Aby rozpocząć lekturę, kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dostęp do spisu treści książki.

Jeśli chcesz połączyć się z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poniżej.

FRYDERYK NIETZSCHE

Z GENEALOGII MORALNOŚCI
PISMO POLEMICZNE PRZEŁOŻYŁ LEOPOLD STAFF

2

Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, Gdańsk 2000

3

PRZEDMOWA. 1.
Jesteśmy sobie nieznani, my poznający, my sami samym sobie; ma to słuszną przyczynę. Nie szukaliśmy siebie nigdy, – jakże stać się miało, byśmy się kiedyś z n a l e ź l i? Słusznie powiedziano: »gdzie jest wasz skarb, tam jest i serce wasze«; n a s z skarb jest tam, gdzie stoją ule naszego poznania. Jako skrzydlaki z urodzenia i duchowi zbieracze miodu, dążymy zawsze do tego, troszczymy się z serca właściwie tylko o jedno – »by coś przynieść do domu«. Co się poza tem tyczy życia, tak zwanych »wydarzeń przeżytych«, – któż z nas bierze to choćby tylko dość poważnie? Lub kto ma dość czasu na to? W tych rzeczach, lękam się, byliśmy zawsze »od rzeczy«: nie przykładamy tam właśnie swego serca, ani nawet swego ucha! Raczej, jak jakiś boski roztrzepaniec, lub w sobie zatopiony, któremu dzwon z całą siłą wdzwonił właśnie w ucho dwanaście uderzeń południa, budzi się nagle i pyta siebie »cóż to właściwie tu biło?« tak i my niekiedy przecieramy sobie j u ż p o w s z y s t k i e m uszy i pytamy, ogromnie zdumieni, ogromnie zmieszani, »cóżeśmy to właściwie przeżyli?« co więcej: »czem j e s t e ś m y właściwie?« i liczymy, już po wszystkiem, jak się rzekło, te wszystkie dwanaście uderzeń swego wydarzenia przeżytego, swego życia, swego i s t n i e n i a... ach! i przeliczamy się przytem... Pozostajemy sobie z konieczności obcy, nie rozumiemy siebie, musimy brać siebie za kogoś innego, dla nas pewnikiem jest po wszystkie wieki: »Każdy jest samemu sobie najdalszy«, – względem siebie nie jesteśmy wcale »poznającymi« ...

2.
– Myśli moje o p o c h o d z e n i u naszych przesądów moralnych – bo o nie chodzi w tem piśmie polemicznem – znalazły swój pierwszy, skąpy i tymczasowy wyraz w owym zbiorze aforyzmów, który nosi nagłówek »Ludzkie, arcyludzkie. Książka dla duchów wolnych«. Spisywanie jej rozpoczęło się w Sorrento podczas pewnej zimy, która mi pozwoliła zatrzymać się, jak się zatrzymuje wędrowiec, i przebiec spojrzeniem krainę rozległą i niebezpieczną, przez którą duch mój dotychczas wędrował. Działo się to w zimie 1876—1877; same myśli są wcześniejsze. Były to w głównej treści już te same myśli, które w niniejszych rozprawach na nowo podejmuję. Miejmy nadzieję, że długi przedział czasu wpłynął na nie dobrze, że stały się dojrzalsze, jaśniejsze, silniejsze, doskonalsze! Że jednak dziś jeszcze trwam przy nich silnie, że one same tymczasem coraz silniej trzymały się siebie, wrastały w siebie i zrosły się z sobą, to wzmacnia we mnie radosną ufność, że od początku powstawały we mnie nie luźnie, nie dowolnie, nie sporadycznie, lecz ze wspólnego korzenia, lecz z władnącej w głębi, z przemawiającej coraz pewniej, z żądającej coraz większej pewności z a s a d n i c z e j w o l i

4

ani też pojedynczo natknąć się na prawdę. – Czy one w a m smakują. pierwszą swą literacką igraszkę dziecinną. jednego słońca. wliczając w to wrodzony wybredny zmysł w zakresie zagadnień psychologicznych wogóle. badania. Lecz zgoła bez przykrości i zniecierpliwienia. czy też popierały rozwój człowieczy? Czy są oznaką niedostatku.. Na szczęście nauczyłem się zawczasu odróżniać przesąd teologiczny od moralnego i nie szukałem już źródła zła p o z a światem.. wniosek po wniosku. przejrzysta i mądra.. na pół Boga w sercu«. żebym miał prawie prawo nazwać je swem »a priori«. jego ufność. siła. nas filozofów!. Paweł Rée. W powyż oznaczonem dziele. własną ziemię. Przy pewnem właściwem mi wątpieniu. czy zdradza się w nich pełnia. Nigdy może nic nie czytałem. jakby tajne ogrody. tak niewzywanie. zubożenia. jednej ziemi. Nieco historycznego i filologicznego wyszkolenia. nie 5 . Nie wolno nam błądzić pojedynczo. Raczej z koniecznością. byśmy jeno dość długo milczeć umieli!. 4. co dotąd na ziemi jako moralność było czczone –. co najmniej bezmoralne »a priori« i ten przemawiający z niego. którą posiada wszystko przeciwległe. Aż wkońcu zdobyłem własną krainę. specyalizowałem swój problemat. pierwsze swoje filozoficzne ćwiczenie pisemne.. jakże s z c z ę ś l i w i jesteśmy.. któremu tymczasem użyczałem coraz więcej posłuchu i nietylko posłuchu?. tak niepowstrzymanie. Tak bowiem jedynie przystoi filozofowi. to oddałem. jego odwaga. gdy się ma »na pół igraszki dziecinne. które niechętnie wyznaję – stosuje się ono mianowicie do m o r a l n o ś c i. A co się tyczy mego ówczesnego »rozwiązania« problematu. do wszystkiego. jak słuszna. my poznający. z odpowiedzi rodziły się nowe pytania. zdanie po zdaniu.. to nowe niemoralne. jak moje podejrzenie... przypuszczenia. jego przyszłość? – Na to znalazłem i zdobyłem się w sobie na zuchwałość różnych odpowiedzi. nawet starczo mądra książeczka. świadectwa jednej woli. i która mnie pociągała – tą siłą pociągu. Tytuł książeczki brzmiał »Pochodzenie uczuć moralnych«. – musiała ciekawość moja. nasze »tak« i »nie« i »jeżeli« i »czy« – pokrewne sobie i we wzajemnych do siebie stosunkach. zwyrodnienia życia? Lub przeciwnie. które w mem życiu wystąpiło tak wcześnie. Nie mamy żadnego prawa w czemkolwiek iść pojedynczo. cały milczący rosnący kwitnący świat. rok jej wyjścia 1877. ludy. nasze wartości. pochodzeniem. Pierwszy bodziec do odezwania się ze swemi hipotezami o pochodzeniu moralności dała mi jasna. w której po raz pierwszy uwydatnił mi się jasno pewien na wspak i wywrót idący rodzaj genealogicznych hipotez. rodzą się z nas myśli nasze. Poświęciłem mu w wieku. jednego zdrowia. uwzględniałem przy sposobności i niesposobności twierdzenia owej książki. z jaką drzewo wydaje owoce. zmieniło wkrótce mój problemat na inny: wśród jakich warunków wynalazł sobie człowiek owe oceny wartości: »dobrze« i »źle« i j a k ą w a r t o ś ć m a j ą o n e s a m e? Wstrzymywałyż one. ich właściwie a n g i e l s k i rodzaj. ach! tak antykantowski. tak sprzecznie z otoczeniem. nad którem wówczas pracowałem. tak zagadkowy »imperatyw kategoryczny«. których nikt nie śmiał przeczuwać. możliwości. pod warunkiem. zatrzymać się zawczasu przy pytaniu: j a k i p o c z ą t e k ma właściwie nasze dobro i zło. jak tej książce. przykładem. Och. czemubym. stopnie wedle rangi indywiduów. wola życia. równie. jej autor dr. te nasze owoce? – Lecz cóż to obchodzi drzewa! Cóż to n a s obchodzi. 3. W istocie już jako trzynastoletniego chłopca prześladował mnie problemat początku zła. wiekiem. Bogu cześć i uczyniłem go o j c e m zła. wszystko antypodyczne.poznania. tak w sobie przeczył. przy wątpieniu. odróżniałem czasy. Czy t a k właśnie chciało ode mnie me »a priori«.

W szczegółach porównaj.żebym je zbijał – cóż ja mam ze zbijaniem do czynienia – lecz. kto jednak raz tu utknie. jako do obecnego w owej książce. który toto coelo odległy jest od altruistycznej oceny wartości (w której dr. tak samo na str. o wartości i pochodzeniu moralności ascetycznej. który nawet filozofów dosięgnął i uczynił chorymi. coraz głębiej podkopujący sceptycyzm! Tu właśnie widziałem wielkie niebezpieczeństwo ludzkości. co w »Ludzkie. jak wszyscy angielscy genealogowie moralności. przebóstwiał i w zaświat przerzucał. jeszcze niepewny. dla której terrorystyczny cel nie jest ani istotnym. 217 i nast. Chodziło mi o w a r t o ś ć moralności. jak pozytywnemu duchowi przystoi. 213 i nast. na których podstawie życiu i sobie samemu rzekł »n i e«. którąbym ostatni ukrywać zamierzał przed sobą samym. Właśnie co do b e z w a r t o w o ś c i litości zgadzali się dotąd filozofowie. ofiary z samego siebie. wolę zwracającą się p r z e c i w życiu. widzi ocenę wartości s a m ą w s o b i e). co prawdopodobniejsze. znakiem pytania dla siebie. III. 101. po raz pierwszy na światło dzienne owe hipotezy o pochodzeniu. namiętność i tajemny sprzeciw owej książki się zwraca (– bo i owa książka była »pismem polemicznem«). jako najprzykrzejszy objaw naszej sprzykrzonej europejskiej kultury. którym poświęcone są te rozprawy. To współczesne uprzywilejowanie przez filozofów i przecenianie litości jest bowiem czemś nowem.. cztery duchy w najwyższym stopniu od siebie odmienne. 141 i nast. 97 i nast. wśród określonych okoliczności i zawsze jako coś wtórnego i następczego). Wówczas dobyłem. 208. ani pierwotnym (jak dr. jako wyrównaniu między nieledwie równo-możnymi (równowaga jako konieczny warunek wszelkich umów. – i musiałem się o to prawie sam jeden rozprawić ze swym wielkim nauczycielem Schopenhauerem. 49 o »obyczajności obyczaju«. samozaparcia. aż ostatecznie pozostały mu jako »wartości same w sobie«. które Schopenhauer tak długo pozłacał. jeszcze nie mając własnego języka na własne rzeczy. jej najwznioślejszy wabik i manowiec – dokąd jednak? w nicość? Tu właśnie widziałem początek końca. jako jej drogę okrężną ku nowemu buddyzmowi? ku buddyzmowi europejskiemu? ku – n i h i l i z m o w i?. Rée mniema: – został on w nią dopiero włożony. lecz w jednem zjednoczone: w lekceważeniu litości. Wymieniam tylko Platona. jak się rzekło. o pochodzeniu sprawiedliwości. La Rochefoucauld i Kanta. a uczyniłem to z niezręcznością. 93 i nast. arcyludzkie« na str.. zastój i wstecz spoglądające znużenie. Rozumiałem ten coraz szerzej grasujący morał litości. niż sprawy własnych lub cudzych hipotez o pochodzeniu moralności (lub dokładniej: to ostatnie tylko dla celu. do którego jest jednym z wielu środków). tego o wiele starszego i pierwotniejszego rodzaju moralności. w danym razie zamiast jednego błędu – inny. Wędrowiec str.). 5. nie bez cofań i wahań. to samo o pochodzeniu kary (Wędrowiec str. ostatnią niemoc.. Spinozę. tak samo na str. temu przydarzy się. Problemat w a r t o ś c i litości i moralności litości (– jestem przeciwnikiem haniebnego współczesnego zmiękczenia uczuć –) wydaje mi się nasamprzód czemś wyosobnionem. to samo na str. zwiastującą się tkliwie i smętnie.. W szczególności chodziło o wartość »nieegoistyczności« instynktów litości. stawiając zamiast nieprawdopodobieństwa to. Rée. 6 . tu pytać się n a u c z y. – 6. 68 mówię o dwoistych przeddziejach dobra i zła (to jest ze stanowiska ludzi dostojnych i ze stanowiska niewolników). Lecz właśnie przeciw tym instynktom przemawiała ze mnie coraz bardziej zasadnicza podejrzliwość. W gruncie rzeczy leżało mi właśnie wówczas coś o wiele ważniejszego na sercu. przeto wszelkiego prawa). 107 i nast. Jutrzenka str. do którego.

to tylko dlatego. co tę krainę dopiero o d k r y ć?. jako trucizna). jako świętoszkostwo. jako symptom. Dość. lub by to w moim wyrazić języku. pracowitą i podziemną powagę. co rzeczywiście istniało. rzeczywiście dające się stwierdzić.. jako maska. jako stimulans. w i e d z a r a d o s n a– jest nagrodą: nagrodą za długą. kierunek ku rzeczywistej h i s t o r y i m o r a l n o ś c i i zawczasu jeszcze przestrzec go przed takiem angielskiem stawianiem hipotez »na b ł ę k i c i e«. dzięki którym teraźniejszość żyłaby k o s z t e m p r z y s z ł o ś c i? Może wygodniej. pomyślał także o wymienionym d-rze Rée. to jest to. zmieszanej nawet z granem pesymizmu i znużenia. w wszelki morał zachwieje się. śmiałymi i pracowitymi towarzyszami (czynię to i dziś jeszcze). co dokumentalne. która ani dotąd nie istniała. jad. wyskoczą wszystkie rodzaje nieufności. niż »złemu«. rozległą a tak skrytą krainę moralności – moralności. że może pewnego dnia otrzyma się pozwolenie brać je p o g o d n i e. dopomagania rozwojowi c z ł o w i e k a w ogóle (wliczając w to przyszłość człowieka). jako środek leczniczy. Jakąż to jest naprzykład nagrodą. że nie wątpiłem wcale. mniej niebezpiecznie. tak samo niebezpieczeństwo. jako faktyczną. darwinowska bestya i najnowocześniejszy skromny. odkąd mi się widnokrąg ten otworzył. która barwa dla genealoga moralności stokroć ważniejsza być musi.. całe długie.. która rzeczywiście istniała. 7. z których wyrosły. rzeczywiście żyła – objechać z zupełnie nowemi pytaniami. – wkońcu odezwie się głośno nowe żądanie. strachu. Jak to? Jeśliby odwrotność była prawdą ? Jak to ? Jeśliby w »dobrem« także tkwił objaw cofania się. narkotyk. wyższej wartości w znaczeniu sprzyjania. niż właśnie błękit: mianowicie s z a r o ś ć. wiara w moralność. w wszelką moralność. niżej?. słowem. jako nieporozumienie. Wymówmy je. odkryjemy dla dyonizyjskiego 7 . Pogoda bowiem. hieroglificzne pismo ludzkiej przeszłości moralnej! – Ta była d-rowi Rée nieznana. lecz czytał Darwina: – i tak to w hipotezach jego podają sobie grzecznie rękę. to nowe ż ą d a n i e: potrzeba nam k r y t y k i wartości moralnych. ostatni z wyrazem pewnej uprzejmej i wytwornej niedbałości w obliczu. jeśliby możliwej samej w sobie n a j w y ż s z e j m o c y i w s p a n i a ł o ś c i typu człowieka nigdy dosięgnąć nie miano? Tak. pożyteczności. żeby właśnie moralność była temu winna. miałem powody do rozglądnięcia się za uczonymi. ale i w mniejszym stylu. który »już nie kąsa«. a także z nowemi oczyma: a nie znaczyż to niemal to samo. Nie było dotąd nawet cienia wątpliwości i wahania w przyznaniu »dobremu« wyższej wartości. Jeślim przytem. wśród których się rozwijały i przesuwały (moralność jako skutek. jak gdyby się właściwie nie opłacało wcale brać tych wszystkich spraw – problematów moralnych – tak poważnie. że ja sam. podejrzenia. któreby bardziej o p ł a c a ł y to. uwiedzenie. żeby właśnie moralność była niebezpieczeństwem nad niebezpieczeństwy ?. trudne do odcyfrowania.. jako choroba. ani nawet choćby tylko pożądana nie była. Przecie jasne jest jak na dłoni. Przyjmowano w a r t o ś ć tych »wartości« jako daną. w którym z całego serca powiemy: »naprzód! i nasza stara moralność należy d o k o m e d y i!«. lecz także moralność jako przyczyna. Trzeba tę ogromną. że niema wcale żadnych rzeczy. Mnie zaś wydaje się przeciwnie. w sposób co najmniej zabawny.. między innymi. znajomości. Tak. W dniu jednak. s a m ą w a r t o ś ć t y c h w a r t o ś c i n a l e ż y r a z p o d a ć w w ą t p l i w o ś ć – a do tego potrzeba znajomości warunków i okoliczności.co mnie się przydarzyło: – ogromny nowy widnokrąg otworzy się przed nim. że się je bierze poważnie.. możliwość chwyci go jak zawrót głowy. jako leżącą poza wszelkiem podawaniem w wątpliwość. która oczywiście nie jest rzeczą każdego. dzielną. że on sam z natury swych zagadnień pchnięty zostanie ku metodyce właściwszej dla osiągnięcia odpowiedzi! Czyż się w tem omyliłem? W każdym razie życzeniem mojem było wskazać tak bystremu i bezstronnemu oku lepszy kierunek. jako zapora. przeczuleniec moralny.

dramatu o »przeznaczeniu duszy« nowe zawikłanie i możliwość – : a on już z niej wyciągnie sobie korzyść, o to się można założyć, on, wielki stary wieczny komedyopisarz naszego istnienia!...

8.
– Jeśli pismo to komuś niezrozumiałe będzie, lub źle mu do uszu przypadnie, to wina, jak mi się zdaje, niekoniecznie leży we mnie. Jest ono dość wyraźne, jeśli się przypuści, co ja przypuszczam, że czytało się wpierw moje pisma wcześniejsze i nie szczędziło się przy tem nieco trudu. Są one w istocie nie łatwo dostępne. Co się tyczy naprzykład mego »Zaratustry«, to nie uważam za jego znawcę nikogo, kogoby każde jego słowo raz kiedyś głęboko nie zraniło i raz kiedyś głęboko nie zachwyciło: dopiero bowiem wtedy może używać przywileju uczestniczenia ze czcią w halikońskim żywiole, z którego się dzieło owo zrodziło, w jego słonecznej jaśni, dali, przestrzenności i pewności. W innych razach forma aforystyczna sprawia trudności: leżą one w tem, że formę tę bierze się dziś n i e d o ś ć w a ż n i e. Aforyzm rzetelnie wykuty i odlany nie został jeszcze przez to, że się go odczytało, »odcyfrowanym«; raczej teraz dopiero winno się zacząć jego w y ł o ż e n i e, do którego potrzeba sztuki wykładania. W trzeciej rozprawie tej książki podałem wzór tego, co w takim wypadku zwę »wyłożeniem«: – rozprawę tę poprzedza aforyzm, ona sama jest jego komentarzem. Oczywiście, aby w ten sposób uprawiać czytanie jako sztukę konieczne jest przedewszystkiem jedno, czego się właśnie dziś w najlepsze zapomniało i dlatego nie czas jeszcze na »czytelność« moich pism –, do czego trzeba być prawie krową, a w każdym razie nie »człowiekiem nowoczesnym«: konieczne jest p r z e ż u w a n i e... SILS-MARIA, Engadyna wyżnia, w lipcu 1887

8

ROZPRAWA PIERWSZA: „Dobre i Złe”, „Dobre i Liche”.

9

I.
Ci angielscy psychologowie, którym też dotąd zawdzięczamy jedyne usiłowania doprowadzenia do jakiejś historyi powstawania moralności, – sami są dla nas niemałą zagadką; wyznam nawet, że właśnie z tego powodu, jako wcielone zagadki, górują czemś istotnem nad swemi książkami – o n i s a m i s ą z a j m u j ą c y! Ci angielscy psychologowie – czegóż chcą oni właściwie? Znajdujemy ich, mniejsza – dobrowolnie czy niedobrowolnie, zawsze przy tem samem dziele, mianowicie wysuwających na pierwszy plan la partie honteuse naszego świata wnętrznego i szukających tego, co jest istotnie czynne, kierownicze i o rozwoju rozstrzygające, tam właśnie, gdzie duma intelektualna człowieka ż y c z y ł a b y s o b i e znaleźć je najpóźniej (naprzykład w vis inertiae nawyknienia lub w zapominawczości, lub w przypadkowem zadzierzganiu się i mechanice idei, lub w czemś czysto biernem, automatycznem, odruchowem, molekularnem i zasadniczo tępem). Cóż gna właściwie tych psychologów zawsze tylko w tym kierunku? Czy jest to tajemny, skrycie złośliwy, prostacki, przed samym sobą może nie zdradzający się instynkt zmniejszania człowieka? Lub może jakaś pesymistyczna podejrzliwość, nieufność rozczarowanych, sposępniałych zjadowiciałych i pozieleniałych idealistów? Lub małostkowa podziemna nieprzyjaźń i rancune przeciw chrześcijaństwu (i Platonowi), która może nawet nie wydostała się ponad próg świadomości? Lub czyżby aż chutne smakowanie w tem, co zadziwiające, boleśnie paradoksalne, wątpliwe i bezsensowne w istnieniu? Lub wreszcie – wszystkiego potrosze, nieco prostactwa, nieco sposępnienia, nieco przeciwchrześcijańskości, nieco łaskotki i potrzeby pieprzu?... Lecz słyszę, że są to poprostu stare, zimne, nudne żaby, które wkoło człowieka, w wnętrze człowieka włażą i skaczą, jak gdyby tu naprawdę były w swoim żywiole, to jest w swem b a g n i e. Słucham tego odpornie, co więcej, nie wierzę temu: i jeśli pragnąć można, gdzie wiedzieć nie można, to pragnę z serca, by się odwrotnie rzecz z nimi miała, – by ci badacze i mikroskopicy ducha, byli w gruncie dzielnymi, wielkodusznymi i dumnymi zwierzami, które swe serce i ból swój na wodzy trzymać umieją i wychowały się po to, by wszelką pożądaność złożyć, w ofierze prawdzie, w s z e l k i e j prawdzie, nawet prostackiej, cierpkiej, szkaradnej, wstrętnej, niechrześcijańskiej, niemoralnej prawdzie,.. Bo są takie prawdy.–

2.
Czołem więc przed dobrymi duchami, które w tych historykach moralności może władną! Lecz to pewna niestety, że zbywa im na samym duchu h i s t o r y c z n y m, że opuściły ich właśnie wszystkie dobre duchy samej historyi! Wszyscy oni razem myślą, jak to już starym jest filozofów zwyczajem, z g r u n t u niehistorycznie: to nie ulega wątpliwości. Partactwo ich genealogii moralności wychodzi odrazu na jaw tam, gdzie trzeba wyśledzić pochodzenie pojęcia i oceny »dobry«. »Pierwotnie – tak wyrokują – postępki nieegoistyczne chwalone były i zwane dobrymi przez tych, którym zostały wyświadczone, więc tych, którym były p o ż y t e c z n e; później z a p o m n i a n o o tem źródle pochwały, a postępki nieegoistyczne dlatego poprostu, że z p r z y z w y c z a j e n i a chwalono je jako dobre, odczuwano też jako dobre – jak gdyby same w sobie były czemś dobrem». Widać odrazu, że ten pierwszy wywód zawiera prawie wszystkie typowe rysy idyosynkrazyi psychologów angielskich, – mamy »pożyteczność«, »zapomnienie«, »przyzwyczajenie« i wkońcu »błąd«, wszystko jako podwalina oceny wartości, z której człowiek wyższy był dotąd przeważnie dumny, jako z pewnego rodzaju przywileju człowieka. Ta duma winna być upokorzona, ta ocena wartości pozbawiona wartości: czy osiągnięto to?... Otóż dla mnie jasne jest najpierw, że teorya ta szuka i umieszcza w miejscu fałszywem właściwe ognisko powstania pojęcia »dobry«: sąd »dobry« n i e od tych pochodzi, którym się »dobro« wyświadcza! To raczej sami »dobrzy«, to znaczy do-

10

stojni, możni, wyżsi stanowiskiem i duchem odczuwali i oznaczali siebie samych i swą działalność jako dobrą, to jest wyższą, w przeciwstawieniu do wszystkiego, co nizkie, małoduszne, pospolite i gminne. Z tego p a t o s u o d l e g ł o ś c i dobyli sobie dopiero prawo stwarzania wartości, wykuwania mian wartości. Cóż obchodziła ich pożyteczność! Punkt widzenia pożyteczności jest właśnie w stosunku do tak gorącego wypływu najwyższych porządkujących i wynoszących wedle stopni ocen wartości tak obcy i nieodpowiedni, jak tylko być może: tu doszło właśnie uczucie do przeciwieństwa owego nizkiego stopnia ciepłoty, który każda wyrachowana roztropność, każdy calcul użyteczności z góry każe przypuszczać, – i to nie na jeden raz, nie na godzinę wyjątku, lecz na długie trwanie. Patos dostojności i odległości, jak się rzekło, trwałe i dominujące zbiorowe i podstawowe uczucie wyższego i władnącego gatunku względem gatunku niższego, pewnego »u dołu« – otóż t o jest źródłem przeciwstawienia pojęć »dobre« i »złe«. (Pańskie prawo nadawania nazw sięga tak daleko, żeby należało sobie pozwolić pojmować źródło samej mowy jako przejaw mocy panujących: mówią oni »to j e s t tem a tem«, pieczętują każdą rzecz i zdarzenie dźwiękiem i przez to niejako biorą je w posiadanie). Z tego pochodzenia wynika, że słowo »dobry« wcale nie wiąże się z góry koniecznie z nieegoistycznymi postępkami: jak to jest zabobonem owych genealogów moralności. Raczej dopiero z a u p a d k u arystokratycznej oceny wartości narzuca się całe to przeciwstawienie »egoistyczny«, »nieegoistyczny« ludzkiemu sumieniu, a z niem, aby wyrazić się moim językiem, i n s t y n k t s t a d n y dochodzi wkońcu do słowa (także do s ł ó w). A i wtedy wiele czasu jeszcze minie, zanim ten instynkt w tej mierze się spanoszy, że moralna ocena wartości zaczepi się właśnie o to przeciwstawienie i utknie (jak to naprzykład stało się w współczesnej Europie: panuje dziś przesąd, który pojęcia »moralny«, »nieegoistyczny«, »désinteresssé«, za równowartościowe uważa, już z siłą »idee fixe« i kołowacizny).

3.
Powtóre jednak, pomijając zupełnie niemożność historycznego ocalenia owej hipotezy o pochodzeniu oceny »dobry«, choruje ona na psychologiczny nonsens w sobie samej. Pożyteczność nieegoistycznego postępku ma być źródłem jego pochwały i źródło to miało pójść w z a p o m n i e n i e: – jakże to zapomnienie jest choćby tylko m o ż l i w e? Czy może pożyteczność takich postępków ustała kiedykolwiek? Rzecz ma się przeciwnie: ta pożyteczność była owszem codziennem doświadczeniem wszystkich czasów, więc czemś, co ustawicznie zawsze nanowo było podkreślane; przeto zamiast zniknąć ze świadomości, zamiast utonąć w zapomnieniu, musiała się wtłaczać w świadomość z coraz większą wyrazistością. O ile rozsądniejsza jest owa przeciwna teorya (nie jest dlatego prawdziwsza –), której przedstawicielem jest naprzykład Herbert Spencer, uważający pojęcie »dobry« za równe w istocie swej pojęciu »pożyteczny«, »celowy«, tak, że w ocenach »dobry« i »zły« ludzkość zsumowałaby i uświęciła właśnie swe n i e z a p o m n i a n e i n i e z a p o m i n a l n e doświadczenia co do pożytecznie-celowego, szkodliwie-bezcelowego. Dobre jest wedle tej teoryi to, co się zdawien dawna pożytecznem okazało i może w ten sposób jako »cenne w najwyższym stopniu«, »cenne w samem sobie« utrzymać swe znaczenie. I ta droga wyjaśnienia jest, jak się rzekło, fałszywa, lecz przynajmniej wyjaśnienie to samo w sobie jest rozumne i da się psychologicznie obronić. –

4.
– Wskazówką ku w ł a ś c i w e j drodze było mi pytanie, co mają właściwie ukute przez rozmaite języki określenia »dobrego« oznaczać pod względem etymologicznym: wtedy odkryłem, że wszystkie społem naprowadzają n a t ę s a m ą p r z e m i a n ę p o j ę ć, że

11

»nizki«. Jaką jednak szkodę przesąd ten. p l e b e i z m ducha współczesnego. z którego rozwija się nieodparcie pojęcie »dobry« w znaczeniu duchowo »dostojny«. w przeciwstawieniu do ciemnych. W tej fazie przemiany pojęcia staje się to słowo hasłem i odzewem szlachty i przybiera całkowicie znaczenie »szlachecki«. jak go pojmuje i przedstawia Theognis. I to aż do najefektywniejszej pozornie dziedziny wiedzy przyrodniczej i psychologii. Rozwój ten biegnie równolegle z owym drugim. jak to jeszcze Virchow czyni: raczej wybija się na tych miejscach p r z e d a r y j s k a ludność Niemiec. po upadku szlachty. że dokonano go dopiero tak późno. wkońcu znaczące dobry. prawdziwego jako prawdomównego. Najwymowniejszym przykładem ostatniego jest sam niemiecki wyraz »schlecht«. jeszcze bez podejrzliwej. który j e s t. który z powodów słusznych c i c h y m problematem nazwany być może i wybrednie ku nielicznym jeno zwraca się uszom. który pojęcia »pospolity«. i ten to wypadek tu nas obchodzi. winien temu tamujący wpływ. Wprawdzie zwą siebie może w najczęstszych wypadkach poprostu wedle swej wyższości pod względem mocy (»możnowładcami«. szlachetny. Nazywają się naprzykład »prawdomównymi«. oznaczających »dobry«. okazuje osławiona sprawa Buckla. »schlechterdings« – i oznaczał pierwotnie prostego. przedzierzga ostatecznie w pojęcie »zły«. dla odgraniczenia od k ł a m l i w e g o pospolitego człowieka. aryjskiei rasy. nie będzie rzeczą małej wagi stwierdzić. prześwieca ten rys główny. Przynajmniej język gaelijski podał mi dokładnie odpowiadający wypadek – fin (naprzykład w nazwie Fin-Gal}. której wyrazem jest megaryjski poeta Theognis. »rozkazodawcami«) lub wedle najwidoczniejszych oznak tej wyższości. Co do n a s z e g o problematu. Lecz także wedle t y p o w e g o r y s u c h a r a k t e r u. który barwą odcinał się od doszłych do władzy zdobywców płowej. naprzód szlachta grecka. w którym kierunku trzeba szukać etymologicznego pochodzenia. byli stanowczo rasą płową. »szlachetny«. gwałtownie jak wulkan błotny i z ową przesoloną wrzaskliwą wymową prostacką. dającego się różnie wykładać. gdy się rozkiełzna aż do nienawiści. wyrządzić może szczególnie moralności i historyi. »gminny«. »szlachetny« w stanowem znaczeniu jest podstawowem pojęciem. naprzykład »bogatymi«. – 5. »duchowo uprzywilejowany«. pierwotnie płowogłowy. który wywiera przesąd demokratyczny. że częstokroć jeszcze w słowach i źródłosłowach. przedewszystkiem jako ciemnowłosego (»hic niger – est «) jako przedaryjskiego tubylca na ziemi italskiej. aż ostatecznie słowo to. więc dość późno. który jest pochodzenia angielskiego. po którym dostojni poczuwali się właśnie ludźmi wyższego rzędu. pozostaje i niejako dojrzewa słodko do określenia duchowej noblesse.wszędzie »dostojny«. ubocznej myśli. Niesłuszna jest. »panami«. który posiada rzeczywistość. W łacinie malus (obok którego stawiam ) mogło określać człowieka pospolitego jako ciemnobarwnego. z jaką wszystkie dotąd przemawiały wulkany. Mniej więcej za czasów wojny trzydziestoletniej. jeśli się owe (dające się zauważyć na staranniejszych mapach etnograficznych Niemiec) pasy istotnie ciemnowłosej ludności wiąże z jakiemś celtyckiem pochodzeniem i zmieszaniem krwi. »dobrze urodzony«. który jest identyczny z »schlicht« – porównaj »schlechtweg«. W słowie jak i (plebejusz w przeciwieństwie do ) podkreślona jest tchórzliwość: to może daje wskazówkę. poprostu jako przeciwieństwo dostojnego. o czem tylko nadmieniam. Ukuty na to wyraz oznacza wedle źródłosłowu tego. czysty. który jest prawdziwy i potem przez zwrot subjektywny. – W sprawie genealogii moralności zdaje mi się to istotnem wniknięciem. zakorzeniony w świecie współczesnym w stosunku do wszystkich zagadnień rodowództwa. Celtowie. przechodzi to znaczenie w dziś używane. odpowiednio też w erańskim i słowiańskim). wybuchnął znowu na swej rodzimej ziemi. »posiadającymi« (takie znaczenie ma wyraz a r y a. który jest naprawdę. . pospolitego człowieka. (To samo stosuje się prawie do całej 12 . słowo odróżniające szlachtę. mówiąc nawiasem. czarnowłosych pramieszkańców.

I także tu dochodzi później pewne »dobrze« i »źle« już nie w znaczeniu stanowem do rozwoju. W tem prawidle. jako lekarstwo przeciw chorowitości tej wynaleźli. fizyologicznie także nie chyli się ku upadkowi ? . zemsta. zewnętrznie. męża rodu boskiego? I być jednoznaczne z ludową (pierwotnie szlachecką) nazwą Gotów? Uzasadnienia tego domysłu nie należą tutaj.. który ma odrazę do krwi. miłość. nie wiele więcej! Z drugiej oczywiście strony z całego ustroju zasadniczo kapłańskiej arystokracyi jasno wynika. a mianowicie owa skłonność do komuny. bystrość. przypominające jej funkcyę kapłańską. – 6. i rzeczywiście ostatecznie rozwarły one między człowiekiem a człowiekiem przepaści. nicością (lub Bogiem: – pożądanie owej unio mystica z Bogiem jest pożądaniem buddystów. Więc bonus. co oni sami. – czyż nie można rzec. ideału ascetycznego). skierowanem ku nicości. czy demokracya nowoczesna i jeszcze nowocześniejszy anarchizm. Wreszcie należy przestrzec by tych pojęć »czysty« i »nieczysty« nie brać z góry zbyt ciężko. co w starym Rzymie stanowiło »dobroć« w mężu. o wstrzemięźliwości płciowej. Istotnie. że pojęcie polityczne pierwszeństwa przechodzi zawsze w pojęcie duchowe pierwszeństwa. U kapłanów staje się właśnie w s z y s t k o niebezpieczniejszem. O tem jednak. cnota. niezgrabnie. których następstwem wydaje się owa. używane jako guzik szklany i idée fixe – i ostateczny zbyt łatwy do pojęcia ogólny dosyt ze swoją radykalną kuracyą. że słusznie sprowadzam bonus do starszego duonus (porównaj bellum = duellum = duen-lum. Samo nasze niemieckie »gut«: nie miałoż oznaczać »den göttlichen. nie stanowi jeszcze wyjątku (acz do wyjątków daje sposobność). nirwanie – i niczem więcej!).. żądza panowania. ich samohipnotyzowanie na sposób fakira i bramina – braman. gdzie. po części w zadumie pogrążonych. właśnie i szczególnie n i e s y m b o l i c z n i e. ledwie dziś wyobrazić sobie można. to jest Aryjczyków. zbyt szeroko lub zbyt symbolicznie: przeciwnie. ciasno. który się myje. w krótkości czaszki. o poście. że mogę łacińskie bonus wyłożyć jako »wojownik«: przypuściwszy. o ucieczce »na pustynię« (Weir Miczelowska izolacya. zdaje mi się. których nawet Achilles wolnoduchostwa nie przesadzi bez grozy. chorowitość kiszek i neurastenia. jako wojownik. nie jest w gruncie rzeczy olbrzymim o d d ź w i ę k i e m – i czy rasa zdobywców. wliczywszy w to całą wrogą zmysłom. tej najprymitywniejszej formy społecznej. z której miało wyzwolić? Nawet ludzkość odchorowywa jeszcze następstwa tych kapłańskich naiwności kuracyjnych! Pomyślmy naprzykład o pewnych formach dyety (unikanie mięsa). wyrzeka się pewnych potraw.) Sądzę. z pewną słusznością możnaby 13 . oczywiście bez następującego po niej tuczenia i bez przekarmiania. w których tkwi najskuteczniejszy antydot przeciw wszelkiej histeryi. Tu przeciwstawiają się naprzykład po raz pierwszy »czysty« i »nieczysty« jako oznaki stanowe.Europy: w istocie rzeczy rasa podbita wzięta tamże ostatecznie znowu górę. Już od początku jest coś n i e z d r o w e g o w takich arystokracyach kapłańskich i w panujących tam. jako człowiek żyjący w sprzeczce. w barwie. w jakim stopniu wszystkie pojęcia dawniejszej ludzkości rozumiano początkowo z gruba. po części uczuciowo-wybuchowych nawyknieniach. może nawet w intelektualnych i socyalnych instynktach: któż nam zaręczy. choroba. lecz i pycha. jeśli najwyższa kasta jest zarazem kastą k a p ł a ń s k ą i stąd dla wspólnego swego określenia wysuwa na czoło orzeczenie. odwróconych od działania. Widać. dlaczego tu właśnie przeciwieństwa ocen tak wcześnie pogłębić i zaostrzyć się zdołały w sposób tak niebezpieczny. że wkońcu w swych skutkach późniejszych okazało się stokroć niebezpieczniejszem od choroby. powodującą gnicie i wyrafinowanie metafizykę kapłanów. r a s a p a n ó w. powodujących choroby skórne. czepiająca się nieuchronnie kapłanów wszystkich czasów. zawarte owo duonus). wybujałość. wspólna dziś wszystkim socyalistom Europy. rozdwojeniu (duo). »Czysty« jest to zrazu jedynie człowiek. nietylko środki kuracyjne i sztuki lecznicze. który nie sypia z brudnemi kobietami z motłochu. – nic więcej.

. bogate. Tak jedynie przystało właśnie narodowi kapłańskiemu. Wszystko. przeklęci. nienawidzili zarazem najgienialniej: – wobec ducha zemsty kapłańskiej wszelki inny duch nie wchodzi wogóle w rachubę. swobodna. W historyi świata najbardziej nienawidzili zawsze kapłani. chorzy. że dopiero na gruncie tej z a s a d n i c z o-n i e b e z p i e c z n e j formy istnienia człowieka. »gwałcicielom«. co potrzebowało dwuch tysiącoleci.też dodać. okrutni. niedostatni. wy też na wieki będziecie zgubieni. bezsilni. dla nich tylko jest zbawienie. że »nędzni jedynie są dobrzy biedni. Takie zaś jest to zdarzenie: z pnia owego drzewa zemsty i nienawiści. które przy innej wypowiedziałem sposobności (»Poza dobrem i złem« str. formy kapłańskiej. by odnieść zwycięstwo?. 126 i nast. wartości przemieniającej nienawiści. n o w a m i ł o ś ć. potępieni!«... narodowi. Dzieje ludzkie byłyby zbyt głupią sprawą bez tego ducha. nawet przelewne zdrowie. dostojni i gwałciciele. nienasyceni.. nizcy są jedynie dobrzy. ów bunt. najbardziej zaczajonej mściwości kapłańskiej. że dopiero tu posiadła dusza ludzka w pewnem wyższem znaczeniu g ł ą b i stała się z ł a – a to są przecie dwie zasadnicze formy dotychczasowej wyższości człowieka nad resztą zwierząt!. której podobnej nigdy nie było na ziemi – wyrosło coś również bezprzykładnego. który dwutysiączne ma za sobą dzieje i który dlatego jedynie usunął się nam dziś z przed oczu. »dzierżycielom mocy«. – Czytelnik odgadł już zapewne. k t o wziął w spadku tę żydowską przemianę wartości. 8. jeśli o wojnę chodzi! Kapłani są. rozpustni. co przeciwko nim Ż y d z i zdziałali. nie warto słowa w porównaniu z tem. »panom«. cierpiący. na wieki wieków jesteście źli. najwyższa i najwznioślejsza z wszystkich ro14 . to przypominam zdanie. nienawiści żydowskiej.). Wiadomo. przejrzeć. mianowicie. więc przez akt z e m s t y n a j b a r d z i e j d u c h o w e j. bezbożni. jeśli kasta kapłańska i wojownicza zazdroszczą sobie wzajem i nie chcą się zgodzić z sobą na punkcie ceny. więc wojna. Co się tyczy potwornej i ponad wszelką miarę fatalnej inicyatywy. – Nie rozumiecie jednak tego? Nie macie oczu na coś. radosna czynność. Kapłańsko-dostojna ocena wartości ma – jak widzieliśmy – inne warunki: dosyć złe dla niej. ten lud kapłański. przygody. a zarazem to. taniec. stał się człowiek wogóle z w i e r z ę c i e m z a j m u j ą c e m. – najwyższej i najwznioślejszej. jedynie błogosławieni. którego w nie tchnęli bezsilni: – weźmy w tej chwili największy przykład. Żydzi to przeciwko arystokratycznemu zrównaniu wartości (dobry = dostojny = możny = piękny = szczęśliwy = bogumiły) odważyli się z przejmującą lękiem konsekwencyą na przewrót i zębami otchłannej nienawiści (nienawiści bezsilnych) utrzymali go. który na wrogach swoich i gwałcicielach umiał sobie zdobyć ostatecznie zadośćuczynienie tylko przez radykalną przemianę ich wartości. co przedsiębrano na ziemi przeciwko »dostojnym«. że mianowicie ze zjawieniem się Żydów zaczyna się b u n t n i e w o l n i k ó w n a p o l u m o r a l n o ś c i. Żydzi. kwitnące. do najwyższej duchowości i jadowitości. którą dali Żydzi tym najbardziej zasadniczym z wszystkich wyzywów wojennych. szkaradni są jedynie niewinni.. jak wiadomo.. bo – zwyciężył. igrzyska i wogóle wszystko. n a j g o r s z y m i w r o g a m i – czemuż to? Bo są najbezsilniejsi... – wy zaś. łowy.. Z niemocy wyrasta w nich zawiść do potworności niepokojącej. Temu nie można się dziwić: wszystkie sprawy d ł u g o t r w a ł e trudno jest ujrzeć. co jest warunkiem ich utrzymania. 7. w czem tkwi silna. W szczególności bodźcem do tego za każdym razem jest. Założeniem ocen rycerskoarystokratycznych jest potężna cielesność. bo ideały stwarzającej. jak łatwo kapłańska ocena wartości może się od rycerskoarystokratycznej odgałęzić i potem dalej rozwijać w jej przeciwieństwo..

. cichsze. Któżby z nas był duchem wolnym.dzajów miłości: – i z jakiegoż innego pnia mogła też była wyróść ?. jak to dostatecznie okazał. Ten Jezus z Nazaretu. czyżby wogóle można z głębi całego wyrafinowania ducha wymyślić j e s z c z e n i e b e z p i e c z n i e j s z ą p r z y n ę t ę? Coś. uwiedzeniem i drogą okrężną – właśnie ku owym ż y d o w s k i m wartościom i nowinkom ideału? Czyż nie na tej właśnie okrężnej drodze tego »Zbawiciela«.. – 15 . i przybić do krzyża. grzesznikom błogobyt i zwycięstwo – nie byłże on właśnie uwiedzeniem w najbardziej niepokojącej i nieodpartej formie. niż uwodzi. Czy kościołowi na drodze tego celu przypada dziś jeszcze jakie k o n i e c z n e zadanie. zwolna sięgającej. moralność człowieka pospolitego zwyciężyła. miast go przyśpieszać? Otóż. jest on właśnie czemś grubem i chamskiem. jako wcielona Ewangielia miłości. ażeby »świat cały«. lub chrześcijanieje. coraz zachłanniej we wszystko. czyli »motłoch«.. Skoro przez Żydów to się dokonało. jakoby wyrosła właśnie jako jakieś zaprzeczenie owego pragnienia zemsty.. co sprzeciwia się wytworniejszej inteligencyi. dobrze! żaden tedy lud nie miał bardziej wszechdziejowej misyi.. nad wszystkimi ideałami d o s t o j n i e j s z y m i. oszałamiającą. delikatniejsze.. najskrajniejszego ostatecznego okrucieństwa i samoukrzyżowania Boga d l a z b a w i e n i a c z ł o w i e k a?. że sam Izrael musiał się zaprzeć przed całym światem właściwego narzędzia swej zemsty. uwodzeniu. niewątpliwie jednak zatrucie to u d a ł o s i ę. ogłuszającą. w najczystszej jaśni i pełni słonecznej szeroko. coby wabiącą. niszczącą mocą dorównać mogło temu symbolowi »świętego krzyża«. przeciwnie! Ta miłość wyrosła z niej. to. nie do trucizny. temu przejmującemu grozą paradoksowi »Boga na krzyżu«. jako jej korona. właśnie w tem mogłaby być jego pożyteczność. Postęp tej trucizny skroś całe ciało ludzkości zda się niepowstrzymanym. temu misteryum niedającego się pomyśleć.. żem milczał. Ja bowiem mam w tem miejscu wiele do przemilczenia. lub gminnieje (cóż zależy na słowach!).« – Oto do mej przemowy epilog »ducha wolnego«. Czyby też można obejść się bez niego? Quaeritur. jak czegoś śmiertelnie wrogiego.. z jaką korzenie owej nienawiści zatapiały się coraz otchłanniej. uważniejsze – wszak czasu dość. ku zwycięstwu. co miało głąb i było złe. jego tempo i krok mogą nawet teraz stawać się coraz wolniejsze. która w królestwie światła i wyży z tą samą siłą parła ku celom nienawiści. zacnego zwierzęcia. »Wybawienie« rodzaju ludzkiego (mianowicie od »panów«) jest na najlepszej drodze. wogóle jeszcze jakie prawo do istnienia.. Odpycha dziś raczej. – 9. wszystko w oczach żydzieje. przynoszący biednym. »Panowie« strąceni. mianowicie wszyscy przeciwnicy Izraela. gdyby nie było kościoła? Mamy odrazę do kościoła. Zdaje się. zdobyczy. przysłuchiwał mi się dotąd i nie mógł wytrzymać. jako tryumfująca. tego pozornego przeciwnika i rozprzężyciela swego. Pewnem jest conajmniej. prawdziwie współczesnemu smakowi. coraz szerzej rozwijająca się korona. chorym. ponadto demokraty.. Czyżby nie powinien się przynajmniej nieco wyrafinować ?.. podziemnej. czyli »stado« lub jak wam się wreszcie nazwać podoba.. Pominąwszy kościół. Nie przypuszczajcie jednak... o s i ą g n ą ł Izrael najwyższy cel swej wzniosłej mściwości? Czyż nie należy do tajemnych czarnych kunsztów prawdziwie wielkiej polityki zemsty. Można zwycięstwo to uważać za zatrucie krwi (pomieszało z sobą wszystkie rasy) – nie sprzeciwiam się. że hamuje on raczej i wstrzymuje ów postęp. lubimy i my truciznę. jako przeciwieństwo nienawiści żydowskiej! Nie. na tę właśnie przynętę bezmyślnie złapać się mogli? A z drugiej strony.. ten »Zbawiciel«. – »Lecz pocóż tu mówić jeszcze o d o s t o j n i e j s z y c h ideałach! Trzymajmyż się faktów: zwyciężył lud – czyli »niewolnicy«. że sub hoc signo Izrael odnosił dotąd ciągle zemstą swoją i przemianą wszystkich wartości tryumf nad wszystkimi innymi ideałami. Zapewne. dalekowidzącej.. wyrachowanej zemsty.

ani z samym sobą uczciwy i otwarty. pozostały ostatecznie jako wyrazy na »nieszczęśliwy«. wynachodzi jeno swoje przeciwieństwo. nizkiego gminu. która nie jest jej dostatecznie znana. względności. spoczynek. »nieszczęśliwy« nigdy nie przestały dla ucha greckiego brzmieć w tonie. co »poza nim«. potrzebuje najpierw zawsze świata przeciwnego i zewnętrznego. »Dobrze urodzeni« czuli się właśnie »szczęśliwymi«. dalekiem pozostanie od fałszerstwa. mówiąc fizyologicznie. odprzężenie umysłu i wyciągnięcie członków. by siebie z tem większą wdzięcznością. i umieli również. ma powab dla niego.10. która i w pogardzie nie sprzeniewierzyła się sobie (– filologom niechaj przypomniane będzie. wszystko. sfery pospolitego człowieka. w k łam y w a ć (jak to wszyscy ludzie opanowani przez ressentiment czynić zwykli). – Bunt niewolników na polu moralności. Moralność niewolników. w danym razie wmawiać. któremi odróżnia od siebie motłoch. podniet zewnętrznych. – jej akcya jest z gruntu reakcyą. bladym. dwa ostatnie określają właściwie człowieka pospolitego. wyrozumiałości. owszem przeciw której prawdziwemu poznaniu broni się ona ostro: nie rozumie w danym razie pogardzanej przez siebie sfery. to człowiek opanowany przez ressentiment nie jest ani szczery. miast wstecz ku samemu sobie – jest właśnie właściwe uczuciu ressentiment. zbyt wiele lekceważenia. szlachetniejszej. nie musieli dopiero przez spojrzenie. by powstać. że w każdym razie uczucie pogardy. to dzieje się to w stosunku do sfery. aż wkońcu prawie wszystkie słowa. jako j e g o świat. spoglądania w dół. w jakiem znaczeniu używane są ). moralność niewolnika mówi z góry »nie« wszystkiemu. arystokratycznej oceny wartości. pospolitemu przypadające człowiekowi. my piękni. W rzeczy samej miesza się do pogardy zbyt wiele niedbałości. którego zepchnięta nienawiść. zaczyna się tem. tem radośniej potwierdzić. Jego dusza z e z u j e. co »inne«. że f a ł s z u j e obraz pogardzanego. nie oddzielać działania od szczęścia. my szczęśliwi!« Jeśli dostojna ocena wartości targnie się i zgrzeszy przeciw rzeczywistości. którym właściwa reakcya. na wskroś życiem i namiętnością przepojonego. reakcya czynu. ani naiwny. »zły« jest tylko później zrodzonym. słowem b i e r n i e. Podczas gdy wszelka moralność dostojna wyrasta z tryumfującego potwierdzenia siebie samej. zemsta bezsilnego dopuszcza się – oczywiście in effigie – względem swego przeciwnika. zasadniczego pojęcia »my dostojni. by wogóle działać. jest wzbroniona i które wynagradzają ją sobie tylko zemstą w imaginacyi. – być czynnym wliczają z konieczności do szczęścia (skąd swój początek wywodzi) –wszystko to w zupełnem przeciwieństwie do »szczęścia« na szczeblu bezsilnych. w którego barwie przeważa »nieszczęśliwy«. j e g o 16 . by zdolna była przemienić swój przedmiot w istotną karykaturę i potwora. kryjome dróżki i wrota od tyłu. uciskanych. z drugiej strony należy rozważyć. zgodziwszy się nawet na to. Jest to dziedzictwo starej. potrzebuje. jako zupełni. nawet zbyt wiele własnego uradowania. konstruować sztucznie swojego szczęścia. owych od jadowitych i nieprzyjaznych uczuć ropiejących ludzi. Należy wsłuchać się w przychylne prawie odcienie. co nie jest »nim samym«: i to »nie« jest jej czynem twórczym. »pożałowania godny« (porównaj . kontrastowym obrazem w stosunku do jej pozytywnego. »nizki«. duch jego kocha schówki. ogłuszenie. jak się w nie miesza ustawicznie i jak ocukrza je pewien rodzaj pożałowania. spoglądania z góry. u których występuje ono zasadniczo jako narkoza. przeto z k o n i e c z n o ś c i czynni ludzie. pokój. jako roboczego niewolnika i zwierzę juczne) – i jak z drugiej strony »zły«. Podczas gdy człowiek dostojny żyje ufnie i otwarcie przed samym sobą ( »szlachetnie urodzony« podkreśla nuance »szczery« a również i »naiwny«). wkładane naprzykład przez szlachtę grecką w wszystkie słowa. »pospolity«. siłą uposażeni. zbyt wiele odwracania oczu i zniecierpliwienia. Przeciwnie dzieje się z dostojną oceną wartości: działa ona i rośnie spontanicznie. co skryte. że ressentiment samo twórczem się staje i płodzi wartości: ressentiment takich istot. – jej negatywne pojęcie »nizki«. skierowane na wrogów swych. To odwrócenie ustanawiającego wartości spojrzenia – ten k o n i e c z n y kierunek na zewnątrz. my dobrzy. »sabat«.

11. i to jako zasadnicze pojęcie. niż wypuszczone drapieżce.. Ileż już czci dla swego wroga ma człowiek dostojny! – a taka cześć jest już mostem do miłości. jako odbicie i przeciwieństwo. na tymczasowem zmniejszaniu się i upokarzaniu. lub owa marzycielska nagłość gniewu. bo – zapominał). dumy i przyjaźni. w którym niema nic do pogardzania. kształtującej. z którego. j e g o uciecha. tylko takiego. drugie natomiast jako oryginał. Zgoła więc przeciwnie. poznał też tylko z ł y c h w r o g ó w. barwa dopełniająca.. – ci sami są nazewnątrz. i który dlatego tylko nie mógł przebaczać. którem patrzy ressentiment. zgwałceń i znę17 . którzy dzięki obyczajowi. Rasa takich. gojącej i zapomnieniem darzącej siły (dobrym tego przykładem z nowoczesnego świata jest Mirabeau. Tutaj jednemu bynajmniej nie chcemy przeczyć: kto tych »dobrych« poznał tylko jako wrogów. podpaleń. czy to na wroga. przeciwnej moralności. opanowanej przez ressentiment. początek. w których nieuniknione jest u wszystkich słabych i bezsilnych. panowania nad sobą. właściwy c z y n w pojęciu moralności niewolniczej – jakże różne są te oba. czci. jako radosne potwory. – i w tem właśnie jest jego czyn. przeinaczony. wdzięczności. po których wszelkiego czasu poznawały się dusze dostojne. on nie zniesie przecie żadnego innego wroga. mianowicie z samego siebie i stąd dopiero stwarza sobie wyobrażenie »lichy«! To »lichy« pochodzenia dostojnego i owo »zły« z kotła nienasyconej nienawiści – pierwsze jako twór późniejszy. jak go pojmuje człowiek opanowany przez ressentiment. zna się on na milczeniu. wykwintną przymieszkę zbytku i wyrafinowania: – jest ona bowiem w nich daleko mniej zasadnicza. niż doskonała pewność funkcyi regulujących instynktów n i e ś w i a d o m y c h lub nawet pewna nieroztropność. zwyczajowi. o b c z y z n a. On pragnie przecie wroga swego dla siebie. a bardziej jeszcze przez wzajemne strażowanie się i zazdrość inter pares tak surowo trzymają się w karbach i którzy z drugiej strony w stosunku do siebie okazują się tak wynalazczymi na punkcie względności. któremu się nie trzymały pamięci żadne wyrządzane mu obelgi i podłości. pewne dzielne gnanie na oślep czy to ku niebezpieczeństwu. Taki człowiek właśnie otrząsa z siebie jednym podrzutem wiele robactwa. a b a r d z o w i e l e do czczenia! Natomiast przedstawcie sobie »wroga«. Nawet ressentiment dostojnego człowieka. swoich przykrości.. wymyśli sobie »dobrego« – samego siebie!. tam. wdzięczności i zemsty. który koncypuje zasadnicze pojęcie »dobry« naprzód i spontanicznie. Ci sami ludzie. gdzie się zaczyna co obce. pozornie temu samemu pojęciu »dobry« przeciwstawione słowa »lichy« {schlecht) i »zły« (böse) Lecz to n i e jest to samo pojęcie »dobry«: raczej zapytać przecie należy. jeśli się pojawia w nim. k t o jest właściwie »zły« w znaczeniu moralności. jego twórczość: powziął on koncepcyę »złego wroga«. dlatego nie z a t r u w a: z drugiej strony nie występuje ono wcale w niezliczonych wypadkach. delikatności. które może po okropnym szeregu mordów. władnący. Tam używają zwolnienia od wszelkiego przymusu społecznego. właśnie dostojny. niż u dostojnego. w puszczy wynagradzają sobie napięcie. Najściślejsza odpowiedź: w ł a ś n i e »dobry«. nie wiele lepsi. tylko przebarwiony. że jest wogóle na ziemi możliwa – właściwa »m i ł o ś ć dla swoich wrogów«. spełnia się i wyczerpuje w natychmiastowej reakcyi. czci. możny. spowodowane długiem zamknięciem i ujęciem w płoty pokoju. na czekaniu. nawywrót widziany jadowitem okiem. na niezapominaniu. Nie móc zbyt długo pamiętać swoich wrogów. jako swego odznaczenia. niż jakakolwiek inna rasa dostojna. przystawka. miłości. podczas gdy w ludziach dostojnych ma roztropność lekką. opanowanych przez ressentiment ludzi stanie się wkońcu z konieczności r o z t r o p n i e j s z a.. nawet swoich z ł o c z y n ó w – to oznaka silnych pełnych natur. w których jest nadwyżka plastycznej. które się w innych wżera i w nim jedynie jest możliwa – przypuściwszy. »z ł e g o«. p o w r a c a j ą ku niewinności sumienia drapieżców.pewność. wierności. będzie też czcić roztropność w zgoła innej mierze: mianowicie jako pierwszorzędny warunek istnienia.

świat Homera. we wszystkich uciechach zwycięstwa i okrucieństwa – wszystko to składało się dla cierpiących z tego powodu na obraz »barbarzyńcy«. i teraz znowu – jest zawsze jeszcze oddźwiękiem owego niewygasłego przerażenia. jeśli zarazem podziwiać może. lecz któżby po stokroć nie wolał bać się. jeszcze najwyższa ich kultura zdradza świadomość tego i nawet dumę (naprzykład. co się i tak dziś za »prawdę« uważa. uprowadzonych. p ł o w e j b e s t y i. jakoby i c h p r z e d s t a w i c i e l e byli zarówno wyobrazicielami samej kultury. z jakiem przez całe stulecia Europa przyglądała się wściekłemu szalowi płowej bestyi germańskiej (aczkolwiek pomiędzy starymi Germanami a nami Niemcami nie ostało się żadne powinowactwo pojęcia. z w i e r z ę d o m o w e. przeciwdowodem względem »kultury« wogóle! Można mieć zupełną słuszność. ta nieobliczalność. spiżu: nie umiał on sobie z sprzecznością. że . że nie mamy już czego bać się w człowieku. uważać za właściwe n a r z ę d z i a k u l t u r y. Raczej coś przeciwnego byłoby nietylko prawdopodobne – nie! jest to dziś o c z y w i s t e! Ci przedstawiciele owych w dół gniotących. lodowa nieufność. japońska. by z drapieżnego zwierza »człowieka« wyhodować obłaskawione. lecz przytem nie móc pozbyć się bardziej odrażającego widoku nieudaności. które w nim miały własnych praszczurów. że z n a c z e n i e w s z e l k i e j k u l t u r y leży właśnie w tem. gwałtem dyszący. srogiej. niż dzieląc jedną epokę na dwie. że ma pewne prawo czuć się takim. jej przerażająca pogoda i głęboka rozkosz w wszelkiem niszczeniu. w jaki ten sam świat jawił się potomkom zdeptanych. »człowiek obłaskawiony«. ograbionych. niedorzeczna. w owej sławnej mowie pogrzebowej. »Wandala«. dla tego ukrytego podłoża potrzeba co pewien czas wyładowania. sprzedanych : epoce spiżu. «ku wszystkim lądom i morzom utorowała sobie drogę śmiałość nasza. Zgodziwszy się na to. życia. musi znów wrócić do puszczy: – szlachta rzymska. zmniejszenia. »człowiekiem wyższym«. nawet nieprawdopodobieństwo jej przedsięwzięć – Perykles podnosi i kładzie nacisk na Ateńczyków – obojętność i pogarda dla bezpieczeństwa. tej wspanialej. nauczył się już czuć siebie celem i szczytem. ciała. skoro do władzy dojdzie. zwierzę musi na wierzch się wydobyć. za zdobyczą i zwycięstwem lubieżnie węszącej. arabska. coś jakby »Gota«. bez czucia i sumienia. iż prawdziwe jest. którą mu nastręczał wspaniały. raczej to. tak jak ten świat zachował się w pamięci szczepów dostojnych. germańska. lecz zarówno grozą przejmujący. zniedołężnienia. skandynawscy wikingowie – wszyscy jednako czuli tę potrzebę. – Nie obawa. dyszących żądzą odwetu instynktów. – oni przedstawiają c o f a n i e s i ę ludzkości! Te »narzędzia kultury« są hańbą człowieka i raczej podejrzeniem. poradzić inaczej. myślą dziejów. twardej. szalona. wszystko miażdżącej i krwią zlewającej. że poeci znów na długo będą mieli co opiewać i sławić. ci potomkowie wszelkiego europejskiego i nieeuropejskiego niewolnictwa. srebrze. jakby spełnili jeno psotę uczniacką. gdy Perykles mówi Ateńczykom. niż n i e bać się. którą Niemiec wzbudza. to niewątpliwe. zatrucia ? A czyż nie jest to n a s z a fatalność? Cóż wywołuje dziś n a s z ą niechęć ku »człowiekowi«? – bo człowiek nam d o l e g a. – ba. przez co wcale jeszcze nie powiedziano. potem epoce spiżowej w sposób. Ta »śmiałość« ras dostojnych. jak się rzekło. że to robactwo »człowiek« na pierwszym jest planie i mrowi się. w szczególności wszelkiej ludności przedaryjskiej. Najpierw epoce bohaterów i półbogów z Troi i Teb. wygody. jeśli ktoś nie może się wyzbyć obawy przed płową bestyą na dnie wszelkich ras dostojnych i ma się na baczności.cań się odchodzą z junactwem i równowagą duchową. katowanych. Właśnie rasy dostojne pozostawiły pojęcie »barbarzyńcy« na wszystkich śladach swojego pochodu. bohaterowie homeryczni. ten nieuleczalnie mierny i niepokrzepiający. gdy wymyślał następstwo epok kulturalnych i starał się je wyrazić w złocie. Na dnie wszystkich tych ras dostojnych nie należy przeoczać drapieżcy. w przekonaniu. cywilizowane zwierzę. »złego wroga«. o ile w prze- 18 . toby należało bezsprzecznie wszystkie owe instynkty reakcyi i ressentiment. którym kazał teraz następować po sobie. a cóż dopiero krwi). nagła w swym wyjawie. Zwróciłem raz uwagę na zakłopotanie Hezyoda. Głęboka. z których pomocą szczepy dostojne i ich ideały zostały w końcu zhańbione i przemożone. zimnej. wznosząc sobie wszędzie nieprzemijające pomniki dobrego i z ł e g o«).

który wszelka potrzeba tylko sprężniej jeszcze napina. – wraz z obawą przed człowiekiem postradaliśmy i miłość dla niego. by objawiała się n i e jako siła.. jeszcze trudniejsze. bo widok ten nuży. pozwólcie mi jedno spojrzenie tylko rzucić na coś doskonałego. dobrego. – Żądać od siły. niedostatku. cześć dla niego.. (i skamieniałym w niej zasadniczym błędom rozumu). że porywają małe jagnięta. – Jednak zawróćmy: problemat i n n e g o początku »dobrego«. na te dobre jagnięta. gotów do tego. działaniem.. jak łuk. mierność. przynajmniej życiu przyświadczającem. przynajmniej jeszcze zdolnem do życia. co działa. a inaczej zdawać się może tylko dzięki zwodniczości mowy. a kto jest jak najmniej ptakiem drapieżnym. dalsze. że muszę wąchać trzewia nieudanej duszy!. znużenia. 12. jak go wymyślił sobie człowiek opanowany przez ressentiment. stawać się będzie coraz »lepszym«. co nowe. która wszelkie działanie rozumie jako uwarunkowane tem. chrześcijańskość – człowiek.. przeżycia. – Nie tłumię w tem miejscu westchnienia i ostatniej nadziei. Bo tak ma się rzecz: zmniejszenie i wyrównanie człowieka europejskiego kryje n a s z e największe niebezpieczeństwo. – Lecz kiedy niekiedy pozwólcie mi – rozumie się. działania – owszem... potężnego. cherlactwa. znowu kiedyś wydostanie się na światło. wygodę. niezłomny. to nie dziwota: lecz to jeszcze nie powód. mozołu.. poza dobrem i złem – na jedno spojrzenie. to niewątpliwe. chceniem. obojętność. Cóż jest właśnie dla mnie najnieznośniejsze? To. co mnie dusi i dławi? Zepsute powietrze! Zepsute powietrze! Że coś nieudanego zbliża się do mnie. W tem właśnie tkwi grożące fatum Europy. szczęśliwego. co chce się stać większem. nie jest niczem innem. pragnieniem wrogów i oporów i tryumfów. jak właśnie samym popędem. do końca udanego. – Że jagnięta czują urazę do wielkich ptaków drapieżnych. A jeśli jagnięta mówią między sobą: »te ptaki drapieżne są złe. Nie widzimy dziś nic. na jakiś dopełniający i wyzwalający pomyślny okaz człowieka. Ileżto zresztą człowiek nie wytrzyma niedoli. Tak samo bowiem. którem Europa dziś śmierdzieć poczyna. jagnięciem – nie miałżeby być dobry?«. osamotnienia? W gruncie rzeczy da sobie z wszystkiem radę. to nie można takiemu postawieniu ideału nic zarzucić. roztropność. jak żądać od słabości. »podmiotem« i mylnie rozumie. wojującego istnienia..rwach nadmiaru nieudaności. jak się urodził. Znużyliśmy się c z ł o w i e k i e m. jest równie niedorzeczne. jeśli istnieją sprzyjające niebianki. chęcią obalenia. by objawiała się jako siła. że to wciąż jeszcze wstecz i wstecz iść będzie. Widok człowieka już nuży – czemże dziś jest nihilizm. który jest usprawiedliwieniem człowieka... chorowitości. owszem jego przeciwieństwem. z czem ja sam dojść nie mogę do ładu. domaga się skończenia. jako że urodzony do podziemnego. jakkolwiekby ptaki drapieżne nieco szyderczo na to spoglądały i może mówiły sobie: »my nie gniewamy się na nie. w coraz większą rozcieńczoność. by brać za złe wielkim ptakom drapieżnym. jeśli nie t e m?. kochamy je nawet: niema nic smaczniejszego nad delikatne jagnię«. w czem jeszcze bać się jest czego! Na człowieka. w coraz większą dobroduszność. gwoli któremubyśmy w i a r ę w c z ł o w i e k a zachować śmieli!. znowu przeżyje swą złotą godzinę zwycięstwa – i znowu stoi wtedy. 13. czuje się czemś przynajmniej względnie udanem. napięty... jak lud oddziela błyskawicę od jej światła i to ostatnie 19 . chęcią owładnięcia. niepogody. Pewne quantum siły jest właśnie takiem quantum popędu woli.. aby nie była chęcią przemożenia. przeczuwamy.. tryumfującego. chińszczyznę. nadzieję i chęć ku niemu.

Nuże więc! Oto otwarta oku droga w ten ciemny warsztat.. niż tę. nieodłączna rzeczywistość – była dobrowolnym wysiłkiem. a potem jeszcze raz jako jej skutek. jego działanie. dobrze jest. Poczekaj pan jeszcze chwilkę. tak moralność tłumu także oddziela siłę od zewnętrznych siły objawów. gdy upośledzone. nie inni. ta roztropność najniższego rzędu. niż »my. jego nieunikniona. Jakieś przezorne.. słyszę tem więcej. nikomu nie odpłaci w odwecie.. jest to czynczyn: to samo zdarzenie stawia raz jako przyczynę. jako działanie podmiotu. że kłamią. że są tacy. ciche mruczenie i szeptanie ze wszystkich kątów i zakątków. wyzbycie się uczucia. człeku o najniebezpieczniejszej ciekawości – teraz j a będę się przysłuchiwał. niema żadnego »bytu« poza czynieniem. samopotwierdzenia. wyczekującej cnoty. by nie »za wiele« czynić wobec wielkiego niebezpieczeństwa). w którym każde kłamstwo uświęcać się zwykło. mieniącego się światła. cukrowa słodycz oblepia dźwięk każdy. który jak my trzyma się w ukryciu. czemś z wyboru. jak gdyby poza silnym istniało obojętne podścielisko. Cóż za dziwota. podobnie jak my. c z y n e m. to jest dobrymi! a dobrym jest każdy. który się zwie błyskawicą. takim podrzutkiem. p. słabym i uciemiężonym wszelkiego rodzaju. lub też nie. któremu jest p o z o s t a w i o n e d o w o l i. słabi. a to. czemś chcianem. objawiać siłę. przemocą zgnębieni z mściwej chytrości bezsiły wmawiają w siebie: »pozwólcie nam być innymi. właściwie nic innego. tak samo kantowska »rzecz sama w sobie«). kto nie działa przemocą. nie ulega wątpieniu – rzecz ma się. niż źli. przybrała dzięki owemu fałszerstwu i samoobłudzie bezsilny strój pełnej zaparcia się.. że jest ptakiem drapieżnym. »podmiotów« (atom jest. Tak! Dość! Mów pan teraz! Cóż się tam w dole dzieje? Wypowiedz. skrycie tlące uczucia.. kto nikogo nie zadraśnie. pokorni. 14. wyzyskują dla siebie tę wiarę i w gruncie nie zachowują nawet żadnej wiary żarliwiej. którą mają nawet owady (przecie udają martwość. Pańskie oko musi przywyknąć wpierw do tego ułudnego. Temu rodzajowi człowieka p o t r z e b a wiary w obojętny. działaniem. jako z a s ł u g ę. że jest p o z o s t a w i o n e w o l i s i l n e g o być słabym. jeśli nie czynimy nic. mówiąc: »siła porusza. sprawiedliwi« – nie znaczy to. jakeś pan mówił« – – Dalej! 20 . – – »Nie widzę nic. z instynktu samozachowawczości. w serce tajemnicy.. »czyniciel« jest tylko zmyśleniem do czynienia dodanem – czynność jest wszystkiem. który zemstę Bogu przekazuje. nikogo nie zaczepi. zemsta i nienawiść. – cała wiedza nasza stoi jeszcze. z a s ł u g ą. że przeważnej liczbie śmiertelnych. siła powoduje« i t. zdeptani. d u s z a) był może dlatego dotychczas na ziemi najlepszą podwaliną wiary. Przyrodnicy nie czynią lepiej. chytre. Tłum podwaja w gruncie czynność. Mają słabość na z a s ł u g ę łgarstwem przenicować. a drapieżnemu ptakowi jagnięciem: – zyskują tem przecie wobec siebie samych prawo w i n i e n i a ptaka drapieżnego. naprzykład. Lecz niema takiego podścieliska. Jeśli uciśnieni. umożliwiał owo wzniosłe oszustwo samych siebie. każąc błyskawicy świecić. jak się na ziemi takie f a b r y k u j e i d e a ł y? Kto ma odwagę ku temu?. by rzec popularnie. mimo cały swój chłód. pod uwodnym wpływem mowy i nie wyzbyła się jeszcze podrzuconych bękartów. d o c z e g o n i e j e s t e ś m y d o ś ć s i l n i«. mający wolność wyboru »podmiot«. – Czy chce kto spojrzeć nieco w dół. który wszystkiemu złemu schodzi z drogi i wogóle mało wymaga od życia. cierpliwi. cichej. co widzisz. stawaniem się.uważa jako jej c z y n n o ś ć. jak gdyby słabość słabego – to znaczy przecie jego i s t o t a. dla słuchających na zimno i bez uprzedzenia. mój panie wścibski i śmiałku. lecz ten cierpki stan rzeczy. jesteśmy niestety słabi. wykładające nawet słabość jako wolność. Zdaje mi się. Podmiot (lub.

to nie ich wróg. panów ziemi. uległość wobec tych. – Dalej! – »Teraz dają mi do zrozumienia. »królestwa bożego« – t y m c z a s e m jednak żyją »w wierze«. te mruki i pokątni fałszerze monet. a może jeszcze czemś więcej – czemś. gdzie f a b r y k u j e s i ę i d e a ł y – zda mi się. co jeszcze ich miłości pozostało na ziemi. gdybyś tylko ich słowom ufał. aby przez wieczność można doznawać w »królestwie bożem« odszkodowania za owo życie ziemskie »w wierze. – nie zauważyłeś pan. w każdym razie kiedyś będzie im lepiej. pełne zemsty i nienawiści – cóż to one robią z zemsty i nienawiści? Czyś słyszał pan kiedy te słowa? Czybyś przypuszczał. które z czarnego robią białe. co czynią – my jedynie wiemy. najbardziej duchowym. może nawet przebaczeniem (»bo o n i nie wiedzą. najkłamliwszym popisem ich artyzmu? Baczność! Te piwniczne zwierzęta. szkołą. przyjściem ich królestwa. to nie nadzieja zemsty. otwieram raz jeszcze uszy (ach! ach! ach! a z a t y k a m nos). – nawet potrzeba w i e c z n e g o życia. Brak zaczepnoścł w słabym. To zwą »szczęśliwością«. to. doświadczeniem. na »dobroć«. których plwociny lizać muszą (n i e z trwogi. to. gdy z przejmującą lękiem prostotą ten nad bramą swego piekła poło- 21 . to nie ich bracia w nienawiści. to niewątpliwe. – W wierze w co? W miłości czego? W nadziei czego? – Ci słabi chcą bowiem. nieunikniony dlań mus czekania dochodzą tu do pięknego imienia. – Dalej! – »Są nędzni.– »a niemoc. jak się rzekło: są przecie we wszystkiem tak pokorni. Dante.. śmierdzi od tych wszystkich kłamstw«. że nietylko są lepsi od możnych. że bije się psy. czego pragną. co o n i czynią!«). jeno »tryumfem s p r a w i e d l i w o ś c i«. o którym mówią.. by kiedyś i o n i byli silni. w co wierzą i czego spodziewają się. że nakazuje uległość – nazywają go Bogiem). najsubtelniejszym. że »jest im lepiej«. trwożliwą nizkość na »pokorę«. kiedyś ma nadejść i ich »królestwo« – »królestwem bożem« zwą to poprostu. lecz także. że Bóg każe czcić wszelką zwierzchność) – że nietylko są lepsi. – »Rozumiem. – Dość! Dość! 15. co kiedyś wyrównane zostanie i wypłacone olbrzymiemi odsetkami w złocie. nie! nienawidzą »n i e s p r a w i e d l i w o ś c i«. wszyscy dobrzy i sprawiedliwi na ziemi«. najśmielszym.. Odszkodowania za co? Odszkodowania przez co ?. Mówią tu też o »miłości dla wrogów swoich« i pocą się przytem«. mleko i niewinność. że nędza ich jest wybraniem i odznaczeniem przez Boga. nie nazywają odwetem. nie! w szczęściu. nawet tchórzostwo. »bezbożności«. lecz »zwycięstwo Boga. trzeba długo żyć. Boga s p r a w i e d l i w e g o nad bezbożnymi«. bynajmniej nie z trwogi! lecz tylko. żeś jest między samymi ludźmi opanowanymi przez ressentiment?. Lecz dość! dość! Nie wytrzymam dłużej. czego nienawidzą. niemożność zemsty zwie się niechceniem zemsty. Zepsute powietrze! Zepsute powietrze! Ten warsztat. jako »cierpliwość«. co jest im pocieszeniem we wszystkich cierpieniach ziemi – swą fantasmagoryę przypuszczonej przyszłej szczęśliwości? – »Co? Czy dobrze słyszę? Nazywają to »sądem ostatecznym«. które najbardziej się lubi. poza granicę śmierci. Teraz dopiero słyszę. – A jakże nazywają to. – Nie! Jeszcze chwilę! Nie powiedzieli jeszcze nic o majstersztyku tych czarnych kunsztów. może też jest ta nędza przygotowaniem. na »posłuszeństwo« (mianowicie względem tego. miłości i nadziei«. których się nienawidzi. co już tak często mówili: »My dobrzy – my j e s t e ś m y s p r a w i e d l i w i – tego. zda mi się. w które jest bogaty. to też zwie się samą c n o t ą. upojenie słodkiej zemsty (– »słodszą od miodu« nazwa! ją już Homer). omylił się grubo. choć siedzą w kupie i grzeją się wzajem – lecz mówią oni. jak mówią. bez wątpienia. nie szukającą odwetu. co jest szczytem ich raffinement. lecz ich »bracia w miłości«. Już aby t e g o dożyć.. »w nadziei«. »w miłości«. jego wystawanie u drzwi.

Lub czy chcecie w silniejszym słyszeć to tonie. gdzie nierozstrzygnięta walka dalej się toczy. ille derisus.żył napis: »i mnie stworzyła miłość wieczna«. który swym chrześcijanom odradzał okrutnych rozkoszy publicznych widowisk – czemuż to? »Wiara użycza nam przecie daleko więcej – mówi. videbunt poenas damnatorum. Możebyśmy nawet odgadli. tunc spectandus auriga in flammea rota totus rubens. –. cum ipso Iove et ipsis suis testibus in imis tenebris congemescentes Item praesides (namiestnicy prowincyi) persecutores dominici nominis saevioribus quam ipsi flammis saevierunt insultantibus contra Christianos liquescentes! Quos praeterea sapientes illos philosophos coram discipulis suis una conflagrantibus erubescentes. »Beati in regno coelesti. sed in igne jaculati. mówi łagodnie jak jagnię.. ne lactucae suae frequentia commeantium laederentur’. oto mamy krew Chrystusa. Que tunc spectaculi latitudo! Q u i d a d m i r e r! Q u i d r i d e a m! U b i g a u d e a m! U b i e x u l t e m. które poprzez wszystkie dzieje ludzkie dotychczas pozostało. że zaświadczy nam to wyraźnie taka w tych rzeczach powaga. Symbol tej walki. Dzięki zbawieniu rozporządzamy przecie innemi uciechami. 2. qui in coelum recepti nuntiabantur. jego tryumfu!« – i teraz ciągnie dalej. 16. a w szczególności i to z Talmudu znane określenie matki Jezusa. miast atletów mamy swych męczenników. sabbati destructor. u t t a l i b u s e x u l t e s. nisi quod ne tunc quidem illos velim vivos. czy- 22 . »dobry i zły (böse)« toczyły na ziemi straszliwą. czegoś o w i e l e s i l n i e j s z e g o. quis tibi praetor aut consul aut quaestor aut sacerdos de sua liberalitate praestabit? Et tamen haec jam habemus quodammodo per f i d e m spiritu imaginante repraesentata. wedle innych. nie braknie jednak i dziś jeszcze miejsc. ut qui malim ad eos potius conspectum i n s a t i a b i l e m conferre. Nad bramą chrześcijańskiego raju i jego wiecznej szczęśliwości mógłby być w każdym razie z większą słusznością wyryty napis: »i mnie stworzyła wieczna n i e n a w i ś ć« – przypuściwszy. scena komiczna i tragiczna) et omni stadio gratiora". quibus animas aut nullas aut non in pristina corpora redituras affirmabant! Etiam poetas non ad Rhadamanti nec ad Minois. ille nationibus insperatus. Te obie p r z e c i w s t a w n e wartości »dobry i lichy (schlecht)«. fabri aut quaestuariae filius (jak wykazuje ciąg dalszy.. A jakkolwiek ta druga wartość oddawna przeważa. hic est ille arundine et colaphis diverberatus.. ut resurrexisse dicatur vel hortulanus detraxit. A cóż dopiero oczekuje nas w dniu jego powrotu. de spectac. natury bardziej duchowej. 9. dicam. Możnaby nawet rzec. zachwycony jasnowidz: »At enim supersunt alia spectacula. spectans tot et tantos r e g e s. u t b e a t i t u d o i l l i s m a g i s c o m p l a c e a t«. lepiej jednak. Ut talia spectes. której lekceważyć nie można. Hic est quem a Juda redemistis. sputamentis dedecoratus. że prawda mogłaby być wypisana nad drzwiami do kłamstwa! Bo c z e m ż e jest szczęśliwość wieczna?. quem clam discentes subripuerunt. tunc xystici contemplandi non in gymnasiis. ma Tertulian odtąd na myśli Żydów). ’Hic est ille. quae nec oculus vidit nec auris audivit nec in cor hominis ascenderunt? (I. Hic est. jeszcze gorsi krzykacze) in sua propria calamitate. solutiores multo per ignem. tunc histriones cognoscendi. niż być w rozdwojeniu pod każdym względem i być polem walki owych przeciwstawień. magis scilicet vocales (bardziej przy głosie. guibus nihil ad deum pertinere suadebant. sed ad inopinati Christi tribunal palpitantes! Tunc magis tragoedi audiendi.. – Zdążajmy do końca. Samarites et daemonium habens. 29 ss. z ust tryumfującego ojca kościoła. wyrażony pismem. c. że się tymczasem coraz wyżej w górę wznosiła i właśnie przez to coraz bardziej pogłębiała i uduchowiała: tak że niema dziś może bardziej rozstrzygającego znaku »n a t u r y w y ż s z e j«. Tomasz z Akwinu. Cor. qui in dominum desaevierunt. jeśli krwi chcemy.) Credo circo et utraque cavea (pierwszy i czwarty rząd lub.. wielki nauczyciel i święty. cum tanta saeculi vetustas et tot ejus nativitates uno igne haurientur. felle et aceto potatus. – P e r f i d e m : tak napisano. tysiącolecia trwającą walkę. ille ultimus et perpetuus judicii dies. Ceterum qualia illa sunt.

zrównania. natarczywiej. wraz z tem. że silniejszych i dostojniejszych dotąd jeszcze na ziemi nie było. zwie się »Rzym przeciw Judei. tkaczem kobierców Pawłem i matką owego. staczania się wstecz i w zamierzch człowieka. dzięki owemu zasadniczo gminnemu (niemieckiemu i angielskiemu) ruchowi ressentiment który nazywają Reformacyą. przeciwko żądzy zniżania. Rzym czy Judea? Ależ tu niema wątpliwości: zważmy tylko. Cóż natomiast odczuwali Żydzi względem Rzymu? Zgadujemy to z tysiącznych znaków. jako przed wcieleniem wszystkich najwyższych wartości – i nietylko w Rzymie. aczkolwiek wiele fałszerstwa literackiego potrzeba było do tego celu. niepokojące przebudzenie ideału klasycznego. najnieoczekiwańsza: starożytny ideał wystąpił c i e l e ś n i e z niesłychanym przepychem przed oczy i sumienia ludzkości. Judea przeciw Rzymowi«: – nie było dotąd większego zdarzenia nad t ę walkę. nazwaną Marya). przed rybakiem Piotrem. Chińczyków lub Niemców. który przedstawiał widok ekumenicznej synagogi i zwał się »Kościołem«: lecz natychmiast zatryumfowała znowu Judea. skoro właśnie tę książkę nienawiści opatrzył imieniem apostoła miłości. Rzym odczuwał w Żydzie coś sprzecznego z samą naturą.) Rzymianie byli przecie tak silni i dostojni. jaka była w Europie. poniżania. przed t r z e m a Ż y d a m i. co jej wynikiem być musiało. ma się rozumieć. prościej. z Żydami. rozbrzmiało straszliwie i porywająco przeciwne hasło p i e r w s z e ń s t w a n a j m n i e j l i c z n y c h! Jako ostatni drogowskaz k u i n n e j drodze zjawił się Napoleon. rozbrzmiało przeciwko starym łgarczym hasłom uczucia ressentiment o p i e r w s z e ń s t w i e n a j l i c z n i e j s z y c h. co to za problemat: Napoleon. pod ciśnieniem nowego. Jużci zdarzyło się za Odrodzenia wspaniałe. jeżeli się odgadnie.. każdy szczątek po nich. o takich nie śniono nawet nigdy. przeciwnie. by wyczuć. co się tam pisze. Lecz wystarczy przywieść sobie tylko na pamięć Apokalipsę Janową. Żydzi. jaki istniał kiedykolwiek. wrzaskliwszego zapału! Wprawdzie zdarzyła się wśród tego rzecz najpotworniejsza. wartości rzymskich. o ile ma się słuszne prawo rozkwit i przyszłość rodzaju ludzkiego nawiązywać do bezwzględnego panowania wartości arystokratycznych. każdy napis zachwyca. 23 . To podziwu godne: Rzym uległ bezsprzecznie. jak przebudzony z letargu. gdzie się tylko człowiek obłaskawił lub obłaskawić się pragnie – . które nienawiść ma na sumieniu. przed czem kłaniają się dzisiaj nawet w Rzymie. byli owym narodem kapłańskim. Nigdy nie słyszano na ziemi większego okrzyku radości. co jest pierwsze.. ta synteza n i e c z ł o w i e k a i n a d c z ł o w i e k a. a w nim ucieleśniony problemat d o s t o j n e g o i d e a ł u s a m e g o w s o b i e – rozważcie. któremu »d o w i e d z i o n o nienawiści do całego rodu ludzkiego«: słusznie. z przywróceniem Kościoła – zarazem przywróceniem dawnego mogilnego spokoju klasycznemu Rzymowi. – i raz jeszcze silniej. W Rzymie uważano Żyda za tego. doszła Judea raz jeszcze z Rewolucyą francuską do zwycięstwa nad ideałem klasycznym: ostatnia polityczna dostojność. niż kiedykolwiek. ten najdzikszy z wszystkich pisanych wybuchów. zbudowanego na nim zżydziałego Rzymu. dostojność siedmnastego i ośmnastego stulecia f r a n c u s k i e g o padła pod gminnymi instynktami uczucia ressentiment. opanowanym przez ressentiment par excellence. lecz prawie na przestrzeni pół ziemi. (Nie należy zresztą niedoceniać głębokiej konsekwencyi chrześcijańskiego instynktu. niż wówczas. posiadającym nie mającą sobie równej gminnie-moralną genialność: porównajmy jeno pokrewnie uposażone ludy. wszędzie. a co piątorzędne. ten najbardziej odosobniony i najpóźniejszy z późno zrodzonych.telnem. i j e d n ą Ż y d ó w k ą (przed Jezusem z Nazaretu. dostojnej oceny wartości wszystkich rzeczy: nawet Rzym poruszał się. nad t o postawienie zagadnienia. Kto na razie z w y c i ę ż y ł. któremu ową miłośnie-marzycielską Ewangelię przypisuje – : tkwi w tem część prawdy. to śmiertelnie wrogie przeciwieństwo. początkowo zwanego Jezusem. jak wiadomo. niejako swe antypodyczne monstrum. W pewnem nawet bardziej decydującem i głębszem znaczeniu.

zadaniu przyszłości.17. znane historyi lub badaniom etnologicznym. wszystkie »powinieneś«. – a to powód wystarczający. fizyologią i medycyną w najprzyjaźniejszą i najowocniejszą wzajemną wymianę. wymagają przedewszystkiem f i z y o l o g i c z n e g o oświetlenia i wytłumaczenia. jak i właściwych uczonych filozofów z powołania. nie miałoby wcale tej samej wartości. rozmyślać. – Czy na tem koniec? Czy to największe ze wszystkich przeciwstawień ideału zostało tem samem na wieczne czasy złożone ad acta? Czy tylko odroczone.. na długo odroczone ?. stawiam następujące zagadnienie. Co się tyczy możliwości tego rodzaju. przypuściwszy. temu trudno będzie dojść z tem prędko do końca. że oddawna stało się dość jasne. nie można mianowicie rozbierać dość subtelnie kwestyi »wart d l a j a k i e g o c e l u?« Naprzykład coś. U w a g a. ma u s t a n a w i a ć s t o p n i e w a r t o ś c i. – 24 .. jeszcze dłużej przygotowywany wybuch starego pożaru? Więcej jeszcze: czy właśnie t e g o nie należy sobie ze wszystkich sił życzyć? nawet chcieć? nawet żądać?. do czego zmierzam właśnie przez to niebezpieczne hasło.. abym sam doszedł do końca. które zasługuje na uwagę zarówno filologów i historyków. myśl rozwijać. gdyby chodziło o wytworzenie silniejszego typu. coby miało widoczną wartość ze względu na najwyższą niespożytość rasy (lub spotęgowanie jej siły przystosowawczej do pewnego klimatu lub na osiągnięcie największej liczby). Czy znów kiedyś nie będzie musiał nastąpić jeszcze straszniejszy. gdy im się na ogół udało przekształcić owe tak zaostrzone początkowo i nieufne stosunki pomiędzy filozofią. W rzeczy samej wszystkie tablice wartości.Kto w miejscu tem zacznie.. w s z c z e g ó l n o ś c i b a d a n i a e t y m o l o g i c z n e. d o d z i e j ó w r o z w o j u p o j ę ć m o r a l n y c h?« – Z drugiej strony oczywiście należy pozyskać dla tych problematów (o w a r t o ś c i dotychczasowych ocen wartości) wspóudział fizyologów i medyków: przyczem niechaj zawodowym filozofom pozostawiona będzie i w tym poszczególnym wypadku rola obrońców i pośredników.. pozostawiamy naiwności angielskich biologów.. które ostatnia ma książka nosi na grzbiecie: »P o z a d o b r e m i z ł e m«. Pytanie: j a k ą w a r t o ś ć ma ta lub owa tablica dóbr czyli »moralność«? należy stawiać w najrozmaitszych perspektywach. To bynajmniej n i e znaczy »Poza dobrem i lichem«. którą nastręcza mi ta rozprawa. Dobro najliczniejszych i dobro najmniej licznych to dwa przeciwległe punkty zapatrywania na wartość. by wyrazić publicznie i formalnie życzenie. Korzystam ze sposobności. Uważanie pierwszego za więcej wartościowy już s a m w s o b i e. jak moi czytelnicy. że filozof ma rozwiązać p r o b l e m a t w a r t o ś c i. aby któryś z fakultetów filozoficznych przez rozpisanie szeregu nagród akademickich zechciał się zasłużyć około popierania studyów nad h i s t o r y ą m o r a l n o ś c i – może ta książka posłuży jako bodziec w tym kierunku. tak pojętemu.. czego c h c ę. w każdym razie prędzej niż psychologicznego. W s z y s t k i e umiejętności winny teraz torować drogę zadaniu filozofów. wyjawiane dotąd przeze mnie tylko okolicznościowo w rozmowach z uczonymi: mianowicie. »J a k i e w s k a z ó w k i d a j e j ę z y k o z n a w s t w o. tak samo wszystkie czekają krytyki ze strony wiedzy medycznej..

25 .ROZPRAWA DRUGA: „Wina”. „Nieczyste Sumienie” i tym podobne.

w jaki to czyni przyrzekający. jego cała p r z e d h i s t o r y c z n a praca. które śmie przyrzekać – jak wam to już jasne zapewne – zawiera w sobie. można śmiało wstawić świat nowych rzeczy. żadnej dumy. Chwilowo zamknąć drzwi i okna świadomości. ilekolwiekby w niej tkwiło srogości. żadnego t e r a z – bez zapominawczości. lecz czynne n i e c h c e n i e pozbycia się. w jakim odbywa się nasze cielesne odżywianie. Zapominawczość nie jest jedynie jakąś vis inertiae. – Oto są właśnie długie dzieje powstania o d p o w i e d z i a l n o ś c i. obliczać! Jakże człowiek wprzód sam musiał się stać o b l i c z a l n y m. aż wkońcu w sposób. co przeżywamy. tak zwane »wcielanie«. dla rządzenia. spokoju. jak się rzekło. Człowiek. pewna tabula rasa świadomości. jakby dalece nie było żadnego szczęścia. jej a k t. formę t ę g i e g o zdrowia. wchłaniamy. w którym ten hamujący aparat uległ uszkodzeniu i źle działa. pamięć. które może p r z y r z e k a ć – czy nie to właśnie jest owem paradoksalnem zadaniem. dostateczne przypisuje znaczenie. jak ludzie powierzchowni sądzą. 24) – właściwa praca człowieka nad samym sobą w najdłuższym okresie rodzaju ludzkiego. w którem zapomnienie stanowi silę. z której pomocą zawiesza w pewnych wypadkach zapominawczość w jej czynności. I tu natychmiast rozważyć należy. nast. przedewszystkiem dla dostojniejszych funkcyi i funkcyonaryuszów. Olbrzymia praca tego. równym wśród równych. ma w tem swe głębokie znaczenie. zaręczyć za siebie. Właśnie to z konieczności zapominawcze zwierzę. – w tych mianowicie wypadkach. czynnej zapominawczości.I. nie być napastowanym przez wrzawę i walkę. że długi ten łańcuch woli pęknie. szczegółów. co zwę »obyczajnością obyczaju« (por.. Że problemat ten jest do pewnego wysokiego stopnia rozwiązany. właściwa p a m i ę ć w o l i: tak. aby znów znalazło się miejsce dla czegoś nowego. żadnego wesela. a właściwe wyładowanie woli. by w ten sposób rozporządzać swoją przyszłością. co odległe. kto przeciwdziałającej sile. j a k o z a p r z y s z ł o ś ć! 2. że między pierwotne »chcę«.. żadnej nadziei. które postawiła sobie natura w stosunku do człowieka? Czy nie to jest właściwym problematem człowieka?. tępoty i idyotyzmu. etykiety. przyswoiło sobie zdolność przeciwną. zadanie bliższe: u c z y n i ć wprzód człowieka do pewnego stopnia podległym konieczności. 15. uświadamia nam się w stanie trawienia (możnaby go nazwać »wduchawianiem«) nie więcej. swe wielkie usprawiedliwienie. Zadanie wyhodowania zwierzęcia. p r a w i d ł o w y m. musiał wyuczyć się odróżniać zdarzenia konieczne od przypadkowych. odźwiernej niejako. przewidywania. z a p o m i n a w c z o ś ć i. jednolitym. doświadczamy. jako warunek i przygotowanie. patrzeć jak na obecne i umieć je przewidywać. w najściślejszem znaczeniu pozytywną zdolnością hamującą. tyraństwa. wiązać myśli przyczynowo. »uczynię«. Lecz czegóż to wszystko wymaga! Jakżeż to człowiek. przedłużane chcenie raz chcianego.. oznaczać pewnie cel i środki ku niemu. jest ona raczej czynną. bez obawy.. której przypisać należy. nawet aktów woli. wśród której podziemny świat naszych służebnych organów pracuje dla siebie i przeciw sobie wzajem. kiedy się ma przyrzekać: nie jest to więc wcale tylko bierna niemożność pozbycia się raz wyrytego wrażenia. że obyczajność obyczaju i społeczny kaftan bezpieczeństwa u c z y n i ł y człowieka 26 . przeznaczania z góry (bo nasz organizm urządzony jest oligarchicznie) – oto korzyść. Jutrzenka str. że wszystko to. podległym k o n i e c z n o ś c i. z którem nie można się uporać. niż ów cały tysiącoraki proces. nietylko niestrawność raz w zastaw danego słowa. prawidłowym i przeto obliczalnym. by móc obliczać też siebie samego w stosunku do swego własnego wyobrażenia. to dziwić musi tem bardziej tego. wogóle umieć liczyć. na to. podobny jest do dyspeptyka (a nietylko podobny) – który nie może się z niczem »uporać«. Wyhodować zwierzę. 21. nieco ciszy. strażniczki duchowego ładu.

który w y r ó ż n i a.. co nie przestaje b o l e ć. instynktem dominującym. A jakże nazwie on ten instynkt dominujący. tam gdzie dojrzewają ostatecznie owoce drzewa. co ma zostać w pamięci: tylko to. bo czuje się dość silny. jakżeby nie miał wiedzieć. Ten wyzwolony. i rózgę dla łgarza. który ś m i e p r z y r z e k a ć – a w nim dumną. – więc każdego. 3. powoli. posiadacz długotrwałej i niezłomnej woli. w każdym mięśniu drgającą świadomość tego. wszędzie tam o d b i j a s i ę jeszcze coś z owej straszliwości. jak to sobie wyobrazić można. ma w tem posiadaniu i swoją m i a r ę w a r t o ś c i: ze swego patrząc stanowiska na innych. Najstraszliwsze ofiary i za27 . uczucie dopełnienia człowieka wogóle. które przyrzekają. Chciałoby się nawet rzec. – Swem sumieniem?. tajemnica. prawie podziw budzącem ukształtowaniu. choć nie śmieją. dających porękę (którym w o l n o przyrzekać). jako coś. wsiąkła w niego. przypuściwszy. częścią bezmyślny rozum chwili. że gdziekolwiek dziś jeszcze na ziemi istnieje uroczystość. poręczano. z tem panowaniem nad sobą. który rzeczywiście ś m i e przyrzekać. tej mocy nad sobą samym i losem. świadomość tej rzadkiej wolności. który skąpi zaufania. by dotrzymać go nawet wbrew złym przypadkom.. darząc zaufaniem. niechętnie. czci lub gardzi. Stańmy natomiast na końcu olbrzymiego procesu.. a więc ś m i e ć r z e c »tak« o sobie także – to. dane jest koniecznie w dłoń i panowanie nad okolicznościami. Nie obeszło się nigdy bez krwi. jak samowładca. z jaką czci sobie równych. że to pojęcie »sumienie«. Można odgadnąć z góry. obawy. samemu sobie tylko równe. że uczuje w sobie potrzebę słowa na to? Ależ nie ulega wątpliwości. Jakże długo musiał ten owoc w i s i e ć na drzewie. silnych. z jaką ongiś wszędzie na ziemi przyrzekano. Tego prastarego problematu. najtwardsza przeszłość. nad przyrodą i wszelkiem ukróconem w swej woli i nie dającem poręki stworzeniem? Człowiek »wolny«. słowem człowieka z własną. dojrzały owoc. najgłębsza. ten pan w o l n e j woli. nadobyczajne indywiduum (bo »samorządny« i »obyczajny« wykluczają się wzajem). właściwą świadomość mocy i wolności. które znowu uwolniło się od obyczajności obyczaju. d o c z e g o były tylko środkiem: a znajdziemy. jako najdojrzalszy na tem drzewie owoc s a m o w ł a d n e i n d y w i d u u m. bez mąk. samorządne. gdzie społeczeństwo i obyczajny jego obyczaj wyjawiają nareszcie. że ten samowładny człowiek zwie go swem s u m i e n i e m.. który daje swe słowo. bez ofiar. długotrwałą wolą. posępne barwy w życiu ludzi i ludów. ile wzbudza on zaufania. rzadko. co tu ostatecznie zdobyte zostało i w niego wcielone.rzeczywiście obliczalnym. jakkolwiek wszystko w tem drzewie przygotowane było i właśnie do wydania go dążyło – »W jaki sposób stwarza się człowiekowi-zwierzęciu pamięć? Jak w ten częścią tępy. ilekroć stajemy się »poważni«. cierpki i kwaśny! A przez czas jeszcze dłuższy wcale nie było nic widać z tego owocu. najdłuższa. nawet »wbrew losowi« – : z tą samą koniecznością będzie miał w pogotowiu kopnięcie dla głodnych psów gończych. w głąb jego najskrytszą i stała się instynktem.. niktby nie śmiał był go obiecywać. jak się rzekło. nie rozwiązano wcale subtelnymi odpowiedziami i środkami. czci – »zasługuje« na wszystko troje – i jak mu. gdy człowiek widział potrzebę stworzenia sobie pamięci. który przyrzeka. który łamie swe słowo już w chwili. i z tą samą koniecznością. w tę wcieloną zapominawczość wtłacza się coś tak. na co się spuścić można. lecz i p ó ź n y owoc. czemu nie wolno przyrzekać i poręczać za siebie. gdy je ma na języku. powaga. aby pozostało obecne?« . zostaje w pamięci« – oto naczelna zasada najstarszej (niestety i najdłużej trwającej) psychologii na ziemi.»Wypala się ogniem. niezawisłą. owiewa nas i wzbiera w nas. ten samowładca. Śmieć ręczyć za siebie i z dumą. ma za sobą długie dzieje i przemiany. które spotykamy tu w jego najwyższem.. jaką tem samem osiągnął wyższość nad wszystkiem. ślubowano: przeszłość. może nawet niema nic straszliwszego i niesamowitszego w całych przeddziejach człowieka nad jego m n e m o t e c h n i k ę. Dumna świadomość nadzwyczajnego przywileju o d p o w i e d z i a l n o ś c i.

ulubione łupienie ze skóry (»darcie pasów«). by żyć wśród korzyści. nie mieć żadnej wiedzy. by je »niezapominalnemi« uczynić. która mo28 . Jeszcze raz powtarzam – lub nie powiedziałemże jeszcze tego wcale? – nie są nic warci. cała ta posępna sprawa. żadnej chęci wiedzy rzeczy przeszłych. braku smaku i rzeczowości i który z temi właściwościami ma prawo do wyhodowania wszelkich rodzajów mandarynów Europy). zanim zwierzę »człowiek« zacznie tworzyć owe o wiele prymitywniejsze rozróżnienia »umyślnie«. wbijanie na pal. I prawdziwie! z pomocą takiej pamięci doszło się ostatecznie do »rozumu «! – Ach! rozum. wśród którego i dziś jeszcze znaleźć można maximum zaufania. Z pomocą takich obrazów i przykładów narzuci się wkońcu pamięci pięć. ile trudu kosztuje na ziemi wyhodowanie »narodu myślicieli« (to znaczy: t e g o narodu Europy. 4. rozdzieranie i tratowanie końmi (»ćwiartowanie«). Owa dziś tak tania i pozornie tak naturalna. aby się dopatrzeć. dłużnym«? Lub że kara jako o d p ł a t a rozwinęła -się zupełnie na uboczu od wszelkiego założenia wolności i niewolności woli? – i to do tego stopnia. jedynie »nowoczesne« doświadczenie. lecz wystarczy przypatrzeć się tylko naszemu dawnemu postępowaniu karnemu.. że naprzykład owo moralne. że owszem trzeba zawsze dopiero w y s o k i e g o szczebla uczłowieczenia. jakie daje społeczność. Czyż tym dotychczasowym genealogom moralności śniło się choćby tylko w przybliżeniu. sześć takich »nie chcę«. odrażające okaleczenia (naprzykład kastracye). wraz z ich przeciwieństwami i uwzględniać je przy wymiarze kary. jeszcze mniej instynktu historycznego. – Lecz jakże przyszła na świat ta druga »posępna sprawa«. zwana rozwagą. »niedbale«. »przypadkowo«. jeszcze mniej za szczególnie płochy i żyjący z dnia na dzień. wykrawanie mięsa z piersi. łamanie kołem (najsłynniejszy wynalazek i specyalność niemieckiego geniuszu w państwie kary!). tak nieunikniona myśl. »poczytalnie«. Posiadać pięć piędzi długie. naprzykład kamienowanie (– już podanie ciska kamień młyński na głowę winnego). zasadnicze pojęcie »winy« wzięło początek swój z bardzo materyalnego pojęcia »być winnym.. to całe »nieczyste sumienie«? – I oto powracamy do naszych genealogów moralności. ile trudów kosztowało osiągnięcie zwycięstwa nad zapominawczością i u p r z y t o m n i e n i e na stałe tym niewolnikom chwilowego uczucia i żądzy kilku prymitywnych wymogów społecznego współżycia. wszystkie te przywileje i błyskotki człowieka: jakże drogo trzeba je było opłacić! Ileż krwi i zgrozy leży na dnie wszystkich »dobrych rzeczy«!. a ascetyczne procedury i formy życiowe są środkiem do tego. tem straszliwszy zawsze widok jej zwyczajów: srogość ustaw karnych daje w szczególności miarę tego. zarówno też smarowanie złoczyńcy miodem i rzucanie na pastwę muchom w skwarze słonecznym. który w bólu odgadł najmożniejszy pomocniczy środek mnemoniczny. panowanie nad uczuciami. własne. co do których dało się p r z y r z e c z e n i e. powaga. Im gorszy był »stan pamięci«: ludzkości. powagi. niezapominalną. tu właśnie potrzebnego »drugiego wzroku« – a jednak uprawiać dzieje morału: to musi się wedle wszelkiej słuszności skończyć na wynikach. by owe idee uwolnić od współzawodnictwa wszelkich innych idei. świadomość winy. »ustaloną«. aby stać się panami swych gminnych podstawowych instynktów i ich brutalnego nieokrzesania: przypomnijmy sobie dawne niemieckie kary. Ci Niemcy straszliwymi środkami stworzyli sobie pamięć. które do prawdy nietylko w kruchym pozostają stosunku. My Niemcy nie uważamy się stanowczo za jakiś szczególnie okrutny i twardego serca naród. gotowanie zbrodniarza w oliwie lub winie (jeszcze w czternastem i piętnastem stuleciu). w celu zahipnotyzowania całego nerwowego i intelektualnego systemu temi »idées fixes«.stawy (do których należały ofiary z pierworodów). najokrutniejsze formy rytualne lub kulty religijne (a wszystkie religie są w najgłębszej istocie systemami okrucieństw) – wszystko to ma swe źródło w owym instynkcie. wszechobecną. I w pewnym sensie zaliczyć tu trzeba całą ascetykę: pewna ilość idei ma pozostać niezatartą.

rozkosz używania przemocy. Wyrównanie polega więc na przekazie i prawie do okrucieństwa. nawet wyrafinowaną formą ludzkiego sądu i wnioskowania. jako nad czemś. idea równoważności szkody i bólu? Napomknąłem już coś o tem: w stosunku umownym w i e r z y c i e l a i d ł u ż n i k a. – Skąd ta prastara. 5. Gniew ten jednak trzyma na wodzy i modyfikuje myśl. musiała podsunąć mniemanie »zbrodniarz zasługuje na karę. która je stworzyła lub na nie pozwalała. jak po poprzedniej uwadze z góry tego oczekiwać można. jeśli rzymskie prawodawstwo Dwunastu Tablic wyrokuje. by s t w o r z y ć przyrzekającemu pamięć. a właśnie u Egipcyan miał jużci spokój ten pewne swoje znaczenie). tak śmiemy podejrzywać. daje mocą umowy wierzycielowi w zastaw. głęboko wkorzeniona. p o n i e w a ż b y mógł był postąpić inaczej«: jest faktycznie nadzwyczaj późno osiągniętą. przyjemność. jak dziś jeszcze rodzice karzą dzieci. chcąc zaręczyć za powagę i świętość swego przyrzeczenia. zobowiązanie. że każda szkoda może mieć w czemciś r ó w n o w a ż n i k i rzeczywiście może być powetowana. p r a w e m ustalone oszacowania poszczególnych członków i miejsc na c i e l e. Rozjaśnijmy sobie logikę całej tej formy wyrównania: jest ona dość dziwna. naprzykład w Egipcie. przedsmakiem wyższego stopnia społecznego. bierze się do psychologii dawniejszej ludzkości niezgrabnymi palcami. posiadłościach wszelkiego rodzaju) przyznana jest wierzycielowi pewnego rodzaju p r z y j e m n o ś ć jako odpłata i wyrównanie. Równoważnik dany jest w tem. oczekiwać można srogości. Dłużnik. jeśli moc karania. swe zbawienie duszne. przyjemność «de faire le mal pour le plaisir de le faire«. na wypadek. naprzykład wyciąć z niego tyle. o szerszych poglądach. wywartą na dłużniku. p o n i e w a ż czyniono złoczyńcę za czyn jego odpowiedzialnym. gdzie trup dłużnika nawet i w grobie nie mógł znaleźć spokoju przed wierzycielem. choćby samym b o l e m szkodnika. Rozkosz ta w tem większej jest cenie. że zamiast zysku pokrywającego wprost szkodę (więc zamiast wyrównania w złocie. Uważam to już za postęp. że winny ma być ukarany. co »pod nim« – lub przynajmniej w razie. w i d z i e ć. Uprzytomnienie sobie tych stosunków umownych jużci budzi. więc n i e z powodu założenia. jak istnienie wogóle »osób prawnych« i wskazującym znowu ze swej strony na podstawowe formy kupna. r z y m s k i e g o pojęcia prawa. z gniewu za poniesioną szkodę. Przez najdłuższy okres dziejów ludzkich wcale n i e karano d l a t e g o.że nawet dla objaśnienia sposobu. że jest rzeczą obojętną. wkońcu nawet swój spokój w grobie. wymiany. chcąc wzbudzić zaufanie w swe przyrzeczenie zwrotu. ne fraude esto«. Przez »karę«. męczarni. czy więcej lub mniej wierzyciel zetnie w takim wypadku. po części przerażająco drobiazgowe oszacowania. czem nadto może rozporządzać. wymiar kary przeszły już na »zwierzchność«. okrucieństwa. sprzedaży. jak pogardzają i znęcają się nad nią. im głębiej i niżej stoi wierzyciel w porządku społecznym i im łatwiej zdawać mu się ona może najwyborniejszym kąskiem. gniewu. Wierzyciel mógł bowiem ciału dłużnika zadawać wszelkie rodzaje hańby i męczarni. tu właśnie chodzi o to. tu właśnie. nawet swą szczęśliwość. kramarstwa. ba. za dowód wolniejszego. Tu właśnie p r z y r z e k a s i ę. lecz raczej. może teraz już nie dająca się wytępić idea wzięła moc swoją. tak starym. – 29 . kto dopatruje się jej w początkach. naprzykład swe ciało lub swą żonę. jeżeli nie zapłaci. że może bez skrupułu wywrzeć moc swoją na bezsilnym. własnemu sumieniu swemu przykazać zwrot jako obowiązek. »si plus minusve secuerunt. ziemi. szukającego sobie upustu na szkodniku. że śmie pogardzać i znęcać się nad jakąś istotą. uczestniczy wierzyciel w p r a w i e p a ń s k i e m: wreszcie i on osiąga raz podnoszące uczucie. lub swą wolność lub też swe życie (lub wśród pewnych określonych religijnych warunków. coś co jeszcze nadto »posiada«. niejedno podejrzenie i opór przeciw dawniejszej ludzkości. ile odpowiadało wielkości długu: – bardzo wcześnie i wszędzie istniały z tego punktu widzenia dokładne. w jaki powstało na ziemi poczucie sprawiedliwości.

110 i nast. zaśmiewali się nad nim prawie na śmierć). jak niewinnie występuje ich potrzeba okrucieństwa. Sposępnienie 30 . jak rzeczone. gdy istnieją pesymiści. że jest boleśnie. któreby zresztą już małpy może były podpisały: bo mówią. niechaj zaznaczę wyraźnie. niż teraz. prawie z udręką. jako najweselszą z książek. nabywał nadzwyczajną odpłatną rozkosz: m o ż n o ś ć z a d a w a n i a cierpienia. bardziej jeszcze świętoszkostwu oswojonych zwierząt domowych (to znaczy ludzi współczesnych. o ile z a d a w a n i e cierpienia sprawiało w najwyższym stopniu przyjemność. nie mówiąc. jak naiwnie z drugiej strony. nie mam wcale zamiaru. »świętość obowiązku«. nietylko wniknięcie sobie utrudni. które ciągnie się przez całe dzieje wyższej kultury (i jeżeli się na nią patrzy w pewnem znaczeniu. I czyżby nie należało dodać.) Tu również zadzierzgnęło się nasamprzód to tajemnicze i może nierozwiązalne zahaczenie pojęć »winy i cierpienia«. w »Poza dobrem i złem« na str. – Mówiąc nawiasem. gdy nie umiano sobie wyobrazić książęcego wesela i święta ludowego w większym stylu bez egzekucyi. a kto tu wetknie niezgrabnie pojęcie »zemsty«. sympathia malevolens) za n o r m a l n ą właściwość człowieka – : zatem za coś. że zapowiadają już dostatecznie człowieka wymyślaniem dziwacznych okrucieństw i są w tem jakby »przygrywką« do niego. do jakiego stopnia jest składnikiem i przymieszką prawie każdej ich radości. że sprzeciwia się delikatności. w tem wyższej było cenie. przeciwnie. składa się na nią). w prawie o zobowiązaniach. (przedtem już w »Jutrzence« na str. czemu sumienie serdecznie p r z y t a k u j e! Głębsze oko doszukałoby się może i w życiu dzisiejszem niemało tej najstarszej i najgłębszej radości odświętnej człowieka. to znaczy nas) przedstawić sobie w całej pełni. i m bardziej nie przystawało do stopnia i społecznego stanowiska wierzyciela. życie pogodniejsze było na ziemi. tak samo żadnego dostojnego domu bez istot. ludzkie – arcyludzkie zdanie. mówiąc ze Spinozą. Przypatrywanie się cierpieniu sprawia przyjemność. lecz i zaciemni zamiast wyjaśnić (– zemsta sama prowadzi przecie do takiego samego problematu: »jakże zadawanie cierpienia może być zadośćuczynieniem?«).. gdy ludzkość nie wstydziła się jeszcze swych okrucieństw. do jakiego stopnia o k r u c i e ń s t w o tworzyło wielką radość odświętną dawniejszej ludzkości. i bylibyśmy z tego powodu dziwem i zagadką dla jego twórcy i tegoż współcześników – oni czytali go z najczystszem sumieniem. potężne. najdłuższe dzieje ludzkie – a i w karze jest tyle u r o c z y s t e g o! – 7. W każdym razie nie zbyt to jeszcze dawno. jak zasadniczo uważają właśnie »bezinteresowną złość« (lub. »obowiązek«.. co. – Początek jego. Prawdziwe ś w i ę t o. na którychby nie można wywierać swej złości i dopuszczać się okrutnych igraszek (– należy sobie przypomnieć choćby Don Kichota na dworze księżnej: czytamy dziś całego Don Kichota z gorzkim na języku posmakiem. i że wówczas. 25. Jeszcze raz pytam: o ile cierpienie może być wyrównaniem »długu«? O tyle. był obficie i długo zlewany krwią. W t e j więc dziedzinie. że świat ten w gruncie rzeczy nigdy już nie postradał całkiem zapachu krwi i katowni? (nawet w starym Kancie nie: imperatyw kategoryczny czuć okrucieństwem.) wskazałem przezornym palcem na coraz bardziej rosnące przeduchawianie i »przebóstwianie« okrucieństwa. jak początek wszystkiego wielkiego na ziemi. Bez okrucieństwa niema uroczystości: tak uczą najstarsze. myślami temi napędzać pesymistom naszym świeżą wodę na ich rozstrojone skrzypiące młyny. zniechęcone do życia. tortur lub jakiegoś autodafé. coś. zadawanie cierpienia jeszcze większą – jest to zdanie srogie. lecz stare. 127 i nast. To wszystko przypuszczalnie: bo trudno jest sięgnąć dna takich podziemnych rzeczy. »sumienie«. o ile poszkodowany wzamian za uszczerbek wraz z przykrością z powodu uszczerbku. Zdaje mi się. 76. jest ognisko powstania świata pojęć moralnych: »wina«.6.

którego widokiem Bóg się buduje«: tak brzmiała przeddziejowa logika uczucia – i zaprawdę. W każdym razie pewna jest. to nie cierpienie samo w sobie. doprowadzających najlepiej nawet uorganizowanego Europejczyka prawie do rozpaczy. należące do nadkultury. coś. moczu i kału«). skoro pozostawimy za sobą wyższe dziesięć tysięcy lub dziesięć milionów. ani dla naiwnego człowieka czasów dawniejszych. usprawiedliwienia swego zła. cierpienia wszystkich razem zwierząt. lecz i życie samo pełnem niesmaku – tak.nieba nad człowiekiem wzmagało się zawsze w miarę. sądzicie. jak bardzo to prastare wyobrażenie sięga nawet jeszcze w nasze europejskie uczłowieczenie! należałoby się zastanowić nad tem może z Kalwinem i z Lutrem. który leczył Murzynów (jako przedstawicieli przeddziejowego człowieka) w ciężkich wypadkach wewnętrznego zapalenia. nie istniało wogóle cierpienie n i e d o r z e c z n e. by nie wzbudzić nawet w najczulszem hipokrytycznem sumieniu żadnego podejrzenia (»litość tragiczna« jest takiem mianem. Może wówczas – aby pocieszyć przeczuleńców – ból nie bolał tak jeszcze. – na Murzynów nie działają one tak. że jeszcze G r e c y nie umieli bogom swoim przyjemniejszej przydać do szczęścia przyprawy nad radowanie się z okrucieństwa. bo nie umiano obejść się bez z a d a w a n i a cierpienia i widziano w niem czar pierwszorzędny. to jest musiała wystąpić w przeszczepieniu na grunt wyobrażeniowy i duchowy. »Usprawiedliwione jest każde zło. życie jako zagadka. Co właściwie oburza przeciw cierpieniu. że i owa uciecha z okrucieństwa właściwie nie koniecznie wymrzeć musiała: potrzebowała tylko o tyle. niewykryte. pełen nagany. co i w ukryciu unosi się nad nami. terazby potrzebowało może do tego celu innych pomocniczych wynalazków. inne brzmi »les nostalgies de la croix«). że czasem zatyka nos przed samym sobą i za papieżem Innocentym Trzecim. wydzielanie śliny. gdy cierpienie zmuszone jest występować zawsze. które dotąd w celu naukowych odpowiedzi wypytywano nożem. jak dziś. dobrze jest przypomnieć sobie czasy. z których powodu nietylko wstrętną mu się stała radość i niewinność zwierzęcia. na których zawsze się znało. Dzisiaj. właściwą przynętę uwodną ku życiu. lecz niedorzeczność cierpienia: atoli ani dla chrześcijanina. krótko. jak rosło w człowieku wstydzenie się c z ł o w i e k a. Może nawet wolno przypuścić możliwość. Na drodze do »anioła« (aby twardszego nie użyć tu słowa) wyhodował sobie człowiek ów zepsuty żołądek i ów obłożony język. nie wchodzą poprostu w rachubę). – mam na myśli chorobliwe przeczulenie i przemoralnienie. przynajmniej wniosek ten będzie mógł wyciągnąć lekarz. Jakiemiż. bezświadkowe cierpienie. do którego należą. (naprzykład. Aby móc usunąć ze świata i uczciwie zanegować utajone. jako pierwszy z argumentów p r z e c i w istnieniu. pewnego wydelikacenia i wysubtelnienia. jako najgorszy jego znak pytania. i ustrojona samemi tak niewinnemi mianami. z którego się człowiek rozwija. który umiał sobie wyłożyć wszelkie cierpienie z myślą o widzach i zadających cierpienie. któremi są. lodowe »nie« wstrętu do życia – to nie są cechy n a j g o r s z e g o okresu rodzaju ludzkiego: wychodzą one raczej na światło dzienne w postaci roślin bagiennych. oczami kazał Homer bogom swoim spoglądać na losy człowiecze? Jakież w gruncie rzeczy ostateczne miały znaczenie wojny trojańskie i tym podobne tragiczne straszliwości? Nie ulega zgoła wątpliwo- 31 . nieufność ku zagadce życia. a ja co do siebie nie wątpię. o ile bardziej ból dzisiaj boli. (Krzywa ludzkiej zdolności cierpienia zdaje się rzeczywiście niezwykle i prawie nagle opadać. co i w ciemności widzi i nie daje żadnemu zajmującemu bolesnemu widowisku ujść swej uwadze. czy tylko przeddziejowa? Bogowie pojęci jako miłośnicy o k r u t n y c h widowisk – och. okropny smród. sporządza katalog swoich obrzydliwości (»nieczyste spłodzenie. ohyda tworzywa. wstrętne odżywianie w łonie matki. który wmówił w cierpienie całą tajemną maszyneryę zbawienia. usprawiedliwienia siebie samego. z których powodu zwierz »człowiek« ostatecznie uczy się wstydzić wszystkich swych instynktów. Z pomocą takich to wynalazków znało się wówczas życie na sztuczkach. życie jako problemat poznania). kiedy wyrokowano odwrotnie. że w porównaniu z jedną nocą bólu jednej jedynej histerycznej wykształconej samicy. Znużone. pesymistyczne spojrzenie. dopiero gdy się zjawi bagno. było się wówczas prawie zmuszonym wynaleźć bogów i duchów pośrednich wszelkiej wyży i głębi.

. która odmierza wartości. wierzyciela i dłużnika: tutaj występowała po raz pierwszy osoba przeciw osobie. na heroizm i samoudrękę cnotliwych: »Herakles obowiązku« znajdował się na scenie i czuł się też na niej. który wtedy po raz pierwszy dla Europy zrobiono. wszelkiej »dobrej woli«. wyrównania na najgrubsze i najpierwotniejsze kompleksy społeczne (w ich stosunku do podobnych kompleksów). Jest to najstarszy i najnaiwniejszy moralny kanon s p r a w i e d l i w o ś c i. Może niemiecki wyraz »Mensch« (manas) wyraża właśnie coś z t e g o samopoczucia: człowiek określał siebie.ści: uważał je za ś w i ą t e c z n e z a b a w y dla bogów: a. Sprawiedliwością na tym pierwszym szczeblu jest dobra wola pośród mniej więcej równie możnych. przeprowadzać zamianę – wszystko to w takim stopniu zajmowało najpierwotniejsze myślenie człowieka. Nie inaczej potem jeszcze greccy filozofowie moralności pojmowali oczy boga. prawa. wraz z swemi psychologicznemi przynależnościami. filozofów. zawikłań. w s z y s t k o może być odpłacone«. by bogom swym takiego deterministycznego nie przypisywać świata! Cała ludzkość starożytna pełna jest delikatnych względów »dla widza«. zobowiązania. właściwą ociężałemu. Poczucie winy. w y c z e r p a ć s i ę n i g d y n i e m o ż e? Na ziemskiej tej scenie nie miało nigdy braknąć prawdziwej nowości. Nie odnaleziono jeszcze tak nizkiego stopnia cywilizacyi. Nie uczynionoż owego tak zuchwałego. są starsze nawet od początków wszelkich społecznych form organizacyjnych i związków: z zaczątkowych raczej form prawa osobowego p r z e n i o s ł o się dopiero kiełkujące poczucie wymiany. prawdziwie niesłychanych napięć. stosunku osób. spoglądające na zapasy moralne. odmierzać wartości. z m u s z e n i a ich do wyrównania pomiędzy sobą. obliczania mocy mocą. wymyślać równoważniki. lecz później nieubłaganie w tym samym kierunku toczącemu się dalej myśleniu dawniejszej ludzkości. długu. Stanowić ceny. jako »oceniające wartości zwierzę samo w sobie«. mierzenia. stosunku kupca i sprzedawcy. jak się już rzekło. niż inni ludzie. katastrof: świat zgoła determistycznie pojęty byłby dla bogów do odgadnięcia i wskutek tego znużyłby ich wkrótce. ocenia i mierzy. umowy. o ile poeta jest pod tym względem bardziej. postępowania ku wzajemnemu zadowoleniu. tu po raz pierwszy m i e r z y ł a s i ę osoba osobą. przedewszystkiem po to. tuby również upatrywać można pierwszy zawiązek ludzkiej dumy. 32 . Oko przystosowało się już teraz do tej perspektywy: i z ową niezdarną konsekwencyą. zobowiązania osobistego – by podjąć nić naszego badania – wywodzi. że zainteresowanie się bogów człowiekiem. Kupno i sprzedaż.. wynalazku »wolnej woli«. zasadniczo naoczny. wraz z przyzwyczajeniem porównywania. który nie umiał pomyśleć sobie szczęścia bez widowisk i uroczystości. początek swój z najstarszego i najpierwotniejszego. tak fatalnego filozoficznego wynalazku. – A. jaki istnieje. z pomocą wielkiego uogólnienia do tego. »porozumienia się« drogą wyrównania – a w stosunku do mniej możnych. bezwzględnej spontaniczności człowieka w złem i dobrem. jako świat zasadniczo publiczny. gdzieby śladów tego stosunku nie dało się już zauważyć. doszło się niebawem. 8. poczucia pierwszeństwa swego w stosunku do reszty zwierząt. stworzony »na podobieństwo boskie«.. wszelkiej »objektywności« na ziemi. że w pewnem znaczeniu było s a m e m m y ś l e n i e m: tu wyhodował się najstarszy rodzaj bystrości umysłowej. wszelkiej »słuszności«. także za świąteczne zabawy dla poetów. cnotą człowieczą.. – dostateczny powód dla tych p r z y j a c i ó ł b o g ó w. początek wszelkiej »dobroduszności«. że »każda rzecz ma swą cenę. i wielka k a r a ma w sobie tyle uroczystego!. by stworzyć sobie prawo do wyobrażenia. jako istotę. cnota bez świadków była dla tego narodu aktorów czemś nie do pomyślenia. jak widzieliśmy.

jak się człowiek ze względu na te szkody i wrogości gminie zaprzedał i zobowiązał. przynajmniej do pewnego stopnia. jak słuszna. przedewszystkiem coraz dobitniej występująca chęć uważania każdego przestępstwa za o d p ł a c a l n e w jakiemś znaczeniu. starania. usiłowanie. wkońcu staje się nawet m i a r ą jego bogactwa ilość uszczerbków które wytrzymać może. – puścić b e z k a r n i e szkodnika. Sprawiedliwość. Kompromis z gniewem i najbliżej przestępstwem dotkniętych. lecz i wszelką łaskę. nietylko wszystkie te dobra i korzyści. Przestępca jest dłużnikiem. 10. W miarę wzrostu mocy i świadomości społeczeństwa. »Kara« na tym stopniu uobyczajenia to poprostu odbicie. przedewszystkiem »zdrajcą«. Chodzi tu najmniej o bezpośrednią szkodę. w tej mierze co dawniej. by ograniczyć wypadek i zapobiec szerszemu lub nawet ogólnemu mieszaniu się w sprawę i zaniepokojeniu. mimus normalnego postępowania ze znienawidzonym. która zaczyna tem.. by znaleźć równoważniki i rzecz całą załatwić (compositio). lecz jeszcze targa się na swego wierzyciela: dlatego traci odtąd. więc jest to prawo wojenne i święto zwycięskiego Vae victis! najniemiłosierniejsze i najokrutniejsze – co wyjaśnia. obalonym wrogiem. jest przestępcą. który postradał nietylko wszelkie prawo i opiekę. Gniew poszkodowanego wierzyciela. łamiącym umowę i słowo względem c a ł o ś c i. zwłaszcza przed gniewem bezpośrednio poszkodowanych. uważać za niebezpieczne i zagrażające bytowi całości. bo nie może ich już. gniew powszechny nie śmie już jak dawniej do tego stopnia niepohamowanie szukać sobie na nim upustu. przed którym był dotąd chroniony: odtrąca – i każda wrogość może teraz szukać sobie na nim upustu. który użyczonych sobie korzyści i zadatków nietylko nie spłaca. przy którejby mogło sobie ono pozwolić na najdostojniejszy zbytek. Jeżeli ciągle mierzyć będziemy miarą czasów pierwotnych (które zresztą istnieją każdego czasu. kończy patrzeniem przez palce i puszczaniem niewypłacal33 . jak stawał się bogatszy. êlend pierwotnie ma oznaczać – wedle tego. korzysta się z dobrodziejstw z niej wypływających (och. Cóż stanie się w r a z i e p r z e c i w n y m? Gromada. wierzyciel oszukany. w których aż dotąd uczestniczył. nie cierpiąc na tem. wszystko musi być odpłacone«. które coraz wyraźniej wyciskają się na dalszym rozwoju prawa karnego. – owszem całość bierze odtąd złoczyńcę przezornie w obronę i opiekę. Złoczyńcy nie »pozbawia się pokoju«. »Cóż mnie właściwie obchodzą moje pasorzyty? – mogłoby rzec wówczas. łagodnieje zawsze i prawo karne. rozbrojonym.9. społeczności. »pozbawiony pokoju« – Niemiec zrozumie co Elend. w stosunku do wszystkich dóbr i przyjemności współżycia. i z o l o w a n i e od siebie przestępcy i jego czynu: oto cechy. na które wystawiony jest człowiek z p o z a o b r ę b u.. Żyje się wśród społeczności. którą szkodnik wyrządził: pomijając ją. że »wszystko jest odpłacalne. ani nie skazuje na banicyę. na jaki je stać. co za korzyści! niedoceniamy ich dziś czasami) mieszka się pod opieką i ochroną. »Wierzyciel« stawał się zawsze bardziej ludzki w miarę. lub znów są możliwe): to i społeczność pozostaje do swych członków w tym ważnym zasadniczym stosunku wierzyciela do dłużnika. lecz jeszcze przywiedzie mu się na pamięć. Możne wyobrazić sobie w społeczeństwie ś w i a d o m o ś ć m o c y. spokojnie i ufnie bez troski o pewne szkody i wrogości. przywraca dłużnika do dzikiego. znajdzie sobie w miarę swej mocy zapłatę. wyjętego z pod prawa stanu. każde osłabienie i głębsze niebezpieczeństwo społeczeństwa wywodzi na światło surowsze tego prawa formy. j a k i e d o b r a t e m a j ą z n a c z e n i e. Wraz z potężniejącą mocą przestaje społeczność ważyć zbytnio przestępstwa jednostki. pod któremi kara występuje w historyi. można liczyć na to. więc. – Niechże sobie żyją i tyją: na tom dość jeszcze silne!«. że wojna sama (zalicza się do tego i wojenny kult ofiarniczy) użyczyła wszystkich tych f o r m.

Aktywny. zaczepnego. (E. do fałszywego. w gruncie rzeczy wszędzie). Tyle przeciw tendencyi tej wogóle: co się jednak tyczy poszczególnego twierdzenia Dühringa. 11. zazdrości. podejrzenia nie zmąci wysoka. A jak z podobnego koniecznie zawsze podobne powstać musi. mających. że ojczyzny sprawiedliwości szukać należy na gruncie uczucia reakcyjnego. przypuszczając. jak zawsze kwitła. jeszcze daleko wyższą wartość biologiczną. równie głęboko jak łagodnie patrząca przedmiotowość sprawiedliwego. jak wszelka dobra rzecz na ziemi. w co w każdym razie nie należy w i e r z y ć zbyt łatwo. to trzeba mu. gwoli prawdzie. Psychologom powiem przedtem do ucha. którym jest ressentiment. jak też właściwa potrzeba prawa czuły się na ziemi u siebie? Czyżby w sferze człowieka reakcyjnego? Wcale nie: raczej w sferze aktywnego. umiarkowanym. »Kurs filozofii«. zemsty). nieżyczliwości. że średnio nawet osobom najuczciwszym wystarcza już drobna zaczepka. obojętnym. – Wiadomo. przywilejem najmocniejszego. uważałbym to nawet za z a s ł u g ę. zresztą tak. być sprawiedliwym jest zawsze p o z y t y w n e m zachowaniem się). zda mi się. niż owe reakcyjne. insynuacya. – kończy. że to z ducha samego ressentiment wyrasta ta nowa nuance naukowej sprawiedliwości (na rzecz nienawiści. czynić musi. napadający. Niech padnie słowo ku zmartwieniu pomienionego agitatora (który sam raz to o sobie złożył zeznanie: »nauka zemsty przewijała się jak czerwona nić sprawiedliwości 34 . jak to już częściej bywało – porównaj powyżej str. skoro tylko chodzi o inną grupę uczuć. a wypędzić z oczu wszelkie poczucie słuszności. czysta. kto wogóle ma na sumieniu wynalezienie »nieczystego sumienia« – człowiek opanowany przez ressentiment! Wkońcu rozejrzyjmy się w dziejach: w jakiej sferze wogóle dotąd sprawowanie prawa. obcym. niż reakcyjny. Teraz słowo celem sprzeciwienia się niedawno podjętym usiłowaniom szukania początku sprawiedliwości na zupełnie innym gruncie. w ukryciu. u n i c e s t w i e n i e m s i e b i e s a m e j. i przeto zasługujących tem bardziej. szyderstwa. Niewątpliwa. Tem ostatniem jabym najmniej się zgorszył: w stosunku do całego biologicznego problematu (ze względu na który wartości tych uczuć dotąd niedoceniano). mianowicie na gruncie. jak to reakcyjny człowiek czyni. że właśnie znów z takich kół. w takim razie jest to cząstka doskonałości i najwyższego mistrzostwa na ziemi. jest grunt uczucia reakcyjnego! Jeśli się rzeczywiście zdarzy. s ą d z ą c e g o oka. jego »pozaprawiem«. podejrzliwości. odważniejszy. rozumie się samo przez się. Dühringa »Wartość życia«. jak gdyby sprawiedliwość była w gruncie tylko dalszym rozwojem uczucia urazy – a wraz z zemstą pragnie się wynieść następnie do czci wszystkie wogóle uczucia r e a k c y j n e. szorstkiem odwróceniem inne przeciwstawić twierdzenie: o s t a t n i m gruntem. jeśli się nawet pod nawałem osobistej urazy. silnego. 45. w sposób. acz z innym zapachem. jak piękną zwie siebie nazwą ta unicestwiająca się sprawiedliwość: ł a s k ą. Pozostaje ona. czego tu roztropnie jest nie oczekiwać. tak też nie zdziwi nikogo. zaczepny człowiek stoi zawsze jeszcze sto kroków bliżej sprawiedliwości. Zwracam tylko uwagę na okoliczność. fiołkowi podobna. chciwość i im podobne. uprzedzonego oceniania swego przedmiotu. nie jest bowiem wcale zmuszony. właściwiej jeszcze. spontanicznego. dostojniejszy miał za wszystkich czasów i w o l n i e j s z e o k o i c z y s t s z e sumienie: naodwrót zgadnąć już łatwo. żeby mieli ochotę zbadać raz samo ressentiment zblizka: roślina ta kwitnie teraz najpiękniej wśród anarchistów i antysemitów. jak żądza władzy. Ta »sprawiedliwość naukowa« ustaje zaś natychmiast i ustępuje miejsca akcentom śmiertelnej wrogości i uprzedzenia. że człowiek sprawiedliwy sprawiedliwym zostanie nawet względem swych szkodników (a nietylko zimnym. by wpędzić im krew w oczy. – wychodzą usiłowania uświęcenia z e m s t y pod nazwą s p r a w i e d l i w o ś c i. by je naukowo i wysoko cenić: mam na myśli właściwe a k t y w n e uczucia. – nawet coś. Rzeczywiście dlatego człowiek napadający jako silniejszy. złośliwość. rancune. który duch sprawiedliwości zdobyć może.nemu płazem.

i nie da się wcale bez tego charakteru pomyśleć. Lecz »cel w prawie« przydać się może historyi powstawania prawa dopiero na samym ostatku: niema raczej dla żadnego rodzaju historyi zgoła ważniejszego twierdzenia nad owo. złupienie. bywa przez moc odeń wyższą wykładane ciągle pod kątem nowych zamysłów. którą najwyższa potęga wywiera i przeprowadza wbrew przewadze uczucia odporu i urazy – czyni to zawsze. byłby zasadą w r o g ą ż y c i u. a co za wzbronione. Tu jeszcze słowo o pochodzeniu i celu kary – dwa problematy. Bo jakże postępują w tym wypadku dotychczasowi genealogowie moralności? Naiwnie. jest ustanowienie p r a w a. jej rzeczywiste zużytkowanie i wciągnięcie w system celów. proponując. czego chce każda zemsta. gwałcąc. to jest raniąc. – Wedle tego »prawo« i »bezprawie« istnieją dopiero od ustanowienia p r a w a (a nie. że przyczyna powstania jakiejś rzeczy i jej ostateczna użyteczność. które z takim trudem zdobyto. co jakimkolwiek sposobem doszło do skutku. lub rozpaść się powinny: niestety. która w stosunku do niżej od niej stojących. nie jako środek w walce kompleksów mocy. jak zwykle postępowali – : wynajdują jakiś »cel« w karze. zniszczenie samo w sobie być czemś »bezprawnem«. – 12. naturalnie nie może urażenie. które swej siły używały po części na to. jako częściowe ograniczenia właściwej. zamachem na przyszłość człowieka. odwraca ona uczucie podległych sobie od najbliższej szkody takimi występkami wyrządzonej i osiąga w ten sposób odwrotność tego. Wszędzie. odległe są toto coelo od siebie. za niesłuszne. burzycielem i rozprzężeniem człowieka. zlepia się je zwykle w jedno. to jest jako środków do stworzenia w i ę k s z y c h jedności mocy. już to zamiast zemsty wydając ze swej strony bitwę wrogom pokoju i porządku. wydaną im ze strony aktywnych i zaczepnych potęg. Traktując po ustanowieniu prawa przestępstwa i akty samowoli jednostek. niszcząc w swych zasadniczych funkcyach. skoro tylko jest dość silna ku temu –. by powstrzymać wybujałość reakcyjnego patosu i nakazać mu miarę i wymusić pogodzenie. co dzieje się w świecie organicznym 35 . lecz jako środek p r z e c i w wszelkiej walce wogóle. czy jednostek). jako występek względem prawa i bunt przeciw najwyższej mocy. szuka środków. do mocy dążącej woli życiowej i podporządkowanie sobie jej wspólnych celów jako poszczególnych środków. Otóż ze stanowiska historycznego przedstawia prawo na ziemi walkę właśnie p r z e c i w uczuciom reakcyjnym. już to podnosząc pewne równoważniki uszkodzeń do normy. od aktu urazy). że z najwyższego biologicznego stanowiska stany prawne mogą być zawsze tylko s t a n a m i w y j ą t k o w y m i. umieszczają potem dobrodusznie ten cel na początku. jak wyżej zauważono). by bezmyślnie szalejącemu ressentiment kres położyć. że każda wola winna każdą wolę za równą uważać. w danych razach narzucając. wojnę. Porządek prawny. jako causa fiendi kary – i rzecz gotowa. jak też całych grup. na nowo zagarniane. do której odtąd raz na zawsze ressentiment stosować się musi. gdzie dzieje się i utrzymuje sprawiedliwość. że wszystko. jak chce Dühring. pogwałcenie. znakiem znużenia. które rozpadają się. Najbardziej jednak rozstrzygającą rzeczą. co wogóle w oczach jej uchodzić ma za dozwolone. już to wynajdując wyrównania. w nowy pożytek przekształcane i kierowane.przez wszystkie moje prace i usiłowania«). że co jest. rozkazodawcze oświadczenie. nawet oko samego poszkodowanego (aczkolwiek to na samym ostatku. może wedle komunistycznego szablonu Dühringa. pomyślany samowładczo i ogólnie. naprzykład zemstę lub odstraszenie. łupiąc. – to jest. ukradkowym przesmykiem do nicości. za słuszne. już to wydzierając przedmiot tegoż ressentiment z rąk zemsty. lecz które też w i n n o b y ł o być zdobyte. znająca jedynie i uznająca tylko punkt widzenia poszkodowanego – : odtąd ćwiczy się oko w coraz b e z o s o b i t s z e j ocenie czynu. słabszych (czy to grup. Trzeba wyznać jeszcze coś ciekawszego. Mówić o »prawie« i »bezprawiu« s a m y c h w s o b i e niema zgoła sensu. widać silniejszą moc. o ile życie funkcyonuje e s e n c y o n a l n i e.

zaczepnym. co musiało mu być p o ś w i ę c o n e m. śmierć. w o l i m o c y. – gdyż oddawna sądzono. odgrywającej się we wszystkiem. jakiegokolwiek zwyczaju mogą być w ten sposób dalszym ciągiem łańcucha znaków. W ten sposób jednak nie rozumie się istoty życia. pożyteczność pewnej rzeczy. który jawi się zawsze w postaci woli i drogi ku w i ę k s z e j m o c y i osiągany bywa zawsze kosztem licznych mniejszych mocy. że dający się wykazać cel. ukradłszy jej pojęcie zasadnicze. i wyników udanych przeciwdziałań. Przypomnijmy sobie. co się dzieje. »Rozwój« jakiejś rzeczy. jakiegoś zwyczaju. nowoczesny m i z a r c h i z m (aby ukuć złe słowo na złą rzecz) przemienił i przebrał się z czasem do tak duchowego i najbardziej duchowego stopnia. ręka d o chwytania. niedołężnienie i zwyrodnianie. co zarzucał Huxley Spencerowi – jego »nihilizm administracyjny«: lecz chodzi jeszcze o coś w i ę c e j. nawet życie samo określono jako zawsze celowe wewnętrzne »przystosowywanie« do zewnętrznych okoliczności (Herbert Spencer). pozornie najbardziej przedmiotowe umiejętności. pewnej formy. niż o »administrowanie«. że sprzeciwia się właśnie panującemu instynktowi i smakowi czasu. Tak też wyobrażano sobie i karę. raczej w danym razie przypadkowo tylko po sobie następują i zastępują się. 36 . kształtującym siłom. przekraczającym. Podnoszę ten główny punkt widzenia metodyki historycznej tem bardziej. formy w sztukach lub w kulcie religijnym). jako masa poświęcona udaniu się jednej s i l n i e j s z e j species człowieka – t o b y był postęp. co się dzieje. Być może. zatracanie się sensu i celowości. w których wola życiowa objawia się aktywnie i kształtująco. i całe dzieje jakiejś »rzeczy«. Forma jest płynna. niż z teoryą. że oko sporządzone jest d o patrzenia.jest p r z e m o ż e n i e m. pojęcie właściwej a k t y w n o ś c i. że będzie to starszym uszom brzmieć niewygodnie i nieprzyjemnie. ba. Wielkość »postępu«: m i e r z y się nawet ilością tego. jak się samo przez się rozumie. usiłowań zmian formy w celu obrony i reakcyi. w ten sposób zaprzeczono w organizmie nawet władczej roli najwyższych funkcyonaryuszów. jakiegoś organu nie jest w ten sposób bynajmniej postępem (progressus) ku pewnemu celowi. należą do warunków rzeczywistego progressus. – jeno kolejnem następstwem głębiej lub płyciej sięgających. że stał się już panem całej fizyologii i nauki o życiu. Nawet wewnątrz każdego poszczególnego organizmu nie dzieje się inaczej: z każdym istotnym wzrostem całości zmienia się też »sens« poszczególnych organów. ludzkość. Demokratyczna idyosynkrazya do wszystkiego. z dodatkiem oporu stosowanego każdym razem. należne spontanicznym. to znaczy aktywność drugiego rzędu. czystą reaktywność. tem mniej logicznym i najkrótszym. Lecz wszystkie cele. ciągle nowych tłumaczeń i przystosowań. Wzamian wysuwa się pod naciskiem owej idyosynkrazyi na pierwszy plan »przystosowanie«.. że dzisiaj krok za krokiem wciska się. których działanie dopiero sprowadza »przystosowanie«. lecz »sens« bardziej jeszcze. o p a n o w a n i e m. pewnego urządzenia tłumaczy także powód ich powstania. krótko.. odgrywających się w nim procesów przemagania.. najmniejszym nakładem sił i kosztów osiągnionym postępem. ś m i e się wciskać już w najsurowsze.. których same przyczyny nie muszą znajdować się nawet między sobą w związku przyczynowym. że wola mocy stała się panią czegoś mniej mocnego i wycisnęła sobą na nich znaczenie funkcyi.. któryby raczej zgodził się jeszcze z bezwzględną przypadkowością. zwyczaju politycznego. jakiegoś organu. wszystkie pożytki są tylko o z n a k a m i tego. a wszelkie znów przemożenie i opanowanie nowem wytłumaczeniem i przyrządzeniem. co panuje i chce panować. zdaje mi się. – w pewnych razach częściowe ich zanikanie. jako wynalezioną d o karania. ba. obyczaju społecznego.. to jeszcze tem samem nie pojęliśmy nic pod względem jego powstania. w ten sposób przeocza się zasadnicze pierwszeństwo. przy którem dotychczasowy »sens« i »cel« z konieczności zaciemnić się lub zgoła zagasnąć musi. ku jej szkodzie. ich liczebne zmniejszanie się (naprzykład przez niszczenie członków pośrednich) może być znakiem wzrastającej siły i doskonałości. mniej lub więcej wzajemnie niezależnych. z mechaniczną bezmyślnością wszystkiego. jego w o l i m o c y. wykładającym i kierującym w sposób nowy. Chciałem rzec: także częściowe b e z u ż y t e c z n i e n i e. Choćby się najlepiej pojęło p o ż y t e k jakiegoś organu fizyologicznego (lub też instytucyi prawnej.

przykrojona. że dopiero w ł o ż o n o ją w procedurę i podsunięto jako tej procedury tłumaczenie (dawno istniejącej. Kara jako odpłacenie poszkodowanemu szkody. że raz ten. należy w niej rozróżniać dwie rzeczy: najpierw to. akt. że rzecz n i e tak się ma. lecz w innem znaczeniu używanej). w jakiejbądź formie (także w uczuciowem wynagrodzeniu). Natomiast w pewnem wcześniejszem stadyum okazuje się jeszcze owa synteza »sensów« bardziej do rozwikłania. porządku. Aby dać przynajmniej wyobrażenie. trudno rozpuszczalnej. a nawet w pewnych razach jeden pierwiastek (może cel odstraszenia) zdaje się unicestwiać całą resztę składników. uchylają się od definicyi. trudnej do analizowania i. do którego doszedłem na podstawie małego stosunkowo i przypadkowego materyału. to znów ów pierwiastek kosztem pozostałych wybija się na czoło i dominuje. co w niej jest względnie t r w a ł e. jako łamiącego umowę. wrogowi. krystalizują się ostatecznie w pewien rodzaj jedności. 37 .13. to w późniejszym stanie kultury (naprzykład w Europie dzisiejszej) pojęcie »kary«: nie przedstawia faktycznie wcale już jednego sensu. można zauważyć jeszcze. Przytem przypuszczamy tylko. Kara jako uroczystość. co nie ma żadnych dziejów). cel. (N i e m o ż l i w ą jest dziś rzeczą powiedzieć dokładnie. Kara jako rodzaj wyrównania za te korzyści. niż jej zużytkowanie do kary. by zapobiec rozszerzeniu się zakłócenia. o ile ten ostatni utrzymuje się jeszcze dzięki możnym rodom i o ile one roszczą sobie doń przywileje. Kara jako honoraryum. prawa. oczekiwanie. który karę ponosi – tak zwana »poprawa«. tak jak sobie niegdyś wyobrażano rękę wynalezioną celem chwytania. że procedurę w y n a l e z i o n o dla celu kary. jako niebezpiecznego dla społeczności. Kara jako wyłączenie pierwiastka zwyrodniałego (w danych razach całej gałęzi. »dramat«. dzieje jej wyzyskiwania do najróżniejszych celów. Kara jako wyrabianie pamięci. niechaj posłuży tu schemat. jako buntownika. zdrajcę i pokojołomcę. mniemając wszyscy razem. jej »sensu«. jak wedle prawa chińskiego: więc jako środek do utrzymania czystości rasy i utrzymania tęgości typu społecznego). to jest jako pogwałcenie i wyszydzenie obalonego nakoniec wroga. jako przeszkodzenie dalszemu szkodzeniu. czy to świadkom egzekucyi. Kara jako izolowanie zakłócenia równowagi. jakie wojna właśnie daje w ręce. jak przypadkowy jest »sens« kary i jak jedna i ta sama procedura ze względu na zasadniczo różne zamysły może być różnie zużytkowana. Kara jako unieszkodliwienie. a także bardziej podatna zmianie. to jest do k a r y. czy to temu. wedle wyłuszczonego właśnie zasadniczego punktu widzenia metodyki historycznej. którzy karę wyznaczają i wykonywają. jak niepewny. jak następczy. że procedura sama będzie czemś starszem. co podnieść trzeba. definiować daje się tylko to. co do jej warunków. n i e d a j ą c e j s i ę w c a l e z d e f i n i o w a ć. w których się cały proces semiotycznie streszcza. słowem. z drugiej strony to. których przestępca dotychczas używał (naprzykład. Co się tyczy jednak owego drugiego pierwiastku w karze. wytłómaczona. d l a c z e g o właściwie się karze: wszystkie pojęcia. sens. wcześniejszem. Kara jako kompromis z naturalnym stanem zemsty. jak nasi naiwni genealogowie moralności i prawa dotąd przypuszczali. które się łączy z wykonaniem takich procedur. per analogiam. która chroni złoczyńcę przed wybujałością zemsty. jeśli się go używa jako niewolnika w kopalniach). zwyczaj. jak w każdym poszczególnym przypadku pierwiastki syntezy zmieniają swoją wartościowość i wedle tego inaczej się porządkują tak. pewną surową kolejność procedur. Kara jako wpajanie strachu przed tymi. zwierzchności. płynnego. zastrzeżone ze strony władzy. lecz całą syntezę »sensów«: dotychczasowe dzieje kary wogóle. którego zwalcza się środkami. Kara jako wypowiedzenie wojny i środek przeciw wrogowi pokoju. co w niej płynne. – Aby więc wrócić do przedmiotu.

z nieodpowiedzialną częścią przeznaczenia. torturowanie. – wszystko to więc jako czynności wcale przez sędziów nie napiętnowane pogardą. znajduje właśnie w niej ciągle najsilniejszą swą podporę. jego przeddzieje! Prawdziwy wyrzut sumienia jest właśnie wśród zbrodniarzy i skazańców czemś niezmiernie rządkiem. przeciw czemu na nic wszelka walka. »wyrzutem sumienia«. by go w tem miejscu nie rozumieć. następnie zasadnicze. – przynajmniej ze względu na ofiary. chwiejąca się dziś z licznych powodów. nawet afektem nie uniewinnione grabienie. domy poprawy n i e są wylęgarnią. że Bóg czyni wszystko sub ratione boni (»lecz toby znaczyło poddawać Boga przeznaczeniu i byłoby zaiste największą z wszystkich niedorzeczności« –). Tem snadniej odjąć jej można użyteczność d o m n i e m a n ą. jak kiedy nastąpiło coś nieobliczalnego. ten najbardziej niesamowity i zajmujący kwiat naszej ziemskiej roślinności. na których sobie przemoc karząca szukała upustu. Jeżeli się zdarzy. jakiś straszny wypadek w naturze. na którego później spadała kara. jemu. ponura powaga. Tylko ze szkodnikiem. Nie ważmy mianowicie lekce tego. Naogół licząc. Kara posiadać ma tę wartość. które charakteryzuje sucha. karzących n i c. coby wyrażało. który dobro i zło wygnał między urojenia ludzkie i gniewnie bronił czci swego »wolnego« Boga przeciw bluźniercom. którzy porządnie się w y s i l a j ą. utrzymującym. lżenie. Świat cofnął się znowu dla Spinozy do stanu owej niewinności. podejście. – w tem zgadzają się wszyscy sumienni postrzegacze. – w rzeczywistości nie istniało przez najdłuższy okres czasu nawet w świadomości sądzących. gdy pewnego popołudnia. rodzaj swego postępku jako pogardy godny s a m w s o b i e: widzi on bowiem zupełnie ten sam rodzaj postępku spełniany w służbie sprawiedliwości i nazywany wówczas dobrym. koncentruje. pogwałcenie. którzy w licznych wypadkach sąd tego rodzaju dość niechętnie i przeciw własnym wydają życzeniom. nie doznawał przytem żadnej innej »wewnętrznej udręki«. Lecz tem samem wykracza się nawet ze względu na dziś jeszcze przeciw rzeczywistości i psychologii. że złamie energię i wywoła nędzne ukorzenie i poniżenie się. jak dalece właśnie widok sądowych i wykonawczych procedur nawet przeszkadza przestępcy odczuwać czyn swój. przekupstwo. Uświadomiło się to raz w sposób podchwytliwy Spinozie (ku zmartwieniu jego wykładaczy. Gdy zaś pomyślimy jeszcze o owych tysiącoleciach p r z e d dziejami człowieka. o jakie ocierając się wspomnienie. z czystem sumieniem spełniany: więc szpiegostwo. n i e wyrósł na tym gruncie. że budzi p o c z u c i e w i n y w winnym. kara hartuje i ostudza. która zwie się »nieczystem sumieniem«. w której spoczywał przed wynalezieniem nieczystego sumienia: cóż zatem pozostało z morsus conscientiae? 38 . Wiara w karę. ani potępione s a m e w s o b i e. kto wie. I nawet ten. że właśnie kara najbardziej p o w s t r z y m a ł a rozwój poczucia winy. tak jak się w różnych rodzajach kary przebijają. to wypadek taki jest bezsprzecznie jeszcze mniej pokrzepiający. a cóż dopiero ze względu na najdłuższe dzieje człowieka. kara jest jawnie przeładowana pożytecznościami wszelkiego rodzaju. oberwanie się miażdżącej skały. szuka się w niej właściwego instrumentum owej duchowej reakcyi. więzienie. zastawianie sideł. 15. mordowanie. lecz tylko w pewnym względzie i pewnem zużytkowaniu.14. znowu jako część przeznaczenia. naprzykład Kuno Fischer). wzmacnia siłę oporu. niż średnie działanie kary. zajęty był pytaniem. co jemu samemu właściwie pozostało z sławnego morsus conscientiae –. całą frantowską i szczwaną sztukę policyantów i oskarżycieli. zaostrza poczucie osamotnienia. »Nieczyste sumienie«. więzienia. to śmiało możemy wydać sąd. która jużci uchodzi w świadomości ludowej za najistotniejszą. że się ma do czynienia z »winnym«. Lista ta jest niewątpliwie niezupełna. w której ta species toczącego robaka najchętniej się udaje.

gdy zmuszone były albo stać się zwierzętami lądowemi. XVIII. połączony z wyobrażeniem rzeczy minionej. – chce ona. Eth. z w r a c a j ą s i ę w e w n ą t r z – oto co nazywam u w e w n ę t r z n i e n i e m człowieka. – zostały ograniczone do myślenia. N i e i n a c z e j n i ż S p i n o z a przez ciąg tysiącoleci odczuwali popełnione »przestępstwo« złoczyńcy. propos. z tym odważnym fatalizmem bez buntu. w miarę. wnioskowania. najzawodniejszego organu! Zdaje mi się. których kara dosięgła: »coś tu wbrew przypuszczeniom poszło źle«. nie czyni go jednak »lepszym«. w woli przystępowania nadal do dzieła ostrożniej. wtłoczony w gniotącą cieśń i prawidłowość obyczaju. Człowiek. to pomnożenie obawy. opanowanie żądz: w ten sposób kara o b ł a s k a w i a człowieka. róż rósł się i wyrósł. jak się poddaje człowiek chorobie. sprawiły. który z braku zewnętrznych wrogów i oporów. musimy szukać właściwego s k u t k u kary przedewszystkiem w zaostrzeniu roztropności. nabrał głębi. rzekł sobie wkońcu. Na szczęście czyni dość często głupim). kombinowania przyczyn i skutków. zakłócał i katował. koczowniczego człowieka zwróciły się wstecz. że wszystkie owe instynkty starego. w człowieku i zwierzęciu. szerzy. wysokości. jakby wciśnięty między dwa naskórki. – nagle instynkty ich pozbawione zostały wartości i »zawieszone«. Miały odtąd chodzić na nogach i »nosić same siebie«. Straszliwe brzemię ciążyło na nich. zwrócone przeciw posiadaczom takich instynktów.»Przeciwieństwo gaudium. jakie wogóle przeżył. 16. jak z a h a m o w a n e zostało wyładowywanie się człowieka na zewnątrz. o tyle i złym. ze zmiany i zniszczenia – wszystko to. Jeśli istniała wówczas krytyka czynu. mówi lud: o ile szkoda czyni mądrym. z napadania. Uważam nieczyste sumienie za ciężkie chorzenie. nieufniej. III. – możnaby z większem prawem jeszcze twierdzić coś przeciwnego. okrucieństwo. prześladował. brakło im ich starych przewodników po tym nowym nieznanym świecie. gdy dotąd nosiła je woda. w pewnem polepszeniu samooceny. Cały świat wnętrzny. w które człowiek wpaść musiał pod naciskiem owej najbardziej zasadniczej z wszystkich przemian. by własnej swojej hipotezie o początku »nieczystego sumienia« nie dopomóc do pierwszego tymczasowego wyjawu nie łatwo zdobyć dla niej posłuch. przystosowanym szczęśliwie do wojny. II. w przedłużeniu pamięci. dzięki któremu naprzykład dziś jeszcze Rosyanie w szafowaniu życiem wyżej stoją od nas. wolnego. albo zginąć. że nigdy nie istniało na świecie podobne poczucie nędzy. mieszkańców Zachodu. gdy znalazł się ostatecznie zamkniętym w żakietem kole społeczeństwa i pokoju. Wrogość. o t o początek »nieczystego sumienia«. – smutek. takie ołowiane zniechęcenie. obliczania. ograniczone do s w e j »świadomości«. tajemniej. te nieszczęśniki. uciecha z prześladowania. niecierpliwie sam siebie targał. Owe straszne obwarowania. tak samo działo się tym półzwierzom dziczy. która wypadła przeciw wszelkiemu oczekiwaniu«. co się później jego »duszą« zowie. do swego najbiedniejszego. – owej przemiany. że dla wielu rzeczy jest się raz na zawsze za słabym. regulujących. w zrozumieniu. włóczęgi i przygód. I. tak dopiero przyrasta do człowieka to. gryzł. zaostrzenie rozsądku. początkowo cienki. Jak zwierzętom wodnym. nieświadomie a pewnie wiodących popędów. a n i e: »tego nie powinienem był czynić« – poddawali się karze. nie mogące wyładować się na zewnątrz. schol. Do najprostszych zatrudnień czuły się niezgrabne. któremi organizacya państwowa broniła się przeciw dawnym instynktom wolności – kary przedewszystkiem należą do tych obwarowań –. p r z e c i w c z ł o w i e k o w i s a m e m u. nieszczęściu lub śmierci. Wszystkie instynkty. 39 . – a nadto owe stare instynkty nie przestały odrazu stawiać swych wymagań! Tylko że trudno i rzadko można było czynić po ich woli: naogół musiały szukać sobie nowych i jakby podziemnych zadowoleń. by długo ją przemyślać na jawie i we śnie. Co naokół osiągnąć można przez karę. to czyn poddawała krytyce roztropność: bez wątpienia. (»Każdy mądry po szkodzie«. W tem tu miejscu nie mogę uniknąć.

jak gdyby coś się nim zwiastowało. Dodajmy do tego natychmiast. aż wreszcie taki surowy materyał ludu i półzwierząt nietylko ugniótł się i stał się podatny. jak zaczęło się gwałtem. Od niego jednak rozpoczęła się największa i najstraszniejsza choroba. wyciskaniem form. zjawiają się. trzeba było boskich widzów. tak też samymi gwałtami do końca doprowadzone zostało. zbyt przekonywająco. ogniwem. lecz tylko drogą. wielką obietnicą. by nawet nienawidzone być mogły. puszczę niepewną i niebezpieczną – ten szaleniec. że pozbyto się owego marzenia. człowiek rozchorował się n a c z ł o w i e k a. kto gwałtem sobie poczyna w każdym ruchu i dziele. wbrew rozumowi. aby mogło się odegrać niedorzecznie. głębokiego. miejsce tortury. co wina. kto jest z natury »panem«. co wzgląd. stojącą po stronie przeciwnej sobie samej. jak grom się zjawia. w którym nie znajdzie miejsca nic wogóle. który ż y j e. To n i e w n i c h wyrosło nieczyste sumienie. jeszcze koczowniczą. Po drugie jednak i to. zbyt strasznie. że z drugiej strony wraz z duszą zwierzęcą. mus. z góry usprawiedliwionym przez swe »dzieło« na wieki. – aleby 40 . zbyt nagle. które kazało mu powstawać drogą »umowy«. zorganizowana na sposób wojenny. Używam wyrazu »państwo«: wiadomo. przychodzą jak przeznaczenie. W samej rzeczy. rasę zdobywców i panów. i posiadając moc do organizowania. jako miażdżąca i bezwzględna maszynerya. zbyt paradoksalne. nieledwo pewność. zaszło na ziemi coś tak nowego. 17. napięcie uwagi. że widok ziemi zmienił się zasadniczo. bez względu. są to najbardziej poniewolni. wskutek wypowiedzenia wojny starym instynktom. które się chce »obłaskawić«. twór władczy. zagadkowego. że najstarsze »państwo«. coś przygotowywało. które się wówczas zaczęło i którego końca jeszcze dziś wcale przewidzieć nie można. w co wprzód nie został włożony »sens« odnośnie do całości. Gdzie się pojawią. która. rządzi nimi ów straszliwy egoizm twórcy. lecz jako przełom. wcale dobrowolna i nie przedstawiała się jako organiczne wrastanie w nowe warunki. w którym części i funkcye zostały odgraniczone i uzależnione. – cóż ma taki do czynienia z umowami? Takie istoty nie są obliczalne. bez powodu. ci urodzeni organizatorowie. w sprzeczność i p r z y s z ł o ś ć b r z e m i e n n e g o. w które gra »wielkie dziecko« Heraklita. Tak przecie poczyna się »państwo« na ziemi: sądzę. który patrzy jak spiż i czuje się. który z samego siebie stwarzać sobie musiał przygodę. Kto rozkazywać umie. kładzie bez skrupułu swe straszliwe łapy na ludność może liczebnie nieskończenie wyższą. – widowisko zbyt subtelne. zbyt »inaczej«. wedle tego wystąpiło i dalej działało jako tyrania straszliwa. mostem. lecz jeszcze bezkształtną... na których polegała dotąd jego siła. Do założenia tej hipotezy początku nieczystego sumienia należy po pierwsze to. jak matka przez dziecię swoje. niejako skoku i runięcia w nowe położenie i warunki bytu. nadzieję. jak gdyby człowiek nie był celem. niepostrzeżenie na jakiejś śmiesznej gwieździe! Odtąd człowiek należy do najbardziej nieoczekiwanych i wzruszających rzutów szczęścia. n a s i e b i e s a m e g o: wskutek gwałtownego odcięcia się od przeszłości zwierzęcej. lecz także został u f o r m o w a n y. – czy się zwie Zeusem czy Przypadkiem. aby godnie uczcić widowisko. ani nawet żadnego ressentiment. co przez to rozumiem – jakąś gromadę płowowłosych drapieżców. ten stęskniony i zrozpaczony więzień stał się wynalazcą »nieczystego sumienia«. co odpowiedzialność. że przystosowanie się nie hamowanej dotąd i nie ukształconej ludności do stałej formy. Dzieło ich jest instynktownem tworzeniem form. rozumie się z góry. Oni nie wiedzą. – wzbudza dla siebie zajęcie. zbyt cudowne. jako skok. uciecha i straszliwość. zwracającą się przeciw samej sobie. nieodparta fatalność. pozoru. że owa przemiana nie była wcale stopniowa. niesłychanego.to o kraty swej klatki raniące się zwierzę. najnieświadomsi artyści. jacy istnieją. ten nędzarz. przeciw którym nie było żadnej walki. z której ludzkość po dziś dzień nie ozdrowiała. jawi się wkrótce coś nowego. czujący brak i trawiony tęsknotą za pustynią.

ludzi nowoczesnych. jak w owem większem. Chorobą jest nieczyste sumienie. aktora tutaj. wciągnięty jako tłumaczenie w stosunek. dopiero wola samodręczenia jest warunkiem w a r t o ś c i pierwiastku nieegoistycznego. to okrucieństwo twórcze. o ile w pojęciach zaprzecznych. piękność. ta niesamowita i przerażająco rozkoszna robota dobrowolnie rozdwojonej w sobie duszy. o którym już obszerniej mowa była. samozapierający się. W łonie pierwotnych związków rodowych – mówimy o praczasach – każde z kolei pokolenie uznaje wobec pokolenia dawniejszego. gdyby wpierw sprzeczność nie uświadomiła się samej sobie. samoofiarny: rozkosz ta należy do okrucieństwa. – 19. jest właśnie sam człowiek. – Tyle tymczasem co do pochodzenia »nieegoistyczności«. Po tej wskazówce przynajmniej będzie mniej zagadkowa zagadka. wewnętrzna. lecz chorobą taką. brakłoby go.. Mianowicie w stosunek ludzi t e r a ź n i e j s z y c h do swych p r z o d k ó w. gdyby pod naciskiem ich młotów bijących. które urabia kształtująca i gwałcicielska natura owej siły. którą odczuwa bezosobowy. buduje ideały negatywne. mniejsza. Do tego potrzeba jednak długiego oddechu. mówiąc z Goethym. cierpiącemu tworzywu. – i przedewszystkiem musimy raz jeszcze wrócić do dawniejszego punktu widzenia. a w szczególności wobec najdawniejszego. jak b e z o s o b o w o ś ć. – a n i e. całe to a k t y w n e »nieczyste sumienie«. jego cała zwierzęca stara jaźń. a może wogóle dopiero po raz pierwszy piękno samo. co z tą chwilą właściwie dopiero na świat przyszło. 18. wśród których choroba ta doszła do najstraszniejszego i najwyższego szczytu: – zobaczymy. gdyby wpierw brzydota nie powiedziała samej sobie: »jestem brzydka«?. ta uciecha nadawania kształtu sobie samemu. zaprzeczenia..nie było wyrosło b e z n i c h to obrzydłe zielsko. Poszukajmy warunków. mianowicie w jakim rodzaju od początku jest r o z k o s z. uciecha wypalania na sobie woli. krytyki. a to w sposób historycznie zupełnie podziwu godny i zastanawiający. ich potęgi twórczej pewne olbrzymie quantum wolności nie zostało usunięte ze świata. stwarza sobie nieczyste sumienie. z którego wartość ta wyrosła: dopiero nieczyste sumienie. jako wartości m o r a l n e j. w »labiryncie piersi«. najoczniejszem zjawisku. Tym wprowadzonym gwałtownie w stan utajenia i n s t y n k t e m w o l n o ś c i – pojęliśmy to już. małostkowsza. jako macierzyńskie łono idealnych i wyobraźniowych wydarzeń – jak to już zgadnąć można – wywiodło ostatecznie na światło także całą pełnię nowej dziwnej piękności i potwierdzenia. która sobie ból zadaje z rozkoszy zadawania bólu. I jedno odtąd wiadomo – nie wątpię –. jako ciężkiemu. sprzeczności. został raz jeszcze.. i n n y człowiek. jest może najniezrozumialszy. na wstecz skierowana. że odrazu jest szpetne i bolesne. Strzeżmy się pomiatać całem tem zjawiskiem już dlatego. i n n i ludzie. o f i a r a. która u owych potężnych twórców i organizatorów działa wspanialej i buduje państwa. to nie ulega wątpliwości. pogardy. jaką jest ciąża naprzykład.. cofniętym. gdzie dla nas. to właśnie ów i n s t y n k t w o l n o ś c i (mówiąc moim językiem: wola mocy). To tajne gwałcenie siebie. Prywatno-prawny stosunek dłużnika do wierzyciela. – tym wstecz wypartym. z a p a r c i e s i ę s i e b i e. wyraża się ideał. wobec założycieli rodu. wewnątrz uwięzionym i wkońcu znajdującym ujście i upust jeszcze tylko na sobie samym instynktem wolności: tem i tylko tem jest w swym zaczątku n i e c z y s t e s u m i e n i e. Tylko że tworzywem. i celem wyznaczenia gruntu. przynajmniej z widoku i niejako wprowadzone w s t a n u t a j e n i a. pewien obowiązek prawny (nie zaś jedynie zobo41 . opornemu. W gruncie rzeczy jest to przecie ta sama siła czynna. Cóżby bowiem było »pięknem«.

Panuje tu przekonanie. Czy aby zadowala się ich kiedykolwiek? Ta obawa pozostaje i rośnie: co pewien czas wymusza ona wielką ryczałtową wypłatę. A komuby się wydawało. Tymczasem wytknijmy jeno do końca drogę tego rodzaju świadomości winy. że ród i s t n i e j e tylko dzięki ofiarom i świadczeniom przodków – i że trzeba im je ofiarami i świadczeniami o d p ł a c a ć. 20. otrzymała wraz z dziedzictwem bóstw rodowych i szczepowych także dziedzictwo ucisku niespłaconych jeszcze długów i pragnienie wywiązania się z nich. w jakiej sam ród staje się coraz bardziej zwycięski.wiązanie uczuciowe: ostatniego możnaby nawet nie bez powodu wogóle zaprzeczyć. że przodkowie ci w dalszym ciągu swego istnienia. stapiania się. w jakiej wzrasta moc samego rodu. wszystko. bogom) z odsetkami oddały wszystkie te właściwości. postęp ku państwom uniwersalnym jest zawsze także postępem ku uniwersalnym bóstwom. oznakami czci. zwycięstw. Może tu jest sam początek bogów.. czy przez uległość i mimicry. krew ludzka w każdym wypadku). że należy dodać: »ale i z pobożności!« temuby trudno było zostać przy racyi w stosunku do owego najdłuższego okresu ludzkiego rodzaju. Czy darmo? Lecz dla owego nieokrzesanego i »ubogiego duchem« okresu nie istnieje żadne »darmo«. oczywiście. Ludzkość w ten sam sposób. co poprzedza w każdej wielkiej syntezie ras ostateczne ustopniowanie wszystkich elementów ludowych. organizacyjnej formy »gminy«. które tymczasem w nich samych się ujawniły. jako potężne duchy. wszystkie oznaki zwyrodnienia i ujawniającego się rozkładu z m n i e j s z a j ą raczej zawsze także strach przed duchem jego założyciela i coraz bardziej wyobrażenie o jego mądrości. przedewszystkiem posłuszeństwem – gdyż wszystkie zwyczaje. niezależny. przezorności i obecności jego mocy. w podaniach o ich walkach. zawierania pokoju. w jaki odziedziczyła pojęcia »dobry i zły« po szlachcie rodowej (wraz z jej psychologiczną zasadniczą skłonnością porządkowania wedle stopni). są też ich ustawami i rozkazami. które przystosowały się do boskiego kultu swych panów. co do okresu ś r e d n i e g o. o ile dotyczy najdłuższego okresu rodzaju ludzkiego). w jakim pojęcie i poczucie boga rosło na ziemi i wznosiło się w górę. Od nich później przelewa się to dziedzictwo na wszystkie strony). Świadomość długu względem bóstwa. a więc początek ze s t r a c h u rodem!. które rzeczywiście swym praszczurom. świadomość długów względem niego wzmaga się koniecznie wedle tego rodzaju logiki zupełnie w tej mierze. despotyzm z swem pogwałceniem niezależnej szlachty toruje też 42 . nie ustala wcale po upadku opartej na związkach krwi. wszystkie nieszczęsne przypadki. jego praczasów. odzwierciedla się w genealogicznej gmatwaninie jej bogów.. sami wyróść do potworności i usunąć się w mrok boskiej tajemniczości i niewyobrażalności: – praszczur przekształca się ostatecznie z konieczności w boga. kiedy powstają rody dostojne. coś potwornego na rzecz »wierzyciela« (osławiona ofiara z pierwocin naprzykład. Na uszlachcenie i uszlachetnienie bogów (które oczywiście nie jest ich »uświęceniem«) rzucimy później raz jeszcze okiem. Za to tem bardziej. to ostatecznie przodkowie n a j p o t ę ż n i e j s z y c h rodów muszą. jako dzieła przodków. (Przejście tworzą owe liczne ludy niewolników i poddanych. właściwości dostojne. krew. Jeśli się rzecz przemyśli tym surowym rodzajem logiki do końca. zwycięstwach i pojednaniach. S t r a c h przed praszczurem i jego mocą. nie przestają użyczać rodowi nowych korzyści i nowych zadatków. swym przodkom (bohaterom. Uczucie dłużnicze względem Boga nie przestało wzrastać przez kilka tysiącoleci i to ustawicznie w tym samym stosunku. w najgrubszem rozumieniu). Nie zaś odwrotnie! Każdy krok ku upadkowi rodu. czy to pod przymusem. (Całe dzieje walk etnicznych. świętami. jak nauczają dzieje. Tem samem uznaje się d ł u g. który przez to jeszcze ustawicznie narasta. czcią i obawą przejmujący. dzięki wyobraźni rosnącej trwogi. kaplicami. Czemże można im się odpłacić? Ofiarami (z początku dla pożywienia.

przed genialnym figlem c h r z e ś c i j a ń s t w a: Bóg ofiaruje samego siebie za dług człowieka. celem obłaskawienia »w państwo« i zamkniętego więźnia. iż zupełne i ostateczne zwycięstwo ateizmu mogłoby zgoła uwolnić ludzkość od tego uczucia. stąd też. od czegoby on sam nigdy wyzwolić się nie mógł.. wżera. buddyzm i rzeczy pokrewne) – aż naraz znajdujemy się przed paradoksalnym i przerażającym wybiegiem. by swoją samoudrękę doprowadzić do najokropniejszej sro43 . myśl o jej nieodpłacalności (o »karze w i e c z n e j«) –. aż wkońcu z niemożności wywiązania się z długu powstaje koncepcya niemożności wywiązania się z pokuty. Umoralnienie pojęć długu i obowiązku. by sobie ból zadawać. w którym znękana ludzkość czasową znalazła ulgę. w którym obecnie nieczyste sumienie tak się zagnieżdża. rozpiera i na kształt polipa wszerz i głąb rośnie. »grzech pierworodny«. który wynalazł nieczyste sumienie. Ten człowiek z sumieniem nieczystem owładnął założeniem religijnem.zawsze drogę jakiemuś monoteizmowi). lub o naturze. z miłości dla swego dłużnika!. towarzyszyło też na ziemi maximum poczucia długu. Przypomnijmy sobie o causa prima człowieka. teraz spojrzenie p o w i n n o beznadziejnie odbić się od spiżowej niemożliwości. Widzimy ową chęć samodręczenia. Dłużnik ofiaruje się za swego wierzyciela. w Boga. Przypuściwszy. żeśmy właśnie rozpoczęli ruch o d w r o t n y. 21. jeszcze dokładniej. o jego praojcu. ba. o początku rodzaju ludzkiego. Już prawie da się zgadnąć. skoro upadło ich założenie. cofnąć się. lub o istnieniu wogóle. który dotąd obciążony jest klątwą (»Adam«. c o się przy tem wszystkiem i p o d tem wszystkiem działo. które pozostaje jako »n i c w a r t o s a m o w s o b i e« (nihilistyczne odwrócenie się od niego. który może wyzwolić człowieka. to możnaby też z prawdopodobieństwem wcale nie małem wnosić z niepowstrzymanego upadku wiary w chrześcijańskiego Boga. Tyle tymczasem w krótkości i zgrubsza o związku pojęć »długu«. innego istnienia. »niewolność woli«). Istotny stan rzeczy różni się od tego w sposób straszliwy. poplątanie nieczystego sumienia z pojęciem boga) i mówiłem nawet na końcu poprzedniego rozdziału. wkońcu jednak nawet przeciw wierzycielowi. swej causa prima.. pożądanie nicości lub pożądanie jego »przeciwieństwa«. nie można odrzucać widoków. skoro n a t u r a l n e ujście tej chęci zadawania cierpienia zostało zatamowane. przynajmniej zastanowienia jego ruchu: teraz p o w i n n y właśnie widoki ostatecznego wywiązania się zniknąć pesymistycznie raz na zawsze. teraz p o w i n n y pojęcia »długu« i »obowiązku« zwrócić się wstecz – przeciw k o m u jednak? Nie można wątpić: najpierw przeciw »dłużnikowi«. jako największego Boga. wiara w naszego »wierzyciela«. wtłoczenie ich w n i e c z y s te sumienie daje właściwie próbę o d w r ó c e n i a kierunku opisanego dopiero co rozwoju. 22. w siebie zapędzonego człowieka-zwierza. że teraz już spełnia się także zasługujący na uwagę upadek ludzkiej świadomości długu. jak gdyby owo umoralnienie wcale nie istniało. z której łona człowiek powstaje i w którą obecnie wkłada się zły pierwiastek (»udyablenie przyrody«). Ateizm i pewien rodzaj w t ó r ej n i e w i n n o ś c i idą z sobą w parze. że posiada dług wobec swego początku. Bóg samym sobą płaci samemu sobie. Umyślnie pozostawiłem dotąd na uboczu właściwe umoralnienie tych pojęć (wtłoczenie ich w dziedzinę sumienia. owo w głąb cofnięte okrucieństwo uwewnętrznionego. Bóg tym jedynym. »obowiązku« z założeniami religijnemi. jakiego dotąd osiągnięto. jakoby pojęcia te z konieczności miały się już ku końcowi. z m i ł o ś c i (mamyż w to wierzyć? –). Zjawieniu się chrześcijańskiego Boga.

rzuconego na b o g ó w g r e c k i c h. wbrew [przeznaczeniu... n i e rozdzierało zaś samego siebie. przeinacza te instynkty zwierzęce w winę przeciw Bogu (jako wrogość. jako zaświat. bez nadziei.gości i surowości.. Wszystko to jest aż nadmiernie zajmujące. lecz [sami ściągają Na się nieszczęścia przez swój nierozum. W człowieku jest tyle przerażającego!. jakież pogwałcenia natury. nie ulega wątpliwości. jako sędziostwo Boga.. jego w o l a. że kara winę zrównoważyć może. »Dziwna! mówi on raz – chodzi o sprawę Egistosa. w których z w i e r z ę ludzkie czuło się ubóstwionem.. jako katuszę bez końca. »ojcu«. – to daje się na szczęście wysnuć z każdego spojrzenia.. nie wściekało się na siebie samo! Grecy posługiwali się przez najdłuższy okres czasu swoimi bogami.« Jednak widzi się i słyszy zarazem. cielesność. jak wśród tej nocy katuszy i niedorzeczności brzmiał krzyk m i ł o ś c i. patrząc na występki 44 . by gniewać się na nich za to i źle myśleć o nich. wybawienia w m i ł o ś c i. że tak bardzo śmiertelni skarżą się jednak [na bogów! Z ł o o d n a s t y l k o p o c h o d z i.. Ta myśl staje się dlań narzędziem tortury. sądzą. na te odzwierciedlenia ludzi dostojnych i wielmożnych. jako potwierdzenie. I nie mniejszy autorytet jeno sam Zeus homerowski. najstraszniejsza choroba. Ziemia za długo już była domem waryatów!.. jakież paroksyzmy głupstwa. nie mającego bezwzględnie nic sobie równego: w o l a człowieka uważania siebie za winnego i godnego potępienia aż do niemożliwości pokuty.. jakież b e s t y a l s t w o i d e i wystrzela natychmiast. Jest w tem okrucieństwie duchowem rodzaj szaleństwa woli. natury. faktycznej swej istoty.. jaka dotychczas w człowieku szalała: – a kto jeszcze usłyszeć zdołał (lecz dziś nie ma się już uszu na to! –). naturalności. wprzęga się w sprzeczność »Boga« i »dyabła«. opór. że istnieją d o s t o j n i e j s z e sposoby posługiwania się zmyśleniem bogów. daje im kiedy niekiedy do zrozumienia. rzeczywistość. jako wieczność. lecz także pełne czarnego. jakie dla swych właściwych i nieodłącznych instynktów zwierzęcych mógł wynaleźć. by raz na zawsze odciąć sobie odwrót z tego labiryntu -»idee fixe« jego wola wzniesienia ideału – ideału »świętego Boga« – by w obliczności jego być dotykalnie pewnym swej bezwzględnej niegodności! Och. . jako niezmierzoność kary i winy. ten odwróci się. skoro tylko przeszkodzi się mu być b e s t y ą w c z y n i e!. posępnego. wyrzuca z siebie wszelkie zaprzeczenie siebie samego. by właśnie zdaleka od siebie trzymać »nieczyste sumienie«. by najgłębsze dno rzeczy zarazić i zatruć problematem kary i winy. denerwującego smutku. bunt przeciw »panu«. to szalone. Niech to wystarczy raz na zawsze odnośnie do pochodzenia »świętego Boga«. – Że pojęcie bogów s a m o w s o b i e nie koniecznie prowadzi do tego pogorszenia fantazyi. Posuwały się w tem bardzo daleko te przepyszne istoty o lwich sercach a głowach dzieci. by móc cieszyć się z swej wolności duszy: więc w rozumieniu odwrotnem. smutne zwierzę człowiecze! Jakież nachodzą je pomysły. krzyk tęskniącego zachwytu. że i ten olimpijski widz i sędzia daleki jest od tego. Tkwi tu c h o r o b a. jego wola c z u ć się skaranym. przejęty niezwyciężoną grozą. Wina przeciw B o g u!. niż samokrzyżowanie i samohańbienie człowieka. b a r d z o złą sprawę – »Dziw. jako piekło. »Jakże oni g ł u p i!« myśli. jako Boga. jako świętość Boga. jako katostwo Boga. Ujmuje w »Bogu« krańcowe przeciwieństwa. że trzeba przemocą bronić się zbyt długiemu patrzeniu w te bezdnie. którego uprzytomnienia ani na chwilę nie wolno nam było sobie oszczędzić. źródłu i początkowi świata). jako byt. niż chrześcijaństwo swego używało Boga. w czem ostatnie stulecia Europy doszły do mistrzostwa. że biorą to nazbyt lekce. 23..

jako powód wiela złego i fatalnego. które jest właściwe wszelkiemu zdrowiu. ból nawet potrzebą się stały.. samozwątpiała teraźniejszość. my ludzie pochodzenia szlachetnego. niż ta zbutwiała. tymczasem jest ona tylko jego zanurzeniem się. co słuszna. pojednanych. »brak rozumu«. skoro czynimy jak świat cały i folgujemy sobie jak cały świat!. wszystkie owe aspiracye do zaświata. Potrzebaby do owego celu i n n e g o rodzaju duchów. W ten sposób służyli wówczas bogowie jako usprawiedliwienie człowieka do pewnego stopnia nawet w lichem. jak gdyby ona była ucieczką przed rzeczywistością. jakie m y mamy. Lecz czyście też siebie samych pytali dość. jesteśmy spadkobiercami wiwisekcyi sumienia i samodręczenia się zwierząt od tysiącoleci: w tem mamy najdłuższe ćwiczenie. przygoda. niebezpieczeństwo. właśnie jest choćby tylko możliwe?. które wszystkie razem wrogie są życiu i oczerniają ziemię. właśnie tego w i e l k i e g o z d r o w i a!. t r z e b a j a k ą ś ś w i ę t o ś ć z b u r z y ć: to jest prawo – pokażcie mi wypadek.. Usiłowanie odwrotne byłoby s a m o w s o b i e możliwe – lecz któż jest dość silny na to? –. krótko.. nadto. ostatecznego najpewniejszego siebie zuchwalstwa poznania. winę. – Kończę trzema znakami pytania. Człowiek zbyt długo »złem spojrzeniem obserwował swe przyrodzone skłonności. mógł w y z w o l e n i e przynieść tej rzeczywistości: jej wyzwolenie od przekleństwa. potrząsając głową. dostojni i cnotliwi?« – Tak pytał siebie przez stulecia dostojny Grek. lecz.. Do kogo zwrócić się dziś z takiemi nadziejami i wymaganiami?. którymby zdobywanie. z jaką traktuje się samego siebie? I znowu – jakże uprzedzającym. co przeciwne zmysłom. mówiąc krótko i dość źle.. widać to dobrze. zagłębieniem w rzeczywistość. przez wojny i zwycięstwa wzmocnionych.. połączyć z nieczystem sumieniem siostrzanym związkiem.. cóż rozdziela gruntowniej niż to. zwierzęciu. by n i e n a t u r a l n e skłonności.. służyli jako przyczyna zła – wówczas brali na siebie nie karę. którem obarczył ją dotychczasowy ideał. Lecz czyż to dziś. do tego. gdy znowu wróci na światło. mówił sobie wkońcu. »Bo jakżeż to też możliwe? Skądby się wzięło w głowach. ile kłamstw uświęcić.. ile z »boga« każdym razem w ofierze złożyć? By móc jakąś świętość wznieść. pomyślnie udani.. Głupota.. trzebaby na to nawyknienia do ostrego wysokiego powietrza. instynktowi.śmiertelnych. w którymby się nie spełniło!. »Głupstwo«. musi nam się zjawić przecie ten w y z w a l a j ą c y człowiek wielkiej miłości i pogardy. marzycieli. trzebaby na to pewnego rodzaju wzniosłej złoby. próżnych. »Czy właściwie stawia się tu jakiś ideał. 24. to tylko p r z y p u s z c z a l i Grecy nawet najtęższych. Ta konkluzya jest t y p o w o grecka. n i e grzech! Rozumiecie to?. który nas tak samo od dotychczasowego wyzwoli ideału. Lecz kiedyś... zagrzebaniem.. co jest d o s t o j n i e j. tak że ostatecznie zawarły w nim siostrzany związek z »nieczystem sumieniem«. w czasach silniejszych.. czy się go obala?« Takie spotka mnie może pytanie. którymi splamił się ktoś z jemu równych. trzebaby. to jest. ile sumień zburzyć... w każdym razie swe wyrafinowanie. duch twórczy. niż te.. ludzie nowocześni. znużonych . wygodnych. jak drogo opłaca się na ziemi wzniesienie k a ż d e g o ideału? Ile rzeczywistości trzeba było na to zawsze oczernić i niezrozumieć. nieco »zaburzenia w głowie«. do lodu i gór w każdem znaczeniu.. którego napór sił własnych ciągle wygania z wszelkich uboczy i zaświatów. Ten człowiek przyszłości. swój smak zepsuty. najlepszego towarzystwa. dotychczasowe ideały. do zimowych wędrówek. które w tym właśnie możliwe są okresie: duchów. »Musiał go pewno b ó g dotknąć szaleństwem«. Właśnie d o b r y c h ludzi miałoby się tem samem przeciw sobie. Jednak nawet to zaburzenie w głowie było problematem.. że się daje coś niecoś do poznania z surowości i wyżynności.. jakże uprzejmym dla nas okazuje się świat cały. szczęśliwi.. którego samotności tłum nie rozumie. naturze. najdzielniejszych czasów. Cóż obraża głębiej. by stamtąd kiedyś. My. jak 45 . w obliczu niezrozumiałej dla siebie zdrożności i występku. swój artyzm może.

komuś »bardziej przyszłemu«. Lecz cóż to prawię? Dość! Dość! W miejscu tem godzi mi się jedno tylko. ten zwycięzca Boga i nicości – p r z y j ś ć k i e d y ś m u s i. od woli nicości.. silniejszemu. ten dzwon bijący południa i wielkiego rozstrzygnięcia.. Z a r a t u s t r z e b e z b o ż n i k o w i. co wolno jeno komuś młodszemu. który wróci ziemi jej cel. ten antychryst i antynihilista.. 25. który wolę znów wolną uczyni. niż ja jestem. milczeć: targam się bowiem na coś. od wielkiego wstrętu.. – co wolno jedynie Z a r a t u s t r z e. 46 . a człowiekowi jego nadzieję. od nihilizmu. dzwon.i od tego. c o z e ń w y r ó ś ć m u s i a ł o.

kocha zawsze tylko wojownika. T a k o r z e c z e Z a r a t u s t r a. gwałtowników – takimi chce n a s mieć mądrość. Jest niewiastą.ROZPRAWA TRZECIA: Co znaczą ideały ascetyczne? Beztroskich. drwiących. 47 .

jak właśnie w tem. każde dobre małżeństwo. przeciwieństwo unieszczęśliwio- 48 . lub zbyt wiele rzeczy. przypomina. co znaczy naprzykład. Z drugiej strony rozumie się aż zbyt dobrze. nie musi to być na szczęście wcale jeszcze przeciwieństwo tragiczne. Stosuje się to przynajmniej do wszystkich bardziej udanych. lecz dopiero na samym końcu w sensie ascetycznym. u filozofów i uczonych coś jakby wietrzenie i instynkt co do najbardziej sprzyjających warunków wysokiej duchowości.. każde prawdziwe kochanie serdeczne stoi ponad tem przeciwieństwem. – najwykwintniejsi. najradośniejszy.. niż n i e c h c i e ć. w tem wyraża się zasadniczy fakt człowieczej woli. Wagner. oczywiście. n a j o d w a ż n i e j s z y może czas. Co znaczą ideały ascetyczne? – Lub.. i może zasługa Lutra nie jest w niczem tak wielka. co do którego dość często pytano mnie o radę. anielskość radnego tłustego zwierza. że jeśli unieszczęśliwione świnie doprowadzone zostały do uwielbienia czystości – a są takie świnie! – to widzą i uwielbiają w niej tylko przeciwieństwo. najlepszem narzędziem mocy. u fizyologicznie upośledzonych i rozstrojonych (u w i ę k s z o ś c i śmiertelnych) usiłowanie. Czyście mnie zrozumieli?. Co znaczą ideały ascetyczne? – U artystów nic. by poszczególny wziąć przypadek. Co znaczy to nawrócenie się.. by swą zawodną równowagę między »zwierzęciem i aniołem« uważać zaraz za argument przeciw istnieniu. jak Ryszard Wagner. bo jest i było między Niemcami zawsze wielu oszczerców zmysłowości. byłby dobrze zrobił.. u kapłanów są one właściwą wiarą kapłańską. że miał odwagę do swej z m y s ł o w o ś c i (– nazywano ją wówczas.. ich spokojem w nicości (»Bogu«).. którzy dalecy są. że i w tem »Weselu Lutra« chodziłoby tylko o pochwałę czystości. jej horror vacui: p o t r z e b u j e o n c e l u. bardziej ochoczych śmiertelników. Lecz nawet w wypadku. Takie »sprzeczności« właśnie są pokusą istnienia. Wagner rzucił się wtedy w kierunek wprost sobie przeciwny. w najlepszym razie. na swoje stare lata hołd składa czystości? Oczywiście w pewnym sensie czynił to zawsze. zda mi się. 2. gdyby był tę p r z y j e m n ą faktyczność z pomocą wdzięcznej i dzielnej komedyi Lutrowej wpoił nanowo w swych Niemców. jak Goethe. – Czy mnie rozumiecie?. najmocniejszy. jaki był w życiu Wagnera: było to wówczas. gdy go wnętrznie i głęboko przejmował pomysł wesela Lutra.). jakie to właściwie zrządziły przypadki.I. najjaśniejsi. dość delikatnie. Co znaczy. Tutaj przypomina się nam. takby właśnie było też »po wagnerowsku«. że dziś zamiast tej muzyki weselnej posiadamy Majstersingerów? I wiele w nich jeszcze może tamtej podzwania? Lecz nie ulega zgoła wątpliwości. jeśli chcemy zatrzymać się nieco przy tem zagadnieniu.. ta zmiana radykalna skłonności? – bo taką była ona.. Jeśli taki artysta. są świętą formą wybujałości. głównym środkiem w walce z długiem cierpieniem i nudą. Kto wie. by wydawać się »zbyt dobrymi« dla tego świata. ich novissima gloriae cupido. Bo między czystością a zmysłowością nie koniecznie musi istnieć przeciwieństwo. »B y n a j m n i e j! m ó j p a n i e!« – Zacznijmy więc od początku. pewną morbidezza pięknego ciała. Że jednak wogóle ideał ascetyczny tak wiele znaczył dla człowieka. u kobiet. jak Hafis. »ewangeliczną wolnością«. formą ich obłędu. widzieli w tem nawet jeden powab życia w i ę c e j. gdzie istnieje naprawdę przeciwieństwo między czystością a zmysłowością. się nam wnet najlepszy. u świętych wreszcie pozorem do snu zimowego.. jeśli artysta rzuca się w kierunek wprost przeciwny ?. jeden powab uwodny w i ę c e j. także »najwyższem« zezwoleniem na moc. Lecz w każdym razie też o pochwałę zmysłowości: – i właśnie tak wydałoby mi się wszystko w porządku.. – i woli raczej jeszcze chcieć n i c o ś c i.

– gdy umie ś m i a ć s i ę z siebie. byłoby godne wielkiego tragika. wtedy dopiero dosięga ostatecznego szczytu swej wielkości. do którego Ryszard Wagner chciał bezsprzecznie na końcu swego życia jeszcze muzykę ułożyć i wprowadzić na scenę. bo czemżeby był p o w a ż n i e p o m y ś l a n y Parsyfal? Czyż rzeczywiście trzeba widzieć w nim (jak wyrażono się przede mną) wyrodka oszalałej nienawiści poznania ducha i zmysłowości? Przekleństwo na zmysły i ducha. najwyższej wolności artystycznej. owo bolesne i zbyteczne przeciwieństwo. To właśnie. o czem trzeba zapomnieć. co najmniej zdaje się. jak i innym Niemcom (– nazywali siebie »m ł o d y m i Niemcami«). P o c ó ż j e d n a k? jak słusznie zapytać wolno. gruntem. że wkońcu miał wolę po temu. tryumfem jego zdobytej.. jeśli się samem dziełem radować chcemy. życzyć tego. średniowiecza i powiedzenia swym uczniom »to nic nie jest! szukajcie zbawienia gdzieindziej!« nawet wzywa raz »krwi Zbawiciela« . rzucone jednym tchem nienawiści? Odstępstwo i nawrót ku chrześciańsko chorobliwym i szerzącym ciemnotę ideałom? I wreszcie zaprzeczenie i przekreślenie samego siebie przez artystę. – a zatem w najliczniejszych wypadkach czemś. łonem matczynem. przezwyciężonej nareszcie n a j g r u b s z e j f o r m y sprzeczności ideału ascetycznego z naturą. którym tragik Wagner. jak jego dzieło. Wypowiadając w takim wypadku. ociągliwa. Wnikanie w p o c h 49 . Jestże »Parsyfal« Wagnera jego tajemnym śmiechem wyższości z samego siebie. na którem. niepewna. że będzie z pewnością najlepiej oddzielić twórcę o tyle od jego dzieła. nawet życzyć sobie czegoś odwrotnego. równie nieswobodnej jak bezradnej. tak niemęskie) »niewiniątko wiejskie«. Bo cóż go obchodziły.. także z sobą. – że wagnerowski Parsyfal pomyślany został pogodnie. Nie można przytem oczywiście pominąć owego drugiego pytania. to jest do n a j w y ż s z e g o u d u c h o w i e n i a i u z m y s ł o w i e n i a swej sztuki? A nietylko swej sztuki. którego tak podchwytliwymi środkami zrobi! ostatecznie katolikiem – jak to? byłże ten Parsyfal p o w a ż n i e pomyślany? Czułoby się bowiem pokusę przypuszczać. by o tem i n a c z e j p o u c z a ć. który ma w sobie wiele bolesnego. by jego samego nie brać tak poważnie. z którego ono wyrasta.nej świni (z jakiemż tragicznem rechtaniem i żarliwością! można sobie wyobrazić). nawrócenia. bo cóż nas obchodzą świnie? – 3. chciał pożegnać się z nami. gdzie zdradza się tajemne życzenie i wola. Jest on wkońcu tylko uprzednim warunkiem swego dzieła. jak każdy artysta. Czyż ostatecznie przyjął i n n ą o t e m n a u k ę? Bo. zaświatowości artystycznej? Chciałoby się. Przypomnijmy sobie. parodyi całej przerażającej powagi ziemi i jęku ziemi z onegdaj. ostatecznej. pisaninie jego ostatnich lat znajduje się sto ustępów. jak rzekłem. ów nieborak i prostaczek Parsyfal. niby finał i dramat satyryczny. 4. także swego życia. jak się rzekło. a to wybrykiem najwyższej i najzuchwalszej parodyi samej tragiczności. w jemu właśnie przystojny i jego godny sposób. – I nie tylko z pomocą parsyfalowych trąb ze sceny: – w mętnej. który dotąd całą mocą swej woli parł do czegoś odwrotnego. swoje mniemanie – a jest to wypadek t y p o w y –: sądzę. co go właściwie obchodziło to męskie (ach. w pewnej mierze pognojem i śmieciem. przedewszystkiem z t r a g e d y ą. który. gdy umie siebie i sztukę swoją widzieć p o d sobą. niewyznana wola głoszenia odwrotu. zaprzeczenia chrześcijaństwa. niby głos zbawienia. z jakim zapałem szedł Wagner owego czasu śladami filozofa Feuerbacha: wyrażenie Feuerbacha o »zdrowej zmysłowości« brzmiało w trzydziestych i czterdziestych latach Wagnerowi.

jak to sam artysta zbyt łatwo czyni. – mniej uwodząco na manowiec. lecz bardziej zwycięsko. siłą konieczności nie mógłby tego przedstawić. czy w n o w y c h Niemczech był wogóle możliwy artysta bez mleka bogobojnego. dla którego przedewszystkiem Ryszard Wagner przeszedł na stronę Schopenhauera (namówiony do tego przez pewnego poetę. wiadomo. Lecz wkońcu. że j e ś l i b y był tem właśnie. nie Parsyfalem. wyrazić. Faktycznie jest tak. co nic zgoła. jak tą »nierealnością« i fałszywością swego najwnętrzniejszego istnienia niekiedy aż do rozpaczy znużyć się może – i że usiłuje wówczas wtargnąć w to. Tak naprzyklad Ryszard Wagner wziął sobie filozofa Schopenhauera. Co najmniej potrzebują zawsze ochrony. w to. musi się zapomnieć. mąż i rycerz o spiżowem spojrzeniu. podstawowe.. co mu właśnie najbardziej wzbronione. jak mówią Anglicy: jakoby on sam b y ł tem. mniej dwuznacznie w stosunku do całości swych usiłowań. i b y ć rzeczywiście. nawet straszliwe wżycie się i zejście w średniowieczne kontrasty duszne. że przez to rozwarła się zupełna teoretyczna sprzeczność pomiędzy jego dawniejszą a jego późniejszą wiarą estetyczną. że jest to tyle. ta sama zachcianka. 5. państwowo bogobojnego sposobu myślenia). by móc się dzieckiem radować. jakiegoś ustalonego autorytetu: artyści nie stoją nigdy o własnej sile. tak fatalnie odpokutować musiał (– stracił z. co przedstawiać. gdy »nadszedł czas«. Należy się wystrzegać i nie mieszać rzeczy. cóż zależy na tem? Panom artystom daleko do tego. złowrogie stanie na uboczu od wszelkiej wyżyny. z psychologicznej contiguity. podobnie jak brzemiennej kobiecie wszystkie obrzydliwości i przedziwności ciąży. który ma odwagę być sobą samym. któżby wogóle nie życzył dla samego Wagnera. pojmujemy to właśnie: n i c z g o ł a!. Goethe Fausta. lub filozofii. – I oto dotarliśmy do najpoważniejszego pytania: co znaczy. i to aż do tego stopnia. jeśli prawdziwy filozof hołduje ideałowi ascetycznemu. nigdy do ludzi estetycznych. pomijając tę z a c h c i a n k ę. że byli niestety dość często nazbyt gibkimi dworakami swych zwolenników i popleczników i wietrzącymi pochlebcami wobec starych lub właśnie nowowynurzających się potęg. bez autorytetu Schopenhauera.. mniej nihilistycznie?. mniej po szopenhauerowsku. z drugiej strony jest zrozumiałem. którego mu użyczała filozofia Schopenhauera. Lub tak wiele rzeczy. bardziej po wagnerowsku. co rzeczywiste. od rzeczywistości.. której uległ i postarzały Wagner i którą tak drogo. który umie stać sam. oparcia.. J e s t t o t y p o w a z a c h c i a n k a twórcy.. wymyślić.. który w siedmdziesiątych latach osięgnął w Europie p r z e w a g ę (pominąwszy już. jej powodu część najcenniejszych przyjaciół). jak Schopenhauer. pewien rodzaj intelektualnej p r z e w r o t n o ś c i (jeśli mi się wybaczy to słowo).. by stać dość niezależnie na świecie i p r z e c i w światu. żeby ich oceny wartości i zmiana tychże zasługiwała w s o b i e na współodczuwanie! Byli oni wszystkich czasów lokajami jakiejś moralności. prawdziwie na sobie samym oparty duch. lub religii. pomijając już całkiem..o d z e n i e dzieła należy do fizyologów i wiwisektorów ducha: nigdy zaś. Homer nie byłby stworzył Achillesa. przez Herwegha). wyrażać może. wymyślać. by i n a c z e j się był pożegnał z nami i swój ą sztuką. o których. z większą pewnością siebie. za przewodnika i opiekuna: – któżby zresztą choćby tylko przypuścili że mógł mieć o d w a g ę do ideału ascetycznego bez poparcia. gdyby Homer był Achillesem a Goethe Faustem. Z jakiem powodzeniem? Można odgadnąć. Doskonały i zupełny artysta jest po wszystkie wieki oddzielony od »realności«. Wreszcie. Pierwsza naprzykład wyrażona jest w 50 . – Cóż więc znaczą ideały ascetyczne? Jeżeli chodzi o artystę. a nie czeka dopiero na przodowników i skinienia z góry? – Rozważmy tu natychmiast godne uwagi i dla pewnego rodzaju ludzi moc czaru mające stanowisko Schopenhauera w stosunku do s z t u k i: bo ono to było oczywiście powodem. surowości i karności ducha. stanie o własnej sile sprzeciwia się ich najgłębszym instynktom. jak się rzekło. artystów! Poecie i twórcy Parsyfala nie zostało oszczędzonem głębokie.

jako jej najwłaśniejsze. która odzwierciedla się w takich argumentach. Kto ma słuszność. jeżeli naszym estetykom nie przykrzy się obciążać szali na rzecz Kanta tem. mówi Kant. by się rozwinąć. najpierwotniejsze. rozmyślał o sztuce i pięknie jedynie ze stanowiska »widza« i przytem wciągnął niepostrzeżenie samego »widza« w pojęcie »piękny«. co się podoba b e z i n t e r e s o w n i e».»Operze i Dramacie«. że Kant. – wypowiadał odtąd nietylko muzykę. – jakkolwiek z pewnością nie patrzał nań kantowskiemi oczyma. wyrosłem z filozofii szopenhauerowskiej. którą stworzył prawdziwy »widz« i artysta. które są zaszczytem wiedzy: bezosobowość i ważność powszechna. – wypowiadał metafizykę: cóż dziwnego. czego o najistotniejszej właściwości zmysłu dotyku uczyć umie z naiwnością wiejskiego proboszcza! – A teraz powracamy do Schopenhauera. ten brzuchomowca boga.. wprost z niej się wywodzące objawienie. przedstawiające odbicia zjawiskowości. ba. nie tu miejsce do roztrząsania. kapłanem. które wydał po roku 1870. – to jest z s a m o w ł a d z t w e m muzyki. podobnie jak wszyscy filozofowie. Kant spodziewał się. jak się obawiam. Bezinteresownie! Porównajmy z tą definicyą tamtą inną. jak o działaniu kontemplacyi estetycznej: pomawia ją. która. pewnego rodzaju trąbą »rzeczy samej w sobie«. 6. a w każdym razie Pigmalion n i e koniecznie musiał być »człowiekiem nieestetycznym«. brak wytworniejszego doświadczenia własnego toczy jak duży robak w miejscu zasadniczej pomyłki. przeciwnie: tak więc otrzymujemy od nich zaraz z początku definicye. że wreszcie pewnego dnia zaczął prawić o i d e a ł a c h a s c e t y c z n y c h?. że wyświadczy zaszczyt sztuce. podniósł się odrazu i sam m u z y k niesłychanie w cenie: stał się odtąd wyrocznią. potrzebuje koniecznie celu. które jak w owej sławnej definicyi Kanta o pięknie. »Piękne jest. co Kant w estetycznym stanie jedynie wyróżnia: le désintéressement. że przeciwdziała ona właśnie »interesowności« p ł c i o w 51 . Wraz z tem nadzwyczajnem podwyższeniem wartości muzyki. Lecz gdyby przynajmniej ten »widz« był dostatecznie znany filozofującym o pięknie! – to jest jako wielka o s o b i s t a oczywistość i doświadczenie. a jednak nie mógł wydobyć się z zaklętego koła kaniowskiej definicyi: jak to się stało? Okoliczność jest dość dziwna: słowo »bezinteresownie« wykładał sobie w najosobistszy sposób. Jest tu w każdym razie właśnie o d r z u c o n e i wykreślone to. – Stendhal. to nam wolno też pobawić się trochę ich kosztem: – doświadczenia a r t y s t ó w są na tym ślizkim punkcie bardziej »interesujące«. że pod czarem piękna można n a w e t nieubrane posągi kobiece oglądać »bezinteresownie«. jako niezawisła w sobie sztuka. Złóżmy tem lepsze świadectwo niewinności naszych estetyków. niż Kant.. które u niego należeć musiało do najprawidłowszych. niespodzianek. że z szopenhauerowską teoryą i nowinką w i ę c e j zrobić można in maiorem musicae gloriam. mężczyzny – mianowicie dramatu! Pojął on odrazu. Czy to nie było w zasadzie błędem. raczej jako przemawiająca językiem w o l i bezpośrednio z »bezdni». więcej niż kapłanem. tak jak je Schopenhauer pojął. Schopenhauer zużytkował dla siebie kantowskie ujęcie problematu estetycznego. który w zupełnie innej. W szczególności zmienia Wagner. telefonem zaświata. »kobietę«. jako pełnia najbardziej własnych silnych wydarzeń życiowych. podkreślić jeno pragnę. mierze był blizki sztukom. poczytajmy naprzykład Kantowi za chlubne to. żądz. co może najbardziej zadziwia. O niewielu rzeczach mówi Schopenhauer z taką pewnością. jak tamte. zachwytów w dziedzinie piękna! Lecz rzecz miała się zawsze. n i e. zmienia odtąd bezwzględnie swój sąd o wartości i stanowisku m u z y k i samej: cóż zależało mu na tem. druga w pismach. że dotąd czynił z niej środek. Kant czy Stendhal? – Oczywiście. gdy między właściwościami piękna odznaczy i na czoło wysunie te. zamiast patrzeć na problemat estetyczny ze stanowiska doświadczeń artysty. medium. Muzyka stanęła tu na uboczu od wszystkich pozostałych sztuk. na podstawie jednego doświadczenia. nazywający raz piękno une promesse de bonheur.

to. – i tu dopiero spotykamy się znowu z naszym problematem. lecz szczęśliwiej niż Schopenhauer udana. wrogowie byli n i e z b ę d n i do zachowania dobrej myśli. że więc zabarwiona jest nietylko tem. I. 231). wdzięczność. pozostania. by się gniewać. to »instrumentum diaboli«). (Przy wszystkich zagadnieniach co do filozofii szopenhauerowskiej. co jest specyficznem w Schopenhauerze. które pisał na chwalę stanu estetycznego (Świat jako wola i wyobrażenie. by wziąć przeciwległe bieguny uzdolnień do filozofii). że jest ona koncepcyą dwudziestosześcioletniego młodzieńca. iż wyzwolenie się z »woli« możliwe jest jedynie przez »wyobrażenie«. Jemu wydaje się właśnie »p o b u d z e n i e w o l i« (»interesu«) przez piękno rzeczywistym stanem rzeczy. że gniewał się. szczęście. natura nie mniej zmysłowa. kobietę. czy jego myśl. podobnie więc jak lupulina i kamfora. co uczyniono przez to dla lepszego wniknięcia w istotę piękna? Schopenhauer opisał jedno działanie piękna. wsłuchajmy się w ton. jego pokrzepieniem. jed52 .) Posłuchajmy naprzykład jednego z najwyraźniejszych ustępów z pośród tych licznych. żółciowe. – pozostaje nawet dość do śmiechu. najosobistszego interesu z interesu katowanego.. byłby się stał p e s y m i s t ą (– bo nie był nim. Tyle co do strony najosobistszej w sprawie Schopenhauera. nie należy nigdy wypuszczać z pod uwagi. jego gniew był. na tę chwilę pozbyliśmy się marnego naporu woli. także najbardziej porywającym i zachwycającym ich wybuchem –. istnieje również pewne filozoficzne przysposobienie i serdeczność względem całego ideału ascetycznego. był nieznużony na punkcie uświetniania t e g o wyzwalania się od woli. z drugiej strony jest tu jeszcze coś typowego. że się pod tym względem bardzo niesłusznie za kantowczyka uważa. bez Hegla. lecz i tem. jego wypoczynkiem. święcimy sabat więziennej pracy chcenia. Nie należy nam niedoceniać mianowicie. Schopenhauer byłby inaczej t u n i e pozostał.. że byłby zachorował. że kaniowskiej definicyi piękna wcale a wcale po kantowsku nie rozumiał. Ba. z pasyi. I czyżby nie można wkońcu samemu Schopenhauerowi zarzucić. – jestże ono jednak prawidłowe? Stendhal. bez kobiety. co jest specyficznem w owym okresie życia. jeśli filozof hołduje ideałom ascetycznym?« – to znajdujemy tu przynajmniej pierwszą wskazówkę: c h c e s i ę u w o l n i ć o d k a t u s z y. Co za patologiczne prawie przeciwstawienie czasu »owej chwili« i pozostałego poza tem »koła Iksyona« »więziennej pracy chcenia« i »marnego naporu woli«! – Lecz przypuściwszy. istnieje też w stosunku do zmysłowości filozoficzna drażliwość i rancune – Schopenhauer jest tylko najwymowniejszym. Strzeżmy się przy słowie »katusza« zasępiać zaraz twarze: w tym właśnie wypadku jest dość do zastrzeżenia. że Schopenhauerowi. który się od swej katuszy uwalnia?. który w istocie uważał płciowość za osobistego wroga (a obejmował tem uczuciem jej narzędzie. czarnozielone słowa.e j. w cierpienie. jego wrogowie uwodzili go ciągle nanowo ku istnieniu. nawet najsilniejszego. I by powrócić do naszego pierwszego zagadnienia. że lubił zgryźliwe. byłby stąd uciekł: jego wrogowie jednak trzymali go silnie. mówiąc nawiasem.. nie pochodzi z uogólnienia owego doświadczenia płciowego.. że Schopenhauer ma stokrotnie co do swej osoby słuszność. że odkąd istnieją na ziemi filozofowie i wszędzie. – 7. gdzie tylko istnieli filozofowie (od Indyi do Anglii. jego odwetem. dość do odjęcia. »Jest to stan bezbolesny. czy jego zasadnicza koncepcya »woli i wyobrażenia«. jego remedium przeciw wstrętowi. podnosi inne działanie piękna: »piękno o b i e c u j e szczęście«. koło Iksyona zatrzymało się«. jak się rzekło. jego s z c z ę ś c i e m. można się o to założyć.. które uspakaja wolę. acz bardzo tego pragnął) bez swych wrogów. – że i jemu piękno podoba się z »interesu«. i jeśli się ma uszy po temu. »cóż znaczy. czuje się pokusę zapytać. bez zmysłowości i całej woli istnienia. z któremi te słowa musiały być wymawiane. Pewnem jest bezsprzecznie. jako wielkiej korzyści i pożytku stanu estetycznego. który Epikur sławił jako dobro najwyższe i jako stan bogów. zupełnie jak gniew starożytnych cyników. Co za dosadność słów.

głupi po wszystką wieczność. należy do typu. niż spoczywa. do najmocniejszego działania. rodzajnych. to moje twierdzenie: a ów wyjątek. Jedno i drugie. że były to tylko silne osły i zupełne przeciwieństwa silnego ducha. Spinoza. Ideał ascetyczny wskazuje tyle mostów do n i e z a w i s ł o ś c i. obowiązków. więcej jeszcze. skromne i poddańcze wnętrzności są pilne. nie jest jego drogą do »szczęścia«. »wyższego niż wszelki rozsądek«. – myślą. Wiadomo. Dekart. przypuściwszy. serce obce. przypuściwszy nawet. o jasności w głowie.. czystość: przypatrzcie się jeszcze raz zblizka życiu wszystkich wielkich. »a że tak myślał. rozumie się samo przez się. fiat philosophus. opuścił dom«. skoku i locie myśli.. dąży instynktownie do pewnego optimum sprzyjających warunków. jedynie by t e g o właśnie twierdzenia dowieść. pęto mi ukuto« (râhula znaczy tu »mały demon«). W ten sposób odrzuca filozof m a ł ż e ń s t w o. gdy mu oznajmiono urodzenie syna: »Râhula mi się urodził. jak kołowroty młyńskie. że filozof nie może bez wnętrznej radości i przyklaśnięcia słuchać historyi tych wszystkich zdecydowanych. wynalazczych duchów. które mu stają lub stanąć mogą na tej drodze do optimum (– to. jak rzekł Budda. zaświatowe. – małżeństwo jako przeszkodę i fatalność na jego drodze do optimum. jest życie w domu. przyszłe. Platon. pokora. pogrobowe. potwierdza raczej s w o j e istnienie i t y l k o swoje istnienie i to może aż do tego stopnia. dla każdego »ducha wolnego« musiałaby nadejść ta pełna namysłu godzina. i w najliczniejszych wypadkach faktycznie jego drogą do nieszczęścia). że miał przedtem bezmyślną. wszystkie rodzaje wichrzycieli i przeszkód. Wcale n i e. przeszkody. fiam!. Sokrates – złośliwy Sokrates. to jest on – można być tego pewnym – zawsze tylko »tak zwanym«. Każde zwierzę. – nie zaprzecza przez to »istnienia«. wśród których może całkowicie sile swej dać ujście i osiąga maximum poczucia mocy. 8. jak powietrze wyżynne. co dla n i c h właśnie jest najniezbędniejsze: to jest o wolności od musu. ożenił się. wolność jest w porzuceniu domu«. jeśli obojga brak filozofowi. 53 . każde zwierzę odrzuca tak samo instynktownie i z pewną czułością węchu. od zajęć. nie słychać szczekania nieprzyjaźni ni rozczochranej rancune. trosk. wszystkie psy uwiązane starannie na łańcuchach. hałasu. jak wszelka »rzecz sama w sobie«. wraz z tem. Schopenhauer – nie byli nimi. Żonaty filozof należy d o k o m e d y i. Cóż to z n a c z y? Bo trzeba ten stan rzeczy dopiero interpretować: stoi on tu sam w sobie. nie są to wcale nieprzekupni świadkowie i sędziowie w a r t o ś c i ideału ascetycznego. Jak widać. jako ich »cnoty« – cóż ma ten rodzaj ludzi do czynienia z cnotami! – lecz jako najistotniejsze i najnaturalniejsze warunki ich n a j l e p s z e g o istnienia. jak się rzekło. coby do niego nakłonić mogło. Leibniz. wolnem. wśród którego wszelkie istnienie zwierzęce duchowem się staje i dostaje skrzydeł. która niegdyś nadeszła dla Buddy: »utrapione. lecz dalekie. Któryż wielki filozof byt dotąd żonaty? Heraklit. przy ideale ascetycznym o pogodnym ascetyzmie przebóstwionego i uskrzydlonego zwierza. myślał w sercu. miejscem nieczystości. ironice. do czynu. razem wziąwszy. rzadkiem. o tańcu. fiat philosophia. o dobrem powietrzu. że nie jest daleki od występnego życzenia: pereat mundus. suchem. – odnajdziecie tam zawsze wszystkie trzy do pewnego stopnia. czem są te trzy błyskotliwe słowa ideału ascetycznego: ubóstwo. Cóż wedle tego znaczy ideał ascetyczny filozofa? Odpowiedź moją odgadliście zapewne dawno: filozof na jego widok uśmiecha się do optimum warunków najwyższej i najśmielszej duchowości. o spokoju we wszystkich souterrains. zda się. żadne podjadki nie toczą zadraśniętej dumy. Każdy filozof rzekłby. Kant. którzy pewnego dnia wszelkiej niewoli rzekli n i e i poszli gdzieś na p u s t y n i ę.nak nie należy się co do tego łudzić. ci filozofowie! Myślą o s o b i e. lecz jego drogą do mocy. czystem. nie można ich sobie nawet jako żonatych w y o b r a z i ć. który więcej ponad życiem buja. – cóż ich obchodzi »święty«! Myślą przytem o tem. o czem mówię. tem samem także la bête philosophe.

lecz nie martwe. nazbyt mało pustynią teatralną. góry z o c z a m i (to znaczy z jeziorami). że schodzi z drogi trzem błyszczącym i głośnym rzeczom: sławie. który żądania swe przeprowadzał przed wszystkimi innymi instynktami i czyni to jeszcze. że wszyscy duchowi aktorzy siłą konieczności nie wytrzymaliby w niej. Posłuchajcie tylko dźwięku ducha. przeszłe. gdzie wycofują się i samotnieją silne. rozumiecie mnie). dlatego unika swego czasu i jego »dnia«. – dla nich nazbyt mało jest ona romantyczna i syryjska. usuwanie się z drogi samemu sobie. wierzcie mi! Gdy Heraklit wycofywał się w dziedzińce wolne i portyki olbrzymiej świątyni Artemidy. tajemna miłość ku temu. a nie jako myśliciel (zdradza to. lecz kto słowami myśli. że nas wezmą za kogo innego. jest ona dość samotna. ich hasłem jest »kto posiada. góry do towarzystwa. o czem można mówić. lecz tylko o stosunku do rzeczy. lęk przed wrzawą. w których odjęte mu jest myślenie o s o b i e. jakże inaczej wygląda. gdy mówi. boi się zaburzeń od gromów. który jest pewien samego siebie. – mimowoli zamykamy usta. Czcimy to. Jego instynkt »macierzyński«. w danym razie nawet pokój w przepełnionej wszechświatowej gospodzie. każdy duch ma swój dźwięk. którego widok pokrzepia. nie byłaby właśnie dominującą. to to samo. co ciche. myśli jako mówca. przeraża go bezchronność nazbyt wyosobnionego i na pastwę wydanego drzewa. szuka ukrycia. że jest wiosna i przedpołudnie. nie rzeczowo. przy sposobności obcowanie z beztroskim. i gdzie bezkarnie można mówić z każdym. przez co jeszcze nie powiedziano. ich nowinki o »państwie« (Persyi. obciążone echem wielkiej próżni. gdyby tego nie czyniła. przyznaję: dlaczego nam brak takich świątyń? (– może nam ich n i e brak: właśnie przypominam sobie swoją najpiękniejszą pracownię. gdzie się jest pewnym. mały urząd. mówi cicho. Co się tyczy jego »pokory« to znosi pewną zawisłość i zaćmienie. jak znosi ciemność. Lecz czyniła to właśnie jako instynkt d o m i n u j ą c y. wieje nam w twarz swym oddechem. Ten tam naprzykład to z pewnością agitator. lub nigdy już nie dojdzie do słowa. Dość mało wkońcu żądają ci filozofowie. – bo my. pusty garnek: cokolwiek weń wejdzie. niezawiśle nastrojone duchy – och. ich polityka. o której właśnie mówiłem. piazza di San Marco. na którem każda burza daje upust swym gniewom. Tamten mówi prawie zawsze ochryple: czyżby siebie ochryple p o m y ś l a ł? To możliwe – zapytajcie fizyologów –. Jużci nie brak i w niej wielbłądów: do tego jednak ogranicza się całe podobieństwo. ci wykształceni. pora między 10-tą a 12-tą). Lecz co Heraklit wymijał. Niema więc w tem nic z »cnoty«. – że nie ma on czasu. to znaczy pusta głowa. książętom i kobietom. kocha swój dźwięk. filozofowie. nazbyt przybliżą się do nas. czemu m y dziś z drogi schodzimy: to zgiełk i demokratyczna gadanina Efezyjczyków. gazetą. coś co więcej ukrywa. wychodzi zeń dudniąco i grubo. potrzebujemy przedewszystkiem spokoju od jednego: od wszelkiego »dzisiaj«. Ten trzeci tu mówi natarczywie. Zresztą p u s t y n i a. Własnowolne może ukrycie w ciemności. wpływem. chociaż przez książkę mówi do nas: dźwięk jego stylu wyjawia powód tego. ich kram jarmarczny »dnia dzisiejszego«. niż wykształceni ją sobie wyobrażają! – w danych razach bowiem oni nią są. W tem jest podobny do cienia: im bardziej mu słońce zachodzi. Filozofa poznaje się po tem. dostojne. wskazuje mu położenia. w tem samem znaczeniu. że w gruncie myśli nie o rzeczach. – to jest tu pustynią: och. dzień powszedni. na czego widok dusza nie musi się bronić i zasznurowywać. pod warunkiem.ich n a j b u j n i e j s z e j płodności Przytem jest zgoła możliwem. dalekie. Unika zbyt jasnego światła. że mało wierzy w samego siebie. – coś. każdy gniew swej burzy. to »pustynia« ta była godniejsza. jest posiadany« –: i t o n i 54 . że dziś. Lecz duch. że ich dominująca duchowość musiała wprzód wodze nałożyć niepohamowanej i drażliwej dumie lub krnąbrnej zmysłowości. albo że dość trudno jej było sercem i ręką podtrzymywać swą wolę »pustyni« przeciw skłonności do zbytku i największego wyszukania. zimne. jak i przeciw marnotrawnej szczodrocie. że one do niego nie przychodzą. Co więcej. wszystko wogóle. I pewnem jest. że myśli właściwie o s o b i e i o swoich słuchaczach). jak instynkt m a t k i w kobiecie utrzymywał dotąd zależne stanowisko kobiety wogóle. pozwala czekać na siebie. co w nim wzrasta. nie mówiąc g ł o ś n o. pogodnym zwierzem i ptastwem. tem większy się staje. niż na światło stawia. szacunkiem.

Tem samem nie wyklucza się wcale możliwości. co więcej. siłę. ta mała. przynajmniej na czas wielkiej ciąży. Przy poważnym historycznym obrachunku okazuje się nawet. którego duszą jest świat?«). pewne twarde i pogodne najdobrowolniejsze wyrzeczenie się należy do warunków. mądrze i nieubłaganie wymaga. tak samo też do jej najnaturalniejszych skutków: z góry więc nie będzie to żadną dziwotą. »dla prawdy c i e r p i e ć«. filozofowie. jego wolę bezstronności i przedmiotowości. tak jeszcze niezgrabnie. z zasługą będącej woli przestawania na małem i prostoty. właściwa stanowi estetycznemu. jego popęd analityczny. jako podnieta wyzwalająca (na siłę namysłu i głębokiego wnikania). ach. Co wreszcie »czystości«. mogłaby właśnie pochodzić z domieszki »zmysłowości« (jak z tego samego źródła pochodzi ów »idealizm«. sprzyjających najwyższej duchowości. jak ciągle powtarzać muszę. interes na to tylko gromadzi i oszczędza. (Do tego punktu widzenia wrócę innym razem. ważący. zapomina lub pogardza łatwo. kto ma czas po temu (– oni sami. że węzeł między ideałem ascetycznym a filozofią byt jeszcze o wiele ciaśniejszy i surowszy. lecz przekształca się tylko i uświadamia. – to pozostawia ambitnym i teatralnym bohaterom duchowym i wogóle komukolwiek. Ten rodzaj ludzi nie lubi być niepokojony przez nieprzyjaźń. czy nikt im z pomocą przyjść nie zechce.. szukający. jego popęd badawczy. tak niewyjaśnionej f i z y o l o g i i e s t e t y k i). pan. bojaźliwa niedojda i chuchro z krzywemi nogami! Wiodło się filozofii z początku jak wszystkim dobrym rzeczom. miłość. z cnoty. niż na dzieciach. który jedno tylko rozumie i wszystko. to ten rodzaj duchów widocznie płodność swoją zasadza na czem innem. swą małą nieśmiertelność (jeszcze nieskromniej wyrażano się w dawnych Indyach między filozofami: »pocóż potomstwo temu. jeśli właśnie filozofowie nie odnosili się nigdy do ideału ascetycznego bez pewnego dobrego uprzedzenia. może na czem innem też dalsze życie swego imienia. jego popęd zaprzeczający. – nie miały długo odwagi być samemi sobą. ale już nie jako podnieta płciowa. najpotężniejszym i pod względem instynktów najpewniejszym pośród nich nie potrzeba dopiero doświadczenia. filozofów dotyczy. mają coś dla prawdy u c z y n i ć).. oglądały się zawsze. pono nawet słowo »prawda« nie przypada im do smaku: ma brzmieć pyszałkowato. jeszcze z tak strapioną miną. jak Schopenhauer sądził. ach. baty się każdego. – lecz właśnie ich instynkt »macierzyński« rozporządza bezwiednie na rzecz stającego się dzieła wszelakimi zapasami i naddatkami siły.e. tak że siła ta wybuchała i za jednym zamachem opanowywała świadomość. Niema w tem nic z czystości jakiegoś ascetycznego skrupułu i nienawiści zmysłów. 9. – Wytłumaczmy zresztą wedle tej interpretacyi powyżej omówiony przykład z Schopenhauerem: widok piękna oczywiście działał na niego. ich dominujący instynkt. widzieliśmy to. Oszczędnie używają wielkich słów. że dopiero na pasku tego ideału filozofia wogóle nauczyła się stawiać pierwsze kroki i kroczki na ziemi – ach. że owa osobliwa słodycz i pełnia. złego doświadczenia. Rzecby można. tak gotowa do upadku i leżenia na brzuchu. Pewien ascetyzm. Każdy artysta wie. jeśli atleta lub dżokej powstrzymuje się od kobiet: tak chce raczej. Niesmacznem wydaje mu się grać rolę męczennika. jego popęd porównawczy i wyrównawczy. jego wolę wszelkiego »sine ira et stu55 . w którym podobają sobie dziewczęta na wydaniu) – że więc – zmysłowość za nadejściem stanu estetycznego nie zostaje zniesiona. w związku z jeszcze delikatniejszymi problematami tej dotąd tak nietykanej. ani też przez przyjaźń. lecz ponieważ ich pan najwyższy t e g o od nich wymaga. kto im się przyglądał. zarówno jak nie jest czystością. jak szkodliwe jest spółkowanie w stanach wielkiego duchowego napięcia i przygotowania. jego popęd wyczekujący (»ephektyczny«). od jurności zwierzęcego życia począwszy: większa siła z u ż y w a wtedy mniejszą. n a g ł ó w n ą s i ł ę jego natury. czas. Policzcie poszczególne popędy i cnoty filozofa po kolei – jego popęd powątpiewający.

Uczucia łagodne. dla którego nam dziś niemożliwem jest prawie czuć wespół z owymi ogromnymi okresami »obyczajności obyczaju«. niż jacykolwiek lekarze i »zbawiciele«. gdzie cierpienie uchodziło za cnotę.. ma się rzecz z wszystkiemi dobremi rzeczami. to znaczy do jakiegoś przypuszczalnego pająka celu i obyczajności poza wielką pajęczą siecią przyczynowości – możemy. miała przez najdłuższy okres czasu sumienie po swej stronie i Boga swoim strażnikiem. że przywłaszczał sobie kobietę (tu należy naprzykład jus primae noctis. my duchowi wyłuskiwacze orzechów. napisano tamże na str. czystą Hybris i bezbożnością: bo właśnie odwrotność rzeczy.. z jakimż oporem sumienia zrzekały się wszędzie na ziemi szczepy dostojne vendetty i ustępowały przemocy prawa! Prawo było długo vetitum. z tego powodu może godniejsi – życia?. które dziś czcimy. rzec »je combats l’universelle araignée« –. bardziej jeszcze pouczająca niż zdrowie. Ta duma jednak jest powodem. której jedynie ulegano ze wstydem przed sobą samym. niegdyś płacono pokutą. litośne – właśnie dlatego tak wartością wysokie. zmiana potrzebowały niezliczonych męczenników«. byłby się wprost musiał czuć ucieleśnionem »nitimur in v e t i t u m« – i byłby następnie w y s t r z e g a ł s i ę »czuć siebie«. które są dziś dumą naszą. nad tę odrobinę rozumu ludzkiego i uczucia wolności. zaparcie się rozumu za cnotę. zbrodnią. to nie ulega wątpliwości. Każdy najmniejszy krok na ziemi zdobywano niegdyś katuszami ducha i ciała: ten właśnie punkt widzenia: »że nie tylko postęp naprzód. zemsta za cnotę. tych przestrzegaczy »starych dobrych obyczajów«). jako prawdziwe i rozstrzygające główne dzieje. 25 i nast »Niczego nie okupiono drożej. o ile nie jest słabością. bo eksperymentujemy tak na sobie samych. by pytać. pokój za niebezpieczeństwo. litość za niebezpieczeństwo. wydaje się całe nasze istnienie nowoczesne. każdy grzech pierworodny stał się cnotą pierworodną. właśnie dlatego musimy koniecznie stawać się codzień bardziej pytania godni. jakbyśmy sobie względem żadnych nie pozwolili zwierząt. z których dziś dumni jesteśmy. jak się dziś wstydzą twardości (porównaj »Poza dobrem i złem« str. Hybris jest nasz stosunek do Boga. który Luter jeszcze lubił nazywać p a n i ą M ą d r o c h ą. Małżeństwo naprzykład uchodziło długo za grzech przeciwko prawu gromady. m ą d r ą n i e r z ą d n i c ą). rozpruwamy sobie w zadowoleniu i ciekawości duszę w żyjącem ciele: cóż nam zależy jeszcze na »zbawieniu« duszy! Potem uzdrawiamy siebie samych: choroba jest pouczająca. z m i a n a za nieobyczajność i groźbę zagłady!« 56 . jak gdyby życie nie było niczem. szaleństwo za boskość. Hybris jest dziś nasz cały stosunek do natury. żądza wiedzy za niebezpieczeństwo. natomiast zadowolenie za niebezpieczeństwo. poprzedzającymi »dzieje świata«. Że filozof. Wszystkie dobre rzeczy były niegdyś ziemi rzeczami. brzmi nam dziś właśnie tak obco. jak się rzekło. nie! pochód. występowało. 27. jak Karol Śmiały w walce z Ludwikiem XI. – c h o r o b o t w ó r c y zdają nam się dziś nawet potrzebniejsi. g o d n i e j s i. udawanie za cnotę. ruch. praca za hańbę. 243 i nast. nasze pogwałcenie natury z pomocą machin i tak beztroskiej wynalazczości techników i inżynierów. które ustaliły charakter człowieka. j a k o przemoc. wzbudzanie litości za hańbę. innem. nie wątpimy o tem.. – oświetliłem go w »Jutrzence« na str. Hybris jest nasz stosunek do s i e b i e. ustępcze. j e ś l i b y b y ł się sobie uświadomił. my pytający i pytania godni. Gwałcimy teraz siebie samych. okrucieństwo za cnotę. uświadamiać się sobie?. nowinką. że wszystko to razem przez najdłuższy okres czasu nie zgadzało się z elementarnemi żądaniami moralności i sumienia? (nie mówiąc wcale o r o z u m i e wogóle.dio« –: czyście też już pojęli. jeno wyłuskiwaniem orzechów. lecz mocą i świadomością mocy.. używając przemocy.) Poddanie się p r a w u: – och. Nie inaczej. że są prawie »wartościami w sobie« – miały przez najdłuższy czas właśnie pogardę własną przeciw sobie: wstydzono się łagodności. które dziś jeszcze w Kambodży jest przywilejem kapłanów. jeśli kto był tak nieskromny. Mierząc nawet jeszcze miarą starych Greków. przychylne.

Teraz dopiero. jako warunek istnienia. woli duchowej. Czy się to rzeczywiście z m i e n i ł o? Czyż ten pstry i niebezpieczny zwierz skrzydlaty. pod którą filozofia jedynie żyć i skradać się mogła. którzy musieli w samych sobie wpierw pogwałcić bogów i wszystko. cieplejszemu. wogóle osoby duchownej. czynili to z gruntowniejszej jeszcze potrzeby. gdyśmy już obejrzeli k a p ł a n a-a s c e t ę. – każdy. »Co znaczy wszelka powaga?« – To jeszcze bardziej zasadnicze pytanie wysuwa się tu może już na usta. został naprawdę dzięki słoneczniejszemu. życiu wrogie. przybliżmy się poważnie do naszego problematu: co znaczy ideał ascetyczny? Teraz dopiero staje się on »poważnym«.. musieli przeciw »filozofowi w sobie« zwalczać wszelkiego rodzaju podejrzenia i opory. pewności siebie. i d e a ł a s c e t y c z n y służy przez długi czas filozofowi jako forma zjawiska. Wyraziwszy się poglądowo i plastycznie: k a p ł a n-a s c e t a aż do najnowszych czasów był jeno wstrętną i posępną formą gąsienicy. jak oto: kapłana. z powodu których nauczono się ich b a ć: jeśli się rozważy dokładniej... niewojowniczy w instynktach ludzi kontemplacyjnych roztaczał długo wokół nich głęboką nieufność: przeciw temu nie było innego środka jak tylko wzbudzić stanowczo s t r a c h przed sobą. Mamy teraz przed sobą właściwego p r z e d s t a w i c i e l a p o w a g i wogóle.. wśród których filozofia wogóle powstała i istniała: to jest. którego gąsienica owa kryła.. bardziej rozjaśnionemu światu rozpowity i wypuszczony na światło? Czyż jest już dziś dość dumy. co było zwyczajem uświęcone. w stosunku do świata zaprzeczne. by odtąd rzeczywiście na ziemi » filozof« – m ó g ł i s t n i e ć ?. jest przedewszystkiem skutkiem nędzy warunków. czynili to strasznymi środkami: okrucieństwo względem siebie. ów »duch«. by w jakiejkolwiekbądź mierze m ó c i s t n i e ć przynajmniej. w jakiej się go nie bano! Kontemplacya przyszła na samym początku na świat w postaci o zakrytej twarzy. kto kiedykolwiek zbudował jakieś »nowe niebo«. I na tem znali się naprzykład starzy braminowie! Najstarsi filozofowie umieli swemu istnieniu i zjawieniu nadawać znaczenie. Osobliwe. Bo znaleźli w sobie wszystkie oceny wartości zwrócone p r z e c i w sobie. dzielności. Pierwiastek nieczynny.10. 47 wyłuszczono. woli odpowiedzialności. wśród jakiej oceny. by nabrać strachu przed samymi sobą i czci dla siebie samych. postawę i tło. czarodzieja. z złem sercem i często z zaniepokojoną głową: co do tego niema wątpliwości. 11. wróżbiarza. W tej samej książce na str. zadumany. by móc być filozofem. – musiał on go p r z e d s t a w i a ć. musiał weń w i e r z y ć. zmysłom niewierne. w o l n o ś c i w o l i. Przypominam sławną historyę króla Viçvamitry. znajdował moc do tego dopiero w w ł a s n e m p i e k l e. Streśćmy cały stan rzeczy w krótkich formułach: duch filozoficzny musiał najpierw zawsze przebierać się i przepoczwarczać w d a w n i e j u s t a l o n e typy ludzi kontemplacyjnych. że podjął się n o w e n i e b o zbudować: niesamowity to symbol najstarszej i najmłodszej historyi filozofów na ziemi. który na podstawie tysiącletniego samoumartwienia zdobył takie poczucie mocy i ufności w siebie. bez ascetycznego samonieporozumienia.. odwagi. to jest. które utrzymało się aż do czasów najnowszych i przez to zyskało znaczenie prawie p o s t u r y f i l o z o f i c z n e j w s o b i e. Jako ludzie strasznych czasów. wynalazcze samoudręczenie – oto był główny środek tych spragnionych mocy pustelników i nowatorów myśli. pod jakim n a c i s k i e m oceny musiało żyć najstarsze pokolenie ludzi kontemplacyjnych. odzmysłowione trzymanie się filozofów na uboczu. – pogardzane w tej samej mierze. by móc go przedstawiać. by sami w nowości swe w i e r z y ć mogli. o wyglądzie dwuznacznym. 57 . że inaczej najdłuższy okres filozofii na ziemi n i e b y ł b y w c a l e m o ż l i w y bez ascetycznej powłoki i przebrania.

z a p r z e c z a s i e b i e s a m e g o: w tym wypadku. ile tylko mogą. Raczej więc będziemy musieli mu pomóc – tyle jest już teraz widoczne – by dobrze się przeciw nam bronił. niż żebyśmy się bać mieli. cierpienia dla samej przyjemności zadawania go sobie. Kapłan-asceta składa w owym ideale nietylko swoją wiarę. do którego stoi ono w stosunku sprzecznym i wyłączającym. Myślą. jak powszechnie. biorąc ogółem. z punktu widzenia życia ascetycznego.pytanie dla fizyologów. że natykamy się tu na strasznego przeciwnika (przypuszczając. Czytane z jakiejś dalekiej gwiazdy. lux – stanowi dlań jedno. Jego p r a w o do istnienia trwa i znika z owym ideałem: cóż za dziw. Crux. co nieudane. na przeciwnika. c h y b a. tymczasem uczuwa się upodobanie i s z u k a s i ę go w tem. Jest tu usiłowanie użycia siły celem zatkania źródlisk siły. uchodzi życie za most do owego innego istnienia.. swoje zbawienie. w miarę jak jego własnego założenia. zabrania mu raczej rozmnażania się. – musi tkwić w tem i n t e r e s s a m e g o ż y c i a. pięknu. z ziemi. tu zwraca się zielone i jadowite spojrzenie przeciw samemu fizyologicznemu rozkwitowi. wielkiemi literami kreślone. do czego ono należy. z której zwykło się nie udawać kobiecie. które nie mogą się pozbyć kwaśnego niezadowolenia z siebie samych.. pismo naszego ziemskiego istnienia doprowadziłoby może do wniosku. że zwraca się przeciw sobie samemu. w wyzuciu się z samego siebie. które r o z k o s z u j e się w tem cierpieniu samem sobą i staje się nawet coraz pewniejsze siebie i bardziej tryumfujące. jak w każdym czasie prawie pojawia się kapłan-asceta. wymusza. nux. które c h c e być rozdwojonem. Nie dlatego. jest o c e n a w a r t o ś c i naszego życia ze strony kapłana-ascety. w tej zagadce uwiedzenia. zmarniałe. Musi to być jakaś konieczność pierwszorzędna. zakwita wszędzie. całą sferą stawania się i znikomości) z pewnem zupełnie innego rodzaju istnieniem. zakątem niezadowolonych. samobiczowaniu. z wszelkiego życia i zadają sobie. swą moc. gdy chce bronić »kobiety samej w sobie«. pragnąc stać się panem – nie czegoś w życiu –. obok którego jednak tymczasem przekradniemy się jeszcze cichaczem. Wiążą oni życie (wraz z tem. w tym obrazie zachwytu i udręki widział on swoje najjaśniejsze światło. u b y w a. gdzie może. »światem«. swój interes. najsilniejszych najbardziej zasadniczych warunków. którym trzeba ostatecznie wstecz powrócić aż do tego miejsca. – nie mówiąc już o roli najefektywniejszego oceniciela i sędzi poruszonych tu kontrowersyi. radości. która tej w r o g i e j ż y c i u species pomaga ustawicznie do wzrostu i rozwoju. że ziemia jest właściwą g w i a z d ą a s c e t y c z n ą. Cóż to oznacza? Takiej potwornej oceny wartości nie wpisano w dzieje człowieka jako wypadku wyjątkowego i curiosum: jest ona jednym z najbardziej rozpowszechnionych i najtrwalszych faktów. by taki typ sprzeczności w sobie nie wymarł. – zbić n a l e ż y: bo w y m a g a on. 58 . kapłanowi ascecie trudno będzie być choćby najszczęśliwszym obrońcą swego ideału. jak prawidłowo. aby z nim iść. s w o j ą ocenę istnienia. »Tryumf w ostatecznej właśnie agonii«: pod tym najwyższym znakiem walczył zdawien dawna ideał ascetyczny. w szczególności przeciw jego wyrazowi. Bo życie ascetyczne jest sprzecznością w sobie: włada tu bezprzykładnie ressentiment niesytego instynktu i woli mocy. w nieszczęściu. lecz i swą wolę. lecz samego życia. z tej samej przyczyny. który się czynem zbija. jego najgłębszych. prawdopodobnie jedynej swej przyjemności. by tego rodzaju interesowny stosunek do naszego problematu przeciwnikowi szczególnie wyszedł na dobre. »przyrodą«. w bólu. fizyologicznej zdolności życiowej. w brzydocie. jak słuszna. swoje ostateczne zwycięstwo. żeby hodował lub rozmnażał swe oceny wartości przez dziedziczenie. nie należy on wyłącznie do żadnej rasy. wyrasta z wszystkich stanów. gdzie się zaczyna. o którą tu walka się toczy. iż zbyt dobrze nas zbijać będzie . pysznych i wstrętnych stworzeń. że jesteśmy przeciwnikami owego ideału). który o swoją egzystencyę walczy przeciw oszczercom owego ideału? Z drugiej strony z góry można wątpić. To wszystko jest w najwyższym stopniu paradoksalne: stoimy tu wobec rozdwojenia. Asceta uważa życie za manowiec. samoofierze. Rozważmy bowiem. rzecz się ma odwrotnie: głęboki instynkt. lub za błąd. w samowolnym uszczerbku. jakie istnieją.

niewdzięczni takim właśnie rezolutnym odwróceniom zwykłych perspektyw i ocen. właśnie jako poznający.. lecz jako możność d z i e r ż e n i a w s w e j m o c y swego »za« i »przeciw« i dowolnego władania niemi tak. same tylko błędy! Odmówić swojemu ja wiary. pojętej nie w znaczeniu »kontemplacyi bezinteresownej« (coby było bez znaczenia i sensu). Żeby zaś krótko przeciwstawić temu istotny stan rzeczy: i d e a ł a s c e t y c z n y wy59 . wykluczać uczucia wszystkie razem i poszczególnie (przypuściwszy. Taka sprzeczność w sobie. czego właściwa natura nie mogła jeszcze zostać zrozumianą. pogwałcenie i okrucieństwo względem r o z u m u. z której intelekt właśnie tyle pojmuje. Może ona być tylko p o z o r n a. Naprzykład. strzeżmy się polipowych ramion takich sprzecznych w sobie pojęć. psychologicznem nieporozumieniem czegoś. jakże? nie nazywałożby się to k a s t r o w a n i e m intelektu ?. W ten sposób raz widzieć inaczej. Wykluczyć jednak wogóle wolę. ma ich być brak. którego zgoła pomyśleć sobie nie można. że można używać właśnie r o z m a i t o ś c i perspektyw i uczuciowych interpretacyi na pożytek poznania. wymaga się tu więc zawsze od oka niedorzeczności i rzeczy nie mających znaczenia. 13. Ale zawróćmy. A i m w i ę c e j uczuć dopuszczamy do słowa o jakiejś rzeczy. któremi duch nazbyt długo pozornie zbrodniczo i bezużytecznie szalał przeciw sobie samemu. które lubi zwracać rozum przeciw rozumowi. t y l k o perspektywiczne poznanie. gdzie właściwy instynkt życiowy najbezwarunkowiej wskazuje prawdę. jak to czynili filozofowie Vedânty.. musi być pewnego rodzaju tymczasowym wyrazem. poprostu nonsensem. jaka się w ascecie ujawniać zdaje. nad oczywistością.. przyrządzeniem. bezbolesny. które wymyśliło sobie »czysty. boleść tak samo. całe przeciwieństwo pojęć »podmiot« i »przedmiot« – błędy. wyłożeniem. »życie p r z e c i w życiu«. że jest ona dla intelektu – z g o ł a n i e d o p o j ę c i a. samoszyderstwo rozumu wyrokuje: j e s t królestwo prawdy i istnienia. Istnieje t y l k o perspektywiczne widzenie. »myśmy charakter« bowiem oznacza u Kanta pewną rzeczy właściwość. którego siły czynne i interpretujące mają być podwiązane. sobie samemu własnej zaprzeczyć »realności« – co za tryumf! – już nie tylko nad zmysłami. że toby było w naszej mocy). nie zaś psychologicznie. zniży ona cielesność do złudzenia. wciśniętem w starą l u k ę ludzkiego poznania. c h c i e ć widzieć inaczej jest niemiłą wprawą i przysposabianiem intelektu do jego przyszłej »przedmiotowości«:. oko. bezczasowy podmiot poznający«. »poznanie samo w sobie«: – te rzeczy bowiem wymagają zawsze. »bezwzględna duchowość«.) – Nie bądźmy zresztą. które nie ma mieć żadnego kierunku. – jedynie słowem. rozmaitych oczu dla tej samej rzeczy wstawić sobie umiemy.12. że ascetyczna samopogarda. tem zupełniejsze staje się nasze »pojęcie« o tej rzeczy.. Strzeżmy się bowiem. moi panowie filozofowie. odtąd lepiej przed niebezpiecznem starem pojęciowem bajczarstwem. bezwolny. daleko wyższy rodzaj tryumfu. przez które jednak patrzenie staje się dopiero widzeniem czegoś. nie mogła jeszcze zostać określoną s a m a w s o b i e. jako rzeczywiste: szukać będzie b ł ę d u tam właśnie. formułą. Rozkosz ta dochodzi do szczytu przez to. wielość. by pomyśleć sobie oko. (Mówiąc nawiasem: nawet jeszcze w kantowskiem pojęciu: »myślny charakter rzeczy«. i m w i ę c e j oczu. że taka ucieleśniona wola przeczenia i wynaturzania doprowadzoną zostanie do f i l o z o f o w a n i a: to na czerni wywrze ona najwnętrzniejszą swą samowolę? Na tem. Przypuściwszy. jak »czysty rozum«. co z największą odczuwa się pewnością jako prawdziwe. nasza »przedmiotowość«. pozostało coś z tego pochutliwego ascetycznego rozdwojenia. lecz właśnie rozum jest zeń w y k l u c z o n y!. jest – leży to już jak na dłoni – biorąc fizyologicznie.

. Na czem polega owa chorobliwość ? Bo człowiek jest bardziej chory. zawsze jeszcze niezmożony. dość często. pełnię tkliwszych »t a k«: na światło. Sądzę. z życzeniem sobie »końca«). ze znużeniem. Że mógł on w tej mierze. wszelkiego rodzaju cierpiących z powodu siebie samych.. właśnie tą mocą przytrzymuje on silnie przy istnieniu całą trzodę nieudanych. Człowiek syt jest tego. Kapłan-asceta jest ucieleśnionem życzeniem. że natychmiast znowu staje się nowem pętem. który przed naporem swych własnych sił nie znajduje nigdy spokoju tak. niż czciciele tego ideału sądzą. bardziej zmienny. to nie wielka obawa. co działa fatalnie jak żadna fatalność. przypuśćmy. on. Czy to czynimy ?. lecz od najsłabszych. ten p r z e c z y c i e l. które go tu przykuwa. przodując im instynktownie jako pasterz. niż wszystkie inne zwierzęta razem wzięte. ten pozorny wróg życia. ideał ascetyczny jest fortelem do u t r z y m a n i a życia. – to potem rana sama zmusza go d o ż y c i a. które mówi życiu. wyprowadza. by być gdzieindziej. – on. nienaruszone instynkty życia walczą nieustannie nowymi środkami i wynalazkami. że mnie już rozumiecie: ten kapłan-asceta. przynajmniej obłaskawionego człowieka. zuchwali! się więcej. który o ostateczne panowanie walczy z zwierzęciem. wskazuje on na częściowy fizyologiczny zastój i znużenie. 14. gdzie cywilizacya i obłaskawienie człowieka przeparte zostały.. jeśli się z r a n i. samozniszczenia. niż jakiekolwiek inne zwierzę. by był silnym.. zawiedzionych rozbitków. tem surowiej strzec szczęśliwie udanych od najgorszej atmosfery. Jego »nie«. wielki eksperymentator na sobie samym. to sprzykrzenie sobie samego siebie – wszystko występuje w nim tak potężnie. że mu jego przyszłość niezbłaganie. to znużenie.. Ogółem biorąc. w szczególności tam wszędzie. toby 60 . niezadowoleniec. Im normalniejsza jest chorobliwość w człowieku – a nie możemy normalności tej zaprzeczyć – tem wyżej powinniśmy cenić rzadkie wypadki duchowo-cielesnej tężyzny. p o m y ś l n e o k a z y człowieka. to dowodzi wielkiego faktu: c h o r o b l i w o ś c i dotychczasowego typu człowieka. To. – on właśnie należy do bardzo wielkich z a c h o w u j ą c y c h i p o t w i e r d z e n i e s t w a r z a j ą c y c h potęg życiowych. mniej utrwalony. fizyologicznego zmagania się człowieka z śmiercią (dokładniej z uprzykrzeniem sobie życia. bo strach ten zmusza silnego. Gdyby jedno i drugie. bywały całe epidemie takiego dosytu (– naprzykład około roku 1348. Jakżeby też tak śmiałe i bogate zwierzę nie miało być najbardziej zagrożone.. wyzywał przeznaczenie więcej. on. wcale nie zmniejszenia się strachu przed człowiekiem powinniśmy sobie życzyć. Chorzy są największem niebezpieczeństwem dla zdrowych. które musi pracować. czego należy się obawiać... przyrodą i bogami.. Ideał ascetyczny jest takim środkiem: rzecz ma się więc odwrotnie. więcej się rzucał na nowinki. rządzić i owładnąć człowiekiem. najdłużej i najgłębiej chore ze wszystkich chorych zwierząt ?. by być czemś innem. które wszelkimi środkami stara się podtrzymać siebie i o istnienie swe walczy. Czy wiemy o tem?. wiecznie przyszły. jak ostroga. – życie zmaga się w nim i walczy przezeń z śmiercią i p r z e c i w śmierci. tak samo wielka l i t o ś ć dla człowieka.. bardziej niepewny. tylko wielki w s t r ę t do człowieka. jak tego historya uczy. połączyło się dnia pewnego. właśnie przez nią staje się on narzędziem.pływa z o c h r o n n e g o i l e c z n i c z e g o i n s t y n k t u w y r a d z a j ą c e g o s i ę ż y c i a. jest on z w i e r z ę c i e m c h ó r e m: skąd to pochodzi? Zapewne ważył się też na więcej. jego właściwą żarliwością i namiętnością: lecz właśnie m o c jego życzenia jest pętem. nie od najsilniejszych grozi silnym choroba. ba. by stworzyć ponyślniejsze warunki dla istnienia tutaj i pozostania człowiekiem. atmosfery choroby. przeciw którym najgłębsze. czasu tańca śmierci): lecz nawet ten wstręt. w danym razie straszliwym – on to p o d t r z y m u j e udany typ człowieka. wpija się co chwila w ciało teraźniejszości. nienasyceniec. i to najwyższym stopniem tego życzenia. jakby mocą czarów. niezadowolonych. ów mistrz niszczenia. to nie ulega wątpliwości.

zatruwają i zarażają wątpieniem naszą ufność do życia. to nie ulega wątpliwości: »my jedynie jesteśmy dobrzy. – jakżeby się znaleźć nie miała. poczucie mocy były już wogóle czemś występnem. oczywiście. zawsze gotowych opluć wszystko. tak nieuczciwe. Chora kobieta nie oszczędza przytem nic żyjącego. Aż w uświęcone dziedziny wiedzy chciałoby wnikać i być słyszane to zachrypłe szczekanie chorowitych psów. kim jestem: jakżebym mógł wyzbyć się samego siebie? A jednak – j e s t e m syt s i e b i e!«. na targ wynoszą jako »czystość serca«: tej species moralnych onanistów i »zadowalających się sobą«. g ł o ś n y m gestem. pokorne poddanie się pływa w ich oczach! Czegóż chcą oni właściwie? Przynajmniej p r z e d s t a w i a ć sprawiedliwość. tak słodkawe. którzy ustawicznie słowo »sprawiedliwość«. którzy starają się udawać »piękne dusze« i swą na psy zeszłą zmysłowość. jego wola nicości. szlamiaste. ta kąsająca obłuda i wściekłość takich »szlachetnych« faryzeuszów (– przypominam czytelnikom. jak przestrogi dla nas. – cicha walka zazwyczaj z pomocą niepozornych proszków trujących. jakże oni w gruncie sami gotowi są z a d a w a ć pokutę.nieochybnie przyszło natychmiast na świat coś najniesamowitszego. mającym uszy. Kto ma nietylko nos do węszenia. Jestem. które wiodą do tyranii nad zdrowymi. do siebie samych. Snują się pośród nas. ukłuć szpilkowych. złamanymi – oni to. C h o r o w i c i są wielkiem niebezpieczeństwem dla człowieka: n i e źli. które obarcza na drogę smutkiem głębokim.. – spisku cierpiących przeciw pomyślnie udanym i zwycięskim. n i e »zwierzęta drapieżne«. uciskania. – mówię. wszelkie zielsko jadowite. lecz także oczy i uszy. obalonymi. kłamliwych niedorodków. odgrzebuje najgłębiej zagrzebane rzeczy (Bogoanie mówią: »kobieta jest hyeną«). tu n i e n a w i d z i się widoku zwycięzców. co nie patrzy niezadowoleniem i dobrej myśli kroczy swoją drogą. co za sztuka »rzetelnego« oszczerstwa! Ci nieudani: co za szlachetna wymowa z ust ich płynie! Co za cukrzane. ich instynkt dróżek chyłkowych. tu śmierdzi powietrze od tajności i rzeczy niewyznanych. przed tem wstecz zwróconem spojrzeniem dziwoląga z urodzenia. gdzie tylko dziś stąpi. prawdziwie na gruncie bagnistym.. Tu roi się od robactwa uczuć zemsty i urazy. o krajach zamieszkiwanych przez człowieka cywilizowanego. wyższość – oto ambicya tych »najniższych«. Wola chorych wyobrażania j a k i e j k o l w i e k formy wyższości. Jest wpośród nich pełno za sędziów przebranych mściwców. jak ślinę w ustach noszą. Wglądnijmy w głąb którejkolwiek rodziny. poczuje prawie wszędzie. wiele do tego przygotowano. jakie tylko istnieją na ziemi. ale tu niema nadziei. o wszelkiego rodzaju »Europach«.– ci. z jaką naśladują tu odbitkę cnoty. jak ucieleśnione wyrzuty. spowitą w wiersze i inne pieluchy. nawet brzęk złoty. by nie przyznać się. niekiedy jednak i z owym faryzeizmem chorych. podminowują najbardziej życie pod człowiekiem. tych chorych! A jak zręcznie poczyna sobie taka ambicya! Podziwu godna ta zręczność fałszerzy. ta wola mocy właśnie w najsłabszych! W szczególności chorej kobiety nikt nie prześcignie w raffinements panowania. chytrej gry min cierpliwego znoszenia. ciężko odpokutować: ach. raz jeszcze berlińskiego apostoła zemsty. które jest jękiem! – i które zdradza. którzy już z urodzenia są rozbitkami. a wszystko tak małe. rośnie wszelki chwast. A co za obłuda. monet. coś jakby atmosferę domu waryatów lub szpitala. który najchętniej odgrywa »szlachetne oburzenie«. siła. do człowieka. my jedynie jesteśmy h o m i n e s b o n a e v o l u n t a t i s«. sprawiedliwi. jakże pragną gorąco być o p r a w c a m i. dźwięk cnoty. mądrość. Eugeniusza Dühringa. »ostatnia wola« człowieka. Ci słabi i beznadziejnie chorowici wzięli teraz zupełnie cnotę w dzierżawę. miłość. którejkolwiek korporacyi. duma. tu tka się nieustannie sieć najzłośliwszego spisku. w ustach zawsze w ciup. który w dzisiejszych Niemczech najnie- 61 . to co się udało. s ł a b i. Nie brak też między nimi owego najwstrętniejszego rodzaju próżnych. przed tem spojrzeniem. – jak gdyby zdrowie. Dokąd ujść przed tem fatalnem spojrzeniem. któregokolwiek społeczeństwa: wszędzie walka chorych przeciw zdrowym. nihilizm. tyranizowania. nic umarłego. że nienawiść ta jest nienawiścią! Co za zbytek słów wielkich i postaw przybranych. tak skryte. za co kiedyś musi się odpokutować.. I rzeczywiście. tak mówią. jak taki człowiek mówi do samego siebie o sobie samym: »Czyżbym mógł być czem innem? tak wzdycha ten wzrok. Na takim gruncie samopogardy.

C o o n i mogą.przystojniejszy i najwstrętniejszy użytek czyni z moralnego bum-bum: Dühringa. pasterza i rzecznika chorego stada: wtedy dopiero zrozumiemy jego ogromne posłannictwo dziejowe. bardziej jeszcze panem samego siebie. P a n o w a n i e n a d c i e r p i ą c y m i jest jego królestwem. strzec nawet od widoku chorych. jaki obecnie istnieje. oto powinien być najwyższy punkt widzenia na ziemi: – do tego jednak potrzeba przedewszystkiem. najprzebieglejszego.. jego mistrzostwo. by tu właśnie s i ę g a n o g ł ę b o k o. by z d r o w y c h oddzielić od chorych. także przeciwko zazdrości względem zdrowych. Musimy uważać kapłana-ascetę za przeznaczonego z góry na zbawiciela. w pozorach do zemsty: kiedyżby doszli właściwie do swego ostatecznego. Musi bronić swego stada – przeciw komu? Przeciwko zdrowym. całą nędzę wogóle w t ł o c z y ć w s u m i e n i e szczęśliwych tak. uzdrawianie chorych.. Precz z tym »przewróconym światem«! Precz z tem haniebnem zmiękczeniem uczucia! Żeby chorzy zdrowych nie uczynili chorymi – a temby było takie zmiękczenie –.. Sam on chory być musi. oni jedynie są p o r ę c z y c i e l a m i przyszłości. pocieszycielem. pojmowano do głębi – o ile w każdym razie nie może być zadaniem zdrowych pielęgnowanie chorych. tyranem. mocni na ciele i duszy poczęli wątpić o swem p r a w i e d o s z c z ę ś c i a. największego pyskacza moralności. bogiem. ni mieć w powinności: lecz a ż e b y mogli to. jakżeby miało im być wolno być lekarzem. patos oddalenia p o w i n i e n po całą wieczność utrzymywać przedział w zadaniach! Ich prawo istnienia. – by porozumieć się z nimi. nienasycone w wybuchach przeciw szczęśliwym. jeśli tak być musi! Lecz w każdym razie precz od złych wyziewów wewnętrznej zgnilizny i tajemnego robaczywego ścierwa chorych !. by mógł im być przystankiem.. jego rodzaj szczęścia. by zdobyć zaufanie i strach chorych. by siebie samych. musem. w niem tkwi jego najistotniejsza sztuka. to pojęliście tem samem i jedną konieczność więcej – konieczność dla chorych takich lekarzy i dozorców. te fizyologiczne rozbitki i robaczywce.. musi być naturalnym przeciwnikiem i g a r d z i c i e l e m wszelkiego surowego. antysemitów). pierwszeństwo dzwonu o pełnym dźwięku przed fałszywym.. »zbawicielem« chorych?. nawet wśród jemu równych. co o n i powinni. najwznioślejszego tryumfu zemsty? Wtedy niewątpliwie... nienaruszonym mianowicie w swej woli mocy. co tylko o n i powinni. aby siebie za chorych nie brali. gdyby im się udało swą własną nędzę. przynajmniej na chwilę jeszcze obronić przed dwiema najgorszemi zarazami. aby ich rozumieć. karnością. 15. podparciem. Lecz nie mogłoby być większego i fatalniejszego nieporozumienia. 62 . które oby nam właśnie oszczędzane były: przed w i e l k i m w s t r ę t e m d o c z ł o w i e k a! p r z e d w i e l k ą l i t o ś c i ą d l a c z ł o w i e k a!. a tak samo w maskaradach zemsty. jest przecie tysiąckroć większe. niż innych.. lecz musi też być silny. – co wyższe. ku niemu popycha go instynkt jego. A to dlatego. niż gdyby szczęśliwi. musi być z gruntu pokrewny chorym i zawiedzionym. k t ó r z y s a m i s ą c h o r z y: i oto mamy i trzymamy obu rękami znaczenie kapłana-ascety. burzliwego. całe to drgające państwo podziemnej zemsty.. Jeśli pojęliście w całej głębi – a żądam. tego nie śmieją nigdy chorzy móc. Lub czyżby miało być ich zadaniem zostać dozorcami chorych i lekarzami!. niewyczerpane. udani. co niższe. to nie ulega wątpliwości. Wszystko to są ludzie opanowani przez ressentiment. oporem. Lecz nie mogliby gorzej nie rozumieć i zaprzeczać s w e g o zadania. pękniętym. oni jedynie są z o b o w i ą z a n i względem przyszłości człowieka. przyjaciele moi. A przeto czystego powietrza! czystego powietrza! A w każdym razie precz z pobliża wszelkich domów waryatów i szpitalów kultury! A przeto dobrego towarzystwa! s w e go towarzystwa! Lub samotności. n i e p o w i n n o zniżać się do roli narzędzia tego. że ci pewnego dnia poczęliby się wstydzić swego szczęścia i możeby r z e k l i do siebie »hańbą jest być szczęśliwym! za w i e l e j e s t n ę d z y!«.

jak się rozumie samo przez się. mianowicie o g ł u s z e n i a się. uśmierzając następnie ból. roztropny. by pozbyć się żrącego kwasu. dość dobrze swego chorego stada. Przynosi z sobą maście i balsamy. przeciw tlącej w samem stadzie nikczemności. na czem uczucia swoje czynnie lub in effigie pod jakimkolwiek pozorem wyładować może: bo wyładowanie uczucia jest największą dla cierpiącego próbą ulgi. gwałtowniczo-drapieżnego zdrowia i tężyzny. Szuka się go zazwyczaj. wśród którego ustawicznie gromadzi się i gromadzi ów najniebezpieczniejszy. rozsadzający i wybuchowy materyał. które pozwalają im opływać w dręczące domysły i upajać się trucizną własnej złośliwości—rozdzierają najstarsze rany.nieujarzmionego. pomiędzy inne rodzaje zwierząt drapieżnych sam. lub w zwyrodnieniu jajników i tym podobnych). bardzo mylnie mojem zdaniem. poszukując ciemnych zagadkowych historyi. Broni on. jeszcze określeniej. wszystko. dokładniej jeszcze. – do tego potrzeba uczucia. jego poniewolnie pożądanym narkotykiem przeciw katuszy wszelkiego rodzaju. sprzeczność z sobą. co chore – obłaskawionem. rozdwojenie. zwodniczo-rozważny. wojny chytrości (»ducha«) bardziej. w ochronnym jedynie środku reakcyi. zimny. niż nienawidzi. Jeżeli zmusza go do tego potrzeba. w drugim wypadku chce się przez silniejsze jakiegobądź rodzaju wzruszenie o g ł u s z y ć dręczący. 63 . Każdy cierpiący bowiem szuka instynktownie swego cierpienia przyczyny. z konieczności chórem się staje. że źle się czuję«. lub w niedostatku siarkanu i fosforanu potasu we krwi. by nie rozsadził ani stada. prawdziwy fizyologiczny związek przyczynowy uczucia ressentiment. czegoś żyjącego. który sprawia rana. tajemny. wedle mego przypuszczenia. toby trzeba poprostu rzec: kapłan z m i e n i a k i e r u n e k uczucia ressentiment. w »odruchu« w razie nagłego uszkodzenia lub zagrożenia. występuje niedźwiedzio poważny. co wspólne jest wszystkim cherlakom i chorym. gmeraniem w złościach i krzywdach pozornych. jako herold i narzędzie głosu tajemniejszych potęg. wrażliwego na cierpienie. jest przed nimi ukryta (– może ona leżeć w chorobie nerwu sympatycznego lub w nadmiernem wydzielaniu żółci. a do wzbudzenia go pierwszego lepszego pozoru. zimna. Wszyscy cierpiący posiadają przerażającą łatwość wynajdywania pretekstów do bolesnych uczuć. przynajmniej o z n a c z a ć go – pewną nową straszliwość zwierzęcą. co zdrowe. wyczekująca tygrysica i niemniej lis zdają się być złączone w równie pociągającą. żony i dziecka i z wszystkiego. złośliwości i wszystkiemu. jak napawającą strachem jedność. a to im bardziej prawdziwa przyczyna tego czucia się źle. krnąbrności. co dla nich najbliższe. oto jego właściwa sztuka i jego najwyższa pożyteczność. ten dziwny pasterz. – krótko. walczy roztropnie. fizyologiczna przyczyna. w odpornem przeciwdziałaniu. które łatwiej jeszcze pogardza. – broni go także przeciw niemu. zdecydowany siać na tym gruncie cierpienie. w i n n e g o sprawcy. Wyładowywać ten rozsadzający materyał tak. gdzie tylko może. szperają w wnętrznościach swej przeszłości i teraźniejszości. niż przemocy. w sposób jak to czyni jeszcze żaba bez głowy. zemsty i jej krewnych. lub w ucisku na dolną część ciała. Lecz różnica jest zasadnicza: w jednym wypadku chce się przeszkodzić dalszemu doznawaniu szkody. ani pasterza. niema wątpliwości! lecz by być lekarzem. nieznośny ból i na chwilę przynajmniej usunąć go z świadomości. Tu jedynie znaleźć można. gibka. ressentiment. rozkrwawiają oddawna zagojone blizny. sprawcy. więc w pragnieniu o g ł u s z e n i a b o l u p r z e z u c z u c i e. Kapłan jest pierwszą formą d e l i k a t n i e j s z e g o zwierzęcia. ten czarownik i poskramiacz dzikich zwierząt. »Ktoś musi być winien temu. – będzie musiał w razie potrzeby wytworzyć z siebie prawie pewien nowy typ dzikiego zwierzęcia. Nie będzie mu oszczędzone prowadzenie wojny z dzikiemi zwierzętami. twardego. gdyby się chciało wartość kapłańskiej egzystencyi ująć w najkrótszą formułę. zbyt pewny swej sztuki opanowywania c i e r p i ą c y c h każdej chwili. możliwie silnego uczucia. czynią złoczyńców z przyjaciela. czcigodny. w którego okręgu wszystko.– ten sposób wnioskowania jest właściwy wszystkim chorowitym. musi wprzód zranić. twardo i tajemnie z anarchią i coraz zaczynającym się samorozkładem w stadzie. rozkoszują się już samem podejrzeniem. z a t r u w a j e d n o c z e ś n i e r a n ę – na tem bowiem zna się przedewszystkiem. w której niedźwiedź polarny. hamującym obieg krwi.

szczęśliwie udany człowiek trawi to. Lecz jedno przynajmniej osiągnięto przez-to. najbystrzejsi i najbardziej ludzcy sędziowie nie wątpili wówczas. złoczynami).. kaptan-asceta. – By założenie to w rozszerzonej wyrazić formie. to ten rodzaj niestrawności jest tak samo fizyologiczny. co przeżywa {społem z czynami. – Przy takiem ujęciu rzeczy można być. k u s i ł się przynajmniej życiowy instynkt lekarski przez kapłana-ascetę i do czego musiała mu służyć czasowa tyrania takich paradoksalnych i paralogicznych pojęć jak »wina«. przy tego rodzaju lecznictwie. żeby nas z gruba słuchano. którego ze względu na czytelników. raczej tylko interpretacyą stanu rzeczy. pełniej odlanych z drugiej. zamiast skromnego znaku pytania. nieuleczalnych zniszczyć z pomocą nich samych. jak każdy inny – i wielokrotnie w istocie tylko skutkiem owego innego. tak samo nie jest się jeszcze zdrowym jedynie dlatego. »potępienie«: aby uczynić chorych do pewnego stopnia »n i e s z k o d l i w y m i. to przyczyna tego.. »zepsucie«. »grzeszność«. ty sama tylko jesteś winna temu – t y s a m a t y l k o z a w i n i ł a ś w z g l ę d e m s i e b i e!«. to było b a r d z o w i e l e!. jakich mi trzeba. nie leży w jego »duszy«.. jak trawi swój obiad. [Wychodzę w tej rozprawie. wykopanie przez to p r z e p a ś c i między zdrowiem a chorobą – to było na długi czas wszystko! A było to wiele. z m i e n i o n o przez to kierunek ressentiment. że zaledwie wolno go lekarzem nazywać. prawdopodobniej już w jego brzuchu (mówiąc z gruba. co przeżywa. o co. – Że się ktoś »winnym«. nie może wcale chodzić o l e c z e n i e chorych w znaczeniu fizyologicznem. przezwyciężenia siebie. mówiąc między nami. nie muszę dopiero uzasadniać: że »grzeszność« w człowieku nie jest zgoła stanem rzeczy. nie można nawet twierdzić.) Silny.] 17.. »grzech«. Pewne stłoczenie i organizacya chorych z jednej strony (– słowo »Kościół« jest na to najpopularniejszą nazwą). pewne tymczasowe zabezpieczenie zdrowiej udanych. jak to widać. samostrażowania. każe czcić w 64 . mówiąc z gruba. jeno wytłumaczeniem (przyczynowem wytłumaczeniem) stanów rzeczy.. jak się rzekło: co jeszcze nie zawiera wcale życzenia.. że ma się w nich do czynienia z winą. chociaż on sam chętnie uważa się za »zbawiciela«. z gruba rozumiano. 16. to jeszcze nie dowód. to sam »ból duszny« nie jest według mnie wogóle stanem rzeczy. właściwie tylko szumnem słowem. moja owco! Ktoś musi być temu winien: lecz ty sama jesteś tym kimś. Jeśli nie może uporać się z tem. które się dotąd nie dały ściśle sformułować: przeto czegoś. jedynie lecznictwie uczuciowem.. Czy jednak ten kapłan-asceta jest właściwie l e k a r z e m? – Pojęliśmy już. wedle mego wyobrażenia. co dotychczas nie jest uchwytne i naukowo w związek ujęte. łagodnie zachorzałym nadać ścisły kierunek ku sobie samym. Lecz pasterz. z założenia. »grzesznym« c z u j e. »czarownice« s a m e n i e w ą t p i ł y o t e m. Jeśli ktoś nie może się z »dusznem« cierpieniemc uporać. nawet jeśli twarde połyka kęsy. jak rzekłem.»Cierpię.. wsteczny kierunek ich ressentiment (»jednego trzeba« —) i w ten sposób w y z y s k a ć złe instynkty wszystkich cierpiących dla samokarności. – a mimo to nie było tam winy. zawsze jeszcze najsurowszym przeciwnikiem wszelkiego materyalizmu. dość fałszywie. mówi jej: Słusznie. która nas już nie obowiązuje. To dość śmiało. Jak rozumie się samo przez się. że się ktoś zdrowym czuje. widzianego w perspektywie moralno-religijnej. Zgadniecie już. że instynkt życiowy ma przy tem leczenie na widoku i w zamiarze. więc ktoś musi być winien temu« – tak myśli każda chorowita owca. że czuje się nim słusznie. to jest fizyologicznego rozstroju. Przypomnijmy sobie jeno sławne procesy czarownic.

którą zna i posiada sam tylko kapłan. – to stanowi nasz najbardziej zasadniczy zarzut przeciw lecznictwu kapłańskiemu. »zahipnotyzowanie« – usiłowanie zdobycia dla człowieka w przybliżeniu czegoś takiego.. z braku fizyologicznej wiedzy. W takim wypadku przedsiębierze się każdym razem w wielkim stylu walkę z u c z u c i e m z n i e c h ę c e n i a. właściwą walkę f i l o z o f ó w przeciw uczuciu zniechęcenia. nie zbogacać się. co się zwie pospolicie »r e l i g i ą«). do którego jej siła przystosowawcza nie wystarcza (co się zdarzyło z Indami w Indyach).) P o p i e r w s z e zwalcza się owo zniechęcenie środkami. unikać wszystkiego. nie nienawidzieć. Zwalcza on tylko samo cierpienie. południowem wyrafinowaniem. nie uświadamia się jako takie i wskutek tego »przyczyny« jego i zleczenia szuka się i próbuje też tylko na drodze psychologiczno-moralnej (– taka jest mianowicie moja najogólniejsza formuła tego. malaryi. Można z góry przyjąć jako prawdopodobne. w »pociechach« wszelkiego rodzaju. »uświęcenie« fizyologicznie się wyrażając. z takiem wyrafinowaniem. która połowę Niemiec zaraziła brzydkiemi chorobami i przygotowała tem pole do niemieckiego służalstwa. przy którem życie właśnie jeszcze tli. (Pomijam tu. lub jak tylko można najmniej kobiet. lecz zbyt niedorzeczna. czego nie szukał i czego nie znalazł. prawie wszystkie obfi- 65 . co wytwarza »krew« (nie spożywać soli: higiena fakira). odważono się w tym celu na tyle najniebezpieczniejszych i najzuchwalszych rzeczy: tak przebiegle. 1850). to ołowiane znużenie.. jest głównie wynikiem niedorzecznie nagłego pomieszania stanów). n i e zaś jego przyczynę. które naturalnie ma za sobą powagę młodego szlachcica Krzysztofa z Szekspira). gdy się ten błąd pozna – aliści nie myśli on zniknąć. psychologiczno-moralnie mówiąc. które jednak. o ile można nie znać wcale kobiet. odgadniono zwłaszcza uczucia podniecające.. lub skutkiem fałszywej dyety (alkoholizm Średniowiecza. żadnego już życzenia. nie mścić się. gdy się ma niby wykazać. minimum zużycia i przemiany materyi. Rezultat. narkotyzującego w niem nagromadzono..sobie »zbawiciela«. czem dla niektórych rodzajów zwierząt s e n z i m o w y. niemieckiej małoduszności). n i e właściwą chorobę. tyle rzeźwiącego. jak wynalazcze zrozumiał swoje zadanie pocieszyciela. że co pewien czas. być obojętnym. która zwykła istnieć zawsze równocześnie – jest ona dość zajmująca. czego on przy tej pomocy nie widział. lub skutkiem zepsucia krwi. pozwalające chwilowo przynajmniej przezwyciężyć to głębokie przygnębienie. naprzykład gdy rasa pewna znajdzie się w klimacie. syfilisu i tym podobnych przyczyn (niemieckie przygnębienie po wojnie trzydziestoletniej. »wyzbycie się siebie«. – oto w czem okazuje się jego genialność. zbyt pajęczynowa i pokątna. Że tacy sportsmeni »uświęcenia«.. walkę. Albowiem. które wogóle zniżają uczucie życia do najniższego punktu. Jeśli jednak popatrzymy z perspektywy. że w bólu tkwi błąd. na pewnych miejscach ziemi prawie koniecznie opanowywać musi szerokie tłumy u c z u c i e f i z y o l o g i c z n e g o z a h a m o w a n i a. jak słuszna. nie pracować. nie udzielając się właściwie świadomości. żebrać. że ból zniknąć musi. jak bez skrupułu i śmiało wybrał środki stosowne! Szczególnie możnaby chrześcijaństwo nazwać wielką skarbnicą najprzemyślniejszych środków pocieszy cielskich. »pesymizm« dziewiętnastego stulecia. zbyt z praktycznego punktu widzenia obojętna. Do tego celu zużyto zdumiewającą ilość energii ludzkiej – czyżby daremnie?. to nie będziemy się mogli posiąść z podziwu. W ł a g o d z e n i u cierpienia. ten czarny smutek fizyologicznie zahamowanego człowieka. przejrzyjmy pokrótce jej najgłówniejsze praktyki i formy. lub może być skutkiem starości i znużenia rasy (pesymizm paryski od r. w których wszystkie czasy. s e n l e t n i dla wielu roślin gorącego klimatu. ogólnie mówiąc: we wszystkich wielkich religiach chodziło głównie o zwalczenie pewnego epidemicznego znużenia i ociężałości. nie kochać. tylko przykre uczucie cierpiącego. lub może być wywołane błędnie skierowaną emigracyą. pod względem duchowym zasada Pascala »il faut s’abêtir. co wytwarza uczucie. Takie uczucie zahamowania może być najrozmaitszego pochodzenia: następstwem krzyżowania zbyt obcych sobie ras (lub stanów – stany wyrażają zawsze także różnice pochodzenia i rasy: europejski »Weltschmerz«. Gdzie tylko to możliwe nie dopuszczać wogóle żadnego chcenia. kojącego. niedorzeczność jarstwa. w tem naiwnem przypuszczeniu.

– jedno i drugie. już to kobietami. do której wyrażenia nie wystarczają najwyższe nawet symbole. do »świateł wewnętrznych» naprzykład. uwolnieniem od wszelkiej złudy. To. a równie mało przez o d r z u c a n i e błędów: bo braman. która rozdźwięka właśnie już w w o l i takiego rodzaju interpretacyi. przyjaciela mego Pawła Deussena). ani wiek. jako mędrzec otrząsa z siebie zło i dobro. że w gruncie rzeczy. – przez jaźń poznawczą wchłonięty. mianowicie głęboki sen. »Dla wiedzącego niemasz obowiązku«. Tłumaczenie. i zbyt znużonych. ani cierpienie. »prawdą« i »bytem«. – więc ogólno-indyjskie ujęcie rzeczy. grecko-chłodnego. chociaż zawsze w przepychu wschodniej przesady. zarówno bramińskie jak buddyjskie. jakkolwiek wysoko cenią hipnotyzującą wartość cnoty. ni dzieło złe. że prowadzi on. Mostu tego nie przekracza dzień. co zwalczają surowym trainingiem. »A kiedy już zaśnie zupełnie – mówi o tem najstarsze i najczcigodniejsze »pismo« – i zupełnie w spokoju się pogrąży. Chcemy więc w czci chować »zbawienie« w wielkich religiach. wiedzmy o tem – odpowiada to zresztą po prostu stanowi rzeczy. które stanom tego rodzaju nadawali ludzie nimi nawiedzeni. który buja. moralną poprawę. lecz cierpiącego Epikura: hipnotyczne poczucie nicości. nie myśląc już wcale o tym przyczepku ciała. której doznaje już g ł ę b o k i s e n u tych przemęczonych życiem. wstępuje w najwyższą światłość i przez to w własnej swej jawi się postaci: wtedy jest samym duchem najwyższym. znaleźli w rzeczy samej prawdziwe wyzwolenie od tego. nad dobro i zło wzniósł się. co u jasnego. Najwyższy stan. jest pętem. samo w y z w o l e n i e. »uczynione i nieuczynione – mówi wyznawca Vedânty – nie sprawia mu żadnego bólu. czyn żaden nie zakłóca jego królestwa. – wyzbyli się rzeczywiście w niezliczonych wypadkach owego głębokiego fizyologicznego przygnębienia z pomocą swego systemu środków hipnotycznych: dlatego też metodyka ich zalicza się do najpowszechniejszych faktów etnologicznych. jako o s i ą g n i ę t a unio mystica z bogiem. chłodnego. niezdolnym do żadnego nabytku doskonałości. uważać można za najlepszą część realizmu trzech największych religii. wtedy. Mimo to musimy i tutaj. nie będzie miał żadnej już świadomości tego. jak u Hesychastów z góry Athos. za wartość 66 . że w tym wypadku nie sprzeniewierzono się p r a w d z i e. spokój najgłębszego snu. »wiedzą«. owo osiągnięte ostatecznie ogólne zahipnotyzowanie i cisza są dla nich zawsze tajemnicą samą w sobie. krótko. »W głębokim śnie – mówią tak samo wierni tej najgłębszej z trzech wielkich religii – wydobywa się dusza z ciała. to rozumie się samo przez się: dosłuchajcie się tylko tonu najprzeświadczeńszej wdzięczności. lub wozami. prowadzić może do wszelakich duchowych zaburzeń. b e z b o l e s n o ś ć. wejdzie w samego siebie. jest wiecznie czyste» – (te miejsca z komentarza Çankary cytuję wedle największego prawdziwego znawcy filozofii indyjskiej w Europie. nad jedno i drugie«. o tem wątpić wcale nie można. Nie wolno też takiego zamiaru wygłodzenia cielesności i żądzy już samego w sobie zaliczać między symptomaty obłędu (jak to czynić lubi pewien niezgrabny rodzaj pożerających roastbeefy »wolnych duchów« i szlachciców Krzysztofów). – To może uchodzić dla cierpiących i do dna skwaszonych już za najwyższe dobro. ani noc. ani śmierć. do rozkosznych wezbrań i zachwytów zmysłowych (dzieje świętej Teresy). ani chrześcijański sposób myślenia nie uważa tego wyzwolenia za o s i ą g a l n e przez cnotę. lub przyjaciółmi. żartując i igrając.. jest zawsze skrajnie marzycielsko-falszywe. co zewnątrz jest lub wewnątrz.. »Dobro i zło – mówi buddysta. i ciesząc się. jak zwierz pociągowy do wozu«. (Ani indyjski. tak zresztą gruntownie przemoralnionych. do którego prâna (dech żywota) przyprzężon jest. »Przez d o k ł a d a n i e cnót jedna do drugiej nie nastąpi zbawienie: bo polega ono na jedności z pierwiastkiem braman.tują narody. wszelkiego działania. do halucynacyi dźwiękowych i postaciowych. mieć w pamięci. ponad jednem i drugiem jest pan doskonały«. Tem pewniejsze jest. jak wtedy. gdy mowa o »zbawieniu«. by nawet śnić. z którem tworzyć jedność stanowi zbawienie. ni dzieło dobre. natomiast trudno nam nieco trwać poważnie przy ocenie. dojściem i powrotem do sedna rzeczy. wyzbyciem się wszelkiego celu. pojęty już jako wsiąknięcie w braman. wyraża to tylko tę samą ocenę. o drogi! zjednoczy się z bytem. jakiemś »poza dobrem i złem«. wszelkiego życzenia. tak że już żadnych sennych zjaw nie widzi.

18. z pragnienia otrząśnięcia się z głuchej przykrości i uczucia słabości. chorowici. Że ułatwia ona w znacznym stopniu cierpiące istnienie. Poszukując początków chrześcijaństwa w świecie rzymskim. jakim posługiwać się zwykli zahamowani fizyologicznie. »błogosławieństwem pracy«. stowarzyszenia biednych. co się z nią wiąże. odznaczanie przynoszą z sobą. jeśli istnieje gdzie stado. co w zniechęceniu jej jest najosobistszem. punktualne bezmyślne posłuszeństwo. – Jeszcze bardziej cenionym środkiem w walce ze zgnębieniem jest zalecenie d r o b n e j r a d o ś c i. stowarzyszenia. że dobrze są opatrzeni: w przeciwnym razie sprawiają sobie wzajemnie ból. jest najobfitszym środkiem leczniczym. ba. choćby w najmniejszym stopniu. niż takiego ogólnego stłumienia wrażliwości. niewolnikiem roboczym i więźniem). zachęcanie. jednostajny raz na zawsze tryb życia. drobną radość wzajemnej dobroczynności – może było to wówczas czemś nowem. w której zaleca się radość. do zorganizowania się w stado: kapłan-asceta odgaduje ten instynkt i popiera go. pod warunkiem. Szczęście »najmniejszego poczucia wyższości« które wszelka dobroczynność. to jest bezwzględną prawidłowość. zaleca kapłan-asceta w gruncie. nie potrzebował niczego więcej. to wywołał je instynkt słabości. właściwem odkryciem ? W wywołanej w ten sposób »woli wzajemności«. pogardę opinii.wartości. wola mocy dojść do nowego i o wiele pełniejszego wybuchu: u t w o r z e n i e s t a d a jest w walce ze zgnębieniem istotnym krokiem naprzód i zwycięstwem. że uwaga cierpiącego zostaje gruntownie odwrócona od cierpienia. przedewszystkiem odwagę. jest radość s p r a w i a n i a radości (jako dobroczynność. pomaganie. pomaganie. pocieszanie. aby w znienawidzonych rzeczach widzieli odtąd dobrodziejstwo. to nie ulega żadnej wątpliwości: nazywa się dzisiaj ten fakt. a zorganizowała roztropność kapłańska. Ulga polega na tem. stowarzyszenia pogrzebowe. z niewolnikami roboczymi lub więźniami (lub z kobietami. »stoicyzm intelektualny«. dążą instynktownie. do zapomnienia samego siebie. jako środek leczniczy. Najczęstszą formą. odznaczanie). względne szczęście: – w każdym razie n i e kapłani wynaleźli niezadowolenie niewolników ze swego losu. zdolności cierpienia. chwalenie. które przecież po największej części są jednem i drugiem zarówno. ponad odrazę ku sobie (»despectio sui« Guelincza). aczkolwiek w najprzezorniejszej dawce. tworzenia stada. odczuwać jako pozytywność samą. który jest w każdym razie łatwiejszy: m a c h i n a l n e j c z y n n o ś c i. oni m u s z ą to oceniać pozytywnie. Wszyscy chorzy. obdarowywanie. w o l i m o c y. że silni dążą z taką samą naturalną konieczno67 . zapełnienie czasu. które każe już przypuszczać rzadziej spotykane siły. łatwo dostępnej i dającej się ująć w prawidło. »caenaculum« musi znowu owa wzniecona przez to. który ją dość często wynosi ponad to. wyrosłe na najniższym gruncie ówczesnego społeczeństwa. pewne przyzwolenie. Właśnie gdy miał do czynienia z cierpiącymi niższych stanów. w których świadomie pielęgnowano ów środek leczniczy przeciw zgnębieniu. pożyteczność. (Wedle tej samej logiki uczucia zwie się nicość we wszystkich religiach pesymistycznych b o g i e m). wzbudzenie najsilniejszego. trochę nieuczciwie. stowarzyszenia chorych. zalecając »miłość bliźniego«. Daleko częściej. niesienie ulgi. – że ustawiczne działanie i ciągle tylko działanie udziela się świadomości. posługują się tem lekarstwem często w połączeniu z powyż omówionem. Ze wzrastaniem gromady potężnieje i dla jednostki nowy interes. jak przebiegle umiał kapłanasceta w walce z cierpieniem zużytkować tę działalność machinalną i to. skutkiem czego mało pozostaje czasu na cierpienie: c i a s n a jest bowiem ta komora ludzkiej świadomości! Jakże gruntownie. do »incuria sui«. próbuje się przeciw stanom zgnębienia innego trainingu. Bo nie należy zapominać. znajdujemy stowarzyszenia wzajemnej wspomogi. »gromady«. pewne wprawianie się do »nieosobowości«. tylko małej sztuki przemieniania nazw i przechrzczenia. potwierdzającego życie popędu. naturalnie z posłuszeństwa dla tego samego zasadniczego instynktu.

że wzbudzałoby w nas wstręt. szczere. W nich wszystkich chodzi o jedno: o jakąkolwiek w y b u j a ł o ś ć u c z u c i a. Środki kapłana-ascenty. której psycholog dziś podjąć się musi. by nie przestać nad tym popędem panować. – jest to droga. i w każdym razie za idealizm się uważa. Nasi dzisiejsi wykształceni. którym zamulone jest.. czemś. Brzmi to twardo: jasnem jest. że będzie kiedyś jakaś potomność o surowszym. wogóle w s z y s t k o. nasi »dobrzy« nie kłamią – to prawda. że przeciwdziała haniebnie p r z e m o r a l n i o n e m u sposobowi mówienia. który się chętnie »idealizmem« nazywa. Bo nie należy się łudzić co do tego. jak instynkt urodzonych »panów« (to znaczy samotniczej drapieżnej species człowieka) czuje się w głębi organizacyą podrażniony i zaniepokojony. pomijając..) 19. ostatni natomiast skupiają się właśnie z r a d o ś c i ą z powodu tego skupienia się. by ich czcić! Właściwe kłamstwo. wszyscy.. »uczciwe« kłamstwo (o którego wartości posłuchajcie tylko Platona). z d r o w s z y m smaku): – służyć będą jako środki wymiotowe. Lecz po co pieścić zniewieściałe uszy naszych nowoczesnych przeczuleńców? Po co ustępować z n a s z e j s t r o n y choćby na krok ich świętoszkostwu słów? Dla nas psychologów byłoby to już świętoszkostwem w c z y n i e. coby wymagało od nich. właśnie całe nowoczesne sądzenie człowieka i rzeczy. którego potrzebuje wśród niej każda jednostka. skutkiem czego niezadowolenie jednostki z siebie samej przygłusza się jej uciechą z powodu rozwoju gromady – oto. co nowoczesne (przypuszczając. obudzenie gromadnego uczucia mocy. do »winnych«. – używaną jako najskuteczniejszy środek ogłuszenia. Nie mam wątpliwości pod tym względem. – ich instynkt czuje się przy tem równie zadowolony. d o c z e g o jedynie służyć będą. twardszym. byłoby dla nich czemś o wiele za surowem. że najwłaściwszą cechą nowoczesnych dusz.. który znał swoich – i samego siebie. czego od nich wymagać nie w o l n o. są zupełnie niezdolni 68 . (Tak było naprzykład w G r e c y i: Platon wykazuje to w stu miejscach. z wielkim oporem osobniczego sumienia. umiejętności rozróżniania w sobie samych »prawdy« od »fałszu«. którzy dziś czują się »dobrymi ludźmi«. każda oligarchia drży ustawicznie z powodu wytężenia. płynąca z miłości bliźniego. wymyślając to jedno pytanie: »p r z e z c o osiągnąć można wybujałość uczucia?«. jak słabi ku sobie. że brzmiałoby milej i może lepiej wpadało w uszy. lecz wcielona n i e w i n n o ś ć w kłamliwości moralnej. otworzenia oczu na siebie samych. – a to dzięki swemu moralnemu przesłodzeniu i fałszowi. jeśli pierwsi łączą się w związek. wśród całej tej niebezpiecznej w sobie roboty. Mus odkrywania tej »niewinności« ciągle na nowo tworzy może najwstrętniejszą część naszej pracy. przeciw tłumionej obezwładniającej długiej bolesności: skutkiem czego wynalazczość kapłańska okazała się niewyczerpaną. to w tem tkwi d o b r y s m a k psychologa (– inni mogą rzec jego uczciwość). organizacya trzody. lecz to jeszcze n i e wystarcza. dzięki swemu najwnętrzniejszemu feminizmowi. machinalna czynność. to dzieje się to tylko w zamiarze agresywnego wspólnego działania i wspólnego zadowolenia swej woli mocy. gdybym powiedział: »kapłan-asceta korzystał zawsze z z a p a ł u. który tkwi we wszystkich silnych uczuciach«. jest to jedno z n a s z y c h wielkich niebezpieczeństw. Im przystoi jedynie k ł a m s t w o n i e u c z c i w e. któreśmy dotąd poznali – ogólne przytłumienie poczucia życia.ścią od siebie. że mają trwałość. przedewszystkiem radość.. jego n i e w i n n e środki w walce z uczuciem przykrości: zwróćmy się teraz do bardziej zajmujących. czego oczywiście nie trzeba się obawiać. służyć potomności mogą książki nowoczesne. Na dnie każdej oligarchii kryje się – całe dzieje uczą tego – zawsze t y r a ń s k i popęd.. za silnem. drobna radość. która może n a s właśnie do wielkiego wiedzie wstrętu. Platon. Bo jeśli w czem. rezolutne. nowoczesnych książek jest nie kłamstwo. a również przypuszczając. mierząc miarą nowoczesną.

by jak piorunem wyzbyła się wszystkich małości i małostek uczucia przykrości.. swoim pierwszym drgnieniom.. z głębi s i ł y d u s z y. strach.odnosić się do jakiejkolwiek rzeczy inaczej. wykonawca ostatniej woli Schopenhauera: bo i Schopenhauer skreślił coś o sobie... stanął nagle w ciągu swej pracy: doszedłszy do pewnego punktu tego czcigodnego i naiwnego żywota. okrucieństwo mają moc po temu. Dzielny Amerykanin Thayer.. a nie ze stanowiska roztropnej pobłażliwości dla siły?. mówiąc do sobie równych? »Nie ufajmy przedewszystkiem. prawdopodobnie jesteśmy i my jeszcze ofiarami. Morał: jakiżby roztropny człowiek napisał dziś jeszcze sumienne o sobie słowo? Musiałby chyba należeć do zakonu świętej śmiałości szału. pastwą. Gwinner.. moi panowie. mrozy..«).. przeczuje już w te kilka słów wtłoczoną zasadniczą treść tego. przygłuszenia... mówiąc nawiasem. Obiecują nam autobiografie Ryszarda Wagnera: któż wątpi.. Takby winien mówić dziś każdy psycholog do swych równych. serdecznie obłudnie.. który nad wszelkie pojęcie wypadł niedołężnie i naiwnie. cnotliwie obłudnie. co mam w dalszym ciągu przedstawić.. dość powodów. W gruncie rzeczy wszystkie wielkie uczucia. tego najroztropniejszego z wszystkich mędrców »rzeczowych«.. skrupułu c a ł ą sforę psów dzikich w człowieku i spuszczał to tego. lecz niewinnie obłudnie.. zanurzyć ją w przestrach. Lecz zrozumiecie mnie już zapewne: – biorąc wszystko pod uwagę. rozkosz. I oto powracamy do naszego problematu. o b ł u d n i e. By duszę wyważyć raz z jej wszystkich spoideł... zwątpienie. chorymi tego przemoralnionego smaku czasu. rzekł. Prawdopodobnie i my jeszcze jesteśmy »za dobrzy« do naszego rzemiosła.. tryumf. cóżby dopiero poczęto.. za wyłączną własność: mianowicie Leopolda Rankego. tego urodzonego klasycznego adwokata wszelkiej causa fortior.. lecz niejako z nieustraszonością Taine’a. już nie z moralną prostodusznością wiejskiego księdza. są o n e p r a w i e z a w s z e d o b r e«. wytworzyli wcale pięknie klasyczny typ tej ostatniej. że nie będzie to r o z t r o p n a autobiografia. zemsta. gdyby nam ktoś był ruch ten i n a c z e j opowiedział. To samo uczynić miał dr. biograf Beethovena. nie mógł wytrzymać go dłużej. (Niemcy. żary i zachwyty w ten sposób.. nadzieja... chociażbyśmy się też czuli jego gardzicielami.. pod warunkiem. by zbudzić człowieka z powolnego smutku..) 20. Ci »dobrzy ludzie« są dziś wszyscy razem aż do gruntu i dna przemoralnieni i w stosunku do uczciwości zhańbieni i ześwinieni po całą wieczność: któżby z nich zniósł jeszcze p r a w d ę »ponad człowiekiem« !. już nie z słodkawą i pełną względów wstydliwością protestanckiego historyka. Lub mówiąc uchwytniej: ktoby z nich zniósł prawdziwą biografię!. I d e a ł a s c e t y c z n y w s ł u ż b i e z a m i e r z o n e j w y b u j a ł o ś c i u c z u c i a: – kto przypomina sobie poprzednią rozprawę.. jego ból 69 . Kilka przykładów: Lord Syron skreślił najosobistsze o sobie wyznania. markotnego rozstrojenia: jakież drogi wiodą do t e g o celu? A które z nich najpewniej ?. to owego zawsze w tym samym celu. a może nawet na siebie (». szczególnie pewnej nieufności względem »pierwszych drgnień«. obrazem. bezdennie obłudnie. gniew. niż n i e u c z c i w i e... że my psychologowie nie możemy dziś wyzbyć się pewnej nieufności w z g l ę d e m s i e b i e s a m y c h?.... modrooko obłudnie. który w samej rzeczy żąda od nas pewnej surowości. które wzniecił w Niemczech katolicki kapłan Janssen swym obrazem niemieckiego ruchu reformacyjnego. – mogą to sobie poczytywać za własność... – prawdopodobnie zaraża on jeszcze i nas. jeśli wyładowują się nagle.. Przed czemże przecie przestrzegał ów dyplomata. lecz Tomasz Moore był »za dobry« na to: spalił papiery swego przyjaciela. gdyby nam raz jakiś prawdziwy psycholog prawdziwego Lutra przedstawił. i rzeczywiście kapłan-asceta wziął w służbę swą bez... nieprawdaż. Przypomnijmy sobie jeszcze komiczne przerażenie.

mierząc miarą nowoczesną. kapłan-asceta. Ten stary wielki czarodziej w walce z uczuciem zniechęcenia. wszystko posłużyło teraz zwycięstwu jego ideału. dążyło n i e do zleczenia chorób. kurcze nieznanego szczęścia. otrzymuje od swego czarodzieja. zwęglony. ponieważ wymaga tego słuszność. Nie wydostanie się już z tego zakreślonego okręgu. – i dość często łamiąc się sam pod ciężarem niedoli. ociężałość i znużenie. mniejsza jak. Każdą tego rodzaju wybujałość uczucia trzeba potem o p ł a c i ć. w w i n i e. j e g o królestwo nadeszło: już nie skarżono się na ból. a jednak nie znużony – tak wyglądał człowiek.. życie stało się znowu b a r d z o zajmujące: czujny. iż posługiwał się on p o c z u c i e m w i n y. Człowiek. wkoło której zakreślono koło. dopięta została – każdy to wie – tem. Trzeba jednak. tembardziej kłaść na to nacisk. tyczących się poczucia winy. włosiennica. że gwałtowne fizyologiczne odwety takich ekscesów. »złe oko«. »W i ę c e j bolu! więcej bolu!« tak wołała przez wieki żądza jego uczni i wtajemniczonych. ogłuszenia. ostateczna trwoga. rodzajem »niewinnym«. zachwycało.. na którą pozwolił sobie kapłan asceta. od kapłana-ascety. wiecznie czujny. które zamknięto w klatce. że kapłan asceta zalecał go. tego prawdziwego sztukmistrza w rzeczach. komu nietajne nawet rzeczy ukryte – i oto patrzcie! otrzymuje wskazówkę. naradza się ostatecznie z kimś. do złagodzenia go. po co? żądne poznania przyczyn – przyczyny sprawiają ulgę –. nie wiadomo dlaczego. jak mówi Luter. ciało głodem morzone. którą stworzył. po nocach bezsenny. Każda wybujałość uczucia. cierpiący na samego siebie. że używało się go »w dobrej wierze«. wszystko poszło na usługi czarodzieja. kary. czyn przekręcony. Czy rzeczywiście miał jeszcze prawo tak 70 . ideału ascetycznego. p r z e z w y c i ę ż o n o gruntownie tym systemem procedur dawne zgnębienie. Mistrzowska sztuczka. która bolała. w osłupienie wprawiało. niezbędność. który zwraca się zawsze w jednym kierunku (w kierunku »winy«. ba. jakiego kształtu! »Grzech« – bo tak brzmi kapłańska przeróbka zwierzęcego »nieczystego sumienia« (wstecz zwróconego okrucieństwa) – był dotąd największem zdarzeniem w dziejach chorej duszy: w nim mamy najniebezpieczniejsze i najfatalniejsze arcydzieło interpretacyi religijnej. I teraz na całe stulecia nie będzie się można pozbyć widoku tego nowego chorego. w jakimś urywku przeszłości. Dopiero pod ręką kapłana. skruszenie. jak wykazano uprzednio. które. skierowane na każdą czynność. chorobliwie łakomego sumienia. należy też zauważyć. może nawet duchowe zaburzenia. jego ociągliwą nędzę na pewien czas przynajmniej zmusić do ucieczki.. wyzyskane. Wszędzie nieczyste sumienie. Pochodzenie tego poczucia winy zaznaczyła pokrótce poprzednia rozprawa – jako fragment psychologii zwierzęcej. odgadnione. miażdżyło. wszędzie niema udręka. obalało. lecz do zwalczenia przykrego uczucia zgnębienia. niejako jak zwierzę. W t e m znaczeniu osiągnięto ten cel. wynalazczość piekła nawet – wszystko teraz zostało odkryte. wierząc najgłębiej w jego użyteczność. przemienianie go w uczucia winy. wzywanie »zbawienia«! Rzeczywiście. wszędzie uczyniona treścią życia c h ę ć złego rozumienia cierpienia. wtajemniczony w t e misterya. jako j e d y n e j przyczyny cierpienia). p i e r w s z ą wskazówkę co do »przvczyny« swego cierpienia: aby jej szukał w s o b i e. zwyciężył oczywiście. »grzesznika«— czy się go kiedy pozbędziemy? – gdzie tylko się spojrzy. ł a k n i ę t o bólu. wszystko co łamało. wyczerpany. w każdym razie fizyologicznie. »Królestwo moje nie jest z t e g o świata« – powtarzał on wciąż potem jak przedtem. Z chorego zrobiono »grzesznika«. agonia katowanego serca. by w duszy ludzkiej rozdzwonić wszelkiego rodzaju rozdzierającą i zachwytną muzykę. wszędzie wplatanie się grzesznika w okrutne koło niespokojnego.głuchy. Wszędzie przeszłość przeżuwana. żądne też środków i narkotyków. tajemnica katowni. zawsze też pod osłoną religijnej interpretacyi i usprawiedliwienia«. w gruncie rzeczy nie sprzeciwiają się właściwie ogólnemu celowi tego rodzaju leczenia. nic więcej: poczucie winy ukazało nam się tam niejako w surowym swym stanie. aby uważał samo cierpienie swoje jako s t a n k a r y. nabrało ono kształtu – ach. Nieszczęśliwiec ten usłyszał. »grzesznik«. wszędzie bicz. to rozumie się samo przez się – czyni ona chorych jeszcze bardziej chorymi –: i dlatego nie jest ten rodzaj leczenia bólu. płonący. zrozumiał: teraz będzie jak kura.. obawy. wszędzie wzrok hipnotyczny grzesznika. ten »zwierz okropny«.

Ten – zna więcej. co bardziej niszczycielsko wpłynęło na z d r o w i e i rasową tężyznę. Tak samo badajcie dzieje! Wszędzie. Jeśli się chce tem wyrazić. jak również przepojoną świętością celu). Nie umiałbym wskazać nic innego. jak i dziś jeszcze zauważyć można podobną przemienność uczuć. Na kapłańskie leczenie tego rodzaju. jak naprzykład taniec św.. co już chore było. w jednostce i tłumie. Jana w średniowieczu. najśmielsze i najniebezpieczniejsze usystematyzowanie wszystkich środków do wybujałości uczucia pod osłoną zamiarów świętobliwych. »przeczulony«. że pod najświętszemi nazwami.mówić ?. a to w największym i najmniejszym zakresie.. niż ten ideał.) Ideał ascetyczny. że polepszony znaczy według mnie to samo. których przerażający krzyk »evvia. W orszaku pokutnego i zbawczego trainingu znajdujemy epidemie epileptyczne. co »obłaskawiony«. »wyrafinowany«. »obrany z męskości« (więc prawie tyle. można go bez przesady nazwać w ł a ś c i w ą f a t a l n o ś c i ą w dziejach zdrowia Europejczyka. – magno sed proximo intervallo. »osłabiony«. największe. że taki system procedur p o l e p s z y ł człowieka. Bazylea) popada raz na zawsze jako w swoje przeciwieństwo.. gdzie nauka ascetyczna o grzechu osiąga znów wielkie powodzenie.. Goethe twierdził. że czyni chorego »lepszym« czyni go w każdym razie b a r d z i ej c h o r y m. i jego wzniośle moralny kult. to taki system. w każdym wypadku. – Jako trzeci w tym rzędzie wymieniaćby należało syfilis. Co najwyżej możnaby z wpływem jego postawić jeszcze na równi wpływ specyficznie germański: mam na myśli alkoholiczne zatrucie Europy. z podobnymi stanami pośrednimi i przełamaniami. zapytajcie tylko lekarzy chorób umysłowych.. że Goethe n i e był ascetycznym kapłanem. jako inną formę jego następstwa znajdujemy straszliwe bezwłady i trwałe zgnębienia. co sprowadza zawsze z sobą metodyczne stosowanie udręczeń pokutnych. że istnieje tylko trzydzieści sześć sytuacyi tragicznych: możnaby się już z tego domyślić. skwaszonych. Cóż było zawsze »powodzeniem«? Rozbity system nerwowy w dodatku do tego. pogłębiała i rozszerzała się zawsze chorowitość z zatrważająca szybkością. wszędzie. biorąc ogółem. zapisało się straszliwie i niezapomnianie w całych dziejach człowieczych.. znajdziemy w jego orszaku owe żądne śmierci masowe delirya. Że taka wybujałość uczucia. już to szalejącemi zniszczeniem idyosynkrazyami. jakiemuś choremu naprawdę wyjść na korzyść mogła. Wita i św. to nie przeczę: dodam tylko. szkoda każdego słowa krytyki. – do tego rodzaju zjawisk należy też histerya czarownic. coś podobnego do somnambulizmu (ośm wielkich epidemicznych wybuchów między r. przygnębionych. Czem zaś jest? Quaeritur. 71 . gdyby się skądinąd już nie wiedziało. (Religijna newroza o b j a w i a s i ę jako forma »złej istoty«: to nie ulega wątpliwości. krzyk przerywany już to lubieżnemi. zwłaszcza Europejczyków. w które w danym razie temperament pewnego ludu czy miasta (Genewa. skruchy i kurczów zbawienia. gdzie kapłanowi-ascecie udało się stosować do chorych to postępowanie. jaką w tym wypadku zalecać zwykł kapłan-asceta swoim chorym (rozumie się samo przez się. 1564 a 1605 tylko) –. co u s z k o d z o n y). które szło dotąd ściśle krok w krok z polityczną i rasową przewagą Germanów (– gdzie krew swą wszczepiają. jakie znają dzieje. przypuściwszy nawet. la morte! słyszała cała Europa. i niestety n i e t y l k o w dziejach. Jeśli jednak głównie chodzi o chorych. to najbardziej duchowe. »pozbawiony odwagi«. 21. któżby chciał bronić tego rodzaju twierdzenia? Trzebaby przynajmniej porozumieć się co do słowa »korzyść«. tam wszczepiają i swoje występki). »grzesznego« rodzaju.

że po prostu zgodzicie się na to moje przeto. chłop. Nie lubię «Nowego Testamentu«. niepokoi mnie nieledwo. »Nieśmiertelny« Piotr! Czyżby podobna go strawić! Mają oni ambicyę. nie mogę inaczej«. znajduję naród. nic nad rococo duszy. która tylko bardziej wtajemniczonych i milczących wpuszcza w święte świętych. nie tylko żydowskie. Jeszcze za grecko-rzymskiej świetności. natręctwo wobec Boga. najbardziej przecenionego dzieła jestem z swym smakiem tak bardzo odosobniony (smak dwu tysięcy lat opowiada się p r z e c i w k o mnie): lecz cóż to pomoże! »Tu stoję ja. jak to poświadczają misyonarze chrześcijańscy. brakło tu najwidoczniej dobrego wychowania. nie był nigdy i nigdzie szkolą dobrego smaku. gadulstwo uczucia prawie ogłuszające. W nowym natomiast nic prócz małej sekciarskiej gospodarki.. I to ustawiczne »na ty« z Bogiem. Czołem przed Starym Testamentem. nieporównaną naiwność s i l n y c h s e r c. za których posiadanie wymieniłoby się dziś połowę literatur.. a rzecz pewna za delikatnem nie tylko dla »pierwszych« chrześcijan: by odczuć przeciwieństwo. Jedyna wskazówka: tyczy się ona podstawowej książki literatury chrześcijańskiej. – i mam odwagę zdobyć się na swój zły smak S t a r y Testament – tak. smutki i pokątne troski. wogóle dotykać ustami imienia Boga swego. wszyscy ci maluczcy ludzie z prowincyi Po co? Na co?—nie można dalej zajść w nieskromności. i wskazywano przytem dumnie na księgi legend. tak jak było. »Przeto?« – Spodziewam się. Opór Lutra przeciw pośredniczącym świętym Kościoła (szczególnie przeciw »świni dyabelskiej papieżowi«) był niewątpliwie w ostatecznej pobudce oporem chama. nie pomijając okolicznościowego tchnienia sielankowej słodkawości. gdy można było czytać jeszcze kilka książek. listy apostołów i traktaciki apologetyczne. jak gdyby »rzecz sama w sobie« zobowiązana była kłopotać się tem. Ci nie mieli tu raz na zawsze nic do gadania. jeszcze mniej 72 . przynajmniej nie chce mi się go dopiero dowodzić. Jak śmie się o małe swe niecnoty tyle krzyku robić. właściwej epoce (i prowincyom rzymskim) i nie tak żydowskiej. kąciki. swoje głupstwa. w których tkwi.nie nuży się to samego Boga wciągać w najdrobniejsze swe nędze. cóż dopiero Bóg. nieco t a k t u w czci. W dodatku chcą jeszcze nawet »korony żywota wiecznego«. z pyskiem i łapami!. jej właściwego modelu. jak dziś angielska »armia zbawienia« z pokrewną literaturą bój wiedzie przeciw Szekspirowi i innym »poganom«. – lecz Luter. najbardziej upodobany przez niego właśnie w jego rozmowach z Bogiem. jak heleńskiej. która była też świetnością ksiąg. przykra gestykulacya. przypomnijmy sobie przecie Lutra. to zgoła co innego. mniej więcej tak. można się już tego domyślić. że w stosunku do tego najbardziej cenionego. więcej jeszcze. – psuje go jeszcze ciągle. którego Niemcy wydały i ton lutrowy. która śmiech wzbudza: przeżuwa to swoje najosobistsze sprawy. jej »księgi samej w sobie«. w obliczu niezmarniałego i nierozbitego jeszcze starożytnego piśmiennictwa. . Są małe pogardzane »ludy pogańskie« na wschodzie Azyi. rzecz najgorszego smaku! To żydowskie. zgadujecie to zapewne. owa etykieta czci w smaku hieratycznym. n i e p o t r z e b u j e m y G r e k ó w« –. od których ci pierwsi chrześcijanie mogli się byli nauczyć czegoś istotnego. chciał wszystko nawspak koniecznie. »bez żenady« mówić z swym Bogiem. To wydaje mi się wcale delikatnem. Pokora i pyszałkostwo tuż obok siebie. wybuchliwość uczucia a nie namiętność.. za czasów. jak to czynią ci pobożni ludkowie! Pies się o to nie troszczy.22.– Ideał ascetyczny. sam mówić. przeto popsuł też s m a k in artibus et litteris. odważyła się ograniczoność i próżność chrześcijańskich agitatorów – zwą ich ojcami kościoła – zawyrokować: »i my mamy swoją literaturę klasyczną. którego drażniła w y t w o r n a e t y k i e t a Kościoła. owi nie pozwalają sobie. a zamyka je przed chamami. tego »najwymowniejszego« i najnieskromniejszego chłopa. bohaterski krajobraz i coś najrzadszego na ziemi.. Kapłan-asceta popsuł zdrowie duchowe. Znajduję w nim wielkich ludzi. atmosferę konwentyklów. było mu niedość p o n i e m i e c k u: chciał przedewszystkiem mówić wprost. Tak też uczynił. cudowności. gdzie tylko doszedł do panowania. same gmatwaniny.

znakami pytania i nieporozumieniami obarczonym wyrazem. że głosy ich n i e wychodzą z głębi. najmniej mam ochoty psuć tym uczciwym robotnikom uciechę z ich rzemiosła.. popsuł jeszcze coś trzeciego.. pod nim.. nie dopuszcza żadnego innego pojmowania. p o t w o r n o ś ć jego mocy? Dlaczego pozwolono mu rozróść się w tym stopniu? Dlaczego nie opierano mu się skuteczniej ? Ideał ascetyczny wyraża pewną wolę. czwartego.. Jak się rzekło. Ideał ascetyczny popsuł nietylko zdrowie i dobry smak. Lecz mówią mi. I tylko ze względu na. stówo »wiedza« jest w tych pyskach trębackich jedynie nierządem. że wiodło ono nie tylko długą. co kryje się za nim. jedynego celu. potwierdza jedynie w myśl s w o j e j interpretacyi (– a czyż istniał kiedy konsekwentniej obmyślany system interpretacyi?). ideał. że tkwi mu samemu pod skórą coś.?. na co naprowadza.. piątego. którym podoba się ich mały kącik i którzy dla tego.. Brzmi wam to dziwnie?. która.. t e n c e l nie chcę oszczędzić swym czytelnikom rzutu oka na potworność jego skutków. Gdzież jest i n n y »cel jedyny«?. gdzież jest wola przeciwnicza. celu i interpretacyi? Czemu b r a k tego przeciwieństwa. w swoją bezwarunkową w y ż s z o ś ć r a n g ą od wszelkiej mocy. by wszystkie inne interesy ludzkiego istnienia wydały się w porównaniu z nim małostkowymi i ciasnymi: pojmuje on okresy. że nie brak tego przeciwieństwa.. wygłaszają czasem cokolwiek nieprzyzwoite żądanie: że w i n n o się dziś wogóle być zadowolonym. rzecz ma się przeciwnie: gdzie nie jest najnowszą formą pojawiania się 73 . żeby nauka jako całość miała dziś cel. to. nadużyciem. żadnego innego celu. jako narzędzie do j e g o dzieła. która by wyrażała p r z e c i w n i c z y ideał ? Ideał ascetyczny ma c e l – jest dość powszechny. czego jest tymczasowym. żarem. że niema na ziemi żadnej mocy. – ta wiedza nowoczesna. niewyraźnym wyrazem. Cóż więc oznacza moc tego ideału. wierzy raczej w swoje pierwszeństwo przed wszelką mocą. bo lubię ja tę ich robotę. Gdzie jest p r z e c i w i e ń s t w o tego zwartego systemu woli. co o z n a c z a. jest prawdą: wiedza z konieczności nie ma dziś wiary w siebie.. zaprzecza. że pracuje się dziś w nauce surowo i że istnieją zadowoleni robotnicy. jako właściwa filozofia rzeczywistości. raczej tylko to. szóstego – nie będę tak nieostrożny. c i e r p i e n i e m. wolę. tyleż bo w niej zdziałać można pożytecznego. w nim. – wierzy. brak miary. zwłaszcza z nauki. co ten ideał z d z i a ł a ł. któraby z niego dopiero nie czerpała swego znaczenia. odrzuca. że n i e przemawia z nich bezdeń naukowego sumienia – bo dziś sumienie naukowe jest bezdnią –. że im się w nim podoba. Właśnie przeciwieństwo tego. swojej wartości. Nie przeczę. który tkwi według mnie w badaniu znaczenia tego ideału. bezwstydem. namiętność wielkiej wiary. zaświata i cnót zaprzecznych. tam nie jest przeciwieństwem owego ideału ascetycznego. nawet fatalnych skutków: chcę ich bowiem przygotować na ostateczny i najstraszniejszy widok. żebym chciał wyliczać wszystko (kiedyżbym dotarł do końca!).. swego prawa do istnienia. Zapewne jest i pośród dzisiejszych uczonych dość prawych i skromnych robotników. ludy. jako droga i środek do j e g o celu. n i e dowodzi jeszcze koniecznie. potakuje. co jest śmiertelnie wrogie wszystkim dobrym manierom. ludzi nieubłaganie ze stanowiska tego jednego celu. raczej jego n a j m ł o d s z ą i n a j d o s t o j n i e j s z ą formą. nie mówiąc już o ideale p o n a d sobą – a gdzie wogóle jest jeszcze namiętnością. jawnie posiada odwagę i wolę być sobą i dość dobrze dotąd radziła sobie bez Boga. wstręt do miary. Tymczasem taką wrzawą i agitatorską gadaniną nic się u mnie nie wskóra: ci trębacze rzeczywiści są lichymi muzykantami. że owszem we wszystkich głównych sprawach opanowało ów ideał: cała nasza w i e d z a nowoczesna jest tego świadectwem. Lecz to. Chcę wydobyć na światło nie to. nie poddaje się on żadnej mocy. co twierdzą. jawnie wierzy tylko w siebie samą. miłością. 23.dobrych manier – był w najlepszym razie szkołą manier hieratycznych: to znaczy. on sam jest wcielonem »non plus ultra«. słychać. szczęśliwą walkę z owym ideałem.

– jest n i e p o k o j e m braku samego ideału. ci sceptycy. ich gest: – czyż dlatego już ma to być prawdą. I my nie przeczymy. że się było za grubiańskim. która uszczęśliwia. bezmoraliści. – Teraz zaś przypatrzmy się owym rzadszym wypadkom..ideału ascetycznego – chodzi tu o zbyt rzadkie. którzy sami przyznać się nie chcą do tego. oni sami są jego najbardziej przeduchowionymi wyrodkami. że wiara »uszczęśliwia«: w ł a ś n i e d l a t e g o przeczymy. i d e a l i ś c i w k i e r u n k u j e m u p r z e c i w n y m? W rzeczy samej. potwierdza pewne prawdopodobieństwo – złudy.. by czegoś nie widzieć! Nauka jako środek samoogłuszenia: z n a c i e t o!. chcę nim być w t e m zdaniu!. by odgadnąć. wstrzemięźliwe. wyprowadza się ich z równowagi dlatego jedynie. że się im cześć oddaje. nieufność nasza nauczyła nas stopniowo wnioskować przeciwnie. Daleko im jeszcze do w o l n y c h duchów. że to c i e r p i ą c y. ostatnim idealistom. że wiara d o w o d z i. – silna wiara. bohaterskie duchy. o których mówiłem. gdzie siła wiary bardzo na pierwszy plan występuje. w co wierzy. że są nimi. tak poważni są na tym punkcie.. jest dziś wiedza s c h ó w k i e m dla wszelkiego rodzaju zniechęcenia. w pretensyi do intelektualnej czystości. ażeby mogły wpłynąć na zmianę ogólnego sądu –.. – uważają się rzeczywiście za wyzwolonych w najwyższym stopniu od ideału ascetycznego. niezadowoleniem z powodu n i e d o b r o w o l n e g o poprzestawania na małem. że są przeciwnikami tego ideału. zdaje się być ostatkiem ich wiary. ci ostatni idealiści w poznaniu. tak namiętnem w tym właśnie wypadku ich słowo. b a r d z o wolne duchy«: a jednak pragnę zdradzić przed nimi. wtedy zdobyli jakimś sposobem wskazówkę.. cierpieniem z powodu braku wielkiej miłości. despectio sui. gdzie najniżej stojący stopniem żyli w posłuszeństwie. bo w i e r z ą j e s z c z e w p r a w d ę. potwierdza nie »prawdę«. wszyscy ci bladzi ateiści. w co wierzą?. zastrzeżonego tylko 74 .. ogłuszeni i nieprzytomni. te »wolne. w których jedynie mieszka dziś i w których wcieliło się sumienie intelektualne. z kim się właściwie ma do czynienia. napawa się swoich uczonych przyjaciół goryczą przeciw sobie w chwili. Och. 24. gdy się sądzi. jego najbardziej wysuniętym szeregiem wojennym i wywiadowczym podjazdem. podjadków toczących. owym zakonem duchów wolnych par excellence. kto obcuje z uczonymi – czasem jednem niewinnem słowem aż do kości. surowe.. My »poznający« jesteśmy właśnie nieufni względem wszelkiego rodzaju wierzących.. te twarde. to właśnie. ephektycy. bo stoją zbyt blizko siebie: ten ideał jest właśnie i i c h ideałem. najnieuchwytniejszą formą uwodzenia: – jeśli w czemkolwiek jestem odgadywaczem. najdelikatniejszą. nihiliści. ci »niewierzący« (bo tem są wszyscy bez wyjątku). w którą się wierzy. jakiemu podobnego nie osiągnął żaden zakon mniszy. czegóż nie kryje dziś pod swym płaszczem wiedza! Ileż przynajmniej w i n n a ukrywać! Dzielność naszych najlepszych uczonych. nawet o n i e p r a w d o p o d o b i e ń s t w i e rzeczy. czem są. dostojne. wnioskować o pewnej słabej możności dowodu. w i e r z ą.. dotyczącą owego symbolu i godła.. Kiedy chrześcijańscy krzyżowcy zetknęli się na Wschodzie z owym niezwyciężonym zakonem Assassynów. nieczystego sumienia. niewiary. wznieca podejrzenie przeciw temu. którzy jednego tylko się boją: p o w r o t u d o ś w i a d o m o ś c i. Rani się ich – doświadcza tego każdy. którzy istnieją dziś wśród filozofów i uczonych: sąż to może szukani przeciwnicy ideału ascetycznego. ci bezwzględni na jednym punkcie. Jakże się ma rzecz w tym wypadku? – Ci dzisiejsi przeczyciele. niż wnioskowano dawniej: mianowicie wszędzie. samo ich mistrzostwo rzemieślnicze – jakże często właściwym tego wszystkiego sensem jest. czego sami widzieć nie mogą. które są zaszczytem naszego czasu. ci stroniący od dnia dzisiejszego. oni sami są dziś przedstawicielami jego i może nikt więcej. wyszukane wypadki. h e k t y c y duchowi (ostatnimi są wszyscy razem i każdy zosobna w jakiemś znaczeniu). ich pilność bez opamiętania. antychryści. jego najpodchwytliwszą. ich dniem i nocą dymiące głowy.

ów fatalizm «des petits faits« (ce petit faitalisme. w owem zuchwałem i ostatecznem znaczeniu. jeśli Bóg sam okazuje się naszem n a j d ł u ż e j t r w a j ą c e m k ł a m s t w e m?« – W tem miejscu trzeba stanąć i namyślać się długo.dla najwyżej stopniem stojących. Otóż to była w o l n o ś ć ducha. przekręcania i wszystkiego wogóle co do i s t o t y interpretowania należy) – wszystko to wyraża. najlepiej całą piątą księgę wymienionego dzieła. jeśli nic już nie okazuje się boskiem. ten musi wpierw nie tylko filozofię. jako Boga. p r a w o do istnienia. my antymetafizycy. jak potwierdzania. t e m w y m ó w i o n o wiarę nawet prawdzie. Wątpię o tem. wiem coś innego: – nic nie jest bardziej obce tym bezwzględnym w jednem. choćby jako jej nieświadomy imperatyw. Zajrzyjmy. opuszczania. niema żadnej nauki bez a priori. Czy rozumiecie to »nie śmiano«? – Od chwili gdy zaprzeczona została wiara w Boga ideału ascetycznego. tak jak jedynie w ideale owym jest poręczona i zapieczętowana (trwa ona i przemija z owym ideałem). jak go pojmuje wiara w naukę. równie dobrze ascetyzm cnoty. w wartość samą w s o b i e p r a w d y. my bezbożni.. Czy jaki europejski. kłamstwo. Co jednak do niego zmusza. Surowo sądząc. i my także s w ó j ogień jeszcze czerpiemy z owego pożaru. tego świata. przed factum brutum. jako najwyższą nawet instancyę. wszystko wolno«. na czem nasza wiara w naukę spoczywa.. p o t w i e r d z a w t e n s p o s ó b ś w i a t i n n y. To. co jest ową bezwzględną wolą prawdy. 275 i nast. a jeżeli ów »inny świat« potwierdza. skracania. że ono dla niej istnieje). który wznieciła tysiące lat licząca wiara. granicę. chrześcijański duch wolny zabłąkał się już kiedy do labiryntu tego zdania i jego labiryntowych k o n s e k w e n c y i? Czy zna z d o ś w i a d c z e n i a minotaura tej jaskini ?. przykrawania. tym t a k z w a n y m »duchom wolnym«. i s t n i e j e t e ż n o w y p r o b l e m a t: o w a r t o ś c i p r a w d y. owa wiara chrześcijańska.. niż właśnie wolność i zerwanie pęt w owem znaczeniu. to w i a r a w s a m i d e a ł a s c e t y c z n y. jak jakieś zaprzeczenie zmysłowości (jest to w gruncie tylko modus tego zaprzeczenia). ogółem biorąc. jak go nazywam). jako ich secretum: »Nic nie jest prawdą. owa c h ę ć zatrzymywania się przed tem co faktyczne. bo nie ś m i a n o uczynić prawdy problematem. Lecz cóż. (Komu to zdaje się za krótko powiedziane. która była też wiarą Platona. że wola prawdy sama dopiero usprawiedliwienia wymaga.. metodę. co więcej. w czem nauka francuska szuka dziś pierwszeństwa moralnego przed niemiecką. 289 i nast. lecz i prawdę p r z e w r ó c i ć d o g ó r y n o g a m i. nie ulega wątpliwości – i tu dopuszczam do głosu swoją »Wiedzę radosną«. ślepota. że prawda jest b o s k a. przyrody i dziejów.. bo przyjmowano prawdę jako byt. pod żadnym względem nie są właśnie bardziej spętani: właśnie w wierze w prawdę są. do której zobowiązuje taka wiara. Nauka sama p o t r z e b u j e teraz usprawiedliwienia (nie znaczy to wcale. – i my dzisiejsi poznający. Znane mi to wszystko może nazbyt zblizka: owa szacunku godna wstrzemięźliwość filozofów. wymyślania. jest ona paralogiczna: zawsze wpierw istnieć musi filozofia. by wiedza mogła z niej wyciągnąć kierunek. ze względu na to pytanie. – »ów prawdziwy. chyba pomyłka. wypychania.. – to wiara w m e t a f i z y c z n ą wartość. nie należy się łudzić co do tego. (Kto to rozumie odwrotnie. temu polecam przeczytać na nowo ów ustęp »Wiedzy radosnej«. sens...– Wola prawdy wymaga krytyki – określmy zatem swoje własne zadanie –. który nosi nagłówek: »O ile i my jeszcze bogobojni jesteśmy« str. jeśli to właśnie coraz mniej wiarogodnem się staje. ów stoicyzm umysłowy. kto naprzykład zamierza oprzeć filozofię na »podstawach czysto naukowych«.. Myśli o takiej nauce nie można wymyślić. który ostatecznie równie surowo zabrania sobie zaprzeczania. 75 . trzeba wartość prawdy raz na próbę p o d a ć w w ą t p l i w o ś ć. jaka spotkać może dwie tak czcigodne niewiasty!) Tak. tak samo przedmowę do »Jutrzenki«). naszego świata?. do najstarszych i najmłodszych filozofów: im wszystkim brak świadomości... że Bóg jest prawdą. jak nikt inny.. owo zrzeczenie się interpretacyi wogóle (gwałcenia. silni i bezwzględni. »wiara«. nie zaś świat życia. to wciąż jeszcze w i a r a m e t a f i z y c z n a. por.. jej piątą księgę str. jak to? czyż nie musi właśnie tem samem zaprzeczać jego przeciwieństwa. na tym punkcie istnieje luka w każdej filozofii – skąd to pochodzi? Bo ideał ascetyczny p a n o w a ł dotąd nad całą filozofią. najgorsza to obraza przyzwoitości.

że są jego przeciwieństwem. a w o l a z ł u d y ma czyste sumienie u boku. jakiego dotąd Europa wydala. jego c h ę ć samozmniejszenia nie postępuje 76 . zaostrzcie słuch! (S z t u k a. co w nim egzoteryczne. przybudowany doń i w z g r u b i a j ą c y jego wygląd. nazwałem ich hektykami duchowymi). jest bardziej zasadniczo. ani krytykować). zwolnione tempo. Te sławne z w y c i ę s t w a tych ostatnich: niewątpliwie. zmagającego się. strzeżmy się myśleć. Czy człowiek m n i e j p o t r z e b u j e zaświatowego rozwiązania swej zagadki istnienia przez to. maski. Usłużność artysty w służbie ideału ascetycznego jest przeto najwłaściwszem z e p s u c i e m artystycznem. tą najniewątpliwszą oznaką mozolniejszej przemiany materyi. gdy pytam: gdzie jest przeciwnicza wola.) I z fizyologicznego punktu widzenia.. zdogmatyzowania. (Nauka jako problemat. – sztuka.25. niestety i jednem z najpowszedniejszych: bo niema nic bardziej ulegającego zepsuciu nad . nie odnosi się wcale do ideału samego. stoi nauka na tym samym gruncie. tak. najtajemniejszą i najpodziemniejszą! W jedną grę grali dotąd »ubodzy duchem« i naukowi przeciwnicy owego ideału (mówiąc nawiasem. zbędniejsze w w i d o c z n y m porządku rzeczy? Czyż właśnie samozmniejszanie się człowieka. Czy rzeczywiście sądzicie. pewność p r z y s z ł o ś c i znikły. Przypatrzmy się okresom któregokolwiek narodu. Jej stosunek do ideału ascetycznego nie jest w sobie samym wcale jeszcze antagonistyczny. jakie tylko być może. rozjemczych sądów pokoju zamiast wojen. często zmierzchu. niejako jak b o g a c i duchem: – n i e są niem. i właśnie dlatego. Jedno i drugie. – Nie! ta nauka nowoczesna – otwórzcie tylko na nią oczy – jest tymczasem n a j l e p s z ą sprzymierzeńczynią ideału ascetycznego. Szacowanie ideału ascetycznego pociąga za sobą niechybnie i szacowanie wartości nauki: na to zawczasu przetrzyjcie oczy. równie jak wynurzenie się demokracyi. Nie! Niech mi nikt nie przychodzi z wiedzą. ciężej pracującego życia). że jeśli są zwalczane. przedstawia ona głównie nawet popędzającą raczej siłę w jej wewnętrznem ukształtowaniu. – ona sama nigdy nie stwarza wartości. że prawda nie da się oceniać. Jej sprzeczność i walka.. p o w a g ą nacechowane twarze i gesty (powagą. co ideał ascetyczny: pewne z u b o ż e n i e życia jest tu. potrzebuje w każdym względzie dopiero jakiegoś ideału Wartości. wielki potwarca życia. – budzi ona w nim nanowo życie. upadku. lecz tylko do jego zewnętrzności. natura z ł o t a. gdy szukam naturalnego antagonisty ideału ascetycznego. badając przenikliwiej. jakoby klęska astronomii teologicznej oznaczała klęskę owego ideału?. Właśnie przez to są sobie z k o n i e c z n o ś c i sprzymierzeńcami. w którejby s ł u ż b i e d o p i e r o ś m i a ł a w i e r z y ć w siebie samą. w której wyraża się jej p r z e c i w n i c z y i d e a ł?«: Na to opiera się wiedza nazbyt mało na sobie samej. że zawsze jakiś mur. dyalektyka zamiast instynktu. niż nauka. stał się on raczej mocniejszy. Plato p r z e c i w Homerowi: oto cały. tu tego życia poniewolny bóstwiciel. założeniem. jak tam. tego największego wroga sztuki.artystę. stoją przecie na jednym gruncie – dałem to już do poznania –: to jest na jednakiem przecenieniu prawdy (właściwiej: na jednakiej wierze. mogą też być tylko wspólnie zwalczane i podawane w wątpliwość. zaprzeczając tego. co oznacza? – por. w których na pierwszy plan wysuwa się uczony: są to okresy znużenia. pewność życia. – ochłodzone uczucia. Przewaga mandaryna nie oznacza nigdy nic dobrego. w której właśnie k ł a m s t w o się uświęca. równouprawnienia kobiet. do jego czasowego stwardnienia. przybrania. religii litości i wszystkich innych zresztą oznak opadającego życia. padał bez miłosierdzia. jakiejś stwarzającej wartości mocy. mówiąc nawiasem. odwalony ciosem nauki. są to zwycięstwa – lecz nad czem? Nie pokonały one wcale ideału ascetycznego. jakiś szaniec. szczery antagonizm – tam »zaświatowiec« najlepszej woli. bardziej duchowy. najmniej dobrowolną. to jest nieuchwytniejszy. bardziej podchwytliwy przez to. zdrewnienia. – przelewna siła. że to istnienie od tego czasu wydaje się jeszcze dowolniejsze. pokątniejsze. nauka i ideał ascetyczny. o tem przedmowę do »Narodzin Tragedyi«). że jest najmniej świadomą. przeciwstawna ideałowi ascetycznemu: tak odczuwał to instynkt Platona. bo kiedyś wrócę do tego na dłużej.

Czy przez to p r z e c i w d z i a ł a s i ę właściwie ideałowi ascetycznemu? Czy sądzi się jeszcze naprawdę z całą powagą (jak to długi czas wyobrażali sobie teologowie). ustala.. »opisuje«.. lecz zdecydowane spojrzenie. jak zaprzecza. że jest jedyny. znikła. i na tem polega jego dobry smak. zarówno z życiem jak z ascetycznym ideałem oczkującego. jak gdyby szacunek ten nie był niczem. niezastąpiony w hierarchii istot. aby nie wzierać.. jako boga? (Ksawery Doudan wspomina les ravages. odniesione przez Kanta nad teologiczną dogmatyką pojęć (»bóg«. że zasadza ona własną swą dumę. które sprawiła l’habitude d’admirer l’inintelligible au. tak naturalna. pewniejszą ideału postawę? Jego najdostojniejszą pretensyą jest teraz: b y ć z w i e r c i a d ł e m. Hejże! Toby była właśnie prosta droga – do s t a r e g o ideału?. Wszystko to jest w wysokim stopniu ascetyczne. »dusza«. jakąż ci słodcy sprytnisie wzbudzają tęsknotę nawet choćby 77 . co człowiek »poznaje«. o której upokarzającem i zniżającem działaniu uczynił Kant zaznaczenia godne wyznanie. rodzaju może jeszcze »nowocześniejszego«. «Bóg człowiek«). lieu de rester tout simplement dans l’inconnu. – potwierdza równie mało. wyłączenia i zastrzeżenia. na równię pochylą. co do tego nie należy się mylić! Jest to smutne. Tak samo: któżby mógł odtąd mieć za złe agnostykom.naprzód niepowstrzymanie od Kopernika? Ach. p r z e t o jest Bóg«: co za nowa elegantia syllogismi! co za tryumf ideału ascetycznego!« 26.). – człowiek stał się z w i e r z ę c i e m. Przypuściwszy. który słowa »artysta« jak rękawiczek używa i chwałę kontemplacyi wziął dziś zupełnie dla siebie w arendę: och. To pewna. jak wyziera osamotniały podróżnik po podbiegunowej północy (może. zwierzęciem. jako ostatecznego i najpoważniejszego prawa jego do szacunku w własnych oczach (w samej rzeczy słusznie: bo pogardzający jest zawsze jeszcze kimś. lecz w »poznaniu«!.. »daremnie!« »nada!« – tu nic już nie wschodzi i nie rośnie. możnaby nawet rzec.. »niszczy ona mą ważność«.). bez porównania. lecz jest równocześnie w jeszcze wyższym stopniu n i h i l i s t y c z n e. zda się.. wszelka nauka. własną cierpką formę stoickiej ataraksyi na podtrzymaniu tej mozolnie zdobytej człowieczej s a m o p o g a r d y.. że zwycięstwo. sądzi on. – stacza się odtąd coraz szybciej od punktu środkowego – dokąd? w nicość? w »p r z e w i e r c a j ą c e uczucie swej nicości«?. najwyżej metapolityka petersburska i »litość« tołstojowska. po której mogą odtąd na własną rękę i z największą naukową przyzwoitością iść za pragnieniem swych serc«. że wszystko. on. jak n i e n a t u r a l n a – tak nazywam samokrytykę poznania –. – Lub czyż może całe dziejopisarstwo nowoczesne okazuje pewniejszą życia. które tu kraczą. lubieżnego. że starzy obchodzili się bez tego).. – oko. Od czasu Kopernika dostał się człowiek.. dąży dziś do wybicia człowiekowi z głowy jego dotychczasowego szacunku dla siebie. Tu śnieg leży.. sam znak z a p y t a n i a wielbią. – wyzwoleni zostali z pod władzy teologów: co za szczęście! – wskazał im on ową dróżkę chyłkową. wiara w jego godność. »nieśmiertelność«). Co się jednak tyczy owego innego rodzaju historyków. w to. jeśli. »wolność«. odrzuca ono wszelką teleologię. raczej sprzeczne jest z niemi i przejmuje grozą: co za boski wybieg móc szukać winy tego nie w »pragnieniach«. W s z e l k a nauka (a wcale nie astronomia tylko. nie zadowala jego pragnień. jeno dziwaczną zarozumiałością. wstecz nie pozierać?.... który w dawniejszej swej wierze był nieledwo bogiem (»dziecię boże«.). twarde. jako czciciele nieznanego i tajemniczego w sobie.. czy Kant sam coś podobnego choćby tylko miał na widoku). zwą się »po co?«. gardzi odgrywaniem roli sędziego. które w y z i e r a. sprawiło uszczerbek owemu ideałowi? (przyczem niech nas na razie nic nie obchodzi. że wszyscy transcendentaliści od czasu Kanta mają przed sobą znowu grę wygraną.. tu życie oniemiało. rodzaju używającego. ostatnie wrony. nie chce już wcale »dowodzić«.. który »nie zapomniał czcić«. Niema żadnego poznania.

zimnych mgłach! ba.. stąd też wstrętna.. że dla tej nadwytwórczości stanęła otworem nowa droga h a n d l o w a. do zdeptania spróchniałych stolców tchórzliwego oglądania... oczkowania z ideałem ascetycznym.. g d z i e w tym wypadku okrutne nożyce Parki ach! nazbyt chirurgicznie były w robocie! To drażni mój smak. nad takiego woniejącego gagatka. Do stąpania. kto nie ma z niej nic do stracenia... g d z i e mu nie dostaje. gdybym wybierać musiał. 78 . polityką... posturą moralną.. aby powietrze znów czyściej woniało. – mnie oburza taki widok.. wiele ton ocukrzonej wyskokowej litości (firma: la religion de la souffrance).. nie mogę znieść tych znużonych i zużytych. O ileż chętniej wolę już z owymi historycznymi nihilistami wędrować w najposępniejszych. antysemitów. którzyby chcieli uchodzić za ascetów i kapłanów.. rozumiecie mnie). o i l e o n j e s t u c z c i w y! jak długo wierzy sam w siebie i nie błaznuje! Ale nie mogę znieść wszystkich tych kokietujących pluskiew. nie zależałoby mi nic na tem. nie mogę znieść tych pobielanych grobów.. co stanowi założenie dla tej dyety: po pierwsze z narodowem zacieśnieniem i próżnością. tych najgorętszych trunków ducha. następnie zaś paralysis agitans »idei nowoczesnych«). Niemcy ponad wszystko«.. przeciwhistorycznemu (jak owemu Dühringowi. a także mą cierpliwość: niech wobec takich widoków zachowuje swą cierpliwość. Lecz cóż mówić o odwadze: tu trzeba tylko jednego. Jest to zupełnie oczywiste.. którego przyczyny szukam w nazbyt wyłącznem żywieniu się dziennikami.. pocóż mnie dala natura nogę?. zdaje się niczego więcej nie potrzebować nad stimulantia i gorące trunki: stąd też olbrzymie fałszowanie ideałów. pół klechę. bohaterskich kostyumów i szczękających blach stów wielkich.. zgoła nie krępującej się ręki. zdradzającego już wysokim falsetem swego uznania. Europa jest dziś bogata i wynalazcza przedewszystkiem na polu środków podniecających. nie znoszę ambitnych artystów. która bykowi dala róg. cuchnąca. którzy noszą czapkę niewidkę na słomianym wiechciu swej głowy. którzy przewracają dziś. lubieżnego eunuchostwa wobec historyi. piwem i muzyką wagnerowską.... nie znoszę i owych najnowszych spekulantów na polu idealizmu. oczy chrześcijańsko-aryjsko-dobrodusznym sposobem i wyczerpującem wszelką cierpliwość nadużywaniem najtańszego środka agitacyi... ile szczudeł »szlachetnego oburzenia« dla wspomogi duchowych płaskonogów. jest to właśnie w związku z niedającem się zaprzeczyć i prawie dotykalnem z j a ł o w i e n i e m niemieckiego ducha.. których ambicya zasadza się na wywąchiwaniu nieskończoności. pół satyra. które odgrywają rolę życia..za ascetami i krajobrazem zimowym! Nie! niech dyabli biorą ten ludek »oglądaczy«. pseudoalkoholiczna wszędzie atmosfera. uperfumowanego Renanem. nieprzewidzianie nachodzi mnie przytem anakreoński humor. kłamliwa... tacy »widzowie« rozgoryczają mnie przeciw widowisku więcej jeszcze niż widowisko (sama historya.. nie krępującej się... a w gruncie są tylko tragicznymi błaznami. ile k o m e d y a n t ó w chrześcijańsko-moralnego ideału należałoby wywieźć dziś z Europy. i że oczywiście można zrobić nowy »interes« na tych bożkach ideału i należących do nich »idealistach« – nie przeoczcie tej wytyczni! Któż ma dość do tego odwagi? – w naszym ręku leży możność »zidealizowania« całej ziemi!. Radbym wiedzieć.. szarych. wraz z tem. silną lecz ciasną zasadą »Niemcy. rozkoszującego się teatrem historyi. czego mu nie dostaje. sprawiedliwego świętoszkostwa impotencyi! Jestem z całą czcią dla ideału ascetycznego. którzy owijają się w mądrość i spoglądają objektywnie. aż wkońcu i nieskończoność pluskwami śmierdzi. na świętego Anakreonta! a nie tylko do uciekania... species anarchistica wśród wykształconego proletaryatu).. nie znam nic wstrętniejszego nad taki »objektywny« fotel. właśnie ręki. wiele okrętowych ładunków podrobionego idealizmu. Natura. starają się wzburzyć wszystkie pierwiastki bydlęce tłumu (– że żadnemu rodzajowi duchowego oszustwa nie zbywa w dzisiejszych Niemczech na powodzeniu.. którego dźwiękami oszałamia się w dzisiejszych Niemczech pewna dotąd jeszcze nieśmiała. nie mogę znieść tych na bohaterów wystrojonych agitatorów. by dać posłuch umysłowi nawet niehistorycznemu. Stokroć gorsi są owi »oglądacze«.... jeszcze nie chcąca się przyznać species »pięknych duchów«. lwu .

Ta wola jednak. jako ustawiczne świadectwo moralnego porządku świata i moralnych celów ostatecznych. – Dość! Dość! Porzućmy te dziwaczności i złożoności najnowocześniejszego ducha. samym owym ideałem. już z filozofią Sankhyam. – jest on nakazującą cześć k a t a s t r o f ą dwutysiącyletniego zaprawiania się do prawdy. obywa się wszędzie bez ideału – popularnym wyrazem na tę wstrzemięźliwość jest »ateizm«–: z w y j ą t k i e m j e g o w o l i p r a w d y. którą potem Budda spopularyzował i uczynił religią.. łgarstwem. jak jego jądrem. badając ściśle.. Bezwzględny uczciwy ateizm (j e g o to powietrzem jedynie oddychamy. z naszym problematem. – zawsze zwraca się wkońcu do samego prawodawcy wołanie: patere legem. to wydaje się każdemu wytwomiejszemu sumieniu nieprzyzwoitością. jeśli nie ten. przez akt unicestwienia samych siebie. jedną z jego ostatnich form wniosku i wnętrznych konsekwencyi. To jednak stanie się. silnie i nie fałszując monet pracuje. n i e z n a n i przyjaciele moi (– bo jeszcze n i e w i e m o żadnym przyjacielu): jakiżby sens miało całe n a s z e istnienie. przemieniona i wyniesiona do godności sumienia naukowego. decydujący punkt na pięć wieków przed erą europejską.27... wzbudzające zarówno śmiech. jak płacz: właśnie nasz problemat może się obyć bez nich. aby ta wola prawdy uświadomiła się w nas sobie samej j a k o p r o b l e m a t?. a więc nie tak jego resztą. jeśli mi uwierzycie. – bo budzą nieufność. to dzięki tej surowości jesteśmy właśnie d o b r y m i E u r o p e j c z y k a m i i spadkobiercami najdłuższego i najdzielniejszego samoprzezwyciężenia Europy«. prawo k o n i e c z n e g o samoprzezwyciężenia się w istocie życia. my bardziej duchowi ludzie tego stulecia!) n i e stoi stosownie do tego w sprzeczności z owym ideałem. do czystości intelektualnej za wszelką cenę. nieuczciwością. – jeśli przez co. Patrzenie na naturę. najbardziej duchowem sformułowaniu. w jego najściślejszem. quam ipse tulisti. Kiedy chrześcijańskie dążenie do prawdy wyciągnie już jeden wniosek po drugim. jak to się pozornie wydaje.. jest on raczej jedną z jego ostatnich faz rozwojowych. z Buddą. dokładniej. która zabrania sobie wkońcu k ł a m s t w a w i a r y w B o g a. ten sam ideał do podobnego wiodący wniosku. gdy postawi pytanie: »c o z n a c z y w s z e l k a w o l a p r a w d y?« . wykładanie własnych wydarzeń przeżytych. wniosek p r z e c i w k o sobie samemu. – stoimy u progu t e g o wydarzenia. gdzie dziś duch surowo.. Wszędzie zresztą. jak gdyby była dowodem dobroci i opieki jakiegoś boga. w ten sposób zniszczało chrześcijaństwo j a k o d o g m a t własną swą moralnością. które pozostaje w spadku dwom najbliż79 . I tu schodzę się znowu z swoim problematem. zniewieściałością. 302: »sama moralność chrześcijańska. które przygotowuję: WOLA MOCY. obranym z wszelkich zewnętrznych dodatków. to ma sumienie p r z e c i w sobie. (Ten sam pochód rozwojowy w Indyach. – cóż tu znaczy wczoraj i dzisiaj! Sprawami temi zajmę się w związku z czem innem gruntowniej i dosadniej (pod nagłówkiem: »Z dziejów europejskiego nihilizmu«. spowiednicza drobiazgowość sumienia chrześcijańskiego. wyciągnie wkońcu swój n a j p o t ę ż n i e j s z y wniosek. problemat znaczenia ideału ascetycznego. ta reszta ideału. na wskroś ezoterycznym. Wszystkie wielkie rzeczy niszczeją same sobą. wszystko ku zbawieniu duszy wymyślonem i zesłanem: to już teraz« m i n ę ł o. tłumaczenie dziejów ku czci rozumu boskiego. jak gdyby wszystko było zrządzeniem. tchórzostwem. Tem uświadomieniem się sobie woli prawdy n i s z c z e j e – tu niema wątpliwości – moralność: owo wielkie widowisko w stu aktach. coraz surowiej brane pojęcie prawdziwości. odsyłam w tym względzie do dzieła. jest. Chodzi mi tutaj tylko o zaznaczenie jednego: ideał ascetyczny ma także w najbardziej duchowej sferze tymczasem ciągle jeszcze tylko jeden rodzaj rzeczywistych wrogów i s z k o d z i c i e l i: są to komedyanci tego ideału. Tak chce prawo życia. słabością. P r ó b a p r z e m i a n y w s z y s t k i c h w a r t o ś c i). wszystko znakiem. w ten sposób musi teraz chrześcijaństwo zniszczeć też j a k o m o r a l n o ś ć. zupełnie niezależny i dlatego mogący służyć za dowód.) Co. o d n i o s ł o właściwie z w y c i ę s t w o nad Bogiem chrześcijańskim? Odpowiedź jest w mojej »Wiedzy radosnej« str.

co materyalne. co rzekłem na początku: człowiek woli raczej jeszcze chcieć n i c o ś c i. w o l ę n i c o ś c i. zamknęły się drzwi przed wszelkim samobójczym nihilizmem. przeciw temu. mógł odtąd czegoś c h c i e ć. stawaniem się. to dzielne i najbardziej do cierpienia przywykłe zwierzę. był na ogół zwierzęciem c h o r o w i t e m. postawiło cierpienie w perspektywie w i n y. c i e r p i a ł z powodu problematu swojego istnienia.. Jego istnienie ziemskie nie miało żadnego celu: »po co wogóle człowiek?« – było pytaniem bez odpowiedzi. przeciw temu. co właściwie wyrażało całe owo chcenie. to człowiek. miał sens. jakiś c e l cierpienia. najstraszliwsze. 80 .. szuka go sam. przestał być nadal liściem na wichrze. najgodniejsze pytania. I cierpiał napróżno. że mu się wskaże s e n s tego. gorzej jeszcze. jakikolwiek sens jest zawsze lepszy. pożądaniem samem – wszystko to oznacza. piłką niedorzeczną. człowiekowi i ziemi brakło w o l i. poza każdym wielkim losem człowieczym brzmiało jako refren jeszcze większe »napróżno!« Ideał ascetyczny znaczy właśnie to: że czegoś b r a k ł o. głębsze. ten wstręt do zmysłów. z w i e r z ę człowiek nie miał dotąd żadnego sensu.. par excellence. to pożądanie ucieczki przed pozorem. wyjaśnić.. lecz n i e cierpienie samo było jego problematem. bunt przeciw najbardziej zasadniczym warunkom życia. Żeby zaś jeszcze na końcu rzec. że olbrzymia l u k a otaczała człowieka... które otrzymało kierunek swój od ideału ascetycznego: ta nienawiść przeciw temu. n i e zaprzecza cierpienia w sobie. była bezsensowność cierpienia. niechęć do życia. Objaśnienie – niema wątpliwości – przyniosło z sobą nowe cierpienie. 28. – a i d e a ł a s c e t y c z n y n a d a ł m u s e n s! Był to jedyny sens dotąd. a może i najbogatsze w nadzieje z wszystkich widowisk.– nie umiał on samego siebie usprawiedliwić. zmianą.. czem: w o l a s a m a z o s t a ł a u r a t o w a n a. dokąd chciał. po co. wnętrzniejsze. »bezsensowną«. co człowiecze. jadowitsze. ten strach przed szczęściem i pięknością.szym stuleciom Europy. niż n i e chcieć. tylko to. ważmy się pojąć to.. niż żaden. potwierdzić. bardziej wżerające się w życie. on go c h c e. lecz jest to i pozostanie zawsze wolą!. że brakło odpowiedzi na okrzyk pytający: »p o c o cierpieć?« Człowiek. śmiercią. olbrzymia próżnia zapełniła się. do samego rozumu. Przekleństwem. Lecz mimo wszystko – człowiek został tem uratowany. gorzej jeszcze. życzeniem. Jeśli nie brać pod uwagę ideału ascetycznego. Nie można przed sobą w żaden sposób ukryć. jakie dotąd istniało. – obojętne na razie. nie cierpienie. ciążącem dotąd nad ludzkością. Objaśnił on cierpienie. ale pod warunkiem. ideał ascetyczny był pod każdym względem tem »f a u t e de m i e u x«. co zwierzęce.

w cierpliwości. w opóźnieniu i pozostawaniu w tyle. kto nic innego dotychczas nie czynił. nie potrzebuje chyba zaleceń ponownych. lecz te jego obrazy. który z bezwzględnego pessymizmu omiękłości wobec dzisiejszego człowieka pragnie wykrzesać budujący hart dni przyszłych. ponadto korupcyą moralną.. I niemi to pod koniec operuje może pustelnik?. A oto ktoś. które pod owym nawarstwieniem zastygły jakby w kryształy. Aż póki nie wysubtelnią myśli i uwagi ku postrzeganiu w danej dziedzinie zjawisk na tyle odmiennych. umiejącej zachować swą ciągłość na zmiennej fali życia. stoi ono zarazem w tak jaskrawej sprzeczności do wskazań i wierzeń naszej doby ostatniej. dla kogo mowa takiego optymizmu jest najtchórzliwszą narkozą obezwładnień. nie pomija żadnej sposobności. bracie. – Być może jednak. jako działające wręcz na szkodę jej »życiowych instynktów«. które nawołują nieustannie: »Uciekaj. gdyż podrywa wiarę w twórczą silę zaprzeczeń koniecznych. 81 . sięgać ku najbardziej ukrytym łącznikom i sprężynom zdarzeń. wycisnęły te książki na sobie mimowoli tę datę przełomu... a co najważniejsza d o b y w a ć n a j a w n i e s k o ń c z o n y s z e r e g z a g a d n i e ń i p r o b l e m a t ó w.. a ukończone teraz oto.. Nie życie samo płynne. I tylko wewnętrzny żar czucia i myślenia stapia je za każdym razem i wprowadza w ruch jako rzeczywistości płynne: rzekłbyś odwrotna hipostaza procesów uczuciowych i myślowych ku realnościom. aby się każdy po nich krzątał i roił bez ustanku. lecz najdalszych«. lecz wraz z ich odbiciem w wyobraźni czy intelekcie nieuniknione nawarstwienia d a w n y c h odczuć i krytycyzmów.Zapowiedziane przed laty siedmiu polskie wydanie Dzieł Fryderyka Nietzschego zostało doprowadzone do końca i zawarte w t o m a c h t r z y n a s t u o r a z j e d n y m t o m i e S u p l e m e n t u. A oto w tych książkach zabiera głos »ktoś. Dzieło tej powagi i znaczenia. Sporne wszystkim »wartościom« dzisiejszym. jak tylko namyślał się: jako filozof i pustelnik instynktowy. psychologa i pisarza. 1905. którego każde zdanie dotyka jakiegoś nerwu człowieczego. lecz grupuje je mimowoli tak. a otuchę uczy mieć »nie w bliźnich i najbliższych. że się one z dotychczasowego ujęcia wytłumaczyć nie dadzą. Rozpoczęte przypadkowo w r. pozwala ogarniać d u c h o w e c z y n n i k i ż y c i a w jak najdalszem ich rozgałęzieniu i splocie wzajemnym.. Przemawia tu myśliciel. w kategorye nieomal. aby dyskredytować życie na uboczu: jako zatracające uczucie i rozumienie społeczności swojej. swą pogodę czerpie z nadziei. Ze wszystkich dachów rozlega się dziś wołanie o pogodę i optymizm dla wykrzesania w ludziach największego ciepła i otuchy. który korzyść swą znalazł w trzymaniu się na uboczu. Niechże pozostaną z nią na przyszłość jednym z tak bardzo nielicznych dowodów odporniejszej żywotności naszych potrzeb duchowych. że w tej perspektywie »z tyłu i oddalenia« nie rzeczywistości stają się w końcu przedmiotem rozważań. że się one zaostrzają ku coraz to nowym zagadnieniom. zdala. zmienne i zawsze wielolice odbija się w duszy takiej. Lecz bodaj że ta droga. Podobnie każde szersze myślowe ujęcie zjawisk fizycznych wprowadza w chaos faktów nietylko ich rozgląd i łączność przypuszczalną. Oto książki. w dniach najwyższego obudzenia nadziei żywotnych. z rynku w samotnię swą!« Wręcz przeciwnie obwołuje się na naszych rynkach.. i tylko ona. gdy ukończone leży przed czytelnikiem polskim.. że godzi się bodaj tu właśnie podkreślić tę różnicę o głębszem znaczeniu wychowawczem.« I stało się imię tego pustelnika dla współczesnych wprost synonimem bojownika o instynkty życiowe.

odstąpili w przekonaniu. a następnie przez Muzeum Weimarskie zawierają przeważnie odrębne wersye i stylizacye ustępów. ze nie należą one bądź co bądź tam. Nie mniej dalecy byli jednak i od prozelityzmu. który ten brak naszej literatury krytycznej zechce dopełnić – jak to będzie odpowiedniej. Nie mamy tu u siebie powodów do drażliwości. w miejscu innem.– Tako rzecze Zaratustra (1882—85). wydawane przez panią Foerster-Nietzsche. Nietzschego. a zwięzłe przedsłowie tłumacza daje rozważnemu czytelnikowi wskazówkę co do charakteru tej »autobiografii«. 82 . – Polscy tłumacze dalecy byli od chłodnego obiektywizmu w stosunku do oryginału: świadczy o tem ta niepoślednia cząstka zapału i pracy życiowej. cz. w jakich napisana została. – Ludzkie. wypełnili całkowicie obowiązek swój. że przekładem.(1880–81). Inne pisma pośmiertne. Aby ułatwić czytelnikowi oryentacyę w czynnikach rozwojowych idei Nietzschego. (1871). oraz czasu i warunków. jaką oddali Dziełu Fr. zrozumiałych na miejscu. podajemy tu spis polskich tomów XIV w ich układzie chronologicznym: Narodziny tragedyi. – Wędrowiec i jego cień (Ludzkie. (1888). – Zmierzch bożyszcz (1888). arcyludzkie. dla nas obojętniejszą być może. Ma ona niepoślednie znaczenie dla dziejów kultury niemieckiej. gdzie sam autor przemawia. – Dytyramby dionyzyjskie (1888). Te same względy zdecydowały.– Jutrzenka. – Niewczesne rozważania. arcyludzkie. mniemając. zawierającego rozprawy o Nietzschem. – Poza dobrem i złem (1885–86). – Z genealogii moralności (1886). Wiedza radosna (1881– 82). w danym wypadku w tej dziedzinie najbardzej fascynującej: życia i duszy ludzkiej. że znajdzie się wśród czytelników polskich niejeden może. (1876––77). pominiętych przez autora w układzie tomów za życia ogłoszonych. przyczem najważniejsze z nich zostały włączone do niemieckiego pośmiertnego układu Woli Mocy. Pominięcie całej Wagneryady możemy łatwo przeboleć. w nadziei wreszcie. ukazała się właśnie temi laty. II). – Wola mocy (1882—88). – Suplement: Ecce homo. odpowiadającym wymaganiom mowy polskiej. która. jak pada wielka hipoteza: postawi ogrom zdobytej wiedzy i wyostrzenia myśli. acz wbrew woli rodziny i Muzeum Weimarskiego. (1888). Tedy od myśli wydania Suplementu. aby zamiast życiorysu dać jako Suplement autobiografię (Ecce Homo). (1873–74). runie on. – Przemiana wszystkich wartości.Jeśli świat pustelnika Nietzschego nie ostoi się przed »sumieniem intelektualnem« przyszłości. (1877–78). jeśli idzie o filozofie Nietzschego.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful