rzeczywiście różnie z nim było. Doktor rzekł: . człowiek. Wyprowadzano ich w południe za druty i rozstrzeliwano. jak Minerwa z głowy Jowisza.Odpowiadacie bardzo głupio. . Każdy więzień musiał otrzymać jedną porcję. najgorszego kata z Pawiaka. A jeszcze i to: śmierć. Staszek zaraz poleciał po swoich kolegach. może dwa. bo w szpitalu zawsze tłok. uczył się chirurgii na chorych. bo mógłbym za dużo powiedzieć.człowieka i uwierzyć nie mogę. a jak się to coś zepsuje. aby nie było konszachtów między ludźmi. Przyszedł Adolf.odrzekł zaczerwieniwszy się Staszek. który zabija. który tak świetnie organizuje. do którego przychodziły co dzień transporty nowych więźniów. jesteście na kursach. Ilu ich pochlastał dla nauki. coście tu robili w obozie. i komendant nie życzył sobie. Nie mogę zrozumieć tego nagłego zachłyśnięcia się mordem. Ale chyba dużo. 3 . który konspiruje po to. a potem poszliśmy na blok.trudno policzyć. I w tym wylewie atawizmu stoi człowiek z innego świata. człowiek. Pomyślisz. człowiek. który kradnie. a ilu z nieuctwa . A teraz siedzi przy mnie i słucha. tego wylewu zapomnianego na pozór atawizmu. a i trupiarnia pełna.

Pamiętasz nasz pokoik? Litrowy termos. Boję się jednak. tobym tak zarżnął jednego i drugiego. z której nadawałaś mi przez cały dzień reportaże przez telefon? Że wyciągali z tramwajów. ale wyszłaś na pola aż nad Wisłę? I to.Pomyśl o tych. Wbrew namiętnościom wojny żyliśmy w innym świecie. że gdyby nie nadzieja. bo może właśnie ten dzień przyniesie wyzwolenie.ku Twemu oburzeniu . Ale myślę. ale chciałbym. jak czynią ludzie odważni. że chyba nie marnowaliśmy czasu. na barbarzyństwo. A historię z łapanką na Żoliborzu. w którym będzie spokój i odpoczynek.wybacz. spokój od ludzi i odpoczynek od instynktów. który nadejdzie. abyśmy kiedyś umieli nazywać rzeczy ich właściwym imieniem. ale nigdy też nie wyrządziła tyle zła. że ten kompleks na nas ciąży. żonom sprzedawać się za chleb i mężom zabijać ludzi. Patrz. że teraz tu jesteśmy . To nadzieja każe im walczyć o każdy dzień życia.powędrował pod łóżko. co mówiłem. kompleksu zdejmowania czapki. Nigdy w dziejach ludzkich nadzieja nie była silniejsza w człowieku. Nie wiem. gdy narzekałem na wojnę. każe nie ryzykować buntu. niedojrzałości i szukania wygody. w którym jest miłość drugiego człowieka. który mi kupiłaś. Nie nauczono nas wyzbywać się nadziei i dlatego giniemy w gazie. Jeśli są to zbyt śmiałe słowa . czy przeżyjemy.jakby już nic innego na nas nie czekało. Może dla tego. że obstawili blok. VI Od paru dni mamy w południowych godzinach rozrywkę stałą: oto z bloku fur 4 . że wrócą prawa człowieka . To nadzieja rwie więzy rodzin. iż ten inny świat nadejdzie. których by inni ludzie nie pragnęli zamordować! A my tęsknimy do świata. A to. kompleksu strachu przed obozem.. ile w tej wojnie. Widać takie jest prawo miłości i młodości. My tylko marnujemy czas. i już nawet nie nadzieja na inny. tak na rozładowanie kompleksu obozowego. lepszy świat. co są w obozach.ale przedtem. wiesz. pogrąża w martwotę. jak mówiłaś mi. którzy nie zabili człowieka! I jak mało jest ludzi. ale po prostu na życie. a oni się męczą. każe matkom wyrzekać się dzieci. ile w tym obozie.. które z nas wyrośnie: .to chyba też dla tego świata. ale wysiadłaś przystanek przedtem. Dużo było naiwności w tym. Ach. bezczynnego patrzenia na bitych i mordowanych. PS . w jakim oryginalnym świecie żyjemy: jak mało jest w Europie ludzi.żylibyśmy w obozie choć jeden dzień? To właśnie nadzieja każe ludziom apatycznie iść do komory gazowej. Czy myślisz. Nie właził do kieszeni i ostatecznie . na pokolenie nieuków.

Kurt. a kto nam będzie buty czyścił na froncie i czy tam są młode chłopaczki? Idzie więc taka wataha przez drogę i śpiewa Jutro do domu. złapałem go za hals i powiadam: .i pokazałem okno należące do nas.Deutsche47 wymaszerowuje kolumna ludzi i ze śpiewem Morgen nach Heimat48 obchodzi kilkakrotnie obóz. gubi krok i nie śpiewa.) . gdy był chory. czy też wykażą oni zrozumienie życia społecznego.a na samym końcu idzie Kurt. który zabijał sztubowych. ma szczęście. czy nie. a kanarka na świeży luft wypuścił. Oni zaś wykazują społeczność. przyjdź.) . pewnie jesteś głodny.dekarz 5 . Wszyscy sławni zabijacy. czynił wyprawy do budy blokowego po tytoń. żeby się ptaszek w klatce nie męczył. a już włamali się do magazynu. Dyryguje lager-altester i podaje laską Schritt und Tritt49. jeśli sprzedawali herbatę.) . Ćwiczą ich w marszu i czekają.Jutro w rodzinne strony.tu: krok. Wyciągnięto wszystkie zielone winkle i co lżejszych wyślą na front. śniegu i mrozie i zrzuca z dachu za źle przybity gwóźdź. sadyści . Arno Böhm. na górę . Poznajemy ich wszystkich: ten bił na DAW. ów ciapa. ten. Kurt jest bardzo miły (brzmi to egzotycznie. ale wzruszające listy o rozłące i powrocie. Ostatecznie pomyślałem. kiedy nam tu dobrze? Vaterland 50 vaterlandem. który bezlitośnie każe pracować na deszczu. alkoholicy. numer 8.po co.dla Niemców 48 Morgen nach Heimat (niem. to ten. ten sam. bo zostanie. co to zarżnął żonę i teściową. elegancko ubrany.to postrach Buny. Są to kryminaliści. nakradli paczek.) . nawarzony w piecu o majolikowych kaflach. jak mogą. Są tu zaledwie parę dni razem. zginie i bez nas. mamy iść tłuc się i łba nadstawiać dla esmanów. rozgląda się wokół. ten . ten. piosenka żołnierska 49 Schritt und Tritt (niem. i bił po dwadzieścia pięć za każdą minutę spóźnienia i każde słowo wymówione po wieczornym gongu.) . Na razie jednak są w kupie. zbiegłem więc w te pędy na dół. który starym rodzicom we Frankfurcie pisywał krótkie. powiadają bardzo mądrze. aż zbity na perskie oko wyrzucony został na lager i dostał jakieś nieszczęsne komando w swe złodziejskie łapy. Idą w szeregu znani pederaści. który Cię dla mnie odnalazł i nosił nam listy. jeden sławniejszy od drugiego: Seppel. wieloletni blokowy. wprost na obiad. ale. Taki. postrach dachdeckerów51. ochotniku-kryminalisto. czyli „ochotnicy” do wojska. kapo i lagerkapo. rozbili kantynę i zdemolowali puff (w związku z czym ówże znowu ku powszechnemu żalowi zamknięto) . Jakoż pod wieczór zjawił się u nas. ale o inne określenie 47 Fur Deutsche (niem. tempo 50 Vaterland (niem.ojczyzna 51 Dachdecker (niem. narkomani.

wózek 6 . No i oczywiście to. Źle: słońce świeci w plecy. Wyjechaliśmy z Pawiaka rano.Pewnie. zrywanie i układanie asfaltu albo rozgarnianie piasku. przy łopacie i lorze53. Trochę bzdur o bezcelowej pracy. to zobaczycie. może dlatego że Kurt niedługo z niego wyjedzie. córkę jakiegoś innego sklepikarza.Właśnie. nawet nie było tłoku. Dziś nam zebrało się na obóz. że na Zachodni.Bałeś się obozu? . i tamto spoza drutów. Jak do dzieci. Pytali my go. że wszystko zabiorą? . Kurt wyjechał do Berlina. Siedzimy w paru przy stole i opowiadamy.Pewnie na rozprawę przyjechał. i dwa prześcieradła. że jak wpadnie. a potem się na oczy nie pokazał dziewczynie. wyrwaliśmy 52 Stahihelm (niem. Nie wywiał ciebie. Nie wiedziałeś. Chciał kiedyś być muzykiem. Zapada wieczór. Potem wyjęliśmy wszystkie gwoździe z jednej ściany. miała własne bojówki 53 Lora (z niem.niemiecka nacjonalistyczna organizacja kombatancka (1918-1935). ale się jej nie śmiał przypomnieć. I to. po sześćdziesięciu w wagonie. toby cię na pewno wiatr wywiał kominem . bogaty sklepikarz. I tak wiadomo. poznał tam dziewczynę. więc po więzieniu do obozu. aż złapali i wsadzili. Lorę) .co wam gadać. Zdobył wóz sportowy i szmuglował dewizy. . wpadł na miesiąc do ula za burdę ze Stahihelmem52. np. Tylko mówił: „Przyjedziecie. . Znaczy. toby nie wywiał i mnie. A że recydywa (ów nieszczęsny miesiąc).Szkoda było.Klamoty wziąłeś? .) . a on nic. a droga! Jechaliśmy według alfabetu.Frajer. Ale wiecie. Gadki chodziły między ludźmi. na Pawiaku był jeden z Auschwitzu. . że jest okropnie.trudno) i umie dobrze opowiadać. wyrzucił go z domu. to nie wyjdzie. . jakby wody do ust. . stojąc na apelu. trzeba było kolegom zostawić. Pled i bonżurkę od narzeczonej.Jakbyś przyjechał dwa lata temu.Bałem się. który tak świetnie organizuje. A teraz . wracając do obozu. Potem jeździł do Austrii i Jugosławii. wieczorem na pryczy. pisywał do gazet sportowych. Wszędzie się opowiadało: idąc po drodze na komando. Auschwitz. Na jakimś spacerze spotkał swoją dziewczynę. człowiek tym wszystkim za bardzo się nie interesował. Ale Bogiem a prawdą.wtrącił sceptycznie Staszek. . Samochodami na dworzec. Władowali nas do wagonów w tempie. .platforma. czekaj końca wojny.Albo i nie. Opowiadamy powieści i opowiadamy życie. ale ojciec.” . żył z nią. że wziąłem.Właściwie o obozie nikt dokładnie nic nie wiedział. na lagrze jest już po apelu. Wzruszyłem ramionami z niechęcią.

teraz kaput! Nic.Szliśmy do obozu niosąc trupy. Jechaliśmy stu dwudziestu. . . żeś poeta . Ciemność zbiegała się ku niemu. potem dwie koszule.rzekł z uznaniem Witek.. Ostatni wychylił łeb z wagonu i dostał kulę w kark.deski i fraka! Ale na dachu był karabin maszynowy. Po paru krokach zdrętwiały mięśnie i zacząłem kuleć.. . Tęskniłem do Oświęcimia.Pled. niebieskie.Tu będziecie mieli dobry odpoczynek. a trzeciego ranili w bok. Raz po raz głuche uderzenia. . las. „Krematorium” . 7 . Nie macie pojęcia. trzech zabitych.Właśnie. Krzyczeliśmy za powietrzem i za wodą.. Ktoś z tym objął mnie i pocałował. Ale nic nie wziąłem.. bez rzeczy! No. „Bracie. . od razu utłukł trzech pierwszych. iż płonie na niebotycznej górze. Z nosa ciekła powoli krew. I dobrze. tylko zrobiło się bardzo ciepło. Ale zawsze mocne. Nie bolało.Był. nic. aus. piekło! Trzeba było nie uciekać! Tchórze! Zabiją nas! I przekleństwa. zabili dwóch. zawsze od narzeczonej. Słyszałem za sobą ciężkie oddechy ludzi i myślałem. i rozumiecie. Eskortujący esman uderzył jeszcze paru przede mną i rzekł.Nie gorsze niż z babskiego lagru. ale jak zaczęli strzelać.. zdaje się. Ciało opływało potem. jak będą strzelać. krzyk. Potem zwaliliśmy się na podłogę i leżeliśmy jak porznięte prosiaki. drzewa aż pachną. gdy wchodziliśmy w kratowaną bramę obozu: . widać.Ale zawalasz. I los. myślę. wygwieżdżona. automaty w łapach. Zdawało się. to nie mnie pierwszego. Zdjąłem z siebie sweter. że w ręce brać! Naokoło esmani. a my w kąt! Wrzask. wszystko zabite deskami. Pociąg od razu zatrzymano. tośmy się uspokoili od razu. bo miałem w niej Biblię. z pierwszym łykiem odzyskałem zupełnie siły. że z sufitu lała się woda. Tuż przed bramą dostałem bagnetem w udo. też był od narzeczonej? . W uszach szumiało. Krew spływała wzdłuż uda i łydki.. choć naciągnąłem na siebie zupełnie mokrą koszulę. W czarnej.Nie. ale jakie! . Nad nimi rwał się niespokojny rudy płomień. przyziemnej ciemności szeregami błyszczały światła obozu. Mało cośmy się nie udusili w wagonie. jak wielki jest świat. gdy człowiek wyleci z zamkniętego wagonu! Niebo wysokie. A ja siedziałem pod kupą ludzi na samym dnie. Puścili w kupę serię.przeleciało szeptem po szeregach. Gdy otworzono drzwi na rampie. Noc była kwietniowa. ale dosłownie. że za mną idzie moja narzeczona. bracie” . Też mi go było żal. tylko w czapę! Trochę mi się żal zrobiło bonżurki. niebieskie. bo mnie zrzucili ze stopni. Czterech odprowadzili na bok. Było tak duszno. a nas zagonili do drugiego wagonu. Nie czułem zimna. .. zimna. nie gorsze. i jeden ranny.zaszeptał. Myślę: dobrze. bo strzelali. bo znaczyło to świeże powietrze. Ni jednego okienka.

A zdjęcia wyciągnąłem potem z ubrania. rzucił mi się na szyję.bo Żydzi jeżdżą jeszcze gorzej. byle nie to. . bo nie ma za co. Pocieszałem go. Mojsze? Coś taki nieswój?” „Dostałem fotografię swojej rodziny”.To było w czwartek w nocy. koło nas sonder. dobrze. że Aryjczyków teraz nie gazują. nosić telegraficzne słupy.A z tego nic .» I ojciec poszedł do komory. kieszeń ropną.Ja na tym bloku jestem od dawna i dużo pamiętam. Zdania były podzielone i co do jazdy. Ot. Nikt też nie dziękuje. A tu komandoführer krzyczy. wiecie. Swoją drogą. widzisz. jak mogłem. i co do Żydów. bandaż i won! Następny! Nawet człowiek na twarz nie spojrzy. mizerne.Spasibo54 panie fleger!” Takie to blade. Ale raz zrobiłem opatrunek jakiejś flegmony. wiecie. lignina. to dobrze”. Cierpiał okropnie. żeby nie stać. że trzeba pracować! Co miałem robić? «Idź. gdzie tu jest dobrze. że nie wróci. potem całego uda. „Żeby ty się wściekł z takim dobrze. Ile przez moje ręce przeszło ludzi do gazu. . czasu nie ma na dyrdymałki. Wszystko. zobaczył mnie przed komorą. zaczął mnie całować i pytać. Ale odpoczynek jest. . i w getcie. bo dwa dni jadą bez jedzenia. I nie masz czym się chwalić.mówię . a nie płaczemy”. co to będzie i że on jest głodny. ojciec .Żydzi.. . chłopy jak byki. siedem kilometrów od obozu. Cóż mu mogłem dać? Miskę zupy i czasem kawałek chleba. jak 54 Spasibo (roś. Mojsze. Byłem wtedy flegerem w ambulansie. wiadomo. bo posłałem.Gazowali dawniej . a rodzoną matkę sprzeda za miskę brukwi! Stoimy kiedyś z rana na arbeitskomando. bo skarżył się. jacy są Żydzi! . bo jakże? Przy mnie mój przyjaciel. czy tam gdzie jeszcze. Płakał i mówił o matce.rzekł „tutejszy” fleger. że teraz nie mam czasu. i to dobry! . oni jeszcze geszeft zrobią na tym swoim obozie! Oni i w krematorium. Przyjechał z transportem. I powiedz. Noga bolała jak sto choler. „Co u ciebie. a ktoś mi od drzwi mówi: . „Cicho bądź . kolegów i znajomych z jednego miasta! Już człowiek nawet twarzy nie pamięta.dorwał się Staszek do głosu. Ukrywałem Toleczkę. Opatrunków za bardzo delikatnie nie robię. Pogmera się w łapie czy na plecach. On z Mławy i ja z Mławy. a potem pogadamy.dziękuję 8 . ten od gryzioków.mówiłem mu .rzekł Witek . Poszedłem go odwiedzić i zaniosłem mu zupy. zwyczajnie . jak to jest. pewność i zaufanie. że mam fotografie?” Roześmieliśmy się. A w poniedziałek poszedłem na komando.masa. zaganiałem ludzi.wykąp się w łaźni. Ale jeden wypadek będę pamiętał chyba przez całe życie. ja ojca do komina posłałem!” „Nie może być!” „Może.my przecież też mamy matki. Na Budy. który się do nas zawsze przysiada.Zobaczysz. ledwo trzyma się na opuchniętych nogach.) . Miał flegmonę prawego pośladka. „To czego się martwisz. zadowolone z życia. przyjaciele i handlarze.

) . Każdy myślał o swoich rzeczach. . Powiesz?” „Powiem”. Żeby nie było granic. nie będzie państw. Wied’ eto poślednij boj . Był w gorączce. Tak widać trzeba. gdy ich wieszano.Kto się zachowuje jak świnia.To ostatni bój (.) rozumiesz 56 Häftlinge. Szarego.. Przyszedłem zaraz do niego. tysiące ludzi zbitych. Po wojnie na pewno nie będzie granic. Strzelił mnie w pysk i wyrzucił z budy. Ani obozów. Wtedy wystąpił lagerführer. Toleczka. ulica Lwa Tolstowo. Poszedłem do blokowego. Jak byłem w Mauthausen..i pojedziesz do mojej matki. Postawiono szubienicę na placu. VII Gdyby opadły ściany baraków. Häftlinge. zapisali. Mützen ab (niem.. co się stało. akurat w Wigilię. „Zapamiętaj: moja matka mieszka w Dalniewostocznym Kraju. Zaniepokojony Kurt spytał. Milczeliśmy. Toleczka poszedł do gazu. powtórz”. Zapaliliśmy papierosy. Nie dali. „Przeżyjesz dorzucił z uporem . ulica Lwa Tołstowo dwadcat' piat'. Byłby to widok wstrętniejszy niż średniowieczne obrazy sądów 55 Wied' eto poslednij boj (. który mógł jeszcze Toleczkę wyciągnąć z listy. czy przeżyję” . Mützen auf (niem. Cały obóz był zebrany na apelu.. Kurt popatrzył na nas z uśmiechem i rzekł powoli. czapki włożyć 9 .przerwałem mu. Na choince akurat zapalono światła. Ale jak się skończy wojna i ty przeżyjesz. złapano tam dwóch uciekinierów.odrzekłem.. Szary w parę miesięcy później pojechał w transport. abyśmy wszyscy zrozumieli: .Gadamy o obozie i czy świat będzie lepszy.) . A adres matki Toleczki zapamiętałem dobrze: Dalniewostocznyj Kraj. żeby nikt mu nie dał. Lagerführer rzekł na tradycyjną przemowę wigilijną: . ponimajesz?55 . będzie jak świnia traktowany.Poślednij. że idę do gazu.więźniowie.. gorod Chabarowsk. Na odjezdnym prosił o papierosy. .mogłem. Mówił do mnie: „To nic. Mógłbyś i ty co opowiedzieć.Ja opowiem bardzo krótko. Mützen auf!57 Założyliśmy czapki. stłamszonych na pryczach zawisłoby w powietrzu.więźniowie.„Rozumiem” . że zginąłem. ponieważ on i tak nic z rozmowy nie rozumie. przed wybiórkami.rzekł z naciskiem. Mützen ab!56 Zdjęliśmy czapki. koło wielkiej choinki. Ani wojny.) ponimajesz (roś.Häftlinge. bo jechał na wykończenie do Mauthausen. czapki zdjąć 57 Häftlinge. Milczeliśmy.. nie będzie obozów.. Poszczułem. gorod Chabarowsk. ludzie nie będą się zabijać.) . Może źle zrobiłem. Powtórzyłem.Rozejść się! Rozeszliśmy się.” „Nie wiem. Witek mu streścił: . „Pojedziesz do mojej matki i powiesz jej. ale raz go znaleźli. zwrócił się do więźniów i zakomenderował: .

Cycera czy Demostenesa. jeśli w nim leży krzywda człowieka. świątynie i greckie posągi! Ile krwi musiało spłynąć na rzymskie drogi. które musi zajmować. Zachorujesz. Cóż wie starożytność o nas? Zna przebiegłego niewolnika z Terencjusza i Plauta. Bo w rzeczach ziemskich nie odbija się ideał. rwali marmur na świątynie i kamienie na drogi imperialne. To myśmy budowali piramidy. popiołem wysypią pola albo osuszą stawy. układamy cegły. żeby bezproduktywnie nie zdechł. Jedno jest tylko miejsce do życia: kawałek pryczy. która tę krzywdę pomija. Spalą. tyle kości. to myśmy wiosłowali na galerach i ciągnęli sochy. aby zjadł.Spartakusa.. zna trybunów ludowych Grakchów i imię jednego tylko niewolnika . pamiętamy doskonale. Zakładamy podwaliny jakiejś nowej.wyrwą ci złote zęby. Ciało wykorzystali. ani łopata nie jest twoja. byle adwokata . które na nią pozwala. już poprzednio zapisane w księgi obozu. może na eksport dla Murzynów. jak się da: wytatuowali na nim numer.. odbiorą ci wszystko: ubranie. Ta starożytność. Ale ani ten kawałek miejsca. przy łopacie. Teraz dopiero poznałem cenę starożytności. Dziś wiem. zdradami. krwawa praca człowieka. lorze. Kto wie. jeśli zwyciężą Niemcy? Powstaną olbrzymie budowle. reszta należy do obozu. żeby zaoszczędzić obroży. Nie ma prawdy. chusteczkę do nosa. i tyle czasu w dzień. do państwa. walczyli o granice i demokracje. usprawiedliwiali ojczyznami swoje intrygi. Nosimy wory z cementem. Oni robili historię i byle zbrodniarza . Myśmy byli brudni i umierali naprawdę. Co prawda marnotrawią przy spalaniu tyle tłuszczu. Nie ma dobra.ostatecznych. i jak lubiłem Platona. podstępem i łupiestwem. ale leży ciężka. Zachwycamy się wycięciem Etrusków. pod dachem i na deszczu. wały graniczne i budowle miasta! Ta starożytność. czapkę. przemycony szalik. która była olbrzymim koncentracyjnym obozem. gdzie niewolnikowi wypalano znak własności na czole i krzyżowano za ucieczkę. tory kolejowe. tyle mięsa. Najbardziej wstrząsa człowiekiem widok drugiego człowieka śpiącego na swoim kawałku buksy. kilofie i łomie. ze skóry ludzkiej abażury. Jaką potworną zbrodnią są piramidy egipskie. dali tyle snu w nocy. Pod każdą cegłą będą podłożone nasze 0 . Prawo rzymskie! I dziś jest prawo! Co będzie o nas wiedzieć świat. a oni pisali dialogi i dramaty. wybiciem Kartaginy. których kiedyś podbiją? Pracujemy pod ziemią i na ziemi. niebotyczne pomniki. miejsca. depczemy ziemię. ani koszula. grodzimy grunta.Scypiona. fabryki. bo ma ciało. z kości ozdoby. Nie ma piękna. I jedzenia tyle. Oni byli estetyczni i dyskutowali na niby. potwornej cywilizacji. tyle ciepła! Ale gdzie indziej robią z ludzi mydło. że kłamał. która była wielką zmową ludzi wolnych przeciw niewolnikom! Pamiętasz. autostrady. żeby człowiek mógł pracować. Jak umrzesz .

Janinie. No tak. Tak samo firma Wagner i Continental od wodociągów. Panowie. Firma ta wybudowała nam obóz. Dziwne są dzieje tutejszej firmy Lenz. baraki. magazyny. Pracujemy w fabrykach i kopalniach. krematoria. umiesiliśmy ją na błoto. Trzydzieści procent. I jest to najdroższe. Stworzą piękno. będzie jeszcze przy nas nasza myśl i 1 . Jaworznie. kształty przedmiotów. że masz dłonie nie do kilofa i ciało nie przyzwyczajone do świerzbu. Zrobił na Oświęcimiu olbrzymi interes i spokojnie czeka końca wojny. kamiennej pracy. który przeżyje. Twarze rodziców. Tak samo właściciele kopalń w Mysłowicach. przyjaciół. Wymordują dzieci. powiedziano. I nikt o nas wiedzieć nie będzie. czym możemy się dzielić: przeżycie! I choćby nam zostawiono tylko ciała na szpitalnej pryczy. wytwórcy części barakowych i ubrań pasiastych. Postawiliśmy baraki. Stworzą religię. rozbiliśmy domy. księża. z której ktoś ciągnie niesłychany zysk. Wiąże nas nasza miłość i miłość bezgraniczna tych. dobro i prawdę. ale my nie możemy. kominy. adwokaci. Byli ludzie. aż tyle a tyle milionów! A jednak. filozofowie. Potem przyszliśmy my. Wygnaliśmy ludzi. i na tym stanęło. Wymordują nam rodziny. a SS dawało materiały. bunkry. Widzę w ciemności Twoją twarz i choć mówię z goryczą i nienawiścią obcą Tobie. Obóz wypożyczał jej więźniów. starców. hale. które pozostały. zrównaliśmy ziemię. potargował się jeszcze Berlin. za dużo zarobiliście. że za głowę złapał się nie tylko Auschwitz. tak samo zakłady rozbiórki szmelcu DAW. rzekł Berlin. Trzy lata temu były tu wioski i osiedla. to niemożliwe. że słuchasz uważnie.ręce. rozmawiam z Tobą z daleka. Przy rozliczeniu rachunek okazał się tak fantastycznie milionowy. dostawcy cegły. ale sam Berlin. chorych. Siemens od oświetleń i drutów elektrycznych. Zakrzyczą nas poeci. wiem. Od tego czasu wszystkie rachunki firmy Lenz są odpowiednio obcinane. oto są rachunki. drogi polne i grusze na miedzach. ale twardej. firma Richter od studzien. musi kiedyś zażądać równoważnika tej pracy. żelaza i drzewa. odrzekła firma. Gliwicach. To połowę. Jesteś wprzęgnięta w mój los. Tych. Dokonujemy olbrzymiej pracy. Były pola. co pozostali. zaproponowała patriotyczna firma. co żyją dla nas i stanowią nasz świat. Kiedy ludzie chorzy i ci po pracy idą spać. Tak samo olbrzymia firma samochodowa Union. Nie pieniędzy. flegmonę i wszy. Tyle tylko. na naszych barkach będą noszone podkłady kolejowe i płyty betonu. nie towaru. cementu. Lenz nie martwi się jednak: jak wszystkie firmy niemieckie powiększa kapitał zakładowy. Ten z nas. którzy nie byli lepsi ani gorsi od innych. Przywlekliśmy ze sobą świerzb. płoty.

a Hiszpan wciąż w obozie. Elektryk powiada. Nowożeńców tymczasem sfotografowano i odstąpiono im na noc poślubną apartamenta puffu. obładowuje się kiełbasami.ślub Hiszpana. jak będę mógł. z Hiszpana na gwałt ściągnięto pasiaki. jak jestem szczęśliwy. Przede wszystkim . że gracie w czasie pracy zamiast obierać kartofle! Mnie zupa stoi bez kartofli! Ja wszystkie śluby mam w. Francuzka w krzyk. w Auschwitzu. I na pewno nie lubi bunkra. Po drugie zaś . H. dopasowano elegancki. a Hiszpana w pasiaczkach na komando.Berlin kazał. Następuje procedura odwrotna: elektryk sięga do buta. Jak dziecko nieźle podrosło. . który mu przynoszę.długi elektryk.długi elektryk. gdy chcę elektrykowi wręczyć papierosy: ..Kolego. Bo elektryk nie ma zrozumienia dla naszej miłości.Cicho. Jak to Hiszpan: miał jakąś Francuzkę. który wygnano na dziesiątkę. Chodzę do niego co rano z Kurtem (bo to jego znajomy) i oddajemy listy do Ciebie. oddaje mi i krzywi się niechętnie. a on z nią pod pachę. I sądzę.. Więc przede wszystkim . a z nią dziecko. a gdzieś do buta wkłada kupę listów.) . Potem szli nowożeńcy do zdjęcia: ona z synkiem i bukietem hiacyntów na ręku. VIII Nie masz pojęcia. Elektryk jest łysy i nie ma zrozumienia dla naszej miłości. wszyscy razem 2 . to przyniosę.nasze uczucie. przez samego kapę pralni wyprasowany garnitur.. Jakoż wieczorem idę do niego. Bronił Hiszpan Madrytu. . natychmiast dać im ślub! Przywleczono Francuzkę z dzieckiem do obozu.. A zupa może być przecież bez kartofli. oburzył się: Taki nieporządek w nowej Europie. 58 In corpore (łac. że godność człowieka naprawdę leży w jego myśli i w jego uczuciu. nie bierze się za listy! A odpowiedź. z bogatych zbiorów obozowych dobrano starannie krawat do skarpetek i dano ślub. Elektryk się krzywi na każdy list. . Za nimi orkiestra in corpore58 za orkiestrą zaś wściekły esman od kuchni: . fantastycznie stary numer.w komplecie.zaczęli go uspokajać inni dostojnicy. tysiąc z małym okładem. Elektryk. Ponieważ elektryk jest bardzo długi i byłoby mu w bunkrze niewygodnie. klatki o wymiarach metr na półtora. wyciąga kartkę od Ciebie.Ja wam meldung zrobię. woreczkami z cukrem. Nazajutrz Francuzkę odesłano do Francji. że chce ślubu! Więc podanie do samego H. uciekł do Francji i przywieźli go do Oświęcimia.. u nas. bielizną damską.

mówił o ludziach. „Lubimy cię i pamiętamy o tobie. w Auschwitzu. Wtłamsiłem je do paczki pod jedzenie. Długo mnie szukały. zwykła droga ludzkiej myśli”. Żegnaliśmy je muzyką kameralną. bo stryszek zimny. dali mi na drogę trochę lekarstw i parę książek.długi elektryk. „Oto . przyszedł lagerarzt Rhode (ten „porządny”. śmieje się i błyska! Szkoda. lepiej. popatrzył na nas i nasze opatrunki. tylko Andrzej zginął i Wacek „nie żyje”. którzy pracują. w Auschwitzu. ale znalazły. w Auschwitzu. bo wszystko do kupy: długi elektryk. kończymy kursy. to nawet śluby dają.Cały zaś obóz chodzi. powiedział. żegnają nas dziś przez cały dzień. a teraz my. Najpierw kobiety. Jakże to fatalne. i piliśmy wieczorną herbatę.myśli Anioła Ślązaka. jak człowiek. pisze. że się bije za nas towarzysz z naszego pokolenia z Londynu i Uralska. pomyśl tylko! dwa listy: jeden od Staszka i jeden od brata. pracujemy i tworzymy. że właśnie ci musieli zginąć! Wiesz. Zebraliśmy się na stryszku. ślub Hiszpana. z Chicago i Kalkuty. co nie robi różnicy między Żydami a Aryjczykami). Śpiewał Franz pieśni austriackie. że Słowacki nie znał go. O tym. a z okien naszego grały im wyjątki z orkiestry: bęben. bo tu wieści są fantastyczne o stosunkach w Warszawie. z lądu i wyspy.ślub Hiszpana. Staszek pisze słowami bardzo prostymi. Więc przede wszystkim . Potem Franz rozłożył swoją paczkę. zrobił mi ostateczny wykład o sensie wojny. że ci dwaj najzdolniejsi z pokolenia. a ja mówiłem wiersze. Po trzecie zaś kończymy kursy.U nas. Wyobraź sobie .dostałem wczoraj listy z domu. saksofon i skrzypce. O nadchodzącym braterstwie ludzi tworzących. Zasiadły wszystkie u okna dziesiątego bloku. jak ostro stałem przeciw nim: ich imperialnej koncepcji budowania 3 .” Żyją. którą właśnie dostał z Wiednia. Od prawie dwu miesięcy nie miałem znaku życia z domu i niepokoiłem się strasznie. począłem pisać już rozpaczliwe listy i właśnie wczoraj. ten od Wiednia. że jest bardzo zadowolony i że teraz na pewno będzie u nas. Po drugie . którzy niszczą. Po czwarte zaś . o największej pasji tworzenia. Więc jestem szczęśliwy. Niedawno skończyły je flegerki z FKL. Trochę zacinając się. Żyjemy.rodzi się mesjanizm wśród zniszczenia i śmierci. których on nie rozumiał. pracują i tworzą. .myślałem . i pamiętamy też o Tuśce. w Auschwitzu. U nas. który w obcym języku pragnie oddać treść od serca. i o ludziach. Franz. twojej narzeczonej. O zwycięstwie pierwszych i o klęsce drugich. I prędko wyszedł. Najcudowniejszy jest saksofon: łka i płacze. na pewno zostałby saksofonistą dla bogactwa jego wyrazu. jakby kija połknął. przyszedł. U nas.

który i my przekroczymy. i czuję. Ale stamtąd ludzie odchodzą . Odchodzą dalsi i bliżsi i już nie o sens walki. to pewne już z daleka zwycięstwo. walki. I dziś. ale o życie dla ludzi kochanych niech modlą się ci. Odeszli tak bardzo należący do tego świata.. I pisze mi jeszcze brat o Twojej Matce. jak rąbane kamienie. ta. Myślę. bo takie jest prawo ludzkie. Żegnam ich. bo mnie „wtrąciłaś” do obozu. że myśli ona o nas i wierzy. ich praktyce poetyckiej.żarłocznego państwa. Drugi list jest od brata. która tak pięknie mówiła wiersze o harmonii i gwiazdach. Wydano je . nieobecność w niej człowieka. Że jak wrócimy. że pustka wokół nas robi się coraz większa. Myślałem. Jak wrócę. tak ze środka dzieła. styl życia i oblicze poezji. na moich półkach bibliotecznych zastanę nowy swój tomik. . A wiesz. które budowali. że „jeszcze nie jest tak źle”. którą dostałem od Ciebie w parę dni po przyjeździe do obozu. jak serdeczne listy pisuje Julek do mnie. wrócimy do świata. ich nieuczciwości w rozumowaniu społecznym. Oby na drugim świecie znaleźli prawdę i miłość.. że chowają wszystkie książki i wiersze. której tu nie spotkali! . nieobecność w niej poety.. miłości. co mi pisałaś? Pisałaś. które pisane były tylko dla Ciebie i z którymi Cię aresztowano. Że tylko my zeszliśmy na dno. o chłopcach z mego pokolenia. też rozstrzelana. I milczymy jak ścinane drzewa. czołem bijącej o mur Awangardy. „Są to wiersze o twojej miłości” . ich stylowi życia świadomego i nieświadomego zakłamania. że to symbolicznie splata się miłość nasza i poezja i że te wiersze. że jesteś chora i że jesteś zrozpaczona. Pustka. którego wadą jest to. podziw dla zła. jak kamienie. gdy oddziela nas próg dwu światów. próg. że czekają. że na nas się skończy. że nie jest naszym złem. Że gdyby nie Ty. przyjaciół z innej barykady.. że zachowuje po nas . jak to było naprawdę? 4 . i o tym. to ja itd. pustka coraz większa. I dziś zarzucę im bezideowość poezji. Wiesz. ich filozofii mętnej jak sam mistrz Brzozowski. ich teoriom sztuki narodowej.. zaborczego państwa. pamiętasz.poezję i miłość i że nasze prawo do nich uznała. Odeszli tak niesłychanie żywi. którzy modlić się umieją.. Ewa. Jesteśmy niewrażliwi jak drzewa. Ale widzę ich twarze przez próg innego świata i myślę o nich.pisze brat. I dziś zarzucę im ugięcie się wobec sugestywnych idei potężnego.wprost ze środka życia. W pierwszej kartce. iż wrócimy i będziemy zawsze razem. który nie zaznał tej okropnej atmosfery dławiącej nas. I teraz pisze mi. podejmuję ten spór o sens świata. że myślą o nas.może jako pamiątkę po nas? Jestem wdzięczny przyjaźni ludzkiej.

Poszedłem po staremu na swój blok. że zgasła karbidówka. Po południu był u mnie komplet . A o te nogi się staram. O wierszach. Zjadłem śniadanie. że nigdy nie żałowałem. Ale piszę to po to. aby nauczywszy się zamykać ludzkie dusze w naczynia wiecznotrwałe. I nigdy nie myślę. które będziemy czytać. wykręciłem psu ucho i poszedłem do Twojej Matki. którym będziemy żyć. z książkami. Matka była zaniepokojona o Ciebie. Na schodach leżały niezwykłe ilości niedopałków i jeśli dobrze pamiętam. muszę mieć nogi. Wiem. Otworzyli mężczyźni z rewolwerami w ręku. że teraz to na pewno będę najlepszym flegerem wśród literatów.to te kartki. a jego dusza i dusza kobiety musiały się rozwiać we wszechświecie. że będę na obiedzie i że się bardzo śpieszę. Lecz myślę często o przyszłości. Wiedziałem. o przedmiotach. O życiu. że mówiłem coś o swojej pracy językowej. ale żeby doszły. ale myślę o nich. gdzie trzeba. siedziałem znów przy telefonie. Z rana poszedłem do domu. są 59 Prontosil (łac. czy byłem na obiedzie. Przypatrywałem się długo drzewom Łazienek. które napiszę.) . jak zwykle z teczką. Będzie to róża rzucona na zamkniętą grubą księgę z wielkimi średniowiecznymi okuciami. a dziś z rana umyliśmy pospołu podłogę. Nie pamiętam. Jeśli byłem. Poza tym cały dzień łażę za listem do Ciebie. i zdaje się. Dla odprężenia poszedłem piechotą przez Puławską. powiedziałem.. że mogłoby być inaczej. Nie dzwoniłaś. Wreszcie znalazłem jedną parę w długich. Ale zamknął tylko dusze dwu przygodnych cyrkowych błaznów. Potem postałem z mądrą miną koło doktora. Nogi mają poza tym czarne okulary. które będą u nas. że to są głupstwa. bo przyrzekłaś. który ważył dusze po to. Mam nawet pomysł na nasz ekslibris. Wreszcie nasz fryzjer blokowy (z cywila restaurator spod Poczty w Krakowie) Heniek Liberfreund uznał. List do Ciebie .jak zwykle w środę . że musisz zadzwonić.Było tak. ślady krwi. Czytałem jakieś wycinki gazetowe i nowelę Maurois o człowieku. bałem się. Potem czekałem na Twój telefon. IX Wróciliśmy już. abyś wiedziała. Nad ranem zasnąłem. zamknąć w nie duszę swoją i kochanej kobiety. jeżeli. o książkach.lek przeciwbakteryjny 5 . który robił punkcję. że może z sąsiedniego pokoju nie usłyszę. czerwonych sznurowanych butach. Pojechałem tramwajem do Marii. że czekałem na umówiony Twój telefon od Marii. Od tego czasu minął rok. nasmarowałem chorych na kręcę herbatą z mięty. iż jesteśmy razem. bo je bardzo lubię. to wróciwszy. Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem umówionym znakiem..zdaje się. Potem wziąłem dwa ostatnie zastrzyki prontosilu59 i posyłam Tobie. Ale może to sugestia.

przekleństwa i razy kotłowały się w powietrzu. A osobiście? 60 SDG (z niem. List tedy wysyłam natychmiast.porządek musi być 62 KB (z niem. podwórza. a raz muzułmani z Buny. czyli mniej poetycznie . a sam staram się przyjść do Ciebie. Nie zmieniło się nic. byliśmy na lagrze na kontroli wszy.Ordnung muss sein61. Dlatego list zabiorą ot tak. Że wczoraj niedziela. naszą trupiarnię i nasz SDG60 musi je własnoręcznie obejrzeć. to ty? Potrzebujesz czego? Jak masz jabłka. Sanitatsdienstgrade) . A mnie też. Nie zmieniło się nic. Czeski my zagazowali. Przy moim szczęściu i obozowej zaradności. . ale wszy ani jednej. Im wolno wszystko przynosić prócz złota. Krzyki. Abramek? Co słychać? . wpadały w maszerujące szeregi i porywały upatrzone pakunki. Zahaczyłem jednego z nich..) . . Same. Więc nogi chodzą na FKL i są wcale dla mnie życzliwe. Krankenbau) . przyjaciela z naszego byłego komanda. Zawsze lepiej niż łopatą robić o misce zupy. Zaraz jednak chyłkiem poczęli się wymykać Żydzi na handel.sanitariusz SS 61 Ordnung muss sein (niem. Czuję się nawet w nastroju podróżnym. Ja zachorowałem i poszedłem na KB62. Wychodziliśmy już z bloków po skończonej kontroli. słusznie rozumują. Radziłem im wysmarować się balsamem peruwiańskim na świerzb. Szli odymieni. powiadają.odrzekłem przyjaźnie. jak jest ciężko. Raz obiad na efekty. Te bowiem muszą przejść przez naszą szrajbsztubę. przy pierwszej wycieczce muszę wpaść. Moi przyjaciele radzą wziąć pled i . a raz dymu. gdy na lager wróciło z kremo sonderkomando. wymiecione klepiska i zastarzały zapach ludzki. I jeszcze rozglądam się po krajobrazie. odgrodzonego od reszty obozu murem. Z lasu ciągnie raz zapach sosen.Nic ciekawego. Na porządku świat stoi.Nie umarłeś jeszcze. Wyciągnął serdecznie rękę. .. Będą się ludzie topić w błocie. tylko błota dziwnie przybyło.Nie. .A. dla przyjemności. a raz esmani na zmianę warty. gdzie należy. On miał więcej „szczęścia” i poszedł do sonder. nalani tłuszczem.To wiem i bez ciebie. rewir 6 . jabłek nie mam dla ciebie .podłożyć go. jak się nadarzy okazja. uginając się pod ciężkimi tobołami. Nie darmo odwszenia trwają przez całe noce. lecz tego szmuglują najwięcej. Spod bloków wyrwały się grupki ludzi.szpital. Bloki nabite ludźmi.barczyste i chodzą co dzień na FKL po trupy dzieci płci męskiej. Raz jadą samochody z łachami. na organizację i w odwiedziny. mają żonę na babskim i wiedzą. Chyba że pójdę pod opieką. Wreszcie sonder znikło w bramie swego. Okropne są bloki obozowe zimą! Brudne buksy. Wiosną pachnie.

. chcesz wiedzieć . Potem pali się samo i jest gemacht63. .osobiście”? Komin. Roześmiał się dziwnie i popatrzył mi w oczy: .rzekłem sucho.Te.Winszuję .A taki.Osobiście? Jakie u mnie może być . przytykamy głowy do kupy i podpalamy włosy. my musimy bawić się. u nas. Jak by szło inaczej wytrzymać? I wsadziwszy ręce w kieszeń odszedł bez pożegnania. bez entuzjazmu. A wiesz jaki? Byłem bardzo uprzejmie ciekaw. jak cały obóz. w Auschwitzu.zrobione 7 . jak umiemy.. jak cały świat. Ale to jest nieprawda i groteska. fleger. blok i znowu komin? Albo ja mam tu kogo? A.) . 63 Gemacht (niem.osobiście: wykombinowali my nowy sposób palenia w kominie.. że bierzemy cztery dzieciaki z włosami.

Wróciłem z piłką i podałem na róg. chorzy sami leżeli w łóżkach. Widocznie kobiety były już ubrane w letnie stroje. Ludzie usiedli na trawie i patrzyli w naszą stronę. letniego tłumu. Widać było doskonale bloki FKL-u. pierwszy raz w tym sezonie. za nim rampa z szerokimi torami kolei.tyłem do rampy. Na rampę zajechał właśnie pociąg. kobietami siedzącymi po ustępach i ślicznymi. Wreszcie się zatrzymał. Co dzień po rozdaniu wieczornych porcji na boisko przychodził kto chciał i kopał piłkę. KTÓRZY SZLI Najpierw budowaliśmy na pustym polu. I podnosząc z ziemi znieruchomiałem: rampa była pusta. Piłka poszła na aut i potoczyła się aż pod druty. Właściwie nie żaden obóz kobiecy.i wystarczy. wciąż zapełniona wagonami. Z daleka widać było tylko plamy sukienek. spojrzałem na rampę. Pobiegłem za nią. tuż przy drucie. skończyliśmy boisko. Teraz kwiatki rosły same. Podlewało się to co dzień wodą przywożoną beczkami z obozowej umywalni. drugie bliżej. a za rampą obóz kobiecy. Stałem na bramce . leżącym za barakami szpitala. Mężczyźni zdjęli marynarki i świecili białymi koszulami. Pod drutami znów stali flegerzy i krzyczeli pozdrowienia dla dziewcząt. Raz stałem na bramce. którym szło się do białego domku. Mówiło się FKL . boisko do piłki nożnej. Z prawa od pola były krematoria. które z drugiej strony rampy odkrzykiwały im. Przeszła od nogi do nogi i wróciła łukiem pod bramkę. Tak się nie mówiło. Pochód szedł wolno. Z towarowych wagonów poczęli wysiadać ludzie i szli w kierunku lasku. ktoś po nim uganiał się za kimś i na pewno za piłką. Kiedy podlewane kwiatki podrosły. Była niedziela. Wybiłem ją na korner. Wróciłem z piłką i wybiłem ją w pole. słoneczniki i czosnek. Inni szli pod druty i rozmawiali przez całą szerokość rampy z FKL-em. Pole leżało „dobrze” . obok FKL-u. Siało się szpinak i sałatę. z tyłu drut. Wagony też odjechały. dołączali do niego ciągle nowi ludzie z wagonów. a myśmy grali w nożną.z lewa cygański z jego wałęsającą się dzieciarnią. Nie pozostał na niej ani jeden człowiek z barwnego. Między jednym a drugim kornerem za moimi 8 . jedne za rampą. Podnosząc ją z ziemi. mocno osadzone w ziemi. spory tłumek flegerów i podleczonych chorych otoczył boisko.LUDZIE. Budowaliśmy boisko wiosną i jeszcze przed jego skończeniem poczęliśmy siać pod oknami kwiatki i wykładać tłuczoną cegłą czerwone szlaczki naokoło bloków. Za krematoriami lasek. Zakładało się trawniczki z wycinanej koło boiska murawy. Potoczyła się w trawę. Solidne budynki. wysztyftowanymi na ostatnią nitkę flegerkami. Znów poszedłem po nią.

otępiały.ponad trzydzieści tysięcy kobiet. Z lasu podnosił się ogień i rozświetlał niebo. Kiedy siadałem do obiadu.ludzie szli i szli. Gotowe stały tylko baraki i ogrodzenia z na-elektryzowanego drutu. które były przywożone jeszcze z rana z głównej poczty. lecz również życie.a ludzie szli i szli . Lecz u nas w nocy i w dzień czekały na stacji szeregi pociągów załadowane ludźmi. Przy pryczach trzypiętrowych końskie bloki obozu w Birkenau mogły pomieścić do pięciuset ludzi. Zapewne. z drugiej strony naszego szpitala.w ciemności świeciły lampy nad drutami. Kobiety te ostrzyżono do skóry.tą i tamtą drogą. Dnie były pełne wielkich wydarzeń.tą i tamtą drogą. lepszego.ludzie szli . pootwieraliśmy na oścież drzwi i okna. bez słowa. Nie panowałem już nad nim. Wychodziłem nocą przed blok . W dzień doskonale było je widać przez 9 . ubrano w letnie sukieneczki bez rękawków. aż do zauny. Wewnątrz mnie całe ciało drgało i burzyło się bez mego udziału. Mieli zresztą jedną strzykawkę na cały blok. ale niektórzy mieli szczęście iść dalej.tą i tamtą drogą. Potem ludzie poczęli iść dwiema drogami do lasu: drogą wprost z rampy i tą drugą. ani miski. ale ciało buntowało się. zastrzyki i punkcje. Na wybrzeżu Francji lądowały wojska sprzymierzone. pofarbowanych na olejno łachów. Obie wiodły do krematorium. Byłem zupełnie spokojny. Pisarz roznosił listy. fryzjerni i nowych. Miał się ruszyć front rosyjski i podejść aż pod Warszawę.tą i tamtą drogą. bez ruchu. wybranych z tych ludzi . Po południu przynosiłem paczki z magazynu. Dwadzieścia osiem bloków . lecz słyszałem wyraźnie oddalony gwar wielu tysięcy głosów . Na odcinku C władowano do tych bloków po tysiąc i więcej młodych dziewcząt. niż jadałem w domu . Ale nie było papy na dachach. Patrzyłem w głąb nocy. Odmykano im wagony i ludzie poczynali iść .plecami zagazowano trzy tysiące ludzi. W ciepłe wieczory siadałem w drzwiach bloku i czytałem Monfrere Yves Pierre'a Loti . pokropiliśmy podłogę. choć czułem każde jego drgnienie. W bloku było dużo słońca. Ani łyżki. a wraz z ogniem podnosił się ludzki krzyk. Obok naszego obozu roboczego był nie zamieszkały i nie wykończony odcinek C. Doktorzy robili opatrunki. z obozu. Birkenau leżało na mokradłach u podnóża gór. mężczyźni i dzieci. Droga leżała w mroku. Kobiety. Bielizny nie dostały. Kiedy wstawałem z rana do mycia podłogi. Niedługo potem poszedłem ze szpitala na obóz.którzy szli. a niektóre bloki nie miały prycz. życie w obozie. aby nie było kurzu. I nieśli tłumoki. ludzie szli . ale życie. ani szmaty do ciała. która dla nich nie oznaczała tylko łaźni i odwszenia.

Kryliśmy bowiem zorganizowaną papą i lepiliśmy zorganizowaną smołą. ponieważ ranki były niezwykle zimne i nasiąknięte mgłą. flegerkami z FKL-u. Tak samo. naczynia blaszane i skrzętnie składali je do magazynu do dyspozycji szefa. Inni gmerali przy kanalizacji i umywalniach. Tyle zresztą było pożytku z tych wszystkich kołder. Z daleka kobiety nią miały ani twarzy. prominentom z komanda. koców i naczyń. jak myśmy łatali dachy. Zapłacić różnie: złotem. komandoführerowi. Jak która. Ranki te orzeźwiały nas przed upalnym dniem. Każdą rolkę papy. Rano tonęły we mgle i zdawały się być oszronione. Tylko białe plamy i pastelowe postacie. Blondyny rewidowały nas i wpuszczały do środka. a murarze przynosili ukradzione żelazne piecyki i murowali. zarządzającego esmana.przejrzyste powietrze. Barwne letnie suknie i kolorowe chusteczki zakrywające gołe głowy sprawiały z daleka wrażenie jaskrawego. świeżo zakładanych na wszystkich odcinkach Birkenau. Oddawały się im w nie wykończonych umywalniach albo w budach blokowych. Później szły same na kontrolę bloków. którą ubijał wielki walec. Wszystkie dachy nad budami blokowych na całym Perskim Rynku zostały pokryte przeze mnie i moich towarzyszy. ale kobiety. koce. elektrycy zakładali światło. które objęły tu wszystkie funkcje. Na bramie stały wachmanki.perskiego. biodrzaste blondyny w wysokich butach z cholewami. że można je było ukraść. żywnością. ruchliwego. sobą. stolarze robili budy i sprzęty do bud z zorganizowanego drzewa. gwarnego rynku. Nie czyniono tego z nakazu ani przez litość. Wtedy poznałem oblicze tego dziwnego obozu. pchając przed sobą wózek z papą i smołą. Przychodziliśmy z rana pod jego bramę. były zsiniałe od zimna i tuliły się do siebie jak stado kuropatw. Potem wjeżdżaliśmy w głąb obozu między jakieś bloki i tam na placu rozpalaliśmy 0 . Komando Wagner budowało na nim drogę z kamienia. Nazwaliśmy ten obóz Perskim Rynkiem. Oczywiście. gdzie trzeba. Jeszcze inni kładli podwaliny pod dobrobyt odcinka: zwozili kołdry. kobietami z bloku. ani wieku. które o dwadzieścia metrów na prawo stały od piątej rano na apelu. Przez swoją egzotyczność . część z tych rzeczy natychmiast szła na obóz. Niejedna z nich miała swoich kochanków wśród murarzy i cieśli. rozkradana przez pracujących tam ludzi. Nie robiliśmy tego również przez solidarność ze starymi numerami. Perski Rynek nie był obozem gotowym. każdy kubeł smoły blokowe musiały zapłacić. Kapie. W dnie pogodne kobiety wychodziły z bloków i kłębiły się na szerokiej drodze między blokami.

dobroć.. aby zapłacić za przywiezione koce albo sukieneczki z efektów. który chodził z olbrzymim rewolwerem przytroczonym do letniego białego munduru. 1 . że już nic nie mamy. Mimo zewnętrznej szorstkości zachowały kobiecą miękkość i . łyżkę. Na pewno macie wszystko..pytały się kobiety. zimno. Zdejmowaliśmy koszule dla nich. Były wśród nich maleńkie dziewczynki z nie obciętymi włosami. Kochał się w niej Żyd z naszego komanda. W końcu zaczęliśmy przychodzić z pustymi kieszeniami i nie dawaliśmy nic. . wywracaliśmy kieszenie na znak.Nam jest tak źle. który miał zepsute zęby. bez zwykłych kpin i szyderstwa. ani na naszego szefa. tęgą. Dlaczego nie chcecie podzielić się z nami? Rozdawaliśmy im wszystkie drobiazgi.ale pamiętam Mirkę. Pewnie.Lecz przecież nie umarli? . zebrane z całego obozu. .mówiły.Tak długo żyjecie w tym obozie i nie umarliście. Dziewczęta te miały za sobą po parę lat obozu. na szorstkich.. Były mężatki rozpaczliwie proszące nas o wiadomości o zaginionych mężach. kiedy trupy kobiet leżały pod wszystkimi blokami i gniły nie wynoszone ze szpitalnych łóżek. Te kobiety nie były jednakowe. . i opakowane miękko rzucał przez druty. Odchodziliśmy w milczeniu. sznurówkę.odpowiadaliśmy poważnie. były matki szukające u nas śladu po swoich dzieciach. Kobiety natychmiast oblegały nas tłumem. zaplątane cherubinki na obrazie sądu ostatecznego.ogień i gotowaliśmy smołę. Powietrze w budzie osiadało różowym refleksem na twarzy i dziewczyna wydawała się jakby osnuta delikatnym welonem. ołówek. jeżeli istnieje sprawiedliwy Bóg . śpiesząc się do swojej pracy.Im jest na pewno lepiej. miały swoich kochanków i tak samo kradły margarynę i konserwy.. Spędzał z nią długie godziny. Budę miała urządzoną też na różowo i różowe firaneczki w oknie wychodzącym na blok. o dwadzieścia metrów na lewo stąd. brutalnych mężczyzn. Żyd kupował dla niej świeże jajka.płakały . Pamiętały początki FKLL-u. ale.Wy przecież jesteście mężczyznami i możecie wszystko . . . jesteśmy głodne . znające język tych kobiet. chusteczkę do nosa. kawałek papieru. Blokowymi na Perskim Rynku były Słowaczki. Błagały o scyzoryk. miłą dziewczynę w kolorze różowym. Były młode dziewczęta patrzące ze zdumieniem na tłum kobiet koło nas i z pogardą na nas. chleb. nie zważając ani na kontrolę esmanek. jak wydawało się nam z perspektywy drugiego odcinka. patrząc nam niespokojnie w oczy. a kał ludzki potwornymi stosami gromadził się w blokach.czy tylko im jest lepiej? .

Raz wierzyłem w więzieniu. nieważność winy wobec istotnego 2 . Przywoziły nowych ludzi. .Wierzysz w życie pozagrobowe? . Usiadłem koło gotującego się kotła i mieszając smołę. która szła na zmianę. Otrząsnęła się gwałtownie i zaczęła łkać. którzy będą szli.pan wie. . gdzie go nie posiali.Patrzcie. tylko parę kocy rozłożonych na łóżku i parę zawieszonych na sznurkach zamiast ściany. Nic im nie mogę dać.odpowiedziałam powściągliwie. na którym kładliśmy papę.mówiła. co ja mam robić? Dlaczego ono tak nagle zachorowało? Dziecko spało bardzo niespokojnie. a raz. Roześmiałem się z niedorzecznej myśli i poszedłem na dach przybijać papę. Z daleka widać było wagony idące wzdłuż rampy. Któregoś dnia Mirka podbiegła pod dach. prawda? . o ile nie ma jakichś wyższych norm sprawiedliwości niż ludzka.spytała mnie podczas jakiejś żartobliwej rozmowy.Niech nie myślą . to będzie karany.A jeśli człowiek zrobi źle. pobudki wewnętrzne. Drogą między odcinkami wracała do wagonów jedna grupa Kanady i minęła drugą. Pamiętam również drugą blokową. Chwyciła nas za ręce i pociągnęła do siebie. ale nic od nich nie zabiorę.że człowiek ucieka od nich. rude dziewczynisko o szerokich stopach i czerwonych dłoniach. . Z lasu podnosił się dym. W pewnej chwili złapałem się na myśli. wskazując kobiety leżące głowa przy głowie na pryczach .Chyba tak. Pomóżcie mi! Żyd położył jej rękę na ramieniu.Jakie ładne dziecko . że chciałbym mieć takie dziecko o rumianych we śnie policzkach i rozrzuconych włosach. wysokie. Było jak róża w złotym otoku: rozpalone policzki i złota aureola włosów.krzyknęła Mirka . Wzruszyłem ramionami i wyszedłem z bloku. żeby nie poszło do gazu. że ładne! Ale ono może umrzeć! Muszę je ukrywać.ujawnienie sprężyn. Nie miała u siebie budy. przecież ono niedługo umrze! Powiedzcie. . Esmanka może je znaleźć. kiedy byłem bliski śmierci w obozie. . bo wyrastał. Rozumiesz . Kiwnęła ręką na Żyda i krzyknęła do mnie: .szepnąłem cicho.Szefa zwaliśmy słusznie Filipkiem. .Niech pan zejdzie! Może i pan coś pomoże! Zsunęliśmy się z dachu po drzwiach bloku.Ładne! . Wprowadziła między prycze i wskazując na barłóg pełen kolorowych kołder i na dziecko leżące pośrodku rzekła z afektacją: .Czasami . . myślałem długo.

że Oświęcim i Birkenau szły od złego do dobrego.Ciągle. To z waszych dzieci! A teraz śpiewaj dalej . ojcowie. . . Zapchali ich do piwnicy i udusili gazem! Rozumiecie. Ruda blokowa chwyciła się za głowę. kobiety z buks zaczęły klaskać. Na bloku zrobiło się cicho.Ale tak po ludzku. . choć nikt nie wymówił słowa. bo mi was żal. żeby winowajcy też ucierpieli niesprawiedliwie. Trudno. Najpierw ludzie spali na podłodze bokiem i 3 .Myślę.krzyknęła. jeśli zachorujecie! Wasze dzieci. Nie mówiłam wam. Proszą. że ludziom. jak wam mówią. głowa przy głowie. która ciężarna. Wyciągała z buks śpiewaczki i kazała śpiewać. . W nieruchomych twarzach świeciły się wielkie oczy.sensu świata.rzekła z ironią i weszła w głąb bloku. Chcą. W obozie zaczynał się już głód.Powinna być ukarana.Nie szukam nagrody.Złaź! krzyknęła do dziewczyny. jak moich rodziców! Oni palą się na stosach i w krematoriach.krzyknęła. Najpierw bili i zabijali na komandach nagminnie. ciągle pytają mnie. normalnie! . to jasne. Kobiety leżały piętrami na buksach.Ciebie! Ty przyjdziesz i pójdziesz. żeby do nich napisać. kiedy same pchają się do gazu! Jakaś dziewczyna śpiewała na piecu modny przebój. którzy cierpią niesprawiedliwie. ja kryję dachy i chcę przeżyć obóz. .kiwnęła głową w nieokreślonym kierunku .nie trzeba karać? .Tyś jest mądry chłop! Ale zupy tobyś sprawiedliwie rozdać nie umiał. gdzie są ich matki. Gdy skończyła. jakbyś mógł? . mężowie i rodzice nie są wcale w innym obozie. a ja? Proszę ich. Blokowa podniosła rękę. gdzie są wasi rodzice i wasze dzieci. gazem! Jak miliony innych. Ruda blokowa łaziła między buksami i zagadywała kobiety. nie wystarczy sama sprawiedliwość. żebyście wiedziały. aby nie myślały. Czy zbrodnia popełniona na płaszczyźnie może być karana w przestrzeni? . .syknęła i wskoczyła na piec.Mnie też proszą. . . Tancerki i kazała tańczyć. bo i z wami zrobią to samo.Ja już nie mogę dłużej! Przecież to wstrętne . niech się nie zgłasza do lekarza. żeby nie dać swojej kochance! . To odczują jako sprawiedliwość. Teraz wam powiem. Ten dym. Dziewczyna uśmiechała się i kłaniała. . potem sporadycznie.A ty byś robił dobrze. który widzicie nad dachami. która chora.rzekła spokojnie do wystraszonej śpiewaczki. Ale jak im pomóc. . Deklamatorki i kazała mówić wiersze. że wierzą? Przecież człowiek chce tylko ich dobra. niech siedzi w bloku! Myślisz. zeskoczyła z pieca i wyszła z bloku.I myślisz. Wiadomo. błagam.Cicho! . że ich . to wcale nie z cegielni. .Pytałyście mnie.

. tym lepiej jest w obozie. Kobiety pożądliwie chłeptały zupę. później pozwolono nawet na ubrania cywilne na terenie Birkenau. robiło się. brzuchate i wrzucały do środka „oka”. pod blokami albo w ustępie. U blokowych piło się herbatę albo szło się przespać na godzinkę do budy na gościnnie użyczonym łóżku. Człowiek już tyle widział w obozie. Ustawiały się ciasno piątkami i jedna za drugą wchodziły do bloku. Czasem wypędzano je z bloków w dzień na apel nadprogramowy. Przynieś byle jaką szmatę. u nas cisza i miły chłodek od betonowych urządzeń. Napełnione kobietami „oko” posuwało się jak makabryczny taniec pod bramę obozu i wsiąkało w „oko” ogólne. której u nas na blokach nikt nie jadł.. Wpierw ludzie stali po dwa dni na apelu. Wtedy dostawały zimną kawę. Na Perskim Rynku czas cofnął się wstecz. Oglądaliśmy znowu Oświęcim z czterdziestego roku. sześćset. do godziny dziewiątej. to możesz z nimi zrobić.ile chcesz. „Oko” . Jak obóz obozem. nie było takiej kanady na baby! Ustęp jest wspólny dla mężczyzn i kobiet. później pozwolono na pięćset gramm.dodatek za pracę. Tyle że przedzielony deską. Nie wolno było mieć kieszeni. Szły wszystkie . Czasami wchodziła esmanka na blok. potem tylko do drugiego gongu. i był dumny. wyciągały z szeregów chudsze. kto chce iść do lekarza? która jest ciężarna? dostaną mleko i biały chleb w szpitalu. Siedzi się tu całymi godzinami i prowadzi się długie dialogi miłosne z Katią. Po trzech czy czterech latach nikt nie wierzył. Rozłożyste blondyny. Pod blokami rozmawiało się z cieślami i murarzami. esmanki w butach z cholewami. małą zgrabniutką sprzątaczką z ustępu..obracali się na komendę. i nawet pojedynczo na łóżkach. Po stronie kobiet . Od godziny piątej rano stały na apelu. 4 . Plątały się koło nich kobiety. tysiąc wybranych kobiet.też na tę drogę. Im gorzej Niemcom na froncie. już w sweterkach i pończoszkach. potem na pryczach. W pierwszych latach nie wolno było przysyłać paczek. Pytała. Ponieważ nie pracowały.tą drogą. że mogłoby być po dawnemu. Pięćset.były to sztubowe trzymające się za ręce. nie przysługiwała im culaga . brzydsze. spędzaliśmy na Perskim Rynku u blokowych.tłok i wrzask. co chcesz. jak kto chciał. była prawie dziewiąta. Wolny czas. kobieta patrząca na kobiety.. Nikt się nie krępuje i nikomu sytuacja nie przeszkadza. W obozie było „coraz lepiej”. Zanim je policzono. że przeżył. A że im będzie coraz gorzej.. wreszcie . Rozglądała się bo buksach. Tworzyły zamknięte koło. O trzeciej po południu zaczynały apel wieczorny i dostawały kolację: chleb i dodatki do chleba. Wychodziły kobiety z buks i ogarnięte „okiem” szły pod bramę .. Śmierdziały potem i krwią kobiecą. bo materiału było mało. aby dzień zeszedł.

Potem przyszły deszcze i wiał ostry wiatr. Szli za drutami.Ja. Jeden przynosił wiadro z wodą. Patrzyli na nas z litością i rzucali nam chleb przez druty. luźnymi gromadami i trzymali się za ręce. który biegnie do rowu i gwałtownie ściągając spodnie kuca w nim. Człowiek posiada małą skalę reagowania na wielkie uczucia i gwałtowne namiętności. bo drogi były przez nich zatarasowane. inny worek suszonych wiśni czy śliw. zwracając ku nam milczące twarze. nie przykryte ani od słońca. którzy szli.Nie wszystko ci jedno? . Orkiestra pod bramą grała fokstroty i tanga. dobrotliwymi uśmiechami zachęcając do marszu. biegnie za nią. Zresztą. Za gromadą ludzi powolutku idą esmani. Na rampę nieprzerwanie podjeżdżały wagony i . Staruszek kiwa głową.Nie co dzień gazowali tyle. Dnie były pogodne i smoła topiła się na dachach. któremu tak spieszno do komory gazowej. Od świtu do późnej nocy stał cały Perski Rynek na apelu. Potem wróciła pogoda. leżały na wierzchu. ale chyba to się niedługo skończy? Przecież ich wszystkich wy tłuką. .Nie zabraknie. co tu gadać. cholera ich wie. że możemy wziąć. . starcy.Iluż ich już przeszło? Od połowy maja prawie dwa miesiące.tą i tamtą drogą. Gotowaliśmy kompot i nieśliśmy na dach. Obóz patrzył na idących. do picia tym. Używa wtedy tych samych prostych słów. nie mogąc wyjść do pracy. a z Budapesztu? Ze trzysta tysięcy będzie? . Wyraża je tak samo jak drobne. wszystkich przywieźli. Piętrzyły się tam góry łachów i nie wypaproszonych tłumoków. Ranki wstawały przenikliwie zimne. podciąga spodnie i śmiesznie podrygując. licz po dwadzieścia tysięcy dziennie. Kobiety. Szli powoli. Pokazują..Tak minął czerwiec. Kobiety zdejmowały z rąk zegarki i ciskały nam pod nogi.. ani od deszczu. widząc innego człowieka. Człowiek wzrusza ramionami i patrzy na drogę. . Potem chodziliśmy na efekty smarować na nowo zaciekające dachy. dzieci. zwykłe okruchy. cztery kominy i parę dołów. gestami pokazując. i poklepują po ramieniu jakiegoś staruszka. Esman pokazuje mu oddalającą się gromadę. Koło miliona! . Inni smażyli boczek z cebulą i zagryzali 5 . Rozpalaliśmy ogień pod smołą i szliśmy na organizację.To weź inaczej: z Koszyc i Munkacza prawie sześćset tysięcy. Skarby zabrane tym ludziom. którzy markowali robotę. Często staliśmy rano. Przez dnie i noce ludzie szli .ludzie szli dalej. inny cukier. że to już niedaleko. Człowiek uśmiecha się ubawiony.

światło i wstawiano szyby. prostaczy gest odprężyła się. albo spychał żywcem do płonącego rowu. Zresztą nadeszły inne 64 Oberscharführer (niem. deszcze przychodziły po suszy. Kobieta na ten ludzki. Noce zapadały po dniach. nie wstydzę się ciebie! Powiedz! . Tłum wchodził do środka. chwyciła go za rękę: . Nie opłacało się ich gazować. Perski Rynek. nie wyswobadzając ręki. otwierali okna i drzwi z boku i wywietrzali. Ludzie wysiadali z wagonów i szli . chodź. otwarto naprzeciwko Perskiego Rynku . Człowiek. urywany krzyk.) . matka poszła przodem. Z dachów doskonale widać było palące się stosy i pracujące krematoria.od nowa każdego dnia. Szarpnęła się. Rozbierano do naga i albo oberscharführer64 Moll strzelał z floweru. a potem esmani zamykali szybko okna. Z końcem lata przestały przychodzić pociągi. Ci w obozie mieli swoje troski: czekali na paczki i listy z domu. Człowiek pchnął kobietę do płonącego rowu i gdy padała. Ale on delikatnie pochylił jej głowę. Kiedy napełnił się kobietami wybranymi z ludzi. Rozebrano je obie w komorze. Kiedyś samochodem przyjechała młoda kobieta. bądź odważna. uderzony cudowną pięknością jej ciała. Dnie były podobne do dni. odsłaniając kark.Pamiętaj.tą i tamtą drogą. Coraz mniej ludzi szło do krematorium. szczelnie dokręcając śruby. I tak od rana do wieczora . W tej chwili oberscharführer strzelił.Powiedz. Meksyk. zatrzymał się. intrygowali między innymi ludźmi. obóz cygański. który miał prowadzić córkę. drugą ręką zasłaniając jej oczy. prawie nie celując. Po paru minutach. i w podziwie podrapał się po głowie. Trzask i woń palącego się tłuszczu i ciepło bijące z dołu przeraziły ją.Bądź odważna . Ci z obozu czuli z początku pewną pustkę. i nieśliśmy na obóz. Będę cię prowadził.chlebem z kukurydzy. którzy szli.nowy obóz.stopień w SS odpowiadający starszemu sierżantowi w wojsku 6 . Przychodziło Sonderkommando i wywlekało trupy na stos. Nie patrz tylko. Potem przyzwyczaili się. rozbierał się. która nie chciała odejść od matki. usłyszał jej okropny. które nie wystarczały nawet na porządne zasmarowanie kawałka papy. Czasami po zagazowaniu takiego transportu przyjeżdżały spóźnione auta z chorymi i pielęgniarkami. Kradliśmy wszystko. Zaczerwieniwszy się. co było pod ręką. Ujął ja za rękę i powiódł. Był tak samo nie zagospodarowany i tak samo instalowano tam budy dla blokowych. .odrzekł człowiek. organizowali dla przyjaciół i kochanek.Ja jestem odważna! Widzisz. FKL. co oni ze mną zrobią? .

Potem rzucano człowieka z obozu do obozu. na nową chorobę i śmierć. pyta się nieodmiennie: .tą i tamtą drogą. która krzyczy do mnie niecierpliwie: .ważne wydarzenia: ofensywa rosyjska. widzę nie kończący się barwny tłum ludzi uroczyście zdążający . zakończona wystrzelaniem uciekinierów. w nieznane.Czy człowiek będzie karany? Ale tak po ludzku. bunt w krematoriach i ucieczka Sonderkommanda. I dziś. kobietę stojącą z pochyloną głową nad płonącym rowem. jak przychodzi co wieczór pod moją buksę i podnosząc głowę. Pamięć ludzka przechowuje tylko obrazy. 7 . normalnie! I jeszcze widzę przed sobą Żyda z zepsutymi zębami. Ona tak lubi jajka.Dostałeś dzisiaj paczkę? Może sprzedasz jajka dla Mirki? Zapłacę markami. powstająca i płonąca Warszawa. transporty z obozu odchodzące co dzień na zachód. bez szmaty do ciała. bez miski. kiedy myślę o ostatnim lecie Oświęcimia. bez łyżki. rudą dziewczynę na tle ciemnego wnętrza bloku.

Tadku! Dzień dobry! Nie jesteś głodny? .Ależ. nie hałasuj! Może byś jednak naprawdę coś zjadł? Właśnie idę do dworu. praca 66 La donna e mobile (wł. jak byłem 65 Bewegung. Arbeit (niem. pani Haneczko! Absolutnie nie. Metaliczny. to ci przyniosę. Co chwila biję nim o szyny. Klucz jest chłodny i dobrze leży w dłoni.) .DZIEŃ NA HARMENZACH I Cień kasztanów jest zielony i miękki. . Ale ci ludzie z Salonik i winnych stoków Macedonii boją się cienia. najczulej dziękuję. surowy dźwięk rozchodzi się po całych Harmenzach i powraca z daleka niepodobnym echem.) . Nakryty cieniem siedzę w piasku i wielkim francuskim kluczem dokręcam złączenia wąskotorowej kolejki. ja się nimi zażerałem! Uwaga. człowieku. Pani Haneczka uśmiecha się. że dosyć mnie pani dokarmiała. bo świeżo skopanej. Będzie upał. że to ty.Ależ naturalnie. a czuby ich rozpływają się w kolorycie nieba. pieśń z opery Giuseppe Verdiego Rigoletto 8 . Kołysze się lekko po ziemi jeszcze wilgotnej. Nie poznałabym cię.W takim małym? Strasznie dzielna z pani kobieta.Dzień dobry. gdybym nie wiedziała. Mam go w tym palcu. Stoją więc w słońcu. ale pani rozumie: wojna. bo nasz nowy kapo. A poza tym walę mocno w szyny. Pamiętasz. . wybijając na jej cześć melodię: La donna e mobile”66. . to tylko nasz szef. że nie wstaję z szyn. że rozumiem. . jak jadłeś kartofle w łupinach. pani Haneczko. pokryte świerzbem i wrzodami. esman od tyłu. Oparci na łopatach stoją koło mnie Grecy. i wznosi się nad głową seledynową kopułą pachnącą poranną rosą. Pani Haneczka sypnęła parę garści zboża z sita zbiegającym się ku niej kurczakom. ale obejrzawszy się..Ach. Trawa zielona jak plusz srebrzy się jeszcze rosą. Arbeit65. .Jadłem! Ależ. Myślę. .. Lecz cień kasztanów jest zielony i miękki. i opalają niezmiernie chude barki i ramiona. ale ziemia już paruje w słońcu.Ależ pilnie pracujesz dzisiaj.ruch.Pani Haneczko.Kobieta zmienną jest. Odurzająca woń bagna ciągnie od stawów.I z rozmachem walnąłem kluczem w szyny. które dla ciebie kradłam od kur? . Drzewa tworzą wzdłuż drogi wysoki szpaler. zdjąwszy koszule. Przepraszam. machnęła lekceważąco: ... Bewegung.

.Ależ gdzie madonna! . a teraz znów to mydło.I ukradli jak zwykle. Jak nie miałem nic. dziwnie znajomy. Ale biedny będzie złodziej. jak go złapię. jaka może być. i wymachiwał wielkim odartym z kory kijem.rzuciła z lekką ironią. zawsze rozwiążą.i. dostałam dziś od Iwana dwa ładne kawałki.. Ach. patrz. To twoja madonna? . . pokrzykiwał coś..rzekłem. ..odparowałem.rozumiesz 9 . no. ukradli jak zwykle? . dostrzegłem Iwana: jak pies owczarek naokoło trzody czujnie obchodził swoją grupę ludzi. .rzekła kładąc pod drzewem małe zawiniątko. tłukąc przez pomyłkę kluczem w palec . gdyż przynosi im czasem kartofle. Pani Haneczka wzbudziła pewną sensację wśród Greków.Warszawa” i. Aleś dziecko! Co do mydła masz się wcale nie martwić. Spojrzałem na pole ku rozrzuconym grupom pracujących ludzi.. odwracając na moment głowę: . W ostatniej.Wyobrażam sobie. byłabym zapomniała. . extra prima.A tu.obruszam się. . jak umiałem.) . Pani Haneczka roześmiała się na głos.Obiad jak zwykle.Rzeczywiście.. a co najmniej niezaradny . żebym nie wiedzieć jak owiązał paczki sznurkami i drutem.. jakie ładne mydła. Greco bandito? 67 Compris (franc.Ale biedny będzie złodziej . compris67.. . że mówię w przestrzeń. bo pani Haneczka odeszła już i tylko z daleka rzuciła mi..Pani Haneczka gut.. czego z odległości nie było słychać.Dziękuję! I począłem znów dzwonić kluczami o szyny i dokręcać zluzowane śruby.. ale uczciwy . to słonina . . aż koło kartofli. Odwinęła papier.Ale a propos niezaradności: miałem dla pani dwa piękne mydła z najśliczniejszą. pod kasztanami. . nazwą . ładne mydło. nie spostrzegłszy. . Parę dni temu zorganizowali mi butelkę miodu. Podszedłem i przyjrzałem się dokładniej: na obu wielkich jak od Schichta kawałkach wytłoczona była kolumna i napis „Warszawa”.. Teraz.biedny. Milcząc.. to spałem spokojnie. oddaj ten pakuneczek dla Iwana. . camerade filos. oddałem jej zawiniątko.to znajoma.

gruby Żyd. Popatrzył na mnie z góry. .Ty się. że to syn kazał ciebie zabić za tamtych z Poznania? .. ale nie za ręce.rzekł głucho. szyję. Ręce Bekera kurczowo ujęły trzon łopaty.Nie jestem głodny. laborancie. Oparł łopatę o ziemię i stanąwszy nade mną. Idę gdzie indziej.. że jest na kwarantannie twój syn. jakby oddzielone osobno. prawie z pogardą. był już spokojny i opanowany. żeby tak przyniosła z kubeł kartofli.A zabijałeś ludzi? A wieszałeś ich na słupku za głupią ukradzioną kostkę margaryny albo za bochenek chleba? . Słowo kubeł przeciągnął długo i marząco. wiecznie głodni.kręcił głową stary Grek. . rozumiesz? A wiesz za co? . Pod oparszywiałą świerzbem i wrzodami skórą grają dziwnie wyraźnie. . bo nudno z wami. . Ale dlaczego ty nic od niej jeść? Kartofel.wybuchnąłem.Ty niks gut. patatas? .Przecież i ty byłeś głodny. uśmiech łagodzi napięte rysy twarzy. ciągnął: .Za cóż to? . skłonny nieco do melancholii.Jak długo siedzisz w obozie? 0 . to cię jeszcze dobiję. że byłem? .Beker. wiecznie.Greco niks bandito. . starszy. laborando. Ale żebyś wiedział: będziesz zdychał. puść tę łopatę.my jesteśmy głodni. Beker.rzekł wysuwając się zza innych stary.Jak jesteście głodni.Bydlę! . Kościste ramiona przeciągają się. Niech wam przyniesie. . który zna dwanaście języków z południa . ale czającej się gorączki w oczach nie może zgasić.Wieszałem złodziejów. . Nic by ciebie nie kosztowało.Za Poznań.Ty. A może to nieprawda. tylko za szyję. Ale Beker. . A teraz pracujcie. mam co jeść. to ją poproście.No to co. . więc umiesz nas zrozumieć.A drugiego syna powiesiłem w Poznaniu. mówią. Może to nieprawda. nie patrz tak bojowo. odczep ode mnie ze swoją filozofią i zajmij się lepiej ziemią i łopatą.Prawda . że byłeś lageraltesterem w żydowskim lagrze pod Poznaniem? . niks gut . mięśnie.A właśnie. siwawy Żyd. głowę. bo ukradł chleb. compris. tragarz z Salonik. Greco gut człowiek. Tadeusz.. że źle zrobiłeś . wiecznie. a wzrok jego począł uważnie obejmować mój tułów.

to go też zabiłem.. bardzo cię lubię . z których nagle uciekła wszelka treść. . Przyglądałem mu się ciekawie. Beker. . Boisz się.. taka zwykła wieś. a za chleb papierosy? Mój syn kradł. rad z pomysłu. takie kobiety..tam .był mały.Uważaj! Laborando.ale ty głodu to tak naprawdę nie zaznałeś. wzniosły się ciężko trzymane w pogotowiu łopaty. gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka jako na obiekt do zjedzenia.. .Głód jest wtedy prawdziwy. Natychmiast pochyliły się niżej karki.Uśmiecham się złośliwie. zwane „krematoryjnym”. Ja jestem tragarz. powiem ci coś na odchodnym: dziś będzie na lagrze wybiórka. .. łopaty opadły i znieruchomiały. Esman zniknął za drzewami.Zależy. . parę miesięcy.) . co? Nosił wilk. A myśmy brukiew.Wybiórka? Skąd wiesz. jak nowemu człowiekowi. Grecy zapadli w zwykłe odrętwienie. czy nie idzie kapo. Drogą chodzili ludzie ładnie ubrani. Albo młode pary.A gdy milczałem i tylko od czasu do czasu stukałem kluczem o szyny i machinalnie oglądałem się na lewo i na prawo. laborando.rzekł niespodziewanie . przyglądając się uważnie. to znam życie.wrzasnąłem nagle. Rozumiesz? . Ja już miałem taki głód.O.A ty. co to jest głód. a ty też tylko twoją porcję jadłeś? .. o pół kilometra od nas.Wiesz.To co innego. nucąc modne tango. . Tu doprowadziłem je 68 Presto (wł.. Tam ludzie mieli wszystko.. i odchodzę.. . człowieku. patrzą nieruchomo przed siebie. Do obiadu jeszcze daleko. zza zakrętu drogi bowiem wynurzył się esman na rowerze i przejeżdżał obok nas.Nie wiem. Ja byłem lageraltesterem. Mam nadzieję.Która godzina? . ciągnął: . Puste oczy człowieka.. u nas ludzie żywcem chcieli się zjadać! I co. że razem ze swoimi wrzodami pójdziesz do komina. Tadeusz. miałem nie zabijać kucharzy. Tuż obok drogi.Nasz lager . co za masło kupowali wódkę. że będzie.. . II Szyny mojej kolejki ciągną się wzdłuż i wszerz po całym polu. A wiesz. presto68 . A dalej wieś. i tyle. co? . Na przykład w niedzielę do kościoła. uderzył o szyny francuski klucz.Cóżeś się tak wystraszył? Będzie.szybko 1 .

żeby dać suchy podkład zbyt bagnistej glebie.Do roboty.jednym końcem do kupy spalonych kości przewożonych przez auta z kremo.ja będę wam ale pomagał. . który będzie równomiernie rozprowadzony po polu. Do góry! . tam znów położyłem je wzdłuż wału trawiastej ziemi. przytknięte do płyt. pochyla się jak najniżej.To go przekop.wrzasnąłem. Może się kogoś poniesie na lager. dla lepszego efektu podnosząc sugestywnie rękę jak dyrygent. wypina zębate jak u ryb łuki kręgosłupów. jest olbrzymia żelazna płyta obrotowa. a tam. obijał skórę na kościach i głucho stękał po brzuchu. A na wieczór zrobisz mi cztery pary noszy. Ale ręce.zgodnym chórem powtarza tłum. . na zgięte karki. au. Tory chodzą tak i siak. Kapo. Trzon łopaty bębnił. jęknął: . za ciężkie. Ludzie szarpnęli raz i drugi. do góry! . tę płytę trzeba położyć przy trzecim inkubatorze.Wsadził rozharataną dłoń w usta. Skopany przez towarzyszy. ktoś przewalił się ciężko przez płytę. pochylił się i wczepił w nią palce.Doguri! .Hoooch. wyczołgał się z kręgu i podnosząc piaskiem i łzami uwalaną twarz znad ziemi.Gorąco. . a płyta dźwignęła się do góry i chybocząc się ciężko. Tłum półnagich ludzi otoczył ją.. przecierał ręką czerwoną.rzucił odchodzącym kapo . raz tam.. którą przenosi się raz tu.Ale tam jest wał ziemi po drodze. . wypręża mięśnie tułowia. Gorąco dziś. ówdzie wyjechałem nimi na górę piasku. kolego.Doguri! Nagle na ten krąg wyprężonych grzbietów. jakby tych ludzi widział po raz pierwszy.Poprowadzisz prosto do rowu. na sflaczałe ręce posypał się grad uderzeń. gorąco dzisiaj? . zu schwer. a drugi utopiłem w stawie. sam nie mogąc za bardzo ustać na nogach. co? 2 . na pochylone aż ku ziemi głowy.Wy psy .Zu schwer. bezmyślnym spojrzeniem.. obrzękłą twarz o żółtych plamach i wodził za nimi roztargnionym. Wstawaj! Ano jeszcze raz Hooch.Do góry! . prawda? A szyny? . Zakotłowało się naokoło płyty.. ssał chciwie. Do południa musi być zrobione. gdzie się krzyżują. . Dysząc ciężko. grożąc w każdej chwili upadkiem.Ty. zawisła nad głowami ludzi i ruszyła. Okropny wrzask ludzki buchnął nagle i urwał się. kolejarz. zwisają luźne i bezwładne. Za ciężkie. Potem zwrócił się do mnie: . . gdzie ostatecznie kości te lądują. . która pójdzie na piasek.

jak się zjadło na śniadanie ćwierć boczku z chlebem i czosnkiem i zapiło się puszką skondensowanego mleka. . że dziś będzie w obozie wybiórka.. co tam nowego słychać? Śmigam łopatą i przybijam ziemię na wierzchu. Ale. kolego? . Umie boleśnie smagać szpicrutą. . Ale wiem. jeszcze dwie godziny do obiadu. Ale to nieprawda. że pójdziemy do krematorium? Już wszyscy wiedzą o wybiórce.bije ludzi. Idzie na dwór. Wszyscy: kobiety. pokrwawione. Kiwa kilkakrotnie głową i odchodzi. gorączkowe postacie łażą nieporadne. podważa kilofem. Bo tam zginęło drugie tyle Niemców.mówię. że dobrze.krematorium. Kładziemy płytę. żeby być świeższymi i raźniejszymi na wieczór. Dobrze jest pracować.) .krematorium. Ukradkiem opatrują sobie rany. daj mi cytrynę. .Gorąco. Lekka.Niech kapo przyśle do mnie pipla. Czy to prawda.Która godzina.Boże. . .My wszyscy . żrą trawę i lepką glinę.To dobrze. Walczą o byt ciężko i bohatersko. Słońce wychodzi wysoko na niebo i grzeje coraz dokuczliwiej. keine Angst69. poręczna łopata „sama” chodzi w dłoniach. Głodne. że tam mu nic nie dadzą . kapo. na wyżerkę. wysuszony esmanek w rozchełstanej koszuli. .Kolejarz. chodzą osowiali. Wojna fini.Rozumiesz. masują mięśnie. dalej z tą płytą! Do trzeciego domku! Kapo się patrzy! . wszyscy Niemcy . zrywają bandaże.nie ma strachu 70 Gleisbauer (niem. . kulejąc.robotnik kolejowy 3 . aby nie czuć głodu. wybiórki nie będzie. gołymi palcami dokręca się śruby. mały.Pewnie. Przekopuję wał.Gleisbauer70. nie? Jak myślisz? . W skąpym cieniu murowanego inkubatora kucnął kommandoführer. jeszcze żywe trupy. Rozumiesz? .Dziesiąta .) . Innym jest wszystko jedno. 69 Keine Angst (niem. zgonione. nie podnosząc oczu od szyn.. Grudy wilgotnej ziemi poddają się łatwo i miękko wylatują w powietrze. Boże. Greco gut. spryskują się wodą. jak tak dalej pójdzie. Straszliwym wysiłkiem dociąga się szyny. żeby były czyściejsze i mniejsze. Ruszają się. Ale wszyscy Niemcy będą kaput.. Dalej. żeby uniknąć bicia. dzieci. Nie mam w kieszeni. A bolszewicy będą za rok tutaj. Zmęczył się łażeniem wśród kopiących. Wczoraj ciął mnie dwa razy przez plecy.Pod Orłem padło trzysta tysięcy bolszewików.

Żeby to prawdziwy SS słyszał. panie kapo.Co gwiżdżesz? . . a pół z politowaniem: . . a ile zasypano 71 Eto budiet poslednij i rieszitielnyj bój (ros.A to znasz? .spytał kapo. Najpierw foks o wesołej Joannie. bo jest podobny do zegarka ojca. obrzękła twarz.. już zasypaliśmy jeden staw kościami ludzkimi. I ochrypłym głosem zaczął śpiewać Rotę Fahne72.Nie mogę.) . fragment Międzynarodówki 72 Rotę Fahne (niem.Kommandoführer.. podniósł kij i pokiwał głową.A znasz ten slogan? . . Bardzo mi się podoba. stary srebrny grat ze śmiesznymi rzymskimi cyframi. Zamachnął się i cisnął zegarek o ścianę. z domu.. .. . . potem Warszawiankę i Rotę. Cherlak pod murem śmieje się szeroko i dobrodusznie: . już byś nie żył. potem stare tango o Rebece.. Cherlak wstał spod muru i spokojnie wyjął mi go z ręki.Tak myślisz? . Odrzucił trzon od łopaty. Kupiłem go za paczkę fig. . bo to mój własny. Nagle urwał. pieśń komunistyczna 4 . pół z pogardą. wtórując w myśli: Eto budiet poślednij i rieszitielnyj boj71 .. Podniosłem głowę i zamarłem. czerwona.I wy to nazywacie katorgą! Trzeba było być jak ja na Kaukazie! . Rozpościerała się nade mną olbrzymia.To taki bardzo międzynarodowy slogan.Daj mi go. a wreszcie repertuar z lewej strony.Czerwony sztandar.uśmiecha się złośliwie i zadaje sakramentalne pytanie: . Po czym siada znów w cieniu i podkula nogi. Lubię go.) .. Właśnie gwizdałem Międzynarodówkę.gdy nagle przesłonił mnie wysoki cień i ciężka dłoń spadła mi na kark... .dodałem przezornie.No.Daleko do obiadu? Wyciągam zegarek. Ale ten.. . Mały czerwony trójkąt z cyferką „3277” przyszyty do piersi chwiał się dziwnie i rozrastał w oczach. oczy zalśniły mu niespokojnie. a trzon od łopaty niepokojąco chwiał się w powietrzu.Jedenasta. z rozmaitych stron . patrząc mi prosto w oczy.Nie możesz? To nie.Bój to będzie ostatni. trochę. Nieskazitelnie białe pasiaki odcinały się ostro od dalekiej zieleni drzew.spytał.Gorąco dzisiaj. co? Milcząc podnoszę zegarek i zaczynam gwizdać ze złości.

Każde komando ma swoje kotły poznaczone kredą.wołają tamci. dobrze. .Tak. Obchodzę je dookoła. III Wychodzimy drogą prowadzącą przez Harmenze. Z daleka słyszę jeszcze głos kapy. gospodarza w Harmenze. oganiając się od much. nikt nam jeszcze nie ukradł. a w skrzyneczkach rosną jakieś dziwne fioletowe kwiateczki.Zabierać! .Te.gromko wołam na Greków. a ta dziewczynka to córka unterscharführera73. Jest to cień południa. gdzie rzędem poustawiane stoją kotły z zupą.Bierz ludzi i idź po obiad. lepkiego błota. ale jakby suchszy. ani ja nie wiemy. A ten dworek z różyczkami i firaneczkami to jego dom. świński psie . Rzuciłem na nich nienawistne spojrzenie. o połowę mniejszy. Zdążyliśmy na czas. Aha. o brązowym podgardlu. cień jest jeszcze zieleńszy. te dwa rzędy należą do kobiet. . tego ani pan. i o białych. .Trzymaj pysk. Na schodach z ganeczkiem oplecionym ciemnozielonym bluszczem bawi się mała dziewczynka z wielkim mrukliwym psem. trzeba przebyć parę metrów grząskiego. Jak wyschłe liście. Dziewczynka jest w białej sukieneczce. tak. zabierać. które w środku mają niezgrabnie wycięte serduszka. Zanim się wyjdzie na drogę. a ile poszło do Wisły.Pięć naszych. daje się ciągnąć za uszy. Przywiózł je samochód z obozu. to są świńskie psy. Pies.przedtem. wpółzesuniętych firaneczkach. Rzucam łopatę i znikam za węgłem inkubatora. . ochrypły i dychawiczy: . jest . Wysokie kasztany szumią. To żeby nie przywlec żadnej zarazy na Harmenze. sięgając po upuszczoną szpicrutę. a na jego miejsce podstawiam nasz. nie wolno grandy robić. panie kommandoführerze. ziemi zmieszanej z trocinami i polewanej odkażającą substancją. Po wyjściu na drogę trzeba koniecznie przejść obok malutkiego domku o oknach z zielonymi okiennicami. Trzeba samemu spróbować. którzy gapią się na proceder pełni zrozumienia. brązowe ramiona. stój! . i kreślę nowe znaki kredą. którzy też 73 Unterscharführe (niem.i wstał spod muru.stopień w SS odpowiadający plutonowemu w wojsku 5 . widocznie znudzony. Pod oknami pną się delikatne róże o bladym. Ma pan rację. Trzeba ich wszystkich wybić do nogi. Pies jest rasy doberman. Obchodzę ostrożnie z boku to świństwo i wyłazimy społem na drogę. tylko przekręca łbem. matowym kolorze. coś kotły zamienił! Czekaj.monologuję głośno i ciągnę kocioł sąsiedniego komanda. ma opalone.) . . z drugiego komanda.

ktoś przegnie się. dziwnie wygiętą na grzbiet. ale Grecy. wyprostuje się z wolna. Nasz patriotyzm komandowy nie wychodzi nigdy poza ramy sportu. tylko się spóźnili. brudem i potem rąk. ciężko wygramoli się dozorca. Na moment świat ciemnieje w oczach dźwigających ludzi. Długi rząd ludzi w pasiakach stoi nieruchomo przy czarnym wale ziemi. Stawiają kotły i wyczekująco patrzą mi w twarz. o zgniłym kolorze i ohydnym zapachu. Wielkim łukiem obchodzę teraz pole ku grupie Iwana. znikają za żerdzią oddzielającą świat od Harmenze. ten lepszy. Zupa bulgocze w kotłach. wolno odkręcam śruby. członki poruszają się jak w kinie: śmiesznie. woda. Ale wszystko jest w porządku: dziś ja. popychając i poganiając się wzajemnie. Zdążyłem jeszcze dostrzec białe. Gdy pojawi się na horyzoncie esman lub kapo albo spod wnęki.. bo sam te kotły nie tak dawno nosiłem. Obok klęczał stary. Przełażę za nimi ostatni. jak tamci są już przy kotłach i klną mnie w żywy kamień. Siedzi w swej wnęce i kozikiem wyrzyna na korze grubego drąga ozdoby: kwadraty. Podchodzę uroczyście do środkowego kotła. . Za chwilę poruszy się ktoś inny. a moją familię rozstawiają z uporem po kątach.podnoszę. przez nieskończenie długie pół sekundy trzymam dłoń na pokrywie i . Znam jej smak. Oddychają ciężko jak ryby wyrzucone na brzeg i ukradkiem zlizują palcami cieknącą wąziutkimi strugami spod nie dokręconych pokryw lepką. jak zwierzę zwane leniwcem. wężyki. pierzaste skrzydło i czerwoną głowę gęsi. gdzie panuje wilgotny cień świeżej ziemi. zaufany Grek i pakował coś do jego torby. włókniste łodygi pokrzyw. gdy Iwan zobaczywszy mnie rzucił na worek marynarkę. Od czasu do czasu ruszy się łopata. gorącą maź.. który zdziera nawierzchnię łąki przy kartoflach. człowieku! Tamci biegną. zamrze na chwilę w tym ruchu. słyszę. dźwignie łopatę i zastygnie na długo w półobrocie. machnie łopatą i zapadnie tak samo w bezwładne otępienie. że pod spodem leżą całe. Kilkanaście par oczu gaśnie w zniechęceniu: pokrzywa. woda. Ale wszyscy poznają po kolorze. jutro oni. Słonina przemiękła mi w kieszeni i mam brzydką plamę na spodniach. W milczeniu znosimy kotły na dół. serduszka. choć póki się da. stękając. zmieszany z kurzem. klnąc po swojemu „putare” i „porka”. Na powierzchni pływają żółte oka margaryny. Rzadka. kto pierwszy.już idą po obiad.Kto ci zamienił? Trzymaj pysk. Włażę wprost na Iwana. lecz oczami. ciągnąc kotły po ziemi. biała ciecz chlupie w kotle. Nie pracują rękoma. latają puste. w nie dokończonym geście. kanciasto. nie posiekane. że zupa do samego dna jest taka sama: woda. Kładę pokrywę na kocioł. łopaty szczękają żywiej. ukraińskie napisy. Grecy co parę kroków stawiają kotły na ziemi. 6 .

IV Nad samym rowem wyrósł tatarak. .To horoszo74. gdzie stoi głupi. oślizłe dziwotwory. a potem oczyścimy rów. Widziałem to mydło. rzeczywiście dała ci za mało. Zwłaszcza ode mnie. blad’75! Za takie dwa kawałki tylko tyle dała? Ciasta ci nie dała? .) .odrzekłem wskazując mu na jedwabną koszulę. Iwan rozwija słoninę. jakby zakurzonych liściach.. ręcznie szytej. może dlatego.Skąd masz takie ładne buty? Buty mam istotnie ładne: na podwójnej podeszwie. . wijącego się węgorza.Kazała ci podziękować za mydło. panoszą się w niej jakieś zielone.Iwan poruszył się niespokojnie we wnęce.Widziałem. a po drugiej stronie. za którą dałem chyba z kilo pomidorów. że zbyt wiele boczku zjadłem z rana i jeszcze mi się odbija.Co to będzie tu robione? . . Post podchodzi bliżej. . . Na nosie prawego łata.O.Dostałem w obozie razem z tą koszulą .dobrze 75 Blad' (ros. Grecy zjadają go na surowo. by nie zamoczyć butów. Więcej ci się należy. panie post. . . Dnem rowu biegnie mętna woda.A wiesz. .Od pani Haneczki . .Trzeba iść.Takie buty dają u was? Patrz.rzekłem krótko. rosną maliny o bladych. .Iwan patrzy na mnie podejrzliwie. wąsaty post z paru trójkątami wysłużonych lat na ramieniu. ludzi pognać do roboty. Rozkraczam się nad rowem i łopatą powoli przesuwam po dnie. Postaram ci się oddać.Grobla. Stoję ostrożnie. Dałem trzy jajka.) . czasem ze szlamem wygarnie się czarnego. Iwan. Jest wymiętoszona. .Nie mówiła nic? Miała przynieść jajka? . Bardzo się jej podobało.Widziałeś je? . Chwilę patrzymy sobie twardo w oczy.A nie sprzedałbyś mi tych swoich butów? 74 Horoszo (roś. I za mało ci dała. przygląda się w milczeniu. Ja je wczoraj kupił od Żyda z Kanady. rozparzona i żółta. w jakich ja chodzę. półbuty bardzo wymyślnie na modę węgierską dziurkowane. Kiwam w zrozumieniu głową. . Mdło mi się robi na jej widok.przekleństwo 7 . Pokazuje mi buty zmarszczone i popękane. Przynieśli mi je przyjaciele z rampy.

Ale jeśli pan post chce. nie wolno nam tam chodzić. . oddasz go Żydom . ten. czasem parę marek. Post zagryza wargi i patrzy na mnie ze ściągniętymi brwiami. Mego przyjaciela aresztowali za to.Dziękuję. Łopata.rzekłem wskazując na małego chudego Żydka o kaprawych. była łapanka. warszawiak. ale nic z tego. co nosi darń . Sięgnąłem łopatą i zmąciłem obraz. podniósł w zadumie karabin i bawiąc się zamkiem zarepetował. to proszę rzucić chleb.Jakżeż ja mogę sprzedać panu własność obozu? Jakżeż ja mogę? Post opiera karabin o ławkę i podchodzi bliżej do mnie.Was falsch gesungen?76 .O. która odbija jego postać. I powiedzieli. . więc go zamknęli. Bili go nawet. Klnę brzydko pod nosem. którą bez przerwy poruszam po dnie mulistego rowu. Podniósł głowę. Raz w Warszawie. 76 Was falsch gesungen (niem. gdy podczas nabożeństwa śpiewano pieśni kościelne. dostajemy w obozie takie porcje. falsch gesungen. będzie pewnie siedział aż do końca wojny.O nieprawda. Uśmiecham się najprzyjemniej. . O.) . . czasem jakiś list.Podniosłem na niego wzrok pełen bezgranicznego zdziwienia. . że fałszywie śpiewał.Za co ciebie zamknęli? . którzy pracują tam. bo jest zupełnie niemuzykalny. przy wale. A że śpiewał bardzo fałszywie. jakby coś sobie przypominając. że nie jestem głodny.Wy wszyscy tak mówicie! . . Szarpię: drut. nie wszyscy.Wszystko wolno.to bardzo porządny chłopak. że dotąd nie wypuszczą. zaczepiła się o coś twardego. Zupełnie niewinnie. załzawionych oczach . Zresztą te buty nie są dobre: zelówka się odrywa.rzekł sięgając po torbę. Poza tym za takie buty pół litra wódki murowane.Szedłem ulicą.co fałszywie śpiewał 8 . . zamknęli i przywieźli. a post ogłupiały patrzy na mnie. Złapali.Niestety. rozumie pan post. jak nikt nie widzi. . Uśmiecham się więc wyrozumiale. mam w chlebaku. Ale jeśli pan post ma chleba za dużo. przechylając się nad wodą. Po tamtej stronie rowu ciągnie się linia wart i postom wolno strzelać do ludzi. Chleba dostałem w tym tygodniu szesnaście bochenków z Warszawy. Raz nawet pomylił marsz niemiecki z marszem Chopina. to cała historia. jak tylko umiem. Post syknął coś i odszedł w stronę ławki. Chleba i słoniny mam dosyć.W zelówce istotnie jest szpara: chowa się tam czasem parę dolarów. chodź. to niech da tym Żydom. aż się nauczy nut. Usiadł. Za łebek dostają trzy dni urlopu i pięć marek. Dostaniesz chleba. . dam ci chleb. mój przyjaciel zaczął śpiewać hymn narodowy.Ty.

. który nagle przemówi. takie miłe dziecko Warszawy.wszystko bez szczególnych wydarzeń”. Pomogłem Jankowi wyleźć z błota.rzekł do niego. Przypatrz się..Ale za co ja dostałem. ale bardzo sprytny chłopak. Post z drugiej strony przygląda się milcząco. co ty tu robisz nad rowem! Możesz nic nie robić. Staję w wyczekującej pozycji.Chodź no tu . Mam.a teraz się oczyść. Wiesz dla kogo. to mu nic nie dają. chwycił się krzaków malin i wjechał do szlamu.Nie pchaj się na ochotnika . Nie. ja nie jestem głodny. .Niech nie bije ludzi. . Morowa kobieta! Tylko chciałaby wszystko wiedzieć o Iwanie. ale post odkłada nagle torbę na ziemię. Albo jajek. jadłem na dworze. a twój kapo zupę je. . . Zabulgotała woda. która zacznie śpiewać modne tango. Sięgam po chlebak. Ale wiesz. jak tu niektórzy gęsi łapią i wieczorem smażą w bloku.Od czego jesteś pipel.. zrywa się i melduje przechodzącemu dowódcy warty. mnie obchodzi. Wtedy rottenführer podniósł rękę i trzasnął go z całej siły w twarz. Dostałem od pani Haneczki trochę jajecznicy.Rów oczyszczamy. które ciągną wóz.Dobra. choć ma dopiero szesnaście lat. Ale jak mówisz do SS-mana. 77 Rottenführer (niem. to masz czapkę zdjąć ze łba i opuścić ręce. Niemiec. chodź tu.Rottenführer odszedł. Nie umiesz organizować. wygarnia pracowicie szlam. przekładam bochenek chleba. .G. Janek potoczył się. . Tadek. Rottenführer zaś rzekł: .) . który pracuje obok mnie. Jest to młody. prawie wprost pod nogi posta. za co? . za co. nic nie rozumiejący. nie masz co do jedzenia? Ale wiesz. był w wojsku. albo na pasące się bydło. jak kapo pójdzie na dwór. Janek odłożył łopatę. układając go równo i starannie po drugiej stronie. . albo na pasącą się krowę.odrzekłem . Janek. słoninę i cebulę. nie. Janek uśmiecha się szeroko w jego stronę i kiwa porozumiewawczo głową. które nic z obozu nie rozumie i chyba do końca nie zrozumie. . Słuchaj. że . Wyciągam cytrynę. ja zakrztusiłem się śmiechem.spytał zdumiony. Dowódca warty podszedł bliżej i popatrzył na nas tak. to mu dadzą. Kończymy właśnie szlamowanie rowu. bardzo dużo błota. Smakowały mu wczorajsze pokrzywy? Pipel patrzy na mnie badawczo.. gdy nadszedł pipel od kapa. przeskoczył rów i podszedł.stopień w SS odpowiadający kapralowi w wojsku 9 . Rottenführer77 ocknął się i spojrzał na mówiącego więźnia ze zdziwieniem takim.Pipel. Szmuglował. jak patrzy się na pociągowego konia. jak się patrzy na parę koni.Powiedz mu to. coś słodkiego. panie rottenführer1. .ja naprawdę złapię.

- Tadek, mów od razu, przecie się rozumiemy. Na kogo chcesz mnie napuścić? Wzruszam ramionami. - Na nikogo. Ale przypatrz się dobrze gęsiom. - A wiesz, że wczoraj znowu zginęła jedna gęś, a unterscharführer zbił kapę po pysku i zabrał mu ze złości zegarek? No, idę i popatrzę. Idziemy razem, bo jest już przerwa na obiad. Gwiżdżą przeraźliwie od strony kotłów i machają rękoma. Jak kto stoi, rzuca narzędzia. Łopaty sterczą na wałach. Z całego pola idą powoli ku kotłom zmęczeni ludzie, chcąc przeciągnąć błogą chwilę przedobiednią, głód, który zaraz będą nasycać. Spóźniona ciągnie za wszystkimi grupa Iwana. Iwan zatrzymał się nad rowem przy „moim” poście i rozmawia z nim długo. Post pokazuje ramieniem. Iwan kiwa głową. Wrzaski i nawoływania przynagliły go do pośpiechu. Przechodząc koło mnie, rzuca: - Zdaje się, że dziś nic nie upolujesz. - Dzień się jeszcze nie skończył - odparłem. Rzuca mi z ukosa złośliwe i wyzywające spojrzenie. V W pustym inkubatorze pipel rozstawia naczynia, wyciera stołki i nakrywa stół do obiadu. Pisarz komanda, grecki lingwista, kurczy się w kącie, żeby wydać się jak najmniejszym i najbardziej niepozornym. Przez wywalone drzwi widać jego twarz koloru gotowanego raka, o oczach wodnistych jak żabi skrzek. Na dworze, na placyku otoczonym naokoło wysokim wałem ziemi, posadzono więźniów. Siedli, tak jak stali, po pięciu, szeregami i w grupach. Siedzą ze skrzyżowanymi nogami, wyprostowani, ręce opuszczone są do bioder. Podczas wydawania obiadu nie wolno im się ruszyć. Później będą mogli przegiąć się w tył i położyć się na kolanach towarzysza, ale biada, jeśli złamią szyk szeregów. Z boku, w cieniu nasypu, niedbale siedzą esmani, maszynowe pistolety położywszy nonszalancko na kolanach, wyciągają z toreb i chlebaków chleb, smarują uważnie margaryną, jedzą powoli i odświętnie. Do jednego przysiadł się Rubin, Żyd z Kanady, i cicho z nim rozmawia. Załatwia interes - dla siebie i dla kapy. Sam kapo, olbrzymi i czerwony, stoi przy kotle. Biegamy z miskami w ręku niczym najwytrawniejsi kelnerzy. W całkowitym milczeniu podajemy zupę, w całkowitym milczeniu wyrywamy przemocą menażki z rąk, które chcą coś z pustego dna jeszcze wygrzebać, jeszcze przedłużyć chwilę jedzenia, jeszcze raz oblizać miskę, ukradkiem przeciągnąć palcem po dnie. Kapo odskoczył od kotła, wpadł w szeregi: dojrzał. Kopniakiem w twarz obala liżącego miskę, kopie raz i drugi w podbrzusze i

00

odchodzi, depcząc po kolanach i rękach, ale ostrożnie omijając jedzących. Wszystkie oczy patrzą z wysiłkiem w twarz kapy. Jeszcze dwa kotły: dolewka. Co dzień kapo rozkoszuje się tą chwilą. Za dziesięć lat obozu należy mu się ta pełnia władzy nad ludźmi. Końcem chochli wskazuje, kto zasłużył na dolewkę: nie pomyli się nigdy. Dolewkę dostaje lepiej pracujący, silniejszy, zdrowszy. Chory, osłabiony, wyschły człowiek nie ma prawa do drugiej miski wody z pokrzywą. Nie wolno marnować pokarmu dla ludzi, którzy niedługo pójdą do komina. Vorarbeiterom należą się z urzędu dwie pełne miski zupy z kartoflami i mięsem, wygrzebanej z dna kotła. Z miską w ręku oglądam się niezdecydowany, czuję na sobie czyjś uporczywy wzrok. W pierwszym rzędzie siedzi Beker, wyłupiaste oczy utkwił pożądliwie w zupie. - Masz, zjedz, może to ci nareszcie zaszkodzi. W milczeniu chwyta miskę z rąk i zaczyna łapczywie jeść. - A miskę postaw koło siebie, żeby pipel pozbierał, bo dostaniesz od kapy w mordę. Drugą miskę oddaję Andrzejowi. Przyniesie mi za to jabłek. Pracuje w sadzie. - Rubin, co post mówił? - pytam półgłosem, mijając go, aby pójść do cienia. - Post mówi, że Kijów zajęli - odpowiada cicho. Zatrzymuję się zdziwiony. Kiwa mi niecierpliwie ręką. Odchodzę w cień, podkładam pod siebie marynarkę, aby nie pobrudzić jedwabnej koszulki, układam się wygodnie do snu. Odpoczywamy, jak kogo na to stać. Kapo poszedł do inkubatora i po zjedzeniu dwóch misek zupy zasnął. Wtedy pipel wyciągnął z kieszeni kawał gotowanego mięsa, pokroił go na chlebie i począł jeść ostentacyjnie na oczach głodnego tłumu, zagryzając mięso cebulą jak jabłkiem. Ludzie porozkładali się w ciasnych szeregach jeden za drugim i zakrywszy głowy marynarkami, zapadli w ciężki, niespokojny sen. My leżymy w cieniu. Naprzeciw rozłożyło się komando dziewcząt w białych chusteczkach. Z daleka pokrzykują coś do nas i na migi układają całe historie. Ten i ów kiwa porozumiewawczo. Jedna z dziewcząt klęczy całkiem z boku, a w wyprostowanych nad głową rękach trzyma belkę, wielką i ciężką. Co chwila esman, pilnujący komanda, popuszcza smyczę psa. Pies rwie się jej do twarzy, ujadając wściekle. - Złodziejka? - domyślam się leniwie. - Nie. Złapali jaw kukurydzy z Petrem. Petro uciekł - odrzekł Andrzej. - Wytrzyma pięć minut? - Wytrzyma. To twarda dziewka. Nie wytrzymała. Ugięła ręce, rzuciła belkę i upadła na ziemię, głośno zanosząc się płaczem. Andrzej odwrócił się i spojrzał na mnie.

01

- Nie masz, Tadzik, papierosa? Szkoda, ot życie! Po czym owinął głowę w marynarkę, wyciągnął się wygodnie i zasnął. Układałem się i ja do snu, gdy szarpnął mnie pipel: - Kapo cię woła. Uważaj, bo zły. Kapo obudził się, ma czerwone oczy. Przeciera je i patrzy nieruchomo w przestrzeń. - Ty - dotknął mi grożące palcem piersi - dlaczego oddałeś zupę? - Mam co innego jeść. - Co on ci dał za to? - Nic. Kiwa głową niedowierzająco. Porusza ogromnymi żuchwami jak krowa żująca pokarm. - Jutro w ogóle zupy nie dostaniesz. Dostaną ci, co nic innego nie mają do jedzenia. Rozumiesz? - Dobrze, kapo. - Dlaczego nie zrobiłeś czterech trag, jak ci kazałem? Zapomniałeś? - Nie miałem czasu. Kapo widział, co robiłem przed południem. - Zrobisz je po południu. I uważaj, żebyś sam na nich nie leżał. Ja ci to mogę zrobić. - Czy mogę już odejść? Dopiero teraz spojrzał na mnie. Utkwił we mnie martwy, pusty wzrok człowieka wyrwanego z głębokiego zamyślenia. - Czego ty tu chcesz? - zapytał. VI Spod kasztanów doszedł mnie zdławiony krzyk człowieka. Zbieram klucze i zakrętki, układam tragi jedną na drugiej, rzucam Jankowi: - Janek, weź skrzynkę, bo się mamusia będzie gniewała - i podchodzę w stronę drogi. Na ziemi leżał Beker, charczał i pluł krwią, a Iwan kopał go, gdzie popadło: w mordę, w brzuch, w podbrzusze... - Patrz, co ten hadiuka zrobił! Cały obiad ci wyżarł! Złodziej przeklęty! Na ziemi leży menażka pani Haneczki z resztą kaszy. Beker jest cały umazany w kaszy. - Wsadziłem mu ryło do menażki - rzekł, ciężko dysząc. Iwan. - Dokończ go, muszę iść. - Umyj menażkę - rzekłem do Bekera - i postaw pod drzewem. Uważaj, żeby cię kapo nie złapał. Właśnie zrobiłem czworo noszy. Wiesz, co to znaczy?

02

Śmieszne pytanie! Tak drąc się na cały głos. pracują nasi chłopcy.. jak ze mnie coś odpływa. stój! Po drugiej stronie rowu dobiega do mnie pędem „mój post”. ze strachu szurając nogami po ziemi. karabin pochylił jak do szturmu. . .A nic.Chodź bliżej. podaj swój numer! Dygocąc ze złości i wzburzenia.Tadek. delikatnie ubijając ją i głaszcząc łopatami. omijam ich z boku i idę wzdłuż rowu. halt. że się muszą nauczyć. Post zamierzył się karabinem.. Nie umieli maszerować. halt.Tak. 78 Czortowe wy dieti. kapo połamał im na łbach dwa kije i zapowiedział.i za chwilę niespodziewanie po polsku: . ten od butów. tak. a ce prawa. links”78. lewa 79 Halt.Sto dziewiętnaście. Grecy otwierają szeroko oczy i maszerują w koło. Jest bardzo podniecony. du. . co słychać? . Warschauer!79 . panie post. I że to jest bardzo śmieszne. Ogromny tuman kurzu wzbija się wysoko w górę. links.stój. . links. ce lewa. . widzicie.) .) . Pan post słabo po polsku rozumie. Uczułem. ce lewa. „planują” ziemię. Warszawiaku 03 . jakby chciał mnie sięgnąć kolbą przez rów. numer! .Pokaż na ręce. . . niem. numer. Wrzeszczą.wy diablęta. links (ukr.Stój. Andrzej przywiązał im po kiju do nogi i tłumaczy.Na drodze Andrzej ćwiczy dwóch Żydów. stój! Stoję. jak może: . taj dywyś.Patrz. pan post nie zrozumiał.czortowe wy dieti.potwierdza zgodny chór. . a ce prawa. Kijów zajęli. właśnie to on mówił . repetuje karabin. ale trochę ochłonąłem. które Andrzej przywiązał Żydom na drodze. stój. że z daleka nie widzi. a to prawa. du. Koło rowu. ty. że to lewa. taj dywyś.Halt. zostawiając głębokie ślady. gdzie stoi post.A czy to prawda? . wyciąga świstek papieru.Coś ty teraz mówił? O Kijowie? Wy tu plotki polityczne rozpuszczacie! Wy tu tajną organizację macie! Numer. Nagle słyszę za sobą wołanie: . Warschauer (niem. gdy idę na przełaj.Stój.Przepraszam. jakby była ciastem. .. Post przedziera się przez krzaki jeżyn. . Ja mówiłem o kijach. lewa. Wyciągam ramię z wytatuowanym numerem i jestem pewien. sto dzie. długo szuka ołówka..Ty jesteś ale zwariowany! Ja jeszcze dzisiaj zamelduję na polityczny! Numer.

Ręce powoli poczęły się podnosić ku mojemu gardłu.Tadek.Tylko za długo żyje. To morowy chłop. Może post robić meldunek. 04 . Odchodzę zły. a może dasz te buty dla posta. że to ja. Post złożył się i strzelił. Jak można tak głośno krzyczeć? Ty mnie zniszczyć chcesz. ja czarno widzę przed nami. . On się na pewno zgodzi? Nu.Przecież ty wszystko powiesz. że prowadzę tajną robotę. „Biały Wańka” parę dni temu wlazł na brzozę rosnącą na linii postów. a palce nerwowo się kurczą: .. Pewne jest pewne. ale sicher ist sicher. olbrzymie goryle ręce kołyszą się miarowo. bo post chce mi robić meldung na polityczny za to. Ja z nim handlowałem.. kula przeszła na ukos przez pierś i wyszła tyłem przez kark. cóżeś ty zrobił? I co to będzie? . Oczy kapy nabrały złowieszczego wyrazu. Ty daj buty. Nie chodzi i ma pęknięte szkło. a ja z nim obgadam. Skamieniałem ze strachu. Bez najmniejszego ruchu („To dzikie zwierzę” .Czego ty się boisz? U nas nie sypią. Tadek. Ale mam zegarek.Tadek. Przynieśliśmy chłopca do obozu.Coś handlował z Rubinem? . Słuchając opowiadania.Nie wolno mi. . żeby naciąć gałęzi na miotłę. słyszę z daleka: . . a w kącikach ust pojawiła się piana. nie spuszczając z niego oczu.Kapo przecież widział. Dałem mu zegarek. Rubin chowa zegarek. Za miotły można dostać w obozie chleb lub zupę. Zresztą.Dałem zegarek. Butów nie dam. . powie się i o tym. ale ja nie jestem „biały Wańka”. Oj. ale tuż za węgłem dogania mnie Rubin.przemknęło mi w myśli). niezdecydowanie macha trzonkiem od łopaty.Coo? . . Ręce.Ja wiem i ty wiesz.A co ma być? . Niech mnie to kosztuje.Kolejarz! Biegnę na przełaj przez pole.A to świetnie. .. daj swój. Szczęka zwisła lekko jak u psa.. nic cię nie kosztował.Oj. . Ręce kapo rozprężyły się z wolna i opadły wzdłuż boków. wypaliłem jednym tchem: . któremu jest zbyt gorąco. bo mi szkoda. ja spróbuję z nim pogadać. . Ty. coś ty najlepszego zrobił.. ale od czego ty jesteś. Kapo wszystko widzi. Tadek.

Andrej. zaskowyczał i upadł. Naładowany do pełna piaskiem. odrzuca łopatę i podnosi do góry ręce: . zatrzymuje mnie po drodze. Boże 05 . kupiec z Salonik. Stary Grek. wstawili na szyny. już włazi na 80 Konczaj ich (ros. prawda? . .Jesteśmy nieszczęśliwymi ludźmi. Podkładamy kołek. wysuszony Grek. Czapkę ma nasadzoną na łbie. W tej chwili czyni błyskawiczny ruch. Cztery pary wychudłych ramion pchają wóz raz do przodu. O Boże. Dziękuję i odchodzę w stronę warsztatu. Z daleka widzę. Gdy odeszli. podnieśli przednią parę kół.Albo co? . to ich zabić! A wie pan.Czego stoisz jak głupi pies? . Los! Poleciałem ścieżką.) . Post wstał z ławki.Podziękuj panu postowi. lora już. wreszcie wszedł na groblę. Grek zasłonił się ręką.Andrej ma zrobić z nimi porządek. . Zrywam czapkę. gospodarz z Harmenze. . zeskakuje z roweru czerwony ze zdenerwowania: . Unterscharführer. Kapo gestykuluje gwałtownie trzonkiem łopaty. ten od Iwana.Oni nie umieją chodzić! . Odskakuje.wykończ ich 81 Nous sommes les hommes miserables.Idź do roboty. uderzony z tyłu rowerem. wykoleił się na samej scheibie. ten esman to z obozu. Zdaje się. raz do tyłu. konczaj ich!80 Kapo kazał! Andrzej chwycił kij i uderzył na odlew. Andrzej położył mu kij na gardło. które jest tak samo niebieskie i blade. że znowu zginęła gęś? . Rozkołysali.Co się tu dzieje na tym zwariowanym komandzie? Dlaczego ci ludzie chodzą tam z poprzywiązywanymi kijami? To jest czas pracy! .To dziś już naprawdę będzie wybiórka? I w dziwnej egzaltacji siwy. Dieu (franc. podszedł do posta Rubin. Po chwili Rubin kiwa na mnie. .Nous sommes les hommes miserables.) . VII Podnosimy wagonik. stanął na kiju i zakołysał się. O Dieu. camerade.Camerade. huśtają. Odszedłem prędko w swoją stronę. O Dieu. podrywa się na baczność i ściąga czapkę z głowy. że ciebie dziś poniosą do obozu.wrzasnął kapo na mnie.. jak kapo z esmanem idą do mego posta i długo z nim gadają. Dieu!81 Blade niebieskie oczy patrzą w niebo. Rubin nie ma zegarka na ręku. zbliżył się nad rów. że ci nie zrobi meldunku.Jak nie umieją.

. . Rozpinamy kurtki. Ale dla starych lagrowców rzecz jest jasna: w lagrze będzie naprawdę wybiórka.Otwórz . zaniepokojeni naszym wczesnym odejściem. dociągamy torby i pasy. Dopiero po chwili orientujemy się. Kobieta zwraca ku nam pytające oczy. Unterscharführer zajrzał do środka i zawołał kapa. równamy. Wtedy wszyscy zrozumieli: rewizja. Pisarz liczy nas nieustannie. Przez chwilę patrzy mi ironicznie w oczy.Zbiórka! . Patrzy niespokojnie na Iwana. wypchaną torbą. o które opiera się nosem w porze zbiórki. . Stawia koszyk na ziemi i opiera się o stodołę. że przecież za wcześnie. nasza gęś. Na końcu komanda nosze z dwoma trupami. otwieramy torby. Wypaproszają z kieszeni kawały słoneczników. jabłka. patrzy. raz po raz podrywa się krótki ludzki wrzask: biją. panie post. .Z paczki. Od strony dworu idą esmani i te nasze posty. Zaraz za esmanami nadszedł kapo i cherlak kommandoführer. paru cebul i jakiejś zestarzałej słoniny jabłka. Najwyżej trzecia. 06 . sięga do torby.Patrz. Na drodze uczynił się większy ruch niż zwykle. kapo.rzekł krótko. Parę razy mignęła jasna chusteczka pani Haneczki. Ludzie z Harmenz chodzą tu i tam.Skąd to masz? Podnoszę głowę: „mój” post. kaczany kukurydzy.drę się i gwiżdżę z daleka. Słońce stoi jeszcze wysoko. . jest jeszcze kawał drogi. Przejeżdża rękoma po ciele. I tak się jutro sprzątnie. nagle puszczamy ją i wyprostowujemy się. Ktoś odrzuca niepotrzebny drąg.Rozstąpić się i podnieść ręce do góry . niewątpliwie z sadu. Twarze ludzkie są niespokojne i pytające. Idę za jej wzrokiem.szyny. Stajemy w piątkach. Do czuba drzewa. Esman jest wprawny i szybki. Trzęsącymi się rękoma Grek otworzył torbę. ziele. Obok reszty chleba. .rzekł kapo. wysypujemy piasek z lory wprost na scheibę. Idziemy na antreten. szczaw. Nagle unterscharführer wszedł w sam środek szeregu i wyciągnął na bok starego Greka z dużą.Te same jabłka jadłem dzisiaj po obiedzie. Lora bezwładnie opada i kołami zarywa się w ziemię. Stoimy. Obstawiają nas wokoło. .

rzekł. Spojrzenia nasze spotkały się.Nie mogę jeść. Wargi jej drżały nerwowo. Wyciągnął z pochwy rewolwer i zwrócił się wprost do Greka.Grek milczał. .Nie przejmuj się .Nie co dzień świętego Jana. z rękoma przyciśniętymi do piersi. jesteś frajer. wyglądamy przez szpary i czekamy na koniec wybiórki. Stał z czapką w ręce. zabrawszy liczbę i numery zapisanych. Esman podniósł pistolet. szmaty i torby. Tadek. Pipel. a za tym wszystkim leży wielka gęś o czerwonym łbie i rozłożystych białych skrzydłach. krzyknął triumfująco do kapy: . Gdy przechodziliśmy koło pani Haneczki. . . Nie uchylał głowy. wymownie gestykulując bronią: . Stała blada i wyprostowana. drugi. nie podtrzymywany przez nikogo. Odsunąłem przygotowane kanapki. Podniosła wzrok i spojrzała na mnie. esman. bo jakby mi kto kaszę wyjadł. . .Pomidorów nie masz? . Wtedy zobaczyłem. Wszystkie spojrzenia zawisły na Iwanie. Potem zaczął bić po głowie. trzeci. wyprostowany. odchodzi do następnego bloku. kępy ziela. Ale wiesz. to cię zastrzelę. wstrzymując mu rękę. Pejcz świszczał.To ja mu dałem. wojskowym krokiem. Komando . twarz więźnia pokryła się krwawymi pręgami. . Na dworze kończą wybiórkę. 07 . chwiał się tylko całym ciałem. Kazik zabiera się do odejścia. Podszedł do esmana. zdjął czapkę i rzekł: . ale Iwan nie padał. jakbym zawinił w tej całej wybierce.Nie bij .Idę kupić papierosów. a nie mówiłem! Kapo zamachnął się kijem. z rękoma wzdłuż bioder.Skąd to masz? Jak nie odpowiesz. że jej duże czarne oczy pełne były łez. Leżymy na pryczy. Lekarz-esman. .I wyciągnął z torby gęś o olbrzymich. Był zupełnie blady. tobym go zbił na marmoladę. jest. Zostaje za nami kupa słoneczników. .Zapisać numer i złożyć meldunek. zwróciłem głowę w jej stronę. Na końcu komanda idzie Iwan.Jest. Po apelu wpędzili nas na blok. Unterscharführer opuścił rękę.Czuję się. pogniecione jabłka. rozłożystych skrzydłach. W tym przeklętym Oświęcimiu nawet złe słowo ma moc stawania się.odmarsz! Odchodzimy równym.daj lepiej coś do tego pasztetu. który też podbiegł do worka.odrzekł Kazik . Za nim na noszach niosą dwa trupy przykryte gałęziami. Unterscharführer wolno podniósł pejcz i ciął go po twarzy raz. Spojrzałem na Iwana. Zacisnął usta i wystąpił z szeregu. Ten dziwny fatalizm słów.

Żyd.Te.W tej chwili na krawędzi buksy wylazła z dołu jakaś siwa. Złażąc z buksy trącił mnie ramieniem. właź tu na buksę i zażeraj. aleja byłem tyle czasu taki głodny. Ja tu nie śpię. ja mam do ciebie prośbę. to resztę zabierz ze sobą do komina. .odrzekłem cicho. . Na ten ostatni wieczór. Spojrzałem na Bekera. zmięta i jeszcze bardziej postarzała.Gadaj . .Tadek. 08 .Znasz tego Żyda? . . przechylając się ku niemu.chwycił mnie za ramię . idę do komina. żeby wleźć na górę. mrugające oczy. .Tadek. ogromna czaszka i spojrzały na nas zażenowane. Daj mi co zjeść. . Kazik uderzył mnie dłonią po kolanie. Potem ukazała się twarz Bekera.To Beker . Miał przymknięte powieki i jak ślepiec próżno szukał dłonią deski.Tadek. .rzekłem. Pochyliłem się jeszcze niżej i zajrzałem mu z bliska w oczy: były spokojne i puste.Patrz . wprost od mamy. Właź na buksę. to możesz mieć wszy.Tadek . Jak się nażresz.rzekł szeptem. .chodź. Mam na bloku świetną szarlotkę.

Znów pójdziemy na rampę. i tamci chodzili nago: upał był okropny. odwiedza się przyjaciół. a o koszulce już nie mówię. Wprawdzie przeszliśmy już odwszenie i ubrania dostaliśmy z powrotem z basenów napełnionych rozpuszczonym w wodzie cyklonem. leżakowało pod ścianami i na dachach. który znakomicie truł wszy w ubraniach i ludzi w komorze gazowej. ile ta ma ukrytych brylantów i monet. żadna wesz nie śmie się przedostać przez jego bramę.łąki 83 Mon ami (franc. Pewnie nigdy nie piłeś. je się paczki. kruchy. Chleb przysłany aż z Warszawy.Słuchaj. by upadł jak najniżej...Nie. W obozie bowiem panuje zawistna sprawiedliwość: gdy możny upadnie. rozsypujący się. Jak pójdziemy znów na rampę. Część Kanady zlikwidowano i przydzielono na komando. Ustała praca komand.. jak to w upale. Miły Boże. odgrodzone od nas hiszpańskimi kozłami. Od rana czeka się na obiad. nie pachnie wprawdzie. Jeszcze tydzień temu miała go w rękach moja matka. Ale przez bramę nie przeniesiesz. przemyślnie wypieczony chleb. cierpliwości. Rozkładamy biały. Wiese) .Cierpliwości. . a tylko bloki. przyniosę ci oryginalnego szampana. gdyż sienniki i koce były w dezynfekcji. nie „wyfasowały” jeszcze ubrań. takie dziurkowane z podwójną podeszwą. miły Boże. Żaden więzień. Nawet zwykłej rozrywki nie ma: szerokie drogi do krematoriów stoją puste. Jako że byli wypasieni i wypoczęci.PROSZĘ PAŃSTWA DO GAZU Cały obóz chodził nago. przyniosę ci wszystko. przyjaciele starają się. Godziny płyną wolno. żywicą. beztrosko machając nogami. tylko francuskimi perfumami. jak przyjdą transporty. więc nie bujaj. Cały dzień tysiące nagich ludzi przewalało się po drogach i placach apelowych. Spano na deskach. na Harmenze. . Właśnie siedzimy w kilku na buksie. nieprawda? . spod Paryża. Kanada.mój przyjacielu 09 . Od paru dni nie ma już transportów. zebranych z całej Europy. otwieramy puszkę skondensowanego mleka. dawno mi obiecałeś. Z ostatnich bloków widać było FKL . jak Fiedlerowska. lecz chyba nie rośnie tyle wysokich sosen w tamtej. cebulę. Henri. ale za to nie pleśniejący tygodniami. wiesz. z Marsylii. mon ami83.właśnie kotłują się na „wizach”82 drogach i placach.tam też odwszawiali. Obóz ściśle zamknięto.. Trafili na jedno z najcięższych. wielki i ociekający potem. Wyciągamy boczek. Dwadzieścia osiem tysięcy kobiet rozebrano i wypędzono z bloków . marzy głośno o francuskim winie przywożonym przez transporty ze Strasburga.) . drażniący trochę w smaku. 82 Wizy (z niem. to jednak i ci. nasza Kanada. Zorganizuj lepiej buty.

dodaje z lewej sentencjonalnie marsylczyk.Religia jest opium dla narodu. że . i dziesięciu twoich kolegów.nie gadałbyś głupstw .Może by się tak zdało go uspokoić? Drze się.Wszyscy. o uduchowionej jak z miniatur Coswaya twarzy marsylczyka (jest moim przyjacielem. nakrył głowę kawałkiem szmaty oddartej z koca i czyta z modlitewnika hebrajskiego (tej lektury tu jest. . bić nie wolno. nie wszyscy. cholera!”) . i to nie wszyscy.. Wszyscy żyjemy z tego. nieograniczona ilość paczek. sam przecież gadasz. ociekający potem. Henri kroi chleb. tobyście tam te swoje paczki tak spokojnie jedli? Nie dalibyśmy wam.Wy macie i my mamy.. Gnieżdżą się na dolnych pryczach po ośmiu. ale Ruskie? I co. nadzy.. . Bardzo lubię palić opium . robi sałatkę z pomidorów. śpimy na jednej buksie. . Pisaliście przecież listy do domu.usta otyłego. przełykając z wysiłkiem („poszło. kościści. już by dawno rozwalili krematoria. ten ma siłę.zarażone konie. kotłują się ludzie.Gdyby oni nie wierzyli w Boga i w życie pozagrobowe..powtórzył.Nie chce mi się z buksy złazić. Wy macie i ja mam. między ulepszeniami. cuchnący potem i wydzielinami. Rozmaicie mówią o rozporządzeniach. dziewięciu. . . które stajnię końską (na drzwiach wisi jeszcze tabliczka. Mamy paczki. jakby Boga za nogi złapał. zawodząc głośno i monotonnie. Kto ma żarcie w obozie. .Nie gadałbyś głupstw . o co się sprzeczać? Pewnie. .). pod nami. Pode mną.. jemy wspólnie. należy odstawiać tam a tam) przemieniają w miły (gemiitlich) dom dla ponad pół tysiąca ludzi. organisation z transportów. inteligentnie zbudowanego pieca. ludzi zabraknie.rabin. jak zelżało na lagrze..A dlaczego wy tego nie zrobicie? Pytanie ma sens metaforyczny.Widzisz. co oni przywiozą. Niech się drze. . Świetnie smakuje z kantynową musztardą. ludzi nie może zabraknąć. Żydki. Zresztą. macie wy. leżą nadzy. Ale my. . który jest komunistą i rentierem. prędzej do komina pójdzie. nie ma o co się sprzeczać.rzuciłem złośliwie. Łażą między buksami w przejściu. Polacy. wzdłuż ogromnego.Dalibyście albo byście zdychali z głodu jak Grecy. W bloku. na samym dole . lecz marsylczyk odpowiada: 10 . . gdybyśmy nie mieli co jeść. o zapadniętych głęboko policzkach. do cholery. .To masz ty i twój kolega..nie gadałbyś głupstw.versuchte Pferde” . bobyśmy pozdychali w lagrze.. ale imienia jego nie znam) zapchane są kanapką z sardynkami .A może już nie będzie transportów do komina? .

- Idiota - zapycha usta pomidorem i czyni ruch, jakby chciał coś powiedzieć, ale zjada i milczy. Kończyliśmy właśnie wyżerkę, gdy u drzwi bloku uczynił się większy ruch, odskoczyli muzułmani i rzucili się, uciekając, między buksy, do budy blokowego wleciał goniec. Za chwilę majestatycznie wyszedł blokowy. - Kanada! Antreten! Ale szybko! Transport przychodzi! - Wielki Boże! - wrzasnął Henri, zeskakując z buksy. Marsylczyk zadławił się pomidorem, chwycił marynarkę, wrzasnął ,,raus” do siedzących na dole i już byli we drzwiach. Zakotłowało się na innych buksach. Kanada odchodziła na rampę. - Henri, buty! - krzyknąłem na pożegnanie. - Keine Angst! - odkrzyknął mi już z dworu. Opakowałem żarcie, owiązałem sznurami walizę, w której cebula i pomidory z ojcowskiego ogródka w Warszawie leżały obok portugalskich sardynek, a boczek z lubelskiego „Bacutiiu” (to od brata) mieszał się z najautentyczniejszymi bakaliami z Salonik. Owiązałem, naciągnąłem spodnie, zlazłem z buksy. - Platz!84 - wrzasnąłem, przeciskając się między Grekami. Odsuwali się na bok. We drzwiach natknąłem się na Henriego. - Allez, allez, vite, vite!85 - Was ist los?86 - Chcesz iść z nami na rampę? - Mogę pójść. - To jazda, bierz marynarkę! Brakuje paru ludzi, rozmawiałem z kapem - i wypchnął mnie z bloku. Stanęliśmy w szeregu, ktoś spisał nam numery, ktoś od czoła wrzasnął „marsz, marsz” i podbiegliśmy pod bramę, odprowadzani okrzykami różnojęzycznego tłumu, który już zapędzono bykowcami do bloków. Nie każdy może iść na rampę... Już żegnano ludzi, już jesteśmy pod bramą. - Links, zwei, drei, vier! Mützen ab!87 - Wyprostowani, z rękami sztywno przyłożonymi do bioder, przechodzimy przez bramę raźno, sprężyście, nieomal z gracją. Zaspany esman, z wielką tabliczką w ręku, liczy ospale, oddzielając w powietrzu palcem każdą piątkę. - Hundert!88 - krzyknął, gdy minęła go ostatnia. - Stimmt! - odkrzyknięto ochryple od czoła. Maszerujemy szybko, prawie biegiem.
84 Platz (niem.) - miejsce 85 Allez, allez, vite, vite (franc.) - idźcie, idźcie, szybko, szybko 86 Was ist los (niem.) - co się dzieje 87 Links, zwei, drei, vier! Mützen ab (niem.) - lewa, dwa, trzy, cztery! Czapki zdjąć! 88 Hundert (niem.) - sto

11

Postów dużo, młodzi, z automatami. Mijamy wszystkie odcinki obozu II B: nie zamieszkały lager C, czeski, kwarantanna, zagłębiamy się między grusze i jabłonie truppenlazarettu; wśród nieznajomej, jakby z księżyca zielem, dziwnie w tym kilkudniowym słońcu wybujałej, omijamy łukiem jakieś baraki, przechodzimy linię wielkiej postenketty, biegiem wpadamy na szosę - jesteśmy na miejscu. Jeszcze kilkadziesiąt metrów - wśród drzew rampa. Była to sielankowa rampa, jak zwykle na zagubionych, prowincjonalnych stacjach. Placyk, obramowany zielenią wysokich drzew, wysypany był żwirem. Z boku, przy drodze, kucnął maleńki drewniany baraczek, brzydszy i tandetniejszy od najbrzydszej i najtandetniejszej budy stacyjnej, dalej leżały wielkie stosy szyn, podkłady kolejowe, zwały desek, części baraków, cegły, kamienie, kręgi studzienne. To stąd ładują towar na Birkenau: materiał do rozbudowy obozu i ludzi do gazu. Zwykły dzień roboczy: zajeżdżają samochody, biorą deski, cement, ludzi... Rozstawiają się posty na szynach, na belkach, pod zielonym cieniem śląskich kasztanów, ścisłym kołem otaczają rampę. Ocierają pot z czoła, piją z manierek. Upał ogromny, słońce stoi nieruchomo na zenicie. - Rozejść się! - Siadamy w skrawkach cienia pod szynami. Głodni Grecy (zaplątało się ich paru, diabli wiedzą, jakim sposobem) myszkują wśród szyn, ktoś znajduje puszkę konserw, spleśniałe bułki, nie dojedzone sardynki. Jedzą. - Schweinedreck!89 - spluwa na nich młody, wysoki post, o bujnych płowych włosach i niebieskim, marzącym spojrzeniu - przecież zaraz będziecie mieli tyle do żarcia, że nie przeżrecie. Odechce się wam na długo. - Poprawił automat, otarł twarz chustką. - To bydło - potwierdzamy zgodnie. - Te, gruby - but posta dotyka lekko karku Henriego. - Pass mai auf90, chce ci się pić? - Chce, ale nie mam marek - odpowiedział fachowo Francuz. - Schade, szkoda. - Ależ Herr Posten, czy moje słowo nic już nie znaczy? Nie handlował Herr Posten ze mną? Wieviel?91 - Sto. Gemacht? - Gemacht. Pijemy wodę, mdła i bez smaku, na konto pieniędzy i ludzi, których jeszcze nie ma. - Te, uważaj - mówi Francuz, odrzucając pustą butelkę, aż pryska gdzieś dalej na szynach - forsy nie bierz, bo może być rewizja. Zresztą na cholerę ci forsa, i tak masz co jeść. Ubrania też nie bierz, bo to jest podejrzenie o ucieczkę. Koszulę bierz, ale tylko jedwabną i z
89 Schweinedreck (niem.) - świńskie łajno 90 Pass mai auf (niem.) - uważaj, słuchaj 91 Wieviel (niem.) - ile

12

kołnierzykiem. Pod spód gimnastyczna. A jak znajdziesz coś do picia, to mnie nie wołaj. Dam sobie radę, i uważaj, żebyś nie oberwał. - Biją? - Rzecz normalna. Trzeba mieć oczy w plecach. Arschaugen. Wokół nas siedzą Grecy, ruszają łapczywie żuchwami jak wielkie, nieludzkie owady, żrą łakomie zbutwiałe grudy chleba. Są zaaferowani, nie wiedzą, co będą robić. Niepokoją ich belki i szyny. Nie lubią dźwigania. - Was wir arbeiten?92 - pytają. - Niks. Transport kommen, alles krematorium, compris?93 - Alles verstehen94 - odpowiadają w krematoryjnym esperanto. Uspokajają się: nie będą ładować szyn na auta ani nosić belek. Tymczasem na rampie robiło się coraz gwarniej i tłoczniej. Vorarbeiterzy dzielili sobie grupy, przeznaczając jednych do otwierania i rozładowywania wagonów, które przyjść mają, innych pod drewniane schodki i wyjaśniając im celowe działanie. Były to przenośne, wygodne, szerokie schodki, jakby wejście na trybunę. Zajeżdżały z warkotem motocykle wiozące obsypanych srebrem odznak podoficerów SS, tęgich, spasionych mężczyzn o wypolerowanych oficerskich butach i błyszczących, chamskich twarzach. Niektórzy przyjechali z teczkami, inni mieli giętkie trzcinowe kije. Nadawało im to służbowy i sprężysty wygląd. Wchodzili do kantyny, bo ów mizerny barak był ich kantyną, gdzie latem pili wodę mineralną - ,,Sudetenquelle”, a zimą ogrzewali się gorącym winem, witali się państwowo wyciągniętym po rzymsku ramieniem, a potem kordialnie potrząsali prawice, uśmiechali się serdecznie do siebie, rozmawiali o listach, o wiadomościach z domu, o dzieciach, pokazywali sobie fotografie. Niektórzy dostojnie przechadzali się po placu, żwir chrzęścił, buty chrzęściły, srebrne kwadraty błyszczały na kołnierzach, a bambusowe laseczki świstały niecierpliwie. Różnopasiasty tłum leżał pod szynami w wąskich pasach cienia, oddychał ciężko i nierówno, gadał po swojemu, leniwie i obojętnie patrzył na majestatycznych ludzi w zielonych mundurach, na zieleń drzew, bliską i nieosiągalną, na wieżę dalekiego kościółka, z której dzwoniono właśnie na spóźniony Anioł Pański. - Transport idzie - rzekł któryś i wszyscy unieśli się w oczekiwaniu. Zza zakrętu wychodziły towarowe wagony: pociąg pchał się tyłem, kolejarz stojący na breku95 wychylił
92 Was wir arbeiten (niem., niegramat.) - co my pracujemy 93 Transport kommen, alles krematorium, compris (niem., franc., niegramat.) - transport przychodzić, wszystko do krematorium, rozumiesz 94 Alles verstehen (niem., niegramat.) - wszystko rozumieć 95 Brek (z ang.) - rodzaj budki przy ścianie wagonu towarowego, przeznaczonej dla kolejarza

13

będzie rozstrzelany jako złodziej własności Rzeszy. Jest prawo obozu. . Zabierać wszystko. Teraz skupili się przy otwartych drzwiach.tak jest 97 Also loos (niem.Sosnowiec. usta chwytały rozpaczliwie powietrze. Wszystkie te swoje klamoty składać koło wagonu na kupę. Człowiek w zielonym mundurze. wpatrując się żarliwie w cudze zmęczone oczy. rzecz egzotyczna. Zrozumiano? Verstanden? .zeskakują już na żwir. . wagony otwarto.Skąd jesteście? . sapnęła. Zaciągnął się papierosem. tłumoków wszelkiego rodzaju (wieźli bowiem to wszystko. dusili się i dusili innych. skrzywił usta z niesmakiem.uparcie powtarzają pytania. Olbrzym z teczką skinął ręką. also los) .Uwaga: Wysiadać z rzeczami.Panie. mieli włosy. rozczochrane . co to będzie? . przyglądali się stacji w milczeniu. niespokojni. złożył się i przeciągnął serią po wagonach. przytłoczeni potworną ilością bagażu. podstawiono pod nie stołki. że ludzi idących na śmierć oszukuje się do ostatniej chwili.Also loos!97 Do pracy! Szczęknęły rygle. zamachnął ręką. jakby niewyspane. którzy. Będzin.zerwały się głuche. W małych zakratowanych okienkach widać było twarze ludzkie. Ucichło. Jest lato. bardziej niż inni obsypany srebrem. Zaczerpnąwszy kilka łyków powietrza ludzie z okien nikli. co stanowiło ich dawne życie. nie rozumiem po polsku. Maszerować na lewo. Krzyki i rzężenia stawały się coraz głośniejsze. pociąg potoczył się wolno wzdłuż stacji.przerażone kobiety. aczkolwiek z dobrą wolą. walizeczek.no to ruszajcie 14 .wrzaśnięto nierówno i indywidualnie.Nie wiem. Z okien wychylały się twarze ludzkie. Ten powoli ściągnął automat z ramienia. a miało rozpocząć przyszłe). mężczyzn.Jawohl!96 . co z nami będzie? . Mijali powoli. dysząc jak ryby wyrzucone na piasek. przełożył teczkę z prawej do lewej i skinął na posta. . rozstawiono się fachowo przy wagonach. Tymczasem podjeżdżały ciężarówki. . uderzając ludzi jakby czadem. zmięte.) . gwizdnął. Niezmiernie zbici. .Wody! Powietrza! . blade. gnieździli się w strasznej ciasnocie. na ich miejsce wdzierali się inni i tak samo znikali.Kto weźmie złoto albo cokolwiek innego nie do jedzenia. Lokomotywa przeraźliwie odgwizdnęła.się. roztrzęsieni. Wtedy wewnątrz wagonów zaczęło się coś kotłować i dudnić w drewniane ściany. plecaków. walizek. . waliz. rozpaczliwe okrzyki. Panie. Jest to hamującego pociąg 96 Jawohl (niem. odrzucił go nagłym ruchem. mdleli od upału. Zrozumiano? . Palta oddawać. Fala świeżego powietrza wdarła się do środka.

już im pakunki wyrywa się z rąk. podobna do ogłupiałej. Zapchane ludźmi auta odjeżdżają z piekielnym warkotem.. Rośnie kupa rzeczy. Jakaś kobieta schyla się szybko podnosząc torebkę. nie rozrzucajcie tak rzeczy. i ogłupiałego milczenia nagle osamotnionych mężczyzn.Verboten98 ..Panie. gromadzą słoiki różnobarwnych marmolad. ślepej rzeki. ciekłe powietrze.. zegarki. złoto.młodzi i zdrowi . tak jest . tak plus-minus. to rozparzone. Olbrzymi krwawy krzyż wymalowany na masce motoru roztapia się w słońcu. wśród zawodzenia i wrzasku kobiet opłakujących dzieci. kiełbasy. wypychają pierwszych na schody. walizek. esman z notatnikiem w ręku. każde auto to kreska. tłumoków. Ci z Kanady. padając. potknęła się i upadła pod nogi tłumu. odbiera parasole. czuje się w ustach słony smak krwi.) . Wylewa się z wagonu różnobarwna fala. przed drzwiami wagonów piętrzą się stosy chleba. Bez przerwy jeździ karetka Czerwonego Krzyża. to jest tysiąc. Niezmordowanie jeździ karetka Czerwonego Krzyża: to właśnie w niej wozi się gaz. na każde sześćdziesięciu. ubijają na aucie. a cienka trzcina gnie mu się nerwowo w rękach.ci pójdą na lager. ja nie mogę. która szuka nowego koryta. Słońce osiągnęło zenit. . panie. którzy są przy schodkach. Od długiego leżenia na słońcu ciało jest słabe i oporne. co poszli na prawo . rozpalone niebo dygoce. otwierają się i wysypują barwne tęczowe banknoty. ściąga się palta. opanowany. . sycząc głośno. Z boku stoi młody. powideł. Dziecko biegnące za nią pisnęło: „Mamełe!” . co idą na lager. jak odjedzie szesnaście aut. uderzeni świeżym powietrzem i zapachem zieleni. fachowy. plecaków.szczeka się przez zęby.jedyna dopuszczalna forma litości. rozczochrana dziewczynka. ubrań. Auta odjeżdżają i wracają. tak plus-minus. i raźniej idą wzdłuż wagonów.zabronione 15 . które. powietrze faluje. kobieta krzyknęła. Za plecami stoi esman.Meine Herrschaften. oddzielają tych do gazu od tych. torebek.. który chwilami przewiewa przez nas. Wargi już są popękane. którym trują tych ludzi. . przechodząc.taka mała.odpowiadają wielogłośnie. Pić.Mówi dobrotliwie. jak na potwornej taśmie. spokojny. Trzeba okazać trochę dobrej woli. Gaz ich nie minie. bez odpoczynku. Pan jest zrównoważony i 98 Verboten (niem. objuczona. Ale zanim oprzytomnieją. rozsypuje się po żwirze cukier. kobietom wyrywa się torebki. Świsnęła trzcina. . gładko wygolony pan. och. .Tak jest. To ci. pić. nie mają chwili wytchnienia. pledów. gaz. pęcznieją zwały szynek. Upał ogromny. ale to od słońca. ale wpierw będą pracować. wiatr. moi państwo.

o których już chodzą legendy. nie ma wyjątku. . spalą się Rosjanie.Nie nieś ich na auto. oszczędniejsze. przyjdą ludzie z Zachodu i Południa. będą liczyć spalonych. największe zwycięstwo solidarnych i zjednoczonych Niemiec.Bierzcie te niemowlęta.mówi zapalając papierosa esman.i cztery krematoria. zaorzą odłogiem leżącą ziemię. 99 Ein Reich. ein Volk.132”. kiwa głową z niesmakiem. sprytniej zamaskowane. Ale krematoriów będzie w Oświęcimiu szesnaście. . Bewegung . ogarnia nas spojrzeniem i wskazuje wnętrze. jest nią bardzo zaaferowany. jeden naród. Chudy. Wynosi się je jak kurczaki. O tym będzie się już dziś mówiło „Będzin”. z kontynentu i wysp. Oddaj kobietom . Dziwnie niepotrzebnie pada imię Boga. Ale na stałe uzyska nazwę „Będzin-Sosnowiec”. tysiące w całe transporty. zdolnych spalić pięćdziesiąt tysięcy dziennie. Gdy skończy się wojna.Rein. Naliczą cztery i pół miliona. Porozrzucane po kątach wśród kani ludzkiego i pogubionych zegarków leżą poduszone. Spalą się Żydzi. brać nie chcecie? .otworzą się drzwi gazowych komór. Nie odjedzie auto bez jego wiedzy i jego kreski: Ordnung muss sein. podeptane niemowlęta. Będą jak te w Dreźnie. Ein Reich.wybucham. co to znaczy. dostaną numery: 131132. Nie. ludzi nie zabraknie. bo kobiety z dziećmi idą na auto. spalą się Polacy. trzymając po parę w jednej garści. lecz w skrócie będzie się mówiło właśnie tak: „l 31 . . Przyjdą ludzie w pasiakach. Transporty rosną w tygodnie.) .dokładny. jeden wódz .Jedno państwo. Kreski pęcznieją w tysiące. w wiecznym Bewegung.Co. „z Rotterdamu”. o których mówi się krótko: „Z Salonik”. Ci.slogan hitlerowski 16 . nagie potworki o ogromnych głowach i wydętych brzuchach. Najkrwawsza bitwa wojny. aż się oprze naelektryzowanym drutem o Wisłę. „ze Strasburga”. Już się opróżniły wagony. ein führer99 . na litość boską . odbudują zburzone miasta niemieckie. a gdy osłabną w bezlitosnej pracy. Zapalniczka mu się zacięła. którzy pójdą z tego transportu na lager. Obóz rozbuduje się. Oczyścić! Wskakuje się do środka. ein Volk. Komory będą ulepszone. wtulając głowy w ramiona. Rozumie się tysięcy. ein Flihrer (niem. zamieszka go trzysta tysięcy ludzi w pasiakach. lata. i patrzymy na siebie z nienawiścią i przerażeniem.powiedział jakby ze zdziwieniem i wyrzutem ospowaty esman i począł odpinać rewolwer. .„Miasto Przestępców”. będzie się zwał Verbrecher-Stadt . bo kobiety z przerażeniem uciekają ode mnie. Wiemy wszyscy dobrze. miesiące. ospowaty esman spokojnie zagląda do środka. wszystkie.

To tak na chłopski rozum.Och. Zamykam oczy. Wyglądasz. . miesza się. . zdeptane dzieci.Bydło. Ktoś szarpie mnie za rękę.. Odeszła. przyglądają się słońcu. ludzie wychodzą.Widzisz. z przelewającym się tłumem. nie wiem. . jak obrazy mieszają się we mnie. olbrzymia. W oczach przesuwają się trupy wynoszone z wagonów. pod szyny. przewidziane i obliczone. przezroczysta.. czy my jesteśmy ludzie dobrzy? . że idą do gazu. wchodzą na auta. . i tłum.to Aleje! Szumi mi w głowie.. żebrzą o wodę. ci umieją korzystać! Żrą wszystko. czy mi się śni. słyszę krzyki. a złość najłatwiej wyładować na słabszym. to normalne. odjeżdżają. Byłem bardzo zmęczony. Widzę nagle jakąś zieleń drzew.. które kołyszą się wraz z całą ulicą.) . ale .. wzbiera we mnie zupełnie niezrozumiała złość na tych ludzi. wygodnie układając się pod szynami. comprisi . W gardle zupełnie sucho. potykając się na żwirze.Bydło? Ty też byłeś głodny. Pożądane jest nawet. twarz ta skacze mi przed oczyma.mówi nieco ironicznie Francuz. jakbyś miał rzygać. czuję. z barwnym tłumem. tłum. chodź! Patrzę. Nie współczuję im wcale. Męczy cię rampa. z drzewami nieruchomymi.naprzód 17 .szepnęła uśmiechając się. przy mnie zjadł jeden słoik marmolady. Ludzie płyną i płyną. Znów podchodzą wagony. czuję drżenie ziemi i parne powietrze na powiekach. Oparłem się o ścianę wagonu. Mrugam ostro powiekami: Henri. En avant100. kaleki poukładane razem z trupami. Henri szarpie mnie za ramię. 100 En avant (franc.powtarzam zawzięcie. stosy łachów. waliz i plecaków rosną. dam ci się napić.Patrz na Greków.Chodź.Nie trzeba strzelać. dziecko . znów ludzie.Słuchaj.Czemu się głupio pytasz? .Bydło . tłum. że przez nich muszę tu być. rozpływa się. nie wiadomo dlaczego czarnymi.. auta warczą jak rozjuszone psy. Przecież to jest patologiczne chyba. wysoka pani wzięła ode mnie niemowlęta i przez chwilę patrzyła mi prosto w oczy. abyś ją wyładował. . . przyjacielu. co im pod rękę wlizie. oddychają. Jutro połowa z nich zdechnie na sraczkę. wprost przeciwnie. Siwa. czy to się naprawdę dzieje.Dziecko. Żeby się ziemia pod nimi wszystkimi rozstąpiła. Wagony pod-taczają się. że będę wymiotował.. Henri. Czuję. Rzuciłbym się na nich z pięściami. buntujesz się. ja wezmę. . nie mogę zrozumieć. .

zza zakrętu słychać gwizdek kolejarza. brylanty. nadstawiając otwartą teczkę. Gorączkowo. płaskie. To złoto pójdzie do Rzeszy. pić.Nie śpij.daj tutaj 18 . z okien patrzą twarze wymięte i blade. Ładujemy więc klamoty. Och. Nie. niezmiernie powoli wtaczają się wagony. każde wymówione słowo wywołuje ból. Nienawidzi urody kobiecej nienawiścią kobiety obrzydliwej i zdającej sobie z tego sprawę. Już są auta. rzucamy je z wysiłkiem na auto. Powoli. byle do cienia. Już nie ma ludzi. i w chwili gdy ostatnia ciężarówka znika za drzewami. Idźcie. przyszła oglądać swój nabytek. idziemy ładować klamoty. Ostatnie auta suną daleko po szosie. transportowy brud. już nie można nad sobą panować. bezbarwne włosy gładko przyczesała w tył i związała w „nordycki” węzeł. ostatnie auta odjeżdżają. Gardła są suche.. koścista. bransolety. przemińcie. pełną złota i barwnej.dla przyjemności i w poszukiwaniu wódki i perfum. że była tu cały czas. Otwieramy wagony. wypadają ubrania. koszule. Powietrze stoi nieruchomym. Idą. Mężczyźni. Chwytam jakieś zawiniątko: ciężkie. co się da. wygrzebujemy spomiędzy drobnego żwiru nietutejszy. szarpiąc ściąga się palta.. rozżarzonym słupem. Wyrywa się ludziom brutalnie walizki z rąk. ubija się. zawziętym uśmiechem. Tak. pustą. Nasi chłopcy. pierścionki. jakby wycięte z papieru. zasobne. rozwijam: złoto. obcej waluty. Jedna z waliz otwiera się. wysuszona. bezpierśna..spokojnie mówi esman. 101 Gib hier (niem. Upał. oddaje oficerowi. płonących gorączką oczach.Gib hier101 . Połyskują glansem buty.) . przemijają. idźcie.na lager. fryzjerzy z zauny. już jest spokojny pan z notatnikiem. błyszczą czerwono nalane twarze.. bierze inną.. Wśród nich kobieta. Dźwigamy ciężkie walizy. ręce wsunęła w szerokie spodnie-spódnicę. Tam układa sieje w stosy. . pociąg odjechał. zbieramy skrzętnie znad toru wszelkie papierki. świecąc srebrem na kołnierzach. rżnie. byle prędzej. książki. nożem . które wylewa się wprost na siebie. i czatuje przy innym samochodzie.w stronę szyn odpocząć i napić się (może Francuz kupi znów od posta?). kolie. pozbawią je całkowicie włosów i będą mieli wiele uciechy z ich wolnościowego wstydu. przeraźliwie odgwizduje lokomotywa. kobiety. wzniecając olbrzymie tumany kurzu. Rzadkie. Chodzi z kąta w kąt rampy z przylepionym na wyschłe wargi szczurzym. Zamyka ją. a my idziemy . bo część kobiet odstawiono od aut i te pójdą piechotą . po opustoszałej rampie chodzą dostojni esmani. już ją nieraz widziałem i dobrze zapamiętałem: to komendantka FKL-u. „żeby śladu po tym obrzydlistwie nie zostało”. teraz dopiero uświadamiam sobie. dwie dobre garście: koperty. byle odpocząć. pakowne. o ogromnych. Kończymy ładować. upycha.nareszcie! . ogromny upał. już z kantyny wyszli esmani z teczkami na złoto i pieniądze.

mamo! . jakby kogoś szukając.. Ale dziecko biegnie za nią. które chciało krzyczeć. marynarz z Sewastopola. poprawiła nieznacznie spódniczkę. wynurzyła się dziewczyna.i cisnął jej dziecko pod nogi. Oto stoi przede mną dziewczyna o cudnych. i wrzucił ją z rozmachem jak ciężki wór zboża na auto. to nie moje! . nie uciekaj! . zakrywając rękoma twarz. tak należy karać wyrodne matki . Stała tak chwilę. potem mnie. dokąd oni nas powiozą? Patrzyłem na nią. która parła ślepo w stronę aut jak rzeka pchana niewidzialną siłą.dzieci. ładna. Aż dopadł ją Andrej. oczy nasze spotkały się.Gut gemacht. to nie moje dziecko.rzekł esman stojący przy samochodzie. powiedz. . jasnych włosach.Masz! Weź i to sobie! Suko! . nogi uginają się.Gut. strząsnęła je niecierpliwie. Oczy miał mętne od wódki i upału. zbił z nóg jednym zamaszystym uderzeniem ramienia. zadławił łapą gardło. Twarz miał wykrzywioną wściekłością: .Panie. .Ach. kilkuletnie dziecko o zarumienionej.To nie moje. nie!.Mamo.Chwycił ją wpół. Raptem spośród tej całej fali ludzkiej. ale gorączkowo. ty kurwo! . pyzatej twarzy cherubinka biegnie za nią. zeskoczyła lekko z wagonu na żwir i spojrzała dokoła badawczym okiem.Mamo. o ślicznych piersiach.krzyczy histerycznie kobieta i ucieka.) . Małe. który czemuś bardzo się dziwi. w batystowej letniej 102 Mołczy (roś. Głowa szumi. Parzy gardło spirytus. nie może nadążyć. chce żyć. śpieszy się nieznacznie.Kobieto. Spod kupy szmat wyciągnął ukrytą manierkę. . mamo. . Nieświadomie szukałem jej wzroku.warknął przez zęby Andrej i odszedł do wagonów. nie moje. słuchaj. które nie pojadą autem. jak człowiek. blad jewrejskaja! To ty od swego dziecka uciekasz! Ja tobi dam. Oto idzie szybko kobieta. panie..milcz 19 . zdrowa. wyciąga rączki z płaczem: . zbiera się na torsje. Bujne jasne włosy rozsypały się miękką falą na ramiona. ty. . które pójdą pieszo. przytknął do ust sobie.Słuchaj. padającą chwycił za włosy i dźwignął z powrotem do góry. Chce skryć się. gut Ruski. jebit twoju mat'. skarżąc się na cały głos: . które będą żyć. weźże to dziecko na ręce! . Jest młoda. Niektórzy z nich wiedzą. odkręcił. Wreszcie oderwała wzrok od tłumu i przesunęła spojrzeniem po naszych twarzach. Dopadł ją.Mołczy!102 . chce zdążyć między tamte. Przesunęła odruchowo rękoma po bluzeczce.

Dopiero stąd. mdły zapach brudnego. Niemowlęta. nie wróci do tamtego życia. zwierzęcy głód. Oto czterech z Kanady dźwiga trupa: olbrzymią. Kto raz tu wszedł. na ciężarówki. On wbił kurczowo palce w jej ciało. ' 165 „Po cóż ona to przywiozła. Dotykałem się trupów. Ktoś ją chciał zatrzymać. wyrzucałem bagaże. tylko na czarnej wąskiej tasiemce. bluźni.Już wiem . przecież i tak jej zabiorą” . ale nie mogłem przemóc wzbierającego dzikiego strachu. Wchodziłem do wagonów.pomyślałem mimo woli. wyjąc przeraźliwie jak psy. spleciona rozpaczliwym uściskiem. Cienie drzew wydłużały się upiornie. odpowiedz. ale leżały wszędzie. rozparzonego ciała kobiecego. za ręce i wrzucają na kupę. odrzucając w tył głowę. kopniakami odganiają zabłąkane dzieci. Wreszcie znów włażę pod szyny. Uciekałem od nich. wymykam mu się i mieszam się w grupie pasiastej Kanady. jeszcze obrzydliwsza. Zacisnęła usta. zachodzącym światłem oblało rampę. poukładane pokotem na żwirze. za łby. jeszcze straszniejsza. o mądrym.rzekła z odcieniem pańskiej pogardy w głosie. Uciekam jak najdalej. poskręcani w konwulsjach mężczyźni. Oto para ludzi padła na ziemię. dojrzałym spojrzeniu. tylko śmierć jeszcze ohydniej sza. wołają innych i zbiorowym mozołem wpychają 20 . . Ona krzyczy histerycznie. wstrętny. Taki sam miała Tuśka.bluzeczce. widać całe piekło kotłującej się rampy. ludzki krzyk bił w niebo coraz głośniej i natarczywiej. klną i pocą się z wysiłku. . Ktoś mnie smaga trzciną po plecach. ohydne nagie kobiety. nieludzka praca i ta sama komora.Słuchaj. Słońce pochyliło się głęboko nad horyzontem i krwawym. przeklina. zębami chwycił za ubranie. Stoi. nic. Chwytają je za karki. opuchniętą babę. które plączą się po wszystkich kątach rampy. patrzy mi prosto w twarz i czeka. dostrzegłszy na przegubie ręki śliczny zegarek o drobniutkiej złotej bransoletce. Rozszczepiają ich jak drzewo i wpędzają jak zwierzęta na auto. śmiało poszła w stronę samochodów. na cementowym skraju peronu. spod szyn. Zobaczyłem tylko z daleka bujne jasne włosy. nawet popiołów swoich nie wyniesie na postenkettę. ohydna i obrzydliwa. odsunęła go śmiało na bok i wbiegła po schodkach na wypełnione już prawie auto. kątem oka dostrzegam klnącego esmana. Milczałem. wynosiłem niemowlęta. Tamtych czterech nie da rady dźwignąć baby na auto. aż przyduszona butem rzęzi i milknie. rozwiane w pędzie. Oto obóz: z ogoloną głową. w wagonach. Oto komora gazowa: wspólna śmierć. watowane sowieckie spodnie na upał.

. Z całej rampy znosi się trupy wielkie. uspokój siebie. o kamienie. A ty byś co powiedział? Milczę.. Łzy ciekną jej po twarzy. jęczy i bezustannie. opuchnięte.Już po pierwszym transporcie! Pomyśl. Najgorsze są transporty spod Paryża: zawsze człowiek spotyka znajomych. Pijemy kawę zmieszaną ze spirytusem. znów spirytus. do cholery! Wloką starca we fraku. co? Dobra Kanada?! . .Że idą się kąpać. Ale oczy postów patrzą uważnie. nieprzytomnych. przydeptany czyjąś nogą.Stój. ja mam dosyć.za pół godziny będziesz gadał z największym komendantem! Tylko nie zapomnij powiedzieć mu: Heil Hitler! Inni niosą dziewczynkę bez nogi.Henri uśmiecha się dobrotliwie i znika w ciemności. Między nie ciska się kaleki. to boli.” Ciskają ją na auto między trupy. Automaty są gotowe do strzału. za kręgiem światła rozciąga się nieprzenikniona ciemność.pyta mnie Henri. nabrzmiałe. 21 . Nie dam rady. Starzec głową tłucze o żwir. Szofer zapuszcza motor. Wrzucony na auto. Na wysokich słupach palą się anemiczne lampy.. Znów kawa. zaśmiewając się głośno . Krok w nią. . sparaliżowanych.Haiti halt! . jest niezmiernie cicho.Będzie jeszcze jeden transport.” Powtarza to ze starczym uporem całą drogę. Góra trupów kotłuje się. . ale! . przyduszony. a potem spotkamy się w obozie. na co my czekamy? . kakao zalepia usta. stój. Po chwili wraca. z opaską na ramieniu.górę mięsa na platformę. i człowiek znika bezpowrotnie.I co im mówisz? . Leżymy na szynach. przyduszonych. Czerpie się to dłonią. wyje..” .Nie. . miesza z cukrem. ktoś otwiera puszkę kakao.od Bożego Narodzenia przewinęło się przez moje ręce chyba z milion ludzi.Jeżeli przyjdzie. . trzymają ją za ręce i za tę jedną. .Czemu? . pozostałą nogę. monotonnie zawodzi: „Ich will mit dem Herm Kommandanten sprechen chcę mówić z panem komendantem.woła do niego młody esman. wciąż rzęzi: „Ich will mit dem.Wymieniłeś buty? . boli.. to ja nie pójdę go rozładowywać. Zapada wieczór chłodny i gwiaździsty.Wzięło cię.Człowieku.wrzeszczy z daleka esman. . Spali się żywcem wraz z nimi. odjeżdża. skowycze.Człowieku.Henri. ja . szepce żałośnie: „Panowie. kompletnie dosyć! . . Ale nie wiadomo.

Będziesz tu cały czas siedział.. znów transport. skulony pod wagonem.. . ogłupiała. ma się co jeść. Nie wiedzą. chłodnym żelazie i marzyłem o powrocie do obozu. przechodzą przez pas światła i znów znikają w mroku. . dziewczynę. o odrobinie snu wśród towarzyszy. Rampa jest mała. Światła migocą upiornie. ma się siły do pracy. Wciąż umierają inni. że zaraz umrą i że złoto. dom. Byłem znów przy wagonach. Gdzieś warczą auta. Działa na nerwy. wyciągną złoto spod języka. Leżałem na dobrym. strzelił raz i drugi: została. Chce mi się spać. żeby cię esman nie złapał. Chwyciłem rękę trupa: dłoń jego kurczowo zawarła się wokół mojej ręki. Naraz obóz wydał mi się jakąś zatoką spokoju. Mdłości zgniotły mnie naraz. samemu się jeszcze jakoś żyje. Buchnął ciepły. Tylko uważaj.dostała obłędu. 103 Wasser! Luft (niem. Szarpnąłem z krzykiem i uciekłem.Co stoicie wy tak głupio? Wyładowywać! . nieruchoma. spóźniony seans tego samego filmu: strzelają serią automatu. które zapobiegliwie ukrywają w fałdach i szwach ubrania. w obcasach butów. fala ludzi płynie bez końca. rutynowani ludzie będą im grzebać we wnętrznościach. ale krąg światła jest jeszcze mniejszy. Zaświecił do wnętrza. ma się ojczyznę. brylanty. Wydaje się tym ludziom. na której nie ma siennika. Będziemy wyładowywać kolejno. mętna. o pryczy.i świsnął kijem przez plecy. Góra ludzka zapełniała wagon do połowy. łapiąc głośno powietrze i wyjąc monotonnie. Chwilę leżała ogłuszona. pieniądze. więc podbiegł do niej esman. wreszcie podniosła się i zaczyna chodzić w kółko. Wymiotowałem.. piskliwie.Dobrze. ale jeszcze parująca. Z ciemności wynurzają się wagony. słodki zapach.Daj mi spokój z butami. Dusząc się . Na piersiach miał zawieszony przenośny reflektor. reflektorami oświetlają drzewa. brylanty z macicy i kiszki odchodowej. Fachowi. wyjął rewolwer. Wasser! Luft!103 Znów to samo. wagony uspokajają się. A buty ci skombinuję. Jest głęboka noc. coraz prędzej i prędzej. okutym butem kopnął w plecy: upadła. dławiło gardło. Poczęto otwierać wagony.rozległ się głos esmana wynurzającego się z ciemności.już im nie będą potrzebne. kopiąc nogami ziemię. Przydeptał ją nogą. potwornie poplątana. .Wody! Powietrza 22 . podjeżdżają pod schodki upiornie czarne. aż znieruchomiała. zgorączkowana.) . sztywno wymachując rękoma jak na gimnastyce. w zakamarkach ciała . że rozpoczynają nowe życie w obozie i psychicznie przygotowują się na ciężką walkę o byt. Tylko jakaś dziewczynka wychyliła się do pół ciała z okienka wagonu i straciwszy równowagę upadła na żwir.Ausiaden! . Znów antreten. Chwiejąc się przekradłem się pod szyny. Serce mi łomotało. którzy w nocy nie pójdą do gazu.

Parę dni będzie obóz mówił o transporcie „Sosnowiec-Będzin”. W zabitych szczelnie skrzyniach odeślą do Berlina. noc przejaśnia się... niebo staje się coraz bardziej przezroczyste. upalny dzień. będzie chodził w jego bieliźnie..pada od czoła komenda. Dużo. Mijamy oddział SS idący z bronią maszynową na zmianę warty. na Śląsk. czarną rzekę. pił jego wódki i likiery.. cukrem. Z krematoriów ciągną potężne słupy dymów i łączą się w górze w olbrzymią. 104 Und morgen die ganze Welt.. bogaty transport..A jutro cały świat. klamoty są załadowane. wódkę i listy z domu. Wiele wyniosą cywile za obóz. Transport sosnowiecki już się pali. Czarne postacie esmanów chodzą spokojne. jedna masa. gwiazdy poczynają blednąc. konfitury i owoce.104 . ustawia się do odmarszu. Kapo kończy ładowanie kotła od herbaty złotem. (niem. Usuwamy się im z drogi. fachowe.Und morgen die ganze Welt. Zapowiada się pogodny.) . . To na bramę dla wachmanów: puszczą komando bez kontroli. Gdy wracamy do obozu. Kanada objuczona chlebami. Już kończą. jedwabiami i czarną kawą. Parę dni obóz będzie żył z tego transportu: zjadał jego szynki i kiełbasy. dopełnia liczby: piętnaście tysięcy. Pan z notatnikiem w ręku robi ostatnie kreski. Przywiozą papierosy. Był to dobry. Trupy porozkładane na rampie zabiera ostatnie auto. dużo aut pojechało do krematorium. fragm. pachnąca perfumami i czystą bielizną. która niezmiernie powoli przewala się przez niebo nad Birkenau i niknie za lasami w stronę Trzebini. pieśni hitlerowskiej 23 .śpiewają na całe gardło. jajka. handlował jego złotem i tłumokami. jedna wola. podnosi się nad nami. Idą równo.Rechts ran! Na prawo! .. człowiek przy człowieku. . do Krakowa i dalej.Wyrwą im złote zęby. marmoladą.

który ciągnął się nieprzyzwoicie blisko pola buraczanego. wymrą solidarnie co do jednego już po pierwszych dziesięciu kilometrach. . jakby w rowie był 105 Bagry (z niem. zaczął się podczas deszczów obsypywać. za wąskim pasmem łąki. leżało pole zasadzone burakami. podobno duńskiego karabinu. między niespodziewanie żywotną rzeczką a szosą przecinającą w poprzek dolinę. równając pługami ziemię rwaną przez bagry105 i podwożoną z dołu przez szeregi wagoników pchanych przez ludzi. widziało się prawie że dosięgalne zielone. O kilkadziesiąt metrów na lewo.pogłębiarki 24 . nie przewidziawszy. kiedy świeciło słońce i pełno było pod drzewami dojrzałych.jak to się mówi .na sago. strząśniętych przez wiatr śliwek.rzekłem do Romka. że niby nic nie znaczy . Pole ciągnęło się zboczem pod górę i urywało się pod ścianą czarnego lasu. Rów. Dalej na zboczu. Było tam niebezpiecznie. rozparte w mokrej ziemi. jak Bóg zdarzył. Kiedy ja się kiwałem. pod które grunt dopiero równał traktor. taki rów. popękaną ścianę rowu lub siadałem na umiejętnie podłożonej łopacie. lepkiej gliny. patrzył spod nasuniętej na uszy i czoło furażerki w dolinę jak na dno wanny. że Norwegowie. rwali płatami murawę na zamaskowanie budynków. Czym prędzej więc zabrano nas do noszenia szyn i wyciągania poplątanych prętów stalowych leżących. przyczepiony leniwie do kilofa. Sterczała z niego jak kopia śmieszna tyczka długiego. pod rachitycznymi śliwami. co im w Polsce napsuł. Z daleka wyglądało to tak. rozsiadł się drugi post i owinąwszy się szczelnie w lotniczy szary płaszcz. kupą na dworcu i zagnano na dno wanny poprawić rów. Kiedy on się kiwał.ŚMIERĆ POWSTAŃCA Obok rowu. Na dnie wanny kopaliśmy rów. byłego dywersanta spod Radomia. a ja wyrzucałem ją końcem łopaty na grzbiet nasypu. od dwóch lat odrabiającego w obozach Niemcom to. nosili podkłady i szyny. gwarno i tłoczno. Pracowaliśmy na spółkę od chwili założenia tego parszywego obozu na skraju małej łączki pod jednym z wirtemberskich wzgórz i doszliśmy w kopaniu rowów do niejakiej wprawy. a nawet grozić całkowitym zawaleniem się. jeździły olbrzymie traktory. Bagger) . o różowych żyłach końskie buraki. tam gdzie las schodził w dół kępami młodych wierzb. przewidująco wykończony w dobrych czasach. a pod nimi białe. On dziabał kilofem miękką ziemię na kaszkę. jako że do wodociągów ściany kazano nam kopać prosto. on przejmował moją funkcję podpierania rowu. Wychyliwszy się za brunatny nasyp świeżo wyrzuconej.Pomyślałbyś. mięsiste liście. Ludzie pchali lory. którym polecono w rowach układać rury na wodociąg. opierałem się o wilgotną. rozmazanego w rzadkiej mgle. a nie . Na skraju lasu stał post.

Aby nie do noszenia szyn albo podkładów. nie dwa bochenki . powstańców. .wskazałem głową za zakręt rowu. Ale jak chcesz coś powiedzieć.Jak myślisz. Umiejętność prowadzenia rozmowy i przewlekania jej przez cały dzień była prawie tak samo ważna jak jedzenie. na okrąg. . Były dywersant podniósł się z wnęki i pochwycił za kilof. .A bo co. Ja im nie kazałem tutaj przyjeżdżać. i tyle.podtrzymał rozmowę Romek. Machnąłem w milczeniu parę razy pustą łopatą i przytrzymałem osypujące się z nasypu grudy. Co to niejedno już widzieli. to pójdziemy dalej mówił. Musieli dalej odejść. rów. to nie szkoda mi wcale. U nas zupa była już zimna na bloku. Popatrzył po horyzoncie.tylko każdy trupiarz dostał po pół bochenka i trochę margaryny w nagrodę. przedzielając rytmicznie słowa klapnięciami kilofa. a nie tak.jeden człowiek. będzie deszcz? Skulił się pod ścianą we wnęce po przezornie oddziabanej glinie.odparłem lekkomyślnie.Nie dwa. Starają się od rana jak głupi. Było tam sucho i jakby cieplej. pod koniec wojny dobrowolnie lager przyjechali budować. Myślą. Ochotnicy. Mówili. jakby wypłowiałe oczy i dobroduszną.zauważył zmartwiony.Albo to pierwszyzna dla nas? A popatrz.Osypał się. A jeden Żyd to się utopił w błocie na środku obozu. jakeśmy zaczęli kopać. Chłop w chłopa. że truponosy dostali wczoraj po dwa bochenki chleba. ale w dole było zacisznie. bo coś nie słychać.dodał zgryźliwie i zakończył przekleństwem. nabrzmiałe deszczem obłoki. . jak ty mówisz.Frajer deszcz . Jak go poprawimy. Przy łopacie i kilofie ujdzie jeszcze wytrzymać. czy i połowa żyje. . ci tam od powstania . to było nas starych równo tysiąc ludzi. bardzo przychudzoną twarz o silnie zarysowanych kościach policzkowych.i została nas połowa. . . Nad rowem szedł porywisty jesienny wiatr i pędził górą niespokojne. A z tych tam . Dlategośmy wczoraj tak długo na apelu stali.Wykopaliśmy rów. 25 . kraj uprzemysłowić . trochę się rów osypał . . żeby się kłócili o politykę. kiwnąwszy się bez zapału na kilofie. bo wywieźli pięćdziesiąt trupów w skrzyni. że majster Batsch da któremu skórek od chleba. A wiesz. gdzie pracowała reszta naszej grupy. .Pewnie już cały rów uprzątnęli. trochę deszcz popadał. Sami chcieli. wysiedzianych po nie byle jakich obozach. trochę słońce poświeciło. to mów od razu.to nie wiem. . ale za to gorliwie i bez odpoczynku. że rów? . który pracuje wolno. Miał niebieskie. jak ci tam od powstania. tych tam.Nawet słońca nie widać .

teraz 26 .hitlerowska organizacja budowlana. da! Nie bój się. moglibyście zdjąć tę papę z siebie.Panowie. w pasiaki. Nie widzieliście wczoraj. Tylko nie daj komu. ubrana jednolicie. Wetknąłem uważnie łopatę w ziemię. niech czeka na skórki. a jeszcze więcej po narzeczonych nieobecnych autochtonów przebywających zur Zeit107 na froncie.Gdzieżby tam! Stary na pewno przyjdzie' On przecie chleba woli nie dojeść. któremu z nudów nadarza się czasem kogoś postrzelić. w pewnym oddaleniu od nas. umie podbechtać do pracy. powstaniec. żeby z kamienia robić olej? Już i tak wycierpieli dosyć.. Budowała obiekty wojskowe. poryto im paskudnie łąki. lecz z drugiego. więźniów z obozów koncentracyjnych 107 Zur Zeit (niem. Ja wczoraj przyniosłem i przedwczoraj. niby nie bije. byle dużo. Umie dać szpilę. że on wy kituje. nerwowego jak ryba na haczyku kapy.A wy. bliżej traktorów. porachuje. jakby to była kiełbasa! Ma on swój system. głupi. kręci się tam przy bagrze . a zje kawałek skórki potwierdziłem skwapliwie. Za zakrętem rowu. a skórkami mami. Czego on nie je! I mlecz. może coś się skombinuje. bo majster na wieś poszedł. Jeden wpuścił marynarkę w spodnie. że trzeba było rwać buraki nie z pola leżącego pod nosem. .A jakże. Ale uważaj na kapę. a żołnierze i majstrowie z Armii Pracy Todta106 grasują z upodobaniem po ogrodach i sadach. i chyłkiem polazłem wzdłuż rowu między kałużami z ostatniego deszczu. nie ubabrała się w błocie. Kto chce zdechnąć.A pewnie. .ostrzegł Romek. jak esman Żyda 106 Armia Pracy Todta (Organisation Todt) . którą nałożył na siebie. a dopiero da ci. nasz Chorwat dobrze popatrzy. i pietruszkę z łąki.obecnie. żeby. pracuj. świetna ochrona od deszczu i wiatru. wrzasku pchających naładowane ziemią wagony ludzi. i dziki czosnek. pracowała grupa starych panów z powstania warszawskiego. Głupich nie brak. . Ja ci mówię. szczęść wam Boże w pracy . padając. Rzecz polegała na tym. wydawszy otwory na głowę i ręce.rzekłem układnie. inny jeszcze posłużył się papą. a zieleniny nawpychać się musi. Zjadłoby się trochę.Przynieś ze dwa. . przepuście mnie. Za rwanie bowiem buraków groziły niedwuznaczne sankcje. aczkolwiek z pewnymi indywidualnymi odchyleniami. in. . wykorzystując jako siłę roboczą m. że zjechała na ich ziemię niespodzianie banda więźniów i rozłożyła się małymi lagerkami od Stuttgartu aż do Balingen. a nic nie robić.) . no nie? Akurat dobrze. Ja tam wolę mniej zjeść. bo cóż winni są spokojni wieśniacy z Wirtembergii. . .Narobi się taki jeden z drugim za cały bochenek. zajęto pastwiska pod urządzenia polowych fabryk.Chyba pójdę po buraki. innemu wystawała spod marynarki torba cementowa. że dygaj. Twoja kolej teraz. no i posta. a ty.

pan idzie po buraki? . proszę pana. która wystawała spod kusego kołnierza postawionego sztorcem. . Trzeba się trochę ruszyć koło siebie. proszę pana.Sprzedałem wczoraj miotłę blokowemu z waszego bloku i za to dał mi miskę zupy. trochę się ochędożyć.Panie. gdzie wam wszystko podadzą. a nie Aryjczyków. Dostanie pan durchfallu i wykituje pan w try miga. jakby ten kawałek nasiąkłego wilgocią płótna z pokrzywy mógł go ogrzać. co ją znalazł u niego? . tobyś też tak wyglądał jak my .Tylko nie jestem wzwyczajony do frykasów jak wy z Warszawy.Burak szkodzi na żołądek. i tyle będzie z was. Nie lepiej to przeżyć? .Ej.troszkę 27 . . stary . .A czy ja jestem Żyd? Żydów to tam mogą tłuc. niegdyś eleganckich trzewików. że co? Że wytrzymacie? Wwalą w skrzynię i wywiozą.zatłukł za słomę. to wam od razu więcej zdrowia przybędzie. zeschniętym. przecie obóz to nie pensjonat. jak ja witki plotłem. Nie wpadło mu natomiast na myśl wpuścić spodnie w owe eleganckie niegdyś trzewiki. Były one grubo oblepione błotem. jeszcze warszawskie.szanować się nie umiecie.Kiedy się. to nie u mamy w domu. . . jeść chce. stary. Pracowaliśmy wszyscy koło wikliny. jak nie ty? Może powiesz: nieprawda? .przerwał potok mej wymowy ten w nakryciu z papy. niż gdybyście pajdkę chleba zjedli.Jakbyś pan zjadł tylko liter zupki na wodzie i pajdkę chleba.A kto wczoraj menażkę zupy z naszego bloku wyniósł.No? A jak po buraki. Przyjrzałem się dokładnie staremu muzułmanów!. . Marynarkę przepasał grubym sztukowanym sznurem i wypchał się grubo słomą. Czyja wam broniłem robić miotły? Wyście sobie wygodnie w południe leżeli. . to myślicie. Ja też. i gęstą mazią nowo nabytej gliny. jakbym miał trzy koszule.) . 108 Niemnożko (roś. A jak będziecie tylko buraki jeść i jeszcze co dzień papierosa kupować za pół miski zupy.Przyniósłbyś pan jednego dla nas. Zresztą martw się pan o siebie. dawnym. Już i tak wyglądacie jak półtora nieszczęścia. I szanować się umiem.oburzyłem się szczerze. .rzekł rozsądnie stary. Jak się otrzecie z błota i poruszacie się niemnożko 108. A jak człowiek głodny.zapytał mnie ten od utytłanych.rzekłem z pogardą .Albo ja więcej jem od was. to co? . to mu się nie bardzo chce żyć . czy co? . to byłbym taki mądry i chodził bez papy.

Jakbym ja się bał. poczułem się nieco raźniej. te. Tuż przed zakrętem nasyp nad rowem był usunięty. Wyciągnąłem buraki spod marynarki. przyciskając do brzucha obrzydliwie wilgotne buraczane łby. że cała marynarka obłazi mi błotem. wilgotne ściany i odetchnąłem z ulgą. .Jak posiedzisz parę latek jak my wszyscy. 28 . ty sukinsynu! . popełzłem ostrożnie między buraki. wyjął z zakamarków odzienia rzecz nieocenioną: scyzoryk.To zdychajcie.krzyknął za mną nieprzyjaźnie pan w nakryciu z papy. a w ścianie rowu wykopano dwie płytkie dziury. klnąc siebie za niepotrzebną zwłokę.odpowiadam rozdrażniony i biegnę do buraków. trzymając się rękojeści kilofa. Dywersant dziabnął kilofem w dno rowu. bez pośpiechu poobrywałem liście i wyważyłem ją z ziemi. zakryty po trosze buraczanymi liśćmi. oskrobałem bardzo starannie ręce i buty i przytrzymując buraki pod połami marynarki szybko podyrdałem do swoich. . z Oświęcimia. Wreszcie wsunąłem się między spękane. daj pan jednego.I tak nikt nie patrzy.Tee.rzekł ten od nakrycia z papy. to po co się starać? . Przecisnąłem się do byłego dywersanta. Zdobyłem tedy jeszcze jeden burak. w których stopa znajdowała oparcie jak ulał. Tutaj. jak jesteście starzy i boicie się. zostawcie mnie w spokoju! . kiedy przechodziłem koło nich. ale prócz pękatych. . i obrał starannie buraki. wsadziłem oba pod marynarkę i trzymając w ręku parę liści jako osłonę przed wzrokiem kapy albo posta. Byłem trochę podniecony i oddychałem jak zgoniony pies. . Albo ode mnie blokowy weźmie? Woli dać zupy za darmo któremuś z was. Na oko wybrałem najgrubszą bulwę. począłem wycofywać się do rowu. to i tobie wszędzie dadzą drugą miskę zupy . daj pan kawałek .To się udław. wrzucając łupiny do dołka.zawołałem prawie że z rozpaczą.Panie. Romek kucnął sobie w rowie. Oczyściłem marynarkę i spodnie wyjętą z kieszeni drewnianą łopatką.Ludzie.A idźcie sobie urwać! Tam rosną buraki dla wszystkich! Co to ja jeden jestem? . toby już dawno trawa po mnie rosła! . wykopał mały dołek. biało-różowych buraczanych łbów nic innego nie umiałem dostrzec. Oglądałem się za rzepą.powiedział bardzo rozumnie. . bo pan jest młody! . . Wsadziwszy nogę w zagłębienie i chwyciwszy się palcami krawędzi rowu wy-dźwignąłem się z wysiłkiem ponad rów i nie zważając.Kiedy panu łatwiej.. ja też jestem taki mądry. Jakieś sto metrów dalej rów skręcał ku czarnemu kwadratowi ziemi tarmoszonej przez traktory i bagry.namawiali mnie powstańcy.

partyzanty jedne. trudno. i to bardzo dużo .Jeżyny czy Dzierżyny. nie nadające się na wybredniejsze podniebienie części. A sołtys milczy ze strachu. wycinając z buraków żylaste. tylko mnie woła. że nie serdelowej. .Jakiej kiełbasy? Wiadomo. .Słuchajcie no. powiada baba. czekamy. Zwykłej wiejskiej kiełbasy z czosnkiem . To sobie możecie wyobrazić! Podał mi plasterek buraka i odkroił sobie drugi. Wywaliliśmy na spółkę w chłopa. przesłuchaj ta go w łóżku”.Ale co ma sołtys do buraków? . rozglądam się. jak mnie zaraz Niemcy wywieźli? . a kiedy nie odchodził.Na pewno lepsza od tych buraków. .odrzekł opryskliwie Romek. raz poszliśmy robić jednego sołtysa. Myślisz.dywersant podał mi pokrojony na części burak. z nie mniejszym nabożeństwem śledząc krajanie buraków.Rozumiesz.Jakże j a mogłem walczyć w Warszawie. Podszedł do nas po cichu i oparłszy się na łopacie. dodałem zniecierpliwiony: . i ja. żeby ktoś za was tyłka nadstawiał jak w Warszawie. zaklepując łopatą dołek z obierkami.zatoczył ręką nieprawdopodobne koło . Włażę. Miały nudną.wieniec kiełbasy zafasowali. aż pierze pod sufit poleciało. nie bądź pan taki. niegdyś eleganckich trzewikach. piekącą słodycz sacharyny i rozchodziło się od nich nieprzyjemne zimno po ciele. Dlatego jadło się je ostrożnie i małymi dawkami.Idźcie. nie mogąc oderwać oczu od chrupanych przez nas nonszalancko plasterków.rzekł Romek. daj pan kawałek. rozmiesz. prawda? Sami to się boicie? . z nabożeństwem wysłuchiwał historyjki dywersanta. . Człowiek w trzewikach ze starczym uporem tkwił wciąż nad nami.rzekł niespodziewanie stary w zabłoconych. proszę pana? Bo ja się trochę na wędlinach znam .Trzeba było urwać sobie .Bujda wszystko . . w poduszkę. bo trochę ciemno.powiada .A ma.. leży sołtys z babą w łóżku i nie chce wyjść.rzekłem drwiąco. Obstawiliśmy chałupę na olaboga i Wilk we wszystkich opowiadaniach Romka Wilk grał pierwsze skrzypce . .mówił. to wam majster Batsch może skórek od chleba da . . który natychmiast schowałem do kieszeni . niedaleko od Radomia . Ale on nic. czego się nie robi dla Ojczyzny. stary. mówię. jakoś tak się ta wioska nazywała. mówi Wilk.zawyrokowałem.Panie. Wal. poduszkę i pierzynę mi do cna ino zmarnowali!” .bo w spiżarni u starego tośmy taki .Chcielibyście tylko. „Chodź na przesłuchanie”. baba w krzyk za nim? Akurat! „Takie owakie . „Ja go nie puszczę. . 29 .wlazł przez okno do chałupy. idźcie. do roboty i starajcie się dalej.A jakiej kiełbasy. aż się załatwi.

Nie można nic pić. a buraka to chcecie za całą rękę . poskładał je do kupy. Takim burakiem to człek przynajmniej kiszki napcha. Wreszcie Romek wyciągnął z kieszeni dwie przyduszone. ma się rozumieć. który zebrawszy kawałki buraka w podołek. Chwycił chleb. jak chodziliśmy po narzędzia rano do budy. że kantu nie ma i że to rzeczywiście cały.Trzeba mieć. .Ale niech tam już będzie. . 30 . . Że też wy od rana umiecie dotrzymać . tak z pół pajdki rannej. uważnie mieszając chleb ze śliną i połykając bez pośpiechu. A wy zjadacie całe główki. cierpliwość i umieć donosić żarcie do czasu. ale za całego buraka . A wy buraków chcecie. . Z chytrym uśmiechem rzucił mi jedną.dodał z mieszaniną pogardy. jak błyskawicznie i fachowo oceniłem.Widzicie. a tam inni za mnie kopią. Znalazłem śliwki.stary. zwiędłe śliwki. Co dzień z wami to samo. ciągnąc za sobą łopatę. stary. nawet kawy. a potem podniósł na mnie oczy bez wyrazu.rzekł dla zasady Romek. Nogi was nie bolą? . Trzeba było od razu wyciągnąć chleb. I zieleniny. Dywersant gmerał obojętnie kilofem w ziemi. bo do roboty trza. wyjął chleb. z fantastycznie poskręcanych szmat i ścierek wyłaziły obrzmiałe. Wtedy Romek sięgnął do wnęki. palec włazi w ciało jak w wymieszone ciasto. także nie jeść. Ale ty byś od razu zjadł. zawszeście jednakowi. tylko mi trochę opuchły .Dam wam kawałek chleba. a potem opowiadać dyrdymałki.powiedział bezdźwięcznie i wyciągnął z kieszeni omotany w brudną szmatę chleb. niegdyś eleganckich trzewików. Jak dojdzie od nóg do serca. Stary krytycznie spojrzał na łydkę. A wiecie dlaczego? Woda. podciągając do góry zabłocone nogawki pasiaka.Ano. uznania i zazdrości. buraki szkodzą na żołądek. uważasz.. Dajcie prędzej.. żebyście nie marudzili.Chleba dajecie za paznokieć. aby unaocznić. stary. Z utytłanych w błocie. .Widzicie. prawie sine łydki. nic. Gadamy i gadamy. Pochyliłem się i nacisnąłem palcem skórę. następnie wyjąwszy z kieszeni kawałki buraka. tylko woda. podzielił go sprawiedliwie na dwie równiutkie części i podał mi jedną. Żebym to ja tak chleb umiał dotrzymać. . Złapałem ją w powietrzu. Nie imponowały mu byle jakie opuchnięte nogi. i wręczył je staremu. Dywersant oparł się na kilofie. położył go we wnęce.rzekł z ożywieniem stary. Poczęliśmy obaj żuć. to wtedy kaput. żeby bolały. odszedł w pośpiechu za zakręt rowu. a drugą ręką chwycił się pod bok. chorobliwie białe. nie nadkrojony burak. jak trzeba. Za dużo w nich wody. .Gdzie tam.

i przestać cały dzień przy łopacie. Z drugiej strony była łąka. poniżej dna wanny. Grunt to nie narobić się. przerzynając na ukos łąkę.I warszawski .odpowiadam zgodnie. który wznosił się w środku wsi nad wodospadem wezbranej w jesieni rzeczki. Z daleka. co dzieli. jak w Oświęcimiu dostawałem paczki. za nasypem szło pole buraków. nawet przez oświęcimiaków nie dościgniony.mówię w rozmarzeniu. ani ogień nie spali. ani na podatki nie wezmą. a miał nas dwudziestu. A tutaj porcje także od razu zjadam. gdy milczenie przeciągało się niebezpiecznie. wtedy człowiek tracił 31 .prędko zdechnie. oraz czerwone dachy domów schodzących coraz niżej.Naturalnie.zgodził się były dywersant. a dalej traktory. ale niedużo.Wiesz. . a tu było trochę ziemi nad głową niby dach. gmera. . noszenia szyn i załadowywania worków z cementem oraz świetny. Oto zbierał codziennie od swoich kolegów skórki od chleba i rozdawał je tym. a ja podpierałem wnękę. Wbił kilof w ziemię i oparł się o ścianę rowu. mamrze się zjedzeniem . schodził z drogi majster. Rów był wąski. Co w żołądku. troszkę kawy popić.dodałem. dbał. odcinając się od mokrej zieleni trawy jaskrawą barwą munduru Armii Pracy Todta. w której wydawało się nieco cieplej niż w gołym rowie. żeby na kupie nie stać. niknął we wsi i wypływał wraz ze śliwami. tego ani złodziej nie ukradnie. Taki. krusząc resztki grud upadłych z nasypu. Za lasem leżał nasz mały. zdaje się? . którzy najgorliwiej pracowali. Widziałeś mnie kiedy. pozwalając mu w rowie opadać własnym ciężarem. to mleko skondensowane od razu wypijałem . może dlatego że nad rowem szedł wiatr. Śliwy dochodziły aż do wsi leżącej zupełnie w dole.zagadnął. Chwyciłem łopatę do rąk i począłem z energią wyrzucać okruszyny ziemi. Dalej wspinał się po stoku wzgórza młody świerkowy las. Były dywersant wziął kilof i odsunąwszy się ode mnie o dobre parę metrów. w którym w przeciągu dwu miesięcy umarło trzy tysiące ludzi. . . On kiwał się na kilofie. żebym miał chleb przy sobie? Raz-dwa zjeść.Nigdy nie umiałem podzielić. łańcuch wart i las. Należało rozmawiać cały dzień. To żydowski system. Z jednej strony rowu wznosił się nasyp. ale nieproporcjonalnie głęboki.. O swoich ludzi. że bym zjadł . . niedawno założony obóz.Najlepszy system to nie nosić jedzenia w kieszeni. Od nas widać było czub kościoła. Był to wielki specjalista od instalacji wodociągowych. Od lasu kładł się biały pas drogi. organizator wszelkiego jedzenia po okolicznych wsiach. Znów bez porozumienia wróciliśmy do dawnego systemu pracy. . Wilgotna ziemia pachniała trupim zapachem gnijącej trawy. podniósł kilof wysoko ponad brzegami rowu. na której gdzieniegdzie rosły dzikie śliwy.Zacząłeś coś mówić o rowie przedtem.I warszawski . myśląc o odbytej tylko co transakcji.

że go nie dostrzegamy. gorszyło.chodź no tutaj! Dlaczego ten człowiek leży na ziemi? Dlaczego on nie pracuje? Majstrowie nazywali kapami wszystkich. szyn.poczucie czasu i nie miał okazji do snucia destruktywnych marzeń o jedzeniu. Majster Batsch postał chwilę nad nami.. Przez ten czas u nas wymarło trochę ludzi. że będziesz umiał żyć? Albo będziesz się bał wiecznie nie wiadomo jakich strachów. popatrzył jakby z niezmiernej wysokości i poszedł powoli nad rowem. coraz to któryś z kumplów umrze. w kółko. że wróci. I to nie o jakichś tam wspaniałościach. gdzie się da. bracie. postękując z wysiłku. żelaza i czego tam jeszcze. siedział skulony stary. co kapo bowiem. tak się gmera. to kapo. nie widzisz? Udając.do kogo? Może też gdzieś tak dołki kopią. dbając usilnie.Pogadajże coś! Jak to było? . jak te nasze powstańcy. . .i co? Coraz głodniej i zimniej. co będzie . zbudowaliśmy kolejki . aby błysnąć nim nad rowem. to znów na granicy szwajcarskiej. prawdę powiedziawszy. do dziecka.grunt. bo w co będziesz wierzył? Co tu mówić. pracowaliśmy gorliwie.Już od miesiąca tak kują. raz w Wirtembergu.rzekłem ostrzegawczo . .krzyknął do mnie. zatopieni na niby w rozmowie. co to się w powieściach czyta. widzisz.Ja tam nie myślę o tym. cementu. a posłyszysz. cegły. błyszcząc czernią wysokich butów. . Śmieszyło to bardzo starych oświęcimiaków.Kapo. aby dzisiaj przeżyć. raz na Śląsku. Wywalałem pełne. Chcę wrócić do żony.. a nawet. doły.Machaj. albo będziesz grabił oburącz.Bo to.. jak ziemia huczy od artylerii. Jeszcze się człowiek jakoś trzymał nadzieją. Na pewno będzie ci lepiej niż teraz. machaj kilofem . I coraz częściej pada deszcz. Brzeg żołnierskiego płaszcza miał ordynarnie zabłocony. kopie Niemcowi na pożytek.i zaśmiał się urągliwie.Nie gadaj. Kują w nią tam na Zachodzie. ten od 32 . . .i znów machnął kilofem. nazwoziliśmy wapna. gdzieś pod Beskidami. na dnie rowu. kapo . kują. Za zakrętem. ale teraz . którzy umieli po niemiecku. nie? A może chciałbyś już tak do końca życia . . Podbiegłem rowem. Ale nawet gdyby nie. Przyłóż ucho do ściany. I końca nie widać. już się dosyć nawojowałem po świecie. uczciwe łopaty aż na sam czub nasypu. i tak. założywszy ręce do tym. to myślisz.majster stoi nad rowem. stanąwszy nad grupą powstańców . pokopaliśmy rowy. ja tam od rana myślę o jedzeniu. to znów nowych przygnają.rzekł ostro dywersant .. A jak przyjdzie zima. Ale tak do syta chleba i grubo masła na chleb.

dopowiedziałem pośpiesznie .zabłoconych.rzekłem z pogardliwym lekceważeniem. Musiało mu być gorąco. kucnął spokojnie we wnęce. i jęczał. .Ciężko chory? . .nażarł się buraków i teraz dostał boleści w brzuchu. Na przeraźliwie bladej twarzy starego powstańca pojawiły się rzadkie krople potu.zapytał. prawda? . stary. chory . Ma czas do wieczora. . . jakby z krawędzi innego świata. verstehen?109 . obrzucił mnie nienawistnym spojrzeniem i rzekł niezdarnie do majstra Batscha: . ten od nakrycia z papy. nie wiesz pan. że żaden post nie pójdzie teraz stąd? Coś pan. Dywersant. że majster zrozumie po polsku. pierwszy dzień na komandzie? I zdejmij pan tę papę. Słoma wylazła mu zza pazuchy i sterczała przed twarzą.On kupuje co dzień buraki za chleb. co? O.zapytałem ze współczuciem. ściskając rękoma brzuch. . że nie ostrzegamy. buraki wam. że majster był zajęty czym innym. Jego towarzysz z kilofem. opierając się z wprawą na kilofie. ten od papy.Krank. . że zielenina szkodzi. I odszedłem do swojej łopaty. Klauen110.Chory? .kraść 33 . to nie wie. Na żarłoczność i głód trudno poradzić.Buraki? Z tamtego pola. Majster Batsch pokiwał głową w zrozumieniu. .powtórzył z naciskiem. Oczy miał przymknięte. zaszkodziły? . Mówiłem już raz.rzekłem ze zdziwieniem. 109 Hunger. Powieki drżały mu raz po raz. bo jeszcze pana kto urządzi. przecież on jest chory. rozumieć 110 Klauen (niem. to zupełnie jasne . ale z daleka zaglądając więźniowi w twarz. Majster kucnął nad rowem. może tego człowieka do lagru zaniosą. korzystając z tego. ciężko chory. .No tak.głód.Powiedz mu pan. Znów później powiecie. ruszył się niespokojnie. bo rozpiął kołnierz. dziecko. troskliwie. . Dopiero co przyjechał do obozu.Cóż to.Hunger. widać. wylazł z wnęki i stanął także w pozycji roboczej.) . W ręku trzymał spory pakuneczek owinięty w gazetę. proszę pana majstra.To pan jeszcze mało rzeczy widział na świecie. to bardzo niedobrze.Stary. .) .On nie może tego potrafić! . On jest chory. Towarzysz starego. a niegdyś eleganckich trzewików. przyglądając się smutnie powstańcowi znad rowu. prawda? .zagadnął bez zainteresowania. Co pan.majster Batsch uczynił dłonią międzynarodowy ruch chowania ukradkiem do kieszeni. verstehen (niem. że my niedobrzy. w nadziei. Gdy chwyciłem za łopatę.

tu znów im źle. to ich nikt nie pilnował. A potem dostałem jeszcze zupy na kuchni. i co trzeci chwalił się. . nie? .zapytałem z żalem. margaryna na trzydziestu kostka.Dużoś zjadł dzisiaj więcej niż porcja? . że mogli. .Właśnie o tym myślałem . aż ugięła się rękojeść łopaty.W Oświęcimiu krzyczeli.obruszył się były dywersant spod Radomia.. Urwał i chwycił za kilof. Popatrzył z sympatią na naszą zgodę i umiejętną pracę i rzucił między nas pakuneczek owinięty w gazetę. . a teraz znów się obżarł burakami.Co tam zjadłem . który w związku z pochodzeniem zadeklarował przynależność do narodu niemieckiego 34 . Jedzenie było tematem w chwilach szczególniejszych wzruszeń...Już niejedną setkę takich widziałem.podpowiedziałem. Ze złości wywaliłem całą grudę ziemi na nasyp. Mogli bronić tej Warszawy. .Wczoraj to zjadłem. Nad nami stał milczący majster Batsch. 111 Volksdeutsch (niem. jak już zaczęli. potem parę śliwek. .odpowiedziałem.Pewnie. bo odnosiłem kotły.Nie. potem znów ten chleb i trochę buraka.Nie pociągnie nawet do wieczora .ciągnął dalej . Było pół pajdki na dwóch. . Jak kto chce Niemcowi służyć. że oni nie są polityczni.obywatel kraju okupowanego w czasie II wojny przez Niemców. dbając usilnie. Dorwali się teraz do robót jak chłop do wody sodowej. ... Czarno widzę przed nim. bo jeść mało dają. . że ma wujka volksdeutscha111.Margaryna i ser . Z rana porcja chleba i co tam było do chleba? .Znów jeden mniej. aby błysnąć nim ponad krawędzią rowu.) . . Pod wieczór tośmy sprzedali buraka Żydom.Nie mogłeś przyjść po mnie? . .pajdka rano. Przyjechali sześć tygodni temu i już chcieliby ze trzy miski zupy dostać! . Myśleli. A dziś . to dobrze mu tak . Przez cały dzień nic.Co się będziesz martwił za tamtego. Żeby tak jeszcze. że na roboty.Margaryna i ser. durchfall. Pod naszymi nogami rozsypały się skórki chleba. A wieczorem jeszcze zupa za twoją miotłę.rzekł energicznie Romek. Spuchłe nogi. podczas gdy ja skwapliwie pochyliłem się ku ziemi. bo musiałem zjeść w kuchni. Przecie jak oni jechali do Oświęcimia.rzekł dywersant. Ja mu nie kazałem przyjeżdżać. I z rozmachem uniósł kilof nad głowę.zapytałem zainteresowany.

urwał wpół słowa śpiew i wsunął się jak w tunel w mroczną czeluść hali. jednolitym zamachu. które wytrząsały ze swego wnętrza. podnosiły się energicznie do pasa i opadały ku ziemi w gniewnym. nakrapiane gdzieniegdzie jasną plamą wojłokowych chodaków. ociekających igliwiem młodych sosen. w której odbywały się do niedawna patriotyczne wiece esesmańskie. Wolno spać dalej. zelżał pod kupą bali. gdzie wy jesteście. ziewnąłem z uznaniem i odłożyłem na bok zorganizowaną w którymś z pokojów oficerskich książkę. Oślepiająco kredowy wąż kurzu. zacięcie wbijając w beton takt. jak po dnie głębokiej studni wkopanej w kamienne ściany budynków. minął kolumnę rosłych ciężarówek amerykańskich. jakby to maszerował nie Batalion. zszarzał. . który wlókł się za Batalionem. żeby z kolei wystawić na słońce plecy. odgrodzoną od placu ostrym. mąciły wojskową jednoznaczność wyrazu. Batalion. pękł.Batalion pomaszerował do kościoła na mszę arcybiskupią. jaskrawą zawartość ludzi i bagażu. obszedł sztywno dziedziniec. świeżo malowanym masztem. Dobrze spełniliście swój obowiązek wobec Ojczyzny. wesołych i chwalebnych przygodach Dyla Sowizdrzała i Lamma Pasibrzucha. drew. głucho. która wszędzie na świecie jest tam. wzbił się w powietrze i rozpłynął się w nim bez śladu. sczerniałą zielenią świeżo ciętych gałęzi. opowieść o bohaterskich. zalanym słońcem dziedzińcu poesesmańskich koszar.Panowie żołnierze . ławek i krzeseł przygotowanych na wieczorne ognisko. szedł Batalion i śpiewał. zwinął się u wejścia do hali. a kroczył ufny w swą siłę i ochrypły śpiewem jeden zwielokrotniony człowiek. Tylko pstrokate nogi Batalionu. przybił gorliwiej beton pod wysmukłym. odziane w zielone rękawy odziedziczonych po żołnierzach z SS kurtek. przypadł do ziemi i rozdęty przypadkowym podmuchem wiatru napęczniał. Siedząc z kolanem przy podbródku na wąskim. sfałdowanym grzbiecie i nieruchomym tułowiu. twardym parapecie okna na trzecim piętrze jednej ze ścian studni i wygrzewając się nago na słońcu jak sparszywiały pies przeciągnąłem się sennie.powiedziałem.BITWA POD GRUNWALDEM I Po szerokim. podobny z lotu do trzech zielonych gąsienic o pręgowanym. skręcił ostro pod oszkloną niegdyś halą. zachrupotał wielonożnie po szkle z wybitych dokładnie szyb. . przywalony drgającym słupem słońca. jak z worka z gałganami. słonecznym blaskiem i mięsistą. 35 . odwracając się do sali. Ręce jego. ponieważ wiatr zarzucał nań jak na wędkę barwną szmatę narodową.

który czytał niemiecką książkę o Katyniu. na którym sypiałem. co tam im trzeba dla nas. po żołniersku śmierdziała zastarzałym. W powietrzu bzykały cienko wypasione. . a czerwony napis wskazywał nieomylnie: „Tylko dla pań”. piętrowych łóżek. . barłóg. Pod nie bielonymi ścianami. leniwe muchy i ciężko oddychali rozespani ludzie.oficerowie na czele. Uporczywie chodził w obcisłych.dodałem patrząc obojętnie w przestrzeń. Olbrzymi i żylasty. 36 . bracia. zamrugał ku mnie zaspanymi oczyma krótkowidza. i zdjąwszy rogowe okulary z nosa. Od stóp do głowy pokryty był przyblakłymi wzorkami tatuażu. . krzywo wyrysowana strzała. Patrzy chorąży. jak zakurzony glinany talerzyk.warknął gburowato chorąży.A jak maszerowali? Jak wojsko? Bo na ćwiczeniach łażą jak muzułman po błocie odezwał się podchorąży Kolka. że obiad dla oficerów. zeskakując z parapetu. przez środek szły z gruba ciosane stoły. Na prawym udzie pięła się ku pachwinie gruba. to nie .Polska piechota maszeruje dobrze. . to niech pilnuje. nie mieścił się w skąpym łóżku. jeżeli dobrze zrozumiałem . który spał przy ścianie od drzwi. czyściutkich slipach. zdobnymi w bogoojczyźniane. . stały dwa szeregi żelaznych. Krostowatą twarz zwracał nieodmiennie w stronę okna i patrząc bezmyślnie na mieliznę parapetu łapczywie wsłuchiwał się w śpiew i tupot Batalionu.rzekł. dusił się od gorąca i bił podkutymi butami o żelazną poręcz.wykrzyknąłem. ale żeby kucharze żarcia z kuchni dla Żydówek nie wynosili. teraz odpoczęli dwa miesiące i znów łażą.Jak mają kuchnię elektryczną. Uczyć maszerować to potrafią. hitlerowskie sentencje. Niby wszyscy męczennicy z obozu. chwała Bogu i Ojczyźnie. podszedł do okna.To pan do mnie kij przytykasz. Chociaż z okazji rozdziału niemieckich marynarek pokłócił się z oficerami i postanowił bojkotować wojsko.Sala po prostu. po czterech. sypiąc za każdym poruszeniem fury słomy z przegniłego siennika na dolne łóżko. czy kucharz kraść zdąży dla Żydówki w ciąży . świecąc muskularnymi węzłami ciała.rzucił od drzwi Stefan. . a pod ich nogami wałęsało się parę taboretów bez oparcia i błąkała się bezradna jak zagubione dziecko emaliowana spluwaczka. Plecy zagrzały mi się tak. gdy ją polscy prowadzą oficerowie ku chwale Ojczyzny . jakby je kto skrobał rozpalonymi szpilkami. a zamiast kapów .Jak kto ma dyżur w kuchni. wysadziwszy głowę za okno. Cisnął książkę na stół i bijąc buciorami o kamień podłogi. leżał w nim cały dzień na łóżku. kotły i wszystko. to co gotują w kuchence? Jasne. żeby nie kradli.Przez sześć lat w lagrze piątkami łazili.Znowu sukinsyny gotują na węglu . . słonym potem nie mytych genitalii. nie zrzucał nigdy sukiennego munduru. który uczył się angielskiego i szeptem powtarzał słówka.

wychudzoną twarz do poduszki w czerwone maki. pociągając płaczliwie nosem. . uderzył głową o ostry kant górnego. . Podchorążak Kolka poruszył się z zainteresowaniem i wyjął pięść spod głowy.O ludzie.Właśnie. W łyżce wody chce utopić brata.zaskomlił. między rozwalonymi 37 . A jak ci się nie podoba co. pogładził się po rzadkiej i sztywnej siwiźnie i rzekł ze wstrętem: . toby nie wylazł. Doleciały nagle strzępy jazgotliwego gwaru i umilkły. że was bieda bije? Ale nasz Polak. Z dziedzińca zacharczała odjeżdżająca ciężarówka. którą przyniósł z nocnej rajzy po bauerach. Kradną. przewrócił z szelestem parę kartek i tępo wpatrywał się w fotografie grobów w Katyniu.Nie czepiaj się mnie ty. którego omal nie utłukłem w walce o lepsze miejsce w wagonie podczas transportu do Dachau. ludzie niespokojni. Chodził wzdłuż stołów wyprężony. Parsknąłem krótkim. . Chwycił książkę. jakby był przywiązany do budy. hau . wypukłe oczki. podniósł się z jękiem na swoim łóżku. to won z wojska. . znowu się wam bić zachciewa . ale do maszerowania na mszę.zaszczekał chrypliwie Stefan i zmrużył złośliwie maleńkie.Hau. na wąskich pasach zieleńców. Przebierał nerwowo palcami u nóg. Wolał zdechnąć niż pójść do szpitala. Chorąży poderwał się na łóżku. aż dopiero z Podporucznika. Pod kamiennymi ścianami koszar. zadrgały mu spazmatycznie jak pyszczek zajączka. gryź pan. Dobry pies nie szczeka. Pan jesteś psem od łapania. co o tym wie i książeczki czyta z obrazkami? Jakby wlazł w tyłek Pułkownikowi. cierpliwy jak chore zwierzę. zawsze głupi. pamiętał bowiem szpital z małego kacetu Dautmergen. Pana trzyma Pułkownik na smyczy. Zza wykrzywionych nerwowo warg zaświeciły zęby. .Mało wam jeszcze. Podwinął pedantycznie wystający róg prześcieradła. równe i białe jak u psa. ale złapie i gryzie. poruszony nagłą ciszą. jak nożem uciął. a nie do garnka. jedynego zresztą w tej sali.I przytknął siną. właśnie. Chorąży sztywno usiadł na łóżku.koledzy. jak nie złapałeś. Leżał nieruchomo. A jak ci się podoba taki kontroler. nasz brat.Sutki piersiowe. Cierpiał od kilku dni na ciężkie rozwolnienie żołądka. kradną! Nie szczekaj. Siennik zachrzęścił i słoma posypała się na dolne łóżko. Zmarszczyłem z dezaprobatą brwi. ozdobione parą wytatuowanych uszu i sinymi kropkami imitującymi oczy. pochwalnym śmiechem.pomyślałem rozczarowany i wychyliłem się przez parapet. Jednocześnie zaś chory Cygan. póki się ciebie nie czepiam. panie chorąży. wyskrobku bolszewicki. „Nie będzie awantury” . Naćpał się nie gotowanego mięsa baraniego. . zaklął ordynarnie na temat płciowy. Chorąży powoli wstał z łóżka.

bo nie umiesz się lizać. na świecie .zanucił Stefan. a także za Ojczyznę. .. bracia. Zacisnął wargi i patrzył w ziemię..ale cóż. równo oszklonych okien. przez dziurę w murze nie wyjdziesz. Wyciągnął z szafki mundur i począł się ubierać. tam gdzie mieszkali prominenci. panie chorąży. panie podchorąży. delikatny dymek i drżąc cieniutką smużką rozpraszał się ukradkiem w powietrzu. . które wonią zarażały cały dziedziniec. A jak siedzieć? Jak komu syn barana przyniesie albo Niemkę przyprowadzi. to może siedzieć. nad drzewkami i żywopłotem. mocno osadzonych w ziemi platanów. jak głodno i do domu daleko. . ciągnęły po autostradzie kolumny aut. przepustki ci na świat nie dadzą. Pójdę na kuchnię sprawdzić. do czasu.zapytał obojętnie Kolka z drugiego końca sali. ciekł nieustannie wąski strumyczek rowerów. Przez cały czas patrzyłem spod zmrużonych rzęs na chorążego. Żeby chociaż nie kradli! Byłoby lżej.Ładnie jest. A w środkowym skrzydle budynku. za niezłomność. . w wielu szeregach bliźniaczych okien zwisały ze sznurów strzępy różnobarwnej bielizny i kręciły się na szpagatach świeżo malowane drewniane kuferki. Chorąży poruszył się niespokojnie na łóżku. znajdziesz . 112 Häftling (niem. bo ustrzelą.w słońcu jak w złotej farbce. do którego puszczano za dobry marsz.Nie. aby wyschły. darły się chrapliwie niezmordowane radia. dołem tonący w soczystym cieniu.Häftling 112 . Tam właśnie był świat. .. barwne letnie sukienki migały wśród bujnych.westchnąłem z udanym smętem .Uważaj pan tylko.stertami gnijących śmieci. Na parterze. Ale jeśli nie znajdę! . 38 . A ty? Siedź. zardzewiałej na brąz rury wystawionej nonszalancko przez lufcik . Wyżej. człowieku: siedzisz zamknięty jak za Niemca. Za bramą...Pan chorąży pewnie na mszę grunwaldzką? .więzień. za karny meldunek. bo kto panu da jeść? Pułkownik barana nie przyniesie. szedł rząd weneckich.. z małej. której pilnowali obcy żołnierze. usta drgnęły mu złowrogo. sapiąc z lekka przez nos. Ale do czasu. na drugim piętrze. że wszystkim jednakowa dola. pełzały w górę anemiczne drzewka klonów i szczelnie krzewił się tuż nad betonem kwitnący czerwono żywopłot. wiadomo . z pięter. a górą . Z parteru.Znajdziesz. tam gdzie były kuchnie Zgrupowania Wojskowego Allach. za lojalność. gdzieś aż spod strychu. żeby panu synka nie złapali. za sprzątnięcie korytarza.snuł się cichutko niebieski. wystawione na słońce.) . Ale nie powiedział nic.mruknął złowieszczo przez zaciśnięte zęby.

nad którymi podskakiwały krasne głowy w furażerkach. moje zbyt tuzinkowe dla niego. . Polska.a wszystko widać jak w teatrze. Podobno na ognisko niespodzianki szykują. w mundurze skrojonym przez miejscowych krawców na angielską modę z koca koloru przywiędłego liścia. Byle z daleka od niej mieć dwie miski zupy! Jaki ja byłem głupi. Czarne.Stefan oparł się w zadumie o parapet i patrzył ze złością na dziedziniec. Może da ci gulaszu? Gulasz dziś na obiad.A ty.Nie chce mi się. gestykulujących rąk. A nie chciałbyś zobaczyć Arcybiskupa? . Tadziu .Idź na mszę .Że też ich Niemcy nie zdążyli wybić! . A Grunwald? Albo mi tu źle na parapecie: słońce przypieka. mnie się chce jeść.Da i bez tego. a nad generalicja polata dym i zapach gotującego się dla niej obiadu.podchorąży Kolka przełożył nogi przez poręcz łóżka .Do końca świata już tacy zostaną. Co dzień mi zupy daje. Jego gesty będą niezrozumiałe dla mnie. pętało się nie zróżnicowane stado zielonych i czarnych kurtek.. głupi! .rozłożyłem ręce z emfazą. pluskwy i flegmony. Obok ciągnął Major owinięty w dziewiczą zieleń niemieckiego munduru oficerskiego. Dopiero generalicja podąża godnie i w ordynku na świętą mszę.ja gulaszu i jutrzejszej postnej zupy. On na pewno jest syty.bohaterstwo i Ojczyzna. Za nimi. - 39 .namawiał leniwie Kolka.dodałem rzeczowo . Polsko. jaki głupi. miło się z sąsiadami pogada .. Może pójdę do teatru. . . Zapuścił ręce w spodnie i czochrał się z zainteresowaniem. mnie byś opowiedział. jak gromada niesfornych dzieci za nauczycielem. panu Redaktorowi napisał do gazetki. sunął bowiem godnie i prosto i z wysiłkiem markował wojskowy. .jeszcze go nie ma. sterczące włosy lśniły jak sierść psa.. Ciskał rękoma ku Pułkownikowi.Odchylił się od parapetu i płaską dłonią plasnął się w czoło. i trochę Boga.Na dziewczynki byś popatrzył. co to brukiew. Widziany w silnym skrócie Pułkownik podobny był do masywnego kloca o polerowanej słońcem głowie i sztywnych nogach. A myśmy mieszkali gdzie indziej.Idź na mszę. co to wiesz . A co ciekawego na mszy? .Cóż jest między nami wspólnego? . On na dzisiejszą uroczystość patrzy pod kątem Polski .nie pójdziesz na Grunwald9 . . . coś mu widać po kaznodziejsku tłumacząc.ukłoniłem się w stronę chorążego . może o wywrotowych fermentach w Zgrupowaniu Wojskowym Allach. mucha bzyknie. dla Polski.Mamy tak różne doświadczenia życiowe! On całą wojnę był gdzieś tam w wielkim świecie. Na czele posuwał się Pułkownik. a obaj sobą troszeczkę pogardzamy. obficie posypanych narodowymi barwami. energiczny krok. Zresztą .

a dla nich co najwyżej . od którego raz. Laufer) .Przecież sam widziałeś. którzy dziś nie chcą mu dać do syta zupy tytułem rewanżu. kradłem żarcie głupim Cyganom. Kręci młynek mieląc mąkę nasz Pułkownik.. jakby zdechli .dorzuciłem pogodnie.przerwał ostro podchorąży Kolka. artyleria esmańska w obóz. rozumiesz. niech mi tylko zjeść co dadzą 113 Laufer (z niem.ciągnął w rozgoryczeniu . Tu.blok dla ozdrowieńców 40 .A miejsce kto im dał na bloku? Czyste buksy. że uratował życie paru polskim oficerom z powstania. świat się przewala. usiadł na pryczy i . Jak kradłeś. wreszcie blokowy na najbogatszym. wyżebrał od kogoś trochę pszenicy. szonungowym bloku115. chłopcy poszli na rabunek z nożem. . nadstawiałem się za nich. schonen . jakieś kobiety posmażyły się. karmiłem. blokowy . .goniec 114 Komanderówka .Nie chwal się. ja mogę już do służby. chronić) . wsie naokoło palą się. Podniosłem obie ręce do góry. więc się poczuł silny władzą Ja. napchane sienniki? To mało? Wyżyliby na komandzie? . dostałem uważnie po mordzie. grupa więźniów pracująca poza terenem obozu 115 Szonungowy blok (z niem. jak taki Stefan przechwala się teraz. a chleb dziesiątkami bochenków wędrował na lager w poszukiwaniu papierosów. czyste koce.młynek. szał. patrząc ubawiony. z którego zupa kotłami. były kolega. jak Stefan.byliśmy przecież w jednym obozie.. aż Stefan odwrócił się do sali . zbratanie ludów. Stefan umilkł speszony. potem laufer113 i pipel osmański na małej komanderówce114. I już taki ważny się zrobił jak. trzymałem tę hołotę na bloku. Amerykanie przychodzą.opiekować się. pan Kuriata. Wtedy korzystając z okazji zadeklamowałem patetycznie: Ustalają się hierarchie. koniec wojny! A ten . placki i do latryny lata. brat poznaje wreszcie brata. tylko młynek i placki piec. .nic. Drugą miskę dostał zupy.odmiana komando. fleger z Birkenau. owoców i mięsa dla blokowego.jak w Allachu Pułkownik? Przynieśli mu młynek od kawy. to dla siebie masło i chleb.zupę.Oczyściłoby się powietrze.A pamiętasz . że nie dość szybko ustąpiłem mu z drogi.

Żeby chorągiew nosił w niej. nie podoba wam się Polska.. ty bękarcie! Ty wiesz. zupy pojadł.Pewnie.A co. .pochwaliłem. idź! .mam czas. panie chorąży. za wygranie każdej bitwy damy zupy . Szpiegu! . aż mu paznokcie nabiegły krwią. co to znaczy? To twoi kochani rodacy ze Wschodu. czy w niej nie zachlupoce woda. Wpił się kościstymi palcami w czarny blat. W Katyniu. Zbielałe wargi poczęły mu drżeć. 41 . Kiedy przykazaniem kupą się trzymać i nie warcholić! Warcholstwo gubi nas! Przez nie giniemy! .szczeknął zjadliwie Stefan.Nikt cię tu nie trzyma. pułk stworzymy ci z kasynem. kilkakrotnie puknął się w skroń. aaa? Chorąży był już zapięty na ostatni guzik. co Katyń zrobili.Pułkowniku. co? W Katyniu? Szkoda panu chorążemu? . ostro cel! Pułkowniku.Tak było. zsypując na mój barłóg furę śmieci.Idź do tej swojej. mąkę miel! Niech się klin wybija klinem. Uśmiechnąłem się do Kolki i w odpowiedzi zakołysałem głową. udając idiotyczne pochylenie głowy. prawda.. Niemeczkę pomacał.Idź do tej Polski. co? .krzyczał chorąży. idź! . pójdę . że w Katyniu.syknął chorąży przez zęby. gadzino zapluta! . nie podoba? Pan chorąży chciałby innej. do tych Polaków. . . zapamiętam. Pójdę i będę na was czekał. to do zgody woła. Czarny Cygan jęknął boleśnie znad poduszki w czerwone maki. jakby próbując.Nie bój się pan.cztery litry! . Tylko jeszcze na was trochę popatrzę.. inteligentowi . . Uderzył mnie spokojnymi oczyma.rzekł z goryczą. Stefan .Dziwię się panu.wybuchnął nagle chorąży i także podszedł do stołu. twoja Polska. . aż się rzygać chce! . przystając naprzeciw chorążego..Książeczek się pan chorąży naczytał. . .W takim czasie takie głupstwa. Kiwnął do mnie wesoło ręką. masz rację.To mój wiersz.W Katyniu. Dobry.zaśpiewał łagodnie Stefan . książeczek. chorągiew? Żeby syneczek mógł nocami chodzić na baranki i dziewuszki sprowadzać? Umiecie wy robić Polskę. o będę! Podchorąży Kolka usiadł ciężko na łóżku i zwiesił na dół nogi.

Stojący dotąd bezczynnie przy fotelu ksiądz z Dachau podskoczył żywo i włożył mu mitrę na głowę.Przyjdę . . sukinsyny! Arcybiskup idzie na mszę świętą! II Arcybiskup odwrócił się od ołtarza. jednocześnie zaś z galowych drzwi komendantury. byczy łeb. Czuł się nieswojo w ukradzionym cywilnym garniturze. Obecnie (plotkowano dalej) ma ją Aktor. tłumek zebrany przed halą sypnął się do środka. szczelnie oblepił okna hali. Arcybiskup niecierpliwym ruchem poprawił ją (widocznie uwierała) i dopiero wtedy pobłogosławił nas bezradnym rozłożeniem rąk. Dalej. sznurując usta i ociągając w dół mięsiste policzki.Przyjdziesz do nas na gulasz? Bo my wcześnie do teatru idziemy .zapewniłem go żarliwie.Nie bić się.uklęknął na jedno kolano i uderzył się pięścią w piersi. kręcił się niespokojnie i błyskał pytająco okularami w stronę widzów. . wyłaził ze śnieżnego. otwartym drzwiom.właściwy komendant obozu. w których kołysał się bluszcz i drżało pogodne niebo. . przetkany Pułkownikiem. żuł obojętnie gumę i błyszcząc obco brylanty na. Chorąży szarpnął za stół.E. za dużym i za sztywnym. Obok ławek stał nieruchomo Batalion. pozował na krześle Aktor. dajcie no spokój! .Jak przeczytasz Sowizdrzała. że w dni głodu przed końcem wojny miało ją całe Dachau. First Lieutenant116 . przyglądał się i milczał.purpurowy z pasji. Arcybiskup popatrzył na tłum u podnóża ołtarza i nieznacznie skinął głową. wykładanego a la Słowacki kołnierzyka. osuwając się obok niego na ziemię. założywszy nogę na nogę.zaszeptał Redaktor. Nad skwapliwie pochylonymi głowami 116 First Lieutenant (ang. tępo patrzał w uda Śpiewaczki. o której plotkowano. przewrócił go z trzaskiem i skoczył Stefanowi do gardła. Obok z karminowej sukni rozlewa się na brązowym pluszu fotela Śpiewaczka. wyciętym z papieru orłom przyszpilonym do wielkich chorągwi narodowych zszytych z prześcieradeł. Masywny. Za krzesłami ciasno zbił się tłum. przystrojonej suto w czerwień i biel. Na łonie jej leżał tekturowy hełm amerykański. . to mi oddaj . przyglądał się nabożnie brzozowemu krzyżowi. W oszklonej i umajonej świeżo ciętymi gałęziami hali odezwał się srebrnie dzwonek. Między oficerami tkwił w pierwszym rzędzie nieruchomy jak pomnik Prezes Komitetu.wrzasnąłem piskliwie i pobiegłem pomóc Kolce rozbroić walczących. wszedł ksiądz w fioletach i otoczony ciasnym kołem czarnych i zielonych księży posterował do hali.) . strzyżony krótko.porucznik w armii amerykańskiej 42 . . i poważnie podawał się ku ołtarzowi. U jego stóp lśniły nad poręczami krzeseł siwe głowy oficerów.

że mi szczęki zadrgały z pożądania.przepłynął słaby szept modlitwy. 43 . może od słońca. A tu ugór. podłużna kapsułka. . Między jedną a drugą skrzynką poszukiwania rodzin narzekano wciąż na bandy leśne. Zamiast krzyżyka dyndała jej się na szyi dziwaczna. łazili pod budynkiem. Musiał dojrzeć. poduszek i kołder siedziała dziewczyna o niezwykłych oczach. Uciekli. poeta. jędrne uda. Dziewczyna błysnęła w odpowiedzi zębami. przeświecające ciałem przez przejrzyste sukienki. Chodząc na mięso baranie po innych sztubach. które na chwilę zapaliło się w jej oczach. . dotykając niechcący nóg dziewczyny właśnie uciekła do żywego ciała narodu. Cały transport przyjechał z Pilzna. . Cytowaliśmy co celniejsze ustępy z powielaczowego pornograficzno-patriotycznego pisemka obozowego wydawanego przez księży.przechylił się do tym. a co energiczniejsi poszli oglądać izby. okraczywszy wysokimi cholewami walizę. . złożonego z ducha poległych i innych? Na kupie oplecionych sznurami walizek. omdlewające od żaru. .Z band leśnych? . Z naszych. Śliczne nogi miękko spływały po pierzynie. Podniosłem domyślnie brwi. podobna do małej świstawki. rozwrzeszczane czarne bachory. Przeszli z Polski przez zieloną granicę. na wąziutkim skrawku zieleni pod anemicznymi platanami.Profesor uczynił gest w górę.Ta pani .Wprost przeciwnie.Wytrzymałem biologicznie. Teraz kładę podwaliny pod drogę do Polski. Wleźli do nas jak w zakazane zboże. Roześmialiśmy się obaj. rozkładał się transport wytrząśnięty z amerykańskich ciężarówek. słuchałem radia z Warszawy. Jak krowy. Zbyt pełne piersi zakołysały się pod bluzką. obojętne na wszystko dziewczęta.odrzekłem wykrętnie. Mężczyźni w mokrych od potu koszulach tkwili czujnie przy tłumokach. Z letargu duchowego wchodzę w żywe ciało narodu . Poprawiła się na pierzynie. Po drugiej stronie betonowego dziedzińca. Żydówka. na których zaraz usiadły karmiące kobiety. które szukają lepszego pastwiska. Pan nie na mszy? Uciekł pan od narodowego i boskiego misterium? Nie buduje pan fundamentu drzewca sztandaru narodowego.domyśliłem się. Zieleniec zatarasowano betami. w których miał mieszkać transport. panienko! . Podałem dziewczynie rękę. gapili się na halę. Pod batystową spódniczką rysowały się mocne. siedział władczo Profesor i ironicznie uśmiechał się do mnie zza okularów jak zza okopu. uderzył ją w kolano i zupełnie jawnie zjechał dłonią po łydce dziewczyny. Przymrużyła rzęsy. Pod nimi.Aha.

objuczona betami. szorstkie sukienne spodnie natarczywie łaskotały mi uda. a druga połowa trzęsie się? Że to z powodu korony orła? Zna pan przecież polskie dowcipy? Otóż wcale nie! . Rój prominencji.Oto żywe. To gorycz krowy. . . .odrzekł niechętnie Profesor. choć złaziła pół świata.Polsce? Nie odchodziłem. Pogardliwie machnąłem ręką w stronę placu. ocierając się jak kot ciałem o moje ciało.Myśli pan.A jednak siła.krzyknęła z pasją. . cha.Nie . która nie znalazła lepszego pastwiska. cha . .Żeby szukać lepszego pastwiska? .Wcale nie dlatego! Chwyciła energicznie za walizkę. Transport w gorączkowym pośpiechu zaczął wnosić pakunki do koszar. wstał i bez słowa poszedł przez betonowy dziedziniec ku hali. niedoszły poeto dorzucił i zapatrzył się w swoje owłosione kolana. . Zbyt wydatny biust zakołysał się znowu pod bluzką.Niech pani nie słucha. . oblepiający z brzęczeniem Arcybiskupa. Cały czas patrzyłem w kark dziewczyny. I nie być ambasadorem swego stada na cudzych łąkach. uda błysnęły spod różowej sukienki. że jestem biednym pasażerem. człapała przede mną.Jakby wojny nie było .ogarnęła dłonią kamienie koszar .uśmiechnęła się.dodał zgryźliwie Profesor i rad z siebie roześmiał się hałaśliwie. Czubkiem palców musnęła włosy mężczyzny. Bo my walczymy o ideę! A cóż tam.w domu esesmańskim. Polska jemioła na niemieckim dębie. która. W czasie wojny. . łapiąc jej ukośne spojrzenie.Niech pan pamięta o krowach. Jakieś jej ciotki 44 . Siedziałem tam pół roku za nielegalną emigrację.zapytała znad pierzyn dziewczyna. napełniając z szumem dziedziniec jak miskę.A gdzież jest nasza łąka? . .z getta .rzekła dziewczyna . W więzieniu Akko pod Jerozolimą. w tej waszej . jakby przepraszając . podygowałem w górę schodów. Ścisnąłem ironicznie wargi. Dziewczyna zsunęła się miękko z pierzyn i wylądowała na ziemi. Wylewali się z niej ludzie po skończonym nabożeństwie.parsknął grzmiącym śmiechem. Potarł zmarszczone dłonie i klepnął się po skórzanych bawarskich spodenkach.i znów spotkaliśmy się w jednym domu .. . popłynął w stronę komendantury i wsiąkł w parterowe drzwi mieszkania Pierwszego Porucznika. .Jesteśmy z jednego domu .W Palestynie. poplamionych jak fartuch rzeźnika. Gdy schyliła się. ascetyczne ciało narodu. Złapałem dwa toboły i bijąc po męsku butami o beton. co wysiadł z tramwaju. w którym połowa siedzi. cha.Żeby mieć swoje własne pastwisko.

wolniej! Jesteśmy wielką siłą! Moralną! . Zapach gotującej się surowizny. Ja bym dnia tutaj nie wytrzymała. Zbierało się śmiecie i wyrzucało je przez wybite okno korytarza wprost na głowy zagospodarowanych na tyłach koszar ludzi. Strząsnęła z rąk natrętne krople. wykładanej kaflami umywalni. ni to wolność. . ani o świeży lipcowy dzień.To jest jeszcze kwarantanna. piekli na zardzewiałych rozpalonych blatach placki kartoflane i mieszali drewnianymi łopatkami w kipiących wszystkimi kolorami miksturach. kaszę. Oderwałem dziewczynę od okna i zaciągnąłem do białej. menażkach. zmieszanej z dymem. do wybitego okna i pokiereszowanych. jak gęsta.Z przodu Grunwald. pitrasili w rondlach. . Od spodu. ostro gryzł w nozdrza. dmuchając pracowicie w ogień. płaskiego lasu leżącego na horyzoncie i owijał jak kremem kopuliste platany przy autostradzie. która miała być zajęta przez parę godzin.odparłem urażony. spod dymu jak z dna garnka. Tyle lat ludzie byli głodni! Tyle lat tęsknili do tej chwili. . bulgotał.To wy tak żyjecie . Dym. zacierał kontury dalekiego. dobiegał bulgot okrzyków i przekleństw głodnych. okopconych paczkach po konserwach i w zdobycznych aluminiowych garnkach wszelkiego rodzaju jedzenie: mięso baranie. Ni to kacet. która zapaskudzona resztkami jedzenia i łajnem śmierdziała jak latryna. a z tyłu pichcenie. spiętrzonych prycz. brudna śmietana gotująca się od dołu. zbudowanych z paru sutych szczyp odłupanych od prycz i stołów. Błysnęła udami. którzy nie dbając ani o Grunwald. gotujących sobie jadło ludzi.ludziom chce się jeść. kompoty. Zwaliliśmy ciężary w sali na parterze i wybiegliśmy znów po walizy. nie wytrzymała! . kiedy będą mieć pierwszą kobietę! To są zasadnicze sprawy. Na to i Grunwald nie pomoże. W przejściu otarłem się znów o dziewczynę i pochwyciłem jej rozbawione spojrzenie. Człowiek musi jeść. tarasując drogę. podstawiwszy ręce pod strumień wody. aż kręciło się w żołądku. zupy. Wyszliśmy na korytarz. chwytały rozdygotanymi rękoma za bety i pokazywały drogę. Nie zepsuto ich 45 . Ach. musi mieć kobiety. Wytarła ręce o kraj spódniczki. ani o kary grożące według regulaminu. Ale będzie lepiej. złupione stadu w noc przedgrunwaldową. siedzieli kupami przy niezliczonych ogniskach. pokrzykując wesoło i klnąc pod nosem.uniosłem się gwałtownie.Przyzwyczaiłaby się pani .rzekła pogardliwie Żydówka. Automatyczne drzwi zatrzasnęły się cicho za nami. kiedy najedzą się chleba. wzdymał się. W sali. W ciemnej jak piwnica izbie wzbił się aż pod sufit tłusty kurz i dusił w gardle. mężczyźni jęli się do na wpół wywalonych drzwi. podnosił się leniwie znad ziemi.czy opiekunki krzyczały na nią piskliwie. .zmitygowałem się .Ale . wylewał się przez szczerbaty mur na pobliską łąkę.

Chodziliśmy po korytarzu.Nie mówię o chlebie ani .Przecież pani jest jak Aryjka . chodziłam regularnie na msze i do spowiedzi. na cudze łąki. ach. . nauczyłam się przykazań takich i owakich. to zbyt groteskowe. Mamunia”. . jak tylko Niemcy odeszli.Pokazałem ręką rozbite okno. Oczy jej zalśniły z wdzięcznością. dała mi książeczkę do nabożeństwa. nawiasem. .Przez sześć lat byłam katoliczką. ach.powiedziała z pewną dumą. w Dniu Jej Pierwszej Komunii.w głosie jej przewinął się leciutki akcent ironii . Nazywałam się inaczej.Przyglądała mi się badawczo jak osobliwej odmianie psa albo kota. wzdłuż okien wychodzących na las.Zaciągnął się do wojska. w którym kłębił się dym. Miała jasne. .Bał się pan! . Matka. odkąd nastał pokój.I to po tylu latach obozu nie zapragnął pan wyjść poza te mury? . Dziewczyna roześmiała się drwiąco. . Nie mogłam mu kłamać. W katoliku. . To było. ale do tej pory nie zdołałem ukraść koszuli z kołnierzykiem. Tylko ciemne głębokie oczy opalizowały niespokojnie.Wcale nie strach! Uciekłam od miłości.wyznałem szczerze .Bałem się . jak łatwo! .o kobiecie. Janince.A panią co ciągnęło na. .klasnęła w dłonie ..Nie czekając na odpowiedź? . bał się pan! . nie. jak nie strach? Uciekła pani od tej Ojczyzny? Miraż Zachodu? Oto i Zachód! .rzekłem pochwalnie..Jest miłość. szukając oczyma potwierdzenia w moich oczach. To bardzo łatwo. Ale pójść po prostu do lasu? . bo się zakochałam. jakie śmieszne! Podciągnąłem opadające spodnie i skrzyżowałem gołe ramiona na piersiach. Wszyscy boimy się. nie wyglądała na Żydówkę. A gdzie miłość? . Nie jestem przecie podobna do Żydówki . Wstydziłem się pryszczy wyłażących spod koszulki gimnastycznej. . Napisałam mu list na pocztę polową i uciekłam. zanim zginęła w Treblince. Polką. Przeżyć tyle lat i zginąć po wojnie. 46 . w Siedlcach. Prawda. puszyste włosy i szeroką. nieco płaską twarz.To strach. .bo pilnują. Człowiek ceni siebie w dwójnasób. Zaczerwieniła się jak brzoskwinia i przygryzła wargi.ach. że nie mogłam? Popatrzyłem jej przeciągle w oczy z dobrze udanym milczeniem współczucia. Był komunistą i nie lubił Żydów poskarżyła się naiwnie. W istocie.zdumiałem się.do tej pory.Bardzo mnie kochał. Jeszcze dziś mam dedykację w oczach: „Kochanej córeczce. Śmieszne.

Była ciepła i miękka jak sierść kota.ścisnąłem ją poufale za rękę . że napisze.Może ucieknę na studia.. To ten z Siedlec . Ale z panią . A ja.Bałam się. żeby się ode mnie Polacy odsuwali! Paru mężczyzn przebiegło.I nagle rzekła prawie szeptem: .. A szkoda. Nie . Suche. że pojadę do Palestyny. On był jak endek..Panicznie się boję.odrzekłem zdawkowo.krzyknęła. obcy. Fala krwi przepłynęła przez moje ciało. . . oswobadzając rękę.ale .. Ująłem ją za rękę. Odwaga strachu. Co ja mam wspólnego z Żydami? Być samotnie. nie! . Chciałbym być także takim. ubawiona wyrazem moich oczu. wsunęła mi się pod ramię. macać żydowskie kurczęta. Na korytarzach dźwięczały już kotły. A kiedy puściłem ją. . .I wypaliłem jednym tchem: . . żeby mnie nazywano chaimką. Dym z okien wsiąkł w korytarz i kładł się na suficie wąskimi pasmami jak pajęczyna. Zbiesiłbym się chyba z tęsknoty za przestrzenią i pieszo poszedłbym na zachód czy na wschód. i zniknęło za zakrętem korytarza. Przygarnąłem ją za łokieć i brutalnie obróciłem ku sobie.. Prawie dotykała mnie zbyt wydatnymi piersiami.Uśmiechnęła się.Dobrze to rozumiem . Ale tak czy owak nie spotkamy się nigdy.Jutro odjeżdżamy dalej . doić krowy.tak! Ale żyć w żydowskiej wsi.rzekła dziewczyna.wyjaśniła krótko. Stale nowi ludzie. Mam wstręt do tego! .zawiesiła głos .. a kąciki jej ust drgały .Kiedy pan chce iść na ten. Może mogłabym się zakochać w panu? . Zastukałem żywiej butami i podciągnąłem jedną ręką spodnie. które uzbierałem.Bo pan umie słuchać. ale tak. prywatnie Żydówką . Tak jak Romek.nie spotkamy się nigdy. Znów przebiegli po korytarzu ludzie i wpadli w drzwi wejściowe.. Żołądek ćmił jak bolący ząb. wyjść za mąż za Żyda? Nie. .nie zaszedłbym daleko.Nie spotkamy się nigdy! . Coś tam musiało się dziać. Żal mi zostawić książki. jakbym namawiał ją do tego.droczyła się ze mną. z trudem opanowawszy drżenie szczęk. . potrącając nas. Z dziedzińca wiało krzykiem. ..to tym lepiej. a ja jeszcze nigdzie nie byłem.Jest pani bardzo odważna. dzień w drugim. spacer? 47 . .Nie poszłaby pani na spacer. poza obręb obozu? Tam podobno sosny ociekają zapachem lata. zniechęcony. Zbliżał się czas obiadu.Urwała. . ostre sukno parzyło jak pokrzywa.Kto wie. Gdzieś z podwórza dobiegały podniecone okrzyki.. naprawdę już nie mogłam! Nie chciałam! Wolałam.potwierdziła stanowczo swoje myśli . Bezpiecznie. dokąd? Dzień w jednym obozie.

przez tydzień nie pozbierają się. Pognałem za nią. kark ukręcić cholerze antychrystowi. Ale z polskim narodem czy można? . W drzwiach kołysał się tłum.I zadumał się posępnie.Po obiedzie. nie odpowiedziawszy mi. na których dostojnie zajaskrawiła się postać Arcybiskupa. co za bydło! Ileż bym dała. Pójdziemy. jak bodący byk. zobaczycie! Akcja pacyfikacyjna! Wojsko z karabinami! Rewolucja! . Amerykanie. Czekali niezdecydowani. Żywi to oni nie przyjdą z obozu. Chłopaki zbuntowali się. szedł przodem chorąży. kucharzem robił w Allachu. Środkiem placu cofała się fala ludzi. Wszystkie szyby na parterze były sumiennie wytłuczone. Hałas im ludzie pod oknami robią! A szczególnie taki jeden.ach.Już im dobrze dali .Chodźcie. Zbiegliśmy na dwór. Tylko to powinno być bez krzyku. Wtem z drzwi przeciwległego skrzydła koszar wysunęła się zbita grupa ludzi i szamocąc się jak sfora psów.zaszeptałem z przejęciem. odpryskiwało słońce i raziło w oczy. machnął ku nam zachęcająco i krzyknął zadyszany: . Natychmiast wszystkie okna zapełniły się rozgdakanymi głowami ludzkimi. dwa. a potem cicho wycofał się pod schodki. Pusty żołądek uwierał mnie jak ciasny.. ja wam mówię. Ostatni odwrócił się. rzuciła się do drzwi. Z drzwi komendantury wypadł Major. W przyprószonym cieniem wnętrzu pokojów krzątali się na gruzach sprzętów ludzie. Na widok żołnierzy stanął jak wryty. Znów paru mężczyzn przebiegło korytarzem. co w pierwszej kuchni gotuje. zbiegając z bulgotem w kurnik koszar. żeby stąd uciec! Uciekajmy . rozpływając się z szumem na boki przed sunącymi powoli jak łodzie jeepami. 48 . Przyciągnąłem ją do siebie.nakryła dłońmi moje dłonie. Z pochylonym łbem. Złapać raz. Zbyt wydatny biust ugiął się miękko pod palcami.pocieszył inny . odpowiedział wrogim okrzykiem i zamilkł. Stefan deptał mu po piętach. potrząsając groźnie karabinami.i zatupotał po schodach.informował ktoś przed nami . Dziewczyna. Tłum zatrzepotał jak stado spłoszonych kaczek. co się da. Dziewczyna drżała całym ciałem. ruszyła przez pusty plac wprost do komendantury. . ratując. .rzuciła przez zęby . Naraz z pierwszego auta buchnął strzał. Przytuliła się ufnie.Bydło . . Od hełmów żołnierzy. Zhardzieli przy kotle! Radia nie chcieli w południe na Londyn nastawić. .to oni nasłali Amerykanów. i kwita. którzy pilnowali głównego wejścia na parter. dobrze? . podczas gdy samochody zawróciły ku bramie.To przez tych kucharzy . miskę kartofli wyrzucił na ludzi. w których stali żołnierze.Będzie łatwiej przy zmianie warty. piekący but.

proszę księdza. lustra w łazienkach i umywalniach. rabując amunicję. Tadziu . Reszta poskoczyła i otoczyła ich i olbrzymiego Kolkę górującego głową nad wszystkimi. Przechyliłem jej twarz do pocałunku. żyrandole. połamali bardziej rzucające się w oczy mahoniowe salonowe meble i zapaskudziwszy z czubem miski klozetowe. Inny dopadł z boku. . między Pułkownikiem a Majorem.rzekłem z rezygnacją i rozepchnąwszy tłum. który poganiał kopniakami człowieka w białym fartuchu. Po prawowiernych mieszkańcach. . Prędzej. zabulgotał gardłowo i zamierzył się kolbą. wybili rentgenowi zęby w szpitalu. uspokoił. .Trzymał przez pół dziewczynę. śpiewając 117 Ausienderzy (z niem. że pyta. Ale nie uderzył.złodzieja mamy! Cały wór mięsa nakryliśmy w kuchni! A na sztubie pana kucharza Niemkę w łóżku! Nie zdążył jej wyprowadzić.To koledzy! . cudem nie całkiem rozbita przez ausienderów117. widząc żołnierzy.To cóż. którzy ledwo wyzwoleni z obozu wpadli po skończonej wojnie w bezpańskie koszary. potarmosił.krzyknął i błyskając gniewnie podbitym. z Londynu! III Pokój redaktorów był przytulnie obity tapetą w liryczne kwiatki. część muru koszarowego. którzy albo padli na polu chwały w bitwie przy koszarach. aż upadła na kolana. Ausiander) . jakby się modlił. Żołnierze poskoczyli im naprzeciw. albo uciekli do rodziny. wytłukli wszystkie szyby. Kucharz. stał Arcybiskup i patrzył na nas łagodnym i zmęczonym wzrokiem. oficerach SS. dwudrzwiowa szafa.zagrzmiał roześmiany Kolka . aż krzyknęła.cudzoziemcy 49 . . Wspięła się na palce i podniosła dłoń do twarzy. trochę ze zdziwieniem. motocykle i armaty w garażu. Żołnierz podbiegł do Kolki. Dopadłem chłopców na chwilę przedtem. wypadłem na plac.dodał buntowniczo. a trochę jak z peronu. złapał ją za kark. zanim otoczyli nas żołnierze. która mu się wyrywała z piskiem.Bo kradł. ale wyrwała się gniewna. Na schodkach przed komendanturą. . wykręcając mu do tyłu rękę. przekrwionym okiem. albo zajęli opróżnione przez nas miejsca w Dachau. Przycisnąłem swoją dziewczynę. Poruszał wargami. odeszli.Ej. ale Stefanowi wydało się.I radia nam słuchać nie dają! Waszego radia . . rozmontowali gruntownie aparaty filmowe. popchnął na schody dziewczynę. została tylko solidna. wrzasnął z bólu. po obiedzie . popalili auta. jedzenie dla Niemki kolegom kradł! Kradł i cudzołożył! . bydlę! I pchnął kolanem pędzonego kucharza. wysadzili.Nie z Warszawy.krzyknąłem jej z daleka.

kinem i olbrzymią kartoteką zawierającą legitymacje i fotografie wielu dziesiątków tysięcy SSmanów. . na pokojach oficerskich. odsunąłem miskę. byłym korespondentem dziennika w Białymstoku.Albo we dwoje! . dalej sklecony ze szczątków tapczan przykryty imitacją tygrysiej skóry.rzekłem do Redaktora. zawalony kupą publicystycznych książek. ale dobitnie. Siedziałem wciśnięty w róg kanapy. zasiadł przy stole i mlaskając głośno językiem. ozdobioną nie wiadomo skąd wytrzaśniętym Norwidem. najczęściej trzysta gramów.Wiesz.zakpił . Nie byłem już zachłannie głodny. trzy miski. Odłożył łyżkę i popatrzył na mnie spod oka. apteką. Każdy oficer brał dwie. Nawet dla żołnierzy mało. Wolno zanurzyłem łyżkę w gulaszu. z dziewczyną. jedz i rośnij . Odwróciłem twarz ku oknu. . na zapas. widziałem! . Wydoskonalił sobie dykcję. na wieczór. powiesić na noc spodnie w szafie. Z okazji Bitwy pod Grunwaldem wydzielono nam po litrze kartofli z mięsem i sosem.hymny narodowe. był bowiem troszeczkę głuchy. Wetknął mi jedną do rąk. piastując w rękach dwie pełne. Tu.Nie. dymiące zapachem mięsa miski.Masz.huknął Redaktor.Redaktor trafił do obozu z powstania. wziął się raźno do jedzenia .Może ucieknę z nią na Zachód.rzekł krótko. rzuciłbyś swoje wiersze i książki? Nie bałbyś się świata? A jakbyś musiał pogłodować? Obrażony. Obaj napełniali pokój niespokojnym buczeniem jak niesforne bąki. biblioteka bowiem. . no i w ogóle spać w łóżku. wprost od młodej żony. który odsunął maszynę i matryce pod okno. Przygadałeś z transportu. Bo z chlebem to różnie bywało. gapiąc się bezmyślnie na ciemniejszą plamę na ścianie. ewangelicznie brodatym.żebym mógł porozkładać moje książki. W szczerbach wybitej szyby 50 .ty i ucieczka! Szczeniaczku. Zza uchylonych drzwi dochodził z korytarza brzęk kotła. została rozbita w puch i wyrzucona na bruk.Co się dziwisz? Po obozie to już chyba czas? . Była więc szafa. nawet grunwaldowy gulasz wydawano bez kolejki i bez kontroli. wybierając starannie mięso. głuchym jak wyschły pień. na równi ze szpitalem. cóż dopiero dla oficerów! Redaktor wepchnął się do środka. . . że chciałbym mieszkać w pokoju . .Z tym drugim? . skrupulatnie wybranych spomiędzy śmiecia zalegającego dziedziniec. Sam w pokoju to cholernie przyjemnie! . a mieszkał z kapitanem.skrzywiłem się z niesmakiem. wiesz .No.

Wylizał łyżkę. Jeszcze mi jeden rękę podał. Niechby zdechli w obozie. .że go troszkę nie lubiłeś. Jesteśmy przecież gazetą rządową! Ułamał kawałeczek chleba i umaczał w sosie. Znasz Stefana? . Są dwa bilety.Redaktor wstał od stołu i pogłaskał mnie po twarzy. głuchy . . masz. A on powiedział. żeby tylko zostać blokowym i mieć bindę118.przeciągnął z wileńska między jednym a drugim łykiem . nie ma co! Krzyczeli na niego.Ale umiał znaleźć się. usta wysuszył chusteczką. wysługiwał się esmanom.Moglibyście napisać o tym. Pokiwali głowami. jeszcze bym im pomógł. Angielszczyzną świat przejdziesz. albo wydalenie z obozu. biłem i kradłem dla tych tam pułkowników i majorów. Ale 118 Binda (z niem. . że owszem. miskę wstawił do szafy. Ale dziś bym już nie bił i nie kradł. szafę dokładnie zamknął.Żołnierze mnie puścili. .odrzekłem zwięźle. Przyjechał ktoś z Drugiego Korpusu. Stefan wziął Niemkę pod pachę.zapytałem.słońce rozwidlało się w tęczowe.Tak przy Arcybiskupie? A podlec! Przecież całe wojsko w jego oczach skompromitowane. oznajmił: .poszedł na bridża do Rotmistrza. maszynę spod okna postawił na swoim miejscu i wtedy. to chodził jak struty.Byłem . A w tym pochodzie z mięsem byłeś? . Wyklarowałem okejom. . bo Arcybiskup przysłuchiwał się cały czas. . że ja nic. Zresztą ksiądz Tokarek nie pozwoliłby napisać. a szczególnie Pułkownik. Przechylił miskę i pił sos. nie martw się . że przypadkowo. pawie błyski.Był blokowym na szonungu. Nie najgorszy.Pójdziesz do teatru. .Nie wsadzili go przecież.First Lieutenant dał mu do wyboru: albo karę bunkra. wytarł miskę papierem. że komunista i bandyta. Żaden lagrowiec.No. opowiedziałem o sprawie. . .mruknąłem niechętnie. mój mileńki. Binde) . Trzech dni z fasonem nie umiał wytrzymać.Prawdziwa sensacja obywa się bez prasy.Można powiedzieć .Szuja . gotowy do wyjścia. . przeprosił ją i wyszli razem z obozu.Jakim mnie stworzyłeś.to był ten drugi. To sensacja! . Janusz .A tobie udało się uciec? . Krzyk się zrobił. takim mnie. Panie Boże. chusteczkę schował do kieszeni. Redaktor pokiwał głową.Komunista? Byłem u niego na bloku. Kiedy go wyrzucili na komando.opaska noszona na ramieniu przez więźniów funkcyjnych 51 . słyszałem? . . papier wyrzucił przez okno. że o la! . .Bił ludzi. może nas zabierze do Włoch. Nie mógł inaczej zrobić.

napierając na przepasanego narodową szarfą policjanta w amerykańskim tekturowym hełmie. Odepchnięto go od wejścia. Redaktor rzucił klucz na stół i nie powiedziawszy ani słowa. Zamknął uważnie drzwi na klucz. biel i żywą 52 . krzesła i fotele. Pewnie go zostawili na wieczór. z którego błyszczały ostro zapatrzone ludzkie twarze. I wypchnął mnie za drzwi.rzekł ubawiony Redaktor i pociągnął mnie na drugą stronę garażu do małych drzwiczek dla aktorów. zanurzył się w dym. Reszta wąskiej. w drugim rzędzie. Grają teraz razem w karty. co grasowali za budynkami. . zastukał do sąsiednich. wyściełał pokój jak gęsta wełna. Tłum rzucił się do bramy. na który padało jeszcze żółte światło ze sceny. pod słupem zaś skrzyżowano dwa strzaskane niemieckie karabiny bez zamków. Nic ich nie ruszy. Bo oto na środku jaskrawo oświetlonej sceny. Wszyscy patrzyli na scenę. Chociaż wszyscy z napięciem oczekiwaliśmy ogniska i narodowych występów wieczornych. Z zewnątrz dochodziły wrogie okrzyki szturmującego tłumu i skrzypiały wyważane żelazne drzwi. wzmocniony smolnymi pniakami po bokach. ale nawet rewia. przybranej w czerwień. nasadzono niemiecki hełm. z których urządzono teatr. wyszedł. Jęknęła. Nikt na nie nie zwracał uwagi. aż zapiał jak kogut.Za grosz inteligencji . Wokół stosu stały ławy. Przed zamkniętą bramą teatru stał tłum. jak mu cichaczem wynoszono druki. klął i groźnie krzyczał. Jutro będziemy powtarzać Grunwald \ Każdy zobaczy! . ale zamki nie puściły. ale niezmiernie długiej sali tonęła w czarnoniebieskim mroku. Na brudnej podłodze stało przy krzesłach kilka misek z nie dojedzonym gulaszem. przeniosła się pod garaże.o tym sza! boby wszyscy chcieli. Policjant rozkrzyżowanymi rękoma patetycznie bronił wejścia. który sterczał na szczycie. Nie lubił. cała zasiedziała ludność koszar. nie ma miejsc! Zlitujcie się. Zlustrował mnie przy tym podejrzliwie. . oprócz oczywiście tych. że przez chwilę byłem także jak oficer. pilnowali sztub przed złodziejami lub byli na wyprawach poza obozem. zerwano i zadeptano narodową szarfę. który. czworokątny stos. nie tylko Arcybiskup. Umieściliśmy się tuż za generalicją. Na dziedzińcu kończono przygotowania do wieczornego ogniska. Gdy wśliznęliśmy się na widownię i na migi załatwiliśmy sprawę z policjantem. ludzie! Przyjdźcie jutro. zwijając się przy zamkniętym oknie. woźnym w teatrze. Wzniesiono solidny.krzyczał ochryple. a na słup. odbierając mi książkę z rąk.Ludzie. odczułem wyraźnie. umilkł i opuścił ręce. coraz ochrypłej.

która prześwietlona jak cieniutkie złoto pełna była 53 . Zbyt pełny biust zakołysał się pod bluzką. Polsko. wypukłym fragmentem siebie. .zieleń i podpartej czarnym pudłem rozedrganego patriotyczną melodią fortepianu. żołnierze i robotnicy! Straszliwy trzask wyważonej bramy i triumfalny krzyk wwalające-go się do przepełnionego garażu tłumu zlał się z ogromnym hurkotem oklasków i histerycznym. rozszczepione w wierzchołku sosny. ku niebu. który pozostał w Polsce. Dzieci my Twoje.Nie. Zamknęła mi usta dłonią. Inni. podtrzymujących wstążki od jej stanika.westchnąłem leniwie i sennie opadłem na ziemię pachnącą zbutwiałym igliwiem. stał gruby i płomienny Aktor i dłonią wskazując na Śpiewaczkę kończył z patosem wiersz: w imieniu Bogurodzicy. W jej niespokojnych. pasiaki leżały na nich jak ulane. jeździli z taczkami i obnosili naokoło Śpiewaczki łopaty. kilofy i łomy. hojna blondyna w krakowskim stroju.Ty i tak kochasz tylko tego. . Kiedy się nieco uciszyło. Aktora. nie rwie mnie już nigdzie . ocierając się o korę drzew. by jeszcze raz pokazać zapłonioną Rzeczpospolitą oraz jej kochanka. Słońce. który się nareszcie umieścił jako tako na skraju ławy. Zmarszczyła brwi i odsunęła się. krzątali się na peryferiach sceny. rozchylone usta.Szkoda.Paru z nich znałem: byli schreiberami w przesławnym obozie Allachu. umajona wieńcem niedojrzałych. a prześcieradło kurtyny poszło ponownie na boki. pochylił się ku mnie konfidencjonalnie i huknął głośno i z niekłamanym zadowoleniem: . opalizujących oczach odbijałem się małym. że jeszcze łóżka na scenę nie wstawili! Fajna Rzeczpospolita! I warta grzechu! IV . patriotycznym wrzaskiem widzów. Wiatr szeleścił. stała zapłoniona jak dziecko na imieninach Śpiewaczka. ale już płowiejących kłosów. Redaktor. Wkoło niej upozowało się kilku młodych ludzi w obozowych pasiakach. Na samym zaś przedzie. jak pierzasta strzała spadło w głąb lasu i tkwiło w bladozielonej trawie. w zachwyceniu w nią wpatrzonego. . po co ty siedzisz w tym obozie? Czy cię nic stąd nie rwie naprzód? Dziewczyna pochyliła się czule nade mną. w robotniczych kombinezonach. nieomal na krawędzi sceny.Powiedz mi. musiały być szyte specjalnie na zamówienie jeszcze w obozie. Podniosłem głowę i chciałem pocałować ją w wilgotne. Nad nami piął się w niebo sosnowy las i szumiał. Palcami podtrzymywała spódniczkę i oczy wznosiła niewinnie ku kurtynie. ku sufitowi.

rozumiesz? Bez obozu.Ach. bez wojska. rozgrzane i barwne. od których trudno mi odejść.Jedź ze mną! Ach. Nino .Gramoli się żarłocznie w konchę jak kosmaty psiak do miski z mlekiem . nie na pokaz! Nie pobierać zupy z kotła.Nino. Będę studiowała medycynę. . . mały bombowiec. Nad drogą płynęły kopulaste topole. Mam kolegów.Chodź .No. bez patriotyzmu. nie myśleć o Polsce.podjęła po chwili z wysiłkiem . Mam tam siostrę za bogatym Belgiem. Niech inni.podchwyciła Nina . . normalnie. pięło się. Spłoszony bąk odleciał z gniewnym pomrukiem. .Zapomnę o nim. zostań ze mną . . ale się wybiję.krzyknęła. . Ja jestem naprawdę wolna. jak nisko słońce.zerwała się niecierpliwie. mam książki. I ja tak chciałbym żyć. strzepnęła resztki igliwia z sukni i poprawiła włosy. Chodziły po niej pary. rozumiesz? Ja boję się ryzyka. z którymi jadę od Polski . przebłyskujące różowo poprzez niebieskawy dym powietrza jak przez jedwabny szal.zdecydowała się nagle.rzekłem pobłażliwie . więc nie zapomniałam.Uniosła się na kolana. . ponad gontowe dachy podmiejskiego osiedla.rozleniwiającej woni lata.Nie miałaś? . .Ja tu nie jestem niczym. Asfalt parzył pod nogami.Już późno.tak żyją Niemcy. których sklepienie wiodło aż pod czerwone mury i wieże koszar. zahuczał nad nami i usiadł na łodydze dziewanny. nabiegając złotem jak dojrzałe jabłko. . Zabłąkany bąk.Chodź .rzekłem niespodziewanie. po co ja? Boję się przestrzeni.O. którzy mi pomogą.Nie miałam innych.zaobserwowała dziewczyna. żeby się dać zabić. bez dyscypliny.A chłopiec w Polsce? . . bo cóż ja jestem? Jakie mam prawa? 54 . .Popatrzyła w górę ku czubom sosen. boję się ludzi.Ale dotąd nie zapomniałaś? . jak pociemniały sosny. .Raczej jak dziecko na parapet okna . właśnie . Nienawidzę dzieci! . . .Ci ludzie. za dużo śmierci widziałem. Patrz. a opasawszy je zielenią jak mostem. Pojedziemy do Brukseli. zanurzonym w lekkim potoku wiatru.jedź ze mną na Zachód. odsuwając moje ręce. Rozchodziło się od niej urzekające ciepło jak od ciała kobiety.na skraju lasu przerwałem milczenie i ująłem ją wpół . Czwarta? Piąta? .to są obcy.Widzisz. Mogę się od nich oderwać. jedź ze mną! Ja tak się boję Palestyny! Przez las płynęła asfaltowa droga ujęta w tamę topól. . Tak je zbierałem. ileż ja ich wyniańczyć musiałam.

Kręcił w palcach suchą gałązkę. W wysokiej.powtórzył. Ja idę na piechotę. złotawej trawie błyszczał czarny krótko strzyżony łeb.Wracaj do Polski . to nam nikt nie da jeść. przykazania po hebrajsku.Umilkłem.Wracaj do Polski! .Poszła w krzaki. książeczki .stwierdziła dziewczyna i skrzywiła pogardliwie usta. .zawahałem się.Wiesz. Przyłożył dłoń do podbitego oka. . Podtrzymałem ją za ramiona.krzyknęła zjadliwie. Palce jej drżały.rzekła Nina przejmującym szeptem.Wszyscy? .Więc wracasz do Polski .to chcesz mi powiedzieć? I że będziesz głodny po drodze? Że jak się unormuje? A jak ci powiem: spódniczka cię trzyma. który nagle zrywa się spod nóg. . jesteś tylko Polakiem. Być jak drzewo bez korzeni! Uschnąć! .Urwałem. . jak wszyscy.Wracajmy do obozu .przejechał ręką po włosach. . ale. Pójdziesz ze mną? .Wszyscy.Żadnych! Rozumiesz. odprowadziłem ją do domu .gwizdnąłem przez zęby.Zęby mu błysnęły jak u psa. Wracaj do Polski! . Myślałam.. . co to jest.krzyknęła. . wszyscy! . Na każdym skrzyżowaniu mogą nas złapać te czarne małpy w białych kaskach i wsadzić do nieznanego obozu. Upolowałeś spódniczkę.. szukając sugestywnej metafory. To ma mnie łączyć z Żydami.Chciałeś mnie tylko na jeden dzień. .rzekła sucho Nina. inaczej niż inni. szukając w myśli praw przysługujących mi. Potknęła się. . Do Żydów mam wstręt. Ale ja nie jestem ani Żydówką. Stefek podniósł się z ziemi i ukłonił się dziewczynie. No. dla których jestem Żydówką! Widzisz to? .ujęła za talizman w kształcie świstawki. . . Z Polski mnie wyrzucili.Książeczki.Jeżeli pójdziemy stąd.uśmiechnął się gorzko . . Stefan zmrużył oczy od blasku i spod powiek przyglądał mi się z otwartą pogardą.Wracaj do Polski! . Wyrwała się gwałtownie i wrogo. To są tablice Mojżesza. poszedłbym. Ale ty nie jesteś człowiekiem. . Fajna dziewczyna. 55 .Ja się nie boję . .Tak. co? ..Co tu masz oprócz tej Żydówki? . . ani Polką. upolowałeś. . jakby szukając tam współczucia.A gdzie Niemka? rozejrzałem się podejrzliwie. .zachwyciłem się zdawkowo. Sukienny mundur rozparzał całe ciało. w którym zeżre nas głód.Ale nie mieć nigdy gruntu pod nogami! . jak ptaka. . kiedy pragnąłem usprawiedliwić się.Przestraszyłem się głosu.Nie spytałeś mnie do tej pory. bracie. żadnych! zawiesiłem głos i wpatrzyłem się w jej twarz.Na piechotę? Toś morowy chłop . że są jeszcze inni ludzie.Chodź ze mną. złamała się z trzaskiem.

Czerwone kepi. wracajmy. i Majora? I cały sztab? A księży. Może się nam uda dostać do środka. Potrącone gałęzie jedliny chwiały się za nim. . zawaloną gruzem bramę. brunatnym potem jak pokropieni miedzią.Ruszaj z Grunwaldem . przecież dziś Grunwald. żeby lakier nie roztajał. to zobaczysz . jakby coś mówiła do siebie. . Przy dziurze nie było nikogo. . Czarny kutas dyndał się za każdym poruszeniem głowy.Niemcy wykorzystywali gorące. Jutro będą wszystkich wywozić! Wszystkich! . póki czas. dotknął swego podbitego oka. klasyczne miejsce transportu baranów. jakby las szedł razem z nami. pod daszkiem z papy podpartym paroma patykami. Oddychała ciężko jak ryba wyrzucona na brzeg. Pokrzykiwali do nas. Między samochodami krzątali się półnadzy Murzyni. Gmerał w otwartym plecaku. Czekały jutra.Czekam w Polsce.Pan jest.Nie wywiozą. Przy drodze kolumna ciężarówek zwracała wąskie jak u głodnych szczurów ryje motorów ku obozowi.zacisnęła pięści. . Na skrzyżowaniu siedział człowiek z obozu. Znali szpary i przejścia mniej pilnowane i wymykali się z koszar. Trudno. zsunęło mu się na ucho.Na pewno się uda . aby wyszedłszy na koszary od tym.Idź do obozu. pociski armatnie i miny niemieckie.rzekł do mnie. . a kuchnie? ..Chciałem wejść i zabrać koc. Pod kępą uschniętych krzaków stało parę czołgów i porządnie. wedrzeć się do nich przez rozbitą.rzekł ironicznie i zniknął w lesie bez pożegnania. Przyśpieszyliśmy kroku.. Świecili się ostrym. Natomiast u narożnika. Od obozu aż po las przewijał się w trawie sznur ludzi. Ująłem ją pod ramię i poprowadziłem wzdłuż drogi. letnie popołudnie.Stefan roześmiał się. . Podbródek jej drżał spazmatycznie. w głębi cienia siedział żołnierz i drzemał. tam gdzie mur rzucał nieco chłodu na spieczoną ziemię. Położył na 56 .Oszalałeś! I Pułkownika. Poruszała bezgłośnie wargami. ozdoba muzułmańskich oddziałów SS. jak w sklepie z manufakturą.rzekła Nina. Dwie czerwone walizki postawił w cieniu. . Przylgnęła do mnie. .powiedziałem nieco zbyt skwapliwie.Obóz jest obstawiony przez Amerykanów . .powiedział Stefan. Pilnował ich drzemiący w upale żołnierz amerykański. Nie puścili. pan jest.Grunwald \ . Nie zwracał na dziewczynę uwagi.Wracajmy do obozu . gdy mijaliśmy ich bokiem. mylisz się. Strumyk rowerów ciekł nieprzerwanie po dnie asfaltu. Kopuły drzew szumiały. .Pan jest jak SS! Stefan uśmiechnął się lekko. leżały poskładane karabiny.. .

chciałem krzyknąć. karabin wetknął między kolana. pośpieszył również w stronę bramy.) Come here (ang. przeszedłem je na oczach wszystkich i 119 Fraulein. Dwaj żołnierze. którzy częstowali się papierosami. .Stop. I zanim zdążyłem coś powiedzieć. jak para zagubionych dzieci przed chatką czarownicy. chwycił karabinek. stop! . Wolnym krokiem ruszyłem na usypisko. tam gdzie był już obóz. Całkowicie odsłonięci staliśmy na łące przed bramą.Tak ci się śpieszyło na Grunwald i co? Znowu się boisz? Poczekaj. Fraulein! Halt. Dwaj żołnierze. jakby jej nagle zabrakło powietrza. odwróciła się ode mnie. ale milczałem. przydeptali je nogą i pobiegli na nasyp.) . odwrócili się ku bramie. a jeden z nich zdejmując z ramienia karabinek zawołał ze śmiechem na całe gardło: . uczynić jakikolwiek ruch. maleństwo. pogardliwym śmiechem. otrzepał go.Fraulein. który mu się wysunął spomiędzy kolan. przyłożył go do ramienia. Przytrzymała je ręką. Odwróciła na moment ku mnie roześmianą ironicznie twarz. zniknęła za krawędzią jak wrzucona w dół.rzekłem zdjęty niepokojem . parskając krótkim.Panienko! Stój! Chodź tutaj 57 .krzyknął piskliwie drugi. idź za mną. Wysunęła mi się spod ręki.Zaczekajmy do zmroku . ale wiatr rozerwał jej wołanie na strzępy. halt! (niem. podbródkiem dotykał piersi. podniósł z ziemi hełm. przewiesił karabinek lufą na dół przez ramię.może nie puszczą nas. Za nasypem. żeby dać jej znać. ten który strzelił. wołali za dziewczyną. urosły w krzyk. Poderwałem się biec za nią i nagle stanąłem. pochylił głowę na oka mgnienie na prawo i Dziewczyna obronnym ruchem podniosła ręce do gardła. Schylił się. halt! Come here!119 . obciągnęła bluzkę na zbyt pełnym biuście i puściła się pędem ku bramie. . dziewczyna poprawiła niecierpliwie spódniczkę. Dopadła gruzów i poczęła się na nie wspinać. Fraulein! Halt. Przy drugim narożniku stali dwaj żołnierze w porozpinanych bluzach.trawie hełm. prąc przeciw wichrowi. Wracajmy do lasku. podniosły się głosy. jakby pośliznęła się na cegle. Rozespany żołnierz. połączyły się w gwar. Zawołała. śmiejąc się. Śpiący u drugiego krańca muru żołnierz podniósł nieprzytomnie głowę i poderwał się. włożył na głowę i pogwizdując bezmyślnie. którzy. Podniosłem rękę. odrzucili niedopałki papierosa. Postąpiła jeszcze krok poza krawędź nasypu i miękko osunęła się za nim. Na szczycie podmuch wiatru opiął jej ciasno biodra i rozczesał włosy. gadali hałaśliwie i częstowali się papierosami.

z ulicy wysadzanej młodymi platanami. Spod wargi lśniły martwo białe zęby. nabiegłej świeżą krwią wardze usiadła duża niebieska mucha. odleciała. hamując ze zgrzytem.zapytał szybko First Lieutenant. z którego sterczały długie.Czy mówi pan po angielsku 58 . śmieszny jeep wypchany żołnierzami. zawahał się parę razy na łańcuszku i zawisł nieruchomo. wilgotnej. Mały talizman w kształcie świstawki przesunął się na szyi na bok. Ostatni znak życia. Podszedłem. . Z trudem przepchałem się łokciami przez niechętnie ustępujący tłum. bzykając.Co się stało 121 Do you speak English (ang. prześliznął się między drzewami.) . Na skurczonej. Na podwórzu dymiły się ognie pod porzuconymi garnkami i menażkami. . Słońce zalśniło i rozkwitło w brązowym wyglansowanym półbuciku. odgarnąłem delikatnie włosy. Padając otarła o cegłę policzek. Poruszył 120 What's happened (ang. Z niezmiernej oddali dochodził do mnie jednostajny. Spłoszona cieniem. Wysunął z auta nogę i zakołysał nią z wahaniem. otrzepałem starannie spodnie z kurzu. wyskoczył mały. Nade mną pociemniało od koła ludzkich twarzy skupionych i milczących. Spojrzałem zdziwiony na oficera. Kierowca sięgnął do kieszeni. Dwaj żołnierze z pistoletami maszynowymi na kolanach rozpierali się na tylnym siedzeniu. Usunąłem spod głowy trupa ostry. niewygodny kawałek cegły. prychnął olbrzymim kłębem dymu i kurzu. W otaczającej nas ciszy głos jego zabrzmiał ostro i nieprzyjemnie jak darcie płótna.) .Wiatr skręcał z chrzęstem dym jak słomę i wyrzucał go za mur.zsunąłem się obok Niny. przechylił się do tyłu. napotkawszy spojrzenie. wparł się kołami w ziemię i przysiadł. zamrugał i ściągnął nieco wargi. nosy armat. Przepuścili mnie i jeszcze ciaśniej skupili się nad ciałem. częstując. Z ziemi podniósł się słup kurzu. Spomiędzy bloków mieszkalnych.What’s happened?120 Czemu ci ludzie tak krzyczą? First Lieutenant pochylił się ku szoferowi.Do you speak English?121 . okryte brezentami. kurczowo zaciśnięte w obronnym ruchu. Delikatny strumień niebieskiego dymu przepłynął koło twarzy i porwany wiatrem znikł w powietrzu. Ten wzruszył obojętnie ramionami. leżały ciężko na kamieniach. nie śpiesząc się. stłumiony szmer głosów jak zza ściany. zerwał barwną opaskę. zza zakrętu garażu. Ręce. wydobył paczkę papierosów. powoli zwinął się nad ziemią i upadł. Wypukłe oczy zmętniały jak stężała galareta. ułożyłem głowę na miękkim piasku wapiennym i podniósłszy się z klęczek. Zrzucone ze strychu deski na ogień bezszelestnie zsunęły się w powietrzu. Zapalili. zabielały na tle czarnych okien i upadły z przeraźliwym trzaskiem. . Oficer. ciepła o mdłym zapachu krew przesączyła się szeroką plamą przez bluzkę opinającą zbyt wydatną pierś i zasychała na brzegach jak rdza. do auta.

obojętny przedmiot.powiedział. że wypryśnie z auta. . .) .Nic. zdążył coś powiedzieć.niezdecydowanie szczęką.Nic się nie stało.My God! My God! Chwycił się za głowę. co za różnica? Przez niski kurz jak przez płytką rzekę. do swoich gratów. Mój głos zahuczał w głowie jak w pustej sali. . 122 I do (ane. który szedł przodem. do swoich książek.powtórzył nieco ostrzej Pierwszy Porucznik.My tu.My God124 . sir (ang. ciężkim krokiem odszedłem w głąb koszar. którzy wtedy palili papierosy.Kto skrzywdził tych ludzi? Czemu oni tak krzyczą? Co się stało? Żołnierz z karabinkiem opuszczonym lufą na dół wyszedł z tłumu. aż się wstrząsnąłem. . . i naraz zaczął żuć.What's happened? . nie oglądając się.uspokoiłem go bagatelizującym ruchem ręki i uprzejmym poddaniem całego ciała. Patrzyłem na oficera nie jak na człowieka. . a za nim przepychali się pozostali dwaj. Na stołach i na podłodze rozbite skorupy porcelanowych misek bielały w gęstym mroku jak oskrobane z włókien wyschłe kości. Twarz jego spłynęła przelotnie krwią i pobielała.kiwnąłem. proszę pana 124 My God (ang. teraz strzeliliście wy.I do122 . w Europie. Zastrzeliliście przed chwilą dziewczynę z obozu. Pierwszy Porucznik wyskoczył z auta jak zwolniona raptem sprężyna. Nagle ściana ludzi poruszyła się. którą już pewnie zafasowano. .Nothing. Nic się nie stało .Ge-sta-po! Ge-sta-po! Ge-sta-po! V Żołnierska sala leżała w gruzach. Musiało mu nagle zaschnąć w ustach. Różowa grudka zaczerwieniła się w kurzu drogi.) . Nim jednak ten.) . Teraz dopiero uświadomiłem sobie. Dotykał stopą ziemi.tu: mówię 123 Nothing. gdyż krzywiąc się. . wypluł gumę. jakby rozpędzając się. Tłum zasłaniał szczelnie trupa dziewczyny.Przez sześć lat strzelali do nas Niemcy. W uszach huczało mi jak w słuchawkach. sir123. zwróciłem się do oficera. Cisza jak napęczniały balonik pękła z trzaskiem w uszach. .odrzekłem obojętnie. jesteśmy do tego przyzwyczajeni . odprysła. ale odwrócił się od niego i patrzył na żołnierzy.Mój Boże 59 . do swojej kolacji. a jak na daleki. że nad ciałem dziewczyny tłum ciasno skupił się i patrząc w oczy żołnierzom cały czas wrogo skandował: . Zdawało się.

wylewały się szmaty i stłamszone leżały na ziemi. Koca nie było.rzekłem drwiąco. .Nie trzeba było surowego barana jeść.. W powietrzu unosił się stęchły. skorupy i książki. jak z otwartych. Nie było nikogo. bracie. otwartego w noc. zajrzałem do szafy. Siny kwadrat okna. Polak Polakowi. sienniki. zachłystując się słowami jak płaczem.A jutro transport i znowu jeść nie dadzą. nie dziwota. wypaproszonych brzuchów. piwniczny.Cygan? Cygan. Ścisnąłem z żalu zęby i 60 . Ruszyłem do szafy i czepiając się łóżek brnąłem w głąb sali. rozkwitł jak olbrzymim kwiatem . jak mnie tak wszystko pieruńsko boli! .krzyknąłem z rozpaczą. W głębi sali ktoś z jękiem poruszył się na łóżku. O Boże miłosierny. nikt po jedzenie nie poszedł. cokolwiek nadawało się do użytku. Z szaf. co oni narobili! Żebym ja był tego nie dożył. błysnęła silniej czerwienią i zgasła. Namacałem krzesło. zlituj się nad nami. Szykują się chłopaki na transport. . Podszedłem do łóżka i pomacałem ręką. . . . żebyś pan tylko widział. wszystko rozbili. . Zaszeleściły w palcach jak suche. rozkradli. . Ledwo garnitur wybroniłem. . Siennik znów zachrzęścił niespokojnie. Cienie zachwiały się. jesteś? . nikt nie pilnował . to ty? . jakby te szmaty.Nie ma kolacji .Ten naród ludzki. resztę zniszczono. żebyś pan widział. Panie Tadku. Rakieta spłynęła na bruk. że kradną . stłumiony. Zrobiło się zupełnie ciemno. Usiadłem. Strzelano z wysokiej wieży koło bramy.Nikt nie przyniósł kolacji? . Rozbite szkło zachrzęściło pod nogami. panu Koli zabrali papierosy.Wpadli do sali. Pod głową go miałem. Ukradli. Poczułem nagły przejmujący głód. Umilkło.A gdzież bym był. urwany chichot rozpłynął się w nagłym chrzęście słomy. zduszonych książek. Palce przeszorowały po szorstkim sienniku. Oparłem się o stół. Łagodne światło bezszelestnie spłynęło po oknie jak świeża krew.Cygan.ciągnął płaczliwie Cygan. jakby były zabite.powtórzyłem machinalnie.zapytałem z ogromną ulgą.czerwoną rakietą. . Wygarnięto z niej wszystko. pokruszone liście. gniły i rozkładały się dalej.Zatrzymałem się niepewnie i czekałem w napięciu.Ściągnięte z łóżek sienniki zwieszały się ku ziemi bezwładne. porozbijane i poszarpane.zajęczał w ciemności Cygan. trupi zapach. toby panu chyba serce pękło. podskoczyła kilkakrotnie. Na dnie domacałem się w garnku ocalałych płatków kartoflanych.Nie było nikogo. Książki pana porozdzierali. Pod nogami szeleściły zwały podartych. Przeleciał jakiś przenikliwy strzęp szeptu. Korzystając ze światła. . tobyś dzisiaj także nakradł. I mnie buty wzięli. zawahały jak rozkołysana woda i podniosły się do góry..

No. A pan tylko w książkach siedzi.. pomarańczowe i żółte. szykują się. Pogmerał. .machnął ręką w 61 .Tatuś martwił się o pana. udało się panu wrócić? . . Powiedział.ostatnie słowo zachrypiało w ziewnięciu. pochlipując.Przywiozłem .Ale pan ma szczęście .kopnąłem walający się pod nogami czerep miski.zaklął Cygan. .Niech się tata martwi o siebie. że pan pewnie nie wróci. jak głupi bić się . jakby pan pochodził.. . Czarna twarz Cygana powlokła się jak rtęcią trupim.Szykują się. Podpatrzyłeś. . Łóżko zaskrzypiało z pasji. nie kłam..zawołałem w zdumieniu. Samo nie przyjdzie. Grunt. . razem bukietem spłynęły na ziemię.burknął syn chorążego. . Znajome kowboje na warcie stali. Potoczyła się z brzękiem po betonie. neonowym światłem i zapadła się w mrok.A panu chorążemu szafkę rozbili.. Przeciągnąłem przez dziurę.ale nie barana. O.A pan chorąży siedzi w bunkrze i pan Kola siedzi w bunkrze . parszywy Cyganie.zapewnił z przekonaniem. .O jutrze będziem jutro gadać .Niemrę kupiłem. To lepsze od barana.odparł .Przecież Kolka chciał jechać do Włoch .A mówili. . Boże.ucieszyłem się uprzejmie. że jestem głodny.A jutro? Jak będzie transport? . . Czerwona rakieta znów rozjarzyła się na granatowym niebie. .A pan Redaktor przyszedł i książki z pana szafy także zabierał. . . że pana chorążego i pana Kolę za karę do Polski odeślą.dodał z lekceważeniem.. to szkoda zostawiać. to się w Polsce spotkają ze Stefanem. Boże. . żeby im tak w boku szykowało . Głupi nie będę i w transporty do Polski nie pojadę .Przywiózł pan co? . jak tata chował . aby dziś. Jemu się przydadzą. . .Tam . Mnie podłożyli.Tak pan myśli? .westchnąłem zazdrośnie.Nie kłam..Ale. bo ci znowu mordę nabiję. aparat fotograficzny zabrali i pieniądze.odezwał się z dołu syn chorążego.ciągnął monotonnie Cygan. . .Pan by też mógł mieć.Ja tam sobie radę dam. . Posłuchaj pan.O.Uczułem znowu. szykują się do obrony . . .Redaktor? Co mi zupy dawał? Pojechał! Jednak pojechał! Beze mnie! . obok wykwitły zielone. Już on ich zakapuje. bo pojechał do pana generała Andersa.Chłopaki się nie dadzą. a z ciemności wydobył się oburzony kobiecy pisk. Sameś pieniądze ukradł.

Wstałem od stołu i brnąc po książkach. to się pan tu prześpisz. . . Lecz tylko owinął kobietę kocem aż po czub jasnych.rzekłem z pogardą. Co. Jak skończą akcję. opadł z westchnieniem na łóżko i wsadził rękę pod koc. to pan kowbojów poprosisz.Grunwald robią. okeje nie uciekną? Podniósł się na łóżku.rzekłem do syna chorążego. kiedy ja taki chory? Może mnie nie wezmą? Pan umiesz po angielsku.. .Idź pan na Grunwald . W czarnej zapadłej twarzy błyszczały niesamowite.Grunwald robią . prowiantowego albo sekretarza . panie Tadku? Leżał odkryty i oddychał ciężko jak zdychające zwierzę. to się wyjdzie. Niebo grało wszystkimi kolorami.odezwał się Cygan. a błyszczące okulary nabiegły różową poświatą. że tylko rakietnice na Grunwald? Jak ustawią ze dwa cekaemy na strychu. do następnego razu! . i dobra. Ile chłopaki brauningów mają. ciemna twarz o wpółotwartych ustach. opadała rozżarzonymi kroplami na dno ciemności.Podobnież do Koburga transport ma iść . .. Czerwony dach koszar mienił się upiornie na tle nieruchomego nieba. Potem będzie łatwiej o jakąś funkcję w obozie. bo szkoda. wielkie zmartwienie .dodałem łagodniej. że ciebie nie udusiłem. 62 . . Tam są meliny.Jak ja pojadę. . to pan! . . Rakieta spłynęła w dół.Profesorze. jakby chciał wstać.Jutro mieli go powtarzać. tobyś nie miał kłopotu dzisiaj . puszystych włosów. jak pluną. Ale my zrobimy lepszy. jakby w zadysz-ce. że ich diabeł nie znajdzie. żeby jej jutro nie znaleźli. Podprowadziłem go do stołu.głos mu nieco drgał.A niech ją złapią. a rozpylaczy! Co pan myślisz. jak jechaliśmy do Dachau. .Bo co innego robić? . że będę się złodziejami zajmował? Szkoda. . Naraz otwarto je z drugiej strony i z czarnej nory korytarza zamigotała w świetle żółtej rakiety ostra.poradził syn chorążego .stronę rozświetlonego rakietami podwórza. .Sam muszę się schować przed transportem.O. A granatów. Fontanna rakiet przepływała przez powietrze. dotarłem do drzwi. Będzie mi potrzebna albo co? A może pójdę z nią do chłopaków i będziemy siedzieć na strychu.krzyknąłem histerycznie. które nabiegało raz po raz granatowym sokiem. a karabinów.Co ty sobie wyobrażasz. Syn chorążego zachichotał i pokręcił się na łóżku. jakby nafosforyzowane. Wparł we mnie świecące odbiciem rakiet oczy. Uważaj pan.a jak się skończy. rozpryskiwała się na niebie. Bo ja mięso idę gotować.

Truskawka na czubie? .. Nie na tej. napędzając czerwień w wargi. była jeszcze dzieckiem. Czy to nie wszystko jedno! Konwenanse towarzyskie? Tu! W przeddzień transportu? I tak jutro nie spotkamy się więcej.Zastrzelili ją . pokruszony papieros przewinął się przez palce i rozżarzył się w ustach nikłym płomieniem.rzekłem słabo. Nie znalazł. Gdzież pan był tyle czasu? Klepnął się po kolanach.Ziemia jest mała! . .jaka wypierśna kobieta! Już ją prawie miałem w ręku. co przyjechała z Pilzna. Byłem z nią w lesie .Przy mnie zastrzelili ją.Gdzieś łaziłem po obozie.rzekłem niespodziewanie dla samego siebie. były takie z kremem. . pokiwał głową. Po białych. Brązowy jeleń. patrz pan .Co za nieszczęście! . Zaciągnął się papierosem.Ta pańska sąsiadka? .Chodźmy na Grunwald! . Zerwałem się z łóżka.uderzył mnie dłonią po ramieniu .dodał tonem wyjaśnienia.wrócił do swojej ulubionej myśli..Cóż robić? . Jak wyjeżdżałem we wrześniu.. Zaraz się zacznie. Przedarty leżał na ziemi drzeworyt z bohaterskich. kupowałem jej ciastka.Pomilczał.Ta. .. .naraz zesztywniał wpół słowa. wspinały się po twarzy i przez sufit uciekały za okno. kładąc się słabym refleksem w rozpadlinach twarzy. Zadbałem dla pana o dobre miejsce przy ognisku. Moja sąsiadka z domu. czy przypominam. ogarniały bawarską koszulkę. . wytłoczony na pasku łączącym 63 .. .Nie wiem.Zajrzał mi w oczy. doprawdy . Sięgnął znów do kieszeni. wesołych i chwalebnych przygód Sowizdrzała. gdzie byłem. Poszła na spacer. Oczywiście. już ją obmacywałem i co za nieszczęście. to na innej łące . Westchnął ciężko i podparł głowę rękoma. . A pan mi o Grunwaldzie.. .zdecydował się.powtórzył jakby sennie..rzekł Profesor. . dziewczyna z nagimi piersiami grająca pod ścianą na gitarze. ciężko dźwignął się.Szukał mnie pan? Profesor był wciąż w skórzanym tyrolskim stroju. .rzekł po chwili.To ja byłem z nią. Pogrzebał w niej natarczywie. Kolegowałem z jej ojcem . jakby wychodził z wody. niepewny. Tylko.Szukałem . . Opuściłem głowę i zapatrzyłem się w podłogę. z rzadka porosłych czarnym włosem kolanach przesuwały się kolorowe cienie. . Nieraz.zawołał Profesor.zastrzelili ją na bramie. Wie pan. zakołysał się i chwycił mnie za ręce. Sięgnął do kieszonki. dawniej. że się spotkamy.Miałem przecież być u pana. . . Zmięty.A teraz. Puszysty kłąb dymu błysnął różowym podbrzuszem i wypiąwszy siny grzbiet rozpłaszczył się pod sufitem. odrzucając niedopałek . Profesor podniósł głowę.

w zagłębieniach uszu. cha! Cha. w kątach ust.Leż. ryknął ogromnym. stoły.Przecież to była taka zwyczajna! Ja ją chciałem! Cha. .zapiał Profesor. . cha. Obrócił się ku sali. cha.Widzisz. Dziewczyny nie dostałeś. buchnął nagle rudy płomień. cha! A pan z nią! Młodości! Młodości! . jakby Profesor dusił się od światła. Nagle puścił ze świstem powietrze i rozwarłszy szeroko usta. niebieskie i żółte światła i osadzały się pod brodą. Na kościstej twarzy Profesora światła mieszały się i nabrzmiewały. zobacz pan! . Nawet prześcieradło dostałem! Cha.A ja myślałem. . wielki. prawda. a światło nabiegło mu natychmiast w otwarte usta i zakotłowało się w nich różnobarwnie. cha. Błyski ognia ślizgały się po twarzach i nasycały je krwią. a łóżko zachrobotało. ściany. niech i ona zobaczy. wypełniona światłami. Twarz Profesora grała wszystkimi kolorami tęczy.szelki. Chodźcie wszyscy na Grunwald! Za oknem.Grunwald. miski. niech pan przestanie! . Profesor . puchła. huczącym śmiechem.Cha. który zgasił rakiety. mieniące się banie.Weź pan dziewczynę. wyrywając ręce z uścisku.Chodźcie wszyscy na Grunwald! . cha. . policzki wydymały się jak szkliste. kołysała się jak okręt. Cienie drzew wydłużyły się aż ponad dach i chwiały się jak świece. . książki mieniły się i wirowały jak jaskrawe kule. którą zaraz wysysała ciemność. . pęczniała od środka.Trząsł się całym ciałem od śmiechu.Zobacz pan. ściskając mi coraz silniej ręce. naokoło drgającej bani płonącego stosu. . obrzydliwe kolorowy. leż.Pan oszalał! . .krzyknąłem. jakby jej kto smoły nalał. w mroku. stał milczący tłum. a 64 . cha. cholero . . Grunwald! . szły razem ku czołu. .odezwał się z kąta syn chorążego . zakasłał się gwałtownie i schylił się ku ziemi. Cała sala. .Chodźcie wszyscy .nie trzeba było kochać się na starość. Przyszykowałem kolację.Profesorze. charcząc. cha! . W czarnej misce podwórza. Pociągnął mnie do okna. że będę spał z nią dzisiaj. .wołał niecierpliwie. Kolorowe sienniki. ale gruźlicę.Wychyliłem się za parapet.Profesor wyprostował się. polizał czarne okna jak łaszący się pies i rozkołysał sobą mrok jak dzwon. jak farby na portrecie.rzekł prosząco. cha.dusił się dobrą chwilę od śmiechu. drgał w świetle rakiet jak żywy. a na ich miejsce wylewały się różowe. pod oczami. Twarz powlokła się meduzim blaskiem. Suche deski płonęły z trzaskiem. chudy. cha. który rozbity wiatrem rozwiewał się jak grzywa pędzącego konia. cha. podpływały pod sufit. zgasła wraz z ostatnią rakietą i poszarzała jak wystygły popiół.Kręci się. . I Grunwaldu nie zobaczysz.dodał niecierpliwie. czerwień bełtała się z zielenią. cha! Nagle zachwiał się.

To nasza odpowiedź . . sentencje z Biblii na ściankach. to Grunwald! Na stos dorzucono świeżych sosnowych gałęzi.My? . Dyszała mi wprost w kark parnym. gorącym oddechem. odziana w mrok.My jesteśmy tuż przy nich. My. . . ogarnięty blaskiem jak czerwonym 125 Ruhig. Kind125 . . Wparła się we mnie całym ciałem. Światło rakiet umilkło. brudnym dymem. Zgasły. stała się znowu ostra i zmęczona. . A pod jedną ze ścianek krzyżyki. . Dziewczyna w nocnej koszuli sunęła za nim cicho jak duch.) . Tłum buchnął śmiechem. bił w nozdrza i wdrażał się w ciało.mruknąłem z ubolewaniem. dziecko 65 .krzyknął drapieżnie . Odgarnęła włosy znad czoła.Spokojnie. w okieneczkach krateczki.Pies z kulawą nogą nie zadba. .A my? . Mówił poważnie. gruby. Patrzcie! . Ksiądz ujął go za ramiona. Wczepiła we mnie kurczowo palce. Z tłumu wytrząsł się ksiądz w sutannie. Aż się wylewa. na krzyżykach klepsydry. Powiało gęstym. prawie surowo. Kind (niem. Hełm z brzękiem spadł na beton dziedzińca. Ogień przygasł.W oczach jego płonął rudy blask ogniska. mały.patrzcie na ognisko! Na to czekam. spokojnie. Ksiądz podniósł obie ręce.usta jej skrzywiły się.zaszeptała szczękając zębami.Was ist los? . .To pali się kukła SS-mana.powtórzył Profesor w zamyśleniu.Tak Niemcy czczą swoich umarłych. Spokojnie. Ja tam codziennie chodzę. Amboneczka.odpryski odlatywały w mrok.Ruhig. sami SS-mani! Rozmiesz pan? A kwiatów pod krzyżykami. . Twarz jego. płomień bryznął pod niebo. Sięgnąłem dłonią do tyłu. przykryte powiekami. . Twarz stojącej obok mnie dziewczyny poszarzała jak popiół. Syn chorążego wstał z łóżka i przyczłapał nagi do okna. Czarny Cygan podparł się na łokciu i z zazdrością patrzył za okno.Was ist los? .warknąłem przez zęby.I na martwą dziewczynę . jak człowiek zdechnie. Ciepłe ciało dziewczyny przylgnęło do mnie szczelnie i drżało z podniecenia i strachu.Człowiekowi wciśnięto z powrotem hełm na głowę. Wiatr odparł dym. Biały kołnierzyk ściskał rudą szyję.. dźwignął z wysiłkiem i wśród okrzyków tłumu cisnął człowieka w ogień.rzekł łagodnie Profesor. .Był pan w kościółku w osiedlu niemieckim? Nie? . Przed tłum wystąpił Aktor. ruhig. jakby błogosławił. Oczy jej jak dwa węgle żarzyły się przerażeniem. maleńki ołtarzyk. Pełno Boga. Pogłaskałem ją uspokajająco po chłodnej dłoni. . ruhig. Gdzieś w głębi ciemności wywleczono człowieka w mundurze esesmańskim.Profesor już się opanował.na krematoria i na kościółek.. . Podnosił się od niej zapach. zatrzęsienie kwiatów! .

i podczas gdy ksiądz ciskał w ogień coraz to nowe kukły. po dziedzińcu poesesmańskich koszar. objęty pożarem rakiet.rzekł w zadumie Profesor. żywi. znów nabrzmiały i napęczniały. jednym gestem dłoni rozszczepił go wzdłuż szerokiej ulicy. jak spod olbrzymiej skorupy na wpół otwartej ostrzem ognia. cha. zamazanych cieniem drzew.płaszczem. . zanurzone w tygiel rakiet. Ze strychów odezwały się długie serie karabinów maszynowych. cha. Spod jej cienia. .Żywi z żywymi! Cha. który wszystko miał zniszczyć i rozproszyć bezpowrotnie ludzi głucho. cha.. cha cha! Żywi z żywymi. Dymne pociski szły popielatymi smugami przez niebo jak stada dzikich gęsi. w przededniu transportu. cha! Cha.Policzki jego. idźmy z żywymi. Tak jak oni. . Buchnęły kaskady rakiet. trysnęło bengalskimi ognikami i spadało kroplami na ziemię. które kłębiło się i wirowało jak gnana wiatrem bańka mydlana. on podniósł ramiona w górę. Tłum. 66 . na zawsze! Patrzcie! Wyciągnął rękę w stronę hali tonącej w mętnym mroku. Naraz Profesor zarechotał po raz drugi śmiechem. między kamiennymi ścianami budynków. zajaskrawił się wraz z całym podwórzem. zacięcie wbijając w beton takt. dźwignął głowę ku ciemnym dachom koszar i dał znak. szedł Batalion i śpiewał. . na którym w rocznicę bitwy pod Grunwaldem rzucano na stos słomiane kukły żołnierzy z SS.. które jak podlane naftą rozrywały się słupem płomienia i skręcały się w tym ruchu jak żywe. uciszył krzyczący tłum.My.Niech umarli grzebią umarłych . Niebo zapaliło się jak choinka.

Starym Oświęcimiu były to solidne. przeważnie Polacy (np. BLOK . „Jak ci idzie na nowym komandzie?” „Muszę zmienić komando. pozostawiając właściwą władzę szrajberowi i sztubowym. oczekuje swego kodyfikatora. Święta. z obozu do szpitala.blokowy do szrajbera. nr. która odchodzi z bloku na blok. również pojedynczy człowiek. Określone komanda zajmowały określone bloki. 1825 Franek Karasiewicz. „Ilu masz abgangów?” ANTRETEN .grupa. „Chodźmy na apel”. „Nie słyszysz. nadzorował wydawanie jedzenia. Każdy więzień był przydzielony do jakiegoś komanda. [Monachium] 1946.albo prycza. W Birkenau były to prawie bez wyjątku drewniane. dbał o porządek bloku. paczek itp. Podajemy znaczenie niektórych określeń. bo nie wytrzymam”. urzędowy język niemiecki . podobnie jak język konspiracji.zbiórka. ARBEITSKOMANDO . Sławni byli blokowi z kwarantanny z Birkenau. obozu na apelu.więzień. Otoczeni nimbem zbrodniczości (niektórzy mieli na sumieniu po kilka tysięcy zamordowanych) ograniczyli się z czasem do wygodnej funkcji reprezentowania bloku wobec esmanów. przełożony bloku. BUKSA . ABGANG . które być może ułatwią zrozumienie pewnych partii tekstu.Barak obozowy. Życie obozowe składało się z dwu momentów: kiedy więzień chodził sam i kiedy chodził w szeregu. codzienna czynność. „Czy zgadza ci się apel” . Byliśmy w Oświęcimiu. Każdy więzień był przydzielony do jakiegoś bloku.OKREŚLENIA OŚWIĘCIMSKIE∗ Odrębność i egzotyczność socjalna środowiska. końskie baraki.wszystkie te czynniki złożyły się na powstanie swoistego języka obozowego. że antreten?” „Idziemy na antreten”. Oficyna Warszawska na obczyźnie. dwupiętrowa konstrukcja do spania. przemieszanie się wielu grup językowych. Tadeusz Borowski. przy którym musiał stawać na apel. Był odpowiedzialny za zgodność apelu. ze szpitala na obóz. „Z naszego bloku odszedł dziś abgang trzydziestu ludzi”. W braku innych *∗Słowniczek opracowany przez Tadeusza Borowskiego. dołączony był do książki: Janusz Nel Siedlecki. Krystyn Olszewski. Prominenci spali w dowolnie wybranych przez siebie blokach. Wydanie krajowe: MON Warszawa 1958 67 .cowieczorne liczenie stanu w obozie. który. „Jazda z bloku na apel!” „Blok szósty do odwszenia!” BLOKOWY . zbudowane przez więźniów piętrowe domy. Również stan bloku wzgl. używanych w Oświęcimiu. wymierzanie kar cielesnych przy oficjalnych egzekucjach itp. Inne dorywcze zajęcia: poszukiwanie zbiegłych więźniów (w obrębie wielkiej postenketty). z wyjątkiem tych. APEL . W tzw. co siedzieli w bunkrze lub leżeli w szpitalu.oddział roboczy.

w której więzień. CYKLON . „Idę na cygański”. przebywano w nich w pozycji leżącej. EFEKTY . zbudowane na przedzie bloku. to bunkier murowany”.początkowo składy rzeczy prywatnych więźniów. „Nie ma to. ale jak złapią. bicia wszy. siedzieć. „Byle bunkier był. przez długie tygodnie. z całej Europy internowani w Oświęcimiu. Zwykle bardzo luksusowo urządzone (w skali bezwzględnej). używany w komorach gazowych. „Na durchfall najlepszy chleb spieczony na węgiel”. Na górze można było stać. Również stanowisko ochronne dla straży obozowej. toteż zajmowali ją tzw. wieszać ubranie na belkach. Parter i pierwsze piętro tej konstrukcji podobne były do pochyło leżącej szuflady. DURCHFALL . „Nie hałasuj. próba ucieczki. Jak przejdziesz przez nie w nocy?” CYGAŃSKI . blokowy śpi w budzie”. Później również cały 68 . bo dostaniesz durchfallu”. Każdy był w walce z durchfallem zdany wyłącznie na siebie. Cyganie. muzułmanie. zamiast pięciu minut. trwała. pisania listów do domu i organizacji. klasyczna choroba obozowa. dnie i noce.pokoiki dla blokowego i szrajbera.obóz cygański.konstrukcji w bloku (i miejsca na nie) miejsce do załatwiania wszelkich czynności człowieka (prócz wydalania): jedzenia. W roku '44 ze względów oszczędnościowych obniżono jednorazową dawkę. dyzenteria. Śmierć. jak na cygańskim!” CULAGA . wygrzebana w ziemi przez planujących ucieczkę więźniów. DAW . „Syrena buczy.dodatek żywnościowy dla pracujących. oskrobywania się z błota. Walka ta jest jednym z nie napisanych eposów Oświęcimia. jak opowiadali Żydzi z tzw. łatwiej będzie wytrzymać do jutra do obiadu”.gaz. to. można uciekać”. „Nie pij wody. BUDA . bracie. „Dzisiaj culaga.kryjówka. ciężkie komando. W olbrzymiej większości wypadków nie leczona i nieuleczalna. nielegalny list). Gaz ten był wyrabiany przez prywatną firmę niemiecką. trudniące się głównie rozbiórką samolotów. rychło stracili wszelkie prawa i pozory praw ludzi internowanych i masowo padali ofiarą głodu. „Zwłaszcza że pobudowali naokoło obozu bunkry. odarty koc na plecach od zimna. Klasyczne miejsce ucieczek. postrach wszystkich więźniów. „Tak. chorób i barbarzyńskiego traktowania esmanów i obsługi obozowej. brudu. Wstęp do nich był dla więźnia z bloku oczywiście niemożliwy.Deutsche Abrüstungswerke. Również cela z cementu. lepsi goście. co Anglicy nazywają pillbox. aresztowany w obozie za przestępstwo (handel. BUNKIER . sonderkomanda.biegunka. pewno znów ktoś uciekł z DAW”. strąconych nad Niemcami. stał dotykając karkiem sufitu. od piętnastu do dwudziestu pięciu minut.

czy kapo jest dobry. odpowiadał mniej więcej funkcji sztubowego na lagrze.kije. Pilnował roboty. którzy byli ukrywani przez przyjaciół flegerów na innych.symbol dobrobytu obozowego. GONG . na obozie kobiecym). tudzież wiadomych stosunków ze swymi piplami.pobudka.(capo). Również komando pracujące przy transportach. „Przynieś mi ładną koszulę. Ponieważ każdy większy obóz koncentracyjny posiadał własne komory gazowe i krematoria. W pamięci wielu fleck wiąże się z osobą drą Zenktellera. czy istniały komanda zasadniczo złe (Weichseldurchstich) i zasadniczo dobre (pracujące np. Dobroć komanda mierzono głównie tym. więzień kierujący grupą roboczą.komora gazowa. pijaństwa i konszachtów z esmanami. premie i . goniec. wody!” „Fleger jest ważniejszy niż doktor”. „Wstawać.„w charakterze dymu przez komin” . trzeba było wcześniej przyjechać. KAPO . Do czwartego kwietnia 1943 wszyscy chorzy na fleck szli bezwzględnie do komory gazowej. „Jak ci kapo mówi.synonim krematorium i śmierci w komorze gazowej. KANADA . FLECK . KOMIN . „Ma chłopak szczęście. Architektura dwudziestego wieku! „Cały transport poszedł do gazu”. GASKAMMER . już po drugim gongu”. „Co się tak pchasz jak 69 . handlu. rozdawał zupę. dostał się na funkcję”. skład drzewa. fleger w szpitalu etc. miejsce wypoczynku. jak będziesz na efektach”. podobnie jak durchfall przez długie lata predestynowała ludzi do komory gazowej. „Powiem kapie. nietyfusowych blokach szpitala. druga klasyczna choroba oświęcimska. FLEGER . to masz to zrobić”. FUNKCJA .słynne komando muzułmanów.dobre stanowisko w obozie (nie na komandzie!).osobny odcinek obozowy.tyfus plamisty. lepsi goście. „Kanada idzie na rampę”. niestrudzonego tropiciela wszy i chorych na tyfus. Przez parę niewielkich sal oświęcimskich przeszło w ciągu paru lat parę milionów ludzi i wyszło . „Panie fleger. „Teraz to w obozie jest kanada. do snu. Posiadał nieograniczoną władzę nad więźniami. tobyście zobaczyli”. trzecia klasyczna choroba oświęcimska. Z reguły każdy kapo miał własną budę na polu. sygnał do pracy. niekoniecznie oficjalnie dobre (pipel u blokowego.sanitariusz w szpitalu. snu.jak mówiono ironicznie w obozie. FLEGMONA . że nie chcesz robić”. HOLZHOF . przychodzących do obozu i do gazu. tak i tak pójdziemy do gazu”.ropień śródmięśniowy.). ilość ich może być obliczana na setki. na apel. „Co się martwić. w którego blokach leżały (i gniły) bogactwa zabrane transportom idącym do krematorium.

dozorującego esmana (komandoführera) i pracujący przy określonej robocie lub w określonym miejscu. człowiek oswojony z tym trybem życia. głowa między nogami. słynne KB. „Masz kręcę? Posmaruj się herbatą”. zazwyczaj z durchfallem. że z pokrzyw) w szaro-niebieskie pasy. sporządzone ze specjalnego materiału (powiadali.ubranie obozowe. MELDUNG .człowiek. był dobrze widoczny dla esmana. nie mający ani sił.ognia. Organizator.oddział roboczy. KLAMOTY . przed wywiezieniem do krematorium układano trupy szeregiem na drodze obozowej w szpitalu tak. palenie papierosa podczas pracy czy nieumycie miski . KRĘCĄ . z rampy) czy nieuczciwie (z porcji kolegów). dopasowane do figury pasiaki były oznaką dobrobytu. zwłaszcza tam. MUZUŁMAN . który sprawdzał identyczność zmarłych.człowiek całkowicie zniszczony fizycznie i duchowo. ORGANIZACJA . o kobiety.kostnica obozowa. aby numer. Żadne objaśnienia nie mogą oddać pogardy. ani woli do dalszej walki o życie. KRANKENBAU . czwarta klasyczna choroba oświęcimska.doniesienie. Dobrze skrojone. z jaką muzułman był traktowany w obozie przez towarzyszy.szpital. LAGER . flegmonami lub kręcą. LEICHENHALLA . miał nieraz potężne bogactwa i cieszył się zawsze pełnym poważaniem i zawiścią obozu. reszta była sprawą Żydów z tzw.świerzb. „Pozbieraj te klamoty!” KOMANDO .takie sprawy też były brzemienne w konsekwencje. że byli kiedyś „także” muzułmanami. gdzie nie chodziło o kawałek oddartego koca. „Jesteś zupełnie zlagrowany”. najzupełniej dojrzały do komina. System donosicielstwa był szeroko rozgałęziony wśród więźniów. Każdy trup miał kartę zgonu. niechętnie przyznają się do tego.graty. o ukryte między belkami złoto. karny raport. wytatuowany na lewej ręce. Nieraz całe zarażone bloki szły do gazu (np. 70 . sonderkomanda i . obojętnie jak: uczciwie (z kuchni SS.obóz (domyślnie: koncentracyjny). ZLAGROWANY .zdobywanie środków utrzymania poza porcją. lubujący się w autobiografiach obozowych. PASIAKI . o dochodowe funkcje. funkcji i dobrego samopoczucia noszącego je więźnia. gdzie układano plon dzienny we wzorowym porządku (trup przy trupie. lecz szło o dawne porachunki starych numerów. Wieczorem ładowano trupy na samochód z podnoszoną platformą. który myśli tylko kategoriami życia obozowego i postępuje wg moralności obozowej. mający swego kapę. piętrami. odzież.Żyd do komina”. Nawet więźniowie. przed krematorium wysypywano je automatycznie. wysoki na wysokim). z FKL). z efektów.

Tak wisi się godzinę. REWIR . na górnej 71 . „ochronny”. Mała postenketta stała w nocy przy drutach obozu. Obsadzenie najlepszych funkcji obozowych. jak nie Sonderkommando?” STARY NUMER . zamknięty na wszelki wypadek. chleba. Źródło czci i poszanowania przez inne stare numery oraz młode numery. on wam może powiedzieć. Wielka postenketta stała w dzień (w razie ucieczki całą dobę). otaczając obóz w promieniu kilku km. Określenie o lekkim odcieniu pogardy.przez związane z tyłu ręce przewleka się sznur i podciąga się więźnia przez kółko w słupie lub w braku specjalnego urządzenia po prostu przez poprzeczną belkę w bloku. esman. zwanych także milionowcami.sala albo część bloku. stosunki z kobietami. Nikt o sobie nie mówił. patriotyzm lagrowy. „Jestem na szóstym bloku. ubrań. nadzwyczajne umiejętności życia obozowego. dwie.o ile ich złapano. którzy nadzorowali życie wewnętrzne obozu.łańcuch straży otaczający obóz lub miejsce pracy. Ręce wychodzą ze stawów. ROLLWAGA . byli odsyłani „na posty” za wykroczenia (handel. SCHUTZHAFTLING . że jest prominentem. który nie używał wyrażenia „KB”. mający wszystkie chody otwarte.albo „lepszy gość”. SŁUPEK .wartownik.więzień polityczny. Najdłuższa stójka oświęcimska: dwa dni. ale tylko w gwarze obozu kobiecego. SONDERKOMMANDO . Odpowiednik kobiecy: kalifaktorka.komando specjalne. „zlagrowany”. wiecie o obozie! Zapytajcie jakiegoś starego numera (!). pchany przez ludzi.szpital. „Kto ma mieć złoto. PROMINENT . Zwykle dzieciak ocalały z żydowskiego transportu. Oficjalny tytuł obozowy (z dodatkiem numeru). „Co wy. więźniów później przybyłych do obozu. Do przewożenia zupy. sztuba trzecia. najedzony sardynkami.wóz. nieczystości. elegancki. POST . SZTUBA .PIPEL . ścięgna pękają. Czysty. W obrębie obozu nie było zwierząt pociągowych. Całość operacji zwie się „słupek”. więzień na dobrym stanowisku. STÓJKA . etc.niski numer. trupów z obozu do szpitala używano ludzi. to jest ci.chłopiec do posług u blokowego lub kapy.stanie na przedłużającym się apelu. milionowcy. złożone wyłącznie z Żydów i pracujące w krematorium przy gazowaniu i paleniu ludzi. co przeżył”. POSTENKETTA .) . Blockführerzy. oznaczający zasiedziałego w obozie więźnia.

położony w obrębie wielkiej postenketty. WYBIÓRKA . oraz przez cały czas trwania szpitala pozostawał punktem zbornym dla muzułmanów.przez blokowego. Nieograniczona władza nad więźniem. Wydawał jedzenie. od złota do książek. nie chodził na komando. lato '44).łaźnia. Dosyć rzadko używane. SZTUBOWY . odwszalnia. a jest gorszy niż kryminalista”.zastępca blokowego. gdy z powodu przeciążenia krematoriów i komór gazowych wybiórek na lagrze nie praktykowano. gdy blokowi reprezentowali blok). magazyny. przywożone przez transporty a używane przez więźniów. Waschraum w Birkenau był miejscem rewii.składy obozowe.szpital SS. Waschraum w Starym Oświęcimiu był widownią walk bokserskich i zapasów. TRAGA . VERTRETER . ludzie pracujący na zaunie posiadali wszystko. Pozostał nie wykończony do końca obozu.buksie”.pomocnik kapy.obóz wyniszczający. Również pudło do noszenia chleba.lub jeśli śmierć nastąpiła w obozie . którym uśmiercano w pierwszych latach muzułmanów w Oświęcimiu. Ponieważ odwszawiano w niej również rzeczy.zasadniczo umywalnia.esman. co Anglicy nazywają foreman. „Wszyscy poszli na szpilę”. Odbywała się mniej więcej regularnie co dwa tygodnie. VERNICHTUNGSLAGER .czyli selekcja muzułmanów do gazu. ZAUNA . oznaczający rodzaj przestępstwa. WASCHRAUM . dbał o czystość sztuby i.komendant sztuby. a noszony przed numerem obozowym na lewej piersi. TOTENMELDUNG .akt zgonu.nosze. wystawiany przez szpital . Podaje czas i powód zgonu. Również nosiłki do dźwigania ziemi. którzy odprowadzani do waschraumu po wybiórce ze wszystkich bloków szpitala. UNTERKUNFT . SZPILA . Faktyczna władza na bloku (w okresie. WINKEL trójkąt kolorowy. nazwa komanda. Jednakże często służył do innych celów. TRUPPENLAZARETT . rozumie się. odjeżdżali wieczorem samochodami do gazu. W aktach więźniów zagazowanych: „przekazany do postępowania specjalnego”. VORARBEITER . Kobiety były strzyżone (do nagiej skóry) i dezynfekowane 72 . urządzanych przez pewien okres w szpitalu. to. „On ma czerwony winkel. choć były okresy (np. ZIELONY .dosercowy zastrzyk fenolu. Podobno urzędowe określenie Oświęcimia.

73 .wyłącznie przez mężczyzn.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful