Annie Wilson & Lilla Bek

JESTEŚ KOLOREM
Dążenie do osiągnięcia równowagi musi stać się naszym najświętszym celem, ale to każdy z nas powinien znaleźć własny garniec złota po drugiej stronie tęczy. Szukając równowagi w naszej wędrówce ku białemu światłu, wznosimy się na coraz to wyższy poziom wibracyjny, z którego wyruszamy w dalszą podróż. Gdy osiągamy taki punkt równowagi, w którym otwierają się ośrodki energetyczne, uzyskujemy nowy wymiar świadomości. Na tym etapie ewolucji świadomości zaczynamy odczuwać potrzebę znalezienia partnera duchowego.(...) Dobrani partnerzy o pełnych gamach wibracji przypominają dwa filary budowli – stojące oddzielnie, lecz zdolne unieść wspólną konstrukcję. Żadne z nich w dawnym sensie nie potrzebuje niczego, ponieważ żadnemu niczego nie brakuje. Ich związek polega raczej na dodatkowym wzbogacaniu wibracji partnera. Dobudowując, dokładając się do zrównoważonej struktury energetycznej drugiej osoby, przenoszą swój związek na wyższy poziom. Jest to książka o naszym ciele i zdrowiu, które jest niezbędnym warunkiem równowagi fizycznej, emocjonalnej, umysłowej i duchowej. Każdy z tych poziomów istnienia znajduje odbicie w czakramach naszego ciała. Książka mówi o tym, jak stan naszych czakramów wpływa na to, jacy jesteśmy w danej chwili i o sposobach oddziaływania na przepływ energii. Przełożyła Teresa Tarkowska Wydawnictwo Pusty Obłok Tytuł oryginału: What Colour are You? The Way to Health Through Colour Copyright by Annie Wilson and Lilla Bek Published by Aquarian Press, Thorsons Publishing Group Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Pusty Obłok, 1993 Redagowała Anna Brzezińska Okładkę i ilustracje wykonał Adam Bartkowicz Wydawnictwo Pusty Obłok Zamek Ujazdowski Al. Ujazdowskie 6 00-461 Warszawa tel.628 12 71 w. 113 Życie, niczym kopuła z wielobarwnego szkła, Barwi promienistą biel wieczności. Shelley

Przedmowa
Dziesięć lat temu Lilla zdecydowała się zacząć ćwiczyć jogę. Słyszała opinię, że joga poprawia krążenie i przyspiesza metabolizm, oraz korzystnie oddziałuje na narządy wewnętrzne. Zapewniono ją, że ćwiczenia jogi podnoszą sprawność umysłu i polepszają pamięć. Lilla nigdy nie czuła pociągu do lekkiej atletyki. Wyglądało na to, że joga będzie jej o wiele bardziej odpowiadać. Miała przynajmniej tę zaletę, że ćwiczenia były wolniejsze. Zaczęły się niewyobrażalne katusze. Chociaż Lilla przez całe życie uprawiała regularnie sport, jej ciało odmawiało zginania się pod pewnymi kątami. Ćwiczenia wywoływały intensywne uwalnianie toksyn: Lillę stale bolała głowa i wszystkie mięśnie. Co więcej, chociaż relaks na zakończenie każdej sesji ćwiczeń przynosił jej wielką ulgę, gdy tylko zamykała oczy, pod powiekami pojawiały się fioletowe błyski, których nie była w stanie wygasić w żaden sposób. Miała już dosyć bólu i niezwykłych sensacji wzrokowych. Była zdecydowana w następnym półroczu zapisać się na kurs bukieciarstwa. Tymczasem po fioletowych błyskach przyszła kolej na oślepiające wybuchy białego światła. Lilla otwierała oczy, żeby sprawdzić, czy ktoś nagle nie odsłonił zasłon na oknach. Jednak zniosła to jakoś i po pewnym czasie spostrzegła z ulgą, że zawroty głowy przy skłonach znacznie zelżały. Bóle zniknęły jak ręką odjąć, ustąpiły też chroniczne nieżyty oskrzeli i dróg oddechowych. Miejsce dotychczasowych dolegliwości zajęły nowe objawy. Lilla poczuła budzące się w niej nieznane moce – zdolności odbierania wrażeń pozazmysłowych. Proces ten stopniowo przybierał na sile. Kiedy siadała w pokoju, po pewnym czasie zaczynała odczuwać, że aura wokół niej unosi się i zmienia. Powodem tego doznania była zmiana częstotliwości otaczającego pola energetycznego. Aura zmieniała się wręcz namacalnie; Lilla czuła, jakby do policzków przyłożono jej gładki materiał. Joga uwrażliwiła ją także na własną aurę; zdała sobie wówczas sprawę, że w jodze kryje się o wiele więcej, niż oczekiwała. Spostrzegła, że z góry wie, w jakim ubraniu przyjdzie osoba, z którą jest umówiona, albo w którym momencie zadzwoni telefon. Ot, zwyczajne przeczucia. Wreszcie pewnego dnia została zaproszona do domu jednego ze swoich przyjaciół. Dom ten miał opinię nawiedzonego. W jednym z pokoi znajdowało się biurko. Lilla dotknęła go i w tej samej chwili poczuła zmianę wibracji. Wibracje były gęstsze, odczuwała je w całym ciele. Usłyszała w głowie czyjś głos i zorientowała się, że był to głos zmarłego ojca właściciela domu. Kiedy odważyła się go wysłuchać, powiedział, że został wychowany bardzo rygorystycznie w duchu katolickim i nie może przenieść się na tamten świat beż błogosławieństwa mszy żałobnej. Gdy odprawiono mszę na jego intencję, skończyły się odwiedziny duchów. Od tej chwili Lilla zaczęła doznawać coraz głębszych przebić. Raz po raz doświadczała niecodziennych zjawisk. Czuła się zafascynowana. Uznała, że jeśli nawet miałaby przypłacić to szaleństwem. Nie zaprzestanie obserwacji tego zdumiewającego procesu. Zresztą – nie odczuwała specjalnego niepokoju. W samotności odbierała najdziwniejsze przekazy – najczęściej podczas zmywania naczyń. Łapała się na tym, że deklamuje wiersze, których w życiu nie słyszała, albo śpiewa

nie znane sobie piosenki. Trzech doktorów „z tamtej strony” robiło jej wykłady na temat ewolucji człowieka; mówili jej też, jak bardzo zależy im na tym, by zaczęła posługiwać się swymi rozbudzonymi uzdolnieniami. Zwracali się do niej, gdy leżała w łóżku przed zaśnięciem albo kiedy przebywała samotnie w ogrodzie. Lilla obserwowała to wszystko ze spokojnym uśmiechem. Wkrótce okazało się, że jest zdolna do różnych odmian postrzegania pozazmysłowego, między innymi do psychometrii. Dotykając jakiejkolwiek rzeczy pozostawiamy na niej odcisk naszych wibracji. Podobnie jak doktor stawia pacjentowi diagnozę na podstawie próbki jego krwi, tak samo Lilla biorąc do ręki dowolny przedmiot potrafiła opowiedzieć jego historię i określić cechy właściciela. Nadszedł pamiętny weekend, kiedy odkryła, że porozumiewa się z duchami przyrody i drzew. „Przemawiała” do nich posługując się częstotliwościami pierwotnego świata obrazów. Mogła udawać się w miejsca, w których nigdy przedtem nie była, i oglądać wydarzenia zupełnie tak, jakby była ich uczestnikiem. Wreszcie nadszedł niezwykły dzień w Glastonbury, kiedy Lilla złapała infekcję przewodu pokarmowego i przez kilka dni nie mogła nic jeść. Odżywiała się wyłącznie wodą z glukozą. Dopiero później zauważyła, że dzięki głodówce znalazła się w sytuacji starożytnych adeptów przystępujących do inicjacji, specjalnie szkolonych przez mistrzów dla pełnego urzeczywistnienia potencjału ciała, umysłu i ducha. Zdała sobie sprawę, że jej energie uległy oczyszczeniu i są w stanie wznieść się na wyższy poziom. Była gotowa do „inicjacji”. Stosunkowo późno zorientowała się, że wyczuwa stan aury otaczających ją ludzi oraz emitowane przez nich kolory. Dostrajając się do ich częstotliwości potrafiła bardzo dużo powiedzieć o osobach, które je wysyłały. Interpretacja kolorów, podobnie jak interpretacje astrologiczne, ewoluowała przez tysiąclecia. W dzisiejszych czasach, z powodu złożoności współczesnego życia, nasze energie przesycone są bardziej skomplikowanymi wibracjami niż w przeszłości. Dar Lilli umożliwiał jej jasne widzenie w gąszczu splatających się energii. Wprawdzie najgłębszy wpływ wywarły na nią nie tyle same ćwiczenia jogi, ile relaks, to jednak zaczęła nabierać pewności, że joga jest kluczem, który otwiera drzwi do różnych poziomów świadomości, zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej. Lilla Bek uczy jogi od dziesięciu lat. Wygłasza odczyty w całym kraju i bierze udział w warsztatach. Obecnie poświęciła się wykładom na temat czakramów i przeszłych wcieleń oraz ich odniesień do naszego obecnego życia i jego wymogów. Uczestniczy ponadto w badaniach nad znaczeniem swoich zdolności paranormalnych, jest również konsultantką pisma „Yoga Times”. Annie Wilson jest dziennikarką, która poświęciła się badaniom nad nową świadomością. Jej pierwsza książka The Wise Virgin (Mądra dziewica) mówi o kobietach, które stały się katalizatorami, przywracającymi harmonię między energiami męskimi i żeńskimi.

Wstęp

Każda powierzchnia na świecie – obojętne, czy jest to powierzchnia kamienia, rośliny, zwierzęcia, czy ciała ludzkiego – reaguje na światło. Jeśli wystawimy metal na działanie słońca, po pewnym czasie zmatowieje. Niektóre metale tracą połysk szybciej, inne wolniej. Nawet złoto, nazywane metalem szlachetnym, gdyż nie matowieje, pod wpływem światła ściemnieje mniej lub więcej zależnie od wysokości próby. Skóra każdej żywej istoty pochłania światło. Reagują na nie nawet organizmy o bardzo prymitywnym systemie nerwowym. Bez światła życie nie mogłoby istnieć. Wiedział już o tym człowiek pierwotny, dlatego oddawał słońcu boską cześć. Czołowy amerykański badacz natury światła, doktor John N. Ott odkrył, że oko pełni dwie odrębne funkcje. Widzimy dzięki temu, że światło oddziałuje na nerw wzrokowy. Jednak wnikając do oka, pada na specyficzną warstwę komórek siatkówki, które nie mają żadnego związku z widzeniem. W tej warstwie komórek światło wzbudza impulsy elektryczne, które następnie zostają przesłane do mózgu. Część impulsów dociera do podwzgórza, tworu rozmiarów piłeczki golfowej, umiejscowionego u nasady mózgu. Badania wykazały, że podwzgórze pełni istotną rolę w regulowaniu podstawowych procesów zachodzących w naszym ciele, gdyż steruje działaniem położonej pod nim przysadki mózgowej. Przysadka, nazywana „dyrygentem orkiestry hormonalnej”, wydziela do krwi bardzo ważne hormony. Podwzgórze informuje przysadkę, jakie polecenia ma wysyłać podporządkowanym gruczołom – nadnerczom, gruczołom płciowym, tarczycy. Wchłaniając światło przez oko i skórę nieświadomie robimy z niego lepszy lub gorszy użytek. Światło głęboko wpływa na rozmaite aspekty naszego zdrowia i rozwoju, sterując wewnętrznymi procesami organizmu. Goethe, autor niezrównanych rozważań nad istotą barw, mawiał, że w wędrówce od ciemności do światła przemierzamy widmo barw. Kolor jest właściwością, jakiej światło nabiera, współistniejąc z mrokiem. Kolor, w którym zwykle widzimy tylko ozdobę i rozrywkę dla oka, w rzeczywistości jest światłem rozszczepionym na fale o rozmaitej częstotliwości. Przedmiot pochłaniający bez odbić falę świetlną nazywamy czarnym. Taki natomiast, który całą falę świetlną oddaje z powrotem nazywamy białym. Kolor czerwony postrzegamy wtedy, gdy światło słońca pada na obiekt pochłaniający wszystkie barwy widma z wyjątkiem czerwieni, którą odbija z powrotem. Każdy kolor wysyła falę wibrującą z wyższą lub niższą częstotliwością, wywołując doznanie ciepła bądź chłodu. Czerwień, barwa obdarzona największą długością fali, ma najniższą częstotliwość. Fiole, posiadający falę najkrótszą, wibruje z najwyższą częstotliwością. Wbrew intuicyjnym skojarzeniom wysokie częstotliwości pasma błękitu wywołują uczucie chłodu, podczas gdy niskie częstotliwości czerwieni dają odczucie ciepła. To paradoks, z którym nauka nie potrafi sobie dotąd poradzić. Jeden z czołowych brytyjskich badaczy natury światła, Theo Gimbel z Gloucester, sugeruje, że gęstość czerwieni ogranicza jej ruchliwość, w związku z czym częstotliwość drgań maleje, błękit zaś „otwiera”, dając poczucie przestrzeni. Przeprowadzony niedawno w Narodowym Instytucie Zdrowia w Waszyngtonie eksperyment wykazał, że pod wpływem błękitnego światła struktura molekularna ameby ulega rozluźnieniu, zacieśnia się natomiast pod działaniem światła czerwonego.

Niewidomi, którzy rozróżniają kolory dotykiem, wyczuwają je właśnie dzięki różnicom w wysyłanych przez nie częstotliwościach. Zainteresowanie tym zjawiskiem zaczęło się z chwilą, gdy okazało się, że pewna rosyjska gospodyni domowa potrafi rozróżniać kolory przedmiotów trzymając nad nimi otwarte dłonie. Obecnie w Rosji prowadzone są specjalne kursy, na których uczy się ludzi widzenia bez pomocy oczu. Lawrence Blair w książce Rhythms of Vision (Rytmy widzenia) twierdzi, że u niektórych osób najwrażliwszym instrumentem dotyku okazują się być nie palce, lecz język, małżowiny uszne lub koniec nosa. Badani donoszą, pisze Blair, że poszczególne kolory wywołują u nich specyficzne doznania. Czerwony parzy, pomarańczowy ogrzewa, żółty jest ledwie letni, zielony wydaje się neutralny, a fiolet szczypie lekkim chłodem. Rozmaite kolory mogą rękę kłuć, gryźć, uderzać, naciskać na nią, szczypać czy wreszcie na nią dmuchać. Wiemy obecnie, że tęcza siedmiu kolorów podstawowych, których pełne widmo składa się na światło białe, stanowi zaledwie nieznaczny wycinek tak zwanego widma elektromagnetycznego. Lawrence Blair ujmuje to w następujący sposób: „Światło, ciepło i kolor nie istnieją samoistnie. Spośród energii o różnych długościach fal emitowanych przez słońce i pozostałe źródła tylko nieznaczna część odbijając się od materii i współoddziałując z nią staje się dostępna ludzkim zmysłom”. Promienie widzialne stanowią niewielka część energii emitowanych przez poszczególne źródła. Poniżej podczerwieni i powyżej ultrafioletu istnieją niedostrzegalne dla nas źródła energii, których wibracje na nas oddziałują. Z tymi obszarami energii kontaktują się media „widząc” lub wyczuwając rzeczy, niedostępne świadomości większości ludzi. Theo Gimbel uważa, że na ogół rejestrujemy jedynie nieznaczny wycinek widma barw, ten, z którym nauczono nas swobodnie obcować w naszym stuleciu. Tymczasem głęboki błękit i fiolet, których nie jesteśmy w stanie normalnie postrzegać, kryją w sobie spokój, cisze wewnętrzną i moc regeneracji. Na drugim biegunie barw napotykamy lśniące, pobudzające i energetyzujące działanie czerwieni, której jaskrawość przechodzi ludzkie wyobrażenie. Zwykle nie przywiązujemy większej wagi do kolorów. Owszem zwracamy uwagę na barwy w malarstwie, starannie wybieramy kolor karoserii... Zapomnieliśmy jednak o tym, że znaczenie koloru daleko wykracza poza jego wartość rozrywkową czy dekoracyjną. Starożytne cywilizacje Egiptu, Grecji, Chin, Tybetu, podobnie jak kultury Indian amerykańskich, cechował głęboki kontakt z ludzkim ciałem. Jego elementem była intuicyjna wiedza o oddziaływaniu kolorów. I tak na przykład starożytni Egipcjanie wznosili sanktuaria lecznicze, w których posługiwano się światłem i barwą, budowali specjalne komnaty wypełnione błękitem, fioletem i różem. Panująca w nich subtelna gama kolorów miała ułatwić łagodne zestrojenie energetyczne. W średniowiecznej Europie również niezwykle wysoko ceniono symboliczną wymowę kolorów. Symbolika kolorystyczna leży u podstaw większości religii świata. Barwy szat obrzędowych nie służą atrakcyjnemu wyglądowi, lecz energetycznemu zestrojeniu z boskim duchem wszechświata. Tradycja posługiwania się symboliką kolorystyczną w szatach liturgicznych w Kościele datuje się od Średniowiecza. Dla przykładu – obrzędowa purpura stanowi połączenie ciepła czerwieni i chłodu błękitu, które stwarza efekt harmonii i równowagi. Pasmo energii postrzeganych przez starożytnych było szersze niż to, które odbieramy współcześnie. Wszystkie święte malowidła religijne przedstawiają postacie z obwódką

świetlną – aureolą, bądź promieniami energii świetlnej wychodzącymi z głowy. W przeszłości energie postrzegane były w kategoriach barwy; joga rozwinęła się dzięki temu, że wzmacnianie lub osłabianie energii poprzez poszczególne pozycje ciała było postrzegalne. Większość z nas nie uświadamia sobie oddziaływania kolorów po prostu dlatego, że nie zapoznano nas z jego wielostronnymi implikacjami. Kolor jest dla nas ładnym zjawiskiem, za którym nic się nie kryje. Skłaniany się ku pewnym barwom wyłącznie kierowani ich atrakcyjnością. Moment, w którym Cezanne, Manet a także Kandinsky posłużyli się barwami w taki sposób, że odbiorcy zaczęli je wyraźnie rejestrować, był świtem świadomości kolorystycznej naszych czasów. Barw nie wiązano jeszcze ze znaczeniami, jednak kiedy ludzie zaskoczeni widokiem niebieskiej krowy odczuli, w jakim stopniu ten element wpływa na klimat całego obrazu, zmusiło ich do zadania sobie istotnych pytań. Był to okres, w którym również muzycy zaczęli uświadamiać sobie fakt, że kolor bardzo silnie wpływa na odbiór muzyki. Zmiana oświetlenia czy zmiana koloru ścian pomieszczenia, w którym wykonywany jest utwór muzyczny, decydują o tym, w jaki sposób doświadczamy słuchanej muzyki. W rzeczywistości cały czas podświadomie rozpoznajemy działanie poszczególnych kolorów i trafnie przypisujemy im pewne własności. Dowody na to z łatwością odnajdujemy w potocznym języku. Kiedy mówimy, że robi nam się „czerwono przed oczami”, że mamy „różowy humorek” albo gdy wspominamy „złote chwile” z przeszłości – przejawiamy świadomość emocjonalnych aspektów barw. Wchodząc zaś do pokoju, w którym odbyła się kłótnia, odbieramy powietrze jako lepkie, gęste i „czerwone”. Wielu badaczy oddziaływania kolorów przyznaje mu rację istnienia wyłącznie na płaszczyźnie psychologicznej. Ten typ naukowca uosabiał Robert M. Gerard, który testując w 1932 roku na więźniach wpływy różnobarwnego oświetlenia stwierdził, że czerwień działa na nich pobudzająco, a błękit uspokajająco. Przeprowadzone w Laboratorium Hygeia Theo Gimbela nad znaczeniem kolorów oraz głębszymi wymiarami barw, kształtów i dźwięków poszły jeszcze dalej. W odczuciu Gimbela barwy wpływają nie tylko na stan emocjonalny, ale również na stan fizyczny organizmu. Korelując kolory z kształtami Gimbel dowodzi, że odpowiednio dobrane barwy wzmacniają efekt mistyczny figur geometrycznych. Prace Gimbela doprowadziły do powołania specjalnego zespołu projektującego sanatoria i szpitale w taki sposób, aby kombinacje kształtów i kolorów budynków przeciwdziałały konkretnym schorzeniom i podnosiły ogólne samopoczucie pacjentów. Niebieski zakres widma (fiolet, błękit i turkus) leczy astmę, napięcie i bezsenność. Ospałość i brak energii ustępuje pod wpływem czerwieni, żółci i koloru pomarańczowego. Znaczna część leków alopatycznych paraliżuje odcinek układu nerwowego, po to by „zagłuszyć” ból. Tego rodzaju postępowanie nie jest leczeniem, a jedynie usuwaniem objawów. Obecnie lekarze coraz częściej zdają sobie z tego sprawę, toteż Gimbel sądzi, że leczenie kolorami przynajmniej w Stanach i w Niemczech powinno wkrótce zaistnieć w medycynie konwencjonalnej jako metoda pomocnicza. Niedawno Alexander Schauss, dyrektor Instytutu Badań Biospołecznych w Tacomie, stwierdził eksperymentalnie, że zachowania agresywne, wrogie i lękowe ustępują po paru minutach wyeksponowania na pewien odcień różu. W geriatrii, terapii młodzieżowej i rodzinnej, więziennictwie i biznesie testowane są uspokajające i łagodzące napięcia mięśniowe właściwości koloru różowego. W różowym pomieszczeniu nawet prowokowany wybuch agresji nie może dojść do skutku. W obecności różu mięśnie serca nie pracują

dostatecznie szybko. Ten kojący kolor wydaje się pochłaniać całą naszą energię. Nawet daltoniści uspokajają się w różowym pomieszczeniu – twierdzi Alexander Schauss. Istnieją także inne placówki wykorzystujące barwy do poważnych zadań. W domu dziecka w Stourbridge leczy się zaburzenia dziecięce stosując chromoterapię, czyli terapię posługującą się kolorami. W inspirowanych myślą Rudolfa Steinera szkołach Waldorfskich wychowawcy malują pomieszczenia lekcyjne tak, aby współgrały ze stanem „ducha” dzieci na poszczególnych etapach ich rozwoju. I tak w pierwszej klasie ściany są zawsze czerwone, ponieważ czerwień jest kolorem mocnym, zdecydowanie rzucającym się w oczy. Uważa się, że te właśnie atrybuty czerwieni odzwierciedlają dusze sześciolatka, wobec czego będzie on najsilniej reagował na ten kolor. W miarę dojrzewania dziecka jego kolor ulega zmianie. Ponadto, kolor nie powinien być statyczny. W szkole Waldorfskiej w Bristol ściany są specjalnie pozakrzywiane i pokryte szorstką fakturą, dzięki czemu barwy przyjmują różne kształty i odcienie. W naturze światło również nie jest statyczne. Od chwili, gdy budzimy się w głębokim fiolecie wczesnego poranka, nieustannie przeżywamy zmianę barwy światła. Ranek przechodzi w ciemny błękit indygo; tuż przed wschodem słońca staje się jasnoniebieski. Po wschodzie świat zielenieje, my jednak nie dostrzegamy tego, gdyż jaskrawość światła nie pozwala nam rozróżniać jego odcieni. Pod wieczór niebo żółknie, by następnie przejść w oranż radości z przebytego dnia; tradycyjnie wieczór jest porą śpiewów i tańca. Zachodzące słońce często przybiera piękną czerwoną barwę. Każdy nasz dzień zatacza w widmie świetlnym krąg dwudziestu czterech godzin. Naturalna zmienność światła nie ma sobie równych, każde światło statyczne jest pogwałceniem naturalnych energii człowieka. Krocząc w stronę sztucznego, kontrolowanego środowiska i coraz obficiej posługując się wytworzonymi przez siebie źródłami światła, człowiek sam wytrąca się ze stanu harmonii. John Otto dowodzi, że niedobór światła naturalnego i coraz szersze zastosowanie sztucznego oświetlenia prowadzi do wzrostu zaburzeń fizycznych i umysłowych. Dobrze wiemy, że goła żarówka w stołówce może wyzwolić nerwicowe reakcje na pokarm, gdy tymczasem światło świec wytwarza spokój, wprawiając człowieka w dobre samopoczucie. Nikt dotąd nie wynalazł sztucznego oświetlenia, które posiadałoby wszystkie właściwości światła naturalnego, możemy natomiast stwierdzić z całą pewnością, że dla utrzymania zdrowego otoczenia niezbędne jest światło o bardzo konkretnym paśmie. Zaczynamy dostrzegać fakt, że skoro życie zrodzone jest ze światła i podtrzymywane przez nie, nasze zdrowie fizyczne i wydajność w znacznej mierze zależą od zachowania równowagi kolorów. Harmonię utraconą na skutek niewłaściwego życia, myślenia i odczuwania możemy odzyskać regenerując nasze wibracje wibracjami odpowiednich barw. Niniejsza książka porusza też zagadnienia jeszcze głębsze, dotyczące jasnowidzenia i świadomego rejestrowania energii parapsychicznych. Ukazuje ponadto związki między okiem fizycznym a naszym trzecim, duchowym okiem, związki między skórą a aurą, pomiędzy układem hormonalnym a obiegiem „niewidzialnych” energii. Symbolicznym wyrazem owych powiązań jest KOLOR.

AURA I ENERGIE CZAKRAMÓW
Wiemy wszyscy, że rośliny czerpią energię ze światła słonecznego. Wiemy też, że chlorofil, zielony barwnik obecny w roślinach, pobiera energię słoneczną i z jej pomocą

rozkłada dwutlenek węgla, syntetyzuje cukry, a następnie przyswaja je w charakterze pokarmu. O wiele gorzej orientujemy się w sposobach pobierania i wykorzystywania energii przez człowieka. Docierająca do nas energia pochodzi nie tylko ze Słońca, ale również z całego kosmosu. W jaki sposób pobieramy energię niezbędną nam do życia? Gdzie w naszym ciele znajdują się jej odbiorniki? Czy istnieją jakieś specyficzne obszary, które wychwytują, przyswajają i przetwarzają energię? Czy ich sprawność zależy od tego, jak żyjemy? Frank Waters pisze w The Book of the Hopi, iż według wierzeń Indian Hopi, którzy uważają się za najstarszych mieszkańców kontynentu północnoamerykańskiego zarówno ciało ludzkie, jak i ciało Ziemi powstały w ten sam sposób. I jedno, i drugie posiada swoją oś – w ludzkim ciele jest nią kręgosłup, sterujący równowagą ruchów i zawiadujący czynnościami ciała. Wzdłuż tej osi leży kilka wibrujących ośrodków energetycznych, które niezwłocznie reagują na wszelkie nieprawidłowości organizmu. Pierwszy z tych ośrodków Indianie umieszczają na głowie, tu gdzie u noworodka znajduje się nie domknięte ciemiączko, „otwarte wrota”, przez które dziecko otrzymuje życie i kontaktuje się ze Stwórcą. Gdy niemowlę oddycha, jego ciemiączko faluje w rytm delikatnej wibracji – w ten sposób dziecko zwraca się do swojego Stwórcy. Z nadejściem „Talawva”, okresu „czerwonego światła”, stanowiącego ostatni etap stworzenia, ciemiączko twardnieje i wrota zamykają się. Pozostają zamknięte aż do chwili śmierci, kiedy otwierają się ponownie, aby życie mogło odejść tą samą drogą, którą w swoim czasie przyszło. Tuż pod pierwszym ośrodkiem znajduje się drugi, związany z naszym mózgiem; dzięki niemu człowiek myśli samodzielnie. Trzeci ośrodek, umieszczony w gardle, łączy usta i nos, przez które człowiek wchłania powietrze niezbędne do życia i zasilania narządów głosu, umożliwiających mu wydobywanie oddechu pod postacią wibracji dźwięku. Ów pierwotny dźwięk, podobnie jak dźwięki wydawane przez centra wibracyjne kuli ziemskiej, dostrojony jest do uniwersalnej wibracji Stworzenia. Czwarty ośrodek to serce. Ono również stanowi instrument wibracji, pulsujący wibracją samego życia. Ten, kto odczuwa sercem dobro życia, jego najgłębszy cel, jest człowiekiem Jednego Serca. Ten zaś, kto dopuszcza do serca złe uczucia, staje się człowiekiem o Podwójnym Sercu. Ostatni z istotnych ośrodków w ciele ludzkim znajduje się, według Indian Hopi, pod pępkiem. Miejsce to jest tronem Stwórcy, stąd bowiem kieruje On wszystkimi naszymi poczynaniami. Waters zwraca uwagę na fakt, że mistycy Indii i Tybetu wypracowali podobny schemat ośrodków energii, czyli mocy w ludzkim ciele. Według nich jednak, istnieje siedem takich ważnych ośrodków – pokrywają się one mniej więcej z fizycznymi ośrodkami w ciele i funkcjonują zarówno na płaszczyźnie duchowej, jak i fizycznej. Podobnie jak Hopi uważali oni, ze najwyżej położony ośrodek lokuje się na czubku głowy. Ośrodek ten, przez mistyków Wschodu nazywany Lotosem Tysiąca Płatków, Sahasrara Padma, w ciele związany jest z przysadką mózgową. Uznaje się go za najważniejszy z ośrodków energetycznych, siedlisko świadomości duchowej – według Indian Hopi stanowi on wrota Stwórcy, przez które świadomość wnika wypełniając nas, a następnie opuszcza. Poniżej, pomiędzy brwiami znajduje się Ajna, ośrodek związany z szyszynką, gruczołem położonym u nasady mózgu, gruczołem, którego funkcja jest sterowana autonomicznym układem nerwowym. Wiszuddha – to ośrodek gardła, fizycznie związany z tarczycą i przytarczyczkami. Wiszuddha odpowiada za działanie płuc, oskrzeli i układu oddechowego. Jeszcze niżej, analogicznie jak w systemie Hopich, mieści się ośrodek serca, Anahata. Jego odpowiednikiem w ciele jest grasica. Ośrodek ten kieruje pracą serca, naczyń krwionośnych i całym układem krążenia. Kolejnym ośrodkiem jest Manipura, splot

słoneczny, przez Hopich nazywany tronem Stwórcy, związany z trzustką i z żołądkiem. Steruje on sympatycznym układem nerwowym, który przetwarza substancje nieorganiczne w organiczne, a te z kolei w energie duchowe. Oprócz wymienionych ośrodków mistycy Wschodu opisywali jeszcze dwa centra, nie uwzględniane przez Hopich. Są to Swaddhistana, centrum związane z nadnerczami i wydalaniem substancji nieprzyswajalnych, oraz Muladhara – położony u podstawy kręgosłupa Ośrodek Korzenia, mający związek ze splotem krzyżowym i funkcjami reprodukcyjnymi. Przebudzenie duchowe Lilli objawiło się zdolnościami do postrzegania energii eterycznych. Każdy człowiek posiada własne ciało „eteryczne”, złożone z energii, które normalnie są dla nas niewidzialne. To ciało jest po prostu inna formą przejawiania się energii, odmienną od tych, które na codzień postrzegamy w otaczającym nas świecie. Ciało eteryczne jest ścisłym odpowiednikiem naszego ciała fizycznego i odzwierciedla wszelkie zaburzenia równowagi występujące w ciele fizycznym. Składa się ono z kolistych torów, po których porusza się energia, inaczej mówiąc - moc. W punktach, gdzie energie splatają się ciaśniej, powstają ośrodki emitujące światło o stałym zabarwieniu. W ciele eterycznym znajduje się wiele centrów energetycznych, niemniej wizjonerzy, tak starożytni, jak i współcześni, wyróżniają siedem głównych ośrodków nazywanych CZAKRAMAMI. Ponieważ jednak sami wizjonerzy różnią się miedzy sobą poziomem rozwoju duchowego i nierzadko kroczą po odmiennych ścieżkach poszukiwań, w związku z czym skłonni są odmiennie interpretować to, co „widzą”. Droga duchowa Lilli skupia się wokół zagadnień wykorzystania jogi dla zdrowia, stąd też książka niniejsza w tym właśnie kontekście interpretować będzie fakty energetyczne postrzegane przez Lillę. Jest to książka o naszym ciele i zdrowiu, które jest niezbędnym warunkiem równowagi fizycznej, emocjonalnej, umysłowej i duchowej. Każdy z powyższych poziomów istnienia znajduje odbicie w czakramach naszego ciała. Książka mówi o tym, jak stan naszych czakramów wpływa na to, jacy jesteśmy w danej chwili i o sposobach oddziaływania na energie czakramów. Fakt, że każdy z czakramów emituje własny kolor, Lilla zaczęła postrzegać dopiero w jakiś czas po tym, kiedy uzmysłowiła sobie istnienie subtelnych energii. Patrząc na towarzyszy z kursu jogi zauważała, że są oni nadmiernie czerwoni, żółci bądź niebiescy. Często wystarczył jeden rzut oka na kogoś, by określić, który z ośrodków u tej osoby jest przeładowany energią, z który niedoenergetyzowany. Nieraz miewamy niejasne przeczucia, ze naszym przyjaciołom coś dolega, choć wyglądają zupełnie zdrowo – jednak umiejętności Lilli poszły o wiele dalej. Wyczuwała, czy ktoś ma za dużo energii w górnej części ciała, czy też, że jest zbyt słabo naenergetyzowany od pasa w dół. Wyczuwała również siatkę energii opływającej ciało i potrafiła powiedzieć, gdzie jest zbyt mało, a gdzie występuje w nadmiarze. Jeśli chodzi o czakramy, trudno zrozumieć coś, czego się nie widzi, koniecznych więc będzie kilka słów wyjaśnienia. Te centra mocy, uplecione z delikatnych włókien energii, ogniskują w sobie energię, którą posługują się dla zasilania ciała fizycznego. „Czakra” znaczy w sanskrycie „koło” i rzeczywiście czakramy przypominają fajerwerk zwany kołem Katarzyny – trzy kręgi świetlne pulsujące jednocześnie w trzech płaszczyznach

i obracające się rytmicznie, co sprawia wrażenie, jak gdyby wylewały się od środka na zewnątrz. Czakramy obracają się w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara. Opis ten dotyczy sytuacji prawidłowego funkcjonowania czakramów, jednak w ich pracy często występują rozmaite zaburzenia. Możemy posłużyć się ty prostą analogią koła rowerowego. Jeśli koło jest dobrze naoliwione, wystarczy je lekko popchnąć i będzie kręciło się w nieskończoność. Kiedy natomiast jest zardzewiałe, oś obraca się z trudem – trzeba włożyć bardzo dużo wysiłku, żeby wprawić je w ruch. Czakram „zanieczyszczony” gromadzi w sobie cząstki brudu, podobnie jak niektóre współczesne tkaniny, które już po pierwszym praniu zaczynają przyciągać brud i nigdy nie wyglądają czysto. Kiedy energia któregoś z czakramów jest nieczynna, nie jesteśmy zdolni odepchnąć drobin nieczystości, które gromadzą się w łonie samej energii. Energie przestają wówczas krążyć prawidłowo i czakram zaczyna funkcjonować wadliwie. Kiedy indziej zaś energie wirują w tak zawrotnym tempie, że czakram stale jest przeciążony i podobnie jak w poprzednim przypadku, wytrącony z równowagi. Taki nadczynny czakram musimy nauczyć się wygaszać, dezaktywizować do czasu, gdy jego energie będą nam potrzebne. Dobre samopoczucie naszego ciała fizycznego uzależnione jest od właściwego przyswajania i rozprowadzania energii, kiedy więc wszystkie czakramy są w pełni zrównoważone, odpowiednio przebudzone i zasilone energią, ciało pozostaje w doskonałej harmonii z umysłem, emocjami i duchem. Jednakże większości z nas wiele brakuje do doskonałości. Nasze czakramy funkcjonują z bardzo różnym nasileniem, – podczas gdy jedne są prawie bezczynne, inne działają w miarę prawidłowo.. Zwykle bez trudu można poznać, w jakim stanie są nasze energie. Jeśli ktoś ma niezdrowy żołądek, to znaczy, że z jakichś powodów zmuszony jest reagować na rzeczywistość poprzez ten obszar ciała. Wszystko, co wytrąca tę osobę z równowagi, będzie ujemnie oddziaływać na jej obszar żołądka, dopóki obszar ten nie zostanie wzmocniony. Każdy czakram odzwierciedla pewne cechy związane z podstawową barwą danego czakramu. Jeżeli, upraszczając sprawę, jesteś, dajmy na to, zainteresowany sportem, twoje życie seksualne jest zadowalające, lubisz się uczyć a jednocześnie pozostajesz absolutnie niewrażliwy na własne możliwości duchowego rozwoju – można z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że operujesz na bazie niższych czakramów, jesteś ześrodkowany w żołądku i bardzo mocno ugruntowany. Jeśli przeciwnie, doświadczasz zjawisk paranormalnych, takich jak telepatia i przeczucia, a przy tym jesteś nerwowy, przewrażliwiony i zniechęcony do życia – wtedy najprawdopodobniej jesteś zakotwiczony w górnych czakramach i na swój sposób niezrównoważony. Niniejsza książka to swego rodzaju przewodnik, który pozwoli nam uzmysłowić sobie nasze miejsce na skali psychicznej i duchowej. Dzięki niej będziemy mogli odkryć, dlaczego zmierzamy w takim, w nie innym kierunku i co stoi na przeszkodzie pełnej realizacji naszego potencjału. O Wszyscy mieszkamy na Ziemi. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Musimy żyć w zgodzie z naszym ciałem, gdyż na Ziemi jest ono naszym podstawowym wehikułem. Nasze ciało fizyczne odbija się w eterycznym, a tym samym również w czakramach. Każdy z czakramów połączony jest z kręgosłupem za pomocą kanału, przez który płyną krążące w ciele energie eteryczne. To właśnie czakramy przechwytują energię świetlną słońca. Kiedy światło pada na

jakąś rzecz na ziemi, zostaje odbite w postaci koloru, czy raczej, jak już wyjaśniałyśmy we wstępie, zostają odbite kolory, które nie zostały pochłonięte. Podobnie dzieje się, gdy światło pada na nasze ciało eteryczne – zostaje wtedy odbita wiązka kolorów obejmująca zakres widma tęczy. To są właśnie kolory naszych czakramów. Barwa jest równoznaczna z energią. Zabarwienie energii odzwierciedla stan, w jakim się znajdujemy. Energie ciepłe, energie ogrzewające nasze istnienie, pochodzą z dolnych części naszego ciała. Są to energie, które popychają nas do czynu, energie pobudzające, stąd wniosek logiczny, że kolor energii seksualnej, będącej źródłem ludzkiej mocy musi być również ciepły. Istotnie, naturalnym kolorem czakramu seksualnego jest CZERWIEŃ. Kolor czerwony informuje nas, w jakim stanie znajduje się obszar płciowy, o wszystkich jego niedomaganiach i zmianach chorobowych. Również energia trawienna posiada ciepłą barwę, gdyż obszar trawienny ma wiele pracy do wykonania. Tutaj znajduje się ośrodek POMARAŃCZOWY, który odzwierciedla nieprawidłowe funkcjonowanie nadnerczy, wrzody, złe wydzielanie soków trawiennych i wiele innych schorzeń. Przyjmowanie i trawienie pokarmu są świętymi procesami, niestety wielu ludzi cierpi na brak równowagi w tym obszarze. Jeśli te dwa podstawowe obszary są nieczynne, wówczas energia nie wznosi się do górnych części ciała, przez co pozostają niedoenergetyzowane. ŻÓŁTY ośrodek splotu słonecznego odzwierciedla, choć może się to wydawać dziwne, stan naszego umysłu, w nim bowiem obiektywizujemy i intelektualizujemy nasze podejście do życia. W kategoriach fizjologicznych ośrodek reprezentuje lewą, czyli racjonalną półkulę mózgu, a także frustracje intelektu. W kategoriach medycznych obserwujemy w nim dysharmonię narządów położonych poniżej przepony, takich jak wątroba i trzustka. U schizofreników splot słoneczny świeci jaskrawo wskutek nadmiernego naładowania energią. W przeszłości osoby jasnowidzące świadomie przeenergetyzowywały ten obszar, stosując specjalne techniki oddechowe, czy też spożywając grzyby lub wyciągi z roślin halucynogennych, aby jednak mogły bezpiecznie dokonywać podobnych zabiegów, ich życie musiało być wypełnione surowymi rygorami i medytacją. ZIELEŃ jest naturalnym kolorem ośrodka serca – choć często zdarza się, że obszar ten zdominowany jest przez wszechwładny umysł. Kolor serca zdradza nasz stosunek do ludzi i do przyrody, innymi słowy, wskazuje na to, jak wiele serca wkładamy w różne czynności i odzwierciedla nasze życie emocjonalne. W sferze fizycznej – odbija funkcjonowanie serca i otaczających je narządów. Jest to ośrodek niezmiernie wrażliwy, dlatego też wszelkie nadużycia – narkotyki, nadmierne dawki leków, zbytnia uczuciowość – pozostawiają ślady na naszym sercu. U palaczy papierosów na tym obszarze ciała energetycznego powstają ciemne pierścienie. BŁĘKIT ośrodka gardła pozwala stwierdzić, w jakim stopniu dana osoba wyraża sama siebie, jakich używa słów dla przekazania uczuć i przejawienia swojej istoty. W aspekcie fizycznym czakram gardła uzewnętrznia dolegliwości zogniskowane wokół gardła. Nie są to błahe dolegliwości, gdyż najmniejsze zachwianie równowagi w funkcjonowaniu, dajmy na to, tarczycy, wpływa ujemnie na stan całego organizmu ludzi żyjących współcześnie obszar gardła często bywa niezrównoważony. Wiąże się to zapewne z faktem, że na barkach spoczywa cały ciężar naszych trosk. Chociaż energie najsilniej gromadzą się w okolicach czakramów, jednak całe pole energetyczne otaczające ciało przechwytuje i odbija energię z poszczególnych obszarów. Jeśli obszar serca jest niedoenergetyzowany, wpłynie to z pewnością niekorzystnie na krążenie, w

związku z czym ucierpią również pozostałe obszary ciała. Nic nie dzieje się w próżni. Każda rzecz pozostaje w związku ze wszystkimi innymi. INDYGO jest naturalnym kolorem czakramu brwiowego, związanego z prawą, czyli intuicyjną, niewerbalną półkulą mózgu. Tu uwidaczniają się nasze zdolności uzdrowicielskie, zależne od ilości energii, którą ten czakram jest w stanie wchłonąć, jak również od naszych poglądów na uzdrawianie. W obszarze brwiowym możemy odczytać z jednej strony stopień wrażliwości danej osoby, z drugiej zaś niezrównoważenie umysłu. FIOLET czakramu ciemieniowego unaocznia naszą wrażliwość na sztukę, religię, piękno i – poprzez te dziedziny – siłę naszych związków ze Stwórcą. Większość z nas cierpi na brak równowagi. Nie stanowimy idealnej tęczy, lecz zazwyczaj zdominowani jesteśmy przez jeden konkretny kolor. Dzieje się tak dlatego, że inwestujemy zwykle nadmierny ładunek energii w któryś z naszych ośrodków i ośrodek taki, przeciążony energetycznie, świeci zbyt jasno. Przeładowane energią centrum obraca się również zbyt szybko, przez co dominuje nad sąsiednimi czakramami uszkadzając je. Przeciążając jeden obszar nieuchronnie osłabiamy inne. Każdy z nas posiada niedobór energetyczny w którymś z czakramów. Kiedy czujemy, że myśli nam się plączą i nie możemy się skupić – najprawdopodobniej przeżywamy zaburzenie równowagi energetycznej w splocie słonecznym. Świat nie jest łatwym miejscem do życia, zwłaszcza obecnie, w czasach licznych przemian i niepokojów. Umysł obarczony ponad miarę troskami uszkadza ośrodek splotu słonecznego, na czym, z powodu bliskiego położenia, cierpi żołądek. Jeśli brakuje wam energii, to najprawdopodobniej macie niedoładowany ośrodek trawienny. Natomiast obfite krwawienie podczas menstruacji i odczuwanie bólów owulacyjnych oznacza wadliwe funkcjonowanie energii seksualnych. To, na co reaguje serce, zależy głównie od naszych uwarunkowań, w związku z czym to, co porusza sercem jednych, dla innych jest całkowicie obojętne. Niemniej samo serce niestrudzone od świtu do nocy z dokładnością komputera testuje każdą z naszych emocji i błyskawicznie reaguje na płaszczyźnie fizycznej na najdrobniejsze nawet zmartwienie. Równolegle podnosi się poziom adrenaliny, tak więc częste sygnały stresu bądź „zagrożenia” uszkadzają również nadnercza. W dzisiejszych czasach nie uzewnętrzniamy naszych problemów emocjonalnych. Na ogół tłamsimy w sobie zmartwienia, szczególnie mężczyźni, od dzieciństwa szkoleni, żeby nie okazywać bólu. Ich serce, niczym żarówka, na przemian włączane przez stresy i wyłączane przez nakaz nieokazywania uczuć, zostaje doprowadzone do stanu całkowitej dezorientacji energetycznej i, podobnie jak żarówka, prędzej czy później eksploduje. Na przykładzie serca łatwo zaobserwować, jak stan naszego umysłu i uczuć oddziałuje na rozmaite dziedziny naszego fizycznego istnienia. Ośrodek gardła jest ośrodkiem najsilniej atakowanym przez bakterie, w związku z czym brak energii w tym czakramie daje pole przeziębieniom, zapaleniom migdałków, krtani i rozmaitym infekcjom gardła. Niedobór energii w obszarze gardła pociąga za sobą niedoczynność tarczycy, może także prowadzić do nadmiernej otyłości. Energie potrzebne do działania, jak już wspominałyśmy, pochodzą z dolnych partii ciała. Jeżeli uda się nam doprowadzić te energie do gardła – jesteśmy w stanie stawić czoło infekcjom. Osłabienie ośrodka brwiowego oznacza, że reagujemy na stres na płaszczyźnie ponadpsychicznej. Poprzez ten obszar oddziałują na nasze ciało „siły niewidzialne”. Osoba wrażliwa może stracić energię nie tylko na rzecz osoby, z którą rozmawia, ale również bezwiednie „oddawać” ją osobie stojącej za nią. Człowiek z wrażliwym czakramem

brwiowym będzie reagował na zmiany pogody lub zmiany faz księżyca, osłabiać go będą również wszelkie wahania częstotliwości drgań Ziemi. Wielu ludzi nie dowierza istnieniu takich zależności, gdyż nie zdaje sobie sprawy z tego, co zachodzi na poziomie „niewidzialnym”. Na szczycie hierarchii energetycznej działa ośrodek ciemieniowy, zawiadujący funkcjonowaniem całego ciała. Jeśli ośrodek ten jest rozstrojony, wszystkie zachodzące w organizmie procesy odbiegają od normy. Wibracje ośrodka energetycznego uzewnętrzniają wszelkie uszkodzenia w obszarze, z którym dany czakram jest związany; ludzie z osłabionymi czakramami są w gorszej formie, niż powinni, ponieważ ich ciała stale walczą o życie. Kiedy dwa takie osłabione ośrodki sąsiadują ze sobą, powstaje bardzo rozległy obszar niedoenergetyzowania, szczególnie narażony na choroby. Im lepszy dopływ energii do danego czakramu, tym ciaśniej splecione są energie w czakramach sąsiednich, tym doskonalsza staje się nasza energetyczna osłona. Nasze czakramy przypominają planety unoszące się na Drodze Mlecznej. Odpowiednikiem Drogi Mlecznej w naszym ciele są rozproszone w nim drobne ośrodki energetyczne. Kiedy wszystkie nasze centra świecą jasno, czujemy się znakomicie, gdy natomiast w jakimś miejscu powstanie tama dla energii – w postaci guza bądź skupiska bakterii – wówczas część energii obumiera, co objawia się osłabieniem czakramu. Swoiste problemy stwarza również sytuacja, kiedy niezrównoważone są obie strony naszego ciała. Zakłócony zostaje wtedy swobodny przepływ energii. Kiedy prawe ramię jest niższe od lewego, mięśnie stale muszą kompensować tę nierówność, to zaś oznacza nieekonomiczne spalanie pożywienia. Przykładem są starsi ludzie, którzy często większość energii pobranej z pokarmu zużywają na poruszanie się, ponieważ ich mięśnie są niewłaściwie ułożone. Osoba mająca wszystkie mięśnie ułożone idealnie, – co jest zupełnie nieprawdopodobne – będzie jadła mniej, ponieważ potrzebuje mniej energii, aby się poruszać, skoro energia w jej ciele płynie bez zakłóceń. Wszyscy podświadomie zdajemy sobie sprawę, albo odczuwamy wyraźnie podczas choroby, kiedy zbyt wiele energii uchodzi z naszego ciała. Brakuje nam wtedy kolorów, a czakramy są osłabione. Jednym z najlepszych sposobów utrzymania ciała w zdrowiu są ćwiczenia fizyczne. Dzięki ruchowi czakramy zostają pobudzone do działania. Nasze ciało stale zwalcza choroby, jeśli jednak przepływające przezeń energie zostaną wzmocnione drogą ćwiczeń, ma ono szansę poznać odmienny stan – radosny stan braku walki. Na tym polega wartość jogi. Ćwiczenia jogi ukierunkowane na którykolwiek z ośrodków (patrz rozdział piąty) energetyzują zarazem cały sąsiadujący z nim obszar, a każda z asan porusza jakimś wycinkiem naszego ciała. Często najlepsze dla nas bywają ćwiczenia najbardziej bolesne, takie, po których czujemy się wykończeni czy roztrzęsieni. Gdy tak reagujemy na ćwiczenie, znaczy to, że właśnie ono poruszyło nas najgłębiej, oddziałując na obszar ciała najbardziej usztywniony od bezczynności lub najsilniej nasączony toksynami. Wysiłek, jaki wkładamy w pobudzenie tych ośrodków, bywa wyczerpujący nie tylko dlatego, że nasze ciało nie jest dostateczne sprawne. To uwalnianie toksyn powoduje bóle całego ciała, a jeśli energie są bardzo mało żywotne, ćwiczenie może być wycieńczające. Problemy maskowane dotąd bezczynnością wychodzą na światło dzienne w bolesny sposób. Gdy jednak nieczynne obszary zostaną zaktywizowane, nasz system obronny umacnia się i zaczynamy inaczej patrzeć na własne sprawy. Każdy z nas jest inny. Każdy jest skomponowany z energii o rozmaitych częstotliwościach. Niektórzy z nas osiągnęli już taki poziom rozwoju, który daje poczucie, że

wkraczamy na nowe obszary rozumienia. Dążąc do pogłębienia wiedzy czy intuicyjnych zdolności, otwieramy swój system energetyczny na szersze pasmo częstotliwości. Nieustannie jesteśmy bombardowani z kosmosu różnorakimi częstotliwościami, lecz to, jak dalece jesteśmy zdolni je wykorzystać, zależy od stopnia naszego rozwoju. Nękające nas choroby mają rozmaite podłoże, nawet wtedy, gdy ich objawy nie różnią się zbytnio od siebie. Z tych właśnie względów joga jest tak istotnym środkiem terapeutycznym, ponieważ – odmiennie niż leki alopatyczne, które zwalczają wyłącznie objawy choroby – doprowadzają energię osłabionych obszarów, pozwala, by ciało wyleczyło się samo. Kiedy dany ośrodek zostanie naładowany odpowiednią barwą, wówczas wnikanie do niego innych barw – co jest rzeczą zupełnie naturalną wobec zmienności naszych nastrojów i potrzeb – będzie miało charakter wyłącznie przejściowy. Tylko przewlekłe wyeksponowanie czakramu na działanie nieodpowiedniego koloru niekorzystnie odbija się na naszym życiu. Stan naszego zdrowia zależy po części od energii pochodzących z zewnątrz, a po części od energii wewnętrznych, takich jak energia wytwarzana ze spalania pokarmu. Dopiero harmonijna współpraca wpływów wewnętrznych i zewnętrznych wytwarza stosowne środowisko, w którym może kwitnąć zdrowie.

O Nasze ciała rozwijają się na pożywce wibracji. Właściwy pokarm energetyczny jest nam niezbędny dla utrzymania równowagi fizycznej. Barwa jest wibracją. Każdy z siedmiu kolorów widma świetlnego, co wyjaśniałyśmy we wstępie, wibruje inną częstotliwością. Kolor wywiera silny wpływ na stan umysłu, emocji oraz ciała. Jest życiodajną siłą, której głębokiemu działaniu podlegamy wszyscy. Chcąc zachować zdrowie, musimy zdawać sobie sprawę, które barwy są odpowiednie dla naszych czakramów. Każdy człowiek posiada specyficzną dla siebie skalę obfitującą w nieskończenie wiele kombinacji kolorystycznych, których nie jesteśmy w stanie tutaj opisać, jednak u każdego z nas w pewnym okresie życia jakiś kolor jest dominujący. Kiedy jeden z ośrodków powiększa się i świeci jaśniej od pozostałych, wtedy nabieramy cech właściwych barwie tego ośrodka. Naturalnie jakość koloru może być bardzo różna. Im bardziej jest on lśniący i przejrzysty, z tym bardziej zaawansowaną duchowo, „świadomą” osobą mamy do czynienia. CZERWIEŃ jest kolorem miłości. Jest też barwą odwagi i namiętności, i zdarza się, że zaatakowani przez kogoś zaczynamy widzieć wszystko dosłownie przez „krwawą mgłę”. Czerwień wiąże się z impulsywnym ognistym temperamentem, zrywem, który wkrótce wygasa, nie pozostawiając po sobie śladu. Barwie tej towarzyszą ekstremalne doznania rozpaczy i zachwytu. Ludzie czerwoni całą energię poświęcają swoim zainteresowaniom, są szczodrzy i łatwo nawiązują kontakty. Okazywanie miłości przychodzi im z łatwością. Ludzie czerwoni lubią korzystać z uciech tego świata, a ponieważ niezbyt się kontrolują, miewają skłonności do nadwagi. Jaskrawszy odcień czerwieni oznacza tyrana bądź despotę, Człowieka, który nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć to, na czym mu zależy. W krańcowej sytuacji czerwień może oznaczać maniaka – człowieka sterowanego szaleństwem. Prawie każdy z nas przechodzi w swoim życiu okres buntu, kiedy ośrodek czerwieni lśni u niego jaśniej niż pozostałe. W okresie dojrzewania, z chwilą uzyskania zdolności do prokreacji, wzmacnia się strefa genitalna. W tym czasie u młodych ludzi mogą pojawić się skłonności destrukcyjne, jeśli jednak znajdą oni ujście dla nadmiaru energii wykraczające

poza seks i dyskotekę, ich energie seksualne zaczną ulegać sublimacji: w czakramie pojawia się także inne barwy bądź też sama czerwień nabierze eteryczności. Warto tutaj zaznaczyć, że ludzie obdarzeni świetlistą czerwienią bez chwili namysłu rzucają się bliźnim na pomoc. Interesujące może się wydać w tym kontekście to, że u bokserów ośrodek czerwieni często zachowuje pospolitszą, jaskrawą barwę. Agresja zawarta w czerwieni, jeśli ją dobrze ukierunkować, może okazać się bardzo pożyteczna. Ludzie czerwoni potrafią być dobrymi żołnierzami. Przemytnicy i awanturnicy zwykle bywają też czerwoni. Osoby zasilane czerwonym promieniem lubią ubierać się wyzywająco i używać ostrzejszych kolorów. Mężczyzna, którego eteryczną podstawą jest czerwień, chętnie kontempluje kobiece akty i uwielbia kobiety z wielkim biustem, ponieważ kojarzą mu się one z bezpieczeństwem łona. Zapewne nie stroni też od pism z fotografiami nagich kobiet i erotycznych filmów. Lubi ponadto rytmiczną muzykę, a tańcząc porusza biodrami. Bardzo świadomy swojego ciała pragnie wyglądem robić wrażenie na innych. Jeśli zainteresuje go joga, to wyłącznie jako szansa na poprawę kondycji czy zrzucenie nadwagi, a nie okazja do rozwoju intelektualnego i duchowego. Ćwicząc jogę w grupie stale będzie porównywał się do innych i niepokoił o własne postępy. Same ćwiczenia mogą mu sprawiać trudności, gdyż wymagają koncentracji. Potrzebny mu będzie także relaks. Ludzie POMARAŃCZOWI lubią każdy rodzaj aktywności fizycznej, która wyczerpuje ich do ostateczności. Dobry trening dla nich to taki, po którym ledwie powłóczą nogami. Ludzie pomarańczowi stale funkcjonują w gorączkowym pośpiechu. Jeśli coś zmusza ich do zwolnienia tempa, czują się głęboko nieszczęśliwi. Uwielbiają jedzenie i na ogół apetyt im dopisuje – niektórzy wręcz pasjonują się żywnością – mimo to zachowują szczupłą sylwetkę, ponieważ ciągle są w ruchu. Pomarańczowe osoby są dobrymi organizatorami – pomarańczowy promień przyświeca często działaczom związkowym. Natomiast ludzie o wysublimowanym oranżu, jeżeli nie wyładują niespożytej energii w sporcie, chętnie pomagają innym w uprawianiu rozmaitych form działalności. Oranż jest zarazem kolorem aktywizującym i ochraniającym, dlatego też ludzie emitujący ten kolor często bywają bardzo opiekuńczy w stosunku do swoich bliźnich. Osoby pomarańczowe są z reguły towarzyskie, lubią chodzić na przyjęcia i otaczać się ludźmi. Podoba im się muzyka z silnie wybijanym taktem – należą do niej marsze wojskowe. Pomarańczowi są też dobrymi wojskowymi. Ponadto lubią martwe natury przedstawiające żywność i zastawę; w ubiorze zaś skłaniają do niekrępujących strojów sportowych. Naturalnym biegiem rzeczy ludzie pomarańczowi są sprawniejsi fizycznie od czerwonych dzięki większej energii w ośrodku trawiennym, jednak nadmiar oranżu oznacza, że ciało nigdy nie wypoczywa całkowicie. Ludzie pomarańczowi nie umieją się relaksować inaczej jak poprzez stan całkowitego wyczerpania. Osoba ŻÓŁTA zapewne zechce pójść na uniwersytet i z radością poświęci się studiom, ale nawet gdyby jej życie potoczyło się inaczej – zawsze będzie znała swoją wartość i umiała ją przełożyć na pieniądze. Naukowcy, politycy i biznesmeni często bywają żółci. Żółte kobiety przeważnie nie decydują się na małżeństwo, a jeśli nawet wychodzą za mąż, to swoją karierę stawiają wyżej niż sprawy rodzinne. Żółci trzeźwo podchodzą do życia. Rzadko bywają ubodzy, gdyż mają talent do robienia pieniędzy i potrafią je wydawać rozsądnie. Żółci ludzie, podobnie jak słońce, działają pobudzająco. Osoby żółte mają tendencję do lekceważenia ciała. Lubią wprawdzie dobrze zjeść, ale wolą niedojadać niż stale gotować. W ubiorach preferują wyraźne, geometryczne formy i zdecydowane cięcia, chętnie noszą jasne kolory. Zależy im na tym, by dobrze wyglądać.

Ludzie żółci gustują w muzyce wyrafinowanej, klasycznej, w malarstwie natomiast odpowiadają im bardzo rozmaite style i gatunki. Ludzie, którzy promieniują barwami niższych czakramów, są ruchliwi i towarzyscy. W miarę posuwania się w górę widma świetlnego zaczniemy napotykać osoby świadome wewnętrznej ciszy. Ludzie ZIELONI promieniują miłością i otrzymują w zamian wiele miłości od innych. Każda miłość i każdy romans powodują pewne przeciążenia zielenią, w czym jednak kryje się wiele piękna. Natura kocha kochanków, ponieważ zawsze sprzyja prokreacji. Obdarza nas tą poświatą, którą nazywamy miłością. Ludzie zieloni mają dobry kontakt z przyrodą i czują związek z roślinami, są więc dobrymi rolnikami. Zieleń będąca połączeniem żółci i błękitu, oznacza sprawnie działający umysł, ale również uważnego słuchacza. To do nich przychodzą inni ze swoimi problemami. Zieloni lubią dzieci – przedszkolanki często bywają zielone – a także zwierzęta. Człowiek zielony nienawidzi zanieczyszczenia środowiska, ponieważ ma w sobie pasmo błękitu – czuje pociąg do wody, jezior i morza. Jest ponadto obdarzony bardziej zrównoważonym usposobieniem niż osoby innych kolorów, w związku z czym trudniej się obraża, ponieważ każdego umie usprawiedliwić. Z drugiej jednak strony jego wrażliwe serce powoduje, że łatwo go zranić. Zieloni bywają sentymentalni, lubią romantyczną muzykę, pejzaże lądowe i morskie. W garderobie zaś preferują subtelne odcienie. Im świetlistsza jest zieleń, tym więcej dana osoba będzie pracować na rzecz innych. Mimo to zieloni rzadko bywają do końca z siebie zadowoleni i stale muszą się upewniać, jak się czują wszyscy wokoło. W głębi duszy wiedzą, że na skali są punktem równowagi i powinni innym dawać ukojenie. Kiedy sami przeżywają brak równowagi, wydaje im się, że sprawiają innym zawód. Ludzie JASNONIEBIESCY są pełni rezerwy; nigdy się nie spieszą, żeby was uściskać. Są w kontakcie ze swoją ciszą wewnętrzną, a na świat patrzą bardziej z pozycji obserwatora niż uczestnika. Potrafią dojrzeć walory innych osób. Dostrzegają drobiazgi, które umykają uwadze pozostałych, są pedanteryjni i nigdy nic nie robią na łapu-capu. Dzięki swej precyzji są dobrymi mechanikami. Choć czasem bywają nieporządni, lubią zorganizowane życie. Politycy są często jasnoniebiescy, również marynarze z ich umiłowaniem morskiej wody. Niebiescy chętnie oglądają obrazy przedstawiające niebo i morze, lubią muzykę kościelną i śpiewy liturgiczne, a także utwory klasyczne. Noszą odzież skromną i porządnie wyglądającą. Kiedy czegoś się podejmą, doprowadzają to do końca, aby nie zawieść innych. Jasnoniebiescy czują instynktowny pociąg do jogi, ponieważ podświadomie wyczuwają w niej drogę dla siebie. Często sądzą, że chodzą na kursy ze względów zdrowotnych czy dla poprawy formy, nie dostrzegając głębszych koincydencji, które doprowadziły do ich zetknięcia z systemem jogi. Jasnoniebiescy bywają księża i osoby duchowne. Ludzie koloru INDYGO wykazują naturalną skłonność do uzdrawiania innych. Ich potrzeba pomagania innym w odzyskaniu zdrowia jest głębsza niż u ludzi jasnoniebieskich. Indygo często bywa więc kolorem lekarzy. Osoby indygo obdarzone są wewnętrznym spokojem, a im subtelniejsza jakość koloru, tym spokój ten jest głębszy i tym więcej może odzwierciedlać. Ludzie koloru indygo nie mówią wiele, jednak dzięki nim zyskujemy świadomość samych siebie, jak gdyby podano nam lustro. Opanowani i spokojni, mają wrodzony dar wprawiania innych w dobre samopoczucie samą swoją obecnością. Bywają duzi i łagodni, a wszędzie, gdzie się znajdą, rozsiewają wokół siebie spokój i pogodę. Indygo często jest kolorem księży, a także opiekunów

społecznych, którzy zajmują się ciężko chorymi lub czują powołanie do pracy w więzieniach i zakładach psychiatrycznych. Ludzie koloru indygo są także dobrymi nauczycielami jogi, przeważnie jednak wolą używać swoich energii w celach leczniczych. Uzdrawianie jest przekazywaniem energii kosmosu. Im bardziej subtelny odcień indygo, tym większa u danej osoby zdolność przechwytywania energii kosmicznych i tym większa moc uzdrowicielska, związana z wykorzystaniem sił parapsychicznych. Ludzie koloru indygo lubią ubierać się na niebiesko. Podoba im się muzyka kościelna oraz obrazy o dużym bogactwie i głębi kolorów, przemawia do nich zwłaszcza malarstwo i symbole mistyczne. Lubią ciemny błękit nieba. W pracy stosują alternatywne metody lecznicze, w rodzaju akupunktury, często parają się również psychologią. W stronę jogi popycha ich świadomość bloków energetycznych we własnym ciele, uniemożliwiających swobodny przepływ energii. Ludzie FIOLETOWI wymagają podziwu i miłości. Są obdarzeni niezwykłą wrażliwością i odczuwają nieustanną potrzebę wyrażania jej w sferze sztuk plastycznych, muzyki, mody. Fiolet jest zatem kolorem artysty, malarza. Jeśli pozbawiani jesteśmy fioletu, nie potrafimy docenić piękna, a w naszym świecie jedynie poprzez piękno wyczuwamy obecność Boga. Ludzie fioletowi są wrażliwi na wszelkie jego przejawy. Lubią być inni niż wszyscy i wyglądać inaczej niż wszyscy. Często prowadzą cygański styl życia i są niezorganizowani. Fiolet spotyka się u projektantów mody. Osoby fioletowe lubią niezwykłe i unikalne malarstwo, a obdarzone subtelniejszym odcieniem fioletu – malarstwo religijne i mistyczne. Fiolet jest mieszaniną błękitu i czerwieni, i jeśli dominuje w nim czerwień, przybiera wówczas bardziej seksualne formy wyrazu. Przewaga błękitu stwarza natomiast zupełnie inny typ człowieka. Po bardziej duchowej stronie fioletu plasują się wizjonerzy, którzy, podobnie jak artyści, od czasu do czasu muszą zagłębić się w sobie. Fioletowi odczuwają nieodpartą potrzebę tworzenia. Z tym kolorem przychodzą na świat rzeźbiarze. Z połączenia żółci z niebiesko-czerwonymi składnikami fioletu otrzymujemy złożony kolor o nazwie MAGENTA. Osoba tej barwy jednoczy w sobie cechy fioletu ze zdolnościami administracyjnymi. Jest to kolor ludzi miłujących piękno i jednocześnie posiadających dar organizacyjny. Sposób, w jaki postrzegamy otaczającą nas rzeczywistość, zależy od tego, który z naszych czakramów pełni rolę dominującą. Tak więc człowiek operujący na poziomie czakry serca będzie widział w dziecku obiekt uczucia, inny zaś, o silnym czerwonym paśmie, będzie wspominał akt miłosny, w którym je spłodził. Osoba o nastawieniu duchowym będzie myśleć o dziecku pod kątem jego duszy, a osoba o nastawieniu intelektualnym – troszczyć się o jego umysł. Wszyscy jesteśmy tendencyjnie ukierunkowani przez nasz kolor.

O Niniejsza książka skupia się na głównych ośrodkach energetycznych człowieka, jednak w rzeczywistości po całym naszym ciele rozsiane są drobniejsze czakramy. Ciało ludzkie wypełnione jest siatką kanalików, przez które płynie energia od głowy ku stopom. Punkty nakłuć w akupunkturze są w istocie mikroskopijnymi centrami energii, odzwierciedlającymi

w szerszym aspekcie nasz ogólny stan. Jak Droga Mleczna gwiazdami, tak nasze ciało usiane jest promieniującymi źródłami światła. Ciało pozbywa się zbędnych wibracji i nieprzerwanie wydala je na zewnątrz. Proces ten raz ma charakter płynny, kiedy indziej znów pod postacią wybuchów. W jego efekcie powstaje wokół nas pole energetyczne, które nazywamy aurą. Barwa aury zależy od naszych uczuć. Gdy nasz organizm odczuwa brak jakiegoś koloru, podświadomie staramy się go uzupełnić poprzez dobór ubrania czy pokarmu, albo szukając towarzystwa osoby emitującej daną barwę. Ludzie bardziej zaawansowani duchowo potrafią świadomie wytwarzać pewne kolory we własnej aurze. Jeśli któryś z naszych czakramów jest przeciążony energią, jego kolor zapewne wystąpi w aurze. Jednak ogólne jej zabarwienie zmienia się w zależności od naszego nastroju, miejsca, w którym przebywamy, i otaczających nas ludzi. Kiedy ktoś się do nas zbliża, następuje wymiana, podobna wyładowaniom elektrycznym, w czasie której obie aury iskrzą zlewając się ze sobą. Niezależnie od tego, jacy jesteśmy, zawsze będzie to w jakiś sposób odzwierciedlone w aurze i podświadomie odbierane przez wszystko, co nas otacza, jednak tym, co najbardziej się liczy, jest nie kolor aury, lecz jej dotyk. Każdy z nas samodzielnie przędzie materię własnej aury. Jeśli jesteśmy silni – nasza aura staje się mocna i sprężysta, jeśli jesteśmy niezłomni – nasza aura twardnieje. A ponieważ utkana jest z częstotliwości emitowanych przez rozmaite ośrodki ciała, z których jedne wibrują silniej, a inne słabiej, w związku w tym w różnych punktach bywa również silniejsza bądź słabsza. Aura formuje się z tego, co przyciągamy, a przyciągamy to, na co zasługujemy. Kiedy sami promieniujemy, przyciągamy wibracje wszystkiego, co nas otacza – atrakcyjną, promieniującą osobę wyczuwa się z daleka. Gdziekolwiek by usiadła i dokądkolwiek by poszła, zawsze przykuje naszą uwagę. Jej aura przyciąga również uwagę ludzi, roślin, całego kosmosu. Tak więc aura nas ochrania. Kiedy przyciągamy dobre rzeczy, to znaczy, ze jesteśmy pod ochroną. Kościół często wspomina o łasce. Na podstawie aury możemy nie tylko stwierdzić stan zdrowia danej osoby, ale również określić, jaki jest jej związek z kosmosem. Osoba „duchowa” jaśnieje w ciemnościach. A kiedy wchodzi do pokoju, zostaje natychmiast zauważona. Ślimaki mają czułki na czubku głowy. Nasz system odbierania bodźców jest o wiele bardziej skomplikowany. Czułki ludzkie rozsiane są po całym ciele – fotografie Kirlianowskie dowodzą, że na przedłużeniu naszych palców znajdują się czułki, którymi jesteśmy w stanie „dotknąć” aury drugiego człowieka. Czułki są miejscem zderzenia energii słonecznej z energią emitowaną przez ciało. W zderzeniu tym dochodzi do rozszczepienia światła, inaczej mówiąc – zjawiska tęczy. Światło rozszczepione na pasmo pojedynczych kolorów przenika nasze pole energetyczne i zostaje wchłonięte przez poszczególne ośrodki, zgodnie z ich zapotrzebowaniem na konkretne barwy. To zapotrzebowanie niestety nie zawsze pokrywa się z właściwym danemu ośrodkowi położeniem w skali barw. To, co przyciągamy do siebie, zależy od tego, za kogo się uważamy. Kiedy, na przykład, wypieramy energię miłości, z należnego jej w sercu miejsca, wówczas pasmo zieleni zagnieździ się gdzie indziej. Wypierając pewne kolory dokonujemy wyrwy w otaczającym nas polu energetycznym, zwłaszcza jeśli odrzucone barwy znajdują się w miejscu, dla którego ich działanie jest szkodliwe. Tak więc sami jesteśmy własnymi twórcami i sami się niszczymy. Od nas bowiem zależy, czy pobieramy odpowiednie dla nas

kolory. W naszym własnym interesie leży przyciąganie jak największej ilości światła, którym następnie będziemy promieniować na wszystko, co nas otacza. Aura, podobnie jak ciało, posiada zapach, który podlega zmianie. Kiedy jesteśmy pełni życia, pachniemy słodko, a nasza aura iskrzy się jak kosmiczny fajerwerk. Gdy zaś jest ona ciemna i zanieczyszczona – „czuć od nas aurą”. Jak ryby w wodzie jesteśmy otoczeni eterem, unosimy się w nim, Im sprawniej pływamy, tym lepiej udaje się nam przeżyć. Jeśli pozwalamy, by toń eteru swobodnie nas opływała – ulegamy odmłodzeniu. Eter jest substancją plastyczną, ilekroć więc wysyłamy jakąś myśl, przybiera ona odpowiedni kształt. Te „myślokształty” unoszą się wokół nas, zaludniając niewidzialną przestrzeń, – dlatego często czujemy się niedobrze w towarzystwie osoby, której umysł jest niespokojny. Klimat eteryczny pomieszczenia zmienia się zależnie od wypełniających je form myślowych. Wydarzenia zachodzące we wnętrzu przyciągają pewne barwy eteru i przekształcają inne. W pokoju, w którym dwie osoby niedawno się posprzeczały, zapach kłótni nadal unosi się w eterze, chociaż zwaśnionych stron nie ma już w pomieszczeniu. Negatywne myśli są formami, które przedostają się do aury, zakłócając dopływ pozytywnych wibracji z kosmosu. Negatywne myśli przyciągają negatywne wibracje Ziemi i otaczających nas osób – to wszystko gromadzi się i odkłada w naszej aurze. Dlatego też aura niektórych ludzi jest słaba, chorowita i pełna ubytków, – co można czasem zaobserwować na fotografiach Kirlianowskich. Wszelkie zakłócenia w aurze powodują również uszkodzenia ciała fizycznego. Tak właśnie przejawiają się wzajemne oddziaływanie ciała ludzkiego z otoczeniem. Także przedmioty mają wpływ na eter pomieszczenia. Książki, czasopisma, obrazy, meble – każda znajdująca się w nim rzecz ma swoją wibrację i każda uczestniczy w kształtowaniu jego eterycznej atmosfery. Kiedy martwimy się, rozsiewamy szkodliwe wibracje po całym domu. Kształt aury jest wypadkową objętości i ciśnienia energii płynących w górę wokół nas i wreszcie spływających do ziemi. Pod naszymi stopami również istnieją energie, a same energie naszych stóp są niezmiernie dla nas ważne. Zablokowanie promieniowania stóp kończy się zwykle wylewem; u epileptyków podobne zakłócenia występują przed atakiem. Tak więc obserwacja promieniowania stóp mogłaby spełnić pożyteczną rolę w lecznictwie zapobiegawczym. Ludzie wysublimowani często emanują duże ilości energii nad głową, co jest oznaką niezrównoważenia. Kiedy energie prawej strony ciała nie są równe energiom strony lewej, a zdarza się to często, ponieważ zazwyczaj mamy jedną stronę ciała rozwiniętą bardziej od drugiej, gdy energie stóp nie są sprzężone z energiami ponad głową lub gdy jedna stopa promieniuje silniej od drugiej – wówczas aura, która normalnie powinna mieć kształt jaja, otaczającego nas jak kokon, ulega deformacji. Tracimy nasz prawidłowy kształt. Aura stale się zmienia, jednak przychodzi czas, gdy osiągamy pewien poziom rozwoju duchowego, potrafimy lepiej wsłuchać się w samych siebie i stajemy się bardziej kochający – a wtedy nasza aura przestaje być tak podatna na zmianę. Gdy jest na tyle silna, by wchłaniać subtelniejsze częstotliwości, przestaje się zmieniać w ogóle. Zdarza się wówczas, że kiedy wchodzimy do pokoju, to pokój się zmienia, a nie my*. (*Kobieca aura zmienia się podczas owulacji, co wyjaśnia fenomen zwiększonej atrakcyjności kobiet w tym okresie) Jedni ludzie wypełniają swoją aurą cały pokój, u innych jest ona skarlała i poszarzała. Niektórzy mają prawie niezmienną aurę, za to bardzo silnie oddziałują na aurę innych osób. Może to być wpływ zarówno pozytywny, jak i negatywny. Kiedy dwoje ludzi zetknie się ze

sobą, osoba dominująca oddziałuje na osobę słabszą lub, inaczej mówiąc, narzuca własny kolor. Taki rodzaj niekorzystnej dominacji spotyka się w związkach partnerskich, gdy jeden z partnerów przeżywa depresję. W tej samej sytuacji osoba bardziej rozwinięta duchowo może doprowadzić do odbudowania aury partnera, bez narzucania mu własnych częstotliwości. Wszystkim nam dana jest umiejętność patrzenia głębszego niż to, jakim posługujemy się na co dzień, lecz aby ją posiąść, musimy pozwolić sobie na uważną obserwację. Tam, gdzie jedna osoba ograniczy się do powiedzenia: „Jak się masz”, inna rzuci ledwie okiem i stwierdzi: „Jesteś chory. Co ci dolega?” Ta druga osoba potrafi, w przeciwieństwie do większości z nas, wejrzeć głębiej. A my często nie umiemy nawet określić jakości energii pomieszczenia, w którym przebywamy. Pozbawieni jesteśmy daru głębokiego wglądu. Po to, żeby widzieć więcej, powinniśmy uważnie przyglądać się wszystkiemu, a to znaczy, że musimy zacząć naprawdę dbać o to, z czym obcujemy. Kiedy uczymy się dbać, uruchamiamy pewien proces. W odpowiedzi na naszą troskę przedmiot – czy to będzie klejnot, tkanina czy też osoba – zaczyna dobrze wibrować, a jej piękno wzbudza w nas rezonans. Przestaliśmy już zadawać pytania. Wyrośliśmy z tego. Natomiast małe dziecko zadaje pytania, toteż z łatwością przyjmie ono do wiadomości, że kolor jest wszechprzenikającą energią; zgodzi się z tym, gdyż tak właśnie postrzega świat. Jednak ten jego dar widzenia świata w kategoriach energii nie tylko nie zostaje mu wyjaśniony; czasem bywa mu wręcz wyperswadowany. Gdy podrośnie, przestanie zadawać pytania. Dziś nie zauważamy, jak mocno kolor na nas oddziałuje, jak radykalnie zmienia nasz nastrój. A tymczasem skoro nawet ślepi reagują na kolor, znaczy to, że sami stawiamy barierę naszej percepcji. Zacznijmy zwracać uwagę na oddziaływanie kolorów, a wkrótce odczujemy ich związki ze światem ludzkim. Spójrzmy na ciepłą, jaśniejącą czerwień. Kto z naszych znajomych jest równie ciepły i promienny? Albo spójrzmy na chłód błękitu. Czy znamy kogoś, kto jest chłodny, spokojny, opanowany i – niebieski? Ludzie wibrują na rozmaitych poziomach. Zmiana sceny w teatrze czy zmiana utworu w dyskotece pociąga za sobą również zmianę kolorystyki. Nauczmy się przystanąć i spojrzeć głęboko i z miłością – a wówczas dostrzeżemy, że każde miejsce ma odmienne, specyficzne oświetlenie. Nasza świadomość zacznie powoli ewoluować. Coraz więcej rodzi się ludzi. Którzy pojmują, jak pięknym i wyjątkowym stworzeniem jest człowiek; dostrzegają ważną prawdę, że sami jesteśmy zdolni udoskonalić naszą świadomość.

BARWY CZAKRAMÓW
Czerwień:
płomień, który nas ożywia Energie ciepłych kolorów wibrują najwolniej, a jednocześnie mają najsilniejsze własności pobudzające. Zdumiewa fakt, że obecnie, w tzw. epoce wolnej miłości, właśnie najniżej położone obszary ciała najczęściej pozostają nieczynne. Nasze problemy zaczynają się na najniższych kondygnacjach energetycznej budowli ciała. U większości z nas obszar płciowy jest niezrównoważony z powodu niedostatecznego, niewłaściwego bądź nadmiernego użycia. Czym jest seks? Skąd biorą się odczucia, które pojawiają się nieoczekiwanie i równie nieoczekiwanie wymykają się spod naszej kontroli?

Ośrodek płciowy to pewnego rodzaju energie. Energię możemy czerpać poprzez rytmiczne pompowanie, a wówczas – przybywa jej. I to właśnie robimy podczas stosunku płciowego. Nasze czakramy nieustannie się obracają, jednak podczas stosunku stężenie energii w czakramie podstawowym jest tak duże, że osiąga on stan nasycenia. Energia podnosi się w ciele, przemieszczając się kolejno do coraz wyższych czakramów i wprawiając je w przyspieszone wirowanie. Stosunek jest zatem naturalnym sposobem przepompowywania energii do wyżej położonych ośrodków. Czakramy poruszając się pobudzają sąsiednie ośrodki do ruchu. To powoduje, że w czasie stosunku nasze pierwsze odczucia budzą się w najniższym czakramie i dopiero stopniowo przenikają do wyższych partii ciała. Zwykle uświadamiamy sobie moment, gdy dosięgają serca. Kiedy przechodzą przez gardło, zaczynamy wykrzykiwać jakieś słowa albo wydawać dźwięki. Odczucia szczytowania bywają bardzo zróżnicowane, jednak chwili, kiedy energia dociera do sklepienia czaszki, zwykle towarzyszy temu oszołomienie i zawroty głowy. Jeśli podczas orgazmu energia wydostaje się ponad głowę, wydaje się nam, że opuszczamy ciało. Być może jest to stosowny moment, by wyjaśnić charakter praktyk sadomasochistycznych, w których odczucie ekstazy wywoływane jest przez ból. Otóż zadawanie bólu również jest formą ładowania ciała energią, jednak formą bardzo gwałtowną. O ile bowiem w normalnym stosunku mamy do czynienia z „pompowaniem” energii, które wznoszą się stopniowo, o tyle w praktykach sadomasochistycznych dochodzi do „wstrzelenia” energii, która przelatuje przez wszystkie czakramy i eksplodując wydostaje się ponad głowę, co powoduje gwałtowną ekstazę. Nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że takie postępowanie może doprowadzić do zniszczenia czakramów; nieświadomi też jesteśmy faktu, ze erotyczne zbliżenia dają więcej zaspokojenia, jeśli czakramy „otwierają się” w sposób naturalny. Kiedy dochodzi do otwarcia czakramów, doświadczamy seksu w sposób bardziej duchowy. Otwarcie czakramu podstawowego zmienia ogólny charakter naszych wibracji. Dostępujemy głębokiego zespolenia z wibracjami kosmosu, a nad naszą głową tworzy się pole energetyczne o wysokich częstotliwościach. Energie te spływając do ciała pobudzają drzemiące w nim energie, które unoszą się, dzięki czemu ciało może wchłonąć jeszcze więcej energii kosmicznych. Piękne i niepowtarzalne doświadczenie orgazmu traci wówczas charakter czysto fizyczny, stając się doznaniem duchowym. Kolor dominujący w czakramie odzwierciedla nasz aktualny stan energetyczny, wskazuje, czy gospodarujemy energiami we właściwy sposób. Tak więc obszar płciowy osoby pozbawionej seksu lub ruchu postrzegamy jako mętny lub brązowy. Z kolei nadmiar seksu – zabarwi energie na tym obszarze metalicznym połyskiem. Tempo tego procesu będzie zależało od potrzeb i stanu zdrowia danej osoby. Dla osoby wyczerpanej i przepracowanej, „za dużo” zaczyna się wcześniej niż dla kogoś tryskającego zdrowiem. Jeśli w którymkolwiek z naszych czakramów występuje czerń wskazująca na zaburzenia równowagi zdrowotnej bądź emocjonalnej, energia nie uzyskuje wówczas wystarczającego rozpędu i grzęźnie po drodze, nie docierając do szczytu głowy. Nie dochodzi wtedy do orgazmu. Bardzo dużo czasu spędzamy na siedząco – w biurze, w samochodzie, przed telewizorem. W efekcie nasz „parter” energetyczny często bywa nieczynny. Ponieważ jesteśmy nie wygimnastykowani i poruszamy się niewłaściwie, tracimy energię seksualną chodząc, siedząc, stojąc. Z wiekiem nasz stan pogarsza się. Coraz młodsi mężczyźni poddają się operacji prostaty; w chwili obecnej przeciętny pacjent ma niewiele ponad czterdziestkę. Jedno z ćwiczeń jogi przeciwdziałające schorzeniom prostaty polega na zwykłym dociąganiu

głowy do wyprostowanych kolan w pozycji siedzącej; niestety większość mężczyzn nie potrafi wykonać nawet tak prostego ćwiczenia. Naszym celem w życiu jest rozwijanie świadomości do momentu, aż całkowicie utożsami się ze światłem, które ją stwarza. „Na początku była światłość”. Białe światło składa się z tęczy barw, powinniśmy więc dążyć do tego, by stać się doskonałą tęczą. Na razie jednak ośrodki naszego ciała wypełniają nieodpowiednie dla nich wibracje świetlne, odzwierciedlające nasz ogólny stan; mają one charakter przejściowy i podlegają transformacji. CZERWIEŃ w zasadzie powinna występować wyłącznie w obszarze rozrodczym. Jej obecność w innych ośrodkach zawsze oznacza jakieś zakłócenia równowagi. Sama czerwień, niezależnie od kontekstu, kojarzy się nam z agresją i podrażnieniem. Występowanie CZERWIENI w POMARAŃCZOWYM ośrodku trawiennym wskazuje na to, że energia utknęła w tym czakramie, zamiast swobodnie przemieszczać się wzdłuż całego kręgosłupa. Taka sytuacja powoduje problemy żołądkowe. Przyczyną schorzeń żołądka może być zarówno nadużywanie obszaru płciowego, wskutek tego nadmiar czerwieni przedostaje się do obszaru pomarańczowego, jak i niedostateczna aktywność płciowa. Bez zasilania energią seksualną żołądek musi wykonywać podwójną pracę, aby zenergetyzować dwa obszary – rozrodczy i trawienny. Im uboższe jest nasze życie płciowe, tym częściej żołądek daje o sobie znać, wywołując w nas silną orientację na procesy trawienne. Przez żołądek, chętnie za pomocą słodyczy, będziemy próbowali dostarczyć sobie „szybkiej” energii. Nawiasem mówiąc, utrzymanie energii czerwonej na właściwym poziomie bez wystarczającej dawki seksu nie jest bynajmniej rzeczą prostą. Człowiek wysportowany może spalać czerwień poprzez bieganie, ktoś inny w wysiłku umysłowym lub pomagając bliźnim. Zdarzają się też ludzie, którzy potrafią rozbudzić ośrodek seksualny wyłącznie w wyobraźni – tankują energię czerwoną wodząc wzrokiem za ładnymi dziewczętami bądź studiując pornografię. Choć wykorzystanie energii seksualnej do pracy umysłowej jest możliwe, jednak obecność CZERWIENI w ŻÓŁTYM ośrodku umysłu oznacza często, że dana osoba oddaje się erotycznym fantazjom. Wysyłanie umysłu na urojone przygody miłosne drażni ośrodek i w efekcie uszkadza sam umysł. Czerwień jako oznaka podrażnienia pojawia się w tym czakramie także wtedy, gdy się nam nie wiedzie, kiedy rozpadają się nasze związki z ludźmi i wszystko wydaje się sprzysięgać przeciwko nam. Gdy czerwień dosięga umysłu, rzeczywistość działa na nas jak płachta na byka. CZERWIEŃ w ZIELONYM ośrodku serca może oznaczać dwie zupełnie odmienne rzeczy: namiętną miłość wypełnioną pożądaniem, której nie powinno się lokować w sercu, bądź też miłość zranioną. Czerwień wygląda wtedy jak krew brocząca z serca, dosłownie ilustrując wyrażenie „zranione serce”. CZERWIEŃ w BŁĘKITNYM ośrodku gardła jest piętnem mówców, którzy występują publicznie, Zwykle wiąże się z podrażnieniem i obrzękiem gruczołów szyjnych. CZERWIEŃ w ośrodku INDYGO, położonym między brwiami, oddziałuje na naszą psychikę. Czerwień, naturalnie, posiada wiele odcieni i tak na przykład ciemny róż będzie oznaczał umiłowanie ludzkości, podczas gdy głęboka czerwień niesie z sobą jedynie nadmiernie wybujałą wrażliwość. Psychika zostaje wówczas zdominowana przez uczucia i

namiętności, ci nierzadko prowadzi do choroby umysłowej. Warto przy tym zaznaczyć, że u narkomanów i schizofreników czerwień występuje w każdym prawie ośrodku energetycznym.

Pomarańczowy:
wezwanie do czynu Energia trawienna jest, jeśli w ogóle można dokonać takich porównań, ważniejsza od energii seksualnej. Przyswajanie pokarmów utrzymuje nas przy życiu. Jednak w miarę jak przybywa nam życiowych doświadczeń, każdy obszar zostaje nasączony obcymi mu kolorami i u osób wrażliwych brzuch przestaje być miejscem, w którym zachodzą wyłącznie procesy trawienne. Całkowite pozbawienie obszaru brzucha wrażliwości zapewne byłoby korzystne, jednak im bardziej udaje się nam go wzmocnić, tym lepiej panujemy nad mięśniami i tym mniej potrzebujemy się obawiać obecności tam innych kolorów. Silny ośrodek trawienny może bezpiecznie dopuszczać obce mu kolory, a nawet wykorzystywać je z pożytkiem. Istota działania jogi polega na przepompowywaniu energii w górę ciała, w kierunku czubka głowy. To właśnie ciepłe energie dolnych ośrodków, których częstotliwości rosną w miarę podnoszenia się do góry, zasilają nasze ciało i pomagają otworzyć uśpione obszary mózgu. Zazwyczaj posiłek służy nam jako okazja do kontaktu rodzinnego czy towarzyskiego, w związku z czym inne sprawy absorbują nas tak samo jak jedzenie. Tymczasem wszystko, co przechodzi nam przez umysł, podobnie jak każda rzecz, która przechodzi przez nasze ciało, zabarwia nasze ośrodki. Im jesteśmy wrażliwsi, tym wpływ będzie głębszy. Tak więc jedzenie dla osoby o wrażliwym brzuchu może być czynnością zgoła niebezpieczną. Obszar trawienny, jako podatny na prekognicję, jest ponadto naszym receptorem parapsychicznym – przeczucia ważnych wydarzeń czy spotkań odbieramy nieraz jako łaskotanie w brzuchu czy ucisk w żołądku. Starożytni poświęcali ośrodkowi trawiennemu wiele uwagi. Wszelkie znajdujące się w nim nieczystości i złogi uważane były za przeszkodę uniemożliwiającą postęp na drodze duchowej. Złe funkcjonowanie obszaru trawiennego, według starożytnych, uszkadzało położony bezpośrednio nad nim ośrodek żółty. Złogi w jelitach, w myśl tej koncepcji, upośledzały umysł. Przywrócenie siły i czystości ośrodkowi trawiennemu zawsze należało do podstawowych zadań jogi. Przestrajając wibracje na bardziej duchowy odcień, uwrażliwiamy się na duchowe aspekty naszej natury. Zaczynamy jasno odczuwać, że poprzez obszar trawienny odżywiamy całokształt naszego istnienia i dopóki nie uświadomimy sobie tej zależności, nie możemy dostąpić trwałej i znaczącej przemiany duchowej. Delikatny żołądek reaguje na lęki i stresy, przez co staje się podatny na chorobę wrzodową. Nieraz bardzo gwałtownie reaguje na infekcję bakteryjną organizmu bądź szkodliwe substancje, jakie mu serwujemy, i natychmiast pozbywa się całej zawartości. Można śmiało powiedzieć, że żołądek ma swój własny rozum, ma też większą zdolność regeneracji niż którykolwiek z pozostałych ośrodków. Bezlitośnie traktowany, do ostatniej chwili sprawuje się nad podziw dobrze, po czym wysiada na zawsze. Wzmacnianie mięśni brzucha nie tylko wzmacnia obszar podstawowych energii, ale również umożliwia przyjmowanie ciosów emocjonalnych wprost na brzuch. Gdy dwa centymetry od nas zahamuje znienacka auto, większość z nas reaguje gwałtownym biciem serca. Tymczasem prawidłowa reakcja na zagrożenie polega na wciągnięciu brzucha. Kiedy

po paru sekundach rozluźniamy jego mięśnie, serce i puls powracają do normy, i możemy pomaszerować dalej. Wciągając brzuch częściowo odciążyliśmy serce od stresu. Choćbyśmy nie wiem ile serca wkładali w nasze poczynania, dopóki nie towarzyszy temu odpowiednia porcja energii, nie osiągniemy wiele. Osłabienie jednego obszaru w ciele automatycznie odbija się na obszarach sąsiadujących. Tak więc niedoenergetyzowanie ośrodka rozrodczego uniemożliwia prawidłowe trawienie. Jeśli dodatkowo zostanie nadmiernie pobudzona energia obszaru położonego powyżej brzucha, ośrodek trawienny zostaje schwytany w dwa ognie i nie wie, co się z nim dzieje. Zdrowy, wolny od wpływów emocji brzuch świeci jasno żywym, pomarańczowym światłem. Wegetarianie, nawiasem mówiąc, mają w tym obszarze jaśniejszy odcień oranżu. Zaleca im się ostrożność, gdyż jeszcze bledszy odcień może oznaczać anemię – jogini nosili pomarańczowe szaty, aby zrekompensować brak mięsa w diecie. POMARAŃCZOWY jest nie tylko kolorem procesów trawiennych; symbolizuje również energię aktywizującą. Każda rzecz, którą oświetlimy pomarańczowym światłem, natychmiast ożywa w naszych oczach. Gdy więc kolor pomarańczowy przedostanie się do któregokolwiek czakramu, jego aktywność automatycznie się wzmaga. POMARAŃCZOWY rzadko występuje w innych czakramach, z wyjątkiem może obszaru CZERWONEGO gdzie sygnalizuje dość wyczynowe podejście do seksu. W takim wypadku seks opiera się na przyjacielskiej, obustronnej umowie i traktowany jest jako zdrowy sposób rozładowania napięć. Jednak kolor pomarańczowy w tym obszarze nie rokuje zbytniej głębi przeżyć seksualnych. Ich charakter niewiele będzie się różnił od doznań, jakich dostarcza uprawianie sportu. POMARAŃCZOWY nieczęsto pojawia się w ŻÓŁTYM ośrodku umysłu, a jego obecność tam zwiastuje niestrudzony umysł. Ludzie z energiami brzucha w umyśle są niezmordowani w wymyślaniu intelektualnych rozrywek. Kiedy ich towarzysze głęboko śpią, oni rozwiązują bądź układają szarady, krzyżówki, albo sami ze sobą rozgrywają partię szachów. POMARAŃCZOWY rzadko również występuje w ZIELONYM ośrodku serca. Zwykle serca nie ćwiczy się w jakiś specjalny sposób. Wyjątek może stanowić kulturystyka. Ktoś, kto ją uprawia, powinien uważać, żeby nie pompować równocześnie do serca czerwonych energii. Dzieje się tak, kiedy wskutek forsownych ćwiczeń wyczerpujemy całą energię pomarańczową i zaczynamy sięgać do rezerw czerwonej. Pompowanie do serca energii rozrodczych prowadzi do doświadczenia orgastycznego, jednak praktyka na dłuższą metę powoduje, że czerwień pozostaje w ośrodku serca, co grozi zawałem. Również nieczęsto spotyka się POMARAŃCZOWY w BŁĘKITNYM ośrodku gardła. Kolor ten występuje jedynie u ludzi posługujących się głosem podczas ruchu. Należą do niech sędziowie sportowi, którzy krzyczą poruszając się przy tym szybko, czy dowódcy oddziałów, wydający zazwyczaj rozkazy w biegu. POMARAŃCZOWY rzadko pojawia się także w ośrodku brwiowym INDYGO. Wyjątkowo spotykamy tę kombinację u osób, których dążność duchowa wyraża się poprzez ciężką pracę. Takich ludzi nie pociąga samotna kontemplacja, chętnie natomiast wykorzystują pomarańczowe energie działając z oddaniem na rzecz bliźnich.

Żółty:
umysł indywidualny Człowiek pierwotny miał bliższe związki z duchowa substancją świata, częściej niż my przeżywał doznania mistyczne, obcował z aniołami i duchami natury. Nie mając jeszcze dobrze wykształconego intelektu, będącego wyrazem energii żółtych, nie panował umysłem nad tym, co widział. W zagrożeniu uciekał się do amuletów i znaków magicznych a nie logiki. Zaklęcia oddziaływały na intuicyjną stronę jego natury. Nie da się nikogo zabić wywodem logicznym, można natomiast kogoś zniszczyć rzucając na niego urok, jeśli ten ktoś nie posiada dostatecznej umiejętności logicznego myślenia, żeby zanalizować źródło potęgi zaklęcia. Ludzie pierwotni powierzali swoje serca naturze. Wypełnieni miłością i uważnością, potrafili harmonijnie współżyć z otoczeniem, byli jednak bezbronni wobec wpływów sił zewnętrznych, również w obszarze brzucha, reagującym na oddziaływania ponadzmysłowe. Starożytni Aztekowie i mieszkańcy Atlantydy odkryli możliwości, jakie niesie doprowadzenie energii do „ośrodka słońca”, połączonego z umysłem obszaru, który otacza splot słoneczny. Słońce było dla nich centrum Wszechświata. Rozwój ośrodka żółtego, zwłaszcza gdy był w nim obecny złoty promień mądrości, miał przeciwdziałać pasywności mózgu. I tak pomiędzy ośrodkiem POMARAŃCZOWYM i ZIELONYM wykształciła się obszar, który z czasem zaczął kontrolować działanie i szybkość drgań. Człowiek wytwarzał żółtą energię po to, by obserwować swoje emocje zarówno w obszarze serca, jak i w obszarze trawiennym. Umysł, emocje i pożywienie ściśle się ze sobą wiążą, toteż połączenie trzech odpowiadających im ośrodków zaowocowało wglądem. Rytuały utraciły wiele ze swojego znaczenia, ponieważ oręż metafizyczny dawał się rozbroić logiką. Lewa i prawa strona mózgu zaczęły współpracować. Niestety, ten stan równowagi nie trwał długo i wkrótce zatryumfował racjonalizm. Dzięki wszechstronnemu wykształceniu z coraz większą precyzją rozbieramy cały świat na części. U niektórych ludzi racjonalizm wyparł wszelkie kolory, pozbawiając ich całkowicie wrażliwości na duchowość. Nadmierne skupienie na własnym ego odcina ich od innych poziomów istnienia. Kolor ŻÓŁTY w żółtym jest źródłem bezstronnych sądów. Umożliwia ponadto przyswajanie i magazynowanie faktów, w związku z czym jest kolorem nauki. Jest to barwa, która dla równowagi wymaga świetlistego serca. Gdy żółty ośrodek zaćmiewa blaskiem pozostałe ośrodki, mamy do czynienia z osobowością ekscentryczną, skoncentrowaną wyłącznie na sobie, dążącą za wszelką cenę do błyskotliwości intelektualnej i sukcesu w jakiejś dziedzinie. W rzeczywistości jednak żółty ośrodek jest zależny od pozostałych. Niedostateczne poświęcanie im uwagi prowadzi do załamania żółtego ośrodka, co jest równoznaczne z załamaniem umysłowym. Podobnie – nadmierna stymulacja mózgu za pomocą narkotyków przynosi efekt krótkotrwały; po pewnym czasie prowadzi do wygaszenia innych ośrodków i w końcu wyniszcza ośrodek żółty. Jeśli w którymkolwiek czakramie pojawia się kolor żółty, oznacza to, że do energii tego czakramu wprowadzamy umysł. Jest to kolor wszechogarniającej analizy. Odrobina żółci nie zaszkodzi żadnemu z ośrodków, gdyż logika jest przydatna w każdej dziedzinie życia. ŻÓŁTY w ośrodku CZERWONYM powoduje, że seks podlega kontroli umysłu. Osoba obdarzona taką kombinacją jeśli nie może być z kimś, kogo kocha, będzie kochać tego, z kim

jest. Często z powodu przeszłych doświadczeń kontroluje swoje uczucia tak mocno, ze staję się niezdolna do miłości. Ma w sobie mało ciepła. W efekcie może potrzebować urozmaiconych doświadczeń erotycznych, gdyż tylko niecodzienność gwarantuje jej zaspokojenie. Umysł i ciało tej osoby łatwo potrafią się znudzić i stale wymagają nowości, ale nowość – jak to nowość – ma to do siebie, że się starzeje. Kolor ŻÓŁTY w POMARAŃCZOWYM ośrodku trawiennym świadczy o silnej kontroli odcinającej od tego obszaru większość emocji. Przy okazji ulega stępieniu wrażliwość na bodźce pozazmysłowe. Osoby o żółtym zakończeniu ośrodka pomarańczowego czują, że nigdy nie mogą sobie pozwolić na chorobę. Najzwyklejsze objawy niedyspozycji żołądka będą ich szalenie denerwować, jako dowód czegoś, z czym ich umysł nie potrafi się uporać. Ludzie, w ich opinii, powinni wziąć się w garść, a nie siedzieć biadoląc. Brakuje im współczucia nawet dla dzieci, gdyż dziecko również nie powinno pozwalać sobie na wybryk choroby. Kobiety z pomarańczowym ośrodkiem podbarwionym żółcią nierzadko nie decydują się na macierzyństwo, ponieważ są zbyt skoncentrowane na własnej osobie. Jeżeli mimo wszystko mają dzieci, zawsze będą siebie i swoją pracę stawiać na pierwszym miejscu. Kolor ŻÓŁTY w ZIELONYM ośrodku serce sygnalizuje osobę, która usiłuje opanować uczucia za pomocą intelektu. Istnieje możliwość, że człowiek ten przeżył tragiczny ból odrzucenia i jego lęk przed ponownym tego typu doświadczeniem jest tak dojmujący, że nie pozwala mu angażować się uczuciowo. Osoba taka może mniej lub bardziej lubić swojego partnera, ale nigdy nie będzie zdolna do prawdziwej miłości. Ponieważ jednak umysł czerpie satysfakcję z rozmaitości związków, osoba o wspomnianych cechach będzie potrzebować odmiany, aby móc zabawiać się zewnętrznymi pozorami miłości. Żółty kolor wiąże się z lękiem, a jego występowanie w zielonym ośrodku zdradza tchórza, który boi się oddać swoje serce. Ze wszech miar korzystna natomiast jest obecność ŻÓŁTEGO w ośrodku INDYGO, ponieważ uzdrowicielom służy odrobina chłodu i analitycznego myślenia, chroniąca przed nadmiernym angażowaniem się w tragedie pacjentów. W uzdrawianiu nieodzowna jest pewna doza niezaangażowania, a odrobina żółci w ośrodku brwiowym świadczy właśnie o zrównoważonej osobowości. Uzdrowiciel obdarzony żółtym promieniem potrafi nie tylko wykorzystać zagadkowy dar, jaki stał się jego udziałem, ale również posiada wiedzę na temat dziedziny, którą się zajmuje, i sprawuje kontrolę nad obiegiem energii między nim a pacjentem. ŻÓŁTY w BŁĘKITNYM ośrodku gardła znamionuje osobę, która odczuwa nieustanny przymus dowodzenia sprawności swojego intelektu. Żółty kolor gardła nie idzie w parze z wyrozumiałością. Jego posiadacz chętnie wypowiada krytyczne opinie o otaczającym świecie. Jeśli zdarzy się, że poświęci się twórczości literackiej, jego utwory mają naukowy czy pseudonaukowy posmak, będący często efektem posługiwania się wyszukanym słownictwem. Kiedy taki człowiek napotyka coś, co przekracza jego rozumienie, potrafi natychmiast ustosunkować się do tego w sposób błyskotliwy, pozbawiony jednak jakiejkolwiek głębi.

Zieleń:
czyste serce

Nasze życie w zamierzchłej przeszłości było ściśle związane ze zdobywaniem pokarmu i rozmnażaniem. Przeżywaliśmy je w sposób o wiele bardziej instynktowny, wykorzystując przede wszystkim niższe energie naszego ciała. Można powiedzieć, że energetycznie przypominaliśmy dinozaury, obdarzone maleńka głową i olbrzymim tułowiem. Nasze energie skierowane były głównie ku dolnym partiom ciała – tak kształtowała je konieczność przetrwania. Jeśli oswoimy dzikiego kota i zapewnimy mu stałe pożywienie, zacznie pomnażać i wyrównywać potencjał w wyższych czakramach i straci natychmiastową gotowość do ataku, jaką przejawiają żyjące na swobodzie drapieżniki, które większość energii poświęcają na zdobywanie pożywienia. Instynktowna dla jego gatunku agresja osłabnie. W czasach gdy nasze potrzeby koncentrowały się w obszarze brzucha, obszar rozrodczy był również mocno naenergetyzowany, ponieważ oba te ośrodki są ze sobą ściśle powiązane. Rozwijając rolnictwo i przechodząc na osiadły tryb życia człowiek zabezpieczył sobie źródło pożywienia. Pokarm przestał być obsesją naszego gatunku, a w konsekwencji także popęd płciowy uległ wysublimowaniu. Serce jest siedliskiem duszy. Dzięki sercu jesteśmy istotami ludzkimi. Miłość jest ideą przewodnią naszego życia. Aż do obecnej chwili w ewolucji byliśmy zdolni zaistnieć na wyższym poziomie wibracyjnym. Nasze emocje odzwierciedlały się żołądku i jeszcze dziś, gdy zostaniemy zranieni i tracimy zdolność angażowania się sercem, wracamy do naszej prymitywnej natury i zaczynamy reagować poprzez obszar brzucha. Często zdarza się, że stres czy kryzys emocjonalny uaktywnia w nas zdolność postrzegania pozazmysłowego. W miarę jak nabraliśmy umiejętności logicznego rozumowania i zaczęliśmy wytwarzać żółte pasmo świetlne, przestaliśmy obłaskawiać bogów pracą, miłością i poświęceniem, składając im w zamian hołd naszej logiki. Nie był to proces natychmiastowy. Zanim osiągnęliśmy właściwy odcień żółci, musieliśmy przejść przez rozmaite stadia oczyszczenia, teraz jednak logika zdominowała nas bez reszty i ponownie musimy odwołać się do czystości naszych serc. Aby żyć w bezpiecznym i pięknym świecie, musimy zatroszczyć się do głębi o naszą Ziemię. Powinniśmy podjąć dzieło uzdrowienia przyrody, gdyż dopiero wtedy natura będzie mogła nas uzdrowić. Dziś, bardziej niż kiedykolwiek w historii, musimy nawiązać łączność z duchem przyrody, który utrzymuje nas przy życiu, współdziałając zarówno energiami pierwotnymi, jak i wyższymi siłami duchowymi. Przyroda jest zbiorową duszą, która żyje i oddycha energią zielonego ośrodka Ziemi, podobnie jak my żyjemy dzięki pulsowaniu naszego zielonego ośrodka. Większość z nas nasącza ten obszar wibracjami i kolorami, stanowiącymi rodzaj wyjścia awaryjnego z traumatycznych sytuacji. Lęk zmienia barwę naszych ośrodków. Kiedy zostajemy zranieni, zaczynamy się chronić. Chcąc oczyścić serce, musimy przede wszystkim pozbyć się przytłaczającego lęku przed samotnością. Musimy obalić fałszywy mit bezpieczeństwa. Dopiero wtedy uzyskamy wgląd w istotę związku z innymi ludźmi*(patrz: Annie Wilson, The Wise Virgin, Turnstone Press, 1979) i dopiero wtedy nasze serca będą gotowe złączyć się z wyższą świadomością i działać na rzecz miłości w jej prawdziwym znaczeniu. Zieleń ma wiele rozmaitych odcieni, jednak większość osób cierpi na jej niedobór w ośrodku serca. Zaś ludzie z niedoborem zieleni, to ludzie cofający się przed bólem. Tymczasem serce reaguje na każde uczucie. Każdy z nas został kiedyś opuszczony czy też odrzucony przez kogoś, kogo kochał. Przyciemniony odcień zieleni wskazuje na zazdrość i zaborczość; brąz i czerń występują wtedy, gdy ośrodek serca dotknięty jest głębokim cierpieniem – nie jest wtedy w stanie wyrazić swego wrodzonego piękna. Brak kontaktu z

naszym wewnętrznym pięknem świadczy o głębokim zaburzeniu funkcjonowania ośrodka serca. Niektórym ludziom udaje się wyleczyć własne serce. Możemy tego dokonać wsłuchując się uważnie w głos przyrody, która jest niewyczerpanym źródłem uzdrowicielskich mocy. Natura sama usunie wszelkie cierpienia, wypełniając serce właściwym kolorem. Gdy zieleń pojawia się w pozostałych ośrodkach, nabierają wrażliwości i zdolności przystosowania. ZIELEŃ w ośrodku CZERWONYM znaczy, że seks łączy się u nas z uczuciem. Jesteśmy lojalni wobec naszych partnerów, a w naszych związkach wymagamy dużo miłości i zrozumienia. Atrakcją w seksie nie jest dla nas różnorodność doznań, lecz przekazywana w akcie miłość. Jesteśmy zdolni do pełnego zbliżenia tylko z kimś, kogo głęboko kochamy. Ludzie wrażliwi często wprowadzają ZIELEŃ do POMARAŃCZOWEGO ośrodka trawiennego, dzięki czemu pozazmysłowy receptor brzucha zaczyna nieomal funkcjonować w rytmie serca. Takie osoby reagują nie tylko na własne emocje, ale również na uczucia innych ludzi; nierzadko też odbierają wpływy pochodzące z przeszłych wcieleń. U osób o podwyższonej wrażliwości wszystkie wydarzenia odbijają się bardzo silnie na obszarze brzucha, tak więc ludzie, których brzuchy toną w zieleni, powinni szczególnie dbać o dietę, gdyż są podatni na problemy gastryczne. Wyjściem z tej sytuacji może być doprowadzenie do ośrodka trawiennego pewnej dawki żółci, która do pewnego stopnia zrównoważy działanie zieleni. Jeśli brakuje nam ZIELENI w ŻÓŁTYM ośrodku umysłu, nasze podejście do życia będzie jednostronne. Dążymy wówczas do naszych celów głusi na głos własnego serca. Natomiast zieleń w tym obszarze świadczy o dobroci i serdeczności, jej odcień zaś o tym, jak wiele jesteśmy skłonni zrobić dla naszych przyjaciół. Brak ZIELENI w BŁĘKITNYM ośrodku gardła sygnalizuje człowieka chłodnego w obejściu. Odrobina zieleni jest z kolei oznaką życzliwego usposobienia, jednak jej nadmiar niesie ryzyko bycia wykorzystywanym przez innych. Człowiek o zbyt zielonym gardle przeważnie nie potrafi powiedzieć „nie”, toteż kto tylko może, chodzi mu po głowie. Poza tym zieleń w gardle często występuje u zielarzy. Nadmiar ZIELENI w ośrodku INDYGO na czole wskazuje na przesadną dobroć. Nie jest to cecha korzystna dla uzdrowiciela, gdyż może skłaniać go do udzielania pomocy nawet w przypadkach przerastających jego umiejętności. Zbyt mała ilość zieleni jest zatem pożądana – wprawdzie wskazuje osobę, która pomaga innym bez miłości, jednak w przypadku uzdrowiciela daje gwarancję, że nie będzie się on nadmiernie angażował w problemy swoich pacjentów.

Błękit:
słowa mądrości Człowiek pierwotny potrafił posługiwać się wieloma zmysłami. Gardło, narząd mowy, nie miało dla niego specjalnego znaczenia. Po to, by się porozumiewać, przestrajał się na wewnętrzny, bezdźwięczny i niewerbalny kanał komunikacji. Głośne dźwięki wydawał jedynie w związku z pobudzeniem ośrodka czerwonego lub pomarańczowego – kiedy był

podniecony erotycznie, głodny, albo gdy znajdował się w niebezpieczeństwie. Dźwięk oznaczał bliskość napastnika bądź ofiary. Mowa artykułowana i jej różnorakie odmiany pojawiły się dopiero później. Człowiek pierwotny „wiedział” wszystko o pierwotnych energiach przyrody, nie potrafił jednak nimi manipulować. Obecnie, z pomocą racjonalnego umysłu, w pewnym stopniu kontrolujemy środowisko. Podchodzimy do przyrody w całkiem odmienny sposób. Ponieważ racjonalne, logiczne umiejętności wymagają artykulacji werbalnej, rozwój lewej półkuli mózgowej pociągnął za sobą uaktywnienie czakramu gardła. Ponadto umiejętności logicznego rozumowania nie można nikogo nauczyć w sposób instynktowny, gdyż na tym poziomie są one niewyrażalne – dopiero wykształcona mowa umożliwia przekazywanie ich potomstwu. Ośrodek mowy powiększał się w miarę ewolucji wyższych czakramów, gdyż w kształtowaniu człowieka zaczęły uczestniczyć energie chłodzące. Jednak już starożytni jogini zdawali sobie sprawę, że do przezwyciężenia złych skłonności ośrodka mowy niezbędne są okresy głębokiego milczenia. My również powinniśmy się wyciszyć, pogrążając umysł w medytacyjnym stanie, aby dostroić się do wyższych zadań naszej natury, do jakich zostaliśmy powołani. Każdą dziedzinę życia można podnieść do rangi dzieła sztuki. W dzisiejszych czasach wiele uwagi poświęcamy sztuce wykorzystującej energie ośrodka gardła. Starożytni prorocy wieścili z głębi ośrodka czerwieni – symbolem współczesności jest chłodny mówca. Chrystus wielokrotnie uzdrawiał zwyczajną mową, posługując się wibracją dźwięku. W przyszłości dźwięk ponownie stanie się narzędziem uzdrawiania. Jak dowiodła starożytna cywilizacja Atlantydy, za pomocą dźwięków można wprawić ciało w stan doskonałej harmonii. Znakomicie do tych celów nadaje się muzyka, jednak znaczna część muzyki współczesnej jest dla nas wręcz szkodliwa. Rock na przykład zakłóca równowagę energetyczną w ciele. Niemniej, generalnie rzecz biorąc, muzyka ma właściwości lecznicze, ma je również głos ludzki. Wystarczy zastanowić się przez chwilę. Każdy zgodzi się, że można wiele powiedzieć o człowieku na podstawie jego głosu. Głos wyraża wibracje, jakimi posługujemy się artykułując nasze myśli, – kiedy mówimy w kółko to samo, odpowiednie kolory w obszarze gardła utrwalają się. Gdy wiecznie narzekamy, kolory gasną i wysiada nam tarczyca, kiedy zaś milczymy – obszar przybiera barwę białą. Obszar gardła silnie reaguje na nasze samopoczucie i autoekspresję. Pracując nad naszym przebudzeniem duchowym, musimy zatem wielką uwagę zwracać na okolice naszych oczu, uszu, kark i tył głowy. Brak elastyczności tych obszarów stale będzie dawał znać o sobie, kiedy zaczniemy otwierać się duchowo. Ludzie zaawansowani na ścieżce duchowej zwykle wyglądają młodo, ponieważ dzięki podwyższonej świadomości sprawniej funkcjonują mięśnie oczu, uszu i potylicy. Ich gardła mają piękne ubarwienie – faktem jest, że uśmiech rozjaśnia ośrodek gardła. Co więcej, rozjaśnia wszystkie pozostałe ośrodki. Błękit w ośrodkach innych niż obszar gardła oznacza chłód. Niewielka ilość BŁĘKITU w CZERWONYM ośrodku rozrodczym jest dopuszczalna, ogólnie jednak wskazuje na pewne wyrachowanie w kwestii seksu. ZIMNY BŁĘKIT dowodzi z kolei oziębłości wywołanej rozczarowaniem w przeszłych związkach. BŁĘKIT w POMARAŃCZOWYM ośrodku trawiennym świadczy o niekorzystnym, prozaicznym i pozbawionym fantazji podejściu do jedzenia, które, bądź co bądź, jest źródłem naszych życiodajnych energii.

BŁĘKIT w ŻÓŁTYM ośrodku umysłu wskazuje na chłodny, jasny umysł, zdolny do przekazywania wiedzy bez emocjonalnego zaangażowania. CHŁODNY BŁĘKIT świadczy o umyśle oziębłym i nieczułym. BŁĘKIT w ZIELONYM ośrodku serca jest niespecjalnie korzystny. ZIMNY BŁEKIT skuwa serce lodem. Nie jesteśmy wówczas zdolni odwzajemniać miłość i unikamy zaangażowania się w nowe związki. Czasem sami zamrażamy nasze serce, żeby dać ranom czas na zagojenie się; cechują nas wtedy chłodna powściągliwość. Jaśniejszy odcień BŁĘKITU w ośrodku INDYGO, położonym na czole, wskazuje na wykorzystywanie w praktyce leczniczej głosu.

Indygo:
odmienne stany świadomości Trzecie Oko, nasze duchowe oko usytuowane jest w środku czoła. Można je porównać do skali w odbiorniku radiowym, na której da się odszukać wszystkie momenty, w jakich istnieliśmy w obecnym życiu i w przeszłych wcieleniach. Tak więc czoło jest swoistą skalą, dzięki której możemy nasz aparat wizualizacyjny nastroić na taka częstotliwość, jaka jest nam w danej chwili potrzebna. Trzecie Oko odbiera myśli i uczucia innych ludzi, jest również w stanie wyświetlić nam nasze przeszłe wcielenia; co więcej, ponieważ jest zdolne do pełnego obrotu – może nam ukazać życie, jakie będziemy prowadzić w przyszłości. To, jakie życie wiedziemy obecnie, jest w znacznej mierze wynikiem naszych poczynań w poprzednich wcieleniach. Trzecie Oko, podobnie jak zwykłe, fizyczne oko, dzieli się na miniaturowe fragmenty odpowiadające pewnym typom doświadczeń życiowych. Przypomina ono monitor bez przerwy wyświetlający film, którego jesteśmy bohaterami i reżyserami zarazem. Trzecie Oko to nasza kartoteka, suma doświadczeń obecnego i poprzednich wcieleń, z powodu których jesteśmy tym, kim jesteśmy. Owa kartoteka jest stale dostępna do wglądu i w akcie jasnowidzenia możemy w każdej chwili stanąć w środku własnego bądź cudzego Trzeciego Oka i sięgnąć do wybranego fragmentu archiwum. Strojenie Trzeciego Oka przypomina strojenie krótkofalówki. W stanie podwyższonej świadomości Trzeciego Oka możemy wyskalować się na dowolny moment w czasie. Trzecie Oko to czarodziejski mechanizm operujący na tylu poziomach świadomości, że pozwala nam doświadczyć całego przebiegu ewolucji; z jego pomocą możemy podróżować we wszystkich kierunkach czasu i przestrzeni. Trzecie Oko jest konstrukcją niezwykle złożoną. Podobnie jak tęczówka fizycznego oka odzwierciedla nasze choroby fizyczne, na czym bazują diagnozy irydologiczne, tak eteryczne Trzecie Oko utworzone z najgłębszych energii uzewnętrznia nasze błędy i choroby z przeszłych wcieleń. Ktoś, kto w poprzednim życiu został zamordowany pchnięciem w serce, w następnym będzie przeżywał duże problemy emocjonalne związane z tym obszarem. W kolejnym wcieleniu problemy te osłabną zapewne – pojawi się natomiast nowy wątek, na który zapracowaliśmy tym razem. Jest to tak, jakbyśmy nasze życie nagrywali na taśmę podniszczoną, zanieczyszczoną poprzednim zapisem. Wszelkie wibracje, zarówno korzystne, jak i szkodliwe, wpływając do Trzeciego Oka odkształcają naszą świadomość. Coś, co wydarzyło się nam przed setkami lat, może nadal na nas oddziaływać. Nadmiar kolorów w Trzecim Oku bywa oznaką naszych silnych powiązań z

przeszłymi wcieleniami i angażowania się w zbyt liczne związki w ludźmi. Najkorzystniejszy, choć wcale nie najłatwiejszy do utrzymania, jest dla oka jego naturalny odcień indygo bądź barwa biała. Wygląda na to, że ludzie cierpiący na tzw. rozdwojenie czy zwielokrotnienie jaźni to ludzie, którzy równocześnie przeżywają wszystkie swoje wcielenia. Górna część Trzeciego Oka wskazuje drogę, którą podążamy, dolna – nasze poprzednie wcielenia. Trzecie Oko jawi się nam pod postacią spirali, której kolejne kręgi przecinają nasze przeszłe wcielenia; rejestrując zachodzące w nich wydarzenia, zachowujemy jednak świadomość zmian, jakie w nas nastąpiły od czasu, gdy kontaktowaliśmy się z kolejnymi warstwami naszego istnienia. Trzecie Oko, nie do końca świadomie, wykorzystywane bywa przez aktorów, którzy posiedli umiejętność całkowitego oczyszczania czoła z kolorów, a następnie umieszczania tam barwy potrzebnej dla osiągnięcia zamierzonego efektu. Przestrajając się z koloru na kolor z łatwością można przechodzić od śmiechu do łez, od czarnej melancholii do różowego humoru. Nie jest to całkiem bezpieczne, ponieważ barwa w Trzecim Oku oddziałuje na całe ciało. Pełne dostrojenie się do częstotliwości jednej barwy połączone z wyparciem pozostałych kolorów może prowadzić do drastycznej zmiany osobowości. Kiedy wchłaniamy dużo ciemności do Trzeciego Oka, przyswajamy negatywne energie i popadamy w depresję, chandrę, melancholię. W postępowaniu z Trzecim okiem wskazana jest więc ostrożność i zachowanie kontroli. Trzecie Oko jest narzędziem świadomości zarówno wewnętrznej, jak i zewnętrznej. Na poziomie energii subtelnych Trzecie Oko umożliwia nam prawdziwie głęboki wgląd, jednak na powierzchni, jak w każdym czakramie, odbieramy jedynie te częstotliwości świetlne, na których działamy w życiu. Wpływ kolorów obecnych w Trzecim Oku jest bardzo silny, podobnie jak ich wymowa diagnostyczna. Negatywne stany umysłu odkładają się w postaci konkretnych barw na poziomie cięższych energii eterycznych Trzeciego Oka. I tak na przykład agresywność objawia się czerwienią, chciwość – barwą pomarańczową, zazdrość – zieloną. Te niepożądane barwy wywołują stan chorobowy w Trzecim Oku, który z kolei manifestuje się w postaci symptomów cielesnych. Chrystus zalecał nam, byśmy wyjęli belkę z naszego oka. Jego słowa można rozumieć w ten sposób, że uzdrawiając Trzecie Oko, mamy większą szansę na uzdrowienie ciała. Uzyskanie równowagi energetycznej w trzecim oku jest więc niezwykle istotnym zadaniem, które w dalszym ciągu tej książki omówimy pełniej. Indygo w pozostałych ośrodkach sygnalizuje bezstronność i nieangażowanie się INDYGO rzadko występuje w CZERWONYM ośrodku rozrodczym, jego obecność tam oznacza, że dążymy do poszerzenia świadomości poprzez obszar płciowy. Z kolei obecność INDYGO w POMARZŃCZOWYM ośrodku trawiennym wskazuje, że brzuch jest z jakichś przyczyn nadmiernie naładowany energią. INDYGO w ŻÓŁTYM ośrodku umysłu występuje u ludzi chłodnych i niezaangażowanych, między innymi u lekarzy, którzy w pracy z pacjentem nieświadomie wykorzystują swoje zdolności ponadzmysłowe, stając się bezwiednie również uzdrowicielami. INDYGO, kolor nieangażującego się uzdrawiania, niekiedy pojawia się w ZIELONYM ośrodku serca. Wyjątkowo obserwuje się go u osób posiadających dar uzdrawiania dotykiem roślin i innych ludzi. Osoby te cechuje wielki spokój, ponieważ osiągnęły poziom, na którym energie przepływają przez nie w sposób naturalny.

INDYGO rzadko występuje w BŁĘKITNYM ośrodku gardła. Jego obecność sygnalizuje jakąś postać uzdrawiania głosem. Kolor ten może więc pojawić się zarówno u hipnotyzera, jak i u matki śpiewającej dziecku kołysankę.

Fiolet:
przeszłe wcielenia żyją w nas nadal Jeśli fiolet promieniuje z ośrodka położonego na czubku głowy, świadczy to o skłonnościach artystycznych danej osoby, jej naturalnym pociągu do rzeczy pięknych i dobrych. Pojawiając się w pozostałych czakramach, fiolet również świadczy o zmyśle piękna i harmonii. FIOLET w CZERWONYM ośrodku rozrodczym występuje u ludzi, którzy seks podnoszą do rangi sztuki, kultywując w nim piękno i subtelność, i nie tolerując najmniejszej nawet wulgarności. FIOLET w POMARAŃCZOWYM ośrodku trawiennym znamionuje osoby, które dbają o estetykę posiłków i błogosławią pokarm, zanim podniosą go do ust. Zdarzają się wśród nich ludzie tak dobrze zestrojeni z energią kosmiczną, że posiłek zastępuje im odpowiednie ćwiczenia oddechowe. FIOLET w ŻÓŁTYM ośrodku umysłu świadczy o umiłowaniu piękna zabarwionym jednak pewną logiką. Przykładem współdziałania tych kolorów może być malarz rozmiłowany w symetrii i sztuce łączenia kolorów, który potrafi uzasadnić swoje artystyczne upodobania. FIOLET w ZIELONYM ośrodku serca wskazuje na potrzebę związków o charakterze duchowym i umiłowaniu piękna bez skłonności do jego analizowania. FIOLET w BŁĘKITNYM ośrodku gardła świadczy o artystycznym posługiwaniu się mową. Obecność fioletu i żółci w tym obszarze pozwala spodziewać się uzdolnień krytycznych w dziedzinie sztuk pięknych, będących niczym innym jak hołdem wiedzy dla sztuki. FIOLET w ośrodku INDYGO położonym na czole występuje u ludzi, którzy prowadzą terapię poprzez sztukę, posługując się w pracy tańcem, muzyką czy rysunkiem.

O Istnieją wszakże kolory, których promieniowanie ma zasięg wykraczający poza pierwszy poziom energii eterycznych. Ich znaczenie jest o wiele głębsze niż kolorów poprzednio omawianych, gdyż są manifestacją świadomości wykraczającej poza ciało. Barwy promieniujące z czubka głowy odzwierciedlają pełnię naszego istnienia.

Kolory te nie pojawiają się i nie znikają zależnie od nastroju chwili. Chociaż zabarwienie naszych czakramów wywiera na nie pewien wpływ, jednak podlegają jeszcze innym oddziaływaniom, zarówno wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Kolory wokół głowy odzwierciedlają doświadczenia naszej duszy, mówią na jakim etapie świadomości się znajdujemy. Informują o właściwościach, które wynieśliśmy z poprzednich wcieleń. W trakcie ewolucji nasza dusza poświęca poszczególne wcielenia na pozyskiwanie kolejnych kolorów. Barwy raz zdobyte – zachowuje. Ten właśnie wachlarz kolorów starożytni nazywali Lotosem Tysiąca Płatków, Przypisując mu postać wielościennego diamentu. Diament lotosu powstaje na styku krzyżujących się strumieni energii, które w miejscu przecięcia wytwarzają lustrzany blask. Kiedy diament jest czysty i bez skazy, możemy w nim znaleźć nasze prawdziwe odbicie. Im jaśniejszy wytwarza blask, tym wyższą sygnalizuje świadomość. Sam diament zbudowany jest z trzech wyraźnie zaznaczających się warstw. Pierwsza z nich to poziom krystaliczny, w którym znajduje się zapis naszego rozwoju na płaszczyźnie eterycznej, informacja o stanie czakramów, a także o wszystkim, czym zajmowaliśmy się dotąd w naszym obecnym życiu. Poziom drugi, poziom wibracji wyższych, wiąże się z przekroczeniem emocji przez umysł i postrzeganiem życia jako wszechogarniającej całości, w której zatopione są jednostkowe wydarzenia. Podniesienie świadomości na poziom drugi wywołuje zmiany w czakramach i zanik blokad psychicznych na poziomie osobowości. Praca duchowa dotyczy już tylko przeszkód związanych z przejściem na poziom trzeci. Poziom trzeci, ostatnia z warstw składających się na efekt potrójnej korony, zawiera barwy ostatecznych atrybutów duszy. Kolory obecne w tej warstwie diamentu ukazują kierunek rozwoju, jaki dusza obrała w przeciągu wielu wcieleń. Kolory tego poziomu są wyraźniejsze niż barwy dwu poprzednich poziomów. Ich symboliczny wyraz znajdujemy w pióropuszach Indian, którzy dla upamiętnienia kolejnych wyczynów doszywali do swoich opasek pióra różnej barwy i długości. Nad tym wszystkim lśni w serii nieustających wyładowań fajerwerk energii kosmicznych. To właśnie on przedstawiany jest w malarstwie religijnym pod postacią aureoli uzewnętrzniającej doświadczenie Chrystusowe. Chociaż aureola aureoli nierówna i u niektórych osób otoczka świetlna wokół głowy jest większa i jaśniejsza – jednak każdy z nas ją posiada, ponieważ energie o najwyższych częstotliwościach promieniują nieustannie. Jeśli w przeszłym życiu bądź w kilku kolejnych wcieleniach poświęciliśmy się jakiejś dziedzinie, jej kolor będzie wyraźnie i trwale zaznaczony w świetlistej otoczce naszej głowy. Energia o tej częstotliwości będzie świecić jaśniej od pozostałych. Ponieważ w każdym następnym wcieleniu promieniowanie tej energii będzie się wzmagać, wytyczy ona kierunek naszej dalszej wędrówki poprzez kolejne wcielenia. Zabarwienie poszczególnych ośrodków odzwierciedla naszą osobowość i ewentualne zaburzenia równowagi, natomiast barwa promieniująca z czubka głowy wskazuje nasze ogólne możliwości. Jest to barwa, nad którą już pracowaliśmy, pewna zdolność, do której możemy się odwołać w każdej chwili. Kolory występujące w pozostałych ośrodkach stanowią odbicie naszych obecnych zmagań. Z czasem zapewne one również zostaną przekazane do „góry”. Instynktownie wyczuwamy, czy naszym miejscem na Ziemi jest szpital, biuro czy uniwersytet. Dokonujemy wyboru zgodnie z częstotliwością wibracji naszych kolorów. Pomiędzy kolejnymi wcieleniami również przebywamy w przestrzeni o określonych częstotliwościach; niektórzy z nas nigdy nie tracą z nią łączności. Przestrzeń, do której wracamy pomiędzy wcieleniami, także ewoluuje. Za każdym następnym powrotem nasze

wibracje mają wyższą bądź inną niż dotąd częstotliwość, którą zachowujemy również podczas długich niejednokrotnie okresów pomiędzy wcieleniami. Im więcej kolorów zgromadzimy na czubku głowy podczas kolejnych wcieleń, tym bardziej zaawansowanymi duchowo i interesującymi ludźmi jesteśmy. Jak widać, nasze możliwości są o wiele większe, niż to sobie wyobrażamy. Każdy z nas promieniuje trzema bądź czterema podstawowymi kolorami, a ich ogólna kombinacja decyduje o tym, kim jesteśmy. Kolor ZŁOTY – dowodzi najwyższego poznania. Zawiera w sobie istotę wszystkich religii; na tym poziomie znikają różnice między poszczególnymi systemami transcendencji. Obecność złotego koloru świadczy o wiedzy wyniesionej z przeszłych wcieleń spędzonych w mnisim habicie. Energie złote stanowią potencjał, którym możemy zasilać dowolne czakramy. Złoto na szczycie głowy jest rzadkością. Występuje wyłącznie u tych nielicznych, którzy przeszli pewną transformację duchową i posiedli klucz do świadomości uniwersalnej. BIAŁY jest kolorem duchowych związków z bliźnimi i świadczy o pracy na rzecz ludzkości. Człowiek, który posiadł biel, barwę, która również dowodzi przeszłych wcieleń klasztornych, odznacza się wielką wytrzymałością, pozwalającą przetrwać w sytuacjach dramatycznych obciążeń i krańcowej samotności. Osoba taka nigdy nie załamuje się ani nie usiłuje popełnić samobójstwa, co więcej, posiada wielki dar odzyskiwania sił. Ma naturalną łatwość trwania w bezruchu i milczeniu. Kolor BRZOSKWINIOWY świadczy o kolejnych ośmiu lub dwunastu wcieleniach w służbie ducha. Osoba obdarzona tą barwą, w zależności od odcienia, poświęca życie opanowywaniu poszczególnych cnót, takich jak odwaga lub umiejętność wyłącznego zdania się na siebie. Kolor brzoskwiniowy jest wyznacznikiem pozycji w hierarchii dycha, dowodem mistrzowskiego opanowania pewnych zdolności. Kolor PERŁOWY – ludzie, którzy mają perłowy promień nad głową, mogą poprzez doświadczenie życiowych trudów kształcić innych w perłowym wymiarze. CIEMNY RÓŻ jest kolorem jednoczącej miłości duchowej, która łączy i zbliża do siebie wszystko, co rozdzielone. Ludzie obdarzeni tą barwą pracują nad jednoczeniem ludzi i idei, stanowią więź łączącą nasz świat z pozostałymi rzeczywistościami. Kolor SREBRNY cechuje ludzi, którzy widzą rzeczywistość pod szerszym kątem niż inni i z powodu swojej świadomości często znajdują się w trudnych i niecodziennych okolicznościach. Srebrni ludzie zazwyczaj mają w sobie coś niezwykłego. Szanują prawo każdego do zachowania własnych przekonań. Funkcjonują ponad wszelkimi podziałami i mają specjalną misję do spełnienia na Ziemi. POPIELATY – mieszanina czerni i bieli jest kolorem osądu. Przewaga czerni dowodzi pesymizmu, przewaga bieli – optymizmu. Równowaga obydwu barw wskazuje na zrównoważony osąd, niezbędny atrybut sędziego. Każdy z nas podczas wędrówki w czasie i przestrzeni musi nabyć zdolności bezstronnego, wnikliwego osądzania. KREMOWY jest kolorem dociekania, kolorem życia spędzanego na gromadzeniu fragmentów wiedzy i informacji, jednak bez ambicji tworzenia z nich pewnych całości. Ludzie kremowi to profesjonaliści z różnych dziedzin, często pracownicy rozmaitych mediów, których życie upływa na nieustannym ruchu i wymianie informacji.

Przejdziemy teraz do omówienia barw podstawowych widma, mając na uwadze fakt, że kolory obecne na czubku głowy są kolorami, które zdobyliśmy i do których zawsze możemy się odwołać. MAGENTA. Każdy z nas ma w sobie odrobinę tej barwy. Magenta dowodzi administracyjnych doświadczeń w przeszłych wcieleniach, a także praktyki w organizowaniu zespołów ludzkich. FIOLET. Silne promieniowanie fioletu świadczy o profesji artystycznej w dziedzinie literatury, plastyki, muzyki. Fiolet o różowym odcieniu jest barwą właściwą reżyserom i osobom kierującym zespołami artystycznymi. INDYGO wskazuje na doświadczenia uzdrowicielskie w przeszłych wcieleniach. Jego występowanie w potrójnej koronie świadczy o tym, że również w obecnym życiu zajmujemy się jakąś formą terapii. TYRKUS świadczy o łatwości wykładania. BŁĘKIT dowodzi zdolności pedagogicznych, niekoniecznie związanych z wykładaniem. Błękit obdarza nas łatwością obcowania z uczniami i poświęceniem niezbędnym. Aby towarzyszyć innym istotom ludzkim w ich rozwoju. Nadmiar ZIELENI w pozostałych świadczy o zbytniej uległości i hojności. Natomiast zieleń nad głową jest korzystną oznaką; wskazuje na kontakty ze światem przyrody w przeszłych wcieleniach. Dzięki umiejętności obcowania z naturą mamy zdolność doboru właściwego pożywienia. Kolor ŻÓŁTY świadczy o osiągnięciach naukowych bądź akademickich w przeszłości. Obecne życie również poświęcone jest pracy i dociekaniom naukowym. Kolor POMARAŃCZOWY rzadko spotyka się na czubku głowy. Ponieważ jest kolorem aktywności fizycznej, może oznaczać przebycie, na drodze ewolucji duchowej, pewnych prób o charakterze cielesnym. Pomarańczowa barwa wiąże się także z żywnością i wytwarzaniem, może więc zdobić głowę rolnika. CZERWIEŃ jako kolor ewolucji duchowej wskazuje na osobę, która bada mechanizm narodzin bądź przyczynia się do zrozumienia procesów rozwoju. Na nasz obecny światopogląd mają wpływ wszelkie próby inicjacyjne, jakie przechodziliśmy w przeszłości. Próby tego rodzaju odznaczają się na czubku głowy barwą BORDOWĄ. Inicjacje Indian bywały szalenie bolesne, miały bowiem im uzmysłowić przekroczenie pewnego progu świadomości. Jeśli nie potrafisz znieść widoku cierpień innych ludzi, to prawdopodobnie sam masz takie doświadczenia za sobą. Ból może nas przerażać także wtedy, gdy z jakiegoś powodu nasza inicjacja nie powiodła się. Kolorów nie sposób zbyt dokładnie sklasyfikować. Każdy z nich ma setki odcieni, może być również mniej lub bardziej klarowny, bądź zanieczyszczony. Jedna i ta sama barwa może wskazywać na odmienne osiągnięcia duchowe, zależnie od ogólnej intensywności promieniowania skali, w obrębie której funkcjonuje. Sztuka postrzegania kolorów wymaga ogromnej wrażliwości, ponieważ barwy splatają się i nieustannie nawzajem przenikają.

Większość z nas jest zdolna jedynie do postrzegania zwyczajnej, „podstawowej” skali barw. W postrzeganiu ponadzmysłowym mamy do czynienia z wielością skal energetycznych i kolorystycznych, przypominających skale muzyczne, które w miarę wzrostu częstotliwości coraz silniej nasączone są światłem. Istnieją takie odcienie „czystego światła”, których nawet najbardziej uzdolnieni wizjonerzy nie są w stanie opisać językiem ludzkim.

OCZYSZCZANIE CZAKRAMÓW
Głęboki róż:
oddech Boga Historia ludzkości przebiega według tego samego wzorca, co historie poszczególnych jednostek, wyrażając mikrokosmos i makrokosmos ludzkiego doświadczenia. Wzorzec rozwoju i zmiany zakodowany w człowieku pierwotnym i tkwiącej w nas pierwotnej naturze popycha nas ku nieustającej sublimacji. Podobnie jak ludzkość rozwijała się i cywilizowała w kolejnych epokach dziejów, tak samo każdy z nas ulega sublimacji w swoich kolejnych wcieleniach. Tak samo jak ludzkość jest wytworem swojej przeszłości, my jesteśmy sumą naszych przeszłych wcieleń. Dziecko przychodzące na świat nosi w sobie zalążki swojej osobistej przeszłości. Z wiekiem jego czakramy zaczynają odzwierciedlać doświadczenia dotychczasowych pobytów na Ziemi. Za każdym razem, gdy się wcielamy w takiej postaci, jaką wybraliśmy przed urodzeniem, do czakramów, które są kamieniami budowli naszego życia, dodajemy cegły nowych doświadczeń. A kiedy spotykamy osoby, z którymi nasze ośrodki związane były w przeszłych wcieleniach, ośrodki te ponownie się uaktywniają. Wiek siedmiu lat to bardzo istotny moment w życiu dziecka. Do tej chwili było ono wrażliwe na doznania ponadzmysłowe, jednak w zasadzie wolne od doświadczeń przeszłych wcieleń. Dziecko jest odporne na oddziaływanie poprzednich wcieleń dzięki chroniącym wpływom matki. Jeśli zdarza się nam w dzieciństwie „ubytek kolorów”, matka uzupełnia brakujące barwy. Dal odzyskania równowagi czerpiemy jej energie – nierzadko doprowadzając ją do wyczerpania. Kobieta ciężarna często promieniuje kolorem ciemnoniebieskim, którym zasila nie narodzone dziecko – dlatego Najświętsza Panienka na malowidłach religijnych zwykle nosi niebieską szatę. Jeśli po urodzeniu dziecka matka nie jest w stanie wytworzyć dostateczną ilość indygo, dziecko będzie podatne na choroby, których rzeczywistą przyczyną jest niedoenergetyzowanie matki. Będąc w ciąży kobieta instynktownie wybiera właściwe pożywienie, jednak po porodzie ten instynkt zazwyczaj słabnie i nie zawsze odżywia się ona jak należy. Główną przyczyną tego zjawiska jest nienaturalność porodów we współczesnym świecie i niedostateczna bliskość między matką a nowo narodzonym dzieckiem. Ostatecznie ofiarą tego stanu rzeczy pada przede wszystkim matka, ponieważ dziecko zawsze znajdzie inne sposoby zdobycia równowagi. Dla zachowania równowagi energetycznej, która wyraża się lśnieniem czakramów, potrzebujemy obojga rodziców. Małe dzieci są bardzo delikatne. Niemowlę, które nie otrzymuje dostatecznej dawki miłości – umiera. Z wiekiem coraz mniej potrzebujemy energii naszych rodziców, gdyż coraz więcej pobieramy jej ze słońca. Od chwili gdy zaczynamy zasilać się energią innych ludzi i świata przyrody, stajemy się podatniejsi na choroby. Około

siódmego roku życia przejmujemy odpowiedzialność za własne czakramy. Jest to okres przejściowy, kiedy musimy przestawić je na inny model zasilania. Dziecko, którego czakramy nie funkcjonują prawidłowo, będzie dzieckiem nieśmiałym, trzymającym się wiecznie rodziców. Dziecko towarzyskie, śmiałe wkrótce wypracowuje własną równowagę, podczas gdy mały odludek, nie ufając własnym instynktom, nie ma poczucia bezpieczeństwa. Podświadomie zdaje sobie sprawę, że czegoś mu brakuje. Dziecko emanuje różem, duchowym kolorem niewinności i aż do okresu dojrzewania wpływy przeszłych wcieleń pozostają w nim uśpione. W czasie dojrzewania nasze wibracje kolorystyczne zagęszczają się; po uzyskaniu zdolności do życia płciowego i rozmnażania pogłębia się czerwień w obszarze płciowym. Pojawiają się zdolności parapsychiczne. Niektóre dzieci objawiają w wieku dojrzewania zdolności do telekinezy czy wywoływania duchów, które są oznaką uaktywniania się doświadczeń z przeszłych wcieleń. Jest to niezwykle znaczący, a niejednokrotnie niebezpieczny okres życia, w którym niektóre dzieci bez żadnego widocznego powodu wykolejają się. A przyczyną może być uaktywnienie negatywnych wpływów któregoś z poprzednich wcieleń. U rozbudzonych parapsychicznie nastolatków Trzecie Oko zaczyna intensywnie funkcjonować, wywołując niekiedy zaburzenia psychiczne. Na ogół jednak dzieci w tym wieku posługują się racjonalną stroną mózgu i każda rzecz, która wydaje się im „dziwna”, zostaje odsunięta na bok i wyjaśniona logicznie. Często zdarza się, że dzieci o największych zdolnościach paranormalnych najmocniej trzymają się analitycznej strony swojej natury. Podświadomie zdając sobie sprawę ze swoich kontaktów ze światem ponadzmysłowym, wola się do tego nie przyznawać i nie ujawniać swoich możliwości. Czują się bezpieczne skupiając uwagę na codzienności. Trzecie Oko u większości ludzi pozostaje za siedmioma zasłonami – stąd taniec siedmiu zasłon, – które odpowiadają siedmiu czakramom. Dopóki zasłony nie opadną, nie jesteśmy zdolni do „widzenia”. Dopiero gdy nasze ośrodki są dostatecznie silne, aby unieść takie doświadczenie, zasłony stopniowo znikają, rozwiewając się jak mgła, we właściwej sobie kolejności. Kiedy zasłony opadną, a czakramy otworzą się w pełni, możemy wreszcie przekroczyć próg komnaty głębokiego poznania i uzyskać wgląd we własne życie i życie innych osób. Proces rozwiewania zasłony zachodzi z rozmaitą intensywnością, rozróżnia się więc siedem stopni rozproszenia. Niekiedy występują blokady zatrzymujące cały proces, które sygnalizują nam konieczność uporania się z wewnętrznymi niedoskonałościami. Gdy wreszcie zniknie siedem zasłon, nasze Trzecie Oko przybiera nową postać. Po opadnięciu grubszych łusek eterycznych staje się przejrzyste i piękne. Drzwi skarbca są dobrze zaryglowane, kto jednak znajdzie klucz, będzie mógł wynieść skarb na światło dzienne. Cała nasza wiedza, cała wiedza Wszechświata skrywa się w skarbnicy Trzeciego oka. Kto raz przeniknie do głębin umysłu uniwersalnego, nie wątpi ani chwili w istnienie Stwórcy. To więź ze Stwórcą umożliwia nam istnienie. Trzecie Oko powinno promieniować ciemnym błękitem, który odzwierciedla naszą pierwotną, wyniesioną ze świata zwierzęcego zdolność zestrajania się z częstotliwością wydarzeń zachodzących w innym czasie, przestrzeni i na innych poziomach rzeczywistości. Srebrne błyski w Oku dowodzą wyostrzenia naszych zdolności postrzegania. Pożądana jest w nim odrobina żółci bądź – u osób zaawansowanych – złota, która oznacza umiejętność wykorzystania zdolności paranormalnych. Zadaniem Trzeciego Oka jest utrzymywanie równowagi między racjonalną i poza racjonalną stroną naszej osobowości. Od chwili kiedy przeżyliśmy pierwszy zawód miłosny – a mało komu jest on w życiu oszczędzony – zaczynamy wyrąbywać ścieżkę ku naszej wrażliwości parapsychicznej. Tragedia uczuciowa jest okazją do otwarcia Trzeciego Oka, ponieważ właśnie wrażliwość na

otaczających nas ludzi pobudza Trzecie Oko do działania. Gdy nasze obecne życie wali się w gruzy, otwieramy się na doświadczenia z przeszłych wcieleń i uzyskujemy wgląd w działania prawa karmy. Zgodnie z prawem karmy od życia otrzymujemy dokładnie to, na co zapracowaliśmy w przeszłości. Co posiałeś – to zbierzesz. Jeśli nie dokończyliśmy jakiejś sprawy albo nie dopełniliśmy zobowiązań wobec kogoś w życiu przeszłym, będziemy musieli to odrobić. W stanie wysublimowanej percepcji jesteśmy w stanie przeniknąć powody, dla których nasi bliźni przyszli na świat. Wracamy, aby spłacić nasze długi, bądź przyjąć zapłatę za dobre uczynki. Kiedy dociera do nas, że każdy człowiek w toku kolejnych wcieleń przybliża się do pewnego celu, doznane przez nas nieszczęścia zaczynają się nam jawić jako kolejne próby w procesie uczenia. Takie podejście stawia w nowym świetle nasze potrzeby fizyczne, umysłowe, emocjonalne i duchowe. Możliwość bycia zranionym i odrzuconym stanowi część „transakcji wiązanej”. Jaka zachodzi między ludzkimi duszami. Nasze związki z innymi zaczynają się i kończą we właściwym czasie, jako że nigdy nie zostajemy zranieni przez osoby obce. Naszym zadaniem na Ziemi jest rozwój. Nie zawsze dostrzegamy, że pomagają nam w nim nasi przyjaciele z przeszłych wcieleń, od urodzenia przywiązani do nas w niewidzialny sposób. Indywidualne doświadczenia zdobyte w poprzednich wcieleniach wpływały na zmianę ubarwienia naszych czakramów. W podobny sposób ewoluowała również ludzkość jako całość. Człowiek pierwotny ześrodkowany był w najniższych czakramach. Agresja i wściekłość gęstszych wibracji były mu potrzebne do rozbudzania wojowniczości. Czerwona energia wyzwalała w nim potrzebę prokreacji, a głód ośrodka pomarańczowego popychał go do działań związanych ze zdobyciem pokarmu. Człowiek pierwotny posiadał zdolności parapsychiczne, ale jego mózg nie był w pełni rozwinięty. Ewolucja żółtego ośrodka umysłu spowodowała, że człowiek uświadomił sobie pewne umiejętności i nauczył się je wykorzystywać. Ludzkość stopniowo zaczęła wznosić się na coraz wyższy szczebel rozwoju. Również każda jednostka ludzka w miarę rozwoju zmierza do pogłębienia świadomości „wyższego ja”, wiedzy, której można dostąpić tylko wtedy, gdy niższe energie ciała zostaną przesłane do mózgu i pobudzą jego uśpione obszary. Biel zawsze była barwą celibatu, kolorem Najwyższego Kapłana. Dawni jogini zachowując celibat wprowadzali biel do ośrodka rozrodczego. Usuwali w ten sposób szkodliwe skłonności przywiązane do obszaru seksualnego, pozostawiając jedynie jego żar w czystej, wolnej od namiętności postaci. Wskutek nałożenia bieli na czerwień obszar ten nabierał barwy uduchowionego różu, i ujarzmione w ten sposób energie najniższego ośrodka można było skierować ku wyższym zadaniom. Istnienie niższych energii seksualnych jest niezbędne dla zachowania gatunku, jednak w miarę ewolucji duchowej podlegają one przestrojeniu na subtelniejsze rejestry. Ludzie, którzy w jednym z przeszłych wcieleń byli duchownymi bądź zakonnikami, mają automatyczną zdolność wypełniania czakramów bielą. (Zdarza się, że dusza wybiera życie zakonne po to, by pracować w odosobnieniu, nie przeżywając przy tym lęku i osamotnienia. Zmiana częstotliwości wibracji zawsze wymaga pewnego wycofania. Pewne procesy zachodzą wyłącznie w ciszy i ukryciu. W gruncie rzeczy nie ma nic samotniejszego jak ziarno kiełkujące w ziemi). Z kolei jogini nasączają się bielą poprzez umartwienie oraz ćwiczenia koncentracji, oddechu i woli prowadzone w odosobnieniu. Jeśli biel nie jest jeszcze zakodowana w Trzecim Oku, przesyłanie czerwonej energii w górę kręgosłupa może być ryzykowne. Tak więc ludzie, którzy oddają się praktykom „podnoszenia kundalini”, zanim jest ona gotowa wznieść się samoistnie, igrają z niebezpieczeństwem. Dopóki energie czakramu najniższego nie nabiorą barwy różowej, istnieje groźba niewłaściwego

ukierunkowania energii seksualnej. Przeżywanie pewnych doświadczeń bez odpowiedniego przygotowania może pociągnąć za sobą niekorzystne skutki. Bez względu na to, czy uważamy, ze nasz rozwój duchowy przebiega naturalnie, w drodze ewolucji, czy też wkładamy weń świadomy wysiłek, powinniśmy się starać o lekkie schłodzenie ośrodka płciowego. Róż jest kolorem jednoczącym, kolorem pośrednictwa. Na fali różowych energii wkraczamy pomiędzy przyrodę i tych, którzy chcą zniszczyć nasze dziedzictwo. Róż pośredniczy między człowiekiem a Bogiem, pomiędzy niebem a ziemią, pomiędzy tym, co na górze, a tym, co na dole. Kiedy stosujemy się do przykazań, by kochać Boga i kochać bliźniego, nie musimy się już o nic martwić – reszta przyjdzie sama. W kolejnych wcieleniach stopniowo uczymy się poskramiać nasze instynkty i rozwijać intuicyjną świadomość, będącą doskonałym narzędziem jasnego i wyostrzonego umysłu. Z nową świadomością zgłębiamy starożytne misteria. Nasze dziedzictwo splata się z naszą przyszłością Tak wygląda, w dużym uproszczeniu, niezmiernie złożony zapis rozwoju ludzkości i rozwoju jednostki. Model rozwoju, który wyłania się z kolejnych wcieleń, daje się również prześledzić w pojedynczym życiu ludzkim. Uzyskując świadomość naszej osobistej ewolucji, uzyskujemy również wgląd w ewolucję ludzkości. Mechanizm ten można ująć w kategoriach kolorów. We współczesnym świecie panuje rozdźwięk pomiędzy dwoma typami ludzi. Z jednej strony są ci, którzy żyją wyłącznie umysłem, a ich analityczne podejście do rzeczywistości wyklucza jakiekolwiek oddziaływanie pozazmysłowe – u tych ludzi racjonalizm zablokował dostęp do zdolności paranormalnych. Z drugiej strony mamy do czynienia z osobami całkowicie negującymi intelekt, które uważają, że nauka i czynności intelektualne upośledzają zdolności do kontaktów ze światem pozazmysłowym. Polegając wyłącznie na intuicji i tajemnym przekazie, nie zdają sobie sprawy, że przez kurczowe trzymanie się pradawnej wiedzy wyniesionej z przeszłych wcieleń rezygnują z wykorzystania oręża, jakim jest własny umysł. Optymalnym wypośrodkowaniem tendencji jest zieleń serca, łącząca w sobie błękit ponadzmysłowy i żółć umysłu. Kombinacja ta pozwala nam dążyć sercem do poznania ponadzmysłowego, unikając, dzięki współpracy umysłu, oszukańczych pułapek na drodze. Człowiek został stworzony jako cząstka przyrody i zarazem jako cząstka każdej istoty ludzkiej na świecie; łącząc działanie ośrodka żółci i ośrodka błękitu jesteśmy w stanie przeniknąć tę zasadę, zasadę światła i ducha, i funkcjonować zgodnie z nią. W miarę ewolucji ludzkości i poszczególnych jednostek, postępującej od czerwieni ku zieleni, zmienia się częstotliwość naszych wibracji. Dzięki sublimacji energii polegającej na przemianie energii cięższych w duchowe rozjaśniają się barwy naszych ośrodków, przybierając bardziej eteryczny odcień. Nieuchronnym następstwem tego procesu jest zmiana sposobu postrzegania rzeczywistości. Im mocniej ześrodkowujemy się w obszarze serca, tym zieleń nabiera łagodniejszego, delikatniejszego odcienia. Stopniowo do zieleni zaczyna przesączać się kolor dopełniający, duchowy odcień różu, powstały w wyniku transformacji energii czerwonych czakramu podstawowego. Zmiany te zostaną odnotowane w Trzecim Oku, w którym także pojawi się różowy promień. U zaawansowanych adeptów ścieżki duchowej róż w Trzecim oku może ewoluować aż do fioletu. Kiedy budzi się „wyższy umysł”, Trzecie Oko również ulega transformacji. Na niższym poziomie nadal przechowujemy wszystkie doświadczenia przeszłych wcieleń; tutaj zostają one przez nas przyswojone i przepracowane. Natomiast na wyższym poziomie rejestrujemy tylko te aspekty poprzednich wcieleń, które są istotne dla naszej duchowej drogi. Intuicyjnie zaczynamy rozróżniać rzeczy właściwe od niewłaściwych. Nasza wiedza pogłębia się;

czerpiemy ją z nieznanych dotąd źródeł. Opuszczają nas szkodliwe uczucia i choroby, które do tej pory przykuwały nas do kołowrotu codzienności, a pozostają jedynie władze umysłowe niezbędne dla wskazania nam dalszej drogi. Każda istota ludzka składa się z siedmiu odrębnych ciał. Ciała fizycznego, ciała eterycznego i pięciu ciał o coraz wyższym stopniu duchowości, których podwyższone wibracje dostępne są jedynie percepcji jasnowidzów. Ciała o wyższych wibracjach zasilane są promieniowaniem kosmicznym i żyją własnym życiem. Kiedy na przykład wyczuwamy niewytłumaczalną zmianę atmosfery w jakimś pomieszczeniu, znaczy to, że nasza świadomość zaczęła reagować na inny wymiar eteryczny. Jedno z naszych ciał eterycznych zdominowało chwilowo nasze ciało fizyczne, przestrajając je na właściwy sobie wymiar, w wyniku czego ciało fizyczne zaczyna odczuwać rzeczywistość eterycznego wymiaru. Każde ciało funkcjonuje w obrębie własnego wymiaru – „Jest wiele mieszkań w domu ojca mego” – a więc należy nie tylko do jednej, wspólnej nam wszystkim przestrzeni, ale również do przestrzeni o specyficznych dla siebie częstotliwościach. Choć niewątpliwie nasze najwyższe ciało jest najbliższe wszystkim pozostałym, jednak pomiędzy ciałami pośrednimi także zachodzi kontakt i wymiana. W jakimś sensie można powiedzieć, że częściowo żyjemy „poza sobą”. Wydarzenia naprawdę zachodzą na bardzo subtelnych poziomach i dopiero przez kolejne warstwy eteru zostają „wessane do rzeczywistości”. Czasem zdarza się jednak, że nasza świadomość cielesna stawia opór wymaganiom duszy. Dzieje się tak, gdy ciało domaga się spełnienia swoich potrzeb, uniemożliwiając dojście do głosu wyższym świadectwom duchowym. Trzy najwyższe ciała, odpowiadające najwyższym poziomom ewolucji ducha, emanują kolory, których nie sposób określić w ludzkiej mowie inaczej niż jako „eteryczne”. Każdy z nas składa się z kolorów, które nie są ziemskimi kolorami, a ich jasność również nie jest z tej Ziemi. W miarę ewolucji ludzkości zaczynają się w nas uaktywniać coraz wyższe ciała. Powrót do świadomości duchowej zaznaczy się wyraźnym ożywieniem w ich funkcjonowaniu. Pomiędzy kolejnymi ciałami istnieje nieprzerwany przepływ informacji. Utrata równowagi w jednym z nich ma niekorzystny wpływ na pozostałe. Zażywanie narkotyków, na przykład, odbija się w równym stopniu na ciele eterycznym, jak i na fizycznym. W dodatku mogą też zostać uszkodzone nasze pozostałe ciała, każde w stopniu zależnym od jego bagażu karmicznego. Zdarza się więc, że czyjeś ciało eteryczne zatrute jest wskutek nadużywania przez osobę szkodliwych substancji w przeszłych wcieleniach – dlatego niektórzy palacze zapadają na raka płuc, podczas gdy inni pala bez uszczerbku dla zdrowia do późnej starości. Przez stulecia, w trakcie kolejnych wcieleń pracowaliśmy nad stworzeniem naszej obecnej postaci. Zapracowaliśmy sobie na każde z naszych siedmiu ciał. Jeśli więc nasze ciało eteryczne jest lekko zanieczyszczone, a my instynktownie prowadzimy zdrowe życie, aby je oczyścić – wtedy toksyny przesączają się do ciała fizycznego i tą drogą się uwalniają. Karmiczne cierpienia w życiu doczesnym czy śmierć wskutek chorób, takich jak rak, można zatem wyjaśnić w taki sposób, iż są one formą oczyszczania się innych ciał. W miarę duchowego doskonalenia się i przybliżania do Boga niektóre z „chorób” naszej duszy przechodzą na poziom ciała fizycznego, na którym domagają się oczyszczenia. Jeśli ciało nie jest zdolne temu podołać, choruje i umiera, co w jakiś sposób może tłumaczyć fakt, dlaczego tylu „dobrych” ludzi jest tak ciężko doświadczanych przez życie. Warto tutaj wspomnieć, że niektórzy ludzie wcielają się jedynie po to, by dopomóc innym w rozwoju; takie osoby często rodzą się w kalekiej postaci.

Dyscypliny, takie jak joga oczyszczają ciało z jego doraźnych niedomagań fizycznych, uwalniając je do pracy z głębszymi problemami. Wolne od nieczystości i napięć ciało fizyczne może skomunikować się z pozostałymi ciałami i skupić się na usuwaniu nieprawidłowości w ich funkcjonowaniu. Może także, poprzez wpływ na umysł i emocje, zająć się przebudowa wadliwych wzorców myślenia i odczuwania. Powinniśmy zatem dążyć do zdrowszego, swobodniejszego przepływu energii pomiędzy poszczególnymi ciałami, tak by umysł mógł spokojnie zająć się własnym zadaniem, jakim jest pozytywne projektowanie myśli. Jednakże to ciało fizyczne jest naszym ziemskim wehikułem i jeśli potrafimy się z nim właściwie obchodzić, cała reszta zaczyna się samoczynnie regulować. Tak więc naszym najwyższym obowiązkiem jest kochać i ochraniać ciało fizyczne, ponieważ w ten sposób wpływamy na wszystkie pozostałe ciała. Po to zostaliśmy sprowadzeni na Ziemię, by poprzez nasze ciała uwalniać się od toksyn duchowych. Tylko ciało fizyczne jest bowiem zdolne spłacić długi zaciągnięte w przeszłych wcieleniach. Wszelkie nieczystości kondensują się przybierając postać materii i zostają usunięte z ciała, dlatego właśnie jogini tyle uwagi poświęcają przeciwdziałaniu obstrukcji. Wydalając nieczystości na Ziemię, powinniśmy sobie jednocześnie uświadomić, jak ważną pełni ona rolę. Im bliżej Ziemi żyjemy, tym bardziej opiekuńczą Matką się dla nas staje. W jej magnetycznym polu zachodzi nasza transformacja duchowa. Im czystsze i zdrowsze jest ciało fizyczne, tym jaśniej lśnią nasze pozostałe ciała. Kiedy pierwszy szereg żołnierzy pada w marszu, reszta oddziału idzie w rozsypkę. Tak samo gdy nasze pierwsze ciało nie jest stabilne, inne również na tym cierpią. Raniąc którekolwiek z nich, uszkadzamy wszystkie pozostałe, gdyż zaburzamy ich wzajemną równowagę. Nasz stosunek do ciała ludzkiego powinien być pełen najwyższego szacunku. Wszelkie próby deprecjonowania jego urody i wartości są wysoce niewłaściwe. Nigdy nie wolno nam zapominać, że ciało jest wehikułem, który niesie nas przez życie doczesne. Po to żeby samochód jeździł sprawnie, wszystkie jego części muszą sprawnie działać. Podobnie wszystkie części naszego ciała powinny funkcjonować bez zarzutu, aby całość zachowała zdrowie. Nasze ośrodki muszą harmonijnie przetwarzać energię. Możemy je w tym wspomóc odpowiednimi ćwiczeniami, z których najistotniejsze jest prawidłowe oddychanie. To właśnie oddech zapewnia trwanie naszej powłoki ziemskiej. Można obejść się przez jakiś czas bez wody i jeszcze dłużej bez pokarmów, ale nie da się żyć bez oddychania. Oddech ma daleko większe znaczenie, niż postrzegamy to na co dzień Bóg zaczerpnął oddechu stwarzając świat i odtąd nieprzerwanie oddycha nadal. Każda rzecz Wszechświata oddycha na swój sposób i każda posiada w tym celu własny wehikuł. Istoty ludzkie oddychają, zwierzęta oddychają, oddychają rośliny. Oddychają czakramy i oddycha Trzecie Oko. Również kula ziemska oddycha „kosmicznym tchnieniem”. Ziemia reaguje na wpływy pozostałych planet, a w ich wzajemnym przyciąganiu istnieje rytm, który przypomina oddech. Każde z naszych ciał oddycha. Każde ma własny narząd oddechu; w ciele fizycznym są nim płuca. Kiedy jogini praktykują bezdech, zatrzymują pracę płuc i koncentrują się na przekazywaniu oddechu do pozostałych ciał. Oddech w jodze nie tylko wzmacnia ciało, ale również, przez zanurzenie się w głębinach kosmicznej mądrości, ułatwia osiągnięcie oświecenia. Starożytni dążyli do zestrojenia się z harmonią kosmosu i podporządkowania życia biegowi gwiazd. Medytując wysyłali oddech ku wybranej gwieździe, wyobrażając sobie, że gwiazda odsyła im oddech z powrotem. W ten sposób wczuwali się w wewnętrzne i zewnętrzne aspekty Stworzenia, których manifestacją jest wdech i wydech. Jesteśmy częścią

Wszechświata i życie naszego ciała uzależnione jest od pożywki z kosmosu. Natura Boga przejawia się we wdechu i wydechu. Każdy z nas oddycha inaczej, zależnie od swojej charakterystyki kolorystycznej. „Poznacie ich po oddechu”. Ludzie fioletowi zwykle oddychają płytko, z powodu swojej wrażliwej i uczuciowej natury. Natomiast czerwoni ekstrawertycy i pomarańczowi sportowcy mają skłonność do głębszego oddychania, które pobudza niższe czakramy. Najmniej wydajnie oddychają na ogół ludzie żółci. Zgarbieni nad książką czy papierami spłycają mimowolnie oddech, przez co cechuje ich słaba witalność i skłonność do wyczerpania. Chroniczne oddychanie w niewłaściwy sposób uszkadza czakramy, gdyż nie są one w stanie należycie się oczyszczać. Nasz oddech również posiada zabarwienie, ponieważ energie eteryczne są zabarwione i stale wdychamy kolory otaczających nas ludzi, miejsc i przedmiotów. Jeśli przebywamy w towarzystwie kogoś, kto jest w depresji albo właśnie wypalił papierosa, wydychane przez niego szarość i brąz zanieczyszczają barwy naszych czakramów. Co więcej, w każdym z naszych ośrodków zbierają się ujemne energie wywołane myśleniem i działaniem, więc nawet jeśli nasz wdech jest prawidłowy, ale wydech zbyt płytki, gromadzimy nieczystości, które ciało musi wydalać. Powinniśmy wdychać kolory nam potrzebne, a wydychać ciemne, zanieczyszczone, z których ciało nie ma żadnego pożytku. Tak więc stan naszych czakramów zależy od „jakości” oddychania. Już starożytni nazywali płuca przedsionkiem świata duchowego. Znacznie łatwiej jest zmienić sposób oddychania, niż wpłynąć na układ krążenia. Ta druga umiejętność wymaga o wiele bardziej zaawansowanego treningu. Powinniśmy się zestroić z naszym oddychaniem. Nawet jeśli nie wiemy, jakich kolorów nam brakuje, możemy przyjąć za pewnik – ponieważ nie tryskamy na co dzień energią – że nasz oddech wymaga udoskonalenia. Zaczynamy od pogłębiania zarówno wdechu, jak i wydechu, kontynuując tę praktykę do momentu, kiedy nasz oddech stanie się różowy i świeży jak oddech nowo narodzonego dziecka. Znaczy to, że zestroiliśmy się sami ze sobą – stan ten rozpoznajemy po wyraźnej zmianie w samym oddechu. Od tej chwili możemy wdychać poszczególne kolory. Często instynktownie rozpoznajemy brak jakiegoś koloru. Kiedy dręczy nas depresja i melancholia, odczuwamy nieprzeparty pociąg do radosnych świetlistych kolorów. Gdy zaś jesteśmy rozgorączkowani, podnieceni czy rozdrażnieni, pociąga nas chłód i piękno błękitu. Kiedy tkwimy w biurze rozpaczliwie tęskniąc za krajobrazem, możemy wdychać zieleń. Wdychając dany kolor, zmieniamy barwę naszego wydechu a zarazem barwę pomieszczenia, w którym przebywamy. Ideałem, do którego powinniśmy dążyć, jest głęboki, naturalny wdech i długi, łagodny wydech. Na ogół ludzie oddychają niewłaściwie, przez co są niedoenergetyzowani. Ucząc się właściwego oddychania uzdrawiamy samych siebie. Kierując oddech ku poszczególnym częściom ciała wywołujemy w nich zmiany. W każdym z nas tkwią zalążki zdrowia – oddychając prawidłowo uzdrawiamy nie tylko ciało fizyczne, ale również pozostałe ciała. Głęboki wdech i pełny wydech oczyszczają i wzmacniają czakramy, Istnieje wiele rodzajów oddychania, jeśli jednak poważnie podchodzimy do zagadnienia oddechu, zwłaszcza głębokiego oddechu, musimy zastanowić się nad paroma sprawami, zanim przystąpimy do ćwiczeń. Zapewne najlepszą porą będzie wczesny ranek, kiedy skażenie powietrza jest najmniejsze i nasz oddech może być prawdziwie oczyszczający. Powinniśmy pamiętać również o tym, że myśli są wibracjami, tak więc wszystko, co sobie wyobrażamy, wywołuje poruszenie w atmosferze. Za pomocą umysłu możemy „dotykać” różnych części naszego ciała. Kiedy, na przykład, myślimy o nerkach, przesyłamy

w ciele wewnętrzną wibrację, która dosięga ich jak dotyk niewidzialnej dłoni. Do osiągnięcia zdrowia potrzebna jest wyobraźnia. Aby jednak wyobraźnia była skuteczna, niezbędny jest zdrowy pogląd na rzeczywistość. Kiedy myślimy „ciągle mi nerki wysiadają”, nasz lęk przybiera postać brudnożółtej barwy, która rozwibrowuje całe ciało. Człowiek, który stale narzeka po to, by wzbudzić współczucie bliźnich, jest własnym zabójcą. Rozmowy o chorobach wzmagają tylko ich działanie. Koncentrując się na pewnym obszarze ciała, zaczynamy na ten obszar oddziaływać. Naszemu oddechowi powinny więc towarzyszyć pewne wyobrażenia, wtedy będziemy zdolni się nim leczyć. Musimy jednak pamiętać o tym, że obszar występowania choroby nie zawsze jest jej siedliskiem, gdyż często atakuje ona sąsiadujące narządy. Zawał serca nierzadko bywa wynikiem niewydolności nerek bądź zatrucia krwi, a przyczyną tych schorzeń z kolei mogą być alkohol i nikotyna. Powinniśmy więc być bardzo wyczuleni na wszelkie przejawy szkodliwego trybu życia. W żadnym wypadku nie wolno nam zmieniać naturalnego rytmu naszego oddechu. Tak więc ktoś, kto przez całe lata niewłaściwie posługiwał się płucami, nie powinien w sposób wymagający wysiłku wydłużać ani zatrzymywać oddechu. Na początku ćwiczymy płynne, łagodne oddychanie. Przez całe życie utrwalaliśmy niewłaściwe nawyki i po to, żeby przestawić się na nowy model oddychania, będziemy potrzebować czasu. Ogólnie rzecz biorąc, szybszy oddech przyspiesza obroty czakramów, a powolny je zwalnia. Z czasem nauczymy się uzależniać nasz oddech od własnej kondycji energetycznej. Tak więc inaczej będziemy ćwiczyć, kiedy rozpiera nas nadmiar energii, inaczej kiedy mamy je za mało, inaczej kiedy nasze czakramy są udrożnione, a jeszcze inaczej kiedy wyczuwamy w nich zanieczyszczenia i blokady. Na początku jednak każdy powinien usunąć ze swojego życia pewne szkodliwe czynniki, takie jak palenie, picie, przejadanie się, nadmiar kawy i mocnej herbaty, narkotyki, zbędne lekarstwa, negatywne uczucia i myśli, czy po prostu nieprawidłowe oddychanie. Na początku ćwiczymy zwyczajny oddech oczyszczający. Siedząc ze skrzyżowanymi nogami, stojąc bądź klęcząc, robimy na wydechu skłon tułowia do przodu i opróżniamy jak najdokładniej płuca. Innym prostym ćwiczeniem jogi jest oddech pełny, inaczej nazywany oddechem podstawowym. Każdy, kto ma wystający brzuch, zapewne nie oddycha prawidłowo, ponieważ na skutek zbyt płytkich oddechów wiotczeją mięśnie klatki piersiowej i brzucha. Osoby takie przed przystąpieniem do poniższego ćwiczenia powinny dążyć do dwukrotnego przedłużenia wydechu w stosunku do tego, jakim normalnie się posługują. Ćwiczenia oddechowe zawsze zaczynamy od wyprostowania się. Wyciągamy się w talii i unosimy klatkę piersiową starając się nie opaść. Jeśli uda się nam utrzymać tę pozycję w czasie wydechu, zachowamy wciągnięty brzuch. Oddech powinien wydłużać kręgosłup, więc przy każdym wdechu wyobrażamy sobie, że dotknęliśmy czubkiem głowy sufitu. (Nie unosimy przy tym ramion, chociaż w ogóle dobrze jest zrobić parę oddechów dziennie z unoszeniem ramion, gdyż w ten sposób dotlenia się szczyty płuc). Jeśli na początku nie potrafimy siedzieć bez oparcia, możemy korzystać z krzesła albo opierać się o ścianę. Powoli wciągamy powietrze przez nos, napełniając najpierw dolne części płuc, aby wywołać ruch przepony. Przepona opuszczając się wypycha nieco brzuch do przodu i lekko uciska narządy trawienne. Pępek powinien zostać w miejscu bądź unieść się nieznacznie. Teraz wypełniamy środkową partię płuc, rozszerzając żebra i klatkę piersiową. Wreszcie napełniamy powietrzem szczyty płuc, unosząc klatkę piersiową do góry. W tej fazie w

powrotem wciągamy brzuch, dzięki czemu płuca uzyskują podparcie, ułatwiające napełnienie szczytów powietrzem. W czasie wydechu postępujemy odwrotnie. Z unieruchomioną klatką piersiową lekko wciągamy brzuch, unosząc stopniowo przeponę w miarę opróżniania płuc z powietrza. Każde z naszych nozdrzy promieniuje innymi barwami. Prawe nozdrze podlega oddziaływaniom słońca; jego oddech przepełniony jest wibracją czerwieni i oranżu i ma właściwości ogrzewające. Lewe nozdrze podlega wpływom księżyca; jego oddech wibruje błękitem i fioletem i ma właściwości chłodzące. Tak więc zabarwienie naszych płuc wskazuje na równowagę energetyczną w ciele bądź jej niedostatek. Dbajmy zatem o nasze płuca i powietrze jakim je napełniamy. Możemy też ćwiczyć oddychanie przemienne. Jest to specjalny rodzaj oddychania, które oczyszcza nozdrza i przewody nosowe poprzez łagodne rozkołysanie czakramów działa tonizująco na układ nerwowy. Siadamy prosto z zamkniętymi oczami. Prawe nozdrze zaciskamy kciukiem prawej ręki. Powoli wciągamy powietrze przez lewe nozdrze. Na chwilę zamykamy oba nozdrza, zaciskając lewą dziurkę palcem serdecznym i małym prawej ręki. Unosimy kciuk i robimy powolny wydech przez prawą dziurkę. Następnie robimy wdech przez prawe nozdrze, zamykamy na chwilę oba nozdrza, po czym robimy powolny wydech przez nozdrze lewe. Ćwiczymy tak długo, jak mamy na to ochotę. Z czasem nauczymy się instynktownie rozpoznawać potrzeby naszego organizmu. Niezbędne jest słowo ostrzeżenia na temat zatrzymywania oddechu. Czynność ta zwalnia obroty czakramów i podnosi poziom dwutlenku węgla w organizmie, co prowadzi do nieznacznego rozszerzenia naczyń krwionośnych i lepszego ukrwienia mózgu. W efekcie można osiągnąć stan głębokiego spokoju i podwyższonej świadomości, jednak bezpośrednio po oddychaniu przemiennym niewskazane jest wykonywanie takich ćwiczeń jak świeca, stanie na głowie czy innych, w których głowa jest opuszczona, ponieważ chwilowo nie działa w mózgu bezpiecznik, nie dopuszczający do nadmiernego napływu krwi. Osoby o słabym sercu bądź słabym krążeniu w ogóle nie powinny zatrzymywać oddechu. Poprzez odpowiednie oddychanie możemy również ładować się energetycznie. Głęboki, powolny oddech wykonywany ze złączonymi stopami i dłońmi pomaga odzyskać utracone siły. Dla udrożnienia i pobudzenia przepływu energii w ciele otaczamy je oddechem. Prowadzimy wdech do góry prawą stroną ciała, a wydech opuszczamy w dół wzdłuż lewej strony. Następnie dla równowagi wciągamy powietrze wzdłuż lewej strony ciała i na wydechu opuszczamy prawą. Teraz robimy wdech wzdłuż przedniej strony ciała i wydech opuszczamy po plecach, a następnie wdychamy po plecach i wydychamy przodem ciała. Ćwiczymy tak długo, aż poczujemy mrowienie w dłoniach.

Złoty:
mądrość bogów Zwykle instynktownie wyczuwamy, że coś jest nie w porządku; zdajemy sobie wówczas sprawę, że nasze ośrodki nie działają tak, jak trzeba. I odwrotnie – zwykle wiemy, kiedy nasze energie są dostatecznie mocne; wtedy możemy zaufać własnej intuicji, nasz umysł jest prężny i wypoczęty, gardło wolne od zarazków, a katar omija nas z dala; możemy też sobie pozwolić na to, żeby zakochać się, bez obaw, że miłosne niepowodzenie nas wykończy; procesy trawienne zachodzą wówczas sprawniej, a obszar rozrodczy jest dostatecznie

naenergetyzowany. To wszystko są oznaki siły i zrównoważenia. Taki przypływ sił, równowagi i zdrowia jest jak najbardziej odpowiednią chwilą do głębszego wtajemniczenia. Kiedy wrzucimy kamień do jeziora, po jego tafli zaczną rozchodzić się fale o kształcie wibrujących kręgów. Jeśli rzucimy kamieniem w któryś z kręgów na wodzie, wokół tego miejsca zaczną powstawać kolejne zawirowania energetyczne. Gdy czakram obraca się z dużą prędkością, w jego kręgach zapalają się jak gwiazdki mikroskopijne punkciki, tryskające maleńkimi fontannami energii. Wydobywające się z nich fale przecinają się ze sobą, przybierając wygląd wielkich, barwnych klejnotów. Taki widok oznacza, że ośrodek jest idealnie przygotowany do otwarcia. Otworzyć czakram – to znaczy utożsamić się z nim. Z otwarciem ośrodka serca wiąże się doznanie unoszenia się w nieograniczonej przestrzeni; czujemy się, jakbyśmy rozpostarli radośnie ramiona, usiłując objąć moment stworzenia. Nasze ośrodki są wlotami do wieczności, do zmartwychwstania. Kiedy oglądamy dzieci przy zabawie, kiedy przyjaźnimy się ze zwierzętami czy przyrodą, nasze czakramy rozchylają się lekko pod wpływem podniecenia i radości. To miłość je otwiera, otwiera je także wyobraźnia – jednak nie jest to otwarcie trwałe. Czakramy zamykają się z powrotem. Celem jogi jest kontrolowane otwieranie czakramów. Ta kontrola oznacza również bardzo ważną umiejętność zamykania czakramów. Dzięki tej umiejętności możemy bezpiecznie otwierać czakramy w dowolnie wybranej chwili. Otwarcie czakramu objawia się wytryśnięciem fontann energii, które następnie zostają wessane do czarnej dziury, wirującej w jego centrum. Im szerzej otwiera się czakram, tym więcej pochłania on energii kosmicznej, dzięki czemu dochodzi do zmiany częstotliwości wibracji oraz zmiany świadomości. W pełni otwarty czakram zaczyna emanować wibracjami świetlnymi wyższych ciał. Gdy otworzą się wszystkie czakramy, uzyskujemy zdolność uzdrawiania. Podczas takiego otwarcia oprócz znanego nam przemieszczenia się energii czakramu podstawowego w kierunku czubka głowy doświadczamy wkroczenia „zewnętrznych” energii kosmicznych. To dodatkowe zasilenie energetyczne zwiększa nasze szanse na świadomość ponadzmysłową, ponieważ ośrodek Trzeciego Oka również się wzmacnia. Często mówi się, że Bóg jest w każdym z nas, i po to, żeby Go znaleźć, musimy wejrzeć w samych siebie. Trzecie Oko oddycha do środka i na zewnątrz. Kiedy odcinamy jego wewnętrzny oddech – zamykamy się na doświadczenie Boga w nas samych, pozostając z wyłączną świadomością Boga jako istoty zewnętrznej wobec nas. Tymczasem prawdziwa równowaga jest możliwa wyłącznie wtedy, gdy dostrzegamy obydwa aspekty boskości. Każde zjawisko we Wszechświecie wymaga równowagi. Spostrzeżenie, że nasze istnienie nie ogranicza się do przemijających chwil obecnego życia, że mamy przed sobą całą wieczność, otwiera nas na kosmiczny punkt widzenia, zgodnie z którym każdy z nas ma własny tor do przebycia, indywidualne zadanie do wykonania na rzecz całego kosmosu. Kiedy ciała związane z wyższym umysłem zaczynają przez nas przeświecać i jesteśmy już zdolni w głębokim spokoju poświęcić się pracy nad czakrami, w naszych ośrodkach pojawia się kolor złoty. I podobnie jak alchemicy dążą do uzyskania złota, tak my dążymy do przeobrażenia się w złote istoty ludzkie. Z czasem w naszym życiu zaczną pojawiać się złote chwile, będziemy rozsiewać wokół siebie złoty blask, jak magnez przyciągający ludzi, którzy wkroczą w nasze życie. Wyższy umysł przypomina złoty kwiat, a złoci ludzie uczestniczą w świadomości kosmicznej, jednoznacznej ze świadomością Chrystusową, w której wszechposiadającemu Bogu można odpłacić za dar życia tylko w jeden sposób – przekazując dobro innym ludziom.

Kiedy nadchodzi czas naszego przebudzenia, my również stajemy się posiadaczami wszystkiego, ponieważ ciała wyższe rozbudzają duchowość naszej natury. W chwili otwarcia czakramów otwieramy się na naszą wewnętrzną mądrość, która może zostać wykorzystana dla dobra bliźnich. Uzdrawianie polega na obdarzaniu ludzi tym, czego potrzebują, w taki sposób, w jaki najbardziej tego pragną. Złoty oznacza niepojętą dla zwykłych ludzi wolność. Ustaje działanie prawa karmy, ponieważ złota osoba nie ma żadnych potrzeb. Nie można jej do nikogo przywiązać ani nikt nie może się jej uczepić; jest wolna od wszelkich projekcji i przywiązań. Wypełniona niewzruszoną szczęśliwością, rozdaje miłość wszystkim, nie oczekując niczego w zamian. Naturalne otwarcie wszystkich czakramów, łączność z kosmosem i uzyskanie mocy uzdrowicielskich to ideał, który bardzo trudno osiągnąć. Nikt z nas nie jest w pełni doskonały. Wszyscy jesteśmy naznaczeni doświadczeniami naszego życia i przeszłych wcieleń, wszyscy mamy wiele wad i braków. Dążeniom do otwarcia czakramów powinna towarzyszyć praca nad rozwijaniem umysłu. Bezmyślne praktykowanie jogi może doprowadzić do rozwierania czakramów, które są już dostatecznie otwarte, przy całkowitym pominięciu tych, które są mocno zasklepione. Joga jest narzędziem o niebywałej mocy, z czego często nawet instruktorzy nie zdają sobie sprawy. Czakramy naszych przodków były o wiele mocniejsze i ściślej wyodrębnione. Uczeń przychodził do mistrza z czystymi czakramami. Z daleka od rodziny, wolny od wszelkich przywiązań podążał duchową drogą w poszukiwaniu dostępu do uśpionej w nim wiedzy. Rezygnując z życia płciowego, ćwicząc koncentrację, zachowując milczenie podczas posiłków, ograniczając przepływ myśli, unikając uczuciowego angażowania się, wsłuchując się w głos przyrody, rozmawiając wyłącznie o sprawach związanych z droga duchową, naśladując mistrza i skupiając się na Trzecim Oku, doprowadzał do transformacji w czakramach. Metoda ładowania czakramów energią polegała na utrzymywaniu przez dłuższy czas ciała w asanach. Kiedy adept uzyskiwał pełną kontrolę nad działaniem czakramów, przesyłał energię z obszaru rozrodczego do czubka głowy. Otwarcie wszystkich ośrodków umożliwiało wkroczenia kosmicznego światła, co było jednoznaczne z dopełnieniem inicjacji. Oznaczało to zakończenie praktyki długotrwałego utrzymywania asan – od tego momentu jogin ćwiczył po to, żeby zachować żywotność czakramów. „Inicjacja” stanowi część naszego naturalnego dziedzictwa i jako taka przysługuje każdemu. Wszyscy jesteśmy zdolni dostąpić wyższej świadomości, jeśli stoczymy walkę z własną słabością podczas prób, jakie gotuje nam życia. Chociaż dyscyplina jest na ścieżce duchowej rzeczą nieodzowną, nie oznacza bynajmniej konieczności uprawiania technik wypracowanych na Dalekim Wschodzie. Możemy równie dobrze śpiewać mantry albo naśladować dawne ruchy taneczne, możemy też nadal używać świec i kadzideł czy nosić szaty obrzędowe, jednak te reguły nie są naprawdę niezbędne. Wszystko bowiem mamy w sobie. Zewnętrzne formy religijności potrzebne są nam jedynie w okresach słabości duchowej albo kiedy chcemy na kimś wywrzeć głębokie wrażenie. W przyszłości rytuały będą się ograniczać do minimum. Wkraczamy w nowy wiek, w którym będziemy zdolni dokonać zmiany świadomości w bardzo krótkim czasie. Zostaliśmy odtrąceni od macierzy prapoczątków czasu, po to byśmy się nauczyli sami stawać na własnych nogach. Zdarza się, że osoby, które poświęcały się przez pewien czas jakiejś dyscyplinie, na przykład jodze, odkrywają w sobie dar uzdrawiania i pragną go wykorzystać, aby zyskać

uznanie w oczach innych. Współcześnie często mamy do czynienia z ludźmi, którzy przeświadczeni o swych niecodziennych uzdolnieniach natychmiast usiłują je wykorzystać do zdobycia władzy. Z drugiej strony sporo osób postępuje wprost przeciwnie; uciekają od obowiązków, nie doceniając własnych możliwości i podświadomie hamując swój postęp. Ktoś, kto zgromadził pewien „potencjał” w trakcie poprzednich wcieleń, ma przed sobą wybór: czy wykorzystać go, czy też nie. Są ludzie, którzy siedzą na bryle złota, w ogóle nie zdając sobie z tego sprawy. Zdarzają się też odwrotne sytuacje – niektóre osoby zbyt pospiesznie przystępują do uzdrawiania i z niewiadomych przyczyn zapadają na zdrowiu, Tym osobom należy się ponowne wyjaśnienie, że trzeba mieć otwarte wszystkie ośrodki i drożne wszystkie kanały przewodzące energię kosmiczną, by skutecznie pomagać innym. Przystępując do uzdrawiania przed uzyskaniem odpowiedniej gotowości narażamy się na zawał serca albo raka, który najprawdopodobniej zaatakuje nie do końca jeszcze otwarte czakramy. Uzdrawianie przy braku odpowiedniej wiedzy bywa niebezpieczne, chociażby dlatego, że niektórych osób w ogóle nie należy uzdrawiać. Choroba może być bowiem przypadłością karmiczną, z którą dana osoba powinna sama się uporać. Choć przyjemnie jest być kimś potrzebnym i poszukiwanym, – bo przecież wiele osób stara się dotrzeć do kogoś, kto może ulżyć w cierpieniach – jednak w każdym razie nie wolno nikomu narzucać się ze swoją pomocą. Dopóki odpowiednie czakramy się nie otworzą, uzdrawianie może zaszkodzić zarówno osobie chorej, jak i samemu uzdrowicielowi. Jak już wspomniałyśmy, do uzdrawiania należy przystępować wówczas, gdy mamy wszystkie czakramy otwarte, warto jednak przyjrzeć się, co się dzieje, gdy któryś z nich jest zamknięty.

Zamknięte czakramy
Kiedy zamknięty jest czakram podstawowy, kosmiczne energie przenikające przez czubek głowy zostają zablokowane, zanim dosięgną obszaru rozrodczego, w związku z czym znaczna część energii odbija się od ośrodka czerwieni. Reakcją na ten stan jest dążenie za wszelką cenę do zwiększenia napięcie w czakramie podstawowym przybierające często postać zamiłowania do romansów, jak również filmów i wydawnictw pornograficznych. Zamknięty czakram nie jest w stanie wykorzystywać białego światła. Seks do pewnego stopnia pobudza ośrodek czerwieni, jednak przy braku współżycia płciowego energię niezbędną do uzdrowienia tego ośrodka trzeba czerpać z ciała eterycznego, co w efekcie prowadzi do schorzeń układu rozrodczego. Kiedy ośrodek trawienny nie może się otworzyć, energie płynące z czubka głowy padają na obszar brzucha. Jeśli jednocześnie czakram podstawowy jest zamknięty, ośrodkowi trawiennemu nie zagraża większe niebezpieczeństwo, brzuch ucierpi jedynie na skutek bombardowania energią. Gdy natomiast czakram najniższy jest otwarty i zdolny do pochłaniania energii, wytwarza się groźne dla zdrowia „podciśnienie”. Energie kosmiczne zasysane z wielką siłą przez czakram podstawowy mogą wywołać ciężkie schorzenia narządów trawiennych. Gdy czakram umysłu jest zamknięty, a znajdujące się pod nim czakramy otwarte, wówczas bombardowanie energetyczne z góry jest bardzo silne. Z chwilą gdy energia przedrze się już przez ośrodek umysłu jej dalszy przepływ do niższych czakramów jest tak szybki, że uzdrowiciel odczuwa lekkie zaburzenia równowagi umysłu, objawiające się zawrotami głowy i upośledzeniem pamięci. Z korzystniejszą sytuacją mamy do czynienia,

gdy najniższe czakramy są również zamknięte, ponieważ wówczas uderzenie energii o umysł przybiera łagodniejszą postać. Wibracje kosmiczne gromadzą się wyłącznie wokół otwartych ośrodków. Kiedy serce jest zamknięte, zielone promieniowanie kosmosu w ogóle przez nie nie przechodzi. Uzdrowiciel musi w takim przypadku uszczuplić własny zapas zieleni eterycznej. Serce należy do najtrudniej otwierających się ośrodków, dlatego też wielu uzdrowicieli umiera na atak serca. Jeśli w obecnym albo przeszłym życiu serce doznało obrażeń emocjonalnych, będzie bardzo oporne na próby otwarcia. Otwarcie serca owocuje wielkim współczuciem i wszechogarniającą miłością, jednak procesowi temu często towarzyszy ogromne cierpienie i ból, które ustępują dopiero z chwilą oczyszczenia kanałów energetycznych. Pojawienie się w okresie przejściowym bolesnych doznań i ciężkich przeżyć jest w wielu przypadkach prawidłowością. Niektórzy ludzie muszą wiele wycierpieć w życiu, zanim uaktywni się u nich kanał gotowy na przekazywanie energii kosmicznych do serca. Kiedy serce otwiera się na uzdrowicielskie wpływy kosmosu, zaczyna promieniować różem – barwą kosmicznej miłości. Jeśli natomiast w trakcie uzdrawiania energie kosmiczne padną na zamknięte serce, rozpryskują się dookoła. Towarzyszy temu kłucie w sercu. Jeśli w dodatku trzy dolne czakramy są otwarte i zasysają energię, efekt jest jeszcze bardziej niekorzystny. Tak więc odczucia w sercu zależą od tego, które z położonych niżej czakramów są otwarte i jak wiele zasysanej energii przepływa przez zamknięty czakram serca. Gdy cztery dolne czakramy są otwarte, a czakram gardła zamknięty, wówczas przepływ energii przez gardło wywołuje infekcje, przeziębienia i inne schorzenia tego obszaru. Zablokowanie czakramu gardła jest jednocześnie przeciwwskazaniem do wykonywania zawodu uzdrowiciela. W żadnym wypadku nie powinniśmy się brać za uzdrawianie również wtedy, gdy zamknięty jest ośrodek brwiowy. Otwieranie czakramów jest wędrówką ku Bogu. Nie otworzą się one jednak, dopóki nasze duchowe serce nie wypełni się miłością do drugiego człowieka. Jeśli nie dokonujemy otwarcia czakramów w imię miłości, wiąże się z tym wielkie niebezpieczeństwo. Czakramy można otworzyć za pomocą perwersyjnych technik seksualnych, w żaden sposób nie związanych z umiłowaniem ludzkości. Również próżność, arogancja, gniew i namiętność mogą ożywić czakramy i rozbudzić w nas moce ponadzmysłowe. Praktyki tego rodzaju powodują bardzo silne zawirowania energetyczne i początkowo wprawiają nas w doskonałe samopoczucie. Jednak po kilku latach efekty naszych postępków zaczynają zwracać się przeciwko nam. Dochodzi do krytycznego nasycenia czakramów negatywnymi energiami i wówczas może się zdarzyć, że ktoś, kto w wieku trzydziestu pięciu lat wyglądał pięknie i młodo, zaczyna się gwałtownie i bez wyraźnych przyczyn starzeć i podupadać na zdrowiu. „Poznacie ich po ich owocach”. Zanieczyszczony czakram automatycznie zaczyna się zamykać. Z chwilą gdy umysł postanawia zakończyć uzdrawianie, proces ten gwałtownie ustaje. Uzdrawianie, podobnie jak procesy trawienne, jest automatyczne, jednak tak jak wszystkie procesy tego rodzaju przebiega sprawniej, jeśli znamy jego mechanizm i świadomie go wspomagamy. Maleńkie punkciki energii przyciągają się wzajemnie i krystalizują w postaci diamentowych wiązek energii. W miarę wznoszenia się świadomości na coraz wyższy poziom przez nasze ośrodki zaczynają promieniować wyższe ciała, nasączając je swoim światłem. Pospolite eteryczne kolory ulęgają sublimacji i nabierają blasku właściwego barwom płaszczyzny astralnej. Wśród nich zaczyna się pojawiać również złoty promień. Zdarza się, że w trakcie doskonalenia świadomości wibracje wyższych ciał przebijają się na niższe poziomy mimo

zamknięcia czakramów. Jeśli nie uprawiamy czynnie żadnych form uzdrawiania, energie te są nam zbędne. Z transformacją duchową mogą wiązać się pewne zaburzenia, spowodowane zanikaniem cięższych energii i uaktywnianiem się czakramów o charakterze mistycznym. Naturalnie następują wówczas zmiany w osobowości i światopoglądzie. Ciało, stanowiące instrument naszej ekspresji, wyraża się poprzez wibracje kolorystyczne. Z chwilą gdy zmienia się częstotliwość tych wibracji, wszystkie narządy w ciele muszą się odpowiednio przestroić. Zdarza się, że w tym okresie zapadamy na zdrowiu, ponieważ nieczystości nagromadzone w ciele eterycznym zostają wydalone poprzez ciało fizyczne. Czasem zastanawiamy się, dlaczego niektórym łajdakom świetnie się powodzi, podczas gdy dobrzy i piękni ludzie stale przeżywają jakieś niepowodzenia. Dzieje się tak dlatego, że ludzie o cięższych energiach eterycznych zdolni są przyswoić więcej energii negatywnych. Gdyby zdecydowali się wkroczyć na drogę rozwoju duchowego, natychmiast dopadłyby ich dotkliwe cierpienia, ponieważ zanieczyszczenia poziomu eterycznego zaczęłyby się uwalniać poprzez ciało fizyczne. Ludzi, którzy zrzucili cięższe powłoki eteryczne, zaczyna dotyczyć „instant karma” – zasada natychmiastowej zapłaty za myśli i działania. Osoby te nie mogą sobie pozwolić na najmniejszy niewłaściwy postępek, nie uchodzi im bezkarnie żadna niewłaściwa myśl. Tylko u nielicznych osób wszystkie ośrodki stale są otwarte i nieprzerwanie przewodzą światło. Są to ludzie obdarzeni w pewnym sensie „nowym” ciałem i nową świadomością. Nie „kalają już świetlistej bieli wieczności”. Nie należy jednak zapominać o tym, że istnieją różne stopnie otwarcia. Przekaz, w tym również przekaz energii, zawsze zależy od przekaźnika. Możemy być zdolni do otwarcia się, a mimo to nadal nie jesteśmy idealnymi uzdrowicielami. Po to żeby właściwie leczyć, musimy posiąść zdolność otwierania się aż do rdzenia, ośrodka nadrzędnego wobec innych, odtwarzającego na płaszczyźnie mikrokosmicznej występujące we Wszechświecie zjawisko podwójnej dziury. Czarna dziura zwrócona ku innym płaszczyznom pochłania energię, kierując ją do czakramu, gdzie przybiera postać białej dziury. Interesujący jest fakt, że wizjonerzy, którym udaje się wniknąć głęboko do kanału przesyłającego energie z jednej dziury do drugiej, są w stanie dostrzec przeszkody, nazywane dziś „blokami”. Kiedy dziecko rośnie, kanał energetyczny rośnie razem z nim, a obecne w nim blokady – nawet te powstałe w okresie życia płodowego – będą stale upośledzać stan zdrowia dziecka. Na stan kanałów energetycznych również wywierają wpływ nasze cechy genetyczne i choroby naszych rodziców i dziadków. Zdarza się, że rodzimy się już z blokadami i nasza dusza, która ostatecznie wiąże się z ciałem dopiero w chwili naszego przyjścia na świat, musi te bloki zaakceptować i na pewnym etapie życia postarać się je usunąć. Nasze ciało jest jak samochód kupiony z drugiej ręki. Jest to transakcja wiązana. Decydując się na takie a nie inne ciało, bierzemy sobie jednocześnie na kark wszystkie niedociągnięcia przodków. Podobnie jak z używanym autem musimy dobrze sprawdzić cały mechanizm, by się upewnić, czy będzie w stanie nas przewieźć przez całe życie. Bez względu na to, czy wybraliśmy daną wadę umyślnie, aby poddać się pewnej próbie, czy też przytrafiła się nam niechcący – musimy się z nią w taki czy inny sposób uporać. Każdy z nas ma na to dosyć sił i odwagi. W trakcie uzdrawiania uzdrowiciel osiąga głęboki relaks, wywołany automatyczną zmianą oddechu. W stanie napięcia czakramy pozostają zamknięte, więc dążąc do ich otwarcia musimy nauczyć się relaksować i opróżniać umysł, by umożliwić swobodny dostęp tym wibracjom kosmicznym, które się nam należą.

Relaks
Relaks uwalnia ciało od zanieczyszczeń energetycznych. Kiedy relaksując się leżymy w bezruchu, nie tylko zestrajamy się pełniej z polem energetycznym naszego ciała lecz również z polem energetycznym Ziemi i Kosmosu. Wracamy wówczas do naszych źródeł, doświadczając poczucia pełnej harmonii. Wszystkie negatywne energie odprowadzamy do Ziemi, w efekcie czego nasza wibracja kolorystyczna i duchowa wznosi się na wyższy poziom. Zanim przejdziemy do głębokiego relaksu, dobrze jest najpierw uwolnić nieco negatywnych energii poprzez ćwiczenia. Ćwiczenia fizyczne poprawiają krążenie, dzięki czemu stajemy się trzeźwi i pobudzeni, a złogi ciężkich energii w organizmie rozpraszają się w różnych kierunkach, gotowe do usunięcia. Aby się zrelaksować, wybieramy zaciemnione pomieszczenie, wolne od przeciągów. Ciemność ułatwia dostęp do wyższej świadomości. Przykrywamy się czymś lekkim. Wiele osób z powodu wad postawy niepotrzebnie napina mięśnie, przez co bezproduktywnie spala energię otrzymywaną z pokarmu. Relaks ma na celu wygaszenie pracy układu mięśniowego. Podczas relaksu będziemy uwalniać się od wszelkich skojarzeń z ruchem, od wszelkiego dążenia do zewnętrznej ekspresji. Będziemy natomiast dążyć do zjednoczenia przepływu wszystkich energii w ciele, co nie jest możliwe do osiągnięcia, jeśli rozluźnimy tylko, dajmy na to, palce nóg i łydki. Nie wystarczą drobne jeziorka relaksu – potrzebny jest nam cały ocean, w którym będziemy mogli się zanurzyć, wchodząc w świadomy kontakt z ciałem. Proces wygaszania napięć rozpoczynamy od najniższych części ciała. Najpierw odwiedzamy w myślach nasze stopy, więcej – przelewamy w nie cały umysł. Całe nasze ciało zaczyna współbrzmieć ze stopami; moment, kiedy stopy rozluźniają się, jest odbierany przez całe ciało. Powtarzając ten zabieg kolejno ze wszystkimi częściami ciała, doprowadzamy do zjednoczenia energii w ciele, i w rezultacie nie musimy już poświęcać uwagi poszczególnym obszarom. Z chwilą, gdy wszystkie części są już ze sobą połączone, rozluźniając dłonie automatycznie rozluźniamy całe ciało. W stanie głębokiego odprężenia zrelaksowany obszar może użyczyć swojego spokoju obszarowi, który z jakichś powodów napiął się z powrotem. Relaks zwykle spowalnia pracę czakramów, zwłaszcza czakramów przeciążonych. Im większy spokój udaje się nam uzyskać, tym bardziej relaks nas odpręża. Ludzie z niedoenergetyzowanymi czakramami mają tendencje do zasypiania podczas relaksu. Oznacza to, że ich ośrodki nie są przygotowane do działania, w związku z czym natura blokuje im dostęp do wyższej świadomości. Natomiast ludzie, którzy podczas relaksu uświadamiają sobie spokój własnych ciał, łagodne wirowanie czakramów i subtelne ożywienie umysłu, to ludzie gotowi wkroczyć na nowy poziom świadomości. Dwie osoby znajdujące się na różnych etapach ewolucji duchowej mogą doznawać jednakowego napięcia w ciele. Opanowanie relaksu jednej z nich przyniesie pogłębioną radość z codziennego życia. Druga natomiast może w czasie relaksu doświadczyć napływu barw. Regulacji oddechu towarzyszyć będzie wystąpienie w polu widzenia świetlistej bieli, błękitu, fioletu bądź indygo. Od tej chwili osoba ta może pożegnać się z wygodnym życiem, gdyż będzie musiała w jakiś sposób wykorzystać swój dar. Medytacji znacznie poszerza nasz zakres odbioru wibracji, i tak właśnie należy do niej podchodzić. Jest ona otwarciem wrót samoświadomości, toteż należy uważać ją za doświadczenie pozytywne, nie zaś technikę eskapistyczną. W pokoju przeznaczonym do medytacji powinieneś się czuć dobrze i wygodnie. Jak już wspominałyśmy, rośliny, książki, przedmioty, obrazy wytwarzają własne wibracje i jeśli te wibracje nam nie odpowiadają,

mogą być wręcz szkodliwe. Medytować należy z pustym żołądkiem, jednocześnie starając się uwolnić od wszystkich emocji – pozwoli nam to zagłębić się w subtelniejsze pokłady duszy. Poniżej podamy kilka wskazówek, które mogą okazać się pomocne w fazie początkowej, musimy jednak pamiętać o tym, że medytacja jest doświadczeniem wysoce indywidualnym. Medytacja – to podróż, w którą wyprawia się cała nasz istota. Siadamy zawsze w pozycji, którą potrafimy utrzymać przez cały czas bez zbytniego napinania mięśni. Plecy powinny być proste, ubranie luźne. Wychowano nas na niewolników czasu i to jest pierwsza rzecz, z którą będziemy musieli się uporać w praktyce medytacji. Wyobraźmy sobie złoty zegar, następnie wprawmy go w ruch wirowy, aż zamieni się w świetlistą kulę. Odtąd jesteśmy podłączeni do wszechobecnego tętna kosmosu. Poczujmy się dziećmi Wszechświata, nieskrępowanymi czasem, unoszącymi się w odwiecznym oceanie rytmu i oddechu. Jesteśmy pulsem Wszechświata, do którego należy nasza planeta. Wyobraźmy sobie pasma energii oplatające Ziemię. Przyjrzyjmy się, jak dalece prawa duchowego rozwoju przypominają prawa natury, rządzące naszą planetą. Przyjrzyjmy się naszej wspólnej ewolucji. Zobaczmy szczyty najwyższych gór, których śnieżna biel odbija promienie słońca. Wczujmy się w ich milczącą potęgę. Każdy z nas również może się stać górą spokoju i majestatycznego piękna. Teraz rozpocznijmy wizualizację drzew. Podziwiając ich świetliste wibracje, stańmy się drzewami. Prześlijmy nasze wibracje głęboko w Ziemię; to są nasze korzenie. Jak drzewa zrzucają stare zeschłe liście, odrzućmy stare nawyki i przystąpmy do dzieła duchowego odrodzenia. Niech pojawiają się i rozkwitają pączki nowych myśli i nowych pojęć, aż przyjdzie czas, kiedy na podobieństwo drzew wydamy na świat owoc naszej duchowości. Spójrzmy na rzeki, przyjrzyjmy się energii wody. Nasze ciało składa się w większości z wody, funkcjonuje dzięki równowadze płynów. Koncentrując się na błękicie wód, poczujmy w naszym ciele ich oczyszczające błogosławieństwo. Spójrzmy na ludzi i poślijmy w ich stronę różowy promień miłości. Spójrzmy na nasze własne ciało. Jest dziełem sztuki, spowitym w liczne aury, pulsującym wielobarwnymi czakramami, oplecionym siecią kanałów, którymi nieustannie przepływa energia. Przenieśmy teraz uwagę na złoty pierwiastek naszej natury, wczuwając się w splot słoneczny, który gromadzi energie złote. Wyobraźmy sobie, że kąpiemy się w gorących promieniach słońca. Teraz wejdźmy w kontakt z obecnością księżyca w naszym ciele, z naszym pierwiastkiem żeńskim, łagodnym i delikatnym, który rozlewa się rzeką srebrzystej poświaty. Spójrzmy na granat nieba, opromieniony nieprzebranym bogactwem gwiazd. Bądźmy teraz mikrokosmosem, wczujmy się w ruch atomów w naszym ciele. Bóg obdarzył nas energią pomarańczową, abyśmy mogli jeść i przyswajać pokarm, obdarzył nas również strawą duchową. Wejdźmy w kontakt z częstotliwością świata pojęć, zabarwmy je fioletowym, duchowym odcieniem. Pomyślmy o pokarmie duchowym i wyobraźmy sobie, że nasze ciało jest skąpane w przejrzystej poświacie. Nasączając nią kolejne ośrodki, oczyśćmy je i naładujmy energią. A teraz złóżmy za to wszystko dziękczynienie. Z naszych ramion wyrastają skrzydła radości, na których ulatujemy ku wyższym pokładom świadomości. Roztapiając się w duchowej wszechwiedzy, kiedy ocieramy się o absolut, znikają słowa i myśli, a pozostaje wyłącznie milczenie. Chociaż przyjdzie nam opuścić szczyty duchowej radości – wiemy, ze ich obecność w nas trwa niezmiennie. Jesteśmy białym światłem.

Energie ujemne
Naszym dążeniem jest nadanie energiom świetlistości, dzięki której nad czakramami uformują się barwne struktury krystaliczne. Te struktury, wyglądem przypominające klejnoty, w odpowiednim czasie pozwolą czakramom bezpiecznie się otworzyć. W okresie, kiedy ośrodki dopiero pracują nad uzyskaniem równowagi, ich promieniowanie nie wytwarza spójnych struktur, lecz jest rozbite na wiązki odrębnych kolorów. Zdarza się, że promieniowanie czakramu zawiera barwy ujemne. Możemy wówczas odwołać się do jogi, która jest znakomitą techniką oczyszczania energetycznego czakramów. BRĄZ. Powszechnie uważany za kolor chciwości i samolubstwa, jednak właściwiej byłoby traktować go jako kolor typowy dla stadium wycofania. Jeśli zostaliśmy zranieni albo gdy ktoś wyciągnął na światło dzienne coś, czego się wstydzimy, wówczas sami zaczynamy mówić rzeczy dokuczliwe i odpychające lub wytwarzać agresję podświadomie wymierzoną nawet przeciwko najdroższym nam osobom. Postępowanie takie wcale nie odzwierciedla naszego prawdziwego ja, jest tylko obroną przed możliwymi obrażeniami ze strony innych ludzi, tymczasową ucieczką od związków z nimi. Promieniowanie brązem stanowi element etapu, przez który musimy w pewnych okolicznościach przejść. Brąz, kolor mnichów, w omawianych przez nas czakramach wiąże się zwykle z wycofaniem. BRĄZ generalnie wskazuje na zastój energetyczny, zwłaszcza w CZERWONYM ośrodku rozrodczym, w którym występuje bardzo powszechnie. Obecność brązu w ośrodku czerwieni świadczy o potrzebie odświeżenia, pobudzenia energii seksualnych. Chociaż żyjemy w liberalnych czasach, jednak stosunkowo niewielu jest ludzi, których życie erotyczne byłoby prawdziwie zadowalające. Czerwony obszar często „wycofuje się” w następstwie nieszczęśliwej miłości; energie erotyczne zostają wówczas „zaaresztowane”, wycofane z obiegu energetycznego. Wbrew nowoczesnym poglądom mastrurbacja również wytwarza ujemne energie. Wprawdzie w sytuacji braku seksualnego partnera masturbacja jest pewnym sposobem rozładowania energii czakramy podstawowego, jednak istnieją o wiele bardziej konstruktywne sposoby spożytkowania ich nadwyżki. Energie czerwone można wykorzystać w pracy umysłowej albo w działaniu na rzecz bliźnich. W masturbacji nie istnieje wymiana energetyczna. Jeśli onanizując się fantazjujemy na temat jakiejś osoby – bez pozwolenia podłączamy się do jej częstotliwości. Nie jest to bynajmniej obojętne dla obiektu naszych fantazji. Im silniejsze energie wysyła nasz umysł, w tym silniejszy kontakt wchodzimy z daną osobą. I zależnie od jej instynktu samozachowawczego mniej lub bardziej uszkadzamy jej pole energetyczne. Jeśli natomiast onanizując się zwracamy się do wewnątrz i koncentrujemy na własnej osobie, tracimy energię bezproduktywnie. Tymczasem właściwe gospodarowanie wszelkimi postaciami energii jest naszą życiową powinnością. Joga uczy nas odpowiedzialności za wszystko, w czym uczestniczymy. Mamy obowiązek nie tylko oczyszczać własne energie, ale również energie wszystkich istot, z którymi współtworzymy jedność. Kiedy dążenie do „lśnienia” stanie się udziałem każdej ludzkiej istoty , świadomość całego Wszechświata wzniesie się na wyższy poziom. BRĄZ w POMARAŃCZOWYM ośrodku trawiennym jest oznaką stanu chorobowego; może to być choroba wrzodowa albo tylko obstrukcja, w każdym razie z jakichś powodów narządy trawienne wycofują się ze swoich funkcji. Ponadto brąz występuje czasem w brzuchu osób nieśmiałych, które mają trudności z jedzeniem w towarzystwie.

BRĄZ w ŻÓŁTYM ośrodku cechuje osoby, które wkroczyły na ścieżkę samotnych odkryć, ale nie zamierzają się nimi z nikim dzielić, dopóki nie dojdą do ostatecznych konkluzji. Występowanie tego koloru może również świadczyć o charakterystycznej dla mnichów osłabionej potrzebie komunikacji. Nadmiar brązu bywa oznaką melancholii i głębokiej depresji wyrażającej się pragnieniem całkowitego odosobnienia. BRĄZ jest zawsze niekorzystny w ZIELONYM ośrodku serca. Czasem znaczy tylko tyle, że dana osoba pali lub pije zbyt wiele, jednak bywa również odbiciem bardzo silnego urazu emocjonalnego, który u danej osoby przeszedł w stan chroniczny. Osoba taka okazjonalnie przeżywa krótkie epizody otwarcia wobec innych ludzi, po których z powrotem zamyka się w sobie. Generalnie rzecz biorąc, nie jest zdolna do prawidłowej komunikacji z kimkolwiek. Kiedy przeżywamy nieszczęśliwą miłość, w ośrodku serca pojawia się pęknięcie w kształcie krzyża. Z wyglądu przypomina ono sączącą się krew, ponieważ energia zielona przechodzi w tym miejscu w swoje przeciwieństwo – czerwień. (Przekreślona nadzieja na miłość rozkrwawia serce). Czerwień musi przejść różne odcienie brązu, zanim serce, wracając do zdrowia, odzyska swój naturalny zielony kolor. Głęboka żałoba okrywa serce wielką połacią brązu. Ukochana osoba odchodzi z naszego życia, zabiera ze sobą jakąś część naszej istoty. Po śmierci bliskiej nam osoby łączące nas więzi nie ulegają zerwaniu. Chociaż osoba ta opuściła ciało, nasze związki „na tamtym świecie” trwają nadal. Często odrywają nas one od codziennego życia i przyjaciół, wciągając na pogranicze dwóch światów, gdzie błąkamy się zagubieni. Brąz w ośrodku zieleni może również świadczyć o zatruciu krwi lub nadmiernym obciążeniu serca. Kolor ten bywa zapowiedzią zawału serca wywołanego rozpaczą, bólem lub strachem. Gdy w obszarze serca nie występuje w ogóle zieleń, lecz wyłącznie brąz, prawdopodobnie jest to symptomem raka piersi lub jakiegoś innego obcego ciała pochłaniającego energię. BRĄZ w BŁĘKITNYM ośrodku gardła charakteryzuje nieśmiałe osoby, które lubią zatrzymywać swoje opinie dla siebie, najczęściej w przekonaniu, że nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Brąz bywa także oznaką schorzeń gardła. BRĄZ w brwiowym ośrodku INDYGO często znamionuje ludzi, którzy powściągają swoje zdolności parapsychiczne. Jest oznaką dużej wrażliwości i wydelikacenia, objawiających się potrzebą chwilowego odejścia od świata doczesnego. Przeciwieństwem białego światła jest brak światła, czyli czerń. Kombinacje bieli (ciszy wewnętrznej i wycofania) z czernią (wyrażającą ujemne aspekty wycofania) odczuwamy jako szarość. Barwa ta wiąże się z niezdolnością do wytwarzania energii na skutek zwolnienia obrotów czakramów. Stan ten objawia się szarością twarzy, zaś w zaawansowanym stadium towarzyszy mu chęć pozbycia się ciała. Ludzie przed śmiercią wytwarzają czerń i szarość, jednocześnie następuje zanik kolorów w ich aurach. Każdy z nas może się stać własnym zabójcą, który zabija się od wewnątrz. Złe nastroje powodują, że emitujemy ujemne barwy, a tym samym automatycznie wychwytujemy wszystkie ujemne częstotliwości wokół nas. Podłączamy się energetycznie do wszystkich nieszczęśników tego świata, by wspólnie z nimi wcielać w życie negatywne formy myślenia. Przyciągamy do siebie depresję, a nasze ujemne energie popychają nas w objęcia czarnych nastrojów. Kiedy tylko udaje się nam wyjść z depresji, natychmiast popadamy w nią z powrotem, ponieważ przechwytujemy ją od innych osób. Wchłaniane przez nas cząsteczki

czerni i brązu przywierają do naszej aury i przyciągają ludzi wibrujących na tym samym poziomie. Kiedy przeciwnie, podnosimy poziom wibracji naszej świadomości, zaczynamy przyciągać ludzi o podobnych częstotliwościach. Możemy śledzić nasze postępy duchowe obserwując spotykanych przez nas ludzi. Zdarza się, że po jakimś czasie staramy się pomóc wszystkim ludziom, którzy są nieszczęśliwi, przelewając na szarobrązową świadomość całą naszą energię i miłość. Choć zabieg ten sprawia ulgę cierpiącym, jednak nie można go wykonywać zbyt często. Ktoś, kto stale narzeka na towarzystwo nieciekawych i pozbawionych wyobraźni ludzi, powinien pamiętać, że sam przyciąga taki a nie inny typ znajomych. Jeśli niespodziewanie okazuje się, że grono naszych przyjaciół składa się z samych inteligentnych, uczynnych i obdarzonych intuicją osób, to znaczy, że takie właśnie osoby przyciągamy. Kiedy jesteśmy już częściowo przestrojeni na wyższe wibracje, wówczas sporadyczne załamania nastrojów przestają być dla nas aż tak szkodliwe. Nałogi i nadmierne dogadzanie sobie w jakiejkolwiek sferze naszego życia zawsze prowadzą do przeciążenia odpowiednich czakramów. Ośrodki przeenergetyzowane zaczynają wytwarzać ujemne energie. Z kolei rozkład ośrodka powoduje zanieczyszczenie obecnych w nim barw. W miarę jak nasze barwy tracą na intensywności, my również bledniemy i opadamy z sił. Gdy proces ten postępuje dalej, zaczynamy wytwarzać szarość, brąz i czerń. Jednak na głębszym poziomie energia nadal pozostaje nienaruszona. Ujemne energie nakładają się wyłącznie na nasze wrodzone, pozytywne kolory. I chociaż mieszają się z nimi, nie są w stanie ich zniszczyć, o ile proces nie zaszedł zbyt daleko. Pozbywając się ujemnych kolorów odsłaniamy nasze prawdziwe, piękne ja.

Barwy ujemne w ośrodku czerwieni
Nadużywanie seksu, a nawet wybuchy złości wprawiają czakram podstawowy w gwałtowne wirowanie, którego efektem jest jego przeciążenie energetyczne, objawiające się czerwienią o metalicznym połysku. Jednak o wiele bardziej szkodliwe jest rozgrzewanie najniższego czakramu poprzez sadystyczne praktyki seksualne bądź gwałt. Energia wyrodnieje wówczas, przybierając barwę czarną. W końcowych przypadkach następuje całkowity rozpad energii; pojawia się okrucieństwo i skłonności mordercze. Jakby na ironię, osoby dotknięte tą przypadłością podświadomie pragną zrównoważyć ujemne energie czakramu uciekając się do pedofilii – obcując z pięknem dziecięcego ciała, usiłując zaczerpnąć pozytywnej energii. Naturalnie dążenie do zrównoważenia energii przejawia się na poziomie niedostępnym świadomości, więc jeśli pedofil napotyka na przeszkodę w realizacji swojej potrzeby, reaguje atakiem. Próby przywrócenia równowagi energetycznej wywołują kolejne ataki gwałtu; jest to zamknięty krąg, z którego winowajca może się wyrwać poprzez głęboką introspekcję, medytację, relaks oraz ćwiczenia fizyczne i oddechowe. Istnieją liczne sposoby – wewnętrzne i zewnętrzne – pobudzania najniższych ośrodków. Jednak rozniecanie ich poprzez uprawianie seksu, nierzadko z udziałem kilku partnerów, jest z gruntu niewłaściwe. Energie podstawowego czakramu są niepełne bez głębokiego różu, koloru miłości duchowej. Wysyłając we Wszechświat piękne kolory wytwarzamy tęczę miłości. Natomiast posługując się szkodliwym odcieniem ciemnej czerwieni i czernią – jak to czynią adepci czarnej magii – oddajemy się szkodliwym przyjemnościom. Tego rodzaju praktyki wytwarzają specyficzny typ świadomości; u danej osoby pojawiają się wprawdzie możliwości

parapsychiczne, jednak jej czakramy ulegają degeneracji. Uciekając się do niezdrowych podniet dla pobudzenia przepływu energii przez czakramy, uaktywniamy uśpioną część w mózgu odpowiedzialną za postrzeganie pozazmysłowe, pamięć przeszłych wcieleń czy świadomość przyszłych wcieleń, ale jednocześnie uszkadzamy instrument tych wszystkich doznań – własne ciało. Na środku czakramów pojawiają się ciemne plamy; mętnieje czakram na czubku głowy; obserwuje się pękanie czakramu brwiowego, ośrodek serca nabiera metalicznego połysku, co grozi zawałem; trawienie przebiega niesprawnie. Znikające ośrodki domagają się coraz silniejszych podniet. Skoro dotąd zasilały się zadawaniem bólu, teraz ból musi stać się jeszcze dotkliwszy, żeby je nasycić. Stąd już tylko krok do zabójstwa. Nerki i inne narządy, które filtrują czerwień, odmawiają współpracy. Nieuchronnie przychodzi chwila, gdy w tym życiu albo w następnym ciało wystawia nam rachunek za wszystkie nadużycia.

Barwy ujemne w ośrodku pomarańczowym
Jeśli obszary sąsiadujące z obszarem trawiennym są przeenergetyzowane, ośrodek ten również będzie nadmiernie pobudzony energetycznie. Pośpiesznie trawione pokarmy nie będą należycie przyswajane. Człowiek wykorzystujący energie nerwowe w większym stopniu niż energie cielesne przeciąża energetycznie ośrodek pomarańczowy. We wszystkim, co robi, cechuje go nienaturalny pośpiech, z którego nie zdaje sobie sprawy, bo jest zbyt zagoniony, żeby cokolwiek zauważać. Przemęczony obszar brzucha włącza się i wyłącza na przemian. Towarzyszy temu wzmożona potliwość i nagłe uderzenia gorąca na zmianę z niewyjaśnionym marznięciem. Podobne objawy występują również u osób objadających się nadmiernie i uzależnionych emocjonalnie od jedzenia. Obszar przeciążony nabiera metalicznego połysku, następnie, wskutek podrażnienia, pojawia się w nim czerwień, wreszcie - czerń. Wzmożona perystaltyka łączy się z tendencją do choroby wrzodowej. Soki trawienne zaniedbują właściwe im rejony i zaczynają trawić nie to co potrzeba i nie tam gdzie trzeba, wywołując nadkwasotę, a także skłonność do wiatrów i odbijania się. Na osłabionym obszarze narządów trawiennych bakterie rozmnażają się bez przeszkód, a dolegliwości gastryczne utrzymują się nawet przy pustym żołądku. Pojawia się groźba raka. Zdarza się, że te same dolegliwości są wynikiem zaburzeń w czakramie podstawowym. Zapotrzebowanie energetyczne tego obszaru może się wyrażać wzmożonym zainteresowaniem kuchnią – jedzeniem, gotowaniem. Kiedy oba obszary – trawienny i podstawowy – są niedoenergetyzowane, może wystąpić skłonność do hipochondrii, ponieważ niepokój związany z poczuciem niedostatku energii wywołuje nadmierne zaabsorbowanie własną osobą.. Zamiast spojrzeć trzeźwo na swój problem, godzinami obmyślamy stosowną dla siebie dietę, niezwykle ostrożnie dobieramy pokarmy, włóczymy się po lekarzach i faszerujemy lekami.

Barwy ujemne w ośrodku żółtym
Chociaż przeciążenie żółtego ośrodka rzadko przybiera postać ekstremalną, jednak właśnie czakram umysłu najbardziej jest na to narażony. Nigdy nie przestajemy całkiem myśleć, w dodatku każde przeżycie można bez końca analizować. Zapominając o regeneracji umysłu, doprowadzamy do jego przeciążenia.

Silny umysł ma bardzo silną moc niszczącą i niezwykle łatwo ulega przeciążeniom, o ile jego właściciel nie opanował technik relaksacyjnych. Na ogół jednak ośrodek żółty nie świeci specjalnie jasno, więc opisana sytuacja należy do rzadkości. Przyspieszone obroty czakramu umysłu zwykle są jedynie oznaką podwyższonej sprawności intelektualnej, wywołanej szybszym przepływem energii. Starożytni, w dążeniu do wiedzy tajemnej, pracowali nad transmutacją żółtego promienia umysłu i nasączeniem splotu słonecznego barwą złotą. W wyniku energetyzowania żółtego ośrodka wytwarza się pierwiastek złotej mądrości. Wgląd, którego dostępujemy dzięki własnym wysiłkom, wzmocniony energią czakramu brwiowego przyspiesza nasz postęp na wybranej drodze. Jednak, gdy ładujemy obszar umysłu, nie wolno nam przekraczać granicy, poza którą pojawia się czerwień. Energie ujemne występują nie tylko przy przeciążeniu ośrodka, ale również wtedy, gdy kolor żółty jest matowy, pozbawiony blasku. Piękna, świetlista żółć znamionuje ludzi o otwartych umysłach, obdarzających świat zaufaniem. Ciemniejszy odcień żółci wskazuje na umysłowość bardziej skrytą. Odcień musztardowy cechuje osoby, które mówią co innego, niż myślą. Niezdrowy odcień żółci świadczy o tym, że umysł zszedł na złą drogę, co na jakimś etapie życia z pewnością przyniesie negatywne skutki. Z kolei umysł obarczony szkodliwymi schematami myślenia będzie przyciągał podobne umysły. Tak więc na przykład kryminaliści zawsze będą przyciągać kryminalistów, jednak przestępca, który się weźmie uczciwie za czyszczenie swoich kolorów, nigdy więcej nie wyląduje w więzieniu, ponieważ okoliczności przestaną go tam kierować. Wzajemne oddziaływanie umysłów do pewnego stopnia wyjaśnia zjawisko nagminnej korupcji w policji. Policjant musi mieć bardzo silną osobowość, aby nie wpaść w rezonans z wibracjami kryminalistów. Choroby przejawiają się zarówno na płaszczyźnie emocji, jak i ciała fizycznego. Kiedy w ośrodku umysłu zagości czerń, ujemne energie wywołują głęboką depresję. U schizofreników ośrodek umysłu zabarwiony jest na żółto, czerwono i czarno, jednak we wczesnym stadium choroby promieniuje niezmąconą żółcią, barwą okrutnej obojętności. Takie zabarwienie ośrodka dowodzi skrajnego egocentryzmu. Na tym etapie schizofrenik jest pozbawiony wszelkich uczuć, więc nawiązanie z nim jakiegokolwiek kontaktu jest niemożliwe.

Barwy ujemne w ośrodku zieleni
Każdy, kto pracuje na siedząco, wykorzystując wyłącznie górną część ciała, będzie wykazywał tendencję do gromadzenia energii ujemnych w ośrodku serca. Ciało, pod nieustannym naciskiem odpowiedzialności, skarg, korespondencji służbowej, operacji finansowych, wydziela bez przerwy adrenalinę. A ponieważ się nie ruszamy, serce jest stale obciążone (stan ten pogłębia jeszcze efekt służbowych lunchów – nadwaga). Serce często bywa jedynym miejscem, w którym ujemne energie mają szansę się ujawnić; jeśli w dodatku sąsiadujący z nim ośrodek umysłu wiruje zbyt szybko, dochodzi do przeciążenia obydwu obszarów. Wskutek dodatkowych nadużyć, takich jak palenie czy picie alkoholu oraz kawy, a także z powodu stresów emocjonalnych i słabego krążenia, wywołanego pozycją siedzącą, – która sama w sobie jest szkodliwa, ponieważ bezruch uniemożliwia prawidłowe przeżywanie gniewu – dochodzi do nagromadzenia negatywnych energii. A tymczasem z przeciążeniem obszaru serca wiąże się najpoważniejsze ryzyko. Zieleń przeciążonego ośrodka nabiera metalicznego odcienia, ale prawdziwe niebezpieczeństwo pojawia się dopiero wtedy, gdy w sercu pokaże się czerwień. Jeśli w tym

okresie przeżyjesz nieszczęśliwą miłość, nastąpi rozpad energii i ośrodek serca zamieni się w cmentarzysko czarnych krzyżyków. Gdy dodatkowo serce jest zadręczane przez umysł, pojawia się w nim szarość i stalowy błękit, dwa bardzo szkodliwe kolory. W przypadku zawału – cały obszar pokryje się kolorem błota. Wiele ataków serca ma podłoże czysto emocjonalne i gdybyśmy nauczyli się w porę relaksować, nigdy by do nich nie doszło. Poważniejsze ataki pociągają za sobą zanik energii. W efekcie następuje słabnięcie koordynacji ruchowej i krążenia. Energia pojawia się i zanika, jak gdyby ciało nie mogło się zdecydować, czy chce, czy też nie chce istnieć. W jednej chwili rozsadza nas potężna energia, a w następnej nie jesteśmy zdolni ruszyć ani ręką, ani nogą. Wstrząsa nami na przemian uczucie gorąca i chłodu. Chwilami nie jesteśmy w stanie myśleć jasno, dokuczają nam też bóle w górnej połowie ciała. Te wszystkie symptomy świadczą o tym, że organizm domaga się relaksu i wypoczynku.

Barwy ujemne w ośrodku błękitnym
Energie ujemne w gardle pojawiają się przy nieprawidłowym funkcjonowaniu tarczycy i zachwianiu równowagi hormonalnej. Powstają również na skutek nadmiernej eksploracji głosu, na przykład u śpiewaków; przyczyną ich może być także nawyk zwieszania głowy. Efektem niewłaściwej gospodarki energetycznej w obszarze gardła może być utrata głosu i wystąpienie w czakramie barwy czerwonej lub czarnej, będącej często oznaką infekcji. Kolory w obszarze gardła zmieniają się zależnie od tego, z kim przebywamy. Matka z maleńkim dzieckiem zapewne będzie miała w gardle wiele błękitu. Całkowity brak zieleni w tym obszarze oznacza okrucieństwo, a wąska gama kolorów świadczy o wąskim zakresie tematów do rozmów. Kolor kremowy wskazuje na zdolność zręcznego, lecz płytkiego poruszania się w różnych zagadnieniach, podczas gdy barwy bardziej zdecydowane świadczą o głębszym podejściu do omawianych tematów. Usta są obszarem, poprzez który najpełniej się wyrażamy. Jak już wspominałyśmy, tędy właśnie, poprzez oddech, organizmowi dostarczane są potrzebne kolory, a usuwane zbędne. Osoby, które palą lub narkotyzują się (między innymi kofeiną) nieustannie wydalają czerń, brąz i szarość, powinny więc oczyszczać oddech wyobrażając sobie, że barwy te przechodzą w róż – zwłaszcza po każdym papierosie lub filiżance kawy. Wokół małych dzieci zawsze unosi się niezwykła świeżość. Wrażenie to wywołane jest niezmąconym różem, niekiedy błękitem ich wydechu. Natomiast ludzie chorzy i nieszczęśliwi zwykle wydzielają z gardła szarość, ludzie skryci – emanują żółcią.

Barwy ujemne w ośrodku indygo
Niewłaściwe wykorzystanie Trzeciego Oka, instrumentu widzenia ponadzmysłowego, często prowadzi do przeenergetyzowania tego ośrodka. Jest to bardzo niebezpieczne, ponieważ zbyt silna dawka energii w czakramie brwiowym może nas przestroić na inne częstotliwości, do których przyjęcia nie jesteśmy jeszcze przygotowani. Doznajemy wówczas przebić z przeszłych wcieleń, czemu towarzyszą wizje, stany lękowe, mania prześladowcza czy wręcz obłęd. Zaczynamy funkcjonować na kilku płaszczyznach jednocześnie. Człowiek o nadmiernej wrażliwości parapsychicznej pozbawiony jest samokontroli. Z chwilą gdy żółta, logiczna strona naszej osobowości przestaje należycie funkcjonować, zostajemy wydani na pastwę świata iluzji. Tymczasem nasza wyobraźnia powinna uaktywniać się wyłącznie wtedy, gdy dostatecznie równoważy ją logika.

Ludzie, którzy na co dzień zajmują się uzdrawianiem, wchłaniają niekiedy czakramem brwiowym ujemne energie swych pacjentów. Obecność czerni w tym czakramie wywołuje czarną melancholię, depresję, skłonność do makabrycznych i przygnębiających fantazji. Stosunkowo łatwo można przetrwać depresję na żółtym obszarze Trzeciego Oka, ponieważ umysł wykorzystuje logikę jako remedium. Natomiast depresja na płaszczyźnie parapsychicznej potrafi być szalenie szkodliwa. Zaczniemy odczuwać pociąg do niezrównoważonych, medialnych osobników, których towarzystwo stanowi dla nas ucieczkę przed światem. Nie zdajemy sobie przy tym sprawy, że nasz świat jest o wiele bezpieczniejszy niż ten, do którego uciekamy. Jeśli obszar brwiowy nie jest zbyt dobrze rozwinięty, zaczynamy przesadnie reagować na cudze nastroje i nieszczęścia. Energia wycieka z nas, toteż może dojść do tego, że podłączymy się do przeszłego życia, w którym bezpieczeństwo i opiekę zapewniała nam osoba o silnej osobowości. Tendencja ta wyjaśnia fakt, dlaczego roi się wśród nas od Napoleonów. W rzeczywistości są to ludzie podłączeni do przeszłego wcielenia, które upłynęło im w cieniu Napoleona czy innej silnej indywidualności, kierującej nimi, a jednocześnie zapewniającej im poczucie bezpieczeństwa. Silny gniew o podłożu seksualnym, umysłowym czy emocjonalnym wytwarza napięcia, z którymi normalne wibracje ciała nie są w stanie się uporać; kiedy natomiast w stanie wzburzenia uciekamy się do energii pozanormalnych, zaczynamy się „pruć”. Każde negatywne uczucie jest w stanie naruszyć czakram, a powstałe wówczas pęknięcia mają czerwone zabarwienie gniewu – gniewny wygląd. Gdy rozpada się ośrodek energetyczny, cały organizm staje w obliczu dylematu, gdyż trwająca jakiś czas odbudowa niektórych obszarów ciała zawsze odbywa się kosztem innych. Skrajne przeżycia emocjonalne często pozostawiają po sobie lęk. Boimy się ponownie przejść przez podobny stan, obawiamy się znowu zaufać miłości. „Prucie się” ciała eterycznego stanowi silny szok, który nierzadko jednak staje się bodźcem wywołującym proces samouzdrawiania. Zdarza się wtedy, że zaczynamy wychwytywać wibracje, których dotąd nie rejestrowaliśmy, lub doznajemy jakiejś postaci wglądu. Bywa jednak i tak, że „prujące się” ciało podłącza się do ciemnej masy otchłani przedistnienia, z której stworzenie bierze swój początek. Ogarnia nas wówczas pragnienie ucieczki w świat wiecznego spoczynku. Rezygnujemy z kontynuowania doświadczeń, po które przybyliśmy na ten świat, nie zdając sobie sprawy, że każde załamanie jest szansą na rozwój. Depresja daje nam możliwość przeistoczenia się w nową osobę. Kto potrafi przetrwać „prucie się” w depresji – odradza się z pogłębionym zrozumieniem i świadomością. Każde trudne doświadczenie jest wielką szansą, o ile umiemy to dostrzec. Ciężkie przeżycia są narzędziem kształtowania świadomości, które nadaje jej nową postać.

Konsekwencje zażywania narkotyków
W dawnych czasach nasze ośrodki energetyczne były mniejsze, więc adepci drogi duchowej zażywali narkotyki po to, by pobudzając ośrodki uzyskać wyraźniejszy wgląd. Obecnie, gdy są one znacznie większe, ludzie biorący narkotyki stają się nadmiernie podatni na wibracje kolorystyczne i w efekcie rujnują właśnie te ośrodki, które chcieli pobudzać. Narkotyk czy lek zawsze wywołuje reakcje chemiczne, z którymi ciało musi się potem uporać. Każdy z nas posiada indywidualną kombinację kolorystyczną i wtargnięcie obcych barw – a wszystkie leki czy środki chemiczne mają własne wibracje – powoduje poważne zakłócenia w organizmie. Kolory korzystne zostają przyswojone przez ciało, natomiast barw niepożądanych musi się ono pozbyć, angażując w tym celu ośrodki. Oczyszczanie dużo łatwiej przebiega u młodych,

silnych osób, ale nawet u nich, jeśli toksyny są stale wprowadzane do ciała, czakramy w tym momencie tracą zdolność neutralizowania szkodliwych energii i zaczynają wytwarzać ujemne pola energetyczne. Czakramy zatrute toksynami daremnie starają się oczyścić, przyspieszając coraz bardziej swoje obroty. W końcu dochodzi między nimi do zderzeń. Kolizje pozostawiają po sobie krwiste ślady, podobne do śladów po uderzeniach na ciele fizycznym. W ciele eterycznym, tak jak e ciele fizycznym, w miejscach obrażeń powstają ciemne, martwe strupy zgęstniałej, nieczynnej energii. W tej sytuacji należy przerwać przyjmowanie leku czy narkotyku i wziąć się za oczyszczanie całego ciała, gdyż w przeciwnym razie dojdzie do rozszczepienia ciemnych energii. Kiedy organizm nie jest zdolny się z nimi uporać, zaczyna się proces chorobowy. Biorąc leki i narkotyki powoli zabijamy nasze ciało. Środki halucynogenne uszkadzają zarówno intuicyjną, jak i logiczną półkulę mózgową. Narkotyki zmuszają żółty ośrodek do przyspieszonych obrotów w celu uzyskania niecodziennych efektów. Przekonani, że nadal pozostajemy sobą, w rzeczywistości wkraczamy w zupełnie inny świat któregoś z naszych przeszłych wcieleń. Chociaż świetnie sobie radzimy z życiem przeżywanym na tym poziomie rzeczywistości, kiedy powracamy do codzienności, świat rzeczywisty wydaje się nam przygnębiający i nieatrakcyjny. By nabrał z powrotem rumieńców, sięgamy po kolejną dawkę narkotyku. Na poziomie intuicyjnym zaczynamy doświadczać wizji i doświadczeń mistycznych. Wzrokiem, słuchem, dotykiem odbieramy różne aspekty naszego istnienia, które nie zawsze mają wiele wspólnego z naszym prawdziwym ja – coś, co wymyka się wszelkiej kontroli, nie może być prawdziwe. Pod działaniem narkotyków nie jesteśmy w stanie zadawać sobie właściwych pytań, ponieważ zdolność tę posiada wyłącznie mocny, żółty ośrodek. Wydaje się nam, że jesteśmy panami naszego własnego umysłu i sami decydujemy o doborze interesujących nas problemów – tymczasem wszystko, czego doświadczamy, jest iluzją. Jeśli doświadczamy zachwycających przeżyć, zapewne podłączamy się do wcieleń, w których dane nam były prawdziwe doznania mistyczne. Przychodzi jednak chwila, kiedy dociera do nas bezsens takiego postępowania, kiedy uświadamiamy sobie, że do oświecenia nie można dojść na skróty. Żyjemy w świecie kolorów. Przede wszystkim więc musimy nauczyć się patrzeć – tak jak trzeba i tam gdzie trzeba – aby umieć właściwie ocenić każdy kolor. Musimy się bardzo wiele nauczyć. Naturalnie, istnieją w tej drodze pewne skróty, nie trzeba zaraz skakać na dno studni, żeby sondować jej zawartość. W życiu codziennym często podłączamy się do naszych przeszłych wcieleń. Kiedy na przykład przyjdzie nam pełnić jakąś funkcję urzędową, możemy nastroić się na częstotliwość najwyższego czakramu i wybrać stamtąd odpowiedni promień, jeśli w którymś z poprzednich wcieleń zdobyliśmy barwę związaną z piastowaniem publicznych godności. Jednak igranie z przeszłymi wcieleniami wcale nie jest bezpieczne – niespodziewanie możemy się natknąć na doświadczenia przerażające. Ludzie, którzy popełnili zbrodnie, często utrzymują, że byli opętani. Z pewnością istnieje coś takiego jak „opętanie”, jednak o wiele bardziej niebezpieczne jest opętanie przez wyrwany z kontekstu fragment naszego istnienia, który nadaje naszej osobowości cechy związane z nieistniejącą już epoką. W naszym banku pamięci tkwi olbrzymia wiedza, ale jednocześnie kryje się wielkie niebezpieczeństwo. Każdy z nas posiada klucz do tej skarbnicy, o ile działa bez pośpiechu i w sposób naturalny. Przekraczając próg wyższego umysłu wstępujemy w obszar, w którym wszystko jest dostępne naszej świadomości, po to jednak by się tam dostać, musimy postępować w sposób wysoce zdyscyplinowany. Tylko wtedy unikniemy niebezpieczeństw, gdy nauczymy się czerpać z sejfu pamięci, nie popełniając przy tym nadużyć.

Obojętne czy poprzez narkotyki nawiązujemy łączność z dobrymi, czy złymi wcieleniami, nasze ciało nie jest w stanie unieść takiego obciążenia w żadnym wcieleniu. Ośrodki energetyczne nasączają się czerwienią, potem czernią, wreszcie – rozpadają się. U człowieka, który przejściowo stracił rozum, czakram brwiowy goi się latami. Następuje uwiąd energii Trzeciego Oka. Na powierzchni czakramu pojawiają się pręgi przypominające żebrowanie szkieletu. Jeśli dodatkowo uszkodzone zostaną inne ośrodki, rozpad energetyczny organizmu będzie już nieodwracalny.

Biel: droga ku światłu
Natura zawsze dba o swoich podopiecznych. Dziecko rodzi się zaopatrzone we wszystkie niezbędne mu kolory. Jednak od chwili przyjścia na świat do zachowania równowagi energetycznej potrzebne mu są energie rodziców – dziecko pobiera od nich te energie, których nie jest w stanie samo wytworzyć. Matka, jak już wspominałyśmy, zwykle promieniuje błękitem, ojciec natomiast czerwienią, wyrażającą jego głęboką potrzebę rozmnażania się. Zaspokojenie tej potrzeby i przyjęcie odpowiedzialności za rodzinę wymaga wielkiej ilości energii czerwonej. W wyniku zetknięcia czerwieni ojca z błękitną matki powstaje duchowa barwa fioletu. Dziecko zaopatrzone w chłód błękitu i ogień czerwieni rozwija się dobrze. Jeśli natomiast nie otrzymuje ono od rodziców równoważących się energii, stara się uzupełnić braki za pośrednictwem innych osób. Pierwsze lata życia decydują o tym, jaka będzie nasza dojrzała postać. Dziecko przyswaja zazwyczaj kolory swoich braci i sióstr, a także kolegów i koleżanek szkolnych, ale jeśli jest nieśmiałe, wrażliwe, swoje zapotrzebowanie na energie subtelne może realizować w świecie fantazji. Gdy związek rodziców rozpada się lub gdy w rodzinie brakuje harmonii z powodu konfliktowego rozkładu energii, wówczas dziecko nie ma korzystnych warunków dla utrzymania równowagi energetycznej. Wszyscy dążymy do równowagi, chcemy być silni i zdrowi. Gdy nie możemy odnaleźć w sobie pewnych wibracji barwnych, szukamy partnera, który je uzupełni. Innymi słowy, podstawą naszych związków bywa zwykle dopełniająca się kombinacja kolorystyczna. Przyciągamy do siebie to, czego nam brakuje. Pora wspomnieć o naturze naszych związków z innymi ludźmi. Łączą nas z nimi astralne „wici”. Wyobraźmy sobie ludzką istotę w postaci morskiego anemonu, którego witki rozchodzą się pulsując na wszystkie strony. Na początku naszego życia astralnego witki są cienkie jak nitka, gdy jednak przychodzi czas, byśmy poznali jakąś osobę, nić zamienia się w gruby pulsujący sznur. Jesteśmy przywiązani do pewnych osób z powodu związków we wcześniejszych wcieleniach lub dlatego, że mamy obowiązek im pomóc w obecnym życiu. Każdy „zbieg okoliczności” w rzeczywistości jest przeznaczeniem, chociaż osoba obdarzona silnym umysłem może zmienić zaplanowany bieg wypadków, a nawet spowodować, że cos, co miało się wydarzyć, w ogóle nie zaistnieje. W ten sposób kreuje nową przyszłość. Każdy z nas jest cząstką wszystkich innych ludzi, dlatego jesteśmy niezwykle wrażliwi. Kiedy jakaś wiązka sznurów zostaje zerwana, Ziemia i Kosmos razem z nami opłakuje tę stratę. W miejsce zerwanych więzi muszą pojawić się nowe. Nici łączące ludzi mają ogromne znaczenie. Po to by małżeństwo było udane, mąż i żona powinni mieć połączone odpowiednimi nićmi wszystkie swoje ośrodki. Niektóre powiązania raz uaktywniają się, kiedy indziej słabną, rozmaita też bywa grubość łączących nas sznurów.

Kiedy między partnerami dochodzi do intymnego zbliżenia, sznury rozstępują się tworząc eteryczną powłokę w kształcie jaja. Jajo wypełnione jest wirującymi energiami obojga kochanków. W samym środku wirujących energii powstaje eteryczny zarodek, wokół którego – jeśli proces nie zostanie sztucznie zahamowany – zaczyna kształtować się ciało dziecka. Ciąża zapoczątkowana w ten sposób będzie przebiegać od razu na wyższym poziomie. Dziecko od chwili poczęcia jest podłączone do energii eteru i te subtelne związki będą korzystnie promieniować na jego przyszłe życie. Ogólna zasada jest taka, że człowiek błękitny, którego ośrodek czerwieni słabo funkcjonuje, będzie poszukiwał osoby dzielnej, kochającej i serdecznej. Równocześnie jednak – choć jest w tym pewien paradoks – dążymy do związków z ludźmi o wibracjach zbliżonych do naszych, często znajdując partnera, który powierzchownie jest do nas podobny; tymczasem nasz głębsza istota będzie potrzebować dopełnienia, a ona ma tu głos decydujący. Większości z nas brakuje w pewnym stopniu równowagi, toteż zwykle potrzebujemy kogoś, na kim moglibyśmy się „wesprzeć”. Jeśli jeden z naszych ośrodków jest przeenergetyzowany, a inny cierpi na niedobór energii, będziemy oglądać się za partnerem, który nas w tym zakresie uzupełni. Tak więc naukowiec wykorzystujący energię seksualną do pracy umysłowej może zakochać się w kobiecie niezbyt inteligentnej, ale za to bardzo zmysłowej. Ludzie ci nawzajem korzystają ze swoich energii. Z kolei rzeczywistym podłożem związku dwojga równie inteligentnych osób może być uraz, jakiego jedna z nich doznała w przeszłości, dlatego też oczekuje od drugiej, która ma więcej indygo w czakramie brwiowym, dobroci i troskliwości albo zielonej energii serca. Tak właśnie wygląda uzupełnianie się, stan, do którego dążymy. Jednak wszystko się zmienia i my też się zmieniamy. Wyobraźmy sobie wrażliwą artystycznie dziewczynę o dużej dawce fioletu, która z powodu osłabienia ośrodka brwiowego ma zbyt mało mocy leczniczych. Dziewczyna ta potrafi interesująco konwersować na różne tematy, ponieważ jej czakram gardła działa sprawnie, podczas gdy w ośrodku serca, który został dotkliwie zraniony, kryje się dużo brązu. Dzięki sprawności żółtego ośrodka ma bystry umysł. Z kolei zieleń w obszarze rozrodczym i w obszarze brzucha obdarza ją intuicją odnośnie spotykanych mężczyzn. Dziewczyna ta poznaje mężczyznę, który nie ma wprawdzie duszy artysty, niemniej interesuje się sztuką. Fascynuje go więc dziewczyna, która może rozbudzić go w tym kierunku. Mężczyzna posiada dla odmiany bardzo dużo mocy leczniczych, płynących z obszaru indygo, przez co automatycznie daje partnerce poczucie bezpieczeństwa. Dzięki jego troskliwości i lojalności czakram brwiowy dziewczyny, najciężej uszkodzony ze wszystkich, zaczyna się stopniowo goić. Jeśli jego czakram gardła jest przyćmiony – co świadczy o kłopotach z ekspresją – oczarowany jej łatwością słowa będzie słuchać jej godzinami. Być może dziewczynie uda się pobudzić jego czakram gardła i pomóc mu dręczącą go małomówność. On z kolei zasili ją zielenią swojego obszaru serca, całkowicie zdrowego, gdyż nie przeżył dotąd żadnych tragedii uczuciowych. W czasie stosunku będą wymieniać swoje energie. Seks dla obojga będzie kojącym przeżyciem; w objęciach partnera dziewczyna poczuje się bezpieczna i kochana. Ona rozjaśni jego ośrodek gardła, a on jej ośrodek brwiowy i ośrodek serca. Jeśli oboje są ludźmi wykształconymi, ich żółte, mocno naenergetyzowane ośrodki będą się wzajemnie pobudzać. Jej czakram podstawowy, z powodu wcześniejszych urazów zapewne nasączony brązem, będzie się zasilać czerwienią partnera. Dla dziewczyny ich związek może mieć ogromną wartość leczniczą, ale mężczyzna też skorzysta pod wieloma względami.

Jakość stosunków seksualnych zależy od kombinacji kolorystycznej właściwej obojgu kochankom. Z każdym z naszych partnerów przeżywamy seks w odmienny sposób, gdyż inne wibracje kolorystyczne wznoszą się wokół kręgosłupa. Nie ma dwóch identycznych osób i z każdą wytwarzamy specyficzną gamę barw. Choćbyś jednak wytwarzał z partnerem pełne widmo, Tęczę wszystkich barw, jakość twojego orgazmu zależy od zabarwienia twoich własnych ośrodków, a intensywność tego doświadczenia – od twoich wibracji i umiejętności przenoszenia ich do mózgu. Ludzie o otwartych czakramach przeżywają orgazm na wyższej płaszczyźnie energetycznej, w sposób bardziej duchowy. Powróćmy jednak do naszej pary. Oboje decydują się na trwalszy związek. Energie dziewczyny powoli się wzmacniają, goi się uszkodzony ośrodek serca, a także ośrodek brwiowy i ośrodek rozrodczy. Z czasem dziewczyna zaczyna odczuwać niezadowolenie z poziomu rozmów z partnerem. Chociaż u jej boku wzrosło jego obycie ze sztuką, niemniej budzi się w niej potrzeba bycia z kimś, kto by jej towarzyszył, a nie tylko kibicował w dalszym rozwoju artystycznym. Jest już silna, nie potrzebuje więc od partnera oparcia ani uzdrowienia. Jest gotowa na spotkanie z prawdziwym artystą, który zostanie jej przewodnikiem w świecie sztuki. Od chwili gdy jej ośrodek brwiowy zaczął funkcjonować prawidłowo, uleczony energiami partnera, sama odczuwa silną potrzebę uzdrawiania innych osób. Zafascynowana muzykalną osobą, która w dodatku maluje piękne obrazy, na przekór wszystkiemu zakochuje się w człowieku pozbawionym jakichkolwiek talentów i do tego beznadziejnym w łóżku. Nie wie, co się z nią dzieje – ani ten człowiek nie jest w jej typie, ani nie odpowiadają jej jego przyjaciele, mimo to czuje do niego nieprzeparty pociąg. W rzeczywistości reaguje na sygnały związane z potrzebą osiągnięcia pełni. Nasi partnerzy, podobnie jak wszyscy ludzie, z którymi lubimy przebywać, dostarczają nam potrzebnych kolorów, a jeśli ich energia wkracza z impetem w nasze życie, przenikając nasze centra energetyczne, wtedy odbieramy ją jako miłość. Czujemy wzbierającą w nas tęczę energii, która porusza i przekształca nasze czakramy, aż niekiedy wpadamy w rezonans z częstotliwością i natężeniem energii partnera. Tutaj należy się słowo ostrzeżenia. Zdarza się, że w kontakcie dwojga osób barwy jednego z partnerów przyćmiewają barwy drugiego i słabsza strona związku zaczyna zatracać własną osobowość. Opętanie i zaślepienie mogą osiągnąć stadium, w którym jeden z partnerów przeistacza się w drugiego. Chociaż przestrajanie się na częstotliwości osoby o wyższych wibracjach nie jest samo w sobie niczym złym, jednak człowiek, który zatracił własną osobowość, staje się wyłącznie przedłużeniem drugiego człowieka, jego cieniem. Jeśli w takiej sytuacji dominujący partner umrze lub odejdzie, partner słabszy nie będzie w stanie przyjąć z powrotem odpowiedzialności za siebie. Nadal będzie postępował tak, jakby decydowała o nim tamta osoba. Ktoś, kto stale wytraca energię, przez całe swoje życie musi ją uzupełniać. Osoba taka może więc być zadowolona ze związku z uzupełniającym ją partnerem. Kto inny jednak może po pewnym czasie stwierdzić, że wiążąc się z drugą osobą popełnił pomyłkę, gdyż nie odczuwa już najmniejszego pociągu do swojego partnera. Na początku znajomości pobierał od niego brakujące wibracje, jednak z chwilą gdy odzyskał, dzięki niemu lub innym okolicznościom, równowagę energetyczna, zaczął sam wytwarzać wibracje danej barwy i atrakcyjność partnera w znacznym stopniu zmalała. Całe życie człowieka nie może upłynąć na kompensowaniu braków. Dążenie do osiągnięcia równowagi musi stać się naszym najświętszym celem, ale to każdy z nas sam powinien znaleźć własny garniec złota po drugiej stronie tęczy. Szukając równowagi w naszej wędrówce ku białemu światłu, wznosimy się na coraz wyższy poziom wibracyjny, z którego

wyruszamy w dalszą podróż. Gdy osiągamy taki punkt równowagi, w którym otwierają się ośrodki energetyczne, uzyskujemy nowy wymiar świadomości. W tym momencie zmieniają się nasze oczekiwania wobec związku. Na tym etapie ewolucji świadomości zaczynamy odczuwać potrzebę znalezienia partnera duchowego. Instynktownie wyczuwamy, z kim jesteśmy idealnie dopasowani i potrafimy w otaczającym nas świecie rozpoznać przeznaczoną nam osobę. Jest to osoba o takiej częstotliwości wibracji, do której będziemy zmierzać w naszym związku. Każdy z nas ma w świecie odpowiednika o dopełniających wibracjach, chociaż nie wszyscy jeszcze jesteśmy gotowi na spotkanie z nim. W naszych związkach często idziemy na kompromis, ponieważ nie uświadamiamy sobie, że istnieje ktoś, kto jest nam specjalnie pisany. Zwykle takie postępowanie jest słuszne. Nasz idealny partner mógł się nawet jeszcze nie narodzić. Zdarza się też, że taka osoba wkracza w wasze życie, zanim zdołacie osiągnąć dostateczną równowagę energetyczną. W tym wypadku musicie odłożyć spotkanie do następnego wcielenia. Jeśli jednak w tym życiu ma dojść do zrównoważenia waszych energii, będziecie od początku odczuwali skłonność do osób przypominających waszego idealnego partnera, aż wreszcie uaktywnią się nici astralne wyniesione z przeszłości i zaczną przyciągać was ku sobie. Rozbudzenie łączących was energii sprawi, że odnajdziecie się nawzajem. Dobrani partnerzy o pełnych gamach wibracji przypominają dwa filary budowli – stojące oddzielnie, lecz zdolne unieść wspólną konstrukcję. Żadne z nich w dawnym sensie nie potrzebuje niczego, ponieważ żadnemu niczego nie brakuje. Ich związek polega raczej na dodatkowym wzbogacaniu wibracji partnera. Dobudowując, dokładając się do zrównoważonej struktury energetycznej drugiej osoby, przenoszą swój związek na wyższy poziom energii. Kiedy spotykają się dwie w pełni rozwinięte osoby, ich miłość opiera się nie tylko na energii seksualnej, ale również na energii białego światła. Ponieważ rozpięte między nimi nici astralne wychodzą z otwartych czakramów, komunikując się za pośrednictwem energii wykraczających poza ich cielesne powłoki. Seks jest ekstatycznym doświadczeniem powrotu do punktu wyjścia, do wieczystego domu, z którego każdy z nas wyszedł. Kochankowie operujący w miłości promieniem złotym mają jeszcze silniejszą łączność z Kosmosem. Człowiek, którym przestały rządzić czerwone wibracje, zasila się duchem różu. Doświadcza miłości i seksu na wyższym, eterycznym poziomie. Życie złotego człowieka obfituje w złote chwile. Taki związek opiera się też na więzi telepatycznej – wystarczy pomyśleć o partnerze, aby nawiązać z nim kontakt. U obojga wyraźnie zaznaczają się wątki z poprzednich wcieleń. Energie nie ulegają rozproszeniu, toteż związek stwarza wiele możliwości rozwoju, jednak jego najważniejszym zadaniem jest wspólna praca na rzecz ludzkości. Złączone barwy dwóch tęcz jasnością przewyższają białe światło.

OTWARCIE SIĘ NA WYŻSZĄ ŚWIADOMOŚĆ
Dokąd więc zmierza nasza wędrówka przez życie? Wszyscy zdążamy do śmierci i do ponownych narodzin, wolnych od ludzkich przywiązań. Sami stajemy się białym światłem. Trzecie Oko zrzuca siedem zasłon i postrzega z niezrównaną jasnością. Nie pragniemy białego światła wyłącznie dla siebie. Chcemy nasączyć nim wszystko, czego dotknie nasza ręka. Zachowując własną równowagę, pomagamy jednocześnie osiągnąć ją innym. (Właśnie dlatego prochy i szaty świętych przechowywano zawsze z najwyższą

czcią). Promieniowanie nigdy nie zanika. Wysyłamy wibracje nawet zza grobu. Czyste czakramy gromadzą światło przepływające przez ciało. Gdy są zanieczyszczone, ciało nie zatrzymuje energii. Oddech człowieka promieniującego białym światłem jest nasączony śnieżną lub złotawą bielą – kolorem ciszy. Jak dostąpić białego światła, skoro zewsząd atakuje nas tyle kolorów? Jak zostać czystym przekaźnikiem? Na pewno warto do tego dążyć. Przede wszystkim musimy się nauczyć przebywać w ciszy. Żyć, jak święci mężowie, ze spokojem i godnością. I nie oglądając się na niczyją pomoc – dążyć do odkrycia swojej prawdziwej natury. Zdolność człowieka do postrzegania tego co niewidzialne malała w trakcie ewolucji ludzkości, pogłębiała się natomiast jego wrażliwość na barwy. Dążąc do uzyskania świadomości kolorów, musimy zacząć zadawać sobie pewne pytania. Weźmy typowy tydzień z naszego życia. Czym w ciągu tygodnia się zajmujemy? Ile czasu poświęcamy pewnym zajęciom, ile innym? Na których czakramach jesteśmy skoncentrowani? Czy wyczuwamy gdzieś brak równowagi? Przyjrzyjmy się otaczającym nas kolorom. Każdy z nas – świadomie lub nieświadomie – stale porusza się w barwnej kapsule. Barwa naszego opakowania może wiele o nas opowiedzieć. Co nas skłania do zakupu żółtej tapety lub, dajmy na to, żółtego płaszcza? Czy uzewnętrzniamy w ten sposób nasze promieniowanie wewnętrzne? Nauczmy się patrzeć na kolory naszych ubrań i mieszkań jako odbicie mniej lub bardziej przejściowego nastroju. Kiedy uświadomimy sobie, że kolor stanowi oprawę wszystkich naszych poczynań, zaczniemy rozumieć pewne rzeczy w nas samych, które dotąd umykały naszej uwadze. Ubranie, które nosimy, wywiera na nas ogromny wpływ. Modelka zmieniając krój lub barwę stroju, zmienia się w zupełnie inną osobę. Projektantami bywają ludzie zasilani fioletowym promieniem, którzy wyczuwają powszechne zapotrzebowanie na pewne barwy w pewnych okresach. Moda, a przede wszystkim modne kolory mogą mieć wpływ nie tylko na osobowość człowieka, ale i na kulturę. Nie należy również zapominać o tym, że to, co nosimy – inni zmuszeni są oglądać. Nasz wybór oddziałuje na otoczenie. Trzeba mieć prawdziwe oko artysty, żeby nauczyć się rozróżniać niezliczone odcienie i natężenia kolorów, jednak instynktownie zawsze potrafimy określić, czy dany kolor pasuje do nas, czy nie. Zdarza się, że kolor, w którym jest nam teraz do twarzy, w zeszłym roku fatalnie na nas wyglądał. Co to znaczy? To znaczy, że przez ten rok zaszły zmiany w naszych czakramach. Przyjrzyjmy się uważnie własnym upodobaniom. Kolor, który nas odpycha, może być właśnie tym, którego wibracji bardzo potrzebujemy. Dociekając przyczyn braku równowagi w naszym ciele, zwróćmy uwagę, czy kolory, którymi się posługujemy, są dla nas właściwe. Powinniśmy pod tym kątem obejrzeć nasze ubrania, jedzenie, pomieszczenia. W jakim stopniu ich kolory odzwierciedlają charakter naszego życia? CZERWIEŃ, jak już wspominałyśmy, wiąże się z obszarem rozrodczym. Garderobę w tym kolorze zakładamy tylko po głębokim namyśle. Czerwień jest barwą wywołującą gwałtowne emocje – dlatego pod żadnym pozorem nie należy malować ścian pokoju na czerwono. Jednak kolor ten zdecydowanie służy osobom oziębłym płciowo i kobietom, które mają trudności z zajściem w ciążę. Tym osobom można zalecić czerwone oświetlenie sypialni. Kolor POMARAŃCZOWY odnajdujemy na czubku płomienia. Oranż rozbudza nas i inspiruje. Jest kolorem czynu, wolnym od intelektualizmu żółci i seksualizmu czerwieni. Ludzie depresyjni i apatyczni powinni zatem otaczać się przyjaznym ciepłem i jasną

świetlistością oranżu. Ponadto, kolor pomarańczowy, związany z przyrodą i cyklem pór roku, przyspiesza trawienie, jednak w nadmiernej dawce może niektórych skłaniać do obżarstwa. Jaskrawy oranż wywołuje poczucie wielkiej przytomności, dzięki czemu ułatwia wczesne wstawanie. Kolor BRZOSKWINIOWY jest oranżem o wyższej wibracji. Bywa wyrazem miłości duchowej skierowanej ku osobie bardzo zaawansowanej na ścieżce duchowej. Dla niektórych jest bardzo nietwarzowy. Jednak zdecydowany, głęboki odcień koloru brzoskwiniowego zawsze wygląda dobrze w sypialni. Poza tym znakomicie działa na skórę, zapewniając nam świeży i młodzieńczy wygląd. Mdły odcień tego koloru rozmywa energię wywołując apatię. Podobny skutek daje odcień różowy. ŻÓŁTY jest kolorem praktycznym, związanym z lewą półkulą mózgową. Dobry dla osób, które mają kłopoty z nauką, ludzi niepraktycznych, zbyt artystycznych i nadmiernie otwartych. Osoby o bardzo aktywnym życiu intelektualnym powinny unikać tego koloru. ZIELEŃ jest kolorem równowagi, łączącym wpływy praktycznej żółci i uzdrowicielskiego błękitu. Działa dobroczynnie na układ nerwowy, zmniejsza nadciśnienie, a przede wszystkim uspokaja. W naturalnym otoczeniu zielona odzież jest niewskazana tylko dla osób o rozleniwionych czakramach, u których dodatkowa dawka tego koloru na powierzchni ciała pogłębia apatię. Natomiast dla mieszkańców betonowej dżungli, pozbawionej parków i ogrodów, zielone elementy garderoby i wystrojów wnętrz są niezbędne dla zachowania równowagi energetycznej. BŁĘKIT ma właściwości uspokajające i lecznicze. Człowiek przebywający w otoczeniu agresywnych istot, których aury świecą czerwienią, powinien ubierać się na niebiesko, żeby neutralizować agresję. Jasny błękit jest korzystny dla oczu. Mieszkańcy strefy klimatycznej, gdzie niebo zawsze jest szare, powinni nosić niebieskie ubrania. Niebieski to kolor, który łączy nas z niebem i morzem. Ponadto jest on bardzo odpowiedni dla niemowląt. Jeśli mamy wygłosić wykład, wtedy TURKUS, kolor komunikacji, pomoże nam wyrażać się jaśniej i być lepiej rozumianym. Turkus pomaga także przemóc się osobom cichym i nieśmiałym. CIEMNY BŁĘKIT INDYGO, kolor wyższych uzdrowicielskich mocy, nie jest bynajmniej odpowiedni dla każdego. Odzież w tym kolorze zbyt mocno nastraja na częstotliwości Trzeciego Oka, co nie jest na ogół wskazane. W pomieszczeniach najwyżej jedna ściana może mieć tę barwę. Człowiek noszący ciemnoniebieską marynarkę wyraża niekiedy w ten sposób podświadomą potrzebę uzdrawiania. Ludzie wyczuleni na FIOLET, kolor nazywany „śmiercią w życiu doczesnym”, miewają przebicia z innych wymiarów i trudności z porannym wstawaniem. MAGENTA powstaje z połączenia trzech kolorów podstawowych. W dawnych czasach przypisywano jej, na równi z purpurą, wielkie znaczenie. Magenta jest barwą właściwą dla różnych organizacji. W wystroju biur i urzędów podnosi sprawność organizacyjną oraz zapewnia trzeźwość w podejściu do problemów. Zastanawiając się nad doborem kolorów, powinniśmy pamiętać o tym, że mocna, zdecydowana barwa ma o wiele większą silę oddziaływania niż jej „wypsiała” odmiana.

Kolor działa najskuteczniej w bezpośrednim kontakcie z ciałem. Ważna jest też umiejętność właściwego doboru kolorów. Czerwień jest barwą agresywną; błękit ma właściwości kojące. Ze zmieszania tych dwóch barw powstaje purpura, kolor neutralny, który nie ziębi ani nie grzeje. W połączeniu czerwieni z błękitem zatraca się natura obu składników. Przyjrzyj się kiedyś częściom swojej garderoby. Kiedy wkładasz żółtą bluzkę do szarej spódniczki, albo nakładasz na siebie kolejne warstwy odzieży – ich barwy łączą się ze sobą. Nawiasem mówiąc, wibracje włókien naturalnych są korzystniejsze od fal wysyłanych przez włókna sztuczne. Kolor jest wibracją, więc różne połączenia kolorystyczne wytwarzają falę dźwiękową, którą w postaci konsonansów lub dysonansów odbieramy całym ciałem. Kiedy wydaje się nam, że ubranie źle na nas wygląda, może to oznaczać, że wskutek niewłaściwie dobranych kolorów wytwarzamy nieharmonijną aurę. Czasem wystarczy przebrać się w skromniejszy strój. W zasadzie dobieramy ubranie tak, aby poprawić własne samopoczucie. Otaczamy się kolorami, które są nam potrzebne, zwłaszcza jeśli żyjemy sami. Życie we dwoje wiele zmienia w tym względzie, gdyż zaczynamy brać pod uwagę również stan ducha naszego partnera. Kolory partnerów powinny się wzajemnie dopełniać. Jeśli przebywamy w jasnym otoczeniu i nasz partner ubiera się w jaskrawe kolory, zapewne pochłaniamy wystarczającą dawkę światła i spokojnie możemy nosić ciemniejsze stroje. Przede wszystkim jednak należy zwrócić uwagę, czy nasze zainteresowanie garderobą partnera nie jest próbą kompensacji braku prawdziwych uczuć w związku. Znaczny wpływ na dobór naszych strojów ma pogoda. Pogoda również bezpośrednio oddziałuje na pracę czakramów. Reagują one na słońce i na błękit nieba. Tak jak szarość aury jest oznaką choroby i spowolnionych obrotów czakramów, tak samo szare niebo, szare chodniki i szare domy rozleniwiają czakramy, które niemal stoją w miejscu. Ludzie, którzy ubierają się na szaro, zwykle mają skłonność do wygłaszania zdecydowanych sądów i opinii. Człowiek w szarym garniturze często okazuje się dobrym krytykiem. Osoby, którym brak własnego zdania, powinny nosić się na szaro. Praktyczny, ciemnoszary kolor absolutnie nie nadaje się na kolor mundurków szkolnych, gdyż pobudza wśród dzieci nastroje krytyczne wobec nauczycieli, rodziców i szkoły. Szarzyzna otoczenia spowalnia ludzkie reakcje. Barwy pomieszczeń biurowych czy szkolnych często mają wręcz szkodliwe działanie, choć tak niewiele wyobraźni trzeba, żeby lokal promieniował korzystnie. Żyjemy pod nieustannym obstrzałem propagandy. Sprytnie opakowane towary przykuwają na każdym kroku naszą uwagę .Szkodliwe produkty żywnościowe barwione są na atrakcyjne kolory. Kiedy sięgasz po coś na półkę w sklepie spożywczym, zastanów się, co cię w tym produkcie pociąga. Zatrzymując wzrok na witrynie lub na plakacie reklamowym zastanów się, z czym kojarzą ci się kolory, na które patrzysz. Producenci sprytnie wciskają nam kolory, które nie maja nic wspólnego z oferowanym towarem. Błękit i inne orzeźwiające barwy często służą za parawan produktom z gruntu szkodliwym. Nasi przodkowie malowali freski na ścianach domów i jaskiń. Zdobili mury komnat tkaninami przedstawiającymi sceny z życia przyrody. Delfiny, cietrzewie, świat roślin – wyobrażenia natury wzmagały przyswajanie i jej dobroczynnych wpływów. Wyobraźnia jest czarodziejskim narzędziem. Tapety naszych domostw również wywierają na nas silny wpływ. Czerwona tapeta stwarza klimat agresji; desenie geometryczne pobudzają splot słoneczny. Natomiast tapety pomarańczowe i te zdobione motywami kuchennymi pobudzają ośrodek trawienia. Tapety z wyobrażeniami otwartej przestrzeni uaktywniają z kolei wyższe ośrodki. Dodatkowo pozostajemy pod wpływem wibracji projektanta tapet.

Jeśli czasami jakiś wzór na tapecie szczególnie nas przyciąga, może to mieć związek z naszym życiem w poprzednich wcieleniach. Przyjrzyj się kolorom tapety. Popatrz, których kolorów w niej nie ma. Zobacz, czy jej deseń nie kojarzy ci się z jakąś epoką historyczną – być może jest to okres, z którym jesteś jakoś związany. Pewne kolory uaktywniają naszą więź z przeszłością i w ten sposób wpływają na naszą osobowość. Dobór kolorów świadczy o stanie naszego ducha lub, przeciwnie, o tym, czego nam brakuje. W zależności od naszych potrzeb skłaniamy się ku pewnym wibracjom. Z czasem nauczymy się rozpoznawać, czy dany kolor przyciąga nas, ponieważ nim jesteśmy czy też dlatego, że brakuje nam jego częstotliwości. Niektórzy gustują w niezdrowym odcieniu żółci i brązu. Ludzie ci niewątpliwie czują potrzebę zasygnalizowania swojej skrytości, która chwilowo nie pozwala im uczestniczyć w pełni w życiu innych. Brąz, kolor zakonny, jest również kolorem Matki Ziemi. Wszyscy lubimy fotele obite brązową skórą. Brąz jest barwą ochronną; w otoczeniu brązowych dywanów, mebli i strojów czujemy się bezpieczni. Nie zaleca się jednak nadmiernego wykorzystywania tego koloru na ścianach. Powinniśmy się raczej starać odtwarzać w naszych pokojach równowagę nieba i ziemi. Barwą szczególnie równoważącą jest zieleń. Dlatego pomieszczenia należy ozdabiać roślinami. Niektóre kwiaty oddziałują na nas szczególnie korzystnie, inne mają barwy, których potrzebujemy. Kupując dla kogoś kwiaty, zastanów się chwilkę, czego tej osobie potrzeba. Jeśli kupujesz kwiaty dla siebie, zastanów się, co byś chciał dookoła siebie widzieć. Wybór pomiędzy kwiatami białymi a czerwonymi może mieć większe znaczenie, niż się na pozór wydaje. Zwykle jesteśmy uwiązani na lata wystrojem naszych mieszkań i kwiaty są jedynymi zmieniającymi się elementami, które w dodatku tonizują gwałtowne zmiany naszych nastrojów. BIEL jest niezwykłym kolorem. Jak już wspominałyśmy, życie jest wędrówką ku „białemu światłu”. Wiele osób maluje mieszkania na ten kolor, choć niektórzy czują się fatalnie w otoczeniu białych ścian. Ludzi w zaawansowanym stadium oczyszczania duchowego, podlegających zasadzie natychmiastowej spłaty długów karmicznych niepokoją najdrobniejsze skazy na bieli. Natomiast osoby mniej oczyszczone duchowo niepokoi sama biel. Jeśli w czakramach tkwią ślady czerni, białe światło pomieszczenia będzie pobudzać je do oczyszczania, ponieważ wibracje bieli wywołują gwałtowną reakcję ciała eterycznego, która objawi się w ciele fizycznym w formie gorączki, kataru czy biegunki. BEŻ jest kolorem neutralnym, kolorem różnorodności. Ludzie beżowi interesują się wszystkim, każda rzecz jest w stanie przykuć ich uwagę. Ściany tej barwy pozwalają na dobór ozdób praktycznie we wszystkich kolorach Kolor SREBRNY jest bardzo uniwersalnym kolorem. Mówimy „żywe srebro” o ludziach, którzy potrafią się łatwo przystosować i szybko reagują w każdej sytuacji. Kolor ten pasuje do wielu innych, o czym dobrze wiedzą kolekcjonerzy sreber. Ponadto przeciwdziała on apatii. ZŁOTY nie szkodzi w żadnych okolicznościach. Nasza wędrówka przez życie powinna uaktywniać z nas jak najwięcej właściwości złota. W każdym pomieszczeniu powinny znajdować się jakieś złote elementy. Ściany, rękawiczki, torebki, bielizna, skarpetki, kapelusze – wszystko to w jakiś sposób na nas oddziałuje. Niektórzy ludzie reagują na te wpływy dość gwałtownie, na innych,

zwłaszcza żółtych intelektualistów, nic specjalnie nie działa. Wpływ koloru w dużej mierze zależy od tego, czy zwracamy na niego dostateczną uwagę. Tak więc barwa świeżo pomalowanych ścian oddziałuje na nas mocniej. Kiedy zaś przyzwyczajamy się już do otaczających nas kolorów, organizm przestaje na nie reagować. Chociaż ogólne zasady dotyczące kolorów zawsze obowiązują, jednak ten sam kolor może nabierać zupełnie odmiennych właściwości w zależności od osoby, która go nosi. Wszyscy różnimy się między sobą. To, w jakim stopniu zestrajamy się częstotliwością danego koloru, zależy od barw, jakie mamy wokół głowy, będących zapisem naszego duchowego rozwoju. Przy czym każdy z nas wyposażony jest w bezpiecznik, który nie dopuszcza do zbyt drastycznych zmian naszych częstotliwości. W sytuacji, gdy wchłaniane przez nas wibracje są zbyt silne, ich wpływy rejestrują się na poziomie ciał eterycznych, z pominięciem świadomości i objawów fizycznych.

O Kiedy rano otwieramy oczy, czujemy już, w jakim jesteśmy tego dnia kolorze. Jeśli jesteśmy depresyjnie niebieskoszarzy, chłodni i ociężali, będziemy wszystkich po drodze zarażać naszym nastrojem. Stale, na wszystkim zostawiamy barwny odcisk. Nasze ciało jest paletą; komponujemy na niej kolory według własnego uznania. Każdy z nas jest artystą, malarzem, który barwami własnego ciała z chwili na chwilę maluje życie. Wprawdzie wytwarzamy je automatycznie, jednak, podobnie jak układ trawienny odmawia funkcjonowania, kiedy serwujemy mu nieodpowiedni pokarm, tak samo układ kolorystyczny zawodzi, kiedy otaczamy się niewłaściwymi barwami. Kolor, o czym była już mowa, nie jest zjawiskiem wyłącznie zewnętrznym. Powinniśmy dążyć do odzyskania zdolności postrzegania barw wewnętrznych, pogłębienia wewnętrznej świadomości, innymi słowy, do opanowania umiejętności leczenia się za pośrednictwem kolorów. Nie jest to wcale takie trudne, jak się wydaje, bowiem w rzeczywistości uzdrawianie opiera się na bardzo prostej zasadzie: opróżnić naczynie przed ponownym napełnieniem. Pozbyć się tych postaw psychicznych, które stoją na przeszkodzie uzdrawianiu. A przede wszystkim – zaufać. Rozmawialiśmy już o oddychaniu, relaksie i medytacji. Techniki te umożliwiają nawiązanie łączności pomiędzy ciałem fizycznym i eterycznym, zespalając wszystkie płaszczyzny naszego istnienia w jedną, harmonijną całość. Bardzo ważna jest także umiejętność wyczuwania kolorów. Dniem i nocą obcujemy z niewidzialnym światem, każdy z nas jednak rejestruje go na swój sposób. Wizjonerzy zazwyczaj „widzą” tamten świat, większość z nas jedynie go „wyczuwa”. Zwracając uwagę na znaczenie i wymowę kolorów, zaczynamy je rejestrować bardziej świadomie. Pomagają nam w tym codzienne ćwiczenia. Pracując nad wyczuwaniem niewidzialnych barw, zaczynamy od wyobrażenia ochronnej kapsuły, która otacza nasze ciało – aury. Kładziemy się i oddychamy wciągając powietrze po plecach i wypuszczając je wzdłuż przedniej strony ciała. Kontaktujemy się z naszą aurą umieszczając umysł tam, gdzie styka się ona ze światem zewnętrznym. Powtarzamy ten zabieg siedmiokrotnie, za każdym razem odsuwając umysł coraz dalej od głowy, stóp i tułowia. Następnie siedem razy wciągamy powietrze po prawej stronie i wypuszczamy po lewej, jednocześnie powiększając aurę do rozmiarów olbrzymiego jaja, wypełnionego przestrzenią, z którą zachowujemy kontakt zmysłowy. Zaczynamy wówczas odbierać częstotliwości wyższych ciał oraz rejestrować wibracje czakramu umieszczonego na czubku głowy.

Relaks jest przepustką do wyższych stanów świadomości. Zanim rozpoczniemy podróż w głąb własnego ciała, musimy być całkowicie zrelaksowani, a jednocześnie w pełni przytomni. Napinamy stopy, po czym rozluźniamy je lekko. Napinamy mocno kolana, rozluźniamy i rozchylamy na boki. W ten sam sposób napinamy i rozluźniamy kolejne mięśnie, posuwając się w górę ciała przez podbrzusze, biodra, obszar serca, ramiona, łokcie, dłonie i gardło. Następnie rozluźniamy całą powierzchnię skóry. Pod wpływem relaksu automatycznie otworzy się czakram brwiowy, dzięki czemu uzyskamy dostęp do świadomości najwyższego czakramu. Kiedy leżymy w ciszy i spokoju, nasze fale mózgowe przestrajają się na nieco inną częstotliwość; stajemy się bardziej twórczy. Żeby odbyć medytację z kolorem, musimy wyciszyć wszystkie możliwe ośrodki.. Wyobraźmy sobie, że zmienia się otaczające nas powietrze; wyczuwamy te zmianę całą powierzchnią skóry. To wyobrażenie przenika do wszystkich czakramów. Następnie wyobrażamy sobie możliwie najbardziej zrelaksowany ze światów. Wczujmy się we własne nieistnienie, przeniknijmy ściany pokoju. Wypełnia nas pustka. Jak wybrać właściwe kolory? Jaki odcień czerwieni jest najbardziej odpowiedni dla czakramu podstawowego? Jaki błękit umieścić na czole? Jak wyglądają kolory naszego ciała w porównaniu z tymi, którymi posługujemy się na co dzień? Nasze wahania możemy uśmierzyć w najprostszy sposób, wchłaniając całym ciałem białe światło i pozwalając, by każda część ciała wybrała z niego taki promień, jakiego potrzebuje. Oddychamy głęboko, wypuszczając z wdechem ujemne energie. Inny sposób polega na aktywnym wprowadzaniu do poszczególnych ośrodków właściwych im barw. Bardzo skuteczną metodą jest wczuwanie się w dany kolor – wzbudzamy jego wibracje wyobrażając sobie zjawiska i stany, które są jego wyrazem. I tak na przykład by pokryć ciało ciemnym błękitem, staramy się przywołać na myśl chwile, w których czuliśmy się otoczeni opieką, gdy zaznawaliśmy czyjejś dobroci. Chcąc zregenerować obszar gardła, musimy najpierw zamilknąć. Jednak nawet wtedy, gdy nic nie mówimy, język zwykle znajduje się w pozycji czynnej. Możemy go unieruchomić przesuwając w górę bądź w dół. Gardło jest ośrodkiem komunikacji. Postarajmy się wczuć w nastrój dobrego prelegenta, człowieka obdarzonego chłodnymi, relaksującymi, nieemocjonalnymi właściwościami błękitu. Wokół nas rozpościera się błękit, rozległy bezmiar nieba i oceanu. Nasze gardło otwiera się. Po to by wprowadzić barwy zieleni do obszaru serca, myślimy o przyrodzie. Chociaż natura obfituje w najróżniejsze odmiany zieleni, jednak już samo wczucie się w lecznicze właściwości drzew i ziół powoduje, że obszar serca automatycznie zaczyna odzyskiwać utracone siły. Opuszczają nas przebrzmiałe uczucia i spływa na nas wielki spokój. Jeśli chcemy wprowadzić kolor żółty do umysłu, wyobrażamy sobie ciche, wypełnione skupieniem pomieszczenie biblioteki. Czujemy, jak nasz energia wchłania zgromadzoną tutaj wiedzę. Oranż kojarzy się z poczuciem wygody, zadowolenia i zaspokojenia. Tak właśnie czujemy się po zdrowym posiłku. Czerwień zaś to ciepło otrzymanej przez nas troski i miłości. Drogocenne kamienie, które w istocie są skondensowaną energią, również obdarzają nas wibracjami kolorystycznymi. Kamienie szlachetne promieniują bardzo subtelnymi odcieniami barw. Leczą artretyzm, bóle głowy i wiele innych schorzeń. Jeśli czujemy związek z jakimś klejnotem, to znaczy, że potrzebujemy jego mocy ochronnej. Kiedy nauczymy się wczuwać umysłem w jego właściwości, rzeczywisty klejnot nie będzie nam już potrzebny. Istnieje specjalna medytacja, pomagająca wczuć się w częstotliwości kolorów.

Wyobrażamy sobie rozjarzone niebo o zachodzie słońca i wchłaniamy barwy oranżu i czerwieni do niższych ośrodków. W wyobraźni przeżywamy przechadzkę pośród przyrody. Ścieżka, którą idziemy, prowadzi nas do obszaru serca. Niebo i morze rozlewają się z naszym gardle. Głęboki granat nocy kładzie się na czole. Wreszcie, myślimy o nieskalanej świeżości górskich śniegów, promieniujących białym światłem. Wyczuwając wibracje bieli, medytujemy nad zjednoczeniem pierwiastków widma. Poprzez oczyszczającą medytację dochodzimy do stanu, w którym umysł staje się niezdolny do działań destrukcyjnych. Ostatecznie zaś osiągamy punkt, w którym samo istnienie jest formą medytacji. Oddech i relaks oczyszczają z toksyn obieg energii eterycznych, natomiast ćwiczenia oczyszczają z nich ciało fizyczne (patrz rozdział końcowy). Musimy nauczyć się dążyć niestrudzenie ku białemu światłu. Każdy krok prowadzi nas w wyższą świadomość. Powinniśmy rozwijać w sobie naturalną wrażliwość kolorystyczną, aby dojść do punktu, w którym poprzez sam dotyk będziemy w stanie wyczuwać różnice między barwami. Powinniśmy nauczyć się rozróżniać dotykiem, czy kolor jest jasny, czy ciemny. Spróbujmy odbierać kolory innymi częściami ciała – plecami, pośladkami. Nasza aparatura zmysłowa jest bardzo słabo wykorzystywana. Każdy z nas po przejściu boso po dywanie powinien umieć powiedzieć, z jakich kolorów jest utkany. Rozszalały przemysł kosmetyczny zachęca nas nieustannie do malowania wszystkiego, co się tylko da – oczu, warg, paznokci, do farbowania włosów. Byśmy stali się tęczowymi istotami. Jednak choćbyśmy wylali na siebie kubeł farby, nie staniemy się przez to naprawdę piękni. Prawdziwa uroda pochodzi od barw, które mamy w sobie. Aby zachować młodzieńczy wygląd i świeżą cerę, sami musimy wytwarzać kolory w naszym wnętrzu. Na pewno jest to tańszy sposób Im większą mamy świadomość barw natury, tym silniej one na nas oddziałują – kolor, rośliny, kwiaty mogą być naszym pożywieniem. Ta świadomość korzystnie wpływa na nasze ciało, sprawiając, że stajemy się młodsi i lżejsi. Dopiero wtedy możemy mówić o prawdziwej urodzie. To, jak wyglądamy na zewnątrz, nie będzie miało najmniejszego znaczenia, ponieważ nasze wnętrze zacznie promieniować kolorem. Czasem wręcz brzydzimy się świeżo wykąpanej osoby z eleganckim makijażem, gdyż podświadomie wyczuwamy, że jej barwy wewnętrzne są niekorzystne. Pełne otwarcie się na barwy jest równoznaczne z wkroczeniem do anielskiej krainy, uzyskaniem świadomości Bożej. W stanie, który Kościół nazywa „stanem łaski”, promieniujemy przepięknymi barwami o nieskończonej wielości eterycznych odcieni. Ponieważ nasze relacje z bliźnimi są związkami kolorystycznymi, dokonujące się w nas przemiany wewnętrzne nigdy nie przechodzą niezauważenie. Gdy nasz aura stanie się siedliskiem piękna, gdy w jej zasięgu każdy będzie czuł się dobrze, ludzie zaczną się do nas garnąć ze wszystkich stron. Stale będziemy otoczeni towarzystwem, gdyż nawet najbardziej nieśmiali odważą się przy nas odzywać. Im głębszą świadomość barw przejawiamy, tym głębsza jest nasza samowiedza, a co za tym idzie, wewnętrzna transformacja. Z czasem wyraźnie odezwie się w nas potrzeba uzdrawiania, obdarzania innych ludzi zrozumieniem. Zapragniemy stać się pełnoprawnymi uczestnikami odbudowy świata, w którym zatraciło się wiele wartości. Jesteśmy świadkami budowy nowej rzeczywistości, która zastąpi stary porządek; uczestnikami procesu, który doprowadzi do zjednoczenia wszystkich religii i narodów w świetle wszechogarniającej miłości. Staniemy się do niej zdolni, gdy nasza aura zabarwi się kolorami wyższej świadomości i nabierze jej mocy. To wszystko jest przed nami.

Pogłębianie świadomości kolorów jest nauką i jednocześnie przygodą. Zatracamy się po to, by z powrotem się odnaleźć. To najpiękniejsza rzecz, jakiej możemy w życiu dokonać.

ĆWICZENIA ENERGETYZUJĄCE
Joga, na płaszczyźnie fizycznej, zajmuje się energetyzowaniem gruczołów oraz usprawnieniem krążenia w układzie limfatycznym i krwionośnym. Udoskonalenie ciała jest jednak dopiero warunkiem wstępnym otwarcia się na wyższy poziom świadomości. Ostatecznym celem jogi jest uzyskanie dostępu do innego, bogatszego poziomu istnienia. Joga stopniowo rozwija uśpione moce, które drzemią w każdym z nas. Słowo „joga” w swoim najgłębszym sensie oznacza „zjednoczenie z wszystkimi światami”. Na początku można traktować jogę jako formę terapii ruchowej. Jest niewątpliwie techniką wpływającą korzystnie na stan zdrowia, sylwetkę i funkcjonowanie narządów wewnętrznych. Niemniej pobudzenie wydzielania hormonów i krążenia automatycznie rozbudza czakramy, które zaczynają wytwarzać więcej energii. Dzięki jodze energie docierają do obszarów największego głodu energetycznego. Jej wpływ na czakramy jest ogromny: jedne barwy intensyfikuje, inne usuwa, a tam gdzie trzeba, poszerza zakres widma. Pod wpływem jogi człowiek „twardy” mięknie i zaczyna objawiać współczucie, zaś człowiek delikatny i wrażliwy odnajduje w sobie nieznaną siłę. Na początku zaleca się ograniczenie ćwiczeń do piętnastu minut. Nadmierny entuzjazm u początkujących może przynieść więcej szkody niż pożytku. Stopniowo należy wydłużać czas ćwiczeń, aż do chwili, kiedy uznacie, że to jest właściwa dla was dawka dzienna. Pracując nad czakrami, musimy uważać na to, ile czasu spędzamy w poszczególnych asanach. Długie utrzymywanie asany dobrze działa na ośrodek zanieczyszczony bądź niedoenergetyzowany, natomiast nadmierne pobudzanie czakramu, który jest przeenergetyzowany, może być szkodliwe. Ogólnie rzecz biorąc, większość ćwiczeń wystarczy robić niezbyt długo, żeby osiągnąć pożądany skutek. Dla osób sporadycznie uprawiających jogę te sprawy nie odgrywają większej roli. Ktoś. Kto raz w tygodniu chodzi na kurs jogi i nie ćwiczy w ogóle w domu, może latami funkcjonować nie uruchamiając pewnych współzależności. Kilka zaledwie ćwiczeń i chwila relaksu utrzymuje go w zdrowiu i dobrej kondycji towarzyskiej. Gdy jednak ćwiczy się intensywniej, po pewnym czasie pojawiają się sygnały świadczące o zmianach w świadomości. W tym okresie niezbędne jest już przewodnictwo doświadczonego, wykwalifikowanego trenera. Z tego właśnie powodu niektórzy mistrzowie jogi twierdzą, że nie pozwoliliby jej uczyć nikomu, kto nie przeszedł przynajmniej dziesięcioletniego treningu. Nawiasem mówiąc, pobudzanie czakramu drogą samych ćwiczeń bez koncentrowania się na danym obszarze zupełnie mija się z celem, podobnie jak przybieranie pewnych pozycji dla przyjemności, bez uwzględniania ich wyższego celu. Kiedy wszystkie ośrodki są już otwarte, energie krążą automatycznie, bez większego wysiłku z naszej strony, ponieważ jednak zdarza się to u niewielu z nas, musimy podchodzić do jogi z najwyższą powagą. Przy pełnym otwarciu ośrodków dozwolone jest wykonywanie ćwiczeń w dowolnej kolejności. Z chwilą gdy energie spływają z czubka głowy, znika również wymóg posuwania się w ćwiczeniach od dołu do góry ciała. Z czasem nauczymy się wyczuwać, które z ćwiczeń uaktywniają osłabiony czakram, a który powinniśmy unikać, aby nie rozjątrzać i tak już przeenergetyzowanego czakramu. Dobór ćwiczeń opiera się na bardzo prostych zasadach. Jeśli jesteśmy mało energiczni, to

znaczy, że mamy osłabiony obszar brzucha. Jeśli w ogóle nie pociąga nas seks, to znaczy, że brakuje nam energii w czakramie podstawowym. Ośrodki energetyczne człowieka wykształcały się stopniowo, zanim osiągnęły dzisiejszą postać. Czakramy współczesnego człowieka są zatem większe niż czakramy jego przodków, natomiast zmniejszyła odległość między nimi. W efekcie ćwiczenie pobudzające którykolwiek z czakramów rozbudza zarazem wszystkie pozostałe, a zwłaszcza te, które bezpośrednio z nim sąsiadują. Naturalnie skuteczność ćwiczeń zależy w znacznej mierze od tego, jak często je wykonujemy i jak długo utrzymujemy daną pozycję. Niemożliwe byłoby przypisanie kolorów wszystkim istniejącym ćwiczeniom, niemniej jednak w drugiej części rozdziału przedstawimy wybrany zestaw ćwiczeń energetyzujących po kolei siedem głównych czakramów ludzkiego ciała. Każdy zestaw zaczynamy od ćwiczeń najprostszych, stopniowo przechodząc do coraz trudniejszych. Ćwiczenia te stanowią pierwszy etap w pracy nad rozbudzeniem ośrodków. Zestaw pobudzający siedem ośrodków można ćwiczyć w całości raz na tydzień. Ale możemy też wybrać po jednym ćwiczeniu dla każdego czakramu i ułożyć je w zestaw, którym będziemy posługiwać się w codziennej praktyce. Naturalnie im więcej ćwiczymy, tym głębsze i szybsze osiągniemy efekty. Joga dotarła na Zachód w „oprawie” ćwiczeń fizycznych, ponieważ w tej postaci była łatwiejsza do zaakceptowania dla jego mieszkańców. Nauczyciele stosowali wiele ćwiczeń w pozycji stojącej, na której w dalszym ciągu opierają się niektóre szkoły jogi. Dla wielu osób jednak korzystniejsze jest ćwiczenie w pozycji leżącej. Ludzie ze skrzywieniem kręgosłupa oraz cierpiący na żylaki powinni zdecydowanie unikać kursów, na których preferuje się ćwiczenia w pozycji stojącej. Nieruchoma pozycja stojąca, nawet w rozkroku, jest dla wielu osób niewskazana. Skłony tułowia wykonywane w tej pozycji przebiegają zbyt gwałtownie. Zwłaszcza osoby, które nigdy przedtem nie ćwiczyły jogi, powinny zaczynać przede wszystkim od ćwiczeń w pozycji siedzącej lub leżącej. Dopiero z czasem nauczymy się właściwie obchodzić z własnym ciałem. Chociaż pozycja siedząca również obciąża kręgosłup, umożliwia jednak pochylanie się do przodu w sposób płynny. Kiedy ćwiczymy na plecach, w zetknięciu z twardym podłożem łopatki wsuwają się do środka, co automatycznie koryguje ich położenie. Ramiona i barki rozluźniają się. Głębokie oddychanie w pozycji leżącej samoistnie koryguje postawę. Mathias Alexander, twórca techniki równowagi psychofizycznej, zwykł był mawiać, że większość ludzi samym siedzeniem doprowadza się do żałosnej formy. Proces odnowy powinniśmy zacząć od ćwiczeń w pozycji leżącej. Unikajcie kursów jogi, na których panuje tłok, ponieważ nauczyciel nie jest wówczas w stanie zająć się indywidualnie każdym uczniem ani zauważyć zmian dokonujących się u niego pod wpływem ćwiczeń. Dobrzy nauczyciele nie reklamują się szumnie, dobrych nauczycieli trzeba znaleźć. Rozejrzyjcie się uważnie. Zanim zapiszecie się na kurs, pójdźcie na jedne zajęcia i zobaczcie, co się będzie z wami działo. Czy po zajęciach nie czujecie się podnieceni erotycznie lub nadmiernie pobudzeni ruchowo? Czy uczestnicy kursu są mili? Ilu z nich ćwiczy w domu? Najlepszym wstępem do jogi jest hatha joga. Jest to dziedzina filozofii jogi zajmująca się ciałem fizycznym, technikami utrzymywania go w zdrowiu i w pełni sił. Kiedy mięśnie są mocne i jędrne, najdrobniejszy ruch rezonuje w całym ciele, więc im jesteśmy sprawniejsi, tym mniej ćwiczeń nam potrzeba. Jesteśmy tym, co jemy. Starajcie się zatem jeść jak najwięcej produktów pełnowartościowych. Unikajcie żywności konserwowanej. Jedzcie dużo owoców i warzyw,

ograniczając jednocześnie spożycie ciast, czekolad i kawy. Ćwiczenia poruszają złogi toksyn w organizmie, lecz dopiero dzięki płynom zanieczyszczenia wydostają się na zewnątrz. Pijcie więc dużo wody i soków owocowych. Nie porzucajcie jednak jedzenia mięsa na siłę, dopóki nie zauważycie, że wasz organizm przestawia się na nowy metabolizm. Z czasem, kiedy proces oczyszczania w waszym ciele będzie bardziej zaawansowany, sami poczujecie, że mięso jest zbyt ciężkostrawne i bez wysiłku przejdziecie na dietę warzywną.    Nie jedzcie co najmniej na dwie godziny przed ćwiczeniami. Nigdy nie ćwiczcie po długim pobycie na słońcu. Oddychać należy przez nos. Żeby przetkać prawą dziurkę w nosie, wkładamy prawą pięść pod lewą pachę i przyciskamy lewy łokieć do tułowia. Z lewą dziurką postępujemy odwrotnie. Ćwiczenie na macie zapobiega ślizganiu się. Ćwiczcie w luźnych wygodnych strojach. Najlepszy jest trykot albo koszulka i spodenki gimnastyczne. Należy zdejmować wszelkie ozdoby szyi, zegarki i okulary. Relaksujemy się przed rozpoczęciem i na zakończenie każdej sesji ćwiczeń, a także pomiędzy ćwiczeniami. Ból i nadmierne napięcie mięśni są wskazaniem do przerwania asany. Pamiętajcie, że w jodze nikt się nie ściga.

     

Nasi przodkowie mieli naturalną sprężystość mięśni, której nam, niestety, brakuje. Wygodne życie pozbawia nas sprawności fizycznej, a krzesła wykrzywiają miednicę pod nienaturalnym kątem, nie powinniśmy więc przystępować do ćwiczeń bez uprzedniego rozluźnienia mięśni. Połóżmy się na plecach, wyciągnijmy ręce i nogi. Następnie po kolei napinajmy i rozluźniajmy wszystkie grupy mięśni, zaczynając od palców stóp, kończąc na czubku głowy. Pamiętajmy, żeby po drodze nie pominąć rąk i dłoni. Na zakończenie usiądźmy i potrząsając udami rozluźnijmy nogi. Kiedy za pierwszym razem przyjmujecie jakąś pozycję, nie napinajcie mięśni zbyt mocno; dopiero za drugim i trzecim razem starajcie się ją stopniowo pogłębić. Z reguły nie ćwiczy się żadnej asany więcej niż trzy razy, jednak z czasem nauczycie się sami decydować, co jest wam potrzebne. Jeśli macie wrażenie, że któryś z ośrodków jest szczególnie niedoenergetyzowany, możecie codziennie wykonywać przeznaczony dla niego zestaw ćwiczeń. Przede wszystkim jednak pamiętajcie o tym, żeby nigdy nie ćwiczyć asan rozbudzających ośrodki, które zdradzają oznaki przeenergetyzowania. Nie zapominajcie, że ćwiczenia dopiero wtedy są skuteczne, gdy ćwicząc koncentrujemy się na pobudzanym obszarze. Pobudzanie ośrodka czerwieni 1. Kładziemy się na plecach. Unosimy jedną nogę do góry, zginamy w kolanie i przyciągamy do piersi. Drugiej nogi nie odrywamy od ziemi. Jeśli to konieczne, splatamy dłonie wokół kolana, by dociągnąć je do tułowia. Na wdechu przyciągamy czoło do kolana, wytrzymujemy w tej pozycji przez chwilę, po czym na wydechu kładziemy z powrotem głowę na podłogę. Powtarzamy ćwiczenie uginając drugą nogę. Następnie unosimy jednocześnie obie nogi na wdechu, zaś na wydechu zginamy kolana i przyciągamy je do piersi.

Powyższe ćwiczenie pobudza dolny odcinek kręgosłupa. Unoszenie nóg powoduje odpływ krwi, dzięki czemu żyły w nogach zostają chwilowo odciążone, poprawia się natomiast ukrwienie dolnych partii brzucha. Amerykańscy chirurdzy ortopedzi utrzymują, że u podłoża wszystkich schorzeń leżą wady postawy. Niezdolność do wykonania tak prostego ćwiczenia, jakim jest przyciąganie kolana do piersi, zapowiada przyszłe zwyrodnienie kręgosłupa i inne dolegliwości. Ćwiczenie to ponadto przeciwdziała obstrukcji i ułatwia wydalanie gazów. Po wykonaniu pełnej sekwencji ćwiczenia przechodzimy do siadu bez pomocy rąk, przez co wzmacniamy nogi i mięśnie brzucha.

2. W siadzie uginamy kolana i przyciągamy pięty do pośladków. Odchylamy się do tyłu i na wydechu unosimy wyprostowaną nogę w powietrzu, wyciągając jednocześnie przed siebie obie ręce w kierunku stopy. Wytrzymujemy w pozycji przez kilka sekund, po czym opuszczamy ręce i nogę na wydechu. Powtarzamy ćwiczenie prostując drugą nogę. Następnie, nie tracąc równowagi, unosimy na wydechu obie nogi i wyciągamy ręce przed siebie.* Na wydechu opuszczamy ręce i nogi na ziemię. Powyższe ćwiczenie rozciąga ścięgna i wzmacnia mięśnie ud i brzucha, poprawia równowagę, łagodzi napięcia nerwowe i usprawnia trawienie. ------------------* Kiedy wyciągamy ręce, zawsze powinno to wyglądać jak gest dziecka, pozbawiony agresji, przepełniony
miłością i harmonią.

3. W pozycji siedzącej przekładamy prawą nogę nad lewą i stawiamy prawą stopę na podłodze obok lewego kolana. Na wdechu otaczamy zgięte kolano prawą ręką i chwytamy za śródstopie. Prostujemy nogę do góry, odwodząc jednocześnie jak najdalej w bok. Wytrzymujemy przez chwilę w tej pozycji, po czym na wydechu ustawiamy nogę w pierwotnym położeniu. Ćwiczenie wykonujemy dwu- lub trzykrotnie, a następnie powtarzamy zmieniając nogę. Na wdechu przyciągamy obie nogi do tułowia, chwytamy je dłońmi w śródstopiu i prostujemy maksymalnie, balansując na pośladkach. Na wydechu

powoli opuszczamy nogi na ziemię, po czym ponownie uginamy kolana. Jeśli opanowaliśmy pozycję, możemy z uniesionymi nogami zrobić kilka oddechów. Powyższe pozycje ćwiczą równowagę, a także rozciągają ścięgna i mięśnie wewnętrznej strony ud.

4. Uginamy prawą nogę w kolanie. Chwytamy lewą ręką za prawą stopę i unosimy ją Lekko, przekładając prawą rękę od wewnątrz pod ugiętym kolanem. Staramy się przy tym odwieść nogę w bok. W tej pozycji na wydechu próbujemy przybliżyć maksymalnie stopę do czubka głowy, a następnie pozwalamy jej opaść. Robimy wdech i na kolejnym wydechu staramy się dotknąć stopą czoła. Na trzecim wydechu przyciągamy stopę do talii. Następnie opieramy stopę na lewym udzie i kilkakrotnie podnosimy i opuszczamy kolano. Całą sekwencję powtarzamy symetrycznie, unosząc lewą nogę. W ostatniej fazie ćwiczenia nie należy wymuszać ruchu kolana ręką; powinna ona uginać się pod samodzielnie pracującym kolanem. Teraz odchylając się lekko dla lepszej równowagi, unosimy obie nogi i siadamy na samych pośladkach. Przekładamy ręce od wewnętrznej strony pod kolanami; nogi spoczywają wygodnie w zgięciu ramion. Rozchylamy ramiona na boki, starając się rozszerzyć maksymalnie uda. Siedzimy tak, dopóki nie poczujemy zmęczenia. Wpatrywanie się w jeden punkt pomaga zachować równowagę. Wszystkie przedstawione dotąd ćwiczenia przygotowują ciało do pozycji pełnego lotosu, która jest idealnym ćwiczeniem dla obszaru rozrodczego.

5. Krzyżujemy stopy w niewielkiej odległości od tułowia i powoli, podpierając się na dłoniach, dosuwamy pośladki jak najbliżej do pięt. Rozmaite odmiany lotosu energetyzują poprzez ucisk stóp dolne obszary jamy brzusznej i poprawiają krążenie na bocznych powierzchniach ciała. Ćwiczenia powinniśmy zaczynać od półlotosu. Siedząc ze skrzyżowanymi nogami unosimy prawą stopę i podeszwą do góry układamy w przeciwległej pachwinie. To samo powtarzamy z lewą stopą, żeby równomiernie pobudzić krążenie po obu stronach ciała. Aby usiąść w pozycji pełnego lotosu, prawą stopę odwróconą podeszwą do góry układamy w lewej pachwinie. Następnie zginając lewą nogę w kolanie, unosimy ją za kostkę i kładziemy w prawej pachwinie. Zabieg ten zajmie nam prawdopodobnie trochę czasu i w żadnym wypadku nie należy naciskać dłońmi na kolana. Po to żeby padły niżej. Oparte na nogach dłonie mogą być zwrócone wewnętrzną stroną do góry lub do dołu. W zasadzie palec wskazujący powinien spocząć w zgięciu kciuka, a reszta palców pozostać wyprostowana, spróbuj jednak sam wyczuć, jak twoje dłonie pragną się ułożyć.

6. Siadamy w lotosie bądź po turecku. Aby pobudzić przepływ energii w kierunku głowy, wyciągamy na wdechu ręce ponad głowę, a następnie z wyprostowanymi plecami robimy na wydechu skłon w kierunku prawego kolana. Ręce opieramy po obu stronach kolana. Powtarzamy ćwiczenie robiąc skłon do lewego kolana. Następnie na wdechu ponownie wyciągamy ręce do góry i na wydechu dotykamy głową ziemi między nogami, jeśli trzeba – podpierając się rękami. Kiedy opanujemy równowagę w powyższych pozycjach, siadamy prosto splatając dłonie za plecami. Na wydechu robimy powolny skłon tułowia, zadzierając ręce jak najwyżej do góry. Czołem staramy się dotknąć ziemi. Na wydechu wracamy do pozycji wyjściowej. Osoby o nadmiernie pobudzonym najniższym czakramie powinny unikać ćwiczeń, w których stopy stykają się z pachwinami, ponieważ energie stóp będą dodatkowo pobudzać ośrodek. Nie należy zbyt mocno uciskać pachwin, gdyż tamuje się w ten sposób krążenie. Osoby z wadami kręgosłupa mogą pobudzać obszar czerwony siadając na wygodnym krześle i unosząc nogi do góry.

Pobudzanie ośrodka pomarańczowego Za każdym razem gdy w siadzie prostujemy nogi, po jednej lub obie naraz, osłabiamy lekko energie ośrodka czerwonego. Energia zostaje również z niego wypchnięta podczas skłonu, jednak wówczas pobudzamy ośrodek pomarańczowy. 1.W pozycji siedzącej uginamy prawą nogę w kolanie i kładziemy stopę na udzie tuż powyżej lewego kolana. Czekamy, aż kolano swobodnie opadnie na zewnątrz. Następnie splatamy dłonie za plecami na wysokości krzyża i pochylamy się lekko do przodu, starając się podciągnąć prawą piętę jak najwyżej na lewym udzie. Na wdechu wyciągamy ręce nad głową i odchylamy lekko do tyłu. Na wdechu robimy skłon w kierunku ugiętego kolana. Odpoczywamy przez chwilę. Lewą dłoń wkładamy pod kostkę lewej nogi lub pod dowolny, wygodny punkt na łydce. Na wdechu odwodzimy prawą rękę do tyłu. Utrzymujemy ją w tej pozycji przez chwilę, po czym, na wydechu, opuszczamy. Podnosimy i opuszczamy rękę dwa lub trzy razy, a następnie na wdechu prostujemy tułów z rękami wyciągniętymi do pionu. Na wydechu ponownie robimy skłon do przodu, tym razem nieco pogłębiony. Powtarzamy całą sekwencję uginając lewą nogę. Jeśli ćwiczenie nie sprawia nam żadnych trudności, możemy stopę kłaść od razu w pachwinie, tak jak w półlotosie. Teraz złączamy nogi, jeśli trzeba lekko uginając kolana. Robimy powolny wdech i ściągając łokcie, przesuwamy dłońmi po nogach. Prostujemy tułów, wyginamy lekko w krzyżu i na wydechu robimy skłon, opuszczając głowę na nogi. Powtarzamy ćwiczenie kilkakrotnie. Gdy potrafimy bez trudu dosięgnąć głową do kolan, próbujemy następujących wariantów ćwiczenia: a) Splatamy ręce i wyciągamy nad głową. Robimy powoli skłon do przodu, kładąc tułów

na nogach i oplatamy dłońmi. Zaczepiamy palcami wskazującymi o duże palce stóp i obciągając łokcie do dołu przyciągamy czoło do kolan. Nie zaokrąglamy pleców; nogi przylegają do podłogi. Powyższe ćwiczenie działa tonizująco na narządy jamy brzusznej, wpływa także korzystnie na pęcherz i prostatę

. b) Splatamy dłonie za plecami i na wydechu robimy skłon do przodu opierając nos o kolana i zadzierając ręce do tyłu. Rozluźniamy mięśnie grzbietu i oddychamy powoli.

2. Poniższe ćwiczenie energetyzuje również ośrodek żółty i czerwony, jednak wykonujemy je koncentrując się na obszarze żołądka, gdyż główne uderzenie energetyczne pada na ten obszar, na którym koncentrujemy umysł. Klękamy z rozsuniętymi nogami i podpieramy się pionowo rękami. Na wdechu wyginamy kręgosłup do dołu, jednocześnie unosząc głowę do góry. Na wydechu opuszczamy głowę, wyginamy kręgosłup w pałąk i napinamy mięśnie pośladków. Powtarzamy ćwiczenie kilka razy.

Dla odmiany możemy na wdechu opuszczać brodę na podłogę pomiędzy dłonie. Ćwiczenie uelastycznia kręgosłup, szyję ramiona, a także osłabia dolegliwości związane z menstruacją.

3. W tej samej pozycji patrząc przed siebie, unosimy na wdechu kolano jednej nogi i przyciągamy do klatki piersiowej. Patrząc na kolano, dosięgamy go czubkiem nosa. Na wydechu wysuwamy prostą nogę do tyłu. Następnie uginamy kolano, jednocześnie zadzierając nogę jak wyżej. Odginany głowę do tyłu i parzymy za siebie. Powoli wracamy do pozycji wyjściowej, po czym powtarzamy ćwiczenie dla przeciwległej nogi. Ćwicząc staramy się rozluźnić i skoncentrować na płynności ruchów. Ćwiczenie to korzystnie działa na kręgosłup, nerw kulszowy i kobiece narządy rozrodcze.

Jeden z wariantów ćwiczenia polega na jednoczesnym unoszeniu nogi i przeciwległej ręki.

4. Podnosimy się z poprzedniej pozycji i klękamy, prostując tułów do pionu. Z rękami na biodrach lub wyciągniętymi na boki kołyszemy się kilkakrotnie w przód i w tył dla wzmocnienia mięśni ud. Siadamy na piętach rozsuwając kolana i podpieramy się z tyłu rękami. Zaciskając lekko pośladki unosimy biodra i odchylamy się do tyłu. Jeśli potrafimy wykonać te ruchy bez trudu i mamy dosyć mocne mięśnie ud, możemy zacząć powoli opuszczać się na łokciach i przedramionach do punktu, w którym głowa oprze się o podłogę. Plecy są wygięte w łuk. Jeśli w tej pozycji jest nam wygodnie, możemy ponownie przenosząc ciężar ciała na dłonie, oprzeć tył głowy i kark na ziemi, a następnie opuścić również barki. Kolana przylegają do ziemi. Koncentrując się na brzuchu lub na oddechu leżymy przez dłuższą chwilę, po czym podpierając się na łokciach i przedramionach z powrotem unosimy tułów do pionu. Kiedy uda wzmocnią się, będziemy w stanie podnieść się bez pomocy rąk. W tym ćwiczeniu obszar brzucha dodatkowo pobiera energię od stóp. Ćwiczenie przeciwdziała obstrukcji i schorzeniom narządów trawiennych.

Pobudzanie ośrodka żółtego Ośrodek żółty, położony pomiędzy sercem a żołądkiem, jest w naszym ciele bodaj najgorzej traktowanym ośrodkiem. Prawie wszyscy siedzimy niedbale, gdy tymczasem ośrodki serca i umysłu są tak sprzężone ze sobą, że przy wykrzywionym kręgosłupie żaden z nich nie może działać prawidłowo. Kiedy trzymamy się prosto, konflikt umysłu i uczuć nie ma prawa istnieć. Podczas skłonów rozluźniamy odcinek kręgosłupa związany z ośrodkiem umysłu.

1. Z pozycji klęczącej robimy skłon z wyprostowanymi rękami sięgając jak najdalej do przodu. Na wdechu przenosimy ręce ponad głową za siebie i opuszczamy pośladki na pięty (jeśli nie potrafimy tego zrobić, będziemy mieli w przyszłości problemy z kręgosłupem). Na wydechu opuszczamy czoło na podłogę tuż przed kolanami. Odpoczywamy przez chwilę, a następnie z powrotem przenosimy ręce do przodu i kładziemy jedną dłoń na drugiej. Opieramy czoło na dłoniach, zamykamy oczy i relaksujemy się, rozluźniając mięśnie szyi. Efekt działania tej pozycji jest bardzo powolny, ale w odróżnieniu od innych można ją utrzymywać dłużej. Przeciwdziała postrzałom i innym schorzeniom w dolnym odcinku kręgosłupa.

Siadamy z wyprostowanymi nogami. Nogi razem, ręce oparte z tyłu. (Im dalej oprzemy ręce, tym pozycja będzie trudniejsza). Na wdechu unosimy i zaciskamy pośladki. Przez chwilę trwamy w pozycji, a następnie opuszczamy się na wydechu.

Osoby bardziej zaawansowane mogą po uniesieniu tułowia dodatkowo podnieść nogę.

Kolejny wariant polega na unoszeniu się z jedną nogą zgiętą w kolanie i opartą o udo drugiej. 3.Siedzimy tak jak w poprzednim ćwiczeniu, z wyprostowanymi nogami, podparci z tyłu. Zginamy nogi w kolanach i rozchylamy na boki. Unosimy pośladki i odchylamy głowę do tyłu. Opuszczamy się do siadu. Następnie nie opuszczając kolan ponownie kładziemy się na plecach, wyciągając ręce za siebie. Przyciągamy pięty do pośladków zachowując między stopami odstęp około trzydziestu centymetrów. Dłonie opieramy po obu stronach głowy, palcami zwrócone w stronę barków. Powoli opuszczamy się, aż tył głowy i kark spoczną na ziemi. Przenosimy dłonie pod biodra i idziemy drobnymi kroczkami do przodu, aż cały tułów spocznie na ziemi. W kulminacyjnej fazie ćwiczenia możemy zwrócić dłonie palcami do wewnątrz i wypchnąć tułów do góry, tak żeby ręce i nogi były całkowicie wyprostowane, a ciało bardzo mocno wygięte w łuk. Ćwiczenie wpływa korzystnie na układ nerwowy i układ hormonalny.

4. Kładziemy się na brzuchu. Na wdechu zginamy nogi w kolanach i chwytamy dłońmi za kostki. Napinamy mięśnie nóg, wyginając plecy do tyłu. Unosimy głowę i klatkę piersiową i odrywamy biodra jak najdalej od podłogi. Ręce wyprostowane. Na wydechu powoli wracamy do pozycji wyjściowej. Jeśli pozycja nie sprawia nam trudności, możemy pokołysać się w przód i w tył, w rytm wdechów i wydechów. Koncentrujemy się na górnej części brzucha lub na plecach. Ćwiczenie to stanowi znakomity masaż dla mięśni i narządów jamy brzusznej. Połączenie dłoni i stóp nad ośrodkiem wzmaga zasilanie energetyczne.

5. Kładziemy się na podłodze twarzą do ziemi. Nogi złączone, stopy obciągnięte, ramiona wyciągnięte wzdłuż tułowia, broda oparta o podłogę. Bierzemy wdech i na wydechu odrywamy wyprostowane nogi jak najdalej od ziemi. Zaciskamy pośladki, napinamy mięśnie ud, starając się trzymać nogi razem. Kiedy zaczynamy odczuwać zmęczenie, powoli opuszczamy nogi na ziemię. Pełen relaks. Początkujący mogą wkładać zaciśnięte pięści pod uda i za ich pomocą podnosić po jednej nodze do góry, a dopiero po pewnym czasie spróbować unieść obie naraz. Ćwiczenie to jest dobre na biodra, brzuch, miednicę i dolny odcinek kręgosłupa. Zamieszczamy je tutaj, ponieważ większość ludzi potrafi oderwać nogi od ziemi tylko na taką wysokość, przy której głównie aktywizuje się ośrodek żółty.

Pobudzanie ośrodka zieleni Ćwiczeniem, które działa najkorzystniej na obszar serca, jest korkociąg. 1. Chwytając prawą ręką prawe kolano przekładamy prawą stopę nad lewym kolanem i stawiamy ją tuż obok niego na podłodze. Splatamy obie dłonie na podniesionym kolanie i opieramy na nim podbródek. Na wdechu prostujemy plecy i unosimy głowę. Na wydechu przenosimy lewą rękę za siebie, skręcając jednocześnie jak najmocniej tułów. Trwamy w maksymalnym skręcie przez chwilę, po czym bardzo powoli na wdechu przenosimy rękę z powrotem na kolano. Na wydechu opuszczamy głowę na kolano. Ćwiczenie powtarzamy dwu- lub trzykrotnie, po czym wykonujemy je symetrycznie. W trudniejszej wersji ćwiczenia zahaczamy prawą dłoń o duży palec prawej nogi, a następnie odkręcamy się do tyłu. Nie powinniśmy jednak próbować tego wariantu, dopóki nie opanujemy naprawdę dobrze skrętu kręgosłupa.

Ponownie siadamy z wyprostowanymi nogami. Przekładamy prawą nogę nad lewą i stawiamy na podłodze tuż za lewym kolanem. Lewą nogę zginamy przyciągając piętę do prawego pośladka. Prawe kolano powinno być jak najbliżej prawego ramienia. Przeplatamy prawą rękę od wewnątrz pod prawym kolanem i wyginamy ją do tyłu. Próbujemy zetknąć ręce za plecami. Odkręcamy plecy i szyję jak najdalej w prawo, jednak bez nadmiernego naciągania mięśni. Ćwiczenie powtarzamy symetrycznie, w drugą stronę. Ćwiczenie to wzmaga ruchomość kręgów i działa tonizująco na korzonki nerwowe.

3. Kładziemy się na plecach, z rękami wzdłuż tułowia. Podpierając się na łokciach unosimy tułów i wyginamy plecy w łuk. Kiedy głowa opadając do tyłu oprze się czubkiem o podłogę, składamy dłonie w geście modlitwy. Początkujący trzymają nogi na ziemi, zaawansowani mogą je unieść do góry. Oddychamy głęboko, powoli, starając się jak najdłużej utrzymać pozycję. Następnie opuszczamy nogi na ziemię podpierając się na łokciach, po czym opuszczamy kark i tułów. Ćwiczenie to rozciąga jelita i narządy jamy brzusznej. Umiejscowione w łokciach czakramy pomocnicze przesyłają energię do obszaru serca.

4. Bardziej zaawansowani wykonują to ćwiczenie w lotosie, mniej zaawansowani zwyczajnie krzyżują nogi po turecku. Wsparci na łokciach odginamy się do tyłu, aż głowa oprze się czubkiem o ziemię. Wyciągamy ręce przed siebie i chwytamy za duże palce stóp (jeśli leżymy w lotosie), lub kładziemy je na udach, starając się dociągnąć łokcie do ziemi. Wyginamy mocno plecy, pamiętając o tym, że obszar wygięty jest obszarem najsilniej zenergetyzowanym Ta sama asana rozciąga jelita i inne narządy w jamie brzusznej. Ułatwia też głębokie oddychanie.

5. Przechodzimy do klęku. Na wdechu przenosimy powoli przodem wyprostowane ręce nad głowę. Na wydechu, wyginając lekko dłonie i palce, wolno odchylamy ręce do tyłu. Jednocześnie mocno wyginamy plecy w łuk. Wracamy do pionu na wdechu, a na kolejnym wydechu pochylamy lekko tułów do przodu.

6.Klękamy z rozsuniętymi nogami. Odchylając się tyłu z wyprostowanymi ramionami kładziemy dłonie na piętach. Następnie wyginamy do tyłu tułów i szyję, jednocześnie wypychając biodra do przodu. Powracamy do pozycji klęcznej. Ćwiczenie to oddziałuje korzystnie na układ trawienny, wydalniczy i rozrodczy. Rozciąga żołądek i jelita, a także przeciwdziała zaparciom. Jest ponadto wskazane przy postrzale, pochyłości i bólach pleców.

Pobudzanie ośrodka błękitu.

Większość z nas cierpi wskutek napięć mięśniowych na barkach i powinna ćwiczyć wysuwanie i przyciąganie podbródka. Wyjątek stanowią osoby z nadczynnością tarczycy, które powinny uciekać się do tych ćwiczeń tylko w ostateczności. .........1.Kładziemy się na brzuchu. Mocno wyciągamy ręce przed siebie. Następnie kładziemy dłonie przed twarzą jedna na drugiej i opieramy na nich podbródek. Unosimy lekko podbródek wspomagając go dłońmi. Następnie odrywamy tułów od ziemi, jednocześnie podnosząc łokcie i dłonie z opartym na nich podbródkiem. Kiedy dojdziemy do najwyższego położenia, jakie jesteśmy w stanie utrzymać, przyciągamy łokcie do siebie i opuszczamy dłonie na ziemię nie obniżając przy tym tułowia. Zwieszamy głowę tak, by mięśnie karku w pełni się rozluźniły i opuszczamy tułów na podłogę, opierając czoło o matę. Na wydechu odrywamy głowę i dłonie od ziemi na jednakową wysokość, a następnie podpieramy się dłońmi i odpychamy tułów do góry. Nie należy prostować łokci ani odrywać dolnej części brzucha od ziemi, dopóki nie jesteśmy w stanie dobrze wygiąć się do tyłu. Powoli opadamy na wydechu, brodę trzymając zadartą. Wprawdzie to ćwiczenie rozbudza błękitny ośrodek gardła, jednak lepiej jest koncentrować się na czole, ponieważ wówczas ulega pobudzeniu również ośrodek indygo. Ćwiczenie to wzmacnia brzuch i plecy. W jednej z odmian ćwiczenia zatrzymujemy się w najwyższym położeniu i zwieszamy głowę na wydechu. Następnie na wdechu skręcamy głowę w prawo i kątem oka patrzymy na własne pięty. Na wydechu odkręcamy głowę z powrotem. Potem robimy skręt w przeciwną stronę. W kolejnym wariancie zadzierając głowę w bok, opadamy na prawy łokieć i na wdechu patrzymy w sufit. Na wydechu prostujemy rękę i zwieszamy głowę. Powtarzamy ćwiczenie uginając lewy łokieć.

2. Kładziemy się na plecach ze złączonymi stopami, wyciągając ręce wzdłuż tułowia. Wspierając się na dłoniach i lekko ugiętych łokciach, podnosimy nogi do pionu. Podpieramy przy tym plecy dłońmi możliwie jak najwyżej. Jednocześnie przyciskamy brodę do klatki piersiowej. Napinamy mięśnie pośladków starając się utrzymać plecy proste w jak najwyższym położeniu. Świeca jest doskonałym ćwiczeniem, jednak nie powinno się go wykonywać przy powiększonej tarczycy, nadciśnieniu, a także podczas menstruacji. Po wyjściu z asany nie należy od razu wstawać, gdyż następuje wtedy zbyt nagły odpływ krwi z mózgu.

Kto opanował dobrze świecę, może spróbować jednego z poniższych wariantów ćwiczenia, które wprawdzie nie energetyzują tak mocno ośrodka błękitu, za to zwiększają elastyczność ciała. Stojąc w świecy: a) Opuszczamy jedną nogę powoli za głowę. Następnie opuszczamy nogę drugą.

b) Uginamy nogę w kolanie i opieramy je o czoło, a stopę o kolano drugiej nogi. Pozostajemy przez chwilę w asanie, a następnie wykonujemy ją symetrycznie.

c) Opuszczamy obie stopy na ziemię za głową. Kładziemy ręce za plecami na podłodze, jeśli to możliwe – trzymając się za nadgarstki.

3. Wracamy do leżenia ze świecy. Przyciągamy stopy piętami do pośladków i z ugiętymi kolanami podnosimy pośladki do chwili, aż klatka piersiowa oprze się o podbródek. Stopy i barki przylegają do ziemi tworząc, wraz z rękami i karkiem podporę dla tułowia. Ćwiczenie to przeciwdziała pochyłości i bólom pleców, nie powinno się go jednak wykonywać w ciąży.

Można spróbować również wariantu, w którym podpieramy biodra dłońmi i prostujemy nogi do przodu, a następnie unosimy je po jednej do góry.

4.Wprowadzimy teraz kilka ćwiczeń w pozycji stojącej. Przedstawione wcześniej asany połączone z wygięciem tyłu energetyzowały ośrodek serca. Odchylanie tułowia i głowy do tyłu w pozycji stojącej pobudza również ośrodek gardła. Głębokość wygięcia zależy od elastyczności ciała. Im dalej potrafimy się wygiąć, tym silniej fale wzbudzonej energii rozchodzą się po ośrodkach. Stajemy na lekko rozsuniętych stopach. Na wdechu wyciągamy ręce mocno nad głową, a na wydechu odchylamy się powoli do tyłu, wypychając dla zachowania równowagi biodra i kolana do przodu. Pogłębiamy wygięcie. Na wdechu wracamy powoli do pionu, a podczas kolejnego wydechu wykonujemy łagodny skłon do przodu.

5. Stajemy w rozkroku szerokości metra, ze stopami lekko zwróconymi na zewnątrz. Splatamy dłonie za plecami. Robimy wdech i unosimy klatkę piersiową do góry. Na wydechu robimy skłon czołem w stronę kolana, podnosząc jednocześnie złączone ręce jak najwyżej do tyłu. Staramy się zetknąć nos z kolanem i wytrwać jakiś czas w tej pozycji. Następnie powoli opuszczamy ręce i prostujemy tułów. Powtarzamy ćwiczenie wykonując skłon do drugiej nogi. Ćwiczenie to wzmacnia mięśnie między górną częścią kręgosłupa a łopatkami.

Pobudzanie ośrodka indygo Sprawność ośrodka brwiowego ma wielkie znaczenie w pracy nad podnoszeniem świadomości i w znacznej mierze zależy od elastyczności mięśni twarzy i całej głowy. Rozruszaniu mięśni oplatających głowę służą ćwiczenia twarzy. Zauważmy, że zwierzęta w stanie wytężonej uwagi ściągają uszy do tyłu. U ludzi po dwudziestce brwi i uszy zaczynają opadać. Ćwiczenia, które wam przedstawiamy, są jednocześnie ćwiczeniami upiększającymi i powinny być wykonywane nawet po trzy, cztery razy dziennie. Należy jednak pamiętać, że obroty głowy i napinanie mięśni twarzy pobudzają tarczycę, nie są więc wskazane dla osób szczupłych. 1. Energetyzujemy dłonie pocierając o siebie. Złączone dłonie przykładamy do czoła, tak by palce znajdowały się na czubku głowy. Koncentrujemy się na całym obszarze przykrytym dłońmi. Pod włosami znajduje się mięsień, który podciąga czoło do góry. Naszym zadaniem jest rozruszanie tego mięśnia. W tym celu zwieszamy głowę na wdechu, a następnie na wydechu zadzieramy do góry i patrzymy za siebie. Liczymy do sześciu i opuszczamy głowę na wdechu. Ćwiczenie to wygładza zmarszczki na czole i pobudza cały obszar do pracy. 2. Przykładamy jedną dłoń do czoła pomiędzy brwi. Na wdechu dociskamy dłoń, obciągając skórę między brwiami do dołu. Po chwili na wydechu puszczamy ją z powrotem. Ćwiczenie to pobudza mięśnie potylicy oraz mięśnie okalające oczy. 3. Przykrywamy dłońmi uszy. Pod każdą skronią znajduje się mocny mięsień, który naciąga skórę po bokach twarzy i porusza uszami. Napinamy ten mięsień podciągając na wdechu uszy do góry. Przytrzymujemy je przez chwilę i puszczamy na wydechu.

4. Za uszami znajdują się mięśnie, które odciągają uszy do tyłu. Opieramy opuszki palców za uszami i na wdechu ściągamy uszy do tyłu, puszczając na wydechu. 5. Kładziemy dłonie w odstępie dwóch centymetrów jedna od drugiej na części karku porośniętej włosami. U podstawy czaszki pod włosami znajduje się warstwa mięśni, którą na wdechu napinamy, zbliżając do siebie końce palców. Rozluźniamy je puszczając palce i kiwając przez chwilę głową. 6. Ponownie pocieramy dłonie i zakrywamy oczy. Zadzieramy głowę i na wdechu patrzymy przez chwilę do góry. Następnie na wydechu opuszczamy głowę w dół, zamykamy oczy i przyciskamy powieki dłońmi. Relaksujemy się. Ćwiczenie powtarzamy. Za pierwszym razem skupiamy wzrok na środku czoła, następnie po kolei kierujemy spojrzenie na początki brwi, środki, wreszcie ich zewnętrzne końce. 7. Ściągamy wargi kilkakrotnie, jakbyśmy chcieli gwizdnąć lub pocałować kogoś, potem rozciągamy usta jak najszerzej. 9. Odchylamy głowę do tyłu. Parokrotnie otwieramy i zamykamy usta, mocno zaciskając szczęki. Potem kilka razy naciągamy dolną wargę na górną. 10. Opieramy czubki palców na ramionach. Krążymy ramionami, podnosząc je na wdechu i jednocześnie zwieszając głowę. Na wydechu opuszczamy łokcie w dół i podnosimy głowę do góry. Pobudzanie ośrodka fioletu Dopóki nie jesteśmy zdolni samoistnie przewodzić energii kosmicznych, musimy pobudzać krążenie krwi w głowie, by przez energetyzowanie czakramu ciemieniowego w większym zakresie wykorzystywać moce mózgu. Jeśli dodatkowo dotkniemy głowy stopami, ośrodek zostanie jeszcze bardziej pobudzony. Dawniej pobudzano go stając od razu na głowie, my jednak nie powinniśmy tego robić bez przygotowania, chyba że mamy idealną postawę, co się rzadko zdarza. Ćwiczenia, które tutaj przedstawiamy, powinno się wykonywać dopiero przy dość zaawansowanym treningu, wyłącznie pod kierunkiem nauczyciela. Na szczęście każdy skłon do przodu w pewnym stopniu pobudza ośrodek fioletu. Pamiętajmy, żeby nie podnosić od razu głowy po ćwiczeniach, w których ciało znajduje się w pozycji odwróconej. Jeśli wywieraliśmy nacisk na ciemię, przez następne kilka sekund głowa musi pozostać zwieszona. 1. Stajemy w rozkroku, z nogami rozstawionymi na szerokość metra. Na wdechu wykonujemy skręt tułowia w prawo. Na wydechu pochylamy się i opieramy dłonie na ziemi, uginając jednocześnie kolano i przybliżając maksymalnie głowę ziemi. Przenosimy dłonie na środek, między nogi. Bierzemy wdech i wracamy do pionu. Ćwiczenie powtarzamy robiąc skłon do lewej nogi. Następnie odwracamy tułów do przodu. Na wydechu robimy skłon i kładziemy dłonie na ziemi, w równej linii ze stopami. Czubek głowy opieramy o ziemię pomiędzy dłońmi. Ćwiczenie to można wykonywać splatając dłonie za głową albo przytrzymując rękami przeciwległe łokcie. Robimy skłon na wdechu i pozostajemy w tej pozycji przez jakiś czas, oddychając naturalnie.

Kolejny wariant polega na łączeniu dłoni za plecami w geście modlitewnym. Przez kilka minut stoimy w skłonie, równomiernie rozkładając ciężar ciała na stopy i ciemię. Na wdechu powracamy do pionu. Ta asana jest niewskazana dla osób cierpiących na nadciśnienie i zawroty głowy.

2. Klękamy ze złączonymi kolanami przysiadając na piętach. Dłonie rozstawione na szerokość ramion kładziemy przed kolanami. Pochylamy głowę i opieramy pomiędzy dłońmi na ziemi, jednocześnie powoli prostujemy nogi stając wyłącznie na palcach stóp. Stoimy w tej pozycji przez kilka minut. Dla odpoczynku na chwilę opuszczamy się na kolana, po czym z powrotem prostujemy nogi. Przybliżamy stopy do rąk i przyklękamy na własnych łokciach. Przez pewien czas odpoczywamy wsparci na czymś w rodzaju trójnogu.

3. Kiedy poprzednią asanę wykonujemy bez trudu, możemy przejść do stania na głowie. Stoimy tak, dopóki możemy wytrzymać bez zbytniego wysiłku, po czym powoli uginamy nogi i opuszczamy stopy na ziemię.

4. Klękamy. Pochylamy się i kładziemy przedramiona przed kolanami na ziemi, lekko rozsuwając łokcie na zewnątrz. Splatamy palce i opieramy głowę samym czubkiem na ziemi, ciasno obejmując ją dłońmi. Podnosimy kolana z ziemi i drobnymi kroczkami podchodzimy do przodu, stopniowo prostując plecy i przyciągając uda do dolnych żeber i brzucha. Przenosimy ciężar ciała ze stóp na głowę i przedramiona. Nieznacznie odrywamy jedną, a potem drugą stopę od ziemi. Kiedy czujemy idealną równowagę, zaczynamy prostować nogi w biodrach oraz kolanach, doprowadzając ciało do pozycji pionowej. Stoimy tak, dopóki nie pojawi się napięcie. Następnie powoli zginamy nogi i opuszczamy stopy na ziemię. Zanim wstaniemy, powinniśmy dłuższą chwilę odpocząć. Początkujący powinni stać na głowie najwyżej pół minuty, dopiero na koniec sesji. Stopniowo przedłużamy ten czas do pięciu minut.

5. Kładziemy się na brzuchu i wyciągamy z wyprostowanymi rękami. Układamy dłonie jedna na drugiej i opieramy na nich podbródek. Pomagając sobie rękami unosimy się nieznacznie i rozciągamy. Następnie, już bez pomocy rąk, unosimy ciało do góry razem z dłońmi, łokciami i podbródkiem. Kiedy dochodzimy do najwyższego położenia, jakie jesteśmy w stanie utrzymać, przyciągamy łokcie do tułowia i opuszczamy dłonie na podłogę, nie obniżając położenia ciała. Prostujemy kark, po czym opuszczamy ponownie tułów, opierając się o matę czubkiem głowy. Teraz, na wdechu odpychamy się rękami i zadzierając jak najwyżej głowę, zbliżamy jednocześnie do niej stopy. Utrzymujemy tę pozycję przez chwilę, po czym relaksujemy się na wydechu.

To ćwiczenie ma wysoce symboliczną wymowę, ponieważ odpowiada antycznemu wyobrażeniu jedności, w którym wąż zjada własny ogon. Kiedy stopy stykają się z czubkiem głowy, w ciele zachodzi idealna wymiana energetyczna. --------------------Spis treści: Przedmowa Wstęp AURA I ENERGIE CZAKRAMÓW BARWY CZAKRAMÓW Czerwień: płomień, który nas ożywia Pomarańczowy: wezwanie do czynu Żółty: umysł indywidualny Zieleń: czyste serce Błękit: słowa mądrości Indygo: odmienne stany świadomości Fiolet: przeszłe wcielenia żyją w nas nadal OCZYSZCZANIE CZAKRAMÓW Głęboki róż: oddech Boga Złoty: mądrość bogów Zamknięte czakramy Relaks Energie ujemne Biel: droga ku światłu OTWARCIE SIĘ NA WYŻSZĄ ŚWIADOMOŚĆ ĆWICZENIA ENERGETYZUJĄCE Pobudzanie ośrodka czerwieni Pobudzanie ośrodka pomarańczowego Pobudzanie ośrodka żółtego Pobudzanie ośrodka zieleni Pobudzanie ośrodka błękitu Pobudzanie ośrodka indygo Pobudzanie ośrodka fioletu

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful