P. 1
2561808 Pawe Jasienica Rozwazania O Wojnie Domowej

2561808 Pawe Jasienica Rozwazania O Wojnie Domowej

|Views: 15|Likes:

More info:

Published by: Ryszard Malacha on Oct 29, 2013
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

06/23/2014

pdf

text

original

Pawel |asíeníca

Rozwazanía o wo|níe domowe|
ROZWAZANIA O WO|NIE DOMOWE|
Strome uííczkí wíodq w míescíe Pouzauges do zamku, droga na |ego
dawny podwórzec zanurza síç na chwííç w cíen bramy wycíçte| w
podstawíe wysokíego graníastoslupa wíezy, |edynego zresztq fragmentu
obwarowan, który w staníe znosnym doczekal XX stuíecía. Dzíesíçcíu
okrqglym basztom, okaía|qcym twíerdzç, powíodlo síç gorze|, przetrwaly
|uz tyíko ích obrosle pnqczamí kíkuty.
Bastíony zdqzyly síç rozsypac, dzíedzíníec zas przemíeníc w píçkny
park, zasmíecony równíe staranníe, |ak í wíeíe ínnych, znaczníe
slawníe|szych í bardzíe| reprezentacy|nych míe|scowoscí slodkíe| Franc|í,
Ustawíone míçdzy drzewamí baríery swíadczq, ze terytorium tym wlada
obecníe tute|szy kíub |ezdzíeckí. Aní |ednego kawaíerzysty níe wídac,
píeszych brak takze -- bezíudzíe í císza, poglçbíana stlumíonym
dzwíçkíem dzwonu síedemsetíetníego koscíola sw. |akuba, którysmy przed
chwííq ogíqdaíí w sródmíescíu.
TraIilismy do Pouzauges w níedzíeíne poludníe. Moze díatego zatem
tak pusto bylo na zamku, ro|no zas na rynku, w pobíízu koscíola? |estesmy
w Wandeí. Statystykí poucza|q, ze osíemdzíesíqt procent míeszkanców
tego departamentu to katoíícy praktyku|qcy. Parç godzín wczesníe|
natknçíísmy síç w pewne| wíosce na przeszkodç orygínaíne| natury.
Zatarasowal nam drogç pochód, wysuwa|qcy síç z szeroko otwartych drzwí
koscíeínych. Na|píerw szly dzíecí - grzeczníe, paramí, pod opíekq
zakonníc. Potem kroczyl ksíqdz w komzy í stuíç, za ním rosly mlodzían w
asyscíe dwóch dzíewoí o typíe racze| nadwísíanskím níósl potçzny wíeníec.
Daíe| plynql górq 'tricolore¨ í dopíero posunçla uroczystym marszem cala
chyba, krzepíqco ííczna parafía. Aní |edna postac níe míala wygíqdu
urzçdowego, samí wíesníacy przystro|ení po níedzíeínemu.
Staíísmy, wygasíwszy motor, bo pamíqtkowy krzyz, pod którym ów
wíeníec míal zostac zlozony, wídníal tuz po drugíe| stroníe asfaítu í níc níe
wrózylo rychlego odbíokowanía szosy. Z koíumny wysunql síç |ednak |akís
czlowíek, ruchem ramíenía pokazal, którçdy mozna ob|echac.
Spatynowana |uz poníekqd tradyc|a kartez|anska wytworzyla w tym
kra|u obycza|e, gdzíe índzíe| dotychczas |eszcze níe odkryte. Pobozní
parafíaníe z okoííc Cerízay, którym níkt níe mógl urzçdowo nakazac udzíalu
w reíígí|no-patríotyczne| proces|í, níe cíeszyíí síç wídac z pulapkí, w |akq
popadíí tacy, co w porze nabozenstwa uganía|q samochodem í níe
zwraca|q uwagí na íokaíne wprawdzíe, íecz í narodowe zarazem roczníce.
Czyzby az nawyk toíerancy|nego traktowanía postaw, zapatrywan í
postçpowanía ínnych íudzí? Zabobonny íçk ogarnía przy wspomínaníu o
tego rodza|u z|awískach. Aby tyíko w zlq godzínç níe powíedzíec, níe
urzec...
Namówílem towarzyszy podrózy do odwíedzenía Pouzau-ges,
poníewaz z níeodparte| potrzeby wewnçtrzne| zabralem síç do tropíenía w
Wandeí pamíqtek po tych czasach, w których í we Franc|í ze zdumíewa|qcq
doprawdy stanowczoscíq próbowano szczególowo ureguíowac mechanízm
hístoríí í naturç íudzkq. Pewíen rozczarowany fííozof strescíl wzmíankowanq
w poprzedním zdaníu tendenc|ç w sposób wazny día wszystkích chyba
narodów í czasów: "Bqdz moím bratem aíbo cíç zabí|ç" - szydzíl. Zíe
skonczyl mqdry Chamfort. Próba samobó|stwa níe powíodla mu síç, íecz
zmarl wkrótce z zadanych sobíe samemu okaleczen.
|est o czym rozmysíac í opowíadac wsród ruín zamku w Pou-zauges.
Píçcset z okladem íat temu byl tuta| panem marszalek króíestwa, Gilles de
Rais, poczqtkowo towarzysz broní |oanny d`Arc, potem glówny we Franc|í
wasaí szatana. Níe wíem, czy prowadzono jakie badania pod murami Pouzauges. W
Iosach pobíískíego Tíffauges, gdzíe síç zna|dowala glówna z síedzíb
marszalka, odnaíezíí kopacze znacznq podobno ííosc koscí dzíecíçcych,
noszqcych síady zadanych na zywo tortur. Gilles de Raís próbowal
uzyskíwac zloto, sklada|qc díablu w ofíerze serca, krew, oczy í ramíona
odznacza|qcych síç urodq mlodzíeníaszków. Uwíçzíony w Machecouí -
znanym dzísía| z produkc|í godne| poíecenía brandy "Seguín" - stracony
zostal pubííczníe 26 pazdzíerníka 1440 roku w Nantes. Skrucha, |akq wykazal,
sprawíla, ze powíeszono go tyíko, poprzesta|qc na spaíeníu trupa.
|ednakze to níe czarnoksíçskíe tradyc|e wydaly mí síç na|bardzíe|
godne uwagí w Pouzauges. Wlascíwym magnesem byl día mníe níezbyt
wysokí krzyz kamíenny, wznoszqcy síç w parku, zaraz na íewo od bramy
w|azdowe|. Na ´podstawíe |ego, noszqce| formç trzech ustawíonych na
sobíe píonowo waíców, wídníe|e nastçpu|qcy napís : 'Souvenez vous de ceux qui
donnerent leur vie pour Dieu et leur pays¨.
Dzíwna ogóíníkowosc, dzíwna anonímowosc w tym kra|u, gdzíe w
kazdym chyba koscíeíe ogíqdac mozna kamíenne tabííce z dzíesíqtkamí, z
setkamí nazwísk poíeglych w obroníe o|czyzny zolníerzy-parafían. Na
poludníu Masywu Centraínego, w posçpne| kraíníe Causses, níedaíeko
slynne| |askíní Aven-Armand, wsród kra|obrazu przypomína|qcego míe|scamí
spopuíaryzowane dzísía| zd|çcía powíerzchní Ksíçzyca, wídzíalem pomník
ofíar pewne| bítwy partyzanckíe| í spowodowane| przez níq pacyfíkac|í
regíonu. Lítanía nazwísk o brzmíeníu francuskím oczywíscíe, íecz takze i
híszpanskím.
Krzyz w Pouzauges stoí na míe|scu zbíorowe| egzekuc|í. |edna z
rewoíucy|nych "koíumn píekíeínych" rozstrzeíala tuta| píçcdzíesíçcíu
powstanców wande|skích. Takze pacyfíkac|a zatem, tyíe ze znaczníe
wczesníe|sza. Daty na krzyzu brak, aíe to musíalo síç odbyc w roku 1794,
w koncu zímy íub na przedwíosníu.
Z oryginalnie wyzyskanymi wspominkami o tej epoce zetknçíísmy síç |uz
poprzedníego wíeczoru w Parthenay, polozonym na samym pograníczu
"Wandeí wo|enne|", znaczníe obszerníe|sze| od dzísíe|szego departamentu.
Na karcíe menu, którq nam podal patron restaurac|í, wídníaly ínformac|e
pozosta|qce w posredním |edyníe, przywabía|qcym níe|ako zwíqzku z
zaíetamí kuchní í píwníc míe|scowych. Oczeku|qc, bardzo zresztq krótko, na
przystawkí, mozna bylo síç dowíedzíec, |ak sobíe w okoíícach Parthenay íub
w ním samym poczynal íat temu sto kííkadzíesíqt "bíaly" de Lescure í |ak
na to reagowal "blçkítny" Westermann.
I tak oto zwycza|na karta restauracy|na popycha od razu na wlascíwq
drogç, sklanía do rozmysíanía níe tyíko o probíemach í strukturach, íecz
takze - a moze przede wszystkím! - o íudzíach, o ích íosach níeraz
bardzo z pozoru odíeglych od |akíe|koíwíek íogíkí. , Dwudzíestosíedmíoíetní,
pobozny, stateczny, zadzíwía|qco zrównowazony markíz Ludwík María de
Lescure pewne| nocy |esíenne| skonczyl z ran w furgoníe pobíte|, na
szaíone rzeczy porywa|qce| síç armíí powstancze|. Pokaíeczony okropníe,
wyzíonql ducha tak spoko|níe í cícho, ze |adqca konno tuz przy wozíe
malzonka níczego níe zauwazyla. Rewoíuc|onísta z krwí í koscí, níe zna|qcy
mílosíerdzía general Francíszek |ózef Westermann w kííka míesíçcy po
swych wande|skích wysílkach í przewagach zakonczyl zywot w Paryzu, pod
nozem gííotyny. O níepelne dwa íata wczesníe| szturmowal on tam wraz z
san-kíuíotamí Tuilerie.
Aíez dzíalal tu w Wandeí, wíeíkq slawç zdobyl í takí, co síç
poprzednío z trudem wymknql spod te|ze gííotyny: íegendarny Francíszek
Seweryn Marceau, dowódca Legíonu Germanskíego, w którym obok
Níemców sluzyíí Poíacy, Wlosí, Szwa|carzy, rozmaící slowem entuz|ascí
ídealów "równoscí, woínoscí, braterstwa". Innym |ednakze, chwaíebnq
zasadq rewoíucy|ne| czu|noscí prze|çtym wyznawcom tych samych hasel
níe wystarczylo wídac mçstwo í poswíçceníe, którymí síç Marceau byl |uz
popísal podczas obrony Verdun przed Prusakamí. O-skarzyíí go o zdradç,
zamknçíí, uparcíe zqdaíí kary smíercí. Ulaskawíony szczçsííwíe, w ma|u
przybyl Marceau do Wandeí, traktowal powstanców íudzko í w tym samym
|eszcze 1793 roku zadal ím decydu|qce kíçskí w poíu. W trzy íata pózníe|
zmarl z ran odníesíonych na wschodním froncíe, w bítwíe pod Aítenkírchen.
Wódz austríackí, arcyksíqze Karoí, osobíscíe zlozyl hold zwlokom
rewoíucy|nego generala, który za króía osíqgnql sam szczyt karíery
wo|skowe| dostçpne| míeszczanínowí: byl wachmístrzem kírasjerow.
Wqtpíc woíno, czy za króía sam Napoíeon Bonaparte míalby
zapewníone cos wíçce| níz stopíen kapítana. Od kandydata na ofícera
zqdalo síç wyíegítymowanía z czterech pokoíen szíachectwa. Takí próg
mógl, owszem, przekroczyc czlowíek, którego dzíad zaíedwíe wy|ednal u
ksíçcía toskanskíego dokument stwíerdza|qcy przynaíeznosc famíííí do
herbowych. Aíe na|wyzsze stopníe zarezerwowane byly w armíí monarsze|
día dzíedzíców o wíeíe wspaníaíszych patentów.
Rewoíuc|a zmíotla te przegrody. Mówí síç sluszníe, ze zapewníla ona
awans míeszczanstwu. Owczesní pubíícyscí wywodzííí otwarcíe, íz dobrym
obywateíem moze byc tyíko czlowíek zamozny. Wszystko to prawda, íecz
wsród marszalków Napoíeona byíí tacy, co síç wychowaíí w rynsztokach
Paryza, po cudzych sta|níach íub w rodzícíeískích ízbach rzemíesíníczych.
Zadna formula níe obe|míe bogactwa rzeczywíste| hístoríí.
Chlopí wande|scy uznaíí í przy|çíí rewoíucy|nq zasadç równoscí
wszystkích íudzí. Do udzíalu w swe| kontrrewoíuc|í zaprosííí, moraíníe
przymusííí poníekqd, okoíícznych zíemían, dawnych ofícerów Ludwíka XVI.
Lecz wodzem powstanía wybraíí |ednego ze swoích, |akuba Catheííneau,
czterdzíestoíetníego przeszlo wíesníaka z Le Pín-en-Mauges, wzorowego
o|ca píçcíorga dzíecí. To on wlasníe, cnót wszeíkích pelen "swíçty z Anjou¨,
10 marca 1793 roku porwal kumów do czynne| waíkí przecíwko wykonaníu
dekretu Konwenc|í Narodowe| o pierwszym w historii Francji i Europy powszechnym,
obywatelskim poborze do wojska.
Cale panstwo míalo dostarczyc trzystu tysíçcy rekrutów,
wyíosowanych spomíçdzy znaczníe wíçksze| ííczby poborowych. Wandea
wínna byla dac cztery tysíqce íudzí. Same repres|e popowstaníowe
kosztowaly |q bez porównanía droze|, poíeglych w bo|u níe sposób zííczyc.
Wo|na domowa zaczçla síç w roku 1793. Dokladníe w dwadzíescía íat
pózníe| pokonana armía cesarza Francuzów zaczçla ustçpowac z zíem
níemíeckích, cofac síç ku wlasnym granícom. Konczyla síç |e| wíeíka
przygoda, które| scena rozcíqgala síç od Egíptu í Portugaííí po Tarutíno,
polozone níeco na wschód od Moskwy. Po dzís dzíen trwa slawa epopeí,
íecz í to pamíçtac warto, ze u samego |e| poczqtku przytrafíl síç zbro|ny,
ofíarny í bardzo krwawy protest znaczne| ííczby Francuzów przecíwko
sluzbíe w wo|sku francuskím. Níe|eden z mlodych Wande|czyków, co
poíegíí w masakrach pod Cholet, Mans czy Savenay, móglby doczekac szííf
ofícerskích íub generaískích nawet, Pruskíe| Ilawy aíbo Borodína í tam
dopíero ducha wyzíonqc níe ze szkodq, íecz z pozytkíem día o|czyzny.
Hístoría níe grzeszy nadmíarem íogíkí w potocznym tego slowa znaczeníu.
Posíada wlasnq í stosu|e síç do níe| w sposób rygorystyczny. W tym samym
marcu 1793 roku poruszyíí síç równíez chlopí bretonscy. Ich takze wzburzyl
dekret o poborze. Zgromadzení pod swymí prastarymí kaíwaríamí,
protestowaíí w ímíeníu prawa. Akt zjednoczenía Bretaníí z króíestwem
Franc|í - ogloszony w roku 1532 za Francíszka I - stanowíl, íz zaden z
míeszkanców ksíçstwa níe moze bez wlasne| zgody byc pocíqgníçty do
sluzby poza |ego granícamí.
Zgromadzeníe Konstytucy|ne skasowalo te omszale przepísy í |uz w
styczníu 1790 roku podzíeíílo Franc|ç na osíemdzíesíqt trzy departamenty.
Postanowíeníe to ííczylo sobíe |ednak trzy íata zaíedwíe, wspomníany zas
akt uníí... dwíescíe szescdzíesíqt |eden. Zbyt íekko potraktowano wymowç
tych oraz wíeíu ínnych, calkíem reaínych faktów. Swoísta íogíka hístoríí
zostala powazníe obrazona.
Badacze naukowí odrzucííí stare, zacíetrzewíone pogíqdy, przestaíí
uwazac powstaníe za skutek machínac|í níezaprzysíç-zonych ksíçzy oraz
monarchístyczne| szíachty. Uznaíí |e za dzíelo rzeteíníe íudowe. W
níeodparty sposób przemawía statystyka. Polowa wyroków smíercí
wydanych w dobíe Terroru odnosíla síç do Wandeí í Bretaníí. Dwa procent
ofíar naíezalo do szíachty í tyíez do kíeru, szesc procent do míeszczanstwa.
Czterdzíescí osíem procent skazanych to chlopí, czterdzíescí |eden -
rzemíesínícy í proíetaríat.
Lud na pewno przewazal, íecz po níewlascíwe| stroníe.
Napoíeon, komentu|qc prokíamowane przez rewoíuc|ç haslo
równoscí, stwíerdzíl, ze "wo|ska wande|skíe same byly podbíte przez tç
wíeíkq, zwycíçza|qcq we Franc|í zasadç, przecíwko które| waíczyly kazdego
dnía".
Czyníly to przy tym w sposób, który zaskoczyl wszystkích. "Níechze
powíedzq generalowíe, którzy odbyíí tç okropnq wo|nç wande|skq, czy
Prusacy, Austríacy, zolníerze ze szkoly ksíçcía de Nassau í Fryderyka sq
równíe straszní |ak cí okrutní í níeuíçkíí strzeícy z Bocago í Loroux?¨ - zaííl
síç Turreau, níemílosíerny pacyfíkator kra|u.
Kontrrewoíuc|oníscí wynaíezíí metodç waíkí typowo rewoíucy|nq, |esíí
termín ten oznaczac ma íudowosc. Zolníerz ówczesne| armíí reguíarne| bíl
síç w szykach scíesníonych, zwartych, ladowal swó| soíídny karabín na
rozkaz í na tempa. Powstaníec nacíeral w íuzne| tyraííerze potrafíl w bíegu
nabíc fííntç. Wprawny, nawykly do oszczçdzanía prochu klusowník níe
strzeíal na osíep. Gdy blysnçly íonty mozoíníe wyrychtowanych dzíal, ro|e
ataku|qcych chlopów padaly na zíemíç, przywíeraly do níe| plasko.
Kartacze przeíatywaly górq, na kanoníerów zwaíal síç rozwscíeczony tlum.
A |esíí przypadkíem zawíodly píebe|skíe chytroscí í podstçpy, buntownícy
zníkaíí w zgrzebnym íabíryncíe swej zíemí. Umíe|çtnosc wyzyskíwanía
terenu osíqgnçla u ních szczyty doskonaloscí. Wíerzyc síç níe chce, íecz
trzeba: naoczní swíadkowíe stwíerdzaíí, ze w przymorskím Marais objuczony
strzelbq í sakwq kra|an umíal íekko przesadzac o tyczce kanary szerokíe na
trzydzíescí stóp í wíçce|. Dna tych wód byly bagníste, brzegí grzqskíe.
General Turreau narzekal na drogí míe|scowe, bíegnqce
/
w
wykopach í malo co szersze od osí wande|skíego wózka. Twíerdzíl ponadto,
ze na te| gíebíe, |ego zdaníem urodza|ne| í tluste|, chwasty, wszeíkíe
pasozyty rosíínne osíqga|q nadnaturaínq wybu|alosc.
Co do dróg, wíeíe síç od tamtych czasów zmíenílo, szosy sq dobre.
Lecz rosíínnosc przy ních tak níeraz bu|na, ze trudno níekíedy obserwowac
z samochodu urokí kra|obrazu. Zíeísko obrasta pobocza níczym dodatkowy
ga|.
Przewodník turystyczny uprzedza ío|aíníe, ze na szczyt wíezy
koscíola w míe|scowoscí Saint Michel-Mont-Mercure wíedzíe sto
dzíewíçcdzíesíqt síedem stopní. Warto |ednak pokonac ích krçtosc í
cíemnoscí, wdrapac síç na gaíery|kç u stóp oíbrzymíe| fígury archaníola.
Swíqtynía stoí na szczycíe wzgórza, wznoszqcego síç na dwíescíe
osíemdzíesíqt píçc metrów ponad pozíom wcaíe |uz níedaíekíego morza.
Dopíero stamtqd, z wqskíego kamíennego baíkonu, zobaczyc mozna tç
samq Wan-deç, która pochlonçla, unícestwíla tyíe síl zwycíçskíe| rewoíuc|í.
Ogíqdany z te| wysokoscí kra| splaszcza síç, slabo znac sfaíowaníe
zíemí. |akby na ogromne|, píastyczne| mapíe wídac za to fantastyczníe
bogatq síec drózek, míedz zwlaszcza. Kazdq z ních znaczy bowíem cíemny
walek zywoplotu, gçsto przetykanego starodrzewíem.
Kazde póíko ogrodzone, zamkníçte, zasloníone. Ze zbítych pasm
krzewów, przez które przedrzec síç mozna tyíko za cenç zdarte| skóry,
wyrasta|q |eszcze czçstokoly pní. Lasów w Wandeí níewíeíe, drzew za to
níeprzebrane mnóstwo.
W kííka míesíçcy po zwíedzeníu St. Michel-Mont-Mercure zq|qlem síç
studíowaníem raportu generala Turreau: "|est to kra| bardzo pocíçty,
chocíaz níe ma duzych rzek, bardzo níerówny, aczkoíwíek brak gór, í
bardzo pokryty pomímo male| ííoscí íasów... poía sq tu pootaczane
mocnymí zywoplotamí zasadzonymí na brzegach rowów, drzewa rosnq
czçstokroc tak, ze tworzq paíísady... |akze tu uszykowac síç do bítwy...
skoro níerównoscí terenu, zywoploty, drzewa í zarosía pokrywa|qce
powíerzchníç níe pozwaía|q wídzíec daíe| níz na píçcdzíesíqt kroków".
Níkt níe twíerdzí, ze níc síç w Wandeí níe zmíenílo podczas
na|swíezszych íat stu kííkudzíesíçcíu. Znac, owszem, wíeíkí postçp.
Pouzauges zafundowalo sobíe eíektrycznosc |ako drugíe míasto we Franc|í,
zaraz po Paryzu. To, co dzís wídac z wíezy, naíezy pomnozyc przez dwa
aíbo í trzy, by oceníc naíezycíe generaískíe bíadanía.
W bíaly dzíen Turreau í |ego íudzíe níe wídzíeíí daíe| níz na
píçcdzíesíqt kroków. Níe mogíí tez wíedzíec, ze skrzydla wíatraka
ustawíone |ak krzyz sw. Andrze|a sygnaíízu|q spokó|, krzyz prosty wzywa
wo|owníków na zbíórkí, pozyc|e posredníe obwíeszcza|q aíarm íub |ego
odwolaníe. Za to Wande|czycy w na|cíemníe|szq noc radzííí sobíe swíetníe.
Oní na pamíçc wíedzíeíí, którçdy mozna prze|sc íub podíezc, znaíí
wszystkíe zakamarkí í zasíekí. Byíí z tego kra|u, to znaczy z takíe|
francuskíe| dzíeínícy, w które| í dzís |eszcze zobaczyc mozna strzechy.
Nad samym Atlantykiem, w Croix-de-Vie, zgíelk, zatrzçsíeníe ladnych aut,
turyscí - aczkoíwíek to dopíero polowa ma|a. Cíekawsze bylo to, co síç
obserwowalo po drodze. Im bííze| oceanu, tym wíçce| malych, cíasnych
domostw. Drzwí í |edno okno, oto caly fronton síedzíby. Ku pólnocy, w okolicy
Beauvoir, rozcíqga|q síç na|smutníe|sze kra|obrazy, |akíe dane mí bylo
wídzíec we Franc|í. Gdzíe síç tyíko íqd níeco podnosí, tam ladníe|. Míasto
Pomíc ze swym przycza|onym u we|scía do portu zamkíem - który tez
naíezal ongí do Marszalka Gilles de Rais-|est sííczne. Aíe nískíe tereny,
wydzíerane morzu od czasów Henryka IV, posçpne. Zdarza|q síç obe|scía
maíutkíe, z zewnçtrznego wygíqdu nçdzarskíe. Aní drzewka przy ních, aní
krzewu.
Wandea |est ubozsza od wíeíu ínnych departamentów Franc|í. Tak
samo bylo w XVIII stuíecíu. Przodkowíe íudzí do dzísía| míeszka|qcych pod
strzechamí podníesíí orçz przecíwko rewoíuc|í gloszqce| "wo|nç palacom,
pokó| chalupom".
Francuzí z níemalym zapalem skoczyíí do gardel ínnym Francuzom.
Na szczycíe wíezy St. Michel-Mont-Mercure paníe musíaly oburqcz
przytrzymywac kapeíusze, tak wíalo od strony zachodníego horyzontu,
który przedstawíl síç naszym oczom w postací nísko í szeroko
rozcíqgníçtego pasma síwe| mgly. Gdy powíetrze |est bardzíe| prze|rzyste,
wídac stqd pewnie Atlantyk.
Wíatr í ocean stanowíly nadzíe|e powstanców. Wande|czy-cy níe
poprzestaíí na zacíekle| waíce we wlasnych parafíach. Przedsíçwzíçíí
|edynq w swoím rodza|u, strasznq w przebíegu í tragícznq w skutkach
wyprawç, ma|qcq na ceíu zdobycíe portu, do którego moglaby wygodníe
zawínqc fíota wo|enna króía Angííí.
II
Píerwsze znaczníe|sze osíedíe zdobyte przez powstanców to
míasteczko Machecouí, polozone w strefíe przymorskíe|.
Wo|sk reguíarnych níe bylo wtedy w Wandeí prawíe wcaíe, porzqdku
píínowac míary míííc|e repubííkanskíe oraz gwardía narodowa. Udawalo síç
ím to, dopókí wrzeníe wsród chlopów - ob|awía|qce síç wyrazníe |uz na
dlugo przed ogloszeníem poboru - níe przybralo rozmíarów
powszechnego pozaru. W síerpníu 1792 roku dosc latwo odbíto míasto
Bressuíre, czçscíowo za|çte zníenacka przez dorazníe zgromadzonych,
zbro|nych w kí|e í dubeítówkí wíesníaków. Wzíçcí sposród míe|scowe|
íudnoscí zakladnícy zostaíí rozstrzeíaní, pozorny spokó| powrócíl.
Komendant Machecouí poíegl w waíce, wíçkszosc |ego
podkomendnych woíala ratowac síç ucíeczkq. Panamí polozenía,
dyspozytoramí zycía í smíercí staíí síç teraz powstancy, zwlaszcza zas ích
przywódca, níe|akí Souchu, poprzednío ofíc|aíísta dworskí. Pospíeszyl on
uformowac spec|aíny komítet, ma|qcy na ceíu wymíar sprawíedííwoscí,
po|mowane| |ako skazywaníe kazdego, kto mysíí íub wyda|e síç mysíec
ínacze| níz wyroku|qca wladza. Trudno przemííczec tç okoíícznosc, ze
Souchu zapoznal síç ze wspomníanq metodq w Paryzu, gdzíe przebywal
podczas glosnych rzezí wrzesníowych 1792 roku. W prowínc|onaínym
Machecouí powtórzono wzory stoleczne, tyíe zc przy akompaníamencíe
ínne| meíodíí poíítyczne|. Ksíqdz zaprzysíçzony oraz sçdzía poko|u zgínçíí,
krzyczqc uparcíe: "Níech zy|e naród!", tlum zdobywców míasteczka wyl
upo|ony: "Níech zy|e króí! Precz z narodem!" Wysokíemu urzçdníkowí, do
którego Souchu zywíl osobístq anímoz|ç, odpílowano przed straceníem
obíe dloníe.
W zasadzíe |ednak egzekwowano przez rozstrzeíaníe, przestrzega|qc
okresíonego porzqdku. Kontyngent dzíenny wynosíl trzydzíescí osób,
zwíqzanych za rçce w |eden szereg, zwany przez wykonawców calkíem
|awníe "rózancem". Trzydzíestka przewídzíana í wyznaczona na dzíen
nastçpny musíala síç przygíqdac íosowí poprzedníków, po czym.
odprowadzana byla do wíçzíenía, gdzíe mogla w przecíqgu nocy rozmysíac
o rzeczach ostatecznych.
Gdy to síç dzíalo w Machecouí, oddzíaly repubííkanskíe naglym
atakíem nocnym odzyskaly pobíískíe Porníc í zabí|aly bez íítoscí.
Schwytanych przywódców zakopywano zywcem po szy|ç í kamíenowano
glowy.
"W Machecouí zamordowano ogólem okolo píçcíuset osób. "Blçkítní"
odebraíí w koncu powstancom míasteczko, poíe stracen, bçdqce
|ednoczesníe zbíorowq mogílq, stalo síç dostçpne. Ze spuíchníone| zíemí
sterczaly ramíona íudzkíe o dloníach kurczowo zacísníçtych na wíechcíach
zeszloroczne| trawy, na grudach zíemí.
Egzekuc|e odbywaly síç pubííczníe, íecz wobec takích swíadków,
których wídok zakopywanych zywcem íudzí radowal. Dopíero pózníe|
hístorycy í pamíçtníkarze stron obu z |ednakowq zgrozq í zawstydzeníem
zaswíadczyíí o prawdzíe.
W Machecouí odegrano cos w rodza|u uwertury do "wíeíkíe| wo|ny"
wande|skíe| 1793 roku. Naíezy teraz wsluchac síç w píerwsze akordy fínalu,
z wíosny przeníesc síç od razu w póznq |esíen.
16 íístopada, |uz w nocy, zbudzono nagíe dzíewíçcdzíesíçcíu
níezaprzysíçzonych ksíçzy, od míesíqca bíísko wíçzíonych pod pokladem
brygu "Slawa", zakotwíczonego przy nabrzezu Loary w Nantes.
Przeprowadzení níezwloczníe na sto|qcy obok gaíar, powíqzaní paramí,
zostaíí znowu zepchníçcí na spód statku, który wspomníana "Slawa"
wyhoíowala w cíemnoscíach na srodek rzekí, w kíerunku |e| u|scía. Do obu
burt barkí przysunçly síç czólna, mloty huknçly w pokrywy zawczasu
przygotowanych íuk. Reszty dopelníla woda, drqgí, wíosla í osçkí eskorty.
Takí przebíeg míala píerwsza masowa egzekuc|a poprzez utopíeníe.
Ostatnía odbyla síç 31 stycznía 1794 roku, wszystkíe razem pochlonqc
míaly okolo píçcíu tysíçcy ofíar. W |ednym z plawíen zgínçly same dzíecí w
ííczbíe czterystu, w ínnym trzysta kobíet, przed wepchníçcíem pod poklad
staranníe obnazonych przez wartowníków.
Doswíadczeníe sklonílo wykonawców do stosowanía uíepszen
technícznych. Zabezpíeczono íukí tak, aby uníemozííwíc wyplywaníe cíal z
puszczonego na dno gaíaru. Loara wyrzucala |e bowíem na suszç,
przyplyw pobíískíego oceanu pchal pod prqd. Z píerwszego topíenía
uratowal síç zresztq pewíen ksíqdz, który cudem |akíms odwíqzal síç od
towarzysza í doplynql do brzegu, gdzíe ocaíííí go rybacy.
Ostateczníe zrezygnowano z zachowanía ta|emnícy. Przyszlo wydac
urzçdowy zakaz pícía wody z zakazone| rzekí, wladze zas centraíne w
Paryzu otrzymywaly takíe na przyklad raporty : "Píçcdzíesíçcíu osmíu
osobníków, rozpoznanych |ako oporní ksíçza, przybylo z Angers do Nantes.
Zostaíí natychmíast zamkníçcí na statku í ostatníe| nocy utopíení. Cózza
rewoíucy|ny potok z te| Loary !" ('Quel torrent revolutionnaire que la Loire!¨)
Topíeníe níe bylo oczywíscíe |edynym sposobem pozbywanía síç íudzí
uwazanych za szkodííwych, a wíec zbytecznych. Zachowal síç orygínaíny
dokument, písmo prokuratora z Nantes do komítetu wykonawczego. Nadawca
stwíerdzal, ze gííotyna wygíqda zníechçca|qco* níe mozna daíe|
dopuszczac, by krew byla tak bardzo wídoczna na pomoscíe. "Naíezy wíec
szafot í sarnq gííotynç pomaíowac na czerwono, pod szafotem zas
umíescíc warstwç píasku, grubq na stopç íub dwíe".
W píerwszy dzíen Bozego Narodzenía ukazalo síç rozporzqdzeníe o
ííumínac|í domów na czesc pewne| wygrane| bítwy. Naza|utrz
zgííotynowano síedemdzíesíçcíu íudzí za níeposluszenstwo.
17 pazdzíerníka bítwa pod Choíet, poczqtkowo pomysína día
powstanców, zakonczyla síç ích cíçzkq kíçskq. Fanatyzm níe sprostal
|ednak umíe|çtnoscíom reguíarnych zolníerzy Marceau í Kíebera. W
krytycznym momencíe przed frontem dywíz|í tego ostatníego pokazal síç
ucíeka|qcy w paníce komísarz poíítyczny, czlonek Konwenc|í, |an Chrzcícíeí
Carrier.
- Zolníerze, rozstqpcíe síç! - krzyknql do swoích íudzí Kíeber. -
Przepusccíe obywateía reprezentanta na tyly. On bçdzíe zabí|ac po bítwíe.
W fataínq godzínç powíedzíal níeuíçkly Aízatczyk. Carrier zostal
wkrótce komísarzem pelnomocnym w Nantes, íekko powyze| naszkícowane
okrucíenstwa byly |ego dzíelem.
Trudno rozstrzygnqc, czy ma slusznosc |akub Baroche, któremu
zawdzíçczam wíeíe sposród podanych tuta| wíadomoscí. Twíerdzí on, ze
sadyzm obozów koncentracy|nych drugíe| wo|ny swíatowe| níe przekroczyl
míar nante|skích. Míasto ííczylo wówczas okolo stu tysíçcy íudzí, terror
pochlonql w ním podobno trzynascíe tysíçcy ofíar. Byíí wsród ních
míeszkancy Nantes í okoíícy, |ency wande|scy, pode|rzaní rozmaítego
pochodzenia, stanu i wieku.
Wíeíe z prowadzonych do Loary kobíet oddawalo swe dzíecí
przechodníom, wpychalo |e w mííczqcy tlum wídzów. Urzçdowe
rozporzqdzeníe nakazalo níewczesníe íítoscíwym, pod grozbq kary smíercí,
níezwloczníe odprowadzíc "bandycíçta" do przepelníonych wíçzíen, gdzíe
íudzíe maríí masowo. Brakowalo zywnoscí, opalu, opíekí íekarskíe|.
Carrier zaczql od zorganízowanía komítetu wykonawczego strazy,
zapewnía|qce| |emu osobíscíe zupelne bezpíeczenstwo, í oddzíalu
egzekucy|nego, zwanego "kompaníq Ma-. rata". Zabezpíeczyl síç ponadto
w ten sposób, ze staral síç níczego níe podpísywac. Stosowal wíekuíscíe
zywotnq metodç spychanía odpowíedzíaínoscí na bezposredních
wykonawców. Dzíçkí te| przezornoscí nawet po odwolaníu do Paryza dlugo
chodzíl caly i zdrów. Dopíero w grudníu 1794 roku, w píçc míesíçcy prawíe
po przewrocíe 9 Thermídora, zostal skazany í scíçty. Wydala go
trybunalowí Konwenc|a Narodowa, czyíí |ego wlasní koíedzy, íudzíe takze
odpowíedzíamí za krew.
Gdy Carrier na zímno, cyníczníe szaíal w Nantes, Barras, Fouche, Tallien,
Freron masakrowaíí ínne míasta francuskíe - Tuíon, Marsyííç, Lyon... Zaden
z tych mçzów níe przyplacíl swych postçpków glowq, níektórych sposród
ních czekaly nawet píçkne karíery... na nowe| faíí hístoríí.
Po stronie repubííkanskíe| generalowíe Marceau í Hoche zachowywaíí síç
po íudzku, waíczyíí bardzo mçzníe, stronííí od okrucíenstw. Los chcíal, ze
zaden z tych mlodych wo|skowych níe doczekal XIX stuíecía: píerwszy
zmarl z ran, drugí od zarazy. W bítwíe pod Choíet zostal smíerteíníe ranny
|eden z na|zdoíníe|szych dowódców wande|skích, Artus de Bon-champs.
Kona|qc w Saint-Florent, wymógl na towarzyszach broní przyrzeczeníe
uwoíníenía czterech tysíçcy |enców przeznaczonych na straceníe.
Komitet Ocalenia Publicznego dowiedzial síç o tym wkrótce z íístu swego
komísarza: "Cí podíí wrogowíe Narodu... oszczçdzííí przeszlo cztery tysíqce
naszych... To fakt, wíem o tym od wíeíu sposród ních. Níektórzy daíí síç
wzruszyc temu dowodowí níeprawdopodobne| hípokryz|í. Przemawíalem do
ních í zrozumíeíí wkrótce, ze níe powínní byc bandytom wdzíçczní.
Poníewaz |ednak Naród níe stoí |eszcze na wysokoscí naszych uczuc
patríotycznych, postqpícíe rozsqdníe níe mówíqc níkomu aní slowa o
podobne| níewlascíwoscí. Ludzíe woíní przy|mu|q zycíe z rqk níewoíníków!
To níe po rewoíucy|nemu. Trzeba zatem utopíc w zapomníeníu ten
pozalowanía godny wypadek. Níe mówcíe o ním nawet Konwenc|í. Bandycí
níe ma|q czasu písac aní wydawac dzíenníków..."
Raport ten opracowal Merlin de Thionville, ktory odznaczywszy síç níemalo
w terrorze "czerwonym", wzíql czynny udzíal í w "bíalym", o parç zaíedwíe
íat pózníe|szym. Od stu kííkudzíesíçcíu íat trwa spór o odpowíedzíaínosc,
uczestníczyla w ním nawet beíetrystyka Wíktora Hugo. Míewala
zwoíenníków í prymítywna metoda przemííczanía zbrodní popelníonych
przez obóz míty sercu píszqcego, íecz nígdy níe stanowíla ona reguly.
Namíçtny repubííkanín Louis Bíanc níe kry|e, ze straszny wrzesíen paryskí
1792_roku wyprzedzíl w czasíe okropnoscí z Machecouí, szuka dían |edyníe
okoíícznoscí lagodzqcych.
Nígdy níe obaíí síç níezbítymí Argumentamí tezy, ze Souchu í
Francíszek de Charette De La Contríe srozyííby síç mníe|, gdyby na wlasne
oczy níe ogíqdaíí krwí nader szczodrze rozíewane| w stoíícy. Pewne
doswíadczenía hístoríí na|nowsze| zda|q síç bowíem swíadczyc, ze
wystarczy drogç pokazac, a nasíadowcy zaraz síç zna|dq. Za glównego
wínowa|cç uznawac trzeba tego, kto dokonal wynaíazku. Kto odkryl, ze
mozna powrócíc do sposobów |uz z pozoru zupelníe przezwycíçzonych
przez postçp kuítury.
W XIII wíeku, w dobíe kruc|at przecíwko aíbígensom, profííaktyczne í
masowe wytçpíaníe íudzí pode|rzanych o ewentuaínq sklonnosc do
níeprawomysínoscí stanowílo racze| regulç. Szymon de Monfort twíerdzíl
podobno, ze zadaníe |ego poíega na dostarczeníu |ak najwíçksze| ííoscí
dusz przed sqd Na|wyzszego, gdzíe |uz rozdzíeíq wínnych od níewínnych,
tym zas ostatním zadna krzywda níe moze síç stac w zaswíatach. Pózníe|
dokonano |ednak pewnych moraínych oraz ínteíektuaínych zdobyczy, które
zdawaly siç zabezpíeczac cywííízowane spoleczenstwa przed
zmartwychwstaníem tego rodza|u pogíqdów W szczegóínoscí we Franc|í
wlasníe wzíql górç prqd umyslowy zwany rac|onaíízmem, Oswíeceníem.
Wydano Encykíopedíç, napísano ksíçgí O duchu praw, landyda, Umowq
spolecznq i wiele innych. Zapewne w ímíç zawartych w tych dzíelach ídealów
|an Chrzcícíeí Carrier zaíecal swym przelozonym zatruwaníe wód
wande|skích arszeníkíem.
Zaraz po zakonczeníu drugíe| wo|ny swíatowe| zaczçly síç ukazywac
ííterackíe wypowíedzí íudzí udrçczonych. Caly dorobek kuítury od czasów
Homera í síedmíu mçdrców greckích písano-níe zabezpíeczyl nas przed
doíq níewoíníków w kamíe-níolomach...
Bóí í gorycz autorów takích twíerdzen zaslugu|q na na|wyz-szy
szacunek. Woíno |ednak pozostac wyznawcq przekonanía, ze ta bezsíína
|akoby kuítura cos níecos |ednak íudzíom pomogla. Sposoby postçpowanía,
które w czasach wo|ny peío-poneskíe| stanowíly regulç, w nowsze| dobíe
hístoríí zdarza|q síç |uz tyíko |ako wy|qtek. Marmurowe míasta rzymskíe
zamíeszkíwala znaczna ííosc takích íudzi, co zeznawac przed sqdem mogíí
níe ínacze| níz na torturach. Wtedy níe oburzalo to na|bardzíe| nawet
subteínych poetów.
Lecz prózno przeczyc az za dobrze stwíerdzonym faktom: nawroty
barbarzynstwa, dzíalaníe wbrew dorobkowí kuítury sq mozííwe.
Szyderstwa malo pomogq, níhííízm pewníe |eszcze mníe|. Wyda|e síç,
ze ratunek przed regresamí poíega na zabíegu z pozoru prostym, íecz
|akze trudnym do urzeczywístníenía: porzqdek poíítyczny powíníen
zabezpíeczac spoleczenstwa przed íudzmí, którzy za duzo wíedzq na pewno.
Przekonaníe, ze síç posíadlo absoíutnq prawdç, pokusa
wyreguíowanía raz na zawsze zgrzytííwego mechanízmu hístoríí musí
sklaníac do síçganía po srodkí skra|níe radykaíne, rozgrzeszac z ích uzycía,
Pelna, níczym níe ograníczona wladza |est glównym warunkíem spelníenía
ceíu. Kto |q raz zdobyl, temu |uz latwo zdecydowac síç na níezbçdnq, w
przekonaníu posíadacza prawdy, operac|ç usuníçcía wszystkíego, co
zawadza zbawíenne|, wszystko wy|asnía|qce|, níezawodne| ídeoíogíí.
Oczyszczeníe poía poíegac musí przede wszystkím na uníeszkodííwíeníu
íudzí níeprzekonanych íub pode|rzanych o sklonnosc do dzíedzíczenía
níewlascíwego bagazu. Tak oto w czasíe níeraz zastrasza|qco krótkím
przemíerza síç w tyl drogç stuíecí, powraca do przebrane| w bardzíe|
nowoczesny kostium postawy Szymona de Monfort. Rózníca poíega na
tym, ze sredníowieczny baron uwazal zapewne swe postçpowaníe za rzecz
zwycza|nq, powszedníq. |ego duchowí spadkobíercy sklonní sq glosíc teoríç
stanu wy|qtkowego. Nawet Hímmíer w ten wlasníe sposób umacníal na
duchu wykonawców programu oczyszczenía Europy z "mníe|
wartoscíowych eíementów". Trzeba z zacísníçtymí zçbamí prze|sc przez to,
ofíarníe dokonac operac|í otwíera|qce| przyszlym pokoíeníom wrota
blogostanu! Hístoría poucza |ednak, ze zaden z tych na krótkq rzekomo
metç obííczonych stanów wy|qtkowych samoczynníe síç |akos níe
zakonczyl. Zawsze potrzebna byla w te| míerze pomoc ze strony íudzí...
ínacze| mysíqcych, takích czy ínnych heretyków.
Wsród powszechnego zdzíczenía Hoche í Marceau umíeíí zachowac síç
przyzwoícíe, w Nantes níektórzy przedstawícíeíe míe|scowych wladz
repubííkanskích protestowaíí przecíwko bestíaístwu Camera. Wszyscy oní
pozostaíí wíec posluszní zasadom humanítaryzmu, w których ích
wychowano. De Bon-champs dochowal wíernoscí etyce chrzescí|anskíe| í
feudaínym prawídlom honoru, skoro wyblagal zycíe día bezbronnych |uz
wrogów. Nawet w dobíe stanu wy|qtkowego mííkníe níe caly |ednak
dorobek kuítury.
Sceptycyzm podszeptu|e, ze za krótko trwalo wszystko we Franc|í,
humanítarne nawykí níe zdqzyly wymrzec...
W kííka dní po zdobycíu Bastyííí w okoíícach Paryza zatrzymano
dwóch wyzszych urzçdníków króíewskích, Ludwíka Bertíer de Sauvigny oraz
|ego tescía, |ózefa Francíszka Foulon. Glowç mlodszego obnoszono na píce
uíícamí stoíícy, starszego powíeszono na íatarní, zatkawszy mu poprzednío
usta síanem, poníewaz míal |akoby to powíedzíec, ze wspomníana
substanc|a nada|e síç na pokarm día glodnego motlochu. Na wíesc o te|
zbrodní w Zgromadzeníu Konstytucy|nym zapanowala konsternac|a.
Odczyníl urok Antoni Barnave, rzucíwszy slowa, które przeszly do hístoríí:
- Cóz, panowíe, czyz ta krew byla znowu tak czysta?
W níedaíekíe| przyszloscí Barnave míal síç starac o przyhamowaníe
níebezpíecznych konwuís|í rewoíuc|í oraz o stabííí zac|ç |e| zdobyczy
ustro|owych. Przecíwnícy níe poprzestaíí na unícestwíeníu tych zamíerzen,
uznaíí ponadto krew ích autora za plyn mçtny, nada|qcy síç |edyníe do
rozíanía. 29 pazdzíerníka 1793 roku Barnave zyc przestal. Stracono go na
gííotyníe. Lekko rzucony frazes paríamentarny oznaczano, co zaczçto
ostatnío nazywac "zarazeníem smíercíq". Droga zostala wskazana, í to |uz
níe przez zbírów, na|çtych za píeníqdze Fííípa Oríeanskíego, aní przez
anonímów z przedmíescía, íecz przez prawodawcç. Barnave z góry
rozgrzeszyl poníekqd zarówno wlasnych sçdzíów, |ak í cíemnego ofíc|aíístç
z Wandeí, który okrucíenstwamí, plawíeníem síç w rozkoszach wladzy
absoíutne| mógl rekompensowac ponízenía, |akích doznawa| sluzqc
poprzednío u dzíedzíca. Wzíql na síebíe powaznq czçsc odpowíedzíaínoscí
za zbrodníe obydwu terrorów, czerwonego í bíalego.
W níepelne dwa míesíqce dopíero po sukcesíe paríamentarnym
Antoníego Barnave Jean Paul Marat zaczql wydawac písmo 'L`Ami du Peuple¨,
propagu|qce metody gwaltowne.
Kazdy czlowíek ma prawo rozpatrywanía hístoríí w swíetíe
doswíadczen te| epokí, w które| |emu samemu przyszlo zyc. Takíe
postçpowaníe |est zresztq regulq, |ednak níe wszyscy íubíq síç do níe|
przyznawac, bo pozowaníe bardzíe| níeraz poplaca níz szczerosc.
Dzísíe|szy czy míníony swíat ogíqdac mozna tyíko przez swo|e wlasne
okuíary.
Níewesole, zaíste, dzíe|e XX stuíecía kazq ze szczegóínq, wíçkszq níz
dawníe| uwagq badac probíem odpowíedzíaínoscí za wskazaníe drogí
wstecz. Na samym poczqtku píerwsze| wo|ny swíatowe| pewne wydarzenía
wywolaly wíeíkíe oburzeníe opíníí pubííczne|. Zachowaníe síç wo|sk
níemíeckích w Beígíí í we wschodníe| Franc|í, spaíeníe Kaíísza w Poísce
zostaly powszechníe potçpíone |ako ob|awy barbarzynstwa godnego
Hunów. We wszystkích tych wypadkach sprawcy oskarzaíí íudnosc cywíínq,
ofíary repres|í, o rzecz sprzecznq z pra-wamí wo|ny, czyíí o dzíalaníe z
broníq w rçku. O strzeíaníe do wkracza|qcych oddzíalów, mówíqc
na|proscíe|. Popelníono níewqtpííwq zbrodníç, |esíí zarzuty byly níesluszne
íub |ezeíí repres|e spotkaly osoby níewínne. W kazdym bqdz razíe chodzílo
o konkretne oskarzeníe. Od píerwszych dní drugíe| wo|ny swíatowe|
zaczçto stosowac metodç masowego tçpíenía í deportowanía íudnoscí
okupowanych terenów, uznane| za zawadza|qcq na sceníe hístoríí.
Metodyczna, staranníe obmyslona ekstermínac|a mówíqcych ínnym níz
okupant |çzykíem í níe wyzna|qcych |ego pogíqdu na swíat to cos
gatunkowo odmíennego od zoldackíe| brutaínoscí.
Istníe|e paíqca potrzeba opracowanía í wydanía "Chronoíogíí
europe|skíego okrucíenstwa w stuíecíu XX¨. Prze|rzyste uporzqdkowaníe
koíe|noscí wydarzen pozwoíí na íepsze zrozumíeníe wíeíu spraw, z pozoru
zagadkowych. To prawda, ze níe zawsze konkretny fakt wyníka z
bezposrednío poprzedza|qcego, ostroznosc w formulowaníu sqdów |est
wskazana, níe ma |ednak hístorií bez zegara. Tabííce chronoíogíczne
potrzebne sq níe tyíko w szkolach.
Pomíçdzy rokíem 1914 a 1939 zakíelkowac musíaly zasadnícze
zmíany w swíecíe po|çc moraínych Europe|czyków. Kto í kíedy w tym czasíe
na nowo odkryl metodç profííaktycznego tçpíenía |uz níe przecíwníków
tyíko, íecz í ewentuaínych kandydatów na tç godnosc? Kto píerwszy zaczql
zarazac smíercíq? Odpowíedzí na te pytanía sq chyba níezbçdne í
potrzebne takím, co chcq znac níe propagandowe fíkc|e, íecz prawdç.
Uwazní obserwatorzy zawczasu dostrzegíí, w |akím kíerunku zaczyna
zakrçcac hístoría. Roman Dmowskí zmarl w styczníu 1939 r., zdqzyl |ednak
ostrzec czyteíníków swych dzíel, ze w zbííza|qce| síç wo|níe chodzíc bçdzíe
níe o to, kto przegra, íecz o to, kto zostaníe wytçpíony.
Europejczycy, którzy w koíoníach zawsze postçpowaíí okrutníe, na
wlasnym kontynencíe doszíí |ednak do norm zaslugu|qcych na zawísc. XIX
stuíecíe bylo epokq nígdy przedtem aní potem níebywalego komfortu,
moraínego takze. Oskarzana o absolutne zacoIanie Rosja carska postawíla swe
sqdowníctwo na pozíomíe níebotycznym. Woíno bylo míec nadzíe|e, ze te
zdobycze nadadzq síç z czasem na eksport, tak |ak síç nadaly koíe|níctwo,
antyseptyka, budowníctwo míe|skíe, kanaíízac|a i wiele innych, rzeczy z
dziedziny wiedzy przyrodnícze| í techníczne|. Níc podobnego síç níe stalo.
Kontynent bçdqcy o|czyznq wíeíkích mysíícíeíí, reformatorów í
prawodawców zademonstrowal mníe| rozkwítlym spolecznoscíom
kaníbaíízm. Praktykç obozów smíercí, koncentracy|nych, pracy
níewoínícze|.
Zjawisko straszne, íecz w same| swe| ístocíe níenowe, co w tych
wlasníe rozwazaníach wprost wypada stwíerdzíc.
Níe mozna obarczac Antoníego Barnave wylqcznq odpowíedzíaínoscíq
za pochopne wyrokowaníe o krwí níeczyste|. Wsród wínowa|ców za|mu|e on
|ednak míe|sce bardzo poczesne. Byl wszak czlowíekíem wyksztalconym,
adwokatem, sam síebíe uwazal za szermíerza programu wysnutego z dzíel
mysíícíeíí próby níezwykíe wysokíe|. |ego místrzowíe, rac|onaííscí,
zreformowaíí swíadomosc íudzkq, ogromníe posunçíí naprzód wíedzç o
tym, czego kazdy czlowíek ma prawo domagac síç z tego tyíko tytulu, ze
zy|e na swíecíe.
Z tych wyzyn dzíwna, íecz przeraza|qco krótka droga wíodla pod
poklad brygu "Slawa", zakotwíczonego u wybrzeza Loary w Nantes.
Stwíerdzíwszy, ze tego rodza|u z|awíska sq mozííwe, ze ma|q
tradyc|e, dokona|my |eszcze |ednego zabíegu umyslowego. Z calq
starannoscíq oddzíeímy osíqgníçcía owych mysíícíeíí od uczynków
samozwanczych spadkobíerców, íudzí, którzy samí síebíe uznaíí za
odkrywców |edyne|, wszystkích bezwzgíçdníe obowíqzu|qce| metody
urzeczywístníanía postçpu. Nauczycíeíe umíeíí godzíc teoretyczne
swíatoburstwo z wymaganíamí praktykí zycía, co moglo níekíedy sprawíac
wrazeníe bardzo níesympatyczne, íecz dowodzílo umíe|çtnoscí bezcenne|,
míar nowícíe poczucía reíatywízmu. Uczníowíe utozsamííí síebíe í swo|q
wladzç z ídeq, z íudem, o|czyznq, íudzkoscíq.
Dawno |uz temu zauwazono, ze w rewoíuc|ach roíç szczegóínego
rodza|u odgrywa|q trzecíorzçdní adwokací oraz ííterací te| same| rangí.
Níkomu |eszcze níe znany Marat próbowal síl na poíu ííteratury, íecz okazal
síç powíescíopísarzem poroníonym. Ten gatunek poíítykí, który nasze
stuíecíe zwíe totaíízmem, oferu|e okaz|ç rekompensaty, odegranía síç za
zawody. Woíter pozostal wíeíkím Woíterem míeszka|qc na szwa|carskíe|
prowinc|í. Byl z takích, co glowq podbí|a|q swíat. Níektórym ambíc|om na
gwalt potrzeba szczudel poíítycznych í bíada temu, kto zechce |e potrqcíc.
Po obaíeníu monarchíí Dantoa zaínstaíowal síç w rezydenc|ach przy
píacu Vend
me. Tego samego dnia przyboczny ministra, Kamil Desmoulins, napísal do o|ca:
"Sprawa woínoscí tryumfu|e. Oto |estem w palacach Maupeou í
Lamoígnon!"
III
"Lud porywa síç do waíkí dopíero wtedy, gdy tyranía doprowadzí go
do rozpaczy. Iíez cíerpíen zníesíe, zaním síç zemscí! |ego zemsta |est w
zasadzíe zawsze sluszna, chocíazby nawet níe byla zawsze swíadoma
skutków..." Slowa te Jean Paul Marat napísal, wydrukowal í oglosíl w
pazdzíerníku 1789 roku, wkrótce po przymusowym sprowadzeníu z
Wersaíu do Paryza rodzíny króíewskíe| í Zgromadzenía Konstytucy|nego.
Autorowí chodzílo o dorazne efekty poíítyczne, íecz wywody |ego -
noszqce charakter ogóíníe stwíerdza|qcy - wywíera|q dosc níesamowíte
wrazeníe, |esíí w ích swíetíe rozpatrywac cale dzíe|e Wíeíkíe| Rewoíuc|í
Francuskíe|.
Na wíosnç 1789 roku íud wcaíe síç do krwawe| zemsty nad króíem
níe rwal, skíerowane przecíwko monarsze níepoko|e prowokowaíí za to |uz
w íatach poprzedních uprzywííe|owaní- szíachta í kíer. W marcu roku 1793
íud wande|skí masowo chwycíl za kosy, wídly, drqgí tudzíez za fuz|e
mysííwskíe í przymusíl okoíícznych szíachcíców do ob|çcía funkc|í
ofícerskích. Wídzíeíísmy w Machecouí, |ak potrafíl síç níekíedy
zachowywac. Te dzíalanía nosíly níewqtpííwíe charakter zemsty, "która -
zdaníem Marata - bywa "w zasadzíe zawsze sluszna". Za co í na kím
mscííí síç píebe|e?
Bardzo znaczna czçsc slynnych "Ka|etów skarg" przeszla przez
staranne síto redaktorskíe, którym dysponowaíí frondu-|qcy przecíwko
Ludwíkowí XVI uprzywííe|owaní. Mímo to pewne dekíarac|e uznac woíno
smíalo za autentyczne, bo tresc ích w zaden sposób níe mogla síç podobac
owym notabíom. W Crítot kolo Rouen uchwaíono wíçc na wíosnç 1789 roku,
co nastçpu|e:
"Króí, który |est dosc mqdry í wíeíkí, by zwolac poddanych,
wysluchac ích zazaíen, zapytac o wszystko, co moze dotyczyc usuníçcía
naduzyc í przyczyníc síç do pomysínoscí, króí wlasníe |est tym, którego
wybraííbysmy na pana, gdyby Bóg |uz go nam. níe dal w swe| laskawoscí.
Urodzení w panstwíe monarchícz-nym, chcemy na zawsze tegoz ustro|u,
níech tron pozostaníe dzíedzícznym, níe zas eíekcy|nym, í níech az do
skonczenía wíeków zasíada|q na ním Burbonowíe!"
Z pozoru skra|níe prawícowa tresc tego fragmentu "Ka|etu skarg" z
Crítot níe powínna wprowadzac w blqd. Hípoíít Taíne míal absoíutnq
slusznosc stwíerdza|qc íakoníczníe, ze stary porzqdek przestal oddawac
ogólowí uslugí, stal síç níeuzyteczny í díatego musíal uíec naprawíe.
Níkogo níe mogly przekonac wywody, ze szíachta ma prawo do przywííe|u,
poníewaz pochodzí od dawnych zdobywców frankonskích. Glçboka reforma
byla koníecznoscíq, íud chcíal íepsze| admínístrac|í, usuníçcía naduzyc,
równoscí, zwlaszcza zas równoscí wobec urzçdu podatkowego. Woínosc
zas w kazdym |çzyku íudowym znaczy to samo, co sprawíedííwosc.
Wíeíu písarzy z|adííwíe krytykowalo doktrynerstwo "Dekíarac|í Praw
Czlowíeka í Obywateía" oraz ínnych postanowíen wczesnego okresu
rewoíuc|í. |eden z tych zarzutów wyda|e síç níeodpartym: przerobíono
Franc|ç, na monarchíç konstytucy|nq, íecz wladzç wykonawczq, czyíí
króíewskq, sprowadzono wlascíwíe do zera. Níektórzy dzíalacze - wsród
ních Antoní Barnave ! - usílowaíí to naprawíc, aíe przez ních samych
rozpçdzone poprzednío mechanízmy obracaly síç |uz na zbyt síínych
obrotach, zamíar pohamowanía níe powíódl síç. Kíuby í sekc|e dzíalaly,
rwaly síç do dzíela nowe faíangí przerabíaczy swíata.
Bernard Fay powíedzíal níedawno o "Dekíarac|í Praw", ze "podobna
byla do podpísanego ín bíanco czeku, gwarantu|qcego Narodowí seríç
korzyscí, których dostarczyc moglo |edyníe panstwo zamozne, spoko|ne í
potçzne".
Aíez ów czek míal pokrycíe! Ze swymí dwudzíestu síedmíu míííonamí
míeszkanców Franc|a ówczesna byla na|ííczníe|szym, po Ros|í, panstwem
na kontynencíe, níedlugo przed rewoíuc|q wygrala wo|nç morskq z Angííq.
Wspomníany przed chwííq autor sam stwíerdzíl, ze byla tez bogata,
aczkoíwíek-|ak zwykíe w kra|u o charakterze przewazníe roíníczym -
trudno w níe| bylo szybko zmobííízowac znaczníe|sze sumy.
Darmo |ednak marzyc o wykupywaníu czeku duze| wartoscí, kíedy
síç z woíne| í níeprzymuszone|, doktrynerstwem podsycane| woíí
wypowíedzíalo wo|nç Austríí, przy które| zaraz stançly Prusy, kíedy síç,
za|mu|qc Beígíç, wyzwalo na smíerteíny po|edynek Wíeíkq Brytaníç í kíedy
síç sprowokowalo wíeíu wlasnych obywateíí do desperackích odruchów.
|eden z koncowych aktów "wíeíkíe| wo|ny" wande|skíe|- rozegral síç
na wyspíe Noírmoutíer. Wygloszono tam wtedy slowa, w które warto síç
wsluchac ze szczegóínq uwagq. W obííczu níeuchronne| smíercí íudzíe
mówíq zazwycza| prawdç.
Noírmoutíer |est, |ak wyníka z opísów, píçkna, wesola í urodza|na.
Oprócz drzew í krzewów gdzíe índzíe| powszedních rosníe na níe| cyprys í
tamaryszek, wczesnq wíosnq rozkwíta mnóstwo mímozy. Patrzylem na
wyspç z íqdu stalego í pologí |e| kontur wywarl na mníe wrazeníe dosc
posçpne. Pewníe díatego, ze pochmurne níebo osíadlo nísko nad
powíerzchníq oceanu, swíat tak pomroczníal, |akby dzíen ma|owy míal síç
nagíe skrócíc o kííka godzín. Pewnq roíç odegraly |ednak í rozmysíanía o
sprawach, którym poswíecona |est ta ksíqzka, o tym, co síç ííío tempore
odbylo za cíesnínq.
We Fromentíne, gdzíesmy síç na krótko zatrzymaíí, przywabía oczy
atrakc|a turystyczna, cíekawa zwlaszcza día przybyszów z kraín
przyíeglych do níeruchawych mórz. |est to dobra, gladka szosa, wchodzqca
wprost w wodç í tonqca w níe| bez síadu. Tyíko daíe| ma|aczq zatrzy ní to
wíezyczkí, ní bastíony. W porze odplywu szosa wynurza síç na cale|
dlugoscí í mozna wygodníe dotrzec níq na wyspç. Owe zas gníazda
bocíaníe to schroníenía día takích, co síç zagapíq í dadzq zaskoczyc
przyplywowí, bardzo w tych stronach gwaltownemu.
W pazdzíerníku 1793 roku szosy |eszcze níe bylo. Francíszek de
Charette brnql ze swymí íudzmí po odsloníçtym dníe cíesníny. Zdobyl í
osadzíl dwutysíçcznq zalogq wyspç, która síç wtedy od níedawna zaczçla
nazywac Iíe-de-ía-Montagne, bo stare míano Czarnego Kíasztoru níe
dogadzalo plomíennym nowatorom. U schylku grudnía wyplynçla z Nantes
síína fíota ínwazy|na, w píerwszy dzíen Bozego Narodzenía wo|ownícy stron
obu zaczçíí síç popísywac zupelníe níezwyklym mçstwem í za|adloscíq.
Zdarzyl síç wtedy |edyny w czasíe cale| wo|ny wypadek samobó|stwa
wsród powstanców. Smíerteíníe ranny kapítan Dubois strzeííl sobíe z
pístoíetu w usta, by níe wpasc w rçce wrogów. "Armía katoíícka í
króíewska" rygorystyczníe - |ak wídac - przestrzegala polowy píqtego
przykazanía Bozego.
Niedobitki obronców zlozyly bron, kíedy "blçkítní" wdaríí síç do
glównego osíedía wyspy, Noirmoutier-en-l`Ile. Wbrew warunkom zawarte|
podobno kapítuíac|í, wszystkích |enców stracono. Generalowíe
repubííkanscy podpísaíí - |akoby to - umowç, po czym komísarze
poíítyczní pokazaíí ím dekret Konwenc|í, skazu|qcy wszystkích rebeíízantów
na smíerc.
Zyl wtedy, a moze racze| dogorywal w míasteczku Maurycy Gígost
d`Elbee, jeden z najzdolniejszych wojskowych wandej-skich, po zgonie Cathelineau wodz
naczeíny. Czternastokrotníe ranny w bítwíe pod Choíet, zostal przez
towarzyszy przewíezíony na wyspç. Poníewaz níe mógl aní chodzíc, aní
nawet stac, zdobywcy |e| umíescííí go w foteíu, wyníesíí na píac Broní í
rozstrzeíaíí síedzqcego. Razem z generalem egzekwowano dwóch |ego
krewnych oraz tego ofícera rewoíucy|nego, któremu de Charette odebral
byl poprzednío Noírmoutíer. Naza|utrz rozstrzeíano w tym samym míe|scu
paníq d`Elbee.
Malzonek |e| byl przed smíercíq dlugo przesluchíwany. Níe udzíeííl
zadnych wo|skowo cennych ínformac|í, wy|asníl za to motywy swego
postçpowanía. Koníeczníe trzeba w tym míe|scu przypomníec, ze naíezal
do tych zíemían, którzy opuscííí swe dwory í poszíí síç bíc dopíero na
wezwaníe ze. strony |uz zbuntowanych chlopów. D`Elbee powiedzíal przed
smíercíq:
- Przysíçgam na honor, ze aczkoíwíek pragnqlem monarchíí, níe
míalem zadnych pro|ektów szczegóínych í bylbym zyl |ak uíegly obywateí
pod kazdym rzqdem, który by mí zostawíl spokó| oraz swobodç
praktykowanía mo|e| wíary.
W niektorych epokach hístoríí zamíar zycía w spoko|u sta|e síç
programem wywrotowym. Czlowíek musí bowíem zyc prawídlowo, same
zas prawídla sq we wszystkích szczególach znane tym, co akurat posíedíí
pelníç wladzy í plynqcq z níe| wszechwíedzç. Masíe íudzkíe| przypada w
tych warunkach roía personeíu, obslugu|qcego poíítykç í níeustanníe
wykazu|qcego entuz|azm.
General |an Chrzcícíeí Kleber, fachowíec wo|skowy malo co gorszy od
Napoíeona, wydawal síç ówczesnym komísarzom poíítycznym pode|rzany.
Sluzy repubííce tak, |ak sluzylby monarsze - utyskíwaly donosy. Wspaníaíe
wprawdzíe, íecz níeprawídlowo! W karygodny sposób zachowu|e
osobowosc. Przeczyc níe sposób! Kleber mawíal, ze w |ego czasach awans
na generala zaczql síç równac przepustce na gííotynç.
Wyda|e síç, ze na|ístotníe|szq przyczynq powstanía wande|-skíego
byla praktyka bezwzgíçdnego wtlaczanía zycía míçdzy doktrynerskíe
grobíe.
Pobór do wo|ska byl ostatecznq okaz|q do próby pozrywanía owych
grobíí, |ednq z calego cykíu przyczyn powstanía. Níe ze strachu przecíez
przed níeprzy|acíeíem zewnçtrznym íudzíe porwaíí síç do roboty krwawe| í
beznadzíe|ne|. Sapínaud de ía Raíríe, |eden z dzíedzíców wezwanych do
wspóludzíalu - ten akurat, co waíczyl szczegóíníe dlugo, ocaíal í doczekal
Ludwíka XVIII - poczqtkowo usílowal mítygowac píebe|skích sqsíadów:
"Przy|acíeíe, co chcecíe uczyníc? Gíeba przecíwko zeíazu! |eden
departament przecíwko osíemdzíesíçcíu dwóm!..."
"Ka|ety skarg" za|mowaly síç sprawq sluzby wo|skowe|, czyníly to
przy tym w sposób pozwaía|qcy we|rzec w dzíwne tajniki "starego
porzqdku", który íekkomysíníe przyzwyczaííísmy síç nazywac
"absoíutyzmem" monarszym. Króí wo|owal zolníerzem zacíçznym, míal tez
níeííczne míííc|e prowínc|onaíne, powolywane w drodze íosowanía í bçdqce
wíernym poddanym ístnq soíq w oku. Czyz mozna síç z tym pogodzíc, ze
o|cíec rodzíny, platník podatków, moze |eszcze utracíc syna, |edynq swq
podporç na starosc? - zapytywano uroczyscíe. "Wíemy wprawdzíe, ze ten,
którego íosowaníe powolalo do míííc|í, w czasíe poko|u níe porzuca swego
ogníska rodzínnego, ze w daíszym cíqgu, níemaí bez przerwy, pracu|e na
roíí. Lecz czyz |est on woíny? Rodza| przywíqzanego do zíemí níewoíníka,
níe moze síç oddaíac bez pozwoíenía, poddany |est ínspekc|om, rewíom;
na szesc íat pozbawía síç go na|cenníe|szego z |ego praw, míanowícíe
prawa wyboru towarzyszkí zycía..." Dodac wypada, ze parafía francuska
ofíarowywala moíochowí míííc|í króíewskíe| |ednego takíego "níewoíníka".
Aby síç uwoíníc od tego obowíqzku, bardzo czçsto wyna|mowano zastçpcç,
obcíqza|qc kosztamí wszystkích paraIian jednakowo.
Níe tak latwo przy|çla síç w Europíe rzecz, bez które| my dzísía| níe
umíemy sobíe wyobrazíc ístníenía panstwa - powszechny obowíqzek
sluzby wo|skowe|. |uz dosc dawno temu powíedzíano, ze na|bardzíe|
ííberaína repubííka dzísíe|sza wydalaby síç íudzíom ówczesnym strasznym
domem níewoíí, ze stary porzqdek byl po prostu naszpíkowany níepo|çtymí
día nas woínoscíamí.
W "Ka|etach skarg" napotykamy zqdaníe zupelníe konkretne.
Domagano síç calkowítego zwoíníenía od sluzby wo|skowe| tych
wszystkích, którzy pracu|q na roíí. Rekrutów-zdaníem wníoskodawców -
naíezalo brac z míast, zwlaszcza zas sposród orszaków wíeíkích panów
duchownych í swíeckích. I wychowywac na zolníerzy wszystkíe podrzutkí
plcí mçskíe|.
Mobííízacy|ny dekret Konwenc|í pozostawal w razqce| sprzecznoscí z
tymí zqdaníamí, odnosíl síç do wíesníaków, zwaíníal bowíem od poboru
wszeíkích uczestníków admínístrac|í repubííkanskíe|, czyíí przewazníe
míeszczan. Owczesny chlop-wlascícíeí potrzebowal do pracy wszystkích
swych synów, w |ego gospodarstwíe níe moglo byc rqk zbçdnych.
Rozstrzygal o tym pozíom techníkí roínícze|. Sam Napoíeon mawíal níeraz
w przeszloscí, ze pobór |est bardzo wíeíkím zlem.
Za Dyrektoríatu, kíedy parawany ídeoíogíczne przybíakly í utracíly na
znaczeníu, wprowadzono prawo, którego mocq mozna bylo wykupíc síç od
wo|ska, na|mu|qc zastçpcç. W zaíeznoscí od daty í koníunktury ceny
wahaly síç od tysíqca osmíuset do czterech tysíçcy franków. Wqtpíc woíno,
czy wíeíu chlopów rozporzqdzalo takímí zapasamí gotówkí, to míeszczanín
zyskíwal na nowym przepísíe. W tym wlasníe kíerunku, íecz wcaíe níe tyíko
w dzíedzíníe spraw wo|skowych, prqd plynql od poczqtku rewoíuc|í.
Hípoíít Taíne stwíerdzíl, ze zaopatrzyla ona míeszczanstwo w dzíób í
pazury. Odnosí síç |ednak wrazeníe, ze ostre te narzçdzía wpíly síç w skórç
przede wszystkím chlopskq. Zaszedl ponadto ten stan rzeczy, przed
którym przestrzega przyslowíe ukraínskíe: 'Ne da| Boze z Iwana pana, a z
Mary|kí dobrodí|-kí". Bezceremoníaínosc nowych wladz równala síç tyíko
ích przekonaníu o wlasne| níeomyínoscí. Eíementy spoleczne zarte
dotychczas zazdroscíq w stosunku do szíachty rekompensowaly
kompíeksy, przystqpíly do radosne| twórczoscí.
O potrzebíe zreformowanía admínístrac|í rozmysíano we Franc|í |uz
za Ludwíka XV. Konstytuanta przeprowadzíla ten níezbçdny zabíeg od rçkí í
wcaíe bezwzgíçdníe. Podzíeíono kra| na osíemdzíesíqt trzy departamenty,
kro|qc dawne, hístoryczne prowínc|e, tworzqc z okrawków nowe caloscí.
Hístorycy sq zgodní, ze níe zwracano uwagí na przyzwycza|enía aní na
sentymenty íudnoscí.
Departament Wandeí, wycíçty z dawnego Poitou, nie ob|ql
míe|scowoscí duchem í obycza|em tak don przynaíeznych, |ak Bressuíre í
Cerízay. Wzíql nazwç od male| rzeczulkí la Vendee.
|ak síç dowíadu|ç z ksíqzkí p. |erzego Bordonove, miano to pochodzi od
celtyckiego wyrazu Vendo, oznacza|qcego koíor bíaly. I |akze tu níe wíerzyc w
magíç slów!
Tworzqc departamenty nadawano ím nazwy umotywowane w
rozmaíty sposób. Níektóre z ních - |ak Gironde í Wandea wlasníe - od razu
wkroczyly do hístoríí, wszystkíe razem - nabrawszy patyny - stworzyly
pelnq wdzíçku poetykç admínístracy|nq kra|u. To mílo písac na kopercíe:
Finistere, Var, Landes, zwlaszcza zas Calvados. Imíç wlasne odróznía, przez samo
swe ístníeníe wytwarza míçdzy míeszkancamí subteínq tkankç lqczqcq.
Byíí w Konstytuancíe zwoíennícy calkowíte| rac|onaíízac|í. Pragnçíí
oní ponumerowac departamenty. Gdyby przemogíí, czytaííbysmy dzís w
gazetach, ze w Palacu Burbonskím doszlo do zywe| wymíany zdan
pomíçdzy deputowanymí z okrçgu na przyklad dwadzíescía szesc í
síedemdzíesíqt trzy. Tak wlasníe, bo mílosnícy wygód admínístracy|nych
íubíq rac|onaíízowac takze gramatykç í |çzyk.
Míewa síç czasem szczçscíe autorskíe. Podczas písanía poprzedníego
rozdzíalu znaíazlem w dzíenníku 'Le Monde¨ (z dnia 31 stycznia 1969 roku)
artykul zatytulowany Lopinion française et l'
me bretonne. Napísal go p. E. Ollivro, mer z Guingamp w departamencie C
tes-du-Nord. Czytamy:
"Bretanía to níe tyíko ínwestyc|e í praca, to ponadto |eszcze
osobowosc, odrçbnosc, szczegóínego rodza|u wrazííwosc wobec zycía...
Zadnego zamíaru rozrywanía tkaníny narodowe|. Lecz trzeba zrozumíec
|edno: Bretanía ma duszç. Probíem bre-tonskí to takze probíem szacunku".
Czego |ak czego, aíe szacunku día íudzkích umílowan wladze
rewoíucy|ne wykazywaly bardzo malo.
Zatem "Bretanía ma dusze". |ednq í níepodzíeínq, aczkoíwíek od
opísywanych tu czasów podzíeíona |est na departamenty: Finistere, C
tes-du-Nord, Morbihan, Ille-et-Vilaine, Loire-InIerieure. Mozna sobíe tyíko
wyobrazac, |ak tç swo|q odrçbnosc odczuwaíí íudzíe, którym zyc przyszlo u
schylku dní Ludwíka XVI.
Hípoíít Taíne musíal síç chyba pomyííc, kíedy utrzymywal, ze we
Franc|í tuz przed rewoíuc|q níe ístníal aní munícypaíny, aní prowínc|onaíny
patríotyzm. Aíe í on napísal: "Z wy|qtkíem Wandeí, níe zna|du|ç aní
|ednego míe|sca, aní |edne| kíasy, gdzíe by masa íudnoscí w godzíníe
níebezpíeczenstwa mogla síç zgromadzíc wokolo zaufanych |ednostek í
tworzyc oddzíaly".
Osobowosc wande|ska zostala wíçc uznana przez badacza, do
przesady moze sceptycznego. Bretonczycy tez zdoíní byíí do tworzenía
oddzíalów, stosowaíí |edyníe taktykç partyzanckíego rozdrabníanía síl.
Wandea wyloníla wíeíotysíçcznq armíç "katoííckq í króíewskq".
Zadzíwía|qco szybko przy|çla síç, zakotwíczyla w duszach nazwa
swíezo nadana szmalowi krolewskiego Poitou. Generalowí d`Elbee proponowano, w
zamían za zeznanía, laskç día |ego zony. "Ona potrafí umrzec |ak
Wande|ka" - odpowíedzíal.
'Biali¨ zdobywcy Machecoul krzyczeli podobno 'a bas la nation!¨ Czy díatego
woíno ích odsqdzac od wszelkiego patriotyzmu?
Patríotyzm to uczucíe zrodzone z konkretu í poíega|qce na konkrecíe.
Kochac mozna tyíko ístníe|qcy kra| í naród, calq |ego skompííkowanq
terazníe|szosc í przeszlosc. W wyobrazní zolníerza na froncíe rzekoma
abstrakc|a dozna|e znamíenne| materíaíízac|í - o|czyzna utozsamía síç z
|ednym wspomníeníem. U wíesníaka moze to byc obraz drzew przy
o|cowskíe| zagrodzíe, u míeszkanca míasta - stara uííczka. W obííczu
smíercí uczucíe wraca do swego prazródla. Byly przecíez takíe czasy, gdy
íudzie gotowí byíí umíerac za ten skrawek zíemí tyíko, który síç ogíqdalo z
drewníanych walów ích píemíennego osíedía. Za na|bíízszym
wídnokrçgíem íezaly kra|e obce, wroga í níebezpíeczna zagraníca. Do
po|çcía í do míloscí o|czyzny droga wíodla przez o|cowíznç, ínne| nígdzíe w
Europíe níe bylo.
"Dzíewíçcdzíesíqt dwa ogníska domowe sklada|q síç na calq naszq
parafíç, níe ma|qcq wíçce| níz dwíe mííe obwodu; síedemset osób rózne|
plcí í róznego wíeku: oto cala prawíe ííczba míeszkanców, którzy wszyscy
bez wy|qtku zwíqzaní sq z roíq. Zamíeszkaíí o síedem míí od rzekí, oddaíení
od wíeíkích goscínców í od míasta wíçce| níz o trzy mííe, níe ma|qc do
rozporzqdzenía ínnych dróg, |ak bardzo zle, níe mogq stworzyc zadnego
dochodowego przedsíçwzíçcía, níc níe moze pobudzíc ích wytwórczoscí ;
níe ma|q níc nada|qcego síç na handeí, zadnego u ních wywozu aní
przywozu" - uskarzano síç z poczqtkíem roku 1789 w Souíangís kolo
Bourges.
Przychodzí w tym míe|scu na pamíçc tekst stary, slowa napísane w
wíeku XV, lecz i w XVIII dla wíeíu |eszcze Francuzów pelne prawdy-wíersz
Francíszka Villona, poswíecony matce: Prostaczka íestem stara y uboga, Níc
níe znam - ííter czytac níe znam zgola - Oprócz parafíí mey nískíego
proga, Gdzíe ray ogíqdam y harfy dokola, Y píeklo, w którym potçpíenców
prazq
1
.
Tak zwana konstytuc|a cywíína kíeru skasowala píçcdzíesíqt í |edno
bískupstwo oraz |ednq czwartq ogóíne| ííczby parafíí. Zastosowano
kryteríum arytmetyczne, níe zwraca|qc uwagí na hístoríç, tradyc|ç í temu
podobne przesqdy. Na kazdy departament przypadac míal od te| pory
|eden bískup, przestawaly ístníec parafíe níedostateczníe ííczne íub - |esíí
chodzí o wíes - polozone w níeprzepísowe|, zbyt male| odíegloscí od
míast.
W roku 1790 deputowaní níe osíqgnçíí |eszcze szczytów
admínistratorskiej romantyki, nie pozwolili Maksymilianowi de Robespierre dokonczyc
mowy uzasadnía|qce| potrzebç, przymusowego zeníenía ksíçzy.
Wystarczylo |ednak í to, czego dokonaíí.
Bískupí í proboszczowíe míeíí pochodzíc z wyboru, dokonywanego
|ednak wcaíe níe przez wíernych, íecz przez wszystkích obywateíí
"czynnych", zamíeszkalych w danym departamencíe czy tez dystrykcíe.
Wyborcq píerwszego stopnía zostawal takí, co placíl podatek bezposrední
równy ceníe trzech dní pracy na|emne|. On powolywal eíektorów
wlascíwych, którym przyslugíwalo prawo ostatecznego nomínowanía wladz
swíeckích í duchownych. Godnosc wyborcy drugíego, wíec íepszego
1 przeklad Boya
stopnía osíqgalo síç dzíçkí podatkowí w wysokoscí stu píçcdzíesíçcíu dní
pracy na|emne|.
Wskutek tej racjonalizatorskiej ustawy ubodzy parafíaníe zamíeszkaíí w
|akíms zapadlym kqcíe, w cíeníu koscíola pamíçta|qcego Merowíngów,
míeíí otrzymac pasterza wybranego w odíeglym míescíe, przez íudzí
bogatych, íecz wcaíe níekoníeczníe bçdqcych katoííkamí... chocíazby z
metrykí tyíko. Nadaníe pelní praw obywateískích wszystkím ínnowíercom,
zarówno protestantom, |ak zydom, bylo postçpkíem slusznym í píçknym.
Powolaníe ích takze oraz ateístów do rozstrzyganía o wewnçtrznych
sprawach Koscíola-po prostu przestçpstwem poíítycznym. W wybíeraníu
duchownych uczestníczyc mógl kazdy obywateí "czynny", który w dníu
glosowanía dopelníl male| formaínoscí: pofatygowal síç pó|sc na mszç.
Dzíala|qc w ímíeníu abstrakcy|nego rozumu, grubo przekroczono granícç
rozsqdku, którym zwykíí íudzíe poslugu|q síç na co dzíen.
4 ma|a 1966 roku, podczas prac wykopaíískowych przed paryskq
katedrq Notre-Dame, odnaíezíono maly przedmío-cík szkíany, który |uz
wkrótce mozna bylo ogíqdac na wystawíe. |est to íecíutko wypukle,
zíeíonkawe í prze|rzyste denko pucharka. Czarníawa, na zawsze wzarta w
cíenkíe szklo patyna obramía znak srodkowy, skrzyzowaníe greckích ííter X
í P -"monogram Chrystusa. Wedlug podanía takíz symboí wídníal |uz 28
pazdzíerníka 312 roku na íabarum cesarza Konstanty-na Wíeíkíego podczas
bítwy przy moscíe Mulwijskim w Rzymie. Pewne |est, ze po|awíl síç na
szczytach drzewc sztandarowych zaraz po roku 317.
Denko pucharka pochodzi z tego samego IV stuíecía í zaíícza síç zapewne do
na|starszych síadów chrzescí|anstwa na Wyspíe Grodzkíe| w Paryzu.
Sq we Franc|í zabytkí równíe stare, íecz znaczníe masywníe|sze od
szkla. W Poitiers dosc pózno, prawíe o zmíerzchu, zawçdrowaíísmy pod
baptysteríum, poníewaz wspaníaloscí tego píçknego míasta sq dzíwníe
rozproszone w tereníe. Budynek síedzí glçboko w zíemí, zanurzony w níe|
chyba równo po pas. Odkopany |est oczywíscíe í zabezpíeczony, íecz níe
sposób go |uz wydobyc na powíerzchníç, która míala czas spçczníec,
podrosnqc. Baptysteríum bylo remontowane |uz za wspomníanych przed
chwííq Merowíngów. Wybííí síç oní w panstwíe Frankow dopiero pod koniec V
stuíecía, baptysteríum zas wybudowane zostalo w píerwsze| polowíe IV.
Chrzczono w ním na|bardzíe| starozytnym obycza|em - przez zanurzeníe
w wodzíe swíecone|.
Poitiers to stolica historycznej prowincji Poitou, z które| cíala wykro|ono kííka
departamentów, míedzy ínnymí Wan-deç. Wíekowymí, zaíste, porzqdkamí
zatrzçsíí rac|onaíízatorzy z Konstytuanty, Legísíatywy í Konwenc|í
Narodowe|.
Trudno docíec, kto spísywal skargí míeszkanców rozmaítych
prowínc|onaínych osíedíí, kto nadawal |esíí níe ííterackq, to przyna|mníe|
spó|nq formç |çzykowq zbíorowym uboíewaníom. W wíeíu wypadkach
za|mowaíí síç tym na pewno ksíçza, proboszczowíe í wíkaríusze. Byíí
písmíenní, wyksztalcení, tradyc|a zas, caly az po rok 1789 funkc|onu|qcy
stary porzqdek, powíerzala ím obowíqzek za|mowanía síç níe tyíko
sprawamí wíary. W króíestwíe francuskím parafía stanowíla ofíc|aíne,
níczym níe zastqpíone ogníwo admínístrac|í. Ksíqdz czytal z ambony
rozporzqdzenía wladzy, nawet te o charakterze poíícy|nym, wíec ogloszenía
o popelníonych przestçpstwach í obowíqzku scíganía sprawców. Po
nabozenstwíe naradzal síç z parafíanamí, a zebranía te, cíqgíe odbywane
na szczebíu spoleczníe níewqtpííwíe na|nízszym, nadawaly szczegóínq
barwç zycíu codzíennemu w monarchíí "absoíutne|". Rozprawíano í
postanawíano o sposobach wykonywanía rozporzqdzen wladzy, za|mowano
síç równíez opíekq spolecznq, zarzqdzano wspóínym ma|qtkíem
parafíaínym... teraz skonfískowanym przez panstwo. Az do konca stary
porzqdek króíewskí skladal síç wlascíwíe z mnóstwa parafíaínych "malych
repubíík autonomícznych", których obywateíe stroííí síç nawet, día
odrózníenía, w koíory odmíenne od sqsíedzkích.
Sympatyczny ten - pewníe tyíko z hístoryczne| oddaíí - system
zwqtíal í spróchníal, reforma stala síç koníecznoscíq! Nowo wprowadzone
gmíny otrzymaly uprawníenía rozíegle, wykonywaly nawet níektóre funkc|e
sqdownícze. Wladze pochodzíly wylqczníe z wyboru, w glosowaníach mogíí
uczestníczyc tyíko obywateíe "czynní". Dostçp do godnoscí radnego gmíny
otwíeral podatek równy ceníe dzíesíçcíu dní pracy na|emne|. Chlopí ubodzy
stracííí swe dawne uprawníenía.
Po|çcíe koníecznoscí dzíe|owe| otwíera níekíedy drogç do groznego
absurdu. Cíqgíe czaí síç míçdzy íudzmí pokusa ostatecznego
uporzqdkowanía swíata wyníkla z przekonanía, ze dotychczasowa hístoría
byla wlascíwíe omylkq. Níewíeíe kra|ów potrafílo síç zabezpíeczyc przed
przywódcamí níe zywíqcymí wqtpííwoscí, ze prawídlowa hístoría zaczníe síç
dopíero od ních.
Koníecznosc poíega wlascíwíe na níeustanne| naprawíe, bo porzqdku
ídeaínego nígdy níe bylo, níe ma í níe bçdzíe. |edynym dorobkíem narodów
|est to tyíko, co wytworzyla ích wlasna, índywíduaína í zbíorowa przeszlosc.
To ona dopracowala síç w przecíqgu wíeków wartoscí bardzo níeraz
wzgíçdnych, íecz takích, którym íudzíe gotowi sq dochowywac wíernoscí
dozgonne|. Doswíadczeníe zaíeca ostroznosc. Níe tyíko díatego, ze
nadmíar reformatorskíe| romantykí pobudza operowanych do oporu,´ tez
níekíedy absurdaínego. Díatego równíez, ze níe ííczqcy síç z níczym
karczunek owych wartoscí upadía czlowíeka.
Czy|a postac bardzíe| przyozdabía hístoríç Franc|í: fígura chlopa
Catheííneau, co roz|qtrzony do zywego wystqpíl przecíwko reformom
zarówno níewczesnym, |ak í zbawíennym í poíegl z rózancem w dloní, czy
tez moraíny wízerunek króíewskíego chrzesníaka Ludwíka Freron
2
, który
na|píerw w ímíç czerwonych ídealów topíl we krwí poludníe kra|u, potem
zas - w chwííí bardzo wlascíwe| - za|ql poczesne míe|sce wsród bíalych
palkarzy? Postara|my síç zapomníec na chwííç o programach, pozostanmy
przy tym, co stanowí o godnoscí czlowíeka. Którq z tych dwu postaw
zycíowych zaíecíc by naíezalo |ako wzór.
"W te| wíerze pragnç zyc |ak í umíerac" - kazal Villon mówíc swe|
matce, osobíe níe zna|qce| níczego poza wlasnq parafíq.
Catheííneau, |ego ííczní sqsíedzí í kumowíe wcaíe síç poczqtkowo níe
porywaíí przecíwko rewoíuc|í. |ednakze twórcy nowego porzqdku za malo
swíadczyíí szacunku sprawom, które postanowííí do gruntu zmíeníc. Dawno
|uz temu powíedzíano, ze adwokací wíodqcy re| w Konstytuancíe po prostu
odlozyíí na bok "Ka|ety skarg", zapomníawszy o ích zgrzebne| níeraz trescí,
wyemígrowaíí w swíat wlasnych teoretycznych koncepc|í. Matematyk
2 Ojcem chrzestnym Ludwika Freron byl Staníslaw Leszczynskí
Condorcet níe darmo nazwal tç Konstytuantç zgromadzeníem tysíqca
dwustu metafízyków. Na|bardzíe| repubííkansko mysíqcy hístorycy níe
przeczyíí, ze "konstytuc|a cywíína kíeru" byla poíítycznym szaíenstwem.
"Ka|ety skarg", spísane w |akíms procencíe przez ksíçzy, za|mowaly
síç doíq í roíq duchowíenstwa. Oburzeníu na íuksus wsród bískupów
towarzyszylo uboíewaníe nad bíedq níektórych proboszczów, zwlaszcza zas
wíkaríuszy. Níewíeíe uplynçlo czasu í oto u|rzano, ze ogromna wíçkszosc
míe|scowych kaplanów przetworzona zostala w cos w rodza|u zwíerzyny
lowne|. Przez wíekí wespól z wíernymí tworzyíí oní "parafíaíne repubííkí
autonomíczne", teraz musíeíí síç kryc, poníewaz odmówííí przysíçgí na owq
konstytuc|ç, pozbawía|qcq ích wlascíwíe charakteru duchownych
katoííckích. Metamorfoza byla równíe nagla |ak níepotrzebna. Dekíamac|e
na temat míloscí día íudu níe mogly naprawíc skutków pogardy día |ego
uczuc.
Sani Saint-Just mawíal, meíanchoíí|nym zapewne tonem : "íud wíekuíste
dzíecko..." Podobna postawa przytrafía síç dosc czçsto rozmaítym
trybunom, sklanía ích do prowadzenía níeíetních ku przymusowemu
szczçscíu.
Az do roku 1791 wlqczníe bylo spoko|níe w kra|u od poludnía
przyíega|qcym do u|scía Loary. W marcu roku 1793 píçcset parafíí porwalo
síç do broní. Amazonka wande|ska, uczestníczka wo|ny, markíza María
Luíza Wíktoría de ía Ro-chejaquelein primo voto de Lescure - napísala w swym
pamíçtníku, ze waíczono níe z wyrachowanía, íecz w ímíç zraníonego
uczucía, z rozpaczy. Odnaíazlo síç zatem w starym í bíalym tekscíe slowo
uzyte równíez przez Jean Paul Marata.
"Lud podníósl síç od razu, poníewaz píerwszy przyklad oddzíalal na
umysly nastro|one do rewoíty".
Za glçboko, nazbyt brutaíníe naruszony zostal lad ístníe|qcy od
wíeków. Byloby cíçzkím blçdem twíerdzíc, ze íudzíe do níego przywykíí. Oní
stanowííí tego ladu na|ístotníe|szq czçsc skladowq.
IV
Panu d`Elbee nie dane wíec bylo zazywac spoko|u w |ego La Loge, która
- |esíí wíerzyc starym sztychom - w níczym níe przypomínala palacu.
Wbrew wlasne| woíí dostal síç na scíezkç heroícznq í wytrwal na níe| do
konca.
Hístorycy wcaíe níe uwaza|q przyczyn fenomenu wande|s-kíego za
wy|asníone. Wrçcz przecíwníe, twíerdzq, ze prawdzíwe badanía naukowe
dopíero síç rozpoczçly. Sto íat temu mozna bylo poprzestawac na
cytowaníu íístów komísarzy poíítycznych, którzy - odsyla|qc Konwenc|í
zdobyte czy tez pozbíerane na drogach odwrotu Wande|czyków ínsygnía
reíígí|ne - písaíí: pokazcíe to íudowí Paryza, níecha| wíe, |akímí sposobamí
oporní ksíçza oszuku|q wíesníaków í wíodq ích do zbrodní ! Dzísía| níkt níe
skresía kwestíí wíary z hístorycznego re|estru, wszyscy chyba natomíast
odzegnywu|q síç od teoríí o przemozne| roíí machínac|í kíeru. Propaganda
poíítyczna z reguly trudní síç wuígaryzowaníem hístoríí.
Níedawno rozpoczçte badanía prawdzíwíe naukowe przyníosly |uz
|ednak zdobycze wíeíkíe| wagí. Stwíerdzono na przyklad glçbokíe ubóstwo
Wandeí, dowíedzíono, ze w níektórych |e| parafíach polowa íudnoscí
musíala korzystac z opíekí spoleczne|.
Teoretyczníe rzecz bíorqc, nçdzarz powíníen byc zwoíenníkíem
rewoíuc|í. Aíe tamta rzeczywísta, níe wyímagínowana rewoíuc|a po to
zníosla przywííe|e herbu, by na ích míe|scu postawíc prawo píeníqdza.
Níekíedy zmudne badanía naukowe potwíerdza|q mysíí í wypowíedzí,
które mozna bylo uwazac za pozerskíe í falszywe Uczony dochodzí na
przyklad do wníosku, ze w Wandeí "kazdy staral síç trzymac swego
obycza|u, dzwonnícy swe| parafíí í swego proboszcza". Przedsmíertne
wyznaníe generala d`Elbee zawíera tç samq tresc.
Szkíc ííterackí níe ma prawa, autor |ego níe powíníen tez zywíc
zamíaru zastçpowanía hístoríí naukowe|. Dzíçkí níe| przyszlosc pozna
strukturç kra|u, ekonomícznq, spolecznq, prawnq í kuíturaínq sytuac|ç |ego
míeszkanców. Caloksztalt tych stosunków wywíeral wplyw na
postçpowaníe íudzí, íecz ííteratowí woíno |uz teraz ínteresowac síç naturq
bodzców oddzíalywu|qcych na ních bezposrednío. Zadna przecíez z
dzíala|qcych osób níe ogarníala mysíq cale|, níezmíerníe skompííkowane|
probíematykí regíonu nawet, |uz níe mówíqc o calym panstwíe. Zglçbí |q
dopíero nam wspólczesny hístoryk, postçpu|qcy z rozwagq, stara|qcy síç
níe stracíc z oczu zadnego szczególu. Rezuítat |ego pracy nosíc bçdzíe
charakter spoko|nego komuníkatu, powstaníec zas wande|skí dzíalal pod
wplywem emoc|í. Wíeíorako uwarunkowane bodzce do níego docíeraly w
postací wstrzqsów psychícznych í moraínych. Obrazone uczucie pchalo do
obrony umílowan, do waíkí, zemsty í ofíary.
Powolaníem ííteratury |est przeníkaníe te| wlasníe strefy.
Iaktow, jak najbardziej realnych.
Trzeba teraz opuscíc na chwííç zíemíe wande|skíe, by przeníesc síç
za Loarç, do Bretaníí. Níe bçdzíe w tym przesadne| dowoínoscí, wíadomo
przecíez, ze obíe te prowínc|e odegraly w dzíe|ach ówczesnych roíç
mateczníków kontrrewoíuc|í. W Bretaníí wlasníe przytrafíl síç wypadek dosc
wyrazíscíe maíu|qcy roíç emoc|í. Opowíedzíec wypadníe pokrótce o
ostatníe| przygodzíe markíza Armanda de ía Rouaíríe (zapozycza|qc síç
powazníe u Gabríeía Lenotre, który zródlowo przestudíowal dzíe|e |ego
zywota).
Níe byl to |uz czlowíek mlody í takí w dodatku, co z níe|ednego píeca
chíeb |adal. Urodzony w roku 1750 w píçknym Fougeres, o którym przy|dzíe
|eszcze wspomníec, za mlodu kochal síç, po|edynkowal, próbowal nawet
samobó|stwa. Waíczyl w Ameryce o woínosc Stanów Z|ednoczonych,
zaslynql tam pod pseudonímem pulkowníka Armand. Wrócíwszy do Franc|í,
namíçtníe wdal síç w spór szíachty í kíeru z rzqdem króíewskím,
zmíerza|qcym do reform, które moze zapobíeglyby rewoíuc|í. Uprawíal
opozyc|ç tak stanowczo, ze na czas pewíen dostal síç pod kíucz, do
Bastyííí. Kíedy |ednak paryza-níe zburzyíí ten "przybytek níewoíí" -
mníema|qc, |ak gloszq niektórzy, ze zna|du|q síç tam znaczne zapasy mqkí
na chíeb - markíz de ía Rouaíríe przerzucíl síç na stronç tego, który go
poprzednío wíçzíl. Zostal organízatorem í szefem "Asoc|ac|í Bretonskíe|",
spísku ma|qcego na ceíu przywróceníe pelní praw króíowí.
De k Rouaíríe ííczyl na pomoc ze strony tych samych Angííków, z
którymí dopíero co skonczyl síç bíc za oceanem. O konspírac|í bretonskíe|
dobrze wíedzíal, míal w níe| swoích íudzí Danton. 'Dobry minister policji trzyma
zawsze w pogotowiu ze trzy spiski i dwa zamachy stanu¨. Co prawda Danton píastowal
wówczas tekç mínístra sprawíedííwoscí, níe zas poííc|í, aíe to na |edno
wychodzí w czasach dyktatur. Penetrowaníe prawícowych sprzysíçzen
moglo síç wíeíorako przydac.
12 stycznia 1793 roku, o drugiej nad ranem, markíz przy|echal konno do
zamku La Guyomaraís, naíezqcego do konspíratora o tym nazwísku.
Zamíerzal zabawíc krótko, íecz níespodzíewana choroba zatrzymala go
na|píerw w lozu palacowym, potem w lózku chlopskím, bretonskím,
przypomína|qcym ustawíonq na boku, szczeíníe zamkníçtq szafç. Doplyw
powíetrza zapewnía tam wqskí í dlugí, prostokqtny otwór, bíegnqcy pod
górnq krawçdzíq sprzçtu, zaopatrzony w baíaskí. Ludzíe níe tyíko spíq, íecz
í rozbíera|q síç do snu w cíemnym wnçtrzu. Funkc|onaríusz muzeum
nante|skíego, zapytany o powód takíego postçpowanía, odpowíedzíal
zwíçzíe: - Par pudeur.
De ía Rouaíríe wrócíl do palacowych wygód z chaty chlopskíe|, gdzíe
go dorazníe ukryto przed zandarmamí repubííkanskímí. Powoíí
powraca|qcemu do zdrowía |eden z towarzyszy codzíenníe odczytywal
gazety. Pewnego wíeczoru szósty zmysl konspíratora wyczul wídoczníe
zmíanç w zachowaníu síç otoczenía. Skarzqc síç na pragníeníe,
rekonwaíescent przerwal nagíe íektorowí, wyslal go po napó|. Chcqc níe
chcqc czlowíek wyszedl, odklada|qc písmo na gzyms komínka. Po chwííí roz-
paczííwy krzyk poderwal na nogí domowníków. Níeprzytomny markíz tarzal
síç w konwuís|ach po dywaníe, wolal o konía í bron, Níe odzyskal |uz
swíadomoscí, zmarl 30 stycznía nad ranem. Na míe|scu, gdzíe go
pochowano, stoí dzis zeíazny krzyz, na którym oprócz nazwíska í daty
zgonu wídníe|q |eszcze slowa: "Chorobq, która go zabrala, byla wíernosc".
Po wy|scíu íektora z poko|u eks-wíçzíen Bastyííí sam síçgnql po
gazetç í przeczytal to, co przed ním ta|ono. Písmo zawíeralo wíadomosc o
scíçcíu Ludwíka XVI, opís egzekuc|í.
Míescí síç w granícach tak zwane| prawídlowoscí, ze arystokrata
zwaícza króíewskíe pomysly ograníczenía przywííe|ów. Nagla zmíana frontu
równíez níe |est níczym nadzwycza|nym. Konstytuanta uchwaííla wszak
calkowíte zníesíeníe praw feudaínych. Z pobudek kíasowych mozna
prowadzíc takq czy ínnq poíítykç, spískowac, popychac do wo|ny domowe|,
nawet ogíqdac síç na pomoc zagranícy. Z pobudek kíasowych níe dosta|e
síç |ednak zazwycza| wstrzqsu nerwowego, zakonczonego smíercíq.
Día markíza de ía Rouaíríe í día míííonów ínnych Francuzów
rozmaítego stanu króíewskosc byla swíçtoscíq. Sam ustró| okresíalo síç
|ako "ía monarchíe de droit divin¨. Na|ístotníe|szym obrzçdem koronac|í bylo
pomazaníe oíe|amí swíçtymí (í níc níe znaczyla wíedza o tym, ze podczas
sakry Karoía VII zawíera|qcq |e ampulkç trzymal marszalek Gilles de Rais).
Patríotyzm, uczucíe zrodzone z konkretu í na ním poíega|qce, u wíeíu
odnosílo síç przede wszystkím do osoby panu|qcego. Ona byla wídomym,
zy|qcym symboíem narodu, zworníkíem ponad wszeíkíe nasze wyobrazeníe
zróznícowane| caloscí.
W poczqtkach roku 1789 w míe|scowoscí Vítroííes-íes-Martígues
uchwaíono |awníe í ofíc|aíníe, ze króí Franc|í bçdzíe uznawany w Prowans|í
níe ínacze| níz |ako |e| hrabía. |ednoczesníe w Scaer kolo Concarneau
nakladano na deíegatów do Stanów Generaínych obowíqzek baczenía -
pod grozbq ínfamíí! - by níe stala síç na|mníe|sza krzywda warunkom
z|ednoczenía ksíçstwa Bretaníí z koronq francuskq, paragrafom ukladu
malzenskíego ksíçzníczki Anny. (Posíubíla ona, |ak wíadomo, na|píerw
Karoía VIII, a po |ego rychle| smíercí- Ludwíka XII; píerwszy z tych
zwíqzków zawarto na rok |eden przed odkrycíem Amerykí przez Koíumba,
drugí w síedem íat po tym pamíçtnym wydarzeníu). Míeszkancy St-Aígnan
- polozonego w dzísíe|szym departamencíe Tarn-et-Garonne - slaíí pod
stopy monarsze orygínaínq prosbç: níechze wreszcíe obywateíe
Langwedoc|í przestanq traktowac íudzí z Guenny |ak níeprzy|acíól, níecha|
ustanq rozmaíte kosztowne "przedsíçwzíçcía krymínaíne" nad brzegami
Garonny.
Parafíaníe z na|rozmaítszych odcíçtych od swíata zakqtków, owych
repubíík autonomícznych ma|qcych za centrum dzwonnícç koscíeínq,
oczekíwaíí ratunku í pomocy od króía. Na swó| níepo|çty día nas sposób
uznawaíí go za wladcç cale| o|czyzny. Zaryzykowac woíno twíerdzeníe, ze
ích staroswíeckí patríotyzm o wíeíe latwíe| bylo obrazíc níz nam
wspólczesny. Wystarczylo naruszyc tradyc|e regíonu, o|cowízny,
któregokoíwíek ze skladníków mozaíkí panstwowe|. W tych rachunkach níe
tyíko Angíík íub Níemíec mógl byc latwo uznany za wroga kra|u.
Aní wqtpíc, ze ten system panstwowy nadawal síç |uz przede
wszystkím do muzeum. Przenosín dokonano |ednak w sposób az zanadto
bezceremoníaíny. Pogwalcono granícç, |aka oddzíeíac musí zawsze
níezbçdne reformatorstwo od doktrynerstwa ozeníonego z zqdzq pelní
wladzy.
Wystawa 'Parvis de Notre-Dame¨, które| zawdzíçczalem moznosc
obe|rzenía czcígodnego szkíelka z IV stuíecía, prezentowala równíez
smutnq pamíqtkç po daremnych wysílkach zdrowego rozsqdku. Byl to
pokaznych rozmiarow aIisz, 14 íutego 1790 r. wydrukowany przez poííc|ç na
zíeceníe mera Paryza. Míeszkancy míasta zostaíí wezwaní do ííumínowanía
domów, a to z rac|í uroczystego Te Deum w katedrze, które míalo /ostac
odspíewane na znak wdzíçcznoscí Bogu za "scíslq uníç Monarchy z
Narodem". Nabozenstwo rzeczywíscíe odprawíono w obecnoscí Ludwíka
XVI í Maríí Antoníny. Bylo to |uz po zburzeníu Bastyííí, Dekíarac|í Pmw,
obaíeníu przywííe|ów feudaínych, po ustawíe o nowym podzíaíe
admínístracy|nym, íecz przed níeszczçsnq "konstytuc|q cywíínq kíeru" oraz
ínnymí ídeoíogícznymí zboczeníamí. Gdyby sprawy potoczyly síç w tym
duchu, którym tchnql ów afísz, níe doszloby pewníe do takích osobííwoscí,
|ak okrzykí: "precz z narodem!", wznoszone w Machecouí. Napoíeon
Bonaparte níe zostalby cesarzem, a Franc|a níe stracílaby raz na zawsze
rangí píerwszego mocarstwa na Zachodzíe. Pewníe ona, zamíast Angííí,
zapanowalaby nad morzamí.
Hístorycznq rac|ç míeíí zapewne tacy íudzíe, |ak Mirabeau, bracia Lameth,
Du Port, Barnave, co chcieli w roku 1791 zatrzymac rewoíuc|ç, to znaczy w
monarchíí konstytucy|ne| ustabííízowac |e| na|wazníe|sze, |ak na|bardzíe|
zdoíne do daísze| ewoíuc|í zdobycze.
Níe wíadomo, czy markíz de ía Rouaíríe byl |edynym Francuzem,
którego nerwy níe wytrzymaly wstrzqsu. Louis Bíanc, autor níe pode|rzany o
monarchístyczne sympatíe, umíescíl w swym dzíeíe raport 24 stycznía
1793 roku wyslany przez urzçdníka z Sables-d`Olonne do wladz departamentu
Wandeí : "Ogloszeníe o osqdzeníu Ludwíka Capeta zostalo wczora| bardzo
zíe przy|çte. W Kíubíe Przy|acíól Woínoscí pewne osoby níe zawahaly síç
nazywac zbrodníarzamí prawodawców, którzy skazaíí Ludwíka na smíerc.
Dzísíe|szego rana wszystkíe twarze nosíly wyraz posçpny í
skoncentrowany; po wybrzezu krqzyly grupy bardzo podníeconych
marynarzy, od czasu do czasu wídzíalo síç tam grozne gesty. Po wsíach
wyrok wywrze wrazeníe |eszcze gorsze... Trzeba czuwac".
Trzeba bylo czuwac równíez nad granícamí, bo síç poprzednío
wypowíedzíalo wo|nç, í po raz píerwszy w dzíe|ach Franc|í wzíqc
przymusowo pod bron tysíqce chlopów, roz|qtrzonych wlasníe do zywego.
Okoíícznoscí zmusíly Konwenc|ç do wezwanía na pomoc... wíeíkíe| masy
gruntowníe níezadowoíonych íudzí.
Wypadníe raz |eszcze powrócíc do zamku La Guyomaraís, bo doszlo
tam do rzeczy zaslugu|qcych na uwagç í zgodnych z níektórymí
wyrazonymí poprzednío domyslamí.
Cmentarz parafíaíny zna|dowal síç w míe|scowoscí strzezone| przez
zandarmów, zwlokí markíza de la Rouaíríe pochowano wíec cíchaczem,
nocq, w íasku przyíega|qcym do ogrodu palacowego. Zasypano |e obfícíe
níegaszonym wapnem, íekarz dokonal na trupíe glçbokích nacíçc, by
przyspíeszyc rozklad. Towarzysz í sluga zmarlego - ów wlasníe
níefortunny íektor nazwískíem Saint-Pierre - przeníósl síç do ínnego ogníska
konspírac|í, do zamku Fosse-Híngant. Napotkal tam znanego sobíe od
dawna, cíeszqcego síç pelnym zaufaníem spískowca, doktora Chevetel.
Opowíedzíal mu o wszystkím, co zaszlo. Níe wspomníal |edyníe o míe|scu
zakopanía zwlok, gdyz níe byl obecny przy pogrzebíe.
25 íutego nad ranem zandarmería í gwardía narodowa zapelníly
palac La Guyomaraís. Dr Chevetel byl w konspírac|í uchem í okíem Dantona.
Zlozyl doníesíeníe zaraz po wysluchaníu zwíerzen zrozpaczonego Saint-
Pierre.
Rewíz|e í przesluchíwaníe domowníków níe przynosíly pozqdanego
przez wladze rezuítatu. 26 íutego, wczesnym porankíem, gdy cala rodzína
wlascícíeía zgromadzona byla w poko|u parterowym, szef poszuku|qcych
zwrócíl síç do paní de ía Guyomaraís:
- Obywateíko, nasza mís|a |est skonczona, czy nadaí twíerdzísz, ze
byly markíz de ía Rouaíríe níe znaíazl schroníenía w tym domu?
Zaním zapytana zdqzyla cos powíedzíec, potoczyla síç |e| pod nogí
dobrze |uz pewníe nadzarta przez wapno glowa íudzka, wrzucona przez
otwarte pchníçcíem od zewnqtrz okno. Zandarmom udalo síç spoíc í
przekupíc ogrodníka, który wskazal grób.
Normaínym |uz wtedy, z Paryza síç wywodzqcym obycza|em,
zatkníçtq na bagnet glowç markíza obnoszono tryumfaíníe po calym
palacu z przyíegloscíamí. W doszczçtníe obrabowanym domu pozostaly
tyíko dwíe córkí panstwa de ía Guyomaraís. Ich rodzíce, bracía í
domownícy, wraz z ogrodníkíem-donosícíeíem, powçdrowaíí do míasta pod
konwo|em. Mçzczyzní szíí skucí wspóínym lancuchem. 18 czerwca scíçto w
Paryzu wszystkích: równy tuzín osób.
Wíescí o wypadkach tak maíowníczych, |ak argumentowaníe przy
pomocy wrzucone| nagíe przez okno glowy trupíe|, rozchodzq síç
zazwycza| dosc szeroko í w odpowíedním upíçkszeníu. Barwy opowíescí
gçstníe|q zamíast bíedníec.
Koszmary z La Guyomaraís zaííczyc naíezy po prostu do bardzo
bogatego cykíu przygrywek. W rozmaítych waríantach powracal cíqgíe w
te| muzyce glówny motyw "krwí níeczyste|", które| rozíewaníem woíno í
naíezy síç chelpíc.
Bez zegara níe ma hístoríí, powtórzmy. Wszystko to dzíalo síç przed
rozpaczííwym porywem chlopów wande|skích.
Opisy okrutnych wydarzen przeszlych przezywa síç mímo wszystko tak
samo |ak íekturç powíescí. Mozna zapamíçtac fakty, oburzac síç nímí,
wydatníe wzbogacíc wíedzç o rozmíarach strefy mozííwoscí íudzkích. Z
reguly braknqc musí motywu, który na|sííníe| oddzíalywal na swíadków,
czyíí íudzí wspólczesnych owym wypadkom. Poczucía krzywdy osobíste|,
wyníkle| z obrazy zywych umílowan, a chocíazby nawet z íçku... |edyníe.
Uporzqdkowany píçkníe, wymuskany cmentarz paryskí Chapelle
expiatoire míescí groby Ludwíka XVI í Maríí Antoníny, mogíly wíeíu ínnych
ofíar terroru, wsród ních same| Charíotty Corday. Aní mgíelkí tam z tych
mrocznych pas|í, które uzbroíly |q w nóz.
W Conciergerie, w ceíí króíowe|, przewodník zatrzymu|e síç przed
tabíícq pamíqtkowq, poswíçca sporo czasu na opowíadaníe o cíerpíeníach
Maríí Antoníny. Potem oszczçdnym gestem wskazu|e sqsíedníq komorç í
powíadamía |ednym zdaníem, ze tam spçdzíl noc przedsmíertnq Danton.
Cíekawy sposób postçpowanía w panstwíe, które cale wachíarze í pçczkí
tró|barwnych, wíec rewoíucy|nych sztandarów codzíenníe umíeszcza na
byíe komísaríacíe poííc|í, a swó| repubííkanskí porzqdek í frazeoíogíç
wywodzí racze| od Dantona níz od Ludwíka. Pogardííwy gest stróza zabytku
mozna zresztq uwazac za dodatkowq atrakc|ç, za sensacy|ny towar,
przeznaczony día míçdzynarodowe| pubíícznoscí. Lecz |esíí nawet
íekcewazeníe pamíçcí trybuna |est szczere, to ceíe Conciergerie uíegly
|ednak gruntownemu przewíetrzeníu, aczkoíwíek przewínçlo síç przez níe
okolo dwóch tysíçcy trzystu osób skazanych na gííotynç. |uz racze| gdzíe
índzíe| níz tam szukac naíezy prawdy o odczucíach sprawców obydwu
terrorów.
Ryzyku|ç twíerdzeníe, ze |edna tyíko kategoría pamíqtek í dzís
|eszcze prowoku|e wídza do zacískanía szczçk w paroksyzmíe zloscí.
Zauwazywszy cudzozíemców, proboszcz w Issoíre zaprowadzíl nas
przed sredníowíeczny fresk, przedstawía|qcy Sqd Ostateczny, í w |ego
obííczu uraczyl orac|q te| trescí:
- Ogíqdacíe panstwo romanskíe koscíoly Owerníí, to znaczy
na|píçkníe|szq archítekturç we Franc|í, to znaczy na|wíçkszq archítekturç
swíata...
Malo wídzíalem, doszedlem |ednak do níesmíalego wníosku, ze |esíí
pasterz z Issoíre pomyííl síç, to chyba níezbyt znaczníe. Zbíízac síç do |ego
przekonan zaczqlem zresztq níeco wczesníe|, w Cíermont-Ferrand,
stanqwszy pod koscíolem Notre-Dame du Port. Níeustanne zmíany gustów
íudzkích sprawíly, ze z dwu bocznych, w te| same| scíaníe umíeszczonych
portaíí |eden tyíko zachowal styí dawny, gdy drugí przybrac z czasem
zdqzyl ksztalt gotyckí. Tak bíískíe sqsíedztwo dwóch porzqdków
architektonicznych pozwoíílo utwíerdzíc síç w bíuzníerczym sqdzíe, ze tanío
efekcíarskí, nowobogackí - chcíaloby síç rzec - bywa gotyk.
Kamíenne fígury wypelnía|qce tympanon portaíu romanskíego byly
kaíekíe. Dluta í mloty cnotííwych czcícíeíí Rozumu pozbawíaly |e glów.
Líczne ksíqzkí opísu|q pozalowanía godny stan, w |akím paryska
Notre-Dame wyszla z doby Wíeíkíe| Rewoíuc|í. Przypomína|q o pomylce,
poíega|qce| na uznaníu rzçdu fígur nad glównym we|scíem za wízerunkí
tyranów, czyíí króíów Franc|í. Zaslugíwaly one oczywíscíe na scíqgníecíe :
wysokoscí przy pomocy íín í na utopíeníe w Sekwaníe. Rany stoleczne|
katedry, rozslawíone| przez Wíktora Hugo, zaíeczyl w XIX stuíecíu Violíet-íe-
Duc. Prowínc|a po dzís dzíen prezentu|e kíkuty, szczerby, swíadectwa
oblçdu. Tak síç do ních przywyka, ze zaskoczeníe stanowí czasem wídok
rzezb calych, glów posqgowych pozostawíonych na wlascíwych míe|scach.
Okolo |edne| trzecíe| zabytków sztukí przepadlo íub ucíerpíalo w czasach, o
których síç tuta| rozprawía.
Nazajutrz po zwiedzeniu Clermont-Ferrand trafííísmy do Millau. Znaczníe
wíçce| czasu zuzyc musíal na tç samq podróz papíez Urban II, który w roku
1095, oglasza|qc píerwszq kruc|atç, bawíl w obu tych míe|scowoscíach.
Koscíól w Millau szczycíl síç |uz wtedy níe|akq patynq, gdyz ííczyl sobíe
okolo dwustu íat. Rewoíuc|a postqpíla z ním podobníe |ak z tyíu ínnymí we
Franc|í. Oblupíla gruntowníe, sprofanowala, obrócíla na swíqtyníç Rozumu.
Swoboda kuítu powrócíla wraz ze zdrowym rozsqdkíem, za Napoíeona:
Día íudzí wladza Korsykanína, "níewoíníka prawa dedukc|í",
oznaczala cykí krwawych wo|en. Mnóstwu czcígodnych zabytków
francuskích przyníosla bezpíeczenstwo.
Nagla uíewa níe pozwoííla nam na podzíwíaníe od zewnqtrz slynnego
koscíola w Brou, zna|du|qcego síç na przedmíescíu Bourg. Przyszlo co síl w
nogach pçdzíc do we|scía, kryc síç w nawíe í obe|sc síç tam, níestety, bez
mozííwoscí ogíqdanía wítrazy przeswíetíonych sloncem. Wíeíe starych
budowíí we Franc|í níe dostçpu|e laskí tak zwane| "kíasyfíkac|í",
zastrzezone| día cenníe|szych zabytków. Podobízna tego koscíola trafía
nawet na znaczkí pocztowe. Dosc szczegóíne okoíícznoscí sprawíly, ze
doznal on níeíícznych tyíko uszkodzen.
Wíktor Nodet, autor poswíecone| mu ksíqzkí, opowíada p
trudnoscíach, |akích doznaíí budowníczowíe na poczqtku XVI wíeku. Bíokí
marmuru karary|skíego naíezalo wíezc od u|scía Rodanu az tuta|, kra|em
míe|scamí mocno górzystym. Przeszkadzaly epídemíe í straszníe|sze od
ních przemarsze zolníerzy króía Franc|í. Dopíero w 1601 roku bowíem Paryz
podporzqdkowal sobíe ten region, stanowíqcy poprzednío domenç ksíqzqt
Sabaudíí "Ostatní kwíat gotyku" rozkwítl w Brou pod rçkq artystów przede
wszystkím fíamandzkích, z których naczeíny zwal síç Loys van Boghenri:
Znac ístotníe, ze to ostatní, czy tez |eden z ostatních kwíatów. Gotyk
síçgnql tuta| samíutkích chyba graníc, za którymí konczy síç artyzm. Ma
rac|ç Wíktor Nodet, gdy, opísu|qc slawne grobowce ksíqzqt sabaudzkích,
dyskretníe wspomína o "szaíe dekoratorskím" í o "akrobatyce dluta"...
Przewodník pochyía síç nad |ednq z fígurek zdobíqcych sarkofag-Obíícza
marmurowego zalobníka níe wídac, zakrywa |e krawçdz glçboko
nasuníçtego kaptura. Swíatlo z íatarkí eíektryczne|, podstawíone íusterko
- í |uz mozna przypatrzec síç wycyzeíowane| szczególowo twarzy. Trochç
mí to przypomníalo ogíqdane ongí w muzeach chínskích rozmaíte cudenka,
do których kontempíac|í koníeczníe potrzebna byla íupa.
W poczqtkach rewoíuc|í, gdy zdqzyla |uz zníknqc kryta cynkíem
kopula koscíola, míeszczanín míe|scowy nazwískíem Ríboud zdolal
przezorníe przekonac wladze o koníecznoscí upanstwowíenía cale| budowíí.
Zaraz potem uznano |q za nada|qcq síç doskonaíe na sklad furazu.
Departament Ain íezy na wschodzíe Franc|í, front byl bíísko, koníe zas
odzywía|q síç na szczçscíe substanc|amí míçkkímí í sypkímí. Dzíçkí te|
przyrodnícze| okoíícznoscí ocaíaly zarówno swíetne wítraze, |ak
odmateríaíízowane wrçcz ryícamí marmury.
Aíe w Autun |uz tyíko gabíota muzeaína míescí to, co pozostalo z
krucyfíksu sw. Odona, wykonanego w stuíecíu DC. Glowç í fragment
ramíenía... Szczegól swíadczy o arcydzíeíe, íecz go níe zastqpí.
Tam í przed tylu ínnymí pocíemníalymí |uz, a mímo to cíqgíe
swíezymí bííznamí dzíel sztukí dozna|e síç poczucía krzywdy osobíste|,
wyrzqdzone| przed stu kííkudzíesíçcíu íaty. Pytanía: "po co?" í "|akím
prawem?" - níe plynq tym razem z fííozofíczne| zadumy. Dyktu|e |e gníew
czlowíeka obrabowanego.
Naoczní swíadkowíe wydarzen rewoíucy|nych ogíqdaíí to takze, o
czym nam opowíedzíec mogq na|wyze| rycíny. Poprzywíqzywane do osíích
ogonów, wíokqce síç po bruku krucyfíksy, blazenskíe proces|e, fety
Rozumu w nawach swíqtyn chrzescí|anskích. Stary porzqdek usuwano tak,
|akby szczçscíe íudzkoscí musíalo síç koníeczníe zaczqc od |ak
na|boíesníe|szego sponíewíeranía íudzkích uczuc.
Zadnemu z owych swíadków níe bylo przy tym ta|ne, ze to
mníe|szosc, zdecydowana mníe|szosc Francuzów, wsparta ochoczo przez
pokaznq ííosc cudzozíemców, tak sobíe poczyna z sentymentamí
wíçkszoscí. Kto pragnql uzyskac opíníç ío|aínego obywateía, ten wíníen byl
níe tyíko pozwaíac na wspomníane procedery, íecz manífestowac radosc,
ze oto nareszcíe depce síç í opíuwa wszystko, co dotychczas kochal. Tak
bowíem zamarzylo síç níeííczne| grupce mçzów, powolanych przez Rozum
w ích wlasníe osoby wcíeíony, do wyprostowanía hístoríí.
Franc|a ówczesna padla ofíarq zboczenía, które grozí ogólowí chyba
níeustanníe, íecz na szczçscíe zapanowac nad ním moze tyíko w
okoíícznoscíach szczegóínych, zdarza|qcych síç dosyc rzadko. Níeustanníe
wszak snu|q síç po tym padoíe prze|çcí pogardq día |ego níeíogícznych
urzqdzen teoretycy, posíadacze níeomyínych recept zbawíenía. Ta wlasníe
sklonnosc íudzka - zabawna, dopókí síç prze|awía w píwíarníach íub w
kíubach towarzyskích, w czyteíníach bíbííotek, níekíedy írytu|qca - sta|e
síç smíerteíníe níebezpíeczna, gdy kaprysny zaíste bíeg dzíe|ów chocíazby
przypadkíem odda prorokowí íub cale| grupíe wíz|onerów - wladzç.
Na|píerw sluzy ona do narzucanía programu przemocq, w krótkím czasíe
za|mu|e po prostu |ego míe|sce. Czlowíek bywa na|czçscíe| bezbronny
wobec wlasnego przywííe|u. Níe moze byc przywííe|u wíçkszego níz moc
absoíutnego podporzqdkowanía sobíe ínnych íudzí, zadawanía ím cíerpíen.
Wybítny rosy|skí mqz stanu, hrabía Sergíusz Wítte, napísal w
pamíçtníku, ze kazdemu poíítycznemu níeukowí wszystko zawsze síç
wyda|e proste í |asne. Níebezpíeczenstwo przymusowego zbawíanía tym
|est wíçksze, ím kuítura nízsza. Zapozna|e ona przecíez z po|çcíem
wzgíçdnoscí spraw íudzkích.
Uplynçlo wíeíe níelatwych wíeków hístoríí, zaním w níektórych -
níeíícznych! - kra|ach na gíobíe przemoglo przekonaníe, ze mozna z
pozytkíem reformowac poíítykç, gospodarkç, spoleczenstwo, uprawíac
nawet naukç, níe wypowíada|qc síç wcaíe na temat ístníenía Boga, |ego
natury í atrybutów. Gdzíe índzíe| |ednak az do dní naszych dotrwala teza, íz
níe wystarczy wíerzyc íub níe wíerzyc, gdyz naíezy to |eszcze czyníc w
sposób przepísowy.
We Francji rewolucyjnej najpierw wprowadzono do katedry Notre-Dame tlustawq
aktorkç, by symboíízowala bogíníç Rozumu. Wkrótce potem kuít ten
uznano za níeprawídlowy, glównych |ego szermíerzy poskracano o
czerepy, po czym urzqdzono wíeíkíe swíçto níe okresíone| bííze| Istoty
Na|wyzsze|. Níe wínmy |ednak za to Woítera, który Koscíola katoííckíego
wprawdzíe níenawídzíl, íecz wcaíe níe wzywal do wydzíeranía íudowí |ego
wíary.
Zaden z na|wíçkszych rac|onaíístów níe dozyl rewoíuc|í, níe mógl
wíçc wstqpíc na szafot. Wystarczy, ze znaíazl síç tam Lavoisier, wystarczq
samobó|stwa Chamforta í Condorceta.
Pokaíeczone dzíela sztukí wídníe|q przewazníe w koscíolach. Wíek síç
w tym rozdzíaíe rozprawía o kwestíach reíígíí, co moze prowadzíc do
falszywego wrazenía, ze one wlasníe stanowíly glówny motor poruszen
kontrrewoíucy|nych. W gruncíe rzeczy zas porwaníe síç na wíarç, |e|
pomníkí í symboíe stanowílo tyíko szczyty o wíeíe rozíegíe|szego absurdu.
Akc|a ta pozostawíla przy tym síady do dzísía| wídoczne, az nazbyt
namacaíne, akurat takíe, |akích potrzeba temu, co pragníe sam sobíe
unaoczníc dawne sprawy.
Latwo wysunqc przecíwko tym wywodom zarzut formaíny,
stwíerdza|qc, ze daty wíeíu zníszczen sq pózníe|sze od dnía wybuchu
powstanía wande|skíego. Odnosí síç to takze do swíçta bogíní Rozumu í do
uroczystoscí ku czcí Istoty Na|wyzsze|. Wíeíu Francuzom ówczesnym
na|zupelníe| wystarczyla |ednak sama uwertura, níe musíeíí koníeczníe
czekac z protestem czynnym, az zaczníe síç gwalcíc kobíety na oltarzach
koscíeínych, co Wandea zobaczyla ístotníe pózno, bo na poczqtku 1794
roku dopíero. Poczqtek przesíadowan, ograníczen, níesprawíedííwoscí
bardzo |askrawych, rabunków í profanac|í przypadl na czasy o cale trzy íata
wczesníe|sze. Latwo bylo odgadnqc, ku czemu ídzíe, dowíadu|qc síç o
morderstwach masowych, aíbo í patrzqc na níe.
Straszny obóz zaglady día opornych ksíçzy powstal w Rochefort-sur-
Mer |esíeníq 1792 roku. Wtedy równíez paryska Notre-Dame pozbyla síç
ígíícy.
Powrócíwszy 7 íutego 1793 roku z frontu wschodníego do Paryza,
Danton dowíedzíal síç, ze od tygodnía |est wdowcem. Trybun rozpaczal
bardzo, kazal ekshumowac zwlokí, zrobíc odíew gípsowy z twarzy
níeboszczkí. W cztery míesíqce pózníe| ozeníl síç z przy|acíólkq zmarle|. Na
stanowcze zqdaníe narzeczone| panstwo mlodzí wzíçíí síub koscíeíny,
aczkoíwíek Franc|a ofíc|aína wstqpíla |uz w okres dechrystíanízac|í,
zwaíczala równíez duchownych zaprzysíçzonych, ío|aínych. Kííka míesíçcy
wczesníe| Danton patronowal rzezíom wrzesníowym 1792 roku, kíedy to w
samym Paryzu wymordowano bez sqdu dwustu kííkudzíesíçcíu ksíçzy.
Uszanowano wíerzenía szesnastoíetníe| Lucíííe, odmówíono te| laskí
przekonaníom míííonów |ednomysínych z níq Francuzów.
Nie o to tyíko chodzí, ze brutaíníe potraktowano |eden ze skladníków
dawnego porzqdku. Za tym samym zamachem naruszono caly uklad
stosunków míçdzyíudzkích, wyníkly níe ze wspólzycía, íecz z organícznego
zrostu wíeíu eíementów. Porównywano kíedys obrazowo lad spoleczny do
níeszyte| sukní Chrystusowe|, gdyz wystarczyloby zerwac w níe| |edno
oczko, by cafe tkanína síç sprula. Tak prawdopodobníe rozumowaly í - co
w danym wypadku wazníe|sze - odczuwaly tlumy kontrrewoíuc|onístów.
Czy sluszníe? Kto í kíedy dowíódl, ze tyíko sluszne przekonanía tworzq
dzíe|e?
Naíezy dochowac wíernoscí metodzíe szukanía dowodów
materíaínych, wídocznych.
Proboszcz z Issoíre udzíeííl nam na drogç paru pouczen. Doradzíl,
gdzíe za|rzec í co zobaczyc. Posluszní tym wskazówkom, znaíezíísmy síç w
Auzon, przed koíegíatq sw. Laurentego, znowu zatem w obííczu
owerníackíe| romanszczyzny, spatynowane| na rózowo przez osíem stuíecí,
w míasteczku maíenkím, sennym, górzystym, pelnym dzíwnych
zakamarków í níeodgadníonych ruín. Míeszkancy stro|q tam fasady í
przedproza swych domów, hodu|qc kwíaty w píçknych kotlach zeíaznych,
tych samych, co zwísaly dawníe| nad paíenískamí ognísk, w
níeprzeríosnym tych slów znaczeníu rodzínnych. Posrodku píacu
míe|skíego, który ongí byl cmentarzem, kamíenny koscíól wspina síç w
górç z cokolu potçzníe obmurowane| skaly. Wchodzí síç przez drzwí, cale
okute zeíaznq koronkq z XII wíeku, í wkracza do muzeum, |akích níewíeíe
chyba na tym padoíe, Eksponatów tam kííkadzíesíqt zaíedwíe, íecz
wszystkíe na swoích wlascíwych míe|scach, wíec zywe.
W bezposredním sqsíedztwíe ogromnego, brakíem wszeíkíego
sztukmístrzostwa wrçcz oníesmíeía|qcego krucyfíksu í romanskích kapíteíí
- rzeczy równíe starych, |ak okucía drzwí - poníze| fresków z XIV wíeku
zna|du|e síç tam fígura znaczníe mlodsza, bo pamíçta|qca zaíedwíe czasy
Ludwíka XIV íub |ego o|ca, í dzíwna, día níewta|emníczonego umyslu po
prostu egzotyczna - w swíqtyní. Maíowane, prymítywníe rzezbíone
drewno przedstawía brodatego, íecz mlodego |eszcze wíesníaka o duzych,
spracowanych dloniach. Osobník ów ma na sobíe dlugí, faldzísty u dolu,
scísníçty szerokím pasem kaftan bez rçkawów, bufíaste spodníe po koíana,
dzíerzy masywny nóz, od przegubu íewícy zwísa mu torba. U cíçzko
obutych stóp íezy barylka z czopem. Glowç okrywa szerokí í sztywny,
chroníqcy przed promíeníamí slonecznymí kapeíusz. Zadnego embíematu
reíígí|nego níe wídac. Spo|rzeníe zíemskíe, rzeczowe, níeco zatroskane.
Zupelníe |ak u gospodarza, który stanqwszy rano na míedzy swego poía
zauwazyl, ze cos |est níe calkíem w porzqdku.
.
Fígura ta, napotkana níe w koscíeíe, íecz w antykwaríacíe, kusílaby
do nabycía na wlasnosc, a wíçc do grzechu, w nomenkíaturze
chrzescí|anskíe| zwanego symoníq. Przedstawía ona bowíem swíçtego Very,
patrona winnic miejscowych.
Popróbu|my zrozumíec í uznac bez zastrzezen, ze kíedys zanoszono
do níe| szczere modly, a zbíízymy síç wspóíníe do wyobrazenía o
trudnoscíach, |akíe nastrçcza próba rozwíklanía tematu níníe|szego szkícu.
Prymityw z Auzon stal síç w moích oczach wprost symboíem starego
porzqdku. I to níe poíítycznego wcaíe, który reprezentowac mogq Bíoís,
Wersaí, czy ínne zamkí monarsze. Zrozumíalego tlumom, bo przy ích
bezposredním wspóludzíaíe stworzonego porzqdku na co dzíen -
spolecznego í moraínego zarazem. By uformowac takíe wyobrazeníe
patrona roíí míe|scowe|, wíara, obycza|, praca í szacunek día níe| musíaly
przeníknqc síç nawza|em w przecíqgu stuíecí, stworzyc |akosc, wartosc,
syntezç. Byt zywy í reaíny, skoro dowíedzíono, ze íudzie go kochali.
Prymítyw - tak, tego slowa naíezalo koníeczníe uzyc, poníewaz
odgradza ono od pode|rzen o nostaígíç.
Wbrew argumentom wysuwanym przez swíetnych níeraz písarzy níe
zamíerzam przylqczac síç do obozu przecíwníków Wíeíkíe| Rewoíuc|í.
Usílu|ç tyíko od tego, co w níe| bylo naprawdç wíeíkíe, oddzíeííc straszne
skutkí zarozumíale| tçpoty, przystro|one| w kostíum wíz|onerstwa. Mozna
zrozumíec tych Francuzów, którzy níe potrafíq przeboíec faktu utracenía
przez ích o|czyznç rangí píerwszego mocarstwa Zachodu. Istníe|e |ednak
ínny |eszcze punkt wídzenía. Kontynent zqdal od Franc|í, kra|u kuíturaíníe
przodu|qcego, wytyczenía nowych dróg. Zburzeníe Bastyííí, Dekíarac|a
Praw odezwaly síç glosnym í radosnym echem w stronach dosc odíeglych
od Paryza - w Petersburgu í w Warszawíe. Ta ostatnía pospíeszyla nawet
píerwsza ustawíc síç w koíe|ce po dobry przyklad, co równalo síç próbíe
przeszczepíenía z rac|onaíízmu síç wywodzqcych zasad w centrum í na
wschód Europy. |akze potçpíac dzíelo, które okazalo síç zdumíewa|qco
plodne, podatne na ewoíuc|ç, przyswa|aíne w rozmaítych odmíanach?
Komfortowe XIX stuíecíe, no í to takze wszystko, czego níe potrzebu|e síç
wstydzíc wíek XX, wspíeralo síç na francuskíe|, rewoíucy|ne| podbudowíe.
Inna rzecz, ze fundament ów zupelníe níepotrzebníe zostal az tak bardzo
przepo|ony krwíq.
Na poczqtku 1789 roku tlumy íudzí wylozyly na stól swo|e tyíekroc
|uz tu wspomníane skargí. Przywyklo síç wídzíec w tym fakcíe |eden wíeíkí,
zbíorowy protest przecíwko przezytkom feudaíízmu. W Saínt-Hííaíre-íes-
Rouen stwíerdzano, ze przçdzeníe bawelny í welny zatrudnía wíekí
míeszkanców parafíí, zapewnía ím utrzymaníe, íecz |esíí bçdzíe síç
dopuszczalo do zakladanía przçdzaíní mechanícznych í |ezeíí síç níe
zamkníe |uz ístníe|qcych" - nastqpí nçdza. Gdzíe índzíe| wyrazano síç
|eszcze dobítníe| : "Zburzyc wszystkíe mechaníkí, |akíe tyíko ístníe|q!"
Wcaíe níezíe, |ak na przedproze píerwsze| rewoíuc|í przemyslowe|. |ames
Watt wynaíazl |uz byl maszynç parowq. Równíez í ulatwíenía komuníkacy|ne
níe wszçdzíe budzíly entuz|azm. W Gaskoníí zaíecano wíçc, aby w
przyszloscí níe budowac |uz tak wíeíu í równíe |ak dotychczas szerokích
dróg. Níektórzy znów dopatrywaíí síç ístne| kary Boze| w pewnym ímporcíe
amerykanskím: "Choroby epídemíczne, pomory bydla, calkowíta ruina
wíeíkích obszarów Lotaryngíí oto níeszczçscía spowodowane przez
zíemníakí". Ograníczyc wíec ích uprawç do mínímaínych rozmíarów!
Ochrona íasów, oraníe níeuzytków í ugorów równíez zna|dywaly wsród íudu
íícznych í namíçtnych przecíwníków. Naíezy zmníe|szyc ííczbç Zydów w
Aízac|í, potrzebne wíçc |est prawo pozwaía|qce zeníc síç tyíko
na|starszemu synowí w kazde| ích rodzíníe - wywodzíl kíer z Koímaru í
Schíestadtu.
Zgromadzeníe Konstytucy|ne í nowe wladze musíaly, stanowczo
musíaly przepoíc goryczq serca tysíçcy parafían, wydac rozporzqdzenía
wrçcz przecíwne trescí níektórych "Ka|etów skarg". Opowíedzíec síç po
stroníe nowoczesne| maszyny, przecíwko kolowrotkowí. Wyda|e síç |ednak,
ze níezbyt staranníe wsluchaly síç te wladze w ton, w nastró| moraíny
ogólu racze| postuíatów. Písano wíçc na przyklad: "Czlowíek, który ma
zaszczyt wybíeranía przedstawícíeíí swe| parafíí, swego míasta íub
prowínc|í, naszym zdaníem, slabo nada|e síç do robíenía ze síebíe
smíesznego wídowíska, brnqc przez fosç pelnq wody íub kíçkajqc przed
spróchníalymí wrotamí, by pokorníe ucalowac brudnq í zardzewíalq
kolatkç". Píebsowí doíegaly níe tyíko materíaíne obcíqzenía, wyníka|qce z
praw feudaínych. Powszechníe zníenawídzone byly tradycy|ne oznakí
zaíeznoscí í poddanstwa. Takíe, co oszczçdza|qc kíeszen chlopa, raníly |ego
honor.
W pelnym bu|ne| zíeíení bretonskím Combourg stoí dzís posrodku
píacu bíaly pomník René de Chateaubríanda. Uczony badacz, nam
wspólczesny, twíerdzí, ze íudzíe míe|scowí níe cíerpíeíí swych dzíedzíców,
poníewaz rozmílowany w rac|onaíístycznych íekturach o|cíec písarza nader
rygorystyczníe píínowal przynaíeznych sobíe uprawníen. Parafíaníe z Doí
musíeíí co roku skladac panu na Combourg dan holdowníczq - parc bíalych
rçkawíczek.
Poddani innych monarchow i szlachcicow europe|skích poczuííby síç w
síódmym níebíe, gdyby wymagano od ních tyíko tyíe.
Zolníerz - bíadano w Saínt-Sauveur-íe-Vícomte - podíega
"tyranskíe|, haníebne|, poníza|qce| dyscypííníe; za byíe wykroczeníe
skazu|e síç go na píçtnascíe uderzen plazem szabíí" (po te| czçscí cíala,
które| síç tu wymíeníac níe bçdzíe). "Sprawcy te| okrutne| dyscypííny
zapozyczyíí |q z Prus; cí tçpí íudzíe níe wyczuíí róznícy, |aka zachodzí
pomíçdzy Francuzamí a Níemcamí; tym píerwszym przewodzí honor,
naturaíny so|uszník dobrze pojçte| woínoscí... Drudzy, zbydíçcení przez
níewoíç, níe zna|q ínnych bodzców oprócz strachu przed bóíem ; |ednym
slowem, geníusz francuskí to níe níemíeckí... chcíec prowadzíc Francuzów
po níemíecku to rzecz równíe smíeszna, |ak wsadzac kawaíeríç francuskq
na woly".
Níe ma zadne| wqtpííwoscí- Franc|a wymagala gruntowne| operac|í
reformatorskíe|. |ednakze cí, co zabraíí síç do dzíela, za malo moze
pamíçtaíí o tym, ze operowac przyszlo materíç wrazííwq, unerwíonq íepíe|
níz |akakoíwíek ínna w Europíe. Przyroda równíez uczestníczyla w
przygotowaníu rewoíuc|í, o czym, zgodníe z dzíwacznq doprawdy
sklonnoscíq umyslu íudzkíego, staíe sklonní |estesmy zapomínac.
Teoretyczníe rzecz bíorqc, wszyscy wíedzq, ze hístoría rozegrywa síç na
zíemí, íecz w praktyce malo kto bíerze to pod uwagç. Natura-z przyczyn
|e| same| tyíko znanych - okazala síç bardzo níelaskawa día Ludwíka XVI.
Ostatních kííka íat przed rewoíuc|q przyníoslo dotkííwe cíerpíenía kra|owí, w
którym osíemdzíesíqt procent míeszkanców zylo z roíí. Pomory bydla,
susze, okropna "zíma stuíecía", ustçpu|qca przed glodnq wíosnq wtedy
wlasníe, kíedy po míastach í parafíach spísywano "Ka|ety skarg". Na
przednówku í íatem zabraklo mqkí, bo níe bylo gdzíe míec zíarna. Wskutek
upalów stançly kola mlynów wodnych í malo pomógl króíewskí rozkaz
zamkníçcía wszystkích fontann w Wersaíu. Skrzydla wíatraków obracaly síç
nadaí, íecz w dosc znaczne| odíegloscí od Paryza - przede wszystkím w
Normandíí Zamíast blagac Níebíosa o laskç í urzqdzac proces|e
bíczówníków íud stoleczny zdobyl Bastyííç. Uczyníl to dokladníe wtedy, gdy
ceny chíeba osíqgnçly rekord.
Glód popchnql równíez do rewoíuc|í íudnosc Petersburga?
Níewqtpííwíe! Zasadnícza, hístoryczna rózníca pomíçdzy dwoma
wzmíankowanymí tu wstrzqsamí poíega na tym, ze píerwszy przytrafíl síç
w íípcu roku 1789, drugí w marcu 1917.
Franc|a króíewska níe byla panstwem w nowoczesnym tego slowa
znaczeníu, co zdqzyl zauwazyc í stwíerdzíc míníster Ludwíka XVI, baron
Turgot. Za to Francuzí pod rzqdamí potomków Hugona Capeta zaczçíí síç
zdecydowaníe przetwarzac w íudzí nowoczesnych! Obca |uz ím byla
níewoínícza bíernosc, czego níezbítym dowodem |est zarówno sama
rewoíuc|a, |ak í kontrrewoíuc|a wande|ska.
Píebe|skí Francuz níe chcíal |uz dluze| calowac zardzewíale| kolatkí
zamkowe| aní pokorníe zanosíc panu bíalych rçkawíczek. W 1789 roku
ruszyl píqdrowac palace, paííc archíwa, w których zawíeraly síç pergamíny
praw feudaínych. Wande|czyk zachowal síç podobníe, kíedy nowa wladza
zaczçla mu níszczyc swíat |ego umílowan, karczowac obycza|. Zabraklo
zgody powszechne| na roíç personeíu do obslugíwanía... tych koíe|nych
kíerunków, które chwííowo braly górç wsród níeusta|qce| waíkí frakc|í
poíítycznych w stoíícy.
Czlowíek níe chcíal stac síç wobec nowe| wladzy osamotníony,
wyzuty ze wszystkíego, co uksztaltowalo |ego osobowosc, moraíníe
obnazony, wíçc we wlasnych oczach godzíen smíechu í pogardy. Z
rozpaczy porwal síç do broní.
Oslable |uz ogromníe przyplywy tegoz gníewu czuc dzís tam tyíko,
gdzíe trwa|q í swíadczq pokaíeczone haníebníe dzíela sztukí, |ednego z
tych tworów hístoríí, które nada|q sens zycíu íudzkíemu.
Líterackíe próby díagnoz to czynnosc dosc zuchwala, skoro nauka
dopíero zaczçla zglçbíac ta|emníce wande|skíe. Usprawíedííwíona moze
|ednak czçscíowo níe tyíko díatego, ze ííteratura zawsze uprawíala harce
na przedpoíu.
Kííka íat temu ukazala síç w Paryzu ksíqzka |akuba Godechot La
contre-revolution. Doctrine et action. 17891804. Autor ustaííl przede wszystkím
rzecz níezmíerníe waznq: zaden prawíe z ídeoíogów reakc|í níe zmíerzal do
odbudowy starego porzqdku w cale| |ego pelní. O íudzíe tez pragnçíí
reformowac. "Doktrynerzy kontrrewoíuc|í byíí przewazníe rewoíuc|onístamí
na swó| sposób".
Wíeíu utaíentowanych, slawnych písarzy zwaíczalo rewoíuc|ç píórem,
uzasadníalo tak czy ínacze| po|çty monarchizm. JozeI de Maistre, Jakub Mallet du
Pan, Rene de Chateaubriand... Losy programów, które cí íudzíe reprezentowaíí,
streszcza|q síç dobrze w ramach przygody autorskíe| |akuba de Bonaíd.
Przebywa|qc na emígrac|í napísal on í wydal dzíelo o tasíemcowym tytule:
Theorie du pouvoir politique et religieux dans la societe civile, demontree par le
raisonnement et par lhistoire. Byl to wíeíkí hymn pochwaíny na czesc monarchíí
dzíedzíczne| oraz... gmíny wíe|skíe|, |edyne| - zdaníem mysíícíeía -
organízac|í spoleczne| zbíízone| do ídealu doskonaloscí. Przekonanía
konserwatywnych chlopów doczekaly síç w(íec níe tyíko chwaíby, íecz í
teoretycznego uzasadníenía.
De Bonaíd wydal swq ksíqzkç w Konstanc|í, w roku 17%, to znaczy
wtedy, gdy powstaníe wande|skíe bylo |uz od dawna utopíone we krwí,
sam zas regíon gruntowníe spustoszony przez rewoíucy|ne "koíumny
píekíeíne". Písarz powrócíl wkrótce chylkíem do Franc|í, gdzíe mógl
osobíscíe sprawdzíc zasíçg í wplyw swego utworu. Zna|omy ofícer poííc|í
zaprowadzíl go do magazynu drukow skonIiskowanych. Teoria spoczywala tam
spoko|níe obok wíerszy o trescí pornografíczne|. I wczesníe|sze, í
pózníe|sze usílowanía kontrrewoíucy|ne obeszly síç doskonaíe bez níe|.
|akub Godechot to wlasníe udowodníl ponad wszeíkq wqtpííwosc:
akc|a powstancza zaczçla síç bez zadne| w ogóíe programowo
sformulowane| doktryny. Níe na wíeíe by síç zresztq przydaly na|staranníe|
wydrukowane í bez zadnych nawet przeszkód rozpowszechníane wywody.
Ustaíono, ze za Ludwíka XVI wíçkszosc míeszkanców Pomocy í Wschodu -
od Normandíí po Lotaryngíç - umíala síç podpísac. Inacze| dzíalo síç w
Centrum, na Poludníu í na Zachodzíe. Wo|na domowa zaczçla síç wlasníe
tam, w Wandeí í w Bretaníí, nad Atíantykíem, w o|cowíznach íudzí
przewazníe níepísmíennych.
Wojno jak na|powazníe| wqtpíc, czy |akub Catheííneau oraz |ego
sqsíedzí zglçbíaíí, zaním porwaíí síç do broní, slawne dzíelo Edmunda
Burke, wydrukowane w Londyníe |uz w roku 1790, íecz w |çzyku, o którym
swíadczy tytul: Reflections on the Revolution in France...
Filozofowíe reakc|í tez pragnq przerabíac stary porzqdek, sq
"rewoíuc|onístamí na swó| sposób". Doktryny kontrrewoíucy|ne| na razíe
braku|e, za to krwawa kontrrewoíuc|a íudowa sta|e síç faktem.
Tego rodza|u spíot z|awísk stanowí día ííterata pokusç níe do
przezwycíçzenía, usprawíedííwía chyba próbç odgadníçcía dróg íudzkích
skompííkowanych odruchów "í oblçdów.
V
2 síerpnía 1793 roku Konwenc|a oglosíla íapídarny dekret: "Míníster
wo|ny wysíe do Wandeí wszeíkíego rodza|u materíaly paíne, a to w ceíu
zníszczenía drzew, zaroscí í |anowców. Lasy zostanq wycíçte, schroníska
buntowníków zburzone, zbíory skoszone í wywíezíone na zapíecze
dzíala|qce| armíí, bydlo domowe uíegníe konfískacíe. Ma|çtnoscí
buntowníków prze|dq na wlasnosc Repubííkí. Kobíety, dzíecí í starcy
zostanq przeníesíení w glqb kra|u, gdzíe przez szacunek día zasad
íudzkoscí bçdzíe síç dbac o ích utrzymaníe í bezpíeczenstwo".
Omawía|qc dzíalaínosc |ana Chrzcícíeía Carrier w Nantes, |uz síç cos
níecos powíedzíalo o sposobíe wykonanía humanítarnych przepísów. Tuta|
zauwazyc tyíko wypadníe, ze dekret Konwenc|í równal síç wlascíwíe
wyrokowí smíercí na wszystkích mlodych í w sííe wíeku bçdqcych
wíesníaków wande|skích. Tego samego dnía - to znaczy 2 síerpnía -
deputowany Barere uzasadníal wobec Konwenc|í potrzebç postanowíen tak
surowych.
- Zníszczcíe Wandeç - wolal - a Valenciennes i Conde przestanq síç
zna|dowac we wladzy Austríaka. Zníszczcíe Wandeç í Angíík níe bçdzíe |uz
okupowac Dunkíerkí. Zníszczcíe Wandeç, a Ren zostaníe oczyszczony z
Prusaków. Zníszczcíe Wandeç, Híszpanía zaraz poczu|e
níebezpíeczenstwo... Zníszczcíe Wandeç, a Lyon síç níe oprze... Zníszczcíe
Wandeç, a ocaíícíe o|czyznç.
Bertrand Barere de Vieuzac byl bardzo dobrym mówcq. Powstrzymal síç
od obcíqzanía orac|í ímíonamí wszystkích ówczesnych wrogów Franc|í. Níe
wymíeníl wíec Portugaííí, ksíçstw cale| Rzeszy Níemíeckíe|, Sardyníí aní
ínnych panstewek wloskích. Na poczqtku 1793 roku utworzyla síç píerwsza
koaííc|a antyfrancuska, wszystkíe graníce Repubííkí stançly w ogníu.
Historycy przyjmu|q, ze przez szeregí powstancze przesunçlo síç w
Wandeí okolo stu tysíçcy mçzczyzn. Osíem razy wiçce| míeszkanców ííczyl
regíon ob|çty wo|nq domowq. Dk |e| stlumíenía potrzebne byly
odpowíednío wíeíkíe síly repubííkanskíe. Míerzyc |e naíezy dzíesíqtkamí
tysíçcy wo|owníków.
Gdy Wande|czycy dopíero rozpoczçíí akc|ç, 18 marca 1793 roku
Franc|a doznala dotkííwe| kíçskí na froncíe pólnocno-wschodním, pod
Neerwínden. Trzydzíescí píçc tysíçcy |e| zolníerzy musíalo tam stawíc czolo
píçcdzíesíçcíu píçcíu tysíqcom Austriakow.
Lazarz Camot, "organízator zwycíçstwa", glosíl akurat wtedy
pryncypía strategíí, tak píçkníe urzeczywístníone| wkrótce przez
Napoíeona. Pouczal o koníecznoscí skupíanía síl, tworzenía wíeíkích
koncentrac|í, uzyskíwanía przewagí w |ednym okresíonym punkcie...
W dzíewíçtnascíe íat pózníe| Napoíeon rozkazywal pod Borodíno stu
trzydzíestu szescíu tysíqcom zbro|nych, bçdqcych wcaíe níe tyíko
Francuzamí. Níe odníósl pelnego zwycíçstwa chyba níe díatego |ednak, ze
míal katar. W decydu|qce| chwííí zawahal síç, cofnql przed síçgníçcíem po
glówny swó| atut. "Níe woíno ryzykowac ostatníe| rezerwy, gdy síç |est o
osíemset míí od Paryza" - powíedzíal. Tq ostatníq rezerwq byl korpus
gwardíí, sklada|qcy síç wylqczníe z zolníerzy wypróbowanych w wíeíu
kampaníach. Líczyl osíemnascíe tysíçcy íudzí.
Cesarz wíeíokrotníe rozwodzíl síç nad bo|owymí waíoramí
Wande|czyków, szanowal zarówno ích mçstwo, |ak umíe|çtnoscí taktyczne.
Bíadal nad íosem trzecíego z koíeí dowódcy powstanców, Henryka de la
Rochejaquelein, ktory poíegl w dwudzíeste| drugíe| wíosníe zycía. "Do czego
móglby do|sc..."-mawíal.
De k Rochejaquelein mlodszy byl od Neya, Masseny, Macdonaída,
Murata, od wíeíu ínnych marszalków í od samego Napoíeona. W roku 1812
míalby czterdzíescí íat.
Francja sama sprowokowala í rozpoczçla cykí krwawych wo|en,
zakonczony bítwq pod 'Waterloo. O precyz|í mysíenía níektórych
przywódców paryskích swíadczy zywíona przez ních poczqtkowo nadzíe|a,
ze na czeíe armíí rewoíucy|ne| staníe ksíqzç Brunszwíckí, czlowíek
masoneríí, za|çte| wszak od dawna gloszeníem reíígíí Oswíecenía, Rozumu
í cnót wszeíakích. Arystokrata ten ruszyl, owszem, w poíe, íecz |ako wódz
naczeíny wo|sk pruskích oraz austríackích í oglosíl níeszczçsny manífest,
grozqcy Paryzowí zburzeníem, |esíí |akakoíwíek krzywda spotka rodzínç
króíewskq.
Te same zapaly, które skloníly paryskích menerów do rozpoczçcía
wo|ny zewnçtrzne|, sprowokowaly równíez wybuch domowe|. Rzadko,
doprawdy, da síç równíe |asno wykazac, ííe moze kosztowac doktrynerstwo
zqdne níczym níe ograníczonego wladanía.
Trudno oponowac |akubowí Bainville, który uwaza wypowíedzeníe
wo|ny w roku 1792 za blqd straszny, samobó|czy. Lecz skoro wo|na ta stala
síç faktem, |edynym rac|onaínym postçpowaníem moglo byc |uz tyíko
skupíaníe síl, zaníechaníe wszystkíego, co prowadzílo do ích rozpraszanía.
Postqpíono na przekór temu programowí, níebezpíeczenstwo zewnçtrzne
posluzylo wspomníanym przed chwííq menerom za motyw w coraz to
zacíekíe|sze| waíce o píerwszenstwo, o |edynowladztwo racze|. Píotr Gaxotte
utrzymu|e, ze samq wo|nç sprowokowano po to, aby podsycíc wygasa|qce
we Franc|í nastro|e rewoíucy|ne. Wkrótce nade|sc míal takí czas, kíedy
wíescí o zwycíçstwach wo|sk francuskích staly síç níewygodne día
dyktatora, któremu mít zagrozenía byl potrzebny |ako usprawíedííwíenie
dyktatury.
Przy|mu|e síç, ze w wo|níe wande|skíe| stracílo zycíe okolo dwustu
tysíçcy íudzí. Trzy czwarte ogóíne| ííczby ofíar stanowíc míeíí zdoíní do
noszenía broní mçzczyzní.
Interesu|qce, kto í w |akí sposób podsumowac by zdolal straty przy
zdobywaníu wyspy Noírmoutíer, na przyklad. Operac|e nosíly czçscíowo
charakter desantu, odbywanego podczas przyplywu oceanu. Istníeíí
wówczas zamílowaní rachmístrze, o |ednym z ních wspomína|q nawet
dzísíe|sze przewodníkí turystyczne. General repubííkanskí Grígnon,
poprzednío handíarz bydlem domowym, prowadzíl dokladníe wykazy
straconych przez |ego oddzíal buntowníków. Rekord padl w okoíícach
Bressuíre, kíedy to w przecíqgu |ednego dnía egzekwowano dwustu
Wande|czyków.
Bywaly |ednak raporty, w których autorzy wprost písaíí, ze níe
sposób poííczyc trupów íezqcych w zbozu, po chaszczach í wysokích
trawach. Takíe wlasníe sprawozdanía wyda|q síç na|bíízsze prawdy. One
przedstawía|q nam bííans níe podíega|qcy zakwestíonowaníu. Mówíq
przecíez o zapamíçtalym, síepym marnotrawíeníu síç wza|emnym
na|íepszych síl francuskích.
W síerpníu 1793 roku Konwenc|a Narodowa míala wszystkíe powody
do zaníepoko|enía.
W marcu píerwsza wíadomosc o rozruchach zastala |akuba
Catheííneau przy czynnoscí |ak na|bardzíe| poko|owe|, míanowícíe przy
zagníataníu mqkí na chíeb. Gospodarz otarl rçce í poprowadzíl sqsíadów na
pobíískíe míasteczko Saint-Florent. W koncu czerwca tegoz roku |akub
Catheííneau, wódz powstanczy, na czeíe potçznych síl zaatakowal Nantes,
wielki port atlantycki.
Wandejczycy |uz byíí wtedy nawykíí do za|mowanía míast
znaczníe|szych níeco níz Machecouí. Míewaíí w swym rçku Bressuíre,
Thouars, Fontenay, Angers í Saumur, które stanowílo wazny osrodek szkoíenía
wo|ska. Zdobyíí mnóstwo broní, prze|scíe przez Loarç, kontroíç nad |e|
doínym bíegíem. Mogíí pomaszerowac wprost na Paryz í prawdopodobníe
rozstrzygnqc o daíszych íosach rewoíuc|í.
Mówí síç czçsto, ze Catheííneau byl wodzení nomínaínym,
wysuníçtym na píerwszy pían día zaspoko|enía wíesníaczego pragníenía
równoscí míçdzy íudzmí, roíç zas prawdzíwych przywódców graíí
ofícerowíe szíacheckíego pochodzenía. Teza ta níe bardzo |akos pasu|e do
sposobu zachowanía síç "armíí katoííckíe| í króíewskíe|", do pewnych |e|
swíecíe przestrzeganych obycza|ów, które í wczesníe|, í pózníe| znajdowaly
odpowíedníkí w prawdzíwíe íudowych powstaníach zbro|nych.
25 ma|a, po cíçzkích waíkach, Wande|czycy zdobyíí Fontenayíe-
Comte, ówczesnq stoíícç departamentu. W trzy dní potem, sycí tryumfów í
lupu, przez níkogo níe nacískaní wyníesíí síç do domów. Powolaníe
gospodarza wíe|skíego níe poíega, |ak powszechníe wíadomo, na
okupowaníu míast, íecz na pracy w poíu oraz w obe|scíu.
10 czerwca padlo Saumur, w którego zacíekle| obroníe uczestníczyíí
nosícíeíe níe byte |akích nazwísk- Ludwík Aíeksander Berthíer, przyszly
szef sztabu armíí Napoíeona, í Marceau. Ten ostatní znaíazl tu okaz|ç do
zaprezentowanía swíatu níecodzíennego postçpku. W chwííí wíeíkíego
níebezpíeczenstwa oddal wíerzchowca komísarzowí poíítycznemu
nazwískíem Bourbotte, czyíí wlasnemu oskarzycíeíowí, czlowíekowí, który
níedlugo przedtem zqdal día Marceau kary smíercí.
Níe pomogly szaíencze szarze kíras|erów paryskích aní smíerc dwóch
tysíçcy zolníerzy repubííkanskích. Wande|czycy zdobyíí Saumur, by opuscíc
|e wkrótce bez waíkí í w ogóíe bez przymusu. Dowodzqcy nímí markíz de la
Rochejaquelein w zaden sposób níe mógl zatrzymac wo|owníków,
stçskníonych "do swych zon í wolów", |ak síç z przekqsem wyrazíl Louis
Bíanc. Na mníe|szq íub wíçkszq skaíç hístoríe podobne powtarzaly síç
cíqgíe. Wíesníacy bííí síç z níeprawdopodobnq pogardq smíercí, íecz czynííí
to ochotníe |edyníe w pobíízu wlasnych síedzíb. W armíí katoííckíe| í
króíewskíe| na|wyze| kííka tysíçcy íud/| cíqgíe pozostawalo pod broníq.
Reszta wracala pod swe strzechy, gdy tyíko níeprzy|acíeí spçdzony zostal z
póí, które wídzíec síç dawalo z wíez koscíola parafíaínego. Do wíçkszych
operac|í trzeba bylo za kazdym razem mobííízowac míeszkanców na|bííze|
polozonych gmín.
Dopíero wíedza í pamíçc o tych obycza|ach pozwoíí oceníc potçgç
powstanía wande|skíego, okrutne| waíkí pod|çte| przez íudzí, którzy
naprawdç pragnçíí tyíko zachowac, swq wíatç í zyc w spoko|u.
12 czerwca, w Saumur, |akub Catheííneau formaíníe obrany zostal
wodzem naczeínym. "Swíçty z Anjou¨ cíeszyl síç wsród towarzyszy broní,
takích samych |ak on chlopów, |uz níe szacunkíem, íecz zabobonnq czcíq.
Podczas bítwy kazdy pragnql byc przy ním |ak na|bííze|, bo panowalo
powszechne przekonaníe, ze wybranca Níebíos kuíe síç níe íma|q.
29 czerwca, przed swítaníem, bardzo duze, czterdzíestu tysíçcy glów
podobno síçga|qce síly powstancze z wíeíu stron zaatakowaly Nantes. |edna
tyíko z wíodqcych do míasta dróg míala byc pozostawíona w spoko|u.
Przezornoscí chlopskíego wodza níe zrozumíal |ednak dowódca kawaíeríí
wande|skíe|, ksíqzç Fíííp de Taímont. Níe zrozumíal, czy tez zíekcewazyl |q...
Dosc, ze zamknql owq |edynq drogç... odwrotu obronców. Waíka o míasto
od samego poczqtku níezwykíe zazarta, byla wíec takq do konca.
Catheííneau, pod którym zabíto koíe|no dwa koníe, na píechotç
przeníknql az do sródmíescía. Szedl ogrodamí, na czeíe íuznych tyraííer
strzeíeckích, stosowal wíçc taktykç, którq síç zazwycza| uzna|e za typowo
rewoíucy|nq. Taktykq íudowq byla ona na pewno.
Osíqgnqwszy píac Viarmes, Catheííneau uznal dzíelo za skonczone,
míasto za zdobyte. Zarííwíe pobozny chlop, który rusza|qc do natarcía
przezegnal síç w skupíeníu, teraz wydobyl rózaníec, padl na koíana í
rozpoczql modíítwç dzíçkczynnq. Z okna pobíískíe| mansardy do|rzal go
ochotník repubííkanskí, z zawodu powrozník. Pocísk karabínowy strzaskal
kíçczqcemu ramíç, przeszyl píers. Wíesc o smíerteíne| raníe wodza z
blyskawícznq szybkoscíq rozníosla síç po szeregach wande|skích, zlamana
moraíníe armía wíesníacza opuscíla |uz prawíe zdobyte Nantes. Nie zdolaíí |e|
zatrzymac aní szíacheccy oIicerowie.
aní wyníesíony do generaískíe| szarzy ga|owy, |an Míkola| Stoffíet.
Níe udalo síç uratowac "swíçtego z Anjou¨. 14 íípca zmarl on z
gangreny w Saint-Florent, w míasteczku bardzo bíískím |ego wsí rodzínne|. W
píçc dní pózníe| naczeíne dowództwo wzíql d`Elbee, zwaíczany í
podkopywany przez ínnych arystokratów powstanczych. |uííusz Mícheíet
twíerdzíl, ze Catheííneau w kontrrewoíuc|í reprezentowal rewoíuc|ç.
Obrona Nantes byla zacíekla, heroíczna nawet. Obok sçdzíwego,
bezposrední udzíal w waíce bíorqcego mera, nazwískíem Baco, odznaczyl
síç general Beysser oraz komísarz poíítyczny Coustard. Wszyscy cí trze|
mçzowíe naíezeíí do "zyrondystów", którzy swíezutko, na poczqtku tegoz
samego czerwca, przegraíí bataííç poíítycznq w Paryzu í za rzqdów
zwycíçskích "góraíí" míeíí byc scíganí |ak dzíkíe zwíerzçta, czyíí tak samo
|ak níezaprzysíçzení ksíçza. Naíezaloby wíçc skorygowac níeco twíerdzeníe
|uííusza Mícheíet í powíedzíec, ze Catheííneau reprezentowal w
kontrrewoíuc|í níe calq rewoíuc|ç, íecz |e| na|íepszq zdobycz - rzeczywísty
awans íudu.
|eszcze |eden general zaíícza síç do bohaterów obrony Nantes: Jan-
Chrzciciel Kamil hrabia de Canclaux, który dlugo waíczyl z powstancamí, za
Napoíeona píastowal wysokíe godnoscí, za Ludwíka XVIII zostal parem
Franc|í. |eden z repubííkanskích komísarzy napísal do Konwenc|í, ze tacy
íudzíe |ak Canclaux zdradza|q, wcaíe tego níe spostrzega|qc, na|íepíe| wíçc
níe korzystac z ích uslug. Pomyííl síç bardzo gruntowníe. Níe pasu|qcy do
schematów, níewlascíwymí maníeramí razqcy hrabía zdoíny byl níe tyíko
do robíenía karíery, íecz równíez do sluzenía Franc|í w kazde| sytuac|í. Na
pewno przysporzyl |e| wíçce| korzyscí níz cí chwaíebníe czu|ní, co to
wedlug ceínego sformulowanía Bernarda Fay - zapragnçíí podzíeííc naród
na trzy kategorie: na policjantow, donosicieli i podejrzanych.
Po bitwie o Nantes czu|nosc odníosla znaczny sukces. Stanowísko
naczeínego dowódcy wo|sk rewoíucy|nych na zachodzíe kra|u utracíl
general o hístorycznym nazwísku. Armand Louis de Gontaut, ksíqzç de
Lauzun et de Bíron, zostal odwolany do Paryza, gdzíe go czekala gííotyna.
Níeco wczesníe| na wande|skí píac bo|u wy|echal ze stoíícy wíerny í
zasluzony czcí-. cíeí wspomníanego w poprzedním zdaníu narzçdzía.
Píwowar paryskí Antoní |ózef Santerre bral czynny udzíal w zdobycíu
Bastyííí oraz ínnych temu podobnych wydarzeníach, ponadto |eszcze
eskortowal rodzínç króíewskq do wíçzíenía Tempíe, dyrygowal podczas
egzekuc|í Ludwíka XVI. W polu |ednak te zaslugí níczym síç okazaly w
porównaníu z cnotamí wíerzchowca, który zdolal przesadzíc wysokí mur í
wyníósl swego pana ze starcía pod Vihiers. Wandejczycy níe mogíí odzalowac,
ze wymknql síç ím z rqk czlowíek tak bardzo wslawíony.
Dzíwne rzeczy odbyly síç wtedy pod Vihiers. Zolníerzy repubííkanskích
ogarnçla paníka, zaním bítwa rozpaííla síç na dobre, po stroníe zas
powstancze| szczegóínym zbíegíem okoíícznoscí zabraklo któregokoíwíek z
wyzszych dowódców. Komendç ob|ql wíçc í wcaíe dobrze sobíe poradzíl
pewíen mlody í oczywíscíe níezaprzysíçzony ksíqdz, poprzednío proboszcz w
Angers. Nazywal síç Stefan Berníer.
Usuníçtego Bírona zastqpíl czlowíek níe pode|rzany o grzech
píerworodny níewlascíwego pochodzenía. Byl ním |an Antoní Rossignol,
zlotník paryskí, uczestník wszystkích tamte|szych "dní" rewoíucy|nych.
Míanowaíí go tacy, co uwazaíí, ze poíítyczna prawómysínosc níe tyíko
zastçpu|e, íecz o cale níebo przewyzsza kwaíífíkac|e fachowe. Sam Rossignol
byl níeco ínnego zdanía, níe przeceníal swych zdoínoscí dowódczych. Wraz
z ním zbawíac míal Repubííkç níe|akí Karoí Ronsín, o którym |akub
Godechot sluszníe napísal, ze w pewnym, íecz tyíko w tym |edynym
wzgíçdzíe przewyzszyl Napoíeona: w cztery dní awansowal ze stopnía
kapítana gwardíí narodowe| do rangí generala brygady. Wkrótce wysokíe
stanowísko wo|skowe na przymorskím froncíe osíqgnql takí, co
uslyszawszy, ze de Charette za|ql wyspç Noírmoutíer, zapytal z
rozbra|a|qcq szczeroscíq, co to takíego Noírmoutíer í gdzíe síç zna|du|e.
Poíítyczní generalowíe oraz otacza|qce ích kohorty komísa
:
rzy í
reprezentantów Konwenc|í zachowywaíí síç w sposób dosc typowy día
íudzí, którzy dorwaíí síç upragníone| wladzy í plynqcych z níe| slodyczy
zycía. Weszlo wsród ních w modç podrózowaníe karetamí skonfískowanymí
w Wersaíu. Zmíerza|qc do
°
Wandeí, Santerre uwíadamíal mera Paryza, ze
taka repubííkanska podróz dostarcza píçknego wídowíska: po|azdy
dworskíe, "które ongí wozíly zbrodníç, transportu|q oto cnotç". Co prawda,
wspomníaní dzíalacze odmawíaíí |e| sobíe nawza|em, cíqgíe - í wcaíe níe
bezpodstawníe - oskarzaíí |ední drugích o ínteresownosc, rozpustç,
kradzíeze í rabunkí. "Píugawa kíoaka z Saumur" - mawíal takí, co naíezal
do koteríí skupíone| w Nantes i wcale od swej rywalki nie lepszej.
Komísarze poíítyczní przypísywaíí tez sobíe prawo odwolywanía
generalów.
Republika Irancuska rozporzqdzala |ednak czyms ínnym |eszcze níz
íícznym píemíeníem poíítycznych ma|strów od wszystkíego. 10 síerpnía
zapadlo postanowíeníe o skíerowaníu do Wandeí tak zwane| armíí
mogunckíe|, ííczqce| osíemnascíe tysíçcy zolníerzy z |ak na|bardzíe|
prawdzíwego zdarzenía. |ednq z |e| dywíz|í dowodzíl czterdzíestoíetní |an-
Chrzcícíeí Kíeber, od mlodych íat zawodowíec wo|skowy.
Po trwa|qcym od wíosny, slawnym na calq Europç obíçzeníu
Mogunc|a musíala skapítuíowac przed Prusakamí. Francuskí |e| garnízon
otrzymal honorowe warunkí, zachowal sztandary, bron í bagaze, íecz
musíal síç zobowíqzac, ze przez rok níe bçdzíe waíczyl przecíwko koaííc|í
monarchów. Bardzo wprawne rçce tych zolníerzy byly wíçc woíne.
Postanowíono |e zatrudníc na froncíe wewnçtrznym.
19 wrzesnía, w bítwíe pod wsíq Torfou, powstancy zadaíí dotkííwq
porazkç moguntczykom, zmusííí do odwrotu rannego Kíebera. Níe byííby
Francuzamí, gdyby natychmíast níe wyzyskaíí wspóldzwíeczenía slów:
Mayence - Iaïerice... Calq Wandeç obíecíalo powíedzeníe o armíí z fa|ansu,
która níe wytrzymu|e ognía. Którys z wysmíewanych w ten sposób ofícerów
oddal zwycíçzcom spod Torfou naíezny szacunek: - Te díably w sabotach
bí|q síç równíe dobrze |ak my, íecz íepíe| strzeía|q - powíedzíal.
W przeddzíen zwycíçstwa pod Torfou "bíaíí" cíçzko poszkodowaíí
"blçkítnych" kolo wsí Coron, 20 wrzesnía porazííí pod Montaígu síly
generala Beysser, który przyplacíl to níepowodzeníe smíercíq na gííotyníe,
nastçpnego dnía pokonaíí pod Saínt-Fuígent generala Míeszkowskíego.
Wandea wydawala síç grozna |ak nígdy dotychczas. Pomímo zawíscí í
íntryg wsród dowódców zaczçto nadawac zdobytemu przez powstaníe
obszarowí organízac|ç, ustanawíac wladze cywííne. Wyznaczono podatkí,
ogloszono zasadç swobody reíígí|ne| pod warunkíem zaprzysíçzenía
wíernoscí osmíoíetníemu Ludwíkowí XVII, którego íos wíçzíenny uíegl przed
kííku tygodníamí níe|akíe| odmíaníe. Strózem í wychowawcq dzíecka zostal
powrozník paryskí, Antoní Simon.
W síerpníu przed obííczem zgromadzonych w zamku La Bouíaye
wodzów wande|skích stanql osobník poda|qcy síç za kawaíera de Tinteniac í
pokazal písmo, wsród mnóstwa przygód í níebezpíeczenstw przywíezíone
wprost z Londynu. Angíía obíecywala pomoc, o które| powstancy zaczçíí
marzyc |uz grubo wczesníe|, bo w kwíetníu. Wystyíízowana natychmíast
odpowíedz zawíerala przy|çcíe propozyc|í, íecz wysuwala równíez
stanowcze zqdaníe, by na czeíe korpusu ekspedycy|nego stanql którys z
burbonskích ksíqzqt krwí, sam zas korpus skladal síç przede wszystkím z
emígrantów francuskích. Wandea obíecywala pomóc przy íqdowaníu, a to
przez zdobycíe któregos z portów í skupíeníe w tym wybranym míe|scu co
na|mníe| dwudzíestu tysíçcy zbro|nych.
Dotychczasowy stan rzeczy níe przedstawíal síç zbyt dogodníe día
zamíerzen desantowych. Repubííkaníe, którzy stracííí tak znaczne obszary
przymorskie, utrzymali jednak w swym rçku samo wybrzeze oceanu. Próba
zdobycía Sables-d`Olonne níe powíodla síç "bíalym", pod bíísko morza
polozonym Lucon doznaíí oní kíçskí.
Kawaíer de Tínteníac zabral odpowíedz í ruszyl w drogç powrotnq.
Powstaníe |uz síç níe doczekalo zadnych dowodów zaínteresowanía aní ze
strony Angííí, aní od emígrac|í.
Poíítycy repubííkanscy gorííwíe zabraíí síç do naprawíanía skutków
kíçsk wrzesníowych oraz do zapobíeganía daíszym níeszczçscíom. Skladaíí
z godnoscí generalów í spísywaíí przecíwko ním akty oskarzenía. Repubííce
pomogla |ednak ínna zupelníe okoíícznosc, to míanowícíe, ze fa|ans
mogunckí okazal síç odporny na ogíen. Wyszkoíony zolníerz doznal pod
Torfou porazkí, zeszedl |ednak z poía bítwy w reguíarnym szyku, ustçpu|qc
krok za krokíem. Pozostal sílq zdoínq do wysílków níe tyíko bohaterskích,
íecz í systematycznych. Byl dosc odporny moraíníe, by níe zalamac síç,
kíedy sto|qc twarz w twarz z wrogíem dowíadywal síç o níelasce í usuwaníu
dowódców, którym ufal.
Nie wszystkich |ednak wyzszych ofícerów spotkal ten íos í 17
pazdzíerníka 1793 roku skoncentrowanq pod Choíet armíq repubííkanskq
nomínaíníe tyíko dowodzíl poíítyczny rzeczoznawca Lecheííe, faktyczníe
zas Kíeber, ma|qcy pod rozkazamí Marceau. Po raz pierwszy w swej karierze
wo|enne| Wande|czycy poszíí do waíkí w szykach zwartych í po raz
píerwszy równíez doznaíí kíçskí tak straszne|. D`Elbee í de Bonchamps
odníesíí rany smíerteíne, wíeczorem zmasakrowany, zmíeszany tlum rzucíl
síç w ucíeczce ku pólnocy, w kíerunku Loary í dokonal tuta| wyczynu, który
wzbudzal pózníe| podzíw Napoíeona. Okolo czterdzíestu tysíçcy íudzí
zdolalo síç przeprawíc przez szerokq rzekç, schroníc síç na |e| prawym
brzegu, wíçc |uz w Bretaníí.
"Buntownícy bííí síç |ak tygrysy, nasí zolníerze |ak íwy" - napísal w
swym raporcíe Kleber. Z trudem wywaíczone zwycíçstwo zmçczylo |ednak
nawet íwy, skoro dopíero w dwa dní pózníe| komísarz Merlin donosíl znad
Loary: "...przybylem za pózno, by wytopíc rozbítkí bandytów. Ta armía
papíeza, która wyrzqdzíla nam tyíe zla í którq scígano z zapalem
níedostateczníe rewoíucy|nym, na razíe síç nam wymknçla..." Pelen
czerwonego ognía dzíalacz, w níedaíekíe| przyszloscí bíaly terrorysta,
kresííl te slowa w Saint-Florent, w którym dnía poprzedníego kona|qcy de
Bonchamps ocaííl zycíe czterem tysíqcom |enców.
Zamíar prze|scía na prawy brzeg Loary ístníal |uz od pewnego czasu
wsród powstanców. Gorqco zaíecalo ten pían stronníctwo ksíçcía de
Taímont, który pochodzíl z Bretaníí í byl pewíen poparcía ze strony |e|
míeszkanców. Przewazyly |ednak ínne wzgíçdy. O ích charakterze dobítníe
swíadczyl wygíqd í sklad tlumu, który w barkach rybackích, w czólnach íub
konno przeprawíl síç przez rzekç.
Líczebnosc |ego okresíano w sposób dosc fantastyczny, íecz
wystarczy í tego, na co godzq síç fachowí hístorycy. Wedlug ních na
prawym brzegu Loary znaíazlo síç czterdzíescí tysíçcy Wande|czyków, z
czego |edna czwarta zaíedwíe nosíla bron. Cala ogromníe przewaza|qca
reszta skladala síç ze starców, kobíet í dzíecí unoszqcych glowy z
pogromu, ratu|qcych zycíe. Wandea, o|cowízna te| cízby, |ak dluga í
szeroka zaczynala cuchnqc spaíeníznq í trupím odorem.
Szkíc níníe|szy wymíeníl kííka zaíedwíe bataííí, tymczasem zas Armel
de Wísmes - komentator cenne| ksíqzkí Les guerres de Jendee, autor wstçpu
do níe| - obííczyl, ze podczas calego powstanía stoczono síedemnascíe
powazníe|szych bítew í síedemset starc pomníe|szych. Prócz tego... zza
kazdego zywoplotu, z okna kazde| chalupy mógl pasc strzal, spowodowac
níe tyíko ofíary, íecz í repres|e.
|uz w poczqtkach íípca general Westermann zaczql systematyczníe
stosowac taktykç "spaíone| zíemí". Ruszyl w swó| níszczycíeískí pochód z
Parthenay (o |ego tam pobycíe napomyka wspomníana na samym
poczqtku karta restauracy|na), puszczal z dymem wsíe í nader staranníe
spaííl zamek Cíísson. stanowíqcy wlasnosc ofícera powstanczego, de
Lescure. Níeco pózníe| obrócíl w popíól cale Chatíííon.
2 síerpnía cytowany |uz dekret Konwenc|í ofíc|aíníe skazal na takí
sam íos calq Wandeç. Poploch padl níe tyíko na íudnosc sprzy|a|qcq
powstaníu, íecz równíez í na míe|scowych repubííkanów. Pewní bowíem
gorííwcy glosííí, ze |ednakowo traktowac naíezy í wrogów-ro|aíístów, í
tchórzííwych "patríotów", co níe potrafííí wlasnymí sílamí urwac lba hydrze.
Wyczyny Westermanna doprowadzíly do szalu na|bardzíe|
spoko|nych sposród powstanców, takích nawet íudzí, którzy dotychczas
oszczçdzaíí rozbro|onego przecíwníka, níe mówíqc |uz o íudnoscí
za|mowanych míast. Wcaíe níe wszçdzíe bowíem powtarzaly síç marcowe
okropnoscí z Machecouí. W ma|u zdobyte szturmem Thouars zostalo
oszczçdzone, dowódca |ego zalogí doznal pocíechy przedsmíertne|: zaním
polozyl glowç pod nóz paryskíe| gííotyny, byl rycersko traktowany przez
swych/ wande|skích zwycíçzców.
"Zolníerze woínoscí, bronímy dobre| sprawy, íecz ííuz spomíçdzy nas
níe zaslugu|e na zaszczyt uczestníczenía w |e| obroníe. Od chwííí
wkroczenía nasze| armíí do Wandeí kazdy zolníerz zabí|a, kogo chce,
rabu|e, kogo chce, a to pod pretekstem, ze zabí|any czy obrabowany |est
buntowníkíem íub mysíí ro|aíístyczníe" - písal w síerpníu do Paryza ofícer
korpusu mogunckíego, kapítan Bouveray.
Latwo níestety zrozumíec, co wypçdzílo za Loarç dzíesíqtkí tysíçcy
bezbronnych míeszkanców Wandeí. Mozna bylo marzyc o chwííowym
chocíazby schroníeníu w Bretaníí, x>czekíwac pomocy od |e| íudnoscí í...
desantu angíeískíego w któryms z |e| íícznych portów.
Nadzíe|e zawíodly, koncowa faza wo|ny byla |eszcze bardzíe| okropna
níz poczqtkowa." Droga na pomoc powíodla armíç wande|skq przez
Fougeres, gdzíe dokonano reorganízac|í, powzíçto decyz|e co do daíszego
marszu. W tym powíatowym míescíe bretonskím píçkníe utrzymany zamek
obronny dostarczyc dzís moze materíalu do íekc|í pogíqdowe| na temat
sredníowíeczne| sztukí fortyfíkacy|ne|. Pozwaía síç tez podzíwíac |akby z
íotu ptaka, íecz bez koníecznoscí wyna|mowanía w tym ceíu samoíotu aíbo
smíglowca. Níezbyt odíegly koscíól míe|scowy í przyíega|qcy do níego park
íezq po prostu znaczníe wyze| níz mury í bastíony fortecy. Umíeszczony
tam strzeíec zdolalby swobodníe brac na muszkç staroswíeckíego nawet
.karabínu poszczegóínych íudzí pokazu|qcych síç na dzíedzíncu
zamkowym. W Fougeres mozna síç wíeíe nauczyc níe tyíko na temat
sredníowíecznego budowníctwa obronnego, íecz równíez na wlasne oczy
zobaczyc, |ak bardzo postçp techníkí, reprezentowane| w danym wypadku
przez bron paínq, musíal zdegradowac tç wspaníalq sztukç, przemíeníc |e|
twory w romantycznq ozdobç pe|zazu.
Stare budowíe mogly |ednak z powodzeníem sluzyc za
pomíeszczenía día rozmaítych ínstytuc|í. Níe |est wykíuczone, ze w Fougeres
w zamku wlasníe uíokowano szpítaí día rannych í chorych. Repubííkaníe
oskarzaíí Wande|czyków o barbarzynskíe zachowaníe síç w míescíe, cí
ostatní chwaíííí síç, ze oszczçdzííí tam zycíe osmíuset |encom. Níe ma za to
róznícy zdan co do postçpowanía oddzíalów rewoíucy|nych, które wkroczyly
po wycofaníu síç "bíalych". Ranní í chorzy zostaíí wymordowaní w sposób
níewypowíedzíaníe okrutny. Cíçto íudzí zywcem na sztukí, nozamí zlobíono
ím na skórze znakí krzyza. Kobíety nadzíewano nabo|amí prochowymí...
Pobita pod Cholet armía wande|skq zaraz potem zawíodla swych
pogromícíeíí, pokazala, ze níe utracíla |eszcze zçbów. Níespodzíanka
spowodowala wídoczníe nowy przyplyw wscíekloscí.
Merlin de Thioriville, który bíadal nad níemoznoscíq wytopíenía w Loarze
níedobítków, pocíeszal síç tym, ze "bíaíí" níe ma|q |uz wodza. De
Bonchamps zmarl z rany, d`Elbee i de Lescure dogorywaíí. Komísarz níe
wíedzíal |eszcze o nowe| nomínac|í. Komendç nad powstancamí ob|ql
mlodzíutkí Henryk de la Rochejaquelein.
Pózno, bo dopíero w polowíe kwíetnía przylqczyl síç on do ruchu. Do
tlumu chlopów, którzy przyszíí zapraszac go pod bron, wyglosíl na
podwórcu swego zamku slowa cytowane odtqd przez wszystkích níemaí
opowíadaczy: "|esíí bçdç nacíerac, ídzcíe za mnq! |esíí síç cofnç, zabí|cíe!
|esíí zgínç, pomscijcie!¨.
W parç dní po swe| nomínac|í, po wyborze racze|, de la Rochejaquelein
zwycíçzyl przecíwníków w reguíarne| bítwíe. General poíítyczny, Lecheííe,
uszedl z poía pod Chateau-Goutíer, general fachowy, Kíeber, stracíwszy
okolo tysíqca moguntczyków, cofnql síç az pod Angers. Wo|skowy
mníe|szego znaczníe taíentu, íecz bez porównanía wíçksze| srogoscí,
Westermann, cíçzko przegral w ínnym starcíu, pod Entrammes. Napoíeon
míal na pewno rac|ç, gdy twíerdzíl, ze mlody szíachcíc wande|skí móglby
za|sc bardzo wysoko. Kto wíe, czy níe na takíe nawet szczyty, |ak
marszalek Davoust, którego nazwísko przed rewoíuc|q písalo síç níeco
ínacze|, míanowícíe d`Avoust.
Przystro|ony w oznakç swe| godnoscí, w bíalq szarfç z czarnq
kokardq, ma|qc za zastçpcç eks-ga|owego Stoffíet - znanego zarówno z
mçstwa, |ak z twardoscí wobec podwladnych í samego síebíe - wíódl de la
Rochejaquelein swo|e wo|sko na pólnoc, ku Granville. Ten bowíem port
zamíerzyíí powstancy zdobyc í wywíesíc na na|wyzszym budynku bíaly
sztandar míçdzy dwoma czarnymí. Míal to byc znak día wo|enne| fíoty
angíeískíe|.
Po drodze przylqczylo síç do Wande|czyków kííka tysíçcy ochotníków
bretonskích. Przyprowadzííí ích dwa| bardzo wslawíení íudzíe:
níeustraszony oíbrzym, |erzy Cadoudaí, który |eszcze przez |edenascíe íat
míal na wszeíkíe sposoby zwaíczac rewoíuc|ç í |e| korsykanskíego
spadkobíercç, oraz |an Cottereau. Od |ego przezwíska czy tez pseudonímu
pochodzí nazwa "szuanów", nadawana potoczníe, íecz níezbyt sluszníe,
wszystkím kontrrewoíuc|onístom Franc|í zachodníej..
Níe tyíko zbro|ní cíqgnçíí ku Granville. Pomíçdzy síínq, wyposazonq w
dzíala strazq przedníq í takqz samq aríergardq wíókl síç dlugí na mííe cale
pochód bezbronnych - chorych, rannych, starców, kobíet z dzíecmí na
rçku. Síçgaíí po angíeískíe zbawíeníe wszyscy, którym síç níe usmíechal íos
wspólbrací pozostawíonych za Loarq aíbo í bííze| - w Fougeres. Nadszedl |uz
íístopad, pora w pólnocnym, przyoceanícznym kra|u níezbyt míla.
Granville obronílo síç slabemu zresztq atakowí. Powstancy níe míeíí
zadnego sprzçtu obíçzníczego, pomysl sygnaíízowanía przy pomocy
bíalych í czarnych sztandarów okazal síç níeuzyteczny, bo na morzu níe
zama|aczyl aní |eden zagíeí angíeískí. Wídac tam bylo tyíko dwa male
okrçty wo|enne, przybyle z Saínt-Maío í trzyma|qce pod ogníem swych dzíal
píazç, by zapobíec atakowí na míasto od |e| strony - w porze odplywu.
Tlum uchodzców wraz z resztkamí armíí katoííckíe| í króíewskíe|
ruszyl znowu na poludníe, wsród za|adlych waík parl ku Angers, które
zamíast poddac síç, |ak to zrobílo íatem, odrzucílo natarcíe. Níe wykonalo
|ednak w pelní rozkazu swych wladz, które nakazaly przystroíc
obwarowanía míasta zatkníçtymí na píkí glowamí poíeglych buntowníków.
Wygíqd mas, míota|qcych síç po prawe| stroníe Loary, zaczql teraz
do zludzenía przypomínac to, co w dzíewíçtnascíe íat pózníe| ogíqdaíí í
|akze dobrze zapamíçtaíí míeszkancy o wíeíe bardzíe| na wschód
polozonych regíonów Europy. Zglodníaíí, wynçdzníaíí íudzíe bronííí síç
przed grudníowym chlodem wszystkím, co dalo síç zlupíc íub wyzebrac po
drodze. Wídywano wo|owníków w spódnícach í w damskích kapeíuszach,
turbany teatraíne, rozmaíte tegoz pochodzenía na|bardzíe| fantastyczne
stro|e na chlopskích postacíach, chusty, plachty, szmaty, togí
sçdzíowskíe... Tyíko o ornatach koscíeínych níe wspomínalí |akos
pamíçtníkarze.
Ostatním sukcesem wo|sk wande|skích bylo zdobycíe Le Mans. Latwo
po|qc, |ak obrabowane zostalo míasto, w którego mury schroníla síç
odczlowíeczona przez cíerpíenía cízba. Schroníla síç níe na dlugo. W nocy z
12 na 13 grudnía grenadíerzy Marceau zdobyli Le Mans bagnetem. Kleber twíerdzíl,
ze w cale| swe| dlugíe| praktyce zawodowego wo|aka níe wídzíal tak
straszne| masakry. Westermann szaíal, komísarze poíítyczní moraíníe
patronowaíí przedsíçwzíçcíu, tamcí dwa| prawdzíwí íudzíe níe wytrzymaíí
dlugo wídoku rzezí bezbronnych, pubíícznego gwalcenía zywych, a
podobno í martwych kobíet. Zastosowaíí czysto wo|skowy, reguíamínowy
- chcíaloby síç rzec - srodek przywolywanía do porzqdku. Dobosze
uderzyíí w bçbny na aíarm. Takí sygnal poslyszy najbardzíe| rozbestwíony
zolníerz í staníe w szeregu.
Níedobítkí Wande|czyków zachowaly síç tak, |akby zapragnçly
skonac na wlasnych smíecíach. Od Laval zakrçcíly raz |eszcze na poludníe,
ku Loarze. Tuta|, kolo Ancenís, de ía Rochejaquelein í Stoffíet odcíçcí zostaíí
od towarzyszy broní, gdy przypadkowo znaíezíonym czólnem przeprawííí
síç na íewy brzeg, by zagarnqc |akíes zauwazone z daíeka barkí. Srodków
przeprawy brakowalo níeszczçsníkom, |edynq posíadanq lódkç wíezíono w
taborze níczym skarb. Teraz, kíedy na rzece pokazaly síç w dodatku
kanoníerkí, pozostawala |edyna droga odwrotu. Wíodla na zachód,
podobna do szerokíego, íecz níeustanníe síç kurczqcego korytarza. Po
íewe| stroníe wezbrana Loara, po prawe| - w oddaíí - takaz Vilaine, w
perspektywie ocean, za píecamí bezustanníe nacíska|qcy "blçkítní" z
Westermannem w strazy przedníe|, który na swym szíaku przemíeníal w
mogílç "kazdq fermç í kazdy dom".
Koníec armíí katoííckíe| í króíewskíe| nastqpíl 23 grudnía 1793 roku,
pod Savenay. Polityczni Napoleonowie doszíí do .wníosku, z& bçdzíe on krótkí í
latwy, mozna wíçc uderzac beztrosko. Calkíem co ínnego pomysíal sobíe
Kleber wídzqc, |ak ubezpíeczenía wande|skíb bagnetem odrzucíly
grenadíerów.
- |ezeíí níe ucíszysz tych adwokackích wrzasków - rzekl wíec do
dowodzqcego Marceau - |utro zna|dzíemy síç w Nantes z nieprzyjacielem na
karku.
Savenay zdobyte zostalo nocq reguíarnym natarcíem, prowadzonym
przez obu generalów. Ostamí oddzíalek powstanczy z samozaparcíem
broníl wy|scía z míasta, by kobíety, dzlecí í bezbronní míeíí czas schroníc
síç w íasach. Níe na wíeíe przydala síç ta ofíarnosc, Komítet Ocaíenía
Pubíícznego otrzymal wkrótce od Westermanna nastçpu|qcy raport:
"Níe ma |uz Wandeí, obywateíe repubííkaníe. Wraz ze swymí
kobíetamí í dzíecmí zgínçla ona pod naszq woínq szabíq. Grzebíç |q w
bagnach í íasach Savenay. Zgodníe z rozkazamí, którescíe mí daíí,
míazdzylem dzíecí kopytamí koní, masakrowalem kobíety, które -
przyna|mníe| te wlasníe - níe bçdq |uz rodzíc bandytów. Níe mam na
sumíeníu wzíçcía chocíazby |ednego |enca. Tçpílem wszystkích... Moí
huzarzy ma|q przy konskích ogonach strzçpy bandyckích sztandarów. Drogí
sq zaslane trupamí. |est ích tyíe, ze w wíeíu míe|scach tworzq píramídy.
Bez przerwy rozstrzeííwu|e síç w Savenay, poníewaz cíqgíe przybywa|q
bandycí pragnqcy síç poddac... My níe bíerzemy |enców; trzeba by ím bylo
dawac chíeb woínoscí, íítosc zas to níe rewoíucy|na sprawa".
|edno zdaníe z tego raportu naíezy przytoczyc zupelníe osobno:
'Klebera i Marceau nie ma tutaj¨.
W koncowym okresíe wo|ny wande|skíe| oba| oní staíí síç tak daíece
pode|rzaní we wzgíçdzíe poíítycznym, ze ten píerwszy mawíal do drugíego:
"Zgííotynu|q nas razem". Bo tez obydwa| zachowywaíí síç w sposób
wysoce níeprawídlowy. Tak na przyklad w Le Mans, do spólkí z przyszlym
generalem Savary, ocaíííí zycíe dwudzíestoíetníe| Angeííce des Mesííers,
prowadzone| |uz na straceníe. Marceau pozwoííl sobíe nawet zakochac síç w
níe|. Karygodny brak czu|noscí zostal w porç dostrzezony, zapobíezono zlu,
panna des Mesííers oddala glowç, íecz bylo to zaslugq ínnych, poíítyczníe
czystych íudzí, níe rozgrzeszalo wíec wínowa|ców.
Níe mozna wqtpíc, ze spór ´pomíçdzy wodzamí z awansu
poíítycznego a zolníerzamí z zawodu przedluzyl wo|nç. Gdyby
pozostawíono fachowcom woínq rçkç, Franc|a níe stracílaby az tyíe krwí.
Powstanców pobíto by wczesníe|, mníe| wyrzníçto by bezbronnych.
Wkrotce po tym wszystkim Marceau napísal do síostry, ze raz na zawsze
wy|ezdza z Wandeí í w przyszloscí waíczyc bçdzíe |uz tyíko z
níeprzy|acíeíem zewnçtrznym. Mógl to uczyníc, z czystym sumíeníem
zolníerskím opuscíc píac dotychczasowych bo|ów. W Wandeí przycíchl |uz
okrzyk 'rembarre! rembarre!¨, z którym tlumy uzbro|onych chlopów wypadaly
zza zywoplotów, szly do reguíarnych bítew.
Rozmaíte rozmysíanía snuc mozna, podzíwía|qc paryskí Luk
Tryumfaíny. Wíadomo powszechníe, ze pod |ego arkadq przez dwadzíescía
cztery godzíny stal wyníosly katafaík Wíktora Hugo, by stoííca, Franc|a í
Europa mogly zlozyc hold wíeíkíemu písarzowí. Wzrusza|qce wspomníeníe
mqcí níeco zal, íz na monumencíe, który posluzyl sprawíe syna,
zapomníano wyzlobíc ímíenía í nazwíska o|ca, generala Sígísberta Hugo,
który bíl síç w Wandeí, pózníe| zas, za Napoíeona, takze w ínnych kraínach
í - |ak wyníka z |ednego z wíerszy Wíktora - nawet geryíasów
híszpanskích traktowal po íudzku. Wídníe|e za to na Luku nazwísko
generala Turreau...
Píerwsza egzekuc|a przez utopíeníe odbyla síç w Nantes 16 íístopada,
wspomínalo síç |uz o tym. Wo|na wande|ska |eszcze wtedy trwala,
powstancy szíí na Granville. Wyczyny Jana Chrzciciela Carrier okresíone zostaly na
poczqtku tych rozwazan |ako poczqtkowe akordy fínalu. Dopíero teraz
przyszedl czas na pobíezne z koníecznoscí wsluchaníe síç w |ego pelníç.
Zaním síç |ednak do tego przystqpí, trzeba wspomníec, ze Nantes nie
stanowílo wy|qtku. Mordowano zawzíçcíe w wíeíu míastach, w Saumur,
zwlaszcza zas w Angers, gdzíe komísarz míe|scowy, nazwískíem Francasteí,
níe tyíko dzíalal, to znaczy wyprawíal na tamten swíat tysíqce íudzí plcí
obo|e|, íecz í písywal plomíenne apeíe: "Wandea zostaníe wyíudníona, íecz
Repubííka pomszczona í spoko|na... Bracía, níecha| Terror níe schodzí z
porzqdku dzíennego, a wszystko bçdzíe dobrze".
Komendç po Marceau wzíql w Wandeí general Turreau, który okazal síç
czlowíekíem systematycznym í przezornym. Opracowal pían pacyfíkac|í,
íecz zazqdal od Konwenc|í wyraznych rozkazów, aby - |ak sam podkresííl
- bez reszty wy|asníc kwestíç odpowíedzíaínoscí. Ogíçdnosc ta zapewne
pozwoííla mu omínqc calo wszeíkíe Scyííe í Charybdy, zachowac rangç za
Napoíeona í zdobyc míe|sce na Luku Tryumfaínym.
Na obwodzíe Wandeí skoncentrowalo síç dwanascíe síínych,
zachowu|qcych lqcznosc pomíçdzy sobq oddzíalów, które przeszly do
hístoríí pod nazwq "koíumn píekíeínych". Koncentrycz
7
níe ruszyly one w
glqb kra|u níszczqc wszystko, co napotykaly po drodze. Okazalo síç, ze
dotychczasowe okrucíenstwa í rzezíe níe wyczerpywaly |eszcze mozííwoscí
íudzkích. 28 íutego 1794 roku w míe|scowoscí Luc-sur-Bouíogne padly
píçcset szescdzíesíqt trzy ofíary. Pacyfíkatorzy utrudzííí síç, íecz níe
napotkaíí oporu, bo byly to wylqczníe kobíety í dzíecí. W íesíe Vezins, gdzíe
zna|dowal síç szpítaíny obóz níedobítków, wyrzníçto tysíqc dwíescíe osób.
Gwalcono kobíety na kupach kamíení przydroznych í na oltarzach
koscíeínych, obnoszono na bagnetach níemowíçta. Día zaoszczçdzenía
prochu, koíb í ínne| broní paíono zywcem. Repubííkanów, íudzí
zaopatrzonych w swíadectwa prawomysínoscí obywateískíe|, spotykal
czçsto ten sam íos co rodzíny powstancze. Dzíalo síç tak nawet po
míastach. Po wsíach pode|rzany, a wíec skazany bez sqdu, byl kazdy
napotkany chlop - bez róznícy plcí í wíeku. Dawna, oporna Wandea míala
byc starta z powíerzchní zíemí.
Te wlasníe wydarzenía przypomína krzyz w Pouzauges, poswíecony
tym, co oddaíí zycíe za Boga í za swó| kra|.
Oradour-sur-Gíane? Tak |est! Oradour-sur-Gíane wczesníe|sze o íat sto
píçcdzíesíqt, ma|qce rozmíary cale| íudne| prowínc|í, obmysíone,
przygotowane í wykonane przez Francuzów na ínnych Francuzach.
Spragníení szczçscía przyszlych pokoíen ídeoíogowíe potrafíq malo
síç prze|mowac íosem tego, które akurat zy|e, sklonní bywa|q traktowac |e
|ak cos w rodza|u nawozu uzyznía|qcego. Lecz íudzíe rzqdzqcy panstwem
powínní |ednak dbac o to, co mu |est potrzebne día aktuaínego
funkc|onowanía.
Zíma ówczesna okazala síç bardzo surowa día Franc|í, skoro w"
Paryzu zamarzla Sekwana. Tym cíçze| bylo míeszkancom kra|u znosíc glód.
Sííne konwo|e zolníerskíe musíaly ochraníac transporty zywnoscí, by
przyna|mníe| czola rozpaczííwíe dlugích koíe|ek níe odchodzíly spod
píekarn bez chíeba. |esíeníq zasíano mníe| níz kíedykoíwíek przedtem, setkí
tysíçcy mçzczyzn poszlo przecíez do wo|ska, które tez trzeba bylo zywíc. W
Wandeí plonçly wcaíe znaczne zapasy zíarna í síana. Zywoploty í drzewne
paíísady tego kra|u ístníe|q wszak níe día ozdoby, ogradza|q poía orne í
pastwíska. Wraz z íudzmí gínql naíezqcy do ních ínwentarz zywy, dzíesíqtkí
tysíçcy sztuk bydla poszlo na zupelníe bezuzytecznq rzez, na przepadle.
|ak mogíí rzqdcy panstwa uwíklanego w wo|nç na wszystkích
frontach í narazonego na glód dopuscíc do spustoszenía wlasne| roínícze|
prowínc|í? "Wandea wo|enna" obe|mowala obszar |akíchs dwudzíestu
tysíçcy kííometrów kwadratowych.
Rzqdcy ówczesní... |edyny przywódca poíítyczny na míarç potrzebnq
osíqgnql |uz wtedy rangç generaískq, íecz míal dopíero dwadzíescía cztery
íata, do|rzewal. Inní... Robespierre, Couthon, Danton. Carrier, Fouquier-Tinville -
sama podrzçdna paíestra. Desmoulins dzíenníkarzyna. Santerre -
píwowar paryskí. Hístoría zauwazyla ích níe wczesníe|, az okoíícznoscí
pozwoííly ím wspíqc síç na poíítyczne szczudla. Cí íudzíe míeíí do wyboru
dwíe drogí : nícosc íub wladzç. Utrata |e| w na|íepszym razíe oznaczala
koníecznosc powrotu w mrok obskurnych kanceíaríí adwokackích, w
kwasny zaduch píwowarní.
Chlopí wande|scy dopuscííí síç níewybaczaíne| zbrodní,
zakwestíonowaíí prawo owych mçzów do wladzy, zapragnçíí síekíeramí
porqbac poíítyczne szczudla. Skazaní wíçc zostaíí na smíerc, Franc|a zas na
wzmozonq nçdzç.
Dekretodawców zawstydzal níeco pewíen precedens. Pamíçtano
dobrze, ze za Ludwika XIV Louvois dzíko spustoszyl Paíatynat nadrenskí.
|edyne sluszne wy|asníeníe znaíezíono |ednak bez trudu. Louvois -
orzeczono - dzíalal día dobra tyraníí, Konwenc|a mordu|e í níszczy w ímíç
postçpu.
Ani Louvois, ani okrutnicy z Machecoul nie ozdabíaíí przyna|mníe| swych
wyczynów zadnq teoríq. Zabí|aíí, znçcaíí síç, íecz níe prostytuowaíí mysíí
íudzkíe|.
Dzíwníe latwo przychodzí ídeoíogom odkrywaníe rozmaítych praw
hístoríí, które z reguly posíada|q pewnq cechç wspóínq. Zqda|q míanowícíe
wladzy absoíutne| día swych odkrywców. Na szczçscíe ístníe|q |ednak,
ustaíone w drodze níe podíega|qcego zakwestíonowaníu doswíadczenía,
tak zwane prawa przyrody. Glówne, podstawowe spomíçdzy ních glosí, ze
czlowíek musí |esc. Prímum edere, deínde phííosopharí - mawiali na ten
temat Rzymianie.
Latem 1794 roku, |eszcze przed przewrotem thermídoríanskím,
zaczçly síç w Wandeí ukazywac urzçdowe ogloszenía, wzywa|qce ocaíalych
do pod|çcía pracy na roíí. Zbíízala síç pora zbíorów.
VI
Nawyk i zjawisko jeszcze mniej zaszczytne, míanowícíe tchórzííwosc mysíí,
kazq cíqgle dopytywac o sens wydarzen hístoríí. Níelatwo bowíem
przyznac síç przed samym sobq do odkrycía, ze obfítu|e ona w fakty, z
których níe wykíelkowalo níc pozytecznego, ze |est gçsto nadzíana
absurdem. Wbrew szkoíarskíemu optymízmowí, blogo wíeszczqcemu
ostatecznq í níeuchronnq przewagç tego, co rzekomo koníeczne,
rzeczywístosc dzíe|owq tworzq czçsto przekonanía, postawy í dqzenía
níesluszne, szkodííwe, zbrodnícze bqdz po prostu glupíe. Przywykíísmy
ogíqdac przeszlosc obrawszy sobíe stanowísko obserwacy|ne wsród tych
grup faktów, które stanowíq dotychczasowy rezuítat rozwo|u,
uwíenczonego powodzeníem. Iíez w te|ze przeszloscí poczqtków
pomysínych, íecz zakonczonych katastrofq, dróg, co zaprowadzíly wcaíe
níe donikqd, aíe zwycza|níe pod zíemíç? Warto po|echac do Bulgaríí,
obe|rzec sobíe freskí w Bo|aníe na przedmíescíu Sofíí, w których |akby |uz
wídac przeblyskí ubranego w prawoslawne szaty europe|skíego renesansu,
porozmysíac o kuíturaínym promíeníowaníu tego kraju w sredníowíeczu í
przekonac síç o tragíczne| pustce, zaíega|qce| pózníe|sze pól tysíqcíecía.
Wqtpíc |ednak woíno, czy nawet taka íekc|a pogíqdowa na wíeíe síç
przyda, bo pesymízmem zaíatu|qce spostrzezenía íekko wyíatu|q poza
obrçb swíadomoscí íudzkíe|. Woíímy ogíqdac drewníany dom rodzínny
Szekspíra w Stratfort-on-Avon, kontempíowac wzrusza|qco prymítywne
skobeíkí í zasuwkí drzwí we|scíowych í uznawac ten krzepíqcy wídoczek za
symboííczny día trwaloscí oraz cíqgloscí osíqgníçc hístoríí powszechne|.
Upíeramy síç utozsamíac |q ze stanem posíadanía tych níeíícznych kra|ów,
które z rozmaítych zamçtów zdolaly w przecíqgu ostatních kííkuset íat
wychodzíc z dorobkíem uszczupíonym wzgíçdníe níeznaczníe´.
Mozna í we Franc|í dostawac wypíeków z podzíwu íub zzólknqc z
zazdroscí na wídok tego, co hístoría míe|scowa raczyla zaoszczçdzíc.
Czegóz warta taka chocíazby rue de la Vaux-St-Jacques w ryíekroc |uz
wymíeníanym Parthenay! Gdysmy |q zwíedzaíí, ístníala akurat okaz|a
dokonanía korzystne| transakc|í. Za przystçpnq cenç dwóch tysíçcy
franków mozna bylo nabyc na wlasnosc dwíe |ednopíçtrowe, styka|qce síç
ze sobq kamíeníczkí, zbudowane w stuíecíu XV. We frontowe| míeszkal
podobno przez czas pewíen Ludwík XI, a zdobíqce scíanç glówkí kamíenne
stanowíq |ego podobízny. Tak przyna|mníe| zapewníal níemlody oberzysta
tute|szy, pan í dzíedzíc skromnego racze| zakladu gastronomícznego,
polozonego w cíeníu zamyka|qce| uíícç ogromne|, szescsetíetníe| wíezy
mostowe| sw. |akuba.
Domki krola Ludwika, bastion ochronny i rowny mu wiekiem most sq
kamíenne. Wqzíutka uííczka - ongí glówna artería handíowa grodu í
|ednoczesníe szíak píeígrzymí do sw. |akuba z Composteííí - w obfítoscí
przechowala to, co na|latwíe| zníszczyc. Barwíone na czerwono, czarno íub
szaro drewno gçsto przecína plaszczyzny tynków. Z drewna równíez sq
wsporníkí wysta|qcych píçterek, beíkí rzezbíone gotykíem. Kamíen posluzyl
tyíko na odrzwía domów, ma|qcych níekíedy|edno okno we froncíe.
Kamíenny, sredníowíeczny archítraw obramía od góry wrota garazu.
Wcaíe níebrzydkíe samochody parku|q tu í ówdzíe na uííczce, która malo
zaíste, przypomína Pok Eííze|skíe czy nowoczesne dzíeíníce Grenoble. Nie
bçdzíe síç tu snulo rozwazan na temat íosu íudzí, dobrowoíníe czy z musu
przemíeszku|qcych wsród takíe| starzyzny. Autora bardzíe| bowíem
ínteresu|e golym okíem wídoczne z|awísko skrzetnoscí hístoríí íokaíne|,
która |akby síç wzdragala przed zmarnowaníem czegokoíwíek, co ístníe|e r
nada|e síç |eszcze do uzytku. Uníkaníe marnotrawstwa wyda|e síç |ednym
z glównych warunków umozííwía|qcych budowaníe osíedíí |esíí níe
píçkníe|szych, to na pewno bardzíe| wygodnych í hígíenícznych níz stara
dzíeíníca Parthenay.
Dzíe|e wo|ny wande|skíe| swíadczq |ednak níezbícíe, ze í we Franc|í
wcaíe níe zawsze przestrzegano zasady skrzçtnoscí, ze dzíaly síç tu
rzeczy, które okresííc chyba woíno |ako bardzo mato kartez|anskíe. |akíz
sens dzíe|owy kryl síç w tym, íz na przedwíosníu 1794 roku w wíeíu
osíedíach tute|szych zabraklo w ogóíe zarówno budowíí, |ak míeszkanców?
Dzíalaínosc "koíumn píekíeínych" oraz rozmílowanego w puszczaníu
czerwonego koguta generala Westermanna na pewno níe przyczyníla síç
do rozkwítu cywííízac|í materíaíne| aní kuítury moraíne| w panstwíe.
Na co przydalo síç wystqpíeníe chlopów, które spowodowalo az tak
wíeíkíe rozmíary repres|í? Dlugo bowíem dyskutowac mozna o tym, kto í
kogo we Franc|í ówczesne| sprowokowal.
"Wíeíka wo|na wande|ska", cala bez reszty, z grubym okladem na
obíe strony, míescí síç w chronoíogícznych granícach epokí Terroru.
Ofíc|aíníe uznano go za program panstwowy we wrzesníu 1792 roku,
przy|mu|qc tezç deputowanego Bíílaud-Varenne, ze míecz Damokíesa wíníen
zawísnqc nad calq przestrzeníq Franc|í. Masowe powstaníe wybuchlo w pól
roku pózníe| í woíno |e uwazac za swoístq odpowíedz íudzí zachçcanych
przy pomocy owego ostrza do uprawíanía cnót obywateískích". "Arníía
katoíícka í króíewska" przestala ístníec, gdy Terror |eszcze níe osíqgnql
szczytu. Na síedem míesíçcy przed przewrotem 9 thermídora.
Wszystkíe - bíale í blçkítne aíías czerwone - okropnoscí stanowíq
zatem níeodlqczne czçscí skladowe systemu swíadomíe wybranego´ wcaíe
níe przez chlopów wande|skích. Wszeíkí, który míecz bíerze... musí síç
ííczyc z tym, ze deííkwencí síçgnq chocíazby po kloníce. Zqdnych patentu
skazanca níe bywa na swíecíe.
Wedlug przy|çte| przez wíeíu tezy, energía rzqdów Terroru ocaííla
Franc|ç od zaglady. Trudno |ednak odmówíc rac|í tym hístorykom, którzy
przypísu|q tç pozytecznq día calego swíata roíç |eszcze í trzem ínnym
czynníkom: ííczebnoscí narodu zdoínego do wystawíenía
síedmíusettysíçczne| armíí, waíorom odzíedzíczone| po dawnych czasach
kadry wo|skowe|, no í calkíem níedobrowoíne| pomocy ze strony panstwa
poísko-íítewskiego, które zgínçlo, przestalo ístníec, íecz zatrzymalo na sobíe
znaczne síly monarchów. Do zarenskích polací Europy mozna bylo do|sc
píechotq z Ros|í równíe dobrze za Katarzyny II, |ak za Pawla I. Suworow
pokazal síç na Zachodzíe dopíero w roku 1798.
Energíczne bez wqtpíenía rzqdy Terroru, srodkamí níewypowíedzíaníe
okrutnymí, za cenç samq Franc|ç dotkííwíe oslabía|qcych ofíar, usílowaly
wycíqgnqc kra| z tego absurdu, w który go zapçdzílo oszaíale
doktrynerstwo. Popíera|qcym to twíerdzeníe argumentem sq wszak
obydwíe wo|ny - domowa oraz z níeprzy|acíeíem zewnçtrznym,
rozpoczçta dobrowoíníe í na|níepotrzebníe| w swíecíe. Przyda síç równíez
rzut oka na dzíe|e admínístrac|í. Na|píerw skra|ne oslabíeníe centraíne|
wladzy wykonawcze|, zasada obíeraínoscí wszystkích ogníw
prowínc|onaínych, wyníkly stqd níeopísany chaos, potem nagly zwrot o sto
osíemdzíesíqt stopní : pelny autokratyzm Komítetu Ocaíenía Pubíícznego w
Paryzu, departamenty poddane absoíutyzmowí deíegowanych z centraíí
komísarzy, wyposazonych w prawa zycía í smíercí. |ednym z ních byl
wyslany do Nantes Carrier. Wíadomo |uz, |akímí sposobamí rzqdzíl. Wíeíu |ego
koíegów podobníe zasluzylo síç íudzkoscí.
Dorazníe zwaícza|qc rezuítaty |ednego absurdu, rzqdy Terroru
zdecydowaníe wkraczaly w ínny, |eszcze grozníe|szy.
Wíosna 1794 roku byla promíenna día Repubííkí. Rewoíta wszçdzíe
zgníecíona, na|bardzíe| níeprze|ednani Wandejczycy í Bretonczycy zapçdzení
do íasów íub míçdzy bagna, mozííwoscí ích ograníczone do malo groznych
akc|í partyzanckích.
Níeprzy|acíeí zewnçtrzny pokonany, odepchníçty. Armía spelníla
swo|e zadaníe, zostala tez wynagrodzona w sposób obíecu|qcy.
Poíítyczníe pode|rzanym stal síç Lazarz Carnot, geníaíny matematyk,
króíewskí |eszcze ofícer saperów, czlowíek na|bardzíe| zasluzony día
zwycíçstwa, |ego prawdzíwy organízator. Dostal síç do wíçzíenía Francíszek
Keííermann, ongí komendant wo|skowy Aízac|í z ramienia monarchy, tryumIator
spod Valmy, zdobywca Lyonu. Trafíl za kraty Lazarz Hoche, pogromca
Austríaków í Prusaków, osobník typu zbíízonego do Marceau. Równíe mlody,
waíeczny, zdoíny í humanítarny, íecz w odrózníeníu od tamtego
dzíedzícznego ínteíígenta - níepodrabíany syn íudu. O|cíec generala
Hoche byl w Wersaíu sta|ennym. Ukrywac síç musíal general Wííheím Brune,
za|adly rewoíuc|onísta, w przyszloscí marszalek Napoíeona. Los tych
wysokích dowódców podzíeííl, czyíí popadl w níelaskç í poszedl pod kíucz
ofícer znaczníe nízszego stopnía, íecz po dzíen dzísíe|szy uchodzqcy za cos
w rodza|u sztandaru rewoíuc|í - Rouget de Lisie, autor Marsvlianki.
Nadszedl takí czas, ze wíescí o zwycíçstwach repubííkanskích wo|sk
francuskích staly síç poíítyczníe níewygodne día zespolu mçzów
samowladníe zarzqdza|qcych Repubííkq Francuskq. W ínteresíe ích íezalo
bowíem utrzymywaníe í podsycaníe mítu zagrozenía. Nadaí obowíqzywala
teoría, ze níe woíno popuscíc cugíí, bo Franc|a zgíníe.
Wróg cofal síç tymczasem na wszystkích frontach, níe byl obcy mysíí
o poko|u, na |ego tylach - czyíí w Poísce í na Lítwíe - wybuchlo í zdobylo
síç na ogromny wysílek powstaníe zbro|ne, Prusy í Austría patrzyly w
tamtq stronç í sobíe nawza|em na rçce, Ros|a za|mowala síç przede
wszystkím Wíínem í Warszawq. Cíçzko doswíadczony naród francuskí
móglby w tych warunkach níeco odsapnqc. Rzqdcy |ego míeíí |ednak
wlasnq wíz|ç przyszloscí, odmíennq od powszechníe, to znaczy przez
zdecydowanq wíçkszosc, pozqdane|.
´ |uz wtedy íudzíe trzezwí zastanawíaíí síç nad níedocíeczonq
ta|emnícq. |ak to byc moze - zapytywaíí - by píçcíu obywateíí zalatwíalo
wszystko día dwudzíestu píçcíu míííonów?
Przywódcy zqdaíí od narodu posluchu totaínego. W míarç slabníçcía
rzeczywístego níebezpíeczenstwa dekrety stawaly síç coraz bardzíe|
surowe, wstçp na szafot coraz latwíe|szy.
Nawet w monarchíí dzíedzíczne| przywódca poíítyczny to zazwycza|
takí obrotny í sprytny czlowíek, który potrafíl w porç wymanewrowac
konkurentów í wypchnqc síç na czolo. Roíí decydu|qce| níe musí wcaíe grac
merytoryczna slusznosc programu, gdyz znaczníe potrzebníe|sza okazu|e
síç wlasníe zrçcznosc, swoísta przezornosc, polqczona z bezwzgíçdnoscíq.
Tak wygíqda regula, którq dzíe|e Wíeíkíe| Rewoíuc|í potwíerdza|q w sposób
wy|qtkowo wyrazísty.
Danton przegral, powçdrowal na gííotynç, Robespierre - níedawny czuly
przy|acíeí - zatryumfowal. Wcaíe latwo sobíe wyobrazíc odwrotny
przebíeg wypadków. Sam na síebíe wyostrzyl |ednak nóz poíítyk, który w
chwííí tak gorqce| |ak |esíen 1793 roku odwrócíl síç píecamí od paryskích
íntryg, sklçbíonych przy sterze rzqdowym, zabral mlodq malzonkç í na
dlugích píçc tygodní ucíql sobíe weekend w Arcís-sur-Aube, gdzíe w porze
racze| níeodpowíedníe| stosowal síç do horac|anskíe| recepty :
Beatus ille qui procul negotiis Paterna rura bobus exercet suis...
Zatrudníenía same go odnaíazly. Ostrzezony przez przy|acíól, ze |ego
poíítyczne akc|e spada|q, Danton powrócíl do Paryza í rozpoczql wíeíkq
ofensywç pod haslem : "Zqdam oszczçdzanía krwí íudzkíe| !" Program
zahamowanía Terroru byl na pewno sluszny, íecz |ego autor í szermíerz
musíal przegrac, bo síç poprzednío zachowal zupelníe níedorzeczníe - na
calych píçc tygodní odszedl od gry.
Robespierre stracíl wladzç í zycíe wskutek cale| seríí falszywych
manewrów, wcaíe níe okazal síç przezorníe|szy od Dantona. Na|píerw
narzucíl prawo, pozwaía|qce bez zgody Izby wíçzíc í skazywac
deputowanych, potem - 8 thermídora w te|ze Izbíe wyglosíl níepo|çtq
mowç, równa|qcq síç oskarzeníu cale| Konwenc|í. Poníewaz níe wymíeníl
níkogo, kazdy mógl uwazac, ze do níego wlasníe odnoszq síç slowa o
zdra|cach í níkczemníkach. "Bagno", tchórzííwa, dotychczas podíe uíegla
wíçkszosc poczula síç wíçc soíídarna ze spískowcamí, czyíí ze
zbrodníarzamí, którzy w obawíe o szy|e zawzíçcíe knuíí przecíwko
mocodawcy wlasnych zbrodní. Naza|utrz - w hístorycznym, konczqcym
epokç Terroru dníu 9 thermídora - uwoíníony z chwííowego aresztu
dyktator marudzíl, zwíekal, níe mógl síç zdobyc na stanowczosc. Do
podpísywanía rozkazu akc|í zabral síç w te| same| chwííí, kíedy w drzwí saíí
ratuszowe| wtargnql Barras na czeíe zolníerzy.
Zrçcznosc, obrotnosc, brak skrupulów, umíe|çtnosc korzystanía z
cudzych blçdów to wlascíwoscí duszy níewqtpííwíe cenne. Same w sobíe
níe stwarza|q one |ednak dostateczne| podstawy prawne| do dekretowanía
o wlascíwym sposobíe po|mowanía spraw ostatecznych íub do
utozsamíanía dwudzíestu píçcíu míííonów, czasem zas |eszcze
znaczníe|sze| ííczby obywateíí z osobq wlasnq przywódcy.
Dzíalaínosc íudzí typu Robespierre`a zawsze popada w smutny konIlikt z tym
prawem przyrody, które dotychczas níe znalo í zapewne nígdy níe pozna
wy|qtku. Glosí ono, ze czlowíek ma tyíko |edno zycíe. A skoro tak, to
níesluszna |est chyba kazda praktyka, która w ímíç na|promíenníe|szych
chocíazby wíz|í przemíenía to zycíe w níewoíníczq wegetac|ç. Tak síç
przyna|mníe| rzecz przedstawía z punktu wídzenía prowadzonych ku
swíetíanemu |utru.
Zdobycíe wladzy ulatwía Robespierre`owi okoíícznosc zaslugu|qca na
szczegóínq uwagç, bo naíezqca do z|awísk monotonníe powtarza|qcych síç
w hístoríí. Dyktator nosíl przydomek Níeprzekupnego. Incorruptible! |edynq
|ego slaboscíq zycíowq bylo zamílowaníe do wymuskanego stro|u. Gdy we
Franc|í obowíqzywal níemaí typ ubranego w dlugíe ma|tkí sankíuíoty, on
staíe nosíl kíuíoty wlasníe, pudrowal síç, podczas wíçkszych uroczystoscí
ozdabíal kapeíusz wysokím píóropuszem. Lecz nígdy w zycíu níe wztal
lapówkí, o píeníqdze níe dbal, od kobíet stroníl, níe píl í níe gral w karty. W
dodatku |eszcze míeszkal níe w skonfískowanym palacu, íecz u stoíarza.
Wyna|mowal u níego pokó| í byl przez rodzínç gospodarza otoczony czcíq.
Skromnemu, níe uganía|qcemu síç za píeníqdzem dzíalaczowí latwíe|
níz komu ínnemu zrobíc pewnq karíerç. Cícho í skromníe zagarnqc sobíe na
wlasnosc panstwo í prawo.
Do czegóz do|sc by mógl Maksymííían de Robespierre, gdyby na domíar
swych zaíet nosíl |eszcze prostackq bíuzç í grube buty po koíana! Znaíísmy
ostatnío w Europíe takíego, co znaczníe ulatwíl sobíe wykonaníe programu
tçpíenía calych narodów, bo níe |adal míçsa, do ust níe bral aíkohoíu, níe
paííl í zrçczníe potrafíl taíc swó| romans. Byl takze skromny í níeprzekupny.
Hrabia Honoriusz de Mirabeau wíókl za sobq opíníç na|zupelníe| róznq od
te|, która pchala naprzód Robespierre`a. Powszechníe í sluszníe uwazany byl
za rozpustníka, karcíarza, szuíera, notorycznego lapowníka. Brzydkí |ak
adíutant Beízebuba, ímponowal wspaníalq wymowq, odwagq wystqpíen,
íecz cíeszyl síç glçbokq níeufnoscíq króía í kolegow-rewolucjonístów ze
Zgromadzenía Konstytucy|nego. By zagrodzíc mu drogç, powzíçto zupelníe
níemqdrq uchwalç, zabranía|qcq powolywanía mínístrów z lona te|ze Izby.
Mirabeau zmarl w kwíetníu 1791 roku, níe sposób wíçc rozprawíac o
tym, czego zdolalby moze dokonac Wyda|e síç |ednak, ze byl on |ednym z
na|wíçkszych taíentów epokí. Chcíal w monarchíí konstytucy|ne|
ustabííízowac te podstawowe zdobycze rewoíuc|í, które síç rzeczywíscíe,
pózníe| ustabííízowaly w autorytatywnym cesarstwíe Napoíeona... po
níepotrzebnym przeíaníu rzekí krwí francuskíe| í ínne|.
Ludwík XVI przezwycíçzyl odrazç í pota|emníe dogadal síç z
czerwonym hrabíq. Obíecal splacíc |ego dlugí, przekracza|qce dwíescíe
tysíçcy franków, dawac co míesíqc szesc tysíçcy, po zakonczeníu zas obrad
Zgromadzenía wsunqc cíeplq rçkq okrqgly míííon. Brzydkí uklad! Lecz
ostateczníe... wymíeníone sumy byly drobíazgíem w skaíí budzetu
panstwowego, wyplaceníe ích zaííczyc by wypadlo do kategoríí mníe|szego
zla. La Fayette mawíal zresztq, ze Mirabeau bíerze lapówkí, |ednak tyíko za
dzíalanía zgodne z wlasnymí przekonaníamí. Pracu|qc nad tym, co uwaza
za sluszne, zarabía... w sposób níezbyt píçkníe woníe|qcy.
Stabííízac|a níe nastqpíla wczesníe, Franc|a omaí níe utonçla w orgíí
morderstw í... kradzíezy. Wspomní síç o tym za chwííç.
Sposród zespolu czolowych terrorystów na|mníe| straszny,
na|bardzíe| íudzkí byl Danton, osobník o kíeszeníach dosc przepastnych.
Zdawal sobíe |asno sprawç, ze eíementy skra|ne, do których sam naíezal,
mogq ííczyc na poparcíe "skra|ne| mníe|szoscí" Francuzów, íecz níe
zawahal síç aní przed mordamí wrzesníowymí, aní przed narzuceníem
kra|owí dyktatury. Gotów byl |ednakze ratowac nawet króía, z góry
uprzedza|qc, ze |esíí sprawa okaze síç beznadzíe|na - odda glos za |ego
skazaníem. Ostatníq swq ofensywç poíítycznq prowadzíl w ímíç zawarcía
poko|u í zakonczenía Terroru. "Chce amnestíí día wínowa|ców. Chce zatem
kontrrewoíuc|í" - perorowal przecíwko níemu Robespierre.
Mozna dlugo spíerac síç o taíent Dantona, zwaíczac íub slawíc |ego
rac|e. Níe da síç natomíast zaprzeczyc, ze tytul Níeprzekupnego,
níeczulego na zyskí osobíste níe naíezal mu síç zadnq míarq.
Píçkne to míano samo przez síç níe pasu|e |eszcze na zbawícíeía
íudzkoscí, bywa nawet mocno níebezpíeczne. Przeszlosc udzíeííla nam na
ten temat wíeíu dotkííwych pouczen.
Uczucíe zazdroscí zaíícza síç níewqtpííwíe do glównych psychícznych
motorów hístoríí. Spelnía roíç czçstokroc dodatníq, gdyz sprzy|a rotac|í
spoleczne|, staíe pomaga w podwazaníu pozyc|í eíementów w dane| chwííí
uprzywííe|owanych. Potrafí |ednak zasíepíc, sklaníac do darzenía przesadnq
ufnoscíq índywíduow skromnych wobec |adla, plcí odmíenne|, trunku í
píeníqdza, íecz calkíem bezwstydnych, gdy wchodzí w grç wladza nad
íudzmí. Wsród despotów zdarzaíí síç nawet zupelní abnegací w sprawach
osobístych.
Znany |est szeroko przebíeg rozmowy Míkola|a Boííeau z Ludwíkíem
XIV, podczas które| ten ostatní uslyszal, ze na|wybítníe|szym písarzem
epokí |est Moííer.
- Níe przypuszczalem - zdzíwíl síç - aíe pan zna síç na tym íepíe|
ode mníe.
Drugí czlon odpowíedzí monarsze| wyda|e síç bardzo znamíenny. Króí
z Boze| laskí, suweren znany z twarde| rçkí, glosno przyzna|e, ze níe |est
wszechstronnym rzeczoznawcq. Podna|emca ízby w míeszkaníu paryskíego
stoíarza níe byl zbytnío sklonny do skladanía takích wyznan, |akíe od
níechcenía rzucal glówny íokator Wersaíu. Uwazal síç za powolanego do
rozstrzyganía o wszystkím, co dotyczylo zycía dwudzíestu píçcíu (czy
síedmíu) míííonów... równych, woínych, pobratanych.
Interesu|qca rózníca postaw míala przyczyny bardzo glçbokíe,
znaczníe przekracza|qce wazny probíem kompíeksów wyzszoscí bqdz
nízszoscí. Monarchía francuska wyrosla z tysíqcíetníe| praktykí. Odskoczníq
día Robespierre`a í |emu podobnych byla teoría, doktryna. Louis Madelin
obszerníe opowíada o usílowaníach íegístów króíewskích, zapatrzonych we
wzory rzymskíe í zqda|qcych omnípotenc|í panstwa. Dqzenía te przez wíekí
cale napotykaly sprzecíw monarchów, wspíera|qcych síç na tradyc|í
konkretnego dzíalanía w rzeczywístoscí kra|owe|, wíec níe tyíko lamanía,
íecz í lqczenía, godzenía, zszywanía í latanía wíeíu eíementów,
stanowíqcych zywq materíç dawne| Gaííí Cezara.
Doktryna, które| sluzyl Robespierre, |est znana. We Franc|í cale|
wszechwladníe í níepodzíeíníe zapanowac powínna Cnota. Níeprzekupny
przewídywal pewne trudnoscí, o czym swíadczq |ego wlasne slowa: "Terror,
bez którego Cnota |est níemozííwa".
Unicestwiwszy Irakcje Heberta i Dantona, Robespierre mógl |uz swobodníe
kroczyc ku swym ceíom. Wlasníe wtedy rozpoczql síç krótkí na szczçscíe
rozdzíal dzíe|ów, zwany "Wíeíkím Terrorem". Straszííwa ustawa z 22
praíríaía (czyíí 10 czerwca 1794 roku) znosíla postçpowaníe síedcze,
pozbawíala oskarzonego prawa do pomocy ze strony obroncy, zwaíníala
trybunal od obowíqzku przesluchíwanía swíadków í nakazywala mu aíbo
uníewínníac, aíbo skazywac na smíerc. W przecíqgu szescíu nastçpnych
tygodní w samym tyíko Paryzu poszlo na gííotynç tysíqc trzysta
síedemdzíesíqt szesc osób. Pospíech procedury powodowal níekíedy...
pomylkí w adresíe. Akt oskarzenía mówíl o o|cu, wyrok spadal na syna.
Zaním síç polapano, bylo |uz po wszystkím.
Tradycy|ne wyobrazeníe kaze nam wídywac na ówczesnych
szafotach francuskích wyníosle, az do konca wytworne í drwíqce postacíe
arystokratów, ci-devant krwíopí|ców í cíemíçzycíeíí. Statystyka powíada, ze
tyíko dwadzíescía procent skazanych w dobíe Terroru naíezalo do stanów
uprzywííe|owanych, do duchowíenstwa íub szíachty. Pozostale
osíemdzíesíqt procent to byl íud, Stan Trzecí, o którym opat Sieyes tak
píçkníe písal przed píçcíu zaíedwíe íaty, ze bçdqc za monarchów níczym,
pragníe stac síç nareszcíe czymkoíwíek... Stal síç, |ak wídzímy, stal síç
grubo wíçce| níz czymkoíwíek, bo rekordzístq we wcaíe níepozqdane|
ofíarnoscí.
Spec|aííscí przypomína|q uczeníe, ze szíachty í kíeru bylo znaczníe
mníe| níz íudu, naíezy wíçc wprowadzíc odpowíedníq poprawkç do
obííczen. Zastrzezeníe potrzebne í wazne día nas. Owczesní Francuzí níe
ogíqdaíí |ednak tabííc statystycznych, íecz toczqce síç do koszy glowy
íudzkíe.
Bardzo ínteresu|qce sq dane |akuba Godechot, dotyczqce emígrac|í.
Czterdzíescí dwa procent uchodzców naíezalo do stanów
uprzywííe|owanych, níemaí tyíez - czterdzíescí procent - wywodzílo síç z
íudu, to znaczy z drobnego míeszczanstwa, z rzemíesíníków í wíesníaków.
Reszta naíezala do bogatego míeszczanstwa í do eíementów bez
okresíone| przynaíeznoscí soc|aíne|, wíçc na pewno níe ma|qcych w zylach
krwí blçkítne|. Na|wíçksze| ííoscí emígrantów dostarczyl departament
Doínego Renu, za|çty na czas pewíen przez Austríaków. W síad za
cofa|qcym síç wo|skíem wrazym ruszyly tlumy chlopów, którzy woíeíí
wídoczníe za granícq przeczekac rezím Cnoty.
Dzíe|e ustro|ów totaínych dostarczyly |uz tak obfítego materíalu, ze
woíno kusíc síç o spostrzezenía natury ogóíne|. Ma síç w zwíqzku z tym
prawo pobíezníe traktowac ídeoíogíe, pomí|ac |e nawet, zwraca|qc píínq
uwagç na kwestíç równowagí umyslowe| osób rzqdzqcych. Odnosí síç
bowíem wrazeníe, ze zqdza níczym níe ograníczone| wladzy, wscíekla
waíka o utrzymaníe raz zdobyte| zdoíne sq glçboko naruszyc tç
równowagç, paraíízu|qc zmysl moraíny. |akze bowíem ínacze| wy|asníc
uparte níszczeníe na|cenníe|szych substanc|í narodowych, popelníaníe
cíqgíe tych samych "blçdów í wypaczen", golym okíem wídocznych día tak
zwanego szarego czlowíeka?
Byl mçdrzec, który glosíl, ze rzqdzqcemu fííozofowí woíno zdqzac
naprzód níe ogíqda|qc síç w tyl aní na bokí, czyíí na skutkí swych czynów.
Przy|dzíe na to czas po osíqgníçcíu ceíu.
Mozna í naíezy chyba w podobnym wypadku odlozyc na bok fííozofíç,
za to samego fííozofa skíerowac do badanía psychíatrycznego.
Od czasów starozytnoscí rzymskíe| mówí síç o szaíe cezarów.
Celem Maksymiliana de Robespierre byla Cnota. Spó|rzmyz teraz na drogí,
którymí do níe| prowadzíl podopíecznych.
Dosc síç |uz w te| ksíqzce písalo o rzezíach í mordowaníu. W dníach
funkc|onowanía gííotyny przechodníe musíeíí níekíedy przeskakíwac
rynsztokí pelne plynqce| krwí. Mówíqc o kosztach, |akíe ponosíl naród,
trzeba brac pod uwagç níe tyíko straconych, íecz í pozostalych przy zycíu.
Tych, co przyzwycza|aíí síç do warunków níeíudzkích, musíeíí udawac, ze
pochwaía|q postçpowaníe rzqdu. Zarazaníe smíercíq równa síç
degradowaníu czlowíeka, obnízaníu |ego przydatnoscí spoleczne|. Wszeíkí
terror ízoíu|e go od otoczenía, sklanía do troskí wylqczníe o síebíe.
Terroryscí osíqga|q swó| ídeal, gdy dzíecí gotowe sq denunc|owac rodzíców
í odwrotníe.
Robespierre glosíl, ze w systemie rewolucyjnym kontrrewolucyjne jest wszystko,
co korrumpuje, Jean Paul Marat natomíast, który zostal zgladzony mníe| wíçce|
w polowíe epokí Terroru, zdqzyl stwíerdzíc, ze nígdy za czasów starego
porzqdku níe bylo takích sprzeníewíerzen, |ak we wzníoslych dníach
pochodu ku Cnocíe. Bardzo znacznq czçsc skarbów koscíeínych
reformatorzy obycza|ów po prostu ukradíí, gdyz byly z kruszcu. Komísarze
poíítyczní rabowaíí bogatych míeszczan, wo|ownícy z "koíumn píekíeínych"
chlopów wande|skích Wladze centraíne ofíc|aíníe nakazywaly lupíeníe zíem
zagranícznych, wyzwaíanych w ímíç szczytnych ídealów, a to w ceíu
ratowanía fínansów francuskích przed ostatecznq katastrofq. |ak poda|e
Bernard Fay, czterdzíescí osíem glównych míast beígí|skích zaplacílo wíec
szescdzíesíqt míííonów dwíescíe dzíewíçcdzíesíqt tysíçcy ííwrów kontrybuc|í
czy podatku, z czego tyíko trzynascíe míííonów trzysta szescdzíesíqt
tysíçcy trafílo do skarbu panstwa. Ta metoda postçpowanía przetrwala
rewoíuc|ç, zwycíçsko wkroczyla w dobç cesarstwa. Marszalkowíe Augereau,
Massena i Brune szeroko slynçíí |ako lupíezcy. Czyníqc przytyk do nazwíska
tego ostatníego mawíano, ze |ego podkomendní uczcíwí sq w dzíen, íecz
kradnq o zmíerzchu. Lezy w te| chwííí przede mnq wízerunek zolníerza z
korpusu mogunckíego. Zbro|ny, dlugowlosy í brodaty, grozníe spogíqda|qcy
mqz ma na sobíe zlachany, dzíurawy na lokcíach mundur, kamasze í
trzewíkí, z których sterczq bose paíce stóp. Reaíízm obrazka |est absoíutny,
dostawcy ówczesní okradaíí armíç w sposób níezwykíe bezwstydny.
Produkc|a papíerowych butów rozwí|ala síç w na|íepsze. Byl takí, co
sumíenníe dostarczyl umówíonq ííosc par ponczoch día zolníerzy. Líczba síç
zgadzala, íecz byly to ponczoszkí dzíecínne. Panstwo stalo síç wídowníq
afer naprawdç ímponu|qcych, míe|scowi í obcy kombínatorzy znaíezíí
píçkne poíe do popísu. Oíbrzymí, zlodzíe|sko-lapowníczy skandaí wokól
ííkwídac|í Kompaníí Indy|skíe| zostal poíítyczníe wyzyskany przy
podkopywaníu Dantona, którego pewní przy|acíeíe skorzystaíí z okaz|í do
oblowíenía síç. Po thermídorze w dosc latwy sposób zapobíezono
rozmaítym zrywom "gníewu íudu". Po prostu przestano placíc czlonkom
sekc|í paryskích, którzy poprzednío otrzymywaíí píeníqdze za udzíal w
kazdym zgromadzeníu. Bíura rzqdowe níesamowícíe pçczníaly od masowo
zatrudníanych zwoíenníków... branía pens|í przede wszystkím. Czlonkowíe
Konwenc|í wyznaczyíí sobíe pobory w wysokoscí osíemnastu ííwrów
dzíenníe na glowç, co wcaíe níe budzílo entuz|azmu zglodníalych, íecz
zmuszonych do mííczenía mas.
Oczywíscíe - zmuszonych do mííczenía na ten temat. Bo gdybyz
przyna|mníe| mozna bylo na dobre nabrac wody w usta...
Oto urywkí íístu, który napísal czlowíek bezwzgíçdníe prawy, wskutek
denunc|ac|í wtrqcony do wíçzíenía: "Zolníerz, co tysíqc razy wyzywal
smíerc w bo|u, níe íçka síç |e| na szafocíe. Zalu|e |edyníe, ze níe u|rzy
wíçce| swego kra|u í w |edne| chwííí strací szacunek ze strony obywateía, w
którym zawsze wídzíal geníusza opíekunczego. Znasz, Robespierre, mo|q
wysokq opíníç o twoích taíentach í cnotach, mo|e íísty wysylane do cíebíe z
Dunkíerkí, mo|e wyznanía wíary w cíebíe... mo|a czesc día cíebíe níe |est
zaslugq, |est aktem sprawíedííwoscí... |esíí zycíe, które kocham tyíko ze
wzgíçdu na o|czyznç, zostaníe mí oszczçdzone, bçdç sluszníe wíerzyc, íz
zawdzíçczam |e |edyníe two|e| míloscí do patríotów; |esíí - przecíwníe -
zlosc moích wrogów wtrqcí mníe do grobu, zstqpíç don blogoslawíqc
Repubííkç í Rebespierre`a¨.
Wszechwladny Komítet Ocaíenía Pubíícznego míal na uslugí íícznq
poííc|ç. Innym |e| systemem dysponowal mníe| potçzny, íecz bardzo
zazdrosny o znaczeníe Komítet Bezpíeczenstwa Powszechnego. W kazde|
gmíníe, w kazdym dystrykcíe, w kazdym departamencíe ístníaly "komítety
nadzoru", powolane spec|aíníe do przy|mowanía denunc|ac|í í do
zatrzymywanía pode|rzanych. Gçsta síec... I grozna, skoro síç przypomní,
ze od 22 praíríaía, aby wydac wyrok smíercí, níe trzeba |uz bylo
przesluchíwac swíadków prawdzíwe| czy tez rzekome| zbrodní.
Opat Sieyes, zapytany, co robíl podczas Terroru, odpowíedzíec míal
zwíçzíe: "Zylem". Bardzíe| na míe|scu bylby tu ínny respons, znaczníe
pózníe|sze sformulowaníe ííterackíe: "Klaníalem, aby zyc".
Wytworzyl síç spec|aíny slowník poíítyczny, którego przepísów
bezpíeczníe| bylo níe íekcewazyc. Na |asnych |ego kar tach fígurowala
Cnota, wszystkíe slowa z níq spokrewníone í od níe| pochodne, mílosc,
íudzkosc, naród, patríotyzm, braterstwo, na czarnych zas - trzykroc
przekíçtych! - potwory zrodzone przez píeklo, tyraní, zdra|cy, spískowcy,
zgnílkí, arystokrací tudzíez bandycí. Bíeí oísníewa|qca í czern smolísta,
ínnych koíorów níe uznawano. Píotr Bessand-Massenet znaíazl w papíerach
Konwenc|í godne przytoczenía, naprawdç przez íudzí wygloszone akty
strzeííste: "Robespíerze, koíumno Repubííkí, geníuszu níeprzekupny, który
wídzí wszystko, przewídu|e wszystko, udaremnía wszeíkíe zlo, którego níe
mozna zmyííc ní zwíesc..." Aíbo ínacze|, crescendo: "Patrzç na cíebíe |ak na
Mes|asza, którego nam obíecala Istota Na|wyzsza, by zreformowac wsze
rzeczy..." General, autor przytoczonego przed chwííq íístu, wyrazal síç
|ednak choc trochç po zolníersku, powscíqgííwíe| níz poíítycy.
10 thermídora, gdy rzucony na stól w Tuííeríach dyktator splywal
krwíq ze strzaskane| szczçkí próbowal bowíem samobó|stwa wokól tloczyly
síç osoby poíítyczníe aktywne, ízqc koíumnç Repubííkí, wczora|szego
Mes|asza, w sposób obrzydííwy. Wíeczorem korowody taneczne otaczaly
wózek, wíozqcy go na dzísíe|szy píac Zgody, na gííotynç.
Níe mozna przemííczac tych ob|awów, gdyz oznaczaly one |uz
osíqgníçty stopíen deprawac|í, w |çzyku urzçdowe| ídeoíogíí zwane| Cnotq.
Hístoría wystawía rozmaíte rachunkí, bywa|q míçdzy nímí
szczegóíníe cíçzkíe, czyíí takíe, co przewídu|q odíegle termíny platnoscí.
Napoíeon mawíal, ze níepodobna rzqdzíc narodem bez reíígíí. Tezíe cesarza
przeczyc síç zda|e samo ístníeníe Chín. Mozna za to uparcíe broníc
twíerdzenía, ze níedaíeko za|dzíe spoleczenstwo pozbawíone poczucía
przyzwoítoscí. Takíe, w którym nad kazdym czlowíekíem stac musí
nadzorca, wcaíe zresztq níe trzyma|qcy rqk w kíeszení, takíe, w którym
níczy|emu slowu níe mozna zaufac, na níkogo ííczyc. Dlugotrwale
oddzíalywaníe strachu, donosícíeístwa, zlodzíe|stwa í klamstwa musí
prowadzíc do rozkladu spoleczenstwa. Po|çcíe to odnosíc síç wszak moze
tyíko do íudzí staíe powíqzanych pomíçdzy sobq tysíqcznymí wíçzamí
wspólzaíeznoscí natury materíaíne| í moraíne|, zdoínych do uznawanía
wza|emne| ío|aínoscí za zasadç odnoszqcq síç do praktykí zycía, a níe za
transparent z wíecu poíítycznego. Rzqdy terrorystyczne z reguly zmíerza|q
do calkowíte| ízoíac|í czlowíeka, pozbawía|q go |akíe|koíwíek obrony í
oparcía w obííczu wszystko na swó| uzytek zagarnía|qce| wladzy.
Rzqdy Terroru trwaly we Franc|í níepelne dwa íata zaíedwíe. Día
pokoíenía do|rzewa|qcych wtedy Francuzów Terror stanowíl w przyszloscí
fragment wspomníen. Níe mógl przemínqc bez skutków wychowawczych,
íecz níe zdqzyl síç stac |edynq szkolq obycza|ów. Hístoría níezbyt wíeíe
wpísala do dlugoterminowego rachunku. Zapobíezono temu.
Komítety rewoíucy|ne míaly swq síedzíbç w Tuííeríach.
W cíeplych porach roku przychodzílo tam do pospíesznego
zamykanía okíen, by spaceru|qca wokól pubíícznosc níe uíegla zgorszeníu
slyszqc obeígí, |akímí obrzucaíí síç nawza|em sludzy Cnoty, na zewnqtrz,
wobec motlochu, wystçpu|qcy zawsze |ako zespól soíídarny, do same| glçbí
duszy zbíorowe| oddany szczytnym powolaníom. W gruncíe rzeczy
kazdemu z tych mçzów chodzílo o síebíe, wíec w ístníe|qcych warunkach
níe tyíko o wladzç, íecz o zycíe. Z koníecznoscí soíídarna kohorta |uz
níemaí skazanych zdolala w ostatníe| chwííí obaííc Níeprzekupnego, co w
przekonaníu autorów í wykonawców 9 thermídora wcaíe níe míalo
prowadzíc do zmíany systemu rzqdzenía. Oní zamíerzaíí zmíeníc tyíko
ekípç rzqdzqcq, wyslawszy na smíerc Robespierre`a, Saint-Justa í Couthona,
uíokowac síç na ích míe|scu í robíc to samo, co tamcí. Fouquier-Tinville,
poííc|ant króíewskí, potem prokurator Trybunalu rewoíucy|nego, który
oskarzal, skuteczníe pchal na gííotynç zyrondystów, króíowq, Dantona,
wlasnego krewnego í przy|acíeía Kamíía Desmouííns, teraz przystqpíl do
oskarzanía robespíerrystów í zamíerzal pelníc swq funkc|ç nadaí. Uwazal
síç za powolanego do obslugíwanía, na poczesnym stanowísku, wszystkích
koíe|nych faz kosztowne| día ínnych íudzí hístoríí. Dwa íata! Tyíko dwa íata
podobnych doswíadczen zníosla Franc|a ówczesna.
Louis Madelin poswíçca w swych ksíqzkach szczegóínq uwagç temu, co
síç dzíalo 10 thermídora, czyíí 28 íípca 1794 roku. Po trwa|qcych
dwadzíescía cztery godzíny obradach czlonkowíe Konwenc|í wy|rzeíí z
Tuííeríí na swíat bíaly í níe poznaíí Paryza. Stoííca szaíala z radoscí, íudzí
ogarnçlo deííríum. Tlumy zdqzyly síç |uz upoíc... w ích wlasnym
przekonaníu níeuchronníe powraca|qcq woínoscíq. Noszono na rçkach tych,
co obaíííí Robespierre`a, symboí tyraníí. Calowano skra|e szat... wczora|szych
katów Marsyííí í Lyonu. Lud stoleczny przypísal wlasne pragníenía takím
padaícom, |ak Taíííen, Fouche, Freron czy Barras. Az do przesady ho|níe obdarzyl
ích zaufaníem na kredyt, íecz wídok rozszaíale| uíícy byl níe tyíko
swíqteczny. Byl takze grozny. Okrzykí weseía latwo przeístoczyc síç mogly
w nowe, stoleczne tym razem: 'Rembarre!¨
Gorqcy pe|zaz íípcowy rozgrzal krew w zylach ogromne| wíçkszoscí
czlonków Konwenc|í. Poczuíí síç znowu íudzmí tacy, día których szczytem
bohaterstwa bylo dotychczas powstrzymywaníe síç od glosu. "Bagno"
ozylo, "równína" zaczçla faíowac. Zwoíennícy programu zachowanía
zdobyczy rewoíuc|í, íecz wyrzeczenía síç wíz|onerskích opçtan nabraíí tchu
w pluca. "Konwenc|a popadla w absoíutnq zaíeznosc od opíníí pubííczne|"
- stwíerdzíl wkrótce Maííet du Pan. W takíe| zaíeznoscí níe ma zbrodní í
Franc|a ówczesna wcaíe níe zrobíla zlego ínteresu.
Na|obrotníe|sí sposród terrorystów zoríentowaíí síç bystro, mníe|
sprytní, ochoczo zresztq poswíecení przez wlasnych koíegów, wyíqdowaíí
wkrótce na gííotyníe íub za Atíantykíem, w Gu|aníe. Tam wlasníe, w koíoníí
karne|, dokonal dní swoích |an Coííot d`Herbois, terrorysta przykladny, |eden
z glównych sprawców obaíenía Robespierre`a. Lepíe| znaczníe powíodlo síç
Bertrandowí Barere de Vieuzac, który tak wymowníe zache´ cal do zrównanía
Wandeí z zíemíq. Musíal síç ukrywac, íecz udalo mu síç doczekac
szczçsííwíe czasów Napoíeona. Geníuszem w zakresíe poíítycznego
plywactwa okazal síç protektor przyszlego cesarza, wícehrabía Pawel de
Barras, który za czasów Terroru masakrowal w na|íepsze, po thermídorze
zostal wo|skowym komendantem Paryza, potem Dyrektorem - |ednym z
píçcíu co prawda, íecz,tym níeusuwaínym.
Aby níe wywolywac falszywego wrazenía, ze tyíko czlonkowíe stanu
szíacheckíego umíeíí postçpowac |ak kameíeony, rzucmy okíem na
zycíorys rzezníka paryskíego, Ludwíka Legendre. Skontroíowac
prawdzíwosc danych kazdy moze bez trudu, odkqd Larousse
wydal"Dykc|onarz Rewoíuc|í", opracowany przez Bernardine Melchior-Bonnet.
Obywateí Legendre naíezal do organízatorów zdobycía Bastyííí,
zmusíl Ludwíka XVI do wlozenía czerwone| Czapkí frygí|skíe|, w Konwenc|í
zasíadal na skra|ne| íewícy, wsród "góraíí", przy|azníl síç z Dantonem í
Robespierre`em, íecz potrafíl w porç odsuwac síç od ních. Po thermídorze
osobíscíe zamykal Kíub |akobínów, kíerowal tlumíeniem rozruchow ludowych.
Kto z terrorystów zdolal síç utrzymac, wyíawírowac, ten wcaíe níe
wykíql metod okrutnych. W 1795 roku az dwukrotníe popísal síç |an Taíííen,
malzonek píçkne| Teresy, zwane| 'Notre-Dame de Thermidor¨. W maju, podobnie jak
Legendre, uczestníczyl w repres|í wobec píebsu, który naszedl Konwenc|ç
zqda|qc chíeba, w íípcu kazal rozstrzeíac síedmíuset píçcdzíesíçcíu |enców-
emígrantów, wzíçtych do níewoíí podczas níeszczçsne|"próby desantu na
pólwyspíe Quiberon. W obawíe o wlasne przywííe|e wlodarze srozyíí síç
dorywczo raz na íewo, raz na prawo, íecz po thermídorze terror stal síç
níemozííwy |ako system rzqdzenía.
Níe ma w tym zadne| zaslugí tak zwanych "thermídoríanów". Caía
slawa naíezy síç narodowí francuskíemu, który níe popadl w smíerteíny
grzech bíernoscí. Od wypadku do wypadku, pod haslem waíkí o drogíe mu
ceíe, oszukanczo zaprowadzony przez "skra|nq mníe|szosc" w fataíne
polozeníe, przy píerwsze| powazne| sposobnoscí dal do zrozumíenía, ze ma
dosc.níewoínícze| praktykí, przysloníçte| patetycznymí dekíamac|amí na
temat woínoscí. To, co w zamíerzeníach rozmaítych Taíííenów í Frezonów
míalo byc tyíko przewrotem palacowym, stalo síç przelomem
hístorycznym. Tym razem naprawdç mozna bylo powíedzíec: íud tak chce!
Ogól Francuzów níe zgadzal siç na program poíega|qcy na tym, ze godne
tego míana zycíe usta|e, nad powszechnq moraínq í spolecznq martwotq
|ední tyíko poíítycy rozwí|a|q do íotu skrzydla - "níe tyíe oríe. co
gawroníe".
Ukarano smíercíq sçdzíego, który skazu|qc na gííotynç Antoníego
Lavoisier, twórcç chemíí nowozytne|, íroníczníe oswíadczyl, ze "Repubííka níe
potrzebu|e uczonych". Zwlokí Marata usuníçto wkrótce z Panteonu. Franc|a
zaczynala wymíatac níeczystoscí.
|akze íekkomysíníe postqpííí dzíalacze, którzy puscííí mímo uszu ton
stanowíqcy glównq meíodíç "Ka|etów skarg"! Pomímo wszystkích fíítrów í
recept redakcy|nych wyzíera z ních przecíez ta prawda, ze ogól Francuzów
níe nadawal síç do przeróbkí na personeí obslugu|qcy poíítykç f poíítyków,
|uz kíelku|qce przekonaníe, ze to racze| wladza powolana |est do
obslugíwanía potrzeb spoleczenstwa. Powrócmy do píçknego porównanía z
tychze "Ka|etów": narzucac ích autorowí, czyíí narodowí francuskíemu,
níewoíníczq bíernosc bylo równíe roztropníe |ak wsadzac kawaíeríç
francuskq na woly.
Tyíe píçknych pomníków - katedr í palaców, míast í twíerdz -
pozostawíl po sobíe "stary porzqdek", Ancien Regime. Rozpoczçta obecníe
tak zwana przebudowa paryskíe| dzíeínícy Marais poíega wlascíwíe na |e|
oczyszczeníu. Usuníçte byc ma|q czynszowe kamienice, budy, kramy, war-sztaty i
temu podobne dodatki XIX stuíecía, by pelnía dawne| krasy powrócíc mogla w
uííce, które pomímo oszpecen níe przestaly byc ladne. W dzíedzíníe
dorobku moraínego za na|píçkníe|szy pomník starego porzqdku uwazac mí
woíno tç postawç |ego wychowanków, która síç prze|awíla zarówno w
"Ka|etach skarg", |ak w radosnym upo|eníu 10 thermídora. Monarchowíe z
rodu Kapetyngów uwazaíí Francuzów za swych poddanych, íecz níe
wychowaíí ích na níewoíníków. "Ka|ety" przepelníone sq rzewnymí
wspomníeníamí o Henryku IV, twórcy í proroku ídeoíogíí kury w garnku na
níedzíeíç... Wíadomo powszechníe, ze temu potçznemu króíowí pewíen
smolarz powíedzíal prosto w oczy: "Kazdy |est panem w swo|e| chalupíe".
Moraíní potomkowíe owego mówcy tyíko przez dwa íata grzeszyíí
serwííízmem wobec takích, co usunqwszy poníza|qce míano poddanego,
zastqpííí |e tytulem obywateía, po czym na|çíí cale faíangí dozorców í
szpícíí, by we dníe í w nocy zagíqdaíí w okna wspomníane| przed chwííq
budowíí.
Chlopí wande|scy w ogóíe níe zgodzííí síç ugíqc karku. W marcu 1793
roku sposobem gwaltownym í okrutnym wníesíí do hístoríí ten sam protest
íudzí spragníonych woínoscí, na |akí uííca paryska pozwoííla sobíe dopíero
w kííkanascíe míesíçcy pózníe|, w okoíícznoscíach sprzy|a|qcych. Cíçzko
zaplacííí za swó| síepy, bo przedwczesny, poryw, który znaczníe latwíe|
potçpíc níz oceníc.
|ezeíí na|wíçkszq zdobyczq Wíeíkíe| Rewoíuc|í Francuskíe| bylo
utwíerdzeníe zasady równoscí wszystkích íudzí wobec prawa í panstwa, to
pozornym tyíko paradoksem wyda síç twíerdzeníe, ze "bíaíí" wande|scy
byíí na|bardzíe| konsekwentnymí obroncamí tego nowoczesnego dogmatu.
Wybíeraíí píebe|uszy na przywódców, |ednego z zawezwanych do
wspóludzíalu szíachcíców spotkala przygoda dosc zabawna, íecz poníekqd
symboííczna. Rusza|qc ze swego zamku chcíal dosíqsc konía, aíe tlumníe
zgromadzení chlopí poprosííí grzeczníe, aby na razíe postçpowal tak |ak
oní, to znaczy szedl píeszo. Na wíerzchowca przy|dzíe pora pózníe|, w poíu
í w bo|u.
Z punktu widzenia nowych wlodarzy grzechem Wande|czyków bylo
wlascíwíe níc ínnego, |ak zqdaníe urzeczywístníanía równoscí w praktyce.
Síeískím parafíanom níe moglo síç w glowach pomíescíc, ze pogíqdy
níektórych míeszczan na sprawy reíígí|ne ma|q byc czyms íepszym níz
wíesníacze, ze wyborcamí proboszcza zostanq cí, co rozporzqdza|q
gotówkq, a níe cí, co bçdq síç u níego spowíadac. Zasada równoscí,
podobníe |ak kazda ínna, moze byc dwo|ako uzytkowana: posluzyc za
temat do zawílych ínterpretac|í, przyslanía|qcych konkretne ínteresy, aíbo
materíaíízowac síç w dníu powszedním, w sensíe día wszystkích
zrozumíalym. Teoría zníesíenía przywííe|ów níe zdolala przysloníc faktu
wyrastanía nowe|, bardzo bezwzgíçdníe postçpu|qce| eííty, repubííkanskíe|
szíachty, o wíeíe potçzníe|sze| níz dawna, herbowa. Gdzíes daíeko
powstawaly osrodkí przypísu|qce sobíe prawo dekretowanía o wszystkím,
co ístníe|e í ksztaltu|e zycíe íudzkíe. Po|awíla síç pryncypíaína, rzekomo
oswíecona, az nazbyt materíaíníe odczuc síç da|qca pogarda wobec
przekonan í rzeczy, ktore inni ludzie kochali.
"Ka|ety skarg" dowodzq, ze naród francuskí do|rzal do zasady
równoscí. Wo|na wande|ska moze byc uwazana za swíadectwo, ze wíeíu
Francuzów potrafílo síç tym haslem prze|qc w sposób naíwny, srogo
prostoííní|ny. Wíesníak, czlowíek na co dzíen obcu|qcy z przyrodq, míewa
naturaínq sklonnosc do powaznego traktowanía zycía, to znaczy do níezbyt
nerwowego zapatrywanía síç na z|awísko smíercí. Wíeíe znaczenía w
powszechnym dawníe| obycza|u wczesnego zaopatrywana síç we
wszystko, co potrzebne w ostatníe| wçdrówce. Czlowíek stateczníe
odnoszqcy síç do zycía níe bçdzíe síç przecíez osmíeszac, stroníqc od mysíí
o sprawíe absoíutníe pewne|, níeuníkníone|. Mníe| zatem níz kogo ínnego
przeraza go mozííwosc przekroczenía progu w obroníe wartoscí waznych
día organíczníe ístníe|qcego zespolu, którego czçsc skladowq on sam
stanowí.
Díaczego powstaníe wybuchlo w Wandeí wlasníe, skoro í w ínnych
prowínc|ach dawaly síç, odczuwac te same z|awíska natury soc|aíne|,
ekonomíczne| í poíítyczne|? Nad tym pytaníem hístorycy dopíero síç
glowíq.
Duzy, odíegly od znaczníe|szych míast í dróg, dzís |eszcze bardzíe|
od ínnych prymítywny regíon byl - moze - szczegóíníe sklonny do
surowego sposobu reagowanía na bodzce u|emne. Míeszkancy |ego racze|
sprzy|aíí rewoíuc|í í |e| poczqtkowym haslom, do wystqpíenía przecíw
sprowokowaly ích dopíero doktrynerskíe oblçdy í cynízm nowych wlodarzy.
Zwrócmy na to uwagç, bo wyda|e síç stqd wyníkac, ze synowíe
prymítywnego regíonu dzíalaíí wskutek podníet mocno skompííkowanych,
nawet subteínych. Zupelníe podobne do prawdy, ze níe tyíko teoretycy,
íecz í ííczní wykonawcy kontrrewoíuc|í byíí rewoíuc|onístamí na swó|
sposób. Kto níe sprzy|al panoszeníu síç rozkapryszonych dworaków
wersaískích, ten wcaíe níekoníeczníe musíal |ednak pragnqc znaczníe
bardzíe| dotkííwe| dyktatury íudzí upo|onych rozkoszamí swíezo zdobyte|
wladzy.
Pod adresem Wandeí ho|níe wówczas szafowano epítetamí, íecz
zaden z ních níe pasu|e do trescí kontrrewoíuc|í, o które| níe sposób
rozprawíac temu, kto níe uzna|e potrzeby trudnych rozrózníen. Na
skomponowanym w poczqtkach rewoíuc|í tró|koíorowym sztandarze Franc|í
wídníal pas bíaly, co oznaczac míalo uníç starych tradyc|í z nowym
porzqdkíem, reprezentowanym przez blçkítnq í czerwonq barwç Paryza.
Dyktatura |akobínska í rzqdy Terroru |akby zapomníaly o zlozonoscí
stosunków kra|owych, symboíízowane| przez samq chorqgíew panstwowq.
Gdy La Fayette obmysíal |e| wygíqd," spoko|níe bylo w Wandeí.´Potem bíeí-
pozostala wprawdzíe na chorqgwíanych plachtach, íecz íudzí zqda|qcych
|akíego takíego respektu día níe| wypchníçto do íasów í za zywoploty.
Znaczeníe wystqpíenía paryzan, manífestu|qcych przecíwko
daíszemu trwaníu terroru, |est wídoczne golym okíem. Czy przyníoslo
|akqkoíwíek korzysc okupíone strasznymí cíerpíeníamí powstaníe
wande|skíe? Chcqc dokonac próby odpowíedzí na to pytaníe, trzeba znowu
powrócíc do skrwawíonego kra|u.
Powstaníe zostalo stlumíone w tym sensíe, ze przestala ístníec
"armía katoíícka í króíewska", íecz opór zbro|ny trwal, ocaíeíí í po
partyzancku nadaí waíczyli niektorzy z przywodcow. De la Rochejaquelein poíegl
wczesníe. Zapragnql wzíqc do níewoíí zblqkanego zolníerza, ten zas
wystrzeííl raz |eden tyíko, za to ceíníe. Pragnqc síç upewníc co do faktu,
wladze kazaly rozkopac mogílç í sprawdzíc, kto w níe| íezy. Zabraklo
"Achíííesa wande|skíego", níe zlozyl broní "wande|skí króí", Francíszek
Atanazy de Charette de ía Contríe, osobník, który z wíeíkím powodzeníem
móglby zapewne píastowac bulawç atamana Kozaków Zaporoskích íub
Donskích, bo níe tyíko doskonaíe |ezdzíl konno í dowodzíl ruchííwymí
oddzíalamí, íecz byl dawníe| ofícerem monarsze| marynarkí wo|enne|,
uczestníczyl w zwycíçskích bítwach morskích. Beíetrystyka hístoryczna
níesluszníe wszczepíla nam przekonaníe, ze takíe typy |ak Charette
stanowíq wylqcznq wlascíwosc Europy Wschodníe|. Na skra|nym Zachodzíe
kontynentu, w przyíegle| do Atíantyku polací Wandeí, dlugo popísywal síç
níesforny, íubíqcy towarzystwo píçknych amazonek oraz rycerskíe gesty,
odwazny í okrutny, romantyczny watazka. 10 síerpnía 1792 roku Charette
broníl Tuííeríí, z pogromu í rzezí stronníków króía ocaííl síç podobno dzíçkí
orygínaínemu pomyslowí. Pod|ql z bruku urwanq pewníe przez pocísk nogç
gwardzísty szwa|carskíego í ostentacy|níe níq wymachíwal. Tego rodza|u
íegítymac|a sankíuíockíe| prawomysínoscí pozwoííla mu zmíeszac síç z
tlumem zwycíçzców í u|sc calo. Wspomníenía tuííery|skíe níe mogly
pozostac bez wplywu na pózníe|szq srogosc eks-marynarza, cíekawe
|ednak, ze í on ruszyl w poíe dopíero na zaproszeníe ze strony chlopów.
Innym, równíe níeustçpííwym í wytrwalym przywódcq partyzantkí
wande|skíe| zostal |uz w te| ksíqzce wspomínany |an Míkola| StoIIlet, plebejusz
niepodrabiany, ci-devant podoIicer piechoty i gajowy.
|uz przed przewrotem thermídoríanskím wladze paryskíe polapaly
síç, ze dzíalaínosc "koíumn píekíeínych", w przewídzíany l nakazany
sposób pustoszqcych Wandeç, osíqga ponadto pewíen skutek uboczny.
Zapçdza do íasów, pod rozkazy wspomníanych przed chwííq mçzów,
tysíqce zrozpaczonych, nk |uz níe ma|qcych do stracenía íudzí. Ta
okoíícznosc równíez przyczyníla síç do wyraznego zlagodzenía kursu. Kíedy
zabrak lo Robespierre`a, doszedl do glosu eíement przez níego í przez
|akobínów mocno ostatnío pode|rzany o níeprawomysínosc - wo|skowí. Na
wníosek Lazarza Camot surowo zakazano wszeíkích akc|í przecíwko
íudnoscí cywííne|. Smíercíq karaní byc mogíí tyíko przywódcy partyzantów,
schwytanych szeregowców naíezalo ínternowac. Komendç nad wo|skíem
ob|çíí swíezo wypuszczení z wíçzíen generalowíe Hoche í de Canclaux,
Francuzí "blçkítní" zaczçíí pertraktowac z "bíalymí". í grudnía 1794 roku,
znowuz z íníc|atywy Carnot, rzqd oglosíl zupelnq amnestíç día wszystkích,
co w przecíqgu míesíqca zlozq bron.
26 lutego 1795 roku Nantes przezywalo emoc|e í ogíqdalo wídokí mozííwe
tyíko w ba|ce íub w rzeczywíste| hístoríí. Míasto, ma|qce w swíeze| pamíçcí
okrucíenstwa |ana Chrzcícíeía Carrier, nie zmíenílo przynaíeznoscí
panstwowe| aní ustro|u, pozostawalo repubííkanskíe. Míeszkancy |ego
tlumníe wyíegíí na uííce, by ogíqdac uroczysty w|azd Francíszka de
Charette, przystro|onego na tç okaz|ç w bíalq szarfç ze zlotymí kwíatamí
ííííí Burbonów, w bíaly píóropusz. Po prawícy í íewícy konnego partyzanta
|echaíí generalowíe rewoíucy|ní, za nímí oddzíaly stron obu oraz ozdobíone
czerwonq czapkq frygí|skq karety, w których zasíadaíí przedstawícíeíe
Konwenc|í. Na píacu tak níedawnych stracen wszyscy odkryíí glowy.
Dzíesíçc dní wczesníe| Francuzí z dwu zwasníonych obozów zawaríí w
przyíeglym do Nantes La |aunaíe traktat poko|u. Lek powszechnego
po|ednanía zaskíepíc míal rany. Rzqd zobowíqzal síç níkogo níe scígac za
przeszle uczynkí, przy|sc z |ednakowq pomocq wszystkím - zarówno
"bíalym", |ak "blçkítnym" - ofíarom wo|ny, wyplacíc odszkodowanía,
przyczyníc síç do odbudowy, zwrócíc spadkobíercom míeníe osób
straconych za dzíalaínosc kontrrewoíucy|nq, zd|qc sekwestr z dóbr
emígrantów. Dotychczasowí powstancy zachowywaíí bron í míeíí píínowac
spoko|u w swe| o|cowízníe.
Uklad oglaszal calkowítq swobodç kuítu. Oporní, níezaprzysíçzení
ksíçza powracaíí do pelní swych praw kaplanskích.
|awnym warunkom porozumíenía |akoby to towarzyszyly ta|ne,
dotyczqce ní mníe|, ní wíçce|, |ak przywrócenía monarchíí. W okresíonym
termíníe wladze wydac podobno míaly Wande|czykom mlodocíanego
Ludwíka XVII. |esíí ta obíetníca nawet ístníala, to níe mogla byc spelníona
w zaden sposób. 8 czerwca udrçczony chlopíec zmarl w Paryzu.
W síady Francíszka de Charette poszíí wkrótce szuaní bretonscy,
na|pózníe| - bo dopíero 2 ma|a - zdecydowal síç na to Stoffíet. Wszyscy
oní zawaríí í podpísaíí porozumíenía poko|owe. Zdawalo síç, ze wo|na
domowa ustala na dobre.
Rozpaííla síç znowu |uz wkrótce, w czerwcu, gdy fíota angíeíska
dokonala desantu na pólwyspíe Quiberon, wysadza|qc na íqd zbro|ne síly
emígrantów. Stoffíet í de Charette porwaíí síç do orçza, oskarza|qc Paryz o
níedotrzymaníe, warunków umowy, íecz níe stac ích |uz bylo na
dostarczeníe znaczníe|sze| pomocy. W kííka míesíçcy pózníe| przyplacííí
swó| upór zycíem, u|mowaní koíe|no, do konca zachowu|qcy síç z
ogromnym poczucíem godnoscí wlasne|. Píerwszego z nich rozstrzelano w
Angers, drugiego w Nantes.
Hístorycy dotychczas níe rozstrzygnçíí, kto kogo oszukal w La
|aunaíe. Zawarty tam traktat sprawía ístotníe wrazeníe dosyc fantastyczne
í dlugo utrzymac síç níe mógl. |ednakze stanowí on wyraznq granícç:
wszystkíe pózníe|sze usílowanía kontrrewoíucy|ne ínspírowane byly í
kíerowane z zewnqtrz,przez emígrac|ç, pozbyly síç na zawsze charakteru
autentycznych í masowych zrywów íudu. Bretanía í Wandea níe doczekaly
síç Ludwíka XVII. Taíííen bez skrupulów kazal rozstrzeíac wzíçtych na
pólwyspíe Quiberon |enców, íecz generalowíe - zwlaszcza zas Hoche -
dopíínowaíí przyna|mníe| poko|u reíígí|nego, zapobíegíí ponownemu
sprowokowaníu wíesníaków. Zdrowy rozsqdek odníósl, pomímo wszystko,
sukces.
Trwalo nadaí we Franc|í typowe día potermídoríanskíego okresu
prowízoríum.
W 1795 roku zna|du|qcy síç podówczas w níelasce general Napoíeon
Bonaparte otrzymal í odrzucíl propozyc|ç ob|çcía; dowództwa |edne| z
czynnych w Wandeí brygad píechoty. Ceníqcy swq spec|aínosc artyíerzysta
níe chcíal pono |e| porzucac. Podobníe|sze do prawdy, ze rozpíerany
ogromnymí ambíc|amí czlowíek woíal czekac na sposobnosc w Paryzu
zamíast uganíac síç za íauramí male| wo|enkí |uz wczesníe Hoche doszedl
do slusznego wníosku, ze z partyzantamí na|latwíe| síç upora|q ínní
partyzancí, í zaczql zwaíczac szuanów przy pomocy drobnych, íecz
ruchííwych oddzíalów.
General Bonaparte odmówíl zatem wo|owanía w dzíeínícy, którq w
níezbyt odíegle| przyszloscí míal odwíedzac |ako cesarz Napoíeon I.
W cztery íata zaíedwíe po przezornym odrzuceníu propozyc|í
Korsykanín ob|ql wladzç we Franc|í, zostal píerwszym konsuíem. Ogromna
wíçkszosc uczestníków zarzqdzonego zaraz píebíscytu potwíerdzíla fakt
dokonany. Przeszlo trzy míííony glosu|qcych powíedzíalo 'tak", tyíko
póltora tysíqca protestowalo. Síeíankç psula níeco ta okoíícznosc, ze wíçce|
níz cztery míííony uprawníonych níe pofatygowalo síç do urn. Dopíero
dzíen 14 czerwca 1800 roku utwíerdzíl pozyc|ç píerwszego konsuía,
zapewníl mu daísze zawrotne awanse.-Stoczono wtedy bítwç pod Marengo,
którq Bonaparte wlascíwíe przegral. Zwycíçstwo przechyía na stronç
Franc|í general Desaix. Ludwik Karol Antoni des Aix, kawaler de Veygoux, arystokrata
calym sercem nawrócony na stronç rewoíuc|í, nawet w podbí|anym Egípcíe
szanowany za prawosc, zdqzyl w porç przybyc pod Marengo, by
rozstrzygnqc o wygrane| í poíec. Dokladníe w rok í |eden dzíen pózníe|, pod
pelnymí zagíamí plynqcy |uz do |edynowladztwa Bonaparte umocníl
níe|ako |eden z punktów fantastycznego ukladu z La |aunaíe. Podpísal
konkordat z papíezem, pokó| reíígí|ny, o który powstancy í partyzancí
waíczyíí día Wandeí, rozszerzyl na calq Franc|ç.
Teoíogowíe í statyscí z Watykanu prowadzííí pertraktac|e w ímíeníu
Píusa VII. Píerwszy konsuí wyznaczyl ze swe| strony osobístosc |uz raz
|eden w te| ksíqzce wspomníanq, a to przy okaz|í wzmíankí o bítwíe pod
Viniers: ksíçdza Stefana Berníer. Proboszcz z Angers w bardzo czynny sposób
dzíalal w Wandeí po stroníe "bíale|". Naíezal do "armíí katoííckíe| í
króíewskíe|", níe uspokoíl síç í pózníe|, w okresíe partyzanckím. Rozmaící
písarze oskarzaíí go nawet o bezwzgíçdnosc malo przysto|nq osobíe
duchowne|. Ksíqdz Berníer wywíeral - wedlug ních - znaczny wplyw na
|ana Míkola|a Stoffíet. Skloníl go podobno do rozstrzeíanía bohatera spod
Savenay, ofícera powstanczego nazwískíem de Marígny, którego wystçpek
poíegal na dzíalaníu na wlasnq rçkç. Potem skuteczníe odwodzíl eks-
ga|owego od ukladów z repubííkanamí, w koncu wydal go w ích rçce. Za
zaslugí przy zawíeraníu konkordatu Stefan Bemíer zostal bískupem
Oríeanu.
Mozna sobíe darowac roztrzqsaníe tych ponurych zarzutów í
zawíloscí, bo co ínnego |est wazne. Uznac przy|dzíe, ze íos okazal síç
wówczas mocno níelaskawy día Franc|í Mózgíem poíítycznym na míarç
potrzebnq wíeíkíe| epoce okazal síç dopíero Bonaparte. Czlowíek za|çty
utwíerdzaníem w nowym, autorytatywnym ustro|u glównych zdobyczy
rewoíuc|í, znaíazl sobíe pomocníka wsród takích, co krwawo zwaíczaíí
rewoíucy|ne ekstrawaganc|e. To one stanowíly ístotnq przyczynç sprawczq,
kosztowaly dwíescíe tysíçcy ofíar íudzkích. Franc|a níezbçdníe
potrzebowala poko|u reíígí|nego, czynníka tak waznego día calego styíu
zycía kra|u. Latwíe| bylo ten pokó| od poczqtku zachowac níz go odzyskac
po tyíu zbytecznych w gruncíe rzeczy tragedíach.
W samych poczqtkach powstanía, gdy slabo |eszcze uzbro|ení chlopí
chwaíííí síç glosno, ze níe ma pomíçdzy nímí aní |ednego míeszczanína czy
szíachcíca, wladze míe|scowe otrzymaly naíwny ííst. Oddzíal "gwardíí
króíewskíe|", czyíí powstanczy, z Chaííans domagal síç od
prowínc|onaínych urzçdníków decyz|í, które powzíqc mógl tyíko Paryz, gdyz
dotyczyly poíítykí panstwowe|. Dwa sposród wysuníçtych zqdan
przykuwa|q uwagç dzísíe|szego czyteíníka. Wíesníacy chcíeíí "trwanía
nasze| reíígíí katoííckíe|, apostoískíe| í rzymskie|" oraz ksíçzy
níekonformístycznych. W zakonczeníu swego písma stwíerdzaíí: "Z calego
serca í ducha pragníemy, by braterstwo, woínosc í równosc trwaly míçdzy
namí z calq mocq í aby wskutek tego nastqpíla wza|emna amnestía".
Hístoría zaprzeczyla wywodom ídeoíogów totaíízmu, przyznala rac|ç
autorom naíwnego íístu. Stwíerdzíla, ze zawarte w ním zqdanía natury
ídeowe| nadawaly síç do pogodzenía. I pogodzíly síç wcaíe komfortowo,
skoro dzísíe|sí parafíaníe wande|scy zaraz za krzyzem noszq podczas
swych proces|i repubííkanskí 'tricolore¨. Porozumíeníe co do warunków
ustro|owych nawet |est latwíe|sze wtedy, gdy níkt níe zqda, by íudzíe
zaparíí síç dusz wlasnych, pozapoíítycznych przekonan í umílowan. W te|
míerze poplaca tyíko rzeteínosc, w na|píçkníe|sze hasla haftowane
parawany níe pomaga|q. Naturaíníe, |esíí chodzí o íudzkíe spoleczenstwo,
níe zas o hordç índywíduów, gotowych |utro kopac obcasamí dzísíe|sze
bozyszcza.
Sens powstanía wande|skíego... Trudno odmówíc |akíe|koíwíek, níe
tyíko zresztq moraíne|, rac|í íudzíom, którzy stawíaíí opór zupelníe |uz
níeograníczonym uroszczeníom wladczym. Szczegóíníe ostrozníe
traktowac naíezy potçpía|qce werdykty dzísía|, w stuíecíu XX, gdy az
nazbyt dobrze wíadomo, do |akích níeszczçsc, zaprowadzíc moze rçka
uwoíníona od wszeíkích hamuíców. Doswíadczenía na ten temat zbíerano
zresztq í wówczas, w wíeku XVIII, bo Terror szaíal równíez w tych
prowínc|ach, które zachowywaly síç potuíníe.
Istníe|e ówczesna karykatura przedstawía|qca Robespíerre`a, ktorypo
zgilotynowaniu wszystkich Francuzów-wlasnorçczníe gííotynu|e kata. Za
píecamí Níeprzekupnego wídac zalobnq píramídç - grobowíec z napísem
"Tu spoczywa Franc|a". Níe tak znów wíeíe przesady, |esíí síç wspomní
zíecenía Saint-|usta: "Karzcíe níe tyíko zdra|ców, íecz nawet obo|çtnych;
karzcíe kazdego, kto zachowu|e síç w repubííce bíerníe í níc día níe| níe
robí". W te| recepcíe tyíko po|çcíe kary rysu|e síç scísíe, reszta |est
zlowrogo mçtna. 17 íístopada 1793 roku scíçto generala |ana Míkola|a
Houchard, a to pod zarzutem níewyzyskanía wygrane| bítwy. Czy wyzyskal
|q naíezycíe, sprawa sporna. Trudno |ednak twíerdzíc, ze níe zrobíl "níc",
skoro pobíl w poíu Angííków í Austríaków.
Níe przewídywano oczywíscíe koníecznoscí zgííotynowanía
wszystkích Francuzów. Marat obrachowal, ze wystarczy poslac na szafot ze
cwíerc míííona osób. Po takím zabíegu reszta ci-devant spoleczenstwa bylaby
tyíez warta, co przecíçtne gospodarstwo wande|skíe po przemarszu
,;koíumny píekíeíne|", sluszníe wíec stawía síç tu í ówdzíe krzyze
pamíqtkowe íudzíom opornym wobec tego rodza|u zamíerzen.
Powstaníe wande|skíe srodkamí namacaínymí nawolywalo wlascíwíe
do powrotu na drogç, o które| |akze latwo písac, íecz z które| |akze trudno
níe zboczyc. Po prostu na drogç trzezwoscí.
Fakty zda|q síç swíadczyc, ze Bonaparte, wíeíkí reaíísta, skorzystal z
íekc|í powstanía.
Cesarz níezbyt ufal Wandeí. Czynníe sprzy|al |e| odbudowíe, íecz
kazal równíez moscíc nowe drogí, ulatwía|qce przemarsze wo|sk
reguíarnych. Przygarnql í obsypal laskamí poslusznych mu í potrzebnych
terrorystów í króíobó|ców, aíe swíadczyl honory równíez bylym
powstancom. - Zwycíçzaííscíe takích, co bí|aíí wszystkích ínnych -
mawíal ím. |ednq tyíko kategoríç íudzí szczodrze darzyl obeígamí. Tych
míanowícíe, co w czasíe zmagan o sprawy zasadnícze zachowywaíí
neutraínosc.
VII
Míalem |uz w kíeszení bííet íotníczy, gdy kupíony w kíosku nad-
Sekwanq numer 'Le Figaro¨ sprawíl mí duzq níespodzíankç. Bylo to 7
czerwca 1967 roku, wíec píerwszq stronç gazety szczeíníe wypelníaly
wíadomoscí z Bíískíego Wschodu. Za to na drugíe|, u same| góry, wídníal
spory artykul p. |ana |akuba Lebíond zatytulowany nastçpu|qco: Trois villages
du Bocage, Tiffauges. La Brufflere et Torfou, vivent a lheure de lhistoire. Ils sapprêtent a
reconstituer lune des plus grandes batailles de la guerre de Jendee.
Nie bçdç taíc, ze przysíadlszy na lawce pod píatanem na|píerw
zapoznalem síç z pracq p. Lebíond, depesze o Suezíe, |erozoíímíe í
postanowíeníach Rady Bezpíeczenstwa odklada|qc na porç níeco
pózníe|szq. "Prawdzíwy hístoryk stoí zawsze ponad zamíeszkamí
poíítycznymí swo|e| epokí" - ustamí cezara Kíaudíusza powíedzíal Robert
Graves.
Okazalo síç, ze trzy wymíeníone w tytuíe wíoskí postanowíly
"zrekonstruowac |eden z epízodów wo|ny wande|skíe| : kíçskç pulków
repubííkanskích Klebera pod murami zamku Gilles de Raís". |ak síç |uz
wspomínalo, bataííç tç stoczono 19 wrzesnía. Día wídowíska obrano |ednak
datç wczesníe|szq: 2 íípca. Cala okoííca zy|e mysíq o ním. Przed koscíolem
po mszy níe ma rozmów na ínny temat, proboszcz zawarl z nauczycíeíem
"swíçte przymíerze" í wspóíníe roztrzqsa|q szczególy przy aperítífíe,
przedsíçwzíçcíu patronu|q trze| merowíe, przy czym tyíko |eden z ních, p. de
Breteche, |est hrabíq. Dwa| pozostaíí - pp. Bernard Bourgoín í Pawel
Bonhomme nie noszq tytulów arystokratycznych. Dzíala|q soíídarníe,
gloszqc wraz z pozostalymí obywateíamí : "To |est dobra rzecz. Níe chcemy
osqdzac, pragníemy uznac zasluzony heroízm obu obozów".
Ruszníkarze, krawcy, tokarze í ínní rzemíesínícy ma|q rçce pelne
roboty. Sposród osmíu szykowanych dzíal dwíe sztukí wypozyczone w
Nantes sq autentyczne, pozostale bçdq z drewna, íecz dzíçkí nowoczesne|
pírotechníce posluzq sprawníe. P. Sergíusz Danot, spec|aíísta fíímowy,
za|mu|e síç scenaríuszem í dzwíçkíem. Ma studío w La Feuille kolo Cíísson
(spaíonego ííío tempore przez Westermanna). Troska o autentyzm
posuníçta zostala bardzo daíeko: postac Francíszka Atanazego de Charette
de ía Contríe odtworzy |ego potomek, p. de Sorbay.
Co do ínnych aktorów wídowíska "wszyscy, starzy í mlodzí, sq
ochotníkamí - stwíerdza|q trze| merowíe - íecz przebíeg wypadków zna|q
dzís íepíe| níz szperacze hístoryczní".
Ochotníczy udzíal w przedstawíeníu oznaczac tez musí swobodç
wyboru roíí. Ten wlasníe, z pozoru drobny, probíemacík wyda|e síç dosc
ínteresu|qcy. Tradyc|e "armíí katoííckíe| í króíewskíe|" zakotwíczyly síç tçgo
w Wandeí, która wíerníe sluzy tró|koíorowemu sztandarowí - z níe|
przecíez, z |edne| í te| same| wíoskí pochodzííí |erzy Clemenceau í marszalek
|an de Lattre de Tassigny, pluton wandejskiego pulku spoczywa w Tranchee des
Baionettes pod Verdun - íecz |est bardzo rzymska, podczas wyborów odda|e
wíçkszosc glosów stronníctwom prawícy. I oto mlodzí Wande|czycy ma|q
dobrowoíníe wybrac barwç, w które| wystqpíq.
Artykul p. Lebíond wy|asnía í tç sprawç. Pewna "kokíetería" níe
pozostala bez wplywu na decyz|e. W grç wchodzíl wzgíqd na píçkno
mundurów... Sto kííkadzíesíqt íat temu pulkí repubííkanskíe chadzaly w
lachmanach, aíe przepísowe ích stro|e blyszczaly blçkítem, wylogamí,
szamerunkamí, nawet szeregowíec míal frçdzíaste naramíenníkí. Wíedza o
tym lagodzí, |ak wídac, uprzedzenía natury poíítyczne|, "moguntczycy"
A.D. 1967 níe uíegnq w swych wíoskach ostracyzmowí. Temat
przedstawíenía upatrzono sobíe |ednak w bítwíe bardzo zaszczytne| día te|
strony, co przegrala wo|nç.
Níe rozpaczalem, ze níe bçdzíe mí dane ogíqdac wídowíska pod
Torfou. Bylo trochç tak |ak z brakíem zaínteresowanía día fíímowych wers|í
powíescí hístorycznych. Ma síç wlasne píastyczne wyobrazeníe zarówno
Nqdzników, jak Wofnv i pokofu i przykro racze| rozstawac síç z ním.
Pode|rzewam nawet, ze u za|mu|qcego síç przeszloscíq ííterata pas|a
tworzenía wlasnych wyobrazen rozstrzyga o samym zamílowaníu do
hístoríí. Slowo písane, podobníe |ak sluchowísko radíowe, ma to do síebíe,
ze zníewaía do pracy fantaz|ç odbíorcy. Istníe|e tyíe dokladníe wíz|í Salammb
, ííu bylo czyteíníków tego utworu Fíauberta, zmuszonych przez
autora do índywíduaínych wysílków. Fíím í teíewíz|a chcq calkowícíe sobíe
podporzqdkowac odbíorcç, usypía|q |ego wzrokowq wyobrazníç. Níe |estem
wrogíem tych wynaíazków. Sq |ednak dzíedzíny, w których pragnç
pozostac sam na sam - o ííe to w ogóíe mozííwe - z tematem í |ego
wszechstronnq trescíq.
Zapowíedz wystawíenía w Wandeí "zywych obrazów", sympatyczny
ton artykulu í wynurzen organízatorów pasowaly do tego, co dane mí bylo
poznac przy ínne| okaz|í. Pubíícznosc tute|sza zda|e síç odznaczac
szczegóínym sposobem reagowanía na tego rodza|u wídowíska.
Woíno mí przypuszczac, ze Níebíosa wynagrodzíly mníe za wlascíwy
sposób zachowanía síç. Na cmentarzu Pere-Lachaíse zapragnqlem obe|rzec
míe|sca wíecznego spoczynku marszalków Napoíeonskích, wíedzqc zas cos
níecos o francuskích obycza|ach, obszedlem sobíe wkolo grobowíec
Francíszka LeIebvre. Nie omyíílem síç, na odwrotne| stroníe monumentu
wídníala tabííca poswíçcona pamíçcí czcígodne| malzonkí zdobywcy
Gdanska.
Wkrótce potem afísze doníosly, ze na dzíedzíncu Palacu Inwaíídów
wystawíona zostaníe Madame Sans-Gêne Wiktoryna Sardou.
Szeregí krzesel wypelníly caly ogromny podwórzec, íecz níe bylo aní
|ednego woínego míe|sca. Zaczçlo síç od pokazanía bítwy sankíuíotów z
gwardíq szwa|carskq, na poczqtku trzecíego aktu od bramy w|azdowe|
ruszyla srodkowym prze|scíem ku sceníe basníowa kawaíkada. Otwíeral |q
Napoíeon na swym síwym "Marengo", za ním - równíez konno - dobry
píuton wyzloconych marszalków í generalów, daíe| orkíestra fantastyczníe
koíorowych huzarów gwardíí. - Pubíícznosc przy|emnte oszaíala, popadla
w radosnq beztroskç. Wyrazníe w níe| zagraly przychyíne emoc|e. Cí, co
míeíí míe|sca przy samym prze|scíu, wídzqc dobrze, zapragnçíí |eszcze
íepíe|, powskakíwaíí wíçc na krzesla. Chóraíne okrzykí pokrzywdzonych -
assis! assis! - zmíeszane z dzwíçkamí gwardy|skích waítorní í puzonów,
utworzyly choral wesoly í znamíenny.
W calym swíetnym przedstawíeníu na|cíekawsze bylo zachowaníe síç
wídzów w pomíeníone| chwííí. Níe popelnílem chyba blçdu przewídu|qc, ze
podobna atmosfera otoczy wídowísko pod Torfou. Istotç |e| stanowíc síç
zda|e zasadnícza zyczííwosc wobec hístoríí |ako takíe|, wobec cale|
przeszloscí narodu, postawa níe wykíucza|qca wcaíe skra|ne| nawet róznícy
ocen, pogíqdów.
Kazdemu z nas sluzyc powínna cala paíeta barw. Woíno z níe|
wybíerac - |edne tendenc|e, wydarzenía czy postacíe obdarzac rózem
aníeískím, ínne czerníc. Kto síç zdecydu|e maczac pçdzeí w koíorach zbyt
przepísowych czy pryncypíaínych, uczyní to na wlasne autorskíe ryzyko.
Níe woíno tyíko zamazywac wapnem, aby w ogóíe níe bylo wídac,
skazywac na zapomníeníe. Dyktatorskíe rzqdzeníe wíedzq o przeszloscí
zaíícza síç do znanych í w gorze| níz smutny sposób skutecznych srodków
kíerowanía terazníe|szoscíq.
|esíí chodzí o szacunek día prawdy hístoryczne|, Franc|a dzísíe|sza
posunçla síç ímponu|qco daíeko, skoro kolo Saínt-Privat w Lotaryngíí nadaí
stoí cíçzkí bíok kamíenny z níemíeckím napísem ku czcí zwycíçstwa w
síerpníu 1870 roku odníesíonego przez gwardíç pruskq nad korpusem
marszalka Canrobert. Dzíçkí temu, ze ocaíal, monument ten gruntowníe
zmíeníl przeznaczeníe í charakter. Przestal czcíc dawnq wo|nç, stal síç
pomníkíem kuíturaínego postçpowanía gospodarzy kra|u, W 1791 roku
Konstytuanta spec|aínym dekretem udostçpníla wszystkím Luwr í zawarte
w ním skarby sztukí. W dwa íata pózníe|, gdy uznano, ze reformy níe
wystarcza|q, ze swíat trzeba radykaíníe przerobíc, Konwenc|a nakazala
zniszczenie grobow krolewskich w Saint-Denis. Swíçtosc Ancien Regime`u, ampulkç do
oíeí koronacy|nych, rozbíto w Reims publicznie.
Na szczçscíe í w te| míerze oblçdy trwaly we Franc|í krótko.
Bonaparte zabral do Egíptu spory zastçp spec|aíístów, by badaíí pamíqtkí
tyraníí faraonów. Od roku 1808 trwa nader skuteczna forma opíekí nad
zabytkamí, poíega|qca na tym, ze rzqd kupu|e cenne día kuítury gmachy
na wlasnosc panstwa.
Dzísía| organízatorzy wande|skíego wídowíska twíerdzq, ze níe
zamíerza|q osqdzac, pragnq |edyníe uczcíc heroízm obydwu stron,
poczytna gazeta rozglasza ten pogíqd. Orygínaíne stanowísko, |esíí síç raz
|eszcze przypomní í zwazy, ze pod Torfou Francuzí z nadzwycza|nym
zapalem mordowaíí Francuzów. W poczqtkowe| fazíe bítwy Kíéber bral |uz
górç, íecz cofa|qcych síç Wande|czyków zapçdzíly z powrotem do waíkí
kobíety - matkí, zony í córkí.
Pobíezne zapoznaníe síç z ííteraturq przedmíotu przekona od razu, ze
rózníce pogíqdów nadaí rysu|q síç ostro. Zy|q obok síebíe í |ednoczesníe
szerzq owe zapatrywanía zarówno zwoíennícy, |ak í przecíwnícy "armíí
katoííckíe| í króíewskíe|". Urzçdowí szefowíe trzech gmín postanawía|q
mímo to wydac píçcdzíesíqt tysíçcy nowych franków na organízac|ç
przedstawíenía, którego wídzowíe roz|adq síç do domów níe otrzymawszy
zadnych urzçdowych pouczen. Spektakí níe powíe ím przecíez, kto
míanowícíe - "bíaíí" czy "blçkítní" - za|mowal stanowísko prawídlowe,
reprezentowal pozyc|e |edyníe sluszne. Níkt níe dokona prewency|ne|
kontroíí umyslowych podníet, níkt níe truchíe|e przed mozííwoscíq
zarazenía" blçdem!
Wíedza o hístoríí, szacunek í sentyment día níe| zaíícza|q síç do
naczeínych czynníków spa|a|qcych narody. Roíç tç spelnía|q |ednak tyíko
wtedy, gdy níkt níe próbu|e amputowac wíedzy, tlumíc |ednych umílowan,
by sztuczníe hodowac ínne. |esíí síç níe spelnía tych warunków, sprawa
falszowane| hístoríí dzíeíí íudzí, wytwarza míedzy nímí przepascíe. W
níczym níe zagrozí repubííce francuskíe| wídok bíalego sztandaru
tryumfu|qcego nad tró|koíorowym pod Torfou. Szkody níeopísane wyníklyby
natomíast z praktykí pubííkowanía odpowíednío spreparowanych
dokumentów hístorycznych, pamíçtníków poskracanych o partíe... uznane
za poíítyczníe klopotííwe.
Za przystçpnq cenç kííku franków stalem síç w Paryzu wlascícíeíem
swíezo wydane| ksíqzkí Stephane Cordíer o Maracíe, gíoryfíku|qce| dzíalacza,
który "boíszewízu|e mysí fííozofów XVIH wíeku, poswíçca wszystko sprawíe
íudu". |ednoczesníe wszedlem w posíadaníe slynnego Czlowieka
zbuntowanego Alberta Camus. Autor powtarza opíníç |uííusza Mícheíet, ze
Marat "to malpa uda|qca Rousseau¨. Nie doznawalem zadnych trudnoscí w
zaopatrywaníu síç w dzíela |eszcze ostrze| osqdza|qce redaktora 'L`Ami du
Peuple¨. Wíeíe níeprzy|emnych rzeczy przeczytac równíez mozna o
Dantoníe, którego pomník stoí przecíez w Paryzu.
Mó| Boze! Oto mam w rçku ladníe wydany aíbumík Les murs ont la
parole, uwíecznía|qcy napísy, które w ma|u 1968 roku ukazywaly síç na
scíanach wyzszych uczeíní francuskích. Szukam strony 70 í odczytu|ç
plomíenny apeí |akíegos studenta Sorbony:
'W chwili gdy Panstwo francuskíe |est wstrzqsane rewoítq |ego
mlodzíezy, narodowoscí ucísníone przez to Panstwo ma|q powaznq okaz|ç
do zrzucenía |arzma: Bretonczycy, Aízatczycy, Kataíonczycy, Fíamandowíe,
Baskowíe, Antyíczycy, Korsykaníe, Okcytaníe, Reuníonczycy, a w
szczegóínoscí mlodzíez tych ucísníonych íudów, mogq samí síç wyzwaía|qc
dopomóc w tym samym czasíe do oswobodzenía mlodzíezy francuskíe|".
Rok |uz przemínql od daty skomponowanía tego napísu, a repubííka
francuska - |edna í níepodzíeína"! - |akos níe upadla í níc zgola takíego
wydarzenía níe zapowíada.
Na stroníe 77 zna|du|e síç refíeks|a godna uwagí:
"W kazdym z nas drzemíe poííc|ant, trzeba go zabíc".
Níe bíorç tego pouczenía doslowníe, bo. któz by píínowal porzqdku
na skrzyzowaníach szos w níedzíeíne wíeczory, kíedy to spíeszqcy w
píeíesze domowe obywateíe gna|q |ak waríací í przyczynía|q strat
wíçkszych níz níe|edna bítwa wande|ska. Czas |ednak na|wyzszy na
powszechny pogrzeb "Poííc|í Mysíí", które| dzíalaínosc przeszkadza íudzíom
rozumíec síç nawza|em í szanowac.
Dlugo trwalo, zaním Franc|a uznala hístoríç za wartosc samoístnq,
nadrzçdnq nawet. Poucza|q o tym dzíwne dzíe|e nazwy míasta bçdqcego
|uz od dawna stoíícq departamentu Wandeí. W czasach wo|ny domowe|
roíç tç pelnílo Fontenay-íe-Comte, pózníe| síedzíba admínístrac|í íokaíne|
przeníesíona zostala znaczníe bardzíe| na pólnocny zachód, do spec|aíníe
w tym ceíu zbudowanego osrodka.
Po zakonczeníu drugíe| wo|ny swíatowe|, gdy archítekcí í urbaníscí
zabraíí síç do odbudowy zrównanych z zíemíq míast, naíezalo ích
skíerowywac na studía do stoíícy wande|skíe|, aby míeíí okaz|ç do
porozmysíanía nad níebezpíeczenstwamí, których naíezalo uníkac. Píac
tam ogromny, prostokqtny, nada|qcy síç w sam raz na przegíqdy í defííady
wo|ska. Posrodku wznosí síç wysokí pomník cesarza Napoíeona I, odrobíony
tak staranníe, ze mozna by poííczyc wlosy w konskíe| grzywíe, faldy na
pantaíonach |ezdzca. Od rynku wybíega|q szerokíe í proste uííce.
Reguíarnoscí í zímnego rozmyslu wíeíe tuta|, duszy brak. Dzíwníe
pomysíec, ze to míasto stoí w tym samym kra|u, który obfítu|e w takíe
organíczníe wyrosle w przecíqgu wíeków cuda míe|skíe, |ak Sísteron,
Dínan, Parthenay, stara dzíeíníca Rouen, HonIleur, Aigues-mortes í tyíe ínnych. I
w urbanístyce zatem pían |est rzeczq bardzo cennq, pod warunkíem ze níe
staníe síç bozyszczem. Mínímum chocíazby níereguíarnoscí í sobíepanstwa
|est czlowíekowí koníeczníe potrzebne.
Nowq stoíícç día Wande|czyków kazal wybudowac Napoíeon I.
Osobíscíe sprawdzal wykonaníe, besztal í degradowal naczeínych
archítektów, którzy z uwagí na brak materíalów í ínnych srodków doznawaíí
znacznych trudnoscí w swym dzíeíe. Aby nadac pozqdanq cechç nowe|
epoce w dzíe|ach Wandeí, ostateczníe pogodzíc obdarowanq prowínc|ç ze
swíezo stworzonym ustro|em poíítycznym, nadal míastu nazwç -
Napoíeon-Vendee. W kííka íat pózníe| geníaíny "níewoíník prawa dedukc|í"
przegral cykí wo|en, radosníe rozpoczçty przez ínnych Francuzów wtedy,
gdy Napoíeon Bonaparte byl ofícerem nískíego stopnía. Przybyl Ludwík
XVIII, przeszkodzíl Prusakom zníszczyc paryskí most íena, íecz ínne
pamíqtkí níewlascíwe| przeszloscí skazane zostaly na usuníçcíe. Mlode
míasto zaczçlo síç wíçc nazywac Vendee-Bourbon. Kíedy |ednak pochwycíl
wladzç Napoíeon III, dokonala síç ponowna metamorfoza z kategoríí tych,
co w opíníí na|szerszego ogólu uchodzq za zastrzezone día Europy
Wschodníe|. Tryumfaíníe powrócílo míano Napoleon-Vendee.
Dopíero III Repubííka zdobyla síç na to, co od samego poczqtku bylo
zgodne ze zdrowym rozsqdkíem, íecz níe uznawane. Stoííca Wandeí
nazywa síç |uz na stale Roche-sur-Yon, tak samo |ak osíedíe í zamek, które
tu ístníaly od níepamíçtnych czasów, zníszczone zas zostaly przez |ednq z
"koíumn píekíeínych". Po tragícznym kontredansíe poboznych zyczen
doraznych wladców panstwa pogodzono síç, swíadczqc szacunek... historii.
Sporo czasu uplynçlo, zaním opamíçtaíí síç poíítycy na|bardzíe|
kuíturaínego kra|u na kontynencíe. Okoíícznosc sklanía|qca do
wyrozumíaloscí wobec ínnych narodów oraz do optymízmu racze|
umíarkowanego.
Písalem przed chwííq o´uznaníu hístoríí za wartosc samoístnq,
nadrzçdnq. |est to sformulowaníe tak bardzo wíeíoznaczne t níebezpíeczne
nawet, ze Manowczo powíníenem sic wytlumaczyc.
Termínowí "hístoría" swíadczy síç ostatnío szczegóíny szacunek,
níektórzy zaczçíí go nawet písac z duze| íítery. Kto tyíko sqdzí, ze woíno mu
ugníatac zy|qce pokoíeníe |ak píasteíínç, ten wystçpu|e oczywíscíe w roíí
mandataríusza Hístoríí.
Naíezy odrózníac wíedzç od wíz|í. Ta píerwsza z reguly bywa ulomna,
níeraz wprost kaíeka, íecz nada|e síç do udoskonaíanía, moze podíegac
poprawkom. Níe sposób chyba przeczyc, ze kazda wíedza o spoleczenstwíe
nosí charakter hístoryczny. Na|bardzíe| nowoczesne zestawíeníe
statystyczne czy tez badaníe soc|oíogíczne przedstawía nam obraz
w|ía|íepszym razíe przedwczora|szy. Zarysowane w ním fakty musíaly uíec
|uz pewnym zmíanom, bo samo opracowaníe zdobytych przez badaczy
wíadomoscí pochlonçlo krótszy íub dluzszy czas, który wszystko zmíenía.
Níe mogç wíedzíec, ííu míeszkanców ííczy w te| chwííí mó| kra|. Dostçpne
mí dane statystyczne odnoszq síç do poprzedníego roku.
Kto twíerdzí, ze mozna znac terazníe|szosc, ten dopuszcza síç
íogícznego blçdu, w praktyce níeuníkníonego |ednak í utrzymanego w
granícach przyzwoítoscí. Níe da síç tego powíedzíec o znawcach
níeuchronníe nastqpíc ma|qcych z|awísk przyszlych.
Optymístyczny wíek XIX obfítowal w díagnostów oraz w
entuz|astycznych wyznawców ích doktryn. Odwíedza|qc Paryz í Beríín
mogíí oní spotykac na uíícach tych míast dwóch skromnych, brodatych,
dosc tuzínkowo wygíqda|qcych panów, poswíçca|qcych síly czemus
zupelníe odmíennemu od wíeszczenía. Naprawdç trudno bylo wtedy
odgadnqc w Ludwíku Pasteur í Robercíe Kochu wywolywaczy kwestíí
na|bardzíe| zasadnícze| día przyszlych dzíe|ów gíobu. Rozwó| bakteríoíogíí,
míkrobíoíogíí oraz ímmunoíogíí spowodowal skutkí oíbrzymíe, |uz znane,
íecz w daíszym cíqgu níeobííczaíne. To doswíadczeníe, wcaíe zresztq níe
odosobníone, powínno bylo mítygu|qco wplynqc na odkrywców praw
rzekomo rzqdzqcych íosamí íudzkoscí, pouczyc o staíe ístníe|qce|
mozííwoscí zaskoczen. Takích na przyklad, |ak zupelníe dzís rac|onaíny
pogíqd, ze wywodzqca síç od odkryc Pasteura í Kocha probíematyka tez níe
|est níczym absoíutnym í ostatecznym, skoro wspólczesna techníka
pozwaía na bardzo wydatne zredukowaníe zaíudníenía zíemí, í to w czasie
nader krotkim.
Ta ostatnía perspektywa níe míescíla síç w zadne| z
dotychczasowych wíz|í, które trzeba stanowczo odrózníac od wíedzy.
Termínu "hístoría" woíno nam uzywac tyíko |ako rzeczowníka pospoíítego,
písanego oczywíscíe z male| íítery í odnoszqcego síç do faktów
dokonanych. Duze ,,H" na poczqtku tego slowa powínno dzíalac |ak sygnal
ostrzegawczy. Zapowíada bowíem czynnosc ogromníe podobnq do
wystawíanía weksíí o zupelníe wqtpííwym pokrycíu, czyíí do postçpku
przewídzíanego przez wszystkíe kodeksy karne kra|ów cywííízowanych.
Poníewaz |ednak kodeksy owe odnoszq síç do osób prywatnych, níe ma w
ních wzmíankí o takíe| ewentuaínoscí, ze wystawca weksía na|mu|e zaraz
znaczne síly poíícy|ne, a to w ceíu píínowanía, by wíerzycíeíe níe tyíko níe
upominaíí síç o zaplatç, íecz samí utrzymywaíí wspomníanych poííc|antów.
Byíísmy níedawno swíadkamí energíczníe prowadzone| akc|í, ma|qce|
na ceíu ureguíowaníe dzíe|ów kontynentu na na|bíízsze tysíqcíecíe-wedlug
okresíone| wíz|í. Próba trwala przez íat trzynascíe tyíko - na szczçscíe! -
íecz kosztowala kííkadzíesíqt míííonów ístníen íudzkích.
Níe tyíko wíedza o spoleczenstwíe, íecz í caly nasz dorobek nosí
charakter hístoryczny. Po zíemsku rzeczy bíorqc, to hístoría-ta pospoííta,
wíçc rzeczywísta- stworzyla etykç í moraínosc, po|ecíe o|czyzny í
wyobrazeníe o íudzkoscí. |est to oczywíscíe dorobek od doskonaloscí
níezmíerníe odíegly, co poznac latwo níe tyíe przez míerzeníe go lokcíem
ídeoíogíí, ííe po tym níespornym fakcíe, ze znakomíte| wíçkszoscí íudzí
níezbyt wygodníe, nawet zupelníe zíe zy|e síç wcíqz na swíecíe. |edynq
níefalszowanq koníecznoscíq hístorycznq |est níeustanna naprawa stanu
posíadanía. Reformowaníe níe moze síç nígdy skonczyc, ono stanowí ístotç
tych programów, którym warto sluzyc. Poíega|q one w gruncíe rzeczy na
dqzeníu do prawdzíwego zmníe|szanía rózníc míçdzy íudzmí - na
wszystkích bez wy|qtku poíach.
W oczywísty sposób níezgodna z tym zalozeníem |est taka sytuac|a,
w które| níeííczna grupa osób W ímíç na|szíachetníe|szych chocíazby wíz|í
tworzy í skuteczníe zagarnía na swó| uzytek przywííe| rozkazywanía sqdom
- pozostale míííony íudzí tracq prawo do obrony. Naíezy rozstac síç z
przy|emnym zludzeníem, ze níerównoscí ma|qtkowe íub rozmaíty stosunek
do srodków produkc|í sq |edynym zródlem níesprawíedííwoscí.
Wíedza o hístoríí przynosí níekíedy wníoskí nada|qce síç do
teoretycznego porównanía z odkrycíamí przyrodníczymí. Prace badawcze
Pasteura í Kocha daly míçdzy ínnymí ten skutek praktyczny, ze chírurgíem,
który by zaníedbal umycía dloní í wydezynfekowanía narzçdzí przed
operac|q, za|míe síç prokurator. Níc níestety níe zabezpíecza ogólu przed
dzíalaczamí poíítycznymí odrzuca|qcymí zasadç podzíalu wladz í
níeustanne| kontroíí spoleczne| nad nímí. Tymczasem zas znaczníe starsze
od Monteskíusza doswíadczeníe hístoríí pozwaía stwíerdzíc, ze
skoncentrowana í pozbawíona hamuíca wszechwladza skutku|e równíe
blogo |ak wypuszczone na swobodç zarazkí tçzca. Moze nawet sprawníe|,
skoro w XX stuíecíu przyszlo z musu do stworzenía po|çcía "zbrodní
przecíw íudzkoscí".
Ksíqzka ta mówíla o takích, co zbytnío mílu|qc wlasne wíz|e zdradzííí
program reformatorskí, oraz o takích, co napíçtnowaní |ako wstecznícy í
zbrodníarze byíí mu wlascíwíe wíerní.

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->