Aby rozpocząć lekturę, kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dostęp do spisu treści książki.

Jeśli chcesz połączyć się z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poniżej.

FRYDERYK NIETZSCHE

Z GENEALOGII MORALNOŚCI
PISMO POLEMICZNE PRZEŁOŻYŁ LEOPOLD STAFF

2

Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, Gdańsk 2000

3

PRZEDMOWA. 1.
Jesteśmy sobie nieznani, my poznający, my sami samym sobie; ma to słuszną przyczynę. Nie szukaliśmy siebie nigdy, – jakże stać się miało, byśmy się kiedyś z n a l e ź l i? Słusznie powiedziano: »gdzie jest wasz skarb, tam jest i serce wasze«; n a s z skarb jest tam, gdzie stoją ule naszego poznania. Jako skrzydlaki z urodzenia i duchowi zbieracze miodu, dążymy zawsze do tego, troszczymy się z serca właściwie tylko o jedno – »by coś przynieść do domu«. Co się poza tem tyczy życia, tak zwanych »wydarzeń przeżytych«, – któż z nas bierze to choćby tylko dość poważnie? Lub kto ma dość czasu na to? W tych rzeczach, lękam się, byliśmy zawsze »od rzeczy«: nie przykładamy tam właśnie swego serca, ani nawet swego ucha! Raczej, jak jakiś boski roztrzepaniec, lub w sobie zatopiony, któremu dzwon z całą siłą wdzwonił właśnie w ucho dwanaście uderzeń południa, budzi się nagle i pyta siebie »cóż to właściwie tu biło?« tak i my niekiedy przecieramy sobie j u ż p o w s z y s t k i e m uszy i pytamy, ogromnie zdumieni, ogromnie zmieszani, »cóżeśmy to właściwie przeżyli?« co więcej: »czem j e s t e ś m y właściwie?« i liczymy, już po wszystkiem, jak się rzekło, te wszystkie dwanaście uderzeń swego wydarzenia przeżytego, swego życia, swego i s t n i e n i a... ach! i przeliczamy się przytem... Pozostajemy sobie z konieczności obcy, nie rozumiemy siebie, musimy brać siebie za kogoś innego, dla nas pewnikiem jest po wszystkie wieki: »Każdy jest samemu sobie najdalszy«, – względem siebie nie jesteśmy wcale »poznającymi« ...

2.
– Myśli moje o p o c h o d z e n i u naszych przesądów moralnych – bo o nie chodzi w tem piśmie polemicznem – znalazły swój pierwszy, skąpy i tymczasowy wyraz w owym zbiorze aforyzmów, który nosi nagłówek »Ludzkie, arcyludzkie. Książka dla duchów wolnych«. Spisywanie jej rozpoczęło się w Sorrento podczas pewnej zimy, która mi pozwoliła zatrzymać się, jak się zatrzymuje wędrowiec, i przebiec spojrzeniem krainę rozległą i niebezpieczną, przez którą duch mój dotychczas wędrował. Działo się to w zimie 1876—1877; same myśli są wcześniejsze. Były to w głównej treści już te same myśli, które w niniejszych rozprawach na nowo podejmuję. Miejmy nadzieję, że długi przedział czasu wpłynął na nie dobrze, że stały się dojrzalsze, jaśniejsze, silniejsze, doskonalsze! Że jednak dziś jeszcze trwam przy nich silnie, że one same tymczasem coraz silniej trzymały się siebie, wrastały w siebie i zrosły się z sobą, to wzmacnia we mnie radosną ufność, że od początku powstawały we mnie nie luźnie, nie dowolnie, nie sporadycznie, lecz ze wspólnego korzenia, lecz z władnącej w głębi, z przemawiającej coraz pewniej, z żądającej coraz większej pewności z a s a d n i c z e j w o l i

4

tak niewzywanie. co dotąd na ziemi jako moralność było czczone –.. nasze »tak« i »nie« i »jeżeli« i »czy« – pokrewne sobie i we wzajemnych do siebie stosunkach. któremu tymczasem użyczałem coraz więcej posłuchu i nietylko posłuchu?. wola życia. jego odwaga. zdanie po zdaniu. równie. jednej ziemi... pierwsze swoje filozoficzne ćwiczenie pisemne. jego ufność. Przy pewnem właściwem mi wątpieniu. Raczej z koniecznością. byśmy jeno dość długo milczeć umieli!. Paweł Rée. badania. Nie wolno nam błądzić pojedynczo. my poznający. zwyrodnienia życia? Lub przeciwnie. z odpowiedzi rodziły się nowe pytania. przejrzysta i mądra. wiekiem. nasze wartości. stopnie wedle rangi indywiduów. 3. w której po raz pierwszy uwydatnił mi się jasno pewien na wspak i wywrót idący rodzaj genealogicznych hipotez. co najmniej bezmoralne »a priori« i ten przemawiający z niego. zatrzymać się zawczasu przy pytaniu: j a k i p o c z ą t e k ma właściwie nasze dobro i zło. zmieniło wkrótce mój problemat na inny: wśród jakich warunków wynalazł sobie człowiek owe oceny wartości: »dobrze« i »źle« i j a k ą w a r t o ś ć m a j ą o n e s a m e? Wstrzymywałyż one. jego przyszłość? – Na to znalazłem i zdobyłem się w sobie na zuchwałość różnych odpowiedzi. jak tej książce. gdy się ma »na pół igraszki dziecinne. te nasze owoce? – Lecz cóż to obchodzi drzewa! Cóż to n a s obchodzi. jej autor dr. których nikt nie śmiał przeczuwać. ani też pojedynczo natknąć się na prawdę. do wszystkiego. możliwości. ich właściwie a n g i e l s k i rodzaj. jednego zdrowia. Na szczęście nauczyłem się zawczasu odróżniać przesąd teologiczny od moralnego i nie szukałem już źródła zła p o z a światem. wniosek po wniosku. zubożenia. Pierwszy bodziec do odezwania się ze swemi hipotezami o pochodzeniu moralności dała mi jasna. rok jej wyjścia 1877. uwzględniałem przy sposobności i niesposobności twierdzenia owej książki. tak niepowstrzymanie.poznania. siła. tak zagadkowy »imperatyw kategoryczny«. świadectwa jednej woli. – musiała ciekawość moja. przypuszczenia. Tytuł książeczki brzmiał »Pochodzenie uczuć moralnych«. to nowe niemoralne. pierwszą swą literacką igraszkę dziecinną. wszystko antypodyczne. Nie mamy żadnego prawa w czemkolwiek iść pojedynczo. przy wątpieniu. specyalizowałem swój problemat. Nieco historycznego i filologicznego wyszkolenia. czemubym. Poświęciłem mu w wieku. Nigdy może nic nie czytałem. jednego słońca.. Tak bowiem jedynie przystoi filozofowi. nad którem wówczas pracowałem. które niechętnie wyznaję – stosuje się ono mianowicie do m o r a l n o ś c i. jakby tajne ogrody. którą posiada wszystko przeciwległe. Czy t a k właśnie chciało ode mnie me »a priori«. przykładem. które w mem życiu wystąpiło tak wcześnie. jak słuszna. Aż wkońcu zdobyłem własną krainę. nie 5 .. ach! tak antykantowski. jakże s z c z ę ś l i w i jesteśmy. tak sprzecznie z otoczeniem. ludy. Lecz zgoła bez przykrości i zniecierpliwienia.. żebym miał prawie prawo nazwać je swem »a priori«. czy też popierały rozwój człowieczy? Czy są oznaką niedostatku. na pół Boga w sercu«. i która mnie pociągała – tą siłą pociągu. wliczając w to wrodzony wybredny zmysł w zakresie zagadnień psychologicznych wogóle. czy zdradza się w nich pełnia. cały milczący rosnący kwitnący świat. – Czy one w a m smakują. nas filozofów!. pod warunkiem. 4. nawet starczo mądra książeczka. Och. z jaką drzewo wydaje owoce. A co się tyczy mego ówczesnego »rozwiązania« problematu. to oddałem. pochodzeniem. rodzą się z nas myśli nasze. W istocie już jako trzynastoletniego chłopca prześladował mnie problemat początku zła.. tak w sobie przeczył. jak moje podejrzenie. odróżniałem czasy. własną ziemię. Bogu cześć i uczyniłem go o j c e m zła.. W powyż oznaczonem dziele.

. tego o wiele starszego i pierwotniejszego rodzaju moralności. jako jej drogę okrężną ku nowemu buddyzmowi? ku buddyzmowi europejskiemu? ku – n i h i l i z m o w i?. 93 i nast. W gruncie rzeczy leżało mi właśnie wówczas coś o wiele ważniejszego na sercu. jako do obecnego w owej książce. to samo na str. wolę zwracającą się p r z e c i w życiu. 217 i nast. jako wyrównaniu między nieledwie równo-możnymi (równowaga jako konieczny warunek wszelkich umów. jak się rzekło. znakiem pytania dla siebie. przeto wszelkiego prawa). które Schopenhauer tak długo pozłacał. jeszcze nie mając własnego języka na własne rzeczy.). niż sprawy własnych lub cudzych hipotez o pochodzeniu moralności (lub dokładniej: to ostatnie tylko dla celu. 107 i nast. do którego. o pochodzeniu sprawiedliwości. nie bez cofań i wahań. – 6. 141 i nast. 49 o »obyczajności obyczaju«. który nawet filozofów dosięgnął i uczynił chorymi. Rée mniema: – został on w nią dopiero włożony. jej najwznioślejszy wabik i manowiec – dokąd jednak? w nicość? Tu właśnie widziałem początek końca. tak samo na str. samozaparcia.. o wartości i pochodzeniu moralności ascetycznej. to samo o pochodzeniu kary (Wędrowiec str. stawiając zamiast nieprawdopodobieństwa to. 5. lecz w jednem zjednoczone: w lekceważeniu litości. 213 i nast. przebóstwiał i w zaświat przerzucał. do którego jest jednym z wielu środków). Rée. tu pytać się n a u c z y. którąbym ostatni ukrywać zamierzał przed sobą samym. jako najprzykrzejszy objaw naszej sprzykrzonej europejskiej kultury. wśród określonych okoliczności i zawsze jako coś wtórnego i następczego). Właśnie co do b e z w a r t o w o ś c i litości zgadzali się dotąd filozofowie. 208. ani pierwotnym (jak dr.żebym je zbijał – cóż ja mam ze zbijaniem do czynienia – lecz. którym poświęcone są te rozprawy. 101. arcyludzkie« na str. To współczesne uprzywilejowanie przez filozofów i przecenianie litości jest bowiem czemś nowem. jak wszyscy angielscy genealogowie moralności. 97 i nast. który toto coelo odległy jest od altruistycznej oceny wartości (w której dr. Problemat w a r t o ś c i litości i moralności litości (– jestem przeciwnikiem haniebnego współczesnego zmiękczenia uczuć –) wydaje mi się nasamprzód czemś wyosobnionem. w danym razie zamiast jednego błędu – inny. temu przydarzy się. W szczególności chodziło o wartość »nieegoistyczności« instynktów litości. Wówczas dobyłem. dla której terrorystyczny cel nie jest ani istotnym. zwiastującą się tkliwie i smętnie. kto jednak raz tu utknie. La Rochefoucauld i Kanta. Rozumiałem ten coraz szerzej grasujący morał litości. namiętność i tajemny sprzeciw owej książki się zwraca (– bo i owa książka była »pismem polemicznem«). – i musiałem się o to prawie sam jeden rozprawić ze swym wielkim nauczycielem Schopenhauerem. co w »Ludzkie. zastój i wstecz spoglądające znużenie. W szczegółach porównaj. cztery duchy w najwyższym stopniu od siebie odmienne. Lecz właśnie przeciw tym instynktom przemawiała ze mnie coraz bardziej zasadnicza podejrzliwość. jak pozytywnemu duchowi przystoi. Chodziło mi o w a r t o ś ć moralności.. Spinozę. ostatnią niemoc. coraz głębiej podkopujący sceptycyzm! Tu właśnie widziałem wielkie niebezpieczeństwo ludzkości. aż ostatecznie pozostały mu jako »wartości same w sobie«. Wędrowiec str. Jutrzenka str. co prawdopodobniejsze.. III. ofiary z samego siebie. 68 mówię o dwoistych przeddziejach dobra i zła (to jest ze stanowiska ludzi dostojnych i ze stanowiska niewolników). na których podstawie życiu i sobie samemu rzekł »n i e«. 6 . tak samo na str. Wymieniam tylko Platona. widzi ocenę wartości s a m ą w s o b i e). po raz pierwszy na światło dzienne owe hipotezy o pochodzeniu. jeszcze niepewny. a uczyniłem to z niezręcznością.

pomyślał także o wymienionym d-rze Rée. która ani dotąd nie istniała. możliwość chwyci go jak zawrót głowy. jako świętoszkostwo. jako stimulans. w wszelką moralność. Jeślim przytem. jako nieporozumienie. pracowitą i podziemną powagę. rzeczywiście dające się stwierdzić. narkotyk. Dość. wyskoczą wszystkie rodzaje nieufności. ani nawet choćby tylko pożądana nie była. to tylko dlatego. niżej?. Jakąż to jest naprzykład nagrodą. słowem. trudne do odcyfrowania. w sposób co najmniej zabawny. ostatni z wyrazem pewnej uprzejmej i wytwornej niedbałości w obliczu. dzielną. jad.. Pogoda bowiem. że może pewnego dnia otrzyma się pozwolenie brać je p o g o d n i e. jako maska. jako symptom. która rzeczywiście istniała. śmiałymi i pracowitymi towarzyszami (czynię to i dziś jeszcze). zmieszanej nawet z granem pesymizmu i znużenia. jako zapora. jako leżącą poza wszelkiem podawaniem w wątpliwość. odkryjemy dla dyonizyjskiego 7 . 7. lecz także moralność jako przyczyna. – wkońcu odezwie się głośno nowe żądanie. wiara w moralność. podejrzenia. w którym z całego serca powiemy: »naprzód! i nasza stara moralność należy d o k o m e d y i!«.. co rzeczywiście istniało. dzięki którym teraźniejszość żyłaby k o s z t e m p r z y s z ł o ś c i? Może wygodniej. jako środek leczniczy. między innymi.. z których wyrosły. w i e d z a r a d o s n a– jest nagrodą: nagrodą za długą. Trzeba tę ogromną. Nie było dotąd nawet cienia wątpliwości i wahania w przyznaniu »dobremu« wyższej wartości. to jest to. co tę krainę dopiero o d k r y ć?. Przecie jasne jest jak na dłoni. lecz czytał Darwina: – i tak to w hipotezach jego podają sobie grzecznie rękę. miałem powody do rozglądnięcia się za uczonymi. darwinowska bestya i najnowocześniejszy skromny. a także z nowemi oczyma: a nie znaczyż to niemal to samo. Jak to? Jeśliby odwrotność była prawdą ? Jak to ? Jeśliby w »dobrem« także tkwił objaw cofania się. uwiedzenie. jeśliby możliwej samej w sobie n a j w y ż s z e j m o c y i w s p a n i a ł o ś c i typu człowieka nigdy dosięgnąć nie miano? Tak. strachu. która barwa dla genealoga moralności stokroć ważniejsza być musi. że niema wcale żadnych rzeczy. to nowe ż ą d a n i e: potrzeba nam k r y t y k i wartości moralnych. jako faktyczną. Tak. że się je bierze poważnie. s a m ą w a r t o ś ć t y c h w a r t o ś c i n a l e ż y r a z p o d a ć w w ą t p l i w o ś ć – a do tego potrzeba znajomości warunków i okoliczności. co dokumentalne. całe długie. W dniu jednak. że ja sam. jako trucizna). która oczywiście nie jest rzeczą każdego. któreby bardziej o p ł a c a ł y to. jak gdyby się właściwie nie opłacało wcale brać tych wszystkich spraw – problematów moralnych – tak poważnie.co mnie się przydarzyło: – ogromny nowy widnokrąg otworzy się przed nim. Mnie zaś wydaje się przeciwnie. odkąd mi się widnokrąg ten otworzył. rzeczywiście żyła – objechać z zupełnie nowemi pytaniami. Przyjmowano w a r t o ś ć tych »wartości« jako daną. niż właśnie błękit: mianowicie s z a r o ś ć. ale i w mniejszym stylu. że on sam z natury swych zagadnień pchnięty zostanie ku metodyce właściwszej dla osiągnięcia odpowiedzi! Czyż się w tem omyliłem? W każdym razie życzeniem mojem było wskazać tak bystremu i bezstronnemu oku lepszy kierunek. pożyteczności. rozległą a tak skrytą krainę moralności – moralności. dopomagania rozwojowi c z ł o w i e k a w ogóle (wliczając w to przyszłość człowieka). żeby właśnie moralność była niebezpieczeństwem nad niebezpieczeństwy ?. wśród których się rozwijały i przesuwały (moralność jako skutek.. który »już nie kąsa«. w wszelki morał zachwieje się.. kierunek ku rzeczywistej h i s t o r y i m o r a l n o ś c i i zawczasu jeszcze przestrzec go przed takiem angielskiem stawianiem hipotez »na b ł ę k i c i e«. mniej niebezpiecznie. jako choroba. lub by to w moim wyrazić języku. znajomości. żeby właśnie moralność była temu winna. niż »złemu«. wyższej wartości w znaczeniu sprzyjania. hieroglificzne pismo ludzkiej przeszłości moralnej! – Ta była d-rowi Rée nieznana. Wymówmy je. że nie wątpiłem wcale. tak samo niebezpieczeństwo. przeczuleniec moralny..

dramatu o »przeznaczeniu duszy« nowe zawikłanie i możliwość – : a on już z niej wyciągnie sobie korzyść, o to się można założyć, on, wielki stary wieczny komedyopisarz naszego istnienia!...

8.
– Jeśli pismo to komuś niezrozumiałe będzie, lub źle mu do uszu przypadnie, to wina, jak mi się zdaje, niekoniecznie leży we mnie. Jest ono dość wyraźne, jeśli się przypuści, co ja przypuszczam, że czytało się wpierw moje pisma wcześniejsze i nie szczędziło się przy tem nieco trudu. Są one w istocie nie łatwo dostępne. Co się tyczy naprzykład mego »Zaratustry«, to nie uważam za jego znawcę nikogo, kogoby każde jego słowo raz kiedyś głęboko nie zraniło i raz kiedyś głęboko nie zachwyciło: dopiero bowiem wtedy może używać przywileju uczestniczenia ze czcią w halikońskim żywiole, z którego się dzieło owo zrodziło, w jego słonecznej jaśni, dali, przestrzenności i pewności. W innych razach forma aforystyczna sprawia trudności: leżą one w tem, że formę tę bierze się dziś n i e d o ś ć w a ż n i e. Aforyzm rzetelnie wykuty i odlany nie został jeszcze przez to, że się go odczytało, »odcyfrowanym«; raczej teraz dopiero winno się zacząć jego w y ł o ż e n i e, do którego potrzeba sztuki wykładania. W trzeciej rozprawie tej książki podałem wzór tego, co w takim wypadku zwę »wyłożeniem«: – rozprawę tę poprzedza aforyzm, ona sama jest jego komentarzem. Oczywiście, aby w ten sposób uprawiać czytanie jako sztukę konieczne jest przedewszystkiem jedno, czego się właśnie dziś w najlepsze zapomniało i dlatego nie czas jeszcze na »czytelność« moich pism –, do czego trzeba być prawie krową, a w każdym razie nie »człowiekiem nowoczesnym«: konieczne jest p r z e ż u w a n i e... SILS-MARIA, Engadyna wyżnia, w lipcu 1887

8

ROZPRAWA PIERWSZA: „Dobre i Złe”, „Dobre i Liche”.

9

I.
Ci angielscy psychologowie, którym też dotąd zawdzięczamy jedyne usiłowania doprowadzenia do jakiejś historyi powstawania moralności, – sami są dla nas niemałą zagadką; wyznam nawet, że właśnie z tego powodu, jako wcielone zagadki, górują czemś istotnem nad swemi książkami – o n i s a m i s ą z a j m u j ą c y! Ci angielscy psychologowie – czegóż chcą oni właściwie? Znajdujemy ich, mniejsza – dobrowolnie czy niedobrowolnie, zawsze przy tem samem dziele, mianowicie wysuwających na pierwszy plan la partie honteuse naszego świata wnętrznego i szukających tego, co jest istotnie czynne, kierownicze i o rozwoju rozstrzygające, tam właśnie, gdzie duma intelektualna człowieka ż y c z y ł a b y s o b i e znaleźć je najpóźniej (naprzykład w vis inertiae nawyknienia lub w zapominawczości, lub w przypadkowem zadzierzganiu się i mechanice idei, lub w czemś czysto biernem, automatycznem, odruchowem, molekularnem i zasadniczo tępem). Cóż gna właściwie tych psychologów zawsze tylko w tym kierunku? Czy jest to tajemny, skrycie złośliwy, prostacki, przed samym sobą może nie zdradzający się instynkt zmniejszania człowieka? Lub może jakaś pesymistyczna podejrzliwość, nieufność rozczarowanych, sposępniałych zjadowiciałych i pozieleniałych idealistów? Lub małostkowa podziemna nieprzyjaźń i rancune przeciw chrześcijaństwu (i Platonowi), która może nawet nie wydostała się ponad próg świadomości? Lub czyżby aż chutne smakowanie w tem, co zadziwiające, boleśnie paradoksalne, wątpliwe i bezsensowne w istnieniu? Lub wreszcie – wszystkiego potrosze, nieco prostactwa, nieco sposępnienia, nieco przeciwchrześcijańskości, nieco łaskotki i potrzeby pieprzu?... Lecz słyszę, że są to poprostu stare, zimne, nudne żaby, które wkoło człowieka, w wnętrze człowieka włażą i skaczą, jak gdyby tu naprawdę były w swoim żywiole, to jest w swem b a g n i e. Słucham tego odpornie, co więcej, nie wierzę temu: i jeśli pragnąć można, gdzie wiedzieć nie można, to pragnę z serca, by się odwrotnie rzecz z nimi miała, – by ci badacze i mikroskopicy ducha, byli w gruncie dzielnymi, wielkodusznymi i dumnymi zwierzami, które swe serce i ból swój na wodzy trzymać umieją i wychowały się po to, by wszelką pożądaność złożyć, w ofierze prawdzie, w s z e l k i e j prawdzie, nawet prostackiej, cierpkiej, szkaradnej, wstrętnej, niechrześcijańskiej, niemoralnej prawdzie,.. Bo są takie prawdy.–

2.
Czołem więc przed dobrymi duchami, które w tych historykach moralności może władną! Lecz to pewna niestety, że zbywa im na samym duchu h i s t o r y c z n y m, że opuściły ich właśnie wszystkie dobre duchy samej historyi! Wszyscy oni razem myślą, jak to już starym jest filozofów zwyczajem, z g r u n t u niehistorycznie: to nie ulega wątpliwości. Partactwo ich genealogii moralności wychodzi odrazu na jaw tam, gdzie trzeba wyśledzić pochodzenie pojęcia i oceny »dobry«. »Pierwotnie – tak wyrokują – postępki nieegoistyczne chwalone były i zwane dobrymi przez tych, którym zostały wyświadczone, więc tych, którym były p o ż y t e c z n e; później z a p o m n i a n o o tem źródle pochwały, a postępki nieegoistyczne dlatego poprostu, że z p r z y z w y c z a j e n i a chwalono je jako dobre, odczuwano też jako dobre – jak gdyby same w sobie były czemś dobrem». Widać odrazu, że ten pierwszy wywód zawiera prawie wszystkie typowe rysy idyosynkrazyi psychologów angielskich, – mamy »pożyteczność«, »zapomnienie«, »przyzwyczajenie« i wkońcu »błąd«, wszystko jako podwalina oceny wartości, z której człowiek wyższy był dotąd przeważnie dumny, jako z pewnego rodzaju przywileju człowieka. Ta duma winna być upokorzona, ta ocena wartości pozbawiona wartości: czy osiągnięto to?... Otóż dla mnie jasne jest najpierw, że teorya ta szuka i umieszcza w miejscu fałszywem właściwe ognisko powstania pojęcia »dobry«: sąd »dobry« n i e od tych pochodzi, którym się »dobro« wyświadcza! To raczej sami »dobrzy«, to znaczy do-

10

stojni, możni, wyżsi stanowiskiem i duchem odczuwali i oznaczali siebie samych i swą działalność jako dobrą, to jest wyższą, w przeciwstawieniu do wszystkiego, co nizkie, małoduszne, pospolite i gminne. Z tego p a t o s u o d l e g ł o ś c i dobyli sobie dopiero prawo stwarzania wartości, wykuwania mian wartości. Cóż obchodziła ich pożyteczność! Punkt widzenia pożyteczności jest właśnie w stosunku do tak gorącego wypływu najwyższych porządkujących i wynoszących wedle stopni ocen wartości tak obcy i nieodpowiedni, jak tylko być może: tu doszło właśnie uczucie do przeciwieństwa owego nizkiego stopnia ciepłoty, który każda wyrachowana roztropność, każdy calcul użyteczności z góry każe przypuszczać, – i to nie na jeden raz, nie na godzinę wyjątku, lecz na długie trwanie. Patos dostojności i odległości, jak się rzekło, trwałe i dominujące zbiorowe i podstawowe uczucie wyższego i władnącego gatunku względem gatunku niższego, pewnego »u dołu« – otóż t o jest źródłem przeciwstawienia pojęć »dobre« i »złe«. (Pańskie prawo nadawania nazw sięga tak daleko, żeby należało sobie pozwolić pojmować źródło samej mowy jako przejaw mocy panujących: mówią oni »to j e s t tem a tem«, pieczętują każdą rzecz i zdarzenie dźwiękiem i przez to niejako biorą je w posiadanie). Z tego pochodzenia wynika, że słowo »dobry« wcale nie wiąże się z góry koniecznie z nieegoistycznymi postępkami: jak to jest zabobonem owych genealogów moralności. Raczej dopiero z a u p a d k u arystokratycznej oceny wartości narzuca się całe to przeciwstawienie »egoistyczny«, »nieegoistyczny« ludzkiemu sumieniu, a z niem, aby wyrazić się moim językiem, i n s t y n k t s t a d n y dochodzi wkońcu do słowa (także do s ł ó w). A i wtedy wiele czasu jeszcze minie, zanim ten instynkt w tej mierze się spanoszy, że moralna ocena wartości zaczepi się właśnie o to przeciwstawienie i utknie (jak to naprzykład stało się w współczesnej Europie: panuje dziś przesąd, który pojęcia »moralny«, »nieegoistyczny«, »désinteresssé«, za równowartościowe uważa, już z siłą »idee fixe« i kołowacizny).

3.
Powtóre jednak, pomijając zupełnie niemożność historycznego ocalenia owej hipotezy o pochodzeniu oceny »dobry«, choruje ona na psychologiczny nonsens w sobie samej. Pożyteczność nieegoistycznego postępku ma być źródłem jego pochwały i źródło to miało pójść w z a p o m n i e n i e: – jakże to zapomnienie jest choćby tylko m o ż l i w e? Czy może pożyteczność takich postępków ustała kiedykolwiek? Rzecz ma się przeciwnie: ta pożyteczność była owszem codziennem doświadczeniem wszystkich czasów, więc czemś, co ustawicznie zawsze nanowo było podkreślane; przeto zamiast zniknąć ze świadomości, zamiast utonąć w zapomnieniu, musiała się wtłaczać w świadomość z coraz większą wyrazistością. O ile rozsądniejsza jest owa przeciwna teorya (nie jest dlatego prawdziwsza –), której przedstawicielem jest naprzykład Herbert Spencer, uważający pojęcie »dobry« za równe w istocie swej pojęciu »pożyteczny«, »celowy«, tak, że w ocenach »dobry« i »zły« ludzkość zsumowałaby i uświęciła właśnie swe n i e z a p o m n i a n e i n i e z a p o m i n a l n e doświadczenia co do pożytecznie-celowego, szkodliwie-bezcelowego. Dobre jest wedle tej teoryi to, co się zdawien dawna pożytecznem okazało i może w ten sposób jako »cenne w najwyższym stopniu«, »cenne w samem sobie« utrzymać swe znaczenie. I ta droga wyjaśnienia jest, jak się rzekło, fałszywa, lecz przynajmniej wyjaśnienie to samo w sobie jest rozumne i da się psychologicznie obronić. –

4.
– Wskazówką ku w ł a ś c i w e j drodze było mi pytanie, co mają właściwie ukute przez rozmaite języki określenia »dobrego« oznaczać pod względem etymologicznym: wtedy odkryłem, że wszystkie społem naprowadzają n a t ę s a m ą p r z e m i a n ę p o j ę ć, że

11

w przeciwstawieniu do ciemnych. wkońcu znaczące dobry. zakorzeniony w świecie współczesnym w stosunku do wszystkich zagadnień rodowództwa. przedewszystkiem jako ciemnowłosego (»hic niger – est «) jako przedaryjskiego tubylca na ziemi italskiej. który jest prawdziwy i potem przez zwrot subjektywny. »gminny«. naprzykład »bogatymi«. mówiąc nawiasem. czarnowłosych pramieszkańców. przechodzi to znaczenie w dziś używane. Rozwój ten biegnie równolegle z owym drugim. prawdziwego jako prawdomównego. i ten to wypadek tu nas obchodzi. nie będzie rzeczą małej wagi stwierdzić. który z powodów słusznych c i c h y m problematem nazwany być może i wybrednie ku nielicznym jeno zwraca się uszom. winien temu tamujący wpływ. który barwą odcinał się od doszłych do władzy zdobywców płowej. gdy się rozkiełzna aż do nienawiści. który posiada rzeczywistość. pospolitego człowieka. odpowiednio też w erańskim i słowiańskim). – 5. »nizki«. ubocznej myśli. poprostu jako przeciwieństwo dostojnego. I to aż do najefektywniejszej pozornie dziedziny wiedzy przyrodniczej i psychologii. aż ostatecznie słowo to. Celtowie. Jaką jednak szkodę przesąd ten. Wprawdzie zwą siebie może w najczęstszych wypadkach poprostu wedle swej wyższości pod względem mocy (»możnowładcami«. oznaczających »dobry«. że dokonano go dopiero tak późno. »rozkazodawcami«) lub wedle najwidoczniejszych oznak tej wyższości. W tej fazie przemiany pojęcia staje się to słowo hasłem i odzewem szlachty i przybiera całkowicie znaczenie »szlachecki«. w którym kierunku trzeba szukać etymologicznego pochodzenia. okazuje osławiona sprawa Buckla. jeśli się owe (dające się zauważyć na staranniejszych mapach etnograficznych Niemiec) pasy istotnie ciemnowłosej ludności wiąże z jakiemś celtyckiem pochodzeniem i zmieszaniem krwi. czysty. »posiadającymi« (takie znaczenie ma wyraz a r y a. z jaką wszystkie dotąd przemawiały wulkany. który jest naprawdę. Najwymowniejszym przykładem ostatniego jest sam niemiecki wyraz »schlecht«. szlachetny. jak to jeszcze Virchow czyni: raczej wybija się na tych miejscach p r z e d a r y j s k a ludność Niemiec. pozostaje i niejako dojrzewa słodko do określenia duchowej noblesse. W słowie jak i (plebejusz w przeciwieństwie do ) podkreślona jest tchórzliwość: to może daje wskazówkę. Co do n a s z e g o problematu. jeszcze bez podejrzliwej. po upadku szlachty. której wyrazem jest megaryjski poeta Theognis. Przynajmniej język gaelijski podał mi dokładnie odpowiadający wypadek – fin (naprzykład w nazwie Fin-Gal}. »szlachetny« w stanowem znaczeniu jest podstawowem pojęciem. który wywiera przesąd demokratyczny. dla odgraniczenia od k ł a m l i w e g o pospolitego człowieka. naprzód szlachta grecka. wybuchnął znowu na swej rodzimej ziemi. »duchowo uprzywilejowany«. »schlechterdings« – i oznaczał pierwotnie prostego. prześwieca ten rys główny. który j e s t. aryjskiei rasy. Mniej więcej za czasów wojny trzydziestoletniej. Ukuty na to wyraz oznacza wedle źródłosłowu tego. że częstokroć jeszcze w słowach i źródłosłowach. więc dość późno. który pojęcia »pospolity«. W łacinie malus (obok którego stawiam ) mogło określać człowieka pospolitego jako ciemnobarwnego. »panami«. wyrządzić może szczególnie moralności i historyi. gwałtownie jak wulkan błotny i z ową przesoloną wrzaskliwą wymową prostacką. Nazywają się naprzykład »prawdomównymi«. »szlachetny«. – W sprawie genealogii moralności zdaje mi się to istotnem wniknięciem. . po którym dostojni poczuwali się właśnie ludźmi wyższego rzędu. dającego się różnie wykładać. słowo odróżniające szlachtę. który jest pochodzenia angielskiego. o czem tylko nadmieniam. Lecz także wedle t y p o w e g o r y s u c h a r a k t e r u. który jest identyczny z »schlicht« – porównaj »schlechtweg«. z którego rozwija się nieodparcie pojęcie »dobry« w znaczeniu duchowo »dostojny«. Niesłuszna jest. pierwotnie płowogłowy. byli stanowczo rasą płową. jak go pojmuje i przedstawia Theognis. przedzierzga ostatecznie w pojęcie »zły«. p l e b e i z m ducha współczesnego. (To samo stosuje się prawie do całej 12 .wszędzie »dostojny«. »dobrze urodzony«.

r a s a p a n ó w. powodujących choroby skórne. ledwie dziś wyobrazić sobie można. nie stanowi jeszcze wyjątku (acz do wyjątków daje sposobność). przypominające jej funkcyę kapłańską. ich samohipnotyzowanie na sposób fakira i bramina – braman. po części uczuciowo-wybuchowych nawyknieniach. który się myje. w których tkwi najskuteczniejszy antydot przeciw wszelkiej histeryi. tej najprymitywniejszej formy społecznej. żądza panowania. nie wiele więcej! Z drugiej oczywiście strony z całego ustroju zasadniczo kapłańskiej arystokracyi jasno wynika. miłość.. który nie sypia z brudnemi kobietami z motłochu. choroba. czy demokracya nowoczesna i jeszcze nowocześniejszy anarchizm. zewnętrznie. gdzie. lecz i pycha. co oni sami. który ma odrazę do krwi. o ucieczce »na pustynię« (Weir Miczelowska izolacya. że mogę łacińskie bonus wyłożyć jako »wojownik«: przypuściwszy. powodującą gnicie i wyrafinowanie metafizykę kapłanów. Widać. to jest Aryjczyków. Więc bonus. O tem jednak. oczywiście bez następującego po niej tuczenia i bez przekarmiania. wspólna dziś wszystkim socyalistom Europy. odwróconych od działania. wliczywszy w to całą wrogą zmysłom. jako wojownik. Tu przeciwstawiają się naprzykład po raz pierwszy »czysty« i »nieczysty« jako oznaki stanowe. fizyologicznie także nie chyli się ku upadkowi ? . nicością (lub Bogiem: – pożądanie owej unio mystica z Bogiem jest pożądaniem buddystów. – nic więcej. a mianowicie owa skłonność do komuny.. wyrzeka się pewnych potraw. Istotnie. o wstrzemięźliwości płciowej. męża rodu boskiego? I być jednoznaczne z ludową (pierwotnie szlachecką) nazwą Gotów? Uzasadnienia tego domysłu nie należą tutaj. ciasno. których nawet Achilles wolnoduchostwa nie przesadzi bez grozy. U kapłanów staje się właśnie w s z y s t k o niebezpieczniejszem. »Czysty« jest to zrazu jedynie człowiek. Samo nasze niemieckie »gut«: nie miałoż oznaczać »den göttlichen. nirwanie – i niczem więcej!). I także tu dochodzi później pewne »dobrze« i »źle« już nie w znaczeniu stanowem do rozwoju. w jakim stopniu wszystkie pojęcia dawniejszej ludzkości rozumiano początkowo z gruba. z pewną słusznością możnaby 13 . o poście. cnota. zawarte owo duonus). – czyż nie można rzec. w krótkości czaszki. dlaczego tu właśnie przeciwieństwa ocen tak wcześnie pogłębić i zaostrzyć się zdołały w sposób tak niebezpieczny. wybujałość. jako człowiek żyjący w sprzeczce. nie jest w gruncie rzeczy olbrzymim o d d ź w i ę k i e m – i czy rasa zdobywców. jeśli najwyższa kasta jest zarazem kastą k a p ł a ń s k ą i stąd dla wspólnego swego określenia wysuwa na czoło orzeczenie. niezgrabnie. jako lekarstwo przeciw chorowitości tej wynaleźli. właśnie i szczególnie n i e s y m b o l i c z n i e. W tem prawidle. że pojęcie polityczne pierwszeństwa przechodzi zawsze w pojęcie duchowe pierwszeństwa. że słusznie sprowadzam bonus do starszego duonus (porównaj bellum = duellum = duen-lum. co w starym Rzymie stanowiło »dobroć« w mężu.) Sądzę. nietylko środki kuracyjne i sztuki lecznicze. skierowanem ku nicości. po części w zadumie pogrążonych. z której miało wyzwolić? Nawet ludzkość odchorowywa jeszcze następstwa tych kapłańskich naiwności kuracyjnych! Pomyślmy naprzykład o pewnych formach dyety (unikanie mięsa). rozdwojeniu (duo). – 6. i rzeczywiście ostatecznie rozwarły one między człowiekiem a człowiekiem przepaści. używane jako guzik szklany i idée fixe – i ostateczny zbyt łatwy do pojęcia ogólny dosyt ze swoją radykalną kuracyą. chorowitość kiszek i neurastenia. ideału ascetycznego). w barwie. zdaje mi się. czepiająca się nieuchronnie kapłanów wszystkich czasów. może nawet w intelektualnych i socyalnych instynktach: któż nam zaręczy. zbyt szeroko lub zbyt symbolicznie: przeciwnie. których następstwem wydaje się owa. bystrość. Wreszcie należy przestrzec by tych pojęć »czysty« i »nieczysty« nie brać z góry zbyt ciężko. że wkońcu w swych skutkach późniejszych okazało się stokroć niebezpieczniejszem od choroby. zemsta.Europy: w istocie rzeczy rasa podbita wzięta tamże ostatecznie znowu górę. Już od początku jest coś n i e z d r o w e g o w takich arystokracyach kapłańskich i w panujących tam.

przejrzeć. Żydzi. że dopiero na gruncie tej z a s a d n i c z o-n i e b e z p i e c z n e j formy istnienia człowieka.. przygody. którego w nie tchnęli bezsilni: – weźmy w tej chwili największy przykład. a zarazem to. Żydzi to przeciwko arystokratycznemu zrównaniu wartości (dobry = dostojny = możny = piękny = szczęśliwy = bogumiły) odważyli się z przejmującą lękiem konsekwencyą na przewrót i zębami otchłannej nienawiści (nienawiści bezsilnych) utrzymali go. jak łatwo kapłańska ocena wartości może się od rycerskoarystokratycznej odgałęzić i potem dalej rozwijać w jej przeciwieństwo. Dzieje ludzkie byłyby zbyt głupią sprawą bez tego ducha. której podobnej nigdy nie było na ziemi – wyrosło coś również bezprzykładnego. jeśli o wojnę chodzi! Kapłani są. w czem tkwi silna. chorzy. najbardziej zaczajonej mściwości kapłańskiej. Co się tyczy potwornej i ponad wszelką miarę fatalnej inicyatywy. wartości przemieniającej nienawiści. szkaradni są jedynie niewinni. n a j g o r s z y m i w r o g a m i – czemuż to? Bo są najbezsilniejsi. – wy zaś.też dodać. który dwutysiączne ma za sobą dzieje i który dlatego jedynie usunął się nam dziś z przed oczu. »gwałcicielom«. taniec. n o w a m i ł o ś ć. swobodna. nie warto słowa w porównaniu z tem. 8. Tak jedynie przystało właśnie narodowi kapłańskiemu.. jak wiadomo. to przypominam zdanie.. łowy. radosna czynność.. więc przez akt z e m s t y n a j b a r d z i e j d u c h o w e j. Takie zaś jest to zdarzenie: z pnia owego drzewa zemsty i nienawiści. że mianowicie ze zjawieniem się Żydów zaczyna się b u n t n i e w o l n i k ó w n a p o l u m o r a l n o ś c i. nawet przelewne zdrowie. nizcy są jedynie dobrzy. że dopiero tu posiadła dusza ludzka w pewnem wyższem znaczeniu g ł ą b i stała się z ł a – a to są przecie dwie zasadnicze formy dotychczasowej wyższości człowieka nad resztą zwierząt!. co jest warunkiem ich utrzymania. że »nędzni jedynie są dobrzy biedni. które przy innej wypowiedziałem sposobności (»Poza dobrem i złem« str. Kapłańsko-dostojna ocena wartości ma – jak widzieliśmy – inne warunki: dosyć złe dla niej. »panom«. »dzierżycielom mocy«. wy też na wieki będziecie zgubieni.. formy kapłańskiej. cierpiący. bezsilni. Temu nie można się dziwić: wszystkie sprawy d ł u g o t r w a ł e trudno jest ujrzeć. W szczególności bodźcem do tego za każdym razem jest. jeśli kasta kapłańska i wojownicza zazdroszczą sobie wzajem i nie chcą się zgodzić z sobą na punkcie ceny. Wiadomo. okrutni. dostojni i gwałciciele.. W historyi świata najbardziej nienawidzili zawsze kapłani. bogate. narodowi. k t o wziął w spadku tę żydowską przemianę wartości. kwitnące. niedostatni. mianowicie.. dla nich tylko jest zbawienie. na wieki wieków jesteście źli. bezbożni. – Nie rozumiecie jednak tego? Nie macie oczu na coś. – Czytelnik odgadł już zapewne. 126 i nast. Z niemocy wyrasta w nich zawiść do potworności niepokojącej. Wszystko. bo ideały stwarzającej. którą dali Żydzi tym najbardziej zasadniczym z wszystkich wyzywów wojennych. który na wrogach swoich i gwałcicielach umiał sobie zdobyć ostatecznie zadośćuczynienie tylko przez radykalną przemianę ich wartości. nienawidzili zarazem najgienialniej: – wobec ducha zemsty kapłańskiej wszelki inny duch nie wchodzi wogóle w rachubę. do najwyższej duchowości i jadowitości. najwyższa i najwznioślejsza z wszystkich ro14 . – najwyższej i najwznioślejszej. bo – zwyciężył. rozpustni. co przedsiębrano na ziemi przeciwko »dostojnym«. co przeciwko nim Ż y d z i zdziałali. ów bunt. Założeniem ocen rycerskoarystokratycznych jest potężna cielesność. nienawiści żydowskiej. ten lud kapłański. nienasyceni. więc wojna. przeklęci... stał się człowiek wogóle z w i e r z ę c i e m z a j m u j ą c e m. 7. jedynie błogosławieni..). co potrzebowało dwuch tysiącoleci. by odnieść zwycięstwo?. potępieni!«. igrzyska i wogóle wszystko.

Zapewne. dobrze! żaden tedy lud nie miał bardziej wszechdziejowej misyi. miast go przyśpieszać? Otóż.. że sub hoc signo Izrael odnosił dotąd ciągle zemstą swoją i przemianą wszystkich wartości tryumf nad wszystkimi innymi ideałami. Skoro przez Żydów to się dokonało. Ten Jezus z Nazaretu. wyrachowanej zemsty. Czyżby nie powinien się przynajmniej nieco wyrafinować ?. niewątpliwie jednak zatrucie to u d a ł o s i ę. tego pozornego przeciwnika i rozprzężyciela swego. Pewnem jest conajmniej. przeciwnie! Ta miłość wyrosła z niej. temu przejmującemu grozą paradoksowi »Boga na krzyżu«.. wogóle jeszcze jakie prawo do istnienia.dzajów miłości: – i z jakiegoż innego pnia mogła też była wyróść ?. najskrajniejszego ostatecznego okrucieństwa i samoukrzyżowania Boga d l a z b a w i e n i a c z ł o w i e k a?... moralność człowieka pospolitego zwyciężyła.. w najczystszej jaśni i pełni słonecznej szeroko. Czyby też można obejść się bez niego? Quaeritur. jako wcielona Ewangielia miłości. niszczącą mocą dorównać mogło temu symbolowi »świętego krzyża«. podziemnej. że sam Izrael musiał się zaprzeć przed całym światem właściwego narzędzia swej zemsty. coraz szerzej rozwijająca się korona.. uważniejsze – wszak czasu dość.. wszystko w oczach żydzieje. coraz zachłanniej we wszystko. właśnie w tem mogłaby być jego pożyteczność. z jaką korzenie owej nienawiści zatapiały się coraz otchłanniej. Nie przypuszczajcie jednak. »Panowie« strąceni. temu misteryum niedającego się pomyśleć. nad wszystkimi ideałami d o s t o j n i e j s z y m i. jako jej korona. na tę właśnie przynętę bezmyślnie złapać się mogli? A z drugiej strony.« – Oto do mej przemowy epilog »ducha wolnego«. Można zwycięstwo to uważać za zatrucie krwi (pomieszało z sobą wszystkie rasy) – nie sprzeciwiam się. Pominąwszy kościół. »Wybawienie« rodzaju ludzkiego (mianowicie od »panów«) jest na najlepszej drodze. grzesznikom błogobyt i zwycięstwo – nie byłże on właśnie uwiedzeniem w najbardziej niepokojącej i nieodpartej formie. ażeby »świat cały«. – 9. jako przeciwieństwo nienawiści żydowskiej! Nie. żem milczał. jak czegoś śmiertelnie wrogiego.. czyli »stado« lub jak wam się wreszcie nazwać podoba.. zwolna sięgającej.. gdyby nie było kościoła? Mamy odrazę do kościoła. chorym. jako tryumfująca. ten »Zbawiciel«. Ja bowiem mam w tem miejscu wiele do przemilczenia.. to. lub chrześcijanieje. przysłuchiwał mi się dotąd i nie mógł wytrzymać.. jego tempo i krok mogą nawet teraz stawać się coraz wolniejsze. nie do trucizny.. Odpycha dziś raczej. zacnego zwierzęcia.. która w królestwie światła i wyży z tą samą siłą parła ku celom nienawiści. lubimy i my truciznę. przynoszący biednym. niż uwodzi. co sprzeciwia się wytworniejszej inteligencyi. czyżby wogóle można z głębi całego wyrafinowania ducha wymyślić j e s z c z e n i e b e z p i e c z n i e j s z ą p r z y n ę t ę? Coś. oszałamiającą. uwiedzeniem i drogą okrężną – właśnie ku owym ż y d o w s k i m wartościom i nowinkom ideału? Czyż nie na tej właśnie okrężnej drodze tego »Zbawiciela«. delikatniejsze. – »Lecz pocóż tu mówić jeszcze o d o s t o j n i e j s z y c h ideałach! Trzymajmyż się faktów: zwyciężył lud – czyli »niewolnicy«. uwodzeniu.. lub gminnieje (cóż zależy na słowach!). ogłuszającą. cichsze. Czy kościołowi na drodze tego celu przypada dziś jeszcze jakie k o n i e c z n e zadanie. o s i ą g n ą ł Izrael najwyższy cel swej wzniosłej mściwości? Czyż nie należy do tajemnych czarnych kunsztów prawdziwie wielkiej polityki zemsty. zdobyczy. Postęp tej trucizny skroś całe ciało ludzkości zda się niepowstrzymanym. dalekowidzącej. – 15 . prawdziwie współczesnemu smakowi.. jakoby wyrosła właśnie jako jakieś zaprzeczenie owego pragnienia zemsty. Któżby z nas był duchem wolnym. Zdaje się. czyli »motłoch«. mianowicie wszyscy przeciwnicy Izraela. jak to dostatecznie okazał. i przybić do krzyża. coby wabiącą. ponadto demokraty. jest on właśnie czemś grubem i chamskiem. co miało głąb i było złe. ku zwycięstwu. że hamuje on raczej i wstrzymuje ów postęp.

spoglądania w dół. aż wkońcu prawie wszystkie słowa. jako zupełni. dalekiem pozostanie od fałszerstwa. ani z samym sobą uczciwy i otwarty.10. »sabat«. »zły« jest tylko później zrodzonym. by wogóle działać. zbyt wiele lekceważenia. pospolitemu przypadające człowiekowi. – Bunt niewolników na polu moralności. duch jego kocha schówki. zasadniczego pojęcia »my dostojni. sfery pospolitego człowieka. moralność niewolnika mówi z góry »nie« wszystkiemu. Podczas gdy wszelka moralność dostojna wyrasta z tryumfującego potwierdzenia siebie samej. my szczęśliwi!« Jeśli dostojna ocena wartości targnie się i zgrzeszy przeciw rzeczywistości. wszystko. spoczynek. nie oddzielać działania od szczęścia. jak się w nie miesza ustawicznie i jak ocukrza je pewien rodzaj pożałowania. my piękni. wynachodzi jeno swoje przeciwieństwo. nawet zbyt wiele własnego uradowania. to dzieje się to w stosunku do sfery. w jakiem znaczeniu używane są ). i umieli również. kontrastowym obrazem w stosunku do jej pozytywnego. w którego barwie przeważa »nieszczęśliwy«. zbyt wiele odwracania oczu i zniecierpliwienia. W rzeczy samej miesza się do pogardy zbyt wiele niedbałości. – jej negatywne pojęcie »nizki«. »nizki«. co nie jest »nim samym«: i to »nie« jest jej czynem twórczym. uciskanych. jest wzbroniona i które wynagradzają ją sobie tylko zemstą w imaginacyi. co »inne«. nizkiego gminu. spoglądania z góry. jako roboczego niewolnika i zwierzę juczne) – i jak z drugiej strony »zły«. »nieszczęśliwy« nigdy nie przestały dla ucha greckiego brzmieć w tonie. by zdolna była przemienić swój przedmiot w istotną karykaturę i potwora. słowem b i e r n i e. potrzebuje najpierw zawsze świata przeciwnego i zewnętrznego. »pożałowania godny« (porównaj . co skryte. tem radośniej potwierdzić. że ressentiment samo twórczem się staje i płodzi wartości: ressentiment takich istot. to człowiek opanowany przez ressentiment nie jest ani szczery. nie musieli dopiero przez spojrzenie. j e g o 16 . Należy wsłuchać się w przychylne prawie odcienie. kryjome dróżki i wrota od tyłu. Przeciwnie dzieje się z dostojną oceną wartości: działa ona i rośnie spontanicznie. wkładane naprzykład przez szlachtę grecką w wszystkie słowa. reakcya czynu. odprzężenie umysłu i wyciągnięcie członków. ogłuszenie. która i w pogardzie nie sprzeniewierzyła się sobie (– filologom niechaj przypomniane będzie. To odwrócenie ustanawiającego wartości spojrzenia – ten k o n i e c z n y kierunek na zewnątrz. że f a ł s z u j e obraz pogardzanego. Moralność niewolników. by siebie z tem większą wdzięcznością. u których występuje ono zasadniczo jako narkoza. która nie jest jej dostatecznie znana. zaczyna się tem. ma powab dla niego. przeto z k o n i e c z n o ś c i czynni ludzie. jako j e g o świat. dwa ostatnie określają właściwie człowieka pospolitego. zemsta bezsilnego dopuszcza się – oczywiście in effigie – względem swego przeciwnika. ani naiwny. konstruować sztucznie swojego szczęścia. któremi odróżnia od siebie motłoch. by powstać. co »poza nim«. owszem przeciw której prawdziwemu poznaniu broni się ona ostro: nie rozumie w danym razie pogardzanej przez siebie sfery. na wskroś życiem i namiętnością przepojonego. w danym razie wmawiać. względności. arystokratycznej oceny wartości. pozostały ostatecznie jako wyrazy na »nieszczęśliwy«. że w każdym razie uczucie pogardy. z drugiej strony należy rozważyć. – być czynnym wliczają z konieczności do szczęścia (skąd swój początek wywodzi) –wszystko to w zupełnem przeciwieństwie do »szczęścia« na szczeblu bezsilnych. Jest to dziedzictwo starej. w k łam y w a ć (jak to wszyscy ludzie opanowani przez ressentiment czynić zwykli). Jego dusza z e z u j e. potrzebuje. mówiąc fizyologicznie. owych od jadowitych i nieprzyjaznych uczuć ropiejących ludzi. skierowane na wrogów swych. my dobrzy. zgodziwszy się nawet na to. miast wstecz ku samemu sobie – jest właśnie właściwe uczuciu ressentiment. – jej akcya jest z gruntu reakcyą. siłą uposażeni. bladym. »Dobrze urodzeni« czuli się właśnie »szczęśliwymi«. którym właściwa reakcya. podniet zewnętrznych. szlachetniejszej. »pospolity«. Podczas gdy człowiek dostojny żyje ufnie i otwarcie przed samym sobą ( »szlachetnie urodzony« podkreśla nuance »szczery« a również i »naiwny«). wyrozumiałości. którego zepchnięta nienawiść. pokój.

który koncypuje zasadnicze pojęcie »dobry« naprzód i spontanicznie. w puszczy wynagradzają sobie napięcie. swoich przykrości. k t o jest właściwie »zły« w znaczeniu moralności. Najściślejsza odpowiedź: w ł a ś n i e »dobry«. niż jakakolwiek inna rasa dostojna. i to jako zasadnicze pojęcie. nie wiele lepsi. tam. spełnia się i wyczerpuje w natychmiastowej reakcyi. możny. Nawet ressentiment dostojnego człowieka. jako radosne potwory. początek.. Tutaj jednemu bynajmniej nie chcemy przeczyć: kto tych »dobrych« poznał tylko jako wrogów. przeinaczony. przystawka. tylko takiego. w których nieuniknione jest u wszystkich słabych i bezsilnych. podpaleń. Taki człowiek właśnie otrząsa z siebie jednym podrzutem wiele robactwa. tylko przebarwiony. gdzie się zaczyna co obce. czci. panowania nad sobą. wymyśli sobie »dobrego« – samego siebie!. mianowicie z samego siebie i stąd dopiero stwarza sobie wyobrażenie »lichy«! To »lichy« pochodzenia dostojnego i owo »zły« z kotła nienasyconej nienawiści – pierwsze jako twór późniejszy. Nie móc zbyt długo pamiętać swoich wrogów. delikatności. jeśli się pojawia w nim. drugie natomiast jako oryginał.. o b c z y z n a. jego twórczość: powziął on koncepcyę »złego wroga«. dlatego nie z a t r u w a: z drugiej strony nie występuje ono wcale w niezliczonych wypadkach. wierności. któremu się nie trzymały pamięci żadne wyrządzane mu obelgi i podłości. Zgoła więc przeciwnie. kształtującej. które może po okropnym szeregu mordów. którem patrzy ressentiment. na czekaniu. właśnie dostojny. którzy dzięki obyczajowi. po których wszelkiego czasu poznawały się dusze dostojne. pewne dzielne gnanie na oślep czy to ku niebezpieczeństwu. wykwintną przymieszkę zbytku i wyrafinowania: – jest ona bowiem w nich daleko mniej zasadnicza. w którym niema nic do pogardzania. zna się on na milczeniu. z którego. pozornie temu samemu pojęciu »dobry« przeciwstawione słowa »lichy« {schlecht) i »zły« (böse) Lecz to n i e jest to samo pojęcie »dobry«: raczej zapytać przecie należy. jako swego odznaczenia. spowodowane długiem zamknięciem i ujęciem w płoty pokoju. Ci sami ludzie. bo – zapominał). a b a r d z o w i e l e do czczenia! Natomiast przedstawcie sobie »wroga«. – i w tem właśnie jest jego czyn. niż doskonała pewność funkcyi regulujących instynktów n i e ś w i a d o m y c h lub nawet pewna nieroztropność. w których jest nadwyżka plastycznej. i który dlatego tylko nie mógł przebaczać. będzie też czcić roztropność w zgoła innej mierze: mianowicie jako pierwszorzędny warunek istnienia. czy to na wroga. Tam używają zwolnienia od wszelkiego przymusu społecznego.pewność. opanowanej przez ressentiment. jak go pojmuje człowiek opanowany przez ressentiment.. władnący. wdzięczności. a bardziej jeszcze przez wzajemne strażowanie się i zazdrość inter pares tak surowo trzymają się w karbach i którzy z drugiej strony w stosunku do siebie okazują się tak wynalazczymi na punkcie względności. podczas gdy w ludziach dostojnych ma roztropność lekką. Rasa takich. przeciwnej moralności. Ileż już czci dla swego wroga ma człowiek dostojny! – a taka cześć jest już mostem do miłości. jako odbicie i przeciwieństwo. – ci sami są nazewnątrz. zwyczajowi. wdzięczności i zemsty. 11. j e g o uciecha. nawywrót widziany jadowitem okiem. które się w innych wżera i w nim jedynie jest możliwa – przypuściwszy. lub owa marzycielska nagłość gniewu. On pragnie przecie wroga swego dla siebie. właściwy c z y n w pojęciu moralności niewolniczej – jakże różne są te oba. na niezapominaniu. on nie zniesie przecie żadnego innego wroga.. gojącej i zapomnieniem darzącej siły (dobrym tego przykładem z nowoczesnego świata jest Mirabeau. poznał też tylko z ł y c h w r o g ó w. czci. niż wypuszczone drapieżce. »z ł e g o«. na tymczasowem zmniejszaniu się i upokarzaniu. dumy i przyjaźni. miłości. nawet swoich z ł o c z y n ó w – to oznaka silnych pełnych natur. niż u dostojnego. zgwałceń i znę17 . opanowanych przez ressentiment ludzi stanie się wkońcu z konieczności r o z t r o p n i e j s z a. że jest wogóle na ziemi możliwa – właściwa »m i ł o ś ć dla swoich wrogów«. barwa dopełniająca. p o w r a c a j ą ku niewinności sumienia drapieżców.

tej wspanialej. germańska. że z n a c z e n i e w s z e l k i e j k u l t u r y leży właśnie w tem. spiżu: nie umiał on sobie z sprzecznością. że . Na dnie wszystkich tych ras dostojnych nie należy przeoczać drapieżcy. bohaterowie homeryczni. srebrze. sprzedanych : epoce spiżu. ta nieobliczalność. lecz któżby po stokroć nie wolał bać się. z jakiem przez całe stulecia Europa przyglądała się wściekłemu szalowi płowej bestyi germańskiej (aczkolwiek pomiędzy starymi Germanami a nami Niemcami nie ostało się żadne powinowactwo pojęcia. uważać za właściwe n a r z ę d z i a k u l t u r y. toby należało bezsprzecznie wszystkie owe instynkty reakcyi i ressentiment. zimnej. co się i tak dziś za »prawdę« uważa. że to robactwo »człowiek« na pierwszym jest planie i mrowi się. Raczej coś przeciwnego byłoby nietylko prawdopodobne – nie! jest to dziś o c z y w i s t e! Ci przedstawiciele owych w dół gniotących. w owej sławnej mowie pogrzebowej. nauczył się już czuć siebie celem i szczytem. którą mu nastręczał wspaniały. twardej. we wszystkich uciechach zwycięstwa i okrucieństwa – wszystko to składało się dla cierpiących z tego powodu na obraz »barbarzyńcy«. zniedołężnienia. w przekonaniu. Zgodziwszy się na to. które w nim miały własnych praszczurów. dla tego ukrytego podłoża potrzeba co pewien czas wyładowania. niedorzeczna. japońska. p ł o w e j b e s t y i. życia. Zwróciłem raz uwagę na zakłopotanie Hezyoda. dyszących żądzą odwetu instynktów. arabska. potem epoce spiżowej w sposób. Głęboka. ciała. którym kazał teraz następować po sobie. to niewątpliwe. – Nie obawa. skoro do władzy dojdzie. zmniejszenia. nawet nieprawdopodobieństwo jej przedsięwzięć – Perykles podnosi i kładzie nacisk na Ateńczyków – obojętność i pogarda dla bezpieczeństwa. by z drapieżnego zwierza »człowieka« wyhodować obłaskawione. gdy Perykles mówi Ateńczykom. i teraz znowu – jest zawsze jeszcze oddźwiękiem owego niewygasłego przerażenia. iż prawdziwe jest. poradzić inaczej. raczej to. »Wandala«. – oni przedstawiają c o f a n i e s i ę ludzkości! Te »narzędzia kultury« są hańbą człowieka i raczej podejrzeniem. Właśnie rasy dostojne pozostawiły pojęcie »barbarzyńcy« na wszystkich śladach swojego pochodu. w szczególności wszelkiej ludności przedaryjskiej. że ma pewne prawo czuć się takim. ograbionych. wznosząc sobie wszędzie nieprzemijające pomniki dobrego i z ł e g o«). bez czucia i sumienia. szalona. lecz przytem nie móc pozbyć się bardziej odrażającego widoku nieudaności. a cóż dopiero krwi). jakby spełnili jeno psotę uczniacką. że nie mamy już czego bać się w człowieku. lodowa nieufność. gdy wymyślał następstwo epok kulturalnych i starał się je wyrazić w złocie. katowanych. przez co wcale jeszcze nie powiedziano. przeciwdowodem względem »kultury« wogóle! Można mieć zupełną słuszność. musi znów wrócić do puszczy: – szlachta rzymska. »człowiekiem wyższym«. lecz zarówno grozą przejmujący. Ta »śmiałość« ras dostojnych. jakoby i c h p r z e d s t a w i c i e l e byli zarówno wyobrazicielami samej kultury. skandynawscy wikingowie – wszyscy jednako czuli tę potrzebę. Najpierw epoce bohaterów i półbogów z Troi i Teb. nagła w swym wyjawie. że poeci znów na długo będą mieli co opiewać i sławić. jak się rzekło. z w i e r z ę d o m o w e. o ile w prze- 18 . świat Homera. srogiej. jeśli ktoś nie może się wyzbyć obawy przed płową bestyą na dnie wszelkich ras dostojnych i ma się na baczności. wygody. »złego wroga«. z których pomocą szczepy dostojne i ich ideały zostały w końcu zhańbione i przemożone.cań się odchodzą z junactwem i równowagą duchową. tak jak ten świat zachował się w pamięci szczepów dostojnych. – ba. niż dzieląc jedną epokę na dwie. coś jakby »Gota«. «ku wszystkim lądom i morzom utorowała sobie drogę śmiałość nasza. jej przerażająca pogoda i głęboka rozkosz w wszelkiem niszczeniu. cywilizowane zwierzę. myślą dziejów. ten nieuleczalnie mierny i niepokrzepiający. jeśli zarazem podziwiać może. ci potomkowie wszelkiego europejskiego i nieeuropejskiego niewolnictwa. gwałtem dyszący. którą Niemiec wzbudza. zatrucia ? A czyż nie jest to n a s z a fatalność? Cóż wywołuje dziś n a s z ą niechęć ku »człowiekowi«? – bo człowiek nam d o l e g a. niż n i e bać się. zwierzę musi na wierzch się wydobyć. »człowiek obłaskawiony«. za zdobyczą i zwycięstwem lubieżnie węszącej. wszystko miażdżącej i krwią zlewającej. w jaki ten sam świat jawił się potomkom zdeptanych. uprowadzonych. jeszcze najwyższa ich kultura zdradza świadomość tego i nawet dumę (naprzykład.

Cóż jest właśnie dla mnie najnieznośniejsze? To. bo widok ten nuży. (i skamieniałym w niej zasadniczym błędom rozumu).. Widok człowieka już nuży – czemże dziś jest nihilizm. chorowitości. – Jednak zawróćmy: problemat i n n e g o początku »dobrego«.rwach nadmiaru nieudaności. Tak samo bowiem. szczęśliwego. 13. Nie widzimy dziś nic.. że porywają małe jagnięta. – Że jagnięta czują urazę do wielkich ptaków drapieżnych. domaga się skończenia. 12. jak żądać od słabości. kochamy je nawet: niema nic smaczniejszego nad delikatne jagnię«.. jak go wymyślił sobie człowiek opanowany przez ressentiment. jak lud oddziela błyskawicę od jej światła i to ostatnie 19 . dobrego. osamotnienia? W gruncie rzeczy da sobie z wszystkiem radę.. to nie dziwota: lecz to jeszcze nie powód. chrześcijańskość – człowiek. niedostatku. pragnieniem wrogów i oporów i tryumfów.. to nie można takiemu postawieniu ideału nic zarzucić. by brać za złe wielkim ptakom drapieżnym. cześć dla niego. znowu kiedyś wydostanie się na światło. jakkolwiekby ptaki drapieżne nieco szyderczo na to spoglądały i może mówiły sobie: »my nie gniewamy się na nie. tryumfującego. jeśli nie t e m?.. chińszczyznę. jak właśnie samym popędem. pozwólcie mi jedno spojrzenie tylko rzucić na coś doskonałego. dalsze. przynajmniej jeszcze zdolnem do życia. nie jest niczem innem. że muszę wąchać trzewia nieudanej duszy!. przynajmniej życiu przyświadczającem. – Lecz kiedy niekiedy pozwólcie mi – rozumie się. jako że urodzony do podziemnego. gwoli któremubyśmy w i a r ę w c z ł o w i e k a zachować śmieli!. że to wciąż jeszcze wstecz i wstecz iść będzie. na te dobre jagnięta. jagnięciem – nie miałżeby być dobry?«... działaniem. mozołu. by objawiała się n i e jako siła. niepogody. znowu przeżyje swą złotą godzinę zwycięstwa – i znowu stoi wtedy.. gotów do tego. która wszelkie działanie rozumie jako uwarunkowane tem.. roztropność.. Znużyliśmy się c z ł o w i e k i e m. nadzieję i chęć ku niemu. – Nie tłumię w tem miejscu westchnienia i ostatniej nadziei. Bo tak ma się rzecz: zmniejszenie i wyrównanie człowieka europejskiego kryje n a s z e największe niebezpieczeństwo. by objawiała się jako siła. niezłomny.. chęcią owładnięcia. »podmiotem« i mylnie rozumie. to niewątpliwe. przeczuwamy. wojującego istnienia. Pewne quantum siły jest właśnie takiem quantum popędu woli. w coraz większą rozcieńczoność. cherlactwa. A jeśli jagnięta mówią między sobą: »te ptaki drapieżne są złe. obojętność. jak się urodził. jak łuk. owszem jego przeciwieństwem. – Żądać od siły. co chce się stać większem. a inaczej zdawać się może tylko dzięki zwodniczości mowy.. którem Europa dziś śmierdzieć poczyna. wygodę. – wraz z obawą przed człowiekiem postradaliśmy i miłość dla niego. który jest usprawiedliwieniem człowieka. jest równie niedorzeczne. aby nie była chęcią przemożenia. jeszcze trudniejsze. działania – owszem. znużenia. Ileżto zresztą człowiek nie wytrzyma niedoli. z czem ja sam dojść nie mogę do ładu. co nowe. jeśli istnieją sprzyjające niebianki. a kto jest jak najmniej ptakiem drapieżnym. który wszelka potrzeba tylko sprężniej jeszcze napina. w czem jeszcze bać się jest czego! Na człowieka. w coraz większą dobroduszność. potężnego. W tem właśnie tkwi grożące fatum Europy. poza dobrem i złem – na jedno spojrzenie. przeżycia. co mnie dusi i dławi? Zepsute powietrze! Zepsute powietrze! Że coś nieudanego zbliża się do mnie. stawać się będzie coraz »lepszym«. co działa. czuje się czemś przynajmniej względnie udanem. mierność. chęcią obalenia.. chceniem. do końca udanego. na jakiś dopełniający i wyzwalający pomyślny okaz człowieka. napięty.

mój panie wścibski i śmiałku. wyzyskują dla siebie tę wiarę i w gruncie nie zachowują nawet żadnej wiary żarliwiej. w serce tajemnicy. nie inni. umożliwiał owo wzniosłe oszustwo samych siebie. w którym każde kłamstwo uświęcać się zwykło. – cała wiedza nasza stoi jeszcze. tak moralność tłumu także oddziela siłę od zewnętrznych siły objawów. że kłamią. Lecz niema takiego podścieliska. słabi. Poczekaj pan jeszcze chwilkę. Cóż za dziwota. z a s ł u g ą. to jest dobrymi! a dobrym jest każdy. by nie »za wiele« czynić wobec wielkiego niebezpieczeństwa). dla słuchających na zimno i bez uprzedzenia. wykładające nawet słabość jako wolność. a to. lecz ten cierpki stan rzeczy. Jeśli uciśnieni. każąc błyskawicy świecić. lub też nie. że jest ptakiem drapieżnym. stawaniem się. niż źli. człeku o najniebezpieczniejszej ciekawości – teraz j a będę się przysłuchiwał.. właściwie nic innego. Pańskie oko musi przywyknąć wpierw do tego ułudnego. »podmiotów« (atom jest. siła powoduje« i t. nikogo nie zaczepi.. któremu jest p o z o s t a w i o n e d o w o l i. c z y n e m. kto nie działa przemocą. przemocą zgnębieni z mściwej chytrości bezsiły wmawiają w siebie: »pozwólcie nam być innymi. Tak! Dość! Mów pan teraz! Cóż się tam w dole dzieje? Wypowiedz. wyzbycie się uczucia. by rzec popularnie. Przyrodnicy nie czynią lepiej. 14. zemsta i nienawiść. skrycie tlące uczucia. jest to czynczyn: to samo zdarzenie stawia raz jako przyczynę. d u s z a) był może dlatego dotychczas na ziemi najlepszą podwaliną wiary. mający wolność wyboru »podmiot«. kto nikogo nie zadraśnie. niż »my. który wszystkiemu złemu schodzi z drogi i wogóle mało wymaga od życia. cierpliwi. jakeś pan mówił« – – Dalej! 20 . Nuże więc! Oto otwarta oku droga w ten ciemny warsztat. słyszę tem więcej. który zemstę Bogu przekazuje. Mają słabość na z a s ł u g ę łgarstwem przenicować. jeśli nie czynimy nic. że są tacy.. który jak my trzyma się w ukryciu. samopotwierdzenia. dobrze jest.. którą mają nawet owady (przecie udają martwość. mówiąc: »siła porusza. naprzykład. Jakieś przezorne. cichej. a potem jeszcze raz jako jej skutek. a drapieżnemu ptakowi jagnięciem: – zyskują tem przecie wobec siebie samych prawo w i n i e n i a ptaka drapieżnego. chytre. pokorni. nieodłączna rzeczywistość – była dobrowolnym wysiłkiem. jako z a s ł u g ę. – – »Nie widzę nic... Temu rodzajowi człowieka p o t r z e b a wiary w obojętny. takim podrzutkiem. jesteśmy niestety słabi. z instynktu samozachowawczości. d o c z e g o n i e j e s t e ś m y d o ś ć s i l n i«. sprawiedliwi« – nie znaczy to. słabym i uciemiężonym wszelkiego rodzaju. jako działanie podmiotu. gdy upośledzone. jak się na ziemi takie f a b r y k u j e i d e a ł y? Kto ma odwagę ku temu?. objawiać siłę. nie ulega wątpieniu – rzecz ma się. ta roztropność najniższego rzędu. Zdaje mi się. wyczekującej cnoty. czemś z wyboru. jego nieunikniona. czemś chcianem. tak samo kantowska »rzecz sama w sobie«). mieniącego się światła. cukrowa słodycz oblepia dźwięk każdy. niż tę. jak gdyby słabość słabego – to znaczy przecie jego i s t o t a. że jest p o z o s t a w i o n e w o l i s i l n e g o być słabym.uważa jako jej c z y n n o ś ć. – Czy chce kto spojrzeć nieco w dół. Podmiot (lub. co widzisz. p. przybrała dzięki owemu fałszerstwu i samoobłudzie bezsilny strój pełnej zaparcia się. ciche mruczenie i szeptanie ze wszystkich kątów i zakątków. zdeptani. że przeważnej liczbie śmiertelnych. działaniem. jego działanie. który się zwie błyskawicą. nikomu nie odpłaci w odwecie. »czyniciel« jest tylko zmyśleniem do czynienia dodanem – czynność jest wszystkiem. mimo cały swój chłód. pod uwodnym wpływem mowy i nie wyzbyła się jeszcze podrzuconych bękartów. niema żadnego »bytu« poza czynieniem. podobnie jak my. jak gdyby poza silnym istniało obojętne podścielisko. Tłum podwaja w gruncie czynność.

bez wątpienia. najkłamliwszym popisem ich artyzmu? Baczność! Te piwniczne zwierzęta. otwieram raz jeszcze uszy (ach! ach! ach! a z a t y k a m nos). To zwą »szczęśliwością«. może nawet przebaczeniem (»bo o n i nie wiedzą. że nędza ich jest wybraniem i odznaczeniem przez Boga. Lecz dość! dość! Nie wytrzymam dłużej. aby przez wieczność można doznawać w »królestwie bożem« odszkodowania za owo życie ziemskie »w wierze. których plwociny lizać muszą (n i e z trwogi. czego nienawidzą. jako »cierpliwość«. te mruki i pokątni fałszerze monet. jego wystawanie u drzwi. że nietylko są lepsi od możnych. Brak zaczepnoścł w słabym. na »posłuszeństwo« (mianowicie względem tego. gdzie f a b r y k u j e s i ę i d e a ł y – zda mi się. nie! w szczęściu. »w miłości«. Już aby t e g o dożyć. żeś jest między samymi ludźmi opanowanymi przez ressentiment?. Dante. w które jest bogaty. nie! nienawidzą »n i e s p r a w i e d l i w o ś c i«. – »Rozumiem. że nakazuje uległość – nazywają go Bogiem). kiedyś ma nadejść i ich »królestwo« – »królestwem bożem« zwą to poprostu. »w nadziei«. Boga s p r a w i e d l i w e g o nad bezbożnymi«. co już tak często mówili: »My dobrzy – my j e s t e ś m y s p r a w i e d l i w i – tego. – nawet potrzeba w i e c z n e g o życia. najśmielszym. – Dość! Dość! 15.– »a niemoc. upojenie słodkiej zemsty (– »słodszą od miodu« nazwa! ją już Homer). to nie ich bracia w nienawiści. to nie nadzieja zemsty. niemożność zemsty zwie się niechceniem zemsty. gdybyś tylko ich słowom ufał. pełne zemsty i nienawiści – cóż to one robią z zemsty i nienawiści? Czyś słyszał pan kiedy te słowa? Czybyś przypuszczał. »królestwa bożego« – t y m c z a s e m jednak żyją »w wierze«. lecz także. co jeszcze ich miłości pozostało na ziemi. czego pragną. Odszkodowania za co? Odszkodowania przez co ?. Teraz dopiero słyszę. co o n i czynią!«). szkołą. uległość wobec tych. jak mówią. choć siedzą w kupie i grzeją się wzajem – lecz mówią oni. doświadczeniem. – Dalej! – »Teraz dają mi do zrozumienia. na »dobroć«. bynajmniej nie z trwogi! lecz tylko. których się nienawidzi. trwożliwą nizkość na »pokorę«. najsubtelniejszym. że Bóg każe czcić wszelką zwierzchność) – że nietylko są lepsi. co jest szczytem ich raffinement. – A jakże nazywają to. lecz ich »bracia w miłości«. to nie ich wróg. – Nie! Jeszcze chwilę! Nie powiedzieli jeszcze nic o majstersztyku tych czarnych kunsztów. które z czarnego robią białe. w co wierzą i czego spodziewają się. mleko i niewinność. jeno »tryumfem s p r a w i e d l i w o ś c i«. że »jest im lepiej«. a może jeszcze czemś więcej – czemś. o którym mówią. co kiedyś wyrównane zostanie i wypłacone olbrzymiemi odsetkami w złocie.. nie szukającą odwetu. – nie zauważyłeś pan. – Dalej! – »Są nędzni. »bezbożności«. – W wierze w co? W miłości czego? W nadziei czego? – Ci słabi chcą bowiem. co czynią – my jedynie wiemy. nie nazywają odwetem. by kiedyś i o n i byli silni. nawet tchórzostwo. gdy z przejmującą lękiem prostotą ten nad bramą swego piekła poło- 21 . omylił się grubo. przyjściem ich królestwa.. lecz »zwycięstwo Boga. Mówią tu też o »miłości dla wrogów swoich« i pocą się przytem«. co jest im pocieszeniem we wszystkich cierpieniach ziemi – swą fantasmagoryę przypuszczonej przyszłej szczęśliwości? – »Co? Czy dobrze słyszę? Nazywają to »sądem ostatecznym«. może też jest ta nędza przygotowaniem. to. to też zwie się samą c n o t ą. nieunikniony dlań mus czekania dochodzą tu do pięknego imienia. że bije się psy. to. Zepsute powietrze! Zepsute powietrze! Ten warsztat. najbardziej duchowym. w każdym razie kiedyś będzie im lepiej. zda mi się. poza granicę śmierci. miłości i nadziei«... to niewątpliwe. śmierdzi od tych wszystkich kłamstw«. trzeba długo żyć. jak się rzekło: są przecie we wszystkiem tak pokorni. które najbardziej się lubi. wszyscy dobrzy i sprawiedliwi na ziemi«. panów ziemi.

– Zdążajmy do końca. Lub czy chcecie w silniejszym słyszeć to tonie. które poprzez wszystkie dzieje ludzkie dotychczas pozostało. Que tunc spectaculi latitudo! Q u i d a d m i r e r! Q u i d r i d e a m! U b i g a u d e a m! U b i e x u l t e m. A jakkolwiek ta druga wartość oddawna przeważa. »Beati in regno coelesti. 16... 2. sed in igne jaculati.. Dzięki zbawieniu rozporządzamy przecie innemi uciechami. scena komiczna i tragiczna) et omni stadio gratiora". czegoś o w i e l e s i l n i e j s z e g o. tunc xystici contemplandi non in gymnasiis. Hic est. że zaświadczy nam to wyraźnie taka w tych rzeczach powaga. Tomasz z Akwinu. niż być w rozdwojeniu pod każdym względem i być polem walki owych przeciwstawień. quem clam discentes subripuerunt. ut qui malim ad eos potius conspectum i n s a t i a b i l e m conferre. Ut talia spectes. Nad bramą chrześcijańskiego raju i jego wiecznej szczęśliwości mógłby być w każdym razie z większą słusznością wyryty napis: »i mnie stworzyła wieczna n i e n a w i ś ć« – przypuściwszy. ma Tertulian odtąd na myśli Żydów). dicam. quis tibi praetor aut consul aut quaestor aut sacerdos de sua liberalitate praestabit? Et tamen haec jam habemus quodammodo per f i d e m spiritu imaginante repraesentata. Samarites et daemonium habens. ne lactucae suae frequentia commeantium laederentur’. że się tymczasem coraz wyżej w górę wznosiła i właśnie przez to coraz bardziej pogłębiała i uduchowiała: tak że niema dziś może bardziej rozstrzygającego znaku »n a t u r y w y ż s z e j«. sputamentis dedecoratus. u t t a l i b u s e x u l t e s.. fabri aut quaestuariae filius (jak wykazuje ciąg dalszy. solutiores multo per ignem. której lekceważyć nie można.żył napis: »i mnie stworzyła miłość wieczna«. Ceterum qualia illa sunt. sabbati destructor. jeśli krwi chcemy. magis scilicet vocales (bardziej przy głosie. nisi quod ne tunc quidem illos velim vivos. zachwycony jasnowidz: »At enim supersunt alia spectacula. quibus animas aut nullas aut non in pristina corpora redituras affirmabant! Etiam poetas non ad Rhadamanti nec ad Minois. który swym chrześcijanom odradzał okrutnych rozkoszy publicznych widowisk – czemuż to? »Wiara użycza nam przecie daleko więcej – mówi. hic est ille arundine et colaphis diverberatus. cum ipso Iove et ipsis suis testibus in imis tenebris congemescentes Item praesides (namiestnicy prowincyi) persecutores dominici nominis saevioribus quam ipsi flammis saevierunt insultantibus contra Christianos liquescentes! Quos praeterea sapientes illos philosophos coram discipulis suis una conflagrantibus erubescentes. 29 ss. z ust tryumfującego ojca kościoła.) Credo circo et utraque cavea (pierwszy i czwarty rząd lub. ille nationibus insperatus. nie braknie jednak i dziś jeszcze miejsc. videbunt poenas damnatorum. A cóż dopiero oczekuje nas w dniu jego powrotu. Możnaby nawet rzec. u t b e a t i t u d o i l l i s m a g i s c o m p l a c e a t«. guibus nihil ad deum pertinere suadebant. ille ultimus et perpetuus judicii dies. gdzie nierozstrzygnięta walka dalej się toczy. oto mamy krew Chrystusa. miast atletów mamy swych męczenników. Możebyśmy nawet odgadli. czy- 22 . felle et aceto potatus. wyrażony pismem. spectans tot et tantos r e g e s. cum tanta saeculi vetustas et tot ejus nativitates uno igne haurientur. qui in coelum recepti nuntiabantur. wielki nauczyciel i święty. ille derisus. Cor. Te obie p r z e c i w s t a w n e wartości »dobry i lichy (schlecht)«. że prawda mogłaby być wypisana nad drzwiami do kłamstwa! Bo c z e m ż e jest szczęśliwość wieczna?. Symbol tej walki. de spectac. Hic est quem a Juda redemistis. mówi łagodnie jak jagnię. natury bardziej duchowej. tunc spectandus auriga in flammea rota totus rubens. ut resurrexisse dicatur vel hortulanus detraxit. sed ad inopinati Christi tribunal palpitantes! Tunc magis tragoedi audiendi. jeszcze gorsi krzykacze) in sua propria calamitate. c.. –. wedle innych. ’Hic est ille. quae nec oculus vidit nec auris audivit nec in cor hominis ascenderunt? (I. a w szczególności i to z Talmudu znane określenie matki Jezusa. lepiej jednak. »dobry i zły (böse)« toczyły na ziemi straszliwą. – P e r f i d e m : tak napisano. jego tryumfu!« – i teraz ciągnie dalej. tunc histriones cognoscendi. 9. tysiącolecia trwającą walkę. qui in dominum desaevierunt.

ten najdzikszy z wszystkich pisanych wybuchów. niejako swe antypodyczne monstrum. przeciwko żądzy zniżania. Kto na razie z w y c i ę ż y ł. Rzym odczuwał w Żydzie coś sprzecznego z samą naturą. wszędzie. Żydzi. przed rybakiem Piotrem. 23 . rozbrzmiało przeciwko starym łgarczym hasłom uczucia ressentiment o p i e r w s z e ń s t w i e n a j l i c z n i e j s z y c h. natarczywiej. dostojnej oceny wartości wszystkich rzeczy: nawet Rzym poruszał się. prościej. poniżania. co jej wynikiem być musiało.. Chińczyków lub Niemców. nad t o postawienie zagadnienia. by wyczuć. tkaczem kobierców Pawłem i matką owego.) Rzymianie byli przecie tak silni i dostojni. pod ciśnieniem nowego. ten najbardziej odosobniony i najpóźniejszy z późno zrodzonych. co jest pierwsze. opanowanym przez ressentiment par excellence. niż kiedykolwiek. byli owym narodem kapłańskim. z Żydami. niepokojące przebudzenie ideału klasycznego. wraz z tem. lecz prawie na przestrzeni pół ziemi.telnem. To podziwu godne: Rzym uległ bezsprzecznie. co się tam pisze. to śmiertelnie wrogie przeciwieństwo. ta synteza n i e c z ł o w i e k a i n a d c z ł o w i e k a. zwie się »Rzym przeciw Judei. W pewnem nawet bardziej decydującem i głębszem znaczeniu. staczania się wstecz i w zamierzch człowieka. jak przebudzony z letargu. wrzaskliwszego zapału! Wprawdzie zdarzyła się wśród tego rzecz najpotworniejsza. o takich nie śniono nawet nigdy. posiadającym nie mającą sobie równej gminnie-moralną genialność: porównajmy jeno pokrewnie uposażone ludy. najnieoczekiwańsza: starożytny ideał wystąpił c i e l e ś n i e z niesłychanym przepychem przed oczy i sumienia ludzkości. Nigdy nie słyszano na ziemi większego okrzyku radości. W Rzymie uważano Żyda za tego. o ile ma się słuszne prawo rozkwit i przyszłość rodzaju ludzkiego nawiązywać do bezwzględnego panowania wartości arystokratycznych. któremu ową miłośnie-marzycielską Ewangelię przypisuje – : tkwi w tem część prawdy. któremu »d o w i e d z i o n o nienawiści do całego rodu ludzkiego«: słusznie. przed t r z e m a Ż y d a m i. początkowo zwanego Jezusem. ma się rozumieć. dzięki owemu zasadniczo gminnemu (niemieckiemu i angielskiemu) ruchowi ressentiment który nazywają Reformacyą. aczkolwiek wiele fałszerstwa literackiego potrzeba było do tego celu. przeciwnie. Cóż natomiast odczuwali Żydzi względem Rzymu? Zgadujemy to z tysiącznych znaków. z przywróceniem Kościoła – zarazem przywróceniem dawnego mogilnego spokoju klasycznemu Rzymowi. każdy szczątek po nich. niż wówczas. Jużci zdarzyło się za Odrodzenia wspaniałe. które nienawiść ma na sumieniu. jaki istniał kiedykolwiek. że silniejszych i dostojniejszych dotąd jeszcze na ziemi nie było. doszła Judea raz jeszcze z Rewolucyą francuską do zwycięstwa nad ideałem klasycznym: ostatnia polityczna dostojność. jeżeli się odgadnie. jaka była w Europie. Rzym czy Judea? Ależ tu niema wątpliwości: zważmy tylko. gdzie się tylko człowiek obłaskawił lub obłaskawić się pragnie – . a w nim ucieleśniony problemat d o s t o j n e g o i d e a ł u s a m e g o w s o b i e – rozważcie. przed czem kłaniają się dzisiaj nawet w Rzymie. nazwaną Marya). Judea przeciw Rzymowi«: – nie było dotąd większego zdarzenia nad t ę walkę. – i raz jeszcze silniej. co to za problemat: Napoleon. każdy napis zachwyca. jako przed wcieleniem wszystkich najwyższych wartości – i nietylko w Rzymie. zbudowanego na nim zżydziałego Rzymu. jak wiadomo. skoro właśnie tę książkę nienawiści opatrzył imieniem apostoła miłości. dostojność siedmnastego i ośmnastego stulecia f r a n c u s k i e g o padła pod gminnymi instynktami uczucia ressentiment. a co piątorzędne. który przedstawiał widok ekumenicznej synagogi i zwał się »Kościołem«: lecz natychmiast zatryumfowała znowu Judea. zrównania. Lecz wystarczy przywieść sobie tylko na pamięć Apokalipsę Janową. rozbrzmiało straszliwie i porywająco przeciwne hasło p i e r w s z e ń s t w a n a j m n i e j l i c z n y c h! Jako ostatni drogowskaz k u i n n e j drodze zjawił się Napoleon.. (Nie należy zresztą niedoceniać głębokiej konsekwencyi chrześcijańskiego instynktu. i j e d n ą Ż y d ó w k ą (przed Jezusem z Nazaretu. wartości rzymskich.

– 24 . tak samo wszystkie czekają krytyki ze strony wiedzy medycznej. W rzeczy samej wszystkie tablice wartości. wszystkie »powinieneś«. że filozof ma rozwiązać p r o b l e m a t w a r t o ś c i. W s z y s t k i e umiejętności winny teraz torować drogę zadaniu filozofów. tak pojętemu.. że oddawna stało się dość jasne. by wyrazić publicznie i formalnie życzenie. – Czy na tem koniec? Czy to największe ze wszystkich przeciwstawień ideału zostało tem samem na wieczne czasy złożone ad acta? Czy tylko odroczone. znane historyi lub badaniom etnologicznym. jeszcze dłużej przygotowywany wybuch starego pożaru? Więcej jeszcze: czy właśnie t e g o nie należy sobie ze wszystkich sił życzyć? nawet chcieć? nawet żądać?. To bynajmniej n i e znaczy »Poza dobrem i lichem«. jak moi czytelnicy. temu trudno będzie dojść z tem prędko do końca. jak i właściwych uczonych filozofów z powołania.. Co się tyczy możliwości tego rodzaju. do czego zmierzam właśnie przez to niebezpieczne hasło.... w s z c z e g ó l n o ś c i b a d a n i a e t y m o l o g i c z n e. Dobro najliczniejszych i dobro najmniej licznych to dwa przeciwległe punkty zapatrywania na wartość. ma u s t a n a w i a ć s t o p n i e w a r t o ś c i. fizyologią i medycyną w najprzyjaźniejszą i najowocniejszą wzajemną wymianę. – a to powód wystarczający. wymagają przedewszystkiem f i z y o l o g i c z n e g o oświetlenia i wytłumaczenia.17. rozmyślać. Pytanie: j a k ą w a r t o ś ć ma ta lub owa tablica dóbr czyli »moralność«? należy stawiać w najrozmaitszych perspektywach. gdyby chodziło o wytworzenie silniejszego typu. przypuściwszy.. w każdym razie prędzej niż psychologicznego. którą nastręcza mi ta rozprawa. d o d z i e j ó w r o z w o j u p o j ę ć m o r a l n y c h?« – Z drugiej strony oczywiście należy pozyskać dla tych problematów (o w a r t o ś c i dotychczasowych ocen wartości) wspóudział fizyologów i medyków: przyczem niechaj zawodowym filozofom pozostawiona będzie i w tym poszczególnym wypadku rola obrońców i pośredników. pozostawiamy naiwności angielskich biologów. stawiam następujące zagadnienie. które ostatnia ma książka nosi na grzbiecie: »P o z a d o b r e m i z ł e m«. coby miało widoczną wartość ze względu na najwyższą niespożytość rasy (lub spotęgowanie jej siły przystosowawczej do pewnego klimatu lub na osiągnięcie największej liczby). zadaniu przyszłości. nie miałoby wcale tej samej wartości. abym sam doszedł do końca. na długo odroczone ?.. gdy im się na ogół udało przekształcić owe tak zaostrzone początkowo i nieufne stosunki pomiędzy filozofią. aby któryś z fakultetów filozoficznych przez rozpisanie szeregu nagród akademickich zechciał się zasłużyć około popierania studyów nad h i s t o r y ą m o r a l n o ś c i – może ta książka posłuży jako bodziec w tym kierunku. U w a g a. Czy znów kiedyś nie będzie musiał nastąpić jeszcze straszniejszy. nie można mianowicie rozbierać dość subtelnie kwestyi »wart d l a j a k i e g o c e l u?« Naprzykład coś. »J a k i e w s k a z ó w k i d a j e j ę z y k o z n a w s t w o. czego c h c ę. myśl rozwijać. Uważanie pierwszego za więcej wartościowy już s a m w s o b i e. wyjawiane dotąd przeze mnie tylko okolicznościowo w rozmowach z uczonymi: mianowicie. Korzystam ze sposobności.. które zasługuje na uwagę zarówno filologów i historyków.Kto w miejscu tem zacznie.

25 . „Nieczyste Sumienie” i tym podobne.ROZPRAWA DRUGA: „Wina”.

kto przeciwdziałającej sile. które postawiła sobie natura w stosunku do człowieka? Czy nie to jest właściwym problematem człowieka?.. jako warunek i przygotowanie. by w ten sposób rozporządzać swoją przyszłością. co zwę »obyczajnością obyczaju« (por. co odległe. które może p r z y r z e k a ć – czy nie to właśnie jest owem paradoksalnem zadaniem.. z którem nie można się uporać. jak się rzekło. właściwa p a m i ę ć w o l i: tak. uświadamia nam się w stanie trawienia (możnaby go nazwać »wduchawianiem«) nie więcej. wiązać myśli przyczynowo. bez obawy. podległym k o n i e c z n o ś c i. etykiety. prawidłowym i przeto obliczalnym. spokoju. – w tych mianowicie wypadkach. »uczynię«. które śmie przyrzekać – jak wam to już jasne zapewne – zawiera w sobie. Olbrzymia praca tego.. jej a k t. z a p o m i n a w c z o ś ć i. Właśnie to z konieczności zapominawcze zwierzę. tak zwane »wcielanie«. doświadczamy. nietylko niestrawność raz w zastaw danego słowa. Zadanie wyhodowania zwierzęcia. tyraństwa. Chwilowo zamknąć drzwi i okna świadomości. wchłaniamy.. Że problemat ten jest do pewnego wysokiego stopnia rozwiązany. kiedy się ma przyrzekać: nie jest to więc wcale tylko bierna niemożność pozbycia się raz wyrytego wrażenia. nast. nie być napastowanym przez wrzawę i walkę. Lecz czegóż to wszystko wymaga! Jakżeż to człowiek. że między pierwotne »chcę«. Zapominawczość nie jest jedynie jakąś vis inertiae. że wszystko to. żadnej dumy. w którym ten hamujący aparat uległ uszkodzeniu i źle działa. że obyczajność obyczaju i społeczny kaftan bezpieczeństwa u c z y n i ł y człowieka 26 . w najściślejszem znaczeniu pozytywną zdolnością hamującą. a właściwe wyładowanie woli. Jutrzenka str. formę t ę g i e g o zdrowia. strażniczki duchowego ładu. przeznaczania z góry (bo nasz organizm urządzony jest oligarchicznie) – oto korzyść. musiał wyuczyć się odróżniać zdarzenia konieczne od przypadkowych. nawet aktów woli. jak ludzie powierzchowni sądzą. tępoty i idyotyzmu. przedłużane chcenie raz chcianego. obliczać! Jakże człowiek wprzód sam musiał się stać o b l i c z a l n y m. żadnej nadziei. 24) – właściwa praca człowieka nad samym sobą w najdłuższym okresie rodzaju ludzkiego. czynnej zapominawczości. – Oto są właśnie długie dzieje powstania o d p o w i e d z i a l n o ś c i. pewna tabula rasa świadomości. jego cała p r z e d h i s t o r y c z n a praca. pamięć. niż ów cały tysiącoraki proces. na to. to dziwić musi tem bardziej tego. dla rządzenia. przyswoiło sobie zdolność przeciwną. p r a w i d ł o w y m. żadnego wesela. j a k o z a p r z y s z ł o ś ć! 2. której przypisać należy. swe wielkie usprawiedliwienie. zaręczyć za siebie. jest ona raczej czynną. ilekolwiekby w niej tkwiło srogości. w jakim odbywa się nasze cielesne odżywianie. nieco ciszy. 15. aby znów znalazło się miejsce dla czegoś nowego. szczegółów. lecz czynne n i e c h c e n i e pozbycia się. wogóle umieć liczyć. żadnego t e r a z – bez zapominawczości. aż wkońcu w sposób. patrzeć jak na obecne i umieć je przewidywać. podobny jest do dyspeptyka (a nietylko podobny) – który nie może się z niczem »uporać«. przewidywania. Wyhodować zwierzę. co przeżywamy. zadanie bliższe: u c z y n i ć wprzód człowieka do pewnego stopnia podległym konieczności. 21. że długi ten łańcuch woli pęknie. Człowiek. można śmiało wstawić świat nowych rzeczy. ma w tem swe głębokie znaczenie.I. oznaczać pewnie cel i środki ku niemu. by móc obliczać też siebie samego w stosunku do swego własnego wyobrażenia. jakby dalece nie było żadnego szczęścia. I tu natychmiast rozważyć należy. jednolitym. w którem zapomnienie stanowi silę. w jaki to czyni przyrzekający. równym wśród równych. wśród której podziemny świat naszych służebnych organów pracuje dla siebie i przeciw sobie wzajem. przedewszystkiem dla dostojniejszych funkcyi i funkcyonaryuszów. z której pomocą zawiesza w pewnych wypadkach zapominawczość w jej czynności. odźwiernej niejako. dostateczne przypisuje znaczenie.

czci lub gardzi. Chciałoby się nawet rzec. co tu ostatecznie zdobyte zostało i w niego wcielone. w tę wcieloną zapominawczość wtłacza się coś tak. rzadko. dających porękę (którym w o l n o przyrzekać). Stańmy natomiast na końcu olbrzymiego procesu. powaga. które spotykamy tu w jego najwyższem. choć nie śmieją. zostaje w pamięci« – oto naczelna zasada najstarszej (niestety i najdłużej trwającej) psychologii na ziemi. jak to sobie wyobrazić można. słowem człowieka z własną. Jakże długo musiał ten owoc w i s i e ć na drzewie. i z tą samą koniecznością. samemu sobie tylko równe. ten pan w o l n e j woli. d o c z e g o były tylko środkiem: a znajdziemy. gdzie społeczeństwo i obyczajny jego obyczaj wyjawiają nareszcie. bez mąk. ślubowano: przeszłość.»Wypala się ogniem. nad przyrodą i wszelkiem ukróconem w swej woli i nie dającem poręki stworzeniem? Człowiek »wolny«. – Swem sumieniem?. tajemnica. jak samowładca. 3. A jakże nazwie on ten instynkt dominujący. może nawet niema nic straszliwszego i niesamowitszego w całych przeddziejach człowieka nad jego m n e m o t e c h n i k ę. które znowu uwolniło się od obyczajności obyczaju. który przyrzeka. dojrzały owoc. owiewa nas i wzbiera w nas. niezawisłą. posiadacz długotrwałej i niezłomnej woli. że uczuje w sobie potrzebę słowa na to? Ależ nie ulega wątpliwości. jaką tem samem osiągnął wyższość nad wszystkiem. Tego prastarego problematu.. niktby nie śmiał był go obiecywać. nawet »wbrew losowi« – : z tą samą koniecznością będzie miał w pogotowiu kopnięcie dla głodnych psów gończych. wsiąkła w niego. które przyrzekają. bo czuje się dość silny. że ten samowładny człowiek zwie go swem s u m i e n i e m. czci – »zasługuje« na wszystko troje – i jak mu. by dotrzymać go nawet wbrew złym przypadkom. obawy. lecz i p ó ź n y owoc. a więc ś m i e ć r z e c »tak« o sobie także – to.. z jaką ongiś wszędzie na ziemi przyrzekano. prawie podziw budzącem ukształtowaniu. co nie przestaje b o l e ć. na co się spuścić można. w głąb jego najskrytszą i stała się instynktem. jakkolwiek wszystko w tem drzewie przygotowane było i właśnie do wydania go dążyło – »W jaki sposób stwarza się człowiekowi-zwierzęciu pamięć? Jak w ten częścią tępy. poręczano. z tem panowaniem nad sobą. częścią bezmyślny rozum chwili. dane jest koniecznie w dłoń i panowanie nad okolicznościami. – więc każdego. ile wzbudza on zaufania. długotrwałą wolą. czemu nie wolno przyrzekać i poręczać za siebie. uczucie dopełnienia człowieka wogóle. samorządne. najdłuższa. jako coś. Dumna świadomość nadzwyczajnego przywileju o d p o w i e d z i a l n o ś c i. który rzeczywiście ś m i e przyrzekać. który daje swe słowo. najgłębsza. który łamie swe słowo już w chwili. który skąpi zaufania. powoli. instynktem dominującym. przypuściwszy. świadomość tej rzadkiej wolności. ma za sobą długie dzieje i przemiany. wszędzie tam o d b i j a s i ę jeszcze coś z owej straszliwości. najtwardsza przeszłość. jako najdojrzalszy na tem drzewie owoc s a m o w ł a d n e i n d y w i d u u m. silnych. że gdziekolwiek dziś jeszcze na ziemi istnieje uroczystość. w każdym mięśniu drgającą świadomość tego.. Można odgadnąć z góry.. ma w tem posiadaniu i swoją m i a r ę w a r t o ś c i: ze swego patrząc stanowiska na innych. nie rozwiązano wcale subtelnymi odpowiedziami i środkami. i rózgę dla łgarza. gdy je ma na języku. gdy człowiek widział potrzebę stworzenia sobie pamięci. cierpki i kwaśny! A przez czas jeszcze dłuższy wcale nie było nic widać z tego owocu. właściwą świadomość mocy i wolności. który ś m i e p r z y r z e k a ć – a w nim dumną. niechętnie. tej mocy nad sobą samym i losem. Śmieć ręczyć za siebie i z dumą.. ten samowładca. aby pozostało obecne?« . bez ofiar. ilekroć stajemy się »poważni«. który w y r ó ż n i a. jak się rzekło.rzeczywiście obliczalnym.. tam gdzie dojrzewają ostatecznie owoce drzewa. z jaką czci sobie równych. Najstraszliwsze ofiary i za27 . Ten wyzwolony. jakżeby nie miał wiedzieć. Nie obeszło się nigdy bez krwi. posępne barwy w życiu ludzi i ludów. że to pojęcie »sumienie«. co ma zostać w pamięci: tylko to. nadobyczajne indywiduum (bo »samorządny« i »obyczajny« wykluczają się wzajem). darząc zaufaniem.

4. żadnej chęci wiedzy rzeczy przeszłych. gotowanie zbrodniarza w oliwie lub winie (jeszcze w czternastem i piętnastem stuleciu). które do prawdy nietylko w kruchym pozostają stosunku. – Lecz jakże przyszła na świat ta druga »posępna sprawa«. zarówno też smarowanie złoczyńcy miodem i rzucanie na pastwę muchom w skwarze słonecznym. zwana rozwagą.. ile trudów kosztowało osiągnięcie zwycięstwa nad zapominawczością i u p r z y t o m n i e n i e na stałe tym niewolnikom chwilowego uczucia i żądzy kilku prymitywnych wymogów społecznego współżycia. rozdzieranie i tratowanie końmi (»ćwiartowanie«). jeszcze mniej za szczególnie płochy i żyjący z dnia na dzień. że owszem trzeba zawsze dopiero w y s o k i e g o szczebla uczłowieczenia. Z pomocą takich obrazów i przykładów narzuci się wkońcu pamięci pięć. I prawdziwie! z pomocą takiej pamięci doszło się ostatecznie do »rozumu «! – Ach! rozum. by owe idee uwolnić od współzawodnictwa wszelkich innych idei. najokrutniejsze formy rytualne lub kulty religijne (a wszystkie religie są w najgłębszej istocie systemami okrucieństw) – wszystko to ma swe źródło w owym instynkcie.stawy (do których należały ofiary z pierworodów). Ci Niemcy straszliwymi środkami stworzyli sobie pamięć. aby stać się panami swych gminnych podstawowych instynktów i ich brutalnego nieokrzesania: przypomnijmy sobie dawne niemieckie kary. powagi. niezapominalną. ile trudu kosztuje na ziemi wyhodowanie »narodu myślicieli« (to znaczy: t e g o narodu Europy. by je »niezapominalnemi« uczynić. ulubione łupienie ze skóry (»darcie pasów«). co do których dało się p r z y r z e c z e n i e. wszechobecną. Im gorszy był »stan pamięci«: ludzkości. tak nieunikniona myśl. zanim zwierzę »człowiek« zacznie tworzyć owe o wiele prymitywniejsze rozróżnienia »umyślnie«.. jakie daje społeczność. My Niemcy nie uważamy się stanowczo za jakiś szczególnie okrutny i twardego serca naród. która mo28 . braku smaku i rzeczowości i który z temi właściwościami ma prawo do wyhodowania wszelkich rodzajów mandarynów Europy). naprzykład kamienowanie (– już podanie ciska kamień młyński na głowę winnego). wszystkie te przywileje i błyskotki człowieka: jakże drogo trzeba je było opłacić! Ileż krwi i zgrozy leży na dnie wszystkich »dobrych rzeczy«!. I w pewnym sensie zaliczyć tu trzeba całą ascetykę: pewna ilość idei ma pozostać niezatartą. wśród którego i dziś jeszcze znaleźć można maximum zaufania. zasadnicze pojęcie »winy« wzięło początek swój z bardzo materyalnego pojęcia »być winnym. powaga. cała ta posępna sprawa. »ustaloną«. Owa dziś tak tania i pozornie tak naturalna. wraz z ich przeciwieństwami i uwzględniać je przy wymiarze kary. nie mieć żadnej wiedzy. a ascetyczne procedury i formy życiowe są środkiem do tego. własne. Czyż tym dotychczasowym genealogom moralności śniło się choćby tylko w przybliżeniu. »przypadkowo«. sześć takich »nie chcę«. »poczytalnie«. »niedbale«. wbijanie na pal. by żyć wśród korzyści. to całe »nieczyste sumienie«? – I oto powracamy do naszych genealogów moralności. jeszcze mniej instynktu historycznego. dłużnym«? Lub że kara jako o d p ł a t a rozwinęła -się zupełnie na uboczu od wszelkiego założenia wolności i niewolności woli? – i to do tego stopnia. aby się dopatrzeć. jedynie »nowoczesne« doświadczenie. który w bólu odgadł najmożniejszy pomocniczy środek mnemoniczny. łamanie kołem (najsłynniejszy wynalazek i specyalność niemieckiego geniuszu w państwie kary!). panowanie nad uczuciami. lecz wystarczy przypatrzeć się tylko naszemu dawnemu postępowaniu karnemu. Posiadać pięć piędzi długie. odrażające okaleczenia (naprzykład kastracye). tu właśnie potrzebnego »drugiego wzroku« – a jednak uprawiać dzieje morału: to musi się wedle wszelkiej słuszności skończyć na wynikach. że naprzykład owo moralne. tem straszliwszy zawsze widok jej zwyczajów: srogość ustaw karnych daje w szczególności miarę tego. Jeszcze raz powtarzam – lub nie powiedziałemże jeszcze tego wcale? – nie są nic warci. świadomość winy. w celu zahipnotyzowania całego nerwowego i intelektualnego systemu temi »idées fixes«. wykrawanie mięsa z piersi.

Uprzytomnienie sobie tych stosunków umownych jużci budzi. przyjemność. wkońcu nawet swój spokój w grobie. jeśli moc karania.że nawet dla objaśnienia sposobu. przedsmakiem wyższego stopnia społecznego. w i d z i e ć. ba. jak dziś jeszcze rodzice karzą dzieci. p r a w e m ustalone oszacowania poszczególnych członków i miejsc na c i e l e. Równoważnik dany jest w tem. im głębiej i niżej stoi wierzyciel w porządku społecznym i im łatwiej zdawać mu się ona może najwyborniejszym kąskiem. czy więcej lub mniej wierzyciel zetnie w takim wypadku. Przez najdłuższy okres dziejów ludzkich wcale n i e karano d l a t e g o. zobowiązanie. Wierzyciel mógł bowiem ciału dłużnika zadawać wszelkie rodzaje hańby i męczarni. że śmie pogardzać i znęcać się nad jakąś istotą. »si plus minusve secuerunt. naprzykład swe ciało lub swą żonę. gniewu. że każda szkoda może mieć w czemciś r ó w n o w a ż n i k i rzeczywiście może być powetowana. jak po poprzedniej uwadze z góry tego oczekiwać można. – Skąd ta prastara. by s t w o r z y ć przyrzekającemu pamięć. uczestniczy wierzyciel w p r a w i e p a ń s k i e m: wreszcie i on osiąga raz podnoszące uczucie. idea równoważności szkody i bólu? Napomknąłem już coś o tem: w stosunku umownym w i e r z y c i e l a i d ł u ż n i k a. o szerszych poglądach. naprzykład wyciąć z niego tyle. sprzedaży. jeżeli nie zapłaci. okrucieństwa. bierze się do psychologii dawniejszej ludzkości niezgrabnymi palcami. tak starym. – 29 . Wyrównanie polega więc na przekazie i prawie do okrucieństwa. męczarni. kramarstwa. nawet wyrafinowaną formą ludzkiego sądu i wnioskowania. p o n i e w a ż czyniono złoczyńcę za czyn jego odpowiedzialnym. a właśnie u Egipcyan miał jużci spokój ten pewne swoje znaczenie). w jaki powstało na ziemi poczucie sprawiedliwości. Dłużnik. głęboko wkorzeniona. więc n i e z powodu założenia. Przez »karę«. choćby samym b o l e m szkodnika. tu właśnie chodzi o to. ne fraude esto«. swe zbawienie duszne. jeśli rzymskie prawodawstwo Dwunastu Tablic wyrokuje. tu właśnie. może teraz już nie dająca się wytępić idea wzięła moc swoją. która je stworzyła lub na nie pozwalała. na wypadek. coś co jeszcze nadto »posiada«. jako nad czemś. jak pogardzają i znęcają się nad nią. lecz raczej. kto dopatruje się jej w początkach. że jest rzeczą obojętną. przyjemność «de faire le mal pour le plaisir de le faire«. ziemi. ile odpowiadało wielkości długu: – bardzo wcześnie i wszędzie istniały z tego punktu widzenia dokładne. że może bez skrupułu wywrzeć moc swoją na bezsilnym. Uważam to już za postęp. że winny ma być ukarany. nawet swą szczęśliwość. po części przerażająco drobiazgowe oszacowania. wymiany. posiadłościach wszelkiego rodzaju) przyznana jest wierzycielowi pewnego rodzaju p r z y j e m n o ś ć jako odpłata i wyrównanie. Rozkosz ta w tem większej jest cenie. wywartą na dłużniku. p o n i e w a ż b y mógł był postąpić inaczej«: jest faktycznie nadzwyczaj późno osiągniętą. Gniew ten jednak trzyma na wodzy i modyfikuje myśl. daje mocą umowy wierzycielowi w zastaw. r z y m s k i e g o pojęcia prawa. chcąc zaręczyć za powagę i świętość swego przyrzeczenia. oczekiwać można srogości. naprzykład w Egipcie. niejedno podejrzenie i opór przeciw dawniejszej ludzkości. własnemu sumieniu swemu przykazać zwrot jako obowiązek. z gniewu za poniesioną szkodę. wymiar kary przeszły już na »zwierzchność«. 5. lub swą wolność lub też swe życie (lub wśród pewnych określonych religijnych warunków. tak śmiemy podejrzywać. rozkosz używania przemocy. chcąc wzbudzić zaufanie w swe przyrzeczenie zwrotu. gdzie trup dłużnika nawet i w grobie nie mógł znaleźć spokoju przed wierzycielem. szukającego sobie upustu na szkodniku. jak istnienie wogóle »osób prawnych« i wskazującym znowu ze swej strony na podstawowe formy kupna. Rozjaśnijmy sobie logikę całej tej formy wyrównania: jest ona dość dziwna. musiała podsunąć mniemanie »zbrodniarz zasługuje na karę. za dowód wolniejszego. czem nadto może rozporządzać. że zamiast zysku pokrywającego wprost szkodę (więc zamiast wyrównania w złocie. Tu właśnie p r z y r z e k a s i ę. co »pod nim« – lub przynajmniej w razie.

do jakiego stopnia o k r u c i e ń s t w o tworzyło wielką radość odświętną dawniejszej ludzkości. coś. zniechęcone do życia. Przypatrywanie się cierpieniu sprawia przyjemność. zadawanie cierpienia jeszcze większą – jest to zdanie srogie. mówiąc ze Spinozą. »sumienie«. że zapowiadają już dostatecznie człowieka wymyślaniem dziwacznych okrucieństw i są w tem jakby »przygrywką« do niego.) wskazałem przezornym palcem na coraz bardziej rosnące przeduchawianie i »przebóstwianie« okrucieństwa. 110 i nast. 76.. życie pogodniejsze było na ziemi. przeciwnie. To wszystko przypuszczalnie: bo trudno jest sięgnąć dna takich podziemnych rzeczy. był obficie i długo zlewany krwią. zaśmiewali się nad nim prawie na śmierć). to znaczy nas) przedstawić sobie w całej pełni. – Mówiąc nawiasem. Jeszcze raz pytam: o ile cierpienie może być wyrównaniem »długu«? O tyle. »obowiązek«. 127 i nast. tortur lub jakiegoś autodafé. nie mówiąc. myślami temi napędzać pesymistom naszym świeżą wodę na ich rozstrojone skrzypiące młyny. jest ognisko powstania świata pojęć moralnych: »wina«. na którychby nie można wywierać swej złości i dopuszczać się okrutnych igraszek (– należy sobie przypomnieć choćby Don Kichota na dworze księżnej: czytamy dziś całego Don Kichota z gorzkim na języku posmakiem. nabywał nadzwyczajną odpłatną rozkosz: m o ż n o ś ć z a d a w a n i a cierpienia. jak rzeczone. 25. w tem wyższej było cenie. niż teraz. potężne. o ile poszkodowany wzamian za uszczerbek wraz z przykrością z powodu uszczerbku. co. że sprzeciwia się delikatności. (przedtem już w »Jutrzence« na str. gdy nie umiano sobie wyobrazić książęcego wesela i święta ludowego w większym stylu bez egzekucyi. i że wówczas. w »Poza dobrem i złem« na str.6. niechaj zaznaczę wyraźnie. gdy istnieją pesymiści. ludzkie – arcyludzkie zdanie. Sposępnienie 30 . do jakiego stopnia jest składnikiem i przymieszką prawie każdej ich radości. że świat ten w gruncie rzeczy nigdy już nie postradał całkiem zapachu krwi i katowni? (nawet w starym Kancie nie: imperatyw kategoryczny czuć okrucieństwem. jak początek wszystkiego wielkiego na ziemi. W każdym razie nie zbyt to jeszcze dawno. lecz i zaciemni zamiast wyjaśnić (– zemsta sama prowadzi przecie do takiego samego problematu: »jakże zadawanie cierpienia może być zadośćuczynieniem?«). W t e j więc dziedzinie. i m bardziej nie przystawało do stopnia i społecznego stanowiska wierzyciela. że jest boleśnie. nietylko wniknięcie sobie utrudni. które ciągnie się przez całe dzieje wyższej kultury (i jeżeli się na nią patrzy w pewnem znaczeniu.) Tu również zadzierzgnęło się nasamprzód to tajemnicze i może nierozwiązalne zahaczenie pojęć »winy i cierpienia«. najdłuższe dzieje ludzkie – a i w karze jest tyle u r o c z y s t e g o! – 7. – Początek jego. »świętość obowiązku«. sympathia malevolens) za n o r m a l n ą właściwość człowieka – : zatem za coś. a kto tu wetknie niezgrabnie pojęcie »zemsty«. jako najweselszą z książek. tak samo żadnego dostojnego domu bez istot. prawie z udręką. Zdaje mi się. jak naiwnie z drugiej strony. jak zasadniczo uważają właśnie »bezinteresowną złość« (lub. I czyżby nie należało dodać. któreby zresztą już małpy może były podpisały: bo mówią. o ile z a d a w a n i e cierpienia sprawiało w najwyższym stopniu przyjemność. bardziej jeszcze świętoszkostwu oswojonych zwierząt domowych (to znaczy ludzi współczesnych. Bez okrucieństwa niema uroczystości: tak uczą najstarsze. jak niewinnie występuje ich potrzeba okrucieństwa. lecz stare.. składa się na nią). czemu sumienie serdecznie p r z y t a k u j e! Głębsze oko doszukałoby się może i w życiu dzisiejszem niemało tej najstarszej i najgłębszej radości odświętnej człowieka. nie mam wcale zamiaru. Prawdziwe ś w i ę t o. w prawie o zobowiązaniach. i bylibyśmy z tego powodu dziwem i zagadką dla jego twórcy i tegoż współcześników – oni czytali go z najczystszem sumieniem. gdy ludzkość nie wstydziła się jeszcze swych okrucieństw.

sądzicie. który wmówił w cierpienie całą tajemną maszyneryę zbawienia. bezświadkowe cierpienie. gdy cierpienie zmuszone jest występować zawsze. skoro pozostawimy za sobą wyższe dziesięć tysięcy lub dziesięć milionów. Na drodze do »anioła« (aby twardszego nie użyć tu słowa) wyhodował sobie człowiek ów zepsuty żołądek i ów obłożony język. cierpienia wszystkich razem zwierząt. życie jako zagadka. usprawiedliwienia siebie samego. właściwą przynętę uwodną ku życiu. moczu i kału«). nie wchodzą poprostu w rachubę). jak bardzo to prastare wyobrażenie sięga nawet jeszcze w nasze europejskie uczłowieczenie! należałoby się zastanowić nad tem może z Kalwinem i z Lutrem. Jakiemiż. Znużone. że w porównaniu z jedną nocą bólu jednej jedynej histerycznej wykształconej samicy. inne brzmi »les nostalgies de la croix«). którego widokiem Bóg się buduje«: tak brzmiała przeddziejowa logika uczucia – i zaprawdę. Co właściwie oburza przeciw cierpieniu. na których zawsze się znało. było się wówczas prawie zmuszonym wynaleźć bogów i duchów pośrednich wszelkiej wyży i głębi. oczami kazał Homer bogom swoim spoglądać na losy człowiecze? Jakież w gruncie rzeczy ostateczne miały znaczenie wojny trojańskie i tym podobne tragiczne straszliwości? Nie ulega zgoła wątpliwo- 31 . Z pomocą takich to wynalazków znało się wówczas życie na sztuczkach. lecz niedorzeczność cierpienia: atoli ani dla chrześcijanina. które dotąd w celu naukowych odpowiedzi wypytywano nożem. nie istniało wogóle cierpienie n i e d o r z e c z n e. pesymistyczne spojrzenie. Aby móc usunąć ze świata i uczciwie zanegować utajone. lodowe »nie« wstrętu do życia – to nie są cechy n a j g o r s z e g o okresu rodzaju ludzkiego: wychodzą one raczej na światło dzienne w postaci roślin bagiennych. z którego się człowiek rozwija. bo nie umiano obejść się bez z a d a w a n i a cierpienia i widziano w niem czar pierwszorzędny. czy tylko przeddziejowa? Bogowie pojęci jako miłośnicy o k r u t n y c h widowisk – och. (naprzykład. lecz i życie samo pełnem niesmaku – tak. doprowadzających najlepiej nawet uorganizowanego Europejczyka prawie do rozpaczy. wstrętne odżywianie w łonie matki. pewnego wydelikacenia i wysubtelnienia. usprawiedliwienia swego zła.nieba nad człowiekiem wzmagało się zawsze w miarę. niewykryte. – mam na myśli chorobliwe przeczulenie i przemoralnienie. pełen nagany. z których powodu zwierz »człowiek« ostatecznie uczy się wstydzić wszystkich swych instynktów. dopiero gdy się zjawi bagno. co i w ukryciu unosi się nad nami. okropny smród. jako najgorszy jego znak pytania. kiedy wyrokowano odwrotnie. krótko. jak rosło w człowieku wstydzenie się c z ł o w i e k a. jak dziś. że jeszcze G r e c y nie umieli bogom swoim przyjemniejszej przydać do szczęścia przyprawy nad radowanie się z okrucieństwa. i ustrojona samemi tak niewinnemi mianami. to jest musiała wystąpić w przeszczepieniu na grunt wyobrażeniowy i duchowy. Może nawet wolno przypuścić możliwość. W każdym razie pewna jest. ani dla naiwnego człowieka czasów dawniejszych. by nie wzbudzić nawet w najczulszem hipokrytycznem sumieniu żadnego podejrzenia (»litość tragiczna« jest takiem mianem. a ja co do siebie nie wątpię. wydzielanie śliny. – na Murzynów nie działają one tak. do którego należą. który leczył Murzynów (jako przedstawicieli przeddziejowego człowieka) w ciężkich wypadkach wewnętrznego zapalenia. »Usprawiedliwione jest każde zło. sporządza katalog swoich obrzydliwości (»nieczyste spłodzenie. ohyda tworzywa. który umiał sobie wyłożyć wszelkie cierpienie z myślą o widzach i zadających cierpienie. (Krzywa ludzkiej zdolności cierpienia zdaje się rzeczywiście niezwykle i prawie nagle opadać. należące do nadkultury. że czasem zatyka nos przed samym sobą i za papieżem Innocentym Trzecim. Dzisiaj. że i owa uciecha z okrucieństwa właściwie nie koniecznie wymrzeć musiała: potrzebowała tylko o tyle. nieufność ku zagadce życia. jako pierwszy z argumentów p r z e c i w istnieniu. dobrze jest przypomnieć sobie czasy. przynajmniej wniosek ten będzie mógł wyciągnąć lekarz. któremi są. Może wówczas – aby pocieszyć przeczuleńców – ból nie bolał tak jeszcze. z których powodu nietylko wstrętną mu się stała radość i niewinność zwierzęcia. o ile bardziej ból dzisiaj boli. życie jako problemat poznania). co i w ciemności widzi i nie daje żadnemu zajmującemu bolesnemu widowisku ujść swej uwadze. to nie cierpienie samo w sobie. coś. terazby potrzebowało może do tego celu innych pomocniczych wynalazków.

który wtedy po raz pierwszy dla Europy zrobiono. jak widzieliśmy. postępowania ku wzajemnemu zadowoleniu. zobowiązania. Może niemiecki wyraz »Mensch« (manas) wyraża właśnie coś z t e g o samopoczucia: człowiek określał siebie. Stanowić ceny. cnota bez świadków była dla tego narodu aktorów czemś nie do pomyślenia. Jest to najstarszy i najnaiwniejszy moralny kanon s p r a w i e d l i w o ś c i. 8. tu po raz pierwszy m i e r z y ł a s i ę osoba osobą. wszelkiej »słuszności«. Oko przystosowało się już teraz do tej perspektywy: i z ową niezdarną konsekwencyą. są starsze nawet od początków wszelkich społecznych form organizacyjnych i związków: z zaczątkowych raczej form prawa osobowego p r z e n i o s ł o się dopiero kiełkujące poczucie wymiany. obliczania mocy mocą. i wielka k a r a ma w sobie tyle uroczystego!. – A. Nie odnaleziono jeszcze tak nizkiego stopnia cywilizacyi. katastrof: świat zgoła determistycznie pojęty byłby dla bogów do odgadnięcia i wskutek tego znużyłby ich wkrótce. że zainteresowanie się bogów człowiekiem. zobowiązania osobistego – by podjąć nić naszego badania – wywodzi. wynalazku »wolnej woli«. Nie uczynionoż owego tak zuchwałego. także za świąteczne zabawy dla poetów. »porozumienia się« drogą wyrównania – a w stosunku do mniej możnych. Poczucie winy. odmierzać wartości. przedewszystkiem po to. tuby również upatrywać można pierwszy zawiązek ludzkiej dumy. Sprawiedliwością na tym pierwszym szczeblu jest dobra wola pośród mniej więcej równie możnych. jako świat zasadniczo publiczny.ści: uważał je za ś w i ą t e c z n e z a b a w y dla bogów: a. z pomocą wielkiego uogólnienia do tego. w s z y s t k o może być odpłacone«. na heroizm i samoudrękę cnotliwych: »Herakles obowiązku« znajdował się na scenie i czuł się też na niej.. właściwą ociężałemu.. 32 .. tak fatalnego filozoficznego wynalazku. niż inni ludzie. długu. ocenia i mierzy. jaki istnieje. Nie inaczej potem jeszcze greccy filozofowie moralności pojmowali oczy boga. spoglądające na zapasy moralne. filozofów. stosunku osób.. jako istotę. wierzyciela i dłużnika: tutaj występowała po raz pierwszy osoba przeciw osobie. która odmierza wartości. że »każda rzecz ma swą cenę. prawa. wszelkiej »objektywności« na ziemi. bezwzględnej spontaniczności człowieka w złem i dobrem. lecz później nieubłaganie w tym samym kierunku toczącemu się dalej myśleniu dawniejszej ludzkości. wyrównania na najgrubsze i najpierwotniejsze kompleksy społeczne (w ich stosunku do podobnych kompleksów). zawikłań. by stworzyć sobie prawo do wyobrażenia. stworzony »na podobieństwo boskie«. mierzenia. w y c z e r p a ć s i ę n i g d y n i e m o ż e? Na ziemskiej tej scenie nie miało nigdy braknąć prawdziwej nowości. cnotą człowieczą. przeprowadzać zamianę – wszystko to w takim stopniu zajmowało najpierwotniejsze myślenie człowieka. by bogom swym takiego deterministycznego nie przypisywać świata! Cała ludzkość starożytna pełna jest delikatnych względów »dla widza«. który nie umiał pomyśleć sobie szczęścia bez widowisk i uroczystości. początek swój z najstarszego i najpierwotniejszego. Kupno i sprzedaż. że w pewnem znaczeniu było s a m e m m y ś l e n i e m: tu wyhodował się najstarszy rodzaj bystrości umysłowej. wymyślać równoważniki. poczucia pierwszeństwa swego w stosunku do reszty zwierząt. gdzieby śladów tego stosunku nie dało się już zauważyć. o ile poeta jest pod tym względem bardziej. z m u s z e n i a ich do wyrównania pomiędzy sobą. stosunku kupca i sprzedawcy. wraz z przyzwyczajeniem porównywania. – dostateczny powód dla tych p r z y j a c i ó ł b o g ó w. wszelkiej »dobrej woli«. umowy. doszło się niebawem. prawdziwie niesłychanych napięć. zasadniczo naoczny. jak się już rzekło. początek wszelkiej »dobroduszności«. jako »oceniające wartości zwierzę samo w sobie«. wraz z swemi psychologicznemi przynależnościami.

Kompromis z gniewem i najbliżej przestępstwem dotkniętych. starania. mimus normalnego postępowania ze znienawidzonym. społeczności.. Jeżeli ciągle mierzyć będziemy miarą czasów pierwotnych (które zresztą istnieją każdego czasu. przedewszystkiem »zdrajcą«. obalonym wrogiem. nietylko wszystkie te dobra i korzyści. w stosunku do wszystkich dóbr i przyjemności współżycia. że »wszystko jest odpłacalne. łamiącym umowę i słowo względem c a ł o ś c i. przedewszystkiem coraz dobitniej występująca chęć uważania każdego przestępstwa za o d p ł a c a l n e w jakiemś znaczeniu. wszystko musi być odpłacone«. – Niechże sobie żyją i tyją: na tom dość jeszcze silne!«. uważać za niebezpieczne i zagrażające bytowi całości. który postradał nietylko wszelkie prawo i opiekę. jak się człowiek ze względu na te szkody i wrogości gminie zaprzedał i zobowiązał. rozbrojonym. wierzyciel oszukany. można liczyć na to. – owszem całość bierze odtąd złoczyńcę przezornie w obronę i opiekę. na które wystawiony jest człowiek z p o z a o b r ę b u. wyjętego z pod prawa stanu. j a k i e d o b r a t e m a j ą z n a c z e n i e. Sprawiedliwość. Chodzi tu najmniej o bezpośrednią szkodę. wkońcu staje się nawet m i a r ą jego bogactwa ilość uszczerbków które wytrzymać może. przywraca dłużnika do dzikiego. jak słuszna. Przestępca jest dłużnikiem. lecz i wszelką łaskę. która zaczyna tem. usiłowanie. Gniew poszkodowanego wierzyciela. êlend pierwotnie ma oznaczać – wedle tego. którą szkodnik wyrządził: pomijając ją. »pozbawiony pokoju« – Niemiec zrozumie co Elend. »Cóż mnie właściwie obchodzą moje pasorzyty? – mogłoby rzec wówczas. 10. że wojna sama (zalicza się do tego i wojenny kult ofiarniczy) użyczyła wszystkich tych f o r m. w tej mierze co dawniej. jest przestępcą. pod któremi kara występuje w historyi. zwłaszcza przed gniewem bezpośrednio poszkodowanych. każde osłabienie i głębsze niebezpieczeństwo społeczeństwa wywodzi na światło surowsze tego prawa formy. gniew powszechny nie śmie już jak dawniej do tego stopnia niepohamowanie szukać sobie na nim upustu. nie cierpiąc na tem. przy którejby mogło sobie ono pozwolić na najdostojniejszy zbytek. »Wierzyciel« stawał się zawsze bardziej ludzki w miarę. by ograniczyć wypadek i zapobiec szerszemu lub nawet ogólnemu mieszaniu się w sprawę i zaniepokojeniu. korzysta się z dobrodziejstw z niej wypływających (och. kończy patrzeniem przez palce i puszczaniem niewypłacal33 . Cóż stanie się w r a z i e p r z e c i w n y m? Gromada. jak stawał się bogatszy. Wraz z potężniejącą mocą przestaje społeczność ważyć zbytnio przestępstwa jednostki. ani nie skazuje na banicyę. lecz jeszcze przywiedzie mu się na pamięć. więc jest to prawo wojenne i święto zwycięskiego Vae victis! najniemiłosierniejsze i najokrutniejsze – co wyjaśnia. spokojnie i ufnie bez troski o pewne szkody i wrogości.9. które coraz wyraźniej wyciskają się na dalszym rozwoju prawa karnego. przed którym był dotąd chroniony: odtrąca – i każda wrogość może teraz szukać sobie na nim upustu. – puścić b e z k a r n i e szkodnika. bo nie może ich już. i z o l o w a n i e od siebie przestępcy i jego czynu: oto cechy. by znaleźć równoważniki i rzecz całą załatwić (compositio). Złoczyńcy nie »pozbawia się pokoju«. Żyje się wśród społeczności. lecz jeszcze targa się na swego wierzyciela: dlatego traci odtąd. znajdzie sobie w miarę swej mocy zapłatę. na jaki je stać. »Kara« na tym stopniu uobyczajenia to poprostu odbicie. który użyczonych sobie korzyści i zadatków nietylko nie spłaca. w których aż dotąd uczestniczył. przynajmniej do pewnego stopnia. lub znów są możliwe): to i społeczność pozostaje do swych członków w tym ważnym zasadniczym stosunku wierzyciela do dłużnika. Możne wyobrazić sobie w społeczeństwie ś w i a d o m o ś ć m o c y. więc. W miarę wzrostu mocy i świadomości społeczeństwa. co za korzyści! niedoceniamy ich dziś czasami) mieszka się pod opieką i ochroną.. łagodnieje zawsze i prawo karne.

jak żądza władzy. Teraz słowo celem sprzeciwienia się niedawno podjętym usiłowaniom szukania początku sprawiedliwości na zupełnie innym gruncie. to trzeba mu. – nawet coś. spontanicznego. czynić musi. a wypędzić z oczu wszelkie poczucie słuszności. (E. jak to reakcyjny człowiek czyni. jak to już częściej bywało – porównaj powyżej str. kto wogóle ma na sumieniu wynalezienie »nieczystego sumienia« – człowiek opanowany przez ressentiment! Wkońcu rozejrzyjmy się w dziejach: w jakiej sferze wogóle dotąd sprawowanie prawa. i przeto zasługujących tem bardziej. jeśli się nawet pod nawałem osobistej urazy. jeszcze daleko wyższą wartość biologiczną. Niewątpliwa. zaczepny człowiek stoi zawsze jeszcze sto kroków bliżej sprawiedliwości. w ukryciu. Tem ostatniem jabym najmniej się zgorszył: w stosunku do całego biologicznego problematu (ze względu na który wartości tych uczuć dotąd niedoceniano). że to z ducha samego ressentiment wyrasta ta nowa nuance naukowej sprawiedliwości (na rzecz nienawiści. uważałbym to nawet za z a s ł u g ę. zda mi się. obojętnym. jego »pozaprawiem«. szyderstwa. mianowicie na gruncie. zaczepnego. przypuszczając. czysta. jak gdyby sprawiedliwość była w gruncie tylko dalszym rozwojem uczucia urazy – a wraz z zemstą pragnie się wynieść następnie do czci wszystkie wogóle uczucia r e a k c y j n e. napadający. silnego. 11. Rzeczywiście dlatego człowiek napadający jako silniejszy. Tyle przeciw tendencyi tej wogóle: co się jednak tyczy poszczególnego twierdzenia Dühringa. insynuacya. niż reakcyjny. Psychologom powiem przedtem do ucha. uprzedzonego oceniania swego przedmiotu. zresztą tak. Ta »sprawiedliwość naukowa« ustaje zaś natychmiast i ustępuje miejsca akcentom śmiertelnej wrogości i uprzedzenia. u n i c e s t w i e n i e m s i e b i e s a m e j. Niech padnie słowo ku zmartwieniu pomienionego agitatora (który sam raz to o sobie złożył zeznanie: »nauka zemsty przewijała się jak czerwona nić sprawiedliwości 34 . Dühringa »Wartość życia«. podejrzliwości. przywilejem najmocniejszego. który duch sprawiedliwości zdobyć może. jak wszelka dobra rzecz na ziemi. acz z innym zapachem. że człowiek sprawiedliwy sprawiedliwym zostanie nawet względem swych szkodników (a nietylko zimnym. s ą d z ą c e g o oka. – wychodzą usiłowania uświęcenia z e m s t y pod nazwą s p r a w i e d l i w o ś c i. że właśnie znów z takich kół. 45. – kończy. właściwiej jeszcze. w co w każdym razie nie należy w i e r z y ć zbyt łatwo. podejrzenia nie zmąci wysoka. złośliwość. czego tu roztropnie jest nie oczekiwać. Pozostaje ona. niż owe reakcyjne. odważniejszy. chciwość i im podobne. rancune. dostojniejszy miał za wszystkich czasów i w o l n i e j s z e o k o i c z y s t s z e sumienie: naodwrót zgadnąć już łatwo. »Kurs filozofii«. w gruncie rzeczy wszędzie). równie głęboko jak łagodnie patrząca przedmiotowość sprawiedliwego. jak też właściwa potrzeba prawa czuły się na ziemi u siebie? Czyżby w sferze człowieka reakcyjnego? Wcale nie: raczej w sferze aktywnego. nieżyczliwości. rozumie się samo przez się. w sposób. by wpędzić im krew w oczy. A jak z podobnego koniecznie zawsze podobne powstać musi. zazdrości. jak zawsze kwitła. gwoli prawdzie. obcym. że ojczyzny sprawiedliwości szukać należy na gruncie uczucia reakcyjnego. – Wiadomo. fiołkowi podobna. mających. żeby mieli ochotę zbadać raz samo ressentiment zblizka: roślina ta kwitnie teraz najpiękniej wśród anarchistów i antysemitów. Zwracam tylko uwagę na okoliczność. że średnio nawet osobom najuczciwszym wystarcza już drobna zaczepka. którym jest ressentiment. zemsty). do fałszywego. Aktywny. skoro tylko chodzi o inną grupę uczuć. nie jest bowiem wcale zmuszony. być sprawiedliwym jest zawsze p o z y t y w n e m zachowaniem się). tak też nie zdziwi nikogo. szorstkiem odwróceniem inne przeciwstawić twierdzenie: o s t a t n i m gruntem.nemu płazem. umiarkowanym. by je naukowo i wysoko cenić: mam na myśli właściwe a k t y w n e uczucia. jak piękną zwie siebie nazwą ta unicestwiająca się sprawiedliwość: ł a s k ą. w takim razie jest to cząstka doskonałości i najwyższego mistrzostwa na ziemi. jest grunt uczucia reakcyjnego! Jeśli się rzeczywiście zdarzy.

naprzykład zemstę lub odstraszenie. Porządek prawny. odwraca ona uczucie podległych sobie od najbliższej szkody takimi występkami wyrządzonej i osiąga w ten sposób odwrotność tego. już to wydzierając przedmiot tegoż ressentiment z rąk zemsty. że każda wola winna każdą wolę za równą uważać. – 12. w nowy pożytek przekształcane i kierowane. już to zamiast zemsty wydając ze swej strony bitwę wrogom pokoju i porządku. ukradkowym przesmykiem do nicości. nawet oko samego poszkodowanego (aczkolwiek to na samym ostatku. proponując. pogwałcenie. od aktu urazy). lecz które też w i n n o b y ł o być zdobyte. – to jest. złupienie. i nie da się wcale bez tego charakteru pomyśleć. a co za wzbronione. co dzieje się w świecie organicznym 35 . wydaną im ze strony aktywnych i zaczepnych potęg. czy jednostek). może wedle komunistycznego szablonu Dühringa. lecz jako środek p r z e c i w wszelkiej walce wogóle. naturalnie nie może urażenie. łupiąc. zlepia się je zwykle w jedno. Mówić o »prawie« i »bezprawiu« s a m y c h w s o b i e niema zgoła sensu. które z takim trudem zdobyto. jako causa fiendi kary – i rzecz gotowa. że co jest. burzycielem i rozprzężeniem człowieka. to jest raniąc. za niesłuszne. pomyślany samowładczo i ogólnie. już to wynajdując wyrównania. by powstrzymać wybujałość reakcyjnego patosu i nakazać mu miarę i wymusić pogodzenie. wojnę. odległe są toto coelo od siebie. czego chce każda zemsta. na nowo zagarniane. co jakimkolwiek sposobem doszło do skutku. do której odtąd raz na zawsze ressentiment stosować się musi. do mocy dążącej woli życiowej i podporządkowanie sobie jej wspólnych celów jako poszczególnych środków. znakiem znużenia. że przyczyna powstania jakiejś rzeczy i jej ostateczna użyteczność. jej rzeczywiste zużytkowanie i wciągnięcie w system celów. skoro tylko jest dość silna ku temu –. zamachem na przyszłość człowieka. jak wyżej zauważono).przez wszystkie moje prace i usiłowania«). jest ustanowienie p r a w a. które swej siły używały po części na to. jak chce Dühring. Bo jakże postępują w tym wypadku dotychczasowi genealogowie moralności? Naiwnie. Tu jeszcze słowo o pochodzeniu i celu kary – dwa problematy. która w stosunku do niżej od niej stojących. którą najwyższa potęga wywiera i przeprowadza wbrew przewadze uczucia odporu i urazy – czyni to zawsze. o ile życie funkcyonuje e s e n c y o n a l n i e. widać silniejszą moc. bywa przez moc odeń wyższą wykładane ciągle pod kątem nowych zamysłów. Najbardziej jednak rozstrzygającą rzeczą. szuka środków. Otóż ze stanowiska historycznego przedstawia prawo na ziemi walkę właśnie p r z e c i w uczuciom reakcyjnym. co wogóle w oczach jej uchodzić ma za dozwolone. które rozpadają się. Traktując po ustanowieniu prawa przestępstwa i akty samowoli jednostek. – Wedle tego »prawo« i »bezprawie« istnieją dopiero od ustanowienia p r a w a (a nie. jak zwykle postępowali – : wynajdują jakiś »cel« w karze. za słuszne. słabszych (czy to grup. w danych razach narzucając. umieszczają potem dobrodusznie ten cel na początku. Wszędzie. to jest jako środków do stworzenia w i ę k s z y c h jedności mocy. znająca jedynie i uznająca tylko punkt widzenia poszkodowanego – : odtąd ćwiczy się oko w coraz b e z o s o b i t s z e j ocenie czynu. rozkazodawcze oświadczenie. jako częściowe ograniczenia właściwej. niszcząc w swych zasadniczych funkcyach. zniszczenie samo w sobie być czemś »bezprawnem«. Trzeba wyznać jeszcze coś ciekawszego. gwałcąc. że z najwyższego biologicznego stanowiska stany prawne mogą być zawsze tylko s t a n a m i w y j ą t k o w y m i. lub rozpaść się powinny: niestety. jak też całych grup. byłby zasadą w r o g ą ż y c i u. by bezmyślnie szalejącemu ressentiment kres położyć. gdzie dzieje się i utrzymuje sprawiedliwość. już to podnosząc pewne równoważniki uszkodzeń do normy. że wszystko. nie jako środek w walce kompleksów mocy. Lecz »cel w prawie« przydać się może historyi powstawania prawa dopiero na samym ostatku: niema raczej dla żadnego rodzaju historyi zgoła ważniejszego twierdzenia nad owo. jako występek względem prawa i bunt przeciw najwyższej mocy.

Choćby się najlepiej pojęło p o ż y t e k jakiegoś organu fizyologicznego (lub też instytucyi prawnej. zatracanie się sensu i celowości. Lecz wszystkie cele. niż o »administrowanie«... ich liczebne zmniejszanie się (naprzykład przez niszczenie członków pośrednich) może być znakiem wzrastającej siły i doskonałości. pewnej formy. ludzkość. 36 . w o l i m o c y. odgrywających się w nim procesów przemagania. że wola mocy stała się panią czegoś mniej mocnego i wycisnęła sobą na nich znaczenie funkcyi. wszystkie pożytki są tylko o z n a k a m i tego. odgrywającej się we wszystkiem. zaczepnym. ukradłszy jej pojęcie zasadnicze. w ten sposób zaprzeczono w organizmie nawet władczej roli najwyższych funkcyonaryuszów. pojęcie właściwej a k t y w n o ś c i. jakiegoś organu nie jest w ten sposób bynajmniej postępem (progressus) ku pewnemu celowi. – gdyż oddawna sądzono. że oko sporządzone jest d o patrzenia. należą do warunków rzeczywistego progressus. w których wola życiowa objawia się aktywnie i kształtująco. usiłowań zmian formy w celu obrony i reakcyi. Chciałem rzec: także częściowe b e z u ż y t e c z n i e n i e. jak się samo przez się rozumie. że sprzeciwia się właśnie panującemu instynktowi i smakowi czasu. i wyników udanych przeciwdziałań. ciągle nowych tłumaczeń i przystosowań. czystą reaktywność. Demokratyczna idyosynkrazya do wszystkiego. przy którem dotychczasowy »sens« i »cel« z konieczności zaciemnić się lub zgoła zagasnąć musi. niedołężnienie i zwyrodnianie. – jeno kolejnem następstwem głębiej lub płyciej sięgających. mniej lub więcej wzajemnie niezależnych. wykładającym i kierującym w sposób nowy.. ku jej szkodzie. ba. o p a n o w a n i e m. zwyczaju politycznego. nowoczesny m i z a r c h i z m (aby ukuć złe słowo na złą rzecz) przemienił i przebrał się z czasem do tak duchowego i najbardziej duchowego stopnia. przekraczającym. niż z teoryą.jest p r z e m o ż e n i e m. których działanie dopiero sprowadza »przystosowanie«. Wzamian wysuwa się pod naciskiem owej idyosynkrazyi na pierwszy plan »przystosowanie«. co musiało mu być p o ś w i ę c o n e m. jako wynalezioną d o karania. Być może. jako masa poświęcona udaniu się jednej s i l n i e j s z e j species człowieka – t o b y był postęp. Podnoszę ten główny punkt widzenia metodyki historycznej tem bardziej. Tak też wyobrażano sobie i karę. raczej w danym razie przypadkowo tylko po sobie następują i zastępują się. ba. jakiegokolwiek zwyczaju mogą być w ten sposób dalszym ciągiem łańcucha znaków. że dający się wykazać cel. formy w sztukach lub w kulcie religijnym). jakiegoś organu. zdaje mi się. obyczaju społecznego. nawet życie samo określono jako zawsze celowe wewnętrzne »przystosowywanie« do zewnętrznych okoliczności (Herbert Spencer). z mechaniczną bezmyślnością wszystkiego.. z dodatkiem oporu stosowanego każdym razem. i całe dzieje jakiejś »rzeczy«. najmniejszym nakładem sił i kosztów osiągnionym postępem. że stał się już panem całej fizyologii i nauki o życiu. ś m i e się wciskać już w najsurowsze. tem mniej logicznym i najkrótszym. to znaczy aktywność drugiego rzędu. Forma jest płynna. któryby raczej zgodził się jeszcze z bezwzględną przypadkowością. co zarzucał Huxley Spencerowi – jego »nihilizm administracyjny«: lecz chodzi jeszcze o coś w i ę c e j. Wielkość »postępu«: m i e r z y się nawet ilością tego. ręka d o chwytania. jego w o l i m o c y. w ten sposób przeocza się zasadnicze pierwszeństwo. pewnego urządzenia tłumaczy także powód ich powstania. to jeszcze tem samem nie pojęliśmy nic pod względem jego powstania. pozornie najbardziej przedmiotowe umiejętności. że będzie to starszym uszom brzmieć niewygodnie i nieprzyjemnie. należne spontanicznym. co się dzieje. a wszelkie znów przemożenie i opanowanie nowem wytłumaczeniem i przyrządzeniem. który jawi się zawsze w postaci woli i drogi ku w i ę k s z e j m o c y i osiągany bywa zawsze kosztem licznych mniejszych mocy. Nawet wewnątrz każdego poszczególnego organizmu nie dzieje się inaczej: z każdym istotnym wzrostem całości zmienia się też »sens« poszczególnych organów. co panuje i chce panować. co się dzieje. których same przyczyny nie muszą znajdować się nawet między sobą w związku przyczynowym. kształtującym siłom. pożyteczność pewnej rzeczy. – w pewnych razach częściowe ich zanikanie. Przypomnijmy sobie. że dzisiaj krok za krokiem wciska się. krótko. »Rozwój« jakiejś rzeczy. W ten sposób jednak nie rozumie się istoty życia. śmierć. jakiegoś zwyczaju. lecz »sens« bardziej jeszcze...

pewną surową kolejność procedur. n i e d a j ą c e j s i ę w c a l e z d e f i n i o w a ć. »dramat«. mniemając wszyscy razem. z drugiej strony to. definiować daje się tylko to. Natomiast w pewnem wcześniejszem stadyum okazuje się jeszcze owa synteza »sensów« bardziej do rozwikłania. sens. że rzecz n i e tak się ma. że procedurę w y n a l e z i o n o dla celu kary. jak przypadkowy jest »sens« kary i jak jedna i ta sama procedura ze względu na zasadniczo różne zamysły może być różnie zużytkowana. Aby dać przynajmniej wyobrażenie. jakie wojna właśnie daje w ręce. że raz ten. jako niebezpiecznego dla społeczności. jak w każdym poszczególnym przypadku pierwiastki syntezy zmieniają swoją wartościowość i wedle tego inaczej się porządkują tak. Kara jako wyłączenie pierwiastka zwyrodniałego (w danych razach całej gałęzi. dzieje jej wyzyskiwania do najróżniejszych celów. wcześniejszem. należy w niej rozróżniać dwie rzeczy: najpierw to. wedle wyłuszczonego właśnie zasadniczego punktu widzenia metodyki historycznej. Co się tyczy jednak owego drugiego pierwiastku w karze. a nawet w pewnych razach jeden pierwiastek (może cel odstraszenia) zdaje się unicestwiać całą resztę składników. zwierzchności. Kara jako wpajanie strachu przed tymi. porządku. Przytem przypuszczamy tylko. to znów ów pierwiastek kosztem pozostałych wybija się na czoło i dominuje. to w późniejszym stanie kultury (naprzykład w Europie dzisiejszej) pojęcie »kary«: nie przedstawia faktycznie wcale już jednego sensu. Kara jako odpłacenie poszkodowanemu szkody. zdrajcę i pokojołomcę. cel. per analogiam. co do jej warunków. Kara jako rodzaj wyrównania za te korzyści. co nie ma żadnych dziejów). Kara jako uroczystość. Kara jako izolowanie zakłócenia równowagi. (N i e m o ż l i w ą jest dziś rzeczą powiedzieć dokładnie. płynnego. jako łamiącego umowę. Kara jako unieszkodliwienie. jak niepewny. Kara jako wypowiedzenie wojny i środek przeciw wrogowi pokoju. akt. lecz w innem znaczeniu używanej). którzy karę wyznaczają i wykonywają. które się łączy z wykonaniem takich procedur. d l a c z e g o właściwie się karze: wszystkie pojęcia. lecz całą syntezę »sensów«: dotychczasowe dzieje kary wogóle. a także bardziej podatna zmianie. 37 . jak wedle prawa chińskiego: więc jako środek do utrzymania czystości rasy i utrzymania tęgości typu społecznego). zwyczaj. która chroni złoczyńcę przed wybujałością zemsty. to jest do k a r y. trudno rozpuszczalnej. niechaj posłuży tu schemat. można zauważyć jeszcze. jeśli się go używa jako niewolnika w kopalniach).13. Kara jako kompromis z naturalnym stanem zemsty. których przestępca dotychczas używał (naprzykład. wrogowi. jako buntownika. w jakiejbądź formie (także w uczuciowem wynagrodzeniu). o ile ten ostatni utrzymuje się jeszcze dzięki możnym rodom i o ile one roszczą sobie doń przywileje. to jest jako pogwałcenie i wyszydzenie obalonego nakoniec wroga. słowem. jej »sensu«. co w niej płynne. że dopiero w ł o ż o n o ją w procedurę i podsunięto jako tej procedury tłumaczenie (dawno istniejącej. tak jak sobie niegdyś wyobrażano rękę wynalezioną celem chwytania. czy to świadkom egzekucyi. – Aby więc wrócić do przedmiotu. prawa. co w niej jest względnie t r w a ł e. jak następczy. że procedura sama będzie czemś starszem. przykrojona. którego zwalcza się środkami. jak nasi naiwni genealogowie moralności i prawa dotąd przypuszczali. Kara jako honoraryum. trudnej do analizowania i. by zapobiec rozszerzeniu się zakłócenia. do którego doszedłem na podstawie małego stosunkowo i przypadkowego materyału. Kara jako wyrabianie pamięci. jako przeszkodzenie dalszemu szkodzeniu. co podnieść trzeba. zastrzeżone ze strony władzy. w których się cały proces semiotycznie streszcza. niż jej zużytkowanie do kary. krystalizują się ostatecznie w pewien rodzaj jedności. czy to temu. który karę ponosi – tak zwana »poprawa«. oczekiwanie. uchylają się od definicyi. wytłómaczona.

mordowanie. – wszystko to więc jako czynności wcale przez sędziów nie napiętnowane pogardą. przekupstwo. Kara posiadać ma tę wartość. Tylko ze szkodnikiem. a cóż dopiero ze względu na najdłuższe dzieje człowieka. przeciw czemu na nic wszelka walka. następnie zasadnicze. więzienia. ponura powaga. znajduje właśnie w niej ciągle najsilniejszą swą podporę. jakiś straszny wypadek w naturze. lżenie. ten najbardziej niesamowity i zajmujący kwiat naszej ziemskiej roślinności. Tem snadniej odjąć jej można użyteczność d o m n i e m a n ą. o jakie ocierając się wspomnienie. zastawianie sideł. niż średnie działanie kary. na których sobie przemoc karząca szukała upustu. na którego później spadała kara. szuka się w niej właściwego instrumentum owej duchowej reakcyi. z czystem sumieniem spełniany: więc szpiegostwo. która zwie się »nieczystem sumieniem«. więzienie. nawet afektem nie uniewinnione grabienie. Świat cofnął się znowu dla Spinozy do stanu owej niewinności. oberwanie się miażdżącej skały. tak jak się w różnych rodzajach kary przebijają. które charakteryzuje sucha. którzy porządnie się w y s i l a j ą. »wyrzutem sumienia«. kto wie. wzmacnia siłę oporu. zajęty był pytaniem. rodzaj swego postępku jako pogardy godny s a m w s o b i e: widzi on bowiem zupełnie ten sam rodzaj postępku spełniany w służbie sprawiedliwości i nazywany wówczas dobrym. który dobro i zło wygnał między urojenia ludzkie i gniewnie bronił czci swego »wolnego« Boga przeciw bluźniercom. karzących n i c. – w rzeczywistości nie istniało przez najdłuższy okres czasu nawet w świadomości sądzących. Jeżeli się zdarzy. w której spoczywał przed wynalezieniem nieczystego sumienia: cóż zatem pozostało z morsus conscientiae? 38 . nie doznawał przytem żadnej innej »wewnętrznej udręki«. zaostrza poczucie osamotnienia. która jużci uchodzi w świadomości ludowej za najistotniejszą. znowu jako część przeznaczenia. to śmiało możemy wydać sąd. ani potępione s a m e w s o b i e. że się ma do czynienia z »winnym«. że złamie energię i wywoła nędzne ukorzenie i poniżenie się. z nieodpowiedzialną częścią przeznaczenia. utrzymującym. Naogół licząc. n i e wyrósł na tym gruncie. Uświadomiło się to raz w sposób podchwytliwy Spinozie (ku zmartwieniu jego wykładaczy. torturowanie. pogwałcenie. Gdy zaś pomyślimy jeszcze o owych tysiącoleciach p r z e d dziejami człowieka. że budzi p o c z u c i e w i n y w winnym. w której ta species toczącego robaka najchętniej się udaje. że Bóg czyni wszystko sub ratione boni (»lecz toby znaczyło poddawać Boga przeznaczeniu i byłoby zaiste największą z wszystkich niedorzeczności« –). że właśnie kara najbardziej p o w s t r z y m a ł a rozwój poczucia winy. co jemu samemu właściwie pozostało z sławnego morsus conscientiae –. kara hartuje i ostudza. I nawet ten. – w tem zgadzają się wszyscy sumienni postrzegacze. Lista ta jest niewątpliwie niezupełna. koncentruje. jemu. jak dalece właśnie widok sądowych i wykonawczych procedur nawet przeszkadza przestępcy odczuwać czyn swój. 15. gdy pewnego popołudnia. coby wyrażało. naprzykład Kuno Fischer). – przynajmniej ze względu na ofiary.14. jego przeddzieje! Prawdziwy wyrzut sumienia jest właśnie wśród zbrodniarzy i skazańców czemś niezmiernie rządkiem. Nie ważmy mianowicie lekce tego. domy poprawy n i e są wylęgarnią. Wiara w karę. którzy w licznych wypadkach sąd tego rodzaju dość niechętnie i przeciw własnym wydają życzeniom. »Nieczyste sumienie«. całą frantowską i szczwaną sztukę policyantów i oskarżycieli. lecz tylko w pewnym względzie i pewnem zużytkowaniu. kara jest jawnie przeładowana pożytecznościami wszelkiego rodzaju. jak kiedy nastąpiło coś nieobliczalnego. Lecz tem samem wykracza się nawet ze względu na dziś jeszcze przeciw rzeczywistości i psychologii. to wypadek taki jest bezsprzecznie jeszcze mniej pokrzepiający. by go w tem miejscu nie rozumieć. chwiejąca się dziś z licznych powodów. podejście.

I. by własnej swojej hipotezie o początku »nieczystego sumienia« nie dopomóc do pierwszego tymczasowego wyjawu nie łatwo zdobyć dla niej posłuch. mówi lud: o ile szkoda czyni mądrym. połączony z wyobrażeniem rzeczy minionej. prześladował. XVIII. Owe straszne obwarowania. opanowanie żądz: w ten sposób kara o b ł a s k a w i a człowieka. 16. w miarę. Wrogość.»Przeciwieństwo gaudium. albo zginąć. Cały świat wnętrzny. zaostrzenie rozsądku. 39 . nieświadomie a pewnie wiodących popędów. sprawiły. Miały odtąd chodzić na nogach i »nosić same siebie«. ograniczone do s w e j »świadomości«. te nieszczęśniki. takie ołowiane zniechęcenie. – owej przemiany. w zrozumieniu. z w r a c a j ą s i ę w e w n ą t r z – oto co nazywam u w e w n ę t r z n i e n i e m człowieka. dzięki któremu naprzykład dziś jeszcze Rosyanie w szafowaniu życiem wyżej stoją od nas. gryzł. Straszliwe brzemię ciążyło na nich. – chce ona. Do najprostszych zatrudnień czuły się niezgrabne. zakłócał i katował. schol. o tyle i złym. przystosowanym szczęśliwie do wojny. w człowieku i zwierzęciu. Jeśli istniała wówczas krytyka czynu. – możnaby z większem prawem jeszcze twierdzić coś przeciwnego. wolnego. rzekł sobie wkońcu. a n i e: »tego nie powinienem był czynić« – poddawali się karze. jak z a h a m o w a n e zostało wyładowywanie się człowieka na zewnątrz. że dla wielu rzeczy jest się raz na zawsze za słabym. że wszystkie owe instynkty starego. z tym odważnym fatalizmem bez buntu. gdy znalazł się ostatecznie zamkniętym w żakietem kole społeczeństwa i pokoju. Uważam nieczyste sumienie za ciężkie chorzenie. o t o początek »nieczystego sumienia«. regulujących. jakie wogóle przeżył. ze zmiany i zniszczenia – wszystko to. nabrał głębi. róż rósł się i wyrósł. obliczania. zwrócone przeciw posiadaczom takich instynktów. że nigdy nie istniało na świecie podobne poczucie nędzy. (»Każdy mądry po szkodzie«. – a nadto owe stare instynkty nie przestały odrazu stawiać swych wymagań! Tylko że trudno i rzadko można było czynić po ich woli: naogół musiały szukać sobie nowych i jakby podziemnych zadowoleń. włóczęgi i przygód. Na szczęście czyni dość często głupim). w przedłużeniu pamięci. nieufniej. N i e i n a c z e j n i ż S p i n o z a przez ciąg tysiącoleci odczuwali popełnione »przestępstwo« złoczyńcy. wtłoczony w gniotącą cieśń i prawidłowość obyczaju. któremi organizacya państwowa broniła się przeciw dawnym instynktom wolności – kary przedewszystkiem należą do tych obwarowań –. – zostały ograniczone do myślenia. W tem tu miejscu nie mogę uniknąć. których kara dosięgła: »coś tu wbrew przypuszczeniom poszło źle«. mieszkańców Zachodu. gdy dotąd nosiła je woda. to pomnożenie obawy. to czyn poddawała krytyce roztropność: bez wątpienia. by długo ją przemyślać na jawie i we śnie. wysokości. okrucieństwo. nieszczęściu lub śmierci. jak się poddaje człowiek chorobie. brakło im ich starych przewodników po tym nowym nieznanym świecie. gdy zmuszone były albo stać się zwierzętami lądowemi. który z braku zewnętrznych wrogów i oporów. z napadania. co się później jego »duszą« zowie. jakby wciśnięty między dwa naskórki. kombinowania przyczyn i skutków. szerzy. w pewnem polepszeniu samooceny. początkowo cienki. Eth. wnioskowania. – smutek. nie mogące wyładować się na zewnątrz. tajemniej. Wszystkie instynkty. najzawodniejszego organu! Zdaje mi się. III. do swego najbiedniejszego. w które człowiek wpaść musiał pod naciskiem owej najbardziej zasadniczej z wszystkich przemian. p r z e c i w c z ł o w i e k o w i s a m e m u. tak samo działo się tym półzwierzom dziczy. II. Jak zwierzętom wodnym. koczowniczego człowieka zwróciły się wstecz. Co naokół osiągnąć można przez karę. tak dopiero przyrasta do człowieka to. niecierpliwie sam siebie targał. uciecha z prześladowania. w woli przystępowania nadal do dzieła ostrożniej. Człowiek. propos. nie czyni go jednak »lepszym«. która wypadła przeciw wszelkiemu oczekiwaniu«. musimy szukać właściwego s k u t k u kary przedewszystkiem w zaostrzeniu roztropności. – nagle instynkty ich pozbawione zostały wartości i »zawieszone«.

nieodparta fatalność. zbyt nagle. jak zaczęło się gwałtem. głębokiego. wcale dobrowolna i nie przedstawiała się jako organiczne wrastanie w nowe warunki. który ż y j e. Po drugie jednak i to. Od niego jednak rozpoczęła się największa i najstraszniejsza choroba. rasę zdobywców i panów. niejako skoku i runięcia w nowe położenie i warunki bytu.. puszczę niepewną i niebezpieczną – ten szaleniec. by nawet nienawidzone być mogły. że z drugiej strony wraz z duszą zwierzęcą. kto gwałtem sobie poczyna w każdym ruchu i dziele. Oni nie wiedzą. co wzgląd. w co wprzód nie został włożony »sens« odnośnie do całości. że widok ziemi zmienił się zasadniczo. twór władczy. zorganizowana na sposób wojenny. Do założenia tej hipotezy początku nieczystego sumienia należy po pierwsze to. co przez to rozumiem – jakąś gromadę płowowłosych drapieżców. jeszcze koczowniczą. trzeba było boskich widzów. która. – czy się zwie Zeusem czy Przypadkiem. rządzi nimi ów straszliwy egoizm twórcy. człowiek rozchorował się n a c z ł o w i e k a. uciecha i straszliwość. – cóż ma taki do czynienia z umowami? Takie istoty nie są obliczalne. jak grom się zjawia. aby godnie uczcić widowisko. lecz tylko drogą. z której ludzkość po dziś dzień nie ozdrowiała. który patrzy jak spiż i czuje się. na których polegała dotąd jego siła. – aleby 40 . który z samego siebie stwarzać sobie musiał przygodę. zbyt paradoksalne.to o kraty swej klatki raniące się zwierzę. tak też samymi gwałtami do końca doprowadzone zostało. zbyt strasznie. zbyt cudowne. że najstarsze »państwo«. i posiadając moc do organizowania. są to najbardziej poniewolni.. coś przygotowywało. nadzieję. ten nędzarz. aż wreszcie taki surowy materyał ludu i półzwierząt nietylko ugniótł się i stał się podatny. niepostrzeżenie na jakiejś śmiesznej gwieździe! Odtąd człowiek należy do najbardziej nieoczekiwanych i wzruszających rzutów szczęścia. Dzieło ich jest instynktownem tworzeniem form. wyciskaniem form. Tak przecie poczyna się »państwo« na ziemi: sądzę. jak gdyby człowiek nie był celem. lecz jeszcze bezkształtną. ogniwem. rozumie się z góry. że przystosowanie się nie hamowanej dotąd i nie ukształconej ludności do stałej formy. jako miażdżąca i bezwzględna maszynerya. pozoru. lecz jako przełom. lecz także został u f o r m o w a n y. mostem. w którym nie znajdzie miejsca nic wogóle. napięcie uwagi. w które gra »wielkie dziecko« Heraklita. które się wówczas zaczęło i którego końca jeszcze dziś wcale przewidzieć nie można. jawi się wkrótce coś nowego. miejsce tortury. zbyt przekonywająco. że pozbyto się owego marzenia. jako skok. nieledwo pewność. wielką obietnicą. czujący brak i trawiony tęsknotą za pustynią. kto jest z natury »panem«. że owa przemiana nie była wcale stopniowa. Używam wyrazu »państwo«: wiadomo. w którym części i funkcye zostały odgraniczone i uzależnione. zaszło na ziemi coś tak nowego. zwracającą się przeciw samej sobie. – wzbudza dla siebie zajęcie. mus. przeciw którym nie było żadnej walki. aby mogło się odegrać niedorzecznie. najnieświadomsi artyści. ci urodzeni organizatorowie. z góry usprawiedliwionym przez swe »dzieło« na wieki. co odpowiedzialność. bez względu. wskutek wypowiedzenia wojny starym instynktom. stojącą po stronie przeciwnej sobie samej. niesłychanego. w sprzeczność i p r z y s z ł o ś ć b r z e m i e n n e g o. jacy istnieją. ten stęskniony i zrozpaczony więzień stał się wynalazcą »nieczystego sumienia«. zbyt »inaczej«. wbrew rozumowi. kładzie bez skrupułu swe straszliwe łapy na ludność może liczebnie nieskończenie wyższą. To n i e w n i c h wyrosło nieczyste sumienie. bez powodu. jak matka przez dziecię swoje. które kazało mu powstawać drogą »umowy«. Kto rozkazywać umie. – widowisko zbyt subtelne. ani nawet żadnego ressentiment. jak gdyby coś się nim zwiastowało. wedle tego wystąpiło i dalej działało jako tyrania straszliwa. Gdzie się pojawią. zjawiają się. zagadkowego. co wina. W samej rzeczy. przychodzą jak przeznaczenie. które się chce »obłaskawić«. 17. n a s i e b i e s a m e g o: wskutek gwałtownego odcięcia się od przeszłości zwierzęcej. Dodajmy do tego natychmiast.

jaką jest ciąża naprzykład. a to w sposób historycznie zupełnie podziwu godny i zastanawiający. Po tej wskazówce przynajmniej będzie mniej zagadkowa zagadka. brakłoby go. o f i a r a. zaprzeczenia. małostkowsza. pewien obowiązek prawny (nie zaś jedynie zobo41 .. buduje ideały negatywne. cierpiącemu tworzywu. To tajne gwałcenie siebie. z którego wartość ta wyrosła: dopiero nieczyste sumienie. ich potęgi twórczej pewne olbrzymie quantum wolności nie zostało usunięte ze świata. – 19. Strzeżmy się pomiatać całem tem zjawiskiem już dlatego. jest właśnie sam człowiek. jak w owem większem. gdzie dla nas. która sobie ból zadaje z rozkoszy zadawania bólu. gdyby wpierw sprzeczność nie uświadomiła się samej sobie. a w szczególności wobec najdawniejszego. jako macierzyńskie łono idealnych i wyobraźniowych wydarzeń – jak to już zgadnąć można – wywiodło ostatecznie na światło także całą pełnię nowej dziwnej piękności i potwierdzenia. i n n y człowiek. Cóżby bowiem było »pięknem«. to właśnie ów i n s t y n k t w o l n o ś c i (mówiąc moim językiem: wola mocy). jak b e z o s o b o w o ś ć. piękność. Prywatno-prawny stosunek dłużnika do wierzyciela. które urabia kształtująca i gwałcicielska natura owej siły. która u owych potężnych twórców i organizatorów działa wspanialej i buduje państwa.. mianowicie w jakim rodzaju od początku jest r o z k o s z. Tylko że tworzywem. mniejsza. jest może najniezrozumialszy. aktora tutaj. pogardy. gdyby pod naciskiem ich młotów bijących. i n n i ludzie. co z tą chwilą właściwie dopiero na świat przyszło. W gruncie rzeczy jest to przecie ta sama siła czynna. to nie ulega wątpliwości. to okrucieństwo twórcze. 18. którą odczuwa bezosobowy. I jedno odtąd wiadomo – nie wątpię –. stwarza sobie nieczyste sumienie. wewnątrz uwięzionym i wkońcu znajdującym ujście i upust jeszcze tylko na sobie samym instynktem wolności: tem i tylko tem jest w swym zaczątku n i e c z y s t e s u m i e n i e. samoofiarny: rozkosz ta należy do okrucieństwa. Chorobą jest nieczyste sumienie. – tym wstecz wypartym. gdyby wpierw brzydota nie powiedziała samej sobie: »jestem brzydka«?. z a p a r c i e s i ę s i e b i e. mówiąc z Goethym. został raz jeszcze. ta niesamowita i przerażająco rozkoszna robota dobrowolnie rozdwojonej w sobie duszy. wśród których choroba ta doszła do najstraszniejszego i najwyższego szczytu: – zobaczymy.nie było wyrosło b e z n i c h to obrzydłe zielsko.. – i przedewszystkiem musimy raz jeszcze wrócić do dawniejszego punktu widzenia. dopiero wola samodręczenia jest warunkiem w a r t o ś c i pierwiastku nieegoistycznego. w »labiryncie piersi«. o którym już obszerniej mowa była. Tym wprowadzonym gwałtownie w stan utajenia i n s t y n k t e m w o l n o ś c i – pojęliśmy to już. wciągnięty jako tłumaczenie w stosunek. a może wogóle dopiero po raz pierwszy piękno samo. lecz chorobą taką.. jako ciężkiemu. krytyki. sprzeczności. przynajmniej z widoku i niejako wprowadzone w s t a n u t a j e n i a. Poszukajmy warunków. Do tego potrzeba jednak długiego oddechu. ludzi nowoczesnych. – Tyle tymczasem co do pochodzenia »nieegoistyczności«. wobec założycieli rodu. i celem wyznaczenia gruntu. całe to a k t y w n e »nieczyste sumienie«. Mianowicie w stosunek ludzi t e r a ź n i e j s z y c h do swych p r z o d k ó w. że odrazu jest szpetne i bolesne. najoczniejszem zjawisku. cofniętym. na wstecz skierowana. ta uciecha nadawania kształtu sobie samemu. o ile w pojęciach zaprzecznych. jego cała zwierzęca stara jaźń. samozapierający się. opornemu. – a n i e. uciecha wypalania na sobie woli. wyraża się ideał. jako wartości m o r a l n e j. W łonie pierwotnych związków rodowych – mówimy o praczasach – każde z kolei pokolenie uznaje wobec pokolenia dawniejszego. wewnętrzna.

Od nich później przelewa się to dziedzictwo na wszystkie strony). że ród i s t n i e j e tylko dzięki ofiarom i świadczeniom przodków – i że trzeba im je ofiarami i świadczeniami o d p ł a c a ć. świadomość długów względem niego wzmaga się koniecznie wedle tego rodzaju logiki zupełnie w tej mierze. stapiania się. wszystkie nieszczęsne przypadki. czy to pod przymusem. Uczucie dłużnicze względem Boga nie przestało wzrastać przez kilka tysiącoleci i to ustawicznie w tym samym stosunku. w jakiej sam ród staje się coraz bardziej zwycięski. 20. swym przodkom (bohaterom. jako potężne duchy. odzwierciedla się w genealogicznej gmatwaninie jej bogów. Ludzkość w ten sam sposób. S t r a c h przed praszczurem i jego mocą. sami wyróść do potworności i usunąć się w mrok boskiej tajemniczości i niewyobrażalności: – praszczur przekształca się ostatecznie z konieczności w boga. Czy darmo? Lecz dla owego nieokrzesanego i »ubogiego duchem« okresu nie istnieje żadne »darmo«. jako dzieła przodków. kiedy powstają rody dostojne. jak nauczają dzieje. A komuby się wydawało. kaplicami.wiązanie uczuciowe: ostatniego możnaby nawet nie bez powodu wogóle zaprzeczyć. oczywiście. w najgrubszem rozumieniu). że przodkowie ci w dalszym ciągu swego istnienia. (Całe dzieje walk etnicznych. właściwości dostojne. niezależny. Na uszlachcenie i uszlachetnienie bogów (które oczywiście nie jest ich »uświęceniem«) rzucimy później raz jeszcze okiem. postęp ku państwom uniwersalnym jest zawsze także postępem ku uniwersalnym bóstwom. czcią i obawą przejmujący. o ile dotyczy najdłuższego okresu rodzaju ludzkiego). w podaniach o ich walkach... są też ich ustawami i rozkazami. Czemże można im się odpłacić? Ofiarami (z początku dla pożywienia. Może tu jest sam początek bogów. które tymczasem w nich samych się ujawniły. coś potwornego na rzecz »wierzyciela« (osławiona ofiara z pierwocin naprzykład. jego praczasów. że należy dodać: »ale i z pobożności!« temuby trudno było zostać przy racyi w stosunku do owego najdłuższego okresu ludzkiego rodzaju. krew. a więc początek ze s t r a c h u rodem!. czy przez uległość i mimicry. co do okresu ś r e d n i e g o. które rzeczywiście swym praszczurom. nie przestają użyczać rodowi nowych korzyści i nowych zadatków. Tem samem uznaje się d ł u g. Jeśli się rzecz przemyśli tym surowym rodzajem logiki do końca. (Przejście tworzą owe liczne ludy niewolników i poddanych. Świadomość długu względem bóstwa. Nie zaś odwrotnie! Każdy krok ku upadkowi rodu. oznakami czci. otrzymała wraz z dziedzictwem bóstw rodowych i szczepowych także dziedzictwo ucisku niespłaconych jeszcze długów i pragnienie wywiązania się z nich. w jakiej wzrasta moc samego rodu. Panuje tu przekonanie. przedewszystkiem posłuszeństwem – gdyż wszystkie zwyczaje. krew ludzka w każdym wypadku). bogom) z odsetkami oddały wszystkie te właściwości. organizacyjnej formy »gminy«. nie ustala wcale po upadku opartej na związkach krwi. zwycięstwach i pojednaniach. które przystosowały się do boskiego kultu swych panów. wszystkie oznaki zwyrodnienia i ujawniającego się rozkładu z m n i e j s z a j ą raczej zawsze także strach przed duchem jego założyciela i coraz bardziej wyobrażenie o jego mądrości. dzięki wyobraźni rosnącej trwogi. który przez to jeszcze ustawicznie narasta. przezorności i obecności jego mocy. w jakim pojęcie i poczucie boga rosło na ziemi i wznosiło się w górę. co poprzedza w każdej wielkiej syntezie ras ostateczne ustopniowanie wszystkich elementów ludowych. zwycięstw. Tymczasem wytknijmy jeno do końca drogę tego rodzaju świadomości winy. w jaki odziedziczyła pojęcia »dobry i zły« po szlachcie rodowej (wraz z jej psychologiczną zasadniczą skłonnością porządkowania wedle stopni). Czy aby zadowala się ich kiedykolwiek? Ta obawa pozostaje i rośnie: co pewien czas wymusza ona wielką ryczałtową wypłatę. despotyzm z swem pogwałceniem niezależnej szlachty toruje też 42 . to ostatecznie przodkowie n a j p o t ę ż n i e j s z y c h rodów muszą. świętami. Za to tem bardziej. zawierania pokoju. wszystko.

jakiego dotąd osiągnięto. który wynalazł nieczyste sumienie. że posiada dług wobec swego początku. lub o naturze. Umyślnie pozostawiłem dotąd na uboczu właściwe umoralnienie tych pojęć (wtłoczenie ich w dziedzinę sumienia. jako największego Boga. przynajmniej zastanowienia jego ruchu: teraz p o w i n n y właśnie widoki ostatecznego wywiązania się zniknąć pesymistycznie raz na zawsze. swej causa prima..zawsze drogę jakiemuś monoteizmowi). to możnaby też z prawdopodobieństwem wcale nie małem wnosić z niepowstrzymanego upadku wiary w chrześcijańskiego Boga. z miłości dla swego dłużnika!. Przypomnijmy sobie o causa prima człowieka. przed genialnym figlem c h r z e ś c i j a ń s t w a: Bóg ofiaruje samego siebie za dług człowieka. wkońcu jednak nawet przeciw wierzycielowi. skoro n a t u r a l n e ujście tej chęci zadawania cierpienia zostało zatamowane. Zjawieniu się chrześcijańskiego Boga. myśl o jej nieodpłacalności (o »karze w i e c z n e j«) –. w siebie zapędzonego człowieka-zwierza. aż wkońcu z niemożności wywiązania się z długu powstaje koncepcya niemożności wywiązania się z pokuty. »grzech pierworodny«. o jego praojcu. z której łona człowiek powstaje i w którą obecnie wkłada się zły pierwiastek (»udyablenie przyrody«). Ten człowiek z sumieniem nieczystem owładnął założeniem religijnem. w którym znękana ludzkość czasową znalazła ulgę. stąd też. innego istnienia. celem obłaskawienia »w państwo« i zamkniętego więźnia. »niewolność woli«). wżera. który dotąd obciążony jest klątwą (»Adam«. ba. Bóg tym jedynym. skoro upadło ich założenie. Tyle tymczasem w krótkości i zgrubsza o związku pojęć »długu«. który może wyzwolić człowieka. w Boga. z m i ł o ś c i (mamyż w to wierzyć? –). teraz p o w i n n y pojęcia »długu« i »obowiązku« zwrócić się wstecz – przeciw k o m u jednak? Nie można wątpić: najpierw przeciw »dłużnikowi«.. rozpiera i na kształt polipa wszerz i głąb rośnie. 21. »obowiązku« z założeniami religijnemi. Dłużnik ofiaruje się za swego wierzyciela. Przypuściwszy. teraz spojrzenie p o w i n n o beznadziejnie odbić się od spiżowej niemożliwości. Bóg samym sobą płaci samemu sobie. lub o istnieniu wogóle. towarzyszyło też na ziemi maximum poczucia długu. Widzimy ową chęć samodręczenia. w którym obecnie nieczyste sumienie tak się zagnieżdża. jak gdyby owo umoralnienie wcale nie istniało. by swoją samoudrękę doprowadzić do najokropniejszej sro43 . że teraz już spełnia się także zasługujący na uwagę upadek ludzkiej świadomości długu. o początku rodzaju ludzkiego. pożądanie nicości lub pożądanie jego »przeciwieństwa«. Umoralnienie pojęć długu i obowiązku. nie można odrzucać widoków. poplątanie nieczystego sumienia z pojęciem boga) i mówiłem nawet na końcu poprzedniego rozdziału. by sobie ból zadawać. wiara w naszego »wierzyciela«. c o się przy tem wszystkiem i p o d tem wszystkiem działo. Istotny stan rzeczy różni się od tego w sposób straszliwy. buddyzm i rzeczy pokrewne) – aż naraz znajdujemy się przed paradoksalnym i przerażającym wybiegiem. iż zupełne i ostateczne zwycięstwo ateizmu mogłoby zgoła uwolnić ludzkość od tego uczucia. owo w głąb cofnięte okrucieństwo uwewnętrznionego. Już prawie da się zgadnąć. wtłoczenie ich w n i e c z y s te sumienie daje właściwie próbę o d w r ó c e n i a kierunku opisanego dopiero co rozwoju. jakoby pojęcia te z konieczności miały się już ku końcowi. które pozostaje jako »n i c w a r t o s a m o w s o b i e« (nihilistyczne odwrócenie się od niego. jeszcze dokładniej. od czegoby on sam nigdy wyzwolić się nie mógł. Ateizm i pewien rodzaj w t ó r ej n i e w i n n o ś c i idą z sobą w parze. cofnąć się. żeśmy właśnie rozpoczęli ruch o d w r o t n y. 22.

. jako piekło. jak wśród tej nocy katuszy i niedorzeczności brzmiał krzyk m i ł o ś c i.. . wyrzuca z siebie wszelkie zaprzeczenie siebie samego. jako potwierdzenie. daje im kiedy niekiedy do zrozumienia. smutne zwierzę człowiecze! Jakież nachodzą je pomysły. że istnieją d o s t o j n i e j s z e sposoby posługiwania się zmyśleniem bogów. źródłu i początkowi świata).. Posuwały się w tem bardzo daleko te przepyszne istoty o lwich sercach a głowach dzieci. natury. jako katuszę bez końca. by najgłębsze dno rzeczy zarazić i zatruć problematem kary i winy. jakież b e s t y a l s t w o i d e i wystrzela natychmiast. Ujmuje w »Bogu« krańcowe przeciwieństwa. faktycznej swej istoty. bunt przeciw »panu«. by móc cieszyć się z swej wolności duszy: więc w rozumieniu odwrotnem. którego uprzytomnienia ani na chwilę nie wolno nam było sobie oszczędzić. by właśnie zdaleka od siebie trzymać »nieczyste sumienie«. »Dziwna! mówi on raz – chodzi o sprawę Egistosa. – Że pojęcie bogów s a m o w s o b i e nie koniecznie prowadzi do tego pogorszenia fantazyi.. lecz [sami ściągają Na się nieszczęścia przez swój nierozum. jako sędziostwo Boga. niż chrześcijaństwo swego używało Boga. patrząc na występki 44 . krzyk tęskniącego zachwytu. Ta myśl staje się dlań narzędziem tortury. Niech to wystarczy raz na zawsze odnośnie do pochodzenia »świętego Boga«. nie wściekało się na siebie samo! Grecy posługiwali się przez najdłuższy okres czasu swoimi bogami. że tak bardzo śmiertelni skarżą się jednak [na bogów! Z ł o o d n a s t y l k o p o c h o d z i. – to daje się na szczęście wysnuć z każdego spojrzenia. wprzęga się w sprzeczność »Boga« i »dyabła«. jakież pogwałcenia natury. jako katostwo Boga. denerwującego smutku.. najstraszniejsza choroba. skoro tylko przeszkodzi się mu być b e s t y ą w c z y n i e!. opór. na te odzwierciedlenia ludzi dostojnych i wielmożnych. Tkwi tu c h o r o b a. sądzą. to szalone.. b a r d z o złą sprawę – »Dziw. n i e rozdzierało zaś samego siebie.. niż samokrzyżowanie i samohańbienie człowieka. że trzeba przemocą bronić się zbyt długiemu patrzeniu w te bezdnie.gości i surowości. przejęty niezwyciężoną grozą.. jaka dotychczas w człowieku szalała: – a kto jeszcze usłyszeć zdołał (lecz dziś nie ma się już uszu na to! –). że i ten olimpijski widz i sędzia daleki jest od tego. »ojcu«.. jako wieczność. w których z w i e r z ę ludzkie czuło się ubóstwionem. wbrew [przeznaczeniu. W człowieku jest tyle przerażającego!. jako niezmierzoność kary i winy. jako byt. »Jakże oni g ł u p i!« myśli. Jest w tem okrucieństwie duchowem rodzaj szaleństwa woli. I nie mniejszy autorytet jeno sam Zeus homerowski. jakież paroksyzmy głupstwa.. Wina przeciw B o g u!. lecz także pełne czarnego. rzuconego na b o g ó w g r e c k i c h. posępnego. cielesność. Wszystko to jest aż nadmiernie zajmujące. wybawienia w m i ł o ś c i. by gniewać się na nich za to i źle myśleć o nich. że biorą to nazbyt lekce. naturalności. w czem ostatnie stulecia Europy doszły do mistrzostwa. jego wola c z u ć się skaranym. nie ulega wątpliwości. jako Boga. że kara winę zrównoważyć może. przeinacza te instynkty zwierzęce w winę przeciw Bogu (jako wrogość. jako świętość Boga. ten odwróci się. jego w o l a. bez nadziei. jakie dla swych właściwych i nieodłącznych instynktów zwierzęcych mógł wynaleźć.« Jednak widzi się i słyszy zarazem. 23. by raz na zawsze odciąć sobie odwrót z tego labiryntu -»idee fixe« jego wola wzniesienia ideału – ideału »świętego Boga« – by w obliczności jego być dotykalnie pewnym swej bezwzględnej niegodności! Och. Ziemia za długo już była domem waryatów!. rzeczywistość. nie mającego bezwzględnie nic sobie równego: w o l a człowieka uważania siebie za winnego i godnego potępienia aż do niemożliwości pokuty.. jako zaświat.

. marzycieli. by n i e n a t u r a l n e skłonności. mówił sobie wkońcu. dostojni i cnotliwi?« – Tak pytał siebie przez stulecia dostojny Grek. My. do lodu i gór w każdem znaczeniu. którymby zdobywanie. swój artyzm może. dotychczasowe ideały. że się daje coś niecoś do poznania z surowości i wyżynności. jesteśmy spadkobiercami wiwisekcyi sumienia i samodręczenia się zwierząt od tysiącoleci: w tem mamy najdłuższe ćwiczenie.. gdy znowu wróci na światło. najlepszego towarzystwa.. musi nam się zjawić przecie ten w y z w a l a j ą c y człowiek wielkiej miłości i pogardy. niebezpieczeństwo. jak gdyby ona była ucieczką przed rzeczywistością. »Bo jakżeż to też możliwe? Skądby się wzięło w głowach. które wszystkie razem wrogie są życiu i oczerniają ziemię. wszystkie owe aspiracye do zaświata. które w tym właśnie możliwe są okresie: duchów. by stamtąd kiedyś. tymczasem jest ona tylko jego zanurzeniem się. instynktowi. winę. jak drogo opłaca się na ziemi wzniesienie k a ż d e g o ideału? Ile rzeczywistości trzeba było na to zawsze oczernić i niezrozumieć. trzebaby. które jest właściwe wszelkiemu zdrowiu. Jednak nawet to zaburzenie w głowie było problematem. znużonych . to tylko p r z y p u s z c z a l i Grecy nawet najtęższych. zagłębieniem w rzeczywistość. przygoda. ile z »boga« każdym razem w ofierze złożyć? By móc jakąś świętość wznieść.. ból nawet potrzebą się stały. próżnych. jakie m y mamy. Potrzebaby do owego celu i n n e g o rodzaju duchów. Usiłowanie odwrotne byłoby s a m o w s o b i e możliwe – lecz któż jest dość silny na to? –. co słuszna. służyli jako przyczyna zła – wówczas brali na siebie nie karę. naturze. mógł w y z w o l e n i e przynieść tej rzeczywistości: jej wyzwolenie od przekleństwa. Lecz kiedyś. którego napór sił własnych ciągle wygania z wszelkich uboczy i zaświatów. skoro czynimy jak świat cały i folgujemy sobie jak cały świat!. to jest. jakże uprzejmym dla nas okazuje się świat cały. w każdym razie swe wyrafinowanie. czy się go obala?« Takie spotka mnie może pytanie. 24. w obliczu niezrozumiałej dla siebie zdrożności i występku.śmiertelnych. krótko.. zwierzęciu. ile kłamstw uświęcić. ostatecznego najpewniejszego siebie zuchwalstwa poznania. n i e grzech! Rozumiecie to?.. Ten człowiek przyszłości. jak 45 . Ta konkluzya jest t y p o w o grecka. co jest d o s t o j n i e j. potrząsając głową. szczęśliwi. Do kogo zwrócić się dziś z takiemi nadziejami i wymaganiami?. Lecz czyście też siebie samych pytali dość. którymi splamił się ktoś z jemu równych. w czasach silniejszych. tak że ostatecznie zawarły w nim siostrzany związek z »nieczystem sumieniem«. zagrzebaniem. właśnie tego w i e l k i e g o z d r o w i a!. widać to dobrze. ludzie nowocześni. »Głupstwo«. – Kończę trzema znakami pytania. niż te.. co przeciwne zmysłom. ile sumień zburzyć. Człowiek zbyt długo »złem spojrzeniem obserwował swe przyrodzone skłonności. do tego. »brak rozumu«. którem obarczył ją dotychczasowy ideał.. cóż rozdziela gruntowniej niż to. Głupota.. niż ta zbutwiała. który nas tak samo od dotychczasowego wyzwoli ideału. trzebaby na to nawyknienia do ostrego wysokiego powietrza. swój smak zepsuty. t r z e b a j a k ą ś ś w i ę t o ś ć z b u r z y ć: to jest prawo – pokażcie mi wypadek.. samozwątpiała teraźniejszość. do zimowych wędrówek.. lecz. połączyć z nieczystem sumieniem siostrzanym związkiem... trzebaby na to pewnego rodzaju wzniosłej złoby.. Właśnie d o b r y c h ludzi miałoby się tem samem przeciw sobie. Lecz czyż to dziś. nadto. jako powód wiela złego i fatalnego. pojednanych.. w którymby się nie spełniło!. którego samotności tłum nie rozumie... najdzielniejszych czasów. z jaką traktuje się samego siebie? I znowu – jakże uprzedzającym. duch twórczy.. my ludzie pochodzenia szlachetnego. wygodnych.. »Czy właściwie stawia się tu jakiś ideał. przez wojny i zwycięstwa wzmocnionych. W ten sposób służyli wówczas bogowie jako usprawiedliwienie człowieka do pewnego stopnia nawet w lichem. mówiąc krótko i dość źle.. nieco »zaburzenia w głowie«.. pomyślnie udani. właśnie jest choćby tylko możliwe?. Cóż obraża głębiej.. »Musiał go pewno b ó g dotknąć szaleństwem«.

od wielkiego wstrętu. Z a r a t u s t r z e b e z b o ż n i k o w i. dzwon. ten antychryst i antynihilista. milczeć: targam się bowiem na coś.. komuś »bardziej przyszłemu«.. 25. niż ja jestem. co wolno jeno komuś młodszemu. ten dzwon bijący południa i wielkiego rozstrzygnięcia. ten zwycięzca Boga i nicości – p r z y j ś ć k i e d y ś m u s i.i od tego. od nihilizmu. c o z e ń w y r ó ś ć m u s i a ł o. który wolę znów wolną uczyni. silniejszemu. który wróci ziemi jej cel. – co wolno jedynie Z a r a t u s t r z e. 46 . od woli nicości. Lecz cóż to prawię? Dość! Dość! W miejscu tem godzi mi się jedno tylko.. a człowiekowi jego nadzieję..

drwiących. 47 . Jest niewiastą. gwałtowników – takimi chce n a s mieć mądrość.ROZPRAWA TRZECIA: Co znaczą ideały ascetyczne? Beztroskich. kocha zawsze tylko wojownika. T a k o r z e c z e Z a r a t u s t r a.

Że jednak wogóle ideał ascetyczny tak wiele znaczył dla człowieka. Kto wie. jeden powab uwodny w i ę c e j. że jeśli unieszczęśliwione świnie doprowadzone zostały do uwielbienia czystości – a są takie świnie! – to widzą i uwielbiają w niej tylko przeciwieństwo. Tutaj przypomina się nam. – i woli raczej jeszcze chcieć n i c o ś c i. co do którego dość często pytano mnie o radę.. Z drugiej strony rozumie się aż zbyt dobrze. nie musi to być na szczęście wcale jeszcze przeciwieństwo tragiczne. ta zmiana radykalna skłonności? – bo taką była ona. każde dobre małżeństwo. niż n i e c h c i e ć. Lecz w każdym razie też o pochwałę zmysłowości: – i właśnie tak wydałoby mi się wszystko w porządku. że miał odwagę do swej z m y s ł o w o ś c i (– nazywano ją wówczas. na swoje stare lata hołd składa czystości? Oczywiście w pewnym sensie czynił to zawsze.. najlepszem narzędziem mocy. Co znaczy. w tem wyraża się zasadniczy fakt człowieczej woli.). – Czy mnie rozumiecie?. – najwykwintniejsi. u fizyologicznie upośledzonych i rozstrojonych (u w i ę k s z o ś c i śmiertelnych) usiłowanie. jaki był w życiu Wagnera: było to wówczas. anielskość radnego tłustego zwierza. że i w tem »Weselu Lutra« chodziłoby tylko o pochwałę czystości. najjaśniejsi. gdyby był tę p r z y j e m n ą faktyczność z pomocą wdzięcznej i dzielnej komedyi Lutrowej wpoił nanowo w swych Niemców. formą ich obłędu. każde prawdziwe kochanie serdeczne stoi ponad tem przeciwieństwem. w najlepszym razie. pewną morbidezza pięknego ciała. Bo między czystością a zmysłowością nie koniecznie musi istnieć przeciwieństwo. oczywiście. przeciwieństwo unieszczęśliwio- 48 . takby właśnie było też »po wagnerowsku«.. jakie to właściwie zrządziły przypadki.. ich novissima gloriae cupido. i może zasługa Lutra nie jest w niczem tak wielka. bardziej ochoczych śmiertelników. by poszczególny wziąć przypadek. Co znaczą ideały ascetyczne? – U artystów nic. się nam wnet najlepszy. jej horror vacui: p o t r z e b u j e o n c e l u. są świętą formą wybujałości. że dziś zamiast tej muzyki weselnej posiadamy Majstersingerów? I wiele w nich jeszcze może tamtej podzwania? Lecz nie ulega zgoła wątpliwości. dość delikatnie.. zda mi się. u kobiet.. »B y n a j m n i e j! m ó j p a n i e!« – Zacznijmy więc od początku. lub zbyt wiele rzeczy. Takie »sprzeczności« właśnie są pokusą istnienia. głównym środkiem w walce z długiem cierpieniem i nudą. bo jest i było między Niemcami zawsze wielu oszczerców zmysłowości. Jeśli taki artysta. Co znaczą ideały ascetyczne? – Lub. jeśli chcemy zatrzymać się nieco przy tem zagadnieniu.. gdzie istnieje naprawdę przeciwieństwo między czystością a zmysłowością. jeśli artysta rzuca się w kierunek wprost przeciwny ?. jak właśnie w tem. jak Goethe. Wagner. lecz dopiero na samym końcu w sensie ascetycznym. najradośniejszy. u filozofów i uczonych coś jakby wietrzenie i instynkt co do najbardziej sprzyjających warunków wysokiej duchowości. by swą zawodną równowagę między »zwierzęciem i aniołem« uważać zaraz za argument przeciw istnieniu. którzy dalecy są.. przypomina. 2. co znaczy naprzykład. widzieli w tem nawet jeden powab życia w i ę c e j.. by wydawać się »zbyt dobrymi« dla tego świata. n a j o d w a ż n i e j s z y może czas. Stosuje się to przynajmniej do wszystkich bardziej udanych.I. najmocniejszy.. Co znaczy to nawrócenie się.. u świętych wreszcie pozorem do snu zimowego. jak Ryszard Wagner. jak Hafis. Wagner rzucił się wtedy w kierunek wprost sobie przeciwny. Lecz nawet w wypadku. byłby dobrze zrobił. gdy go wnętrznie i głęboko przejmował pomysł wesela Lutra. ich spokojem w nicości (»Bogu«). »ewangeliczną wolnością«. także »najwyższem« zezwoleniem na moc. u kapłanów są one właściwą wiarą kapłańską. Czyście mnie zrozumieli?.

rzucone jednym tchem nienawiści? Odstępstwo i nawrót ku chrześciańsko chorobliwym i szerzącym ciemnotę ideałom? I wreszcie zaprzeczenie i przekreślenie samego siebie przez artystę. z którego ono wyrasta. równie nieswobodnej jak bezradnej. w pewnej mierze pognojem i śmieciem. gdzie zdradza się tajemne życzenie i wola. P o c ó ż j e d n a k? jak słusznie zapytać wolno. to jest do n a j w y ż s z e g o u d u c h o w i e n i a i u z m y s ł o w i e n i a swej sztuki? A nietylko swej sztuki. niepewna. wtedy dopiero dosięga ostatecznego szczytu swej wielkości. owo bolesne i zbyteczne przeciwieństwo. jak i innym Niemcom (– nazywali siebie »m ł o d y m i Niemcami«).nej świni (z jakiemż tragicznem rechtaniem i żarliwością! można sobie wyobrazić). który. życzyć tego. zaświatowości artystycznej? Chciałoby się. To właśnie. jak się rzekło. Przypomnijmy sobie. ów nieborak i prostaczek Parsyfal. niby finał i dramat satyryczny. swoje mniemanie – a jest to wypadek t y p o w y –: sądzę. że wkońcu miał wolę po temu. łonem matczynem. średniowiecza i powiedzenia swym uczniom »to nic nie jest! szukajcie zbawienia gdzieindziej!« nawet wzywa raz »krwi Zbawiciela« . chciał pożegnać się z nami. którym tragik Wagner. który ma w sobie wiele bolesnego. bo cóż nas obchodzą świnie? – 3. tryumfem jego zdobytej. jak rzekłem. ostatecznej. by o tem i n a c z e j p o u c z a ć. Jest on wkońcu tylko uprzednim warunkiem swego dzieła. pisaninie jego ostatnich lat znajduje się sto ustępów. byłoby godne wielkiego tragika.. co go właściwie obchodziło to męskie (ach. 4. Nie można przytem oczywiście pominąć owego drugiego pytania. jak każdy artysta. Bo cóż go obchodziły. – I nie tylko z pomocą parsyfalowych trąb ze sceny: – w mętnej. do którego Ryszard Wagner chciał bezsprzecznie na końcu swego życia jeszcze muzykę ułożyć i wprowadzić na scenę. nawrócenia. gruntem. w jemu właśnie przystojny i jego godny sposób. jeśli się samem dziełem radować chcemy. z jakim zapałem szedł Wagner owego czasu śladami filozofa Feuerbacha: wyrażenie Feuerbacha o »zdrowej zmysłowości« brzmiało w trzydziestych i czterdziestych latach Wagnerowi. Jestże »Parsyfal« Wagnera jego tajemnym śmiechem wyższości z samego siebie. tak niemęskie) »niewiniątko wiejskie«. Wnikanie w p o c h 49 . o czem trzeba zapomnieć. który dotąd całą mocą swej woli parł do czegoś odwrotnego.. Czyż ostatecznie przyjął i n n ą o t e m n a u k ę? Bo. niewyznana wola głoszenia odwrotu. najwyższej wolności artystycznej. – gdy umie ś m i a ć s i ę z siebie. parodyi całej przerażającej powagi ziemi i jęku ziemi z onegdaj. przedewszystkiem z t r a g e d y ą. jak jego dzieło. nawet życzyć sobie czegoś odwrotnego. gdy umie siebie i sztukę swoją widzieć p o d sobą. przezwyciężonej nareszcie n a j g r u b s z e j f o r m y sprzeczności ideału ascetycznego z naturą. także swego życia. ociągliwa. a to wybrykiem najwyższej i najzuchwalszej parodyi samej tragiczności. – że wagnerowski Parsyfal pomyślany został pogodnie. Wypowiadając w takim wypadku. bo czemżeby był p o w a ż n i e p o m y ś l a n y Parsyfal? Czyż rzeczywiście trzeba widzieć w nim (jak wyrażono się przede mną) wyrodka oszalałej nienawiści poznania ducha i zmysłowości? Przekleństwo na zmysły i ducha. na którem. że będzie z pewnością najlepiej oddzielić twórcę o tyle od jego dzieła. co najmniej zdaje się. by jego samego nie brać tak poważnie. którego tak podchwytliwymi środkami zrobi! ostatecznie katolikiem – jak to? byłże ten Parsyfal p o w a ż n i e pomyślany? Czułoby się bowiem pokusę przypuszczać. niby głos zbawienia. także z sobą. zaprzeczenia chrześcijaństwa. – a zatem w najliczniejszych wypadkach czemś.

jak Schopenhauer. wyrażać może. jeśli prawdziwy filozof hołduje ideałowi ascetycznemu. – Cóż więc znaczą ideały ascetyczne? Jeżeli chodzi o artystę. by i n a c z e j się był pożegnał z nami i swój ą sztuką. siłą konieczności nie mógłby tego przedstawić. państwowo bogobojnego sposobu myślenia). jak to sam artysta zbyt łatwo czyni. jak tą »nierealnością« i fałszywością swego najwnętrzniejszego istnienia niekiedy aż do rozpaczy znużyć się może – i że usiłuje wówczas wtargnąć w to... oparcia. Tak naprzyklad Ryszard Wagner wziął sobie filozofa Schopenhauera. jej powodu część najcenniejszych przyjaciół). lub religii. a nie czeka dopiero na przodowników i skinienia z góry? – Rozważmy tu natychmiast godne uwagi i dla pewnego rodzaju ludzi moc czaru mające stanowisko Schopenhauera w stosunku do s z t u k i: bo ono to było oczywiście powodem. za przewodnika i opiekuna: – któżby zresztą choćby tylko przypuścili że mógł mieć o d w a g ę do ideału ascetycznego bez poparcia. musi się zapomnieć. Lub tak wiele rzeczy. pomijając już całkiem. podstawowe. ta sama zachcianka. Wreszcie. – I oto dotarliśmy do najpoważniejszego pytania: co znaczy. podobnie jak brzemiennej kobiecie wszystkie obrzydliwości i przedziwności ciąży. że byli niestety dość często nazbyt gibkimi dworakami swych zwolenników i popleczników i wietrzącymi pochlebcami wobec starych lub właśnie nowowynurzających się potęg. nie Parsyfalem. który w siedmdziesiątych latach osięgnął w Europie p r z e w a g ę (pominąwszy już. od rzeczywistości. i to aż do tego stopnia. gdy »nadszedł czas«. jakiegoś ustalonego autorytetu: artyści nie stoją nigdy o własnej sile. żeby ich oceny wartości i zmiana tychże zasługiwała w s o b i e na współodczuwanie! Byli oni wszystkich czasów lokajami jakiejś moralności. który ma odwagę być sobą samym. złowrogie stanie na uboczu od wszelkiej wyżyny. stanie o własnej sile sprzeciwia się ich najgłębszym instynktom. – mniej uwodząco na manowiec. z drugiej strony jest zrozumiałem. gdyby Homer był Achillesem a Goethe Faustem. z psychologicznej contiguity.. cóż zależy na tem? Panom artystom daleko do tego.. że j e ś l i b y był tem właśnie. w to. 5. czy w n o w y c h Niemczech był wogóle możliwy artysta bez mleka bogobojnego. o których. pomijając tę z a c h c i a n k ę. który umie stać sam. pojmujemy to właśnie: n i c z g o ł a!. że jest to tyle. Faktycznie jest tak. artystów! Poecie i twórcy Parsyfala nie zostało oszczędzonem głębokie. której uległ i postarzały Wagner i którą tak drogo. z większą pewnością siebie. co rzeczywiste. Należy się wystrzegać i nie mieszać rzeczy. lub filozofii.. jak mówią Anglicy: jakoby on sam b y ł tem. lecz bardziej zwycięsko. pewien rodzaj intelektualnej p r z e w r o t n o ś c i (jeśli mi się wybaczy to słowo). nawet straszliwe wżycie się i zejście w średniowieczne kontrasty duszne. którego mu użyczała filozofia Schopenhauera. co mu właśnie najbardziej wzbronione. wyrazić. J e s t t o t y p o w a z a c h c i a n k a twórcy. i b y ć rzeczywiście. Goethe Fausta. nigdy do ludzi estetycznych. mniej po szopenhauerowsku. Pierwsza naprzykład wyrażona jest w 50 . mniej dwuznacznie w stosunku do całości swych usiłowań. Lecz wkońcu. Co najmniej potrzebują zawsze ochrony.o d z e n i e dzieła należy do fizyologów i wiwisektorów ducha: nigdy zaś. bez autorytetu Schopenhauera. przez Herwegha). tak fatalnie odpokutować musiał (– stracił z. by stać dość niezależnie na świecie i p r z e c i w światu. wiadomo.. surowości i karności ducha. Homer nie byłby stworzył Achillesa. by móc się dzieckiem radować. Z jakiem powodzeniem? Można odgadnąć. wymyślać. co przedstawiać. że przez to rozwarła się zupełna teoretyczna sprzeczność pomiędzy jego dawniejszą a jego późniejszą wiarą estetyczną... bardziej po wagnerowsku. jak się rzekło. Doskonały i zupełny artysta jest po wszystkie wieki oddzielony od »realności«. prawdziwie na sobie samym oparty duch. wymyślić. dla którego przedewszystkiem Ryszard Wagner przeszedł na stronę Schopenhauera (namówiony do tego przez pewnego poetę. co nic zgoła. mniej nihilistycznie?. mąż i rycerz o spiżowem spojrzeniu. któżby wogóle nie życzył dla samego Wagnera.

kapłanem. która odzwierciedla się w takich argumentach. medium. telefonem zaświata. przeciwnie: tak więc otrzymujemy od nich zaraz z początku definicye. Wraz z tem nadzwyczajnem podwyższeniem wartości muzyki. 6. jako jej najwłaśniejsze. a jednak nie mógł wydobyć się z zaklętego koła kaniowskiej definicyi: jak to się stało? Okoliczność jest dość dziwna: słowo »bezinteresownie« wykładał sobie w najosobistszy sposób. co może najbardziej zadziwia. by się rozwinąć. że przeciwdziała ona właśnie »interesowności« p ł c i o w 51 . O niewielu rzeczach mówi Schopenhauer z taką pewnością. nazywający raz piękno une promesse de bonheur. rozmyślał o sztuce i pięknie jedynie ze stanowiska »widza« i przytem wciągnął niepostrzeżenie samego »widza« w pojęcie »piękny«.. wyrosłem z filozofii szopenhauerowskiej. Lecz gdyby przynajmniej ten »widz« był dostatecznie znany filozofującym o pięknie! – to jest jako wielka o s o b i s t a oczywistość i doświadczenie.»Operze i Dramacie«. brak wytworniejszego doświadczenia własnego toczy jak duży robak w miejscu zasadniczej pomyłki. – jakkolwiek z pewnością nie patrzał nań kantowskiemi oczyma. Złóżmy tem lepsze świadectwo niewinności naszych estetyków. poczytajmy naprzykład Kantowi za chlubne to. czego o najistotniejszej właściwości zmysłu dotyku uczyć umie z naiwnością wiejskiego proboszcza! – A teraz powracamy do Schopenhauera. podniósł się odrazu i sam m u z y k niesłychanie w cenie: stał się odtąd wyrocznią. że Kant. a w każdym razie Pigmalion n i e koniecznie musiał być »człowiekiem nieestetycznym«. która. to nam wolno też pobawić się trochę ich kosztem: – doświadczenia a r t y s t ó w są na tym ślizkim punkcie bardziej »interesujące«.. Kto ma słuszność. – wypowiadał metafizykę: cóż dziwnego. zachwytów w dziedzinie piękna! Lecz rzecz miała się zawsze. że z szopenhauerowską teoryą i nowinką w i ę c e j zrobić można in maiorem musicae gloriam. podobnie jak wszyscy filozofowie. że pod czarem piękna można n a w e t nieubrane posągi kobiece oglądać »bezinteresownie«. Muzyka stanęła tu na uboczu od wszystkich pozostałych sztuk. którą stworzył prawdziwy »widz« i artysta. na podstawie jednego doświadczenia. że dotąd czynił z niej środek. mówi Kant. Czy to nie było w zasadzie błędem. nie tu miejsce do roztrząsania. druga w pismach. więcej niż kapłanem. pewnego rodzaju trąbą »rzeczy samej w sobie«. które u niego należeć musiało do najprawidłowszych. Schopenhauer zużytkował dla siebie kantowskie ujęcie problematu estetycznego. jako pełnia najbardziej własnych silnych wydarzeń życiowych. mężczyzny – mianowicie dramatu! Pojął on odrazu. przedstawiające odbicia zjawiskowości. jak tamte. który w zupełnie innej. które są zaszczytem wiedzy: bezosobowość i ważność powszechna. niż Kant. wprost z niej się wywodzące objawienie. raczej jako przemawiająca językiem w o l i bezpośrednio z »bezdni». jako niezawisła w sobie sztuka. – wypowiadał odtąd nietylko muzykę. że wreszcie pewnego dnia zaczął prawić o i d e a ł a c h a s c e t y c z n y c h?. gdy między właściwościami piękna odznaczy i na czoło wysunie te. co się podoba b e z i n t e r e s o w n i e». mierze był blizki sztukom. Kant czy Stendhal? – Oczywiście. zmienia odtąd bezwzględnie swój sąd o wartości i stanowisku m u z y k i samej: cóż zależało mu na tem. niespodzianek. podkreślić jeno pragnę. Jest tu w każdym razie właśnie o d r z u c o n e i wykreślone to. n i e. jeżeli naszym estetykom nie przykrzy się obciążać szali na rzecz Kanta tem. które jak w owej sławnej definicyi Kanta o pięknie. – to jest z s a m o w ł a d z t w e m muzyki. ba. co Kant w estetycznym stanie jedynie wyróżnia: le désintéressement. ten brzuchomowca boga. zamiast patrzeć na problemat estetyczny ze stanowiska doświadczeń artysty. najpierwotniejsze. które wydał po roku 1870. że wyświadczy zaszczyt sztuce. Kant spodziewał się. jak o działaniu kontemplacyi estetycznej: pomawia ją. »Piękne jest. W szczególności zmienia Wagner. tak jak je Schopenhauer pojął. – Stendhal. »kobietę«. żądz. potrzebuje koniecznie celu. jak się obawiam. Bezinteresownie! Porównajmy z tą definicyą tamtą inną.

bez Hegla. że gniewał się. jak się rzekło. można się o to założyć. jed52 . Jemu wydaje się właśnie »p o b u d z e n i e w o l i« (»interesu«) przez piękno rzeczywistym stanem rzeczy.. bez kobiety. że byłby zachorował. wdzięczność. że się pod tym względem bardzo niesłusznie za kantowczyka uważa. wrogowie byli n i e z b ę d n i do zachowania dobrej myśli. że Schopenhauer ma stokrotnie co do swej osoby słuszność. to. jego remedium przeciw wstrętowi. – że i jemu piękno podoba się z »interesu«. nie pochodzi z uogólnienia owego doświadczenia płciowego. także najbardziej porywającym i zachwycającym ich wybuchem –. zupełnie jak gniew starożytnych cyników. iż wyzwolenie się z »woli« możliwe jest jedynie przez »wyobrażenie«. żółciowe. Pewnem jest bezsprzecznie. (Przy wszystkich zagadnieniach co do filozofii szopenhauerowskiej. jego s z c z ę ś c i e m. I czyżby nie można wkońcu samemu Schopenhauerowi zarzucić.. pozostania. bez zmysłowości i całej woli istnienia. acz bardzo tego pragnął) bez swych wrogów. – i tu dopiero spotykamy się znowu z naszym problematem. że jest ona koncepcyą dwudziestosześcioletniego młodzieńca. byłby stąd uciekł: jego wrogowie jednak trzymali go silnie. co jest specyficznem w Schopenhauerze. istnieje również pewne filozoficzne przysposobienie i serdeczność względem całego ideału ascetycznego. by się gniewać. natura nie mniej zmysłowa. czy jego myśl. Nie należy nam niedoceniać mianowicie. że Schopenhauerowi. w cierpienie. I by powrócić do naszego pierwszego zagadnienia. jego wypoczynkiem. gdzie tylko istnieli filozofowie (od Indyi do Anglii. lecz szczęśliwiej niż Schopenhauer udana. Strzeżmy się przy słowie »katusza« zasępiać zaraz twarze: w tym właśnie wypadku jest dość do zastrzeżenia. podnosi inne działanie piękna: »piękno o b i e c u j e szczęście«. koło Iksyona zatrzymało się«.) Posłuchajmy naprzykład jednego z najwyraźniejszych ustępów z pośród tych licznych. »Jest to stan bezbolesny. jego wrogowie uwodzili go ciągle nanowo ku istnieniu. nawet najsilniejszego. Schopenhauer byłby inaczej t u n i e pozostał. że odkąd istnieją na ziemi filozofowie i wszędzie. istnieje też w stosunku do zmysłowości filozoficzna drażliwość i rancune – Schopenhauer jest tylko najwymowniejszym. który Epikur sławił jako dobro najwyższe i jako stan bogów. który się od swej katuszy uwalnia?.. Ba. – pozostaje nawet dość do śmiechu. Co za dosadność słów. które pisał na chwalę stanu estetycznego (Świat jako wola i wyobrażenie. byłby się stał p e s y m i s t ą (– bo nie był nim. i jeśli się ma uszy po temu. jako wielkiej korzyści i pożytku stanu estetycznego. jego pokrzepieniem. co jest specyficznem w owym okresie życia. czarnozielone słowa. że lubił zgryźliwe. jeśli filozof hołduje ideałom ascetycznym?« – to znajdujemy tu przynajmniej pierwszą wskazówkę: c h c e s i ę u w o l n i ć o d k a t u s z y. Tyle co do strony najosobistszej w sprawie Schopenhauera. z drugiej strony jest tu jeszcze coś typowego. święcimy sabat więziennej pracy chcenia. dość do odjęcia. by wziąć przeciwległe bieguny uzdolnień do filozofii). co uczyniono przez to dla lepszego wniknięcia w istotę piękna? Schopenhauer opisał jedno działanie piękna. na tę chwilę pozbyliśmy się marnego naporu woli. z pasyi. podobnie więc jak lupulina i kamfora. że więc zabarwiona jest nietylko tem. które uspakaja wolę. mówiąc nawiasem. lecz i tem. – 7.. czy jego zasadnicza koncepcya »woli i wyobrażenia«. kobietę. »cóż znaczy. jego gniew był. to »instrumentum diaboli«). nie należy nigdy wypuszczać z pod uwagi. jego odwetem. z któremi te słowa musiały być wymawiane. był nieznużony na punkcie uświetniania t e g o wyzwalania się od woli. czuje się pokusę zapytać. I. że kaniowskiej definicyi piękna wcale a wcale po kantowsku nie rozumiał. szczęście.e j. wsłuchajmy się w ton. 231). Co za patologiczne prawie przeciwstawienie czasu »owej chwili« i pozostałego poza tem »koła Iksyona« »więziennej pracy chcenia« i »marnego naporu woli«! – Lecz przypuściwszy. – jestże ono jednak prawidłowe? Stendhal. który w istocie uważał płciowość za osobistego wroga (a obejmował tem uczuciem jej narzędzie. najosobistszego interesu z interesu katowanego..

. od zajęć. 53 . opuścił dom«. jest życie w domu. Spinoza. zda się. co dla n i c h właśnie jest najniezbędniejsze: to jest o wolności od musu.. serce obce. że filozof nie może bez wnętrznej radości i przyklaśnięcia słuchać historyi tych wszystkich zdecydowanych. nie słychać szczekania nieprzyjaźni ni rozczochranej rancune. Schopenhauer – nie byli nimi.nak nie należy się co do tego łudzić. nie można ich sobie nawet jako żonatych w y o b r a z i ć. o dobrem powietrzu. ironice. nie jest jego drogą do »szczęścia«. coby do niego nakłonić mogło. wolnem. przyszłe. do najmocniejszego działania. tem samem także la bête philosophe. jak rzekł Budda. Każde zwierzę. razem wziąwszy. niż spoczywa. obowiązków. jako ich »cnoty« – cóż ma ten rodzaj ludzi do czynienia z cnotami! – lecz jako najistotniejsze i najnaturalniejsze warunki ich n a j l e p s z e g o istnienia. – cóż ich obchodzi »święty«! Myślą przytem o tem. o czem mówię. zaświatowe. więcej jeszcze. suchem. Wiadomo. fiat philosophus. czystość: przypatrzcie się jeszcze raz zblizka życiu wszystkich wielkich. to moje twierdzenie: a ów wyjątek. wśród którego wszelkie istnienie zwierzęce duchowem się staje i dostaje skrzydeł. – nie zaprzecza przez to »istnienia«. wszystkie psy uwiązane starannie na łańcuchach. lecz jego drogą do mocy. wynalazczych duchów. rozumie się samo przez się. to jest on – można być tego pewnym – zawsze tylko »tak zwanym«. fiam!. należy do typu. jedynie by t e g o właśnie twierdzenia dowieść. »a że tak myślał. którzy pewnego dnia wszelkiej niewoli rzekli n i e i poszli gdzieś na p u s t y n i ę. Sokrates – złośliwy Sokrates. »wyższego niż wszelki rozsądek«. 8. W ten sposób odrzuca filozof m a ł ż e ń s t w o. które mu stają lub stanąć mogą na tej drodze do optimum (– to. który więcej ponad życiem buja. wraz z tem. Cóż to z n a c z y? Bo trzeba ten stan rzeczy dopiero interpretować: stoi on tu sam w sobie. żadne podjadki nie toczą zadraśniętej dumy. dąży instynktownie do pewnego optimum sprzyjających warunków. jak wszelka »rzecz sama w sobie«. przypuściwszy nawet. Żonaty filozof należy d o k o m e d y i. Platon. każde zwierzę odrzuca tak samo instynktownie i z pewną czułością węchu. wolność jest w porzuceniu domu«. przypuściwszy. Ideał ascetyczny wskazuje tyle mostów do n i e z a w i s ł o ś c i. – myślą. fiat philosophia. wszystkie rodzaje wichrzycieli i przeszkód. dla każdego »ducha wolnego« musiałaby nadejść ta pełna namysłu godzina. przeszkody. wśród których może całkowicie sile swej dać ujście i osiąga maximum poczucia mocy. pęto mi ukuto« (râhula znaczy tu »mały demon«). głupi po wszystką wieczność. pogrobowe. ożenił się. – odnajdziecie tam zawsze wszystkie trzy do pewnego stopnia. rzadkiem. – małżeństwo jako przeszkodę i fatalność na jego drodze do optimum. czystem. Któryż wielki filozof byt dotąd żonaty? Heraklit. potwierdza raczej s w o j e istnienie i t y l k o swoje istnienie i to może aż do tego stopnia. Wcale n i e. myślał w sercu. o spokoju we wszystkich souterrains. Dekart. przy ideale ascetycznym o pogodnym ascetyzmie przebóstwionego i uskrzydlonego zwierza. i w najliczniejszych wypadkach faktycznie jego drogą do nieszczęścia). lecz dalekie. o tańcu. pokora. że nie jest daleki od występnego życzenia: pereat mundus. że miał przedtem bezmyślną. czem są te trzy błyskotliwe słowa ideału ascetycznego: ubóstwo. trosk. jeśli obojga brak filozofowi. nie są to wcale nieprzekupni świadkowie i sędziowie w a r t o ś c i ideału ascetycznego. do czynu. Jedno i drugie. o jasności w głowie. jak kołowroty młyńskie. Cóż wedle tego znaczy ideał ascetyczny filozofa? Odpowiedź moją odgadliście zapewne dawno: filozof na jego widok uśmiecha się do optimum warunków najwyższej i najśmielszej duchowości. Każdy filozof rzekłby. hałasu. Kant. ci filozofowie! Myślą o s o b i e. że były to tylko silne osły i zupełne przeciwieństwa silnego ducha. jak się rzekło. skromne i poddańcze wnętrzności są pilne. skoku i locie myśli. rodzajnych. która niegdyś nadeszła dla Buddy: »utrapione. miejscem nieczystości. Leibniz. gdy mu oznajmiono urodzenie syna: »Râhula mi się urodził. jak powietrze wyżynne. Jak widać.

I pewnem jest. Filozofa poznaje się po tem. mały urząd. ci wykształceni. którego widok pokrzepia. że w gruncie myśli nie o rzeczach. ich kram jarmarczny »dnia dzisiejszego«. Ten trzeci tu mówi natarczywie. Jego instynkt »macierzyński«. Tamten mówi prawie zawsze ochryple: czyżby siebie ochryple p o m y ś l a ł? To możliwe – zapytajcie fizyologów –. Lecz duch. czemu m y dziś z drogi schodzimy: to zgiełk i demokratyczna gadanina Efezyjczyków. ich nowinki o »państwie« (Persyi. co ciche. nie byłaby właśnie dominującą. pusty garnek: cokolwiek weń wejdzie. jak znosi ciemność. nazbyt mało pustynią teatralną. piazza di San Marco. ich hasłem jest »kto posiada. ich polityka. że nas wezmą za kogo innego. wpływem. dzień powszedni. na którem każda burza daje upust swym gniewom. – mimowoli zamykamy usta. gdzie się jest pewnym. każdy gniew swej burzy. że one do niego nie przychodzą. i gdzie bezkarnie można mówić z każdym. Niema więc w tem nic z »cnoty«. wieje nam w twarz swym oddechem.ich n a j b u j n i e j s z e j płodności Przytem jest zgoła możliwem. o czem można mówić. pozwala czekać na siebie. szuka ukrycia. przyznaję: dlaczego nam brak takich świątyń? (– może nam ich n i e brak: właśnie przypominam sobie swoją najpiękniejszą pracownię. lecz kto słowami myśli. dlatego unika swego czasu i jego »dnia«. pogodnym zwierzem i ptastwem. przy sposobności obcowanie z beztroskim. – coś. pora między 10-tą a 12-tą). wskazuje mu położenia. tajemna miłość ku temu. a nie jako myśliciel (zdradza to. niż na światło stawia. w tem samem znaczeniu. Czcimy to. to znaczy pusta głowa. Co więcej. Jużci nie brak i w niej wielbłądów: do tego jednak ogranicza się całe podobieństwo. niż wykształceni ją sobie wyobrażają! – w danych razach bowiem oni nią są. że dziś. książętom i kobietom. mówi cicho. wychodzi zeń dudniąco i grubo. albo że dość trudno jej było sercem i ręką podtrzymywać swą wolę »pustyni« przeciw skłonności do zbytku i największego wyszukania. kocha swój dźwięk. rozumiecie mnie). lecz tylko o stosunku do rzeczy. wszystko wogóle. w których odjęte mu jest myślenie o s o b i e. że wszyscy duchowi aktorzy siłą konieczności nie wytrzymaliby w niej. dostojne. chociaż przez książkę mówi do nas: dźwięk jego stylu wyjawia powód tego. – to jest tu pustynią: och. szacunkiem. co w nim wzrasta. że mało wierzy w samego siebie. coś co więcej ukrywa. – dla nich nazbyt mało jest ona romantyczna i syryjska. Co się tyczy jego »pokory« to znosi pewną zawisłość i zaćmienie. usuwanie się z drogi samemu sobie. Dość mało wkońcu żądają ci filozofowie. który żądania swe przeprowadzał przed wszystkimi innymi instynktami i czyni to jeszcze. to to samo. przeraża go bezchronność nazbyt wyosobnionego i na pastwę wydanego drzewa. W tem jest podobny do cienia: im bardziej mu słońce zachodzi. lub nigdy już nie dojdzie do słowa. jest ona dość samotna. gazetą. dalekie. zimne. Lecz czyniła to właśnie jako instynkt d o m i n u j ą c y. Ten tam naprzykład to z pewnością agitator. Unika zbyt jasnego światła. jak i przeciw marnotrawnej szczodrocie. jak instynkt m a t k i w kobiecie utrzymywał dotąd zależne stanowisko kobiety wogóle. nie mówiąc g ł o ś n o. lecz nie martwe. każdy duch ma swój dźwięk. lęk przed wrzawą. przeszłe. Zresztą p u s t y n i a. tem większy się staje. potrzebujemy przedewszystkiem spokoju od jednego: od wszelkiego »dzisiaj«. który jest pewien samego siebie. że schodzi z drogi trzem błyszczącym i głośnym rzeczom: sławie. filozofowie. gdyby tego nie czyniła. niezawiśle nastrojone duchy – och. Posłuchajcie tylko dźwięku ducha. że ich dominująca duchowość musiała wprzód wodze nałożyć niepohamowanej i drażliwej dumie lub krnąbrnej zmysłowości. Lecz co Heraklit wymijał. pod warunkiem. nazbyt przybliżą się do nas. na czego widok dusza nie musi się bronić i zasznurowywać. w danym razie nawet pokój w przepełnionej wszechświatowej gospodzie. przez co jeszcze nie powiedziano. gdy mówi. wierzcie mi! Gdy Heraklit wycofywał się w dziedzińce wolne i portyki olbrzymiej świątyni Artemidy. – że nie ma on czasu. to »pustynia« ta była godniejsza. że myśli właściwie o s o b i e i o swoich słuchaczach). jest posiadany« –: i t o n i 54 . Własnowolne może ukrycie w ciemności. góry do towarzystwa. gdzie wycofują się i samotnieją silne. – bo my. o której właśnie mówiłem. boi się zaburzeń od gromów. obciążone echem wielkiej próżni. nie rzeczowo. góry z o c z a m i (to znaczy z jeziorami). że jest wiosna i przedpołudnie. myśli jako mówca. jakże inaczej wygląda.

mogłaby właśnie pochodzić z domieszki »zmysłowości« (jak z tego samego źródła pochodzi ów »idealizm«. baty się każdego. – lecz właśnie ich instynkt »macierzyński« rozporządza bezwiednie na rzecz stającego się dzieła wszelakimi zapasami i naddatkami siły. tak że siła ta wybuchała i za jednym zamachem opanowywała świadomość. Policzcie poszczególne popędy i cnoty filozofa po kolei – jego popęd powątpiewający. który jedno tylko rozumie i wszystko. Co wreszcie »czystości«. złego doświadczenia. niż na dzieciach. mądrze i nieubłaganie wymaga. Ten rodzaj ludzi nie lubi być niepokojony przez nieprzyjaźń. szukający. może na czem innem też dalsze życie swego imienia. tak jeszcze niezgrabnie. sprzyjających najwyższej duchowości. jeśli atleta lub dżokej powstrzymuje się od kobiet: tak chce raczej. to ten rodzaj duchów widocznie płodność swoją zasadza na czem innem. (Do tego punktu widzenia wrócę innym razem. Niesmacznem wydaje mu się grać rolę męczennika. swą małą nieśmiertelność (jeszcze nieskromniej wyrażano się w dawnych Indyach między filozofami: »pocóż potomstwo temu. bojaźliwa niedojda i chuchro z krzywemi nogami! Wiodło się filozofii z początku jak wszystkim dobrym rzeczom. że węzeł między ideałem ascetycznym a filozofią byt jeszcze o wiele ciaśniejszy i surowszy. jak ciągle powtarzać muszę.. miłość. czas. co więcej. jak Schopenhauer sądził. kto im się przyglądał. filozofowie. w którym podobają sobie dziewczęta na wydaniu) – że więc – zmysłowość za nadejściem stanu estetycznego nie zostaje zniesiona. przynajmniej na czas wielkiej ciąży. jak szkodliwe jest spółkowanie w stanach wielkiego duchowego napięcia i przygotowania. jego popęd badawczy.. lecz ponieważ ich pan najwyższy t e g o od nich wymaga. tak gotowa do upadku i leżenia na brzuchu. najpotężniejszym i pod względem instynktów najpewniejszym pośród nich nie potrzeba dopiero doświadczenia. ale już nie jako podnieta płciowa. pono nawet słowo »prawda« nie przypada im do smaku: ma brzmieć pyszałkowato. siłę. którego duszą jest świat?«). mają coś dla prawdy u c z y n i ć). 9. jeszcze z tak strapioną miną. ach. tak samo też do jej najnaturalniejszych skutków: z góry więc nie będzie to żadną dziwotą. właściwa stanowi estetycznemu. Niema w tem nic z czystości jakiegoś ascetycznego skrupułu i nienawiści zmysłów. n a g ł ó w n ą s i ł ę jego natury. pewne twarde i pogodne najdobrowolniejsze wyrzeczenie się należy do warunków. jego popęd wyczekujący (»ephektyczny«). – to pozostawia ambitnym i teatralnym bohaterom duchowym i wogóle komukolwiek. filozofów dotyczy. kto ma czas po temu (– oni sami. jego popęd porównawczy i wyrównawczy. Każdy artysta wie. – Wytłumaczmy zresztą wedle tej interpretacyi powyżej omówiony przykład z Schopenhauerem: widok piękna oczywiście działał na niego. jego wolę bezstronności i przedmiotowości. tak niewyjaśnionej f i z y o l o g i i e s t e t y k i). Oszczędnie używają wielkich słów. w związku z jeszcze delikatniejszymi problematami tej dotąd tak nietykanej. że owa osobliwa słodycz i pełnia. jego wolę wszelkiego »sine ira et stu55 . Pewien ascetyzm. interes na to tylko gromadzi i oszczędza. »dla prawdy c i e r p i e ć«. Przy poważnym historycznym obrachunku okazuje się nawet. czy nikt im z pomocą przyjść nie zechce. – nie miały długo odwagi być samemi sobą. Tem samem nie wyklucza się wcale możliwości. z cnoty. ani też przez przyjaźń. jako podnieta wyzwalająca (na siłę namysłu i głębokiego wnikania). od jurności zwierzęcego życia począwszy: większa siła z u ż y w a wtedy mniejszą. jego popęd zaprzeczający. ach. jego popęd analityczny. jeśli właśnie filozofowie nie odnosili się nigdy do ideału ascetycznego bez pewnego dobrego uprzedzenia. ich dominujący instynkt. zapomina lub pogardza łatwo. ważący. ta mała. z zasługą będącej woli przestawania na małem i prostoty.e. oglądały się zawsze. zarówno jak nie jest czystością. Rzecby można. że dopiero na pasku tego ideału filozofia wogóle nauczyła się stawiać pierwsze kroki i kroczki na ziemi – ach. widzieliśmy to. pan. lecz przekształca się tylko i uświadamia.

nie! pochód. bardziej jeszcze pouczająca niż zdrowie. Nie inaczej. Mierząc nawet jeszcze miarą starych Greków. Hybris jest nasz stosunek do Boga. czystą Hybris i bezbożnością: bo właśnie odwrotność rzeczy. wydaje się całe nasze istnienie nowoczesne. dla którego nam dziś niemożliwem jest prawie czuć wespół z owymi ogromnymi okresami »obyczajności obyczaju«. że są prawie »wartościami w sobie« – miały przez najdłuższy czas właśnie pogardę własną przeciw sobie: wstydzono się łagodności. nie wątpimy o tem. nasze pogwałcenie natury z pomocą machin i tak beztroskiej wynalazczości techników i inżynierów. zaparcie się rozumu za cnotę. z m i a n a za nieobyczajność i groźbę zagłady!« 56 . 243 i nast. który Luter jeszcze lubił nazywać p a n i ą M ą d r o c h ą. bo eksperymentujemy tak na sobie samych. brzmi nam dziś właśnie tak obco. jak Karol Śmiały w walce z Ludwikiem XI. to nie ulega wątpliwości. uświadamiać się sobie?. z jakimż oporem sumienia zrzekały się wszędzie na ziemi szczepy dostojne vendetty i ustępowały przemocy prawa! Prawo było długo vetitum.. że wszystko to razem przez najdłuższy okres czasu nie zgadzało się z elementarnemi żądaniami moralności i sumienia? (nie mówiąc wcale o r o z u m i e wogóle. litość za niebezpieczeństwo.dio« –: czyście też już pojęli. z których dziś dumni jesteśmy. 27. by pytać. które dziś jeszcze w Kambodży jest przywilejem kapłanów. zmiana potrzebowały niezliczonych męczenników«. napisano tamże na str. – c h o r o b o t w ó r c y zdają nam się dziś nawet potrzebniejsi. okrucieństwo za cnotę. Ta duma jednak jest powodem.. miała przez najdłuższy okres czasu sumienie po swej stronie i Boga swoim strażnikiem. które ustaliły charakter człowieka. zbrodnią. tych przestrzegaczy »starych dobrych obyczajów«). Wszystkie dobre rzeczy były niegdyś ziemi rzeczami. 25 i nast »Niczego nie okupiono drożej. ma się rzecz z wszystkiemi dobremi rzeczami. jak się dziś wstydzą twardości (porównaj »Poza dobrem i złem« str. przychylne. pokój za niebezpieczeństwo. Uczucia łagodne. m ą d r ą n i e r z ą d n i c ą). my pytający i pytania godni.. rzec »je combats l’universelle araignée« –.) Poddanie się p r a w u: – och. gdzie cierpienie uchodziło za cnotę. – oświetliłem go w »Jutrzence« na str. ustępcze. innem. ruch. jako prawdziwe i rozstrzygające główne dzieje. wzbudzanie litości za hańbę. żądza wiedzy za niebezpieczeństwo. my duchowi wyłuskiwacze orzechów. Że filozof. jak się rzekło. udawanie za cnotę. Hybris jest nasz stosunek do s i e b i e. Hybris jest dziś nasz cały stosunek do natury. jak gdyby życie nie było niczem. nad tę odrobinę rozumu ludzkiego i uczucia wolności. każdy grzech pierworodny stał się cnotą pierworodną. że przywłaszczał sobie kobietę (tu należy naprzykład jus primae noctis. występowało. nowinką. o ile nie jest słabością. praca za hańbę. które dziś czcimy. szaleństwo za boskość. to znaczy do jakiegoś przypuszczalnego pająka celu i obyczajności poza wielką pajęczą siecią przyczynowości – możemy. jeno wyłuskiwaniem orzechów. z tego powodu może godniejsi – życia?. Małżeństwo naprzykład uchodziło długo za grzech przeciwko prawu gromady. zemsta za cnotę. niż jacykolwiek lekarze i »zbawiciele«. której jedynie ulegano ze wstydem przed sobą samym. Gwałcimy teraz siebie samych.. poprzedzającymi »dzieje świata«. lecz mocą i świadomością mocy. jeśli kto był tak nieskromny. właśnie dlatego musimy koniecznie stawać się codzień bardziej pytania godni. które są dziś dumą naszą. niegdyś płacono pokutą. rozpruwamy sobie w zadowoleniu i ciekawości duszę w żyjącem ciele: cóż nam zależy jeszcze na »zbawieniu« duszy! Potem uzdrawiamy siebie samych: choroba jest pouczająca. litośne – właśnie dlatego tak wartością wysokie. natomiast zadowolenie za niebezpieczeństwo. używając przemocy. jakbyśmy sobie względem żadnych nie pozwolili zwierząt. j e ś l i b y b y ł się sobie uświadomił. j a k o przemoc. Każdy najmniejszy krok na ziemi zdobywano niegdyś katuszami ducha i ciała: ten właśnie punkt widzenia: »że nie tylko postęp naprzód. g o d n i e j s i. byłby się wprost musiał czuć ucieleśnionem »nitimur in v e t i t u m« – i byłby następnie w y s t r z e g a ł s i ę »czuć siebie«.

Streśćmy cały stan rzeczy w krótkich formułach: duch filozoficzny musiał najpierw zawsze przebierać się i przepoczwarczać w d a w n i e j u s t a l o n e typy ludzi kontemplacyjnych. W tej samej książce na str.. by w jakiejkolwiekbądź mierze m ó c i s t n i e ć przynajmniej. pod którą filozofia jedynie żyć i skradać się mogła. który na podstawie tysiącletniego samoumartwienia zdobył takie poczucie mocy i ufności w siebie. – pogardzane w tej samej mierze. musieli przeciw »filozofowi w sobie« zwalczać wszelkiego rodzaju podejrzenia i opory. woli odpowiedzialności. odwagi. wogóle osoby duchownej. czarodzieja. zmysłom niewierne. by móc być filozofem. by sami w nowości swe w i e r z y ć mogli. by nabrać strachu przed samymi sobą i czci dla siebie samych. Przypominam sławną historyę króla Viçvamitry. i d e a ł a s c e t y c z n y służy przez długi czas filozofowi jako forma zjawiska.. w stosunku do świata zaprzeczne. z złem sercem i często z zaniepokojoną głową: co do tego niema wątpliwości.. że inaczej najdłuższy okres filozofii na ziemi n i e b y ł b y w c a l e m o ż l i w y bez ascetycznej powłoki i przebrania. postawę i tło. – każdy. Wyraziwszy się poglądowo i plastycznie: k a p ł a n-a s c e t a aż do najnowszych czasów był jeno wstrętną i posępną formą gąsienicy.. bardziej rozjaśnionemu światu rozpowity i wypuszczony na światło? Czyż jest już dziś dość dumy. jako warunek istnienia. wśród których filozofia wogóle powstała i istniała: to jest. z powodu których nauczono się ich b a ć: jeśli się rozważy dokładniej. cieplejszemu. którzy musieli w samych sobie wpierw pogwałcić bogów i wszystko. zadumany. by móc go przedstawiać. w jakiej się go nie bano! Kontemplacya przyszła na samym początku na świat w postaci o zakrytej twarzy. czynili to z gruntowniejszej jeszcze potrzeby. że podjął się n o w e n i e b o zbudować: niesamowity to symbol najstarszej i najmłodszej historyi filozofów na ziemi. pewności siebie. Bo znaleźli w sobie wszystkie oceny wartości zwrócone p r z e c i w sobie. jest przedewszystkiem skutkiem nędzy warunków. gdyśmy już obejrzeli k a p ł a n a-a s c e t ę. Osobliwe.. dzielności.. 11. – musiał on go p r z e d s t a w i a ć. 47 wyłuszczono. o wyglądzie dwuznacznym. Czy się to rzeczywiście z m i e n i ł o? Czyż ten pstry i niebezpieczny zwierz skrzydlaty. Jako ludzie strasznych czasów. znajdował moc do tego dopiero w w ł a s n e m p i e k l e. to jest. w o l n o ś c i w o l i.10. musiał weń w i e r z y ć. wynalazcze samoudręczenie – oto był główny środek tych spragnionych mocy pustelników i nowatorów myśli. przybliżmy się poważnie do naszego problematu: co znaczy ideał ascetyczny? Teraz dopiero staje się on »poważnym«. co było zwyczajem uświęcone. woli duchowej. kto kiedykolwiek zbudował jakieś »nowe niebo«. wróżbiarza. czynili to strasznymi środkami: okrucieństwo względem siebie. by odtąd rzeczywiście na ziemi » filozof« – m ó g ł i s t n i e ć ?. odzmysłowione trzymanie się filozofów na uboczu. Mamy teraz przed sobą właściwego p r z e d s t a w i c i e l a p o w a g i wogóle. I na tem znali się naprzykład starzy braminowie! Najstarsi filozofowie umieli swemu istnieniu i zjawieniu nadawać znaczenie. Pierwiastek nieczynny. które utrzymało się aż do czasów najnowszych i przez to zyskało znaczenie prawie p o s t u r y f i l o z o f i c z n e j w s o b i e. ów »duch«. bez ascetycznego samonieporozumienia. życiu wrogie. pod jakim n a c i s k i e m oceny musiało żyć najstarsze pokolenie ludzi kontemplacyjnych. Teraz dopiero. został naprawdę dzięki słoneczniejszemu. niewojowniczy w instynktach ludzi kontemplacyjnych roztaczał długo wokół nich głęboką nieufność: przeciw temu nie było innego środka jak tylko wzbudzić stanowczo s t r a c h przed sobą. jak oto: kapłana. wśród jakiej oceny. którego gąsienica owa kryła. 57 . »Co znaczy wszelka powaga?« – To jeszcze bardziej zasadnicze pytanie wysuwa się tu może już na usta.

iż zbyt dobrze nas zbijać będzie . w tej zagadce uwiedzenia. jego najgłębszych. pysznych i wstrętnych stworzeń. u b y w a. że zwraca się przeciw sobie samemu. jakie istnieją. które c h c e być rozdwojonem. jak słuszna. który o swoją egzystencyę walczy przeciw oszczercom owego ideału? Z drugiej strony z góry można wątpić. s w o j ą ocenę istnienia. Nie dlatego. cierpienia dla samej przyjemności zadawania go sobie. że natykamy się tu na strasznego przeciwnika (przypuszczając. pięknu. z której zwykło się nie udawać kobiecie. aby z nim iść. niż żebyśmy się bać mieli. gdzie może. do którego stoi ono w stosunku sprzecznym i wyłączającym. która tej w r o g i e j ż y c i u species pomaga ustawicznie do wzrostu i rozwoju. że jesteśmy przeciwnikami owego ideału). »Tryumf w ostatecznej właśnie agonii«: pod tym najwyższym znakiem walczył zdawien dawna ideał ascetyczny. z punktu widzenia życia ascetycznego. zmarniałe.. biorąc ogółem. – zbić n a l e ż y: bo w y m a g a on. Myślą. które r o z k o s z u j e się w tem cierpieniu samem sobą i staje się nawet coraz pewniejsze siebie i bardziej tryumfujące. w tym obrazie zachwytu i udręki widział on swoje najjaśniejsze światło. – musi tkwić w tem i n t e r e s s a m e g o ż y c i a. że ziemia jest właściwą g w i a z d ą a s c e t y c z n ą. lux – stanowi dlań jedno. do czego ono należy. Kapłan-asceta składa w owym ideale nietylko swoją wiarę. lecz i swą wolę. Wiążą oni życie (wraz z tem. na przeciwnika. które nie mogą się pozbyć kwaśnego niezadowolenia z siebie samych.. prawdopodobnie jedynej swej przyjemności. wyrasta z wszystkich stanów. w wyzuciu się z samego siebie. gdy chce bronić »kobiety samej w sobie«. fizyologicznej zdolności życiowej. z tej samej przyczyny. kapłanowi ascecie trudno będzie być choćby najszczęśliwszym obrońcą swego ideału. uchodzi życie za most do owego innego istnienia. ile tylko mogą. Czytane z jakiejś dalekiej gwiazdy. z a p r z e c z a s i e b i e s a m e g o: w tym wypadku. »światem«. Bo życie ascetyczne jest sprzecznością w sobie: włada tu bezprzykładnie ressentiment niesytego instynktu i woli mocy. w brzydocie. by tego rodzaju interesowny stosunek do naszego problematu przeciwnikowi szczególnie wyszedł na dobre. zakwita wszędzie. całą sferą stawania się i znikomości) z pewnem zupełnie innego rodzaju istnieniem. żeby hodował lub rozmnażał swe oceny wartości przez dziedziczenie. 58 . by taki typ sprzeczności w sobie nie wymarł. Cóż to oznacza? Takiej potwornej oceny wartości nie wpisano w dzieje człowieka jako wypadku wyjątkowego i curiosum: jest ona jednym z najbardziej rozpowszechnionych i najtrwalszych faktów. swoje zbawienie. radości. jak prawidłowo. Jest tu usiłowanie użycia siły celem zatkania źródlisk siły. Raczej więc będziemy musieli mu pomóc – tyle jest już teraz widoczne – by dobrze się przeciw nam bronił. samobiczowaniu. najsilniejszych najbardziej zasadniczych warunków. rzecz się ma odwrotnie: głęboki instynkt. tu zwraca się zielone i jadowite spojrzenie przeciw samemu fizyologicznemu rozkwitowi. którym trzeba ostatecznie wstecz powrócić aż do tego miejsca. nux. gdzie się zaczyna. o którą tu walka się toczy. Musi to być jakaś konieczność pierwszorzędna. zakątem niezadowolonych. który się czynem zbija. jak powszechnie. jest o c e n a w a r t o ś c i naszego życia ze strony kapłana-ascety. lecz samego życia. wielkiemi literami kreślone. w bólu. jak w każdym czasie prawie pojawia się kapłan-asceta. c h y b a. »przyrodą«. Asceta uważa życie za manowiec. tymczasem uczuwa się upodobanie i s z u k a s i ę go w tem. obok którego jednak tymczasem przekradniemy się jeszcze cichaczem. swą moc. Jego p r a w o do istnienia trwa i znika z owym ideałem: cóż za dziw. z ziemi. lub za błąd. co nieudane. Rozważmy bowiem. z wszelkiego życia i zadają sobie. To wszystko jest w najwyższym stopniu paradoksalne: stoimy tu wobec rozdwojenia. w miarę jak jego własnego założenia.pytanie dla fizyologów. swój interes. pismo naszego ziemskiego istnienia doprowadziłoby może do wniosku. w szczególności przeciw jego wyrazowi. w samowolnym uszczerbku. wymusza. swoje ostateczne zwycięstwo. nie należy on wyłącznie do żadnej rasy. pragnąc stać się panem – nie czegoś w życiu –. w nieszczęściu. – nie mówiąc już o roli najefektywniejszego oceniciela i sędzi poruszonych tu kontrowersyi. Crux. zabrania mu raczej rozmnażania się. samoofierze.

nie zaś psychologicznie. jak »czysty rozum«. moi panowie filozofowie. jako rzeczywiste: szukać będzie b ł ę d u tam właśnie. Żeby zaś krótko przeciwstawić temu istotny stan rzeczy: i d e a ł a s c e t y c z n y wy59 .12. bezwolny. przez które jednak patrzenie staje się dopiero widzeniem czegoś. Strzeżmy się bowiem. A i m w i ę c e j uczuć dopuszczamy do słowa o jakiejś rzeczy.. »bezwzględna duchowość«. rozmaitych oczu dla tej samej rzeczy wstawić sobie umiemy.. któremi duch nazbyt długo pozornie zbrodniczo i bezużytecznie szalał przeciw sobie samemu. psychologicznem nieporozumieniem czegoś. odtąd lepiej przed niebezpiecznem starem pojęciowem bajczarstwem. którego zgoła pomyśleć sobie nie można. gdzie właściwy instynkt życiowy najbezwarunkowiej wskazuje prawdę. pojętej nie w znaczeniu »kontemplacyi bezinteresownej« (coby było bez znaczenia i sensu). i m w i ę c e j oczu. »poznanie samo w sobie«: – te rzeczy bowiem wymagają zawsze. że toby było w naszej mocy). strzeżmy się polipowych ramion takich sprzecznych w sobie pojęć. (Mówiąc nawiasem: nawet jeszcze w kantowskiem pojęciu: »myślny charakter rzeczy«. wielość. wykluczać uczucia wszystkie razem i poszczególnie (przypuściwszy.. że jest ona dla intelektu – z g o ł a n i e d o p o j ę c i a. Może ona być tylko p o z o r n a. jak to czynili filozofowie Vedânty. musi być pewnego rodzaju tymczasowym wyrazem. które nie ma mieć żadnego kierunku.) – Nie bądźmy zresztą. że taka ucieleśniona wola przeczenia i wynaturzania doprowadzoną zostanie do f i l o z o f o w a n i a: to na czerni wywrze ona najwnętrzniejszą swą samowolę? Na tem. boleść tak samo. całe przeciwieństwo pojęć »podmiot« i »przedmiot« – błędy. daleko wyższy rodzaj tryumfu. zniży ona cielesność do złudzenia. bezbolesny. przyrządzeniem. »myśmy charakter« bowiem oznacza u Kanta pewną rzeczy właściwość. 13. pozostało coś z tego pochutliwego ascetycznego rozdwojenia. Wykluczyć jednak wogóle wolę. lecz jako możność d z i e r ż e n i a w s w e j m o c y swego »za« i »przeciw« i dowolnego władania niemi tak.. które wymyśliło sobie »czysty. lecz właśnie rozum jest zeń w y k l u c z o n y!. W ten sposób raz widzieć inaczej. ma ich być brak. sobie samemu własnej zaprzeczyć »realności« – co za tryumf! – już nie tylko nad zmysłami. formułą. c h c i e ć widzieć inaczej jest niemiłą wprawą i przysposabianiem intelektu do jego przyszłej »przedmiotowości«:. Ale zawróćmy. jaka się w ascecie ujawniać zdaje. tem zupełniejsze staje się nasze »pojęcie« o tej rzeczy. wymaga się tu więc zawsze od oka niedorzeczności i rzeczy nie mających znaczenia. by pomyśleć sobie oko. Rozkosz ta dochodzi do szczytu przez to. pogwałcenie i okrucieństwo względem r o z u m u. Przypuściwszy. – jedynie słowem. wciśniętem w starą l u k ę ludzkiego poznania. same tylko błędy! Odmówić swojemu ja wiary. wyłożeniem. Naprzykład. bezczasowy podmiot poznający«. niewdzięczni takim właśnie rezolutnym odwróceniom zwykłych perspektyw i ocen. poprostu nonsensem. samoszyderstwo rozumu wyrokuje: j e s t królestwo prawdy i istnienia. właśnie jako poznający. oko. Taka sprzeczność w sobie. Istnieje t y l k o perspektywiczne widzenie. czego właściwa natura nie mogła jeszcze zostać zrozumianą. że ascetyczna samopogarda. nasza »przedmiotowość«. jest – leży to już jak na dłoni – biorąc fizyologicznie. nad oczywistością. że można używać właśnie r o z m a i t o ś c i perspektyw i uczuciowych interpretacyi na pożytek poznania. którego siły czynne i interpretujące mają być podwiązane. co z największą odczuwa się pewnością jako prawdziwe. jakże? nie nazywałożby się to k a s t r o w a n i e m intelektu ?. »życie p r z e c i w życiu«. nie mogła jeszcze zostać określoną s a m a w s o b i e. z której intelekt właśnie tyle pojmuje. które lubi zwracać rozum przeciw rozumowi. t y l k o perspektywiczne poznanie.

Sądzę. zawiedzionych rozbitków. – to potem rana sama zmusza go d o ż y c i a. że mnie już rozumiecie: ten kapłan-asceta. bywały całe epidemie takiego dosytu (– naprzykład około roku 1348. mniej utrwalony.. samozniszczenia. ten pozorny wróg życia. ze znużeniem. które mówi życiu. wskazuje on na częściowy fizyologiczny zastój i znużenie. to dowodzi wielkiego faktu: c h o r o b l i w o ś c i dotychczasowego typu człowieka.. to sprzykrzenie sobie samego siebie – wszystko występuje w nim tak potężnie. wcale nie zmniejszenia się strachu przed człowiekiem powinniśmy sobie życzyć. niż czciciele tego ideału sądzą. który o ostateczne panowanie walczy z zwierzęciem. atmosfery choroby. Czy wiemy o tem?. właśnie tą mocą przytrzymuje on silnie przy istnieniu całą trzodę nieudanych. Jakżeby też tak śmiałe i bogate zwierzę nie miało być najbardziej zagrożone. Że mógł on w tej mierze. wpija się co chwila w ciało teraźniejszości. wszelkiego rodzaju cierpiących z powodu siebie samych. by być czemś innem.. on. toby 60 . zuchwali! się więcej. właśnie przez nią staje się on narzędziem. Im normalniejsza jest chorobliwość w człowieku – a nie możemy normalności tej zaprzeczyć – tem wyżej powinniśmy cenić rzadkie wypadki duchowo-cielesnej tężyzny. przodując im instynktownie jako pasterz. wyprowadza.. które go tu przykuwa. przypuśćmy. z życzeniem sobie »końca«). fizyologicznego zmagania się człowieka z śmiercią (dokładniej z uprzykrzeniem sobie życia. To. niezadowoleniec. niezadowolonych. wiecznie przyszły. czasu tańca śmierci): lecz nawet ten wstręt. – życie zmaga się w nim i walczy przezeń z śmiercią i p r z e c i w śmierci. które wszelkimi środkami stara się podtrzymać siebie i o istnienie swe walczy. to nie wielka obawa. bardziej zmienny. w szczególności tam wszędzie. p o m y ś l n e o k a z y człowieka. jak tego historya uczy. Człowiek syt jest tego. jest on z w i e r z ę c i e m c h ó r e m: skąd to pochodzi? Zapewne ważył się też na więcej.. by był silnym. by stworzyć ponyślniejsze warunki dla istnienia tutaj i pozostania człowiekiem. ów mistrz niszczenia. bardziej niepewny. czego należy się obawiać. – on właśnie należy do bardzo wielkich z a c h o w u j ą c y c h i p o t w i e r d z e n i e s t w a r z a j ą c y c h potęg życiowych. przynajmniej obłaskawionego człowieka. niż jakiekolwiek inne zwierzę.. jeśli się z r a n i. Chorzy są największem niebezpieczeństwem dla zdrowych. przeciw którym najgłębsze. co działa fatalnie jak żadna fatalność.. Ogółem biorąc. 14.. jak ostroga. ba. tylko wielki w s t r ę t do człowieka. w danym razie straszliwym – on to p o d t r z y m u j e udany typ człowieka. rządzić i owładnąć człowiekiem. by być gdzieindziej. dość często. Czy to czynimy ?. jego właściwą żarliwością i namiętnością: lecz właśnie m o c jego życzenia jest pętem. jakby mocą czarów. nie od najsilniejszych grozi silnym choroba. lecz od najsłabszych.. przyrodą i bogami. i to najwyższym stopniem tego życzenia. że mu jego przyszłość niezbłaganie. to znużenie. nienaruszone instynkty życia walczą nieustannie nowymi środkami i wynalazkami. które musi pracować. że natychmiast znowu staje się nowem pętem. wyzywał przeznaczenie więcej. bo strach ten zmusza silnego. pełnię tkliwszych »t a k«: na światło. który przed naporem swych własnych sił nie znajduje nigdy spokoju tak. tak samo wielka l i t o ś ć dla człowieka. Na czem polega owa chorobliwość ? Bo człowiek jest bardziej chory. nienasyceniec. – on. wielki eksperymentator na sobie samym. Kapłan-asceta jest ucieleśnionem życzeniem.pływa z o c h r o n n e g o i l e c z n i c z e g o i n s t y n k t u w y r a d z a j ą c e g o s i ę ż y c i a. połączyło się dnia pewnego. tem surowiej strzec szczęśliwie udanych od najgorszej atmosfery. gdzie cywilizacya i obłaskawienie człowieka przeparte zostały. Gdyby jedno i drugie. on.. to nie ulega wątpliwości. najdłużej i najgłębiej chore ze wszystkich chorych zwierząt ?. Jego »nie«. ten p r z e c z y c i e l. więcej się rzucał na nowinki. ideał ascetyczny jest fortelem do u t r z y m a n i a życia. niż wszystkie inne zwierzęta razem wzięte. Ideał ascetyczny jest takim środkiem: rzecz ma się więc odwrotnie. zawsze jeszcze niezmożony.

nawet brzęk złoty. Chora kobieta nie oszczędza przytem nic żyjącego. – jak gdyby zdrowie. do człowieka. tak nieuczciwe. A co za obłuda. poczuje prawie wszędzie. s ł a b i. mającym uszy. sprawiedliwi. jego wola nicości. szlamiaste. a wszystko tak małe. my jedynie jesteśmy h o m i n e s b o n a e v o l u n t a t i s«. niekiedy jednak i z owym faryzeizmem chorych. Aż w uświęcone dziedziny wiedzy chciałoby wnikać i być słyszane to zachrypłe szczekanie chorowitych psów. pokorne poddanie się pływa w ich oczach! Czegóż chcą oni właściwie? Przynajmniej p r z e d s t a w i a ć sprawiedliwość. co nie patrzy niezadowoleniem i dobrej myśli kroczy swoją drogą. obalonymi. z jaką naśladują tu odbitkę cnoty. ta kąsająca obłuda i wściekłość takich »szlachetnych« faryzeuszów (– przypominam czytelnikom. przed tem spojrzeniem. który w dzisiejszych Niemczech najnie- 61 . którzy starają się udawać »piękne dusze« i swą na psy zeszłą zmysłowość. g ł o ś n y m gestem. przed tem wstecz zwróconem spojrzeniem dziwoląga z urodzenia. Nie brak też między nimi owego najwstrętniejszego rodzaju próżnych. tak mówią. jakie tylko istnieją na ziemi. tu śmierdzi powietrze od tajności i rzeczy niewyznanych. ale tu niema nadziei. któregokolwiek społeczeństwa: wszędzie walka chorych przeciw zdrowym. jak przestrogi dla nas. chytrej gry min cierpliwego znoszenia. siła.. Dokąd ujść przed tem fatalnem spojrzeniem. jakże pragną gorąco być o p r a w c a m i. złamanymi – oni to. że nienawiść ta jest nienawiścią! Co za zbytek słów wielkich i postaw przybranych. o wszelkiego rodzaju »Europach«. C h o r o w i c i są wielkiem niebezpieczeństwem dla człowieka: n i e źli. którzy ustawicznie słowo »sprawiedliwość«. to nie ulega wątpliwości: »my jedynie jesteśmy dobrzy. Wglądnijmy w głąb którejkolwiek rodziny. ta wola mocy właśnie w najsłabszych! W szczególności chorej kobiety nikt nie prześcignie w raffinements panowania. duma. ciężko odpokutować: ach. oczywiście. mądrość. Kto ma nietylko nos do węszenia. ukłuć szpilkowych. – jakżeby się znaleźć nie miała. monet. uciskania. gdzie tylko dziś stąpi. jakże oni w gruncie sami gotowi są z a d a w a ć pokutę. tu n i e n a w i d z i się widoku zwycięzców. by nie przyznać się.– ci. nic umarłego. I rzeczywiście. tak słodkawe. – cicha walka zazwyczaj z pomocą niepozornych proszków trujących. Eugeniusza Dühringa. którzy już z urodzenia są rozbitkami. jak taki człowiek mówi do samego siebie o sobie samym: »Czyżbym mógł być czem innem? tak wzdycha ten wzrok. – spisku cierpiących przeciw pomyślnie udanym i zwycięskim. za co kiedyś musi się odpokutować. kim jestem: jakżebym mógł wyzbyć się samego siebie? A jednak – j e s t e m syt s i e b i e!«. tak skryte. spowitą w wiersze i inne pieluchy. na targ wynoszą jako »czystość serca«: tej species moralnych onanistów i »zadowalających się sobą«. Ci słabi i beznadziejnie chorowici wzięli teraz zupełnie cnotę w dzierżawę. – mówię. co za sztuka »rzetelnego« oszczerstwa! Ci nieudani: co za szlachetna wymowa z ust ich płynie! Co za cukrzane. Wola chorych wyobrażania j a k i e j k o l w i e k formy wyższości. w ustach zawsze w ciup.. »ostatnia wola« człowieka. wiele do tego przygotowano. wszelkie zielsko jadowite. kłamliwych niedorodków. którejkolwiek korporacyi. lecz także oczy i uszy.. dźwięk cnoty. Jestem. jak ucieleśnione wyrzuty. o krajach zamieszkiwanych przez człowieka cywilizowanego. który najchętniej odgrywa »szlachetne oburzenie«. ich instynkt dróżek chyłkowych. do siebie samych. coś jakby atmosferę domu waryatów lub szpitala. wyższość – oto ambicya tych »najniższych«. tych chorych! A jak zręcznie poczyna sobie taka ambicya! Podziwu godna ta zręczność fałszerzy. które obarcza na drogę smutkiem głębokim. raz jeszcze berlińskiego apostoła zemsty. to co się udało. Tu roi się od robactwa uczuć zemsty i urazy. Na takim gruncie samopogardy. które jest jękiem! – i które zdradza. zatruwają i zarażają wątpieniem naszą ufność do życia. Jest wpośród nich pełno za sędziów przebranych mściwców. które wiodą do tyranii nad zdrowymi. n i e »zwierzęta drapieżne«.nieochybnie przyszło natychmiast na świat coś najniesamowitszego. odgrzebuje najgłębiej zagrzebane rzeczy (Bogoanie mówią: »kobieta jest hyeną«). jak ślinę w ustach noszą. podminowują najbardziej życie pod człowiekiem. nihilizm. tu tka się nieustannie sieć najzłośliwszego spisku. zawsze gotowych opluć wszystko. prawdziwie na gruncie bagnistym. miłość. tyranizowania. poczucie mocy były już wogóle czemś występnem. rośnie wszelki chwast. Snują się pośród nas.

. musi być z gruntu pokrewny chorym i zawiedzionym. Sam on chory być musi. pocieszycielem. antysemitów). niż innych. tego nie śmieją nigdy chorzy móc. Musimy uważać kapłana-ascetę za przeznaczonego z góry na zbawiciela. że ci pewnego dnia poczęliby się wstydzić swego szczęścia i możeby r z e k l i do siebie »hańbą jest być szczęśliwym! za w i e l e j e s t n ę d z y!«. oporem. by z d r o w y c h oddzielić od chorych. najwznioślejszego tryumfu zemsty? Wtedy niewątpliwie. jeśli tak być musi! Lecz w każdym razie precz od złych wyziewów wewnętrznej zgnilizny i tajemnego robaczywego ścierwa chorych !. by siebie samych.. by zdobyć zaufanie i strach chorych. oni jedynie są z o b o w i ą z a n i względem przyszłości człowieka.. – by porozumieć się z nimi. aby ich rozumieć. nawet wśród jemu równych. pierwszeństwo dzwonu o pełnym dźwięku przed fałszywym. jego rodzaj szczęścia. uzdrawianie chorych. w pozorach do zemsty: kiedyżby doszli właściwie do swego ostatecznego. jego mistrzostwo.. karnością. jaki obecnie istnieje. A przeto czystego powietrza! czystego powietrza! A w każdym razie precz z pobliża wszelkich domów waryatów i szpitalów kultury! A przeto dobrego towarzystwa! s w e go towarzystwa! Lub samotności. całą nędzę wogóle w t ł o c z y ć w s u m i e n i e szczęśliwych tak.. to nie ulega wątpliwości. co tylko o n i powinni. Precz z tym »przewróconym światem«! Precz z tem haniebnem zmiękczeniem uczucia! Żeby chorzy zdrowych nie uczynili chorymi – a temby było takie zmiękczenie –. Musi bronić swego stada – przeciw komu? Przeciwko zdrowym.. pękniętym. Lub czyżby miało być ich zadaniem zostać dozorcami chorych i lekarzami!. Wszystko to są ludzie opanowani przez ressentiment. przynajmniej na chwilę jeszcze obronić przed dwiema najgorszemi zarazami. pasterza i rzecznika chorego stada: wtedy dopiero zrozumiemy jego ogromne posłannictwo dziejowe. które oby nam właśnie oszczędzane były: przed w i e l k i m w s t r ę t e m d o c z ł o w i e k a! p r z e d w i e l k ą l i t o ś c i ą d l a c z ł o w i e k a!. burzliwego. lecz musi też być silny. bogiem. jakżeby miało im być wolno być lekarzem. to pojęliście tem samem i jedną konieczność więcej – konieczność dla chorych takich lekarzy i dozorców. całe to drgające państwo podziemnej zemsty. by mógł im być przystankiem. a tak samo w maskaradach zemsty. podparciem. bardziej jeszcze panem samego siebie. ni mieć w powinności: lecz a ż e b y mogli to. k t ó r z y s a m i s ą c h o r z y: i oto mamy i trzymamy obu rękami znaczenie kapłana-ascety. 62 . tyranem. n i e p o w i n n o zniżać się do roli narzędzia tego. C o o n i mogą. największego pyskacza moralności.. gdyby im się udało swą własną nędzę. co o n i powinni.przystojniejszy i najwstrętniejszy użytek czyni z moralnego bum-bum: Dühringa. P a n o w a n i e n a d c i e r p i ą c y m i jest jego królestwem. mocni na ciele i duszy poczęli wątpić o swem p r a w i e d o s z c z ę ś c i a. patos oddalenia p o w i n i e n po całą wieczność utrzymywać przedział w zadaniach! Ich prawo istnienia. 15. udani. pojmowano do głębi – o ile w każdym razie nie może być zadaniem zdrowych pielęgnowanie chorych. musi być naturalnym przeciwnikiem i g a r d z i c i e l e m wszelkiego surowego.. – co wyższe. w niem tkwi jego najistotniejsza sztuka. Jeśli pojęliście w całej głębi – a żądam. »zbawicielem« chorych?. musem. aby siebie za chorych nie brali. A to dlatego. nienaruszonym mianowicie w swej woli mocy. najprzebieglejszego. Lecz nie mogłoby być większego i fatalniejszego nieporozumienia.. oni jedynie są p o r ę c z y c i e l a m i przyszłości. te fizyologiczne rozbitki i robaczywce. by tu właśnie s i ę g a n o g ł ę b o k o.. jest przecie tysiąckroć większe. nienasycone w wybuchach przeciw szczęśliwym. Lecz nie mogliby gorzej nie rozumieć i zaprzeczać s w e g o zadania. strzec nawet od widoku chorych. także przeciwko zazdrości względem zdrowych. niż gdyby szczęśliwi. ku niemu popycha go instynkt jego. co niższe. niewyczerpane. przyjaciele moi. oto powinien być najwyższy punkt widzenia na ziemi: – do tego jednak potrzeba przedewszystkiem.

nieujarzmionego. w której niedźwiedź polarny. gdyby się chciało wartość kapłańskiej egzystencyi ująć w najkrótszą formułę. rozkrwawiają oddawna zagojone blizny.– ten sposób wnioskowania jest właściwy wszystkim chorowitym. możliwie silnego uczucia. w sposób jak to czyni jeszcze żaba bez głowy. hamującym obieg krwi. a do wzbudzenia go pierwszego lepszego pozoru. z a t r u w a j e d n o c z e ś n i e r a n ę – na tem bowiem zna się przedewszystkiem. a to im bardziej prawdziwa przyczyna tego czucia się źle. ressentiment. sprzeczność z sobą. które łatwiej jeszcze pogardza. złośliwości i wszystkiemu. 63 . gdzie tylko może. który sprawia rana. ten dziwny pasterz. roztropny. Jeżeli zmusza go do tego potrzeba. co chore – obłaskawionem. wśród którego ustawicznie gromadzi się i gromadzi ów najniebezpieczniejszy. gwałtowniczo-drapieżnego zdrowia i tężyzny. Wyładowywać ten rozsadzający materyał tak. co zdrowe. co dla nich najbliższe. dokładniej jeszcze. zimny. by pozbyć się żrącego kwasu. szperają w wnętrznościach swej przeszłości i teraźniejszości. oto jego właściwa sztuka i jego najwyższa pożyteczność. »Ktoś musi być winien temu. co wspólne jest wszystkim cherlakom i chorym. występuje niedźwiedzio poważny. w ochronnym jedynie środku reakcyi. przynajmniej o z n a c z a ć go – pewną nową straszliwość zwierzęcą. w »odruchu« w razie nagłego uszkodzenia lub zagrożenia. Szuka się go zazwyczaj. gibka. w którego okręgu wszystko. rozdwojenie. krnąbrności. walczy roztropnie. wyczekująca tygrysica i niemniej lis zdają się być złączone w równie pociągającą. by nie rozsadził ani stada. że źle się czuję«. z konieczności chórem się staje. – do tego potrzeba uczucia. wojny chytrości (»ducha«) bardziej. niż nienawidzi. zdecydowany siać na tym gruncie cierpienie. zemsty i jej krewnych. lub w ucisku na dolną część ciała. zwodniczo-rozważny. zimna. które pozwalają im opływać w dręczące domysły i upajać się trucizną własnej złośliwości—rozdzierają najstarsze rany. jak napawającą strachem jedność. niż przemocy. Każdy cierpiący bowiem szuka instynktownie swego cierpienia przyczyny. czegoś żyjącego. uśmierzając następnie ból. musi wprzód zranić. rozsadzający i wybuchowy materyał. Broni on. Lecz różnica jest zasadnicza: w jednym wypadku chce się przeszkodzić dalszemu doznawaniu szkody. w odpornem przeciwdziałaniu. – broni go także przeciw niemu. Nie będzie mu oszczędzone prowadzenie wojny z dzikiemi zwierzętami. twardego. żony i dziecka i z wszystkiego. jako herold i narzędzie głosu tajemniejszych potęg. wedle mego przypuszczenia. czcigodny. jak się rozumie samo przez się. przeciw tlącej w samem stadzie nikczemności. bardzo mylnie mojem zdaniem. Wszyscy cierpiący posiadają przerażającą łatwość wynajdywania pretekstów do bolesnych uczuć. w drugim wypadku chce się przez silniejsze jakiegobądź rodzaju wzruszenie o g ł u s z y ć dręczący. wrażliwego na cierpienie. – będzie musiał w razie potrzeby wytworzyć z siebie prawie pewien nowy typ dzikiego zwierzęcia. ani pasterza. ten czarownik i poskramiacz dzikich zwierząt. – krótko. wszystko. toby trzeba poprostu rzec: kapłan z m i e n i a k i e r u n e k uczucia ressentiment. niema wątpliwości! lecz by być lekarzem. dość dobrze swego chorego stada. jest przed nimi ukryta (– może ona leżeć w chorobie nerwu sympatycznego lub w nadmiernem wydzielaniu żółci. poszukując ciemnych zagadkowych historyi. czynią złoczyńców z przyjaciela. nieznośny ból i na chwilę przynajmniej usunąć go z świadomości. na czem uczucia swoje czynnie lub in effigie pod jakimkolwiek pozorem wyładować może: bo wyładowanie uczucia jest największą dla cierpiącego próbą ulgi. Przynosi z sobą maście i balsamy. pomiędzy inne rodzaje zwierząt drapieżnych sam. więc w pragnieniu o g ł u s z e n i a b o l u p r z e z u c z u c i e. w i n n e g o sprawcy. rozkoszują się już samem podejrzeniem. mianowicie o g ł u s z e n i a się. jeszcze określeniej. jego poniewolnie pożądanym narkotykiem przeciw katuszy wszelkiego rodzaju. lub w niedostatku siarkanu i fosforanu potasu we krwi. lub w zwyrodnieniu jajników i tym podobnych). zbyt pewny swej sztuki opanowywania c i e r p i ą c y c h każdej chwili. sprawcy. twardo i tajemnie z anarchią i coraz zaczynającym się samorozkładem w stadzie. fizyologiczna przyczyna. tajemny. Kapłan jest pierwszą formą d e l i k a t n i e j s z e g o zwierzęcia. gmeraniem w złościach i krzywdach pozornych. prawdziwy fizyologiczny związek przyczynowy uczucia ressentiment. Tu jedynie znaleźć można.

to ten rodzaj niestrawności jest tak samo fizyologiczny. najbystrzejsi i najbardziej ludzcy sędziowie nie wątpili wówczas. »grzesznym« c z u j e. Czy jednak ten kapłan-asceta jest właściwie l e k a r z e m? – Pojęliśmy już. jak trawi swój obiad. jak każdy inny – i wielokrotnie w istocie tylko skutkiem owego innego. – a mimo to nie było tam winy. – By założenie to w rozszerzonej wyrazić formie. prawdopodobniej już w jego brzuchu (mówiąc z gruba. że instynkt życiowy ma przy tem leczenie na widoku i w zamiarze. to przyczyna tego. chociaż on sam chętnie uważa się za »zbawiciela«. nie może wcale chodzić o l e c z e n i e chorych w znaczeniu fizyologicznem. to jest fizyologicznego rozstroju. – Przy takiem ujęciu rzeczy można być. to sam »ból duszny« nie jest według mnie wogóle stanem rzeczy. co przeżywa {społem z czynami. że czuje się nim słusznie. Jeśli ktoś nie może się z »dusznem« cierpieniemc uporać..] 17. o co. właściwie tylko szumnem słowem. mówi jej: Słusznie. pełniej odlanych z drugiej. nieuleczalnych zniszczyć z pomocą nich samych. jak się rzekło: co jeszcze nie zawiera wcale życzenia. jeno wytłumaczeniem (przyczynowem wytłumaczeniem) stanów rzeczy.) Silny. każe czcić w 64 . złoczynami). że się ktoś zdrowym czuje. nie leży w jego »duszy«.. nie można nawet twierdzić. zamiast skromnego znaku pytania. »grzech«.. że zaledwie wolno go lekarzem nazywać. przezwyciężenia siebie. z gruba rozumiano. z założenia. mówiąc między nami. »grzeszność«. – Że się ktoś »winnym«. Pewne stłoczenie i organizacya chorych z jednej strony (– słowo »Kościół« jest na to najpopularniejszą nazwą). Jak rozumie się samo przez się. którego ze względu na czytelników.. jedynie lecznictwie uczuciowem. 16. »czarownice« s a m e n i e w ą t p i ł y o t e m. To dość śmiało. tak samo nie jest się jeszcze zdrowym jedynie dlatego. nie muszę dopiero uzasadniać: że »grzeszność« w człowieku nie jest zgoła stanem rzeczy. więc ktoś musi być winien temu« – tak myśli każda chorowita owca..»Cierpię. [Wychodzę w tej rozprawie. mówiąc z gruba. co dotychczas nie jest uchwytne i naukowo w związek ujęte. »potępienie«: aby uczynić chorych do pewnego stopnia »n i e s z k o d l i w y m i. moja owco! Ktoś musi być temu winien: lecz ty sama jesteś tym kimś. wykopanie przez to p r z e p a ś c i między zdrowiem a chorobą – to było na długi czas wszystko! A było to wiele. samostrażowania. kaptan-asceta. Lecz jedno przynajmniej osiągnięto przez-to. wsteczny kierunek ich ressentiment (»jednego trzeba« —) i w ten sposób w y z y s k a ć złe instynkty wszystkich cierpiących dla samokarności. jak rzekłem. to było b a r d z o w i e l e!. wedle mego wyobrażenia. szczęśliwie udany człowiek trawi to. łagodnie zachorzałym nadać ścisły kierunek ku sobie samym. Lecz pasterz. jak to widać.. zawsze jeszcze najsurowszym przeciwnikiem wszelkiego materyalizmu.. »zepsucie«. widzianego w perspektywie moralno-religijnej. która nas już nie obowiązuje. że ma się w nich do czynienia z winą. z m i e n i o n o przez to kierunek ressentiment. co przeżywa. Jeśli nie może uporać się z tem. jakich mi trzeba. Przypomnijmy sobie jeno sławne procesy czarownic. pewne tymczasowe zabezpieczenie zdrowiej udanych. które się dotąd nie dały ściśle sformułować: przeto czegoś. to jeszcze nie dowód. dość fałszywie. raczej tylko interpretacyą stanu rzeczy. nawet jeśli twarde połyka kęsy.. przy tego rodzaju lecznictwie. żeby nas z gruba słuchano. Zgadniecie już. k u s i ł się przynajmniej życiowy instynkt lekarski przez kapłana-ascetę i do czego musiała mu służyć czasowa tyrania takich paradoksalnych i paralogicznych pojęć jak »wina«. ty sama tylko jesteś winna temu – t y s a m a t y l k o z a w i n i ł a ś w z g l ę d e m s i e b i e!«.

przy którem życie właśnie jeszcze tli. zbyt z praktycznego punktu widzenia obojętna. jest głównie wynikiem niedorzecznie nagłego pomieszania stanów). lub skutkiem zepsucia krwi. że w bólu tkwi błąd. W ł a g o d z e n i u cierpienia. ogólnie mówiąc: we wszystkich wielkich religiach chodziło głównie o zwalczenie pewnego epidemicznego znużenia i ociężałości. Do tego celu zużyto zdumiewającą ilość energii ludzkiej – czyżby daremnie?. narkotyzującego w niem nagromadzono. czego nie szukał i czego nie znalazł. czego on przy tej pomocy nie widział. na pewnych miejscach ziemi prawie koniecznie opanowywać musi szerokie tłumy u c z u c i e f i z y o l o g i c z n e g o z a h a m o w a n i a. żadnego już życzenia. południowem wyrafinowaniem. naprzykład gdy rasa pewna znajdzie się w klimacie. malaryi. gdy się ma niby wykazać. »wyzbycie się siebie«. to nie będziemy się mogli posiąść z podziwu. psychologiczno-moralnie mówiąc. jak bez skrupułu i śmiało wybrał środki stosowne! Szczególnie możnaby chrześcijaństwo nazwać wielką skarbnicą najprzemyślniejszych środków pocieszy cielskich. która połowę Niemiec zaraziła brzydkiemi chorobami i przygotowała tem pole do niemieckiego służalstwa. czem dla niektórych rodzajów zwierząt s e n z i m o w y. unikać wszystkiego. – to stanowi nasz najbardziej zasadniczy zarzut przeciw lecznictwu kapłańskiemu. Można z góry przyjąć jako prawdopodobne. to ołowiane znużenie.. że ból zniknąć musi.. prawie wszystkie obfi- 65 . tyle rzeźwiącego. nie pracować. nie zbogacać się. lub może być wywołane błędnie skierowaną emigracyą. tylko przykre uczucie cierpiącego. minimum zużycia i przemiany materyi. niedorzeczność jarstwa. walkę. być obojętnym. W takim wypadku przedsiębierze się każdym razem w wielkim stylu walkę z u c z u c i e m z n i e c h ę c e n i a. »pesymizm« dziewiętnastego stulecia. nie uświadamia się jako takie i wskutek tego »przyczyny« jego i zleczenia szuka się i próbuje też tylko na drodze psychologiczno-moralnej (– taka jest mianowicie moja najogólniejsza formuła tego. które jednak. która zwykła istnieć zawsze równocześnie – jest ona dość zajmująca. syfilisu i tym podobnych przyczyn (niemieckie przygnębienie po wojnie trzydziestoletniej. gdy się ten błąd pozna – aliści nie myśli on zniknąć. lecz zbyt niedorzeczna. o ile można nie znać wcale kobiet..) P o p i e r w s z e zwalcza się owo zniechęcenie środkami. pozwalające chwilowo przynajmniej przezwyciężyć to głębokie przygnębienie. nie kochać. – oto w czem okazuje się jego genialność. którą zna i posiada sam tylko kapłan. co się zwie pospolicie »r e l i g i ą«). jak słuszna. nie nienawidzieć. przejrzyjmy pokrótce jej najgłówniejsze praktyki i formy. nie mścić się. Gdzie tylko to możliwe nie dopuszczać wogóle żadnego chcenia. które wogóle zniżają uczucie życia do najniższego punktu. w tem naiwnem przypuszczeniu. odgadniono zwłaszcza uczucia podniecające. »zahipnotyzowanie« – usiłowanie zdobycia dla człowieka w przybliżeniu czegoś takiego. 1850).. ten czarny smutek fizyologicznie zahamowanego człowieka. z takiem wyrafinowaniem. co wytwarza »krew« (nie spożywać soli: higiena fakira). do którego jej siła przystosowawcza nie wystarcza (co się zdarzyło z Indami w Indyach).sobie »zbawiciela«. że co pewien czas. (Pomijam tu. Że tacy sportsmeni »uświęcenia«. n i e zaś jego przyczynę. kojącego. n i e właściwą chorobę. pod względem duchowym zasada Pascala »il faut s’abêtir.. z braku fizyologicznej wiedzy. Takie uczucie zahamowania może być najrozmaitszego pochodzenia: następstwem krzyżowania zbyt obcych sobie ras (lub stanów – stany wyrażają zawsze także różnice pochodzenia i rasy: europejski »Weltschmerz«. Rezultat. jak wynalazcze zrozumiał swoje zadanie pocieszyciela. w których wszystkie czasy. zbyt pajęczynowa i pokątna. właściwą walkę f i l o z o f ó w przeciw uczuciu zniechęcenia. co wytwarza uczucie. w »pociechach« wszelkiego rodzaju. nie udzielając się właściwie świadomości. lub skutkiem fałszywej dyety (alkoholizm Średniowiecza. żebrać. lub może być skutkiem starości i znużenia rasy (pesymizm paryski od r. Albowiem. niemieckiej małoduszności). lub jak tylko można najmniej kobiet. s e n l e t n i dla wielu roślin gorącego klimatu. Jeśli jednak popatrzymy z perspektywy. Zwalcza on tylko samo cierpienie. »uświęcenie« fizyologicznie się wyrażając. które naturalnie ma za sobą powagę młodego szlachcica Krzysztofa z Szekspira). odważono się w tym celu na tyle najniebezpieczniejszych i najzuchwalszych rzeczy: tak przebiegle.

której doznaje już g ł ę b o k i s e n u tych przemęczonych życiem. znaleźli w rzeczy samej prawdziwe wyzwolenie od tego. Nie wolno też takiego zamiaru wygłodzenia cielesności i żądzy już samego w sobie zaliczać między symptomaty obłędu (jak to czynić lubi pewien niezgrabny rodzaj pożerających roastbeefy »wolnych duchów« i szlachciców Krzysztofów). ani śmierć. – przez jaźń poznawczą wchłonięty. niezdolnym do żadnego nabytku doskonałości. które stanom tego rodzaju nadawali ludzie nimi nawiedzeni. »Dla wiedzącego niemasz obowiązku«. o tem wątpić wcale nie można. co zewnątrz jest lub wewnątrz. ni dzieło złe. do rozkosznych wezbrań i zachwytów zmysłowych (dzieje świętej Teresy). jest wiecznie czyste» – (te miejsca z komentarza Çankary cytuję wedle największego prawdziwego znawcy filozofii indyjskiej w Europie. lecz cierpiącego Epikura: hipnotyczne poczucie nicości. grecko-chłodnego. owo osiągnięte ostatecznie ogólne zahipnotyzowanie i cisza są dla nich zawsze tajemnicą samą w sobie. ponad jednem i drugiem jest pan doskonały«. by nawet śnić. moralną poprawę. żartując i igrając. jakkolwiek wysoko cenią hipnotyzującą wartość cnoty. do »świateł wewnętrznych» naprzykład. (Ani indyjski. ni dzieło dobre. zarówno bramińskie jak buddyjskie. nad jedno i drugie«. wtedy. jest pętem. ani noc. jak zwierz pociągowy do wozu«. która rozdźwięka właśnie już w w o l i takiego rodzaju interpretacyi. ani cierpienie. »Przez d o k ł a d a n i e cnót jedna do drugiej nie nastąpi zbawienie: bo polega ono na jedności z pierwiastkiem braman. »W głębokim śnie – mówią tak samo wierni tej najgłębszej z trzech wielkich religii – wydobywa się dusza z ciała. Chcemy więc w czci chować »zbawienie« w wielkich religiach. tak że już żadnych sennych zjaw nie widzi. krótko. – To może uchodzić dla cierpiących i do dna skwaszonych już za najwyższe dobro. przyjaciela mego Pawła Deussena). do halucynacyi dźwiękowych i postaciowych. chłodnego. Najwyższy stan. Tłumaczenie. prowadzić może do wszelakich duchowych zaburzeń. z którem tworzyć jedność stanowi zbawienie. do której wyrażenia nie wystarczają najwyższe nawet symbole. i zbyt znużonych. wyraża to tylko tę samą ocenę. co zwalczają surowym trainingiem. natomiast trudno nam nieco trwać poważnie przy ocenie. chociaż zawsze w przepychu wschodniej przesady. że w tym wypadku nie sprzeniewierzono się p r a w d z i e. dojściem i powrotem do sedna rzeczy. wszelkiego życzenia. to rozumie się samo przez się: dosłuchajcie się tylko tonu najprzeświadczeńszej wdzięczności. »wiedzą«.. lub przyjaciółmi. »prawdą« i »bytem«. nie myśląc już wcale o tym przyczepku ciała. spokój najgłębszego snu. już to kobietami. tak zresztą gruntownie przemoralnionych. wiedzmy o tem – odpowiada to zresztą po prostu stanowi rzeczy. wstępuje w najwyższą światłość i przez to w własnej swej jawi się postaci: wtedy jest samym duchem najwyższym. jak u Hesychastów z góry Athos. nie będzie miał żadnej już świadomości tego. lub wozami. ani wiek. »Dobro i zło – mówi buddysta. czyn żaden nie zakłóca jego królestwa. samo w y z w o l e n i e. do którego prâna (dech żywota) przyprzężon jest. mianowicie głęboki sen. gdy mowa o »zbawieniu«. mieć w pamięci. b e z b o l e s n o ś ć. – wyzbyli się rzeczywiście w niezliczonych wypadkach owego głębokiego fizyologicznego przygnębienia z pomocą swego systemu środków hipnotycznych: dlatego też metodyka ich zalicza się do najpowszechniejszych faktów etnologicznych. jako mędrzec otrząsa z siebie zło i dobro. co u jasnego. – więc ogólno-indyjskie ujęcie rzeczy. jakiemś »poza dobrem i złem«. a równie mało przez o d r z u c a n i e błędów: bo braman. za wartość 66 . ani chrześcijański sposób myślenia nie uważa tego wyzwolenia za o s i ą g a l n e przez cnotę. wejdzie w samego siebie. wyzbyciem się wszelkiego celu. Mostu tego nie przekracza dzień. jest zawsze skrajnie marzycielsko-falszywe. pojęty już jako wsiąknięcie w braman. o drogi! zjednoczy się z bytem. uważać można za najlepszą część realizmu trzech największych religii. nad dobro i zło wzniósł się.. jak wtedy. wszelkiego działania. Mimo to musimy i tutaj. i ciesząc się. »uczynione i nieuczynione – mówi wyznawca Vedânty – nie sprawia mu żadnego bólu. jako o s i ą g n i ę t a unio mystica z bogiem. że prowadzi on.tują narody. To. uwolnieniem od wszelkiej złudy. który buja. że w gruncie rzeczy. Tem pewniejsze jest. – jedno i drugie. »A kiedy już zaśnie zupełnie – mówi o tem najstarsze i najczcigodniejsze »pismo« – i zupełnie w spokoju się pogrąży.

odznaczanie). Ze wzrastaniem gromady potężnieje i dla jednostki nowy interes. stowarzyszenia pogrzebowe. do zorganizowania się w stado: kapłan-asceta odgaduje ten instynkt i popiera go. Że ułatwia ona w znacznym stopniu cierpiące istnienie. oni m u s z ą to oceniać pozytywnie. naturalnie z posłuszeństwa dla tego samego zasadniczego instynktu. Wszyscy chorzy. – że ustawiczne działanie i ciągle tylko działanie udziela się świadomości. Poszukując początków chrześcijaństwa w świecie rzymskim. dążą instynktownie. »stoicyzm intelektualny«. pogardę opinii. – Jeszcze bardziej cenionym środkiem w walce ze zgnębieniem jest zalecenie d r o b n e j r a d o ś c i. (Wedle tej samej logiki uczucia zwie się nicość we wszystkich religiach pesymistycznych b o g i e m). co się z nią wiąże. niesienie ulgi. że dobrze są opatrzeni: w przeciwnym razie sprawiają sobie wzajemnie ból. tworzenia stada. co w zniechęceniu jej jest najosobistszem. jednostajny raz na zawsze tryb życia. przedewszystkiem odwagę. znajdujemy stowarzyszenia wzajemnej wspomogi. stowarzyszenia chorych. Ulga polega na tem. pewne wprawianie się do »nieosobowości«. »gromady«. zapełnienie czasu. wola mocy dojść do nowego i o wiele pełniejszego wybuchu: u t w o r z e n i e s t a d a jest w walce ze zgnębieniem istotnym krokiem naprzód i zwycięstwem. właściwem odkryciem ? W wywołanej w ten sposób »woli wzajemności«. Właśnie gdy miał do czynienia z cierpiącymi niższych stanów. z niewolnikami roboczymi lub więźniami (lub z kobietami. zaleca kapłan-asceta w gruncie. z pragnienia otrząśnięcia się z głuchej przykrości i uczucia słabości. skutkiem czego mało pozostaje czasu na cierpienie: c i a s n a jest bowiem ta komora ludzkiej świadomości! Jakże gruntownie. to wywołał je instynkt słabości. potwierdzającego życie popędu. pożyteczność. jakim posługiwać się zwykli zahamowani fizyologicznie. do »incuria sui«. »błogosławieństwem pracy«. obdarowywanie.wartości. odznaczanie przynoszą z sobą. aby w znienawidzonych rzeczach widzieli odtąd dobrodziejstwo. 18. Szczęście »najmniejszego poczucia wyższości« które wszelka dobroczynność. do zapomnienia samego siebie. niż takiego ogólnego stłumienia wrażliwości. jest radość s p r a w i a n i a radości (jako dobroczynność. Bo nie należy zapominać. pomaganie. to jest bezwzględną prawidłowość. jako środek leczniczy. jeśli istnieje gdzie stado. próbuje się przeciw stanom zgnębienia innego trainingu. ba. względne szczęście: – w każdym razie n i e kapłani wynaleźli niezadowolenie niewolników ze swego losu. pod warunkiem. to nie ulega żadnej wątpliwości: nazywa się dzisiaj ten fakt. w o l i m o c y. niewolnikiem roboczym i więźniem). pewne przyzwolenie. wzbudzenie najsilniejszego. drobną radość wzajemnej dobroczynności – może było to wówczas czemś nowem. choćby w najmniejszym stopniu. punktualne bezmyślne posłuszeństwo. wyrosłe na najniższym gruncie ówczesnego społeczeństwa. a zorganizowała roztropność kapłańska. że uwaga cierpiącego zostaje gruntownie odwrócona od cierpienia. które każe już przypuszczać rzadziej spotykane siły. stowarzyszenia. że silni dążą z taką samą naturalną konieczno67 . chwalenie. Najczęstszą formą. nie potrzebował niczego więcej. chorowici. posługują się tem lekarstwem często w połączeniu z powyż omówionem. pocieszanie. zalecając »miłość bliźniego«. jest najobfitszym środkiem leczniczym. który ją dość często wynosi ponad to. w których świadomie pielęgnowano ów środek leczniczy przeciw zgnębieniu. ponad odrazę ku sobie (»despectio sui« Guelincza). które przecież po największej części są jednem i drugiem zarówno. zachęcanie. który jest w każdym razie łatwiejszy: m a c h i n a l n e j c z y n n o ś c i. pomaganie. aczkolwiek w najprzezorniejszej dawce. »caenaculum« musi znowu owa wzniecona przez to. odczuwać jako pozytywność samą. zdolności cierpienia. łatwo dostępnej i dającej się ująć w prawidło. tylko małej sztuki przemieniania nazw i przechrzczenia. trochę nieuczciwie. Daleko częściej. stowarzyszenia biednych. jak przebiegle umiał kapłanasceta w walce z cierpieniem zużytkować tę działalność machinalną i to. w której zaleca się radość.

– jest to droga.. Bo jeśli w czem. jeśli pierwsi łączą się w związek. którego potrzebuje wśród niej każda jednostka. który tkwi we wszystkich silnych uczuciach«. do »winnych«. właśnie całe nowoczesne sądzenie człowieka i rzeczy. wogóle w s z y s t k o. czego oczywiście nie trzeba się obawiać. że najwłaściwszą cechą nowoczesnych dusz. – ich instynkt czuje się przy tem równie zadowolony. pomijając. każda oligarchia drży ustawicznie z powodu wytężenia. twardszym. że brzmiałoby milej i może lepiej wpadało w uszy. – używaną jako najskuteczniejszy środek ogłuszenia. W nich wszystkich chodzi o jedno: o jakąkolwiek w y b u j a ł o ś ć u c z u c i a.. co nowoczesne (przypuszczając.ścią od siebie. że wzbudzałoby w nas wstręt. Brzmi to twardo: jasnem jest. z wielkim oporem osobniczego sumienia.. za silnem. płynąca z miłości bliźniego. są zupełnie niezdolni 68 . Im przystoi jedynie k ł a m s t w o n i e u c z c i w e. przeciw tłumionej obezwładniającej długiej bolesności: skutkiem czego wynalazczość kapłańska okazała się niewyczerpaną. a również przypuszczając. (Tak było naprzykład w G r e c y i: Platon wykazuje to w stu miejscach. organizacya trzody. by ich czcić! Właściwe kłamstwo. byłoby dla nich czemś o wiele za surowem. nasi »dobrzy« nie kłamią – to prawda. machinalna czynność. lecz to jeszcze n i e wystarcza. który się chętnie »idealizmem« nazywa. drobna radość. że będzie kiedyś jakaś potomność o surowszym. skutkiem czego niezadowolenie jednostki z siebie samej przygłusza się jej uciechą z powodu rozwoju gromady – oto. mierząc miarą nowoczesną. czemś. jak instynkt urodzonych »panów« (to znaczy samotniczej drapieżnej species człowieka) czuje się w głębi organizacyą podrażniony i zaniepokojony. służyć potomności mogą książki nowoczesne. że mają trwałość. rezolutne. d o c z e g o jedynie służyć będą. – a to dzięki swemu moralnemu przesłodzeniu i fałszowi. umiejętności rozróżniania w sobie samych »prawdy« od »fałszu«. to dzieje się to tylko w zamiarze agresywnego wspólnego działania i wspólnego zadowolenia swej woli mocy.. z d r o w s z y m smaku): – służyć będą jako środki wymiotowe.. która może n a s właśnie do wielkiego wiedzie wstrętu. ostatni natomiast skupiają się właśnie z r a d o ś c i ą z powodu tego skupienia się. wśród całej tej niebezpiecznej w sobie roboty. Nie mam wątpliwości pod tym względem. wymyślając to jedno pytanie: »p r z e z c o osiągnąć można wybujałość uczucia?«. lecz wcielona n i e w i n n o ś ć w kłamliwości moralnej. który znał swoich – i samego siebie. którzy dziś czują się »dobrymi ludźmi«. to w tem tkwi d o b r y s m a k psychologa (– inni mogą rzec jego uczciwość). szczere. Środki kapłana-ascenty. i w każdym razie za idealizm się uważa. Lecz po co pieścić zniewieściałe uszy naszych nowoczesnych przeczuleńców? Po co ustępować z n a s z e j s t r o n y choćby na krok ich świętoszkostwu słów? Dla nas psychologów byłoby to już świętoszkostwem w c z y n i e. której psycholog dziś podjąć się musi. Bo nie należy się łudzić co do tego. by nie przestać nad tym popędem panować. Platon. któreśmy dotąd poznali – ogólne przytłumienie poczucia życia. dzięki swemu najwnętrzniejszemu feminizmowi. Mus odkrywania tej »niewinności« ciągle na nowo tworzy może najwstrętniejszą część naszej pracy. przedewszystkiem radość.. Na dnie każdej oligarchii kryje się – całe dzieje uczą tego – zawsze t y r a ń s k i popęd. coby wymagało od nich. »uczciwe« kłamstwo (o którego wartości posłuchajcie tylko Platona). czego od nich wymagać nie w o l n o. wszyscy. gdybym powiedział: »kapłan-asceta korzystał zawsze z z a p a ł u. jest to jedno z n a s z y c h wielkich niebezpieczeństw. że przeciwdziała haniebnie p r z e m o r a l n i o n e m u sposobowi mówienia. nowoczesnych książek jest nie kłamstwo. otworzenia oczu na siebie samych.) 19. Nasi dzisiejsi wykształceni. którym zamulone jest. obudzenie gromadnego uczucia mocy. jego n i e w i n n e środki w walce z uczuciem przykrości: zwróćmy się teraz do bardziej zajmujących. jak słabi ku sobie.

. i rzeczywiście kapłan-asceta wziął w służbę swą bez. przeczuje już w te kilka słów wtłoczoną zasadniczą treść tego. tego najroztropniejszego z wszystkich mędrców »rzeczowych«. to owego zawsze w tym samym celu.. serdecznie obłudnie. obrazem. stanął nagle w ciągu swej pracy: doszedłszy do pewnego punktu tego czcigodnego i naiwnego żywota. jego ból 69 .. mówiąc nawiasem. wykonawca ostatniej woli Schopenhauera: bo i Schopenhauer skreślił coś o sobie.. Ci »dobrzy ludzie« są dziś wszyscy razem aż do gruntu i dna przemoralnieni i w stosunku do uczciwości zhańbieni i ześwinieni po całą wieczność: któżby z nich zniósł jeszcze p r a w d ę »ponad człowiekiem« !. swoim pierwszym drgnieniom.«). mówiąc do sobie równych? »Nie ufajmy przedewszystkiem. Przed czemże przecie przestrzegał ów dyplomata.odnosić się do jakiejkolwiek rzeczy inaczej.) 20. moi panowie.. jeśli wyładowują się nagle. modrooko obłudnie. o b ł u d n i e. Obiecują nam autobiografie Ryszarda Wagnera: któż wątpi. pod warunkiem..... bezdennie obłudnie. co mam w dalszym ciągu przedstawić... zanurzyć ją w przestrach.... przygłuszenia. żary i zachwyty w ten sposób... cnotliwie obłudnie. strach. chorymi tego przemoralnionego smaku czasu. Kilka przykładów: Lord Syron skreślił najosobistsze o sobie wyznania... już nie z słodkawą i pełną względów wstydliwością protestanckiego historyka. Takby winien mówić dziś każdy psycholog do swych równych. I oto powracamy do naszego problematu.. gniew. lecz niejako z nieustraszonością Taine’a. dość powodów. już nie z moralną prostodusznością wiejskiego księdza. skrupułu c a ł ą sforę psów dzikich w człowieku i spuszczał to tego. Dzielny Amerykanin Thayer. (Niemcy.. a może nawet na siebie (»... by zbudzić człowieka z powolnego smutku. biograf Beethovena. lecz niewinnie obłudnie. prawdopodobnie jesteśmy i my jeszcze ofiarami. szczególnie pewnej nieufności względem »pierwszych drgnień«. rozkosz.. są o n e p r a w i e z a w s z e d o b r e«. chociażbyśmy się też czuli jego gardzicielami. lecz Tomasz Moore był »za dobry« na to: spalił papiery swego przyjaciela. zwątpienie. okrucieństwo mają moc po temu. Prawdopodobnie i my jeszcze jesteśmy »za dobrzy« do naszego rzemiosła. wytworzyli wcale pięknie klasyczny typ tej ostatniej. z głębi s i ł y d u s z y. pastwą. który w samej rzeczy żąda od nas pewnej surowości. markotnego rozstrojenia: jakież drogi wiodą do t e g o celu? A które z nich najpewniej ?. Gwinner. tego urodzonego klasycznego adwokata wszelkiej causa fortior.... gdyby nam raz jakiś prawdziwy psycholog prawdziwego Lutra przedstawił... W gruncie rzeczy wszystkie wielkie uczucia. mrozy. który nad wszelkie pojęcie wypadł niedołężnie i naiwnie. nieprawdaż. Przypomnijmy sobie jeszcze komiczne przerażenie. – mogą to sobie poczytywać za własność. By duszę wyważyć raz z jej wszystkich spoideł. – prawdopodobnie zaraża on jeszcze i nas. Morał: jakiżby roztropny człowiek napisał dziś jeszcze sumienne o sobie słowo? Musiałby chyba należeć do zakonu świętej śmiałości szału.. Lub mówiąc uchwytniej: ktoby z nich zniósł prawdziwą biografię!.. że my psychologowie nie możemy dziś wyzbyć się pewnej nieufności w z g l ę d e m s i e b i e s a m y c h?. To samo uczynić miał dr..... a nie ze stanowiska roztropnej pobłażliwości dla siły?.. cóżby dopiero poczęto. I d e a ł a s c e t y c z n y w s ł u ż b i e z a m i e r z o n e j w y b u j a ł o ś c i u c z u c i a: – kto przypomina sobie poprzednią rozprawę. by jak piorunem wyzbyła się wszystkich małości i małostek uczucia przykrości. które wzniecił w Niemczech katolicki kapłan Janssen swym obrazem niemieckiego ruchu reformacyjnego. nadzieja. gdyby nam ktoś był ruch ten i n a c z e j opowiedział. zemsta. że nie będzie to r o z t r o p n a autobiografia. tryumf. za wyłączną własność: mianowicie Leopolda Rankego. nie mógł wytrzymać go dłużej. Lecz zrozumiecie mnie już zapewne: – biorąc wszystko pod uwagę. rzekł. niż n i e u c z c i w i e..

że używało się go »w dobrej wierze«. niezbędność. od kapłana-ascety. wierząc najgłębiej w jego użyteczność. jakiego kształtu! »Grzech« – bo tak brzmi kapłańska przeróbka zwierzęcego »nieczystego sumienia« (wstecz zwróconego okrucieństwa) – był dotąd największem zdarzeniem w dziejach chorej duszy: w nim mamy najniebezpieczniejsze i najfatalniejsze arcydzieło interpretacyi religijnej. p i e r w s z ą wskazówkę co do »przvczyny« swego cierpienia: aby jej szukał w s o b i e. I teraz na całe stulecia nie będzie się można pozbyć widoku tego nowego chorego. w jakimś urywku przeszłości. »Królestwo moje nie jest z t e g o świata« – powtarzał on wciąż potem jak przedtem. w każdym razie fizyologicznie. ideału ascetycznego. kurcze nieznanego szczęścia. Dopiero pod ręką kapłana. ogłuszenia. nie wiadomo dlaczego. wynalazczość piekła nawet – wszystko teraz zostało odkryte. wyczerpany. która bolała. zwęglony. które. po co? żądne poznania przyczyn – przyczyny sprawiają ulgę –.. obalało.głuchy. Wszędzie przeszłość przeżuwana. wtajemniczony w t e misterya. który zwraca się zawsze w jednym kierunku (w kierunku »winy«. na którą pozwolił sobie kapłan asceta. po nocach bezsenny. »grzesznik«. jak wykazano uprzednio. zachwycało. ciało głodem morzone. W t e m znaczeniu osiągnięto ten cel. wyzyskane. jego ociągliwą nędzę na pewien czas przynajmniej zmusić do ucieczki. p r z e z w y c i ę ż o n o gruntownie tym systemem procedur dawne zgnębienie. żądne też środków i narkotyków. wszystko posłużyło teraz zwycięstwu jego ideału. tego prawdziwego sztukmistrza w rzeczach. należy też zauważyć. że gwałtowne fizyologiczne odwety takich ekscesów. mniejsza jak. ł a k n i ę t o bólu. jako j e d y n e j przyczyny cierpienia). którą stworzył. iż posługiwał się on p o c z u c i e m w i n y. komu nietajne nawet rzeczy ukryte – i oto patrzcie! otrzymuje wskazówkę. Wszędzie nieczyste sumienie. Każda wybujałość uczucia. dopięta została – każdy to wie – tem. ostateczna trwoga. dążyło n i e do zleczenia chorób. że kapłan asceta zalecał go. tyczących się poczucia winy. wszędzie wzrok hipnotyczny grzesznika. tembardziej kłaść na to nacisk. wzywanie »zbawienia«! Rzeczywiście. przemienianie go w uczucia winy. aby uważał samo cierpienie swoje jako s t a n k a r y. wszędzie bicz. – i dość często łamiąc się sam pod ciężarem niedoli. ten »zwierz okropny«. skruszenie. kapłan-asceta. obawy. lecz do zwalczenia przykrego uczucia zgnębienia. rodzajem »niewinnym«. czyn przekręcony. wszędzie wplatanie się grzesznika w okrutne koło niespokojnego. a jednak nie znużony – tak wyglądał człowiek.. miażdżyło. by w duszy ludzkiej rozdzwonić wszelkiego rodzaju rozdzierającą i zachwytną muzykę. które zamknięto w klatce. Mistrzowska sztuczka. Człowiek. Każdą tego rodzaju wybujałość uczucia trzeba potem o p ł a c i ć. ponieważ wymaga tego słuszność. ba. niejako jak zwierzę. Nieszczęśliwiec ten usłyszał. naradza się ostatecznie z kimś. mierząc miarą nowoczesną. jak mówi Luter. wszystko poszło na usługi czarodzieja. otrzymuje od swego czarodzieja. w gruncie rzeczy nie sprzeciwiają się właściwie ogólnemu celowi tego rodzaju leczenia. wkoło której zakreślono koło. w w i n i e... płonący. zrozumiał: teraz będzie jak kura. wszędzie niema udręka. wiecznie czujny. skierowane na każdą czynność. agonia katowanego serca. włosiennica. to rozumie się samo przez się – czyni ona chorych jeszcze bardziej chorymi –: i dlatego nie jest ten rodzaj leczenia bólu. Ten stary wielki czarodziej w walce z uczuciem zniechęcenia. nabrało ono kształtu – ach. Trzeba jednak. może nawet duchowe zaburzenia. zawsze też pod osłoną religijnej interpretacyi i usprawiedliwienia«. Z chorego zrobiono »grzesznika«. do złagodzenia go. odgadnione. Czy rzeczywiście miał jeszcze prawo tak 70 . »W i ę c e j bolu! więcej bolu!« tak wołała przez wieki żądza jego uczni i wtajemniczonych. chorobliwie łakomego sumienia. Nie wydostanie się już z tego zakreślonego okręgu. »grzesznika«— czy się go kiedy pozbędziemy? – gdzie tylko się spojrzy. cierpiący na samego siebie. zwyciężył oczywiście. w osłupienie wprawiało. życie stało się znowu b a r d z o zajmujące: czujny. wszędzie uczyniona treścią życia c h ę ć złego rozumienia cierpienia. kary. »złe oko«. nic więcej: poczucie winy ukazało nam się tam niejako w surowym swym stanie. tajemnica katowni. ociężałość i znużenie. Pochodzenie tego poczucia winy zaznaczyła pokrótce poprzednia rozprawa – jako fragment psychologii zwierzęcej. wszystko co łamało. j e g o królestwo nadeszło: już nie skarżono się na ból.

to najbardziej duchowe. (Religijna newroza o b j a w i a s i ę jako forma »złej istoty«: to nie ulega wątpliwości. biorąc ogółem. szkoda każdego słowa krytyki. »grzesznego« rodzaju. że taki system procedur p o l e p s z y ł człowieka. w które w danym razie temperament pewnego ludu czy miasta (Genewa. i niestety n i e t y l k o w dziejach. skwaszonych. »pozbawiony odwagi«. Jeśli jednak głównie chodzi o chorych. Czem zaś jest? Quaeritur. co »obłaskawiony«. jaką w tym wypadku zalecać zwykł kapłan-asceta swoim chorym (rozumie się samo przez się. że Goethe n i e był ascetycznym kapłanem. jak i dziś jeszcze zauważyć można podobną przemienność uczuć. co u s z k o d z o n y). zwłaszcza Europejczyków.. to nie przeczę: dodam tylko. Tak samo badajcie dzieje! Wszędzie. W orszaku pokutnego i zbawczego trainingu znajdujemy epidemie epileptyczne. jakie znają dzieje. że istnieje tylko trzydzieści sześć sytuacyi tragicznych: możnaby się już z tego domyślić. Wita i św. Goethe twierdził..mówić ?. »wyrafinowany«. – magno sed proximo intervallo. coś podobnego do somnambulizmu (ośm wielkich epidemicznych wybuchów między r. Że taka wybujałość uczucia. gdzie kapłanowi-ascecie udało się stosować do chorych to postępowanie. krzyk przerywany już to lubieżnemi. jak naprzykład taniec św. co sprowadza zawsze z sobą metodyczne stosowanie udręczeń pokutnych. Bazylea) popada raz na zawsze jako w swoje przeciwieństwo. la morte! słyszała cała Europa. gdzie nauka ascetyczna o grzechu osiąga znów wielkie powodzenie.. to taki system. i jego wzniośle moralny kult. pogłębiała i rozszerzała się zawsze chorowitość z zatrważająca szybkością. niż ten ideał. można go bez przesady nazwać w ł a ś c i w ą f a t a l n o ś c i ą w dziejach zdrowia Europejczyka.) Ideał ascetyczny.. »przeczulony«. tam wszczepiają i swoje występki). przygnębionych. w jednostce i tłumie. wszędzie. przypuściwszy nawet. że polepszony znaczy według mnie to samo. których przerażający krzyk »evvia. zapytajcie tylko lekarzy chorób umysłowych. – Jako trzeci w tym rzędzie wymieniaćby należało syfilis. skruchy i kurczów zbawienia. w każdym wypadku. Na kapłańskie leczenie tego rodzaju. 21. 1564 a 1605 tylko) –. już to szalejącemi zniszczeniem idyosynkrazyami. Jeśli się chce tem wyrazić. znajdziemy w jego orszaku owe żądne śmierci masowe delirya. »osłabiony«. Cóż było zawsze »powodzeniem«? Rozbity system nerwowy w dodatku do tego. – do tego rodzaju zjawisk należy też histerya czarownic. zapisało się straszliwie i niezapomnianie w całych dziejach człowieczych. jako inną formę jego następstwa znajdujemy straszliwe bezwłady i trwałe zgnębienia.. co bardziej niszczycielsko wpłynęło na z d r o w i e i rasową tężyznę. że pod najświętszemi nazwami. Ten – zna więcej. co już chore było.. 71 . które szło dotąd ściśle krok w krok z polityczną i rasową przewagą Germanów (– gdzie krew swą wszczepiają. Nie umiałbym wskazać nic innego. największe. z podobnymi stanami pośrednimi i przełamaniami. a to w największym i najmniejszym zakresie. któżby chciał bronić tego rodzaju twierdzenia? Trzebaby przynajmniej porozumieć się co do słowa »korzyść«. jak również przepojoną świętością celu). Co najwyżej możnaby z wpływem jego postawić jeszcze na równi wpływ specyficznie germański: mam na myśli alkoholiczne zatrucie Europy. Jana w średniowieczu. »obrany z męskości« (więc prawie tyle. jakiemuś choremu naprawdę wyjść na korzyść mogła. najśmielsze i najniebezpieczniejsze usystematyzowanie wszystkich środków do wybujałości uczucia pod osłoną zamiarów świętobliwych. że czyni chorego »lepszym« czyni go w każdym razie b a r d z i ej c h o r y m. gdyby się skądinąd już nie wiedziało.

którego Niemcy wydały i ton lutrowy. wszyscy ci maluczcy ludzie z prowincyi Po co? Na co?—nie można dalej zajść w nieskromności. listy apostołów i traktaciki apologetyczne. nieporównaną naiwność s i l n y c h s e r c. sam mówić. W dodatku chcą jeszcze nawet »korony żywota wiecznego«.. Są małe pogardzane »ludy pogańskie« na wschodzie Azyi. tego »najwymowniejszego« i najnieskromniejszego chłopa. brakło tu najwidoczniej dobrego wychowania. W nowym natomiast nic prócz małej sekciarskiej gospodarki. chłop. w których tkwi. jak gdyby »rzecz sama w sobie« zobowiązana była kłopotać się tem. w obliczu niezmarniałego i nierozbitego jeszcze starożytnego piśmiennictwa. . »bez żenady« mówić z swym Bogiem. to zgoła co innego. było mu niedość p o n i e m i e c k u: chciał przedewszystkiem mówić wprost. przeto popsuł też s m a k in artibus et litteris. a rzecz pewna za delikatnem nie tylko dla »pierwszych« chrześcijan: by odczuć przeciwieństwo. – lecz Luter.. i wskazywano przytem dumnie na księgi legend. Ci nie mieli tu raz na zawsze nic do gadania. przypomnijmy sobie przecie Lutra. I to ustawiczne »na ty« z Bogiem. przykra gestykulacya. owi nie pozwalają sobie. gdzie tylko doszedł do panowania.22. – psuje go jeszcze ciągle. n i e p o t r z e b u j e m y G r e k ó w« –. Pokora i pyszałkostwo tuż obok siebie. natręctwo wobec Boga. można się już tego domyślić.nie nuży się to samego Boga wciągać w najdrobniejsze swe nędze. za czasów. kąciki. od których ci pierwsi chrześcijanie mogli się byli nauczyć czegoś istotnego. gadulstwo uczucia prawie ogłuszające. rzecz najgorszego smaku! To żydowskie. mniej więcej tak. »Nieśmiertelny« Piotr! Czyżby podobna go strawić! Mają oni ambicyę. że w stosunku do tego najbardziej cenionego. która śmiech wzbudza: przeżuwa to swoje najosobistsze sprawy. nie mogę inaczej«. jak heleńskiej. Tak też uczynił. Kapłan-asceta popsuł zdrowie duchowe. Jeszcze za grecko-rzymskiej świetności. która tylko bardziej wtajemniczonych i milczących wpuszcza w święte świętych. nic nad rococo duszy. niepokoi mnie nieledwo. najbardziej przecenionego dzieła jestem z swym smakiem tak bardzo odosobniony (smak dwu tysięcy lat opowiada się p r z e c i w k o mnie): lecz cóż to pomoże! »Tu stoję ja. znajduję naród. To wydaje mi się wcale delikatnem. tak jak było.. – i mam odwagę zdobyć się na swój zły smak S t a r y Testament – tak.. przynajmniej nie chce mi się go dopiero dowodzić. odważyła się ograniczoność i próżność chrześcijańskich agitatorów – zwą ich ojcami kościoła – zawyrokować: »i my mamy swoją literaturę klasyczną. z pyskiem i łapami!. same gmatwaniny. smutki i pokątne troski. atmosferę konwentyklów. Znajduję w nim wielkich ludzi. zgadujecie to zapewne. a zamyka je przed chamami. więcej jeszcze. cudowności. nieco t a k t u w czci. jak to czynią ci pobożni ludkowie! Pies się o to nie troszczy. chciał wszystko nawspak koniecznie. gdy można było czytać jeszcze kilka książek. »Przeto?« – Spodziewam się. najbardziej upodobany przez niego właśnie w jego rozmowach z Bogiem. wybuchliwość uczucia a nie namiętność. Czołem przed Starym Testamentem. właściwej epoce (i prowincyom rzymskim) i nie tak żydowskiej. że po prostu zgodzicie się na to moje przeto. cóż dopiero Bóg. jak dziś angielska »armia zbawienia« z pokrewną literaturą bój wiedzie przeciw Szekspirowi i innym »poganom«. za których posiadanie wymieniłoby się dziś połowę literatur. jak to poświadczają misyonarze chrześcijańscy. która była też świetnością ksiąg. bohaterski krajobraz i coś najrzadszego na ziemi. Nie lubię «Nowego Testamentu«. jej właściwego modelu.– Ideał ascetyczny. jej »księgi samej w sobie«. Jak śmie się o małe swe niecnoty tyle krzyku robić. nie tylko żydowskie. nie pomijając okolicznościowego tchnienia sielankowej słodkawości. swoje głupstwa. owa etykieta czci w smaku hieratycznym. Opór Lutra przeciw pośredniczącym świętym Kościoła (szczególnie przeciw »świni dyabelskiej papieżowi«) był niewątpliwie w ostatecznej pobudce oporem chama. Jedyna wskazówka: tyczy się ona podstawowej książki literatury chrześcijańskiej. nie był nigdy i nigdzie szkolą dobrego smaku. jeszcze mniej 72 . którego drażniła w y t w o r n a e t y k i e t a Kościoła. wogóle dotykać ustami imienia Boga swego.

jawnie posiada odwagę i wolę być sobą i dość dobrze dotąd radziła sobie bez Boga. nie mówiąc już o ideale p o n a d sobą – a gdzie wogóle jest jeszcze namiętnością. w nim. wygłaszają czasem cokolwiek nieprzyzwoite żądanie: że w i n n o się dziś wogóle być zadowolonym. Lecz mówią mi. Brzmi wam to dziwnie?.. to. szóstego – nie będę tak nieostrożny. Lecz to. raczej jego n a j m ł o d s z ą i n a j d o s t o j n i e j s z ą formą. bo lubię ja tę ich robotę. Chcę wydobyć na światło nie to. co ten ideał z d z i a ł a ł. żeby nauka jako całość miała dziś cel. że nie brak tego przeciwieństwa. niewyraźnym wyrazem. żadnego innego celu. Gdzie jest p r z e c i w i e ń s t w o tego zwartego systemu woli. Właśnie przeciwieństwo tego. nadużyciem. czwartego.. nawet fatalnych skutków: chcę ich bowiem przygotować na ostateczny i najstraszniejszy widok. że głosy ich n i e wychodzą z głębi. która by wyrażała p r z e c i w n i c z y ideał ? Ideał ascetyczny ma c e l – jest dość powszechny. żebym chciał wyliczać wszystko (kiedyżbym dotarł do końca!). że wiodło ono nie tylko długą.. jako droga i środek do j e g o celu. nie dopuszcza żadnego innego pojmowania. c i e r p i e n i e m. Cóż więc oznacza moc tego ideału. gdzież jest wola przeciwnicza. bezwstydem. któraby z niego dopiero nie czerpała swego znaczenia. że owszem we wszystkich głównych sprawach opanowało ów ideał: cała nasza w i e d z a nowoczesna jest tego świadectwem. odrzuca. co jest śmiertelnie wrogie wszystkim dobrym manierom. że niema na ziemi żadnej mocy. on sam jest wcielonem »non plus ultra«. wierzy raczej w swoje pierwszeństwo przed wszelką mocą. Ideał ascetyczny popsuł nietylko zdrowie i dobry smak.. potwierdza jedynie w myśl s w o j e j interpretacyi (– a czyż istniał kiedy konsekwentniej obmyślany system interpretacyi?). 23. popsuł jeszcze coś trzeciego. jako właściwa filozofia rzeczywistości... zwłaszcza z nauki. zaświata i cnót zaprzecznych. co twierdzą. wstręt do miary. Tymczasem taką wrzawą i agitatorską gadaniną nic się u mnie nie wskóra: ci trębacze rzeczywiści są lichymi muzykantami. którym podoba się ich mały kącik i którzy dla tego. jawnie wierzy tylko w siebie samą. czego jest tymczasowym. który tkwi według mnie w badaniu znaczenia tego ideału. p o t w o r n o ś ć jego mocy? Dlaczego pozwolono mu rozróść się w tym stopniu? Dlaczego nie opierano mu się skuteczniej ? Ideał ascetyczny wyraża pewną wolę. miłością.?. jedynego celu. tyleż bo w niej zdziałać można pożytecznego. w swoją bezwarunkową w y ż s z o ś ć r a n g ą od wszelkiej mocy. ludy. słychać. co o z n a c z a. żarem. swojej wartości. wolę.dobrych manier – był w najlepszym razie szkołą manier hieratycznych: to znaczy. namiętność wielkiej wiary. na co naprowadza. znakami pytania i nieporozumieniami obarczonym wyrazem. jako narzędzie do j e g o dzieła. swego prawa do istnienia. brak miary.. n i e dowodzi jeszcze koniecznie. nie poddaje się on żadnej mocy. co kryje się za nim.. I tylko ze względu na. – ta wiedza nowoczesna. tam nie jest przeciwieństwem owego ideału ascetycznego. piątego. że im się w nim podoba. że tkwi mu samemu pod skórą coś. Jak się rzekło. Zapewne jest i pośród dzisiejszych uczonych dość prawych i skromnych robotników. Gdzież jest i n n y »cel jedyny«?. potakuje. t e n c e l nie chcę oszczędzić swym czytelnikom rzutu oka na potworność jego skutków.. Nie przeczę. szczęśliwą walkę z owym ideałem. zaprzecza. ludzi nieubłaganie ze stanowiska tego jednego celu. – wierzy. pod nim. najmniej mam ochoty psuć tym uczciwym robotnikom uciechę z ich rzemiosła. raczej tylko to. by wszystkie inne interesy ludzkiego istnienia wydały się w porównaniu z nim małostkowymi i ciasnymi: pojmuje on okresy. jest prawdą: wiedza z konieczności nie ma dziś wiary w siebie. że n i e przemawia z nich bezdeń naukowego sumienia – bo dziś sumienie naukowe jest bezdnią –. stówo »wiedza« jest w tych pyskach trębackich jedynie nierządem. rzecz ma się przeciwnie: gdzie nie jest najnowszą formą pojawiania się 73 . że pracuje się dziś w nauce surowo i że istnieją zadowoleni robotnicy. celu i interpretacyi? Czemu b r a k tego przeciwieństwa. ideał.. która.

. antychryści. ogłuszeni i nieprzytomni. w i e r z ą. którzy sami przyznać się nie chcą do tego. oni sami są dziś przedstawicielami jego i może nikt więcej. b a r d z o wolne duchy«: a jednak pragnę zdradzić przed nimi. nieczystego sumienia. wyprowadza się ich z równowagi dlatego jedynie.ideału ascetycznego – chodzi tu o zbyt rzadkie.. gdzie siła wiary bardzo na pierwszy plan występuje. którzy istnieją dziś wśród filozofów i uczonych: sąż to może szukani przeciwnicy ideału ascetycznego. niż wnioskowano dawniej: mianowicie wszędzie. bohaterskie duchy. wstrzemięźliwe. zdaje się być ostatkiem ich wiary. jego najpodchwytliwszą. Jakże się ma rzecz w tym wypadku? – Ci dzisiejsi przeczyciele. że się było za grubiańskim. czem są. tak namiętnem w tym właśnie wypadku ich słowo.. napawa się swoich uczonych przyjaciół goryczą przeciw sobie w chwili. wszyscy ci bladzi ateiści. wznieca podejrzenie przeciw temu. ci stroniący od dnia dzisiejszego. oni sami są jego najbardziej przeduchowionymi wyrodkami. wnioskować o pewnej słabej możności dowodu. te twarde. że wiara d o w o d z i. z kim się właściwie ma do czynienia. w którą się wierzy. ephektycy. Och. gdzie najniżej stojący stopniem żyli w posłuszeństwie. ci »niewierzący« (bo tem są wszyscy bez wyjątku). nieufność nasza nauczyła nas stopniowo wnioskować przeciwnie. ich gest: – czyż dlatego już ma to być prawdą. zastrzeżonego tylko 74 . ich dniem i nocą dymiące głowy. – uważają się rzeczywiście za wyzwolonych w najwyższym stopniu od ideału ascetycznego. h e k t y c y duchowi (ostatnimi są wszyscy razem i każdy zosobna w jakiemś znaczeniu). by czegoś nie widzieć! Nauka jako środek samoogłuszenia: z n a c i e t o!. którzy jednego tylko się boją: p o w r o t u d o ś w i a d o m o ś c i. i d e a l i ś c i w k i e r u n k u j e m u p r z e c i w n y m? W rzeczy samej. My »poznający« jesteśmy właśnie nieufni względem wszelkiego rodzaju wierzących. despectio sui. jest dziś wiedza s c h ó w k i e m dla wszelkiego rodzaju zniechęcenia. kto obcuje z uczonymi – czasem jednem niewinnem słowem aż do kości. w których jedynie mieszka dziś i w których wcieliło się sumienie intelektualne. – silna wiara. Rani się ich – doświadcza tego każdy. która uszczęśliwia. niezadowoleniem z powodu n i e d o b r o w o l n e g o poprzestawania na małem. bo stoją zbyt blizko siebie: ten ideał jest właśnie i i c h ideałem.. bo w i e r z ą j e s z c z e w p r a w d ę. że wiara »uszczęśliwia«: w ł a ś n i e d l a t e g o przeczymy.. cierpieniem z powodu braku wielkiej miłości. samo ich mistrzostwo rzemieślnicze – jakże często właściwym tego wszystkiego sensem jest. Kiedy chrześcijańscy krzyżowcy zetknęli się na Wschodzie z owym niezwyciężonym zakonem Assassynów. jakiemu podobnego nie osiągnął żaden zakon mniszy. w pretensyi do intelektualnej czystości. czego sami widzieć nie mogą. wtedy zdobyli jakimś sposobem wskazówkę. w co wierzy. to właśnie. ostatnim idealistom. najnieuchwytniejszą formą uwodzenia: – jeśli w czemkolwiek jestem odgadywaczem. ci ostatni idealiści w poznaniu... tak poważni są na tym punkcie. bezmoraliści. gdy się sądzi. chcę nim być w t e m zdaniu!. surowe. że są przeciwnikami tego ideału. w co wierzą?.. nawet o n i e p r a w d o p o d o b i e ń s t w i e rzeczy. o których mówiłem. Daleko im jeszcze do w o l n y c h duchów. by odgadnąć. że to c i e r p i ą c y. – jest n i e p o k o j e m braku samego ideału.. ich pilność bez opamiętania. podjadków toczących. niewiary. dotyczącą owego symbolu i godła. najdelikatniejszą. ci sceptycy. owym zakonem duchów wolnych par excellence. I my nie przeczymy. potwierdza nie »prawdę«. że się im cześć oddaje. dostojne. wyszukane wypadki. że są nimi. te »wolne. czegóż nie kryje dziś pod swym płaszczem wiedza! Ileż przynajmniej w i n n a ukrywać! Dzielność naszych najlepszych uczonych. nihiliści. – Teraz zaś przypatrzmy się owym rzadszym wypadkom. ażeby mogły wpłynąć na zmianę ogólnego sądu –. 24. ci bezwzględni na jednym punkcie. potwierdza pewne prawdopodobieństwo – złudy. jego najbardziej wysuniętym szeregiem wojennym i wywiadowczym podjazdem. które są zaszczytem naszego czasu..

do której zobowiązuje taka wiara. i s t n i e j e t e ż n o w y p r o b l e m a t: o w a r t o ś c i p r a w d y. by wiedza mogła z niej wyciągnąć kierunek. przed factum brutum. (Komu to zdaje się za krótko powiedziane. »wiara«. jej piątą księgę str. Surowo sądząc. najgorsza to obraza przyzwoitości. tego świata. jak go nazywam). kto naprzykład zamierza oprzeć filozofię na »podstawach czysto naukowych«. ów fatalizm «des petits faits« (ce petit faitalisme. Znane mi to wszystko może nazbyt zblizka: owa szacunku godna wstrzemięźliwość filozofów. jako najwyższą nawet instancyę. jako Boga. lecz i prawdę p r z e w r ó c i ć d o g ó r y n o g a m i. bo przyjmowano prawdę jako byt. i my także s w ó j ogień jeszcze czerpiemy z owego pożaru. jak to? czyż nie musi właśnie tem samem zaprzeczać jego przeciwieństwa. por. owa c h ę ć zatrzymywania się przed tem co faktyczne. – to wiara w m e t a f i z y c z n ą wartość. jak go pojmuje wiara w naukę. ten musi wpierw nie tylko filozofię. naszego świata?. w owem zuchwałem i ostatecznem znaczeniu. która była też wiarą Platona. nie należy się łudzić co do tego. my bezbożni. Otóż to była w o l n o ś ć ducha. na czem nasza wiara w naukę spoczywa. Wątpię o tem. to w i a r a w s a m i d e a ł a s c e t y c z n y. ów stoicyzm umysłowy. granicę. w wartość samą w s o b i e p r a w d y. 75 . Nauka sama p o t r z e b u j e teraz usprawiedliwienia (nie znaczy to wcale.– Wola prawdy wymaga krytyki – określmy zatem swoje własne zadanie –. co jest ową bezwzględną wolą prawdy. skracania. owo zrzeczenie się interpretacyi wogóle (gwałcenia. a jeżeli ów »inny świat« potwierdza. t e m w y m ó w i o n o wiarę nawet prawdzie. nie zaś świat życia. że wola prawdy sama dopiero usprawiedliwienia wymaga. tak jak jedynie w ideale owym jest poręczona i zapieczętowana (trwa ona i przemija z owym ideałem). chyba pomyłka. jeśli nic już nie okazuje się boskiem. p o t w i e r d z a w t e n s p o s ó b ś w i a t i n n y.. choćby jako jej nieświadomy imperatyw. do najstarszych i najmłodszych filozofów: im wszystkim brak świadomości.. który wznieciła tysiące lat licząca wiara. co więcej. 275 i nast. jeśli Bóg sam okazuje się naszem n a j d ł u ż e j t r w a j ą c e m k ł a m s t w e m?« – W tem miejscu trzeba stanąć i namyślać się długo. ze względu na to pytanie. metodę. wszystko wolno«.. – »ów prawdziwy. niż właśnie wolność i zerwanie pęt w owem znaczeniu. jako ich secretum: »Nic nie jest prawdą. Czy jaki europejski. w czem nauka francuska szuka dziś pierwszeństwa moralnego przed niemiecką. sens.. wypychania.. temu polecam przeczytać na nowo ów ustęp »Wiedzy radosnej«.. że prawda jest b o s k a. jaka spotkać może dwie tak czcigodne niewiasty!) Tak. wiem coś innego: – nic nie jest bardziej obce tym bezwzględnym w jednem. że ono dla niej istnieje). tym t a k z w a n y m »duchom wolnym«. niema żadnej nauki bez a priori. przekręcania i wszystkiego wogóle co do i s t o t y interpretowania należy) – wszystko to wyraża. najlepiej całą piątą księgę wymienionego dzieła. To. który ostatecznie równie surowo zabrania sobie zaprzeczania. który nosi nagłówek: »O ile i my jeszcze bogobojni jesteśmy« str... tak samo przedmowę do »Jutrzenki«). Lecz cóż.. przyrody i dziejów. jak potwierdzania.dla najwyżej stopniem stojących. Czy rozumiecie to »nie śmiano«? – Od chwili gdy zaprzeczona została wiara w Boga ideału ascetycznego.. Myśli o takiej nauce nie można wymyślić. jest ona paralogiczna: zawsze wpierw istnieć musi filozofia. 289 i nast. równie dobrze ascetyzm cnoty.. silni i bezwzględni. jeśli to właśnie coraz mniej wiarogodnem się staje. trzeba wartość prawdy raz na próbę p o d a ć w w ą t p l i w o ś ć. wymyślania. na tym punkcie istnieje luka w każdej filozofii – skąd to pochodzi? Bo ideał ascetyczny p a n o w a ł dotąd nad całą filozofią. opuszczania. pod żadnym względem nie są właśnie bardziej spętani: właśnie w wierze w prawdę są. owa wiara chrześcijańska. jak nikt inny. bo nie ś m i a n o uczynić prawdy problematem. – i my dzisiejsi poznający. ogółem biorąc. my antymetafizycy. przykrawania. p r a w o do istnienia. ślepota. chrześcijański duch wolny zabłąkał się już kiedy do labiryntu tego zdania i jego labiryntowych k o n s e k w e n c y i? Czy zna z d o ś w i a d c z e n i a minotaura tej jaskini ?. kłamstwo. to wciąż jeszcze w i a r a m e t a f i z y c z n a. jak jakieś zaprzeczenie zmysłowości (jest to w gruncie tylko modus tego zaprzeczenia). (Kto to rozumie odwrotnie. Co jednak do niego zmusza.. Zajrzyjmy. nie ulega wątpliwości – i tu dopuszczam do głosu swoją »Wiedzę radosną«.. że Bóg jest prawdą.

jakie tylko być może. w którejby s ł u ż b i e d o p i e r o ś m i a ł a w i e r z y ć w siebie samą. równouprawnienia kobiet. pokątniejsze. – Nie! ta nauka nowoczesna – otwórzcie tylko na nią oczy – jest tymczasem n a j l e p s z ą sprzymierzeńczynią ideału ascetycznego. maski. zdogmatyzowania. co ideał ascetyczny: pewne z u b o ż e n i e życia jest tu.artystę. – budzi ona w nim nanowo życie. p o w a g ą nacechowane twarze i gesty (powagą. zdrewnienia. Przewaga mandaryna nie oznacza nigdy nic dobrego. Plato p r z e c i w Homerowi: oto cały. lecz tylko do jego zewnętrzności. tu tego życia poniewolny bóstwiciel. jego c h ę ć samozmniejszenia nie postępuje 76 . stoją przecie na jednym gruncie – dałem to już do poznania –: to jest na jednakiem przecenieniu prawdy (właściwiej: na jednakiej wierze. że jest najmniej świadomą. często zmierzchu. jest bardziej zasadniczo. Jedno i drugie. Usłużność artysty w służbie ideału ascetycznego jest przeto najwłaściwszem z e p s u c i e m artystycznem. że to istnienie od tego czasu wydaje się jeszcze dowolniejsze. że prawda nie da się oceniać. jakoby klęska astronomii teologicznej oznaczała klęskę owego ideału?. zbędniejsze w w i d o c z n y m porządku rzeczy? Czyż właśnie samozmniejszanie się człowieka. potrzebuje w każdym względzie dopiero jakiegoś ideału Wartości. gdy szukam naturalnego antagonisty ideału ascetycznego. i właśnie dlatego. odwalony ciosem nauki. ani krytykować). przybrania. o tem przedmowę do »Narodzin Tragedyi«). przedstawia ona głównie nawet popędzającą raczej siłę w jej wewnętrznem ukształtowaniu. niż nauka. nauka i ideał ascetyczny. mówiąc nawiasem. wielki potwarca życia. bo kiedyś wrócę do tego na dłużej. badając przenikliwiej. mogą też być tylko wspólnie zwalczane i podawane w wątpliwość. tą najniewątpliwszą oznaką mozolniejszej przemiany materyi. niejako jak b o g a c i duchem: – n i e są niem. założeniem. ciężej pracującego życia). najmniej dobrowolną.. pewność życia. – ochłodzone uczucia. Szacowanie ideału ascetycznego pociąga za sobą niechybnie i szacowanie wartości nauki: na to zawczasu przetrzyjcie oczy. jakiego dotąd Europa wydala. stał się on raczej mocniejszy. to jest nieuchwytniejszy. Jej stosunek do ideału ascetycznego nie jest w sobie samym wcale jeszcze antagonistyczny. bardziej podchwytliwy przez to. tego największego wroga sztuki. upadku. niestety i jednem z najpowszedniejszych: bo niema nic bardziej ulegającego zepsuciu nad . rozjemczych sądów pokoju zamiast wojen. jakiejś stwarzającej wartości mocy. – ona sama nigdy nie stwarza wartości. tak. (Nauka jako problemat. stoi nauka na tym samym gruncie. – przelewna siła. Przypatrzmy się okresom któregokolwiek narodu. przeciwstawna ideałowi ascetycznemu: tak odczuwał to instynkt Platona. dyalektyka zamiast instynktu. do jego czasowego stwardnienia. Jej sprzeczność i walka. a w o l a z ł u d y ma czyste sumienie u boku. Czy rzeczywiście sądzicie. w których na pierwszy plan wysuwa się uczony: są to okresy znużenia. padał bez miłosierdzia. jakiś szaniec. że jeśli są zwalczane. w której wyraża się jej p r z e c i w n i c z y i d e a ł?«: Na to opiera się wiedza nazbyt mało na sobie samej. natura z ł o t a. zaostrzcie słuch! (S z t u k a. bardziej duchowy.. gdy pytam: gdzie jest przeciwnicza wola. przybudowany doń i w z g r u b i a j ą c y jego wygląd. zaprzeczając tego. Te sławne z w y c i ę s t w a tych ostatnich: niewątpliwie. najtajemniejszą i najpodziemniejszą! W jedną grę grali dotąd »ubodzy duchem« i naukowi przeciwnicy owego ideału (mówiąc nawiasem. nazwałem ich hektykami duchowymi).) I z fizyologicznego punktu widzenia. jak tam. że są jego przeciwieństwem. zwolnione tempo. strzeżmy się myśleć.25. równie jak wynurzenie się demokracyi. co oznacza? – por. że zawsze jakiś mur. są to zwycięstwa – lecz nad czem? Nie pokonały one wcale ideału ascetycznego. religii litości i wszystkich innych zresztą oznak opadającego życia. Właśnie przez to są sobie z k o n i e c z n o ś c i sprzymierzeńcami. nie odnosi się wcale do ideału samego. Nie! Niech mi nikt nie przychodzi z wiedzą. zmagającego się. szczery antagonizm – tam »zaświatowiec« najlepszej woli. Czy człowiek m n i e j p o t r z e b u j e zaświatowego rozwiązania swej zagadki istnienia przez to. – sztuka. w której właśnie k ł a m s t w o się uświęca. co w nim egzoteryczne. pewność p r z y s z ł o ś c i znikły.

naprzód niepowstrzymanie od Kopernika? Ach. znikła. że zasadza ona własną swą dumę. ustala.... jak gdyby szacunek ten nie był niczem. – potwierdza równie mało. »opisuje«. i na tem polega jego dobry smak. możnaby nawet rzec. twarde.. na równię pochylą. rodzaju może jeszcze »nowocześniejszego«. gardzi odgrywaniem roli sędziego. jako czciciele nieznanego i tajemniczego w sobie.). dąży dziś do wybicia człowiekowi z głowy jego dotychczasowego szacunku dla siebie. które sprawiła l’habitude d’admirer l’inintelligible au. nie zadowala jego pragnień. w to. jak wyziera osamotniały podróżnik po podbiegunowej północy (może. wstecz nie pozierać?. Czy przez to p r z e c i w d z i a ł a s i ę właściwie ideałowi ascetycznemu? Czy sądzi się jeszcze naprawdę z całą powagą (jak to długi czas wyobrażali sobie teologowie). rodzaju używającego. – oko. że wszyscy transcendentaliści od czasu Kanta mają przed sobą znowu grę wygraną. jak n i e n a t u r a l n a – tak nazywam samokrytykę poznania –.. – wyzwoleni zostali z pod władzy teologów: co za szczęście! – wskazał im on ową dróżkę chyłkową. wyłączenia i zastrzeżenia. o której upokarzającem i zniżającem działaniu uczynił Kant zaznaczenia godne wyznanie. sam znak z a p y t a n i a wielbią.).. – Lub czyż może całe dziejopisarstwo nowoczesne okazuje pewniejszą życia. jako boga? (Ksawery Doudan wspomina les ravages. jako ostatecznego i najpoważniejszego prawa jego do szacunku w własnych oczach (w samej rzeczy słusznie: bo pogardzający jest zawsze jeszcze kimś. zda się. że zwycięstwo. własną cierpką formę stoickiej ataraksyi na podtrzymaniu tej mozolnie zdobytej człowieczej s a m o p o g a r d y. Tak samo: któżby mógł odtąd mieć za złe agnostykom. tu życie oniemiało. który słowa »artysta« jak rękawiczek używa i chwałę kontemplacyi wziął dziś zupełnie dla siebie w arendę: och. jeno dziwaczną zarozumiałością. lecz w »poznaniu«!. »niszczy ona mą ważność«. zwą się »po co?«.. sądzi on. jakąż ci słodcy sprytnisie wzbudzają tęsknotę nawet choćby 77 . niezastąpiony w hierarchii istot. lecz zdecydowane spojrzenie. który w dawniejszej swej wierze był nieledwo bogiem (»dziecię boże«. że jest jedyny. odniesione przez Kanta nad teologiczną dogmatyką pojęć (»bóg«. nie chce już wcale »dowodzić«. pewniejszą ideału postawę? Jego najdostojniejszą pretensyą jest teraz: b y ć z w i e r c i a d ł e m. najwyżej metapolityka petersburska i »litość« tołstojowska. To pewna. zwierzęciem. – stacza się odtąd coraz szybciej od punktu środkowego – dokąd? w nicość? w »p r z e w i e r c a j ą c e uczucie swej nicości«?. lieu de rester tout simplement dans l’inconnu. które tu kraczą. po której mogą odtąd na własną rękę i z największą naukową przyzwoitością iść za pragnieniem swych serc«.). co do tego nie należy się mylić! Jest to smutne. on. W s z e l k a nauka (a wcale nie astronomia tylko. ostatnie wrony.. tak naturalna. co człowiek »poznaje«. że starzy obchodzili się bez tego). Od czasu Kopernika dostał się człowiek. który »nie zapomniał czcić«. Wszystko to jest w wysokim stopniu ascetyczne.. »nieśmiertelność«). wiara w jego godność.. aby nie wzierać. «Bóg człowiek«).. lubieżnego..... raczej sprzeczne jest z niemi i przejmuje grozą: co za boski wybieg móc szukać winy tego nie w »pragnieniach«. które w y z i e r a.. Tu śnieg leży. zarówno z życiem jak z ascetycznym ideałem oczkującego. »wolność«. odrzuca ono wszelką teleologię. Hejże! Toby była właśnie prosta droga – do s t a r e g o ideału?. – człowiek stał się z w i e r z ę c i e m. sprawiło uszczerbek owemu ideałowi? (przyczem niech nas na razie nic nie obchodzi. Co się jednak tyczy owego innego rodzaju historyków. jeśli. jak zaprzecza. Przypuściwszy. »dusza«. »daremnie!« »nada!« – tu nic już nie wschodzi i nie rośnie. bez porównania. Niema żadnego poznania. lecz jest równocześnie w jeszcze wyższym stopniu n i h i l i s t y c z n e. czy Kant sam coś podobnego choćby tylko miał na widoku). że wszystko. wszelka nauka. p r z e t o jest Bóg«: co za nowa elegantia syllogismi! co za tryumf ideału ascetycznego!« 26.

nie mogę znieść tych pobielanych grobów. stąd też wstrętna. a w gruncie są tylko tragicznymi błaznami... którzy przewracają dziś... nie mogę znieść tych znużonych i zużytych... do zdeptania spróchniałych stolców tchórzliwego oglądania. nie znoszę ambitnych artystów.. – mnie oburza taki widok.... starają się wzburzyć wszystkie pierwiastki bydlęce tłumu (– że żadnemu rodzajowi duchowego oszustwa nie zbywa w dzisiejszych Niemczech na powodzeniu. nieprzewidzianie nachodzi mnie przytem anakreoński humor. kłamliwa. którzy noszą czapkę niewidkę na słomianym wiechciu swej głowy. następnie zaś paralysis agitans »idei nowoczesnych«)... jest to właśnie w związku z niedającem się zaprzeczyć i prawie dotykalnem z j a ł o w i e n i e m niemieckiego ducha. piwem i muzyką wagnerowską. ile k o m e d y a n t ó w chrześcijańsko-moralnego ideału należałoby wywieźć dziś z Europy. species anarchistica wśród wykształconego proletaryatu).. antysemitów... których ambicya zasadza się na wywąchiwaniu nieskończoności.. sprawiedliwego świętoszkostwa impotencyi! Jestem z całą czcią dla ideału ascetycznego. O ileż chętniej wolę już z owymi historycznymi nihilistami wędrować w najposępniejszych.. jeszcze nie chcąca się przyznać species »pięknych duchów«.. silną lecz ciasną zasadą »Niemcy. Europa jest dziś bogata i wynalazcza przedewszystkiem na polu środków podniecających.. posturą moralną.. nie krępującej się.... którzy owijają się w mądrość i spoglądają objektywnie... pół satyra. nie znoszę i owych najnowszych spekulantów na polu idealizmu. Stokroć gorsi są owi »oglądacze«. oczkowania z ideałem ascetycznym. które odgrywają rolę życia. a także mą cierpliwość: niech wobec takich widoków zachowuje swą cierpliwość. Do stąpania.. rozumiecie mnie). która bykowi dala róg. szarych. nie znam nic wstrętniejszego nad taki »objektywny« fotel. o i l e o n j e s t u c z c i w y! jak długo wierzy sam w siebie i nie błaznuje! Ale nie mogę znieść wszystkich tych kokietujących pluskiew.. Niemcy ponad wszystko«. polityką. zdradzającego już wysokim falsetem swego uznania. którzyby chcieli uchodzić za ascetów i kapłanów. oczy chrześcijańsko-aryjsko-dobrodusznym sposobem i wyczerpującem wszelką cierpliwość nadużywaniem najtańszego środka agitacyi. nie mogę znieść tych na bohaterów wystrojonych agitatorów. że dla tej nadwytwórczości stanęła otworem nowa droga h a n d l o w a. uperfumowanego Renanem... lubieżnego eunuchostwa wobec historyi. co stanowi założenie dla tej dyety: po pierwsze z narodowem zacieśnieniem i próżnością.. tych najgorętszych trunków ducha. Lecz cóż mówić o odwadze: tu trzeba tylko jednego. pseudoalkoholiczna wszędzie atmosfera.. wraz z tem.. cuchnąca. ile szczudeł »szlachetnego oburzenia« dla wspomogi duchowych płaskonogów. właśnie ręki. zimnych mgłach! ba. pół klechę. rozkoszującego się teatrem historyi. którego przyczyny szukam w nazbyt wyłącznem żywieniu się dziennikami. gdybym wybierać musiał. czego mu nie dostaje. 78 . wiele okrętowych ładunków podrobionego idealizmu.. nie zależałoby mi nic na tem. Natura. wiele ton ocukrzonej wyskokowej litości (firma: la religion de la souffrance)... Jest to zupełnie oczywiste. g d z i e mu nie dostaje. lwu .. by dać posłuch umysłowi nawet niehistorycznemu. g d z i e w tym wypadku okrutne nożyce Parki ach! nazbyt chirurgicznie były w robocie! To drażni mój smak. aby powietrze znów czyściej woniało. na świętego Anakreonta! a nie tylko do uciekania. nad takiego woniejącego gagatka. aż wkońcu i nieskończoność pluskwami śmierdzi. tacy »widzowie« rozgoryczają mnie przeciw widowisku więcej jeszcze niż widowisko (sama historya. bohaterskich kostyumów i szczękających blach stów wielkich.. którego dźwiękami oszałamia się w dzisiejszych Niemczech pewna dotąd jeszcze nieśmiała. zgoła nie krępującej się ręki. pocóż mnie dala natura nogę?. przeciwhistorycznemu (jak owemu Dühringowi. kto nie ma z niej nic do stracenia. zdaje się niczego więcej nie potrzebować nad stimulantia i gorące trunki: stąd też olbrzymie fałszowanie ideałów..za ascetami i krajobrazem zimowym! Nie! niech dyabli biorą ten ludek »oglądaczy«. i że oczywiście można zrobić nowy »interes« na tych bożkach ideału i należących do nich »idealistach« – nie przeoczcie tej wytyczni! Któż ma dość do tego odwagi? – w naszym ręku leży możność »zidealizowania« całej ziemi!. Radbym wiedzieć.

Patrzenie na naturę. P r ó b a p r z e m i a n y w s z y s t k i c h w a r t o ś c i). wszystko znakiem.. odsyłam w tym względzie do dzieła. wykładanie własnych wydarzeń przeżytych. ta reszta ideału. spowiednicza drobiazgowość sumienia chrześcijańskiego.. I tu schodzę się znowu z swoim problematem. – jeśli przez co. n i e z n a n i przyjaciele moi (– bo jeszcze n i e w i e m o żadnym przyjacielu): jakiżby sens miało całe n a s z e istnienie. to dzięki tej surowości jesteśmy właśnie d o b r y m i E u r o p e j c z y k a m i i spadkobiercami najdłuższego i najdzielniejszego samoprzezwyciężenia Europy«. przemieniona i wyniesiona do godności sumienia naukowego. z Buddą. Chodzi mi tutaj tylko o zaznaczenie jednego: ideał ascetyczny ma także w najbardziej duchowej sferze tymczasem ciągle jeszcze tylko jeden rodzaj rzeczywistych wrogów i s z k o d z i c i e l i: są to komedyanci tego ideału. jak gdyby była dowodem dobroci i opieki jakiegoś boga. samym owym ideałem. już z filozofią Sankhyam. problemat znaczenia ideału ascetycznego. tchórzostwem. przez akt unicestwienia samych siebie. jak jego jądrem. obranym z wszelkich zewnętrznych dodatków. jak gdyby wszystko było zrządzeniem. Tem uświadomieniem się sobie woli prawdy n i s z c z e j e – tu niema wątpliwości – moralność: owo wielkie widowisko w stu aktach. która zabrania sobie wkońcu k ł a m s t w a w i a r y w B o g a. – bo budzą nieufność. my bardziej duchowi ludzie tego stulecia!) n i e stoi stosownie do tego w sprzeczności z owym ideałem. Tak chce prawo życia. łgarstwem. Ta wola jednak. o d n i o s ł o właściwie z w y c i ę s t w o nad Bogiem chrześcijańskim? Odpowiedź jest w mojej »Wiedzy radosnej« str. które przygotowuję: WOLA MOCY. – jest on nakazującą cześć k a t a s t r o f ą dwutysiącyletniego zaprawiania się do prawdy. wyciągnie wkońcu swój n a j p o t ę ż n i e j s z y wniosek. wzbudzające zarówno śmiech. badając ściśle. wszystko ku zbawieniu duszy wymyślonem i zesłanem: to już teraz« m i n ę ł o. w jego najściślejszem.27. aby ta wola prawdy uświadomiła się w nas sobie samej j a k o p r o b l e m a t?. najbardziej duchowem sformułowaniu. coraz surowiej brane pojęcie prawdziwości. prawo k o n i e c z n e g o samoprzezwyciężenia się w istocie życia. gdzie dziś duch surowo. jako ustawiczne świadectwo moralnego porządku świata i moralnych celów ostatecznych. jest. które pozostaje w spadku dwom najbliż79 . (Ten sam pochód rozwojowy w Indyach. zniewieściałością. to ma sumienie p r z e c i w sobie. silnie i nie fałszując monet pracuje. obywa się wszędzie bez ideału – popularnym wyrazem na tę wstrzemięźliwość jest »ateizm«–: z w y j ą t k i e m j e g o w o l i p r a w d y.. Wszędzie zresztą. – zawsze zwraca się wkońcu do samego prawodawcy wołanie: patere legem.. nieuczciwością. Wszystkie wielkie rzeczy niszczeją same sobą. z naszym problematem. w ten sposób zniszczało chrześcijaństwo j a k o d o g m a t własną swą moralnością. wniosek p r z e c i w k o sobie samemu. tłumaczenie dziejów ku czci rozumu boskiego. Bezwzględny uczciwy ateizm (j e g o to powietrzem jedynie oddychamy. 302: »sama moralność chrześcijańska. jedną z jego ostatnich form wniosku i wnętrznych konsekwencyi. w ten sposób musi teraz chrześcijaństwo zniszczeć też j a k o m o r a l n o ś ć. dokładniej. a więc nie tak jego resztą. jeśli mi uwierzycie. jest on raczej jedną z jego ostatnich faz rozwojowych. To jednak stanie się. którą potem Budda spopularyzował i uczynił religią. jak to się pozornie wydaje. – Dość! Dość! Porzućmy te dziwaczności i złożoności najnowocześniejszego ducha. do czystości intelektualnej za wszelką cenę. jak płacz: właśnie nasz problemat może się obyć bez nich.. – cóż tu znaczy wczoraj i dzisiaj! Sprawami temi zajmę się w związku z czem innem gruntowniej i dosadniej (pod nagłówkiem: »Z dziejów europejskiego nihilizmu«. – stoimy u progu t e g o wydarzenia. gdy postawi pytanie: »c o z n a c z y w s z e l k a w o l a p r a w d y?« .. quam ipse tulisti. na wskroś ezoterycznym. ten sam ideał do podobnego wiodący wniosku. słabością. jeśli nie ten.) Co. Kiedy chrześcijańskie dążenie do prawdy wyciągnie już jeden wniosek po drugim. zupełnie niezależny i dlatego mogący służyć za dowód. decydujący punkt na pięć wieków przed erą europejską. to wydaje się każdemu wytwomiejszemu sumieniu nieprzyzwoitością.

niechęć do życia. to człowiek. jakiś c e l cierpienia. tylko to.. – obojętne na razie. najgodniejsze pytania. bardziej wżerające się w życie. co zwierzęce. życzeniem. Żeby zaś jeszcze na końcu rzec. 80 . co człowiecze. że olbrzymia l u k a otaczała człowieka. jakie dotąd istniało. ten strach przed szczęściem i pięknością. n i e zaprzecza cierpienia w sobie. lecz jest to i pozostanie zawsze wolą!.... że brakło odpowiedzi na okrzyk pytający: »p o c o cierpieć?« Człowiek. stawaniem się. I cierpiał napróżno. ideał ascetyczny był pod każdym względem tem »f a u t e de m i e u x«.. pożądaniem samem – wszystko to oznacza. czem: w o l a s a m a z o s t a ł a u r a t o w a n a. po co. lecz n i e cierpienie samo było jego problematem. ciążącem dotąd nad ludzkością. przeciw temu. zmianą. Jego istnienie ziemskie nie miało żadnego celu: »po co wogóle człowiek?« – było pytaniem bez odpowiedzi. zamknęły się drzwi przed wszelkim samobójczym nihilizmem.. – a i d e a ł a s c e t y c z n y n a d a ł m u s e n s! Był to jedyny sens dotąd. gorzej jeszcze. ten wstręt do zmysłów. co właściwie wyrażało całe owo chcenie. z w i e r z ę człowiek nie miał dotąd żadnego sensu. które otrzymało kierunek swój od ideału ascetycznego: ta nienawiść przeciw temu. co materyalne. przestał być nadal liściem na wichrze. szuka go sam. był na ogół zwierzęciem c h o r o w i t e m. Nie można przed sobą w żaden sposób ukryć.. śmiercią. najstraszliwsze. niż żaden. przeciw temu. par excellence. Objaśnienie – niema wątpliwości – przyniosło z sobą nowe cierpienie. była bezsensowność cierpienia. głębsze. Jeśli nie brać pod uwagę ideału ascetycznego. postawiło cierpienie w perspektywie w i n y. jakikolwiek sens jest zawsze lepszy. piłką niedorzeczną.szym stuleciom Europy. w o l ę n i c o ś c i. 28. gorzej jeszcze. wyjaśnić. c i e r p i a ł z powodu problematu swojego istnienia. on go c h c e. to dzielne i najbardziej do cierpienia przywykłe zwierzę. nie cierpienie. potwierdzić. »bezsensowną«. Lecz mimo wszystko – człowiek został tem uratowany. ale pod warunkiem. ważmy się pojąć to. że mu się wskaże s e n s tego. bunt przeciw najbardziej zasadniczym warunkom życia.. mógł odtąd czegoś c h c i e ć. niż n i e chcieć. poza każdym wielkim losem człowieczym brzmiało jako refren jeszcze większe »napróżno!« Ideał ascetyczny znaczy właśnie to: że czegoś b r a k ł o. olbrzymia próżnia zapełniła się. jadowitsze. to pożądanie ucieczki przed pozorem. a może i najbogatsze w nadzieje z wszystkich widowisk. Objaśnił on cierpienie. co rzekłem na początku: człowiek woli raczej jeszcze chcieć n i c o ś c i. dokąd chciał. do samego rozumu. miał sens. wnętrzniejsze.– nie umiał on samego siebie usprawiedliwić. Przekleństwem. człowiekowi i ziemi brakło w o l i.

. że godzi się bodaj tu właśnie podkreślić tę różnicę o głębszem znaczeniu wychowawczem. 81 . gdy ukończone leży przed czytelnikiem polskim. Nie życie samo płynne. Oto książki. Niechże pozostaną z nią na przyszłość jednym z tak bardzo nielicznych dowodów odporniejszej żywotności naszych potrzeb duchowych. że w tej perspektywie »z tyłu i oddalenia« nie rzeczywistości stają się w końcu przedmiotem rozważań.. Lecz bodaj że ta droga. i tylko ona. nie potrzebuje chyba zaleceń ponownych. stoi ono zarazem w tak jaskrawej sprzeczności do wskazań i wierzeń naszej doby ostatniej. bracie. który z bezwzględnego pessymizmu omiękłości wobec dzisiejszego człowieka pragnie wykrzesać budujący hart dni przyszłych. gdyż podrywa wiarę w twórczą silę zaprzeczeń koniecznych. A oto w tych książkach zabiera głos »ktoś.. Przemawia tu myśliciel. w dniach najwyższego obudzenia nadziei żywotnych. I tylko wewnętrzny żar czucia i myślenia stapia je za każdym razem i wprowadza w ruch jako rzeczywistości płynne: rzekłbyś odwrotna hipostaza procesów uczuciowych i myślowych ku realnościom. lecz grupuje je mimowoli tak. a ukończone teraz oto. Sporne wszystkim »wartościom« dzisiejszym.. Ze wszystkich dachów rozlega się dziś wołanie o pogodę i optymizm dla wykrzesania w ludziach największego ciepła i otuchy. które pod owym nawarstwieniem zastygły jakby w kryształy. zmienne i zawsze wielolice odbija się w duszy takiej.. sięgać ku najbardziej ukrytym łącznikom i sprężynom zdarzeń. a otuchę uczy mieć »nie w bliźnich i najbliższych. którego każde zdanie dotyka jakiegoś nerwu człowieczego. lecz najdalszych«.. które nawołują nieustannie: »Uciekaj. I niemi to pod koniec operuje może pustelnik?. w kategorye nieomal. psychologa i pisarza. swą pogodę czerpie z nadziei. jak tylko namyślał się: jako filozof i pustelnik instynktowy. umiejącej zachować swą ciągłość na zmiennej fali życia. Podobnie każde szersze myślowe ujęcie zjawisk fizycznych wprowadza w chaos faktów nietylko ich rozgląd i łączność przypuszczalną. lecz te jego obrazy. nie pomija żadnej sposobności. – Być może jednak. pozwala ogarniać d u c h o w e c z y n n i k i ż y c i a w jak najdalszem ich rozgałęzieniu i splocie wzajemnym.. wycisnęły te książki na sobie mimowoli tę datę przełomu. A oto ktoś.Zapowiedziane przed laty siedmiu polskie wydanie Dzieł Fryderyka Nietzschego zostało doprowadzone do końca i zawarte w t o m a c h t r z y n a s t u o r a z j e d n y m t o m i e S u p l e m e n t u. kto nic innego dotychczas nie czynił. lecz wraz z ich odbiciem w wyobraźni czy intelekcie nieuniknione nawarstwienia d a w n y c h odczuć i krytycyzmów. a co najważniejsza d o b y w a ć n a j a w n i e s k o ń c z o n y s z e r e g z a g a d n i e ń i p r o b l e m a t ó w. który korzyść swą znalazł w trzymaniu się na uboczu. 1905. Dzieło tej powagi i znaczenia. w cierpliwości.« I stało się imię tego pustelnika dla współczesnych wprost synonimem bojownika o instynkty życiowe. ponadto korupcyą moralną. dla kogo mowa takiego optymizmu jest najtchórzliwszą narkozą obezwładnień. Rozpoczęte przypadkowo w r. że się one z dotychczasowego ujęcia wytłumaczyć nie dadzą.. aby dyskredytować życie na uboczu: jako zatracające uczucie i rozumienie społeczności swojej. aby się każdy po nich krzątał i roił bez ustanku. z rynku w samotnię swą!« Wręcz przeciwnie obwołuje się na naszych rynkach. w opóźnieniu i pozostawaniu w tyle. że się one zaostrzają ku coraz to nowym zagadnieniom. zdala. jako działające wręcz na szkodę jej »życiowych instynktów«. Aż póki nie wysubtelnią myśli i uwagi ku postrzeganiu w danej dziedzinie zjawisk na tyle odmiennych.

zrozumiałych na miejscu. cz. – Poza dobrem i złem (1885–86). – Zmierzch bożyszcz (1888). Te same względy zdecydowały.(1880–81). – Ludzkie. a zwięzłe przedsłowie tłumacza daje rozważnemu czytelnikowi wskazówkę co do charakteru tej »autobiografii«. który ten brak naszej literatury krytycznej zechce dopełnić – jak to będzie odpowiedniej. (1876––77). – Wola mocy (1882—88). w miejscu innem. acz wbrew woli rodziny i Muzeum Weimarskiego. Ma ona niepoślednie znaczenie dla dziejów kultury niemieckiej. w danym wypadku w tej dziedzinie najbardzej fascynującej: życia i duszy ludzkiej. arcyludzkie. – Polscy tłumacze dalecy byli od chłodnego obiektywizmu w stosunku do oryginału: świadczy o tem ta niepoślednia cząstka zapału i pracy życiowej. Nie mamy tu u siebie powodów do drażliwości. ze nie należą one bądź co bądź tam. w nadziei wreszcie. Nietzschego. – Z genealogii moralności (1886). mniemając. zawierającego rozprawy o Nietzschem. Inne pisma pośmiertne. aby zamiast życiorysu dać jako Suplement autobiografię (Ecce Homo). odpowiadającym wymaganiom mowy polskiej. wydawane przez panią Foerster-Nietzsche. – Suplement: Ecce homo. (1871). (1888). (1873–74).Jeśli świat pustelnika Nietzschego nie ostoi się przed »sumieniem intelektualnem« przyszłości. Aby ułatwić czytelnikowi oryentacyę w czynnikach rozwojowych idei Nietzschego. Tedy od myśli wydania Suplementu. w jakich napisana została. a następnie przez Muzeum Weimarskie zawierają przeważnie odrębne wersye i stylizacye ustępów. podajemy tu spis polskich tomów XIV w ich układzie chronologicznym: Narodziny tragedyi. że znajdzie się wśród czytelników polskich niejeden może. jak pada wielka hipoteza: postawi ogrom zdobytej wiedzy i wyostrzenia myśli. II). gdzie sam autor przemawia. wypełnili całkowicie obowiązek swój.– Jutrzenka. Wiedza radosna (1881– 82). dla nas obojętniejszą być może. (1888). runie on. przyczem najważniejsze z nich zostały włączone do niemieckiego pośmiertnego układu Woli Mocy. – Wędrowiec i jego cień (Ludzkie. (1877–78). odstąpili w przekonaniu. – Dytyramby dionyzyjskie (1888). – Niewczesne rozważania. arcyludzkie. jeśli idzie o filozofie Nietzschego. 82 .– Tako rzecze Zaratustra (1882—85). która. ukazała się właśnie temi laty. pominiętych przez autora w układzie tomów za życia ogłoszonych. Pominięcie całej Wagneryady możemy łatwo przeboleć. że przekładem. – Przemiana wszystkich wartości. jaką oddali Dziełu Fr. oraz czasu i warunków. Nie mniej dalecy byli jednak i od prozelityzmu.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful