Aby rozpocząć lekturę, kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dostęp do spisu treści książki.

Jeśli chcesz połączyć się z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poniżej.

FRYDERYK NIETZSCHE

Z GENEALOGII MORALNOŚCI
PISMO POLEMICZNE PRZEŁOŻYŁ LEOPOLD STAFF

2

Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, Gdańsk 2000

3

PRZEDMOWA. 1.
Jesteśmy sobie nieznani, my poznający, my sami samym sobie; ma to słuszną przyczynę. Nie szukaliśmy siebie nigdy, – jakże stać się miało, byśmy się kiedyś z n a l e ź l i? Słusznie powiedziano: »gdzie jest wasz skarb, tam jest i serce wasze«; n a s z skarb jest tam, gdzie stoją ule naszego poznania. Jako skrzydlaki z urodzenia i duchowi zbieracze miodu, dążymy zawsze do tego, troszczymy się z serca właściwie tylko o jedno – »by coś przynieść do domu«. Co się poza tem tyczy życia, tak zwanych »wydarzeń przeżytych«, – któż z nas bierze to choćby tylko dość poważnie? Lub kto ma dość czasu na to? W tych rzeczach, lękam się, byliśmy zawsze »od rzeczy«: nie przykładamy tam właśnie swego serca, ani nawet swego ucha! Raczej, jak jakiś boski roztrzepaniec, lub w sobie zatopiony, któremu dzwon z całą siłą wdzwonił właśnie w ucho dwanaście uderzeń południa, budzi się nagle i pyta siebie »cóż to właściwie tu biło?« tak i my niekiedy przecieramy sobie j u ż p o w s z y s t k i e m uszy i pytamy, ogromnie zdumieni, ogromnie zmieszani, »cóżeśmy to właściwie przeżyli?« co więcej: »czem j e s t e ś m y właściwie?« i liczymy, już po wszystkiem, jak się rzekło, te wszystkie dwanaście uderzeń swego wydarzenia przeżytego, swego życia, swego i s t n i e n i a... ach! i przeliczamy się przytem... Pozostajemy sobie z konieczności obcy, nie rozumiemy siebie, musimy brać siebie za kogoś innego, dla nas pewnikiem jest po wszystkie wieki: »Każdy jest samemu sobie najdalszy«, – względem siebie nie jesteśmy wcale »poznającymi« ...

2.
– Myśli moje o p o c h o d z e n i u naszych przesądów moralnych – bo o nie chodzi w tem piśmie polemicznem – znalazły swój pierwszy, skąpy i tymczasowy wyraz w owym zbiorze aforyzmów, który nosi nagłówek »Ludzkie, arcyludzkie. Książka dla duchów wolnych«. Spisywanie jej rozpoczęło się w Sorrento podczas pewnej zimy, która mi pozwoliła zatrzymać się, jak się zatrzymuje wędrowiec, i przebiec spojrzeniem krainę rozległą i niebezpieczną, przez którą duch mój dotychczas wędrował. Działo się to w zimie 1876—1877; same myśli są wcześniejsze. Były to w głównej treści już te same myśli, które w niniejszych rozprawach na nowo podejmuję. Miejmy nadzieję, że długi przedział czasu wpłynął na nie dobrze, że stały się dojrzalsze, jaśniejsze, silniejsze, doskonalsze! Że jednak dziś jeszcze trwam przy nich silnie, że one same tymczasem coraz silniej trzymały się siebie, wrastały w siebie i zrosły się z sobą, to wzmacnia we mnie radosną ufność, że od początku powstawały we mnie nie luźnie, nie dowolnie, nie sporadycznie, lecz ze wspólnego korzenia, lecz z władnącej w głębi, z przemawiającej coraz pewniej, z żądającej coraz większej pewności z a s a d n i c z e j w o l i

4

cały milczący rosnący kwitnący świat. Raczej z koniecznością. ich właściwie a n g i e l s k i rodzaj. zdanie po zdaniu. zubożenia. uwzględniałem przy sposobności i niesposobności twierdzenia owej książki. Poświęciłem mu w wieku. przypuszczenia. Tytuł książeczki brzmiał »Pochodzenie uczuć moralnych«. nad którem wówczas pracowałem. czy zdradza się w nich pełnia. nasze »tak« i »nie« i »jeżeli« i »czy« – pokrewne sobie i we wzajemnych do siebie stosunkach. jakby tajne ogrody. które w mem życiu wystąpiło tak wcześnie. do wszystkiego. pierwszą swą literacką igraszkę dziecinną. czy też popierały rozwój człowieczy? Czy są oznaką niedostatku. tak w sobie przeczył. 4. co dotąd na ziemi jako moralność było czczone –. badania. my poznający. ach! tak antykantowski. – Czy one w a m smakują. Czy t a k właśnie chciało ode mnie me »a priori«. Bogu cześć i uczyniłem go o j c e m zła. Przy pewnem właściwem mi wątpieniu. specyalizowałem swój problemat. jak moje podejrzenie. zatrzymać się zawczasu przy pytaniu: j a k i p o c z ą t e k ma właściwie nasze dobro i zło. z jaką drzewo wydaje owoce. nie 5 . pochodzeniem. pierwsze swoje filozoficzne ćwiczenie pisemne.. to nowe niemoralne. przejrzysta i mądra. jednej ziemi. rok jej wyjścia 1877. W powyż oznaczonem dziele. Nie mamy żadnego prawa w czemkolwiek iść pojedynczo. stopnie wedle rangi indywiduów. wszystko antypodyczne.. nas filozofów!. rodzą się z nas myśli nasze.. Lecz zgoła bez przykrości i zniecierpliwienia. Nie wolno nam błądzić pojedynczo. możliwości. Paweł Rée. którą posiada wszystko przeciwległe. przykładem. jak tej książce.. nawet starczo mądra książeczka. co najmniej bezmoralne »a priori« i ten przemawiający z niego. Och. któremu tymczasem użyczałem coraz więcej posłuchu i nietylko posłuchu?. tak zagadkowy »imperatyw kategoryczny«. na pół Boga w sercu«. równie. tak sprzecznie z otoczeniem. w której po raz pierwszy uwydatnił mi się jasno pewien na wspak i wywrót idący rodzaj genealogicznych hipotez. zwyrodnienia życia? Lub przeciwnie. nasze wartości. Na szczęście nauczyłem się zawczasu odróżniać przesąd teologiczny od moralnego i nie szukałem już źródła zła p o z a światem. jakże s z c z ę ś l i w i jesteśmy. siła. odróżniałem czasy. jego ufność. Nieco historycznego i filologicznego wyszkolenia. wniosek po wniosku. których nikt nie śmiał przeczuwać. Aż wkońcu zdobyłem własną krainę. jego odwaga. te nasze owoce? – Lecz cóż to obchodzi drzewa! Cóż to n a s obchodzi. byśmy jeno dość długo milczeć umieli!. własną ziemię. – musiała ciekawość moja. wiekiem. W istocie już jako trzynastoletniego chłopca prześladował mnie problemat początku zła. z odpowiedzi rodziły się nowe pytania.poznania. przy wątpieniu. to oddałem. jej autor dr. jak słuszna. jednego słońca. 3.. wliczając w to wrodzony wybredny zmysł w zakresie zagadnień psychologicznych wogóle. A co się tyczy mego ówczesnego »rozwiązania« problematu. pod warunkiem. tak niepowstrzymanie. jednego zdrowia. jego przyszłość? – Na to znalazłem i zdobyłem się w sobie na zuchwałość różnych odpowiedzi.. świadectwa jednej woli. żebym miał prawie prawo nazwać je swem »a priori«. i która mnie pociągała – tą siłą pociągu. zmieniło wkrótce mój problemat na inny: wśród jakich warunków wynalazł sobie człowiek owe oceny wartości: »dobrze« i »źle« i j a k ą w a r t o ś ć m a j ą o n e s a m e? Wstrzymywałyż one. które niechętnie wyznaję – stosuje się ono mianowicie do m o r a l n o ś c i.. gdy się ma »na pół igraszki dziecinne. czemubym. Tak bowiem jedynie przystoi filozofowi. wola życia. ani też pojedynczo natknąć się na prawdę. ludy. Nigdy może nic nie czytałem. Pierwszy bodziec do odezwania się ze swemi hipotezami o pochodzeniu moralności dała mi jasna. tak niewzywanie..

Chodziło mi o w a r t o ś ć moralności. 5. To współczesne uprzywilejowanie przez filozofów i przecenianie litości jest bowiem czemś nowem. 97 i nast. Problemat w a r t o ś c i litości i moralności litości (– jestem przeciwnikiem haniebnego współczesnego zmiękczenia uczuć –) wydaje mi się nasamprzód czemś wyosobnionem. 208. Spinozę. zwiastującą się tkliwie i smętnie. to samo o pochodzeniu kary (Wędrowiec str. jak pozytywnemu duchowi przystoi. W szczególności chodziło o wartość »nieegoistyczności« instynktów litości. co w »Ludzkie. jak wszyscy angielscy genealogowie moralności. W gruncie rzeczy leżało mi właśnie wówczas coś o wiele ważniejszego na sercu. 101. aż ostatecznie pozostały mu jako »wartości same w sobie«. wolę zwracającą się p r z e c i w życiu. ofiary z samego siebie. Jutrzenka str. tu pytać się n a u c z y. W szczegółach porównaj. – 6. Rée mniema: – został on w nią dopiero włożony. nie bez cofań i wahań. Rozumiałem ten coraz szerzej grasujący morał litości. coraz głębiej podkopujący sceptycyzm! Tu właśnie widziałem wielkie niebezpieczeństwo ludzkości. do którego jest jednym z wielu środków). temu przydarzy się. Lecz właśnie przeciw tym instynktom przemawiała ze mnie coraz bardziej zasadnicza podejrzliwość. zastój i wstecz spoglądające znużenie. stawiając zamiast nieprawdopodobieństwa to. namiętność i tajemny sprzeciw owej książki się zwraca (– bo i owa książka była »pismem polemicznem«). 107 i nast. samozaparcia. który nawet filozofów dosięgnął i uczynił chorymi. 141 i nast. niż sprawy własnych lub cudzych hipotez o pochodzeniu moralności (lub dokładniej: to ostatnie tylko dla celu. Wędrowiec str. przebóstwiał i w zaświat przerzucał. do którego.. 213 i nast. tak samo na str.. znakiem pytania dla siebie. jej najwznioślejszy wabik i manowiec – dokąd jednak? w nicość? Tu właśnie widziałem początek końca. ostatnią niemoc. tak samo na str. jako do obecnego w owej książce. a uczyniłem to z niezręcznością. ani pierwotnym (jak dr. które Schopenhauer tak długo pozłacał. – i musiałem się o to prawie sam jeden rozprawić ze swym wielkim nauczycielem Schopenhauerem. jako najprzykrzejszy objaw naszej sprzykrzonej europejskiej kultury. po raz pierwszy na światło dzienne owe hipotezy o pochodzeniu. którąbym ostatni ukrywać zamierzał przed sobą samym. jako wyrównaniu między nieledwie równo-możnymi (równowaga jako konieczny warunek wszelkich umów. na których podstawie życiu i sobie samemu rzekł »n i e«. III. o wartości i pochodzeniu moralności ascetycznej. który toto coelo odległy jest od altruistycznej oceny wartości (w której dr. lecz w jednem zjednoczone: w lekceważeniu litości. tego o wiele starszego i pierwotniejszego rodzaju moralności. Właśnie co do b e z w a r t o w o ś c i litości zgadzali się dotąd filozofowie.żebym je zbijał – cóż ja mam ze zbijaniem do czynienia – lecz.). o pochodzeniu sprawiedliwości.. przeto wszelkiego prawa). dla której terrorystyczny cel nie jest ani istotnym. 6 . 49 o »obyczajności obyczaju«. w danym razie zamiast jednego błędu – inny. jeszcze nie mając własnego języka na własne rzeczy. Rée. cztery duchy w najwyższym stopniu od siebie odmienne. jak się rzekło. 217 i nast. La Rochefoucauld i Kanta.. którym poświęcone są te rozprawy. jako jej drogę okrężną ku nowemu buddyzmowi? ku buddyzmowi europejskiemu? ku – n i h i l i z m o w i?. Wówczas dobyłem. wśród określonych okoliczności i zawsze jako coś wtórnego i następczego). widzi ocenę wartości s a m ą w s o b i e). kto jednak raz tu utknie. 68 mówię o dwoistych przeddziejach dobra i zła (to jest ze stanowiska ludzi dostojnych i ze stanowiska niewolników). 93 i nast. Wymieniam tylko Platona. to samo na str. jeszcze niepewny. arcyludzkie« na str. co prawdopodobniejsze.

niżej?. rozległą a tak skrytą krainę moralności – moralności. odkąd mi się widnokrąg ten otworzył. żeby właśnie moralność była niebezpieczeństwem nad niebezpieczeństwy ?. to nowe ż ą d a n i e: potrzeba nam k r y t y k i wartości moralnych. jako środek leczniczy. tak samo niebezpieczeństwo. że niema wcale żadnych rzeczy. rzeczywiście dające się stwierdzić. jako zapora. Przecie jasne jest jak na dłoni. darwinowska bestya i najnowocześniejszy skromny.. że może pewnego dnia otrzyma się pozwolenie brać je p o g o d n i e. jak gdyby się właściwie nie opłacało wcale brać tych wszystkich spraw – problematów moralnych – tak poważnie. że ja sam. któreby bardziej o p ł a c a ł y to. Nie było dotąd nawet cienia wątpliwości i wahania w przyznaniu »dobremu« wyższej wartości. jako leżącą poza wszelkiem podawaniem w wątpliwość. – wkońcu odezwie się głośno nowe żądanie. jako stimulans. s a m ą w a r t o ś ć t y c h w a r t o ś c i n a l e ż y r a z p o d a ć w w ą t p l i w o ś ć – a do tego potrzeba znajomości warunków i okoliczności. między innymi. w wszelką moralność. słowem. jad. pożyteczności. Tak. W dniu jednak. Wymówmy je. w i e d z a r a d o s n a– jest nagrodą: nagrodą za długą. uwiedzenie. jako faktyczną. ostatni z wyrazem pewnej uprzejmej i wytwornej niedbałości w obliczu. jako nieporozumienie. lub by to w moim wyrazić języku. wyższej wartości w znaczeniu sprzyjania. a także z nowemi oczyma: a nie znaczyż to niemal to samo.co mnie się przydarzyło: – ogromny nowy widnokrąg otworzy się przed nim. hieroglificzne pismo ludzkiej przeszłości moralnej! – Ta była d-rowi Rée nieznana. lecz czytał Darwina: – i tak to w hipotezach jego podają sobie grzecznie rękę. Jak to? Jeśliby odwrotność była prawdą ? Jak to ? Jeśliby w »dobrem« także tkwił objaw cofania się. trudne do odcyfrowania.. Pogoda bowiem. która rzeczywiście istniała. że się je bierze poważnie. strachu.. jako maska. Dość. która barwa dla genealoga moralności stokroć ważniejsza być musi. jako świętoszkostwo. co dokumentalne. całe długie. pomyślał także o wymienionym d-rze Rée. Trzeba tę ogromną. jako symptom. zmieszanej nawet z granem pesymizmu i znużenia.. wyskoczą wszystkie rodzaje nieufności. kierunek ku rzeczywistej h i s t o r y i m o r a l n o ś c i i zawczasu jeszcze przestrzec go przed takiem angielskiem stawianiem hipotez »na b ł ę k i c i e«. dopomagania rozwojowi c z ł o w i e k a w ogóle (wliczając w to przyszłość człowieka).. możliwość chwyci go jak zawrót głowy. wiara w moralność. co tę krainę dopiero o d k r y ć?. Przyjmowano w a r t o ś ć tych »wartości« jako daną. która oczywiście nie jest rzeczą każdego. jako trucizna). znajomości. że nie wątpiłem wcale. mniej niebezpiecznie. z których wyrosły. dzięki którym teraźniejszość żyłaby k o s z t e m p r z y s z ł o ś c i? Może wygodniej. 7. w sposób co najmniej zabawny. Jeślim przytem. miałem powody do rozglądnięcia się za uczonymi. w którym z całego serca powiemy: »naprzód! i nasza stara moralność należy d o k o m e d y i!«. wśród których się rozwijały i przesuwały (moralność jako skutek. dzielną. jako choroba. rzeczywiście żyła – objechać z zupełnie nowemi pytaniami. to jest to. jeśliby możliwej samej w sobie n a j w y ż s z e j m o c y i w s p a n i a ł o ś c i typu człowieka nigdy dosięgnąć nie miano? Tak. Jakąż to jest naprzykład nagrodą. ale i w mniejszym stylu. narkotyk. która ani dotąd nie istniała. co rzeczywiście istniało. Mnie zaś wydaje się przeciwnie. podejrzenia. lecz także moralność jako przyczyna. przeczuleniec moralny. który »już nie kąsa«. żeby właśnie moralność była temu winna. pracowitą i podziemną powagę. w wszelki morał zachwieje się. ani nawet choćby tylko pożądana nie była. to tylko dlatego. niż właśnie błękit: mianowicie s z a r o ś ć. że on sam z natury swych zagadnień pchnięty zostanie ku metodyce właściwszej dla osiągnięcia odpowiedzi! Czyż się w tem omyliłem? W każdym razie życzeniem mojem było wskazać tak bystremu i bezstronnemu oku lepszy kierunek. śmiałymi i pracowitymi towarzyszami (czynię to i dziś jeszcze). niż »złemu«. odkryjemy dla dyonizyjskiego 7 ..

dramatu o »przeznaczeniu duszy« nowe zawikłanie i możliwość – : a on już z niej wyciągnie sobie korzyść, o to się można założyć, on, wielki stary wieczny komedyopisarz naszego istnienia!...

8.
– Jeśli pismo to komuś niezrozumiałe będzie, lub źle mu do uszu przypadnie, to wina, jak mi się zdaje, niekoniecznie leży we mnie. Jest ono dość wyraźne, jeśli się przypuści, co ja przypuszczam, że czytało się wpierw moje pisma wcześniejsze i nie szczędziło się przy tem nieco trudu. Są one w istocie nie łatwo dostępne. Co się tyczy naprzykład mego »Zaratustry«, to nie uważam za jego znawcę nikogo, kogoby każde jego słowo raz kiedyś głęboko nie zraniło i raz kiedyś głęboko nie zachwyciło: dopiero bowiem wtedy może używać przywileju uczestniczenia ze czcią w halikońskim żywiole, z którego się dzieło owo zrodziło, w jego słonecznej jaśni, dali, przestrzenności i pewności. W innych razach forma aforystyczna sprawia trudności: leżą one w tem, że formę tę bierze się dziś n i e d o ś ć w a ż n i e. Aforyzm rzetelnie wykuty i odlany nie został jeszcze przez to, że się go odczytało, »odcyfrowanym«; raczej teraz dopiero winno się zacząć jego w y ł o ż e n i e, do którego potrzeba sztuki wykładania. W trzeciej rozprawie tej książki podałem wzór tego, co w takim wypadku zwę »wyłożeniem«: – rozprawę tę poprzedza aforyzm, ona sama jest jego komentarzem. Oczywiście, aby w ten sposób uprawiać czytanie jako sztukę konieczne jest przedewszystkiem jedno, czego się właśnie dziś w najlepsze zapomniało i dlatego nie czas jeszcze na »czytelność« moich pism –, do czego trzeba być prawie krową, a w każdym razie nie »człowiekiem nowoczesnym«: konieczne jest p r z e ż u w a n i e... SILS-MARIA, Engadyna wyżnia, w lipcu 1887

8

ROZPRAWA PIERWSZA: „Dobre i Złe”, „Dobre i Liche”.

9

I.
Ci angielscy psychologowie, którym też dotąd zawdzięczamy jedyne usiłowania doprowadzenia do jakiejś historyi powstawania moralności, – sami są dla nas niemałą zagadką; wyznam nawet, że właśnie z tego powodu, jako wcielone zagadki, górują czemś istotnem nad swemi książkami – o n i s a m i s ą z a j m u j ą c y! Ci angielscy psychologowie – czegóż chcą oni właściwie? Znajdujemy ich, mniejsza – dobrowolnie czy niedobrowolnie, zawsze przy tem samem dziele, mianowicie wysuwających na pierwszy plan la partie honteuse naszego świata wnętrznego i szukających tego, co jest istotnie czynne, kierownicze i o rozwoju rozstrzygające, tam właśnie, gdzie duma intelektualna człowieka ż y c z y ł a b y s o b i e znaleźć je najpóźniej (naprzykład w vis inertiae nawyknienia lub w zapominawczości, lub w przypadkowem zadzierzganiu się i mechanice idei, lub w czemś czysto biernem, automatycznem, odruchowem, molekularnem i zasadniczo tępem). Cóż gna właściwie tych psychologów zawsze tylko w tym kierunku? Czy jest to tajemny, skrycie złośliwy, prostacki, przed samym sobą może nie zdradzający się instynkt zmniejszania człowieka? Lub może jakaś pesymistyczna podejrzliwość, nieufność rozczarowanych, sposępniałych zjadowiciałych i pozieleniałych idealistów? Lub małostkowa podziemna nieprzyjaźń i rancune przeciw chrześcijaństwu (i Platonowi), która może nawet nie wydostała się ponad próg świadomości? Lub czyżby aż chutne smakowanie w tem, co zadziwiające, boleśnie paradoksalne, wątpliwe i bezsensowne w istnieniu? Lub wreszcie – wszystkiego potrosze, nieco prostactwa, nieco sposępnienia, nieco przeciwchrześcijańskości, nieco łaskotki i potrzeby pieprzu?... Lecz słyszę, że są to poprostu stare, zimne, nudne żaby, które wkoło człowieka, w wnętrze człowieka włażą i skaczą, jak gdyby tu naprawdę były w swoim żywiole, to jest w swem b a g n i e. Słucham tego odpornie, co więcej, nie wierzę temu: i jeśli pragnąć można, gdzie wiedzieć nie można, to pragnę z serca, by się odwrotnie rzecz z nimi miała, – by ci badacze i mikroskopicy ducha, byli w gruncie dzielnymi, wielkodusznymi i dumnymi zwierzami, które swe serce i ból swój na wodzy trzymać umieją i wychowały się po to, by wszelką pożądaność złożyć, w ofierze prawdzie, w s z e l k i e j prawdzie, nawet prostackiej, cierpkiej, szkaradnej, wstrętnej, niechrześcijańskiej, niemoralnej prawdzie,.. Bo są takie prawdy.–

2.
Czołem więc przed dobrymi duchami, które w tych historykach moralności może władną! Lecz to pewna niestety, że zbywa im na samym duchu h i s t o r y c z n y m, że opuściły ich właśnie wszystkie dobre duchy samej historyi! Wszyscy oni razem myślą, jak to już starym jest filozofów zwyczajem, z g r u n t u niehistorycznie: to nie ulega wątpliwości. Partactwo ich genealogii moralności wychodzi odrazu na jaw tam, gdzie trzeba wyśledzić pochodzenie pojęcia i oceny »dobry«. »Pierwotnie – tak wyrokują – postępki nieegoistyczne chwalone były i zwane dobrymi przez tych, którym zostały wyświadczone, więc tych, którym były p o ż y t e c z n e; później z a p o m n i a n o o tem źródle pochwały, a postępki nieegoistyczne dlatego poprostu, że z p r z y z w y c z a j e n i a chwalono je jako dobre, odczuwano też jako dobre – jak gdyby same w sobie były czemś dobrem». Widać odrazu, że ten pierwszy wywód zawiera prawie wszystkie typowe rysy idyosynkrazyi psychologów angielskich, – mamy »pożyteczność«, »zapomnienie«, »przyzwyczajenie« i wkońcu »błąd«, wszystko jako podwalina oceny wartości, z której człowiek wyższy był dotąd przeważnie dumny, jako z pewnego rodzaju przywileju człowieka. Ta duma winna być upokorzona, ta ocena wartości pozbawiona wartości: czy osiągnięto to?... Otóż dla mnie jasne jest najpierw, że teorya ta szuka i umieszcza w miejscu fałszywem właściwe ognisko powstania pojęcia »dobry«: sąd »dobry« n i e od tych pochodzi, którym się »dobro« wyświadcza! To raczej sami »dobrzy«, to znaczy do-

10

stojni, możni, wyżsi stanowiskiem i duchem odczuwali i oznaczali siebie samych i swą działalność jako dobrą, to jest wyższą, w przeciwstawieniu do wszystkiego, co nizkie, małoduszne, pospolite i gminne. Z tego p a t o s u o d l e g ł o ś c i dobyli sobie dopiero prawo stwarzania wartości, wykuwania mian wartości. Cóż obchodziła ich pożyteczność! Punkt widzenia pożyteczności jest właśnie w stosunku do tak gorącego wypływu najwyższych porządkujących i wynoszących wedle stopni ocen wartości tak obcy i nieodpowiedni, jak tylko być może: tu doszło właśnie uczucie do przeciwieństwa owego nizkiego stopnia ciepłoty, który każda wyrachowana roztropność, każdy calcul użyteczności z góry każe przypuszczać, – i to nie na jeden raz, nie na godzinę wyjątku, lecz na długie trwanie. Patos dostojności i odległości, jak się rzekło, trwałe i dominujące zbiorowe i podstawowe uczucie wyższego i władnącego gatunku względem gatunku niższego, pewnego »u dołu« – otóż t o jest źródłem przeciwstawienia pojęć »dobre« i »złe«. (Pańskie prawo nadawania nazw sięga tak daleko, żeby należało sobie pozwolić pojmować źródło samej mowy jako przejaw mocy panujących: mówią oni »to j e s t tem a tem«, pieczętują każdą rzecz i zdarzenie dźwiękiem i przez to niejako biorą je w posiadanie). Z tego pochodzenia wynika, że słowo »dobry« wcale nie wiąże się z góry koniecznie z nieegoistycznymi postępkami: jak to jest zabobonem owych genealogów moralności. Raczej dopiero z a u p a d k u arystokratycznej oceny wartości narzuca się całe to przeciwstawienie »egoistyczny«, »nieegoistyczny« ludzkiemu sumieniu, a z niem, aby wyrazić się moim językiem, i n s t y n k t s t a d n y dochodzi wkońcu do słowa (także do s ł ó w). A i wtedy wiele czasu jeszcze minie, zanim ten instynkt w tej mierze się spanoszy, że moralna ocena wartości zaczepi się właśnie o to przeciwstawienie i utknie (jak to naprzykład stało się w współczesnej Europie: panuje dziś przesąd, który pojęcia »moralny«, »nieegoistyczny«, »désinteresssé«, za równowartościowe uważa, już z siłą »idee fixe« i kołowacizny).

3.
Powtóre jednak, pomijając zupełnie niemożność historycznego ocalenia owej hipotezy o pochodzeniu oceny »dobry«, choruje ona na psychologiczny nonsens w sobie samej. Pożyteczność nieegoistycznego postępku ma być źródłem jego pochwały i źródło to miało pójść w z a p o m n i e n i e: – jakże to zapomnienie jest choćby tylko m o ż l i w e? Czy może pożyteczność takich postępków ustała kiedykolwiek? Rzecz ma się przeciwnie: ta pożyteczność była owszem codziennem doświadczeniem wszystkich czasów, więc czemś, co ustawicznie zawsze nanowo było podkreślane; przeto zamiast zniknąć ze świadomości, zamiast utonąć w zapomnieniu, musiała się wtłaczać w świadomość z coraz większą wyrazistością. O ile rozsądniejsza jest owa przeciwna teorya (nie jest dlatego prawdziwsza –), której przedstawicielem jest naprzykład Herbert Spencer, uważający pojęcie »dobry« za równe w istocie swej pojęciu »pożyteczny«, »celowy«, tak, że w ocenach »dobry« i »zły« ludzkość zsumowałaby i uświęciła właśnie swe n i e z a p o m n i a n e i n i e z a p o m i n a l n e doświadczenia co do pożytecznie-celowego, szkodliwie-bezcelowego. Dobre jest wedle tej teoryi to, co się zdawien dawna pożytecznem okazało i może w ten sposób jako »cenne w najwyższym stopniu«, »cenne w samem sobie« utrzymać swe znaczenie. I ta droga wyjaśnienia jest, jak się rzekło, fałszywa, lecz przynajmniej wyjaśnienie to samo w sobie jest rozumne i da się psychologicznie obronić. –

4.
– Wskazówką ku w ł a ś c i w e j drodze było mi pytanie, co mają właściwie ukute przez rozmaite języki określenia »dobrego« oznaczać pod względem etymologicznym: wtedy odkryłem, że wszystkie społem naprowadzają n a t ę s a m ą p r z e m i a n ę p o j ę ć, że

11

aryjskiei rasy. »gminny«. po którym dostojni poczuwali się właśnie ludźmi wyższego rzędu. czarnowłosych pramieszkańców. Celtowie. Wprawdzie zwą siebie może w najczęstszych wypadkach poprostu wedle swej wyższości pod względem mocy (»możnowładcami«. I to aż do najefektywniejszej pozornie dziedziny wiedzy przyrodniczej i psychologii. winien temu tamujący wpływ. okazuje osławiona sprawa Buckla. »szlachetny« w stanowem znaczeniu jest podstawowem pojęciem. przedewszystkiem jako ciemnowłosego (»hic niger – est «) jako przedaryjskiego tubylca na ziemi italskiej. po upadku szlachty. »schlechterdings« – i oznaczał pierwotnie prostego. nie będzie rzeczą małej wagi stwierdzić. gwałtownie jak wulkan błotny i z ową przesoloną wrzaskliwą wymową prostacką. W tej fazie przemiany pojęcia staje się to słowo hasłem i odzewem szlachty i przybiera całkowicie znaczenie »szlachecki«. aż ostatecznie słowo to. – 5. przechodzi to znaczenie w dziś używane. z którego rozwija się nieodparcie pojęcie »dobry« w znaczeniu duchowo »dostojny«. Przynajmniej język gaelijski podał mi dokładnie odpowiadający wypadek – fin (naprzykład w nazwie Fin-Gal}. dla odgraniczenia od k ł a m l i w e g o pospolitego człowieka. naprzód szlachta grecka. wyrządzić może szczególnie moralności i historyi. Nazywają się naprzykład »prawdomównymi«. który jest prawdziwy i potem przez zwrot subjektywny. Lecz także wedle t y p o w e g o r y s u c h a r a k t e r u. w którym kierunku trzeba szukać etymologicznego pochodzenia. W słowie jak i (plebejusz w przeciwieństwie do ) podkreślona jest tchórzliwość: to może daje wskazówkę. odpowiednio też w erańskim i słowiańskim). że częstokroć jeszcze w słowach i źródłosłowach. który jest identyczny z »schlicht« – porównaj »schlechtweg«. . Co do n a s z e g o problematu. poprostu jako przeciwieństwo dostojnego. który z powodów słusznych c i c h y m problematem nazwany być może i wybrednie ku nielicznym jeno zwraca się uszom. szlachetny. »dobrze urodzony«. oznaczających »dobry«. gdy się rozkiełzna aż do nienawiści. pierwotnie płowogłowy. W łacinie malus (obok którego stawiam ) mogło określać człowieka pospolitego jako ciemnobarwnego. o czem tylko nadmieniam. »panami«. że dokonano go dopiero tak późno. naprzykład »bogatymi«. jak go pojmuje i przedstawia Theognis. Mniej więcej za czasów wojny trzydziestoletniej. Rozwój ten biegnie równolegle z owym drugim. »duchowo uprzywilejowany«. »szlachetny«. pospolitego człowieka. który jest pochodzenia angielskiego. (To samo stosuje się prawie do całej 12 .wszędzie »dostojny«. Niesłuszna jest. i ten to wypadek tu nas obchodzi. której wyrazem jest megaryjski poeta Theognis. który j e s t. w przeciwstawieniu do ciemnych. jeśli się owe (dające się zauważyć na staranniejszych mapach etnograficznych Niemiec) pasy istotnie ciemnowłosej ludności wiąże z jakiemś celtyckiem pochodzeniem i zmieszaniem krwi. p l e b e i z m ducha współczesnego. Jaką jednak szkodę przesąd ten. wkońcu znaczące dobry. prawdziwego jako prawdomównego. przedzierzga ostatecznie w pojęcie »zły«. który posiada rzeczywistość. który barwą odcinał się od doszłych do władzy zdobywców płowej. pozostaje i niejako dojrzewa słodko do określenia duchowej noblesse. zakorzeniony w świecie współczesnym w stosunku do wszystkich zagadnień rodowództwa. który pojęcia »pospolity«. więc dość późno. jak to jeszcze Virchow czyni: raczej wybija się na tych miejscach p r z e d a r y j s k a ludność Niemiec. Ukuty na to wyraz oznacza wedle źródłosłowu tego. »rozkazodawcami«) lub wedle najwidoczniejszych oznak tej wyższości. jeszcze bez podejrzliwej. który wywiera przesąd demokratyczny. »nizki«. dającego się różnie wykładać. ubocznej myśli. Najwymowniejszym przykładem ostatniego jest sam niemiecki wyraz »schlecht«. słowo odróżniające szlachtę. byli stanowczo rasą płową. »posiadającymi« (takie znaczenie ma wyraz a r y a. który jest naprawdę. – W sprawie genealogii moralności zdaje mi się to istotnem wniknięciem. wybuchnął znowu na swej rodzimej ziemi. z jaką wszystkie dotąd przemawiały wulkany. czysty. prześwieca ten rys główny. mówiąc nawiasem.

co w starym Rzymie stanowiło »dobroć« w mężu. o poście. który ma odrazę do krwi. ich samohipnotyzowanie na sposób fakira i bramina – braman. Samo nasze niemieckie »gut«: nie miałoż oznaczać »den göttlichen. że mogę łacińskie bonus wyłożyć jako »wojownik«: przypuściwszy. zemsta. ledwie dziś wyobrazić sobie można. który się myje. miłość. po części uczuciowo-wybuchowych nawyknieniach. Istotnie. zawarte owo duonus). – czyż nie można rzec. żądza panowania. czepiająca się nieuchronnie kapłanów wszystkich czasów. – nic więcej. ciasno. wyrzeka się pewnych potraw. skierowanem ku nicości.Europy: w istocie rzeczy rasa podbita wzięta tamże ostatecznie znowu górę. wliczywszy w to całą wrogą zmysłom. zewnętrznie. gdzie. nirwanie – i niczem więcej!). że słusznie sprowadzam bonus do starszego duonus (porównaj bellum = duellum = duen-lum. że pojęcie polityczne pierwszeństwa przechodzi zawsze w pojęcie duchowe pierwszeństwa. powodujących choroby skórne. w barwie. lecz i pycha. ideału ascetycznego). nietylko środki kuracyjne i sztuki lecznicze. zdaje mi się. używane jako guzik szklany i idée fixe – i ostateczny zbyt łatwy do pojęcia ogólny dosyt ze swoją radykalną kuracyą. jako wojownik.. a mianowicie owa skłonność do komuny. jako lekarstwo przeciw chorowitości tej wynaleźli. nie wiele więcej! Z drugiej oczywiście strony z całego ustroju zasadniczo kapłańskiej arystokracyi jasno wynika. I także tu dochodzi później pewne »dobrze« i »źle« już nie w znaczeniu stanowem do rozwoju. w krótkości czaszki. Wreszcie należy przestrzec by tych pojęć »czysty« i »nieczysty« nie brać z góry zbyt ciężko. cnota. po części w zadumie pogrążonych.. O tem jednak. męża rodu boskiego? I być jednoznaczne z ludową (pierwotnie szlachecką) nazwą Gotów? Uzasadnienia tego domysłu nie należą tutaj. tej najprymitywniejszej formy społecznej. chorowitość kiszek i neurastenia. o wstrzemięźliwości płciowej. i rzeczywiście ostatecznie rozwarły one między człowiekiem a człowiekiem przepaści. może nawet w intelektualnych i socyalnych instynktach: któż nam zaręczy. co oni sami. – 6. rozdwojeniu (duo). Tu przeciwstawiają się naprzykład po raz pierwszy »czysty« i »nieczysty« jako oznaki stanowe. wybujałość. »Czysty« jest to zrazu jedynie człowiek. przypominające jej funkcyę kapłańską. Widać. r a s a p a n ó w. W tem prawidle. dlaczego tu właśnie przeciwieństwa ocen tak wcześnie pogłębić i zaostrzyć się zdołały w sposób tak niebezpieczny. Już od początku jest coś n i e z d r o w e g o w takich arystokracyach kapłańskich i w panujących tam. o ucieczce »na pustynię« (Weir Miczelowska izolacya. oczywiście bez następującego po niej tuczenia i bez przekarmiania. odwróconych od działania. powodującą gnicie i wyrafinowanie metafizykę kapłanów. Więc bonus. niezgrabnie. U kapłanów staje się właśnie w s z y s t k o niebezpieczniejszem. w jakim stopniu wszystkie pojęcia dawniejszej ludzkości rozumiano początkowo z gruba. nie stanowi jeszcze wyjątku (acz do wyjątków daje sposobność). których następstwem wydaje się owa. w których tkwi najskuteczniejszy antydot przeciw wszelkiej histeryi. których nawet Achilles wolnoduchostwa nie przesadzi bez grozy. z pewną słusznością możnaby 13 . który nie sypia z brudnemi kobietami z motłochu. choroba. z której miało wyzwolić? Nawet ludzkość odchorowywa jeszcze następstwa tych kapłańskich naiwności kuracyjnych! Pomyślmy naprzykład o pewnych formach dyety (unikanie mięsa). bystrość. fizyologicznie także nie chyli się ku upadkowi ? . jako człowiek żyjący w sprzeczce.) Sądzę. zbyt szeroko lub zbyt symbolicznie: przeciwnie. wspólna dziś wszystkim socyalistom Europy. czy demokracya nowoczesna i jeszcze nowocześniejszy anarchizm. to jest Aryjczyków. nicością (lub Bogiem: – pożądanie owej unio mystica z Bogiem jest pożądaniem buddystów. nie jest w gruncie rzeczy olbrzymim o d d ź w i ę k i e m – i czy rasa zdobywców. jeśli najwyższa kasta jest zarazem kastą k a p ł a ń s k ą i stąd dla wspólnego swego określenia wysuwa na czoło orzeczenie. właśnie i szczególnie n i e s y m b o l i c z n i e. że wkońcu w swych skutkach późniejszych okazało się stokroć niebezpieczniejszem od choroby.

potępieni!«. bezbożni.. Kapłańsko-dostojna ocena wartości ma – jak widzieliśmy – inne warunki: dosyć złe dla niej. dostojni i gwałciciele. nawet przelewne zdrowie. bo ideały stwarzającej. – Czytelnik odgadł już zapewne. rozpustni. okrutni. bogate. nienawiści żydowskiej. niedostatni. 126 i nast. igrzyska i wogóle wszystko. przeklęci. Co się tyczy potwornej i ponad wszelką miarę fatalnej inicyatywy. bezsilni. nie warto słowa w porównaniu z tem. W szczególności bodźcem do tego za każdym razem jest. stał się człowiek wogóle z w i e r z ę c i e m z a j m u j ą c e m. by odnieść zwycięstwo?. ów bunt. przejrzeć.. na wieki wieków jesteście źli. kwitnące. Wiadomo. przygody. Wszystko. Żydzi. której podobnej nigdy nie było na ziemi – wyrosło coś również bezprzykładnego. a zarazem to. najbardziej zaczajonej mściwości kapłańskiej. Takie zaś jest to zdarzenie: z pnia owego drzewa zemsty i nienawiści. k t o wziął w spadku tę żydowską przemianę wartości. nizcy są jedynie dobrzy. który dwutysiączne ma za sobą dzieje i który dlatego jedynie usunął się nam dziś z przed oczu.. że dopiero na gruncie tej z a s a d n i c z o-n i e b e z p i e c z n e j formy istnienia człowieka. taniec. – Nie rozumiecie jednak tego? Nie macie oczu na coś. »dzierżycielom mocy«.). w czem tkwi silna. chorzy. łowy. Założeniem ocen rycerskoarystokratycznych jest potężna cielesność. Temu nie można się dziwić: wszystkie sprawy d ł u g o t r w a ł e trudno jest ujrzeć. n a j g o r s z y m i w r o g a m i – czemuż to? Bo są najbezsilniejsi. »gwałcicielom«. jak łatwo kapłańska ocena wartości może się od rycerskoarystokratycznej odgałęzić i potem dalej rozwijać w jej przeciwieństwo. ten lud kapłański. jeśli kasta kapłańska i wojownicza zazdroszczą sobie wzajem i nie chcą się zgodzić z sobą na punkcie ceny. mianowicie. cierpiący. co przedsiębrano na ziemi przeciwko »dostojnym«. Dzieje ludzkie byłyby zbyt głupią sprawą bez tego ducha. do najwyższej duchowości i jadowitości. 7. wy też na wieki będziecie zgubieni. swobodna. radosna czynność.też dodać. Z niemocy wyrasta w nich zawiść do potworności niepokojącej. które przy innej wypowiedziałem sposobności (»Poza dobrem i złem« str.... – wy zaś. którą dali Żydzi tym najbardziej zasadniczym z wszystkich wyzywów wojennych. którego w nie tchnęli bezsilni: – weźmy w tej chwili największy przykład. najwyższa i najwznioślejsza z wszystkich ro14 . Żydzi to przeciwko arystokratycznemu zrównaniu wartości (dobry = dostojny = możny = piękny = szczęśliwy = bogumiły) odważyli się z przejmującą lękiem konsekwencyą na przewrót i zębami otchłannej nienawiści (nienawiści bezsilnych) utrzymali go. że mianowicie ze zjawieniem się Żydów zaczyna się b u n t n i e w o l n i k ó w n a p o l u m o r a l n o ś c i. co potrzebowało dwuch tysiącoleci.. jedynie błogosławieni. jeśli o wojnę chodzi! Kapłani są. nienawidzili zarazem najgienialniej: – wobec ducha zemsty kapłańskiej wszelki inny duch nie wchodzi wogóle w rachubę... »panom«. że »nędzni jedynie są dobrzy biedni. nienasyceni. jak wiadomo. który na wrogach swoich i gwałcicielach umiał sobie zdobyć ostatecznie zadośćuczynienie tylko przez radykalną przemianę ich wartości. to przypominam zdanie. W historyi świata najbardziej nienawidzili zawsze kapłani. Tak jedynie przystało właśnie narodowi kapłańskiemu. bo – zwyciężył. – najwyższej i najwznioślejszej. szkaradni są jedynie niewinni. n o w a m i ł o ś ć. 8. formy kapłańskiej. co przeciwko nim Ż y d z i zdziałali.. dla nich tylko jest zbawienie. co jest warunkiem ich utrzymania. więc przez akt z e m s t y n a j b a r d z i e j d u c h o w e j. wartości przemieniającej nienawiści. narodowi. więc wojna. że dopiero tu posiadła dusza ludzka w pewnem wyższem znaczeniu g ł ą b i stała się z ł a – a to są przecie dwie zasadnicze formy dotychczasowej wyższości człowieka nad resztą zwierząt!.

Któżby z nas był duchem wolnym. moralność człowieka pospolitego zwyciężyła. przysłuchiwał mi się dotąd i nie mógł wytrzymać. co miało głąb i było złe.« – Oto do mej przemowy epilog »ducha wolnego«. Czy kościołowi na drodze tego celu przypada dziś jeszcze jakie k o n i e c z n e zadanie.. Czyżby nie powinien się przynajmniej nieco wyrafinować ?. coraz zachłanniej we wszystko. jako jej korona. niewątpliwie jednak zatrucie to u d a ł o s i ę. ponadto demokraty. Ten Jezus z Nazaretu. – »Lecz pocóż tu mówić jeszcze o d o s t o j n i e j s z y c h ideałach! Trzymajmyż się faktów: zwyciężył lud – czyli »niewolnicy«. delikatniejsze. w najczystszej jaśni i pełni słonecznej szeroko. grzesznikom błogobyt i zwycięstwo – nie byłże on właśnie uwiedzeniem w najbardziej niepokojącej i nieodpartej formie.. cichsze. jako wcielona Ewangielia miłości. Postęp tej trucizny skroś całe ciało ludzkości zda się niepowstrzymanym.. »Wybawienie« rodzaju ludzkiego (mianowicie od »panów«) jest na najlepszej drodze. nad wszystkimi ideałami d o s t o j n i e j s z y m i. to. ku zwycięstwu. temu misteryum niedającego się pomyśleć. że sub hoc signo Izrael odnosił dotąd ciągle zemstą swoją i przemianą wszystkich wartości tryumf nad wszystkimi innymi ideałami. wyrachowanej zemsty. czyżby wogóle można z głębi całego wyrafinowania ducha wymyślić j e s z c z e n i e b e z p i e c z n i e j s z ą p r z y n ę t ę? Coś. Zapewne. jak czegoś śmiertelnie wrogiego. miast go przyśpieszać? Otóż. przynoszący biednym. oszałamiającą. że hamuje on raczej i wstrzymuje ów postęp.. uwiedzeniem i drogą okrężną – właśnie ku owym ż y d o w s k i m wartościom i nowinkom ideału? Czyż nie na tej właśnie okrężnej drodze tego »Zbawiciela«. »Panowie« strąceni. o s i ą g n ą ł Izrael najwyższy cel swej wzniosłej mściwości? Czyż nie należy do tajemnych czarnych kunsztów prawdziwie wielkiej polityki zemsty.. lub gminnieje (cóż zależy na słowach!). ażeby »świat cały«. coby wabiącą. która w królestwie światła i wyży z tą samą siłą parła ku celom nienawiści. prawdziwie współczesnemu smakowi. – 9. Ja bowiem mam w tem miejscu wiele do przemilczenia. Pewnem jest conajmniej. nie do trucizny. niszczącą mocą dorównać mogło temu symbolowi »świętego krzyża«. dalekowidzącej.. jak to dostatecznie okazał. zacnego zwierzęcia. jako tryumfująca. Nie przypuszczajcie jednak. temu przejmującemu grozą paradoksowi »Boga na krzyżu«.. czyli »stado« lub jak wam się wreszcie nazwać podoba. coraz szerzej rozwijająca się korona. – 15 . Pominąwszy kościół. uważniejsze – wszak czasu dość. wogóle jeszcze jakie prawo do istnienia. Skoro przez Żydów to się dokonało. z jaką korzenie owej nienawiści zatapiały się coraz otchłanniej.dzajów miłości: – i z jakiegoż innego pnia mogła też była wyróść ?.. podziemnej. lub chrześcijanieje. jest on właśnie czemś grubem i chamskiem. najskrajniejszego ostatecznego okrucieństwa i samoukrzyżowania Boga d l a z b a w i e n i a c z ł o w i e k a?. mianowicie wszyscy przeciwnicy Izraela.. jego tempo i krok mogą nawet teraz stawać się coraz wolniejsze. dobrze! żaden tedy lud nie miał bardziej wszechdziejowej misyi. zdobyczy. gdyby nie było kościoła? Mamy odrazę do kościoła. Czyby też można obejść się bez niego? Quaeritur.. jakoby wyrosła właśnie jako jakieś zaprzeczenie owego pragnienia zemsty. żem milczał. że sam Izrael musiał się zaprzeć przed całym światem właściwego narzędzia swej zemsty. czyli »motłoch«. uwodzeniu. lubimy i my truciznę. ogłuszającą. Zdaje się. tego pozornego przeciwnika i rozprzężyciela swego. i przybić do krzyża. wszystko w oczach żydzieje... chorym. niż uwodzi. zwolna sięgającej... ten »Zbawiciel«. na tę właśnie przynętę bezmyślnie złapać się mogli? A z drugiej strony. przeciwnie! Ta miłość wyrosła z niej. Można zwycięstwo to uważać za zatrucie krwi (pomieszało z sobą wszystkie rasy) – nie sprzeciwiam się.. co sprzeciwia się wytworniejszej inteligencyi.. jako przeciwieństwo nienawiści żydowskiej! Nie. Odpycha dziś raczej. właśnie w tem mogłaby być jego pożyteczność.

co skryte. nie oddzielać działania od szczęścia. jako zupełni. dalekiem pozostanie od fałszerstwa. jako j e g o świat. co nie jest »nim samym«: i to »nie« jest jej czynem twórczym. zaczyna się tem. W rzeczy samej miesza się do pogardy zbyt wiele niedbałości. jest wzbroniona i które wynagradzają ją sobie tylko zemstą w imaginacyi. by powstać. w którego barwie przeważa »nieszczęśliwy«. Podczas gdy wszelka moralność dostojna wyrasta z tryumfującego potwierdzenia siebie samej. w k łam y w a ć (jak to wszyscy ludzie opanowani przez ressentiment czynić zwykli). Należy wsłuchać się w przychylne prawie odcienie. kryjome dróżki i wrota od tyłu. co »inne«. wynachodzi jeno swoje przeciwieństwo. słowem b i e r n i e. ani naiwny. na wskroś życiem i namiętnością przepojonego. pokój. »Dobrze urodzeni« czuli się właśnie »szczęśliwymi«. nie musieli dopiero przez spojrzenie. by siebie z tem większą wdzięcznością. »pożałowania godny« (porównaj . my szczęśliwi!« Jeśli dostojna ocena wartości targnie się i zgrzeszy przeciw rzeczywistości. To odwrócenie ustanawiającego wartości spojrzenia – ten k o n i e c z n y kierunek na zewnątrz. wkładane naprzykład przez szlachtę grecką w wszystkie słowa. podniet zewnętrznych. że f a ł s z u j e obraz pogardzanego. że ressentiment samo twórczem się staje i płodzi wartości: ressentiment takich istot. względności. »nizki«. j e g o 16 . którym właściwa reakcya. tem radośniej potwierdzić. zbyt wiele odwracania oczu i zniecierpliwienia. spoglądania z góry. kontrastowym obrazem w stosunku do jej pozytywnego. zgodziwszy się nawet na to. owszem przeciw której prawdziwemu poznaniu broni się ona ostro: nie rozumie w danym razie pogardzanej przez siebie sfery. reakcya czynu. my dobrzy. Jego dusza z e z u j e. dwa ostatnie określają właściwie człowieka pospolitego. by wogóle działać. nawet zbyt wiele własnego uradowania. spoglądania w dół. pospolitemu przypadające człowiekowi. konstruować sztucznie swojego szczęścia. to dzieje się to w stosunku do sfery. wyrozumiałości. która i w pogardzie nie sprzeniewierzyła się sobie (– filologom niechaj przypomniane będzie. – być czynnym wliczają z konieczności do szczęścia (skąd swój początek wywodzi) –wszystko to w zupełnem przeciwieństwie do »szczęścia« na szczeblu bezsilnych. »pospolity«. by zdolna była przemienić swój przedmiot w istotną karykaturę i potwora. bladym. u których występuje ono zasadniczo jako narkoza. moralność niewolnika mówi z góry »nie« wszystkiemu. ma powab dla niego. arystokratycznej oceny wartości. zbyt wiele lekceważenia. miast wstecz ku samemu sobie – jest właśnie właściwe uczuciu ressentiment. skierowane na wrogów swych. spoczynek. »sabat«. zemsta bezsilnego dopuszcza się – oczywiście in effigie – względem swego przeciwnika. i umieli również. Moralność niewolników.10. co »poza nim«. mówiąc fizyologicznie. że w każdym razie uczucie pogardy. uciskanych. którego zepchnięta nienawiść. nizkiego gminu. to człowiek opanowany przez ressentiment nie jest ani szczery. Przeciwnie dzieje się z dostojną oceną wartości: działa ona i rośnie spontanicznie. odprzężenie umysłu i wyciągnięcie członków. jak się w nie miesza ustawicznie i jak ocukrza je pewien rodzaj pożałowania. sfery pospolitego człowieka. przeto z k o n i e c z n o ś c i czynni ludzie. jako roboczego niewolnika i zwierzę juczne) – i jak z drugiej strony »zły«. szlachetniejszej. któremi odróżnia od siebie motłoch. ogłuszenie. – jej negatywne pojęcie »nizki«. Jest to dziedzictwo starej. która nie jest jej dostatecznie znana. w jakiem znaczeniu używane są ). – Bunt niewolników na polu moralności. potrzebuje. wszystko. – jej akcya jest z gruntu reakcyą. »zły« jest tylko później zrodzonym. zasadniczego pojęcia »my dostojni. aż wkońcu prawie wszystkie słowa. ani z samym sobą uczciwy i otwarty. siłą uposażeni. duch jego kocha schówki. w danym razie wmawiać. owych od jadowitych i nieprzyjaznych uczuć ropiejących ludzi. my piękni. »nieszczęśliwy« nigdy nie przestały dla ucha greckiego brzmieć w tonie. Podczas gdy człowiek dostojny żyje ufnie i otwarcie przed samym sobą ( »szlachetnie urodzony« podkreśla nuance »szczery« a również i »naiwny«). pozostały ostatecznie jako wyrazy na »nieszczęśliwy«. potrzebuje najpierw zawsze świata przeciwnego i zewnętrznego. z drugiej strony należy rozważyć.

na czekaniu. niż wypuszczone drapieżce. i który dlatego tylko nie mógł przebaczać. Zgoła więc przeciwnie. nawet swoich z ł o c z y n ó w – to oznaka silnych pełnych natur. opanowanych przez ressentiment ludzi stanie się wkońcu z konieczności r o z t r o p n i e j s z a. On pragnie przecie wroga swego dla siebie. panowania nad sobą. Nie móc zbyt długo pamiętać swoich wrogów. Nawet ressentiment dostojnego człowieka. miłości. który koncypuje zasadnicze pojęcie »dobry« naprzód i spontanicznie. wykwintną przymieszkę zbytku i wyrafinowania: – jest ona bowiem w nich daleko mniej zasadnicza. wierności. i to jako zasadnicze pojęcie. tam. on nie zniesie przecie żadnego innego wroga. początek. jak go pojmuje człowiek opanowany przez ressentiment. »z ł e g o«. możny. przeinaczony. j e g o uciecha. jako radosne potwory. tylko takiego. wymyśli sobie »dobrego« – samego siebie!. w puszczy wynagradzają sobie napięcie. niż doskonała pewność funkcyi regulujących instynktów n i e ś w i a d o m y c h lub nawet pewna nieroztropność. jego twórczość: powziął on koncepcyę »złego wroga«. tylko przebarwiony. że jest wogóle na ziemi możliwa – właściwa »m i ł o ś ć dla swoich wrogów«. spełnia się i wyczerpuje w natychmiastowej reakcyi. w których nieuniknione jest u wszystkich słabych i bezsilnych. a bardziej jeszcze przez wzajemne strażowanie się i zazdrość inter pares tak surowo trzymają się w karbach i którzy z drugiej strony w stosunku do siebie okazują się tak wynalazczymi na punkcie względności... Najściślejsza odpowiedź: w ł a ś n i e »dobry«. dumy i przyjaźni. właściwy c z y n w pojęciu moralności niewolniczej – jakże różne są te oba. które się w innych wżera i w nim jedynie jest możliwa – przypuściwszy. zgwałceń i znę17 . swoich przykrości.. gojącej i zapomnieniem darzącej siły (dobrym tego przykładem z nowoczesnego świata jest Mirabeau. czci. – i w tem właśnie jest jego czyn. Tutaj jednemu bynajmniej nie chcemy przeczyć: kto tych »dobrych« poznał tylko jako wrogów. będzie też czcić roztropność w zgoła innej mierze: mianowicie jako pierwszorzędny warunek istnienia. niż jakakolwiek inna rasa dostojna. nie wiele lepsi. podpaleń. k t o jest właściwie »zły« w znaczeniu moralności.. kształtującej. lub owa marzycielska nagłość gniewu. w których jest nadwyżka plastycznej. jeśli się pojawia w nim. poznał też tylko z ł y c h w r o g ó w. po których wszelkiego czasu poznawały się dusze dostojne. pozornie temu samemu pojęciu »dobry« przeciwstawione słowa »lichy« {schlecht) i »zły« (böse) Lecz to n i e jest to samo pojęcie »dobry«: raczej zapytać przecie należy. zna się on na milczeniu. w którym niema nic do pogardzania. z którego. a b a r d z o w i e l e do czczenia! Natomiast przedstawcie sobie »wroga«. którzy dzięki obyczajowi. właśnie dostojny. jako odbicie i przeciwieństwo. nawywrót widziany jadowitem okiem. – ci sami są nazewnątrz. Taki człowiek właśnie otrząsa z siebie jednym podrzutem wiele robactwa. drugie natomiast jako oryginał.pewność. którem patrzy ressentiment. 11. jako swego odznaczenia. opanowanej przez ressentiment. Rasa takich. mianowicie z samego siebie i stąd dopiero stwarza sobie wyobrażenie »lichy«! To »lichy« pochodzenia dostojnego i owo »zły« z kotła nienasyconej nienawiści – pierwsze jako twór późniejszy. któremu się nie trzymały pamięci żadne wyrządzane mu obelgi i podłości. na niezapominaniu. p o w r a c a j ą ku niewinności sumienia drapieżców. Tam używają zwolnienia od wszelkiego przymusu społecznego. barwa dopełniająca. o b c z y z n a. wdzięczności. dlatego nie z a t r u w a: z drugiej strony nie występuje ono wcale w niezliczonych wypadkach. przystawka. bo – zapominał). przeciwnej moralności. czy to na wroga. władnący. zwyczajowi. czci. Ileż już czci dla swego wroga ma człowiek dostojny! – a taka cześć jest już mostem do miłości. które może po okropnym szeregu mordów. delikatności. wdzięczności i zemsty. pewne dzielne gnanie na oślep czy to ku niebezpieczeństwu. na tymczasowem zmniejszaniu się i upokarzaniu. gdzie się zaczyna co obce. spowodowane długiem zamknięciem i ujęciem w płoty pokoju. podczas gdy w ludziach dostojnych ma roztropność lekką. niż u dostojnego. Ci sami ludzie.

z których pomocą szczepy dostojne i ich ideały zostały w końcu zhańbione i przemożone. p ł o w e j b e s t y i. dla tego ukrytego podłoża potrzeba co pewien czas wyładowania. uprowadzonych. «ku wszystkim lądom i morzom utorowała sobie drogę śmiałość nasza. twardej. tak jak ten świat zachował się w pamięci szczepów dostojnych. niż n i e bać się. lecz któżby po stokroć nie wolał bać się. potem epoce spiżowej w sposób. sprzedanych : epoce spiżu. którą mu nastręczał wspaniały. Raczej coś przeciwnego byłoby nietylko prawdopodobne – nie! jest to dziś o c z y w i s t e! Ci przedstawiciele owych w dół gniotących. »człowiekiem wyższym«. zniedołężnienia. srebrze. to niewątpliwe. gdy wymyślał następstwo epok kulturalnych i starał się je wyrazić w złocie. że ma pewne prawo czuć się takim. ciała. gwałtem dyszący.cań się odchodzą z junactwem i równowagą duchową. lecz zarówno grozą przejmujący. katowanych. że . tej wspanialej. japońska. toby należało bezsprzecznie wszystkie owe instynkty reakcyi i ressentiment. a cóż dopiero krwi). ograbionych. nagła w swym wyjawie. uważać za właściwe n a r z ę d z i a k u l t u r y. Głęboka. – Nie obawa. zmniejszenia. jeszcze najwyższa ich kultura zdradza świadomość tego i nawet dumę (naprzykład. wszystko miażdżącej i krwią zlewającej. poradzić inaczej. Najpierw epoce bohaterów i półbogów z Troi i Teb. że nie mamy już czego bać się w człowieku. nauczył się już czuć siebie celem i szczytem. które w nim miały własnych praszczurów. w jaki ten sam świat jawił się potomkom zdeptanych. ten nieuleczalnie mierny i niepokrzepiający. srogiej. germańska. i teraz znowu – jest zawsze jeszcze oddźwiękiem owego niewygasłego przerażenia. musi znów wrócić do puszczy: – szlachta rzymska. »złego wroga«. Zwróciłem raz uwagę na zakłopotanie Hezyoda. niż dzieląc jedną epokę na dwie. życia. w szczególności wszelkiej ludności przedaryjskiej. skoro do władzy dojdzie. przeciwdowodem względem »kultury« wogóle! Można mieć zupełną słuszność. niedorzeczna. zatrucia ? A czyż nie jest to n a s z a fatalność? Cóż wywołuje dziś n a s z ą niechęć ku »człowiekowi«? – bo człowiek nam d o l e g a. z w i e r z ę d o m o w e. arabska. nawet nieprawdopodobieństwo jej przedsięwzięć – Perykles podnosi i kładzie nacisk na Ateńczyków – obojętność i pogarda dla bezpieczeństwa. którą Niemiec wzbudza. w przekonaniu. jakby spełnili jeno psotę uczniacką. cywilizowane zwierzę. wygody. jej przerażająca pogoda i głęboka rozkosz w wszelkiem niszczeniu. we wszystkich uciechach zwycięstwa i okrucieństwa – wszystko to składało się dla cierpiących z tego powodu na obraz »barbarzyńcy«. by z drapieżnego zwierza »człowieka« wyhodować obłaskawione. ta nieobliczalność. jeśli ktoś nie może się wyzbyć obawy przed płową bestyą na dnie wszelkich ras dostojnych i ma się na baczności. przez co wcale jeszcze nie powiedziano. co się i tak dziś za »prawdę« uważa. »człowiek obłaskawiony«. zimnej. w owej sławnej mowie pogrzebowej. za zdobyczą i zwycięstwem lubieżnie węszącej. Zgodziwszy się na to. że poeci znów na długo będą mieli co opiewać i sławić. – oni przedstawiają c o f a n i e s i ę ludzkości! Te »narzędzia kultury« są hańbą człowieka i raczej podejrzeniem. dyszących żądzą odwetu instynktów. raczej to. lodowa nieufność. jeśli zarazem podziwiać może. spiżu: nie umiał on sobie z sprzecznością. z jakiem przez całe stulecia Europa przyglądała się wściekłemu szalowi płowej bestyi germańskiej (aczkolwiek pomiędzy starymi Germanami a nami Niemcami nie ostało się żadne powinowactwo pojęcia. zwierzę musi na wierzch się wydobyć. iż prawdziwe jest. że z n a c z e n i e w s z e l k i e j k u l t u r y leży właśnie w tem. Właśnie rasy dostojne pozostawiły pojęcie »barbarzyńcy« na wszystkich śladach swojego pochodu. jak się rzekło. »Wandala«. – ba. świat Homera. szalona. skandynawscy wikingowie – wszyscy jednako czuli tę potrzebę. bohaterowie homeryczni. gdy Perykles mówi Ateńczykom. jakoby i c h p r z e d s t a w i c i e l e byli zarówno wyobrazicielami samej kultury. ci potomkowie wszelkiego europejskiego i nieeuropejskiego niewolnictwa. że to robactwo »człowiek« na pierwszym jest planie i mrowi się. Ta »śmiałość« ras dostojnych. wznosząc sobie wszędzie nieprzemijające pomniki dobrego i z ł e g o«). coś jakby »Gota«. myślą dziejów. którym kazał teraz następować po sobie. o ile w prze- 18 . Na dnie wszystkich tych ras dostojnych nie należy przeoczać drapieżcy. lecz przytem nie móc pozbyć się bardziej odrażającego widoku nieudaności. bez czucia i sumienia.

. chęcią obalenia. chorowitości. aby nie była chęcią przemożenia. by objawiała się n i e jako siła.. co chce się stać większem. Cóż jest właśnie dla mnie najnieznośniejsze? To. by objawiała się jako siła.. przynajmniej jeszcze zdolnem do życia. Pewne quantum siły jest właśnie takiem quantum popędu woli. 13. znowu przeżyje swą złotą godzinę zwycięstwa – i znowu stoi wtedy. przeczuwamy. jest równie niedorzeczne. jakkolwiekby ptaki drapieżne nieco szyderczo na to spoglądały i może mówiły sobie: »my nie gniewamy się na nie. że porywają małe jagnięta. chceniem. znowu kiedyś wydostanie się na światło. jagnięciem – nie miałżeby być dobry?«. tryumfującego. – Lecz kiedy niekiedy pozwólcie mi – rozumie się. co mnie dusi i dławi? Zepsute powietrze! Zepsute powietrze! Że coś nieudanego zbliża się do mnie. szczęśliwego.. (i skamieniałym w niej zasadniczym błędom rozumu). który jest usprawiedliwieniem człowieka. która wszelkie działanie rozumie jako uwarunkowane tem. 12. osamotnienia? W gruncie rzeczy da sobie z wszystkiem radę. to niewątpliwe. działaniem. – Jednak zawróćmy: problemat i n n e g o początku »dobrego«. kochamy je nawet: niema nic smaczniejszego nad delikatne jagnię«. czuje się czemś przynajmniej względnie udanem. jeśli istnieją sprzyjające niebianki. niepogody. to nie dziwota: lecz to jeszcze nie powód. dobrego. wojującego istnienia... – wraz z obawą przed człowiekiem postradaliśmy i miłość dla niego. z czem ja sam dojść nie mogę do ładu. dalsze. Znużyliśmy się c z ł o w i e k i e m.. napięty. A jeśli jagnięta mówią między sobą: »te ptaki drapieżne są złe. chrześcijańskość – człowiek.. jak łuk.. owszem jego przeciwieństwem. gwoli któremubyśmy w i a r ę w c z ł o w i e k a zachować śmieli!.. jak się urodził. domaga się skończenia. obojętność. przynajmniej życiu przyświadczającem. w coraz większą dobroduszność. W tem właśnie tkwi grożące fatum Europy. Nie widzimy dziś nic. w coraz większą rozcieńczoność. nie jest niczem innem. Ileżto zresztą człowiek nie wytrzyma niedoli. jak go wymyślił sobie człowiek opanowany przez ressentiment. w czem jeszcze bać się jest czego! Na człowieka. co nowe. stawać się będzie coraz »lepszym«. niedostatku. wygodę.. to nie można takiemu postawieniu ideału nic zarzucić. chińszczyznę. jak żądać od słabości. którem Europa dziś śmierdzieć poczyna. znużenia. gotów do tego. poza dobrem i złem – na jedno spojrzenie. »podmiotem« i mylnie rozumie. – Żądać od siły. pozwólcie mi jedno spojrzenie tylko rzucić na coś doskonałego. chęcią owładnięcia. niezłomny. że to wciąż jeszcze wstecz i wstecz iść będzie. a inaczej zdawać się może tylko dzięki zwodniczości mowy. a kto jest jak najmniej ptakiem drapieżnym. który wszelka potrzeba tylko sprężniej jeszcze napina. jak lud oddziela błyskawicę od jej światła i to ostatnie 19 . jako że urodzony do podziemnego. mozołu. na te dobre jagnięta. – Że jagnięta czują urazę do wielkich ptaków drapieżnych. potężnego. Bo tak ma się rzecz: zmniejszenie i wyrównanie człowieka europejskiego kryje n a s z e największe niebezpieczeństwo. co działa. bo widok ten nuży.. działania – owszem.rwach nadmiaru nieudaności. cherlactwa. pragnieniem wrogów i oporów i tryumfów. jak właśnie samym popędem. mierność. Tak samo bowiem.. że muszę wąchać trzewia nieudanej duszy!. jeszcze trudniejsze. do końca udanego. – Nie tłumię w tem miejscu westchnienia i ostatniej nadziei. przeżycia. cześć dla niego. nadzieję i chęć ku niemu.. jeśli nie t e m?. by brać za złe wielkim ptakom drapieżnym. Widok człowieka już nuży – czemże dziś jest nihilizm. roztropność. na jakiś dopełniający i wyzwalający pomyślny okaz człowieka.

p. podobnie jak my. wykładające nawet słabość jako wolność. jak gdyby słabość słabego – to znaczy przecie jego i s t o t a. w którym każde kłamstwo uświęcać się zwykło.. wyzyskują dla siebie tę wiarę i w gruncie nie zachowują nawet żadnej wiary żarliwiej. niema żadnego »bytu« poza czynieniem. »czyniciel« jest tylko zmyśleniem do czynienia dodanem – czynność jest wszystkiem. – – »Nie widzę nic. jako działanie podmiotu. którą mają nawet owady (przecie udają martwość. lecz ten cierpki stan rzeczy. zemsta i nienawiść. Przyrodnicy nie czynią lepiej. siła powoduje« i t. Zdaje mi się. z instynktu samozachowawczości. wyzbycie się uczucia. nieodłączna rzeczywistość – była dobrowolnym wysiłkiem. sprawiedliwi« – nie znaczy to. cierpliwi. dobrze jest. właściwie nic innego. pokorni. że są tacy. czemś chcianem. mówiąc: »siła porusza. pod uwodnym wpływem mowy i nie wyzbyła się jeszcze podrzuconych bękartów. przybrała dzięki owemu fałszerstwu i samoobłudzie bezsilny strój pełnej zaparcia się. jako z a s ł u g ę.uważa jako jej c z y n n o ś ć. a to. mający wolność wyboru »podmiot«. zdeptani. lub też nie. naprzykład. nikogo nie zaczepi. jesteśmy niestety słabi. niż tę. samopotwierdzenia. Mają słabość na z a s ł u g ę łgarstwem przenicować. Poczekaj pan jeszcze chwilkę. jego działanie. cichej. »podmiotów« (atom jest. – cała wiedza nasza stoi jeszcze. każąc błyskawicy świecić. który wszystkiemu złemu schodzi z drogi i wogóle mało wymaga od życia. Jakieś przezorne. słabi. że jest p o z o s t a w i o n e w o l i s i l n e g o być słabym. niż »my. gdy upośledzone. słyszę tem więcej. umożliwiał owo wzniosłe oszustwo samych siebie. Temu rodzajowi człowieka p o t r z e b a wiary w obojętny. a drapieżnemu ptakowi jagnięciem: – zyskują tem przecie wobec siebie samych prawo w i n i e n i a ptaka drapieżnego. cukrowa słodycz oblepia dźwięk każdy. chytre. który jak my trzyma się w ukryciu. Podmiot (lub. tak samo kantowska »rzecz sama w sobie«). który zemstę Bogu przekazuje. Tłum podwaja w gruncie czynność.. mój panie wścibski i śmiałku. Nuże więc! Oto otwarta oku droga w ten ciemny warsztat. objawiać siłę. a potem jeszcze raz jako jej skutek. d o c z e g o n i e j e s t e ś m y d o ś ć s i l n i«. że kłamią. Jeśli uciśnieni. który się zwie błyskawicą. ta roztropność najniższego rzędu. wyczekującej cnoty. dla słuchających na zimno i bez uprzedzenia. stawaniem się. mimo cały swój chłód. jak gdyby poza silnym istniało obojętne podścielisko.. nie inni. nie ulega wątpieniu – rzecz ma się. jest to czynczyn: to samo zdarzenie stawia raz jako przyczynę. jeśli nie czynimy nic. skrycie tlące uczucia. by rzec popularnie. by nie »za wiele« czynić wobec wielkiego niebezpieczeństwa). tak moralność tłumu także oddziela siłę od zewnętrznych siły objawów. kto nie działa przemocą. jak się na ziemi takie f a b r y k u j e i d e a ł y? Kto ma odwagę ku temu?. w serce tajemnicy. że przeważnej liczbie śmiertelnych.. jakeś pan mówił« – – Dalej! 20 . Pańskie oko musi przywyknąć wpierw do tego ułudnego. d u s z a) był może dlatego dotychczas na ziemi najlepszą podwaliną wiary. któremu jest p o z o s t a w i o n e d o w o l i. Cóż za dziwota. 14. to jest dobrymi! a dobrym jest każdy. nikomu nie odpłaci w odwecie. mieniącego się światła. działaniem. kto nikogo nie zadraśnie. – Czy chce kto spojrzeć nieco w dół. z a s ł u g ą. przemocą zgnębieni z mściwej chytrości bezsiły wmawiają w siebie: »pozwólcie nam być innymi. Tak! Dość! Mów pan teraz! Cóż się tam w dole dzieje? Wypowiedz. c z y n e m. co widzisz. Lecz niema takiego podścieliska. jego nieunikniona.. że jest ptakiem drapieżnym. czemś z wyboru. człeku o najniebezpieczniejszej ciekawości – teraz j a będę się przysłuchiwał. ciche mruczenie i szeptanie ze wszystkich kątów i zakątków. niż źli. takim podrzutkiem.. słabym i uciemiężonym wszelkiego rodzaju.

w które jest bogaty. to nie ich wróg. nie szukającą odwetu. miłości i nadziei«. nawet tchórzostwo. Teraz dopiero słyszę. które najbardziej się lubi. To zwą »szczęśliwością«. przyjściem ich królestwa. – Dalej! – »Są nędzni. Już aby t e g o dożyć. co o n i czynią!«). najśmielszym. mleko i niewinność. bynajmniej nie z trwogi! lecz tylko. doświadczeniem.. szkołą. najbardziej duchowym. co jest szczytem ich raffinement. to też zwie się samą c n o t ą. że Bóg każe czcić wszelką zwierzchność) – że nietylko są lepsi. trwożliwą nizkość na »pokorę«. otwieram raz jeszcze uszy (ach! ach! ach! a z a t y k a m nos). to nie ich bracia w nienawiści. Zepsute powietrze! Zepsute powietrze! Ten warsztat. w każdym razie kiedyś będzie im lepiej. panów ziemi.– »a niemoc. Odszkodowania za co? Odszkodowania przez co ?. – »Rozumiem. omylił się grubo.. upojenie słodkiej zemsty (– »słodszą od miodu« nazwa! ją już Homer). co czynią – my jedynie wiemy. »królestwa bożego« – t y m c z a s e m jednak żyją »w wierze«. Mówią tu też o »miłości dla wrogów swoich« i pocą się przytem«. wszyscy dobrzy i sprawiedliwi na ziemi«. – nie zauważyłeś pan. »bezbożności«. Dante. jeno »tryumfem s p r a w i e d l i w o ś c i«.. Boga s p r a w i e d l i w e g o nad bezbożnymi«. to niewątpliwe. jak mówią. jak się rzekło: są przecie we wszystkiem tak pokorni. lecz »zwycięstwo Boga. czego pragną. – A jakże nazywają to. – Dalej! – »Teraz dają mi do zrozumienia. nie! nienawidzą »n i e s p r a w i e d l i w o ś c i«. »w miłości«. lecz ich »bracia w miłości«. nie nazywają odwetem. bez wątpienia. poza granicę śmierci. czego nienawidzą. że nędza ich jest wybraniem i odznaczeniem przez Boga. co już tak często mówili: »My dobrzy – my j e s t e ś m y s p r a w i e d l i w i – tego. gdy z przejmującą lękiem prostotą ten nad bramą swego piekła poło- 21 . że »jest im lepiej«. – nawet potrzeba w i e c z n e g o życia. gdybyś tylko ich słowom ufał. to. co jest im pocieszeniem we wszystkich cierpieniach ziemi – swą fantasmagoryę przypuszczonej przyszłej szczęśliwości? – »Co? Czy dobrze słyszę? Nazywają to »sądem ostatecznym«. to nie nadzieja zemsty. których się nienawidzi. najsubtelniejszym. żeś jest między samymi ludźmi opanowanymi przez ressentiment?. choć siedzą w kupie i grzeją się wzajem – lecz mówią oni. że nietylko są lepsi od możnych. te mruki i pokątni fałszerze monet. w co wierzą i czego spodziewają się. to. może nawet przebaczeniem (»bo o n i nie wiedzą. – Dość! Dość! 15. niemożność zemsty zwie się niechceniem zemsty. których plwociny lizać muszą (n i e z trwogi. zda mi się.. kiedyś ma nadejść i ich »królestwo« – »królestwem bożem« zwą to poprostu. gdzie f a b r y k u j e s i ę i d e a ł y – zda mi się. śmierdzi od tych wszystkich kłamstw«. na »dobroć«. Brak zaczepnoścł w słabym. jego wystawanie u drzwi. – W wierze w co? W miłości czego? W nadziei czego? – Ci słabi chcą bowiem. że bije się psy. co jeszcze ich miłości pozostało na ziemi. by kiedyś i o n i byli silni. jako »cierpliwość«. uległość wobec tych. lecz także. może też jest ta nędza przygotowaniem. »w nadziei«. – Nie! Jeszcze chwilę! Nie powiedzieli jeszcze nic o majstersztyku tych czarnych kunsztów. o którym mówią. na »posłuszeństwo« (mianowicie względem tego. nie! w szczęściu. że nakazuje uległość – nazywają go Bogiem). najkłamliwszym popisem ich artyzmu? Baczność! Te piwniczne zwierzęta. a może jeszcze czemś więcej – czemś. aby przez wieczność można doznawać w »królestwie bożem« odszkodowania za owo życie ziemskie »w wierze. Lecz dość! dość! Nie wytrzymam dłużej. które z czarnego robią białe. pełne zemsty i nienawiści – cóż to one robią z zemsty i nienawiści? Czyś słyszał pan kiedy te słowa? Czybyś przypuszczał. trzeba długo żyć. nieunikniony dlań mus czekania dochodzą tu do pięknego imienia. co kiedyś wyrównane zostanie i wypłacone olbrzymiemi odsetkami w złocie.

u t b e a t i t u d o i l l i s m a g i s c o m p l a c e a t«. fabri aut quaestuariae filius (jak wykazuje ciąg dalszy. wedle innych. gdzie nierozstrzygnięta walka dalej się toczy. że prawda mogłaby być wypisana nad drzwiami do kłamstwa! Bo c z e m ż e jest szczęśliwość wieczna?. quibus animas aut nullas aut non in pristina corpora redituras affirmabant! Etiam poetas non ad Rhadamanti nec ad Minois. Dzięki zbawieniu rozporządzamy przecie innemi uciechami. natury bardziej duchowej. Te obie p r z e c i w s t a w n e wartości »dobry i lichy (schlecht)«. »dobry i zły (böse)« toczyły na ziemi straszliwą.. sed ad inopinati Christi tribunal palpitantes! Tunc magis tragoedi audiendi. Nad bramą chrześcijańskiego raju i jego wiecznej szczęśliwości mógłby być w każdym razie z większą słusznością wyryty napis: »i mnie stworzyła wieczna n i e n a w i ś ć« – przypuściwszy. 2.. wielki nauczyciel i święty. Hic est quem a Juda redemistis. quem clam discentes subripuerunt. czy- 22 . jego tryumfu!« – i teraz ciągnie dalej. A jakkolwiek ta druga wartość oddawna przeważa. który swym chrześcijanom odradzał okrutnych rozkoszy publicznych widowisk – czemuż to? »Wiara użycza nam przecie daleko więcej – mówi.) Credo circo et utraque cavea (pierwszy i czwarty rząd lub. ille ultimus et perpetuus judicii dies. Ut talia spectes. Symbol tej walki. guibus nihil ad deum pertinere suadebant.. jeszcze gorsi krzykacze) in sua propria calamitate. Ceterum qualia illa sunt. miast atletów mamy swych męczenników. –.żył napis: »i mnie stworzyła miłość wieczna«. tysiącolecia trwającą walkę. Lub czy chcecie w silniejszym słyszeć to tonie. ille derisus. videbunt poenas damnatorum. Możnaby nawet rzec. scena komiczna i tragiczna) et omni stadio gratiora". »Beati in regno coelesti. sabbati destructor. – P e r f i d e m : tak napisano. solutiores multo per ignem. której lekceważyć nie można. tunc histriones cognoscendi. że zaświadczy nam to wyraźnie taka w tych rzeczach powaga. niż być w rozdwojeniu pod każdym względem i być polem walki owych przeciwstawień. ’Hic est ille. sed in igne jaculati. hic est ille arundine et colaphis diverberatus. ut qui malim ad eos potius conspectum i n s a t i a b i l e m conferre. quae nec oculus vidit nec auris audivit nec in cor hominis ascenderunt? (I. nie braknie jednak i dziś jeszcze miejsc. Cor. że się tymczasem coraz wyżej w górę wznosiła i właśnie przez to coraz bardziej pogłębiała i uduchowiała: tak że niema dziś może bardziej rozstrzygającego znaku »n a t u r y w y ż s z e j«. qui in dominum desaevierunt. felle et aceto potatus. oto mamy krew Chrystusa. ut resurrexisse dicatur vel hortulanus detraxit. Samarites et daemonium habens. 16. c. zachwycony jasnowidz: »At enim supersunt alia spectacula. 29 ss. tunc xystici contemplandi non in gymnasiis. spectans tot et tantos r e g e s. wyrażony pismem. ma Tertulian odtąd na myśli Żydów). – Zdążajmy do końca. ille nationibus insperatus. sputamentis dedecoratus. de spectac. cum tanta saeculi vetustas et tot ejus nativitates uno igne haurientur. które poprzez wszystkie dzieje ludzkie dotychczas pozostało. Que tunc spectaculi latitudo! Q u i d a d m i r e r! Q u i d r i d e a m! U b i g a u d e a m! U b i e x u l t e m. Możebyśmy nawet odgadli. ne lactucae suae frequentia commeantium laederentur’. cum ipso Iove et ipsis suis testibus in imis tenebris congemescentes Item praesides (namiestnicy prowincyi) persecutores dominici nominis saevioribus quam ipsi flammis saevierunt insultantibus contra Christianos liquescentes! Quos praeterea sapientes illos philosophos coram discipulis suis una conflagrantibus erubescentes. Tomasz z Akwinu. dicam. A cóż dopiero oczekuje nas w dniu jego powrotu.. lepiej jednak. 9. a w szczególności i to z Talmudu znane określenie matki Jezusa. quis tibi praetor aut consul aut quaestor aut sacerdos de sua liberalitate praestabit? Et tamen haec jam habemus quodammodo per f i d e m spiritu imaginante repraesentata. u t t a l i b u s e x u l t e s. mówi łagodnie jak jagnię. czegoś o w i e l e s i l n i e j s z e g o. z ust tryumfującego ojca kościoła. jeśli krwi chcemy. tunc spectandus auriga in flammea rota totus rubens. Hic est.. magis scilicet vocales (bardziej przy głosie. qui in coelum recepti nuntiabantur. nisi quod ne tunc quidem illos velim vivos.

W Rzymie uważano Żyda za tego. Judea przeciw Rzymowi«: – nie było dotąd większego zdarzenia nad t ę walkę. o ile ma się słuszne prawo rozkwit i przyszłość rodzaju ludzkiego nawiązywać do bezwzględnego panowania wartości arystokratycznych. natarczywiej. doszła Judea raz jeszcze z Rewolucyą francuską do zwycięstwa nad ideałem klasycznym: ostatnia polityczna dostojność. Żydzi. niż kiedykolwiek. o takich nie śniono nawet nigdy. początkowo zwanego Jezusem. rozbrzmiało przeciwko starym łgarczym hasłom uczucia ressentiment o p i e r w s z e ń s t w i e n a j l i c z n i e j s z y c h. nad t o postawienie zagadnienia. posiadającym nie mającą sobie równej gminnie-moralną genialność: porównajmy jeno pokrewnie uposażone ludy. zwie się »Rzym przeciw Judei. ten najdzikszy z wszystkich pisanych wybuchów.) Rzymianie byli przecie tak silni i dostojni. każdy napis zachwyca. Jużci zdarzyło się za Odrodzenia wspaniałe. Rzym czy Judea? Ależ tu niema wątpliwości: zważmy tylko. z Żydami. To podziwu godne: Rzym uległ bezsprzecznie. (Nie należy zresztą niedoceniać głębokiej konsekwencyi chrześcijańskiego instynktu. zrównania. skoro właśnie tę książkę nienawiści opatrzył imieniem apostoła miłości. ta synteza n i e c z ł o w i e k a i n a d c z ł o w i e k a. prościej. pod ciśnieniem nowego. dostojnej oceny wartości wszystkich rzeczy: nawet Rzym poruszał się. że silniejszych i dostojniejszych dotąd jeszcze na ziemi nie było. poniżania. ten najbardziej odosobniony i najpóźniejszy z późno zrodzonych. jaki istniał kiedykolwiek. wraz z tem. niepokojące przebudzenie ideału klasycznego. Kto na razie z w y c i ę ż y ł. ma się rozumieć. W pewnem nawet bardziej decydującem i głębszem znaczeniu. nazwaną Marya). Nigdy nie słyszano na ziemi większego okrzyku radości. aczkolwiek wiele fałszerstwa literackiego potrzeba było do tego celu. jaka była w Europie. niejako swe antypodyczne monstrum. które nienawiść ma na sumieniu. Lecz wystarczy przywieść sobie tylko na pamięć Apokalipsę Janową. to śmiertelnie wrogie przeciwieństwo. dzięki owemu zasadniczo gminnemu (niemieckiemu i angielskiemu) ruchowi ressentiment który nazywają Reformacyą. gdzie się tylko człowiek obłaskawił lub obłaskawić się pragnie – . przed czem kłaniają się dzisiaj nawet w Rzymie. z przywróceniem Kościoła – zarazem przywróceniem dawnego mogilnego spokoju klasycznemu Rzymowi. lecz prawie na przestrzeni pół ziemi. opanowanym przez ressentiment par excellence. któremu »d o w i e d z i o n o nienawiści do całego rodu ludzkiego«: słusznie. jak przebudzony z letargu. a co piątorzędne. co się tam pisze. jeżeli się odgadnie. najnieoczekiwańsza: starożytny ideał wystąpił c i e l e ś n i e z niesłychanym przepychem przed oczy i sumienia ludzkości. wrzaskliwszego zapału! Wprawdzie zdarzyła się wśród tego rzecz najpotworniejsza. przeciwko żądzy zniżania. co jest pierwsze. przeciwnie. rozbrzmiało straszliwie i porywająco przeciwne hasło p i e r w s z e ń s t w a n a j m n i e j l i c z n y c h! Jako ostatni drogowskaz k u i n n e j drodze zjawił się Napoleon. wszędzie.. co to za problemat: Napoleon. by wyczuć. a w nim ucieleśniony problemat d o s t o j n e g o i d e a ł u s a m e g o w s o b i e – rozważcie. zbudowanego na nim zżydziałego Rzymu. Chińczyków lub Niemców. i j e d n ą Ż y d ó w k ą (przed Jezusem z Nazaretu. staczania się wstecz i w zamierzch człowieka. niż wówczas. jak wiadomo.telnem. przed t r z e m a Ż y d a m i. któremu ową miłośnie-marzycielską Ewangelię przypisuje – : tkwi w tem część prawdy. każdy szczątek po nich.. wartości rzymskich. Cóż natomiast odczuwali Żydzi względem Rzymu? Zgadujemy to z tysiącznych znaków. byli owym narodem kapłańskim. który przedstawiał widok ekumenicznej synagogi i zwał się »Kościołem«: lecz natychmiast zatryumfowała znowu Judea. co jej wynikiem być musiało. tkaczem kobierców Pawłem i matką owego. Rzym odczuwał w Żydzie coś sprzecznego z samą naturą. dostojność siedmnastego i ośmnastego stulecia f r a n c u s k i e g o padła pod gminnymi instynktami uczucia ressentiment. przed rybakiem Piotrem. jako przed wcieleniem wszystkich najwyższych wartości – i nietylko w Rzymie. – i raz jeszcze silniej. 23 .

że filozof ma rozwiązać p r o b l e m a t w a r t o ś c i. temu trudno będzie dojść z tem prędko do końca. rozmyślać. – Czy na tem koniec? Czy to największe ze wszystkich przeciwstawień ideału zostało tem samem na wieczne czasy złożone ad acta? Czy tylko odroczone. w s z c z e g ó l n o ś c i b a d a n i a e t y m o l o g i c z n e. W rzeczy samej wszystkie tablice wartości. przypuściwszy. abym sam doszedł do końca. znane historyi lub badaniom etnologicznym. Dobro najliczniejszych i dobro najmniej licznych to dwa przeciwległe punkty zapatrywania na wartość. zadaniu przyszłości. na długo odroczone ?. – 24 . W s z y s t k i e umiejętności winny teraz torować drogę zadaniu filozofów... gdy im się na ogół udało przekształcić owe tak zaostrzone początkowo i nieufne stosunki pomiędzy filozofią.Kto w miejscu tem zacznie. jak i właściwych uczonych filozofów z powołania.17. d o d z i e j ó w r o z w o j u p o j ę ć m o r a l n y c h?« – Z drugiej strony oczywiście należy pozyskać dla tych problematów (o w a r t o ś c i dotychczasowych ocen wartości) wspóudział fizyologów i medyków: przyczem niechaj zawodowym filozofom pozostawiona będzie i w tym poszczególnym wypadku rola obrońców i pośredników. stawiam następujące zagadnienie. czego c h c ę. wszystkie »powinieneś«. nie można mianowicie rozbierać dość subtelnie kwestyi »wart d l a j a k i e g o c e l u?« Naprzykład coś. jeszcze dłużej przygotowywany wybuch starego pożaru? Więcej jeszcze: czy właśnie t e g o nie należy sobie ze wszystkich sił życzyć? nawet chcieć? nawet żądać?. To bynajmniej n i e znaczy »Poza dobrem i lichem«. wyjawiane dotąd przeze mnie tylko okolicznościowo w rozmowach z uczonymi: mianowicie. Co się tyczy możliwości tego rodzaju. tak samo wszystkie czekają krytyki ze strony wiedzy medycznej. tak pojętemu. Czy znów kiedyś nie będzie musiał nastąpić jeszcze straszniejszy. w każdym razie prędzej niż psychologicznego.. nie miałoby wcale tej samej wartości.. fizyologią i medycyną w najprzyjaźniejszą i najowocniejszą wzajemną wymianę. którą nastręcza mi ta rozprawa.. które ostatnia ma książka nosi na grzbiecie: »P o z a d o b r e m i z ł e m«. – a to powód wystarczający. gdyby chodziło o wytworzenie silniejszego typu. pozostawiamy naiwności angielskich biologów.. aby któryś z fakultetów filozoficznych przez rozpisanie szeregu nagród akademickich zechciał się zasłużyć około popierania studyów nad h i s t o r y ą m o r a l n o ś c i – może ta książka posłuży jako bodziec w tym kierunku. Uważanie pierwszego za więcej wartościowy już s a m w s o b i e. ma u s t a n a w i a ć s t o p n i e w a r t o ś c i. do czego zmierzam właśnie przez to niebezpieczne hasło. myśl rozwijać. by wyrazić publicznie i formalnie życzenie. wymagają przedewszystkiem f i z y o l o g i c z n e g o oświetlenia i wytłumaczenia. jak moi czytelnicy. U w a g a. »J a k i e w s k a z ó w k i d a j e j ę z y k o z n a w s t w o. że oddawna stało się dość jasne. które zasługuje na uwagę zarówno filologów i historyków.. Korzystam ze sposobności.. Pytanie: j a k ą w a r t o ś ć ma ta lub owa tablica dóbr czyli »moralność«? należy stawiać w najrozmaitszych perspektywach. coby miało widoczną wartość ze względu na najwyższą niespożytość rasy (lub spotęgowanie jej siły przystosowawczej do pewnego klimatu lub na osiągnięcie największej liczby).

„Nieczyste Sumienie” i tym podobne. 25 .ROZPRAWA DRUGA: „Wina”.

nie być napastowanym przez wrzawę i walkę. żadnego wesela. zadanie bliższe: u c z y n i ć wprzód człowieka do pewnego stopnia podległym konieczności. ma w tem swe głębokie znaczenie. wiązać myśli przyczynowo. wogóle umieć liczyć. 21. dla rządzenia. pewna tabula rasa świadomości. nieco ciszy. nast. w którem zapomnienie stanowi silę. które śmie przyrzekać – jak wam to już jasne zapewne – zawiera w sobie. bez obawy. to dziwić musi tem bardziej tego. etykiety. tępoty i idyotyzmu. z którem nie można się uporać. uświadamia nam się w stanie trawienia (możnaby go nazwać »wduchawianiem«) nie więcej. Właśnie to z konieczności zapominawcze zwierzę. jak ludzie powierzchowni sądzą. co przeżywamy. szczegółów. a właściwe wyładowanie woli. przewidywania. jako warunek i przygotowanie. Zadanie wyhodowania zwierzęcia. które może p r z y r z e k a ć – czy nie to właśnie jest owem paradoksalnem zadaniem. tyraństwa. na to. oznaczać pewnie cel i środki ku niemu. Lecz czegóż to wszystko wymaga! Jakżeż to człowiek. jej a k t. aby znów znalazło się miejsce dla czegoś nowego. musiał wyuczyć się odróżniać zdarzenia konieczne od przypadkowych. odźwiernej niejako. co zwę »obyczajnością obyczaju« (por. że obyczajność obyczaju i społeczny kaftan bezpieczeństwa u c z y n i ł y człowieka 26 . żadnej dumy. w którym ten hamujący aparat uległ uszkodzeniu i źle działa. z której pomocą zawiesza w pewnych wypadkach zapominawczość w jej czynności. I tu natychmiast rozważyć należy. kto przeciwdziałającej sile. Olbrzymia praca tego. Człowiek. w jaki to czyni przyrzekający. można śmiało wstawić świat nowych rzeczy. w najściślejszem znaczeniu pozytywną zdolnością hamującą. dostateczne przypisuje znaczenie. z a p o m i n a w c z o ś ć i. – Oto są właśnie długie dzieje powstania o d p o w i e d z i a l n o ś c i. które postawiła sobie natura w stosunku do człowieka? Czy nie to jest właściwym problematem człowieka?. jak się rzekło. tak zwane »wcielanie«. że wszystko to. doświadczamy. że między pierwotne »chcę«. j a k o z a p r z y s z ł o ś ć! 2. jest ona raczej czynną. czynnej zapominawczości. zaręczyć za siebie.. żadnej nadziei. prawidłowym i przeto obliczalnym. spokoju. nawet aktów woli. przyswoiło sobie zdolność przeciwną. przedewszystkiem dla dostojniejszych funkcyi i funkcyonaryuszów. formę t ę g i e g o zdrowia. przedłużane chcenie raz chcianego. aż wkońcu w sposób. lecz czynne n i e c h c e n i e pozbycia się. by móc obliczać też siebie samego w stosunku do swego własnego wyobrażenia.. co odległe. w jakim odbywa się nasze cielesne odżywianie. jednolitym. Wyhodować zwierzę. właściwa p a m i ę ć w o l i: tak. której przypisać należy. ilekolwiekby w niej tkwiło srogości. 15. Jutrzenka str. – w tych mianowicie wypadkach. kiedy się ma przyrzekać: nie jest to więc wcale tylko bierna niemożność pozbycia się raz wyrytego wrażenia. »uczynię«. by w ten sposób rozporządzać swoją przyszłością. podległym k o n i e c z n o ś c i. 24) – właściwa praca człowieka nad samym sobą w najdłuższym okresie rodzaju ludzkiego.. pamięć. Zapominawczość nie jest jedynie jakąś vis inertiae.I. jego cała p r z e d h i s t o r y c z n a praca. wchłaniamy. obliczać! Jakże człowiek wprzód sam musiał się stać o b l i c z a l n y m. strażniczki duchowego ładu. wśród której podziemny świat naszych służebnych organów pracuje dla siebie i przeciw sobie wzajem. swe wielkie usprawiedliwienie. podobny jest do dyspeptyka (a nietylko podobny) – który nie może się z niczem »uporać«. patrzeć jak na obecne i umieć je przewidywać. Chwilowo zamknąć drzwi i okna świadomości. przeznaczania z góry (bo nasz organizm urządzony jest oligarchicznie) – oto korzyść. jakby dalece nie było żadnego szczęścia. że długi ten łańcuch woli pęknie. p r a w i d ł o w y m. równym wśród równych. nietylko niestrawność raz w zastaw danego słowa. Że problemat ten jest do pewnego wysokiego stopnia rozwiązany. żadnego t e r a z – bez zapominawczości. niż ów cały tysiącoraki proces..

powoli. ilekroć stajemy się »poważni«. Można odgadnąć z góry. ile wzbudza on zaufania.. niktby nie śmiał był go obiecywać. uczucie dopełnienia człowieka wogóle. który rzeczywiście ś m i e przyrzekać. prawie podziw budzącem ukształtowaniu. jaką tem samem osiągnął wyższość nad wszystkiem. z tem panowaniem nad sobą. długotrwałą wolą. jakkolwiek wszystko w tem drzewie przygotowane było i właśnie do wydania go dążyło – »W jaki sposób stwarza się człowiekowi-zwierzęciu pamięć? Jak w ten częścią tępy. które znowu uwolniło się od obyczajności obyczaju. zostaje w pamięci« – oto naczelna zasada najstarszej (niestety i najdłużej trwającej) psychologii na ziemi.. jako coś. cierpki i kwaśny! A przez czas jeszcze dłuższy wcale nie było nic widać z tego owocu. posępne barwy w życiu ludzi i ludów. ma w tem posiadaniu i swoją m i a r ę w a r t o ś c i: ze swego patrząc stanowiska na innych. Ten wyzwolony. – Swem sumieniem?. wsiąkła w niego. tej mocy nad sobą samym i losem. który w y r ó ż n i a. że to pojęcie »sumienie«.»Wypala się ogniem. jak to sobie wyobrazić można. wszędzie tam o d b i j a s i ę jeszcze coś z owej straszliwości. nawet »wbrew losowi« – : z tą samą koniecznością będzie miał w pogotowiu kopnięcie dla głodnych psów gończych. samemu sobie tylko równe. gdzie społeczeństwo i obyczajny jego obyczaj wyjawiają nareszcie. czci – »zasługuje« na wszystko troje – i jak mu. Najstraszliwsze ofiary i za27 . rzadko. d o c z e g o były tylko środkiem: a znajdziemy. nie rozwiązano wcale subtelnymi odpowiedziami i środkami. Tego prastarego problematu. który przyrzeka. tajemnica. posiadacz długotrwałej i niezłomnej woli. w tę wcieloną zapominawczość wtłacza się coś tak. który ś m i e p r z y r z e k a ć – a w nim dumną. w każdym mięśniu drgającą świadomość tego. jak się rzekło. najdłuższa.rzeczywiście obliczalnym. czemu nie wolno przyrzekać i poręczać za siebie. z jaką czci sobie równych. niezawisłą. bo czuje się dość silny. obawy. świadomość tej rzadkiej wolności. że ten samowładny człowiek zwie go swem s u m i e n i e m. częścią bezmyślny rozum chwili. dane jest koniecznie w dłoń i panowanie nad okolicznościami. poręczano. Chciałoby się nawet rzec. dających porękę (którym w o l n o przyrzekać). który skąpi zaufania. w głąb jego najskrytszą i stała się instynktem. darząc zaufaniem. powaga.. jakżeby nie miał wiedzieć. samorządne. ten samowładca. silnych. owiewa nas i wzbiera w nas. jako najdojrzalszy na tem drzewie owoc s a m o w ł a d n e i n d y w i d u u m. jak samowładca. który daje swe słowo. ten pan w o l n e j woli. gdy człowiek widział potrzebę stworzenia sobie pamięci. bez mąk. na co się spuścić można.. choć nie śmieją. właściwą świadomość mocy i wolności.. Jakże długo musiał ten owoc w i s i e ć na drzewie. aby pozostało obecne?« . najgłębsza. który łamie swe słowo już w chwili. gdy je ma na języku. co tu ostatecznie zdobyte zostało i w niego wcielone. przypuściwszy. nadobyczajne indywiduum (bo »samorządny« i »obyczajny« wykluczają się wzajem). by dotrzymać go nawet wbrew złym przypadkom.. ślubowano: przeszłość. które spotykamy tu w jego najwyższem. co ma zostać w pamięci: tylko to. lecz i p ó ź n y owoc. i rózgę dla łgarza. może nawet niema nic straszliwszego i niesamowitszego w całych przeddziejach człowieka nad jego m n e m o t e c h n i k ę. Dumna świadomość nadzwyczajnego przywileju o d p o w i e d z i a l n o ś c i. Nie obeszło się nigdy bez krwi. słowem człowieka z własną. nad przyrodą i wszelkiem ukróconem w swej woli i nie dającem poręki stworzeniem? Człowiek »wolny«. ma za sobą długie dzieje i przemiany. – więc każdego. 3. Śmieć ręczyć za siebie i z dumą. niechętnie. które przyrzekają. co nie przestaje b o l e ć. że gdziekolwiek dziś jeszcze na ziemi istnieje uroczystość. A jakże nazwie on ten instynkt dominujący. i z tą samą koniecznością. dojrzały owoc. tam gdzie dojrzewają ostatecznie owoce drzewa. a więc ś m i e ć r z e c »tak« o sobie także – to. instynktem dominującym. bez ofiar. że uczuje w sobie potrzebę słowa na to? Ależ nie ulega wątpliwości. z jaką ongiś wszędzie na ziemi przyrzekano. czci lub gardzi. najtwardsza przeszłość. Stańmy natomiast na końcu olbrzymiego procesu.

wykrawanie mięsa z piersi. jedynie »nowoczesne« doświadczenie. że owszem trzeba zawsze dopiero w y s o k i e g o szczebla uczłowieczenia.. »przypadkowo«. by je »niezapominalnemi« uczynić. Czyż tym dotychczasowym genealogom moralności śniło się choćby tylko w przybliżeniu. tu właśnie potrzebnego »drugiego wzroku« – a jednak uprawiać dzieje morału: to musi się wedle wszelkiej słuszności skończyć na wynikach. jakie daje społeczność. cała ta posępna sprawa. odrażające okaleczenia (naprzykład kastracye). który w bólu odgadł najmożniejszy pomocniczy środek mnemoniczny. lecz wystarczy przypatrzeć się tylko naszemu dawnemu postępowaniu karnemu. powaga. nie mieć żadnej wiedzy. naprzykład kamienowanie (– już podanie ciska kamień młyński na głowę winnego). własne. gotowanie zbrodniarza w oliwie lub winie (jeszcze w czternastem i piętnastem stuleciu). »niedbale«. aby się dopatrzeć. I prawdziwie! z pomocą takiej pamięci doszło się ostatecznie do »rozumu «! – Ach! rozum. 4. Posiadać pięć piędzi długie. Im gorszy był »stan pamięci«: ludzkości. która mo28 . ile trudu kosztuje na ziemi wyhodowanie »narodu myślicieli« (to znaczy: t e g o narodu Europy. jeszcze mniej instynktu historycznego. I w pewnym sensie zaliczyć tu trzeba całą ascetykę: pewna ilość idei ma pozostać niezatartą. ulubione łupienie ze skóry (»darcie pasów«). by owe idee uwolnić od współzawodnictwa wszelkich innych idei. wraz z ich przeciwieństwami i uwzględniać je przy wymiarze kary. dłużnym«? Lub że kara jako o d p ł a t a rozwinęła -się zupełnie na uboczu od wszelkiego założenia wolności i niewolności woli? – i to do tego stopnia. wbijanie na pal. świadomość winy. ile trudów kosztowało osiągnięcie zwycięstwa nad zapominawczością i u p r z y t o m n i e n i e na stałe tym niewolnikom chwilowego uczucia i żądzy kilku prymitywnych wymogów społecznego współżycia. zasadnicze pojęcie »winy« wzięło początek swój z bardzo materyalnego pojęcia »być winnym. niezapominalną. zanim zwierzę »człowiek« zacznie tworzyć owe o wiele prymitywniejsze rozróżnienia »umyślnie«. tak nieunikniona myśl. rozdzieranie i tratowanie końmi (»ćwiartowanie«). aby stać się panami swych gminnych podstawowych instynktów i ich brutalnego nieokrzesania: przypomnijmy sobie dawne niemieckie kary. wśród którego i dziś jeszcze znaleźć można maximum zaufania. »ustaloną«. łamanie kołem (najsłynniejszy wynalazek i specyalność niemieckiego geniuszu w państwie kary!). jeszcze mniej za szczególnie płochy i żyjący z dnia na dzień. zarówno też smarowanie złoczyńcy miodem i rzucanie na pastwę muchom w skwarze słonecznym. żadnej chęci wiedzy rzeczy przeszłych. powagi.. Jeszcze raz powtarzam – lub nie powiedziałemże jeszcze tego wcale? – nie są nic warci. panowanie nad uczuciami. sześć takich »nie chcę«. braku smaku i rzeczowości i który z temi właściwościami ma prawo do wyhodowania wszelkich rodzajów mandarynów Europy). My Niemcy nie uważamy się stanowczo za jakiś szczególnie okrutny i twardego serca naród. by żyć wśród korzyści. wszystkie te przywileje i błyskotki człowieka: jakże drogo trzeba je było opłacić! Ileż krwi i zgrozy leży na dnie wszystkich »dobrych rzeczy«!. wszechobecną. co do których dało się p r z y r z e c z e n i e. Z pomocą takich obrazów i przykładów narzuci się wkońcu pamięci pięć. tem straszliwszy zawsze widok jej zwyczajów: srogość ustaw karnych daje w szczególności miarę tego. »poczytalnie«. Ci Niemcy straszliwymi środkami stworzyli sobie pamięć. zwana rozwagą. najokrutniejsze formy rytualne lub kulty religijne (a wszystkie religie są w najgłębszej istocie systemami okrucieństw) – wszystko to ma swe źródło w owym instynkcie. to całe »nieczyste sumienie«? – I oto powracamy do naszych genealogów moralności. które do prawdy nietylko w kruchym pozostają stosunku. – Lecz jakże przyszła na świat ta druga »posępna sprawa«.stawy (do których należały ofiary z pierworodów). Owa dziś tak tania i pozornie tak naturalna. a ascetyczne procedury i formy życiowe są środkiem do tego. w celu zahipnotyzowania całego nerwowego i intelektualnego systemu temi »idées fixes«. że naprzykład owo moralne.

czy więcej lub mniej wierzyciel zetnie w takim wypadku. im głębiej i niżej stoi wierzyciel w porządku społecznym i im łatwiej zdawać mu się ona może najwyborniejszym kąskiem. że jest rzeczą obojętną. na wypadek. Przez »karę«. Wierzyciel mógł bowiem ciału dłużnika zadawać wszelkie rodzaje hańby i męczarni. Równoważnik dany jest w tem. gdzie trup dłużnika nawet i w grobie nie mógł znaleźć spokoju przed wierzycielem. szukającego sobie upustu na szkodniku. rozkosz używania przemocy. musiała podsunąć mniemanie »zbrodniarz zasługuje na karę. tak śmiemy podejrzywać. może teraz już nie dająca się wytępić idea wzięła moc swoją. naprzykład wyciąć z niego tyle. jak dziś jeszcze rodzice karzą dzieci. Tu właśnie p r z y r z e k a s i ę. oczekiwać można srogości. chcąc wzbudzić zaufanie w swe przyrzeczenie zwrotu. wkońcu nawet swój spokój w grobie. ne fraude esto«. ile odpowiadało wielkości długu: – bardzo wcześnie i wszędzie istniały z tego punktu widzenia dokładne. naprzykład w Egipcie. jak istnienie wogóle »osób prawnych« i wskazującym znowu ze swej strony na podstawowe formy kupna. głęboko wkorzeniona. jako nad czemś. że może bez skrupułu wywrzeć moc swoją na bezsilnym. by s t w o r z y ć przyrzekającemu pamięć. że śmie pogardzać i znęcać się nad jakąś istotą. że każda szkoda może mieć w czemciś r ó w n o w a ż n i k i rzeczywiście może być powetowana. Uprzytomnienie sobie tych stosunków umownych jużci budzi. jeżeli nie zapłaci. choćby samym b o l e m szkodnika. kto dopatruje się jej w początkach. nawet wyrafinowaną formą ludzkiego sądu i wnioskowania. przedsmakiem wyższego stopnia społecznego. w jaki powstało na ziemi poczucie sprawiedliwości. nawet swą szczęśliwość. w i d z i e ć. uczestniczy wierzyciel w p r a w i e p a ń s k i e m: wreszcie i on osiąga raz podnoszące uczucie. męczarni. niejedno podejrzenie i opór przeciw dawniejszej ludzkości. jeśli rzymskie prawodawstwo Dwunastu Tablic wyrokuje. okrucieństwa. posiadłościach wszelkiego rodzaju) przyznana jest wierzycielowi pewnego rodzaju p r z y j e m n o ś ć jako odpłata i wyrównanie. gniewu. idea równoważności szkody i bólu? Napomknąłem już coś o tem: w stosunku umownym w i e r z y c i e l a i d ł u ż n i k a. »si plus minusve secuerunt. wywartą na dłużniku. Rozkosz ta w tem większej jest cenie. Dłużnik. p o n i e w a ż czyniono złoczyńcę za czyn jego odpowiedzialnym. po części przerażająco drobiazgowe oszacowania. więc n i e z powodu założenia. o szerszych poglądach. ziemi. że winny ma być ukarany. swe zbawienie duszne. sprzedaży. że zamiast zysku pokrywającego wprost szkodę (więc zamiast wyrównania w złocie. tu właśnie chodzi o to. tak starym. jeśli moc karania. r z y m s k i e g o pojęcia prawa. lecz raczej. daje mocą umowy wierzycielowi w zastaw. Uważam to już za postęp. Rozjaśnijmy sobie logikę całej tej formy wyrównania: jest ona dość dziwna. Gniew ten jednak trzyma na wodzy i modyfikuje myśl. przyjemność «de faire le mal pour le plaisir de le faire«. jak po poprzedniej uwadze z góry tego oczekiwać można. chcąc zaręczyć za powagę i świętość swego przyrzeczenia. 5. co »pod nim« – lub przynajmniej w razie. Przez najdłuższy okres dziejów ludzkich wcale n i e karano d l a t e g o. coś co jeszcze nadto »posiada«. wymiar kary przeszły już na »zwierzchność«. p o n i e w a ż b y mógł był postąpić inaczej«: jest faktycznie nadzwyczaj późno osiągniętą. a właśnie u Egipcyan miał jużci spokój ten pewne swoje znaczenie). zobowiązanie. wymiany. jak pogardzają i znęcają się nad nią. za dowód wolniejszego. czem nadto może rozporządzać. – Skąd ta prastara. kramarstwa. naprzykład swe ciało lub swą żonę. ba. Wyrównanie polega więc na przekazie i prawie do okrucieństwa.że nawet dla objaśnienia sposobu. własnemu sumieniu swemu przykazać zwrot jako obowiązek. z gniewu za poniesioną szkodę. która je stworzyła lub na nie pozwalała. – 29 . p r a w e m ustalone oszacowania poszczególnych członków i miejsc na c i e l e. lub swą wolność lub też swe życie (lub wśród pewnych określonych religijnych warunków. bierze się do psychologii dawniejszej ludzkości niezgrabnymi palcami. tu właśnie. przyjemność.

6. gdy ludzkość nie wstydziła się jeszcze swych okrucieństw. jako najweselszą z książek. był obficie i długo zlewany krwią. na którychby nie można wywierać swej złości i dopuszczać się okrutnych igraszek (– należy sobie przypomnieć choćby Don Kichota na dworze księżnej: czytamy dziś całego Don Kichota z gorzkim na języku posmakiem. które ciągnie się przez całe dzieje wyższej kultury (i jeżeli się na nią patrzy w pewnem znaczeniu. co. niż teraz. I czyżby nie należało dodać. gdy nie umiano sobie wyobrazić książęcego wesela i święta ludowego w większym stylu bez egzekucyi. Przypatrywanie się cierpieniu sprawia przyjemność. jak rzeczone. tak samo żadnego dostojnego domu bez istot. życie pogodniejsze było na ziemi. Sposępnienie 30 . myślami temi napędzać pesymistom naszym świeżą wodę na ich rozstrojone skrzypiące młyny. mówiąc ze Spinozą. do jakiego stopnia o k r u c i e ń s t w o tworzyło wielką radość odświętną dawniejszej ludzkości. 76. Bez okrucieństwa niema uroczystości: tak uczą najstarsze. – Początek jego. najdłuższe dzieje ludzkie – a i w karze jest tyle u r o c z y s t e g o! – 7. zniechęcone do życia. lecz stare. któreby zresztą już małpy może były podpisały: bo mówią. nabywał nadzwyczajną odpłatną rozkosz: m o ż n o ś ć z a d a w a n i a cierpienia. nie mówiąc. czemu sumienie serdecznie p r z y t a k u j e! Głębsze oko doszukałoby się może i w życiu dzisiejszem niemało tej najstarszej i najgłębszej radości odświętnej człowieka. coś. w tem wyższej było cenie. (przedtem już w »Jutrzence« na str.) wskazałem przezornym palcem na coraz bardziej rosnące przeduchawianie i »przebóstwianie« okrucieństwa.. że jest boleśnie. o ile z a d a w a n i e cierpienia sprawiało w najwyższym stopniu przyjemność.. ludzkie – arcyludzkie zdanie. jak zasadniczo uważają właśnie »bezinteresowną złość« (lub. to znaczy nas) przedstawić sobie w całej pełni. – Mówiąc nawiasem. To wszystko przypuszczalnie: bo trudno jest sięgnąć dna takich podziemnych rzeczy. jak naiwnie z drugiej strony. zaśmiewali się nad nim prawie na śmierć). W t e j więc dziedzinie. jak niewinnie występuje ich potrzeba okrucieństwa. potężne. nie mam wcale zamiaru. tortur lub jakiegoś autodafé. nietylko wniknięcie sobie utrudni. w »Poza dobrem i złem« na str. w prawie o zobowiązaniach. jest ognisko powstania świata pojęć moralnych: »wina«. i m bardziej nie przystawało do stopnia i społecznego stanowiska wierzyciela. 110 i nast. przeciwnie. składa się na nią). jak początek wszystkiego wielkiego na ziemi. niechaj zaznaczę wyraźnie. a kto tu wetknie niezgrabnie pojęcie »zemsty«. 25. Prawdziwe ś w i ę t o. »obowiązek«. o ile poszkodowany wzamian za uszczerbek wraz z przykrością z powodu uszczerbku. do jakiego stopnia jest składnikiem i przymieszką prawie każdej ich radości. Jeszcze raz pytam: o ile cierpienie może być wyrównaniem »długu«? O tyle.) Tu również zadzierzgnęło się nasamprzód to tajemnicze i może nierozwiązalne zahaczenie pojęć »winy i cierpienia«. zadawanie cierpienia jeszcze większą – jest to zdanie srogie. W każdym razie nie zbyt to jeszcze dawno. prawie z udręką. »sumienie«. 127 i nast. »świętość obowiązku«. Zdaje mi się. że świat ten w gruncie rzeczy nigdy już nie postradał całkiem zapachu krwi i katowni? (nawet w starym Kancie nie: imperatyw kategoryczny czuć okrucieństwem. lecz i zaciemni zamiast wyjaśnić (– zemsta sama prowadzi przecie do takiego samego problematu: »jakże zadawanie cierpienia może być zadośćuczynieniem?«). że zapowiadają już dostatecznie człowieka wymyślaniem dziwacznych okrucieństw i są w tem jakby »przygrywką« do niego. i że wówczas. że sprzeciwia się delikatności. gdy istnieją pesymiści. sympathia malevolens) za n o r m a l n ą właściwość człowieka – : zatem za coś. i bylibyśmy z tego powodu dziwem i zagadką dla jego twórcy i tegoż współcześników – oni czytali go z najczystszem sumieniem. bardziej jeszcze świętoszkostwu oswojonych zwierząt domowych (to znaczy ludzi współczesnych.

przynajmniej wniosek ten będzie mógł wyciągnąć lekarz. sporządza katalog swoich obrzydliwości (»nieczyste spłodzenie. że jeszcze G r e c y nie umieli bogom swoim przyjemniejszej przydać do szczęścia przyprawy nad radowanie się z okrucieństwa. że czasem zatyka nos przed samym sobą i za papieżem Innocentym Trzecim. któremi są. niewykryte. wstrętne odżywianie w łonie matki. by nie wzbudzić nawet w najczulszem hipokrytycznem sumieniu żadnego podejrzenia (»litość tragiczna« jest takiem mianem. na których zawsze się znało. ani dla naiwnego człowieka czasów dawniejszych. terazby potrzebowało może do tego celu innych pomocniczych wynalazków. pesymistyczne spojrzenie. a ja co do siebie nie wątpię. czy tylko przeddziejowa? Bogowie pojęci jako miłośnicy o k r u t n y c h widowisk – och. bezświadkowe cierpienie. usprawiedliwienia siebie samego. (Krzywa ludzkiej zdolności cierpienia zdaje się rzeczywiście niezwykle i prawie nagle opadać. Aby móc usunąć ze świata i uczciwie zanegować utajone. usprawiedliwienia swego zła. nieufność ku zagadce życia. (naprzykład. którego widokiem Bóg się buduje«: tak brzmiała przeddziejowa logika uczucia – i zaprawdę. nie istniało wogóle cierpienie n i e d o r z e c z n e. życie jako problemat poznania). lodowe »nie« wstrętu do życia – to nie są cechy n a j g o r s z e g o okresu rodzaju ludzkiego: wychodzą one raczej na światło dzienne w postaci roślin bagiennych. oczami kazał Homer bogom swoim spoglądać na losy człowiecze? Jakież w gruncie rzeczy ostateczne miały znaczenie wojny trojańskie i tym podobne tragiczne straszliwości? Nie ulega zgoła wątpliwo- 31 . sądzicie. »Usprawiedliwione jest każde zło. z których powodu zwierz »człowiek« ostatecznie uczy się wstydzić wszystkich swych instynktów. skoro pozostawimy za sobą wyższe dziesięć tysięcy lub dziesięć milionów. jak bardzo to prastare wyobrażenie sięga nawet jeszcze w nasze europejskie uczłowieczenie! należałoby się zastanowić nad tem może z Kalwinem i z Lutrem. nie wchodzą poprostu w rachubę). z którego się człowiek rozwija. jako najgorszy jego znak pytania. to nie cierpienie samo w sobie. Jakiemiż. cierpienia wszystkich razem zwierząt. moczu i kału«). co i w ciemności widzi i nie daje żadnemu zajmującemu bolesnemu widowisku ujść swej uwadze. że i owa uciecha z okrucieństwa właściwie nie koniecznie wymrzeć musiała: potrzebowała tylko o tyle. Znużone. bo nie umiano obejść się bez z a d a w a n i a cierpienia i widziano w niem czar pierwszorzędny. – na Murzynów nie działają one tak. o ile bardziej ból dzisiaj boli. doprowadzających najlepiej nawet uorganizowanego Europejczyka prawie do rozpaczy. Może wówczas – aby pocieszyć przeczuleńców – ból nie bolał tak jeszcze. lecz niedorzeczność cierpienia: atoli ani dla chrześcijanina. coś. który wmówił w cierpienie całą tajemną maszyneryę zbawienia. które dotąd w celu naukowych odpowiedzi wypytywano nożem. pełen nagany. było się wówczas prawie zmuszonym wynaleźć bogów i duchów pośrednich wszelkiej wyży i głębi. jak rosło w człowieku wstydzenie się c z ł o w i e k a. inne brzmi »les nostalgies de la croix«). to jest musiała wystąpić w przeszczepieniu na grunt wyobrażeniowy i duchowy. z których powodu nietylko wstrętną mu się stała radość i niewinność zwierzęcia. kiedy wyrokowano odwrotnie. który umiał sobie wyłożyć wszelkie cierpienie z myślą o widzach i zadających cierpienie. jako pierwszy z argumentów p r z e c i w istnieniu. krótko. W każdym razie pewna jest. Z pomocą takich to wynalazków znało się wówczas życie na sztuczkach.nieba nad człowiekiem wzmagało się zawsze w miarę. i ustrojona samemi tak niewinnemi mianami. dopiero gdy się zjawi bagno. właściwą przynętę uwodną ku życiu. Na drodze do »anioła« (aby twardszego nie użyć tu słowa) wyhodował sobie człowiek ów zepsuty żołądek i ów obłożony język. co i w ukryciu unosi się nad nami. należące do nadkultury. że w porównaniu z jedną nocą bólu jednej jedynej histerycznej wykształconej samicy. wydzielanie śliny. Co właściwie oburza przeciw cierpieniu. Może nawet wolno przypuścić możliwość. który leczył Murzynów (jako przedstawicieli przeddziejowego człowieka) w ciężkich wypadkach wewnętrznego zapalenia. dobrze jest przypomnieć sobie czasy. pewnego wydelikacenia i wysubtelnienia. do którego należą. ohyda tworzywa. gdy cierpienie zmuszone jest występować zawsze. życie jako zagadka. okropny smród. lecz i życie samo pełnem niesmaku – tak. jak dziś. – mam na myśli chorobliwe przeczulenie i przemoralnienie. Dzisiaj.

umowy. wymyślać równoważniki. początek wszelkiej »dobroduszności«. niż inni ludzie. Poczucie winy. Może niemiecki wyraz »Mensch« (manas) wyraża właśnie coś z t e g o samopoczucia: człowiek określał siebie. przeprowadzać zamianę – wszystko to w takim stopniu zajmowało najpierwotniejsze myślenie człowieka. także za świąteczne zabawy dla poetów. Jest to najstarszy i najnaiwniejszy moralny kanon s p r a w i e d l i w o ś c i. tak fatalnego filozoficznego wynalazku. na heroizm i samoudrękę cnotliwych: »Herakles obowiązku« znajdował się na scenie i czuł się też na niej. z m u s z e n i a ich do wyrównania pomiędzy sobą. obliczania mocy mocą. że zainteresowanie się bogów człowiekiem. spoglądające na zapasy moralne. odmierzać wartości. Nie inaczej potem jeszcze greccy filozofowie moralności pojmowali oczy boga. Oko przystosowało się już teraz do tej perspektywy: i z ową niezdarną konsekwencyą. wierzyciela i dłużnika: tutaj występowała po raz pierwszy osoba przeciw osobie. – dostateczny powód dla tych p r z y j a c i ó ł b o g ó w. wszelkiej »dobrej woli«. ocenia i mierzy. wszelkiej »objektywności« na ziemi. jako »oceniające wartości zwierzę samo w sobie«. »porozumienia się« drogą wyrównania – a w stosunku do mniej możnych. tu po raz pierwszy m i e r z y ł a s i ę osoba osobą. 8. gdzieby śladów tego stosunku nie dało się już zauważyć.. w y c z e r p a ć s i ę n i g d y n i e m o ż e? Na ziemskiej tej scenie nie miało nigdy braknąć prawdziwej nowości. jak widzieliśmy. wyrównania na najgrubsze i najpierwotniejsze kompleksy społeczne (w ich stosunku do podobnych kompleksów). z pomocą wielkiego uogólnienia do tego. Stanowić ceny. Nie uczynionoż owego tak zuchwałego. że »każda rzecz ma swą cenę. o ile poeta jest pod tym względem bardziej. katastrof: świat zgoła determistycznie pojęty byłby dla bogów do odgadnięcia i wskutek tego znużyłby ich wkrótce. wraz z przyzwyczajeniem porównywania. przedewszystkiem po to. jako istotę. mierzenia. który nie umiał pomyśleć sobie szczęścia bez widowisk i uroczystości. są starsze nawet od początków wszelkich społecznych form organizacyjnych i związków: z zaczątkowych raczej form prawa osobowego p r z e n i o s ł o się dopiero kiełkujące poczucie wymiany.ści: uważał je za ś w i ą t e c z n e z a b a w y dla bogów: a. – A. jako świat zasadniczo publiczny. cnota bez świadków była dla tego narodu aktorów czemś nie do pomyślenia. lecz później nieubłaganie w tym samym kierunku toczącemu się dalej myśleniu dawniejszej ludzkości. Sprawiedliwością na tym pierwszym szczeblu jest dobra wola pośród mniej więcej równie możnych. w s z y s t k o może być odpłacone«. poczucia pierwszeństwa swego w stosunku do reszty zwierząt. prawa. Nie odnaleziono jeszcze tak nizkiego stopnia cywilizacyi. że w pewnem znaczeniu było s a m e m m y ś l e n i e m: tu wyhodował się najstarszy rodzaj bystrości umysłowej. zobowiązania. bezwzględnej spontaniczności człowieka w złem i dobrem. wraz z swemi psychologicznemi przynależnościami. Kupno i sprzedaż. by stworzyć sobie prawo do wyobrażenia. długu. wszelkiej »słuszności«. by bogom swym takiego deterministycznego nie przypisywać świata! Cała ludzkość starożytna pełna jest delikatnych względów »dla widza«. zawikłań. wynalazku »wolnej woli«.. cnotą człowieczą. doszło się niebawem. tuby również upatrywać można pierwszy zawiązek ludzkiej dumy. i wielka k a r a ma w sobie tyle uroczystego!. 32 . właściwą ociężałemu. stosunku kupca i sprzedawcy.. postępowania ku wzajemnemu zadowoleniu. prawdziwie niesłychanych napięć. stosunku osób. zobowiązania osobistego – by podjąć nić naszego badania – wywodzi. jak się już rzekło. filozofów. który wtedy po raz pierwszy dla Europy zrobiono.. jaki istnieje. początek swój z najstarszego i najpierwotniejszego. która odmierza wartości. stworzony »na podobieństwo boskie«. zasadniczo naoczny.

mimus normalnego postępowania ze znienawidzonym. – owszem całość bierze odtąd złoczyńcę przezornie w obronę i opiekę. i z o l o w a n i e od siebie przestępcy i jego czynu: oto cechy. wierzyciel oszukany. Przestępca jest dłużnikiem. w tej mierze co dawniej. przywraca dłużnika do dzikiego. które coraz wyraźniej wyciskają się na dalszym rozwoju prawa karnego. bo nie może ich już. jak stawał się bogatszy. łagodnieje zawsze i prawo karne.. który postradał nietylko wszelkie prawo i opiekę. Kompromis z gniewem i najbliżej przestępstwem dotkniętych. uważać za niebezpieczne i zagrażające bytowi całości. wkońcu staje się nawet m i a r ą jego bogactwa ilość uszczerbków które wytrzymać może. zwłaszcza przed gniewem bezpośrednio poszkodowanych. Jeżeli ciągle mierzyć będziemy miarą czasów pierwotnych (które zresztą istnieją każdego czasu. »pozbawiony pokoju« – Niemiec zrozumie co Elend. – puścić b e z k a r n i e szkodnika. »Wierzyciel« stawał się zawsze bardziej ludzki w miarę. kończy patrzeniem przez palce i puszczaniem niewypłacal33 . w których aż dotąd uczestniczył. Cóż stanie się w r a z i e p r z e c i w n y m? Gromada. łamiącym umowę i słowo względem c a ł o ś c i. obalonym wrogiem. jak się człowiek ze względu na te szkody i wrogości gminie zaprzedał i zobowiązał. która zaczyna tem. lecz jeszcze targa się na swego wierzyciela: dlatego traci odtąd. – Niechże sobie żyją i tyją: na tom dość jeszcze silne!«. wszystko musi być odpłacone«. wyjętego z pod prawa stanu. Sprawiedliwość. każde osłabienie i głębsze niebezpieczeństwo społeczeństwa wywodzi na światło surowsze tego prawa formy. pod któremi kara występuje w historyi. Gniew poszkodowanego wierzyciela. że wojna sama (zalicza się do tego i wojenny kult ofiarniczy) użyczyła wszystkich tych f o r m. usiłowanie. ani nie skazuje na banicyę. którą szkodnik wyrządził: pomijając ją. starania. »Kara« na tym stopniu uobyczajenia to poprostu odbicie. więc. w stosunku do wszystkich dóbr i przyjemności współżycia. W miarę wzrostu mocy i świadomości społeczeństwa. spokojnie i ufnie bez troski o pewne szkody i wrogości. na które wystawiony jest człowiek z p o z a o b r ę b u. że »wszystko jest odpłacalne. Złoczyńcy nie »pozbawia się pokoju«. 10. by znaleźć równoważniki i rzecz całą załatwić (compositio). przedewszystkiem coraz dobitniej występująca chęć uważania każdego przestępstwa za o d p ł a c a l n e w jakiemś znaczeniu. który użyczonych sobie korzyści i zadatków nietylko nie spłaca. Wraz z potężniejącą mocą przestaje społeczność ważyć zbytnio przestępstwa jednostki. można liczyć na to. gniew powszechny nie śmie już jak dawniej do tego stopnia niepohamowanie szukać sobie na nim upustu. społeczności. przed którym był dotąd chroniony: odtrąca – i każda wrogość może teraz szukać sobie na nim upustu. j a k i e d o b r a t e m a j ą z n a c z e n i e. nie cierpiąc na tem. lecz i wszelką łaskę. by ograniczyć wypadek i zapobiec szerszemu lub nawet ogólnemu mieszaniu się w sprawę i zaniepokojeniu. nietylko wszystkie te dobra i korzyści. więc jest to prawo wojenne i święto zwycięskiego Vae victis! najniemiłosierniejsze i najokrutniejsze – co wyjaśnia. lecz jeszcze przywiedzie mu się na pamięć. Chodzi tu najmniej o bezpośrednią szkodę. przedewszystkiem »zdrajcą«. jest przestępcą. jak słuszna.. znajdzie sobie w miarę swej mocy zapłatę. lub znów są możliwe): to i społeczność pozostaje do swych członków w tym ważnym zasadniczym stosunku wierzyciela do dłużnika.9. êlend pierwotnie ma oznaczać – wedle tego. »Cóż mnie właściwie obchodzą moje pasorzyty? – mogłoby rzec wówczas. korzysta się z dobrodziejstw z niej wypływających (och. przynajmniej do pewnego stopnia. co za korzyści! niedoceniamy ich dziś czasami) mieszka się pod opieką i ochroną. przy którejby mogło sobie ono pozwolić na najdostojniejszy zbytek. Żyje się wśród społeczności. na jaki je stać. Możne wyobrazić sobie w społeczeństwie ś w i a d o m o ś ć m o c y. rozbrojonym.

Aktywny. kto wogóle ma na sumieniu wynalezienie »nieczystego sumienia« – człowiek opanowany przez ressentiment! Wkońcu rozejrzyjmy się w dziejach: w jakiej sferze wogóle dotąd sprawowanie prawa. insynuacya. – Wiadomo. 45. jak piękną zwie siebie nazwą ta unicestwiająca się sprawiedliwość: ł a s k ą. odważniejszy. napadający. Pozostaje ona. jak gdyby sprawiedliwość była w gruncie tylko dalszym rozwojem uczucia urazy – a wraz z zemstą pragnie się wynieść następnie do czci wszystkie wogóle uczucia r e a k c y j n e. Dühringa »Wartość życia«. gwoli prawdzie. niż owe reakcyjne. uważałbym to nawet za z a s ł u g ę. którym jest ressentiment. zemsty). nie jest bowiem wcale zmuszony. Zwracam tylko uwagę na okoliczność. równie głęboko jak łagodnie patrząca przedmiotowość sprawiedliwego. czysta. uprzedzonego oceniania swego przedmiotu. obojętnym. że średnio nawet osobom najuczciwszym wystarcza już drobna zaczepka. tak też nie zdziwi nikogo. przypuszczając. 11. dostojniejszy miał za wszystkich czasów i w o l n i e j s z e o k o i c z y s t s z e sumienie: naodwrót zgadnąć już łatwo. czynić musi. zda mi się. rancune. jego »pozaprawiem«. złośliwość. być sprawiedliwym jest zawsze p o z y t y w n e m zachowaniem się). silnego. »Kurs filozofii«. w co w każdym razie nie należy w i e r z y ć zbyt łatwo. a wypędzić z oczu wszelkie poczucie słuszności. jak zawsze kwitła.nemu płazem. właściwiej jeszcze. że właśnie znów z takich kół. s ą d z ą c e g o oka. Rzeczywiście dlatego człowiek napadający jako silniejszy. (E. który duch sprawiedliwości zdobyć może. i przeto zasługujących tem bardziej. jak też właściwa potrzeba prawa czuły się na ziemi u siebie? Czyżby w sferze człowieka reakcyjnego? Wcale nie: raczej w sferze aktywnego. że to z ducha samego ressentiment wyrasta ta nowa nuance naukowej sprawiedliwości (na rzecz nienawiści. obcym. jest grunt uczucia reakcyjnego! Jeśli się rzeczywiście zdarzy. Psychologom powiem przedtem do ucha. zaczepny człowiek stoi zawsze jeszcze sto kroków bliżej sprawiedliwości. spontanicznego. zaczepnego. u n i c e s t w i e n i e m s i e b i e s a m e j. umiarkowanym. przywilejem najmocniejszego. Ta »sprawiedliwość naukowa« ustaje zaś natychmiast i ustępuje miejsca akcentom śmiertelnej wrogości i uprzedzenia. – nawet coś. chciwość i im podobne. rozumie się samo przez się. niż reakcyjny. w takim razie jest to cząstka doskonałości i najwyższego mistrzostwa na ziemi. Tem ostatniem jabym najmniej się zgorszył: w stosunku do całego biologicznego problematu (ze względu na który wartości tych uczuć dotąd niedoceniano). – kończy. w gruncie rzeczy wszędzie). jak to reakcyjny człowiek czyni. jeszcze daleko wyższą wartość biologiczną. Teraz słowo celem sprzeciwienia się niedawno podjętym usiłowaniom szukania początku sprawiedliwości na zupełnie innym gruncie. jeśli się nawet pod nawałem osobistej urazy. skoro tylko chodzi o inną grupę uczuć. Tyle przeciw tendencyi tej wogóle: co się jednak tyczy poszczególnego twierdzenia Dühringa. acz z innym zapachem. czego tu roztropnie jest nie oczekiwać. by je naukowo i wysoko cenić: mam na myśli właściwe a k t y w n e uczucia. by wpędzić im krew w oczy. to trzeba mu. szyderstwa. do fałszywego. zresztą tak. żeby mieli ochotę zbadać raz samo ressentiment zblizka: roślina ta kwitnie teraz najpiękniej wśród anarchistów i antysemitów. że człowiek sprawiedliwy sprawiedliwym zostanie nawet względem swych szkodników (a nietylko zimnym. zazdrości. jak to już częściej bywało – porównaj powyżej str. Niewątpliwa. szorstkiem odwróceniem inne przeciwstawić twierdzenie: o s t a t n i m gruntem. w ukryciu. podejrzenia nie zmąci wysoka. Niech padnie słowo ku zmartwieniu pomienionego agitatora (który sam raz to o sobie złożył zeznanie: »nauka zemsty przewijała się jak czerwona nić sprawiedliwości 34 . jak wszelka dobra rzecz na ziemi. że ojczyzny sprawiedliwości szukać należy na gruncie uczucia reakcyjnego. jak żądza władzy. A jak z podobnego koniecznie zawsze podobne powstać musi. podejrzliwości. – wychodzą usiłowania uświęcenia z e m s t y pod nazwą s p r a w i e d l i w o ś c i. w sposób. mianowicie na gruncie. mających. fiołkowi podobna. nieżyczliwości.

gdzie dzieje się i utrzymuje sprawiedliwość. szuka środków. bywa przez moc odeń wyższą wykładane ciągle pod kątem nowych zamysłów. które rozpadają się. byłby zasadą w r o g ą ż y c i u. rozkazodawcze oświadczenie. jej rzeczywiste zużytkowanie i wciągnięcie w system celów. by powstrzymać wybujałość reakcyjnego patosu i nakazać mu miarę i wymusić pogodzenie. że przyczyna powstania jakiejś rzeczy i jej ostateczna użyteczność. za słuszne. lecz jako środek p r z e c i w wszelkiej walce wogóle. niszcząc w swych zasadniczych funkcyach. znakiem znużenia. słabszych (czy to grup. od aktu urazy). już to wydzierając przedmiot tegoż ressentiment z rąk zemsty. już to wynajdując wyrównania. naturalnie nie może urażenie. umieszczają potem dobrodusznie ten cel na początku. już to zamiast zemsty wydając ze swej strony bitwę wrogom pokoju i porządku. – to jest. to jest raniąc. czy jednostek). pomyślany samowładczo i ogólnie. zlepia się je zwykle w jedno. Mówić o »prawie« i »bezprawiu« s a m y c h w s o b i e niema zgoła sensu. która w stosunku do niżej od niej stojących. to jest jako środków do stworzenia w i ę k s z y c h jedności mocy. nawet oko samego poszkodowanego (aczkolwiek to na samym ostatku. Porządek prawny. widać silniejszą moc. Lecz »cel w prawie« przydać się może historyi powstawania prawa dopiero na samym ostatku: niema raczej dla żadnego rodzaju historyi zgoła ważniejszego twierdzenia nad owo. burzycielem i rozprzężeniem człowieka. Tu jeszcze słowo o pochodzeniu i celu kary – dwa problematy. by bezmyślnie szalejącemu ressentiment kres położyć. że każda wola winna każdą wolę za równą uważać. Najbardziej jednak rozstrzygającą rzeczą. a co za wzbronione. – Wedle tego »prawo« i »bezprawie« istnieją dopiero od ustanowienia p r a w a (a nie. lub rozpaść się powinny: niestety. Otóż ze stanowiska historycznego przedstawia prawo na ziemi walkę właśnie p r z e c i w uczuciom reakcyjnym. Wszędzie. do mocy dążącej woli życiowej i podporządkowanie sobie jej wspólnych celów jako poszczególnych środków. jest ustanowienie p r a w a. odwraca ona uczucie podległych sobie od najbliższej szkody takimi występkami wyrządzonej i osiąga w ten sposób odwrotność tego. zniszczenie samo w sobie być czemś »bezprawnem«. co wogóle w oczach jej uchodzić ma za dozwolone. wydaną im ze strony aktywnych i zaczepnych potęg. – 12. którą najwyższa potęga wywiera i przeprowadza wbrew przewadze uczucia odporu i urazy – czyni to zawsze. już to podnosząc pewne równoważniki uszkodzeń do normy. jak chce Dühring. jako występek względem prawa i bunt przeciw najwyższej mocy. wojnę. jako częściowe ograniczenia właściwej. w danych razach narzucając. nie jako środek w walce kompleksów mocy. że wszystko. które swej siły używały po części na to. Traktując po ustanowieniu prawa przestępstwa i akty samowoli jednostek. odległe są toto coelo od siebie. że z najwyższego biologicznego stanowiska stany prawne mogą być zawsze tylko s t a n a m i w y j ą t k o w y m i. w nowy pożytek przekształcane i kierowane. skoro tylko jest dość silna ku temu –. może wedle komunistycznego szablonu Dühringa. proponując. czego chce każda zemsta. pogwałcenie. naprzykład zemstę lub odstraszenie. znająca jedynie i uznająca tylko punkt widzenia poszkodowanego – : odtąd ćwiczy się oko w coraz b e z o s o b i t s z e j ocenie czynu. co dzieje się w świecie organicznym 35 . gwałcąc. o ile życie funkcyonuje e s e n c y o n a l n i e. jak wyżej zauważono). złupienie. jak też całych grup. co jakimkolwiek sposobem doszło do skutku. na nowo zagarniane. Trzeba wyznać jeszcze coś ciekawszego. Bo jakże postępują w tym wypadku dotychczasowi genealogowie moralności? Naiwnie. zamachem na przyszłość człowieka. za niesłuszne. łupiąc. do której odtąd raz na zawsze ressentiment stosować się musi.przez wszystkie moje prace i usiłowania«). ukradkowym przesmykiem do nicości. jak zwykle postępowali – : wynajdują jakiś »cel« w karze. że co jest. i nie da się wcale bez tego charakteru pomyśleć. które z takim trudem zdobyto. jako causa fiendi kary – i rzecz gotowa. lecz które też w i n n o b y ł o być zdobyte.

których same przyczyny nie muszą znajdować się nawet między sobą w związku przyczynowym. W ten sposób jednak nie rozumie się istoty życia. a wszelkie znów przemożenie i opanowanie nowem wytłumaczeniem i przyrządzeniem. zatracanie się sensu i celowości. nawet życie samo określono jako zawsze celowe wewnętrzne »przystosowywanie« do zewnętrznych okoliczności (Herbert Spencer). których działanie dopiero sprowadza »przystosowanie«. lecz »sens« bardziej jeszcze. wykładającym i kierującym w sposób nowy. Lecz wszystkie cele. Podnoszę ten główny punkt widzenia metodyki historycznej tem bardziej. raczej w danym razie przypadkowo tylko po sobie następują i zastępują się. najmniejszym nakładem sił i kosztów osiągnionym postępem. usiłowań zmian formy w celu obrony i reakcyi. należą do warunków rzeczywistego progressus. co musiało mu być p o ś w i ę c o n e m. że dający się wykazać cel. tem mniej logicznym i najkrótszym. jak się samo przez się rozumie.. ich liczebne zmniejszanie się (naprzykład przez niszczenie członków pośrednich) może być znakiem wzrastającej siły i doskonałości. ręka d o chwytania. wszystkie pożytki są tylko o z n a k a m i tego.. pożyteczność pewnej rzeczy. co się dzieje. w ten sposób zaprzeczono w organizmie nawet władczej roli najwyższych funkcyonaryuszów. obyczaju społecznego.. z dodatkiem oporu stosowanego każdym razem. że sprzeciwia się właśnie panującemu instynktowi i smakowi czasu. w których wola życiowa objawia się aktywnie i kształtująco. że dzisiaj krok za krokiem wciska się. przekraczającym. Wzamian wysuwa się pod naciskiem owej idyosynkrazyi na pierwszy plan »przystosowanie«.. należne spontanicznym. Nawet wewnątrz każdego poszczególnego organizmu nie dzieje się inaczej: z każdym istotnym wzrostem całości zmienia się też »sens« poszczególnych organów. odgrywających się w nim procesów przemagania. czystą reaktywność. ludzkość. niż o »administrowanie«. krótko. że oko sporządzone jest d o patrzenia. ukradłszy jej pojęcie zasadnicze. że będzie to starszym uszom brzmieć niewygodnie i nieprzyjemnie.. to znaczy aktywność drugiego rzędu. mniej lub więcej wzajemnie niezależnych. Chciałem rzec: także częściowe b e z u ż y t e c z n i e n i e. w ten sposób przeocza się zasadnicze pierwszeństwo. co zarzucał Huxley Spencerowi – jego »nihilizm administracyjny«: lecz chodzi jeszcze o coś w i ę c e j. odgrywającej się we wszystkiem. jakiegoś organu. ś m i e się wciskać już w najsurowsze. Choćby się najlepiej pojęło p o ż y t e k jakiegoś organu fizyologicznego (lub też instytucyi prawnej. w o l i m o c y. pojęcie właściwej a k t y w n o ś c i. Forma jest płynna. pozornie najbardziej przedmiotowe umiejętności. śmierć. który jawi się zawsze w postaci woli i drogi ku w i ę k s z e j m o c y i osiągany bywa zawsze kosztem licznych mniejszych mocy. jakiegokolwiek zwyczaju mogą być w ten sposób dalszym ciągiem łańcucha znaków. kształtującym siłom. z mechaniczną bezmyślnością wszystkiego. niedołężnienie i zwyrodnianie. przy którem dotychczasowy »sens« i »cel« z konieczności zaciemnić się lub zgoła zagasnąć musi. Tak też wyobrażano sobie i karę. – w pewnych razach częściowe ich zanikanie. niż z teoryą. nowoczesny m i z a r c h i z m (aby ukuć złe słowo na złą rzecz) przemienił i przebrał się z czasem do tak duchowego i najbardziej duchowego stopnia. to jeszcze tem samem nie pojęliśmy nic pod względem jego powstania. ciągle nowych tłumaczeń i przystosowań. jako masa poświęcona udaniu się jednej s i l n i e j s z e j species człowieka – t o b y był postęp. o p a n o w a n i e m. co panuje i chce panować. – gdyż oddawna sądzono.. Być może. pewnego urządzenia tłumaczy także powód ich powstania. i wyników udanych przeciwdziałań. jakiegoś zwyczaju. ku jej szkodzie. zaczepnym. Demokratyczna idyosynkrazya do wszystkiego. jako wynalezioną d o karania. jego w o l i m o c y. że wola mocy stała się panią czegoś mniej mocnego i wycisnęła sobą na nich znaczenie funkcyi. zwyczaju politycznego. co się dzieje. i całe dzieje jakiejś »rzeczy«. że stał się już panem całej fizyologii i nauki o życiu. 36 .jest p r z e m o ż e n i e m. – jeno kolejnem następstwem głębiej lub płyciej sięgających. jakiegoś organu nie jest w ten sposób bynajmniej postępem (progressus) ku pewnemu celowi. pewnej formy. zdaje mi się. ba. Wielkość »postępu«: m i e r z y się nawet ilością tego. Przypomnijmy sobie. ba. »Rozwój« jakiejś rzeczy. formy w sztukach lub w kulcie religijnym). któryby raczej zgodził się jeszcze z bezwzględną przypadkowością.

co w niej jest względnie t r w a ł e. zdrajcę i pokojołomcę. tak jak sobie niegdyś wyobrażano rękę wynalezioną celem chwytania. należy w niej rozróżniać dwie rzeczy: najpierw to. o ile ten ostatni utrzymuje się jeszcze dzięki możnym rodom i o ile one roszczą sobie doń przywileje. jak przypadkowy jest »sens« kary i jak jedna i ta sama procedura ze względu na zasadniczo różne zamysły może być różnie zużytkowana. Kara jako odpłacenie poszkodowanemu szkody. Kara jako honoraryum. w których się cały proces semiotycznie streszcza. przykrojona. co nie ma żadnych dziejów). Przytem przypuszczamy tylko. można zauważyć jeszcze. Kara jako wyłączenie pierwiastka zwyrodniałego (w danych razach całej gałęzi. jako przeszkodzenie dalszemu szkodzeniu. niż jej zużytkowanie do kary. uchylają się od definicyi. jakie wojna właśnie daje w ręce. wrogowi. porządku. wcześniejszem. co podnieść trzeba. jako łamiącego umowę. jak wedle prawa chińskiego: więc jako środek do utrzymania czystości rasy i utrzymania tęgości typu społecznego). że rzecz n i e tak się ma. trudnej do analizowania i. czy to świadkom egzekucyi. cel. trudno rozpuszczalnej. by zapobiec rozszerzeniu się zakłócenia. Kara jako wpajanie strachu przed tymi. co do jej warunków. mniemając wszyscy razem. akt. którego zwalcza się środkami. pewną surową kolejność procedur. n i e d a j ą c e j s i ę w c a l e z d e f i n i o w a ć. definiować daje się tylko to. zwierzchności. krystalizują się ostatecznie w pewien rodzaj jedności. Kara jako kompromis z naturalnym stanem zemsty. Kara jako wyrabianie pamięci. (N i e m o ż l i w ą jest dziś rzeczą powiedzieć dokładnie. z drugiej strony to. oczekiwanie. do którego doszedłem na podstawie małego stosunkowo i przypadkowego materyału. sens. jako buntownika. płynnego. Kara jako unieszkodliwienie. że dopiero w ł o ż o n o ją w procedurę i podsunięto jako tej procedury tłumaczenie (dawno istniejącej. jeśli się go używa jako niewolnika w kopalniach). że procedura sama będzie czemś starszem. jako niebezpiecznego dla społeczności.13. Kara jako wypowiedzenie wojny i środek przeciw wrogowi pokoju. Kara jako uroczystość. co w niej płynne. że procedurę w y n a l e z i o n o dla celu kary. per analogiam. która chroni złoczyńcę przed wybujałością zemsty. Co się tyczy jednak owego drugiego pierwiastku w karze. jak w każdym poszczególnym przypadku pierwiastki syntezy zmieniają swoją wartościowość i wedle tego inaczej się porządkują tak. słowem. w jakiejbądź formie (także w uczuciowem wynagrodzeniu). który karę ponosi – tak zwana »poprawa«. których przestępca dotychczas używał (naprzykład. – Aby więc wrócić do przedmiotu. to jest do k a r y. prawa. Natomiast w pewnem wcześniejszem stadyum okazuje się jeszcze owa synteza »sensów« bardziej do rozwikłania. zwyczaj. to w późniejszym stanie kultury (naprzykład w Europie dzisiejszej) pojęcie »kary«: nie przedstawia faktycznie wcale już jednego sensu. lecz w innem znaczeniu używanej). a nawet w pewnych razach jeden pierwiastek (może cel odstraszenia) zdaje się unicestwiać całą resztę składników. lecz całą syntezę »sensów«: dotychczasowe dzieje kary wogóle. d l a c z e g o właściwie się karze: wszystkie pojęcia. Kara jako izolowanie zakłócenia równowagi. to jest jako pogwałcenie i wyszydzenie obalonego nakoniec wroga. niechaj posłuży tu schemat. jak następczy. które się łączy z wykonaniem takich procedur. Aby dać przynajmniej wyobrażenie. dzieje jej wyzyskiwania do najróżniejszych celów. »dramat«. jej »sensu«. jak nasi naiwni genealogowie moralności i prawa dotąd przypuszczali. Kara jako rodzaj wyrównania za te korzyści. jak niepewny. wytłómaczona. to znów ów pierwiastek kosztem pozostałych wybija się na czoło i dominuje. którzy karę wyznaczają i wykonywają. 37 . a także bardziej podatna zmianie. zastrzeżone ze strony władzy. wedle wyłuszczonego właśnie zasadniczego punktu widzenia metodyki historycznej. czy to temu. że raz ten.

co jemu samemu właściwie pozostało z sławnego morsus conscientiae –. a cóż dopiero ze względu na najdłuższe dzieje człowieka. mordowanie. która jużci uchodzi w świadomości ludowej za najistotniejszą. Kara posiadać ma tę wartość. ani potępione s a m e w s o b i e. Świat cofnął się znowu dla Spinozy do stanu owej niewinności. przekupstwo. którzy w licznych wypadkach sąd tego rodzaju dość niechętnie i przeciw własnym wydają życzeniom. jakiś straszny wypadek w naturze. zastawianie sideł. w której spoczywał przed wynalezieniem nieczystego sumienia: cóż zatem pozostało z morsus conscientiae? 38 . to śmiało możemy wydać sąd. znowu jako część przeznaczenia. że się ma do czynienia z »winnym«. na którego później spadała kara. by go w tem miejscu nie rozumieć. na których sobie przemoc karząca szukała upustu. – w tem zgadzają się wszyscy sumienni postrzegacze. kara hartuje i ostudza. tak jak się w różnych rodzajach kary przebijają. utrzymującym. Wiara w karę. więzienia. podejście. z czystem sumieniem spełniany: więc szpiegostwo. wzmacnia siłę oporu. n i e wyrósł na tym gruncie. w której ta species toczącego robaka najchętniej się udaje. następnie zasadnicze. przeciw czemu na nic wszelka walka. Jeżeli się zdarzy. że właśnie kara najbardziej p o w s t r z y m a ł a rozwój poczucia winy. – wszystko to więc jako czynności wcale przez sędziów nie napiętnowane pogardą. o jakie ocierając się wspomnienie. który dobro i zło wygnał między urojenia ludzkie i gniewnie bronił czci swego »wolnego« Boga przeciw bluźniercom. kto wie.14. Nie ważmy mianowicie lekce tego. karzących n i c. szuka się w niej właściwego instrumentum owej duchowej reakcyi. coby wyrażało. nie doznawał przytem żadnej innej »wewnętrznej udręki«. torturowanie. chwiejąca się dziś z licznych powodów. oberwanie się miażdżącej skały. że Bóg czyni wszystko sub ratione boni (»lecz toby znaczyło poddawać Boga przeznaczeniu i byłoby zaiste największą z wszystkich niedorzeczności« –). lżenie. jego przeddzieje! Prawdziwy wyrzut sumienia jest właśnie wśród zbrodniarzy i skazańców czemś niezmiernie rządkiem. Lista ta jest niewątpliwie niezupełna. które charakteryzuje sucha. że budzi p o c z u c i e w i n y w winnym. nawet afektem nie uniewinnione grabienie. domy poprawy n i e są wylęgarnią. całą frantowską i szczwaną sztukę policyantów i oskarżycieli. Lecz tem samem wykracza się nawet ze względu na dziś jeszcze przeciw rzeczywistości i psychologii. jak dalece właśnie widok sądowych i wykonawczych procedur nawet przeszkadza przestępcy odczuwać czyn swój. zaostrza poczucie osamotnienia. – w rzeczywistości nie istniało przez najdłuższy okres czasu nawet w świadomości sądzących. ponura powaga. koncentruje. niż średnie działanie kary. naprzykład Kuno Fischer). która zwie się »nieczystem sumieniem«. Naogół licząc. kara jest jawnie przeładowana pożytecznościami wszelkiego rodzaju. »wyrzutem sumienia«. Tylko ze szkodnikiem. pogwałcenie. że złamie energię i wywoła nędzne ukorzenie i poniżenie się. gdy pewnego popołudnia. »Nieczyste sumienie«. Tem snadniej odjąć jej można użyteczność d o m n i e m a n ą. Uświadomiło się to raz w sposób podchwytliwy Spinozie (ku zmartwieniu jego wykładaczy. Gdy zaś pomyślimy jeszcze o owych tysiącoleciach p r z e d dziejami człowieka. ten najbardziej niesamowity i zajmujący kwiat naszej ziemskiej roślinności. lecz tylko w pewnym względzie i pewnem zużytkowaniu. więzienie. to wypadek taki jest bezsprzecznie jeszcze mniej pokrzepiający. I nawet ten. – przynajmniej ze względu na ofiary. z nieodpowiedzialną częścią przeznaczenia. znajduje właśnie w niej ciągle najsilniejszą swą podporę. jak kiedy nastąpiło coś nieobliczalnego. jemu. 15. którzy porządnie się w y s i l a j ą. zajęty był pytaniem. rodzaj swego postępku jako pogardy godny s a m w s o b i e: widzi on bowiem zupełnie ten sam rodzaj postępku spełniany w służbie sprawiedliwości i nazywany wówczas dobrym.

regulujących. – smutek. te nieszczęśniki. do swego najbiedniejszego. jak się poddaje człowiek chorobie. Owe straszne obwarowania. to pomnożenie obawy. Jak zwierzętom wodnym.»Przeciwieństwo gaudium. brakło im ich starych przewodników po tym nowym nieznanym świecie. musimy szukać właściwego s k u t k u kary przedewszystkiem w zaostrzeniu roztropności. nieświadomie a pewnie wiodących popędów. połączony z wyobrażeniem rzeczy minionej. jakby wciśnięty między dwa naskórki. tajemniej. dzięki któremu naprzykład dziś jeszcze Rosyanie w szafowaniu życiem wyżej stoją od nas. 39 . mówi lud: o ile szkoda czyni mądrym. obliczania. Wrogość. któremi organizacya państwowa broniła się przeciw dawnym instynktom wolności – kary przedewszystkiem należą do tych obwarowań –. by własnej swojej hipotezie o początku »nieczystego sumienia« nie dopomóc do pierwszego tymczasowego wyjawu nie łatwo zdobyć dla niej posłuch. Uważam nieczyste sumienie za ciężkie chorzenie. schol. wtłoczony w gniotącą cieśń i prawidłowość obyczaju. nie mogące wyładować się na zewnątrz. w które człowiek wpaść musiał pod naciskiem owej najbardziej zasadniczej z wszystkich przemian. Na szczęście czyni dość często głupim). gdy zmuszone były albo stać się zwierzętami lądowemi. uciecha z prześladowania. w woli przystępowania nadal do dzieła ostrożniej. niecierpliwie sam siebie targał. – owej przemiany. Miały odtąd chodzić na nogach i »nosić same siebie«. a n i e: »tego nie powinienem był czynić« – poddawali się karze. to czyn poddawała krytyce roztropność: bez wątpienia. – nagle instynkty ich pozbawione zostały wartości i »zawieszone«. przystosowanym szczęśliwie do wojny. ograniczone do s w e j »świadomości«. nieufniej. w miarę. róż rósł się i wyrósł. sprawiły. których kara dosięgła: »coś tu wbrew przypuszczeniom poszło źle«. która wypadła przeciw wszelkiemu oczekiwaniu«. gdy znalazł się ostatecznie zamkniętym w żakietem kole społeczeństwa i pokoju. opanowanie żądz: w ten sposób kara o b ł a s k a w i a człowieka. w pewnem polepszeniu samooceny. szerzy. najzawodniejszego organu! Zdaje mi się. że nigdy nie istniało na świecie podobne poczucie nędzy. zakłócał i katował. jak z a h a m o w a n e zostało wyładowywanie się człowieka na zewnątrz. nie czyni go jednak »lepszym«. ze zmiany i zniszczenia – wszystko to. o tyle i złym. – zostały ograniczone do myślenia. włóczęgi i przygód. że wszystkie owe instynkty starego. Eth. p r z e c i w c z ł o w i e k o w i s a m e m u. Do najprostszych zatrudnień czuły się niezgrabne. tak dopiero przyrasta do człowieka to. z w r a c a j ą s i ę w e w n ą t r z – oto co nazywam u w e w n ę t r z n i e n i e m człowieka. prześladował. mieszkańców Zachodu. – możnaby z większem prawem jeszcze twierdzić coś przeciwnego. co się później jego »duszą« zowie. początkowo cienki. by długo ją przemyślać na jawie i we śnie. okrucieństwo. jakie wogóle przeżył. N i e i n a c z e j n i ż S p i n o z a przez ciąg tysiącoleci odczuwali popełnione »przestępstwo« złoczyńcy. gdy dotąd nosiła je woda. – chce ona. kombinowania przyczyn i skutków. zaostrzenie rozsądku. II. wysokości. tak samo działo się tym półzwierzom dziczy. albo zginąć. rzekł sobie wkońcu. Cały świat wnętrzny. w człowieku i zwierzęciu. Jeśli istniała wówczas krytyka czynu. koczowniczego człowieka zwróciły się wstecz. propos. gryzł. w przedłużeniu pamięci. XVIII. zwrócone przeciw posiadaczom takich instynktów. – a nadto owe stare instynkty nie przestały odrazu stawiać swych wymagań! Tylko że trudno i rzadko można było czynić po ich woli: naogół musiały szukać sobie nowych i jakby podziemnych zadowoleń. z tym odważnym fatalizmem bez buntu. Wszystkie instynkty. o t o początek »nieczystego sumienia«. 16. takie ołowiane zniechęcenie. Człowiek. I. wolnego. W tem tu miejscu nie mogę uniknąć. nabrał głębi. wnioskowania. który z braku zewnętrznych wrogów i oporów. Straszliwe brzemię ciążyło na nich. (»Każdy mądry po szkodzie«. że dla wielu rzeczy jest się raz na zawsze za słabym. nieszczęściu lub śmierci. III. w zrozumieniu. Co naokół osiągnąć można przez karę. z napadania.

głębokiego.to o kraty swej klatki raniące się zwierzę. czujący brak i trawiony tęsknotą za pustynią. jawi się wkrótce coś nowego. przychodzą jak przeznaczenie. Dzieło ich jest instynktownem tworzeniem form. uciecha i straszliwość. jako skok. – czy się zwie Zeusem czy Przypadkiem. zwracającą się przeciw samej sobie. która. z której ludzkość po dziś dzień nie ozdrowiała. wbrew rozumowi. są to najbardziej poniewolni. Do założenia tej hipotezy początku nieczystego sumienia należy po pierwsze to. w sprzeczność i p r z y s z ł o ś ć b r z e m i e n n e g o. trzeba było boskich widzów. – aleby 40 . zaszło na ziemi coś tak nowego. które kazało mu powstawać drogą »umowy«. które się chce »obłaskawić«. Od niego jednak rozpoczęła się największa i najstraszniejsza choroba. w które gra »wielkie dziecko« Heraklita. Kto rozkazywać umie. aż wreszcie taki surowy materyał ludu i półzwierząt nietylko ugniótł się i stał się podatny. n a s i e b i e s a m e g o: wskutek gwałtownego odcięcia się od przeszłości zwierzęcej. które się wówczas zaczęło i którego końca jeszcze dziś wcale przewidzieć nie można. lecz tylko drogą. kładzie bez skrupułu swe straszliwe łapy na ludność może liczebnie nieskończenie wyższą. puszczę niepewną i niebezpieczną – ten szaleniec. człowiek rozchorował się n a c z ł o w i e k a. w co wprzód nie został włożony »sens« odnośnie do całości. rozumie się z góry. zbyt »inaczej«. ten nędzarz. że owa przemiana nie była wcale stopniowa. na których polegała dotąd jego siła. – wzbudza dla siebie zajęcie. który patrzy jak spiż i czuje się. ogniwem. ten stęskniony i zrozpaczony więzień stał się wynalazcą »nieczystego sumienia«. co wzgląd. twór władczy. jacy istnieją. niepostrzeżenie na jakiejś śmiesznej gwieździe! Odtąd człowiek należy do najbardziej nieoczekiwanych i wzruszających rzutów szczęścia. kto gwałtem sobie poczyna w każdym ruchu i dziele. zbyt nagle. niejako skoku i runięcia w nowe położenie i warunki bytu. zbyt paradoksalne. Używam wyrazu »państwo«: wiadomo. lecz jako przełom. W samej rzeczy. niesłychanego. 17. Oni nie wiedzą. ani nawet żadnego ressentiment. który z samego siebie stwarzać sobie musiał przygodę. że przystosowanie się nie hamowanej dotąd i nie ukształconej ludności do stałej formy. – cóż ma taki do czynienia z umowami? Takie istoty nie są obliczalne. jak gdyby coś się nim zwiastowało. nadzieję. co wina. miejsce tortury. rasę zdobywców i panów. wielką obietnicą. Gdzie się pojawią. bez powodu. Tak przecie poczyna się »państwo« na ziemi: sądzę. zbyt strasznie. zorganizowana na sposób wojenny. jak matka przez dziecię swoje. bez względu. lecz jeszcze bezkształtną. zagadkowego. ci urodzeni organizatorowie. jako miażdżąca i bezwzględna maszynerya. że widok ziemi zmienił się zasadniczo. aby godnie uczcić widowisko. by nawet nienawidzone być mogły. który ż y j e. że najstarsze »państwo«. To n i e w n i c h wyrosło nieczyste sumienie. w którym nie znajdzie miejsca nic wogóle. przeciw którym nie było żadnej walki. co przez to rozumiem – jakąś gromadę płowowłosych drapieżców. wedle tego wystąpiło i dalej działało jako tyrania straszliwa. że pozbyto się owego marzenia. aby mogło się odegrać niedorzecznie. wyciskaniem form. jak grom się zjawia. mus. napięcie uwagi. zbyt cudowne. i posiadając moc do organizowania. jak zaczęło się gwałtem. że z drugiej strony wraz z duszą zwierzęcą. nieodparta fatalność. zjawiają się. jeszcze koczowniczą. rządzi nimi ów straszliwy egoizm twórcy. zbyt przekonywająco. co odpowiedzialność.. lecz także został u f o r m o w a n y. z góry usprawiedliwionym przez swe »dzieło« na wieki. kto jest z natury »panem«. pozoru. tak też samymi gwałtami do końca doprowadzone zostało. coś przygotowywało. wcale dobrowolna i nie przedstawiała się jako organiczne wrastanie w nowe warunki. Po drugie jednak i to. jak gdyby człowiek nie był celem.. wskutek wypowiedzenia wojny starym instynktom. stojącą po stronie przeciwnej sobie samej. najnieświadomsi artyści. w którym części i funkcye zostały odgraniczone i uzależnione. – widowisko zbyt subtelne. Dodajmy do tego natychmiast. mostem. nieledwo pewność.

mniejsza. a to w sposób historycznie zupełnie podziwu godny i zastanawiający. W łonie pierwotnych związków rodowych – mówimy o praczasach – każde z kolei pokolenie uznaje wobec pokolenia dawniejszego. o którym już obszerniej mowa była.. wewnętrzna. brakłoby go. lecz chorobą taką. co z tą chwilą właściwie dopiero na świat przyszło. którą odczuwa bezosobowy. Poszukajmy warunków. jest właśnie sam człowiek. zaprzeczenia. to właśnie ów i n s t y n k t w o l n o ś c i (mówiąc moim językiem: wola mocy). Mianowicie w stosunek ludzi t e r a ź n i e j s z y c h do swych p r z o d k ó w. gdzie dla nas. gdyby wpierw brzydota nie powiedziała samej sobie: »jestem brzydka«?. przynajmniej z widoku i niejako wprowadzone w s t a n u t a j e n i a. wyraża się ideał. To tajne gwałcenie siebie. które urabia kształtująca i gwałcicielska natura owej siły.. – i przedewszystkiem musimy raz jeszcze wrócić do dawniejszego punktu widzenia. I jedno odtąd wiadomo – nie wątpię –. całe to a k t y w n e »nieczyste sumienie«. że odrazu jest szpetne i bolesne. o ile w pojęciach zaprzecznych. jak b e z o s o b o w o ś ć. najoczniejszem zjawisku. – tym wstecz wypartym. gdyby pod naciskiem ich młotów bijących. mianowicie w jakim rodzaju od początku jest r o z k o s z. gdyby wpierw sprzeczność nie uświadomiła się samej sobie.. ta niesamowita i przerażająco rozkoszna robota dobrowolnie rozdwojonej w sobie duszy. cofniętym. jako wartości m o r a l n e j.. wobec założycieli rodu. krytyki. W gruncie rzeczy jest to przecie ta sama siła czynna. ta uciecha nadawania kształtu sobie samemu. buduje ideały negatywne.nie było wyrosło b e z n i c h to obrzydłe zielsko. – a n i e. wewnątrz uwięzionym i wkońcu znajdującym ujście i upust jeszcze tylko na sobie samym instynktem wolności: tem i tylko tem jest w swym zaczątku n i e c z y s t e s u m i e n i e. ich potęgi twórczej pewne olbrzymie quantum wolności nie zostało usunięte ze świata. – Tyle tymczasem co do pochodzenia »nieegoistyczności«. Do tego potrzeba jednak długiego oddechu. jak w owem większem. piękność. Prywatno-prawny stosunek dłużnika do wierzyciela. 18. mówiąc z Goethym. Tylko że tworzywem. jako ciężkiemu. – 19. z którego wartość ta wyrosła: dopiero nieczyste sumienie. a w szczególności wobec najdawniejszego. samoofiarny: rozkosz ta należy do okrucieństwa. Chorobą jest nieczyste sumienie. jest może najniezrozumialszy. w »labiryncie piersi«. która u owych potężnych twórców i organizatorów działa wspanialej i buduje państwa. Strzeżmy się pomiatać całem tem zjawiskiem już dlatego. i n n y człowiek. samozapierający się. wśród których choroba ta doszła do najstraszniejszego i najwyższego szczytu: – zobaczymy. dopiero wola samodręczenia jest warunkiem w a r t o ś c i pierwiastku nieegoistycznego. na wstecz skierowana. która sobie ból zadaje z rozkoszy zadawania bólu. ludzi nowoczesnych. to nie ulega wątpliwości. cierpiącemu tworzywu. i celem wyznaczenia gruntu. z a p a r c i e s i ę s i e b i e. Tym wprowadzonym gwałtownie w stan utajenia i n s t y n k t e m w o l n o ś c i – pojęliśmy to już. aktora tutaj. jaką jest ciąża naprzykład. o f i a r a. i n n i ludzie. Po tej wskazówce przynajmniej będzie mniej zagadkowa zagadka. wciągnięty jako tłumaczenie w stosunek. uciecha wypalania na sobie woli. pewien obowiązek prawny (nie zaś jedynie zobo41 . stwarza sobie nieczyste sumienie. opornemu. Cóżby bowiem było »pięknem«. sprzeczności. to okrucieństwo twórcze. małostkowsza. pogardy. a może wogóle dopiero po raz pierwszy piękno samo. jako macierzyńskie łono idealnych i wyobraźniowych wydarzeń – jak to już zgadnąć można – wywiodło ostatecznie na światło także całą pełnię nowej dziwnej piękności i potwierdzenia. został raz jeszcze. jego cała zwierzęca stara jaźń.

właściwości dostojne. które tymczasem w nich samych się ujawniły. Tem samem uznaje się d ł u g. jako potężne duchy. A komuby się wydawało. kaplicami. w jakiej wzrasta moc samego rodu. coś potwornego na rzecz »wierzyciela« (osławiona ofiara z pierwocin naprzykład. że ród i s t n i e j e tylko dzięki ofiarom i świadczeniom przodków – i że trzeba im je ofiarami i świadczeniami o d p ł a c a ć. czy przez uległość i mimicry. są też ich ustawami i rozkazami.. bogom) z odsetkami oddały wszystkie te właściwości. jego praczasów. w najgrubszem rozumieniu). a więc początek ze s t r a c h u rodem!. 20. jak nauczają dzieje. Świadomość długu względem bóstwa. Od nich później przelewa się to dziedzictwo na wszystkie strony). czy to pod przymusem. czcią i obawą przejmujący. w podaniach o ich walkach. Na uszlachcenie i uszlachetnienie bogów (które oczywiście nie jest ich »uświęceniem«) rzucimy później raz jeszcze okiem. Uczucie dłużnicze względem Boga nie przestało wzrastać przez kilka tysiącoleci i to ustawicznie w tym samym stosunku. Panuje tu przekonanie. nie ustala wcale po upadku opartej na związkach krwi. krew ludzka w każdym wypadku). zawierania pokoju. że należy dodać: »ale i z pobożności!« temuby trudno było zostać przy racyi w stosunku do owego najdłuższego okresu ludzkiego rodzaju. co do okresu ś r e d n i e g o. które przystosowały się do boskiego kultu swych panów. organizacyjnej formy »gminy«. stapiania się. sami wyróść do potworności i usunąć się w mrok boskiej tajemniczości i niewyobrażalności: – praszczur przekształca się ostatecznie z konieczności w boga. Może tu jest sam początek bogów. zwycięstwach i pojednaniach. który przez to jeszcze ustawicznie narasta. Ludzkość w ten sam sposób. postęp ku państwom uniwersalnym jest zawsze także postępem ku uniwersalnym bóstwom. Za to tem bardziej. to ostatecznie przodkowie n a j p o t ę ż n i e j s z y c h rodów muszą. Czemże można im się odpłacić? Ofiarami (z początku dla pożywienia. niezależny. Tymczasem wytknijmy jeno do końca drogę tego rodzaju świadomości winy. zwycięstw. które rzeczywiście swym praszczurom. przedewszystkiem posłuszeństwem – gdyż wszystkie zwyczaje. wszystkie nieszczęsne przypadki. Nie zaś odwrotnie! Każdy krok ku upadkowi rodu.wiązanie uczuciowe: ostatniego możnaby nawet nie bez powodu wogóle zaprzeczyć. przezorności i obecności jego mocy. wszystko. wszystkie oznaki zwyrodnienia i ujawniającego się rozkładu z m n i e j s z a j ą raczej zawsze także strach przed duchem jego założyciela i coraz bardziej wyobrażenie o jego mądrości. odzwierciedla się w genealogicznej gmatwaninie jej bogów. Czy aby zadowala się ich kiedykolwiek? Ta obawa pozostaje i rośnie: co pewien czas wymusza ona wielką ryczałtową wypłatę. dzięki wyobraźni rosnącej trwogi. nie przestają użyczać rodowi nowych korzyści i nowych zadatków. w jakim pojęcie i poczucie boga rosło na ziemi i wznosiło się w górę. despotyzm z swem pogwałceniem niezależnej szlachty toruje też 42 . Jeśli się rzecz przemyśli tym surowym rodzajem logiki do końca. świętami. o ile dotyczy najdłuższego okresu rodzaju ludzkiego). w jaki odziedziczyła pojęcia »dobry i zły« po szlachcie rodowej (wraz z jej psychologiczną zasadniczą skłonnością porządkowania wedle stopni). Czy darmo? Lecz dla owego nieokrzesanego i »ubogiego duchem« okresu nie istnieje żadne »darmo«. że przodkowie ci w dalszym ciągu swego istnienia. kiedy powstają rody dostojne. otrzymała wraz z dziedzictwem bóstw rodowych i szczepowych także dziedzictwo ucisku niespłaconych jeszcze długów i pragnienie wywiązania się z nich. (Całe dzieje walk etnicznych. S t r a c h przed praszczurem i jego mocą. co poprzedza w każdej wielkiej syntezie ras ostateczne ustopniowanie wszystkich elementów ludowych. oczywiście. w jakiej sam ród staje się coraz bardziej zwycięski. swym przodkom (bohaterom. oznakami czci. świadomość długów względem niego wzmaga się koniecznie wedle tego rodzaju logiki zupełnie w tej mierze. (Przejście tworzą owe liczne ludy niewolników i poddanych. krew. jako dzieła przodków..

Tyle tymczasem w krótkości i zgrubsza o związku pojęć »długu«. z m i ł o ś c i (mamyż w to wierzyć? –). innego istnienia. lub o istnieniu wogóle. aż wkońcu z niemożności wywiązania się z długu powstaje koncepcya niemożności wywiązania się z pokuty. jak gdyby owo umoralnienie wcale nie istniało. Widzimy ową chęć samodręczenia. owo w głąb cofnięte okrucieństwo uwewnętrznionego. Bóg samym sobą płaci samemu sobie. przed genialnym figlem c h r z e ś c i j a ń s t w a: Bóg ofiaruje samego siebie za dług człowieka. teraz spojrzenie p o w i n n o beznadziejnie odbić się od spiżowej niemożliwości. »grzech pierworodny«. jeszcze dokładniej. ba. wtłoczenie ich w n i e c z y s te sumienie daje właściwie próbę o d w r ó c e n i a kierunku opisanego dopiero co rozwoju. w siebie zapędzonego człowieka-zwierza. z której łona człowiek powstaje i w którą obecnie wkłada się zły pierwiastek (»udyablenie przyrody«). 22. Przypuściwszy. z miłości dla swego dłużnika!. w Boga. Umoralnienie pojęć długu i obowiązku. wżera. »niewolność woli«). buddyzm i rzeczy pokrewne) – aż naraz znajdujemy się przed paradoksalnym i przerażającym wybiegiem. Ateizm i pewien rodzaj w t ó r ej n i e w i n n o ś c i idą z sobą w parze.zawsze drogę jakiemuś monoteizmowi). który wynalazł nieczyste sumienie. poplątanie nieczystego sumienia z pojęciem boga) i mówiłem nawet na końcu poprzedniego rozdziału. Umyślnie pozostawiłem dotąd na uboczu właściwe umoralnienie tych pojęć (wtłoczenie ich w dziedzinę sumienia. żeśmy właśnie rozpoczęli ruch o d w r o t n y. »obowiązku« z założeniami religijnemi. towarzyszyło też na ziemi maximum poczucia długu. by sobie ból zadawać. że posiada dług wobec swego początku. c o się przy tem wszystkiem i p o d tem wszystkiem działo. Istotny stan rzeczy różni się od tego w sposób straszliwy. który może wyzwolić człowieka. które pozostaje jako »n i c w a r t o s a m o w s o b i e« (nihilistyczne odwrócenie się od niego. w którym znękana ludzkość czasową znalazła ulgę. iż zupełne i ostateczne zwycięstwo ateizmu mogłoby zgoła uwolnić ludzkość od tego uczucia. Przypomnijmy sobie o causa prima człowieka. Bóg tym jedynym. od czegoby on sam nigdy wyzwolić się nie mógł. o początku rodzaju ludzkiego. cofnąć się. teraz p o w i n n y pojęcia »długu« i »obowiązku« zwrócić się wstecz – przeciw k o m u jednak? Nie można wątpić: najpierw przeciw »dłużnikowi«. stąd też. Dłużnik ofiaruje się za swego wierzyciela. celem obłaskawienia »w państwo« i zamkniętego więźnia. w którym obecnie nieczyste sumienie tak się zagnieżdża. przynajmniej zastanowienia jego ruchu: teraz p o w i n n y właśnie widoki ostatecznego wywiązania się zniknąć pesymistycznie raz na zawsze. Zjawieniu się chrześcijańskiego Boga.. wiara w naszego »wierzyciela«. wkońcu jednak nawet przeciw wierzycielowi. jakiego dotąd osiągnięto. swej causa prima. myśl o jej nieodpłacalności (o »karze w i e c z n e j«) –. 21. to możnaby też z prawdopodobieństwem wcale nie małem wnosić z niepowstrzymanego upadku wiary w chrześcijańskiego Boga. rozpiera i na kształt polipa wszerz i głąb rośnie. że teraz już spełnia się także zasługujący na uwagę upadek ludzkiej świadomości długu. Już prawie da się zgadnąć. lub o naturze. by swoją samoudrękę doprowadzić do najokropniejszej sro43 . skoro upadło ich założenie. Ten człowiek z sumieniem nieczystem owładnął założeniem religijnem. jakoby pojęcia te z konieczności miały się już ku końcowi. nie można odrzucać widoków. jako największego Boga. pożądanie nicości lub pożądanie jego »przeciwieństwa«.. skoro n a t u r a l n e ujście tej chęci zadawania cierpienia zostało zatamowane. który dotąd obciążony jest klątwą (»Adam«. o jego praojcu.

by właśnie zdaleka od siebie trzymać »nieczyste sumienie«. przejęty niezwyciężoną grozą. – to daje się na szczęście wysnuć z każdego spojrzenia. lecz [sami ściągają Na się nieszczęścia przez swój nierozum. by najgłębsze dno rzeczy zarazić i zatruć problematem kary i winy. że istnieją d o s t o j n i e j s z e sposoby posługiwania się zmyśleniem bogów. faktycznej swej istoty. niż samokrzyżowanie i samohańbienie człowieka. przeinacza te instynkty zwierzęce w winę przeciw Bogu (jako wrogość. jego wola c z u ć się skaranym. b a r d z o złą sprawę – »Dziw. Ziemia za długo już była domem waryatów!. jako katostwo Boga. Wszystko to jest aż nadmiernie zajmujące. źródłu i początkowi świata). opór. jak wśród tej nocy katuszy i niedorzeczności brzmiał krzyk m i ł o ś c i.. Wina przeciw B o g u!. to szalone. że kara winę zrównoważyć może. sądzą.. rzuconego na b o g ó w g r e c k i c h.gości i surowości. jako wieczność. ten odwróci się. nie mającego bezwzględnie nic sobie równego: w o l a człowieka uważania siebie za winnego i godnego potępienia aż do niemożliwości pokuty. nie wściekało się na siebie samo! Grecy posługiwali się przez najdłuższy okres czasu swoimi bogami. smutne zwierzę człowiecze! Jakież nachodzą je pomysły. . jakież paroksyzmy głupstwa. nie ulega wątpliwości. 23. jakież pogwałcenia natury. wyrzuca z siebie wszelkie zaprzeczenie siebie samego. jako byt. którego uprzytomnienia ani na chwilę nie wolno nam było sobie oszczędzić. jaka dotychczas w człowieku szalała: – a kto jeszcze usłyszeć zdołał (lecz dziś nie ma się już uszu na to! –). patrząc na występki 44 . lecz także pełne czarnego. cielesność. jako sędziostwo Boga. bez nadziei. – Że pojęcie bogów s a m o w s o b i e nie koniecznie prowadzi do tego pogorszenia fantazyi. jego w o l a. Jest w tem okrucieństwie duchowem rodzaj szaleństwa woli. »Dziwna! mówi on raz – chodzi o sprawę Egistosa. że trzeba przemocą bronić się zbyt długiemu patrzeniu w te bezdnie. natury. W człowieku jest tyle przerażającego!. Niech to wystarczy raz na zawsze odnośnie do pochodzenia »świętego Boga«.. Ujmuje w »Bogu« krańcowe przeciwieństwa. jako potwierdzenie. »Jakże oni g ł u p i!« myśli. by móc cieszyć się z swej wolności duszy: więc w rozumieniu odwrotnem. Ta myśl staje się dlań narzędziem tortury. denerwującego smutku. jako Boga. w których z w i e r z ę ludzkie czuło się ubóstwionem. jako niezmierzoność kary i winy. »ojcu«. wbrew [przeznaczeniu. naturalności. jako zaświat. bunt przeciw »panu«. posępnego. w czem ostatnie stulecia Europy doszły do mistrzostwa.. najstraszniejsza choroba. wprzęga się w sprzeczność »Boga« i »dyabła«. jako świętość Boga. by gniewać się na nich za to i źle myśleć o nich.. że tak bardzo śmiertelni skarżą się jednak [na bogów! Z ł o o d n a s t y l k o p o c h o d z i. skoro tylko przeszkodzi się mu być b e s t y ą w c z y n i e!. że i ten olimpijski widz i sędzia daleki jest od tego. wybawienia w m i ł o ś c i. rzeczywistość. Tkwi tu c h o r o b a. jakie dla swych właściwych i nieodłącznych instynktów zwierzęcych mógł wynaleźć. niż chrześcijaństwo swego używało Boga... by raz na zawsze odciąć sobie odwrót z tego labiryntu -»idee fixe« jego wola wzniesienia ideału – ideału »świętego Boga« – by w obliczności jego być dotykalnie pewnym swej bezwzględnej niegodności! Och. krzyk tęskniącego zachwytu.. jako piekło. że biorą to nazbyt lekce. jako katuszę bez końca.. Posuwały się w tem bardzo daleko te przepyszne istoty o lwich sercach a głowach dzieci.. daje im kiedy niekiedy do zrozumienia. n i e rozdzierało zaś samego siebie. jakież b e s t y a l s t w o i d e i wystrzela natychmiast.« Jednak widzi się i słyszy zarazem.. na te odzwierciedlenia ludzi dostojnych i wielmożnych. I nie mniejszy autorytet jeno sam Zeus homerowski.

duch twórczy. tymczasem jest ona tylko jego zanurzeniem się. Jednak nawet to zaburzenie w głowie było problematem. ludzie nowocześni. dotychczasowe ideały. że się daje coś niecoś do poznania z surowości i wyżynności. nadto. znużonych . Właśnie d o b r y c h ludzi miałoby się tem samem przeciw sobie... zagrzebaniem. – Kończę trzema znakami pytania. »Bo jakżeż to też możliwe? Skądby się wzięło w głowach. do tego.śmiertelnych. które w tym właśnie możliwe są okresie: duchów. którem obarczył ją dotychczasowy ideał. trzebaby... Człowiek zbyt długo »złem spojrzeniem obserwował swe przyrodzone skłonności. jak gdyby ona była ucieczką przed rzeczywistością. dostojni i cnotliwi?« – Tak pytał siebie przez stulecia dostojny Grek. »Głupstwo«. jak 45 . Lecz czyż to dziś.. Ten człowiek przyszłości. ile sumień zburzyć.. by stamtąd kiedyś. zagłębieniem w rzeczywistość. ból nawet potrzebą się stały.. szczęśliwi.. 24. które wszystkie razem wrogie są życiu i oczerniają ziemię. do lodu i gór w każdem znaczeniu. Ta konkluzya jest t y p o w o grecka. trzebaby na to pewnego rodzaju wzniosłej złoby. w czasach silniejszych. cóż rozdziela gruntowniej niż to. t r z e b a j a k ą ś ś w i ę t o ś ć z b u r z y ć: to jest prawo – pokażcie mi wypadek.. które jest właściwe wszelkiemu zdrowiu. naturze.. którymby zdobywanie. jakie m y mamy.. winę. Cóż obraża głębiej. właśnie tego w i e l k i e g o z d r o w i a!. jak drogo opłaca się na ziemi wzniesienie k a ż d e g o ideału? Ile rzeczywistości trzeba było na to zawsze oczernić i niezrozumieć. n i e grzech! Rozumiecie to?. my ludzie pochodzenia szlachetnego. właśnie jest choćby tylko możliwe?. »Musiał go pewno b ó g dotknąć szaleństwem«. przygoda. marzycieli. połączyć z nieczystem sumieniem siostrzanym związkiem. najlepszego towarzystwa.. skoro czynimy jak świat cały i folgujemy sobie jak cały świat!. swój smak zepsuty. co słuszna. nieco »zaburzenia w głowie«. niż ta zbutwiała. potrząsając głową. w którymby się nie spełniło!. gdy znowu wróci na światło. Lecz czyście też siebie samych pytali dość. swój artyzm może. jakże uprzejmym dla nas okazuje się świat cały. Usiłowanie odwrotne byłoby s a m o w s o b i e możliwe – lecz któż jest dość silny na to? –. do zimowych wędrówek. z jaką traktuje się samego siebie? I znowu – jakże uprzedzającym. niż te. pomyślnie udani. zwierzęciu. przez wojny i zwycięstwa wzmocnionych. mówił sobie wkońcu. służyli jako przyczyna zła – wówczas brali na siebie nie karę. instynktowi. by n i e n a t u r a l n e skłonności. ostatecznego najpewniejszego siebie zuchwalstwa poznania. samozwątpiała teraźniejszość.. »Czy właściwie stawia się tu jakiś ideał. to jest. My. wygodnych. co jest d o s t o j n i e j. Lecz kiedyś. w każdym razie swe wyrafinowanie.. mógł w y z w o l e n i e przynieść tej rzeczywistości: jej wyzwolenie od przekleństwa. czy się go obala?« Takie spotka mnie może pytanie.. którymi splamił się ktoś z jemu równych. Głupota.. niebezpieczeństwo... w obliczu niezrozumiałej dla siebie zdrożności i występku. »brak rozumu«. ile z »boga« każdym razem w ofierze złożyć? By móc jakąś świętość wznieść. widać to dobrze. co przeciwne zmysłom.. ile kłamstw uświęcić. najdzielniejszych czasów.. to tylko p r z y p u s z c z a l i Grecy nawet najtęższych. którego samotności tłum nie rozumie. Do kogo zwrócić się dziś z takiemi nadziejami i wymaganiami?. krótko. jako powód wiela złego i fatalnego. W ten sposób służyli wówczas bogowie jako usprawiedliwienie człowieka do pewnego stopnia nawet w lichem. mówiąc krótko i dość źle. Potrzebaby do owego celu i n n e g o rodzaju duchów. musi nam się zjawić przecie ten w y z w a l a j ą c y człowiek wielkiej miłości i pogardy. trzebaby na to nawyknienia do ostrego wysokiego powietrza.. pojednanych. który nas tak samo od dotychczasowego wyzwoli ideału. tak że ostatecznie zawarły w nim siostrzany związek z »nieczystem sumieniem«.. jesteśmy spadkobiercami wiwisekcyi sumienia i samodręczenia się zwierząt od tysiącoleci: w tem mamy najdłuższe ćwiczenie. którego napór sił własnych ciągle wygania z wszelkich uboczy i zaświatów. próżnych. wszystkie owe aspiracye do zaświata. lecz.

od nihilizmu.. 46 . który wróci ziemi jej cel. – co wolno jedynie Z a r a t u s t r z e. komuś »bardziej przyszłemu«. niż ja jestem. dzwon. 25. ten dzwon bijący południa i wielkiego rozstrzygnięcia. ten antychryst i antynihilista... Lecz cóż to prawię? Dość! Dość! W miejscu tem godzi mi się jedno tylko.i od tego. c o z e ń w y r ó ś ć m u s i a ł o. a człowiekowi jego nadzieję. Z a r a t u s t r z e b e z b o ż n i k o w i. od wielkiego wstrętu.. milczeć: targam się bowiem na coś. co wolno jeno komuś młodszemu. ten zwycięzca Boga i nicości – p r z y j ś ć k i e d y ś m u s i. silniejszemu. od woli nicości. który wolę znów wolną uczyni.

Jest niewiastą. drwiących. T a k o r z e c z e Z a r a t u s t r a. kocha zawsze tylko wojownika. 47 .ROZPRAWA TRZECIA: Co znaczą ideały ascetyczne? Beztroskich. gwałtowników – takimi chce n a s mieć mądrość.

. anielskość radnego tłustego zwierza. także »najwyższem« zezwoleniem na moc. byłby dobrze zrobił. u świętych wreszcie pozorem do snu zimowego. jak właśnie w tem. dość delikatnie. Czyście mnie zrozumieli?. takby właśnie było też »po wagnerowsku«. pewną morbidezza pięknego ciała. Lecz nawet w wypadku. jeśli artysta rzuca się w kierunek wprost przeciwny ?. – i woli raczej jeszcze chcieć n i c o ś c i. Wagner rzucił się wtedy w kierunek wprost sobie przeciwny. że jeśli unieszczęśliwione świnie doprowadzone zostały do uwielbienia czystości – a są takie świnie! – to widzą i uwielbiają w niej tylko przeciwieństwo.. u fizyologicznie upośledzonych i rozstrojonych (u w i ę k s z o ś c i śmiertelnych) usiłowanie. n a j o d w a ż n i e j s z y może czas. nie musi to być na szczęście wcale jeszcze przeciwieństwo tragiczne. gdy go wnętrznie i głęboko przejmował pomysł wesela Lutra. ich novissima gloriae cupido. – Czy mnie rozumiecie?. że miał odwagę do swej z m y s ł o w o ś c i (– nazywano ją wówczas. się nam wnet najlepszy. którzy dalecy są. jak Hafis. jak Goethe. jeden powab uwodny w i ę c e j. zda mi się. oczywiście. jak Ryszard Wagner. na swoje stare lata hołd składa czystości? Oczywiście w pewnym sensie czynił to zawsze. u kapłanów są one właściwą wiarą kapłańską. Co znaczą ideały ascetyczne? – Lub.). najlepszem narzędziem mocy. jej horror vacui: p o t r z e b u j e o n c e l u. formą ich obłędu.. głównym środkiem w walce z długiem cierpieniem i nudą. by poszczególny wziąć przypadek. 2. niż n i e c h c i e ć. u kobiet. Z drugiej strony rozumie się aż zbyt dobrze. w tem wyraża się zasadniczy fakt człowieczej woli. gdzie istnieje naprawdę przeciwieństwo między czystością a zmysłowością. »ewangeliczną wolnością«. by wydawać się »zbyt dobrymi« dla tego świata. bardziej ochoczych śmiertelników. gdyby był tę p r z y j e m n ą faktyczność z pomocą wdzięcznej i dzielnej komedyi Lutrowej wpoił nanowo w swych Niemców. Że jednak wogóle ideał ascetyczny tak wiele znaczył dla człowieka. są świętą formą wybujałości. lub zbyt wiele rzeczy. najmocniejszy. co do którego dość często pytano mnie o radę.. Stosuje się to przynajmniej do wszystkich bardziej udanych. u filozofów i uczonych coś jakby wietrzenie i instynkt co do najbardziej sprzyjających warunków wysokiej duchowości.. że i w tem »Weselu Lutra« chodziłoby tylko o pochwałę czystości. »B y n a j m n i e j! m ó j p a n i e!« – Zacznijmy więc od początku. jeśli chcemy zatrzymać się nieco przy tem zagadnieniu. Tutaj przypomina się nam. każde prawdziwe kochanie serdeczne stoi ponad tem przeciwieństwem. Co znaczą ideały ascetyczne? – U artystów nic..I. że dziś zamiast tej muzyki weselnej posiadamy Majstersingerów? I wiele w nich jeszcze może tamtej podzwania? Lecz nie ulega zgoła wątpliwości. Wagner. ta zmiana radykalna skłonności? – bo taką była ona.. najradośniejszy. Co znaczy to nawrócenie się. przeciwieństwo unieszczęśliwio- 48 . co znaczy naprzykład. bo jest i było między Niemcami zawsze wielu oszczerców zmysłowości. najjaśniejsi. w najlepszym razie. widzieli w tem nawet jeden powab życia w i ę c e j. – najwykwintniejsi. Kto wie. Bo między czystością a zmysłowością nie koniecznie musi istnieć przeciwieństwo.. każde dobre małżeństwo.. lecz dopiero na samym końcu w sensie ascetycznym. by swą zawodną równowagę między »zwierzęciem i aniołem« uważać zaraz za argument przeciw istnieniu. Co znaczy. jaki był w życiu Wagnera: było to wówczas. Takie »sprzeczności« właśnie są pokusą istnienia.. i może zasługa Lutra nie jest w niczem tak wielka. Jeśli taki artysta.. przypomina. Lecz w każdym razie też o pochwałę zmysłowości: – i właśnie tak wydałoby mi się wszystko w porządku. ich spokojem w nicości (»Bogu«). jakie to właściwie zrządziły przypadki.

. Nie można przytem oczywiście pominąć owego drugiego pytania. że będzie z pewnością najlepiej oddzielić twórcę o tyle od jego dzieła. swoje mniemanie – a jest to wypadek t y p o w y –: sądzę. w jemu właśnie przystojny i jego godny sposób. który ma w sobie wiele bolesnego. jak i innym Niemcom (– nazywali siebie »m ł o d y m i Niemcami«). także swego życia. chciał pożegnać się z nami. co go właściwie obchodziło to męskie (ach. nawet życzyć sobie czegoś odwrotnego. jak się rzekło. przedewszystkiem z t r a g e d y ą. niewyznana wola głoszenia odwrotu. średniowiecza i powiedzenia swym uczniom »to nic nie jest! szukajcie zbawienia gdzieindziej!« nawet wzywa raz »krwi Zbawiciela« . ostatecznej. którym tragik Wagner. by jego samego nie brać tak poważnie.nej świni (z jakiemż tragicznem rechtaniem i żarliwością! można sobie wyobrazić). nawrócenia. Bo cóż go obchodziły. 4. co najmniej zdaje się. pisaninie jego ostatnich lat znajduje się sto ustępów. niepewna. tak niemęskie) »niewiniątko wiejskie«. na którem. że wkońcu miał wolę po temu. zaświatowości artystycznej? Chciałoby się. niby głos zbawienia. rzucone jednym tchem nienawiści? Odstępstwo i nawrót ku chrześciańsko chorobliwym i szerzącym ciemnotę ideałom? I wreszcie zaprzeczenie i przekreślenie samego siebie przez artystę. P o c ó ż j e d n a k? jak słusznie zapytać wolno. bo cóż nas obchodzą świnie? – 3. a to wybrykiem najwyższej i najzuchwalszej parodyi samej tragiczności. najwyższej wolności artystycznej. jak każdy artysta. by o tem i n a c z e j p o u c z a ć. Jest on wkońcu tylko uprzednim warunkiem swego dzieła. o czem trzeba zapomnieć. Wypowiadając w takim wypadku. byłoby godne wielkiego tragika. – że wagnerowski Parsyfal pomyślany został pogodnie. z którego ono wyrasta. Czyż ostatecznie przyjął i n n ą o t e m n a u k ę? Bo. parodyi całej przerażającej powagi ziemi i jęku ziemi z onegdaj. gdzie zdradza się tajemne życzenie i wola. ociągliwa. tryumfem jego zdobytej. jak jego dzieło. także z sobą. który dotąd całą mocą swej woli parł do czegoś odwrotnego. gdy umie siebie i sztukę swoją widzieć p o d sobą. gruntem. Wnikanie w p o c h 49 . ów nieborak i prostaczek Parsyfal. łonem matczynem. – a zatem w najliczniejszych wypadkach czemś. Przypomnijmy sobie. zaprzeczenia chrześcijaństwa. niby finał i dramat satyryczny. – I nie tylko z pomocą parsyfalowych trąb ze sceny: – w mętnej. to jest do n a j w y ż s z e g o u d u c h o w i e n i a i u z m y s ł o w i e n i a swej sztuki? A nietylko swej sztuki. Jestże »Parsyfal« Wagnera jego tajemnym śmiechem wyższości z samego siebie. – gdy umie ś m i a ć s i ę z siebie.. przezwyciężonej nareszcie n a j g r u b s z e j f o r m y sprzeczności ideału ascetycznego z naturą. który. w pewnej mierze pognojem i śmieciem. wtedy dopiero dosięga ostatecznego szczytu swej wielkości. To właśnie. z jakim zapałem szedł Wagner owego czasu śladami filozofa Feuerbacha: wyrażenie Feuerbacha o »zdrowej zmysłowości« brzmiało w trzydziestych i czterdziestych latach Wagnerowi. równie nieswobodnej jak bezradnej. jak rzekłem. jeśli się samem dziełem radować chcemy. owo bolesne i zbyteczne przeciwieństwo. życzyć tego. którego tak podchwytliwymi środkami zrobi! ostatecznie katolikiem – jak to? byłże ten Parsyfal p o w a ż n i e pomyślany? Czułoby się bowiem pokusę przypuszczać. bo czemżeby był p o w a ż n i e p o m y ś l a n y Parsyfal? Czyż rzeczywiście trzeba widzieć w nim (jak wyrażono się przede mną) wyrodka oszalałej nienawiści poznania ducha i zmysłowości? Przekleństwo na zmysły i ducha. do którego Ryszard Wagner chciał bezsprzecznie na końcu swego życia jeszcze muzykę ułożyć i wprowadzić na scenę.

który ma odwagę być sobą samym. a nie czeka dopiero na przodowników i skinienia z góry? – Rozważmy tu natychmiast godne uwagi i dla pewnego rodzaju ludzi moc czaru mające stanowisko Schopenhauera w stosunku do s z t u k i: bo ono to było oczywiście powodem. wiadomo. nie Parsyfalem. – I oto dotarliśmy do najpoważniejszego pytania: co znaczy. jej powodu część najcenniejszych przyjaciół). i b y ć rzeczywiście. – mniej uwodząco na manowiec. czy w n o w y c h Niemczech był wogóle możliwy artysta bez mleka bogobojnego. od rzeczywistości. że j e ś l i b y był tem właśnie. wymyślać. mąż i rycerz o spiżowem spojrzeniu. Doskonały i zupełny artysta jest po wszystkie wieki oddzielony od »realności«. pojmujemy to właśnie: n i c z g o ł a!. państwowo bogobojnego sposobu myślenia). co nic zgoła. o których. – Cóż więc znaczą ideały ascetyczne? Jeżeli chodzi o artystę. przez Herwegha). nigdy do ludzi estetycznych. mniej nihilistycznie?.. której uległ i postarzały Wagner i którą tak drogo. żeby ich oceny wartości i zmiana tychże zasługiwała w s o b i e na współodczuwanie! Byli oni wszystkich czasów lokajami jakiejś moralności. podobnie jak brzemiennej kobiecie wszystkie obrzydliwości i przedziwności ciąży. jeśli prawdziwy filozof hołduje ideałowi ascetycznemu. Homer nie byłby stworzył Achillesa. wyrażać może. by móc się dzieckiem radować. który umie stać sam. gdy »nadszedł czas«. musi się zapomnieć.. lub filozofii. nawet straszliwe wżycie się i zejście w średniowieczne kontrasty duszne. jak mówią Anglicy: jakoby on sam b y ł tem.. Co najmniej potrzebują zawsze ochrony. w to. lub religii. surowości i karności ducha. oparcia. że byli niestety dość często nazbyt gibkimi dworakami swych zwolenników i popleczników i wietrzącymi pochlebcami wobec starych lub właśnie nowowynurzających się potęg. jakiegoś ustalonego autorytetu: artyści nie stoją nigdy o własnej sile.o d z e n i e dzieła należy do fizyologów i wiwisektorów ducha: nigdy zaś. prawdziwie na sobie samym oparty duch. cóż zależy na tem? Panom artystom daleko do tego. gdyby Homer był Achillesem a Goethe Faustem. artystów! Poecie i twórcy Parsyfala nie zostało oszczędzonem głębokie. złowrogie stanie na uboczu od wszelkiej wyżyny. Wreszcie. z drugiej strony jest zrozumiałem. pewien rodzaj intelektualnej p r z e w r o t n o ś c i (jeśli mi się wybaczy to słowo). bardziej po wagnerowsku. któżby wogóle nie życzył dla samego Wagnera. J e s t t o t y p o w a z a c h c i a n k a twórcy. że przez to rozwarła się zupełna teoretyczna sprzeczność pomiędzy jego dawniejszą a jego późniejszą wiarą estetyczną. za przewodnika i opiekuna: – któżby zresztą choćby tylko przypuścili że mógł mieć o d w a g ę do ideału ascetycznego bez poparcia.. lecz bardziej zwycięsko.. Należy się wystrzegać i nie mieszać rzeczy. by stać dość niezależnie na świecie i p r z e c i w światu. stanie o własnej sile sprzeciwia się ich najgłębszym instynktom. Pierwsza naprzykład wyrażona jest w 50 . pomijając tę z a c h c i a n k ę. jak Schopenhauer. Z jakiem powodzeniem? Można odgadnąć. pomijając już całkiem. mniej dwuznacznie w stosunku do całości swych usiłowań. wymyślić. z większą pewnością siebie. Lecz wkońcu. jak to sam artysta zbyt łatwo czyni. tak fatalnie odpokutować musiał (– stracił z. Goethe Fausta.. Tak naprzyklad Ryszard Wagner wziął sobie filozofa Schopenhauera. który w siedmdziesiątych latach osięgnął w Europie p r z e w a g ę (pominąwszy już.. bez autorytetu Schopenhauera. Faktycznie jest tak. co mu właśnie najbardziej wzbronione. podstawowe. mniej po szopenhauerowsku. że jest to tyle. Lub tak wiele rzeczy. jak się rzekło. by i n a c z e j się był pożegnał z nami i swój ą sztuką. wyrazić. co rzeczywiste. jak tą »nierealnością« i fałszywością swego najwnętrzniejszego istnienia niekiedy aż do rozpaczy znużyć się może – i że usiłuje wówczas wtargnąć w to. siłą konieczności nie mógłby tego przedstawić.. 5. którego mu użyczała filozofia Schopenhauera. ta sama zachcianka. i to aż do tego stopnia. co przedstawiać. dla którego przedewszystkiem Ryszard Wagner przeszedł na stronę Schopenhauera (namówiony do tego przez pewnego poetę. z psychologicznej contiguity.

że z szopenhauerowską teoryą i nowinką w i ę c e j zrobić można in maiorem musicae gloriam. jako niezawisła w sobie sztuka. Jest tu w każdym razie właśnie o d r z u c o n e i wykreślone to. O niewielu rzeczach mówi Schopenhauer z taką pewnością. 6. gdy między właściwościami piękna odznaczy i na czoło wysunie te. które wydał po roku 1870. podobnie jak wszyscy filozofowie. mówi Kant. Czy to nie było w zasadzie błędem. które są zaszczytem wiedzy: bezosobowość i ważność powszechna. podniósł się odrazu i sam m u z y k niesłychanie w cenie: stał się odtąd wyrocznią. – jakkolwiek z pewnością nie patrzał nań kantowskiemi oczyma. poczytajmy naprzykład Kantowi za chlubne to. ba. przeciwnie: tak więc otrzymujemy od nich zaraz z początku definicye. telefonem zaświata. Kto ma słuszność. medium. niespodzianek. które jak w owej sławnej definicyi Kanta o pięknie. czego o najistotniejszej właściwości zmysłu dotyku uczyć umie z naiwnością wiejskiego proboszcza! – A teraz powracamy do Schopenhauera. nie tu miejsce do roztrząsania. jeżeli naszym estetykom nie przykrzy się obciążać szali na rzecz Kanta tem. że wyświadczy zaszczyt sztuce. – to jest z s a m o w ł a d z t w e m muzyki. mierze był blizki sztukom. najpierwotniejsze. niż Kant. Wraz z tem nadzwyczajnem podwyższeniem wartości muzyki. jak o działaniu kontemplacyi estetycznej: pomawia ją. mężczyzny – mianowicie dramatu! Pojął on odrazu. którą stworzył prawdziwy »widz« i artysta. że wreszcie pewnego dnia zaczął prawić o i d e a ł a c h a s c e t y c z n y c h?. – Stendhal. żądz. tak jak je Schopenhauer pojął.»Operze i Dramacie«. że Kant. który w zupełnie innej. jak tamte. jak się obawiam. brak wytworniejszego doświadczenia własnego toczy jak duży robak w miejscu zasadniczej pomyłki. zachwytów w dziedzinie piękna! Lecz rzecz miała się zawsze. Schopenhauer zużytkował dla siebie kantowskie ujęcie problematu estetycznego. ten brzuchomowca boga. raczej jako przemawiająca językiem w o l i bezpośrednio z »bezdni». że dotąd czynił z niej środek.. wyrosłem z filozofii szopenhauerowskiej. jako pełnia najbardziej własnych silnych wydarzeń życiowych. Kant czy Stendhal? – Oczywiście. zamiast patrzeć na problemat estetyczny ze stanowiska doświadczeń artysty. co się podoba b e z i n t e r e s o w n i e». to nam wolno też pobawić się trochę ich kosztem: – doświadczenia a r t y s t ó w są na tym ślizkim punkcie bardziej »interesujące«. zmienia odtąd bezwzględnie swój sąd o wartości i stanowisku m u z y k i samej: cóż zależało mu na tem. druga w pismach.. które u niego należeć musiało do najprawidłowszych. »kobietę«. Bezinteresownie! Porównajmy z tą definicyą tamtą inną. potrzebuje koniecznie celu. że pod czarem piękna można n a w e t nieubrane posągi kobiece oglądać »bezinteresownie«. W szczególności zmienia Wagner. która odzwierciedla się w takich argumentach. – wypowiadał odtąd nietylko muzykę. Muzyka stanęła tu na uboczu od wszystkich pozostałych sztuk. jako jej najwłaśniejsze. »Piękne jest. rozmyślał o sztuce i pięknie jedynie ze stanowiska »widza« i przytem wciągnął niepostrzeżenie samego »widza« w pojęcie »piękny«. Kant spodziewał się. przedstawiające odbicia zjawiskowości. że przeciwdziała ona właśnie »interesowności« p ł c i o w 51 . Lecz gdyby przynajmniej ten »widz« był dostatecznie znany filozofującym o pięknie! – to jest jako wielka o s o b i s t a oczywistość i doświadczenie. na podstawie jednego doświadczenia. która. kapłanem. nazywający raz piękno une promesse de bonheur. a jednak nie mógł wydobyć się z zaklętego koła kaniowskiej definicyi: jak to się stało? Okoliczność jest dość dziwna: słowo »bezinteresownie« wykładał sobie w najosobistszy sposób. – wypowiadał metafizykę: cóż dziwnego. pewnego rodzaju trąbą »rzeczy samej w sobie«. wprost z niej się wywodzące objawienie. a w każdym razie Pigmalion n i e koniecznie musiał być »człowiekiem nieestetycznym«. Złóżmy tem lepsze świadectwo niewinności naszych estetyków. co Kant w estetycznym stanie jedynie wyróżnia: le désintéressement. by się rozwinąć. podkreślić jeno pragnę. co może najbardziej zadziwia. n i e. więcej niż kapłanem.

– i tu dopiero spotykamy się znowu z naszym problematem. Co za dosadność słów. nie należy nigdy wypuszczać z pod uwagi. co jest specyficznem w Schopenhauerze. żółciowe. który Epikur sławił jako dobro najwyższe i jako stan bogów. lecz szczęśliwiej niż Schopenhauer udana.) Posłuchajmy naprzykład jednego z najwyraźniejszych ustępów z pośród tych licznych.. że byłby zachorował. jego odwetem. »Jest to stan bezbolesny. jego remedium przeciw wstrętowi. I czyżby nie można wkońcu samemu Schopenhauerowi zarzucić. podobnie więc jak lupulina i kamfora. w cierpienie. Tyle co do strony najosobistszej w sprawie Schopenhauera. że odkąd istnieją na ziemi filozofowie i wszędzie.. z drugiej strony jest tu jeszcze coś typowego. które uspakaja wolę. nie pochodzi z uogólnienia owego doświadczenia płciowego. natura nie mniej zmysłowa. że Schopenhauer ma stokrotnie co do swej osoby słuszność.. mówiąc nawiasem. zupełnie jak gniew starożytnych cyników. – że i jemu piękno podoba się z »interesu«.. jego wrogowie uwodzili go ciągle nanowo ku istnieniu. święcimy sabat więziennej pracy chcenia. istnieje również pewne filozoficzne przysposobienie i serdeczność względem całego ideału ascetycznego. Co za patologiczne prawie przeciwstawienie czasu »owej chwili« i pozostałego poza tem »koła Iksyona« »więziennej pracy chcenia« i »marnego naporu woli«! – Lecz przypuściwszy. że kaniowskiej definicyi piękna wcale a wcale po kantowsku nie rozumiał. Nie należy nam niedoceniać mianowicie. wdzięczność. z pasyi. Strzeżmy się przy słowie »katusza« zasępiać zaraz twarze: w tym właśnie wypadku jest dość do zastrzeżenia. najosobistszego interesu z interesu katowanego. iż wyzwolenie się z »woli« możliwe jest jedynie przez »wyobrażenie«. że Schopenhauerowi. byłby stąd uciekł: jego wrogowie jednak trzymali go silnie. czy jego myśl. jako wielkiej korzyści i pożytku stanu estetycznego. jego gniew był. jeśli filozof hołduje ideałom ascetycznym?« – to znajdujemy tu przynajmniej pierwszą wskazówkę: c h c e s i ę u w o l n i ć o d k a t u s z y. można się o to założyć. że jest ona koncepcyą dwudziestosześcioletniego młodzieńca. który się od swej katuszy uwalnia?. że gniewał się. Ba. by się gniewać. I by powrócić do naszego pierwszego zagadnienia. i jeśli się ma uszy po temu. lecz i tem. które pisał na chwalę stanu estetycznego (Świat jako wola i wyobrażenie.. byłby się stał p e s y m i s t ą (– bo nie był nim. bez Hegla. Jemu wydaje się właśnie »p o b u d z e n i e w o l i« (»interesu«) przez piękno rzeczywistym stanem rzeczy. także najbardziej porywającym i zachwycającym ich wybuchem –. że więc zabarwiona jest nietylko tem. podnosi inne działanie piękna: »piękno o b i e c u j e szczęście«. na tę chwilę pozbyliśmy się marnego naporu woli. co jest specyficznem w owym okresie życia. wsłuchajmy się w ton. koło Iksyona zatrzymało się«. że lubił zgryźliwe. jak się rzekło. to. jego s z c z ę ś c i e m. z któremi te słowa musiały być wymawiane. – pozostaje nawet dość do śmiechu. (Przy wszystkich zagadnieniach co do filozofii szopenhauerowskiej. to »instrumentum diaboli«). czy jego zasadnicza koncepcya »woli i wyobrażenia«. jego pokrzepieniem. dość do odjęcia. 231). który w istocie uważał płciowość za osobistego wroga (a obejmował tem uczuciem jej narzędzie. że się pod tym względem bardzo niesłusznie za kantowczyka uważa. I. »cóż znaczy. pozostania. Schopenhauer byłby inaczej t u n i e pozostał. był nieznużony na punkcie uświetniania t e g o wyzwalania się od woli. bez kobiety. by wziąć przeciwległe bieguny uzdolnień do filozofii). co uczyniono przez to dla lepszego wniknięcia w istotę piękna? Schopenhauer opisał jedno działanie piękna. jego wypoczynkiem. Pewnem jest bezsprzecznie. wrogowie byli n i e z b ę d n i do zachowania dobrej myśli.e j. bez zmysłowości i całej woli istnienia. gdzie tylko istnieli filozofowie (od Indyi do Anglii. istnieje też w stosunku do zmysłowości filozoficzna drażliwość i rancune – Schopenhauer jest tylko najwymowniejszym. nawet najsilniejszego. jed52 . czarnozielone słowa. czuje się pokusę zapytać. – 7. szczęście. – jestże ono jednak prawidłowe? Stendhal. kobietę. acz bardzo tego pragnął) bez swych wrogów.

miejscem nieczystości. opuścił dom«. jak rzekł Budda. od zajęć. dla każdego »ducha wolnego« musiałaby nadejść ta pełna namysłu godzina. czem są te trzy błyskotliwe słowa ideału ascetycznego: ubóstwo. przeszkody. którzy pewnego dnia wszelkiej niewoli rzekli n i e i poszli gdzieś na p u s t y n i ę. o tańcu. o czem mówię. Któryż wielki filozof byt dotąd żonaty? Heraklit. rzadkiem. czystem. tem samem także la bête philosophe. pokora. co dla n i c h właśnie jest najniezbędniejsze: to jest o wolności od musu. które mu stają lub stanąć mogą na tej drodze do optimum (– to. W ten sposób odrzuca filozof m a ł ż e ń s t w o. to jest on – można być tego pewnym – zawsze tylko »tak zwanym«. lecz jego drogą do mocy. wolność jest w porzuceniu domu«. jak się rzekło. Cóż wedle tego znaczy ideał ascetyczny filozofa? Odpowiedź moją odgadliście zapewne dawno: filozof na jego widok uśmiecha się do optimum warunków najwyższej i najśmielszej duchowości. jeśli obojga brak filozofowi.nak nie należy się co do tego łudzić. rozumie się samo przez się. że były to tylko silne osły i zupełne przeciwieństwa silnego ducha. nie są to wcale nieprzekupni świadkowie i sędziowie w a r t o ś c i ideału ascetycznego. nie jest jego drogą do »szczęścia«. jak powietrze wyżynne. o jasności w głowie. Kant. należy do typu. Jak widać. »wyższego niż wszelki rozsądek«. suchem. przyszłe. wśród którego wszelkie istnienie zwierzęce duchowem się staje i dostaje skrzydeł. skromne i poddańcze wnętrzności są pilne. zda się. Schopenhauer – nie byli nimi. pogrobowe. każde zwierzę odrzuca tak samo instynktownie i z pewną czułością węchu.. Sokrates – złośliwy Sokrates. ironice. który więcej ponad życiem buja. Cóż to z n a c z y? Bo trzeba ten stan rzeczy dopiero interpretować: stoi on tu sam w sobie. Dekart. potwierdza raczej s w o j e istnienie i t y l k o swoje istnienie i to może aż do tego stopnia. »a że tak myślał. obowiązków. wszystkie psy uwiązane starannie na łańcuchach. – myślą. że miał przedtem bezmyślną. do czynu. żadne podjadki nie toczą zadraśniętej dumy. głupi po wszystką wieczność. wśród których może całkowicie sile swej dać ujście i osiąga maximum poczucia mocy. nie można ich sobie nawet jako żonatych w y o b r a z i ć. ci filozofowie! Myślą o s o b i e. Wcale n i e. przypuściwszy nawet. że filozof nie może bez wnętrznej radości i przyklaśnięcia słuchać historyi tych wszystkich zdecydowanych. Leibniz. to moje twierdzenie: a ów wyjątek. – małżeństwo jako przeszkodę i fatalność na jego drodze do optimum. myślał w sercu. – cóż ich obchodzi »święty«! Myślą przytem o tem. jako ich »cnoty« – cóż ma ten rodzaj ludzi do czynienia z cnotami! – lecz jako najistotniejsze i najnaturalniejsze warunki ich n a j l e p s z e g o istnienia. skoku i locie myśli. lecz dalekie.. 53 . 8. – nie zaprzecza przez to »istnienia«. która niegdyś nadeszła dla Buddy: »utrapione. jak wszelka »rzecz sama w sobie«. wynalazczych duchów. Każdy filozof rzekłby. Jedno i drugie. fiat philosophus. fiam!. ożenił się. wraz z tem. przy ideale ascetycznym o pogodnym ascetyzmie przebóstwionego i uskrzydlonego zwierza. Każde zwierzę. Żonaty filozof należy d o k o m e d y i. razem wziąwszy. Ideał ascetyczny wskazuje tyle mostów do n i e z a w i s ł o ś c i. trosk. niż spoczywa. jest życie w domu. Platon. przypuściwszy. gdy mu oznajmiono urodzenie syna: »Râhula mi się urodził. zaświatowe. coby do niego nakłonić mogło. – odnajdziecie tam zawsze wszystkie trzy do pewnego stopnia. o dobrem powietrzu. wszystkie rodzaje wichrzycieli i przeszkód. pęto mi ukuto« (râhula znaczy tu »mały demon«). serce obce. czystość: przypatrzcie się jeszcze raz zblizka życiu wszystkich wielkich. dąży instynktownie do pewnego optimum sprzyjających warunków. rodzajnych. wolnem. Spinoza. do najmocniejszego działania. że nie jest daleki od występnego życzenia: pereat mundus. i w najliczniejszych wypadkach faktycznie jego drogą do nieszczęścia). o spokoju we wszystkich souterrains. fiat philosophia. Wiadomo. więcej jeszcze. jak kołowroty młyńskie. jedynie by t e g o właśnie twierdzenia dowieść. nie słychać szczekania nieprzyjaźni ni rozczochranej rancune. hałasu.

wskazuje mu położenia. w których odjęte mu jest myślenie o s o b i e. Tamten mówi prawie zawsze ochryple: czyżby siebie ochryple p o m y ś l a ł? To możliwe – zapytajcie fizyologów –. że mało wierzy w samego siebie. nie byłaby właśnie dominującą. obciążone echem wielkiej próżni. filozofowie. gdzie wycofują się i samotnieją silne. lęk przed wrzawą. Lecz duch. jak znosi ciemność. który jest pewien samego siebie. że ich dominująca duchowość musiała wprzód wodze nałożyć niepohamowanej i drażliwej dumie lub krnąbrnej zmysłowości. I pewnem jest. tajemna miłość ku temu. potrzebujemy przedewszystkiem spokoju od jednego: od wszelkiego »dzisiaj«. pod warunkiem. boi się zaburzeń od gromów. że one do niego nie przychodzą. w tem samem znaczeniu. jest ona dość samotna. jakże inaczej wygląda. to »pustynia« ta była godniejsza. o czem można mówić. – coś. szacunkiem. szuka ukrycia. lecz tylko o stosunku do rzeczy. na którem każda burza daje upust swym gniewom. dostojne. Zresztą p u s t y n i a. Czcimy to. Filozofa poznaje się po tem. mały urząd. jak i przeciw marnotrawnej szczodrocie. nie mówiąc g ł o ś n o. – to jest tu pustynią: och. – dla nich nazbyt mało jest ona romantyczna i syryjska. ci wykształceni. Ten trzeci tu mówi natarczywie. góry z o c z a m i (to znaczy z jeziorami). którego widok pokrzepia. pusty garnek: cokolwiek weń wejdzie. Unika zbyt jasnego światła. że dziś. przy sposobności obcowanie z beztroskim. wpływem. wierzcie mi! Gdy Heraklit wycofywał się w dziedzińce wolne i portyki olbrzymiej świątyni Artemidy. kocha swój dźwięk. W tem jest podobny do cienia: im bardziej mu słońce zachodzi. Jego instynkt »macierzyński«. w danym razie nawet pokój w przepełnionej wszechświatowej gospodzie. niż wykształceni ją sobie wyobrażają! – w danych razach bowiem oni nią są. gdy mówi. każdy gniew swej burzy. gazetą. że schodzi z drogi trzem błyszczącym i głośnym rzeczom: sławie. ich polityka. usuwanie się z drogi samemu sobie. Lecz czyniła to właśnie jako instynkt d o m i n u j ą c y. co w nim wzrasta. że jest wiosna i przedpołudnie. o której właśnie mówiłem. ich nowinki o »państwie« (Persyi. dzień powszedni. albo że dość trudno jej było sercem i ręką podtrzymywać swą wolę »pustyni« przeciw skłonności do zbytku i największego wyszukania. Co więcej. – że nie ma on czasu. Własnowolne może ukrycie w ciemności. Niema więc w tem nic z »cnoty«. czemu m y dziś z drogi schodzimy: to zgiełk i demokratyczna gadanina Efezyjczyków. dalekie. że wszyscy duchowi aktorzy siłą konieczności nie wytrzymaliby w niej. Co się tyczy jego »pokory« to znosi pewną zawisłość i zaćmienie. wszystko wogóle. niż na światło stawia. przyznaję: dlaczego nam brak takich świątyń? (– może nam ich n i e brak: właśnie przypominam sobie swoją najpiękniejszą pracownię. jak instynkt m a t k i w kobiecie utrzymywał dotąd zależne stanowisko kobiety wogóle. coś co więcej ukrywa. Posłuchajcie tylko dźwięku ducha. że myśli właściwie o s o b i e i o swoich słuchaczach). lub nigdy już nie dojdzie do słowa. mówi cicho. – bo my. zimne. na czego widok dusza nie musi się bronić i zasznurowywać. rozumiecie mnie). a nie jako myśliciel (zdradza to. Jużci nie brak i w niej wielbłądów: do tego jednak ogranicza się całe podobieństwo. lecz kto słowami myśli. gdzie się jest pewnym. Lecz co Heraklit wymijał. przeraża go bezchronność nazbyt wyosobnionego i na pastwę wydanego drzewa. przez co jeszcze nie powiedziano. lecz nie martwe. gdyby tego nie czyniła. nazbyt mało pustynią teatralną. wieje nam w twarz swym oddechem. ich hasłem jest »kto posiada. nazbyt przybliżą się do nas. że w gruncie myśli nie o rzeczach. góry do towarzystwa. myśli jako mówca. Ten tam naprzykład to z pewnością agitator. pogodnym zwierzem i ptastwem.ich n a j b u j n i e j s z e j płodności Przytem jest zgoła możliwem. niezawiśle nastrojone duchy – och. przeszłe. to to samo. to znaczy pusta głowa. chociaż przez książkę mówi do nas: dźwięk jego stylu wyjawia powód tego. Dość mało wkońcu żądają ci filozofowie. każdy duch ma swój dźwięk. co ciche. który żądania swe przeprowadzał przed wszystkimi innymi instynktami i czyni to jeszcze. pora między 10-tą a 12-tą). pozwala czekać na siebie. książętom i kobietom. piazza di San Marco. tem większy się staje. że nas wezmą za kogo innego. jest posiadany« –: i t o n i 54 . ich kram jarmarczny »dnia dzisiejszego«. wychodzi zeń dudniąco i grubo. dlatego unika swego czasu i jego »dnia«. nie rzeczowo. – mimowoli zamykamy usta. i gdzie bezkarnie można mówić z każdym.

.e. tak gotowa do upadku i leżenia na brzuchu. że dopiero na pasku tego ideału filozofia wogóle nauczyła się stawiać pierwsze kroki i kroczki na ziemi – ach. – nie miały długo odwagi być samemi sobą. 9. pewne twarde i pogodne najdobrowolniejsze wyrzeczenie się należy do warunków. czy nikt im z pomocą przyjść nie zechce. sprzyjających najwyższej duchowości. Niesmacznem wydaje mu się grać rolę męczennika. jego popęd badawczy. w którym podobają sobie dziewczęta na wydaniu) – że więc – zmysłowość za nadejściem stanu estetycznego nie zostaje zniesiona.. ach. Każdy artysta wie. oglądały się zawsze. z zasługą będącej woli przestawania na małem i prostoty. – Wytłumaczmy zresztą wedle tej interpretacyi powyżej omówiony przykład z Schopenhauerem: widok piękna oczywiście działał na niego. Rzecby można. może na czem innem też dalsze życie swego imienia. Oszczędnie używają wielkich słów. że owa osobliwa słodycz i pełnia. Co wreszcie »czystości«. Policzcie poszczególne popędy i cnoty filozofa po kolei – jego popęd powątpiewający. jeśli atleta lub dżokej powstrzymuje się od kobiet: tak chce raczej. siłę. ani też przez przyjaźń. filozofów dotyczy. Ten rodzaj ludzi nie lubi być niepokojony przez nieprzyjaźń. jak Schopenhauer sądził. niż na dzieciach. jako podnieta wyzwalająca (na siłę namysłu i głębokiego wnikania). tak niewyjaśnionej f i z y o l o g i i e s t e t y k i). co więcej. pan. tak samo też do jej najnaturalniejszych skutków: z góry więc nie będzie to żadną dziwotą. »dla prawdy c i e r p i e ć«. ta mała. Tem samem nie wyklucza się wcale możliwości. kto im się przyglądał. Przy poważnym historycznym obrachunku okazuje się nawet. zarówno jak nie jest czystością. Pewien ascetyzm. jak szkodliwe jest spółkowanie w stanach wielkiego duchowego napięcia i przygotowania. jego wolę bezstronności i przedmiotowości. jeszcze z tak strapioną miną. jego popęd analityczny. w związku z jeszcze delikatniejszymi problematami tej dotąd tak nietykanej. filozofowie. jak ciągle powtarzać muszę. n a g ł ó w n ą s i ł ę jego natury. lecz ponieważ ich pan najwyższy t e g o od nich wymaga. zapomina lub pogardza łatwo. jeśli właśnie filozofowie nie odnosili się nigdy do ideału ascetycznego bez pewnego dobrego uprzedzenia. jego wolę wszelkiego »sine ira et stu55 . jego popęd zaprzeczający. najpotężniejszym i pod względem instynktów najpewniejszym pośród nich nie potrzeba dopiero doświadczenia. tak że siła ta wybuchała i za jednym zamachem opanowywała świadomość. którego duszą jest świat?«). Niema w tem nic z czystości jakiegoś ascetycznego skrupułu i nienawiści zmysłów. interes na to tylko gromadzi i oszczędza. widzieliśmy to. mogłaby właśnie pochodzić z domieszki »zmysłowości« (jak z tego samego źródła pochodzi ów »idealizm«. z cnoty. przynajmniej na czas wielkiej ciąży. szukający. baty się każdego. jego popęd porównawczy i wyrównawczy. – lecz właśnie ich instynkt »macierzyński« rozporządza bezwiednie na rzecz stającego się dzieła wszelakimi zapasami i naddatkami siły. to ten rodzaj duchów widocznie płodność swoją zasadza na czem innem. mają coś dla prawdy u c z y n i ć). miłość. ach. – to pozostawia ambitnym i teatralnym bohaterom duchowym i wogóle komukolwiek. ale już nie jako podnieta płciowa. jego popęd wyczekujący (»ephektyczny«). od jurności zwierzęcego życia począwszy: większa siła z u ż y w a wtedy mniejszą. tak jeszcze niezgrabnie. czas. złego doświadczenia. kto ma czas po temu (– oni sami. właściwa stanowi estetycznemu. ważący. który jedno tylko rozumie i wszystko. ich dominujący instynkt. lecz przekształca się tylko i uświadamia. swą małą nieśmiertelność (jeszcze nieskromniej wyrażano się w dawnych Indyach między filozofami: »pocóż potomstwo temu. pono nawet słowo »prawda« nie przypada im do smaku: ma brzmieć pyszałkowato. mądrze i nieubłaganie wymaga. bojaźliwa niedojda i chuchro z krzywemi nogami! Wiodło się filozofii z początku jak wszystkim dobrym rzeczom. że węzeł między ideałem ascetycznym a filozofią byt jeszcze o wiele ciaśniejszy i surowszy. (Do tego punktu widzenia wrócę innym razem.

przychylne. poprzedzającymi »dzieje świata«. innem. które dziś czcimy. zmiana potrzebowały niezliczonych męczenników«. żądza wiedzy za niebezpieczeństwo. nowinką. uświadamiać się sobie?. Że filozof. m ą d r ą n i e r z ą d n i c ą). Hybris jest nasz stosunek do s i e b i e. to nie ulega wątpliwości. napisano tamże na str. jako prawdziwe i rozstrzygające główne dzieje.. każdy grzech pierworodny stał się cnotą pierworodną. jeśli kto był tak nieskromny. – c h o r o b o t w ó r c y zdają nam się dziś nawet potrzebniejsi. nie! pochód. Nie inaczej. litość za niebezpieczeństwo. Uczucia łagodne. jak Karol Śmiały w walce z Ludwikiem XI. litośne – właśnie dlatego tak wartością wysokie. Każdy najmniejszy krok na ziemi zdobywano niegdyś katuszami ducha i ciała: ten właśnie punkt widzenia: »że nie tylko postęp naprzód. że wszystko to razem przez najdłuższy okres czasu nie zgadzało się z elementarnemi żądaniami moralności i sumienia? (nie mówiąc wcale o r o z u m i e wogóle. gdzie cierpienie uchodziło za cnotę. że przywłaszczał sobie kobietę (tu należy naprzykład jus primae noctis.. nie wątpimy o tem. wydaje się całe nasze istnienie nowoczesne. występowało. – oświetliłem go w »Jutrzence« na str. Wszystkie dobre rzeczy były niegdyś ziemi rzeczami. by pytać. który Luter jeszcze lubił nazywać p a n i ą M ą d r o c h ą. że są prawie »wartościami w sobie« – miały przez najdłuższy czas właśnie pogardę własną przeciw sobie: wstydzono się łagodności. 25 i nast »Niczego nie okupiono drożej. wzbudzanie litości za hańbę. ustępcze.dio« –: czyście też już pojęli. niż jacykolwiek lekarze i »zbawiciele«. Mierząc nawet jeszcze miarą starych Greków. nasze pogwałcenie natury z pomocą machin i tak beztroskiej wynalazczości techników i inżynierów. my duchowi wyłuskiwacze orzechów. szaleństwo za boskość. niegdyś płacono pokutą. 243 i nast. ruch. czystą Hybris i bezbożnością: bo właśnie odwrotność rzeczy. natomiast zadowolenie za niebezpieczeństwo. jak się dziś wstydzą twardości (porównaj »Poza dobrem i złem« str. o ile nie jest słabością. praca za hańbę. Hybris jest dziś nasz cały stosunek do natury. z których dziś dumni jesteśmy.) Poddanie się p r a w u: – och. udawanie za cnotę. lecz mocą i świadomością mocy. bardziej jeszcze pouczająca niż zdrowie. której jedynie ulegano ze wstydem przed sobą samym. Gwałcimy teraz siebie samych. j a k o przemoc. jak gdyby życie nie było niczem. jak się rzekło. miała przez najdłuższy okres czasu sumienie po swej stronie i Boga swoim strażnikiem. zaparcie się rozumu za cnotę. tych przestrzegaczy »starych dobrych obyczajów«). j e ś l i b y b y ł się sobie uświadomił. z jakimż oporem sumienia zrzekały się wszędzie na ziemi szczepy dostojne vendetty i ustępowały przemocy prawa! Prawo było długo vetitum. my pytający i pytania godni. g o d n i e j s i. z m i a n a za nieobyczajność i groźbę zagłady!« 56 . pokój za niebezpieczeństwo. jakbyśmy sobie względem żadnych nie pozwolili zwierząt. okrucieństwo za cnotę. bo eksperymentujemy tak na sobie samych. nad tę odrobinę rozumu ludzkiego i uczucia wolności. używając przemocy. brzmi nam dziś właśnie tak obco. zbrodnią. Małżeństwo naprzykład uchodziło długo za grzech przeciwko prawu gromady.. które ustaliły charakter człowieka. które są dziś dumą naszą. to znaczy do jakiegoś przypuszczalnego pająka celu i obyczajności poza wielką pajęczą siecią przyczynowości – możemy. jeno wyłuskiwaniem orzechów. rozpruwamy sobie w zadowoleniu i ciekawości duszę w żyjącem ciele: cóż nam zależy jeszcze na »zbawieniu« duszy! Potem uzdrawiamy siebie samych: choroba jest pouczająca. 27. z tego powodu może godniejsi – życia?. właśnie dlatego musimy koniecznie stawać się codzień bardziej pytania godni. rzec »je combats l’universelle araignée« –. zemsta za cnotę. dla którego nam dziś niemożliwem jest prawie czuć wespół z owymi ogromnymi okresami »obyczajności obyczaju«. Ta duma jednak jest powodem. ma się rzecz z wszystkiemi dobremi rzeczami. które dziś jeszcze w Kambodży jest przywilejem kapłanów. Hybris jest nasz stosunek do Boga. byłby się wprost musiał czuć ucieleśnionem »nitimur in v e t i t u m« – i byłby następnie w y s t r z e g a ł s i ę »czuć siebie«..

by w jakiejkolwiekbądź mierze m ó c i s t n i e ć przynajmniej. Jako ludzie strasznych czasów.. czynili to strasznymi środkami: okrucieństwo względem siebie. w jakiej się go nie bano! Kontemplacya przyszła na samym początku na świat w postaci o zakrytej twarzy. jako warunek istnienia. którego gąsienica owa kryła. jak oto: kapłana. Przypominam sławną historyę króla Viçvamitry. pod jakim n a c i s k i e m oceny musiało żyć najstarsze pokolenie ludzi kontemplacyjnych.. odzmysłowione trzymanie się filozofów na uboczu. I na tem znali się naprzykład starzy braminowie! Najstarsi filozofowie umieli swemu istnieniu i zjawieniu nadawać znaczenie. że podjął się n o w e n i e b o zbudować: niesamowity to symbol najstarszej i najmłodszej historyi filozofów na ziemi. 47 wyłuszczono. zadumany. Teraz dopiero. woli odpowiedzialności. co było zwyczajem uświęcone. ów »duch«. i d e a ł a s c e t y c z n y służy przez długi czas filozofowi jako forma zjawiska. jest przedewszystkiem skutkiem nędzy warunków. którzy musieli w samych sobie wpierw pogwałcić bogów i wszystko.. by móc go przedstawiać. w stosunku do świata zaprzeczne. kto kiedykolwiek zbudował jakieś »nowe niebo«. by nabrać strachu przed samymi sobą i czci dla siebie samych. cieplejszemu. to jest. by odtąd rzeczywiście na ziemi » filozof« – m ó g ł i s t n i e ć ?. musiał weń w i e r z y ć. o wyglądzie dwuznacznym.. Wyraziwszy się poglądowo i plastycznie: k a p ł a n-a s c e t a aż do najnowszych czasów był jeno wstrętną i posępną formą gąsienicy. Osobliwe. został naprawdę dzięki słoneczniejszemu. że inaczej najdłuższy okres filozofii na ziemi n i e b y ł b y w c a l e m o ż l i w y bez ascetycznej powłoki i przebrania. które utrzymało się aż do czasów najnowszych i przez to zyskało znaczenie prawie p o s t u r y f i l o z o f i c z n e j w s o b i e. bez ascetycznego samonieporozumienia.. pewności siebie. wśród których filozofia wogóle powstała i istniała: to jest. niewojowniczy w instynktach ludzi kontemplacyjnych roztaczał długo wokół nich głęboką nieufność: przeciw temu nie było innego środka jak tylko wzbudzić stanowczo s t r a c h przed sobą. wynalazcze samoudręczenie – oto był główny środek tych spragnionych mocy pustelników i nowatorów myśli. wogóle osoby duchownej. musieli przeciw »filozofowi w sobie« zwalczać wszelkiego rodzaju podejrzenia i opory. przybliżmy się poważnie do naszego problematu: co znaczy ideał ascetyczny? Teraz dopiero staje się on »poważnym«. Pierwiastek nieczynny. »Co znaczy wszelka powaga?« – To jeszcze bardziej zasadnicze pytanie wysuwa się tu może już na usta. który na podstawie tysiącletniego samoumartwienia zdobył takie poczucie mocy i ufności w siebie. odwagi. dzielności. z złem sercem i często z zaniepokojoną głową: co do tego niema wątpliwości. wróżbiarza. W tej samej książce na str. pod którą filozofia jedynie żyć i skradać się mogła. 11. postawę i tło. gdyśmy już obejrzeli k a p ł a n a-a s c e t ę. Bo znaleźli w sobie wszystkie oceny wartości zwrócone p r z e c i w sobie. znajdował moc do tego dopiero w w ł a s n e m p i e k l e. 57 . Czy się to rzeczywiście z m i e n i ł o? Czyż ten pstry i niebezpieczny zwierz skrzydlaty. wśród jakiej oceny. Streśćmy cały stan rzeczy w krótkich formułach: duch filozoficzny musiał najpierw zawsze przebierać się i przepoczwarczać w d a w n i e j u s t a l o n e typy ludzi kontemplacyjnych. z powodu których nauczono się ich b a ć: jeśli się rozważy dokładniej.10. – pogardzane w tej samej mierze. zmysłom niewierne. woli duchowej. – musiał on go p r z e d s t a w i a ć. czarodzieja.. w o l n o ś c i w o l i. bardziej rozjaśnionemu światu rozpowity i wypuszczony na światło? Czyż jest już dziś dość dumy. by sami w nowości swe w i e r z y ć mogli. by móc być filozofem. czynili to z gruntowniejszej jeszcze potrzeby. życiu wrogie. Mamy teraz przed sobą właściwego p r z e d s t a w i c i e l a p o w a g i wogóle. – każdy.

obok którego jednak tymczasem przekradniemy się jeszcze cichaczem. lecz i swą wolę. w miarę jak jego własnego założenia. jak prawidłowo. zakątem niezadowolonych. samobiczowaniu. żeby hodował lub rozmnażał swe oceny wartości przez dziedziczenie. jak w każdym czasie prawie pojawia się kapłan-asceta. pysznych i wstrętnych stworzeń. Jest tu usiłowanie użycia siły celem zatkania źródlisk siły. zakwita wszędzie. c h y b a. s w o j ą ocenę istnienia. pięknu. lub za błąd. – nie mówiąc już o roli najefektywniejszego oceniciela i sędzi poruszonych tu kontrowersyi. samoofierze. wielkiemi literami kreślone. najsilniejszych najbardziej zasadniczych warunków. jakie istnieją.. z a p r z e c z a s i e b i e s a m e g o: w tym wypadku. nie należy on wyłącznie do żadnej rasy. tu zwraca się zielone i jadowite spojrzenie przeciw samemu fizyologicznemu rozkwitowi. które nie mogą się pozbyć kwaśnego niezadowolenia z siebie samych. wyrasta z wszystkich stanów. Crux. w tym obrazie zachwytu i udręki widział on swoje najjaśniejsze światło. prawdopodobnie jedynej swej przyjemności. że jesteśmy przeciwnikami owego ideału). jego najgłębszych.. ile tylko mogą. które r o z k o s z u j e się w tem cierpieniu samem sobą i staje się nawet coraz pewniejsze siebie i bardziej tryumfujące. do którego stoi ono w stosunku sprzecznym i wyłączającym. który się czynem zbija. w samowolnym uszczerbku. rzecz się ma odwrotnie: głęboki instynkt. »Tryumf w ostatecznej właśnie agonii«: pod tym najwyższym znakiem walczył zdawien dawna ideał ascetyczny.pytanie dla fizyologów. Wiążą oni życie (wraz z tem. Musi to być jakaś konieczność pierwszorzędna. która tej w r o g i e j ż y c i u species pomaga ustawicznie do wzrostu i rozwoju. tymczasem uczuwa się upodobanie i s z u k a s i ę go w tem. które c h c e być rozdwojonem. 58 . w brzydocie. na przeciwnika. z ziemi. z której zwykło się nie udawać kobiecie. że zwraca się przeciw sobie samemu. To wszystko jest w najwyższym stopniu paradoksalne: stoimy tu wobec rozdwojenia. by taki typ sprzeczności w sobie nie wymarł. jak powszechnie. swą moc. Nie dlatego. gdy chce bronić »kobiety samej w sobie«. wymusza. kapłanowi ascecie trudno będzie być choćby najszczęśliwszym obrońcą swego ideału. zmarniałe. do czego ono należy. z punktu widzenia życia ascetycznego. – musi tkwić w tem i n t e r e s s a m e g o ż y c i a. w nieszczęściu. którym trzeba ostatecznie wstecz powrócić aż do tego miejsca. Raczej więc będziemy musieli mu pomóc – tyle jest już teraz widoczne – by dobrze się przeciw nam bronił. by tego rodzaju interesowny stosunek do naszego problematu przeciwnikowi szczególnie wyszedł na dobre. gdzie może. swój interes. że natykamy się tu na strasznego przeciwnika (przypuszczając. w szczególności przeciw jego wyrazowi. Bo życie ascetyczne jest sprzecznością w sobie: włada tu bezprzykładnie ressentiment niesytego instynktu i woli mocy. u b y w a. pragnąc stać się panem – nie czegoś w życiu –. »przyrodą«. Jego p r a w o do istnienia trwa i znika z owym ideałem: cóż za dziw. cierpienia dla samej przyjemności zadawania go sobie. który o swoją egzystencyę walczy przeciw oszczercom owego ideału? Z drugiej strony z góry można wątpić. całą sferą stawania się i znikomości) z pewnem zupełnie innego rodzaju istnieniem. uchodzi życie za most do owego innego istnienia. biorąc ogółem. aby z nim iść. Czytane z jakiejś dalekiej gwiazdy. niż żebyśmy się bać mieli. pismo naszego ziemskiego istnienia doprowadziłoby może do wniosku. nux. w tej zagadce uwiedzenia. w wyzuciu się z samego siebie. jak słuszna. co nieudane. z tej samej przyczyny. fizyologicznej zdolności życiowej. swoje zbawienie. jest o c e n a w a r t o ś c i naszego życia ze strony kapłana-ascety. że ziemia jest właściwą g w i a z d ą a s c e t y c z n ą. »światem«. Kapłan-asceta składa w owym ideale nietylko swoją wiarę. – zbić n a l e ż y: bo w y m a g a on. w bólu. lecz samego życia. z wszelkiego życia i zadają sobie. Myślą. zabrania mu raczej rozmnażania się. iż zbyt dobrze nas zbijać będzie . o którą tu walka się toczy. gdzie się zaczyna. radości. Rozważmy bowiem. Cóż to oznacza? Takiej potwornej oceny wartości nie wpisano w dzieje człowieka jako wypadku wyjątkowego i curiosum: jest ona jednym z najbardziej rozpowszechnionych i najtrwalszych faktów. Asceta uważa życie za manowiec. swoje ostateczne zwycięstwo. lux – stanowi dlań jedno.

Taka sprzeczność w sobie. że taka ucieleśniona wola przeczenia i wynaturzania doprowadzoną zostanie do f i l o z o f o w a n i a: to na czerni wywrze ona najwnętrzniejszą swą samowolę? Na tem. bezwolny. lecz właśnie rozum jest zeń w y k l u c z o n y!. wielość. bezbolesny. (Mówiąc nawiasem: nawet jeszcze w kantowskiem pojęciu: »myślny charakter rzeczy«. że można używać właśnie r o z m a i t o ś c i perspektyw i uczuciowych interpretacyi na pożytek poznania. całe przeciwieństwo pojęć »podmiot« i »przedmiot« – błędy. pozostało coś z tego pochutliwego ascetycznego rozdwojenia. Wykluczyć jednak wogóle wolę. co z największą odczuwa się pewnością jako prawdziwe. pogwałcenie i okrucieństwo względem r o z u m u. że ascetyczna samopogarda.. któremi duch nazbyt długo pozornie zbrodniczo i bezużytecznie szalał przeciw sobie samemu. lecz jako możność d z i e r ż e n i a w s w e j m o c y swego »za« i »przeciw« i dowolnego władania niemi tak. by pomyśleć sobie oko. zniży ona cielesność do złudzenia.12. musi być pewnego rodzaju tymczasowym wyrazem. nasza »przedmiotowość«. którego siły czynne i interpretujące mają być podwiązane.. nie mogła jeszcze zostać określoną s a m a w s o b i e. czego właściwa natura nie mogła jeszcze zostać zrozumianą. pojętej nie w znaczeniu »kontemplacyi bezinteresownej« (coby było bez znaczenia i sensu). »myśmy charakter« bowiem oznacza u Kanta pewną rzeczy właściwość. rozmaitych oczu dla tej samej rzeczy wstawić sobie umiemy. jakże? nie nazywałożby się to k a s t r o w a n i e m intelektu ?. bezczasowy podmiot poznający«. »życie p r z e c i w życiu«. tem zupełniejsze staje się nasze »pojęcie« o tej rzeczy. wymaga się tu więc zawsze od oka niedorzeczności i rzeczy nie mających znaczenia. Rozkosz ta dochodzi do szczytu przez to. jak »czysty rozum«. formułą. które wymyśliło sobie »czysty. Może ona być tylko p o z o r n a. że toby było w naszej mocy). odtąd lepiej przed niebezpiecznem starem pojęciowem bajczarstwem. nad oczywistością. poprostu nonsensem. 13. jaka się w ascecie ujawniać zdaje. Ale zawróćmy.. W ten sposób raz widzieć inaczej. jako rzeczywiste: szukać będzie b ł ę d u tam właśnie. jest – leży to już jak na dłoni – biorąc fizyologicznie. niewdzięczni takim właśnie rezolutnym odwróceniom zwykłych perspektyw i ocen. wciśniętem w starą l u k ę ludzkiego poznania. strzeżmy się polipowych ramion takich sprzecznych w sobie pojęć. same tylko błędy! Odmówić swojemu ja wiary. »poznanie samo w sobie«: – te rzeczy bowiem wymagają zawsze. wyłożeniem. t y l k o perspektywiczne poznanie. właśnie jako poznający. wykluczać uczucia wszystkie razem i poszczególnie (przypuściwszy. Przypuściwszy. którego zgoła pomyśleć sobie nie można. – jedynie słowem. »bezwzględna duchowość«. przez które jednak patrzenie staje się dopiero widzeniem czegoś. nie zaś psychologicznie. i m w i ę c e j oczu. Żeby zaś krótko przeciwstawić temu istotny stan rzeczy: i d e a ł a s c e t y c z n y wy59 . Naprzykład. Istnieje t y l k o perspektywiczne widzenie. A i m w i ę c e j uczuć dopuszczamy do słowa o jakiejś rzeczy.) – Nie bądźmy zresztą. przyrządzeniem.. że jest ona dla intelektu – z g o ł a n i e d o p o j ę c i a. c h c i e ć widzieć inaczej jest niemiłą wprawą i przysposabianiem intelektu do jego przyszłej »przedmiotowości«:. Strzeżmy się bowiem. gdzie właściwy instynkt życiowy najbezwarunkowiej wskazuje prawdę. jak to czynili filozofowie Vedânty. daleko wyższy rodzaj tryumfu. samoszyderstwo rozumu wyrokuje: j e s t królestwo prawdy i istnienia. sobie samemu własnej zaprzeczyć »realności« – co za tryumf! – już nie tylko nad zmysłami. ma ich być brak. moi panowie filozofowie. które lubi zwracać rozum przeciw rozumowi. które nie ma mieć żadnego kierunku. boleść tak samo. psychologicznem nieporozumieniem czegoś. z której intelekt właśnie tyle pojmuje. oko.

Gdyby jedno i drugie. zawiedzionych rozbitków. w danym razie straszliwym – on to p o d t r z y m u j e udany typ człowieka. że mu jego przyszłość niezbłaganie. wpija się co chwila w ciało teraźniejszości. jak tego historya uczy. jak ostroga. czasu tańca śmierci): lecz nawet ten wstręt. gdzie cywilizacya i obłaskawienie człowieka przeparte zostały. fizyologicznego zmagania się człowieka z śmiercią (dokładniej z uprzykrzeniem sobie życia. to znużenie. wyzywał przeznaczenie więcej. – on.. jest on z w i e r z ę c i e m c h ó r e m: skąd to pochodzi? Zapewne ważył się też na więcej. niż jakiekolwiek inne zwierzę. Sądzę. najdłużej i najgłębiej chore ze wszystkich chorych zwierząt ?. bardziej niepewny. niezadowoleniec. jeśli się z r a n i. by być gdzieindziej.. mniej utrwalony. – on właśnie należy do bardzo wielkich z a c h o w u j ą c y c h i p o t w i e r d z e n i e s t w a r z a j ą c y c h potęg życiowych. wiecznie przyszły. To. Człowiek syt jest tego. by był silnym. Ogółem biorąc. lecz od najsłabszych. jakby mocą czarów. wielki eksperymentator na sobie samym. on. Jakżeby też tak śmiałe i bogate zwierzę nie miało być najbardziej zagrożone. Czy to czynimy ?. nienaruszone instynkty życia walczą nieustannie nowymi środkami i wynalazkami. to nie ulega wątpliwości. że natychmiast znowu staje się nowem pętem. – to potem rana sama zmusza go d o ż y c i a. p o m y ś l n e o k a z y człowieka. ba. czego należy się obawiać. dość często. pełnię tkliwszych »t a k«: na światło. przypuśćmy. więcej się rzucał na nowinki. nienasyceniec. połączyło się dnia pewnego. niezadowolonych. rządzić i owładnąć człowiekiem. wskazuje on na częściowy fizyologiczny zastój i znużenie.... wcale nie zmniejszenia się strachu przed człowiekiem powinniśmy sobie życzyć. przynajmniej obłaskawionego człowieka. by być czemś innem. wszelkiego rodzaju cierpiących z powodu siebie samych. to nie wielka obawa.. ze znużeniem. przyrodą i bogami. z życzeniem sobie »końca«). zuchwali! się więcej. który o ostateczne panowanie walczy z zwierzęciem. w szczególności tam wszędzie. toby 60 . tem surowiej strzec szczęśliwie udanych od najgorszej atmosfery.pływa z o c h r o n n e g o i l e c z n i c z e g o i n s t y n k t u w y r a d z a j ą c e g o s i ę ż y c i a. zawsze jeszcze niezmożony. to dowodzi wielkiego faktu: c h o r o b l i w o ś c i dotychczasowego typu człowieka. właśnie tą mocą przytrzymuje on silnie przy istnieniu całą trzodę nieudanych. samozniszczenia. tylko wielki w s t r ę t do człowieka. który przed naporem swych własnych sił nie znajduje nigdy spokoju tak. bywały całe epidemie takiego dosytu (– naprzykład około roku 1348.. niż czciciele tego ideału sądzą. i to najwyższym stopniem tego życzenia. które musi pracować. 14. – życie zmaga się w nim i walczy przezeń z śmiercią i p r z e c i w śmierci. tak samo wielka l i t o ś ć dla człowieka. jego właściwą żarliwością i namiętnością: lecz właśnie m o c jego życzenia jest pętem. Im normalniejsza jest chorobliwość w człowieku – a nie możemy normalności tej zaprzeczyć – tem wyżej powinniśmy cenić rzadkie wypadki duchowo-cielesnej tężyzny. Że mógł on w tej mierze. ten p r z e c z y c i e l. które mówi życiu. co działa fatalnie jak żadna fatalność. Jego »nie«.. które go tu przykuwa. ideał ascetyczny jest fortelem do u t r z y m a n i a życia. Na czem polega owa chorobliwość ? Bo człowiek jest bardziej chory. wyprowadza. przeciw którym najgłębsze. atmosfery choroby. niż wszystkie inne zwierzęta razem wzięte. by stworzyć ponyślniejsze warunki dla istnienia tutaj i pozostania człowiekiem. on. to sprzykrzenie sobie samego siebie – wszystko występuje w nim tak potężnie. Kapłan-asceta jest ucieleśnionem życzeniem. które wszelkimi środkami stara się podtrzymać siebie i o istnienie swe walczy. Chorzy są największem niebezpieczeństwem dla zdrowych. przodując im instynktownie jako pasterz. bardziej zmienny. Ideał ascetyczny jest takim środkiem: rzecz ma się więc odwrotnie.. ten pozorny wróg życia.. właśnie przez nią staje się on narzędziem. że mnie już rozumiecie: ten kapłan-asceta. Czy wiemy o tem?. bo strach ten zmusza silnego. nie od najsilniejszych grozi silnym choroba. ów mistrz niszczenia.

o wszelkiego rodzaju »Europach«. którzy starają się udawać »piękne dusze« i swą na psy zeszłą zmysłowość. tu tka się nieustannie sieć najzłośliwszego spisku. kim jestem: jakżebym mógł wyzbyć się samego siebie? A jednak – j e s t e m syt s i e b i e!«. wszelkie zielsko jadowite. szlamiaste. jakże oni w gruncie sami gotowi są z a d a w a ć pokutę. I rzeczywiście. którzy już z urodzenia są rozbitkami. nic umarłego. – cicha walka zazwyczaj z pomocą niepozornych proszków trujących. n i e »zwierzęta drapieżne«. złamanymi – oni to. obalonymi. tak słodkawe. przed tem wstecz zwróconem spojrzeniem dziwoląga z urodzenia. zawsze gotowych opluć wszystko.. g ł o ś n y m gestem. rośnie wszelki chwast. tyranizowania. którzy ustawicznie słowo »sprawiedliwość«. Eugeniusza Dühringa. mającym uszy. jak taki człowiek mówi do samego siebie o sobie samym: »Czyżbym mógł być czem innem? tak wzdycha ten wzrok. odgrzebuje najgłębiej zagrzebane rzeczy (Bogoanie mówią: »kobieta jest hyeną«). ich instynkt dróżek chyłkowych. Wglądnijmy w głąb którejkolwiek rodziny. Tu roi się od robactwa uczuć zemsty i urazy. to co się udało. jak przestrogi dla nas. w ustach zawsze w ciup. które wiodą do tyranii nad zdrowymi. co za sztuka »rzetelnego« oszczerstwa! Ci nieudani: co za szlachetna wymowa z ust ich płynie! Co za cukrzane. oczywiście. Jestem. pokorne poddanie się pływa w ich oczach! Czegóż chcą oni właściwie? Przynajmniej p r z e d s t a w i a ć sprawiedliwość. a wszystko tak małe. zatruwają i zarażają wątpieniem naszą ufność do życia. Snują się pośród nas. – mówię. przed tem spojrzeniem. by nie przyznać się. gdzie tylko dziś stąpi. do siebie samych. ale tu niema nadziei. tych chorych! A jak zręcznie poczyna sobie taka ambicya! Podziwu godna ta zręczność fałszerzy. kłamliwych niedorodków. Dokąd ujść przed tem fatalnem spojrzeniem. ciężko odpokutować: ach. lecz także oczy i uszy. sprawiedliwi. wiele do tego przygotowano. spowitą w wiersze i inne pieluchy. któregokolwiek społeczeństwa: wszędzie walka chorych przeciw zdrowym. mądrość. Aż w uświęcone dziedziny wiedzy chciałoby wnikać i być słyszane to zachrypłe szczekanie chorowitych psów. tu n i e n a w i d z i się widoku zwycięzców. z jaką naśladują tu odbitkę cnoty. prawdziwie na gruncie bagnistym. chytrej gry min cierpliwego znoszenia. niekiedy jednak i z owym faryzeizmem chorych. które jest jękiem! – i które zdradza. co nie patrzy niezadowoleniem i dobrej myśli kroczy swoją drogą. tak nieuczciwe. tak mówią. o krajach zamieszkiwanych przez człowieka cywilizowanego. poczuje prawie wszędzie. Chora kobieta nie oszczędza przytem nic żyjącego. ukłuć szpilkowych.. do człowieka. nawet brzęk złoty. poczucie mocy były już wogóle czemś występnem. tu śmierdzi powietrze od tajności i rzeczy niewyznanych. jakże pragną gorąco być o p r a w c a m i. monet. jak ślinę w ustach noszą. – jakżeby się znaleźć nie miała. jakie tylko istnieją na ziemi. którejkolwiek korporacyi. ta kąsająca obłuda i wściekłość takich »szlachetnych« faryzeuszów (– przypominam czytelnikom.nieochybnie przyszło natychmiast na świat coś najniesamowitszego. jego wola nicości. – spisku cierpiących przeciw pomyślnie udanym i zwycięskim. to nie ulega wątpliwości: »my jedynie jesteśmy dobrzy. że nienawiść ta jest nienawiścią! Co za zbytek słów wielkich i postaw przybranych. który najchętniej odgrywa »szlachetne oburzenie«. Na takim gruncie samopogardy. dźwięk cnoty. na targ wynoszą jako »czystość serca«: tej species moralnych onanistów i »zadowalających się sobą«. uciskania. Ci słabi i beznadziejnie chorowici wzięli teraz zupełnie cnotę w dzierżawę. siła. Jest wpośród nich pełno za sędziów przebranych mściwców. które obarcza na drogę smutkiem głębokim. miłość. Wola chorych wyobrażania j a k i e j k o l w i e k formy wyższości. raz jeszcze berlińskiego apostoła zemsty. coś jakby atmosferę domu waryatów lub szpitala. s ł a b i. Nie brak też między nimi owego najwstrętniejszego rodzaju próżnych. wyższość – oto ambicya tych »najniższych«. nihilizm. podminowują najbardziej życie pod człowiekiem. C h o r o w i c i są wielkiem niebezpieczeństwem dla człowieka: n i e źli. »ostatnia wola« człowieka. – jak gdyby zdrowie. jak ucieleśnione wyrzuty. za co kiedyś musi się odpokutować. Kto ma nietylko nos do węszenia. my jedynie jesteśmy h o m i n e s b o n a e v o l u n t a t i s«. tak skryte. który w dzisiejszych Niemczech najnie- 61 . ta wola mocy właśnie w najsłabszych! W szczególności chorej kobiety nikt nie prześcignie w raffinements panowania.– ci. A co za obłuda.. duma.

Musi bronić swego stada – przeciw komu? Przeciwko zdrowym. Lecz nie mogliby gorzej nie rozumieć i zaprzeczać s w e g o zadania. gdyby im się udało swą własną nędzę. które oby nam właśnie oszczędzane były: przed w i e l k i m w s t r ę t e m d o c z ł o w i e k a! p r z e d w i e l k ą l i t o ś c i ą d l a c z ł o w i e k a!. C o o n i mogą. k t ó r z y s a m i s ą c h o r z y: i oto mamy i trzymamy obu rękami znaczenie kapłana-ascety. Musimy uważać kapłana-ascetę za przeznaczonego z góry na zbawiciela. udani. ku niemu popycha go instynkt jego. musi być z gruntu pokrewny chorym i zawiedzionym. co tylko o n i powinni. co o n i powinni. strzec nawet od widoku chorych. karnością. niż innych. najwznioślejszego tryumfu zemsty? Wtedy niewątpliwie. nienaruszonym mianowicie w swej woli mocy. mocni na ciele i duszy poczęli wątpić o swem p r a w i e d o s z c z ę ś c i a. a tak samo w maskaradach zemsty. Jeśli pojęliście w całej głębi – a żądam. bogiem. lecz musi też być silny. pękniętym. 62 . przyjaciele moi.. – by porozumieć się z nimi. burzliwego. co niższe. jaki obecnie istnieje. 15.. nienasycone w wybuchach przeciw szczęśliwym...przystojniejszy i najwstrętniejszy użytek czyni z moralnego bum-bum: Dühringa. tego nie śmieją nigdy chorzy móc. niewyczerpane. by mógł im być przystankiem. A to dlatego. musi być naturalnym przeciwnikiem i g a r d z i c i e l e m wszelkiego surowego. nawet wśród jemu równych. tyranem. niż gdyby szczęśliwi. – co wyższe. »zbawicielem« chorych?. największego pyskacza moralności.. by tu właśnie s i ę g a n o g ł ę b o k o. Precz z tym »przewróconym światem«! Precz z tem haniebnem zmiękczeniem uczucia! Żeby chorzy zdrowych nie uczynili chorymi – a temby było takie zmiękczenie –. oni jedynie są z o b o w i ą z a n i względem przyszłości człowieka.. by siebie samych.. także przeciwko zazdrości względem zdrowych. oto powinien być najwyższy punkt widzenia na ziemi: – do tego jednak potrzeba przedewszystkiem. w pozorach do zemsty: kiedyżby doszli właściwie do swego ostatecznego. ni mieć w powinności: lecz a ż e b y mogli to. jest przecie tysiąckroć większe. pierwszeństwo dzwonu o pełnym dźwięku przed fałszywym. aby ich rozumieć. jego mistrzostwo. te fizyologiczne rozbitki i robaczywce. najprzebieglejszego.. oni jedynie są p o r ę c z y c i e l a m i przyszłości.. jego rodzaj szczęścia. przynajmniej na chwilę jeszcze obronić przed dwiema najgorszemi zarazami. musem. jakżeby miało im być wolno być lekarzem. to pojęliście tem samem i jedną konieczność więcej – konieczność dla chorych takich lekarzy i dozorców. pocieszycielem. w niem tkwi jego najistotniejsza sztuka. bardziej jeszcze panem samego siebie. pasterza i rzecznika chorego stada: wtedy dopiero zrozumiemy jego ogromne posłannictwo dziejowe. całą nędzę wogóle w t ł o c z y ć w s u m i e n i e szczęśliwych tak. Wszystko to są ludzie opanowani przez ressentiment. Lub czyżby miało być ich zadaniem zostać dozorcami chorych i lekarzami!.. podparciem. to nie ulega wątpliwości. że ci pewnego dnia poczęliby się wstydzić swego szczęścia i możeby r z e k l i do siebie »hańbą jest być szczęśliwym! za w i e l e j e s t n ę d z y!«. całe to drgające państwo podziemnej zemsty. Lecz nie mogłoby być większego i fatalniejszego nieporozumienia. by z d r o w y c h oddzielić od chorych. patos oddalenia p o w i n i e n po całą wieczność utrzymywać przedział w zadaniach! Ich prawo istnienia. pojmowano do głębi – o ile w każdym razie nie może być zadaniem zdrowych pielęgnowanie chorych. jeśli tak być musi! Lecz w każdym razie precz od złych wyziewów wewnętrznej zgnilizny i tajemnego robaczywego ścierwa chorych !. n i e p o w i n n o zniżać się do roli narzędzia tego. aby siebie za chorych nie brali. uzdrawianie chorych. Sam on chory być musi. by zdobyć zaufanie i strach chorych. antysemitów). A przeto czystego powietrza! czystego powietrza! A w każdym razie precz z pobliża wszelkich domów waryatów i szpitalów kultury! A przeto dobrego towarzystwa! s w e go towarzystwa! Lub samotności. P a n o w a n i e n a d c i e r p i ą c y m i jest jego królestwem. oporem.

poszukując ciemnych zagadkowych historyi. ten dziwny pasterz. musi wprzód zranić. rozkrwawiają oddawna zagojone blizny. gdyby się chciało wartość kapłańskiej egzystencyi ująć w najkrótszą formułę. ressentiment. dokładniej jeszcze. szperają w wnętrznościach swej przeszłości i teraźniejszości. co wspólne jest wszystkim cherlakom i chorym. dość dobrze swego chorego stada. roztropny. zdecydowany siać na tym gruncie cierpienie.– ten sposób wnioskowania jest właściwy wszystkim chorowitym. toby trzeba poprostu rzec: kapłan z m i e n i a k i e r u n e k uczucia ressentiment. rozsadzający i wybuchowy materyał. możliwie silnego uczucia. wszystko.nieujarzmionego. złośliwości i wszystkiemu. wrażliwego na cierpienie. jego poniewolnie pożądanym narkotykiem przeciw katuszy wszelkiego rodzaju. co chore – obłaskawionem. jak napawającą strachem jedność. zemsty i jej krewnych. sprzeczność z sobą. Lecz różnica jest zasadnicza: w jednym wypadku chce się przeszkodzić dalszemu doznawaniu szkody. gwałtowniczo-drapieżnego zdrowia i tężyzny. lub w niedostatku siarkanu i fosforanu potasu we krwi. więc w pragnieniu o g ł u s z e n i a b o l u p r z e z u c z u c i e. bardzo mylnie mojem zdaniem. prawdziwy fizyologiczny związek przyczynowy uczucia ressentiment. które pozwalają im opływać w dręczące domysły i upajać się trucizną własnej złośliwości—rozdzierają najstarsze rany. gibka. przynajmniej o z n a c z a ć go – pewną nową straszliwość zwierzęcą. hamującym obieg krwi. – krótko. niż przemocy. Kapłan jest pierwszą formą d e l i k a t n i e j s z e g o zwierzęcia. nieznośny ból i na chwilę przynajmniej usunąć go z świadomości. wyczekująca tygrysica i niemniej lis zdają się być złączone w równie pociągającą. w którego okręgu wszystko. 63 . walczy roztropnie. sprawcy. by nie rozsadził ani stada. w drugim wypadku chce się przez silniejsze jakiegobądź rodzaju wzruszenie o g ł u s z y ć dręczący. niż nienawidzi. Broni on. a do wzbudzenia go pierwszego lepszego pozoru. w »odruchu« w razie nagłego uszkodzenia lub zagrożenia. niema wątpliwości! lecz by być lekarzem. tajemny. uśmierzając następnie ból. które łatwiej jeszcze pogardza. »Ktoś musi być winien temu. czegoś żyjącego. krnąbrności. zimny. – broni go także przeciw niemu. przeciw tlącej w samem stadzie nikczemności. lub w zwyrodnieniu jajników i tym podobnych). fizyologiczna przyczyna. oto jego właściwa sztuka i jego najwyższa pożyteczność. gdzie tylko może. rozdwojenie. Szuka się go zazwyczaj. lub w ucisku na dolną część ciała. co dla nich najbliższe. w sposób jak to czyni jeszcze żaba bez głowy. wśród którego ustawicznie gromadzi się i gromadzi ów najniebezpieczniejszy. jest przed nimi ukryta (– może ona leżeć w chorobie nerwu sympatycznego lub w nadmiernem wydzielaniu żółci. mianowicie o g ł u s z e n i a się. zbyt pewny swej sztuki opanowywania c i e r p i ą c y c h każdej chwili. rozkoszują się już samem podejrzeniem. zimna. Tu jedynie znaleźć można. na czem uczucia swoje czynnie lub in effigie pod jakimkolwiek pozorem wyładować może: bo wyładowanie uczucia jest największą dla cierpiącego próbą ulgi. występuje niedźwiedzio poważny. w ochronnym jedynie środku reakcyi. ani pasterza. który sprawia rana. gmeraniem w złościach i krzywdach pozornych. w której niedźwiedź polarny. wedle mego przypuszczenia. z a t r u w a j e d n o c z e ś n i e r a n ę – na tem bowiem zna się przedewszystkiem. – będzie musiał w razie potrzeby wytworzyć z siebie prawie pewien nowy typ dzikiego zwierzęcia. Nie będzie mu oszczędzone prowadzenie wojny z dzikiemi zwierzętami. co zdrowe. Wyładowywać ten rozsadzający materyał tak. twardo i tajemnie z anarchią i coraz zaczynającym się samorozkładem w stadzie. ten czarownik i poskramiacz dzikich zwierząt. by pozbyć się żrącego kwasu. Każdy cierpiący bowiem szuka instynktownie swego cierpienia przyczyny. wojny chytrości (»ducha«) bardziej. twardego. jeszcze określeniej. czcigodny. Przynosi z sobą maście i balsamy. – do tego potrzeba uczucia. że źle się czuję«. w odpornem przeciwdziałaniu. a to im bardziej prawdziwa przyczyna tego czucia się źle. Wszyscy cierpiący posiadają przerażającą łatwość wynajdywania pretekstów do bolesnych uczuć. czynią złoczyńców z przyjaciela. zwodniczo-rozważny. z konieczności chórem się staje. jak się rozumie samo przez się. w i n n e g o sprawcy. pomiędzy inne rodzaje zwierząt drapieżnych sam. Jeżeli zmusza go do tego potrzeba. żony i dziecka i z wszystkiego. jako herold i narzędzie głosu tajemniejszych potęg.

jak każdy inny – i wielokrotnie w istocie tylko skutkiem owego innego. Jeśli nie może uporać się z tem.. nawet jeśli twarde połyka kęsy. to było b a r d z o w i e l e!. zamiast skromnego znaku pytania.. Pewne stłoczenie i organizacya chorych z jednej strony (– słowo »Kościół« jest na to najpopularniejszą nazwą). »potępienie«: aby uczynić chorych do pewnego stopnia »n i e s z k o d l i w y m i. o co. właściwie tylko szumnem słowem. co przeżywa. 16. – By założenie to w rozszerzonej wyrazić formie. Lecz jedno przynajmniej osiągnięto przez-to. wedle mego wyobrażenia. to przyczyna tego. Jak rozumie się samo przez się. pewne tymczasowe zabezpieczenie zdrowiej udanych. wsteczny kierunek ich ressentiment (»jednego trzeba« —) i w ten sposób w y z y s k a ć złe instynkty wszystkich cierpiących dla samokarności. Zgadniecie już. żeby nas z gruba słuchano. kaptan-asceta. – Że się ktoś »winnym«. jak rzekłem.. k u s i ł się przynajmniej życiowy instynkt lekarski przez kapłana-ascetę i do czego musiała mu służyć czasowa tyrania takich paradoksalnych i paralogicznych pojęć jak »wina«. nieuleczalnych zniszczyć z pomocą nich samych. dość fałszywie. jak trawi swój obiad. »grzesznym« c z u j e. z założenia. Jeśli ktoś nie może się z »dusznem« cierpieniemc uporać. to sam »ból duszny« nie jest według mnie wogóle stanem rzeczy. z gruba rozumiano. z m i e n i o n o przez to kierunek ressentiment. mówiąc z gruba. – Przy takiem ujęciu rzeczy można być. to ten rodzaj niestrawności jest tak samo fizyologiczny. tak samo nie jest się jeszcze zdrowym jedynie dlatego. samostrażowania. mówi jej: Słusznie. »grzeszność«. więc ktoś musi być winien temu« – tak myśli każda chorowita owca. Przypomnijmy sobie jeno sławne procesy czarownic.»Cierpię. »zepsucie«. że się ktoś zdrowym czuje. jedynie lecznictwie uczuciowem. co przeżywa {społem z czynami. moja owco! Ktoś musi być temu winien: lecz ty sama jesteś tym kimś. że instynkt życiowy ma przy tem leczenie na widoku i w zamiarze. najbystrzejsi i najbardziej ludzcy sędziowie nie wątpili wówczas. – a mimo to nie było tam winy. prawdopodobniej już w jego brzuchu (mówiąc z gruba. szczęśliwie udany człowiek trawi to. złoczynami). co dotychczas nie jest uchwytne i naukowo w związek ujęte... która nas już nie obowiązuje. że czuje się nim słusznie. że zaledwie wolno go lekarzem nazywać. »grzech«. To dość śmiało. to jest fizyologicznego rozstroju.. że ma się w nich do czynienia z winą. zawsze jeszcze najsurowszym przeciwnikiem wszelkiego materyalizmu.. jak to widać. którego ze względu na czytelników. jak się rzekło: co jeszcze nie zawiera wcale życzenia. Czy jednak ten kapłan-asceta jest właściwie l e k a r z e m? – Pojęliśmy już. każe czcić w 64 .] 17. łagodnie zachorzałym nadać ścisły kierunek ku sobie samym. jakich mi trzeba. przezwyciężenia siebie. wykopanie przez to p r z e p a ś c i między zdrowiem a chorobą – to było na długi czas wszystko! A było to wiele. nie muszę dopiero uzasadniać: że »grzeszność« w człowieku nie jest zgoła stanem rzeczy. to jeszcze nie dowód. chociaż on sam chętnie uważa się za »zbawiciela«.) Silny. które się dotąd nie dały ściśle sformułować: przeto czegoś. nie leży w jego »duszy«. ty sama tylko jesteś winna temu – t y s a m a t y l k o z a w i n i ł a ś w z g l ę d e m s i e b i e!«. nie można nawet twierdzić. [Wychodzę w tej rozprawie. nie może wcale chodzić o l e c z e n i e chorych w znaczeniu fizyologicznem. pełniej odlanych z drugiej. widzianego w perspektywie moralno-religijnej. mówiąc między nami. Lecz pasterz. raczej tylko interpretacyą stanu rzeczy. przy tego rodzaju lecznictwie.. »czarownice« s a m e n i e w ą t p i ł y o t e m. jeno wytłumaczeniem (przyczynowem wytłumaczeniem) stanów rzeczy.

. być obojętnym.) P o p i e r w s z e zwalcza się owo zniechęcenie środkami. Do tego celu zużyto zdumiewającą ilość energii ludzkiej – czyżby daremnie?. unikać wszystkiego. jest głównie wynikiem niedorzecznie nagłego pomieszania stanów). gdy się ma niby wykazać. żebrać. że co pewien czas. Że tacy sportsmeni »uświęcenia«. prawie wszystkie obfi- 65 .. gdy się ten błąd pozna – aliści nie myśli on zniknąć. tyle rzeźwiącego. którą zna i posiada sam tylko kapłan. że w bólu tkwi błąd. Gdzie tylko to możliwe nie dopuszczać wogóle żadnego chcenia. z takiem wyrafinowaniem. »pesymizm« dziewiętnastego stulecia. niedorzeczność jarstwa. czego on przy tej pomocy nie widział. kojącego. – oto w czem okazuje się jego genialność.. Takie uczucie zahamowania może być najrozmaitszego pochodzenia: następstwem krzyżowania zbyt obcych sobie ras (lub stanów – stany wyrażają zawsze także różnice pochodzenia i rasy: europejski »Weltschmerz«. walkę. do którego jej siła przystosowawcza nie wystarcza (co się zdarzyło z Indami w Indyach). lub może być wywołane błędnie skierowaną emigracyą. lub może być skutkiem starości i znużenia rasy (pesymizm paryski od r. »wyzbycie się siebie«. Zwalcza on tylko samo cierpienie. że ból zniknąć musi. odważono się w tym celu na tyle najniebezpieczniejszych i najzuchwalszych rzeczy: tak przebiegle. nie pracować. »uświęcenie« fizyologicznie się wyrażając. zbyt z praktycznego punktu widzenia obojętna. południowem wyrafinowaniem. (Pomijam tu. lecz zbyt niedorzeczna. lub jak tylko można najmniej kobiet. nie uświadamia się jako takie i wskutek tego »przyczyny« jego i zleczenia szuka się i próbuje też tylko na drodze psychologiczno-moralnej (– taka jest mianowicie moja najogólniejsza formuła tego. jak bez skrupułu i śmiało wybrał środki stosowne! Szczególnie możnaby chrześcijaństwo nazwać wielką skarbnicą najprzemyślniejszych środków pocieszy cielskich. malaryi. pozwalające chwilowo przynajmniej przezwyciężyć to głębokie przygnębienie. zbyt pajęczynowa i pokątna. minimum zużycia i przemiany materyi. Można z góry przyjąć jako prawdopodobne. nie mścić się. to ołowiane znużenie.sobie »zbawiciela«. to nie będziemy się mogli posiąść z podziwu. przejrzyjmy pokrótce jej najgłówniejsze praktyki i formy. właściwą walkę f i l o z o f ó w przeciw uczuciu zniechęcenia. żadnego już życzenia. jak słuszna. n i e właściwą chorobę. W ł a g o d z e n i u cierpienia.. Albowiem. w »pociechach« wszelkiego rodzaju. Rezultat. co wytwarza uczucie. o ile można nie znać wcale kobiet. s e n l e t n i dla wielu roślin gorącego klimatu. n i e zaś jego przyczynę. czem dla niektórych rodzajów zwierząt s e n z i m o w y. na pewnych miejscach ziemi prawie koniecznie opanowywać musi szerokie tłumy u c z u c i e f i z y o l o g i c z n e g o z a h a m o w a n i a. W takim wypadku przedsiębierze się każdym razem w wielkim stylu walkę z u c z u c i e m z n i e c h ę c e n i a. które jednak. – to stanowi nasz najbardziej zasadniczy zarzut przeciw lecznictwu kapłańskiemu. odgadniono zwłaszcza uczucia podniecające. Jeśli jednak popatrzymy z perspektywy. lub skutkiem fałszywej dyety (alkoholizm Średniowiecza.. przy którem życie właśnie jeszcze tli. co się zwie pospolicie »r e l i g i ą«). lub skutkiem zepsucia krwi. naprzykład gdy rasa pewna znajdzie się w klimacie. tylko przykre uczucie cierpiącego. syfilisu i tym podobnych przyczyn (niemieckie przygnębienie po wojnie trzydziestoletniej. czego nie szukał i czego nie znalazł. w których wszystkie czasy. które naturalnie ma za sobą powagę młodego szlachcica Krzysztofa z Szekspira). nie udzielając się właściwie świadomości. pod względem duchowym zasada Pascala »il faut s’abêtir. nie zbogacać się. z braku fizyologicznej wiedzy. co wytwarza »krew« (nie spożywać soli: higiena fakira). które wogóle zniżają uczucie życia do najniższego punktu. »zahipnotyzowanie« – usiłowanie zdobycia dla człowieka w przybliżeniu czegoś takiego. która połowę Niemiec zaraziła brzydkiemi chorobami i przygotowała tem pole do niemieckiego służalstwa. psychologiczno-moralnie mówiąc. jak wynalazcze zrozumiał swoje zadanie pocieszyciela. ogólnie mówiąc: we wszystkich wielkich religiach chodziło głównie o zwalczenie pewnego epidemicznego znużenia i ociężałości. która zwykła istnieć zawsze równocześnie – jest ona dość zajmująca. 1850). ten czarny smutek fizyologicznie zahamowanego człowieka. nie kochać. nie nienawidzieć. narkotyzującego w niem nagromadzono. niemieckiej małoduszności). w tem naiwnem przypuszczeniu.

lecz cierpiącego Epikura: hipnotyczne poczucie nicości. chłodnego. już to kobietami. »Dla wiedzącego niemasz obowiązku«. że w gruncie rzeczy. znaleźli w rzeczy samej prawdziwe wyzwolenie od tego. mieć w pamięci. zarówno bramińskie jak buddyjskie. Najwyższy stan.. ani cierpienie. nie myśląc już wcale o tym przyczepku ciała. moralną poprawę. »W głębokim śnie – mówią tak samo wierni tej najgłębszej z trzech wielkich religii – wydobywa się dusza z ciała. lub wozami. jak zwierz pociągowy do wozu«. nad jedno i drugie«. co u jasnego. i ciesząc się. jest zawsze skrajnie marzycielsko-falszywe. co zwalczają surowym trainingiem. do »świateł wewnętrznych» naprzykład. ani śmierć. prowadzić może do wszelakich duchowych zaburzeń. To. tak że już żadnych sennych zjaw nie widzi. »Dobro i zło – mówi buddysta. wstępuje w najwyższą światłość i przez to w własnej swej jawi się postaci: wtedy jest samym duchem najwyższym.tują narody. »wiedzą«. mianowicie głęboki sen. Tem pewniejsze jest. wszelkiego życzenia. ni dzieło dobre. której doznaje już g ł ę b o k i s e n u tych przemęczonych życiem. Mimo to musimy i tutaj. który buja. uwolnieniem od wszelkiej złudy. jest wiecznie czyste» – (te miejsca z komentarza Çankary cytuję wedle największego prawdziwego znawcy filozofii indyjskiej w Europie. że prowadzi on. jakkolwiek wysoko cenią hipnotyzującą wartość cnoty. wiedzmy o tem – odpowiada to zresztą po prostu stanowi rzeczy. ani chrześcijański sposób myślenia nie uważa tego wyzwolenia za o s i ą g a l n e przez cnotę.. owo osiągnięte ostatecznie ogólne zahipnotyzowanie i cisza są dla nich zawsze tajemnicą samą w sobie. Nie wolno też takiego zamiaru wygłodzenia cielesności i żądzy już samego w sobie zaliczać między symptomaty obłędu (jak to czynić lubi pewien niezgrabny rodzaj pożerających roastbeefy »wolnych duchów« i szlachciców Krzysztofów). (Ani indyjski. natomiast trudno nam nieco trwać poważnie przy ocenie. dojściem i powrotem do sedna rzeczy. samo w y z w o l e n i e. czyn żaden nie zakłóca jego królestwa. niezdolnym do żadnego nabytku doskonałości. »A kiedy już zaśnie zupełnie – mówi o tem najstarsze i najczcigodniejsze »pismo« – i zupełnie w spokoju się pogrąży. o drogi! zjednoczy się z bytem. żartując i igrając. jako mędrzec otrząsa z siebie zło i dobro. co zewnątrz jest lub wewnątrz. Tłumaczenie. a równie mało przez o d r z u c a n i e błędów: bo braman. wyzbyciem się wszelkiego celu. o tem wątpić wcale nie można. ni dzieło złe. Mostu tego nie przekracza dzień. b e z b o l e s n o ś ć. i zbyt znużonych. lub przyjaciółmi. – wyzbyli się rzeczywiście w niezliczonych wypadkach owego głębokiego fizyologicznego przygnębienia z pomocą swego systemu środków hipnotycznych: dlatego też metodyka ich zalicza się do najpowszechniejszych faktów etnologicznych. która rozdźwięka właśnie już w w o l i takiego rodzaju interpretacyi. chociaż zawsze w przepychu wschodniej przesady. – więc ogólno-indyjskie ujęcie rzeczy. jako o s i ą g n i ę t a unio mystica z bogiem. tak zresztą gruntownie przemoralnionych. grecko-chłodnego. »Przez d o k ł a d a n i e cnót jedna do drugiej nie nastąpi zbawienie: bo polega ono na jedności z pierwiastkiem braman. ponad jednem i drugiem jest pan doskonały«. nie będzie miał żadnej już świadomości tego. – To może uchodzić dla cierpiących i do dna skwaszonych już za najwyższe dobro. »uczynione i nieuczynione – mówi wyznawca Vedânty – nie sprawia mu żadnego bólu. by nawet śnić. gdy mowa o »zbawieniu«. jakiemś »poza dobrem i złem«. krótko. jest pętem. – przez jaźń poznawczą wchłonięty. wtedy. wszelkiego działania. ani noc. przyjaciela mego Pawła Deussena). do której wyrażenia nie wystarczają najwyższe nawet symbole. z którem tworzyć jedność stanowi zbawienie. do rozkosznych wezbrań i zachwytów zmysłowych (dzieje świętej Teresy). za wartość 66 . spokój najgłębszego snu. nad dobro i zło wzniósł się. »prawdą« i »bytem«. które stanom tego rodzaju nadawali ludzie nimi nawiedzeni. uważać można za najlepszą część realizmu trzech największych religii. jak u Hesychastów z góry Athos. do halucynacyi dźwiękowych i postaciowych. Chcemy więc w czci chować »zbawienie« w wielkich religiach. do którego prâna (dech żywota) przyprzężon jest. wyraża to tylko tę samą ocenę. to rozumie się samo przez się: dosłuchajcie się tylko tonu najprzeświadczeńszej wdzięczności. jak wtedy. że w tym wypadku nie sprzeniewierzono się p r a w d z i e. wejdzie w samego siebie. ani wiek. – jedno i drugie. pojęty już jako wsiąknięcie w braman.

że silni dążą z taką samą naturalną konieczno67 . wzbudzenie najsilniejszego. stowarzyszenia pogrzebowe. to nie ulega żadnej wątpliwości: nazywa się dzisiaj ten fakt. jakim posługiwać się zwykli zahamowani fizyologicznie. oni m u s z ą to oceniać pozytywnie. do »incuria sui«. Wszyscy chorzy. wyrosłe na najniższym gruncie ówczesnego społeczeństwa. pogardę opinii. drobną radość wzajemnej dobroczynności – może było to wówczas czemś nowem. skutkiem czego mało pozostaje czasu na cierpienie: c i a s n a jest bowiem ta komora ludzkiej świadomości! Jakże gruntownie. chorowici. przedewszystkiem odwagę. »caenaculum« musi znowu owa wzniecona przez to. w której zaleca się radość. stowarzyszenia chorych. Ze wzrastaniem gromady potężnieje i dla jednostki nowy interes. znajdujemy stowarzyszenia wzajemnej wspomogi. punktualne bezmyślne posłuszeństwo. który jest w każdym razie łatwiejszy: m a c h i n a l n e j c z y n n o ś c i. do zorganizowania się w stado: kapłan-asceta odgaduje ten instynkt i popiera go. niewolnikiem roboczym i więźniem). (Wedle tej samej logiki uczucia zwie się nicość we wszystkich religiach pesymistycznych b o g i e m). Poszukując początków chrześcijaństwa w świecie rzymskim. z pragnienia otrząśnięcia się z głuchej przykrości i uczucia słabości. jeśli istnieje gdzie stado. Daleko częściej. względne szczęście: – w każdym razie n i e kapłani wynaleźli niezadowolenie niewolników ze swego losu. – że ustawiczne działanie i ciągle tylko działanie udziela się świadomości. właściwem odkryciem ? W wywołanej w ten sposób »woli wzajemności«. jako środek leczniczy. Bo nie należy zapominać. »gromady«. pocieszanie. zapełnienie czasu. które każe już przypuszczać rzadziej spotykane siły. choćby w najmniejszym stopniu. »błogosławieństwem pracy«. co się z nią wiąże. posługują się tem lekarstwem często w połączeniu z powyż omówionem. stowarzyszenia biednych. odczuwać jako pozytywność samą. stowarzyszenia. naturalnie z posłuszeństwa dla tego samego zasadniczego instynktu. Właśnie gdy miał do czynienia z cierpiącymi niższych stanów. w o l i m o c y. trochę nieuczciwie. ponad odrazę ku sobie (»despectio sui« Guelincza). 18. to wywołał je instynkt słabości. Że ułatwia ona w znacznym stopniu cierpiące istnienie. niż takiego ogólnego stłumienia wrażliwości. pewne wprawianie się do »nieosobowości«. zaleca kapłan-asceta w gruncie. próbuje się przeciw stanom zgnębienia innego trainingu. chwalenie. Najczęstszą formą. tworzenia stada. do zapomnienia samego siebie. wola mocy dojść do nowego i o wiele pełniejszego wybuchu: u t w o r z e n i e s t a d a jest w walce ze zgnębieniem istotnym krokiem naprzód i zwycięstwem. »stoicyzm intelektualny«. zachęcanie. łatwo dostępnej i dającej się ująć w prawidło. odznaczanie). Szczęście »najmniejszego poczucia wyższości« które wszelka dobroczynność.wartości. ba. jednostajny raz na zawsze tryb życia. który ją dość często wynosi ponad to. z niewolnikami roboczymi lub więźniami (lub z kobietami. jest radość s p r a w i a n i a radości (jako dobroczynność. to jest bezwzględną prawidłowość. pożyteczność. niesienie ulgi. aczkolwiek w najprzezorniejszej dawce. zalecając »miłość bliźniego«. pomaganie. w których świadomie pielęgnowano ów środek leczniczy przeciw zgnębieniu. pod warunkiem. że uwaga cierpiącego zostaje gruntownie odwrócona od cierpienia. jest najobfitszym środkiem leczniczym. jak przebiegle umiał kapłanasceta w walce z cierpieniem zużytkować tę działalność machinalną i to. nie potrzebował niczego więcej. że dobrze są opatrzeni: w przeciwnym razie sprawiają sobie wzajemnie ból. a zorganizowała roztropność kapłańska. co w zniechęceniu jej jest najosobistszem. zdolności cierpienia. tylko małej sztuki przemieniania nazw i przechrzczenia. które przecież po największej części są jednem i drugiem zarówno. pomaganie. – Jeszcze bardziej cenionym środkiem w walce ze zgnębieniem jest zalecenie d r o b n e j r a d o ś c i. Ulga polega na tem. potwierdzającego życie popędu. odznaczanie przynoszą z sobą. dążą instynktownie. aby w znienawidzonych rzeczach widzieli odtąd dobrodziejstwo. pewne przyzwolenie. obdarowywanie.

jak słabi ku sobie. do »winnych«. nasi »dobrzy« nie kłamią – to prawda. machinalna czynność. za silnem. lecz to jeszcze n i e wystarcza. którym zamulone jest. (Tak było naprzykład w G r e c y i: Platon wykazuje to w stu miejscach. Im przystoi jedynie k ł a m s t w o n i e u c z c i w e. któreśmy dotąd poznali – ogólne przytłumienie poczucia życia. umiejętności rozróżniania w sobie samych »prawdy« od »fałszu«. wogóle w s z y s t k o. rezolutne. i w każdym razie za idealizm się uważa. W nich wszystkich chodzi o jedno: o jakąkolwiek w y b u j a ł o ś ć u c z u c i a.. Środki kapłana-ascenty. d o c z e g o jedynie służyć będą. który się chętnie »idealizmem« nazywa. wśród całej tej niebezpiecznej w sobie roboty.. twardszym. jeśli pierwsi łączą się w związek. przedewszystkiem radość. drobna radość. którzy dziś czują się »dobrymi ludźmi«. każda oligarchia drży ustawicznie z powodu wytężenia. którego potrzebuje wśród niej każda jednostka. że najwłaściwszą cechą nowoczesnych dusz. Nasi dzisiejsi wykształceni. są zupełnie niezdolni 68 .. to dzieje się to tylko w zamiarze agresywnego wspólnego działania i wspólnego zadowolenia swej woli mocy. a również przypuszczając. której psycholog dziś podjąć się musi. dzięki swemu najwnętrzniejszemu feminizmowi. organizacya trzody. by nie przestać nad tym popędem panować. że przeciwdziała haniebnie p r z e m o r a l n i o n e m u sposobowi mówienia. byłoby dla nich czemś o wiele za surowem. czego oczywiście nie trzeba się obawiać. Brzmi to twardo: jasnem jest. Platon. służyć potomności mogą książki nowoczesne. że mają trwałość. że wzbudzałoby w nas wstręt. że brzmiałoby milej i może lepiej wpadało w uszy. co nowoczesne (przypuszczając. czemś. – ich instynkt czuje się przy tem równie zadowolony.. który znał swoich – i samego siebie. coby wymagało od nich. jak instynkt urodzonych »panów« (to znaczy samotniczej drapieżnej species człowieka) czuje się w głębi organizacyą podrażniony i zaniepokojony.ścią od siebie. szczere. Bo nie należy się łudzić co do tego. – jest to droga. właśnie całe nowoczesne sądzenie człowieka i rzeczy. pomijając. Mus odkrywania tej »niewinności« ciągle na nowo tworzy może najwstrętniejszą część naszej pracy. Nie mam wątpliwości pod tym względem. to w tem tkwi d o b r y s m a k psychologa (– inni mogą rzec jego uczciwość). wymyślając to jedno pytanie: »p r z e z c o osiągnąć można wybujałość uczucia?«. przeciw tłumionej obezwładniającej długiej bolesności: skutkiem czego wynalazczość kapłańska okazała się niewyczerpaną.) 19. z d r o w s z y m smaku): – służyć będą jako środki wymiotowe. Na dnie każdej oligarchii kryje się – całe dzieje uczą tego – zawsze t y r a ń s k i popęd. mierząc miarą nowoczesną. gdybym powiedział: »kapłan-asceta korzystał zawsze z z a p a ł u. »uczciwe« kłamstwo (o którego wartości posłuchajcie tylko Platona). Lecz po co pieścić zniewieściałe uszy naszych nowoczesnych przeczuleńców? Po co ustępować z n a s z e j s t r o n y choćby na krok ich świętoszkostwu słów? Dla nas psychologów byłoby to już świętoszkostwem w c z y n i e. – a to dzięki swemu moralnemu przesłodzeniu i fałszowi.. że będzie kiedyś jakaś potomność o surowszym. wszyscy.. jego n i e w i n n e środki w walce z uczuciem przykrości: zwróćmy się teraz do bardziej zajmujących. która może n a s właśnie do wielkiego wiedzie wstrętu. który tkwi we wszystkich silnych uczuciach«. otworzenia oczu na siebie samych. Bo jeśli w czem. nowoczesnych książek jest nie kłamstwo. czego od nich wymagać nie w o l n o. skutkiem czego niezadowolenie jednostki z siebie samej przygłusza się jej uciechą z powodu rozwoju gromady – oto. by ich czcić! Właściwe kłamstwo. – używaną jako najskuteczniejszy środek ogłuszenia. jest to jedno z n a s z y c h wielkich niebezpieczeństw. ostatni natomiast skupiają się właśnie z r a d o ś c i ą z powodu tego skupienia się. lecz wcielona n i e w i n n o ś ć w kłamliwości moralnej. płynąca z miłości bliźniego. obudzenie gromadnego uczucia mocy. z wielkim oporem osobniczego sumienia.

o b ł u d n i e. zemsta.. okrucieństwo mają moc po temu. za wyłączną własność: mianowicie Leopolda Rankego. biograf Beethovena.. z głębi s i ł y d u s z y. co mam w dalszym ciągu przedstawić.. cnotliwie obłudnie. Kilka przykładów: Lord Syron skreślił najosobistsze o sobie wyznania... Obiecują nam autobiografie Ryszarda Wagnera: któż wątpi.. cóżby dopiero poczęto. rzekł.. markotnego rozstrojenia: jakież drogi wiodą do t e g o celu? A które z nich najpewniej ?. przeczuje już w te kilka słów wtłoczoną zasadniczą treść tego.. (Niemcy. To samo uczynić miał dr. Przypomnijmy sobie jeszcze komiczne przerażenie. modrooko obłudnie. a nie ze stanowiska roztropnej pobłażliwości dla siły?. Dzielny Amerykanin Thayer. strach. gniew.. by zbudzić człowieka z powolnego smutku. gdyby nam raz jakiś prawdziwy psycholog prawdziwego Lutra przedstawił.... niż n i e u c z c i w i e.. lecz niejako z nieustraszonością Taine’a. mrozy.. już nie z moralną prostodusznością wiejskiego księdza.. nieprawdaż. Lub mówiąc uchwytniej: ktoby z nich zniósł prawdziwą biografię!. pastwą.. zwątpienie. swoim pierwszym drgnieniom. dość powodów. jego ból 69 .«). nadzieja.) 20. tryumf.. pod warunkiem. zanurzyć ją w przestrach. chorymi tego przemoralnionego smaku czasu. obrazem.. skrupułu c a ł ą sforę psów dzikich w człowieku i spuszczał to tego.. który w samej rzeczy żąda od nas pewnej surowości. bezdennie obłudnie. jeśli wyładowują się nagle. już nie z słodkawą i pełną względów wstydliwością protestanckiego historyka. to owego zawsze w tym samym celu... moi panowie. szczególnie pewnej nieufności względem »pierwszych drgnień«. i rzeczywiście kapłan-asceta wziął w służbę swą bez.. lecz Tomasz Moore był »za dobry« na to: spalił papiery swego przyjaciela. Morał: jakiżby roztropny człowiek napisał dziś jeszcze sumienne o sobie słowo? Musiałby chyba należeć do zakonu świętej śmiałości szału. chociażbyśmy się też czuli jego gardzicielami.. są o n e p r a w i e z a w s z e d o b r e«.. by jak piorunem wyzbyła się wszystkich małości i małostek uczucia przykrości. stanął nagle w ciągu swej pracy: doszedłszy do pewnego punktu tego czcigodnego i naiwnego żywota.. Ci »dobrzy ludzie« są dziś wszyscy razem aż do gruntu i dna przemoralnieni i w stosunku do uczciwości zhańbieni i ześwinieni po całą wieczność: któżby z nich zniósł jeszcze p r a w d ę »ponad człowiekiem« !. prawdopodobnie jesteśmy i my jeszcze ofiarami. Gwinner... Prawdopodobnie i my jeszcze jesteśmy »za dobrzy« do naszego rzemiosła. który nad wszelkie pojęcie wypadł niedołężnie i naiwnie. I oto powracamy do naszego problematu. gdyby nam ktoś był ruch ten i n a c z e j opowiedział. wykonawca ostatniej woli Schopenhauera: bo i Schopenhauer skreślił coś o sobie.. mówiąc nawiasem. nie mógł wytrzymać go dłużej. Takby winien mówić dziś każdy psycholog do swych równych. które wzniecił w Niemczech katolicki kapłan Janssen swym obrazem niemieckiego ruchu reformacyjnego. że my psychologowie nie możemy dziś wyzbyć się pewnej nieufności w z g l ę d e m s i e b i e s a m y c h?. – prawdopodobnie zaraża on jeszcze i nas.. tego najroztropniejszego z wszystkich mędrców »rzeczowych«. tego urodzonego klasycznego adwokata wszelkiej causa fortior. mówiąc do sobie równych? »Nie ufajmy przedewszystkiem. że nie będzie to r o z t r o p n a autobiografia. lecz niewinnie obłudnie. serdecznie obłudnie. – mogą to sobie poczytywać za własność. W gruncie rzeczy wszystkie wielkie uczucia. Przed czemże przecie przestrzegał ów dyplomata.. By duszę wyważyć raz z jej wszystkich spoideł.. Lecz zrozumiecie mnie już zapewne: – biorąc wszystko pod uwagę..odnosić się do jakiejkolwiek rzeczy inaczej. żary i zachwyty w ten sposób. przygłuszenia. rozkosz... a może nawet na siebie (». I d e a ł a s c e t y c z n y w s ł u ż b i e z a m i e r z o n e j w y b u j a ł o ś c i u c z u c i a: – kto przypomina sobie poprzednią rozprawę. wytworzyli wcale pięknie klasyczny typ tej ostatniej...

Dopiero pod ręką kapłana. odgadnione. która bolała. skruszenie. do złagodzenia go. agonia katowanego serca. zwęglony. życie stało się znowu b a r d z o zajmujące: czujny. wyczerpany. wszędzie niema udręka. dążyło n i e do zleczenia chorób. tajemnica katowni. aby uważał samo cierpienie swoje jako s t a n k a r y. w jakimś urywku przeszłości. które zamknięto w klatce. włosiennica. jego ociągliwą nędzę na pewien czas przynajmniej zmusić do ucieczki. w w i n i e. ostateczna trwoga. w osłupienie wprawiało. że używało się go »w dobrej wierze«. naradza się ostatecznie z kimś.głuchy. przemienianie go w uczucia winy.. wyzyskane. ogłuszenia. a jednak nie znużony – tak wyglądał człowiek. Czy rzeczywiście miał jeszcze prawo tak 70 . nic więcej: poczucie winy ukazało nam się tam niejako w surowym swym stanie. jak wykazano uprzednio. jakiego kształtu! »Grzech« – bo tak brzmi kapłańska przeróbka zwierzęcego »nieczystego sumienia« (wstecz zwróconego okrucieństwa) – był dotąd największem zdarzeniem w dziejach chorej duszy: w nim mamy najniebezpieczniejsze i najfatalniejsze arcydzieło interpretacyi religijnej. który zwraca się zawsze w jednym kierunku (w kierunku »winy«. p i e r w s z ą wskazówkę co do »przvczyny« swego cierpienia: aby jej szukał w s o b i e. skierowane na każdą czynność. ba. wzywanie »zbawienia«! Rzeczywiście. wszystko poszło na usługi czarodzieja. w gruncie rzeczy nie sprzeciwiają się właściwie ogólnemu celowi tego rodzaju leczenia.. niezbędność. wszędzie uczyniona treścią życia c h ę ć złego rozumienia cierpienia. W t e m znaczeniu osiągnięto ten cel. »grzesznik«. że gwałtowne fizyologiczne odwety takich ekscesów. obawy. od kapłana-ascety. by w duszy ludzkiej rozdzwonić wszelkiego rodzaju rozdzierającą i zachwytną muzykę. jako j e d y n e j przyczyny cierpienia). kapłan-asceta. komu nietajne nawet rzeczy ukryte – i oto patrzcie! otrzymuje wskazówkę. to rozumie się samo przez się – czyni ona chorych jeszcze bardziej chorymi –: i dlatego nie jest ten rodzaj leczenia bólu. Mistrzowska sztuczka. otrzymuje od swego czarodzieja. wkoło której zakreślono koło. Wszędzie przeszłość przeżuwana. Nie wydostanie się już z tego zakreślonego okręgu. Każdą tego rodzaju wybujałość uczucia trzeba potem o p ł a c i ć. nabrało ono kształtu – ach. Człowiek. tyczących się poczucia winy.. wszędzie wzrok hipnotyczny grzesznika. wszystko posłużyło teraz zwycięstwu jego ideału. może nawet duchowe zaburzenia. wiecznie czujny. lecz do zwalczenia przykrego uczucia zgnębienia. Wszędzie nieczyste sumienie. Pochodzenie tego poczucia winy zaznaczyła pokrótce poprzednia rozprawa – jako fragment psychologii zwierzęcej. obalało. niejako jak zwierzę. nie wiadomo dlaczego. j e g o królestwo nadeszło: już nie skarżono się na ból. w każdym razie fizyologicznie. czyn przekręcony. I teraz na całe stulecia nie będzie się można pozbyć widoku tego nowego chorego. kary. rodzajem »niewinnym«. Z chorego zrobiono »grzesznika«. po nocach bezsenny. tego prawdziwego sztukmistrza w rzeczach. ciało głodem morzone. ponieważ wymaga tego słuszność. żądne też środków i narkotyków. cierpiący na samego siebie. należy też zauważyć. ideału ascetycznego. jak mówi Luter. którą stworzył. tembardziej kłaść na to nacisk. wszędzie wplatanie się grzesznika w okrutne koło niespokojnego.. wynalazczość piekła nawet – wszystko teraz zostało odkryte. że kapłan asceta zalecał go. dopięta została – każdy to wie – tem. wszędzie bicz. mierząc miarą nowoczesną. na którą pozwolił sobie kapłan asceta. zrozumiał: teraz będzie jak kura. »W i ę c e j bolu! więcej bolu!« tak wołała przez wieki żądza jego uczni i wtajemniczonych. miażdżyło. zachwycało. »grzesznika«— czy się go kiedy pozbędziemy? – gdzie tylko się spojrzy. zawsze też pod osłoną religijnej interpretacyi i usprawiedliwienia«. ten »zwierz okropny«. iż posługiwał się on p o c z u c i e m w i n y. mniejsza jak. wierząc najgłębiej w jego użyteczność. kurcze nieznanego szczęścia. wszystko co łamało. p r z e z w y c i ę ż o n o gruntownie tym systemem procedur dawne zgnębienie. »złe oko«. »Królestwo moje nie jest z t e g o świata« – powtarzał on wciąż potem jak przedtem. ł a k n i ę t o bólu. – i dość często łamiąc się sam pod ciężarem niedoli. po co? żądne poznania przyczyn – przyczyny sprawiają ulgę –. ociężałość i znużenie. płonący. Każda wybujałość uczucia. które. chorobliwie łakomego sumienia. Trzeba jednak. zwyciężył oczywiście. Ten stary wielki czarodziej w walce z uczuciem zniechęcenia. Nieszczęśliwiec ten usłyszał. wtajemniczony w t e misterya.

najśmielsze i najniebezpieczniejsze usystematyzowanie wszystkich środków do wybujałości uczucia pod osłoną zamiarów świętobliwych. jakie znają dzieje. w każdym wypadku. Jana w średniowieczu. gdzie kapłanowi-ascecie udało się stosować do chorych to postępowanie. jakiemuś choremu naprawdę wyjść na korzyść mogła. – magno sed proximo intervallo. 1564 a 1605 tylko) –. zwłaszcza Europejczyków..) Ideał ascetyczny. – do tego rodzaju zjawisk należy też histerya czarownic. (Religijna newroza o b j a w i a s i ę jako forma »złej istoty«: to nie ulega wątpliwości. co bardziej niszczycielsko wpłynęło na z d r o w i e i rasową tężyznę. których przerażający krzyk »evvia. zapytajcie tylko lekarzy chorób umysłowych. jako inną formę jego następstwa znajdujemy straszliwe bezwłady i trwałe zgnębienia.mówić ?. co już chore było. Tak samo badajcie dzieje! Wszędzie. Bazylea) popada raz na zawsze jako w swoje przeciwieństwo. przygnębionych. Jeśli się chce tem wyrazić. »wyrafinowany«. W orszaku pokutnego i zbawczego trainingu znajdujemy epidemie epileptyczne.. Co najwyżej możnaby z wpływem jego postawić jeszcze na równi wpływ specyficznie germański: mam na myśli alkoholiczne zatrucie Europy. to taki system. któżby chciał bronić tego rodzaju twierdzenia? Trzebaby przynajmniej porozumieć się co do słowa »korzyść«. w które w danym razie temperament pewnego ludu czy miasta (Genewa. jak naprzykład taniec św. Czem zaś jest? Quaeritur. gdyby się skądinąd już nie wiedziało. skwaszonych. że Goethe n i e był ascetycznym kapłanem. znajdziemy w jego orszaku owe żądne śmierci masowe delirya. że polepszony znaczy według mnie to samo. to nie przeczę: dodam tylko. że taki system procedur p o l e p s z y ł człowieka. Cóż było zawsze »powodzeniem«? Rozbity system nerwowy w dodatku do tego. jak i dziś jeszcze zauważyć można podobną przemienność uczuć. i jego wzniośle moralny kult.. krzyk przerywany już to lubieżnemi. biorąc ogółem. »osłabiony«. można go bez przesady nazwać w ł a ś c i w ą f a t a l n o ś c i ą w dziejach zdrowia Europejczyka. jaką w tym wypadku zalecać zwykł kapłan-asceta swoim chorym (rozumie się samo przez się. które szło dotąd ściśle krok w krok z polityczną i rasową przewagą Germanów (– gdzie krew swą wszczepiają. niż ten ideał.. co u s z k o d z o n y). przypuściwszy nawet. jak również przepojoną świętością celu). – Jako trzeci w tym rzędzie wymieniaćby należało syfilis. szkoda każdego słowa krytyki. zapisało się straszliwie i niezapomnianie w całych dziejach człowieczych. pogłębiała i rozszerzała się zawsze chorowitość z zatrważająca szybkością. Na kapłańskie leczenie tego rodzaju. że pod najświętszemi nazwami. »pozbawiony odwagi«. że istnieje tylko trzydzieści sześć sytuacyi tragicznych: możnaby się już z tego domyślić. tam wszczepiają i swoje występki). skruchy i kurczów zbawienia. Nie umiałbym wskazać nic innego. a to w największym i najmniejszym zakresie. coś podobnego do somnambulizmu (ośm wielkich epidemicznych wybuchów między r. gdzie nauka ascetyczna o grzechu osiąga znów wielkie powodzenie. Jeśli jednak głównie chodzi o chorych. 21. la morte! słyszała cała Europa. 71 . co sprowadza zawsze z sobą metodyczne stosowanie udręczeń pokutnych.. »przeczulony«. Że taka wybujałość uczucia. Goethe twierdził. i niestety n i e t y l k o w dziejach.. »obrany z męskości« (więc prawie tyle. wszędzie. Wita i św. »grzesznego« rodzaju. że czyni chorego »lepszym« czyni go w każdym razie b a r d z i ej c h o r y m. największe. co »obłaskawiony«. Ten – zna więcej. już to szalejącemi zniszczeniem idyosynkrazyami. w jednostce i tłumie. to najbardziej duchowe. z podobnymi stanami pośrednimi i przełamaniami.

owi nie pozwalają sobie. n i e p o t r z e b u j e m y G r e k ó w« –.nie nuży się to samego Boga wciągać w najdrobniejsze swe nędze. odważyła się ograniczoność i próżność chrześcijańskich agitatorów – zwą ich ojcami kościoła – zawyrokować: »i my mamy swoją literaturę klasyczną. którego drażniła w y t w o r n a e t y k i e t a Kościoła. tego »najwymowniejszego« i najnieskromniejszego chłopa. nie mogę inaczej«. przypomnijmy sobie przecie Lutra. W nowym natomiast nic prócz małej sekciarskiej gospodarki. owa etykieta czci w smaku hieratycznym. właściwej epoce (i prowincyom rzymskim) i nie tak żydowskiej. Pokora i pyszałkostwo tuż obok siebie. nieco t a k t u w czci. że w stosunku do tego najbardziej cenionego. jak to poświadczają misyonarze chrześcijańscy. z pyskiem i łapami!. brakło tu najwidoczniej dobrego wychowania. która tylko bardziej wtajemniczonych i milczących wpuszcza w święte świętych. a rzecz pewna za delikatnem nie tylko dla »pierwszych« chrześcijan: by odczuć przeciwieństwo.22. smutki i pokątne troski. Ci nie mieli tu raz na zawsze nic do gadania. cóż dopiero Bóg. swoje głupstwa. Znajduję w nim wielkich ludzi. cudowności. od których ci pierwsi chrześcijanie mogli się byli nauczyć czegoś istotnego. . I to ustawiczne »na ty« z Bogiem. »Przeto?« – Spodziewam się. jeszcze mniej 72 . same gmatwaniny.. najbardziej upodobany przez niego właśnie w jego rozmowach z Bogiem. w obliczu niezmarniałego i nierozbitego jeszcze starożytnego piśmiennictwa. Jedyna wskazówka: tyczy się ona podstawowej książki literatury chrześcijańskiej. niepokoi mnie nieledwo. atmosferę konwentyklów. jak heleńskiej. chciał wszystko nawspak koniecznie. którego Niemcy wydały i ton lutrowy. gdzie tylko doszedł do panowania. jej »księgi samej w sobie«. za których posiadanie wymieniłoby się dziś połowę literatur. najbardziej przecenionego dzieła jestem z swym smakiem tak bardzo odosobniony (smak dwu tysięcy lat opowiada się p r z e c i w k o mnie): lecz cóż to pomoże! »Tu stoję ja. – i mam odwagę zdobyć się na swój zły smak S t a r y Testament – tak. To wydaje mi się wcale delikatnem. więcej jeszcze. wogóle dotykać ustami imienia Boga swego. zgadujecie to zapewne. przeto popsuł też s m a k in artibus et litteris. natręctwo wobec Boga. to zgoła co innego. w których tkwi. sam mówić.. za czasów. a zamyka je przed chamami. kąciki. nie pomijając okolicznościowego tchnienia sielankowej słodkawości. gdy można było czytać jeszcze kilka książek. Tak też uczynił. listy apostołów i traktaciki apologetyczne. która śmiech wzbudza: przeżuwa to swoje najosobistsze sprawy. Jak śmie się o małe swe niecnoty tyle krzyku robić. Są małe pogardzane »ludy pogańskie« na wschodzie Azyi. Kapłan-asceta popsuł zdrowie duchowe.– Ideał ascetyczny. rzecz najgorszego smaku! To żydowskie. nieporównaną naiwność s i l n y c h s e r c. przykra gestykulacya. bohaterski krajobraz i coś najrzadszego na ziemi. W dodatku chcą jeszcze nawet »korony żywota wiecznego«. i wskazywano przytem dumnie na księgi legend.. »bez żenady« mówić z swym Bogiem. wszyscy ci maluczcy ludzie z prowincyi Po co? Na co?—nie można dalej zajść w nieskromności. nie tylko żydowskie. jak gdyby »rzecz sama w sobie« zobowiązana była kłopotać się tem. gadulstwo uczucia prawie ogłuszające. jak to czynią ci pobożni ludkowie! Pies się o to nie troszczy. znajduję naród. – psuje go jeszcze ciągle. Nie lubię «Nowego Testamentu«. »Nieśmiertelny« Piotr! Czyżby podobna go strawić! Mają oni ambicyę. jej właściwego modelu.. Jeszcze za grecko-rzymskiej świetności. można się już tego domyślić. chłop. jak dziś angielska »armia zbawienia« z pokrewną literaturą bój wiedzie przeciw Szekspirowi i innym »poganom«. było mu niedość p o n i e m i e c k u: chciał przedewszystkiem mówić wprost. która była też świetnością ksiąg. mniej więcej tak. że po prostu zgodzicie się na to moje przeto. przynajmniej nie chce mi się go dopiero dowodzić. Czołem przed Starym Testamentem. nic nad rococo duszy. wybuchliwość uczucia a nie namiętność. Opór Lutra przeciw pośredniczącym świętym Kościoła (szczególnie przeciw »świni dyabelskiej papieżowi«) był niewątpliwie w ostatecznej pobudce oporem chama. – lecz Luter. nie był nigdy i nigdzie szkolą dobrego smaku. tak jak było.

szóstego – nie będę tak nieostrożny. żadnego innego celu. słychać. tyleż bo w niej zdziałać można pożytecznego. Jak się rzekło. namiętność wielkiej wiary. swojej wartości. któraby z niego dopiero nie czerpała swego znaczenia. że głosy ich n i e wychodzą z głębi. bo lubię ja tę ich robotę. jest prawdą: wiedza z konieczności nie ma dziś wiary w siebie. Nie przeczę. wygłaszają czasem cokolwiek nieprzyzwoite żądanie: że w i n n o się dziś wogóle być zadowolonym. Lecz mówią mi. Tymczasem taką wrzawą i agitatorską gadaniną nic się u mnie nie wskóra: ci trębacze rzeczywiści są lichymi muzykantami. c i e r p i e n i e m. która. on sam jest wcielonem »non plus ultra«. to. że im się w nim podoba. żarem. nie poddaje się on żadnej mocy. że wiodło ono nie tylko długą. Cóż więc oznacza moc tego ideału. co o z n a c z a.. najmniej mam ochoty psuć tym uczciwym robotnikom uciechę z ich rzemiosła.. n i e dowodzi jeszcze koniecznie. t e n c e l nie chcę oszczędzić swym czytelnikom rzutu oka na potworność jego skutków. nawet fatalnych skutków: chcę ich bowiem przygotować na ostateczny i najstraszniejszy widok. Właśnie przeciwieństwo tego. Lecz to. miłością. która by wyrażała p r z e c i w n i c z y ideał ? Ideał ascetyczny ma c e l – jest dość powszechny. niewyraźnym wyrazem. bezwstydem. Zapewne jest i pośród dzisiejszych uczonych dość prawych i skromnych robotników. w swoją bezwarunkową w y ż s z o ś ć r a n g ą od wszelkiej mocy. wolę. co kryje się za nim. Gdzie jest p r z e c i w i e ń s t w o tego zwartego systemu woli. I tylko ze względu na. celu i interpretacyi? Czemu b r a k tego przeciwieństwa. znakami pytania i nieporozumieniami obarczonym wyrazem. czego jest tymczasowym. Ideał ascetyczny popsuł nietylko zdrowie i dobry smak... raczej tylko to. raczej jego n a j m ł o d s z ą i n a j d o s t o j n i e j s z ą formą. tam nie jest przeciwieństwem owego ideału ascetycznego. – wierzy. ludzi nieubłaganie ze stanowiska tego jednego celu. swego prawa do istnienia. jako właściwa filozofia rzeczywistości. potakuje. Chcę wydobyć na światło nie to.. gdzież jest wola przeciwnicza. jawnie wierzy tylko w siebie samą. p o t w o r n o ś ć jego mocy? Dlaczego pozwolono mu rozróść się w tym stopniu? Dlaczego nie opierano mu się skuteczniej ? Ideał ascetyczny wyraża pewną wolę. który tkwi według mnie w badaniu znaczenia tego ideału. że owszem we wszystkich głównych sprawach opanowało ów ideał: cała nasza w i e d z a nowoczesna jest tego świadectwem. wierzy raczej w swoje pierwszeństwo przed wszelką mocą. czwartego. odrzuca. nie mówiąc już o ideale p o n a d sobą – a gdzie wogóle jest jeszcze namiętnością. co jest śmiertelnie wrogie wszystkim dobrym manierom. wstręt do miary. by wszystkie inne interesy ludzkiego istnienia wydały się w porównaniu z nim małostkowymi i ciasnymi: pojmuje on okresy. piątego. że pracuje się dziś w nauce surowo i że istnieją zadowoleni robotnicy. popsuł jeszcze coś trzeciego. jedynego celu. co twierdzą. zaświata i cnót zaprzecznych. że n i e przemawia z nich bezdeń naukowego sumienia – bo dziś sumienie naukowe jest bezdnią –. rzecz ma się przeciwnie: gdzie nie jest najnowszą formą pojawiania się 73 . że tkwi mu samemu pod skórą coś. nie dopuszcza żadnego innego pojmowania. Brzmi wam to dziwnie?.. potwierdza jedynie w myśl s w o j e j interpretacyi (– a czyż istniał kiedy konsekwentniej obmyślany system interpretacyi?). którym podoba się ich mały kącik i którzy dla tego. szczęśliwą walkę z owym ideałem.. stówo »wiedza« jest w tych pyskach trębackich jedynie nierządem. żebym chciał wyliczać wszystko (kiedyżbym dotarł do końca!). nadużyciem. co ten ideał z d z i a ł a ł. brak miary. w nim. że niema na ziemi żadnej mocy. ideał. że nie brak tego przeciwieństwa.. zaprzecza.?. jawnie posiada odwagę i wolę być sobą i dość dobrze dotąd radziła sobie bez Boga. jako droga i środek do j e g o celu. 23... Gdzież jest i n n y »cel jedyny«?. ludy.dobrych manier – był w najlepszym razie szkołą manier hieratycznych: to znaczy. żeby nauka jako całość miała dziś cel. – ta wiedza nowoczesna. na co naprowadza. zwłaszcza z nauki. pod nim. jako narzędzie do j e g o dzieła.

że są nimi. o których mówiłem.. gdy się sądzi. że się było za grubiańskim.ideału ascetycznego – chodzi tu o zbyt rzadkie. że wiara d o w o d z i. bo w i e r z ą j e s z c z e w p r a w d ę. ci ostatni idealiści w poznaniu. którzy jednego tylko się boją: p o w r o t u d o ś w i a d o m o ś c i. bohaterskie duchy.. w pretensyi do intelektualnej czystości. Rani się ich – doświadcza tego każdy. niezadowoleniem z powodu n i e d o b r o w o l n e g o poprzestawania na małem. b a r d z o wolne duchy«: a jednak pragnę zdradzić przed nimi. w których jedynie mieszka dziś i w których wcieliło się sumienie intelektualne. te »wolne. despectio sui. tak namiętnem w tym właśnie wypadku ich słowo. bo stoją zbyt blizko siebie: ten ideał jest właśnie i i c h ideałem. ażeby mogły wpłynąć na zmianę ogólnego sądu –. wnioskować o pewnej słabej możności dowodu. zdaje się być ostatkiem ich wiary. ogłuszeni i nieprzytomni. nieufność nasza nauczyła nas stopniowo wnioskować przeciwnie. wyszukane wypadki. – Teraz zaś przypatrzmy się owym rzadszym wypadkom. że to c i e r p i ą c y. by odgadnąć. najdelikatniejszą. nihiliści. jego najbardziej wysuniętym szeregiem wojennym i wywiadowczym podjazdem. wznieca podejrzenie przeciw temu. jakiemu podobnego nie osiągnął żaden zakon mniszy. jest dziś wiedza s c h ó w k i e m dla wszelkiego rodzaju zniechęcenia. nieczystego sumienia. z kim się właściwie ma do czynienia. ostatnim idealistom. – jest n i e p o k o j e m braku samego ideału... jego najpodchwytliwszą. My »poznający« jesteśmy właśnie nieufni względem wszelkiego rodzaju wierzących.. wstrzemięźliwe. ci »niewierzący« (bo tem są wszyscy bez wyjątku). ich pilność bez opamiętania. którzy istnieją dziś wśród filozofów i uczonych: sąż to może szukani przeciwnicy ideału ascetycznego. Och. ci bezwzględni na jednym punkcie. Daleko im jeszcze do w o l n y c h duchów. samo ich mistrzostwo rzemieślnicze – jakże często właściwym tego wszystkiego sensem jest. 24. i d e a l i ś c i w k i e r u n k u j e m u p r z e c i w n y m? W rzeczy samej. czego sami widzieć nie mogą. dostojne. Kiedy chrześcijańscy krzyżowcy zetknęli się na Wschodzie z owym niezwyciężonym zakonem Assassynów. niż wnioskowano dawniej: mianowicie wszędzie. gdzie najniżej stojący stopniem żyli w posłuszeństwie. by czegoś nie widzieć! Nauka jako środek samoogłuszenia: z n a c i e t o!. surowe. cierpieniem z powodu braku wielkiej miłości. kto obcuje z uczonymi – czasem jednem niewinnem słowem aż do kości. – uważają się rzeczywiście za wyzwolonych w najwyższym stopniu od ideału ascetycznego. to właśnie. które są zaszczytem naszego czasu. w co wierzy.. te twarde. która uszczęśliwia. tak poważni są na tym punkcie. w i e r z ą. napawa się swoich uczonych przyjaciół goryczą przeciw sobie w chwili. dotyczącą owego symbolu i godła. czem są. że wiara »uszczęśliwia«: w ł a ś n i e d l a t e g o przeczymy. antychryści. ci sceptycy. podjadków toczących. Jakże się ma rzecz w tym wypadku? – Ci dzisiejsi przeczyciele. w co wierzą?. chcę nim być w t e m zdaniu!. niewiary. ci stroniący od dnia dzisiejszego. czegóż nie kryje dziś pod swym płaszczem wiedza! Ileż przynajmniej w i n n a ukrywać! Dzielność naszych najlepszych uczonych. bezmoraliści. najnieuchwytniejszą formą uwodzenia: – jeśli w czemkolwiek jestem odgadywaczem. oni sami są dziś przedstawicielami jego i może nikt więcej. ich dniem i nocą dymiące głowy. h e k t y c y duchowi (ostatnimi są wszyscy razem i każdy zosobna w jakiemś znaczeniu). owym zakonem duchów wolnych par excellence. potwierdza nie »prawdę«.. nawet o n i e p r a w d o p o d o b i e ń s t w i e rzeczy.. – silna wiara. w którą się wierzy.. zastrzeżonego tylko 74 . potwierdza pewne prawdopodobieństwo – złudy. wtedy zdobyli jakimś sposobem wskazówkę. że się im cześć oddaje. ich gest: – czyż dlatego już ma to być prawdą. że są przeciwnikami tego ideału. wyprowadza się ich z równowagi dlatego jedynie. wszyscy ci bladzi ateiści. gdzie siła wiary bardzo na pierwszy plan występuje. oni sami są jego najbardziej przeduchowionymi wyrodkami.. którzy sami przyznać się nie chcą do tego. I my nie przeczymy. ephektycy.

skracania. na tym punkcie istnieje luka w każdej filozofii – skąd to pochodzi? Bo ideał ascetyczny p a n o w a ł dotąd nad całą filozofią. co więcej. Co jednak do niego zmusza. tak jak jedynie w ideale owym jest poręczona i zapieczętowana (trwa ona i przemija z owym ideałem). nie zaś świat życia. Otóż to była w o l n o ś ć ducha. Znane mi to wszystko może nazbyt zblizka: owa szacunku godna wstrzemięźliwość filozofów. jak jakieś zaprzeczenie zmysłowości (jest to w gruncie tylko modus tego zaprzeczenia). bo nie ś m i a n o uczynić prawdy problematem. 289 i nast. w wartość samą w s o b i e p r a w d y. ślepota. owa c h ę ć zatrzymywania się przed tem co faktyczne. wiem coś innego: – nic nie jest bardziej obce tym bezwzględnym w jednem. że wola prawdy sama dopiero usprawiedliwienia wymaga. to w i a r a w s a m i d e a ł a s c e t y c z n y. ów fatalizm «des petits faits« (ce petit faitalisme. owa wiara chrześcijańska. ten musi wpierw nie tylko filozofię.. to wciąż jeszcze w i a r a m e t a f i z y c z n a. owo zrzeczenie się interpretacyi wogóle (gwałcenia. a jeżeli ów »inny świat« potwierdza..dla najwyżej stopniem stojących. temu polecam przeczytać na nowo ów ustęp »Wiedzy radosnej«. najlepiej całą piątą księgę wymienionego dzieła. opuszczania. ogółem biorąc. nie należy się łudzić co do tego. por. wszystko wolno«. jako najwyższą nawet instancyę. lecz i prawdę p r z e w r ó c i ć d o g ó r y n o g a m i. Czy jaki europejski. do najstarszych i najmłodszych filozofów: im wszystkim brak świadomości. że prawda jest b o s k a. To. chyba pomyłka. jeśli Bóg sam okazuje się naszem n a j d ł u ż e j t r w a j ą c e m k ł a m s t w e m?« – W tem miejscu trzeba stanąć i namyślać się długo. równie dobrze ascetyzm cnoty. i s t n i e j e t e ż n o w y p r o b l e m a t: o w a r t o ś c i p r a w d y. który ostatecznie równie surowo zabrania sobie zaprzeczania. jak nikt inny. jej piątą księgę str. nie ulega wątpliwości – i tu dopuszczam do głosu swoją »Wiedzę radosną«. jeśli to właśnie coraz mniej wiarogodnem się staje. Zajrzyjmy. jak to? czyż nie musi właśnie tem samem zaprzeczać jego przeciwieństwa. tego świata. jako Boga. który nosi nagłówek: »O ile i my jeszcze bogobojni jesteśmy« str. – i my dzisiejsi poznający. silni i bezwzględni. (Komu to zdaje się za krótko powiedziane. wypychania.. by wiedza mogła z niej wyciągnąć kierunek. chrześcijański duch wolny zabłąkał się już kiedy do labiryntu tego zdania i jego labiryntowych k o n s e k w e n c y i? Czy zna z d o ś w i a d c z e n i a minotaura tej jaskini ?... t e m w y m ó w i o n o wiarę nawet prawdzie. ów stoicyzm umysłowy. jest ona paralogiczna: zawsze wpierw istnieć musi filozofia.. Nauka sama p o t r z e b u j e teraz usprawiedliwienia (nie znaczy to wcale. wymyślania. przekręcania i wszystkiego wogóle co do i s t o t y interpretowania należy) – wszystko to wyraża. – to wiara w m e t a f i z y c z n ą wartość. 275 i nast. niema żadnej nauki bez a priori. jak potwierdzania. przykrawania. co jest ową bezwzględną wolą prawdy.. kto naprzykład zamierza oprzeć filozofię na »podstawach czysto naukowych«. że Bóg jest prawdą.– Wola prawdy wymaga krytyki – określmy zatem swoje własne zadanie –. p r a w o do istnienia. tym t a k z w a n y m »duchom wolnym«. przed factum brutum. Lecz cóż. w owem zuchwałem i ostatecznem znaczeniu. (Kto to rozumie odwrotnie. niż właśnie wolność i zerwanie pęt w owem znaczeniu. trzeba wartość prawdy raz na próbę p o d a ć w w ą t p l i w o ś ć. »wiara«. granicę. jak go pojmuje wiara w naukę. kłamstwo. jako ich secretum: »Nic nie jest prawdą. i my także s w ó j ogień jeszcze czerpiemy z owego pożaru. metodę. – »ów prawdziwy. choćby jako jej nieświadomy imperatyw. jak go nazywam). Czy rozumiecie to »nie śmiano«? – Od chwili gdy zaprzeczona została wiara w Boga ideału ascetycznego. Myśli o takiej nauce nie można wymyślić. przyrody i dziejów. która była też wiarą Platona.. pod żadnym względem nie są właśnie bardziej spętani: właśnie w wierze w prawdę są. tak samo przedmowę do »Jutrzenki«). najgorsza to obraza przyzwoitości.. my bezbożni.. ze względu na to pytanie. na czem nasza wiara w naukę spoczywa. 75 .. do której zobowiązuje taka wiara... w czem nauka francuska szuka dziś pierwszeństwa moralnego przed niemiecką. naszego świata?. że ono dla niej istnieje). Wątpię o tem. p o t w i e r d z a w t e n s p o s ó b ś w i a t i n n y. jaka spotkać może dwie tak czcigodne niewiasty!) Tak. jeśli nic już nie okazuje się boskiem. my antymetafizycy. Surowo sądząc. bo przyjmowano prawdę jako byt. który wznieciła tysiące lat licząca wiara. sens.

pewność życia. nie odnosi się wcale do ideału samego.25. bardziej podchwytliwy przez to. tak. stał się on raczej mocniejszy. p o w a g ą nacechowane twarze i gesty (powagą. zmagającego się. pokątniejsze. Jej stosunek do ideału ascetycznego nie jest w sobie samym wcale jeszcze antagonistyczny. tego największego wroga sztuki. przybudowany doń i w z g r u b i a j ą c y jego wygląd. Przypatrzmy się okresom któregokolwiek narodu. że są jego przeciwieństwem. upadku. przedstawia ona głównie nawet popędzającą raczej siłę w jej wewnętrznem ukształtowaniu. zaprzeczając tego. w której właśnie k ł a m s t w o się uświęca. założeniem. zaostrzcie słuch! (S z t u k a. zwolnione tempo. jakie tylko być może. ciężej pracującego życia). – budzi ona w nim nanowo życie. Przewaga mandaryna nie oznacza nigdy nic dobrego. szczery antagonizm – tam »zaświatowiec« najlepszej woli. Czy człowiek m n i e j p o t r z e b u j e zaświatowego rozwiązania swej zagadki istnienia przez to. tą najniewątpliwszą oznaką mozolniejszej przemiany materyi. badając przenikliwiej. – Nie! ta nauka nowoczesna – otwórzcie tylko na nią oczy – jest tymczasem n a j l e p s z ą sprzymierzeńczynią ideału ascetycznego. o tem przedmowę do »Narodzin Tragedyi«).artystę. natura z ł o t a. przeciwstawna ideałowi ascetycznemu: tak odczuwał to instynkt Platona. najmniej dobrowolną. że prawda nie da się oceniać. religii litości i wszystkich innych zresztą oznak opadającego życia. w którejby s ł u ż b i e d o p i e r o ś m i a ł a w i e r z y ć w siebie samą. zdogmatyzowania. Te sławne z w y c i ę s t w a tych ostatnich: niewątpliwie. jest bardziej zasadniczo. zdrewnienia. tu tego życia poniewolny bóstwiciel. zbędniejsze w w i d o c z n y m porządku rzeczy? Czyż właśnie samozmniejszanie się człowieka. niż nauka. stoi nauka na tym samym gruncie. Właśnie przez to są sobie z k o n i e c z n o ś c i sprzymierzeńcami. strzeżmy się myśleć. wielki potwarca życia. jakiejś stwarzającej wartości mocy. i właśnie dlatego. maski. że jeśli są zwalczane. potrzebuje w każdym względzie dopiero jakiegoś ideału Wartości. stoją przecie na jednym gruncie – dałem to już do poznania –: to jest na jednakiem przecenieniu prawdy (właściwiej: na jednakiej wierze. bo kiedyś wrócę do tego na dłużej. najtajemniejszą i najpodziemniejszą! W jedną grę grali dotąd »ubodzy duchem« i naukowi przeciwnicy owego ideału (mówiąc nawiasem. nazwałem ich hektykami duchowymi). ani krytykować). Jej sprzeczność i walka. jakiego dotąd Europa wydala. jak tam. że zawsze jakiś mur. Nie! Niech mi nikt nie przychodzi z wiedzą. równie jak wynurzenie się demokracyi.. są to zwycięstwa – lecz nad czem? Nie pokonały one wcale ideału ascetycznego. że jest najmniej świadomą. gdy szukam naturalnego antagonisty ideału ascetycznego. mówiąc nawiasem. Szacowanie ideału ascetycznego pociąga za sobą niechybnie i szacowanie wartości nauki: na to zawczasu przetrzyjcie oczy. jakiś szaniec. – sztuka. jakoby klęska astronomii teologicznej oznaczała klęskę owego ideału?. – ona sama nigdy nie stwarza wartości.) I z fizyologicznego punktu widzenia. do jego czasowego stwardnienia. niejako jak b o g a c i duchem: – n i e są niem.. Plato p r z e c i w Homerowi: oto cały. równouprawnienia kobiet. – ochłodzone uczucia. lecz tylko do jego zewnętrzności. (Nauka jako problemat. Usłużność artysty w służbie ideału ascetycznego jest przeto najwłaściwszem z e p s u c i e m artystycznem. to jest nieuchwytniejszy. mogą też być tylko wspólnie zwalczane i podawane w wątpliwość. – przelewna siła. Czy rzeczywiście sądzicie. że to istnienie od tego czasu wydaje się jeszcze dowolniejsze. co oznacza? – por. co w nim egzoteryczne. a w o l a z ł u d y ma czyste sumienie u boku. gdy pytam: gdzie jest przeciwnicza wola. dyalektyka zamiast instynktu. w których na pierwszy plan wysuwa się uczony: są to okresy znużenia. rozjemczych sądów pokoju zamiast wojen. odwalony ciosem nauki. przybrania. w której wyraża się jej p r z e c i w n i c z y i d e a ł?«: Na to opiera się wiedza nazbyt mało na sobie samej. co ideał ascetyczny: pewne z u b o ż e n i e życia jest tu. Jedno i drugie. bardziej duchowy. pewność p r z y s z ł o ś c i znikły. padał bez miłosierdzia. jego c h ę ć samozmniejszenia nie postępuje 76 . często zmierzchu. nauka i ideał ascetyczny. niestety i jednem z najpowszedniejszych: bo niema nic bardziej ulegającego zepsuciu nad .

odniesione przez Kanta nad teologiczną dogmatyką pojęć (»bóg«. zwą się »po co?«. i na tem polega jego dobry smak.naprzód niepowstrzymanie od Kopernika? Ach.. wszelka nauka. które tu kraczą. lieu de rester tout simplement dans l’inconnu.. który słowa »artysta« jak rękawiczek używa i chwałę kontemplacyi wziął dziś zupełnie dla siebie w arendę: och. że zasadza ona własną swą dumę.. najwyżej metapolityka petersburska i »litość« tołstojowska. W s z e l k a nauka (a wcale nie astronomia tylko. »dusza«. raczej sprzeczne jest z niemi i przejmuje grozą: co za boski wybieg móc szukać winy tego nie w »pragnieniach«. pewniejszą ideału postawę? Jego najdostojniejszą pretensyą jest teraz: b y ć z w i e r c i a d ł e m. sądzi on. »opisuje«. Tu śnieg leży. nie chce już wcale »dowodzić«. aby nie wzierać. wyłączenia i zastrzeżenia. rodzaju może jeszcze »nowocześniejszego«. »daremnie!« »nada!« – tu nic już nie wschodzi i nie rośnie. jeno dziwaczną zarozumiałością. jakąż ci słodcy sprytnisie wzbudzają tęsknotę nawet choćby 77 .). zarówno z życiem jak z ascetycznym ideałem oczkującego. »niszczy ona mą ważność«.. lecz zdecydowane spojrzenie.). które w y z i e r a.. jeśli. »nieśmiertelność«). sam znak z a p y t a n i a wielbią. który w dawniejszej swej wierze był nieledwo bogiem (»dziecię boże«. ostatnie wrony. które sprawiła l’habitude d’admirer l’inintelligible au. «Bóg człowiek«).). To pewna. jako czciciele nieznanego i tajemniczego w sobie. zda się. w to. wiara w jego godność. Od czasu Kopernika dostał się człowiek. Co się jednak tyczy owego innego rodzaju historyków. – człowiek stał się z w i e r z ę c i e m.. Hejże! Toby była właśnie prosta droga – do s t a r e g o ideału?. odrzuca ono wszelką teleologię. »wolność«. sprawiło uszczerbek owemu ideałowi? (przyczem niech nas na razie nic nie obchodzi. niezastąpiony w hierarchii istot. dąży dziś do wybicia człowiekowi z głowy jego dotychczasowego szacunku dla siebie.. – Lub czyż może całe dziejopisarstwo nowoczesne okazuje pewniejszą życia. – potwierdza równie mało. twarde. który »nie zapomniał czcić«. rodzaju używającego. gardzi odgrywaniem roli sędziego. że zwycięstwo. ustala. lubieżnego. – stacza się odtąd coraz szybciej od punktu środkowego – dokąd? w nicość? w »p r z e w i e r c a j ą c e uczucie swej nicości«?. – oko... że wszyscy transcendentaliści od czasu Kanta mają przed sobą znowu grę wygraną. jako boga? (Ksawery Doudan wspomina les ravages. że jest jedyny. on. że wszystko. p r z e t o jest Bóg«: co za nowa elegantia syllogismi! co za tryumf ideału ascetycznego!« 26.. Niema żadnego poznania. na równię pochylą.. lecz jest równocześnie w jeszcze wyższym stopniu n i h i l i s t y c z n e. o której upokarzającem i zniżającem działaniu uczynił Kant zaznaczenia godne wyznanie. nie zadowala jego pragnień. co do tego nie należy się mylić! Jest to smutne. tu życie oniemiało. jak zaprzecza.. Tak samo: któżby mógł odtąd mieć za złe agnostykom. własną cierpką formę stoickiej ataraksyi na podtrzymaniu tej mozolnie zdobytej człowieczej s a m o p o g a r d y. Czy przez to p r z e c i w d z i a ł a s i ę właściwie ideałowi ascetycznemu? Czy sądzi się jeszcze naprawdę z całą powagą (jak to długi czas wyobrażali sobie teologowie). – wyzwoleni zostali z pod władzy teologów: co za szczęście! – wskazał im on ową dróżkę chyłkową. zwierzęciem. jako ostatecznego i najpoważniejszego prawa jego do szacunku w własnych oczach (w samej rzeczy słusznie: bo pogardzający jest zawsze jeszcze kimś. po której mogą odtąd na własną rękę i z największą naukową przyzwoitością iść za pragnieniem swych serc«. co człowiek »poznaje«. że starzy obchodzili się bez tego). bez porównania. znikła. możnaby nawet rzec. czy Kant sam coś podobnego choćby tylko miał na widoku).. jak n i e n a t u r a l n a – tak nazywam samokrytykę poznania –. lecz w »poznaniu«!. wstecz nie pozierać?. jak wyziera osamotniały podróżnik po podbiegunowej północy (może.... tak naturalna. jak gdyby szacunek ten nie był niczem. Przypuściwszy. Wszystko to jest w wysokim stopniu ascetyczne.

przeciwhistorycznemu (jak owemu Dühringowi. na świętego Anakreonta! a nie tylko do uciekania.. nie mogę znieść tych pobielanych grobów... starają się wzburzyć wszystkie pierwiastki bydlęce tłumu (– że żadnemu rodzajowi duchowego oszustwa nie zbywa w dzisiejszych Niemczech na powodzeniu.. szarych... gdybym wybierać musiał. aby powietrze znów czyściej woniało. g d z i e w tym wypadku okrutne nożyce Parki ach! nazbyt chirurgicznie były w robocie! To drażni mój smak. nie mogę znieść tych znużonych i zużytych. kłamliwa. pół satyra. wiele ton ocukrzonej wyskokowej litości (firma: la religion de la souffrance).. Natura. polityką. antysemitów.. nad takiego woniejącego gagatka. cuchnąca.... silną lecz ciasną zasadą »Niemcy. których ambicya zasadza się na wywąchiwaniu nieskończoności. która bykowi dala róg. ile szczudeł »szlachetnego oburzenia« dla wspomogi duchowych płaskonogów... Stokroć gorsi są owi »oglądacze«. jest to właśnie w związku z niedającem się zaprzeczyć i prawie dotykalnem z j a ł o w i e n i e m niemieckiego ducha. tacy »widzowie« rozgoryczają mnie przeciw widowisku więcej jeszcze niż widowisko (sama historya. nieprzewidzianie nachodzi mnie przytem anakreoński humor. a także mą cierpliwość: niech wobec takich widoków zachowuje swą cierpliwość. sprawiedliwego świętoszkostwa impotencyi! Jestem z całą czcią dla ideału ascetycznego. Lecz cóż mówić o odwadze: tu trzeba tylko jednego. posturą moralną. którzy owijają się w mądrość i spoglądają objektywnie. o i l e o n j e s t u c z c i w y! jak długo wierzy sam w siebie i nie błaznuje! Ale nie mogę znieść wszystkich tych kokietujących pluskiew. oczkowania z ideałem ascetycznym. nie krępującej się. aż wkońcu i nieskończoność pluskwami śmierdzi... pół klechę. które odgrywają rolę życia. następnie zaś paralysis agitans »idei nowoczesnych«).. Niemcy ponad wszystko«. wiele okrętowych ładunków podrobionego idealizmu. nie znoszę i owych najnowszych spekulantów na polu idealizmu. Do stąpania. a w gruncie są tylko tragicznymi błaznami.. rozumiecie mnie). uperfumowanego Renanem.. Radbym wiedzieć. Europa jest dziś bogata i wynalazcza przedewszystkiem na polu środków podniecających.. ile k o m e d y a n t ó w chrześcijańsko-moralnego ideału należałoby wywieźć dziś z Europy. oczy chrześcijańsko-aryjsko-dobrodusznym sposobem i wyczerpującem wszelką cierpliwość nadużywaniem najtańszego środka agitacyi... którzy przewracają dziś. do zdeptania spróchniałych stolców tchórzliwego oglądania... kto nie ma z niej nic do stracenia. lubieżnego eunuchostwa wobec historyi.. że dla tej nadwytwórczości stanęła otworem nowa droga h a n d l o w a. stąd też wstrętna. nie znoszę ambitnych artystów. jeszcze nie chcąca się przyznać species »pięknych duchów«. 78 . którego przyczyny szukam w nazbyt wyłącznem żywieniu się dziennikami. którzy noszą czapkę niewidkę na słomianym wiechciu swej głowy. wraz z tem. by dać posłuch umysłowi nawet niehistorycznemu.... species anarchistica wśród wykształconego proletaryatu).za ascetami i krajobrazem zimowym! Nie! niech dyabli biorą ten ludek »oglądaczy«. właśnie ręki. Jest to zupełnie oczywiste. g d z i e mu nie dostaje.. co stanowi założenie dla tej dyety: po pierwsze z narodowem zacieśnieniem i próżnością. zimnych mgłach! ba. bohaterskich kostyumów i szczękających blach stów wielkich.... zdaje się niczego więcej nie potrzebować nad stimulantia i gorące trunki: stąd też olbrzymie fałszowanie ideałów. lwu . i że oczywiście można zrobić nowy »interes« na tych bożkach ideału i należących do nich »idealistach« – nie przeoczcie tej wytyczni! Któż ma dość do tego odwagi? – w naszym ręku leży możność »zidealizowania« całej ziemi!. O ileż chętniej wolę już z owymi historycznymi nihilistami wędrować w najposępniejszych. tych najgorętszych trunków ducha. nie mogę znieść tych na bohaterów wystrojonych agitatorów. – mnie oburza taki widok.... pocóż mnie dala natura nogę?. pseudoalkoholiczna wszędzie atmosfera. czego mu nie dostaje. którego dźwiękami oszałamia się w dzisiejszych Niemczech pewna dotąd jeszcze nieśmiała. którzyby chcieli uchodzić za ascetów i kapłanów.. nie znam nic wstrętniejszego nad taki »objektywny« fotel.... zgoła nie krępującej się ręki. piwem i muzyką wagnerowską. rozkoszującego się teatrem historyi. zdradzającego już wysokim falsetem swego uznania. nie zależałoby mi nic na tem.

wykładanie własnych wydarzeń przeżytych. łgarstwem. ta reszta ideału. przez akt unicestwienia samych siebie. Wszędzie zresztą. jeśli mi uwierzycie. – Dość! Dość! Porzućmy te dziwaczności i złożoności najnowocześniejszego ducha. prawo k o n i e c z n e g o samoprzezwyciężenia się w istocie życia. Tak chce prawo życia. jako ustawiczne świadectwo moralnego porządku świata i moralnych celów ostatecznych. – bo budzą nieufność. spowiednicza drobiazgowość sumienia chrześcijańskiego. wszystko znakiem. w ten sposób zniszczało chrześcijaństwo j a k o d o g m a t własną swą moralnością.27. silnie i nie fałszując monet pracuje. wniosek p r z e c i w k o sobie samemu. gdzie dziś duch surowo. w jego najściślejszem. jak gdyby była dowodem dobroci i opieki jakiegoś boga. do czystości intelektualnej za wszelką cenę. Wszystkie wielkie rzeczy niszczeją same sobą. zupełnie niezależny i dlatego mogący służyć za dowód. To jednak stanie się. zniewieściałością. P r ó b a p r z e m i a n y w s z y s t k i c h w a r t o ś c i). 302: »sama moralność chrześcijańska. coraz surowiej brane pojęcie prawdziwości.. Kiedy chrześcijańskie dążenie do prawdy wyciągnie już jeden wniosek po drugim. (Ten sam pochód rozwojowy w Indyach. na wskroś ezoterycznym. które pozostaje w spadku dwom najbliż79 . z naszym problematem. n i e z n a n i przyjaciele moi (– bo jeszcze n i e w i e m o żadnym przyjacielu): jakiżby sens miało całe n a s z e istnienie. Ta wola jednak. decydujący punkt na pięć wieków przed erą europejską. gdy postawi pytanie: »c o z n a c z y w s z e l k a w o l a p r a w d y?« . jest.. – stoimy u progu t e g o wydarzenia. które przygotowuję: WOLA MOCY. jak to się pozornie wydaje. badając ściśle. Patrzenie na naturę. którą potem Budda spopularyzował i uczynił religią.. a więc nie tak jego resztą. jedną z jego ostatnich form wniosku i wnętrznych konsekwencyi. wszystko ku zbawieniu duszy wymyślonem i zesłanem: to już teraz« m i n ę ł o. z Buddą. wzbudzające zarówno śmiech. to ma sumienie p r z e c i w sobie. – cóż tu znaczy wczoraj i dzisiaj! Sprawami temi zajmę się w związku z czem innem gruntowniej i dosadniej (pod nagłówkiem: »Z dziejów europejskiego nihilizmu«. jeśli nie ten.. która zabrania sobie wkońcu k ł a m s t w a w i a r y w B o g a. jak płacz: właśnie nasz problemat może się obyć bez nich. to dzięki tej surowości jesteśmy właśnie d o b r y m i E u r o p e j c z y k a m i i spadkobiercami najdłuższego i najdzielniejszego samoprzezwyciężenia Europy«. aby ta wola prawdy uświadomiła się w nas sobie samej j a k o p r o b l e m a t?.) Co. o d n i o s ł o właściwie z w y c i ę s t w o nad Bogiem chrześcijańskim? Odpowiedź jest w mojej »Wiedzy radosnej« str. Bezwzględny uczciwy ateizm (j e g o to powietrzem jedynie oddychamy. jak gdyby wszystko było zrządzeniem. wyciągnie wkońcu swój n a j p o t ę ż n i e j s z y wniosek.. obywa się wszędzie bez ideału – popularnym wyrazem na tę wstrzemięźliwość jest »ateizm«–: z w y j ą t k i e m j e g o w o l i p r a w d y. I tu schodzę się znowu z swoim problematem. to wydaje się każdemu wytwomiejszemu sumieniu nieprzyzwoitością. jak jego jądrem. samym owym ideałem. tchórzostwem.. tłumaczenie dziejów ku czci rozumu boskiego. quam ipse tulisti. – zawsze zwraca się wkońcu do samego prawodawcy wołanie: patere legem. nieuczciwością. obranym z wszelkich zewnętrznych dodatków. – jeśli przez co. problemat znaczenia ideału ascetycznego. słabością. już z filozofią Sankhyam. my bardziej duchowi ludzie tego stulecia!) n i e stoi stosownie do tego w sprzeczności z owym ideałem. najbardziej duchowem sformułowaniu. dokładniej. ten sam ideał do podobnego wiodący wniosku. – jest on nakazującą cześć k a t a s t r o f ą dwutysiącyletniego zaprawiania się do prawdy. Chodzi mi tutaj tylko o zaznaczenie jednego: ideał ascetyczny ma także w najbardziej duchowej sferze tymczasem ciągle jeszcze tylko jeden rodzaj rzeczywistych wrogów i s z k o d z i c i e l i: są to komedyanci tego ideału. jest on raczej jedną z jego ostatnich faz rozwojowych. Tem uświadomieniem się sobie woli prawdy n i s z c z e j e – tu niema wątpliwości – moralność: owo wielkie widowisko w stu aktach. w ten sposób musi teraz chrześcijaństwo zniszczeć też j a k o m o r a l n o ś ć. przemieniona i wyniesiona do godności sumienia naukowego. odsyłam w tym względzie do dzieła.

to pożądanie ucieczki przed pozorem. Objaśnienie – niema wątpliwości – przyniosło z sobą nowe cierpienie. lecz jest to i pozostanie zawsze wolą!.. czem: w o l a s a m a z o s t a ł a u r a t o w a n a. Objaśnił on cierpienie. n i e zaprzecza cierpienia w sobie. najgodniejsze pytania. ważmy się pojąć to. z w i e r z ę człowiek nie miał dotąd żadnego sensu.... Przekleństwem.. co rzekłem na początku: człowiek woli raczej jeszcze chcieć n i c o ś c i. 80 . że brakło odpowiedzi na okrzyk pytający: »p o c o cierpieć?« Człowiek. piłką niedorzeczną. ten wstręt do zmysłów. najstraszliwsze.. bunt przeciw najbardziej zasadniczym warunkom życia. przeciw temu. tylko to. ten strach przed szczęściem i pięknością.. gorzej jeszcze. Jeśli nie brać pod uwagę ideału ascetycznego. że mu się wskaże s e n s tego. »bezsensowną«. zmianą. był na ogół zwierzęciem c h o r o w i t e m. człowiekowi i ziemi brakło w o l i. mógł odtąd czegoś c h c i e ć. a może i najbogatsze w nadzieje z wszystkich widowisk. jadowitsze. śmiercią. gorzej jeszcze. Jego istnienie ziemskie nie miało żadnego celu: »po co wogóle człowiek?« – było pytaniem bez odpowiedzi. ciążącem dotąd nad ludzkością. że olbrzymia l u k a otaczała człowieka. ideał ascetyczny był pod każdym względem tem »f a u t e de m i e u x«. 28. do samego rozumu. nie cierpienie. olbrzymia próżnia zapełniła się. jakiś c e l cierpienia. przestał być nadal liściem na wichrze. par excellence. on go c h c e. niechęć do życia. dokąd chciał. głębsze. szuka go sam. wnętrzniejsze. poza każdym wielkim losem człowieczym brzmiało jako refren jeszcze większe »napróżno!« Ideał ascetyczny znaczy właśnie to: że czegoś b r a k ł o. Żeby zaś jeszcze na końcu rzec. ale pod warunkiem. przeciw temu. postawiło cierpienie w perspektywie w i n y. zamknęły się drzwi przed wszelkim samobójczym nihilizmem. pożądaniem samem – wszystko to oznacza. stawaniem się. to dzielne i najbardziej do cierpienia przywykłe zwierzę. I cierpiał napróżno. bardziej wżerające się w życie. to człowiek. co człowiecze. niż żaden. które otrzymało kierunek swój od ideału ascetycznego: ta nienawiść przeciw temu.szym stuleciom Europy. niż n i e chcieć. Lecz mimo wszystko – człowiek został tem uratowany. jakie dotąd istniało. miał sens. życzeniem.– nie umiał on samego siebie usprawiedliwić. po co. – obojętne na razie. Nie można przed sobą w żaden sposób ukryć. co zwierzęce. w o l ę n i c o ś c i. co właściwie wyrażało całe owo chcenie. – a i d e a ł a s c e t y c z n y n a d a ł m u s e n s! Był to jedyny sens dotąd. lecz n i e cierpienie samo było jego problematem.. wyjaśnić. co materyalne. jakikolwiek sens jest zawsze lepszy. była bezsensowność cierpienia. potwierdzić. c i e r p i a ł z powodu problematu swojego istnienia.

a co najważniejsza d o b y w a ć n a j a w n i e s k o ń c z o n y s z e r e g z a g a d n i e ń i p r o b l e m a t ó w. Niechże pozostaną z nią na przyszłość jednym z tak bardzo nielicznych dowodów odporniejszej żywotności naszych potrzeb duchowych. w kategorye nieomal. Aż póki nie wysubtelnią myśli i uwagi ku postrzeganiu w danej dziedzinie zjawisk na tyle odmiennych. swą pogodę czerpie z nadziei. aby się każdy po nich krzątał i roił bez ustanku. nie pomija żadnej sposobności. Ze wszystkich dachów rozlega się dziś wołanie o pogodę i optymizm dla wykrzesania w ludziach największego ciepła i otuchy. w dniach najwyższego obudzenia nadziei żywotnych. Lecz bodaj że ta droga. Dzieło tej powagi i znaczenia. 81 . jako działające wręcz na szkodę jej »życiowych instynktów«. z rynku w samotnię swą!« Wręcz przeciwnie obwołuje się na naszych rynkach. kto nic innego dotychczas nie czynił. ponadto korupcyą moralną.. w opóźnieniu i pozostawaniu w tyle. gdy ukończone leży przed czytelnikiem polskim. I niemi to pod koniec operuje może pustelnik?. umiejącej zachować swą ciągłość na zmiennej fali życia. Rozpoczęte przypadkowo w r. jak tylko namyślał się: jako filozof i pustelnik instynktowy. dla kogo mowa takiego optymizmu jest najtchórzliwszą narkozą obezwładnień. Nie życie samo płynne. 1905..« I stało się imię tego pustelnika dla współczesnych wprost synonimem bojownika o instynkty życiowe. gdyż podrywa wiarę w twórczą silę zaprzeczeń koniecznych. stoi ono zarazem w tak jaskrawej sprzeczności do wskazań i wierzeń naszej doby ostatniej. a ukończone teraz oto. który z bezwzględnego pessymizmu omiękłości wobec dzisiejszego człowieka pragnie wykrzesać budujący hart dni przyszłych. w cierpliwości. że godzi się bodaj tu właśnie podkreślić tę różnicę o głębszem znaczeniu wychowawczem. które nawołują nieustannie: »Uciekaj. które pod owym nawarstwieniem zastygły jakby w kryształy. lecz grupuje je mimowoli tak. zmienne i zawsze wielolice odbija się w duszy takiej. nie potrzebuje chyba zaleceń ponownych. że w tej perspektywie »z tyłu i oddalenia« nie rzeczywistości stają się w końcu przedmiotem rozważań.Zapowiedziane przed laty siedmiu polskie wydanie Dzieł Fryderyka Nietzschego zostało doprowadzone do końca i zawarte w t o m a c h t r z y n a s t u o r a z j e d n y m t o m i e S u p l e m e n t u.. który korzyść swą znalazł w trzymaniu się na uboczu. Podobnie każde szersze myślowe ujęcie zjawisk fizycznych wprowadza w chaos faktów nietylko ich rozgląd i łączność przypuszczalną. aby dyskredytować życie na uboczu: jako zatracające uczucie i rozumienie społeczności swojej.. Przemawia tu myśliciel.. Sporne wszystkim »wartościom« dzisiejszym. którego każde zdanie dotyka jakiegoś nerwu człowieczego. a otuchę uczy mieć »nie w bliźnich i najbliższych. A oto w tych książkach zabiera głos »ktoś.. A oto ktoś. wycisnęły te książki na sobie mimowoli tę datę przełomu. I tylko wewnętrzny żar czucia i myślenia stapia je za każdym razem i wprowadza w ruch jako rzeczywistości płynne: rzekłbyś odwrotna hipostaza procesów uczuciowych i myślowych ku realnościom.. i tylko ona. sięgać ku najbardziej ukrytym łącznikom i sprężynom zdarzeń. psychologa i pisarza. – Być może jednak. lecz najdalszych«. że się one zaostrzają ku coraz to nowym zagadnieniom. lecz te jego obrazy. bracie. że się one z dotychczasowego ujęcia wytłumaczyć nie dadzą. zdala.. lecz wraz z ich odbiciem w wyobraźni czy intelekcie nieuniknione nawarstwienia d a w n y c h odczuć i krytycyzmów. pozwala ogarniać d u c h o w e c z y n n i k i ż y c i a w jak najdalszem ich rozgałęzieniu i splocie wzajemnym. Oto książki.

że przekładem. Aby ułatwić czytelnikowi oryentacyę w czynnikach rozwojowych idei Nietzschego. Nie mamy tu u siebie powodów do drażliwości. acz wbrew woli rodziny i Muzeum Weimarskiego. – Przemiana wszystkich wartości. – Wędrowiec i jego cień (Ludzkie. – Poza dobrem i złem (1885–86). w jakich napisana została. Pominięcie całej Wagneryady możemy łatwo przeboleć. (1871). 82 . (1877–78). – Zmierzch bożyszcz (1888).Jeśli świat pustelnika Nietzschego nie ostoi się przed »sumieniem intelektualnem« przyszłości. aby zamiast życiorysu dać jako Suplement autobiografię (Ecce Homo). (1888). – Ludzkie. zawierającego rozprawy o Nietzschem.– Jutrzenka. w danym wypadku w tej dziedzinie najbardzej fascynującej: życia i duszy ludzkiej. Wiedza radosna (1881– 82). ze nie należą one bądź co bądź tam. przyczem najważniejsze z nich zostały włączone do niemieckiego pośmiertnego układu Woli Mocy. a następnie przez Muzeum Weimarskie zawierają przeważnie odrębne wersye i stylizacye ustępów. zrozumiałych na miejscu. (1888). – Dytyramby dionyzyjskie (1888). Inne pisma pośmiertne. mniemając. – Wola mocy (1882—88). Nie mniej dalecy byli jednak i od prozelityzmu. (1873–74). pominiętych przez autora w układzie tomów za życia ogłoszonych.(1880–81).– Tako rzecze Zaratustra (1882—85). który ten brak naszej literatury krytycznej zechce dopełnić – jak to będzie odpowiedniej. wypełnili całkowicie obowiązek swój. jak pada wielka hipoteza: postawi ogrom zdobytej wiedzy i wyostrzenia myśli. – Polscy tłumacze dalecy byli od chłodnego obiektywizmu w stosunku do oryginału: świadczy o tem ta niepoślednia cząstka zapału i pracy życiowej. gdzie sam autor przemawia. – Niewczesne rozważania. II). arcyludzkie. która. jaką oddali Dziełu Fr. odpowiadającym wymaganiom mowy polskiej. ukazała się właśnie temi laty. arcyludzkie. Ma ona niepoślednie znaczenie dla dziejów kultury niemieckiej. Tedy od myśli wydania Suplementu. runie on. w miejscu innem. Te same względy zdecydowały. – Suplement: Ecce homo. dla nas obojętniejszą być może. w nadziei wreszcie. a zwięzłe przedsłowie tłumacza daje rozważnemu czytelnikowi wskazówkę co do charakteru tej »autobiografii«. wydawane przez panią Foerster-Nietzsche. odstąpili w przekonaniu. że znajdzie się wśród czytelników polskich niejeden może. jeśli idzie o filozofie Nietzschego. podajemy tu spis polskich tomów XIV w ich układzie chronologicznym: Narodziny tragedyi. cz. oraz czasu i warunków. – Z genealogii moralności (1886). (1876––77). Nietzschego.