Aby rozpocząć lekturę, kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dostęp do spisu treści książki.

Jeśli chcesz połączyć się z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poniżej.

FRYDERYK NIETZSCHE

Z GENEALOGII MORALNOŚCI
PISMO POLEMICZNE PRZEŁOŻYŁ LEOPOLD STAFF

2

Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, Gdańsk 2000

3

PRZEDMOWA. 1.
Jesteśmy sobie nieznani, my poznający, my sami samym sobie; ma to słuszną przyczynę. Nie szukaliśmy siebie nigdy, – jakże stać się miało, byśmy się kiedyś z n a l e ź l i? Słusznie powiedziano: »gdzie jest wasz skarb, tam jest i serce wasze«; n a s z skarb jest tam, gdzie stoją ule naszego poznania. Jako skrzydlaki z urodzenia i duchowi zbieracze miodu, dążymy zawsze do tego, troszczymy się z serca właściwie tylko o jedno – »by coś przynieść do domu«. Co się poza tem tyczy życia, tak zwanych »wydarzeń przeżytych«, – któż z nas bierze to choćby tylko dość poważnie? Lub kto ma dość czasu na to? W tych rzeczach, lękam się, byliśmy zawsze »od rzeczy«: nie przykładamy tam właśnie swego serca, ani nawet swego ucha! Raczej, jak jakiś boski roztrzepaniec, lub w sobie zatopiony, któremu dzwon z całą siłą wdzwonił właśnie w ucho dwanaście uderzeń południa, budzi się nagle i pyta siebie »cóż to właściwie tu biło?« tak i my niekiedy przecieramy sobie j u ż p o w s z y s t k i e m uszy i pytamy, ogromnie zdumieni, ogromnie zmieszani, »cóżeśmy to właściwie przeżyli?« co więcej: »czem j e s t e ś m y właściwie?« i liczymy, już po wszystkiem, jak się rzekło, te wszystkie dwanaście uderzeń swego wydarzenia przeżytego, swego życia, swego i s t n i e n i a... ach! i przeliczamy się przytem... Pozostajemy sobie z konieczności obcy, nie rozumiemy siebie, musimy brać siebie za kogoś innego, dla nas pewnikiem jest po wszystkie wieki: »Każdy jest samemu sobie najdalszy«, – względem siebie nie jesteśmy wcale »poznającymi« ...

2.
– Myśli moje o p o c h o d z e n i u naszych przesądów moralnych – bo o nie chodzi w tem piśmie polemicznem – znalazły swój pierwszy, skąpy i tymczasowy wyraz w owym zbiorze aforyzmów, który nosi nagłówek »Ludzkie, arcyludzkie. Książka dla duchów wolnych«. Spisywanie jej rozpoczęło się w Sorrento podczas pewnej zimy, która mi pozwoliła zatrzymać się, jak się zatrzymuje wędrowiec, i przebiec spojrzeniem krainę rozległą i niebezpieczną, przez którą duch mój dotychczas wędrował. Działo się to w zimie 1876—1877; same myśli są wcześniejsze. Były to w głównej treści już te same myśli, które w niniejszych rozprawach na nowo podejmuję. Miejmy nadzieję, że długi przedział czasu wpłynął na nie dobrze, że stały się dojrzalsze, jaśniejsze, silniejsze, doskonalsze! Że jednak dziś jeszcze trwam przy nich silnie, że one same tymczasem coraz silniej trzymały się siebie, wrastały w siebie i zrosły się z sobą, to wzmacnia we mnie radosną ufność, że od początku powstawały we mnie nie luźnie, nie dowolnie, nie sporadycznie, lecz ze wspólnego korzenia, lecz z władnącej w głębi, z przemawiającej coraz pewniej, z żądającej coraz większej pewności z a s a d n i c z e j w o l i

4

Przy pewnem właściwem mi wątpieniu. Och. przykładem. tak zagadkowy »imperatyw kategoryczny«. badania. Nieco historycznego i filologicznego wyszkolenia. przy wątpieniu. do wszystkiego. nasze wartości. własną ziemię. nasze »tak« i »nie« i »jeżeli« i »czy« – pokrewne sobie i we wzajemnych do siebie stosunkach. byśmy jeno dość długo milczeć umieli!. zdanie po zdaniu. Tak bowiem jedynie przystoi filozofowi. stopnie wedle rangi indywiduów. jednego zdrowia. ich właściwie a n g i e l s k i rodzaj. jednej ziemi. wszystko antypodyczne. Bogu cześć i uczyniłem go o j c e m zła. W powyż oznaczonem dziele. którą posiada wszystko przeciwległe. ludy. ach! tak antykantowski. gdy się ma »na pół igraszki dziecinne.. specyalizowałem swój problemat. co dotąd na ziemi jako moralność było czczone –. tak niewzywanie. 3. cały milczący rosnący kwitnący świat. które niechętnie wyznaję – stosuje się ono mianowicie do m o r a l n o ś c i. w której po raz pierwszy uwydatnił mi się jasno pewien na wspak i wywrót idący rodzaj genealogicznych hipotez. z jaką drzewo wydaje owoce. Lecz zgoła bez przykrości i zniecierpliwienia. których nikt nie śmiał przeczuwać. te nasze owoce? – Lecz cóż to obchodzi drzewa! Cóż to n a s obchodzi. jakby tajne ogrody. uwzględniałem przy sposobności i niesposobności twierdzenia owej książki. jednego słońca.. jak moje podejrzenie. Nigdy może nic nie czytałem. równie. zmieniło wkrótce mój problemat na inny: wśród jakich warunków wynalazł sobie człowiek owe oceny wartości: »dobrze« i »źle« i j a k ą w a r t o ś ć m a j ą o n e s a m e? Wstrzymywałyż one. z odpowiedzi rodziły się nowe pytania. jakże s z c z ę ś l i w i jesteśmy. i która mnie pociągała – tą siłą pociągu. ani też pojedynczo natknąć się na prawdę. Nie mamy żadnego prawa w czemkolwiek iść pojedynczo. Paweł Rée. jego odwaga. jego ufność. pierwsze swoje filozoficzne ćwiczenie pisemne. żebym miał prawie prawo nazwać je swem »a priori«. to nowe niemoralne. rodzą się z nas myśli nasze. Pierwszy bodziec do odezwania się ze swemi hipotezami o pochodzeniu moralności dała mi jasna.. czemubym. 4. odróżniałem czasy.. tak sprzecznie z otoczeniem. nie 5 .. zwyrodnienia życia? Lub przeciwnie. – musiała ciekawość moja. co najmniej bezmoralne »a priori« i ten przemawiający z niego. to oddałem. tak w sobie przeczył. Aż wkońcu zdobyłem własną krainę. wola życia. Tytuł książeczki brzmiał »Pochodzenie uczuć moralnych«. pochodzeniem.poznania. jej autor dr. rok jej wyjścia 1877. tak niepowstrzymanie. przejrzysta i mądra. przypuszczenia. nawet starczo mądra książeczka. nad którem wówczas pracowałem. Nie wolno nam błądzić pojedynczo. jego przyszłość? – Na to znalazłem i zdobyłem się w sobie na zuchwałość różnych odpowiedzi. W istocie już jako trzynastoletniego chłopca prześladował mnie problemat początku zła. – Czy one w a m smakują. A co się tyczy mego ówczesnego »rozwiązania« problematu. możliwości. my poznający. czy zdradza się w nich pełnia. nas filozofów!.. Raczej z koniecznością. wliczając w to wrodzony wybredny zmysł w zakresie zagadnień psychologicznych wogóle. któremu tymczasem użyczałem coraz więcej posłuchu i nietylko posłuchu?... Na szczęście nauczyłem się zawczasu odróżniać przesąd teologiczny od moralnego i nie szukałem już źródła zła p o z a światem. które w mem życiu wystąpiło tak wcześnie. pod warunkiem. na pół Boga w sercu«. jak słuszna. wniosek po wniosku. wiekiem. czy też popierały rozwój człowieczy? Czy są oznaką niedostatku. Poświęciłem mu w wieku. zubożenia. zatrzymać się zawczasu przy pytaniu: j a k i p o c z ą t e k ma właściwie nasze dobro i zło. siła. pierwszą swą literacką igraszkę dziecinną. jak tej książce. Czy t a k właśnie chciało ode mnie me »a priori«. świadectwa jednej woli.

jak się rzekło. jeszcze nie mając własnego języka na własne rzeczy. który nawet filozofów dosięgnął i uczynił chorymi. jak pozytywnemu duchowi przystoi. Wówczas dobyłem. ani pierwotnym (jak dr. do którego. La Rochefoucauld i Kanta. Spinozę. To współczesne uprzywilejowanie przez filozofów i przecenianie litości jest bowiem czemś nowem. nie bez cofań i wahań. w danym razie zamiast jednego błędu – inny. – i musiałem się o to prawie sam jeden rozprawić ze swym wielkim nauczycielem Schopenhauerem.. tak samo na str. aż ostatecznie pozostały mu jako »wartości same w sobie«. samozaparcia. do którego jest jednym z wielu środków). 5. to samo o pochodzeniu kary (Wędrowiec str. jeszcze niepewny. jej najwznioślejszy wabik i manowiec – dokąd jednak? w nicość? Tu właśnie widziałem początek końca. Rozumiałem ten coraz szerzej grasujący morał litości. Rée mniema: – został on w nią dopiero włożony. W szczegółach porównaj. coraz głębiej podkopujący sceptycyzm! Tu właśnie widziałem wielkie niebezpieczeństwo ludzkości. Wymieniam tylko Platona. Rée. cztery duchy w najwyższym stopniu od siebie odmienne. niż sprawy własnych lub cudzych hipotez o pochodzeniu moralności (lub dokładniej: to ostatnie tylko dla celu. arcyludzkie« na str. III. o wartości i pochodzeniu moralności ascetycznej. 49 o »obyczajności obyczaju«. 68 mówię o dwoistych przeddziejach dobra i zła (to jest ze stanowiska ludzi dostojnych i ze stanowiska niewolników).. wśród określonych okoliczności i zawsze jako coś wtórnego i następczego). W szczególności chodziło o wartość »nieegoistyczności« instynktów litości. lecz w jednem zjednoczone: w lekceważeniu litości.. temu przydarzy się. jako wyrównaniu między nieledwie równo-możnymi (równowaga jako konieczny warunek wszelkich umów. zastój i wstecz spoglądające znużenie. jak wszyscy angielscy genealogowie moralności. tego o wiele starszego i pierwotniejszego rodzaju moralności. 6 . 93 i nast. dla której terrorystyczny cel nie jest ani istotnym. Problemat w a r t o ś c i litości i moralności litości (– jestem przeciwnikiem haniebnego współczesnego zmiękczenia uczuć –) wydaje mi się nasamprzód czemś wyosobnionem. przebóstwiał i w zaświat przerzucał. Wędrowiec str. stawiając zamiast nieprawdopodobieństwa to. którym poświęcone są te rozprawy. 208. przeto wszelkiego prawa). ostatnią niemoc. W gruncie rzeczy leżało mi właśnie wówczas coś o wiele ważniejszego na sercu. którąbym ostatni ukrywać zamierzał przed sobą samym. znakiem pytania dla siebie. a uczyniłem to z niezręcznością. zwiastującą się tkliwie i smętnie. tak samo na str. 101. 141 i nast. jako jej drogę okrężną ku nowemu buddyzmowi? ku buddyzmowi europejskiemu? ku – n i h i l i z m o w i?. widzi ocenę wartości s a m ą w s o b i e). po raz pierwszy na światło dzienne owe hipotezy o pochodzeniu. Właśnie co do b e z w a r t o w o ś c i litości zgadzali się dotąd filozofowie. który toto coelo odległy jest od altruistycznej oceny wartości (w której dr. Jutrzenka str. o pochodzeniu sprawiedliwości. namiętność i tajemny sprzeciw owej książki się zwraca (– bo i owa książka była »pismem polemicznem«). 217 i nast. wolę zwracającą się p r z e c i w życiu. to samo na str. jako najprzykrzejszy objaw naszej sprzykrzonej europejskiej kultury. 97 i nast. 107 i nast. które Schopenhauer tak długo pozłacał. 213 i nast. tu pytać się n a u c z y. na których podstawie życiu i sobie samemu rzekł »n i e«. kto jednak raz tu utknie. ofiary z samego siebie.). Lecz właśnie przeciw tym instynktom przemawiała ze mnie coraz bardziej zasadnicza podejrzliwość. co w »Ludzkie. – 6. jako do obecnego w owej książce. Chodziło mi o w a r t o ś ć moralności. co prawdopodobniejsze.żebym je zbijał – cóż ja mam ze zbijaniem do czynienia – lecz..

jako trucizna). jad.. Jakąż to jest naprzykład nagrodą. mniej niebezpiecznie. pomyślał także o wymienionym d-rze Rée. podejrzenia. Jeślim przytem... tak samo niebezpieczeństwo. która oczywiście nie jest rzeczą każdego. między innymi. Nie było dotąd nawet cienia wątpliwości i wahania w przyznaniu »dobremu« wyższej wartości. jako środek leczniczy. rzeczywiście żyła – objechać z zupełnie nowemi pytaniami. odkąd mi się widnokrąg ten otworzył. Jak to? Jeśliby odwrotność była prawdą ? Jak to ? Jeśliby w »dobrem« także tkwił objaw cofania się. że nie wątpiłem wcale. jako maska. dzielną. wyskoczą wszystkie rodzaje nieufności. z których wyrosły. w i e d z a r a d o s n a– jest nagrodą: nagrodą za długą. lecz czytał Darwina: – i tak to w hipotezach jego podają sobie grzecznie rękę. trudne do odcyfrowania. że ja sam. w wszelką moralność. w wszelki morał zachwieje się. jak gdyby się właściwie nie opłacało wcale brać tych wszystkich spraw – problematów moralnych – tak poważnie. dopomagania rozwojowi c z ł o w i e k a w ogóle (wliczając w to przyszłość człowieka). lecz także moralność jako przyczyna. całe długie. żeby właśnie moralność była temu winna. że się je bierze poważnie. wśród których się rozwijały i przesuwały (moralność jako skutek. darwinowska bestya i najnowocześniejszy skromny. niż »złemu«. jako zapora. jako symptom. znajomości. wiara w moralność. strachu. pożyteczności.. 7. uwiedzenie. w którym z całego serca powiemy: »naprzód! i nasza stara moralność należy d o k o m e d y i!«. ostatni z wyrazem pewnej uprzejmej i wytwornej niedbałości w obliczu. co tę krainę dopiero o d k r y ć?. s a m ą w a r t o ś ć t y c h w a r t o ś c i n a l e ż y r a z p o d a ć w w ą t p l i w o ś ć – a do tego potrzeba znajomości warunków i okoliczności. rzeczywiście dające się stwierdzić. śmiałymi i pracowitymi towarzyszami (czynię to i dziś jeszcze). miałem powody do rozglądnięcia się za uczonymi. jako faktyczną. jako świętoszkostwo. żeby właśnie moralność była niebezpieczeństwem nad niebezpieczeństwy ?. słowem. lub by to w moim wyrazić języku. Wymówmy je. – wkońcu odezwie się głośno nowe żądanie. który »już nie kąsa«. przeczuleniec moralny. któreby bardziej o p ł a c a ł y to. która rzeczywiście istniała. rozległą a tak skrytą krainę moralności – moralności. niż właśnie błękit: mianowicie s z a r o ś ć. to nowe ż ą d a n i e: potrzeba nam k r y t y k i wartości moralnych. że niema wcale żadnych rzeczy. dzięki którym teraźniejszość żyłaby k o s z t e m p r z y s z ł o ś c i? Może wygodniej. Mnie zaś wydaje się przeciwnie.. narkotyk.. a także z nowemi oczyma: a nie znaczyż to niemal to samo. kierunek ku rzeczywistej h i s t o r y i m o r a l n o ś c i i zawczasu jeszcze przestrzec go przed takiem angielskiem stawianiem hipotez »na b ł ę k i c i e«. która ani dotąd nie istniała. niżej?.co mnie się przydarzyło: – ogromny nowy widnokrąg otworzy się przed nim. w sposób co najmniej zabawny. wyższej wartości w znaczeniu sprzyjania. jeśliby możliwej samej w sobie n a j w y ż s z e j m o c y i w s p a n i a ł o ś c i typu człowieka nigdy dosięgnąć nie miano? Tak. zmieszanej nawet z granem pesymizmu i znużenia. która barwa dla genealoga moralności stokroć ważniejsza być musi. że może pewnego dnia otrzyma się pozwolenie brać je p o g o d n i e. to tylko dlatego. co rzeczywiście istniało. możliwość chwyci go jak zawrót głowy. jako nieporozumienie. W dniu jednak. jako leżącą poza wszelkiem podawaniem w wątpliwość. pracowitą i podziemną powagę. Dość. to jest to. odkryjemy dla dyonizyjskiego 7 . Tak. ani nawet choćby tylko pożądana nie była. Pogoda bowiem. jako choroba. co dokumentalne. jako stimulans. Przyjmowano w a r t o ś ć tych »wartości« jako daną. Przecie jasne jest jak na dłoni. że on sam z natury swych zagadnień pchnięty zostanie ku metodyce właściwszej dla osiągnięcia odpowiedzi! Czyż się w tem omyliłem? W każdym razie życzeniem mojem było wskazać tak bystremu i bezstronnemu oku lepszy kierunek. hieroglificzne pismo ludzkiej przeszłości moralnej! – Ta była d-rowi Rée nieznana. ale i w mniejszym stylu. Trzeba tę ogromną.

dramatu o »przeznaczeniu duszy« nowe zawikłanie i możliwość – : a on już z niej wyciągnie sobie korzyść, o to się można założyć, on, wielki stary wieczny komedyopisarz naszego istnienia!...

8.
– Jeśli pismo to komuś niezrozumiałe będzie, lub źle mu do uszu przypadnie, to wina, jak mi się zdaje, niekoniecznie leży we mnie. Jest ono dość wyraźne, jeśli się przypuści, co ja przypuszczam, że czytało się wpierw moje pisma wcześniejsze i nie szczędziło się przy tem nieco trudu. Są one w istocie nie łatwo dostępne. Co się tyczy naprzykład mego »Zaratustry«, to nie uważam za jego znawcę nikogo, kogoby każde jego słowo raz kiedyś głęboko nie zraniło i raz kiedyś głęboko nie zachwyciło: dopiero bowiem wtedy może używać przywileju uczestniczenia ze czcią w halikońskim żywiole, z którego się dzieło owo zrodziło, w jego słonecznej jaśni, dali, przestrzenności i pewności. W innych razach forma aforystyczna sprawia trudności: leżą one w tem, że formę tę bierze się dziś n i e d o ś ć w a ż n i e. Aforyzm rzetelnie wykuty i odlany nie został jeszcze przez to, że się go odczytało, »odcyfrowanym«; raczej teraz dopiero winno się zacząć jego w y ł o ż e n i e, do którego potrzeba sztuki wykładania. W trzeciej rozprawie tej książki podałem wzór tego, co w takim wypadku zwę »wyłożeniem«: – rozprawę tę poprzedza aforyzm, ona sama jest jego komentarzem. Oczywiście, aby w ten sposób uprawiać czytanie jako sztukę konieczne jest przedewszystkiem jedno, czego się właśnie dziś w najlepsze zapomniało i dlatego nie czas jeszcze na »czytelność« moich pism –, do czego trzeba być prawie krową, a w każdym razie nie »człowiekiem nowoczesnym«: konieczne jest p r z e ż u w a n i e... SILS-MARIA, Engadyna wyżnia, w lipcu 1887

8

ROZPRAWA PIERWSZA: „Dobre i Złe”, „Dobre i Liche”.

9

I.
Ci angielscy psychologowie, którym też dotąd zawdzięczamy jedyne usiłowania doprowadzenia do jakiejś historyi powstawania moralności, – sami są dla nas niemałą zagadką; wyznam nawet, że właśnie z tego powodu, jako wcielone zagadki, górują czemś istotnem nad swemi książkami – o n i s a m i s ą z a j m u j ą c y! Ci angielscy psychologowie – czegóż chcą oni właściwie? Znajdujemy ich, mniejsza – dobrowolnie czy niedobrowolnie, zawsze przy tem samem dziele, mianowicie wysuwających na pierwszy plan la partie honteuse naszego świata wnętrznego i szukających tego, co jest istotnie czynne, kierownicze i o rozwoju rozstrzygające, tam właśnie, gdzie duma intelektualna człowieka ż y c z y ł a b y s o b i e znaleźć je najpóźniej (naprzykład w vis inertiae nawyknienia lub w zapominawczości, lub w przypadkowem zadzierzganiu się i mechanice idei, lub w czemś czysto biernem, automatycznem, odruchowem, molekularnem i zasadniczo tępem). Cóż gna właściwie tych psychologów zawsze tylko w tym kierunku? Czy jest to tajemny, skrycie złośliwy, prostacki, przed samym sobą może nie zdradzający się instynkt zmniejszania człowieka? Lub może jakaś pesymistyczna podejrzliwość, nieufność rozczarowanych, sposępniałych zjadowiciałych i pozieleniałych idealistów? Lub małostkowa podziemna nieprzyjaźń i rancune przeciw chrześcijaństwu (i Platonowi), która może nawet nie wydostała się ponad próg świadomości? Lub czyżby aż chutne smakowanie w tem, co zadziwiające, boleśnie paradoksalne, wątpliwe i bezsensowne w istnieniu? Lub wreszcie – wszystkiego potrosze, nieco prostactwa, nieco sposępnienia, nieco przeciwchrześcijańskości, nieco łaskotki i potrzeby pieprzu?... Lecz słyszę, że są to poprostu stare, zimne, nudne żaby, które wkoło człowieka, w wnętrze człowieka włażą i skaczą, jak gdyby tu naprawdę były w swoim żywiole, to jest w swem b a g n i e. Słucham tego odpornie, co więcej, nie wierzę temu: i jeśli pragnąć można, gdzie wiedzieć nie można, to pragnę z serca, by się odwrotnie rzecz z nimi miała, – by ci badacze i mikroskopicy ducha, byli w gruncie dzielnymi, wielkodusznymi i dumnymi zwierzami, które swe serce i ból swój na wodzy trzymać umieją i wychowały się po to, by wszelką pożądaność złożyć, w ofierze prawdzie, w s z e l k i e j prawdzie, nawet prostackiej, cierpkiej, szkaradnej, wstrętnej, niechrześcijańskiej, niemoralnej prawdzie,.. Bo są takie prawdy.–

2.
Czołem więc przed dobrymi duchami, które w tych historykach moralności może władną! Lecz to pewna niestety, że zbywa im na samym duchu h i s t o r y c z n y m, że opuściły ich właśnie wszystkie dobre duchy samej historyi! Wszyscy oni razem myślą, jak to już starym jest filozofów zwyczajem, z g r u n t u niehistorycznie: to nie ulega wątpliwości. Partactwo ich genealogii moralności wychodzi odrazu na jaw tam, gdzie trzeba wyśledzić pochodzenie pojęcia i oceny »dobry«. »Pierwotnie – tak wyrokują – postępki nieegoistyczne chwalone były i zwane dobrymi przez tych, którym zostały wyświadczone, więc tych, którym były p o ż y t e c z n e; później z a p o m n i a n o o tem źródle pochwały, a postępki nieegoistyczne dlatego poprostu, że z p r z y z w y c z a j e n i a chwalono je jako dobre, odczuwano też jako dobre – jak gdyby same w sobie były czemś dobrem». Widać odrazu, że ten pierwszy wywód zawiera prawie wszystkie typowe rysy idyosynkrazyi psychologów angielskich, – mamy »pożyteczność«, »zapomnienie«, »przyzwyczajenie« i wkońcu »błąd«, wszystko jako podwalina oceny wartości, z której człowiek wyższy był dotąd przeważnie dumny, jako z pewnego rodzaju przywileju człowieka. Ta duma winna być upokorzona, ta ocena wartości pozbawiona wartości: czy osiągnięto to?... Otóż dla mnie jasne jest najpierw, że teorya ta szuka i umieszcza w miejscu fałszywem właściwe ognisko powstania pojęcia »dobry«: sąd »dobry« n i e od tych pochodzi, którym się »dobro« wyświadcza! To raczej sami »dobrzy«, to znaczy do-

10

stojni, możni, wyżsi stanowiskiem i duchem odczuwali i oznaczali siebie samych i swą działalność jako dobrą, to jest wyższą, w przeciwstawieniu do wszystkiego, co nizkie, małoduszne, pospolite i gminne. Z tego p a t o s u o d l e g ł o ś c i dobyli sobie dopiero prawo stwarzania wartości, wykuwania mian wartości. Cóż obchodziła ich pożyteczność! Punkt widzenia pożyteczności jest właśnie w stosunku do tak gorącego wypływu najwyższych porządkujących i wynoszących wedle stopni ocen wartości tak obcy i nieodpowiedni, jak tylko być może: tu doszło właśnie uczucie do przeciwieństwa owego nizkiego stopnia ciepłoty, który każda wyrachowana roztropność, każdy calcul użyteczności z góry każe przypuszczać, – i to nie na jeden raz, nie na godzinę wyjątku, lecz na długie trwanie. Patos dostojności i odległości, jak się rzekło, trwałe i dominujące zbiorowe i podstawowe uczucie wyższego i władnącego gatunku względem gatunku niższego, pewnego »u dołu« – otóż t o jest źródłem przeciwstawienia pojęć »dobre« i »złe«. (Pańskie prawo nadawania nazw sięga tak daleko, żeby należało sobie pozwolić pojmować źródło samej mowy jako przejaw mocy panujących: mówią oni »to j e s t tem a tem«, pieczętują każdą rzecz i zdarzenie dźwiękiem i przez to niejako biorą je w posiadanie). Z tego pochodzenia wynika, że słowo »dobry« wcale nie wiąże się z góry koniecznie z nieegoistycznymi postępkami: jak to jest zabobonem owych genealogów moralności. Raczej dopiero z a u p a d k u arystokratycznej oceny wartości narzuca się całe to przeciwstawienie »egoistyczny«, »nieegoistyczny« ludzkiemu sumieniu, a z niem, aby wyrazić się moim językiem, i n s t y n k t s t a d n y dochodzi wkońcu do słowa (także do s ł ó w). A i wtedy wiele czasu jeszcze minie, zanim ten instynkt w tej mierze się spanoszy, że moralna ocena wartości zaczepi się właśnie o to przeciwstawienie i utknie (jak to naprzykład stało się w współczesnej Europie: panuje dziś przesąd, który pojęcia »moralny«, »nieegoistyczny«, »désinteresssé«, za równowartościowe uważa, już z siłą »idee fixe« i kołowacizny).

3.
Powtóre jednak, pomijając zupełnie niemożność historycznego ocalenia owej hipotezy o pochodzeniu oceny »dobry«, choruje ona na psychologiczny nonsens w sobie samej. Pożyteczność nieegoistycznego postępku ma być źródłem jego pochwały i źródło to miało pójść w z a p o m n i e n i e: – jakże to zapomnienie jest choćby tylko m o ż l i w e? Czy może pożyteczność takich postępków ustała kiedykolwiek? Rzecz ma się przeciwnie: ta pożyteczność była owszem codziennem doświadczeniem wszystkich czasów, więc czemś, co ustawicznie zawsze nanowo było podkreślane; przeto zamiast zniknąć ze świadomości, zamiast utonąć w zapomnieniu, musiała się wtłaczać w świadomość z coraz większą wyrazistością. O ile rozsądniejsza jest owa przeciwna teorya (nie jest dlatego prawdziwsza –), której przedstawicielem jest naprzykład Herbert Spencer, uważający pojęcie »dobry« za równe w istocie swej pojęciu »pożyteczny«, »celowy«, tak, że w ocenach »dobry« i »zły« ludzkość zsumowałaby i uświęciła właśnie swe n i e z a p o m n i a n e i n i e z a p o m i n a l n e doświadczenia co do pożytecznie-celowego, szkodliwie-bezcelowego. Dobre jest wedle tej teoryi to, co się zdawien dawna pożytecznem okazało i może w ten sposób jako »cenne w najwyższym stopniu«, »cenne w samem sobie« utrzymać swe znaczenie. I ta droga wyjaśnienia jest, jak się rzekło, fałszywa, lecz przynajmniej wyjaśnienie to samo w sobie jest rozumne i da się psychologicznie obronić. –

4.
– Wskazówką ku w ł a ś c i w e j drodze było mi pytanie, co mają właściwie ukute przez rozmaite języki określenia »dobrego« oznaczać pod względem etymologicznym: wtedy odkryłem, że wszystkie społem naprowadzają n a t ę s a m ą p r z e m i a n ę p o j ę ć, że

11

po którym dostojni poczuwali się właśnie ludźmi wyższego rzędu. gdy się rozkiełzna aż do nienawiści. który jest prawdziwy i potem przez zwrot subjektywny. nie będzie rzeczą małej wagi stwierdzić. Wprawdzie zwą siebie może w najczęstszych wypadkach poprostu wedle swej wyższości pod względem mocy (»możnowładcami«. który jest pochodzenia angielskiego. Lecz także wedle t y p o w e g o r y s u c h a r a k t e r u. p l e b e i z m ducha współczesnego. winien temu tamujący wpływ. Jaką jednak szkodę przesąd ten. W tej fazie przemiany pojęcia staje się to słowo hasłem i odzewem szlachty i przybiera całkowicie znaczenie »szlachecki«. prześwieca ten rys główny. »gminny«. w przeciwstawieniu do ciemnych. który posiada rzeczywistość. »panami«. zakorzeniony w świecie współczesnym w stosunku do wszystkich zagadnień rodowództwa. odpowiednio też w erańskim i słowiańskim). że częstokroć jeszcze w słowach i źródłosłowach. Co do n a s z e g o problematu. . »nizki«. naprzód szlachta grecka. pierwotnie płowogłowy. byli stanowczo rasą płową. (To samo stosuje się prawie do całej 12 . dającego się różnie wykładać. w którym kierunku trzeba szukać etymologicznego pochodzenia. Celtowie. szlachetny. który barwą odcinał się od doszłych do władzy zdobywców płowej. – 5. czarnowłosych pramieszkańców. wyrządzić może szczególnie moralności i historyi. o czem tylko nadmieniam. Przynajmniej język gaelijski podał mi dokładnie odpowiadający wypadek – fin (naprzykład w nazwie Fin-Gal}. Mniej więcej za czasów wojny trzydziestoletniej. której wyrazem jest megaryjski poeta Theognis. »duchowo uprzywilejowany«. Ukuty na to wyraz oznacza wedle źródłosłowu tego. który wywiera przesąd demokratyczny. gwałtownie jak wulkan błotny i z ową przesoloną wrzaskliwą wymową prostacką. dla odgraniczenia od k ł a m l i w e g o pospolitego człowieka. Rozwój ten biegnie równolegle z owym drugim. przedewszystkiem jako ciemnowłosego (»hic niger – est «) jako przedaryjskiego tubylca na ziemi italskiej. że dokonano go dopiero tak późno. aż ostatecznie słowo to. z którego rozwija się nieodparcie pojęcie »dobry« w znaczeniu duchowo »dostojny«. słowo odróżniające szlachtę. »posiadającymi« (takie znaczenie ma wyraz a r y a. czysty. wybuchnął znowu na swej rodzimej ziemi. »szlachetny«. jeśli się owe (dające się zauważyć na staranniejszych mapach etnograficznych Niemiec) pasy istotnie ciemnowłosej ludności wiąże z jakiemś celtyckiem pochodzeniem i zmieszaniem krwi. jak go pojmuje i przedstawia Theognis. oznaczających »dobry«. pospolitego człowieka.wszędzie »dostojny«. przedzierzga ostatecznie w pojęcie »zły«. »dobrze urodzony«. prawdziwego jako prawdomównego. z jaką wszystkie dotąd przemawiały wulkany. »szlachetny« w stanowem znaczeniu jest podstawowem pojęciem. który j e s t. W łacinie malus (obok którego stawiam ) mogło określać człowieka pospolitego jako ciemnobarwnego. przechodzi to znaczenie w dziś używane. »rozkazodawcami«) lub wedle najwidoczniejszych oznak tej wyższości. I to aż do najefektywniejszej pozornie dziedziny wiedzy przyrodniczej i psychologii. który z powodów słusznych c i c h y m problematem nazwany być może i wybrednie ku nielicznym jeno zwraca się uszom. aryjskiei rasy. mówiąc nawiasem. poprostu jako przeciwieństwo dostojnego. który jest identyczny z »schlicht« – porównaj »schlechtweg«. który pojęcia »pospolity«. jeszcze bez podejrzliwej. okazuje osławiona sprawa Buckla. ubocznej myśli. wkońcu znaczące dobry. jak to jeszcze Virchow czyni: raczej wybija się na tych miejscach p r z e d a r y j s k a ludność Niemiec. pozostaje i niejako dojrzewa słodko do określenia duchowej noblesse. Najwymowniejszym przykładem ostatniego jest sam niemiecki wyraz »schlecht«. – W sprawie genealogii moralności zdaje mi się to istotnem wniknięciem. naprzykład »bogatymi«. po upadku szlachty. W słowie jak i (plebejusz w przeciwieństwie do ) podkreślona jest tchórzliwość: to może daje wskazówkę. Nazywają się naprzykład »prawdomównymi«. który jest naprawdę. Niesłuszna jest. więc dość późno. »schlechterdings« – i oznaczał pierwotnie prostego. i ten to wypadek tu nas obchodzi.

wyrzeka się pewnych potraw. z której miało wyzwolić? Nawet ludzkość odchorowywa jeszcze następstwa tych kapłańskich naiwności kuracyjnych! Pomyślmy naprzykład o pewnych formach dyety (unikanie mięsa). jeśli najwyższa kasta jest zarazem kastą k a p ł a ń s k ą i stąd dla wspólnego swego określenia wysuwa na czoło orzeczenie. Więc bonus. w barwie. w których tkwi najskuteczniejszy antydot przeciw wszelkiej histeryi. w jakim stopniu wszystkie pojęcia dawniejszej ludzkości rozumiano początkowo z gruba. – czyż nie można rzec. nirwanie – i niczem więcej!). zdaje mi się. i rzeczywiście ostatecznie rozwarły one między człowiekiem a człowiekiem przepaści. – nic więcej. że słusznie sprowadzam bonus do starszego duonus (porównaj bellum = duellum = duen-lum. skierowanem ku nicości. z pewną słusznością możnaby 13 . chorowitość kiszek i neurastenia.. czy demokracya nowoczesna i jeszcze nowocześniejszy anarchizm. ich samohipnotyzowanie na sposób fakira i bramina – braman. co w starym Rzymie stanowiło »dobroć« w mężu. nie wiele więcej! Z drugiej oczywiście strony z całego ustroju zasadniczo kapłańskiej arystokracyi jasno wynika. że pojęcie polityczne pierwszeństwa przechodzi zawsze w pojęcie duchowe pierwszeństwa. I także tu dochodzi później pewne »dobrze« i »źle« już nie w znaczeniu stanowem do rozwoju. ciasno. jako człowiek żyjący w sprzeczce. zbyt szeroko lub zbyt symbolicznie: przeciwnie. których następstwem wydaje się owa. bystrość. co oni sami. wybujałość. przypominające jej funkcyę kapłańską. jako lekarstwo przeciw chorowitości tej wynaleźli. oczywiście bez następującego po niej tuczenia i bez przekarmiania. cnota. o poście. czepiająca się nieuchronnie kapłanów wszystkich czasów. o ucieczce »na pustynię« (Weir Miczelowska izolacya. a mianowicie owa skłonność do komuny. po części w zadumie pogrążonych. fizyologicznie także nie chyli się ku upadkowi ? . dlaczego tu właśnie przeciwieństwa ocen tak wcześnie pogłębić i zaostrzyć się zdołały w sposób tak niebezpieczny. Już od początku jest coś n i e z d r o w e g o w takich arystokracyach kapłańskich i w panujących tam. Istotnie. po części uczuciowo-wybuchowych nawyknieniach. ledwie dziś wyobrazić sobie można. żądza panowania. nicością (lub Bogiem: – pożądanie owej unio mystica z Bogiem jest pożądaniem buddystów. niezgrabnie. Wreszcie należy przestrzec by tych pojęć »czysty« i »nieczysty« nie brać z góry zbyt ciężko. jako wojownik. nietylko środki kuracyjne i sztuki lecznicze. nie jest w gruncie rzeczy olbrzymim o d d ź w i ę k i e m – i czy rasa zdobywców. wspólna dziś wszystkim socyalistom Europy. Tu przeciwstawiają się naprzykład po raz pierwszy »czysty« i »nieczysty« jako oznaki stanowe. miłość. odwróconych od działania. zemsta. powodującą gnicie i wyrafinowanie metafizykę kapłanów. O tem jednak. zawarte owo duonus). – 6. który nie sypia z brudnemi kobietami z motłochu. których nawet Achilles wolnoduchostwa nie przesadzi bez grozy. lecz i pycha. ideału ascetycznego). nie stanowi jeszcze wyjątku (acz do wyjątków daje sposobność). zewnętrznie. używane jako guzik szklany i idée fixe – i ostateczny zbyt łatwy do pojęcia ogólny dosyt ze swoją radykalną kuracyą.) Sądzę. w krótkości czaszki. który ma odrazę do krwi. że wkońcu w swych skutkach późniejszych okazało się stokroć niebezpieczniejszem od choroby. »Czysty« jest to zrazu jedynie człowiek.Europy: w istocie rzeczy rasa podbita wzięta tamże ostatecznie znowu górę. tej najprymitywniejszej formy społecznej. wliczywszy w to całą wrogą zmysłom. powodujących choroby skórne. męża rodu boskiego? I być jednoznaczne z ludową (pierwotnie szlachecką) nazwą Gotów? Uzasadnienia tego domysłu nie należą tutaj. Samo nasze niemieckie »gut«: nie miałoż oznaczać »den göttlichen. że mogę łacińskie bonus wyłożyć jako »wojownik«: przypuściwszy. U kapłanów staje się właśnie w s z y s t k o niebezpieczniejszem. właśnie i szczególnie n i e s y m b o l i c z n i e. rozdwojeniu (duo). Widać. gdzie. może nawet w intelektualnych i socyalnych instynktach: któż nam zaręczy. W tem prawidle. który się myje. to jest Aryjczyków. r a s a p a n ó w.. o wstrzemięźliwości płciowej. choroba.

– najwyższej i najwznioślejszej. n a j g o r s z y m i w r o g a m i – czemuż to? Bo są najbezsilniejsi. co potrzebowało dwuch tysiącoleci. w czem tkwi silna. jeśli kasta kapłańska i wojownicza zazdroszczą sobie wzajem i nie chcą się zgodzić z sobą na punkcie ceny. Takie zaś jest to zdarzenie: z pnia owego drzewa zemsty i nienawiści. wartości przemieniającej nienawiści. nizcy są jedynie dobrzy. więc wojna. ów bunt... jak wiadomo. »gwałcicielom«. wy też na wieki będziecie zgubieni. a zarazem to. »panom«. na wieki wieków jesteście źli. które przy innej wypowiedziałem sposobności (»Poza dobrem i złem« str. bezbożni. szkaradni są jedynie niewinni. 126 i nast. którego w nie tchnęli bezsilni: – weźmy w tej chwili największy przykład. przejrzeć. że mianowicie ze zjawieniem się Żydów zaczyna się b u n t n i e w o l n i k ó w n a p o l u m o r a l n o ś c i. dla nich tylko jest zbawienie. że dopiero tu posiadła dusza ludzka w pewnem wyższem znaczeniu g ł ą b i stała się z ł a – a to są przecie dwie zasadnicze formy dotychczasowej wyższości człowieka nad resztą zwierząt!. której podobnej nigdy nie było na ziemi – wyrosło coś również bezprzykładnego. taniec. nawet przelewne zdrowie. jeśli o wojnę chodzi! Kapłani są. »dzierżycielom mocy«. igrzyska i wogóle wszystko.. n o w a m i ł o ś ć. ten lud kapłański. nienawidzili zarazem najgienialniej: – wobec ducha zemsty kapłańskiej wszelki inny duch nie wchodzi wogóle w rachubę. k t o wziął w spadku tę żydowską przemianę wartości.). nienawiści żydowskiej. – wy zaś. by odnieść zwycięstwo?. Co się tyczy potwornej i ponad wszelką miarę fatalnej inicyatywy. Żydzi. bo ideały stwarzającej. najwyższa i najwznioślejsza z wszystkich ro14 . łowy. swobodna. przygody. Żydzi to przeciwko arystokratycznemu zrównaniu wartości (dobry = dostojny = możny = piękny = szczęśliwy = bogumiły) odważyli się z przejmującą lękiem konsekwencyą na przewrót i zębami otchłannej nienawiści (nienawiści bezsilnych) utrzymali go. kwitnące. który na wrogach swoich i gwałcicielach umiał sobie zdobyć ostatecznie zadośćuczynienie tylko przez radykalną przemianę ich wartości. który dwutysiączne ma za sobą dzieje i który dlatego jedynie usunął się nam dziś z przed oczu.. że »nędzni jedynie są dobrzy biedni. którą dali Żydzi tym najbardziej zasadniczym z wszystkich wyzywów wojennych. Tak jedynie przystało właśnie narodowi kapłańskiemu. Wiadomo. okrutni. bogate. co jest warunkiem ich utrzymania.. niedostatni.. do najwyższej duchowości i jadowitości. przeklęci. – Nie rozumiecie jednak tego? Nie macie oczu na coś. potępieni!«. co przedsiębrano na ziemi przeciwko »dostojnym«. Temu nie można się dziwić: wszystkie sprawy d ł u g o t r w a ł e trudno jest ujrzeć.. rozpustni. cierpiący. bezsilni. co przeciwko nim Ż y d z i zdziałali. Kapłańsko-dostojna ocena wartości ma – jak widzieliśmy – inne warunki: dosyć złe dla niej. W historyi świata najbardziej nienawidzili zawsze kapłani. Z niemocy wyrasta w nich zawiść do potworności niepokojącej. to przypominam zdanie. radosna czynność. W szczególności bodźcem do tego za każdym razem jest.. nie warto słowa w porównaniu z tem.też dodać. mianowicie. nienasyceni. – Czytelnik odgadł już zapewne. jedynie błogosławieni. 7. jak łatwo kapłańska ocena wartości może się od rycerskoarystokratycznej odgałęzić i potem dalej rozwijać w jej przeciwieństwo. Dzieje ludzkie byłyby zbyt głupią sprawą bez tego ducha. najbardziej zaczajonej mściwości kapłańskiej.. stał się człowiek wogóle z w i e r z ę c i e m z a j m u j ą c e m. narodowi. Założeniem ocen rycerskoarystokratycznych jest potężna cielesność.. formy kapłańskiej. Wszystko. chorzy. 8. że dopiero na gruncie tej z a s a d n i c z o-n i e b e z p i e c z n e j formy istnienia człowieka. więc przez akt z e m s t y n a j b a r d z i e j d u c h o w e j. bo – zwyciężył. dostojni i gwałciciele.

lub gminnieje (cóż zależy na słowach!). wyrachowanej zemsty. ten »Zbawiciel«. przynoszący biednym. zacnego zwierzęcia. ku zwycięstwu. grzesznikom błogobyt i zwycięstwo – nie byłże on właśnie uwiedzeniem w najbardziej niepokojącej i nieodpartej formie. Zapewne. prawdziwie współczesnemu smakowi. coraz zachłanniej we wszystko. z jaką korzenie owej nienawiści zatapiały się coraz otchłanniej. Ten Jezus z Nazaretu. Czyżby nie powinien się przynajmniej nieco wyrafinować ?. jak czegoś śmiertelnie wrogiego. Czyby też można obejść się bez niego? Quaeritur. uwiedzeniem i drogą okrężną – właśnie ku owym ż y d o w s k i m wartościom i nowinkom ideału? Czyż nie na tej właśnie okrężnej drodze tego »Zbawiciela«. ogłuszającą. to. delikatniejsze..dzajów miłości: – i z jakiegoż innego pnia mogła też była wyróść ?.. oszałamiającą. Czy kościołowi na drodze tego celu przypada dziś jeszcze jakie k o n i e c z n e zadanie. – 15 . jako jej korona... jest on właśnie czemś grubem i chamskiem. chorym.. że hamuje on raczej i wstrzymuje ów postęp. Skoro przez Żydów to się dokonało. wogóle jeszcze jakie prawo do istnienia. przysłuchiwał mi się dotąd i nie mógł wytrzymać. Odpycha dziś raczej. dobrze! żaden tedy lud nie miał bardziej wszechdziejowej misyi.... że sam Izrael musiał się zaprzeć przed całym światem właściwego narzędzia swej zemsty.. żem milczał. ażeby »świat cały«. na tę właśnie przynętę bezmyślnie złapać się mogli? A z drugiej strony. temu przejmującemu grozą paradoksowi »Boga na krzyżu«. »Panowie« strąceni. cichsze.. właśnie w tem mogłaby być jego pożyteczność. nie do trucizny. o s i ą g n ą ł Izrael najwyższy cel swej wzniosłej mściwości? Czyż nie należy do tajemnych czarnych kunsztów prawdziwie wielkiej polityki zemsty. zdobyczy. jako przeciwieństwo nienawiści żydowskiej! Nie. najskrajniejszego ostatecznego okrucieństwa i samoukrzyżowania Boga d l a z b a w i e n i a c z ł o w i e k a?. zwolna sięgającej. jego tempo i krok mogą nawet teraz stawać się coraz wolniejsze.. Zdaje się. i przybić do krzyża. miast go przyśpieszać? Otóż. która w królestwie światła i wyży z tą samą siłą parła ku celom nienawiści. Ja bowiem mam w tem miejscu wiele do przemilczenia. że sub hoc signo Izrael odnosił dotąd ciągle zemstą swoją i przemianą wszystkich wartości tryumf nad wszystkimi innymi ideałami. jako tryumfująca. Nie przypuszczajcie jednak. ponadto demokraty. mianowicie wszyscy przeciwnicy Izraela. jak to dostatecznie okazał. wszystko w oczach żydzieje. – »Lecz pocóż tu mówić jeszcze o d o s t o j n i e j s z y c h ideałach! Trzymajmyż się faktów: zwyciężył lud – czyli »niewolnicy«. Pewnem jest conajmniej. podziemnej. co miało głąb i było złe. moralność człowieka pospolitego zwyciężyła. dalekowidzącej. jakoby wyrosła właśnie jako jakieś zaprzeczenie owego pragnienia zemsty.. czyli »stado« lub jak wam się wreszcie nazwać podoba.. Postęp tej trucizny skroś całe ciało ludzkości zda się niepowstrzymanym.« – Oto do mej przemowy epilog »ducha wolnego«. – 9. niszczącą mocą dorównać mogło temu symbolowi »świętego krzyża«. tego pozornego przeciwnika i rozprzężyciela swego. gdyby nie było kościoła? Mamy odrazę do kościoła. czyli »motłoch«. Któżby z nas był duchem wolnym. lub chrześcijanieje. Pominąwszy kościół. temu misteryum niedającego się pomyśleć. »Wybawienie« rodzaju ludzkiego (mianowicie od »panów«) jest na najlepszej drodze. jako wcielona Ewangielia miłości. Można zwycięstwo to uważać za zatrucie krwi (pomieszało z sobą wszystkie rasy) – nie sprzeciwiam się. lubimy i my truciznę. uwodzeniu. w najczystszej jaśni i pełni słonecznej szeroko. coby wabiącą... niż uwodzi.. uważniejsze – wszak czasu dość. nad wszystkimi ideałami d o s t o j n i e j s z y m i. niewątpliwie jednak zatrucie to u d a ł o s i ę. czyżby wogóle można z głębi całego wyrafinowania ducha wymyślić j e s z c z e n i e b e z p i e c z n i e j s z ą p r z y n ę t ę? Coś. co sprzeciwia się wytworniejszej inteligencyi. przeciwnie! Ta miłość wyrosła z niej. coraz szerzej rozwijająca się korona.

siłą uposażeni. – być czynnym wliczają z konieczności do szczęścia (skąd swój początek wywodzi) –wszystko to w zupełnem przeciwieństwie do »szczęścia« na szczeblu bezsilnych. że ressentiment samo twórczem się staje i płodzi wartości: ressentiment takich istot. pozostały ostatecznie jako wyrazy na »nieszczęśliwy«. ani naiwny. zbyt wiele lekceważenia. jako roboczego niewolnika i zwierzę juczne) – i jak z drugiej strony »zły«. spoczynek. dalekiem pozostanie od fałszerstwa. jako j e g o świat. Podczas gdy wszelka moralność dostojna wyrasta z tryumfującego potwierdzenia siebie samej. która i w pogardzie nie sprzeniewierzyła się sobie (– filologom niechaj przypomniane będzie. która nie jest jej dostatecznie znana. aż wkońcu prawie wszystkie słowa. jak się w nie miesza ustawicznie i jak ocukrza je pewien rodzaj pożałowania. ogłuszenie. Moralność niewolników. mówiąc fizyologicznie. »zły« jest tylko później zrodzonym. Podczas gdy człowiek dostojny żyje ufnie i otwarcie przed samym sobą ( »szlachetnie urodzony« podkreśla nuance »szczery« a również i »naiwny«). w danym razie wmawiać. my dobrzy. pospolitemu przypadające człowiekowi. j e g o 16 . szlachetniejszej. zbyt wiele odwracania oczu i zniecierpliwienia. by zdolna była przemienić swój przedmiot w istotną karykaturę i potwora. nizkiego gminu. ani z samym sobą uczciwy i otwarty. którym właściwa reakcya. skierowane na wrogów swych. duch jego kocha schówki. »pospolity«. nawet zbyt wiele własnego uradowania. podniet zewnętrznych. spoglądania w dół. potrzebuje. spoglądania z góry. zemsta bezsilnego dopuszcza się – oczywiście in effigie – względem swego przeciwnika. W rzeczy samej miesza się do pogardy zbyt wiele niedbałości. co »poza nim«. kryjome dróżki i wrota od tyłu. zasadniczego pojęcia »my dostojni. by siebie z tem większą wdzięcznością. w którego barwie przeważa »nieszczęśliwy«. by wogóle działać. my piękni. jest wzbroniona i które wynagradzają ją sobie tylko zemstą w imaginacyi. to człowiek opanowany przez ressentiment nie jest ani szczery. dwa ostatnie określają właściwie człowieka pospolitego. zgodziwszy się nawet na to. pokój. my szczęśliwi!« Jeśli dostojna ocena wartości targnie się i zgrzeszy przeciw rzeczywistości. względności. arystokratycznej oceny wartości. u których występuje ono zasadniczo jako narkoza. – Bunt niewolników na polu moralności. wynachodzi jeno swoje przeciwieństwo. odprzężenie umysłu i wyciągnięcie członków. nie oddzielać działania od szczęścia. »nieszczęśliwy« nigdy nie przestały dla ucha greckiego brzmieć w tonie. owych od jadowitych i nieprzyjaznych uczuć ropiejących ludzi. którego zepchnięta nienawiść. Jest to dziedzictwo starej. w jakiem znaczeniu używane są ). potrzebuje najpierw zawsze świata przeciwnego i zewnętrznego. nie musieli dopiero przez spojrzenie. Przeciwnie dzieje się z dostojną oceną wartości: działa ona i rośnie spontanicznie. »pożałowania godny« (porównaj . konstruować sztucznie swojego szczęścia. jako zupełni. ma powab dla niego. wyrozumiałości. na wskroś życiem i namiętnością przepojonego.10. by powstać. któremi odróżnia od siebie motłoch. »Dobrze urodzeni« czuli się właśnie »szczęśliwymi«. miast wstecz ku samemu sobie – jest właśnie właściwe uczuciu ressentiment. zaczyna się tem. że w każdym razie uczucie pogardy. przeto z k o n i e c z n o ś c i czynni ludzie. moralność niewolnika mówi z góry »nie« wszystkiemu. co »inne«. – jej negatywne pojęcie »nizki«. bladym. reakcya czynu. »nizki«. słowem b i e r n i e. Jego dusza z e z u j e. wkładane naprzykład przez szlachtę grecką w wszystkie słowa. co skryte. uciskanych. owszem przeciw której prawdziwemu poznaniu broni się ona ostro: nie rozumie w danym razie pogardzanej przez siebie sfery. »sabat«. wszystko. sfery pospolitego człowieka. co nie jest »nim samym«: i to »nie« jest jej czynem twórczym. Należy wsłuchać się w przychylne prawie odcienie. z drugiej strony należy rozważyć. w k łam y w a ć (jak to wszyscy ludzie opanowani przez ressentiment czynić zwykli). To odwrócenie ustanawiającego wartości spojrzenia – ten k o n i e c z n y kierunek na zewnątrz. tem radośniej potwierdzić. i umieli również. to dzieje się to w stosunku do sfery. że f a ł s z u j e obraz pogardzanego. – jej akcya jest z gruntu reakcyą. kontrastowym obrazem w stosunku do jej pozytywnego.

wierności. wdzięczności i zemsty. jako radosne potwory. które może po okropnym szeregu mordów. Ci sami ludzie. przeciwnej moralności. on nie zniesie przecie żadnego innego wroga. jako odbicie i przeciwieństwo. władnący.. Nawet ressentiment dostojnego człowieka. gdzie się zaczyna co obce. Tutaj jednemu bynajmniej nie chcemy przeczyć: kto tych »dobrych« poznał tylko jako wrogów. wykwintną przymieszkę zbytku i wyrafinowania: – jest ona bowiem w nich daleko mniej zasadnicza. opanowanej przez ressentiment. na niezapominaniu. właśnie dostojny. poznał też tylko z ł y c h w r o g ó w. dumy i przyjaźni. niż jakakolwiek inna rasa dostojna. Nie móc zbyt długo pamiętać swoich wrogów. barwa dopełniająca. w których nieuniknione jest u wszystkich słabych i bezsilnych. – i w tem właśnie jest jego czyn. lub owa marzycielska nagłość gniewu. kształtującej. wymyśli sobie »dobrego« – samego siebie!. możny.. z którego. nawywrót widziany jadowitem okiem. w których jest nadwyżka plastycznej. dlatego nie z a t r u w a: z drugiej strony nie występuje ono wcale w niezliczonych wypadkach. który koncypuje zasadnicze pojęcie »dobry« naprzód i spontanicznie. jako swego odznaczenia. Zgoła więc przeciwnie. niż wypuszczone drapieżce.pewność. będzie też czcić roztropność w zgoła innej mierze: mianowicie jako pierwszorzędny warunek istnienia. »z ł e g o«. 11. a bardziej jeszcze przez wzajemne strażowanie się i zazdrość inter pares tak surowo trzymają się w karbach i którzy z drugiej strony w stosunku do siebie okazują się tak wynalazczymi na punkcie względności. na czekaniu. j e g o uciecha. zwyczajowi. opanowanych przez ressentiment ludzi stanie się wkońcu z konieczności r o z t r o p n i e j s z a. a b a r d z o w i e l e do czczenia! Natomiast przedstawcie sobie »wroga«. p o w r a c a j ą ku niewinności sumienia drapieżców. miłości. jak go pojmuje człowiek opanowany przez ressentiment. Rasa takich.. przeinaczony. nawet swoich z ł o c z y n ó w – to oznaka silnych pełnych natur. które się w innych wżera i w nim jedynie jest możliwa – przypuściwszy. którzy dzięki obyczajowi. pewne dzielne gnanie na oślep czy to ku niebezpieczeństwu. tylko takiego. Tam używają zwolnienia od wszelkiego przymusu społecznego. po których wszelkiego czasu poznawały się dusze dostojne. przystawka. niż doskonała pewność funkcyi regulujących instynktów n i e ś w i a d o m y c h lub nawet pewna nieroztropność. czci. tam. któremu się nie trzymały pamięci żadne wyrządzane mu obelgi i podłości. – ci sami są nazewnątrz. o b c z y z n a. w puszczy wynagradzają sobie napięcie. i to jako zasadnicze pojęcie. Najściślejsza odpowiedź: w ł a ś n i e »dobry«.. delikatności. wdzięczności. w którym niema nic do pogardzania. On pragnie przecie wroga swego dla siebie. podpaleń. niż u dostojnego. na tymczasowem zmniejszaniu się i upokarzaniu. podczas gdy w ludziach dostojnych ma roztropność lekką. tylko przebarwiony. Ileż już czci dla swego wroga ma człowiek dostojny! – a taka cześć jest już mostem do miłości. spełnia się i wyczerpuje w natychmiastowej reakcyi. i który dlatego tylko nie mógł przebaczać. panowania nad sobą. Taki człowiek właśnie otrząsa z siebie jednym podrzutem wiele robactwa. początek. spowodowane długiem zamknięciem i ujęciem w płoty pokoju. swoich przykrości. zna się on na milczeniu. że jest wogóle na ziemi możliwa – właściwa »m i ł o ś ć dla swoich wrogów«. nie wiele lepsi. zgwałceń i znę17 . którem patrzy ressentiment. drugie natomiast jako oryginał. czy to na wroga. k t o jest właściwie »zły« w znaczeniu moralności. mianowicie z samego siebie i stąd dopiero stwarza sobie wyobrażenie »lichy«! To »lichy« pochodzenia dostojnego i owo »zły« z kotła nienasyconej nienawiści – pierwsze jako twór późniejszy. pozornie temu samemu pojęciu »dobry« przeciwstawione słowa »lichy« {schlecht) i »zły« (böse) Lecz to n i e jest to samo pojęcie »dobry«: raczej zapytać przecie należy. czci. jeśli się pojawia w nim. gojącej i zapomnieniem darzącej siły (dobrym tego przykładem z nowoczesnego świata jest Mirabeau. właściwy c z y n w pojęciu moralności niewolniczej – jakże różne są te oba. bo – zapominał). jego twórczość: powziął on koncepcyę »złego wroga«.

jej przerażająca pogoda i głęboka rozkosz w wszelkiem niszczeniu. zmniejszenia. Właśnie rasy dostojne pozostawiły pojęcie »barbarzyńcy« na wszystkich śladach swojego pochodu. raczej to. – oni przedstawiają c o f a n i e s i ę ludzkości! Te »narzędzia kultury« są hańbą człowieka i raczej podejrzeniem. niedorzeczna. gdy wymyślał następstwo epok kulturalnych i starał się je wyrazić w złocie. Zwróciłem raz uwagę na zakłopotanie Hezyoda. wznosząc sobie wszędzie nieprzemijające pomniki dobrego i z ł e g o«). spiżu: nie umiał on sobie z sprzecznością. że . – ba. które w nim miały własnych praszczurów. wszystko miażdżącej i krwią zlewającej. z których pomocą szczepy dostojne i ich ideały zostały w końcu zhańbione i przemożone. w jaki ten sam świat jawił się potomkom zdeptanych. w owej sławnej mowie pogrzebowej. zwierzę musi na wierzch się wydobyć. srogiej. przeciwdowodem względem »kultury« wogóle! Można mieć zupełną słuszność. tak jak ten świat zachował się w pamięci szczepów dostojnych. Zgodziwszy się na to. Raczej coś przeciwnego byłoby nietylko prawdopodobne – nie! jest to dziś o c z y w i s t e! Ci przedstawiciele owych w dół gniotących. szalona. »Wandala«. w szczególności wszelkiej ludności przedaryjskiej. i teraz znowu – jest zawsze jeszcze oddźwiękiem owego niewygasłego przerażenia. poradzić inaczej. japońska. za zdobyczą i zwycięstwem lubieżnie węszącej. niż n i e bać się. potem epoce spiżowej w sposób. »człowiekiem wyższym«. bez czucia i sumienia. uważać za właściwe n a r z ę d z i a k u l t u r y. ciała. jeśli ktoś nie może się wyzbyć obawy przed płową bestyą na dnie wszelkich ras dostojnych i ma się na baczności. gdy Perykles mówi Ateńczykom. bohaterowie homeryczni. Ta »śmiałość« ras dostojnych. o ile w prze- 18 . – Nie obawa. nauczył się już czuć siebie celem i szczytem. wygody. to niewątpliwe. ograbionych. że poeci znów na długo będą mieli co opiewać i sławić. jak się rzekło. srebrze. sprzedanych : epoce spiżu. Na dnie wszystkich tych ras dostojnych nie należy przeoczać drapieżcy. we wszystkich uciechach zwycięstwa i okrucieństwa – wszystko to składało się dla cierpiących z tego powodu na obraz »barbarzyńcy«. musi znów wrócić do puszczy: – szlachta rzymska. »człowiek obłaskawiony«. nawet nieprawdopodobieństwo jej przedsięwzięć – Perykles podnosi i kładzie nacisk na Ateńczyków – obojętność i pogarda dla bezpieczeństwa. skandynawscy wikingowie – wszyscy jednako czuli tę potrzebę. tej wspanialej. katowanych. arabska. niż dzieląc jedną epokę na dwie. jakby spełnili jeno psotę uczniacką. lecz przytem nie móc pozbyć się bardziej odrażającego widoku nieudaności. dla tego ukrytego podłoża potrzeba co pewien czas wyładowania. p ł o w e j b e s t y i. cywilizowane zwierzę. »złego wroga«. germańska. ten nieuleczalnie mierny i niepokrzepiający. którą mu nastręczał wspaniały. zimnej. by z drapieżnego zwierza »człowieka« wyhodować obłaskawione. jakoby i c h p r z e d s t a w i c i e l e byli zarówno wyobrazicielami samej kultury. twardej. myślą dziejów. a cóż dopiero krwi). że ma pewne prawo czuć się takim. świat Homera. lecz któżby po stokroć nie wolał bać się. że nie mamy już czego bać się w człowieku. skoro do władzy dojdzie. jeszcze najwyższa ich kultura zdradza świadomość tego i nawet dumę (naprzykład. zatrucia ? A czyż nie jest to n a s z a fatalność? Cóż wywołuje dziś n a s z ą niechęć ku »człowiekowi«? – bo człowiek nam d o l e g a. przez co wcale jeszcze nie powiedziano. lecz zarówno grozą przejmujący. jeśli zarazem podziwiać może. że to robactwo »człowiek« na pierwszym jest planie i mrowi się. gwałtem dyszący. uprowadzonych. Najpierw epoce bohaterów i półbogów z Troi i Teb. z jakiem przez całe stulecia Europa przyglądała się wściekłemu szalowi płowej bestyi germańskiej (aczkolwiek pomiędzy starymi Germanami a nami Niemcami nie ostało się żadne powinowactwo pojęcia. którą Niemiec wzbudza. ta nieobliczalność. iż prawdziwe jest. w przekonaniu. Głęboka. co się i tak dziś za »prawdę« uważa. nagła w swym wyjawie.cań się odchodzą z junactwem i równowagą duchową. toby należało bezsprzecznie wszystkie owe instynkty reakcyi i ressentiment. coś jakby »Gota«. życia. zniedołężnienia. z w i e r z ę d o m o w e. że z n a c z e n i e w s z e l k i e j k u l t u r y leży właśnie w tem. którym kazał teraz następować po sobie. dyszących żądzą odwetu instynktów. «ku wszystkim lądom i morzom utorowała sobie drogę śmiałość nasza. lodowa nieufność. ci potomkowie wszelkiego europejskiego i nieeuropejskiego niewolnictwa.

domaga się skończenia... znużenia. przynajmniej jeszcze zdolnem do życia. cześć dla niego.. co mnie dusi i dławi? Zepsute powietrze! Zepsute powietrze! Że coś nieudanego zbliża się do mnie. a inaczej zdawać się może tylko dzięki zwodniczości mowy. gotów do tego. – Że jagnięta czują urazę do wielkich ptaków drapieżnych. przynajmniej życiu przyświadczającem. chęcią owładnięcia. nadzieję i chęć ku niemu. co nowe. niepogody. – Lecz kiedy niekiedy pozwólcie mi – rozumie się. Tak samo bowiem.rwach nadmiaru nieudaności. pozwólcie mi jedno spojrzenie tylko rzucić na coś doskonałego. – Żądać od siły. to nie można takiemu postawieniu ideału nic zarzucić.. owszem jego przeciwieństwem. do końca udanego. jak go wymyślił sobie człowiek opanowany przez ressentiment. osamotnienia? W gruncie rzeczy da sobie z wszystkiem radę. mierność.. cherlactwa. chińszczyznę. którem Europa dziś śmierdzieć poczyna. napięty. Znużyliśmy się c z ł o w i e k i e m. W tem właśnie tkwi grożące fatum Europy. jeśli istnieją sprzyjające niebianki.. w coraz większą dobroduszność. 13.. na te dobre jagnięta. znowu przeżyje swą złotą godzinę zwycięstwa – i znowu stoi wtedy. jako że urodzony do podziemnego. chrześcijańskość – człowiek. to niewątpliwe. by brać za złe wielkim ptakom drapieżnym. który wszelka potrzeba tylko sprężniej jeszcze napina. wygodę. wojującego istnienia. z czem ja sam dojść nie mogę do ładu. działaniem. chorowitości. przeżycia. że porywają małe jagnięta. »podmiotem« i mylnie rozumie. czuje się czemś przynajmniej względnie udanem. jeśli nie t e m?. stawać się będzie coraz »lepszym«. szczęśliwego. że to wciąż jeszcze wstecz i wstecz iść będzie. roztropność. niedostatku. chceniem. co działa. Pewne quantum siły jest właśnie takiem quantum popędu woli. który jest usprawiedliwieniem człowieka. – Nie tłumię w tem miejscu westchnienia i ostatniej nadziei. by objawiała się n i e jako siła. Bo tak ma się rzecz: zmniejszenie i wyrównanie człowieka europejskiego kryje n a s z e największe niebezpieczeństwo. znowu kiedyś wydostanie się na światło. w coraz większą rozcieńczoność. jak właśnie samym popędem. jakkolwiekby ptaki drapieżne nieco szyderczo na to spoglądały i może mówiły sobie: »my nie gniewamy się na nie.. – wraz z obawą przed człowiekiem postradaliśmy i miłość dla niego. pragnieniem wrogów i oporów i tryumfów. która wszelkie działanie rozumie jako uwarunkowane tem. przeczuwamy. (i skamieniałym w niej zasadniczym błędom rozumu). 12. jak żądać od słabości. kochamy je nawet: niema nic smaczniejszego nad delikatne jagnię«. jest równie niedorzeczne. bo widok ten nuży. chęcią obalenia. Ileżto zresztą człowiek nie wytrzyma niedoli. że muszę wąchać trzewia nieudanej duszy!. niezłomny.. dobrego. Widok człowieka już nuży – czemże dziś jest nihilizm. Nie widzimy dziś nic. gwoli któremubyśmy w i a r ę w c z ł o w i e k a zachować śmieli!. a kto jest jak najmniej ptakiem drapieżnym. Cóż jest właśnie dla mnie najnieznośniejsze? To. aby nie była chęcią przemożenia. jak lud oddziela błyskawicę od jej światła i to ostatnie 19 .. działania – owszem. tryumfującego.. by objawiała się jako siła. poza dobrem i złem – na jedno spojrzenie. jeszcze trudniejsze. jagnięciem – nie miałżeby być dobry?«. – Jednak zawróćmy: problemat i n n e g o początku »dobrego«. na jakiś dopełniający i wyzwalający pomyślny okaz człowieka. dalsze. mozołu. obojętność.. A jeśli jagnięta mówią między sobą: »te ptaki drapieżne są złe. jak się urodził.. co chce się stać większem. to nie dziwota: lecz to jeszcze nie powód. jak łuk. potężnego. nie jest niczem innem.. w czem jeszcze bać się jest czego! Na człowieka.

Pańskie oko musi przywyknąć wpierw do tego ułudnego. ta roztropność najniższego rzędu. nieodłączna rzeczywistość – była dobrowolnym wysiłkiem. każąc błyskawicy świecić. w którym każde kłamstwo uświęcać się zwykło. niż tę. samopotwierdzenia.uważa jako jej c z y n n o ś ć. w serce tajemnicy. nikogo nie zaczepi. Nuże więc! Oto otwarta oku droga w ten ciemny warsztat. Tak! Dość! Mów pan teraz! Cóż się tam w dole dzieje? Wypowiedz. objawiać siłę. to jest dobrymi! a dobrym jest każdy. który się zwie błyskawicą.. stawaniem się. jakeś pan mówił« – – Dalej! 20 . skrycie tlące uczucia. d u s z a) był może dlatego dotychczas na ziemi najlepszą podwaliną wiary. właściwie nic innego. słabym i uciemiężonym wszelkiego rodzaju. wyzbycie się uczucia. przybrała dzięki owemu fałszerstwu i samoobłudzie bezsilny strój pełnej zaparcia się. słabi. 14. Zdaje mi się. nie inni. dobrze jest. wyczekującej cnoty. z a s ł u g ą. jak gdyby poza silnym istniało obojętne podścielisko. że kłamią. pokorni. z instynktu samozachowawczości. jeśli nie czynimy nic. Lecz niema takiego podścieliska. czemś chcianem. wyzyskują dla siebie tę wiarę i w gruncie nie zachowują nawet żadnej wiary żarliwiej. »czyniciel« jest tylko zmyśleniem do czynienia dodanem – czynność jest wszystkiem. zemsta i nienawiść. cichej. tak moralność tłumu także oddziela siłę od zewnętrznych siły objawów. a drapieżnemu ptakowi jagnięciem: – zyskują tem przecie wobec siebie samych prawo w i n i e n i a ptaka drapieżnego. pod uwodnym wpływem mowy i nie wyzbyła się jeszcze podrzuconych bękartów. kto nikogo nie zadraśnie. gdy upośledzone. a to. nikomu nie odpłaci w odwecie. by rzec popularnie. c z y n e m. ciche mruczenie i szeptanie ze wszystkich kątów i zakątków. niż »my. Przyrodnicy nie czynią lepiej. lub też nie. jego działanie. Podmiot (lub. nie ulega wątpieniu – rzecz ma się. że przeważnej liczbie śmiertelnych. Cóż za dziwota.. niż źli. lecz ten cierpki stan rzeczy. człeku o najniebezpieczniejszej ciekawości – teraz j a będę się przysłuchiwał. kto nie działa przemocą. mieniącego się światła. który jak my trzyma się w ukryciu. jako działanie podmiotu. mówiąc: »siła porusza. działaniem. że jest ptakiem drapieżnym. umożliwiał owo wzniosłe oszustwo samych siebie. jest to czynczyn: to samo zdarzenie stawia raz jako przyczynę. mający wolność wyboru »podmiot«. – cała wiedza nasza stoi jeszcze. zdeptani.. cukrowa słodycz oblepia dźwięk każdy. któremu jest p o z o s t a w i o n e d o w o l i. chytre. jego nieunikniona. Poczekaj pan jeszcze chwilkę. »podmiotów« (atom jest. – – »Nie widzę nic. który zemstę Bogu przekazuje. Tłum podwaja w gruncie czynność... jak gdyby słabość słabego – to znaczy przecie jego i s t o t a. jak się na ziemi takie f a b r y k u j e i d e a ł y? Kto ma odwagę ku temu?. tak samo kantowska »rzecz sama w sobie«). niema żadnego »bytu« poza czynieniem. który wszystkiemu złemu schodzi z drogi i wogóle mało wymaga od życia. takim podrzutkiem. wykładające nawet słabość jako wolność. mój panie wścibski i śmiałku. słyszę tem więcej. p. Mają słabość na z a s ł u g ę łgarstwem przenicować. d o c z e g o n i e j e s t e ś m y d o ś ć s i l n i«. jesteśmy niestety słabi. Temu rodzajowi człowieka p o t r z e b a wiary w obojętny. czemś z wyboru. siła powoduje« i t. Jeśli uciśnieni. mimo cały swój chłód. Jakieś przezorne. którą mają nawet owady (przecie udają martwość. sprawiedliwi« – nie znaczy to. co widzisz. przemocą zgnębieni z mściwej chytrości bezsiły wmawiają w siebie: »pozwólcie nam być innymi. a potem jeszcze raz jako jej skutek. – Czy chce kto spojrzeć nieco w dół. dla słuchających na zimno i bez uprzedzenia.. podobnie jak my. by nie »za wiele« czynić wobec wielkiego niebezpieczeństwa). naprzykład. że jest p o z o s t a w i o n e w o l i s i l n e g o być słabym. jako z a s ł u g ę. że są tacy. cierpliwi.

upojenie słodkiej zemsty (– »słodszą od miodu« nazwa! ją już Homer). – Dalej! – »Teraz dają mi do zrozumienia. których plwociny lizać muszą (n i e z trwogi. że bije się psy. poza granicę śmierci. to nie ich wróg. co jeszcze ich miłości pozostało na ziemi. jako »cierpliwość«.. Brak zaczepnoścł w słabym. – nie zauważyłeś pan. że »jest im lepiej«. jak się rzekło: są przecie we wszystkiem tak pokorni. »królestwa bożego« – t y m c z a s e m jednak żyją »w wierze«. co czynią – my jedynie wiemy. nie! nienawidzą »n i e s p r a w i e d l i w o ś c i«. kiedyś ma nadejść i ich »królestwo« – »królestwem bożem« zwą to poprostu. na »dobroć«. nie nazywają odwetem. przyjściem ich królestwa. gdzie f a b r y k u j e s i ę i d e a ł y – zda mi się.. Odszkodowania za co? Odszkodowania przez co ?. jego wystawanie u drzwi. wszyscy dobrzy i sprawiedliwi na ziemi«. lecz także. najsubtelniejszym. Boga s p r a w i e d l i w e g o nad bezbożnymi«. Zepsute powietrze! Zepsute powietrze! Ten warsztat. które najbardziej się lubi. te mruki i pokątni fałszerze monet. a może jeszcze czemś więcej – czemś. Teraz dopiero słyszę. to nie ich bracia w nienawiści. co jest szczytem ich raffinement. najśmielszym. – »Rozumiem. – W wierze w co? W miłości czego? W nadziei czego? – Ci słabi chcą bowiem. otwieram raz jeszcze uszy (ach! ach! ach! a z a t y k a m nos). to nie nadzieja zemsty. doświadczeniem.– »a niemoc. miłości i nadziei«. Dante. aby przez wieczność można doznawać w »królestwie bożem« odszkodowania za owo życie ziemskie »w wierze. co kiedyś wyrównane zostanie i wypłacone olbrzymiemi odsetkami w złocie. by kiedyś i o n i byli silni.. śmierdzi od tych wszystkich kłamstw«. że nędza ich jest wybraniem i odznaczeniem przez Boga. panów ziemi. – A jakże nazywają to. co jest im pocieszeniem we wszystkich cierpieniach ziemi – swą fantasmagoryę przypuszczonej przyszłej szczęśliwości? – »Co? Czy dobrze słyszę? Nazywają to »sądem ostatecznym«. czego pragną. nie szukającą odwetu. w które jest bogaty. nawet tchórzostwo. Lecz dość! dość! Nie wytrzymam dłużej. uległość wobec tych. omylił się grubo. najkłamliwszym popisem ich artyzmu? Baczność! Te piwniczne zwierzęta. co już tak często mówili: »My dobrzy – my j e s t e ś m y s p r a w i e d l i w i – tego. – nawet potrzeba w i e c z n e g o życia. jeno »tryumfem s p r a w i e d l i w o ś c i«.. – Dość! Dość! 15. że nakazuje uległość – nazywają go Bogiem). jak mówią. na »posłuszeństwo« (mianowicie względem tego. które z czarnego robią białe. niemożność zemsty zwie się niechceniem zemsty. lecz »zwycięstwo Boga. czego nienawidzą. trwożliwą nizkość na »pokorę«. w co wierzą i czego spodziewają się. – Nie! Jeszcze chwilę! Nie powiedzieli jeszcze nic o majstersztyku tych czarnych kunsztów. »bezbożności«. najbardziej duchowym. to. może nawet przebaczeniem (»bo o n i nie wiedzą. gdybyś tylko ich słowom ufał. To zwą »szczęśliwością«. choć siedzą w kupie i grzeją się wzajem – lecz mówią oni. gdy z przejmującą lękiem prostotą ten nad bramą swego piekła poło- 21 . to. to też zwie się samą c n o t ą. lecz ich »bracia w miłości«. Mówią tu też o »miłości dla wrogów swoich« i pocą się przytem«. żeś jest między samymi ludźmi opanowanymi przez ressentiment?. w każdym razie kiedyś będzie im lepiej. to niewątpliwe. bez wątpienia. co o n i czynią!«). mleko i niewinność. może też jest ta nędza przygotowaniem. nie! w szczęściu. Już aby t e g o dożyć. że nietylko są lepsi od możnych. pełne zemsty i nienawiści – cóż to one robią z zemsty i nienawiści? Czyś słyszał pan kiedy te słowa? Czybyś przypuszczał. trzeba długo żyć. których się nienawidzi. nieunikniony dlań mus czekania dochodzą tu do pięknego imienia. szkołą. o którym mówią. »w nadziei«. zda mi się. że Bóg każe czcić wszelką zwierzchność) – że nietylko są lepsi. bynajmniej nie z trwogi! lecz tylko. – Dalej! – »Są nędzni. »w miłości«.

felle et aceto potatus. Lub czy chcecie w silniejszym słyszeć to tonie. wedle innych. ma Tertulian odtąd na myśli Żydów). jeśli krwi chcemy. 2. cum ipso Iove et ipsis suis testibus in imis tenebris congemescentes Item praesides (namiestnicy prowincyi) persecutores dominici nominis saevioribus quam ipsi flammis saevierunt insultantibus contra Christianos liquescentes! Quos praeterea sapientes illos philosophos coram discipulis suis una conflagrantibus erubescentes. oto mamy krew Chrystusa. wyrażony pismem. że się tymczasem coraz wyżej w górę wznosiła i właśnie przez to coraz bardziej pogłębiała i uduchowiała: tak że niema dziś może bardziej rozstrzygającego znaku »n a t u r y w y ż s z e j«.. z ust tryumfującego ojca kościoła. jeszcze gorsi krzykacze) in sua propria calamitate.. że zaświadczy nam to wyraźnie taka w tych rzeczach powaga. ille nationibus insperatus. Symbol tej walki. niż być w rozdwojeniu pod każdym względem i być polem walki owych przeciwstawień. »Beati in regno coelesti. – P e r f i d e m : tak napisano. spectans tot et tantos r e g e s. czegoś o w i e l e s i l n i e j s z e g o. quem clam discentes subripuerunt. sputamentis dedecoratus. qui in coelum recepti nuntiabantur. »dobry i zły (böse)« toczyły na ziemi straszliwą. że prawda mogłaby być wypisana nad drzwiami do kłamstwa! Bo c z e m ż e jest szczęśliwość wieczna?. Samarites et daemonium habens. qui in dominum desaevierunt. nie braknie jednak i dziś jeszcze miejsc. czy- 22 . tunc spectandus auriga in flammea rota totus rubens. quibus animas aut nullas aut non in pristina corpora redituras affirmabant! Etiam poetas non ad Rhadamanti nec ad Minois. fabri aut quaestuariae filius (jak wykazuje ciąg dalszy. 9. ut resurrexisse dicatur vel hortulanus detraxit. sabbati destructor. A cóż dopiero oczekuje nas w dniu jego powrotu. Que tunc spectaculi latitudo! Q u i d a d m i r e r! Q u i d r i d e a m! U b i g a u d e a m! U b i e x u l t e m. u t b e a t i t u d o i l l i s m a g i s c o m p l a c e a t«. ne lactucae suae frequentia commeantium laederentur’. tunc histriones cognoscendi. który swym chrześcijanom odradzał okrutnych rozkoszy publicznych widowisk – czemuż to? »Wiara użycza nam przecie daleko więcej – mówi. magis scilicet vocales (bardziej przy głosie. quae nec oculus vidit nec auris audivit nec in cor hominis ascenderunt? (I. mówi łagodnie jak jagnię. Hic est quem a Juda redemistis. której lekceważyć nie można. Nad bramą chrześcijańskiego raju i jego wiecznej szczęśliwości mógłby być w każdym razie z większą słusznością wyryty napis: »i mnie stworzyła wieczna n i e n a w i ś ć« – przypuściwszy.żył napis: »i mnie stworzyła miłość wieczna«. Tomasz z Akwinu. ille derisus. które poprzez wszystkie dzieje ludzkie dotychczas pozostało. 29 ss. 16. A jakkolwiek ta druga wartość oddawna przeważa.. Te obie p r z e c i w s t a w n e wartości »dobry i lichy (schlecht)«. cum tanta saeculi vetustas et tot ejus nativitates uno igne haurientur. u t t a l i b u s e x u l t e s. solutiores multo per ignem. ’Hic est ille. tunc xystici contemplandi non in gymnasiis. ille ultimus et perpetuus judicii dies. tysiącolecia trwającą walkę. miast atletów mamy swych męczenników.. c. nisi quod ne tunc quidem illos velim vivos. jego tryumfu!« – i teraz ciągnie dalej. sed in igne jaculati. lepiej jednak. natury bardziej duchowej. wielki nauczyciel i święty. videbunt poenas damnatorum. de spectac. ut qui malim ad eos potius conspectum i n s a t i a b i l e m conferre. Cor. –. a w szczególności i to z Talmudu znane określenie matki Jezusa. quis tibi praetor aut consul aut quaestor aut sacerdos de sua liberalitate praestabit? Et tamen haec jam habemus quodammodo per f i d e m spiritu imaginante repraesentata. zachwycony jasnowidz: »At enim supersunt alia spectacula. – Zdążajmy do końca. Hic est. gdzie nierozstrzygnięta walka dalej się toczy. Możebyśmy nawet odgadli.. Dzięki zbawieniu rozporządzamy przecie innemi uciechami. hic est ille arundine et colaphis diverberatus. Możnaby nawet rzec. Ceterum qualia illa sunt. sed ad inopinati Christi tribunal palpitantes! Tunc magis tragoedi audiendi. Ut talia spectes. guibus nihil ad deum pertinere suadebant. dicam. scena komiczna i tragiczna) et omni stadio gratiora".) Credo circo et utraque cavea (pierwszy i czwarty rząd lub.

natarczywiej. jeżeli się odgadnie. co się tam pisze. z Żydami. przed t r z e m a Ż y d a m i. lecz prawie na przestrzeni pół ziemi. poniżania. posiadającym nie mającą sobie równej gminnie-moralną genialność: porównajmy jeno pokrewnie uposażone ludy. niepokojące przebudzenie ideału klasycznego. o takich nie śniono nawet nigdy. jak przebudzony z letargu. niejako swe antypodyczne monstrum. skoro właśnie tę książkę nienawiści opatrzył imieniem apostoła miłości. opanowanym przez ressentiment par excellence.. wrzaskliwszego zapału! Wprawdzie zdarzyła się wśród tego rzecz najpotworniejsza. zwie się »Rzym przeciw Judei. To podziwu godne: Rzym uległ bezsprzecznie. W pewnem nawet bardziej decydującem i głębszem znaczeniu. niż wówczas. przed rybakiem Piotrem. aczkolwiek wiele fałszerstwa literackiego potrzeba było do tego celu. to śmiertelnie wrogie przeciwieństwo. (Nie należy zresztą niedoceniać głębokiej konsekwencyi chrześcijańskiego instynktu. Rzym odczuwał w Żydzie coś sprzecznego z samą naturą. przeciwnie. a co piątorzędne. co jej wynikiem być musiało. nad t o postawienie zagadnienia. nazwaną Marya). każdy napis zachwyca. który przedstawiał widok ekumenicznej synagogi i zwał się »Kościołem«: lecz natychmiast zatryumfowała znowu Judea. ten najdzikszy z wszystkich pisanych wybuchów. Lecz wystarczy przywieść sobie tylko na pamięć Apokalipsę Janową. Chińczyków lub Niemców. co jest pierwsze. 23 . dostojnej oceny wartości wszystkich rzeczy: nawet Rzym poruszał się. ten najbardziej odosobniony i najpóźniejszy z późno zrodzonych. jaka była w Europie. każdy szczątek po nich. niż kiedykolwiek. dzięki owemu zasadniczo gminnemu (niemieckiemu i angielskiemu) ruchowi ressentiment który nazywają Reformacyą.) Rzymianie byli przecie tak silni i dostojni. jako przed wcieleniem wszystkich najwyższych wartości – i nietylko w Rzymie. najnieoczekiwańsza: starożytny ideał wystąpił c i e l e ś n i e z niesłychanym przepychem przed oczy i sumienia ludzkości. wartości rzymskich. jak wiadomo. zrównania. dostojność siedmnastego i ośmnastego stulecia f r a n c u s k i e g o padła pod gminnymi instynktami uczucia ressentiment. wraz z tem. początkowo zwanego Jezusem. a w nim ucieleśniony problemat d o s t o j n e g o i d e a ł u s a m e g o w s o b i e – rozważcie. Jużci zdarzyło się za Odrodzenia wspaniałe. Cóż natomiast odczuwali Żydzi względem Rzymu? Zgadujemy to z tysiącznych znaków. Nigdy nie słyszano na ziemi większego okrzyku radości. o ile ma się słuszne prawo rozkwit i przyszłość rodzaju ludzkiego nawiązywać do bezwzględnego panowania wartości arystokratycznych. przeciwko żądzy zniżania. Rzym czy Judea? Ależ tu niema wątpliwości: zważmy tylko. przed czem kłaniają się dzisiaj nawet w Rzymie. Żydzi. któremu ową miłośnie-marzycielską Ewangelię przypisuje – : tkwi w tem część prawdy. doszła Judea raz jeszcze z Rewolucyą francuską do zwycięstwa nad ideałem klasycznym: ostatnia polityczna dostojność. staczania się wstecz i w zamierzch człowieka. W Rzymie uważano Żyda za tego. ma się rozumieć. byli owym narodem kapłańskim. prościej. rozbrzmiało przeciwko starym łgarczym hasłom uczucia ressentiment o p i e r w s z e ń s t w i e n a j l i c z n i e j s z y c h. które nienawiść ma na sumieniu. zbudowanego na nim zżydziałego Rzymu. – i raz jeszcze silniej. Kto na razie z w y c i ę ż y ł. wszędzie. któremu »d o w i e d z i o n o nienawiści do całego rodu ludzkiego«: słusznie. by wyczuć. Judea przeciw Rzymowi«: – nie było dotąd większego zdarzenia nad t ę walkę. pod ciśnieniem nowego. że silniejszych i dostojniejszych dotąd jeszcze na ziemi nie było. co to za problemat: Napoleon. tkaczem kobierców Pawłem i matką owego.. z przywróceniem Kościoła – zarazem przywróceniem dawnego mogilnego spokoju klasycznemu Rzymowi. ta synteza n i e c z ł o w i e k a i n a d c z ł o w i e k a. i j e d n ą Ż y d ó w k ą (przed Jezusem z Nazaretu. jaki istniał kiedykolwiek.telnem. rozbrzmiało straszliwie i porywająco przeciwne hasło p i e r w s z e ń s t w a n a j m n i e j l i c z n y c h! Jako ostatni drogowskaz k u i n n e j drodze zjawił się Napoleon. gdzie się tylko człowiek obłaskawił lub obłaskawić się pragnie – .

które zasługuje na uwagę zarówno filologów i historyków. U w a g a.Kto w miejscu tem zacznie. na długo odroczone ?. wyjawiane dotąd przeze mnie tylko okolicznościowo w rozmowach z uczonymi: mianowicie. jak i właściwych uczonych filozofów z powołania. aby któryś z fakultetów filozoficznych przez rozpisanie szeregu nagród akademickich zechciał się zasłużyć około popierania studyów nad h i s t o r y ą m o r a l n o ś c i – może ta książka posłuży jako bodziec w tym kierunku. To bynajmniej n i e znaczy »Poza dobrem i lichem«. w s z c z e g ó l n o ś c i b a d a n i a e t y m o l o g i c z n e. przypuściwszy. pozostawiamy naiwności angielskich biologów. »J a k i e w s k a z ó w k i d a j e j ę z y k o z n a w s t w o. – Czy na tem koniec? Czy to największe ze wszystkich przeciwstawień ideału zostało tem samem na wieczne czasy złożone ad acta? Czy tylko odroczone. że filozof ma rozwiązać p r o b l e m a t w a r t o ś c i. w każdym razie prędzej niż psychologicznego. którą nastręcza mi ta rozprawa. tak samo wszystkie czekają krytyki ze strony wiedzy medycznej... wszystkie »powinieneś«.. d o d z i e j ó w r o z w o j u p o j ę ć m o r a l n y c h?« – Z drugiej strony oczywiście należy pozyskać dla tych problematów (o w a r t o ś c i dotychczasowych ocen wartości) wspóudział fizyologów i medyków: przyczem niechaj zawodowym filozofom pozostawiona będzie i w tym poszczególnym wypadku rola obrońców i pośredników. nie miałoby wcale tej samej wartości. – a to powód wystarczający. stawiam następujące zagadnienie... gdyby chodziło o wytworzenie silniejszego typu. Dobro najliczniejszych i dobro najmniej licznych to dwa przeciwległe punkty zapatrywania na wartość. jeszcze dłużej przygotowywany wybuch starego pożaru? Więcej jeszcze: czy właśnie t e g o nie należy sobie ze wszystkich sił życzyć? nawet chcieć? nawet żądać?. że oddawna stało się dość jasne. wymagają przedewszystkiem f i z y o l o g i c z n e g o oświetlenia i wytłumaczenia. myśl rozwijać. czego c h c ę. coby miało widoczną wartość ze względu na najwyższą niespożytość rasy (lub spotęgowanie jej siły przystosowawczej do pewnego klimatu lub na osiągnięcie największej liczby). W rzeczy samej wszystkie tablice wartości. Czy znów kiedyś nie będzie musiał nastąpić jeszcze straszniejszy.. by wyrazić publicznie i formalnie życzenie. abym sam doszedł do końca. temu trudno będzie dojść z tem prędko do końca. Pytanie: j a k ą w a r t o ś ć ma ta lub owa tablica dóbr czyli »moralność«? należy stawiać w najrozmaitszych perspektywach. znane historyi lub badaniom etnologicznym. gdy im się na ogół udało przekształcić owe tak zaostrzone początkowo i nieufne stosunki pomiędzy filozofią.. Korzystam ze sposobności.. zadaniu przyszłości. nie można mianowicie rozbierać dość subtelnie kwestyi »wart d l a j a k i e g o c e l u?« Naprzykład coś.17. które ostatnia ma książka nosi na grzbiecie: »P o z a d o b r e m i z ł e m«. jak moi czytelnicy. rozmyślać. ma u s t a n a w i a ć s t o p n i e w a r t o ś c i. tak pojętemu. Co się tyczy możliwości tego rodzaju. – 24 . W s z y s t k i e umiejętności winny teraz torować drogę zadaniu filozofów. fizyologią i medycyną w najprzyjaźniejszą i najowocniejszą wzajemną wymianę. do czego zmierzam właśnie przez to niebezpieczne hasło. Uważanie pierwszego za więcej wartościowy już s a m w s o b i e.

25 .ROZPRAWA DRUGA: „Wina”. „Nieczyste Sumienie” i tym podobne.

które śmie przyrzekać – jak wam to już jasne zapewne – zawiera w sobie. jest ona raczej czynną. jej a k t. przewidywania.. oznaczać pewnie cel i środki ku niemu. na to. dla rządzenia. żadnego t e r a z – bez zapominawczości. Właśnie to z konieczności zapominawcze zwierzę. musiał wyuczyć się odróżniać zdarzenia konieczne od przypadkowych. zadanie bliższe: u c z y n i ć wprzód człowieka do pewnego stopnia podległym konieczności. w którem zapomnienie stanowi silę. 15. by w ten sposób rozporządzać swoją przyszłością. ma w tem swe głębokie znaczenie. co przeżywamy. Wyhodować zwierzę. żadnej nadziei. pewna tabula rasa świadomości. właściwa p a m i ę ć w o l i: tak. kto przeciwdziałającej sile. co odległe. patrzeć jak na obecne i umieć je przewidywać. ilekolwiekby w niej tkwiło srogości. że obyczajność obyczaju i społeczny kaftan bezpieczeństwa u c z y n i ł y człowieka 26 . p r a w i d ł o w y m. Zadanie wyhodowania zwierzęcia. nie być napastowanym przez wrzawę i walkę. 24) – właściwa praca człowieka nad samym sobą w najdłuższym okresie rodzaju ludzkiego. w którym ten hamujący aparat uległ uszkodzeniu i źle działa. etykiety. można śmiało wstawić świat nowych rzeczy. z a p o m i n a w c z o ś ć i. z której pomocą zawiesza w pewnych wypadkach zapominawczość w jej czynności. spokoju. prawidłowym i przeto obliczalnym. 21. obliczać! Jakże człowiek wprzód sam musiał się stać o b l i c z a l n y m. wchłaniamy. Człowiek. Że problemat ten jest do pewnego wysokiego stopnia rozwiązany. której przypisać należy. niż ów cały tysiącoraki proces. przedewszystkiem dla dostojniejszych funkcyi i funkcyonaryuszów. strażniczki duchowego ładu. że wszystko to. jednolitym. tyraństwa. szczegółów. nietylko niestrawność raz w zastaw danego słowa. j a k o z a p r z y s z ł o ś ć! 2. Jutrzenka str. wiązać myśli przyczynowo. Zapominawczość nie jest jedynie jakąś vis inertiae. »uczynię«. z którem nie można się uporać. że między pierwotne »chcę«. nawet aktów woli. I tu natychmiast rozważyć należy. odźwiernej niejako. wśród której podziemny świat naszych służebnych organów pracuje dla siebie i przeciw sobie wzajem. nieco ciszy. formę t ę g i e g o zdrowia. doświadczamy. swe wielkie usprawiedliwienie. podobny jest do dyspeptyka (a nietylko podobny) – który nie może się z niczem »uporać«. przeznaczania z góry (bo nasz organizm urządzony jest oligarchicznie) – oto korzyść.. w jakim odbywa się nasze cielesne odżywianie. które może p r z y r z e k a ć – czy nie to właśnie jest owem paradoksalnem zadaniem. w jaki to czyni przyrzekający. żadnej dumy. w najściślejszem znaczeniu pozytywną zdolnością hamującą. tępoty i idyotyzmu. tak zwane »wcielanie«. jak się rzekło. bez obawy. jako warunek i przygotowanie. – w tych mianowicie wypadkach.. czynnej zapominawczości. Lecz czegóż to wszystko wymaga! Jakżeż to człowiek. żadnego wesela. nast. Chwilowo zamknąć drzwi i okna świadomości. Olbrzymia praca tego. przedłużane chcenie raz chcianego. podległym k o n i e c z n o ś c i.I. to dziwić musi tem bardziej tego. równym wśród równych. że długi ten łańcuch woli pęknie. jego cała p r z e d h i s t o r y c z n a praca. zaręczyć za siebie. przyswoiło sobie zdolność przeciwną. dostateczne przypisuje znaczenie. jak ludzie powierzchowni sądzą. które postawiła sobie natura w stosunku do człowieka? Czy nie to jest właściwym problematem człowieka?. wogóle umieć liczyć. lecz czynne n i e c h c e n i e pozbycia się. pamięć. co zwę »obyczajnością obyczaju« (por. a właściwe wyładowanie woli. – Oto są właśnie długie dzieje powstania o d p o w i e d z i a l n o ś c i. kiedy się ma przyrzekać: nie jest to więc wcale tylko bierna niemożność pozbycia się raz wyrytego wrażenia. uświadamia nam się w stanie trawienia (możnaby go nazwać »wduchawianiem«) nie więcej. aby znów znalazło się miejsce dla czegoś nowego.. jakby dalece nie było żadnego szczęścia. by móc obliczać też siebie samego w stosunku do swego własnego wyobrażenia. aż wkońcu w sposób.

długotrwałą wolą. które znowu uwolniło się od obyczajności obyczaju. tam gdzie dojrzewają ostatecznie owoce drzewa. posiadacz długotrwałej i niezłomnej woli. a więc ś m i e ć r z e c »tak« o sobie także – to. obawy. najtwardsza przeszłość. bez ofiar. dane jest koniecznie w dłoń i panowanie nad okolicznościami. tej mocy nad sobą samym i losem. wsiąkła w niego. w głąb jego najskrytszą i stała się instynktem. jak to sobie wyobrazić można. posępne barwy w życiu ludzi i ludów. powaga. który przyrzeka. Jakże długo musiał ten owoc w i s i e ć na drzewie. A jakże nazwie on ten instynkt dominujący. choć nie śmieją. w każdym mięśniu drgającą świadomość tego. ilekroć stajemy się »poważni«. który w y r ó ż n i a.. świadomość tej rzadkiej wolności. że ten samowładny człowiek zwie go swem s u m i e n i e m. gdy je ma na języku. lecz i p ó ź n y owoc. rzadko.rzeczywiście obliczalnym. ten pan w o l n e j woli. niktby nie śmiał był go obiecywać. ten samowładca. zostaje w pamięci« – oto naczelna zasada najstarszej (niestety i najdłużej trwającej) psychologii na ziemi. tajemnica. bez mąk. ma za sobą długie dzieje i przemiany. cierpki i kwaśny! A przez czas jeszcze dłuższy wcale nie było nic widać z tego owocu. nadobyczajne indywiduum (bo »samorządny« i »obyczajny« wykluczają się wzajem). że to pojęcie »sumienie«. – Swem sumieniem?. ślubowano: przeszłość. jak się rzekło. instynktem dominującym. że uczuje w sobie potrzebę słowa na to? Ależ nie ulega wątpliwości.. samemu sobie tylko równe. które spotykamy tu w jego najwyższem. nawet »wbrew losowi« – : z tą samą koniecznością będzie miał w pogotowiu kopnięcie dla głodnych psów gończych. czemu nie wolno przyrzekać i poręczać za siebie. który daje swe słowo. najdłuższa. jako coś.. z jaką ongiś wszędzie na ziemi przyrzekano. dojrzały owoc. i z tą samą koniecznością. prawie podziw budzącem ukształtowaniu. niezawisłą. nad przyrodą i wszelkiem ukróconem w swej woli i nie dającem poręki stworzeniem? Człowiek »wolny«. że gdziekolwiek dziś jeszcze na ziemi istnieje uroczystość. Chciałoby się nawet rzec. który ś m i e p r z y r z e k a ć – a w nim dumną. by dotrzymać go nawet wbrew złym przypadkom.. silnych. na co się spuścić można. Nie obeszło się nigdy bez krwi. najgłębsza. – więc każdego. Tego prastarego problematu. Śmieć ręczyć za siebie i z dumą. gdy człowiek widział potrzebę stworzenia sobie pamięci. słowem człowieka z własną. darząc zaufaniem. i rózgę dla łgarza. jakżeby nie miał wiedzieć. z tem panowaniem nad sobą. czci – »zasługuje« na wszystko troje – i jak mu. nie rozwiązano wcale subtelnymi odpowiedziami i środkami. właściwą świadomość mocy i wolności. ma w tem posiadaniu i swoją m i a r ę w a r t o ś c i: ze swego patrząc stanowiska na innych. z jaką czci sobie równych.. jakkolwiek wszystko w tem drzewie przygotowane było i właśnie do wydania go dążyło – »W jaki sposób stwarza się człowiekowi-zwierzęciu pamięć? Jak w ten częścią tępy. które przyrzekają. może nawet niema nic straszliwszego i niesamowitszego w całych przeddziejach człowieka nad jego m n e m o t e c h n i k ę. samorządne. dających porękę (którym w o l n o przyrzekać). który skąpi zaufania. Ten wyzwolony. co ma zostać w pamięci: tylko to. wszędzie tam o d b i j a s i ę jeszcze coś z owej straszliwości. gdzie społeczeństwo i obyczajny jego obyczaj wyjawiają nareszcie. co nie przestaje b o l e ć. Najstraszliwsze ofiary i za27 . bo czuje się dość silny. powoli.»Wypala się ogniem. owiewa nas i wzbiera w nas. ile wzbudza on zaufania. niechętnie. co tu ostatecznie zdobyte zostało i w niego wcielone. w tę wcieloną zapominawczość wtłacza się coś tak. d o c z e g o były tylko środkiem: a znajdziemy. Dumna świadomość nadzwyczajnego przywileju o d p o w i e d z i a l n o ś c i. jaką tem samem osiągnął wyższość nad wszystkiem. przypuściwszy. aby pozostało obecne?« . częścią bezmyślny rozum chwili. Można odgadnąć z góry. Stańmy natomiast na końcu olbrzymiego procesu. uczucie dopełnienia człowieka wogóle.. poręczano. jako najdojrzalszy na tem drzewie owoc s a m o w ł a d n e i n d y w i d u u m. 3. który rzeczywiście ś m i e przyrzekać. który łamie swe słowo już w chwili. jak samowładca. czci lub gardzi.

by owe idee uwolnić od współzawodnictwa wszelkich innych idei. powagi. I w pewnym sensie zaliczyć tu trzeba całą ascetykę: pewna ilość idei ma pozostać niezatartą. że naprzykład owo moralne. My Niemcy nie uważamy się stanowczo za jakiś szczególnie okrutny i twardego serca naród. zwana rozwagą. Jeszcze raz powtarzam – lub nie powiedziałemże jeszcze tego wcale? – nie są nic warci. ulubione łupienie ze skóry (»darcie pasów«). żadnej chęci wiedzy rzeczy przeszłych. nie mieć żadnej wiedzy. panowanie nad uczuciami. dłużnym«? Lub że kara jako o d p ł a t a rozwinęła -się zupełnie na uboczu od wszelkiego założenia wolności i niewolności woli? – i to do tego stopnia. braku smaku i rzeczowości i który z temi właściwościami ma prawo do wyhodowania wszelkich rodzajów mandarynów Europy). własne. świadomość winy. Owa dziś tak tania i pozornie tak naturalna. I prawdziwie! z pomocą takiej pamięci doszło się ostatecznie do »rozumu «! – Ach! rozum. by żyć wśród korzyści. w celu zahipnotyzowania całego nerwowego i intelektualnego systemu temi »idées fixes«. »niedbale«. cała ta posępna sprawa. aby się dopatrzeć.. a ascetyczne procedury i formy życiowe są środkiem do tego. wykrawanie mięsa z piersi. rozdzieranie i tratowanie końmi (»ćwiartowanie«). aby stać się panami swych gminnych podstawowych instynktów i ich brutalnego nieokrzesania: przypomnijmy sobie dawne niemieckie kary. która mo28 . powaga. wraz z ich przeciwieństwami i uwzględniać je przy wymiarze kary. Czyż tym dotychczasowym genealogom moralności śniło się choćby tylko w przybliżeniu. Ci Niemcy straszliwymi środkami stworzyli sobie pamięć. lecz wystarczy przypatrzeć się tylko naszemu dawnemu postępowaniu karnemu. niezapominalną. co do których dało się p r z y r z e c z e n i e. wbijanie na pal. tem straszliwszy zawsze widok jej zwyczajów: srogość ustaw karnych daje w szczególności miarę tego. tu właśnie potrzebnego »drugiego wzroku« – a jednak uprawiać dzieje morału: to musi się wedle wszelkiej słuszności skończyć na wynikach. to całe »nieczyste sumienie«? – I oto powracamy do naszych genealogów moralności. ile trudów kosztowało osiągnięcie zwycięstwa nad zapominawczością i u p r z y t o m n i e n i e na stałe tym niewolnikom chwilowego uczucia i żądzy kilku prymitywnych wymogów społecznego współżycia. wszystkie te przywileje i błyskotki człowieka: jakże drogo trzeba je było opłacić! Ileż krwi i zgrozy leży na dnie wszystkich »dobrych rzeczy«!. »ustaloną«. zarówno też smarowanie złoczyńcy miodem i rzucanie na pastwę muchom w skwarze słonecznym. który w bólu odgadł najmożniejszy pomocniczy środek mnemoniczny. jeszcze mniej za szczególnie płochy i żyjący z dnia na dzień. – Lecz jakże przyszła na świat ta druga »posępna sprawa«. »poczytalnie«. gotowanie zbrodniarza w oliwie lub winie (jeszcze w czternastem i piętnastem stuleciu). Im gorszy był »stan pamięci«: ludzkości. jeszcze mniej instynktu historycznego. 4. sześć takich »nie chcę«. wszechobecną. Z pomocą takich obrazów i przykładów narzuci się wkońcu pamięci pięć.stawy (do których należały ofiary z pierworodów). odrażające okaleczenia (naprzykład kastracye). jakie daje społeczność. Posiadać pięć piędzi długie. najokrutniejsze formy rytualne lub kulty religijne (a wszystkie religie są w najgłębszej istocie systemami okrucieństw) – wszystko to ma swe źródło w owym instynkcie. łamanie kołem (najsłynniejszy wynalazek i specyalność niemieckiego geniuszu w państwie kary!).. »przypadkowo«. które do prawdy nietylko w kruchym pozostają stosunku. zanim zwierzę »człowiek« zacznie tworzyć owe o wiele prymitywniejsze rozróżnienia »umyślnie«. naprzykład kamienowanie (– już podanie ciska kamień młyński na głowę winnego). zasadnicze pojęcie »winy« wzięło początek swój z bardzo materyalnego pojęcia »być winnym. tak nieunikniona myśl. jedynie »nowoczesne« doświadczenie. by je »niezapominalnemi« uczynić. że owszem trzeba zawsze dopiero w y s o k i e g o szczebla uczłowieczenia. ile trudu kosztuje na ziemi wyhodowanie »narodu myślicieli« (to znaczy: t e g o narodu Europy. wśród którego i dziś jeszcze znaleźć można maximum zaufania.

że winny ma być ukarany. na wypadek. – 29 . Uważam to już za postęp.że nawet dla objaśnienia sposobu. gdzie trup dłużnika nawet i w grobie nie mógł znaleźć spokoju przed wierzycielem. a właśnie u Egipcyan miał jużci spokój ten pewne swoje znaczenie). chcąc wzbudzić zaufanie w swe przyrzeczenie zwrotu. co »pod nim« – lub przynajmniej w razie. tu właśnie chodzi o to. po części przerażająco drobiazgowe oszacowania. p o n i e w a ż b y mógł był postąpić inaczej«: jest faktycznie nadzwyczaj późno osiągniętą. chcąc zaręczyć za powagę i świętość swego przyrzeczenia. o szerszych poglądach. swe zbawienie duszne. jako nad czemś. tak starym. musiała podsunąć mniemanie »zbrodniarz zasługuje na karę. z gniewu za poniesioną szkodę. głęboko wkorzeniona. Gniew ten jednak trzyma na wodzy i modyfikuje myśl. lecz raczej. że śmie pogardzać i znęcać się nad jakąś istotą. wymiar kary przeszły już na »zwierzchność«. czem nadto może rozporządzać. jeżeli nie zapłaci. nawet swą szczęśliwość. ne fraude esto«. »si plus minusve secuerunt. wkońcu nawet swój spokój w grobie. idea równoważności szkody i bólu? Napomknąłem już coś o tem: w stosunku umownym w i e r z y c i e l a i d ł u ż n i k a. jak po poprzedniej uwadze z góry tego oczekiwać można. tak śmiemy podejrzywać. czy więcej lub mniej wierzyciel zetnie w takim wypadku. rozkosz używania przemocy. Przez najdłuższy okres dziejów ludzkich wcale n i e karano d l a t e g o. naprzykład wyciąć z niego tyle. naprzykład swe ciało lub swą żonę. niejedno podejrzenie i opór przeciw dawniejszej ludzkości. ziemi. własnemu sumieniu swemu przykazać zwrot jako obowiązek. szukającego sobie upustu na szkodniku. jak pogardzają i znęcają się nad nią. że każda szkoda może mieć w czemciś r ó w n o w a ż n i k i rzeczywiście może być powetowana. tu właśnie. ba. wywartą na dłużniku. Wierzyciel mógł bowiem ciału dłużnika zadawać wszelkie rodzaje hańby i męczarni. zobowiązanie. ile odpowiadało wielkości długu: – bardzo wcześnie i wszędzie istniały z tego punktu widzenia dokładne. p o n i e w a ż czyniono złoczyńcę za czyn jego odpowiedzialnym. Uprzytomnienie sobie tych stosunków umownych jużci budzi. uczestniczy wierzyciel w p r a w i e p a ń s k i e m: wreszcie i on osiąga raz podnoszące uczucie. by s t w o r z y ć przyrzekającemu pamięć. 5. naprzykład w Egipcie. lub swą wolność lub też swe życie (lub wśród pewnych określonych religijnych warunków. jak dziś jeszcze rodzice karzą dzieci. daje mocą umowy wierzycielowi w zastaw. im głębiej i niżej stoi wierzyciel w porządku społecznym i im łatwiej zdawać mu się ona może najwyborniejszym kąskiem. Wyrównanie polega więc na przekazie i prawie do okrucieństwa. męczarni. Równoważnik dany jest w tem. oczekiwać można srogości. Przez »karę«. Dłużnik. że może bez skrupułu wywrzeć moc swoją na bezsilnym. Tu właśnie p r z y r z e k a s i ę. r z y m s k i e g o pojęcia prawa. przyjemność. coś co jeszcze nadto »posiada«. kto dopatruje się jej w początkach. w jaki powstało na ziemi poczucie sprawiedliwości. która je stworzyła lub na nie pozwalała. p r a w e m ustalone oszacowania poszczególnych członków i miejsc na c i e l e. że zamiast zysku pokrywającego wprost szkodę (więc zamiast wyrównania w złocie. gniewu. wymiany. nawet wyrafinowaną formą ludzkiego sądu i wnioskowania. jak istnienie wogóle »osób prawnych« i wskazującym znowu ze swej strony na podstawowe formy kupna. za dowód wolniejszego. przedsmakiem wyższego stopnia społecznego. jeśli moc karania. jeśli rzymskie prawodawstwo Dwunastu Tablic wyrokuje. kramarstwa. że jest rzeczą obojętną. choćby samym b o l e m szkodnika. bierze się do psychologii dawniejszej ludzkości niezgrabnymi palcami. Rozjaśnijmy sobie logikę całej tej formy wyrównania: jest ona dość dziwna. sprzedaży. Rozkosz ta w tem większej jest cenie. może teraz już nie dająca się wytępić idea wzięła moc swoją. w i d z i e ć. okrucieństwa. posiadłościach wszelkiego rodzaju) przyznana jest wierzycielowi pewnego rodzaju p r z y j e m n o ś ć jako odpłata i wyrównanie. – Skąd ta prastara. przyjemność «de faire le mal pour le plaisir de le faire«. więc n i e z powodu założenia.

i m bardziej nie przystawało do stopnia i społecznego stanowiska wierzyciela. to znaczy nas) przedstawić sobie w całej pełni. »sumienie«. Sposępnienie 30 . Przypatrywanie się cierpieniu sprawia przyjemność. zniechęcone do życia. lecz stare. mówiąc ze Spinozą. któreby zresztą już małpy może były podpisały: bo mówią. do jakiego stopnia jest składnikiem i przymieszką prawie każdej ich radości. I czyżby nie należało dodać. życie pogodniejsze było na ziemi. o ile poszkodowany wzamian za uszczerbek wraz z przykrością z powodu uszczerbku. jak naiwnie z drugiej strony. potężne. ludzkie – arcyludzkie zdanie. Jeszcze raz pytam: o ile cierpienie może być wyrównaniem »długu«? O tyle. był obficie i długo zlewany krwią. sympathia malevolens) za n o r m a l n ą właściwość człowieka – : zatem za coś. zaśmiewali się nad nim prawie na śmierć). gdy istnieją pesymiści. niż teraz. że jest boleśnie. »obowiązek«. jak zasadniczo uważają właśnie »bezinteresowną złość« (lub. w tem wyższej było cenie. 127 i nast.. niechaj zaznaczę wyraźnie. nie mam wcale zamiaru. które ciągnie się przez całe dzieje wyższej kultury (i jeżeli się na nią patrzy w pewnem znaczeniu. zadawanie cierpienia jeszcze większą – jest to zdanie srogie. myślami temi napędzać pesymistom naszym świeżą wodę na ich rozstrojone skrzypiące młyny. tak samo żadnego dostojnego domu bez istot. prawie z udręką. najdłuższe dzieje ludzkie – a i w karze jest tyle u r o c z y s t e g o! – 7. To wszystko przypuszczalnie: bo trudno jest sięgnąć dna takich podziemnych rzeczy. jest ognisko powstania świata pojęć moralnych: »wina«. przeciwnie. 110 i nast. coś. gdy ludzkość nie wstydziła się jeszcze swych okrucieństw. że sprzeciwia się delikatności. gdy nie umiano sobie wyobrazić książęcego wesela i święta ludowego w większym stylu bez egzekucyi. bardziej jeszcze świętoszkostwu oswojonych zwierząt domowych (to znaczy ludzi współczesnych.. Bez okrucieństwa niema uroczystości: tak uczą najstarsze. jako najweselszą z książek. jak rzeczone. w prawie o zobowiązaniach. »świętość obowiązku«.) wskazałem przezornym palcem na coraz bardziej rosnące przeduchawianie i »przebóstwianie« okrucieństwa. i że wówczas. 25. i bylibyśmy z tego powodu dziwem i zagadką dla jego twórcy i tegoż współcześników – oni czytali go z najczystszem sumieniem. w »Poza dobrem i złem« na str. 76.6. że zapowiadają już dostatecznie człowieka wymyślaniem dziwacznych okrucieństw i są w tem jakby »przygrywką« do niego. W każdym razie nie zbyt to jeszcze dawno. lecz i zaciemni zamiast wyjaśnić (– zemsta sama prowadzi przecie do takiego samego problematu: »jakże zadawanie cierpienia może być zadośćuczynieniem?«). – Początek jego. czemu sumienie serdecznie p r z y t a k u j e! Głębsze oko doszukałoby się może i w życiu dzisiejszem niemało tej najstarszej i najgłębszej radości odświętnej człowieka. że świat ten w gruncie rzeczy nigdy już nie postradał całkiem zapachu krwi i katowni? (nawet w starym Kancie nie: imperatyw kategoryczny czuć okrucieństwem. nabywał nadzwyczajną odpłatną rozkosz: m o ż n o ś ć z a d a w a n i a cierpienia. Zdaje mi się. (przedtem już w »Jutrzence« na str. jak początek wszystkiego wielkiego na ziemi. jak niewinnie występuje ich potrzeba okrucieństwa. na którychby nie można wywierać swej złości i dopuszczać się okrutnych igraszek (– należy sobie przypomnieć choćby Don Kichota na dworze księżnej: czytamy dziś całego Don Kichota z gorzkim na języku posmakiem. – Mówiąc nawiasem. Prawdziwe ś w i ę t o. składa się na nią). co. a kto tu wetknie niezgrabnie pojęcie »zemsty«. o ile z a d a w a n i e cierpienia sprawiało w najwyższym stopniu przyjemność. tortur lub jakiegoś autodafé. W t e j więc dziedzinie.) Tu również zadzierzgnęło się nasamprzód to tajemnicze i może nierozwiązalne zahaczenie pojęć »winy i cierpienia«. do jakiego stopnia o k r u c i e ń s t w o tworzyło wielką radość odświętną dawniejszej ludzkości. nietylko wniknięcie sobie utrudni. nie mówiąc.

jako pierwszy z argumentów p r z e c i w istnieniu. do którego należą. terazby potrzebowało może do tego celu innych pomocniczych wynalazków. z których powodu nietylko wstrętną mu się stała radość i niewinność zwierzęcia. właściwą przynętę uwodną ku życiu. dobrze jest przypomnieć sobie czasy. (naprzykład. należące do nadkultury. pesymistyczne spojrzenie. życie jako problemat poznania). jak rosło w człowieku wstydzenie się c z ł o w i e k a. bo nie umiano obejść się bez z a d a w a n i a cierpienia i widziano w niem czar pierwszorzędny. przynajmniej wniosek ten będzie mógł wyciągnąć lekarz. o ile bardziej ból dzisiaj boli. to jest musiała wystąpić w przeszczepieniu na grunt wyobrażeniowy i duchowy. było się wówczas prawie zmuszonym wynaleźć bogów i duchów pośrednich wszelkiej wyży i głębi. Aby móc usunąć ze świata i uczciwie zanegować utajone. Jakiemiż. wstrętne odżywianie w łonie matki. lecz niedorzeczność cierpienia: atoli ani dla chrześcijanina. Co właściwie oburza przeciw cierpieniu. któremi są. nie wchodzą poprostu w rachubę). Znużone. Może wówczas – aby pocieszyć przeczuleńców – ból nie bolał tak jeszcze. – mam na myśli chorobliwe przeczulenie i przemoralnienie. ohyda tworzywa. Może nawet wolno przypuścić możliwość. ani dla naiwnego człowieka czasów dawniejszych. gdy cierpienie zmuszone jest występować zawsze. jak bardzo to prastare wyobrażenie sięga nawet jeszcze w nasze europejskie uczłowieczenie! należałoby się zastanowić nad tem może z Kalwinem i z Lutrem. że i owa uciecha z okrucieństwa właściwie nie koniecznie wymrzeć musiała: potrzebowała tylko o tyle. Dzisiaj. co i w ciemności widzi i nie daje żadnemu zajmującemu bolesnemu widowisku ujść swej uwadze. który wmówił w cierpienie całą tajemną maszyneryę zbawienia. cierpienia wszystkich razem zwierząt. życie jako zagadka. moczu i kału«). oczami kazał Homer bogom swoim spoglądać na losy człowiecze? Jakież w gruncie rzeczy ostateczne miały znaczenie wojny trojańskie i tym podobne tragiczne straszliwości? Nie ulega zgoła wątpliwo- 31 . nieufność ku zagadce życia. wydzielanie śliny. niewykryte. by nie wzbudzić nawet w najczulszem hipokrytycznem sumieniu żadnego podejrzenia (»litość tragiczna« jest takiem mianem. – na Murzynów nie działają one tak. a ja co do siebie nie wątpię. że w porównaniu z jedną nocą bólu jednej jedynej histerycznej wykształconej samicy. Na drodze do »anioła« (aby twardszego nie użyć tu słowa) wyhodował sobie człowiek ów zepsuty żołądek i ów obłożony język.nieba nad człowiekiem wzmagało się zawsze w miarę. W każdym razie pewna jest. lodowe »nie« wstrętu do życia – to nie są cechy n a j g o r s z e g o okresu rodzaju ludzkiego: wychodzą one raczej na światło dzienne w postaci roślin bagiennych. że czasem zatyka nos przed samym sobą i za papieżem Innocentym Trzecim. na których zawsze się znało. które dotąd w celu naukowych odpowiedzi wypytywano nożem. i ustrojona samemi tak niewinnemi mianami. dopiero gdy się zjawi bagno. który leczył Murzynów (jako przedstawicieli przeddziejowego człowieka) w ciężkich wypadkach wewnętrznego zapalenia. z których powodu zwierz »człowiek« ostatecznie uczy się wstydzić wszystkich swych instynktów. lecz i życie samo pełnem niesmaku – tak. że jeszcze G r e c y nie umieli bogom swoim przyjemniejszej przydać do szczęścia przyprawy nad radowanie się z okrucieństwa. pełen nagany. pewnego wydelikacenia i wysubtelnienia. którego widokiem Bóg się buduje«: tak brzmiała przeddziejowa logika uczucia – i zaprawdę. inne brzmi »les nostalgies de la croix«). coś. krótko. okropny smród. usprawiedliwienia swego zła. sądzicie. kiedy wyrokowano odwrotnie. doprowadzających najlepiej nawet uorganizowanego Europejczyka prawie do rozpaczy. »Usprawiedliwione jest każde zło. co i w ukryciu unosi się nad nami. z którego się człowiek rozwija. jak dziś. nie istniało wogóle cierpienie n i e d o r z e c z n e. Z pomocą takich to wynalazków znało się wówczas życie na sztuczkach. który umiał sobie wyłożyć wszelkie cierpienie z myślą o widzach i zadających cierpienie. (Krzywa ludzkiej zdolności cierpienia zdaje się rzeczywiście niezwykle i prawie nagle opadać. to nie cierpienie samo w sobie. usprawiedliwienia siebie samego. czy tylko przeddziejowa? Bogowie pojęci jako miłośnicy o k r u t n y c h widowisk – och. jako najgorszy jego znak pytania. bezświadkowe cierpienie. sporządza katalog swoich obrzydliwości (»nieczyste spłodzenie. skoro pozostawimy za sobą wyższe dziesięć tysięcy lub dziesięć milionów.

Może niemiecki wyraz »Mensch« (manas) wyraża właśnie coś z t e g o samopoczucia: człowiek określał siebie. stosunku osób. wraz z przyzwyczajeniem porównywania. wierzyciela i dłużnika: tutaj występowała po raz pierwszy osoba przeciw osobie.. wszelkiej »dobrej woli«. obliczania mocy mocą. Sprawiedliwością na tym pierwszym szczeblu jest dobra wola pośród mniej więcej równie możnych. który nie umiał pomyśleć sobie szczęścia bez widowisk i uroczystości.. doszło się niebawem. 8. prawdziwie niesłychanych napięć. jako świat zasadniczo publiczny. umowy. że zainteresowanie się bogów człowiekiem. filozofów. przedewszystkiem po to. wszelkiej »objektywności« na ziemi. która odmierza wartości.. że »każda rzecz ma swą cenę. jak widzieliśmy. jako »oceniające wartości zwierzę samo w sobie«. przeprowadzać zamianę – wszystko to w takim stopniu zajmowało najpierwotniejsze myślenie człowieka. ocenia i mierzy. wyrównania na najgrubsze i najpierwotniejsze kompleksy społeczne (w ich stosunku do podobnych kompleksów). postępowania ku wzajemnemu zadowoleniu. początek wszelkiej »dobroduszności«. o ile poeta jest pod tym względem bardziej. bezwzględnej spontaniczności człowieka w złem i dobrem. z pomocą wielkiego uogólnienia do tego. właściwą ociężałemu. lecz później nieubłaganie w tym samym kierunku toczącemu się dalej myśleniu dawniejszej ludzkości. katastrof: świat zgoła determistycznie pojęty byłby dla bogów do odgadnięcia i wskutek tego znużyłby ich wkrótce. tak fatalnego filozoficznego wynalazku. Jest to najstarszy i najnaiwniejszy moralny kanon s p r a w i e d l i w o ś c i. cnota bez świadków była dla tego narodu aktorów czemś nie do pomyślenia. Nie uczynionoż owego tak zuchwałego. w s z y s t k o może być odpłacone«. Poczucie winy. także za świąteczne zabawy dla poetów. – A. poczucia pierwszeństwa swego w stosunku do reszty zwierząt. odmierzać wartości. że w pewnem znaczeniu było s a m e m m y ś l e n i e m: tu wyhodował się najstarszy rodzaj bystrości umysłowej. zobowiązania osobistego – by podjąć nić naszego badania – wywodzi. Nie inaczej potem jeszcze greccy filozofowie moralności pojmowali oczy boga. z m u s z e n i a ich do wyrównania pomiędzy sobą. – dostateczny powód dla tych p r z y j a c i ó ł b o g ó w. prawa. i wielka k a r a ma w sobie tyle uroczystego!. początek swój z najstarszego i najpierwotniejszego. wraz z swemi psychologicznemi przynależnościami. cnotą człowieczą. 32 . są starsze nawet od początków wszelkich społecznych form organizacyjnych i związków: z zaczątkowych raczej form prawa osobowego p r z e n i o s ł o się dopiero kiełkujące poczucie wymiany. długu. mierzenia. zasadniczo naoczny. by stworzyć sobie prawo do wyobrażenia. w y c z e r p a ć s i ę n i g d y n i e m o ż e? Na ziemskiej tej scenie nie miało nigdy braknąć prawdziwej nowości. Nie odnaleziono jeszcze tak nizkiego stopnia cywilizacyi. gdzieby śladów tego stosunku nie dało się już zauważyć. Oko przystosowało się już teraz do tej perspektywy: i z ową niezdarną konsekwencyą.. tu po raz pierwszy m i e r z y ł a s i ę osoba osobą. zawikłań. »porozumienia się« drogą wyrównania – a w stosunku do mniej możnych. zobowiązania. wymyślać równoważniki. Stanowić ceny. na heroizm i samoudrękę cnotliwych: »Herakles obowiązku« znajdował się na scenie i czuł się też na niej. spoglądające na zapasy moralne. stworzony »na podobieństwo boskie«. wszelkiej »słuszności«. tuby również upatrywać można pierwszy zawiązek ludzkiej dumy. który wtedy po raz pierwszy dla Europy zrobiono. jaki istnieje. stosunku kupca i sprzedawcy. jako istotę. Kupno i sprzedaż. niż inni ludzie.ści: uważał je za ś w i ą t e c z n e z a b a w y dla bogów: a. wynalazku »wolnej woli«. by bogom swym takiego deterministycznego nie przypisywać świata! Cała ludzkość starożytna pełna jest delikatnych względów »dla widza«. jak się już rzekło.

w stosunku do wszystkich dóbr i przyjemności współżycia. »pozbawiony pokoju« – Niemiec zrozumie co Elend. na jaki je stać. obalonym wrogiem. lecz i wszelką łaskę. gniew powszechny nie śmie już jak dawniej do tego stopnia niepohamowanie szukać sobie na nim upustu. pod któremi kara występuje w historyi. zwłaszcza przed gniewem bezpośrednio poszkodowanych. więc. w których aż dotąd uczestniczył. Przestępca jest dłużnikiem. W miarę wzrostu mocy i świadomości społeczeństwa. jak się człowiek ze względu na te szkody i wrogości gminie zaprzedał i zobowiązał. w tej mierze co dawniej. i z o l o w a n i e od siebie przestępcy i jego czynu: oto cechy. na które wystawiony jest człowiek z p o z a o b r ę b u. więc jest to prawo wojenne i święto zwycięskiego Vae victis! najniemiłosierniejsze i najokrutniejsze – co wyjaśnia.. łamiącym umowę i słowo względem c a ł o ś c i. można liczyć na to. które coraz wyraźniej wyciskają się na dalszym rozwoju prawa karnego. by znaleźć równoważniki i rzecz całą załatwić (compositio). Gniew poszkodowanego wierzyciela. ani nie skazuje na banicyę. wkońcu staje się nawet m i a r ą jego bogactwa ilość uszczerbków które wytrzymać może. że »wszystko jest odpłacalne. każde osłabienie i głębsze niebezpieczeństwo społeczeństwa wywodzi na światło surowsze tego prawa formy. by ograniczyć wypadek i zapobiec szerszemu lub nawet ogólnemu mieszaniu się w sprawę i zaniepokojeniu. przy którejby mogło sobie ono pozwolić na najdostojniejszy zbytek. Cóż stanie się w r a z i e p r z e c i w n y m? Gromada. przedewszystkiem coraz dobitniej występująca chęć uważania każdego przestępstwa za o d p ł a c a l n e w jakiemś znaczeniu. spokojnie i ufnie bez troski o pewne szkody i wrogości. kończy patrzeniem przez palce i puszczaniem niewypłacal33 . – owszem całość bierze odtąd złoczyńcę przezornie w obronę i opiekę. Sprawiedliwość. którą szkodnik wyrządził: pomijając ją. lecz jeszcze przywiedzie mu się na pamięć. Jeżeli ciągle mierzyć będziemy miarą czasów pierwotnych (które zresztą istnieją każdego czasu. j a k i e d o b r a t e m a j ą z n a c z e n i e. – puścić b e z k a r n i e szkodnika.9. która zaczyna tem. Chodzi tu najmniej o bezpośrednią szkodę.. Złoczyńcy nie »pozbawia się pokoju«. łagodnieje zawsze i prawo karne. nietylko wszystkie te dobra i korzyści. jak stawał się bogatszy. korzysta się z dobrodziejstw z niej wypływających (och. 10. przynajmniej do pewnego stopnia. znajdzie sobie w miarę swej mocy zapłatę. lecz jeszcze targa się na swego wierzyciela: dlatego traci odtąd. jak słuszna. przed którym był dotąd chroniony: odtrąca – i każda wrogość może teraz szukać sobie na nim upustu. »Cóż mnie właściwie obchodzą moje pasorzyty? – mogłoby rzec wówczas. Kompromis z gniewem i najbliżej przestępstwem dotkniętych. – Niechże sobie żyją i tyją: na tom dość jeszcze silne!«. który użyczonych sobie korzyści i zadatków nietylko nie spłaca. wszystko musi być odpłacone«. Wraz z potężniejącą mocą przestaje społeczność ważyć zbytnio przestępstwa jednostki. Żyje się wśród społeczności. nie cierpiąc na tem. społeczności. êlend pierwotnie ma oznaczać – wedle tego. mimus normalnego postępowania ze znienawidzonym. usiłowanie. lub znów są możliwe): to i społeczność pozostaje do swych członków w tym ważnym zasadniczym stosunku wierzyciela do dłużnika. który postradał nietylko wszelkie prawo i opiekę. co za korzyści! niedoceniamy ich dziś czasami) mieszka się pod opieką i ochroną. starania. wierzyciel oszukany. wyjętego z pod prawa stanu. »Kara« na tym stopniu uobyczajenia to poprostu odbicie. bo nie może ich już. uważać za niebezpieczne i zagrażające bytowi całości. Możne wyobrazić sobie w społeczeństwie ś w i a d o m o ś ć m o c y. rozbrojonym. jest przestępcą. że wojna sama (zalicza się do tego i wojenny kult ofiarniczy) użyczyła wszystkich tych f o r m. przywraca dłużnika do dzikiego. przedewszystkiem »zdrajcą«. »Wierzyciel« stawał się zawsze bardziej ludzki w miarę.

jest grunt uczucia reakcyjnego! Jeśli się rzeczywiście zdarzy. mających. rancune. insynuacya. to trzeba mu. uważałbym to nawet za z a s ł u g ę. zaczepnego. gwoli prawdzie. zda mi się. nieżyczliwości. w co w każdym razie nie należy w i e r z y ć zbyt łatwo. że ojczyzny sprawiedliwości szukać należy na gruncie uczucia reakcyjnego. niż reakcyjny. rozumie się samo przez się. u n i c e s t w i e n i e m s i e b i e s a m e j. jeśli się nawet pod nawałem osobistej urazy. 11. obcym. jak też właściwa potrzeba prawa czuły się na ziemi u siebie? Czyżby w sferze człowieka reakcyjnego? Wcale nie: raczej w sferze aktywnego. dostojniejszy miał za wszystkich czasów i w o l n i e j s z e o k o i c z y s t s z e sumienie: naodwrót zgadnąć już łatwo. niż owe reakcyjne. Rzeczywiście dlatego człowiek napadający jako silniejszy. – nawet coś.nemu płazem. jak gdyby sprawiedliwość była w gruncie tylko dalszym rozwojem uczucia urazy – a wraz z zemstą pragnie się wynieść następnie do czci wszystkie wogóle uczucia r e a k c y j n e. tak też nie zdziwi nikogo. obojętnym. »Kurs filozofii«. przypuszczając. przywilejem najmocniejszego. nie jest bowiem wcale zmuszony. równie głęboko jak łagodnie patrząca przedmiotowość sprawiedliwego. Niech padnie słowo ku zmartwieniu pomienionego agitatora (który sam raz to o sobie złożył zeznanie: »nauka zemsty przewijała się jak czerwona nić sprawiedliwości 34 . jak to już częściej bywało – porównaj powyżej str. jego »pozaprawiem«. żeby mieli ochotę zbadać raz samo ressentiment zblizka: roślina ta kwitnie teraz najpiękniej wśród anarchistów i antysemitów. fiołkowi podobna. Zwracam tylko uwagę na okoliczność. Tyle przeciw tendencyi tej wogóle: co się jednak tyczy poszczególnego twierdzenia Dühringa. A jak z podobnego koniecznie zawsze podobne powstać musi. czego tu roztropnie jest nie oczekiwać. złośliwość. Niewątpliwa. s ą d z ą c e g o oka. (E. chciwość i im podobne. a wypędzić z oczu wszelkie poczucie słuszności. spontanicznego. acz z innym zapachem. jak żądza władzy. kto wogóle ma na sumieniu wynalezienie »nieczystego sumienia« – człowiek opanowany przez ressentiment! Wkońcu rozejrzyjmy się w dziejach: w jakiej sferze wogóle dotąd sprawowanie prawa. Teraz słowo celem sprzeciwienia się niedawno podjętym usiłowaniom szukania początku sprawiedliwości na zupełnie innym gruncie. w ukryciu. szyderstwa. którym jest ressentiment. do fałszywego. mianowicie na gruncie. podejrzenia nie zmąci wysoka. Tem ostatniem jabym najmniej się zgorszył: w stosunku do całego biologicznego problematu (ze względu na który wartości tych uczuć dotąd niedoceniano). – wychodzą usiłowania uświęcenia z e m s t y pod nazwą s p r a w i e d l i w o ś c i. czysta. Aktywny. – Wiadomo. w takim razie jest to cząstka doskonałości i najwyższego mistrzostwa na ziemi. że to z ducha samego ressentiment wyrasta ta nowa nuance naukowej sprawiedliwości (na rzecz nienawiści. umiarkowanym. 45. szorstkiem odwróceniem inne przeciwstawić twierdzenie: o s t a t n i m gruntem. jak to reakcyjny człowiek czyni. silnego. by wpędzić im krew w oczy. jak wszelka dobra rzecz na ziemi. w gruncie rzeczy wszędzie). jeszcze daleko wyższą wartość biologiczną. Psychologom powiem przedtem do ucha. i przeto zasługujących tem bardziej. zresztą tak. jak zawsze kwitła. zemsty). odważniejszy. napadający. zazdrości. – kończy. jak piękną zwie siebie nazwą ta unicestwiająca się sprawiedliwość: ł a s k ą. Dühringa »Wartość życia«. uprzedzonego oceniania swego przedmiotu. że właśnie znów z takich kół. właściwiej jeszcze. czynić musi. być sprawiedliwym jest zawsze p o z y t y w n e m zachowaniem się). skoro tylko chodzi o inną grupę uczuć. który duch sprawiedliwości zdobyć może. Ta »sprawiedliwość naukowa« ustaje zaś natychmiast i ustępuje miejsca akcentom śmiertelnej wrogości i uprzedzenia. że człowiek sprawiedliwy sprawiedliwym zostanie nawet względem swych szkodników (a nietylko zimnym. w sposób. zaczepny człowiek stoi zawsze jeszcze sto kroków bliżej sprawiedliwości. że średnio nawet osobom najuczciwszym wystarcza już drobna zaczepka. Pozostaje ona. podejrzliwości. by je naukowo i wysoko cenić: mam na myśli właściwe a k t y w n e uczucia.

co dzieje się w świecie organicznym 35 . jest ustanowienie p r a w a. jak chce Dühring. że wszystko. może wedle komunistycznego szablonu Dühringa. że każda wola winna każdą wolę za równą uważać. naturalnie nie może urażenie. lub rozpaść się powinny: niestety. byłby zasadą w r o g ą ż y c i u. co wogóle w oczach jej uchodzić ma za dozwolone. lecz które też w i n n o b y ł o być zdobyte. znająca jedynie i uznająca tylko punkt widzenia poszkodowanego – : odtąd ćwiczy się oko w coraz b e z o s o b i t s z e j ocenie czynu. zniszczenie samo w sobie być czemś »bezprawnem«. skoro tylko jest dość silna ku temu –. pogwałcenie. Otóż ze stanowiska historycznego przedstawia prawo na ziemi walkę właśnie p r z e c i w uczuciom reakcyjnym. i nie da się wcale bez tego charakteru pomyśleć. to jest jako środków do stworzenia w i ę k s z y c h jedności mocy. szuka środków. słabszych (czy to grup. pomyślany samowładczo i ogólnie. Najbardziej jednak rozstrzygającą rzeczą. do której odtąd raz na zawsze ressentiment stosować się musi. czy jednostek). Mówić o »prawie« i »bezprawiu« s a m y c h w s o b i e niema zgoła sensu. by bezmyślnie szalejącemu ressentiment kres położyć. zamachem na przyszłość człowieka. wydaną im ze strony aktywnych i zaczepnych potęg. Porządek prawny. już to wynajdując wyrównania. od aktu urazy). Tu jeszcze słowo o pochodzeniu i celu kary – dwa problematy. jak zwykle postępowali – : wynajdują jakiś »cel« w karze. wojnę. a co za wzbronione. widać silniejszą moc. niszcząc w swych zasadniczych funkcyach. jak wyżej zauważono). – to jest. jako causa fiendi kary – i rzecz gotowa. które swej siły używały po części na to. na nowo zagarniane. odwraca ona uczucie podległych sobie od najbliższej szkody takimi występkami wyrządzonej i osiąga w ten sposób odwrotność tego. nawet oko samego poszkodowanego (aczkolwiek to na samym ostatku. która w stosunku do niżej od niej stojących. jako częściowe ograniczenia właściwej. znakiem znużenia. już to zamiast zemsty wydając ze swej strony bitwę wrogom pokoju i porządku. czego chce każda zemsta. proponując. by powstrzymać wybujałość reakcyjnego patosu i nakazać mu miarę i wymusić pogodzenie. w nowy pożytek przekształcane i kierowane. to jest raniąc. którą najwyższa potęga wywiera i przeprowadza wbrew przewadze uczucia odporu i urazy – czyni to zawsze. jak też całych grup. które rozpadają się.przez wszystkie moje prace i usiłowania«). Lecz »cel w prawie« przydać się może historyi powstawania prawa dopiero na samym ostatku: niema raczej dla żadnego rodzaju historyi zgoła ważniejszego twierdzenia nad owo. jako występek względem prawa i bunt przeciw najwyższej mocy. za niesłuszne. jej rzeczywiste zużytkowanie i wciągnięcie w system celów. że przyczyna powstania jakiejś rzeczy i jej ostateczna użyteczność. lecz jako środek p r z e c i w wszelkiej walce wogóle. już to podnosząc pewne równoważniki uszkodzeń do normy. burzycielem i rozprzężeniem człowieka. już to wydzierając przedmiot tegoż ressentiment z rąk zemsty. łupiąc. umieszczają potem dobrodusznie ten cel na początku. do mocy dążącej woli życiowej i podporządkowanie sobie jej wspólnych celów jako poszczególnych środków. Wszędzie. ukradkowym przesmykiem do nicości. rozkazodawcze oświadczenie. naprzykład zemstę lub odstraszenie. gwałcąc. że z najwyższego biologicznego stanowiska stany prawne mogą być zawsze tylko s t a n a m i w y j ą t k o w y m i. Trzeba wyznać jeszcze coś ciekawszego. gdzie dzieje się i utrzymuje sprawiedliwość. – Wedle tego »prawo« i »bezprawie« istnieją dopiero od ustanowienia p r a w a (a nie. za słuszne. złupienie. w danych razach narzucając. nie jako środek w walce kompleksów mocy. że co jest. Traktując po ustanowieniu prawa przestępstwa i akty samowoli jednostek. o ile życie funkcyonuje e s e n c y o n a l n i e. które z takim trudem zdobyto. zlepia się je zwykle w jedno. – 12. Bo jakże postępują w tym wypadku dotychczasowi genealogowie moralności? Naiwnie. bywa przez moc odeń wyższą wykładane ciągle pod kątem nowych zamysłów. co jakimkolwiek sposobem doszło do skutku. odległe są toto coelo od siebie.

zaczepnym. krótko. co panuje i chce panować. ręka d o chwytania. i całe dzieje jakiejś »rzeczy«. zdaje mi się. W ten sposób jednak nie rozumie się istoty życia. obyczaju społecznego.. zatracanie się sensu i celowości. o p a n o w a n i e m. Demokratyczna idyosynkrazya do wszystkiego. »Rozwój« jakiejś rzeczy. to jeszcze tem samem nie pojęliśmy nic pod względem jego powstania. najmniejszym nakładem sił i kosztów osiągnionym postępem. odgrywających się w nim procesów przemagania. kształtującym siłom. to znaczy aktywność drugiego rzędu. ciągle nowych tłumaczeń i przystosowań. jakiegoś zwyczaju. pewnej formy. ich liczebne zmniejszanie się (naprzykład przez niszczenie członków pośrednich) może być znakiem wzrastającej siły i doskonałości. pozornie najbardziej przedmiotowe umiejętności. zwyczaju politycznego. czystą reaktywność. ku jej szkodzie. mniej lub więcej wzajemnie niezależnych. lecz »sens« bardziej jeszcze. których działanie dopiero sprowadza »przystosowanie«. 36 . że dzisiaj krok za krokiem wciska się.. pewnego urządzenia tłumaczy także powód ich powstania. jak się samo przez się rozumie. i wyników udanych przeciwdziałań. niż z teoryą. należne spontanicznym. pożyteczność pewnej rzeczy. Być może. że wola mocy stała się panią czegoś mniej mocnego i wycisnęła sobą na nich znaczenie funkcyi. ludzkość. że oko sporządzone jest d o patrzenia. Podnoszę ten główny punkt widzenia metodyki historycznej tem bardziej. odgrywającej się we wszystkiem.. nowoczesny m i z a r c h i z m (aby ukuć złe słowo na złą rzecz) przemienił i przebrał się z czasem do tak duchowego i najbardziej duchowego stopnia.jest p r z e m o ż e n i e m. co musiało mu być p o ś w i ę c o n e m. ś m i e się wciskać już w najsurowsze. że będzie to starszym uszom brzmieć niewygodnie i nieprzyjemnie. że dający się wykazać cel. który jawi się zawsze w postaci woli i drogi ku w i ę k s z e j m o c y i osiągany bywa zawsze kosztem licznych mniejszych mocy.. nawet życie samo określono jako zawsze celowe wewnętrzne »przystosowywanie« do zewnętrznych okoliczności (Herbert Spencer). jakiegoś organu. usiłowań zmian formy w celu obrony i reakcyi. w których wola życiowa objawia się aktywnie i kształtująco. Chciałem rzec: także częściowe b e z u ż y t e c z n i e n i e. co się dzieje. a wszelkie znów przemożenie i opanowanie nowem wytłumaczeniem i przyrządzeniem. co się dzieje. śmierć. ukradłszy jej pojęcie zasadnicze. Wielkość »postępu«: m i e r z y się nawet ilością tego. – gdyż oddawna sądzono. Choćby się najlepiej pojęło p o ż y t e k jakiegoś organu fizyologicznego (lub też instytucyi prawnej. ba. że sprzeciwia się właśnie panującemu instynktowi i smakowi czasu. przekraczającym. raczej w danym razie przypadkowo tylko po sobie następują i zastępują się. z dodatkiem oporu stosowanego każdym razem. formy w sztukach lub w kulcie religijnym). jakiegoś organu nie jest w ten sposób bynajmniej postępem (progressus) ku pewnemu celowi.. których same przyczyny nie muszą znajdować się nawet między sobą w związku przyczynowym. co zarzucał Huxley Spencerowi – jego »nihilizm administracyjny«: lecz chodzi jeszcze o coś w i ę c e j. jako masa poświęcona udaniu się jednej s i l n i e j s z e j species człowieka – t o b y był postęp. Forma jest płynna. tem mniej logicznym i najkrótszym. Nawet wewnątrz każdego poszczególnego organizmu nie dzieje się inaczej: z każdym istotnym wzrostem całości zmienia się też »sens« poszczególnych organów. ba. w ten sposób przeocza się zasadnicze pierwszeństwo.. – jeno kolejnem następstwem głębiej lub płyciej sięgających. w o l i m o c y. pojęcie właściwej a k t y w n o ś c i. jakiegokolwiek zwyczaju mogą być w ten sposób dalszym ciągiem łańcucha znaków. jego w o l i m o c y. Przypomnijmy sobie. Tak też wyobrażano sobie i karę. jako wynalezioną d o karania. w ten sposób zaprzeczono w organizmie nawet władczej roli najwyższych funkcyonaryuszów. przy którem dotychczasowy »sens« i »cel« z konieczności zaciemnić się lub zgoła zagasnąć musi. – w pewnych razach częściowe ich zanikanie. Lecz wszystkie cele. wykładającym i kierującym w sposób nowy. z mechaniczną bezmyślnością wszystkiego. że stał się już panem całej fizyologii i nauki o życiu. niedołężnienie i zwyrodnianie. niż o »administrowanie«. Wzamian wysuwa się pod naciskiem owej idyosynkrazyi na pierwszy plan »przystosowanie«. któryby raczej zgodził się jeszcze z bezwzględną przypadkowością. należą do warunków rzeczywistego progressus. wszystkie pożytki są tylko o z n a k a m i tego.

Co się tyczy jednak owego drugiego pierwiastku w karze. jak wedle prawa chińskiego: więc jako środek do utrzymania czystości rasy i utrzymania tęgości typu społecznego). do którego doszedłem na podstawie małego stosunkowo i przypadkowego materyału. w których się cały proces semiotycznie streszcza. Kara jako rodzaj wyrównania za te korzyści. a także bardziej podatna zmianie. jak nasi naiwni genealogowie moralności i prawa dotąd przypuszczali. d l a c z e g o właściwie się karze: wszystkie pojęcia. niechaj posłuży tu schemat. wytłómaczona. jej »sensu«. niż jej zużytkowanie do kary. jako buntownika. że procedura sama będzie czemś starszem. Kara jako izolowanie zakłócenia równowagi. to znów ów pierwiastek kosztem pozostałych wybija się na czoło i dominuje. trudno rozpuszczalnej. jak niepewny. wcześniejszem. którzy karę wyznaczają i wykonywają. jakie wojna właśnie daje w ręce. krystalizują się ostatecznie w pewien rodzaj jedności. Kara jako wypowiedzenie wojny i środek przeciw wrogowi pokoju. prawa. co w niej jest względnie t r w a ł e. cel. to jest do k a r y. Kara jako odpłacenie poszkodowanemu szkody. Kara jako kompromis z naturalnym stanem zemsty.13. Kara jako wpajanie strachu przed tymi. jako łamiącego umowę. a nawet w pewnych razach jeden pierwiastek (może cel odstraszenia) zdaje się unicestwiać całą resztę składników. co w niej płynne. że raz ten. 37 . płynnego. zwyczaj. że procedurę w y n a l e z i o n o dla celu kary. definiować daje się tylko to. dzieje jej wyzyskiwania do najróżniejszych celów. czy to świadkom egzekucyi. przykrojona. można zauważyć jeszcze. która chroni złoczyńcę przed wybujałością zemsty. jak w każdym poszczególnym przypadku pierwiastki syntezy zmieniają swoją wartościowość i wedle tego inaczej się porządkują tak. zwierzchności. czy to temu. oczekiwanie. sens. jako niebezpiecznego dla społeczności. zdrajcę i pokojołomcę. (N i e m o ż l i w ą jest dziś rzeczą powiedzieć dokładnie. to jest jako pogwałcenie i wyszydzenie obalonego nakoniec wroga. Kara jako wyrabianie pamięci. pewną surową kolejność procedur. zastrzeżone ze strony władzy. jeśli się go używa jako niewolnika w kopalniach). jak następczy. lecz całą syntezę »sensów«: dotychczasowe dzieje kary wogóle. słowem. których przestępca dotychczas używał (naprzykład. Kara jako uroczystość. Kara jako honoraryum. którego zwalcza się środkami. akt. wrogowi. który karę ponosi – tak zwana »poprawa«. uchylają się od definicyi. co nie ma żadnych dziejów). »dramat«. jak przypadkowy jest »sens« kary i jak jedna i ta sama procedura ze względu na zasadniczo różne zamysły może być różnie zużytkowana. per analogiam. by zapobiec rozszerzeniu się zakłócenia. mniemając wszyscy razem. trudnej do analizowania i. to w późniejszym stanie kultury (naprzykład w Europie dzisiejszej) pojęcie »kary«: nie przedstawia faktycznie wcale już jednego sensu. że rzecz n i e tak się ma. Aby dać przynajmniej wyobrażenie. – Aby więc wrócić do przedmiotu. z drugiej strony to. Natomiast w pewnem wcześniejszem stadyum okazuje się jeszcze owa synteza »sensów« bardziej do rozwikłania. że dopiero w ł o ż o n o ją w procedurę i podsunięto jako tej procedury tłumaczenie (dawno istniejącej. należy w niej rozróżniać dwie rzeczy: najpierw to. n i e d a j ą c e j s i ę w c a l e z d e f i n i o w a ć. Kara jako wyłączenie pierwiastka zwyrodniałego (w danych razach całej gałęzi. tak jak sobie niegdyś wyobrażano rękę wynalezioną celem chwytania. o ile ten ostatni utrzymuje się jeszcze dzięki możnym rodom i o ile one roszczą sobie doń przywileje. co do jej warunków. co podnieść trzeba. lecz w innem znaczeniu używanej). Przytem przypuszczamy tylko. Kara jako unieszkodliwienie. wedle wyłuszczonego właśnie zasadniczego punktu widzenia metodyki historycznej. które się łączy z wykonaniem takich procedur. w jakiejbądź formie (także w uczuciowem wynagrodzeniu). jako przeszkodzenie dalszemu szkodzeniu. porządku.

domy poprawy n i e są wylęgarnią. karzących n i c. zajęty był pytaniem. Nie ważmy mianowicie lekce tego. zastawianie sideł. lżenie. Lista ta jest niewątpliwie niezupełna. niż średnie działanie kary. w której spoczywał przed wynalezieniem nieczystego sumienia: cóż zatem pozostało z morsus conscientiae? 38 . z czystem sumieniem spełniany: więc szpiegostwo. coby wyrażało. całą frantowską i szczwaną sztukę policyantów i oskarżycieli. 15. Lecz tem samem wykracza się nawet ze względu na dziś jeszcze przeciw rzeczywistości i psychologii. gdy pewnego popołudnia. kara jest jawnie przeładowana pożytecznościami wszelkiego rodzaju. że Bóg czyni wszystko sub ratione boni (»lecz toby znaczyło poddawać Boga przeznaczeniu i byłoby zaiste największą z wszystkich niedorzeczności« –). tak jak się w różnych rodzajach kary przebijają. którzy porządnie się w y s i l a j ą. – w tem zgadzają się wszyscy sumienni postrzegacze. ponura powaga. mordowanie. – wszystko to więc jako czynności wcale przez sędziów nie napiętnowane pogardą. więzienia. pogwałcenie. w której ta species toczącego robaka najchętniej się udaje. Tylko ze szkodnikiem. nie doznawał przytem żadnej innej »wewnętrznej udręki«. jak dalece właśnie widok sądowych i wykonawczych procedur nawet przeszkadza przestępcy odczuwać czyn swój. to wypadek taki jest bezsprzecznie jeszcze mniej pokrzepiający. jak kiedy nastąpiło coś nieobliczalnego. następnie zasadnicze. »Nieczyste sumienie«. który dobro i zło wygnał między urojenia ludzkie i gniewnie bronił czci swego »wolnego« Boga przeciw bluźniercom. »wyrzutem sumienia«. że złamie energię i wywoła nędzne ukorzenie i poniżenie się. jego przeddzieje! Prawdziwy wyrzut sumienia jest właśnie wśród zbrodniarzy i skazańców czemś niezmiernie rządkiem. szuka się w niej właściwego instrumentum owej duchowej reakcyi. wzmacnia siłę oporu. więzienie. by go w tem miejscu nie rozumieć. oberwanie się miażdżącej skały. nawet afektem nie uniewinnione grabienie. Wiara w karę. z nieodpowiedzialną częścią przeznaczenia. utrzymującym. Uświadomiło się to raz w sposób podchwytliwy Spinozie (ku zmartwieniu jego wykładaczy. naprzykład Kuno Fischer). zaostrza poczucie osamotnienia. przekupstwo. że właśnie kara najbardziej p o w s t r z y m a ł a rozwój poczucia winy. – przynajmniej ze względu na ofiary. co jemu samemu właściwie pozostało z sławnego morsus conscientiae –.14. jakiś straszny wypadek w naturze. która jużci uchodzi w świadomości ludowej za najistotniejszą. na których sobie przemoc karząca szukała upustu. lecz tylko w pewnym względzie i pewnem zużytkowaniu. o jakie ocierając się wspomnienie. koncentruje. I nawet ten. jemu. rodzaj swego postępku jako pogardy godny s a m w s o b i e: widzi on bowiem zupełnie ten sam rodzaj postępku spełniany w służbie sprawiedliwości i nazywany wówczas dobrym. Gdy zaś pomyślimy jeszcze o owych tysiącoleciach p r z e d dziejami człowieka. kto wie. które charakteryzuje sucha. – w rzeczywistości nie istniało przez najdłuższy okres czasu nawet w świadomości sądzących. na którego później spadała kara. to śmiało możemy wydać sąd. znajduje właśnie w niej ciągle najsilniejszą swą podporę. którzy w licznych wypadkach sąd tego rodzaju dość niechętnie i przeciw własnym wydają życzeniom. Kara posiadać ma tę wartość. podejście. przeciw czemu na nic wszelka walka. chwiejąca się dziś z licznych powodów. n i e wyrósł na tym gruncie. torturowanie. znowu jako część przeznaczenia. ani potępione s a m e w s o b i e. Naogół licząc. Jeżeli się zdarzy. Tem snadniej odjąć jej można użyteczność d o m n i e m a n ą. a cóż dopiero ze względu na najdłuższe dzieje człowieka. ten najbardziej niesamowity i zajmujący kwiat naszej ziemskiej roślinności. że budzi p o c z u c i e w i n y w winnym. że się ma do czynienia z »winnym«. Świat cofnął się znowu dla Spinozy do stanu owej niewinności. kara hartuje i ostudza. która zwie się »nieczystem sumieniem«.

albo zginąć. to czyn poddawała krytyce roztropność: bez wątpienia. te nieszczęśniki. – owej przemiany. których kara dosięgła: »coś tu wbrew przypuszczeniom poszło źle«. która wypadła przeciw wszelkiemu oczekiwaniu«. niecierpliwie sam siebie targał. II. Do najprostszych zatrudnień czuły się niezgrabne. Człowiek. ze zmiany i zniszczenia – wszystko to. połączony z wyobrażeniem rzeczy minionej. by własnej swojej hipotezie o początku »nieczystego sumienia« nie dopomóc do pierwszego tymczasowego wyjawu nie łatwo zdobyć dla niej posłuch. sprawiły. Cały świat wnętrzny. w przedłużeniu pamięci. że nigdy nie istniało na świecie podobne poczucie nędzy. zaostrzenie rozsądku. o tyle i złym. gdy dotąd nosiła je woda. Eth. musimy szukać właściwego s k u t k u kary przedewszystkiem w zaostrzeniu roztropności. dzięki któremu naprzykład dziś jeszcze Rosyanie w szafowaniu życiem wyżej stoją od nas. w pewnem polepszeniu samooceny. w woli przystępowania nadal do dzieła ostrożniej. wtłoczony w gniotącą cieśń i prawidłowość obyczaju. wysokości. prześladował. – a nadto owe stare instynkty nie przestały odrazu stawiać swych wymagań! Tylko że trudno i rzadko można było czynić po ich woli: naogół musiały szukać sobie nowych i jakby podziemnych zadowoleń. że dla wielu rzeczy jest się raz na zawsze za słabym. z napadania. że wszystkie owe instynkty starego. początkowo cienki. przystosowanym szczęśliwie do wojny. tak dopiero przyrasta do człowieka to. Na szczęście czyni dość często głupim). kombinowania przyczyn i skutków. I. tajemniej. propos. Uważam nieczyste sumienie za ciężkie chorzenie. z tym odważnym fatalizmem bez buntu. III. w człowieku i zwierzęciu. Miały odtąd chodzić na nogach i »nosić same siebie«. opanowanie żądz: w ten sposób kara o b ł a s k a w i a człowieka. tak samo działo się tym półzwierzom dziczy. gdy znalazł się ostatecznie zamkniętym w żakietem kole społeczeństwa i pokoju. W tem tu miejscu nie mogę uniknąć. gdy zmuszone były albo stać się zwierzętami lądowemi. w zrozumieniu. szerzy. obliczania. nie czyni go jednak »lepszym«. nie mogące wyładować się na zewnątrz. włóczęgi i przygód. to pomnożenie obawy. róż rósł się i wyrósł. który z braku zewnętrznych wrogów i oporów. a n i e: »tego nie powinienem był czynić« – poddawali się karze. – chce ona. – smutek. jak się poddaje człowiek chorobie. mieszkańców Zachodu. – zostały ograniczone do myślenia. wolnego. jakie wogóle przeżył. schol. co się później jego »duszą« zowie. (»Każdy mądry po szkodzie«. Jak zwierzętom wodnym. zakłócał i katował. nieszczęściu lub śmierci. jakby wciśnięty między dwa naskórki. któremi organizacya państwowa broniła się przeciw dawnym instynktom wolności – kary przedewszystkiem należą do tych obwarowań –. najzawodniejszego organu! Zdaje mi się. Wszystkie instynkty. brakło im ich starych przewodników po tym nowym nieznanym świecie. okrucieństwo. – nagle instynkty ich pozbawione zostały wartości i »zawieszone«. gryzł. by długo ją przemyślać na jawie i we śnie. p r z e c i w c z ł o w i e k o w i s a m e m u. XVIII. mówi lud: o ile szkoda czyni mądrym. Co naokół osiągnąć można przez karę. rzekł sobie wkońcu. o t o początek »nieczystego sumienia«. nabrał głębi. 39 . 16. Owe straszne obwarowania. w które człowiek wpaść musiał pod naciskiem owej najbardziej zasadniczej z wszystkich przemian. koczowniczego człowieka zwróciły się wstecz. regulujących. – możnaby z większem prawem jeszcze twierdzić coś przeciwnego. zwrócone przeciw posiadaczom takich instynktów. Wrogość. w miarę. nieufniej. N i e i n a c z e j n i ż S p i n o z a przez ciąg tysiącoleci odczuwali popełnione »przestępstwo« złoczyńcy. wnioskowania. nieświadomie a pewnie wiodących popędów. jak z a h a m o w a n e zostało wyładowywanie się człowieka na zewnątrz. Jeśli istniała wówczas krytyka czynu. ograniczone do s w e j »świadomości«. do swego najbiedniejszego. takie ołowiane zniechęcenie. z w r a c a j ą s i ę w e w n ą t r z – oto co nazywam u w e w n ę t r z n i e n i e m człowieka. uciecha z prześladowania.»Przeciwieństwo gaudium. Straszliwe brzemię ciążyło na nich.

z której ludzkość po dziś dzień nie ozdrowiała. kładzie bez skrupułu swe straszliwe łapy na ludność może liczebnie nieskończenie wyższą. ani nawet żadnego ressentiment. jawi się wkrótce coś nowego. zaszło na ziemi coś tak nowego. Gdzie się pojawią. jak gdyby człowiek nie był celem. lecz także został u f o r m o w a n y. w co wprzód nie został włożony »sens« odnośnie do całości. Dodajmy do tego natychmiast. że najstarsze »państwo«. zbyt nagle. Do założenia tej hipotezy początku nieczystego sumienia należy po pierwsze to. jak grom się zjawia. tak też samymi gwałtami do końca doprowadzone zostało. mus. są to najbardziej poniewolni. nieledwo pewność. pozoru. zwracającą się przeciw samej sobie. nieodparta fatalność. wskutek wypowiedzenia wojny starym instynktom.to o kraty swej klatki raniące się zwierzę. aby mogło się odegrać niedorzecznie. ten nędzarz. uciecha i straszliwość. To n i e w n i c h wyrosło nieczyste sumienie. rasę zdobywców i panów. – widowisko zbyt subtelne. rządzi nimi ów straszliwy egoizm twórcy. która. który ż y j e. że z drugiej strony wraz z duszą zwierzęcą. w które gra »wielkie dziecko« Heraklita. że widok ziemi zmienił się zasadniczo. Oni nie wiedzą. ci urodzeni organizatorowie. niesłychanego. 17. zbyt cudowne. coś przygotowywało. jak zaczęło się gwałtem. człowiek rozchorował się n a c z ł o w i e k a. w którym części i funkcye zostały odgraniczone i uzależnione. aż wreszcie taki surowy materyał ludu i półzwierząt nietylko ugniótł się i stał się podatny. zjawiają się. – wzbudza dla siebie zajęcie. Dzieło ich jest instynktownem tworzeniem form. Używam wyrazu »państwo«: wiadomo. Tak przecie poczyna się »państwo« na ziemi: sądzę. które się chce »obłaskawić«. nadzieję. napięcie uwagi. zbyt przekonywająco.. bez względu. w sprzeczność i p r z y s z ł o ś ć b r z e m i e n n e g o. Kto rozkazywać umie. co przez to rozumiem – jakąś gromadę płowowłosych drapieżców. miejsce tortury. stojącą po stronie przeciwnej sobie samej. w którym nie znajdzie miejsca nic wogóle. że pozbyto się owego marzenia. by nawet nienawidzone być mogły. jak matka przez dziecię swoje. – czy się zwie Zeusem czy Przypadkiem. przeciw którym nie było żadnej walki. bez powodu. lecz jako przełom. że przystosowanie się nie hamowanej dotąd i nie ukształconej ludności do stałej formy. trzeba było boskich widzów. wielką obietnicą. co wzgląd. kto jest z natury »panem«. mostem. lecz jeszcze bezkształtną.. twór władczy. zbyt »inaczej«. wbrew rozumowi. który z samego siebie stwarzać sobie musiał przygodę. Od niego jednak rozpoczęła się największa i najstraszniejsza choroba. które kazało mu powstawać drogą »umowy«. aby godnie uczcić widowisko. – aleby 40 . jak gdyby coś się nim zwiastowało. czujący brak i trawiony tęsknotą za pustynią. zbyt strasznie. i posiadając moc do organizowania. Po drugie jednak i to. kto gwałtem sobie poczyna w każdym ruchu i dziele. z góry usprawiedliwionym przez swe »dzieło« na wieki. wedle tego wystąpiło i dalej działało jako tyrania straszliwa. zbyt paradoksalne. wyciskaniem form. wcale dobrowolna i nie przedstawiała się jako organiczne wrastanie w nowe warunki. najnieświadomsi artyści. ogniwem. lecz tylko drogą. n a s i e b i e s a m e g o: wskutek gwałtownego odcięcia się od przeszłości zwierzęcej. które się wówczas zaczęło i którego końca jeszcze dziś wcale przewidzieć nie można. co odpowiedzialność. rozumie się z góry. przychodzą jak przeznaczenie. puszczę niepewną i niebezpieczną – ten szaleniec. zagadkowego. że owa przemiana nie była wcale stopniowa. jacy istnieją. jeszcze koczowniczą. niejako skoku i runięcia w nowe położenie i warunki bytu. na których polegała dotąd jego siła. zorganizowana na sposób wojenny. ten stęskniony i zrozpaczony więzień stał się wynalazcą »nieczystego sumienia«. niepostrzeżenie na jakiejś śmiesznej gwieździe! Odtąd człowiek należy do najbardziej nieoczekiwanych i wzruszających rzutów szczęścia. jako miażdżąca i bezwzględna maszynerya. – cóż ma taki do czynienia z umowami? Takie istoty nie są obliczalne. co wina. głębokiego. jako skok. W samej rzeczy. który patrzy jak spiż i czuje się.

uciecha wypalania na sobie woli. – 19. ta niesamowita i przerażająco rozkoszna robota dobrowolnie rozdwojonej w sobie duszy. W łonie pierwotnych związków rodowych – mówimy o praczasach – każde z kolei pokolenie uznaje wobec pokolenia dawniejszego. – Tyle tymczasem co do pochodzenia »nieegoistyczności«. a może wogóle dopiero po raz pierwszy piękno samo. z a p a r c i e s i ę s i e b i e. jako ciężkiemu. Tylko że tworzywem. najoczniejszem zjawisku. Cóżby bowiem było »pięknem«. i n n i ludzie. 18. małostkowsza. które urabia kształtująca i gwałcicielska natura owej siły. jaką jest ciąża naprzykład. ich potęgi twórczej pewne olbrzymie quantum wolności nie zostało usunięte ze świata. to właśnie ów i n s t y n k t w o l n o ś c i (mówiąc moim językiem: wola mocy). Do tego potrzeba jednak długiego oddechu. – tym wstecz wypartym. co z tą chwilą właściwie dopiero na świat przyszło. jest właśnie sam człowiek. pewien obowiązek prawny (nie zaś jedynie zobo41 . wobec założycieli rodu. Strzeżmy się pomiatać całem tem zjawiskiem już dlatego. samozapierający się. cierpiącemu tworzywu. z którego wartość ta wyrosła: dopiero nieczyste sumienie. całe to a k t y w n e »nieczyste sumienie«. i celem wyznaczenia gruntu. jako macierzyńskie łono idealnych i wyobraźniowych wydarzeń – jak to już zgadnąć można – wywiodło ostatecznie na światło także całą pełnię nowej dziwnej piękności i potwierdzenia.. zaprzeczenia. wyraża się ideał. o f i a r a. o ile w pojęciach zaprzecznych. piękność. I jedno odtąd wiadomo – nie wątpię –. wśród których choroba ta doszła do najstraszniejszego i najwyższego szczytu: – zobaczymy. wewnątrz uwięzionym i wkońcu znajdującym ujście i upust jeszcze tylko na sobie samym instynktem wolności: tem i tylko tem jest w swym zaczątku n i e c z y s t e s u m i e n i e. lecz chorobą taką. aktora tutaj. o którym już obszerniej mowa była. że odrazu jest szpetne i bolesne. gdzie dla nas. to nie ulega wątpliwości. Chorobą jest nieczyste sumienie. przynajmniej z widoku i niejako wprowadzone w s t a n u t a j e n i a. gdyby wpierw brzydota nie powiedziała samej sobie: »jestem brzydka«?. brakłoby go. gdyby wpierw sprzeczność nie uświadomiła się samej sobie. jest może najniezrozumialszy. jak w owem większem. cofniętym. i n n y człowiek. buduje ideały negatywne. pogardy. mianowicie w jakim rodzaju od początku jest r o z k o s z. która u owych potężnych twórców i organizatorów działa wspanialej i buduje państwa. opornemu. ludzi nowoczesnych. – a n i e. a w szczególności wobec najdawniejszego. jako wartości m o r a l n e j.. samoofiarny: rozkosz ta należy do okrucieństwa. został raz jeszcze. mówiąc z Goethym. krytyki. Mianowicie w stosunek ludzi t e r a ź n i e j s z y c h do swych p r z o d k ó w. stwarza sobie nieczyste sumienie.nie było wyrosło b e z n i c h to obrzydłe zielsko. to okrucieństwo twórcze. a to w sposób historycznie zupełnie podziwu godny i zastanawiający. w »labiryncie piersi«. jak b e z o s o b o w o ś ć. Po tej wskazówce przynajmniej będzie mniej zagadkowa zagadka. wewnętrzna. sprzeczności. Tym wprowadzonym gwałtownie w stan utajenia i n s t y n k t e m w o l n o ś c i – pojęliśmy to już. To tajne gwałcenie siebie. na wstecz skierowana. jego cała zwierzęca stara jaźń. którą odczuwa bezosobowy.. W gruncie rzeczy jest to przecie ta sama siła czynna.. wciągnięty jako tłumaczenie w stosunek. która sobie ból zadaje z rozkoszy zadawania bólu. dopiero wola samodręczenia jest warunkiem w a r t o ś c i pierwiastku nieegoistycznego. ta uciecha nadawania kształtu sobie samemu. Prywatno-prawny stosunek dłużnika do wierzyciela. Poszukajmy warunków. – i przedewszystkiem musimy raz jeszcze wrócić do dawniejszego punktu widzenia. gdyby pod naciskiem ich młotów bijących. mniejsza.

Ludzkość w ten sam sposób. S t r a c h przed praszczurem i jego mocą. zawierania pokoju. Świadomość długu względem bóstwa. jego praczasów. świadomość długów względem niego wzmaga się koniecznie wedle tego rodzaju logiki zupełnie w tej mierze. które rzeczywiście swym praszczurom. nie ustala wcale po upadku opartej na związkach krwi. (Przejście tworzą owe liczne ludy niewolników i poddanych. Jeśli się rzecz przemyśli tym surowym rodzajem logiki do końca. Czy aby zadowala się ich kiedykolwiek? Ta obawa pozostaje i rośnie: co pewien czas wymusza ona wielką ryczałtową wypłatę. przezorności i obecności jego mocy. 20. w najgrubszem rozumieniu). A komuby się wydawało. Czemże można im się odpłacić? Ofiarami (z początku dla pożywienia. wszystkie oznaki zwyrodnienia i ujawniającego się rozkładu z m n i e j s z a j ą raczej zawsze także strach przed duchem jego założyciela i coraz bardziej wyobrażenie o jego mądrości. które tymczasem w nich samych się ujawniły. oznakami czci. właściwości dostojne. świętami. nie przestają użyczać rodowi nowych korzyści i nowych zadatków. jako potężne duchy. odzwierciedla się w genealogicznej gmatwaninie jej bogów. to ostatecznie przodkowie n a j p o t ę ż n i e j s z y c h rodów muszą. że należy dodać: »ale i z pobożności!« temuby trudno było zostać przy racyi w stosunku do owego najdłuższego okresu ludzkiego rodzaju. w jaki odziedziczyła pojęcia »dobry i zły« po szlachcie rodowej (wraz z jej psychologiczną zasadniczą skłonnością porządkowania wedle stopni). postęp ku państwom uniwersalnym jest zawsze także postępem ku uniwersalnym bóstwom. Tymczasem wytknijmy jeno do końca drogę tego rodzaju świadomości winy. że przodkowie ci w dalszym ciągu swego istnienia. Nie zaś odwrotnie! Każdy krok ku upadkowi rodu. despotyzm z swem pogwałceniem niezależnej szlachty toruje też 42 . kaplicami. krew ludzka w każdym wypadku). czy to pod przymusem.. o ile dotyczy najdłuższego okresu rodzaju ludzkiego). (Całe dzieje walk etnicznych.wiązanie uczuciowe: ostatniego możnaby nawet nie bez powodu wogóle zaprzeczyć. zwycięstw. co do okresu ś r e d n i e g o. wszystko. Od nich później przelewa się to dziedzictwo na wszystkie strony). jako dzieła przodków. który przez to jeszcze ustawicznie narasta. w jakiej wzrasta moc samego rodu. jak nauczają dzieje. oczywiście. krew. swym przodkom (bohaterom. sami wyróść do potworności i usunąć się w mrok boskiej tajemniczości i niewyobrażalności: – praszczur przekształca się ostatecznie z konieczności w boga. wszystkie nieszczęsne przypadki. organizacyjnej formy »gminy«. w podaniach o ich walkach. są też ich ustawami i rozkazami. co poprzedza w każdej wielkiej syntezie ras ostateczne ustopniowanie wszystkich elementów ludowych. Czy darmo? Lecz dla owego nieokrzesanego i »ubogiego duchem« okresu nie istnieje żadne »darmo«. zwycięstwach i pojednaniach. czcią i obawą przejmujący. które przystosowały się do boskiego kultu swych panów. otrzymała wraz z dziedzictwem bóstw rodowych i szczepowych także dziedzictwo ucisku niespłaconych jeszcze długów i pragnienie wywiązania się z nich. Uczucie dłużnicze względem Boga nie przestało wzrastać przez kilka tysiącoleci i to ustawicznie w tym samym stosunku. coś potwornego na rzecz »wierzyciela« (osławiona ofiara z pierwocin naprzykład. czy przez uległość i mimicry. stapiania się. Za to tem bardziej. że ród i s t n i e j e tylko dzięki ofiarom i świadczeniom przodków – i że trzeba im je ofiarami i świadczeniami o d p ł a c a ć. Na uszlachcenie i uszlachetnienie bogów (które oczywiście nie jest ich »uświęceniem«) rzucimy później raz jeszcze okiem. niezależny. a więc początek ze s t r a c h u rodem!. kiedy powstają rody dostojne. w jakiej sam ród staje się coraz bardziej zwycięski. bogom) z odsetkami oddały wszystkie te właściwości. dzięki wyobraźni rosnącej trwogi. w jakim pojęcie i poczucie boga rosło na ziemi i wznosiło się w górę. Tem samem uznaje się d ł u g.. Może tu jest sam początek bogów. przedewszystkiem posłuszeństwem – gdyż wszystkie zwyczaje. Panuje tu przekonanie.

buddyzm i rzeczy pokrewne) – aż naraz znajdujemy się przed paradoksalnym i przerażającym wybiegiem. jako największego Boga. z której łona człowiek powstaje i w którą obecnie wkłada się zły pierwiastek (»udyablenie przyrody«). nie można odrzucać widoków. w Boga. skoro n a t u r a l n e ujście tej chęci zadawania cierpienia zostało zatamowane. Tyle tymczasem w krótkości i zgrubsza o związku pojęć »długu«. »niewolność woli«). poplątanie nieczystego sumienia z pojęciem boga) i mówiłem nawet na końcu poprzedniego rozdziału. teraz spojrzenie p o w i n n o beznadziejnie odbić się od spiżowej niemożliwości. Przypuściwszy. iż zupełne i ostateczne zwycięstwo ateizmu mogłoby zgoła uwolnić ludzkość od tego uczucia. Ateizm i pewien rodzaj w t ó r ej n i e w i n n o ś c i idą z sobą w parze. jakoby pojęcia te z konieczności miały się już ku końcowi. Umyślnie pozostawiłem dotąd na uboczu właściwe umoralnienie tych pojęć (wtłoczenie ich w dziedzinę sumienia. o początku rodzaju ludzkiego. z m i ł o ś c i (mamyż w to wierzyć? –). że teraz już spełnia się także zasługujący na uwagę upadek ludzkiej świadomości długu.zawsze drogę jakiemuś monoteizmowi). innego istnienia. który wynalazł nieczyste sumienie. 21. celem obłaskawienia »w państwo« i zamkniętego więźnia. Bóg tym jedynym. Widzimy ową chęć samodręczenia. stąd też. jeszcze dokładniej. wiara w naszego »wierzyciela«. jak gdyby owo umoralnienie wcale nie istniało. z miłości dla swego dłużnika!. wżera. »obowiązku« z założeniami religijnemi. swej causa prima. który dotąd obciążony jest klątwą (»Adam«. w którym znękana ludzkość czasową znalazła ulgę. myśl o jej nieodpłacalności (o »karze w i e c z n e j«) –. »grzech pierworodny«. wtłoczenie ich w n i e c z y s te sumienie daje właściwie próbę o d w r ó c e n i a kierunku opisanego dopiero co rozwoju. od czegoby on sam nigdy wyzwolić się nie mógł. by sobie ból zadawać.. towarzyszyło też na ziemi maximum poczucia długu. owo w głąb cofnięte okrucieństwo uwewnętrznionego. Zjawieniu się chrześcijańskiego Boga. skoro upadło ich założenie. w którym obecnie nieczyste sumienie tak się zagnieżdża. lub o istnieniu wogóle. jakiego dotąd osiągnięto. żeśmy właśnie rozpoczęli ruch o d w r o t n y. lub o naturze. Umoralnienie pojęć długu i obowiązku. przed genialnym figlem c h r z e ś c i j a ń s t w a: Bóg ofiaruje samego siebie za dług człowieka. rozpiera i na kształt polipa wszerz i głąb rośnie. pożądanie nicości lub pożądanie jego »przeciwieństwa«. cofnąć się.. przynajmniej zastanowienia jego ruchu: teraz p o w i n n y właśnie widoki ostatecznego wywiązania się zniknąć pesymistycznie raz na zawsze. Dłużnik ofiaruje się za swego wierzyciela. Już prawie da się zgadnąć. teraz p o w i n n y pojęcia »długu« i »obowiązku« zwrócić się wstecz – przeciw k o m u jednak? Nie można wątpić: najpierw przeciw »dłużnikowi«. ba. wkońcu jednak nawet przeciw wierzycielowi. Ten człowiek z sumieniem nieczystem owładnął założeniem religijnem. w siebie zapędzonego człowieka-zwierza. c o się przy tem wszystkiem i p o d tem wszystkiem działo. Bóg samym sobą płaci samemu sobie. to możnaby też z prawdopodobieństwem wcale nie małem wnosić z niepowstrzymanego upadku wiary w chrześcijańskiego Boga. Istotny stan rzeczy różni się od tego w sposób straszliwy. aż wkońcu z niemożności wywiązania się z długu powstaje koncepcya niemożności wywiązania się z pokuty. że posiada dług wobec swego początku. Przypomnijmy sobie o causa prima człowieka. o jego praojcu. 22. które pozostaje jako »n i c w a r t o s a m o w s o b i e« (nihilistyczne odwrócenie się od niego. by swoją samoudrękę doprowadzić do najokropniejszej sro43 . który może wyzwolić człowieka.

że i ten olimpijski widz i sędzia daleki jest od tego. »Jakże oni g ł u p i!« myśli. n i e rozdzierało zaś samego siebie. nie mającego bezwzględnie nic sobie równego: w o l a człowieka uważania siebie za winnego i godnego potępienia aż do niemożliwości pokuty. wyrzuca z siebie wszelkie zaprzeczenie siebie samego. jako piekło. »Dziwna! mówi on raz – chodzi o sprawę Egistosa. jako niezmierzoność kary i winy. by raz na zawsze odciąć sobie odwrót z tego labiryntu -»idee fixe« jego wola wzniesienia ideału – ideału »świętego Boga« – by w obliczności jego być dotykalnie pewnym swej bezwzględnej niegodności! Och. jakież pogwałcenia natury. patrząc na występki 44 . najstraszniejsza choroba.. niż chrześcijaństwo swego używało Boga. jako wieczność. przeinacza te instynkty zwierzęce w winę przeciw Bogu (jako wrogość. Ujmuje w »Bogu« krańcowe przeciwieństwa. natury. jako byt.« Jednak widzi się i słyszy zarazem. Posuwały się w tem bardzo daleko te przepyszne istoty o lwich sercach a głowach dzieci. b a r d z o złą sprawę – »Dziw. wbrew [przeznaczeniu. Jest w tem okrucieństwie duchowem rodzaj szaleństwa woli. jak wśród tej nocy katuszy i niedorzeczności brzmiał krzyk m i ł o ś c i. Ziemia za długo już była domem waryatów!. by właśnie zdaleka od siebie trzymać »nieczyste sumienie«.. – Że pojęcie bogów s a m o w s o b i e nie koniecznie prowadzi do tego pogorszenia fantazyi. wybawienia w m i ł o ś c i.. – to daje się na szczęście wysnuć z każdego spojrzenia. by móc cieszyć się z swej wolności duszy: więc w rozumieniu odwrotnem. jego w o l a.. że trzeba przemocą bronić się zbyt długiemu patrzeniu w te bezdnie. w czem ostatnie stulecia Europy doszły do mistrzostwa. ten odwróci się.. to szalone.. rzeczywistość.. lecz także pełne czarnego. rzuconego na b o g ó w g r e c k i c h. 23. Ta myśl staje się dlań narzędziem tortury. Tkwi tu c h o r o b a. nie wściekało się na siebie samo! Grecy posługiwali się przez najdłuższy okres czasu swoimi bogami. jako sędziostwo Boga. daje im kiedy niekiedy do zrozumienia. jako świętość Boga. bunt przeciw »panu«. jako zaświat. I nie mniejszy autorytet jeno sam Zeus homerowski. jaka dotychczas w człowieku szalała: – a kto jeszcze usłyszeć zdołał (lecz dziś nie ma się już uszu na to! –). nie ulega wątpliwości. że biorą to nazbyt lekce. na te odzwierciedlenia ludzi dostojnych i wielmożnych. »ojcu«. W człowieku jest tyle przerażającego!. że tak bardzo śmiertelni skarżą się jednak [na bogów! Z ł o o d n a s t y l k o p o c h o d z i. skoro tylko przeszkodzi się mu być b e s t y ą w c z y n i e!. sądzą. Niech to wystarczy raz na zawsze odnośnie do pochodzenia »świętego Boga«. jako katostwo Boga. smutne zwierzę człowiecze! Jakież nachodzą je pomysły. by gniewać się na nich za to i źle myśleć o nich. jakie dla swych właściwych i nieodłącznych instynktów zwierzęcych mógł wynaleźć. . jako katuszę bez końca. posępnego. faktycznej swej istoty. że kara winę zrównoważyć może. jakież paroksyzmy głupstwa.. jakież b e s t y a l s t w o i d e i wystrzela natychmiast.gości i surowości. jako Boga. przejęty niezwyciężoną grozą. cielesność. opór. krzyk tęskniącego zachwytu. lecz [sami ściągają Na się nieszczęścia przez swój nierozum. którego uprzytomnienia ani na chwilę nie wolno nam było sobie oszczędzić. denerwującego smutku. Wszystko to jest aż nadmiernie zajmujące. Wina przeciw B o g u!. jego wola c z u ć się skaranym.. bez nadziei. jako potwierdzenie. naturalności. wprzęga się w sprzeczność »Boga« i »dyabła«. źródłu i początkowi świata). niż samokrzyżowanie i samohańbienie człowieka. by najgłębsze dno rzeczy zarazić i zatruć problematem kary i winy. w których z w i e r z ę ludzkie czuło się ubóstwionem. że istnieją d o s t o j n i e j s z e sposoby posługiwania się zmyśleniem bogów...

Lecz czyście też siebie samych pytali dość. musi nam się zjawić przecie ten w y z w a l a j ą c y człowiek wielkiej miłości i pogardy. Cóż obraża głębiej. przez wojny i zwycięstwa wzmocnionych. ostatecznego najpewniejszego siebie zuchwalstwa poznania. Lecz kiedyś. próżnych. My. zwierzęciu.. Właśnie d o b r y c h ludzi miałoby się tem samem przeciw sobie. marzycieli. niż te. tak że ostatecznie zawarły w nim siostrzany związek z »nieczystem sumieniem«. to jest. »Musiał go pewno b ó g dotknąć szaleństwem«. nadto. które w tym właśnie możliwe są okresie: duchów. jakże uprzejmym dla nas okazuje się świat cały. mówił sobie wkońcu. »Czy właściwie stawia się tu jakiś ideał. co słuszna. krótko. Jednak nawet to zaburzenie w głowie było problematem. które jest właściwe wszelkiemu zdrowiu.. swój artyzm może. tymczasem jest ona tylko jego zanurzeniem się.. trzebaby na to pewnego rodzaju wzniosłej złoby. by n i e n a t u r a l n e skłonności. »Głupstwo«. n i e grzech! Rozumiecie to?. wszystkie owe aspiracye do zaświata. ile kłamstw uświęcić.. to tylko p r z y p u s z c z a l i Grecy nawet najtęższych. winę... dotychczasowe ideały.. jako powód wiela złego i fatalnego. ile z »boga« każdym razem w ofierze złożyć? By móc jakąś świętość wznieść. w obliczu niezrozumiałej dla siebie zdrożności i występku. ból nawet potrzebą się stały. trzebaby na to nawyknienia do ostrego wysokiego powietrza. przygoda. do tego.. pomyślnie udani. gdy znowu wróci na światło. które wszystkie razem wrogie są życiu i oczerniają ziemię. my ludzie pochodzenia szlachetnego. Ten człowiek przyszłości. »Bo jakżeż to też możliwe? Skądby się wzięło w głowach. skoro czynimy jak świat cały i folgujemy sobie jak cały świat!.. jakie m y mamy.. że się daje coś niecoś do poznania z surowości i wyżynności. 24.. nieco »zaburzenia w głowie«. w czasach silniejszych. cóż rozdziela gruntowniej niż to. do lodu i gór w każdem znaczeniu. ludzie nowocześni. Usiłowanie odwrotne byłoby s a m o w s o b i e możliwe – lecz któż jest dość silny na to? –... Człowiek zbyt długo »złem spojrzeniem obserwował swe przyrodzone skłonności. – Kończę trzema znakami pytania. samozwątpiała teraźniejszość. t r z e b a j a k ą ś ś w i ę t o ś ć z b u r z y ć: to jest prawo – pokażcie mi wypadek. instynktowi. do zimowych wędrówek. którego samotności tłum nie rozumie... właśnie tego w i e l k i e g o z d r o w i a!. w każdym razie swe wyrafinowanie. co przeciwne zmysłom. by stamtąd kiedyś.. wygodnych. służyli jako przyczyna zła – wówczas brali na siebie nie karę. widać to dobrze... najdzielniejszych czasów. niż ta zbutwiała. którem obarczył ją dotychczasowy ideał. duch twórczy. właśnie jest choćby tylko możliwe?. W ten sposób służyli wówczas bogowie jako usprawiedliwienie człowieka do pewnego stopnia nawet w lichem. znużonych . naturze. lecz.śmiertelnych. Ta konkluzya jest t y p o w o grecka. trzebaby. jak gdyby ona była ucieczką przed rzeczywistością.. którymi splamił się ktoś z jemu równych.. niebezpieczeństwo. zagrzebaniem. połączyć z nieczystem sumieniem siostrzanym związkiem. w którymby się nie spełniło!. jak 45 . czy się go obala?« Takie spotka mnie może pytanie. Potrzebaby do owego celu i n n e g o rodzaju duchów. szczęśliwi. najlepszego towarzystwa. ile sumień zburzyć. dostojni i cnotliwi?« – Tak pytał siebie przez stulecia dostojny Grek. który nas tak samo od dotychczasowego wyzwoli ideału. swój smak zepsuty.. potrząsając głową. pojednanych. jesteśmy spadkobiercami wiwisekcyi sumienia i samodręczenia się zwierząt od tysiącoleci: w tem mamy najdłuższe ćwiczenie. »brak rozumu«. Lecz czyż to dziś. jak drogo opłaca się na ziemi wzniesienie k a ż d e g o ideału? Ile rzeczywistości trzeba było na to zawsze oczernić i niezrozumieć. którymby zdobywanie. Głupota. którego napór sił własnych ciągle wygania z wszelkich uboczy i zaświatów.. Do kogo zwrócić się dziś z takiemi nadziejami i wymaganiami?. mógł w y z w o l e n i e przynieść tej rzeczywistości: jej wyzwolenie od przekleństwa. zagłębieniem w rzeczywistość. z jaką traktuje się samego siebie? I znowu – jakże uprzedzającym. mówiąc krótko i dość źle. co jest d o s t o j n i e j.

Lecz cóż to prawię? Dość! Dość! W miejscu tem godzi mi się jedno tylko. ten zwycięzca Boga i nicości – p r z y j ś ć k i e d y ś m u s i. niż ja jestem. milczeć: targam się bowiem na coś.i od tego. komuś »bardziej przyszłemu«. a człowiekowi jego nadzieję. Z a r a t u s t r z e b e z b o ż n i k o w i. od woli nicości. który wolę znów wolną uczyni. ten dzwon bijący południa i wielkiego rozstrzygnięcia. 46 . dzwon... silniejszemu. c o z e ń w y r ó ś ć m u s i a ł o. 25. od wielkiego wstrętu. ten antychryst i antynihilista.. który wróci ziemi jej cel. – co wolno jedynie Z a r a t u s t r z e.. co wolno jeno komuś młodszemu. od nihilizmu.

T a k o r z e c z e Z a r a t u s t r a. drwiących. kocha zawsze tylko wojownika. gwałtowników – takimi chce n a s mieć mądrość. 47 . Jest niewiastą.ROZPRAWA TRZECIA: Co znaczą ideały ascetyczne? Beztroskich.

gdyby był tę p r z y j e m n ą faktyczność z pomocą wdzięcznej i dzielnej komedyi Lutrowej wpoił nanowo w swych Niemców. Stosuje się to przynajmniej do wszystkich bardziej udanych. Co znaczy to nawrócenie się. 2. »B y n a j m n i e j! m ó j p a n i e!« – Zacznijmy więc od początku. takby właśnie było też »po wagnerowsku«.. Tutaj przypomina się nam. u filozofów i uczonych coś jakby wietrzenie i instynkt co do najbardziej sprzyjających warunków wysokiej duchowości. najmocniejszy. i może zasługa Lutra nie jest w niczem tak wielka. jeśli artysta rzuca się w kierunek wprost przeciwny ?.. Wagner.. u fizyologicznie upośledzonych i rozstrojonych (u w i ę k s z o ś c i śmiertelnych) usiłowanie. się nam wnet najlepszy. także »najwyższem« zezwoleniem na moc. jeśli chcemy zatrzymać się nieco przy tem zagadnieniu. Z drugiej strony rozumie się aż zbyt dobrze. na swoje stare lata hołd składa czystości? Oczywiście w pewnym sensie czynił to zawsze. są świętą formą wybujałości. bardziej ochoczych śmiertelników. anielskość radnego tłustego zwierza. formą ich obłędu. Lecz w każdym razie też o pochwałę zmysłowości: – i właśnie tak wydałoby mi się wszystko w porządku. ich spokojem w nicości (»Bogu«).. bo jest i było między Niemcami zawsze wielu oszczerców zmysłowości. by swą zawodną równowagę między »zwierzęciem i aniołem« uważać zaraz za argument przeciw istnieniu. że jeśli unieszczęśliwione świnie doprowadzone zostały do uwielbienia czystości – a są takie świnie! – to widzą i uwielbiają w niej tylko przeciwieństwo. Takie »sprzeczności« właśnie są pokusą istnienia. jakie to właściwie zrządziły przypadki. dość delikatnie.. u kapłanów są one właściwą wiarą kapłańską. że miał odwagę do swej z m y s ł o w o ś c i (– nazywano ją wówczas. gdzie istnieje naprawdę przeciwieństwo między czystością a zmysłowością. Kto wie. by poszczególny wziąć przypadek. Bo między czystością a zmysłowością nie koniecznie musi istnieć przeciwieństwo. którzy dalecy są. – Czy mnie rozumiecie?. »ewangeliczną wolnością«. jeden powab uwodny w i ę c e j. co znaczy naprzykład. by wydawać się »zbyt dobrymi« dla tego świata. w najlepszym razie.. nie musi to być na szczęście wcale jeszcze przeciwieństwo tragiczne. jak Goethe.. Lecz nawet w wypadku. Czyście mnie zrozumieli?. ich novissima gloriae cupido. Wagner rzucił się wtedy w kierunek wprost sobie przeciwny.. n a j o d w a ż n i e j s z y może czas.). gdy go wnętrznie i głęboko przejmował pomysł wesela Lutra. że i w tem »Weselu Lutra« chodziłoby tylko o pochwałę czystości. jak właśnie w tem. co do którego dość często pytano mnie o radę. każde prawdziwe kochanie serdeczne stoi ponad tem przeciwieństwem. Co znaczy. lub zbyt wiele rzeczy. przeciwieństwo unieszczęśliwio- 48 ... Że jednak wogóle ideał ascetyczny tak wiele znaczył dla człowieka. Jeśli taki artysta. Co znaczą ideały ascetyczne? – U artystów nic. – najwykwintniejsi. najjaśniejsi. widzieli w tem nawet jeden powab życia w i ę c e j. głównym środkiem w walce z długiem cierpieniem i nudą.. pewną morbidezza pięknego ciała. ta zmiana radykalna skłonności? – bo taką była ona. przypomina.I. – i woli raczej jeszcze chcieć n i c o ś c i. jaki był w życiu Wagnera: było to wówczas. u świętych wreszcie pozorem do snu zimowego. jak Ryszard Wagner. byłby dobrze zrobił. oczywiście. najradośniejszy. u kobiet. niż n i e c h c i e ć. każde dobre małżeństwo. najlepszem narzędziem mocy. w tem wyraża się zasadniczy fakt człowieczej woli. Co znaczą ideały ascetyczne? – Lub. jak Hafis. że dziś zamiast tej muzyki weselnej posiadamy Majstersingerów? I wiele w nich jeszcze może tamtej podzwania? Lecz nie ulega zgoła wątpliwości. lecz dopiero na samym końcu w sensie ascetycznym. jej horror vacui: p o t r z e b u j e o n c e l u. zda mi się.

także swego życia. – gdy umie ś m i a ć s i ę z siebie. niepewna. 4. niby głos zbawienia. jak jego dzieło. jak i innym Niemcom (– nazywali siebie »m ł o d y m i Niemcami«). także z sobą. – że wagnerowski Parsyfal pomyślany został pogodnie. nawrócenia. który ma w sobie wiele bolesnego. Jestże »Parsyfal« Wagnera jego tajemnym śmiechem wyższości z samego siebie. jak każdy artysta. P o c ó ż j e d n a k? jak słusznie zapytać wolno. o czem trzeba zapomnieć. zaświatowości artystycznej? Chciałoby się. który. który dotąd całą mocą swej woli parł do czegoś odwrotnego. parodyi całej przerażającej powagi ziemi i jęku ziemi z onegdaj. chciał pożegnać się z nami. Jest on wkońcu tylko uprzednim warunkiem swego dzieła. niewyznana wola głoszenia odwrotu. z jakim zapałem szedł Wagner owego czasu śladami filozofa Feuerbacha: wyrażenie Feuerbacha o »zdrowej zmysłowości« brzmiało w trzydziestych i czterdziestych latach Wagnerowi. średniowiecza i powiedzenia swym uczniom »to nic nie jest! szukajcie zbawienia gdzieindziej!« nawet wzywa raz »krwi Zbawiciela« . że wkońcu miał wolę po temu. ociągliwa.nej świni (z jakiemż tragicznem rechtaniem i żarliwością! można sobie wyobrazić). jak rzekłem. gruntem. Wnikanie w p o c h 49 . w jemu właśnie przystojny i jego godny sposób. To właśnie. a to wybrykiem najwyższej i najzuchwalszej parodyi samej tragiczności. w pewnej mierze pognojem i śmieciem. tryumfem jego zdobytej. na którem. gdzie zdradza się tajemne życzenie i wola. ów nieborak i prostaczek Parsyfal. którym tragik Wagner. Przypomnijmy sobie. z którego ono wyrasta. Bo cóż go obchodziły. co go właściwie obchodziło to męskie (ach. najwyższej wolności artystycznej. by jego samego nie brać tak poważnie. pisaninie jego ostatnich lat znajduje się sto ustępów. bo cóż nas obchodzą świnie? – 3. owo bolesne i zbyteczne przeciwieństwo. – a zatem w najliczniejszych wypadkach czemś. do którego Ryszard Wagner chciał bezsprzecznie na końcu swego życia jeszcze muzykę ułożyć i wprowadzić na scenę. ostatecznej.. byłoby godne wielkiego tragika. wtedy dopiero dosięga ostatecznego szczytu swej wielkości. tak niemęskie) »niewiniątko wiejskie«. nawet życzyć sobie czegoś odwrotnego. rzucone jednym tchem nienawiści? Odstępstwo i nawrót ku chrześciańsko chorobliwym i szerzącym ciemnotę ideałom? I wreszcie zaprzeczenie i przekreślenie samego siebie przez artystę. niby finał i dramat satyryczny. którego tak podchwytliwymi środkami zrobi! ostatecznie katolikiem – jak to? byłże ten Parsyfal p o w a ż n i e pomyślany? Czułoby się bowiem pokusę przypuszczać. to jest do n a j w y ż s z e g o u d u c h o w i e n i a i u z m y s ł o w i e n i a swej sztuki? A nietylko swej sztuki. życzyć tego. – I nie tylko z pomocą parsyfalowych trąb ze sceny: – w mętnej. Nie można przytem oczywiście pominąć owego drugiego pytania.. bo czemżeby był p o w a ż n i e p o m y ś l a n y Parsyfal? Czyż rzeczywiście trzeba widzieć w nim (jak wyrażono się przede mną) wyrodka oszalałej nienawiści poznania ducha i zmysłowości? Przekleństwo na zmysły i ducha. zaprzeczenia chrześcijaństwa. by o tem i n a c z e j p o u c z a ć. Czyż ostatecznie przyjął i n n ą o t e m n a u k ę? Bo. jak się rzekło. jeśli się samem dziełem radować chcemy. równie nieswobodnej jak bezradnej. co najmniej zdaje się. że będzie z pewnością najlepiej oddzielić twórcę o tyle od jego dzieła. gdy umie siebie i sztukę swoją widzieć p o d sobą. Wypowiadając w takim wypadku. przedewszystkiem z t r a g e d y ą. przezwyciężonej nareszcie n a j g r u b s z e j f o r m y sprzeczności ideału ascetycznego z naturą. swoje mniemanie – a jest to wypadek t y p o w y –: sądzę. łonem matczynem.

surowości i karności ducha. i to aż do tego stopnia. państwowo bogobojnego sposobu myślenia). że przez to rozwarła się zupełna teoretyczna sprzeczność pomiędzy jego dawniejszą a jego późniejszą wiarą estetyczną. by móc się dzieckiem radować. wiadomo. wymyślać.. mniej nihilistycznie?. co nic zgoła. jakiegoś ustalonego autorytetu: artyści nie stoją nigdy o własnej sile. bez autorytetu Schopenhauera. cóż zależy na tem? Panom artystom daleko do tego. której uległ i postarzały Wagner i którą tak drogo. lub filozofii. co rzeczywiste. artystów! Poecie i twórcy Parsyfala nie zostało oszczędzonem głębokie. co mu właśnie najbardziej wzbronione... którego mu użyczała filozofia Schopenhauera. gdy »nadszedł czas«. jak to sam artysta zbyt łatwo czyni. dla którego przedewszystkiem Ryszard Wagner przeszedł na stronę Schopenhauera (namówiony do tego przez pewnego poetę. jeśli prawdziwy filozof hołduje ideałowi ascetycznemu. mąż i rycerz o spiżowem spojrzeniu. że byli niestety dość często nazbyt gibkimi dworakami swych zwolenników i popleczników i wietrzącymi pochlebcami wobec starych lub właśnie nowowynurzających się potęg. oparcia. Z jakiem powodzeniem? Można odgadnąć. mniej po szopenhauerowsku. pojmujemy to właśnie: n i c z g o ł a!. z psychologicznej contiguity.. mniej dwuznacznie w stosunku do całości swych usiłowań. Lecz wkońcu. jak się rzekło. któżby wogóle nie życzył dla samego Wagnera.. w to.. pewien rodzaj intelektualnej p r z e w r o t n o ś c i (jeśli mi się wybaczy to słowo). Doskonały i zupełny artysta jest po wszystkie wieki oddzielony od »realności«. Faktycznie jest tak. czy w n o w y c h Niemczech był wogóle możliwy artysta bez mleka bogobojnego. jej powodu część najcenniejszych przyjaciół). co przedstawiać. stanie o własnej sile sprzeciwia się ich najgłębszym instynktom. Homer nie byłby stworzył Achillesa. jak tą »nierealnością« i fałszywością swego najwnętrzniejszego istnienia niekiedy aż do rozpaczy znużyć się może – i że usiłuje wówczas wtargnąć w to. wyrażać może. że j e ś l i b y był tem właśnie. nawet straszliwe wżycie się i zejście w średniowieczne kontrasty duszne. pomijając tę z a c h c i a n k ę. – mniej uwodząco na manowiec. Tak naprzyklad Ryszard Wagner wziął sobie filozofa Schopenhauera. i b y ć rzeczywiście. siłą konieczności nie mógłby tego przedstawić. który umie stać sam. Pierwsza naprzykład wyrażona jest w 50 . by stać dość niezależnie na świecie i p r z e c i w światu. jak Schopenhauer. wymyślić. Należy się wystrzegać i nie mieszać rzeczy. bardziej po wagnerowsku. by i n a c z e j się był pożegnał z nami i swój ą sztuką. za przewodnika i opiekuna: – któżby zresztą choćby tylko przypuścili że mógł mieć o d w a g ę do ideału ascetycznego bez poparcia. Wreszcie. żeby ich oceny wartości i zmiana tychże zasługiwała w s o b i e na współodczuwanie! Byli oni wszystkich czasów lokajami jakiejś moralności.. Co najmniej potrzebują zawsze ochrony.. musi się zapomnieć. z drugiej strony jest zrozumiałem. który w siedmdziesiątych latach osięgnął w Europie p r z e w a g ę (pominąwszy już. Lub tak wiele rzeczy. z większą pewnością siebie.o d z e n i e dzieła należy do fizyologów i wiwisektorów ducha: nigdy zaś. 5. nie Parsyfalem. od rzeczywistości. prawdziwie na sobie samym oparty duch. pomijając już całkiem. który ma odwagę być sobą samym. J e s t t o t y p o w a z a c h c i a n k a twórcy. lub religii. – I oto dotarliśmy do najpoważniejszego pytania: co znaczy. jak mówią Anglicy: jakoby on sam b y ł tem. gdyby Homer był Achillesem a Goethe Faustem. a nie czeka dopiero na przodowników i skinienia z góry? – Rozważmy tu natychmiast godne uwagi i dla pewnego rodzaju ludzi moc czaru mające stanowisko Schopenhauera w stosunku do s z t u k i: bo ono to było oczywiście powodem. Goethe Fausta. podobnie jak brzemiennej kobiecie wszystkie obrzydliwości i przedziwności ciąży. wyrazić. podstawowe. nigdy do ludzi estetycznych. złowrogie stanie na uboczu od wszelkiej wyżyny. ta sama zachcianka. o których. – Cóż więc znaczą ideały ascetyczne? Jeżeli chodzi o artystę. przez Herwegha). tak fatalnie odpokutować musiał (– stracił z. lecz bardziej zwycięsko. że jest to tyle.

wprost z niej się wywodzące objawienie. »kobietę«. który w zupełnie innej. które u niego należeć musiało do najprawidłowszych. Jest tu w każdym razie właśnie o d r z u c o n e i wykreślone to. ba. ten brzuchomowca boga. którą stworzył prawdziwy »widz« i artysta.»Operze i Dramacie«. przedstawiające odbicia zjawiskowości. poczytajmy naprzykład Kantowi za chlubne to. mówi Kant. medium. najpierwotniejsze. jak tamte. że pod czarem piękna można n a w e t nieubrane posągi kobiece oglądać »bezinteresownie«. W szczególności zmienia Wagner.. by się rozwinąć. które jak w owej sławnej definicyi Kanta o pięknie. podniósł się odrazu i sam m u z y k niesłychanie w cenie: stał się odtąd wyrocznią. która. które wydał po roku 1870. nazywający raz piękno une promesse de bonheur. jak się obawiam. które są zaszczytem wiedzy: bezosobowość i ważność powszechna. gdy między właściwościami piękna odznaczy i na czoło wysunie te. Muzyka stanęła tu na uboczu od wszystkich pozostałych sztuk. n i e. co się podoba b e z i n t e r e s o w n i e».. pewnego rodzaju trąbą »rzeczy samej w sobie«. Wraz z tem nadzwyczajnem podwyższeniem wartości muzyki. na podstawie jednego doświadczenia. brak wytworniejszego doświadczenia własnego toczy jak duży robak w miejscu zasadniczej pomyłki. – jakkolwiek z pewnością nie patrzał nań kantowskiemi oczyma. która odzwierciedla się w takich argumentach. wyrosłem z filozofii szopenhauerowskiej. jak o działaniu kontemplacyi estetycznej: pomawia ją. co może najbardziej zadziwia. jako pełnia najbardziej własnych silnych wydarzeń życiowych. zamiast patrzeć na problemat estetyczny ze stanowiska doświadczeń artysty. podkreślić jeno pragnę. jako jej najwłaśniejsze. a w każdym razie Pigmalion n i e koniecznie musiał być »człowiekiem nieestetycznym«. zmienia odtąd bezwzględnie swój sąd o wartości i stanowisku m u z y k i samej: cóż zależało mu na tem. że dotąd czynił z niej środek. że wyświadczy zaszczyt sztuce. potrzebuje koniecznie celu. telefonem zaświata. »Piękne jest. Kant czy Stendhal? – Oczywiście. – to jest z s a m o w ł a d z t w e m muzyki. Złóżmy tem lepsze świadectwo niewinności naszych estetyków. to nam wolno też pobawić się trochę ich kosztem: – doświadczenia a r t y s t ó w są na tym ślizkim punkcie bardziej »interesujące«. przeciwnie: tak więc otrzymujemy od nich zaraz z początku definicye. jako niezawisła w sobie sztuka. podobnie jak wszyscy filozofowie. nie tu miejsce do roztrząsania. że wreszcie pewnego dnia zaczął prawić o i d e a ł a c h a s c e t y c z n y c h?. że z szopenhauerowską teoryą i nowinką w i ę c e j zrobić można in maiorem musicae gloriam. Kto ma słuszność. kapłanem. niż Kant. więcej niż kapłanem. – wypowiadał odtąd nietylko muzykę. a jednak nie mógł wydobyć się z zaklętego koła kaniowskiej definicyi: jak to się stało? Okoliczność jest dość dziwna: słowo »bezinteresownie« wykładał sobie w najosobistszy sposób. Lecz gdyby przynajmniej ten »widz« był dostatecznie znany filozofującym o pięknie! – to jest jako wielka o s o b i s t a oczywistość i doświadczenie. 6. Czy to nie było w zasadzie błędem. O niewielu rzeczach mówi Schopenhauer z taką pewnością. – wypowiadał metafizykę: cóż dziwnego. Schopenhauer zużytkował dla siebie kantowskie ujęcie problematu estetycznego. Kant spodziewał się. czego o najistotniejszej właściwości zmysłu dotyku uczyć umie z naiwnością wiejskiego proboszcza! – A teraz powracamy do Schopenhauera. co Kant w estetycznym stanie jedynie wyróżnia: le désintéressement. mierze był blizki sztukom. mężczyzny – mianowicie dramatu! Pojął on odrazu. jeżeli naszym estetykom nie przykrzy się obciążać szali na rzecz Kanta tem. druga w pismach. raczej jako przemawiająca językiem w o l i bezpośrednio z »bezdni». tak jak je Schopenhauer pojął. zachwytów w dziedzinie piękna! Lecz rzecz miała się zawsze. Bezinteresownie! Porównajmy z tą definicyą tamtą inną. żądz. – Stendhal. że przeciwdziała ona właśnie »interesowności« p ł c i o w 51 . niespodzianek. rozmyślał o sztuce i pięknie jedynie ze stanowiska »widza« i przytem wciągnął niepostrzeżenie samego »widza« w pojęcie »piękny«. że Kant.

z drugiej strony jest tu jeszcze coś typowego. pozostania. zupełnie jak gniew starożytnych cyników. Nie należy nam niedoceniać mianowicie. Ba. który w istocie uważał płciowość za osobistego wroga (a obejmował tem uczuciem jej narzędzie. Jemu wydaje się właśnie »p o b u d z e n i e w o l i« (»interesu«) przez piękno rzeczywistym stanem rzeczy. że byłby zachorował. żółciowe. gdzie tylko istnieli filozofowie (od Indyi do Anglii.. natura nie mniej zmysłowa. który Epikur sławił jako dobro najwyższe i jako stan bogów. także najbardziej porywającym i zachwycającym ich wybuchem –. I by powrócić do naszego pierwszego zagadnienia. jeśli filozof hołduje ideałom ascetycznym?« – to znajdujemy tu przynajmniej pierwszą wskazówkę: c h c e s i ę u w o l n i ć o d k a t u s z y. jego odwetem. – że i jemu piękno podoba się z »interesu«. bez kobiety. – 7. czuje się pokusę zapytać. I. bez zmysłowości i całej woli istnienia. które pisał na chwalę stanu estetycznego (Świat jako wola i wyobrażenie.. że gniewał się. by się gniewać. to. szczęście. mówiąc nawiasem. lecz i tem. – jestże ono jednak prawidłowe? Stendhal. dość do odjęcia. Schopenhauer byłby inaczej t u n i e pozostał. – pozostaje nawet dość do śmiechu.. nie należy nigdy wypuszczać z pod uwagi. co jest specyficznem w owym okresie życia. że Schopenhauerowi.e j. jego s z c z ę ś c i e m.) Posłuchajmy naprzykład jednego z najwyraźniejszych ustępów z pośród tych licznych.. Co za patologiczne prawie przeciwstawienie czasu »owej chwili« i pozostałego poza tem »koła Iksyona« »więziennej pracy chcenia« i »marnego naporu woli«! – Lecz przypuściwszy. istnieje również pewne filozoficzne przysposobienie i serdeczność względem całego ideału ascetycznego. najosobistszego interesu z interesu katowanego. święcimy sabat więziennej pracy chcenia. że więc zabarwiona jest nietylko tem. 231). z któremi te słowa musiały być wymawiane. że Schopenhauer ma stokrotnie co do swej osoby słuszność. »cóż znaczy. Tyle co do strony najosobistszej w sprawie Schopenhauera. Pewnem jest bezsprzecznie. czy jego zasadnicza koncepcya »woli i wyobrażenia«. jego wrogowie uwodzili go ciągle nanowo ku istnieniu. lecz szczęśliwiej niż Schopenhauer udana. istnieje też w stosunku do zmysłowości filozoficzna drażliwość i rancune – Schopenhauer jest tylko najwymowniejszym. który się od swej katuszy uwalnia?. koło Iksyona zatrzymało się«. i jeśli się ma uszy po temu.. (Przy wszystkich zagadnieniach co do filozofii szopenhauerowskiej. wsłuchajmy się w ton. »Jest to stan bezbolesny. jako wielkiej korzyści i pożytku stanu estetycznego. jak się rzekło. jed52 . acz bardzo tego pragnął) bez swych wrogów. na tę chwilę pozbyliśmy się marnego naporu woli. I czyżby nie można wkońcu samemu Schopenhauerowi zarzucić. czy jego myśl. to »instrumentum diaboli«). Strzeżmy się przy słowie »katusza« zasępiać zaraz twarze: w tym właśnie wypadku jest dość do zastrzeżenia. że się pod tym względem bardzo niesłusznie za kantowczyka uważa. wrogowie byli n i e z b ę d n i do zachowania dobrej myśli. – i tu dopiero spotykamy się znowu z naszym problematem. kobietę. by wziąć przeciwległe bieguny uzdolnień do filozofii). w cierpienie. jego wypoczynkiem. nie pochodzi z uogólnienia owego doświadczenia płciowego. bez Hegla. podnosi inne działanie piękna: »piękno o b i e c u j e szczęście«. byłby stąd uciekł: jego wrogowie jednak trzymali go silnie. czarnozielone słowa. że odkąd istnieją na ziemi filozofowie i wszędzie. byłby się stał p e s y m i s t ą (– bo nie był nim. podobnie więc jak lupulina i kamfora. wdzięczność. że kaniowskiej definicyi piękna wcale a wcale po kantowsku nie rozumiał. z pasyi. nawet najsilniejszego. jego pokrzepieniem. iż wyzwolenie się z »woli« możliwe jest jedynie przez »wyobrażenie«. jego gniew był. że jest ona koncepcyą dwudziestosześcioletniego młodzieńca. był nieznużony na punkcie uświetniania t e g o wyzwalania się od woli. jego remedium przeciw wstrętowi. można się o to założyć. które uspakaja wolę. co jest specyficznem w Schopenhauerze. co uczyniono przez to dla lepszego wniknięcia w istotę piękna? Schopenhauer opisał jedno działanie piękna. Co za dosadność słów. że lubił zgryźliwe.

Żonaty filozof należy d o k o m e d y i. zaświatowe. rozumie się samo przez się. które mu stają lub stanąć mogą na tej drodze do optimum (– to. Jedno i drugie. Cóż to z n a c z y? Bo trzeba ten stan rzeczy dopiero interpretować: stoi on tu sam w sobie. o dobrem powietrzu. głupi po wszystką wieczność. przyszłe. do czynu. ci filozofowie! Myślą o s o b i e. Kant. – odnajdziecie tam zawsze wszystkie trzy do pewnego stopnia.. fiat philosophia. Ideał ascetyczny wskazuje tyle mostów do n i e z a w i s ł o ś c i. rodzajnych. trosk. że nie jest daleki od występnego życzenia: pereat mundus. – nie zaprzecza przez to »istnienia«. wśród których może całkowicie sile swej dać ujście i osiąga maximum poczucia mocy. pogrobowe. razem wziąwszy. coby do niego nakłonić mogło. jako ich »cnoty« – cóż ma ten rodzaj ludzi do czynienia z cnotami! – lecz jako najistotniejsze i najnaturalniejsze warunki ich n a j l e p s z e g o istnienia. wszystkie psy uwiązane starannie na łańcuchach. jak kołowroty młyńskie. o jasności w głowie. nie słychać szczekania nieprzyjaźni ni rozczochranej rancune. o spokoju we wszystkich souterrains. do najmocniejszego działania. Platon. co dla n i c h właśnie jest najniezbędniejsze: to jest o wolności od musu. pokora. suchem. Wiadomo. skromne i poddańcze wnętrzności są pilne. jeśli obojga brak filozofowi. który więcej ponad życiem buja. myślał w sercu. że miał przedtem bezmyślną. nie są to wcale nieprzekupni świadkowie i sędziowie w a r t o ś c i ideału ascetycznego. Dekart. dąży instynktownie do pewnego optimum sprzyjających warunków. miejscem nieczystości. zda się. Leibniz. przypuściwszy. ożenił się. czem są te trzy błyskotliwe słowa ideału ascetycznego: ubóstwo. czystość: przypatrzcie się jeszcze raz zblizka życiu wszystkich wielkich. która niegdyś nadeszła dla Buddy: »utrapione. to jest on – można być tego pewnym – zawsze tylko »tak zwanym«. Cóż wedle tego znaczy ideał ascetyczny filozofa? Odpowiedź moją odgadliście zapewne dawno: filozof na jego widok uśmiecha się do optimum warunków najwyższej i najśmielszej duchowości. żadne podjadki nie toczą zadraśniętej dumy. lecz dalekie. fiat philosophus. każde zwierzę odrzuca tak samo instynktownie i z pewną czułością węchu. i w najliczniejszych wypadkach faktycznie jego drogą do nieszczęścia). W ten sposób odrzuca filozof m a ł ż e ń s t w o. 8. – myślą. potwierdza raczej s w o j e istnienie i t y l k o swoje istnienie i to może aż do tego stopnia. lecz jego drogą do mocy. to moje twierdzenie: a ów wyjątek. wolność jest w porzuceniu domu«. »wyższego niż wszelki rozsądek«. Jak widać. którzy pewnego dnia wszelkiej niewoli rzekli n i e i poszli gdzieś na p u s t y n i ę. Spinoza. – małżeństwo jako przeszkodę i fatalność na jego drodze do optimum. hałasu. wśród którego wszelkie istnienie zwierzęce duchowem się staje i dostaje skrzydeł. więcej jeszcze. pęto mi ukuto« (râhula znaczy tu »mały demon«). opuścił dom«. skoku i locie myśli. że były to tylko silne osły i zupełne przeciwieństwa silnego ducha. obowiązków. ironice. czystem. gdy mu oznajmiono urodzenie syna: »Râhula mi się urodził. o czem mówię. wynalazczych duchów. rzadkiem. jak się rzekło. serce obce. przy ideale ascetycznym o pogodnym ascetyzmie przebóstwionego i uskrzydlonego zwierza. jak powietrze wyżynne. Sokrates – złośliwy Sokrates. dla każdego »ducha wolnego« musiałaby nadejść ta pełna namysłu godzina. tem samem także la bête philosophe. Schopenhauer – nie byli nimi. niż spoczywa. 53 . fiam!. nie można ich sobie nawet jako żonatych w y o b r a z i ć. wszystkie rodzaje wichrzycieli i przeszkód. wolnem. jest życie w domu. że filozof nie może bez wnętrznej radości i przyklaśnięcia słuchać historyi tych wszystkich zdecydowanych. Wcale n i e. jak rzekł Budda. Któryż wielki filozof byt dotąd żonaty? Heraklit.nak nie należy się co do tego łudzić. wraz z tem. Każde zwierzę. Każdy filozof rzekłby. należy do typu. nie jest jego drogą do »szczęścia«. jak wszelka »rzecz sama w sobie«. »a że tak myślał. przeszkody. od zajęć.. jedynie by t e g o właśnie twierdzenia dowieść. – cóż ich obchodzi »święty«! Myślą przytem o tem. o tańcu. przypuściwszy nawet.

góry z o c z a m i (to znaczy z jeziorami). wieje nam w twarz swym oddechem. pod warunkiem. przy sposobności obcowanie z beztroskim. dalekie. gdzie wycofują się i samotnieją silne. Co się tyczy jego »pokory« to znosi pewną zawisłość i zaćmienie. pora między 10-tą a 12-tą). to to samo. góry do towarzystwa. I pewnem jest. boi się zaburzeń od gromów. gdzie się jest pewnym. Własnowolne może ukrycie w ciemności. że wszyscy duchowi aktorzy siłą konieczności nie wytrzymaliby w niej. albo że dość trudno jej było sercem i ręką podtrzymywać swą wolę »pustyni« przeciw skłonności do zbytku i największego wyszukania. pusty garnek: cokolwiek weń wejdzie. wpływem. pogodnym zwierzem i ptastwem. wskazuje mu położenia. mały urząd. ci wykształceni. że jest wiosna i przedpołudnie. a nie jako myśliciel (zdradza to. że one do niego nie przychodzą. nie rzeczowo. Filozofa poznaje się po tem. jak znosi ciemność. chociaż przez książkę mówi do nas: dźwięk jego stylu wyjawia powód tego. że dziś. przyznaję: dlaczego nam brak takich świątyń? (– może nam ich n i e brak: właśnie przypominam sobie swoją najpiękniejszą pracownię. lecz nie martwe. to »pustynia« ta była godniejsza. dostojne. filozofowie. jak i przeciw marnotrawnej szczodrocie. wychodzi zeń dudniąco i grubo. potrzebujemy przedewszystkiem spokoju od jednego: od wszelkiego »dzisiaj«. Lecz duch. W tem jest podobny do cienia: im bardziej mu słońce zachodzi. to znaczy pusta głowa. gdy mówi. coś co więcej ukrywa. Lecz co Heraklit wymijał. tajemna miłość ku temu. Lecz czyniła to właśnie jako instynkt d o m i n u j ą c y. jest ona dość samotna. ich nowinki o »państwie« (Persyi. pozwala czekać na siebie. – mimowoli zamykamy usta. ich kram jarmarczny »dnia dzisiejszego«. że myśli właściwie o s o b i e i o swoich słuchaczach). dzień powszedni. lecz tylko o stosunku do rzeczy. każdy duch ma swój dźwięk. – dla nich nazbyt mało jest ona romantyczna i syryjska. nie byłaby właśnie dominującą. czemu m y dziś z drogi schodzimy: to zgiełk i demokratyczna gadanina Efezyjczyków. nazbyt przybliżą się do nas. że nas wezmą za kogo innego. tem większy się staje. którego widok pokrzepia. że schodzi z drogi trzem błyszczącym i głośnym rzeczom: sławie. że w gruncie myśli nie o rzeczach. dlatego unika swego czasu i jego »dnia«. wszystko wogóle. Jużci nie brak i w niej wielbłądów: do tego jednak ogranicza się całe podobieństwo. przeraża go bezchronność nazbyt wyosobnionego i na pastwę wydanego drzewa. piazza di San Marco. – to jest tu pustynią: och. co w nim wzrasta. każdy gniew swej burzy. jak instynkt m a t k i w kobiecie utrzymywał dotąd zależne stanowisko kobiety wogóle. szuka ukrycia. o której właśnie mówiłem. wierzcie mi! Gdy Heraklit wycofywał się w dziedzińce wolne i portyki olbrzymiej świątyni Artemidy. że mało wierzy w samego siebie. zimne. mówi cicho. usuwanie się z drogi samemu sobie. w tem samem znaczeniu. o czem można mówić. Tamten mówi prawie zawsze ochryple: czyżby siebie ochryple p o m y ś l a ł? To możliwe – zapytajcie fizyologów –. książętom i kobietom. jest posiadany« –: i t o n i 54 . przez co jeszcze nie powiedziano. Czcimy to. lecz kto słowami myśli. Co więcej. szacunkiem.ich n a j b u j n i e j s z e j płodności Przytem jest zgoła możliwem. – coś. w danym razie nawet pokój w przepełnionej wszechświatowej gospodzie. niż wykształceni ją sobie wyobrażają! – w danych razach bowiem oni nią są. na którem każda burza daje upust swym gniewom. – że nie ma on czasu. Dość mało wkońcu żądają ci filozofowie. – bo my. niezawiśle nastrojone duchy – och. ich hasłem jest »kto posiada. obciążone echem wielkiej próżni. gdyby tego nie czyniła. lub nigdy już nie dojdzie do słowa. nazbyt mało pustynią teatralną. Jego instynkt »macierzyński«. lęk przed wrzawą. Niema więc w tem nic z »cnoty«. który jest pewien samego siebie. ich polityka. Unika zbyt jasnego światła. co ciche. kocha swój dźwięk. jakże inaczej wygląda. który żądania swe przeprowadzał przed wszystkimi innymi instynktami i czyni to jeszcze. rozumiecie mnie). Ten tam naprzykład to z pewnością agitator. Posłuchajcie tylko dźwięku ducha. w których odjęte mu jest myślenie o s o b i e. nie mówiąc g ł o ś n o. przeszłe. na czego widok dusza nie musi się bronić i zasznurowywać. że ich dominująca duchowość musiała wprzód wodze nałożyć niepohamowanej i drażliwej dumie lub krnąbrnej zmysłowości. gazetą. myśli jako mówca. i gdzie bezkarnie można mówić z każdym. Ten trzeci tu mówi natarczywie. niż na światło stawia. Zresztą p u s t y n i a.

. tak niewyjaśnionej f i z y o l o g i i e s t e t y k i). Tem samem nie wyklucza się wcale możliwości. Co wreszcie »czystości«.. czas. mądrze i nieubłaganie wymaga. którego duszą jest świat?«). swą małą nieśmiertelność (jeszcze nieskromniej wyrażano się w dawnych Indyach między filozofami: »pocóż potomstwo temu. jego popęd zaprzeczający. który jedno tylko rozumie i wszystko. kto im się przyglądał. że dopiero na pasku tego ideału filozofia wogóle nauczyła się stawiać pierwsze kroki i kroczki na ziemi – ach. tak jeszcze niezgrabnie. jak szkodliwe jest spółkowanie w stanach wielkiego duchowego napięcia i przygotowania. – Wytłumaczmy zresztą wedle tej interpretacyi powyżej omówiony przykład z Schopenhauerem: widok piękna oczywiście działał na niego. baty się każdego. pan. ach. właściwa stanowi estetycznemu. – to pozostawia ambitnym i teatralnym bohaterom duchowym i wogóle komukolwiek. jego wolę bezstronności i przedmiotowości. że węzeł między ideałem ascetycznym a filozofią byt jeszcze o wiele ciaśniejszy i surowszy. Niesmacznem wydaje mu się grać rolę męczennika. Pewien ascetyzm. (Do tego punktu widzenia wrócę innym razem. Niema w tem nic z czystości jakiegoś ascetycznego skrupułu i nienawiści zmysłów. filozofów dotyczy. Ten rodzaj ludzi nie lubi być niepokojony przez nieprzyjaźń. jego popęd porównawczy i wyrównawczy. zarówno jak nie jest czystością. bojaźliwa niedojda i chuchro z krzywemi nogami! Wiodło się filozofii z początku jak wszystkim dobrym rzeczom. lecz przekształca się tylko i uświadamia. miłość. mogłaby właśnie pochodzić z domieszki »zmysłowości« (jak z tego samego źródła pochodzi ów »idealizm«. jego popęd wyczekujący (»ephektyczny«). jeśli właśnie filozofowie nie odnosili się nigdy do ideału ascetycznego bez pewnego dobrego uprzedzenia. pewne twarde i pogodne najdobrowolniejsze wyrzeczenie się należy do warunków. ich dominujący instynkt. ważący. sprzyjających najwyższej duchowości. niż na dzieciach. w którym podobają sobie dziewczęta na wydaniu) – że więc – zmysłowość za nadejściem stanu estetycznego nie zostaje zniesiona. jak Schopenhauer sądził. przynajmniej na czas wielkiej ciąży. Każdy artysta wie. widzieliśmy to. ta mała. kto ma czas po temu (– oni sami. szukający. jego popęd badawczy. ani też przez przyjaźń. interes na to tylko gromadzi i oszczędza. 9. jeśli atleta lub dżokej powstrzymuje się od kobiet: tak chce raczej.e. ach. tak gotowa do upadku i leżenia na brzuchu. co więcej. jeszcze z tak strapioną miną. mają coś dla prawdy u c z y n i ć). że owa osobliwa słodycz i pełnia. jako podnieta wyzwalająca (na siłę namysłu i głębokiego wnikania). filozofowie. jego wolę wszelkiego »sine ira et stu55 . n a g ł ó w n ą s i ł ę jego natury. siłę. »dla prawdy c i e r p i e ć«. może na czem innem też dalsze życie swego imienia. złego doświadczenia. tak że siła ta wybuchała i za jednym zamachem opanowywała świadomość. to ten rodzaj duchów widocznie płodność swoją zasadza na czem innem. ale już nie jako podnieta płciowa. jego popęd analityczny. najpotężniejszym i pod względem instynktów najpewniejszym pośród nich nie potrzeba dopiero doświadczenia. pono nawet słowo »prawda« nie przypada im do smaku: ma brzmieć pyszałkowato. z zasługą będącej woli przestawania na małem i prostoty. lecz ponieważ ich pan najwyższy t e g o od nich wymaga. w związku z jeszcze delikatniejszymi problematami tej dotąd tak nietykanej. Policzcie poszczególne popędy i cnoty filozofa po kolei – jego popęd powątpiewający. tak samo też do jej najnaturalniejszych skutków: z góry więc nie będzie to żadną dziwotą. – nie miały długo odwagi być samemi sobą. czy nikt im z pomocą przyjść nie zechce. z cnoty. zapomina lub pogardza łatwo. Rzecby można. Oszczędnie używają wielkich słów. oglądały się zawsze. – lecz właśnie ich instynkt »macierzyński« rozporządza bezwiednie na rzecz stającego się dzieła wszelakimi zapasami i naddatkami siły. Przy poważnym historycznym obrachunku okazuje się nawet. jak ciągle powtarzać muszę. od jurności zwierzęcego życia począwszy: większa siła z u ż y w a wtedy mniejszą.

jeno wyłuskiwaniem orzechów. uświadamiać się sobie?. m ą d r ą n i e r z ą d n i c ą). Mierząc nawet jeszcze miarą starych Greków. g o d n i e j s i. to nie ulega wątpliwości. że wszystko to razem przez najdłuższy okres czasu nie zgadzało się z elementarnemi żądaniami moralności i sumienia? (nie mówiąc wcale o r o z u m i e wogóle. z jakimż oporem sumienia zrzekały się wszędzie na ziemi szczepy dostojne vendetty i ustępowały przemocy prawa! Prawo było długo vetitum. jak gdyby życie nie było niczem. wzbudzanie litości za hańbę. niż jacykolwiek lekarze i »zbawiciele«. nie wątpimy o tem. jak się dziś wstydzą twardości (porównaj »Poza dobrem i złem« str. poprzedzającymi »dzieje świata«. napisano tamże na str. by pytać. jako prawdziwe i rozstrzygające główne dzieje. innem. Ta duma jednak jest powodem. 243 i nast. lecz mocą i świadomością mocy. używając przemocy. udawanie za cnotę. rozpruwamy sobie w zadowoleniu i ciekawości duszę w żyjącem ciele: cóż nam zależy jeszcze na »zbawieniu« duszy! Potem uzdrawiamy siebie samych: choroba jest pouczająca. jak Karol Śmiały w walce z Ludwikiem XI. nad tę odrobinę rozumu ludzkiego i uczucia wolności. występowało. – oświetliłem go w »Jutrzence« na str. Wszystkie dobre rzeczy były niegdyś ziemi rzeczami. to znaczy do jakiegoś przypuszczalnego pająka celu i obyczajności poza wielką pajęczą siecią przyczynowości – możemy.. przychylne. ruch. pokój za niebezpieczeństwo.. ma się rzecz z wszystkiemi dobremi rzeczami. gdzie cierpienie uchodziło za cnotę. zbrodnią. 27. które dziś czcimy. natomiast zadowolenie za niebezpieczeństwo. tych przestrzegaczy »starych dobrych obyczajów«).. byłby się wprost musiał czuć ucieleśnionem »nitimur in v e t i t u m« – i byłby następnie w y s t r z e g a ł s i ę »czuć siebie«. brzmi nam dziś właśnie tak obco. Hybris jest nasz stosunek do Boga. Nie inaczej. litośne – właśnie dlatego tak wartością wysokie. okrucieństwo za cnotę. który Luter jeszcze lubił nazywać p a n i ą M ą d r o c h ą. z m i a n a za nieobyczajność i groźbę zagłady!« 56 . Hybris jest nasz stosunek do s i e b i e. o ile nie jest słabością. Małżeństwo naprzykład uchodziło długo za grzech przeciwko prawu gromady. j e ś l i b y b y ł się sobie uświadomił. miała przez najdłuższy okres czasu sumienie po swej stronie i Boga swoim strażnikiem. Gwałcimy teraz siebie samych. Hybris jest dziś nasz cały stosunek do natury. Że filozof. praca za hańbę. bo eksperymentujemy tak na sobie samych. że przywłaszczał sobie kobietę (tu należy naprzykład jus primae noctis. które ustaliły charakter człowieka. jak się rzekło. nasze pogwałcenie natury z pomocą machin i tak beztroskiej wynalazczości techników i inżynierów.dio« –: czyście też już pojęli. każdy grzech pierworodny stał się cnotą pierworodną. z tego powodu może godniejsi – życia?. Każdy najmniejszy krok na ziemi zdobywano niegdyś katuszami ducha i ciała: ten właśnie punkt widzenia: »że nie tylko postęp naprzód. żądza wiedzy za niebezpieczeństwo. czystą Hybris i bezbożnością: bo właśnie odwrotność rzeczy. zemsta za cnotę.) Poddanie się p r a w u: – och. właśnie dlatego musimy koniecznie stawać się codzień bardziej pytania godni. które dziś jeszcze w Kambodży jest przywilejem kapłanów. niegdyś płacono pokutą. nie! pochód. j a k o przemoc. litość za niebezpieczeństwo. zaparcie się rozumu za cnotę. my duchowi wyłuskiwacze orzechów. wydaje się całe nasze istnienie nowoczesne.. jakbyśmy sobie względem żadnych nie pozwolili zwierząt. której jedynie ulegano ze wstydem przed sobą samym. że są prawie »wartościami w sobie« – miały przez najdłuższy czas właśnie pogardę własną przeciw sobie: wstydzono się łagodności. nowinką. jeśli kto był tak nieskromny. 25 i nast »Niczego nie okupiono drożej. dla którego nam dziś niemożliwem jest prawie czuć wespół z owymi ogromnymi okresami »obyczajności obyczaju«. my pytający i pytania godni. ustępcze. które są dziś dumą naszą. szaleństwo za boskość. Uczucia łagodne. rzec »je combats l’universelle araignée« –. zmiana potrzebowały niezliczonych męczenników«. – c h o r o b o t w ó r c y zdają nam się dziś nawet potrzebniejsi. bardziej jeszcze pouczająca niż zdrowie. z których dziś dumni jesteśmy.

że inaczej najdłuższy okres filozofii na ziemi n i e b y ł b y w c a l e m o ż l i w y bez ascetycznej powłoki i przebrania. czynili to strasznymi środkami: okrucieństwo względem siebie. odwagi.. pod którą filozofia jedynie żyć i skradać się mogła. o wyglądzie dwuznacznym. to jest. którzy musieli w samych sobie wpierw pogwałcić bogów i wszystko. niewojowniczy w instynktach ludzi kontemplacyjnych roztaczał długo wokół nich głęboką nieufność: przeciw temu nie było innego środka jak tylko wzbudzić stanowczo s t r a c h przed sobą. by odtąd rzeczywiście na ziemi » filozof« – m ó g ł i s t n i e ć ?. z złem sercem i często z zaniepokojoną głową: co do tego niema wątpliwości. Pierwiastek nieczynny. musiał weń w i e r z y ć. które utrzymało się aż do czasów najnowszych i przez to zyskało znaczenie prawie p o s t u r y f i l o z o f i c z n e j w s o b i e. że podjął się n o w e n i e b o zbudować: niesamowity to symbol najstarszej i najmłodszej historyi filozofów na ziemi. wśród których filozofia wogóle powstała i istniała: to jest. I na tem znali się naprzykład starzy braminowie! Najstarsi filozofowie umieli swemu istnieniu i zjawieniu nadawać znaczenie. czarodzieja. W tej samej książce na str. którego gąsienica owa kryła. – każdy. znajdował moc do tego dopiero w w ł a s n e m p i e k l e. z powodu których nauczono się ich b a ć: jeśli się rozważy dokładniej. wynalazcze samoudręczenie – oto był główny środek tych spragnionych mocy pustelników i nowatorów myśli. Teraz dopiero. jak oto: kapłana. życiu wrogie. postawę i tło. i d e a ł a s c e t y c z n y służy przez długi czas filozofowi jako forma zjawiska. przybliżmy się poważnie do naszego problematu: co znaczy ideał ascetyczny? Teraz dopiero staje się on »poważnym«. w o l n o ś c i w o l i. bez ascetycznego samonieporozumienia. Bo znaleźli w sobie wszystkie oceny wartości zwrócone p r z e c i w sobie. zmysłom niewierne. kto kiedykolwiek zbudował jakieś »nowe niebo«. Mamy teraz przed sobą właściwego p r z e d s t a w i c i e l a p o w a g i wogóle. by móc być filozofem.. by sami w nowości swe w i e r z y ć mogli. jest przedewszystkiem skutkiem nędzy warunków. woli odpowiedzialności. w stosunku do świata zaprzeczne. Wyraziwszy się poglądowo i plastycznie: k a p ł a n-a s c e t a aż do najnowszych czasów był jeno wstrętną i posępną formą gąsienicy. pod jakim n a c i s k i e m oceny musiało żyć najstarsze pokolenie ludzi kontemplacyjnych. co było zwyczajem uświęcone. – pogardzane w tej samej mierze. Czy się to rzeczywiście z m i e n i ł o? Czyż ten pstry i niebezpieczny zwierz skrzydlaty. ów »duch«. który na podstawie tysiącletniego samoumartwienia zdobył takie poczucie mocy i ufności w siebie. Przypominam sławną historyę króla Viçvamitry. 57 . Osobliwe. woli duchowej. wśród jakiej oceny. Jako ludzie strasznych czasów. zadumany. wróżbiarza. »Co znaczy wszelka powaga?« – To jeszcze bardziej zasadnicze pytanie wysuwa się tu może już na usta. wogóle osoby duchownej.. został naprawdę dzięki słoneczniejszemu. czynili to z gruntowniejszej jeszcze potrzeby. 11.10. by w jakiejkolwiekbądź mierze m ó c i s t n i e ć przynajmniej. 47 wyłuszczono.. – musiał on go p r z e d s t a w i a ć. pewności siebie.. Streśćmy cały stan rzeczy w krótkich formułach: duch filozoficzny musiał najpierw zawsze przebierać się i przepoczwarczać w d a w n i e j u s t a l o n e typy ludzi kontemplacyjnych.. dzielności. bardziej rozjaśnionemu światu rozpowity i wypuszczony na światło? Czyż jest już dziś dość dumy. jako warunek istnienia. w jakiej się go nie bano! Kontemplacya przyszła na samym początku na świat w postaci o zakrytej twarzy. cieplejszemu. musieli przeciw »filozofowi w sobie« zwalczać wszelkiego rodzaju podejrzenia i opory. by nabrać strachu przed samymi sobą i czci dla siebie samych. gdyśmy już obejrzeli k a p ł a n a-a s c e t ę. odzmysłowione trzymanie się filozofów na uboczu. by móc go przedstawiać.

które r o z k o s z u j e się w tem cierpieniu samem sobą i staje się nawet coraz pewniejsze siebie i bardziej tryumfujące. biorąc ogółem. że natykamy się tu na strasznego przeciwnika (przypuszczając. samobiczowaniu. Crux. całą sferą stawania się i znikomości) z pewnem zupełnie innego rodzaju istnieniem. Cóż to oznacza? Takiej potwornej oceny wartości nie wpisano w dzieje człowieka jako wypadku wyjątkowego i curiosum: jest ona jednym z najbardziej rozpowszechnionych i najtrwalszych faktów. nie należy on wyłącznie do żadnej rasy. jak w każdym czasie prawie pojawia się kapłan-asceta. najsilniejszych najbardziej zasadniczych warunków. ile tylko mogą. żeby hodował lub rozmnażał swe oceny wartości przez dziedziczenie. rzecz się ma odwrotnie: głęboki instynkt. do czego ono należy. Asceta uważa życie za manowiec. lecz i swą wolę. zakątem niezadowolonych. z której zwykło się nie udawać kobiecie. pragnąc stać się panem – nie czegoś w życiu –. z wszelkiego życia i zadają sobie. jak powszechnie. To wszystko jest w najwyższym stopniu paradoksalne: stoimy tu wobec rozdwojenia. »przyrodą«. – nie mówiąc już o roli najefektywniejszego oceniciela i sędzi poruszonych tu kontrowersyi. w nieszczęściu. Nie dlatego. jakie istnieją. swój interes. prawdopodobnie jedynej swej przyjemności. na przeciwnika. w miarę jak jego własnego założenia. zabrania mu raczej rozmnażania się. kapłanowi ascecie trudno będzie być choćby najszczęśliwszym obrońcą swego ideału. lux – stanowi dlań jedno. jak słuszna. gdy chce bronić »kobiety samej w sobie«. lub za błąd. by taki typ sprzeczności w sobie nie wymarł. lecz samego życia. w brzydocie. którym trzeba ostatecznie wstecz powrócić aż do tego miejsca. wyrasta z wszystkich stanów. Czytane z jakiejś dalekiej gwiazdy. w wyzuciu się z samego siebie. »Tryumf w ostatecznej właśnie agonii«: pod tym najwyższym znakiem walczył zdawien dawna ideał ascetyczny. – zbić n a l e ż y: bo w y m a g a on. z a p r z e c z a s i e b i e s a m e g o: w tym wypadku. c h y b a. »światem«. pięknu. pysznych i wstrętnych stworzeń. swoje ostateczne zwycięstwo. uchodzi życie za most do owego innego istnienia. w szczególności przeciw jego wyrazowi. w tym obrazie zachwytu i udręki widział on swoje najjaśniejsze światło. do którego stoi ono w stosunku sprzecznym i wyłączającym. by tego rodzaju interesowny stosunek do naszego problematu przeciwnikowi szczególnie wyszedł na dobre. wielkiemi literami kreślone. Jego p r a w o do istnienia trwa i znika z owym ideałem: cóż za dziw.. że jesteśmy przeciwnikami owego ideału). samoofierze. cierpienia dla samej przyjemności zadawania go sobie. z punktu widzenia życia ascetycznego. gdzie może. Wiążą oni życie (wraz z tem. Rozważmy bowiem. gdzie się zaczyna. jego najgłębszych.. Musi to być jakaś konieczność pierwszorzędna. Raczej więc będziemy musieli mu pomóc – tyle jest już teraz widoczne – by dobrze się przeciw nam bronił. z tej samej przyczyny. jest o c e n a w a r t o ś c i naszego życia ze strony kapłana-ascety. swoje zbawienie. 58 . o którą tu walka się toczy. pismo naszego ziemskiego istnienia doprowadziłoby może do wniosku. że ziemia jest właściwą g w i a z d ą a s c e t y c z n ą. z ziemi. s w o j ą ocenę istnienia. Kapłan-asceta składa w owym ideale nietylko swoją wiarę. która tej w r o g i e j ż y c i u species pomaga ustawicznie do wzrostu i rozwoju.pytanie dla fizyologów. fizyologicznej zdolności życiowej. wymusza. – musi tkwić w tem i n t e r e s s a m e g o ż y c i a. Jest tu usiłowanie użycia siły celem zatkania źródlisk siły. jak prawidłowo. zmarniałe. aby z nim iść. iż zbyt dobrze nas zbijać będzie . swą moc. które c h c e być rozdwojonem. zakwita wszędzie. obok którego jednak tymczasem przekradniemy się jeszcze cichaczem. w bólu. Bo życie ascetyczne jest sprzecznością w sobie: włada tu bezprzykładnie ressentiment niesytego instynktu i woli mocy. w tej zagadce uwiedzenia. w samowolnym uszczerbku. tu zwraca się zielone i jadowite spojrzenie przeciw samemu fizyologicznemu rozkwitowi. który się czynem zbija. co nieudane. że zwraca się przeciw sobie samemu. który o swoją egzystencyę walczy przeciw oszczercom owego ideału? Z drugiej strony z góry można wątpić. Myślą. tymczasem uczuwa się upodobanie i s z u k a s i ę go w tem. niż żebyśmy się bać mieli. które nie mogą się pozbyć kwaśnego niezadowolenia z siebie samych. u b y w a. nux. radości.

wciśniętem w starą l u k ę ludzkiego poznania. (Mówiąc nawiasem: nawet jeszcze w kantowskiem pojęciu: »myślny charakter rzeczy«. wykluczać uczucia wszystkie razem i poszczególnie (przypuściwszy. że ascetyczna samopogarda. jaka się w ascecie ujawniać zdaje. daleko wyższy rodzaj tryumfu. Wykluczyć jednak wogóle wolę. tem zupełniejsze staje się nasze »pojęcie« o tej rzeczy. jest – leży to już jak na dłoni – biorąc fizyologicznie. poprostu nonsensem. moi panowie filozofowie. – jedynie słowem. sobie samemu własnej zaprzeczyć »realności« – co za tryumf! – już nie tylko nad zmysłami. 13. jako rzeczywiste: szukać będzie b ł ę d u tam właśnie. same tylko błędy! Odmówić swojemu ja wiary. zniży ona cielesność do złudzenia. że taka ucieleśniona wola przeczenia i wynaturzania doprowadzoną zostanie do f i l o z o f o w a n i a: to na czerni wywrze ona najwnętrzniejszą swą samowolę? Na tem. W ten sposób raz widzieć inaczej. przyrządzeniem. czego właściwa natura nie mogła jeszcze zostać zrozumianą. całe przeciwieństwo pojęć »podmiot« i »przedmiot« – błędy. bezbolesny. bezczasowy podmiot poznający«.. że jest ona dla intelektu – z g o ł a n i e d o p o j ę c i a. boleść tak samo. przez które jednak patrzenie staje się dopiero widzeniem czegoś.) – Nie bądźmy zresztą. które nie ma mieć żadnego kierunku. któremi duch nazbyt długo pozornie zbrodniczo i bezużytecznie szalał przeciw sobie samemu. że toby było w naszej mocy). jak to czynili filozofowie Vedânty. musi być pewnego rodzaju tymczasowym wyrazem. Ale zawróćmy. Strzeżmy się bowiem. które lubi zwracać rozum przeciw rozumowi. Taka sprzeczność w sobie. strzeżmy się polipowych ramion takich sprzecznych w sobie pojęć. ma ich być brak. psychologicznem nieporozumieniem czegoś. samoszyderstwo rozumu wyrokuje: j e s t królestwo prawdy i istnienia. którego siły czynne i interpretujące mają być podwiązane. lecz jako możność d z i e r ż e n i a w s w e j m o c y swego »za« i »przeciw« i dowolnego władania niemi tak. jak »czysty rozum«. oko. nasza »przedmiotowość«. odtąd lepiej przed niebezpiecznem starem pojęciowem bajczarstwem. pogwałcenie i okrucieństwo względem r o z u m u. nie zaś psychologicznie.. jakże? nie nazywałożby się to k a s t r o w a n i e m intelektu ?. t y l k o perspektywiczne poznanie. c h c i e ć widzieć inaczej jest niemiłą wprawą i przysposabianiem intelektu do jego przyszłej »przedmiotowości«:. że można używać właśnie r o z m a i t o ś c i perspektyw i uczuciowych interpretacyi na pożytek poznania. pojętej nie w znaczeniu »kontemplacyi bezinteresownej« (coby było bez znaczenia i sensu). by pomyśleć sobie oko. »myśmy charakter« bowiem oznacza u Kanta pewną rzeczy właściwość. »życie p r z e c i w życiu«.. Przypuściwszy. A i m w i ę c e j uczuć dopuszczamy do słowa o jakiejś rzeczy. »poznanie samo w sobie«: – te rzeczy bowiem wymagają zawsze. bezwolny.. Może ona być tylko p o z o r n a. wymaga się tu więc zawsze od oka niedorzeczności i rzeczy nie mających znaczenia. którego zgoła pomyśleć sobie nie można. które wymyśliło sobie »czysty. nie mogła jeszcze zostać określoną s a m a w s o b i e. »bezwzględna duchowość«. Naprzykład.12. pozostało coś z tego pochutliwego ascetycznego rozdwojenia. niewdzięczni takim właśnie rezolutnym odwróceniom zwykłych perspektyw i ocen. wyłożeniem. gdzie właściwy instynkt życiowy najbezwarunkowiej wskazuje prawdę. lecz właśnie rozum jest zeń w y k l u c z o n y!. właśnie jako poznający. co z największą odczuwa się pewnością jako prawdziwe. Rozkosz ta dochodzi do szczytu przez to. z której intelekt właśnie tyle pojmuje. Istnieje t y l k o perspektywiczne widzenie. formułą. rozmaitych oczu dla tej samej rzeczy wstawić sobie umiemy. nad oczywistością. wielość. i m w i ę c e j oczu. Żeby zaś krótko przeciwstawić temu istotny stan rzeczy: i d e a ł a s c e t y c z n y wy59 .

wiecznie przyszły. ten pozorny wróg życia. czego należy się obawiać. ze znużeniem.. przodując im instynktownie jako pasterz.pływa z o c h r o n n e g o i l e c z n i c z e g o i n s t y n k t u w y r a d z a j ą c e g o s i ę ż y c i a. to nie wielka obawa. najdłużej i najgłębiej chore ze wszystkich chorych zwierząt ?. ten p r z e c z y c i e l. które musi pracować. więcej się rzucał na nowinki. ów mistrz niszczenia. że mnie już rozumiecie: ten kapłan-asceta. który o ostateczne panowanie walczy z zwierzęciem. Czy wiemy o tem?. rządzić i owładnąć człowiekiem. to dowodzi wielkiego faktu: c h o r o b l i w o ś c i dotychczasowego typu człowieka. jak tego historya uczy. niezadowoleniec. wskazuje on na częściowy fizyologiczny zastój i znużenie. Że mógł on w tej mierze. wcale nie zmniejszenia się strachu przed człowiekiem powinniśmy sobie życzyć. co działa fatalnie jak żadna fatalność. fizyologicznego zmagania się człowieka z śmiercią (dokładniej z uprzykrzeniem sobie życia. i to najwyższym stopniem tego życzenia. wyzywał przeznaczenie więcej. wielki eksperymentator na sobie samym. mniej utrwalony. przynajmniej obłaskawionego człowieka. – on właśnie należy do bardzo wielkich z a c h o w u j ą c y c h i p o t w i e r d z e n i e s t w a r z a j ą c y c h potęg życiowych.. tak samo wielka l i t o ś ć dla człowieka. w danym razie straszliwym – on to p o d t r z y m u j e udany typ człowieka. przypuśćmy. wszelkiego rodzaju cierpiących z powodu siebie samych. Jakżeby też tak śmiałe i bogate zwierzę nie miało być najbardziej zagrożone. – życie zmaga się w nim i walczy przezeń z śmiercią i p r z e c i w śmierci. bardziej niepewny. niż wszystkie inne zwierzęta razem wzięte. które wszelkimi środkami stara się podtrzymać siebie i o istnienie swe walczy. czasu tańca śmierci): lecz nawet ten wstręt. jeśli się z r a n i. Sądzę. – to potem rana sama zmusza go d o ż y c i a. To. on. to nie ulega wątpliwości. zawiedzionych rozbitków. nie od najsilniejszych grozi silnym choroba. on. przyrodą i bogami. toby 60 . gdzie cywilizacya i obłaskawienie człowieka przeparte zostały. jak ostroga. które mówi życiu. że natychmiast znowu staje się nowem pętem. p o m y ś l n e o k a z y człowieka. tylko wielki w s t r ę t do człowieka. to sprzykrzenie sobie samego siebie – wszystko występuje w nim tak potężnie. Chorzy są największem niebezpieczeństwem dla zdrowych. by stworzyć ponyślniejsze warunki dla istnienia tutaj i pozostania człowiekiem.. Jego »nie«.. Ideał ascetyczny jest takim środkiem: rzecz ma się więc odwrotnie. niż jakiekolwiek inne zwierzę. z życzeniem sobie »końca«). to znużenie. bardziej zmienny. jego właściwą żarliwością i namiętnością: lecz właśnie m o c jego życzenia jest pętem. lecz od najsłabszych. by być czemś innem. jakby mocą czarów. Gdyby jedno i drugie. połączyło się dnia pewnego.. Człowiek syt jest tego. niż czciciele tego ideału sądzą. Im normalniejsza jest chorobliwość w człowieku – a nie możemy normalności tej zaprzeczyć – tem wyżej powinniśmy cenić rzadkie wypadki duchowo-cielesnej tężyzny. wyprowadza. nienasyceniec. przeciw którym najgłębsze. Kapłan-asceta jest ucieleśnionem życzeniem. wpija się co chwila w ciało teraźniejszości. bywały całe epidemie takiego dosytu (– naprzykład około roku 1348.. tem surowiej strzec szczęśliwie udanych od najgorszej atmosfery. bo strach ten zmusza silnego. w szczególności tam wszędzie. Ogółem biorąc. który przed naporem swych własnych sił nie znajduje nigdy spokoju tak. Czy to czynimy ?. że mu jego przyszłość niezbłaganie. właśnie przez nią staje się on narzędziem.. które go tu przykuwa. – on. właśnie tą mocą przytrzymuje on silnie przy istnieniu całą trzodę nieudanych.. Na czem polega owa chorobliwość ? Bo człowiek jest bardziej chory. jest on z w i e r z ę c i e m c h ó r e m: skąd to pochodzi? Zapewne ważył się też na więcej. nienaruszone instynkty życia walczą nieustannie nowymi środkami i wynalazkami. ba. zuchwali! się więcej. dość często. ideał ascetyczny jest fortelem do u t r z y m a n i a życia. 14. pełnię tkliwszych »t a k«: na światło. by był silnym. by być gdzieindziej. samozniszczenia. zawsze jeszcze niezmożony... niezadowolonych. atmosfery choroby.

nawet brzęk złoty. sprawiedliwi. ich instynkt dróżek chyłkowych. lecz także oczy i uszy. nic umarłego. ukłuć szpilkowych.. pokorne poddanie się pływa w ich oczach! Czegóż chcą oni właściwie? Przynajmniej p r z e d s t a w i a ć sprawiedliwość. obalonymi. coś jakby atmosferę domu waryatów lub szpitala. przed tem wstecz zwróconem spojrzeniem dziwoląga z urodzenia.– ci. »ostatnia wola« człowieka.. g ł o ś n y m gestem. tak nieuczciwe. złamanymi – oni to. Chora kobieta nie oszczędza przytem nic żyjącego. którejkolwiek korporacyi. ta kąsająca obłuda i wściekłość takich »szlachetnych« faryzeuszów (– przypominam czytelnikom. jak przestrogi dla nas. ale tu niema nadziei. to co się udało. oczywiście. Snują się pośród nas. rośnie wszelki chwast. monet. – cicha walka zazwyczaj z pomocą niepozornych proszków trujących. wiele do tego przygotowano. tu śmierdzi powietrze od tajności i rzeczy niewyznanych. to nie ulega wątpliwości: »my jedynie jesteśmy dobrzy. któregokolwiek społeczeństwa: wszędzie walka chorych przeciw zdrowym. który w dzisiejszych Niemczech najnie- 61 . zawsze gotowych opluć wszystko. w ustach zawsze w ciup. chytrej gry min cierpliwego znoszenia. jakże pragną gorąco być o p r a w c a m i. Jest wpośród nich pełno za sędziów przebranych mściwców. n i e »zwierzęta drapieżne«. o krajach zamieszkiwanych przez człowieka cywilizowanego. które obarcza na drogę smutkiem głębokim. że nienawiść ta jest nienawiścią! Co za zbytek słów wielkich i postaw przybranych. Aż w uświęcone dziedziny wiedzy chciałoby wnikać i być słyszane to zachrypłe szczekanie chorowitych psów. podminowują najbardziej życie pod człowiekiem. my jedynie jesteśmy h o m i n e s b o n a e v o l u n t a t i s«. jak taki człowiek mówi do samego siebie o sobie samym: »Czyżbym mógł być czem innem? tak wzdycha ten wzrok. s ł a b i. jakie tylko istnieją na ziemi. Kto ma nietylko nos do węszenia. wszelkie zielsko jadowite. które wiodą do tyranii nad zdrowymi. jego wola nicości. a wszystko tak małe. I rzeczywiście. raz jeszcze berlińskiego apostoła zemsty. kłamliwych niedorodków. z jaką naśladują tu odbitkę cnoty. C h o r o w i c i są wielkiem niebezpieczeństwem dla człowieka: n i e źli. co nie patrzy niezadowoleniem i dobrej myśli kroczy swoją drogą. – jakżeby się znaleźć nie miała. do człowieka. Wglądnijmy w głąb którejkolwiek rodziny. – mówię. uciskania. prawdziwie na gruncie bagnistym. Nie brak też między nimi owego najwstrętniejszego rodzaju próżnych. siła. które jest jękiem! – i które zdradza.. niekiedy jednak i z owym faryzeizmem chorych. Dokąd ujść przed tem fatalnem spojrzeniem. co za sztuka »rzetelnego« oszczerstwa! Ci nieudani: co za szlachetna wymowa z ust ich płynie! Co za cukrzane. ta wola mocy właśnie w najsłabszych! W szczególności chorej kobiety nikt nie prześcignie w raffinements panowania. poczuje prawie wszędzie. do siebie samych. jak ucieleśnione wyrzuty. poczucie mocy były już wogóle czemś występnem. tyranizowania. odgrzebuje najgłębiej zagrzebane rzeczy (Bogoanie mówią: »kobieta jest hyeną«). mającym uszy. Wola chorych wyobrażania j a k i e j k o l w i e k formy wyższości. duma. ciężko odpokutować: ach. którzy ustawicznie słowo »sprawiedliwość«. A co za obłuda. o wszelkiego rodzaju »Europach«. którzy starają się udawać »piękne dusze« i swą na psy zeszłą zmysłowość. Jestem. za co kiedyś musi się odpokutować. kim jestem: jakżebym mógł wyzbyć się samego siebie? A jednak – j e s t e m syt s i e b i e!«. szlamiaste. zatruwają i zarażają wątpieniem naszą ufność do życia. dźwięk cnoty. by nie przyznać się. Ci słabi i beznadziejnie chorowici wzięli teraz zupełnie cnotę w dzierżawę. przed tem spojrzeniem. – spisku cierpiących przeciw pomyślnie udanym i zwycięskim. Na takim gruncie samopogardy. nihilizm. Tu roi się od robactwa uczuć zemsty i urazy. wyższość – oto ambicya tych »najniższych«. mądrość. tu tka się nieustannie sieć najzłośliwszego spisku. tu n i e n a w i d z i się widoku zwycięzców. Eugeniusza Dühringa.nieochybnie przyszło natychmiast na świat coś najniesamowitszego. tak słodkawe. tak skryte. miłość. gdzie tylko dziś stąpi. – jak gdyby zdrowie. którzy już z urodzenia są rozbitkami. jakże oni w gruncie sami gotowi są z a d a w a ć pokutę. który najchętniej odgrywa »szlachetne oburzenie«. jak ślinę w ustach noszą. tych chorych! A jak zręcznie poczyna sobie taka ambicya! Podziwu godna ta zręczność fałszerzy. tak mówią. na targ wynoszą jako »czystość serca«: tej species moralnych onanistów i »zadowalających się sobą«. spowitą w wiersze i inne pieluchy.

a tak samo w maskaradach zemsty. ni mieć w powinności: lecz a ż e b y mogli to.. podparciem.. niż gdyby szczęśliwi. które oby nam właśnie oszczędzane były: przed w i e l k i m w s t r ę t e m d o c z ł o w i e k a! p r z e d w i e l k ą l i t o ś c i ą d l a c z ł o w i e k a!. by zdobyć zaufanie i strach chorych.. bardziej jeszcze panem samego siebie.. w niem tkwi jego najistotniejsza sztuka. antysemitów). pasterza i rzecznika chorego stada: wtedy dopiero zrozumiemy jego ogromne posłannictwo dziejowe. Wszystko to są ludzie opanowani przez ressentiment. by z d r o w y c h oddzielić od chorych. karnością. gdyby im się udało swą własną nędzę. pojmowano do głębi – o ile w każdym razie nie może być zadaniem zdrowych pielęgnowanie chorych. nawet wśród jemu równych. by siebie samych. tyranem.. jaki obecnie istnieje. najprzebieglejszego. C o o n i mogą. uzdrawianie chorych. oni jedynie są p o r ę c z y c i e l a m i przyszłości. jest przecie tysiąckroć większe. to nie ulega wątpliwości. pierwszeństwo dzwonu o pełnym dźwięku przed fałszywym. co o n i powinni.. P a n o w a n i e n a d c i e r p i ą c y m i jest jego królestwem. całe to drgające państwo podziemnej zemsty. te fizyologiczne rozbitki i robaczywce. 15. strzec nawet od widoku chorych. jeśli tak być musi! Lecz w każdym razie precz od złych wyziewów wewnętrznej zgnilizny i tajemnego robaczywego ścierwa chorych !. burzliwego. co niższe. Lecz nie mogłoby być większego i fatalniejszego nieporozumienia. musem. Sam on chory być musi. »zbawicielem« chorych?. oto powinien być najwyższy punkt widzenia na ziemi: – do tego jednak potrzeba przedewszystkiem.. by mógł im być przystankiem. aby siebie za chorych nie brali. pękniętym. nienaruszonym mianowicie w swej woli mocy. musi być naturalnym przeciwnikiem i g a r d z i c i e l e m wszelkiego surowego. musi być z gruntu pokrewny chorym i zawiedzionym. jego mistrzostwo. Lecz nie mogliby gorzej nie rozumieć i zaprzeczać s w e g o zadania. co tylko o n i powinni. że ci pewnego dnia poczęliby się wstydzić swego szczęścia i możeby r z e k l i do siebie »hańbą jest być szczęśliwym! za w i e l e j e s t n ę d z y!«. niewyczerpane. największego pyskacza moralności. Musimy uważać kapłana-ascetę za przeznaczonego z góry na zbawiciela.przystojniejszy i najwstrętniejszy użytek czyni z moralnego bum-bum: Dühringa. oporem. przynajmniej na chwilę jeszcze obronić przed dwiema najgorszemi zarazami. Jeśli pojęliście w całej głębi – a żądam. całą nędzę wogóle w t ł o c z y ć w s u m i e n i e szczęśliwych tak... jakżeby miało im być wolno być lekarzem. Musi bronić swego stada – przeciw komu? Przeciwko zdrowym. A to dlatego. aby ich rozumieć. 62 . – co wyższe. najwznioślejszego tryumfu zemsty? Wtedy niewątpliwie. także przeciwko zazdrości względem zdrowych. tego nie śmieją nigdy chorzy móc. by tu właśnie s i ę g a n o g ł ę b o k o. – by porozumieć się z nimi. udani. patos oddalenia p o w i n i e n po całą wieczność utrzymywać przedział w zadaniach! Ich prawo istnienia. to pojęliście tem samem i jedną konieczność więcej – konieczność dla chorych takich lekarzy i dozorców. mocni na ciele i duszy poczęli wątpić o swem p r a w i e d o s z c z ę ś c i a. nienasycone w wybuchach przeciw szczęśliwym.. ku niemu popycha go instynkt jego. Precz z tym »przewróconym światem«! Precz z tem haniebnem zmiękczeniem uczucia! Żeby chorzy zdrowych nie uczynili chorymi – a temby było takie zmiękczenie –. lecz musi też być silny. pocieszycielem. A przeto czystego powietrza! czystego powietrza! A w każdym razie precz z pobliża wszelkich domów waryatów i szpitalów kultury! A przeto dobrego towarzystwa! s w e go towarzystwa! Lub samotności. n i e p o w i n n o zniżać się do roli narzędzia tego. przyjaciele moi. niż innych. jego rodzaj szczęścia. oni jedynie są z o b o w i ą z a n i względem przyszłości człowieka. Lub czyżby miało być ich zadaniem zostać dozorcami chorych i lekarzami!. w pozorach do zemsty: kiedyżby doszli właściwie do swego ostatecznego. bogiem. k t ó r z y s a m i s ą c h o r z y: i oto mamy i trzymamy obu rękami znaczenie kapłana-ascety.

występuje niedźwiedzio poważny. ten dziwny pasterz. sprawcy. co wspólne jest wszystkim cherlakom i chorym. wojny chytrości (»ducha«) bardziej. lub w niedostatku siarkanu i fosforanu potasu we krwi. gdyby się chciało wartość kapłańskiej egzystencyi ująć w najkrótszą formułę. co zdrowe. musi wprzód zranić. pomiędzy inne rodzaje zwierząt drapieżnych sam. jeszcze określeniej. wszystko. fizyologiczna przyczyna. nieznośny ból i na chwilę przynajmniej usunąć go z świadomości. w odpornem przeciwdziałaniu. przynajmniej o z n a c z a ć go – pewną nową straszliwość zwierzęcą. dość dobrze swego chorego stada. szperają w wnętrznościach swej przeszłości i teraźniejszości. by pozbyć się żrącego kwasu. rozkoszują się już samem podejrzeniem. zwodniczo-rozważny. lub w zwyrodnieniu jajników i tym podobnych). Każdy cierpiący bowiem szuka instynktownie swego cierpienia przyczyny. uśmierzając następnie ból. a to im bardziej prawdziwa przyczyna tego czucia się źle. ani pasterza. który sprawia rana. w drugim wypadku chce się przez silniejsze jakiegobądź rodzaju wzruszenie o g ł u s z y ć dręczący. oto jego właściwa sztuka i jego najwyższa pożyteczność. z a t r u w a j e d n o c z e ś n i e r a n ę – na tem bowiem zna się przedewszystkiem. – krótko. jak napawającą strachem jedność. w i n n e g o sprawcy. gmeraniem w złościach i krzywdach pozornych. gwałtowniczo-drapieżnego zdrowia i tężyzny. czegoś żyjącego. »Ktoś musi być winien temu. roztropny. w ochronnym jedynie środku reakcyi. Jeżeli zmusza go do tego potrzeba. mianowicie o g ł u s z e n i a się. wśród którego ustawicznie gromadzi się i gromadzi ów najniebezpieczniejszy.nieujarzmionego. gdzie tylko może. Kapłan jest pierwszą formą d e l i k a t n i e j s z e g o zwierzęcia. krnąbrności. wyczekująca tygrysica i niemniej lis zdają się być złączone w równie pociągającą. w którego okręgu wszystko. więc w pragnieniu o g ł u s z e n i a b o l u p r z e z u c z u c i e. złośliwości i wszystkiemu. w której niedźwiedź polarny. toby trzeba poprostu rzec: kapłan z m i e n i a k i e r u n e k uczucia ressentiment. w sposób jak to czyni jeszcze żaba bez głowy. co dla nich najbliższe. wedle mego przypuszczenia. zimny. które łatwiej jeszcze pogardza. lub w ucisku na dolną część ciała. wrażliwego na cierpienie. Przynosi z sobą maście i balsamy. czcigodny. 63 . twardo i tajemnie z anarchią i coraz zaczynającym się samorozkładem w stadzie. przeciw tlącej w samem stadzie nikczemności. hamującym obieg krwi. Nie będzie mu oszczędzone prowadzenie wojny z dzikiemi zwierzętami. zdecydowany siać na tym gruncie cierpienie. Broni on. rozdwojenie. Wszyscy cierpiący posiadają przerażającą łatwość wynajdywania pretekstów do bolesnych uczuć. zbyt pewny swej sztuki opanowywania c i e r p i ą c y c h każdej chwili. – broni go także przeciw niemu. tajemny. żony i dziecka i z wszystkiego. ressentiment. poszukując ciemnych zagadkowych historyi. prawdziwy fizyologiczny związek przyczynowy uczucia ressentiment. Lecz różnica jest zasadnicza: w jednym wypadku chce się przeszkodzić dalszemu doznawaniu szkody. Wyładowywać ten rozsadzający materyał tak. rozkrwawiają oddawna zagojone blizny. niema wątpliwości! lecz by być lekarzem. jak się rozumie samo przez się. dokładniej jeszcze. – będzie musiał w razie potrzeby wytworzyć z siebie prawie pewien nowy typ dzikiego zwierzęcia. sprzeczność z sobą. na czem uczucia swoje czynnie lub in effigie pod jakimkolwiek pozorem wyładować może: bo wyładowanie uczucia jest największą dla cierpiącego próbą ulgi. niż nienawidzi. rozsadzający i wybuchowy materyał. – do tego potrzeba uczucia. by nie rozsadził ani stada. zimna. twardego. Tu jedynie znaleźć można. gibka. które pozwalają im opływać w dręczące domysły i upajać się trucizną własnej złośliwości—rozdzierają najstarsze rany. czynią złoczyńców z przyjaciela. możliwie silnego uczucia. zemsty i jej krewnych. w »odruchu« w razie nagłego uszkodzenia lub zagrożenia. a do wzbudzenia go pierwszego lepszego pozoru.– ten sposób wnioskowania jest właściwy wszystkim chorowitym. że źle się czuję«. jest przed nimi ukryta (– może ona leżeć w chorobie nerwu sympatycznego lub w nadmiernem wydzielaniu żółci. niż przemocy. z konieczności chórem się staje. ten czarownik i poskramiacz dzikich zwierząt. bardzo mylnie mojem zdaniem. Szuka się go zazwyczaj. walczy roztropnie. jako herold i narzędzie głosu tajemniejszych potęg. co chore – obłaskawionem. jego poniewolnie pożądanym narkotykiem przeciw katuszy wszelkiego rodzaju.

najbystrzejsi i najbardziej ludzcy sędziowie nie wątpili wówczas. k u s i ł się przynajmniej życiowy instynkt lekarski przez kapłana-ascetę i do czego musiała mu służyć czasowa tyrania takich paradoksalnych i paralogicznych pojęć jak »wina«. mówiąc z gruba. mówiąc między nami. »grzech«. nie można nawet twierdzić. jeno wytłumaczeniem (przyczynowem wytłumaczeniem) stanów rzeczy... jakich mi trzeba. złoczynami). która nas już nie obowiązuje. To dość śmiało. to ten rodzaj niestrawności jest tak samo fizyologiczny. jak się rzekło: co jeszcze nie zawiera wcale życzenia.. prawdopodobniej już w jego brzuchu (mówiąc z gruba. pewne tymczasowe zabezpieczenie zdrowiej udanych. tak samo nie jest się jeszcze zdrowym jedynie dlatego. właściwie tylko szumnem słowem. – Przy takiem ujęciu rzeczy można być. jak trawi swój obiad. jak to widać. co dotychczas nie jest uchwytne i naukowo w związek ujęte. kaptan-asceta. samostrażowania.. Jak rozumie się samo przez się. ty sama tylko jesteś winna temu – t y s a m a t y l k o z a w i n i ł a ś w z g l ę d e m s i e b i e!«. raczej tylko interpretacyą stanu rzeczy. to sam »ból duszny« nie jest według mnie wogóle stanem rzeczy. z m i e n i o n o przez to kierunek ressentiment. jak rzekłem. przy tego rodzaju lecznictwie. Zgadniecie już. to jeszcze nie dowód.. Przypomnijmy sobie jeno sławne procesy czarownic. – a mimo to nie było tam winy. jak każdy inny – i wielokrotnie w istocie tylko skutkiem owego innego. nie leży w jego »duszy«. »grzeszność«. co przeżywa.. że się ktoś zdrowym czuje. – Że się ktoś »winnym«. to jest fizyologicznego rozstroju.) Silny.»Cierpię. wykopanie przez to p r z e p a ś c i między zdrowiem a chorobą – to było na długi czas wszystko! A było to wiele. że czuje się nim słusznie. pełniej odlanych z drugiej. Czy jednak ten kapłan-asceta jest właściwie l e k a r z e m? – Pojęliśmy już. co przeżywa {społem z czynami.. widzianego w perspektywie moralno-religijnej. jedynie lecznictwie uczuciowem. »grzesznym« c z u j e. [Wychodzę w tej rozprawie.] 17. żeby nas z gruba słuchano. zawsze jeszcze najsurowszym przeciwnikiem wszelkiego materyalizmu. – By założenie to w rozszerzonej wyrazić formie. że instynkt życiowy ma przy tem leczenie na widoku i w zamiarze. chociaż on sam chętnie uważa się za »zbawiciela«. że ma się w nich do czynienia z winą. »potępienie«: aby uczynić chorych do pewnego stopnia »n i e s z k o d l i w y m i. więc ktoś musi być winien temu« – tak myśli każda chorowita owca. »czarownice« s a m e n i e w ą t p i ł y o t e m. którego ze względu na czytelników.. wsteczny kierunek ich ressentiment (»jednego trzeba« —) i w ten sposób w y z y s k a ć złe instynkty wszystkich cierpiących dla samokarności. że zaledwie wolno go lekarzem nazywać. Jeśli ktoś nie może się z »dusznem« cierpieniemc uporać. nieuleczalnych zniszczyć z pomocą nich samych. Lecz pasterz. Jeśli nie może uporać się z tem. to było b a r d z o w i e l e!. 16. nawet jeśli twarde połyka kęsy. łagodnie zachorzałym nadać ścisły kierunek ku sobie samym. mówi jej: Słusznie. z założenia. o co. moja owco! Ktoś musi być temu winien: lecz ty sama jesteś tym kimś. nie może wcale chodzić o l e c z e n i e chorych w znaczeniu fizyologicznem. z gruba rozumiano. »zepsucie«. dość fałszywie. wedle mego wyobrażenia. szczęśliwie udany człowiek trawi to. przezwyciężenia siebie. zamiast skromnego znaku pytania. Lecz jedno przynajmniej osiągnięto przez-to. Pewne stłoczenie i organizacya chorych z jednej strony (– słowo »Kościół« jest na to najpopularniejszą nazwą). które się dotąd nie dały ściśle sformułować: przeto czegoś. nie muszę dopiero uzasadniać: że »grzeszność« w człowieku nie jest zgoła stanem rzeczy. to przyczyna tego. każe czcić w 64 .

w »pociechach« wszelkiego rodzaju. niemieckiej małoduszności).sobie »zbawiciela«. – to stanowi nasz najbardziej zasadniczy zarzut przeciw lecznictwu kapłańskiemu. Albowiem. co się zwie pospolicie »r e l i g i ą«). Gdzie tylko to możliwe nie dopuszczać wogóle żadnego chcenia. 1850). jest głównie wynikiem niedorzecznie nagłego pomieszania stanów). n i e zaś jego przyczynę. żebrać.. nie uświadamia się jako takie i wskutek tego »przyczyny« jego i zleczenia szuka się i próbuje też tylko na drodze psychologiczno-moralnej (– taka jest mianowicie moja najogólniejsza formuła tego. nie kochać. prawie wszystkie obfi- 65 . »zahipnotyzowanie« – usiłowanie zdobycia dla człowieka w przybliżeniu czegoś takiego. naprzykład gdy rasa pewna znajdzie się w klimacie. że w bólu tkwi błąd. W ł a g o d z e n i u cierpienia. W takim wypadku przedsiębierze się każdym razem w wielkim stylu walkę z u c z u c i e m z n i e c h ę c e n i a. – oto w czem okazuje się jego genialność. na pewnych miejscach ziemi prawie koniecznie opanowywać musi szerokie tłumy u c z u c i e f i z y o l o g i c z n e g o z a h a m o w a n i a. Że tacy sportsmeni »uświęcenia«. jak wynalazcze zrozumiał swoje zadanie pocieszyciela. być obojętnym. którą zna i posiada sam tylko kapłan. (Pomijam tu. w tem naiwnem przypuszczeniu.. lub jak tylko można najmniej kobiet. z braku fizyologicznej wiedzy. kojącego. pozwalające chwilowo przynajmniej przezwyciężyć to głębokie przygnębienie. psychologiczno-moralnie mówiąc. południowem wyrafinowaniem. syfilisu i tym podobnych przyczyn (niemieckie przygnębienie po wojnie trzydziestoletniej. unikać wszystkiego.. to nie będziemy się mogli posiąść z podziwu.. gdy się ma niby wykazać. zbyt pajęczynowa i pokątna. w których wszystkie czasy. do którego jej siła przystosowawcza nie wystarcza (co się zdarzyło z Indami w Indyach). »pesymizm« dziewiętnastego stulecia. nie udzielając się właściwie świadomości. lub może być skutkiem starości i znużenia rasy (pesymizm paryski od r. jak słuszna. Rezultat. Można z góry przyjąć jako prawdopodobne. właściwą walkę f i l o z o f ó w przeciw uczuciu zniechęcenia. żadnego już życzenia. ten czarny smutek fizyologicznie zahamowanego człowieka. która zwykła istnieć zawsze równocześnie – jest ona dość zajmująca. że ból zniknąć musi. lub może być wywołane błędnie skierowaną emigracyą. walkę. lub skutkiem fałszywej dyety (alkoholizm Średniowiecza. nie nienawidzieć. ogólnie mówiąc: we wszystkich wielkich religiach chodziło głównie o zwalczenie pewnego epidemicznego znużenia i ociężałości. nie zbogacać się. to ołowiane znużenie. »uświęcenie« fizyologicznie się wyrażając. tyle rzeźwiącego. Takie uczucie zahamowania może być najrozmaitszego pochodzenia: następstwem krzyżowania zbyt obcych sobie ras (lub stanów – stany wyrażają zawsze także różnice pochodzenia i rasy: europejski »Weltschmerz«. czego nie szukał i czego nie znalazł. co wytwarza uczucie. minimum zużycia i przemiany materyi. które naturalnie ma za sobą powagę młodego szlachcica Krzysztofa z Szekspira). przy którem życie właśnie jeszcze tli. lub skutkiem zepsucia krwi. co wytwarza »krew« (nie spożywać soli: higiena fakira). pod względem duchowym zasada Pascala »il faut s’abêtir. o ile można nie znać wcale kobiet. »wyzbycie się siebie«. niedorzeczność jarstwa. które jednak. odgadniono zwłaszcza uczucia podniecające. która połowę Niemiec zaraziła brzydkiemi chorobami i przygotowała tem pole do niemieckiego służalstwa. że co pewien czas. nie pracować. zbyt z praktycznego punktu widzenia obojętna. nie mścić się. Jeśli jednak popatrzymy z perspektywy. Zwalcza on tylko samo cierpienie. z takiem wyrafinowaniem. które wogóle zniżają uczucie życia do najniższego punktu.) P o p i e r w s z e zwalcza się owo zniechęcenie środkami. malaryi. lecz zbyt niedorzeczna. narkotyzującego w niem nagromadzono. s e n l e t n i dla wielu roślin gorącego klimatu. gdy się ten błąd pozna – aliści nie myśli on zniknąć. czego on przy tej pomocy nie widział. czem dla niektórych rodzajów zwierząt s e n z i m o w y. n i e właściwą chorobę. odważono się w tym celu na tyle najniebezpieczniejszych i najzuchwalszych rzeczy: tak przebiegle. jak bez skrupułu i śmiało wybrał środki stosowne! Szczególnie możnaby chrześcijaństwo nazwać wielką skarbnicą najprzemyślniejszych środków pocieszy cielskich. tylko przykre uczucie cierpiącego. Do tego celu zużyto zdumiewającą ilość energii ludzkiej – czyżby daremnie?. przejrzyjmy pokrótce jej najgłówniejsze praktyki i formy..

czyn żaden nie zakłóca jego królestwa. do której wyrażenia nie wystarczają najwyższe nawet symbole.. ni dzieło złe.. ani chrześcijański sposób myślenia nie uważa tego wyzwolenia za o s i ą g a l n e przez cnotę. krótko. które stanom tego rodzaju nadawali ludzie nimi nawiedzeni. niezdolnym do żadnego nabytku doskonałości. jest pętem. jakkolwiek wysoko cenią hipnotyzującą wartość cnoty. – więc ogólno-indyjskie ujęcie rzeczy. wejdzie w samego siebie. co zewnątrz jest lub wewnątrz. »Dla wiedzącego niemasz obowiązku«. wtedy. »Dobro i zło – mówi buddysta. że prowadzi on. natomiast trudno nam nieco trwać poważnie przy ocenie. – jedno i drugie. wszelkiego działania. nad dobro i zło wzniósł się. owo osiągnięte ostatecznie ogólne zahipnotyzowanie i cisza są dla nich zawsze tajemnicą samą w sobie. lub wozami. gdy mowa o »zbawieniu«. to rozumie się samo przez się: dosłuchajcie się tylko tonu najprzeświadczeńszej wdzięczności. wyzbyciem się wszelkiego celu. nie będzie miał żadnej już świadomości tego. lub przyjaciółmi. jak u Hesychastów z góry Athos. prowadzić może do wszelakich duchowych zaburzeń. że w tym wypadku nie sprzeniewierzono się p r a w d z i e. ani noc. lecz cierpiącego Epikura: hipnotyczne poczucie nicości. samo w y z w o l e n i e. jakiemś »poza dobrem i złem«. wstępuje w najwyższą światłość i przez to w własnej swej jawi się postaci: wtedy jest samym duchem najwyższym. jak zwierz pociągowy do wozu«. jest wiecznie czyste» – (te miejsca z komentarza Çankary cytuję wedle największego prawdziwego znawcy filozofii indyjskiej w Europie. Tem pewniejsze jest. a równie mało przez o d r z u c a n i e błędów: bo braman. który buja. co u jasnego.tują narody. o drogi! zjednoczy się z bytem. znaleźli w rzeczy samej prawdziwe wyzwolenie od tego. do »świateł wewnętrznych» naprzykład. mianowicie głęboki sen. już to kobietami. zarówno bramińskie jak buddyjskie. dojściem i powrotem do sedna rzeczy. »W głębokim śnie – mówią tak samo wierni tej najgłębszej z trzech wielkich religii – wydobywa się dusza z ciała. »prawdą« i »bytem«. – wyzbyli się rzeczywiście w niezliczonych wypadkach owego głębokiego fizyologicznego przygnębienia z pomocą swego systemu środków hipnotycznych: dlatego też metodyka ich zalicza się do najpowszechniejszych faktów etnologicznych. chłodnego. ani cierpienie. – przez jaźń poznawczą wchłonięty. uważać można za najlepszą część realizmu trzech największych religii. ponad jednem i drugiem jest pan doskonały«. tak zresztą gruntownie przemoralnionych. grecko-chłodnego. To. i ciesząc się. Nie wolno też takiego zamiaru wygłodzenia cielesności i żądzy już samego w sobie zaliczać między symptomaty obłędu (jak to czynić lubi pewien niezgrabny rodzaj pożerających roastbeefy »wolnych duchów« i szlachciców Krzysztofów). chociaż zawsze w przepychu wschodniej przesady. pojęty już jako wsiąknięcie w braman. (Ani indyjski. Mostu tego nie przekracza dzień. wyraża to tylko tę samą ocenę. tak że już żadnych sennych zjaw nie widzi. nad jedno i drugie«. za wartość 66 . do którego prâna (dech żywota) przyprzężon jest. »A kiedy już zaśnie zupełnie – mówi o tem najstarsze i najczcigodniejsze »pismo« – i zupełnie w spokoju się pogrąży. ni dzieło dobre. której doznaje już g ł ę b o k i s e n u tych przemęczonych życiem. by nawet śnić. »Przez d o k ł a d a n i e cnót jedna do drugiej nie nastąpi zbawienie: bo polega ono na jedności z pierwiastkiem braman. moralną poprawę. – To może uchodzić dla cierpiących i do dna skwaszonych już za najwyższe dobro. uwolnieniem od wszelkiej złudy. »uczynione i nieuczynione – mówi wyznawca Vedânty – nie sprawia mu żadnego bólu. mieć w pamięci. b e z b o l e s n o ś ć. Chcemy więc w czci chować »zbawienie« w wielkich religiach. wiedzmy o tem – odpowiada to zresztą po prostu stanowi rzeczy. ani wiek. jako mędrzec otrząsa z siebie zło i dobro. do rozkosznych wezbrań i zachwytów zmysłowych (dzieje świętej Teresy). i zbyt znużonych. »wiedzą«. jest zawsze skrajnie marzycielsko-falszywe. jak wtedy. z którem tworzyć jedność stanowi zbawienie. żartując i igrając. do halucynacyi dźwiękowych i postaciowych. wszelkiego życzenia. co zwalczają surowym trainingiem. przyjaciela mego Pawła Deussena). o tem wątpić wcale nie można. Mimo to musimy i tutaj. Najwyższy stan. że w gruncie rzeczy. spokój najgłębszego snu. Tłumaczenie. jako o s i ą g n i ę t a unio mystica z bogiem. ani śmierć. która rozdźwięka właśnie już w w o l i takiego rodzaju interpretacyi. nie myśląc już wcale o tym przyczepku ciała.

a zorganizowała roztropność kapłańska. do zorganizowania się w stado: kapłan-asceta odgaduje ten instynkt i popiera go. w której zaleca się radość. »gromady«. niesienie ulgi. oni m u s z ą to oceniać pozytywnie. ponad odrazę ku sobie (»despectio sui« Guelincza). chwalenie. pomaganie.wartości. odczuwać jako pozytywność samą. Że ułatwia ona w znacznym stopniu cierpiące istnienie. który jest w każdym razie łatwiejszy: m a c h i n a l n e j c z y n n o ś c i. że dobrze są opatrzeni: w przeciwnym razie sprawiają sobie wzajemnie ból. naturalnie z posłuszeństwa dla tego samego zasadniczego instynktu. jakim posługiwać się zwykli zahamowani fizyologicznie. co w zniechęceniu jej jest najosobistszem. pewne wprawianie się do »nieosobowości«. jak przebiegle umiał kapłanasceta w walce z cierpieniem zużytkować tę działalność machinalną i to. aby w znienawidzonych rzeczach widzieli odtąd dobrodziejstwo. jest najobfitszym środkiem leczniczym. to nie ulega żadnej wątpliwości: nazywa się dzisiaj ten fakt. chorowici. »błogosławieństwem pracy«. Wszyscy chorzy. Bo nie należy zapominać. zalecając »miłość bliźniego«. obdarowywanie. do »incuria sui«. który ją dość często wynosi ponad to. że uwaga cierpiącego zostaje gruntownie odwrócona od cierpienia. pewne przyzwolenie. próbuje się przeciw stanom zgnębienia innego trainingu. pomaganie. punktualne bezmyślne posłuszeństwo. w których świadomie pielęgnowano ów środek leczniczy przeciw zgnębieniu. zaleca kapłan-asceta w gruncie. odznaczanie przynoszą z sobą. Poszukując początków chrześcijaństwa w świecie rzymskim. »caenaculum« musi znowu owa wzniecona przez to. trochę nieuczciwie. znajdujemy stowarzyszenia wzajemnej wspomogi. – że ustawiczne działanie i ciągle tylko działanie udziela się świadomości. zachęcanie. choćby w najmniejszym stopniu. z pragnienia otrząśnięcia się z głuchej przykrości i uczucia słabości. właściwem odkryciem ? W wywołanej w ten sposób »woli wzajemności«. Szczęście »najmniejszego poczucia wyższości« które wszelka dobroczynność. pożyteczność. potwierdzającego życie popędu. jeśli istnieje gdzie stado. aczkolwiek w najprzezorniejszej dawce. przedewszystkiem odwagę. co się z nią wiąże. pogardę opinii. z niewolnikami roboczymi lub więźniami (lub z kobietami. do zapomnienia samego siebie. pod warunkiem. Ulga polega na tem. dążą instynktownie. (Wedle tej samej logiki uczucia zwie się nicość we wszystkich religiach pesymistycznych b o g i e m). tworzenia stada. że silni dążą z taką samą naturalną konieczno67 . wzbudzenie najsilniejszego. względne szczęście: – w każdym razie n i e kapłani wynaleźli niezadowolenie niewolników ze swego losu. – Jeszcze bardziej cenionym środkiem w walce ze zgnębieniem jest zalecenie d r o b n e j r a d o ś c i. niewolnikiem roboczym i więźniem). w o l i m o c y. Ze wzrastaniem gromady potężnieje i dla jednostki nowy interes. to wywołał je instynkt słabości. tylko małej sztuki przemieniania nazw i przechrzczenia. Najczęstszą formą. pocieszanie. stowarzyszenia pogrzebowe. stowarzyszenia. to jest bezwzględną prawidłowość. jako środek leczniczy. zdolności cierpienia. stowarzyszenia biednych. które każe już przypuszczać rzadziej spotykane siły. jest radość s p r a w i a n i a radości (jako dobroczynność. wyrosłe na najniższym gruncie ówczesnego społeczeństwa. niż takiego ogólnego stłumienia wrażliwości. posługują się tem lekarstwem często w połączeniu z powyż omówionem. Właśnie gdy miał do czynienia z cierpiącymi niższych stanów. Daleko częściej. wola mocy dojść do nowego i o wiele pełniejszego wybuchu: u t w o r z e n i e s t a d a jest w walce ze zgnębieniem istotnym krokiem naprzód i zwycięstwem. jednostajny raz na zawsze tryb życia. stowarzyszenia chorych. 18. skutkiem czego mało pozostaje czasu na cierpienie: c i a s n a jest bowiem ta komora ludzkiej świadomości! Jakże gruntownie. nie potrzebował niczego więcej. łatwo dostępnej i dającej się ująć w prawidło. drobną radość wzajemnej dobroczynności – może było to wówczas czemś nowem. odznaczanie). zapełnienie czasu. ba. »stoicyzm intelektualny«. które przecież po największej części są jednem i drugiem zarówno.

którego potrzebuje wśród niej każda jednostka. rezolutne. jeśli pierwsi łączą się w związek. Lecz po co pieścić zniewieściałe uszy naszych nowoczesnych przeczuleńców? Po co ustępować z n a s z e j s t r o n y choćby na krok ich świętoszkostwu słów? Dla nas psychologów byłoby to już świętoszkostwem w c z y n i e. Bo jeśli w czem. – a to dzięki swemu moralnemu przesłodzeniu i fałszowi. któreśmy dotąd poznali – ogólne przytłumienie poczucia życia. wymyślając to jedno pytanie: »p r z e z c o osiągnąć można wybujałość uczucia?«. obudzenie gromadnego uczucia mocy. nowoczesnych książek jest nie kłamstwo. Im przystoi jedynie k ł a m s t w o n i e u c z c i w e. W nich wszystkich chodzi o jedno: o jakąkolwiek w y b u j a ł o ś ć u c z u c i a. Brzmi to twardo: jasnem jest. machinalna czynność. – jest to droga. każda oligarchia drży ustawicznie z powodu wytężenia. mierząc miarą nowoczesną. twardszym. i w każdym razie za idealizm się uważa. szczere. dzięki swemu najwnętrzniejszemu feminizmowi. by nie przestać nad tym popędem panować. której psycholog dziś podjąć się musi.. która może n a s właśnie do wielkiego wiedzie wstrętu. przedewszystkiem radość. Nie mam wątpliwości pod tym względem. jest to jedno z n a s z y c h wielkich niebezpieczeństw. pomijając. jak słabi ku sobie. który się chętnie »idealizmem« nazywa. Środki kapłana-ascenty. wśród całej tej niebezpiecznej w sobie roboty. – używaną jako najskuteczniejszy środek ogłuszenia. że przeciwdziała haniebnie p r z e m o r a l n i o n e m u sposobowi mówienia. a również przypuszczając. to w tem tkwi d o b r y s m a k psychologa (– inni mogą rzec jego uczciwość). Nasi dzisiejsi wykształceni. że mają trwałość. gdybym powiedział: »kapłan-asceta korzystał zawsze z z a p a ł u. czego oczywiście nie trzeba się obawiać. właśnie całe nowoczesne sądzenie człowieka i rzeczy. organizacya trzody. czego od nich wymagać nie w o l n o. coby wymagało od nich.. – ich instynkt czuje się przy tem równie zadowolony. płynąca z miłości bliźniego. z d r o w s z y m smaku): – służyć będą jako środki wymiotowe. do »winnych«. który tkwi we wszystkich silnych uczuciach«. że najwłaściwszą cechą nowoczesnych dusz. lecz wcielona n i e w i n n o ś ć w kłamliwości moralnej. wogóle w s z y s t k o. Na dnie każdej oligarchii kryje się – całe dzieje uczą tego – zawsze t y r a ń s k i popęd. lecz to jeszcze n i e wystarcza. wszyscy. czemś. że brzmiałoby milej i może lepiej wpadało w uszy. Bo nie należy się łudzić co do tego. że będzie kiedyś jakaś potomność o surowszym. byłoby dla nich czemś o wiele za surowem. drobna radość. Mus odkrywania tej »niewinności« ciągle na nowo tworzy może najwstrętniejszą część naszej pracy. skutkiem czego niezadowolenie jednostki z siebie samej przygłusza się jej uciechą z powodu rozwoju gromady – oto. że wzbudzałoby w nas wstręt. d o c z e g o jedynie służyć będą. nasi »dobrzy« nie kłamią – to prawda.) 19. jego n i e w i n n e środki w walce z uczuciem przykrości: zwróćmy się teraz do bardziej zajmujących. który znał swoich – i samego siebie. którzy dziś czują się »dobrymi ludźmi«. z wielkim oporem osobniczego sumienia. przeciw tłumionej obezwładniającej długiej bolesności: skutkiem czego wynalazczość kapłańska okazała się niewyczerpaną.. umiejętności rozróżniania w sobie samych »prawdy« od »fałszu«... Platon. to dzieje się to tylko w zamiarze agresywnego wspólnego działania i wspólnego zadowolenia swej woli mocy. (Tak było naprzykład w G r e c y i: Platon wykazuje to w stu miejscach. za silnem. jak instynkt urodzonych »panów« (to znaczy samotniczej drapieżnej species człowieka) czuje się w głębi organizacyą podrażniony i zaniepokojony. »uczciwe« kłamstwo (o którego wartości posłuchajcie tylko Platona). by ich czcić! Właściwe kłamstwo. ostatni natomiast skupiają się właśnie z r a d o ś c i ą z powodu tego skupienia się. otworzenia oczu na siebie samych. co nowoczesne (przypuszczając.ścią od siebie. służyć potomności mogą książki nowoczesne. którym zamulone jest. są zupełnie niezdolni 68 ..

szczególnie pewnej nieufności względem »pierwszych drgnień«. z głębi s i ł y d u s z y. To samo uczynić miał dr... są o n e p r a w i e z a w s z e d o b r e«. już nie z słodkawą i pełną względów wstydliwością protestanckiego historyka. prawdopodobnie jesteśmy i my jeszcze ofiarami. Dzielny Amerykanin Thayer. wytworzyli wcale pięknie klasyczny typ tej ostatniej.«). które wzniecił w Niemczech katolicki kapłan Janssen swym obrazem niemieckiego ruchu reformacyjnego. lecz niejako z nieustraszonością Taine’a. rzekł. żary i zachwyty w ten sposób. gdyby nam raz jakiś prawdziwy psycholog prawdziwego Lutra przedstawił. Takby winien mówić dziś każdy psycholog do swych równych. markotnego rozstrojenia: jakież drogi wiodą do t e g o celu? A które z nich najpewniej ?. wykonawca ostatniej woli Schopenhauera: bo i Schopenhauer skreślił coś o sobie. i rzeczywiście kapłan-asceta wziął w służbę swą bez. zemsta.. lecz Tomasz Moore był »za dobry« na to: spalił papiery swego przyjaciela.... za wyłączną własność: mianowicie Leopolda Rankego. skrupułu c a ł ą sforę psów dzikich w człowieku i spuszczał to tego. że nie będzie to r o z t r o p n a autobiografia. jeśli wyładowują się nagle. okrucieństwo mają moc po temu. gniew.. lecz niewinnie obłudnie. dość powodów.... to owego zawsze w tym samym celu. by jak piorunem wyzbyła się wszystkich małości i małostek uczucia przykrości.odnosić się do jakiejkolwiek rzeczy inaczej.. I oto powracamy do naszego problematu. rozkosz. zanurzyć ją w przestrach. swoim pierwszym drgnieniom. chociażbyśmy się też czuli jego gardzicielami. by zbudzić człowieka z powolnego smutku. pastwą. a nie ze stanowiska roztropnej pobłażliwości dla siły?. tryumf. Morał: jakiżby roztropny człowiek napisał dziś jeszcze sumienne o sobie słowo? Musiałby chyba należeć do zakonu świętej śmiałości szału.. – prawdopodobnie zaraża on jeszcze i nas.. Lub mówiąc uchwytniej: ktoby z nich zniósł prawdziwą biografię!... przygłuszenia. W gruncie rzeczy wszystkie wielkie uczucia. zwątpienie. cóżby dopiero poczęto. który nad wszelkie pojęcie wypadł niedołężnie i naiwnie. Prawdopodobnie i my jeszcze jesteśmy »za dobrzy« do naszego rzemiosła. Gwinner..) 20. Lecz zrozumiecie mnie już zapewne: – biorąc wszystko pod uwagę. chorymi tego przemoralnionego smaku czasu. przeczuje już w te kilka słów wtłoczoną zasadniczą treść tego... że my psychologowie nie możemy dziś wyzbyć się pewnej nieufności w z g l ę d e m s i e b i e s a m y c h?. By duszę wyważyć raz z jej wszystkich spoideł. nadzieja.. strach. Przypomnijmy sobie jeszcze komiczne przerażenie. mówiąc nawiasem. mrozy. serdecznie obłudnie. Przed czemże przecie przestrzegał ów dyplomata. cnotliwie obłudnie.. tego urodzonego klasycznego adwokata wszelkiej causa fortior. bezdennie obłudnie. pod warunkiem. mówiąc do sobie równych? »Nie ufajmy przedewszystkiem.... o b ł u d n i e. Kilka przykładów: Lord Syron skreślił najosobistsze o sobie wyznania.. I d e a ł a s c e t y c z n y w s ł u ż b i e z a m i e r z o n e j w y b u j a ł o ś c i u c z u c i a: – kto przypomina sobie poprzednią rozprawę... co mam w dalszym ciągu przedstawić. moi panowie. Obiecują nam autobiografie Ryszarda Wagnera: któż wątpi. nie mógł wytrzymać go dłużej... gdyby nam ktoś był ruch ten i n a c z e j opowiedział.. a może nawet na siebie (». – mogą to sobie poczytywać za własność.. który w samej rzeczy żąda od nas pewnej surowości. (Niemcy. modrooko obłudnie. już nie z moralną prostodusznością wiejskiego księdza.. nieprawdaż.. biograf Beethovena. Ci »dobrzy ludzie« są dziś wszyscy razem aż do gruntu i dna przemoralnieni i w stosunku do uczciwości zhańbieni i ześwinieni po całą wieczność: któżby z nich zniósł jeszcze p r a w d ę »ponad człowiekiem« !.. jego ból 69 . stanął nagle w ciągu swej pracy: doszedłszy do pewnego punktu tego czcigodnego i naiwnego żywota. niż n i e u c z c i w i e. obrazem.. tego najroztropniejszego z wszystkich mędrców »rzeczowych«...

j e g o królestwo nadeszło: już nie skarżono się na ból. wtajemniczony w t e misterya. które. w każdym razie fizyologicznie. ogłuszenia. jako j e d y n e j przyczyny cierpienia). obawy. Dopiero pod ręką kapłana.. Ten stary wielki czarodziej w walce z uczuciem zniechęcenia. należy też zauważyć. do złagodzenia go. wszędzie wplatanie się grzesznika w okrutne koło niespokojnego. a jednak nie znużony – tak wyglądał człowiek. wszystko poszło na usługi czarodzieja. naradza się ostatecznie z kimś. ciało głodem morzone. wyzyskane. tajemnica katowni. które zamknięto w klatce. który zwraca się zawsze w jednym kierunku (w kierunku »winy«. zwyciężył oczywiście. mierząc miarą nowoczesną. po co? żądne poznania przyczyn – przyczyny sprawiają ulgę –. W t e m znaczeniu osiągnięto ten cel. że gwałtowne fizyologiczne odwety takich ekscesów. rodzajem »niewinnym«. »złe oko«.. Człowiek. ten »zwierz okropny«. agonia katowanego serca. zawsze też pod osłoną religijnej interpretacyi i usprawiedliwienia«. zachwycało. wyczerpany. jak mówi Luter. dążyło n i e do zleczenia chorób.. wszędzie wzrok hipnotyczny grzesznika. Mistrzowska sztuczka. kary. mniejsza jak. »grzesznika«— czy się go kiedy pozbędziemy? – gdzie tylko się spojrzy. by w duszy ludzkiej rozdzwonić wszelkiego rodzaju rozdzierającą i zachwytną muzykę. – i dość często łamiąc się sam pod ciężarem niedoli. wiecznie czujny. I teraz na całe stulecia nie będzie się można pozbyć widoku tego nowego chorego. jego ociągliwą nędzę na pewien czas przynajmniej zmusić do ucieczki. życie stało się znowu b a r d z o zajmujące: czujny. wynalazczość piekła nawet – wszystko teraz zostało odkryte. że kapłan asceta zalecał go. komu nietajne nawet rzeczy ukryte – i oto patrzcie! otrzymuje wskazówkę. na którą pozwolił sobie kapłan asceta. p i e r w s z ą wskazówkę co do »przvczyny« swego cierpienia: aby jej szukał w s o b i e. wszędzie uczyniona treścią życia c h ę ć złego rozumienia cierpienia. ł a k n i ę t o bólu. »Królestwo moje nie jest z t e g o świata« – powtarzał on wciąż potem jak przedtem. nic więcej: poczucie winy ukazało nam się tam niejako w surowym swym stanie. skruszenie. wkoło której zakreślono koło. zrozumiał: teraz będzie jak kura. w osłupienie wprawiało. wszędzie niema udręka. »W i ę c e j bolu! więcej bolu!« tak wołała przez wieki żądza jego uczni i wtajemniczonych. p r z e z w y c i ę ż o n o gruntownie tym systemem procedur dawne zgnębienie. nabrało ono kształtu – ach. Wszędzie przeszłość przeżuwana. miażdżyło. iż posługiwał się on p o c z u c i e m w i n y. że używało się go »w dobrej wierze«. która bolała. kapłan-asceta. skierowane na każdą czynność. Pochodzenie tego poczucia winy zaznaczyła pokrótce poprzednia rozprawa – jako fragment psychologii zwierzęcej. tyczących się poczucia winy. jakiego kształtu! »Grzech« – bo tak brzmi kapłańska przeróbka zwierzęcego »nieczystego sumienia« (wstecz zwróconego okrucieństwa) – był dotąd największem zdarzeniem w dziejach chorej duszy: w nim mamy najniebezpieczniejsze i najfatalniejsze arcydzieło interpretacyi religijnej. wszystko co łamało. przemienianie go w uczucia winy. Trzeba jednak. ociężałość i znużenie. niezbędność. zwęglony. »grzesznik«. dopięta została – każdy to wie – tem. tembardziej kłaść na to nacisk. nie wiadomo dlaczego. włosiennica. to rozumie się samo przez się – czyni ona chorych jeszcze bardziej chorymi –: i dlatego nie jest ten rodzaj leczenia bólu. żądne też środków i narkotyków. czyn przekręcony. płonący. którą stworzył. ideału ascetycznego. wszystko posłużyło teraz zwycięstwu jego ideału. wzywanie »zbawienia«! Rzeczywiście. ostateczna trwoga. w w i n i e. jak wykazano uprzednio. Każdą tego rodzaju wybujałość uczucia trzeba potem o p ł a c i ć. może nawet duchowe zaburzenia. wierząc najgłębiej w jego użyteczność. w gruncie rzeczy nie sprzeciwiają się właściwie ogólnemu celowi tego rodzaju leczenia. Czy rzeczywiście miał jeszcze prawo tak 70 . ponieważ wymaga tego słuszność. w jakimś urywku przeszłości. Nieszczęśliwiec ten usłyszał. kurcze nieznanego szczęścia. Nie wydostanie się już z tego zakreślonego okręgu. aby uważał samo cierpienie swoje jako s t a n k a r y. lecz do zwalczenia przykrego uczucia zgnębienia. wszędzie bicz. odgadnione. od kapłana-ascety. otrzymuje od swego czarodzieja.. chorobliwie łakomego sumienia. ba. cierpiący na samego siebie. obalało. Wszędzie nieczyste sumienie.głuchy. po nocach bezsenny. tego prawdziwego sztukmistrza w rzeczach. Każda wybujałość uczucia. niejako jak zwierzę. Z chorego zrobiono »grzesznika«.

. pogłębiała i rozszerzała się zawsze chorowitość z zatrważająca szybkością. już to szalejącemi zniszczeniem idyosynkrazyami. których przerażający krzyk »evvia. Wita i św. Jeśli się chce tem wyrazić. gdyby się skądinąd już nie wiedziało. i jego wzniośle moralny kult. coś podobnego do somnambulizmu (ośm wielkich epidemicznych wybuchów między r. można go bez przesady nazwać w ł a ś c i w ą f a t a l n o ś c i ą w dziejach zdrowia Europejczyka. »osłabiony«. które szło dotąd ściśle krok w krok z polityczną i rasową przewagą Germanów (– gdzie krew swą wszczepiają. jak naprzykład taniec św. Nie umiałbym wskazać nic innego. gdzie nauka ascetyczna o grzechu osiąga znów wielkie powodzenie. przygnębionych. co już chore było. szkoda każdego słowa krytyki. skwaszonych. – magno sed proximo intervallo. a to w największym i najmniejszym zakresie.. Cóż było zawsze »powodzeniem«? Rozbity system nerwowy w dodatku do tego. »pozbawiony odwagi«. Czem zaś jest? Quaeritur. Co najwyżej możnaby z wpływem jego postawić jeszcze na równi wpływ specyficznie germański: mam na myśli alkoholiczne zatrucie Europy. któżby chciał bronić tego rodzaju twierdzenia? Trzebaby przynajmniej porozumieć się co do słowa »korzyść«.. znajdziemy w jego orszaku owe żądne śmierci masowe delirya. to taki system. »grzesznego« rodzaju. niż ten ideał. w które w danym razie temperament pewnego ludu czy miasta (Genewa. co bardziej niszczycielsko wpłynęło na z d r o w i e i rasową tężyznę. co sprowadza zawsze z sobą metodyczne stosowanie udręczeń pokutnych.. jako inną formę jego następstwa znajdujemy straszliwe bezwłady i trwałe zgnębienia. jak również przepojoną świętością celu). 21. »wyrafinowany«. Jeśli jednak głównie chodzi o chorych. co u s z k o d z o n y). (Religijna newroza o b j a w i a s i ę jako forma »złej istoty«: to nie ulega wątpliwości. że czyni chorego »lepszym« czyni go w każdym razie b a r d z i ej c h o r y m. Tak samo badajcie dzieje! Wszędzie. wszędzie. jak i dziś jeszcze zauważyć można podobną przemienność uczuć. to nie przeczę: dodam tylko.. najśmielsze i najniebezpieczniejsze usystematyzowanie wszystkich środków do wybujałości uczucia pod osłoną zamiarów świętobliwych. w jednostce i tłumie. Jana w średniowieczu. to najbardziej duchowe. że istnieje tylko trzydzieści sześć sytuacyi tragicznych: możnaby się już z tego domyślić. jakiemuś choremu naprawdę wyjść na korzyść mogła. krzyk przerywany już to lubieżnemi. 1564 a 1605 tylko) –. 71 .mówić ?. że polepszony znaczy według mnie to samo. Że taka wybujałość uczucia. przypuściwszy nawet. że pod najświętszemi nazwami. że Goethe n i e był ascetycznym kapłanem. że taki system procedur p o l e p s z y ł człowieka.) Ideał ascetyczny. – Jako trzeci w tym rzędzie wymieniaćby należało syfilis. Na kapłańskie leczenie tego rodzaju. Goethe twierdził. skruchy i kurczów zbawienia. zapisało się straszliwie i niezapomnianie w całych dziejach człowieczych. największe. gdzie kapłanowi-ascecie udało się stosować do chorych to postępowanie. jakie znają dzieje. »obrany z męskości« (więc prawie tyle. – do tego rodzaju zjawisk należy też histerya czarownic. tam wszczepiają i swoje występki). i niestety n i e t y l k o w dziejach. W orszaku pokutnego i zbawczego trainingu znajdujemy epidemie epileptyczne. Ten – zna więcej. zwłaszcza Europejczyków.. »przeczulony«. w każdym wypadku. jaką w tym wypadku zalecać zwykł kapłan-asceta swoim chorym (rozumie się samo przez się. Bazylea) popada raz na zawsze jako w swoje przeciwieństwo. la morte! słyszała cała Europa. zapytajcie tylko lekarzy chorób umysłowych. co »obłaskawiony«. biorąc ogółem. z podobnymi stanami pośrednimi i przełamaniami.

Czołem przed Starym Testamentem.nie nuży się to samego Boga wciągać w najdrobniejsze swe nędze. a zamyka je przed chamami. gdzie tylko doszedł do panowania. więcej jeszcze. To wydaje mi się wcale delikatnem. Jedyna wskazówka: tyczy się ona podstawowej książki literatury chrześcijańskiej. w obliczu niezmarniałego i nierozbitego jeszcze starożytnego piśmiennictwa. znajduję naród. owa etykieta czci w smaku hieratycznym. jak gdyby »rzecz sama w sobie« zobowiązana była kłopotać się tem. gadulstwo uczucia prawie ogłuszające. chłop. za czasów. z pyskiem i łapami!. jej właściwego modelu. Ci nie mieli tu raz na zawsze nic do gadania. nie tylko żydowskie. wszyscy ci maluczcy ludzie z prowincyi Po co? Na co?—nie można dalej zajść w nieskromności. przykra gestykulacya. która była też świetnością ksiąg. że w stosunku do tego najbardziej cenionego. I to ustawiczne »na ty« z Bogiem. nieco t a k t u w czci. Kapłan-asceta popsuł zdrowie duchowe. tak jak było. można się już tego domyślić. nieporównaną naiwność s i l n y c h s e r c. w których tkwi. n i e p o t r z e b u j e m y G r e k ó w« –. tego »najwymowniejszego« i najnieskromniejszego chłopa. . natręctwo wobec Boga.. »bez żenady« mówić z swym Bogiem. właściwej epoce (i prowincyom rzymskim) i nie tak żydowskiej. »Przeto?« – Spodziewam się. Nie lubię «Nowego Testamentu«.. przeto popsuł też s m a k in artibus et litteris. – psuje go jeszcze ciągle. wogóle dotykać ustami imienia Boga swego. którego Niemcy wydały i ton lutrowy. jej »księgi samej w sobie«. Opór Lutra przeciw pośredniczącym świętym Kościoła (szczególnie przeciw »świni dyabelskiej papieżowi«) był niewątpliwie w ostatecznej pobudce oporem chama. jak dziś angielska »armia zbawienia« z pokrewną literaturą bój wiedzie przeciw Szekspirowi i innym »poganom«.– Ideał ascetyczny. nie pomijając okolicznościowego tchnienia sielankowej słodkawości. listy apostołów i traktaciki apologetyczne. Znajduję w nim wielkich ludzi. jak to czynią ci pobożni ludkowie! Pies się o to nie troszczy. jeszcze mniej 72 . jak to poświadczają misyonarze chrześcijańscy. W dodatku chcą jeszcze nawet »korony żywota wiecznego«. – i mam odwagę zdobyć się na swój zły smak S t a r y Testament – tak. zgadujecie to zapewne. niepokoi mnie nieledwo. przypomnijmy sobie przecie Lutra. odważyła się ograniczoność i próżność chrześcijańskich agitatorów – zwą ich ojcami kościoła – zawyrokować: »i my mamy swoją literaturę klasyczną. najbardziej przecenionego dzieła jestem z swym smakiem tak bardzo odosobniony (smak dwu tysięcy lat opowiada się p r z e c i w k o mnie): lecz cóż to pomoże! »Tu stoję ja. nie był nigdy i nigdzie szkolą dobrego smaku. atmosferę konwentyklów. za których posiadanie wymieniłoby się dziś połowę literatur. mniej więcej tak. Pokora i pyszałkostwo tuż obok siebie. to zgoła co innego. która śmiech wzbudza: przeżuwa to swoje najosobistsze sprawy. kąciki. która tylko bardziej wtajemniczonych i milczących wpuszcza w święte świętych. przynajmniej nie chce mi się go dopiero dowodzić.. swoje głupstwa.22. a rzecz pewna za delikatnem nie tylko dla »pierwszych« chrześcijan: by odczuć przeciwieństwo. rzecz najgorszego smaku! To żydowskie. od których ci pierwsi chrześcijanie mogli się byli nauczyć czegoś istotnego. wybuchliwość uczucia a nie namiętność. nie mogę inaczej«. Jeszcze za grecko-rzymskiej świetności. brakło tu najwidoczniej dobrego wychowania.. jak heleńskiej. Tak też uczynił. owi nie pozwalają sobie. W nowym natomiast nic prócz małej sekciarskiej gospodarki. którego drażniła w y t w o r n a e t y k i e t a Kościoła. i wskazywano przytem dumnie na księgi legend. najbardziej upodobany przez niego właśnie w jego rozmowach z Bogiem. gdy można było czytać jeszcze kilka książek. – lecz Luter. sam mówić. Jak śmie się o małe swe niecnoty tyle krzyku robić. same gmatwaniny. nic nad rococo duszy. chciał wszystko nawspak koniecznie. Są małe pogardzane »ludy pogańskie« na wschodzie Azyi. smutki i pokątne troski. cóż dopiero Bóg. bohaterski krajobraz i coś najrzadszego na ziemi. było mu niedość p o n i e m i e c k u: chciał przedewszystkiem mówić wprost. że po prostu zgodzicie się na to moje przeto. »Nieśmiertelny« Piotr! Czyżby podobna go strawić! Mają oni ambicyę. cudowności.

jawnie posiada odwagę i wolę być sobą i dość dobrze dotąd radziła sobie bez Boga. p o t w o r n o ś ć jego mocy? Dlaczego pozwolono mu rozróść się w tym stopniu? Dlaczego nie opierano mu się skuteczniej ? Ideał ascetyczny wyraża pewną wolę.. którym podoba się ich mały kącik i którzy dla tego. szóstego – nie będę tak nieostrożny. jest prawdą: wiedza z konieczności nie ma dziś wiary w siebie. w nim. że niema na ziemi żadnej mocy.. bo lubię ja tę ich robotę. szczęśliwą walkę z owym ideałem. która by wyrażała p r z e c i w n i c z y ideał ? Ideał ascetyczny ma c e l – jest dość powszechny. raczej jego n a j m ł o d s z ą i n a j d o s t o j n i e j s z ą formą. Zapewne jest i pośród dzisiejszych uczonych dość prawych i skromnych robotników.. co o z n a c z a. popsuł jeszcze coś trzeciego. zaprzecza. znakami pytania i nieporozumieniami obarczonym wyrazem. tyleż bo w niej zdziałać można pożytecznego. rzecz ma się przeciwnie: gdzie nie jest najnowszą formą pojawiania się 73 . to. swojej wartości. że pracuje się dziś w nauce surowo i że istnieją zadowoleni robotnicy. nie dopuszcza żadnego innego pojmowania. Właśnie przeciwieństwo tego. jako właściwa filozofia rzeczywistości. Gdzież jest i n n y »cel jedyny«?.?. który tkwi według mnie w badaniu znaczenia tego ideału. zaświata i cnót zaprzecznych. jawnie wierzy tylko w siebie samą. odrzuca. brak miary. potwierdza jedynie w myśl s w o j e j interpretacyi (– a czyż istniał kiedy konsekwentniej obmyślany system interpretacyi?). pod nim. by wszystkie inne interesy ludzkiego istnienia wydały się w porównaniu z nim małostkowymi i ciasnymi: pojmuje on okresy. że nie brak tego przeciwieństwa. że głosy ich n i e wychodzą z głębi. która. ludzi nieubłaganie ze stanowiska tego jednego celu. ludy. niewyraźnym wyrazem. żebym chciał wyliczać wszystko (kiedyżbym dotarł do końca!). Jak się rzekło. 23.dobrych manier – był w najlepszym razie szkołą manier hieratycznych: to znaczy. jako narzędzie do j e g o dzieła. słychać. Ideał ascetyczny popsuł nietylko zdrowie i dobry smak. czego jest tymczasowym. że tkwi mu samemu pod skórą coś. nadużyciem. w swoją bezwarunkową w y ż s z o ś ć r a n g ą od wszelkiej mocy. namiętność wielkiej wiary. Tymczasem taką wrzawą i agitatorską gadaniną nic się u mnie nie wskóra: ci trębacze rzeczywiści są lichymi muzykantami.. nie poddaje się on żadnej mocy.. piątego. nie mówiąc już o ideale p o n a d sobą – a gdzie wogóle jest jeszcze namiętnością. n i e dowodzi jeszcze koniecznie. na co naprowadza. co twierdzą. wstręt do miary. co kryje się za nim. że wiodło ono nie tylko długą. Lecz mówią mi. żeby nauka jako całość miała dziś cel. t e n c e l nie chcę oszczędzić swym czytelnikom rzutu oka na potworność jego skutków. co jest śmiertelnie wrogie wszystkim dobrym manierom. bezwstydem. – wierzy. miłością. że n i e przemawia z nich bezdeń naukowego sumienia – bo dziś sumienie naukowe jest bezdnią –. żarem. któraby z niego dopiero nie czerpała swego znaczenia. żadnego innego celu. gdzież jest wola przeciwnicza. Gdzie jest p r z e c i w i e ń s t w o tego zwartego systemu woli... celu i interpretacyi? Czemu b r a k tego przeciwieństwa. że im się w nim podoba. wolę. jedynego celu. potakuje. Chcę wydobyć na światło nie to.. jako droga i środek do j e g o celu. on sam jest wcielonem »non plus ultra«.. tam nie jest przeciwieństwem owego ideału ascetycznego. nawet fatalnych skutków: chcę ich bowiem przygotować na ostateczny i najstraszniejszy widok. zwłaszcza z nauki. Lecz to. że owszem we wszystkich głównych sprawach opanowało ów ideał: cała nasza w i e d z a nowoczesna jest tego świadectwem. najmniej mam ochoty psuć tym uczciwym robotnikom uciechę z ich rzemiosła. – ta wiedza nowoczesna. czwartego. c i e r p i e n i e m. raczej tylko to. ideał. I tylko ze względu na. wygłaszają czasem cokolwiek nieprzyzwoite żądanie: że w i n n o się dziś wogóle być zadowolonym.. co ten ideał z d z i a ł a ł. Nie przeczę. stówo »wiedza« jest w tych pyskach trębackich jedynie nierządem. wierzy raczej w swoje pierwszeństwo przed wszelką mocą. swego prawa do istnienia. Brzmi wam to dziwnie?. Cóż więc oznacza moc tego ideału.

w co wierzy.. dostojne. czego sami widzieć nie mogą. potwierdza nie »prawdę«. nieufność nasza nauczyła nas stopniowo wnioskować przeciwnie.. ażeby mogły wpłynąć na zmianę ogólnego sądu –. wyszukane wypadki. Jakże się ma rzecz w tym wypadku? – Ci dzisiejsi przeczyciele. niż wnioskowano dawniej: mianowicie wszędzie. oni sami są jego najbardziej przeduchowionymi wyrodkami. w i e r z ą. ich gest: – czyż dlatego już ma to być prawdą. w którą się wierzy... ci ostatni idealiści w poznaniu. tak namiętnem w tym właśnie wypadku ich słowo. nihiliści.. gdzie siła wiary bardzo na pierwszy plan występuje. w pretensyi do intelektualnej czystości. z kim się właściwie ma do czynienia. którzy istnieją dziś wśród filozofów i uczonych: sąż to może szukani przeciwnicy ideału ascetycznego. najnieuchwytniejszą formą uwodzenia: – jeśli w czemkolwiek jestem odgadywaczem. wtedy zdobyli jakimś sposobem wskazówkę. My »poznający« jesteśmy właśnie nieufni względem wszelkiego rodzaju wierzących. najdelikatniejszą. Rani się ich – doświadcza tego każdy. – Teraz zaś przypatrzmy się owym rzadszym wypadkom. napawa się swoich uczonych przyjaciół goryczą przeciw sobie w chwili. że wiara »uszczęśliwia«: w ł a ś n i e d l a t e g o przeczymy. dotyczącą owego symbolu i godła. że wiara d o w o d z i. ci stroniący od dnia dzisiejszego. surowe. samo ich mistrzostwo rzemieślnicze – jakże często właściwym tego wszystkiego sensem jest. wyprowadza się ich z równowagi dlatego jedynie. jego najbardziej wysuniętym szeregiem wojennym i wywiadowczym podjazdem. antychryści. I my nie przeczymy. bohaterskie duchy. 24. – jest n i e p o k o j e m braku samego ideału. która uszczęśliwia.. Daleko im jeszcze do w o l n y c h duchów. b a r d z o wolne duchy«: a jednak pragnę zdradzić przed nimi. w których jedynie mieszka dziś i w których wcieliło się sumienie intelektualne.ideału ascetycznego – chodzi tu o zbyt rzadkie. że są nimi. czegóż nie kryje dziś pod swym płaszczem wiedza! Ileż przynajmniej w i n n a ukrywać! Dzielność naszych najlepszych uczonych. że się im cześć oddaje. o których mówiłem. ich pilność bez opamiętania. niezadowoleniem z powodu n i e d o b r o w o l n e g o poprzestawania na małem. cierpieniem z powodu braku wielkiej miłości. które są zaszczytem naszego czasu. w co wierzą?. gdzie najniżej stojący stopniem żyli w posłuszeństwie. jest dziś wiedza s c h ó w k i e m dla wszelkiego rodzaju zniechęcenia. ci sceptycy. gdy się sądzi. ich dniem i nocą dymiące głowy. Kiedy chrześcijańscy krzyżowcy zetknęli się na Wschodzie z owym niezwyciężonym zakonem Assassynów. jakiemu podobnego nie osiągnął żaden zakon mniszy. bezmoraliści. bo w i e r z ą j e s z c z e w p r a w d ę. ogłuszeni i nieprzytomni.. owym zakonem duchów wolnych par excellence. ci »niewierzący« (bo tem są wszyscy bez wyjątku). którzy sami przyznać się nie chcą do tego. ci bezwzględni na jednym punkcie. by czegoś nie widzieć! Nauka jako środek samoogłuszenia: z n a c i e t o!. jego najpodchwytliwszą. ephektycy. zastrzeżonego tylko 74 . by odgadnąć. czem są. bo stoją zbyt blizko siebie: ten ideał jest właśnie i i c h ideałem. podjadków toczących. wstrzemięźliwe. – uważają się rzeczywiście za wyzwolonych w najwyższym stopniu od ideału ascetycznego. wszyscy ci bladzi ateiści.. niewiary. te twarde. h e k t y c y duchowi (ostatnimi są wszyscy razem i każdy zosobna w jakiemś znaczeniu). tak poważni są na tym punkcie.. to właśnie. despectio sui. te »wolne. nieczystego sumienia.. że się było za grubiańskim. nawet o n i e p r a w d o p o d o b i e ń s t w i e rzeczy. że są przeciwnikami tego ideału. potwierdza pewne prawdopodobieństwo – złudy. oni sami są dziś przedstawicielami jego i może nikt więcej. kto obcuje z uczonymi – czasem jednem niewinnem słowem aż do kości. którzy jednego tylko się boją: p o w r o t u d o ś w i a d o m o ś c i. wnioskować o pewnej słabej możności dowodu. – silna wiara. i d e a l i ś c i w k i e r u n k u j e m u p r z e c i w n y m? W rzeczy samej. chcę nim być w t e m zdaniu!. wznieca podejrzenie przeciw temu. ostatnim idealistom. że to c i e r p i ą c y. Och. zdaje się być ostatkiem ich wiary.

. ogółem biorąc. jeśli nic już nie okazuje się boskiem. Czy jaki europejski. Co jednak do niego zmusza. która była też wiarą Platona. w wartość samą w s o b i e p r a w d y. przekręcania i wszystkiego wogóle co do i s t o t y interpretowania należy) – wszystko to wyraża. i my także s w ó j ogień jeszcze czerpiemy z owego pożaru. jeśli to właśnie coraz mniej wiarogodnem się staje. lecz i prawdę p r z e w r ó c i ć d o g ó r y n o g a m i. bo nie ś m i a n o uczynić prawdy problematem. owo zrzeczenie się interpretacyi wogóle (gwałcenia. por. kto naprzykład zamierza oprzeć filozofię na »podstawach czysto naukowych«. wypychania. nie należy się łudzić co do tego. jako najwyższą nawet instancyę... na czem nasza wiara w naukę spoczywa. który wznieciła tysiące lat licząca wiara. równie dobrze ascetyzm cnoty. temu polecam przeczytać na nowo ów ustęp »Wiedzy radosnej«. który ostatecznie równie surowo zabrania sobie zaprzeczania. do której zobowiązuje taka wiara. Otóż to była w o l n o ś ć ducha. owa wiara chrześcijańska. ślepota. że ono dla niej istnieje). chyba pomyłka. niema żadnej nauki bez a priori. opuszczania.. to wciąż jeszcze w i a r a m e t a f i z y c z n a. wszystko wolno«. jako Boga. bo przyjmowano prawdę jako byt. przykrawania. jest ona paralogiczna: zawsze wpierw istnieć musi filozofia. jak to? czyż nie musi właśnie tem samem zaprzeczać jego przeciwieństwa.. tym t a k z w a n y m »duchom wolnym«. sens. Zajrzyjmy. że wola prawdy sama dopiero usprawiedliwienia wymaga. w czem nauka francuska szuka dziś pierwszeństwa moralnego przed niemiecką. najlepiej całą piątą księgę wymienionego dzieła. na tym punkcie istnieje luka w każdej filozofii – skąd to pochodzi? Bo ideał ascetyczny p a n o w a ł dotąd nad całą filozofią. jaka spotkać może dwie tak czcigodne niewiasty!) Tak. chrześcijański duch wolny zabłąkał się już kiedy do labiryntu tego zdania i jego labiryntowych k o n s e k w e n c y i? Czy zna z d o ś w i a d c z e n i a minotaura tej jaskini ?. że Bóg jest prawdą. naszego świata?. jeśli Bóg sam okazuje się naszem n a j d ł u ż e j t r w a j ą c e m k ł a m s t w e m?« – W tem miejscu trzeba stanąć i namyślać się długo. by wiedza mogła z niej wyciągnąć kierunek. t e m w y m ó w i o n o wiarę nawet prawdzie.– Wola prawdy wymaga krytyki – określmy zatem swoje własne zadanie –... jako ich secretum: »Nic nie jest prawdą. p o t w i e r d z a w t e n s p o s ó b ś w i a t i n n y. i s t n i e j e t e ż n o w y p r o b l e m a t: o w a r t o ś c i p r a w d y.. ów fatalizm «des petits faits« (ce petit faitalisme. p r a w o do istnienia. Surowo sądząc. (Komu to zdaje się za krótko powiedziane.. tego świata. (Kto to rozumie odwrotnie.. ów stoicyzm umysłowy. my antymetafizycy. jak go pojmuje wiara w naukę. Lecz cóż. Nauka sama p o t r z e b u j e teraz usprawiedliwienia (nie znaczy to wcale. kłamstwo. To.dla najwyżej stopniem stojących. Wątpię o tem. w owem zuchwałem i ostatecznem znaczeniu. wymyślania. trzeba wartość prawdy raz na próbę p o d a ć w w ą t p l i w o ś ć. co jest ową bezwzględną wolą prawdy. Myśli o takiej nauce nie można wymyślić.. jak potwierdzania. nie ulega wątpliwości – i tu dopuszczam do głosu swoją »Wiedzę radosną«.. jej piątą księgę str. »wiara«. choćby jako jej nieświadomy imperatyw. 275 i nast. Czy rozumiecie to »nie śmiano«? – Od chwili gdy zaprzeczona została wiara w Boga ideału ascetycznego. granicę. – to wiara w m e t a f i z y c z n ą wartość. 75 . a jeżeli ów »inny świat« potwierdza. tak samo przedmowę do »Jutrzenki«). który nosi nagłówek: »O ile i my jeszcze bogobojni jesteśmy« str. nie zaś świat życia. jak go nazywam). to w i a r a w s a m i d e a ł a s c e t y c z n y. silni i bezwzględni. wiem coś innego: – nic nie jest bardziej obce tym bezwzględnym w jednem. skracania. my bezbożni. przyrody i dziejów. owa c h ę ć zatrzymywania się przed tem co faktyczne. przed factum brutum. pod żadnym względem nie są właśnie bardziej spętani: właśnie w wierze w prawdę są. do najstarszych i najmłodszych filozofów: im wszystkim brak świadomości. tak jak jedynie w ideale owym jest poręczona i zapieczętowana (trwa ona i przemija z owym ideałem). ten musi wpierw nie tylko filozofię. że prawda jest b o s k a. niż właśnie wolność i zerwanie pęt w owem znaczeniu. najgorsza to obraza przyzwoitości. metodę. ze względu na to pytanie. Znane mi to wszystko może nazbyt zblizka: owa szacunku godna wstrzemięźliwość filozofów. co więcej.. jak jakieś zaprzeczenie zmysłowości (jest to w gruncie tylko modus tego zaprzeczenia). – i my dzisiejsi poznający. jak nikt inny. – »ów prawdziwy. 289 i nast.

Jedno i drugie. nazwałem ich hektykami duchowymi). że to istnienie od tego czasu wydaje się jeszcze dowolniejsze. jakie tylko być może. jakiego dotąd Europa wydala. ani krytykować). zdrewnienia. nie odnosi się wcale do ideału samego. Te sławne z w y c i ę s t w a tych ostatnich: niewątpliwie. – ona sama nigdy nie stwarza wartości. Szacowanie ideału ascetycznego pociąga za sobą niechybnie i szacowanie wartości nauki: na to zawczasu przetrzyjcie oczy. zaprzeczając tego. że są jego przeciwieństwem. i właśnie dlatego. mówiąc nawiasem. zmagającego się. że zawsze jakiś mur. przybrania. strzeżmy się myśleć. p o w a g ą nacechowane twarze i gesty (powagą. Przypatrzmy się okresom któregokolwiek narodu. Jej sprzeczność i walka. tu tego życia poniewolny bóstwiciel. – budzi ona w nim nanowo życie. – Nie! ta nauka nowoczesna – otwórzcie tylko na nią oczy – jest tymczasem n a j l e p s z ą sprzymierzeńczynią ideału ascetycznego. niejako jak b o g a c i duchem: – n i e są niem. maski. tak. założeniem. co w nim egzoteryczne. najtajemniejszą i najpodziemniejszą! W jedną grę grali dotąd »ubodzy duchem« i naukowi przeciwnicy owego ideału (mówiąc nawiasem. tego największego wroga sztuki. wielki potwarca życia. lecz tylko do jego zewnętrzności. tą najniewątpliwszą oznaką mozolniejszej przemiany materyi. rozjemczych sądów pokoju zamiast wojen. niestety i jednem z najpowszedniejszych: bo niema nic bardziej ulegającego zepsuciu nad . w którejby s ł u ż b i e d o p i e r o ś m i a ł a w i e r z y ć w siebie samą. do jego czasowego stwardnienia. że jeśli są zwalczane. natura z ł o t a. potrzebuje w każdym względzie dopiero jakiegoś ideału Wartości. bardziej podchwytliwy przez to.) I z fizyologicznego punktu widzenia. jak tam. szczery antagonizm – tam »zaświatowiec« najlepszej woli. Usłużność artysty w służbie ideału ascetycznego jest przeto najwłaściwszem z e p s u c i e m artystycznem. pokątniejsze. są to zwycięstwa – lecz nad czem? Nie pokonały one wcale ideału ascetycznego. stoją przecie na jednym gruncie – dałem to już do poznania –: to jest na jednakiem przecenieniu prawdy (właściwiej: na jednakiej wierze. (Nauka jako problemat. Jej stosunek do ideału ascetycznego nie jest w sobie samym wcale jeszcze antagonistyczny.25. o tem przedmowę do »Narodzin Tragedyi«). dyalektyka zamiast instynktu. zdogmatyzowania. Przewaga mandaryna nie oznacza nigdy nic dobrego.. a w o l a z ł u d y ma czyste sumienie u boku.. bardziej duchowy. Właśnie przez to są sobie z k o n i e c z n o ś c i sprzymierzeńcami. pewność p r z y s z ł o ś c i znikły. – przelewna siła. w której właśnie k ł a m s t w o się uświęca. w których na pierwszy plan wysuwa się uczony: są to okresy znużenia. Nie! Niech mi nikt nie przychodzi z wiedzą. pewność życia. Czy człowiek m n i e j p o t r z e b u j e zaświatowego rozwiązania swej zagadki istnienia przez to. nauka i ideał ascetyczny. przeciwstawna ideałowi ascetycznemu: tak odczuwał to instynkt Platona. – sztuka. gdy szukam naturalnego antagonisty ideału ascetycznego. – ochłodzone uczucia. zwolnione tempo. mogą też być tylko wspólnie zwalczane i podawane w wątpliwość. najmniej dobrowolną. to jest nieuchwytniejszy. że jest najmniej świadomą. religii litości i wszystkich innych zresztą oznak opadającego życia. równouprawnienia kobiet. co oznacza? – por. jakiejś stwarzającej wartości mocy. w której wyraża się jej p r z e c i w n i c z y i d e a ł?«: Na to opiera się wiedza nazbyt mało na sobie samej. padał bez miłosierdzia. ciężej pracującego życia). jakiś szaniec. często zmierzchu. równie jak wynurzenie się demokracyi. Plato p r z e c i w Homerowi: oto cały. badając przenikliwiej. bo kiedyś wrócę do tego na dłużej. Czy rzeczywiście sądzicie. zaostrzcie słuch! (S z t u k a. przybudowany doń i w z g r u b i a j ą c y jego wygląd. gdy pytam: gdzie jest przeciwnicza wola. upadku. odwalony ciosem nauki. że prawda nie da się oceniać. co ideał ascetyczny: pewne z u b o ż e n i e życia jest tu.artystę. zbędniejsze w w i d o c z n y m porządku rzeczy? Czyż właśnie samozmniejszanie się człowieka. stał się on raczej mocniejszy. stoi nauka na tym samym gruncie. jest bardziej zasadniczo. niż nauka. jakoby klęska astronomii teologicznej oznaczała klęskę owego ideału?. jego c h ę ć samozmniejszenia nie postępuje 76 . przedstawia ona głównie nawet popędzającą raczej siłę w jej wewnętrznem ukształtowaniu.

który »nie zapomniał czcić«. jak gdyby szacunek ten nie był niczem. zwą się »po co?«. odniesione przez Kanta nad teologiczną dogmatyką pojęć (»bóg«. co człowiek »poznaje«. rodzaju używającego. który słowa »artysta« jak rękawiczek używa i chwałę kontemplacyi wziął dziś zupełnie dla siebie w arendę: och. wyłączenia i zastrzeżenia. – człowiek stał się z w i e r z ę c i e m.. »niszczy ona mą ważność«.. p r z e t o jest Bóg«: co za nowa elegantia syllogismi! co za tryumf ideału ascetycznego!« 26. gardzi odgrywaniem roli sędziego... tu życie oniemiało. wiara w jego godność.. że starzy obchodzili się bez tego). i na tem polega jego dobry smak. bez porównania. ustala. Od czasu Kopernika dostał się człowiek. pewniejszą ideału postawę? Jego najdostojniejszą pretensyą jest teraz: b y ć z w i e r c i a d ł e m. zwierzęciem. Tak samo: któżby mógł odtąd mieć za złe agnostykom.. niezastąpiony w hierarchii istot. lubieżnego. «Bóg człowiek«). w to. zarówno z życiem jak z ascetycznym ideałem oczkującego.. jak zaprzecza. W s z e l k a nauka (a wcale nie astronomia tylko. jako czciciele nieznanego i tajemniczego w sobie. możnaby nawet rzec.). które w y z i e r a. lecz w »poznaniu«!.. że jest jedyny.. tak naturalna. aby nie wzierać. rodzaju może jeszcze »nowocześniejszego«. jeśli. jak n i e n a t u r a l n a – tak nazywam samokrytykę poznania –. najwyżej metapolityka petersburska i »litość« tołstojowska. nie chce już wcale »dowodzić«. »dusza«. »wolność«. wstecz nie pozierać?.). że wszyscy transcendentaliści od czasu Kanta mają przed sobą znowu grę wygraną. jeno dziwaczną zarozumiałością.. że wszystko. jakąż ci słodcy sprytnisie wzbudzają tęsknotę nawet choćby 77 . »nieśmiertelność«). o której upokarzającem i zniżającem działaniu uczynił Kant zaznaczenia godne wyznanie. odrzuca ono wszelką teleologię. że zasadza ona własną swą dumę. sądzi on. To pewna.. – wyzwoleni zostali z pod władzy teologów: co za szczęście! – wskazał im on ową dróżkę chyłkową. Co się jednak tyczy owego innego rodzaju historyków.naprzód niepowstrzymanie od Kopernika? Ach. po której mogą odtąd na własną rękę i z największą naukową przyzwoitością iść za pragnieniem swych serc«. jako boga? (Ksawery Doudan wspomina les ravages.). że zwycięstwo. co do tego nie należy się mylić! Jest to smutne. lecz zdecydowane spojrzenie.. – potwierdza równie mało. jako ostatecznego i najpoważniejszego prawa jego do szacunku w własnych oczach (w samej rzeczy słusznie: bo pogardzający jest zawsze jeszcze kimś. czy Kant sam coś podobnego choćby tylko miał na widoku). jak wyziera osamotniały podróżnik po podbiegunowej północy (może. lecz jest równocześnie w jeszcze wyższym stopniu n i h i l i s t y c z n e.. własną cierpką formę stoickiej ataraksyi na podtrzymaniu tej mozolnie zdobytej człowieczej s a m o p o g a r d y.. Przypuściwszy. lieu de rester tout simplement dans l’inconnu. »daremnie!« »nada!« – tu nic już nie wschodzi i nie rośnie. Wszystko to jest w wysokim stopniu ascetyczne. dąży dziś do wybicia człowiekowi z głowy jego dotychczasowego szacunku dla siebie. »opisuje«. sprawiło uszczerbek owemu ideałowi? (przyczem niech nas na razie nic nie obchodzi.. na równię pochylą. które sprawiła l’habitude d’admirer l’inintelligible au. twarde. Tu śnieg leży. zda się. sam znak z a p y t a n i a wielbią. Czy przez to p r z e c i w d z i a ł a s i ę właściwie ideałowi ascetycznemu? Czy sądzi się jeszcze naprawdę z całą powagą (jak to długi czas wyobrażali sobie teologowie). – Lub czyż może całe dziejopisarstwo nowoczesne okazuje pewniejszą życia. ostatnie wrony. który w dawniejszej swej wierze był nieledwo bogiem (»dziecię boże«. raczej sprzeczne jest z niemi i przejmuje grozą: co za boski wybieg móc szukać winy tego nie w »pragnieniach«.. Hejże! Toby była właśnie prosta droga – do s t a r e g o ideału?. nie zadowala jego pragnień. które tu kraczą. znikła. – stacza się odtąd coraz szybciej od punktu środkowego – dokąd? w nicość? w »p r z e w i e r c a j ą c e uczucie swej nicości«?. wszelka nauka. – oko. on. Niema żadnego poznania.

. piwem i muzyką wagnerowską. nieprzewidzianie nachodzi mnie przytem anakreoński humor.... co stanowi założenie dla tej dyety: po pierwsze z narodowem zacieśnieniem i próżnością. przeciwhistorycznemu (jak owemu Dühringowi. pocóż mnie dala natura nogę?.. pół satyra. wiele ton ocukrzonej wyskokowej litości (firma: la religion de la souffrance).. następnie zaś paralysis agitans »idei nowoczesnych«). nie znam nic wstrętniejszego nad taki »objektywny« fotel.. jest to właśnie w związku z niedającem się zaprzeczyć i prawie dotykalnem z j a ł o w i e n i e m niemieckiego ducha. wiele okrętowych ładunków podrobionego idealizmu. aż wkońcu i nieskończoność pluskwami śmierdzi. oczkowania z ideałem ascetycznym.. rozumiecie mnie). species anarchistica wśród wykształconego proletaryatu). rozkoszującego się teatrem historyi. starają się wzburzyć wszystkie pierwiastki bydlęce tłumu (– że żadnemu rodzajowi duchowego oszustwa nie zbywa w dzisiejszych Niemczech na powodzeniu. posturą moralną. 78 .. która bykowi dala róg. a także mą cierpliwość: niech wobec takich widoków zachowuje swą cierpliwość. kłamliwa. szarych.. sprawiedliwego świętoszkostwa impotencyi! Jestem z całą czcią dla ideału ascetycznego.... jeszcze nie chcąca się przyznać species »pięknych duchów«. silną lecz ciasną zasadą »Niemcy. gdybym wybierać musiał.... aby powietrze znów czyściej woniało.. nie mogę znieść tych na bohaterów wystrojonych agitatorów... i że oczywiście można zrobić nowy »interes« na tych bożkach ideału i należących do nich »idealistach« – nie przeoczcie tej wytyczni! Któż ma dość do tego odwagi? – w naszym ręku leży możność »zidealizowania« całej ziemi!. zdradzającego już wysokim falsetem swego uznania. którzy przewracają dziś. O ileż chętniej wolę już z owymi historycznymi nihilistami wędrować w najposępniejszych. nie mogę znieść tych pobielanych grobów. Jest to zupełnie oczywiste. właśnie ręki.za ascetami i krajobrazem zimowym! Nie! niech dyabli biorą ten ludek »oglądaczy«.. zgoła nie krępującej się ręki... lwu . oczy chrześcijańsko-aryjsko-dobrodusznym sposobem i wyczerpującem wszelką cierpliwość nadużywaniem najtańszego środka agitacyi.. lubieżnego eunuchostwa wobec historyi. którego dźwiękami oszałamia się w dzisiejszych Niemczech pewna dotąd jeszcze nieśmiała... Lecz cóż mówić o odwadze: tu trzeba tylko jednego. wraz z tem. nie zależałoby mi nic na tem. nad takiego woniejącego gagatka. by dać posłuch umysłowi nawet niehistorycznemu. nie znoszę ambitnych artystów. których ambicya zasadza się na wywąchiwaniu nieskończoności... zimnych mgłach! ba... – mnie oburza taki widok. że dla tej nadwytwórczości stanęła otworem nowa droga h a n d l o w a. którzy owijają się w mądrość i spoglądają objektywnie. kto nie ma z niej nic do stracenia. Niemcy ponad wszystko«. a w gruncie są tylko tragicznymi błaznami. Stokroć gorsi są owi »oglądacze«. stąd też wstrętna. g d z i e mu nie dostaje.. nie krępującej się. czego mu nie dostaje. tych najgorętszych trunków ducha. zdaje się niczego więcej nie potrzebować nad stimulantia i gorące trunki: stąd też olbrzymie fałszowanie ideałów. pół klechę. Europa jest dziś bogata i wynalazcza przedewszystkiem na polu środków podniecających. polityką. na świętego Anakreonta! a nie tylko do uciekania. Radbym wiedzieć.. g d z i e w tym wypadku okrutne nożyce Parki ach! nazbyt chirurgicznie były w robocie! To drażni mój smak.. nie mogę znieść tych znużonych i zużytych. do zdeptania spróchniałych stolców tchórzliwego oglądania... które odgrywają rolę życia. ile szczudeł »szlachetnego oburzenia« dla wspomogi duchowych płaskonogów.. Natura. którego przyczyny szukam w nazbyt wyłącznem żywieniu się dziennikami. antysemitów. Do stąpania.. tacy »widzowie« rozgoryczają mnie przeciw widowisku więcej jeszcze niż widowisko (sama historya. pseudoalkoholiczna wszędzie atmosfera. o i l e o n j e s t u c z c i w y! jak długo wierzy sam w siebie i nie błaznuje! Ale nie mogę znieść wszystkich tych kokietujących pluskiew. którzy noszą czapkę niewidkę na słomianym wiechciu swej głowy. bohaterskich kostyumów i szczękających blach stów wielkich. uperfumowanego Renanem.. którzyby chcieli uchodzić za ascetów i kapłanów. cuchnąca.. ile k o m e d y a n t ó w chrześcijańsko-moralnego ideału należałoby wywieźć dziś z Europy. nie znoszę i owych najnowszych spekulantów na polu idealizmu.

samym owym ideałem. wykładanie własnych wydarzeń przeżytych. odsyłam w tym względzie do dzieła. decydujący punkt na pięć wieków przed erą europejską. słabością. jak gdyby była dowodem dobroci i opieki jakiegoś boga. na wskroś ezoterycznym. przemieniona i wyniesiona do godności sumienia naukowego. to wydaje się każdemu wytwomiejszemu sumieniu nieprzyzwoitością. Wszędzie zresztą. która zabrania sobie wkońcu k ł a m s t w a w i a r y w B o g a. jak gdyby wszystko było zrządzeniem. – stoimy u progu t e g o wydarzenia. jest on raczej jedną z jego ostatnich faz rozwojowych. wszystko ku zbawieniu duszy wymyślonem i zesłanem: to już teraz« m i n ę ł o. jeśli mi uwierzycie. quam ipse tulisti. gdzie dziś duch surowo. – zawsze zwraca się wkońcu do samego prawodawcy wołanie: patere legem. z naszym problematem. ta reszta ideału. Ta wola jednak. już z filozofią Sankhyam. o d n i o s ł o właściwie z w y c i ę s t w o nad Bogiem chrześcijańskim? Odpowiedź jest w mojej »Wiedzy radosnej« str. ten sam ideał do podobnego wiodący wniosku. – cóż tu znaczy wczoraj i dzisiaj! Sprawami temi zajmę się w związku z czem innem gruntowniej i dosadniej (pod nagłówkiem: »Z dziejów europejskiego nihilizmu«. Patrzenie na naturę.. Tak chce prawo życia. a więc nie tak jego resztą. wniosek p r z e c i w k o sobie samemu. obywa się wszędzie bez ideału – popularnym wyrazem na tę wstrzemięźliwość jest »ateizm«–: z w y j ą t k i e m j e g o w o l i p r a w d y. najbardziej duchowem sformułowaniu.. nieuczciwością.. problemat znaczenia ideału ascetycznego. I tu schodzę się znowu z swoim problematem. jako ustawiczne świadectwo moralnego porządku świata i moralnych celów ostatecznych.) Co. zupełnie niezależny i dlatego mogący służyć za dowód.. w ten sposób zniszczało chrześcijaństwo j a k o d o g m a t własną swą moralnością. obranym z wszelkich zewnętrznych dodatków.. w ten sposób musi teraz chrześcijaństwo zniszczeć też j a k o m o r a l n o ś ć. 302: »sama moralność chrześcijańska. aby ta wola prawdy uświadomiła się w nas sobie samej j a k o p r o b l e m a t?. tchórzostwem. wszystko znakiem. badając ściśle. – Dość! Dość! Porzućmy te dziwaczności i złożoności najnowocześniejszego ducha. prawo k o n i e c z n e g o samoprzezwyciężenia się w istocie życia. które przygotowuję: WOLA MOCY. – jeśli przez co. jedną z jego ostatnich form wniosku i wnętrznych konsekwencyi. To jednak stanie się. tłumaczenie dziejów ku czci rozumu boskiego. przez akt unicestwienia samych siebie. to ma sumienie p r z e c i w sobie. Tem uświadomieniem się sobie woli prawdy n i s z c z e j e – tu niema wątpliwości – moralność: owo wielkie widowisko w stu aktach. P r ó b a p r z e m i a n y w s z y s t k i c h w a r t o ś c i).. – jest on nakazującą cześć k a t a s t r o f ą dwutysiącyletniego zaprawiania się do prawdy. do czystości intelektualnej za wszelką cenę. silnie i nie fałszując monet pracuje. n i e z n a n i przyjaciele moi (– bo jeszcze n i e w i e m o żadnym przyjacielu): jakiżby sens miało całe n a s z e istnienie. jak to się pozornie wydaje. jak jego jądrem. zniewieściałością. (Ten sam pochód rozwojowy w Indyach. jest. Kiedy chrześcijańskie dążenie do prawdy wyciągnie już jeden wniosek po drugim. to dzięki tej surowości jesteśmy właśnie d o b r y m i E u r o p e j c z y k a m i i spadkobiercami najdłuższego i najdzielniejszego samoprzezwyciężenia Europy«.27. które pozostaje w spadku dwom najbliż79 . wyciągnie wkońcu swój n a j p o t ę ż n i e j s z y wniosek. jak płacz: właśnie nasz problemat może się obyć bez nich. z Buddą. w jego najściślejszem. wzbudzające zarówno śmiech. dokładniej. – bo budzą nieufność. gdy postawi pytanie: »c o z n a c z y w s z e l k a w o l a p r a w d y?« . Bezwzględny uczciwy ateizm (j e g o to powietrzem jedynie oddychamy. którą potem Budda spopularyzował i uczynił religią. spowiednicza drobiazgowość sumienia chrześcijańskiego. coraz surowiej brane pojęcie prawdziwości. Wszystkie wielkie rzeczy niszczeją same sobą. łgarstwem. jeśli nie ten. my bardziej duchowi ludzie tego stulecia!) n i e stoi stosownie do tego w sprzeczności z owym ideałem. Chodzi mi tutaj tylko o zaznaczenie jednego: ideał ascetyczny ma także w najbardziej duchowej sferze tymczasem ciągle jeszcze tylko jeden rodzaj rzeczywistych wrogów i s z k o d z i c i e l i: są to komedyanci tego ideału.

bardziej wżerające się w życie. przeciw temu. ważmy się pojąć to. to dzielne i najbardziej do cierpienia przywykłe zwierzę. że olbrzymia l u k a otaczała człowieka.. wyjaśnić. co zwierzęce. jadowitsze. jakikolwiek sens jest zawsze lepszy. ciążącem dotąd nad ludzkością. Jeśli nie brać pod uwagę ideału ascetycznego. piłką niedorzeczną. życzeniem. po co. człowiekowi i ziemi brakło w o l i.. głębsze. gorzej jeszcze. była bezsensowność cierpienia. »bezsensowną«. przeciw temu. par excellence. wnętrzniejsze. zamknęły się drzwi przed wszelkim samobójczym nihilizmem. n i e zaprzecza cierpienia w sobie. które otrzymało kierunek swój od ideału ascetycznego: ta nienawiść przeciw temu. był na ogół zwierzęciem c h o r o w i t e m.– nie umiał on samego siebie usprawiedliwić. ten wstręt do zmysłów. śmiercią. Żeby zaś jeszcze na końcu rzec.. 28. niechęć do życia.szym stuleciom Europy. postawiło cierpienie w perspektywie w i n y. jakiś c e l cierpienia. najstraszliwsze. lecz n i e cierpienie samo było jego problematem. pożądaniem samem – wszystko to oznacza. – obojętne na razie... to człowiek. nie cierpienie. z w i e r z ę człowiek nie miał dotąd żadnego sensu. co rzekłem na początku: człowiek woli raczej jeszcze chcieć n i c o ś c i. jakie dotąd istniało. ale pod warunkiem. niż n i e chcieć. szuka go sam. Jego istnienie ziemskie nie miało żadnego celu: »po co wogóle człowiek?« – było pytaniem bez odpowiedzi. I cierpiał napróżno. miał sens. – a i d e a ł a s c e t y c z n y n a d a ł m u s e n s! Był to jedyny sens dotąd.. to pożądanie ucieczki przed pozorem. c i e r p i a ł z powodu problematu swojego istnienia. w o l ę n i c o ś c i. czem: w o l a s a m a z o s t a ł a u r a t o w a n a. Nie można przed sobą w żaden sposób ukryć.. on go c h c e. co materyalne. stawaniem się. 80 . mógł odtąd czegoś c h c i e ć. a może i najbogatsze w nadzieje z wszystkich widowisk. Lecz mimo wszystko – człowiek został tem uratowany. że mu się wskaże s e n s tego. Objaśnił on cierpienie. poza każdym wielkim losem człowieczym brzmiało jako refren jeszcze większe »napróżno!« Ideał ascetyczny znaczy właśnie to: że czegoś b r a k ł o. Przekleństwem. do samego rozumu. tylko to. najgodniejsze pytania. potwierdzić. bunt przeciw najbardziej zasadniczym warunkom życia. dokąd chciał. Objaśnienie – niema wątpliwości – przyniosło z sobą nowe cierpienie. że brakło odpowiedzi na okrzyk pytający: »p o c o cierpieć?« Człowiek. co właściwie wyrażało całe owo chcenie. przestał być nadal liściem na wichrze. ideał ascetyczny był pod każdym względem tem »f a u t e de m i e u x«. co człowiecze. zmianą.. niż żaden. olbrzymia próżnia zapełniła się. ten strach przed szczęściem i pięknością. gorzej jeszcze. lecz jest to i pozostanie zawsze wolą!.

. wycisnęły te książki na sobie mimowoli tę datę przełomu. że godzi się bodaj tu właśnie podkreślić tę różnicę o głębszem znaczeniu wychowawczem. 1905. a ukończone teraz oto.Zapowiedziane przed laty siedmiu polskie wydanie Dzieł Fryderyka Nietzschego zostało doprowadzone do końca i zawarte w t o m a c h t r z y n a s t u o r a z j e d n y m t o m i e S u p l e m e n t u. którego każde zdanie dotyka jakiegoś nerwu człowieczego.. zmienne i zawsze wielolice odbija się w duszy takiej. że się one zaostrzają ku coraz to nowym zagadnieniom.. który z bezwzględnego pessymizmu omiękłości wobec dzisiejszego człowieka pragnie wykrzesać budujący hart dni przyszłych. 81 . Oto książki. lecz wraz z ich odbiciem w wyobraźni czy intelekcie nieuniknione nawarstwienia d a w n y c h odczuć i krytycyzmów. Ze wszystkich dachów rozlega się dziś wołanie o pogodę i optymizm dla wykrzesania w ludziach największego ciepła i otuchy.. Rozpoczęte przypadkowo w r. a co najważniejsza d o b y w a ć n a j a w n i e s k o ń c z o n y s z e r e g z a g a d n i e ń i p r o b l e m a t ó w. nie potrzebuje chyba zaleceń ponownych. Nie życie samo płynne.. w cierpliwości. z rynku w samotnię swą!« Wręcz przeciwnie obwołuje się na naszych rynkach. w dniach najwyższego obudzenia nadziei żywotnych. lecz grupuje je mimowoli tak. aby dyskredytować życie na uboczu: jako zatracające uczucie i rozumienie społeczności swojej. sięgać ku najbardziej ukrytym łącznikom i sprężynom zdarzeń. Sporne wszystkim »wartościom« dzisiejszym.« I stało się imię tego pustelnika dla współczesnych wprost synonimem bojownika o instynkty życiowe. zdala. lecz te jego obrazy. kto nic innego dotychczas nie czynił. gdy ukończone leży przed czytelnikiem polskim.. bracie. że się one z dotychczasowego ujęcia wytłumaczyć nie dadzą. I niemi to pod koniec operuje może pustelnik?. – Być może jednak. i tylko ona. gdyż podrywa wiarę w twórczą silę zaprzeczeń koniecznych. Lecz bodaj że ta droga. I tylko wewnętrzny żar czucia i myślenia stapia je za każdym razem i wprowadza w ruch jako rzeczywistości płynne: rzekłbyś odwrotna hipostaza procesów uczuciowych i myślowych ku realnościom. umiejącej zachować swą ciągłość na zmiennej fali życia. lecz najdalszych«. A oto w tych książkach zabiera głos »ktoś. Przemawia tu myśliciel. A oto ktoś. w kategorye nieomal. nie pomija żadnej sposobności. Dzieło tej powagi i znaczenia. które nawołują nieustannie: »Uciekaj. swą pogodę czerpie z nadziei. dla kogo mowa takiego optymizmu jest najtchórzliwszą narkozą obezwładnień. które pod owym nawarstwieniem zastygły jakby w kryształy. aby się każdy po nich krzątał i roił bez ustanku. jako działające wręcz na szkodę jej »życiowych instynktów«. Niechże pozostaną z nią na przyszłość jednym z tak bardzo nielicznych dowodów odporniejszej żywotności naszych potrzeb duchowych. stoi ono zarazem w tak jaskrawej sprzeczności do wskazań i wierzeń naszej doby ostatniej. jak tylko namyślał się: jako filozof i pustelnik instynktowy. Aż póki nie wysubtelnią myśli i uwagi ku postrzeganiu w danej dziedzinie zjawisk na tyle odmiennych. Podobnie każde szersze myślowe ujęcie zjawisk fizycznych wprowadza w chaos faktów nietylko ich rozgląd i łączność przypuszczalną. pozwala ogarniać d u c h o w e c z y n n i k i ż y c i a w jak najdalszem ich rozgałęzieniu i splocie wzajemnym. w opóźnieniu i pozostawaniu w tyle. psychologa i pisarza. ponadto korupcyą moralną. a otuchę uczy mieć »nie w bliźnich i najbliższych... że w tej perspektywie »z tyłu i oddalenia« nie rzeczywistości stają się w końcu przedmiotem rozważań. który korzyść swą znalazł w trzymaniu się na uboczu.

acz wbrew woli rodziny i Muzeum Weimarskiego. arcyludzkie. (1873–74). arcyludzkie. mniemając. ze nie należą one bądź co bądź tam. że znajdzie się wśród czytelników polskich niejeden może. – Dytyramby dionyzyjskie (1888). Pominięcie całej Wagneryady możemy łatwo przeboleć.– Jutrzenka. wydawane przez panią Foerster-Nietzsche. (1888). zawierającego rozprawy o Nietzschem. (1877–78). – Zmierzch bożyszcz (1888). Nie mamy tu u siebie powodów do drażliwości. (1876––77). zrozumiałych na miejscu. Nie mniej dalecy byli jednak i od prozelityzmu. w danym wypadku w tej dziedzinie najbardzej fascynującej: życia i duszy ludzkiej.– Tako rzecze Zaratustra (1882—85). w nadziei wreszcie. w miejscu innem. cz. – Wola mocy (1882—88). że przekładem. odstąpili w przekonaniu. Tedy od myśli wydania Suplementu. pominiętych przez autora w układzie tomów za życia ogłoszonych. II). Nietzschego. Aby ułatwić czytelnikowi oryentacyę w czynnikach rozwojowych idei Nietzschego. ukazała się właśnie temi laty. jeśli idzie o filozofie Nietzschego. jak pada wielka hipoteza: postawi ogrom zdobytej wiedzy i wyostrzenia myśli. przyczem najważniejsze z nich zostały włączone do niemieckiego pośmiertnego układu Woli Mocy. a zwięzłe przedsłowie tłumacza daje rozważnemu czytelnikowi wskazówkę co do charakteru tej »autobiografii«. Te same względy zdecydowały. oraz czasu i warunków. w jakich napisana została. runie on.Jeśli świat pustelnika Nietzschego nie ostoi się przed »sumieniem intelektualnem« przyszłości. Inne pisma pośmiertne. który ten brak naszej literatury krytycznej zechce dopełnić – jak to będzie odpowiedniej. 82 . – Z genealogii moralności (1886). (1888). a następnie przez Muzeum Weimarskie zawierają przeważnie odrębne wersye i stylizacye ustępów. Wiedza radosna (1881– 82). – Wędrowiec i jego cień (Ludzkie. która. Ma ona niepoślednie znaczenie dla dziejów kultury niemieckiej. – Niewczesne rozważania. – Polscy tłumacze dalecy byli od chłodnego obiektywizmu w stosunku do oryginału: świadczy o tem ta niepoślednia cząstka zapału i pracy życiowej. – Przemiana wszystkich wartości.(1880–81). podajemy tu spis polskich tomów XIV w ich układzie chronologicznym: Narodziny tragedyi. jaką oddali Dziełu Fr. (1871). – Poza dobrem i złem (1885–86). odpowiadającym wymaganiom mowy polskiej. gdzie sam autor przemawia. – Ludzkie. – Suplement: Ecce homo. dla nas obojętniejszą być może. aby zamiast życiorysu dać jako Suplement autobiografię (Ecce Homo). wypełnili całkowicie obowiązek swój.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful