You are on page 1of 17

KRYTYKA LITERACKA: listopad 2009

Page 1 of 63

Udostpnij

Zgo naduycie

Nastpny blog

Utwrz bloga

Zaloguj si

KRYTYKA LITERACKA
pod redakcj Witolda Egertha i Tomasza Sobieraja ISSN 2084-1124 LITERATURA SZTUKA FILOZOFIA ESEJE RECENZJE FELIETONY WIERSZE OPOWIADANIA ______________________________________________________________________
Spis treci
2012 (8) 2011 (78) 2010 (41) 2009 (4) grudzie (2) listopad (2) Recenzja: Jan Siwmir PYTANIA NA LE ZADANE ODPOWIE... Recenzja: Karol Maliszewski SAJGON ____________________ _ Adres do korespondencji t.sobieraj@wp.pl

Recenzja: Jan Siwmir PYTANIA NA LE ZADANE ODPOWIEDZI


Autor: Micha Dec-Budziszyski Trzeba by nie lada buntownikiem, aby w dobie panujcego wszechobecnie chrzecijastwa plu mu w twarz. Feuerbach nie waha si jednak zadrze z Bogiem i wiatem. Za kar zosta opleciony spiskiem milczenia, skazany na zapomnienie, ignorowany. A mimo to jego myl yje i zapadnia podobne mu dusze. Wedug Feuerbacha religia jest tylko snem ducha ludzkiego. Czowiek przetransponowa swoje fantazje i pragnienia na fikcyjn, urojon posta Boga. I zrobi to na swj obraz i podobiestwo. A taki zabieg okaza si bardzo grony w skutkach; jeli bowiem czowiek czyni dobro, to nie dlatego, e szanuje innego czowieka, ale dlatego, e wisi nad nim kij w postaci kar boskich, albo marchewka z obietnic raju. Co oznacza, e czowiek nie moe by z gruntu dobry, e bez Boga jest wycznie zgniym odpadkiem. Taka wizja relacji Bg czowiek nie odpowiadaa temu wielkiemu mylicielowi. Taka wizja obca jest take Janowi Siwmirowi, ktry swoim poetyckim wyznaniem, zawartym w Pytaniach na le zadane odpowiedzi, walczy z Bogiem, czasem i ... ludmi takimi jakimi s, bo chciaby, aby byli inni. Mwi o zudzeniach, jakie mamy w zwizku z Bogiem, o wtpliwociach zwizanych z jego istnieniem, o wygraaniu pici temu, ktrego przecie by nie moe, a w kocu o nadziei, ktra wbrew rozumowi pulsuje gdzie pod skr, kae wypatrywa znakw i trwoliwie rozglda si za czym, co zaprzeczy nieodpartej logice. I ktra ostatnia umiera. Bo jeli Boga nie ma, to kogo postawi zamiast niego na piedestale? Drugiego czowieka, jak chcia Feuerbach? Tyle e ten drugi czowiek jest w odczuciu Siwmira wycznie myliwym potraficym zdoby si na wiele wyrzecze, eby mc skrzywdzi bliniego, li tylko dla wasnej przyjemnoci. Zadano nam ten wiat jak prac domow z matematyki czy fizyki, lecz jest ona le zadana, gdy nie mona obliczy prawidowego wyniku. Co gorsza, trudno znale waciwe pytania, aby po nich doj do tego, gdzie tkwi bd. Zwaszcza, e zmienna, jak jest czas, za kadym razem przybiera inny grymas, grymas rosiczki pochaniajcej swe ofiary. Gdy po raz pierwszy przeczytaem tomik poezji Jana Siwmira uderzy mnie wanie ten filozoficzno- egzystencjalny nurt, obecny niemal w

AUTORZY TEKSTW Jzef Baran Klaudia Bczyk Mariusz Bober Jan Z. Brudnicki Maciej Ciso Micha Dec-Budziszyski Stanley Devine Marek Doskocz Witold Egerth Stanisaw Esden-Tempski Piotr Grobliski W.A. Grzeszczyk ukasz Jasiski Zbigniew Joachimiak Krzysztof Jurecki Katarzyna Karczmarz Roman Kamierski Marcin Krlik Andrzej Jerzy Lech Marek awrynowicz Przemysaw oko Dariusz Magier Roberto Michel Joanna Mieszkowicz Janusz Najder Krzysztof Niemczycki Stanisaw Obirek

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_11_01_archive.html

2012-01-23

KRYTYKA LITERACKA: listopad 2009

Page 2 of 63

Edward Pasewicz Dariusz Pawlicki Robert Rutkowski Jan Siwmir Tomasz Sobieraj Wioletta Sobieraj Jan Stpie Andrzej Tchrzewski Janusz Termer Marek Trojanowski Joanna Turek Igor Wieczorek Bohdan Wrocawski Adam A. Zych ORAZ J.W. Goethe Jarosaw Haek S.I. Witkiewicz ____________________

kadym wierszu. Dopiero, gdy wrciem do niego po raz kolejny, zauwayem jak bardzo szczere s te miniatury, jak dramatyczne. Poezja z natury rzeczy jest spraw osobist, nie kady jednak uchyla rbka zasony prowadzcej do najintymniejszych miejsc mzgu. Popatrzmy choby na wiersz ludzie w twojej duszy: ...s takie dni kiedy syszysz w ludziach jak dze szepcz w zmowie i chwile w ktrych rozumiesz e to odbicie lustrzane tego co drzemie w tobie Te miejsca to nie wyuzdane, erotyczne wyobraenia, ale pena wiadomo nie tylko swojej dobrej strony, lecz i tej okrutnej. Krwioercze pragnienia Siwmira spotka mona w wielu wierszach. W jednym miejscu auje on, e lawiny przysypuj nie tych, co trzeba, w innym mwi czasy zarazy miay swe dobre strony. Albo woa: ... podejd pod wasz dom i zawoam teraz wasza kolej na strach Na zakoczenie wypada podkreli, e tak jak postulowaa wielka polska poetka W. Szymborska (ktr zreszt Jan Siwmir jest zafascynowany), kady wiersz przedstawiony w Pytaniach na le zadane odpowiedzi, jest odrbn caoci, gdzie forma poda za treci, a przy tym wszystkie one brzmi spjnie i stanowi wiadectwo doskonaego warsztatu. Te wiersze nie s przeznaczone dla wikszoci ludzi, one zaistniej wycznie w wiadomoci wybranych. I miejmy nadziej, e t wanie drog potoczy si dalszy rozwj kariery pisarskiej Jana Siwmira. Wbrew temu, co twierdzi sam autor, poezja nie jest egalitarna, jest elitarna. By moe Jan Siwmir, z racji swego nonkonformizmu, zarwno w formie jak i w treci zostanie milczco oskarony i skazany, lecz przecie on sam dobrze wie, i poeci pomiertnie odmierzaj czas.

Jan Siwmir, Pytania na le zadane odpowiedzi, Wydawnictwo SPP, Warszawa 2009.


Pole to w Google

Recenzja: Karol Maliszewski SAJGON


Autor: Tomasz Sobieraj

Krytyk i eunuch z jednej s parafii, Obaj wiedz jak lecz aden nie potrafi. Tadeusz Boy-eleski

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_11_01_archive.html

2012-01-23

KRYTYKA LITERACKA: listopad 2009

Page 3 of 63

Kiedy ju krytyk otrznie si ze zniewagi i postanawia udowodni, e dwuwiersz Boya to krzywdzce uoglnienie, moe zrobi si interesujco szczeglnie, gdy tym krytykiem jest nauczyciel, historyk filozofii i doktor nauk humanistycznych w jednej osobie, mentor nowych pokole ludzi pira, sdzia poetw i pisarzy, Karol Maliszewski. Zaiste, czowiek to wielkiego ducha, skoro postanowi podda si publicznej wiwisekcji i opublikowa, czciowo za pienidze podatnika, osobiste wyznania wyzwalajce oczyszczajcy wstrzs e posu si cytatem z Sajgonu, w najkrtszy sposb charakteryzujcym t ksik. Gdyby jednak kto spodziewa si w wydaniu Maliszewskiego dziea tej miary, do jakiej przyzwyczaili nas wspczeni klasycy tego gatunku, jak np. Masowska, Kaliciska czy Stasiuk, rozczaruje si i to pozytywnie. Wiem, to co pisz, jest herezj. Jednak od naszego bohatera dzieli te osoby dystans nieatwy do pokonania. W przeciwiestwie bowiem do krtkich jak u sabego czwartoklasisty zda Stasiuka, Maliszewski pisze zdaniami dugimi, zoonymi, pozwalajcymi nabra oddechu i pdu, wskazujcymi na lepszy warsztat pisarski; od Kaliciskiej rni go to, e pisze o rzeczach wakich, a nie o pierdoach dla egzaltowanych pa i unika nieistotnego dialogowania, za od Masowskiej dzieli go ta gruba kreska, ktra rozgranicza ludzi w pewnym sensie wiatych od panalfabetw. Take w warstwie fabularnej autor Sajgonu potrafi wznie si nieco wyej, i z reporterskiej powoki przedstawiajcej ycie prowincji uczyni pretekst do sporu o uniwersalia czyni to troch nieporadnie, naiwnie, ale zawsze jest to przynajmniej prba nadania literaturze istotnoci, a nie zwyke wynurzenia gminnego pisarza. Odwrcona aksjologia, tak niepokojca autora, wysuwa si zatem na pierwszy plan podskrnego obiegu tej ksiki, na rwni z zagadnieniami egzystencjalnymi i ontologicznymi, przedstawionymi moe niezbyt odkrywczo, troch infantylnie, jednak o czym naley pamita nie jest to praca filozoficzna, nawet nie powie w cisym sowa tego znaczeniu, a jedynie zbir refleksji nad rozkadajcym si wiatem i postpujcym zbydlceniem czowieka. Dlatego to, e Maliszewski nie potrafi narzuci sobie pisarskiej dyscypliny, piszc czsto w sposb chaotyczny, rwcy si jak nie przymierzajc pijacka opowie, nie jest w stanie umniejszy wartoci tej ksiki jako gosu nad stanem czowieczestwa. Mona te czyta Sajgon jako utwr stanowicy z jednej strony wyraz umiowania swojej maej ojczyzny, a z drugiej jako przejaw frustracji i kompleksw maomiasteczkowego nauczyciela, niedocenianego literata i starzejcego si nieuchronnie mczyzny. Nie mniej znaczcy jest interwencyjny charakter niektrych fragmentw ksiki, w ktrych autor poddaje krytyce lokalne wadze (a nawet system polityczny kraju, bdcy tutaj form jakiej zwyrodniaej demokracji zblionej do narodowego socjalizmu), wytyka upadek wartoci duchowych, wskazuje na intelektualn ndz literatury, literatw i krytykw, ujawnia niesmaczne kulisy konkursw poetyckich i niezasuonych karier poetw, w penym wietle pokazuje gupot systemu edukacji i jego pracownikw, obnaa miako i nieuctwo krytyki. Dostaje si nawet kocioowi i klerowi, co wiadczy o odwadze Maliszewskiego, albo o skonnociach samobjczych. Zastanawia tylko, jak to jest, e wcielone w rne postacie

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_11_01_archive.html

2012-01-23

KRYTYKA LITERACKA: listopad 2009

Page 4 of 63

tej ksiki literackie alter ego Karola Maliszewskiego oraz on sam, bohater tej niepowieci, taplajcy si w bagnie polskiej rzeczywistoci, nie ulegaj zabrudzeniu, stanowic wzr etycznego dandyzmu to ju zalatuje bajkami z mchu i paproci, na ktre pan doktor nas nie nabierze. Take wzorcowa mdro bohaterw-narratorw wystpujcych w Sajgonie wydaje si podejrzana i nieco mieszna, przywodzi bowiem na myl wypracowania uczniw podstawwek, w ktrych programowo przedstawiaj si jak skrzyowanie w. Franciszka i Batmana, ale c, licentia poetica chocia w przypadku prozy mocno tkwicej w wiecie realnym, winna by dawkowana z umiarem. Zdumiewa nieco pojawiajcy si w tej ksice erotyzm. Zdumiewa nie tym, e jest, ale e taki bezbarwny, jak w mongolskim pornolu. Wida autor wyszed z zaoenia, e dla kadego co miego, bo to zwikszy sprzeda, ale mistrzem gatunku to on nie jest. Wykorzystaem swoje skrzywienie zawodowe i wykonaem drobn analiz zachowa seksualnych przedstawionych na kartach tej ksiki. W sumie, na 27 rozdziaw Sajgonu, w 14 pojawia si jaka forma seksu, czyli w ponad poowie. Ulubionym rodzajem erotycznego szalestwa jest dla Karola Maliszewskiego masturbacja, pojawiajca si 4 razy, pozostae wystpuj jednokrotnie i pozwol je sobie wymieni, bo to temat, ktry chyba wszyscy lubi, a i uczciwo krytyka tego wymaga. A zatem: orgia, robienie loda przez nieletni, niezidentyfikowane zabawy pod kodr, rozwaania o pochwach, rozwaania o ruchach frykcyjnych, seks grup mniejszociowych, przedwczesny wytrysk, fetyszyzm grupowy, pochwa indywidualna, orgia zakonnic, wytrysk gejzeru (nie wiem, czy to si liczy, ale kto wie, Maliszewski to te poeta i przecie to moe by metafora, a moe nawet alegoria). Niestety, nie s to barwne opisy, a jedynie szkice, wzmianki, sugestie, drobne bczki, dlatego, chocia to kuszce, nie mona zaliczy Sajgonu do jake ubogiej w naszej literaturze kategorii erotyki. Czytelnikom zaniepokojonym tak znacznym udziaem masturbacji (28,57% ogu zachowa seksualnych) polecam pjcie na konkurs poetycki jurorom (obojga pci) naprawd nic innego nie pozostaje, szczeglnie jeli maj do czynienia z twrcami awangardowymi. Niemniej, po tych twardych danych statystycznych, troch strach zajrze do Nowej Rudy, szczeglnie w czasie wakacyjnych ekskursji, kiedy to uwolniony od szkolnych obowizkw i wypoczty Karol Maliszewski przechadza si po miasteczku i okolicach, i nie wiadomo, co myli wspinajc si niczym prowincjonalny Settembrini na rwnie prowincjonaln Czarodziejsk Gr, czyli np. Wielk Sow. Uprasza si zatem o niewysiadanie z samochodu, a najlepiej to od razu wali przez Kodzko na Kudow i do Czech albo Austrii. No, chyba e komu wszystko jedno. O ile erotyczna wyobrania Karola Maliszewskiego w istocie nie ma dla nas wikszego znaczenia, to powinna nas interesowa jego wyobrania w ogle w kocu podobno to pisarz i poeta, a nie reporter. Od lat twierdz, e rzeczywisto powinna by pokarmem, ktry artysta zamieni w energi, energi, ktra olni. Rzeczywisto powinna by straw, z jakiej artystyczne zwierz zbuduje mocne tkanki, koci, cigna, minie i krew swojej sztuki. Jednak wikszo tak zwanych artystw i krytykw uwaa, e samo ycie jest sztuk i wystarczy je opisa, najlepiej awangardowo, czyli nieudolnie, by powstao dzieo ci stanowi ten

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_11_01_archive.html

2012-01-23

KRYTYKA LITERACKA: listopad 2009

Page 5 of 63

porykujcy gono tum niedoukw. Karol Maliszewski ma wiksz wiadomo, bo jednak skoczy szko a nawet ma doktorat co prawda o dyskusyjnych znamionach naukowoci, ale zawsze zatem usiujc przypodoba si wszystkim, wybra co pomidzy odtwrczoci a kreacj, rynsztokiem a estetyzmem, bekotem a intelektualizmem, czyli krtko: sztuk ludow a elitarn, co powoduje jego rozdarcie, a nawet niesie ze sob ryzyko jeli nie depresji, to schizofrenii. C, nie kadego sta na to, eby zachowa si jak podmiot liryczny w wierszu Roberta Frosta The Road Not Taken, i nie mona tego wymaga od sabej, czowieczej istoty, podszytej dzieckiem i targanej sprzecznociami. Mona natomiast od niej wymaga, szczeglnie jeli jest nauczycielem, eby ustalia zasady i trzymaa si ich, a jeli i to za duo, by przyja zasady cudze, i zacza stosowa jako program wasny, twardo i konsekwentnie. Karol Maliszewski jednak nie wybra adnej z drg i wlaz w krzaki midzy nimi, co jaki czas gubic si i po omacku trafiajc na jedn lub drug, za kadym razem zachwycajc si odkryciem, po czym z masochistycznym upodobaniem zapada w ciernie, kaleczc si jak niesforny Karolek, ktry nigdy, na zo wszystkim, nie zostanie mczyzn. Postawa naiwna, ktra doprowadzia do tego, e to, co robi w literaturze, nie jest pene, nie jest nawet zamkiem z piasku, jest dopiero piaskowym podzamczem. To i tak wicej, ni u wikszoci, ale za mao, aby by z siebie zadowolonym, do tego wystarczy jedynie na nadmuchan wielko, jakich ju peno w polskim grajdole. A przecie kademu powanemu artycie chodzi o wielko prawdziw. Wracajc do rzeczywistoci jako pokarmu dla wyobrani Karol Maliszewski pokarm znajduje, bo peno go dookoa, ale niestety, ma problemy z przyswajaniem, wic szybko wydala niestrawione resztki, przez co nie ronie, sabnie i popada w anemi. Skutek jest taki, e zamiast penego fantazji i nowych artystycznych bytw ryku lwa z Nowej Rudy, mamy aosne skamlenie kojota skamlenie na pogarszajc si rzeczywisto, ktrej sam, w jakim sensie, jest twrc. W sumie jednak Sajgon jest gosem istotnym oczywicie nie jako dzieo literatury piknej, bo twrcza impotencja i warsztatowe braki to wykluczaj, ale istotnym jako przyczynek do, moe w kocu powanego i rzeczowego, dyskursu o jej stanie, o dewaluacji wartoci i koniecznoci ich przewartociowania. A e to gos jednego z tych, ktrzy sami nagrzeszyli jako sdziowie poetw i pisarzy promujc mierno, ludowo i wtrno, to lepiej, bo wiadczy albo o nieznonym poczuciu winy i chci naprawy wyrzdzonych szkd, albo o nieskrywanej hipokryzji, pysze i arogancji. Obie ewentualnoci mnie ciesz, bo te mam paskudny charakter. A teraz jeszcze gratis dla czytelnika niniejszej pracy sprowokowany dziwacznym obyczajem kultywowanym przez polsk krytyk, a polegajcym na streszczaniu fabuy i komentarzach do niej. Zwyczaj ten wynika zapewne z luk w edukacji, ale zacz mi si podoba, bo czyni prac krytyczn atwiejsz i bardziej zabawn, wic postanowiem go przyswoi i powoa do ycia now wieck tradycj, czyli docza do mojego tekstu trawestacj, burlesk, satyryczne streszczenie utworu jak kto woli, niekiedy uywajc sw autora, czasem jego uczniw, apostow i apologetw. Mam nadziej, e zachci to do lektury ksiki. Owoc tego eksperymentu poniej.

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_11_01_archive.html

2012-01-23

KRYTYKA LITERACKA: listopad 2009

Page 6 of 63

Rozdzia I Literackie alter ego autora jest rozdwojone to nauczyciele: Teodor Szeremeta, mwicy prowincjonaln polszczyzn ortograficzny ortodoks, i on sam, Karol Maliszewski. Tocz bj o poprawn ortografi, a koleanka z pracy, Janina wistak, to ewidentna panalfabetka. K.M. sugeruje, e nauczyciele, czyli take jego koledzy i koleanki, to bezmylne gupole po studiach wieczorowych (przy czym on te, zdaje si, koczy polonistyk na wieczorowo-podyplomowych-skrconych kompletach). Bohater zreszt ma wtpliwoci, czy nie jest taki sam, jednak po chwili rozwiewa je na swoj korzy twierdzc, e posiada wysz wiadomo, przez co naley do odmiany intelektualnie grujcej nad reszt nauczycielskiego (i nie tylko) plebsu, czego dowodem jest to, e pisze (sic!) ryzykowne stwierdzenie w czasach literatury opanowanej przez dyslektycznych niedoukw. Bohater nie kryje swojego upodobania do ochlejstwa, co, jak mona sdzi, jest typowo nauczycielsk przypadoci. Heroicznie walczy z religijn grafomani (ale troch szkoda, e nie ze wieck ale jake mgby K.M. w realu to przecie apologeta grafomanw). Nie lubi si z mylcym i niesfornym samochodem produkcji japoskiej, przywodzcym na myl deliryczne wizje. Udaje si wic na szkoln pielgrzymk do Czstochowy, gdzie w kolejce do kibla snuje naiwne rozwaania egzystencjalne przeplatane pseudoontologicznym baraboleniem (nie pozbawionym w chwilach wikszej jasnoci umysu diagnoz odwanych). Rozdzia koczy si masturbacj bohatera w sdzie wykonan profesjonalnie przez pani prokurator i szczliwie, wytryskiem. Rozdzia II Bohaterem jest prowincjonalny urnalista cierpicy na weltschmerz, ktry stawia diagnoz stanu spoeczestwa, znajdujc w nim jedynie 5% sprawiedliwych (jak to policzy?) do ktrych oczywicie sam si zalicza. Podniesiony na duchu usiuje uwie kulaw koleank z pracy, ale bez powodzenia. Dopiero podczas oglnomiasteczkowej orgii w poniemieckich bunkrach odbywa upragniony stosunek pciowy z wyej wymienion niewiast, po ktrym awansuje, toczy boje z maomiasteczkow sitw (do ktrej oczywicie naley take babrzcy si w moralnym bagnie kler), wynosi na szczyty lokaln gazecin i czyni za jej pomoc dobro, obsypujc mieszkacw Radkowa (koo Nowej Rudy) deszczem pienidzy. Rozdzia III Bohater obejmuje sytuacj myl i daje wskazwk modym adeptom sztuki pisarskiej, e naley panowa nad fragmentem wiata, jednoczenie odwanie rezygnuje z pojcia widoczne szwy na rzecz pocigania za niewidoczne sznurki. My te wolimy pociga. Na scenie pojawia si tajemnicza Marysia, poddana rwnie tajemniczym badaniom, dziki ktrym ma papiery na rozmnaanie. Przychodzi wiosna i piewaj ptaki a pmyl bohatera pragnie zaistnie obiektywnie. Marysia zblia si do murarza Janka i udziela si spoecznie wok kocioa i harcerstwa, a Janek obwchuje brunetk wydzielajc wo (jak i skd, K.M. taktownie milczy). Rozlega si lament nad cikim losem utalentowanej modziey z maych miasteczek (do ktrej kiedy K.M. nalea, to wie jak to jest). Marysia tumaczy, e nie pisze wierszy, bo z ni i ze wiatem

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_11_01_archive.html

2012-01-23

KRYTYKA LITERACKA: listopad 2009

Page 7 of 63

wszystko jest w porzdku (tak, wedug wielu poezja winna mie charakter interwencyjny, nie intelektualno-estetyczny). wiat jest w tym rozdziale podobny do wiata orwellowskiego albo naszego, szczliwie, mona si onanizowa, co Janek czyni z zapaem, po czym Marysia umiera a narrator deklaruje wiar w czowieka. Rozdzia IV Docieramy do Sajgonu bynajmniej nie uroczego miasta w delcie Mekongu, ale mrocznego osiedla artystw, dziwek i uli w Nowej Rudzie. Jednoczenie to rodzaj niekomercyjnego Broadwayu, gdzie kwitn awangardowe teatry opanowane gwnie przez dziatw. Nastpuje pochwaa odpowiedzialnoci. Nikt si nie onanizuje. Rozdzia V Zaczyna si dobrze, bo od susznego skdind dowalania pseudointelektualnym wygibasom artystw (przygania kocio garnkowi). Bohater staje si wilkoakiem, pragnie krwi, ciaa i zabijania, wic aby sobie uly, czyta poezj i robi pranie. Reklama abki. Pojawia si jedenastoletnia Klaudyna, pochodzca ze rodowiska prostytuujcych si alkoholikw, i dowiadujemy si, e miasteczko ginie, bo codziennie wyjeda z niego kilka autobusw z emigrantami. eby nie byo tak smutno, dziewczynka onanizuje si, a bohater nauczyciel, uczy dzieci umiechu i nie informuje o czyhajcym determinizmie, za w bramie mierdzi uryna i odpoczywa rozkadajcy si szczur (rozkada si odpoczywajcy szczur, szczurzy si odpoczywajcy rozkad, rozkada si szczurzy odpoczynek, itd. ile to moliwoci daje nam polska mowa by awangardowo opisa t depresyjn rzeczywisto!). Rozdzia VI Miasteczko pisarzy i poetw. Bohater jest krytykiem i mentorem, poucza nard jak naley pisa, jednoczenie skadajc samokrytyk, e jest dupa a nie pisarz (z czym trudno si nie zgodzi, i bynajmniej nie jedynie przez grzeczno). Poszukuje lokalnej duchowoci (chwaa mu za to) i przyznaje, e teoria rozmija mu si z praktyk (a jednak widzi, e nieudolny, ten K.M.). Nikt si nie onanizuje, i pewnie dlatego rozlega si lament nad maomiasteczkow duchow ndz. Rozdzia VII Panuje faszyzm, albo demokracja, wszystko jedno, takie to teraz podobne. Troch nawet jak z Domu Nadzoru albo Procesu - dobre, skdind, wzory. Bohater Kamil pragnie fragmentarycznie wycofa si z ycia i przysuchuje si ontologicznemu dyskursowi staruszkw, jednoczenie gardzc Faulknerem, ktry nie jest Olg Tokarczuk. U Kamila stwierdzono depresj, wic bierze udzia w konkursie literackim, ale bez powodzenia. Z dna wyciga go telefon od starej znajomej, ktra prosi, by zosta jurorem konkursu poetyckiego (ju wiemy, skd rekrutuj si jurorzy, zawsze podejrzewalimy, e to jacy nieudacznicy); zostaje i nagradza starsz pani piszc rymy w stylu Brzechwy, co moe oznacza, e nie jest alter ego K.M., ktry przecie by nagrodzi ktrego z twrcw rynsztokowych. Jedzie do Bigoraja jurorowa w innym konkursie, gdzie spotyka Karola Maliszewskiego, radzcego mu regulowa teksty po ktem odbiorcy (jaki on mdry w teorii, ten Karol,

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_11_01_archive.html

2012-01-23

KRYTYKA LITERACKA: listopad 2009

Page 8 of 63

ale tylko w teorii). Pojawia si Zosia, nica o rodzinnych sobotnich ablucjach w pohitlerowskiej wannie, a my dowiadujemy si, e Zosia ma krocze sabo owosione i ogromne piersi, a jej matka odwrotnie, co sugeruje, e piersi i krocze Zosia ma po ojcu. Poznajemy te jej preferencje seksualne oraz upodobania literackie jej partnera, zaczytujcego si w w genialnym tumaczu i niepoecie Baraczaku, niedouczonym grafomanie wietlickim i zmdrzaym na staro sporadycznym poecie Wacie. Owiecona lektur Zosia w kocu zaczyna kapowa, o co chodzi w poezji, i zostaje recenzentk, chwil pniej jurorem (no, tak te rodz si jurorzy) konkursw literackich. Czas na Boenk, rwnie jurork, i ksigow z domu pomocy spoecznej, w ktrym pensjonariusze gwnie si onanizuj lub poszukuj partnerw seksualnych, a jedna matka nawet wali konia swojemu synowi co pitek (pytanie do wyrodnej kobiety: co tak rzadko?). Nagle narrator przeprowadza krytyk lektur szkolnych. W kolejnej scenie Kamil z Zosi gmeraj sobie gdzie, przykryci kodr. Przychodzi Karol M. i Boenka, dziel nagrody za wierszyki w centrum wydarze duchowych, jakim jest Bigoraj. Karol nie chce sucha o cudownych waciwociach echtaczki Zofii ani zapoznawa si ze sromem Boenki, wic bierze grzak (po co? ohyda, tfu, Karol!) i wychodzi. Jest nam przykro, e autor postpuje egoistycznie, bo lubimy echtaczki i sromy. Nastpuje ironiczne zadumanie Karola Maliszewskiego nad prowincj i jego pretensje do prasy centralnej, e nie dostrzega oddolnych inicjatyw i twrcw prowincjonalnych (czytaj: takich jak on). Picie piwa. Karol ali si, wrcz spazmuje, e poezja dla modych to nie czynno metafizyczna, tylko hobbystyczne pitolenie, sugerujc tym samym, e Podgrnik, wedug niektrych kryteriw niestara, to jednak pitolca amatorka, a Szymborska nie. Co nam tu nie gra. Rozdzia VIII Z gospodarstwa agroturystycznego przenosimy si do miasteczka, przez ktre maszeruje aosna w swym rozkadzie orkiestra grnicza. Pojawiaj si dwaj dziennikarze, a z Krakowa, ktrzy trafiaj na prowincjonalnego poet, ale zapominaj, po co przyjechali. Nowa posta Czarny, fagocista, rozmyla nad pochwami kobiet, raz suchymi, cinitymi, innym razem znw rozoonymi, klapciastymi i mokrymi, w ktre wchodzi albo nie, ale zawsze na kocu zabiera fagot. Dziennikarze odzyskuj pami i wcz si z poet-nauczycielem po miasteczku samobjcw. mier kolegi poety i wsplne czuwanie z Olg Tokarczuk, ktra mieszka niedaleko i widuje kosmiczny koperek. Wok biedaszyby i ogniska. Nikt nie kopuluje, adnej masturbacji, jako tak dziwnie, nieswojo. Rozdzia IX Powicony prelekcji i rozwaaniom na temat braku pikna w ruchach frykcyjnych, ktre (rozwaania) przechodz w lament bohatera nad sob samym i yciem utraconym. Szczliwie nastpuje katharsis (nie wiemy, w czyim ujciu, a jest ich troch), po nim praca organiczna i samorozwj. Godne pochway. Jestemy zbudowani. Rozdzia X No copulation, no masturbation. Zgroza.

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_11_01_archive.html

2012-01-23

KRYTYKA LITERACKA: listopad 2009

Page 9 of 63

Rozdzia XI Nauczyciel rozmyla nad kanibalizmem metafizycznym, mierci gliny z rk garncarza i robakach, oczywicie w kroczu, po czym kopie ucznia (uczciwie naley przyzna, e gwniarz zasuy) i snuje rozwaania na temat nieprzystawalnoci programw wychowawczych i edukacyjnych do rzeczywistoci, obnaa gupot szkolnej papierologii, kuratoriw, wydziaw edukacji i innych jednostek (i tutaj naley si zgodzi z autorem, bo to facet i praktyk, wic nie lubi tej polskiej pozornoci wynikajcej z nadmiaru rzdzcych bab, nawet tych z jajami,, co to udaj facetw). adnego seksu. Nic. Rozdzia XII Bohater pomaga Teresie w transporcie wierkowych gazi (pytanie do lenictwa: czy zdobya je legalnie?) i wspomina wycieczk do Niemiec. Czytelnika ogarnia niepokj trzeci rozdzia bez kopulacji, i to u Niemcw?! Rozdzia XIII Pocztek pisany jakby po pijaku, szczliwie nastpuje powrt do prelekcji z rozd. IX. Dowiadujemy si o yciu seksualnym rnych grup mniejszociowych i poznajemy zakonnic rozmylajc o mskoci i kremach przeciwzmarszczkowych. Prelegent mwi o skurwieniu literatury i wydawcw, a siostrzyczka obnaa swoje kryptolesbijskie i jawnopogaskie skonnoci. Rozdzia XIV Szkolna wycieczka do Czech i wyznania o kobietach mdrych, luzujcych smycz, o byej onie-potworze rujnujcej ycie bohaterowi i, co najwaniejsze, o przedwczesnym wytrysku, ktry pamitamy z wczesnej modoci, i pewnie dlatego ogarnia nas nastrj sentymentalny. Wyjmujemy zdjcie naszej pierwszej kobiety gboko schowane pord narzdzi (albo ksiek, pyt, pornoli, resorakw - obojtne) i zastanawiamy si, jakby to byo, gdyby to ona zrzdzia teraz w kuchni, a nie ta stara k... Rozdzia XV Znana z rozdz. V Klaudyna umie ju robi loda. W tym wieku, i taka mdra! Bohater jedzie rowerem i wyjawia, e nie znosi poezji, ktra ma co do zrobienia, ktra chce nas urobi i li go, e musi odoy estetyczne skrupuy (sic!). Panie Karolu, i znowu teoria sobie, ycie sobie. Gupio tak. Rozdzia XVI Bohater skrca w poln drog i robi to, o czym inni mog tylko pomarzy siedzc w miecie: uprawia seks grupowy z ziemi, traw i wirem w rowie. Dyszy i delikatnie dotyka sutkw ziemi i rozgarnia traw jak wosy onowe, a ta dziwka jest gotowa do kopulacji z kim innym. Ziemia to kurwa. Wybieramy nasz star, wiern sztuczn pochw, ktr kupili nam koledzy z pracy na imieniny.

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_11_01_archive.html

2012-01-23

KRYTYKA LITERACKA: listopad 2009

Page 10 of 63

Rozdzia XVII Bohater infantylnieje i zamienia si we Wadysia Paysa, ucznia klasy pitej noworudzkiej podstawwki, ktry podczas czynu spoecznego znajduje trupa piknej dziewczyny i zakrywa jej nadpidzie listowiem. Rozdzia XVIII Posiedzenie klubu literackiego Dziewisi i przyjmowanie do niego sprztaczki Marii Klaczko, ktra nie ma warsztatu, robi bdy ortograficzne i stylistyczne, i oglnie pierdoli od rzeczy, co, jak wiemy, kwalifikuje j do miana nowoczesnej poetki, a realnemu Karolowi Maliszewskiemu nie przeszkadza, wiadcz bowiem o tym jego poetyckie pupilki (pipulki?). Natomiast ksikowy Karol Maliszewski zostaje w tym rozdziale posdzony o awangardowo, czyli w naszym rozumieniu nieudolno. Niska samoocena, ale jako to wszystko pasuje. Zero kopulacji. Czysta ohyda. Rozdzia XIX Zaczyna si rozwaaniem narratora o poruszeniu, jakie powinien wywoa wiersz (zapomina doda, e rne rzeczy rnych ludzi poruszaj, e to kwestia wraliwoci, smaku, wyksztacenia i paru jeszcze innych cech, zatem K.M. wypowiada kosmiczn gupot, wedug ktrej poruszenie jest uniwersalne, jednakie dla chama i pana, a jestem w stanie zaoy si o wiksz kwot, e Masowska poruszy wietlickiego, ale nie znalazaby uznania u Staffa). Nastpuje krytyka innych jurorw, e s interesowni, nie to co on, uczciwy. Dalej bohater zostaje nauczycielem akademickim i bredzi podobnie jak jego niedouczeni zaoczno-wieczorowi studenci na patnych studiach, wyobraajcy sobie, e s co najmniej w Gaju Akademosa i siedz u stp Platona (figa, poniosy mnie wodze wyobrani pewnie nigdy o tym nie syszeli). Bohater siedzi i onanizuje si pseudointelektualnym wierszykiem jako Wujek Dobra Rada. No, i wreszcie co dla ludzi idzie pe i wystaje jej z pochwy trawa. Nie wiemy jaka, pewnie turzyca kowa. A moe bambus? Byle nie kostrzewa sina, ktrej mamy peno w ogrodzie i nas wkurwia. Dalej nuda, jakie brednie o niemskoci wiersza pewnego grafomana, ktry nie chodzi do niego na warsztaty tak jakby mg si tam czego nauczy! Na warsztaty, panie Karolu i Drogi Czytelniku, to si bierze kilkaset tomw klasykw literatury, filozofii, historykw i przyrodnikw, siedzi si nad tym dziesi lat, albo dwadziecia, a nawet trzydzieci (gdy trzeba jeszcze pracowa zarobkowo) w przerwach piszc, skrelajc i nie pieszc si z wydaniem. Bo wyda ksik to nie problem, ale, jak mwi Rosjanie, sowa wydrukowanego siekier nie wyrbiesz. Taka przestroga dla niecierpliwych i prnych. Rozdzia XX Nauczyciel pisze na nowo kronik szkoy, streszczenia dla caej gminy, a za zarobione pienidze jedzie do Chorwacji, gdzie mu przecieka namiot, w zwizku z czym nie kopuluje ani nawet nie onanizuje si. Lato Muminkw. Rozdzia XXI Bohater wpada w ni to trans, ni to sen na jawie. Ma widzenia, ktre po

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_11_01_archive.html

2012-01-23

KRYTYKA LITERACKA: listopad 2009

Page 11 of 63

latach zaowocuj poezj. adnych seksualiw, za to ot tak, na osod, padaj ulubione sowa wspczesnych najwikszych polskich poetw i pisarzy: skurwysyny, chuje, spierdala, co jasno wskazuje, e mamy do czynienia z literatur wybitn. Rozdzia XXII Ksidz, ksywka uku, klnie nad cynaderkami i przystpuje do pisania kazania, w ktrym przestrzega przed nadmiernym zaufaniem do literatury i jej twrcw. Nastpuje nieskoordynowane przejcie do wyzna kocielnego Weszbury i Teodora Szeremety ten drugi nawet niegupio kombinuje, chocia niezbyt odkrywczo, co mona wybaczy, bo w kocu jest z Nowej Rudy i troch nam go al. Rozdzia XXIII Bohaterka jest mod, znerwicowan nauczycielk, ktrej staem opiekuje si miejscowy literat, te nauczyciel, ale starszy. Pewnie Karol. Marazm. Weryzm. Beznadzieja. Bezradno. I co najgorsze, bezseks. Rozdzia XXIV wiatowo, ale te jakby prowincjonalnie. Islandia. W kadej wsi poeta, a w miasteczku cae ich zastpy, zupenie jak w Polsce. Bohater artobliwie napomyka o wytryskach gejzerw, po czym myli mu si busz, czyli formacja krzewiasta z terenw suchych, z intensywn upraw mandarynek i bananw ale jest to wybaczalne, bo na chuj komu ta wiedza potrzebna. Dowiadujemy si rwnie, e na Islandii wszyscy chlaj na umr, te jak w Polsce. Islandia to zatem raj dla polskich poetw (wietlicki to jeszcze siedzi w tym obsranym Krakowie?) By zatrze niemie wraenie z wtopy z buszem w szklarni, bohater popisuje si wiedz z tektoniki, ale taktownie nie rusza geologii. Moe to i lepiej. W kocu czytalimy Goethego i wiemy, jak to si robi z klas. Na Islandii nie ma ycia pciowego. Nigdy tam nie pojedziemy. Rozdzia XXV Bohater, nauczyciel, odkrywa, e ma martw przepon. Naprawia j w Wabrzychu, ale dostaje mandat, na szczcie ze znik, wic oddychamy z ulg. Przychodzi na spotkanie autorskie z Karolem Maliszewskim, ktry wanie wrci z Islandii i twierdzi, e ryby s tam wszdzie. Opowiada o noclegu w klasztorze i nastpuje wizja nagich zakonnic lecych plackiem przed lalk z pleksi z wyeksponowanym kroczem. Zapewne chodzi o Chrystusa. Dalej biadolenie o samotnoci, krzyku ciszy i inne pensjonarsko-wierinteligencko-pijackie dyrdymay. Jako bonus dostajemy poradnik zielarski i przestrog przed grzybic. W rozdziale obowizuje wstrzemiliwo seksualna. Rozdzia XXVI Bohater siga dna w hierarchii nauczycielskiej zostaje wuefmenem. Pogardzany przez grono pedagogiczne, mieszkacw wsi i okoliczne zwierzta, yje w ekstazie pmzgiego mionika kultury fizycznej, dla ktrego istot bytu jest dwutakt i zagrywka (albo odwrotnie, pies to jeba). Niemniej, po jakim odbiciu piki gwk dostrzega anachronizm religii, spleniay marksizm ciaa nauczycielskiego, upadek duchowoci, sabo czowieka, solipsyzm, i w ogle okazuje si, e to w czystej postaci

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_11_01_archive.html

2012-01-23

KRYTYKA LITERACKA: listopad 2009

Page 12 of 63

tytan intelektu (a nawet przychodzi nam do gowy, czy to nie aby sam K.M.), ktry skrywa gboko pod przepocon podkoszulk pokady rozumu i wraliwoci (kady, kto chodzi do szkoy, mia redni powyej 4 i zda prawdziw matur, wybucha tutaj miechem). Pragnie mioci. Bez seksu. Troch ju dla nas za wiele tej wstrzemiliwoci, wic odszukujemy nasz Star, ktra akurat wiesza pranie na strychu. Rozdzia XXVII Ostatni. Troch wic smutno, bo si czowiek zy z tym prowincjonalnym bagienkiem i miesznymi pretendentami do roli intelektualistw, artystw i innych nierobw utrzymywanych przez pastwo. Ale do rzeczy: ostatni dzie szkoy, wakacje, kochany belfer ostrzega przed skakaniem na gwk. Teraz prawdziwy dramat wchodzi dyrektorka i kae zakleja dzieciom imi patrona szkoy, kto wie, czy nie faszysty, prof. J. Wittiga. Rozumiemy, e teraz patronem bdzie Nasz Papie, Jan Pawe II (chocia nasz drugi papie, Benedykt XVI podobno chodzi do Hitlerjugend, ale co to ma do rzeczy). Nauczyciel dostaje prezenty i chodzi po lesie. Cigle si boi. A tak w ogle, to mamy wraenie, czytajc t ksik, e nauczyciel nie lubi kleru i papiea. Waciwie nie wiemy dlaczego. al go nam. Zgadzamy si z Boyem. Puszczamy sobie VII Symfoni Beethovena i od razu robi si lepiej. Jemy obiad. Zupa nie jest za sona, wic Stara si szczerzy. Jeszcze ma czym. Sigamy po Przygody dobrego wojaka Szwejka. No, to jest literatura! Zapominamy o Karolu Maliszewskim, Nowej Rudzie, ustawionych konkursach literackich i caym tym syfie. ycie jednak jest pikne.

Karol Maliszewski, Sajgon, Biuro Literackie, Wrocaw 2009, 158 str. Wydane przy wsparciu miasta Wrocaw i Miejskiej Biblioteki Publicznej we Wrocawiu.
Pole to w Google

Strona gwna Subskrybuj: Posty (Atom)

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_11_01_archive.html

2012-01-23

KRYTYKA LITERACKA: grudzie 2009

Page 1 of 63

Udostpnij

Zgo naduycie

Nastpny blog

Utwrz bloga

Zaloguj si

KRYTYKA LITERACKA
pod redakcj Witolda Egertha i Tomasza Sobieraja ISSN 2084-1124 LITERATURA SZTUKA FILOZOFIA ESEJE RECENZJE FELIETONY WIERSZE OPOWIADANIA ______________________________________________________________________
Spis treci
2012 (8) 2011 (78) 2010 (41) 2009 (4) grudzie (2) Listy: SOBIERAJ ODPOWIADA DEHNELOWI Rozmowa: Jan Zumis WIATOCIENIE listopad (2) ____________________ _ Adres do korespondencji t.sobieraj@wp.pl

Listy: SOBIERAJ ODPOWIADA DEHNELOWI


Szanowny Panie, rzadko zagldam do internetu, dlatego dopiero teraz mog odpowiedzie na Paski felieton o mojej nieskromnej osobie, ktry, przyznaj, sprawi mi ogromn przyjemno, przynoszc ze sob tak konieczne dla megalomana mojego pokroju katharsis. C, nie jestem idealny ale kto jest? Zgdmy si wic z tym, e jestem potworem to pojcie zawiera w sobie adunek na tyle negatywny, e zadowoli moich wszystkich wrogw. Niemniej, Paska zawoalowana teza, e pisarz (szerzej: artysta) nieznany za ycia jest niejako a priori mierny, wydaje mi si pozbawiona podstaw, czego dowodzi historia, pena nazwisk twrcw swego czasu nieznanych. Bo przecie nie dorana popularno jest miar sztuki, nie postawa etyczna artysty, nie jego koneksje, pochodzenie ani nawet nie jego jake niekiedy barwne cechy charakteru. Nie one czyni artyst wielkim. Czyni to jego wyjcie poza modne konwencje epoki, wiedza, warsztatowa sprawno, umiejtno nawizania dialogu z poprzednikami i kilka innych cech, wrd nich ta najsabiej zdefiniowana, intuicyjna raczej, jak jest talent. A Pan postanowi da upust swoim frustracjom uraony moim stwierdzeniem, e nie jest Pan przystojny i mski, ale za to umie Pan pisa, tylko nie ma o czym, i e Paska synna pelisa jest po dziadku. Przyznaj, nie s to argumenty merytoryczne, co do przepiknej pelisy to nie znam jej pochodzenia, ale i rozmowa z Janem Siwmirem bya dosy swobodna, wielowtkowa, kpiarska i ironiczna, co niesie ze sob dygresje, niekiedy godzce w prno, w tym przypadku Pask. A wiemy z psychologii, e im wiksza prno, tym rana bardziej dotkliwa. Mia Pan, jak sdz, zajcia z psychologii? Czasem tak ran leczy poczucie humoru. Jeli go nie ma to rzeczywicie, ycie staje si trudniejsze. Przykro mi, ale w tej sprawie nie mog Panu pomc. Postpi Pan jednak nieadnie, nie po dentelmesku, posugujc si wyrwanymi z kontekstu zdaniami, zafaszowaniami, przemilczeniami i przeinaczeniami oraz innymi, typowymi dla propagandy pewnych przebrzmiaych formacji politycznych, zabiegami. Nie zada Pan sobie trudu przeczytania moich ksiek i skonfrontowania ich treci z przyznaj entuzjastycznymi recenzjami. Pomin Pan milczeniem zawarty w moich esejach i felietonach program artystyczny i stopie jego zgodnoci z uprawian przeze mnie twrczoci. Unikn Pan merytorycznej, logicznej i filozoficznej kontroli moich tekstw, uciekajc

AUTORZY TEKSTW Jzef Baran Klaudia Bczyk Mariusz Bober Jan Z. Brudnicki Maciej Ciso Micha Dec-Budziszyski Stanley Devine Marek Doskocz Witold Egerth Stanisaw Esden-Tempski Piotr Grobliski W.A. Grzeszczyk ukasz Jasiski Zbigniew Joachimiak Krzysztof Jurecki Katarzyna Karczmarz Roman Kamierski Marcin Krlik Andrzej Jerzy Lech Marek awrynowicz Przemysaw oko Dariusz Magier Roberto Michel Joanna Mieszkowicz Janusz Najder Krzysztof Niemczycki Stanisaw Obirek Edward Pasewicz Dariusz Pawlicki

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_12_01_archive.html

2012-01-23

KRYTYKA LITERACKA: grudzie 2009

Page 2 of 63

Robert Rutkowski Jan Siwmir Tomasz Sobieraj Wioletta Sobieraj Jan Stpie Andrzej Tchrzewski Janusz Termer Marek Trojanowski Joanna Turek Igor Wieczorek Bohdan Wrocawski Adam A. Zych ORAZ J.W. Goethe Jarosaw Haek S.I. Witkiewicz ____________________

si do sztubackich wygupw, ktre, jak wiemy, potrafi omieszy wszystko. Podobnie w zym gucie jest nieinformowanie mnie o Paskiej publikacji, co uniemoliwio mi odpowied we waciwym czasie i miejscu. C, wida po dziadku zostaa Panu tylko pelisa kindersztub diabli wzili. Bo co innego facecje w lunej rozmowie, a co innego publikacja w dziale ksiki (co Paski felieton ma wsplnego z recenzj KSIKI?) Jest Pan, w opinii niektrych, wielkim artyst wszechstronnym, polskim Leonardem, najwikszym kolorowym balonem, planet, ba, najjaniejsz gwiazd polskiego zaprzaego literackiego nieboskonu, wic zo i jad Panu nie przystoj, tym bardziej nie przystoi nieelegancki atak ad personam przypuszczony na mnie z braku merytorycznych argumentw. Szczeglnie on niesmaczny, bo sprowokowany bahostk, jednak przyznaj, tekst w sumie zabawny chocia nieuczciwy i zalatujcy paszkwilem. Std moje mieszane uczucia, w ktrych jednak kiekuje nadzieja, e nareszcie mam godnego siebie przeciwnika oczywicie, jeli idzie o zoliwo, bo zasady dentelmeskiej walki powinien Pan sobie przyswoi. Rzecz jasna, jeli uzna to Pan za konieczne bro Boe, prosz nie ama swojej natury. Jak wspomniaem, Paski atak na mnie jest osobisty i nosi cechy pieniactwa, bowiem w caej dugiej (25 str.) rozmowie z Janem Siwmirem powicilimy Panu zaledwie dwa zdania. Rozumiem, e Pan i Towarzystwo uwaacie, e tacy jak my powinnimy jedynie paci na Was podatki i siedzie cicho, rozdziawiajc gby w niemym zachwycie, bo tacy jestecie wielcy przecie mwi o Was w mediach, wydaj Wam ksiki. Ot te czasy, Panie Dehnel, si skoczyy. To, kto jest naprawd wielki, oceni historia, moe co lepiej wyksztaceni czytelnicy, a nie Komitet Centralny, Radiokomitet czy inni koledzy. Prosz wspomnie te dzisiaj zapomniane, a niegdy wynoszone nazwiska. Kto pozosta z dawnych nadmuchanych balonw? Kto zostanie z dzisiejszych? Ja nie mam tyle pychy, by stwierdzi, e wiem. Mog jedynie przypuszcza. Panie Dehnel, da si Pan nabra na moj pozorn w istocie megalomani, sprowokowan tym, co dzieje si w dzisiejszej polskiej krytyce i literaturze moja bufonada to tylko kopia z dystansem tego, co wyprawiaj inni, ci znani i lubiani autorzy i ich apostoowie. Obnay Pan za to megalomani swoj, niestety prawdziw. Czy uzasadnion? C, ponownie zostawmy gos historii. Przy okazji, gorco polecam Panu lektur moich ksiek nie tylko wstpw do nich. Bo moe jednak zweryfikowaby Pan swoj, prosz wybaczy, niemdr tez, e jedynie popularny pisarz to dobry pisarz. Bowiem jeli to Pan ma racj, to, ach, a si boj te wszystkie Hlderliny i Schulze, Gombrowicze i Witkace, te zastpy za ycia wymiewanych, niedocenianych i zwykle niewydawanych lub wydawanych pno i w niewielkim nakadzie pisarzy, s do dupy, a licz si jedynie ci wydawani, medialni, nagradzani i wynoszeni przez sobie wspczesnych krytykw, erujcy na stypendiach, tumaczeniach, zagranicznych wojaach, za pienidze podatnika?

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_12_01_archive.html

2012-01-23

KRYTYKA LITERACKA: grudzie 2009

Page 3 of 63

Waciwie mgbym wzruszy na ten Paski atak ramionami, gdyby nie jedna, jedyna rzecz wzbudzi Pan w czytelnikach swojego felietonu bdne przekonanie, e pogardzam takimi ludmi, jak: Szekspir, Bach, Mozart, Mickiewicz, Sowacki, Witkacy, uwaajc ich za pozytywnych grafomanw. Nie napisa Pan, przez niegodziwo lub niezrozumienie, e przez grafomani, co wyjaniam wyranie, rozumiem jedynie imperatyw pisania, ktry przynosi efekty pozytywne, doskonae, jak u wyej wymienionych, ktrym oddaj cze niemal bosk, albo mierne, zgodnie ze sownikowym wyjanieniem terminu grafomania.

I last, but not least nie bardzo si zgadzam z Pask samokrytyk. Okrela si Pan bowiem sowem matoek, ktre, wydaje mi si, nie jest waciwe. Matokiem moe by ucze podstawwki, ostatecznie gimnazjalista, ale czowiek po studiach zasuguje na epitet adekwatny do wyksztacenia. Kaniam si, Tomasz Sobieraj

Odpowied na felieton Jacka Dehnela Po prostu: Sobieraj, ksiki.wp, wrzesie 2009.


Pole to w Google

Rozmowa: Jan Zumis WIATOCIENIE


Autor: Jan Siwmir Siwmir Widziae obrazy Caravaggia? Jan Siwmir Widziaem. Nie jestem malarzem ani krytykiem sztuki, ale do mnie te obrazy przemawiaj. Gracja i wdzik postaci, perfekcyjny realizm, uczucia malujce si na twarzach, pasja i namitno, ktre przekazuje caa sylwetka. C, dzi trudno znale takich gigantw pdzla. Siwmir Nie zapomnij o grze wiata. Wielu pisarzy nawizuje do tych obrazw wanie ze wzgldu na barwy i takie operowanie cieniem, ktre sprawia wraenie trjwymiarowoci postaci i przestrzeni. Wemy chociaby najnowszy tomik Jana Zumisa zatytuowany wiatocienie. Na okadce fragment obrazu, w rodku wiersz powicony temu genialnemu malarzowi... Jan Siwmir A tak. Jest tam i Caravaggio i Bocelli, Herbert, Kawafis, Platon, Arystoteles, Eros i Atlas. Oraz mnstwo aciny. Wydawaoby si, e wiersze bd ponadczasowe, czyste w formie, niebanalne w porwnaniach, nawizujce do antycznych korzeni. Siwmir Tymczsem, jak widz, nie jeste zachwycony. Jan Siwmir Nie tylko nie jestem zachwycony, ale wrcz wcieky. Co krok napotykam bowiem na osoby piszce od kilkunastu lub kilkudziesiciu lat, ktre przez taki okres czasu powinny opanowa warsztat pisarski przynajmniej na tyle, by utwory byy jasne, spjne, forma za adekwatna do treci. A patrz, co si dzieje. Wielki czowiek, erudyta, podrnik, osoba, ktrej nieobca jest zaduma filozoficzna i nie potrafi tej swojej wiedzy, tego ogromu dowiadczenia przekaza. Wikszo wierszy jest przede wszystkim przegadana, skrcenie ich przynajmniej o poow daoby o wiele lepszy efekt. Siwmir Moe to jest tak, e im wikszy adunek emocjonalny, tym trudniej opanowa go chodnym okiem pira? Bo przecie, eby podzieli si z kim jak myl, naley ja ubra w odpowiednie sowa, dobra te

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_12_01_archive.html

2012-01-23

KRYTYKA LITERACKA: grudzie 2009

Page 4 of 63

sowa do poziomu odbiorcy, nie wdawa si w zbyt dugie dygresje, gdy wtedy sens wypowiedzi ucieka... Jan Siwmir Oczywicie, e tak jest. Jeli jednak ju kto chce si t swoj myl podzieli, niech ma wiadomo, e nie moe bekota. Siwmir Kiedy akurat bekot od duszego czasu jest modny. Silnie promowane s wiersze, ktre ignoruj wszelkie znaki przestankowe, interpunkcj... Jan Siwmir Nierzadko i ortografi... Siwmir Nie maj przewodniej myli, s wycznie zapisem stanu niewiadomoci autora, do czego autor albo dorabia jak filozofi (zazwyczaj z pomoc zaprzyjanionych krytykw), albo sam si beztrosko przyznaje, e nie wie, o co mu w wierszu chodzio, bo pisa dawno temu. Jan Siwmir A tak le w tym przypadku nie jest, ale w wielu utworach, mam wraenie, e autor zbyt gboko wnikn w siebie, zbyt duo tam znalaz i wszystkim od razu chcia si z ludmi podzieli. A to si tak nie da. Literatur trzeba selekcjonowa, czasem ostro. Opowiedziana historia nie musi by prawdziwa, ona musi by wiarygodna i klarowna. Poza tym, jeeli ju wydaje si ktry z kolei tomik, nie mona wrzuca do niego wszystkiego, co si ma na stanie. To przywilej wycznie debiutantw. Siwmir W kadym zbiorze znajdziemy wiersze lepsze i troch gorsze. Niejednokrotnie te tzw. gorsze s bardziej cenione przez niektrych czytelnikw ni inne. Jan Siwmir Tak, ale i te gorsze musz prezentowa jaki, choby minimalny, poziom. No i nie mona oeni pod jednym dachem wierszy typowo felietonowych, rubasznych, satyrycznych z wierszami filozoficznymi nawizujcymi do hellenistycznych wzorw czy idei. Niewielu jest zwolennikw jedzenia smalcu z demem. A ju kompletnym nieporozumieniem jest wiersz Krzyk ycia. Infantylny, enujco dosowny, bez pomysu, bez smaku. Czy rwnie nieudany Wnukom i wnucztom, racy nachalnym dydaktyzmem. Siwmir Ty, po prostu, nie rozumiesz uczu umownie nazywanych macierzyskimi, ktre przesaniaj jakiekolwiek kryteria obowizujce w literaturze, i ktre wedug wikszoci ludzi usprawiedliwiaj wszystko. Jan Siwmir One nie przesaniaj i nie usprawiedliwiaj, one wylewaj si i ulewaj jak niestrawiona kaszka z zachannego dzioba kadego, czy to zwierzcego, czy to ludzkiego, oseska. Co tylko potwierdza, to co powiedziae na pocztku. Im silniejsze uczucie, tym trudniej opisa. Dlatego nie kady moe si za opisywanie zabiera. Siwmir Gdyby jednak wiersze Zumisa odpowiednio posegregowa? Jan Siwmir Wtedy, po dooeniu jeszcze kilkunastu, powstayby trzy tomiki. I znalazyby racj bytu trzy motta, widniejce na pocztku ksiki. O dwa za duo jak na jeden tomik. Siwmir Ja zrobibym trzy czci, wyranie oddzielone od siebie, kilka utworw bym wyrzuci i myl, e wtedy daoby si ten zbir obroni. Jan Siwmir Obroni moe tak, ale nie wybroni cakowicie. Nadal pozostaje kwestia wycicia niektrych fragmentw i konieczno wyraniejszych point. Tok narracji wiersza (zwaszcza filozoficznego) musi do czego prowadzi, nawet jeli byby to skraj przepaci. Nie mona tylko ot tak sobie podywagowa. A eby mdrzej brzmiao, pookrasza wtrtami z obcego jzyka. Odchwaci z aciny trzeba te wiersze obowizkowo. Niekoniecznie dlatego, e niewielu j rozumie, ona najzwyczajniej w wiecie nie jest potrzebna w tych wierszach w takiej iloci. Siwmir Surowy dzi jeste jak rzadko. Odetchnij gboko i spjrz na wiersze takie jak Subiektywny ogld, Nasyceni, Andrea Bocelli, Carte blanche. To bardzo dobre wiersze. Jan Siwmir W tym przypadku musz by surowy. Nie chc, eby Jan Zumis by jednym z przecitnych poetw niezauwaalnych w tumie. Jak sam zaznaczye, s w tym zbiorku wiersze dobre i bardzo dobre. S (nieliczne) adne sformuowania, jak na przykad to z wiersza Co z Kawafisa: A gdy dzie si przetoczy kbem emocji (wasnych i cudzych)... Urzeky mnie te cudze emocje. Zazwyczaj skupiamy si na wasnych, a przecie uczucia innych te przechodz przez nas jak nawanica. I nie pozostaj bez ladu. Poeta musi szuka innego spojrzenia na wiat. Jeli widzi to samo i tak

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_12_01_archive.html

2012-01-23

KRYTYKA LITERACKA: grudzie 2009

Page 5 of 63

samo jak inni ludzie, trudno mi bdzie nazwa go poet. Siwmir Oprcz innego spojrzenia, musi te umie tak zestawia sowa, by nie brzmiay jak dysonans, ale ukaday si jak puzzle, ktre idealnie pasujc do siebie, tworz oryginalny obraz. Moim zdaniem Jan Zumis ma duy talent, potencja i moliwoci, przydaoby mu si natomiast troch roztropnoci w selekcjonowaniu wasnych utworw oraz znalezienie takiego przyjaciela, ktry dla jego dobra, ostro i krytycznie, a przede wszystkim chodno recenzowaby kady wiersz. Bogiem a prawd kademu z nas przydaby si taki przyjaciel. Jan Siwmir Dixi.
Jan Zumis, wiatocienie, Wyd. Adam Marszaek,Toru 2009, 88 str., wstp Jan Zdzisaw Brudnicki.
Pole to w Google

Strona gwna Subskrybuj: Posty (Atom)

http://krytykaliteracka.blogspot.com/2009_12_01_archive.html

2012-01-23