P. 1
F. Nietzsche - Z genealogii moralności

F. Nietzsche - Z genealogii moralności

|Views: 13|Likes:
Wydawca: whou

More info:

Published by: whou on Nov 22, 2013
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

12/04/2014

pdf

text

original

Aby rozpocząć lekturę, kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dostęp do spisu treści książki.

Jeśli chcesz połączyć się z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poniżej.

FRYDERYK NIETZSCHE

Z GENEALOGII MORALNOŚCI
PISMO POLEMICZNE PRZEŁOŻYŁ LEOPOLD STAFF

2

Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, Gdańsk 2000

3

PRZEDMOWA. 1.
Jesteśmy sobie nieznani, my poznający, my sami samym sobie; ma to słuszną przyczynę. Nie szukaliśmy siebie nigdy, – jakże stać się miało, byśmy się kiedyś z n a l e ź l i? Słusznie powiedziano: »gdzie jest wasz skarb, tam jest i serce wasze«; n a s z skarb jest tam, gdzie stoją ule naszego poznania. Jako skrzydlaki z urodzenia i duchowi zbieracze miodu, dążymy zawsze do tego, troszczymy się z serca właściwie tylko o jedno – »by coś przynieść do domu«. Co się poza tem tyczy życia, tak zwanych »wydarzeń przeżytych«, – któż z nas bierze to choćby tylko dość poważnie? Lub kto ma dość czasu na to? W tych rzeczach, lękam się, byliśmy zawsze »od rzeczy«: nie przykładamy tam właśnie swego serca, ani nawet swego ucha! Raczej, jak jakiś boski roztrzepaniec, lub w sobie zatopiony, któremu dzwon z całą siłą wdzwonił właśnie w ucho dwanaście uderzeń południa, budzi się nagle i pyta siebie »cóż to właściwie tu biło?« tak i my niekiedy przecieramy sobie j u ż p o w s z y s t k i e m uszy i pytamy, ogromnie zdumieni, ogromnie zmieszani, »cóżeśmy to właściwie przeżyli?« co więcej: »czem j e s t e ś m y właściwie?« i liczymy, już po wszystkiem, jak się rzekło, te wszystkie dwanaście uderzeń swego wydarzenia przeżytego, swego życia, swego i s t n i e n i a... ach! i przeliczamy się przytem... Pozostajemy sobie z konieczności obcy, nie rozumiemy siebie, musimy brać siebie za kogoś innego, dla nas pewnikiem jest po wszystkie wieki: »Każdy jest samemu sobie najdalszy«, – względem siebie nie jesteśmy wcale »poznającymi« ...

2.
– Myśli moje o p o c h o d z e n i u naszych przesądów moralnych – bo o nie chodzi w tem piśmie polemicznem – znalazły swój pierwszy, skąpy i tymczasowy wyraz w owym zbiorze aforyzmów, który nosi nagłówek »Ludzkie, arcyludzkie. Książka dla duchów wolnych«. Spisywanie jej rozpoczęło się w Sorrento podczas pewnej zimy, która mi pozwoliła zatrzymać się, jak się zatrzymuje wędrowiec, i przebiec spojrzeniem krainę rozległą i niebezpieczną, przez którą duch mój dotychczas wędrował. Działo się to w zimie 1876—1877; same myśli są wcześniejsze. Były to w głównej treści już te same myśli, które w niniejszych rozprawach na nowo podejmuję. Miejmy nadzieję, że długi przedział czasu wpłynął na nie dobrze, że stały się dojrzalsze, jaśniejsze, silniejsze, doskonalsze! Że jednak dziś jeszcze trwam przy nich silnie, że one same tymczasem coraz silniej trzymały się siebie, wrastały w siebie i zrosły się z sobą, to wzmacnia we mnie radosną ufność, że od początku powstawały we mnie nie luźnie, nie dowolnie, nie sporadycznie, lecz ze wspólnego korzenia, lecz z władnącej w głębi, z przemawiającej coraz pewniej, z żądającej coraz większej pewności z a s a d n i c z e j w o l i

4

gdy się ma »na pół igraszki dziecinne. które w mem życiu wystąpiło tak wcześnie. Nie wolno nam błądzić pojedynczo. jednego zdrowia. jego odwaga. rok jej wyjścia 1877. jak tej książce. Poświęciłem mu w wieku. Lecz zgoła bez przykrości i zniecierpliwienia. tak niewzywanie. ludy. Czy t a k właśnie chciało ode mnie me »a priori«. my poznający.. przejrzysta i mądra. żebym miał prawie prawo nazwać je swem »a priori«. Nigdy może nic nie czytałem. własną ziemię. z jaką drzewo wydaje owoce. zmieniło wkrótce mój problemat na inny: wśród jakich warunków wynalazł sobie człowiek owe oceny wartości: »dobrze« i »źle« i j a k ą w a r t o ś ć m a j ą o n e s a m e? Wstrzymywałyż one. przy wątpieniu. w której po raz pierwszy uwydatnił mi się jasno pewien na wspak i wywrót idący rodzaj genealogicznych hipotez. A co się tyczy mego ówczesnego »rozwiązania« problematu. stopnie wedle rangi indywiduów. jednej ziemi. te nasze owoce? – Lecz cóż to obchodzi drzewa! Cóż to n a s obchodzi. byśmy jeno dość długo milczeć umieli!. jak moje podejrzenie. czemubym. odróżniałem czasy. Tytuł książeczki brzmiał »Pochodzenie uczuć moralnych«. siła. nie 5 . równie. uwzględniałem przy sposobności i niesposobności twierdzenia owej książki. nasze wartości. badania. nad którem wówczas pracowałem. nawet starczo mądra książeczka. Pierwszy bodziec do odezwania się ze swemi hipotezami o pochodzeniu moralności dała mi jasna. czy zdradza się w nich pełnia. 4. to oddałem. nas filozofów!. zdanie po zdaniu. jego przyszłość? – Na to znalazłem i zdobyłem się w sobie na zuchwałość różnych odpowiedzi. jakże s z c z ę ś l i w i jesteśmy. – Czy one w a m smakują. czy też popierały rozwój człowieczy? Czy są oznaką niedostatku. pierwsze swoje filozoficzne ćwiczenie pisemne. które niechętnie wyznaję – stosuje się ono mianowicie do m o r a l n o ś c i. ich właściwie a n g i e l s k i rodzaj.. których nikt nie śmiał przeczuwać. ani też pojedynczo natknąć się na prawdę. jednego słońca. i która mnie pociągała – tą siłą pociągu. przykładem... W powyż oznaczonem dziele. pochodzeniem. wiekiem. W istocie już jako trzynastoletniego chłopca prześladował mnie problemat początku zła. – musiała ciekawość moja. Na szczęście nauczyłem się zawczasu odróżniać przesąd teologiczny od moralnego i nie szukałem już źródła zła p o z a światem.. co dotąd na ziemi jako moralność było czczone –. zwyrodnienia życia? Lub przeciwnie. tak w sobie przeczył. którą posiada wszystko przeciwległe. do wszystkiego. Och. wliczając w to wrodzony wybredny zmysł w zakresie zagadnień psychologicznych wogóle. wola życia. nasze »tak« i »nie« i »jeżeli« i »czy« – pokrewne sobie i we wzajemnych do siebie stosunkach. Raczej z koniecznością. zatrzymać się zawczasu przy pytaniu: j a k i p o c z ą t e k ma właściwie nasze dobro i zło.poznania. przypuszczenia. specyalizowałem swój problemat. wszystko antypodyczne. któremu tymczasem użyczałem coraz więcej posłuchu i nietylko posłuchu?. z odpowiedzi rodziły się nowe pytania. Aż wkońcu zdobyłem własną krainę. 3. Przy pewnem właściwem mi wątpieniu. ach! tak antykantowski. jak słuszna. co najmniej bezmoralne »a priori« i ten przemawiający z niego. świadectwa jednej woli. jego ufność. cały milczący rosnący kwitnący świat. jakby tajne ogrody. Nieco historycznego i filologicznego wyszkolenia. pierwszą swą literacką igraszkę dziecinną. na pół Boga w sercu«. pod warunkiem. Tak bowiem jedynie przystoi filozofowi.. Nie mamy żadnego prawa w czemkolwiek iść pojedynczo. tak sprzecznie z otoczeniem. możliwości. to nowe niemoralne. zubożenia. wniosek po wniosku. tak niepowstrzymanie. jej autor dr. tak zagadkowy »imperatyw kategoryczny«. Bogu cześć i uczyniłem go o j c e m zła.. Paweł Rée. rodzą się z nas myśli nasze..

cztery duchy w najwyższym stopniu od siebie odmienne. To współczesne uprzywilejowanie przez filozofów i przecenianie litości jest bowiem czemś nowem. widzi ocenę wartości s a m ą w s o b i e). 68 mówię o dwoistych przeddziejach dobra i zła (to jest ze stanowiska ludzi dostojnych i ze stanowiska niewolników). którąbym ostatni ukrywać zamierzał przed sobą samym.. 208. coraz głębiej podkopujący sceptycyzm! Tu właśnie widziałem wielkie niebezpieczeństwo ludzkości. Spinozę. arcyludzkie« na str. – 6.. jako wyrównaniu między nieledwie równo-możnymi (równowaga jako konieczny warunek wszelkich umów. o pochodzeniu sprawiedliwości.żebym je zbijał – cóż ja mam ze zbijaniem do czynienia – lecz. 217 i nast. namiętność i tajemny sprzeciw owej książki się zwraca (– bo i owa książka była »pismem polemicznem«). niż sprawy własnych lub cudzych hipotez o pochodzeniu moralności (lub dokładniej: to ostatnie tylko dla celu. Rée. jak pozytywnemu duchowi przystoi. lecz w jednem zjednoczone: w lekceważeniu litości. ani pierwotnym (jak dr. jej najwznioślejszy wabik i manowiec – dokąd jednak? w nicość? Tu właśnie widziałem początek końca. kto jednak raz tu utknie. co prawdopodobniejsze. Chodziło mi o w a r t o ś ć moralności. znakiem pytania dla siebie. do którego. jeszcze niepewny. Jutrzenka str.. tego o wiele starszego i pierwotniejszego rodzaju moralności. stawiając zamiast nieprawdopodobieństwa to. a uczyniłem to z niezręcznością.). który nawet filozofów dosięgnął i uczynił chorymi. wśród określonych okoliczności i zawsze jako coś wtórnego i następczego). – i musiałem się o to prawie sam jeden rozprawić ze swym wielkim nauczycielem Schopenhauerem. W szczególności chodziło o wartość »nieegoistyczności« instynktów litości. 49 o »obyczajności obyczaju«. 6 . jako jej drogę okrężną ku nowemu buddyzmowi? ku buddyzmowi europejskiemu? ku – n i h i l i z m o w i?. zastój i wstecz spoglądające znużenie. który toto coelo odległy jest od altruistycznej oceny wartości (w której dr. samozaparcia. przebóstwiał i w zaświat przerzucał. jako najprzykrzejszy objaw naszej sprzykrzonej europejskiej kultury. W gruncie rzeczy leżało mi właśnie wówczas coś o wiele ważniejszego na sercu. tak samo na str. co w »Ludzkie. to samo o pochodzeniu kary (Wędrowiec str. zwiastującą się tkliwie i smętnie. Wędrowiec str. ostatnią niemoc. po raz pierwszy na światło dzienne owe hipotezy o pochodzeniu. na których podstawie życiu i sobie samemu rzekł »n i e«. nie bez cofań i wahań. jako do obecnego w owej książce. ofiary z samego siebie. jak wszyscy angielscy genealogowie moralności. 213 i nast. Rozumiałem ten coraz szerzej grasujący morał litości. Rée mniema: – został on w nią dopiero włożony. którym poświęcone są te rozprawy. 93 i nast. tu pytać się n a u c z y. o wartości i pochodzeniu moralności ascetycznej.. La Rochefoucauld i Kanta. 107 i nast. aż ostatecznie pozostały mu jako »wartości same w sobie«. 97 i nast. to samo na str. W szczegółach porównaj. III. Właśnie co do b e z w a r t o w o ś c i litości zgadzali się dotąd filozofowie. Problemat w a r t o ś c i litości i moralności litości (– jestem przeciwnikiem haniebnego współczesnego zmiękczenia uczuć –) wydaje mi się nasamprzód czemś wyosobnionem. które Schopenhauer tak długo pozłacał. dla której terrorystyczny cel nie jest ani istotnym. Wówczas dobyłem. tak samo na str. 141 i nast. do którego jest jednym z wielu środków). wolę zwracającą się p r z e c i w życiu. temu przydarzy się. jeszcze nie mając własnego języka na własne rzeczy. jak się rzekło. przeto wszelkiego prawa). w danym razie zamiast jednego błędu – inny. Wymieniam tylko Platona. Lecz właśnie przeciw tym instynktom przemawiała ze mnie coraz bardziej zasadnicza podejrzliwość. 101. 5.

żeby właśnie moralność była temu winna. jako środek leczniczy. Nie było dotąd nawet cienia wątpliwości i wahania w przyznaniu »dobremu« wyższej wartości. jako trucizna). dzielną. trudne do odcyfrowania. Jeślim przytem. miałem powody do rozglądnięcia się za uczonymi. która oczywiście nie jest rzeczą każdego. lecz czytał Darwina: – i tak to w hipotezach jego podają sobie grzecznie rękę. wyskoczą wszystkie rodzaje nieufności. to nowe ż ą d a n i e: potrzeba nam k r y t y k i wartości moralnych. śmiałymi i pracowitymi towarzyszami (czynię to i dziś jeszcze). Przecie jasne jest jak na dłoni. jak gdyby się właściwie nie opłacało wcale brać tych wszystkich spraw – problematów moralnych – tak poważnie.. że ja sam.. żeby właśnie moralność była niebezpieczeństwem nad niebezpieczeństwy ?. że nie wątpiłem wcale. rzeczywiście żyła – objechać z zupełnie nowemi pytaniami. w wszelką moralność. która rzeczywiście istniała. Pogoda bowiem. rozległą a tak skrytą krainę moralności – moralności.. odkąd mi się widnokrąg ten otworzył. odkryjemy dla dyonizyjskiego 7 . jako symptom. pożyteczności. znajomości. Wymówmy je. w i e d z a r a d o s n a– jest nagrodą: nagrodą za długą. pracowitą i podziemną powagę.. w sposób co najmniej zabawny. niż »złemu«. Dość. możliwość chwyci go jak zawrót głowy. narkotyk. ostatni z wyrazem pewnej uprzejmej i wytwornej niedbałości w obliczu.. podejrzenia. jako choroba. Tak. rzeczywiście dające się stwierdzić. jad. niż właśnie błękit: mianowicie s z a r o ś ć. Przyjmowano w a r t o ś ć tych »wartości« jako daną.. jako świętoszkostwo. jako zapora. co rzeczywiście istniało. – wkońcu odezwie się głośno nowe żądanie. Mnie zaś wydaje się przeciwnie. ale i w mniejszym stylu. wśród których się rozwijały i przesuwały (moralność jako skutek. jako faktyczną. która barwa dla genealoga moralności stokroć ważniejsza być musi. że on sam z natury swych zagadnień pchnięty zostanie ku metodyce właściwszej dla osiągnięcia odpowiedzi! Czyż się w tem omyliłem? W każdym razie życzeniem mojem było wskazać tak bystremu i bezstronnemu oku lepszy kierunek.co mnie się przydarzyło: – ogromny nowy widnokrąg otworzy się przed nim. a także z nowemi oczyma: a nie znaczyż to niemal to samo. kierunek ku rzeczywistej h i s t o r y i m o r a l n o ś c i i zawczasu jeszcze przestrzec go przed takiem angielskiem stawianiem hipotez »na b ł ę k i c i e«. przeczuleniec moralny. wyższej wartości w znaczeniu sprzyjania. darwinowska bestya i najnowocześniejszy skromny. co tę krainę dopiero o d k r y ć?. dopomagania rozwojowi c z ł o w i e k a w ogóle (wliczając w to przyszłość człowieka). pomyślał także o wymienionym d-rze Rée. Jak to? Jeśliby odwrotność była prawdą ? Jak to ? Jeśliby w »dobrem« także tkwił objaw cofania się. jako stimulans. że niema wcale żadnych rzeczy. niżej?. s a m ą w a r t o ś ć t y c h w a r t o ś c i n a l e ż y r a z p o d a ć w w ą t p l i w o ś ć – a do tego potrzeba znajomości warunków i okoliczności. mniej niebezpiecznie. uwiedzenie. 7. słowem. jeśliby możliwej samej w sobie n a j w y ż s z e j m o c y i w s p a n i a ł o ś c i typu człowieka nigdy dosięgnąć nie miano? Tak. Jakąż to jest naprzykład nagrodą. z których wyrosły. jako leżącą poza wszelkiem podawaniem w wątpliwość. że może pewnego dnia otrzyma się pozwolenie brać je p o g o d n i e. Trzeba tę ogromną. W dniu jednak. lecz także moralność jako przyczyna. który »już nie kąsa«. to tylko dlatego. ani nawet choćby tylko pożądana nie była. strachu. co dokumentalne. wiara w moralność. lub by to w moim wyrazić języku. w którym z całego serca powiemy: »naprzód! i nasza stara moralność należy d o k o m e d y i!«. która ani dotąd nie istniała. tak samo niebezpieczeństwo. zmieszanej nawet z granem pesymizmu i znużenia. w wszelki morał zachwieje się. to jest to. hieroglificzne pismo ludzkiej przeszłości moralnej! – Ta była d-rowi Rée nieznana. między innymi. jako maska. jako nieporozumienie. któreby bardziej o p ł a c a ł y to. że się je bierze poważnie. całe długie. dzięki którym teraźniejszość żyłaby k o s z t e m p r z y s z ł o ś c i? Może wygodniej.

dramatu o »przeznaczeniu duszy« nowe zawikłanie i możliwość – : a on już z niej wyciągnie sobie korzyść, o to się można założyć, on, wielki stary wieczny komedyopisarz naszego istnienia!...

8.
– Jeśli pismo to komuś niezrozumiałe będzie, lub źle mu do uszu przypadnie, to wina, jak mi się zdaje, niekoniecznie leży we mnie. Jest ono dość wyraźne, jeśli się przypuści, co ja przypuszczam, że czytało się wpierw moje pisma wcześniejsze i nie szczędziło się przy tem nieco trudu. Są one w istocie nie łatwo dostępne. Co się tyczy naprzykład mego »Zaratustry«, to nie uważam za jego znawcę nikogo, kogoby każde jego słowo raz kiedyś głęboko nie zraniło i raz kiedyś głęboko nie zachwyciło: dopiero bowiem wtedy może używać przywileju uczestniczenia ze czcią w halikońskim żywiole, z którego się dzieło owo zrodziło, w jego słonecznej jaśni, dali, przestrzenności i pewności. W innych razach forma aforystyczna sprawia trudności: leżą one w tem, że formę tę bierze się dziś n i e d o ś ć w a ż n i e. Aforyzm rzetelnie wykuty i odlany nie został jeszcze przez to, że się go odczytało, »odcyfrowanym«; raczej teraz dopiero winno się zacząć jego w y ł o ż e n i e, do którego potrzeba sztuki wykładania. W trzeciej rozprawie tej książki podałem wzór tego, co w takim wypadku zwę »wyłożeniem«: – rozprawę tę poprzedza aforyzm, ona sama jest jego komentarzem. Oczywiście, aby w ten sposób uprawiać czytanie jako sztukę konieczne jest przedewszystkiem jedno, czego się właśnie dziś w najlepsze zapomniało i dlatego nie czas jeszcze na »czytelność« moich pism –, do czego trzeba być prawie krową, a w każdym razie nie »człowiekiem nowoczesnym«: konieczne jest p r z e ż u w a n i e... SILS-MARIA, Engadyna wyżnia, w lipcu 1887

8

ROZPRAWA PIERWSZA: „Dobre i Złe”, „Dobre i Liche”.

9

I.
Ci angielscy psychologowie, którym też dotąd zawdzięczamy jedyne usiłowania doprowadzenia do jakiejś historyi powstawania moralności, – sami są dla nas niemałą zagadką; wyznam nawet, że właśnie z tego powodu, jako wcielone zagadki, górują czemś istotnem nad swemi książkami – o n i s a m i s ą z a j m u j ą c y! Ci angielscy psychologowie – czegóż chcą oni właściwie? Znajdujemy ich, mniejsza – dobrowolnie czy niedobrowolnie, zawsze przy tem samem dziele, mianowicie wysuwających na pierwszy plan la partie honteuse naszego świata wnętrznego i szukających tego, co jest istotnie czynne, kierownicze i o rozwoju rozstrzygające, tam właśnie, gdzie duma intelektualna człowieka ż y c z y ł a b y s o b i e znaleźć je najpóźniej (naprzykład w vis inertiae nawyknienia lub w zapominawczości, lub w przypadkowem zadzierzganiu się i mechanice idei, lub w czemś czysto biernem, automatycznem, odruchowem, molekularnem i zasadniczo tępem). Cóż gna właściwie tych psychologów zawsze tylko w tym kierunku? Czy jest to tajemny, skrycie złośliwy, prostacki, przed samym sobą może nie zdradzający się instynkt zmniejszania człowieka? Lub może jakaś pesymistyczna podejrzliwość, nieufność rozczarowanych, sposępniałych zjadowiciałych i pozieleniałych idealistów? Lub małostkowa podziemna nieprzyjaźń i rancune przeciw chrześcijaństwu (i Platonowi), która może nawet nie wydostała się ponad próg świadomości? Lub czyżby aż chutne smakowanie w tem, co zadziwiające, boleśnie paradoksalne, wątpliwe i bezsensowne w istnieniu? Lub wreszcie – wszystkiego potrosze, nieco prostactwa, nieco sposępnienia, nieco przeciwchrześcijańskości, nieco łaskotki i potrzeby pieprzu?... Lecz słyszę, że są to poprostu stare, zimne, nudne żaby, które wkoło człowieka, w wnętrze człowieka włażą i skaczą, jak gdyby tu naprawdę były w swoim żywiole, to jest w swem b a g n i e. Słucham tego odpornie, co więcej, nie wierzę temu: i jeśli pragnąć można, gdzie wiedzieć nie można, to pragnę z serca, by się odwrotnie rzecz z nimi miała, – by ci badacze i mikroskopicy ducha, byli w gruncie dzielnymi, wielkodusznymi i dumnymi zwierzami, które swe serce i ból swój na wodzy trzymać umieją i wychowały się po to, by wszelką pożądaność złożyć, w ofierze prawdzie, w s z e l k i e j prawdzie, nawet prostackiej, cierpkiej, szkaradnej, wstrętnej, niechrześcijańskiej, niemoralnej prawdzie,.. Bo są takie prawdy.–

2.
Czołem więc przed dobrymi duchami, które w tych historykach moralności może władną! Lecz to pewna niestety, że zbywa im na samym duchu h i s t o r y c z n y m, że opuściły ich właśnie wszystkie dobre duchy samej historyi! Wszyscy oni razem myślą, jak to już starym jest filozofów zwyczajem, z g r u n t u niehistorycznie: to nie ulega wątpliwości. Partactwo ich genealogii moralności wychodzi odrazu na jaw tam, gdzie trzeba wyśledzić pochodzenie pojęcia i oceny »dobry«. »Pierwotnie – tak wyrokują – postępki nieegoistyczne chwalone były i zwane dobrymi przez tych, którym zostały wyświadczone, więc tych, którym były p o ż y t e c z n e; później z a p o m n i a n o o tem źródle pochwały, a postępki nieegoistyczne dlatego poprostu, że z p r z y z w y c z a j e n i a chwalono je jako dobre, odczuwano też jako dobre – jak gdyby same w sobie były czemś dobrem». Widać odrazu, że ten pierwszy wywód zawiera prawie wszystkie typowe rysy idyosynkrazyi psychologów angielskich, – mamy »pożyteczność«, »zapomnienie«, »przyzwyczajenie« i wkońcu »błąd«, wszystko jako podwalina oceny wartości, z której człowiek wyższy był dotąd przeważnie dumny, jako z pewnego rodzaju przywileju człowieka. Ta duma winna być upokorzona, ta ocena wartości pozbawiona wartości: czy osiągnięto to?... Otóż dla mnie jasne jest najpierw, że teorya ta szuka i umieszcza w miejscu fałszywem właściwe ognisko powstania pojęcia »dobry«: sąd »dobry« n i e od tych pochodzi, którym się »dobro« wyświadcza! To raczej sami »dobrzy«, to znaczy do-

10

stojni, możni, wyżsi stanowiskiem i duchem odczuwali i oznaczali siebie samych i swą działalność jako dobrą, to jest wyższą, w przeciwstawieniu do wszystkiego, co nizkie, małoduszne, pospolite i gminne. Z tego p a t o s u o d l e g ł o ś c i dobyli sobie dopiero prawo stwarzania wartości, wykuwania mian wartości. Cóż obchodziła ich pożyteczność! Punkt widzenia pożyteczności jest właśnie w stosunku do tak gorącego wypływu najwyższych porządkujących i wynoszących wedle stopni ocen wartości tak obcy i nieodpowiedni, jak tylko być może: tu doszło właśnie uczucie do przeciwieństwa owego nizkiego stopnia ciepłoty, który każda wyrachowana roztropność, każdy calcul użyteczności z góry każe przypuszczać, – i to nie na jeden raz, nie na godzinę wyjątku, lecz na długie trwanie. Patos dostojności i odległości, jak się rzekło, trwałe i dominujące zbiorowe i podstawowe uczucie wyższego i władnącego gatunku względem gatunku niższego, pewnego »u dołu« – otóż t o jest źródłem przeciwstawienia pojęć »dobre« i »złe«. (Pańskie prawo nadawania nazw sięga tak daleko, żeby należało sobie pozwolić pojmować źródło samej mowy jako przejaw mocy panujących: mówią oni »to j e s t tem a tem«, pieczętują każdą rzecz i zdarzenie dźwiękiem i przez to niejako biorą je w posiadanie). Z tego pochodzenia wynika, że słowo »dobry« wcale nie wiąże się z góry koniecznie z nieegoistycznymi postępkami: jak to jest zabobonem owych genealogów moralności. Raczej dopiero z a u p a d k u arystokratycznej oceny wartości narzuca się całe to przeciwstawienie »egoistyczny«, »nieegoistyczny« ludzkiemu sumieniu, a z niem, aby wyrazić się moim językiem, i n s t y n k t s t a d n y dochodzi wkońcu do słowa (także do s ł ó w). A i wtedy wiele czasu jeszcze minie, zanim ten instynkt w tej mierze się spanoszy, że moralna ocena wartości zaczepi się właśnie o to przeciwstawienie i utknie (jak to naprzykład stało się w współczesnej Europie: panuje dziś przesąd, który pojęcia »moralny«, »nieegoistyczny«, »désinteresssé«, za równowartościowe uważa, już z siłą »idee fixe« i kołowacizny).

3.
Powtóre jednak, pomijając zupełnie niemożność historycznego ocalenia owej hipotezy o pochodzeniu oceny »dobry«, choruje ona na psychologiczny nonsens w sobie samej. Pożyteczność nieegoistycznego postępku ma być źródłem jego pochwały i źródło to miało pójść w z a p o m n i e n i e: – jakże to zapomnienie jest choćby tylko m o ż l i w e? Czy może pożyteczność takich postępków ustała kiedykolwiek? Rzecz ma się przeciwnie: ta pożyteczność była owszem codziennem doświadczeniem wszystkich czasów, więc czemś, co ustawicznie zawsze nanowo było podkreślane; przeto zamiast zniknąć ze świadomości, zamiast utonąć w zapomnieniu, musiała się wtłaczać w świadomość z coraz większą wyrazistością. O ile rozsądniejsza jest owa przeciwna teorya (nie jest dlatego prawdziwsza –), której przedstawicielem jest naprzykład Herbert Spencer, uważający pojęcie »dobry« za równe w istocie swej pojęciu »pożyteczny«, »celowy«, tak, że w ocenach »dobry« i »zły« ludzkość zsumowałaby i uświęciła właśnie swe n i e z a p o m n i a n e i n i e z a p o m i n a l n e doświadczenia co do pożytecznie-celowego, szkodliwie-bezcelowego. Dobre jest wedle tej teoryi to, co się zdawien dawna pożytecznem okazało i może w ten sposób jako »cenne w najwyższym stopniu«, »cenne w samem sobie« utrzymać swe znaczenie. I ta droga wyjaśnienia jest, jak się rzekło, fałszywa, lecz przynajmniej wyjaśnienie to samo w sobie jest rozumne i da się psychologicznie obronić. –

4.
– Wskazówką ku w ł a ś c i w e j drodze było mi pytanie, co mają właściwie ukute przez rozmaite języki określenia »dobrego« oznaczać pod względem etymologicznym: wtedy odkryłem, że wszystkie społem naprowadzają n a t ę s a m ą p r z e m i a n ę p o j ę ć, że

11

której wyrazem jest megaryjski poeta Theognis. Co do n a s z e g o problematu. który jest naprawdę. gdy się rozkiełzna aż do nienawiści. odpowiednio też w erańskim i słowiańskim). W słowie jak i (plebejusz w przeciwieństwie do ) podkreślona jest tchórzliwość: to może daje wskazówkę. »gminny«. pozostaje i niejako dojrzewa słodko do określenia duchowej noblesse. I to aż do najefektywniejszej pozornie dziedziny wiedzy przyrodniczej i psychologii. wkońcu znaczące dobry. Jaką jednak szkodę przesąd ten. który jest pochodzenia angielskiego. mówiąc nawiasem. Najwymowniejszym przykładem ostatniego jest sam niemiecki wyraz »schlecht«. dla odgraniczenia od k ł a m l i w e g o pospolitego człowieka. po upadku szlachty. przedzierzga ostatecznie w pojęcie »zły«. że dokonano go dopiero tak późno. ubocznej myśli. Celtowie. W łacinie malus (obok którego stawiam ) mogło określać człowieka pospolitego jako ciemnobarwnego. zakorzeniony w świecie współczesnym w stosunku do wszystkich zagadnień rodowództwa. czarnowłosych pramieszkańców. »posiadającymi« (takie znaczenie ma wyraz a r y a. przechodzi to znaczenie w dziś używane. i ten to wypadek tu nas obchodzi. winien temu tamujący wpływ. Niesłuszna jest. Ukuty na to wyraz oznacza wedle źródłosłowu tego. który z powodów słusznych c i c h y m problematem nazwany być może i wybrednie ku nielicznym jeno zwraca się uszom. jeszcze bez podejrzliwej. który wywiera przesąd demokratyczny. »panami«. prześwieca ten rys główny. »szlachetny«. prawdziwego jako prawdomównego. »rozkazodawcami«) lub wedle najwidoczniejszych oznak tej wyższości. »duchowo uprzywilejowany«. naprzykład »bogatymi«. wybuchnął znowu na swej rodzimej ziemi. gwałtownie jak wulkan błotny i z ową przesoloną wrzaskliwą wymową prostacką. pierwotnie płowogłowy. p l e b e i z m ducha współczesnego. okazuje osławiona sprawa Buckla. który pojęcia »pospolity«. (To samo stosuje się prawie do całej 12 . – 5. przedewszystkiem jako ciemnowłosego (»hic niger – est «) jako przedaryjskiego tubylca na ziemi italskiej. nie będzie rzeczą małej wagi stwierdzić. wyrządzić może szczególnie moralności i historyi. oznaczających »dobry«. byli stanowczo rasą płową. poprostu jako przeciwieństwo dostojnego. o czem tylko nadmieniam. Nazywają się naprzykład »prawdomównymi«. że częstokroć jeszcze w słowach i źródłosłowach. który jest prawdziwy i potem przez zwrot subjektywny. »szlachetny« w stanowem znaczeniu jest podstawowem pojęciem. który posiada rzeczywistość. Lecz także wedle t y p o w e g o r y s u c h a r a k t e r u. Rozwój ten biegnie równolegle z owym drugim. »dobrze urodzony«. szlachetny. po którym dostojni poczuwali się właśnie ludźmi wyższego rzędu. czysty. aryjskiei rasy. który j e s t. pospolitego człowieka. jak to jeszcze Virchow czyni: raczej wybija się na tych miejscach p r z e d a r y j s k a ludność Niemiec.wszędzie »dostojny«. W tej fazie przemiany pojęcia staje się to słowo hasłem i odzewem szlachty i przybiera całkowicie znaczenie »szlachecki«. w którym kierunku trzeba szukać etymologicznego pochodzenia. w przeciwstawieniu do ciemnych. »schlechterdings« – i oznaczał pierwotnie prostego. – W sprawie genealogii moralności zdaje mi się to istotnem wniknięciem. z jaką wszystkie dotąd przemawiały wulkany. jeśli się owe (dające się zauważyć na staranniejszych mapach etnograficznych Niemiec) pasy istotnie ciemnowłosej ludności wiąże z jakiemś celtyckiem pochodzeniem i zmieszaniem krwi. Przynajmniej język gaelijski podał mi dokładnie odpowiadający wypadek – fin (naprzykład w nazwie Fin-Gal}. naprzód szlachta grecka. który jest identyczny z »schlicht« – porównaj »schlechtweg«. Wprawdzie zwą siebie może w najczęstszych wypadkach poprostu wedle swej wyższości pod względem mocy (»możnowładcami«. Mniej więcej za czasów wojny trzydziestoletniej. aż ostatecznie słowo to. »nizki«. z którego rozwija się nieodparcie pojęcie »dobry« w znaczeniu duchowo »dostojny«. dającego się różnie wykładać. . słowo odróżniające szlachtę. więc dość późno. który barwą odcinał się od doszłych do władzy zdobywców płowej. jak go pojmuje i przedstawia Theognis.

których następstwem wydaje się owa. których nawet Achilles wolnoduchostwa nie przesadzi bez grozy. że mogę łacińskie bonus wyłożyć jako »wojownik«: przypuściwszy. że pojęcie polityczne pierwszeństwa przechodzi zawsze w pojęcie duchowe pierwszeństwa. nie wiele więcej! Z drugiej oczywiście strony z całego ustroju zasadniczo kapłańskiej arystokracyi jasno wynika. Więc bonus. wspólna dziś wszystkim socyalistom Europy. ich samohipnotyzowanie na sposób fakira i bramina – braman. o ucieczce »na pustynię« (Weir Miczelowska izolacya. to jest Aryjczyków. powodujących choroby skórne. oczywiście bez następującego po niej tuczenia i bez przekarmiania. męża rodu boskiego? I być jednoznaczne z ludową (pierwotnie szlachecką) nazwą Gotów? Uzasadnienia tego domysłu nie należą tutaj. zemsta. I także tu dochodzi później pewne »dobrze« i »źle« już nie w znaczeniu stanowem do rozwoju. – czyż nie można rzec. który nie sypia z brudnemi kobietami z motłochu. ledwie dziś wyobrazić sobie można. że słusznie sprowadzam bonus do starszego duonus (porównaj bellum = duellum = duen-lum. zawarte owo duonus). po części w zadumie pogrążonych. nietylko środki kuracyjne i sztuki lecznicze. Tu przeciwstawiają się naprzykład po raz pierwszy »czysty« i »nieczysty« jako oznaki stanowe. po części uczuciowo-wybuchowych nawyknieniach. o wstrzemięźliwości płciowej. odwróconych od działania. wyrzeka się pewnych potraw. powodującą gnicie i wyrafinowanie metafizykę kapłanów. dlaczego tu właśnie przeciwieństwa ocen tak wcześnie pogłębić i zaostrzyć się zdołały w sposób tak niebezpieczny. właśnie i szczególnie n i e s y m b o l i c z n i e. w jakim stopniu wszystkie pojęcia dawniejszej ludzkości rozumiano początkowo z gruba. nicością (lub Bogiem: – pożądanie owej unio mystica z Bogiem jest pożądaniem buddystów. jeśli najwyższa kasta jest zarazem kastą k a p ł a ń s k ą i stąd dla wspólnego swego określenia wysuwa na czoło orzeczenie. U kapłanów staje się właśnie w s z y s t k o niebezpieczniejszem. choroba. Widać. rozdwojeniu (duo). nirwanie – i niczem więcej!).Europy: w istocie rzeczy rasa podbita wzięta tamże ostatecznie znowu górę.. tej najprymitywniejszej formy społecznej. z pewną słusznością możnaby 13 . co w starym Rzymie stanowiło »dobroć« w mężu. Już od początku jest coś n i e z d r o w e g o w takich arystokracyach kapłańskich i w panujących tam. fizyologicznie także nie chyli się ku upadkowi ? . miłość. używane jako guzik szklany i idée fixe – i ostateczny zbyt łatwy do pojęcia ogólny dosyt ze swoją radykalną kuracyą. w których tkwi najskuteczniejszy antydot przeciw wszelkiej histeryi. czepiająca się nieuchronnie kapłanów wszystkich czasów. wliczywszy w to całą wrogą zmysłom. lecz i pycha. jako lekarstwo przeciw chorowitości tej wynaleźli. »Czysty« jest to zrazu jedynie człowiek. zewnętrznie. ideału ascetycznego). jako człowiek żyjący w sprzeczce. chorowitość kiszek i neurastenia. zdaje mi się. ciasno. O tem jednak. o poście. W tem prawidle. który ma odrazę do krwi.. Wreszcie należy przestrzec by tych pojęć »czysty« i »nieczysty« nie brać z góry zbyt ciężko. i rzeczywiście ostatecznie rozwarły one między człowiekiem a człowiekiem przepaści. który się myje. a mianowicie owa skłonność do komuny. bystrość. – 6. gdzie. jako wojownik. Samo nasze niemieckie »gut«: nie miałoż oznaczać »den göttlichen. r a s a p a n ó w. niezgrabnie.) Sądzę. w krótkości czaszki. co oni sami. nie stanowi jeszcze wyjątku (acz do wyjątków daje sposobność). – nic więcej. przypominające jej funkcyę kapłańską. że wkońcu w swych skutkach późniejszych okazało się stokroć niebezpieczniejszem od choroby. żądza panowania. wybujałość. może nawet w intelektualnych i socyalnych instynktach: któż nam zaręczy. w barwie. cnota. skierowanem ku nicości. zbyt szeroko lub zbyt symbolicznie: przeciwnie. czy demokracya nowoczesna i jeszcze nowocześniejszy anarchizm. Istotnie. z której miało wyzwolić? Nawet ludzkość odchorowywa jeszcze następstwa tych kapłańskich naiwności kuracyjnych! Pomyślmy naprzykład o pewnych formach dyety (unikanie mięsa). nie jest w gruncie rzeczy olbrzymim o d d ź w i ę k i e m – i czy rasa zdobywców.

126 i nast. bo – zwyciężył. n o w a m i ł o ś ć. na wieki wieków jesteście źli. więc wojna. wartości przemieniającej nienawiści. k t o wziął w spadku tę żydowską przemianę wartości. nizcy są jedynie dobrzy.. które przy innej wypowiedziałem sposobności (»Poza dobrem i złem« str. rozpustni. że dopiero tu posiadła dusza ludzka w pewnem wyższem znaczeniu g ł ą b i stała się z ł a – a to są przecie dwie zasadnicze formy dotychczasowej wyższości człowieka nad resztą zwierząt!. »panom«. nienasyceni. »dzierżycielom mocy«. mianowicie. nie warto słowa w porównaniu z tem. Wszystko. Tak jedynie przystało właśnie narodowi kapłańskiemu. narodowi. »gwałcicielom«. jedynie błogosławieni. stał się człowiek wogóle z w i e r z ę c i e m z a j m u j ą c e m. przejrzeć. igrzyska i wogóle wszystko. co przeciwko nim Ż y d z i zdziałali. – Nie rozumiecie jednak tego? Nie macie oczu na coś. że mianowicie ze zjawieniem się Żydów zaczyna się b u n t n i e w o l n i k ó w n a p o l u m o r a l n o ś c i. chorzy. jeśli o wojnę chodzi! Kapłani są. W szczególności bodźcem do tego za każdym razem jest. bo ideały stwarzającej. w czem tkwi silna. której podobnej nigdy nie było na ziemi – wyrosło coś również bezprzykładnego. nienawidzili zarazem najgienialniej: – wobec ducha zemsty kapłańskiej wszelki inny duch nie wchodzi wogóle w rachubę.. jak łatwo kapłańska ocena wartości może się od rycerskoarystokratycznej odgałęzić i potem dalej rozwijać w jej przeciwieństwo. jak wiadomo. przygody. Co się tyczy potwornej i ponad wszelką miarę fatalnej inicyatywy.. 7.. – Czytelnik odgadł już zapewne. najbardziej zaczajonej mściwości kapłańskiej. do najwyższej duchowości i jadowitości. Z niemocy wyrasta w nich zawiść do potworności niepokojącej. bezsilni.).też dodać. Żydzi. taniec. który dwutysiączne ma za sobą dzieje i który dlatego jedynie usunął się nam dziś z przed oczu. – wy zaś. dostojni i gwałciciele. łowy.. ten lud kapłański. Takie zaś jest to zdarzenie: z pnia owego drzewa zemsty i nienawiści. najwyższa i najwznioślejsza z wszystkich ro14 . Żydzi to przeciwko arystokratycznemu zrównaniu wartości (dobry = dostojny = możny = piękny = szczęśliwy = bogumiły) odważyli się z przejmującą lękiem konsekwencyą na przewrót i zębami otchłannej nienawiści (nienawiści bezsilnych) utrzymali go. Kapłańsko-dostojna ocena wartości ma – jak widzieliśmy – inne warunki: dosyć złe dla niej.. bezbożni. ów bunt. okrutni. W historyi świata najbardziej nienawidzili zawsze kapłani. Wiadomo.. Dzieje ludzkie byłyby zbyt głupią sprawą bez tego ducha. nawet przelewne zdrowie. by odnieść zwycięstwo?. przeklęci. jeśli kasta kapłańska i wojownicza zazdroszczą sobie wzajem i nie chcą się zgodzić z sobą na punkcie ceny. radosna czynność.. – najwyższej i najwznioślejszej. to przypominam zdanie. co przedsiębrano na ziemi przeciwko »dostojnym«. niedostatni. potępieni!«. 8. nienawiści żydowskiej. że dopiero na gruncie tej z a s a d n i c z o-n i e b e z p i e c z n e j formy istnienia człowieka. którego w nie tchnęli bezsilni: – weźmy w tej chwili największy przykład. który na wrogach swoich i gwałcicielach umiał sobie zdobyć ostatecznie zadośćuczynienie tylko przez radykalną przemianę ich wartości. bogate. szkaradni są jedynie niewinni. swobodna. którą dali Żydzi tym najbardziej zasadniczym z wszystkich wyzywów wojennych. dla nich tylko jest zbawienie. Temu nie można się dziwić: wszystkie sprawy d ł u g o t r w a ł e trudno jest ujrzeć. kwitnące. co jest warunkiem ich utrzymania. formy kapłańskiej. n a j g o r s z y m i w r o g a m i – czemuż to? Bo są najbezsilniejsi. cierpiący. więc przez akt z e m s t y n a j b a r d z i e j d u c h o w e j.. Założeniem ocen rycerskoarystokratycznych jest potężna cielesność. że »nędzni jedynie są dobrzy biedni. co potrzebowało dwuch tysiącoleci.. a zarazem to. wy też na wieki będziecie zgubieni.

wyrachowanej zemsty. ten »Zbawiciel«. niż uwodzi. że hamuje on raczej i wstrzymuje ów postęp. jak to dostatecznie okazał. ażeby »świat cały«. o s i ą g n ą ł Izrael najwyższy cel swej wzniosłej mściwości? Czyż nie należy do tajemnych czarnych kunsztów prawdziwie wielkiej polityki zemsty. jako jej korona. lubimy i my truciznę. na tę właśnie przynętę bezmyślnie złapać się mogli? A z drugiej strony. uwiedzeniem i drogą okrężną – właśnie ku owym ż y d o w s k i m wartościom i nowinkom ideału? Czyż nie na tej właśnie okrężnej drodze tego »Zbawiciela«.. najskrajniejszego ostatecznego okrucieństwa i samoukrzyżowania Boga d l a z b a w i e n i a c z ł o w i e k a?.. co sprzeciwia się wytworniejszej inteligencyi. grzesznikom błogobyt i zwycięstwo – nie byłże on właśnie uwiedzeniem w najbardziej niepokojącej i nieodpartej formie. Pominąwszy kościół. coraz szerzej rozwijająca się korona. jako przeciwieństwo nienawiści żydowskiej! Nie. zwolna sięgającej. chorym.. zacnego zwierzęcia. lub gminnieje (cóż zależy na słowach!). jako wcielona Ewangielia miłości. Czyby też można obejść się bez niego? Quaeritur. Zdaje się. mianowicie wszyscy przeciwnicy Izraela.. dobrze! żaden tedy lud nie miał bardziej wszechdziejowej misyi. w najczystszej jaśni i pełni słonecznej szeroko. czyli »motłoch«. »Wybawienie« rodzaju ludzkiego (mianowicie od »panów«) jest na najlepszej drodze. co miało głąb i było złe.. – 9... Ten Jezus z Nazaretu. coraz zachłanniej we wszystko. Skoro przez Żydów to się dokonało. – 15 . tego pozornego przeciwnika i rozprzężyciela swego. uważniejsze – wszak czasu dość. jak czegoś śmiertelnie wrogiego. czyli »stado« lub jak wam się wreszcie nazwać podoba. niszczącą mocą dorównać mogło temu symbolowi »świętego krzyża«. Nie przypuszczajcie jednak. z jaką korzenie owej nienawiści zatapiały się coraz otchłanniej. przysłuchiwał mi się dotąd i nie mógł wytrzymać. podziemnej... niewątpliwie jednak zatrucie to u d a ł o s i ę. dalekowidzącej. przynoszący biednym. uwodzeniu..dzajów miłości: – i z jakiegoż innego pnia mogła też była wyróść ?. wogóle jeszcze jakie prawo do istnienia.. jest on właśnie czemś grubem i chamskiem. delikatniejsze. jako tryumfująca. moralność człowieka pospolitego zwyciężyła. »Panowie« strąceni. że sub hoc signo Izrael odnosił dotąd ciągle zemstą swoją i przemianą wszystkich wartości tryumf nad wszystkimi innymi ideałami.« – Oto do mej przemowy epilog »ducha wolnego«. wszystko w oczach żydzieje. Pewnem jest conajmniej. to. Można zwycięstwo to uważać za zatrucie krwi (pomieszało z sobą wszystkie rasy) – nie sprzeciwiam się. oszałamiającą. jego tempo i krok mogą nawet teraz stawać się coraz wolniejsze. nie do trucizny. nad wszystkimi ideałami d o s t o j n i e j s z y m i.. temu misteryum niedającego się pomyśleć. prawdziwie współczesnemu smakowi.. Czy kościołowi na drodze tego celu przypada dziś jeszcze jakie k o n i e c z n e zadanie. ku zwycięstwu. która w królestwie światła i wyży z tą samą siłą parła ku celom nienawiści. – »Lecz pocóż tu mówić jeszcze o d o s t o j n i e j s z y c h ideałach! Trzymajmyż się faktów: zwyciężył lud – czyli »niewolnicy«. żem milczał. ogłuszającą. jakoby wyrosła właśnie jako jakieś zaprzeczenie owego pragnienia zemsty. temu przejmującemu grozą paradoksowi »Boga na krzyżu«... gdyby nie było kościoła? Mamy odrazę do kościoła. Któżby z nas był duchem wolnym. lub chrześcijanieje. czyżby wogóle można z głębi całego wyrafinowania ducha wymyślić j e s z c z e n i e b e z p i e c z n i e j s z ą p r z y n ę t ę? Coś. Odpycha dziś raczej. Postęp tej trucizny skroś całe ciało ludzkości zda się niepowstrzymanym. Zapewne. że sam Izrael musiał się zaprzeć przed całym światem właściwego narzędzia swej zemsty. przeciwnie! Ta miłość wyrosła z niej. Czyżby nie powinien się przynajmniej nieco wyrafinować ?. Ja bowiem mam w tem miejscu wiele do przemilczenia. cichsze. zdobyczy. właśnie w tem mogłaby być jego pożyteczność.. coby wabiącą. miast go przyśpieszać? Otóż. ponadto demokraty. i przybić do krzyża.

pospolitemu przypadające człowiekowi. zbyt wiele odwracania oczu i zniecierpliwienia. przeto z k o n i e c z n o ś c i czynni ludzie. że w każdym razie uczucie pogardy. nie oddzielać działania od szczęścia. ogłuszenie. podniet zewnętrznych. owszem przeciw której prawdziwemu poznaniu broni się ona ostro: nie rozumie w danym razie pogardzanej przez siebie sfery. dwa ostatnie określają właściwie człowieka pospolitego.10. arystokratycznej oceny wartości. pokój. potrzebuje. sfery pospolitego człowieka. »Dobrze urodzeni« czuli się właśnie »szczęśliwymi«. jak się w nie miesza ustawicznie i jak ocukrza je pewien rodzaj pożałowania. że f a ł s z u j e obraz pogardzanego. wynachodzi jeno swoje przeciwieństwo. co skryte. ani z samym sobą uczciwy i otwarty. moralność niewolnika mówi z góry »nie« wszystkiemu. zemsta bezsilnego dopuszcza się – oczywiście in effigie – względem swego przeciwnika. by powstać. w k łam y w a ć (jak to wszyscy ludzie opanowani przez ressentiment czynić zwykli). owych od jadowitych i nieprzyjaznych uczuć ropiejących ludzi. Podczas gdy wszelka moralność dostojna wyrasta z tryumfującego potwierdzenia siebie samej. zasadniczego pojęcia »my dostojni. aż wkońcu prawie wszystkie słowa. szlachetniejszej. »pospolity«. co nie jest »nim samym«: i to »nie« jest jej czynem twórczym. j e g o 16 . »pożałowania godny« (porównaj . słowem b i e r n i e. u których występuje ono zasadniczo jako narkoza. z drugiej strony należy rozważyć. my szczęśliwi!« Jeśli dostojna ocena wartości targnie się i zgrzeszy przeciw rzeczywistości. nawet zbyt wiele własnego uradowania. ma powab dla niego. Jego dusza z e z u j e. zbyt wiele lekceważenia. uciskanych. »nizki«. potrzebuje najpierw zawsze świata przeciwnego i zewnętrznego. co »poza nim«. spoglądania w dół. Przeciwnie dzieje się z dostojną oceną wartości: działa ona i rośnie spontanicznie. – Bunt niewolników na polu moralności. co »inne«. by siebie z tem większą wdzięcznością. jako j e g o świat. w jakiem znaczeniu używane są ). Jest to dziedzictwo starej. w którego barwie przeważa »nieszczęśliwy«. mówiąc fizyologicznie. nizkiego gminu. – być czynnym wliczają z konieczności do szczęścia (skąd swój początek wywodzi) –wszystko to w zupełnem przeciwieństwie do »szczęścia« na szczeblu bezsilnych. »sabat«. i umieli również. wszystko. tem radośniej potwierdzić. jest wzbroniona i które wynagradzają ją sobie tylko zemstą w imaginacyi. wkładane naprzykład przez szlachtę grecką w wszystkie słowa. spoczynek. my dobrzy. która nie jest jej dostatecznie znana. bladym. »zły« jest tylko później zrodzonym. że ressentiment samo twórczem się staje i płodzi wartości: ressentiment takich istot. to człowiek opanowany przez ressentiment nie jest ani szczery. względności. W rzeczy samej miesza się do pogardy zbyt wiele niedbałości. spoglądania z góry. którego zepchnięta nienawiść. która i w pogardzie nie sprzeniewierzyła się sobie (– filologom niechaj przypomniane będzie. by zdolna była przemienić swój przedmiot w istotną karykaturę i potwora. dalekiem pozostanie od fałszerstwa. zgodziwszy się nawet na to. to dzieje się to w stosunku do sfery. jako zupełni. odprzężenie umysłu i wyciągnięcie członków. miast wstecz ku samemu sobie – jest właśnie właściwe uczuciu ressentiment. konstruować sztucznie swojego szczęścia. Moralność niewolników. – jej akcya jest z gruntu reakcyą. ani naiwny. my piękni. »nieszczęśliwy« nigdy nie przestały dla ucha greckiego brzmieć w tonie. Podczas gdy człowiek dostojny żyje ufnie i otwarcie przed samym sobą ( »szlachetnie urodzony« podkreśla nuance »szczery« a również i »naiwny«). duch jego kocha schówki. kryjome dróżki i wrota od tyłu. To odwrócenie ustanawiającego wartości spojrzenia – ten k o n i e c z n y kierunek na zewnątrz. zaczyna się tem. na wskroś życiem i namiętnością przepojonego. którym właściwa reakcya. by wogóle działać. nie musieli dopiero przez spojrzenie. Należy wsłuchać się w przychylne prawie odcienie. reakcya czynu. skierowane na wrogów swych. w danym razie wmawiać. pozostały ostatecznie jako wyrazy na »nieszczęśliwy«. kontrastowym obrazem w stosunku do jej pozytywnego. jako roboczego niewolnika i zwierzę juczne) – i jak z drugiej strony »zły«. któremi odróżnia od siebie motłoch. – jej negatywne pojęcie »nizki«. siłą uposażeni. wyrozumiałości.

będzie też czcić roztropność w zgoła innej mierze: mianowicie jako pierwszorzędny warunek istnienia. Tutaj jednemu bynajmniej nie chcemy przeczyć: kto tych »dobrych« poznał tylko jako wrogów. przeinaczony. któremu się nie trzymały pamięci żadne wyrządzane mu obelgi i podłości. Najściślejsza odpowiedź: w ł a ś n i e »dobry«. Rasa takich. Ileż już czci dla swego wroga ma człowiek dostojny! – a taka cześć jest już mostem do miłości. czci. czy to na wroga. k t o jest właściwie »zły« w znaczeniu moralności. tylko takiego. miłości. »z ł e g o«. który koncypuje zasadnicze pojęcie »dobry« naprzód i spontanicznie. niż u dostojnego. wdzięczności i zemsty. zgwałceń i znę17 . przystawka.. On pragnie przecie wroga swego dla siebie. że jest wogóle na ziemi możliwa – właściwa »m i ł o ś ć dla swoich wrogów«. tam. delikatności. w których nieuniknione jest u wszystkich słabych i bezsilnych. gojącej i zapomnieniem darzącej siły (dobrym tego przykładem z nowoczesnego świata jest Mirabeau. Ci sami ludzie. opanowanych przez ressentiment ludzi stanie się wkońcu z konieczności r o z t r o p n i e j s z a. 11. poznał też tylko z ł y c h w r o g ó w. w których jest nadwyżka plastycznej.pewność. wymyśli sobie »dobrego« – samego siebie!. i który dlatego tylko nie mógł przebaczać. kształtującej. spełnia się i wyczerpuje w natychmiastowej reakcyi. barwa dopełniająca. możny. które może po okropnym szeregu mordów. początek. którem patrzy ressentiment. pozornie temu samemu pojęciu »dobry« przeciwstawione słowa »lichy« {schlecht) i »zły« (böse) Lecz to n i e jest to samo pojęcie »dobry«: raczej zapytać przecie należy. Nawet ressentiment dostojnego człowieka. panowania nad sobą. na niezapominaniu. w puszczy wynagradzają sobie napięcie. właściwy c z y n w pojęciu moralności niewolniczej – jakże różne są te oba. czci. przeciwnej moralności. dlatego nie z a t r u w a: z drugiej strony nie występuje ono wcale w niezliczonych wypadkach. opanowanej przez ressentiment.. którzy dzięki obyczajowi. gdzie się zaczyna co obce. Tam używają zwolnienia od wszelkiego przymusu społecznego. zna się on na milczeniu. dumy i przyjaźni. pewne dzielne gnanie na oślep czy to ku niebezpieczeństwu. i to jako zasadnicze pojęcie.. tylko przebarwiony. właśnie dostojny. podczas gdy w ludziach dostojnych ma roztropność lekką. Taki człowiek właśnie otrząsa z siebie jednym podrzutem wiele robactwa. p o w r a c a j ą ku niewinności sumienia drapieżców. wdzięczności. niż doskonała pewność funkcyi regulujących instynktów n i e ś w i a d o m y c h lub nawet pewna nieroztropność. zwyczajowi. niż jakakolwiek inna rasa dostojna. z którego. – i w tem właśnie jest jego czyn. mianowicie z samego siebie i stąd dopiero stwarza sobie wyobrażenie »lichy«! To »lichy« pochodzenia dostojnego i owo »zły« z kotła nienasyconej nienawiści – pierwsze jako twór późniejszy. jako swego odznaczenia. po których wszelkiego czasu poznawały się dusze dostojne. na tymczasowem zmniejszaniu się i upokarzaniu. a b a r d z o w i e l e do czczenia! Natomiast przedstawcie sobie »wroga«. lub owa marzycielska nagłość gniewu. Nie móc zbyt długo pamiętać swoich wrogów. j e g o uciecha. wierności. podpaleń. jak go pojmuje człowiek opanowany przez ressentiment. spowodowane długiem zamknięciem i ujęciem w płoty pokoju. nawet swoich z ł o c z y n ó w – to oznaka silnych pełnych natur. jako odbicie i przeciwieństwo. o b c z y z n a. nie wiele lepsi. jako radosne potwory. nawywrót widziany jadowitem okiem. na czekaniu. – ci sami są nazewnątrz. Zgoła więc przeciwnie. w którym niema nic do pogardzania.. bo – zapominał). niż wypuszczone drapieżce. wykwintną przymieszkę zbytku i wyrafinowania: – jest ona bowiem w nich daleko mniej zasadnicza. a bardziej jeszcze przez wzajemne strażowanie się i zazdrość inter pares tak surowo trzymają się w karbach i którzy z drugiej strony w stosunku do siebie okazują się tak wynalazczymi na punkcie względności. on nie zniesie przecie żadnego innego wroga. jeśli się pojawia w nim. które się w innych wżera i w nim jedynie jest możliwa – przypuściwszy. jego twórczość: powziął on koncepcyę »złego wroga«. swoich przykrości. władnący. drugie natomiast jako oryginał.

tak jak ten świat zachował się w pamięci szczepów dostojnych. ci potomkowie wszelkiego europejskiego i nieeuropejskiego niewolnictwa. Najpierw epoce bohaterów i półbogów z Troi i Teb. Zgodziwszy się na to. to niewątpliwe. Właśnie rasy dostojne pozostawiły pojęcie »barbarzyńcy« na wszystkich śladach swojego pochodu. by z drapieżnego zwierza »człowieka« wyhodować obłaskawione. coś jakby »Gota«. »złego wroga«. lecz przytem nie móc pozbyć się bardziej odrażającego widoku nieudaności. w przekonaniu. sprzedanych : epoce spiżu. z których pomocą szczepy dostojne i ich ideały zostały w końcu zhańbione i przemożone. «ku wszystkim lądom i morzom utorowała sobie drogę śmiałość nasza. spiżu: nie umiał on sobie z sprzecznością. iż prawdziwe jest. jak się rzekło. arabska. ograbionych. uważać za właściwe n a r z ę d z i a k u l t u r y. gdy wymyślał następstwo epok kulturalnych i starał się je wyrazić w złocie. w szczególności wszelkiej ludności przedaryjskiej. gwałtem dyszący. potem epoce spiżowej w sposób. że nie mamy już czego bać się w człowieku. które w nim miały własnych praszczurów. srogiej. jakby spełnili jeno psotę uczniacką. jeśli zarazem podziwiać może. »człowiekiem wyższym«. ta nieobliczalność. p ł o w e j b e s t y i. skoro do władzy dojdzie. wznosząc sobie wszędzie nieprzemijające pomniki dobrego i z ł e g o«). Ta »śmiałość« ras dostojnych. zniedołężnienia. że ma pewne prawo czuć się takim. lecz zarówno grozą przejmujący. jeszcze najwyższa ich kultura zdradza świadomość tego i nawet dumę (naprzykład. »człowiek obłaskawiony«. lecz któżby po stokroć nie wolał bać się. toby należało bezsprzecznie wszystkie owe instynkty reakcyi i ressentiment. – Nie obawa. jej przerażająca pogoda i głęboka rozkosz w wszelkiem niszczeniu. w owej sławnej mowie pogrzebowej. uprowadzonych. wszystko miażdżącej i krwią zlewającej. świat Homera. z jakiem przez całe stulecia Europa przyglądała się wściekłemu szalowi płowej bestyi germańskiej (aczkolwiek pomiędzy starymi Germanami a nami Niemcami nie ostało się żadne powinowactwo pojęcia. przeciwdowodem względem »kultury« wogóle! Można mieć zupełną słuszność. zatrucia ? A czyż nie jest to n a s z a fatalność? Cóż wywołuje dziś n a s z ą niechęć ku »człowiekowi«? – bo człowiek nam d o l e g a. nawet nieprawdopodobieństwo jej przedsięwzięć – Perykles podnosi i kładzie nacisk na Ateńczyków – obojętność i pogarda dla bezpieczeństwa. niż n i e bać się.cań się odchodzą z junactwem i równowagą duchową. dla tego ukrytego podłoża potrzeba co pewien czas wyładowania. Na dnie wszystkich tych ras dostojnych nie należy przeoczać drapieżcy. i teraz znowu – jest zawsze jeszcze oddźwiękiem owego niewygasłego przerażenia. – oni przedstawiają c o f a n i e s i ę ludzkości! Te »narzędzia kultury« są hańbą człowieka i raczej podejrzeniem. myślą dziejów. że . że poeci znów na długo będą mieli co opiewać i sławić. przez co wcale jeszcze nie powiedziano. poradzić inaczej. japońska. nagła w swym wyjawie. nauczył się już czuć siebie celem i szczytem. którą Niemiec wzbudza. dyszących żądzą odwetu instynktów. germańska. zmniejszenia. we wszystkich uciechach zwycięstwa i okrucieństwa – wszystko to składało się dla cierpiących z tego powodu na obraz »barbarzyńcy«. – ba. »Wandala«. za zdobyczą i zwycięstwem lubieżnie węszącej. twardej. że to robactwo »człowiek« na pierwszym jest planie i mrowi się. ciała. w jaki ten sam świat jawił się potomkom zdeptanych. skandynawscy wikingowie – wszyscy jednako czuli tę potrzebę. srebrze. o ile w prze- 18 . którym kazał teraz następować po sobie. że z n a c z e n i e w s z e l k i e j k u l t u r y leży właśnie w tem. tej wspanialej. jeśli ktoś nie może się wyzbyć obawy przed płową bestyą na dnie wszelkich ras dostojnych i ma się na baczności. ten nieuleczalnie mierny i niepokrzepiający. lodowa nieufność. życia. a cóż dopiero krwi). Głęboka. co się i tak dziś za »prawdę« uważa. zwierzę musi na wierzch się wydobyć. wygody. Zwróciłem raz uwagę na zakłopotanie Hezyoda. jakoby i c h p r z e d s t a w i c i e l e byli zarówno wyobrazicielami samej kultury. cywilizowane zwierzę. którą mu nastręczał wspaniały. niedorzeczna. z w i e r z ę d o m o w e. szalona. niż dzieląc jedną epokę na dwie. Raczej coś przeciwnego byłoby nietylko prawdopodobne – nie! jest to dziś o c z y w i s t e! Ci przedstawiciele owych w dół gniotących. raczej to. bohaterowie homeryczni. gdy Perykles mówi Ateńczykom. katowanych. zimnej. bez czucia i sumienia. musi znów wrócić do puszczy: – szlachta rzymska.

chceniem. chińszczyznę. gwoli któremubyśmy w i a r ę w c z ł o w i e k a zachować śmieli!. – Nie tłumię w tem miejscu westchnienia i ostatniej nadziei. – Lecz kiedy niekiedy pozwólcie mi – rozumie się. by brać za złe wielkim ptakom drapieżnym. że muszę wąchać trzewia nieudanej duszy!. Widok człowieka już nuży – czemże dziś jest nihilizm. co mnie dusi i dławi? Zepsute powietrze! Zepsute powietrze! Że coś nieudanego zbliża się do mnie. który wszelka potrzeba tylko sprężniej jeszcze napina. kochamy je nawet: niema nic smaczniejszego nad delikatne jagnię«.. przynajmniej życiu przyświadczającem. Ileżto zresztą człowiek nie wytrzyma niedoli. chęcią owładnięcia. mozołu.. bo widok ten nuży. jak się urodził. która wszelkie działanie rozumie jako uwarunkowane tem. przynajmniej jeszcze zdolnem do życia. mierność. niezłomny. to niewątpliwe.. a kto jest jak najmniej ptakiem drapieżnym. jako że urodzony do podziemnego. że to wciąż jeszcze wstecz i wstecz iść będzie. domaga się skończenia. 12. – Że jagnięta czują urazę do wielkich ptaków drapieżnych. znowu przeżyje swą złotą godzinę zwycięstwa – i znowu stoi wtedy. chrześcijańskość – człowiek. jak go wymyślił sobie człowiek opanowany przez ressentiment. jak właśnie samym popędem. roztropność. co nowe. jak łuk. który jest usprawiedliwieniem człowieka. jeśli nie t e m?.. potężnego. jagnięciem – nie miałżeby być dobry?«. chęcią obalenia. obojętność. osamotnienia? W gruncie rzeczy da sobie z wszystkiem radę. napięty. jak żądać od słabości. Nie widzimy dziś nic. A jeśli jagnięta mówią między sobą: »te ptaki drapieżne są złe. szczęśliwego. – Jednak zawróćmy: problemat i n n e g o początku »dobrego«.. z czem ja sam dojść nie mogę do ładu. Bo tak ma się rzecz: zmniejszenie i wyrównanie człowieka europejskiego kryje n a s z e największe niebezpieczeństwo. w coraz większą dobroduszność. – wraz z obawą przed człowiekiem postradaliśmy i miłość dla niego. W tem właśnie tkwi grożące fatum Europy. nadzieję i chęć ku niemu. jeszcze trudniejsze. wojującego istnienia. działaniem.. wygodę. to nie można takiemu postawieniu ideału nic zarzucić. co chce się stać większem. jakkolwiekby ptaki drapieżne nieco szyderczo na to spoglądały i może mówiły sobie: »my nie gniewamy się na nie.. to nie dziwota: lecz to jeszcze nie powód.. cherlactwa. cześć dla niego. na jakiś dopełniający i wyzwalający pomyślny okaz człowieka. chorowitości. dobrego. działania – owszem. – Żądać od siły. owszem jego przeciwieństwem. dalsze. do końca udanego. 13. czuje się czemś przynajmniej względnie udanem.. tryumfującego.. w coraz większą rozcieńczoność. niedostatku. przeżycia. znowu kiedyś wydostanie się na światło.. znużenia. »podmiotem« i mylnie rozumie. co działa. Pewne quantum siły jest właśnie takiem quantum popędu woli. pozwólcie mi jedno spojrzenie tylko rzucić na coś doskonałego.rwach nadmiaru nieudaności. a inaczej zdawać się może tylko dzięki zwodniczości mowy. pragnieniem wrogów i oporów i tryumfów.. Cóż jest właśnie dla mnie najnieznośniejsze? To. poza dobrem i złem – na jedno spojrzenie. gotów do tego. stawać się będzie coraz »lepszym«. by objawiała się n i e jako siła. w czem jeszcze bać się jest czego! Na człowieka. Znużyliśmy się c z ł o w i e k i e m. że porywają małe jagnięta.. Tak samo bowiem.. którem Europa dziś śmierdzieć poczyna. nie jest niczem innem. jak lud oddziela błyskawicę od jej światła i to ostatnie 19 . na te dobre jagnięta. jest równie niedorzeczne. niepogody. aby nie była chęcią przemożenia. (i skamieniałym w niej zasadniczym błędom rozumu). jeśli istnieją sprzyjające niebianki. przeczuwamy. by objawiała się jako siła.

wyczekującej cnoty. a potem jeszcze raz jako jej skutek. pod uwodnym wpływem mowy i nie wyzbyła się jeszcze podrzuconych bękartów. jak się na ziemi takie f a b r y k u j e i d e a ł y? Kto ma odwagę ku temu?. nie inni. objawiać siłę. jak gdyby poza silnym istniało obojętne podścielisko. mający wolność wyboru »podmiot«. lub też nie. że jest ptakiem drapieżnym. d o c z e g o n i e j e s t e ś m y d o ś ć s i l n i«. cukrowa słodycz oblepia dźwięk każdy. 14. Jakieś przezorne. by rzec popularnie. lecz ten cierpki stan rzeczy. p. mój panie wścibski i śmiałku. kto nie działa przemocą. »czyniciel« jest tylko zmyśleniem do czynienia dodanem – czynność jest wszystkiem. takim podrzutkiem. działaniem. słabi. jeśli nie czynimy nic. człeku o najniebezpieczniejszej ciekawości – teraz j a będę się przysłuchiwał. cichej. że są tacy. stawaniem się. – – »Nie widzę nic. – cała wiedza nasza stoi jeszcze. wykładające nawet słabość jako wolność. jest to czynczyn: to samo zdarzenie stawia raz jako przyczynę. w którym każde kłamstwo uświęcać się zwykło. mieniącego się światła. skrycie tlące uczucia. c z y n e m.. Cóż za dziwota. z a s ł u g ą. słyszę tem więcej. w serce tajemnicy. że jest p o z o s t a w i o n e w o l i s i l n e g o być słabym. ciche mruczenie i szeptanie ze wszystkich kątów i zakątków.. czemś chcianem. jego nieunikniona. przemocą zgnębieni z mściwej chytrości bezsiły wmawiają w siebie: »pozwólcie nam być innymi. przybrała dzięki owemu fałszerstwu i samoobłudzie bezsilny strój pełnej zaparcia się. nikomu nie odpłaci w odwecie.uważa jako jej c z y n n o ś ć. kto nikogo nie zadraśnie. zemsta i nienawiść. ta roztropność najniższego rzędu. Zdaje mi się. cierpliwi. jakeś pan mówił« – – Dalej! 20 . któremu jest p o z o s t a w i o n e d o w o l i. Podmiot (lub. nikogo nie zaczepi. który się zwie błyskawicą. Temu rodzajowi człowieka p o t r z e b a wiary w obojętny. Jeśli uciśnieni.. chytre. że przeważnej liczbie śmiertelnych. Tłum podwaja w gruncie czynność. Mają słabość na z a s ł u g ę łgarstwem przenicować. jako z a s ł u g ę. Lecz niema takiego podścieliska. nie ulega wątpieniu – rzecz ma się. który zemstę Bogu przekazuje. Poczekaj pan jeszcze chwilkę. z instynktu samozachowawczości. mówiąc: »siła porusza. co widzisz. niż tę. zdeptani. niema żadnego »bytu« poza czynieniem. dobrze jest. tak samo kantowska »rzecz sama w sobie«). nieodłączna rzeczywistość – była dobrowolnym wysiłkiem. podobnie jak my. sprawiedliwi« – nie znaczy to. a drapieżnemu ptakowi jagnięciem: – zyskują tem przecie wobec siebie samych prawo w i n i e n i a ptaka drapieżnego. wyzyskują dla siebie tę wiarę i w gruncie nie zachowują nawet żadnej wiary żarliwiej. umożliwiał owo wzniosłe oszustwo samych siebie. naprzykład. niż źli. d u s z a) był może dlatego dotychczas na ziemi najlepszą podwaliną wiary.. wyzbycie się uczucia. »podmiotów« (atom jest. Przyrodnicy nie czynią lepiej. którą mają nawet owady (przecie udają martwość. że kłamią. siła powoduje« i t. właściwie nic innego. który jak my trzyma się w ukryciu. czemś z wyboru.. – Czy chce kto spojrzeć nieco w dół. każąc błyskawicy świecić. pokorni. mimo cały swój chłód. niż »my. jako działanie podmiotu. jego działanie. Nuże więc! Oto otwarta oku droga w ten ciemny warsztat. gdy upośledzone. to jest dobrymi! a dobrym jest każdy. Pańskie oko musi przywyknąć wpierw do tego ułudnego. dla słuchających na zimno i bez uprzedzenia. słabym i uciemiężonym wszelkiego rodzaju. a to. tak moralność tłumu także oddziela siłę od zewnętrznych siły objawów.. który wszystkiemu złemu schodzi z drogi i wogóle mało wymaga od życia. samopotwierdzenia. by nie »za wiele« czynić wobec wielkiego niebezpieczeństwa). jesteśmy niestety słabi. Tak! Dość! Mów pan teraz! Cóż się tam w dole dzieje? Wypowiedz. jak gdyby słabość słabego – to znaczy przecie jego i s t o t a.

które z czarnego robią białe. – W wierze w co? W miłości czego? W nadziei czego? – Ci słabi chcą bowiem. zda mi się. »bezbożności«. co kiedyś wyrównane zostanie i wypłacone olbrzymiemi odsetkami w złocie. to nie nadzieja zemsty. jak mówią. o którym mówią. »królestwa bożego« – t y m c z a s e m jednak żyją »w wierze«. panów ziemi. żeś jest między samymi ludźmi opanowanymi przez ressentiment?. upojenie słodkiej zemsty (– »słodszą od miodu« nazwa! ją już Homer). jeno »tryumfem s p r a w i e d l i w o ś c i«. które najbardziej się lubi. nie nazywają odwetem. gdybyś tylko ich słowom ufał. uległość wobec tych. to nie ich wróg. to nie ich bracia w nienawiści. nieunikniony dlań mus czekania dochodzą tu do pięknego imienia. Lecz dość! dość! Nie wytrzymam dłużej. »w miłości«. na »dobroć«. lecz ich »bracia w miłości«. kiedyś ma nadejść i ich »królestwo« – »królestwem bożem« zwą to poprostu. których się nienawidzi. lecz także.. otwieram raz jeszcze uszy (ach! ach! ach! a z a t y k a m nos). to. czego pragną. pełne zemsty i nienawiści – cóż to one robią z zemsty i nienawiści? Czyś słyszał pan kiedy te słowa? Czybyś przypuszczał. bynajmniej nie z trwogi! lecz tylko. – A jakże nazywają to. mleko i niewinność. których plwociny lizać muszą (n i e z trwogi. że »jest im lepiej«.. gdy z przejmującą lękiem prostotą ten nad bramą swego piekła poło- 21 . może też jest ta nędza przygotowaniem. co już tak często mówili: »My dobrzy – my j e s t e ś m y s p r a w i e d l i w i – tego. gdzie f a b r y k u j e s i ę i d e a ł y – zda mi się. »w nadziei«.– »a niemoc. by kiedyś i o n i byli silni. najbardziej duchowym. – Dalej! – »Są nędzni. przyjściem ich królestwa. – nie zauważyłeś pan. – Nie! Jeszcze chwilę! Nie powiedzieli jeszcze nic o majstersztyku tych czarnych kunsztów. w każdym razie kiedyś będzie im lepiej. że Bóg każe czcić wszelką zwierzchność) – że nietylko są lepsi. nie szukającą odwetu. to niewątpliwe. co jeszcze ich miłości pozostało na ziemi. – Dość! Dość! 15. aby przez wieczność można doznawać w »królestwie bożem« odszkodowania za owo życie ziemskie »w wierze. to też zwie się samą c n o t ą. doświadczeniem. co jest szczytem ich raffinement. lecz »zwycięstwo Boga.. trzeba długo żyć. Boga s p r a w i e d l i w e g o nad bezbożnymi«. te mruki i pokątni fałszerze monet. jego wystawanie u drzwi. najśmielszym. że nakazuje uległość – nazywają go Bogiem). że bije się psy. – »Rozumiem. nie! nienawidzą »n i e s p r a w i e d l i w o ś c i«. poza granicę śmierci. To zwą »szczęśliwością«. trwożliwą nizkość na »pokorę«. śmierdzi od tych wszystkich kłamstw«. czego nienawidzą. nawet tchórzostwo. Zepsute powietrze! Zepsute powietrze! Ten warsztat. Dante. na »posłuszeństwo« (mianowicie względem tego.. co jest im pocieszeniem we wszystkich cierpieniach ziemi – swą fantasmagoryę przypuszczonej przyszłej szczęśliwości? – »Co? Czy dobrze słyszę? Nazywają to »sądem ostatecznym«. w które jest bogaty. wszyscy dobrzy i sprawiedliwi na ziemi«. w co wierzą i czego spodziewają się. niemożność zemsty zwie się niechceniem zemsty. a może jeszcze czemś więcej – czemś. najkłamliwszym popisem ich artyzmu? Baczność! Te piwniczne zwierzęta. nie! w szczęściu. omylił się grubo. co czynią – my jedynie wiemy. to. Odszkodowania za co? Odszkodowania przez co ?. jak się rzekło: są przecie we wszystkiem tak pokorni. – nawet potrzeba w i e c z n e g o życia. miłości i nadziei«. bez wątpienia. co o n i czynią!«). Teraz dopiero słyszę. choć siedzą w kupie i grzeją się wzajem – lecz mówią oni. że nietylko są lepsi od możnych. szkołą. Już aby t e g o dożyć. najsubtelniejszym. Mówią tu też o »miłości dla wrogów swoich« i pocą się przytem«. jako »cierpliwość«. – Dalej! – »Teraz dają mi do zrozumienia. Brak zaczepnoścł w słabym. może nawet przebaczeniem (»bo o n i nie wiedzą. że nędza ich jest wybraniem i odznaczeniem przez Boga.

z ust tryumfującego ojca kościoła. zachwycony jasnowidz: »At enim supersunt alia spectacula. Lub czy chcecie w silniejszym słyszeć to tonie. Te obie p r z e c i w s t a w n e wartości »dobry i lichy (schlecht)«. Que tunc spectaculi latitudo! Q u i d a d m i r e r! Q u i d r i d e a m! U b i g a u d e a m! U b i e x u l t e m. że zaświadczy nam to wyraźnie taka w tych rzeczach powaga. »Beati in regno coelesti. Symbol tej walki. sputamentis dedecoratus. felle et aceto potatus. – P e r f i d e m : tak napisano. Hic est quem a Juda redemistis. że się tymczasem coraz wyżej w górę wznosiła i właśnie przez to coraz bardziej pogłębiała i uduchowiała: tak że niema dziś może bardziej rozstrzygającego znaku »n a t u r y w y ż s z e j«. quibus animas aut nullas aut non in pristina corpora redituras affirmabant! Etiam poetas non ad Rhadamanti nec ad Minois. który swym chrześcijanom odradzał okrutnych rozkoszy publicznych widowisk – czemuż to? »Wiara użycza nam przecie daleko więcej – mówi. A jakkolwiek ta druga wartość oddawna przeważa. qui in dominum desaevierunt. sabbati destructor. magis scilicet vocales (bardziej przy głosie. guibus nihil ad deum pertinere suadebant. 9. jeśli krwi chcemy. spectans tot et tantos r e g e s.. Tomasz z Akwinu. solutiores multo per ignem. cum ipso Iove et ipsis suis testibus in imis tenebris congemescentes Item praesides (namiestnicy prowincyi) persecutores dominici nominis saevioribus quam ipsi flammis saevierunt insultantibus contra Christianos liquescentes! Quos praeterea sapientes illos philosophos coram discipulis suis una conflagrantibus erubescentes. nisi quod ne tunc quidem illos velim vivos. jego tryumfu!« – i teraz ciągnie dalej. A cóż dopiero oczekuje nas w dniu jego powrotu. quem clam discentes subripuerunt. tysiącolecia trwającą walkę. qui in coelum recepti nuntiabantur. które poprzez wszystkie dzieje ludzkie dotychczas pozostało. sed ad inopinati Christi tribunal palpitantes! Tunc magis tragoedi audiendi. c. ut resurrexisse dicatur vel hortulanus detraxit. czy- 22 . ille ultimus et perpetuus judicii dies. Nad bramą chrześcijańskiego raju i jego wiecznej szczęśliwości mógłby być w każdym razie z większą słusznością wyryty napis: »i mnie stworzyła wieczna n i e n a w i ś ć« – przypuściwszy. – Zdążajmy do końca. wyrażony pismem. ut qui malim ad eos potius conspectum i n s a t i a b i l e m conferre. tunc histriones cognoscendi. tunc xystici contemplandi non in gymnasiis. Ut talia spectes. fabri aut quaestuariae filius (jak wykazuje ciąg dalszy. ne lactucae suae frequentia commeantium laederentur’.. 29 ss. Cor. quis tibi praetor aut consul aut quaestor aut sacerdos de sua liberalitate praestabit? Et tamen haec jam habemus quodammodo per f i d e m spiritu imaginante repraesentata. Dzięki zbawieniu rozporządzamy przecie innemi uciechami. natury bardziej duchowej. Możnaby nawet rzec. ille nationibus insperatus.. czegoś o w i e l e s i l n i e j s z e g o. 16. wedle innych. Możebyśmy nawet odgadli. tunc spectandus auriga in flammea rota totus rubens. Hic est. miast atletów mamy swych męczenników. »dobry i zły (böse)« toczyły na ziemi straszliwą. cum tanta saeculi vetustas et tot ejus nativitates uno igne haurientur. że prawda mogłaby być wypisana nad drzwiami do kłamstwa! Bo c z e m ż e jest szczęśliwość wieczna?.. ille derisus. gdzie nierozstrzygnięta walka dalej się toczy. u t t a l i b u s e x u l t e s. ma Tertulian odtąd na myśli Żydów). videbunt poenas damnatorum. quae nec oculus vidit nec auris audivit nec in cor hominis ascenderunt? (I. scena komiczna i tragiczna) et omni stadio gratiora".żył napis: »i mnie stworzyła miłość wieczna«.) Credo circo et utraque cavea (pierwszy i czwarty rząd lub. sed in igne jaculati. wielki nauczyciel i święty. –. oto mamy krew Chrystusa. której lekceważyć nie można. Ceterum qualia illa sunt. dicam. ’Hic est ille. mówi łagodnie jak jagnię. lepiej jednak. Samarites et daemonium habens. niż być w rozdwojeniu pod każdym względem i być polem walki owych przeciwstawień. nie braknie jednak i dziś jeszcze miejsc.. de spectac. u t b e a t i t u d o i l l i s m a g i s c o m p l a c e a t«. a w szczególności i to z Talmudu znane określenie matki Jezusa. jeszcze gorsi krzykacze) in sua propria calamitate. 2. hic est ille arundine et colaphis diverberatus.

nad t o postawienie zagadnienia. i j e d n ą Ż y d ó w k ą (przed Jezusem z Nazaretu. Jużci zdarzyło się za Odrodzenia wspaniałe. W Rzymie uważano Żyda za tego. staczania się wstecz i w zamierzch człowieka. co to za problemat: Napoleon. to śmiertelnie wrogie przeciwieństwo. jako przed wcieleniem wszystkich najwyższych wartości – i nietylko w Rzymie.telnem. jeżeli się odgadnie. nazwaną Marya). Rzym odczuwał w Żydzie coś sprzecznego z samą naturą. natarczywiej. Kto na razie z w y c i ę ż y ł. co jej wynikiem być musiało. Rzym czy Judea? Ależ tu niema wątpliwości: zważmy tylko. niż kiedykolwiek. Żydzi... rozbrzmiało straszliwie i porywająco przeciwne hasło p i e r w s z e ń s t w a n a j m n i e j l i c z n y c h! Jako ostatni drogowskaz k u i n n e j drodze zjawił się Napoleon. jak przebudzony z letargu. aczkolwiek wiele fałszerstwa literackiego potrzeba było do tego celu. dostojność siedmnastego i ośmnastego stulecia f r a n c u s k i e g o padła pod gminnymi instynktami uczucia ressentiment. posiadającym nie mającą sobie równej gminnie-moralną genialność: porównajmy jeno pokrewnie uposażone ludy. najnieoczekiwańsza: starożytny ideał wystąpił c i e l e ś n i e z niesłychanym przepychem przed oczy i sumienia ludzkości. zwie się »Rzym przeciw Judei. jak wiadomo. a co piątorzędne. byli owym narodem kapłańskim. przeciwnie. zrównania. Lecz wystarczy przywieść sobie tylko na pamięć Apokalipsę Janową. – i raz jeszcze silniej. któremu »d o w i e d z i o n o nienawiści do całego rodu ludzkiego«: słusznie. jaki istniał kiedykolwiek. wrzaskliwszego zapału! Wprawdzie zdarzyła się wśród tego rzecz najpotworniejsza. ta synteza n i e c z ł o w i e k a i n a d c z ł o w i e k a.) Rzymianie byli przecie tak silni i dostojni. z przywróceniem Kościoła – zarazem przywróceniem dawnego mogilnego spokoju klasycznemu Rzymowi. To podziwu godne: Rzym uległ bezsprzecznie. o ile ma się słuszne prawo rozkwit i przyszłość rodzaju ludzkiego nawiązywać do bezwzględnego panowania wartości arystokratycznych. 23 . niż wówczas. pod ciśnieniem nowego. poniżania. przed t r z e m a Ż y d a m i. dzięki owemu zasadniczo gminnemu (niemieckiemu i angielskiemu) ruchowi ressentiment który nazywają Reformacyą. Cóż natomiast odczuwali Żydzi względem Rzymu? Zgadujemy to z tysiącznych znaków. Judea przeciw Rzymowi«: – nie było dotąd większego zdarzenia nad t ę walkę. wszędzie. dostojnej oceny wartości wszystkich rzeczy: nawet Rzym poruszał się. o takich nie śniono nawet nigdy. każdy szczątek po nich. rozbrzmiało przeciwko starym łgarczym hasłom uczucia ressentiment o p i e r w s z e ń s t w i e n a j l i c z n i e j s z y c h. które nienawiść ma na sumieniu. każdy napis zachwyca. że silniejszych i dostojniejszych dotąd jeszcze na ziemi nie było. gdzie się tylko człowiek obłaskawił lub obłaskawić się pragnie – . przeciwko żądzy zniżania. opanowanym przez ressentiment par excellence. przed rybakiem Piotrem. ma się rozumieć. doszła Judea raz jeszcze z Rewolucyą francuską do zwycięstwa nad ideałem klasycznym: ostatnia polityczna dostojność. co jest pierwsze. wraz z tem. niejako swe antypodyczne monstrum. W pewnem nawet bardziej decydującem i głębszem znaczeniu. zbudowanego na nim zżydziałego Rzymu. tkaczem kobierców Pawłem i matką owego. wartości rzymskich. by wyczuć. skoro właśnie tę książkę nienawiści opatrzył imieniem apostoła miłości. lecz prawie na przestrzeni pół ziemi. prościej. ten najdzikszy z wszystkich pisanych wybuchów. Nigdy nie słyszano na ziemi większego okrzyku radości. któremu ową miłośnie-marzycielską Ewangelię przypisuje – : tkwi w tem część prawdy. (Nie należy zresztą niedoceniać głębokiej konsekwencyi chrześcijańskiego instynktu. jaka była w Europie. z Żydami. początkowo zwanego Jezusem. ten najbardziej odosobniony i najpóźniejszy z późno zrodzonych. przed czem kłaniają się dzisiaj nawet w Rzymie. który przedstawiał widok ekumenicznej synagogi i zwał się »Kościołem«: lecz natychmiast zatryumfowała znowu Judea. a w nim ucieleśniony problemat d o s t o j n e g o i d e a ł u s a m e g o w s o b i e – rozważcie. Chińczyków lub Niemców. niepokojące przebudzenie ideału klasycznego. co się tam pisze.

stawiam następujące zagadnienie. że oddawna stało się dość jasne. Pytanie: j a k ą w a r t o ś ć ma ta lub owa tablica dóbr czyli »moralność«? należy stawiać w najrozmaitszych perspektywach. nie miałoby wcale tej samej wartości. To bynajmniej n i e znaczy »Poza dobrem i lichem«. tak pojętemu.17. jak i właściwych uczonych filozofów z powołania. coby miało widoczną wartość ze względu na najwyższą niespożytość rasy (lub spotęgowanie jej siły przystosowawczej do pewnego klimatu lub na osiągnięcie największej liczby). aby któryś z fakultetów filozoficznych przez rozpisanie szeregu nagród akademickich zechciał się zasłużyć około popierania studyów nad h i s t o r y ą m o r a l n o ś c i – może ta książka posłuży jako bodziec w tym kierunku.Kto w miejscu tem zacznie. tak samo wszystkie czekają krytyki ze strony wiedzy medycznej.. Dobro najliczniejszych i dobro najmniej licznych to dwa przeciwległe punkty zapatrywania na wartość. którą nastręcza mi ta rozprawa. rozmyślać.. przypuściwszy. czego c h c ę. wszystkie »powinieneś«. U w a g a. ma u s t a n a w i a ć s t o p n i e w a r t o ś c i.. że filozof ma rozwiązać p r o b l e m a t w a r t o ś c i. które ostatnia ma książka nosi na grzbiecie: »P o z a d o b r e m i z ł e m«. pozostawiamy naiwności angielskich biologów. na długo odroczone ?. abym sam doszedł do końca. jeszcze dłużej przygotowywany wybuch starego pożaru? Więcej jeszcze: czy właśnie t e g o nie należy sobie ze wszystkich sił życzyć? nawet chcieć? nawet żądać?. fizyologią i medycyną w najprzyjaźniejszą i najowocniejszą wzajemną wymianę.. by wyrazić publicznie i formalnie życzenie. w s z c z e g ó l n o ś c i b a d a n i a e t y m o l o g i c z n e.. temu trudno będzie dojść z tem prędko do końca. w każdym razie prędzej niż psychologicznego. W rzeczy samej wszystkie tablice wartości. nie można mianowicie rozbierać dość subtelnie kwestyi »wart d l a j a k i e g o c e l u?« Naprzykład coś. które zasługuje na uwagę zarówno filologów i historyków. Uważanie pierwszego za więcej wartościowy już s a m w s o b i e. – 24 . jak moi czytelnicy. Co się tyczy możliwości tego rodzaju. d o d z i e j ó w r o z w o j u p o j ę ć m o r a l n y c h?« – Z drugiej strony oczywiście należy pozyskać dla tych problematów (o w a r t o ś c i dotychczasowych ocen wartości) wspóudział fizyologów i medyków: przyczem niechaj zawodowym filozofom pozostawiona będzie i w tym poszczególnym wypadku rola obrońców i pośredników.. Korzystam ze sposobności. wymagają przedewszystkiem f i z y o l o g i c z n e g o oświetlenia i wytłumaczenia.. gdy im się na ogół udało przekształcić owe tak zaostrzone początkowo i nieufne stosunki pomiędzy filozofią. do czego zmierzam właśnie przez to niebezpieczne hasło. W s z y s t k i e umiejętności winny teraz torować drogę zadaniu filozofów. myśl rozwijać.. »J a k i e w s k a z ó w k i d a j e j ę z y k o z n a w s t w o. – a to powód wystarczający. wyjawiane dotąd przeze mnie tylko okolicznościowo w rozmowach z uczonymi: mianowicie. zadaniu przyszłości. gdyby chodziło o wytworzenie silniejszego typu. znane historyi lub badaniom etnologicznym. – Czy na tem koniec? Czy to największe ze wszystkich przeciwstawień ideału zostało tem samem na wieczne czasy złożone ad acta? Czy tylko odroczone. Czy znów kiedyś nie będzie musiał nastąpić jeszcze straszniejszy.

25 .ROZPRAWA DRUGA: „Wina”. „Nieczyste Sumienie” i tym podobne.

15. wchłaniamy. Zadanie wyhodowania zwierzęcia.I. Lecz czegóż to wszystko wymaga! Jakżeż to człowiek. podległym k o n i e c z n o ś c i. żadnego t e r a z – bez zapominawczości. tępoty i idyotyzmu. niż ów cały tysiącoraki proces. jest ona raczej czynną. j a k o z a p r z y s z ł o ś ć! 2. można śmiało wstawić świat nowych rzeczy.. Olbrzymia praca tego. ilekolwiekby w niej tkwiło srogości. przewidywania. przedłużane chcenie raz chcianego. w najściślejszem znaczeniu pozytywną zdolnością hamującą. które śmie przyrzekać – jak wam to już jasne zapewne – zawiera w sobie. p r a w i d ł o w y m. że obyczajność obyczaju i społeczny kaftan bezpieczeństwa u c z y n i ł y człowieka 26 . Jutrzenka str. nast. w którym ten hamujący aparat uległ uszkodzeniu i źle działa. lecz czynne n i e c h c e n i e pozbycia się. dostateczne przypisuje znaczenie. formę t ę g i e g o zdrowia. swe wielkie usprawiedliwienie. »uczynię«.. żadnej nadziei. kiedy się ma przyrzekać: nie jest to więc wcale tylko bierna niemożność pozbycia się raz wyrytego wrażenia. że wszystko to. czynnej zapominawczości. Właśnie to z konieczności zapominawcze zwierzę. żadnej dumy. szczegółów. a właściwe wyładowanie woli. równym wśród równych. Zapominawczość nie jest jedynie jakąś vis inertiae. nie być napastowanym przez wrzawę i walkę. oznaczać pewnie cel i środki ku niemu. pamięć. to dziwić musi tem bardziej tego. nieco ciszy. I tu natychmiast rozważyć należy. spokoju. w jaki to czyni przyrzekający. które może p r z y r z e k a ć – czy nie to właśnie jest owem paradoksalnem zadaniem. nawet aktów woli. co odległe. 21. Chwilowo zamknąć drzwi i okna świadomości. żadnego wesela. z której pomocą zawiesza w pewnych wypadkach zapominawczość w jej czynności. uświadamia nam się w stanie trawienia (możnaby go nazwać »wduchawianiem«) nie więcej. kto przeciwdziałającej sile. by w ten sposób rozporządzać swoją przyszłością. strażniczki duchowego ładu. wśród której podziemny świat naszych służebnych organów pracuje dla siebie i przeciw sobie wzajem. Wyhodować zwierzę. z którem nie można się uporać. jak się rzekło.. bez obawy. której przypisać należy. obliczać! Jakże człowiek wprzód sam musiał się stać o b l i c z a l n y m. pewna tabula rasa świadomości. odźwiernej niejako. jakby dalece nie było żadnego szczęścia. że między pierwotne »chcę«. patrzeć jak na obecne i umieć je przewidywać. dla rządzenia. aż wkońcu w sposób. 24) – właściwa praca człowieka nad samym sobą w najdłuższym okresie rodzaju ludzkiego. doświadczamy. co zwę »obyczajnością obyczaju« (por. jednolitym. etykiety. które postawiła sobie natura w stosunku do człowieka? Czy nie to jest właściwym problematem człowieka?. podobny jest do dyspeptyka (a nietylko podobny) – który nie może się z niczem »uporać«. jak ludzie powierzchowni sądzą. tyraństwa. co przeżywamy.. by móc obliczać też siebie samego w stosunku do swego własnego wyobrażenia. właściwa p a m i ę ć w o l i: tak. wogóle umieć liczyć. – w tych mianowicie wypadkach. przeznaczania z góry (bo nasz organizm urządzony jest oligarchicznie) – oto korzyść. – Oto są właśnie długie dzieje powstania o d p o w i e d z i a l n o ś c i. przedewszystkiem dla dostojniejszych funkcyi i funkcyonaryuszów. aby znów znalazło się miejsce dla czegoś nowego. przyswoiło sobie zdolność przeciwną. ma w tem swe głębokie znaczenie. na to. wiązać myśli przyczynowo. Że problemat ten jest do pewnego wysokiego stopnia rozwiązany. zaręczyć za siebie. jego cała p r z e d h i s t o r y c z n a praca. że długi ten łańcuch woli pęknie. zadanie bliższe: u c z y n i ć wprzód człowieka do pewnego stopnia podległym konieczności. w jakim odbywa się nasze cielesne odżywianie. tak zwane »wcielanie«. musiał wyuczyć się odróżniać zdarzenia konieczne od przypadkowych. w którem zapomnienie stanowi silę. nietylko niestrawność raz w zastaw danego słowa. jej a k t. z a p o m i n a w c z o ś ć i. prawidłowym i przeto obliczalnym. Człowiek. jako warunek i przygotowanie.

a więc ś m i e ć r z e c »tak« o sobie także – to. który rzeczywiście ś m i e przyrzekać. dojrzały owoc. który ś m i e p r z y r z e k a ć – a w nim dumną. i z tą samą koniecznością. w tę wcieloną zapominawczość wtłacza się coś tak. z jaką czci sobie równych. instynktem dominującym. dane jest koniecznie w dłoń i panowanie nad okolicznościami.»Wypala się ogniem. obawy. że gdziekolwiek dziś jeszcze na ziemi istnieje uroczystość. niezawisłą. poręczano. z tem panowaniem nad sobą. że to pojęcie »sumienie«. Stańmy natomiast na końcu olbrzymiego procesu. nadobyczajne indywiduum (bo »samorządny« i »obyczajny« wykluczają się wzajem). bez ofiar. które przyrzekają. jak samowładca. ma za sobą długie dzieje i przemiany. długotrwałą wolą. bez mąk. owiewa nas i wzbiera w nas. – Swem sumieniem?. tam gdzie dojrzewają ostatecznie owoce drzewa. samorządne.. co tu ostatecznie zdobyte zostało i w niego wcielone. niktby nie śmiał był go obiecywać. jako najdojrzalszy na tem drzewie owoc s a m o w ł a d n e i n d y w i d u u m. Najstraszliwsze ofiary i za27 . gdzie społeczeństwo i obyczajny jego obyczaj wyjawiają nareszcie. jaką tem samem osiągnął wyższość nad wszystkiem. bo czuje się dość silny. Ten wyzwolony. silnych. powaga. choć nie śmieją.rzeczywiście obliczalnym. który skąpi zaufania. Tego prastarego problematu. Chciałoby się nawet rzec. tej mocy nad sobą samym i losem. ma w tem posiadaniu i swoją m i a r ę w a r t o ś c i: ze swego patrząc stanowiska na innych. rzadko. które znowu uwolniło się od obyczajności obyczaju. nad przyrodą i wszelkiem ukróconem w swej woli i nie dającem poręki stworzeniem? Człowiek »wolny«. najgłębsza. A jakże nazwie on ten instynkt dominujący. zostaje w pamięci« – oto naczelna zasada najstarszej (niestety i najdłużej trwającej) psychologii na ziemi. 3. by dotrzymać go nawet wbrew złym przypadkom. czemu nie wolno przyrzekać i poręczać za siebie. jak to sobie wyobrazić można. posępne barwy w życiu ludzi i ludów. niechętnie. jakżeby nie miał wiedzieć. wszędzie tam o d b i j a s i ę jeszcze coś z owej straszliwości. który w y r ó ż n i a. darząc zaufaniem. częścią bezmyślny rozum chwili. najtwardsza przeszłość. co nie przestaje b o l e ć. ten samowładca. gdy człowiek widział potrzebę stworzenia sobie pamięci. dających porękę (którym w o l n o przyrzekać). ilekroć stajemy się »poważni«. że uczuje w sobie potrzebę słowa na to? Ależ nie ulega wątpliwości. lecz i p ó ź n y owoc. ile wzbudza on zaufania. w głąb jego najskrytszą i stała się instynktem. uczucie dopełnienia człowieka wogóle. Jakże długo musiał ten owoc w i s i e ć na drzewie. w każdym mięśniu drgającą świadomość tego. – więc każdego. gdy je ma na języku. tajemnica. świadomość tej rzadkiej wolności. czci lub gardzi. nawet »wbrew losowi« – : z tą samą koniecznością będzie miał w pogotowiu kopnięcie dla głodnych psów gończych. na co się spuścić można. najdłuższa.. który daje swe słowo. przypuściwszy.. Nie obeszło się nigdy bez krwi. który przyrzeka. wsiąkła w niego. samemu sobie tylko równe. Dumna świadomość nadzwyczajnego przywileju o d p o w i e d z i a l n o ś c i. prawie podziw budzącem ukształtowaniu.. ślubowano: przeszłość. że ten samowładny człowiek zwie go swem s u m i e n i e m. nie rozwiązano wcale subtelnymi odpowiedziami i środkami. posiadacz długotrwałej i niezłomnej woli. czci – »zasługuje« na wszystko troje – i jak mu. aby pozostało obecne?« . ten pan w o l n e j woli. co ma zostać w pamięci: tylko to. Można odgadnąć z góry. cierpki i kwaśny! A przez czas jeszcze dłuższy wcale nie było nic widać z tego owocu. jakkolwiek wszystko w tem drzewie przygotowane było i właśnie do wydania go dążyło – »W jaki sposób stwarza się człowiekowi-zwierzęciu pamięć? Jak w ten częścią tępy. właściwą świadomość mocy i wolności.. z jaką ongiś wszędzie na ziemi przyrzekano. i rózgę dla łgarza. który łamie swe słowo już w chwili. słowem człowieka z własną. Śmieć ręczyć za siebie i z dumą. może nawet niema nic straszliwszego i niesamowitszego w całych przeddziejach człowieka nad jego m n e m o t e c h n i k ę. powoli. d o c z e g o były tylko środkiem: a znajdziemy. które spotykamy tu w jego najwyższem. jako coś. jak się rzekło..

wbijanie na pal. »niedbale«. wraz z ich przeciwieństwami i uwzględniać je przy wymiarze kary. cała ta posępna sprawa. dłużnym«? Lub że kara jako o d p ł a t a rozwinęła -się zupełnie na uboczu od wszelkiego założenia wolności i niewolności woli? – i to do tego stopnia. sześć takich »nie chcę«. panowanie nad uczuciami. zarówno też smarowanie złoczyńcy miodem i rzucanie na pastwę muchom w skwarze słonecznym. gotowanie zbrodniarza w oliwie lub winie (jeszcze w czternastem i piętnastem stuleciu). Czyż tym dotychczasowym genealogom moralności śniło się choćby tylko w przybliżeniu. a ascetyczne procedury i formy życiowe są środkiem do tego. aby się dopatrzeć. ile trudów kosztowało osiągnięcie zwycięstwa nad zapominawczością i u p r z y t o m n i e n i e na stałe tym niewolnikom chwilowego uczucia i żądzy kilku prymitywnych wymogów społecznego współżycia. najokrutniejsze formy rytualne lub kulty religijne (a wszystkie religie są w najgłębszej istocie systemami okrucieństw) – wszystko to ma swe źródło w owym instynkcie. Owa dziś tak tania i pozornie tak naturalna. powaga. »ustaloną«. tu właśnie potrzebnego »drugiego wzroku« – a jednak uprawiać dzieje morału: to musi się wedle wszelkiej słuszności skończyć na wynikach.. ulubione łupienie ze skóry (»darcie pasów«). aby stać się panami swych gminnych podstawowych instynktów i ich brutalnego nieokrzesania: przypomnijmy sobie dawne niemieckie kary. które do prawdy nietylko w kruchym pozostają stosunku. wśród którego i dziś jeszcze znaleźć można maximum zaufania. lecz wystarczy przypatrzeć się tylko naszemu dawnemu postępowaniu karnemu. Ci Niemcy straszliwymi środkami stworzyli sobie pamięć. braku smaku i rzeczowości i który z temi właściwościami ma prawo do wyhodowania wszelkich rodzajów mandarynów Europy). świadomość winy. jeszcze mniej za szczególnie płochy i żyjący z dnia na dzień. by je »niezapominalnemi« uczynić. w celu zahipnotyzowania całego nerwowego i intelektualnego systemu temi »idées fixes«. by żyć wśród korzyści. zasadnicze pojęcie »winy« wzięło początek swój z bardzo materyalnego pojęcia »być winnym. jedynie »nowoczesne« doświadczenie. to całe »nieczyste sumienie«? – I oto powracamy do naszych genealogów moralności. jakie daje społeczność. że owszem trzeba zawsze dopiero w y s o k i e g o szczebla uczłowieczenia. niezapominalną. która mo28 . jeszcze mniej instynktu historycznego. My Niemcy nie uważamy się stanowczo za jakiś szczególnie okrutny i twardego serca naród. Z pomocą takich obrazów i przykładów narzuci się wkońcu pamięci pięć. 4. Posiadać pięć piędzi długie. tak nieunikniona myśl. Im gorszy był »stan pamięci«: ludzkości. odrażające okaleczenia (naprzykład kastracye). co do których dało się p r z y r z e c z e n i e. wszechobecną. łamanie kołem (najsłynniejszy wynalazek i specyalność niemieckiego geniuszu w państwie kary!). żadnej chęci wiedzy rzeczy przeszłych. wykrawanie mięsa z piersi. »poczytalnie«. wszystkie te przywileje i błyskotki człowieka: jakże drogo trzeba je było opłacić! Ileż krwi i zgrozy leży na dnie wszystkich »dobrych rzeczy«!.stawy (do których należały ofiary z pierworodów). zanim zwierzę »człowiek« zacznie tworzyć owe o wiele prymitywniejsze rozróżnienia »umyślnie«. I w pewnym sensie zaliczyć tu trzeba całą ascetykę: pewna ilość idei ma pozostać niezatartą. »przypadkowo«. – Lecz jakże przyszła na świat ta druga »posępna sprawa«. naprzykład kamienowanie (– już podanie ciska kamień młyński na głowę winnego). własne. Jeszcze raz powtarzam – lub nie powiedziałemże jeszcze tego wcale? – nie są nic warci. który w bólu odgadł najmożniejszy pomocniczy środek mnemoniczny. nie mieć żadnej wiedzy. ile trudu kosztuje na ziemi wyhodowanie »narodu myślicieli« (to znaczy: t e g o narodu Europy. I prawdziwie! z pomocą takiej pamięci doszło się ostatecznie do »rozumu «! – Ach! rozum. by owe idee uwolnić od współzawodnictwa wszelkich innych idei. tem straszliwszy zawsze widok jej zwyczajów: srogość ustaw karnych daje w szczególności miarę tego. powagi.. że naprzykład owo moralne. zwana rozwagą. rozdzieranie i tratowanie końmi (»ćwiartowanie«).

5. wkońcu nawet swój spokój w grobie. oczekiwać można srogości. szukającego sobie upustu na szkodniku. w jaki powstało na ziemi poczucie sprawiedliwości. Rozkosz ta w tem większej jest cenie. jako nad czemś. niejedno podejrzenie i opór przeciw dawniejszej ludzkości. jak pogardzają i znęcają się nad nią. gniewu. r z y m s k i e g o pojęcia prawa. jak po poprzedniej uwadze z góry tego oczekiwać można. że zamiast zysku pokrywającego wprost szkodę (więc zamiast wyrównania w złocie. – Skąd ta prastara. Gniew ten jednak trzyma na wodzy i modyfikuje myśl. p o n i e w a ż czyniono złoczyńcę za czyn jego odpowiedzialnym. nawet wyrafinowaną formą ludzkiego sądu i wnioskowania. naprzykład swe ciało lub swą żonę. męczarni. Dłużnik. może teraz już nie dająca się wytępić idea wzięła moc swoją. o szerszych poglądach. że jest rzeczą obojętną. Tu właśnie p r z y r z e k a s i ę. jeżeli nie zapłaci. tak starym. na wypadek. kramarstwa.że nawet dla objaśnienia sposobu. głęboko wkorzeniona. naprzykład wyciąć z niego tyle. że może bez skrupułu wywrzeć moc swoją na bezsilnym. wymiar kary przeszły już na »zwierzchność«. ile odpowiadało wielkości długu: – bardzo wcześnie i wszędzie istniały z tego punktu widzenia dokładne. zobowiązanie. że winny ma być ukarany. przyjemność. im głębiej i niżej stoi wierzyciel w porządku społecznym i im łatwiej zdawać mu się ona może najwyborniejszym kąskiem. tak śmiemy podejrzywać. Przez »karę«. p o n i e w a ż b y mógł był postąpić inaczej«: jest faktycznie nadzwyczaj późno osiągniętą. p r a w e m ustalone oszacowania poszczególnych członków i miejsc na c i e l e. ne fraude esto«. a właśnie u Egipcyan miał jużci spokój ten pewne swoje znaczenie). kto dopatruje się jej w początkach. naprzykład w Egipcie. Przez najdłuższy okres dziejów ludzkich wcale n i e karano d l a t e g o. jeśli moc karania. uczestniczy wierzyciel w p r a w i e p a ń s k i e m: wreszcie i on osiąga raz podnoszące uczucie. Równoważnik dany jest w tem. chcąc zaręczyć za powagę i świętość swego przyrzeczenia. sprzedaży. Rozjaśnijmy sobie logikę całej tej formy wyrównania: jest ona dość dziwna. coś co jeszcze nadto »posiada«. przyjemność «de faire le mal pour le plaisir de le faire«. za dowód wolniejszego. wywartą na dłużniku. lecz raczej. choćby samym b o l e m szkodnika. co »pod nim« – lub przynajmniej w razie. by s t w o r z y ć przyrzekającemu pamięć. po części przerażająco drobiazgowe oszacowania. jeśli rzymskie prawodawstwo Dwunastu Tablic wyrokuje. tu właśnie. posiadłościach wszelkiego rodzaju) przyznana jest wierzycielowi pewnego rodzaju p r z y j e m n o ś ć jako odpłata i wyrównanie. idea równoważności szkody i bólu? Napomknąłem już coś o tem: w stosunku umownym w i e r z y c i e l a i d ł u ż n i k a. czy więcej lub mniej wierzyciel zetnie w takim wypadku. okrucieństwa. z gniewu za poniesioną szkodę. bierze się do psychologii dawniejszej ludzkości niezgrabnymi palcami. że każda szkoda może mieć w czemciś r ó w n o w a ż n i k i rzeczywiście może być powetowana. daje mocą umowy wierzycielowi w zastaw. ba. przedsmakiem wyższego stopnia społecznego. wymiany. musiała podsunąć mniemanie »zbrodniarz zasługuje na karę. nawet swą szczęśliwość. jak istnienie wogóle »osób prawnych« i wskazującym znowu ze swej strony na podstawowe formy kupna. Wierzyciel mógł bowiem ciału dłużnika zadawać wszelkie rodzaje hańby i męczarni. w i d z i e ć. swe zbawienie duszne. że śmie pogardzać i znęcać się nad jakąś istotą. rozkosz używania przemocy. gdzie trup dłużnika nawet i w grobie nie mógł znaleźć spokoju przed wierzycielem. Uprzytomnienie sobie tych stosunków umownych jużci budzi. jak dziś jeszcze rodzice karzą dzieci. ziemi. Wyrównanie polega więc na przekazie i prawie do okrucieństwa. »si plus minusve secuerunt. – 29 . czem nadto może rozporządzać. tu właśnie chodzi o to. chcąc wzbudzić zaufanie w swe przyrzeczenie zwrotu. lub swą wolność lub też swe życie (lub wśród pewnych określonych religijnych warunków. więc n i e z powodu założenia. która je stworzyła lub na nie pozwalała. własnemu sumieniu swemu przykazać zwrot jako obowiązek. Uważam to już za postęp.

do jakiego stopnia jest składnikiem i przymieszką prawie każdej ich radości. co. 127 i nast. do jakiego stopnia o k r u c i e ń s t w o tworzyło wielką radość odświętną dawniejszej ludzkości. które ciągnie się przez całe dzieje wyższej kultury (i jeżeli się na nią patrzy w pewnem znaczeniu. 76. zaśmiewali się nad nim prawie na śmierć). najdłuższe dzieje ludzkie – a i w karze jest tyle u r o c z y s t e g o! – 7. któreby zresztą już małpy może były podpisały: bo mówią. jak rzeczone. nabywał nadzwyczajną odpłatną rozkosz: m o ż n o ś ć z a d a w a n i a cierpienia. mówiąc ze Spinozą. (przedtem już w »Jutrzence« na str. i że wówczas. nietylko wniknięcie sobie utrudni. zniechęcone do życia. I czyżby nie należało dodać. a kto tu wetknie niezgrabnie pojęcie »zemsty«. »świętość obowiązku«. Przypatrywanie się cierpieniu sprawia przyjemność. jak zasadniczo uważają właśnie »bezinteresowną złość« (lub. jako najweselszą z książek. sympathia malevolens) za n o r m a l n ą właściwość człowieka – : zatem za coś.6. to znaczy nas) przedstawić sobie w całej pełni. zadawanie cierpienia jeszcze większą – jest to zdanie srogie. w prawie o zobowiązaniach. Bez okrucieństwa niema uroczystości: tak uczą najstarsze.) wskazałem przezornym palcem na coraz bardziej rosnące przeduchawianie i »przebóstwianie« okrucieństwa. »obowiązek«. – Początek jego. gdy ludzkość nie wstydziła się jeszcze swych okrucieństw. nie mam wcale zamiaru. »sumienie«. że świat ten w gruncie rzeczy nigdy już nie postradał całkiem zapachu krwi i katowni? (nawet w starym Kancie nie: imperatyw kategoryczny czuć okrucieństwem. w tem wyższej było cenie. że sprzeciwia się delikatności. 110 i nast. prawie z udręką. jak niewinnie występuje ich potrzeba okrucieństwa.) Tu również zadzierzgnęło się nasamprzód to tajemnicze i może nierozwiązalne zahaczenie pojęć »winy i cierpienia«. i m bardziej nie przystawało do stopnia i społecznego stanowiska wierzyciela. gdy istnieją pesymiści.. nie mówiąc. w »Poza dobrem i złem« na str. i bylibyśmy z tego powodu dziwem i zagadką dla jego twórcy i tegoż współcześników – oni czytali go z najczystszem sumieniem.. czemu sumienie serdecznie p r z y t a k u j e! Głębsze oko doszukałoby się może i w życiu dzisiejszem niemało tej najstarszej i najgłębszej radości odświętnej człowieka. o ile z a d a w a n i e cierpienia sprawiało w najwyższym stopniu przyjemność. niż teraz. Sposępnienie 30 . lecz i zaciemni zamiast wyjaśnić (– zemsta sama prowadzi przecie do takiego samego problematu: »jakże zadawanie cierpienia może być zadośćuczynieniem?«). przeciwnie. jak początek wszystkiego wielkiego na ziemi. coś. był obficie i długo zlewany krwią. tortur lub jakiegoś autodafé. 25. Zdaje mi się. tak samo żadnego dostojnego domu bez istot. na którychby nie można wywierać swej złości i dopuszczać się okrutnych igraszek (– należy sobie przypomnieć choćby Don Kichota na dworze księżnej: czytamy dziś całego Don Kichota z gorzkim na języku posmakiem. potężne. W t e j więc dziedzinie. gdy nie umiano sobie wyobrazić książęcego wesela i święta ludowego w większym stylu bez egzekucyi. ludzkie – arcyludzkie zdanie. bardziej jeszcze świętoszkostwu oswojonych zwierząt domowych (to znaczy ludzi współczesnych. myślami temi napędzać pesymistom naszym świeżą wodę na ich rozstrojone skrzypiące młyny. To wszystko przypuszczalnie: bo trudno jest sięgnąć dna takich podziemnych rzeczy. jak naiwnie z drugiej strony. o ile poszkodowany wzamian za uszczerbek wraz z przykrością z powodu uszczerbku. życie pogodniejsze było na ziemi. niechaj zaznaczę wyraźnie. że jest boleśnie. jest ognisko powstania świata pojęć moralnych: »wina«. składa się na nią). Jeszcze raz pytam: o ile cierpienie może być wyrównaniem »długu«? O tyle. – Mówiąc nawiasem. W każdym razie nie zbyt to jeszcze dawno. Prawdziwe ś w i ę t o. lecz stare. że zapowiadają już dostatecznie człowieka wymyślaniem dziwacznych okrucieństw i są w tem jakby »przygrywką« do niego.

inne brzmi »les nostalgies de la croix«). do którego należą. kiedy wyrokowano odwrotnie. na których zawsze się znało. coś. Znużone. Aby móc usunąć ze świata i uczciwie zanegować utajone. dobrze jest przypomnieć sobie czasy. z których powodu nietylko wstrętną mu się stała radość i niewinność zwierzęcia. Na drodze do »anioła« (aby twardszego nie użyć tu słowa) wyhodował sobie człowiek ów zepsuty żołądek i ów obłożony język. i ustrojona samemi tak niewinnemi mianami. terazby potrzebowało może do tego celu innych pomocniczych wynalazków. (Krzywa ludzkiej zdolności cierpienia zdaje się rzeczywiście niezwykle i prawie nagle opadać. o ile bardziej ból dzisiaj boli. wydzielanie śliny. sądzicie. że i owa uciecha z okrucieństwa właściwie nie koniecznie wymrzeć musiała: potrzebowała tylko o tyle. »Usprawiedliwione jest każde zło. jako pierwszy z argumentów p r z e c i w istnieniu. gdy cierpienie zmuszone jest występować zawsze. nie istniało wogóle cierpienie n i e d o r z e c z n e. moczu i kału«). Jakiemiż. że jeszcze G r e c y nie umieli bogom swoim przyjemniejszej przydać do szczęścia przyprawy nad radowanie się z okrucieństwa. lodowe »nie« wstrętu do życia – to nie są cechy n a j g o r s z e g o okresu rodzaju ludzkiego: wychodzą one raczej na światło dzienne w postaci roślin bagiennych. by nie wzbudzić nawet w najczulszem hipokrytycznem sumieniu żadnego podejrzenia (»litość tragiczna« jest takiem mianem. to nie cierpienie samo w sobie. niewykryte. bo nie umiano obejść się bez z a d a w a n i a cierpienia i widziano w niem czar pierwszorzędny. (naprzykład. – na Murzynów nie działają one tak. usprawiedliwienia swego zła. który umiał sobie wyłożyć wszelkie cierpienie z myślą o widzach i zadających cierpienie. bezświadkowe cierpienie. pewnego wydelikacenia i wysubtelnienia. jako najgorszy jego znak pytania. sporządza katalog swoich obrzydliwości (»nieczyste spłodzenie. ohyda tworzywa. to jest musiała wystąpić w przeszczepieniu na grunt wyobrażeniowy i duchowy. W każdym razie pewna jest. cierpienia wszystkich razem zwierząt. które dotąd w celu naukowych odpowiedzi wypytywano nożem. z którego się człowiek rozwija. jak rosło w człowieku wstydzenie się c z ł o w i e k a. jak dziś. doprowadzających najlepiej nawet uorganizowanego Europejczyka prawie do rozpaczy. pesymistyczne spojrzenie. nieufność ku zagadce życia. wstrętne odżywianie w łonie matki. nie wchodzą poprostu w rachubę). że w porównaniu z jedną nocą bólu jednej jedynej histerycznej wykształconej samicy. Dzisiaj. Co właściwie oburza przeciw cierpieniu. któremi są. – mam na myśli chorobliwe przeczulenie i przemoralnienie. było się wówczas prawie zmuszonym wynaleźć bogów i duchów pośrednich wszelkiej wyży i głębi. należące do nadkultury. oczami kazał Homer bogom swoim spoglądać na losy człowiecze? Jakież w gruncie rzeczy ostateczne miały znaczenie wojny trojańskie i tym podobne tragiczne straszliwości? Nie ulega zgoła wątpliwo- 31 . Z pomocą takich to wynalazków znało się wówczas życie na sztuczkach. usprawiedliwienia siebie samego. skoro pozostawimy za sobą wyższe dziesięć tysięcy lub dziesięć milionów. którego widokiem Bóg się buduje«: tak brzmiała przeddziejowa logika uczucia – i zaprawdę. Może wówczas – aby pocieszyć przeczuleńców – ból nie bolał tak jeszcze. lecz i życie samo pełnem niesmaku – tak. co i w ukryciu unosi się nad nami. jak bardzo to prastare wyobrażenie sięga nawet jeszcze w nasze europejskie uczłowieczenie! należałoby się zastanowić nad tem może z Kalwinem i z Lutrem. życie jako problemat poznania). Może nawet wolno przypuścić możliwość. przynajmniej wniosek ten będzie mógł wyciągnąć lekarz. z których powodu zwierz »człowiek« ostatecznie uczy się wstydzić wszystkich swych instynktów. ani dla naiwnego człowieka czasów dawniejszych. lecz niedorzeczność cierpienia: atoli ani dla chrześcijanina. okropny smród.nieba nad człowiekiem wzmagało się zawsze w miarę. że czasem zatyka nos przed samym sobą i za papieżem Innocentym Trzecim. krótko. pełen nagany. dopiero gdy się zjawi bagno. życie jako zagadka. czy tylko przeddziejowa? Bogowie pojęci jako miłośnicy o k r u t n y c h widowisk – och. właściwą przynętę uwodną ku życiu. który wmówił w cierpienie całą tajemną maszyneryę zbawienia. co i w ciemności widzi i nie daje żadnemu zajmującemu bolesnemu widowisku ujść swej uwadze. który leczył Murzynów (jako przedstawicieli przeddziejowego człowieka) w ciężkich wypadkach wewnętrznego zapalenia. a ja co do siebie nie wątpię.

długu. stosunku kupca i sprzedawcy. Kupno i sprzedaż. umowy. 8.. w y c z e r p a ć s i ę n i g d y n i e m o ż e? Na ziemskiej tej scenie nie miało nigdy braknąć prawdziwej nowości. 32 . przedewszystkiem po to. cnota bez świadków była dla tego narodu aktorów czemś nie do pomyślenia. jako świat zasadniczo publiczny. tak fatalnego filozoficznego wynalazku. wraz z swemi psychologicznemi przynależnościami. jaki istnieje. by stworzyć sobie prawo do wyobrażenia. zobowiązania. który wtedy po raz pierwszy dla Europy zrobiono. stosunku osób. który nie umiał pomyśleć sobie szczęścia bez widowisk i uroczystości. wszelkiej »słuszności«. na heroizm i samoudrękę cnotliwych: »Herakles obowiązku« znajdował się na scenie i czuł się też na niej. Oko przystosowało się już teraz do tej perspektywy: i z ową niezdarną konsekwencyą. Nie odnaleziono jeszcze tak nizkiego stopnia cywilizacyi. doszło się niebawem. postępowania ku wzajemnemu zadowoleniu. z m u s z e n i a ich do wyrównania pomiędzy sobą. tuby również upatrywać można pierwszy zawiązek ludzkiej dumy. gdzieby śladów tego stosunku nie dało się już zauważyć. niż inni ludzie. Nie inaczej potem jeszcze greccy filozofowie moralności pojmowali oczy boga. że w pewnem znaczeniu było s a m e m m y ś l e n i e m: tu wyhodował się najstarszy rodzaj bystrości umysłowej. katastrof: świat zgoła determistycznie pojęty byłby dla bogów do odgadnięcia i wskutek tego znużyłby ich wkrótce. wynalazku »wolnej woli«. poczucia pierwszeństwa swego w stosunku do reszty zwierząt.. zawikłań. prawa. Poczucie winy. zasadniczo naoczny. wszelkiej »objektywności« na ziemi. i wielka k a r a ma w sobie tyle uroczystego!. – A. właściwą ociężałemu. Stanowić ceny.. mierzenia.ści: uważał je za ś w i ą t e c z n e z a b a w y dla bogów: a. początek swój z najstarszego i najpierwotniejszego. jak się już rzekło. w s z y s t k o może być odpłacone«. Nie uczynionoż owego tak zuchwałego. wraz z przyzwyczajeniem porównywania. tu po raz pierwszy m i e r z y ł a s i ę osoba osobą. Może niemiecki wyraz »Mensch« (manas) wyraża właśnie coś z t e g o samopoczucia: człowiek określał siebie. spoglądające na zapasy moralne. filozofów. o ile poeta jest pod tym względem bardziej. odmierzać wartości. że zainteresowanie się bogów człowiekiem. początek wszelkiej »dobroduszności«. wyrównania na najgrubsze i najpierwotniejsze kompleksy społeczne (w ich stosunku do podobnych kompleksów). że »każda rzecz ma swą cenę. Jest to najstarszy i najnaiwniejszy moralny kanon s p r a w i e d l i w o ś c i. cnotą człowieczą. przeprowadzać zamianę – wszystko to w takim stopniu zajmowało najpierwotniejsze myślenie człowieka. są starsze nawet od początków wszelkich społecznych form organizacyjnych i związków: z zaczątkowych raczej form prawa osobowego p r z e n i o s ł o się dopiero kiełkujące poczucie wymiany. stworzony »na podobieństwo boskie«.. wymyślać równoważniki. która odmierza wartości. jako istotę. ocenia i mierzy. Sprawiedliwością na tym pierwszym szczeblu jest dobra wola pośród mniej więcej równie możnych. jako »oceniające wartości zwierzę samo w sobie«. obliczania mocy mocą. lecz później nieubłaganie w tym samym kierunku toczącemu się dalej myśleniu dawniejszej ludzkości. by bogom swym takiego deterministycznego nie przypisywać świata! Cała ludzkość starożytna pełna jest delikatnych względów »dla widza«. wszelkiej »dobrej woli«. prawdziwie niesłychanych napięć. wierzyciela i dłużnika: tutaj występowała po raz pierwszy osoba przeciw osobie. jak widzieliśmy. »porozumienia się« drogą wyrównania – a w stosunku do mniej możnych. – dostateczny powód dla tych p r z y j a c i ó ł b o g ó w. bezwzględnej spontaniczności człowieka w złem i dobrem. zobowiązania osobistego – by podjąć nić naszego badania – wywodzi. także za świąteczne zabawy dla poetów. z pomocą wielkiego uogólnienia do tego.

Złoczyńcy nie »pozbawia się pokoju«. którą szkodnik wyrządził: pomijając ją. która zaczyna tem. przedewszystkiem coraz dobitniej występująca chęć uważania każdego przestępstwa za o d p ł a c a l n e w jakiemś znaczeniu. wszystko musi być odpłacone«. który użyczonych sobie korzyści i zadatków nietylko nie spłaca.. na jaki je stać. jak słuszna. wyjętego z pod prawa stanu. Przestępca jest dłużnikiem. Jeżeli ciągle mierzyć będziemy miarą czasów pierwotnych (które zresztą istnieją każdego czasu. jak stawał się bogatszy. przy którejby mogło sobie ono pozwolić na najdostojniejszy zbytek. Gniew poszkodowanego wierzyciela. lecz i wszelką łaskę. W miarę wzrostu mocy i świadomości społeczeństwa. ani nie skazuje na banicyę. êlend pierwotnie ma oznaczać – wedle tego. który postradał nietylko wszelkie prawo i opiekę. więc. przynajmniej do pewnego stopnia. gniew powszechny nie śmie już jak dawniej do tego stopnia niepohamowanie szukać sobie na nim upustu. przed którym był dotąd chroniony: odtrąca – i każda wrogość może teraz szukać sobie na nim upustu. wkońcu staje się nawet m i a r ą jego bogactwa ilość uszczerbków które wytrzymać może. i z o l o w a n i e od siebie przestępcy i jego czynu: oto cechy. Wraz z potężniejącą mocą przestaje społeczność ważyć zbytnio przestępstwa jednostki. lub znów są możliwe): to i społeczność pozostaje do swych członków w tym ważnym zasadniczym stosunku wierzyciela do dłużnika. Możne wyobrazić sobie w społeczeństwie ś w i a d o m o ś ć m o c y. w stosunku do wszystkich dóbr i przyjemności współżycia. przywraca dłużnika do dzikiego. więc jest to prawo wojenne i święto zwycięskiego Vae victis! najniemiłosierniejsze i najokrutniejsze – co wyjaśnia. że »wszystko jest odpłacalne. by znaleźć równoważniki i rzecz całą załatwić (compositio). można liczyć na to. – puścić b e z k a r n i e szkodnika. Cóż stanie się w r a z i e p r z e c i w n y m? Gromada.9. nietylko wszystkie te dobra i korzyści. które coraz wyraźniej wyciskają się na dalszym rozwoju prawa karnego. jak się człowiek ze względu na te szkody i wrogości gminie zaprzedał i zobowiązał. uważać za niebezpieczne i zagrażające bytowi całości. każde osłabienie i głębsze niebezpieczeństwo społeczeństwa wywodzi na światło surowsze tego prawa formy. mimus normalnego postępowania ze znienawidzonym. korzysta się z dobrodziejstw z niej wypływających (och. j a k i e d o b r a t e m a j ą z n a c z e n i e. »Kara« na tym stopniu uobyczajenia to poprostu odbicie. rozbrojonym. Żyje się wśród społeczności. by ograniczyć wypadek i zapobiec szerszemu lub nawet ogólnemu mieszaniu się w sprawę i zaniepokojeniu. »Cóż mnie właściwie obchodzą moje pasorzyty? – mogłoby rzec wówczas. obalonym wrogiem. spokojnie i ufnie bez troski o pewne szkody i wrogości. – owszem całość bierze odtąd złoczyńcę przezornie w obronę i opiekę. przedewszystkiem »zdrajcą«. starania. społeczności. nie cierpiąc na tem. jest przestępcą. – Niechże sobie żyją i tyją: na tom dość jeszcze silne!«. Kompromis z gniewem i najbliżej przestępstwem dotkniętych. bo nie może ich już. 10.. znajdzie sobie w miarę swej mocy zapłatę. w tej mierze co dawniej. usiłowanie. łamiącym umowę i słowo względem c a ł o ś c i. Chodzi tu najmniej o bezpośrednią szkodę. wierzyciel oszukany. kończy patrzeniem przez palce i puszczaniem niewypłacal33 . »pozbawiony pokoju« – Niemiec zrozumie co Elend. że wojna sama (zalicza się do tego i wojenny kult ofiarniczy) użyczyła wszystkich tych f o r m. zwłaszcza przed gniewem bezpośrednio poszkodowanych. na które wystawiony jest człowiek z p o z a o b r ę b u. co za korzyści! niedoceniamy ich dziś czasami) mieszka się pod opieką i ochroną. lecz jeszcze przywiedzie mu się na pamięć. pod któremi kara występuje w historyi. »Wierzyciel« stawał się zawsze bardziej ludzki w miarę. lecz jeszcze targa się na swego wierzyciela: dlatego traci odtąd. Sprawiedliwość. w których aż dotąd uczestniczył. łagodnieje zawsze i prawo karne.

zaczepnego. zresztą tak. silnego. że ojczyzny sprawiedliwości szukać należy na gruncie uczucia reakcyjnego. zazdrości. jak żądza władzy. Aktywny. złośliwość. jak to już częściej bywało – porównaj powyżej str. czego tu roztropnie jest nie oczekiwać. jeśli się nawet pod nawałem osobistej urazy. Zwracam tylko uwagę na okoliczność. równie głęboko jak łagodnie patrząca przedmiotowość sprawiedliwego. to trzeba mu. rozumie się samo przez się. kto wogóle ma na sumieniu wynalezienie »nieczystego sumienia« – człowiek opanowany przez ressentiment! Wkońcu rozejrzyjmy się w dziejach: w jakiej sferze wogóle dotąd sprawowanie prawa. Tyle przeciw tendencyi tej wogóle: co się jednak tyczy poszczególnego twierdzenia Dühringa. uważałbym to nawet za z a s ł u g ę. »Kurs filozofii«. 45. Teraz słowo celem sprzeciwienia się niedawno podjętym usiłowaniom szukania początku sprawiedliwości na zupełnie innym gruncie. zda mi się. skoro tylko chodzi o inną grupę uczuć. – wychodzą usiłowania uświęcenia z e m s t y pod nazwą s p r a w i e d l i w o ś c i. Pozostaje ona. by je naukowo i wysoko cenić: mam na myśli właściwe a k t y w n e uczucia. mających. w takim razie jest to cząstka doskonałości i najwyższego mistrzostwa na ziemi. rancune. 11. czynić musi. Niech padnie słowo ku zmartwieniu pomienionego agitatora (który sam raz to o sobie złożył zeznanie: »nauka zemsty przewijała się jak czerwona nić sprawiedliwości 34 . jak piękną zwie siebie nazwą ta unicestwiająca się sprawiedliwość: ł a s k ą. a wypędzić z oczu wszelkie poczucie słuszności. insynuacya. Tem ostatniem jabym najmniej się zgorszył: w stosunku do całego biologicznego problematu (ze względu na który wartości tych uczuć dotąd niedoceniano). jego »pozaprawiem«. zemsty). czysta. który duch sprawiedliwości zdobyć może. fiołkowi podobna. jak wszelka dobra rzecz na ziemi. w sposób. szyderstwa. w co w każdym razie nie należy w i e r z y ć zbyt łatwo. jak też właściwa potrzeba prawa czuły się na ziemi u siebie? Czyżby w sferze człowieka reakcyjnego? Wcale nie: raczej w sferze aktywnego. Niewątpliwa. A jak z podobnego koniecznie zawsze podobne powstać musi. jeszcze daleko wyższą wartość biologiczną. że to z ducha samego ressentiment wyrasta ta nowa nuance naukowej sprawiedliwości (na rzecz nienawiści. i przeto zasługujących tem bardziej. napadający. żeby mieli ochotę zbadać raz samo ressentiment zblizka: roślina ta kwitnie teraz najpiękniej wśród anarchistów i antysemitów. zaczepny człowiek stoi zawsze jeszcze sto kroków bliżej sprawiedliwości. u n i c e s t w i e n i e m s i e b i e s a m e j. mianowicie na gruncie. którym jest ressentiment. dostojniejszy miał za wszystkich czasów i w o l n i e j s z e o k o i c z y s t s z e sumienie: naodwrót zgadnąć już łatwo. jak zawsze kwitła. s ą d z ą c e g o oka. – nawet coś. Rzeczywiście dlatego człowiek napadający jako silniejszy. przypuszczając. że właśnie znów z takich kół. (E. chciwość i im podobne. być sprawiedliwym jest zawsze p o z y t y w n e m zachowaniem się). by wpędzić im krew w oczy. podejrzliwości. że średnio nawet osobom najuczciwszym wystarcza już drobna zaczepka. do fałszywego. niż owe reakcyjne. umiarkowanym. Psychologom powiem przedtem do ucha. jest grunt uczucia reakcyjnego! Jeśli się rzeczywiście zdarzy. – kończy. Ta »sprawiedliwość naukowa« ustaje zaś natychmiast i ustępuje miejsca akcentom śmiertelnej wrogości i uprzedzenia. jak gdyby sprawiedliwość była w gruncie tylko dalszym rozwojem uczucia urazy – a wraz z zemstą pragnie się wynieść następnie do czci wszystkie wogóle uczucia r e a k c y j n e. nieżyczliwości.nemu płazem. Dühringa »Wartość życia«. niż reakcyjny. szorstkiem odwróceniem inne przeciwstawić twierdzenie: o s t a t n i m gruntem. obojętnym. uprzedzonego oceniania swego przedmiotu. nie jest bowiem wcale zmuszony. – Wiadomo. acz z innym zapachem. podejrzenia nie zmąci wysoka. odważniejszy. obcym. gwoli prawdzie. że człowiek sprawiedliwy sprawiedliwym zostanie nawet względem swych szkodników (a nietylko zimnym. spontanicznego. właściwiej jeszcze. w ukryciu. przywilejem najmocniejszego. w gruncie rzeczy wszędzie). tak też nie zdziwi nikogo. jak to reakcyjny człowiek czyni.

Mówić o »prawie« i »bezprawiu« s a m y c h w s o b i e niema zgoła sensu. by powstrzymać wybujałość reakcyjnego patosu i nakazać mu miarę i wymusić pogodzenie. łupiąc. burzycielem i rozprzężeniem człowieka. to jest raniąc. bywa przez moc odeń wyższą wykładane ciągle pod kątem nowych zamysłów. słabszych (czy to grup. czy jednostek). jak też całych grup. może wedle komunistycznego szablonu Dühringa. jej rzeczywiste zużytkowanie i wciągnięcie w system celów. – to jest. jako causa fiendi kary – i rzecz gotowa. które swej siły używały po części na to. już to podnosząc pewne równoważniki uszkodzeń do normy. naturalnie nie może urażenie. już to zamiast zemsty wydając ze swej strony bitwę wrogom pokoju i porządku. co jakimkolwiek sposobem doszło do skutku. znająca jedynie i uznająca tylko punkt widzenia poszkodowanego – : odtąd ćwiczy się oko w coraz b e z o s o b i t s z e j ocenie czynu. czego chce każda zemsta. naprzykład zemstę lub odstraszenie. gdzie dzieje się i utrzymuje sprawiedliwość. Porządek prawny. jako częściowe ograniczenia właściwej. skoro tylko jest dość silna ku temu –. że z najwyższego biologicznego stanowiska stany prawne mogą być zawsze tylko s t a n a m i w y j ą t k o w y m i. o ile życie funkcyonuje e s e n c y o n a l n i e. lecz jako środek p r z e c i w wszelkiej walce wogóle. Bo jakże postępują w tym wypadku dotychczasowi genealogowie moralności? Naiwnie. gwałcąc. Trzeba wyznać jeszcze coś ciekawszego. widać silniejszą moc. że każda wola winna każdą wolę za równą uważać. już to wydzierając przedmiot tegoż ressentiment z rąk zemsty. szuka środków. do mocy dążącej woli życiowej i podporządkowanie sobie jej wspólnych celów jako poszczególnych środków. w nowy pożytek przekształcane i kierowane. byłby zasadą w r o g ą ż y c i u. że wszystko. którą najwyższa potęga wywiera i przeprowadza wbrew przewadze uczucia odporu i urazy – czyni to zawsze. odwraca ona uczucie podległych sobie od najbliższej szkody takimi występkami wyrządzonej i osiąga w ten sposób odwrotność tego. lecz które też w i n n o b y ł o być zdobyte. jest ustanowienie p r a w a. Otóż ze stanowiska historycznego przedstawia prawo na ziemi walkę właśnie p r z e c i w uczuciom reakcyjnym. Traktując po ustanowieniu prawa przestępstwa i akty samowoli jednostek. co dzieje się w świecie organicznym 35 . by bezmyślnie szalejącemu ressentiment kres położyć. już to wynajdując wyrównania. w danych razach narzucając. pogwałcenie. ukradkowym przesmykiem do nicości. na nowo zagarniane. proponując. od aktu urazy). Tu jeszcze słowo o pochodzeniu i celu kary – dwa problematy. złupienie. wojnę. że przyczyna powstania jakiejś rzeczy i jej ostateczna użyteczność. umieszczają potem dobrodusznie ten cel na początku. to jest jako środków do stworzenia w i ę k s z y c h jedności mocy. lub rozpaść się powinny: niestety. pomyślany samowładczo i ogólnie. zniszczenie samo w sobie być czemś »bezprawnem«. że co jest. niszcząc w swych zasadniczych funkcyach. które rozpadają się. – Wedle tego »prawo« i »bezprawie« istnieją dopiero od ustanowienia p r a w a (a nie. zlepia się je zwykle w jedno. wydaną im ze strony aktywnych i zaczepnych potęg. Lecz »cel w prawie« przydać się może historyi powstawania prawa dopiero na samym ostatku: niema raczej dla żadnego rodzaju historyi zgoła ważniejszego twierdzenia nad owo. jak chce Dühring. za niesłuszne. zamachem na przyszłość człowieka. jak wyżej zauważono). Najbardziej jednak rozstrzygającą rzeczą. – 12.przez wszystkie moje prace i usiłowania«). jako występek względem prawa i bunt przeciw najwyższej mocy. odległe są toto coelo od siebie. do której odtąd raz na zawsze ressentiment stosować się musi. rozkazodawcze oświadczenie. które z takim trudem zdobyto. a co za wzbronione. za słuszne. jak zwykle postępowali – : wynajdują jakiś »cel« w karze. i nie da się wcale bez tego charakteru pomyśleć. Wszędzie. nawet oko samego poszkodowanego (aczkolwiek to na samym ostatku. co wogóle w oczach jej uchodzić ma za dozwolone. która w stosunku do niżej od niej stojących. znakiem znużenia. nie jako środek w walce kompleksów mocy.

. Podnoszę ten główny punkt widzenia metodyki historycznej tem bardziej. jako masa poświęcona udaniu się jednej s i l n i e j s z e j species człowieka – t o b y był postęp. obyczaju społecznego. który jawi się zawsze w postaci woli i drogi ku w i ę k s z e j m o c y i osiągany bywa zawsze kosztem licznych mniejszych mocy. co zarzucał Huxley Spencerowi – jego »nihilizm administracyjny«: lecz chodzi jeszcze o coś w i ę c e j. krótko. jak się samo przez się rozumie. że sprzeciwia się właśnie panującemu instynktowi i smakowi czasu. Wzamian wysuwa się pod naciskiem owej idyosynkrazyi na pierwszy plan »przystosowanie«. należne spontanicznym. Chciałem rzec: także częściowe b e z u ż y t e c z n i e n i e.. usiłowań zmian formy w celu obrony i reakcyi.. to jeszcze tem samem nie pojęliśmy nic pod względem jego powstania. W ten sposób jednak nie rozumie się istoty życia. to znaczy aktywność drugiego rzędu. a wszelkie znów przemożenie i opanowanie nowem wytłumaczeniem i przyrządzeniem. jako wynalezioną d o karania.. ludzkość. przy którem dotychczasowy »sens« i »cel« z konieczności zaciemnić się lub zgoła zagasnąć musi. ba. Choćby się najlepiej pojęło p o ż y t e k jakiegoś organu fizyologicznego (lub też instytucyi prawnej. Być może. mniej lub więcej wzajemnie niezależnych. kształtującym siłom. z mechaniczną bezmyślnością wszystkiego. jakiegoś organu nie jest w ten sposób bynajmniej postępem (progressus) ku pewnemu celowi. że wola mocy stała się panią czegoś mniej mocnego i wycisnęła sobą na nich znaczenie funkcyi. pewnej formy. jego w o l i m o c y. wykładającym i kierującym w sposób nowy. zwyczaju politycznego. niedołężnienie i zwyrodnianie. Tak też wyobrażano sobie i karę. zdaje mi się. ś m i e się wciskać już w najsurowsze. 36 . jakiegoś zwyczaju. i wyników udanych przeciwdziałań. pewnego urządzenia tłumaczy także powód ich powstania. w ten sposób przeocza się zasadnicze pierwszeństwo. pozornie najbardziej przedmiotowe umiejętności. śmierć. Przypomnijmy sobie. co się dzieje. – w pewnych razach częściowe ich zanikanie. jakiegoś organu. że dzisiaj krok za krokiem wciska się. pojęcie właściwej a k t y w n o ś c i. ba.jest p r z e m o ż e n i e m. ich liczebne zmniejszanie się (naprzykład przez niszczenie członków pośrednich) może być znakiem wzrastającej siły i doskonałości. któryby raczej zgodził się jeszcze z bezwzględną przypadkowością. ku jej szkodzie.. lecz »sens« bardziej jeszcze. których same przyczyny nie muszą znajdować się nawet między sobą w związku przyczynowym. Lecz wszystkie cele. niż o »administrowanie«. zatracanie się sensu i celowości. że stał się już panem całej fizyologii i nauki o życiu. najmniejszym nakładem sił i kosztów osiągnionym postępem. ciągle nowych tłumaczeń i przystosowań. że dający się wykazać cel. jakiegokolwiek zwyczaju mogą być w ten sposób dalszym ciągiem łańcucha znaków. z dodatkiem oporu stosowanego każdym razem. w ten sposób zaprzeczono w organizmie nawet władczej roli najwyższych funkcyonaryuszów. raczej w danym razie przypadkowo tylko po sobie następują i zastępują się. formy w sztukach lub w kulcie religijnym). ukradłszy jej pojęcie zasadnicze. przekraczającym. że będzie to starszym uszom brzmieć niewygodnie i nieprzyjemnie. wszystkie pożytki są tylko o z n a k a m i tego. że oko sporządzone jest d o patrzenia. niż z teoryą. należą do warunków rzeczywistego progressus. tem mniej logicznym i najkrótszym. pożyteczność pewnej rzeczy. w o l i m o c y. odgrywającej się we wszystkiem. – jeno kolejnem następstwem głębiej lub płyciej sięgających. »Rozwój« jakiejś rzeczy. odgrywających się w nim procesów przemagania. których działanie dopiero sprowadza »przystosowanie«. – gdyż oddawna sądzono. i całe dzieje jakiejś »rzeczy«. co musiało mu być p o ś w i ę c o n e m. czystą reaktywność. o p a n o w a n i e m.. nowoczesny m i z a r c h i z m (aby ukuć złe słowo na złą rzecz) przemienił i przebrał się z czasem do tak duchowego i najbardziej duchowego stopnia. zaczepnym. ręka d o chwytania. Forma jest płynna. co panuje i chce panować. Nawet wewnątrz każdego poszczególnego organizmu nie dzieje się inaczej: z każdym istotnym wzrostem całości zmienia się też »sens« poszczególnych organów. Demokratyczna idyosynkrazya do wszystkiego. co się dzieje. w których wola życiowa objawia się aktywnie i kształtująco. Wielkość »postępu«: m i e r z y się nawet ilością tego. nawet życie samo określono jako zawsze celowe wewnętrzne »przystosowywanie« do zewnętrznych okoliczności (Herbert Spencer).

Natomiast w pewnem wcześniejszem stadyum okazuje się jeszcze owa synteza »sensów« bardziej do rozwikłania. mniemając wszyscy razem. do którego doszedłem na podstawie małego stosunkowo i przypadkowego materyału. których przestępca dotychczas używał (naprzykład. w których się cały proces semiotycznie streszcza. że rzecz n i e tak się ma. Kara jako wpajanie strachu przed tymi. co nie ma żadnych dziejów). jak nasi naiwni genealogowie moralności i prawa dotąd przypuszczali. jako buntownika. definiować daje się tylko to. by zapobiec rozszerzeniu się zakłócenia. Kara jako odpłacenie poszkodowanemu szkody. »dramat«. uchylają się od definicyi. wedle wyłuszczonego właśnie zasadniczego punktu widzenia metodyki historycznej. cel. n i e d a j ą c e j s i ę w c a l e z d e f i n i o w a ć. porządku. którego zwalcza się środkami. a także bardziej podatna zmianie. lecz całą syntezę »sensów«: dotychczasowe dzieje kary wogóle. Kara jako uroczystość. krystalizują się ostatecznie w pewien rodzaj jedności. że dopiero w ł o ż o n o ją w procedurę i podsunięto jako tej procedury tłumaczenie (dawno istniejącej. Kara jako wyrabianie pamięci. jak niepewny. 37 . w jakiejbądź formie (także w uczuciowem wynagrodzeniu). jeśli się go używa jako niewolnika w kopalniach). trudnej do analizowania i. tak jak sobie niegdyś wyobrażano rękę wynalezioną celem chwytania. zdrajcę i pokojołomcę. Co się tyczy jednak owego drugiego pierwiastku w karze.13. sens. zastrzeżone ze strony władzy. że raz ten. można zauważyć jeszcze. jak w każdym poszczególnym przypadku pierwiastki syntezy zmieniają swoją wartościowość i wedle tego inaczej się porządkują tak. Kara jako wyłączenie pierwiastka zwyrodniałego (w danych razach całej gałęzi. co do jej warunków. jej »sensu«. (N i e m o ż l i w ą jest dziś rzeczą powiedzieć dokładnie. jak następczy. – Aby więc wrócić do przedmiotu. a nawet w pewnych razach jeden pierwiastek (może cel odstraszenia) zdaje się unicestwiać całą resztę składników. płynnego. o ile ten ostatni utrzymuje się jeszcze dzięki możnym rodom i o ile one roszczą sobie doń przywileje. Kara jako rodzaj wyrównania za te korzyści. prawa. którzy karę wyznaczają i wykonywają. które się łączy z wykonaniem takich procedur. jako niebezpiecznego dla społeczności. Przytem przypuszczamy tylko. zwierzchności. jakie wojna właśnie daje w ręce. Kara jako unieszkodliwienie. to jest jako pogwałcenie i wyszydzenie obalonego nakoniec wroga. wcześniejszem. trudno rozpuszczalnej. niechaj posłuży tu schemat. Kara jako izolowanie zakłócenia równowagi. czy to temu. per analogiam. Aby dać przynajmniej wyobrażenie. który karę ponosi – tak zwana »poprawa«. że procedurę w y n a l e z i o n o dla celu kary. Kara jako honoraryum. akt. czy to świadkom egzekucyi. wrogowi. dzieje jej wyzyskiwania do najróżniejszych celów. jako łamiącego umowę. niż jej zużytkowanie do kary. d l a c z e g o właściwie się karze: wszystkie pojęcia. Kara jako kompromis z naturalnym stanem zemsty. słowem. to w późniejszym stanie kultury (naprzykład w Europie dzisiejszej) pojęcie »kary«: nie przedstawia faktycznie wcale już jednego sensu. z drugiej strony to. jako przeszkodzenie dalszemu szkodzeniu. lecz w innem znaczeniu używanej). zwyczaj. to znów ów pierwiastek kosztem pozostałych wybija się na czoło i dominuje. przykrojona. co w niej płynne. co w niej jest względnie t r w a ł e. że procedura sama będzie czemś starszem. wytłómaczona. jak przypadkowy jest »sens« kary i jak jedna i ta sama procedura ze względu na zasadniczo różne zamysły może być różnie zużytkowana. jak wedle prawa chińskiego: więc jako środek do utrzymania czystości rasy i utrzymania tęgości typu społecznego). należy w niej rozróżniać dwie rzeczy: najpierw to. to jest do k a r y. Kara jako wypowiedzenie wojny i środek przeciw wrogowi pokoju. oczekiwanie. co podnieść trzeba. która chroni złoczyńcę przed wybujałością zemsty. pewną surową kolejność procedur.

torturowanie. zajęty był pytaniem. Tylko ze szkodnikiem. – przynajmniej ze względu na ofiary. co jemu samemu właściwie pozostało z sławnego morsus conscientiae –. zaostrza poczucie osamotnienia. która zwie się »nieczystem sumieniem«. tak jak się w różnych rodzajach kary przebijają. Jeżeli się zdarzy. – w tem zgadzają się wszyscy sumienni postrzegacze. utrzymującym. pogwałcenie. z czystem sumieniem spełniany: więc szpiegostwo. o jakie ocierając się wspomnienie. Wiara w karę. którzy porządnie się w y s i l a j ą. która jużci uchodzi w świadomości ludowej za najistotniejszą. I nawet ten. »wyrzutem sumienia«. Uświadomiło się to raz w sposób podchwytliwy Spinozie (ku zmartwieniu jego wykładaczy. rodzaj swego postępku jako pogardy godny s a m w s o b i e: widzi on bowiem zupełnie ten sam rodzaj postępku spełniany w służbie sprawiedliwości i nazywany wówczas dobrym. na którego później spadała kara. wzmacnia siłę oporu. – w rzeczywistości nie istniało przez najdłuższy okres czasu nawet w świadomości sądzących. mordowanie. szuka się w niej właściwego instrumentum owej duchowej reakcyi. że złamie energię i wywoła nędzne ukorzenie i poniżenie się. kto wie. Lista ta jest niewątpliwie niezupełna. jemu. przeciw czemu na nic wszelka walka. że budzi p o c z u c i e w i n y w winnym. kara hartuje i ostudza. coby wyrażało. w której spoczywał przed wynalezieniem nieczystego sumienia: cóż zatem pozostało z morsus conscientiae? 38 . nawet afektem nie uniewinnione grabienie. Naogół licząc. jakiś straszny wypadek w naturze. więzienie. znajduje właśnie w niej ciągle najsilniejszą swą podporę. że się ma do czynienia z »winnym«. jego przeddzieje! Prawdziwy wyrzut sumienia jest właśnie wśród zbrodniarzy i skazańców czemś niezmiernie rządkiem. które charakteryzuje sucha. to wypadek taki jest bezsprzecznie jeszcze mniej pokrzepiający. Lecz tem samem wykracza się nawet ze względu na dziś jeszcze przeciw rzeczywistości i psychologii. na których sobie przemoc karząca szukała upustu.14. zastawianie sideł. ten najbardziej niesamowity i zajmujący kwiat naszej ziemskiej roślinności. nie doznawał przytem żadnej innej »wewnętrznej udręki«. którzy w licznych wypadkach sąd tego rodzaju dość niechętnie i przeciw własnym wydają życzeniom. że właśnie kara najbardziej p o w s t r z y m a ł a rozwój poczucia winy. znowu jako część przeznaczenia. Tem snadniej odjąć jej można użyteczność d o m n i e m a n ą. lecz tylko w pewnym względzie i pewnem zużytkowaniu. koncentruje. podejście. ponura powaga. przekupstwo. lżenie. oberwanie się miażdżącej skały. a cóż dopiero ze względu na najdłuższe dzieje człowieka. następnie zasadnicze. więzienia. Nie ważmy mianowicie lekce tego. Kara posiadać ma tę wartość. niż średnie działanie kary. który dobro i zło wygnał między urojenia ludzkie i gniewnie bronił czci swego »wolnego« Boga przeciw bluźniercom. 15. że Bóg czyni wszystko sub ratione boni (»lecz toby znaczyło poddawać Boga przeznaczeniu i byłoby zaiste największą z wszystkich niedorzeczności« –). całą frantowską i szczwaną sztukę policyantów i oskarżycieli. gdy pewnego popołudnia. jak dalece właśnie widok sądowych i wykonawczych procedur nawet przeszkadza przestępcy odczuwać czyn swój. chwiejąca się dziś z licznych powodów. kara jest jawnie przeładowana pożytecznościami wszelkiego rodzaju. naprzykład Kuno Fischer). to śmiało możemy wydać sąd. domy poprawy n i e są wylęgarnią. karzących n i c. – wszystko to więc jako czynności wcale przez sędziów nie napiętnowane pogardą. z nieodpowiedzialną częścią przeznaczenia. ani potępione s a m e w s o b i e. n i e wyrósł na tym gruncie. jak kiedy nastąpiło coś nieobliczalnego. Gdy zaś pomyślimy jeszcze o owych tysiącoleciach p r z e d dziejami człowieka. Świat cofnął się znowu dla Spinozy do stanu owej niewinności. w której ta species toczącego robaka najchętniej się udaje. »Nieczyste sumienie«. by go w tem miejscu nie rozumieć.

nieświadomie a pewnie wiodących popędów. musimy szukać właściwego s k u t k u kary przedewszystkiem w zaostrzeniu roztropności. schol. że wszystkie owe instynkty starego. prześladował. Jeśli istniała wówczas krytyka czynu. o t o początek »nieczystego sumienia«. w przedłużeniu pamięci. nie mogące wyładować się na zewnątrz. by długo ją przemyślać na jawie i we śnie. – możnaby z większem prawem jeszcze twierdzić coś przeciwnego. zwrócone przeciw posiadaczom takich instynktów. uciecha z prześladowania. sprawiły. – nagle instynkty ich pozbawione zostały wartości i »zawieszone«. – owej przemiany. Owe straszne obwarowania. zaostrzenie rozsądku. dzięki któremu naprzykład dziś jeszcze Rosyanie w szafowaniu życiem wyżej stoją od nas. że dla wielu rzeczy jest się raz na zawsze za słabym. w pewnem polepszeniu samooceny. I. (»Każdy mądry po szkodzie«. Co naokół osiągnąć można przez karę. Uważam nieczyste sumienie za ciężkie chorzenie. w człowieku i zwierzęciu. rzekł sobie wkońcu. która wypadła przeciw wszelkiemu oczekiwaniu«. który z braku zewnętrznych wrogów i oporów. okrucieństwo. – chce ona. nieszczęściu lub śmierci. to czyn poddawała krytyce roztropność: bez wątpienia. z w r a c a j ą s i ę w e w n ą t r z – oto co nazywam u w e w n ę t r z n i e n i e m człowieka. II. w woli przystępowania nadal do dzieła ostrożniej. p r z e c i w c z ł o w i e k o w i s a m e m u. jak z a h a m o w a n e zostało wyładowywanie się człowieka na zewnątrz. mówi lud: o ile szkoda czyni mądrym. mieszkańców Zachodu. gdy dotąd nosiła je woda. któremi organizacya państwowa broniła się przeciw dawnym instynktom wolności – kary przedewszystkiem należą do tych obwarowań –. Straszliwe brzemię ciążyło na nich. Wrogość. Cały świat wnętrzny. zakłócał i katował. ograniczone do s w e j »świadomości«. wtłoczony w gniotącą cieśń i prawidłowość obyczaju. opanowanie żądz: w ten sposób kara o b ł a s k a w i a człowieka. jakby wciśnięty między dwa naskórki. ze zmiany i zniszczenia – wszystko to. których kara dosięgła: »coś tu wbrew przypuszczeniom poszło źle«. gdy zmuszone były albo stać się zwierzętami lądowemi. Eth. wolnego. z tym odważnym fatalizmem bez buntu. o tyle i złym. a n i e: »tego nie powinienem był czynić« – poddawali się karze. regulujących. szerzy. takie ołowiane zniechęcenie. jak się poddaje człowiek chorobie. to pomnożenie obawy. w zrozumieniu. III. Człowiek. przystosowanym szczęśliwie do wojny. Do najprostszych zatrudnień czuły się niezgrabne. tak dopiero przyrasta do człowieka to. jakie wogóle przeżył. do swego najbiedniejszego. 39 . obliczania. Jak zwierzętom wodnym. – smutek. gdy znalazł się ostatecznie zamkniętym w żakietem kole społeczeństwa i pokoju. nieufniej. Miały odtąd chodzić na nogach i »nosić same siebie«. połączony z wyobrażeniem rzeczy minionej. włóczęgi i przygód.»Przeciwieństwo gaudium. najzawodniejszego organu! Zdaje mi się. W tem tu miejscu nie mogę uniknąć. – zostały ograniczone do myślenia. – a nadto owe stare instynkty nie przestały odrazu stawiać swych wymagań! Tylko że trudno i rzadko można było czynić po ich woli: naogół musiały szukać sobie nowych i jakby podziemnych zadowoleń. nabrał głębi. 16. że nigdy nie istniało na świecie podobne poczucie nędzy. kombinowania przyczyn i skutków. róż rósł się i wyrósł. brakło im ich starych przewodników po tym nowym nieznanym świecie. tak samo działo się tym półzwierzom dziczy. niecierpliwie sam siebie targał. XVIII. z napadania. nie czyni go jednak »lepszym«. wnioskowania. co się później jego »duszą« zowie. te nieszczęśniki. N i e i n a c z e j n i ż S p i n o z a przez ciąg tysiącoleci odczuwali popełnione »przestępstwo« złoczyńcy. propos. początkowo cienki. wysokości. albo zginąć. Na szczęście czyni dość często głupim). tajemniej. Wszystkie instynkty. koczowniczego człowieka zwróciły się wstecz. w które człowiek wpaść musiał pod naciskiem owej najbardziej zasadniczej z wszystkich przemian. w miarę. gryzł. by własnej swojej hipotezie o początku »nieczystego sumienia« nie dopomóc do pierwszego tymczasowego wyjawu nie łatwo zdobyć dla niej posłuch.

i posiadając moc do organizowania. który ż y j e. niepostrzeżenie na jakiejś śmiesznej gwieździe! Odtąd człowiek należy do najbardziej nieoczekiwanych i wzruszających rzutów szczęścia. które się wówczas zaczęło i którego końca jeszcze dziś wcale przewidzieć nie można. mostem. zbyt strasznie. stojącą po stronie przeciwnej sobie samej. rozumie się z góry. wskutek wypowiedzenia wojny starym instynktom. ogniwem. kładzie bez skrupułu swe straszliwe łapy na ludność może liczebnie nieskończenie wyższą. które się chce »obłaskawić«. jeszcze koczowniczą. wbrew rozumowi. twór władczy. n a s i e b i e s a m e g o: wskutek gwałtownego odcięcia się od przeszłości zwierzęcej. kto jest z natury »panem«. z góry usprawiedliwionym przez swe »dzieło« na wieki. kto gwałtem sobie poczyna w każdym ruchu i dziele. przeciw którym nie było żadnej walki. w co wprzód nie został włożony »sens« odnośnie do całości. że pozbyto się owego marzenia. ani nawet żadnego ressentiment. tak też samymi gwałtami do końca doprowadzone zostało. aby godnie uczcić widowisko. ci urodzeni organizatorowie. Tak przecie poczyna się »państwo« na ziemi: sądzę. że widok ziemi zmienił się zasadniczo. jako skok. że najstarsze »państwo«. To n i e w n i c h wyrosło nieczyste sumienie. Do założenia tej hipotezy początku nieczystego sumienia należy po pierwsze to. – cóż ma taki do czynienia z umowami? Takie istoty nie są obliczalne. lecz jako przełom. że przystosowanie się nie hamowanej dotąd i nie ukształconej ludności do stałej formy. – widowisko zbyt subtelne. nieledwo pewność. Dodajmy do tego natychmiast. rządzi nimi ów straszliwy egoizm twórcy. na których polegała dotąd jego siła. w którym części i funkcye zostały odgraniczone i uzależnione. zbyt przekonywająco. wedle tego wystąpiło i dalej działało jako tyrania straszliwa. zorganizowana na sposób wojenny. zbyt nagle. zbyt paradoksalne. zbyt cudowne. mus. napięcie uwagi. Oni nie wiedzą. człowiek rozchorował się n a c z ł o w i e k a. 17. jawi się wkrótce coś nowego. Od niego jednak rozpoczęła się największa i najstraszniejsza choroba. są to najbardziej poniewolni. jako miażdżąca i bezwzględna maszynerya. w sprzeczność i p r z y s z ł o ś ć b r z e m i e n n e g o. niejako skoku i runięcia w nowe położenie i warunki bytu. ten nędzarz. niesłychanego. które kazało mu powstawać drogą »umowy«. zwracającą się przeciw samej sobie. pozoru. co odpowiedzialność. miejsce tortury. uciecha i straszliwość. wyciskaniem form. w które gra »wielkie dziecko« Heraklita. rasę zdobywców i panów. który z samego siebie stwarzać sobie musiał przygodę. aż wreszcie taki surowy materyał ludu i półzwierząt nietylko ugniótł się i stał się podatny. jak grom się zjawia. która. Gdzie się pojawią.. najnieświadomsi artyści. jak matka przez dziecię swoje. wielką obietnicą.. czujący brak i trawiony tęsknotą za pustynią. aby mogło się odegrać niedorzecznie. który patrzy jak spiż i czuje się. głębokiego. Dzieło ich jest instynktownem tworzeniem form. jacy istnieją. lecz także został u f o r m o w a n y. Po drugie jednak i to. wcale dobrowolna i nie przedstawiała się jako organiczne wrastanie w nowe warunki. co przez to rozumiem – jakąś gromadę płowowłosych drapieżców. puszczę niepewną i niebezpieczną – ten szaleniec.to o kraty swej klatki raniące się zwierzę. z której ludzkość po dziś dzień nie ozdrowiała. trzeba było boskich widzów. przychodzą jak przeznaczenie. jak zaczęło się gwałtem. ten stęskniony i zrozpaczony więzień stał się wynalazcą »nieczystego sumienia«. coś przygotowywało. że z drugiej strony wraz z duszą zwierzęcą. zbyt »inaczej«. jak gdyby człowiek nie był celem. zaszło na ziemi coś tak nowego. co wzgląd. – aleby 40 . bez powodu. Używam wyrazu »państwo«: wiadomo. lecz jeszcze bezkształtną. nadzieję. jak gdyby coś się nim zwiastowało. – czy się zwie Zeusem czy Przypadkiem. nieodparta fatalność. że owa przemiana nie była wcale stopniowa. zagadkowego. Kto rozkazywać umie. – wzbudza dla siebie zajęcie. bez względu. lecz tylko drogą. by nawet nienawidzone być mogły. w którym nie znajdzie miejsca nic wogóle. co wina. zjawiają się. W samej rzeczy.

jak w owem większem. ich potęgi twórczej pewne olbrzymie quantum wolności nie zostało usunięte ze świata. mianowicie w jakim rodzaju od początku jest r o z k o s z. brakłoby go. co z tą chwilą właściwie dopiero na świat przyszło. że odrazu jest szpetne i bolesne. jaką jest ciąża naprzykład. a w szczególności wobec najdawniejszego. i celem wyznaczenia gruntu. a może wogóle dopiero po raz pierwszy piękno samo. I jedno odtąd wiadomo – nie wątpię –. o ile w pojęciach zaprzecznych. sprzeczności. lecz chorobą taką. to właśnie ów i n s t y n k t w o l n o ś c i (mówiąc moim językiem: wola mocy). w »labiryncie piersi«. wśród których choroba ta doszła do najstraszniejszego i najwyższego szczytu: – zobaczymy. jako macierzyńskie łono idealnych i wyobraźniowych wydarzeń – jak to już zgadnąć można – wywiodło ostatecznie na światło także całą pełnię nowej dziwnej piękności i potwierdzenia. przynajmniej z widoku i niejako wprowadzone w s t a n u t a j e n i a. o którym już obszerniej mowa była. którą odczuwa bezosobowy. wobec założycieli rodu. cierpiącemu tworzywu. 18. jako wartości m o r a l n e j. jego cała zwierzęca stara jaźń. a to w sposób historycznie zupełnie podziwu godny i zastanawiający. jest może najniezrozumialszy. – tym wstecz wypartym. – 19. wyraża się ideał. cofniętym. W łonie pierwotnych związków rodowych – mówimy o praczasach – każde z kolei pokolenie uznaje wobec pokolenia dawniejszego.. Poszukajmy warunków. Po tej wskazówce przynajmniej będzie mniej zagadkowa zagadka. gdyby pod naciskiem ich młotów bijących. Strzeżmy się pomiatać całem tem zjawiskiem już dlatego. został raz jeszcze. pogardy. która u owych potężnych twórców i organizatorów działa wspanialej i buduje państwa.. i n n y człowiek. pewien obowiązek prawny (nie zaś jedynie zobo41 . wewnątrz uwięzionym i wkońcu znajdującym ujście i upust jeszcze tylko na sobie samym instynktem wolności: tem i tylko tem jest w swym zaczątku n i e c z y s t e s u m i e n i e. samoofiarny: rozkosz ta należy do okrucieństwa. Cóżby bowiem było »pięknem«. mniejsza. całe to a k t y w n e »nieczyste sumienie«. – Tyle tymczasem co do pochodzenia »nieegoistyczności«. dopiero wola samodręczenia jest warunkiem w a r t o ś c i pierwiastku nieegoistycznego. piękność. samozapierający się.nie było wyrosło b e z n i c h to obrzydłe zielsko. które urabia kształtująca i gwałcicielska natura owej siły. uciecha wypalania na sobie woli. najoczniejszem zjawisku. Do tego potrzeba jednak długiego oddechu. gdyby wpierw sprzeczność nie uświadomiła się samej sobie. Tym wprowadzonym gwałtownie w stan utajenia i n s t y n k t e m w o l n o ś c i – pojęliśmy to już. jak b e z o s o b o w o ś ć. o f i a r a. gdzie dla nas. opornemu. mówiąc z Goethym. która sobie ból zadaje z rozkoszy zadawania bólu. wewnętrzna. to okrucieństwo twórcze. jako ciężkiemu. zaprzeczenia. na wstecz skierowana.. gdyby wpierw brzydota nie powiedziała samej sobie: »jestem brzydka«?. – i przedewszystkiem musimy raz jeszcze wrócić do dawniejszego punktu widzenia.. Mianowicie w stosunek ludzi t e r a ź n i e j s z y c h do swych p r z o d k ó w. krytyki. wciągnięty jako tłumaczenie w stosunek. aktora tutaj. To tajne gwałcenie siebie. małostkowsza. jest właśnie sam człowiek. Tylko że tworzywem. stwarza sobie nieczyste sumienie. ta niesamowita i przerażająco rozkoszna robota dobrowolnie rozdwojonej w sobie duszy. buduje ideały negatywne. – a n i e. ludzi nowoczesnych. Prywatno-prawny stosunek dłużnika do wierzyciela. W gruncie rzeczy jest to przecie ta sama siła czynna. ta uciecha nadawania kształtu sobie samemu. z którego wartość ta wyrosła: dopiero nieczyste sumienie. i n n i ludzie. to nie ulega wątpliwości. z a p a r c i e s i ę s i e b i e. Chorobą jest nieczyste sumienie.

co poprzedza w każdej wielkiej syntezie ras ostateczne ustopniowanie wszystkich elementów ludowych. sami wyróść do potworności i usunąć się w mrok boskiej tajemniczości i niewyobrażalności: – praszczur przekształca się ostatecznie z konieczności w boga. przedewszystkiem posłuszeństwem – gdyż wszystkie zwyczaje. dzięki wyobraźni rosnącej trwogi. S t r a c h przed praszczurem i jego mocą. wszystkie nieszczęsne przypadki. wszystko. wszystkie oznaki zwyrodnienia i ujawniającego się rozkładu z m n i e j s z a j ą raczej zawsze także strach przed duchem jego założyciela i coraz bardziej wyobrażenie o jego mądrości. a więc początek ze s t r a c h u rodem!. o ile dotyczy najdłuższego okresu rodzaju ludzkiego). co do okresu ś r e d n i e g o. jako dzieła przodków. Tymczasem wytknijmy jeno do końca drogę tego rodzaju świadomości winy. krew. odzwierciedla się w genealogicznej gmatwaninie jej bogów. w najgrubszem rozumieniu). Nie zaś odwrotnie! Każdy krok ku upadkowi rodu. 20. które przystosowały się do boskiego kultu swych panów. kaplicami. otrzymała wraz z dziedzictwem bóstw rodowych i szczepowych także dziedzictwo ucisku niespłaconych jeszcze długów i pragnienie wywiązania się z nich. niezależny. coś potwornego na rzecz »wierzyciela« (osławiona ofiara z pierwocin naprzykład. zawierania pokoju. Od nich później przelewa się to dziedzictwo na wszystkie strony). krew ludzka w każdym wypadku). które rzeczywiście swym praszczurom. nie przestają użyczać rodowi nowych korzyści i nowych zadatków. przezorności i obecności jego mocy. są też ich ustawami i rozkazami. Czemże można im się odpłacić? Ofiarami (z początku dla pożywienia. w jakiej wzrasta moc samego rodu. jak nauczają dzieje. Jeśli się rzecz przemyśli tym surowym rodzajem logiki do końca.. stapiania się. Może tu jest sam początek bogów. Za to tem bardziej. (Całe dzieje walk etnicznych. despotyzm z swem pogwałceniem niezależnej szlachty toruje też 42 . A komuby się wydawało. w jakim pojęcie i poczucie boga rosło na ziemi i wznosiło się w górę. w jakiej sam ród staje się coraz bardziej zwycięski. jego praczasów. (Przejście tworzą owe liczne ludy niewolników i poddanych. to ostatecznie przodkowie n a j p o t ę ż n i e j s z y c h rodów muszą. Panuje tu przekonanie.wiązanie uczuciowe: ostatniego możnaby nawet nie bez powodu wogóle zaprzeczyć. nie ustala wcale po upadku opartej na związkach krwi. świętami. bogom) z odsetkami oddały wszystkie te właściwości. Świadomość długu względem bóstwa. kiedy powstają rody dostojne. postęp ku państwom uniwersalnym jest zawsze także postępem ku uniwersalnym bóstwom. Tem samem uznaje się d ł u g. swym przodkom (bohaterom. w jaki odziedziczyła pojęcia »dobry i zły« po szlachcie rodowej (wraz z jej psychologiczną zasadniczą skłonnością porządkowania wedle stopni). Uczucie dłużnicze względem Boga nie przestało wzrastać przez kilka tysiącoleci i to ustawicznie w tym samym stosunku. które tymczasem w nich samych się ujawniły. że należy dodać: »ale i z pobożności!« temuby trudno było zostać przy racyi w stosunku do owego najdłuższego okresu ludzkiego rodzaju. czy to pod przymusem. że przodkowie ci w dalszym ciągu swego istnienia. właściwości dostojne. zwycięstw. Ludzkość w ten sam sposób. oznakami czci. Na uszlachcenie i uszlachetnienie bogów (które oczywiście nie jest ich »uświęceniem«) rzucimy później raz jeszcze okiem. zwycięstwach i pojednaniach. w podaniach o ich walkach. który przez to jeszcze ustawicznie narasta. jako potężne duchy. czy przez uległość i mimicry.. świadomość długów względem niego wzmaga się koniecznie wedle tego rodzaju logiki zupełnie w tej mierze. oczywiście. organizacyjnej formy »gminy«. że ród i s t n i e j e tylko dzięki ofiarom i świadczeniom przodków – i że trzeba im je ofiarami i świadczeniami o d p ł a c a ć. Czy aby zadowala się ich kiedykolwiek? Ta obawa pozostaje i rośnie: co pewien czas wymusza ona wielką ryczałtową wypłatę. Czy darmo? Lecz dla owego nieokrzesanego i »ubogiego duchem« okresu nie istnieje żadne »darmo«. czcią i obawą przejmujący.

Umoralnienie pojęć długu i obowiązku. 21. jakoby pojęcia te z konieczności miały się już ku końcowi. to możnaby też z prawdopodobieństwem wcale nie małem wnosić z niepowstrzymanego upadku wiary w chrześcijańskiego Boga. w którym znękana ludzkość czasową znalazła ulgę. poplątanie nieczystego sumienia z pojęciem boga) i mówiłem nawet na końcu poprzedniego rozdziału. wkońcu jednak nawet przeciw wierzycielowi. innego istnienia. »obowiązku« z założeniami religijnemi. owo w głąb cofnięte okrucieństwo uwewnętrznionego. o początku rodzaju ludzkiego. nie można odrzucać widoków. »grzech pierworodny«. myśl o jej nieodpłacalności (o »karze w i e c z n e j«) –. przed genialnym figlem c h r z e ś c i j a ń s t w a: Bóg ofiaruje samego siebie za dług człowieka. Umyślnie pozostawiłem dotąd na uboczu właściwe umoralnienie tych pojęć (wtłoczenie ich w dziedzinę sumienia. stąd też. żeśmy właśnie rozpoczęli ruch o d w r o t n y. ba. lub o naturze. z m i ł o ś c i (mamyż w to wierzyć? –). Bóg tym jedynym. skoro n a t u r a l n e ujście tej chęci zadawania cierpienia zostało zatamowane. który może wyzwolić człowieka. wtłoczenie ich w n i e c z y s te sumienie daje właściwie próbę o d w r ó c e n i a kierunku opisanego dopiero co rozwoju. Dłużnik ofiaruje się za swego wierzyciela. jakiego dotąd osiągnięto. towarzyszyło też na ziemi maximum poczucia długu. od czegoby on sam nigdy wyzwolić się nie mógł. w Boga. skoro upadło ich założenie. »niewolność woli«). w którym obecnie nieczyste sumienie tak się zagnieżdża.. Istotny stan rzeczy różni się od tego w sposób straszliwy. wżera. o jego praojcu. Ten człowiek z sumieniem nieczystem owładnął założeniem religijnem. Widzimy ową chęć samodręczenia. lub o istnieniu wogóle. 22. jak gdyby owo umoralnienie wcale nie istniało. z której łona człowiek powstaje i w którą obecnie wkłada się zły pierwiastek (»udyablenie przyrody«). aż wkońcu z niemożności wywiązania się z długu powstaje koncepcya niemożności wywiązania się z pokuty. w siebie zapędzonego człowieka-zwierza. Bóg samym sobą płaci samemu sobie. który dotąd obciążony jest klątwą (»Adam«. że posiada dług wobec swego początku. c o się przy tem wszystkiem i p o d tem wszystkiem działo. Już prawie da się zgadnąć. iż zupełne i ostateczne zwycięstwo ateizmu mogłoby zgoła uwolnić ludzkość od tego uczucia. Przypuściwszy. Zjawieniu się chrześcijańskiego Boga. by swoją samoudrękę doprowadzić do najokropniejszej sro43 . Ateizm i pewien rodzaj w t ó r ej n i e w i n n o ś c i idą z sobą w parze. że teraz już spełnia się także zasługujący na uwagę upadek ludzkiej świadomości długu. rozpiera i na kształt polipa wszerz i głąb rośnie. przynajmniej zastanowienia jego ruchu: teraz p o w i n n y właśnie widoki ostatecznego wywiązania się zniknąć pesymistycznie raz na zawsze. jako największego Boga. celem obłaskawienia »w państwo« i zamkniętego więźnia. jeszcze dokładniej. buddyzm i rzeczy pokrewne) – aż naraz znajdujemy się przed paradoksalnym i przerażającym wybiegiem. by sobie ból zadawać. teraz p o w i n n y pojęcia »długu« i »obowiązku« zwrócić się wstecz – przeciw k o m u jednak? Nie można wątpić: najpierw przeciw »dłużnikowi«. Tyle tymczasem w krótkości i zgrubsza o związku pojęć »długu«. który wynalazł nieczyste sumienie. z miłości dla swego dłużnika!. Przypomnijmy sobie o causa prima człowieka. cofnąć się. wiara w naszego »wierzyciela«. teraz spojrzenie p o w i n n o beznadziejnie odbić się od spiżowej niemożliwości. pożądanie nicości lub pożądanie jego »przeciwieństwa«.. swej causa prima.zawsze drogę jakiemuś monoteizmowi). które pozostaje jako »n i c w a r t o s a m o w s o b i e« (nihilistyczne odwrócenie się od niego.

faktycznej swej istoty. jako zaświat. jakież pogwałcenia natury. denerwującego smutku. rzuconego na b o g ó w g r e c k i c h. niż chrześcijaństwo swego używało Boga.. niż samokrzyżowanie i samohańbienie człowieka.. Wszystko to jest aż nadmiernie zajmujące. smutne zwierzę człowiecze! Jakież nachodzą je pomysły. jakież b e s t y a l s t w o i d e i wystrzela natychmiast. w których z w i e r z ę ludzkie czuło się ubóstwionem. »Dziwna! mówi on raz – chodzi o sprawę Egistosa. Tkwi tu c h o r o b a. wbrew [przeznaczeniu. skoro tylko przeszkodzi się mu być b e s t y ą w c z y n i e!. jako niezmierzoność kary i winy. najstraszniejsza choroba.. 23. b a r d z o złą sprawę – »Dziw. opór. jako potwierdzenie.. jako Boga. »Jakże oni g ł u p i!« myśli. posępnego. wyrzuca z siebie wszelkie zaprzeczenie siebie samego. jako sędziostwo Boga.. jako byt. n i e rozdzierało zaś samego siebie. lecz [sami ściągają Na się nieszczęścia przez swój nierozum. by najgłębsze dno rzeczy zarazić i zatruć problematem kary i winy. nie ulega wątpliwości. cielesność. jako katuszę bez końca. bunt przeciw »panu«. – Że pojęcie bogów s a m o w s o b i e nie koniecznie prowadzi do tego pogorszenia fantazyi.« Jednak widzi się i słyszy zarazem. że istnieją d o s t o j n i e j s z e sposoby posługiwania się zmyśleniem bogów.gości i surowości.. I nie mniejszy autorytet jeno sam Zeus homerowski. jaka dotychczas w człowieku szalała: – a kto jeszcze usłyszeć zdołał (lecz dziś nie ma się już uszu na to! –). nie wściekało się na siebie samo! Grecy posługiwali się przez najdłuższy okres czasu swoimi bogami. lecz także pełne czarnego.. jako piekło. by raz na zawsze odciąć sobie odwrót z tego labiryntu -»idee fixe« jego wola wzniesienia ideału – ideału »świętego Boga« – by w obliczności jego być dotykalnie pewnym swej bezwzględnej niegodności! Och.. jakież paroksyzmy głupstwa. że trzeba przemocą bronić się zbyt długiemu patrzeniu w te bezdnie. przejęty niezwyciężoną grozą. wprzęga się w sprzeczność »Boga« i »dyabła«. wybawienia w m i ł o ś c i. patrząc na występki 44 . to szalone. by właśnie zdaleka od siebie trzymać »nieczyste sumienie«. daje im kiedy niekiedy do zrozumienia. naturalności. że i ten olimpijski widz i sędzia daleki jest od tego. Posuwały się w tem bardzo daleko te przepyszne istoty o lwich sercach a głowach dzieci. na te odzwierciedlenia ludzi dostojnych i wielmożnych. jego w o l a. jako wieczność. źródłu i początkowi świata).. sądzą. natury.. nie mającego bezwzględnie nic sobie równego: w o l a człowieka uważania siebie za winnego i godnego potępienia aż do niemożliwości pokuty. jak wśród tej nocy katuszy i niedorzeczności brzmiał krzyk m i ł o ś c i. – to daje się na szczęście wysnuć z każdego spojrzenia. jako katostwo Boga. w czem ostatnie stulecia Europy doszły do mistrzostwa. że biorą to nazbyt lekce. Jest w tem okrucieństwie duchowem rodzaj szaleństwa woli. Wina przeciw B o g u!. krzyk tęskniącego zachwytu. by móc cieszyć się z swej wolności duszy: więc w rozumieniu odwrotnem. przeinacza te instynkty zwierzęce w winę przeciw Bogu (jako wrogość. Ta myśl staje się dlań narzędziem tortury. jego wola c z u ć się skaranym. ten odwróci się. że kara winę zrównoważyć może. że tak bardzo śmiertelni skarżą się jednak [na bogów! Z ł o o d n a s t y l k o p o c h o d z i.. W człowieku jest tyle przerażającego!. jakie dla swych właściwych i nieodłącznych instynktów zwierzęcych mógł wynaleźć. którego uprzytomnienia ani na chwilę nie wolno nam było sobie oszczędzić. rzeczywistość. Ujmuje w »Bogu« krańcowe przeciwieństwa. »ojcu«. . jako świętość Boga. Ziemia za długo już była domem waryatów!. bez nadziei. Niech to wystarczy raz na zawsze odnośnie do pochodzenia »świętego Boga«. by gniewać się na nich za to i źle myśleć o nich.

ostatecznego najpewniejszego siebie zuchwalstwa poznania. przez wojny i zwycięstwa wzmocnionych. pojednanych.. w obliczu niezrozumiałej dla siebie zdrożności i występku. którem obarczył ją dotychczasowy ideał. Usiłowanie odwrotne byłoby s a m o w s o b i e możliwe – lecz któż jest dość silny na to? –. które jest właściwe wszelkiemu zdrowiu. duch twórczy. ludzie nowocześni. jak 45 . to jest.. tymczasem jest ona tylko jego zanurzeniem się. które wszystkie razem wrogie są życiu i oczerniają ziemię. trzebaby na to pewnego rodzaju wzniosłej złoby. instynktowi. Lecz czyście też siebie samych pytali dość. ile z »boga« każdym razem w ofierze złożyć? By móc jakąś świętość wznieść. niebezpieczeństwo.. jakże uprzejmym dla nas okazuje się świat cały. mówił sobie wkońcu. swój artyzm może. »Głupstwo«. którego napór sił własnych ciągle wygania z wszelkich uboczy i zaświatów. szczęśliwi. Cóż obraża głębiej. zagłębieniem w rzeczywistość. którymby zdobywanie.śmiertelnych. niż ta zbutwiała. Właśnie d o b r y c h ludzi miałoby się tem samem przeciw sobie. z jaką traktuje się samego siebie? I znowu – jakże uprzedzającym. zwierzęciu. wygodnych. krótko. znużonych . w którymby się nie spełniło!.. jak drogo opłaca się na ziemi wzniesienie k a ż d e g o ideału? Ile rzeczywistości trzeba było na to zawsze oczernić i niezrozumieć. samozwątpiała teraźniejszość.. mógł w y z w o l e n i e przynieść tej rzeczywistości: jej wyzwolenie od przekleństwa. pomyślnie udani... próżnych.. Jednak nawet to zaburzenie w głowie było problematem. jesteśmy spadkobiercami wiwisekcyi sumienia i samodręczenia się zwierząt od tysiącoleci: w tem mamy najdłuższe ćwiczenie. marzycieli. »Musiał go pewno b ó g dotknąć szaleństwem«. trzebaby na to nawyknienia do ostrego wysokiego powietrza. musi nam się zjawić przecie ten w y z w a l a j ą c y człowiek wielkiej miłości i pogardy... Potrzebaby do owego celu i n n e g o rodzaju duchów.. Lecz czyż to dziś. My. by n i e n a t u r a l n e skłonności. którymi splamił się ktoś z jemu równych.. lecz. 24. Do kogo zwrócić się dziś z takiemi nadziejami i wymaganiami?. by stamtąd kiedyś. nadto. najdzielniejszych czasów. ból nawet potrzebą się stały. zagrzebaniem. trzebaby. Człowiek zbyt długo »złem spojrzeniem obserwował swe przyrodzone skłonności. mówiąc krótko i dość źle. niż te. potrząsając głową. co jest d o s t o j n i e j.. połączyć z nieczystem sumieniem siostrzanym związkiem. co słuszna. Ta konkluzya jest t y p o w o grecka. jako powód wiela złego i fatalnego. którego samotności tłum nie rozumie.. do lodu i gór w każdem znaczeniu.. naturze. najlepszego towarzystwa. dostojni i cnotliwi?« – Tak pytał siebie przez stulecia dostojny Grek. »brak rozumu«. tak że ostatecznie zawarły w nim siostrzany związek z »nieczystem sumieniem«. nieco »zaburzenia w głowie«. czy się go obala?« Takie spotka mnie może pytanie. W ten sposób służyli wówczas bogowie jako usprawiedliwienie człowieka do pewnego stopnia nawet w lichem.. do zimowych wędrówek. dotychczasowe ideały.. to tylko p r z y p u s z c z a l i Grecy nawet najtęższych.. przygoda. które w tym właśnie możliwe są okresie: duchów. swój smak zepsuty. cóż rozdziela gruntowniej niż to.. Lecz kiedyś. właśnie tego w i e l k i e g o z d r o w i a!. »Czy właściwie stawia się tu jakiś ideał. skoro czynimy jak świat cały i folgujemy sobie jak cały świat!. który nas tak samo od dotychczasowego wyzwoli ideału. ile kłamstw uświęcić. co przeciwne zmysłom. Głupota. jakie m y mamy. – Kończę trzema znakami pytania. do tego.. służyli jako przyczyna zła – wówczas brali na siebie nie karę. winę.. my ludzie pochodzenia szlachetnego. t r z e b a j a k ą ś ś w i ę t o ś ć z b u r z y ć: to jest prawo – pokażcie mi wypadek. n i e grzech! Rozumiecie to?. Ten człowiek przyszłości. w czasach silniejszych. właśnie jest choćby tylko możliwe?. wszystkie owe aspiracye do zaświata.. gdy znowu wróci na światło. widać to dobrze. »Bo jakżeż to też możliwe? Skądby się wzięło w głowach. że się daje coś niecoś do poznania z surowości i wyżynności. ile sumień zburzyć. jak gdyby ona była ucieczką przed rzeczywistością. w każdym razie swe wyrafinowanie.

..i od tego. Z a r a t u s t r z e b e z b o ż n i k o w i. niż ja jestem. który wolę znów wolną uczyni. 46 . komuś »bardziej przyszłemu«. od wielkiego wstrętu.. od woli nicości. – co wolno jedynie Z a r a t u s t r z e. silniejszemu. Lecz cóż to prawię? Dość! Dość! W miejscu tem godzi mi się jedno tylko. 25. od nihilizmu. dzwon. ten antychryst i antynihilista. co wolno jeno komuś młodszemu. ten dzwon bijący południa i wielkiego rozstrzygnięcia. milczeć: targam się bowiem na coś. który wróci ziemi jej cel.. c o z e ń w y r ó ś ć m u s i a ł o. ten zwycięzca Boga i nicości – p r z y j ś ć k i e d y ś m u s i. a człowiekowi jego nadzieję.

drwiących. gwałtowników – takimi chce n a s mieć mądrość. kocha zawsze tylko wojownika.ROZPRAWA TRZECIA: Co znaczą ideały ascetyczne? Beztroskich. Jest niewiastą. 47 . T a k o r z e c z e Z a r a t u s t r a.

ich novissima gloriae cupido.). jak właśnie w tem. się nam wnet najlepszy. Co znaczy to nawrócenie się. »B y n a j m n i e j! m ó j p a n i e!« – Zacznijmy więc od początku. formą ich obłędu. lub zbyt wiele rzeczy. Lecz w każdym razie też o pochwałę zmysłowości: – i właśnie tak wydałoby mi się wszystko w porządku. Czyście mnie zrozumieli?. Jeśli taki artysta. dość delikatnie. najlepszem narzędziem mocy. na swoje stare lata hołd składa czystości? Oczywiście w pewnym sensie czynił to zawsze... jeden powab uwodny w i ę c e j. w tem wyraża się zasadniczy fakt człowieczej woli. ich spokojem w nicości (»Bogu«). widzieli w tem nawet jeden powab życia w i ę c e j. u kobiet.I. u świętych wreszcie pozorem do snu zimowego. takby właśnie było też »po wagnerowsku«. bo jest i było między Niemcami zawsze wielu oszczerców zmysłowości. najradośniejszy. gdzie istnieje naprawdę przeciwieństwo między czystością a zmysłowością. u filozofów i uczonych coś jakby wietrzenie i instynkt co do najbardziej sprzyjających warunków wysokiej duchowości. każde dobre małżeństwo. jakie to właściwie zrządziły przypadki. Z drugiej strony rozumie się aż zbyt dobrze.. nie musi to być na szczęście wcale jeszcze przeciwieństwo tragiczne. Co znaczą ideały ascetyczne? – Lub. u fizyologicznie upośledzonych i rozstrojonych (u w i ę k s z o ś c i śmiertelnych) usiłowanie. Stosuje się to przynajmniej do wszystkich bardziej udanych. gdy go wnętrznie i głęboko przejmował pomysł wesela Lutra. – najwykwintniejsi. w najlepszym razie. Co znaczą ideały ascetyczne? – U artystów nic. głównym środkiem w walce z długiem cierpieniem i nudą. jeśli chcemy zatrzymać się nieco przy tem zagadnieniu. 2. u kapłanów są one właściwą wiarą kapłańską. co znaczy naprzykład. by swą zawodną równowagę między »zwierzęciem i aniołem« uważać zaraz za argument przeciw istnieniu. Wagner. ta zmiana radykalna skłonności? – bo taką była ona. także »najwyższem« zezwoleniem na moc. że dziś zamiast tej muzyki weselnej posiadamy Majstersingerów? I wiele w nich jeszcze może tamtej podzwania? Lecz nie ulega zgoła wątpliwości... by poszczególny wziąć przypadek. jak Hafis. lecz dopiero na samym końcu w sensie ascetycznym... jaki był w życiu Wagnera: było to wówczas. Bo między czystością a zmysłowością nie koniecznie musi istnieć przeciwieństwo. anielskość radnego tłustego zwierza. Takie »sprzeczności« właśnie są pokusą istnienia. – i woli raczej jeszcze chcieć n i c o ś c i. że i w tem »Weselu Lutra« chodziłoby tylko o pochwałę czystości. że miał odwagę do swej z m y s ł o w o ś c i (– nazywano ją wówczas. że jeśli unieszczęśliwione świnie doprowadzone zostały do uwielbienia czystości – a są takie świnie! – to widzą i uwielbiają w niej tylko przeciwieństwo.. Że jednak wogóle ideał ascetyczny tak wiele znaczył dla człowieka. niż n i e c h c i e ć. n a j o d w a ż n i e j s z y może czas. gdyby był tę p r z y j e m n ą faktyczność z pomocą wdzięcznej i dzielnej komedyi Lutrowej wpoił nanowo w swych Niemców. przeciwieństwo unieszczęśliwio- 48 . najmocniejszy. jeśli artysta rzuca się w kierunek wprost przeciwny ?. co do którego dość często pytano mnie o radę. jak Goethe.. przypomina. Kto wie. bardziej ochoczych śmiertelników. najjaśniejsi. oczywiście. są świętą formą wybujałości. pewną morbidezza pięknego ciała. by wydawać się »zbyt dobrymi« dla tego świata.. – Czy mnie rozumiecie?.. jak Ryszard Wagner. każde prawdziwe kochanie serdeczne stoi ponad tem przeciwieństwem. Co znaczy. Tutaj przypomina się nam. Wagner rzucił się wtedy w kierunek wprost sobie przeciwny. »ewangeliczną wolnością«. Lecz nawet w wypadku. byłby dobrze zrobił. którzy dalecy są. zda mi się. i może zasługa Lutra nie jest w niczem tak wielka. jej horror vacui: p o t r z e b u j e o n c e l u.

Przypomnijmy sobie. swoje mniemanie – a jest to wypadek t y p o w y –: sądzę. jak każdy artysta. Wypowiadając w takim wypadku. życzyć tego. łonem matczynem. owo bolesne i zbyteczne przeciwieństwo. to jest do n a j w y ż s z e g o u d u c h o w i e n i a i u z m y s ł o w i e n i a swej sztuki? A nietylko swej sztuki. jak i innym Niemcom (– nazywali siebie »m ł o d y m i Niemcami«). zaświatowości artystycznej? Chciałoby się.. najwyższej wolności artystycznej. jeśli się samem dziełem radować chcemy. bo cóż nas obchodzą świnie? – 3. z którego ono wyrasta. ociągliwa. 4. średniowiecza i powiedzenia swym uczniom »to nic nie jest! szukajcie zbawienia gdzieindziej!« nawet wzywa raz »krwi Zbawiciela« . z jakim zapałem szedł Wagner owego czasu śladami filozofa Feuerbacha: wyrażenie Feuerbacha o »zdrowej zmysłowości« brzmiało w trzydziestych i czterdziestych latach Wagnerowi. który. a to wybrykiem najwyższej i najzuchwalszej parodyi samej tragiczności. gruntem. że będzie z pewnością najlepiej oddzielić twórcę o tyle od jego dzieła. przedewszystkiem z t r a g e d y ą. nawet życzyć sobie czegoś odwrotnego. niby finał i dramat satyryczny. by o tem i n a c z e j p o u c z a ć. Bo cóż go obchodziły. także swego życia. ów nieborak i prostaczek Parsyfal. niewyznana wola głoszenia odwrotu. bo czemżeby był p o w a ż n i e p o m y ś l a n y Parsyfal? Czyż rzeczywiście trzeba widzieć w nim (jak wyrażono się przede mną) wyrodka oszalałej nienawiści poznania ducha i zmysłowości? Przekleństwo na zmysły i ducha. zaprzeczenia chrześcijaństwa.nej świni (z jakiemż tragicznem rechtaniem i żarliwością! można sobie wyobrazić). w pewnej mierze pognojem i śmieciem. – I nie tylko z pomocą parsyfalowych trąb ze sceny: – w mętnej. chciał pożegnać się z nami. tryumfem jego zdobytej. na którem. gdy umie siebie i sztukę swoją widzieć p o d sobą. jak rzekłem. nawrócenia. przezwyciężonej nareszcie n a j g r u b s z e j f o r m y sprzeczności ideału ascetycznego z naturą. Jest on wkońcu tylko uprzednim warunkiem swego dzieła.. rzucone jednym tchem nienawiści? Odstępstwo i nawrót ku chrześciańsko chorobliwym i szerzącym ciemnotę ideałom? I wreszcie zaprzeczenie i przekreślenie samego siebie przez artystę. którego tak podchwytliwymi środkami zrobi! ostatecznie katolikiem – jak to? byłże ten Parsyfal p o w a ż n i e pomyślany? Czułoby się bowiem pokusę przypuszczać. którym tragik Wagner. także z sobą. w jemu właśnie przystojny i jego godny sposób. że wkońcu miał wolę po temu. do którego Ryszard Wagner chciał bezsprzecznie na końcu swego życia jeszcze muzykę ułożyć i wprowadzić na scenę. ostatecznej. Czyż ostatecznie przyjął i n n ą o t e m n a u k ę? Bo. co go właściwie obchodziło to męskie (ach. co najmniej zdaje się. który dotąd całą mocą swej woli parł do czegoś odwrotnego. niby głos zbawienia. parodyi całej przerażającej powagi ziemi i jęku ziemi z onegdaj. wtedy dopiero dosięga ostatecznego szczytu swej wielkości. który ma w sobie wiele bolesnego. by jego samego nie brać tak poważnie. jak się rzekło. Nie można przytem oczywiście pominąć owego drugiego pytania. To właśnie. gdzie zdradza się tajemne życzenie i wola. równie nieswobodnej jak bezradnej. tak niemęskie) »niewiniątko wiejskie«. P o c ó ż j e d n a k? jak słusznie zapytać wolno. byłoby godne wielkiego tragika. – a zatem w najliczniejszych wypadkach czemś. – gdy umie ś m i a ć s i ę z siebie. – że wagnerowski Parsyfal pomyślany został pogodnie. Jestże »Parsyfal« Wagnera jego tajemnym śmiechem wyższości z samego siebie. o czem trzeba zapomnieć. niepewna. pisaninie jego ostatnich lat znajduje się sto ustępów. jak jego dzieło. Wnikanie w p o c h 49 .

gdy »nadszedł czas«. państwowo bogobojnego sposobu myślenia). pomijając już całkiem. jak mówią Anglicy: jakoby on sam b y ł tem. dla którego przedewszystkiem Ryszard Wagner przeszedł na stronę Schopenhauera (namówiony do tego przez pewnego poetę. artystów! Poecie i twórcy Parsyfala nie zostało oszczędzonem głębokie. siłą konieczności nie mógłby tego przedstawić. jak tą »nierealnością« i fałszywością swego najwnętrzniejszego istnienia niekiedy aż do rozpaczy znużyć się może – i że usiłuje wówczas wtargnąć w to. pojmujemy to właśnie: n i c z g o ł a!. mniej dwuznacznie w stosunku do całości swych usiłowań. nigdy do ludzi estetycznych. lub religii. któżby wogóle nie życzył dla samego Wagnera. – mniej uwodząco na manowiec. 5. przez Herwegha). lub filozofii. że byli niestety dość często nazbyt gibkimi dworakami swych zwolenników i popleczników i wietrzącymi pochlebcami wobec starych lub właśnie nowowynurzających się potęg. wymyślić. Homer nie byłby stworzył Achillesa. Co najmniej potrzebują zawsze ochrony. jej powodu część najcenniejszych przyjaciół). czy w n o w y c h Niemczech był wogóle możliwy artysta bez mleka bogobojnego. mniej nihilistycznie?. wyrażać może. – I oto dotarliśmy do najpoważniejszego pytania: co znaczy... co przedstawiać. jak to sam artysta zbyt łatwo czyni. Lecz wkońcu. Pierwsza naprzykład wyrażona jest w 50 . Tak naprzyklad Ryszard Wagner wziął sobie filozofa Schopenhauera. by i n a c z e j się był pożegnał z nami i swój ą sztuką.. nie Parsyfalem. lecz bardziej zwycięsko. bardziej po wagnerowsku. z psychologicznej contiguity. oparcia. o których. tak fatalnie odpokutować musiał (– stracił z. by móc się dzieckiem radować. jak Schopenhauer. za przewodnika i opiekuna: – któżby zresztą choćby tylko przypuścili że mógł mieć o d w a g ę do ideału ascetycznego bez poparcia.. i b y ć rzeczywiście. prawdziwie na sobie samym oparty duch. że przez to rozwarła się zupełna teoretyczna sprzeczność pomiędzy jego dawniejszą a jego późniejszą wiarą estetyczną. Wreszcie. Z jakiem powodzeniem? Można odgadnąć. – Cóż więc znaczą ideały ascetyczne? Jeżeli chodzi o artystę. jakiegoś ustalonego autorytetu: artyści nie stoją nigdy o własnej sile. mniej po szopenhauerowsku. od rzeczywistości. surowości i karności ducha. Doskonały i zupełny artysta jest po wszystkie wieki oddzielony od »realności«. z drugiej strony jest zrozumiałem. pomijając tę z a c h c i a n k ę. jak się rzekło. wyrazić.. Faktycznie jest tak.o d z e n i e dzieła należy do fizyologów i wiwisektorów ducha: nigdy zaś. stanie o własnej sile sprzeciwia się ich najgłębszym instynktom. którego mu użyczała filozofia Schopenhauera. by stać dość niezależnie na świecie i p r z e c i w światu. co nic zgoła. jeśli prawdziwy filozof hołduje ideałowi ascetycznemu. Lub tak wiele rzeczy. nawet straszliwe wżycie się i zejście w średniowieczne kontrasty duszne. który ma odwagę być sobą samym.. musi się zapomnieć. której uległ i postarzały Wagner i którą tak drogo. cóż zależy na tem? Panom artystom daleko do tego. Należy się wystrzegać i nie mieszać rzeczy. i to aż do tego stopnia. że j e ś l i b y był tem właśnie. w to. Goethe Fausta. który w siedmdziesiątych latach osięgnął w Europie p r z e w a g ę (pominąwszy już. gdyby Homer był Achillesem a Goethe Faustem. J e s t t o t y p o w a z a c h c i a n k a twórcy. mąż i rycerz o spiżowem spojrzeniu.. wiadomo. a nie czeka dopiero na przodowników i skinienia z góry? – Rozważmy tu natychmiast godne uwagi i dla pewnego rodzaju ludzi moc czaru mające stanowisko Schopenhauera w stosunku do s z t u k i: bo ono to było oczywiście powodem. podstawowe. ta sama zachcianka. bez autorytetu Schopenhauera. żeby ich oceny wartości i zmiana tychże zasługiwała w s o b i e na współodczuwanie! Byli oni wszystkich czasów lokajami jakiejś moralności. co rzeczywiste. z większą pewnością siebie. podobnie jak brzemiennej kobiecie wszystkie obrzydliwości i przedziwności ciąży. pewien rodzaj intelektualnej p r z e w r o t n o ś c i (jeśli mi się wybaczy to słowo). złowrogie stanie na uboczu od wszelkiej wyżyny. wymyślać. że jest to tyle. który umie stać sam. co mu właśnie najbardziej wzbronione..

»kobietę«. co może najbardziej zadziwia. czego o najistotniejszej właściwości zmysłu dotyku uczyć umie z naiwnością wiejskiego proboszcza! – A teraz powracamy do Schopenhauera. pewnego rodzaju trąbą »rzeczy samej w sobie«.»Operze i Dramacie«. Złóżmy tem lepsze świadectwo niewinności naszych estetyków. medium. nazywający raz piękno une promesse de bonheur. wyrosłem z filozofii szopenhauerowskiej. jako pełnia najbardziej własnych silnych wydarzeń życiowych. która. które jak w owej sławnej definicyi Kanta o pięknie. Kant czy Stendhal? – Oczywiście. jako niezawisła w sobie sztuka. jak tamte.. – wypowiadał metafizykę: cóż dziwnego. Schopenhauer zużytkował dla siebie kantowskie ujęcie problematu estetycznego. jak o działaniu kontemplacyi estetycznej: pomawia ją. ba. Wraz z tem nadzwyczajnem podwyższeniem wartości muzyki. który w zupełnie innej. jak się obawiam. więcej niż kapłanem. mężczyzny – mianowicie dramatu! Pojął on odrazu. tak jak je Schopenhauer pojął. najpierwotniejsze. Lecz gdyby przynajmniej ten »widz« był dostatecznie znany filozofującym o pięknie! – to jest jako wielka o s o b i s t a oczywistość i doświadczenie. podkreślić jeno pragnę. żądz. którą stworzył prawdziwy »widz« i artysta. co się podoba b e z i n t e r e s o w n i e». a w każdym razie Pigmalion n i e koniecznie musiał być »człowiekiem nieestetycznym«. że dotąd czynił z niej środek. Bezinteresownie! Porównajmy z tą definicyą tamtą inną. jako jej najwłaśniejsze. telefonem zaświata. że wyświadczy zaszczyt sztuce. że przeciwdziała ona właśnie »interesowności« p ł c i o w 51 . potrzebuje koniecznie celu. wprost z niej się wywodzące objawienie. Muzyka stanęła tu na uboczu od wszystkich pozostałych sztuk. raczej jako przemawiająca językiem w o l i bezpośrednio z »bezdni». które są zaszczytem wiedzy: bezosobowość i ważność powszechna. zmienia odtąd bezwzględnie swój sąd o wartości i stanowisku m u z y k i samej: cóż zależało mu na tem. jeżeli naszym estetykom nie przykrzy się obciążać szali na rzecz Kanta tem. zamiast patrzeć na problemat estetyczny ze stanowiska doświadczeń artysty. Kto ma słuszność.. niż Kant. to nam wolno też pobawić się trochę ich kosztem: – doświadczenia a r t y s t ó w są na tym ślizkim punkcie bardziej »interesujące«. »Piękne jest. – Stendhal. które wydał po roku 1870. podobnie jak wszyscy filozofowie. n i e. przeciwnie: tak więc otrzymujemy od nich zaraz z początku definicye. brak wytworniejszego doświadczenia własnego toczy jak duży robak w miejscu zasadniczej pomyłki. a jednak nie mógł wydobyć się z zaklętego koła kaniowskiej definicyi: jak to się stało? Okoliczność jest dość dziwna: słowo »bezinteresownie« wykładał sobie w najosobistszy sposób. nie tu miejsce do roztrząsania. podniósł się odrazu i sam m u z y k niesłychanie w cenie: stał się odtąd wyrocznią. W szczególności zmienia Wagner. że Kant. Czy to nie było w zasadzie błędem. Kant spodziewał się. druga w pismach. które u niego należeć musiało do najprawidłowszych. na podstawie jednego doświadczenia. że z szopenhauerowską teoryą i nowinką w i ę c e j zrobić można in maiorem musicae gloriam. by się rozwinąć. Jest tu w każdym razie właśnie o d r z u c o n e i wykreślone to. 6. ten brzuchomowca boga. – wypowiadał odtąd nietylko muzykę. mówi Kant. – to jest z s a m o w ł a d z t w e m muzyki. że pod czarem piękna można n a w e t nieubrane posągi kobiece oglądać »bezinteresownie«. niespodzianek. co Kant w estetycznym stanie jedynie wyróżnia: le désintéressement. gdy między właściwościami piękna odznaczy i na czoło wysunie te. kapłanem. O niewielu rzeczach mówi Schopenhauer z taką pewnością. rozmyślał o sztuce i pięknie jedynie ze stanowiska »widza« i przytem wciągnął niepostrzeżenie samego »widza« w pojęcie »piękny«. przedstawiające odbicia zjawiskowości. która odzwierciedla się w takich argumentach. zachwytów w dziedzinie piękna! Lecz rzecz miała się zawsze. poczytajmy naprzykład Kantowi za chlubne to. mierze był blizki sztukom. że wreszcie pewnego dnia zaczął prawić o i d e a ł a c h a s c e t y c z n y c h?. – jakkolwiek z pewnością nie patrzał nań kantowskiemi oczyma.

bez kobiety. podnosi inne działanie piękna: »piękno o b i e c u j e szczęście«.) Posłuchajmy naprzykład jednego z najwyraźniejszych ustępów z pośród tych licznych. by się gniewać. Jemu wydaje się właśnie »p o b u d z e n i e w o l i« (»interesu«) przez piękno rzeczywistym stanem rzeczy. istnieje też w stosunku do zmysłowości filozoficzna drażliwość i rancune – Schopenhauer jest tylko najwymowniejszym. że lubił zgryźliwe. żółciowe. natura nie mniej zmysłowa.. Co za patologiczne prawie przeciwstawienie czasu »owej chwili« i pozostałego poza tem »koła Iksyona« »więziennej pracy chcenia« i »marnego naporu woli«! – Lecz przypuściwszy. wrogowie byli n i e z b ę d n i do zachowania dobrej myśli. jego odwetem. w cierpienie. lecz szczęśliwiej niż Schopenhauer udana. »cóż znaczy.. byłby stąd uciekł: jego wrogowie jednak trzymali go silnie. że jest ona koncepcyą dwudziestosześcioletniego młodzieńca. jego gniew był.. Pewnem jest bezsprzecznie. bez Hegla. – i tu dopiero spotykamy się znowu z naszym problematem. I by powrócić do naszego pierwszego zagadnienia. kobietę. wsłuchajmy się w ton. Ba. jego s z c z ę ś c i e m. podobnie więc jak lupulina i kamfora. i jeśli się ma uszy po temu. szczęście. koło Iksyona zatrzymało się«.. czarnozielone słowa. I. jego wrogowie uwodzili go ciągle nanowo ku istnieniu. wdzięczność. był nieznużony na punkcie uświetniania t e g o wyzwalania się od woli. 231). iż wyzwolenie się z »woli« możliwe jest jedynie przez »wyobrażenie«.. że Schopenhauer ma stokrotnie co do swej osoby słuszność. z drugiej strony jest tu jeszcze coś typowego. który w istocie uważał płciowość za osobistego wroga (a obejmował tem uczuciem jej narzędzie. byłby się stał p e s y m i s t ą (– bo nie był nim. Tyle co do strony najosobistszej w sprawie Schopenhauera. czy jego zasadnicza koncepcya »woli i wyobrażenia«. że więc zabarwiona jest nietylko tem. nawet najsilniejszego. czuje się pokusę zapytać. – jestże ono jednak prawidłowe? Stendhal. że się pod tym względem bardzo niesłusznie za kantowczyka uważa. zupełnie jak gniew starożytnych cyników. lecz i tem. mówiąc nawiasem. że kaniowskiej definicyi piękna wcale a wcale po kantowsku nie rozumiał. istnieje również pewne filozoficzne przysposobienie i serdeczność względem całego ideału ascetycznego. że byłby zachorował. jego remedium przeciw wstrętowi. które pisał na chwalę stanu estetycznego (Świat jako wola i wyobrażenie. jego wypoczynkiem. na tę chwilę pozbyliśmy się marnego naporu woli. – 7. który się od swej katuszy uwalnia?. najosobistszego interesu z interesu katowanego. by wziąć przeciwległe bieguny uzdolnień do filozofii). jako wielkiej korzyści i pożytku stanu estetycznego. gdzie tylko istnieli filozofowie (od Indyi do Anglii. z któremi te słowa musiały być wymawiane. Strzeżmy się przy słowie »katusza« zasępiać zaraz twarze: w tym właśnie wypadku jest dość do zastrzeżenia. Co za dosadność słów. nie należy nigdy wypuszczać z pod uwagi. co uczyniono przez to dla lepszego wniknięcia w istotę piękna? Schopenhauer opisał jedno działanie piękna. czy jego myśl. jego pokrzepieniem. bez zmysłowości i całej woli istnienia. Schopenhauer byłby inaczej t u n i e pozostał. I czyżby nie można wkońcu samemu Schopenhauerowi zarzucić. to. który Epikur sławił jako dobro najwyższe i jako stan bogów. (Przy wszystkich zagadnieniach co do filozofii szopenhauerowskiej. można się o to założyć. to »instrumentum diaboli«). nie pochodzi z uogólnienia owego doświadczenia płciowego. święcimy sabat więziennej pracy chcenia. co jest specyficznem w owym okresie życia. Nie należy nam niedoceniać mianowicie. jeśli filozof hołduje ideałom ascetycznym?« – to znajdujemy tu przynajmniej pierwszą wskazówkę: c h c e s i ę u w o l n i ć o d k a t u s z y. że gniewał się. z pasyi. »Jest to stan bezbolesny. jak się rzekło. że odkąd istnieją na ziemi filozofowie i wszędzie. – pozostaje nawet dość do śmiechu. które uspakaja wolę. dość do odjęcia. jed52 . – że i jemu piękno podoba się z »interesu«. że Schopenhauerowi. także najbardziej porywającym i zachwycającym ich wybuchem –. pozostania. co jest specyficznem w Schopenhauerze. acz bardzo tego pragnął) bez swych wrogów.e j.

jak rzekł Budda. zda się. że miał przedtem bezmyślną. żadne podjadki nie toczą zadraśniętej dumy. – małżeństwo jako przeszkodę i fatalność na jego drodze do optimum. – odnajdziecie tam zawsze wszystkie trzy do pewnego stopnia. myślał w sercu. to moje twierdzenie: a ów wyjątek. które mu stają lub stanąć mogą na tej drodze do optimum (– to. to jest on – można być tego pewnym – zawsze tylko »tak zwanym«. coby do niego nakłonić mogło. nie są to wcale nieprzekupni świadkowie i sędziowie w a r t o ś c i ideału ascetycznego. dąży instynktownie do pewnego optimum sprzyjających warunków. trosk. Cóż to z n a c z y? Bo trzeba ten stan rzeczy dopiero interpretować: stoi on tu sam w sobie. suchem. ironice. Jedno i drugie. wśród którego wszelkie istnienie zwierzęce duchowem się staje i dostaje skrzydeł. Sokrates – złośliwy Sokrates. od zajęć. Każde zwierzę. wszystkie psy uwiązane starannie na łańcuchach. nie można ich sobie nawet jako żonatych w y o b r a z i ć. – cóż ich obchodzi »święty«! Myślą przytem o tem. 53 . jako ich »cnoty« – cóż ma ten rodzaj ludzi do czynienia z cnotami! – lecz jako najistotniejsze i najnaturalniejsze warunki ich n a j l e p s z e g o istnienia. wśród których może całkowicie sile swej dać ujście i osiąga maximum poczucia mocy. o spokoju we wszystkich souterrains. o jasności w głowie. opuścił dom«. lecz jego drogą do mocy. jak powietrze wyżynne. W ten sposób odrzuca filozof m a ł ż e ń s t w o. fiat philosophia. każde zwierzę odrzuca tak samo instynktownie i z pewną czułością węchu. tem samem także la bête philosophe. jak się rzekło. – nie zaprzecza przez to »istnienia«. należy do typu. do czynu. Któryż wielki filozof byt dotąd żonaty? Heraklit. rozumie się samo przez się. czystość: przypatrzcie się jeszcze raz zblizka życiu wszystkich wielkich. jak kołowroty młyńskie.. skoku i locie myśli. przypuściwszy nawet. potwierdza raczej s w o j e istnienie i t y l k o swoje istnienie i to może aż do tego stopnia. Wcale n i e. Wiadomo. więcej jeszcze. Spinoza. nie słychać szczekania nieprzyjaźni ni rozczochranej rancune. przyszłe. jeśli obojga brak filozofowi. co dla n i c h właśnie jest najniezbędniejsze: to jest o wolności od musu.. nie jest jego drogą do »szczęścia«. że nie jest daleki od występnego życzenia: pereat mundus. jest życie w domu.nak nie należy się co do tego łudzić. Platon. jak wszelka »rzecz sama w sobie«. Leibniz. ożenił się. niż spoczywa. Schopenhauer – nie byli nimi. do najmocniejszego działania. 8. pokora. rzadkiem. która niegdyś nadeszła dla Buddy: »utrapione. że filozof nie może bez wnętrznej radości i przyklaśnięcia słuchać historyi tych wszystkich zdecydowanych. przypuściwszy. przy ideale ascetycznym o pogodnym ascetyzmie przebóstwionego i uskrzydlonego zwierza. »a że tak myślał. pęto mi ukuto« (râhula znaczy tu »mały demon«). dla każdego »ducha wolnego« musiałaby nadejść ta pełna namysłu godzina. Każdy filozof rzekłby. rodzajnych. że były to tylko silne osły i zupełne przeciwieństwa silnego ducha. zaświatowe. czystem. ci filozofowie! Myślą o s o b i e. i w najliczniejszych wypadkach faktycznie jego drogą do nieszczęścia). czem są te trzy błyskotliwe słowa ideału ascetycznego: ubóstwo. pogrobowe. hałasu. wraz z tem. skromne i poddańcze wnętrzności są pilne. lecz dalekie. wszystkie rodzaje wichrzycieli i przeszkód. Kant. gdy mu oznajmiono urodzenie syna: »Râhula mi się urodził. miejscem nieczystości. fiat philosophus. wynalazczych duchów. który więcej ponad życiem buja. Jak widać. o czem mówię. wolnem. o tańcu. razem wziąwszy. przeszkody. Ideał ascetyczny wskazuje tyle mostów do n i e z a w i s ł o ś c i. – myślą. głupi po wszystką wieczność. Dekart. Żonaty filozof należy d o k o m e d y i. którzy pewnego dnia wszelkiej niewoli rzekli n i e i poszli gdzieś na p u s t y n i ę. jedynie by t e g o właśnie twierdzenia dowieść. obowiązków. fiam!. Cóż wedle tego znaczy ideał ascetyczny filozofa? Odpowiedź moją odgadliście zapewne dawno: filozof na jego widok uśmiecha się do optimum warunków najwyższej i najśmielszej duchowości. serce obce. o dobrem powietrzu. »wyższego niż wszelki rozsądek«. wolność jest w porzuceniu domu«.

Tamten mówi prawie zawsze ochryple: czyżby siebie ochryple p o m y ś l a ł? To możliwe – zapytajcie fizyologów –.ich n a j b u j n i e j s z e j płodności Przytem jest zgoła możliwem. pusty garnek: cokolwiek weń wejdzie. i gdzie bezkarnie można mówić z każdym. wskazuje mu położenia. – dla nich nazbyt mało jest ona romantyczna i syryjska. W tem jest podobny do cienia: im bardziej mu słońce zachodzi. mały urząd. przyznaję: dlaczego nam brak takich świątyń? (– może nam ich n i e brak: właśnie przypominam sobie swoją najpiękniejszą pracownię. wpływem. pod warunkiem. przez co jeszcze nie powiedziano. to znaczy pusta głowa. lęk przed wrzawą. który jest pewien samego siebie. to »pustynia« ta była godniejsza. Co się tyczy jego »pokory« to znosi pewną zawisłość i zaćmienie. usuwanie się z drogi samemu sobie. – coś. albo że dość trudno jej było sercem i ręką podtrzymywać swą wolę »pustyni« przeciw skłonności do zbytku i największego wyszukania. lub nigdy już nie dojdzie do słowa. nie byłaby właśnie dominującą. o czem można mówić. góry do towarzystwa. Jego instynkt »macierzyński«. Ten trzeci tu mówi natarczywie. rozumiecie mnie). tajemna miłość ku temu. mówi cicho. góry z o c z a m i (to znaczy z jeziorami). który żądania swe przeprowadzał przed wszystkimi innymi instynktami i czyni to jeszcze. Lecz co Heraklit wymijał. Ten tam naprzykład to z pewnością agitator. o której właśnie mówiłem. Dość mało wkońcu żądają ci filozofowie. nie mówiąc g ł o ś n o. na czego widok dusza nie musi się bronić i zasznurowywać. w danym razie nawet pokój w przepełnionej wszechświatowej gospodzie. dzień powszedni. pogodnym zwierzem i ptastwem. że nas wezmą za kogo innego. ich nowinki o »państwie« (Persyi. lecz tylko o stosunku do rzeczy. wszystko wogóle. dlatego unika swego czasu i jego »dnia«. a nie jako myśliciel (zdradza to. przeraża go bezchronność nazbyt wyosobnionego i na pastwę wydanego drzewa. na którem każda burza daje upust swym gniewom. dostojne. Co więcej. to to samo. coś co więcej ukrywa. boi się zaburzeń od gromów. że dziś. szuka ukrycia. filozofowie. gdzie wycofują się i samotnieją silne. I pewnem jest. Zresztą p u s t y n i a. Jużci nie brak i w niej wielbłądów: do tego jednak ogranicza się całe podobieństwo. niezawiśle nastrojone duchy – och. gazetą. Czcimy to. gdyby tego nie czyniła. jak i przeciw marnotrawnej szczodrocie. każdy duch ma swój dźwięk. – że nie ma on czasu. potrzebujemy przedewszystkiem spokoju od jednego: od wszelkiego »dzisiaj«. którego widok pokrzepia. tem większy się staje. obciążone echem wielkiej próżni. gdzie się jest pewnym. Unika zbyt jasnego światła. książętom i kobietom. pora między 10-tą a 12-tą). jakże inaczej wygląda. wierzcie mi! Gdy Heraklit wycofywał się w dziedzińce wolne i portyki olbrzymiej świątyni Artemidy. jak instynkt m a t k i w kobiecie utrzymywał dotąd zależne stanowisko kobiety wogóle. nazbyt mało pustynią teatralną. chociaż przez książkę mówi do nas: dźwięk jego stylu wyjawia powód tego. co ciche. gdy mówi. każdy gniew swej burzy. niż wykształceni ją sobie wyobrażają! – w danych razach bowiem oni nią są. – mimowoli zamykamy usta. dalekie. czemu m y dziś z drogi schodzimy: to zgiełk i demokratyczna gadanina Efezyjczyków. myśli jako mówca. jak znosi ciemność. Niema więc w tem nic z »cnoty«. Lecz czyniła to właśnie jako instynkt d o m i n u j ą c y. niż na światło stawia. kocha swój dźwięk. ich hasłem jest »kto posiada. w tem samem znaczeniu. jest ona dość samotna. że ich dominująca duchowość musiała wprzód wodze nałożyć niepohamowanej i drażliwej dumie lub krnąbrnej zmysłowości. co w nim wzrasta. jest posiadany« –: i t o n i 54 . nie rzeczowo. pozwala czekać na siebie. ci wykształceni. że mało wierzy w samego siebie. że jest wiosna i przedpołudnie. wychodzi zeń dudniąco i grubo. lecz nie martwe. – to jest tu pustynią: och. że wszyscy duchowi aktorzy siłą konieczności nie wytrzymaliby w niej. że myśli właściwie o s o b i e i o swoich słuchaczach). ich polityka. lecz kto słowami myśli. wieje nam w twarz swym oddechem. zimne. – bo my. Posłuchajcie tylko dźwięku ducha. przeszłe. przy sposobności obcowanie z beztroskim. Lecz duch. Własnowolne może ukrycie w ciemności. że one do niego nie przychodzą. nazbyt przybliżą się do nas. ich kram jarmarczny »dnia dzisiejszego«. Filozofa poznaje się po tem. szacunkiem. piazza di San Marco. że schodzi z drogi trzem błyszczącym i głośnym rzeczom: sławie. że w gruncie myśli nie o rzeczach. w których odjęte mu jest myślenie o s o b i e.

– to pozostawia ambitnym i teatralnym bohaterom duchowym i wogóle komukolwiek. tak samo też do jej najnaturalniejszych skutków: z góry więc nie będzie to żadną dziwotą. Pewien ascetyzm. baty się każdego. że dopiero na pasku tego ideału filozofia wogóle nauczyła się stawiać pierwsze kroki i kroczki na ziemi – ach. tak że siła ta wybuchała i za jednym zamachem opanowywała świadomość. jeśli atleta lub dżokej powstrzymuje się od kobiet: tak chce raczej. ich dominujący instynkt.. jak ciągle powtarzać muszę.. pan. widzieliśmy to. Niema w tem nic z czystości jakiegoś ascetycznego skrupułu i nienawiści zmysłów. od jurności zwierzęcego życia począwszy: większa siła z u ż y w a wtedy mniejszą. – nie miały długo odwagi być samemi sobą. właściwa stanowi estetycznemu. ta mała. ale już nie jako podnieta płciowa. Co wreszcie »czystości«. jeszcze z tak strapioną miną. jego wolę wszelkiego »sine ira et stu55 . – Wytłumaczmy zresztą wedle tej interpretacyi powyżej omówiony przykład z Schopenhauerem: widok piękna oczywiście działał na niego. przynajmniej na czas wielkiej ciąży. ach. szukający. »dla prawdy c i e r p i e ć«. że węzeł między ideałem ascetycznym a filozofią byt jeszcze o wiele ciaśniejszy i surowszy. Oszczędnie używają wielkich słów. niż na dzieciach. filozofowie. jego popęd wyczekujący (»ephektyczny«). Ten rodzaj ludzi nie lubi być niepokojony przez nieprzyjaźń. Tem samem nie wyklucza się wcale możliwości. mogłaby właśnie pochodzić z domieszki »zmysłowości« (jak z tego samego źródła pochodzi ów »idealizm«. oglądały się zawsze. lecz ponieważ ich pan najwyższy t e g o od nich wymaga. miłość. z cnoty. n a g ł ó w n ą s i ł ę jego natury. jego wolę bezstronności i przedmiotowości. który jedno tylko rozumie i wszystko. (Do tego punktu widzenia wrócę innym razem. w związku z jeszcze delikatniejszymi problematami tej dotąd tak nietykanej. jako podnieta wyzwalająca (na siłę namysłu i głębokiego wnikania). tak gotowa do upadku i leżenia na brzuchu. bojaźliwa niedojda i chuchro z krzywemi nogami! Wiodło się filozofii z początku jak wszystkim dobrym rzeczom. filozofów dotyczy. pewne twarde i pogodne najdobrowolniejsze wyrzeczenie się należy do warunków. w którym podobają sobie dziewczęta na wydaniu) – że więc – zmysłowość za nadejściem stanu estetycznego nie zostaje zniesiona. z zasługą będącej woli przestawania na małem i prostoty. mądrze i nieubłaganie wymaga. może na czem innem też dalsze życie swego imienia. czas. tak niewyjaśnionej f i z y o l o g i i e s t e t y k i). interes na to tylko gromadzi i oszczędza. zapomina lub pogardza łatwo. ani też przez przyjaźń. tak jeszcze niezgrabnie. zarówno jak nie jest czystością. złego doświadczenia. – lecz właśnie ich instynkt »macierzyński« rozporządza bezwiednie na rzecz stającego się dzieła wszelakimi zapasami i naddatkami siły. Rzecby można. ważący. Niesmacznem wydaje mu się grać rolę męczennika. kto im się przyglądał. jak szkodliwe jest spółkowanie w stanach wielkiego duchowego napięcia i przygotowania. pono nawet słowo »prawda« nie przypada im do smaku: ma brzmieć pyszałkowato. siłę. kto ma czas po temu (– oni sami. że owa osobliwa słodycz i pełnia. jego popęd zaprzeczający. mają coś dla prawdy u c z y n i ć). Przy poważnym historycznym obrachunku okazuje się nawet. swą małą nieśmiertelność (jeszcze nieskromniej wyrażano się w dawnych Indyach między filozofami: »pocóż potomstwo temu. Każdy artysta wie. lecz przekształca się tylko i uświadamia. co więcej. to ten rodzaj duchów widocznie płodność swoją zasadza na czem innem. ach. jego popęd analityczny. jeśli właśnie filozofowie nie odnosili się nigdy do ideału ascetycznego bez pewnego dobrego uprzedzenia. którego duszą jest świat?«).e. sprzyjających najwyższej duchowości. czy nikt im z pomocą przyjść nie zechce. jak Schopenhauer sądził. najpotężniejszym i pod względem instynktów najpewniejszym pośród nich nie potrzeba dopiero doświadczenia. jego popęd badawczy. jego popęd porównawczy i wyrównawczy. Policzcie poszczególne popędy i cnoty filozofa po kolei – jego popęd powątpiewający. 9.

bo eksperymentujemy tak na sobie samych. właśnie dlatego musimy koniecznie stawać się codzień bardziej pytania godni. to nie ulega wątpliwości. nad tę odrobinę rozumu ludzkiego i uczucia wolności. jeśli kto był tak nieskromny. jako prawdziwe i rozstrzygające główne dzieje. Że filozof.. rozpruwamy sobie w zadowoleniu i ciekawości duszę w żyjącem ciele: cóż nam zależy jeszcze na »zbawieniu« duszy! Potem uzdrawiamy siebie samych: choroba jest pouczająca. Nie inaczej. które dziś czcimy. j e ś l i b y b y ł się sobie uświadomił. że są prawie »wartościami w sobie« – miały przez najdłuższy czas właśnie pogardę własną przeciw sobie: wstydzono się łagodności. by pytać. nie wątpimy o tem. jakbyśmy sobie względem żadnych nie pozwolili zwierząt. – c h o r o b o t w ó r c y zdają nam się dziś nawet potrzebniejsi.dio« –: czyście też już pojęli. szaleństwo za boskość. litośne – właśnie dlatego tak wartością wysokie. 27. litość za niebezpieczeństwo. okrucieństwo za cnotę. o ile nie jest słabością. udawanie za cnotę. tych przestrzegaczy »starych dobrych obyczajów«). j a k o przemoc. nowinką. że wszystko to razem przez najdłuższy okres czasu nie zgadzało się z elementarnemi żądaniami moralności i sumienia? (nie mówiąc wcale o r o z u m i e wogóle. jak się rzekło. niż jacykolwiek lekarze i »zbawiciele«. nasze pogwałcenie natury z pomocą machin i tak beztroskiej wynalazczości techników i inżynierów. z m i a n a za nieobyczajność i groźbę zagłady!« 56 . jeno wyłuskiwaniem orzechów. dla którego nam dziś niemożliwem jest prawie czuć wespół z owymi ogromnymi okresami »obyczajności obyczaju«. czystą Hybris i bezbożnością: bo właśnie odwrotność rzeczy. byłby się wprost musiał czuć ucieleśnionem »nitimur in v e t i t u m« – i byłby następnie w y s t r z e g a ł s i ę »czuć siebie«. której jedynie ulegano ze wstydem przed sobą samym. Każdy najmniejszy krok na ziemi zdobywano niegdyś katuszami ducha i ciała: ten właśnie punkt widzenia: »że nie tylko postęp naprzód. ruch. ustępcze. występowało. wydaje się całe nasze istnienie nowoczesne. które są dziś dumą naszą. niegdyś płacono pokutą. używając przemocy.. Uczucia łagodne. bardziej jeszcze pouczająca niż zdrowie.) Poddanie się p r a w u: – och. Hybris jest nasz stosunek do Boga. jak się dziś wstydzą twardości (porównaj »Poza dobrem i złem« str. m ą d r ą n i e r z ą d n i c ą). Mierząc nawet jeszcze miarą starych Greków. Gwałcimy teraz siebie samych. my duchowi wyłuskiwacze orzechów. które dziś jeszcze w Kambodży jest przywilejem kapłanów. brzmi nam dziś właśnie tak obco.. g o d n i e j s i. my pytający i pytania godni. który Luter jeszcze lubił nazywać p a n i ą M ą d r o c h ą. zemsta za cnotę. zmiana potrzebowały niezliczonych męczenników«. innem. Ta duma jednak jest powodem. każdy grzech pierworodny stał się cnotą pierworodną. praca za hańbę. pokój za niebezpieczeństwo. – oświetliłem go w »Jutrzence« na str.. przychylne. że przywłaszczał sobie kobietę (tu należy naprzykład jus primae noctis. z jakimż oporem sumienia zrzekały się wszędzie na ziemi szczepy dostojne vendetty i ustępowały przemocy prawa! Prawo było długo vetitum. Hybris jest dziś nasz cały stosunek do natury. jak gdyby życie nie było niczem. rzec »je combats l’universelle araignée« –. uświadamiać się sobie?. natomiast zadowolenie za niebezpieczeństwo. jak Karol Śmiały w walce z Ludwikiem XI. z których dziś dumni jesteśmy. nie! pochód. poprzedzającymi »dzieje świata«. zbrodnią. napisano tamże na str. zaparcie się rozumu za cnotę. lecz mocą i świadomością mocy. Małżeństwo naprzykład uchodziło długo za grzech przeciwko prawu gromady. Hybris jest nasz stosunek do s i e b i e. z tego powodu może godniejsi – życia?. miała przez najdłuższy okres czasu sumienie po swej stronie i Boga swoim strażnikiem. ma się rzecz z wszystkiemi dobremi rzeczami. żądza wiedzy za niebezpieczeństwo. Wszystkie dobre rzeczy były niegdyś ziemi rzeczami. które ustaliły charakter człowieka. to znaczy do jakiegoś przypuszczalnego pająka celu i obyczajności poza wielką pajęczą siecią przyczynowości – możemy. 243 i nast. wzbudzanie litości za hańbę. 25 i nast »Niczego nie okupiono drożej. gdzie cierpienie uchodziło za cnotę.

co było zwyczajem uświęcone.. cieplejszemu. Osobliwe. Czy się to rzeczywiście z m i e n i ł o? Czyż ten pstry i niebezpieczny zwierz skrzydlaty. życiu wrogie. niewojowniczy w instynktach ludzi kontemplacyjnych roztaczał długo wokół nich głęboką nieufność: przeciw temu nie było innego środka jak tylko wzbudzić stanowczo s t r a c h przed sobą. by w jakiejkolwiekbądź mierze m ó c i s t n i e ć przynajmniej.. zadumany. że podjął się n o w e n i e b o zbudować: niesamowity to symbol najstarszej i najmłodszej historyi filozofów na ziemi. o wyglądzie dwuznacznym. 47 wyłuszczono. jako warunek istnienia. Przypominam sławną historyę króla Viçvamitry. zmysłom niewierne. w jakiej się go nie bano! Kontemplacya przyszła na samym początku na świat w postaci o zakrytej twarzy. w o l n o ś c i w o l i. »Co znaczy wszelka powaga?« – To jeszcze bardziej zasadnicze pytanie wysuwa się tu może już na usta.. – pogardzane w tej samej mierze.. czarodzieja. Jako ludzie strasznych czasów. – musiał on go p r z e d s t a w i a ć. bardziej rozjaśnionemu światu rozpowity i wypuszczony na światło? Czyż jest już dziś dość dumy. jak oto: kapłana. pod jakim n a c i s k i e m oceny musiało żyć najstarsze pokolenie ludzi kontemplacyjnych.. który na podstawie tysiącletniego samoumartwienia zdobył takie poczucie mocy i ufności w siebie. z złem sercem i często z zaniepokojoną głową: co do tego niema wątpliwości. woli duchowej. woli odpowiedzialności. został naprawdę dzięki słoneczniejszemu. Mamy teraz przed sobą właściwego p r z e d s t a w i c i e l a p o w a g i wogóle. odzmysłowione trzymanie się filozofów na uboczu. Wyraziwszy się poglądowo i plastycznie: k a p ł a n-a s c e t a aż do najnowszych czasów był jeno wstrętną i posępną formą gąsienicy. Bo znaleźli w sobie wszystkie oceny wartości zwrócone p r z e c i w sobie. wśród których filozofia wogóle powstała i istniała: to jest. wynalazcze samoudręczenie – oto był główny środek tych spragnionych mocy pustelników i nowatorów myśli. dzielności. ów »duch«. W tej samej książce na str. gdyśmy już obejrzeli k a p ł a n a-a s c e t ę.. kto kiedykolwiek zbudował jakieś »nowe niebo«. pod którą filozofia jedynie żyć i skradać się mogła. Streśćmy cały stan rzeczy w krótkich formułach: duch filozoficzny musiał najpierw zawsze przebierać się i przepoczwarczać w d a w n i e j u s t a l o n e typy ludzi kontemplacyjnych. Pierwiastek nieczynny. wróżbiarza. że inaczej najdłuższy okres filozofii na ziemi n i e b y ł b y w c a l e m o ż l i w y bez ascetycznej powłoki i przebrania. jest przedewszystkiem skutkiem nędzy warunków. 11. 57 .10. czynili to z gruntowniejszej jeszcze potrzeby. przybliżmy się poważnie do naszego problematu: co znaczy ideał ascetyczny? Teraz dopiero staje się on »poważnym«. które utrzymało się aż do czasów najnowszych i przez to zyskało znaczenie prawie p o s t u r y f i l o z o f i c z n e j w s o b i e. by móc go przedstawiać. to jest. znajdował moc do tego dopiero w w ł a s n e m p i e k l e. w stosunku do świata zaprzeczne. I na tem znali się naprzykład starzy braminowie! Najstarsi filozofowie umieli swemu istnieniu i zjawieniu nadawać znaczenie. postawę i tło. z powodu których nauczono się ich b a ć: jeśli się rozważy dokładniej. Teraz dopiero. wogóle osoby duchownej. którzy musieli w samych sobie wpierw pogwałcić bogów i wszystko. by sami w nowości swe w i e r z y ć mogli. by móc być filozofem. odwagi. by nabrać strachu przed samymi sobą i czci dla siebie samych. czynili to strasznymi środkami: okrucieństwo względem siebie. by odtąd rzeczywiście na ziemi » filozof« – m ó g ł i s t n i e ć ?. którego gąsienica owa kryła. wśród jakiej oceny. pewności siebie. musiał weń w i e r z y ć. – każdy. musieli przeciw »filozofowi w sobie« zwalczać wszelkiego rodzaju podejrzenia i opory. bez ascetycznego samonieporozumienia. i d e a ł a s c e t y c z n y służy przez długi czas filozofowi jako forma zjawiska.

Jest tu usiłowanie użycia siły celem zatkania źródlisk siły. że natykamy się tu na strasznego przeciwnika (przypuszczając. jakie istnieją. z wszelkiego życia i zadają sobie. Kapłan-asceta składa w owym ideale nietylko swoją wiarę. Rozważmy bowiem. jego najgłębszych. cierpienia dla samej przyjemności zadawania go sobie. prawdopodobnie jedynej swej przyjemności. s w o j ą ocenę istnienia. – zbić n a l e ż y: bo w y m a g a on. z punktu widzenia życia ascetycznego. Czytane z jakiejś dalekiej gwiazdy. że ziemia jest właściwą g w i a z d ą a s c e t y c z n ą.. do którego stoi ono w stosunku sprzecznym i wyłączającym. co nieudane. lub za błąd. wielkiemi literami kreślone. w brzydocie. lecz i swą wolę. samobiczowaniu. nux. która tej w r o g i e j ż y c i u species pomaga ustawicznie do wzrostu i rozwoju. na przeciwnika. 58 . zakątem niezadowolonych. swoje ostateczne zwycięstwo. zabrania mu raczej rozmnażania się. Myślą. lecz samego życia. tymczasem uczuwa się upodobanie i s z u k a s i ę go w tem. gdy chce bronić »kobiety samej w sobie«. które nie mogą się pozbyć kwaśnego niezadowolenia z siebie samych. którym trzeba ostatecznie wstecz powrócić aż do tego miejsca. Nie dlatego. zmarniałe. do czego ono należy. u b y w a.. radości. by taki typ sprzeczności w sobie nie wymarł. wyrasta z wszystkich stanów. Raczej więc będziemy musieli mu pomóc – tyle jest już teraz widoczne – by dobrze się przeciw nam bronił. Wiążą oni życie (wraz z tem. jest o c e n a w a r t o ś c i naszego życia ze strony kapłana-ascety. jak powszechnie. by tego rodzaju interesowny stosunek do naszego problematu przeciwnikowi szczególnie wyszedł na dobre. – musi tkwić w tem i n t e r e s s a m e g o ż y c i a. o którą tu walka się toczy. swoje zbawienie. »przyrodą«. lux – stanowi dlań jedno. w tym obrazie zachwytu i udręki widział on swoje najjaśniejsze światło. gdzie się zaczyna. żeby hodował lub rozmnażał swe oceny wartości przez dziedziczenie. jak prawidłowo. w samowolnym uszczerbku. aby z nim iść. który o swoją egzystencyę walczy przeciw oszczercom owego ideału? Z drugiej strony z góry można wątpić. nie należy on wyłącznie do żadnej rasy. Asceta uważa życie za manowiec. pismo naszego ziemskiego istnienia doprowadziłoby może do wniosku. najsilniejszych najbardziej zasadniczych warunków. jak w każdym czasie prawie pojawia się kapłan-asceta. uchodzi życie za most do owego innego istnienia. iż zbyt dobrze nas zbijać będzie . Cóż to oznacza? Takiej potwornej oceny wartości nie wpisano w dzieje człowieka jako wypadku wyjątkowego i curiosum: jest ona jednym z najbardziej rozpowszechnionych i najtrwalszych faktów. To wszystko jest w najwyższym stopniu paradoksalne: stoimy tu wobec rozdwojenia. c h y b a. w nieszczęściu. »Tryumf w ostatecznej właśnie agonii«: pod tym najwyższym znakiem walczył zdawien dawna ideał ascetyczny. swą moc. fizyologicznej zdolności życiowej. tu zwraca się zielone i jadowite spojrzenie przeciw samemu fizyologicznemu rozkwitowi. gdzie może. że zwraca się przeciw sobie samemu. pięknu. Musi to być jakaś konieczność pierwszorzędna. Bo życie ascetyczne jest sprzecznością w sobie: włada tu bezprzykładnie ressentiment niesytego instynktu i woli mocy.pytanie dla fizyologów. pragnąc stać się panem – nie czegoś w życiu –. swój interes. zakwita wszędzie. które r o z k o s z u j e się w tem cierpieniu samem sobą i staje się nawet coraz pewniejsze siebie i bardziej tryumfujące. rzecz się ma odwrotnie: głęboki instynkt. kapłanowi ascecie trudno będzie być choćby najszczęśliwszym obrońcą swego ideału. jak słuszna. wymusza. w bólu. w tej zagadce uwiedzenia. z tej samej przyczyny. w wyzuciu się z samego siebie. – nie mówiąc już o roli najefektywniejszego oceniciela i sędzi poruszonych tu kontrowersyi. samoofierze. w szczególności przeciw jego wyrazowi. z ziemi. pysznych i wstrętnych stworzeń. niż żebyśmy się bać mieli. »światem«. obok którego jednak tymczasem przekradniemy się jeszcze cichaczem. z której zwykło się nie udawać kobiecie. Jego p r a w o do istnienia trwa i znika z owym ideałem: cóż za dziw. które c h c e być rozdwojonem. który się czynem zbija. Crux. biorąc ogółem. że jesteśmy przeciwnikami owego ideału). ile tylko mogą. w miarę jak jego własnego założenia. całą sferą stawania się i znikomości) z pewnem zupełnie innego rodzaju istnieniem. z a p r z e c z a s i e b i e s a m e g o: w tym wypadku.

daleko wyższy rodzaj tryumfu. pozostało coś z tego pochutliwego ascetycznego rozdwojenia. któremi duch nazbyt długo pozornie zbrodniczo i bezużytecznie szalał przeciw sobie samemu.. wciśniętem w starą l u k ę ludzkiego poznania. wymaga się tu więc zawsze od oka niedorzeczności i rzeczy nie mających znaczenia. jak to czynili filozofowie Vedânty. Strzeżmy się bowiem. W ten sposób raz widzieć inaczej. ma ich być brak. które nie ma mieć żadnego kierunku. które wymyśliło sobie »czysty. c h c i e ć widzieć inaczej jest niemiłą wprawą i przysposabianiem intelektu do jego przyszłej »przedmiotowości«:. gdzie właściwy instynkt życiowy najbezwarunkowiej wskazuje prawdę. bezwolny. jak »czysty rozum«. »poznanie samo w sobie«: – te rzeczy bowiem wymagają zawsze. musi być pewnego rodzaju tymczasowym wyrazem. odtąd lepiej przed niebezpiecznem starem pojęciowem bajczarstwem. wykluczać uczucia wszystkie razem i poszczególnie (przypuściwszy. Taka sprzeczność w sobie. A i m w i ę c e j uczuć dopuszczamy do słowa o jakiejś rzeczy. same tylko błędy! Odmówić swojemu ja wiary.. Ale zawróćmy. Naprzykład. całe przeciwieństwo pojęć »podmiot« i »przedmiot« – błędy.. nad oczywistością. lecz jako możność d z i e r ż e n i a w s w e j m o c y swego »za« i »przeciw« i dowolnego władania niemi tak. rozmaitych oczu dla tej samej rzeczy wstawić sobie umiemy. bezczasowy podmiot poznający«. Może ona być tylko p o z o r n a. by pomyśleć sobie oko. (Mówiąc nawiasem: nawet jeszcze w kantowskiem pojęciu: »myślny charakter rzeczy«. t y l k o perspektywiczne poznanie. nasza »przedmiotowość«. »bezwzględna duchowość«. »życie p r z e c i w życiu«. Żeby zaś krótko przeciwstawić temu istotny stan rzeczy: i d e a ł a s c e t y c z n y wy59 . wyłożeniem. przyrządzeniem. pojętej nie w znaczeniu »kontemplacyi bezinteresownej« (coby było bez znaczenia i sensu). Istnieje t y l k o perspektywiczne widzenie. i m w i ę c e j oczu. moi panowie filozofowie. którego siły czynne i interpretujące mają być podwiązane.12. czego właściwa natura nie mogła jeszcze zostać zrozumianą. psychologicznem nieporozumieniem czegoś. boleść tak samo. Rozkosz ta dochodzi do szczytu przez to. jaka się w ascecie ujawniać zdaje. niewdzięczni takim właśnie rezolutnym odwróceniom zwykłych perspektyw i ocen. którego zgoła pomyśleć sobie nie można. oko. bezbolesny. »myśmy charakter« bowiem oznacza u Kanta pewną rzeczy właściwość. z której intelekt właśnie tyle pojmuje. jakże? nie nazywałożby się to k a s t r o w a n i e m intelektu ?. zniży ona cielesność do złudzenia. Przypuściwszy. poprostu nonsensem. że toby było w naszej mocy). formułą.. że taka ucieleśniona wola przeczenia i wynaturzania doprowadzoną zostanie do f i l o z o f o w a n i a: to na czerni wywrze ona najwnętrzniejszą swą samowolę? Na tem.) – Nie bądźmy zresztą. że ascetyczna samopogarda. strzeżmy się polipowych ramion takich sprzecznych w sobie pojęć. nie mogła jeszcze zostać określoną s a m a w s o b i e. wielość. – jedynie słowem. sobie samemu własnej zaprzeczyć »realności« – co za tryumf! – już nie tylko nad zmysłami. które lubi zwracać rozum przeciw rozumowi. Wykluczyć jednak wogóle wolę. jako rzeczywiste: szukać będzie b ł ę d u tam właśnie. tem zupełniejsze staje się nasze »pojęcie« o tej rzeczy. pogwałcenie i okrucieństwo względem r o z u m u. że można używać właśnie r o z m a i t o ś c i perspektyw i uczuciowych interpretacyi na pożytek poznania. 13. co z największą odczuwa się pewnością jako prawdziwe. przez które jednak patrzenie staje się dopiero widzeniem czegoś. jest – leży to już jak na dłoni – biorąc fizyologicznie. właśnie jako poznający. lecz właśnie rozum jest zeń w y k l u c z o n y!. że jest ona dla intelektu – z g o ł a n i e d o p o j ę c i a. nie zaś psychologicznie. samoszyderstwo rozumu wyrokuje: j e s t królestwo prawdy i istnienia.

niż czciciele tego ideału sądzą.. które go tu przykuwa.. bo strach ten zmusza silnego. on.. przypuśćmy. dość często. niezadowolonych. i to najwyższym stopniem tego życzenia. Ogółem biorąc. by stworzyć ponyślniejsze warunki dla istnienia tutaj i pozostania człowiekiem. zawiedzionych rozbitków. bardziej niepewny. które mówi życiu. To. Sądzę. atmosfery choroby. przeciw którym najgłębsze. ten p r z e c z y c i e l. ów mistrz niszczenia. jest on z w i e r z ę c i e m c h ó r e m: skąd to pochodzi? Zapewne ważył się też na więcej. że mu jego przyszłość niezbłaganie. tak samo wielka l i t o ś ć dla człowieka. bardziej zmienny. wpija się co chwila w ciało teraźniejszości. wielki eksperymentator na sobie samym. lecz od najsłabszych. które musi pracować. Kapłan-asceta jest ucieleśnionem życzeniem. wcale nie zmniejszenia się strachu przed człowiekiem powinniśmy sobie życzyć. pełnię tkliwszych »t a k«: na światło. Że mógł on w tej mierze. to dowodzi wielkiego faktu: c h o r o b l i w o ś c i dotychczasowego typu człowieka.. właśnie przez nią staje się on narzędziem. to sprzykrzenie sobie samego siebie – wszystko występuje w nim tak potężnie. – życie zmaga się w nim i walczy przezeń z śmiercią i p r z e c i w śmierci. czasu tańca śmierci): lecz nawet ten wstręt. wskazuje on na częściowy fizyologiczny zastój i znużenie. właśnie tą mocą przytrzymuje on silnie przy istnieniu całą trzodę nieudanych. ideał ascetyczny jest fortelem do u t r z y m a n i a życia. przynajmniej obłaskawionego człowieka. 14. tylko wielki w s t r ę t do człowieka. Człowiek syt jest tego. który przed naporem swych własnych sił nie znajduje nigdy spokoju tak. p o m y ś l n e o k a z y człowieka. że natychmiast znowu staje się nowem pętem.pływa z o c h r o n n e g o i l e c z n i c z e g o i n s t y n k t u w y r a d z a j ą c e g o s i ę ż y c i a. Na czem polega owa chorobliwość ? Bo człowiek jest bardziej chory. niezadowoleniec. mniej utrwalony. niż jakiekolwiek inne zwierzę. gdzie cywilizacya i obłaskawienie człowieka przeparte zostały. wiecznie przyszły. bywały całe epidemie takiego dosytu (– naprzykład około roku 1348. więcej się rzucał na nowinki. niż wszystkie inne zwierzęta razem wzięte. to nie wielka obawa. ze znużeniem. nienasyceniec. ten pozorny wróg życia. by był silnym. jakby mocą czarów... nienaruszone instynkty życia walczą nieustannie nowymi środkami i wynalazkami. czego należy się obawiać. które wszelkimi środkami stara się podtrzymać siebie i o istnienie swe walczy. – on właśnie należy do bardzo wielkich z a c h o w u j ą c y c h i p o t w i e r d z e n i e s t w a r z a j ą c y c h potęg życiowych. wyzywał przeznaczenie więcej. – to potem rana sama zmusza go d o ż y c i a. – on.. Jakżeby też tak śmiałe i bogate zwierzę nie miało być najbardziej zagrożone. to nie ulega wątpliwości. jeśli się z r a n i. w szczególności tam wszędzie. jak ostroga. rządzić i owładnąć człowiekiem. w danym razie straszliwym – on to p o d t r z y m u j e udany typ człowieka.. wszelkiego rodzaju cierpiących z powodu siebie samych. Chorzy są największem niebezpieczeństwem dla zdrowych.. nie od najsilniejszych grozi silnym choroba. zawsze jeszcze niezmożony. jak tego historya uczy. by być czemś innem. ba. przyrodą i bogami. to znużenie. tem surowiej strzec szczęśliwie udanych od najgorszej atmosfery. zuchwali! się więcej. samozniszczenia. przodując im instynktownie jako pasterz. Czy to czynimy ?. połączyło się dnia pewnego. Gdyby jedno i drugie. Czy wiemy o tem?. by być gdzieindziej.. toby 60 . że mnie już rozumiecie: ten kapłan-asceta. jego właściwą żarliwością i namiętnością: lecz właśnie m o c jego życzenia jest pętem. wyprowadza. który o ostateczne panowanie walczy z zwierzęciem. co działa fatalnie jak żadna fatalność. Im normalniejsza jest chorobliwość w człowieku – a nie możemy normalności tej zaprzeczyć – tem wyżej powinniśmy cenić rzadkie wypadki duchowo-cielesnej tężyzny. z życzeniem sobie »końca«). fizyologicznego zmagania się człowieka z śmiercią (dokładniej z uprzykrzeniem sobie życia. on. najdłużej i najgłębiej chore ze wszystkich chorych zwierząt ?. Jego »nie«. Ideał ascetyczny jest takim środkiem: rzecz ma się więc odwrotnie.

że nienawiść ta jest nienawiścią! Co za zbytek słów wielkich i postaw przybranych. wyższość – oto ambicya tych »najniższych«. nawet brzęk złoty. Wola chorych wyobrażania j a k i e j k o l w i e k formy wyższości. lecz także oczy i uszy. ta kąsająca obłuda i wściekłość takich »szlachetnych« faryzeuszów (– przypominam czytelnikom. tak mówią. tych chorych! A jak zręcznie poczyna sobie taka ambicya! Podziwu godna ta zręczność fałszerzy. tyranizowania. – jak gdyby zdrowie. któregokolwiek społeczeństwa: wszędzie walka chorych przeciw zdrowym. którzy ustawicznie słowo »sprawiedliwość«. – cicha walka zazwyczaj z pomocą niepozornych proszków trujących. ta wola mocy właśnie w najsłabszych! W szczególności chorej kobiety nikt nie prześcignie w raffinements panowania. dźwięk cnoty. który najchętniej odgrywa »szlachetne oburzenie«. my jedynie jesteśmy h o m i n e s b o n a e v o l u n t a t i s«. Jestem. szlamiaste. ale tu niema nadziei. nic umarłego. Aż w uświęcone dziedziny wiedzy chciałoby wnikać i być słyszane to zachrypłe szczekanie chorowitych psów. jakże oni w gruncie sami gotowi są z a d a w a ć pokutę. jak taki człowiek mówi do samego siebie o sobie samym: »Czyżbym mógł być czem innem? tak wzdycha ten wzrok. kłamliwych niedorodków. ukłuć szpilkowych. tak nieuczciwe. jakże pragną gorąco być o p r a w c a m i. w ustach zawsze w ciup. którejkolwiek korporacyi. obalonymi. – jakżeby się znaleźć nie miała. którzy starają się udawać »piękne dusze« i swą na psy zeszłą zmysłowość. Kto ma nietylko nos do węszenia. które jest jękiem! – i które zdradza. a wszystko tak małe. monet. tu tka się nieustannie sieć najzłośliwszego spisku. Jest wpośród nich pełno za sędziów przebranych mściwców. do człowieka. s ł a b i. I rzeczywiście. Eugeniusza Dühringa. przed tem spojrzeniem.. Ci słabi i beznadziejnie chorowici wzięli teraz zupełnie cnotę w dzierżawę. z jaką naśladują tu odbitkę cnoty.. które obarcza na drogę smutkiem głębokim. co nie patrzy niezadowoleniem i dobrej myśli kroczy swoją drogą. które wiodą do tyranii nad zdrowymi. Chora kobieta nie oszczędza przytem nic żyjącego. odgrzebuje najgłębiej zagrzebane rzeczy (Bogoanie mówią: »kobieta jest hyeną«). pokorne poddanie się pływa w ich oczach! Czegóż chcą oni właściwie? Przynajmniej p r z e d s t a w i a ć sprawiedliwość. chytrej gry min cierpliwego znoszenia. nihilizm. zawsze gotowych opluć wszystko. poczucie mocy były już wogóle czemś występnem. złamanymi – oni to. – spisku cierpiących przeciw pomyślnie udanym i zwycięskim. g ł o ś n y m gestem. ich instynkt dróżek chyłkowych. wiele do tego przygotowano. na targ wynoszą jako »czystość serca«: tej species moralnych onanistów i »zadowalających się sobą«. jego wola nicości.– ci. miłość. siła. Snują się pośród nas. Nie brak też między nimi owego najwstrętniejszego rodzaju próżnych. by nie przyznać się. gdzie tylko dziś stąpi. to nie ulega wątpliwości: »my jedynie jesteśmy dobrzy. jak ślinę w ustach noszą. o wszelkiego rodzaju »Europach«. zatruwają i zarażają wątpieniem naszą ufność do życia. »ostatnia wola« człowieka. który w dzisiejszych Niemczech najnie- 61 . sprawiedliwi. tu śmierdzi powietrze od tajności i rzeczy niewyznanych.. jak przestrogi dla nas. jak ucieleśnione wyrzuty. n i e »zwierzęta drapieżne«. kim jestem: jakżebym mógł wyzbyć się samego siebie? A jednak – j e s t e m syt s i e b i e!«. wszelkie zielsko jadowite. uciskania. jakie tylko istnieją na ziemi.nieochybnie przyszło natychmiast na świat coś najniesamowitszego. spowitą w wiersze i inne pieluchy. Wglądnijmy w głąb którejkolwiek rodziny. to co się udało. przed tem wstecz zwróconem spojrzeniem dziwoląga z urodzenia. C h o r o w i c i są wielkiem niebezpieczeństwem dla człowieka: n i e źli. mającym uszy. Na takim gruncie samopogardy. podminowują najbardziej życie pod człowiekiem. do siebie samych. poczuje prawie wszędzie. co za sztuka »rzetelnego« oszczerstwa! Ci nieudani: co za szlachetna wymowa z ust ich płynie! Co za cukrzane. ciężko odpokutować: ach. oczywiście. niekiedy jednak i z owym faryzeizmem chorych. mądrość. o krajach zamieszkiwanych przez człowieka cywilizowanego. raz jeszcze berlińskiego apostoła zemsty. prawdziwie na gruncie bagnistym. coś jakby atmosferę domu waryatów lub szpitala. tak skryte. Dokąd ujść przed tem fatalnem spojrzeniem. tak słodkawe. A co za obłuda. rośnie wszelki chwast. – mówię. tu n i e n a w i d z i się widoku zwycięzców. za co kiedyś musi się odpokutować. duma. Tu roi się od robactwa uczuć zemsty i urazy. którzy już z urodzenia są rozbitkami.

pojmowano do głębi – o ile w każdym razie nie może być zadaniem zdrowych pielęgnowanie chorych. Lecz nie mogliby gorzej nie rozumieć i zaprzeczać s w e g o zadania. P a n o w a n i e n a d c i e r p i ą c y m i jest jego królestwem. by tu właśnie s i ę g a n o g ł ę b o k o. Jeśli pojęliście w całej głębi – a żądam. oporem. jakżeby miało im być wolno być lekarzem. Lecz nie mogłoby być większego i fatalniejszego nieporozumienia. jego rodzaj szczęścia. Precz z tym »przewróconym światem«! Precz z tem haniebnem zmiękczeniem uczucia! Żeby chorzy zdrowych nie uczynili chorymi – a temby było takie zmiękczenie –. które oby nam właśnie oszczędzane były: przed w i e l k i m w s t r ę t e m d o c z ł o w i e k a! p r z e d w i e l k ą l i t o ś c i ą d l a c z ł o w i e k a!. co niższe. że ci pewnego dnia poczęliby się wstydzić swego szczęścia i możeby r z e k l i do siebie »hańbą jest być szczęśliwym! za w i e l e j e s t n ę d z y!«. pękniętym. by siebie samych. musi być z gruntu pokrewny chorym i zawiedzionym. by mógł im być przystankiem. by zdobyć zaufanie i strach chorych. by z d r o w y c h oddzielić od chorych. to nie ulega wątpliwości. ni mieć w powinności: lecz a ż e b y mogli to. jeśli tak być musi! Lecz w każdym razie precz od złych wyziewów wewnętrznej zgnilizny i tajemnego robaczywego ścierwa chorych !. przynajmniej na chwilę jeszcze obronić przed dwiema najgorszemi zarazami. najwznioślejszego tryumfu zemsty? Wtedy niewątpliwie. te fizyologiczne rozbitki i robaczywce. Lub czyżby miało być ich zadaniem zostać dozorcami chorych i lekarzami!. C o o n i mogą. pierwszeństwo dzwonu o pełnym dźwięku przed fałszywym. niż gdyby szczęśliwi. niewyczerpane. jego mistrzostwo. n i e p o w i n n o zniżać się do roli narzędzia tego. tyranem. co o n i powinni. to pojęliście tem samem i jedną konieczność więcej – konieczność dla chorych takich lekarzy i dozorców. aby siebie za chorych nie brali. oto powinien być najwyższy punkt widzenia na ziemi: – do tego jednak potrzeba przedewszystkiem. a tak samo w maskaradach zemsty.. jest przecie tysiąckroć większe. uzdrawianie chorych. antysemitów). największego pyskacza moralności. pasterza i rzecznika chorego stada: wtedy dopiero zrozumiemy jego ogromne posłannictwo dziejowe. nienaruszonym mianowicie w swej woli mocy. co tylko o n i powinni. podparciem. lecz musi też być silny. – co wyższe. strzec nawet od widoku chorych. oni jedynie są z o b o w i ą z a n i względem przyszłości człowieka. pocieszycielem. niż innych. gdyby im się udało swą własną nędzę. »zbawicielem« chorych?. burzliwego. nawet wśród jemu równych. k t ó r z y s a m i s ą c h o r z y: i oto mamy i trzymamy obu rękami znaczenie kapłana-ascety. w niem tkwi jego najistotniejsza sztuka. w pozorach do zemsty: kiedyżby doszli właściwie do swego ostatecznego. 15. A przeto czystego powietrza! czystego powietrza! A w każdym razie precz z pobliża wszelkich domów waryatów i szpitalów kultury! A przeto dobrego towarzystwa! s w e go towarzystwa! Lub samotności. – by porozumieć się z nimi.. mocni na ciele i duszy poczęli wątpić o swem p r a w i e d o s z c z ę ś c i a.. bogiem. udani.. 62 . bardziej jeszcze panem samego siebie. A to dlatego. ku niemu popycha go instynkt jego. nienasycone w wybuchach przeciw szczęśliwym. oni jedynie są p o r ę c z y c i e l a m i przyszłości. całe to drgające państwo podziemnej zemsty. także przeciwko zazdrości względem zdrowych. jaki obecnie istnieje. Musimy uważać kapłana-ascetę za przeznaczonego z góry na zbawiciela. tego nie śmieją nigdy chorzy móc. Sam on chory być musi.. najprzebieglejszego.przystojniejszy i najwstrętniejszy użytek czyni z moralnego bum-bum: Dühringa. karnością.. Musi bronić swego stada – przeciw komu? Przeciwko zdrowym... musem.. przyjaciele moi. patos oddalenia p o w i n i e n po całą wieczność utrzymywać przedział w zadaniach! Ich prawo istnienia. całą nędzę wogóle w t ł o c z y ć w s u m i e n i e szczęśliwych tak. musi być naturalnym przeciwnikiem i g a r d z i c i e l e m wszelkiego surowego. aby ich rozumieć. Wszystko to są ludzie opanowani przez ressentiment..

czcigodny. – do tego potrzeba uczucia. gdyby się chciało wartość kapłańskiej egzystencyi ująć w najkrótszą formułę. z konieczności chórem się staje. tajemny. wyczekująca tygrysica i niemniej lis zdają się być złączone w równie pociągającą. wedle mego przypuszczenia. prawdziwy fizyologiczny związek przyczynowy uczucia ressentiment. pomiędzy inne rodzaje zwierząt drapieżnych sam. czynią złoczyńców z przyjaciela.– ten sposób wnioskowania jest właściwy wszystkim chorowitym. ani pasterza. Wyładowywać ten rozsadzający materyał tak. toby trzeba poprostu rzec: kapłan z m i e n i a k i e r u n e k uczucia ressentiment. twardego. bardzo mylnie mojem zdaniem. złośliwości i wszystkiemu. niż przemocy. dokładniej jeszcze. nieznośny ból i na chwilę przynajmniej usunąć go z świadomości. Lecz różnica jest zasadnicza: w jednym wypadku chce się przeszkodzić dalszemu doznawaniu szkody. co zdrowe. zimna. w sposób jak to czyni jeszcze żaba bez głowy. w którego okręgu wszystko. Kapłan jest pierwszą formą d e l i k a t n i e j s z e g o zwierzęcia. jak napawającą strachem jedność. możliwie silnego uczucia. gwałtowniczo-drapieżnego zdrowia i tężyzny. zemsty i jej krewnych.nieujarzmionego. by nie rozsadził ani stada. – krótko. wszystko. – będzie musiał w razie potrzeby wytworzyć z siebie prawie pewien nowy typ dzikiego zwierzęcia. lub w niedostatku siarkanu i fosforanu potasu we krwi. niż nienawidzi. ressentiment. zbyt pewny swej sztuki opanowywania c i e r p i ą c y c h każdej chwili. w drugim wypadku chce się przez silniejsze jakiegobądź rodzaju wzruszenie o g ł u s z y ć dręczący. dość dobrze swego chorego stada. Szuka się go zazwyczaj. gibka. w której niedźwiedź polarny. Broni on. występuje niedźwiedzio poważny. wśród którego ustawicznie gromadzi się i gromadzi ów najniebezpieczniejszy. że źle się czuję«. przeciw tlącej w samem stadzie nikczemności. rozkoszują się już samem podejrzeniem. Tu jedynie znaleźć można. sprzeczność z sobą. które pozwalają im opływać w dręczące domysły i upajać się trucizną własnej złośliwości—rozdzierają najstarsze rany. sprawcy. Przynosi z sobą maście i balsamy. jest przed nimi ukryta (– może ona leżeć w chorobie nerwu sympatycznego lub w nadmiernem wydzielaniu żółci. który sprawia rana. Nie będzie mu oszczędzone prowadzenie wojny z dzikiemi zwierzętami. w odpornem przeciwdziałaniu. więc w pragnieniu o g ł u s z e n i a b o l u p r z e z u c z u c i e. czegoś żyjącego. gdzie tylko może. rozsadzający i wybuchowy materyał. co chore – obłaskawionem. w »odruchu« w razie nagłego uszkodzenia lub zagrożenia. Każdy cierpiący bowiem szuka instynktownie swego cierpienia przyczyny. zdecydowany siać na tym gruncie cierpienie. musi wprzód zranić. jeszcze określeniej. hamującym obieg krwi. żony i dziecka i z wszystkiego. Wszyscy cierpiący posiadają przerażającą łatwość wynajdywania pretekstów do bolesnych uczuć. 63 . lub w zwyrodnieniu jajników i tym podobnych). by pozbyć się żrącego kwasu. roztropny. »Ktoś musi być winien temu. niema wątpliwości! lecz by być lekarzem. jak się rozumie samo przez się. wojny chytrości (»ducha«) bardziej. przynajmniej o z n a c z a ć go – pewną nową straszliwość zwierzęcą. z a t r u w a j e d n o c z e ś n i e r a n ę – na tem bowiem zna się przedewszystkiem. co wspólne jest wszystkim cherlakom i chorym. jego poniewolnie pożądanym narkotykiem przeciw katuszy wszelkiego rodzaju. Jeżeli zmusza go do tego potrzeba. w ochronnym jedynie środku reakcyi. zimny. krnąbrności. gmeraniem w złościach i krzywdach pozornych. rozdwojenie. uśmierzając następnie ból. ten dziwny pasterz. wrażliwego na cierpienie. – broni go także przeciw niemu. a do wzbudzenia go pierwszego lepszego pozoru. na czem uczucia swoje czynnie lub in effigie pod jakimkolwiek pozorem wyładować może: bo wyładowanie uczucia jest największą dla cierpiącego próbą ulgi. co dla nich najbliższe. a to im bardziej prawdziwa przyczyna tego czucia się źle. w i n n e g o sprawcy. szperają w wnętrznościach swej przeszłości i teraźniejszości. jako herold i narzędzie głosu tajemniejszych potęg. poszukując ciemnych zagadkowych historyi. rozkrwawiają oddawna zagojone blizny. twardo i tajemnie z anarchią i coraz zaczynającym się samorozkładem w stadzie. ten czarownik i poskramiacz dzikich zwierząt. walczy roztropnie. które łatwiej jeszcze pogardza. lub w ucisku na dolną część ciała. mianowicie o g ł u s z e n i a się. oto jego właściwa sztuka i jego najwyższa pożyteczność. fizyologiczna przyczyna. zwodniczo-rozważny.

to było b a r d z o w i e l e!. że czuje się nim słusznie. nie muszę dopiero uzasadniać: że »grzeszność« w człowieku nie jest zgoła stanem rzeczy...»Cierpię. pewne tymczasowe zabezpieczenie zdrowiej udanych. – Przy takiem ujęciu rzeczy można być. moja owco! Ktoś musi być temu winien: lecz ty sama jesteś tym kimś.. ty sama tylko jesteś winna temu – t y s a m a t y l k o z a w i n i ł a ś w z g l ę d e m s i e b i e!«. jak rzekłem. co przeżywa {społem z czynami. »grzeszność«. To dość śmiało. zawsze jeszcze najsurowszym przeciwnikiem wszelkiego materyalizmu. żeby nas z gruba słuchano. – a mimo to nie było tam winy. raczej tylko interpretacyą stanu rzeczy. to jeszcze nie dowód.. Lecz pasterz. mówiąc z gruba. Jeśli nie może uporać się z tem. to przyczyna tego. Przypomnijmy sobie jeno sławne procesy czarownic. które się dotąd nie dały ściśle sformułować: przeto czegoś. co przeżywa. kaptan-asceta.. – Że się ktoś »winnym«. Jak rozumie się samo przez się. najbystrzejsi i najbardziej ludzcy sędziowie nie wątpili wówczas. zamiast skromnego znaku pytania. widzianego w perspektywie moralno-religijnej. Jeśli ktoś nie może się z »dusznem« cierpieniemc uporać. którego ze względu na czytelników. wykopanie przez to p r z e p a ś c i między zdrowiem a chorobą – to było na długi czas wszystko! A było to wiele. to sam »ból duszny« nie jest według mnie wogóle stanem rzeczy. nie można nawet twierdzić. złoczynami). k u s i ł się przynajmniej życiowy instynkt lekarski przez kapłana-ascetę i do czego musiała mu służyć czasowa tyrania takich paradoksalnych i paralogicznych pojęć jak »wina«. nawet jeśli twarde połyka kęsy. Pewne stłoczenie i organizacya chorych z jednej strony (– słowo »Kościół« jest na to najpopularniejszą nazwą). że instynkt życiowy ma przy tem leczenie na widoku i w zamiarze. wsteczny kierunek ich ressentiment (»jednego trzeba« —) i w ten sposób w y z y s k a ć złe instynkty wszystkich cierpiących dla samokarności. co dotychczas nie jest uchwytne i naukowo w związek ujęte. mówi jej: Słusznie. przezwyciężenia siebie. wedle mego wyobrażenia. jak się rzekło: co jeszcze nie zawiera wcale życzenia. jeno wytłumaczeniem (przyczynowem wytłumaczeniem) stanów rzeczy.. prawdopodobniej już w jego brzuchu (mówiąc z gruba. nie może wcale chodzić o l e c z e n i e chorych w znaczeniu fizyologicznem. samostrażowania.] 17. »grzesznym« c z u j e. »czarownice« s a m e n i e w ą t p i ł y o t e m. jak trawi swój obiad. szczęśliwie udany człowiek trawi to. z gruba rozumiano.. więc ktoś musi być winien temu« – tak myśli każda chorowita owca. nie leży w jego »duszy«. [Wychodzę w tej rozprawie. że się ktoś zdrowym czuje. – By założenie to w rozszerzonej wyrazić formie. »zepsucie«. że ma się w nich do czynienia z winą. jedynie lecznictwie uczuciowem. Czy jednak ten kapłan-asceta jest właściwie l e k a r z e m? – Pojęliśmy już. pełniej odlanych z drugiej. każe czcić w 64 . chociaż on sam chętnie uważa się za »zbawiciela«. z m i e n i o n o przez to kierunek ressentiment. to ten rodzaj niestrawności jest tak samo fizyologiczny. z założenia. »potępienie«: aby uczynić chorych do pewnego stopnia »n i e s z k o d l i w y m i. właściwie tylko szumnem słowem. jak to widać. łagodnie zachorzałym nadać ścisły kierunek ku sobie samym. która nas już nie obowiązuje. Lecz jedno przynajmniej osiągnięto przez-to. mówiąc między nami. przy tego rodzaju lecznictwie. dość fałszywie. Zgadniecie już. jak każdy inny – i wielokrotnie w istocie tylko skutkiem owego innego. nieuleczalnych zniszczyć z pomocą nich samych. o co. tak samo nie jest się jeszcze zdrowym jedynie dlatego.. »grzech«. to jest fizyologicznego rozstroju. jakich mi trzeba. że zaledwie wolno go lekarzem nazywać.) Silny. 16.

Można z góry przyjąć jako prawdopodobne. Rezultat. Takie uczucie zahamowania może być najrozmaitszego pochodzenia: następstwem krzyżowania zbyt obcych sobie ras (lub stanów – stany wyrażają zawsze także różnice pochodzenia i rasy: europejski »Weltschmerz«. Że tacy sportsmeni »uświęcenia«. nie zbogacać się. która połowę Niemiec zaraziła brzydkiemi chorobami i przygotowała tem pole do niemieckiego służalstwa. lub może być skutkiem starości i znużenia rasy (pesymizm paryski od r. n i e zaś jego przyczynę. do którego jej siła przystosowawcza nie wystarcza (co się zdarzyło z Indami w Indyach). 1850). zbyt pajęczynowa i pokątna. W ł a g o d z e n i u cierpienia. lub jak tylko można najmniej kobiet. s e n l e t n i dla wielu roślin gorącego klimatu. lub skutkiem zepsucia krwi. psychologiczno-moralnie mówiąc. nie kochać. syfilisu i tym podobnych przyczyn (niemieckie przygnębienie po wojnie trzydziestoletniej. (Pomijam tu. to ołowiane znużenie. tylko przykre uczucie cierpiącego. że w bólu tkwi błąd. czego on przy tej pomocy nie widział. żebrać.. nie uświadamia się jako takie i wskutek tego »przyczyny« jego i zleczenia szuka się i próbuje też tylko na drodze psychologiczno-moralnej (– taka jest mianowicie moja najogólniejsza formuła tego. które jednak. malaryi. przy którem życie właśnie jeszcze tli. »pesymizm« dziewiętnastego stulecia. odważono się w tym celu na tyle najniebezpieczniejszych i najzuchwalszych rzeczy: tak przebiegle. jak słuszna.. lecz zbyt niedorzeczna. kojącego. minimum zużycia i przemiany materyi. walkę. Do tego celu zużyto zdumiewającą ilość energii ludzkiej – czyżby daremnie?. lub może być wywołane błędnie skierowaną emigracyą. nie pracować. naprzykład gdy rasa pewna znajdzie się w klimacie. jak wynalazcze zrozumiał swoje zadanie pocieszyciela. przejrzyjmy pokrótce jej najgłówniejsze praktyki i formy. odgadniono zwłaszcza uczucia podniecające. ten czarny smutek fizyologicznie zahamowanego człowieka. południowem wyrafinowaniem. że ból zniknąć musi. na pewnych miejscach ziemi prawie koniecznie opanowywać musi szerokie tłumy u c z u c i e f i z y o l o g i c z n e g o z a h a m o w a n i a. niemieckiej małoduszności). które wogóle zniżają uczucie życia do najniższego punktu. »uświęcenie« fizyologicznie się wyrażając. nie udzielając się właściwie świadomości. – oto w czem okazuje się jego genialność. lub skutkiem fałszywej dyety (alkoholizm Średniowiecza. narkotyzującego w niem nagromadzono. w tem naiwnem przypuszczeniu. gdy się ten błąd pozna – aliści nie myśli on zniknąć. co się zwie pospolicie »r e l i g i ą«). niedorzeczność jarstwa. ogólnie mówiąc: we wszystkich wielkich religiach chodziło głównie o zwalczenie pewnego epidemicznego znużenia i ociężałości. Albowiem. czem dla niektórych rodzajów zwierząt s e n z i m o w y. nie mścić się. jak bez skrupułu i śmiało wybrał środki stosowne! Szczególnie możnaby chrześcijaństwo nazwać wielką skarbnicą najprzemyślniejszych środków pocieszy cielskich. Zwalcza on tylko samo cierpienie. n i e właściwą chorobę. z braku fizyologicznej wiedzy. to nie będziemy się mogli posiąść z podziwu. która zwykła istnieć zawsze równocześnie – jest ona dość zajmująca. być obojętnym. co wytwarza uczucie. zbyt z praktycznego punktu widzenia obojętna. gdy się ma niby wykazać.. prawie wszystkie obfi- 65 . pozwalające chwilowo przynajmniej przezwyciężyć to głębokie przygnębienie. unikać wszystkiego. z takiem wyrafinowaniem. którą zna i posiada sam tylko kapłan. w »pociechach« wszelkiego rodzaju. w których wszystkie czasy..sobie »zbawiciela«. »zahipnotyzowanie« – usiłowanie zdobycia dla człowieka w przybliżeniu czegoś takiego. które naturalnie ma za sobą powagę młodego szlachcica Krzysztofa z Szekspira). czego nie szukał i czego nie znalazł. żadnego już życzenia.. nie nienawidzieć. tyle rzeźwiącego. – to stanowi nasz najbardziej zasadniczy zarzut przeciw lecznictwu kapłańskiemu. co wytwarza »krew« (nie spożywać soli: higiena fakira). W takim wypadku przedsiębierze się każdym razem w wielkim stylu walkę z u c z u c i e m z n i e c h ę c e n i a. Jeśli jednak popatrzymy z perspektywy. »wyzbycie się siebie«. pod względem duchowym zasada Pascala »il faut s’abêtir. o ile można nie znać wcale kobiet. właściwą walkę f i l o z o f ó w przeciw uczuciu zniechęcenia. że co pewien czas. jest głównie wynikiem niedorzecznie nagłego pomieszania stanów).) P o p i e r w s z e zwalcza się owo zniechęcenie środkami. Gdzie tylko to możliwe nie dopuszczać wogóle żadnego chcenia.

To. nie myśląc już wcale o tym przyczepku ciała. Nie wolno też takiego zamiaru wygłodzenia cielesności i żądzy już samego w sobie zaliczać między symptomaty obłędu (jak to czynić lubi pewien niezgrabny rodzaj pożerających roastbeefy »wolnych duchów« i szlachciców Krzysztofów). mieć w pamięci. natomiast trudno nam nieco trwać poważnie przy ocenie. moralną poprawę. jako o s i ą g n i ę t a unio mystica z bogiem. ani noc. uwolnieniem od wszelkiej złudy. która rozdźwięka właśnie już w w o l i takiego rodzaju interpretacyi. »wiedzą«. »A kiedy już zaśnie zupełnie – mówi o tem najstarsze i najczcigodniejsze »pismo« – i zupełnie w spokoju się pogrąży. »W głębokim śnie – mówią tak samo wierni tej najgłębszej z trzech wielkich religii – wydobywa się dusza z ciała. że w gruncie rzeczy. – przez jaźń poznawczą wchłonięty. której doznaje już g ł ę b o k i s e n u tych przemęczonych życiem. jak zwierz pociągowy do wozu«. – wyzbyli się rzeczywiście w niezliczonych wypadkach owego głębokiego fizyologicznego przygnębienia z pomocą swego systemu środków hipnotycznych: dlatego też metodyka ich zalicza się do najpowszechniejszych faktów etnologicznych. i zbyt znużonych. to rozumie się samo przez się: dosłuchajcie się tylko tonu najprzeświadczeńszej wdzięczności. dojściem i powrotem do sedna rzeczy. pojęty już jako wsiąknięcie w braman. nad jedno i drugie«. wejdzie w samego siebie. jest zawsze skrajnie marzycielsko-falszywe. Mostu tego nie przekracza dzień. wyraża to tylko tę samą ocenę. – To może uchodzić dla cierpiących i do dna skwaszonych już za najwyższe dobro. zarówno bramińskie jak buddyjskie. »Przez d o k ł a d a n i e cnót jedna do drugiej nie nastąpi zbawienie: bo polega ono na jedności z pierwiastkiem braman. – więc ogólno-indyjskie ujęcie rzeczy. lub wozami. wtedy.. przyjaciela mego Pawła Deussena).tują narody. tak że już żadnych sennych zjaw nie widzi. mianowicie głęboki sen. lub przyjaciółmi. jak wtedy. które stanom tego rodzaju nadawali ludzie nimi nawiedzeni. (Ani indyjski. Tłumaczenie. Mimo to musimy i tutaj. chłodnego. chociaż zawsze w przepychu wschodniej przesady. niezdolnym do żadnego nabytku doskonałości. ani śmierć. już to kobietami. samo w y z w o l e n i e. krótko. uważać można za najlepszą część realizmu trzech największych religii. jakiemś »poza dobrem i złem«. jest wiecznie czyste» – (te miejsca z komentarza Çankary cytuję wedle największego prawdziwego znawcy filozofii indyjskiej w Europie. wyzbyciem się wszelkiego celu. gdy mowa o »zbawieniu«. ani cierpienie. wszelkiego życzenia. »prawdą« i »bytem«. żartując i igrając. b e z b o l e s n o ś ć. za wartość 66 . by nawet śnić. jest pętem. nad dobro i zło wzniósł się. ani wiek. lecz cierpiącego Epikura: hipnotyczne poczucie nicości. jakkolwiek wysoko cenią hipnotyzującą wartość cnoty. czyn żaden nie zakłóca jego królestwa. Tem pewniejsze jest. »Dobro i zło – mówi buddysta. o drogi! zjednoczy się z bytem. ponad jednem i drugiem jest pan doskonały«. ni dzieło dobre. i ciesząc się. który buja. a równie mało przez o d r z u c a n i e błędów: bo braman. – jedno i drugie. do halucynacyi dźwiękowych i postaciowych. owo osiągnięte ostatecznie ogólne zahipnotyzowanie i cisza są dla nich zawsze tajemnicą samą w sobie. wstępuje w najwyższą światłość i przez to w własnej swej jawi się postaci: wtedy jest samym duchem najwyższym. ani chrześcijański sposób myślenia nie uważa tego wyzwolenia za o s i ą g a l n e przez cnotę. do rozkosznych wezbrań i zachwytów zmysłowych (dzieje świętej Teresy).. grecko-chłodnego. »uczynione i nieuczynione – mówi wyznawca Vedânty – nie sprawia mu żadnego bólu. z którem tworzyć jedność stanowi zbawienie. że prowadzi on. do »świateł wewnętrznych» naprzykład. prowadzić może do wszelakich duchowych zaburzeń. jak u Hesychastów z góry Athos. znaleźli w rzeczy samej prawdziwe wyzwolenie od tego. wiedzmy o tem – odpowiada to zresztą po prostu stanowi rzeczy. do której wyrażenia nie wystarczają najwyższe nawet symbole. o tem wątpić wcale nie można. do którego prâna (dech żywota) przyprzężon jest. spokój najgłębszego snu. tak zresztą gruntownie przemoralnionych. wszelkiego działania. że w tym wypadku nie sprzeniewierzono się p r a w d z i e. nie będzie miał żadnej już świadomości tego. Najwyższy stan. ni dzieło złe. co zwalczają surowym trainingiem. »Dla wiedzącego niemasz obowiązku«. Chcemy więc w czci chować »zbawienie« w wielkich religiach. co zewnątrz jest lub wewnątrz. co u jasnego. jako mędrzec otrząsa z siebie zło i dobro.

(Wedle tej samej logiki uczucia zwie się nicość we wszystkich religiach pesymistycznych b o g i e m). wola mocy dojść do nowego i o wiele pełniejszego wybuchu: u t w o r z e n i e s t a d a jest w walce ze zgnębieniem istotnym krokiem naprzód i zwycięstwem. obdarowywanie. tylko małej sztuki przemieniania nazw i przechrzczenia. niż takiego ogólnego stłumienia wrażliwości. aczkolwiek w najprzezorniejszej dawce. Że ułatwia ona w znacznym stopniu cierpiące istnienie. który ją dość często wynosi ponad to. dążą instynktownie. względne szczęście: – w każdym razie n i e kapłani wynaleźli niezadowolenie niewolników ze swego losu. pomaganie. przedewszystkiem odwagę. chorowici. stowarzyszenia chorych. jest najobfitszym środkiem leczniczym. że silni dążą z taką samą naturalną konieczno67 . w o l i m o c y. Bo nie należy zapominać. posługują się tem lekarstwem często w połączeniu z powyż omówionem. jak przebiegle umiał kapłanasceta w walce z cierpieniem zużytkować tę działalność machinalną i to. ponad odrazę ku sobie (»despectio sui« Guelincza). »gromady«. pogardę opinii. odczuwać jako pozytywność samą. odznaczanie). które przecież po największej części są jednem i drugiem zarówno. oni m u s z ą to oceniać pozytywnie. stowarzyszenia biednych. do zapomnienia samego siebie. co się z nią wiąże. zapełnienie czasu. ba. skutkiem czego mało pozostaje czasu na cierpienie: c i a s n a jest bowiem ta komora ludzkiej świadomości! Jakże gruntownie. drobną radość wzajemnej dobroczynności – może było to wówczas czemś nowem. pod warunkiem. nie potrzebował niczego więcej. jako środek leczniczy. naturalnie z posłuszeństwa dla tego samego zasadniczego instynktu. – że ustawiczne działanie i ciągle tylko działanie udziela się świadomości. do »incuria sui«. które każe już przypuszczać rzadziej spotykane siły. jednostajny raz na zawsze tryb życia. znajdujemy stowarzyszenia wzajemnej wspomogi. w której zaleca się radość. Najczęstszą formą. to nie ulega żadnej wątpliwości: nazywa się dzisiaj ten fakt. Wszyscy chorzy. który jest w każdym razie łatwiejszy: m a c h i n a l n e j c z y n n o ś c i. że uwaga cierpiącego zostaje gruntownie odwrócona od cierpienia. punktualne bezmyślne posłuszeństwo. trochę nieuczciwie. to wywołał je instynkt słabości. Właśnie gdy miał do czynienia z cierpiącymi niższych stanów. jeśli istnieje gdzie stado. Poszukując początków chrześcijaństwa w świecie rzymskim. »błogosławieństwem pracy«. zalecając »miłość bliźniego«. niewolnikiem roboczym i więźniem). »caenaculum« musi znowu owa wzniecona przez to. 18. że dobrze są opatrzeni: w przeciwnym razie sprawiają sobie wzajemnie ból. zdolności cierpienia. co w zniechęceniu jej jest najosobistszem. stowarzyszenia pogrzebowe. potwierdzającego życie popędu. Daleko częściej. a zorganizowała roztropność kapłańska. pożyteczność. »stoicyzm intelektualny«. Ze wzrastaniem gromady potężnieje i dla jednostki nowy interes. stowarzyszenia. choćby w najmniejszym stopniu. Szczęście »najmniejszego poczucia wyższości« które wszelka dobroczynność. pocieszanie. pomaganie. – Jeszcze bardziej cenionym środkiem w walce ze zgnębieniem jest zalecenie d r o b n e j r a d o ś c i. pewne wprawianie się do »nieosobowości«. zachęcanie. jest radość s p r a w i a n i a radości (jako dobroczynność. niesienie ulgi. pewne przyzwolenie. właściwem odkryciem ? W wywołanej w ten sposób »woli wzajemności«. wyrosłe na najniższym gruncie ówczesnego społeczeństwa. chwalenie. aby w znienawidzonych rzeczach widzieli odtąd dobrodziejstwo. odznaczanie przynoszą z sobą. wzbudzenie najsilniejszego. jakim posługiwać się zwykli zahamowani fizyologicznie. łatwo dostępnej i dającej się ująć w prawidło. zaleca kapłan-asceta w gruncie.wartości. próbuje się przeciw stanom zgnębienia innego trainingu. to jest bezwzględną prawidłowość. z niewolnikami roboczymi lub więźniami (lub z kobietami. z pragnienia otrząśnięcia się z głuchej przykrości i uczucia słabości. Ulga polega na tem. tworzenia stada. do zorganizowania się w stado: kapłan-asceta odgaduje ten instynkt i popiera go. w których świadomie pielęgnowano ów środek leczniczy przeciw zgnębieniu.

by nie przestać nad tym popędem panować. którzy dziś czują się »dobrymi ludźmi«.. płynąca z miłości bliźniego. – a to dzięki swemu moralnemu przesłodzeniu i fałszowi. która może n a s właśnie do wielkiego wiedzie wstrętu. służyć potomności mogą książki nowoczesne. a również przypuszczając. Bo nie należy się łudzić co do tego. organizacya trzody. coby wymagało od nich. skutkiem czego niezadowolenie jednostki z siebie samej przygłusza się jej uciechą z powodu rozwoju gromady – oto. to dzieje się to tylko w zamiarze agresywnego wspólnego działania i wspólnego zadowolenia swej woli mocy. Na dnie każdej oligarchii kryje się – całe dzieje uczą tego – zawsze t y r a ń s k i popęd. lecz to jeszcze n i e wystarcza. Lecz po co pieścić zniewieściałe uszy naszych nowoczesnych przeczuleńców? Po co ustępować z n a s z e j s t r o n y choćby na krok ich świętoszkostwu słów? Dla nas psychologów byłoby to już świętoszkostwem w c z y n i e. mierząc miarą nowoczesną. jak słabi ku sobie. byłoby dla nich czemś o wiele za surowem. – ich instynkt czuje się przy tem równie zadowolony. Nasi dzisiejsi wykształceni. każda oligarchia drży ustawicznie z powodu wytężenia. właśnie całe nowoczesne sądzenie człowieka i rzeczy.. jego n i e w i n n e środki w walce z uczuciem przykrości: zwróćmy się teraz do bardziej zajmujących. – jest to droga. nowoczesnych książek jest nie kłamstwo. że mają trwałość. jest to jedno z n a s z y c h wielkich niebezpieczeństw. Środki kapłana-ascenty. – używaną jako najskuteczniejszy środek ogłuszenia.ścią od siebie. rezolutne. wogóle w s z y s t k o. nasi »dobrzy« nie kłamią – to prawda. że brzmiałoby milej i może lepiej wpadało w uszy. by ich czcić! Właściwe kłamstwo. i w każdym razie za idealizm się uważa. szczere. czemś. że najwłaściwszą cechą nowoczesnych dusz. którego potrzebuje wśród niej każda jednostka. twardszym. wśród całej tej niebezpiecznej w sobie roboty. że przeciwdziała haniebnie p r z e m o r a l n i o n e m u sposobowi mówienia. z wielkim oporem osobniczego sumienia. (Tak było naprzykład w G r e c y i: Platon wykazuje to w stu miejscach. lecz wcielona n i e w i n n o ś ć w kłamliwości moralnej. któreśmy dotąd poznali – ogólne przytłumienie poczucia życia. to w tem tkwi d o b r y s m a k psychologa (– inni mogą rzec jego uczciwość). przeciw tłumionej obezwładniającej długiej bolesności: skutkiem czego wynalazczość kapłańska okazała się niewyczerpaną. umiejętności rozróżniania w sobie samych »prawdy« od »fałszu«. gdybym powiedział: »kapłan-asceta korzystał zawsze z z a p a ł u. który się chętnie »idealizmem« nazywa. d o c z e g o jedynie służyć będą. z d r o w s z y m smaku): – służyć będą jako środki wymiotowe. której psycholog dziś podjąć się musi. pomijając. W nich wszystkich chodzi o jedno: o jakąkolwiek w y b u j a ł o ś ć u c z u c i a.. jeśli pierwsi łączą się w związek. czego oczywiście nie trzeba się obawiać. którym zamulone jest. przedewszystkiem radość. Bo jeśli w czem. do »winnych«. dzięki swemu najwnętrzniejszemu feminizmowi. Platon. że wzbudzałoby w nas wstręt.) 19. drobna radość. który znał swoich – i samego siebie.. który tkwi we wszystkich silnych uczuciach«. ostatni natomiast skupiają się właśnie z r a d o ś c i ą z powodu tego skupienia się. są zupełnie niezdolni 68 . co nowoczesne (przypuszczając.. czego od nich wymagać nie w o l n o. jak instynkt urodzonych »panów« (to znaczy samotniczej drapieżnej species człowieka) czuje się w głębi organizacyą podrażniony i zaniepokojony. że będzie kiedyś jakaś potomność o surowszym. za silnem. Nie mam wątpliwości pod tym względem. »uczciwe« kłamstwo (o którego wartości posłuchajcie tylko Platona). wymyślając to jedno pytanie: »p r z e z c o osiągnąć można wybujałość uczucia?«. obudzenie gromadnego uczucia mocy. Brzmi to twardo: jasnem jest. otworzenia oczu na siebie samych. Mus odkrywania tej »niewinności« ciągle na nowo tworzy może najwstrętniejszą część naszej pracy. Im przystoi jedynie k ł a m s t w o n i e u c z c i w e. machinalna czynność. wszyscy..

jeśli wyładowują się nagle. który nad wszelkie pojęcie wypadł niedołężnie i naiwnie. Gwinner.. tryumf...... gdyby nam raz jakiś prawdziwy psycholog prawdziwego Lutra przedstawił. – mogą to sobie poczytywać za własność. lecz Tomasz Moore był »za dobry« na to: spalił papiery swego przyjaciela. bezdennie obłudnie. Dzielny Amerykanin Thayer. skrupułu c a ł ą sforę psów dzikich w człowieku i spuszczał to tego. zanurzyć ją w przestrach. cóżby dopiero poczęto.. chorymi tego przemoralnionego smaku czasu.. nadzieja. cnotliwie obłudnie.. stanął nagle w ciągu swej pracy: doszedłszy do pewnego punktu tego czcigodnego i naiwnego żywota. które wzniecił w Niemczech katolicki kapłan Janssen swym obrazem niemieckiego ruchu reformacyjnego. okrucieństwo mają moc po temu. żary i zachwyty w ten sposób. a nie ze stanowiska roztropnej pobłażliwości dla siły?. szczególnie pewnej nieufności względem »pierwszych drgnień«. biograf Beethovena. by zbudzić człowieka z powolnego smutku. Morał: jakiżby roztropny człowiek napisał dziś jeszcze sumienne o sobie słowo? Musiałby chyba należeć do zakonu świętej śmiałości szału. niż n i e u c z c i w i e.. tego najroztropniejszego z wszystkich mędrców »rzeczowych«. pod warunkiem. nie mógł wytrzymać go dłużej.. – prawdopodobnie zaraża on jeszcze i nas..«). z głębi s i ł y d u s z y. jego ból 69 .. są o n e p r a w i e z a w s z e d o b r e«... mówiąc nawiasem. rozkosz. że my psychologowie nie możemy dziś wyzbyć się pewnej nieufności w z g l ę d e m s i e b i e s a m y c h?. zemsta.. pastwą. za wyłączną własność: mianowicie Leopolda Rankego.. który w samej rzeczy żąda od nas pewnej surowości. Ci »dobrzy ludzie« są dziś wszyscy razem aż do gruntu i dna przemoralnieni i w stosunku do uczciwości zhańbieni i ześwinieni po całą wieczność: któżby z nich zniósł jeszcze p r a w d ę »ponad człowiekiem« !. gniew. Przed czemże przecie przestrzegał ów dyplomata. rzekł.. obrazem.. to owego zawsze w tym samym celu. wykonawca ostatniej woli Schopenhauera: bo i Schopenhauer skreślił coś o sobie... Prawdopodobnie i my jeszcze jesteśmy »za dobrzy« do naszego rzemiosła. serdecznie obłudnie.. Takby winien mówić dziś każdy psycholog do swych równych. (Niemcy. moi panowie.) 20. przeczuje już w te kilka słów wtłoczoną zasadniczą treść tego. lecz niejako z nieustraszonością Taine’a. wytworzyli wcale pięknie klasyczny typ tej ostatniej... prawdopodobnie jesteśmy i my jeszcze ofiarami. dość powodów. markotnego rozstrojenia: jakież drogi wiodą do t e g o celu? A które z nich najpewniej ?. i rzeczywiście kapłan-asceta wziął w służbę swą bez.. Lecz zrozumiecie mnie już zapewne: – biorąc wszystko pod uwagę. mrozy. I oto powracamy do naszego problematu. Obiecują nam autobiografie Ryszarda Wagnera: któż wątpi. To samo uczynić miał dr. modrooko obłudnie. a może nawet na siebie (».. co mam w dalszym ciągu przedstawić. tego urodzonego klasycznego adwokata wszelkiej causa fortior. że nie będzie to r o z t r o p n a autobiografia. mówiąc do sobie równych? »Nie ufajmy przedewszystkiem.. nieprawdaż.. strach.. już nie z słodkawą i pełną względów wstydliwością protestanckiego historyka. już nie z moralną prostodusznością wiejskiego księdza. I d e a ł a s c e t y c z n y w s ł u ż b i e z a m i e r z o n e j w y b u j a ł o ś c i u c z u c i a: – kto przypomina sobie poprzednią rozprawę. Przypomnijmy sobie jeszcze komiczne przerażenie. przygłuszenia.odnosić się do jakiejkolwiek rzeczy inaczej.. lecz niewinnie obłudnie. gdyby nam ktoś był ruch ten i n a c z e j opowiedział. o b ł u d n i e. Lub mówiąc uchwytniej: ktoby z nich zniósł prawdziwą biografię!.. by jak piorunem wyzbyła się wszystkich małości i małostek uczucia przykrości. W gruncie rzeczy wszystkie wielkie uczucia. chociażbyśmy się też czuli jego gardzicielami. By duszę wyważyć raz z jej wszystkich spoideł.... swoim pierwszym drgnieniom. Kilka przykładów: Lord Syron skreślił najosobistsze o sobie wyznania. zwątpienie...

Pochodzenie tego poczucia winy zaznaczyła pokrótce poprzednia rozprawa – jako fragment psychologii zwierzęcej. jego ociągliwą nędzę na pewien czas przynajmniej zmusić do ucieczki.. wszędzie wplatanie się grzesznika w okrutne koło niespokojnego. Z chorego zrobiono »grzesznika«.. »grzesznika«— czy się go kiedy pozbędziemy? – gdzie tylko się spojrzy. przemienianie go w uczucia winy. odgadnione. kurcze nieznanego szczęścia. zawsze też pod osłoną religijnej interpretacyi i usprawiedliwienia«. które zamknięto w klatce. że kapłan asceta zalecał go. »Królestwo moje nie jest z t e g o świata« – powtarzał on wciąż potem jak przedtem. dopięta została – każdy to wie – tem. należy też zauważyć. że używało się go »w dobrej wierze«. Nieszczęśliwiec ten usłyszał. wynalazczość piekła nawet – wszystko teraz zostało odkryte. płonący.. ociężałość i znużenie. ten »zwierz okropny«.głuchy. lecz do zwalczenia przykrego uczucia zgnębienia. mniejsza jak. życie stało się znowu b a r d z o zajmujące: czujny. W t e m znaczeniu osiągnięto ten cel. nic więcej: poczucie winy ukazało nam się tam niejako w surowym swym stanie. wszędzie uczyniona treścią życia c h ę ć złego rozumienia cierpienia. Wszędzie nieczyste sumienie. wyzyskane. zwęglony. j e g o królestwo nadeszło: już nie skarżono się na ból. naradza się ostatecznie z kimś. od kapłana-ascety. – i dość często łamiąc się sam pod ciężarem niedoli. Dopiero pod ręką kapłana. wszędzie wzrok hipnotyczny grzesznika. »grzesznik«. wszystko co łamało. ideału ascetycznego. Każda wybujałość uczucia. tego prawdziwego sztukmistrza w rzeczach. Człowiek. p r z e z w y c i ę ż o n o gruntownie tym systemem procedur dawne zgnębienie. zrozumiał: teraz będzie jak kura. który zwraca się zawsze w jednym kierunku (w kierunku »winy«. ponieważ wymaga tego słuszność. wiecznie czujny. kapłan-asceta. że gwałtowne fizyologiczne odwety takich ekscesów. Nie wydostanie się już z tego zakreślonego okręgu. żądne też środków i narkotyków. obalało. w osłupienie wprawiało. Mistrzowska sztuczka. jak wykazano uprzednio. ostateczna trwoga. niezbędność. wszystko posłużyło teraz zwycięstwu jego ideału. w w i n i e. by w duszy ludzkiej rozdzwonić wszelkiego rodzaju rozdzierającą i zachwytną muzykę. Każdą tego rodzaju wybujałość uczucia trzeba potem o p ł a c i ć. w gruncie rzeczy nie sprzeciwiają się właściwie ogólnemu celowi tego rodzaju leczenia. którą stworzył. obawy. która bolała. p i e r w s z ą wskazówkę co do »przvczyny« swego cierpienia: aby jej szukał w s o b i e. »złe oko«. po co? żądne poznania przyczyn – przyczyny sprawiają ulgę –. wszędzie niema udręka. wszystko poszło na usługi czarodzieja. Trzeba jednak. chorobliwie łakomego sumienia. niejako jak zwierzę. a jednak nie znużony – tak wyglądał człowiek. w każdym razie fizyologicznie. tembardziej kłaść na to nacisk. jakiego kształtu! »Grzech« – bo tak brzmi kapłańska przeróbka zwierzęcego »nieczystego sumienia« (wstecz zwróconego okrucieństwa) – był dotąd największem zdarzeniem w dziejach chorej duszy: w nim mamy najniebezpieczniejsze i najfatalniejsze arcydzieło interpretacyi religijnej. otrzymuje od swego czarodzieja. jako j e d y n e j przyczyny cierpienia). wkoło której zakreślono koło. nie wiadomo dlaczego. rodzajem »niewinnym«. »W i ę c e j bolu! więcej bolu!« tak wołała przez wieki żądza jego uczni i wtajemniczonych. które. zwyciężył oczywiście. skruszenie. skierowane na każdą czynność. ogłuszenia. do złagodzenia go.. ciało głodem morzone. dążyło n i e do zleczenia chorób. wierząc najgłębiej w jego użyteczność. to rozumie się samo przez się – czyni ona chorych jeszcze bardziej chorymi –: i dlatego nie jest ten rodzaj leczenia bólu. w jakimś urywku przeszłości. miażdżyło. Czy rzeczywiście miał jeszcze prawo tak 70 . nabrało ono kształtu – ach. zachwycało. tyczących się poczucia winy. na którą pozwolił sobie kapłan asceta. czyn przekręcony. ba. I teraz na całe stulecia nie będzie się można pozbyć widoku tego nowego chorego. może nawet duchowe zaburzenia. włosiennica. wtajemniczony w t e misterya. jak mówi Luter. Ten stary wielki czarodziej w walce z uczuciem zniechęcenia. wyczerpany. agonia katowanego serca. Wszędzie przeszłość przeżuwana. mierząc miarą nowoczesną. komu nietajne nawet rzeczy ukryte – i oto patrzcie! otrzymuje wskazówkę. po nocach bezsenny. wzywanie »zbawienia«! Rzeczywiście. wszędzie bicz. iż posługiwał się on p o c z u c i e m w i n y. ł a k n i ę t o bólu. aby uważał samo cierpienie swoje jako s t a n k a r y. cierpiący na samego siebie. tajemnica katowni. kary.

i niestety n i e t y l k o w dziejach. »przeczulony«. 1564 a 1605 tylko) –. Goethe twierdził. największe. Nie umiałbym wskazać nic innego. przygnębionych. najśmielsze i najniebezpieczniejsze usystematyzowanie wszystkich środków do wybujałości uczucia pod osłoną zamiarów świętobliwych. i jego wzniośle moralny kult. (Religijna newroza o b j a w i a s i ę jako forma »złej istoty«: to nie ulega wątpliwości. które szło dotąd ściśle krok w krok z polityczną i rasową przewagą Germanów (– gdzie krew swą wszczepiają. co u s z k o d z o n y). że pod najświętszemi nazwami.. szkoda każdego słowa krytyki. co »obłaskawiony«. W orszaku pokutnego i zbawczego trainingu znajdujemy epidemie epileptyczne. niż ten ideał.. jak również przepojoną świętością celu). jako inną formę jego następstwa znajdujemy straszliwe bezwłady i trwałe zgnębienia. tam wszczepiają i swoje występki). skruchy i kurczów zbawienia.) Ideał ascetyczny. skwaszonych. Czem zaś jest? Quaeritur. któżby chciał bronić tego rodzaju twierdzenia? Trzebaby przynajmniej porozumieć się co do słowa »korzyść«. zapytajcie tylko lekarzy chorób umysłowych. Bazylea) popada raz na zawsze jako w swoje przeciwieństwo. co bardziej niszczycielsko wpłynęło na z d r o w i e i rasową tężyznę. Cóż było zawsze »powodzeniem«? Rozbity system nerwowy w dodatku do tego. że Goethe n i e był ascetycznym kapłanem.. Na kapłańskie leczenie tego rodzaju. że istnieje tylko trzydzieści sześć sytuacyi tragicznych: możnaby się już z tego domyślić. coś podobnego do somnambulizmu (ośm wielkich epidemicznych wybuchów między r. – magno sed proximo intervallo. »wyrafinowany«. jak i dziś jeszcze zauważyć można podobną przemienność uczuć. wszędzie. krzyk przerywany już to lubieżnemi. gdzie nauka ascetyczna o grzechu osiąga znów wielkie powodzenie. jakiemuś choremu naprawdę wyjść na korzyść mogła. pogłębiała i rozszerzała się zawsze chorowitość z zatrważająca szybkością. Tak samo badajcie dzieje! Wszędzie. – Jako trzeci w tym rzędzie wymieniaćby należało syfilis.. Ten – zna więcej. to nie przeczę: dodam tylko. to taki system. Wita i św. Jeśli się chce tem wyrazić. 21. że taki system procedur p o l e p s z y ł człowieka. jakie znają dzieje. co sprowadza zawsze z sobą metodyczne stosowanie udręczeń pokutnych. »grzesznego« rodzaju. z podobnymi stanami pośrednimi i przełamaniami. znajdziemy w jego orszaku owe żądne śmierci masowe delirya. – do tego rodzaju zjawisk należy też histerya czarownic. gdyby się skądinąd już nie wiedziało. już to szalejącemi zniszczeniem idyosynkrazyami. jaką w tym wypadku zalecać zwykł kapłan-asceta swoim chorym (rozumie się samo przez się. Jeśli jednak głównie chodzi o chorych. Że taka wybujałość uczucia. zwłaszcza Europejczyków. że czyni chorego »lepszym« czyni go w każdym razie b a r d z i ej c h o r y m. których przerażający krzyk »evvia. a to w największym i najmniejszym zakresie. zapisało się straszliwie i niezapomnianie w całych dziejach człowieczych. co już chore było... w które w danym razie temperament pewnego ludu czy miasta (Genewa. »obrany z męskości« (więc prawie tyle. gdzie kapłanowi-ascecie udało się stosować do chorych to postępowanie. można go bez przesady nazwać w ł a ś c i w ą f a t a l n o ś c i ą w dziejach zdrowia Europejczyka. w jednostce i tłumie. biorąc ogółem. la morte! słyszała cała Europa. to najbardziej duchowe.mówić ?. 71 . Jana w średniowieczu. »osłabiony«. przypuściwszy nawet. Co najwyżej możnaby z wpływem jego postawić jeszcze na równi wpływ specyficznie germański: mam na myśli alkoholiczne zatrucie Europy. jak naprzykład taniec św. »pozbawiony odwagi«. w każdym wypadku. że polepszony znaczy według mnie to samo.

że w stosunku do tego najbardziej cenionego. gadulstwo uczucia prawie ogłuszające. W dodatku chcą jeszcze nawet »korony żywota wiecznego«. a zamyka je przed chamami. a rzecz pewna za delikatnem nie tylko dla »pierwszych« chrześcijan: by odczuć przeciwieństwo. która była też świetnością ksiąg. n i e p o t r z e b u j e m y G r e k ó w« –. – i mam odwagę zdobyć się na swój zły smak S t a r y Testament – tak. gdy można było czytać jeszcze kilka książek. przykra gestykulacya. to zgoła co innego. To wydaje mi się wcale delikatnem. przypomnijmy sobie przecie Lutra. zgadujecie to zapewne. więcej jeszcze. Opór Lutra przeciw pośredniczącym świętym Kościoła (szczególnie przeciw »świni dyabelskiej papieżowi«) był niewątpliwie w ostatecznej pobudce oporem chama. od których ci pierwsi chrześcijanie mogli się byli nauczyć czegoś istotnego. niepokoi mnie nieledwo. nie był nigdy i nigdzie szkolą dobrego smaku. »Nieśmiertelny« Piotr! Czyżby podobna go strawić! Mają oni ambicyę. i wskazywano przytem dumnie na księgi legend. nic nad rococo duszy. właściwej epoce (i prowincyom rzymskim) i nie tak żydowskiej. Jeszcze za grecko-rzymskiej świetności. przeto popsuł też s m a k in artibus et litteris. »bez żenady« mówić z swym Bogiem. że po prostu zgodzicie się na to moje przeto. Są małe pogardzane »ludy pogańskie« na wschodzie Azyi.. sam mówić. brakło tu najwidoczniej dobrego wychowania. I to ustawiczne »na ty« z Bogiem. W nowym natomiast nic prócz małej sekciarskiej gospodarki. którego drażniła w y t w o r n a e t y k i e t a Kościoła. – lecz Luter. która śmiech wzbudza: przeżuwa to swoje najosobistsze sprawy. Kapłan-asceta popsuł zdrowie duchowe. Jak śmie się o małe swe niecnoty tyle krzyku robić. smutki i pokątne troski.. z pyskiem i łapami!. jak heleńskiej. nie mogę inaczej«.. jak gdyby »rzecz sama w sobie« zobowiązana była kłopotać się tem. mniej więcej tak. – psuje go jeszcze ciągle. chciał wszystko nawspak koniecznie. w obliczu niezmarniałego i nierozbitego jeszcze starożytnego piśmiennictwa. jej »księgi samej w sobie«. wogóle dotykać ustami imienia Boga swego. Pokora i pyszałkostwo tuż obok siebie. Czołem przed Starym Testamentem. którego Niemcy wydały i ton lutrowy. w których tkwi. jej właściwego modelu. wybuchliwość uczucia a nie namiętność. rzecz najgorszego smaku! To żydowskie. nieporównaną naiwność s i l n y c h s e r c. atmosferę konwentyklów. jeszcze mniej 72 . cudowności. same gmatwaniny. cóż dopiero Bóg. jak to czynią ci pobożni ludkowie! Pies się o to nie troszczy. nie tylko żydowskie. nieco t a k t u w czci. nie pomijając okolicznościowego tchnienia sielankowej słodkawości. za czasów. swoje głupstwa. która tylko bardziej wtajemniczonych i milczących wpuszcza w święte świętych. gdzie tylko doszedł do panowania.– Ideał ascetyczny. tego »najwymowniejszego« i najnieskromniejszego chłopa. jak dziś angielska »armia zbawienia« z pokrewną literaturą bój wiedzie przeciw Szekspirowi i innym »poganom«. bohaterski krajobraz i coś najrzadszego na ziemi. najbardziej przecenionego dzieła jestem z swym smakiem tak bardzo odosobniony (smak dwu tysięcy lat opowiada się p r z e c i w k o mnie): lecz cóż to pomoże! »Tu stoję ja. można się już tego domyślić. tak jak było. owa etykieta czci w smaku hieratycznym. Ci nie mieli tu raz na zawsze nic do gadania. Tak też uczynił. jak to poświadczają misyonarze chrześcijańscy. Jedyna wskazówka: tyczy się ona podstawowej książki literatury chrześcijańskiej. owi nie pozwalają sobie. chłop. przynajmniej nie chce mi się go dopiero dowodzić.. kąciki. znajduję naród. było mu niedość p o n i e m i e c k u: chciał przedewszystkiem mówić wprost. Nie lubię «Nowego Testamentu«.22. Znajduję w nim wielkich ludzi.nie nuży się to samego Boga wciągać w najdrobniejsze swe nędze. najbardziej upodobany przez niego właśnie w jego rozmowach z Bogiem. . odważyła się ograniczoność i próżność chrześcijańskich agitatorów – zwą ich ojcami kościoła – zawyrokować: »i my mamy swoją literaturę klasyczną. za których posiadanie wymieniłoby się dziś połowę literatur. wszyscy ci maluczcy ludzie z prowincyi Po co? Na co?—nie można dalej zajść w nieskromności. listy apostołów i traktaciki apologetyczne. »Przeto?« – Spodziewam się. natręctwo wobec Boga.

miłością. Jak się rzekło. ideał. potwierdza jedynie w myśl s w o j e j interpretacyi (– a czyż istniał kiedy konsekwentniej obmyślany system interpretacyi?).. tyleż bo w niej zdziałać można pożytecznego. rzecz ma się przeciwnie: gdzie nie jest najnowszą formą pojawiania się 73 . że pracuje się dziś w nauce surowo i że istnieją zadowoleni robotnicy. nie mówiąc już o ideale p o n a d sobą – a gdzie wogóle jest jeszcze namiętnością. jako narzędzie do j e g o dzieła. jawnie posiada odwagę i wolę być sobą i dość dobrze dotąd radziła sobie bez Boga. Właśnie przeciwieństwo tego.. co o z n a c z a. Gdzież jest i n n y »cel jedyny«?. żeby nauka jako całość miała dziś cel. Ideał ascetyczny popsuł nietylko zdrowie i dobry smak.?. – wierzy. bezwstydem. znakami pytania i nieporozumieniami obarczonym wyrazem. 23. Cóż więc oznacza moc tego ideału. że owszem we wszystkich głównych sprawach opanowało ów ideał: cała nasza w i e d z a nowoczesna jest tego świadectwem. jedynego celu. co twierdzą.. że n i e przemawia z nich bezdeń naukowego sumienia – bo dziś sumienie naukowe jest bezdnią –.. na co naprowadza. czego jest tymczasowym. czwartego. który tkwi według mnie w badaniu znaczenia tego ideału. bo lubię ja tę ich robotę. wygłaszają czasem cokolwiek nieprzyzwoite żądanie: że w i n n o się dziś wogóle być zadowolonym. n i e dowodzi jeszcze koniecznie. co kryje się za nim.dobrych manier – był w najlepszym razie szkołą manier hieratycznych: to znaczy. że nie brak tego przeciwieństwa. stówo »wiedza« jest w tych pyskach trębackich jedynie nierządem. raczej jego n a j m ł o d s z ą i n a j d o s t o j n i e j s z ą formą. zaświata i cnót zaprzecznych. w swoją bezwarunkową w y ż s z o ś ć r a n g ą od wszelkiej mocy. nie dopuszcza żadnego innego pojmowania. piątego. – ta wiedza nowoczesna. potakuje. zaprzecza. jako droga i środek do j e g o celu. wolę. odrzuca. pod nim. Zapewne jest i pośród dzisiejszych uczonych dość prawych i skromnych robotników. nie poddaje się on żadnej mocy. niewyraźnym wyrazem. zwłaszcza z nauki. szóstego – nie będę tak nieostrożny. Lecz mówią mi. w nim. słychać. jest prawdą: wiedza z konieczności nie ma dziś wiary w siebie. wstręt do miary. Lecz to. Nie przeczę. c i e r p i e n i e m.. raczej tylko to.. żarem. że niema na ziemi żadnej mocy. ludzi nieubłaganie ze stanowiska tego jednego celu. którym podoba się ich mały kącik i którzy dla tego. że głosy ich n i e wychodzą z głębi. żadnego innego celu. żebym chciał wyliczać wszystko (kiedyżbym dotarł do końca!). że im się w nim podoba. co jest śmiertelnie wrogie wszystkim dobrym manierom. popsuł jeszcze coś trzeciego. która. nadużyciem. gdzież jest wola przeciwnicza. jawnie wierzy tylko w siebie samą. że tkwi mu samemu pod skórą coś. że wiodło ono nie tylko długą. nawet fatalnych skutków: chcę ich bowiem przygotować na ostateczny i najstraszniejszy widok. która by wyrażała p r z e c i w n i c z y ideał ? Ideał ascetyczny ma c e l – jest dość powszechny. Tymczasem taką wrzawą i agitatorską gadaniną nic się u mnie nie wskóra: ci trębacze rzeczywiści są lichymi muzykantami. swego prawa do istnienia. Gdzie jest p r z e c i w i e ń s t w o tego zwartego systemu woli. p o t w o r n o ś ć jego mocy? Dlaczego pozwolono mu rozróść się w tym stopniu? Dlaczego nie opierano mu się skuteczniej ? Ideał ascetyczny wyraża pewną wolę. to. co ten ideał z d z i a ł a ł.. któraby z niego dopiero nie czerpała swego znaczenia. t e n c e l nie chcę oszczędzić swym czytelnikom rzutu oka na potworność jego skutków. ludy.. on sam jest wcielonem »non plus ultra«. tam nie jest przeciwieństwem owego ideału ascetycznego. wierzy raczej w swoje pierwszeństwo przed wszelką mocą.. namiętność wielkiej wiary. swojej wartości. by wszystkie inne interesy ludzkiego istnienia wydały się w porównaniu z nim małostkowymi i ciasnymi: pojmuje on okresy. jako właściwa filozofia rzeczywistości. szczęśliwą walkę z owym ideałem. Brzmi wam to dziwnie?. Chcę wydobyć na światło nie to. celu i interpretacyi? Czemu b r a k tego przeciwieństwa. brak miary.. najmniej mam ochoty psuć tym uczciwym robotnikom uciechę z ich rzemiosła. I tylko ze względu na.

które są zaszczytem naszego czasu. w i e r z ą. ephektycy. ci ostatni idealiści w poznaniu. nawet o n i e p r a w d o p o d o b i e ń s t w i e rzeczy. najdelikatniejszą. My »poznający« jesteśmy właśnie nieufni względem wszelkiego rodzaju wierzących.. ich dniem i nocą dymiące głowy. czegóż nie kryje dziś pod swym płaszczem wiedza! Ileż przynajmniej w i n n a ukrywać! Dzielność naszych najlepszych uczonych. że są nimi. gdzie siła wiary bardzo na pierwszy plan występuje. że wiara »uszczęśliwia«: w ł a ś n i e d l a t e g o przeczymy. nieufność nasza nauczyła nas stopniowo wnioskować przeciwnie. – jest n i e p o k o j e m braku samego ideału.. potwierdza nie »prawdę«. Daleko im jeszcze do w o l n y c h duchów. napawa się swoich uczonych przyjaciół goryczą przeciw sobie w chwili. niewiary. bezmoraliści. z kim się właściwie ma do czynienia.. którzy istnieją dziś wśród filozofów i uczonych: sąż to może szukani przeciwnicy ideału ascetycznego. – silna wiara. oni sami są jego najbardziej przeduchowionymi wyrodkami. 24. ci sceptycy. gdzie najniżej stojący stopniem żyli w posłuszeństwie. wyprowadza się ich z równowagi dlatego jedynie. tak namiętnem w tym właśnie wypadku ich słowo. samo ich mistrzostwo rzemieślnicze – jakże często właściwym tego wszystkiego sensem jest. antychryści. w którą się wierzy. wstrzemięźliwe.. że się im cześć oddaje. że wiara d o w o d z i. surowe. którzy jednego tylko się boją: p o w r o t u d o ś w i a d o m o ś c i. w co wierzą?. potwierdza pewne prawdopodobieństwo – złudy. tak poważni są na tym punkcie. ci »niewierzący« (bo tem są wszyscy bez wyjątku). h e k t y c y duchowi (ostatnimi są wszyscy razem i każdy zosobna w jakiemś znaczeniu). kto obcuje z uczonymi – czasem jednem niewinnem słowem aż do kości. jego najbardziej wysuniętym szeregiem wojennym i wywiadowczym podjazdem. to właśnie. Jakże się ma rzecz w tym wypadku? – Ci dzisiejsi przeczyciele. jego najpodchwytliwszą. b a r d z o wolne duchy«: a jednak pragnę zdradzić przed nimi. by czegoś nie widzieć! Nauka jako środek samoogłuszenia: z n a c i e t o!. – uważają się rzeczywiście za wyzwolonych w najwyższym stopniu od ideału ascetycznego.. jest dziś wiedza s c h ó w k i e m dla wszelkiego rodzaju zniechęcenia. bo stoją zbyt blizko siebie: ten ideał jest właśnie i i c h ideałem. te »wolne. że to c i e r p i ą c y. dotyczącą owego symbolu i godła. że się było za grubiańskim. ci stroniący od dnia dzisiejszego. bohaterskie duchy. ci bezwzględni na jednym punkcie. wszyscy ci bladzi ateiści. podjadków toczących. którzy sami przyznać się nie chcą do tego.. w pretensyi do intelektualnej czystości.. chcę nim być w t e m zdaniu!. czem są. najnieuchwytniejszą formą uwodzenia: – jeśli w czemkolwiek jestem odgadywaczem. nieczystego sumienia. oni sami są dziś przedstawicielami jego i może nikt więcej. ażeby mogły wpłynąć na zmianę ogólnego sądu –. Rani się ich – doświadcza tego każdy. wyszukane wypadki. w co wierzy. Och. ich gest: – czyż dlatego już ma to być prawdą. nihiliści. gdy się sądzi. I my nie przeczymy. niż wnioskowano dawniej: mianowicie wszędzie. wznieca podejrzenie przeciw temu. wtedy zdobyli jakimś sposobem wskazówkę.. ogłuszeni i nieprzytomni... wnioskować o pewnej słabej możności dowodu. despectio sui. niezadowoleniem z powodu n i e d o b r o w o l n e g o poprzestawania na małem.ideału ascetycznego – chodzi tu o zbyt rzadkie. te twarde. Kiedy chrześcijańscy krzyżowcy zetknęli się na Wschodzie z owym niezwyciężonym zakonem Assassynów. cierpieniem z powodu braku wielkiej miłości. która uszczęśliwia. zastrzeżonego tylko 74 . ostatnim idealistom. jakiemu podobnego nie osiągnął żaden zakon mniszy. dostojne. zdaje się być ostatkiem ich wiary. w których jedynie mieszka dziś i w których wcieliło się sumienie intelektualne. bo w i e r z ą j e s z c z e w p r a w d ę. ich pilność bez opamiętania. by odgadnąć. i d e a l i ś c i w k i e r u n k u j e m u p r z e c i w n y m? W rzeczy samej. owym zakonem duchów wolnych par excellence. że są przeciwnikami tego ideału. o których mówiłem. – Teraz zaś przypatrzmy się owym rzadszym wypadkom. czego sami widzieć nie mogą.

w owem zuchwałem i ostatecznem znaczeniu. do najstarszych i najmłodszych filozofów: im wszystkim brak świadomości. lecz i prawdę p r z e w r ó c i ć d o g ó r y n o g a m i. p o t w i e r d z a w t e n s p o s ó b ś w i a t i n n y. niż właśnie wolność i zerwanie pęt w owem znaczeniu. jeśli Bóg sam okazuje się naszem n a j d ł u ż e j t r w a j ą c e m k ł a m s t w e m?« – W tem miejscu trzeba stanąć i namyślać się długo. przekręcania i wszystkiego wogóle co do i s t o t y interpretowania należy) – wszystko to wyraża. przykrawania. jeśli nic już nie okazuje się boskiem. jako Boga.. co więcej. ze względu na to pytanie. Zajrzyjmy. jak go pojmuje wiara w naukę. ogółem biorąc. jako najwyższą nawet instancyę. jest ona paralogiczna: zawsze wpierw istnieć musi filozofia. Wątpię o tem. Nauka sama p o t r z e b u j e teraz usprawiedliwienia (nie znaczy to wcale. który ostatecznie równie surowo zabrania sobie zaprzeczania. a jeżeli ów »inny świat« potwierdza.. 289 i nast. Czy rozumiecie to »nie śmiano«? – Od chwili gdy zaprzeczona została wiara w Boga ideału ascetycznego. nie należy się łudzić co do tego. który wznieciła tysiące lat licząca wiara. przyrody i dziejów. jeśli to właśnie coraz mniej wiarogodnem się staje. jak potwierdzania. tak jak jedynie w ideale owym jest poręczona i zapieczętowana (trwa ona i przemija z owym ideałem).– Wola prawdy wymaga krytyki – określmy zatem swoje własne zadanie –. Otóż to była w o l n o ś ć ducha. choćby jako jej nieświadomy imperatyw. jaka spotkać może dwie tak czcigodne niewiasty!) Tak.. chyba pomyłka. który nosi nagłówek: »O ile i my jeszcze bogobojni jesteśmy« str. jak jakieś zaprzeczenie zmysłowości (jest to w gruncie tylko modus tego zaprzeczenia). por. co jest ową bezwzględną wolą prawdy. w czem nauka francuska szuka dziś pierwszeństwa moralnego przed niemiecką. to w i a r a w s a m i d e a ł a s c e t y c z n y. wiem coś innego: – nic nie jest bardziej obce tym bezwzględnym w jednem. skracania. i my także s w ó j ogień jeszcze czerpiemy z owego pożaru. tego świata. wypychania. że ono dla niej istnieje). 275 i nast. najlepiej całą piątą księgę wymienionego dzieła. To. – to wiara w m e t a f i z y c z n ą wartość. że prawda jest b o s k a. bo nie ś m i a n o uczynić prawdy problematem. temu polecam przeczytać na nowo ów ustęp »Wiedzy radosnej«. jak go nazywam). owa c h ę ć zatrzymywania się przed tem co faktyczne. kłamstwo. że wola prawdy sama dopiero usprawiedliwienia wymaga. jako ich secretum: »Nic nie jest prawdą. kto naprzykład zamierza oprzeć filozofię na »podstawach czysto naukowych«.. na czem nasza wiara w naukę spoczywa. jej piątą księgę str. pod żadnym względem nie są właśnie bardziej spętani: właśnie w wierze w prawdę są. opuszczania.dla najwyżej stopniem stojących. (Komu to zdaje się za krótko powiedziane. tak samo przedmowę do »Jutrzenki«)... niema żadnej nauki bez a priori. owa wiara chrześcijańska. – »ów prawdziwy. t e m w y m ó w i o n o wiarę nawet prawdzie. owo zrzeczenie się interpretacyi wogóle (gwałcenia. to wciąż jeszcze w i a r a m e t a f i z y c z n a. Znane mi to wszystko może nazbyt zblizka: owa szacunku godna wstrzemięźliwość filozofów. Czy jaki europejski.. by wiedza mogła z niej wyciągnąć kierunek. Co jednak do niego zmusza. nie zaś świat życia. wszystko wolno«. że Bóg jest prawdą. jak to? czyż nie musi właśnie tem samem zaprzeczać jego przeciwieństwa. my bezbożni. Myśli o takiej nauce nie można wymyślić. nie ulega wątpliwości – i tu dopuszczam do głosu swoją »Wiedzę radosną«. my antymetafizycy. chrześcijański duch wolny zabłąkał się już kiedy do labiryntu tego zdania i jego labiryntowych k o n s e k w e n c y i? Czy zna z d o ś w i a d c z e n i a minotaura tej jaskini ?... silni i bezwzględni. Surowo sądząc. wymyślania. bo przyjmowano prawdę jako byt. ten musi wpierw nie tylko filozofię. przed factum brutum. i s t n i e j e t e ż n o w y p r o b l e m a t: o w a r t o ś c i p r a w d y. ów stoicyzm umysłowy. granicę. do której zobowiązuje taka wiara. równie dobrze ascetyzm cnoty. w wartość samą w s o b i e p r a w d y. »wiara«. ów fatalizm «des petits faits« (ce petit faitalisme. która była też wiarą Platona. jak nikt inny. ślepota.. na tym punkcie istnieje luka w każdej filozofii – skąd to pochodzi? Bo ideał ascetyczny p a n o w a ł dotąd nad całą filozofią.. 75 . p r a w o do istnienia. sens. naszego świata?. (Kto to rozumie odwrotnie. Lecz cóż. metodę. trzeba wartość prawdy raz na próbę p o d a ć w w ą t p l i w o ś ć... najgorsza to obraza przyzwoitości. tym t a k z w a n y m »duchom wolnym«. – i my dzisiejsi poznający.

mówiąc nawiasem. – ochłodzone uczucia. założeniem. stoją przecie na jednym gruncie – dałem to już do poznania –: to jest na jednakiem przecenieniu prawdy (właściwiej: na jednakiej wierze. zwolnione tempo. bardziej duchowy. gdy szukam naturalnego antagonisty ideału ascetycznego. rozjemczych sądów pokoju zamiast wojen. pokątniejsze. Przewaga mandaryna nie oznacza nigdy nic dobrego. jakiejś stwarzającej wartości mocy. że prawda nie da się oceniać. są to zwycięstwa – lecz nad czem? Nie pokonały one wcale ideału ascetycznego. Czy człowiek m n i e j p o t r z e b u j e zaświatowego rozwiązania swej zagadki istnienia przez to. szczery antagonizm – tam »zaświatowiec« najlepszej woli. że zawsze jakiś mur. jakoby klęska astronomii teologicznej oznaczała klęskę owego ideału?. jakie tylko być może. dyalektyka zamiast instynktu. stał się on raczej mocniejszy. w której właśnie k ł a m s t w o się uświęca. tą najniewątpliwszą oznaką mozolniejszej przemiany materyi.25. wielki potwarca życia. zaostrzcie słuch! (S z t u k a. Nie! Niech mi nikt nie przychodzi z wiedzą. o tem przedmowę do »Narodzin Tragedyi«). natura z ł o t a. padał bez miłosierdzia. Usłużność artysty w służbie ideału ascetycznego jest przeto najwłaściwszem z e p s u c i e m artystycznem. bo kiedyś wrócę do tego na dłużej. (Nauka jako problemat. jakiś szaniec. tego największego wroga sztuki. Szacowanie ideału ascetycznego pociąga za sobą niechybnie i szacowanie wartości nauki: na to zawczasu przetrzyjcie oczy. w którejby s ł u ż b i e d o p i e r o ś m i a ł a w i e r z y ć w siebie samą. Plato p r z e c i w Homerowi: oto cały. pewność p r z y s z ł o ś c i znikły. zdrewnienia. religii litości i wszystkich innych zresztą oznak opadającego życia. tak.. strzeżmy się myśleć. jest bardziej zasadniczo. że są jego przeciwieństwem.. że to istnienie od tego czasu wydaje się jeszcze dowolniejsze. jakiego dotąd Europa wydala. upadku. badając przenikliwiej. ciężej pracującego życia). co oznacza? – por. zmagającego się. niejako jak b o g a c i duchem: – n i e są niem. jak tam. p o w a g ą nacechowane twarze i gesty (powagą. a w o l a z ł u d y ma czyste sumienie u boku. Właśnie przez to są sobie z k o n i e c z n o ś c i sprzymierzeńcami. mogą też być tylko wspólnie zwalczane i podawane w wątpliwość. – Nie! ta nauka nowoczesna – otwórzcie tylko na nią oczy – jest tymczasem n a j l e p s z ą sprzymierzeńczynią ideału ascetycznego. przybrania.artystę. ani krytykować). nazwałem ich hektykami duchowymi). w których na pierwszy plan wysuwa się uczony: są to okresy znużenia. najtajemniejszą i najpodziemniejszą! W jedną grę grali dotąd »ubodzy duchem« i naukowi przeciwnicy owego ideału (mówiąc nawiasem. Jedno i drugie. równie jak wynurzenie się demokracyi. lecz tylko do jego zewnętrzności. przedstawia ona głównie nawet popędzającą raczej siłę w jej wewnętrznem ukształtowaniu. Przypatrzmy się okresom któregokolwiek narodu. potrzebuje w każdym względzie dopiero jakiegoś ideału Wartości. niż nauka. przeciwstawna ideałowi ascetycznemu: tak odczuwał to instynkt Platona. że jeśli są zwalczane. stoi nauka na tym samym gruncie. w której wyraża się jej p r z e c i w n i c z y i d e a ł?«: Na to opiera się wiedza nazbyt mało na sobie samej. – ona sama nigdy nie stwarza wartości. co ideał ascetyczny: pewne z u b o ż e n i e życia jest tu. to jest nieuchwytniejszy. najmniej dobrowolną. zbędniejsze w w i d o c z n y m porządku rzeczy? Czyż właśnie samozmniejszanie się człowieka. zdogmatyzowania. niestety i jednem z najpowszedniejszych: bo niema nic bardziej ulegającego zepsuciu nad . gdy pytam: gdzie jest przeciwnicza wola. równouprawnienia kobiet. przybudowany doń i w z g r u b i a j ą c y jego wygląd. Jej stosunek do ideału ascetycznego nie jest w sobie samym wcale jeszcze antagonistyczny. pewność życia. – przelewna siła. nie odnosi się wcale do ideału samego. bardziej podchwytliwy przez to. i właśnie dlatego. jego c h ę ć samozmniejszenia nie postępuje 76 . maski. co w nim egzoteryczne. Jej sprzeczność i walka. odwalony ciosem nauki. że jest najmniej świadomą. nauka i ideał ascetyczny. – budzi ona w nim nanowo życie. Te sławne z w y c i ę s t w a tych ostatnich: niewątpliwie.) I z fizyologicznego punktu widzenia. tu tego życia poniewolny bóstwiciel. często zmierzchu. – sztuka. do jego czasowego stwardnienia. Czy rzeczywiście sądzicie. zaprzeczając tego.

który słowa »artysta« jak rękawiczek używa i chwałę kontemplacyi wziął dziś zupełnie dla siebie w arendę: och. – Lub czyż może całe dziejopisarstwo nowoczesne okazuje pewniejszą życia. wiara w jego godność.). Przypuściwszy. Od czasu Kopernika dostał się człowiek... twarde. sądzi on. że zwycięstwo. wstecz nie pozierać?. że jest jedyny. on.. które sprawiła l’habitude d’admirer l’inintelligible au. Hejże! Toby była właśnie prosta droga – do s t a r e g o ideału?. rodzaju może jeszcze »nowocześniejszego«.. Co się jednak tyczy owego innego rodzaju historyków. najwyżej metapolityka petersburska i »litość« tołstojowska. zarówno z życiem jak z ascetycznym ideałem oczkującego. To pewna. raczej sprzeczne jest z niemi i przejmuje grozą: co za boski wybieg móc szukać winy tego nie w »pragnieniach«. na równię pochylą.. – wyzwoleni zostali z pod władzy teologów: co za szczęście! – wskazał im on ową dróżkę chyłkową. »niszczy ona mą ważność«. lubieżnego. jak zaprzecza. gardzi odgrywaniem roli sędziego. jak n i e n a t u r a l n a – tak nazywam samokrytykę poznania –. lecz jest równocześnie w jeszcze wyższym stopniu n i h i l i s t y c z n e. – stacza się odtąd coraz szybciej od punktu środkowego – dokąd? w nicość? w »p r z e w i e r c a j ą c e uczucie swej nicości«?. że wszystko. że wszyscy transcendentaliści od czasu Kanta mają przed sobą znowu grę wygraną.). zda się. jako ostatecznego i najpoważniejszego prawa jego do szacunku w własnych oczach (w samej rzeczy słusznie: bo pogardzający jest zawsze jeszcze kimś. czy Kant sam coś podobnego choćby tylko miał na widoku). co do tego nie należy się mylić! Jest to smutne.. odrzuca ono wszelką teleologię. wszelka nauka. znikła. lecz w »poznaniu«!.. zwą się »po co?«. »dusza«. tu życie oniemiało. W s z e l k a nauka (a wcale nie astronomia tylko. – potwierdza równie mało. co człowiek »poznaje«. sprawiło uszczerbek owemu ideałowi? (przyczem niech nas na razie nic nie obchodzi. i na tem polega jego dobry smak. sam znak z a p y t a n i a wielbią.). które tu kraczą. jako czciciele nieznanego i tajemniczego w sobie.. Tak samo: któżby mógł odtąd mieć za złe agnostykom.. jak wyziera osamotniały podróżnik po podbiegunowej północy (może. Czy przez to p r z e c i w d z i a ł a s i ę właściwie ideałowi ascetycznemu? Czy sądzi się jeszcze naprawdę z całą powagą (jak to długi czas wyobrażali sobie teologowie). »daremnie!« »nada!« – tu nic już nie wschodzi i nie rośnie. jakąż ci słodcy sprytnisie wzbudzają tęsknotę nawet choćby 77 . o której upokarzającem i zniżającem działaniu uczynił Kant zaznaczenia godne wyznanie.. możnaby nawet rzec. które w y z i e r a. który »nie zapomniał czcić«. «Bóg człowiek«). – oko.. – człowiek stał się z w i e r z ę c i e m. ostatnie wrony. nie zadowala jego pragnień. jeśli. lieu de rester tout simplement dans l’inconnu. jak gdyby szacunek ten nie był niczem. bez porównania. zwierzęciem.. nie chce już wcale »dowodzić«. aby nie wzierać. dąży dziś do wybicia człowiekowi z głowy jego dotychczasowego szacunku dla siebie. że starzy obchodzili się bez tego). niezastąpiony w hierarchii istot. lecz zdecydowane spojrzenie. »nieśmiertelność«). »opisuje«. że zasadza ona własną swą dumę. ustala.. »wolność«. odniesione przez Kanta nad teologiczną dogmatyką pojęć (»bóg«. jako boga? (Ksawery Doudan wspomina les ravages. Niema żadnego poznania. który w dawniejszej swej wierze był nieledwo bogiem (»dziecię boże«..naprzód niepowstrzymanie od Kopernika? Ach. jeno dziwaczną zarozumiałością. własną cierpką formę stoickiej ataraksyi na podtrzymaniu tej mozolnie zdobytej człowieczej s a m o p o g a r d y. p r z e t o jest Bóg«: co za nowa elegantia syllogismi! co za tryumf ideału ascetycznego!« 26. po której mogą odtąd na własną rękę i z największą naukową przyzwoitością iść za pragnieniem swych serc«. Wszystko to jest w wysokim stopniu ascetyczne. pewniejszą ideału postawę? Jego najdostojniejszą pretensyą jest teraz: b y ć z w i e r c i a d ł e m. tak naturalna. Tu śnieg leży.. w to. wyłączenia i zastrzeżenia. rodzaju używającego..

Jest to zupełnie oczywiste.. gdybym wybierać musiał. O ileż chętniej wolę już z owymi historycznymi nihilistami wędrować w najposępniejszych. nie krępującej się. a w gruncie są tylko tragicznymi błaznami. na świętego Anakreonta! a nie tylko do uciekania. właśnie ręki. którzyby chcieli uchodzić za ascetów i kapłanów... Stokroć gorsi są owi »oglądacze«.. pseudoalkoholiczna wszędzie atmosfera. Niemcy ponad wszystko«.. następnie zaś paralysis agitans »idei nowoczesnych«).. nie mogę znieść tych pobielanych grobów.. o i l e o n j e s t u c z c i w y! jak długo wierzy sam w siebie i nie błaznuje! Ale nie mogę znieść wszystkich tych kokietujących pluskiew. pocóż mnie dala natura nogę?. by dać posłuch umysłowi nawet niehistorycznemu. szarych. oczkowania z ideałem ascetycznym. co stanowi założenie dla tej dyety: po pierwsze z narodowem zacieśnieniem i próżnością.. które odgrywają rolę życia. lubieżnego eunuchostwa wobec historyi. Lecz cóż mówić o odwadze: tu trzeba tylko jednego. antysemitów. których ambicya zasadza się na wywąchiwaniu nieskończoności. posturą moralną. jeszcze nie chcąca się przyznać species »pięknych duchów«.. rozkoszującego się teatrem historyi. starają się wzburzyć wszystkie pierwiastki bydlęce tłumu (– że żadnemu rodzajowi duchowego oszustwa nie zbywa w dzisiejszych Niemczech na powodzeniu.. nad takiego woniejącego gagatka. nie mogę znieść tych znużonych i zużytych. Europa jest dziś bogata i wynalazcza przedewszystkiem na polu środków podniecających..za ascetami i krajobrazem zimowym! Nie! niech dyabli biorą ten ludek »oglądaczy«.. wiele ton ocukrzonej wyskokowej litości (firma: la religion de la souffrance). zgoła nie krępującej się ręki. aby powietrze znów czyściej woniało. zimnych mgłach! ba. rozumiecie mnie). stąd też wstrętna. cuchnąca... nie znam nic wstrętniejszego nad taki »objektywny« fotel. tych najgorętszych trunków ducha. ile k o m e d y a n t ó w chrześcijańsko-moralnego ideału należałoby wywieźć dziś z Europy. nie zależałoby mi nic na tem.. tacy »widzowie« rozgoryczają mnie przeciw widowisku więcej jeszcze niż widowisko (sama historya. 78 . którzy noszą czapkę niewidkę na słomianym wiechciu swej głowy. Do stąpania.. którego dźwiękami oszałamia się w dzisiejszych Niemczech pewna dotąd jeszcze nieśmiała.. sprawiedliwego świętoszkostwa impotencyi! Jestem z całą czcią dla ideału ascetycznego. przeciwhistorycznemu (jak owemu Dühringowi.. pół satyra. ile szczudeł »szlachetnego oburzenia« dla wspomogi duchowych płaskonogów. którego przyczyny szukam w nazbyt wyłącznem żywieniu się dziennikami.. a także mą cierpliwość: niech wobec takich widoków zachowuje swą cierpliwość. którzy przewracają dziś. polityką... g d z i e mu nie dostaje.. zdaje się niczego więcej nie potrzebować nad stimulantia i gorące trunki: stąd też olbrzymie fałszowanie ideałów.. lwu . zdradzającego już wysokim falsetem swego uznania. g d z i e w tym wypadku okrutne nożyce Parki ach! nazbyt chirurgicznie były w robocie! To drażni mój smak. wraz z tem. silną lecz ciasną zasadą »Niemcy.... i że oczywiście można zrobić nowy »interes« na tych bożkach ideału i należących do nich »idealistach« – nie przeoczcie tej wytyczni! Któż ma dość do tego odwagi? – w naszym ręku leży możność »zidealizowania« całej ziemi!.. bohaterskich kostyumów i szczękających blach stów wielkich. Radbym wiedzieć. uperfumowanego Renanem. pół klechę. że dla tej nadwytwórczości stanęła otworem nowa droga h a n d l o w a. którzy owijają się w mądrość i spoglądają objektywnie..... kto nie ma z niej nic do stracenia.. nie mogę znieść tych na bohaterów wystrojonych agitatorów. wiele okrętowych ładunków podrobionego idealizmu.. nie znoszę ambitnych artystów.. – mnie oburza taki widok.. aż wkońcu i nieskończoność pluskwami śmierdzi. Natura. kłamliwa. do zdeptania spróchniałych stolców tchórzliwego oglądania. która bykowi dala róg. piwem i muzyką wagnerowską.. species anarchistica wśród wykształconego proletaryatu). oczy chrześcijańsko-aryjsko-dobrodusznym sposobem i wyczerpującem wszelką cierpliwość nadużywaniem najtańszego środka agitacyi. czego mu nie dostaje. nie znoszę i owych najnowszych spekulantów na polu idealizmu. nieprzewidzianie nachodzi mnie przytem anakreoński humor... jest to właśnie w związku z niedającem się zaprzeczyć i prawie dotykalnem z j a ł o w i e n i e m niemieckiego ducha.

to dzięki tej surowości jesteśmy właśnie d o b r y m i E u r o p e j c z y k a m i i spadkobiercami najdłuższego i najdzielniejszego samoprzezwyciężenia Europy«. przez akt unicestwienia samych siebie. – jest on nakazującą cześć k a t a s t r o f ą dwutysiącyletniego zaprawiania się do prawdy. słabością. jedną z jego ostatnich form wniosku i wnętrznych konsekwencyi. decydujący punkt na pięć wieków przed erą europejską. ta reszta ideału. – jeśli przez co. do czystości intelektualnej za wszelką cenę.. badając ściśle. Tem uświadomieniem się sobie woli prawdy n i s z c z e j e – tu niema wątpliwości – moralność: owo wielkie widowisko w stu aktach...27. obywa się wszędzie bez ideału – popularnym wyrazem na tę wstrzemięźliwość jest »ateizm«–: z w y j ą t k i e m j e g o w o l i p r a w d y. P r ó b a p r z e m i a n y w s z y s t k i c h w a r t o ś c i). spowiednicza drobiazgowość sumienia chrześcijańskiego. która zabrania sobie wkońcu k ł a m s t w a w i a r y w B o g a. jako ustawiczne świadectwo moralnego porządku świata i moralnych celów ostatecznych. łgarstwem. najbardziej duchowem sformułowaniu. 302: »sama moralność chrześcijańska. Chodzi mi tutaj tylko o zaznaczenie jednego: ideał ascetyczny ma także w najbardziej duchowej sferze tymczasem ciągle jeszcze tylko jeden rodzaj rzeczywistych wrogów i s z k o d z i c i e l i: są to komedyanci tego ideału. jak to się pozornie wydaje. – Dość! Dość! Porzućmy te dziwaczności i złożoności najnowocześniejszego ducha. o d n i o s ł o właściwie z w y c i ę s t w o nad Bogiem chrześcijańskim? Odpowiedź jest w mojej »Wiedzy radosnej« str. tłumaczenie dziejów ku czci rozumu boskiego.. Wszędzie zresztą. silnie i nie fałszując monet pracuje. my bardziej duchowi ludzie tego stulecia!) n i e stoi stosownie do tego w sprzeczności z owym ideałem. Patrzenie na naturę. Bezwzględny uczciwy ateizm (j e g o to powietrzem jedynie oddychamy. obranym z wszelkich zewnętrznych dodatków. zniewieściałością. – stoimy u progu t e g o wydarzenia. wszystko ku zbawieniu duszy wymyślonem i zesłanem: to już teraz« m i n ę ł o. z Buddą. jeśli nie ten. w jego najściślejszem. (Ten sam pochód rozwojowy w Indyach. to ma sumienie p r z e c i w sobie. już z filozofią Sankhyam. problemat znaczenia ideału ascetycznego. z naszym problematem. Ta wola jednak.. ten sam ideał do podobnego wiodący wniosku. – zawsze zwraca się wkońcu do samego prawodawcy wołanie: patere legem. którą potem Budda spopularyzował i uczynił religią. to wydaje się każdemu wytwomiejszemu sumieniu nieprzyzwoitością. n i e z n a n i przyjaciele moi (– bo jeszcze n i e w i e m o żadnym przyjacielu): jakiżby sens miało całe n a s z e istnienie. jak płacz: właśnie nasz problemat może się obyć bez nich. które pozostaje w spadku dwom najbliż79 . I tu schodzę się znowu z swoim problematem. gdy postawi pytanie: »c o z n a c z y w s z e l k a w o l a p r a w d y?« .) Co. jest. Tak chce prawo życia.. aby ta wola prawdy uświadomiła się w nas sobie samej j a k o p r o b l e m a t?. które przygotowuję: WOLA MOCY. – bo budzą nieufność. wniosek p r z e c i w k o sobie samemu. tchórzostwem. dokładniej. prawo k o n i e c z n e g o samoprzezwyciężenia się w istocie życia. gdzie dziś duch surowo. wykładanie własnych wydarzeń przeżytych. jak jego jądrem. wszystko znakiem. Wszystkie wielkie rzeczy niszczeją same sobą. odsyłam w tym względzie do dzieła. To jednak stanie się. na wskroś ezoterycznym. wzbudzające zarówno śmiech. nieuczciwością. jest on raczej jedną z jego ostatnich faz rozwojowych. zupełnie niezależny i dlatego mogący służyć za dowód. wyciągnie wkońcu swój n a j p o t ę ż n i e j s z y wniosek. quam ipse tulisti. samym owym ideałem. w ten sposób musi teraz chrześcijaństwo zniszczeć też j a k o m o r a l n o ś ć. Kiedy chrześcijańskie dążenie do prawdy wyciągnie już jeden wniosek po drugim. jak gdyby była dowodem dobroci i opieki jakiegoś boga. coraz surowiej brane pojęcie prawdziwości. w ten sposób zniszczało chrześcijaństwo j a k o d o g m a t własną swą moralnością. jak gdyby wszystko było zrządzeniem. jeśli mi uwierzycie. przemieniona i wyniesiona do godności sumienia naukowego. a więc nie tak jego resztą. – cóż tu znaczy wczoraj i dzisiaj! Sprawami temi zajmę się w związku z czem innem gruntowniej i dosadniej (pod nagłówkiem: »Z dziejów europejskiego nihilizmu«.

niechęć do życia. ten strach przed szczęściem i pięknością. Objaśnił on cierpienie. I cierpiał napróżno. Lecz mimo wszystko – człowiek został tem uratowany. – a i d e a ł a s c e t y c z n y n a d a ł m u s e n s! Był to jedyny sens dotąd. piłką niedorzeczną. a może i najbogatsze w nadzieje z wszystkich widowisk. że olbrzymia l u k a otaczała człowieka. gorzej jeszcze. dokąd chciał. życzeniem. jakiś c e l cierpienia. zmianą. które otrzymało kierunek swój od ideału ascetycznego: ta nienawiść przeciw temu. c i e r p i a ł z powodu problematu swojego istnienia. – obojętne na razie. bunt przeciw najbardziej zasadniczym warunkom życia. on go c h c e. to pożądanie ucieczki przed pozorem. mógł odtąd czegoś c h c i e ć. co właściwie wyrażało całe owo chcenie. Objaśnienie – niema wątpliwości – przyniosło z sobą nowe cierpienie.. była bezsensowność cierpienia. »bezsensowną«. co człowiecze. co zwierzęce. przestał być nadal liściem na wichrze. jakie dotąd istniało.. lecz jest to i pozostanie zawsze wolą!. n i e zaprzecza cierpienia w sobie. śmiercią. z w i e r z ę człowiek nie miał dotąd żadnego sensu. jakikolwiek sens jest zawsze lepszy.. ciążącem dotąd nad ludzkością. potwierdzić. to dzielne i najbardziej do cierpienia przywykłe zwierzę. że mu się wskaże s e n s tego. najstraszliwsze. 80 . ale pod warunkiem. Nie można przed sobą w żaden sposób ukryć. poza każdym wielkim losem człowieczym brzmiało jako refren jeszcze większe »napróżno!« Ideał ascetyczny znaczy właśnie to: że czegoś b r a k ł o. Jego istnienie ziemskie nie miało żadnego celu: »po co wogóle człowiek?« – było pytaniem bez odpowiedzi. przeciw temu. pożądaniem samem – wszystko to oznacza.. tylko to. lecz n i e cierpienie samo było jego problematem. Żeby zaś jeszcze na końcu rzec. par excellence. w o l ę n i c o ś c i. wnętrzniejsze. po co. postawiło cierpienie w perspektywie w i n y. niż żaden.. zamknęły się drzwi przed wszelkim samobójczym nihilizmem. olbrzymia próżnia zapełniła się. bardziej wżerające się w życie. ten wstręt do zmysłów. że brakło odpowiedzi na okrzyk pytający: »p o c o cierpieć?« Człowiek. niż n i e chcieć. czem: w o l a s a m a z o s t a ł a u r a t o w a n a. 28. Przekleństwem. co rzekłem na początku: człowiek woli raczej jeszcze chcieć n i c o ś c i. ważmy się pojąć to. wyjaśnić...szym stuleciom Europy. Jeśli nie brać pod uwagę ideału ascetycznego.. gorzej jeszcze. do samego rozumu. szuka go sam. stawaniem się. jadowitsze. głębsze. był na ogół zwierzęciem c h o r o w i t e m. miał sens. człowiekowi i ziemi brakło w o l i.– nie umiał on samego siebie usprawiedliwić. nie cierpienie. ideał ascetyczny był pod każdym względem tem »f a u t e de m i e u x«. najgodniejsze pytania. to człowiek. co materyalne. przeciw temu.

wycisnęły te książki na sobie mimowoli tę datę przełomu. I tylko wewnętrzny żar czucia i myślenia stapia je za każdym razem i wprowadza w ruch jako rzeczywistości płynne: rzekłbyś odwrotna hipostaza procesów uczuciowych i myślowych ku realnościom. lecz te jego obrazy. które nawołują nieustannie: »Uciekaj. gdy ukończone leży przed czytelnikiem polskim. dla kogo mowa takiego optymizmu jest najtchórzliwszą narkozą obezwładnień.. Oto książki. Dzieło tej powagi i znaczenia. nie pomija żadnej sposobności. aby dyskredytować życie na uboczu: jako zatracające uczucie i rozumienie społeczności swojej. w kategorye nieomal. Rozpoczęte przypadkowo w r... że godzi się bodaj tu właśnie podkreślić tę różnicę o głębszem znaczeniu wychowawczem. że się one zaostrzają ku coraz to nowym zagadnieniom. Lecz bodaj że ta droga. że w tej perspektywie »z tyłu i oddalenia« nie rzeczywistości stają się w końcu przedmiotem rozważań. psychologa i pisarza. w dniach najwyższego obudzenia nadziei żywotnych. jak tylko namyślał się: jako filozof i pustelnik instynktowy. gdyż podrywa wiarę w twórczą silę zaprzeczeń koniecznych. lecz wraz z ich odbiciem w wyobraźni czy intelekcie nieuniknione nawarstwienia d a w n y c h odczuć i krytycyzmów. Ze wszystkich dachów rozlega się dziś wołanie o pogodę i optymizm dla wykrzesania w ludziach największego ciepła i otuchy. pozwala ogarniać d u c h o w e c z y n n i k i ż y c i a w jak najdalszem ich rozgałęzieniu i splocie wzajemnym.. zmienne i zawsze wielolice odbija się w duszy takiej... Przemawia tu myśliciel. A oto ktoś. Sporne wszystkim »wartościom« dzisiejszym. aby się każdy po nich krzątał i roił bez ustanku. którego każde zdanie dotyka jakiegoś nerwu człowieczego. a ukończone teraz oto. w cierpliwości. umiejącej zachować swą ciągłość na zmiennej fali życia. z rynku w samotnię swą!« Wręcz przeciwnie obwołuje się na naszych rynkach. jako działające wręcz na szkodę jej »życiowych instynktów«.. że się one z dotychczasowego ujęcia wytłumaczyć nie dadzą. I niemi to pod koniec operuje może pustelnik?. Aż póki nie wysubtelnią myśli i uwagi ku postrzeganiu w danej dziedzinie zjawisk na tyle odmiennych. 81 . ponadto korupcyą moralną. w opóźnieniu i pozostawaniu w tyle. stoi ono zarazem w tak jaskrawej sprzeczności do wskazań i wierzeń naszej doby ostatniej. który korzyść swą znalazł w trzymaniu się na uboczu. i tylko ona. sięgać ku najbardziej ukrytym łącznikom i sprężynom zdarzeń. lecz grupuje je mimowoli tak. nie potrzebuje chyba zaleceń ponownych.Zapowiedziane przed laty siedmiu polskie wydanie Dzieł Fryderyka Nietzschego zostało doprowadzone do końca i zawarte w t o m a c h t r z y n a s t u o r a z j e d n y m t o m i e S u p l e m e n t u. bracie. zdala. który z bezwzględnego pessymizmu omiękłości wobec dzisiejszego człowieka pragnie wykrzesać budujący hart dni przyszłych. Podobnie każde szersze myślowe ujęcie zjawisk fizycznych wprowadza w chaos faktów nietylko ich rozgląd i łączność przypuszczalną. A oto w tych książkach zabiera głos »ktoś. swą pogodę czerpie z nadziei. lecz najdalszych«.. a otuchę uczy mieć »nie w bliźnich i najbliższych. a co najważniejsza d o b y w a ć n a j a w n i e s k o ń c z o n y s z e r e g z a g a d n i e ń i p r o b l e m a t ó w.« I stało się imię tego pustelnika dla współczesnych wprost synonimem bojownika o instynkty życiowe. które pod owym nawarstwieniem zastygły jakby w kryształy. Nie życie samo płynne. 1905. kto nic innego dotychczas nie czynił. – Być może jednak. Niechże pozostaną z nią na przyszłość jednym z tak bardzo nielicznych dowodów odporniejszej żywotności naszych potrzeb duchowych.

gdzie sam autor przemawia. – Zmierzch bożyszcz (1888). w jakich napisana została. Nie mamy tu u siebie powodów do drażliwości.(1880–81). w miejscu innem. – Przemiana wszystkich wartości. który ten brak naszej literatury krytycznej zechce dopełnić – jak to będzie odpowiedniej. Nie mniej dalecy byli jednak i od prozelityzmu. cz. – Niewczesne rozważania. (1871). ukazała się właśnie temi laty. zawierającego rozprawy o Nietzschem. – Dytyramby dionyzyjskie (1888).– Tako rzecze Zaratustra (1882—85). a zwięzłe przedsłowie tłumacza daje rozważnemu czytelnikowi wskazówkę co do charakteru tej »autobiografii«. Tedy od myśli wydania Suplementu. Nietzschego. która. mniemając. Wiedza radosna (1881– 82). Pominięcie całej Wagneryady możemy łatwo przeboleć. – Suplement: Ecce homo. zrozumiałych na miejscu. że przekładem. podajemy tu spis polskich tomów XIV w ich układzie chronologicznym: Narodziny tragedyi. runie on. a następnie przez Muzeum Weimarskie zawierają przeważnie odrębne wersye i stylizacye ustępów. aby zamiast życiorysu dać jako Suplement autobiografię (Ecce Homo). 82 . jak pada wielka hipoteza: postawi ogrom zdobytej wiedzy i wyostrzenia myśli. arcyludzkie. jaką oddali Dziełu Fr. II). – Wędrowiec i jego cień (Ludzkie. oraz czasu i warunków. – Z genealogii moralności (1886). – Polscy tłumacze dalecy byli od chłodnego obiektywizmu w stosunku do oryginału: świadczy o tem ta niepoślednia cząstka zapału i pracy życiowej.– Jutrzenka. – Wola mocy (1882—88). dla nas obojętniejszą być może. w nadziei wreszcie. (1888). odpowiadającym wymaganiom mowy polskiej. (1873–74). w danym wypadku w tej dziedzinie najbardzej fascynującej: życia i duszy ludzkiej. jeśli idzie o filozofie Nietzschego.Jeśli świat pustelnika Nietzschego nie ostoi się przed »sumieniem intelektualnem« przyszłości. wydawane przez panią Foerster-Nietzsche. wypełnili całkowicie obowiązek swój. Te same względy zdecydowały. arcyludzkie. – Ludzkie. odstąpili w przekonaniu. (1876––77). Aby ułatwić czytelnikowi oryentacyę w czynnikach rozwojowych idei Nietzschego. Inne pisma pośmiertne. przyczem najważniejsze z nich zostały włączone do niemieckiego pośmiertnego układu Woli Mocy. Ma ona niepoślednie znaczenie dla dziejów kultury niemieckiej. (1877–78). pominiętych przez autora w układzie tomów za życia ogłoszonych. ze nie należą one bądź co bądź tam. – Poza dobrem i złem (1885–86). acz wbrew woli rodziny i Muzeum Weimarskiego. że znajdzie się wśród czytelników polskich niejeden może. (1888).

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->