P. 1
Apolejusz Metamorfozy albo złoty osioł

Apolejusz Metamorfozy albo złoty osioł

|Views: 282|Likes:

More info:

Categories:Types, Research, History
Published by: Piotr Wójcicki on Jun 16, 2009
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as TXT, PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

05/11/2014

pdf

text

original

APULEJUSZ METAMORFOZY ALBO Z�OTY OSIO� PRZEDMOWA Proza i fikcja Proza ma dzi� inny status ni� w staro�ytno�ci.

Nam wydaje si� zupe�nie naturalne, �e pisarz, kt�ry chce przedstawi� wymy�lon� histori�, tworzy opowiadanie, nowel� lub powie��. Teraz poezja to g��wnie liryka. Na epik� maj� monopol prozaicy. Pan Tadeusz, gdyby powsta� dzisiaj, musia�by chyba by� powie�ci�. Tymczasem Grekom i Rzymianom nie przysz�oby w og�le do g�owy, �e termin �epika� mo�na stosowa� do prozy. Prozaik� Grecy okre�lali mianem syngrafeus (�spisywacz�), natomiast �tw�rc�� � poietes � nazywali jedynie poet� (rzecz jasna, polskie s�owo �poeta� wywodzi si� z tego terminu greckiego). W zasadzie zatem proza s�u�y�a do notowania fakt�w � pisania traktat�w filozoficznych, dzie� historycznych, wspomnie� � a pisarz, kt�ry chcia� pu�ci� wodze fantazji, uk�ada� poemat. W rzeczywisto�ci jednak istnia�y i cieszy�y si� popularno�ci� nowele i romanse, przedstawiaj�ce wymy�lone dzieje bohater�w, najcz�ciej roz��czonych kochank�w. prze�ywaj�cych niezwyk�e przygody. Kilka takich utwor�w greckich zachowa�o si� do naszych czas�w. Mi�o�nik staro�ytnej literatury �aci�skiej ma do dyspozycji tylko dwie powie�ci: zachowany w obszernych fragmentach Satyrykon Petroniusza i Metamorfozy Apulejusza. Wydawa�oby si�, �e trzeba niezwyk�ej �atwowierno�ci, by uzna� opisane w Metamorfozach przygody cz�owieka zamienionego w os�a za zapis rzeczywistych prze�y� autora. Jednak wspomniany zwi�zek prozy z �literatur� faktu� oraz u�ycie przez autora narracji w pierwszej osobie sprawi�y, �e przez wiele wiek�w traktowano powie�� Apulejusza jako utw�r autobiograficzny. Przejawem tej postawy jest fakt, �e w p�nych r�kopisach Metamorfoz i w ich dawnych wydaniach autor jest wspominany jako �Lucjusz Apulejusz�. W rzeczywisto�ci nie wiemy. Jak brzmia�o imi� pisarza. W ka�dym razie Lucjusz, bohater powie�ci, odziedziczy� imi� po swym pierwowzorze literackim, bohaterze greckiej noweli �Lucjusz czyli osio�� zachowanej w�r�d dzie� Lukiana. Na usprawiedliwienie dawnych czytelnik�w trzeba powiedzie�, �e sam Apulejusz zdaje sobie spraw� z niezwyk�o�ci po��czenia fikcji z proz� i bawi si� dwuznaczno�ci� tej sytuacji, pozostawiaj�c nas w niepewno�ci, co m�wi �artem, a co serio. Spr�buj� to pokaza� w dalszej cz�ci tego wst�pu. Mag czy lowelas? Znany nam do�� dok�adnie epizod z �ycia Apulejusza m�g�by z powodzeniem stanowi� temat Jednej z opowie�ci wplecionych w g��wny w�tek Metamorfoz. Apulejusz (ok.

125 � po 170) urodzi� si� w mie�cie Madauros w dzisiejszej Algierii. Studiowa� w Kartaginie i w Atenach, gdzie r�wnie� naucza� jako filozof kontynuuj�cy tradycj� Platona. Mieszka� tak�e w Rzymie. Gdy w wieku trzydziestu paru lat jad�c do Aleksandrii zatrzyma� si� w mie�cie Oja (dzisiejszym Trypolisie, stolicy Libii), spotka� tam swego dawnego ucznia i o�eni� si� z jego matk�, Pudentill�, bardzo bogat� wdow�. Krewni kobiety oskar�yli go o to, �e uwi�d� j� przy u�yciu magii. Zachowa�a si� mowa obro�cza, kt�r� Apulejusz wyg�osi� przed s�dem (wysz�a ona po polsku pod tytu�em Apologia czyli w obronie w�asnej ksi�ga o magii w przek�adzie Jana S�kowskiego). Oskar�ony filozof przekonuje w niej s�dzi�w mi�dzy innymi o tym. �e nie musi by� wcale magiem kto�, kto zagl�da czasem do lustra, i �e nie ma nic podejrzanego w myciu z�b�w za pomoc� proszku. Zawart� w mowie podnios�� i �arliw� pochwa�� czystych z�b�w warto by zreszt� od czasu do czasu czyta� naszym dzieciom. S�dziowie potraktowali Apulejusza lepiej ni� Ate�czycy Sokratesa i oczy�cili go z zarzutu, gro��cego mu �mierci� lub wygnaniem. Kwieciste mowy Zachowa� si� r�wnie� zbi�r wyg�oszonych przez Apulejusza popisowych deklamacji. Nosi on tytu� Kwieciste mowy. Oto typowa pr�bka ich stylu, w pe�ni uzasadniaj�cego ten tytu� (rozdz. 13): �Filozofia nie obdarzy�a mnie wymow� w taki spos�b, w jaki natura da�a pewnym ptakom �piew kr�tki i ograniczony w czasie: jask�kom poranny, cykadom po�udniowy, p�jd�kom przedwieczorny, puszczykom wieczorny, puchaczom nocny, kogutom poprzedzaj�cy �wit. Te bowiem istoty o r�nym czasie i na r�ne sposoby piej� i �piewaj�: koguty maj� g�os budz�cy, puchacze j�kliwy, puszczyki narzekaj�cy, p�jd�ki zawodz�cy, cykady ha�a�liwy, jask�ki przenikliwy. Natomiast filozof jest ca�y czas przebieg�y w rozumowaniu i bieg�y w mowie dostojnej dla ucha, po�ytecznej dla umys�u i na wszelkie sposoby wszech�piewnej�. Cho� w Metamorfozach autor popisuje si� chwilami kunsztowno�ci� frazy, jednak nie posuwa si� w �onglerce s�ownej a� tak daleko. I ca�e szcz�cie, bo w�wczas powie�� nie nadawa�aby si� do czytania. Apulejusz zostawi� te� po sobie kilka pism filozoficznych. Najwa�niejsze z nich to traktat o demonach zatytu�owany O bogu Sokratesa oraz wyk�ad filozofii Platona i platonik�w O Platonie i Jego pogl�dach. Lucjusz czyli osio� W�r�d pism Lukiana z Samosat (ok. 120 � po 180) znajdujemy kr�tk� nowel� Lucjusz czyli osio�, traktowan� na og� przez uczonych jako skr�t wi�kszego dzie�a. Nie

Jest pewne, czy autorem noweli jest rzeczywi�cie Lukian. Nie ulega natomiast w�tpliwo�ci, �e Apulejusz pisz�c Metamorfozy opar� si� na tej noweli lub na jej pierwowzorze. Fabu�a Lucjusza jest w du�ej mierze zbie�na z fabu�� Metamorfoz. W greckiej noweli nie ma jednak lu�no zwi�zanych z akcj� opowie�ci, kt�re wyst�puj� u Apulejusza � przede wszystkim rzuca si� w oczy brak zajmuj�cej centralne miejsce w Metamorfozach ba�ni o Amorze i Psyche. Inne jest r�wnie� zako�czenie utworu. Bohaterowi Lucjusza nie przywraca postaci ludzkiej Izyda, lecz odzyskuje on dawny kszta�t zjad�szy kilka r� w teatrze, w kt�rym ma wyst�pi� jako partner seksualny skazanej na �mier� zbrodniarki. Wielu czytelnik�w Metamorfoz spotyka zaw�d na samym ko�cu ksi��ki. Po emocjonuj�cej scenie, w kt�rej osio� staje si� na powr�t cz�owiekiem, Apulejusz przedstawia nam do�� nu��cy opis kolejnych wtajemnicze� bohatera w obrz�dy egipskie. Nowela przypisywana Lukianowi ma w tym miejscu bardzo zabawn� scen�, kt�r� mo�na uzna� za puent� utworu: �Postanowi�em p�j�� do kobiety, kt�ra mnie kocha�a, gdy by�em os�em. S�dzi�em, �e teraz, w ludzkim kszta�cie, wydam jej si� pi�kniejszy. Przyj�a mnie z rado�ci�, zapewne ucieszona nieoczekiwanym obrotem sprawy. Poprosi�a, bym z ni� zjad� wieczerz� i sp�dzi� noc, a ja doszed�em do wniosku, �e by�oby karygodne, gdybym stawszy si� cz�owiekiem wzgardzi� wzgl�dami kobiety, kt�ra darzy�a mnie mi�o�ci� jako os�a. Po wieczerzy nama�ci�em si� wi�c obficie olejkami i w�o�y�em na g�ow� wieniec z r� � najmilszych mi kwiat�w, kt�re przywr�ci�y mi ludzk� posta�. Gdy by�a ju� g��boka noc i nadesz�a pora spoczynku, wsta�em i � uwa�aj�c to za znakomity pomys� � rozebrawszy si� stan��em przed ni� nago, przekonany, �e bardziej jej si� spodobam, gdy mnie por�wna z tamtym os�em. Ona jednak, stwierdziwszy, �e mam wszystkie cz�onki ludzkie, splun�a i rzek�a: � Precz ode mnie! Wyno� si� z mego domu i �pij jak najdalej st�d! � A czym ci si� tak narazi�em? � pytam. � Na Dzeusa � odpowiada � nie z tob� sypia�am, ale z os�em, i nie ciebie kocha�am, ale jego. My�la�am, �e nadal zachowa�e� i wleczesz pod sob� to jedno wielkie znami� o�le. A tymczasem przychodzisz tutaj przemieniony w ma�p� z owego pi�knego i po�ytecznego zwierz�cia. Od razu wzywa s�u��cych i ka�e im wzi�wszy mnie za kark wyrzuci� z domu. Wypchni�ty na zewn�trz, �wiec�c pi�kn� golizn�, pi�knie uwie�czony i namaszczony obejmowa�em go�� ziemi� i z ni� sp�dzi�em noc�. �artem i serio Zestawienie Metamorfoz z Lucjuszem wskazuje na to, �e Apulejusz nieco zmieni� charakter

ca�ej opowie�ci, wplataj�c do niej ust�py maj�ce sk�oni� czytelnika do powa�nej refleksji. Ba�� o Amorze i Psyche to nie tylko pe�en uroku mit. Jest ona r�wnie� alegori� pouczaj�c�, �e mi�o�� duszy do pi�kna mo�e zapewni� jej bosko�� i nie�miertelno��. Platonik Apulejusz nawi�zuje tu do wywodu wieszczki Diotymy, kt�r� g�osi taki w�a�nie pogl�d w ostatniej cz�ci Uczty Platona. Dostojna kap�anka pouczaj�ca Sokratesa przybiera jednak w Metamorfozach posta� �starki zdziecinnia�ej i podchmielonej�, pr�buj�cej zabawi� porwan� przez zb�jc�w dziewczyn�. Zreszt� w samym micie mo�emy znale�� wiele element�w �artobliwych, jak cho�by list go�czy, obiecuj�cy jako nagrod� za znalezienie zbieg�ej Psyche siedem poca�unk�w Wenus, lub obwieszczenie Jowisza, gro��ce bogom grzywn� za nieobecno�� na zebraniu. Takich �art�w nie spotkamy w zwi�zanym z kultem Izydy zako�czeniu Metamorfoz. Zako�czenie to r�ni si� od reszty utworu nie tylko powag�, lecz r�wnie� obecno�ci� bardzo osobistego tonu. Jak zauwa�yli ze zdziwieniem uczeni, bohater, kt�ry na pocz�tku ksi��ki jest Grekiem z dziada pradziada, tu (ks. XI, rozdz. 27) okazuje si� � jak autor � Madaure�czykiem. Podnios�y koniec utworu sk�ania czytelnika do poszukiwania alegorycznego sensu ca�ych Metamorfoz. Mo�e ka�dy z nas jest g�upim i lubie�nym os�em, dop�ki poznanie tajemnic filozofii i religii oraz cnotliwe �ycie nie uczyni go godnym miana cz�owieka i nie zapewni mu nie�miertelno�ci? Zwr��my jednak uwag� na to, �e pe�ne powagi obrz�dy ku czci egipskich b�stw s� w Metamorfozach lustrzanym odbiciem �wi�ta �miechu, w kt�rym w do�� niemi�ej roli uczestniczy Lucjusz tu� przed swoj� przemian� w os�a. To �wi�to, o kt�rym nie ma mowy w noweli greckiej, wprowadzi� zapewne Apulejusz do utworu jako sygna� dla czytelnika, �e nie powinien bra� tre�ci Metamorfoz zbyt powa�nie. Styl powie�ci Cho� �ywa i dowcipna narracja sprawia, �e powie�� Apulejusza jest niezwykle atrakcyjna dla dzisiejszego czytelnika, nauczyciele �aciny zazwyczaj odradzaj� uczniom wczesn� lektur� tego dzie�a � i to nie ze wzgl�du na frywolne ust�py, lecz w zwi�zku z licznymi osobliwo�ciami s�ownictwa i sk�adni. Apulejusz wskrzesza wiele wyraz�w u�ywanych po raz ostatni kilkaset lat wcze�niej przez Plauta, tworzy wiele innych, �mia�o u�ywaj�c przedrostk�w i przyrostk�w. Czasem te� d��y do podobnych efekt�w stylistycznych jak w przytoczonym wy�ej ust�pie Kwiecistych m�w. Zacytujmy cho�by opis dzika (ks. VIII, rozdz. 4): �Nabrzmia�y by� mi�niami twardego cielska, plugawy od kud��w nastroszonych na sk�rze, szorstki szczeci� je��c� si� na grzbiecie, spieniony od g�o�nego zgrzytania k�ami, p�omienny gro�nymi �wiat�ami �lepi�w, a piorunowy ca�y od w�ciek�ych rzut�w dygoc�cej paszczy�.

Mamy tu wra�enie, �e autor nie tyle chce nam podsun�� obraz dzika, co popisa� si� talentem retorycznym. W przek�adzie gin� zreszt� rozmaite gry s��w, jak ta oto figura etymologiczna (ks. IX, rozdz. 35): pollens factionibus et cuncta facile faciens (�trz�s�c r�nymi klikami robi�, co chcia�, w kraju�). Uczeni dawniej ch�tnie m�wili o ��acinie afryka�skiej�, obejmuj�c tym terminem j�zyk Apulejusza i urodzonego w Kartaginie wybitnego pisarza chrze�cija�skiego Tertuliana, kt�ry r�wnie� jest znany ze �mia�ego i osobliwego stylu. Dzi� jednak s�dzi si� raczej, �e do ukszta�towania prozy Apulejusza nie przyczyni� si� specjalnie fakt, �e urodzi� si� on w Afryce. Jego maniera stylistyczna jest dziedzictwem ruchu w kulturze greckiej i �aci�skiej II w. n.e. zwanego �drug� sofistyk��. Przedstawiciele tego nurtu ch�tnie si�gali do dawnych, nawet przedklasycznych autor�w i popisywali si� umiej�tno�ci� tworzenia kwiecistych okres�w retorycznych. Przemiany Metamorfoz Powie�� Apulejusza nie by�a prawie znana w �redniowieczu. Z tamtych czas�w zachowa� si� tylko jeden r�kopis, sporz�dzony w XI wieku, kt�ry przele�a� trzysta lat w bibliotece klasztoru na Monte Cassino. Tam odkry� go wreszcie Giovanni Boccaccio i w�asnor�cznie sporz�dzi� jego kopi�, przechowywan� dzi� � podobnie jak tamten manuskrypt � we Florencji. Trudno o lepszy przyk�ad korzy�ci, jakie mo�e odnie�� pisarz z prowadzonych przez siebie bada� filologicznych. W�oski autor opar� dwie nowele Dekameronu (dzie� V, opowie�� 10 i dzie� VII, opowie�� 2) na opowiadaniach zawartych w IX ksi�dze Metamorfoz (rozdz. 22�28 i 5�7). Poza tym w ca�ym dziele Boccaccia cz�sto wida� wp�yw Apulejusza � mam na my�li zar�wno form� nowel jak i u�ycie poszczeg�lnych motyw�w. Apulejusza mo�na uzna� za protoplast� ca�ego gatunku literackiego � powie�ci pikaryjskiej (�otrzykowskiej) powsta�ej w XV wieku w Hiszpanii. Bohaterami tych powie�ci s� s�udzy, kt�rzy � podobnie jak zamieniony w os�a Lucjusz � wci�� zmieniaj� pan�w i maj� wgl�d w sekrety wielu kolejnych dom�w. Wspomnijmy jeszcze wa�ne dzie�o polskiego autora, zainspirowane przez opowie�� o Amorze i Psyche. Chodzi mi, rzecz Jasna, o Erosa i Psyche Jerzego �u�awskiego, �powie�� sceniczn�� z 1904 roku, przedstawiaj�c� dzieje ludzko�ci jako walk� ducha z materi�. Jak wida�, echa Metamorfoz mo�na znale�� zar�wno w literaturze plebejskiej, jak i u takich subtelnych erudyt�w jak �u�awski. Wi��e si� to z faktem, �e ksi��ka Apulejusza jest atrakcyjna z jednej strony dla ludzi zainteresowanych staro�ytno�ci�, �wczesnym �yciem

codziennym, filozofi� i religi�, a z drugiej dla czytelnik�w, kt�rym zale�y po prostu na zbiorze ciekawych i zabawnych historii. Jak pisa� w jednym z list�w Gustaw Flaubert, �w tej ksi��ce czuje si� zapach kadzid�a i moczu, zwierz�ce wyuzdanie idzie w parze z mistycyzmem�. 8 Miko�aj Szyma�ski KSI�GA PIERWSZA [l] Oto opowiem ci milezyjsk� mod��1 bajeczki rozmaite i po�echc� twe �askawe mi uszy wdzi�cznym bajdurzeniem � je�li tylko nie wzgardzisz przeczytaniem tego papirusu egipskiego, nilowej trzciny ko�czysto�ci� pisanego. Wszystko to za�, aby� si� nacudowa� ludzkich los�w i postaci przemianom w kszta�ty inne i powrotowi we w�asne dzi�ki odwrotnemu rzeczy splotowi. Zaczynam. Kt� jednak jestem ja sam? Dowiedz si� w kilku s�owach. Hymettos attycka i Istmos Efirejski, i Tenaron w Sparcie, ziemie szcz�liwe i uwiecznione w ksi�gach, znakomitszych ni� ta, s� mego rodu kolebk�. Tam, pierwszymi trudami m�odo�ci, mowy attyckiej zdoby�em znajomo��. Wkr�tce potem przybywszy do stolicy laty�skiej wzi��em si� z rozmachem do j�zyka tego kraju, j�zyka, dzi�ki kt�remu dost�pna mog�a by� jedynie nauka Kwiryt�w, i wyuczy�em si� go w znoju ci�kim, ale bez pomocy nauczyciela. Oto dlaczego wprz�d ju� prosz�: wybacz, je�li w stylu mym, pisarza-niezgraby, uderzy ci� co obcego lub gminnego. A zreszt� same te przemiany j�zyka ju� stylowi tych przemiennych historii, o kt�rych mowa, s� odpowiednie. Zaczynamy tedy t� greczy�sk� opowie��. S�uchaj pilnie, czytelniku, a uciech� mie� b�dziesz. [2] Do Tesalii � szczycimy si� bowiem, �e i to s� nasze miejsca rodowe przez matk� pochodz�c� od s�awnego onego Plutarcha i wnuka jego Sekstusa Filozofa2 � do tej tedy Tesalii d��y�em w interesach. Skoro tak przebra�em si� ju� przez wynios�o�ci g�rskie i spadzizny dolinne, i mokrad�a polne, i przez skibiaste role, chc�c i sam ruchem marszu wypocz�� sobie po zm�czeniu wskutek d�ugiego siedzenia, i konia tak�e bardzo zm�czonego maj�c � a jecha�em na siwku krajowego chowu � zeskoczy�em na ziemi�, konia troskliwie otar�em li��mi z potu, po uszach go poklepa�em, rozkie�zna�em i prowadzi�em st�pa, powoli, a�eby m�g� odla� wod� sw� i tym naturalnym i zwyk�ym sposobem ul�y� swemu zm�czeniu. A kiedy on, na boki wyci�gaj�c szyj�, skuba� pyskiem swoje �niadanie podr�ne: ��ki, kt�re mija�, stowarzyszy�em si� na trzeciego do dwu podr�nych, kt�rzy w�a�nie szli nieco przede mn�. Kiedy za� nastawiam ucha, o czym tam ci�gle pytluj�, s�ysz�, jak jeden z nich parskaj�c �miechem, wo�a:

� Ale przesta�e ju� wyplata� takie duby smalone i historie niestworzone! To us�yszawszy ja, kt�rym zreszt� zawsze ciekawy na nowinki: � Ale� przeciwnie � powiadam � niech nie przestaje. Tylko mnie przypu��cie do rozmowy, nie �ebym ju� nie m�g� zdzier�y� z ciekawo�ci, ino poniewa� ch�tka jest we mnie okrutna, by pozna� wszystko albo przynajmniej jak najwi�cej. Zarazem za� wdzi�czne bajanie z�agodzi nam znojno�� wyd�wigiwania si� na ten stok, na kt�ry idziem. [3] Ale �w, kt�ry przedtem by� zacz��: 1 m i l e z y j s k a m o d � a � na wz�r greckich, realistycznych, nieraz spro�nych Opowie�ci milezyjskich Arystydesa z Miletu. 2 S e k s t u s � filozof plato�ski, nauczyciel cesarza Marka Aurelego. � Nie! � powiada � te bajdy s� tak� sam� prawd�, jak gdyby kto� chcia� twierdzi�, �e mo�na czarnoksi�skim wymrukiwaniem zawr�ci� wartkie rzeki, morze skr�powa�, �eby si� nie ruszy�o, wiatry pozbawi� dechu i zat�umi�, s�o�ce zastanowi�, sprawi�, �eby ksi�yc wyszumia� jak piana, gwiazdy zedrze� z nieba, dzie� usun��, a noc na zawsze zatrzyma�. Wtedy ja wtr�cam si� ju� �mielej: � Nu�e, przyjacielu � ty, co� zacz�� przedtem tamt� histori� � wstr�t�w nie czy� i nie �a�uj nam, ino j� doko�cz. Ty bowiem � zwracam si� do drugiego � masz uszy g�uche, a umys� zawarty rzeczom, kt�re mo�e s� i prawdziwe. Bo � dalib�g! � cz�owiek wbija sobie w g�ow� uprzedzenia co najgorsze i przez nie za k�amstwo bierze to, czego albo nie s�ysza� nigdy, albo co oczom wydaje si� niezwyczajne, albo przynajmniej dla my�li trudne do uchwycenia. A jednak jak tego b�dziesz dochodzi� dok�adniej, to zobaczysz, �e to s� sprawy nie tylko dla poj�cia ca�kiem jasne, ale i ca�kiem mo�liwe. [4] Bo ostatecznie zaraz wczoraj wiecz�r, kiedym na wy�cigi z towarzyszami biesiady troch� bardziej nieostro�nie uwija� si�, �eby u�mierci� pot�n� partyk� placka serowego, ugrz�z� ml w gardle sam mi�kusz kleisty tego ciasta i dech mi zatka�, �em o malusie�ko si� nie zad�awi�. A znowu� niedawno w Atenach i przed samym Portykiem Malowanym3 tym oto dwojgiem oczu widzia�em kuglarza, kt�ry ka�czasty miecz kawaleryjski po�yka� ostrzem na d�, a potem za n�dzn� zap�at� przebija� si� na wylot �mierciono�nym ko�cem oszczepu my�liwskiego. Po drzewcu za� tego pocisku, po tej jego cz�ci, kt�ra wystercza�a z karku do g�ry obok potylicy, wspina� si� ma�y ch�opczyna i w dziwacznych przegi�ciach podrygiwa� z takim wdzi�kiem i zgrabno�ci� ruch�w, �e zda�o si�, jakby nie mia� w sobie ko�ci ni niczego twardego. Z podziwem patrzyli�my na to wszyscy tam obecni: nic, tylko jakby po takiej laseczce, jak� s�kat� po ga��ziach nieobci�tych g�adko nosi Eskulap, bo�ek lekarzy �jakby po tej laseczce wi� si� �liskimi splotami rzadki w��. Ale ja ju� milkn�, a ty, co� przedtem zacz��,

ko�cz, je�li �aska, twoj� opowie��. Ja b�d� ci wierzy� za dwu, bo i za tego tu, a w pierwszej karczmie, co nam na drodze stanie, b�d��e moim go�ciem na obiedzie. Stoi, �e to masz u mnie. [5] �w na to: � Ceni� sobie to, co obiecujesz, i bior� to za dobr� monet�. B�d� tedy prowadzi� dalej, com zacz��, ale wprz�d musz� ci si� zakl�� na to boskie s�o�ce, co na wszystko patrzy, �e opowiadam rzeczy prawdziwe i sprawdzi� si� daj�ce. Wy sami nie b�dziecie o tym nied�ugo w�tpili, skoro tylko przyb�dziecie do niedalekiej ju� Tesalii, bo tam z ust ka�dego co krok o tym s�ycha�; sprawy te bowiem dzia�y si� na oczach wszystkich. Lecz aby�cie si� naprz�d dowiedzieli, com ja sam za krajan i czym zarabiam: ot� jestem Eginet�, handluj� miodem, serem i tym podobnymi smako�ykami i kr�c� si� z tym ci�gle tam i z powrotem po Tesalii, Etolii i Beocji. Dowiedziawszy si� tedy, �e w Hypate4, mie�cie w ca�ej Tesalii najznaczniejszym, mo�na w�a�nie kupi� ser �wie�y i przedniego smaku za psie pieni�dze, polecia�em tam czym pr�dzej, chc�c naby� ca�y zapas. Ale widocznie ruszaj�c tam zacz��em lew� nog� i �jak to w takim wypadku bywa � sczez�a ca�a nadzieja dobrego interesu; dzie� przedtem bowiem zdmuchn�� mi wszystko sprzed nosa jeden wielki kupiec, niejaki Lupus. Ostatecznie tedy, zmordowany po�piechem, kt�ry si� i tak na nic nie przyda�, poszed�em sobie zaraz z wieczora do �a�ni. [6] Po drodze spostrzeg�em nagle mego kompana Sokratesa. Siedzia� na ziemi w jakiej� postrz�pionej resztce p�aszcza na grzbiecie, sam jak ten szkielet, po��k�y taki, �e nie do siebie, a raczej do tego �ebractwa podobny, co �lamda o grosz w zau�kach. Kiedy go w takim 3 P o r t y k M a l o w a n y � (stoa pojkile) na rynku ate�skim, ze s�awnymi freskami Polignota, gdzie zbierali si� stoicy. 4 H y p a t e � miasto w Tesalii, uwa�ane w staro�ytno�ci za siedzib� tesalskich czarownic. stanie zobaczy�em, to cho� on mi kum i stary znajomek, przeciem si� dopiero po chwili wahania do niego zbli�y�. �B�j si� Boga � powiadam do niego � Sokratesie m�j, a to co znowu? Jak�e ty wygl�dasz? A� wstyd! A w domu u ciebie to ci� Ju� op�akali jak straconego nieodwo�alnie raz na zawsze, a dzieciom twoim s�dzia obwodowy naznaczy� ju� opiekun�w! �ona twoja odprawi�a ju� nabo�e�stwa �a�obne za ciebie, d�ug� �a�ob� i rozpacz� okropnie si� zgryz�a, omal �e sobie oczu do ostatka nie wyp�aka�a, a� j� nareszcie jej rodzina gwa�tem prawie zmusi�a do tego, by sobie rozweseli�a jako� dom nieszcz�sny uciechami �wie�ego ma��e�stwa. A ty si�

tu pokazujesz jak straszyd�o z tamtego �wiata, �e a� mi wstyd, doprawdy�. �Arystomenesie � powiada on mi na to � ani ty si� nawet nie domy�lasz, jakie bywaj� los�w zasadzki podst�pne a ciosy nieobliczalne, a ci�g�e przemiany�. I to m�wi�c strz�pem swego �achmana, na kt�rym �ata na �acie siedzia�a, zakry� ze wstydu twarz sczerwienion� jak kartagi�ska ostryga, tak �e nagle �ysn�� golizn� od p�pka poza podbrzusze. Ja tedy, nie mog�c ju� znie�� widoku takiej n�dzy i nieszcz�cia, r�k� mu podaj� i staram si� pom�c, by wsta�. [7] Ale on nie ruszaj�c si�, m�wi z g�ow� zakryt�: �Daj pok�j, daj! Niech�e si� nacieszy Los zdobycz�, jak� sobie we mnie ucapi��. Dopi��em wreszcie, �e poszed� ze mn�. Zaraz tedy �ci�gam jedn� z dwu moich w�asnych szmat i pr�dko go ubieram � czy lepiej m�wi�c: jako tako os�aniam � i na miejscu go oddaj� do �a�ni, sam krz�tam si� ko�o namaszczenia go oliw� i wytarcia, pracowicie zeskrobuj� z niego grub� na palec skorup� brudu. Uczciwie go opatrzywszy, podpieraj�c okrutnie zmordowanego, ci�gn� go, sam zmachany, do gospody, daj� mu si� ogrza� w ��ku, daj� mu je��, daj� mu pi�, dobrym s�owem go pocieszam. Powoli da� si� wci�gn�� do rozmowy i �art�w, i trefnych historyjek, a nawet na dobre sam si� rozochoci� i rozkrzycza�, kiedy nagle jak sobie westchnie okrutnie z g��bi serca i jak si� nie palnie d�oni� w czo�o, a� klasn�o! �A to przecie � powiada � trzeba ba�wana na to niewydarzonego, �eby lataj�c na te zachwalane igrzyska gladiatorskie wpakowa� si� w takie nieszcz�cie! Jak sam wiesz najlepiej, uda�em si� do Macedonii dla ubicia jednego doskona�ego interesu. Ot� kiedy po dziesi�ciu miesi�cach wraca�em stamt�d z brzuchat� dzi�ki mej przemy�lno�ci kabz�, niedaleko od Larysy zebra�a mnie ch�tka, �eby skoczy� na to widowisko, i to na kr�tsze drogi, przez jaki� w�w�z zakazany i bezludny. Tam si� do mnie dobra�y jakie� najgorsze rzezimieszki, ob�upi�y mnie z wszystkiego, ledwiem im sam z �yciem uszed� i wreszcie, oporz�dzony w okropny spos�b, dosta�em si� na nocleg do pewnej karczmarki, niejakiej Meroe, starki wprawdzie, ale jeszcze mocno jurnej, kt�rej opowiedzia�em ca�� histori� i d�ugiej w�dr�wki, i niespokojnego powrotu, i nieszcz�snego ograbienia mnie. Ona � nie ma co gada� � obesz�a si� ze mn� bardziej ni� go�cinnie: przygarn�a za darmo do smakowicie zastawionego sto�u, a potem � �e j� to ��dza ogniem przypieka�a � i do swego ��ka. Ale jakem si� z ni� tylko przespa�, od jednego razu potem wpakowa�em si� w niewol� bez ko�ca, a gorsz� od tej zarazy: to� nawet te szmaty musia�em jej odda�, kt�re mi zostawi�y tamte poczciwe �otrzyska dla zas�oni�cia golizny � nawet te groszaki musia�em oddawa�, kt�rem, p�kim mia� jeszcze si�y, zarabia�

jako tragarz, a� ze mnie nareszcie uda�a niewiastka i nieuda�y los zrobi�y t� figur�, kt�r�� zobaczy� sam przed chwil��. [8] �A, na Polluksa5 � odrzek�em mu � doprawdy, �e zas�ugujesz na rzeczy najgorsze � na gorsze jeszcze od tego, co ci� teraz spotka�o �je�li� tak� wszeteczn� dziewk� przeni�s� nad ognisko domowe i dzieci�. A on przy�o�y� do ust palec wskazuj�cy i z g�uchym przera�eniem wok� si� rozgl�daj�c, czyli nikt nie s�yszy: 5 n a P o l l u k s a (i K a s t o r a) zaklinali si� Rzymianie dla zapewnienia o prawdom�wno�ci. �Na mi�y B�g, cicho! � szepn��. � Strze��e si� ty jej, bo to nie taka sobie zwyk�a kobieta! �eby� sobie jakiej biedy nie napyta� niepow�ci�gliwym j�zorem!� �Nie gadaj � mrukn��em � taka to mocarka ta kr�lowa zza szynkwasu? C� ostatecznie w tej babie siedzi?� �Czarownica � odpowiedzia� � wied�ma, co potrafi�aby ci niebo �ci�gn�� na d�, ziemi� w powietrzu zawiesi�, bij�ce �r�d�o zakamieni�, g�ry roztopi�, duchy zmar�ych wywo�a�, bog�w zewlec na ziemi�, gwiazdy pogasi�, a sam Tartar rozja�ni�!� �M�j drogi � powiadam mu � zr�b mi to i daj sobie spok�j z tymi dekoracjami jak z teatru, spu�� ju� t� kurtyn� tragiczn� l powiedz rzecz po prostu�. A on na to: �Chcesz, �ebym ci opowiedzia� jedn� czy dwie, czy sto tych sztuczek, jakie potrafi? Bo to, �e potrafi sob� rozp�ta� chu� mi�osn� nie tylko w swoich ziomkach, ale tak�e w mieszka�cach Indii albo obu Etiopii, albo nawet w tych, co �yj� na drugim ko�cu �wiata, to to s� tylko py�ki jej sztuki i czyste dla niej fraszki. Ale pos�uchaj tych jej sprawek, kt�re wielu sprawdzi�o w�asnymi oczyma. [9] Gacha swojego za to, �e zaj�� si� jak�� inn�, zamieni�a jednym otwarciem ust w bobra le�nego, poniewa� ono zwierz� w ucieczce przed my�liwcami ratuje si� tym, �e odgryza sobie swoje przyrodzenie i im je zostawia. Przemieni�a go zasi� tak, aby i on sobie musia� tak zrobi�, a wszystko za to, �e si� zadawa� z inn�. Karczmarza znowu z s�siedztwa � robi�cego jej wskutek tego konkurencj� � w ropuch� zamieni�a i teraz ten staruch p�ywa w kadzi w�asnego wina i z m�t�w na dnie poleca si� skrzecz�ce �askawym wzgl�dom swoich dawnych klient�w. Innego jeszcze, z palestry, za to, �e pono g�bowa� przeciw niej, przemieni�a w barana i on teraz w tej postaci urz�duje na terminach s�dowych. Ona to tak�e �on� jednego swego kochanka, kt�ra si� przek��liwie o jej cnocie wyra�a�a, kobiet� brzemienn�, ukara�a w ten spos�b, �e zamkn�a naturalne uj�cie jej ci��y i zatrzyma�a p��d, tak �e matka pozosta�a wieczy�cie

ci�arn�. Ka�dy ci wyliczy, �e lat temu ju� o�m, jak t� niebog� brzemi� jej rozpiera, z czym wygl�da, jakby s�onia mia�a porodzi�. [10] Kiedy takie sprawki raz po raz p�ata�a na szkod� setek ludzi, wezbra�o przeciw niej wreszcie takie wszystkich oburzenie, �e dnia pewnego postanowiono bez lito�ci na niej pomst� wzi�� i ukamienowa� j� nazajutrz. Ale ona uprzedzi�a ten zamiar dzi�ki swoim czarom i jak ta Medea � kt�rej wystarczy� jeden dzionek zw�oki, pozostawiony jej przez starego Kreona, aby ca�y jego dom i c�rk� wraz z nim samym spali� po�og�, skrycie pos�an� w darowanym diademie � tak Meroe � co mi sama niedawno opowiada�a podchmieliwszy sobie � nagada�a ino krzyn� zakl�� grobowych nad otwart� jam� i od razu zrobi�o si� tak, �e wszyscy zostali zamkni�ci w swoich domach � bo b�stwa wida� musia�y znosi� w milczeniu gwa�ty zadawane przez ni� ich w�adzy. Trwa�o tak tedy calu�kie dwa dni, �e nikt nie m�g� ani wy�ama� zamku, ani wywali� drzwi, ani nawet wybi� dziury w �cianie, a� dop�ki, porozumiawszy si� jako�, nie zacz�li jej jak jeden m�� krzycze�, zaklinaj�c si� na wszystkie �wi�to�ci, �e nie podnios� na ni� r�ki, a nawet �e pospiesz� jej natychmiast z pomoc�, gdyby kto� si� wy�ama� spod tego zobowi�zania. Tak da�a si� u�agodzi� i wszystkich pouwalnia�a. Tego jednak, kt�ry ludzi przeciw niej by� podm�wi�, przerzuci�a w ciemniute�kiej nocy razem z ca�ym jego domem, jak stal zamkni�ty, ze �cianami, podwalinami i nawet samym gruntem � o sto mil, do innego miasta, po�o�onego na szczycie dzikiej g�ry, w okolic� w dodatku bezwodn�. A poniewa� domy mieszka�c�w �ci�ni�te by�y tam tak g�sto, �e dla nowego przybysza i miejsca nie sta�o, podrzuci�a dom pod bram� miasta i posz�a sobie�. [11] �No, no � powiadam � cudaczne ty mi historie tu opowiadasz, m�j Sokratesie, a i nie mniej straszne ni� cudaczne. Teraz to i mnie niema�ego� nap�dzi� niepokoju, a nawet, prawd� m�wi�c, ci�kiego stracha, co mnie ju� nie jak o�� k�uje, ale jak o�cie� d�ga. To by by�a �adna zabawa, jakby si� ta wied�ma zwiedzia�a przez takie swoje piekielne sposoby, co�my tu o niej gadali! Wiesz co, k�ad�my si� jak najpr�dzej spa�, a krzyn� si� snem pokrzepiwszy, jeszcze po nocy czmychajmy st�d jak najdalej�. Jeszczem nie sko�czy�, patrz�, a poczciwota Sokrates, zmorzony ca�odziennym znojem i winem, od kt�rego odwyk�, chrapie ju� jak zar�ni�ty. Zamkn��em tedy drzwi, zasun��em dobrze rygle, a nawet zapar�em wej�cie mocno ��kiem, na kt�rym si� dopiero po�o�y�em. Ale z pocz�tku strach mi nie dawa� jaki� czas zasn��, dopiero potem, dobrze ju� po p�nocku, troch� si� zdrzemn��em na dobre, kiedy z �omotem � po kt�rym pozna� od razu, �e to nie z�odzieje

� drzwi si� otwieraj�, a w�a�ciwie nie otwieraj�, ino wylatuj� razem z po�amanymi na kawa�ki zawiasami. M�j tapczanik, bez tego ju� kulawy na jedn� nog� i zmursza�y, wywr�ci� si� od tego gwa�townego uderzenia, ja wylecia�em, �em si� a� po pod�odze pokatula�, i uczu�em tylko, �e tapczan wali mi si� na grzbiet i ca�kiem mnie przykrywa i przyt�umia. [12] Do�wiadczy�em wtedy, jak pewne uczucia zdolne s� przerzuca� si� same z siebie w swoje przeciwie�stwa. Bo jak rado�� � bywa to cz�sto � �zy wyciska, tak ja, w tym strachu nie na �arty, nie mog�em powstrzyma� �miechu, z Arystomenesa uczuwszy si� takim ��wiem. I kiedy tak, rzucony w �mieci, a zakryty przez us�u�ne i chytre ��ko, zerkam, co si� tam dalej stanie, widz� dwie niewiasty starsze; jedna trzyma�a w r�ce �wiec�c� latarni�, druga g�bk� i miecz. Tak uzbrojone staj� przed Sokratesem �pi�cym jak suse�. Wtedy ozwie si� ta z mieczem: �Ten ci to jest, siostrzyczko Pantio, ten m�j s�odki Endymionek6, ten m�j pieszczoszek, kt�ry dniami i nocami gzi� si� czule z � och! � wiosn� mych latek, ten, kt�ry wzgardziwszy moim �arem nie tylko pysk sobie strz�pi na mojej cnotce, ale jeszcze chce czmychn��! A ja naturalnie, jak ta Kalipso opuszczona przez oszuka�czego Ulissesa, b�d� op�akiwa� wieczne moje wdowie�stwo!� Tu wyci�gn�wszy r�k� pokazuj� mnie tej swojej godnej Pantii i dodaje: �A ten poczciwina, ten Arystomenes, co taki �epak do rady � bo to on obmy�li� plan tej ucieczki, a teraz pod ��kiem przywarowa� i a� si� przylepi� do ziemi, a ledwo zipie ze strachu i �ypie ino �lepiami na to wszystko � on my�li, �e mu tak na sucho ujdzie to, co na mnie napyskowa�! Wystroj� ja mu kiedy� jeszcze...! E, i nie kiedy� � zaraz, zaraz teraz dam mu takiego �upnia, �e po�a�uje swego dawnego drwinkowania i tera�niejszego w�cibstwa�. [13] Sk�rom to us�ysza�, nieszcz�sny, zimne poty na mnie uderzy�y i taka mnie wzi�a dr��czka, �e a� od niej tapczan na moim grzbiecie zacz�� ta�czy� jak op�tany. I wtedy s�ysz�, jak milutka Pantia powiada: �Siostruniu, to bierzmy si� od razu naprz�d do niego i rozszarpmy go jak bachantki albo skr�pujmy i wyr�nijmy mu jego m�skie przyrodzenie�. Na to Meroe � oczywi�cie bowiem wymiarkowa�em, �e wedle wszystkiego, co opowiada� Sokrates, do niej odnosi si� to imi�: �Nie � m�wi � niech�e ten sobie przynajmniej po�yje, �eby m�g� rzuci� gar�� ziemi na cia�o tego niebo��tka� � i odgi�wszy g�ow� Sokratesa na prawy bok wbi�a mu w lew� stron� szyi ca�y mieczyk a� po r�czk�, a podstawiwszy szybko ma�y mieszek skrz�tnie schwyta�a do� buchaj�c� krew, tak �e nawet jedna kropla jej nie usz�a i nie zostawi�a

nigdzie �ladu. Na to wszystko patrzy�em w�asnymi oczyma. Widzia�em nawet, jak ta czu�a Meroe � zapewne, by nie uchybi� w niczym temu swojemu obrz�dkowi mordowania � jak wsun�a przez t� ran� r�k� a� do samych wn�trzno�ci i pogmerawszy tam wyci�gn�a serce mojego nieszcz�snego kompana, z kt�rego gardzieli przer�ni�tej rze�nickim ciosem wydobywa� si� ino jaki� g�os, a raczej s�abe charczenie razem z krwawymi b�blami powietrza. Tymczasem Pantia, zak�adaj�c g�bk� ca�y otw�r rany, m�wi�a: �Ej g�bko, g�bko w morzu zrodzona, �eby� mi si� przez rzek� nie pu�ci�a!� 6 E n d y m i o n � Arkadyjczyk s�ynny z pi�kno�ci, kt�rego Zeus u�pi�, by go zachowa� w wiecznej m�odo�ci. Tak si� z tym wszystkim za�atwiwszy, odchodz�, a na odchodnym jedna odsun�a m�j tapczan, po czym obie przykucn�y rozkraczone nad moj� twarz� i da�y upust swoim p�cherzom, zalewaj�c mnie strasznie smrodliwym moczem. [14] Ledwie wysz�y za pr�g, a ju� drzwi, jakby nigdy nie tkni�te, wracaj� na swoje dawne miejsce, zawiasy wsuwaj� si� w swe otwory, podwoje zahaczaj� si� o swe rygle, zasuwki zapadaj� w zamki. Ja za�, jak le�a�em, ci�gle jeszcze rozci�gni�ty na ziemi, tchu nie mog�c z�apa�, nagi, skostnia�y i zlany moczem, jakby mnie w tej chwili ma� porodzi�a � a raczej jeszcze gorzej, bo jak na po�y nie�ywy, jak sw�j w�asny pogrobowiec, jak taki, co sam widzia� ju� w�asn� �mier�, albo co najmniej kandydat na szubienic�, co gotowa ino na niego czeka � ja tedy pomy�la�em sobie ino, co si� te� stanie ze mn�, kiedy rano znajd� mego towarzysza zamordowanego? Kto uwierzy, �e m�wi� rzeczy cho� podobne do prawdy, kiedy ja b�d� m�wi� prawd� sam�? Powiedz�: �Mog�e� przynajmniej krzycze� o pomoc, je�li� ju� nie m�g� � ty, taki dr�gal! � da� rady niewie�cie. Wi�c w oczach twoich r�n� cz�owieka, a ty g�by nie otworzysz? Dlaczego� za� ty sam uszed�e� takiej rzezi? Dlaczego� ta okrutnica mia�aby oszcz�dzi� kogo�, co widzia� zbrodni� na w�asne oczy i m�g�by o niej w s�dzie �wiadczy�? Ale skoro� si� wtedy wykpi� od �mierci, to id��e teraz za swym towarzyszem!� Nad tym ino bez ustanku si� g�owi�em, a tymczasem mie� si� zaczyna�o ju� ku dniowi. Doszed�em wreszcie do tego, �e najlepiej zrobi� wymykaj�c si� przed �witem chy�kiem w drog�, chocia�by po omacku. Chwytam tedy m�j t�umoczek i wsun�wszy klucz w drzwi usi�uj� otworzy� zamek; ale te niezawodne drzwi chcia�y pokaza�, �e wiedz�, co to obowi�zkowo��: w nocy si� wprawdzie same otwar�y, ale za to teraz zaledwie ust�pi�y, kiedym po jaki setny raz kr�ci� w zamku ich w�a�niusie�kim kluczem. Wyszed�em. [15] �Hej, jest tam kt�ry? � wo�am � Otw�rz no mi wrota zajazdu, bo wyruszam przed �witem�.

Odzywa si� na to nareszcie od�wierny z bar�ogu, gdzie� za bram� wjazdow�, do p� jeszcze nieprzytomny ze snu. �A tobie co? � powiada � ty nie wiesz, ile po drogach zb�j�w, �e si� teraz po nocy w drog� wybierasz? Ale jak ty masz na sumieniu jakie� takie sprawki, �e ci i �ycie ju� niemi�e, to my tam d�wigamy jeszcze na karku g�owy, a nie dynie! To ich za ciebie nastawia� nam nie ochota!� �Dobrze � m�wi� � ale ju� przecie dzie� niedaleko. A opr�cz tego, co takiemu n�dzarzowi, jak ja, mog� zabra� zb�je? Ty, g�upcze, nie wiesz, �e nawet dziesi�ciu, i to atlet�w, nie potrafi obedrze� go�ego?� A na to on przewr�ci� si� na drugi bok i wybe�kota� ju� �pi�cy prawie: �A sk�d ja mog� wiedzie�, czy� ty nie poder�n�� gard�a temu twojemu znajomkowi, kt�rego� tu wiecz�r przyprowadzi�, i teraz w nogach nie szukasz ratunku?� W tej chwili � dobrze to mam w pami�ci � zrobi�o mi si� tak, jakby si� ziemia pode mn� rozst�pi�a i jakbym zobaczy� samo dno Tartaru z psem Cerberem rozdziawiaj�cym ku mnie nienasycon� paszcz�. Zrozumia�em wtedy zaiste, �e poczciwa Meroe oszcz�dzi�a moj� gardziel nie z lito�ci, ale z okrucie�stwa: �eby mnie zachowa� ca�o dla stryczka. [16] Wracam tedy do izby i zaczynam rozmy�la�, jak by tu znale�� jak� �mier� gwa�town�. Ale gdy los nie zostawi� mi �adnego innego narz�dzia do samob�jczej �mierci, jak chyba tylko tapczan: �Tapczaniku m�j � powiadam � m�j najdro�szy, co� ze mn� przetrwa� tyle tarapat�w, ty jedyny nieprzekupny �wiadku tego, co si� sta�o tej nocy, ty jedyny, kt�rego m�g�bym przyzwa� na �wiadka mej niewinno�ci wobec oskar�enia, co na mnie czyha � ty dostarcz mi pewnego sposobu, �ebym si� pr�dko dosta� do podziemia!� Co m�wi�c wyd�ubuj� sznur, z kt�rego by�a plecionka na tapczanie, zarzucam i umocowuj� jeden sznura koniec na ma�ej belce wystaj�cej nieco spod okna, drugi koniec zwi�zuj� w mocn� kluczk�, wy�a�� na tapczan � bo im wy�ej, tym �mier� pewniejsza � i wk�adam g�ow� w p�tlic�. Ale kiedym podpor�, kt�ra mnie dot�d podtrzymywa�a, nog� odepchn��, a�eby sznur wskutek ci�aru cia�a zacisn�� si� ko�o szyi i udusi�, nagle m�j stryczek � stary wida� i sparcia�y � urywa si�, a ja z wysoka spadaj�c wal� si� na Sokratesa, kt�ry le�a� blisko pode mn�, i razem z nim staczam na ziemi�. [17] A w�a�nie w tej samej chwili wchodzi od�wierny i krzyczy na ca�e gard�o: �Gdzie�e� tam, ty, co� si� o p�nocy tak w drog� spieszy�, a teraz chrapiesz pod pierzyn�?� Na to � nie wiem, czy wskutek mojego upadku, czy na ten ryk � budzi si� Sokrates, wstaje pierwszy i powiada ze z�o�ci�: �Czy to mo�e nies�usznie wszyscy go�cie kln� tych karczmarzy? To przecie ten

natr�t w�cibski, co tu wlaz� nie w por� � z pewno�ci�, �eby co� zw�dzi�! � zbudzi� mnie, com taki zm�czony, swym wrzaskiem z najsmaczniejszego snu!� Wy�a�� na to ja, ucieszony okropnie, rozpierany niespodzian� rado�ci�, i krzycz�: �Patrz no ty, chlubo wszystkich od�wiernych, oto m�j kum, m�j tatu�, m�j braciszek, ten, o kt�rym w nocy po pijanemu pyskowa�e�, �em go zabi�!� � i mi�dzy jednym s�owem a drugim Sokratesa wyca�owuj�, wy�ciskuj�! Ale on, odrzucony zapachem tej okropnej cieczy, kt�r� mnie owe j�dze zakazi�y, gwa�townie mnie odpycha: �A id��e ty precz � parska � ta� ty �mierdzisz jak ostatnia kloaka� � i z prze�miechami zaczyna si� dopytywa� o przyczyn� tych zapach�w. A ja, biedaczysko, musia�em wymy�la� z miejsca jaki� g�upi dowcip i odwraca� rozmow� na co innego. �A chod�my� ju� � powiadam, �api�c go wp� � i u�yjmy sobie przechadzki o poranku�. Wzi��em t�umoczek i zap�aciwszy karczmarzowi za mieszkanie wyruszyli�my w drog�. [18] Uszli�my tak szmat drogi, a ju� te� i s�o�ce zesz�o i wszystko o�wieci�o. Wtedy j��em bardzo uwa�nie przypatrywa� si� szyi mego towarzysza, temu mianowicie miejscu, gdziem widzia� grz�zn�cy w niej miecz. My�la�em sobie: �Ech, ty g�upcze, co� si� str�bi� kilkoma kieliszkami wina i �ni�e� okropno�ci! Oto Sokrates idzie sobie obok ca�y, zdr�w, nietkni�ty! Gdzie� ta rana, gdzie ta g�bka? Gdzie w ko�cu blizna taka g��boka i taka �wie�a?� A do niego powiadam: �Nie bez kozery m�wi� powa�ni lekarze, �e ob�arstwo i pija�stwo ci�kie i okropne zmory senne sprowadza. Ja tak�e, �em to sobie wczoraj wiecz�r nie �a�owa� kieliszk�w, mia�em noc paskudn�, potworno�ci mi si� jakie� zwidywa�y i okropno�ci � a� teraz jeszcze mi si� zdaje, �e jestem ludzk� krwi� zlany i zbezczeszczony�. A na to on ze �miechem: �Krwi� jak krwi�, ale moczem to� chyba zlany. Co prawda, to i mnie si� �ni�o, �e mnie mordowano. Bo i taki b�l w szyi, tutaj, czu�em i tak mi by�o, jakby mi kto samo serce wyrywa�, a i teraz jako� mi tchu brak, kolana mi dr�� i id� jako� tak niepewnie, i chcia�bym co� zje��, �eby si� pokrzepi�. �Masz � powiadam na to � masz tu gotowe �niadanie� � i �ci�gam z plec�w moj� sakw�, podaj� mu szybko chleb ze serem. �O, pod tym platanem zaraz siadajmy� � proponuj�. [19] Tak robimy, po czym i ja sam posilam si� z tych zapas�w i obserwuj� przy tym jego �apczywie zajadaj�cego. W pewnej chwili widz� jednak, �e jako� si� w sobie zapad� i zblad� jak bukszpan. Cera nagle zrobi�a mu si� tak trupia, �e mnie, widz�cemu w my�li przed sob� ci�gle te dwie Furie z nocy, pierwszy k�s chleba, cho� by� male�ki, uwi�z� ze strachu w gardle i nie

chcia� p�j�� ani w prz�d, ani w ty�. Liczba za� ludzi przechodz�cych drog� przyda�a jeszcze gwa�towno�ci memu strachowi. Bo zechc� oni uwierzy�, �e jak nas tu jest dwu, jeden ginie bez �adnego przyczynienia si� drugiego? Tymczasem Sokrates, kt�ry zjad� do�� du�o � po�kn�� �apczywie wi�ksz� cz�� doskona�ego sera � zacz�� odczuwa� gwa�towne pragnienie. A bardzo niedaleko od korzeni platanu p�yn�a spokojna rzeczka, leniwa jak stawek, jak srebro jasna, a jak kryszta� przejrzysta. M�wi� mu t�dy: �Ugasz� pragnienie w tej bia�ej strudze�. On wstaje i nieco poszukawszy mniej stromego zej�cia, kl�ka na brzegu i po��dliwie pochyla si� nad zaczerpni�tym kubkiem. Ale jeszcze nie dotkn�� p�ynu warg ko�cem, kiedy na szyi jego rozdziawia si� rana szeroka i g��boka, z kt�rej nagle wypada owa g�bka, a za ni� ma�a stru�ka krwi. Zew�ok to ju� by� nie�ywy, kt�ry by�by wpad� do rzeki, gdybym go nie by� jeszcze zdo�a� przytrzyma� za jedn� nog� i nie bez wysi�ku wyci�gn�� na brzeg. Tu ob�a�owawszy biednego towarzysza, jak mo�na by�o w tych warunkach, pogrzeba�em go w piaszczystej ziemi w wiecznym rzeki s�siedztwie. Sam, przera�ony, dr��c ze strachu o siebie, ucieka�em przez bezdro�a i pustkowia i jakby sam maj�c na sumieniu morderstwo, wyrzek�em si� ojczyzny i domu i poszed�szy na dobrowolne wygnanie mieszkam teraz w Etolii, gdzie si� na nowo o�eni�em. To jest historia, kt�r� nam opowiedzia� Arystomenes. [20] Wtedy �w jego towarzysz, kt�ry zaraz z pocz�tku zatwardzia�e wiary jego s�owom nie dawa�, powiada: � A to dopiero bajda nad bajdami, a to �garstwo nie do �adu i sk�adu � i zwracaj�c si� do mnie: � Ty zasi�, z kt�rego miny i czupryny pozna�, �e� nie prostak, ty takim bajdom wierzysz? � Ja doprawdy � odrzek�em � s�dz�, �e nie masz rzeczy niemo�liwych. Wszystko, co si� ludziom wydarza, wedle zrz�dzenia losu si� dzieje. Przecie i mnie, i tobie, i wszystkim ludziom przytrafiaj� si� sprawy dziwne i prawie nies�ychane; opowiedz je jednak takiemu, co ich nie zazna�, to pewno wiary u niego nie znajd�. Ale ja � na Herkulesa! � wierz� temu twojemu towarzyszowi i wdzi�czne mu dzi�ki sk�adam, �e nas rozerwa� miluchnej bajki ucieszno�ci�; za jej to spraw� umkn��em si� �mudzie i znojowi d�ugiej i przykrej drogi. My�l� tak�e, �e i ten m�j podjezdek rad jest temu dobrodziejstwu, bo mnie tu, a� do bramy tego miasta, nie jego grzbiet, ale w�a�ciwie uszy moje podwioz�y. [21] I tu by� koniec naszej rozmowy i drogi posp�lnej. Towarzysze bowiem moi obaj wzi�li si� na lewo do najbli�szych domk�w. Ja za� wst�pi�em do pierwszej karczmy na drodze

napotkanej i spyta�em tam karczmarki � starki jakiej� � czy to jest miasto Hypate, a gdy przytakn�a, czy zna niejakiego Milona, jednego z pierwszych miasta. Za�mia�a si� na to i powiada: � Prawdziwie pierwszy on tu, ten Milon, bo siedzi na samym podwalu miasta, pierwszy z kraja. � �art na bok, mamusiu � powiadam � powiedz no �askawie, co on za jeden i gdzie mieszka. � Ano, widzisz � odrzecze � tam, te ostatnie okna, kt�re wygl�daj� na miasto, kiedy z drugiej strony drzwi wychodz� na zau�ek? Tam to mieszka ten Milon, cz�ek pieni�ny srodze i ci�ko bogaty, a cz�sto g�sto dobr� lichw� uprawiaj�cy, bo bierze w zastaw z�oto i srebro. Dusi si� na tych �mieciach siedz�c okrakiem na swoim grosiwie z po�owic�, godn� kum� w tej n�dzy. Jedn� jedyn� �ywi tam ino s�u�k�, a chodzi zawsze jak ten �ebrak. Wybuchn��em �miechem na ten opis. � Bardzo to �askawie i przezornie � powiadam � zatroszczy� si� o mnie mi�y m�j Demeasz, daj�c mi w podr�y polecenia do takiego cz�owieka, w kt�rego gospodarstwie nie ma strachu przed dymem z ogniska ani przed par� z warzonki. [22] To m�wi�c poszed�em dalej do tego domu i zacz��em �omota� we wrota mocno zaryglowane, wo�aj�c przy tym g�o�no. Po dobrej chwili wysz�a jaka� m��dka. � Ej tam, cz�owieku � powiada mi � co si� tak do drzwi dobija�e�: na jaki zastaw chcesz po�yczy�? Gdzie� si� taki uchowa�, co nie wiesz, �e my dajemy tylko na z�oto i srebro? � B�d� no grzeczniejsza dla mnie � odrzek�em � i raczej powiedz, czy zastaj� w domu twego chlebodawc�. � Pewnie � odrzek�a � ale dlaczego pytasz? � Mam dla niego list od Koryntyjczyka Demeasza. � P�jd� mu oznajmi� � rzek�a � a ty tymczasem tu poczekaj . To powiedziawszy zaryglowa�a znowu drzwi i wesz�a do domu. Wkr�tce wr�ci�a i otwar�a drzwi, m�wi�c: � Pan prosi ci�. Wszed�em i znalaz�em go siedz�cego na w�ziutkim tapczaniku i w�a�nie rozpoczynaj�cego obiad. U n�g jego siedzia�a �ona, st� za� by� nakryty, ale nie zastawiony. Wskaza� na� i powiada: � Oto zastawa, jak� mog� go�ciowi ofiarowa�. � Pi�knie � m�wi� i z miejsca daj� mu list Demeasza. Przerzuci� go pr�dko i powiada: � Jaki to kochany ten Demeasz, �e mi takiego go�cia przysy�a. [23] I kaza� �onie ust�pi�, a mnie na jej miejsce zaprasza. A kiedy i teraz wzdraga�em si� z grzeczno�ci, z�apa� mnie za sukni� i poci�gn��. � Siadaj � powiada � tutaj, bo my, ze strachu przed z�odziejami, nie mamy �adnych sto�k�w ani nie mo�emy sobie sprawi� potrzebnych sprz�t�w. Us�ucha�em. Wtedy rzek�: � Zaraz bym sam si� domy�li� � i bez ochyby � z tej przystojnej cia�a postawy i

z tej dziewiczej zgo�a skromno�ci, �e� ty z dobrego domu. Ale i m�j Demeasz to samo mi w li�cie pisze. Przeto racz nie wzgardzi� biedot� tej naszej norki. Ta przylegaj�ca izba b�dzie ci przystojn� siedzib�. Rozgo��e si� �askawie w naszym domu, a i on uro�nie twoim dostoje�stwem, i ty sobie zdob�dziesz tytu� do s�awy, je�li, rad skromnemu schronieniu, wsp�zawodniczy� b�dziesz z cnotami owego Tezeusza7, kt�rego tw�j ojciec nosi� nazwisko rodowe, a kt�ry nie pogardzi� ubo�uchn� go�cin� staruchy Hekali. Tu przywo�a� s�u�k�. � Fotis � powiada jej � zajmij no si� pieczo�owicie t�umoczkami go�cia, z�� je w tej izbie, a zarazem wyjmij pr�dziute�ko ze skrzyni olej do namaszczenia i r�czniki, i wszystko, co potrzebne, i do �a�ni najbli�szej mego go�cia zaprowad�; dosy� si� strudzi� d�ug� i ci�k� drog�. [24] Us�yszawszy to ju�em si� rozeznawa� w �ci�liwych obyczajach Milona, a chc�c go sobie pozyska�, odrzek�em: � Zupe�nie mi nie trza tych przybor�w do k�pieli, bo zawsze w drodze mam je z sob�. A co do �a�ni, to �atwo si� do niej dopytam. Ale co mi najbardziej na sercu le�y, to to, �eby�, Fotis, koniowi, co mnie dzielnie ni�s�, kupi�a za te oto groszaki siana i j�czmienia. Za czym z�o�ywszy t�umoki moje w owej ofiarowanej mi izbie, po drodze do �a�ni chc�c sobie upatrzy� co� na wieczerz�, poszed�em na targ ze smako�ykami. Tam zobaczy�em roz�o�one pyszne ryby; zacz��em pyta� o cen� i ze stu srebrnik�w, kt�re mi za�piewano, wytargowa�em za dwadzie�cia denar�w. W�a�nie stamt�d wychodzi�em, kiedy spotykam si� z Pitiaszem, moim koleg� szkolnym z Aten. �w ino przyjrza� mi si� ma�owiele, a zaraz mnie pozna� i rzuci� mi si� na szyj� �ciskaj�c i wyca�owuj�c. � A m�j Lucjuszu � wykrzykiwa� � to dalib�g szmat czasu, jak ci� nie widzia�em! To� to � na Herkulesa! � odk�d rozeszli�my si� ze szko�y mistrza Klitiasza! C� ci� tu sprowadza? � Jutro si� dowiesz � odpowiedzia�em. � Ale � a to co? No, ciesz� si�, �e si� spe�ni�y twoje marzenia! To� to widz� za tob� i pacho�k�w, i p�ki r�zg, i str�j na tobie, jaki si� godzi urz�dnikom! 7 T e z e u s z � syn ate�skiego kr�la Egeusza. W drodze na jedn� z wypraw zatrzyma� si� na nocleg u staruszki Hekale. Poeta aleksandryjski Kallimach opisa� to w utworze Hekale. � A tak � powiada � urz�dujemy tu na edylostwie i zajmujemy si� aprowizacj�. Chcesz mo�e kupi� jaki smako�yk, to ja ci to w tej chwili za�atwi�! Wymawia�em si�, poniewa� kupiwszy ryby przy�adzi�em sobie dostateczn� wieczerz�. Ale w tej chwili Pitiasz spostrzeg�szy kosz potrz�sn�� rybami, �eby je lepiej zobaczy�, i pyta: � A to �miecie za ile kupi�e�?

� Ach � m�wi� � zaledwie wydar�em je rybakowi za dwadzie�cia denar�w. [25] Na to porwa� mnie w tej chwili za r�k� i wlok�c z powrotem na targowisko smako�yk�w krzyczy: � I kt�ry to z tej ho�oty sprzeda� ci te wybi�rki? Pokaza�em tego starowin�, co siedzia� gdzie� w k�ciku. Na tego on natychmiast wsiad� �jak przysta�o na edyla � straszliwym g�osem: � To tak? � grzmia� � to ju� nawet nie macie wzgl�du na naszych przyjaci� ani na go�cia �adnego? Wida�, �e tak, skoro �piewacie sobie takie nies�ychane pieni�dze za n�dzne rybi�ta! Wy chcecie to miasto, ten kwiat Tesalii, zmieni� na skalist� pustyni�, wyg�odzi�? Ale to wam nie ujdzie bezkarnie! Ja ci� tu tak urz�dz�, �e si� dowiesz, jak � p�ki ja tu urz�duj� � jak �ajdactwu zamyka si� drog�! � i wysypawszy na �rodek placu m�j koszyczek ka�e swemu r�kodajnemu wszystkie ryby nogami potratowa� i porozdeptywa�. Teraz m�j Pitiasz, zadowolony z tego aktu surowej sprawiedliwo�ci, poradzi� i mnie, �ebym sobie ju� poszed�. � To mi wystarczy, Lucjuszu � m�wi� � �em tak tego starucha poha�bi�. Zbity tym wszystkim z panta�yku i zgo�a og�upia�y ruszam znowu do �a�ni, pozbawiony dzi�ki szcz�liwemu pomys�owi mego dawnego kole�ki r�wnocze�nie i groszy, i wieczerzy, po czym wyk�pawszy si� sun� z powrotem do domu Milona i do mojej izby. [26] W�a�nie jednak wesz�a Fotis, s�u��ca, i powiada, �e gospodarz mnie prosi. Ale ja, znaj�c ju� wtedy oszcz�dno�� Milona, grzecznie si� wyprosi�em, �e to zm�czenie po podr�y sen lepiej ni� jad�o usunie. Us�yszawszy t� odpowied� przychodzi on sam, bierze za r�k� i usi�uje �agodnie zniewoli�. A kiedy si� waha�em, kiedym si� skromnie opiera�, powiedzia�: � Nie ust�pi�, a� si� zgodzisz � i poprzysi�g�szy to zaci�gn�� mnie � gdy� musia�em ju�, cho� niech�tnie, ust�pi� jego uporowi � do owego swego tapczanu, posadzi� i zacz�� wypytywa�: � A jak si� te� miewa m�j Demeasz? A jego �ona? A dzieci? A domownicy? Opowiadam wi�c wszystko. Wtedy bardzo ciekawie wypytuje si� o przyczyny mej podr�y. Skorom mu i to sumiennie wy�uszczy�, wypytywa� mnie zacz�� ju� z najwi�kszymi szczeg�ami o moj� ojczyzn�, o jej mo�nych, a w ko�cu nawet o samego namiestnika. Wreszcie, skoro zobaczy�, �e zasypiam ju� w po�owie zda� � a taki by�em zmordowany ci�k� drog�, a tak�e tym nie ko�cz�cym si� �a�cuchem pyta�, �e ze znu�enia j�zyk potyka� mi si� na wyrazach i ledwie je be�kota�em � dopiero wtedy pozwoli� mi p�j�� spa�. Wyrwa�em si� nareszcie z tej g�odnej, ale za to przegadanej wieczerzy u starego zgni�ka, i obci��ony nie jad�em, ale senno�ci� i najedzony tylko jego gl�dzeniem, wr�ci�em do swej izby i uda�em si� na upragniony spoczynek. KSI�GA DRUGA

[l] Skoro tylko nowe s�o�ce, noc rozpraszaj�c, dzie� uczyni�o, ze snu r�wnocze�nie zerwa�em si� i z ��ka, niespokojny i znowu ponad miar� ��dny poznania wszystkich osobliwo�ci i dziw�w, bo� przecie � jak tom sobie ci�gle powtarza� � by�em w samym sercu Tesalii, tu, gdzie si� zrodzi�y zakl�cia sztuki czarnoksi�skiej, w calu�kim �wiecie zgodnie s�awione. St�d przecie wywiod�a si� ta historia, kt�r� opowiada� ten zuch Arystomenes! W r�nym tedy sposobie, powodowany i ciekawo�ci�, i ch�tk�, chciwie na rzecz ka�d� spogl�da�em. I nie by�o w tym mie�cie rzeczy, na kt�r� bym patrz�c wierzy�, �e jest tym, czym dla oczu by�a, lecz wszystko zgo�a czarodziejskim zakl�ciem w inn� posta� przemienione by� si� zda�o, tak i�em w kamieniach nog� potr�conych sk�onny by� widzie� ludzi w g�az zamienionych, w ptakach, kt�rych �wierki s�ysza�em � ludzi z miejsca opierzonych, w drzewach otaczaj�cych podwale � ludzi takim samym sposobem uli�cionych; podejrzewa�em, �e strugi �r�dlane tryskaj� z cia� ludzkich, patrzy�em, ino si� rusz� z miejsca pos�gi i obrazy, przem�wi� �ciany dom�w, w� i wszelkie takie bydl� ryknie wieszczby, a z samego nieba i p�omiennej tarczy s�onecznej sfrunie znak jakiej� wyroczni. [2] Tak otumaniony i zgo�a ca�kiem og�upia�y morduj�c� mnie ciekawo�ci�, kr�c� si�, jednak nie znachodz�c przy tym �adnego punktu wyj�cia ani nawet poszlaki �adnej dla nasycenia mej ��dzy i w��cz� si� krokiem pijanego rozpustnika od bramy do bramy. Nagle, sam nie wiedz�c kiedy, znalaz�em si� na targowicy smako�yk�w i tu w�a�nie widz� przed sob� niewiast� jak�� id�c� w�r�d licznej gromady s�u�by. Przy�pieszam kroku i mijam j�. Z�oto na klejnotach i na sukniach � tam w oprawach, tu w tkaninach � zdradza�o, jako �ywo, dam�. Przy boku mia�a starca w leciech ju� bardzo powa�nych, kt�ry, jak tylko spojrzenie jego na mnie pad�o, zakrzykn��: � Dalib�g, to� to Lucjusz! � i wraz mnie ca�uje, i co�, czegom nie s�ysza�, do ucha tej niewiasty szepce. � A czemu� ty sam � powiada do mnie � nie zbli�ysz si� i nie przywitasz z twoj� krewn�? � Nie �miem, nie znam przecie tej pani � odrzek�em i przystan��em, rumieni�c si� i oczy spuszczaj�c. A ona, przypatruj�c mi si�, m�wi: � To� to sama �ywa poczciwo�� a rzetelno�� jego przezacnej matki Salwii! Ale i ciele�nie doskona�ej jest urody: pomierny ma wzrost, wysmuk�y jest, cho� nie chudy, w miar� rumiany, w�osy jasne i bez jakich� misternych fryzur, oczy wprawdzie niebieskie, ale bystre i b�yszcz�ce, ca�kiem jak orle, oblicze ca�e ho�e, ch�d pa�ski a naturalny. [3] Po czym dorzuci�a: � Ja ci�, Lucjuszu, na moich r�kach, tu, wynia�czy�am. Bo i jak�eby inaczej?

Przecie ja twojej matce nie tylko krewna, ale nawet jakby jej mleczna siostra! Bo i obie�my z rodziny Plutarchowej, i jedna nas mamka karmi�a, i razem chowa�y�my si� w stosunkach � jako kuzynki � bardzo bliskich. A i nic innego nas nie rozdzieli�o, jak stanu i dostojno�ci r�nica, bo ona za m�� �wietnie wysz�a, a ja ot tak sobie zwyczajnie. Ja to jestem owa Birrena, kt�rej imi� pono nie raz i nie dwadzie�cia s�ysza�e� w domu, u rodzic�w. Przyjm�e przeto ufnie u mnie go�cin� � a raczej: chod� jak do w�asnego domu. Na to ja � bo mia�em czas podczas jej mowy ze zmieszania och�on��: � Nie mo�e tak by� � powiadam � ciotko, �ebym tak opu�ci� mego gospodarza Milona, co mnie przecie nie ukrzywdzi�, ale ja to pewnikiem zrobi� gorliwie, co ino si� da zrobi� z zachowaniem przyzwoito�ci wobec niego. A ilekro� mi tu przyjdzie podr�owa�, to nie b�dzie nigdy tak, �ebym do ciebie nie zajecha�. Kiedy sobie tak i na t� mod�� ugwarzamy, dochodzimy po paru zaledwie krokach do domu Birreny. [4] W sieniach przedziwnej pi�kno�ci wznosi�y si� tu na kolumnach, w czterech rogach, pos�gi bogini Zwyci�stwa unosz�cej palm�, nagrod� zwyci�zc�w. Z rozwini�tymi skrzyd�ami, r�owymi palcami st�p dotyka�y chwiejnego kszta�tu kr�g�ej kuli, a przecie� nie kroczy�y po niej � tak, �e zda�o si�, i� nie stoj�, ale w przestw�r ulatuj�. A dalej marmur paryjski, z kt�rego wy�ania si� kszta�t Diany, wznosi si� w samiute�kim � jak odmierzy� � �rodku przestrzeni. Dzie�o to doskona�e i �wietne: bogini, kt�rej szat� wiatr odwia�, w rze�kim ruchu zabiega jakby drog� wchodz�cym, a korzy przed majestatem swej bosko�ci. Z obu stron jej czujne psy, tak�e z kamienia wykute; �lepia maj� z�e, uszy naszczurzy�y, chrapy ich rozd�te, paszcze w�ciek�e, i gdyby sk�d z s�siedztwa dolecia� w�a�nie psi jazgot, s�dzi�by�, �e dobywa si� z tych kamiennych gardzieli. Znamienity �w ich rze�biarz najprzedniejsz� tu okaza� pr�b� rzemios�a swego i sztuki, odtwarzaj�c psy na tylnych �apach, rzucaj�ce si� przednimi i piersi� w g�r�. Za plecami bogini wznosi�a si� kamienna grota obros�a mchami, zielskiem li�ciastym i krzewami, a gdzieniegdzie winn� latoro�l� i drzewkami, co na tym kamieniu si� pieni�y. Biel pos�gu rzuca we wn�trze groty swe �yskaj�ce, a nieuchwytne odbicie. Pod sam� kraw�dzi� ska�y zwisaj� jab�ka i winne grona tak kunsztownie wyrobione, �e sztuka, z natur� tu wsp�zawodnicz�ca, uczyni�a je podobnymi do prawdziwych. Przysi�g�by�, �e � kiedy jesie� szumi�ca winnym moszczem tchnie na nie barwy dosta�e � �e b�dzie mo�na ki�� jak� uszczkn�� na pokarm; a kiedy pochylaj�c si� zajrzysz w strug� �r�dlan�, kt�ra si� spod n�g bogini wymyka i marszczy leciuchn� fal�, to pomy�lisz, �e gronom tym, w�r�d

innych pozor�w prawdziwo�ci, nie zbywa nawet na tym, i� mog� si� chwia� z ga��zi�, ca�kiem jak prawdziwe. Przez ga��zie wida� kamiennego Akteona, kt�ry wychyla si� ku bogini z oczyma pe�nymi nienasyconej ciekawo�ci i ju� w kszta�t jelenia dziczej�cy, w kamiennej swej postaci i jej odbiciu �r�dlanym czeka na Dian�, co zaraz zanurzy si� w k�pieli. [5] Podczas gdy si� tym niepomiernie zachwycam, powiada mi Birrena: � Wszystko, co widzisz, do ciebie nale�y � a zarazem pospiesznie oddala wszystkich innych z orszaku swego, poszeptawszy im co� tajemnie. Gdy si� wszyscy rozeszli, powiada: � Na t� tu bogini�, m�j Lucjuszu najdro�szy � jak dr�� o ciebie i jak chcia�abym ci� d�ugo mie� w opiece, bo� przecie m�j mi�y ch�opak! � tak ci� zaklinam: strze� si�! Strze� si� co si� z�ych sztuczek i zbrodniczych wabik�w tej � tej Pamfili, co zam�na za owym s�awetnym Milonem, u kt�rego� � jak m�wisz � w go�cinie. To� to czarownica pierwszej pr�by! M�wi� o niej, �e jest we wszystkich cmentarnych zaklinaniach mistrzyni�, tak�, co dmuchaj�c na jakie� kamyczki, patyczki i tego rodzaju g�upstewka, potrafi ca�y ten jasny �wiat podgwiezdny pogr��y� w przepa�ciach Tartaru i w pierwotnym chaosie. A jak tylko zobaczy jakiego g�adkiego ch�opaka, zaraz si� do jego urody pali i wraz go ju� ani z oka nie spu�ci, ani mu chuci� sw� pofolguje. Zasypuje go pieszczotami, ow�ada jego dusz�, przykuwa do siebie wi�zami g��bokiej mi�o�ci. Tych zasi�, co mniej powolni i � �e zbyt hardzi � mniej dla niej warci, tych przemienia w mgnieniu oka w g�azy i w barany czy jakiekolwiek bydl�; byli tacy, co ich z kretesem zamorzy�a. O to srodze si� dla ciebie l�kam i mniemam, �e strzec ci si� tego nale�y. Bo i ona goreje w ka�dej porze, i ty � �e� m�ody i urodziwy � w�a�nie� dla niej dobry. [6] Tyle mi rzek�a Birrena w niema�ym niepokoju. Tymczasem ja, rozciekawiony inn� tej rzeczy stron�, jakem tylko us�ysza� to s�owo: czarnoksi�stwo � zawsze maj�ce dla mnie urok nieprzeparty � to ju� tak by�em daleki od wystrzegania si� Pamfili, �e a� mnie podci�o, �eby do niej samemu polecie� na nauk� tej sztuki, co by to tam mog�o i kosztowa�, i �eby si� tak dobrowolnie rzuci� co pr�dzej w sam� przepa��. Jak nieprzytomny tedy i zadurzony, z r�ki Birreny � jak z �a�cucha jakiego � si� wydzieram i zaledwie szybko rzuciwszy jej �b�d� zdrowa� � co tchu lec� do mieszkania Milona. A kiedy szale�cowi podobien przyspieszam jeszcze kroku, my�l� sobie: No, Lucjuszu, czuj duch i uwaga! Z�apa�e� t� upragnion� sposobno��: mo�esz, jak sobie od dawna �yczy�e�, wypcha� g�ow� najdziwniejszymi historiami. Do kaduka z dziecinnymi

obawami, bierz t� spraw� od razu za gardziel, tylko wara od mi�ostek z twoj� gospodyni�! Trza, jak przystoi, uszanowa� �o�e ma��e�skie poczciwca Milona. Ale za to z t� ma�� Fotis, z t� s�u�k�, to co innego! Bo i g�adka na liczku, i weso�a, i dowcipna szelmucha! Wczoraj przecie, kiedy� szed� spa�, i uprzejmie ci� do sypialni zawiod�a, i przymilnie ci� na ��ku po�o�y�a, i ju�ci wdzi�cznie przykry�a, i g�ow� tw� uca�owawszy, oczyma wyra�nie zdradza�a, jak jej nie w smak tak odchodzi�, i potem jeszcze ci�gle przystawa�a ku tobie si� ogl�daj�c. Niech�e ci si� tedy darzy szcz�liwie. [7] To w sobie rozwa�aj�c, przybywam do drzwi Milona, jednog�o�nie � �e tak powiem � uchwalaj�c sw�j plan. I nawet nie zastaj� w domu Milona ani jego po�owicy, tylko moj� mi�� Fotis: w�a�nie gotowa�a dla swych pa�stwa flaczki z nadziank�, potrawk� mi�sn� ze sosem jarzynowym i nader smakowit� � co samym nosem ju� wyczuwa�em � kiszk�. Fotis sama, wdzi�cznie odziana w lnian� tunik�, wysokute�ko �licznie przepasan� rdzaw� wst��eczk� mieni�c� si� pod samymi czerwonymi jagodami piersi, obraca�a owo kuchenne naczy�ko r�czkami jak kwiaty. Potrz�saj�c je tam i sam cz�stymi ruchami, przegina�a zarazem w�owo swoje cz�onki, ko�ysa�a si� �agodnie w biodrach i chwiej�c mi�kko gi�tkimi plecyma, wdzi�cznie i p�ynnie si� chyla�a. Stan��em na ten widok jak wryty ze zdumienia i podziwu; stan�y i te niekt�re cz�onki, co przedtem spokojnie le�a�y. Wreszcie powiadam do niej: � Fotis moja, jak ty pi�knie i uroczo ruszasz i tym garnuszkiem, i kuperkiem! Jak�� ty s�odk� potraw� gotujesz! Dobrze to takiemu i pewnie niczego mu ju� do szcz�cia nie potrza, takiemu, co mu pozwolisz tam palec umacza�. A na to ta przylepna i dowcipna dziewczyna: � Ej�e � powiada � uciekaj, ty nieboraczku, jak najdalej od mego piecyka, ej, uciekaj! Bo jak ciebie cho� troszeczk� sparzy m�j ognik, to do cna zgorzejesz i nikt nie ugasi tego twojego po�aru � chyba ino ja, co s�odko kucharz�c umiem rozkosznie zatrz��� i garnuszkiem, i ��eczkiem. [8] Tu popatrzy�a na mnie i za�mia�a si�. Jako� nie pierwej od niej odszed�em, zanimem si� dok�adnie przyjrza� ca�ej jej postaci. Ale co mam tu m�wi� o innych jej wdzi�kach, kiedy najbardziej o to mi zawsze sz�o, �eby i na ulicy naprz�d skrz�tnie napatrzy� si� g�owie i w�osom niewiasty i tym si� potem, w cztery oczy, naprz�d nacieszy�. Tego za� szczeg�lnego upodobania u mnie niech to b�dzie wielce uzasadnionym wyt�umaczeniem, �e najdostojniejsza ta cz�� cia�a, co taka jest widoczna i jawna, naprz�d nam w oczy wpada, i to, co zawdzi�czaj�

inne cz�onki �ywej barwie sukni kwiecistych, to zawdzi�cza g�owa jedynie wrodzonej urodzie. A wreszcie zwa�y� nale�y i to: jest-ci niema�o niewiast, kt�re, i�by swych przyrodzonych wdzi�k�w dowiod�y, z szatek si� wyzuwaj�, zas�onki wszelkie precz odrzucaj� i nag� sw� urod� skwapliwie okazuj�, wiedz�c, �e wi�cej upodobania wzbudz� cia�a r�owym po�yskiem ni� z�otem na sukniach wszystkim. Ale gdyby tak � czego a� m�wi� si� nie godzi i na co niech�e przyk�adu nigdy nie b�dzie! � gdyby tak g�ow� wdzi�cznej jakowej i cho�by najpi�kniejszej niewiasty ogo�oci� z w�os�w i tym sposobem twarz jej przyrodzonej ozdoby pozbawi�, to cho�by ona istot� by�a, co z nieba zesz�a, cho�by j� morze wyda�o by�o, a fale ukszta�towa�y, cho�by, powiadam, by�a ona sam� Wenus we w�asnej osobie i cho�by w orszaku wszystkich Gracji a w towarzystwie ca�ego t�umu Kupidyn�w kroczy�a przepask� sw� opasana, cynamonem woniej�ca a balsamy wok� pr�sz�ca, ale �ysa � nie mog�aby si� spodoba� nawet jakiemu� swemu Wulkanowi. [9] A c� por�wna� mo�na z w�osami o barwie pi�knej i przedziwnym wdzi�ku, kiedy pod s�o�ce wspaniale b�yskaj� czy cicho l�ni� albo mami� oczy zmienno�ci� swych urok�w, bo raz iskrz� si� z�otem, co �cisza si� w mi�kki odcie� barwy miodu, albo s� tak krucze, �e zawidz� granatowemu puchowi na szyjach go��bi, to zn�w � olejkami Arabii namaszczone, w�skim z�bem szepc�cego grzebienia przedzielone, a w w�ze� z ty�u g�owy zebrane � przed oczyma kochanka jak zwierciad�o si� zjawiaj� i podaj� mu jego w�asne odbicie � o ile� pi�kniejsze? A jak�e� to, gdy w g�stym zwoju licznych warkoczy spi�trzaj� si� na szczycie g�owy albo szerokim prostym strumieniem sp�ywaj� na plecy? A i z tego wreszcie widoczne, czym s� w�osy dla niewiasty, �e gdyby si� ona ustroi�a pi�kn� sukni�, z�otymi klejnotami i wszystkim, co kosztownego jest jeszcze w �wiecie, a w�os�w pi�knie by nie utrefi�a, prawdziwie strojn� nazwa� by jej nie mo�na. Lecz co do mojej Fotis, to t� upi�ksza� str�j w�os�w nie mozolnie staranny, lecz w�a�nie z wdzi�kiem zaniedbany. Bujne jej bowiem w�osy ze szczytu g�owy, gdzie je ujmowa� jeden w�ze�, mi�kko by�y puszczone i opadaj�ce na szyj�, gdzie uk�ada�y si�, dalej na karku, jak odrobin� marszczona kreza zako�czona lekkimi lokami. [10] Nie mog�em tedy d�u�ej wytrzyma� ju� tej rozkosznej tortury, lecz pochyliwszy si� nad Fotis, wycisn��em tam, gdzie nasada w�os�w, najs�odszy �w poca�unek. Wtedy ona g�ow� odwr�ci�a i strzelaj�c ku mnie zab�jczo zalotnymi oczkami powiada: � Ej, ej, ty uczniaczku! Co� ty smakujesz w rzeczach, co s� i s�odkie, i gorzkie zarazem! Ej, uwa�aj no, �eby� si� zbytni� s�odko�ci� tego miodu nie dowojowa� d�ugiej a ��ciowej gorzko�ci!

� C� st�d � odpowiem � moje ty wesele, kiedy mi tymczasem jeden tw�j ca�us tyle doda �ycia, �em got�w da� si� na tym tu ogniu jak d�ugi przysma�y� � i bli�ej j� przygarn�wszy zacz��em wyca�owywa�. A kiedy i ona ju�, chwycona ��dz� r�wn� mojej, jak ja zap�on�a, gdy � gi�ta ju� obezw�adniaj�c� lubie�� � owion�a mnie cynamonowym dechem rozchylonych warg, kt�re podaj�c, podcina�a m� nami�tno�� nektarowym dotkni�ciem j�zyka, krzykn��em: � Gorzej� � nie, ju�em si� przepali� w tym �arze bez ratunku � chyba �e mi b�dziesz sk�onna! A na to ona, okrywaj�c mnie wzajemnie poca�unkami, szepce: � B�d� dobrej my�li, bom ci wzajemn� ch�ci� oddana, a chwila naszej rozkoszy ju� si� nie odw��czy, bo zaraz o zmierzchu przyjd� do twej sypialni. Teraz wi�c id� i przygotuj si�, bo przez nock� ca�� wojowa� z tob� b�d� na zab�j a z ca�ego serca. [11] Tak tedy ze sob� si� nagadawszy rozstali�my si�. A w�a�nie zasz�o ju� po�udnie; Birrena przys�a�a mi w podarunku tucznego prosiaka i pi�cioro kurcz�t, i dzban wina czcigodnego wiekiem. Zawo�a�em tedy Fotis i powiadam do niej: � Patrz no, oto sam, nie wo�any, przybywa Bakchus, ten, co Wenus podbechtuje i bro� jej kuje! Wys�czmy dzi� to wszystko wino, �eby rozpu�ci�o w nas ch�ody wstrzemi�liwo�ci, a rozpali�o lubie�y moc ognist�. Bo przecie b��dz�cy po Morzu Cypryjskim statek Wenery takiej tylko potrzebuje spi�arni: by podczas bezsennej nocy nie zbrak�o oliwy lampie, a kielichom wina. Reszta dnia zesz�a w �a�ni, a potem w jadalni, bo na zaproszenie Milona przyszed�em do jego misternego stolika, chroni�c si�, jak tylko mog�em, od spojrze� jego po�owicy, bo pami�ta�em dobrze przestrogi Birreny; z tak� przeto w�a�nie zgroz� rzuca�em na ni� oczyma, jakbym spoziera� w Awerne�skie Jezioro8. Za to spogl�da�em ci�gle na us�uguj�c� nam Fotis i tym si� krzepi�em na duchu. Wiecz�r ju� zapad�, kiedy Pamfila patrz�c w lampk� rzek�a nagle: � To� to b�dzie jutro deszcz! 8 A w e r n e � s k i e J e z i o r o � w wygas�ym kraterze w Kampanii; Grecy i Rzymianie widzieli w nim jedno z wej�� do kr�lestwa zmar�ych. A gdy j� m�� zapyta�, sk�d to wie, odpar�a, �e lampa jej to przepowiedzia�a. Roze�mia� si� na to jej powiedzenie Milon i m�wi: � No, no, to my tu w postaci tej lampy nie byle jak� Sybill� �ywimy, kiedy ona ze swego miejsca na lichtarzu przeziera wszystkie sprawy niebieskie, a nawet samo s�o�ce. [12] Tu i ja wmiesza�em si� do rozmowy. � S� � powiadam � dawno przyk�ady takiej wieszczby; nic te� nie ma w tym dziwnego, �e taki ognik, cho� male�ki i cho� r�kami ludzkimi zapalony, jednak pami�ta � jako

o swym pierwszym sprawcy � o owym wielkim ogniu na niebie i �e sam wie i nam mo�e powiedzie� w boskiej wr�bie, co z tamtego na sklepieniu eteru ma si� pocz��. To� i u nas teraz, w Koryncie, chodzi wsz�dzie jeden przybysz, Chaldejczyk, kt�ry zadziwia ca�� ludno�� zdumiewaj�cymi wr�bami i �yje z tego, �e t�umowi zdradza takie tajniki losu, jak: w kt�rym dniu szcz�liwie zawiera si� ma��e�stwa, a w kt�rym mo�na dom budowa�, �eby niepr�dko zniszcza� � w kt�rym dobrze robi� interesy, a znowu kiedy podr�nik znajdzie drog� ludn� czy kiedy pomy�lnie si� �egluje. Mnie tak�e, kiedym si� go wypytywa�, jaki b�dzie tej mojej podr�y wynik, wywr�y� wiele najr�niejszych i bardzo cudacznych rzeczy: to rozg�os niema�y, to, �e si� stan� bohaterem historii d�ugiej i zgo�a do uwierzenia trudnej, o kt�rej nawet w ksi��kach b�dzie pisane. [13] U�miechn�� si� na to Milon i spyta�, jak te� wygl�da i jak si� wabi ten Chaldejczyk. � Szczup�y � odpowiedzia�em � i ogorza�y na obliczu, a wo�aj� go Diofanes. � Ten ci to sam � mrukn�� znowu � i nie mo�e by� kto inny. Trza ci bowiem wiedzie�, �e on i tu, u nas, zbi� niema�y grosz, ba, nawet dobry maj�tek takim wr�eniem r�no�ci r�nym ludziom, a� mu si� nieborakowi szcz�cie obr�ci�o czy � lepiej powiem � przewr�ci�o. Pewnego dnia mianowicie, kiedy w�r�d g�stego t�umu wr�y� ca�emu ko�u otaczaj�cych, przyst�pi� do niego niejaki Cerdon, wielki kupiec, z pro�b� o oznaczenie mu dnia pomy�lnego do podr�y. Tamten dzie� wybra� i oznaczy�, a �w Cerdon ju� doby� mieszka, ju� wysypa� z niego groszaki, ju� odliczy� sto denar�w, aby zap�aci� za wr�b�, kiedy nagle jaki� m�odziak, z dobrego � jak wida� by�o � domu, wpada z ty�u na Diofanesa, �apie go za suknie, obraca, chwyta w obj�cia i �ciska co si�. Wr�bita, skoro tamtego tak�e uca�owa� i usadzi� obok siebie, powiada do niego, taki oszo�omiony nag�ym a niespodziewanym spotkaniem, �e zapomnia� o swoim w tej chwili zaj�ciu: �A kiedy�e� ty nareszcie przyby�? To� ja ci� wyczekuj�. B�g wie, jak dawno ju�!� Na to tamten: �W�a�nie teraz wiecz�r! Ale ty mi nawzajem, braciszku, opowiedz, w jaki�e� ty spos�b, po tym spiesznym odje�dzie z Eubei, odby� drog� po l�dzie i morzu?� [14] Na to �w Diofanes Chaldejczyk, poczciwisko, palnie ca�kiem bez g�owy i nie panuj�c nad sob�: �A, �eby wr�g, �eby wszyscy nasi nieprzyjaciele mieli takie podr�e! To� to by�a odyseja, nie podr�! Bo i sam statek, co�my nim p�yn�li, nadszarpany wirami najr�niejszych burz, straci� oba stery i ledwo si� doko�ata� do drugiego brzegu, i tu jak kamie� poszed� na dno � i

my sami ledwo�my si� wp�aw uratowali utraciwszy wszy�ciute�ko! A to, czym nas p�niej obdarzy�a lito�� ludzi nieznanych lub przyjaci� �yczliwo��, to wszystko wydar�a r�ka zb�jecka. T� to r�k� zamordowany pad� w tych moich oczach Arygnotus, brat m�j jedyny, gdy zuchwa�o�ci zb�j�w si�� chcia� si� oprze�. I jeszcze on tego nie sko�czy� �a�o�nie opowiada�, a tu �w kupiec Cerdon jak nie z�apie za swoje groszaki, kt�re mia� za wr�b� zap�aci�, jak nie czmychnie z miejsca! Dopiero� Diofanes si� ockn�� i zmiarkowa�, w co go wpakowa�a jego nieroztropno��, zw�aszcza gdy widzia�, jake�my wszyscy, widzowie, parskn�li wielkim �miechem. Tobie jednak, Lucjuszu, panie m�j, tobie jedynemu niech�e on prawd� wywr�y i niech�e ci si� darzy, i droga niech ci si� wiedzie. [15] Poj�kiwa�em ino z cicha podczas tego Milonowego gl�dzenia bez ko�ca i nie na �arty kl��em siebie, �e dobrowolnie spowodowa�em gadanie o tych wszystkich bajdach, n�jniewygodniejsze dla mnie samego, bo przez nie trac� dobr� cz�� wieczoru i tych jego najs�odszych owoc�w, kt�re na mnie czekaj�. Wreszcie przem�g�szy nie�mia�o�� powiadam do Milona: � No, niech�e sobie ten s�awetny Diofanes sam daje rad� ze swoj� dol� i niech to, co z�upi� z ludzi, znowu powierza l�dom i morzom, mnie za�, kt�ry mam jeszcze ko�ci po�amane z wczorajszego utrudzenia, wybacz, �e wcze�niej p�jd� na spoczynek. Co rzek�szy ulatniam si� i p�dz� do mojej sypialni, gdzie natykam si� na uczt�, wcale jak si� patrzy przygotowan�. I czeladzi bowiem pos�ano jak najdalej od mych drzwi � ju�ci po to, by by�a daleko od naszych nocnych rozm�wek � i przy ��ku moim sta� stolik zastawiony uczciwymi resztkami ca�ego obiadu, i kielichy zacne do po�owy ju� wina pe�ne i czekaj�ce ino na domieszk� ciep�ej wody, i butla z szerokim gardzielem � szyjk� jej bowiem obt�uczono, by �atwiej by�o nalewa� � wszystko przystawki do tej uczty, gdzie w�ada Wenus wojownicza a nieust�pliwa. Ledwo legn��em, a oto Fotis moja, u�o�ywszy ju� sw� pani�, wbieg�a radosna w wie�cu z r� i z obsypan� ich p�atkami bujn� piersi�. W�r�d poca�unk�w szybkich w wie�ce mnie stroi�a i kwieciem osypa�a, za czym chwyciwszy kielich dola�a do� ciep�ej wody i poda�a mi do picia. Ale wcze�niej jeszcze, nim zdo�a�em wypi� ca�y, si�gn�a po� mi�kk� d�oni� i reszt� powolute�ko, strzyg�c ku mnie oczyma, rozkosznie w drobnych �yczkach wych�epta�a. Tak kr��y� mi�dzy nami i drugi kielich, i trzeci, i dalsze. Wtedy ja, ju� podchmielony, i nawet nie tyle sercem, co cia�em rozkoszy ��dny, cho� znowu i swawol� rozochocony, i prawie zgor�czkowany, obsun��em Fotis szat� na biodrach, by jej niecierpliwo�� mej ��dzy okaza�. � Zlituj�e si� � prosi�em � i co pr�dzej mi ul�yj! Bo, jak widzisz, wyt�y�em

wszystkie si�y w sobie, gdy si� tylko zbli�a�a ta wojna, co� mi j� wypowiedzia�a bez po�rednictwa fecja�a; a kiedym poczu�, �e ju� mi ugrz�z�a na dnie serca pierwsza strza�a okrutnego Kupidyna, sam tak pot�nie �uk m�j napi��em, �e wielce si� boj�, by ci�ciwa tak przeci�gni�ta nie p�k�a. A �eby� mi jeszcze by�a �askawsza, rozpu�� w�osy i w ich powodzi zatop nasze mi�osne u�ciski! Ona tedy bez zw�oki ju� w mgnieniu ca�� zastaw� sto�u usun�wszy, z sukien obna�ona ukaza�a si� w grzywie w�os�w do hucznej swawoli mi�osnej rozpuszczonych � pi�knymi kszta�tami Wenerze wynurzaj�cej si� z morskich fal podobna. I nieco tylko r�ow� �apk� wdzi�ki niewie�cie raczej z rozmy�lnej zalotno�ci przys�aniaj�c ni� zakrywaj�c je ze wstydu: � Ano � powiada � do walki! A m�nie walcz, bo na krok ci nie ust�pi� i ty�u nie podam! Dalej naprz�d, jake� ch�op, bij co si� wr�cz i sam zabijany morduj! Dzisiejsza bitwa b�dzie bez pardonu! To m�wi�c do ��ka wesz�a i tul�c si� do mnie, i odrywaj�c, chutnymi ruchy potrz�saj�ca dygoc�cymi l�d�wiami, syci�a mnie mi�osnym owocem, a� bez ducha, z omdla�ymi cz�onkami oboje�my legli w u�cisku wzajemnym dysz�cy. Take�my si� a� do �witu bezsennie zmagali, pucharami niekiedy zm�czenie odganiaj�c a podcinaj�c ��dze i rozkosz wznawiaj�c. Na podobie�stwo tej nocy zgotowali�my sobie takich wi�cej. [18] Zdarzy�o si� przypadkiem, �e dnia pewnego Birrena okrutnie na mnie nastawa�a, bym do niej na jak�� od�wi�tn� biesiad� przyby�, a gdym si� co si� wyprasza�, powiedzia�a, �e mych usprawiedliwie� nie przyjmuje. Trza mi si� tedy by�o uda� do Fotis i wedle jej woli � bo by�a mi jak wyrocznia � powzi�� postanowienie. Ona tedy, cho� niech�tnie na to patrzy�a, bym si� od niej bodaj na krok rusza�, jednak mi udzieli�a pob�a�liwie kr�tkiego urlopu z owej mi�osnej wojaczki. � Ino � powiedzia�a mi � uwa�aj�e ty, by� z przyj�cia odszed� wcze�nie, bo zuchwa�a kupa r�nych z�otych m�odzik�w dobrze na szwank nara�a spok�j publiczny; na �rodku ulic widzie� mo�esz tu i �wdzie pomordowanych, a zbrojne oddzia�y wielkorz�dcy s� daleko i nie mog� obywatelstwa uwolni� od tej ci�kiej plagi. A na ciebie dopiero czyha� by mog�y zasadzki dla �wietnego twego stanu i mienia, tym bardziej �e z obcym i podr�nym nikt si� nie liczy. � B�d��e bez troski, Fotis moja � odrzek�em. � Bo i bez tego, �e przenosz� moje rozkosze z tob� nad biesiadowanie z innymi, nie sprawi� ci tego niepokoju, ile �e wczas wr�c�. A nie p�jd� tak�e sam, bo z moim mieczykiem, towarzyszem sta�ym, to jako� ca�o�ci

sk�ry mej upilnuj�. Tak si� ubezpieczywszy id� ja na t� uczt�. [19] Mnogo tam by�o biesiadnik�w i � jako �e u damy z wielkiego �wiata � sam kwiat obywatelstwa. Sto�y bogate z drzewa cytrynowego, inkrustacjami po�yskuj�ce z ko�ci s�oniowej, �o�a biesiadne zas�ane z�otog�owiem, puchary wspania�e, na rozmait� mod�� pi�kne, ale jednakowo cenne. Tutaj widzia�e� szk�a misternie pisane, tam kryszta�y nieskazitelne, �wdzie jeszcze przeczyste srebro i z�oto a� bij�ce blaskiem i naczynia do picia z bursztynu i kamieni kunsztownie rzezanych, i rzeczy w og�le do wiary niepodobne. Chmara stolnik�w, wspaniale odzianych, sprawnie i g�adko obnosi�a stosy potraw, a ch�opcy o w�osach trefionych, w pi�knych szatkach, raz po razu nalewali stare wino do waz z cennego kamienia. Skoro wniesiono ju� �wiat�o, rozwi�za�a si� gaw�da biesiadna, pop�yn�� ju� �miech i �arty swobodniejsze i dowcip zab�ysn��. Wtedy powiada do mnie Birrena: � No, jak�e si� czujesz w naszym kraju? O ile wiem, to �adne nam miasto nie dor�wna �wi�tyniami, �a�niami i innymi gmachami, a i wszelkich wyg�d �ywota mamy do syto�ci. I to pewne, �e znajdzie tu wszelk� swobod� przybysz, czy szuka wczas�w, czy interes�w � bo ruch tu jak w Rzymie � a skromny znowu go�� znale�� mo�e spok�j zgo�a wiejski. S�owem, dla ka�dego z prowincji pobyt u nas bardzo mi�y. [20] Na to ja: � Szczer� m�wisz prawd�, bo ja si� nigdzie na �wiecie nie czu�em tak swobodnie jak tu. Sporego tylko mam stracha przed tymi niewidocznymi i nie do unikni�cia zasadzkami sztuk czarnoksi�skich. Wszak�e tu pono nawet groby zmar�ych nie s� bezpieczne, bo jeszcze ze stos�w pogrzebowych porywa kto� szcz�tki zmar�ych i kawa�y cia�, by ich u�y� na zgub� �ywych! Stare wied�my ju� w chwili przygotowa� do pogrzebu unosz� cia�a, uprzedzaj�c z b�yskawiczn� szybko�ci� innych w odbyciu pogrzebu. Na to kto� dodaje: � Ba, co gorsza, to to, �e tu nawet �ywych nie oszcz�dzaj�. Ju� nie wiem komu to, ale komu� tu si� taka rzecz przydarzy�a. G�b� mu ca�� tak porzezano, �e go do cna odmieniono. Na to ca�e zebranie wybuchn�o pustym �miechem i wszystkich twarze i oczy skierowa�y si� na pewnego jegomo�cia, kt�ry le�a� sobie z boku w k�cie. �w, zmieszany tymi upartymi spojrzeniami wszystkich, zacz�� co� pomrukiwa� o niegodziwo�ci i chcia� si� ju� wynosi�. � Ale�, m�j Telefronie � zawo�a�a do� Birrena � zosta�e jeszcze troch� i � wiem przecie�, jaki� jest uprzejmy � powt�rz t� twoj� histori�, aby i to ch�opczysko moje, ten Lucjusz, ubawi�

si� dowcipem twego opowiadania. Na to �w: � Twoja, pani, dobro� zawsze jest taka sama, ale trudno ju� znie�� zuchwa�o�� niekt�rych ludzi. Powiedzia� to do �ywego obruszony. Jak Birrena jednak zacz�a prosi� a zaklina� na jego szcz�cie i zdrowie, a nak�ania�, by opowiedzia� � bo nie chcia� � tak sprawi�a, �e si� zgodzi�. [21] Nask�ada� tedy na kupk� kobierce, wspar� si� na nich na �okciu i uni�s�szy si� na �o�u, wyci�gn�� prawic�, kt�rej palce jakby jaki m�wca u�o�y�, bo dwa ostatnie przymkn��, inne wyprostowa�, a wielki palec, gro�nie wytkni�ty, lekko zgi�� � i tak rozpocz��: � Jeszczem by� ch�opakiem nieletnim, kiedy wybra�em si� z Miletu na igrzyska olimpijskie. Zachcia�o mi si� wtedy zwiedzi� i te strony tego rozg�o�nego kraju, wi�c przew�drowawszy ca�� Tesali� przyby�em � w z�� godzin� � do Larysy. Kiedy si� tu w��cz� tak t�dy i ow�dy i rozmy�lam, czym by tu nakarmi� znowu m�j mieszek podr�ny, kt�ry by� ju� bardzo schud�, spostrzegam na rynku jakiego� starucha, wysokiego jak tyka. Sta� na kamieniu i g�o�no wykrzykiwa�, �e je�li kto chcia�by i�� pilnowa� umrzyka � to niech si� o zap�at� umawia. Zaczepiam tedy jakiego� przechodnia i pytam go, co to ma znaczy� i czy tu mo�e umrzyki uciekaj�, jak si� ich nie pilnuje? �Milcza�by� � odpowie mi tamten na to � bo� jeszcze wielki dzieciuch, a zreszt� obcy tu, to pewnie i nie wiesz, �e� w Tesalii, gdzie czarownice odgryzaj� umrzykowi kawa�ki twarzy, kt�rych potrzebuj� do swoich praktyk czarnoksi�skich�. [22] �Powiedz�e mi, je�li �aska � m�wi� na to � na czym�e to polega takie stra�owanie przy umrzyku?� �Przede wszystkim � powiada � calutk� noc okrutnie czuwa� trzeba, a �lepi�w nawet nie zmru�y�, ino wytrzeszcza� co si� na trupa. G�owy nie mo�na ode� odwr�ci�, ba, nawet jej schyli� nie mo�na, bo te ohydne odmie�ce zaraz ci si� przemienia w byle jakie stworzenie i tak zakradn�� potrafi�, �e oszuka�yby chyba bez trudu oczy samego S�o�ca, samej Sprawiedliwo�ci. Bo taka to ci si� przerzuci i w ptaka, i znowu w psa, i w mysz, ba, nawet i w much�, a potem tymi swymi okropnymi zakl�ciami u�pi str�a. Nawet by nikt nie zgad�, co ci takie bezecne j�dze nie potrafi� wy�pekulowa�, �eby ino dogodzi� swoim obmierz�ym chuciom. A za tak� psi� s�u�b� nawet ci nie dadz� wi�cej jak cztery albo najwi�cej sze�� z�otych. Aha, i co bym ci by� jeszcze zapomnia� powiedzie�: jak taki str� nie odda rano umrzyka nienaruszonego, to to, co umrzykowi odci�to i zabrano, musi z w�asnej g�by da� se wyr�n��, �eby tamtemu za�ata�. [23] Us�yszawszy to dodaj� sobie ducha i z miejsca wal� do owego, co

wykrzykiwa�: �Ju� nie krzycz � powiadam mu. � Jest tu str�: zap�at� mo�esz sam oznaczy�. �Dostaniesz � zawo�a� � tysi�c z�otych. Ale, ch�opcze! m�wi� ci, miej ty si� na baczno�ci i strze� uczciwie cia�a od tych w�ciek�ych Harpii! Bo to syn jednego z dostojnik�w w mie�cie!� �Ale � powiadam � g�upstwo! To s� fraszki dla mnie. Masz przed sob� cz�owieka z �elaza, co nie potrzebuje snu, przenikliwszego z pewno�ci� od samego Linceusza9 i Argusa! A co do oczu �ja mam oczy wsz�dzie. Ledwiem sko�czy�, wiedzie on mnie z miejsca do jakiego� domu, do kt�rego g��wne wej�cie by�o zamkni�te, wpuszcza do �rodka przez jak�� ma�� furtk�, wprowadza do izby ciemnej � bo okna by�y zas�oni�te � i wskazuje jak�� matron� zap�akan�, w �a�obnej sukni. Zaraz si� przysiad� do niej i rzek�: �Przyszed� tu zuch, co si� naj�� do strze�enia cia�a twego ma��onka�. A owa odgarn�a na obie strony w�osy opad�e na policzki i okazuj�c twarz nawet w tej �a�o�ci pi�kn�, spojrza�a na mnie i rzek�a: �B�agam ci�, do�� starania i wype�� jak najczujniej ten obowi�zek!� �Nie troskaj si� � odpowiedzia�em � tylko przygotuj mi jeszcze jaki sprawiedliwy upominek na przydatek�. [24] Ugodzili�my si� co do tego, po czym ona powsta�a i zaprowadzi�a mnie do drugiej izby. Tam, przywi�d�szy jeszcze siedmiu jakich� �wiadk�w, ods�oni�a cia�o, przykryte �nie�nymi ca�unami. Wybuchn�a nad nim znowu p�aczem, po czym, do rzetelno�ci obecnych si� odwo�uj�c, z l�kiem zacz�a sprawdza� wszystko, a kto� z obecnych skrz�tnie zapisywa� to na tabliczkach. �Widzicie � m�wi�a � �e nos ca�y, oczy nienaruszone, uszy nietkni�te, wargi ca�kowite, brodzie nic nie brak. Za�wiadczcie to waszym �wiadectwem, zacni obywatele�. To powiedziawszy, gdy �w protok� podpisano, chcia�a odej��. Ale ja j� zatrzyma�em. �Ka� � rzek�em � pani, aby mi dostarczono wszystkiego, czego mi potrzeba�. 9 L i n c e u s z � mityczny jasnowidz. �A c� to � odpowie � takiego?� �No � m�wi� � latarnia, i to jak najwi�ksza, i oleju do �wiecenia tyle, by starczy�o do �witu, i ciep�a woda z kilku butlami wina i pucharkiem, i jaki p�misek nape�niony resztkami obiadu�. Ale na to ona potrz�sn�a ino g�ow�: ,A id��e, id�, ty ch�ystku jaki� � powiada � co w�szysz za ucztami i korzy�ciami w domu pe�nym �a�oby; gdzie od calusie�kich dni nawet dymu z komina nie widziano! Co tobie si� zdaje, �e� tu na wy�erki przyszed�? �eby� ty lepiej tu zap�aka� i posmuci� si�, jak przysta�o na tym miejscu!� I to m�wi�c rzuci�a ino spojrzenie na s�u�k� i rzek�a do niej: �Mirreno! Przynie� no tu latarni� i olej, zamknij tu tego str�a i zaraz mi si� k�ad� sama!�

[25] Tak pozostawiony dla uprzyjemnienia towarzystwa umrzykowi, przeciera�em oczy, aby je uzbroi� do czuwania, i zabawia�em si� pod�piewywaniem sobie. A tu zapad� ju� zmierzch i noc, i ciemna noc, i g��boka noc, a nawet i niemi�a p�noc. Mnie za� strach zaczyna� bra� coraz mocniejszy, kiedy nagle patrz�, a tu �asiczka, kt�ra si� sk�d� w�lizn�a, staje naprzeciw mnie i wpija we mnie takie przeszywaj�ce �lepka, �e mnie to zuchwalstwo takiego ma�ego stworzonka a� niepoma�u zmiesza�o. Wreszcie, otrz�sn�wszy si� z tego przykrego wra�enia, odzywam si� do niej: �A p�jdziesz ty sobie, nieczyste bydl�, do takich jak ty sama szczur�w? Chcesz, �ebym na twojej sk�rze pr�bowa� mojej si�y? P�jdziesz!� Odwr�ci�a si� i natychmiast znik�a z izby. I w tej chwili zapad�em w sen g��boki, jak w bezdenn� czelu��, �e nawet sam b�g delficki nie�atwo by zgad�, kt�ry z nas dwu tu le��cych by� bardziej bez �ycia. Taki nieprzytomny i sam znowu innego str�a potrzebuj�cy tam le�a�em, �e tak to by�o, jakby mnie tam wcale i nie by�o. [26] Ju� wo�anie koguciej rzeszy oznajmia�o schy�ek nocy. Budz� si� wreszcie i nieprzytomny ze strachu lec� do umrzyka, i odkrywszy jego g�ow� przysuwam �wiat�o, i badam ka�dy szczeg�, czy jest, jak by� przedtem, w porz�dku. A tu ju� i �ona, biedactwo, wpada z wczorajszymi �wiadkami, z l�kiem i ze �zami, rzuca si� na cia�o i d�ugo je poca�unkami okrywa, za czym przy �wietle wszystko sprawdza. Potem obr�ciwszy si�, wo�a w�odarza swego Filodespotusa i poleca, aby sumiennemu str�owi bez zw�oki wyp�aci� nagrod�. Gdy si� to zaraz sta�o, zwraca si� do mnie: �Bardzo ci � powiada � ch�opcze, dzi�kujemy, a za t� skrz�tn� s�u�b� to� to � dalib�g � za domownika ci� odt�d swego b�d� uwa�a�. Na to ja, ucieszony co niemiara zarobkiem, na kt�ry ju� straci�em nadziej�, i oszo�omiony tymi z�ocistymi monetami, kt�re raz po razu w palcach przesuwa�em, powiadam: �Pani moja, uwa�aj mnie za jednego ze swych s�ug i ile razy zechcesz, abym ci tak us�u�y� jak dzi�, to tylko �mia�o rozkazuj�. Ledwom to wyrzek�, kiedy natychmiast domownicy kln�c mnie za z�� wr�b� rzucaj� si� na mnie z czym kto mi�� pod r�k�: ten mi pi�ciami dobiera si� do szcz�ki, tamten �okciami obrabia �opatki, �w ku�akami wierci mi boki; kopi� mnie, wydzieraj� w�osy, targaj� suknie. Wreszcie wyrzucaj� mnie z domu pokiereszowanego i poszarpanego jak pyszny m�odzie�czyk Adonis albo pie�niarz pimplejski10. [27] Kiedy w najbli�szej ulicy zdo�a�em z�apa� oddech i zda�em sobie spraw� � co prawda troch� za p�no � z niebacznego i nieszcz�snego mego powiedzenia, musia�em uzna�, �e zas�u�y�em

na gorsze jeszcze ci�gi. Ale w�a�nie wyniesiono ju� nieboszczyka, po raz ostatni op�akanego, i � wedle rodzimego zwyczaju � niesiono go, jako jednego z mo�nych i dostojnych, w uroczystym, publicznym orszaku pogrzebowym przez rynek. Wtem nadbiega jaki� 10 p i e � n i a r z p i m p l e j s k i � (od Pimplei, g�ry lub �r�d�a Muz w pn. Tesalii) �piewak Orfeusz, rozszarpany przez trackie niewiasty. starzec w �a�obie i z rozpaczliwymi �zami, rw�c sobie pi�kny siwy w�os, rzuca si� ku marom i chwyta je obiema r�kami, i krzyczy g�osem wprawdzie dono�nym, lecz przerywanym ci�g�ym �kaniem: �Na wasz� cze��, obywatele, sta�cie w obronie ziomka zamordowanego i pom�cijcie surowo ten potworny czyn na tej tu niegodziwej i zbrodniczej niewie�cie. Ona to bowiem, a nie kto inny, zamordowa�a trucizn� tego biednego miedziaka, siostrze�ca mego � a uczyni�a to, aby zagarn�� po nim spadek i aby zrobi� miejsce swemu gachowi�. Takie to �w staruch �a�osne skargi k�ad� w uszy ka�demu z osobna. T�um tedy zacz�� si� burzy�, bo prawdopodobie�stwo rzeczy sprawia�o, i� pocz�to dawa� wiar� w zbrodni�. Rozlegaj� si� wo�ania o ogie� na ni�, t�um szuka kamieni, szczuje psy na jej zgub�. Ona za� z p�aczami � przygotowanymi na taki wypadek � zaklina si�, jak najuroczy�ciej mo�e, na wszystkie �wi�to�ci i wypiera tak ohydnego czynu. [28] Wi�c �w starzec powiada na to: �Zdajmy� dow�d prawdy na opatrzno�� bosk�! Jest tu znakomity prorok, Zatchlas Egipcyjczyk, kt�ry si� ze mn� ju� dawno za niema�� nagrod� ugodzi�, �e na chwil� ducha z podziemia wywo�a, a i to cia�o ju� na zapro�u �mierci o�ywi�. To m�wi�c, wyprowadza na �rodek jakiego� m�odzie�ca w lnianych szatach i w sanda�ach z li�ci palmowych, z g�ow� do sk�ry wygolon�. Tego r�ce d�ugo ca�owa� i za kolana go ob�apia�. �Zlituj si�, kap�anie � b�aga� � na gwiazdy niebieskie, na b�stwa piekielne, na �ywio�y przyrodzone, na milczenie nocy i na koptyjskie miejsca naj�wi�tsze, i na podnosz�c� si� w zalewie wod� nilow�, i na tajemnice memfijskie, i na grzechotki �wi�cone w Faros � zlituj si�! Pozw�l mu na chwil� ujrze� jasno�� s�o�ca i w tych �renicach zamkni�tych na zawsze skrzesaj iskr� �wiat�a! Wszak�e si� nie wzbraniamy i nie odmawiamy ziemi tego, co jej, a tylko b�agamy o ma�y strz�p �ycia, by pomst� si� pocieszy�!� Uj�ty tym b�aganiem prorok dotkn�� ust zmar�ego jak�� ro�link�, a insz� znowu po�o�y� mu na piersi. Za czym ku wschodowi zwr�cony cich� pos�a� modlitw� ku wyje�d�aj�cemu na niebieskie sklepienie rydwanowi s�o�ca. Ta scena przedziwna tak przej�a serca obecnych, �e stali bez tchu czekaj�cy na cud nies�ychany. [29] W�lizn��em si� w t�um i tu� za samymi marami wylaz�szy na jaki� wi�kszy kamie�,

patrzy�em na wszystko zach�annymi ciekawo�ci� oczyma. Patrz� tedy, a tu pier� owego podnosi� si� ju� poczyna i w �y�ach �ycie t�tni�, a zew�ok duchem si� nape�nia � i powstaje on cz�owiek umar�y, i przemawia m�odzieniec: �Przecz�e mnie, kt�rym letejsklej ju� za�y� wody, kt�rym w styksowych rozlewiskach ju� si� zanurzy�, przecz�e mnie przywo�ujecie do �ycia przez b�ysk chwili? Ostawcie mnie, tak b�agam, ostawcie i do mego ukoju wr�ci� pozw�lcie�. Takie s�owa z cia�a onego si� doby�y. Lecz prorok podni�s�szy nieco g�os rzek�: �Czemu� nie chcesz wyjawi� ludowi tajemnic twej �mierci? Czy nie wiesz, �e zakl�ciami mymi mog� Furie przywo�a�, mog� ci cia�o znu�one katowa�?� Przem�wi� tedy �w z mar i tak si� z j�kiem do ludu zwr�ci�: �Zabi� mnie z�y podst�p nowej ma��onki; �miertelny nap�j �mierci mnie przys�dzi�, a �o�e ciep�e jeszcze gachowi zostawi�em�. Na to godna ma��onka uzbraja si� w zuchwa�� przytomno�� umys�u i bezbo�nie przecz�c oskar�eniom m�a, k��tni� z nim wszczyna. T�um burzy si�, miotany sprzecznymi uczuciami; jedni chcieliby t� straszn� zbrodniark� natychmiast �yw� zakopa� z cia�em m�a, inni nie chc� wierzy� bajaniom umrzyka. [30] Lecz nowe s�owa m�odzie�ca rozci�y t� w�tpliwo��; z ponownym bowiem i bole�niejszym jeszcze j�kiem rzek�: �Dam wam dowody, �e prawd� nieska�on� m�wi�: wyjawi� jasno jak na d�oni to, czego nikt nie mo�e wiedzie�. Tu pokazuj�c palcem na mnie m�wi� dalej: �Oto kiedy ten czujny bardzo str� cia�a mojego stra� przy mnie sprawowa� waln�, wied�my czarnoksi�skie, kt�re chcia�y dosta� w swe szpony m�j zew�ok i dlatego wielokrotnie � a zawsze na pr�no � w r�ne postacie si� przerzuca�y, nie mog�c podej�� wytrwa�ej onego czujno�ci, w ko�cu otoczy�y go mrak� snu i pogr��y�y w g��bokim bezw�adzie. Wtedy tak d�ugo mnie po imieniu wabi�y, a� zimne cz�onki i obumar�e stawy � po ci�kich wysi�kach � zakl�ciom sztuki czarnoksi�skiej pos�uszne si� sta�y. Ten za� oto, co mu na imi� jak i mnie, wsta� na d�wi�k swego imienia � ile �e �ywy, bo ino obezw�adniony g�uchym snem � i, cho� i nie wiedz�c o tym, dobrowolnie � jakby sam by� ju� cieniem � podszed� do drzwi izby. A cho� one mocno by�y zamkni�te, to przecie� przez szpar� w nich jako� ur�ni�to mu naprz�d nos, a potem uszy. Tak w moim zast�pstwie wycierpia� takie jatki. Aby za� upozorowa� swe szalbierstwo, przylepiaj� mu uszy z wosku ca�kiem na kszta�t dawnych i akuratnie przyprawiaj� nos podobny do jego w�asnego. A teraz stoi tu biedak, co nie dosta� nagrody za sw� czujno��, ale pokaleczenie za nagrod�. Przera�ony tymi s�owami, co pr�dzej chc� wypr�bowa� kszta�ty tych moich cz�onk�w. �api� r�k� za nos � zostaje mi w palcach; poci�gam za uszy � odrywaj� si�. A

kiedy wszyscy obecni palcami mnie wytykaj� i na mnie pokazuj�, kiedy �miech hucze� zaczyna doko�a, zlany zimnym potem wymykam si� mi�dzy nogami ci�by. Nie mog�em te� potem tak okaleczony i o�mieszony powr�ci� do rodzinnych k�t�w, lecz poszlachtowane uszy zatai�em pod w�osami zaczesywanymi na oba boki, a haniebny brak nosa przystojnie zakry�em tym nosem p��ciennym, dok�adnie przylepionym. [31] Skoro tylko Telefron sko�czy� t� opowie��, w�r�d biesiadnik�w, podpitych, znowu prze�miechy wybuchn�y. Kiedy za� wo�ali, by wedle zwyczaju wypi� na cze�� boskiego �miechu, rzek�a do mnie Birrena: � Jutro jest tu uroczyste �wi�to, obchodzone od za�o�enia tego miasta, kiedy � sami jedni na ca�ym �wiecie � weso�ym i radosnym obrz�dkiem czcimy i dopraszamy si� �aski najprzedniejszego z b�stw: b�stwa �miechu11. Umilisz je nam twoj� obecno�ci�. Ach, �eby� te� to z w�asnego dowcipu uciesznego co wymy�li� dla uczczenia tego b�stwa, aby si� przez to u�wietni�o nasze wdzi�czne dla niego ofiarowanie! � Dobrze � odrzek�em � stanie si�, jak ka�esz. I chcia�bym, dalib�g, wpa�� na jaki pomys�, kt�ry by dobrze i bez ochyby przypad� tak mo�nemu b�stwu. Po czym, �e to mi przypomnia� m�j ch�opiec, i� noc ju�, a i ja sam dobrze mia�em ju� w czubku, wsta�em zaraz i co pr�dzej po�egnawszy Birren� chwiejnym krokiem pu�ci�em si� do domu. [32] Ale na pierwszym zaraz placu zgasi� nag�y powiew wiatru latarni�, co nas wiod�a, tak �e z bied� radz�c sobie z niespodziewan� nocn� ciemno�ci� i obt�ukuj�c palce n�g o kamienie wracali�my, do cna zmordowani, do domu. I kiedy�my si� tak do niego, wzajemnie si� podpieraj�c, ju� zbli�ali, patrzymy, a tu trzech jakich� zuch�w, ch�op�w jak tury, co si� dobija si� do naszych drzwi. I ani na w�os ich obecno�� nasza nie odstraszy�a, bo na prze�cigi mocniej jeszcze si� dobierali. Nie dziwne tedy, �e si� nam � a mnie szczeg�lnie � wyda�o, i� to �otrzykowie jacy�, i to z tych najgorszych. Z miejsca tedy chwytam za miecz, com go pod sukni� ni�s� na taki w�a�nie przypadek, i z zanadrza go wyci�gam. Bez wahania wpadam mi�dzy zb�j�w i, jak mi stawali na drodze opornie, ka�dego �gam, jak mog�, najg��biej, �e wreszcie u moich st�p ducha wytchn�li posiekani jak rzeszota ogromnymi ranami. Po tej potyczce, kt�rej zgie�kiem obudzona Fotis ju� nam drzwi otwar�a, zdyszany i spocony wtaczam si� do domu i natychmiast wpadam na ��ko i w sen, zmordowany walk� z trzema �otrzykami, wart� morderczego boju z Gerionem. 11 b � s t w o � m i e c h u � by�o poetyck� personifikacj� �karnawa�owej� weso�o�ci.

KSI�GA TRZECIA [l] Jutrzenka na purpurowym rydwanie w�a�nie na pola niebieskie wyje�d�a�a, r�owe ramiona pr 꿹 ca, gdy i mnie, wyrwanego ze s�odkiego spoczynku, noc dniowi wyda�a. Gor�co mi si� zrobi�o, gdym sobie przypomnia� wieczorn� awantur�; siad�em w kucki na skrzy�owanych nogach i zapl�t�szy palcami d�onie na kolanach rozchlipa�em si� rzewnie, ju� sobie wyobra�aj�c plac s�dowy i trybuna�y, ju� s�ysz�c wyrok, ju� nawet samego widz�c kata. Nadarzy� mi si� jaki s�dzia na tyle �agodny i �yczliwy, aby mnie m�g� uwolni�, mnie, com splamiony potr�jnym mordem i zbroczony krwi� tylu obywateli? Ani chybi, to to ma by� ta moja s�awna podr�, kt�r� mi z tak� pewno�ci� przepowiada� Diofanes Chaldejczyk! O tym bez przerwy rozmy�laj�c, zawodzi�em nad dol� moj� nieszcz�sn�. A tu do bramy kto� si� dobija i przy drzwiach krzyki g�ste si� rozlegaj�. [2] Za czym w tej chwili otwieraj� si� podwoje wywalone i dom si� nape�nia urz�dnikami i ich pacho�kami, i t�umem wszelkiego rodzaju i z miejsca, na rozkaz urz�dnik�w, dwu liktor�w k�adzie na mnie �apy i wlec mnie zaczyna ze sob�, cho�-em si� zgo�a nie opiera�. A ledwo�my tylko weszli w uliczk�, ju� ca�a ludno�� na miasto wyleg�a zbitym t�umem idzie z nami. Ale tu, chocia� szed�em w rozpaczy, z oczyma wbitymi w ziemi� � ba, w�a�ciwie to ju� w samo podziemie � to jednak k�tami oczu spostrzeg�em rzecz nie do wiary dziwn�: oto w�r�d tylotysi�cznego t�umu otaczaj�cego mnie nie by�o dos�ownie nikogo, kto by nie p�ka� ze �miechu. Wreszcie przew�drowawszy wszystkie ulice i oprowadzony po ka�dym k�cie jak te ofiary, kt�re przeznaczone by�y � w obrz�dach przeb�agalnych i oczyszczaj�cych sk�adanych po wszystkich k�tach miasta � do odwr�cenia przez �mier� sw� z�ych wr�b, staj� na forum i przed trybuna�em. I kiedy ju� s�dziowie zasiedli na swych wysokich siedziskach, kiedy ju� wo�ny wo�a� o uciszenie si�, nagle ca�y lud jednog�o�nie ��da, aby z powodu takiego t�umnego zebrania � gdzie nawet okrutna ci�ba mo�e sprowadzi� nieszcz�cie � aby proces tak niezwyk�y odby� w teatrze. Za czym niezw�ocznie zacz�� ca�y t�um biec tam na wyprz�dki i z podziwu godn� szybko�ci� wype�ni� przegrody widowni; przej�cia nawet i wierzch ca�y szczelnie zapchano. Wielu wy�azi�o na kolumny, inni wisieli na pos�gach, niekt�rzy przechylali si� do po�owy tylko widoczni, przez okna i stropy, wszyscy za�, ogarni�ci ��dz� widzenia na w�asne oczy, lekcewa�yli sobie bezpiecze�stwo w�asne. Teraz mnie powiod�y pacho�y miejskie przez �rodek proscenium �jak to bydl� ofiarne � i postawi�y w �rodku orchestry. I znowu wo�ny rykn�� wielkim g�osem, wzywaj�c oskar�yciela.

[3] Wstaje na to jaki� staruch i � z naczy�kiem takim, co to do odmierzania czasu ma, jakby lejek, mistern� dziurk�, przez kt�r� woda kroplami �cieka � tak przemawia� do ludu zaczyna: � O spraw� niema��, spokojno�� pa�stwa ca�ego i wielki przyk�ad dla czas�w przysz�ych na wzgl�dzie maj�c�, idzie tu dzi�, cni obywatele. Tym bardziej tedy si� godzi, by skrz�tnie ka�dy z was z osobna, i wy wszyscy razem, by�cie si� zatroskali o godno�� obywatelsk�, o to, by zbrodniarzowi i mordercy nie usz�y bezkarnie te krwawe jatki, kt�re tu z takim okrucie�stwem urz�dzi�. I nie s�d�cie, �e unosi mnie tu nienawi�� osobista i rozrachunki prywatne: jestem bowiem naczelnikiem stra�y nocnej i do dnia dzisiejszego nikt, jak s�dz�, nie m�g� zarzuci� niczego mej czujnej pilno�ci. Ale � opowiem wiernie rzecz sam� i to wszystko, co w nocy si� zdarzy�o. Oto kiedy czasu trzeciej ju� prawie stra�y nocnej jak najdok�adniej ka�dy dom obchodzi�em, na rzecz ka�d� pilnie bacz�c, spostrzeg�em tego oto krwio�erczego m�odzika, jak z nagim mieczem rze� szerzy� wok� i trzech oto ju� szale�stwem jego zgubionych tarza�o si�, cho� jeszcze zipi�cych, u st�p jego w �achach krwi. On sam za�, snad� przej�ty sprawiedliwym przera�eniem z powodu tak potwornej zbrodni, umkn�� pod os�on� ciemno�ci do jakiego� domu i tam noc ca�� si� ukrywa�. Lecz dzi�ki woli bog�w, kt�rzy zbrodniarzom niczego bezkarnie nie przepuszczaj�, dobra�em si� do niego o �wicie, zanim zdo�a�by wymkn�� si� tajemnie, i postara�em o to, by go przyprowadzono przed wasz s�d u�wi�cony. I oto macie przed sob� oskar�onego tylu mordami skalanego, schwytanego na gor�cym uczynku, oskar�onego, kt�ry u nas cz�ekiem z obcej ziemi. Stateczny tedy wyrok wydajcie na obcego za zbrodni�, za kt�r� by�cie nawet w�asnego obywatela surowo pokarali. [4] Po tych s�owach umilk� straszliwy g�os srogiego oskar�yciela. Mnie zasi� wo�ny rzek�, i�bym � je�li mam na to co odpowiedzie� � zaraz zaczyna�. Ja za� w onej chwili do niczego wi�cej, jak tylko do p�aczu by�em zdolny � ju� dalib�g nie tyle ze wzgl�du na owo straszliwe oskar�enie, ile na moje w�asne nieszcz�sne sumienie. A jednak ze �mia�o�ci�, przez jaki� g�os bo�y wzbudzon�, tak na to wszystko odrzek�em: � Nie tajne mi samemu, jak trudno jest oskar�onemu o morderstwo � cho�by m�wi� prawd� i sam wszystko o czynie swym wyzna� � przekona� tak wielk� ci�b� narodu, �e jest niewinny, gdy tu oto wystawione le�� trzy cia�a zabitych obywateli. Lecz je�li mi wasza ludzko�� da tu publicznie chwil� pos�uchu, to �atwo wam wyka��, �e nie przez prawdziw� przewin� wpakowa�em si� w t� spraw� gard�ow�, ale �e trafunkowe nast�pstwo s�usznego oburzenia

przywali�o mnie takim przewiny nienawistnym brzemieniem, �e nie mog� mu podo�a�. [5] By�o bowiem tak, �e z uczty nieco p�niej wraca�em, podchmielony zreszt� � bo tej prawdziwej przewiny mej tai� nie b�d�. Przed samymi drzwiami mego domu � a mieszkam u poczciwego Milona, waszego obywatela � widz� kilku okrutnych zb�j�w, jak si� dobieraj� do bramy i wy�amuj�c zawiasy, drzwi usi�uj� wywali�. Ju� i rygle wszystkie, cho� mocno zasuni�te, przemoc� wyszarpali i ju� sobie zgub� mieszka�c�w domu uk�adali. Jeden mianowicie � i cielskiem ogromniejszy, i bardziej rezolutny � tak innym przymawia� i zach�ca�: �Hola, ch�opy, ino �mia�o a mocno si� do nich dobierajmy, p�ki �pi�! Do licha z namys�ami, z wszelkim niedo��stwem! Niech no mord z nagim mieczem przez dom pow�druje! Po gardle no�em tym, co we �nie, a jakby si� kto opiera� pr�bowa� � w �eb go! Zdrowo wr�cimy, jak nikogo w domu przy zdrowiu nie zostawim!� Przyznaj�, cni obywatele, �e na tych wyw�ok�w zb�jeckich � za obowi�zek to dobrego obywatela uwa�aj�c, a zarazem w strachu niema�ym o siebie i gospodarzy mych � rzuci�em si� z mieczem, com go z sob� na takie wypadki nosi�, by ich zbrojn� r�k� rozpr�szy� i rozmie��. A te ch�opy ordynarne i nieokrzesane ani my�l� w nogi, a kiedy zobaczyli mnie z mieczem, jeszcze zuchwale si� stawiaj�! [6] Formuje si� regularna walka. Wreszcie sam w�dz i prowodyr tamtych rzuca si� na mnie i z miejsca co si� porywa mnie obur�cz za w�osy, w ty� przegina i chce zat�uc kamieniem. Ale kiedy ju� krzyczy, by mu go podano, zwalam go pewnym ciosem i szcz�liwie na ziemi rozci�gam. I zaraz drugiego, co mi si� n�g czepia� i z�bami je gryz�, k�ad� ciosem mi�dzy �opatki wymierzonym, a tak�e trzeciemu, co wpad� na mnie znienacka, piersi przeszywam. Tak tedy przywr�ciwszy spok�j, chroni�c dom gospodarzy mych, a i dobro powszechno�ci, s�dzi�em, i� nie tylko bezkarno�� mam zapewnion�, ale chyba i publiczn� pochwa��. Bom te� nie by� pozwany nigdy przed s�d ni o najmniejsze przest�pstwo, lecz �y�em w poczciwej s�awie u ziomk�w moich; zawsze te� niewinno�� nad wszelkie dobra przenosi�em. Nie mog� sobie te� wyt�umaczy�, czemu bym mia� za s�uszn� pomst�, jak� wzi��em na zb�jach tych ostatnich, by� tu teraz do odpowiedzialno�ci poci�gany, gdy nikt mi udowodni� nie mo�e, �e mi�dzy mn� a owymi lud�mi kiedy� przedtem prywatne by�y nienawi�ci i �e w og�le tyle �otrzyk�w kiedy osobi�cie zna�em; z pewno�ci� te� nikt nie mo�e wykaza� jakiejkolwiek osobistej korzy�ci, takiej, i� by�oby rzecz� wiarygodn�, �e jej to ��dz� powodowany dopu�ci�em si� tak wielkiej zbrodni. [7] Po tych s�owach znowu ze �zami w oczach i b�agalnie wyci�gni�tymi d�o�mi to do tych, to do owych wok� si� zwraca�em, zaklinaj�c w rozpaczy na mi�osierdzie

ca�ej powszechno�ci, na to, co maj� najdro�szego. I kiedy ju� my�la�em, �e dostatecznie poruszy�em w nich wszystko, co ludzkie, i �e ju� ich zdj�a lito�� nad mymi �zami, i kiedy � zaklinaj�c si� na oko S�o�ca i Sprawiedliwo�ci i ca�� m� spraw� oddaj�c opatrzno�ci bog�w � podnios�em nieco w g�r� oczy, patrz�, a tu ca�y nar�d p�ka od �miechu; a razem z innymi i ten m�j gospodarz, ten poczciwiec, ten tatu� m�j, Milon, pok�ada si� od okrutnego rechotania. To wierno��, to sumienie � pomy�la�em sobie wtedy � ja tutaj, �em w obronie gospodarza mego stawa�, zab�jc� si� sta�em i spraw� mam gard�ow�, a on � nie do��, �e mnie nie pocieszy� swym wstawiennictwem, ale jeszcze ze zguby mej chichota. [8] Tymczasem niewiasta jaka� w �a�obnej sukni, p�acz�c i j�cz�c, z male�stwem przy piersiach biegnie przez �rodek teatru, za ni� za� druga, starucha, okrutnymi �achmanami okryta, tak samo rozpaczliwie zawodz�ca. Obie potrz�saj�c ga��zkami oliwnymi mary � na kt�rych le�a�y przykryte zw�oki zabitych � okr��aj�, r�ce �ami� i wyj� rozpaczliwie: � Na lito�� posp�ln� � krzycz� � na wszystko, co w was ludzkie, zlitujcie si� nad tymi niewinnie pomordowanymi m�odziakami i dajcie pociech� pomsty naszemu wdowie�stwu i osamotnieniu! Wspom�cie� przecie to male�stwo od najwcze�niejszych lat na n�dz� skazane i z krwi tego zb�ja z��cie ofiar� przeb�agaln� waszym prawom i porz�dkowi publicznemu. Teraz powstaje urz�dnik co najstarszy wiekiem i tak odzywa si� do narodu: � Tak tedy jest, �e tej zbrodni, kt�r� surowo ukara� trza, zaprze� si� nie mo�e nawet jej sprawca. Ale jedna nam, jedyna jeszcze troska zosta�a: oto, by wykry� wsp�lnik�w tak strasznego czynu. Bo i niepodobne to do wiary, �eby cz�ek jeden, w pojedynku, da� rad� trzem takim walnym ch�opcom. M�czarniami tedy trza z niego prawd� wyci�gn��. Bo to i parobek, kt�ry mu towarzyszy�, potajemnie uszed�, i na to rzecz zesz�a, �e trza pods�dnego wzi�� na spytki, aby wskaza� wsp�lnik�w swej zbrodni i aby mo�na do cna usun�� l�k przed tak� zb�jeck� sp�k�. [9] Za czym przynosz� bez zw�oki � wedle obyczaj�w s�dowych greczy�skich � w�gle �arz�ce i ko�o, znosz� wszelkich rodzaj�w bicze i ka�czugi. Ro�nie moja rozpacz, ba, podwaja si�, �e nie wolno mi umrze� przynajmniej z ca�� sk�r�. Ale ta starka, co przedtem swoim zawodzeniem wszystko w zamieszanie wprawi�a, wola teraz: � Panowie wy moi najlepsi! Naprz�d, nim tego zb�ja, tego morderc� dziecisk�w moich biedne�kich na krzy� przybijecie, pozw�lcie ods�oni� cia�a zabitych, aby widok ich wieku m�odziu�kiego i ich g�adko�ci podjudzi� w was sprawiedliwe oburzenie, �eby�cie srodzy byli dla takiej zbrodni bezecnej, tak jak si� jej to patrzy.

Oklaskiem przyj�to te s�owa i z miejsca ka�� mi urz�dnicy, bym w�asnor�cznie odkry� cia�a z�o�one na marach. Gdym si� wzdraga� i d�ugo nie chcia� odnawia� takim widokiem okropnej sceny z poprzedniego dnia, przynaglaj� mnie do tego, na rozkaz urz�dnik�w, jak najnatarczywiej pacho�y s�dowe � rami� moje wreszcie nawet, kt�rem do siebie cisn��, ci�gn�c i ku trupom je wypychaj�c. Wreszcie si�� zmuszony uleg�em i, cho� po niewoli, szarpn��em p�aszcz i odkry�em cia�a... Bogowie dobrzy, co si� to nie dzieje?! Co to za dziwy? Co to za nag�a przemiana mego losu? Bo chocia� przed chwil� ju�em prawie nale�a� do trz�dki Prozerpiny i ju� by� domownikiem na �onie rodzinnym piek�a, to teraz, skamienia�y ze zdumienia � cho� w sposobie najzupe�niej innym � sta�em jak k�, nie mog�c znale�� s��w dla zdania sobie sprawy, co znaczy ta zmieniona posta� rzeczy. Bowiem owe trupy pomordowanych ludzi to by�y trzy wyd�te wory sk�rzane, tak i owak porzni�te i � o ile sobie przypomina�em moj� nocn� bitw� � w tych miejscach dziurawe, gdzie zada�em rany owym �otrzykom. [10] Wtedy ten �miech, co go dot�d za spraw� r�nych przecher�w poniek�d t�umiono, swobodnie ju� przewala� si� zacz�� przez t�um. Jedni z nadmiaru uciechy �yczenia sobie sk�adali, inni r�kami �ciskali bol�ce od �miechu brzuchy. I dalib�g, �e chyba pijani od weso�o�ci wszyscy z teatru wychodzili, jeszcze si� za mn� ogl�daj�c. A ja od chwili, gdy wyci�gn��em d�o� po t� szmat�, sta�em jak przemieniony w zimny kamie� i taki, jak jedna z tych wielu innych kolumn i pos�g�w w teatrze. I nie pierwej wr�ci�em z podziemia, gdzie ju� przebywa�em, a� przyst�pi� do mnie m�j gospodarz Milon i po�o�y� mi r�k� na ramieniu. Opiera�em si� z pocz�tku, a �zy ju� teraz stan�y mi w oczach i szlocha� zacz��em; �agodny tedy gwa�t mi zadaj�c, poci�gn�� mnie za sob� co najbezludniejszymi uliczkami i zau�kami jakimi� do swojego domu, zagaduj�c na wszelki spos�b i pocieszaj�c mnie i teraz ci�gle jeszcze zgn�bionego i roztrz�sionego. Nie zdo�a� jednak na �aden spos�b ukoi� wzburzenia z powodu krzywdy, wzburzenia, kt�re mnie �ar�o g��boko w sercu. [11] Ale oto i sami urz�dnicy miasta wchodz� z oznakami swej w�adzy do naszego domu i usi�uj� mnie u�agodzi� takim gadaniem: � Znamy my dobrze, panie Lucjuszu, godno�� twoj�, a nawet i twoich przodk�w, bo w ca�ym przecie kraju znana jest dostojno�� waszej rodziny. I nie dla wyrz�dzenia ci zniewagi urz�dzono ci to, co ci� tak bardzo roz�ala. Otrz��nij�e przeto z serca ca�y ten smutek i utrapienie. Zawsze bowiem jaki� zgo�a nowy wymys� musi u�wietni� t� zabaw�, kt�r� rokrocznie uroczy�cie obchodzimy na cze�� najmilszego boga �miechu. Ten za� b�g b�dzie

zawsze �askawie i mi�o�ciwie z tym, kt�ry takiego wymys�u by� bohaterem, kt�ry w nim g��wn� odegra� rol�; ten b�g nie dopu�ci nigdy, aby ci si� b�l zbyt g��boko w�ar� w serce, lecz czo�o twe otacza� b�dzie zawsze pogod� i urokiem weso�o�ci. A za t� uciech�, kt�r�� nam sprawi�, ca�a spo�eczno�� miejska zaszczytami ci� nie lada jakimi darzy: i w dobrodziej�w bowiem swoich poczet ci� zapisa�a, i postanowi�a, by tw�j pos�g stan�� odlany ze spi�u. Na to znowu ja odpowiedzia�em: � Ja za� dla ciebie, naj�wietniejsza gmino Tesalii, gmino jedyna, zachowam r�wn� wdzi�czno�� za tak niezmierne zaszczyty, ale radzi�bym, aby�cie pomniki i pos�gi zachowali dla wi�kszych ode mnie. [12] Tak im umiarkowanie powiedzia�em, rozpogadzaj�c na chwil� oblicze i robi�c min�, jak potrafi�em tylko, najweselsz�, po czym uprzejmie po�egna�em odchodz�cych urz�dnik�w. A� tu wbiega jaki� s�ugus i powiada: � Twoja krewniaczka Birrena zaprasza ci� i przypomina, �e to ju� nied�ugo czas na uczt�, na kt�r� si� na wiecz�r obieca�e�. Na to ja z l�kiem, ba, z odczuwanym ju� na odleg�o�� przera�eniem przed samym tym jej domem: � Powiedz mej krewniaczce � m�wi� � �e bardzo bym ch�tnie podda� si� jej rozkazom, gdyby nie to, �e mi nie pozwala s�owo dane komu innemu. Milon bowiem, gospodarz m�j, tak mnie zaklina� na samo owo b�stwo opieku�cze dzisiejszego dnia, �e zobowi�za�em si� z nim dzi� zje�� obiad; on za� ani sam nie wychodzi z domu, ani nie chce si� zgodzi�, �ebym ja wychodzi�. Wobec tego od��my chyba termin tego przyj�cia. Jeszczem to m�wi�, kiedy na mnie po�o�y� sw� ci�k� �ap� Milon i ka��c nie�� za nami przybory �aziebne powi�d� do najbli�szej �a�ni. Sun��em tam w jego cieniu, unikaj�c oczu wszystkich; �ci�ga�em bowiem na siebie �miech przechodni�w, ten �miech, kt�ry sam niedawno tak rozkie�zna�em. Ale wstyd mnie zalewa� tak, �e nie pami�tam nic, w jaki spos�b si� umy�em, jak wytar�em, jak do domu wr�ci�em. Wytykany wszystkich oczyma, skinieniami g�owy, r�kami wreszcie � wpad�em w stan zupe�nego os�upienia. [13] Ostatecznie co pr�dzej za�atwiwszy si� z biedniutkim obiadem u Milona i zmy�liwszy gwa�towny b�l g�owy, spowodowany jakoby d�ugim p�aczem, uciek�em � �atwo otrzymawszy zwolnienie � by spocz��. Rzuci�em si� na m�j tapczanik i pogr��y�em w nieweso�ym rozpami�tywaniu wszystkiego, co si� sta�o. Trwa�o to dop�ty, p�ki wreszcie, u�o�ywszy do snu swoj� pani�, nie przysz�a Fotis, zmieniona zreszt� do niepoznaki. Przysz�a nie z buzi� weso�� i prze�cipnym s��wkiem, ale chmurna, z surowymi zmarszczkami na czole. Z wahaniem wreszcie i niepewnie przem�wi�a:

� Ja to � rzek�a �ja, przyznaj� ci si� sama, ja to sta�am si� przyczyn� twego utrapienia. To m�wi�c wyci�gn�a zza pazuchy jaki� rzemie� i podaj�c mi go m�wi�a: � We� to, sama ci� prosz�, i zem�cij si� na zdradzieckiej niewie�cie � a nawet zadaj mi cho�by ci�sz� jeszcze jak�� kar�! Tylko, b�agam ci�, nie my�l, �e ja dobrowolnie wpakowa�am ci� w to utrapienie. Niech�e mnie bogowie chroni�, �eby ci przeze mnie mia� cho�by tyci kamyczek obrazi� nog�. A je�li co z�ego grozi twej g�owie, to niech�e ja to przeb�agam moj� krwi�. Tutaj za� z�a jaka� dola moja sprawi�a, �e obr�ci�o si� przeciw tobie to, co kazano mi przygotowa� dla innej ca�kiem sprawy. [14] Obudzi�a si� na te s�owa przyrodzona mi ciekawo��; ��dny mocno odkrycia tajemnej mi przyczyny ca�ej sprawy, tak zaczynam: � Pierwej sczeznie � bo go porw� i podr� � sam ten nikczemny i zuchwa�y rzemie� jaki�, kt�ry� sama przeznaczy�a na och�ostanie siebie, zanim dotknie twojej sk�ry mlecznej i jak puch mi�kkiej. Wiernie mi jednak�e opowiedz: jaki� to czyn tw�j obr�ci�a na niedol� moj� losu z�o�liwo��? Kln� ci si� bowiem na twoj� najdro�sz� mi g�ow�, �e nikomu zgo�a, a nawet tobie samej, cho�by� o tym zapewnia�a, nie m�g�bym uwierzy�, �e� to ty co� na zgub� moj� umy�li�a. Kiedy bowiem kto nie mia� z�ego zamiaru, to nie mo�na go obwinia�, cho� nieprzewidziany jaki czy nawet wrogi trafunek wszystko pokrzy�uje. To powiedziawszy przypi��em si� nienasyconymi poca�unkami do oczu mej Fotis, zwilgotnia�ych i nami�tn� ��dz� przymglonych, a do p� przys�onionych dr��cymi powiekami, i pocz��em je pi� �akomie. [15] Wtedy jej wr�ci�a pogoda. � Pozw�l � rzek�a � �e naprz�d starannie zamkn� drzwi; wielk� bowiem win� wzi�abym na siebie, gdyby przez nieuwag� wymkn�o si� co� z tego, o czym b�dziemy m�wili, i posz�o mi�dzy ludzi. M�wi�c to zasun�a rygle i mocno haczyk zacisn�a, po czym zwr�ci�a si� do mnie i zarzuciwszy mi obie r�ce na szyj�, rzek�a g�osem bardzo st�umionym i cichym: � Boj� ja si� i l�kam mocno odkrywa� ci tajniki tego domu i wyjawia� wielkie tajemnice mojej pani. Ale mam nie byle jakie mniemanie o tobie i twoich zasadach, bo ty przecie nie tylko z domu wynios�e� szlachetne poczucie czci, nie tylko serce masz wspania�e, ale tak�e � wtajemniczony w liczne �wi�te wierzenia i obrz�dy � pozna�e� �wi�ty zakon milczenia. Cokolwiek tedy powierz� g��biom sumiennego twego serca, to � b�agam ci� � zachowaj zawsze pod siedmioma piecz�ciami i za otwarto�� mego wyznania zap�a� mi wytrwa�o�ci� twego milczenia. Bo to mi�o�� moja dla ciebie ka�e mi wyzna� to, o czym wiem sama jedna z wszystkich ludzi. Zaraz si� dowiesz o wszystkim, co dzieje si� w naszym domu, zaraz dowiesz

si� o przedziwnej, czarnoksi�skiej w�adzy mojej pani, w�adzy, kt�rej s�uchaj� umarli, kt�ra narusza spok�j gwiazd, zniewala b�stwa, rz�dzi �ywio�ami. A nigdy usilniej nie pos�uguje si� pani moja pot�g� tej sztuki, jak kiedy jej oczy padn� z upodobaniem na jakiego �adnego ch�opaka, co si� zreszt� cz�sto przytrafia. [16] Teraz tak�e na zab�j si� rozkocha�a w Beotczyku jednym, okrutnie g�adkim, i porusza wszystkie moce i wszystkie spr�yny swej sztuki. Dzi� nad wieczorem s�ysza�am � na te w�asne moje uszy, powtarzam, s�ysza�am � jak grozi�a samemu S�o�cu, �e je�li co pr�dzej nie zesunie si� z nieba i nie ust�pi jak najwcze�niej miejsca nocy, podczas kt�rej mo�na przy�adza� zdradzieckie sztuki czarnoksi�skie � to ona je okryje mg�� i wiecznymi ciemno�ciami. Tego m�odego cz�owieka zobaczy�a ona przypadkiem wczoraj, wracaj�c z �a�ni, jak siedzia� w balwierni, i kaza�a mi przynie�� potajemnie jego w�osy, kt�re, skoszone no�ycami, le�a�y ju� na ziemi. Kiedym je skrz�tnie a ukradkiem zbiera�a, przydyba� mnie balwierz, a �e to z innych ju� sposobno�ci szeroko�my tu os�awione z naszej sztuki czarnoksi�skiej, z�apa� mnie i nies�odko wrzeszcze� pocz��: �A ty, taka i owaka, to ty nie przestaniesz wykrada� lok�w najpi�kniejszych ch�opc�w? Jak mi nie sko�czysz wreszcie z tym �ajdactwem, to ci� z miejsca poci�gn� przed urz�d!� I popieraj�c s�owa czynem, wepcha� mi gar�� za pazuch�, zacz�� buszowa� i rozz�oszczony wydar� w�osy, kt�re tu ukry�am. Mocno mnie to wszystko zmartwi�o, a dumaj�c nad humorami mojej pani, kt�r� nieudanie si� takiego przedsi�wzi�cia zazwyczaj doprowadza�o do nie byle jakiej z�o�ci i kt�ra mnie za to niemi�osiernie t�uk�a, ju� rozmy�la� zacz�am o ucieczce, ale porzuci�am natychmiast ten pomys� przypomniawszy sobie o tobie. [17] Ale kiedy �a�osna stamt�d ju� odchodzi�am, spostrzeg�am jakiego� jegomo�cia, kt�ry strzyg� no�ycami wory z ko�lej sk�ry. Przygl�da�am si�, jak je nadyma� mocno, zawi�zywa� i wiesza�. I wtedy, aby nie wraca� do domu z pustymi r�kami, pozbiera�am gar�� ko�lich k�dzior�w le��cych na ziemi, ��tych i dzi�ki temu bardzo podobnych do w�os�w owego Beotczyka, i te, zatajaj�c prawd�, zanios�am mojej pani. Z nimi tedy, gdy tylko noc zapad�a, a zanim ty z uczty wr�ci�e�, sunie moja pani Pamfila � ju� oszala�a z ��dzy � do takiego pawiloniku na dachu, o kt�ry w skryto�ci wielkie ma staranie, ile �e � mocno przewiewny, bo bez drzwi i otwarty na wszystkie strony �wiata � dla tych jej sztuczek czarnoksi�skich dobrze si� nadaje. I naprz�d na zwyczajn� mod�� urz�dza tu swoj� kuchni� piekieln�: wi�c uk�ada wonne

zio�a wszelakiego rodzaju i skorupy metalowe pogryzmolone tajemniczymi znakami, i resztki nieszcz�nic potopionych statk�w, i szcz�tki cia� umar�ych, �wie�o op�akanych, a nawet bardzo liczne cz�onki cia� ju� pochowanych; tu le�� nosy i palce, tam gwo�dzie, kt�rymi byli przybici ukrzy�owani, z przyschni�tymi jeszcze do nich szcz�tkami cia�a, gdzie indziej przechowywana krew pomordowanych i pogruchotana z�bami dzikich bestyj czaszka. [18] Potem zawodzi nad dymi�cymi trzewiami zwierz�cia ofiarnego swoje czarnoksi�skie zakl�cia i sk�ada ofiar� z r�nych p�yn�w, wi�c i z wody �r�dlanej, i mleka krowiego, i g�rskiego miodu. Ofiaruje i mi�d pitny. Nast�pnie owe kud�y przeze mnie przyniesione zaplata w w�z�y i warkoczyki, k�adzie na roz�arzone w�gle i spala z licznymi kadzid�ami. Jako� natychmiast, przez nieprzemo�on� moc sztuki czarnoksi�skiej i �lep� si�� ujarzmionych pot�g, nabieraj� te wory, kt�rych kud�y skwiercza�y na w�glach, ducha ludzkiego, zaczynaj� czu�, s�ysze�, chodzi� i biegn�� tam, gdzie je ci�gn�� sw�d ich runa, i � miasto owego m�odego Beotczyka � z rozmachem bior� si� do wywalania drzwi. Wtedy to w�a�nie ty, podchmielony i zmylony ciemno�ci� �lepej nocy, z nagim mieczem zuchwale rzuci�e� si� i � na kszta�t szalonego Ajaksa � zamordowa�e�, tylko nie jak tamten, co zawzi�ty okrutnie na �ycie baran�w ca�� trzod� zmasakrowa�, ale jeszcze bardziej bohatersko � zamordowa�e� trzy wyd�te wory ko�le. A niech�e ci� u�ciskam, ciebie, co potrafisz k�a�� pokotem wrog�w, a nie splamisz si� sam i kropl� krwi! M�j ty � teraz ju� nie: m�ob�jco, ale workob�jco! [19] Tak mnie wzi�a swoim dowcipem Fotis, �e i mnie si� zebra�o na �arty. � To i ja tedy ju� bym m�g� � powiadam � ten pierwszy tryumf mojego m�stwa policzy� za pierwszy w szeregu czyn�w dokonanych na podobie�stwo dwunastu prac Herkulesa; albo to nie mo�na por�wna� zwyci�stwa nad Gerionem o trzech cielskach albo nad potr�jno�bowym Cerberem z zabiciem trzech wor�w? Ale abym ci ze serca ju� odpu�ci� t� przewin�, przez kt�r� si� tylem strachu najad�, spe�nij mi jedno, o co okrutnie gor�co prosz�: poka� mi pani� swoj�, jak czyni jakie praktyki tej swojej boskiej sztuki, jak zaklina b�stwa, a przynajmniej niech�e cho� zobacz�, jak sobie wszystko do tej sztuki przy�adza; bo okrutnie chcia�bym w�asnymi oczyma pozna� sprawy sztuk czarnoksi�skich. Co prawda, to � widzi mi si� � �e i ty sama nie jeste� tych rzeczy nie�wiadoma ani w nich nie wyznaj�ca si�. Doskonale ja to czuj� i wiem; nigdy mnie bowiem nie n�ci�y u�ciski wielkich dam, a ty zrobi�a� ze mnie niewolnika tymi twymi jasnymi oczkami i r�owym pysiakiem, i �licznymi w�osami, i p�rozchylonymi wargami, i pachn�cymi piersiami i trzymasz mnie tak zniewolonego, a przecie powolnego. Ani ju� nawet nie my�l� o domu mym, ani o powrocie do siebie, a ju� nic mi milszego

nad t� noc id�c�. [20] � Jak�ebym chcia�a � odrzek�a Fotis � zrobi� ci, Lucjuszu, to, czego sobie �yczysz! Pani moja jednak � zazdrosna o sw�j kunszt � w zupe�nej samotno�ci zawsze i nieobecno�ci wszystkich zwyk�a dokonywa� tych swoich spraw tajemniczych. Ale wi�cej mi ni� moja w�asna bezpieczno�� znaczy to, �e sobie tak tego �yczysz, wi�c b�d� skrz�tnie upatrywa�a dogodnych okoliczno�ci i sprawi� to, czego chcesz, byle� tylko, jakem ci ju� na pocz�tku powiedzia�a, dochowa� mi s�owa i milczenia. A gdy�my tak gadali, ��dza wzajemna dusze nam i cia�a p�omieniem za�eg�a. Tedy szaty wszelkie precz odrzuciwszy, kiedy�my si� nareszcie nadzy znale�li i przed sob� niczym nie zas�onieni, szale� pocz�li�my w swych obj�ciach. [.....]. Potem oczy nasze czuwaniem znu�one ogarn�� sen, kt�ry nas a� p�nym dniem opu�ci�. [21] W ten spos�b rozkosznie przep�dzili�my kilka nocy. A� pewnego dnia przybiega �wawo Fotis i dosy� poruszona opowiada, �e pani jej, poniewa� dotychczas nic wsk�ra� nie mog�a w swoich amorach innymi sztukami, tej nocy opierzy si� na kszta�t ptaka i tak przemieniona frunie do swego wybra�ca; niech�e si� tedy przygotuj�, by si� zasadzi� na czatach i zobaczy� takie niezwyk�e widowisko. Jako� dobrze jeszcze przed p�noc� wiedzie mnie sarna bezszelestnymi i czujnymi krokami tu� pod �w powietrzny pawilon i ka�e zagl�da� przez jak�� szpar�. I oto, co widz�: Naprz�d rozdziewa si� Pamfila zupe�nie z szat, po czym otwiera ma�� skrzyneczk�, z kt�rej dobywa liczne puszeczki i pude�eczka. Z jednego z nich zdejmuje nakrywk�, wygrzebuje z niego jak�� ma��, kt�r� d�ugo w d�oniach rozciera�a, i wreszcie wysmarowuje ni� siebie ca�� od paznokci n�g a� do koniuszk�w w�os�w na g�owie; wreszcie d�ugo i potajemnie szepce co� z latarni� sw� i poczyna wstrz�sa� si� w dygotaniach i dreszczach. Rozp�ywaj� si� jako� mi�kko kszta�ty jej cz�onk�w, ocieniaj� si� g�adziuchnym puszkiem, okrywaj� si� potem t�gimi lotkami, twardnieje dzi�b zakrzywiony, �ci�gaj� si� szpony ostre jak haki � i oto staje si� puszczykiem Pamfila. Teraz wydaje �a�osny krzyk i zrazu pr�buj�c lotu od ziemi si� odbija� zaczyna, po czym, w powietrze si� wzbiwszy, co si�y ju� w skrzyd�ach na �wiat wylatuje. [22] Ona tedy przekszta�ci�a si� z dobrawoli, dzi�ki swym sztukom czarnoksi�skim � ale ja, cho� �adnym zakl�ciem nie zaczarowany, a tylko do cna os�upia�y tym, czegom by� �wiadkiem, do wszystkiego raczej innego by�em podobny ni� do Lucjusza. Tak nieprzytomnemu, og�upia�emu do ob��du, by�o mi tak, jakbym �ni� na jawie, i d�ugo sobie musia�em trze� powieki, �eby si� upewni�, �e nie �ni�. Na koniec wreszcie przyszed�szy do

siebie, chwyci�em r�k� Fotis i przycisn��em do mych oczu. � Daj�e ty mi � zawo�a�em � b�agam ci� o to, skoro nadarza si� sposobno��, daj�e mi wielki i niezwyk�y dow�d twojej mi�o�ci: uszczknij �e mi dla niej tej ma�ci szelmowskiej! Na te twoje piersi ci� prosz�, moja ty s�odzie�ka! Na zawsze mnie sobie zobowi��esz � jak swoj� rzecz! � tym nie daj�cym si� op�aci� dobrodziejstwem, ino to zr�b, �ebym ju� by� takim skrzydlatym, takim Kupidynem, ko�o ciebie, mojej Wenus! � Takie� to � przerwa�a mi � lisie nasienie jedno? To ty by�, kochaneczku, chcia�, �ebym sama pcha�a si� w bied�? I tak ci� ju�, jake� bezbronny, ledwo ustrzeg� przed wilczymi apetytami Tesalek; a gdzie�bym ja ci� dopiero mia�a szuka�, jakby� mia� skrzyd�a? I kiedybym ci� to zobaczy�a? [23] � A niech�e mnie bogowie chroni� przed takim bezece�stwem � odpowiem � abym ja, cho�bym tam na podniebnych skrzyd�ach samego or�a po ca�ym niebie lata� i Jowisza wszechw�adnego by� niezawodnym pos�a�cem albo wiernym giermkiem � abym nie wr�ci� przecie� do tego mojego gniazdka natychmiast po tych wspania�ych w�dr�wkach powietrznych. Kln� ci si� tu na ten s�odki w�ze� twoich w�os�w, kt�ryme� mi serce przywi�za�a, �e mi �adna insza nie milsza nad moj� Fotis! A i to mi zreszt� teraz do g�owy przychodzi, �e jak si� raz przemaszcz� na takie ptaszysko, to mnie pewnikiem z ka�dego domu b�d� p�dzili! Bo i nadobny by to by� i przedni kochanek dla dam, taki puchacz! Albo� to nie wiemy, jak si� to wszyscy staraj� z�apa� takiego nocnego ptaka, je�li wpadnie do czyjego domu, i przybi� go na drzwiach, a�eby na nim samym, na jego m�czarni, spe�ni�o si� to nieszcz�cie, kt�rym domowi zagrozi� jego lot z�owr�bny? Ale o co si� niemal zapomnia�em spyta�: jakich�e to trza zakl�� i co trza zrobi�, �ebym znowu wr�ci� do mojej Lucjuszowej sk�ry? Na to ona: � Je�li o to ci ino idzie, to b�d� dobrej my�li. Moja pani pokaza�a mi te wszystkie �rodki, kt�re takim odmie�com przywracaj� znowu kszta�t ludzki. Ino sobie nie my�l, �e to zrobi�a z jakiej� �yczliwo�ci dla mnie, nie, tylko abym mog�a jej, kiedy wraca, pomaga� potrzebnym do tego lekiem. I pomy�l zreszt�, jakimi to zwyk�ymi i lada jakimi zi�kami takiej rzeczy nies�ychanej si� dokonuje: troch� any�ku dodanego z li��mi bobkowymi do wody �r�dlanej; w tym si� trzeba sk�pa� i tego napi�. [24] O tym kilkakrotnie mnie zapewniaj�c, przecie� mocno zak�opotana, wbieg�a do izby i ze skrzyneczki wyci�gn�a jak�� puszk�. T� ja obiema r�kami pochwyci�em i naprz�d wyca�owa�em prosz�c, aby mi da�a szcz�liwe latanie, po czym, szybko zrzuciwszy z siebie wszystkie �achy, �akomie w niej d�onie zanurzy�em i zaczerpn�wszy gar�ci� ma�ci, natar�em

ni� cale cia�o. I ju� z miejsca zacz��em pr�bowa� raz po razu chwyta� ramionami r�wnowag� na kszta�t lec�cego ptaka: ale ani �adne lotki, ani zgo�a �adne pierze na mnie si� nie pokazuje! Za to w�osy na ciele moim g�stniej� w sier��, delikatna sk�ra twardnieje w rzemienne �yko, a na ko�cach r�k i n�g zatraca si� wielko�� wszystkich palc�w, kt�re �ci�gaj� si� w pojedyncze kopyta; od ko�ca za� moich krzy��w wy�azi wielki ogon. Ju� i �eb mam. wyd�u�ony, i pysk szeroki, i rozwalone chrapy, i zwisaj�ce wargi; ju� i strzyg� olbrzymimi k�apouchami. I t� jedn� tylko widz� pociech� w tej nieszcz�snej przemianie, �e mi i wszelkie przyrodzenie wyogromnia�o; c�, kiedy i obj�� Fotis ju� nie mog�. przemieni�em si� nie w ptaka, ale w os�a, oburzy�em si� srodze na ten czyn Fotis. Ale �em to ju� nie mia� ani ludzkich ruch�w, ani ludzkiego g�osu, wi�c tak, jak jedynie potrafi�em, z opuszczon� �a�o�nie doln� warg�, strzyg�em na Fotis wilgotnymi oczyma i u�ala�em si� jej milcz�co. [25] Ale kiedy tak beznadziejnie przygl�da�em si� ca�emu memu cielsku i widzia�em, �e Ona za�, skoro tylko w tym stanie mnie zobaczy�a, t�uc si� zacz�a r�kami po twarzy. � Zgubiona jestem, nieszcz�sna! � wo�a�a. � W po�piechu i zmieszaniu zwiod�o mnie podobie�stwo puszek! Ale dobrze przynajmniej, �e ca�kiem �atwe jest lekarstwo na t� przemian�. Trzeba tylko, �eby� zjad� gar�� r�, a z miejsca zrzucisz z siebie o�l� sk�r� i w mgnienie zamienisz si� znowu w mego Lucjusza! Ach, czemu�em ja tego wieczora nie przygotowa�a dla nas kilku wie�c�w z r� �jak zawsze to robi�! Nie by�by� musia� czeka� tak nawet jednej nocy! Ale niech tylko �wita� zacznie, migiem b�dziesz mia� lekarstwo na czary! [26] Tak to ona lamentowa�a; ja za�, jakkolwiek osie�, jak si� patrzy, i � miasto Lucjusza � bydlak, uczucia jednak zachowa�em cz�owiecze. D�ugo tedy i szeroko sobie rozwa�a�em, czybym nie powinien tej szelmy i �ajdackiej baby zakatrupi�, zat�uc j� ci�kimi kopytami i poszlachtowa� z�bskami. Lecz od tego nierozwa�nego zamiaru powstrzyma� mnie lepszy rozmy�l, �e karz�c �mierci� Fotis zniweczy�bym znowu mo�liwo�� niezb�dnej mi pomocy. Prze�kn��em tedy na razie obelg� i chwiej�c opad�ym �bem, podda�em si� twardemu mojemu losowi i pocz�apa�em do stajni, do tej mojej szkapy poczciwiny, co mnie tu przynios�a. Tam spotka�em te� innego os�a, zadomowionego ju�, nale��cego do Milona � tego Milona, co kiedy� by� moim gospodarzem... I tak sobie my�la�em, �e je�li jest co �wi�tego pozbawionemu mowy bydl�ciu � je�li jest w spos�b przyrodzony, cho� ono tego i nie wygada � to to konisko moje jakosi mnie i wyw�szy, i zlituje si� nade mn�, ofiaruje mi go�cin� i godne

miejsce. Ale � na Jowisza Go�cinnego i tajemne b�stwa Wierno�ci! To� ten s�awetny m�j biegus z os�em si� zw�chuje i z miejsca spika na moj� zgub�; w strachu wida� o swoje �arcie, jak ino ujrzeli oba, �e si� do ��obu zbli�am �jak nie stul� uszu, jak�e na mnie nie wsi�d� jak szalone kopytami! Odegna�y tak mnie jak najdalej od j�czmienia, od tego, kt�ry w�asnymi r�kami podsypa�em poprzedniego wieczora temu niewdzi�cznemu memu s�u�ce. [27] Tak przyprawiony i na samotno�� skazany schroni�em si� do k�cika stajni. I kiedy tak rozmy�la�em sobie o nieprzyst�pno�ci moich towarzyszy, i kiedy ino sobie uk�adam, jak to nazajutrz, stawszy si� dzi�ki r�om znowu Lucjuszem, zemszcz� si� na wiaro�omnej szkapie, spostrzegam nagle w po�owie �rodkowego s�upa, co podtrzymywa� belkowanie stajni, pos��ek bogini Epony12 w ma�ej niszy � pos��ek ozdobiony pieczo�owicie wie�cami r�anymi, i to �wie�ymi. Raz zobaczywszy ten zbawienny �rodek, ju� nadziei pe�en wspinam si� co si�, wyrzucaj�c, jak tylko mog�, przednie kopyta, wyginam szyj�, wyci�gam co niemiara wargi i z wysi�kiem, na jaki mnie tylko sta�, staram si� pochwyci� wieniec. Ali�ci spostrzega mnie przy tym nagle � ani chybi, z�e si� na mnie zawzi�o! � przyjemny m�j pacho�eczek, kt�ry o konia zawsze mia� mie� staranie, zrywa si� oburzony i wrzeszczy: � A dopok�d�e znosi� tego zwa�aszonego bydlaka, co si� przed chwil� dobiera� do obroku gadziny, a teraz to do samych pos�g�w b�stw? Czekaj no, ju� ja tu temu bezbo�nemu �cierwu sumiennie kikuty poprzetr�cam. I od razu, rozgl�daj�c si� za czym� do bicia, natkn�� si� przypadkiem na nar�cze ga��zi; za czym wydar�szy z niego co najsporszego kijaszka, jeszcze z li�cia nie ob�upionego, nie pierwej mnie biedaka ok�ada� przesta�, a� go wystraszy� i przep�oszy� gwa�towny zgie�k i ha�as ogromny, co o drzwi buchn��; wraz bowiem w s�siedztwie niepok�j uczyni� si� okrutny i krzyki si� rozleg�y: � Zb�je! [28] Jako� w okamgnieniu przez drzwi pi�ciami wywalone zgraja �otrzyk�w wdziera si� wsz�dy i zbrojne szajki obsadzaj� wszystkie cz�ci domu; st�d i zow�d nadbiegaj� wprawdzie z pomoc� s�siedzi, ale osadza ich w miejscu op�r napastnik�w rzucaj�cych si� natychmiast tam, sk�d grozi niebezpiecze�stwo. W nocnym mroku miecze i pochodnie w r�kach wszystkich rozja�niaj� ciemno�ci, jak blask wschodz�cego s�o�ca po�yska ogie� i stalowe klingi. Teraz do pewnego lamusa, pe�nego skarb�w Milonowych, zamkni�tego na pot�g� co najt�szymi zamkami, i mieszcz�cego si� w �rodku zabudowa� domowych � toporami si� zb�je dobieraj� i rozwalaj� go. Tak go sobie na �cie�aj otwar�szy, wszystkie bogactwa

rabuj� i obdzielaj� si� nimi �aduj�c co pr�dzej w toboty. Ale ilo�� t�umok�w przewy�sza�a liczb� tych, co nie�� mogli. Tedy tym nadmiarem bogactwa zmuszeni chwyta� si� �rodk�w, jakich ino mo�na, wyprowadzaj� ze stajni nas: oba os�y i mego konia, ob�adowuj�, ile si� wlezie, co ci�szymi t�umokami, i podp�dzaj�c kijami wyganiaj� z domu ju� wy�upionego do cna. Jednego z bandy zostawiaj� na czatach, aby doni�s� o tym, jak si� rozwin�y poszukiwania w sprawie napadu, nas za�, t�uk�c co niemiara, galopem gnaj� przez bezdro�a g�r. [29] Ledwo ju� zipa�em pod gniotem takich ci�ar�w, zmuszony drapa� si� w tym d�ugim marszu po stromych g�rach. Przysz�o mi jednak do g�owy � p�no, po prawdzie, ale nie pr�no � aby uciec si� pod ochron� praw obywatelskich i powo�uj�c si� na dostojne imi� w�adcy, uwolni� si� od tyla utrapie�. Skoro tedy, ju� po dniu, mijali�my miejscowo�� pewn� ludn� i s�awn� swym targiem, chcia�em po�r�d licznych przechodni�w Grek�w wykrzykn�� w rodzinnym j�zyku �wi�te imi� Cezara. Ale rykn��em tylko tak wymowne i wyraziste: � O! � reszty imienia Cezara wym�wi� ju� nie potrafi�em. 12 E p o n a � celtycka opiekunka stajni i koni. Zniecierpliwione moim g�osem � zgo�a nie �piewackim � �otrzyki ok�ada� znowu j�y nieszcz�sn� sk�r� moj� tak, �e i sita nie zrobi�by chyba z niej potem. Przecie� wszak�e zes�a� mi Jowisz niespodziewany �rodek ocalenia. Kiedy bowiem mijali�my liczne dworki i proste chaty, spostrzeg�em pewien wcale mi�y ogr�dek, w kt�rym, krom innych wdzi�cznych zi�ek, l�ni�y si� w porannej rosie dziewicze r�e. St�skniony za nimi, rado�nie podbiegam, bo nadzieja wybawienia si� mi doda�a, ale kiedy ju� �link� �ykaj�c wargi do nich wyci�gam, przychodzi mi my�l o wiele bardziej zbawienna. Oto, �e je�li zrzuciwszy sk�r� os�a zamieni� si� znowu w Lucjusza, zguba mnie pewna czeka z r�k zb�j�w, bo mnie pos�dz� ju� to o czary, ju� to o ch�� zdradzenia kiedy� ich zbrodni. Takem si� tedy od r� z konieczno�ci powstrzyma� i znosz�c przypad�� mi niedol�, o�lim pyskiem �u�em siano. KSI�GA CZWARTA [l] Prawie ko�o po�udnia, kiedy ju� s�o�ce okrutnie pali�o, zajechali�my we wiosce pewnej do staruch�w jakich�, moim �otrzykom znajomk�w i swojak�w. Mog�em to bowiem, cho� osio�, wymiarkowa� z pierwszego ich spotkania i gadania poufnego, i tego, jak si� w g�by ca�owali. A i rzeczami r�nymi, kt�re z grzbietu mego zdj�li, ci zb�je moi ich obdarowali i tajemniczymi szeptami widno wyja�niali, �e z rabunku pochodz�. Wreszcie i nas, z �adunku wszelkiego uwolnionych, na ��k� najbli�sz� precz pu�cili, na swobodne pastwisko. Ale mnie

tam nie mog�o n�ci� towarzystwo biesiadne os�a ani mojego konia � jeszcze przy �ykaniu siana, do czegom te� dotychczas i nie przywykn��. Zaraz jednak za pastwiskiem spostrzeg�em ogr�dek. A �e ju� z g�odu gin��em, dufnie tam pomaszerowa�em i cho� tylko surowymi jarzynami, do syta sobie jednak napcha�em ka�dun. Zarazem modl�c si� do wszystkich b�stw rozgl�da�em si� wsz�dy, czy aby w ogr�dkach s�siednich nie zobacz� bielej�cego krzaka r�. A samotno�� moja ju� dodawa�a mi otuchy, �e je�li tu z dala od drogi i zas�oni�ty krzakami, prze�kn��bym lekarstwo i z bydl�cia czworono�nego przyziemnej postawy d�wign��bym si� znowu w wynios�� posta� cz�owieka � to nikt by tego nie zobaczy�. [2] Skoro tedy tak nurzam si� w tym morzu rozmy�la�, spostrzegam nieco dalej, w cienistej kotlince, bujny gaj, w kt�rym � mi�dzy zio�ami r�nymi i rozkosznymi krzewami � pali si� ciemna purpura b�yszcz�cych r�. I ju� w sercu moim, niezbydl�cia�ym jeszcze ca�kowicie, marzy�em sobie, �e to samej Wenus i Gracyj ten gaj, w kt�rego cienistych tajnikach l�ni kr�lewski blask rozkosznego kwiatu. Zawezwawszy tedy imienia radosnego i pomy�lnego Przypadku, tak si� puszczam z kopyta, �e � dalib�g, sam to czu�em � gna�em nie jak osio�, ale jak sam ko� wy�cigowy. Ale �artki ten i zwinny wysi�ek nie m�g� przem�c srogo�ci mego losu. Skoro si� bowiem tylko przybli�y�em, spostrzegam nie owe r�e rozkoszne i delikatne, wilgotne bosk� ros� i nektarem, na krzewach ciernistych w�r�d kolc�w wytwornych zrodzone, ani nawet kotlinki owej ju� nie widz� � tylko wybrze�e rzeki, g�sto drzewami wysadzane. Byty to te drzewa, co, obficie uli�cione i bardzo podobne do wawrzyn�w, maj� kielichy lekko r�owe, wyd�u�one jak kwiaty pachn�ce, wszelako cho� te s� ca�kiem woni pozbawione, nazywa je nieuczone posp�lstwo we wiejskim j�zyku r�ami laurowymi. Spo�ycie ich powoduje u wszelkiej �ywizny otrucie. [3] Wpl�tany w tak okrutn� niedol� � nie my�l�c ju� nawet o wybawieniu � chcia�em dobrowolnie zje�� te truj�ce r�e. Ale gdy niespiesz�cy podchodz�, aby ich uszczkn��, nadbiega z wielkim kijem rozjuszony okrutnie jaki� ch�op m�ody � jak s�dz�, ogrodnik, kt�remu wszystkie jarzyny przedtem wy�ar�em, a kt�ry pewnie w�a�nie spostrzeg� sw� szkod� � i dopad�szy mnie wali� zaczyna, �e dusz� chyba by�bym wyzion��, gdybym wreszcie nie poszed� do �ba po rozum i sam sobie nie poradzi�. Zad mianowicie do g�ry wyrzucaj�c, tylnymi kopytami wierzga� we� raz po razu pocz��em, a kiedym go dokumentnie przetr�ci�, tak �e si� rozci�gn�� na pochy�o�ci pag�rka tu� obok � uciek�em. Lecz w�a�nie wtedy niewiasta jaka�, pewno �ona tamtego, skoro go ze wzg�rza zobaczy�a le��cego bez �ycia, podbieg�a do� z

okrutnym lamentem, widno, aby lito�� s�siad�w nad nim obudzi�, a mnie tym zgub� zgotowa�. Wszyscy bowiem wie�niacy, j�kami jej poruszeni, natychmiast psy skrzykn�li i ze wszystkich stron szczu� pocz�li, aby si� na mnie rozjuszone rzuci�y i rozszarpa�y. Ju�em ani w�tpi� wtedy, �e �mier� nade mn�, sk�rom zobaczy�, jak szczuj� i puszczaj� na mnie te kundle i ogromne, i tak� ich zgraj�; a takie by�y, �e mog�yby stan�� i nied�wiedziowi, i lwu. Chwytam si� tedy my�li, jak� mi po�o�enie podsuwa, i zaprzestaj�c ucieczki cofam si� szybkim krokiem do stajni w domostwie, gdzie�my zajechali. Ch�opi za�, z trudem psy powstrzymawszy, �api� mnie i t�gim rzemieniem do pier�cienia w murze przywi�zawszy, wali� znowu poczynaj�, �e byliby mnie chyba tam doko�czyli, gdyby nie to, �e brzuch m�j, �ci�ni�ty b�lem raz�w, a pe�en owych nie strawionych jarzyn i op�ywaj�cy z nich �lisk� biegunk� � bryzn�� na nich przez rzy� gnojem i tak jednych odp�dzi� od moich obt�uczonych �eber natryskiem paskudnej cieczy, a innych zaduchem okrutnego smrodu. [4] Za czym bez zw�oki, ile �e s�o�ce od po�udnia zni�a� si� ju� pocz�o, wyprowadzaj� owi zb�je ze stajni nas, a zw�aszcza mnie, o wiele jeszcze sro�ej ob�adowanego. Kiedy tak ju� przeszli�my dobry k�s drogi i kiedy i wyczerpany obfitym marszem, i zgnieciony ci�arem juk�w, i zmordowany razami kij�w, zatacza�em si� kulej�c � bo i kopyta na nic sobie ju� star�em � doszed�em nad jak�� rzeczk� wij�c� si� leniwymi skr�tami. Tak szcz�liwie doszed�szy do nie byle jakiej sposobno�ci, pomy�la�em sobie, �e tu, podginaj�c ostro�nie kikuty, rozci�gn� si� jak d�ugi, zdecydowany jak najmocniej, �e �adnymi batami nie dam si� zmusi� do powstania, przeciwnie, �e pr�dzej dam si� ubi� nie tylko kijami, ale nawet no�em. I tak se powiedzia�em, �e ju� chyba � wycie�czony i ledwo �ywy � zas�u�y�em na dyplom inwalidy i �e chyba zb�je, b�d� to zniecierpliwieni zw�ok�, b�d� to chc�c przyspieszy� ucieczk�, rozdziel� juki z mojego grzbietu na dwa inne bydl�ta, a mnie zostawi� na los straszniejszej jeszcze kary, bo na �up wilkom i s�pom. [5] Ale fatalny los zniweczy� ten taki pi�kny m�j zamiar. �w drugi osio� mianowicie, odgaduj�c i uprzedzaj�c od razu m�j pomys�, niby to ze zm�czenia z ca�ym �adunkiem si� wywr�ci� i le�a� jak �cierwo. Mimo kij�w, mimo o�cienia, mimo �e go na wszystkie mo�liwe strony ci�gni�to za ogon, za uszy, �e mu podnoszono nogi � nie pr�bowa� nawet wstawa�. A� wreszcie znu�eni tym robieniem sobie nadziei na nieboszczyka pogadali ze sob� i zgodzili si�, �eby nie op�nia� tak bardzo ucieczki tymi zabiegami ko�o os�a zdech�ego, a w ka�dym razie nieruchawego jak k�. Rozdzielili tedy jego juki na mnie i na konia, po czym dobywszy mieczy poprzer�bywali mu podkolanka i odci�gn�wszy nieco z drogi cisn�li na �eb i dobrze z

wysoka, dychaj�cego jeszcze, w w�w�z tu� obok. Wtedy ja rozmy�laj�c nad dol� nieszcz�snego towarzysza postanowi�em, skorom ju� osio�, wyrzek�szy si� zdrad i podst�p�w s�u�y� moim panom sumiennie i po dobremu. Wymiarkowa�em zreszt� z ich gadania, �e ju� nas niedaleko czeka gospoda i ca�ej drogi koniec spokojny i �e dochodzimy do ich kryj�wki i kwatery. Istotnie, przebywszy jeszcze �agodny stok przybyli�my na miejsce przeznaczenia. Tu zdj�to z nas wszystko, co�my nie�li, i poukrywano; uwolniony od ci�aru wytarza�em si� w prochu, aby tak � w zast�pstwie k�pieli � otrz�sn�� si� ze znu�enia. [6] Z kolei czasu wypada tu teraz opisa� to miejsce i t� kryj�wk�, kt�ra s�u�y�a zb�jom za mieszkanie. Albowiem tak i m�j talent wypr�buj�, i sprawi�, �e i wy tak�e b�dziecie musieli zda� sobie spraw� z tego, czy os�em si� sta�em tak�e i w umy�le mym, i w dowcipie. By�a tedy gro�na g�ra, zacieniona le�nymi g�szczami i � co najwa�niejsze � okrutnie wysoka. Przez jej stoki, przegrodzone bardzo stromymi i przeto niedost�pnymi ska�ami, bieg�y poprzecznie w�wozy g��boko wy��obione, naje�one co niemiara cierniskami; one to, otaczaj�c j� ze wszystkich stron, tworzy�y jej naturalne �rodki obronne. Bij�ce na samym szczycie �r�d�o tryska�o wielkimi chlustami i lec�c po stoku wyrzuca�o srebrne fale. A potem rozbija�o si� w wiele strug i zalewa�o owe w�wozy cichymi wodami, otaczaj�c wszystko jakby ma�ym morzem czy leniw� rzek�. Ponad kryj�wk�, u st�p g�ry, wznosi�a si� wynios�a wie�a. Po obu stronach by� koszar, warowny dzi�ki mocnemu ostroko�owi, sposobny na owczarni�, bo ze wszystkich stron zagrodzony. Do bramy prowadzi�a w�ziutka �cie�ynka przez ca�y labirynt p�ot�w. Mo�esz przyzna�, na wiar� tego mojego �wiadectwa, �e to by�a gospoda w sam raz dla zb�j�w. A naoko�o pustkowie i tylko jedna ma�a chatynka, jako tako trzcin� pokryta, gdzie, jak na czatowni, zawsze dwaj zb�je � jak si� potem dowiedzia�em � wylosowywani, przez noc stra�owali. [7] Skoro tedy zb�je kurcz�c si� poprzeciskali si� do kryj�wki, przywi�zali nas t�gim rzemieniem przed samymi drzwiami. Wtedy na staruch� jak�� latami ci�kimi przygarbion�, kt�ra sama jedna, jak wida�, troska� si� musia�a o gospodarstwo i wygod� tylu tych m�odych ch�op�w, tak pocz�li rubasznie wrzeszcze�: � To ty, pogrzebowy niedoskwarku starych gnat�w, ty najgrubsza zaka�o �ywota, a dla Orkusa nawet obrzydlistwo �jedyne bogdaj? � to ty w cha�upie tak si� wa�konisz i bawusiasz? A nam po takiej har�wce ryzykanckiej, po takiej mitr�dze, nam da� co na wzmocnienie przetr�ci�, to nie �aska? Ju�ci, to ty ino umiesz � insze nic, ino to � dniami i nocami wi�sko chla�

i spuszcza� do tego nienasyconego bandziocha! Na to wystraszona i dygoc�ca starucha skrzeczy cichutko: � To� was tu, moje wy zuchy m�ode, paniska wy moje najlepsze, to� was tu ino czeka jad�o wszelakie, co najsmakowiciej wypitraszone: i chlebusia, ile ino serce zapragnie, i wina po brzegi w szklaniczkach dokumentnie wyszorowanych; a tum i wody przy�adzi�a ciep�ej, �eby�cie si� podle zwyczaju raz dwa ochlapali. Ledwo sko�czy�a, a oni si� w tym mgnieniu rozdziewaj�, przy wielkim ogniu si� grzej�, w wodzie ciep�ej k�pi�, po czym oliw� si� wyma�ciwszy legaj� przy sto�ach jad�em suto zastawionych. [8] Ino si� roz�o�yli, a tu wraz nadchodzi jeszcze wi�ksza kupa innych takich m�odych ch�op�w, co ino na nich spojrze�, a bez chyby pozna�, �e tak�e zb�je. Bo i oni d�wigali �upy w pieni�dzach z�otych i srebrnych i w naczyniach kosztownych, i w tkaninach cieniuchnych i z�ot� nici� przetykanych. Ci tak samo k�pio�k� si� orze�wiwszy mi�dzy legowiskami towarzyszy si� pok�adli; obs�ugiwali przy stole ci, kt�rych do tego wylosowano. Jad�o si� tam i pi�o bez �adu i sk�adu, jak sta�y rz�dami potrawy, kupami chleby, kolej� szklenice. Odchodzi zabawa w krzykach, �piewy w rozgwarze, prze�miechy we wrzawie � wszystko ju� chyba jak na zabawie p�dzikich Lapit�w teba�skich z centaurami. Wtedy jeden ze zb�j�w, kt�ry innych krzepko�ci� przewy�sza�, powiada: � My to zdobyli�my zuchwale dom Milona w Hypate. A opr�cz kupy maj�tno�ci, kt�re�my naszym m�stwem zyskali, jeszcze�my w nie umniejszonej liczbie do obozowiska wr�cili i jeszcze�my � jakby ju� o to sz�o � przyszli na o�miu nogach wi�cej. A wy, co�cie si� na beockie miasta wyprawili, wr�cili�cie mocno przerzedzeni i stracili�cie samego herszta waszego, tego zucha Lamachusa; a ja bym tam � i sprawiedliwie � te t�umoki wszystkie, co�cie przywlekli, odda� za to, �eby on by� ca�y i zdr�w. Ale jego to � i zawsze tak z nim by�o � jego to w�asna odwaga zgubi�a. Takiego pami�� to b�dzie s�awiona tak, jak tych wielkich kr�l�w i wodz�w. Bo wy, to�cie tam poczciwe z�odziejaszki: na paluszkach si� wybieracie na te kieszonkowe n�dzne z�odziejstwa i z dusz� na ramieniu si� skradacie po �a�niach, po izdebkach staruszek, �eby zw�dzi� jakie fata�aszki. [9] Poderwa� si� na to jeden z tych, co p�niej przyszli: � A gdzie�e� ty � powiada � taki si� uchowa�, �e nie wiesz, i� im wi�kszy dom, tym go �atwiej zdoby�? Ju�ci, bo przecie cho� tam i mieszka wielka gromada domownik�w w wielkim domu, to przecie ka�dy o w�asn� sk�r� bardziej dba ni� o pana dostatek. Ale te gospodarne ludziska, co same siedz� na swoim obej�ciu, te skrz�tnie chowaj� i ochraniaj� sw�j dobytek � co to niewielki niby, a przecie cz�sto dobrze spory � i broni� go zaciekle,

ryzykuj�c i g�ow�. Jak wam opowiem ca�� spraw�, to was to przekona. Jake�my tylko przyszli do tych siedmiobramnych Teb, zaraz � ile �e to w naszym zawodzie rzecz pierwsza � j�li�my si� troskliwie wypytywa� o to, kto tam znany z grosiwa. Take�my si� wreszcie dowiedzieli, �e jest tam niejaki bankier Chryzeros, co siedzi na ci�kich pieni�dzach, a kt�ry si�a przemys�u zu�ywa, aby ino, ze strachu przed powinno�ciami a urz�dami publicznymi, bogactwo swoje zatai�. Sam tedy, samiute�ki, zadowala� si� ma�ym, lecz do�� warownym dworkiem i tam w �achmanach i brudzie siedzia� na tych swoich worach ze z�otem. Postanowili�my tedy naprz�d zaj�� do niego, aby � �e�my se to lekcewa�yli rozpraw� z jego jedn� par� r�k � aby bez trudu a wygodnie dobra� si� do jego ca�ego skarbu. [10] Nie zwlekaj�c tedy zaczajamy si� noc� przed jego bram�. Ale si� nam nie widzia�o, �eby j� wywa�y� z zawias�w albo wygnie��, albo zgo�a wywali�, aby trzask wr�tni nie pobudzi� ca�ego s�siedztwa na nasz� zgub�. Tak tedy nasz przedni Lamachus, nasz w�dz, dufny ino w swoje m�stwo, wsadza powolutku r�k� w otw�r zamka i usi�uje wyszarpa� rygle. Tymczasem ten Chryzeros, ten �ajdak pewnikiem najgorszy z wszystkich, co na dwu nogach chodz�, dawno ju�, na palcach si� ruszaj�c, czatowa� i w najwi�kszym milczeniu ka�dy nasz ruch �ledzi�. Teraz przyczo�guje si� on i nagle z okrutnym rozmachem przybija ogromnym �wiekiem do drzewa bramy d�o� naszego dow�dcy, po czym tak go � �miertelnym spoid�em przywi�zanego � zostawiaj�c, drapie si� na strych swojej rudery i zaczyna st�d wrzeszcze� co tchu w piersiach a zwo�ywa� i wyskomliwa� s�siad�w, po imieniu ka�dego, zaklinaj�c na dobro wsp�lne, ile �e � tak wywrzaskiwa� � w domu jego nag�y po�ar wybuchn��. Wszyscy tedy najbli�si s�siedzi przera�eni blisko�ci� niebezpiecze�stwa zbiegaj� wystraszeni na pomoc. [11] Wtedy nam, co�my znale�li si� wobec dwojakiego niebezpiecze�stwa, �e albo nas tu wygniot�, albo trza nam towarzysza opu�ci�, samo rzeczy po�o�enie waln� nasun�o rad�, na kt�r� i Lamachus przysta�. R�k� naszego herszta a� pot�d, gdzie rami� ��czy si� z obojczykiem, odr�bali�my w stawie ca�kowicie, jednym ciosem, i na drzwiach j� zostawili; owin�wszy za� ran� wieloma �achami, aby krople krwi nie zdradzi�y �ladu, unie�li�my co pr�dzej resztk� naszego Lamachusa. Ale kiedy si� tak w wielkim pomieszaniu biedzimy, i�by wiernie wype�ni� �wi�ty obowi�zek wobec towarzysza, mamy niebezpiecze�stwo na pi�tach, a strach nas pogania; tu za� on ani za nami spiesznie nie mo�e pod��a�, ani bezpiecznie pozosta�. Wtedy ten ch�op bohaterski, ten zuch nad zuchy, wieloma s�owami i wieloma

b�aganiami nas zaklina na prawic� Marsa, na �wi�to�� przysi�gi kiedy� sobie sk�adanej, aby�my go, jak dobrzy towarzysze, nie dali w niewol� i zarazem na m�czarnie. Po c� zreszt� ma dzielny zb�j �y� d�u�ej ni� jego r�ka, je�li jedynie ona rabowa� i mordowa� potrafi�a? Szcz�liwy ten � powiedzia� � co mo�e zgin�� dobrowolnie z r�ki druha. Ale kiedy mimo nam�w nikogo z nas nie m�g� sk�oni� do takiego dobrowolnego bratob�jstwa, uj�� d�oni�, kt�ra mu pozosta�a, sw�j miecz; d�ugo go ca�owa�, a potem jednym zamachem wbi� go sobie w �rodek piersi. Wtedy my, pe�ni uwielbienia dla bohaterstwa naszego przyw�dcy, zew�ok jego troskliwie lnian� owin�li�my sukni� i morzu oddali, by go skry�o. I teraz le�y nasz Lamachus pogrzebion w niezmierzonym �ywiole. [12] Tak to on �ywot sw�j zako�czy� � tak, jak przysta�o jego m�stwu. Atoli Alcymusowi, cho� zr�cznie sobie poczyna�, los posk�pi� tej srogiej �aski. W�ama� si� on do klecionki pewnej staruchy, gdy spa�a, dosta� si� do jej sypialni na pi�trze i zamiast j� � jak trza by�o � z miejsca za gardziel �cisn�� i zakatrupi�, zacz�� naprz�d wyrzuca� przez szerokie okno po jednemu jej rzeczy na dw�r, niby w nasze r�ce. I kiedy tak ju� gorliwie wszystko wyrzuci�, nie chcia� podarowa� starce i ��ka, na kt�rym le�a�a; zewl�k� j� tedy z tego jej tapczanika i chcia� w�a�nie jak�� pod�ci�k� z niego tak samo wyrzuci�, kiedy ta szelma ob�apia go za kolana i sklamrzy: �I czemu� ty, synu, tymi biedne�kimi ga�ganami, tymi �achami starej �ebraczki obdarzasz s�siad�w bogaczy, na kt�rych dom to okno wychodzi?� Tymi chytrymi s�owami podst�pnie zmylony Alcymus, my�l�c, �e powiedzia�a prawd�, zl�k� si�, a�eby i tych rzeczy, kt�re wyrzuci� przedtem, i tych, kt�re chcia� wyrzuci�, nie poda�, zamiast towarzyszom, na cudze podw�rze � i to mimo �e ju� uprzedzony by� o pomy�ce. Wy chyli� si� tedy przez okno, aby si� dobrze wszystkiemu przygl�dn��, zw�aszcza za�, aby rozpatrzy� po�o�enie owego s�siedniego � o kt�rym m�wi�a starka � domu. Ale kiedy to � �wawo, ale do�� nieostro�nie � zrobi� usi�owa�, w chwili kiedy zawisn�� chwiejnie zaj�ty ca�kiem wypatrywaniem, ta stara wied�ma pchni�ciem mo�e i s�abym, ale nag�ym i niespodzianym zepchn�a go na d�. A by�o tam bardzo wysoko; pr�cz tego za� spadaj�c r�n�� o ogromny g�az le��cy pod �cian�: pogruchota� sobie tedy klatk� piersiow� � rzygaj�c strumieniami krwi z g��bi piersi, umar� po kr�tkiej m�czarni, opowiedziawszy nam przedtem, co si� sta�o. Sprawili�my mu pogrzeb taki, jak przedtem Lamachusowi, kt�remu�my go pos�ali jako godnego towarzysza. [13] Tak dotkni�ci podw�jn� kl�sk� i strat� wyrzekli�my si� dalszych

przedsi�wzi�� w Tebach i poszli�my do s�siednich Platej�w. Trafili�my tam na to, jak nie m�wiono o niczym innym. tylko o niejakim Democharesie, kt�ry w�a�nie urz�dza� igrzyska z walkami gladiator�w. By� to bowiem m�� i znamienitego rodu, i bogacz ca�� g�b�, i szczodry jak rzadko, a te uciechy dla narodu urz�dza� sposobem godnym swego bogactwa. Kog� sta� na tyle fantazji, na tyle wymowy, aby m�g� dosadnymi s�owy opowiedzie� o wszystkich rodzajach r�norakich przygotowa�? O tych gladiatorach, ch�opach na schwa�, o tych my�liwcach, co mieli walczy� ze zwierz�tami, a odznaczali si� wypr�bowan� zwinno�ci�, o tych znowu skaza�cach, co stracili ju� wszystko i co mieli p�j�� na karm� dla dzikich zwierz�t; to znowu o tych wie�ach po��czonych z maszynami na walcach, wie�ach pobudowanych z desek jak domy, ozdobnie pomalowanych, co mia�y s�u�y� za urocze trybuny podczas �ow�w. A pr�cz tego jaka� ilo�� dzikich zwierz�t, jaka rozmaito��! Demochares bowiem ze szczeg�lnym staraniem posprowadza� nawet z obcych kraj�w owych szlachetnych (w swych �o��dkach) grabarzy cia� skaza�c�w. Lecz opr�cz inszych rzeczy, kt�rymi wyposa�y� wspania�� zabaw�, przygotowa� tak�e wielkie stada olbrzymich nied�wiedzi, na kt�re bodaj zrujnowa� ca�y maj�tek rodzinny. Opr�cz tych, kt�re schwyta� na �owach u siebie, pr�cz tych, kt�re kupowa� za ci�kie pieni�dze, dostawa� je cz�sto od przyjaci�, kt�rzy si� w tym prze�cigali. Wszystkie te bydl�ta niema�ym kosztem �ywi� i hodowa�. [14] Ale ta �wietno�� i przepych w urz�dzaniu publicznych zabaw �ci�gn�a na siebie urzekaj�ce oczy Zawi�ci. Albowiem zwierz�ta zmordowane d�ug� niewol�, a zarazem wyczerpane letnimi upa�ami, osowia�e wreszcie w bezruchu, zacz�y nagle chorowa� na jak�� zaraz� i prawie wszystkie wygin�y. I mo�na by�o ogl�da� wsz�dzie po placach mas� dogorywaj�cych cielsk � strz�py z tego pogromu zwierz�t. Wtedy nikczemny mot�och, kt�ry ohydna n�dza pop�dza, i�by wyg�odnia�y brzuch zapycha� bez wyboru cho�by i czym obrzydliwym i �eby szuka� strawy z darmochy jakiej � rzuci� si� na uczt� do tego le��cego wsz�dzie �cierwa. Ta okoliczno�� nasuwa mnie i temu tu Babulusowi taki przemy�lny plan. Jedn� nied�wiedzic� przewy�szaj�c� inne ogromem cielska zanosimy do naszej kryj�wki � niby to na zjedzenie. Tu �ci�gamy rzetelnie sk�r� z mi�sa, troskliwie zachowuj�c �apy z pazurami, a tak�e ca�y �eb zwierza a� do ko�ca karku. Ca�� sk�r� dok�adnie oskrobujemy, a� zmi�k�a, nacieramy mia�kim popio�em i rozpinamy na s�o�cu, aby wysch�a. A kiedy w ognistej s�o�ca gor�co�ci si� pra�y�a, my tymczasem mi�sem jej t�go si� opychaj�c, taki sobie tej wyprawy plan � pod s�owem �o�nierskim � uk�adamy:

Jeden z nas, i to taki, co nie tyle si�� pi�ci, ile odwag� innych przewy�sza, i taki, co by przede wszystkim poszed� na ochotnika, zakradnie si�, okrywszy si� ow� sk�r� i tak posta� nied�wiedzicy przybieraj�c, do domu Democharesa i korzystaj�c z dogodnej ciszy nocnej u�atwi nam wej�cie tam. [15] To zmy�lne przebranie niejednego z t�gich zuch�w naszej szajki n�ci�o do podj�cia si� tego zadania. Ale spo�r�d wszystkich wybra�a gromada jednog�o�nie Trazyleona, kt�ry te� wzi�� na siebie losy ryzykownego podst�pu. Ze �miechem tedy wdziewa na siebie sk�r�, kt�ra ju� zmi�k�a i gi�tka i por�czna si� sta�a. Wtedy drobnym �ciegiem zeszywamy jej brzegi, a szpar� w miejscu po��czenia, cho� nieznaczn�, zakrywamy zwisaj�cymi z obu stron g�stymi kud�ami. Pod sam� gardziel�, tam sk�d si� wyci�o szyj� zwierza, wt�aczamy g�ow� Trazyleona i zrobiwszy ko�o nosa, a tak�e ko�o oczu kilka dziurek, aby m�g� oddycha�, wpuszczamy do klatki � co�my j� tanio kupili � tego naszego walnego kamrata ca�kiem ju� w drapie�ne bydl� przekszta�conego; pocz�apa� do niej zuch-ch�op co �ywo. Tak spraw� zacz�wszy bierzemy si� do wykonania reszty fortelu. [16] Wywiedziawszy si� o nazwisku niejakiego Nikanora, Traka rodem, kt�ry z owym Democharesem zwi�zany by� w�z�em naj�ci�lejszej przyja�ni, podrabiamy list, w kt�rym niby to on, z obowi�zku dobrego przyjaciela, ofiarowuje dla u�wietnienia uroczysto�ci pierwociny swego polowania. I kiedy ju� dobrze zaszed� wiecz�r, dostawiamy, korzystaj�c z ciemno�ci, Democharesowi klatk� z Trazyleonem i owym sfa�szowanym listem. Demochares, pe�en podziwu dla wielko�ci zwierza i ucieszony hojno�ci� � tak na czasie! � swego towarzysza, ka�e nam � tej rado�ci sprawcom � z miejsca wyliczy� dziesi�� dukat�w ze swego skarbczyka, ile �e to taki by� ukontentowany. Zaraz te� � jako �e to nowo�� ludzi zazwyczaj natychmiast n�ci do zobaczenia jej � zaraz te� �ci�ga� si� j�li t�umnie ludziska, aby si� nadziwowa� zwierzowi. Ale nasz Trazyleon zmy�lnie raz po razu powstrzymywa� gro�nymi �apami ich ciekawe zap�dy. Mimo to jednog�o�nie s�awiono wci�� w t�umie szcz�cie i powodzenie owego Democharesa, �e to po tak wielkiej szkodzie, jak� poni�s� w tych zwierz�tach, przecie� przez ten nowy nabytek jako� sobie strat� powetowa�. Demochares za� rozkazuje zaraz zwierz� odstawi� z jak najwi�ksz� troskliwo�ci� do swoich zwierzy�c�w. Ale wtedy ja zabieram g�os: [17] �Bacz � powiadam � panie, aby zwierz�cia zmordowanego skwarem i d�ug� drog� nie puszcza� w ca�e stado innych, w dodatku, jak s�ysz�, niezbyt zdrowych. Mo�e by si� raczej ogl�dn�� za jakim miejscem cienistym a przewiewnym na twym obej�ciu, gdzie by by�a i jaka �acha wody, co by zwierz� od�wie�y�a? Wszak�e wiesz, �e te zwierz�ta wybieraj�

sobie zawsze legowisko w g�stych gajach, w wilgotnych jaskiniach, a blisko rze�wi�cych �r�de��. Nastraszony tymi przestrogami, bo pami�taj�cy dobrze, ile zwierz�t straci�, przyzna� mi Demochares bez sprzeciwu s�uszno�� i ch�tnie zgodzi� si�, by�my, wedle naszego mniemania, klatk� gdzie� umie�cili. �Ale my sami tak�e � dodaj� wtedy � gotowi�my tu przy tej klatce stra�owa� po nocach, �eby�my mogli tym troskliwiej i w nale�ytej porze poda� zwierz�ciu, zmordowanemu skwarem i utrudzeniem, straw� i nap�j, jakie mu zwyczajne�. �Nie ma potrzeby � odpowiada on na to � �eby�cie si� przy tym trudzili. Ca�a ju� bodaj s�u�ba moja naby�a przez d�ug� wpraw� umiej�tno�ci w karmieniu nied�wiedzi�. [18] Pozdrowili�my go tedy i odeszli. Wyszed�szy za bram� miasta spostrzegamy opodal od drogi jaki� wielki grobowiec, odsuni�ty i ma�o widoczny. Tam to otwieramy wiele mo�na trumien prze�artych i tak ju� do po�owy staro�ci� i zgnilizn�, trumien, w kt�rych mieszka�y umrzyk�w pr�chna i nawet ju� prochy, otwieramy, aby s�u�y�y na schowki dla spodziewanej zdobyczy. Nast�pnie wykorzystuj�c, wedle obyczaju naszego, t� por� bezksi�ycowej nocy, kiedy to pierwszy sen najmocniej opada na dusze ludzkie i opanowuje je, stawiamy si� ca�� nasz� szajk�, w �elazo zbrojn�, przed samymi drzwiami Democharesa � stawiamy si�. jakby�my sami byli zak�adem na to, �e go obrabujemy. Tak samo i Trazyleon. dok�adniusie�ko tej samej nocy na rozb�j oznaczonej, upatrzywszy chwil� stosown� z klatki si� wymkn�� i w tym mgnieniu zad�ga� dozorc�w pogr��onych we �nie, a potem zaraz samego nawet od�wiernego, kt�remu porwa� klucz i bram� otworzy�. Przylatujemy na to co tchu i ju� jeste�my wewn�trz domu! Teraz pokazuje nam Trazyleon lamus, gdzie � jak to z wieczora bystrze podpatrzy� � si�a srebra chowano. Natychmiast rozbijaj� go przemoc� pi�ci ca�ej gromady, za czym rozkazuj� ka�demu z kamrat�w zabiera�, ile kto mo�e, z�ota i srebra, chowa� co pr�dzej w kryj�wkach owych najdyskretniejszych umrzyk�w i co tchu wraca� po nowe �upy, ja sam za� � tak im powiedzia�em � zostan� dla dobra wszystkich przy bramie domu, by troskliwie czuwa� nad wszystkim, a� oni wr�c�. Wydawa�o mi si� tak�e, �e przyda si�, aby i ta posta� nied�wiedzia w��czy�a si� po wszystkich k�tach domu i nap�dza�a strachu tym ze s�u�by, kt�rzy by przypadkiem nie spali. Kt� bowiem, cho�by by� niel�kliwym zuchem, nie rzuci�by si� co tchu do ucieczki spostrzeg�szy potworny kszta�t takiego strasznego zwierz�cia, i to po nocy jeszcze? Kt� by nie zaryglowa� si� w izbie i dygoc�c z przera�enia nie przycupn�� tam? [19] Ale te wszystkie roztropne i celowe zarz�dzenia zniweczy� nieszcz�sny zbieg

wypadk�w. Albowiem gdy ja, ca�y w ucho zamieniony, powrotu moich kamrat�w oczekuj�, jaki� pacholik, widno ha�asem czy te� przeczuciem jakim� zaniepokojony, wychyla si� po cichutku i zobaczywszy zwierz�, kt�re wolne ca�kiem cz�apa�o po ca�ym domostwie � na palcach, milczkiem wraca i gdzie kogo dopadnie, opowiada, co w domu zobaczy�. I niezw�ocznie nape�nia si� dom ca�y t�umn� bieganin� domownik�w. Rozst�puj� si� ciemno�ci pod �wiat�em �uczyw, latarni, �wiec woskowych i �ojowych i tym podobnych przyrz�d�w do rozja�niania nocy. W ca�ym za� tym t�umie nie by�o nikogo bezbronnego, lecz ka�dy z dr�giem, spis�, nagim wreszcie mieczem w gar�ci stawa�, by broni� dost�pu zwierzowi. Psy tak�e my�liwskie, te bestie d�ugouche i o kud�ach zje�onych, podszczuto na zwierzyn�. [20] Wtedy ja cichaczem, kiedy �w zgie�k coraz si� wzmaga�, wycofuj� si� i wymykam z domu; widzia�em jednak jeszcze, ukrywszy si� zaraz za drzwiami, jak Trazyleon broni� si� przed psami, a� dziw bra� patrze�. Bo chocia� przysz�a na niego ju� ostatnia godzina, to jednak pami�tny na sw� dawn� s�aw� zb�jeck� i m�stwo, pami�tny na nas, broni� si� za�arcie samej ju� ziej�cej na� paszczy Cerbera. I a� do ostatniego tchu utrzymuj�c si� w roli, kt�r� dobrowolnie na siebie przyj��, ju� to uciekaj�c, ju� to gro��c r�nymi cielska swego ruchami i zwrotami, zdo�a� wreszcie wymkn�� si� z domu. Nie m�g� jednak ocali� si� ucieczk�, cho� wydosta� si� na swobod�, w ulice. Wszystkie bowiem kundle z najbli�szego zau�ka � a dzikie by�y bestie i by�a ich kupa � stowarzyszy�y si� teraz gromadnie do tych go�czych, kt�re w�a�nie na pi�tach Trazyleona z domu wypad�y. I �a�osne tam mia�em, i okropne widowisko, jak Trazyleona naszego stada kundl�w roz�artych osaczy�y i tysi�cem k��w rozszarpa�y. Wreszcie znie�� nie mog�c takiej bole�ci wmiesza�em si� w skupiaj�ce si� gromadki ludzi i staraj�c si� pom�c dzielnemu druhowi, jak mog�em tylko bez zdradzenia si� samemu, przedstawia�em przodownikom nagonki, jaka to wielka i niepowetowana b�dzie szkoda, je�li stracimy takie wielkie i tak bardzo kosztowne zwierz�. [21] Ale ca�a sztuka mojej wymowy nie pomog�a nieszcz�snemu ch�opcu. W�a�nie jaki� t�gi drab wybieg� z domu i w mgnieniu oka utopi� w��czni� w piersiach nied�wiedzicy. Za nim drugi i zaraz t�um ca�y, �e to pierwszy strach ju� min��, d�ga go, jeden przez drugiego, z bliska mieczami. I tak tedy Trazyleon, chluba naszej bandy, wyzion�� dusz� godn� nie�miertelno�ci, nie tylko nie zdradziwszy, dzi�ki swemu m�stwu, zaprzysi�onej swej roli �adnym krzykiem, �adnym j�kiem nawet, ale co wi�cej � zgin�� zdobywaj�c sobie jeszcze chwa�� bohatersk� moc�, z jak� m�czarni� sw� znosz�c jeszcze wy� i rycza� jak nied�wied�, cho� go

ju� rozszarpywa�y k�y ps�w i miecze na sztuki sieka�y. I taki l�k, i takie przera�enie rzuci� w ten t�um, �e a� do �witu � co m�wi�! � nawet do p�nego dnia nikt si� nie odwa�y� dotkn��, cho� palcem, zwierza, co przecie le�a� martwy. Wreszcie jaki� rze�nik, zuchwalszej nieco natury, rozpru� � cho� po wielkich wahaniach i ze strachem � brzuch zwierz�cia i tak odkry� bohaterskiego zb�jnika. Tak tedy stracili�my Trazyleona, lecz nie straci�a go S�awa. Teraz co pr�dzej powi�zawszy t�umoki, kt�rych nam wiernie strzeg�y umrzyki, opu�cili�my szybko ziemie platejskie, powtarzaj�c sobie cz�sto w duszy, i� niedziwne to, �e w naszym �yciu nie znachodzi si� wcale wierno�ci; je�li bowiem jest, to wyw�drowuje � jak Trazyleon � w kraj cieni i zmar�ych, by nie widzie� naszego wiaro�omstwa. Tak do cna zmordowani ci�arem tobo��w, a zarazem uci��liw� drog�, przenie�li�my t� zdobycz, kt�r� widzicie � ale op�akuj�c trzech towarzyszy. [22] Po tym opowiadaniu lali zb�je na ofiar� wino nie mieszane ze z�otych puchar�w dla uczczenia pami�ci zabitych kamrat�w; nast�pnie �piewali kilka piosenek na cze�� Marsa. Wreszcie z wolna si� pospali. Co do nas, to owa starucha nasypa�a nam �wie�ego j�czmienia, ile wlaz�o i bez �adnej miary, tak �e ko� m�j chwali� se to, jak uczt� klech�w salijskich13, u�ywaj�c w tej obfito�ci sam w dodatku. Ja bowiem, kt�ry zreszt� nie smakuj� zbytnio w j�czmieniu, chyba �e pot�uczony w mo�dzierzu i porz�dnie na mi�kko ugotowany, zacz��em gospodarowa� w k�cie, gdzie le�a�a kupa u�amk�w chleba nie dojedzonych przez ca�� gromad�, i u�y�em se tam, jak si� patrzy, pyskiem, co mi si� �ci�gn�� od g�odu, i gardziel�, w kt�rej mi ju� do cna zasch�o. Tymczasem, gdy nocy dobry k�s min��, zbudzili si� zb�je i zacz�li sposobi� do wyruszenia. Wreszcie na r�n� mod�� opatrzeni, cz�ci� w �elazo uzbrojeni, cz�ci� za r�ne straszyd�a przebrani, spiesznie wyruszaj�. Co do mnie, tom si� co si� a walecznie ob�era�, tak �e mi tego sen nawet, co mnie dobrze morzy�, przerwa� nie potrafi�. I cho� przedtem, kiedym by� jeszcze Lucjuszem, odchodzi�em od sto�u po jednej lub dwu kromkach, to teraz, �em to mia� taki obszerny brzuch, �u�em ju� prawie trzeci� kosza�k� z chlebami. Tak mnie w tej pracy ca�kowicie zatopionego zasta� jasny dzie�. [23] Wtedy dopiero, z w�a�ciwym rodowi o�lemu umiarkowaniem, oderwa�em si� i poszed�em zaspokoi� pragnienie w pobliskiej rzeczce. Nied�ugo wracaj� zb�je, ale strwo�eni mocno i sk�opotani, nie przynosz�c te� �adnego t�umoka ani nawet �acha cho�by n�dznego, a tylko prowadz�c jedn� jedyn� dziewczyn�, strze�on� mieczami wszystkich, pi�ciami wszystkich, w og�le wszystkimi si�ami

ca�ej bandy � dziewczyn� o szlachetnych rysach i, jak ca�e jej wzi�cie wskazywa�o, z dobrego bardzo domu � dziewczynk� tak�, �e a� takiemu jak ja os�u �linka sz�a na ni�. Ale ona zawodzi�a i rwa�a w�osy i suknie. Wprowadzili j� zaraz do jaskini i aby z�agodzi� jej rozpacz, tak do niej przemawiaj�: � B�d��e ty spokojna o swoje �ycie i sw�j wstyd i troch� nam cierpliwo�ci u�ycz, by�my z tej sprawy zarobek nasz mieli. Bo nas to przymusza do tego zawodu twarda bieda; rodzice zasi� twoi to � chocia� chciwcy nie lada � przecie z tej kupy swoich pieni�dzy bez zw�oki okup nam wylicz� i to, ma si� wiedzie�, taki, jaki si� patrzy ich rodzonej c�reczce. [24] Ale te i tym podobne gadania ca�kiem nie u�mierzy�y rozpaczy dziewuchy (jak�e� mog�oby by� inaczej?), bo opar�szy na kolanach g�ow� �ka�a bez pami�ci. Zb�je tymczasem przywo�awszy do jaskini stark� przykazuj� jej, aby by�a przy dziewczynie i pociesza�a j�, jak ino potrafi, pieszczotliwymi s��wkami; sami udaj� si� do swych zwyczajnych zaj��. Ale �adne przygadywania staruchy nie potrafi�y ukoi� p�aczu dziewcz�cia, kt�re zawodzi�o g�o�niej jeszcze i a� si� zanosi�o od ci�g�ego szlochania. A� mnie samemu �zy si� do oczu cisn�y. � Bo jak�e ja mog�, biedne�ka � tak si� to �ali�o � przesta� p�aka�, jak�e ja mog� tu w og�le �y� wydarta z takiego �wietnego domu jak m�j, spo�r�d tych domownik�w, spo�r�d tak mi�ych mi s�u�ek, porwana od najdro�szych rodzic�w? Ja, com tu, nieszcz�sna, jak �up rabunku, jak ta niewolnica, i w tym kamiennym wi�zieniu zamurowana i pozbawiona rozkoszy wszelkich, w�r�d kt�rychem urodzona i wychowana, i �ycia niepewna w tej rze�ni katowskiej, w�r�d takiej bandy strasznych zb�j�w i okrutnego narodu bandyt�w! Gdy si� tak wy�ali�a, zacz�y si� ci 꿹 ce powieki do snu klei� zmordowanej i rozpacz�, i tym �ciskaj�cym gard�o szlochaniem. [25] Ale ledwie je zamkn�a, a� tu zaraz jak szalona si� wstrz�sn�a i ze snu wyrwa�a i gwa�towniej jeszcze rozpacza� j�a, i d�o�mi piersi sobie szarpa�, i t�uc si� po tej jasnej buzi. A kiedy starka nalega�a z pytaniami, jaka tam �wie�a przyczyna tej nowej rozpaczy � z okrutnym westchnieniem tak j�kn�a: � Teraz tom ju� na pewne, ju�em do cna zgubiona, teraz mi nawet nie my�le� ju� o ratunku! Teraz mi si� patrzy bez ochyby powr�z albo n�, albo ze ska�y w przepa�� si� rzuci�! 13 k l e c h o w i e s a l i j s c y� laty�scy kap�ani Marsa tworz�cy bractwo tzw. Salii (Skoczk�w), kt�rzy wykonywali rytualne ta�ce w zbroi ze �piewem. S�awne z wystawno�ci by�y ich uczty. mieli z okupu za ciebie? Jak mi nie przestaniesz, to ju� ja zrobi�, �e razem z

tym ca�ym smarkaniem, co nim zb�je � nie b�j si�! � g�owy sobie nie k�opoc� � �e ci� �yw� na ogniu upiek�! Na to starka, gniewna ju�, krzyczy na ni� g�osem krzyn� roze�lonym, co za nieszcz�cie si� sta�o? �e ledwo zasn�a, na nowo zaczyna swoje p�acze bez miary i sk�adu? � Pewnikiem � powiada � chcia�aby� moich ch�opc�w wykiwa� na tym zarobku, jaki b�d� [26] Tymi s�owy wystraszona dziewczyna r�ce starki ca�uje: � Mamusiu ty moja � powiada � nie gniewaj�e ty si� i jak masz troch� lito�ci dla ludzi, to mi ul�yj w mej okrutnej niedoli! Bo przecie, tak se my�l�, cho�-e� si� zestarza�a, to ci pod t� �wi�t� siwizn� wszelkie mi�osierdzie nie wygas�o. I tylko pos�uchaj o mym nieszcz�ciu: prawdziwa to tragedia! By�am zar�czona z m�odzie�cem pi�knym, pierwszym spo�r�d swych r�wie�nik�w, kt�ry zosta� jednomy�lnie okrzykni�ty i przyj�ty za dziecko miasta. By� to nawet m�j krewniak, starszy ode mnie tylko o jakie� trzy lata, z kt�rym od dzieci�stwa razem si� wychowywa�am i ros�am, pod jednym dachem spa�am. Gor�ca mi�o�� wzajemna nas ��czy�a i ma��e�stwo nasze za zgod� rodzic�w z dawna by�o ju� u�o�one. Ju� dope�niono nawet obrz�d�w publicznych, dzi�ki kt�rym narzeczony m�j zostawa� uznany za mego m�a, ju� on sam w licznym orszaku �lubnym znajomk�w i krewnych sk�ada� publicznie w �wi�tyni ofiary obrz�dowe �ju� dom ca�y szumia� ga��mi laurowymi, po�yska� od pochodni, brz�cza� piosenkami weselnymi. I ju� matka nieszcz�sna, tul�c mnie do piersi, w weselne stroiki pi�knie mnie ubiera�a i okrywaj�c s�odkimi poca�unkami snu�a ju� w czu�ych �yczeniach marzenia o przysz�ych wnukach � gdy nagle: napad bandyt�w! Groza jak podczas wojny: po�yskuj� straszliwe, nagie miecze! Ale zb�je nie rzucaj� si� do rzezi ani do rabunku, lecz zwart� i g�st� kup� pr� prosto do naszej sypialni. Nikt z naszych domownik�w si� nie opiera�, nikt na obron� mnie nieszcz�snej nawet palcem ruszy� si� nie odwa�y� i tak mnie dygoc�c�, nie�yw� z okrutnego l�ku, porwali z ramion matki. Tak przerwano i zniweczono to wesele jak wesele Protesilasa14 albo c�rki Adrastosa. [27] I w tej w�a�nie teraz tu chwili straszny sen odnowi� mi, ba, jeszcze wyolbrzymi� moje nieszcz�cie: �ni�o mi si� bowiem w�a�nie, �e mnie porywaj� przemoc� z domu, z sypialni, z ��ka nawet mojego, �e mnie wlok� po pustkach i bezdro�ach, a ja wo�am po imieniu mego m�a, kt�ry, skoro si� tylko dowiedzia�, �e zabrano mnie jego u�ciskom � jeszcze pachn�cy perfumami weselnymi i pokryty wie�cami gna moimi �ladami, gdy ja uciekam po niewoli. I kiedy on strasznym g�osem rozpaczy krzyczy, i� �on� mu najpi�kniejsz� porwano, i kiedy

wzywa pomocy ludzi, jeden ze zb�j�w, rozw�cieczony t� niebezpieczn� dla nich pogoni�, porywa z ziemi wielki g�az, wali nim w ch�opca nieszcz�snego, w m�a mojego, i zabija go! Na ten potworny widok dr��ca ca�a ockn�am si� z okropnego snu. J�a teraz razem z p�acz�c� wzdycha� starka i tak powiada: � A nie frasuj�e si�, paniusiu ty moja, i nie strachaj pr�nymi marami sennymi. Bo nie tylko powiadaj�: ze�gane to, co si� �ni za dnia � ale ja ci powiem, �e i co si� �ni w nocy, to cz�sto ino sprawy akurat przeciwne wr�y. �ni ci si�, �e p�aczesz, �e ci� bij� albo nawet zabijaj�, a to wr�y w�a�nie co� weso�ego i pomy�lnego; a na opak znowu �ni si�, �e si� �miejesz, �e si� objadasz s�odkimi smako�ykami albo �e se u�ywasz uciech mi�osnych, to ani chybi b�dziesz mia�a z tego �a�o�� w sercu, chor�bsko i jakie tam jeszcze pako�ci. Ale ja tu ciebie zaraz rozerw� �licznymi historyjkami i bajkami, co tylko staruchy takie umiej�. I tak zacz�a: [28] � By� sobie raz w jednym kraju kr�l i kr�lowa. Mieli oni �liczne trzy c�ry, ale na urod� tych dwu starszych, cho� kszta�tnych wielce, przecie starczy�o pochwa� ludzkich; dopiero tej dzieweczki najm�odszej taka by�a niepor�wnana, taka nad wszelk� miar� uroda, �e jej ten biedny j�zyk ludzki nie m�g� nawet opisa�, a c� dopiero wychwali�, jak by si� patrzy�o. 14 P r o t e s i l a o s � kr�lewicz tesalski, zaraz po weselu z Laodami� musia� i�� na wojn� troja�sk�. Liczni tedy mieszka�cy tego kraju i wielu przybysz�w, kt�rych t�umami widzenia ��dnymi �ci�ga�a s�awa takiego niespotykanego widowiska, stawali jak os�upieni w podziwie tej pi�kno�ci � takiej, �e ci a� l�k, cz�owieku, przybli�a� si� do niej � i podnosz�c do ust prawic� z wskazuj�cym palcem ku wyprostowanemu kciukowi przygi�tym, cze�� jej bosk�, jak samej Wenerze, oddawali. I ju� posz�a wie�� po krajach o�ciennych i ziemiach s�siednich, �e bogini, w �onie niebieskiego oceanu pocz�ta i z bia�ej piany fal zrodzona, dostoje�stwo swe bo�e ca�kowicie od�o�ywszy, po�r�d cz�owieczej spo�eczno�ci przebywa; albo przynajmniej, �e nowym zarodem niebia�skiego nasienia zap�odnione nie morza ju�, ale ziemie zrodzi�y now� Wenus w dziewiczo�ci kwiecie. [29] I tak ta wiara z dnia na dzie� coraz dalsze kr�gi zatacza�a, tak posz�a ju� po wyspach najbli�szych i dalej po l�dzie i, z rosn�c� rzeczy s�aw�, po wszystkich bodaj krajach. Ju� w�druj�c przez drogi dalekie, przez m�rz przeprawiaj�c si� bezmiary, nadp�ywa� j�y t�umy ludzi, aby ino ogl�da� ten najwi�kszy dziw pokolenia. Nikt nie �eglowa� do Pafos, nikt do Knidos, nikt do samej nawet Cytery, aby m�c ogl�da� Wenus bogini�; w odw�ok� id� jej �wi�ta, niszczej� �wi�tynie, oboj�tnie mija si� jej wezg�owia, zaniedbuje jej �wi�te

obrz�dki; ogo�ocone z wie�c�w jej pos�gi, a zimne popio�y zohydzaj� tylko opustosza�e o�tarze. Dziewczyna natomiast �ci�ga mod�y ku sobie i w jej to cz�owieczym obliczu czczony jest majestat tamtej wszechpot�nej bogini. A kiedy rankiem wychodzi dziewczyna, gdy Wenery imi� s�awi� ofiary i zastawiane biesiady przeb�agalne, to nie o Wenerze my�l� ofiarnicy, i bywa tak, �e gdy idzie ulicami, to lud obrzuca j� od st�p do g��w kwiatami i wie�cami i do niej si� modli. Owo bez miary wszelkiej przenoszenie czci bo�ej na dziewczyn� �mierteln� g��boko prawdziwej Wenus serce urazi�o; i oburzenia zdzier�y� nie mog�c, tak w sercu sobie m�wi�a, g�ow� gniewnie wyrzucaj�c: [30] �Ja� to � odwieczna wszechrzeczy rodzicielka, ja, pra�r�d�o �ywio��w, ja, Wenus, �ywicielka �wiata, mam z dziewk� �mierteln� dzieli� cze�� memu b�stwu powinna? Moje� to imi� w niebie zrodzone � w prochu ziemi ma by� plugawione? Ju�ci � gdy majestat nas obu ceni� tak samo, przyjdzie mi jeszcze na to, �e mnie to w zast�pstwie tamtej z �aski czci� b�d�, a posta� moj� we�mie na si� dziewka �miertelna! I po c� mnie pasterz15 �w, kt�rego sprawiedliwo�ci i sumienno�ci Jowisz sam przy�wiadczy�, po c� mnie dla zwyci�skiej mej urody przeni�s� nad tamte cudne boginie? Ale nie b�dzie ona, kimkolwiek by by�a, tak tryumfowa� i czci mej sobie przyw�aszcza�. Ju� ja to uczyni�, �e ona sama po�a�uje swej urody niegodziwej!� Za czym wo�a spiesznie ch�opca swego, tego �obuza skrzydlatego i nicponia, co na�ogami swymi z�ymi obyczajno�� publiczn� obra�aj�c, w strza�y i �agwie zbrojny, po cudzych domach nocami si� szasta, ka�dego ma��e�stwa wi�zad�a psowa, bezkarnie tyle hultajstw broi, dobrego zasi� niczego nie wymy�li. Jego to, cho� ju� z przyrodzonego zuchwalstwa wyuzdanego, jeszcze s�owami podjudza i do kraju onego wiedzie, i Psyche mu � bo takie tej dzieweczki by�o miano � pokazuje, i opowiedziawszy ca�� ona histori� o tym, jak to owa z jej pi�kno�ci� wsp�zawodniczy, tak dodaje, a� si� z gniewu zach�ystuj�c: [31] �Na te w�z�y mi�o�ci matczynej ci� zaklinam, na rozkoszne rany, jakie swymi strza�y zadajesz, na s�odkie po�ary �agwiami twymi wzniecane: pom�cij twoj� ma�, ale pom�cij jak trza i t� pi�kno�� obel�yw� pokarz, i to jedno jedyne z wszystkiego mi zw�l: niech ta dziewka zap�onie mi�o�ci� najgor�tsz� dla ostatniego z ludzi � takiego, kt�rego los pozbawi� i czci, i ojcowizny, i bezpieczno�ci osobistej, i tak n�dznego, aby na ca�ym �wiecie nie znalaz� r�wnego sobie w niedoli�. Tak powiedzia�a i lekko rozchylonymi wargami syna d�ugo i czule uca�owawszy d��y, gdzie najbli�ej do wygi�tego wybrze�a morskiego, i r�owymi stopami musn�wszy piany

przelewaj�cych si� fal, na morza g��binie osiada, na kr�gu suchym, i ledwo sobie zamy�li�a, 15 p a s t e r z � Parys. ju� � jakby dawno to rozkaza�a � zjawia si� ca�a jej morska s�u�ba. Wyp�ywaj� w �piewnym ch�rze Nereusza c�ry i Portunus niebiesk� brod� okud�aczony, i oci�a�a rybami w suknie jej wpl�tanymi Salacja, i malutki Palemon16 powo��cy delfinem, i pokazuj� si� chlapi�ce si� wsz�dy w morzu stada Tryton�w: ten na d�wi�cznej muszli s�odko wygrywa, �w jedwabn� tkanin� bogini� os�ania od skwaru s�onecznego, tamten przed jej oczyma zwierciad�o podtrzymuje, inni nurkuj� w podw�jnym jej zaprz�gu. Taki to orszak towarzyszy Wenerze udaj�cej si� do Oceanusa. [32] Tymczasem Psyche, co wsz�dy ino o pi�kno�ci swojej s�ysza�a, �adnego z tej urody nie mia�a zysku. Wszyscy si� jej dziwowali, wszyscy j� wys�awiali, ale nikt, ani kr�l, ani kr�lewicz, ani nawet cz�ek pospolity � �aden jako zalotnik do jej r�ki nie wyst�pi�. Podziwiaj� bosk� jej urod�, ale podziwiaj� wszyscy jak pos�g r�k� rze�biarza ukszta�towany. Dawno ju� dwie siostry starsze, o kt�rych zwyczajnej pi�kno�ci nie gada�y a� narody, dawno zalotnikom z kr�lewskich rod�w zr�kowione w szcz�snym �y�y ma��e�stwie � Psyche ino, samiutka doma siedz�c, nad swym ci�kim opuszczeniem sobie si� �ali, a� z tego chorzej�ca i w sercu zdr�czona okrutnie, i ona, co j� narody ca�e uwielbia�y, nienawidzi sama tej swojej pi�kno�ci. Tak tedy najbiedniejszej c�rki najnieszcz�ni�jszy rodzic � podejrzewaj�cy tu zawi�� bog�w, a w l�ku przed ich gniewem � udaje si� do staro�ytnej wyroczni w Milecie i mod�y i ofiarami b�aga b�stwo ono tak pot�ne o ma��onka i ma��e�stwo dla dziewczyny, co nie ma szcz�cia do zalotnik�w. Ale Apollo, cho� to on Greczyn i Jo�czyk, ale ze wzgl�du na tw�rc� fabu�y milezyjskiej �aci�sk� mow� tak odpowie: [33] Kr�lu, dziewczyn� na g�r� zaprowad� i ka� jej tam zosta�, Oblubienicy �mierci, w �a�obny ubranej str�j; Nie my�l, �e zi�� tw�j nasienia cz�eczego mle� b�dzie cl posta�: Pomiot to b�dzie drapie�ny, z�y jak w�owisk r�j; Ten, co na skrzyd�ach nad ziemi� polata i wszystek �wiat morzy, Ognia i miecza zniszczeniem ka�dy sw�j znacz�c krok, Przed kt�rym dygoce sam Jowisz i ca�y majestat dr�y bo�y, Strasz� si� rzeki podziemne i sam stygijski mrok. Kr�l, niedawno jeszcze tak szcz�liwy, otrzymawszy t� odpowied� �wi�tej wyroczni powraca do domu markotny i smutny wielce: ma��once swej wy�uszcza zlecenia nieszcz�snego wyroku. Rozpacze, j�ki, p�acze przez dni wiele. Ale rzecz pili do wype�nienia potwornego wyroku okrutnego przeznaczenia. Ju� si� gotuje wszelki sprz�t do tego �miertelnego wesela najnieszcz�niejszej dziewczyny, ju� �wiat�o pochodni weselnych przy�miewa si� sadz� i

popio�em, ju� melodia fletu weselnego przechodzi w �a�osn� tonacj� lidyjsk�, radosne pie�ni weselne zachodz� si� rozpaczliwym �kaniem, a ten ognistoczerwony welon �lubny to na tym weselu s�u�y ino do otarcia �ez panny m�odej. Ca�e miasto u�ala�o si� ci�kiemu losowi tak ci�ko dotkni�tego domu i niezw�ocznie nakazuje publiczn� �a�ob�. [34] Ale konieczno�� pos�uchu dla rozkaz�w niebieskich przynagla�a Psyche biedne�k� do poddania si� karz� wyznaczonej. A przeto z �a�o�ci� okrutn� odprawia si� obrz�dy t�go pogrzebowego wesela; lud ca�y idzie za tymi �ywymi marami i odprowadza Psyche na jej nie ma��e�stwo, lecz na pochowanie. A gdy rodzice zgn�bieni i tak strasznym nieszcz�ciem zrozpaczeni jeszcze si� wahaj�, by okropnej sprawy dope�ni�, sama c�rka takimi ich zach�ca s�owy: 16 P a l e m o n � Melikertes, wnuk Eola, syn Atamasa i Ino. Uciekaj�c przed oszala�ym m�em Ino wskoczy�a z Melikertesem do morza. Odt�d czczono j� jako bogink� morsk�, Leukote�, a Melikertesa jako Palemona. �Czemu� nieszcz�sn� staro�� wasz� trapicie p�akaniem bez ko�ca? Czemu� ten �ywot wasz, co raczej moim jest, szlochaniem a szlochaniem utrudzacie? Czemu� �zami daremnymi oszpecacie czcigodne mi wasze oblicza? Czemu� wyp�akujecie w waszych oczach moje �renice? Czemu� targacie w�os siwy? Czemu� szarpiecie piersi �wi�te, co mnie wykarmi�y? Takie� to maj� by� dla was nagrody chlubne mej urody nie lada jakiej? �miertelnym ciosem zbrodniczej zawi�ci jeste�cie ranieni; za p�no ino t� ran� czujecie. Kiedy ludy i narody bosk� mi cze�� oddawa�y, gdy wo�aniem jednog�o�nym now� ze mnie Wenus czyni�y, wtedy trza by�o j�cze�, wtedy p�aka�, wtedy �ali� si� jak nad skonem moim! Ju� ja to czuj�, ju� widz�, �e gin� za to nadane mi Wenery imi�. Wied�cie mnie i stawcie na tej skale, kt�r� los mi wyznaczy�. Spieszno mi do tego szcz�snego ma��e�stwa, spieszno do zobaczenia tego wspania�ego ma��onka mego. Czemu� si� waham, czemu� oci�gam od spotkania z nim, co si� urodzi� na zgub� ca�ego �wiata?� [35] Umilk�a po tych s�owach dziewczyna i pewnym ju� krokiem wmiesza�a si� w uroczysty poch�d t�umu, kt�ry j� odprowadza�. Id� na oznaczony szczyt stromej g�ry, na kt�rego wierzcho�ek najwy�szy dziewczyn� prowadz�; tam j� wszyscy opuszczaj� i tam zostawiwszy �zami w�asnymi zagaszone pochodnie weselne, kt�rymi sobie przy�wiecali, z g�ow� spuszczon� do powrotu si� gotuj�. Nieszcz�ni zasi� jej rodziciele ciosem takim zmia�d�eni pogr��aj� si� w mrokach zawartego na g�ucho domu, w nocy bez ko�ca. Psyche za�, dr��ca i strwo�ona, na samiusie�kim szczycie ska�y, we �zach ca�a, czuje nagle, �e �agodny dech lekkiego zefiru w szatki jej ze stron wszystkich zawiewa i wydymaj�c je leciuchno, ca�� j� d�wiga i w spokojnym ci�gu unosi tak, �e powolutku, wzd�u� zboczy wynios�ej ska�y si� osuwaj�c, mi�kko opada na �ono kwietnej murawy w jakiej� dolinie.

KSI�GA PI�TA [l] Psyche, lekko z�o�ona w mi�ym i cienistym miejscu, spoczywa�a s�odko na ro�nym wezg�owiu trawnika, po takiej burzy serdecznej wreszcie ukojona. Tak snem si� dostatecznie skrzepiwszy, zbudzi�a si� rze�ka. Rozgl�da si� i widzi gaj zaros�y wysokimi i roz�o�ystymi drzewami, widzi �r�d�o prze�roczyste jak kryszta�. Nad jego zwierciad�em, w samiute�kim �rodku gaju, stoi pa�ac kr�lewski, i widno, �e nie cz�ecze r�ce go tworz�, lecz �e sztuk� zbudowany bo��. Od wej�cia ju� samego poznasz �acno, �e patrzysz na zajazd rozkoszny i �wietny boga jakowego�. Bo oto kolumny z�ote d�wigaj� stropy drzewem cytrynowym i ko�ci� s�oniow� � a� dziw! � wyk�adane. Na �cianach wszystkich rozmaity zwierz dziki i inne takie stworzenie wszelakie w srebrze wyrzezane w oczy ci� uderza, gdy wchodzisz. Dziwny to zaiste i ogromnej sztuki cz�owiek czy p�b�g chyba albo pewnikiem i b�g sam, co tak� wielkiego kunsztu subtelno�ci� tak �udz�co w srebrze wyda� te dzikie zwierz�ta. Na posadzkach zasi� nawet drobniutkie kosztowne kamyczki uk�adaj� si� w obrazy rozmaite. O jak�e szcz�ni, po wielekro� razy szcz�ni ci, co mog� st�pa� po per�ach i klejnotach! A i inne cz�ci pa�acu ogromnego i szeroko roz�o�onego bezcenn� maj� cen�; calutkie tam �ciany, z�ote na wskro�, w�asnym po�yskuj� �wiat�em, �e � gdyby s�o�ce zawiod�o � pa�ac sam �wiat�a dziennego dostarczy�by sobie: tak si� tam jarz� sypialnie, portyki, podwoje nawet. A temu przepychowi pa�acu godnie odpowiadaj� i wszelkie inne jego dostatki, �e zaiste, nie bez kozery pomy�la�by�, i� niebia�ski dw�r ten wielkiemu chyba zbudowany Jowiszowi na jego z lud�mi spotkania. [2] Cudno�ci� tak� tego miejsca zwabiona podchodzi Psyche bli�ej i �mielej ju� pr�g przest�puje, a nied�ugo, pod czarem tych dziw�w i pi�kno�ci, ju� tu i �wdzie zagl�da. Spostrzega w innej znowu cz�ci pa�acu przedziwnej budowy komory, skarbami wype�nione. Jestli rzecz taka, kt�rej by tam nie by�o? Od wszelakiej jednak cudowno�ci tak nies�ychanych bogactw to by�o jeszcze cudowniejsze, �e ca�ego tego skarbu nie strzeg� nigdzie stra�nik �aden ni zamkni�cia �adne i �aden rygiel. Gdy si� tak temu wszystkiemu z okrutn� uciech� dziwuje, g�os j� jaki� dochodzi bezcielesny zgo�a: �Przecz�e si� to cudujesz, pani, tym dostatkom? Twoje to wszystko. Do sypialni tedy si� udaj, w ��eczku si� po zm�czeniu pokrzep i �a�ni za�yj, je�li-� wola. My, kt�rych g�osy s�yszysz, s�u�ki twoje, troskliwie ci us�ugiwa� b�dziem; a kiedy se odpoczniesz, nie b�dziesz czeka� d�ugo na kr�lewsk� uczt�.

[3] Zrozumia�a Psyche s�ysz�c g�osy bezcielesne, �e jest, szcz�sna, pod opiek� boskiej jakiej� opatrzno�ci i jej rozkaz�w, i naprz�d snem, a potem k�piel� ze zm�czenia si� pokrzepi�a, a zoczywszy w�a�nie tu� obok p�koliste podwy�szenie, po zastawie biesiadnej wraz wymiarkowa�a, �e to dla jej posi�ku przy�adzone, i leg�a tam co �ywo. Za czym natychmiast wnosi� si� zaczynaj� � jakby je wlew jaki� ino podsuwa�, bo �ywa dusza nie us�ugiwa�a � wina, jak sam ten nektar, i sute dania potraw najrozmaitszych. I istotnie nikogo zobaczy� nie mog�a, a tylko s�owa s�ysza�a sk�dsi� si� wymykaj�ce i ino te g�osy s�u�ek. Po sutej uczcie wszed� kto� niewidoczny i �piewa�, kto� zasi� inny potr�ca� struny liry, niewidocznej jak i muzykanci. Wtedy o uszy jej uderzy� zwarty i harmonijny �piew wielu g�os�w: oczywiste by�o, cho� cz�eka �adnego nie dojrza�e�, i� to ch�r �piewa. [4] Kiedy si� te rozrywki sko�czy�y, posz�a Psyche � ile �e wiecz�r nadchodzi� � na spoczynek. Noc ju� by�a g��boka, gdy odg�os jaki� �agodny j� zbudzi�. Wtedy o dziewiczo�� sw� w samotno�ci tak ogromnej trwo�na, zl�k�a si� i wzdrygn�a; a ba�a si� tym bardziej, �e nie wiedzia�a, czego. A to ju� nadchodzi� nieznany ma��onek i w �o�e jej zst�pi�, i Psyche ma��onk� sw� uczyni�; przed �witem zasi� spiesznie znikn��. I natychmiast g�osy owe, co w sypialni kornie czeka�y, pocieszaj� ma��onk� m�od� po utracie wianka. Tak si� dzia�o przez czas d�ugi. I, jak to jest w rzeczy naturze, nowe owo �ycie przez nawyk do niego wielce jej mi�e si� sta�o, a d�wi�ki niewidzialnych g�os�w by�y pociech� w samotno�ci. Tymczasem rodziciele jej starzeli si� nieutuleni w smutku i rozpaczy. Gdy tedy wie�� o ca�ej rzeczy szerzej si� rozesz�a i starsze owe siostry o wszystkim si� dowiedzia�y, odjecha�y swoich dom�w i co pr�dzej pospieszy�y, �alu i sm�tku pe�ne, aby rodzic�w zobaczy� i pocieszy� ich dobrym s�owem. [5] Tej samej za� nocy tak powiada do Psyche jej ma��onek � bo tylko oczyma go nie widzia�a, ale zreszt� s�ysza�a i dotyka�a r�koma: �Psyche, �ono najs�odsza i najdro�sza, zgub� i nieszcz�ciem ci grozi dola okrutna. I powiem ci, �e strzec si� jej trzeba czujnie wielce. Oto siostry twoje, wie�ci� o twej �mierci poruszone, ju� za twym �ladem d��� na �w szczyt g�rski; gdyby� tedy przypadkiem us�ysza�a jakowe ich wyrzekania, to ani nie odpowiadaj, ani nawet okiem nie rzu� w tamt� stron�; inaczej mnie b�l srogi sprawisz, a sobie nieszcz�cie okrutne�. Zgodzi�a si� i obieca�a, �e zrobi, jak m�owska wola, ale gdy on tylko znikn�� wraz z noc�, dzie� ca�y biedna we �zach i narzekaniach przep�dzi�a, to ino powtarzaj�c, �e teraz to ju� jej ca�kiem przysz�o na koniec. Bo i jak�e? To ona zamurowana i strze�ona w tym, cho� lubym, ale zawsze wi�zieniu, gdzie ani si� z cz�ekiem jakim rozm�wi� mo�e, ani si�str

swych, co za ni� rozpaczaj�, pocieszy�, ani nawet zgo�a ich zobaczy�? I ani �a�ni nie u�y�a, ani pokarmem czy jakimkolwiek posi�kiem si� nie wzmocni�a i, p�acz�c rzewnie, na spoczynek si� uda�a. [6] Sta�o si� tedy, i� nied�ugo potem ma��onek, co nieco wcze�niej dzi� wszed� w jej �o�e, wzi�� j� w obj�cia jeszcze ca�� od �ez wilgotn�. Powiada tedy do niej: �To� ty. Psyche moja, to mi obiecywa�a? I czeg� to mam, ma��onek tw�j, po tobie si� spodziewa�, czeg� od ciebie oczekiwa�? I w dzie�, i w nocy, i w ramionach m�a dr�czy� si� nie przestajesz. R�b�e sobie teraz, jak ci wola, i s�uchaj serca, co samo pcha si� w nieszcz�cie. Przypomnisz sobie, gdy przyjdzie �al po szkodzie, �e mi nie by�o do �art�w z mymi przestrogami�. Wtedy ona b�aganiami a zakl�ciami, �e inaczej to pewnikiem zamrze, wymusza na m�u zgod� na swe zachcianki: aby to mog�a siostry zobaczy�, �al ich u�agodzi�, z nimi si� ugada�. Przysta� tedy na pro�by m�odej �onki, a nadto zezwoli�, aby im da�a, ile zechce, z�ota czy klejnot�w. Zarazem jednak j� pod gro�bami wielkimi napomina, aby nie zechcia�a kiedy, zgubnym radom si�str uleg�szy, dowiedzie� si�, jak te� ma��onek jej wygl�da; taka �wi�tokradcza ciekawo�� zrzuci�aby j� ze szczytu szcz�cia w pad� niedoli i z ramion jego wydar�a. Podzi�kowa�a Psyche m�owi i powiada weselsza ju�: �Pierwej bym ja sto razy umar�a, ni�bym �y� mog�a bez ciebie. Bo ci� te� kocham gor�co, kimkolwiek ty jeste�, i mi�uj� jak dusz� w�asn� i sam Kupido za nic mi przy tobie. Ale w tym ty mej pro�bie ust�p, o to ci� b�agam, i temu s�udze twemu Zefirowi rozka�, aby mi siostry me takim sposobem tu dostawi�, jak kiedy� mnie sam��. I poca�unkami go uwodzicielskimi okrywa�a, i s��wka mi�e szepta�a, i ca�a si� do� tul�c pieszczotliwie m�wi�a: �M�j ty s�odziu�ki, m�j m�u, duszo droga twej Psyche� � �e cho� niech�tnie, uleg� m�� przemocy i pot�dze mi�osnych s��wek i obieca�, �e wszystko uczyni, i znowu, gdy �wit si� zbli�a�, z ramion �ony znikn��. [7] Tymczasem siostry wypyta�y si� o t� ska�� i miejsce samo, gdzie Psyche porwano, i spiesznie tam pod��y�y; tam sobie oczy wyp�akiwa�y i piersi szarpa�y, �e a� od ich bezustannego zawodzenia echa sz�y od turni i wierch�w. Ju� i po imieniu siostr� nieszcz�sn� wo�a�y, a� dosz�y w dolin� te przenikliwe d�wi�ki zawodz�cych g�os�w. Wypad�a tedy na o�lep z pa�acu Psyche wstrz��ni�ta i wo�a: �Po c� si�, biedaczki, m�czycie na pr�no tymi rozpaczami? Tak mnie op�akujecie, a ja tu! Przesta�cie si� ino ju� �ali�, bo przecie mo�ecie ju� u�ciska� t�, kt�r� op�akiwa�y�cie�. I zaraz wo�a Zefira i wedle m�owskich wskaz�wek rozkazy mu wydaje. Za czym w okamgnieniu

�w, rozkazowi pos�uszny, naj�agodniejszym wiewem znosi w d� siostry w nieszkodliwym opadzie. I ju� si� �ciskaj� wszystkie i syc� na prze�cigi poca�unkami, a owe �zy, w�a�nie ukojone, od razu wracaj�, zn�w rado�ci� wyci�ni�te. �Ale� i pod dach m�j wejd�cie � prosi je Psyche � i bez troski ju� do mego domu, i po utrapieniu takim serca z Psyche wasz� rozradujcie�. [8] To powiedziawszy pokazuje im bogactwa nies�ychane z�otego pa�acu, uszom ich za� pozwala s�ysze� liczn� gromad� g�os�w s�u�ebnych, ugaszcza je wspaniale k�piel� wy�mienit� i wystawno�ci� sto�u zgo�a nie ludzkiego, lecz boskiego � tak �e kiedy op�ywa�y i syci�y si� tak dostatkiem tych bogactw niebia�skich, ju� zawi�� w sercach ich kie�kowa� zaczyna�a. Wreszcie jedna z nich zacz�a wypytywa� Psyche okrutnie ciekawie a szczeg�owo, kt� to jest w�a�cicielem tych boskich cudowno�ci; kto i co za jeden jest ten jej ma��onek. Ale Psyche �adn� miar� naruszy� nie chcia�a owego nakazu m�owskiego i zdradzi� serdecznej tajemnicy, ino z miejsca tak� se bajeczk� zmy�li�a, �e m�odzian to pewien i g�adki wielce, �e puszek zarostu ledwo mu twarz ocienia, �e cz�sto w polu i w g�rach bawi na �owach; wreszcie zl�k�szy si�, by tak od s�owa do s�owa przecie� nie wypsn�o si� jej co� wbrew zamiarowi milczenia, obdarzy�a je, �e si� ugina�y pod z�otym naczyniem wszelkim i klejnotami, krzykn�a zaraz na Zefira i odstawi� z powrotem mu je kaza�a. [9] Jako� w mig si� to sta�o. A tym mi�ym siostrzyczkom, gdy tak do domu wraca�y, a ju� je zawi�� gorzka jak ogniem poczyna�a przypieka�, g�by si� od wygadywania nie zamyka�y. W ko�cu tak powiada jedna: �Sieroca� ta nasza dola! Dola okrutna i niesprawiedliwa! Jak�e ci si� to patrzy, �e nam to taki inny los pisany, cho�-e�my przecie tych samych rodzic�w dzieci? I to nas, co�my starsze, to jak te niewolnice za jakich� przyb��d�w zza morza wydali, �e z dala od ziemi rodzinnej i domu, z dala od rodzic�w �y� nam trza jak wygnankom, a tej najm�odszej, co, ostatnio urodzona, m�ci p�odno�� zabra�a, tej si� dosta� taki maj�tek i jeszcze b�g za m�a? To� ona nawet nie wie, jak u�y� dobrze tylich bogactw! To� ty przecie widzia�a, siostruniu, co si� tam w domu wala klejnot�w i jakich, jakie tam kra�ne suknie, jak si� pal� drogie kamienie, ile si� z�ota depce nogami! No, jak ona ma jeszcze takiego, jak opowiada, g�adkiego m�a, to nie masz drugiej takiej szcz�liwej na �wiecie ca�ym! Jeszcze mo�e ten jej boski ma��onek, jak si� przez nawyk jego czu�o�� wzmocni, jeszcze mo�e i j� zrobi bogini�! Dalib�g, �e to tak b�dzie: ona ju� si� tak nosi i puszy! Ju� teraz ino g�ow� zadziera niewiastka, a

bogini� to a� od niej jedzie. Abo to jej nie us�uguj� g�osy s�u�ek niewidzialnych, abo to same wiatry jej nie s�uchaj�? A mnie, biedaczk�, wydali za m�� za takiego, co naprz�d starszy od mego ojca, a potem �ysy taki, �e niczym dynia, kusy jeszcze jak dziecko, a dom ca�y to trzyma pod dziesi�cioma ryglami i zamkami!� [10] Na to druga: �A ja to znowu ta�czy� musz� ko�o takiego m�a, co go podagra w dziesi�cioro pokr�ci�a. My�lisz, �e taki ci� cz�sto upie�ci? Za to ja nic, ino rozciera� musz� jego paluchy pokr�cone i na kamie� zesztywnia�e, musz� sobie parzy� te r�ce delikatne cuchn�cymi naparami i szpetnymi ok�adami i wala� brudnymi szmatami, i by� nie �on�, ale harowa� jak ta dozorczyni chorych! No, ty si�, siostrzyczko, troskaj, jak tam cierpliwie czy raczej s�u�alczo � bo ja m�wi� szczerze, co my�l� � to zniesiesz; co do mnie, to ja nie potrafi� d�u�ej spokojnie patrze� na to, �e taki nadzwyczajny los przypad� takiej niegodnej go. Przypomnij sobie tylko, jaka ona by�a dla nas pysza�kowata, jaka wyzywaj�ca! Jak ju� to przechwalanie si� bez miary, to, �eby si� ino pokaza�, zdradza�o, jak ona si� nadyma! A z takich bogactw to nam te och�apy � i jak niech�tnie! � rzuci�a i zaraz, bo to jej tak ci��y�a nasza obecno��, kaza�a nas przep�dzi�, wywia�, wydmucha�! Ale niech nie b�d� niewiast� i niech zamr�! �je�li nie utr�c� tych maj�tno�ci. Ale je�li i w tobie siedzi jak �dziara ta obelga, co nas dotkn�a, to rozgl�dnijmy no si� obie za jakim silnym sposobem na ni�. Przede wszystkim nie poka�emy ani rodzicom naszym, ani nikomu tego, co niesiemy; potem za�: nie wiemy nic zgo�a o jej ocaleniu! Wystarczy chyba, �e�my same widzia�y to, na co nam gorzko by�o patrze�; �eby�my jeszcze mia�y obwieszcza� i rodzicom, i ka�demu, kto �yje, o tym, jak si� jej pysznie powodzi? Bo� przecie nie jest szcz�liwy ten, o kt�rego bogactwie nikt nie wie. Dowie si� ona, �e�my nie jej s�u�ki, ale siostry, i starsze. A teraz trza nam wraca� do m��w i do tych naszych skromnych, nie! � biednych cha�up, ale si� zobaczymy, rozmy�liwszy sobie rzecz d�ugo i czujnie, i wtedy ju� ostatecznie przyst�pim do pokarania pysza�kowatej�. [11] Zgodzi�y si� obie j�dze na ten szpetny zamys� i pochowawszy skrz�tnie wszystkie owe takie kosztowne podarunki zaczynaj� na nowo w�osy sobie targa�, �zami niby to si� zalewa� i lica sobie kaleczy� � co im si� po prawdzie nale�a�o. I tak b�l rodzic�w jeszcze na nowo rozj�trzywszy, opuszczaj� ich co rychlej i. nieprzytomne z w�ciek�o�ci, spiesz� do swych dom�w, i knuj� zbrodniczy podst�p, ba, zbrodni� krwaw� przeciw niewinnej siostrze.

Tymczasem Psyche tak znowu przestrzega podczas ich nocnych spotka� ten jej ma��onek, kt�rego nie widzia�a: �Czujesz ty, jakie ci grozi niebezpiecze�stwo? Harcuje jeszcze z daleka los i wygra�a, ale je�li strzec si� okrutnie nie b�dziesz, wkr�tce wr�cz uderzy. J�dze przewrotne zasadzki niecne gotuj�, co im si� ino starczy; najgorsza za� z tych zasadzek to ta, �e namawia� ci� b�d�, by� chcia�a zobaczy� moje oblicze, kt�re � jak ci to nieraz m�wi�em � je�li ujrzysz, to nigdy go ju� nie ujrzysz. Je�li tedy przyb�d� tu kiedy� jeszcze czarownice owe przekl�te, najgorszymi zamys�ami zbrojne � a wiem, �e przyb�d� � to albo si� ca�kiem z nimi w rozmowy nie wdawaj, albo przynajmniej, je�liby� tego po sobie znie�� nie mog�a z wrodzonej ci prostoduszno�ci i delikatno�ci, przynajmniej ani s��wka nie s�uchaj, ani nie odpowiadaj, jak ci o m�u b�d� gada�. Bo wiedz, �e rodzina nasza w nied�ugim ju� czasie si� powi�kszy, bo �ywot ten tw�j, sam dziecinny dot�d, inn� dziecin� w sobie nosi, je�li naszej tajemnicy dochowasz � bosk�, �mierteln� tylko, je�li j� zdradzisz�. [12] Pokra�nia�a z rado�ci Psyche na t� nowin� i w d�onie klasn�a na wie�� ucieszn�, �e zrodzi boga, i ju� si� nosi�a pe�na chwa�y przysz�ego potomka, i radowa�a si� dostoje�stwem imienia: matka. I z niepokojem ino liczy dni wstaj�ce i up�ywaj�ce miesi�ce, i dziwuje si� pierwiastkom nie znanego sobie brzemienia i temu, �e kr�tk� chwil� powsta�e, takim si� rozrostem w �ywocie wzbogaca. Ale tymczasem ju� ta zaraza, ju� te j�dze ohydne ziej�ce �mijowym jadem, ze zbrodnicz� szybko�ci� �egluj�c, ju� si� zbli�a�y. Wtedy znowu tak napomina swoj� Psyche �w, znany tylko z chwil nocnych, ma��onek: �Oto nadchodzi dzie� ostateczny, chwila pr�by ostatniej: ju� chwyci� za bro� wra�y rodzaj i plemi� nieprzyjacielskie � ju� ob�z zwin�� i szyki ustawi�, i zagra� pobudk�. Ju� mieczem nagim siostry twe niegodziwe gard�a twego szukaj�. Jakie� to niedole nad nami. Psyche moja najs�odsza! Przez lito�� dla siebie samej i dla nas zbo�ne milczenie zachowaj i ochro� dom, m�a i siebie, i to male�stwo nasze od gro��cej niedoli i nieszcz�cia. A na te niewiasty zbrodnicze � kt�rych ci siostrami zwa� si� nie godzi, skoro tak �mierteln� nienawi�ci� same podepta�y zwi�zki krwi � na nie ani nie patrz, ani ich nie s�uchaj, kiedy jak te Syreny ponad ska�y si� wychylaj�c b�d� swymi �a�osnymi wrzaskami budzi� g�rskie echa�. [ 13] Na to Psyche g�osem przerywanym przez �kanie: �Widzi mi si�, �e ju� od dawna masz dowody mojej s�owno�ci i ma�om�wno�ci; a tym razem tak samo si� przekonasz, �em jest twardego serca. �eby� tylko kaza� temu naszemu Zefirowi,

aby pos�usznie zrobi�, co do niego nale�y, i �eby� zwoli� zobaczy� siostry przynajmniej, kiedy tw�j boski widok jest mi zabroniony. Na te loki twoje cynamonem pachn�ce, na te policzki mi�kkie i delikatne jak moje, na t� pier�, kt�r� nie wiem jakie �ary rozp�omieniaj� � zaklinam ci�, jak pragn� w tym male�stwie przynajmniej moim oblicze twe pozna�: daj si� ub�aga� kornym pro�bom i nie�mia�ym b�aganiom i daj za�y� rozkoszy u�cisk�w siostrzanych, i rozraduj serce twej Psyche, co ci tak oddana. Ja nigdy ju� nie b�d� chcia�a ujrze� twego oblicza i ju� mi nic nie b�d� szkodzi�y nawet same te nocne ciemno�ci: bo przecie� ci� tu obejmuj�, �ycie moje�. Tymi s�owy i u�ciskami rozkosznymi oczarowany ma��onek otar� swymi w�osami jej �zy i obieca�, �e spe�ni pro�b�, po czym znikn��, uprzedzaj�c �wiat�o wstaj�cego dnia. [14] Tymczasem to zbrodnicze stad�o, ta parka siostrzyczek, nie wst�puj�c nawet do rodzic�w, prosto z okr�tu leci na �eb na szyj� na ow� g�r�; tutaj nie czekaj�c nawet, a� si� zjawi ten wiatr, co by je zni�s�, rzuca si� w d� z bezczeln� lekkomy�lno�ci�. Ale Zefir, pami�tny rozkazu swego w�adcy, pochwyci� je � cho� mu to nie w smak � ramieniem wichru i zni�s� na ziemi�. One za� bez wahania z miejsca do pa�acu si� pakuj�, ofiar� swoj� �ciska� poczynaj� i � ci�gle ino to s�owo �siostry� w g�bach obracaj�c, a przyjemnym obliczem maskuj�c bezmiar zdrady g��boko w sercu ukrytej � tak si� do niej przymilaj�: �Ju�e� ty nie taka dziewczynka. Psyche, jak przedtem �ju�e� ty matka. Co te� ty �jak my�lisz? � za skarb nam nosisz w tym �onie? Jak��e ty uciech� ca�y nasz dom rozweselisz! Jakie� to szcz�cie dla nas, �e b�dziemy piastowa�y to z�ote dziecko, kt�re je�li � jak nale�a�oby � po rodzicach we�mie urod�, to chyba z niego b�dzie sam Kupido�. [15] Tym sposobem, czu�o�� udaj�c, powoli serce siostry omamiaj�. Za czym zaraz zaprasza, by usiad�y i po zm�czeniu drog� odpocz�y, zaraz si� troska o ciep�e dla nich k�piele i uracz� wspaniale w jadalni owymi przedziwnymi i obfitymi smako�ykami a pasztetami. Rozkazuje, aby zabrzmia�a cytra � i ju� dzwoni� jej tony; aby zagra�y flety � i ju� rozlega si� ich g�os; aby za�piewa�y ch�ry � i ju� �piewaj�. A wszystko to si� dzia�o, cho� grajk�w �adnych nie by�o, i wszystko serca s�uchaczy s�odko i rozkosznie �echta�o. Ale i miodowa s�odycz tej muzyki nie u�agodzi�a z�o�ci zbrodniczych niewiast, kt�re rozmow� ku za�o�onym sid�om nakierowuj�c, nieznacznie wybadywa� poczynaj�, co za jeden ten jej ma��onek, jaki on krajan, z jakiej rodziny. Wtedy ona, w naiwno�ci swej okrutnej ju� o tej pierwszej gadce, kt�r� im dawniej splot�a, zapomniawszy, now� bajeczk� zmy�la, �e ten jej ma��onek to wielki kupiec

ze s�siedniego kraju, cz�ek w �rednim ju� wieku i siwizn� krzyn� przypr�szony. Za czym przy tym temacie d�u�ej si� nie zatrzymuj�c, znowu je ob�adowuje wspania�ymi dary i oddaje powietrznemu rumakowi. [16] Ale gdy �agodnym tchem Zefira uniesione do domu wraca�y, tak sobie wraz przygadywa� j�y: �No i c� tu m�wi�, siostro, na te bezecne �garstwa tej b�a�nicy? Niedawno by� m�odziak, co mu si� ledwo pierwszy puch na brodzie sypa�, a teraz ju� m�� w �rednim wieku, posrebrzony siwizn�. Wi�c kt� to w�a�ciwie jest ten jegomo��, kt�rego w tym kr�ciutkim czasie przemieni�a taka nag�a staro��? Nic to innego, siostrzyczko, jak tylko, �e albo ta szalbierka �garstwa zmy�la. albo nie wie sama, jak jej m�� wygl�da. Cokolwiek z tych dwu rzeczy jest prawd�, trzeba j� co rychlej wyzu� z tych jej wspania�o�ci. Je�eli nie zna oblicza m�a swego, to zaiste chyba boga po�lubi�a i boga nam ta jej ci��a przyniesie. To pewne, �e je�li to j� zaczn� s�awi� jako matk� boskiego b�bna � czego niechbym nie doczeka�a! � to ja sobie sznur o szyj� okr�c� i powiesz� si�! Ale tymczasem wracajmy do naszych rodzic�w i na pocz�tek tej rozmowy pu��my jak� baj�, co by wygl�da�a na prawd�. [17] Tak roz�arte zaledwie si� racz� do rodzic�w odezwa� i, po nocy bezsennie strawionej, rano jak szalone lec� na g�r�. St�d dzi�ki zwyczajnej pomocy wiatru szybko na d� si� dostaj� i, �zy gwa�tem z �lepi�w wyduszaj�c, tak podst�pnie do niewiastki si� dobieraj�: �Tobie to � skrzecz� � dobrze, bo, �e to sama nic nie wiesz o tej okropno�ci, to� szcz�liwa i niefrasobliwa o to, co ci grozi, ale nam, co z troski o tw� dol� spa� nie mo�em, nam twoje nieszcz�cie �y� spokojnie nie daje. Bo pos�uchaj, czego�my si� to z najwi�ksz� pewno�ci� dowiedzia�y i czego przed tob� zatai� nie mo�emy, bo�my ci druhny w bole�ci i nieszcz�ciu twoim. Oto w�� okrutny, smok o cielsku k��bi�cym si� w stu skr�tach, kt�rego szyja ocieka od zab�jczego, krwawego jadu, kt�rym zieje ze straszliwej gardzieli � ten potw�r z tob� nocami potajemnie sypia. Przypomnij no sobie teraz o wyroczni pytyjskiej, co do�� g�o�no gada�a o tym, �e ci przeznaczone za�lubi� ohydnego potwora. A tego to widzia�o wielu mieszka�c�w i my�liwc�w okolicznych, i s�siad�w co niemiara, jak wiecz�r wraca z �erowiska i chlapie si� na mieliznach pobliskiej rzeki. [18] Wszyscy te� powiadaj�, �e nied�ugo ty b�dziesz tak tuczy� si� i napycha� smako�ykami, ale �e skoro ino dojrzeje brzemi� w twym �ywocie i b�dziesz mu t�ustym k�skiem, wtedy ci� po�re. A to ju� twoja w tym g�owa, czy chcesz us�ucha� si�str, co troskaj� si� o twoje, drogie dla nich dobro, i umkn�wszy si� �mierci �y� z nami w bezpieczno�ci, czy te� wolisz znale�� gr�b we wn�trzno�ciach najstraszniejszego potwora. Ale je�li ci

tak dobrze w ciszy tego pustkowia wiejskiego, gadaj�cego nieznanymi g�osami, albo z tymi tajemniczymi mi�ostkami w ohydnych i zab�jczych obj�ciach i u�ciskach jadowitego smoka � to przynajmniej my obowi�zek nasz spe�ni�y�my, jak dobrym siostrom przysta�o�. Wtedy Psyche biedactwo � naiwniutk� tak� a wra�liw� okrutnie � przejmuj� groz� te straszne s�owa: ca�kowicie z r�wnowagi wytr�cona, z miejsca zapomina o wszystkich przestrogach m�a i swoich obietnicach; bezdennie nieszcz�liwa, dr��ca, bledziutka jak p��tno, tak do nich urywanym g�osem, ledwo dos�yszalnymi p�s��wkami szepce: [19] �Pewno, �e wy, siostrzyczki najdro�sze, take�cie zrobi�y, jak wam mi�o�� wasza kaza�a, ale bodaj �e i ci, co wam te rzeczy m�wili, tak�e si� z prawd� nie min�li. Bo to ju� powiem, �em ani nie widzia�a nigdy oblicza m�a mego, ani wiem, co by on by� za jeden. To ino wiem, �e s�ysz� po nocy jego g�os i �e niewiadomego stanu mi przypad� ma��onek, co przed �wiat�em dziennym si� umyka; i ju� wy chyba dobrze gadacie, �e to potw�r jakowy�. Bo to jeszcze akuratnie on mnie zawsze odstrasza, �ebym go ino kiedy zobaczy� nie zechcia�a, i grozi, �e okrutne by mi by�o nieszcz�cie z tej ciekawo�ci na jego oblicze. A teraz wy, je�li mo�ecie zbawienn� jak� pomoc da� siostrze waszej w takim niebezpiecze�stwie, to zr�bcie to od razu, bo jakby�cie o mnie teraz dba� przesta�y, to na nic ca�e dobrodziejstwo poprzedniej waszej troskliwo�ci�. Wtedy, wdar�szy si� tak ju� przez otwarte bramy do bezbronnej duszy siostry, opuszczaj� zbrodnicze j�dze kryj�wki swych podst�p�w i wr�cz ju�, z nag� w d�oni broni� swej z�o�ci, rzucaj� si� na wystraszone my�li naiwnej niewiastki. [20] Za czym tak powiada pierwsza: �Ten zwi�zek krwi z tob� doprawdy to sprawia, �e my nawet nie my�limy o jakim� niebezpiecze�stwie w�asnym, kiedy chodzi o twoje dobro; zatem drog� ci wska�emy jedynie zbawienn�, nad kt�r� d�ugo�my, okrutnie d�ugo rozmy�la�y. We� ostry sztylet, wyg�ad� jeszcze ostrze poci�gni�ciem go po d�oni i ukryj go potajemnie po tej stronie �o�a, gdzie zwyczajnie legasz; we� potem por�czn� latark�, pe�n� oliwy a jasno �wiec�c�, i zakryj j� ca�kiem jakim garnkiem. Wszystko to przygotuj w najwi�kszej tajemnicy. A kiedy on wlok�c zbru�d�one k��by wtoczy si�, jak zazwyczaj, na legowisko, kiedy si� ju� rozci�gnie i w pierwszym �nie pogr��ony mocno ju� chrapa� zacznie, wtedy ty z �o�a si� ze�li�nij i boso, cichutkim krokiem, powolutku uwolniwszy latark� od ciemnej pokrywy, skorzystaj z mocy �wiat�a i z tej sposobno�ci do wykonania tego chlubnego czynu: �mia�o si� tym dwusiecznym no�em naprz�d zamachnij i jak najt�szym ciosem przetnij jadowitemu smokowi ten w�ze�,

co ��czy �eb z karkiem. Ani ci te� naszej zabraknie pomocy; jak si� tylko sama ocalisz przez zar�ni�cie onego, to ju� my, pe�ne niepokoju o ciebie, przy tobie wraz si� zjawim, wszy�ciutkie te skarby z tob� razem wyniesiem i za cz�owieka ci� jakiego, co ci si� nada, wydamy, bo� i sama cz�owiek�. [21] Takich s��w �agwiami za�egn�wszy po�ar w siostry sercu i tak ju� zgor�czkowanym, dobrego zreszt� maj�c stracha przed pozostaniem w pobli�u miejsca takich okropno�ci, co pr�dzej siostr� opuszczaj�; skrzydlaty wiatr wynosi je, jak zazwyczaj, wiewem swym na g�r�, sk�d co tchu uciekaj�, na okr�ty wraz siadaj� i odje�d�aj�. A tymczasem Psyche, sobie sama pozostawiona � o tyle chyba nie sama, �e w�ciek�e Furie j� napastuj� � w rozpaczy swej jak morze burzliwe si� szarpie: ju� rzecz w sobie postanowi�a, ju� si� w niej zaciek�a, ju� do zbrodni nawet to i owo przy�adza, a przecie� jeszcze jest niepewna i waha si�, a sto r�nych uczu� nieszcz�sn� jej dol� miota. Spieszy si� i zwleka, o�miela si� i waha, w�tpi i szaleje, i � co ju� najstraszniejsze � w tym samym stworzeniu nienawidzi potwora, mi�uje m�a. Wreszcie, gdy wiecz�r w noc ju� przechodzi, nagle powzi�a postanowienie i przysposabia wszystko do ohydnej zbrodni. Nadesz�a noc, przyby� ma��onek i po pierwszych harcach mi�osnych w sen zapad� g��boki. [22] Wtedy to Psyche, kt�rej � cho� dusza w niej zamiera, a cia�o si� s�ania � jednak groza losu si� dodaje, wyci�ga latark� i porywa n�; zuchwa�o�� zmienia jej p�e�. Ale skoro tylko �wiat�o przybli�one rozja�ni�o tajniki �o�a, spostrzega ze wszystkich potwor�w najmilszego i najs�odszego potworka, bo samego Kupidyna, boga cudnego, wdzi�cznie rozci�gni�tego, na kt�rego widok nawet �wiat�o latarki weselej zaja�nia�o i �ywiej rozb�ys�o ostrze owego �wi�tokradzkiego sztyletu. A Psyche wstrz��ni�ta i obezw�adniona takim widokiem, zabijaj�cym l�kiem podci�ta, na kolana upad�a rozdygotana i �elazo zatopi� chcia�a, ale we w�asnej piersi; i by�aby to zaiste uczyni�a, gdyby ono ze strachu przed takim uczynkiem z r�k jej lekkomy�lnych nie by�o wy�lizn�o si� i wypad�o. Ale ju� znowu ro�nie jej serce, cho� tak zgn�bione chwil� i beznadziejne, gdy d�u�ej patrzy na pi�kno tego boskiego oblicza. Widzi cudne w�osy onej s�onecznej g�owy, przesi�k�e ambrozj�, widzi �nie�ny kark i promienne lica, po kt�rych b��dz� urocze spl�tane kosmyki w�os�w na t� i na t� stron� opadaj�ce; a taki blask szed� od nich, �e samo �wiat�o latarni przy�miewa� si� j�o. Na barkach lotnego b�stwa biel� si� w ro�nych po�yskach skrzyd�a, a cho� one same bezw�adne, to mi�ciutki i delikatny puszek, co je obrze�a, dr�y ci�gle i faluje. Ca�e zasi� cia�o g�adziuchne i b�yszcz�ce i takie, �e nie �al

pewnikiem Wenerze, i� takiego urodzi�a. U st�p ��ka le�a� �uk i ko�czan, i strza�y, bro� mi�o�ciwa pot�nego b�stwa. [23] Kiedy na to tak patrzy�a w po��dliwej ciekawo�ci nienasyconymi oczyma Psyche, kiedy dotyka�a i podziwia�a t� zbroj� ma��onka, zdarzy�o si�, i� wyj�a jedn� strza�� z ko�czanu i koniuszkiem palca spr�bowa� chcia�a jej ostrza. Ale �e to i teraz jeszcze dygota�y jej cz�onki, wi�c si� uk�u�a zbyt silnie, tak �e po sk�rze pociek�o kilka kropelek r�owej krwi. Tak nie�wiadoma tego, z w�asnej woli uwik�a�a si� Psyche w mi�o�ci dla boga mi�osnego. Wtedy za�, coraz gor�tsz� ��dz� do Kupidyna p�on�c, pochyla si� nad nim dysz�ca, z rozchylonymi usty, i okrywa � bez tchu � po��dliwymi i d�ugimi poca�unkami, dr��c zarazem, by snu jego nie skr�ci�. Ale gdy rozdygotana ca�a z rozkoszy s�ania si� odurzona, latarka owa � czy to z haniebnej przewrotno�ci, czy z jadliwej zawi�ci, czy te� dlatego, �e sama po��da�a dotkni�cia tak cudnego cia�a i, �eby tak powiedzie�, poca�owania go � latarka owa prys�a od ognia swego kropl� wrz�cego oleju na prawy bark boga... O latarko zuchwa�a i p�ocha, z�a s�u�ko mi�o�ci, ty� to samego boga wszelkiego p�omienia sparzy�a? Ty, kt�r� przecie� chyba wynalaz� jaki� kochanek, by i w nocy nawet m�g� d�u�ej syci� si� przedmiotem swych po��da�?! Sparzony takim sposobem zerwa� si� b�g, a zobaczywszy, jak zuchwale zdradzono jego tajemnic�, natychmiast bez s�owa ulecia� z oczu i ramion najnieszcz�niejszej ma��onki. [24] Ale Psyche pochwyci�a jeszcze, gdy si� podnosi�, obiema r�kami jego nog� praw� i nieszcz�sna, wisz�ca i przyczepiona do� podczas jego jazdy powietrznej, towarzyszy mu tak przez najdalsze, przez ob�oczne szlaki, a� zmordowana osuwa si� na ziemi�. B�g za�, ci�gle j� mi�uj�cy, nie opu�ci� jej, gdy leg�a na ziemi, ale wzlecia� na pobliski cyprys i z wynios�ego jego wierzcho�ka tak do niej, sam g��boko wzruszony, przem�wi�: �O Psyche, ty najnaiwniejsza z naiwnych! Ja� to niepami�tny polece� matki mej, Wenery, kt�ra mi przykaza�a, bym w tobie za�eg� nami�tno�� do najn�dzniejszego z ludzi i w zam�cie da� ci� najhaniebniejsze � ja� to sam jako kochanek do ciebiem przylecia�. Teraz wiem, jak lekkomy�lnie to uczyni�em ja, �ucznik �w przes�awny, kt�rym si� sam pociskiem swym zrani� i ciebiem po�lubi�! A ty� wida� my�la�a, �e jestem potworem, i chcia�a� no�em odci�� g�ow� moj�, z kt�rej patrz� te oczy ciebie mi�uj�ce. A wszak�e� tylekro� ci� przed tym w�a�nie przestrzega�em, o tym przypomina�em! Ale zaiste odpokutuj� mi bezzw�ocznie za t� zgubn� nauk� te twoje �yczliwe doradczynie; ciebie za� ukarz� jedynie � mym odej�ciem� � i domawiaj�c tych s��w wzbi� si� na skrzyd�ach w g�r�. [25] A Psyche na ziemi rozci�gni�ta patrzy�a, jak d�ugo mog�a, za ulatuj�cym

m�em, j�cz�c i p�acz�c w okrutnej rozpaczy. A skoro powietrzn� �eglug� skrzyde� uniesiony ma��onek znikn�� w bezmiarze przestrzeni, rzuci�a si� do rzeki p�yn�cej nieopodal. Ale rzeka lito�ciwa, z czci zapewne dla boga, kt�ry nawet w falach umie po�og� sw� wznieca�, a tak�e z l�ku przed nim, natychmiast j� zdrowo na falach wyni�s�szy, z�o�y�a na brzegu trawiastym i kwietnym. A w�a�nie przypadkiem Pan, polny b�g, na grobli siedzia� nadrzecznej i g�rsk� bogink�, co jej na imi� Echo, w ramionach trzymaj�c, uczy� j� g�osy wszelakie od�piewywa�. Nad brzegiem baraszkowa�y, pas�c si� swobodnie, kozy i skuba�y zielska nadrzeczne. Przywo�a� �agodnie ko�li b�g do siebie Psyche zrozpaczon� i nieszcz�sn� i � �e to dobrze po niej widzia�, jak jej na sercu � tak j� pociesza s�owy koj�cymi: �Dziewczynko urodziwa, ch�op ze mnie ino i ko�larz, ale �e mi to rok�w ju� mnogo, tom ju� i do�wiadczeniem bogaty. Je�eli se tedy dobrze dumam � m�drzy ludzie to wieszczeniem nazywaj� � to z tego chwiejnego a zataczaj�cego si� kroku, z tej okrutnej bledziutko�ci g�busi a tego j�czenia bez przerwy i z tych �lipk�w zap�akanych � jedno widno: �e� na kochanie chora. Tedy mnie pilnie pos�uchaj: nie rzucaj�e mi si� znowu do wody albo jakiej innej �mierci gwa�townej nie szukaj. I �ali� si� przesta�, i przesta� rozpacza�, a raczej Kupidyna, najwi�kszego z bog�w, uczcij i � �e on to m�odziak czu�y a jurny � to se go ujmij pochlebliw� powolno�ci��. [26] Tak m�wi� b�g pasterski, a Psyche nic mu nie odrzek�a, a ino cze�� odda�a b�stwu �yczliwemu i w drog� si� pu�ci�a. Wielki k�s drogi ju� przew�drowa�a stopy utrudzonymi, kiedy dnia pewnego, drog� id�c ca�kiem nie znan�, dosz�a o zachodzie do pewnego miasta � tego w�a�nie, w kt�rym m�� jednej ze si�str jej panowa�. Gdy si� o tym Psyche dowiedzia�a, co pr�dzej chce siostrze oznajmi� o swym przybyciu. Jako� wprowadzono j� tam nied�ugo, a kiedy si� ju� obie wy�ciska�y i siostra o przyczyny przybycia pyta� j�a, tak rozpoczyna Psyche: �Pami�tasz ty wasze s�owa, kiedy�cie mi to radzi�y, bym potwora, co pod sk�amanym imieniem ma��onka lega� ze mn�, abym go dwusiecznym sztyletem zabi�a, zanim mnie nieszcz�sn� sam �ar�oczn� gardziel� po�re? Ale � pomy�l ty sobie ino � kiedym jake�my uradzi�y, ze �wiat�em zagl�dn�a w jego oblicze, przedziwne i boskie doprawdy ujrza�am dziwo: samego tego syna Wenery, samego, m�wi� ci, Kupidyna, s�odko �pi�cego. Lecz kiedym trwa�a w zachwycie nad tym cudem i, zbytkiem rozkoszy oszo�omiona, trawi�am si� w ��dzy

nienasyconej, trafem jakim� nieszcz�snym prysn�a olejem latarka rozgrzana na jego rami�. Ten b�l ze snu go zaraz wyrwa�, a kiedy zobaczy� mnie tak z ogniem i �elazem, zawo�a�: �Ach ty � za tak� zbrodni� natychmiast z �o�a mego ust�p i, co twoje, we� sobie; ja za� z siostr� tw� � i wymieni� imi�, kt�rym ty si� wo�asz � natychmiast si� zr�kowi� i j� po�lubi�. I zaraz kaza� Zefirowi, aby mnie wyni�s� za granice jego obej�cia�. [27] Jeszcze Psyche m�wi� nie sko�czy�a, a ju� tamta, z ��dzy oszala�a a jadowitymi z�bami zawi�ci k�sana, oszukawszy m�a �garstwem podst�pnym, jakoby o �mierci rodzic�w czego� si� dowiedzia�a, wsiada na okr�t i z miejsca na g�r� ow� co tchu leci. Wiatr wia� w�a�nie zgo�a inny, ale ona nadziej� ca�kowicie za�lepiona wo�a Zefira: �Ponie�, Zefirze, pani� tw�, a ty, Kupidynie, bierz, bom ci te� ma��onk� godn� ciebie!� I na �eb ze ska�y skoczy�a. Ale nawet jej cia�o nie dolecia�o na d�, tak si� potrzaska�a i w strz�py podar�a na g�azach stromych zboczy. Tak tedy zgin�a, jak zas�u�y�a, a poszarpane jej wn�trzno�ci straw� si� sta�y dla ptak�w i dzikiego zwierza. Nie odwlek�a si� i s�uszna kara drugiej siostry. Przyby�a bowiem Psyche tu�aczym swym szlakiem do innego kraju, gdzie znowu mieszka�a ta siostra druga. I ta tak samo zwiedziona bajk� siostrzan�, jak najpr�dzej ino chc�c w takim ma��e�stwie, cho� zbrodniczym, z siostr� wsp�zawodniczy�, na g�r� polecia�a i podobn� �mierci� zgin�a. [28] Tymczasem gdy Psyche Kupidyna jeno szukaj�c �wiat ca�y obchodzi�a, �w okaleczony przez latark� i chory w �o�u samej matki le�a� i j�cza�. Wtedy mewa, ten ptak bielu�ki, co skrzyd�ami muska fale morskie, zanurza si� szybko w otch�anne tonie Oceanu. Tam Wener�, co w�a�nie si� pluska i k�pie, odszukuje i wy�wierkuje wszy�ciuchno, jak to jej synalek si� poparzy�, jak to teraz sklamrzy z b�lu od tej rany ci�kiej, jak zgo�a nie wie, czy ozdrowieje. A tu tymczasem ju� o tym gadaj� i plotkuj� wszystkie narody i �le si� m�wi o ca�ej rodzinie Wenery, �e to synalek znikn�� dla jakich� podejrzanych mocno mi�ostek w g�rach, a ty znowu � trzepa�a mewa � chlapiesz si� w morzu. A z tego wszystkiego to ani rozkoszy �adnej nie ma, ani wdzi�ku, ani uroku, ale wszystko jest grube, nieokrzesane, potworne. Ani spotka� ma��e�skich god�w, ani przyja�ni, ani mi�o�ci rodzinnej. Jeden zalew paskudztwa; plugawe zwi�zki, a zarazem haniebne nimi pogardzenie. Takie to sprawy ten �wiegotliwy i ciekawski ptak do uszu Wenery na�wierka�, opini� jej syna mocno nadwyr�aj�c. Wi�c Wenus jak nie zakrzyknie wreszcie, dobrze ju� rozjedzona: �To ten mi�y m�j synalek ju� sobie znalaz� jak�� gamratk�? To mi ino zaraz powiedz, ty jedyna moja wierna s�u�ko, imi� tej, co potrafi�a op�ta� go�ow�sa i smarkacza! Pewnie to

jaka� z plemienia nimf albo jedna z Hor, albo z dru�yny Muz, albo spo�r�d Charyt mego domu?� Nie zamilcza� gadatliwy ptak, ale paple: �Nie wiem ja tam na pewno, pani moja; ale tak mi si� widzi � je�li se dobrze przypominam � �e tej dziewczynie, w kt�rej si� na zab�j zakocha�, jest: Psyche�. Zagotowa�o si� wszystko w Wenerze. �Psyche? � wrzasn�a. � No, je�li on si� naprawd� zadurzy� w tej Psyche, co moj� pi�kno�� podrabia, a z moim imieniem rywalizuje, to ju�ci chyba mnie ten ch�ystek za rajfurk� bierze, z kt�rej narajenia tamt� dziewk� pozna�!� [29] Z takimi lamentami co pr�dzej z morza si� wynurza i prosto do swego �o�a z�otego sunie, a znalaz�szy tam � ca�kiem tak, jak jej opowiadano � chorego ch�opaka, ju� od drzwi na� z wielkim wpada krzykiem: �A to �licznie! � wo�a. � To tak przysta�o naszej rodzinie i twojej przyzwoito�ci? To naprz�d sobie przechodzisz do porz�dku nad poleceniem twej matki � co matki? � twojej pani: �eby zadr�czy� jej nieprzyjaci�k� jak� plugaw� mi�o�ci� � a potem jeszcze, taki smarkacz, w przedwczesne i wyuzdane mi�ostki si� bawisz, po to oczywista, �ebym ja jeszcze mia�a w synowej znosi� wroga? Ty sobie dufasz pewnie, ty nicponiu, ty ba�amucie, ty obrzydliwcze, �e tylko ty sam mo�esz mie� dzieci, a ja tom ju� taka stara, �e �adnego nie urodz�? To si� dowiedz, �e sobie urodz� syna innego, o wiele lepszego, a nawet, �eby� dotkliwiej jeszcze zosta� pokarany, wezm� za syna kt�rego� z moich pacholik�w i im dam te skrzyd�a i t� pochodni�, i ten �uk, i strza�y nawet, i wszelki ten sprz�t, kt�ry do mnie nale�y, bo ja ci tego nie da�am, �eby� z tego taki u�ytek robi�! A czy to mo�e z maj�tno�ci twojego ojca �o�ono co na to twoje �liczne wychowanie? [30] Ty� w og�le nie by� nigdy dobrze wychowany! Od dziecka! I �okcie mia�e� zawsze spiczaste, i zawsze� starszych zuchwale popycha�, i nawet matk� swoj�, wyra�nie m�wi�: mnie sam�, ty bezbo�niku, codziennie obdzierasz i bijesz nieraz i, zaprawd�, jak t� wdow� mn� pomiatasz, i nawet si� nie boisz twego ojczyma, tego najwi�kszego wojownika! A mo�e nie? A mo�e mu to na utrapienie moje nie raisz dziewek i dziewczynek? Ale ju� ja si� o to postaram, �eby� ty tych figl�w po�a�owa� i �eby ci si� kwa�no i gorzko zrobi�o od tych twoich �eniaczek! Ale c� ja, na po�miewisko podana, mam teraz pocz��? Gdzie sobie p�j��? Jak poskromi� tego tu gada ma�ego? Mam�e i�� o pomoc do mojej nieprzyjaci�ki, tej Wstrzemi�liwo�ci, z kt�r� tylekro� zadar�am, pob�a�aj�c swawoli tego ma�ego? A� mnie dary przechodz� na my�l, �e trzeba by gada� z t� bab� nieokrzesan� i niechlujn�. Ale co tam, nie trza

pogardza� pociech� zemsty, gdziekolwiek by jej przysz�o szuka�. Tak, tak: do �adnej innej, tylko do niej trza mi si� uda�, ona da najdotkliwszego �upnia temu nicponiowi, wypr�ni jego ko�czan i rozbroi pociski, obluzuje ci�ciw� �uku, pochodni� zgasi, a i na jego sk�r� znajdzie ostrzejsze lekarstwa. A ja wtedy dopiero b�d� uwa�a�a, �e krzywdzie mej zado�� uczyniono, a� mu zgoli t� jego czupryn�, kt�r� tymi oto w�asnymi d�o�mi z�otym blaskiem mu przetyka�am, i a� obstrzy�e te loki, kt�re na �onie mym przesyci�am nektarem�. [31] To powiedziawszy wypada za drzwi gniewna i rozj�trzona, a� si� jej ��� wzburzy�a. Ale zaraz si� do niej zbli�y�y Ceres i Juno, a zobaczywszy jej twarz wzburzon� pyta� j�y, czemu to ta chmura na czole gasi ca�� urocz� �wietlisto�� jej oczu. �Ach � odpowie � dobrze, �e si� nadarzacie, to mo�e cho� przemoc� jako� uspokoicie to moje serce zgor�czkowane. Ale was b�agam, szukajcie mi tylko, ile wam si� starczy, tej Psyche, co mi uciek�a i ulotni�a si�. Bo�cie ju� pewnikiem s�ysza�y te baje rozg�o�ne o mej rodzinie i o sprawkach mego synka � niewartego tego imienia!!!� Wtedy one wiedz�c dobrze, co si� sta�o, tak zaczynaj� uspokaja� gwa�towny gniew Wenery: �C� to takiego, pani nasza � powiadaj� � przeskroba� tw�j synek, �e� taka zaciek�a na to, co mu przyjemno�� sprawia, i �e t�, kt�r� on pokocha�, koniecznie chcesz zgubi�? C� to doprawdy za przest�pstwo znowu takie, �e czu�e robi oczy do �adnej dziewczynki? C� to, nie wiesz, �e to ch�opczysko i ju� m�odziak? Pewno� te� ju� zapomnia�a, ile to ju� ma lat? Czy te� ci�gle ci si� dzieckiem wydaje, dlatego �e z takim wdzi�kiem wiek sw�j nosi? I czy ty, co� matk�, a pr�cz tego niewiast� rozumn�, zawsze chcesz tak ciekawie wypatrywa� jego figl�w i wyrzuca� mu jego swawol�, i wojowa� z jego mi�ostkami, i twoje w�asne rozkoszne sztuki gani� w �adnym ch�opaku? A kt� z bog�w, kto z ludzi �cierp� ciebie, co wsz�dy w�r�d lud�w nami�tno�ci roz�agwiasz, kiedy ty we w�asnym domu mi�o�ci mi�owa� nie pozwalasz i zamykasz ten wszelaki warsztat grzeszk�w kobiecych?� Tak to one przypochlebia�y si� swoj� obron� uroczemu Kupidynowi � cho� go przy tym nie by�o � a to z l�ku przed jego pociskami. Ale Wenus rozd�sana tym, �e ze �miechem m�wi�y o zniewagach, jakich dozna�a, przesz�a ko�o nich i ku morzu szybko si� pu�ci�a. 17 s y k u l s k a � sycylijska. KSI�GA SZ�STA [l] Tymczasem Psyche nogi krwawi�a w w�dr�wkach bez ko�ca a w nieustannym za ma��onkiem szukaniu. A im wi�ksza w sercu jej rozpacz, tym bardziej chcia�aby go � cho� tak rozgniewany � ub�aga�, je�li ju� nie pieszczotami ma��e�skimi, to cho�by �aski si�, jak niewolnica, dopraszaj�c. Raz zobaczy�a jaki� chram na szczycie stromej g�ry.

�Kt� mo�e wiedzie� � pomy�la�a sobie � mo�e to tam pan m�j mieszka?� � i skierowa�a tam szybkie kroki. A cho� utrudzona srodze ju� by�a nieustann� tu�aczk�, gna�a j� nadzieja i �luby serca. I ju� z zapa�em wspi�wszy si� na wynios�e -wzg�rze, wdar�a si� a� w pobli�e siedziska b�stwa. Widzi tu k�osy zbo�a w snopie, a inne zn�w splecione w wianki. Widzi k�osy j�czmienia. Le�� tu i kosy, i wszelaki sprz�t �niwiarski, lecz wszystko porozrzucane tam i sam i bez troski o porz�dek, zasi� jakby � jak si� to w upa� przygodzi � z r�k spracowanych �niwiarzy co ino wypad�o. Wszystko to Psyche troskliwie rozdziela i porz�dnie sprz�taj�c uk�ada, jak si� patrzy, tak s� my�l�c, �e nie trza jej lekce sobie wa�y� ani �wi�tyni, ani obrz�d�w �adnego b�stwa, lecz ubiega� si� o �yczliwo�� i mi�osierdzie wszystkich. [2] Kiedy si� tak pilnie a ochotnie krz�ta�a, zasz�a j� przy tym macierzkarmicielka Ceres i a� krzykn�a: �Ty�e� to, Psyche, niebo��? To Wenus, zziajana z uganiaczki po ca�ym �wiecie, jak szalona szuka �lad�w twoich i nad m�kami najstraszniejszymi dla ciebie si� g�owi, i pomsty na ciebie wzywa ze wszystkiej swej mocy boskiej, ty zasi� krz�tasz si� tu ko�o sprz�t�w moich i cokolwiek innego ci w g�owie ni� twoje ocalenie?� Wtedy Psyche do st�p jej przypad�a i potokami �ez stopy bogini zlewaj�c, a ziemi� w�osami zamiataj�c, wielorakimi pro�by wybuch�a i tak zmi�owania b�aga�a: �Na t� twoj� prawic� p�ododajn� ci� zaklinam, na �niwa obrz�dy radosne i na ciche kosz�w ci po�wi�conych tajemnice, na skrzydlate zaprz�gi smok�w, parobk�w twoich, na bruzdy sykulskiej gleby17 i na w�z tw�j polotny, i na mocarn� Ziemi�; na zst�pienie Prozerpiny w kraj mrocznego zam�cia i na �wietlisty powr�t wasz po odnalezieniu c�rki, i na to wszystko, co w milczeniu ukrywa misterium attyckiej Eleuzis � na to wszystko zaklinam � u�ycz wspomo�enia Psyche niebodze, b�agalnicy twojej! Niech�e si� w�r�d tych zbo�a snop�w cho� dzionk�w par� zataj�, a� czas u�agodzi straszliwy gniew pot�nej bogini, albo przynajmniej skrzepi� spoczynkiem si�y moje, wyczerpane d�ugim trudem�. [3] Na to Ceres: �Wzrusza mnie, doprawdy, tw�j p�acz i pro�by twoje i pom�c bym ci rada. C�, kiedy znowu nie mog� si� nara�a� mojej krewniaczce, dobrej zreszt� kobiecie, z kt�r� mnie pr�cz tego ��czy zwi�zek bardzo dawnej przyja�ni. Musisz sobie tedy p�j�� co rychlej precz z tego obej�cia; bacz jeszcze, �ebym ci� tu nie zatrzyma�a pod stra���. Odepchni�t� tak wbrew nadziei i podw�jnie zgn�biona d��y Psyche z powrotem. W dolinie, u st�p swoich, spostrzega przegl�daj�c� przez ga��zie gaju kszta�tn� �wi�tyni�, a nie

chc�c opu�ci� �adnej, cho�by i w�tpliwej mo�liwo�ci lepszej nadziei, ale raczej do �aski wszelakiego b�stwa zastuka� � zbli�a si� do �wi�tych podwoi. Spostrzega zaraz dary dzi�kczynne kosztowne i suknie z�otymi haftowane literami, a rozwieszone na ga��ziach drzew i na d�wierzach; �wiadczy�y one o �asce otrzymanej i wymienia�y imi� bogini, kt�rej je po�wi�cono. Wtedy ugi�a kolana, a ramionami o�tarz, ciep�y jeszcze, obj�a i tak si� modli�a, �zy przedtem otar�szy: [4] �Wielkiego Jowisza siostrzyco rodzona i ma��onko � czy mieszkasz w chramie staro�ytnym na Samos, kt�ra si� pyszni, i� ona tylko widzia�a twe urodziny, s�ysza�a twoje kwilenie dziecinne i i� ona ci� wykarmi�a, czy przebywasz w radosnych siedzibach wynios�ej Kartaginy18, co ci� czci jako dziewic� przez lwa do nieba unoszon�, czy blisko wybrze�y Inachusa, co opowiada o tobie ju� jako ma��once Gromow�adnego i kr�lowej bogi�, czy tam opiekujesz si� s�awnymi murami Argiw�w � ty, kt�r� Wsch�d ca�y uwielbia jako Kojarzycielk� ma��e�stw, a ca�y Zach�d zowie Lucyn� � ty mi w mej doli okrutnej b�d� Junon� Wybawicielk� i mnie, zmordowan� przej�ciem takiej niedoli strasznej, wybaw od trwogi przed zwisaj�c� nade mn� groz�. A wszak�e, ile wiem, zwyk�a� sama nie�� pomoc niewiastom brzemiennym, przez nieszcz�cie zagro�onym�. Na takie jej b�agania objawi�a si� jej zaraz Juno w ca�ym dostojnym majestacie swej bosko�ci. �Na poczciwo�� � powiada �jak�ebym chcia�a spe�ni� ci twoje pro�by. Ale przystojno�� mi nie pozwala post�powa� wbrew woli Wenery, synowej mojej, kt�r� zawsze jak c�rk� mi�owa�am. A teraz tak�e � uwa�asz � nie pozwalaj� mi te prawa, co to zakazuj� dawania przytu�ku zbieg�ym obcym poddanym, wbrew woli ich pan�w�. [5] Zmia�d�ona tym jeszcze ciosem doli Psyche, nie mog�c ju� znale�� ma��onka skrzydlatego i utraciwszy wszelk� ocalenia nadziej�, tak sobie sama rozmy�la� pocz�a: �Jakiej�e ja mog� ju� innej w nieszcz�ciach mych pomocy szuka� i na jak� si� spu�ci�, ja, kt�rej nie mog� pom�c nawet najlepsze ch�ci bogi�? I gdzie� mam znowu ja � zamkni�ta w takich obierzach � kroki skierowa�, w jakich to k�tach czy nawet kryj�wkach ciemnych si� skry�, aby uj�� wielkiej Wenery oczom nieuniknionym? Czemu� wreszcie po m�sku nie wyrzec si� tej pustej, w�tlutkiej nadziei, dobrowolnie w�adczyni swej w r�ce si� nie odda� i t� pro�b�, cho� sp�nion�, nie przeb�aga� jej okrutnego gniewu? Kt� zreszt� wie, czy tego, kt�rego tak d�ugo szukam, nie znajd� tam, w domu matki jego?� I tak przygotowana na poddanie si�, w skutkach w�tpliwe, ba, nawet do pewnej zguby wiod�ce, rozmy�la�a, od czego zacz�� przysz�� pokut�. [6] A Wenus, odrzucaj�c ziemskie �rodki poszukiwa�, do nieba chce si� uda�. Wi�c

w�z ka�e przy�adzi�, kt�ry jej z�otnik Wulkan kunsztownie zbudowa� i troskliwie wypolerowa� i kt�ry jej ofiarowa� jako dar �lubny, nim si� w ma��e�stwo poj�li � dzie�o wspania�e dzi�ki delikatnemu wyko�czeniu i kosztowne przez sam� strat� z�ota, jakie przy tym wyko�czeniu odpad�o. Ze stada go��bi, co si� pas� wok� sypialni w�adczyni, wylatuj� cztery �nie�yste i przekrzywiaj�c l�ni�ce szyjki, wtykaj� je w jarzmo b�yskaj�ce od klejnot�w; wsiada we w�z w�adczyni, a one rado�nie ulatuj�. W �wiegotliwej wrzawie swawol� za wozem bogini wr�ble, a inne ptactwo wdzi�cznie �piewaj�ce zapowiada przejazd bogini w s�odkich trylach i d�wi�cznych harmoniach. Rozst�puj� si� chmury i otwiera dla c�ry swej niebo, i sfery najwy�sze rado�nie przyjmuj� bogini�, a roz�piewany orszak wielkiej Wenery nie obawia si� spotkania or��w ni jastrz�bi drapie�c�w. [7] Teraz kieruje si� Wenus wprost do siedziby Jowisza i z dumn� pro�b� ��da przydania jej ku koniecznej pomocy Merkurego, boga o g�osie dono�nym. Nie �ci�gn�y si� odmownie ciemne brwi Jowiszowe. Wtedy tryumfalnie wraca Wenus z niebios w towarzystwie Merkurego i tak do niego uk�adnie powiada: 18 Mowa o Nowej Kartaginie, gdzie czczono fenick� bogini� Tanith jako Juno Caelestis lub Virgo Caelestis. �Bracie Arkadyjczyku19, ty przecie dobrze wiesz, �e twoja siostra Wenus bez pomocy Merkurego nigdy niczego nie dopi�a; nie tajne ci tak�e, od jak dawnego ju� czasu nie mog� odnale�� ukrywaj�cej si� przede mn� niewolnicy. Nic mi tedy nie pozostaje, jak za twoim, jako herolda, po�rednictwem naznaczy� publicznie nagrod� za jej wydanie. Nu�e tedy polecenia moje spiesznie wype�nij i wyra�nie opisz znaki szczeg�lne, po kt�rych pozna� j� mo�na, a�eby � gdyby kto� dopu�ci� si� zbrodni niedozwolonego ukrywania jej � a�eby nie m�g� si� zas�ania� i wymawia�, �e jej nie pozna��. I r�wnocze�nie daje mu kart�, gdzie zapisano imi� Psyche i inne dane, po czym wraca do siebie. [8] Jako� Merkury pos�usznie rzecz spe�ni�. Albowiem wszystkie narody przebiegaj�c wype�nia� w�o�ony na� obowi�zek og�aszania, tak wywo�uj�c: �Kto by m�g� schwyta� w ucieczce albo wskaza� kryj�wk� zbieg�ej kr�lewny i niewolnicy Wenery, Psyche imieniem, niech o tym doniesie za rogatk� Murcyjsk�20 Merkuremu, kt�ry o tym zawiadamia; w nagrod� za doniesienie ono otrzyma od samej Wenery siedem s�odkich poca�unk�w, a jeden najs�odszy, bo z pieszczotliwym j�zyka przytkni�ciem�. Kiedy to tak Merkury og�asza�, ��dz� uzyskania takiej nagrody podnieci�a okrutnie gorliwo�� wszystkich �miertelnych. I ta to okoliczno�� teraz ostatecznie rozstrzygn�a wszelkie

wahania Psyche. A kiedy si� ju� tak zbli�a�a do wr�t przybytku w�adczyni, zabieg�a jej drog� jedna z czeladzi Wenery, Nawyczka Imieniem, i z miejsca co si� wrzeszcze� poczyna: �To� ty, s�ugo nikczemna, teraz sobie dopiero przypomnia�a, �e masz jak�� pani�? Czy � jake� we wszystkim bezczelna � tak i w tym udajesz, �e nie wiesz, co�my si� to nie natrudzi�y szukaj�c ino za tob�? Ale dobrze, �e� to w moje �apy wpad�a, bo tak siedzisz ju� w samych obierzach Orkusa; teraz to sobie ju� bez ochyby bekniesz za tak� bezczelno��. [9] I �ap� zuchwale we w�osach jej uwik�awszy wlok�a j� za sob�, cho� si� tamta wcale nie opiera�a. Skoro tylko Wenus Psyche spostrzeg�a � kiedy j� wprowadzono i przed ni� postawiono � parskn�a okrutnym chichotem, takim, jakim si� czasem �mieje kto� szalej�cy z gniewu, i potrz�saj�c g�ow� i tr�c sobie ucho prawe powiada: �O, to� dopiero teraz raczy�a pozdrowi� swoj� �wiekr�? Czy te� mo�e raczej przysz�a� w odwiedziny do twego ma��onka, chorzej�cego i poranionego dzi�ki tobie? Ale ju� ty si� nie b�j, ju� ja ciebie przyjm� tak, jak si� godzi przyj�� mi�� synow� � i wo�a: Hola! A gdzie tam s�u�ki moje Opuszczenie i Zgryzota?� Za czym przyzwawszy je, odda�a im j� na m�ki. Te za� wedle rozkazu pani Psyche niebo�� wych�osta�y, wszelkimi m�czarniami wydr�czy�y i tak� j� znowu przed oczy w�adczyni odwodz�. Wtedy znowu �miechem wybuchn�a Wenus. �Patrzcie � powiada � to� ona mnie wzrusza tym swoim wyd�tym, rufia�skim brzuchem! Bo to przecie ona mnie zrobi szcz�liw� babci� dzi�ki jego przes�awnemu p�odowi. Jaka� to ja szcz�liwa, �e, cho�-em jeszcze w samym kwiecie wieku, a ju� si� b�d� babci� nazywa�a, a n�dznej s�ugi b�ben b�dzie si� wabi� wnuczkiem Wenery! Chocia� g�upiam, �e go � ca�kiem niepotrzebnie � nazywam �synem�: to by� przecie mezalians! A opr�cz tego nie mo�na uwa�a� za prawowite ma��e�stwa zawartego w jakiej� dziurze wiejskiej, bez �wiadk�w, bez zgody ojca! To �aden syn nie b�dzie, tylko b�kart, je�li ci w og�le pozwol� donosi� p��d�. [10] Po tych s�owach rzuca si� na ni�, szarpie na niej w strz�py suknie, wydziera jej w�osy, bije po g�owie i okrutnie dr�czy. Potem bierze ziarna zbo�a i j�czmienia, i prosa, i maku, i cieclerzycy, i soczewicy, i bobu i razem to wszystko przemieszawszy zgarnia na jedn� kup� i tak do Psyche m�wi: 19 A r k a d y j c z y k � Merkury, urodzony w Arkadii. 20 r o g a t k a M u r c y j s k a � (meta Murcia) znajdowa�a si� w Rzymie, w obr�bie Circus Maximus, gdzie sta�a stara kapliczka Murcji uto�samianej z Wener�. �Taka szpetna s�uga, jak ty, to ju�ci niczym innym �aski swych gach�w sobie nie skarbi,

ino tym, �e im we wszystkim, co ino zechc�, powolna. Ano, wypr�buj� ja, co� ty sama warta: przebierzesz mi t� ca�� pomieszan� kup� tych nasion, ka�dy rodzaj ziaren jak si� patrzy wydzielisz z osobna i u�o�ysz � i �eby� mi si� przed tym wieczorem wykaza�a, �e� prac� wykona�a�. I wskazawszy jej kup� tych najprzer�niejszych nasion, sama posz�a na jak�� uczt� weseln�. Psyche za� nawet r�k� nie ruszy�a ku tej pracy tak zawi�ej, �e zgo�a nie do wykonania, ale zmia�d�ona potwornym zadaniem patrzy�a zmartwia�a w milczeniu. Wtedy to malutka polna mr�weczka, widz�c nies�ychan� trudno�� tej pracy, a ulitowawszy si� tej, co �o�e dzieli�a z pot�nym bogiem, do �ywego oburzona okrucie�stwem �wiekry, krz�ta� si� co �ywo poczyna i zwo�ywa�, i zbiera� ca�y nar�d mr�wek w s�siedztwie zamieszka�ych. �Ano, zlitujcie� si� � wo�a � my skrz�tne wychowanki wszechmacierzy Ziemi, zlitujcie� si� i ma��once Amora, takiej wdzi�cznej niewiastce, srodze utrapionej, pom�cie co �ywo!� Nadp�ywaj� na to nowe i ci�gle nowe fale sze�ciono�nych lud�w i wszystkie jak najskrz�tniej po ziarenku ca�� kup� rozbieraj� i osobno rozdzieliwszy i roz�o�ywszy wszystkie nasion rodzaje, co pr�dzej z oczu znikaj�. [11] A tu, pod noc ju�, wraca Wenus z biesiady weselnej. Wino jej szumi w g�owie, a wonno�ciami ocieka ca�e cia�o opasane setk� kra�niej�cych r�. Zobaczywszy, z jak� skrz�tno�ci� pracy dokonano, mruczy: �Ej, nie twoja to, ty ladaco jedno, ani twoich d�oni praca, ale tego, kt�remu� do serca przypad�a na twoje, ale i na jego nieszcz�cie� � i cisn�wszy jej glonek chleba usch�ego spa� se posz�a. Tymczasem Kupidyna zamkni�tego samiute�kiego w jednej izdebce, w g��bi pa�acu, strze�ono surowo i dlatego, by sobie � w rozpu�cie i swawoli � znowu rany nie rozjadzi�, i dlatego, by si� nie spotka� ze sw� mi��. Tak przecierpieli ci�k� noc kochankowie oderwani od siebie i oddzieleni, cho� pod jednym dachem. Ale zaledwie znowu Jutrzenki rumaki na niebo wyjecha�y, ka�e Wenus wo�a� Psyche i tak jej powiada: �Widzisz ty ten gaj, co ci�gnie si� daleko wzd�u� brzeg�w rzeki, a sp�ywa z tej g�ry niedalekiej? Tam, w nim, chodz� sobie i pas� si� nie strze�one przez nikogo owce, kt�rych runo l�ni si� i po�yskuje z�otem. Ja ci rozkazuj�, �eby� mi natychmiast z tej we�ny drogocennej jeden kosmyk tu przynios�a; jak go tam dostaniesz, to twoja rzecz�. [12] Pu�ci�a si� Psyche ch�tnie w drog� � cho� nie dlatego, by si� pos�uszn� okaza�, ino �eby si� tam rzuci� ze ska�y nadrzecznej i znale�� ukojenie dla swych m�k. Ale wtedy z rzeki tak si� proroczym g�osem odzywa zielona trzcina, narz�dzie wdzi�cznej muzyki21, w kt�r� cichym poszumem zad�� �agodny a wieszczy wiew wiatru: �Psyche � cho� taka� niedol� ci�k� sko�atana, nie plam ty moich w�d �wi�tych

nieszcz�sn� sw� �mierci�; nie szukaj tak�e w tej chwili przyst�pu do tych potwornych owiec. Gdy s�o�ce zlewa na nie strumienie swego �aru, budzi si� w nich dziki sza� i wtedy sro�� si� one na zgub� ludzi ostrymi rogami i twardym jak kamie� �bem, a czasem i jadowitymi uk�szeniami. Skoro jednak minie po�udnie i u�mierzy si� skwar s�oneczny, uspokaja je �agodny, ch�odny dech rzeki; wtedy mo�esz si� ukry� pod tym najbli�szym platanem, co ze mn� pije z jednej strugi. A skoro tylko ca�kiem minie sza� owiec i gdy ca�kiem przyjd� do siebie, przetrz��nij ga��zie tego gaju, a znajdziesz z�ote kud�y, kt�re si� pozaczepia�y na wystaj�cych p�dach�. [13] Tak to po prostu trzcina � ludzko�ci pe�na � nieszcz�snej Psyche drog� do ocalenia wskaza�a. Pos�ucha�a tedy � a nie mia�a tego pos�uchu po�a�owa� � i nauczona nale�ycie ode21 t r z c i n a, n a r z � d z i e... m u z y k i � z trzciny pasterze sporz�dzali tzw. multanki (po grecku: syrinks). sz�a Psyche. Dochowa�a wszystkich polece� i przynios�a Wenerze ca�y podo�ek pe�en mi�kkiego, l�ni�cego z�ota, zdobytego nietrudn� kradzie��. Ale nie dos�u�y�a si� przecie pochwa�y u w�adczyni i t� niebezpieczn�, a pomy�lnie spe�nion� prac�, bo Wenus brwi ino �ci�gn�a i cierpko si� u�miechaj�c, tak powiada: �Mnie si� tam nie utai przewrotny tw�j i w tej sprawie pomocnik. Ale ju� ja si� teraz wywiem sumiennie, czy� to taka bohaterka i taka przem�drala. Widzisz ty na szczycie tej wielgachnej g�ry t� strom� turni�, z kt�rej � z mrocznego �r�d�a � wytryskaj� czarne wody, wpadaj� w zag��bienie s�siedniej doliny, wpadaj� do bagien styksowych i zasilaj� pos�pnie hucz�ce strugi Kocytu? Stamt�d ty mi, z g��bi samiute�kiego �r�d�a, zaczerpniesz p�ynu zimnego jak �nieg i natychmiast przyniesiesz w tej flaszce�. � To m�wi�c wr�czy�a jej naczy�ko w krysztale wyrzezane, dodaj�c gro�by kar jeszcze straszniejszych. [14] Za czym Psyche znowu skwapliwie i spiesznie d��y na najwy�szy szczyt g�ry, aby tam ju� przynajmniej znale�� koniec strasznego �ycia. Ale dopiero gdy dosz�a w pobli�e wskazanego jej grzbieciska, zobaczy�a, jakie s� naprawd� �mierci� gro��ce przeszkody tego przedsi�wzi�cia. Turnia bowiem wysoka, �e szczytu nie dojrze�, niedost�pna, stroma i �liska, ze �rodka skalnej rozpadliny wodami strasznymi jakimi� rzyga�a. Wody te, zaledwie wypad�y z koryta spadzistego wy�omu, rzuca�y si� ze stoku i w w�skim kanale wydr��onego przez siebie �lebu ukryte, oczom niewidoczne, wpada�y do najbli�szej doliny. Z prawej i lewej strony wype�zaj� ze szczelin skalnych potworne smoki d�ugie szyje pr 꿹 ce, o �lepiach nigdy si�

nie mru��cych i zawsze czuwaj�cych �renicach. A i wody same si� przez si� broni�y, r�ne g�osy wydaj�c. Z nag�a z nich bowiem zrywa�y si� krzyki, jak: �precz!� i �co robisz?� � �uwa�aj!� i �co z tob�?� � �strze� si�!� � �uciekaj!� i ��mier� ci!�. Tak tedy Psyche, jak skamienia�a na widok samej niemo�liwo�ci przedsi�wzi�cia sta�a tam, cia�em wprawdzie obecna, ale nieobecna dusz� i ca�kiem przyt�oczona potworno�ci� niebezpiecze�stwa bez ratunku, nie mia�a nawet ostatniej pociechy: pociechy p�aczu. [15] Ale cierpienie niewinnej duszyczki nie usz�o m�drym oczom dobrej Opatrzno�ci. Albowiem najwy�szego Jowisza ptak kr�lewski, �w orze� drapie�ny, nadp�yn�� nagle na rozpi�tych szeroko skrzyd�ach. Przypomnia� on sobie, jak raz dawno, spe�niaj�c dany rozkaz, dostawi� � dzi�ki temu, �e drog� mu wskazywa� Kupido � jak dostawi� Jowiszowi pewnego Frygijczyka22, kt�ry mu mia� by� podczaszym. Teraz chc�c uczci� majestat owego pomocnego mu wtedy b�stwa przez to, �e ma��once jego w niebezpiecze�stwie u�yczy potrzebnej pomocy, opu�ci� boskie �cie�e wysokich sfer i kr���c ko�o twarzy niewiastki tak rzek�: �O ty, g�upiutkie stworzenie, rzeczy tak strasznych zgo�a nie�wiadome � ty my�lisz, �e ci si� uda zabra�, a nawet cho�by tylko dotkn�� jednej kropli tego �r�d�a naj�wi�tszego, ale i niemniej straszliwego? S�ysza�a� ty przynajmniej kiedy, �e bogowie, a nawet, sam Jowisz dr�y przed tymi wodami styksowymi? �e jak wy na majestat b�stw zwykli�cie przysi�ga�, tak bogowie na majestat Styksu? Ale dawaj no t� flaszeczk�!� Za czym natychmiast chwyta j�, �ciska w szponach i spiesznie wa��c si� na ogromnych skrzyd�ach i steruj�c to na prawo, to na lewo, przelatuje mimo paszcze naje�one k�ami i tr�jskr�tnie pier�cieni�ce si� odw�oki smoczych cielsk. Krzyczy na� woda, by poszed� precz, p�ki ca�y, ale jemu udaje si� jej naczerpa�; zmy�la przy tym, �e bierze j� z rozkazu Wenery, kt�rej tym us�uguje; dzi�ki temu m�g� nieco �atwiej wymkn�� si� z powrotem. [16] Z rado�ci� okrutn� wzi�a ode� Psyche pe�ne naczy�ko i co pr�dzej Wenerze odnios�a. Ale nawet i teraz nie mog�a przeb�aga� rozsro�onej bogini. Ta bowiem, z�owrogo si� u�miechaj�c, tak do niej powiada z gro�b� wi�kszych jeszcze i straszniejszych udr�cze�: �Ju� ja to widz�, �e z ciebie kuta i nie byle jaka czarownica, �e� to tak skoro wype�ni�a takie moje zlecenie. Ale mi jeszcze w tym, moja c�reczko, us�u�ysz: We� no se t� skrzyneczk� � tu j� jej poda�a � i jazda mi teraz z miejsca do podziemia i do piekielnych penat�w samego 22 F r y g i j c z y k � Ganimedes, syn troja�skiego kr�la Laomedonta. Orkusa. A jak b�dziesz podawa�a t� skrzyneczk� Prozerpinie, to tak jej powiedz: -Wenus ci� prosi, �eby� jej pos�a�a krzynk� ze swej g�adko�ci, odrobink� � tyle, �eby na jeden dzionek starczy�o. Wszystko bowiem, co mia�a, zu�y�a do cna, piel�gnuj�c chorego synka�. Ino mi si�

spiesz, bo ju� tym wymaszczona musz� p�j�� na teatr, co go bogowie urz�dzaj��. [17] Teraz uczu�a Psyche jak nigdy, �e tu ju� jej koniec, i odrzuciwszy os�onki z�udze� jasno sobie powiedzia�a, �e teraz ju� j� na pewn� zgub� posy�aj�. Bo i jak�e? Przecie to j� zniewolono, �eby na w�asnych nogach, dobrowolnie, do Tartaru sz�a i w kraj cieni! Za czym bez wahania ju� biegnie na pierwsz� lepsz� spostrze�on� wysok� wie��, aby si� stamt�d rzuci�; pomy�la�a se bowiem, �e i do piek�a najpro�ciej i najg�adziej tym sposobem zajdzie. Ale wie�a z nag�a ludzkim g�osem przem�wi�a: �Czemu� ty, niebo�� � powiada � chcesz sobie g�ow� rozbija�? Czemu� si� tak nierozwa�nie uginasz przed t� ostatni� niebezpieczn� prac�? Albowiem wiedz, �e gdy si� dusza twa raz roz��czy z cia�em, to zaiste dostaniesz si� wprawdzie od razu do Tartaru, ale ju� �adnym sposobem stamt�d ci nie wr�ci�. Pos�uchaj no mnie. [18] Lacedemon, zacny gr�d achajski, jest st�d niedaleko; w jego to s�siedztwie trza ci poszuka� przyl�dka Tenaron, w bezdro�nych okolicach zatajonego. Tam to jest otch�a� Disa, przez ziej�ce za� wej�cia widna droga bezdro�na. T� granic� przejdziesz i t� pu�cisz si� drog�, za czym ju� pro�ciutko dojdziesz do samego pa�acu Orkusa. Nie mo�esz tylko i�� przez te mroczne krainy z pustymi r�kami, ale musisz nie�� w obu r�kach placki j�czmienne, z miodem wypiekane, a w samych ustach dwa miedziaki. Kiedy zasi� ju� przeb�dziesz dobry szmat �miertelnej drogi, spotkasz kulawego os�a d�wigaj�cego drwa i tak samo kulawego o�larza, kt�ry ci� prosi� b�dzie, by� mu poda�a kilka drewek, kt�re wylecia�y z jego brzemienia; ty jednak nie mruknij i s��weczka, ale mi� go w milczeniu. Za czym ju� bez przeszkody dojdziesz do rzeki zmar�ych. Rz�dzi tam Charon, co przede wszystkim zap�aty za przew�z ��da i tak dopiero na drugi brzeg przewozi w�drowc�w w w�t�ym cz�nie. Widno, �e chciwo�� �ywa jest i mi�dzy umar�ymi, skoro nawet ten Charon � ojciec samego Disa � b�g tak znaczny, a nic za darmo nie zrobi; to� to jak biedaczysko jaki� umiera, to trza mu szuka� miedziaka na przewo�ne, a jak przypadkiem nie ma go pod r�k�, to nikt choremu umrze� nie pozwoli. Temu plugawemu staruchowi dasz za przewo�ne jednego miedziaka z tych, kt�re b�dziesz nios�a, tak jednak, aby go sam swoj� d�oni� z ust ci wyj��. Tak samo, kiedy ci� podczas przeprawy przez t� sam� fal� b�dzie b�aga� jeden starzec umar�y wp�aw p�yn�cy, kiedy ci� b�dzie b�aga� d�onie do ciebie wznosz�c spr�chnia�e, by� go wci�gn�a do cz�na � nie daj si� unie�� niedozwolonej lito�ci. [19] Gdy si� przez rzek� przeprawisz i zn�w kawa� drogi ujdziesz, b�d� ci� prosi� staruchy p��tno tkaj�ce, by� im nieco w�asnymi r�kami pomog�a; ale tobie nie godzi si�

tego dotkn��. Wszystko to bowiem i wiele jeszcze innych r�nych rzeczy � wszystko to s� sid�a na ciebie przez Wener� zastawione, aby� cho� jeden placek z r�k wypu�ci�a. I nie my�l, �e ten marny placuszek to by by�a niewielka strata: je�liby� bowiem jeden tylko taki zaprzepa�ci�a, to ju� by� zaiste nie ujrza�a tego s�o�ca. Pies bowiem olbrzymi, z trzema niema�ymi paszczami, potworny i straszliwy, oszczekuje warcz�cymi gardzielami umrzyk�w strasz�c ich niepotrzebnie, bo im i tak nic ju� z�ego zrobi� nie mo�e; on to przed samym progiem mrocznych komnat Prozerpiny, nie znaj�cy spoczynku, strze�e pustego pa�acu Disa. Jemu dasz na po�arcie jeden placuszek, a gdy si� na niego rzuci, miniesz go �atwo i wejdziesz ju� do izby samej Persefony. Przyjmie ci� ona �askawie i go�cinnie, tak �e zaprosi nawet, by� se leg�a wygodnie i zjad�a obfite �niadanie. Ale ty usi�d� na ziemi, popro� ino o skibk� razowca i to zjedz; potem za� powiedz, z czym przysz�a�, we� to, co ci da, a wracaj�c u�agod� rozsro�onego psa drugim placuszkiem. Nast�pnie daj chciwcowi przewo�nikowi drugiego miedziaka, kt�ry� przechowa�a, przepraw si� przez rzek� i id�c swoimi w�asnymi �ladami, wracaj pod to niebo i korow�d jego gwiazd. Ale przede wszystkim tego okrutnie musisz przestrzega�, by ci ch�tka nie przysz�a otworzy� ow� szkatu�k�, kt�r� b�dziesz mia�a, albo zajrze� do niej czy w og�le na ten tak troskliwie ukryty skarb boskiej urody�. [20] Tak to owa prorocza wie�a da�a folg� swemu darowi wieszczemu. Bez zw�oki d��y tedy Psyche na Tenaros i jak przykazano, wzi�wszy owe miedziaki i placuszki, puszcza si� co �ywo �cie�k� piekieln�. Jako� min�a w milczeniu kulawego o�larza i da�a przewo�nikowi miedziaka op�aty, nie uleg�a b�aganiom starca wp�aw si� przeprawiaj�cego i odm�wi�a podst�pnym pro�bom tkaczek, smakowitym placuszkiem ug�aska�a w�ciek�� zajad�o�� psa i wesz�a do mieszkania Persefony. Nie przyj�a mi�kkiego siedzenia, jakie bogini go�ciowi ofiarowa�a, ani pysznego pokarmu, ale u st�p jej na ziemi usiad�szy, zadowoli�a si� razowcem i tak spe�ni�a poselstwo Wenery. Za czym bez zw�oki odebra�a szkatu�k�, w tajemnicy przez Prozerpin� nape�nion� i zamkni�t�, chytrze drugim placuszkiem zatka�a ujadaj�ce psie paszcze i oddawszy przewo�nikowi pozosta�ego miedziaka � o ile� weselsza! � z podziemia p�dem wr�ci�a. A kiedy ju� zd��y�a na ten jasny �wiat, kiedy na� z uwielbieniem spojrza�a, to � cho� jej spieszno by�o, by nakazan� prac� ju� uko�czy� � nagle zdj�a j� p�ocha ciekawo��: �Jaka� ja g�upia � pomy�la�a sobie � to ja nios� tu bosk� pi�kno��, a ani odrobineczki sobie z niej nie uszczkn�, cho�by �eby kochankowi memu urodziwemu by� milsz�� � i r�wnocze�nie

skrzynk� otwar�a. [21] A w tej skrzynce pi�kno�ci �adnej nie by�o ani nic innego. ino sen �miertelny i prawdziwie stygijski23, kt�ry, ledwo unios�a nakrywki, opad� na ni� i mg�� ci�kiego bezw�adu rozla� si� po ca�ym jej ciele, i wzi�� w posiadanie tak, �e na tym miejscu od razu na t� �cie�k� osun�a si� �pi�ca. I le�a�a tam bez ruchu zgo�a i taka jak ten trup �pi�cy. Tymczasem Kupido odzyska� ju� si�y, bo mu si� rana ca�kiem zagoi�a, a d�u�ej ju� roz��ki ze swoj� Psyche znie�� nie mog�c, wyfrun�� z izdebki, gdzie go wi�ziono, przez wysoko umieszczone okienko. A �e to skrzyde�ka mu odpocz�y i dzi�ki d�ugiemu odpoczynkowi o wiele chy�ej lata�, wi�c do Psyche swojej migiem si� dosta�. Sen z niej troskliwie obra� i znowu go do dawnego schowka w puszce wt�oczy�, po czym leciuchno j� dotkn�� ostrzem swej strza�y i tak do niej powiada: �Ju� by ci� znowu, niebo��, by�a ta twoja ciekawo�� zgubi�a! Ale teraz, nu�e, wype�nij pr�dzej, co ci ma� moja zleci�a, a ja si� o reszt� zatroszcz�. Po tych s�owach ulecia� lekki kochanek. Psyche za� odnios�a natychmiast Wenerze dar Prozerpiny. [22] Tymczasem Kupido, trawiony �arem mi�o�ci, z buzi� �a�osn�, l�kaj�c si� nagle obudzonej wzgl�dem siebie surowo�ci matki, wraca do swych dawnych sposob�w: na chy�ych swych skrzyd�ach na wierzcho�ek nieba si� wzni�s�szy uderza w pro�by do Jowisza i przed nim sprawy swej broni. Wtedy Jowisz pod brod� go bierze, g��wk� jego d�oni� do ust swych przygina, ca�uje i tak do� powiada: �Ju� to ty mi, m�j panie synu, nigdy� tej dostojno�ci nie pozwoli� zachowa�, kt�r� mi bogowie zgodnie przyznali. Ju�e� ty mi to serce moje, rodz�ce prawa, co rz�dz� �ywio�ami i ruchami gwiazd, ju�e� ty mi je ci�gle rani� swymi pociskami! Ju�e� mi je m�ci� raz po razu nasy�aniem na nie ziemskich ��dz, i to wbrew przepisom prawnym i nawet samemu prawu Julijskiemu24, i wbrew obyczajno�ci publicznej! Dobr� moj� s�aw� dobrze� na szwank wystawia� tymi cudzo�o�nymi historyjkami, tym, �em � a wszystko przez ciebie � �em dostojn� m� posta� haniebnie przeobra�a� musia� w smoki, w ogie�, w potwory, w ptaki, w bydl�ta wszelkie! Ale � wiem to ju�, �em za dobrotliwy � ale �e� mi na tych r�kach moich wyr�s�, to ju� ci wszystko daruj�, �eby� si� ino umia� sam obroni� przed nieprzyjaci�mi i �eby� � je�li 23 s e n... p r a w d z i w i e s t y g i j s k i � tj. taki, w jaki zapadaj� krzywoprzysi�ni bogowie na ca�y rok. 24 p r a w o J u l i j s k i e � lex Iulia de adulteriis, prawo o cudzo��stwach, wydane przez Augusta. tam znowu jest gdzie na ziemi jaka �liczna dziewucha � �eby� mi si� ni� odp�aci� za moj� dobro� teraz dla ciebie�.

[23] To powiedziawszy rozkazuje Merkuremu natychmiast bog�w wszystkich na wiec zwo�ywa� i oznajmi�, �e gdyby si� kt�ry z niebian nie stawi�, zap�aci kar� w wysoko�ci dziesi�ciu tysi�cy z�otych. Wskutek tej gro�by wype�ni� si� zaraz szczelnie niebia�ski amfiteatr. Za czym Jowisz pot�ny tak si� z wysokiego siedziska odzywa: �Bogowie, zarejestrowani25 na tablicach Muz! Wszystkim wam zaiste wiadomo, �em tego tu oto miedziaka na r�kach mych wychowa�. Tedy postanowi�em, �e zbyt gor�ce tej pierwszej jego m�odo�ci porywy okie�za� jako� potrza; do�� on ju� os�awiony codziennymi na ca�ym �wiecie pogwarkami o cudzo��stwach i wszelkich spro�nych grzeszkach. Trza mu odebra� sposobno�� wszelak�, trza sp�ta� ma��e�skimi dybami swawol� jego ch�opi�c�. Wybra� sobie dziewuch� i wianek jej zabra�: niech�e j� sobie ma, niech j� sobie trzyma w obj�ciach i wiecznie si� jej mi�o�ci� cieszy�. Tu zwr�ci� si� do Wenery: �Ty zasi�, c�reczko � powiada jej � zb�d� obawy, i�by si� w czym � skro� tego ma��e�stwa z ziemiank� � przy�mi� blask twojej rodziny. Ju� ja to sprawi�, �e to nie b�dzie mezalians, ale ma��e�stwo prawowite i prawe�. I z miejsca ka�e Merkuremu, aby wzi�� Psyche i do nieba sprowadzi�. Za czym, podaj�c jej ambrozji puchar, m�wi: �Wypij to. Psyche, i nie�mierteln� si� sta�. I niech nigdy nie roz��czy si� z tob� Kupido, ale niech te za�lubiny wasze na wieczno�� ca�� b�d��. [24] Za czym bezzw�ocznie zastawiono wspania�� uczt�. Leg� na pierwszym miejscu ma��onek. Psyche do piersi tul�c, a podobnie u�o�y� si� z Junon� Jowisz, a potem kolej� nale�n� wszyscy bogowie. Wtedy puchary nektaru, tego bog�w napoju, podawa� Jowiszowi jego podczaszy, �w ch�opak wsiowy � innym zasi� Liber. A kuchci� przy uczcie tej Wulkan, Hory szkar�atem r� i innych kwiat�w wszystko stroi�y, Gracje wonno�ciami wszystko zrasza�y. Muzy nuci�y g�osem wdzi�cznym, Apollo �piewa� przy d�wi�kach liry, Wenus do ton�w skocznej muzyki pi�knie ta�czy�a, tak sobie przy�adziwszy orkiestr�, �e Muzy tworzy�y ch�r albo gra�y na fletach, a Satyr i jeden Faunik towarzyszyli na sza�amajach26. Tak to legalnie wysz�a Psyche za Kupidyna. Urodzi�a si� im potem urodziwa c�ra, kt�r� zowiemy Rozkosz�. [25] Tak� to historyjk� opowiada�a porwanej dziewczynie starka zdziecinnia�a i podchmielona; ja zasi�, com tam sta� nieopodal, �a�owa�em, dalib�g, �e nie mia�em rylca i tabliczek, �eby tak urocz� bajeczk� sobie zapisa�. A tymczasem po jakiej� widno ci�kiej walce wracaj� zb�je ob�adowani zdobycz�; wielu z nich jednak, co odwa�niejszych, jest rannych. Tych w domu zostawiono, �eby si� z ran lizali, inni zasi� gotuj� si� do wymarszu po reszt� �up�w ukrytych � jak powiadali � w

jakiej� kryj�wce. Przetr�cili tedy ino co� �apczywie, po czym mnie i konia mego, z kt�rym mia�em d�wiga� te rzeczy, wyprowadzili, kij�w nam tam nie �a�uj�c na drog�. Wymordowali nas setnie po jakich� drogach g�rzystych i bez ko�ca ko�uj�cych i pod sam ju� wiecz�r doprowadzili do jakiej� jaskini, tam ob�adowali, czym si� da�o, i nie dawszy nawet mgnienia czasu odpocz��, pognali z powrotem z takim po�piechem, �e mnie zagnali kijami na jaki� g�az podle drogi, na kt�rym si� przewr�ci�em; ale i wtedy mnie jeszcze bez przestanku t�ukli i wsta� zmuszali, cho�-em sobie rozbi� porz�dnie praw� nog� i lewe kolano. [26] Jeden z nich powiada przy tym: � A dok�d�e b�dziemy za nic �ywi� to zdychaj�ce o�lisko, teraz jeszcze w dodatku kulawe? A drugi na to: 25 b o g o w i e z a r e je s t r o w a n i � tak nazwani przez analogi� do rzymskich senator�w (patres conscripti). 26 s z a � a m a j a � pasterski instrument muzyczny. � A pewno, bo to i z�� chyba nog� w nasze wlaz� obej�cie! Od tego czasu to nie tylko�my nie mieli �adnego uczciwego po�owu, ale same rany i strat� co najdzielniejszych kamrat�w. � Niech�e mnie powiesz� � powiada trzeci � je�li ja, skoro tylko te t�umoki, cho� mu to nie w smak, do domu doniesie, je�li ja go na �eb z g�ry nie str�c�; b�d� mia�y z niego s�py smakowite �arcie. Tymczasem, kiedy tak ci dobrzy ludzie ze sob� si� k��c�, jak mnie zakatrupi�, ju� i do domu przybyli�my. Bo strach skrzyd�a mi do kopyt przyprawia�. Wtedy �ci�gn�li z nas spiesznie ci�ary i co �ywo, nie my�l�c zupe�nie o nas ani nawet o zat�uczeniu mnie, zabrali tych rannych towarzyszy, co przedtem w domu zostali, i znowu wracaj�, chc�c ju� sami � bo powiadali, �e ich ju� mierzi nasza rozlaz�o�� � zabra� reszt� �upu do kryj�wki. A ja tam tymczasem niema�o si� biedzi�em rozmy�laj�c nad �mierci�, kt�r� mi zagrozili. I tak sam do siebie powiadam: No i c� tak stoisz jak dr�g, m�j Lucjuszu? Czego jeszcze nowego czekasz? �mier�, i to okrutn�, postanowili ci zb�je. Zrobi� to bez wielkiego zachodu: widzisz te stoki skaliste tu� obok, naje�one ostrymi jak no�e g�azami? Na nich si� poszarpiesz na strz�py, zanim dolecisz na d�. Bo i ta twoja przes�awetna magia da�a ci tylko kszta�ty os�a i jego n�dz�, ale nie da�a t�giej o�lej sk�ry, ino b�onk� cieniutk� jak u pijawki. Czemu� si� tedy nie zdob�dziesz wreszcie na m�sk� stanowczo�� i, p�ki mo�n�, nie pomy�lisz o swym ocaleniu? Jak d�ugo zb�j�w nie ma, masz doskona�� sposobno�� do ucieczki! Boisz si� mo�e, �e ci� nie pu�ci ta na p� uskwierk�a starucha, z kt�r� chyba jednym kopytem twojej �apy kulawej mo�esz sko�czy� spraw�? Ino gdzie� t� ucieczk� skierowa�? Kto mnie przyjmie w go�cin�? Ale c�

to znowu za g�upie i doprawdy o�le rozmy�lania! Bo i jaki� w�drowiec, znalaz�szy sobie podjezdka, nie zabra�by go z sob�? [27] Za czym jednym mocnym szarpni�ciem zrywam rzemie�, kt�rym by�em przywi�zany, i ruszam z miejsca co si� w czterech kopytach. Ale nie potrafi�em umkn�� si� s�pim �lepiom chytre�kiej staruchy. Gdy bowiem tylko zoczy�a, �em si� urwa�, chwyci�a rzemie� z odwag�, jakiej by si� nikt nie spodziewa� po jej wieku i p�ci � i usi�uje mnie zawr�ci� i odwo�a�. Ja tam znowu, pami�tny zab�jczego zamiaru zb�j�w, nie da�em si� powodowa� �adnej lito�ci, tylko jakem w ni� wierzgn�� zadnimi kopytami, to ino o ziemi� grzmotn�a. Ale cho� si� na ziemi rozci�gn�a, to rzemienia trzyma�a si� kurczowo, �em j�, tak biegn�c, wl�k� za sob� kilkana�cie krok�w. R�wnocze�nie pocz�a z wrzaskiem i wyciem �lamda� o pomoc jakiej� mocniejszej d�oni. Ale na pr�no pusty zgie�k zawodzeniem swym czyni�a, bo nikogo nie by�o, kto by jej m�g� by� pom�c, pr�cz owej dziewczyny branki, co krzykiem wywabiona wybieg�a i spostrzeg�a widowisko pami�ci godne: oto Dirk�27 stuletni�, ale wleczon� nie przez byka, lecz przez os�a! Ale w dziewczynie m�ska zbudzi�a si� odwaga i tak zdoby�a si� na czyn nie byle jaki: wydar�a starej rzemie� z r�k i wstrzymawszy mnie pieszczotliwymi s��wkami w p�dzie, co �ywo na mnie wskakuje i teraz dopiero podp�dza! [28] Ja za� i przeto, �em sam chcia� uciec i �e mi uwolnienie dziewczyny bardzo na sercu le�a�o, i �e mnie kijaszek g�sto pop�dza�, lecia�em jak rumak, t�tni�c o ziemi� czterema kopytami i usi�uj�c r�eniem odpowiada� na jej s�odkie zach�ty. Czasem zasi� � niby to, �eby sobie grzbiet poczochra� � obraca�em �eb i ca�owa�em �liczne n�ki dziewczyny. Wtedy ona wzdycha�a g��biej i zal�knione oczy ku niebu wznosz�c, szepta�a: � O b�stwa, wy mi wreszcie pom�cie w strasznych tych niebezpiecze�stwach, a ty. Dolo zbyt sroga, ju� si� sro�y� przesta�! Ju� ci dostateczn� z�o�y�am obiat� tymi moimi udr�czeniami strasznymi. Tobie za�, obro�co mej wolno�ci i por�ko mego ocalenia, je�li mnie ca�o dowieziesz do domu i oddasz rodzicielom i memu urodziwemu narzeczonemu �jak�e� ja to27 D i r k e � synowie Antiopy, mszcz�c si� za krzywd� swej matki, przywi�zali Dirke do dzikiego byka, kt�ry wlok�c j� w biegu przyprawi� o �mier�. Jest to tematem rze�by znanej pod nazw� �Byk Farnezyjski�, zachowanej w muzeum neapolita�skim. bie b�d� wdzi�czna, jak�e� ko�o ciebie chodzi� b�d�, jakimi przysmakami ci� obsypi�! Naprz�d ci t� grzyw� twoj� �licznie zaczesz� i ustroj� moimi dziewczy�skimi naszyjnikami, a przedtem jeszcze te kude�ki na czole wdzi�cznie ci we dwa warkoczyki zaplot�; ko�o w�osienia

za� ogona sko�tunionego i paskudnego � bo ci go nigdy nie myj� � krz�ta� si� b�d� troskliwie, a� zmi�knie. Obwiesz� ci� chmur� z�otych ozd�b, �e b�dziesz b�yszcza�, jakby� mia� na sobie wszystkie gwiazdy niebieskie, i b�dziesz chodzi� sobie tryumfalnie i uroczy�cie w�r�d radosnego zbiegowiska t�um�w; ja za� b�d� ci w fartuchu jedwabnym przynosi�a ziarna i r�ne przysmaki i b�d� nimi ciebie, zbawc� mego, codziennie opycha�a. [29] Ale opr�cz tych smako�yk�w, pr�cz tego, �e sobie b�dziesz ino wypoczywa�, pr�cz tego kr�lewskiego �ycia b�dziesz mia� jeszcze i godn� s�aw�. Albowiem ja �wiadectwem wieczystym utrwal� pami�� obecnej mej przygody i po�wi�c� w atrium domu mego na tablicy malowanej obraz tej ucieczki. B�dzie uwieczniona w pi�mie i w s�owach opowie�ci i rylcem kunsztmistrz�w prosta historia �o ksi�niczce, co na o�le usz�a z niewoli�. B�dziesz jako jedno z tych cudownych wydarze�, o kt�rych opowiada staro�ytno��. Prawdziwo�� zdarzenia z tob� wiarygodna si� stanie dzi�ki opowie�ci o Fryksosie, co p�ywa� na baranie, o Arionie, co na delfinie �eglowa�, i o Europie, kt�ra na byku je�dzi�a. A je�li rzeczywi�cie pod postaci� byka porykiwa� Jowisz, to i sk�ra mojego osio�ka pokrywa mo�e jak� istot� ludzk� czy bosk�. Kiedy tak dziewczyna ci�gle i ci�gle papla�a, z obietnicami westchnienia mieszaj�c, przybyli�my do jakiego� rozdro�a; tam ona, szarpi�c za uzd�, na wszelki spos�b na prawo zawr�ci� mnie usi�owa�a, na drog�, kt�ra � widno � do rodzic�w jej prowadzi�a. Ale ja pami�taj�c, �e to tamt�dy w�a�nie poszli zb�je po reszt� swej zdobyczy, co si� si� opiera�em i tylko w milczeniu tak si� w sercu mym �ali�em: � C� ty czynisz, nieszcz�sna dziewucho, co robisz? Tak ci to spieszno do Orku? Czemu� to koniecznie gwa�t chcesz zada� moim kopytom? To� na zgub� gnasz nie tylko sam� siebie, ale i mnie! A kiedy�my si� tak ze sob� zmagali, jakby�my si� prawowali w jakim sporze o granice roli, o spraw� przynale�no�ci skiby czy raczej o oznaczenie drogi, zaskoczy�y nas zb�jaszki we w�asnych osobach, ob�adowane swymi �upami; z daleka ju� poznali nas przy �wietle ksi�yca i powitali �miechem z�o�liwym. [30] Jeden z nich wo�a do nas: � O, dok�d�e to wam tak spieszno t� drog� po nocy? �e si� te� to nie boi po ciemku duch�w i straszyde�? To� ty, panieneczko poczciwa, pewno si� tak �pieszy�a, �eby tatusia z mamusi� odwiedzi�? Czekaj�e, ju� my si� zaopiekujemy twoj� samotno�ci� i poka�emy ci drog� do mamusi! A drugi, czynem to zatwierdzaj�c, porwa� za uzd� i zawr�ci� mnie nazad, nie �a�uj�c, jak

zwykle, s�katego kija. Wtedy, po niewoli wracaj�c ku czekaj�cej mnie zgubie, przypomnia�em sobie, �e mnie przecie kopyto boli, i zaczynam kule� a �bem przy tym kiwa�. � Dobry� � powiada na to ten, co mnie z powrotem ci�gn�� � teraz si� znowu zataczasz i utykasz: to te twoje po�amane kikuty tylko ucieka� potrafi� � chodzi� to nie? A przed chwilk� to by�by� skrzydlatego Pegaza prze�cign��! I kiedy tak ze mn� ten przyjemny towarzysz mile za po�rednictwem kija �artuje, mijamy ju� pierwsz� palisad� obej�cia zb�jeckiego. A tu na jakiej� ga��zi wynios�ego cyprysu wisi na powrozie nasza starucha. Odci�li j� i od razu, jak by�a ze stryczkiem, od razu cisn�li w przepa��. Potem skr�powali zaraz postronkami dziewczyn� i jak te dzikie zwierz�ta rzucili si� na jad�o zgotowane jeszcze onej staruchy gorliwo�ci�, co �mier� przetrwa�a. [31] A kiedy tak okrutnie �ar�ocznie wszystko po�eraj�, zaczynaj� ju� rozprawia� o tym, jak by to na nas pomst� wzi�� i nas pokara�. I, jak to w niespokojnym t�umie, r�ne pojawiaj� si� zdania: jeden chcia�by dziewczyn� �ywcem spali�, drugi bestiom dzikim rzuci�, trzeci ukrzy�owa�, inny jeszcze wola�by j� okrutnie zam�czy�, wszyscy jednak chcieli na jakikolwiek spos�b jej �mierci. Wtedy jeden z nich, zgie�k uciszywszy, tak ze spokojem zacz��: � Nie by�oby to � widzi mi si� � ani wedle obyczaju ca�ej naszej bandy, ani wedle tego mi�tkiego serca, co je ka�dy z nas ma, ani wedle mojego w�asnego pomiarkowania, �ebym si� godzi� mia� na wymy�lanie jej takiego, co najokrutniejszego ko�ca � gorszego, ni� si� ta patrzy jej przewinie: �eby na ni� zwo�ywa� a to bestie, a to krzy�e, a ognie, a m�ki czy nawet omrok jakiej� bardzo pospiesznej �mierci. Pos�uchajcie, co se my�l�, i darujcie dziewusze �ycie � ino takie, na jakie se zas�u�y�a. Pewnie wam to jeszcze ze �b�w nie wylecia�o, co�cie postanowili wzgl�dem tego o�liska, zawdy leniwego okrutnie i jeszcze �ar�oka, �e niech b�g broni, a teraz jeszcze, jak wida�, �garza � bo udawa� kulawca � i po�rednika, i pomocnika dziewczyny w ucieczce. Jego tedy jutro zat�umi�, wypatroszy� z bebech�w wszy�kich, a do brzucha mu zaszy� nagusie�k� dziewczyn� � bo j� od nas wola� � tak �eby jej ca�e cia�o siedzia�o w ka�dunie bydl�cia, a ino g�owa wystawa�a. Teraz to tak utuczone i nadziewane o�lisko wy�o�ymy na jaki skalisty stok, aby je tam s�o�ce przypieka�o. [32] A tak ka�demu z nich dostanie si� wszy�ko, czego�cie � i sprawiedliwie � ��dali: o�lisku �mier�, na kt�r� dawno zas�u�y�o, a jej rozszarpanie przez dzikie zwierz�ta � gdy j� b�d� robaczyska toczy�y, i kara ognia � gdy s�o�ce skwarem rozparzy zew�ok, i m�ki ukrzy�owania � gdy psy i s�py b�d� rozdziera�y jej cia�o. Ale uwa�cie i inne jej przykro�ci i

dokuczno�ci: jako �e to, sama �ywa, b�dzie tkwi�a w ka�dunie zdech�ego bydlaka, a smr�d okrutny w upale nos jej b�dzie d�awi�, a �e bez jad�a b�dzie, z g�odu se powoli uskwirknie, bo nie maj�c nawet tych r�k swobodnych, nie b�dzie si� mog�a sama zabi�. Na te s�owa �otrzyska ju� nie g�owami, ale ca�ymi cielskami przytakn�li jego zdaniu. Ja zasi� s�uchaj�c tego tymi tak d�ugimi mymi uszyskami, op�akiwa�em ju� nie co innego, ino mego w�asnego jutrzejszego truposza. KSI�GA SI�DMA [l] Skoro tylko otrz�sn�wszy mroki rozbieli� si� dzie�, a rydwan s�oneczny wszystko roz�wietli�, przyby� do zagrody jaki� zb�j�w towarzysz; wida� to by�o z tego, jak si� nawzajem przywitali. Siad� sobie zaraz przy wej�ciu do jaskini i odsapn�wszy, bo by� zdyszany, takie im wie�ci powiedzia�: � Co si� tyczy domu Milona z Hypate, kt�ry�my ostatnio obrabowali, to mo�emy si� ju� nie niepokoi� i czu� ca�kiem bezpieczni. Skoro�cie bowiem wy z nat�eniem wszystkich si� ca�� zdobycz unie�li i do kryj�wki wr�cili, ja z min� pe�n� wsp�czucia i oburzenia wmiesza�em si� w gromadki gapi�w, aby was w my�l polecenia uwiadomi� o wszystkim, co dotyczy�oby �ledzenia sprawc�w czynu, i o tym, czy i jak dalece zechc� zb�j�w tropi�. Tam tymczasem podniesiono w t�umie zgodnie oskar�enia � i to nie na podstawie w�tpliwych przypuszcze�, ale, niby to ca�kiem prawdopodobnych poszlak � przeciw jakiemu� nie znanemu mi Lucjuszowi jako oczywistemu sprawcy zbrodni. Ten Lucjusz w ostatnich dniach na podstawie fa�szywych list�w polecaj�cych wkrad� si�, udaj�c cz�eka poczciwego, w �aski Milona, tak �e nawet w go�cin� przyj�ty, za zaufanego domownika by� uwa�any. Bawi� on tam do�� d�ugo i zawr�ciwszy s�u�ce Milona g�ow� nieszczerymi mi�ostkami, wybada� dobrze zamki wszystkich drzwi i skrz�tnie wypatrzy� wszystkie schowki, w kt�rych mienie chowano. [2] A jako niema�y jego winy dow�d podnoszono, �e on w�a�nie tej samej nocy i w�a�nie w chwili zbrodni uciek� i od tego czasu nigdzie go nie widziano. A t� ucieczk� bez trudno�ci sobie zabezpieczy�: aby mianowicie tym pr�dzej m�g� si� ods�dzi� od po�cigu i udaremni� go ukrywaj�c si� � zabra� ze sob� tego swego bia�ego konia, kt�ry go mia� precz unie��. Ju�ci, znaleziono tam, w domu gospodarza, jego pacho�ka, kt�ry m�g� z�o�y� �wiadectwo o zbrodniczych zamiarach swego pana; kazali go tedy urz�dnicy zabra� do publicznego wi�zienia, a na drugi dzie� wzi�to go na ci�kie m�ki i prawie na �mier� zam�czono, ale nie zdradzi� si� ani s�owem. Wys�ano jednak gromad� ludzi do ojczyzny tego Lucjusza, aby wytropili winowajc� i aby go pokara� mo�na.

Kiedy on to tak wszystko opowiada�, ja, por�wnuj�c szcz�cie tego dawnego Lucjusza z obecn� niedol� nieszcz�snego os�a, wzdycha�em z g��bi serca. I przysz�o mi na my�l, �e to nie tak bez kozery wystawiali starzy m�drcy Szcz�cie jako istot� �lep� i ca�kiem mo�no�ci widzenia pozbawion�. Bo ona przecie zawsze z�ym s�u�y a niegodnym i nigdy cz�eka �adnego sobie nie wybiera dla przyczyn rozumnych jakich�, ale raczej tym najwierniejsz� jest druhn�, od kt�rych by z daleka ju� � gdyby oczy mia�a � ucieka� powinna. Ale, co od wszystkiego jest gorsze jeszcze, sprawia ona, �e ludzie z r�n� chodz� s�aw�, ale zawsze z zupe�nie niezas�u�on�, tak �e nicpo� s�aw� poczciwca si� che�pi, a jak �za czystego szarpi� z�e j�zyki. [3] Ja wreszcie, kt�rego zawzi�te a okrutne jej prze�ladowanie w bydl� zmieni�o i w najnikczemniejszego czworonoga, ja, kt�rego niedoli i szelma najwi�kszy sprawiedliwie by si� u�ali� i ulitowa�, ja znachodzi�em si� pod oskar�eniem, �e obrabowa�em gospodarza, kt�rego osoba �wi�ta mi by�a! Takiej zbrodni nie mo�na by ju� nazwa� rabunkiem, ale s�uszniej daleko ojcob�jstwem. A nawet mi nie wolno by�o sprawy mej broni� albo przynajmniej jednym s�owem zaprotestowa�. Tak �e wreszcie � gdym se nad tym rozmy�la� � nie chc�c, aby milczenie moje wobec tak zbrodniczych oskar�e� by�o poczytane za dow�d z�ego sumienia, podra�niony krzykn�� przynajmniej chcia�em: Nie winienem! I pierwsze s�owo raz, drugi i trzeci co si� wrzasn��em, nast�pnego jednak �adn� miar� doby� z siebie nie mog�em; jak utkn��em na pierwszej zg�osce, tak bez ustanku rycza�em tylko: �nie, nie!�, i nic wi�cej � jakkolwiek, jak mog�em, stula�em i wyci�ga�em obwis�e wargi. Ale co ja si� tu b�d� d�u�ej �ali� na zawzi�to�� losu, je�li jemu nie wstyd by�o zrobi� mnie stworzeniem niewolnym do pary z tym moim s�u�k� i podjezdkiem, z tym moim koniem! [4] Gdy mi takie my�li po g�owie chodzi�y, utkn��em nagle na trosce straszniejszej: przypomnia�em sobie, �e wedle planu maj� ze mnie r�ce zb�jeckie zrobi� bydl� ofiarne przy wyprawianiu dziewczyny na tamten �wiat; na brzuch m�j raz po razu spozieraj�c, ju�em si� czu� brzemienny t� niebog�. Tymczasem �w, co w�a�nie przyni�s� te fa�szywe o mnie wie�ci, wyd�uba� tysi�c z�otych, kt�re w sukni mia� zaszyte, a kt�re, r�nym w�drowcom z�upione, przyni�s� � �e to by� taki rzetelny, jak twierdzi� � do wsp�lnej skarbony; potem zacz�� si� troskliwie wywiadywa�, jak si� tam te� jego kamratom wiod�o. Kiedy si� dowiedzia�, �e kilku, a raczej �e z najwaleczniejszych wszyscy zgin�li, w niejednakich wprawdzie, ale zawsze bohaterskich okoliczno�ciach, uwa�a�, �e trza na czas jaki� w spokoju zostawi� go�ci�ce, zrobi� � je�li idzie o napady zbrojne � zawieszenie broni, a raczej przy�o�y� si� najbardziej do werbowania �wie�ych towarzyszy, do zaci�gu nowych, m�odych rekrut�w, aby stan

marsowej dru�yny wzr�s� do pierwotnej liczby; mo�na si�� zmusza� do tego tych, co sami nie chc�, sk�onnych za� zwabia� nadziej� zysk�w; b�dzie takich niema�o, co ch�tnie rzuc� niewolniczy sw�j i nikczemny stan, przenosz�c ten, gdzie si� �yje jak kr�l swobodnie. Je�liby o niego chodzi�o, to on sam ju� kilka dni temu natkn�� si� na cz�owieka pewnego � w pe�ni m�odych si� i ch�opa na schwa� i bitnego � i tego namawia� i nam�wi� w ko�cu, aby r�k, co mu si� ju� zale�a�y od d�ugiej bezczynno�ci, przy�o�y� wreszcie do jakiej roboty zacniejszej i zuchowi przystojniejszej, �eby jak d�ugo mo�e, ze si� korzysta� i r�ki muskularnej nie wyci�ga� po �ebraczy grosz, ale u�y� jej raczej na zdobycie sobie z�ota. [5] Tym s�owom przybysza wszyscy co do jednego przytakn�li i postanowili zaraz przyj�� owego, o kt�rym by�a mowa, a kt�ry ju� si� im wszystkim widzia�, poszuka� za� innych, kt�rzy by szeregi ich uzupe�nili. Wtedy �w przybysz poszed� i po czasie nied�ugim wr�ci� z jakim� m�odym cz�ekiem, istotnie � jak to zapowiedzia� � olbrzymem, z kt�rym nikt z obecnych chyba r�wna� si� nie m�g�; pr�cz tego bowiem, �e barczysty by� okrutnie, to o g�ow� jeszcze ca�� wszystkich przerasta�, cho� mu si� szcze� na brodzie ledwo wysypywa�a. Ino okryty to by� zaledwie �achem jakim�, ze stu strz�p�w ledwo jako tako ze�cibanym, tak �e spod nich �yska� brzuch i pier�, jak z d�bu wyrobione. Wprowadzony tedy tak powiada do zb�j�w: � Witaj, dru�yno n�jm�niejszego boga Marsa, a moi ju� wierni kamraci! Przyjmijcie� z sercem mnie, co z sercem do was przychodz�. Ch�op jestem krwisty i taki, co �eb raczej nadstawia, gdzie bij�, ni� co r�k� wystawia po z�oto, i taki, co si� w swojej sk�rze dopiero czuje, gdy �mier� na karku i gdy inni bledn�. �eby�cie te� nie my�leli, �em �ebrak jaki i wyskrobek, i �eby�cie z tych �achman�w nie oceniali, com wart, wiedzcie, �e by�em hersztem tej pot�nej bandy, z kt�r� ca�� prawie Macedoni� spustoszy�em. Ja to jestem owym s�ynnym zb�jem Hemusem Tracyjczykiem, na kt�rego imi� dr�� cale krainy, ja, syn Terona, tak�e zb�ja s�awnego, ja, com si� wykarmi� na ludzkiej jusze i w samych zbrojnych szeregach bandy wychowa� na dziedzica i wsp�zawodnika ojcowskiego m�stwa. [6] Ale ca�� dawn� gromad� chwackich kamrat�w i ca�� ow� nie byle jak� pot�g� utraci�em niedawno temu. Napad�em mianowicie na jednego podskarbiego cesarskiego, takiego, co to mia� pensj� dwustu tysi�cy sestercj�w, a potem popad� w nie�ask� � na niego zrz�dzeniem z�ego losu napad�em, kiedy przeje�d�a� � ale �eby�cie rzecz jak si� patrzy poznali, opowiem po porz�dku.

By� na dworze Cezara cz�ek niejaki znaczny i s�awny sw� dzia�alno�ci�, i przez w�adc� nawet samego powa�any. Tego, oskar�onego podst�pnie przez jakich� wrog�w, zaciek�a zawi�� na wygnanie wyp�dzi�a. Ale ma��onka jego, Plotyna, kobieta wierna jak rzadko i niezwyczajnie cnotliwa, kt�ra darom dziesi�tego ju� p�odu powi�kszy�a potomstwo swego m�a, wyrzek�a si� i wzgardzi�a rozkoszami zbytku wielkomiejskiego i posz�a z m�em razem jako jego niedoli towarzyszka. Z w�osem ostrzy�onym, w sukniach na wz�r m�skich szat skrojonych, przepasa�a si� pasami nape�nionymi z�otymi pieni�dzmi i co najkosztowniejszymi klejnotami i � spokojna zawsze po�r�d �o�dak�w pilnuj�cych ich i mi�dzy nagimi mieczami � uczestniczy�a we wszystkich niebezpiecze�stwach, nie zna�a � w trosce swej o ma��onka � co sen i spoczynek, i po m�sku znosi�a ci�g�e przeciwno�ci. Tak przebyli oni wiele uci��liwych dr�g, wiele strasznych chwil na morzu i d��yli ju� do Zakyntu, kt�ry im los okropny wyznaczy� na czasowy pobyt. [7] Lecz skoro tylko dobili do wybrze�a akcyjskiego � gdzie�my w�a�nie, wypad�szy z Macedonii, hulali � zaszli na nocleg, aby nie zostawa� na morzu, do jakiej� male�kiej karczemki, najbli�szej od wybrze�a i od ich okr�tu. Tam to wpadli�my i obrabowali�my ich z wszystkiego. Uszli�my jednak stamt�d nie bez wielkiego niebezpiecze�stwa. Niewiasta owa bowiem pobieg�a, na pierwszy ha�as w drzwiach, w g��b domu, krzykiem gwa�townym wszystko poruszaj�c. Po imieniu wo�a�a na pomoc �o�nierzy i s�ugi swe, ale wzywa�a te� wszystkich s�siad�w, tak �e tylko dzi�ki powszechnemu przera�eniu, z jakim ka�dy, o sk�r� swoj� dr��c, siedzia� w swej dziurze, jedynie dzi�ki temu ca�o�my uszli. Ale teraz ta niewiasta � co prawda, to nie grzech: najzacniejsza, najrzetelniejsza, cnotami swymi wdzi�czna � pro�b� do majestatu cesarskiego wnios�a i osi�gn�a to, �e przyzwolono na natychmiastowy m�a jej powr�t i na to, by pomst� wzi�� za �w na nich napad. Kr�tko m�wi�c: nie chcia� Cezar, aby banda Hemusa istnia�a. Za czym natychmiast j� zniesiono; tak� bowiem moc ma skinienie jedno pot�nego w�adcy. Ca�� tedy band� nasz� kolumny wojska otoczy�y i w pie� wyci�y. Ja samiute�ki z bied� wykrad�em si� ju� z paszczy Orkusa, i to w nast�puj�cy spos�b. [8] Wlaz�em w kra�n� sukni� kobiec�, wielce fa�dzist�, czepcem wyszywanym g�ow� okry�em, wdzia�em tak�e bia�e delikatne sanda�ki i przemieniony i zatajony w istot� p�ci s�abszej, siad�em na os�a ob�adowanego snopami j�czmienia i tak przejecha�em sobie wskro� szereg�w szukaj�cych mnie �o�nierzy. Wzi�li mnie bowiem za o�lark� i pozwolili odej�� swobodnie: wszystko dzi�ki temu, �e lica mam go�e i g�adkie, ile �e bardzo m�ode. Alem si� i teraz nie zapar� owej s�awy ojcowskiej ani m�stwa mego, bo, cho� szczuty, prawie mi�dzy

mleczami wrogimi przemykaj�cy si�, to sam jeden, pod tym obcym przebraniem ino, napada�em na domy i zameczki i troch� sobie takich drobnych uciu�a�em � i odpasuj�c swoje �achy wysypa� dwa tysi�ce z�otych. � Ten male�ki podarunek � doda� � czy raczej posag wnosz� ca�ym sercem do waszego zgromadzenia. A je�li mnie nie odrzucicie, to si� wam i na wodza ofiaruj�, i to najwierniejszego, i za nied�ugi czas t� wasz� kryj�wk� kamienn� zamieni� w z�ot�. [9] Jako� bez zw�oki i wahania, zgodnie wszystkimi g�osami przyw�dztwo mu zb�je ofiarowuj� i przynosz� wspania�� szat�, by j� ubra� zrzuciwszy poszarpane, cho� z�otem napchane �achy. Tak przemieniony wyca�owa� wszystkich zb�j�w i na pierwszym miejscu przy uczcie usadzony, w�r�d pijatyki na zb�ja zosta� wy�wi�cony. W rozmowie, jaka si� rozwik�a�a, dowiedzia� si� wtedy o ucieczce dziewczyny na moim grzbiecie i o przeznaczonej nam obojgu �mierci. Spyta� tedy, gdzie jest ta dziewczyna. Zaprowadzono go. Ogl�dn��, jak by�a zgnieciona powrozami, i wr�ci� z jakim� skrzywieniem jakby niezadowolenia na twarzy. � Nie jestem ja � rzek� � taki g�upi ani tak zuchwa�y, aby przeszkadza� temu, co�cie zamy�lili sobie, ale niepokoi�oby mnie nieczyste sumienie, jakbym nie powiedzia� tego, co za s�uszne uwa�am. Ale przede wszystkim uwierzcie mi, �e to z troski o was; nie b�dzie si� wam za� widzia�o, co powiem, to zawsze mo�ecie powr�ci� do pomys�u z os�em. Ja se bowiem my�l�, �e zb�je, tacy przynajmniej, co maj� olej we �bach, to nie powinni niczego przek�ada� nad sw�j zysk � nawet swojej zemsty, kt�ra i nie-zb�jom nie zawsze na korzy�� wychodzi. Ot� je�liby�cie zakatrupili dziewczyn� w o�le, to nic by�cie z tego nie mieli, ino to, �e by�cie z�o�� swoj� wywarli bez �adnego zysku. Ja bym tedy s�dzi�, �eby j� zaprowadzi� do jakiego miasta i tam sprzeda�. Bo za tak� m��dk� to by mo�na dosta� dobre pieni�dze. Ja sam znam z dawien dawna kilku rufian�w, co by � jak se my�l� � ci�kie talenty da� mogli za ow� dziewczyn�, jak si� patrzy�oby za tak� z dobrego domu; taki by j� zamkn�� do zamtuza, sk�dby ju� tak nie czmychn�a jak st�d od was. A jakby ona by�a w zamtuzie, to by�cie od razu i wy wasz� pomst� nasycili. Z pe�nego przekonania wam to radz�, ale wy r�bcie, jak chcecie, bo�cie panami waszych zamys��w i waszego mienia. [10] Tak tedy adwokat i obro�ca skarbony zb�jeckiej broni� i naszej sprawy � zbawca przezacny dziewczyny i os�a. Ale tamci d�ugo dopiero j�li rozprawia� nad tym, m�czarniami tego odwlekanego wyroku trapi�c mi serce � ba, dech ze mnie ju� ostatni wyciskaj�c. Wreszcie si� przekona� dali i na zdanie nowego zb�ja zgodzili, za czym natychmiast z wi�z�w

dziewczyn� uwolnili. Ta zasi�, jak tylko zobaczy�a tego m�odzie�ca i pos�ysza�a o zamtuzie i rufianach, okrutnie chichota� zacz�a, �em � i nie bez kozery � z oburzeniem i pot�pieniem o ca�ej p�ci my�le� pocz��! Bo jak�e! Tu dziewczyna niby to umiera z mi�o�ci do m�odego narzeczonego i do zacnych �lub�w ma��e�skich � a tu wyskakuje z rado�ci na wzmiank� o plugawym i nikczemnym zamtuzie! Tak to ca�y r�d niewie�ci i jego cnota na o�li s�d wzi�te zosta�y. Ale ten m�ody cz�owiek zakrzykn�� znowu: � Ale czemu my to nie z�o�ymy Marsowi Druhowi ofiary, by pom�g� dziewuch� sprzeda�, a r�wnocze�nie nowych kamrat�w zwerbowa�? Ju� ja widz�, �e ani bydlaka �adnego do tej ofiary, ani wina nie mamy na pijatyk� jak si� patrzy. Hola! Dajcie mi tu ino wraz dziesi�ci ch�opa, a ju� ja sobie z nimi rad� znajd�, jak by si� dobra� do najbli�szego dworzyszcza i stamt�d wam przynie�� uczt� godn� klech�w salijskich! Wyruszy� tedy z nimi, a pozostali ogie� niezmierny rozpalili, a bogu Marsowi zbudowali o�tarz z darni zielonej. [11] Za czym po czasie kr�tkim wracaj� tamci z worami wina i p�dz� przed sob� ca�e bydl�t stado. Wybrano z niego ogromnego koz�a, starego i kud�atego, i zar�ni�to na ofiar� dla Marsa Druha i Towarzysza. I z miejsca zabrano si� do warzenia obfitego jad�a. Wtedy powiada �w przybysz: � �eby�cie wiedzieli, �e b�dziecie we mnie mieli nie tylko t�giego herszta podczas wypraw i �upiestwa, ale tak�e podczas hulatyki � i r�kawy zakasawszy, migiem wszystko urz�dza. Zamiata, zastawia, gotuje, sieka podroby, umiej�tnie na st� podaje, ale zw�aszcza leje w ka�dego cz�ste i najwi�ksze kielichy. W tym czasie jednak, pod pozorem szukania r�nych potrzebnych mu rzeczy, co chwil� do dziewczyny zagl�da�, przynosi� jej k�ski potajemnie �ci�gni�te z kuchni i podawa� weso�o nadpite przez si� szklanice. Ona za� przyjmowa�a nader ch�tnie, a ilekro� j� przy tym chcia� poca�owa�, sama mu usta nadstawia�a, co mnie srodze oburza�o. To� ty ju�, dziewczyno, zapomnia�a o swoim ma��e�stwie i o tym, co ci� z wzajemno�ci� kocha�? Ju� nad tego jakiego� swego m�odziutkiego m�a, kt�remu ci� rodzice oddali, przenosisz tego zawo�ok� i krwawego rozb�jnika? I nawet sumienie ci� nie gryzie, ale tak od razu podeptawszy tamto uczucie gzisz si� w�r�d w��czni tych i miecz�w? � Ej, �eby� ty tylko znowu nie wr�ci�a do o�lego brzucha i mnie przy tym znowu zgub� gotuj�c! Doprawdy, �e si� bawisz cudz� sk�r�. [12] Ale kiedy si� tak okrutnie w duchu oburzam tymi �jak si� pokaza�o �

oszczerczymi zgo�a pos�dzeniami, dorozumiewam si� z kilku ich s��wek, nie dom�wionych wprawdzie, ale dla m�drego os�a przejrzystych, �e ten m�odziak to nie �aden os�awiony rozb�jnik Hemus, ale sam narzeczony dziewczyny, Tlepolemus! Kiedy bowiem ju� tak d�u�ej ze sob� poszeptywali, powiada on w pewnej chwili g�o�niej ju� i na mnie zgo�a nie zwa�aj�c, jakbym ju� naprawd� nie by� �ywy: � Odwagi, Charyto najdro�sza, za chwil� b�dziesz ju� mia�a w dybach ca�� gromad� tych twoich wrog�w � i jeszcze �wawiej krz�ta� si� ko�o nich zacz��, bez przestanku lej�c im wino ju� zgo�a niemieszane i ledwo letnie i � sam trze�wiute�ki � tak ich ju� oszo�omionych do reszty spija�, �e bezprzytomni z n�g si� walili. A, dalib�g, podejrzewa�em go, �e im miesza� do g�sior�w jak�� usypiaj�c� trutk�. Pod koniec le�eli tacy spici wszyscy � ale to bez wyj�tku wszyscy � jak trupy. Wtedy bez trudu, jak mu si� spodoba�o, powi�za� ich jak barany i wsadziwszy dziewczyn� na m�j grzbiet skierowa� si� do swego domu. [13] Kiedy�my si� tam zbli�ali, wyleg�o calusie�kie miasto, bo wszyscy ze serca nas ujrze� chcieli. Wybiegli rodzice, krewniacy, znajomkowie, domownicy, s�udzy � wszystko z twarzami rozradowanymi, uciechy pe�ne. Mog�e� widzie� w tym pochodzie uroczystym ludzi wszelkiego wieku i rodzaju i to zaiste nowe i podziwu godne widowisko: dziewic� odbywaj�c� tryumfalny wjazd na o�le! Wreszcie i ja sam, wedle si� si� wesel�c, aby nie wpada�o w oko, �e nie bior� udzia�u w tej uciesze, zastrzyg�em uszami, wyd��em chrapy i zarycza�em co dechu w kad�ubie � zarycza�em g�osem grzmotu. Tymczasem dziewczyn� rodziciele w komorze przyho�ubili, mnie za� Tlepolemus natychmiast zawr�ci� i w niezmiernym t�umie bydl�t i mieszczan z powrotem poprowadzi�. Poszed�em ch�tnie: zawsze mia�em do wszystkiego ciekawo��, a teraz chcia�em zobaczy�, jak �otr�w wezm� na postronki. Zastali�my ich ci�gle jeszcze obezw�adnionych, i to bardziej winem ni� wi�zami. Za czym wygrzebano i wyniesiono z jaskini wszy�ciutko, co tam by�o, i ob�adowano nas srebrem, z�otem i innym mieniem; zb�j�w za� samych, cz�ci�, jak byli skr�powani, popchni�to na najbli�sze ska�y i stamt�d na �eb str�cono w przepa��, cz�ci� na miejscu �ci�to w�asnymi ich mieczami. Uradowani co niemiara tak� pomst�, wr�cili�my do miasta. Tu oddano owe bogactwa do skarbu pa�stwowego i odprawiono legalne za�lubiny Tlepolemusa z jego odzyskan� dziewczyn�. [14] M�oda m�atka, zbawc� swoim mnie zowi�c, zajmowa�a si� mn� okrutnie troskliwie, a w samym dniu wesela kaza�a mi ���b wype�ni� po brzegi j�czmieniem i da� siana tyle, �e

starczy�oby dla baktryjskiego wielb��da. Ale ja, kiedy widzia�em, jak si� psy ob�era�y do p�kni�cia obfitymi resztkami jad�a i tym, co porwa�y, kl��em ino co si� wlaz�o Fotis, �e mnie w os�a przemieni�a, a nie w psa przynajmniej. Po nocy jedynej, kt�ra wtajemniczy�a j� w zwi�zki mi�osne, nie przesta�a m�oda m�atka przypomina� rodzicom swym i m�owi o ca�ej wdzi�czno�ci, jak� mi winna � i to dop�ty, a� jej obiecali, �e mnie uczcz�, jak mo�na najgodniej. Zwo�ano tedy powa�niejszych przyjaci� i z�o�ono narad�, jak by mi si� najlepiej odwdzi�czy�. Wi�c jeden radzi�, �eby mnie trzyma� w domu, ca�kiem pozwoli� pr�nowa� i tylko tuczy� najprzedniejszym j�czmieniem, bobem i wyk�. Przewa�y�o jednak zdanie drugiego, aby mnie raczej dano na wie� i tam pozwolono ugania� i dokazywa� w�r�d stad koni; �e tam, z klaczami si� stanowi�c, wzbogac� w�a�cicieli koni licznym przych�wkiem rasowych mu��w. [15] Przywo�ano tedy zaraz koniucha, palni�to mu wielkie kazanie i polecono odprowadzi�. I doprawdy bieg�em wyskakuj�c z rado�ci, bo ju� teraz czu�em lekko�� na my�l, �e na zawsze wolny jestem od juk�w i wszelkich ci�ar�w i �e maj�c tak� swobod� znajd� bez w�tpienia teraz, z pocz�tku wiosny, jakie r�e w rozkwitaj�cych polach. To mi nasuwa�o tak�e inn� my�l: �e mianowicie, je�li tyle dowod�w wdzi�czno�ci okazano, tyloma zaszczytami obsypano moje osielstwo, to chyba, gdy posta� cz�owieka odzyskam, obsypi� mnie o wiele, wiele wi�kszymi dobrodziejstwami. Ale kiedy �w koniuch znalaz� si� tylko ze mn� daleko od miasta, okaza�o si�, �e nie czekaj� mnie ani rozkosze, ani nawet jaka taka swoboda. Natychmiast bowiem po�owica jego, sk�pica i j�dza, jakich ma�o, kaza�a mi w jarzmie obraca� m�y�skie kamienie i od pierwszej chwili s�katym kijem boki mi obrabiaj�c, z mojej sk�ry chleb dla siebie i swoich wypieka�a. I tym si� nie zadowoli�a, �e mi harowa� kaza�a na chleb dla siebie, ale jeszcze, dreptanie moje przy m�ynie s�siadom najmuj�c, ich zbo�e me��a. Mnie za� nieborakowi za tak� ci�k� har�wk� nawet pokarmu nie dawa�a dla mnie przeznaczonego. J�czmie� m�j bowiem, zme�ty w tym samym m�ynku dzi�ki dreptaniu memu na m�k�, prawie pytlowan�, sprzedawa�a ch�opom z s�siedztwa, mnie za�, kt�rego dzie� ca�y przykuwa� do siebie ci�ki m�yn nie pozwalaj�c na spoczynek, mnie dopiero wiecz�r dawa�a nie przesiane plugawe otr�by, w kt�rych a� zgrzyta� piasek. [16] Nie do��, �e takimi by�em okie�zany dolegliwo�ciami, jeszcze mi nowe los wymy�li� m�czarnie, wida�, abym � jak to m�wi� � w domu i poza domem m�g� si� poszczyci� blaskiem s�awy wojennej w ca�ym tego s�owa znaczeniu. Ten wierny koniuch mianowicie, pos�uszny

� co prawda troch� p�no � poleceniom pana, pu�ci� mnie pewnego razu do stada klaczy. Wi�c ja, swobody si� wreszcie dorwawszy, w weso�ych podskokach nogami przebiera�em, ju� sobie klacze co najg�adsze na ma��onki przysz�e wybieraj�c. Ale i ta radosna nadzieja mia�a koniec fatalny. Ogiery mianowicie, d�ugo i dobrze do stanowienia wypasane, gro�ne bez tego, a w ka�dym razie silniejsze od jakiegokolwiek os�a, obawiaj�c si� mego wsp�zawodnictwa i zapobiegaj�c mezaliansom, rzuci�y si� jak w�ciek�e z okrutn� nienawi�ci� na rywala, nie szanuj�c nawet praw Jowisza Go�cinnego. Jeden tedy stan�wszy d�ba tak, �e wysoko w powietrzu zawis�y pot�ne piersi i �eb, i pyszna grzywa, wali� we mnie przednimi kopytami. �w, obracaj�c si� zadem t�gim nabitymi mi�niami, wierzga� tylnymi nogami, inny gro��c r�eniem zjadliwym, stuliwszy uszy i szczerz�c z�by b�yszcz�ce i ogromne jak kielnie, gryz� mnie, gdzie popad�o. O czym� w tym rodzaju czyta�em w historii � mianowicie o tym kr�lu trackim28, co nieszcz�snych go�ci swych rzuca� swym koniom na po�arcie; tak ten pot�ny tyran oszcz�dza� j�czmienia, �e g��d �ar�ocznych bydl�t syci� szczodrze dawanym im mi�sem ludzkim. [17] Ja, szarpany podobnie ci�g�ymi napa�ciami ogier�w, my�la�em z t�sknot� o dawnym dreptaniu przy m�ynie. Los jednak nie nasycony moimi m�czarniami wymy�li� mi znowu �wie�e utrapienie. Przeznaczono mnie do zw�zki drzewa z g�ry i na poganiacza dano mi ch�opaka, doprawdy najwi�kszego potwora mi�dzy wszystkimi ch�opczyskami. I nie do��, �e mnie m�czy� teraz stromy stok wysokiej g�ry, nie do��, �e deptaj�c po kamienistych grudach zbija�em sobie kopyta, ale jeszcze r�ni�to mnie tak zab�jczo kijem, �e mnie b�l przeszywa� do szpiku ko�ci; ten ch�ystek t�uk� mnie stale po prawej �opatce w jedno i to samo miejsce, tak �e obdar� mi tam ca�kowicie sk�r� i zrobi� dziur� ogromnego jadz�cego si� wrzodu � co dziur�: jam�, ca�e okno! On jednak nie przesta� wali� mnie bez ustanku w t� krwawi�c� ran�. Drew za� �adowa� na mnie takie ci�ary, �e � jak by mo�na by�o przypu�ci� � ogromne te brzemiona by�y dla s�onia przeznaczone, nie dla os�a. Ilekro� za� �adunek przewa�y� mi si� na jeden bok, to on � zamiast uj�� drew z tej strony, na kt�r� si� przewala�y, i ul�y� mi zmniejszaj�c ci�aru albo przynajmniej prze�o�y� je na drugi bok i tak ci�ary zr�wnowa�y� � on, przeciwnie, tak zaradza� nier�wnomiernemu uciskowi brzemienia, �e dodawa� kamieni na stron� l�ejsz�. [18] I nie do�� mu jeszcze by�o, �e na mnie przy takich udr�kach wali� niepomiernie ci�kie �adunki, jeszcze � gdy�my si� przez rzek� przeprawiali, co przecina�a nasz� drog� � �eby sobie swoich kolanek nie zamoczy�, jeszcze sam czepia� si� moich l�d�wi � bo c�

to taka drobniusie�ka przywa�ka do takiego ogromnego ci�aru! Je�li za� przypadkiem po�lizn��em si� w b�otnistym namule rzeki na �liskim brzegu i nie mog�c utrzyma� ci�aru upad�em, to ten przyjemny poganiacz zamiast mi poda� r�k�, podnie�� uzd�, pod�wign�� za ogon, ul�y� 28 k r � l t r a c k i � Diomedes, kt�ry �ywi� konie mi�sem ludzkim. przecie� cz�ci tego okrutnego ci�aru przynajmniej dop�ki nie wstan� � on nawet w tej mord�dze mi krzty nie pom�g�, ale zaczyna� szarpa� za �eb, zw�aszcza za uszy, t�uk� ogromnym dr�giem, p�ki mi, miasto lek�w, same kije si� nie doda�y. I tak� mi jeszcze wymy�li� m�czarni�. Wzi�� ostre jak ig�y ciernie, jadowicie i bole�nie k�uj�ce, zwi�za� je w p�k i przywi�za� mi je do ogona. Wisia�o tak na mnie to udr�czenie, kiedym za� kroczy�, wprawia�em to w ruch, a wtedy rani�o mnie to bolesnymi ��d�ami. [19] Czym tak si� zachowywa�, czy inaczej, zawszem mia� udr�k�: kiedym bowiem rusza� z kopyta, �eby uciec przed okropnymi prze�ladowaniami, rozchwiewa�y si� ciernie i �ga�y mnie okrutnie; je�lim za�, chc�c unikn�� b�lu, zwalnia� kroku, kije do biegu mnie przymusza�y. Zdawa�o si�, �e ten �ajdacki b�ben nad tym ino si� g�owi, jak by mnie tym czy innym sposobem zakatrupi�. Nieraz mi si� zreszt� tym odgra�a� i to mi zaprzysi�g�. I zaiste zaszed� przypadek, kt�ry jego przekl�t� z�o�liwo�� podjudzi� jeszcze do gorszych wysi�k�w. Dnia pewnego bowiem wyczerpa�a si� cierpliwo�� moja wobec jego okrucie�stwa: wierzgn��em w niego co si�. Teraz wymy�li� na zgub� m� tak� potworno��. Na�adowa� na mnie, ile wlaz�o, zgrzebia lnianego i przywi�za� to mocno postronkami. Potem wywi�d� mnie na drog� i �ci�gn�wszy z najbli�szego dworku jarz�cy si� w�gielek, wsadzi� go w sam �rodek t�umoku. Jako� w mgnieniu zaj�o si� ogniem suchute�kie zgrzeble, buchn�y p�omienie, a ja ca�y stan��em w zabijaj�cym po�arze. A tu znik�d ani pomocy w tej m�czarni okrutnej, ani �adnej deski ocalenia, a po�oga nie pozwala na zw�ok� i uprzedza wszelkie rozmy�lania nad sposobami ratunku. [20] Ale w tej chwili ostatecznej u�miechn�� mi si� przecie los � nie wiem, czy nie po to, aby mnie sobie zachowa� na p�niejsze pr�by, w ka�dym jednak razie wybawiaj�c od �mierci natychmiastowej. Przypadkiem mianowicie tu� obok spostrzegam nie wysch�� po wczorajszej ulewie b�otnist� ka�u��; jednym skokiem dopadam do niej i zanurzam si� ca�y. P�omienie zagas�y natychmiast, a ja wylaz�em z niej zwolniony od jednego zamachu i od ci�aru, i od brzemienia. Ale to �ajdackie i bezczelne ch�opczysko jeszcze t� swoj� nikczemn� psot� na mnie

zwali�o, opowiadaj�c wszystkim pastuchom, �e ja przechodz�c obok kuchni s�siad�w naumy�lnie si� zacz��em zatacza� i upad�em na ni� po to, �eby zapali� sw�j �adunek. I z kpinami dodawa�: � Ciekawym, pok�d my b�dziemy za darmo tka� �arcie w to ogniste bydl�? Nie up�yn�o kilka dni, a ju� si� do mnie j�� dobiera� daleko jeszcze niecniej i zdradliwiej. Oto sprzeda� w pierwszej lepszej cha�upie m�j �adunek drzewa i wiod�c mnie bez ci�aru wykrzykiwa�, �e on ju� sobie rady z �ajdactwem mym da� nie mo�e, �e ma do�� tej mojej s�u�by. [21] � Patrzcie � wrzeszcza� piskliwie � na to leniwe, ci�kie, najgorsze z wszystkich o�lisk o�lisko! Opr�cz wszystkich innych szelmostw teraz mnie jeszcze nara�a na niebezpiecze�stwa odmiennego zgo�a rodzaju. Jak tylko zobaczy jakiego przechodnia, czy to urodziw� niewiastk�, czy dziewczyn� doros��, czy g�adkiego ch�opaka, z miejsca zrzuca swoje brzemi�, nierzadko nawet same burdy29, gna jak w�ciek�y, wpada na ludzi taki gamrat zatracony, obala ich na ziemi� i r��c z zakazanej i niezwyczajnej ��dzy do ob�apiania si� zabiera i sfolgowania jakiej� przewrotnej, bydl�cej rozkoszy. Bo nawet poca�unki udaj�c szturka � k�sa t� szkaradn� mord�. B�d� z tego dla nas tysi�czne skargi i zwady, a mo�e i powody s�dowe. I teraz tak�e spostrzeg�szy jak�� m��dk� zacn� porozsypywa� i pozrzuca� drzewo, kt�re ni�s�, rzuci� si� na ni� jak szalony, rozci�gn�� niewiast� na ziemi i chcia� � wdzi�czny gaszek, nie ma co! � chcia� j� wobec wszystkich ob�apia�. I gdyby nie to, �e p�aczem i j�kami niewiasty zwo�ani przylecieli z pomoc� przechodnie i z kopyt jego j� wyrwali i uwolnili, to by�by j� roztratowa� i rozszarpa�, by�aby zgin�a w m�czarniach, dla nas zasi� zosta�oby to, �e za kar� na�o�yliby�my g�ow�. 29 b u r d y � juki, wory podr�ne, przewo�one na grzbietach zwierz�t jucznych. [22] Takimi �garstwami, a tak�e innymi bajdami, bardziej jeszcze obci��aj�cymi przez to, �e j� milcza�em wstydliwie � podjudzi� przeciwko mnie gwa�townie pasterzy. Wreszcie jeden z nich wrzasn��: � A czemu� my z tego gamrata gromadzkiego, z tego gacha zawsze ochotnego do wszystkich nie z�o�ymy ofiary � jak mu si� to patrzy za t� jego gotowo�� do wesel plugawych? Hej�e, ch�opcze, a zar�nij go od razu, bebechy jego rzu� naszym psom, a ca�� reszt� mi�sa zostaw dla wyrobnik�w. Bo sk�r� jego wygarbujemy popio�em i odniesiemy panu; wymy�limy tam �atwo jak� bajk� o tym, �e os�a wilk rozszarpa�. �w m�j bezecny oskar�yciel bez najmniejszego wahania zaczyna natychmiast z rado�ci� � jako wykonawca uchwa�y pasterzy � ostrzy� n� na toczydle; chichota� przy tym ino z mej niedoli, wypominaj�c mi owo moje wierzgni�cie w niego. Jak�e wtedy �a�owa�em, �e by�o

takie ma�o skuteczne! [23] Ale teraz powiada jeden z gromady pasterzy: � Szkoda tak zar�n�� takiego dorodnego os�a i dlatego, �e rozpustny jucha i wszeteczny, pozbywa� si� takiej wydatnej pomocy w pracy. Przecie mo�na by go zwa�aszy�, to by si� do cna musia� wyrzec tych mi�osnych zap�d�w, was by uwolni� od wielkiego strachu z powodu swych awantur, a pr�cz tego jeszcze by si� spas� i st�u�cia�. Mnogo ja ju� widzia�em nie tylko gnu�nych os��w, ale i najdzikszych ogier�w, z nadmiaru jurno�ci strasznych i gro�nych, co jak si� ich zwa�aszy�o, �agodnia�y i ob�askawia�y si�; mo�na ich by�o u�y� do d�wigania ci�ar�w i do wszelkiej s�u�by czyni�y si� zno�ne. Koniec ko�c�w, je�li wam to nie jest nie w smak, mog� nied�ugo to zrobi�:jak tylko b�dzie po najbli�szym jarmarku, na kt�ry chc� p�j��, wezm� z domu potrzebne do tego narz�dzia, wr�c� do was; roz�o�y si� kopyta temu gaszkowi zbyt jurnemu, a niezbyt wdzi�cznemu, i od razu zwa�asz� go tak, �e si� zrobi �agodniejszy od skopa. [24] Tym pomys�em wydarty z samych szpon�w Orkusa, ale ocalony dla kary najokropniejszej, sta�em zgn�biony i w utracie najcenniejszego cz�onka op�akiwa�em ca�ego siebie utrat�. Potem pocz��em si� g�owi�, czyby si� albo nie zag�odzi� na �mier�, albo nie zabi� w przepa�� si� rzucaj�c: umar�bym i tak, ale przynajmniej nieober�ni�ty. Kiedy si� tak waham co do wyboru mojej �mierci, na drugi dzie� ch�opczysko owo, ten kat m�j, znowu mnie pogna� zwyk�� drog� na g�r�. Przywi�za� mnie tam do jakiej� obwis�ej ga��zi olbrzymiego d�bu, a sam odszed�szy nieco dalej wycina� siekier� drwa do zw�zki. A� tu nagle z jaskini tu� obok wy�azi straszliwa nied�wiedzica i �eb podnosi olbrzymi. Skorom j� spostrzeg�, nag�� t� zjaw� okrutnie przera�ony, ca�ym ci�arem cia�a na zadzie przysiad�em, a zadzieraj�c szyj�, jak mo�na najwy�ej, zerwa�em rzemie�, na kt�rym by�em uwi�zany. I natychmiast rzuci�em si� co tchu w nogi. tak �em przez stok nie tyle zbieg� nogami, co ca�ym cielskiem migiem si� skatula�. Tak si� dosta�em w pola pod stokiem i ucieka�em co si� starczy�o przed potworn� nied�wiedzic� i gorszym od niej ch�opakiem. [25] Wtedy jaki� przechodzie�, widz�c, �e tak ca�kowicie luzem chodz�, przychwytuje mnie, dosiada i kijem, kt�ry mia� w r�ce, t�uk�c, pop�dza jak�� boczn� nie znan� mi drog�. Ja za�, bez niech�ci, da�em si� p�dzi�, skorom si� oddala� tylko przez to od miejsca przysz�ej rze�ni mojej m�sko�ci. Poza tym nie wzrusza�y mnie kije, bom przywyk�, �e mnie, jak wedle przepisu, t�uczono. Ale �w los na nieszcz�cie moje zawzi�ty, z dziwn� chy�o�ci� uprzedzaj�c tak szcz�liwie si� zapowiadaj�c� ucieczk�, nowe mi gotowa� zasadzki. Oto bowiem moje pastuchy, szukaj�c

przepad�ej im jakiej� krowiny i biegaj�c za ni� r�nymi stronami, znachodz� si� przypadkiem na naszej drodze. Poznaj� mnie od razu, �api� za uzd� i usi�uj� zatrzyma�. Ale m�j je�dziec opiera si� im zuchwale, bog�w i ludzi na �wiadk�w sobie wzywaj�c. � Co to za rabunek i gwa�t! � krzyczy. � Czemu mnie napadacie? � Tak? � powiadaj� tamci � to to my tu grubianie? A to, �e ty uciekasz na ukradzionym nam o�le, to nic? Gadaj no ty lepiej, gdzie� to ukry� tego ch�opaka, co chodzi� z tym os�em? Oczywi�cie zakatrupi�e� go gdzie�? � I z miejsca na ziemi� go �ci�gaj�, pi�ciami obrabiaj�, nogami depc�. On si� z krzykiem przysi�ga, �e �adnego poganiacza na oczy nie widzia�, ale �e os�a puszczonego ca�kiem luzem i samopas schwyta� dla nagrody za przyprowadzenie go i aby go odda� w�a�cicielowi. � �eby i sam ten osio� � j�cza� � kt�rego, zaiste, obym by� nigdy nie ujrza�! � �eby on sam m�g� cz�ecz� mow� przem�wi� i da� �wiadectwo mej niewinno�ci, to zaiste �a�owaliby�cie, �e�cie mnie tak pokrzywdzili! Tak zapewnia�, ale nic mu to nie pomog�o. Z powrozem na szyi wiod� go bowiem pastuchy roz�arte ku g��bokim borom tej g�ry, z kt�rej ch�opak drwa zwyczajnie zwozi�. [26] Jako� na polach nigdzie ch�opca nie znaleziono; potem dopiero spostrze�ono w wielu miejscach poszarpane szcz�tki jego cia�a. Ja ponad w�tpliwo�� wszelak� jasno zrozumia�em, �e by�o to dzie�o z�b�w onej nied�wiedzicy, i dalib�g by�bym powiedzia�, com widzia�, gdybym m�g� by� gada�. Ale tak robi�em to, co mog�em: radowa�em si� z pomsty, cho� tak p�nej. Wreszcie poznachodzono wszystkie cz�ci poszarpanego trupa i z bied� z�o�ywszy go do kupy, pochowano na miejscu. Mojego za� Bellerofonta30 � okrzyczanego najniew�tpliwszym koniokradem i krwawym morderc� � odprowadzi�y tymczasem pastuchy skr�powanego do swoich cha�up, aby rankiem dnia nast�pnego zaprowadzi� go przed urz�d �jak m�wili � dla ukarania. Tymczasem, podczas gdy rodzice owego ch�opaka w j�kach i p�aczach go ob�a�owywali, nadchodzi �w konowa� wiejski, co ca�kiem nie zapomnia� o swej obietnicy, i chce mnie r�n��. � Dzisiaj � powiada na to kto� � nie z tym mamy k�opot; jutro jednak mo�esz ur�n�� temu szelmowskiemu o�lisku nie tylko przyrodzenie, ale nawet ca�y �eb. Nikt z nas tu pomocy ci przy tym nie odm�wi. [27] Tak si� tedy sta�o, �e okaleczenie mnie na dzie� nast�pny od�o�y�. Ja za� dzi�ki sk�ada�em temu poczciwemu ch�opaczkowi, �e przynajmniej po �mierci odwlek� o dzionek jeden t� rze�ni� moj�. Ale nie zostawiono mi tej odrobiny nawet czasu na t� uciech� i jakie� odsapni�cie. Przylecia�a bowiem do mojej stajni matka tego ch�opaka, rozpaczaj�ca nad jego �mierci� straszn�, we �zach i szlochaniach ca�a, w sukni �a�obnej, l szarpi�c r�kami

obiema posypane popio�em w�osy j�cza�a, zawodzi�a i piersi sobie szarpa�a i t�uk�a. � To teraz � wrzeszcza�a � on tu sobie jakby nigdy nic wlaz� do ��obu i �re se ino, i napycha bez ustanku ten sw�j bezdenny i nienasycony bandzioch, �e ma�o nie p�knie, a mojej zgryzocie nawet si� nie u�ali, nawet se nie pomy�li o nieszcz�ciu swego nieboszczyka pana! On tu pewnikiem jeszcze staro�� moj� i niedo��stwo lekce sobie wa�y, jeszcze si� pogardliwy robi i my�li se, �e si� b�dzie bezkarnie takim �otrostwem cieszy�! Jeszcze tu pewnie czeka, �eby m�wi� o nim, �e niewinny; a bo to tak nie bywa, �e kto knuje co najgorszego, to si� bezkarno�ci spodziewa, by wyrzuty sumienia zag�uszy�? Bo jak mi b�g mi�y, gdyby� ty, bydlaku �ajdacki, m�g� na chwil� przem�wi�, to czyby� ty m�g� przekona� durnia nawet najwi�kszego, �e w tym nieszcz�ciu winy twej nie by�o, kiedy mog�e� bi� kopytami, broni� z�bami nieszcz�snego ch�opczyny? Na niego samego co chwila wierzga� potrafi�e�, ale jak przysz�o od �mierci broni�, to ci zaraz tej chwacko�ci uby�o? Z pewno�ci� mog�e� na grzbiet go wzi�� i unie�� zaraz, i wydrze� z r�k krwawego zb�ja, a nie zrzuci� i porzuci� tego twego druha, pana, towarzysza, chlebodawc� i sam si� ulotni�! Nie wiesz to mo�e, �e kara czeka tak�e tych, co odm�wili gin�cym pomocy zbawiennej, ile �e to jest przeciw obyczajno�ci posp�lnej? Ale nie b�dziesz ty si�, morderco, cieszy� d�u�ej mym nieszcz�ciem! Ju� ja to zrobi�, �e poczujesz, jak to natura si� dodaje rozpaczy i b�lowi! Z tymi s�owy szarpn�a r�kami i zerwa�a sw�j pas, powi�za�a z osobna moje nogi i jak naj cia�niej skr�powa�a, oczywista, bym si� w �aden spos�b przed jej pomst� nie m�g� broni�, po czym porwawszy dr�g, kt�rym wr�tnie stajni podpierano, nie pierwej t�uc mnie i wali� nim 30 B e l l e r o f o n t � wnuk Syzyfa, kt�ry na skrzydlatym Pegazie chcia� si� dosta� do nieba, ale spad� i jako �ebrak w��czy� si� po ziemi, z�orzecz�c bogom. przesta�a, a� si� tak zm�czy�a i zmordowa�a, �e dr�g w�asnym ci�arem z r�k si� jej wysun��. Wtedy roz�alona, �e si� jej ramiona tak pr�dko zm�czy�y, pobieg�a do ogniska, wyci�gn�a g�owni� roz�arzon� i w zad mi j� wrazi�a. Ocali�em si� jedynym �rodkiem, jaki mi pozosta�: chlusn��em prosto w ni� p�ynnym gnojem zaplugawiaj�c jej twarz i oczy. O�lepiona i smrodem zd�awiona, uciek�a wreszcie ode mnie ta baba gorsza od zarazy: gdyby nie to, by�by o�li Meleager zgin�� przez g�owni� szalej�cej Altei. KSI�GA �SMA [l] �wit ju� kogucie piania zwiastowa�y, kiedy z miasta s�siedniego m�odzieniec pewien przybie�a�, jak mi si� zda�o, jeden ze s�ug Charyty, dziewczynki onej, z kt�r� to u zb�j�w wsp�ln� niedol� znosili�my. On to, usiad�szy przy ognisku mi�dzy ci�b� czeladzi,

takie dziwne opowiada� i okropne rzeczy o �mierci jej i ca�ej jej rodziny zatracie: � Koniuchy, owczarze i wy, wolarze! Mieli�my tu, mieli nasz� Charyt�, ale to niebo��tko przez nieszcz�cia okrutne posz�o sobie ju� w cieni krain�, posz�o, i nie samo. Lecz aby�cie dok�adnie o wszystkim si� dowiedzieli, od pocz�tku wam opowiem, co si� sta�o, a co by, sprawiedliwie, raczej ucze�szym, takim, kt�rych rylce uzdolnienie szcz�liwe wodzi � w ksi�gi historii wpisa� si� godzi�o. �y� w mie�cie s�siednim m�odzieniec pewien, rodu �wietnego, r�wnie znamienity jak bogaty. Ale przez nieustanne po karczmach hulanki z dziewkami wszetecznymi, przez ca�odzienne pijatyki zeszed� tak, �e popad� w z�e zb�j�w towarzystwa i nawet d�onie tam krwi� ludzk� sobie pokala�. Nazywa� si� Trazyllus. A gdy si� tak dzia�o, to i s�awa jego by�a nielepsza. [2] On to, skoro tylko Charyta doros�a i dojrza�a, o r�k� jej si� ubiega� mi�dzy najprzedniejszymi zalotnikami z gorliwo�ci� okrutn�. Ale chocia� mi�dzy wszystkimi innymi takimi si� wyr�nia� i niezmiernymi podarunkami rodzic�w �yczliwo�� sobie usi�owa� pozyska�, przecie� dla obyczaj�w z�ych swoich zniewagi tej dozna�, i� kosza mu dano. Kiedy zasi� panienka nasza za m�� za zacnego Tlepolemusa posz�a, wtedy, wzgardzonej mi�o�ci trawi�c si� �arem i w�ciek�o�ci� za odrzucenie jego r�ki, do pomsty krwawej szuka� sposobno�ci. U�apawszy wreszcie dla pojawienia si� blisko nich chwil� sposobn�, gotuje si� do zbrodni dawno obmy�lanej. W dniu mianowicie, w kt�rym panienk� podst�p i m�stwo narzeczonego uwolni�y z po�rodka miecz�w zb�jeckich, wmiesza� si� w t�um sk�adaj�cych jej �yczenia i � tak, by to wszyscy widzieli � g�o�no objawia� sw� rado�� z obecnego ocalenia i �yczy� przysz�ego potomstwa. �e to by� z rodu �wietnego, wi�c go w�r�d go�ci najprzedniejszych w dom nasz przyj�to; tu on, zbrodnicze swe zamiary zataiwszy, przyjaciela najwierniejszego udawa�. I tak przez stykanie si� nieustanne i ci�g�e rozmowy, czasem nawet przez towarzystwo przy stole i przy pucharku stosunki z nim si� zacie�nia�y, on za� sam, nawet o tym nie wiedz�c, grz�z� coraz g��biej w bezdennej przepa�ci swego mi�owania. Albo� to tak nie bywa? Okrutnej mi�o�ci zarzewie, gdy jeszcze ma�e, naprz�d swym ciep�em zachwyca, gdy jednak, podsycone karmi� nawyku, p�omieniami ogromnymi buchnie, wtedy ca�ego cz�owieka przepala. [3] D�ugo si� tedy g�owi� Trazyllus, poniewa� nie m�g� znale�� sposobno�ci do porozumienia si� tajemnego z Charyt�, wszelk� zasi� mo�liwo�� cudzo�o�nych mi�ostek coraz mocniej udaremnia�a sama wielka ci�ba czeladzi. Rozumia� tak�e, �e mocne nie do zniszczenia wi�zy pierwszej i gor�cej mi�o�ci zerwa� si� nie dadz� i �e niewiastce, gdyby nawet zechcia�a � cho� zechcie� nie mog�a! � nie dozwoli my�le� o ma��e�skiej zdradzie samo

niedo�wiadczenie. A przecie� do tej rzeczy niemo�liwej rwa� si� z uporem zgubnym, tak jakby by�a mo�liwa. Bo co si� naprz�d wydaje trudne do osi�gni�cia, to dla mi�o�ci, kt�ra si� mia�a czas rozro��, rzecz� si� widzi �atw�. S�uchajcie tedy ino � je�li �aska � uwa�nie, do czego to oszala�a ��dza zawie�� mo�e. [4] Pewnego dnia uda� si� Tlepolemus, dobrawszy sobie do towarzystwa Trazyllusa, na �owy na dzikiego zwierza � o ile tam jest co dzikiego w sarnach; nie pozwala�a bowiem ma��onkowi swemu Charyta ugania� si� za zwierzem zbrojnym w k�y lub rogi. I by�o tak, �e na jednym pag�rku, zagajonym g�stym ga��zi poszyciem, znik�y sarny z oczu goni�cych my�liwych. Spuszczono tedy wspania�e psy my�liwskie, aby ruszy�y zwierza z kryj�wek, one za�, wy�wiczone doskonale w swej sztuce, zaraz si� rozdzieli�y, osaczy�y wszelkie przej�cia z g�uchym ino naprz�d warkotem; potem dopiero, na dany znak, dziaukotem wrzaskliwym i zapalczywym wszystko nape�ni�y. Ale nie wyp�oszy�y ani sarny, ani wystraszonego daniela, ani �agodniejszej jeszcze od nich �ani: wypad� odyniec tak olbrzymi, jakiego jeszcze nie widziano. Nabrzmia�y by� mi�niami twardego cielska, plugawy od kud��w nastroszonych na sk�rze, szorstki szczeci� je��c� si� na grzbiecie, spieniony od g�o�nego zgrzytania k�ami, p�omienny gro�nymi �wiat�ami �lepi�w, a piorunowy ca�y od w�ciek�ych rzut�w dygoc�cej paszczy. I naprz�d psy zuchwalsze, co mu w drog� w�azi�y, kilkoma rzutami ryja rozszarpuje, potem targa s�abiutk� sie� i odlatuje w tym kierunku, w kt�rym naprz�d uderzy�. [5] My zasi�, od strachu zdr�twiali, bo do polowa� zawsze zgo�a nie niebezpiecznych przywykli, a teraz jeszcze bezbronni i z go�ymi r�kami, przycupn�li�my w krzakach i utaili si� za drzewami. Trazyllus zasi�, czuj�c tu sposobno�� do zdrady, tak si� do Tlepolemusa chytrze odzywa: �Jak�e to? To my tacy og�upiali czy te� pustym l�kiem przypodobnieni tym parobkom, co do ziemi przypadli, czy te� zastrachani jak niewiasty wypuszczamy z r�k tak� wspania�� zdobycz? Czemu� nie skoczymy na ko�! Nie pop�dzimy za nim co �ywo? Chwytaj�e ten dziryt, a ja bior� w��czni�!� Za czym w okamgnieniu wskakuj� na ko� i co pary w koniach gnaj� za zwierzem. On jednak, dufny we wrodzon� moc, odwraca si� dysz�c dziko�ci� i k�ami zgrzytaj�c waha si� chwil�, na kt�rego z nich naprz�d si� rzuci�. Ale Tlepolemus uprzedzaj�c go cisn�� swoj� w��czni� w jego grzbiet. Trazyllus za� nie besti�, ale konia, na kt�rym siedzia� Tlepolemus, d�gn�� w��czni� i przebi� mu kolana zadnich n�g. Rumak upada w �ach� w�asnej krwi i przewalaj�c si� ca�y wstecz, mimochc�c zrzuca swego pana na ziemi�. W tej chwili wypada na le��cego rozsro�ony odyniec i wiel� k��w szarpie na nim odzie�, a potem jego samego, kiedy podnie�� si� usi�owa�. I nie powstydzi� si� dobry przyjaciel zbrodni, kt�rej oto

da� pocz�tek, ani te� nie by�o nawet takie niebezpiecze�stwo nale�yt� ofiar� dla jego okrucie�stwa: gdy Tlepolemus zrozpaczony usi�owa� os�oni� swe pokrwawione uda i o pomoc jego co si� krzycza�, on jeszcze mu w��czni� gole� prawy przeszy� � o tyle siebie pewniejszy, i� wiedzia�, jak to podobne b�d� rany od grotu do ran zadanych k�ami. Po czym z �atwo�ci� przebi� tak�e samego ody�ca. [6] Kiedy w ten spos�b zgin�� m�odzieniec, wypadamy wszyscy � czelad� stroskana � z naszych kryj�wek, i zbiegamy si� do�. A ten zbrodniarz tymczasem, jakkolwiek po spe�nieniu tego, co sobie �lubowa�, wyskakuje z rado�ci nad rozci�gni�tym wrogiem, to jednak rado�ci w obliczu nie okazuje i � z czo�em chmurnym � b�l udaje, i trupa, w kt�rego sam przyjaciela zamieni�, �apczywie �ciska i skrz�tnie wszystkie ruchy rozpaczaj�cych na�laduje. �zy jedynie p�yn�� mu nie chcia�y. Tak do nas, kt�rzy�my prawdziwie rozpaczali, przypodabniaj�c si�, zbrodni� r�k swoich zwala� na besti�. Jeszcze si� prawie zbrodnia nie dokona�a, a ju� wie�� o niej si� rozchodzi i pierwsze swe kroki do domu Tlepolemusa kieruje, i w uszy nieszcz�snej �ony uderza. Skoro us�ysza�a t� wie��, gna jak szalej�ca bachantka (czy� mo�na inaczej wie�� tak� przyj��?) nieprzytomna i bez zmys��w przez ludne ulice, przez pola i g�osem strasznym i nieswoim rozpacza nad �mierci� m�a. Zbiegaj� si� gromady zasmuconych obywateli, przy��czaj� si� wsp�czuj�cy przechodnie, opr�nia si� miasto ca�e, bo wszyscy chc� zobaczy� zabitego. A oto trup m�a! Przybiega do� Charyta i bez tchu rzuca si� ca�a na jego cia�o; bardzo niewiele brak�o, aby wytchn�a tam dusz�, kt�r� mu po�lubi�a. R�kami swoich podniesiona, z trudem wielkim do �ycia przywo�a� si� da�a. Orszak �a�obny za�, kt�remu lud ca�y towarzyszy�, odprowadzi� cia�o na miejsce pogrzebu. [7] A Trazyllus co niemiara i bez pomiarkowania ino j�cza� a wykrzykiwa�; nawet te �zy, kt�re mu w pierwszej �ganej rozpaczy i�� nie chcia�y, teraz � ju�ci, �e to jego rado�� ros�a � pociek�y. Czu�ymi za� imionami, kt�rymi zmar�ego przyzywa� � sam� Prawd� oszukiwa�. Zrozpaczonym g�osem wzywa� go, zowi�c przyjacielem, r�wie�nikiem, bratem wreszcie. Czasem znowu d�onie Charyty przytrzymywa�, by si� nimi po piersiach nie t�uk�a, �a�o�� jej koi�, j�ki powstrzymywa�, s�owy pieszczotliwymi ostrze b�lu t�pi� usi�owa�, rozwija� dla pociechy przyk�ady najrozmaitszych cudzych nieszcz��, wszystkimi wreszcie �rodkami k�amanego wsp�czucia usi�owa� wdow� sobie pozyska� i haniebn� mi�o�� sw� syci� plugaw� uciech�. Ale niewiastka natychmiast po odprawieniu obrz�d�w pogrzebowych jedynie o tym

my�la�a, by si� z ma��onkiem swym po��czy�, i wszystkich ku temu szuka�a dr�g, najbardziej j� zasi� n�ci�a owa powolna i spokojna, i narz�dzi �adnych zab�jczych nie wymagaj�ca, ale raczej do cichego za�ni�cia podobna: �mier� g�odowa. Tak tedy skry�a si� nieszcz�sna w g��bi podziemia, zaniechawszy wszelkiej o siebie troski i ko�cz�c wszelk� spraw� z �yciem. Lecz Trazyllus wytrwa�o�ci� i uporem wym�g� na niej wreszcie, cz�ci� sam, cz�ci� przez innych krewniak�w i powinowatych, przez samych wreszcie niewiastki rodzic�w, �e � zmarnia�a ju� prawie do cna z tej n�dzy, z brudu � godzi si� wreszcie na k�piel, na przyj�cie posi�ku. Tak tedy ona, co rodzic�w swych przecie mi�owa�a, cho� wbrew woli, powinno�ci jednak si� poddaj�c, z obliczem wprawdzie nie weso�ym, ale ju� pogodniejszym nieco, pos�usznie, jak jej kazano, spe�nia�a obowi�zki �yj�cych ludzi, cho� we wn�trzu, w g��bi serca �al i smutek j� po�era�. Dnie ca�e i ca�e noce bolesnym trawi�a si� po��daniem; kaza�a sporz�dzi�, na kszta�t i podobie�stwo boga Libera, wizerunki zmar�ego i w s�u�b� si� im po�wi�ciwszy, cze�� bo�� oddawa�a, dr�cz�c si� tak tym, co jej pociech� sprawia�o. [8] Trazyllus zasi�, cz�ek w og�le porywczy i � na co ju� samo imi� jego wskazywa� si� zdawa�o31 � lekkomy�lny, nie czeka�, a� b�l �zami si� nasyci, a� si� rozpacz rozszala�ego serca ukoi i a� si� znu�y �al przyd�ugim swym trwaniem � i nie waha� si� napomkn�� jej w chwili nag�ej nierozwagi o ma��e�stwie i tak wyjawi� najg��bszych tajemnic swego serca i zdrady, o kt�rej m�wi� nie nale�a�o � jej, co jeszcze m�a op�akiwa�a, jeszcze szaty rozdziera�a, jeszcze w�osy sobie targa�a. Wzdrygn�a si� Charyta wszystka na te niecne s�owa i jakby pod hukiem grzmotu i burzy zrodzonej przez z�� konstelacj� albo nawet samego bo�ego piorunu � na ziemi� run�a i przytomno�� utraci�a. Ale gdy jej po pewnym czasie zmys�y nieco wr�ci�y, krzyki zwierz�ce wydawa� j�a; przezieraj�c ju� zasi� ca�� gr� nikczemnego Trazyllusa, kaza�a zalotnikowi poczeka�; chcia�a bowiem namy�li� si� nad tym, co jej czyni� wypadnie. W czasie tej to zw�oki cie� owego haniebnie zamordowanego Tlepolemusa ukaza� si� jej podczas jej snu czystego i tak jego zwid, sino�ci� zeszpecony i skrwawiony posok�, do �ony przem�wi�: �Ma��onko moja, niech�e ci� nikt inny imieniem tym nie nazwie. A je�liby ju� zawi�d�a w sercu twym pami�� o mnie lub je�li gorzka �mier� moja rozerwa�a zwi�zek naszej mi�o�ci, to raczej b�d� szcz�liw� �on� komu innemu, a tylko nie wejd� w �wi�tokradzki dom Trazyllusa

ani do� jak do ma��onka nie przem�w, przy stole jego nie zasi�d�, w �o�u jego nie legnij. Nie dotknij krwawej d�oni mego mordercy. Nie wa� si� zawrze� ma��e�stwa pod wr�b� mordu. Te rany, kt�rych krew �zy twe obmy�y, nie wszystkie k�ami zwierza zosta�y zadane: to w��cznia niegodziwego Trazyllusa wydar�a mnie tobie�. Po czym opowiedzia� wszystko i wyja�ni� ca�� gr� zbrodni. 31 imi� T r a z y l l u s pochodzi od greckiego thrasos, co znaczy: zuchwa�o��, bezczelno��. [9] Ona zasi� jak przedtem w smutku le�a�a, twarz w �o�e wciskaj�c i we �nie ci�gle pogr��ona, teraz �zami si� zala�a i jakoby m�czarni� nag�� jak�� przeszyta krzycze� pocz�a strasznie, i gz�o rozdar�szy ramiona kszta�tne szarpa� pocz�a palcami jak szponami. Nie szepn�a jednak nikomu o tym nocnym widziadle, ale ca�kowicie udaj�c, �e nie zna prawdziwego zbrodni przebiegu, przysi�g�a sobie w milczeniu, �e niecnego morderc� ukarze, a potem n�dznego �ycia si� pozbawi. Oto znowu przyby� niegodziwiec, nieopatrznie rozkoszy spragniony, i uszy jej, s�ysze� nie chc�ce, trudzi� j�� namowami ma��e�stwa. Ale ona �agodnie, s��w Trazyllusa nie s�uchaj�c i na twarz nieprzeniknion� mask� wdziawszy, rzecze na jego nieustanne i korne gadania i pro�by: �Jeszcze mi w oczach stoi posta� owa cudna twego brata a mego m�a najdro�szego, jeszcze czuj� zapach cynamonowy jego boskiego cia�a, jeszcze �yje uroczy Tlepolemus w moim sercu. Tedy dobrze i jak najlepiej uczynisz, je�li powinnemu �alowi �ony najnieszcz�liwszej zostawisz czasu tyle, a� si� dope�ni rok reszt� swych miesi�cy. B�dzie to mia�o na wzgl�dzie cze�� moj�, a nawet i twoje dobro i zdrowie: zbyt wczesnym ma��e�stwem bowiem mogliby�my � i s�usznie � oburzy� ku zgubie swojej i rozgoryczy� cie� mego m�a�. [10] Ale i te s�owa nie otrze�wi�y Trazyllusa ani go zadowoli�a obietnica rzecz odraczaj�ca: bez przerwy usty p�on�cymi, szepta� niepoczciwych pe�nymi na ni� nalega, a� pozornie ju� uleg�a, rzek�a mu Charyta: �W tym jednym przynajmniej na pro�by gor�ce moje koniecznie ust�pi� mi musisz, Trazyllusie, aby � tymczasem przynajmniej � mi�o�� nasza tajemna by�a, i�by si� nikt z domownik�w jej nie domy�li�, i to tak, a� ca�y rok od �mierci m�a up�ynie�. Uleg� Trazyllus, ��dzy swej zdzier�y� ju� nie mog�cy, podst�pnej obietnicy niewiasty i ch�tnie na tajemne mi�ostki si� zgodzi�. Jak�e niecierpliwie czeka� sam nocy i jej tajemnych ciemno�ci, o niczym nie my�l�c poza jedn� ��dz� posiadania niewiasty. �Bacz ino � przestrzega�a go Charyta � by� si� jak najdok�adniej p�aszczem owin�� i bez �adnego towarzystwa, cichutko, o pierwszej stra�y u drzwi mych stawi�. Za�wistaj ino raz i czekaj na t� moj� piastunk�, kt�ra za zamkni�tymi drzwiami wypatrywa� b�dzie twego przybycia.

Ona te� drzwi otwar�szy przyjmie ci� i bez �wiat�a, co zdradzi� by mog�o, do mej sypialni zaprowadzi�. [11] Spodoba�a si� Trazyllusowi taka ponura inscenizacja wesela. Jako� nie podejrzewaj�c niczego z�ego i rady sobie da� nie mog�c z niecierpliwo�ci, kl�� jedynie d�u��cy si� dzie� i wiecz�r, co nadej�� nie chcia�. Lecz skoro wreszcie s�o�ce nocy miejsca ust�pi�o, p�aszczem okryty, jak mu to Charyta nakaza�a, w�lizn�� si� � zmamiony do reszty chytr� us�u�no�ci� piastunki � w�lizn�� si� do sypialni, rozkosznej pe�en nadziei. Wtedy starucha, w my�l rozkazu pani mu nadskakuj�ca, nieznacznie mu podsuwa� j�a pucharki i dzban wina zmieszanego z nasenn� trutk�. A gdy on bez wahania i chciwie raz po razu pucharki wychyla�, t�umaczy�a mu op�nianie si� pani baja�, �e siedzi przy chorym ojcu, i tak bez trudno�ci spi�a go i u�pi�a. A kiedy tak le�a� bezbronny wobec wszystkiego, co by mu z�ego uczyni� chciano, zawezwa�a Charyt�. Wesz�a z m�skim zdecydowaniem i dygoc�c od strasznego podniecenia stan�a nad morderc�. [12] �Tu� to � rzek�a � wierny druhu mego m�a, tu�, przedni my�liwcze, tu, kochanku najdro�szy. A tu jest ta prawica, co krew m� rodzon� rozla�a, tu serce, z kt�rego si� podst�pna zdrada ku zgubie mej wyl�g�a, tu te oczy, kt�rym si� � nieszcz�sna � spodoba�am, a kt�re ju� sposobem jakowym� przysz�� noc swoj� przeczuwaj�c, same ju� teraz kar� sw� uprzedzaj�. Spoczywaj w pokoju, �nij s�odko! Nie zabij� ja ci� mieczem, nie zabij� �elazem; nie b�dzie tak, by� si� m�g� poszczyci� tak� sam� �mierci� jak ta, kt�r� zgin�� m�j m��: b�dziesz �y� z umar�ymi oczyma i nie ujrzysz nic, chyba we �nie. Zrobi� ja tak, �e �mier� twego wroga b�dziesz uwa�a� za wi�ksze szcz�cie ni� twe w�asne �ycie. Nie ujrzysz ty ju� �wiat�a, bez r�ki prowadz�cej si� nie obejdziesz. Nie b�dziesz ty mia� Charyty, nie zaznasz tego ma��e�stwa i ani nie wytchniesz w ukojeniu �mierci, ani rozkoszami �ycia si� cieszy� nie b�dziesz, lecz b�dziesz � upi�r pos�pny � b��dzi� mi�dzy Orkusem a �wiatem s�onecznym i d�ugo szuka� b�dziesz r�ki, co ci �renice wyk�u�a, i � co jest w niedoli n�jstraszniejsze � nie b�dziesz wiedzia�, na kogo si� skar�y�. A ja grobowcowi mego Tlepolemusa obiat� z�o�� krwi� twych �renic i �wi�tym jego cieniom twymi oczyma zado��uczyni�. Lecz czemu� masz korzysta� z odwlekania m�czarni, na kt�r� tak zas�u�y�e�, i �ni� teraz mo�e o moich u�ciskach? Tych, kt�re b�d� �miertelne dla ciebie! Opu�� mroki snu i zbud� si� w innych ciemno�ciach � tych, co ci b�d� kar�. Podnie� puste oczodo�y, poznaj pomst�, zrozum ca�� niedol�, porachuj swe cierpienia. Oto jak si� spodoba�y cnotliwej niewie�cie twoje oczy, oto jak pochodnie weselne

o�wietli�y twe weselisko. Dziewos��bi� ci b�d� Furie, � opuszczenie towarzyszy� i wieczy�cie �ga� twe z�e sumienie�. [13] Tak mu wr�c niewiasta wyci�gn�a z w�os�w ostr� szpilk� i obie �renice mu wyk�u�a, po czym zostawi�a go tak; i kiedy b�l nieznany przemaga� u o�lepionego senno�� i odurzenie, sama, porwawszy nagi miecz, kt�ry nosi� zwykle Tlepolemus, gna jak szalona �rodkiem miasta i � niew�tpliwie o jakim� strasznym czynie my�l�ca � d��y wprost do grobowca m�a. My zasi� i ca�a ludno�� z dom�w swych wybieg�szy p�dzimy za ni� co tchu i wo�amy do siebie, aby wydrze� jej �elazo z szalonych r�k. Ale Charyta stan�a u grobu Tlepolemusa i ludzi b�yszcz�cym mieczem odganiaj�c � gdy ujrza�a, jak ca�y t�um rzewnie p�acze i nad ni� si� u�ala � zawo�a�a: �Precz z niewczesnymi �zami, precz z �alem, co duchowi memu nieprzystojny. Pom�ci�am si� za m�a mego na mordercy okrutnym, ukara�am plugawego rabusia naszego ma��e�stwa. A teraz ju� czas, by mi miecz ten otworzy� drog� w otch�a�, do mojego Tlepolemusa�. [14] I opowiedziawszy po porz�dku wszystko, co jej we �nie obwie�ci� ma��onek, i to, jak Trazyllusa � podst�pnie zwabiwszy � dosi�g�a sw� pomst�, wbi�a sobie �elazo pod praw� pier�, run�a na ziemi� i tarzaj�c si� we w�asnej krwi co� jeszcze niewyra�nie wyj�kn�a i wyzion�a m�sk� dusz�. Za czym natychmiast krewniacy niebogi starannie cia�o jej obmyli i z�o�yli tam, w tym samym grobie, m�owi na wieczn� towarzyszk�. Trazyllus zasi� dowiedziawszy si� o wszystkim, nie znajduj�c �mierci, kt�ra by by�a odpowiednim zado��uczynieniem za straszne nieszcz�cia � wiedzia� bowiem, �e miecz nie odkupi�by tak okropnej zbrodni � sam zaprowadzi� si� kaza� do grobowca tamtych. �Oto w dobrowolnej � wo�a� � sk�adam si� wam, wrogie cienie, ofierze� � i rozkazawszy, by wej�cie do grobowca za nim zamurowano, postanowi� g�odow� �mierci� zako�czy� �ycie przez w�asne sumienie pot�pione. [15] Tak� to �w przybysz histori� � g��boko wzdychaj�c i pop�akuj�c niekiedy � opowiada� wiejskiej czeladzi wielce poruszonej. Za czym obawiaj�c si� tego, co mo�e przynie�� zmiana w�a�ciciela, i g��boko roz�aleni nieszcz�ciem pa�skiej rodziny postanawiaj� ucieka�. Ten tedy koniuszy, kt�remu kiedy� oddano mnie z owymi wielkimi poleceniami pod opiek�, za�adowa� na grzbiet m�j i innych bydl�t wszystko, co mia� w chacie cenniejszego, i razem z tym opu�ci� dawn� siedzib�. D�wigali�my tak niemowl�ta i niewiasty, d�wigali�my dr�b, ptactwo, ko�l�tka, szczeniaki; wszystko, co z powodu s�abych n�g op�nia�o nasz� ucieczk�, maszerowa�o naszymi nogami. Ale mnie nie dokucza� nawet ci�ar t�umok�w, cho�

nadmierny, poniewa� w tej radosnej ucieczce ucieka�em od owego nikczemnego rze�nika mojej m�sko�ci. Przemierzyli�my tak stromy grzbiet lesistej g�ry i przejechali znowu roz�ogi p�l po�o�onych po drugiej stronie. I ju� si� �cie�ka mroczy� zacz�a w wieczorze, kiedy przybyli�my do pewnego warownego miasteczka, ludnego i bogatego. Mieszka�cy jego zatrzymywali nas radz�c, by�my nie wyruszali dalej w nocy, a nawet zbyt rano: wilki bowiem liczne, stare, o cielskach olbrzymich, srogie i okrutnie dzikie, zwyk�y si� wsz�dy tu w��czy� za �erem, niepokoj�c ca�� t� okolic�; ju� si� nawet na drogach zasadzaj� i �jak zb�je � na przechodni�w napadaj�, ba, straszliwym g�odem rozw�cieczone, wdzieraj� si� do bliskich miasta dom�w; ludziom ju� samym grozi od nich taka �mier�, jak� pogin�o tyle bezbronnych bydl�t. Opowiadali wreszcie, �e na tej drodze, kt�r� mieli�my i��, le�� nie dogryzione cia�a ludzkie i �wiec� ko��mi ob�artymi z cia�a; �e z tego powodu z najwi�ksz� ostro�no�ci� maszerowa� musimy na to przede wszystkim zwa�aj�c, by i�� po pe�nym dniu � gdy jasno i s�o�ce � i wielce si� maj�c na baczno�ci; �wiat�o dzienne zreszt� onie�miela te straszne bestie, a wtedy, nie rozpraszaj�c si� w grupki, ale id�c jedn� zbit� kup� � przebijemy si� przez te niebezpiecze�stwa. [16] Ale te �ajdaki, co ucieka�y i nas ze sob� wiod�y, w gor�czce swego �lepego po�piechu i ze strachu, czy pogo� za nimi nie idzie, nie us�ucha�y dobrej rady i nie czekaj�c najbli�szego dnia, wyp�dzi�y nas ob�adowanych na drog� ju� o trzeciej prawie stra�y nocnej. Wtedy ja w strachu przed niebezpiecze�stwem, o kt�rym m�wiono, ukradkiem schowa�em si� � z troskliwo�ci o moje po�ladki, zagro�one z�bami wilczymi � jak tylko mo�na najg��biej w �rodek stada bydl�t. I a� si� dziwowali wszyscy szybko�ci, z jak� wszystkie konie wyprzedza�em. Ale ta r�czo�� nie z nadzwyczajnej ochoczo�ci pochodzi�a, tylko ze strachu; i sam sobie tak wtedy my�la�em, �e ten Pegaz os�awiony to chyba taki by� lotny ze strachu � i dlatego, ju�ci, sprawiedliwie go ze skrzyd�ami wystawiaj� � �e mianowicie podskakiwa� tak do g�ry i a� do nieba i opada� pewnikiem z trwogi przed ziej�c� ogniem paszcz� Chimery. Zreszt� i te pastuchy, co nas wiod�y, uzbroi�y si� jak na wojn�: ten z w��czni�, ten z dzirytem, �w z grotem; inny jeszcze ni�s� dr�g. Mieli tak�e kamienie, kt�rych nier�wna dr�ka pod dostatkiem dostarcza�a. Jeszcze inni d�wigali zaostrzone na ko�cu koty, wielu za� odstrasza�o zwierza p�on�cymi pochodniami. Brak�o chyba tylko tr�by wojskowej, aby�my wygl�dali jak gotowe szyki bojowe. Ale niepotrzebnie zgo�a najedli�my si� tego czczego l�ku, a za to wpadli�my w daleko gorsze obierze. Wilki bowiem � mo�e odstraszone zgie�kiem zbrojnej m�odzi

albo pewniej jeszcze ogromnym �wiat�em pochodni, albo te� gdzie indziej �eruj�ce � zgo�a na nas nie napad�y ani nawet nikomu si� nie pokaza�y. [17] W folwarku natomiast jakim�, kt�ry�my po drodze mijali, ch�opi � widz�c nasz� kup� � wzi�li nas za zb�j�w, a mocno zatroskani o swoje mienie i ci�ko zastrachani, pu�cili na nas kundle w�ciek�e i olbrzymie, od wszelkich wilk�w i nied�wiedzi straszniejsze, a do obrony i walki starannie u�o�one, i podjudzali je na nas zwyczajnym szczuciem i wszelkim mo�liwym wrzaskiem. Te psy, z natury ju� nies�ychanie dzikie, a jeszcze wrzaskiem swoich podszczute � rzucaj� si� w skokach na nas ze wszystkich stron, bez r�nicy rozszarpuj�c r�wnocze�nie bydl�ta i ludzi; szala�y tak dobry k�s czasu i niejednego rozci�gn�y. I mo�na tam by�o ogl�da� widowisko godne � dalib�g � nie tyle pami�ci, co lito�ci: roz�arte sfory ps�w, co b�d� to gna�y za uciekaj�cymi, b�d� to osacza�y tych, co si� z miejsca nie ruszali, b�d� to rzuca�y si� na le��cych ju� na ziemi i k�ami znaczy�y �lady swoich bieg�w przez nasz� gromad�. Ale oto do tego niebezpiecze�stwa przy��cza si� rzecz o wiele gorsza jeszcze. Ze szczytu dach�w mianowicie i z s�siedniego pag�rka zacz�li owi ch�opi wali� na nas nagle g�azy, tak �e zaiste wymiarkowa� nie by�o mo�na, przed czym si� naprz�d broni� trzeba: czy przed rzucaj�cymi si� z bliska psami, czy przed lec�cymi z daleka kamieniami. Jeden z tych kamieni uderzy� nagle w g�ow� kobiet�, co siedzia�a na moim grzbiecie. Uderzy�a z b�lu w krzyk i p�acz i wzywa� zacz�a pomocy swego m�a, owego pastucha. [18] �w zasi� bog�w na �wiadk�w wzywaj�c i krew �onie z twarzy ocieraj�c, g�o�niej jeszcze j�� wrzeszcze�: � Czemu napadacie i tak okrutnie dr�czycie biedak�w i strudzonych podr�nych? Co z nas chcecie z�upi�? Za jakie krzywdy na nas si� m�cicie? C� to, czy�cie mieszka�cami jaski� zwierz�cych albo jakich� ska�, gdzie �yj� dzicy ludzie, �e si� radujecie rozlewem krwi ludzkiej? Zaledwie to powiedzia�, kiedy natychmiast usta� g�sty grad kamieni i uspokoi�a si� w�ciek�o�� roz�artych ps�w, bo je odwo�ano. Po czym odzywa si� ze szczytu cyprysu jeden z tamtych: � Doprawdy, my tu wojujemy, nie �eby was z�upi�, ale �e si� chcemy ubezpieczy� od tej w�a�nie kl�ski z waszych r�k. Ale teraz, skoro ju� pok�j mi�dzy nami, mo�ecie odej�� sobie spokojnie. Tak to on se powiedzia�, ale my musieli�my i�� dalej w drog� dobrze postrz�pieni: jeden raniony kamieniem, inny pok�sany, a wszyscy jako� przetr�ceni. Wreszcie odwaliwszy jeszcze szmat drogi przyszli�my do jakiego� gaju zaros�ego wielkimi drzewami, a rozkosznego

dzi�ki zieleniej�cym trawnikom. Tu postanowili owi nasi poganiacze krzynk� spocz�� i troskliwie opatrzy� swoje cia�a na r�ne sposoby poszarpane. Przeto na ziemi naok� si� porozk�adawszy, naprz�d nieco wytchn�li, potem za� j�li leki r�ne do ran swych stosowa�: ten zmywa� krew strugami wody obok p�yn�cej, inny g�bk� w kwasie zmoczon� opuchliny leczy, inny zawi�zuje przepaskami szeroko rozdarte rany. Tak to ka�dy zajmowa� si� swoj� sk�r�. [19] Tymczasem ze szczytu pag�rka wyjrza� jaki� starzec; pas�ce si� wok� niego owce zdradza�y w nim owczarza. Do niego to zwr�ci� si� jeden z naszych, czy tam nie ma na sprzeda� mleka, b�d� to jeszcze p�ynnego, b�d� w �wie�y ser zg�szczonego. Ale tamten ino g�ow� d�ugo potrz�sa� pocz��: � To wy � powiada wreszcie � teraz rozmy�lacie o pokarmie czy napoju, czy w og�le jakimkolwiek posi�ku? Wy chyba zgo�a nie wiecie, gdzie�cie si� roz�o�yli? Po czym odwr�ci� si�, pop�dzi� owce i odszed� daleko. Te jego s�owa i szybkie odej�cie przerazi�y naszych pasterzy nie na �arty. A kiedy wystraszeni chcieli odgadn��, co by te� to za miejsce by� mog�o, nikt zasi� wyja�ni� nie potrafi�, ukaza� si� na drodze zbli�aj�cy si� ku nam inny jaki� starzec, postawy ogromnej, ale latami przygarbiony, kt�ry na kiju ci�ko si� wspieraj�c wl�k� znu�one kroki, a �zami si� zalewa�: gdy nas ujrza�, j�� chyl�c si� z p�aczem okrutnym do kolan ka�dego z m�odych ludzi i tak b�aga�: [20] � Na Dole wasze i waszych Geniusz�w � aby�cie do tak p�nych lat jak moje w zdrowiu i rado�ci do�yli! � pom�cie pokrzywdzonemu starcowi: wydrzyjcie podziemiom mego ch�opaczka i zwr��cie go mej siwi�nie! Oto wnuczek m�j i wdzi�czny mej drogi towarzysz, w�a�nie gdy za ptaszkiem na p�ocie roz�wierkanym goni�, wpad� w w�d� zakryty krzakami i w ostatecznym dyszy tam �ycia niebezpiecze�stwie. Miarkuj� jednak po jego p�aczu i krzyku, kt�rym dziadka ci�gle przyzywa, �e on jeszcze �yje; ale ja, com � jak widzicie � s�aby i niedo��ny, pom�c mu nie mog�. Wam zasi�, dzi�ki m�odo�ci waszej i sile, �atwo b�dzie dopom�c nieszcz�snemu starcowi i ocali� mi tego ch�opaczka, z mego rodu ostatniego i jedynego potomka. [21] Wszystkich wzruszy�, kiedy tak b�aga� i siwe swoje targa� w�osy. Ale jeden � i m�odszy, i odwa�niejszy, i silniejszy od innych, i jedyny, kt�ry ca�o wyszed� z niedawnej bitwy � zerwa� si� �wawo i j�� wypytywa�, w kt�rym to miejscu ch�opak �w zlecia�. A gdy starzec pokaza� palcem niedaleko owe straszne krzaki, co �ywo z nim tam pod��y�. Tymczasem wszyscy pokrzepili si� � my popas�szy sobie, pastuchy opatrzywszy swe rany � i ka�dy ob�adowany swymi t�umokami gotowa� si� do drogi; zacz�to tedy naprz�d wo�a� raz po razu owego m�odziaka, po imieniu go wzywaj�c. Wkr�tce jednak zaniepokojeni, �e si� nie pokazuje, wys�ali pasterze spo�r�d siebie jednego, by go odszuka�,

powiadomi�, �e czas w drog�, i sprowadzi� z powrotem. Po nied�ugiej chwili wraca �w wys�annik zzielenia�y ze strachu jak bukszpan i dziwy o towarzyszu swoim opowiada: widzia� go rozci�gni�tego na grzbiecie i ju� w sporej cz�ci zjedzonego przez niezmiernego smoka, kt�ry na nim leg� i �ar� go; z owego za� starego n�dznika nie by�o nigdzie ani �ladu! Dowiedziawszy si� o tym i por�wnawszy to ze s�owami pasterza, kt�ry pewnikiem o nikim innym, ino o tym potworze jako o tych miejsc mieszka�cu wspomina�, rzucaj� si� wszyscy do ucieczki, by t� okropn� okolic� co pr�dzej opu�ci�, i nas gnaj� t�uk�c, ile wlezie, kijami. [22] Tak w po�piechu wielkim przebyli�my du�y szmat drogi i do wsi wreszcie pewnej przybyli, gdzie�my ca�� noc odpoczywali. W niej to zdarzy�a si� rzecz wzmianki wielce godna, kt�r� wam chc� opowiedzie�. Pewien niewolnik, kt�remu pan odda� doz�r nad ca�ym mieniem i kt�ry sam gospodarowa� na owym ogromnym folwarku, co�my na niego zajechali, mia� za �on� niewiast� z grona tej samej czeladzi; zapa�a� on jednak nami�tno�ci� do pewnej obcej, wolnej niewiasty. Roz�alona t� zdrad� �ona jego wszystkie rachunki gospodarskie m�a i wszystko, co si� w lamusie znalaz�o, do ognia rzuci�a i spali�a. Ale nie zadowoli�a si� takim swego �o�a wzgardzonego pomszczeniem, ale sro��c si� ju� przeciw temu, co jej najdro�sze by�o, przywi�za�a sobie powr�z do szyi, do niego ma�e dzieci�tko, kt�re si� jej niedawno z tego m�a urodzi�o, i rzuci�a si� z tym male�stwem do bardzo g��bokiej studni. Ta �mier� okrutnie oburzy�a ich pana; kaza� porwa� s�ug�, kt�ry spowodowa� �on� do pope�nienia takiej strasznej zbrodni, kaza� go ca�ego nagiego miodem wysmarowa� i mocno przywi�za� do pnia spr�chnia�ego figowca, gdzie si� roi�o od mr�wek gniazda swoje buduj�cych i przelewaj�cych si� jak woda we wszystkich kierunkach. Mr�wki, jak tylko poczu�y s�odki i miodnisty zaduch cia�a, okrywa� j�y niewolnika calute�kiego uk�szeniami drobnymi wprawdzie, ale licznymi i ci�g�ymi; zgin�� tedy ten cz�owiek w przewlek�ych m�czarniach, bo ob�arty z niego mi�so i wn�trzno�ci i ob�upi�y wszystkie cz�onki, tak �e same ko�ci odarte z mi�sa i �yskaj�ce okropn� bia�o�ci� tkwi�y przy owym �miertelnym drzewie. [23] Opuszczaj�c ten straszny dom zostawili�my w nim wie�niak�w w �a�o�ci wielkiej pogr��onych, a sami poszli�my dalej. Po ca�odziennej w�dr�wce po drogach polnych przybyli�my, zmordowani ju�, do miasta pewnego ludnego i znacznego. Tam to postanowili owi pasterze osiedli� si� na sta�e, bo widzia�o si� im, �e to i do�� daleko od pogoni, i �e tam znajd� pewn� kryj�wk�; zaprasza�a te� do zostania urodzajno�� i �ywno�ci obfito��. Dano tedy bydl�tom trzy dni na wypoczynek � aby�my wygl�da�y bardziej zach�caj�co do kupna � po czym na targowisko nas wyprowadzono.

Tutaj wo�ny wywo�ywa� wielkim g�osem ceny, a r�ni bogaci kupcy wytargowywali konie i os�y. Ja tylko sam zosta�em, jak wybi�rki: kupy ludzi mija�y mnie, lekce mnie sobie wa��c. A �e mi ju� do cna obmierz�o to obmacywanie mnie przez tych, co mi na z�bach wiek m�j wyrachowa� chcieli, z�apa�em z�bami jak�� �ap� brudn� i �mierdz�c�, kt�ra mi znowu w dzi�s�ach cuchn�cymi paluchami d�uba�a, i zmia�d�y�em gruntownie. Odstraszy�o to stoj�cych naok� od kupowania mnie, bo mnie wzi�li za bydl� okrutnie dzikie. Wtedy wo�ny rozdzieraj�c sobie gardziel a� do zachrypni�cia, takie sobie zacz�� na m�j koszt wywrzaskiwa� przekpinki: � Pok�d�e my b�dziemy tu sprzedawali to bydl� zwa�aszone, tego starucha ochwaconego, okalecza�ego z r�nych dolegliwo�ci, a zdzicza�ego w t�pym lenistwie i do niczego ju� niepodobnego, chyba tylko do starego sita? Z tej przyczyny to go ju� chyba darujmy komu, je�li kto b�dzie chcia� traci� swoje siano. [24] Tak to �w wo�ny pobudzi� do �miechu tych, co stali wok�. Ale owa moja Dola okrutna, przed kt�r� przez tyle kraj�w uciekaj�c uciec nie mog�em, ani jej tym przeb�aga�, co ju� wycierpia�em � znowu na mnie obr�ci�a swe �lepe �renice i znalaz�a mi kupca, a� dziw, jak w sam raz wyszukanego na moje nieszcz�cie. Dowiedzcie si�, kogo: rozpustnika, i to starego rozpustnika, �ysego wprawdzie, ale jeszcze z wie�cem szpakowatych, zwisaj�cych loczk�w. By� to jeden z tego mot�ochu i z tych ulicznych m�t�w, jeden z tych, co obnosz� po ulicach miast Bogini� Syryjsk� w�r�d d�wi�ku cymba��w i grzechotek i �ebra� jej ka��. Ten okrutnie mnie chcia� wytargowa�; j�� tedy wo�nego wypytywa�, co te� za jeden ja jestem. �w zasi� opowiada, �e jestem Kapadocyjczykiem i �e osi�ek ze mnie nie lada. Wi�c tamten znowu o m�j wiek wypytuje, wo�ny zasi�, �arty se stroj�c, m�wi: � Ten astronom, co mu horoskop stawia�, pi�ciu mu si� rok�w doliczy�, ale on tam sam pewnikiem lepiej jest poinformowany o swoich sprawach prywatnych. Ale jakkolwiek wiem, �e pope�ni�bym zbrodni� okre�lon� prawem Korneliuszowym, gdybym ci sprzeda� w niewol� obywatela rzymskiego, to jednak pytam: czemu nie ubijasz tego dobrego i po�ytecznego kupna? Ten osio� b�dzie ci pomoc� w mie�cie i na wsi! Ale obrzyd�y kupiec ci�gle nie przestaje wypytywa� o to i owo, a wreszcie wywiaduje si� ze strachem, czym te� aby do�� �agodny? [25] Na to wo�ny: � �agodny? To� to baranka masz przed sob�, nie os�a: zdatny do wszelkiego u�ytku � nie gryzie, nie wierzga! Nikt by nawet nie uwierzy�, �e to osio�, a nie skromniutki w o�lej sk�rze cz�owiek! �atwo to nawet sprawdzi�: wsad� mu tylko g�b� mi�dzy po�ladki, a zaraz si� przekonasz, jak� ci cierpliwo�� wielk� poka�e.

Takie to se prze�miechy wo�ny czyni� z owego hultaja, �w zasi� na kpinach si� poznaj�c, wrzasn�� z min� wielce oburzonego: � A�eby ciebie, ty zdechlaku g�uchy i niemy, ty pomylony krzykunie, �eby ciebie o�lepi�a wszechmocna wszechmacierz. Bogini Syryjska32 i �wi�ty b�g Sabadyjski33, i Bellona, i Macierz Idejska34, i w�adczym Wenus ze swoim Adonisem! Ty si� tu b�dziesz ze mn� przedziera� b�aze�skimi �artami? C� ty se, g�upcze, my�lisz, �e ja mog� powierzy� bogini� niesfornemu bydlakowi, �eby mi si� sp�oszy� nagle, zrzuci� �wi�ty pos�g, a ja nieborak �ebym musia� ugania� z rozburzon� fryzur� i szuka� za jakim� lekarzem dla mojej bogini rozci�gni�tej jak d�uga na ziemi? Kiedym to us�ysza�, chcia�em wierzgn�� nagle jak szalony, a�eby � widz�c, jakim dziki i narowisty � da� sobie spok�j z kupowaniem mnie. Ale uprzedzi� m�j zamiar kupiec niespokojny i jako zap�at� zaraz wy�o�y� siedemna�cie denar�w, kt�re m�j dotychczasowy w�a�ciciel wzi�� z rado�ci� i bez targ�w, takem mu wida� obrzyd�; jako� z miejsca mnie uwi�za� na powrozie janowcowym i odda� Filebusowi, tym si� bowiem imieniem wabi� m�j nowy pan. [26] Ten zasi� poprowadzi� nowo nabytego s�ug� do domu; tam, zaraz od progu, krzykn��: � Hola, dzieweczki, oto wam przyprowadzam s�u�k� g�adziutkiego, com go �wie�o kupi�! A te dzieweczki to by�a gromada rozpustnik�w, kt�rzy natychmiast, wyskakuj�c z rado�ci, drze� si� zacz�li g�osami wytartymi, piszcz�cymi, kobiecymi, my�l�c pewnikiem, �e to naprawd� jaki� cz�owiek, co im us�u�y� got�w w ich wszetecze�stwie. Ale skoro ujrzeli, �e to nawet nie �ania zamiast dziewczyny, ale osio� miasto ch�opa, mocno si� skrzywili i swego mistrza na r�ne sposoby naci�ga� j�li: �e to on sobie tego bydlaka przyprowadzi� nie na s�u�k�, ale pewnikiem na m�a dla siebie. � Ej � piszczeli � ale ty ino sam nie straw tego urodziwego �rebaczka, ale i z nami, z twoimi go��beczkami, czasem si� podziel! Z takimi i tym podobnymi bajdurzeniami przywi�zali mnie do pobliskiego ��obu. A by� tam m�ody ch�op jeden, tr�bacz znamienity, za grosz sk�adkowy kupiony na targu niewolnik�w, kt�ry na ulicy gra� tamtym na rogu, gdy bogini� obnosili, w domu zasi� bywa� ma��onkiem wszystkich na przemiany. Ten skoro mnie tylko w domu zobaczy�, ch�tnie mi i hojnie do ��ob�w �arcia nasypa�, tak z uciech� mrucz�c: 32 B o g i n i S y r y j s k a � zwana te� Astarte, by�a przez Grek�w zestawiana z Afrodyt�. Apulejusz uto�samia j� z Magna Mater. 33 b � g S a b a d y j s k i � Sabazjos, b�g frygijski, kt�rego kult przypominaj�cy orgie na cze�� Bakchusa

wprowadzono do Grecji i Rzymu cesarskiego. 34 M a c i e r z I d e j s k a � (Magna Mater Cybele) zwana tak we Frygii, gdzie na g�rze Ida by�a ojczyzna jej kultu. Jej kap�ani, trzebie�cy Galowie, w��czyli si� po Grecji od III w. przed n. e., obwo��c w kapliczce jej pos��ek. Kult jej by� tak�e orgiastyczny. � Nareszcie b�dziesz moim zast�pc� w moim �a�osnym rzemio�le. A �yj�e jak najd�u�ej i panom naszym b�d� mi�y, i ul�yj moim nadwer�onym ju� bokom. Jakem to us�ysza�, zacz��em si� gry�� tymi nowymi, czekaj�cymi mnie tu utrapieniami. [27] Nast�pnego dnia, ubrani w r�nobarwne suknie, z twarzami do niepoznaki zasmarowanymi kleistymi barwiczkami, z oczyma podmalowanymi � wychodz� w ma�ych mitrach na g�owach, w sukniach ��tych z p��tna lub jedwabiu; niekt�rzy mieli bia�e tuniki pogwazdrane ca�e w czerwone strza�y i przewi�zane paskiem, a na nogach ��te trzewiki. Postawili na mnie okryt� jedwabnym p�aszczem bogini�, kt�r� mia�em nie��, a w r�kach a� po ramiona obna�onych podnosz�c ogromne miecze i topory, wyskakuj� jak w�ciekli pod�ug d�wi�k�w fletu, co jeszcze ich szale�czy tan bardziej podnieca�. Min�wszy tak wiele cha�up przybyli do dworu jakiego� bogatego posiadacza i zaraz od wej�cia wyj�c nieludzkimi g�osami rzucali si� fanatycznie i d�ugo � g�ow� spu�ciwszy � w �liskich ruchach karkami wykr�cali, a� im zwisaj�ce loki dooko�a g�owy wirowa�y; raz wraz gry�li swoje cia�o, a w ko�cu no�em dwusiecznym, jaki d�wigali ze sob�, pocz�� ka�dy r�n�� swoje ramiona. W�r�d tego jeden z nich szale� poczyna jeszcze mocniej i dobywa� z g��bi wn�trzno�ci okrutnych wzdycha�: tak � niby to duchem bo�ym natchniony � straszliwe szale�stwo udaje: jakby, doprawdy, obecno�� bog�w robi�a ludzi nie lepszymi, ni� s�, ale gorszymi albo chorymi. [28] Popatrzcie� wreszcie, jak� za to, dzi�ki boskiej opatrzno�ci, dosta� nagrod�. Zacz�� tedy wrzaskliwie wieszczy�, gn�c niestworzone baje, i siebie samego napada� i oskar�a�, jakoby przeciw �wi�tym obrz�dom czym� zgrzeszy�; krzycza�, �e sam w�asnymi r�kami musi si� za t� przewin�, jak si� godzi, pokara�. Chwyta tedy za ka�czug � przyrz�d, kt�ry ci p�m�czy�ni stale ze sob� nosz� � grubo spleciony z poskr�canych w��kien we�nianych, naw�lonych raz przy razie ka�czastymi kostkami owczymi, i od razu ch�osta� si� tym poczyna, z dziwnym hartem znosz�c b�l uderze�. Wida� by�o, jak na ziemi tworzy� si� j�y ma�e ka�u�e z plugawej juchy tego trzebie�ca, �ciekaj�cej z naci�� no�ami zadanych i z ran od ka�czuga. Kiedym tak patrzy�, jak obficie la�a si� krew z tylu ran, zacz��em si� nie na �arty niepokoi�, �eby te� przypadkiem �o��dkowi w�drownej bogini nie przysz�a ochota � jak niekt�rym ludziom na o�le mleko � tak jej na o�l� krew. Skoro wreszcie pobo�ne istoty, zmordowane, a w ka�dym razie nasycone tymi jatkami, przerwa�y katowni�, pocz�ty zbiera� w

g��bokie podo�ki sukni miedziaki, a nawet i srebrniki. Bo ludziska dawali na prze�cigi � co niekt�ry i g�sior wina, i mleko, i sery, i zbo�e, i przedni� m�k� pszenn�, a czasem i j�czmie� dla podjezdka bogini. To wszystko tamci drapie�nymi paluchami zgarniali i �adowali do wor�w, na ten zarobek ju� przezornie przygotowanych, potem za� na m�j grzbiet, tak �e pod tym podw�jnym ci�arem maszerowa�em jak jaki� spichlerz chodz�cy, a r�wnocze�nie jak w�druj�ca �wi�tynia. [29] W ten spos�b w��cz�c si� ob�uskiwali ca�� okolic�. Raz, w pewnym warownym miasteczku, ucieszeni obfitsz� �ebranin� urz�dzili z rado�ci uczt�. Od jakiego� ch�opa wy�udzili ze�ganym wieszczeniem co najt�ustszego barana, z kt�rego ofiara mia�a nasyci� g��d Bogini Syryjskiej; potem przygotowawszy wszystko jak si� patrzy do biesiady, urz�dzili sobie k�piel. Po niej sprowadzili sobie jakiego� t�giego parobka, kt�ry si� im widzia� w sam raz na towarzysza do uczty, bo kszta�tny by� i mocne mia� boki. Tote� zaledwie skosztowali troch� jarzyn � i jeszcze przed jedzeniem nawet � ohydne ich ��dze tak ich podjudzi�y, �e plugawemu bezece�stwu swemu folg� dali, do spro�no�ci zakazanych si� cisn�c: rzucili si� z wszystkich stron na tego parobka, zdarli z niego �achy, rzucili go na grzbiet i obrzyd�ymi g�bami do gz�w go namawiali. Nie mog�y oczy moje patrze� spokojnie na tak� ohyd�. Ale�, Kwiryci! � chcia�em wrzasn��, ale wysz�o z tego tylko ..O!� � wyra�ne wprawdzie i dono�ne, i ca�kiem o�le, ale zn�w zgo�a nie w por�. W�a�nie bowiem gromada parobczak�w z s�siedniej wsi szuka�a os�a, kt�rego im w nocy ukradziono, i gorliwie przegl�da�a za nim wszystkie zajazdy. Ci us�yszawszy m�j ryk wewn�trz domostwa s�dzili, �e to ich w�asno��, i znienacka gromad� tam wpadli �api�c tamtych na gor�cym uczynku ich plugawych spro�no�ci; pocz�li tedy zewsz�d s�siad�w zwo�ywa�, by im ca�� ohydn� spraw� pokaza�, przy czym z kpinami wychwalali wstydliwo�� i czysto�� owych os�b duchownych. [30] Ci zmieszani i przestraszeni fatalnym rzeczy rozg�osem, co � z ust do ust id�c � w pogard� i nienawi�� u wszystkich ich podawa�, zebrali wszystkie graty i wymkn�li si� ko�o p�nocy z miasteczka. Ubiwszy tak przed wschodem s�o�ca dobry szmat drogi, o jasnym ju� dniu doszli do okolic pustych i bezdro�nych. Tutaj � po d�ugich ze sob� o tym gadaniach � zabrali si� do zakatrupienia mnie: zdj�li ze mnie bogini� i po�o�yli na ziemi, �ci�gn�li wszystkie juki i przywi�zawszy mnie do jakiego� d�bu, ch�ostali owym ka�czugiem naw�lonym ko��mi bydl�cymi tak, �em omal ducha nie wyzion��. By� tam jeden, co chcia� mi poprzecina� �ci�gna w kolanach

swoj� siekier�, �em to tak szpetnie na szwank narazi� ow� jego dziewicz� wstydliwo��; inni jednak � nie dla ocalenia mnie, ale na my�l o le��cym na ziemi pos�gu � �ycie mi darowa� postanowili. Znowu wi�c jukami mnie ob�adowali i p�azem mieczy pop�dzaj�c przychodz� ze mn� do jakiego� �wietnego miasta. Tam jeden ze starszych miasta, cz�ek w og�le bogobojny, a szczeg�lnie bogini� czcz�cy, zwabiony brz�kiem cymba��w, �oskotem b�benk�w i mi�kkimi frygijskimi akordami � wybieg� nam naprzeciw ofiarowuj�c najch�tniej go�cin� bogini; nas tak�e wszystkich umie�ci� w obszernych zabudowaniach domu, a b�stwu stara� si� wygodzi� objawami najg��bszej czci i bogatymi ofiarami. [31] Przypominam sobie, �e tu grozi�o memu �yciu najwi�ksze niebezpiecze�stwo. Wie�niak mianowicie pewien przys�a� w podarunku owemu obywatelowi, a swemu panu cz�� swej zdobyczy my�liwskiej: t�usty udziec ogromnego jelenia. Ten udziec zawieszono nieostro�nie za nisko za drzwiami kuchni, gdzie go pies jaki� � tak�e, jak wida�, my�liwiec � porwa� i ucieszony ze zdobyczy co pr�dzej umkn�� sprzed oczu pilnuj�cych. Kiedy kucharz t� strat� spostrzeg�, j�� � lej�c �zy, kt�re na nic si� nie przyda�y, i rozpaczaj�c bez ko�ca � wyrzuca� sobie sw� niedba�o��. A tu pan ju� lada chwila za��da jedzenia! Wi�c w rozpaczy, a w jeszcze wi�kszym strachu, po�egna� si� ze swym ma�ym synkiem, porwa� powr�z i chcia� si� powiesi�. Nie ukry�o si� przed wiern� jego �on� to okropne utrapienie ma��onka; chwyci�a obiema r�kami �miertelny w�ze� i wrzasn�a: � A c�e� ty z tego strapienia ju� tak g�ow� straci�, �e nie widzisz tego ratunku, co ci go w�a�nie przypadkiem nastr�cza opatrzno�� boska? Pos�uchaj�e mnie bacznie, je�li� si� cho� troch� opami�ta� z tego wariactwa, w kt�re� wpad� przez to nieszcz�cie: tego os�a, co go tu dzi� przywiedli, zaprowad� w jaki k�t, zar�nij, z ud�ca mu wytnij kawa� taki, jak tamten by�, wysma� go jak najsmakowiciej z przyprawkami i podaj panu miasto jelenia! Temu nikczemnemu �ajdakowi u�miechn�o si� to, �eby si� ratowa� kosztem mojej sk�ry, i nie mog�c si� nadziwowa� rozumowi swojej wsp�pracownicy � ju� n� ostrzy� do tych jatek. KSI�GA DZIEWI�TA [l] Kiedy ten rze�nik szelmowski tak sobie �apy bezbo�ne przeciwko mnie szykowa�, ja � �e to niebezpiecze�stwo okrutne nagli�o do decyzji � postanowi�em bez d�ugich rozmys��w ucieka� przed gro��cymi mi jatkami. Za czym w tym mgnieniu zerwawszy postronek, na kt�rym by�em uwi�zany, wyrywam co si�y w nogach � dla bezpiecze�stwa jeszcze raz wraz kopytami wierzgaj�c � przelatuj� jak wicher przez najbli�szy portyk i od razu wpadam do jadalni, gdzie gospodarz raczy� si� z kap�anami bogini uczt� ofiarn�; rozp�dzony wywracam i

rozwalam tu wszystek sprz�t sto�owy, a nawet same sto�y obficie zastawione. Gospodarz, oburzony tym haniebnym spustoszeniem, jakie tam wyrz�dzi�em, kaza� co pr�dzej kt�remu� ze s�u��cych zabra� mnie i � �em to taki nieuda�y i wyuzdany � w jakim� pewnym miejscu mocno przywrze�, �ebym znowu swawol� jak� takow� spokojnej biesiady nie zak��ci�. Tym chytrym pomys�em cudownie obroniony i wydarty z samych ju� �ap rze�nika, radowa�em si� ochron�, jak� by�o zbawcze dla mnie wi�zienie. Ale ju�ci, �e jak Dola przeciwna, to nie mo�e synowi cz�owieczemu nic wyj�� na dobre: �adnemu zamys�owi roztropnemu ani sposobowi przemy�lnemu nie odwr�ci� ani zmieni� niechybnych zarz�dze� bo�ej opatrzno�ci. Bo i ten sam pomys�, co mnie, jak si� przez chwil� zdawa�o, ocali�, ten sam �ci�gn�� na mnie niebezpiecze�stwo okrutne, ba, omal�e nie zgub�. [2] Oto kiedy go�cie tak sobie przy stole pogwarzaj�, wpada nagle do jadalni jeden z niewolnik�w z twarz� wzburzon� i zastrachan� i powiada gospodarzowi, �e w�a�nie przed chwileczk� wypad� z s�siedniego zau�ka jaki� w�ciek�y kundel, wlecia� jak b�yskawica przez tylne wej�cie i ziej�c sza�em, rzuci� si� naprz�d na psy my�liwskie, nast�pnie na najbli�sz� stajni�, gdzie napad� z tak� sam� w�ciek�o�ci� wiele zwierz�t, a w ko�cu nawet i ludziom nie przepu�ci�: oto rozszarpa� � takim czy innym sposobem � mulnika Mirtylusa i kucharza Hefestiona, i pok�j owca Hypateusza, i lekarza Apolloniusza, a nawet jeszcze innych domownik�w � wszystkich, gdy usi�owali ucieka�. Najgorsze, �e przez zatrute uk�szenia zarazi� z pewno�ci� wiele zwierz�t tak� sam� w�cieklizn�. Przerazili si� wszyscy t� wiadomo�ci�, a my�l�c, �e to i ja oszala�em pod wp�ywem tej zarazy � �api�, co komu w r�k� wpad�o, i zach�caj�c si� wzajemnie, by odeprze� zgub� gro��c� wszystkim, rzucaj� si� za mn� � raczej, jakby to oni sami si� w�ciekli. I niew�tpliwie byliby mnie posiekali w kawa�ki tymi w��czniami i oszczepami, a nawet obusiecznymi siekierami, kt�re im z miejsca niewolnicy podali, gdyby nie to, �e ja, zobaczywszy, jaka burza si� nagle przeciw mnie zerwa�a, wpad�em od razu do sypialni moich pan�w. Wtedy tamci zatrzasn�wszy i zaryglowawszy za mn� drzwi rozpocz�li obl�enie tej izby na czas tak d�ugi, a� ja, nie nara�aj�c ich na �adne niebezpiecze�stwo walki ze mn�, zdechn� sam strawiony i ze�arty nieuleczalnym sza�em tej �miertelnej choroby. Ale dzi�ki temu dorwa�em si� wreszcie chwili wolno�ci i korzystaj�c ze szcz�liwej sposobno�ci, �e mog�em by� troch� sam, rzuci�em si� na zas�ane �o�e i po d�ugim zaiste czasie za�y�em snu znowu jak cz�owiek. [3] S�o�ce sta�o ju� wysoko, gdy wypocz�wszy na mi�kkim �o�u ze zm�czenia, wstaj�

rze�ki i s�ysz� moich stra�nik�w, co calutk� noc bezsennie czuwali, jak si� na m�j temat sprzeczaj�: � Mo�na� to uwierzy� � m�wi� � �eby w�cieklizna jeszcze dot�d rzuca�a tym n�dznym o�liskiem, tym popychad�em? Z pewno�ci� ju� go zadusi� jad swoj� moc� coraz rosn�c�! Za czym r�nic� zda� postanawiaj� rozstrzygn�� zbadaniem rzeczy: zagl�daj� tedy przez jak�� szpar� i widz�, �e stoj� sobie spokojnie, zdr�w i ca�kiem trze�wy. Wi�c uchyliwszy ju� bez wahania drzwi chcieli dok�adniej wybada�, czy si� ju� uspokoi�em ca�kowicie. Wtedy to jeden z nich � ani chybi, �e przez niebo jaki� zes�any mi zbawca � wywodzi innym, �e jest jeden doskona�y spos�b przekonania si�, czym zdr�w. Trzeba � powiada � poda� mu do picia pe�ne wiadro �wie�ej wody, a je�eli �mia�o i jak zazwyczaj zbli�y si� i pi� zacznie, to mo�na by� pewnym, �e jest zdr�w i wyleczony z wszelkiej choroby. Przeciwnie, je�eli si� b�dzie stracha� na widok wody i p�oszy� przed dotkni�ciem jej, to b�dzie to dow�d, �e straszna choroba trwa uparcie. Wypr�bowano to wiele razy, a tak�e stare ksi�gi ten �rodek przekaza�y. wanego fata�aszkami bogini, wyp�dzono mnie znowu w�r�d ha�asu grzechotek i cymba��w na go�ciniec � mnie, wiecznego �ebraka wszystkich dr�g. Obeszli�my tak niema�o r�nych chat i dwor�w i przybyli wreszcie do pewnej miejscowo�ci zbudowanej � jak to opowiadali mieszka�cy � na ruinach jakiego� bogatego miasta. Stan�li�my w pierwszym napotkanym zaje�dzie i tu us�yszeli�my ucieszn� historyjk� o tym, jak to pewnego biedaka oszuka�a jego �ona. [4] Zgodzono si� na t� rad� i natychmiast podsuwaj� mi � cho� nie bez strachu jeszcze � ogromn� jak�� kad� prze�roczystej jak kryszta� wody, zaczerpni�tej z najbli�szego zdroju. Ja za� bez wahania zbli�am si� � naprzeciw im jeszcze biegn�c � i spragniony srodze schylam si�, wsadzam ca�y �eb i �ykam t� wod�, doprawdy zbawcz�. I ju� spokojnie pozwala�em si� i d�o�mi poklepywa�, i ci�gn�� za uszy, i prowadzi� za uzd�, i wszystkie pr�by ze sob� robi�, a� wszystkim z najwi�ksz� pewno�ci� dowiod�em �agodno�ci mojej wbrew ich zwariowanym uprzedzeniom. W ten spos�b unikn��em podw�jnego niebezpiecze�stwa; nast�pnego tedy dnia, ob�adoOpowiem j�, bo chcia�bym, �eby�cie j� tak�e poznali. [5] By� sobie mianowicie jeden cz�owiek, chudzina i biedota, co pracowa� dla kowal�w i �y� z takich skromniusie�kich zarobk�w. Mia� on za� �oneczk�, tak� sam� chudzin� jak i on, ale szeroko rozs�awion� przez wszeteczno��, jakiej pr�dko nie znajdziesz. Ot� pewnego razu cz�owiek �w poszed� raniute�ko do swojej zacz�tej gdzie� roboty, a tu tymczasem

w�lizn�� si� do jego domu jaki� bezczelny gach. I kiedy oni si� tam bezpiecznie mi�osnymi harcami zabawiaj�, niespodziewanie wraca do domu m��, o niczym nie wiedz�c i niczego nawet nie podejrzewaj�c. Widzi drzwi zamkni�te i zaryglowane, wi�c bardzo sobie ma��onki swej niedost�pno�� chwal�c do drzwi si� dobija, �wista wreszcie, by j� o swym przybyciu uwiadomi�. Wtedy ta niewiastka chytra i we wszystkich takich sprawkach bita i kuta, gacha z najczulszych u�cisk�w wypuszcza i ukrywa go doskonale w kadzi do p� zakopanej w k�cie i w�a�nie pr�nej; po czym otwiera drzwi i obsiada g�b� m�a, nim jeszcze wej�� zdo�a�: -- To to tak � wrzeszczy � to ty, golcze i pr�niaku, tak sobie spacerujesz z r�kami za�o�onymi na brzuchu i ani si� do swojej roboty nie we�miesz, ani nie pomy�lisz, �eby�my z czego �y� mieli, ani nie przyniesiesz czego do jedzenia? A ja tu biedna w dzie� i w nocy r�ce sobie przy k�dzieli urabiam, �eby�my mieli przynajmniej lamp� w tej naszej norze! O ile� to szcz�liwsza ode mnie taka Dafne z s�siedztwa, co �re i pije od rana, �e ma�o nie p�knie, a potem si� gzi ino ze swoimi gachami! [6] Tak przyj�ty ma��onek sk�ada si�, jak mo�e: � A c� tam tobie znowu? � powiada. � To� nasz majster, zaj�ty jakimi� sprawami s�dowymi, zrobi� nam na dzisiaj wakacje; ja jednak pomy�la�em ju� o naszej strawie dzisiejszej. Popatrz no tylko na t� kad�, co zawsze stoi pr�no, niepotrzebnie ino miejsca tyle zajmuje i w gospodarstwie naszym nam przeszkadza, a do niczego si� nie zda. Ot� ja j� sprzeda�em komu� za pi�� denar�w i on si� tu zaraz zjawi, aby zap�aci� i zabra� j� sobie. Bierz no si� tedy do roboty i pom� mi, aby j� wyci�gn�� z ziemi i m�c odda� kupcowi. Na to niewiastka chwyta si� podst�pu, jaki jej rzecz sama nasuwa�a, i powiada z bezczelnym chichotem: � Ej, uda� mi si� te�, uda� ten m��, z kt�rego taki kupiec nie lada! To� on to, co ja, niewiasta, z domu nie wychodz�c dawno ju� sprzeda�am za siedem denar�w, to on sprzeda� znacznie taniej! Wi�c na to m��, ucieszony tym naddatkiem, pyta: � A kt� to taki, od kt�rego� tak utargowa�a? A ona: � A�eby� wiedzia�, g�upcze, �e ju� nie wiem, od kiedy siedzi w tej kadzi, tak skrz�tnie wypr�bowuje, czy mocna. [7] Tamten za� sprytnie si� do s��w niewiasty dostosowuj�c wystawia co �ywo �eb i powiada: � No, jak chcecie, pani matko, �eby ju� tak prawd� powiedzie�, to kad� ju� bardzo stara i okrutnie wsz�dzie pop�kana � a zwracaj�c si� do m�a, jakby go to niby nie zna�: � Ej�e, m�j cz�owieku, co� tam za jeden, daj no mi tu raz dwa latarni�! Musz� zeskroba� ten osad ze �rodka, �eby si� wyzna�, czy ona jeszcze do u�ytku; pewnie, ja pieni�dzy nie

kradn�. Za czym ten przenikliwy a wzorowy m�� natychmiast i bez cienia podejrzenia za�wieci� latarni�: � Wy�a�, brachu � powiada � i spokojnie se poczekaj chwilk�, a ju� ja ci j� zaraz dam ogl�dn�� wyczyszczon� jak si� patrzy. I r�wnocze�nie zrzucaj�c ubranie zeskoczy� do kadzi ze �wiat�em i zacz�� wyskrobywa� z nadgni�ych �cian warstw� zastarza�ego osadu. A tymczasem ten g�adki ch�opczyk, ten gaszek, przez rami� przechylonej nad kadzi� kowalichy zagl�daj�c, spokojnie se z ni� od ty�u poczyna�. Ona zasi� g�ow� w kad� opuszczaj�c, jeszcze � po ga�ga�sku zaiste � krotochwile se z m�a czyni�a, wskazuj�c mu palcem, �e trza jeszcze oczy�ci� tu a tam, a jeszcze gdzie indziej [...].W tedy dopiero nieuda�y kowal dosta� siedem denar�w i musia� na w�asnym grzbiecie zanie�� kad� do domu gacha. [8] W tej miejscowo�ci zabawili moi naj�wi�tobliwsi kap�ani kilka dni, dobrze se natykaj�c ka�duny dzi�ki szczodrobliwo�ci ludzi i dobrze si� opychaj�c cz�stymi op�atami za wr�enie. Wpadli tu bowiem na nowy spos�b zarobkowania. Jedn� wr�b� sobie wykombinowali na wiele r�nych wypadk�w i t� wystrychali na dudk�w t�umy radz�cych si� o najrozmaitsze rzeczy. Wr�ba ta brzmia�a: Kto do jarzma na roli dobrze sprz�gnie wo�y, Ten si� te� zbi�rki kiedy� doczeka weso�ej. Przyszli si� tedy przypadkiem radzi� gotuj�cy si� do ma��e�stwa, m�wiono im, �e wyrocznia t�umaczy si� najwyra�niej: maj� si� sprz�gn�� w ma��e�stwo, a b�d� mieli mnogo potomstwa. Je�li pyta� kto�, kto chcia� targowa� posiad�o�� ziemsk�, t�umaczono mu, �e ca�kiem trafnie mowa o wo�ach i jarzmie, i polach szumi�cych zbiorami. Je�li prosi� o wr�by kto� niespokojny o losy podr�y, wyk�adano mu, �e tu chodzi o zaprz�g, co ju� na niego czeka gotowy, a sk�ada si� z naj�agodniejszych w �wiecie bydl�t, zbi�rka za� z p�l oznacza tu zysk z podr�y. Je�li si� wreszcie kto�, kto szed� na wojn� albo w po�cig za band� zb�jeck�, dowiadywa�, czy wyprawa si� uda, czy nie, dowodzili, �e ta wyborna wr�ba zapewnia zwyci�stwo, bo oznacza, �e karki wrog�w maj� by� ugi�te pod jarzmo, a wyprawa przyniesie zdobycz cenn� i bardzo obfit�. W ten spos�b, takimi wykr�tnymi wr�bami, niema�o pieni�dzy z ludzi naskubali. [9] Ale �e na ci�g�e zapytania do przesytu ju� t� sam� odpowied� dawali, wi�c si� to �r�d�o wyczerpa�o: znowu tedy ruszaj� w drog�, haniebniejsz� sto razy jeszcze od ca�ej drogi owej noc� tu przebytej, bo i wyboist�, i ka�u� i dziur pe�n�, to znowu w skis�ym bagnie ton�c� albo gdzie indziej �lisk� od lepkiego b�ota. Obt�uk�szy sobie wreszcie krzy�e przy ci�g�ych

po�li�ni�ciach i uderzeniach i namordowawszy si�, zaledwie zdo�a�em si� ostatecznie wydosta� na �cie�ki polne. Ale oto dop�dza nas gromada je�d�c�w uzbrojonych w rohatyny i z trudno�ci� powstrzymawszy p�d rozszala�ych koni, rzuca si� z w�ciek�o�ci� na Filebusa i jego towarzyszy, za gardziele ich chwyta i od �wi�tokradc�w plugawych wyzywa, pi�ciami tymczasem ok�adaj�c. Ba, wi�cej jeszcze: napastnicy powrozami wszystkich kr�puj�, bez przestanku w uszy wrzeszcz�, aby co pr�dzej oddawali z�ot� kru��, ow� nagrod� ich zbrodni � t� kru��, kt�r� cichcem skradli sprzed samego siedziska Matki bog�w podczas rzekomego nabo�e�stwa, w tajemnicy tam praktykowanego; potem za�, jak gdyby zaiste mogli chy�kiem si� wymykaj�c umkn�� karze za tak� zbrodni�, wynie�li si� z bram miasta, ledwie dnie� pocz�o. [10] Znalaz� si� nawet w�r�d pogoni jeden �mia�ek, kt�ry si�gn�� ramieniem na m�j grzbiet i poszukawszy za pazuch� samej bogini, kt�r� nosi�em, znalaz� i stamt�d wobec wszystkich wyci�gn�� z�ot� kru��. Ale zaiste, nawet odkrycie tak �wi�tokradczej zbrodni nie zdo�a�o zbi� z tropu ani zastraszy� tych �b�w plugawych. Przeciwnie, jeszcze �miech udaj�c, kpinkowa� se zacz�li: � Patrzcie ino � be�kotali � na t� niegodn� przewrotno�� losu, kt�rej ofiar� tak cz�sto padaj� niewinni ludziska! Przez ten jeden kieliszeczek, kt�ry Macierz bog�w ofiarowa�a swej siostrze, Bogini Syryjskiej, jako podarunek go�cinny � przez ten kieliszeczek pos�dza� osoby duchowne i oskar�a� o spraw� gard�ow�! Na pr�no jednak wyplatali takie i tym podobne brednie. Ch�opi bowiem pognali ich z powrotem i natychmiast w wi�zach wtr�cili do swego Tulianum35. Kru�� za� i sam pos�g, kt�ry nosi�em, z�o�ono, jako rzeczy po�wi�cone, w skarbczyku �wi�tyni. A co do mnie, to na drugi dzie� znowu na targ mnie wyprowadzaj� i gard�u pacho�a miejskiego przekazuj�. Od tego utargowa� mnie � za cen� o siedem z�otych wy�sz� od tej, za kt�r� niedawno kupi� mnie Filebus � pewien m�ynarz z najbli�szego miasteczka. Ten natychmiast ob�adowa� mnie, ile wlaz�o, zbo�em, kt�re r�wnocze�nie zakupi�, i drog� spadzist�, przykr� i naje�on� pniakami pop�dzi� do swego m�yna. [11] Tutaj mnogie bydl�ta wielokrotnymi deptaniami w k�ko obraca�y m�yny nie tylko we dnie, ale bez przerwy i noc�, i me��y ci�gle ruchliwymi obrotami kamieni t� niedospan� m�k�. Ale mnie, ju�ci, abym si� nie zl�k� ci�kich pocz�tk�w tej s�u�by, nowy m�j pan podj�� hojnie i ch�dogo. Bo to i tego pierwszego dnia wakacje mi da�, i ���b zasypa� obficie �arciem. Ale te szcz�liwo�ci wywczas�w i brzucha d�ugo nie trwa�y, bo ju� dnia nast�pnego, skoro �wit, zaprz�ono mnie do najwi�kszego m�yna, �eb mi szmat� owini�to i pop�dzono

w�sk� bruzd� wygi�tego �cie�u, a�ebym w kolistym kr�gu, krokami wstecznymi ci�gle w �lady swe wracaj�c, b��ka� si� w wiecznej w�dr�wce. Nie zapomnia�em jednak o swej roztropno�ci i dowcipie i ca�kiem nie okaza�em si� uczniem zbyt poj�tnym. Chocia� bowiem cz�sto widzia�em � gdym jeszcze do cz�eczego nale�a� �wiata � jak obracano takie m�yny, to jednak tu, udaj�c g�upiego i jakby ca�kowicie nie wiedz�c, o co chodzi, stan��em od razu jak wmurowany w ziemi�: takem se bowiem duma�, �e jako niezdatnego i nieu�ytecznego do takiej pracy, u�yj� mnie do jakiej� innej l�ejszej roboty albo �e se bez pracy p�jd� na zielon� trawk�. Ale na pr�no wyt�a�em ca�� przemy�lno�� � tak szkodliw� w skutkach. Zaraz bowiem obst�pi�a mnie gromada ludzi w kije uzbrojonych i w chwili gdy ja sta�em niczego nie przeczuwaj�c, bo oczy mia�em zawi�zane � nagle na dany znak podni�s� si� krzyk i kije spad�y na mnie jak grad. To g�o�ne napomnienie tak mnie zbi�o z tropu, �e zostawiwszy wszystkie m�dre zamys�y z miejsca szarpn��em co si� janowcowe popr�gi i m�yn co �ywo obraca� zacz��em. 35 T u 1i a n u m � lochy wi�zienia w Rzymie, nazwane tak od ich za�o�yciela kr�la Serwiusza Tuliusza. [12] Ta nag�a zmiana w zachowaniu wzbudzi�a �miech w ca�ej gromadzie. Kiedy w ten spos�b min�a ju� wi�ksza cz�� dnia i dobrze ju� by�em zziajany, odwi�zano mi popr�gi janowcowe, od kamieni wyprz�ono i postawiono przy ��obie. Lecz ja, cho� zmachany okrutnie, odpoczynku bardzo potrzebuj�cy, a i zg�odnia�y co si� zowie, to jednak p�dzony niepokojem i wrodzon� mi ciekawo�ci� zacz��em, zaniedbuj�c obfit� straw�, rozgl�da� si� z jakim� dziwnym zaj�ciem w ca�ym urz�dzeniu tego nies�odkiego warsztatu. Bogowie dobrzy, c� ja tam widzia�em! Jakie� istoty ludzkie o sk�rze ca�ej pr�gowanej sinymi bliznami, o grzbiecie obt�uczonym, ocienione raczej ni� okryte strz�pami �achman�w. Niekt�rzy tak odziani, �e zaledwie biodra mieli przepasane � wszyscy jednak tak wystrojeni, �e przegl�dali ca�kiem przez swoje szmaty; na czo�ach pi�tnowani, z �bami do po�owy wygolonymi, z �a�cuchami na nogach. Cer� mieli nieludzk�, a powieki spieczone czarnymi dymami i par�, tak �e ledwo co widzieli, a obieleni byli brudnym py�em m�cznym jak zapa�nicy, co walcz� osypani bia�ym proszkiem. [13] A c� mam opowiada� i jakimi s�owy o moich bydl�cych kolegach? Jakie� to by�y te mu�y zestarza�e, te wa�achy ochwacone! Z �bami zanurzonymi w ��obie �u�y przy nim kluchy plew, sapi�c jak miechy gardzielami stoczonymi zgnilizn� wrzod�w; nozdrza mia�y poranione i pop�kane od ci�g�ego kaszlu, na piersiach jadz�ce si� rany od ustawicznego tarcia postronk�w janowcowych, �ebra a� po ko�ci obna�one od nieustannego bicia, kopyta potwornie

sp�aszczone od wiecznego biegania w k�ko, a ca�� sk�r� szorstk� od ple�ni i parch�w, kt�re je �ar�y. My�la�em ze strachem o tym, �e i mnie czeka okropny los tych moich towarzyszy, i ze spuszczonym �bem sta�em zgn�biony, zepchni�ty do kresu upodlenia, a pami�taj�cy jeszcze dobrze �wietn� dol� dawnego Lucjusza. A nie by�o �adnej znik�d pociechy w tym okropnym �yciu, chyba tylko to, �e mi je wrodzona ciekawo�� os�adza�a; wszyscy bowiem, moj� obecno�ci� ma�o si� kr�puj�c, m�wili i czynili to, do czego mieli ochot�. I nie bez s�uszno�ci boski tw�rc� staro�ytnej greckiej poezji, chc�c scharakteryzowa� m�a o najg��bszej m�dro�ci, powiada, �e najwy�sze zalety swoje zdoby� on w�druj�c po wielu krajach i poznaj�c r�ne narody. Tak i ja sam z wdzi�czno�ci� wspominam moj� o�l� sk�r�, ile �e pod jej okryciem � cho� r�n� dol� do�wiadczony � przecie� sta�em si� je�li nie m�dry, to w ka�dym razie wielu si� r�nych rzeczy dowiedzia�em. [14] Z tych zasob�w mych do�wiadcze� postanowi�em wam opowiedzie� doskona�� trefn� historyjk� i oto zaczynam. �w m�ynarz, co mnie za pieni�dze naby�, sam by� ostatecznie cz�ekiem dobrym i ca�kiem porz�dnym, ale los da� mu po�owic�, szelm� bab�, �e drugiej takiej nie znajdziesz; cierpia� przez ni� w ma��e�stwie i gospodarstwie swym tak, �e � dalib�g �ja nawet nieraz w milczeniu u�ala�em si� jego doli. Bo zaiste nie brakowa�o tej �ajdackiej babie nawet jednej jedynej wady, ale wszy�ciute�kie nieprawo�ci sp�yn�y do jej duszy jak do jakiego� b�otnistego �cieku: roz�arta, uparta, pijaczka, pieniaczka, przecherka, �cierka, chciwa w swej paskudnej brudocie, a rozrzutna w plugawym marnotrawstwie, wszelkiej wierno�ci wroga, wszelkiej wstydliwo�ci nieprzyjaci�ka. Wzgardziwszy i podeptawszy nogami �wi�te b�stwa, zamiast jakiej� wyra�nej religii udawa�a bezbo�nie wiar� w boga, o kt�rym g�osi�a, �e jest jednym jedynym, i zmy�lon� i pust� nabo�no�ci� mydli�a oczy wszystkim ludziom, nieszcz�snego za� ma��onka swego wci�� oszukiwa�a: ju� od rana pijana, oddawa�a si� rozpu�cie bez przerwy, z kim si� da�o. [15] Takie to oto babsko prze�ladowa�o mnie dziwn� nienawi�ci�. Jeszcze przed �witem, jeszcze z ��ka nie wsta�a, a ju� wrzeszcza�a, �eby nowego os�a zaprz�ga� do m�yna, a od chwili gdy wysz�a z komory, niepokoi�o j� tylko to, �eby mi ino � w jej oczach � jak najwi�cej kij�w dano; kiedy za� nadszed� czas popasu i inne bydl�ta wyprz�gano, kaza�a mnie o wiele p�niej puszcza� do ��obu. Ale to jej okrucie�stwo zaostrzy�o jeszcze m� ciekawo�� � wrodzon� zreszt� � na jej prowadzenie si�. Wiedzia�em, �e stale chodzi�

do jej komory pewien m�odziak, kt�rego te� g�b� okrutnie chcia�em ujrze�; do tego trzeba by�o jednak, aby mi m�j kaptur cho� troch� z oczu si� zesun��. Dowcipu bowiem do wykrycia na jakikolwiek spos�b szelmostw tej �ajdaczki nie brakowa�o mi wcale. A mia�a ona tam jedn� staruch�, swoj� rajfurk� i po�redniczk� mi�dzy ni� a gachami; z t� si� codziennie, od rana samego nie roz��cza�y. Z ni� to raczy�a si� naprz�d �niadaniem, a potem wi�skiem, knuj�c razem zdradliwe, oszuka�cze plany na koszt nieszcz�snego ma��onka. Ja zasi�, jakkolwiek gniew srogi �ywi�em w sercu do Fotis i jej pomy�ki, wskutek kt�rej zrobi�a mnie os�em, gdy chcia�a zrobi� ptakiem, jednak mia�em w nieszcz�snym mym przemienieniu t� � co prawda jedyn� � pociech�, �e dzi�ki mym pot�nym s�uchom doskonale s�ysza�em wszystko nawet z bardzo daleka. [16] Tak tedy pewnego dnia dosz�y do moich uszu takie s�owa szeptane przez t� starowink�: � Pomy�l ino sama, moja paniusiu, z jakim� si� te� � mnie o rad� nie pytaj�c � gaszkiem wda�a! To� to n�dza, tch�rzysko, co si� haniebnie trz�sie na widok zmarszczonych brwi twego niezno�nego i obrzyd�ego m�a, a przez to � opiesza�o�ci� swojej niemrawej mi�o�ci � utrapienie tylko przynosi twoim jurnym ch�ciom. O ile� by to lepszy by� m�ody Filezyterus, i pi�kny, i zuchwa�y, i dzielny, a wobec pr�nych usi�owa� ma��onk�w nieustraszony. Dalib�g, zas�uguje na to, by rozkosze, kt�re da� mog� wszystkie m�atki, on dla siebie samego tylko zabra�; zas�uguje sam jeden na z�oty wieniec, cho�by za to jedno, co okrutnie zgrabnie wymy�li� teraz niedawno na jednego zazdrosnego m�a. Pos�uchaj tylko i por�wnaj go z twoim, by� wiedzia�a, jacy to r�ni od niego bywaj� kochankowie. [17] Zna�a� z pewno�ci� niejakiego Barbarusa, dekuriona w naszym mie�cie, zwanego przez lud Skorpionem dla ostro�ci usposobienia. Ten to trzyma� u siebie w domu pod najczujniejsz� stra�� �on� szlachetnie urodzon� i pi�kno�ci nadzwyczajnej i pilnowa� jej, jak tylko mo�na. Na te ostatnie s�owa wtr�ca m�ynarka: � Jak�e�? Znam j� doskonale! M�wisz o mojej kole�ance ze szko�y, Arecie. � Aha � powiada starka � to znasz ca�� histori� o Filezyterusie i o niej? � Zupe�nie nie znam � odrzecze � ale okrutnie chc� pozna� i b�agam ci�, mamusiu, opowiedz mi wszystko po porz�dku! Za czym ta starka, gadu�a niepomierna, tak zaczyna: � Ten Barbarus musia� si� raz uda� w podr�. A �e na wszelki spos�b chcia� ustrzec cnot� najdro�szej ma��onki, zwierzy� si� w tajemnicy s�u�ce swemu, Mirmeksowi, cz�ekowi wypr�bowanej wierno�ci, i jemu zleci� ca�� stra� nad pani�; zagrozi� mu przy tym wi�zieniem do�ywotnim, straszn� wreszcie �mierci� g�odow�, Je�liby ktokolwiek � chocia�by w przej�ciu

� dotkn�� jej palcem. Te gro�by zaprzysi�g� jeszcze na imi� wszystkich b�stw. Tak tedy zostawiaj�c Mirmeksa � nastraszonego co niemiara � jako najczujniejszego str�a �onie, wyrusza uspokojony w drog�. Teraz Mirmeks, kt�remu przera�enie doda�o stanowczo�ci, nie pozwala swej pani ruszy� si� krokiem i sam nie odst�puje od niej na chwil�, gdy tkwi tak przy swej domowej k�dzieli. Nawet gdy musia� j� ju� pu�ci� do wieczornej k�pieli, przyczepia� si� do niej i przywi�zywa� trzymaj�c w d�oni ko�ce jej szat; w ten spos�b okrutnie chytrze dotrzymywa� przyj�tego na siebie zobowi�zania. [18] Tymczasem rzadka pi�kno�� m�odej m�atki nie mog�a si� ukry� przed czujn� po��dliwo�ci� Filezyterusa. A co jeszcze najbardziej go n�ci�o i podnieca�o, to w�a�nie owa rozg�o�na jej cnotliwo�� i ten zbytek czujno�ci, jak� j� otaczano. Got�w by� tedy wszystko zrobi�, na wszystko si� narazi� i przygotowywa� wszystkie si�y dla prze�amania twardej czujno�ci domu. Zarazem przekonany o tym, jak kruch� jest rzecz� wierno�� ludzka, i o tym, �e pieni�dze toruj� drog� przez wszelkie trudno�ci i �e z�oto wywa�a bramy nawet diamentowe, zwierza si� Mirmeksowi � dopad�szy go szcz�liwie samego � ze swej mi�o�ci i b�aga go, by mu by� lekarzem w tej udr�ce; zaklina si�, �e � je�li nie b�dzie m�g� da� co pr�dzej folgi swej ��dzy � to �mier� sobie od razu zada, jak sobie to postanowi� i jak poprzysi�g�. T�umaczy mu, �e nie powinien si� niczego ba�, gdy chodzi o tak� b�ahostk�; to� on wieczorem sam, pod os�on� i ochron� ciemno�ci, w�li�nie si� do domu, a za czasu niewiele powr�ci. Do tych i tym podobnych nam�w do�o�y� jeszcze co� innego, co jak pot�ny klin mia�o nie na �arty rozsadzi� krzepk� zaiste nieugi�to�� s�ugi: oto otwiera pi�� i pokazuje mu w niej b�yszcz�ce nowo�ci� rzetelne dukaty, kt�rych dwadzie�cia � m�wi� � przeznacza dla niewiasty, a dziesi�� ch�tnie jemu ofiaruje. [19] Przerazi� si� Mirmeks tej rzeczy nies�ychanej i uszy sobie zatykaj�c, uciek� co pr�dzej. Ale nie m�g� ju� str�ci� z oczu ognistego po�ysku z�ota i chocia� daleko od nich odbieg� i do domu wielkim krokiem pop�dzi�, to jednak widzia� ci�gle to urocze l�nienie pieni��k�w i w my�lach ju� posiada� ten zarobek bogaty. A my�li najsprzeczniejsze przelewa�y mu si� w g�owie jak morze, a on nieborak sk�ania� si� i przechyla� to tu, to tam, to ku wierno�ci, to ku zyskowi, to my�la� o straszliwej karze, to o rozkoszy z pieni�dzy. W ko�cu jednak z�oto zwyci�y�o l�k przed �mierci�. Bowiem i na chwil� nie opuszcza�a go ��dza tych uroczych pieni�dzy, lecz nawet sny jego opanowa�a zgubna chciwo��, tak �e cho� go gro�by pana zatrzymywa�y w domu, to z�oto z domu ci�gn�o. Tak tedy otrz�sn�wszy si� z w�tpliwo�ci i prze�kn�wszy wstyd wyszeptuje do uszu swej pani, co mu

zlecono. Niewiasta za� nie zapar�a si� p�ocho�ci swego rodzaju i za przekl�ty kruszec wstyd sw�j przenaj�a. Przeto Mirmeks nie posiadaj�cy si� z uciechy � �e na taki koniec przysz�o jego wierno�ci! � spieszy co tchu, ju� nawet nie aby odebra�, ale przynajmniej �eby dotkn�� pieni�dzy, kt�re na zgub� sw� zobaczy�. Oszala�y z rado�ci donosi Filezyterusowi, �e spe�nia mu si� � dzi�ki jego, Mirmeksa, niezmordowanym usi�owaniom � pragnienie, i natychmiast ��da obiecanej nagrody, i ju� �ciska w d�oni z�ote dukaty, w d�oni, co miedziak�w nie zna�a. [20] A gdy tylko noc zapad�a, wprowadza do domu zuchwa�ego gacha z twarz� dobrze zakryt� i wpuszcza a� do komory pani. I w�a�nie kiedy oni tam w u�ciskach pierwsze ofiary jurnemu Amorowi sk�adali, w�a�nie kiedy � nadzy wojownicy � pierwszy b�j Wenery staczali, wbrew wszelkiemu oczekiwaniu, znienacka staje przed bram� domu ma��onek, co nocn� por� wybra� do powrotu. Ju� si� dobija, ju� wo�a, ju� kamieniem w drzwi t�ucze, a coraz bardziej podejrzliwy, �e tak zwlekaj� z otwarciem, grozi Mirmeksowi takimi karami, �e w�osy staj� na g�owie. �w zasi�, fataln� niespodziank� stropiony, straci� w przera�eniu g�ow� i ca�kiem bezradny wymawia si� � bo na to tylko wpad� � �e w ciemno�ciach nocnych nie mo�e znale�� klucza, tak go troskliwie, jak zapewnia�, schowa�. Tymczasem Filezyterus poznaj�c ze zgie�ku, co si� �wi�ci, co pr�dzej suknie narzuci�, ale ju� w po�piechu obu� si� nie zdo�a� i tak z sypialni si� wymkn��. Wtedy dopiero Mirmeks klucz do zamku za�o�y�, drzwi otwar� i wpu�ci� swego pana nie przestaj�cego przyzywa� straszliwym rykiem wszystkich bog�w; kiedy jednak tamten co tchu do sypialni lecia�, Mirmeks cichaczem wypu�ci� Filezyterusa. Gdy za� Filezyterus znalaz� si� � wolny � raz za progiem, Mirmeks, uspokojony ju� o w�asn� sk�r�, zamkn�� znowu dom i spa� poszed�. [21] Ale zaledwie Barbarus o �wicie si� podni�s�, spostrzega przed �o�nic� jakie� obce sanda�y. By�y to te, w kt�rych przyszed� by� Filezyterus. Barbarus domy�laj�c si� z tego, co si� sta�o, nie zdradza jednak ani �onie, ani nikomu w domu zgryzoty serdecznej, tylko podnosi sanda�y, chowa je cichcem za pazuch�, ka�e s�ugom skr�powa� Mirmeksa i wlec na rynek, gdzie i sam gna wielkim krokiem � z cicha ino jak byk ranny post�kuj�c � pewny, �e po sanda�ach bez trudu wytropi gacha. Ale kiedy tak wali przez ulic� z twarz� zmienion� od w�ciek�o�ci, z brwiami nasro�onymi, a za nim wlok� skr�powanego Mirmeksa � kt�ry, cho� nie z�apany na gor�cym uczynku, zalewa si� jednak wskutek nieczystego sumienia potokami �ez i n�dznymi j�kami budzi ca�kiem bezskuteczne politowanie przechodni�w � spotykaj� przypadkiem Filezyterusa. Spieszy� on gdzie� w jakiej� ca�kiem innej sprawie, ale

niespodziany widok zastanowi� go, cho� nie przestraszy�; przypomnia� sobie zaraz sw� wczorajsz� zgub� wskutek po�piechu, a z tego reszty si� domy�laj�c, natychmiast z w�a�ciwym sobie zdecydowaniem wpada z okrutnym wrzaskiem, roztr�caj�c niewolnik�w, na Mirmeksa i zaczyna mu pi�ciami szcz�ki � niezbyt mocno zreszt� � obk�ada�. �Ty szelmo � wrzeszczy � ty pysku oszuka�czy, a niech�e ci� ten tw�j pan i wszystkie pot�gi niebieskie, kt�re� l�y� zuchwale twymi przysi�gami, niech�e ci� n�dznie zakatrupi�, jake� taki �ajdak! To�e� ty mi wczoraj z �a�ni �ci�gn�� sanda�y! Dobrze ci tak, dalib�g, doskonale, �e ci� w postronki wzi�li. Jeszcze� powinien opr�cz tego w ciemnicy sobie posiedzie�!� Tym sprytnym podst�pem zuchwa�ego ch�opa zwiedziony, ba, ca�kowicie wzi�ty, Barbarus uwierzy� na �lepo. Natychmiast wr�ci� do domu i przywo�awszy Mirmeksa odda� mu te sanda�y, przebaczaj�c z serca i radz�c, by zwr�ci� temu, komu je �ci�gn��. [22] Jeszcze nie sko�czy�a pytlowa� starucha, kiedy przerwa�a jej m�ynarka: � Takiej to dobrze � j�a wzdycha� � co ma takiego zdecydowanego i pewnego siebie przyjaciela. A ja biedaczka ubra�am si� w kochanka, co si� boi nawet stukotu m�yna i mordy tego tu parszywego os�a. Na to starka: � Ju� ja ci dobrze naraj� i zach�c� tego zuchowatego gaszka i sprowadz� ci go tu na schadzk�. Za czym obiecawszy, �e wr�ci z nim wiecz�r, posz�a z komory. Wi�c wstydliwa �oneczka tymczasem przygotowuje uczt� salijsk�, kosztowne wina klaruje, �wie�e potrawki ze sosami przyprawia. Wreszcie st� hojnie zastawiwszy czeka na gacha jak na jakiego pana boga. Tak si� za� jej dogodnie wydarzy�o, �e m�� by� w�a�nie na obiedzie u s�siada, folusznika. Ja za� � wyprz�gni�ty wreszcie, �e to dzie� mia� si� ku ko�cowi, ze szlei i na wypoczynek spokojny puszczony � cieszy�em si�, dalib�g, nie tyle ju� z wytchnienia, jak z tego, �e maj�c ju� oczy nie zawi�zane mog�em �ledzi� swobodnie wszystkie sprawki zbrodniczej baby. W�a�nie i s�o�ce zanurzywszy si� w ocean o�wieca�o podziemne krainy �wiata, kiedy z �ajdack� ow� stark� przyby� p�ochy �w gaszek � po prawdzie to p�dziecko jeszcze, o policzkach g�adziutkich i niezaros�ych, sam jeszcze raczej k�sek dla mi�o�nik�w. Tego ju� na przywitanie wyca�owa�a siarczy�cie m�ynarka i zasadzi�a do zastawionej uczty. [23] Ale ledwo m�odziak dotkn�� ko�cami wargi pierwszego kielicha, ledwo zdo�a� smak jaki� z�apa�, kiedy zjawia si� m��, wracaj�cy wcze�niej, ni� to mo�na by�o przypuszcza�. Za czym wzorowa �oneczka przeklina go najstraszliwszymi przekle�stwami i �yczy, �eby nogi po�ama�, za� zbiela�ego ze strachu gaszka wsadza niebacznie pod drewnian� opa�k�

do czyszczenia ziarna i tam go ukrywa. Po czym, dzi�ki temu, �e taka do dna duszy zak�amana, nie zdradzaj�c si� z niczym udaje beztroskliwe oblicze i ma��onka wypytuje, czemu to opu�ci� obiadek u takiego dobrego znajomka i tak wczas przyszed�. M�� za�, z wielk� przykro�ci� wzdychaj�c cz�sto, powiada: � Ech, uciek�em, bo nie mog�em si� patrze� na ostatni� bezczelno�� tej zatraconej jego baby! Dobrzy bogowie, jak�e� to m�atka wierna i porz�dna mog�a si� zha�bi� takim bezece�stwem! Doprawdy, kln� si� na t� �wi�t� Cerer�, �e i teraz, cho� w�asnymi oczyma widzia�em, trudno mi uwierzy�, �e mo�e by� taka niewiasta. Te s�owa m�a wzbudzi�y w bezczelnej m�ynarce okrutn� ochot� poznania ca�ej historii; nie przestaje si� tedy napiera�, aby wszystko od pocz�tku opowiedzia�, i nie daje mu spokoju, a� jej zachciance uleg� i nie wiedz�c o brudach we w�asnym domu, opowiada o cudzych. [24] � �ona mego kuma folusznika, zreszt� � jak si� zdawa�o � wypr�bowanej cnoty niewiasta, niewiasta, o kt�rej zawsze i dobrze, i chwalebnie m�wiono, kt�ra w poczciwo�ci domem m�a rz�dzi� mia�a, uwik�a�a si� w tajemn� mi�ostk� z jakim� gachem. Z tym to ona ci�g�e mia�a schadzki mi�osne i nawet w tym samym czasie, gdy my po k�pieli szli�my na obiad, ona w ramionach tego w�a�nie miedziaka mi�o�nie si� bawi�a. Ot� naszym nag�ym przybyciem zmieszana schowa�a � chwytaj�c si� pomys�u, jaki jej w tym momencie wpad� do g�owy � owego jegomo�cia pod koszykow� klatk�, utworzon� z pr�t�w ob�o zagi�tych, a schodz�cych si� w g�rze; s�u�y�o to do bielenia par� siarki chust, kt�re si� na tym rozwiesza�o. Zdawa�o si� jej, �e tam b�dzie najbezpieczniej schowany, za czym spokojnie zasiad�a z nami do sto�u. Tymczasem ci�ki a przenikliwy zapach siarki otoczy� m�odziaka nape�niaj�c mu nos i usta, tak �e tchu nie mog�c z�apa� zacz�� si� dusi�; pr�cz tego zacz�� go ten sierdzisty kruszec � jak to zwyk� robi� � pobudza� do kichania. [25] Kiedy po raz pierwszy m�� us�ysza� kichni�cie od strony �ony � bo spoza niej � �yczy� jej, jak to si� zwyczajnie czyni, zdrowia, s�dz�c, �e to ona kichn�a; tak samo, gdy si� to powt�rzy�o raz drugi i kilka razy jeszcze. Wreszcie gdy si� to za cz�sto powtarza�o, tkn�o go co� i jak si� rzecz ma, domy�la� si� pocz��. Odsun�� tedy natychmiast st�, podni�s� klatk� i wywl�k� cz�owieka z trudem �api�cego oddech. Rozw�cieczony sw� ha�b� zacz�� wrzeszcze� o miecz i chcia� zamordowa� tamtego, ju� i tak ledwo �ywego. Zaledwie go pohamowa�em w tym napadzie sza�u, przedstawiaj�c niebezpiecze�stwo, w jakie pakuje nas wszystkich, i zapewniaj�c,

�e przecie jego wr�g i tak nied�ugo uskwirknie � bez naszego przyczynienia si�, bo go zabije jad wetchni�tej siarki. Jako� przekonany nie tyle mymi dowodzeniami, co samym stanem rzeczy, bo gach ju� ledwo zipa�, wyni�s� go w najbli�szy zau�ek. Wtedy j��em namawia� � i nam�wi�em zreszt� � jego po�owic�, aby si� wynios�a na jaki� czas z domu do jakiej znajomki, p�ki czas nie z�agodzi wzburzenia m�a; nie w�tpi�em bowiem, �e on w tym rozjuszeniu i roznami�tnieniu planowa� co� strasznego dla siebie i swej �ony. Tak mnie zmierzi�y te gody u naszego kuma, �e uciek�em i wr�ci�em do w�asnych k�t�w. [26] Podczas tego opowiadania m�ynarza �ona jego � kt�rej bezczelno�� i zuchwalstwo nie by�o pierwszyzn� � sypa�a s�owami pot�pienia i oburzenia na ow� niewiast� folusznika. Wykrzykiwa�a o wiaro�omstwie, o bezwstydzie, o tym, jak� to ca�ej p�ci niewie�ciej zaka�� jest taka, co o cze�� sw� nie dbaj�c nogami depce prawa �o�a ma��e�skiego, ognisko domowe m�a plami ha�b� zamtuza i zaprzepaszczaj�c dostoje�stwo ma��onki �ci�ga na siebie nazw� nierz�dnicy; dodawa�a jeszcze, �e takie to trzeba by �ywcem pali�! Niepokojona jednak tajemn� �dziar� swojego nieczystego sumienia, a chc�c co pr�dzej uwolni� swego gaszka z katowni jego ukrycia, namawia�a ci�gle m�a, aby si� wczas uda� na spoczynek. �w za� � �e to uciek� od kuma w �rodku obiadu � porz�dnie by� g�odny i raczej zasi��� do sto�u wielk� mia� ochot�. Wi�c, cho� niech�tnie � bo i jak�eby? � poda�a mu to, co by�o przeznaczone dla innego. Ale we mnie si� a� bebechy wywraca�y, kiedym my�la� o niedawnych sprawkach tej szelmy i o jej bezczelno�ci teraz, i ty�kom w g�ow� zachodzi�, jak by to mo�na wyjawi� i odkry� jej zdrady i tak us�u�y� memu panu, a tego jegomo�cia, co jak ��w pod skorup� le�a� pod opa�k�, pozbawi� jego okrywki i na oczach wszystkich postawi�. [27] I kiedym si� tak biedzi� z powodu ha�by mego pana, spojrza�a na mnie wreszcie �askawym okiem boska Roztropno��. By�o mianowicie tak, �e kulawy staruch, kt�remu piecza nad nami by�a zlecona, p�dzi� nas, wszystkie bydl�ta � �e to ju� by�a po temu godzina � jednym stadem do najbli�szego jeziora do p�j�a. To mi da�o ow� tak oczekiwan� sposobno�� do zemsty. Przechodz�c mianowicie obok, zauwa�y�em ko�ce palc�w gaszka stercz�ce przez szpary opa�ki. Wysun��em wi�c koryto i nast�puj�c na nie zgniot�em na miazg� tak, �e nie mog�c b�lu wytrzyma� wrzasn�� j�kliwie i szarpn�wszy si� odrzuci� koryto, staj�c na oczach wszystkich i odkrywaj�c ca�� sztuczk� bezczesnej baby. M�ynarz jednak�e � nie poruszony zbytnio tym szwankiem na honorze � pog�aska� spokojnie i pogodnie ch�opaka bladego, jakby nie mia� w sobie kropli krwi, i powiada: � Nie b�j si�, synku, nic ci przykrego nie zrobi�. Anim ja bowiem barbarzyniec,

anim taki cham brutalny i ani ci� � za przyk�adem nieludzkiego folusznika � nie u�mierc� morderczym dymem siarczanym, ani korzystaj�c z surowego prawa o cudzo��stwie nie pozw� o spraw� gard�ow� takiego cacanego ch�opaczka, a tylko si� tob� z moj� �on� podziel�. I nie b�d� ��da� jakiego� rozdzia�u i rozwodu w tej naszej rodzince, lecz wsp�lnego u�ywania, tak aby�my bez �adnych zwad i spor�w zgodnie sobie spali w tr�jk� w jednym ��eczku. Bo to przecie ja z moj� po�owic� w takiej zawsze�my zgodzie �yli, �e � jak przysta�o m�drym � to samo zawsze obojgu nam przypada�o do gustu. A zawdy i sprawiedliwo�� sama nie dopuszcza, by m�� by� upo�ledzony na korzy�� �ony. [28] Tak z humorem wydrwi� i poprowadzi� do swego �o�a ch�opca, kt�ry i�� nie chcia�, ale musia�; ow� za� okrutnie cnotliw� �oneczk� zamkn�� w innej izbie i sam z ch�opcem �pi�c, u�y� se mi�ej pomsty za zbezczeszczone ma��e�stwo. A skoro tylko �wietlane ko�a rydwanu s�onecznego dzie� przynios�y, przywo�a� dwu co najt�szych ch�op�w z czeladzi, kaza� im podnie�� wysoko ch�opaka i r�zg� l�d�wie jego siek�c tak mu przemawia�: � To ty, taki g�adyszek i chuchrz�tko, i dzieciuch jeszcze, b�dziesz okrada� mi�o�nik�w z kwiatu twej m�odo�ci? B�dziesz goni� za niewiastami? Uwodzi� i wolne, i zwi�zane prawem ma��e�skim, i dobija� si� o tytu� uwodziciela, na kt�ry ci jeszcze za wcze�nie? Tak i jeszcze obficiej go napomniawszy, kaza� go � pr�cz tego do syta wych�ostanego � precz wyrzuci�. Ten za� najwi�kszy zuch w�r�d wszystkich gach�w � dorwawszy si� wolno�ci, kt�rej si� nie spodziewa� � uciek� �a�o�nie unosz�c zreszt� bia�e l�d�wie dobrze nadpsute z tego, jak je obrobiono w nocy i teraz we dnie. Niezale�nie od tego pos�a� �w m�ynarz do �ony, �e j� natychmiast wyp�dza ze swego domu. [29] Ona za� � �e to z natury by�a niegodziwa, a ta zniewaga, cho� s�uszna, bardziej j� jeszcze rozjuszy�a � wraca do swoich dawnych b��d�w i rzuca si� do sposob�w w�a�ciwych kobietom. Wyszukuje dzi�ki wielkim staraniom jak�� okrutnie przemy�ln� j�dz� � o kt�rej powiadano, �e mo�e swymi zakl�ciami i czarami zrobi�, co ino zechce � i t� uprasza, b�agaj�c co niemiara i zobowi�zuj�c kup� podarunk�w, aby jej jedno z dwojga zrobi�a: albo �eby jej m�a przeb�aga�a i z nim j� znowu pogodzi�a, albo, gdyby tego zrobi� nie mog�a, aby przywiod�a na� jakiego upiora lub jak� piekieln� si�� i ni� go gwa�townie zakatrupi�a. Wtedy ta czarownica � na si�y boskie nawet wp�yw maj�ca � rozpocz�a na razie or�em swej zbrodniczej sztuki wst�pne walki i usi�owa�a przemieni� i gwa�tem sk�oni� do mi�o�ci serce zra�onego

�miertelnie ma��onka. Kiedy to nie posz�o po jej my�li, rozgniewana na b�stwa i rozjuszona tym, �e sobie nic z jej zakl�� nie robi� � nie m�wi�c ju�, �e podniecona przyrzeczon� jej nagrod� � pocz�a grozi� ju� samemu �yciu nieszcz�snego m�a i szczu� na jego zgub� cie� kobiety, kt�ra zgin�a gwa�town� �mierci�. [30] Ale tu mo�e, czytelniku pe�en �cis�o�ci, wstrzymasz moje opowiadanie, tak rozumuj�c: Sk�d�e zasi� ty, osio�ku prze�cipny, uwi�zany w obr�bie mur�w m�ynarskiego obej�cia, sk�d�e ty mog�e� si� dowiedzie�, co zrobi�y � jak twierdzisz: w tajemnicy � te kobiety? Us�ysz�e tedy, jak � jako cz�ek ciekawy, cho� zamkni�ty w sk�rze os�a � dowiedzia�em si� o wszystkim, co knu�y na zgub� mego m�ynarza. Oko�o po�udnia zjawi�a si� nagle w m�ynie kobieta ubrana jak oskar�ona i dziwnie �a�o�nie wygl�daj�ca. Op�akany jaki� �achman ledwo j� do po�owy okrywa�, by�a bosa, zzielenia�a jak bukszpan, wychudzona szpetnie; rozczochrane w�osy, g�sto zbielone siwizn�, plugawe od nasypanej na nie masy popio�u, spada�y z czo�a na twarz i wi�ksz� jej cz�� zas�ania�y. Ta to za r�k� �agodnie wzi�wszy m�ynarza poprowadzi�a go, jakby mu co� w tajemnicy mia�a powiedzie�, do jego komory. Zamkn�li za sob� drzwi i bawili tam oboje bardzo d�ugo. Tymczasem skoro zmielone zosta�o wszystko ziarno, kt�re robotnicy mieli w r�kach, i koniecznie trzeba by�o nowego, czelad� � stan�wszy podle komory � pocz�a zwo�ywa� pana ��daj�c wydania dalszej roboty. Ale gdy im na te cz�ste i g�o�ne zwo�ywania pan wcale nie odpowiada�, zacz�li silniej do drzwi si� dobija�. Poniewa� za� by�y bardzo mocno zaryglowane, przeto domy�laj�c si�, �e zasz�o co� niezwyk�ego i niedobrego, wywalaj� je wreszcie przys�dziwszy si� do nich t�go, czy te� wy�amawszy zawiasy. I widz�: z kobiety owej ani �ladu, a na jakiej� belce wisi pan ich ju� nie�ywy! Zdj�li go z powroza, odwi�zali z rzewnym p�aczem i srogim zawodzeniem, umyli po raz ostatni i po spe�nieniu tych �a�obnych obowi�zk�w pogrzebali, przy czym towarzyszy�a im wielka ci�ba narodu. [31] Nast�pnego dnia przybieg�a c�rka m�ynarza z pobliskiego miasteczka, gdzie niedawno posz�a, wydana za m��. Przybieg�a zrozpaczona szarpi�c rozburzone w�osy i co chwila t�uk�c si� pi�ciami po piersiach. Wiedzia�a ona ju� o wszystkim, cho� nikt jej nie doni�s� o nieszcz�ciu w domu. Ukaza� si� jej jednak we �nie ojciec, straszny, ze stryczkiem jeszcze na szyi, i opowiedzia� jej wszystkie zbrodnie macochy: jej cudzo��stwo, sztuczki czarnoksi�skie i to, w jaki spos�b za pomoc� czar�w wyprawiono go na tamten �wiat. Biedzi�a si� ta c�rka d�ugo w tych j�kach, a� wreszcie ukoili j� znajomkowie, co si� zewsz�d zbiegli.

Za czym uko�czywszy jak nale�a�o dziewi�tego dnia u grobu obrz�dy �a�obne, sprzeda�a wszystkich niewolnik�w i sprz�ty, i wszystkie bydl�ta na spadkowej licytacji. Wtedy to jedno gospodarstwo najrozmaiciej rozpr�szy� kapry�ny los przypadkowej sprzeda�y. Mnie samego wreszcie jaki� biedaczysko ogrodnik kupi� za pi��dziesi�t srebrnik�w � bardzo drogo, jak twierdzi�, ale aby wsp�ln� nasz� prac� m�g� zarabia� na �ycie. [32] Wypada�oby, jak mi si� widzi, opowiedzie� histori� i tej mojej s�u�by. Rankiem zwyk� mnie m�j pan, ob�adowanego stosem jarzyn, prowadzi� do s�siedniego miasta i tam sprzedawszy przekupniom towar wsiada� na m�j grzbiet i tak wraca� do domu. A kiedy kopa� albo polewa� ogr�d, albo mozoli� si� nad jak�� tak� prac� i mnie zostawia� samego, mia�em chwile spokoju i u�ywa�em mi�ej swobody. Tymczasem jednak gwiazd obroty regularne przeprowadzi�y rok znowu przez szeregi dni i miesi�cy, a po rozkosznej porze moszczu jesiennego � do zimowych szron�w Kozioro�ca. Wtedy w czasie ci�g�ych s�ot i wilgotnych nocy cierpia�em okrutnie od zimna zamkni�ty w koszarze bez dachu i �yj�c pod go�ym niebem. Pan m�j bowiem nie m�g� dla przera�liwego swego ub�stwa sprawi� nawet sobie, c� dopiero mnie, wi�zki s�omy albo jakiego takiego okrycia, ale �y�, zmuszony zadowala� si� os�on� sza�asu z ga��zi. Pr�cz tego co rana mozoli�em si� srodze, grz�zn�c go�ymi nogami w strasznie zimnym b�ocie, pe�nym ostrych lodowych szczerb�w, a nie mog�em nasyci� brzucha nawet zwyk�ymi pokarmami; wprawdzie bowiem i ja, i m�j pan jedli�my to samo, ale to jad�o by�o serdecznie szczup�e: by�y to g��by starej i niedobrej sa�aty, kt�ra � �e nie by�a na czas zebrana � posz�a w s�up i nabra�a gorzkiego i b�otnistego posmaku. [33] Pewnej nocy zajecha� do naszego ogr�dka pewien obywatel z s�siedniej wsi, kt�ry przem�k�szy w ulewie i ciemno�ci � zw�aszcza �e mia� ju� konia zm�czonego � zb��ka� si� z prostej drogi. Przyj�ty go�cinnie, jak tego okoliczno�ci wymaga�y, wypocz�� sobie bez wielkich mo�e wyg�d, ale tyle, ile mu by�o koniecznie trzeba, i pragn�c odwdzi�czy� si� uprzejmemu gospodarzowi, obieca� mu ze swych spichrzy troch� ziarna i oliwy, a nadto dwa dzbany wina. Za czym bez zw�oki bierze m�j pan ze sob� woreczek i puste szaw�oki36 , siada na mnie na oklep i rusza w t� drog� wynosz�c� sze��dziesi�t staj. Przebywszy j� dostali�my si� do wspomnianej posiad�o�ci, gdzie uprzejmy gospodarz przyj�� zaraz mego pana hojnym posi�kiem. A kiedy oni tak do siebie przepijali, zdarzy�o si� niezwyk�e dziwo. Jedna kura ze stadka zacz�a dyrda� po podw�rzu i gdaka�. jakby chcia�a znie�� jajo. Pan jej spojrza� na ni� i powiada: � Moja ty s�u�ko dobra, jaka� to ty p�odna! Od tak dawna ju� tuczysz nas codziennie twymi

p�odami. Ju� widz�, �e i teraz chcesz nas uraczy�. Po czym zawo�a� na parobka, �eby kosz, przeznaczony do niesienia si� dla kur, postawi� w tym k�cie, gdzie zawsze. Ale kiedy parobek wype�ni� rozkaz, kura nie dbaj�c o zwyk�e legowisko znios�a u samych st�p pana sw�j p��d przedwczesny, ale budz�cy zaiste nie lada jaki niepok�j. 36 s z a w � o k � worek sk�rzany do przechowywania p�yn�w. Nie by�o to bowiem takie, jak wszyscy rozumiemy, jajo. Kura urodzi�a gotowe kurcz�tko, ze skrzyd�ami, pazurami, oczami, nawet piskaj�ce, kt�re niezw�ocznie pobieg�o za matk�. [34] Ale oto, niezale�nie od tego, widzimy drugie, o wiele straszniejsze, z�owr�bne dziwo, kt�re zrozumia�ym wszystkich nape�nia l�kiem. Oto tu� pod sto�em pe�nym resztek �niadania otwiera si� w ziemi szczelina, z kt�rej wytryska t�ga struga krwi; krople obficie z niej odpryskuj�ce zbroczy�y ca�y st�. W tej samej za� chwili, gdy wszyscy, skamienieli ze zdumienia, patrzyli z przera�eniem na ten znak bo�y, przybieg� cz�owiek z piwnicy z tym, �e cale wino, zlane kiedy� do g�sior�w, wrze w nich wszystkich i gotuje si� jak na wielkim ogniu. Tymczasem zobaczono �asic� nios�c� z podw�rza w z�bach nie�ywego w�a, z pyska psa pasterskiego wyskoczy�a zielona �abka, a na psa tego znowu rzuci� si� baran obok stoj�cy i zdusi� go jednym k�apni�ciem z�b�w. Te wszystkie i tym podobne zdarzenia przerazi�y nies�ychanie i jakby porazi�y owego pana i wszystkich w domu. Nie wiedziano, co robi� naprz�d, co potem, czym lepiej, a czym mniej dobrze mo�na, ub�aga� gro�by b�stw i iloma, i jakimi to zrobi� ofiarami. [35] Jeszcze wszyscy stali odr�twiali w oczekiwaniu pe�nym potwornego strachu, kiedy nadbieg� jeden z niewolnik�w, wiadomo�� o najokropniejszych nieszcz�ciach temu panu przynosz�c. Mia� ci za� ten pan ju� trzech syn�w, panicz�w wykszta�conych a poczciwych; byli jego dum�. Ci ch�opcy przyja�nili si� od dawna z pewnym ubo�uchnym w�a�cicielem bardzo pomiernego dworku. A z tym ma�ym dworkiem graniczy�y wielkie i zamo�ne dobra m�odego i bogatego s�siada magnata, kt�ry jednak �le u�ywaj�c s�awy �wietnego swego rodu, a trz�s�c r�nymi klikami, robi�, co chcia�, w kraju. On to nieprzyjacielsk� zgo�a mod�� prze�ladowa� ub�stwo skromnego s�siada: trzody mu wybija�, wo�y uprowadza�, tratowa� zbo�e jeszcze niedosz�e. Kiedy go za� tak z wszystkich owoc�w p�l ob�upi�, chcia� go jeszcze z nagich skib wygna� i wszcz�wszy jaki� b�ahy sp�r graniczny ro�ci� sobie prawo do ca�ej jego ziemi. Wtedy wie�niak, cz�ek zreszt� nie�mia�y, zniszczony ju� i tak chciwo�ci� bogacza, chcia� przynajmniej

ocali� ojcowizn�, by m�c w niej by� pochowanym; nie wiedz�c ju�, co pocz��, sprosi� kup� przyjaci�, by �wiadczyli w owym sporze granicznym. Mi�dzy innymi stawili si� i owi trzej bracia, aby cho� troch� pom�c przyjacielowi w nieszcz�ciu. [36] Nie przestraszy�a jednak�e ani nie zmiesza�a tamtego szale�ca obecno�� tylu obywateli (bo to byli szaraczkowie); nie tylko nie wyrzek� si� swoich zamiar�w grabie�y, ale nawet nie chcia� pomiarkowa� si� w s�owach. I kiedy tamci �agodnie mu rzecz przedstawiali i starali si� uprzejmo�ciami ug�aska� gwa�towny temperament, on nagle, kln�c si� na zdrowie swoje i swoich najdro�szych, zakrzykn��, �e gwi�d�e na obecno�� tylu po�rednik�w, a tego swego s�siada ka�e swym pacho�kom za uszy wyci�gn�� z jego dworku i z miejsca precz wyrzuci�. Te s�owa oburzy�y niepomiernie wszystkich s�uchaczy. Wtedy jeden z trzech braci odrzek� mu bez wahania i �mia�o, �e na pr�no z pych� tyra�sk� grozi im, ufny w sw�j maj�tek: jeszcze bezstronne rami� prawa broni nawet biedak�w przed niepow�ci�gliwo�ci� bogaczy. Czym olej dla p�omienia, czym siarka w po�arze, czym bicz dany w r�ce Furii, tym by�y i te s�owa dla tamtego zdzicza�ego cz�owieka. Nieprzytomny z szale�stwa wrzasn��, �e ka�e powywiesza� ich wszystkich i ich prawa, i rozkaza� na zgub� ich spu�ci� i poszczu� na nich wsioskie, owczarskie kundle, dzikie i olbrzymie, przywyk�e do rozszarpywania �cierwa po polach i do po�ywiania si� k�sami z przechodz�cych podr�nych. Te, skoro tylko pastuchy zwyk�ymi okrzykami poszczu�y je i podjudzi�y, rzucaj� si� rozw�cieczone ze straszliwym ujadaniem na ludzi, kalecz� ich okropnie, rozszarpuj� i rozdzieraj�, uciekaj�cym nawet nie przepuszczaj� � ale tym zacieklej jeszcze ich goni�. [37] W tych strasznych jatkach ob��kanej ze strachu gromady potkn�� si� o kamie� najm�odszy z trzech braci i obt�uk�szy sobie palce u nogi upad� na ziemi�, staj�c si� ohydn� straw� dla straszliwych, zdzicza�ych ps�w: natychmiast bowiem rzuci�y si� na zdobycz i le��cego biednego ch�opaka w kawa�y poszarpa�y. Kiedy jego �miertelny j�k us�yszeli tamci bracia, nadbiegli w rozpaczy na pomoc i owin�wszy szmatami lewe r�ce rzucili si� na psy wal�c je kamieniami i chc�c je odp�dzi� i brata obroni�. Nie zdo�ali jednak ani odp�dzi�, ani pokona� rozw�cieczonej zgrai, tak �e nieszcz�sny m�odziak zgin�� na miejscu rozszarpany, zdo�awszy jeszcze j�kn�� tchu ostatkiem, aby pom�cili �mier� brata m�odszego na zbrodniarzu bogaczu. Wtedy pozostali bracia, nie tyle nawet dlatego, �e zw�tpili w swe w�asne ocalenie, jak �e o nim ca�kiem nie my�leli, na bogacza jak szaleni zuchwale si� rzucaj� i kamieniami z nim walczy� zaczynaj�. Ten za� okrutnik i morderca, wy�wiczony ju� w wielu podobnych krwawych

sprawkach, cisn�wszy w��czni� przeszy� pier� starszego z dw�ch braci. M�odzieniec ten jednak, cho� zabity, nie upad� od razu; pocisk bowiem, kt�ry go przebi�, wi�ksz� sw� cz�ci� wyszed� grzbietem i � wskutek si�y rzutu wbiwszy si� w ziemi� � podpar� przebite cia�o utrzymuj�c je w r�wnowadze. W tej chwili jeden z parobk�w, ch�op jak d�b, spiesz�c z pomoc� tamtemu mordercy, cisn�� z daleka kamieniem mierz�c w rami� trzeciego z owych m�odzie�c�w. Ale rzut spud�owa� i kamie� otar�szy si� o ko�ce palc�w upad� szkody �adnej mu wbrew mniemaniu wszystkich nie czyni�c. [38] Szcz�liwym za� trafunkiem nasun�� zmy�lnemu ch�opcu nadziej� i pomys� zemsty. Uda� mianowicie, �e ma r�k� obezw�adnion�, i tak zawo�a� do tego m�odzie�ca: �Raduj�e si� wytraceniem ca�ej naszej rodziny, pa� sw� nienasycon� krwio�erczo�� posok� trzech braci i tryumfuj nad zw�okami twych wsp�obywateli, lecz wiedz, �e cho� wyzuwaj�c biedaka z jego mienia granice swe dalej i dalej b�dziesz posuwa�, przecie� zawsze b�dziesz mia� kogo� za s�siada. Czemu� wskutek niesprawiedliwo�ci losu ta prawica, co by ci �eb bez ochyby �ci�a, opada zmia�d�ona?� Na te s�owa szalony morderca, rozjuszony do reszty, porwa� miecz i rzuci� si� na nieszcz�snego m�odziaka dysz�c z ��dzy zamordowania go w�asn� r�k�. Ale nie trafi� na s�abszego od siebie, poniewa� m�odzieniec niespodzianie i ca�kiem wbrew jego oczekiwaniu porwa� si� do obrony i z ca�ej si�y r�k� mu gniot�c, pot�nym szarpni�ciem �elazo mu z niej wywa�y�, po czym raz po razu go nim �gaj�c wygna� z cia�a plugaw� dusz� bogacza. Aby zasi� nie wpa�� w r�ce nadbiegaj�cej czeladzi, przer�n�� sobie natychmiast gard�o ostrzem zbroczonym jeszcze krwi� wroga. Te to by�y niedole zapowiedziane dziwnymi znaki, te, o kt�rych teraz doniesiono nieszcz�snemu panu. Tyloma nieszcz�ciami zmia�d�ony sta� starzec, nie mog�c wydoby� s�owa z gard�a ani nawet po cichu zap�aka�. Ale nagle porwa� n�, kt�rym przed chwil� dzieli� mi�dzy jedz�cych ser i inne potrawy �niadania, i sam tak�e, tak jak jego syn nieszcz�sny, wieloma ci�ciami gard�o sobie poder�n�� i twarz� wal�c si� na st�, zala� plamy owej z�owr�bnej posoki strumieniami �wie�ej krwi. [39] W taki to spos�b w przeci�gu kr�ciutkiego czasu zniszcza�a ca�a rodzina. M�j ogrodnik u�ali� si� nad ni�, a g��biej jeszcze westchn�� nad swoim niepowodzeniem i op�aciwszy �zami �niadanie, a cz�sto za�amuj�c puste d�onie, dosiad� mnie co pr�dzej i ruszy� w t� sam� drog�, kt�r� przybyli�my. Ale i ten powr�t nie poszed� mu g�adko. Oto spotkali�my jakiego� zucha �jak ca�y jego wygl�d i wzi�cie wskazywa�o: �o�nierza legionowego � kt�ry ogrodnika z g�ry i zuchwale spyta�, gdzie to prowadzi tego nie ob�adowanego

os�a. M�j ogrodnik, ca�y jeszcze zgn�biony, a poza tym i po �acinie nie umiej�cy, min�� go w milczeniu. �w zasi� �o�nierz, nie mog�c si� zdzier�y� w zwyczajnym sobie zuchwalstwie, rozz�oszczony jego milczeniem jak zniewag�, paln�� go trzyman� w d�oni lag� z �odygi winnej i zwali� z mego grzbietu. Za czym ogrodnik j�� si� pokornie sk�ada�, �e poniewa� nie zna tego j�zyka, nie m�g� zrozumie�, co tamten m�wi�. Wtedy �w �o�nierz pyta po grecku: � Gdzie prowadzisz tego os�a? Ogrodnik odrzek�, �e idzie do pobliskiego miasta. � Ale mnie � odrzecze tamten � potrzeba jego grzbietu; trzeba, �eby zwi�z� razem z innymi bydl�ty z s�siedniej fortalicji t�umoki naszego dow�dcy � i zaraz wyci�gn�� �ap�, chwyci� m� uzd� i pocz�� mnie ci�gn��. Ogrodnik zasi�, ocieraj�c z g�owy krew z rany zadanej przedtem uderzeniem i znowu zaklinaj�c i �ycz�c, by tamtemu spe�ni�y si� wszystkie dobre nadzieje, b�aga� go poczyna, aby by� bardziej ludzki i wzgl�dniejszy dla dawnego �o�nierza. � A zreszt� � j�cza� � to� to leniwe o�lisko, pr�cz tego jeszcze paskudnie chore, zdo�a unie�� zaledwie par� garstek jarzyn z najbli�szego ogrodu, a tak si� przy tym zmorduje, �e ledwo dyszy; jak�eby on potrafi� nosi� wi�ksze ci�ary! [40] Kiedy jednak zobaczy�, �e �adne pro�by nie zmi�kcz� �o�nierza, ale �e ten jeszcze si� rozjusza i �e chc�c go ubi� obr�ci� ju� lag�, �eby mu grubszym ko�cem �eb rozbi�, ucieka si� do �rodka ostatecznego: udaj�c, �e aby go ub�aga�, chce go podj�� za kolana, schyli� si� mocno, porwa� za obie nogi i uni�s�szy cisn�� co si� o ziem. I w mgnieniu t�uc go poczyna, gdzie popadnie, ku�akami, �okciami, gry��, wali� nawet po ca�ej twarzy, po r�kach, po ziobrach kamieniem z drogi chwyconym. Tamten zasi�, �e to le�a� na wznak na ziemi, nie m�g� go odeprze� ani w og�le si� broni� i tylko raz wraz przysi�ga�, �e jak wstanie, to napastnika posieka mieczem swoim na kawa�ki. Ogrodnik, przestrze�ony tymi jego s�owami, wyrwa� mu mieczysko i odrzuciwszy je jak najdalej pocz�� go grzmoci� jeszcze mocniej. �o�nierz rozci�gni�ty na ziemi i okryty tyloma ranami, nie mog�c znale�� �adnego ratunku, chwyta si� tego, co mu jedynie zosta�o: udaje zabitego. Wtedy ogrodnik porwawszy jego miecz wsiada na mnie i galopem gna do miasta, a nie chc�c nawet zagl�dn�� do swego ogr�dka zaje�d�a do jakiego� znajomka. Tu opowiada wszystko i b�aga o pomoc w niebezpiecze�stwie, b�aga o ukrycie siebie i os�a przynajmniej tak d�ugo, a� po up�ywie dwu do trzech dni jako� si� umorzy gro��ca mu sprawa gard�owa. Znajomek, pomny dawnej przyja�ni, zaraz go przyjmuje: mnie po drabinie wci�gni�to na pi�terko, a ogrodnik na dole, w samym mieszkaniu, wlaz� do

jakiej� skrzyni, kt�rej wieko za nim nakryto, i tam si� schowa�. [41] �w zasi� �o�nierz, jak si� potem dowiedzia�em, odzyskawszy wreszcie przytomno�� � jakby po ci�kim spiciu si� � obola�y od tylu ran, chwiej�cy si� i utrzymuj�cy na nogach zaledwie dzi�ki kijowi, przyszed� do miasta. Ze wstydu nie powiedzia� nikomu z mieszczan nic o swym pobiciu i niemocy, ale w milczeniu prze�kn�� ha�b� i dopiero spotkawszy kilku towarzysz�w im tylko przedstawi� swoj� pora�k�. Razem postanowili tak, aby on ukry� si� na jaki� czas w swej kwaterze � albowiem pr�cz sprawy zniewagi osobistej musia� si� obawia� z�ych nast�pstw tego, �e trac�c miecz pozwoli� zniewa�y� honor �o�nierski � oni za� sami po naszych �ladach zajm� si� pilnie wytropieniem nas i ukaraniem. Ot� znalaz� si� s�siad zdrajca, kt�ry ich uwiadomi�, gdzie si� ukrywamy. Wtedy ci towarzysze przyzywaj� urz�dnik�w baja� im, �e niby to zgubili na drodze srebrne naczynie jakiego� swego dow�dcy, bardzo kosztowne, i �e je znalaz� pewien ogrodnik, �e nie chce odda�, ale �e si� ukry� u jakiego� swego znajomka. Wi�c urz�dnicy dowiedziawszy si� o szkodzie i us�yszawszy imi� dow�dcy, przychodz� pod drzwi naszego zajazdu i wielkim g�osem obwieszczaj� naszemu gospodarzowi, �e winien nas, kt�rych u siebie z najwi�ksz� pewno�ci� ukrywa, raczej wyda�, ni� narazi� si� na spraw� gard�ow�. Ale �w ani troch� nie przestraszony, a o ocaleniu my�l�c tego, kt�rego wzi�� pod sw� opiek�, nie przyznaje si� ca�kiem do nas i twierdzi, �e od wielu dni nie widzia� nawet na oczy owego ogrodnika. �o�nierze znowu ze swej strony kln� si� na g�ow� cesarsk� i zapewniaj�, �e on ukrywa si� nie gdzie indziej, tylko w�a�nie tu. Wreszcie urz�dnicy postanawiaj� przetrz�sn�� dom i tak rozstrzygn�� spraw� wobec upartego przeczenia gospodarza. Posy�aj� tedy liktor�w i innych miejskich pacho�k�w i ka�� im troskliwie ka�dy k�t przeszuka�. Zrobiono to i doniesiono, �e nie ma w domu ani �adnego cz�owieka, ani nawet samego cho�by os�a. Wybucha tedy jeszcze gwa�towniejszy sp�r mi�dzy obiema stronami. [42] �o�nierze zapewniaj�, �e wiedz� o nas na pewno, i zaklinaj� si� znowu na imi� cesarskie, a tamten przeczy zaciekle i bog�w na �wiadk�w przyzywa. Us�yszawszy t� sprzeczk�, krzyki i zgie�k, ja � osio� ciekawy jak zawsze i jak zawsze wiercicki i zuchwa�y � wytykam �eb przez jaki� dymnik i chc� zobaczy�, co znaczy ta ca�a wrzawa; i wtedy w�a�nie czystym przypadkiem jeden z �o�nierzy podnosi oczy i zobaczywszy cie� mego �ba na murze wszystkim naok� go pokazuje. Zrywa si� wielki i d�ugo nie milkn�cy krzyk: natychmiast jacy� ludzie przystawiaj� drabin� i �ci�gaj� mnie na d� jak je�ca. A �e ju� teraz nie by�o �adnej w�tpliwo�ci co do rzeczy, przeszukuj� wszystko dok�adniej, dobieraj� si� nawet i do owej skrzyni,

znajduj�, wyci�gaj�, stawiaj� przed urz�dnikami, a potem wiod� do miejskiego wi�zienia nieszcz�snego ogrodnika, co g�ow� pewnie zap�aci ca�� histori�. M�j za� wygl�d pobudza� przy tym wszystkich do drwin i okrutnego �miechu. St�d to powsta�o to znane przys�owie: gdzie wida� d�ugich uszu cie�, tam �acno os�a pozna� ze�. KSI�GA DZIESI�TA [l] Co tam nast�pnego dnia porabia� m�j pan, ogrodnik, to mi ju� nie wiadomo; mnie jednak �w �o�nierz, kt�ry za sw� pop�dliwo�� tak jak si� patrzy zosta� obity, wyprowadzi� z tej stajni � czemu si� nikt nie sprzeciwia� � i powi�d� ze sob�. W kwaterze tej � widzi mi si� przynajmniej, �e tam to by�o � ob�adowa� mnie jukami i wyprowadzi� na drog�, po wojskowemu zgo�a ustrojonego i uzbrojonego. Nios�em bowiem i b�yszcz�cy szyszak, i tarcz� jeszcze bardziej l�ni�c�, a przede wszystkim w��czni� osobliw� o bardzo d�ugim drzewcu, w��czni�, kt�r� teraz � pewnikiem nie dlatego, �e tak kaza� porz�dek wojskowy, lecz dla przera�enia n�dznych przechodni�w � umocowa� troskliwie na samym szczycie pakunk�w, tak jak si� to w prawdziwym wojsku robi. Tak przebyli�my drog� poln�, nie bardzo uci��liw�, i doszli�my do miasteczka jakowego�, gdzie�my stan�li nie w zaje�dzie, ale w domu pewnego oficera. Za czym natychmiast zda� mnie ch�opcu stajennemu, a sam uda� si� co pr�dzej do swego prze�o�onego, kt�ry tysi�cem zbrojnego luda dowodzi�. [2] Przypominam sobie, �e po kilku dniach zdarzy�a si� tam historia zbrodnicza i okropna: aby�cie i wy j� mogli przeczyta�, opisz� j� w ksi��ce. W�a�ciciel domu mia� m�odego syna, doskonale wychowanego, a to znaczy tak�e: pe�nego skromno�ci i poczciwo�ci, jakiego � albo jakiemu podobnego � ka�demu mo�na by �yczy�. Matka tego m�odego cz�eka umar�a ju� dawno, a wdowiec poj�� w ma��e�stwo powt�rnie inn�, z kt�r� mia� drugiego syna, w tym czasie ju� dwunastoletniego. Ale macocha, kt�ra dzi�ki pi�kno�ci raczej ni� cnotliwo�ci zdoby�a sobie stanowisko w domu kierownicze, czy to z wrodzonych jej z�ych ��dz, czy to losem ku strasznemu wiedziona wyst�pkowi, zwr�ci�a swe oczy ku pasierbowi. I teraz, m�j czytelniku mi�y, wiedz, �e czytasz histori� tragiczn�, nie historyjk�, i �e pantofle trza tu zamieni� na koturny. Ot� kobieta owa, jak d�ugo nami�tno�� jej jeszcze nie rozwin�a si� i nie uros�a, opiera�a si� jej niezbyt jeszcze gro�nej mocy, w�t�y p�omie� bez zbytniego wysi�ku t�umi�c milczeniem. Kiedy po�eraj�cy ogie� ogarn�� ca�kiem serce, kiedy rozszala� si� dziko Amor, wtedy ju� uleg�a rozp�tanej pot�dze i udaj�c chorob�, ran� serdeczn� pokrywa�a udawan� s�abo�ci�

cia�a. Nie masz nikogo, kto by nie wiedzia�, �e wszystkie oznaki choroby objawiaj�ce si� na ciele wsp�lne s� akuratnie i chorzej�cym, i zakochanym: blado�� okrutna, przygas�y wzrok, bezw�ad w nogach, sen niespokojny, westchnienia, kt�re cierpienie powolne robi tym pr�dszymi. I gdyby nie jej ci�g�e �zy, mo�na by�o i o niej my�le�, �e j� dr�cz� napady febry. Ha, zakute �by lekarskie, c� oznacza to szybkie t�tno, te gor�ce wypieki, przerywany oddech, te lataj�ce ci�ko oba boki? Dobrzy bogowie, jak�e� nietrudno jest nie lekarzowi w kunszcie swym kszta�conemu, ale komukolwiek obeznanemu z mi�osn� ��dz� zrozumie�, w czym rzecz, gdy widzi kogo� p�on�cego, cho� cia�a jego nie trawi gor�czka choroby! [3] ��dz� niecierpliw� do ostateczno�ci wreszcie doprowadzona, przerwa�a d�ugie milczenie i ka�e do siebie wo�a� syna. Syna! Jak�eby ch�tnie zniszczy�a, gdyby mog�a, t� nazw� dla niego � zniszczy�a, by na jej twarzy rumie�ca nie wywo�ywa�a. M�odzieniec, nieleniwie wype�niaj�c rozkaz chorej macochy, idzie � z czo�em pomarszczonym jakim� starczym smutkiem � do sypialni, �onie ojca swego, matce brata pos�usze�stwo powinne okazuj�c. Lecz ona, �e to tak d�ugo cierpia�a w okrutnym milczeniu, teraz jakby wi�zn�c na mieliznach w�tpliwo�ci powstrzymuje ka�de s�owo, kt�re ju� wyda�o si� jej by�o najodpowiedniejsze w tej rozmowie; wstyd jeszcze teraz zachwiewa j� w postanowieniu, �e ci�gle nie wie, sk�d by najlepiej zacz��. M�odzieniec zasi�, ci�gle jeszcze si� nie domy�laj�c niczego takiego, sam skromnie j� zapytuje o przyczyny jej widocznej zgryzoty. Wtedy dopiero ona, dopad�szy w tym sam na sam fatalnej sposobno�ci, wpada nagle w zuchwalstwo i tak si� do� kr�tko odzywa dr��cym g�osem, �zami zalana i szat� twarz os�aniaj�ca: �Ty sam jeste� przyczyn� i pocz�tkiem ca�ej tej mojej udr�ki, a zarazem sam jedynym lekiem i jedynym mi pewnym ocaleniem. Te to twoje oczy bowiem przez �renice moje zapad�y mi na dno serca i tam po�og� najsro�sz� rozjarzy�y. Przeto ulituj si� ty nade mn�, kt�ra gin� dla ciebie! I niech ci� nie odpycha ode mnie cze�� dla ojca, kt�remu ocalisz tylko ma��onk�, co zaiste ju� zgin�� mia�a. Przeto ci� bowiem mi�uj�. I� jego obraz w obliczu twym rozpoznaj�: rzecz to sprawiedliwa. Miej�e otuch� pewn� w tej naszej tu samotno�ci, miej�e t� chwil� tajemn� za sposobn� do sprawy, co ju� nieunikniona! Wszak�e o czym nikt nie wie, tego prawie nie by�o�. [4] T� nieszcz�sn�, a tak nag�� histori� strapiony m�odzieniec, cho� si� tak� zbrodni� od razu okrutnie przerazi�, nie chcia� jednak rozognia� rzeczy odtr�ceniem niewiasty surowym � co, zaiste, nie na czasie by�oby � lecz s�dzi�, �e ostro�nymi obietnicami wszystko odwlecze, a

potem u�agodzi. Serdeczne tedy daje przyrzeczenia, nie sk�pi zach�t, by nabra�a otuchy, by pomy�la�a o sobie i przysz�a do siebie � a� do czasu, kiedy podczas jakiej� nieobecno�ci ojca nadarzy si� im chwila dla rozkoszy � po czym wymyka si� co pr�dzej z grzesznego towarzystwa macochy. Rozumiej�c zasi�, �e tak fatalne nieszcz�cie w rodzinie wymaga dojrzalszej rady, udaje si� natychmiast do jednego starego swego nauczyciela, cz�eka znanej powagi. D�ugo o tym ze sob� radzili i tak im si� zda�o, �e jedyn� rzecz� zbawienn� tu b�dzie to, aby szybk� ucieczk� umkn�� si� nadci�gaj�cej burzy losu. Tymczasem jednak nie posiadaj�ca si� z niecierpliwo�ci nawet wobec ma�ej zw�oki niewiasta, wymy�liwszy pierwsz� lepsz� przyczyn�, ju� by�a ma��onka sztuczkami zmy�lnymi nak�oni�a, by wyruszy� do swoich bardzo odleg�ych d�br. Zaledwie si� to sta�o, oszala�a nadziej�, co d�ugo dojrzewa�a, ��da wype�nienia przyrzeczenia maj�cego ��dz� jej zaspokoi�. Lecz m�odzieniec ju� to tej, ju� to innej chwytaj�c si� wym�wki, odsuwa� haniebn� schadzk�, i to tak d�ugo, a� ona domy�liwszy si� jasno z tych najrozmaitszych odpowiedzi, �e przyrzeczenia spe�ni� jej nie chce, z dziwn� zmienno�ci� przerzuci�a si� z mi�o�ci niegodziwej w nienawi�� o wiele jeszcze straszniejsz�. Przybiera sobie tedy od razu jakiego� nikczemnego, oddanego jej a� do wszelkiej zbrodni niewolnika � kt�rego jeszcze z posagiem otrzyma�a � i zwierza mu si� ze swymi przewrotnymi zamiarami; jako� nic nie znajduj� tu lepszego nad to, by nieszcz�snego m�odzie�ca pozbawi� �ycia. Niezw�ocznie tedy zaprz�ga niewiasta do dzie�a tego hultaja, kt�ry przygotowuje mocn� trucizn�, umiej�tnie zatruwa ni� wino i przy�adza je na zgub� niewinnego pasierba. [5] Ale podczas gdy te zbrodnicze dusze rozmy�laj� razem nad tym, przy jakiej by mu to sposobno�ci podsun��, dziwnym zrz�dzeniem losu �w m�odszy ch�opak, w�asny syn niewiasty niegodziwej, wr�ci� do domu po rannych lekcjach, w�a�nie zjad� �niadanie i spragniony, natkn�wszy si� na �w kielich wina, w kt�rym czai�a si� trucizna, wychyli� go duszkiem nie wiedz�c o utajonej w nim zdradzie. Skoro tak wypi� �mier� przeznaczon� dla swego brata i pad� bez �ycia na ziemi�, nauczyciel i pedagog jego, przera�ony nag�ym skonem ch�opca, j�� rozdzieraj�cym g�osem przyzywa� matk� i wszystkich domownik�w. Rozpoznano nied�ugo, �e by� to wypadek otrucia, i ka�dy z obecnych inne mia� posady co do tego, kto m�g�by by� sprawc� strasznej zbrodni. Ale owej potwornej kobiety, owego wzoru z�ej macochy � wzoru, jakich niewiele � nie poruszy�a straszna �mier� syna ani wyrzuty sumienia z powodu morderstwa, ani niedola w domu,

ani rozpacz czekaj�ca na ma��onka, ani udr�czenia pogrzebu; ona z nieszcz�cia w rodzinie wyci�gn�a zysk dla swej zemsty. Oto natychmiast wys�a�a go�ca, aby doni�s� m�owi bawi�cemu w drodze o stracie w domu. Zaledwie za� �w czym pr�dzej z podr�y powr�ci�, oczernia pasierba � a gra�a sw� rol� z nie lada zuchwalstwem � �e to on otru� jej syna. O tyle w tym nie zmy�la�a, �e ch�opak pad� ofiar� �mierci przeznaczonej na p�niej dla brata; ona jednak k�ama�a, ze m�odszy brat dlatego zbrodniczo przez pasierba zosta� zamordowany, poniewa� ona nie chcia�a ulec haniebnej jego chuci, kt�r� j� chcia� zesromoci�. Niezadowolona jednak z tych k�amstw nies�ychanych, dodawa�a jeszcze, �e i jej grozi� tym oto mieczem za to, �e zbrodni� jego wyjawi�a. Rozszala�a si� burza udr�ki nad nieszcz�snym ojcem, ra�onym �mierci� dwu syn�w: na pogrzeb m�odszego patrzy� oto w�asnymi oczami, o drugim za� wiedzia� na pewno, �e za kazirodztwo i morderstwo na �mier� skazany zostanie. Do tego przesadne a k�amane j�ki umi�owanej �ony pod�ega�y jeszcze do ostateczno�ci jego nienawi�� do tego syna. [6] Zaledwo odprawiono uroczysto�ci �a�obne i pochowano ch�opca, kiedy nieszcz�sny starzec wprost od jego grobu, z twarz� zalan� jeszcze �wie�ymi �zami � jeszcze wydzieraj�cy siwe w�osy popio�em zwalane � po�pieszy� na rynek, na miejsce s�du. I tu ju� to p�aczem, ju� to b�aganiem, za nogi nawet s�dzi�w podejmuj�c, z ca�� nami�tno�ci� wzywa ich � nie znaj�c zdradliwo�ci zbrodniczej niewiasty � by stracili jego drugiego syna: wszak�e� � krzycza� � to kazirodca dla ojcowskiego �o�a, to morderca, co brata zamordowa�, to zb�j, co macosze �mierci� grozi�! W ko�cu tak� wzbudzi� lito�� i takie wzburzenie nie tylko w�r�d s�dzi�w, ale tak�e i w�r�d ludu, �e wszyscy � nie chc�c procedury s�dowej niecierpliwi�cej ich tylko, nie chc�c przeprowadzenia dowod�w oskar�enia dla nich oczywistego i wymy�lnej a chytrej obrony � i� wszyscy zakrzykn�li, �e tak� zaraz� publiczn� publicznie ukamienowa� trza i tak pokara�. Tymczasem urz�dnicy w strachu o w�asn� sk�r� � poniewa� obawiali si�, by to oburzenie rosn�c z niewielkich pocz�tk�w nie spot�gowa�o si� a� do zniszczenia wszelkiego porz�dku publicznego i a� do ruchawki w mie�cie � ju� to zwracaj� si� do s�dzi�w, ju� to uspokajaj� lud przek�adaj�c, �e sprawiedliwo�� wymierzy� nale�y wedle przepis�w i wedle obyczaj�w przodk�w, �e dopiero po wys�uchaniu wywod�w obu stron mo�na wyrok wyda�, a nie skazywa� kogo�, nie wys�uchawszy, jak dzicy barbarzy�cy to robi� albo tyra�ska zaciek�o��, i �e nie trza dawa� tak haniebnego przyk�adu w wieku g��bokiego spokoju i

cywilizacji. [7] Zwyci�y�a ta zdrowa rada i � wedle rozkazu � od razu wo�ny zwo�uje starszych do ratusza. Skoro zasiedli � jak zwyczajnie wedle godno�ci swej � miejsca, znowu na g�os wo�nego wyst�pi� pierwszy oskar�yciel. Wtedy dopiero wezwano i wprowadzono tak�e oskar�onego, a wo�ny zwr�ci� uwag� obro�com � w my�l prawa attyckiego i za przyk�adem procedury Areopagu � aby nie robili d�ugich wst�p�w ani nie starali si� gra� na lito�ci s�uchaczy. �e to si� w ten spos�b odby�o, dowiedzia�em si� s�ysz�c, jak wielu ludzi ze sob� o tym rozmawia�o. Jakimi zasi� s�owy naciera� oskar�yciel, czym si� broni� oskar�ony, jakie by�y mowy i dysputy, tego ani s�ysze� nie mog�em stoj�c przy moim ��obie, ani wam nie mog� opowiada� tego, czego nie wiem. Opowiem w tej ksi�dze tylko to, czego dowiedzia�em si� dok�adnie. Skoro tedy tylko m�wcy uko�czyli sw� dysput�, zadecydowano, �e prawdziwo�� oskar�e� nale�y poprze� pewnymi dowodami, a nie opiera� tak strasznego podejrzenia na domys�ach � i �e nale�y przede wszystkim na wszelki spos�b dostawi� tego niewolnika, kt�ry jedynie �jak m�wiono � wiedzia�, �e wszystko tak w�a�nie si� sta�o. �w za� wisielec, nie zbity ani troch� z tropu tym tak powa�nym s�dem ani widokiem nabitej kurii, ani, zupe�nie ju�, swoim z�ym sumieniem � rozpocz�� wyplata� jakby prawd� jak� w�asne bajdy i zapewnia� o ich prawdziwo�ci: jak to m�odzieniec, rozw�cieczony czysto�ci� macochy, zawo�a� go do siebie, jak to, z zemsty za uraz�, kaza� mu zamordowa� jej syna, jak mu za milczenie przyrzek� wielk� nagrod�, jak � gdy on si� wzbrania� � �mierci� mu grozi�, jak da� mu trucizn� w�asn� r�k� przy�adzon�, by bratu j� podsun��, jak � podejrzewaj�c, �e niewolnik kielicha ch�opcu nie poda, lecz zachowa go jako dow�d zbrodni � ostatecznie sam, w�asnor�cznie bratu go poda�. Te zeznania �ajdaka � wiele bardzo prawdopodobie�stwa zawieraj�ce, a wypowiedziane z udanym przera�eniem � zako�czy�y ostatecznie proces. [8] W �adnym z s�dzi�w nie pozosta�o tyle �yczliwo�ci dla m�odzie�ca, aby go nie mia� skaza� na zaszycie w worze jako przekonanego o zbrodni. I ju� g�osy wszystkich � takie same, bo wszyscy wypisali t� sam� formu�� � miano, wedle odwiecznego obyczaju, wrzuca� do miedzianej urny, do kt�rej kiedy tabliczki raz wpad�y, los oskar�onego by� rozstrzygni�ty i nic go potem nie mog�o ju� odmieni�, bo g�owa jego przechodzi�a w r�ce kata � ot� w tej chwili powsta� w kurii pewien starszy miasta, wyr�niaj�cy si� wypr�bowan� rzetelno�ci� i szczeg�ln� powag�, lekarz z zawodu, i zakrywaj�c d�oni� otw�r urny, by kto� po�piesznie nie

wrzuci� tabliczki, tak odezwa� si� do zgromadzenia: �Tak do�y�em tego wieku mojego � chlubi� si� tym � �e�cie to �ycie moje zawsze pochwalali; nie �cierpi� wi�c tego, by�cie na tym m�odzie�cu, fa�szywie oskar�onym, morderstwa dokonali, ni tego, by�cie wy, co pod przysi�g� s�dzicie, krzywoprzysi�stwo pope�nili, uwiedzeni k�amstwem nikczemnego niewolnika. I ja sam nie mog�, zdeptawszy majestat b�stw, oszukiwa� mego sumienia i z�y wyrok wyda�. Dowiedzcie si� przeto ode mnie, jak si� rzecz ca�a ma. [9] Nie tak dawno przyszed� do mnie �w hultaj niewolnik k�opoc�c si� o dobr� trucizn�; chcia� za ni� zap�aci� sto nieobrzynanych z�otych, a twierdzi�, �e potrzebuje jej dla jakiego� chorego, co dr�czony zastarza��, nieuleczaln� chorob�, chce si� uwolni� od m�ki �ycia. Przejrza�em nieczyst� sprawk� i to, �e ten �ajdak brednie baje i niezr�czne pozory wymy�la; by�em pewien, �e knuje co� z�ego, i da�em wprawdzie nap�j, da�em � ale �eby sobie u�atwi� poszukiwanie w przysz�o�ci, nie przyj��em zaraz zap�aty, kt�r� ofiarowa�. Powiedzia�em mu tak: �Boj� si�, czy kt�ry� z tych dukat�w, kt�re dajesz, nie jest przypadkiem nic wart albo fa�szywy; zostaw�e je przeto w tym samym mieszku, zapiecz�tuj swoim pier�cieniem, a na drugi dzie� wekslarz je sprawdzi�. Tak go nak�oni�em do tego, by opiecz�towa� pieni�dze, kt�re potem, skoro on stawi� si� w s�dzie, nakaza�em jednemu z mych ludzi co tchu wyszuka� w sklepie i przynie��. Oto one; k�ad� je na oczach wszystkich. Niech�e si� temu mieszkowi przypatrzy i rozpozna sw�j sygnet. A jak�e� mo�na oskar�a� o t� trucizn� brata, je�li to ten cz�owiek o ni� si� stara�?� [10] Teraz okrutne przera�enie opanowa�o owego szelm�; �yw� barw� oblicza zast�pi�a blado�� �miertelna, a zimny pot wyst�pi� na ca�ym ciele; pocz�� niepewnie wyst�powa� to jedn�, to drug� nog�, drapa� si� po g�owie to z tej, to z owej strony i p�g�bkiem be�koc�c bredzi� nie wiem ju� jakie bajdy, tak �e zaiste nikt nie m�g� mie� usprawiedliwionego przekonania o jego niewinno�ci. Ale zaraz ockn�o si� ca�e jego szalbierstwo i raz po razu pocz�� zaprzecza� i zarzuca� lekarzowi k�amstwo. Ten za� s�ysz�c, jak spotwarzaj� tu nie tylko jego nieskazitelno�� s�dziowsk�, ale i cze�� osobist�, zdwaja usi�owania, by pogr��y� owego hultaja; trwa�o to dop�ty, a� na rozkaz urz�dnik�w pacho�y miejskie pochwyci�y za r�ce nikczemnego niewolnika i znalaz�y �elazny pier�cie�; por�wnano go z piecz�ci� na mieszku, a to por�wnanie udowodni�o poprzednie podejrzenia. Poszed� wi�c na m�ki, w�r�d kt�rych nie zabrak�o ko�a ani � greczy�skim obyczajem � konika drewnianego. On jednak z

dziwnym uporem przetrzyma� i nie uleg� ani ch�o�cie, ani nawet pr�bie ognia. [11] Wtedy powiada on lekarz: �Nie znios�, dalib�g, nie znios� ani tego, aby�cie wy wbrew sprawiedliwo�ci na �mier� tego niewinnego m�odzie�ca skazali, ani tego, by �w, szydz�c z naszego s�du, wymkn�� si� karze za zbrodni�. Dam wam tu oczywisty dow�d na prawdziwo�� tego, co tu teraz m�wi�em. Oto kiedy szelma ten ostatni chcia� dosta� zab�jcz� trucizn�, ja s�dzi�em, �e nie przystoi memu zawodowi, aby komukolwiek dostarcza� �rodk�w do �mierci czy zguby, bo tak mnie uczono, �e dla dobra ludzi sztuk� lekarsk� wynaleziono; z obawy jednak, abym � gdybym da� nie chcia� � niewczesn� odmow� sam zbrodni drogi nie wyr�wna�, bo wszak�e ten cz�owiek m�g� od kogo innego kupi� zab�jczy nap�j albo wreszcie dokona� niegodziwo�ci zamierzonej mieczem czy jak� inn� broni� � da�em mu p�yn, ale nasenny, mianowicie z owej mandragory37. s�ynnej z tego, �e usypia niezawodnie i wprawia w stan odurzenia ca�kiem �mier� przypominaj�cego. Nic dziwnego, �e ten zb�j � nie maj�cy nic do str�cenia, a pewien strasznej kary, jaka go, wedle obyczaju przodk�w, czeka � �atwo zni�s� owe katusze jako daleko od niej l�ejsze. Lecz je�li ch�opak istotnie wypi� ten nap�j, kt�ry ja w�asnymi przyrz�dzi�em r�kami, to on �yje, odpoczywa tylko, �pi, i nied�ugo otrz�sn�wszy si� z twardego odurzenia wr�ci na �wiat�o dnia. Je�li za� zosta� zabity, je�li go �mier� zaskoczy�a, mo�ecie szuka� innych przyczyn jego skonu�. [12] Gdy starzec w ten spos�b przemawia�, ka�dy mu przytakiwa�. Zaczym zaraz udano si� z po�piechem wielkim do tego grobowca, w kt�rym le�a�o z�o�one tam cia�o ch�opca. Nie by�o �adnego urz�dnika, �adnego starszego miasta, nikogo nawet spo�r�d ludu, kto by tam nie pobieg� z najwi�ksz� ciekawo�ci�. A tam oto ojciec w�asnymi r�kami otwar�szy wieko grobowca spostrzega syna, kt�ry w�a�nie, otrz�sn�wszy si� z �miertelnego letargu, powstawa� i do �ycia powraca�; chwyta go w u�cisk najserdeczniejszy, s��w nie mog�c na rado�� sw� znale��, i wyprowadza, i pokazuje ludowi. Nios� tego ch�opaka przed s�d � jak by� jeszcze skr�powany i owini�ty �miertelnymi p��tnami. Teraz ju� bez najmniejszej w�tpliwo�ci odkry�y si� zbrodnie najniegodziwszego niewolnika i niegodziwszej jeszcze niewiasty i na jaw wysz�a naga prawda; macoch� skazano na wieczne wygnanie, niewolnika ukrzy�owano, a dobremu lekarzowi pozwolono, za powszechn� zgod�, zatrzyma� �w mieszek z pieni�dzmi jako nagrod� za tak w por� sprowadzone u�pienie. Owego zasi� starca � z�ej macochy m�a � historia tragiczna, wsz�dzie s�awna i zgo�a bajeczna, zako�czy�a si� sposobem godnym dobroci bog�w: wszak�e on to w czasie bardzo

kr�tkim, ba, w�a�ciwie w jednej chwili z grozy sieroctwa przeszed� nagle w stan ojcostwa � ojcostwa dwu syn�w. [13] Mnie zasi� w tym czasie miota�y fale takich oto los�w. �w �o�nierz, kt�ry mnie kupi�, cho� nikt nie sprzedawa�, i kt�ry wzi�� mnie w posiadanie, cho� nikomu za to nie zap�aci�, musia� � wype�niaj�c pos�usznie, jak to by� winien, rozkaz swego trybuna � musia� uda� si� do Rzymu z listami do pot�nego cesarza; sprzeda� mnie zatem dwom braciom, niewolnikom z s�siedztwa, za jedena�cie denar�w. Ci bracia byli u jednego bardzo bogatego pana. A by� jeden z nich cukiernikiem, co wypieka� ko�acze i s�odkie smako�yki, drugi za� kucharzem, co najsmakowitszymi sosami i nadziewkami przysmaki zaprawia� i gotowa�. Mieszkali oni razem i razem prowadzili gospodarstwo, mnie za� przeznaczyli do noszenia owych licznych naczy�, potrzebnych dla najrozmaitszego u�ytku ich cz�sto podr�uj�cego pana. Tak tedy zosta�em przyj�ty mi�dzy tych dwu na trzeciego kamrata; nigdym zasi� jeszcze nie s�u�y� w tak dobrym miejscu. Wieczorem bowiem, po obiedzie bardzo hojnym i �wietnie zastawionym, zwykli byli ci panowie moi znosi� rozliczne jad�o do swojej izby: jeden obfite resztki wieprzowych pieczeni, kurcz�t, ryb i wszelkich potrawek, drugi pieczywa, ciastek, ko�aczy, placuszk�w, pierniczk�w i s�odkich �akotk�w. Ot� kiedy oni zamkn�wszy Izb� udawali si� dla wytchnienia do �a�ni, ja raczy�em si� do syta t� uczt� z nieba mi zes�an�. Nie by�em bowiem takim g�upcem ani takim prawdziwym os�em, aby zjada� najordynarniejsze siano, kiedy mi zostawiano owe smako�yki. [14] I d�ugo mi si� jak najsk�adniej udawa�y te z�odziejskie sztuczki, poniewa� zrazu nie�mia�o i do�� skromnie �ci�ga�em z ca�ej masy tylko to i owo, oni za� nie podejrzewali os�a o �adne takie podst�py. Skoro jednak � rozzuchwaliwszy si� dzi�ki przekonaniu, �e mnie nie wykryj� � zacz��em po�era� co najlepsze k�ski, a wybieraj�c rzeczy najsmakowitsze, nie patrzy�em nawet na tylko smakowite � wzi�a braci nie byle jaka podejrzliwo�� i chocia� nie przysz�o im jeszcze do g�owy, �ebym to by� ja, to jednak j�li pilnie �ledzi� za sprawc� tych 37 m a n d r a g o r a � ro�lina o korzeniu mi�sistym; przyrz�dzano z niej napoje nasenne. codziennych szk�d. W ko�cu zacz�li si� nawzajem obwinia� o te bezwstydne z�odziejstwa i ju� lepiej pilnowali, i bardziej uwa�ali, i ju� liczyli kawa�ki. Wreszcie nie zwa�aj�c ju� na �adne wzgl�dy, tak jeden do drugiego powiada: gasz, cichaczem sprzedajesz i kabz� sobie nabijasz, a to, co zosta�o, to by� dopiero dzieli� po r�wnu. Nie podoba ci si� ta nasza sp�ka, to mo�emy � we wszelkim innym

wzgl�dzie bra�mi zostaj�c � ten jeden w�ze� naszej wsp�lnoty rozwi�za�. Bo ju� to widz�, �e z tych spor�w bez ko�ca � bo bez ko�ca s� te straty � uro�nie mi�dzy nami g��boka niech��. � A to ju� doprawdy ani sprawiedliwie, ani s�usznie, �e ty co dzie� to lepsze k�ski �ci�Na to odpowiada drugi: � To mi si� dalib�g podoba, ta twoja bezczelno��, z jak� � kradn�c co dzie� cichcem � uprzedzi�e� moje narzekanie. Powstrzymywa�em si� z nim nie wiem od jak dawna i w milczeniu znosi�em przykro�ci, aby unikn�� pozoru oskar�enia mego brata o brudne z�odziejstwo! Ale ju� dobrze, �e�my obaj wzi�li na gadanie, to poszukamy lekarstwa na te straty, a�eby sprawa, pot�niej�c tylko przez nasze milczenie, nie spowodowa�a mi�dzy nami zwady takiej, jak Eteoklesa i jego brata. [15] W taki i temu podobny spos�b robi� sobie wyrzuty, wyja�niaj� i przysi�gaj� w ko�cu obaj, �e ca�kiem si� nie podchodzili, �e �adnych kradzie�y nie pope�niali, �e tedy trzeba wszelkimi sposobami szuka� sprawcy wsp�lnej ich szkody. Bo chyba osio�, kt�ry sam jeden zostawa� przy tym jadle, nie m�g� si� na nie �akomi�. a przecie� co dzie� k�sk�w wybranych nie mo�na by�o odnale��, cho� niew�tpliwie do izdebki ich nie wlatywa�y muchy tak olbrzymie, jak niegdy� harpie, co rozszarpywa�y uczt� Fineusza38. Tymczasem ja, racz�c si� tymi hojnymi ucztami i opychaj�c ile wlaz�o ludzk� straw�, utuczy�em sobie cielsko i st�u�cia�em, sk�r� sobie wypcha�em na mi�kko soczystym sad�em i wyhodowa�em sier�� pi�knie po�yskuj�c�. Ale ta uroda mego cielska by�a przyczyn� mego wielkiego zawstydzenia. Bracia bowiem tkni�ci niezwyk�� m� tusz�, widz�c do tego co dzie�, �e moja porcja siana pozostaje nie tkni�ta, ca�kowicie ju� na mnie zwr�cili swe podejrzenia. Pewnego zasi� dnia, niby to wybieraj�c si� o zwyk�ej godzinie do �a�ni, zamkn�li wedle zwyczaju drzwi i przez jak�� ma�� dziurk� podgl�daj�c, zobaczyli, jak ja si� dobieram do rozstawionego wsz�dzie jad�a. Za czym nie my�l�c ju� o swoich stratach, zdumieni nies�ychanym gustem os�a wybuchaj� okrutnym �miechem i przywo�awszy jednego i drugiego, a potem wielu ze s�u�by, pokazuj� ob�arstwo t�pego bydl�cia � ob�arstwo. o jakim nikt jeszcze nigdy nie s�ysza�. I taki w ko�cu, i tak nieokie�znany �miech wszystkich ogarn��, �e doszed� do uszu przechodz�cego w�a�nie ich pana. [16] J�� tedy pyta�, z czego to tak weso�ego �mieje si� czelad�, a dowiedziawszy si�, o co idzie, sam tak�e zagl�dn�� przez t� szpar� i ubawi� si� nies�ychanie; u�mia� si� tak okrutnie, �e go a� boki bola�y, a nast�pnie, gdy komor� otwarto, podszed� i z bliska si� przypatrywa�. Ja bowiem widz�c, �e i mnie si� wreszcie, przynajmniej w pewnym wzgl�dzie, los u�miechn��,

�e � co mi doda�o otuchy � wszyscy widzowie tak si� ciesz�, jad�em dalej spokojnie ani troch� si� nie strachaj�c. Wreszcie pan domu, zachwycony ca�kiem nowym widowiskiem, kaza� mnie zaprowadzi� czy raczej mo�e sam w�asnymi r�kami zaprowadzi� do jadalni, gdzie na jego rozkaz zastawiono st� �wie�ymi potrawami i nie tkni�tymi jeszcze misami. Ja zasi�, chocia�em sobie ju� by� niezgorzej podjad�, przecie chc�c mu si� poleci� i przypodoba�, �akomie rzuci�em si� na zastawione jad�o. A oni �amali sobie tylko g�ow� nad tym, co by najbardziej mog�o nie smakowa� os�u, i to w�a�nie mi podawali, chc�c wybada�, jak bardzo m�j gust jest ucz�owieczony; wi�c mi�so zaprawiane sokiem z okrzycy, ptactwo z przypraw� pieprzow�, ryby marynowane w nies�ychanych jakich� sosach, a tymczasem biesiada rozbrzmiewa�a wok� okrutnym �miechem. Wreszcie krzykn�� jaki� trefni�: 38 Fineusz � o�lepiony kr�l. Harpie porywa�y mu i zanieczyszcza�y potrawy, p�ki ich nie odp�dzili synowie Boreasza. � A dajcie no temu kamratowi co� do przep�ukania gard�a! Podj�� ten dowcip zaraz pan: � Nie taki to g�upi � powiada � ten tw�j �art, hultaju. Bardzo to bowiem by� mo�e, �e nasz kamrat ca�kiem nie pogardzi tak�e szklanic� miodku. Hej, ch�opcze � krzykn�� � wyszoruj no jak si� patrzy ten zloty roztruchan, nape�nij miodem i podaj memu pieczeniarzowi, a zarazem zwr�� mu uwag�, �e ja pierwszy wypi�em na jego zdrowie. Za czym oczekiwanie wszystkich biesiadnik�w dosz�o do szczytu. Ja zasi�, ca�kowicie nie zmieszany, zaokr�gli�em spokojnie i � powiem � z pewnym wdzi�kiem ko�ce warg na kszta�t j�zyka i ogromny ten kielich jednym �ykiem wychyli�em. Podni�s� si� jeden wielki huczek: wszyscy wznosili moje zdrowie. [17] Wreszcie pan, okrutnie rozbawiony, wo�a tych niewolnik�w, co mnie byli kupili, i ka�e im zwr�ci� poczw�rn� moj� cen�, mnie za� samego oddaje jednemu swemu ulubionemu wyzwole�cowi, cz�ekowi do�� maj�tnemu, troskliwie mu mnie polecaj�c. �w wyzwoleniec obchodzi� si� ze mn� do�� dobrze i po ludzku, � chc�c si� panu swemu przypodoba�, stara� si� bardzo bawi� go moimi zmy�lno�ciami. Nauczy� mnie tedy naprz�d lega� przy stole na �okciu, potem mocowa� si�, a nawet ta�cowa� na zadnich nogach i, co si� zdawa�o najdziwniejsze, odpowiada� skinieniem na s�owa, tak mianowicie, �e gdy czego nie chcia�em, odwraca�em g�ow�, gdy chcia�em, sk�ania�em j�; gdy mia�em pragnienie, spogl�da�em na podczaszego i mruga�em raz jedn�, raz drug� powiek�, t� mod�� napitku ��daj�c. Pos�usze�stwo w tych sprawach nie kosztowa�o mnie najmniejszego wysi�ku, ile �e � rozumie si� � potrafi�bym to wszystko zrobi�, cho�by mi nie pokazywano. Ba�em si� jednak, �eby � je�libym tak bez nauki

jad� ca�kiem jak cz�owiek � nie uwa�ano mnie powszechnie za jakie� z�owr�bne zjawisko i aby mnie jako potwora i z�e dziwo nie zar�ni�to i nie rzucono s�pom na smaczn� zak�sk�. A ju� si� po ludziach rozesz�a wie�� o mnie i pan m�j, dzi�ki mym niezwyk�ym sztukom, sta� si� g�o�ny i s�awny. Pokazywano go sobie palcami: ten ci to jest, kt�ry ma takiego os�a kamrata i wsp�biesiadnika, os�a zapa�nika, os�a tancerza, os�a g�os ludzki rozumiej�cego i wyra�aj�cego my�li swe na migi! [18] Ale naprz�d musz� wam opowiedzie� � co powinienem by� zrobi� na pocz�tku, ale zrobi� przynajmniej teraz � kto i sk�d by� m�j pan. Tiazus� � tak si� bowiem nazywa� � ojczyzn� by� Korynt, stolica ca�ej prowincji achajskiej. Piastowa� on, jak go do tego upowa�nia�o jego pochodzenie i osobista warto��, stopniowo wszystkie mniejsze urz�dy i by� wyznaczony na pi�cioletnie wysokie urz�dowe stanowisko; a�eby za� godnie u�wi�ci� obj�cie swego urz�du, zapowiedzia� trzydniowe igrzyska z walkami gladiator�w. Ale �e hojno�� jego si�ga�a jeszcze dalej, a tak�e poniewa� na rozg�os publiczny bardzo by� �asy, przyby� w tym czasie nawet do Tesalii, aby tu zakupi� jak najpi�kniejsze zwierz�ta i s�awnych gladiator�w, i ju� wszystko wedle planu za�atwiwszy i zakupiwszy wybiera� si� z powrotem do domu. Teraz jednak rzuci� owe swoje wspania�e rydwany, zostawi� pi�kne powozy i karoce cz�ci� kryte, cz�ci� otwarte, kt�re wlok�y si� pr�ne w ogonie tabor�w, zostawi� nawet konie tesalskie i r�ne inne zwierz�ta galijskie � rasowe i takie drogie � a tylko mnie stroi� w z�ote rz�dy i malowane siod�a, i purpurowe czapraki, i wzorzyste pasy, i dzwoneczki srebrzy�cie dzwoni�ce, i sam mnie dosiada�, i nierzadko zagadywa� strasznie przyjacielsko, i mawia� � pr�cz wielu innych takich rzeczy � jak mu to jest mi�o, i� ma we mnie r�wnocze�nie i podjezdka, i kamrata przy stole. [19] Skoro zasi� po d�ugiej l�dowej i morskiej przeprawie przybyli�my do Koryntu, �ci�ga� si� j�y t�umy ludu, nie tyle, jak mi si� widzia�o, by uczci� osob� Tiazusa, ile z ��dzy ujrzenia mojej osoby. Bo nawet tam doszed� rozg�os o mnie tak niezmierny, i� sta�em si� niema�ego zysku �r�d�em dla owego wyzwole�ca, mego opiekuna. Ten bowiem widz�c, jak t�umy ludzi cisn�y si� w okrutnej ch�tce, �eby figle moje zobaczy�, zamkn�� drzwi na zawor� i wpuszczaj�c pojedynczo, po jednemu, bra� niema�e wst�py i tak sobie co dzie� �adne pieni��ki stale ciu�a�. [...] [20-28] [...] [29] [...] Ale oto nadszed� dzie� przeznaczony na igrzyska: z uroczyst� okaza�o�ci� wiod� mnie w t�umie pod zagrodzenie areny. A poniewa� pocz�tek widowiska po�wi�cony by�

igrzyskom teatralnym i tanecznym, ja przez ten czas przy bramie pozostawiony przypi��em si� ca�ym pyskiem do pysznej trawki, wschodz�cej w�a�nie u wej�cia do cyrku; podczas tego za� �ypa�em przez otwart� bram� na widowisko ciekawymi �lepiami i pas�em je wielce wdzi�cznym ich widokiem. Oto ch�opcy i dziewcz�ta, m��d� jak kwiecie �wie�o rozkwit�e, o kszta�tach uroczych, w �wietnych strojach, zachwycaj�ca gi�tko�ci� ruch�w, sz�a do ta�ca greczy�skiego, pirryk� zwanego, i w sk�adne szyki uj�ta, barwne zatacza�a korowody. Gi�� si� ten zast�p ju� to w kr�g kolisty, ju� to wi�za� w uko�nie do siebie nachylone poczty, a rozszczepia� w czworoboki i strz�pi� w lu�ne gromady. A kiedy ko�cowy d�wi�k tr�by zamkn�� wieloskr�tne przewody tam i sam rozwijanych figur tanecznych, podnios�a si� zas�ona, rozsun�y opony i ukaza�a si� dekoracja sceny. [30] By�a tam na niej g�ra z drzewa � wyobra�ona na kszta�t owej s�awnej g�ry, kt�r� wieszcz Homer opiewa� pod nazw� Idy � wzniesiona na wysokich rusztowaniach, zielono�ci� pokryta i �ywymi drzewami. Ze szczytu jej zlewa�a si� struga rzeczna, ile �e za spraw� budowniczego jej tryska�o tam �r�d�o. Kilka k�z zio�a tam szczypa�o, a m�odzian pewien za Parysa, frygijskiego pasterza, pi�knie przebrany, w sp�ywaj�cej mu z bark�w cudzoziemskiej opo�czy i z�otym zawoju na g�owie odgrywa� rol� takiego, co niby t� trzod� pasie. Za czym wkr�tce pojawi� si� tam �liczny ch�opiec, nagi, bo tylko m�odzie�cza chlamida z lewego mu ramienia zwisa�a, wszystkich uwag� p�ow� sw� czupryn� zwracaj�cy, z kt�rej wychyla�y si� dwa z�ote skrzyde�ka ca�kowicie do siebie podobne; po r�d�ce herolda pozna� by�o, �e to Merkury. Podbieg� on z poz�acanym jab�kiem w r�ce w tanecznych podskokach i poda� je temu, kt�ry Parysa wyobra�a�, gestami daj�c pozna�, jakie to zlecenia przynosi od Jowisza; za czym w kunsztownym pl�sie precz odbieg�. Po nim wyst�pi�a m�oda niewiasta o obliczu pe�nym majestatu � bogini� Junon� wyobra�aj�ca: b�yszcz�cy diadem opasywa� jej skronie, a i ber�o mia�a w r�ku. Za czym wpad�a na scen� inna; mog�e� pozna�, �e to Minerwa. Szyszak mia�a l�ni�cy na g�owie, a na samym szyszaku wieniec oliwny, i wznosi�a puklerz, a potrz�sa�a w��czni� jak � ani chybi jak wtedy, gdy walczy. [31] Po nich wyst�puje inna, �wietn� urod� a� w oczy bij�ca; pozna� z jej bo�ej krasy, �e to Wenus � Wenus dziewicza jeszcze. Doskonale pi�kne kszta�ty ukazuje jej nagie cia�o, niczym nie os�onione poza przejrzyst� jedwabn� tkanin� wstyd jej ocieniaj�c�. Ale i t� szmatk� wietrzyk ciekawski wdzi�cznie wielce a swywolnie ju� to odwiewa�, �wiadectwo daj�c jej

wiekowi, co by� jak rozkwit�e �wie�o kwiecie � ju� to ciasno ni� oblepia�, rozkoszne cz�onki wyrazi�cie zaznaczaj�c. Dwojakie zasi� uderza�y w oczy barwy w zjawisku bogini: biel cia�a � �e to z nieba zst�puje, i lazur zas�onki � �e z oceanu si� wy�ania. Ka�dej teraz z tych dziewic odgrywaj�cych boginie towarzyszy� jej orszak, Junonie za� Kastor i Polluks nosz�cy na g�owach sz�omy jajowatego kszta�tu, zdobne gwiezdnymi ogonami; ale owi Kastorowie to by�a tak�e czelad� aktorska. Ta Junona, przy wt�rze fletu w jo�skich tonacjach wygrywaj�cego, w spokojnej a naturalnej mimicznej grze krocz�c, pe�nymi dostoje�stwa ruchami pasterzowi obiecywa�a, �e je�li jej nagrod� pi�kno�ci przyzna, to i ona da mu w�adztwo nad Azj�. Tej za�, kt�r� zbrojne odzienie za Minerw� wydawa�o, broni�o dwu m�odych ch�opc�w, giermk�w i towarzyszy bogini wojowniczej: L�k i Postrach z nagimi mieczami w d�oniach ta�cz�cy. Za ni� za� fletnista wygrywa� melodie wojownicze w tonacji doryckiej i przemieniaj�c niskie tony z wysokimi i ostrymi podnieca� � ni to d�wi�kiem surmy wojennej � wartki i ognisty tan bogini. Ta znowu gwa�townymi ruchami g�owy i oczyma miotaj�cymi b�yskawice, migaj�ca si� ino w ruchach szybkich i niespokojnych, dawa�a do zrozumienia Parysowi, �e je�li jej przyzna zwyci�stwo w tym sporze o pi�kno��, stanie si� pod jej opiek� bohaterem s�awnym trofeami wojennymi. [32] Ale oto Wenus, najwi�kszym poklaskiem t�umu si� ciesz�ca, w samym �rodku sceny stan�a rozkosznie z s�odkim u�miechem, ca�ym t�umem malc�w roze�mianych otoczona. Przysi�ga� m�g�by�, �e te dzieciaki delikatne i mlecznobia�e � to Kupidynki prawdziwe, co ledwo z niebios czy z m�rz nadlecia�y; bo z tym by si� jak w sam raz zgadza�y skrzyde�ka ich i �uczki ze strza�ami, i wygl�d ich ca�y, i uroda � tym ci bardziej, �e jeszcze przy�wieca�y skrz�cymi si� pochodniami pani swej, nic, ino jakby si� w�a�nie na jak� uczt� weseln� wybieraj�cej. Za czym nap�ywaj� barwne dziewcz�t kr�gi: tu Gracje najwdzi�czniejsze, tu najurodziwsze Hory, kt�re bogini swej w dani ciskaj� kwiat�w wie�ce i nar�cza i korowody tworz� najmilsze, w�adczyni rozkoszy wiosennym kwieciem si� przymilaj�c. Ju� wielouste flety roz�piewa�y si� s�odko melodiami lidyjskimi. Wdzi�cznie pie�ci�y one uszy s�uchaczy, ale stokro� od nich wdzi�czniej zacz�a chybota� si� mi�kko Wenus, naprz�d kroki wolnymi i jakby wahaj�cymi si�, cia�em si� lekko przegibuj�ca � potem z wolna pl�sa�, g�owy przegi�ciami rytm zaznaczaj�c i w mi�kkie d�wi�ki flet�w delikatnymi wpadaj�c ruchami, zawodz�ca oczyma to s�odko zmru�onymi, to siej�cymi b�yski przejmuj�ce; chwilami zda�o

si�, �e ta�czy samymi oczyma. Skoro za� przed obliczem s�dziego stan�a, ramion rozk�adaniem obiecywa� si� zda�a, �e gdyby j� nad tamte przeni�s� boginie, da Parysowi w ma��e�stwo niewiast� tak urodziw�, �e a� jej samej podobn�. Wtedy m�odzian frygijski ju� jak najch�tniej odda� tej niewie�cie, jako przytwierdzenie jej zwyci�stwa, z�ote jab�ko, kt�re trzyma� w r�ku. [33] C� si� wi�c cudujecie, kapu�ciane �by, czy raczej trzodo pieniacza, czy najw�a�ciwiej: wy, krogulce, ubrane w togi, �e teraz ka�dy s�dzia frymarczy swym wyrokiem za got�wk�, kiedy w dziej�w samym pocz�tku s�d przez cz�owieka o b�stwach wydany stronniczo�ci� by� skalany, a rozmys�ami wielkiego Jowisza na pierwszego s�dziego wybrany wie�niak i owczarek ten sprzeda� pierwszy wyrok za zysk, kt�rym ��dz� jego przekupiono � a zarazem za zag�ad� ca�ego swego rodu? Ale dalib�g, i potem wyg�oszono niejeden taki wyrok mi�dzy s�awnymi Achiw�w wodzami: czy to gdy skazywano na skutek fa�szywych oskar�e� za rzekom� zdrad� Palamedesa39, �wietnego wiedz� i nauk�, czy to, gdy miernot� Ulissesa przenoszono nad wielkiego Ajaksa, m�stwem wojennym wszystkich przewy�szaj�cego. A jaki� to by� i �w os�awiony wyrok owych bitych i kutych w prawie Ate�czyk�w, tych �epak�w i m�drali w ka�dej wiedzy? Mo�e starca40, co bosk� posiada� m�dro��, kt�rego b�g delficki za najm�drszego uzna� z wszystkich �miertelnych � mo�e go tam nie usidla�a zawi�ci� i podst�pem zgraja �ajdacka, mo�e go nie zg�adzi�a zgubnym sokiem jadowitego ziela jako gorszyciela m�odzie�y, tej, kt�r� w�a�nie w ryzach chcia� utrzymywa�? Tej ha�by zmaza ci��y wiecznie na jego ziomkach. Wszak�e teraz najwi�ksi nawet filozofowie nauce jego jak rzeczy naj�wi�tszej ho�duj� i na samo jego imi� si� kln�, gdy na najwi�ksze w�asne szcz�cie chc� si� zakl��! Lecz niech�e si� kto nie zgorszy teraz �arem mego oburzenia i nie pomy�li sobie: �Masz tobie! teraz s�uchaj cierpliwie tego filozoficznego os�a!� � bo ja ju� wracam do przerwanej opowie�ci. [34] Skoro si� sko�czy� �w s�d Parysowy, Junona z Minerw� schodz� ze sceny jakoby markotne a gniewne, mimik� oburzenie z powodu odprawy wyra�aj�ce, Wenus zasi�, roze�miana i zadowolona, uciech� sw� tanem wraz z ca�ym ch�rem wyra�a�a. Wtedy z samego szczytu g�ry wytrysn�o wysoko przez jak�� niewidoczn� rur� wino z rozpuszczonym w nim szafranem i kroplami opadaj�c, skrapla�o pas�ce si� wok� kozy pachn�cym deszczem, a� splamione nim tak � ale na sw� korzy�� � zamieni�y przyrodzon� im biel na barw� z�ocist�. A kiedy ju� cyrk ca�y nape�ni� si� mi�ym szafranu zapachem, usun�a si� ca�a owa

g�ra z drzewa w olbrzymi� zapadni� w ziemi. [...] 39 P a l a m e d e s � syn Eubejczyka Naupliosa; zgubi� go Odyseusz, oskar�aj�c o rzekome porozumiewanie si� z Trojanami na zgub� Achiwow. 40 s t a r z e c � Sokrates. [35] [...] Skorzysta�em z chwili, gdy [...] wszyscy s�udzy zaj�ci (byli) przysposabianiem igrzyska my�liwskiego l...] � nikt bowiem nie uwa�a� za potrzebne pilnowa� �ci�le tak ob�askawionego os�a � skorzysta�em z chwili swobody i powoli, ledwo pow��cz�c kopytami, dosta�em si� do najbli�szej bramy. Za czym wyrwa�em ju� z kopyta i ubiwszy jednym tchem ca�ych sze�� tysi�cy krok�w przyby�em do Kenchrei41, kt�re to miasto s�ynie jako jedna z najpi�kniejszych kolonii Koryntu, a oblane jest falami Morza Egejskiego i Saro�skiego. Ma ono tak�e port daj�cy bardzo bezpieczny schron dla okr�t�w, port bardzo nawiedzany. Wymijaj�c tedy gromady ludzi i wyszukawszy sobie ciche miejsce na wybrze�u, ju� prawie pod samymi fal obryzgami, legam znu�onym cielskiem na jakiej� okrutnie mi�ciu�kiej po�cieli piachu i wypoczywam. A ju� rydwan s�oneczny dobiega� do ostatnich kres�w dnia; cicho�� wieczorna mnie ogarn�a i zmorzy� s�odki sen. 41 K e n c h r e j a � port Koryntu nad Zatok� Saro�sk� KSI�GA JEDENASTA [l] Oko�o pierwszej bez ma�a stra�y nocnej zbudzi� mnie nag�y dreszcz l�ku. Otwar�em oczy i ujrza�em pe�ny kr�g ksi�yca l�ni�cego jasnym blaskiem, kr�g wynurzaj�cy si� w�a�nie z fal morskich. W�r�d milcz�cej tajemnie nocy cienistej uczu�em g��boko, �e ta wielka bogini ksi�yca42 szczeg�ln� moc posiada i �e jej piecz� bo�� sprawy ludzkie ca�kowicie s� kierowane, �e nie tylko bytowanie zwierz�t domowych i dzikich, ale nawet przedmiot�w nieo�ywionych od nadludzkiej mocy jej �wiat�o�ci i bosko�ci jest zale�ne, �e same nawet �ywio�y martwe na ziemi, niebie i w morzu stosuj�c si� do tego, jak jej kr�gu przybywa � rosn�, z jego ubytkami za� pos�usznie si� kurcz�; uczu�em, �e Los ju� chyba nasyci� si� tyloma i tak strasznymi mymi niedolami i chocia� p�no, nadziej� ocalenia mi tu jednak pokazuje. I postanowi�em uderzy� w mod�y korne do bogini, do tej postaci, w jakiej mi si� teraz objawi�a. I natychmiast, z gnu�no�ci sennej si� otrz�sn�wszy, rze�ko si� zrywam i i�bym si� oczy�ci�, w k�piel w�d morskich wchodz�. Za czym zanurzywszy w ich falach �eb siedemkro� razy � bowiem t� liczb� boski �w Pitagoras zaleci� jako szczeg�lnie si� przy �wi�tych obrz�dach nadaj�c� � tak bogini� przepot�n� b�aga�em z rzewnym obliczem: [2] � Niebios kr�lowo � czy� ty Cerer� �ywicielk�, owoc�w ziemi rodzica przedwieczn�, kt�ra radosna c�ry odnalezieniem oduczy�a� ludzi �ywi� si� pierwotn� dzik� straw� z �o��dzi, pokarmy wskazawszy nie tak surowe, a ninie eleuzy�sk� rol� uprawiasz; czy� ty

Wener� niebia�sk�, co we wszechrzeczy wszechpocz�tkach p�ci obce skojarzy�a Amora zrodziwszy i rodzaj ludzki wieczn� p�odno�ci� rozkrzewiaj�c ninie w pafijskim, falami oblanym chramie, czczona�; czy� ty Feba siostrzyc�, co lekami, b�l u�mierzaj�cymi, po�o�nice i p��d ich rze�wi�c, tyle lud�w wyhodowa�a, a ninie w przes�awnych �wi�tnicach Efezu wielbiona�; czy� tr�jobliczn� Prozerpin�43 niesamowitymi krzykami nocnymi straszliw�, napastliwymi cieniami w�adn�c� str�ych� zaw�r podziemia, b��dz�c� cieniami las�w, r�nym obrz�dem czczon� � ty, kt�ra tym �wiat�em niewie�cim o�wiecasz wszystkie grody i wilgotnymi promieniami �ywisz bujne szczepy ro�linne i miasto s�o�ca poblaski rozsiewasz md�e, ty, jakimkolwiek ci� imieniem, jakimkolwiek obrz�dem, pod jak�kolwiek postaci� godzi si� wzywa� � ty mi b�d� ju� ninie pomoc� w najg��bszej mej niedoli, utwierd� losy moje zachwiane, pokoju zw�l i odpoczynku mnie, com tyle przej�� srogich ucierpia�. Niech�e b�dzie ju� kres m�kom, niech�e kres b�dzie twardym pr�bom. Zdejm ze mnie kszta�t czworonoga obmierz�y, wr�� mnie bliskim mym, zwr�� mnie mej Lucjusza postaci. Je�li zasi� b�stwo jakie obra�one nieprzeb�agan� ju� zawzi�to�ci� mnie �ciga, niech�e przynajmniej umrze� mog�, je�li mi �y� ju� nie wolno. [3] A kiedym takie zanosi� pro�by i mod�y �a�osne, zamgli�y mi si� tam, na tym samym legowisku, zmys�y i znowu sen mnie zmorzy�. A zaledwie powieki mi si� przywar�y, gdy oto spo�r�d fal wynosi� si� j�a zjawa nadziemska, naprz�d oblicze wynurzaj�c podziwu bog�w 42 b o g i n i k s i � � y c a � tu Izyda. 43 t r � j o b l i c z n a P r o z e r p i n a � nazywaj�c tak Izyd� uto�samia j� autor z Hekat�, ju� u Hezjoda pot�n� bogini�, z jednej strony blisk� Artemidzie, z drugiej � w�adczyni� czar�w. Ofiary sk�adano jej na zbiegu trzech dr�g. samych godne: potem zasi� z wolna wychyn�a ca�ym cia�em posta� �wietlana; fala opad�a z niej, a ona stan�a przede mn�. B�d� usi�owa� opisa� wam jej pi�kno�� przedziwn�, o ile mi na to ub�stwo mowy ludzkiej pozwoli albo b�stwo samo mi ze�le tak sut� obfito�� zdolno�ci wys�owienia si�. Wi�c naprz�d w�osy ogromne, g�ste i nieco k�dzierzawe sp�ywa�y w mi�kkim nie�adzie na boski kark. Wierzcho�ek g�owy otacza� z r�norodnego kwiecia wieniec, co w �rodku nad czo�em mia� g�adk� okr�g�� tarczk� � jakoby zwierciade�ko czy raczej znami� bogini ksi�yca � bia�ym �wiat�em po�yskuj�c�, a otoczon� z prawej i lewej strony unosz�cymi si� w g�r� skr�tami w��w, a tak�e k�osami zbo�owymi, co ponad ni� si� wysuwa�y. Suknia jej wielowzorzysta, z bisioru najcie�szego utkana, mieni�a si� ju� to biel� �wietlist�, ju� to z�ocisto�ci� kwiatu szafranowego, ju� to r� purpur� si� rozp�omienia�a. Co zasi� najmocniej oczy me

uderza�o, to p�aszcz czarno�ci ol�niewaj�cej, co j� ca�� otacza� i spod prawego ramienia na lewy bark przesuni�ty, na kszta�t tarczy bok jej os�ania�; opadaj�ca jego po�a w wielokrotnych fa�dach zwisa�a, wdzi�cznie chwia�y si� na jego obr�bie naw�lone fr�dzle. [4] W szparach i na ca�ej po�aci p�aszcza b�yska�y rozrzucone mioty gwiazd, otaczaj�ce ksi�yc w pe�ni ogni�cie �wiec�cy. Wzd�u� zasi� obwodu onego niezmiernego p�aszcza ci�gn�a si� girlanda, w kt�rej przeplata�y si� g�sto ze sob� ca�e �odygi kwiat�w i ca�e ki�cie jab�ek. W r�kach trzyma�a rzeczy zgo�a r�ne. W prawej bowiem mia�a grzechotk� miedzian�, przez kt�rej w�sk� blach�, na kszta�t pasa zagi�t�, przechodzi�y, przez �rodek, trzy ma�e r�d�ki szczebiotliwy d�wi�k wydaj�ce, gdy bogini ramieniem w potr�jnym jakim� ruchu potrz�sa�a. Z lewej zasi� d�oni zwisa� roztruchan z�oty w kszta�cie cz�na; nad najwy�szy �uk jego r�koje�ci wysuwa�a si� �mija podnosz�ca p�aski �eb i wyd�t� szyj�. Boskie stopy tkwi�y w sanda�ach haftowanych li��mi palmy, drzewa zwyci�stwa. W takiej to ona i tak wspania�ej postaci, rozkosznymi zapachami ca�ej Arabii tchn�ca, takimi s�owy bo�ymi do mnie odezwa� si� raczy�a: [5] � Oto pro�by twymi, Lucjuszu, ub�agana, przychodz� ja, macierz wszech�wiata, pani �ywio��w wszystkich, pra�r�d�o wszechwiek�w, ja z b�stw najwi�ksza, ja, cieni podziemnych kr�lowa, spo�r�d niebian pierwsza, ja, kt�rej twarz obliczem jest posp�lnym bog�w i bogi� wszystkich, kt�rej skinienie rz�dzi �wietlistymi sklepieniami nieba, uzdrawiaj�cymi tchnieniami ocean�w, rozpaczliwym piekie� milczeniem, ja, kt�rej jedno jedyne b�stwo ca�y czci �wiat we wielorakim kszta�cie, w r�nym obrz�dku i pod r�norakim imieniem. Tam mnie Frygijczycy, na ziemi pierworodni, Pesynunck� bog�w Macierz� zowl�, tu Attykowie zasi�, na ziemicy swej odwiecznie tubylczy, Minerw� Cekropsk�, �wdzie Cypryjczykowie morscy Wener� mieni� Pafijsk�; �ucznikowie Krete�czycy zw� mnie Dian� Diktynn�44, Sykulowle tr�jj�zyczni Prozerpin� Stygijsk�, Eleuzynowie odwieczn� Cerer�45, inni Junon�, Bellon� inni, Hekat� tamci, Ramnuzj�46 owi, ci zasi�, na kt�rych wschodz�cego s�o�ca promienie naprz�d padaj�: Etiopowie, Ariowle i prastar� m�dro�� przechowuj�cy Egipcjanie � w�a�ciwymi mnie czcz� obrz�dami i prawdziwym oznaczaj� imieniem: Izydy kr�lowej. Przychodz� ulitowawszy si� nad tw� niedol� � �askawa przychodz� i mi�o�ciwa. Ostaw ju� p�acze i �ale, precz wy�e� rozpacz: oto ci ju� z �aski mej �wita dzie� wybawienia. Pilnie tedy zwa�, co ci rozka��, i o to si� frasuj: Dzie�, kt�ry noc ta z siebie urodzi, ten dzie� od prawiek�w mojej czci jest po�wi�ce�; tego to dnia � w kt�rym ko�cz� si� burze zimowe i uk�adaj� si�

pogodnie morz� rozhukane ba�wany � na morzu do �eglugi ju� zdatnym po�wi�caj� mi �wie�o na nie spuszczony okr�t kap�ani moi, pocz�tki tegorocznego handlu morskiego pod moj� oddaj�c piecz�. Tej uroczysto�ci winiene� czeka� z sercem skupionym a nabo�nym. 44 D i a n a D i k t y n n a � Artemis (Dian�) zr�wnano z kretejsk� Diktynn�. 45 o d w i e c z n a C e r e r a � w Eleuzis to oznacza�o Demeter. 46 R a m n u z j a � Nemezis, czczona pod tym imieniem w attyckiej gminie Rhamnus [6] Bowiem z rozkazu mego kap�an na czele orszaku �wi�tego krocz�cy ni�s� b�dzie w prawej r�ce na �wi�tym brz�kadle wieniec z r�. Bez wahania tedy przez t�um ludzi si� przeci�nij i ufny w wiod�c� ci� ch�� duszn�, do kap�ana nieznacznie si� przybli� i jakoby d�o� mu chc�c uca�owa�, uszczknij wargami r�; za czym natychmiast z ohydnej onej sk�ry bydl�cia z dawien dawna mi nienawistnego si� wyzujesz. I nie l�kaj si� spe�ni� niczego z tych moich wskaz�wek, cho�by ci si� to nie wiem jak trudnym zda�o. W tej samej bowiem chwili, w kt�rej si� objawiam tobie tutaj � i tam, kap�anowi onemu memu we �nie polecam wszystko, co jeszcze do uczynienia pozostaje. Z rozkazania mego rozst�pi si� przed tob� zbita ci�ba ludzka, a po�r�d radosnych obrz�d�w i widowiska uroczystego nikt nie wzdrygnie si� na widok tego szpetnego kszta�tu, w kt�rym tkwisz, nikt z�o�liwie w posady ci� nie poda, mylnie sobie nag�� twej postaci przemian� wyt�umaczywszy. To sobie jednak spami�taj dobrze i w serca g��bi wyryj, �e do mnie nale�� koleje ca�ej reszty twego �ywota, a� do ostatnich twoich tchnie�. I nie b�dzie ci to krzywd�, �e do tej b�dziesz nale�a� p�ki �ycia, kt�rej dobrodziejstwo mi�dzy ludzi ci� przywr�ci�o. I �y� b�dziesz szcz�liwy, �y� b�dziesz pod opiek� m�, s�awny, a kiedy drog� �ywota swego przemierzywszy zst�pisz do podziemia, to i tam jeszcze, w otch�ani p�kr�gu, b�dziesz � ju� jako P�l Elizejskich mieszkaniec � b�dziesz czci� zawsze mnie, kt�ra w mroku acherontowym ja�niej� i w dolinach styksowych w�adam, a kt�ram ci �askawa. Je�li zasi� pos�uchem skrz�tnym i s�u�by zbo�nymi a czysto�ci zachowaniem wytrwa�ym na ch�ci cne zas�u�ysz, poznasz, �e ja � ja jedna jedynie � potrafi� nawet i �ywot ci przed�u�y� poza kres losem ci przeznaczony. [7] Tak czcigodn� wyroczni� zako�czywszy znikn�o b�stwo wszechpot�ne. Za czym bezzw�ocznie, ze snu si� natychmiast otrz�sn�wszy, podnios�em si� zlany potem, bo l�k i rado�� przeze mnie si� przewala�y, i w podziwie najg��bszym nad tak wyra�n� zjaw� pot�nej bogini w falach morskich si� obmy�em, i o jej wielkich rozkazach jedynie my�l�c, przypomina�em sobie tych napomnie� porz�dek. A zaraz ju� mrok czarnej nocy rozpraszaj�c wsta�o s�o�ce z�ote i natychmiast w krz�taninie

zbo�nej i prawdziwie tryumfalnej nape�ni�y t�umy ludzi wszystkie drogi; a mnie si� zdawa�o, �e nie tylko we mnie, ale we wszystkim wok� taka by�a rado��, �e � czu�em to � zwierz�ta wszelkie i domy ca�e, i dzie� sam w pogodzie bezmiernej si� radowa�. Bo i po ostrym ch�odzie nocnym nasta� niespodzianie dzie� s�oneczny i pogodny, �e i �piewni ptaszkowie, wiosennym tchnieniem owiani, we wdzi�czne uderzyli pienia, pieszczotliwym przymilaj�c si� przy�piewem rodzicy gwiazd, macierzy wszechczas�w � pani �wiata ca�ego. Wszak�e� i drzewa tak�e � i te, kt�re owocami s� rodne, i te, co s� bezp�odne, a jego cienistym ciesz� si� listowiem � g�askane ciep�ego wiatru tchnieniami, a p�kami li�ciowymi okryte, s�odko w �agodnej konar�w rozchwiei szumia�y. I morze uciszone po �oskotach wielkich burz i po gwa�townych fal niepokojach �agodnymi podchodzi�o przelewy, a niebo, z kt�rego si� burzliwa star�a o�ma, ja�nia�o nagim i pogodnym blaskiem swej �wiat�o�ci. [8] A oto ju� zaczyna�y si� jakoby przygrywki do wielkiej uroczysto�ci: pojawia� si� j�y pi�kne stroje, dobrane wedle roli, jak� ka�dy bra� w uroczysto�ci. Tu kto� mieczem przepasany kroczy� za �o�nierza przebrany, tam kusa suknia, buty i oszczepy kogo� za my�liwca wydawa�y, kto� inny w z�oconych pantoflach, w szacie jedwabnej, kosztownymi �wiecid�ami obwieszony, z zaplecion� na g�owie fryzur� udawa� pow��czystymi krokami kobiet�. O innym znowu, co si� wyr�nia� nagolennicami, tarcz�, he�mem i mieczem, powiedzia�by�, �e to gladiator wracaj�cy z igrzyska. Nie brak by�o i takiego, co w purpurowej szacie i z pochodni� urz�dnika udawa�, ani takiego, co przy pomocy opo�czy i kostura, i trep�w, i koziej przyprawionej br�dki odgrywa� filozofa, ani ludzi z trzcinami r�nego kszta�tu; jedni z nich udawali ptasznik�w z lepem na ptaki, inni rybak�w z w�dkami. Widzia�em oswojon� nied�wiedzic�, kt�r� � przebran� za matron� � wieziono na krze�le, i ma�p� w czapce wyszywanej i szafranowych sukniach frygijskich, ze z�otym � niby to pasterz Ganimedes � pucharem w �apie, l os�a z przyprawionymi skrzyd�ami w towarzystwie jakiego� starucha zgrzybia�ego; ten mia� by� Pegazem, tamten zasi� Bellerofontem, �mieszni jednak byli obaj jednako. [9] Po�r�d tych uciesznych przebra� ludowej zabawy, tu i �wdzie si� ukazuj�cych, szykowa� si� ju� uroczysty poch�d bogini wybawicielki. Niewiasty, kt�rych szaty biel� sw� za oczy a� chwyta�y, strojne r�norakimi atrybutami, wie�cami wiosennymi uwie�czone, u�ciela�y kwieciem z podo�k�w rzucanym drog�, kt�r� szed� poch�d �wi�ty. Inne nios�y na plecach b�yszcz�ce zwierciad�a, aby bogini mog�a w nich widzie� ho�dy sk�adane przez t�um id�cy za ni�, inne z grzebieniami z ko�ci s�oniowej w r�kach ruchami ramion i palc�w udawa�y, �e

czesz� i zdobi� w�osy bogini, inne jeszcze zlewa�y drog� r�nymi pachnid�ami i opryskiwa�y j� wonnym balsamem. Pr�cz tego t�um ogromny obojej p�ci, kt�ry aby si� przypodoba� kr�lowej gwiazd niebieskich, ni�s� latarnie, �uczywa, �wiece i wszelakie inne sztuczne �wiat�a. Dalej sz�y wdzi�czne muzyki, piszcza�ki i flety rozbrzmiewaj�ce s�odkimi melodiami. Za nimi post�powa� ch�r z�o�ony z wybranej m�odzie�y, strojny w od�wi�tne a �nie�ne suknie, i od�piewywa� pie�� cudn�, przez bieg�ego poet� pod Muz natchnieniem u�o�on�, w kt�rej motyw zasadniczy powtarza� si� cz�sto w przy�piewach wysokich g�os�w. Szli i fletni�ci wielkiego Sarapisa47, wygrywaj�cy na �ci�tej wlelopiszcza�ce � ku prawemu uchu a� si�gaj�cej � melodie specjalnie temu bogu po�wi�cone i w jego �wi�tyni grywane; szli wreszcie heroldowie liczni i stra� toruj�ca krzykiem miejsce dla pochodu. [10] Za nimi nap�ywa�y t�umy wtajemniczonych w obrz�dy, t�umy m�czyzn i niewiast wszelkiego stanu i wieku, wszyscy l�ni�cy biel� lnianych szat; niewiasty mia�y na w�osach od wonno�ci wilgotnych prze�roczyst� zas�on�, m�czy�ni g�owy zupe�nie ogolone, tak �e �yskali biel� sk�ry na czaszkach na znak, �e s� wielkiej religii ziemskimi gwiazdami. W r�kach nie�li wszyscy �wi�te grzechotki miedziane, srebrne, a nawet z�ote i dobywali z nich szczebiotliwe d�wi�ki. Naczelni zasi� kap�ani obrz�d�w, m�owie �wi�ci i dostojni, szli w bia�ych, lnianych szatach, obcis�ych na piersi i szczelnie ich a� do st�p owijaj�cych; nie�li oni symbole najpot�niejszych b�stw. Pierwszy z nich trzyma� w wyci�gni�tej r�ce lamp� niezwykle jasne �wiat�o wydaj�c�, niepodobn� zasi� ca�kowicie do owych naszych lamp, kt�rymi �wiecimy przy wieczerzy: ta lampa mia�a kszta�t z�otej ��dki, z kt�rej otworu wznosi� si� wielki p�omie�. Drugi, odziany tak samo, ni�s� w obu d�oniach dwa o�tarzyki zwane pomocnymi dla przywi�zanej do nich pomocnej pieczy najwy�szej bogini. Trzeci szed� z ga��zk� palmow� maj�c� li�cie ze z�ota delikatnie wyrobione i z lask� Merkurego. Czwarty trzyma� symbol Bezinteresowno�ci: wyrze�bion� lew� r�k� z d�oni� otwart�; wydawa�a si� ona zdatniejsza do wyobra�enia bezinteresowno�ci, ile �e z natury swej jest mniej obrotna i wszelkiego przecherstwa i sprytu pozbawiona; ten sam ni�s� jeszcze z�ote naczy�ko sklepione na kszta�t piersi kobiecej, z kt�rego ulewa� mleka. Pi�ty mia� z�ot� kobia�k� nape�nion� wawrzynowymi ga��zkami, a inny jeszcze kap�an amfor�. [11] Zaraz potem ukazywali si� bogowie, co raczyli i�� przy pomocy ludzkich n�g. Wi�c naprz�d �w po�rednik straszliwy mi�dzy niebem a piek�em, �w, co oblicze nosi ju� to jak noc mroczne, ju� to jak dzie� z�ote: Anubis48, podnosz�cy sw�j stromy �eb psa; lask�

poselsk� ni�s� w lewej, zielon� ga��zi� potrz�sa� w prawej r�ce. Za nim zaraz post�powa� w� prosto na tylnych nogach stoj�cy, symbol p�odno�ci wszystkorodnej bogini; posuwa� si� on wspieraj�c si� na barkach jednego z kap�an�w, dostojnymi kroki id�cego. Inny kap�an ni�s� skrzyni� zawieraj�c� przedmioty sekretne i kryj�c� tajemnice wielkiej religii. Inny jeszcze ni�s� na swej, szcz�snej zaiste, piersi czcigodne wyobra�enie b�stwa najwy�szego, nie maj�ce kszta�tu ani zwierz�cia domowego, ani ptaka, ani bestii dzikiej, ani nawet cz�owieka nie przypominaj�ce, ale sam� nowo�ci� przemy�lnego wynalazku cze�� nakazuj�ce � jak to zreszt� przystoi 47 S a r a p i s � b�g pierwotnie babilo�ski, p�niej czczony w Aleksandrii Jako Ozyrys, Apis, Serapis. 48 A n u b i s � egipski bo�ek wyobra�any z g�ow� szakala lub psa. symbolowi religii nad inne wy�szej i os�onami wielkiego milczenia musz�cej si� okrywa�, jak przystoi symbolowi s�owami niewypowiadalnemu. Wyobra�enie to by�o w b�yszcz�cym z�ocie w takim sposobie ukszta�cone: by�a to ma�a urna, wielce sztucznie utoczona, o okr�g�ym dnie, pokryta egipskimi hieroglifami; jej otw�r niewysoko umieszczony wysuwa� si� na kszta�t wystaj�cego dzioba; z drugiej zasi� strony znajdowa�a si� mocno szerokim odgi�ciem ods�dzona r�koje��, na kt�rej skr�ca�a swe pier�cienie �mija, wysuwaj�ca �uszczast� gardziel, wyd�t� i pomarszczon�. [12] I oto zbli�a si� do mnie dobrodziejstwo przez b�stwo najpot�niejsze mi przyrzeczone: zbli�a si� kap�an nios�cy w r�kach sam� dol� m� i wybawienie! Zbli�a si� w my�l polece� zwiastowanych mi w boskiej obietnicy i w prawej r�ce �wi�t� grzechotk� nios�cy, a na niej dla mnie wieniec � i dalib�g s�usznie wieniec, skoro po tylu nieszcz�ciach przecierpianych, tylu niebezpiecze�stwach przebytych mia�em z pomoc� najmo�niejszej bogini przem�c sro��c� si� wobec mnie Dol�. Ale nie da�em si� porwa� nag�ej rado�ci i nie rusza�em ku kap�anowi z kopyta, bom si�, rzecz oczywista, l�ka�, by dostojny porz�dek uroczystego obchodu nie zm�ci� si� takim nag�ym wpadni�ciem bydl�cia � ale krokiem spokojnym, ca�kiem jak cz�owiek, nieco si� w prz�d pochyliwszy, bez po�piechu, nieznacznie si� zbli�a�em poprzez t�um, najwidoczniej za bosk� spraw� mi si� usuwaj�cy. [13] Kap�an zasi� przypomnia� sobie w tej chwili � jak to zaraz zauwa�y�em � nocn� wr�b�, zdumia� si�, jak si� wszystko zgadza z tym, co mu w nocy polecono, stan�� od razu i sam ku mnie wyci�gaj�c prawic�, pod sam pysk mi podsun�� wieniec. Wtedy ja dygoc�cy � serce wali�o mi jak m�otem � chciwym pyskiem pochwyci�em wieniec, mieni�cy si� plecionk� cudown� r�, i ��dny nad wszystko spe�nienia obietnicy �

po�ar�em. I zaprawd� nie zawiod�a mnie bo�a obietnica: natychmiast j�a opada� ze mnie szpetna i bydl�ca sk�ra. Naprz�d tedy znika twardy w�os, nast�pnie mi�knie gruba sk�ra, kurczy si� ogromny ka�dun, stopy n�g przechodz� z kopyt w palce, r�ce nie s� ju� odn�ami, ale podnosz� si� do us�u�enia istocie dwuno�nej, d�ugi stos pacierzowy �ci�ga si�, zaokr�gla si� g�ba i g�owa, ogromne k�apouchy odzyskuj� dawny drobny kszta�t, z�by, co by�y jak krzemienie, staj� si� ludzkie i drobne, a z ogona � z niego, co mi by� zawsze najwi�ksz� udr�k� � z ogona ani �ladu! Zdumiewaj� si� t�umy, pobo�ni bij� ho�dy przed tak widoczn� najwy�szego b�stwa pot�g� i cudem tak wspania�ym, jak tylko te, co si� w sennych widziad�ach zdarzaj�, i przed tak� �atwo�ci� przemiany, i ku niebu d�onie wznosz�c, jednym wielkim g�osem �wiadectwo daj� tak bezmiernemu dobrodziejstwu bogini. [14] Ja zasi�, ca�kowicie os�upia�y, sta�em w milczeniu; w sercu pomie�ci� mi si� nie chcia�a ta rado�� tak olbrzymia i tak nag�a i sta�em nie mog�c znale�� na razie �adnego s�owa, nie wiedz�c, jak wzi�� si� do odzyskanej mowy, jakimi s�owami rozpocz�� odzyskawszy szcz�liwie j�zyk cz�owieczy, jakimi� to wyrazy dzi�kowa� tak pot�nej bogini! Ale kap�an, jakby z bo�ego natchnienia wiedz�cy o wszystkich, od pocz�tku, niedolach moich, jakkolwiek sam cudem niezwyk�ym wstrz��ni�ty, naprz�d ruchem wyrazistym poleci�, by mi dano na okrycie szat� lnian� � bowiem od chwili gdy mnie od obrzyd�ej swej sk�ry uwolni� osio�, sta�em �ciskaj�c kolana i zakrywaj�c si� r�kami � jak przysta�o nagiemu � t� naturaln� os�on� obyczajnie si� zas�ania�em. Wtedy kto� z orszaku uroczystego �wawo wierzchni� szat� zrzuciwszy odzia� mnie ni� co pr�dzej, po czym kap�an, z obliczem radosnym i jakby � zaprawd� � przemienionym, wpatrzony we mnie z podziwem, tak si� odezwa�: [15] � Wiele i rozmaitych nieszcz�� wycierpiawszy, i burz losu, strasznymi gnany nawa�nicami, przybi�e� wreszcie, Lucjuszu, do portu Ukoju i o�tarza Mi�osierdzia. A nie pomog�o ci by�o w twej niedoli ani urodzenie, ani dostojno��, ani nawet uczono��, kt�ra ci� zdobi. Lekkomy�lne m�ode lata pchn�y ci� w m�ty nikczemnych rozkoszy; drogo zap�aci�e� za niewczesn� ciekawo��. Ale jakkolwiek sro�y� si� �lepy Los, to przecie� przez najstraszniejsze niebezpiecze�stwa, kt�rymi ci� trapi�, doprowadzi� ci� wbrew w�asnej z�o�ci do tej tu zbo�nej szcz�liwo�ci. Niech�e se idzie teraz precz i niech si� sro�y jak chce, i niech okrucie�stwu swemu innej szuka ofiary, bowiem wobec tych, kt�rych �ycie dla siebie zastrzeg� majestat naszej bogini w s�u�b� swoj� je bior�c, wobec tych nie ma mocy z�a dola. C�

bowiem wygra� z tob� Los niegodziwy owymi �otrami, co owymi bestiami dzikimi, co t� niewol� d�ug�, co dr�g ci�kich i twardych zawi�o�ciami i bezdro�ami, co codzienn� gro�b� �mierci? Teraz ju�e� pod piecz� Losu, ale Losu prawdziwego, kt�ry blaskiem swej Jasno�ci o�wieca nawet inne b�stwa. Rozwesel tedy twarz, by poja�nia�a tak, jak ta twoja szata, i kroki radosnymi przy��cz si� do �wi�tego orszaku bogini wybawicielki. Niech to ujrz� niewierz�cy w ni� � niech to ujrz� i b��d sw�j poznaj�: oto pot�n� opiek� Izydy z dawnych utrapie� wyzwolony Lucjusz odprawia radosny sw�j tryumf nad Losem. Aby� jednak czu� si� tym bezpieczniejszy i pewniejszy, przysta� do tej naszej �wi�tej �o�nierki, do zaprzysi�enia si� kt�rej niedawno ci� bogini wzywa�a; ju� teraz po�wi�� si� s�u�bie naszej religii i dobrowolnie we� na si� jarzmo pos�usze�stwa jej. Bowiem gdy bogini s�u�y� zaczniesz, wtedy dopiero owocu twej wolno�ci obecnej skosztujesz. [16] Te s�owa prorocze wyrzek�szy zamilkn�� kap�an znamienity i, znu�ony, z trudno�ci� oddech �apa�. Za czym ja wmieszawszy si� w poch�d �wi�ty kroczy�em z nim �wi�to�ciom towarzysz�c, a miastu ca�emu widoczny, przez wszystkich poznawany, palcami i g�owami wszystkich wskazywany. M�wi�y sobie o mnie t�umy: � Ten ci jest, kt�remu dzisiaj wola mi�o�ciwa wszechpot�nej bogini posta� cz�ecz� przywr�ci�a. O szcz�sny zaiste i po trzykro� szcz�sny, bo� widno niewinno�ci� i zacno�ci� �ycia dotychczasowego zas�u�y� sobie na tak �wietn� niebios opiek�, �e � po odrodzeniu zaraz �ju� s�u�bom �wi�tym w jaki� spos�b po�wi�ci� si� mo�e. Po�r�d gwaru tych s��w i zgie�ku radosnych �lub�w, bogini czynionych, z wolna naprz�d si� posuwaj�c, zbli�ali�my si� ju� do brzegu morza i do tego samego przybyli�my miejsca, gdzie dzie� przedtem osio� m�j odpoczywa�. Tam ustawiono, jak obrz�dek przykazywa�, b�stw pos�gi, po czym kap�an okr�t cudowny, mieni�cy si� wok� przedziwnymi malowid�ami egipskimi, najtroskliwiej oczy�ci� przy pomocy jasnego �uczywa i jaja, i siarki i nieskalanymi ustami mod�y uroczyste zani�s�szy, imi� mu nada� i bogini po�wi�ci�. Tego szcz�snego statku bia�y �agiel mia� na sobie wytkany napis, kt�rego s�owa wyra�a�y, �e jest to �lub za pomy�lno�� �eglugi w tym roku. Oto podni�s� si� maszt: sosna okr�glutka, dzi�ki bieli swej jeszcze wynio�lejsza, �mig�ym wierzcho�em daleko widoczna. Ty� statku wygina� si� w kszta�t g�si i po�yska� z�otymi blachami, kt�rymi by� pokryty, ca�y zasi� statek jasnym drzewem wy�o�ony pyszni� si� sw� kras�. Za czym t�umy ludzi � i to zar�wno wtajemniczonych jak profan�w � zacz�y na

prze�cigi znosi� kobia�ki pe�ne wonno�ci i innych tego rodzaju ofiar, pr�cz tego zacz�to wylewa� na fale libacje z pewnego rodzaju papki rozpuszczonej w mleku, a� wreszcie okr�t, pe�en hojnych dar�w i krasnych ofiar, spuszczony z lin kotwicznych na pe�ne morze wyp�yn�� wiatrem szczeg�lnie pogodnym p�dzony. Kiedy si� tak ju� oddali�, �e nam jeszcze zaledwo majaczy�, podnie�li znowu nosiciele, ka�dy to, co przyni�s�, i w takim samym, jak przedtem, uroczystym orszaku ruszyli ra�no w poch�d powrotny do �wi�tyni. [17] Skoro�my ju� tam przybyli, wszed� arcykap�an i ci, co nie�li bo�e wizerunki, i ci, co ju� przedtem wtajemniczeni byli w czcigodne tajemnice � weszli wszyscy do komory bogini i tam wedle obrz�dku ustawili pos�gi, pos�gi �ywym istotom ca�kiem podobne. Wtedy jeden z nich, kt�rego wszyscy zwali Pisarzem, stan�� przed bram� i zwo�awszy jakby na wiec grono pastofor�w49 � takie bowiem jest imi� naj�wi�tszego kolegium � wst�pi� na podwy�szon� kazalnic� i ze s��w ksi�gi odczyta� mod�y za pomy�lno�� najwy�szej osoby cesarza, za senat, za rycerstwo i ca�y nar�d rzymski, za �eglarzy i okr�ty, i za wszystko, co jest w naszym pa�49 p a s t o f o r o w i e � wy�sza klasa kap�an�w Izydy. stwie i pod naszymi rz�dami, i og�osi� greczy�sk� co do obrz�dku i brzmienia formu�� spuszczenie statku na morze. Wielki krzyk t�umu, jaki si� na to podni�s�, by� dowodem, �e wszyscy przyj�li te s�owa jako szcz�liwe �yczenie. Za czym t�umy, jak pijane rado�ci�, z wie�cami ze �wi�tych ga��zek oliwnych w d�oniach, pocz�y si� rozchodzi� do dom�w, ca�uj�c jeszcze stopy bogini, kt�rej pos�g w srebrze wyrzezany sta� na podwy�szeniu. Ja jednak nie potrafi�em ni na krok ruszy� si� z tego miejsca, ale w wizerunek bogini zapatrzony przebiega�em my�l� wszystko, co przeszed�em. [18] Ale chy�a Wie�� nie mia�a i tym razem skrzyde� powolnych, ale natychmiast rozg�osi�a i w ojczy�nie mej wsz�dzie o opatrzno�ciowej bogini dobrodziejstwie czcigodnym i o losach mych osobliwych. Za czym natychmiast po�pieszyli do mnie przyjaciele i domownicy, i krewniacy najbli�si, niespodziewan� wie�ci� rozradowani, po�pieszyli � od�o�ywszy �a�ob�, kt�r� na fa�szyw� wie�� o �mierci mej przywdziali � ka�dy z innymi podarunkami, aby zobaczy� mnie, com na �wiat�o dzienne z piek�a powr�ci�. Skrzepi� mnie ich widok � ich, kt�rych ujrze� wi�cej ju� si� nie spodziewa�em � i wdzi�cznym sercem przyj��em zacne ofiary, w jakich mi troskliwie nanie�li, cokolwiek bym m�g� ino potrzebowa� do wszelkiego u�ytku i opatrzenia. [19] Pogadawszy tedy z ka�dym, jak si� z nim w�a�nie godzi�o, i opowiedziawszy

zaraz o moich niedawnych niedolach i o obecnej rado�ci, powracam znowu do pos�gu najmilszej mi bogini; ugodzi�em si� te� o mieszkanie w obr�bie �wi�tyni i tam tymczasowo moje ustawi�em penaty. Bra�em udzia� w specjalnych ju� nabo�e�stwach na cze�� bogini, przestawa�em nieroz��cznie z kap�anami i by�em najwierniejszym bogini czcicielem. Nie by�o za� jednej nocy ani jednego snu, w kt�rym by mi si� nie ukaza�a bogini lub nauk jakich nie da�a; cz�sto te� �wi�tymi s�owy mi rozkazywa�a, abym przecie� ju� zosta� wtajemniczony. Mnie zasi�, jakkolwiek po��da�em tego gor�co, powstrzymywa� jednak l�k jaki� zbo�ny; d�ugo bowiem i szczeg�owo rozmy�la�em nad tym, jak trudne s� do wykonania obowi�zki religijne i ci�ki do zachowania �lub czysto�ci, i nad tym, jak� to wielk� m�dro�ci� uzbroi� trzeba �ycie na tyle pokus wystawione. Nad tym wszystkim si� biedz�c, nie wiem w�a�ciwie sam jak, ale odwleka�em, cho� mi samemu by�o spieszno. [20] Pewnej nocy �ni� mi si� arcykap�an, kt�ry mi podawa� r�ne rzeczy, jakie ni�s� w podo�ku, kiedym za� pyta�, co to ma by�, odpowiedzia�, �e to wszystko s� rzeczy z Tesalii mi przys�ane i �e opr�cz nich dostan� jeszcze stamt�d jednego z mych s�ug imieniem Stwosz. Zbudziwszy si�, d�ugo, bardzo d�ugo rozmy�la�em nad tym, co m�g� oznacza� ten sen, zw�aszcza wobec pewno�ci, �e nigdy nie mia�em s�ugi tego nazwiska. Jakkolwiek daleko si�gaj�ce znaczenie mog�aby jednak mie� ta wr�ba, to w ka�dym razie pe�en by�em wiary, �e ofiarowanie mi owych drobiazg�w oznacza�o co� dobrego. W tej niepewno�ci, nastawiony jednak na jakie� szcz�liwe zdarzenia, oczekiwa�em na poranne otwarcie �wi�tyni. Ju� rozsuni�to na obie strony bia�e zas�ony, ju� zanie�li�my mod�y przed czcigodnym bogini wizerunkiem, kap�an za�, obchodz�c r�ne o�tarze i skraplaj�c je z po�wi�conego naczynia wod� z tajemnego �r�d�a zaczerpni�t�, odprawia� nabo�e�stwo z przepisanymi b�aganiami. Ju� wszystko to wedle obrz�dku uko�czono i pobo�ni z powitaniami nowego dnia na ustach, pierwsz� jego godzin� obwieszczaj�cy, z miejsc si� ruszaj�. I w tej chwili przybywaj� z mej ojczyzny Hypate s�udzy moi, kt�rych tam pozostawi�em w tym czasie, kiedy to okrutna pomy�ka Fotis na�o�y�a mi by�a u�dzienic� � przybywaj� us�yszawszy widocznie o ca�ej mojej historii, ze sob� za� przyprowadzaj� tak�e owego mego podjezdka, kt�rego po r�nych kolejach, jakie przeszed�, odzyskali poznawszy go po znaku na grzbiecie. Tote� zdumiewa�em si� okrutnie nad tym, jaki to ten m�j sen by� zmy�lny: sprawdzi�a mi si� jego zyskowna obietnica, pr�cz tego za� obrazem jakowego� s�ugi Siwosza przepowiedzia� mi zwrot konia, kt�ry by� istotnie ma�ci siwej. [21] Po owym zdarzeniu tym gorliwiej l wytrwa�ej przyk�ada�em si� do nabo�nej s�u�by,

bo mi te dobrodziejstwa, kt�re mnie teraz spotyka�y, by�y obiecuj�cym zastawem przysz�ych nadziei. Z dniem ka�dym r�wnie� ros�o moje pragnienie, by mnie wy�wi�cono, i raz wraz nachodzi�em arcykap�ana b�agaj�c go jak najgor�cej, aby mnie wreszcie wtajemniczy� w tajniki �wi�tej nocy. �w zasi�, m�� zreszt� powagi wielkiej pe�en i rozs�awiony tym, �e bardzo �ci�le przestrzega� surowej religii, powstrzymywa� m� gorliwo�� �agodnie i wyrozumiale i pow�ci�ga� j� tak, jak zwykle pow�ci�gaj� rodzice niewczesne zachcianki dzieci, i u�mierza� niepok�j, jaki by� przy tym we mnie, pociech� i nadziej�, �e wszystko b�dzie dobrze. M�wi� mi, �e to bogini naznacza jakim� znakiem dzie�, w kt�rym ka�dego z osobna mo�na wtajemniczy�, �e jej to opatrzno�� wybiera kap�ana, kt�ry ma wtajemniczenia dokona�, i �e ona tak samo okre�la nawet wydatki na ten obrz�d. Przestrzega� mnie, abym i ja odczeka� to wszystko z uwa�n� cierpliwo�ci�, poniewa� winienem wystrzega� si� wielce i zbytniej nag�o�ci, i oporno�ci i unikaj�c jednego i drugiego b��du ani nie zwleka�, gdy mnie zawezw�, ani nie spieszy� si�, gdy mnie nie wo�aj�. Poza tym � m�wi� � po�r�d jego pocztu kap�a�skiego nie ma nikogo tak szalonego ani pragn�cego w�asnej zguby, aby si� odwa�y�, nie otrzymawszy specjalnego od W�adczyni rozkazu, lekkomy�lnie i �wi�tokradczo dokona� takiego obrz�du i �ci�gn�� na siebie kar� �mierci. W r�kach swych bowiem trzyma bogini klucze i do wr�tni piekielnych, i do bram zbawienia, a samo oddanie si� jej jest jakby �wi�ceniem dobrowolnej �mierci, aby �ycie z jej r�ki jako �ask� otrzyma�. Dlatego wyb�r bogini zwyk� pada� na tych, kt�rzy koleje swego �ycia ju� przebyli i u samego kresu sko�czonego �ywota ju� staj�, kt�rym tedy bezpiecznie wielkie tajemnice religii zawierzone by� mog�; takich to opatrzno�� bogini jakoby na nowy wskrzesza �ywot i na jego nowe drogi kieruje. Tedy i ja tak�e winienem wyczekiwa� z pokor� spe�nienia boskich przyrzecze�, zw�aszcza �e najwidoczniejsza �aska pot�nego b�stwa dawno ju� wskaza�a i wezwa�a mnie do tej szcz�snej s�u�by. I ju� teraz winienem si� wystrzega� � ca�kiem tak, jak wszyscy wtajemniczeni � pokarm�w �wieckich i zakazanych, by mi tym �atwiej potem zbli�y� si� by�o do najskrytszych tajemnic tej najczystszej religii. [22] Tak m�wi� kap�an, moje zasi� pos�usze�stwo nie ugi�o si� przed niecierpliwo�ci�. Z ca�� uwag� a w �agodnym spokoju i chwalebnym milczeniu uczestniczy�em przez szereg dni w nabo�e�stwach. I nie zawiod�a mnie ani nie udr�czy�a zbyt d�ug� odw�oka zbawienia �aska pot�nej bogini. Tak jasno i wyra�nie, jak mroczna by�a noc, gdy to si� sta�o, obwie�ci�a mi,

�e nadszed� dzie� od tak dawna mi upragniony, dzie�, w kt�rym spe�ni najwi�ksze me �yczenie; okre�li�a te�, jak� kwot� winienem z�o�y� na ofiary, i oznaczy�a samego owego Mitrasa, swego arcykap�ana, jako tego, kt�ry mia� dokona� obrz�du, poniewa� �jak m�wi�a � w konstelacjach naszych � moich i jego � za spraw� bo�� losy nasze jako� by�y po��czone. Tymi i tym podobnymi �askawymi naukami pot�nej bogini w sercu skrzepiony, natychmiast, zanim jeszcze na dobre szarze� zacz�o, ze snu si� otrz�sn�wszy po�pieszy�em do mieszkania kap�ana i spotka�em go w�a�nie, gdy wychodzi� z komory. Pozdrowi�em go i ju� gotowa�em si�, by go natarczywiej jeszcze ni� zwykle b�aga� o wtajemniczenie, jak o rzecz, kt�ra mi si� ju� nale�a�a. On zasi� spostrzeg�szy mnie krzykn�� natychmiast pierwszy: � Lucjuszu, ty szcz�liwcze, ty b�ogos�awiony cz�owieku, kt�rego b�stwo dostojne tak niezwykle zaszczyca ch�ciami swymi �askawymi! � I czemu� ty � m�wi� mi �jeszcze teraz stoisz tu z za�o�onymi r�kami i sam sobie odwlok� stanowisz? To� nadszed� dla ciebie dzie� w najgor�tszych pragnieniach wymarzony, w kt�rym te moje r�ce najkorniejsze wtajemnicz� ci� za bo�ym rozkazem w tajnie religii wieloimiennej bogini � i za rami� mnie uj�wszy natychmiast powi�d� starzec przyja�nie do samych bram �wi�tnicy, odprawi� tam obrz�dek uroczysty otwarcia ich, po czym � po porannym nabo�e�stwie � doby� ze skrytki miejsca naj�wi�tszego jakie� ksi�gi, znakami mi nie znanymi pisane. By�y tam wszelkiego rodzaju wyobra�enia zwierz�t podaj�ce w skr�tach s�owa tajemnej mowy, by�y znaki pow�lone i kolisto�ciami zakr�tne, i widlastymi kreskami splecione i tak przed ciekawo�ci� czytelnik�w profan�w uchronione. Z nich mi odczyta�, co nale�y koniecznie przygotowa� do uroczystego obrz�du. [23] O zakupno tego wszystkiego postara�em si� natychmiast z gorliwo�ci� wielk� i kiesy nie szcz�dz�c, ju� to sam, ju� to przez moich przyjaci�. Za czym w pokorze, kt�r� uzna� za stosown�, zawi�d� mnie kap�an w otoczeniu religijnego pocztu do najbli�szej �a�ni; gdym si� tutaj naprz�d � jak zwyczajnie � uk�pa�, wezwa� dla mnie �aski bog�w i oczy�ci� mnie zbo�nie, skraplaj�c strug� czystej wody, po czym odprowadzi� znowu do �wi�tyni. A min�y ju� by�y dwie cz�ci dnia, gdy mnie tak w �wi�tyni postawi� u st�p pos�gu bogini i nauki mi pewne da� sekretne, nauki, kt�re s� ponad j�zyk cz�owieczy; potem za� poleci� mi g�o�no wobec wszystkich, bym przez dni dziesi�� z rz�du wyrzek� si� rozkoszy jad�a i nie spo�ywa� �adnego zwierz�cia ani nie pi� wina. Wszystkiego tego, wedle obrz�dku, z godziw� wstrzemi�liwo�ci� dochowa�em. Tak nadszed� dzie� stawiennictwa mego przed boskie oblicze. Chyl�ce si� ku zachodowi s�o�ce wiod�o za sob� wiecz�r. Teraz zacz�y nap�ywa�

zewsz�d t�umy pobo�nych, aby mnie � jak tego stary obrz�dek wymaga� � uczci� r�wnie� podarkami. Potem wszystkich profan�w precz usun�wszy wzi�� mnie kap�an � surow� lnian� szat� okrytego � za r�k� i zawi�d� w g��b samego przybytku �wi�tego. Czytelniku �yczliwy! Spytasz mo�e z pewnym niepokojem, co nast�pnie s�ysza�em, co ze mn� robiono? Powiedzia�bym � gdyby ml powiedzie� si� godzi�o; dowiedzia�by� si�, gdyby tobie s�ucha� tego by�o wolno. Ale tak samo winne by�yby p�ochej ciekawo�ci uszy, co by s�ucha�y, jak wargi, co by m�wi�y. Ale ju� nie b�d� d�ugo trapi� twej ciekawo�ci, co mo�e z religijnego pragnienia pochodzi. S�uchaj tedy, lecz wiedz, �e s� to s�owa prawdy: Do granicy �mierci doszed�em i prog�w Prozerpiny dotkn��em. a wr�ci�em przez bezdnie wszystkich �ywio��w. W g��bokiej nocy widzia�em s�o�ce �lepi�cym blaskiem ja�niej�ce, patrzy�em w oczy pot�gom piekielnym i niebieskim pot�gom i do st�p ich czo�em uderzy�em50. Us�ysza�e� tedy, ale cho�-e� us�ysza�, trzeba, aby� nie rozumia�. A teraz wam opowiem, co nast�pi�o potem, a co jeszcze bez �wi�tokradztwa mo�na poj�ciu profan�w zawierzy�. [24] Gdy nasta� ranek, a ja by�em po uko�czeniu nabo�e�stwa, odziano mnie dwunastoma �wi�tymi sukniami kap�a�skimi; str�j to by� obrz�dowy wielce, ale nic mi o nim m�wi� nie zakazuje, poniewa� wtedy ju� patrzy� na mnie t�um obecnych. Tak kazano mi wst�pi� na podwy�szenie drewniane w samym �rodku �wi�tej nawy, naprzeciw pos�gu bogini ustawione. Wprz�d jeszcze okryto mnie kwiecist� szat� z byssusu; z bark�w opada�a mi na plecy a� po pi�ty kosztowna chlamida. Z kt�rej strony by�o na mnie popatrze�, by�em okryty wizerunkami zwierz�t, r�nymi barwy wyobra�onych � z tej strony indyjskimi smokami, z tamtej gryfami hiperborejskimi, potworami, kt�re � skrzydlate jak ptaki � zrodzi� �wiat jaki� inny. T� sukni� kap�ani zowi� szat� olimpijsk�. W prawicy pochodni� trzyma�em rozpalon�, na g�owie za� pi�kny wieniec z jasnych li�ci palmowych, co jak promienie j� otacza�y. Kiedym tak sta� ustrojony niby pos�g s�o�ca, odsuni�to nagle zas�ony, a ja ukaza�em si� oczom t�umu. Nast�pnie obchodzili�my w rado�ci wielkiej te � jakoby � urodziny wtajemniczonego, �wi�cili�my je mi�� uczt� i pe�n� weso�o�ci i dowcipu zabaw�. Takie same ceremonie religijne obchodzone by�y przez trzy dni i przez trzy dni powtarza�a si� biesiada na ich cze��; wszystko to nale�a�o do obrz�du wtajemniczenia. Przebywa�em tam jeszcze potem kilka dni, zobowi�zany nie daj�cym si� wyp�aci� doborodziejstwem bogini i napawaj�cy si� niewypowiedzian� rozkosz� p�yn�c� z wpatrywania si� w jej pos�g. Ale wreszcie wyp�aciwszy si� jej kornymi podzi�ki � nie tak

wprawdzie, jak by 50 Opis przej�cia przez �ywio�y i pot�gi piekielne i niebieskie jest jedyn� w staro�ytno�ci wzmiank� o tej cz�ci obrz�dk�w misteryjnych. nale�a�o, ale tak przynajmniej, jak mnie sta� by�o � na jej w�asne zlecenie do drogi powrotnej, do domu � i tak zreszt� sp�nionej wielce � gotowa� si� zacz��em. I, zaiste, ledwie si� od niej tym sercem gor�cym oderwa� zdo�a�em. Na ko�cu upad�em przed jej pos�giem na twarz i ca�uj�c d�ugo jej stopy, tak si� w�r�d �ez, w�r�d szlocha� cz�stych, co mi mow� przerywa�y i s�owa t�umi�y, tak si� do niej modli�em: [25] � O ty, �wi�ta i wieczna rodzaju cz�owieczego opiekunko, ty, co sw� szczodr� opiek� �miertelnych zawsze otaczasz i s�odkie matki wsp�czucie masz dla niedoli nieszcz�liwych! Nie masz dnia ani nocy, ani chwili nawet najdrobniejszej, kt�ra by twych dobrodziejstw by�a pr�na. Ty ludzi na l�dach i morzach os�aniasz, burze ich �ycia za�egnywasz i d�o� im zbawcz� podajesz, t� d�o�, kt�r� rozpl�tujesz w�tki przez Los nierozwik�alnie � zdawa�oby si� � popl�tane, kt�ra uciszasz huragany, jakie naszczuwa Dola, i kt�ra unieszkodliwiasz gwiazd zgubne obroty. Czcz� ci� niebianie, czo�em przed tob� bij� mieszka�cy podziemia. Ty dajesz ruch �wiatu, jasno�� s�o�cu, pod twoj� d�oni� uk�ada si� wszech�wiat, pod twoj� stop� lega Tartar. Na tw�j to g�os odpowiadaj� gwiazdy, na jego zawo�anie powracaj� korowody czas�w, od niego zale�y bog�w wesele, przed nim korz� si� �ywio�y. Na tw�j rozkaz dm� wiatry, czerpi� karm� chmury, kie�kuj� nasiona, pn� si� w g�r� latoro�le. Przed majestatem twym dr�� powietrzne ptaki, bestie w ost�pach g�rskich, w�e pe�zaj�ce po ziemi i morskie potwory. Za przyziemny jest duch m�j, by ci� wychwali� zdoli� � za n�dzna ma ojcowizna, bym ci� uczci� m�g� ofiarami, jakie ci nale�ne, ani mi starczy s��w, bym opowiedzia�, co przed twym majestatem odczuwam, aniby mi nie starczy�o na to tysi�c ust i tyle� j�zyk�w, i nie ko�cz�ca si�, niewyczerpana struga wymowy. A przeto mi ino trosk� b�dzie, co jedynie cz�ekowi pobo�nemu, lecz ubogiemu by� mo�e: abym wiecznie zachowa� w serca tajnikach najg��bszych boskie twe oblicza i majestat najwi�kszy i aby wiecznie mi one by�y przytomne. Takie mod�y zani�s�szy do najwy�szego b�stwa u�ciska�em kap�ana Mitrasa, jego, co mi ju� jak ojciec by� bliski, i d�ugo w jego ramionach le�a�em, b�agaj�c go w�r�d poca�unk�w o przebaczenie, �e mu si� nie mog� tak odwdzi�czy� za jego dobrodziejstwa, jak one tego by�yby godne. [26] Wreszcie, d�ugo si� jeszcze t� rozmow� wielu s��w podzi�ki pe�n� zabawiwszy, roz��czy�em si� z nim, za czym nie min�o ju� czasu ma�owiele, a wyruszy�em wprost do ojczyzny

i domu mego, wreszcie je ujrze� pragn�cy. Ale tu ju� po dniach kilku uczu�em tchnienie woli pot�nej bogini; spakowawszy tedy co rychlej manatki wsiad�em na okr�t i ruszy�em do Rzymu. Ca�o donios�y mnie tam pomy�lne wiatry, tak �e nader pr�dko dobi�em do portu Augusta, sk�d szybkim w�zkiem dosta�em si� do tego �wi�tego miasta. By�o to w wigili� Id�w grudniowych. W Rzymie codziennym mym najmilszym zaj�ciem by�o sk�ada� mod�y gor�ce kr�lewskiemu majestatowi Izydy, kt�r� z przydomkiem Polnej � pochodz�cym od po�o�enia jej �wi�tyni na Polu Marsowym � wielce tu czczono. By�em te� jej czcicielem wytrwa�ym i cho� w tej �wi�tyni �wie�ym przychodniem, to w kulcie jej przecie� zadomowionym. Ju� wielkie S�o�ce przebieg�szy ko�o zodiaczne dope�nia�o roku, kiedy pewnego razu pojawi�o mi si� we �nie znowu b�stwo, zawsze na mnie sw� troskliwo�ci� �askawe, i m�wi�o mi znowu o wtajemniczeniu, o nowych misteriach. Zachodzi�em w g�ow�, o co te� to mog�o chodzi�, co mi to mia�o zwiastowa�, bo przecie� zdawa�o mi si�, �e mnie we wszystkie tajemnice ju� wtajemniczono. [27] Ale kiedym si� nad tymi w�tpliwo�ciami religijnymi biedzi� ju� to sam ze sob�, ju� to wypytywa� si� i radzi� o to kap�an�w � rzeczy nowych i zgo�a zdumiewaj�cych si� dowiedzia�em: oto, �e wtajemniczono mnie jedynie w misteria bogini, a nie wtajemniczono jeszcze w tajemnice wielkiego boga i wszystkich bog�w rodziciela najwy�szego: niezwyci�onego Ozyrysa51 � �e, chocia� sobie pokrewne, ba, nawet te same s� te dwa b�stwa i ich religia, jed51 0 z y r y s � ma��onek Izydy, s�dzia dusz w podziemiu. nak jest bardzo wielka r�nica mi�dzy wtajemniczeniem w misteria jedne a drugie. Powinienem tedy ten sen zrozumie� tak, �e jestem powo�any na s�ug� tak�e i tego wielkiego boga. I nied�ugo trwa�y wszelkie w tej mierze w�tpliwo�ci. Oto najbli�szej nocy ujrza�em we �nie jakiego� kap�ana w lnianych szatach, kt�ry ni�s� w r�kach tyrsus bluszczem opleciony i pewne symbole, kt�rych nie wymieni�; wszystko to z�o�y� u samych st�p mych lar�w i usiad�szy na mym zwyk�ym miejscu zapowiedzia� mi uczt� powitaln� na przyj�cie me do wielkiej religii. U�atwi� mi za� rozpoznanie go w rzeczywisto�ci mia� pewien okre�lony znak: oto mia� on pi�t� lewej nogi nieco krzyw� i lekko wskutek tego kula�. Wobec objawienia tak oczywistej woli bo�ej usta�y wszelkie w�tpliwo�ci i niepewno�ci; za czym natychmiast odprawiwszy poranne mod�y do bogini, z najwi�ksz� ciekawo�ci� przygl�da�em si� ka�demu z kap�an�w, czy nie kuleje tak jak �w we �nie. Jako� zaiste, nie zabrak�o takiego. Ujrza�em mianowicie od razu jednego z pastofor�w, kt�ry � pr�cz tego, �e kula� � tak�e i

ca�ym wygl�dem na w�os przypomina� zjaw� nocn�. Potem si� dowiedzia�em, �e go wo�ano Asinus Marcellus � nazwisko przypominaj�ce moj� przemian�. Przyst�pi�em do niego bez zw�oki, ale on ju� by� sam uprzedzony o tym, co mu powiem, poniewa� i jemu tak�e udzielono ju� w podobny spos�b pouczenia, �e m� mnie wtajemniczy�. Nocy poprzedniej mianowicie �ni�o mu si�, �e przygotowywa� wie�ce dla wielkiego boga i �e podczas tego us�ysza� z jego ust � ust los ka�dego cz�owieka dyktuj�cych � �e zg�osi si� do niego pewien Madaure�czyk52, kt�rego natychmiast winien wtajemniczy� w swoje �wi�to�ci, jako te� �e b�dzie to cz�ek wprawdzie ubogi, ale kt�ry dojdzie do wielkiej s�awy dzi�ki swej uczono�ci, z czego on, kap�an, za spraw� opatrzno�ci boga zysk b�dzie mie� niema�y. [28] Cho� mi jednak w ten spos�b obiecano wtajemniczenie, odwleka�o mi je, wbrew mej ochocie, moje ub�stwo. Te drobne bowiem grosiki z mej ojcowizny po�arte zosta�y przez koszta podr�y, a �ycie w Rzymie by�o o wiele dro�sze od �ycia na prowincji. Ta twarda moja bieda by�a tu wielk� zawad�, tak �e cierpia�em � jak m�wi przys�owie � mi�dzy m�otem a kowad�em, podczas gdy oznaki woli bo�ej ci�gle mnie w ten sam spos�b nagli�y. Raz po razu nimi pop�dzany k�opota�em si� niema�o, a� wreszcie, na wyra�ne ju� ich rozkazy, odzie� moj�, cho� i ubo�uchn� wielce, sprzeda�em i w ten spos�b potrzebn� zdoby�em sum�. Otrzyma�em nawet specjaln� w tym wzgl�dzie wskaz�wk�. � Gdyby � powiedzia� mi b�g � chodzi�o o �rodki na jak� rozkosz, nie oszcz�dza�by� pewnie tych swoich �ach�w i nie waha�by� si� przed ich sprzeda��, teraz za� l�kasz si� ub�stwa � kt�rego zreszt� nie po�a�ujesz � gdy na ci� takie czekaj� wtajemniczenia? Nale�ycie tedy wszystko przygotowawszy, znowu przez dni dziesi�� od wszelkich pokarm�w z istot �ywych po�ci�em, pr�cz tego za� ogolono mi g�ow� i przypuszczono do nocnych orgii najpierwszego z b�stw; ja zasi�, pe�en ju� ufno�ci � �e to by�a przecie religia mojej dotychczasowej siostrzana � pokornie cze�� temu b�stwu oddawa�em. I ta rzecz by�a najwi�ksz� mi pociech� w tym pobycie na obczy�nie, a niemniej utrzymanie lepsze mi zapewnia�a, bo przecie� jej zawdzi�cza�em, �e Przypadek �askawy dostarcza� mi jakiego� zarobku w zawodzie adwokackim, kt�ry mog�em uprawia� znaj�c j�zyk �aci�ski. [29] Ale oto, bardzo nied�ugo p�niej, przem�wi�y do mnie znowu ca�kiem niespodzianie i zdumia�y mnie niema�o rozkazy bog�w nakazuj�ce mi, bym si� podda� trzeciemu jeszcze wtajemniczeniu. Zatroska�o mnie to nie byle jak, a nawet bardzo zatrwo�y�o, tak �e si� w g��bokich pogr��y�em rozmy�laniach, do czego zmierzaj� te nowe i zgo�a niezrozumia�e zamys�y b�stw, i co jeszcze pozosta�o, w co m�g�bym by� wtajemniczony, skoro mnie ju� dwa

razy wtajemniczano. Ani chybi � my�la�em sobie � i Mitras, i Asinus musieli fa�szywie albo nie ca�kiem dobrze ze mn� si� za�atwi�. 52 M a d a u r e � c z y k � cz�ciowe ods�oni�cie maski autora, kt�ry wyda� to dzie�o anonimowo. I ju�, dalib�g, zaczyna�em pow�tpiewa� o ich rzetelno�ci. Ale kiedym si� b��ka� w tym rozmy�la� odm�cie i zgo�a g�ow� ju� traci�, tak mnie znowu pouczy�a wieszczb� �askawa nocna zjawa. � Nie l�kaj si� � powiedzia�a mi ona � t� wielo�ci� nast�puj�cych po sobie wtajemnicze� i nie s�d�, �e w poprzednich czego� nie dope�niono. Raczej ciesz si� i raduj ci�g�� trosk� bog�w o ciebie, i wesel si�, �e po trzykro� b�dziesz tym, czym innym zaledwie raz dano zosta�, a liczba ta s�uszn� ci� mo�e nape�ni� nadziej� trwa�ego szcz�cia. Poza tym to czekaj�ce ci� wtajemniczenie jest dla ciebie � z innych jeszcze wzgl�d�w � rzecz� konieczn�; zwa� mianowicie, �e owe twoje uroczyste szaty, kt�re na cze�� bogini na prowincji przywdzia�e�, w tamtej �wi�tyni pozosta�y z�o�one, tak �e ty w Rzymie ani nie m�g�by� w dnie �wi�teczne w nich si� modli�, ani nie m�g�by� si� w szcz�sn� t� sukni� ustroi�, gdyby ci� do tego wezwano. Niech�e ci si� tedy szcz�ci, wiedzie i darzy; z weselem w sercu dost�p za por�k� bog�w tego jeszcze jednego wtajemniczenia. [30] Tyle rzek� mi �askawie majestat bo�y we �nie i pouczy�, czego bym do tej sprawy potrzebowa�. Natychmiast tedy bez �adnych odk�ada� i niespiesznej odw�oki opowiedzia�em memu kap�anowi o ca�ej zjawie, a potem podda�em si� rygorowi postu od wszelkich pokarm�w z istot �ywych, a czas jego, sta�ym przepisem na dziesi�� dni okre�lony, w dobrowolnej wstrzemi�liwo�ci jeszcze przed�u�y�em. Z ca�� te� hojno�ci� dokona�em przygotowa� do uroczysto�ci wtajemniczenia, kieruj�c si� raczej nabo�no�ci� ni� maj�tkow� mo�no�ci�. I, dalib�g, nie po�a�owa�em zgo�a ni trud�w moich, ni wydatk�w, bo przecie� z �askawej b�stw opatrzno�ci wkr�tce si�, dzi�ki mym zaj�ciom adwokackim, dobrze opi�rkowa�em. Tymczasem po dniach zaledwo kilku b�g od b�stw wielkich pot�niejszy, nad pot�gi �wi�te �wi�tszy, w�r�d najwy�szych najmo�niejszy, a najmo�niej szych wszechw�adca: Ozyrys � we �nie mi si� ukaza� nie pod kszta�tem jakiej� tam innej istoty, ale bez os�onek, we w�asnej, i zaszczyci� mnie tymi �askawymi s�owy: �e mi teraz bezzw�ocznie s�awnej si� trzeba ino odda� pracy adwokackiej, a nie l�ka� potwarzy ludzi zawistnych, znie�� nie mog�cych uczono�ci mej, skrz�tn� prac� zdobytej. Abym zasi� s�u�b jemu w�r�d t�umu ca�ego pe�ni� nie musia�, powo�a� mnie w grono swych pastofor�w, a nawet w poczet samych ich dekurion�w pi�cioletnich.

Jeszcze raz tedy g�ow� sobie ogoli�em i tak z tym znakiem powinno�ci cz�onka onego kolegium starodawnego, za Sulli czas�w jeszcze za�o�onego, chodzi�em, �ysiny mojej nie zakrywaj�c ani jej nie zatajaj�c, ale spojrzeniom j� wszystkich rado�nie i wesela pe�en wydaj�cy.

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->