Aby rozpocząć lekturę, kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dostęp do spisu treści książki.

Jeśli chcesz połączyć się z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poniżej.

FRYDERYK NIETZSCHE

Z GENEALOGII MORALNOŚCI
PISMO POLEMICZNE PRZEŁOŻYŁ LEOPOLD STAFF

2

Tower Press 2000 Copyright by Tower Press, Gdańsk 2000

3

PRZEDMOWA. 1.
Jesteśmy sobie nieznani, my poznający, my sami samym sobie; ma to słuszną przyczynę. Nie szukaliśmy siebie nigdy, – jakże stać się miało, byśmy się kiedyś z n a l e ź l i? Słusznie powiedziano: »gdzie jest wasz skarb, tam jest i serce wasze«; n a s z skarb jest tam, gdzie stoją ule naszego poznania. Jako skrzydlaki z urodzenia i duchowi zbieracze miodu, dążymy zawsze do tego, troszczymy się z serca właściwie tylko o jedno – »by coś przynieść do domu«. Co się poza tem tyczy życia, tak zwanych »wydarzeń przeżytych«, – któż z nas bierze to choćby tylko dość poważnie? Lub kto ma dość czasu na to? W tych rzeczach, lękam się, byliśmy zawsze »od rzeczy«: nie przykładamy tam właśnie swego serca, ani nawet swego ucha! Raczej, jak jakiś boski roztrzepaniec, lub w sobie zatopiony, któremu dzwon z całą siłą wdzwonił właśnie w ucho dwanaście uderzeń południa, budzi się nagle i pyta siebie »cóż to właściwie tu biło?« tak i my niekiedy przecieramy sobie j u ż p o w s z y s t k i e m uszy i pytamy, ogromnie zdumieni, ogromnie zmieszani, »cóżeśmy to właściwie przeżyli?« co więcej: »czem j e s t e ś m y właściwie?« i liczymy, już po wszystkiem, jak się rzekło, te wszystkie dwanaście uderzeń swego wydarzenia przeżytego, swego życia, swego i s t n i e n i a... ach! i przeliczamy się przytem... Pozostajemy sobie z konieczności obcy, nie rozumiemy siebie, musimy brać siebie za kogoś innego, dla nas pewnikiem jest po wszystkie wieki: »Każdy jest samemu sobie najdalszy«, – względem siebie nie jesteśmy wcale »poznającymi« ...

2.
– Myśli moje o p o c h o d z e n i u naszych przesądów moralnych – bo o nie chodzi w tem piśmie polemicznem – znalazły swój pierwszy, skąpy i tymczasowy wyraz w owym zbiorze aforyzmów, który nosi nagłówek »Ludzkie, arcyludzkie. Książka dla duchów wolnych«. Spisywanie jej rozpoczęło się w Sorrento podczas pewnej zimy, która mi pozwoliła zatrzymać się, jak się zatrzymuje wędrowiec, i przebiec spojrzeniem krainę rozległą i niebezpieczną, przez którą duch mój dotychczas wędrował. Działo się to w zimie 1876—1877; same myśli są wcześniejsze. Były to w głównej treści już te same myśli, które w niniejszych rozprawach na nowo podejmuję. Miejmy nadzieję, że długi przedział czasu wpłynął na nie dobrze, że stały się dojrzalsze, jaśniejsze, silniejsze, doskonalsze! Że jednak dziś jeszcze trwam przy nich silnie, że one same tymczasem coraz silniej trzymały się siebie, wrastały w siebie i zrosły się z sobą, to wzmacnia we mnie radosną ufność, że od początku powstawały we mnie nie luźnie, nie dowolnie, nie sporadycznie, lecz ze wspólnego korzenia, lecz z władnącej w głębi, z przemawiającej coraz pewniej, z żądającej coraz większej pewności z a s a d n i c z e j w o l i

4

które w mem życiu wystąpiło tak wcześnie. którą posiada wszystko przeciwległe. ani też pojedynczo natknąć się na prawdę. Aż wkońcu zdobyłem własną krainę. przejrzysta i mądra. ludy. Tytuł książeczki brzmiał »Pochodzenie uczuć moralnych«.. wniosek po wniosku.poznania. specyalizowałem swój problemat.. pod warunkiem. przy wątpieniu. Czy t a k właśnie chciało ode mnie me »a priori«. Nie mamy żadnego prawa w czemkolwiek iść pojedynczo. czy zdradza się w nich pełnia. ach! tak antykantowski. 3. jakby tajne ogrody.. Raczej z koniecznością. Nigdy może nic nie czytałem. Na szczęście nauczyłem się zawczasu odróżniać przesąd teologiczny od moralnego i nie szukałem już źródła zła p o z a światem. tak niewzywanie. tak niepowstrzymanie.. z jaką drzewo wydaje owoce. jednego zdrowia. zatrzymać się zawczasu przy pytaniu: j a k i p o c z ą t e k ma właściwie nasze dobro i zło. to oddałem. czy też popierały rozwój człowieczy? Czy są oznaką niedostatku.. jak słuszna. czemubym. żebym miał prawie prawo nazwać je swem »a priori«. Nie wolno nam błądzić pojedynczo. zmieniło wkrótce mój problemat na inny: wśród jakich warunków wynalazł sobie człowiek owe oceny wartości: »dobrze« i »źle« i j a k ą w a r t o ś ć m a j ą o n e s a m e? Wstrzymywałyż one. siła. co najmniej bezmoralne »a priori« i ten przemawiający z niego. rok jej wyjścia 1877. Tak bowiem jedynie przystoi filozofowi. jego odwaga. przypuszczenia. Bogu cześć i uczyniłem go o j c e m zła. rodzą się z nas myśli nasze. cały milczący rosnący kwitnący świat. pochodzeniem. nie 5 . własną ziemię. gdy się ma »na pół igraszki dziecinne. – Czy one w a m smakują. nawet starczo mądra książeczka. co dotąd na ziemi jako moralność było czczone –. wliczając w to wrodzony wybredny zmysł w zakresie zagadnień psychologicznych wogóle. tak zagadkowy »imperatyw kategoryczny«. jak tej książce. któremu tymczasem użyczałem coraz więcej posłuchu i nietylko posłuchu?. wola życia.. jednego słońca. badania. A co się tyczy mego ówczesnego »rozwiązania« problematu. jej autor dr. których nikt nie śmiał przeczuwać. wszystko antypodyczne. odróżniałem czasy. Nieco historycznego i filologicznego wyszkolenia. przykładem. w której po raz pierwszy uwydatnił mi się jasno pewien na wspak i wywrót idący rodzaj genealogicznych hipotez. Poświęciłem mu w wieku. nasze wartości. W powyż oznaczonem dziele. nad którem wówczas pracowałem. Pierwszy bodziec do odezwania się ze swemi hipotezami o pochodzeniu moralności dała mi jasna. uwzględniałem przy sposobności i niesposobności twierdzenia owej książki. jakże s z c z ę ś l i w i jesteśmy. nasze »tak« i »nie« i »jeżeli« i »czy« – pokrewne sobie i we wzajemnych do siebie stosunkach. wiekiem.. Przy pewnem właściwem mi wątpieniu. ich właściwie a n g i e l s k i rodzaj. jego przyszłość? – Na to znalazłem i zdobyłem się w sobie na zuchwałość różnych odpowiedzi. jego ufność. tak w sobie przeczył. te nasze owoce? – Lecz cóż to obchodzi drzewa! Cóż to n a s obchodzi. z odpowiedzi rodziły się nowe pytania. my poznający. jak moje podejrzenie. możliwości. równie. do wszystkiego. i która mnie pociągała – tą siłą pociągu. pierwszą swą literacką igraszkę dziecinną. Och. to nowe niemoralne. nas filozofów!. Paweł Rée. stopnie wedle rangi indywiduów. zubożenia. W istocie już jako trzynastoletniego chłopca prześladował mnie problemat początku zła. Lecz zgoła bez przykrości i zniecierpliwienia. na pół Boga w sercu«. które niechętnie wyznaję – stosuje się ono mianowicie do m o r a l n o ś c i. pierwsze swoje filozoficzne ćwiczenie pisemne. zwyrodnienia życia? Lub przeciwnie. byśmy jeno dość długo milczeć umieli!.. 4. świadectwa jednej woli. zdanie po zdaniu. – musiała ciekawość moja. jednej ziemi. tak sprzecznie z otoczeniem.

widzi ocenę wartości s a m ą w s o b i e).. Rée. co prawdopodobniejsze. o wartości i pochodzeniu moralności ascetycznej. wśród określonych okoliczności i zawsze jako coś wtórnego i następczego). arcyludzkie« na str. jeszcze niepewny. – i musiałem się o to prawie sam jeden rozprawić ze swym wielkim nauczycielem Schopenhauerem. Wędrowiec str. Wówczas dobyłem. tak samo na str. coraz głębiej podkopujący sceptycyzm! Tu właśnie widziałem wielkie niebezpieczeństwo ludzkości. jeszcze nie mając własnego języka na własne rzeczy. a uczyniłem to z niezręcznością. 141 i nast. 93 i nast. co w »Ludzkie.. jej najwznioślejszy wabik i manowiec – dokąd jednak? w nicość? Tu właśnie widziałem początek końca. stawiając zamiast nieprawdopodobieństwa to. aż ostatecznie pozostały mu jako »wartości same w sobie«.). niż sprawy własnych lub cudzych hipotez o pochodzeniu moralności (lub dokładniej: to ostatnie tylko dla celu. jako do obecnego w owej książce. znakiem pytania dla siebie. La Rochefoucauld i Kanta. zastój i wstecz spoglądające znużenie. ostatnią niemoc. cztery duchy w najwyższym stopniu od siebie odmienne. Spinozę. Rée mniema: – został on w nią dopiero włożony. 97 i nast. jak pozytywnemu duchowi przystoi. III. na których podstawie życiu i sobie samemu rzekł »n i e«. temu przydarzy się. do którego. o pochodzeniu sprawiedliwości. To współczesne uprzywilejowanie przez filozofów i przecenianie litości jest bowiem czemś nowem. Chodziło mi o w a r t o ś ć moralności. W gruncie rzeczy leżało mi właśnie wówczas coś o wiele ważniejszego na sercu. który toto coelo odległy jest od altruistycznej oceny wartości (w której dr. do którego jest jednym z wielu środków). 49 o »obyczajności obyczaju«. jako jej drogę okrężną ku nowemu buddyzmowi? ku buddyzmowi europejskiemu? ku – n i h i l i z m o w i?. 6 . lecz w jednem zjednoczone: w lekceważeniu litości. wolę zwracającą się p r z e c i w życiu. kto jednak raz tu utknie. Rozumiałem ten coraz szerzej grasujący morał litości. Problemat w a r t o ś c i litości i moralności litości (– jestem przeciwnikiem haniebnego współczesnego zmiękczenia uczuć –) wydaje mi się nasamprzód czemś wyosobnionem. dla której terrorystyczny cel nie jest ani istotnym. tego o wiele starszego i pierwotniejszego rodzaju moralności. jak wszyscy angielscy genealogowie moralności. w danym razie zamiast jednego błędu – inny. 101. 208. samozaparcia. zwiastującą się tkliwie i smętnie. Jutrzenka str. 217 i nast. to samo o pochodzeniu kary (Wędrowiec str. 107 i nast. po raz pierwszy na światło dzienne owe hipotezy o pochodzeniu.żebym je zbijał – cóż ja mam ze zbijaniem do czynienia – lecz. ofiary z samego siebie. Lecz właśnie przeciw tym instynktom przemawiała ze mnie coraz bardziej zasadnicza podejrzliwość. Właśnie co do b e z w a r t o w o ś c i litości zgadzali się dotąd filozofowie. – 6. jak się rzekło. który nawet filozofów dosięgnął i uczynił chorymi. nie bez cofań i wahań.. tak samo na str. namiętność i tajemny sprzeciw owej książki się zwraca (– bo i owa książka była »pismem polemicznem«). przeto wszelkiego prawa). jako najprzykrzejszy objaw naszej sprzykrzonej europejskiej kultury. przebóstwiał i w zaświat przerzucał. 68 mówię o dwoistych przeddziejach dobra i zła (to jest ze stanowiska ludzi dostojnych i ze stanowiska niewolników). Wymieniam tylko Platona. to samo na str. W szczegółach porównaj.. którym poświęcone są te rozprawy. 213 i nast. jako wyrównaniu między nieledwie równo-możnymi (równowaga jako konieczny warunek wszelkich umów. 5. ani pierwotnym (jak dr. które Schopenhauer tak długo pozłacał. którąbym ostatni ukrywać zamierzał przed sobą samym. tu pytać się n a u c z y. W szczególności chodziło o wartość »nieegoistyczności« instynktów litości.

. ani nawet choćby tylko pożądana nie była. Przyjmowano w a r t o ś ć tych »wartości« jako daną. s a m ą w a r t o ś ć t y c h w a r t o ś c i n a l e ż y r a z p o d a ć w w ą t p l i w o ś ć – a do tego potrzeba znajomości warunków i okoliczności. w i e d z a r a d o s n a– jest nagrodą: nagrodą za długą. jako choroba. lecz także moralność jako przyczyna. rzeczywiście żyła – objechać z zupełnie nowemi pytaniami. ale i w mniejszym stylu. że on sam z natury swych zagadnień pchnięty zostanie ku metodyce właściwszej dla osiągnięcia odpowiedzi! Czyż się w tem omyliłem? W każdym razie życzeniem mojem było wskazać tak bystremu i bezstronnemu oku lepszy kierunek. jak gdyby się właściwie nie opłacało wcale brać tych wszystkich spraw – problematów moralnych – tak poważnie. dzielną.. zmieszanej nawet z granem pesymizmu i znużenia. słowem. Nie było dotąd nawet cienia wątpliwości i wahania w przyznaniu »dobremu« wyższej wartości. wiara w moralność. w wszelki morał zachwieje się. jako maska. rzeczywiście dające się stwierdzić. jako środek leczniczy. któreby bardziej o p ł a c a ł y to. jako świętoszkostwo. znajomości. jako zapora. która ani dotąd nie istniała. jad. miałem powody do rozglądnięcia się za uczonymi. podejrzenia. hieroglificzne pismo ludzkiej przeszłości moralnej! – Ta była d-rowi Rée nieznana. co tę krainę dopiero o d k r y ć?. że niema wcale żadnych rzeczy. że może pewnego dnia otrzyma się pozwolenie brać je p o g o d n i e. że ja sam. Tak. odkąd mi się widnokrąg ten otworzył. wyskoczą wszystkie rodzaje nieufności.. jako symptom. W dniu jednak. pracowitą i podziemną powagę.. dopomagania rozwojowi c z ł o w i e k a w ogóle (wliczając w to przyszłość człowieka). lecz czytał Darwina: – i tak to w hipotezach jego podają sobie grzecznie rękę. niż »złemu«. która oczywiście nie jest rzeczą każdego. możliwość chwyci go jak zawrót głowy. rozległą a tak skrytą krainę moralności – moralności. pożyteczności. Jakąż to jest naprzykład nagrodą. Jak to? Jeśliby odwrotność była prawdą ? Jak to ? Jeśliby w »dobrem« także tkwił objaw cofania się. lub by to w moim wyrazić języku. co rzeczywiście istniało. uwiedzenie.co mnie się przydarzyło: – ogromny nowy widnokrąg otworzy się przed nim. Wymówmy je. dzięki którym teraźniejszość żyłaby k o s z t e m p r z y s z ł o ś c i? Może wygodniej. kierunek ku rzeczywistej h i s t o r y i m o r a l n o ś c i i zawczasu jeszcze przestrzec go przed takiem angielskiem stawianiem hipotez »na b ł ę k i c i e«. że się je bierze poważnie. mniej niebezpiecznie. to nowe ż ą d a n i e: potrzeba nam k r y t y k i wartości moralnych. niż właśnie błękit: mianowicie s z a r o ś ć. strachu. Przecie jasne jest jak na dłoni. to tylko dlatego. Mnie zaś wydaje się przeciwnie. narkotyk. Dość. tak samo niebezpieczeństwo. że nie wątpiłem wcale. niżej?. darwinowska bestya i najnowocześniejszy skromny. w którym z całego serca powiemy: »naprzód! i nasza stara moralność należy d o k o m e d y i!«. odkryjemy dla dyonizyjskiego 7 . jako leżącą poza wszelkiem podawaniem w wątpliwość. która rzeczywiście istniała. Pogoda bowiem. w wszelką moralność. między innymi. pomyślał także o wymienionym d-rze Rée. – wkońcu odezwie się głośno nowe żądanie. która barwa dla genealoga moralności stokroć ważniejsza być musi. z których wyrosły. śmiałymi i pracowitymi towarzyszami (czynię to i dziś jeszcze). wyższej wartości w znaczeniu sprzyjania. żeby właśnie moralność była temu winna. 7.. żeby właśnie moralność była niebezpieczeństwem nad niebezpieczeństwy ?. jako nieporozumienie. to jest to. który »już nie kąsa«. a także z nowemi oczyma: a nie znaczyż to niemal to samo. jako trucizna). jako faktyczną. w sposób co najmniej zabawny. wśród których się rozwijały i przesuwały (moralność jako skutek. Trzeba tę ogromną. trudne do odcyfrowania. całe długie. jeśliby możliwej samej w sobie n a j w y ż s z e j m o c y i w s p a n i a ł o ś c i typu człowieka nigdy dosięgnąć nie miano? Tak.. jako stimulans. co dokumentalne. przeczuleniec moralny. ostatni z wyrazem pewnej uprzejmej i wytwornej niedbałości w obliczu. Jeślim przytem.

dramatu o »przeznaczeniu duszy« nowe zawikłanie i możliwość – : a on już z niej wyciągnie sobie korzyść, o to się można założyć, on, wielki stary wieczny komedyopisarz naszego istnienia!...

8.
– Jeśli pismo to komuś niezrozumiałe będzie, lub źle mu do uszu przypadnie, to wina, jak mi się zdaje, niekoniecznie leży we mnie. Jest ono dość wyraźne, jeśli się przypuści, co ja przypuszczam, że czytało się wpierw moje pisma wcześniejsze i nie szczędziło się przy tem nieco trudu. Są one w istocie nie łatwo dostępne. Co się tyczy naprzykład mego »Zaratustry«, to nie uważam za jego znawcę nikogo, kogoby każde jego słowo raz kiedyś głęboko nie zraniło i raz kiedyś głęboko nie zachwyciło: dopiero bowiem wtedy może używać przywileju uczestniczenia ze czcią w halikońskim żywiole, z którego się dzieło owo zrodziło, w jego słonecznej jaśni, dali, przestrzenności i pewności. W innych razach forma aforystyczna sprawia trudności: leżą one w tem, że formę tę bierze się dziś n i e d o ś ć w a ż n i e. Aforyzm rzetelnie wykuty i odlany nie został jeszcze przez to, że się go odczytało, »odcyfrowanym«; raczej teraz dopiero winno się zacząć jego w y ł o ż e n i e, do którego potrzeba sztuki wykładania. W trzeciej rozprawie tej książki podałem wzór tego, co w takim wypadku zwę »wyłożeniem«: – rozprawę tę poprzedza aforyzm, ona sama jest jego komentarzem. Oczywiście, aby w ten sposób uprawiać czytanie jako sztukę konieczne jest przedewszystkiem jedno, czego się właśnie dziś w najlepsze zapomniało i dlatego nie czas jeszcze na »czytelność« moich pism –, do czego trzeba być prawie krową, a w każdym razie nie »człowiekiem nowoczesnym«: konieczne jest p r z e ż u w a n i e... SILS-MARIA, Engadyna wyżnia, w lipcu 1887

8

ROZPRAWA PIERWSZA: „Dobre i Złe”, „Dobre i Liche”.

9

I.
Ci angielscy psychologowie, którym też dotąd zawdzięczamy jedyne usiłowania doprowadzenia do jakiejś historyi powstawania moralności, – sami są dla nas niemałą zagadką; wyznam nawet, że właśnie z tego powodu, jako wcielone zagadki, górują czemś istotnem nad swemi książkami – o n i s a m i s ą z a j m u j ą c y! Ci angielscy psychologowie – czegóż chcą oni właściwie? Znajdujemy ich, mniejsza – dobrowolnie czy niedobrowolnie, zawsze przy tem samem dziele, mianowicie wysuwających na pierwszy plan la partie honteuse naszego świata wnętrznego i szukających tego, co jest istotnie czynne, kierownicze i o rozwoju rozstrzygające, tam właśnie, gdzie duma intelektualna człowieka ż y c z y ł a b y s o b i e znaleźć je najpóźniej (naprzykład w vis inertiae nawyknienia lub w zapominawczości, lub w przypadkowem zadzierzganiu się i mechanice idei, lub w czemś czysto biernem, automatycznem, odruchowem, molekularnem i zasadniczo tępem). Cóż gna właściwie tych psychologów zawsze tylko w tym kierunku? Czy jest to tajemny, skrycie złośliwy, prostacki, przed samym sobą może nie zdradzający się instynkt zmniejszania człowieka? Lub może jakaś pesymistyczna podejrzliwość, nieufność rozczarowanych, sposępniałych zjadowiciałych i pozieleniałych idealistów? Lub małostkowa podziemna nieprzyjaźń i rancune przeciw chrześcijaństwu (i Platonowi), która może nawet nie wydostała się ponad próg świadomości? Lub czyżby aż chutne smakowanie w tem, co zadziwiające, boleśnie paradoksalne, wątpliwe i bezsensowne w istnieniu? Lub wreszcie – wszystkiego potrosze, nieco prostactwa, nieco sposępnienia, nieco przeciwchrześcijańskości, nieco łaskotki i potrzeby pieprzu?... Lecz słyszę, że są to poprostu stare, zimne, nudne żaby, które wkoło człowieka, w wnętrze człowieka włażą i skaczą, jak gdyby tu naprawdę były w swoim żywiole, to jest w swem b a g n i e. Słucham tego odpornie, co więcej, nie wierzę temu: i jeśli pragnąć można, gdzie wiedzieć nie można, to pragnę z serca, by się odwrotnie rzecz z nimi miała, – by ci badacze i mikroskopicy ducha, byli w gruncie dzielnymi, wielkodusznymi i dumnymi zwierzami, które swe serce i ból swój na wodzy trzymać umieją i wychowały się po to, by wszelką pożądaność złożyć, w ofierze prawdzie, w s z e l k i e j prawdzie, nawet prostackiej, cierpkiej, szkaradnej, wstrętnej, niechrześcijańskiej, niemoralnej prawdzie,.. Bo są takie prawdy.–

2.
Czołem więc przed dobrymi duchami, które w tych historykach moralności może władną! Lecz to pewna niestety, że zbywa im na samym duchu h i s t o r y c z n y m, że opuściły ich właśnie wszystkie dobre duchy samej historyi! Wszyscy oni razem myślą, jak to już starym jest filozofów zwyczajem, z g r u n t u niehistorycznie: to nie ulega wątpliwości. Partactwo ich genealogii moralności wychodzi odrazu na jaw tam, gdzie trzeba wyśledzić pochodzenie pojęcia i oceny »dobry«. »Pierwotnie – tak wyrokują – postępki nieegoistyczne chwalone były i zwane dobrymi przez tych, którym zostały wyświadczone, więc tych, którym były p o ż y t e c z n e; później z a p o m n i a n o o tem źródle pochwały, a postępki nieegoistyczne dlatego poprostu, że z p r z y z w y c z a j e n i a chwalono je jako dobre, odczuwano też jako dobre – jak gdyby same w sobie były czemś dobrem». Widać odrazu, że ten pierwszy wywód zawiera prawie wszystkie typowe rysy idyosynkrazyi psychologów angielskich, – mamy »pożyteczność«, »zapomnienie«, »przyzwyczajenie« i wkońcu »błąd«, wszystko jako podwalina oceny wartości, z której człowiek wyższy był dotąd przeważnie dumny, jako z pewnego rodzaju przywileju człowieka. Ta duma winna być upokorzona, ta ocena wartości pozbawiona wartości: czy osiągnięto to?... Otóż dla mnie jasne jest najpierw, że teorya ta szuka i umieszcza w miejscu fałszywem właściwe ognisko powstania pojęcia »dobry«: sąd »dobry« n i e od tych pochodzi, którym się »dobro« wyświadcza! To raczej sami »dobrzy«, to znaczy do-

10

stojni, możni, wyżsi stanowiskiem i duchem odczuwali i oznaczali siebie samych i swą działalność jako dobrą, to jest wyższą, w przeciwstawieniu do wszystkiego, co nizkie, małoduszne, pospolite i gminne. Z tego p a t o s u o d l e g ł o ś c i dobyli sobie dopiero prawo stwarzania wartości, wykuwania mian wartości. Cóż obchodziła ich pożyteczność! Punkt widzenia pożyteczności jest właśnie w stosunku do tak gorącego wypływu najwyższych porządkujących i wynoszących wedle stopni ocen wartości tak obcy i nieodpowiedni, jak tylko być może: tu doszło właśnie uczucie do przeciwieństwa owego nizkiego stopnia ciepłoty, który każda wyrachowana roztropność, każdy calcul użyteczności z góry każe przypuszczać, – i to nie na jeden raz, nie na godzinę wyjątku, lecz na długie trwanie. Patos dostojności i odległości, jak się rzekło, trwałe i dominujące zbiorowe i podstawowe uczucie wyższego i władnącego gatunku względem gatunku niższego, pewnego »u dołu« – otóż t o jest źródłem przeciwstawienia pojęć »dobre« i »złe«. (Pańskie prawo nadawania nazw sięga tak daleko, żeby należało sobie pozwolić pojmować źródło samej mowy jako przejaw mocy panujących: mówią oni »to j e s t tem a tem«, pieczętują każdą rzecz i zdarzenie dźwiękiem i przez to niejako biorą je w posiadanie). Z tego pochodzenia wynika, że słowo »dobry« wcale nie wiąże się z góry koniecznie z nieegoistycznymi postępkami: jak to jest zabobonem owych genealogów moralności. Raczej dopiero z a u p a d k u arystokratycznej oceny wartości narzuca się całe to przeciwstawienie »egoistyczny«, »nieegoistyczny« ludzkiemu sumieniu, a z niem, aby wyrazić się moim językiem, i n s t y n k t s t a d n y dochodzi wkońcu do słowa (także do s ł ó w). A i wtedy wiele czasu jeszcze minie, zanim ten instynkt w tej mierze się spanoszy, że moralna ocena wartości zaczepi się właśnie o to przeciwstawienie i utknie (jak to naprzykład stało się w współczesnej Europie: panuje dziś przesąd, który pojęcia »moralny«, »nieegoistyczny«, »désinteresssé«, za równowartościowe uważa, już z siłą »idee fixe« i kołowacizny).

3.
Powtóre jednak, pomijając zupełnie niemożność historycznego ocalenia owej hipotezy o pochodzeniu oceny »dobry«, choruje ona na psychologiczny nonsens w sobie samej. Pożyteczność nieegoistycznego postępku ma być źródłem jego pochwały i źródło to miało pójść w z a p o m n i e n i e: – jakże to zapomnienie jest choćby tylko m o ż l i w e? Czy może pożyteczność takich postępków ustała kiedykolwiek? Rzecz ma się przeciwnie: ta pożyteczność była owszem codziennem doświadczeniem wszystkich czasów, więc czemś, co ustawicznie zawsze nanowo było podkreślane; przeto zamiast zniknąć ze świadomości, zamiast utonąć w zapomnieniu, musiała się wtłaczać w świadomość z coraz większą wyrazistością. O ile rozsądniejsza jest owa przeciwna teorya (nie jest dlatego prawdziwsza –), której przedstawicielem jest naprzykład Herbert Spencer, uważający pojęcie »dobry« za równe w istocie swej pojęciu »pożyteczny«, »celowy«, tak, że w ocenach »dobry« i »zły« ludzkość zsumowałaby i uświęciła właśnie swe n i e z a p o m n i a n e i n i e z a p o m i n a l n e doświadczenia co do pożytecznie-celowego, szkodliwie-bezcelowego. Dobre jest wedle tej teoryi to, co się zdawien dawna pożytecznem okazało i może w ten sposób jako »cenne w najwyższym stopniu«, »cenne w samem sobie« utrzymać swe znaczenie. I ta droga wyjaśnienia jest, jak się rzekło, fałszywa, lecz przynajmniej wyjaśnienie to samo w sobie jest rozumne i da się psychologicznie obronić. –

4.
– Wskazówką ku w ł a ś c i w e j drodze było mi pytanie, co mają właściwie ukute przez rozmaite języki określenia »dobrego« oznaczać pod względem etymologicznym: wtedy odkryłem, że wszystkie społem naprowadzają n a t ę s a m ą p r z e m i a n ę p o j ę ć, że

11

naprzykład »bogatymi«. winien temu tamujący wpływ. byli stanowczo rasą płową. pozostaje i niejako dojrzewa słodko do określenia duchowej noblesse. wkońcu znaczące dobry. który jest identyczny z »schlicht« – porównaj »schlechtweg«. W tej fazie przemiany pojęcia staje się to słowo hasłem i odzewem szlachty i przybiera całkowicie znaczenie »szlachecki«. szlachetny. przedewszystkiem jako ciemnowłosego (»hic niger – est «) jako przedaryjskiego tubylca na ziemi italskiej. nie będzie rzeczą małej wagi stwierdzić. Najwymowniejszym przykładem ostatniego jest sam niemiecki wyraz »schlecht«. wybuchnął znowu na swej rodzimej ziemi. której wyrazem jest megaryjski poeta Theognis. po którym dostojni poczuwali się właśnie ludźmi wyższego rzędu. jeszcze bez podejrzliwej. pospolitego człowieka. Ukuty na to wyraz oznacza wedle źródłosłowu tego. »posiadającymi« (takie znaczenie ma wyraz a r y a. »duchowo uprzywilejowany«. dającego się różnie wykładać.wszędzie »dostojny«. W łacinie malus (obok którego stawiam ) mogło określać człowieka pospolitego jako ciemnobarwnego. jak to jeszcze Virchow czyni: raczej wybija się na tych miejscach p r z e d a r y j s k a ludność Niemiec. z którego rozwija się nieodparcie pojęcie »dobry« w znaczeniu duchowo »dostojny«. (To samo stosuje się prawie do całej 12 . i ten to wypadek tu nas obchodzi. o czem tylko nadmieniam. »dobrze urodzony«. Niesłuszna jest. Lecz także wedle t y p o w e g o r y s u c h a r a k t e r u. gwałtownie jak wulkan błotny i z ową przesoloną wrzaskliwą wymową prostacką. jak go pojmuje i przedstawia Theognis. zakorzeniony w świecie współczesnym w stosunku do wszystkich zagadnień rodowództwa. prawdziwego jako prawdomównego. więc dość późno. p l e b e i z m ducha współczesnego. »szlachetny«. odpowiednio też w erańskim i słowiańskim). »schlechterdings« – i oznaczał pierwotnie prostego. jeśli się owe (dające się zauważyć na staranniejszych mapach etnograficznych Niemiec) pasy istotnie ciemnowłosej ludności wiąże z jakiemś celtyckiem pochodzeniem i zmieszaniem krwi. czarnowłosych pramieszkańców. czysty. który wywiera przesąd demokratyczny. w przeciwstawieniu do ciemnych. Wprawdzie zwą siebie może w najczęstszych wypadkach poprostu wedle swej wyższości pod względem mocy (»możnowładcami«. aryjskiei rasy. który jest naprawdę. naprzód szlachta grecka. przedzierzga ostatecznie w pojęcie »zły«. »nizki«. który barwą odcinał się od doszłych do władzy zdobywców płowej. »panami«. Przynajmniej język gaelijski podał mi dokładnie odpowiadający wypadek – fin (naprzykład w nazwie Fin-Gal}. który z powodów słusznych c i c h y m problematem nazwany być może i wybrednie ku nielicznym jeno zwraca się uszom. aż ostatecznie słowo to. który posiada rzeczywistość. okazuje osławiona sprawa Buckla. oznaczających »dobry«. który jest pochodzenia angielskiego. »szlachetny« w stanowem znaczeniu jest podstawowem pojęciem. Rozwój ten biegnie równolegle z owym drugim. Co do n a s z e g o problematu. który jest prawdziwy i potem przez zwrot subjektywny. Jaką jednak szkodę przesąd ten. – 5. po upadku szlachty. ubocznej myśli. Nazywają się naprzykład »prawdomównymi«. który j e s t. prześwieca ten rys główny. dla odgraniczenia od k ł a m l i w e g o pospolitego człowieka. W słowie jak i (plebejusz w przeciwieństwie do ) podkreślona jest tchórzliwość: to może daje wskazówkę. gdy się rozkiełzna aż do nienawiści. że dokonano go dopiero tak późno. przechodzi to znaczenie w dziś używane. pierwotnie płowogłowy. Mniej więcej za czasów wojny trzydziestoletniej. »gminny«. Celtowie. w którym kierunku trzeba szukać etymologicznego pochodzenia. słowo odróżniające szlachtę. – W sprawie genealogii moralności zdaje mi się to istotnem wniknięciem. »rozkazodawcami«) lub wedle najwidoczniejszych oznak tej wyższości. poprostu jako przeciwieństwo dostojnego. który pojęcia »pospolity«. z jaką wszystkie dotąd przemawiały wulkany. mówiąc nawiasem. że częstokroć jeszcze w słowach i źródłosłowach. wyrządzić może szczególnie moralności i historyi. I to aż do najefektywniejszej pozornie dziedziny wiedzy przyrodniczej i psychologii. .

w których tkwi najskuteczniejszy antydot przeciw wszelkiej histeryi. używane jako guzik szklany i idée fixe – i ostateczny zbyt łatwy do pojęcia ogólny dosyt ze swoją radykalną kuracyą. wyrzeka się pewnych potraw.Europy: w istocie rzeczy rasa podbita wzięta tamże ostatecznie znowu górę. ciasno. w krótkości czaszki. O tem jednak. choroba. oczywiście bez następującego po niej tuczenia i bez przekarmiania. Widać. jako człowiek żyjący w sprzeczce. który ma odrazę do krwi. W tem prawidle. których następstwem wydaje się owa. U kapłanów staje się właśnie w s z y s t k o niebezpieczniejszem. – nic więcej. Istotnie. nietylko środki kuracyjne i sztuki lecznicze. który nie sypia z brudnemi kobietami z motłochu. zbyt szeroko lub zbyt symbolicznie: przeciwnie. gdzie. – 6. i rzeczywiście ostatecznie rozwarły one między człowiekiem a człowiekiem przepaści.) Sądzę. Tu przeciwstawiają się naprzykład po raz pierwszy »czysty« i »nieczysty« jako oznaki stanowe. że mogę łacińskie bonus wyłożyć jako »wojownik«: przypuściwszy. nirwanie – i niczem więcej!). jako lekarstwo przeciw chorowitości tej wynaleźli. nicością (lub Bogiem: – pożądanie owej unio mystica z Bogiem jest pożądaniem buddystów. zawarte owo duonus). Więc bonus. jeśli najwyższa kasta jest zarazem kastą k a p ł a ń s k ą i stąd dla wspólnego swego określenia wysuwa na czoło orzeczenie. ledwie dziś wyobrazić sobie można. – czyż nie można rzec. ich samohipnotyzowanie na sposób fakira i bramina – braman. fizyologicznie także nie chyli się ku upadkowi ? . chorowitość kiszek i neurastenia. r a s a p a n ó w. niezgrabnie. przypominające jej funkcyę kapłańską. cnota. Samo nasze niemieckie »gut«: nie miałoż oznaczać »den göttlichen. że wkońcu w swych skutkach późniejszych okazało się stokroć niebezpieczniejszem od choroby. żądza panowania. po części uczuciowo-wybuchowych nawyknieniach. nie wiele więcej! Z drugiej oczywiście strony z całego ustroju zasadniczo kapłańskiej arystokracyi jasno wynika. ideału ascetycznego). co oni sami. zdaje mi się. lecz i pycha. powodujących choroby skórne. może nawet w intelektualnych i socyalnych instynktach: któż nam zaręczy. który się myje. miłość. a mianowicie owa skłonność do komuny. tej najprymitywniejszej formy społecznej.. skierowanem ku nicości. wspólna dziś wszystkim socyalistom Europy. z pewną słusznością możnaby 13 . wybujałość. zewnętrznie. o poście. powodującą gnicie i wyrafinowanie metafizykę kapłanów. po części w zadumie pogrążonych. co w starym Rzymie stanowiło »dobroć« w mężu. dlaczego tu właśnie przeciwieństwa ocen tak wcześnie pogłębić i zaostrzyć się zdołały w sposób tak niebezpieczny. których nawet Achilles wolnoduchostwa nie przesadzi bez grozy. zemsta. Wreszcie należy przestrzec by tych pojęć »czysty« i »nieczysty« nie brać z góry zbyt ciężko. w jakim stopniu wszystkie pojęcia dawniejszej ludzkości rozumiano początkowo z gruba. odwróconych od działania. nie stanowi jeszcze wyjątku (acz do wyjątków daje sposobność). czy demokracya nowoczesna i jeszcze nowocześniejszy anarchizm. męża rodu boskiego? I być jednoznaczne z ludową (pierwotnie szlachecką) nazwą Gotów? Uzasadnienia tego domysłu nie należą tutaj. o wstrzemięźliwości płciowej. o ucieczce »na pustynię« (Weir Miczelowska izolacya. rozdwojeniu (duo). że pojęcie polityczne pierwszeństwa przechodzi zawsze w pojęcie duchowe pierwszeństwa. nie jest w gruncie rzeczy olbrzymim o d d ź w i ę k i e m – i czy rasa zdobywców. że słusznie sprowadzam bonus do starszego duonus (porównaj bellum = duellum = duen-lum. właśnie i szczególnie n i e s y m b o l i c z n i e. w barwie. czepiająca się nieuchronnie kapłanów wszystkich czasów. wliczywszy w to całą wrogą zmysłom. Już od początku jest coś n i e z d r o w e g o w takich arystokracyach kapłańskich i w panujących tam. I także tu dochodzi później pewne »dobrze« i »źle« już nie w znaczeniu stanowem do rozwoju. »Czysty« jest to zrazu jedynie człowiek. to jest Aryjczyków. z której miało wyzwolić? Nawet ludzkość odchorowywa jeszcze następstwa tych kapłańskich naiwności kuracyjnych! Pomyślmy naprzykład o pewnych formach dyety (unikanie mięsa). jako wojownik.. bystrość.

7. bo – zwyciężył. – wy zaś. na wieki wieków jesteście źli. który dwutysiączne ma za sobą dzieje i który dlatego jedynie usunął się nam dziś z przed oczu. nienawidzili zarazem najgienialniej: – wobec ducha zemsty kapłańskiej wszelki inny duch nie wchodzi wogóle w rachubę. W historyi świata najbardziej nienawidzili zawsze kapłani. 126 i nast..też dodać. że »nędzni jedynie są dobrzy biedni. najwyższa i najwznioślejsza z wszystkich ro14 . Założeniem ocen rycerskoarystokratycznych jest potężna cielesność. k t o wziął w spadku tę żydowską przemianę wartości. mianowicie.. jak łatwo kapłańska ocena wartości może się od rycerskoarystokratycznej odgałęzić i potem dalej rozwijać w jej przeciwieństwo. nawet przelewne zdrowie. co przeciwko nim Ż y d z i zdziałali. że dopiero na gruncie tej z a s a d n i c z o-n i e b e z p i e c z n e j formy istnienia człowieka. którą dali Żydzi tym najbardziej zasadniczym z wszystkich wyzywów wojennych. szkaradni są jedynie niewinni. przygody. a zarazem to. bezbożni. Żydzi to przeciwko arystokratycznemu zrównaniu wartości (dobry = dostojny = możny = piękny = szczęśliwy = bogumiły) odważyli się z przejmującą lękiem konsekwencyą na przewrót i zębami otchłannej nienawiści (nienawiści bezsilnych) utrzymali go.. taniec.. bezsilni. jeśli kasta kapłańska i wojownicza zazdroszczą sobie wzajem i nie chcą się zgodzić z sobą na punkcie ceny. co jest warunkiem ich utrzymania. przeklęci. by odnieść zwycięstwo?. Z niemocy wyrasta w nich zawiść do potworności niepokojącej. 8. okrutni.. łowy.. Kapłańsko-dostojna ocena wartości ma – jak widzieliśmy – inne warunki: dosyć złe dla niej. – Czytelnik odgadł już zapewne. Wiadomo. więc przez akt z e m s t y n a j b a r d z i e j d u c h o w e j. Takie zaś jest to zdarzenie: z pnia owego drzewa zemsty i nienawiści. – Nie rozumiecie jednak tego? Nie macie oczu na coś. wy też na wieki będziecie zgubieni. cierpiący. dostojni i gwałciciele. nienasyceni. który na wrogach swoich i gwałcicielach umiał sobie zdobyć ostatecznie zadośćuczynienie tylko przez radykalną przemianę ich wartości. W szczególności bodźcem do tego za każdym razem jest.. jak wiadomo. której podobnej nigdy nie było na ziemi – wyrosło coś również bezprzykładnego. kwitnące. nie warto słowa w porównaniu z tem. więc wojna. n a j g o r s z y m i w r o g a m i – czemuż to? Bo są najbezsilniejsi. co potrzebowało dwuch tysiącoleci. – najwyższej i najwznioślejszej. bogate.. to przypominam zdanie. »panom«. jedynie błogosławieni. w czem tkwi silna. Wszystko. bo ideały stwarzającej. radosna czynność. swobodna. chorzy. Co się tyczy potwornej i ponad wszelką miarę fatalnej inicyatywy. co przedsiębrano na ziemi przeciwko »dostojnym«. potępieni!«. najbardziej zaczajonej mściwości kapłańskiej. którego w nie tchnęli bezsilni: – weźmy w tej chwili największy przykład. Żydzi. do najwyższej duchowości i jadowitości. rozpustni. n o w a m i ł o ś ć. »gwałcicielom«. stał się człowiek wogóle z w i e r z ę c i e m z a j m u j ą c e m. jeśli o wojnę chodzi! Kapłani są. dla nich tylko jest zbawienie. Dzieje ludzkie byłyby zbyt głupią sprawą bez tego ducha. przejrzeć. nizcy są jedynie dobrzy. narodowi. że mianowicie ze zjawieniem się Żydów zaczyna się b u n t n i e w o l n i k ó w n a p o l u m o r a l n o ś c i. wartości przemieniającej nienawiści. igrzyska i wogóle wszystko.. Tak jedynie przystało właśnie narodowi kapłańskiemu. formy kapłańskiej. które przy innej wypowiedziałem sposobności (»Poza dobrem i złem« str. »dzierżycielom mocy«. ów bunt. nienawiści żydowskiej.). niedostatni.. Temu nie można się dziwić: wszystkie sprawy d ł u g o t r w a ł e trudno jest ujrzeć. ten lud kapłański. że dopiero tu posiadła dusza ludzka w pewnem wyższem znaczeniu g ł ą b i stała się z ł a – a to są przecie dwie zasadnicze formy dotychczasowej wyższości człowieka nad resztą zwierząt!.

Postęp tej trucizny skroś całe ciało ludzkości zda się niepowstrzymanym. jako jej korona. miast go przyśpieszać? Otóż. co miało głąb i było złe. na tę właśnie przynętę bezmyślnie złapać się mogli? A z drugiej strony.. ogłuszającą. jak to dostatecznie okazał.. Pewnem jest conajmniej.. delikatniejsze. właśnie w tem mogłaby być jego pożyteczność. Czyby też można obejść się bez niego? Quaeritur. oszałamiającą. prawdziwie współczesnemu smakowi.. lub chrześcijanieje.. Zapewne. Odpycha dziś raczej. Pominąwszy kościół.. chorym.. temu przejmującemu grozą paradoksowi »Boga na krzyżu«. dalekowidzącej. jako przeciwieństwo nienawiści żydowskiej! Nie. Któżby z nas był duchem wolnym. że sub hoc signo Izrael odnosił dotąd ciągle zemstą swoją i przemianą wszystkich wartości tryumf nad wszystkimi innymi ideałami. grzesznikom błogobyt i zwycięstwo – nie byłże on właśnie uwiedzeniem w najbardziej niepokojącej i nieodpartej formie. jako wcielona Ewangielia miłości. Zdaje się. uwodzeniu. że hamuje on raczej i wstrzymuje ów postęp.. cichsze. jako tryumfująca. lubimy i my truciznę.. Można zwycięstwo to uważać za zatrucie krwi (pomieszało z sobą wszystkie rasy) – nie sprzeciwiam się. która w królestwie światła i wyży z tą samą siłą parła ku celom nienawiści.dzajów miłości: – i z jakiegoż innego pnia mogła też była wyróść ?. zdobyczy. Ja bowiem mam w tem miejscu wiele do przemilczenia. wszystko w oczach żydzieje. wyrachowanej zemsty. ażeby »świat cały«. żem milczał. że sam Izrael musiał się zaprzeć przed całym światem właściwego narzędzia swej zemsty. niewątpliwie jednak zatrucie to u d a ł o s i ę. jakoby wyrosła właśnie jako jakieś zaprzeczenie owego pragnienia zemsty. jak czegoś śmiertelnie wrogiego. jest on właśnie czemś grubem i chamskiem. jego tempo i krok mogą nawet teraz stawać się coraz wolniejsze. – 9. o s i ą g n ą ł Izrael najwyższy cel swej wzniosłej mściwości? Czyż nie należy do tajemnych czarnych kunsztów prawdziwie wielkiej polityki zemsty. przeciwnie! Ta miłość wyrosła z niej. »Panowie« strąceni. mianowicie wszyscy przeciwnicy Izraela. uwiedzeniem i drogą okrężną – właśnie ku owym ż y d o w s k i m wartościom i nowinkom ideału? Czyż nie na tej właśnie okrężnej drodze tego »Zbawiciela«. czyli »stado« lub jak wam się wreszcie nazwać podoba.« – Oto do mej przemowy epilog »ducha wolnego«. Czyżby nie powinien się przynajmniej nieco wyrafinować ?. zwolna sięgającej. wogóle jeszcze jakie prawo do istnienia.. przynoszący biednym. czyżby wogóle można z głębi całego wyrafinowania ducha wymyślić j e s z c z e n i e b e z p i e c z n i e j s z ą p r z y n ę t ę? Coś. gdyby nie było kościoła? Mamy odrazę do kościoła. czyli »motłoch«. coraz zachłanniej we wszystko. Nie przypuszczajcie jednak. dobrze! żaden tedy lud nie miał bardziej wszechdziejowej misyi. ku zwycięstwu. nad wszystkimi ideałami d o s t o j n i e j s z y m i. zacnego zwierzęcia. w najczystszej jaśni i pełni słonecznej szeroko. ponadto demokraty. i przybić do krzyża. Skoro przez Żydów to się dokonało. temu misteryum niedającego się pomyśleć. z jaką korzenie owej nienawiści zatapiały się coraz otchłanniej. Ten Jezus z Nazaretu.. niż uwodzi. niszczącą mocą dorównać mogło temu symbolowi »świętego krzyża«.. Czy kościołowi na drodze tego celu przypada dziś jeszcze jakie k o n i e c z n e zadanie. moralność człowieka pospolitego zwyciężyła. uważniejsze – wszak czasu dość. to. podziemnej. lub gminnieje (cóż zależy na słowach!).. »Wybawienie« rodzaju ludzkiego (mianowicie od »panów«) jest na najlepszej drodze. przysłuchiwał mi się dotąd i nie mógł wytrzymać. coby wabiącą. tego pozornego przeciwnika i rozprzężyciela swego.. najskrajniejszego ostatecznego okrucieństwa i samoukrzyżowania Boga d l a z b a w i e n i a c z ł o w i e k a?. ten »Zbawiciel«.. co sprzeciwia się wytworniejszej inteligencyi. – 15 .. nie do trucizny. coraz szerzej rozwijająca się korona. – »Lecz pocóż tu mówić jeszcze o d o s t o j n i e j s z y c h ideałach! Trzymajmyż się faktów: zwyciężył lud – czyli »niewolnicy«.

u których występuje ono zasadniczo jako narkoza. siłą uposażeni. to dzieje się to w stosunku do sfery. Jego dusza z e z u j e. słowem b i e r n i e. wyrozumiałości. spoglądania w dół. którego zepchnięta nienawiść. wynachodzi jeno swoje przeciwieństwo. owych od jadowitych i nieprzyjaznych uczuć ropiejących ludzi. – Bunt niewolników na polu moralności. przeto z k o n i e c z n o ś c i czynni ludzie. względności. kontrastowym obrazem w stosunku do jej pozytywnego. szlachetniejszej. jako zupełni. by powstać. odprzężenie umysłu i wyciągnięcie członków. z drugiej strony należy rozważyć. »nieszczęśliwy« nigdy nie przestały dla ucha greckiego brzmieć w tonie. »zły« jest tylko później zrodzonym. Podczas gdy człowiek dostojny żyje ufnie i otwarcie przed samym sobą ( »szlachetnie urodzony« podkreśla nuance »szczery« a również i »naiwny«). zasadniczego pojęcia »my dostojni. my dobrzy.10. »pożałowania godny« (porównaj . zbyt wiele odwracania oczu i zniecierpliwienia. Należy wsłuchać się w przychylne prawie odcienie. ogłuszenie. nizkiego gminu. dalekiem pozostanie od fałszerstwa. jako j e g o świat. w k łam y w a ć (jak to wszyscy ludzie opanowani przez ressentiment czynić zwykli). że f a ł s z u j e obraz pogardzanego. jest wzbroniona i które wynagradzają ją sobie tylko zemstą w imaginacyi. w jakiem znaczeniu używane są ). »nizki«. nawet zbyt wiele własnego uradowania. i umieli również. konstruować sztucznie swojego szczęścia. kryjome dróżki i wrota od tyłu. która i w pogardzie nie sprzeniewierzyła się sobie (– filologom niechaj przypomniane będzie. którym właściwa reakcya. któremi odróżnia od siebie motłoch. »sabat«. Przeciwnie dzieje się z dostojną oceną wartości: działa ona i rośnie spontanicznie. mówiąc fizyologicznie. spoczynek. w danym razie wmawiać. że ressentiment samo twórczem się staje i płodzi wartości: ressentiment takich istot. dwa ostatnie określają właściwie człowieka pospolitego. W rzeczy samej miesza się do pogardy zbyt wiele niedbałości. my szczęśliwi!« Jeśli dostojna ocena wartości targnie się i zgrzeszy przeciw rzeczywistości. pospolitemu przypadające człowiekowi. aż wkońcu prawie wszystkie słowa. jak się w nie miesza ustawicznie i jak ocukrza je pewien rodzaj pożałowania. pokój. sfery pospolitego człowieka. miast wstecz ku samemu sobie – jest właśnie właściwe uczuciu ressentiment. która nie jest jej dostatecznie znana. nie musieli dopiero przez spojrzenie. potrzebuje najpierw zawsze świata przeciwnego i zewnętrznego. by zdolna była przemienić swój przedmiot w istotną karykaturę i potwora. arystokratycznej oceny wartości. zgodziwszy się nawet na to. duch jego kocha schówki. pozostały ostatecznie jako wyrazy na »nieszczęśliwy«. wkładane naprzykład przez szlachtę grecką w wszystkie słowa. co nie jest »nim samym«: i to »nie« jest jej czynem twórczym. uciskanych. Podczas gdy wszelka moralność dostojna wyrasta z tryumfującego potwierdzenia siebie samej. nie oddzielać działania od szczęścia. by siebie z tem większą wdzięcznością. ma powab dla niego. co »poza nim«. reakcya czynu. podniet zewnętrznych. ani naiwny. na wskroś życiem i namiętnością przepojonego. To odwrócenie ustanawiającego wartości spojrzenia – ten k o n i e c z n y kierunek na zewnątrz. w którego barwie przeważa »nieszczęśliwy«. ani z samym sobą uczciwy i otwarty. – być czynnym wliczają z konieczności do szczęścia (skąd swój początek wywodzi) –wszystko to w zupełnem przeciwieństwie do »szczęścia« na szczeblu bezsilnych. j e g o 16 . Jest to dziedzictwo starej. owszem przeciw której prawdziwemu poznaniu broni się ona ostro: nie rozumie w danym razie pogardzanej przez siebie sfery. zaczyna się tem. – jej negatywne pojęcie »nizki«. że w każdym razie uczucie pogardy. wszystko. – jej akcya jest z gruntu reakcyą. by wogóle działać. spoglądania z góry. tem radośniej potwierdzić. zbyt wiele lekceważenia. »pospolity«. bladym. co »inne«. Moralność niewolników. potrzebuje. moralność niewolnika mówi z góry »nie« wszystkiemu. jako roboczego niewolnika i zwierzę juczne) – i jak z drugiej strony »zły«. zemsta bezsilnego dopuszcza się – oczywiście in effigie – względem swego przeciwnika. skierowane na wrogów swych. co skryte. my piękni. to człowiek opanowany przez ressentiment nie jest ani szczery. »Dobrze urodzeni« czuli się właśnie »szczęśliwymi«.

a b a r d z o w i e l e do czczenia! Natomiast przedstawcie sobie »wroga«. niż jakakolwiek inna rasa dostojna. zgwałceń i znę17 . zwyczajowi. pozornie temu samemu pojęciu »dobry« przeciwstawione słowa »lichy« {schlecht) i »zły« (böse) Lecz to n i e jest to samo pojęcie »dobry«: raczej zapytać przecie należy. Tam używają zwolnienia od wszelkiego przymusu społecznego. spełnia się i wyczerpuje w natychmiastowej reakcyi. on nie zniesie przecie żadnego innego wroga. i to jako zasadnicze pojęcie. opanowanych przez ressentiment ludzi stanie się wkońcu z konieczności r o z t r o p n i e j s z a. które może po okropnym szeregu mordów. nie wiele lepsi. podpaleń. będzie też czcić roztropność w zgoła innej mierze: mianowicie jako pierwszorzędny warunek istnienia. wykwintną przymieszkę zbytku i wyrafinowania: – jest ona bowiem w nich daleko mniej zasadnicza. k t o jest właściwie »zły« w znaczeniu moralności. kształtującej. w puszczy wynagradzają sobie napięcie.. z którego. którem patrzy ressentiment. dlatego nie z a t r u w a: z drugiej strony nie występuje ono wcale w niezliczonych wypadkach. nawywrót widziany jadowitem okiem. gdzie się zaczyna co obce. na tymczasowem zmniejszaniu się i upokarzaniu. Taki człowiek właśnie otrząsa z siebie jednym podrzutem wiele robactwa. w którym niema nic do pogardzania. czy to na wroga. na czekaniu. On pragnie przecie wroga swego dla siebie. zna się on na milczeniu. swoich przykrości. jako odbicie i przeciwieństwo. czci. – i w tem właśnie jest jego czyn. właściwy c z y n w pojęciu moralności niewolniczej – jakże różne są te oba. 11. Nawet ressentiment dostojnego człowieka. któremu się nie trzymały pamięci żadne wyrządzane mu obelgi i podłości. dumy i przyjaźni. po których wszelkiego czasu poznawały się dusze dostojne. czci. Ci sami ludzie. jego twórczość: powziął on koncepcyę »złego wroga«. jeśli się pojawia w nim. delikatności. barwa dopełniająca. wdzięczności i zemsty. wdzięczności. opanowanej przez ressentiment. Zgoła więc przeciwnie. Najściślejsza odpowiedź: w ł a ś n i e »dobry«. w których nieuniknione jest u wszystkich słabych i bezsilnych. jak go pojmuje człowiek opanowany przez ressentiment. niż u dostojnego. nawet swoich z ł o c z y n ó w – to oznaka silnych pełnych natur. możny. i który dlatego tylko nie mógł przebaczać. przeciwnej moralności. którzy dzięki obyczajowi. wierności. poznał też tylko z ł y c h w r o g ó w. przeinaczony. lub owa marzycielska nagłość gniewu. w których jest nadwyżka plastycznej. podczas gdy w ludziach dostojnych ma roztropność lekką. Tutaj jednemu bynajmniej nie chcemy przeczyć: kto tych »dobrych« poznał tylko jako wrogów. »z ł e g o«. j e g o uciecha. a bardziej jeszcze przez wzajemne strażowanie się i zazdrość inter pares tak surowo trzymają się w karbach i którzy z drugiej strony w stosunku do siebie okazują się tak wynalazczymi na punkcie względności. tam.. mianowicie z samego siebie i stąd dopiero stwarza sobie wyobrażenie »lichy«! To »lichy« pochodzenia dostojnego i owo »zły« z kotła nienasyconej nienawiści – pierwsze jako twór późniejszy. Ileż już czci dla swego wroga ma człowiek dostojny! – a taka cześć jest już mostem do miłości. które się w innych wżera i w nim jedynie jest możliwa – przypuściwszy. że jest wogóle na ziemi możliwa – właściwa »m i ł o ś ć dla swoich wrogów«. o b c z y z n a. niż doskonała pewność funkcyi regulujących instynktów n i e ś w i a d o m y c h lub nawet pewna nieroztropność. jako swego odznaczenia. Rasa takich. przystawka. p o w r a c a j ą ku niewinności sumienia drapieżców. władnący. Nie móc zbyt długo pamiętać swoich wrogów. spowodowane długiem zamknięciem i ujęciem w płoty pokoju. właśnie dostojny. na niezapominaniu. początek. miłości. niż wypuszczone drapieżce.. tylko takiego. jako radosne potwory. – ci sami są nazewnątrz. tylko przebarwiony. wymyśli sobie »dobrego« – samego siebie!. gojącej i zapomnieniem darzącej siły (dobrym tego przykładem z nowoczesnego świata jest Mirabeau. panowania nad sobą.. pewne dzielne gnanie na oślep czy to ku niebezpieczeństwu. który koncypuje zasadnicze pojęcie »dobry« naprzód i spontanicznie. bo – zapominał). drugie natomiast jako oryginał.pewność.

twardej. życia. o ile w prze- 18 . – oni przedstawiają c o f a n i e s i ę ludzkości! Te »narzędzia kultury« są hańbą człowieka i raczej podejrzeniem. którą Niemiec wzbudza. że to robactwo »człowiek« na pierwszym jest planie i mrowi się. za zdobyczą i zwycięstwem lubieżnie węszącej. spiżu: nie umiał on sobie z sprzecznością. w jaki ten sam świat jawił się potomkom zdeptanych. wszystko miażdżącej i krwią zlewającej. z których pomocą szczepy dostojne i ich ideały zostały w końcu zhańbione i przemożone. Najpierw epoce bohaterów i półbogów z Troi i Teb. Raczej coś przeciwnego byłoby nietylko prawdopodobne – nie! jest to dziś o c z y w i s t e! Ci przedstawiciele owych w dół gniotących. »Wandala«. tej wspanialej. zimnej. z jakiem przez całe stulecia Europa przyglądała się wściekłemu szalowi płowej bestyi germańskiej (aczkolwiek pomiędzy starymi Germanami a nami Niemcami nie ostało się żadne powinowactwo pojęcia. że poeci znów na długo będą mieli co opiewać i sławić. nauczył się już czuć siebie celem i szczytem. Głęboka. katowanych. i teraz znowu – jest zawsze jeszcze oddźwiękiem owego niewygasłego przerażenia. ograbionych. dyszących żądzą odwetu instynktów. nawet nieprawdopodobieństwo jej przedsięwzięć – Perykles podnosi i kładzie nacisk na Ateńczyków – obojętność i pogarda dla bezpieczeństwa. iż prawdziwe jest. jak się rzekło. dla tego ukrytego podłoża potrzeba co pewien czas wyładowania. zatrucia ? A czyż nie jest to n a s z a fatalność? Cóż wywołuje dziś n a s z ą niechęć ku »człowiekowi«? – bo człowiek nam d o l e g a. niż dzieląc jedną epokę na dwie. japońska. które w nim miały własnych praszczurów. »człowiek obłaskawiony«. p ł o w e j b e s t y i. gwałtem dyszący. lecz przytem nie móc pozbyć się bardziej odrażającego widoku nieudaności. jeśli zarazem podziwiać może. »złego wroga«. by z drapieżnego zwierza »człowieka« wyhodować obłaskawione. coś jakby »Gota«. myślą dziejów. jej przerażająca pogoda i głęboka rozkosz w wszelkiem niszczeniu. wygody. jeszcze najwyższa ich kultura zdradza świadomość tego i nawet dumę (naprzykład. sprzedanych : epoce spiżu. przeciwdowodem względem »kultury« wogóle! Można mieć zupełną słuszność. w przekonaniu. cywilizowane zwierzę. poradzić inaczej. jakby spełnili jeno psotę uczniacką. lecz któżby po stokroć nie wolał bać się. a cóż dopiero krwi). szalona. Ta »śmiałość« ras dostojnych. nagła w swym wyjawie. zwierzę musi na wierzch się wydobyć. zniedołężnienia. musi znów wrócić do puszczy: – szlachta rzymska. którą mu nastręczał wspaniały. Na dnie wszystkich tych ras dostojnych nie należy przeoczać drapieżcy. gdy wymyślał następstwo epok kulturalnych i starał się je wyrazić w złocie.cań się odchodzą z junactwem i równowagą duchową. że ma pewne prawo czuć się takim. bohaterowie homeryczni. toby należało bezsprzecznie wszystkie owe instynkty reakcyi i ressentiment. – ba. we wszystkich uciechach zwycięstwa i okrucieństwa – wszystko to składało się dla cierpiących z tego powodu na obraz »barbarzyńcy«. niedorzeczna. – Nie obawa. Zgodziwszy się na to. z w i e r z ę d o m o w e. Właśnie rasy dostojne pozostawiły pojęcie »barbarzyńcy« na wszystkich śladach swojego pochodu. niż n i e bać się. przez co wcale jeszcze nie powiedziano. w szczególności wszelkiej ludności przedaryjskiej. skandynawscy wikingowie – wszyscy jednako czuli tę potrzebę. ten nieuleczalnie mierny i niepokrzepiający. Zwróciłem raz uwagę na zakłopotanie Hezyoda. co się i tak dziś za »prawdę« uważa. srebrze. świat Homera. że . raczej to. zmniejszenia. to niewątpliwe. że nie mamy już czego bać się w człowieku. «ku wszystkim lądom i morzom utorowała sobie drogę śmiałość nasza. arabska. w owej sławnej mowie pogrzebowej. lecz zarówno grozą przejmujący. gdy Perykles mówi Ateńczykom. ci potomkowie wszelkiego europejskiego i nieeuropejskiego niewolnictwa. jeśli ktoś nie może się wyzbyć obawy przed płową bestyą na dnie wszelkich ras dostojnych i ma się na baczności. którym kazał teraz następować po sobie. jakoby i c h p r z e d s t a w i c i e l e byli zarówno wyobrazicielami samej kultury. że z n a c z e n i e w s z e l k i e j k u l t u r y leży właśnie w tem. uważać za właściwe n a r z ę d z i a k u l t u r y. wznosząc sobie wszędzie nieprzemijające pomniki dobrego i z ł e g o«). ta nieobliczalność. bez czucia i sumienia. skoro do władzy dojdzie. srogiej. uprowadzonych. tak jak ten świat zachował się w pamięci szczepów dostojnych. potem epoce spiżowej w sposób. germańska. lodowa nieufność. ciała. »człowiekiem wyższym«.

aby nie była chęcią przemożenia.. jagnięciem – nie miałżeby być dobry?«. chińszczyznę. osamotnienia? W gruncie rzeczy da sobie z wszystkiem radę. tryumfującego. a kto jest jak najmniej ptakiem drapieżnym. przynajmniej jeszcze zdolnem do życia.. jak właśnie samym popędem.. na jakiś dopełniający i wyzwalający pomyślny okaz człowieka. nie jest niczem innem. (i skamieniałym w niej zasadniczym błędom rozumu). 12. chorowitości. że to wciąż jeszcze wstecz i wstecz iść będzie. pragnieniem wrogów i oporów i tryumfów. gwoli któremubyśmy w i a r ę w c z ł o w i e k a zachować śmieli!.. a inaczej zdawać się może tylko dzięki zwodniczości mowy. Nie widzimy dziś nic. przynajmniej życiu przyświadczającem. poza dobrem i złem – na jedno spojrzenie. »podmiotem« i mylnie rozumie. pozwólcie mi jedno spojrzenie tylko rzucić na coś doskonałego. wojującego istnienia. jeszcze trudniejsze. chęcią obalenia. chęcią owładnięcia. to niewątpliwe. co nowe. Tak samo bowiem. co działa. by objawiała się n i e jako siła.. – Żądać od siły. – wraz z obawą przed człowiekiem postradaliśmy i miłość dla niego. dalsze. Cóż jest właśnie dla mnie najnieznośniejsze? To. na te dobre jagnięta. niepogody. działaniem. W tem właśnie tkwi grożące fatum Europy. jako że urodzony do podziemnego. niezłomny.. przeżycia. potężnego. który wszelka potrzeba tylko sprężniej jeszcze napina. obojętność. z czem ja sam dojść nie mogę do ładu. przeczuwamy.. jak żądać od słabości. jakkolwiekby ptaki drapieżne nieco szyderczo na to spoglądały i może mówiły sobie: »my nie gniewamy się na nie. że porywają małe jagnięta. co chce się stać większem... Widok człowieka już nuży – czemże dziś jest nihilizm. to nie można takiemu postawieniu ideału nic zarzucić.. w coraz większą rozcieńczoność. chceniem. niedostatku. do końca udanego. wygodę. jak lud oddziela błyskawicę od jej światła i to ostatnie 19 . działania – owszem. bo widok ten nuży. kochamy je nawet: niema nic smaczniejszego nad delikatne jagnię«. która wszelkie działanie rozumie jako uwarunkowane tem. Ileżto zresztą człowiek nie wytrzyma niedoli. znowu przeżyje swą złotą godzinę zwycięstwa – i znowu stoi wtedy. mozołu. w coraz większą dobroduszność. znużenia. jest równie niedorzeczne. by objawiała się jako siła... – Nie tłumię w tem miejscu westchnienia i ostatniej nadziei. jeśli istnieją sprzyjające niebianki. Znużyliśmy się c z ł o w i e k i e m. który jest usprawiedliwieniem człowieka. 13. – Jednak zawróćmy: problemat i n n e g o początku »dobrego«. to nie dziwota: lecz to jeszcze nie powód. którem Europa dziś śmierdzieć poczyna.. owszem jego przeciwieństwem. gotów do tego. stawać się będzie coraz »lepszym«. jeśli nie t e m?. w czem jeszcze bać się jest czego! Na człowieka. roztropność. szczęśliwego. by brać za złe wielkim ptakom drapieżnym. chrześcijańskość – człowiek.rwach nadmiaru nieudaności. jak łuk. czuje się czemś przynajmniej względnie udanem. Bo tak ma się rzecz: zmniejszenie i wyrównanie człowieka europejskiego kryje n a s z e największe niebezpieczeństwo. jak go wymyślił sobie człowiek opanowany przez ressentiment. A jeśli jagnięta mówią między sobą: »te ptaki drapieżne są złe. znowu kiedyś wydostanie się na światło. że muszę wąchać trzewia nieudanej duszy!. cześć dla niego.. napięty. domaga się skończenia. Pewne quantum siły jest właśnie takiem quantum popędu woli. nadzieję i chęć ku niemu. cherlactwa. jak się urodził. mierność. dobrego. co mnie dusi i dławi? Zepsute powietrze! Zepsute powietrze! Że coś nieudanego zbliża się do mnie. – Że jagnięta czują urazę do wielkich ptaków drapieżnych. – Lecz kiedy niekiedy pozwólcie mi – rozumie się.

uważa jako jej c z y n n o ś ć. jakeś pan mówił« – – Dalej! 20 . słabi. jego nieunikniona. któremu jest p o z o s t a w i o n e d o w o l i. niż tę. ciche mruczenie i szeptanie ze wszystkich kątów i zakątków. stawaniem się. skrycie tlące uczucia. w serce tajemnicy. gdy upośledzone. jak gdyby poza silnym istniało obojętne podścielisko. jego działanie. p. Pańskie oko musi przywyknąć wpierw do tego ułudnego. chytre. takim podrzutkiem. niż »my. jesteśmy niestety słabi. sprawiedliwi« – nie znaczy to. mimo cały swój chłód. nie inni. cichej. Mają słabość na z a s ł u g ę łgarstwem przenicować. mówiąc: »siła porusza. a to. by rzec popularnie. dobrze jest. to jest dobrymi! a dobrym jest każdy. c z y n e m. tak moralność tłumu także oddziela siłę od zewnętrznych siły objawów. umożliwiał owo wzniosłe oszustwo samych siebie. co widzisz. mój panie wścibski i śmiałku.. Podmiot (lub.. przemocą zgnębieni z mściwej chytrości bezsiły wmawiają w siebie: »pozwólcie nam być innymi. zdeptani. nie ulega wątpieniu – rzecz ma się. słyszę tem więcej. mający wolność wyboru »podmiot«. jest to czynczyn: to samo zdarzenie stawia raz jako przyczynę. tak samo kantowska »rzecz sama w sobie«). Tak! Dość! Mów pan teraz! Cóż się tam w dole dzieje? Wypowiedz. wykładające nawet słabość jako wolność. objawiać siłę. każąc błyskawicy świecić. »podmiotów« (atom jest. w którym każde kłamstwo uświęcać się zwykło. Tłum podwaja w gruncie czynność. który jak my trzyma się w ukryciu. Cóż za dziwota. Przyrodnicy nie czynią lepiej. który wszystkiemu złemu schodzi z drogi i wogóle mało wymaga od życia. jak się na ziemi takie f a b r y k u j e i d e a ł y? Kto ma odwagę ku temu?. samopotwierdzenia. który się zwie błyskawicą. ta roztropność najniższego rzędu. cierpliwi.. z instynktu samozachowawczości. 14. a potem jeszcze raz jako jej skutek. że jest ptakiem drapieżnym. niema żadnego »bytu« poza czynieniem. lub też nie. naprzykład. słabym i uciemiężonym wszelkiego rodzaju. Zdaje mi się. nikomu nie odpłaci w odwecie. wyzyskują dla siebie tę wiarę i w gruncie nie zachowują nawet żadnej wiary żarliwiej. że kłamią.. d u s z a) był może dlatego dotychczas na ziemi najlepszą podwaliną wiary. wyzbycie się uczucia. że przeważnej liczbie śmiertelnych. jako z a s ł u g ę.. niż źli. właściwie nic innego. przybrała dzięki owemu fałszerstwu i samoobłudzie bezsilny strój pełnej zaparcia się. mieniącego się światła. Lecz niema takiego podścieliska. jak gdyby słabość słabego – to znaczy przecie jego i s t o t a. czemś chcianem. – – »Nie widzę nic. czemś z wyboru. by nie »za wiele« czynić wobec wielkiego niebezpieczeństwa). z a s ł u g ą. a drapieżnemu ptakowi jagnięciem: – zyskują tem przecie wobec siebie samych prawo w i n i e n i a ptaka drapieżnego. że jest p o z o s t a w i o n e w o l i s i l n e g o być słabym. jeśli nie czynimy nic. który zemstę Bogu przekazuje. cukrowa słodycz oblepia dźwięk każdy. siła powoduje« i t. nieodłączna rzeczywistość – była dobrowolnym wysiłkiem. Temu rodzajowi człowieka p o t r z e b a wiary w obojętny. pokorni. wyczekującej cnoty. nikogo nie zaczepi. Nuże więc! Oto otwarta oku droga w ten ciemny warsztat. człeku o najniebezpieczniejszej ciekawości – teraz j a będę się przysłuchiwał. którą mają nawet owady (przecie udają martwość. »czyniciel« jest tylko zmyśleniem do czynienia dodanem – czynność jest wszystkiem. – Czy chce kto spojrzeć nieco w dół. Jakieś przezorne. zemsta i nienawiść. dla słuchających na zimno i bez uprzedzenia. działaniem.. pod uwodnym wpływem mowy i nie wyzbyła się jeszcze podrzuconych bękartów. podobnie jak my. kto nikogo nie zadraśnie. lecz ten cierpki stan rzeczy. – cała wiedza nasza stoi jeszcze. Jeśli uciśnieni. kto nie działa przemocą. d o c z e g o n i e j e s t e ś m y d o ś ć s i l n i«. jako działanie podmiotu. Poczekaj pan jeszcze chwilkę. że są tacy.

najsubtelniejszym. w które jest bogaty. to nie ich wróg. bez wątpienia. co jest im pocieszeniem we wszystkich cierpieniach ziemi – swą fantasmagoryę przypuszczonej przyszłej szczęśliwości? – »Co? Czy dobrze słyszę? Nazywają to »sądem ostatecznym«. Boga s p r a w i e d l i w e g o nad bezbożnymi«. czego pragną. poza granicę śmierci. gdybyś tylko ich słowom ufał. Mówią tu też o »miłości dla wrogów swoich« i pocą się przytem«. których plwociny lizać muszą (n i e z trwogi. że Bóg każe czcić wszelką zwierzchność) – że nietylko są lepsi. To zwą »szczęśliwością«. co o n i czynią!«). które najbardziej się lubi. że »jest im lepiej«. jego wystawanie u drzwi. – Dalej! – »Teraz dają mi do zrozumienia. Teraz dopiero słyszę. jeno »tryumfem s p r a w i e d l i w o ś c i«. – A jakże nazywają to. co jeszcze ich miłości pozostało na ziemi. te mruki i pokątni fałszerze monet. »w miłości«. może też jest ta nędza przygotowaniem. co kiedyś wyrównane zostanie i wypłacone olbrzymiemi odsetkami w złocie. wszyscy dobrzy i sprawiedliwi na ziemi«. śmierdzi od tych wszystkich kłamstw«. o którym mówią. żeś jest między samymi ludźmi opanowanymi przez ressentiment?. – Dalej! – »Są nędzni. Odszkodowania za co? Odszkodowania przez co ?. że nędza ich jest wybraniem i odznaczeniem przez Boga. bynajmniej nie z trwogi! lecz tylko. Brak zaczepnoścł w słabym. – nawet potrzeba w i e c z n e g o życia. nie! nienawidzą »n i e s p r a w i e d l i w o ś c i«.– »a niemoc. zda mi się. gdzie f a b r y k u j e s i ę i d e a ł y – zda mi się. nawet tchórzostwo. a może jeszcze czemś więcej – czemś. – nie zauważyłeś pan. nieunikniony dlań mus czekania dochodzą tu do pięknego imienia. jak mówią. uległość wobec tych. doświadczeniem. »królestwa bożego« – t y m c z a s e m jednak żyją »w wierze«.. Już aby t e g o dożyć. że bije się psy. »w nadziei«. które z czarnego robią białe. to nie ich bracia w nienawiści. – »Rozumiem. panów ziemi. choć siedzą w kupie i grzeją się wzajem – lecz mówią oni. może nawet przebaczeniem (»bo o n i nie wiedzą. czego nienawidzą. że nietylko są lepsi od możnych. – Nie! Jeszcze chwilę! Nie powiedzieli jeszcze nic o majstersztyku tych czarnych kunsztów. to niewątpliwe. gdy z przejmującą lękiem prostotą ten nad bramą swego piekła poło- 21 . kiedyś ma nadejść i ich »królestwo« – »królestwem bożem« zwą to poprostu.. nie szukającą odwetu. na »dobroć«.. lecz ich »bracia w miłości«. nie! w szczęściu. przyjściem ich królestwa. Lecz dość! dość! Nie wytrzymam dłużej. miłości i nadziei«. to też zwie się samą c n o t ą. – Dość! Dość! 15. że nakazuje uległość – nazywają go Bogiem). omylił się grubo. mleko i niewinność. to. lecz także. otwieram raz jeszcze uszy (ach! ach! ach! a z a t y k a m nos). by kiedyś i o n i byli silni. to nie nadzieja zemsty. najbardziej duchowym. trzeba długo żyć.. najkłamliwszym popisem ich artyzmu? Baczność! Te piwniczne zwierzęta. lecz »zwycięstwo Boga. »bezbożności«. aby przez wieczność można doznawać w »królestwie bożem« odszkodowania za owo życie ziemskie »w wierze. co już tak często mówili: »My dobrzy – my j e s t e ś m y s p r a w i e d l i w i – tego. upojenie słodkiej zemsty (– »słodszą od miodu« nazwa! ją już Homer). niemożność zemsty zwie się niechceniem zemsty. szkołą. w co wierzą i czego spodziewają się. których się nienawidzi. – W wierze w co? W miłości czego? W nadziei czego? – Ci słabi chcą bowiem. co jest szczytem ich raffinement. nie nazywają odwetem. jak się rzekło: są przecie we wszystkiem tak pokorni. co czynią – my jedynie wiemy. w każdym razie kiedyś będzie im lepiej. pełne zemsty i nienawiści – cóż to one robią z zemsty i nienawiści? Czyś słyszał pan kiedy te słowa? Czybyś przypuszczał. to. trwożliwą nizkość na »pokorę«. na »posłuszeństwo« (mianowicie względem tego. Dante. najśmielszym. Zepsute powietrze! Zepsute powietrze! Ten warsztat. jako »cierpliwość«.

A jakkolwiek ta druga wartość oddawna przeważa. które poprzez wszystkie dzieje ludzkie dotychczas pozostało. a w szczególności i to z Talmudu znane określenie matki Jezusa. nisi quod ne tunc quidem illos velim vivos. tunc histriones cognoscendi. miast atletów mamy swych męczenników.. magis scilicet vocales (bardziej przy głosie. Te obie p r z e c i w s t a w n e wartości »dobry i lichy (schlecht)«. quae nec oculus vidit nec auris audivit nec in cor hominis ascenderunt? (I. Tomasz z Akwinu. solutiores multo per ignem. że zaświadczy nam to wyraźnie taka w tych rzeczach powaga. sed in igne jaculati. sed ad inopinati Christi tribunal palpitantes! Tunc magis tragoedi audiendi. – Zdążajmy do końca. Lub czy chcecie w silniejszym słyszeć to tonie. fabri aut quaestuariae filius (jak wykazuje ciąg dalszy. felle et aceto potatus. Hic est quem a Juda redemistis. cum tanta saeculi vetustas et tot ejus nativitates uno igne haurientur. –. Możebyśmy nawet odgadli. jeśli krwi chcemy. 29 ss. sabbati destructor. quem clam discentes subripuerunt. ut qui malim ad eos potius conspectum i n s a t i a b i l e m conferre. 9. wyrażony pismem.. guibus nihil ad deum pertinere suadebant. niż być w rozdwojeniu pod każdym względem i być polem walki owych przeciwstawień. »Beati in regno coelesti. – P e r f i d e m : tak napisano. Que tunc spectaculi latitudo! Q u i d a d m i r e r! Q u i d r i d e a m! U b i g a u d e a m! U b i e x u l t e m. Ceterum qualia illa sunt. ut resurrexisse dicatur vel hortulanus detraxit. 2.. Cor. że się tymczasem coraz wyżej w górę wznosiła i właśnie przez to coraz bardziej pogłębiała i uduchowiała: tak że niema dziś może bardziej rozstrzygającego znaku »n a t u r y w y ż s z e j«. ille nationibus insperatus. który swym chrześcijanom odradzał okrutnych rozkoszy publicznych widowisk – czemuż to? »Wiara użycza nam przecie daleko więcej – mówi. »dobry i zły (böse)« toczyły na ziemi straszliwą. Dzięki zbawieniu rozporządzamy przecie innemi uciechami. u t t a l i b u s e x u l t e s. 16. mówi łagodnie jak jagnię. Nad bramą chrześcijańskiego raju i jego wiecznej szczęśliwości mógłby być w każdym razie z większą słusznością wyryty napis: »i mnie stworzyła wieczna n i e n a w i ś ć« – przypuściwszy. ma Tertulian odtąd na myśli Żydów). tunc spectandus auriga in flammea rota totus rubens. Możnaby nawet rzec. czy- 22 . cum ipso Iove et ipsis suis testibus in imis tenebris congemescentes Item praesides (namiestnicy prowincyi) persecutores dominici nominis saevioribus quam ipsi flammis saevierunt insultantibus contra Christianos liquescentes! Quos praeterea sapientes illos philosophos coram discipulis suis una conflagrantibus erubescentes. scena komiczna i tragiczna) et omni stadio gratiora". spectans tot et tantos r e g e s. de spectac. ne lactucae suae frequentia commeantium laederentur’. qui in dominum desaevierunt. wielki nauczyciel i święty. hic est ille arundine et colaphis diverberatus.. dicam.) Credo circo et utraque cavea (pierwszy i czwarty rząd lub. quis tibi praetor aut consul aut quaestor aut sacerdos de sua liberalitate praestabit? Et tamen haec jam habemus quodammodo per f i d e m spiritu imaginante repraesentata. A cóż dopiero oczekuje nas w dniu jego powrotu. oto mamy krew Chrystusa.żył napis: »i mnie stworzyła miłość wieczna«. ’Hic est ille. że prawda mogłaby być wypisana nad drzwiami do kłamstwa! Bo c z e m ż e jest szczęśliwość wieczna?. lepiej jednak. jego tryumfu!« – i teraz ciągnie dalej. Symbol tej walki. qui in coelum recepti nuntiabantur. gdzie nierozstrzygnięta walka dalej się toczy. zachwycony jasnowidz: »At enim supersunt alia spectacula. videbunt poenas damnatorum. Hic est. ille derisus. Ut talia spectes. tunc xystici contemplandi non in gymnasiis. Samarites et daemonium habens. sputamentis dedecoratus. u t b e a t i t u d o i l l i s m a g i s c o m p l a c e a t«. nie braknie jednak i dziś jeszcze miejsc. jeszcze gorsi krzykacze) in sua propria calamitate. ille ultimus et perpetuus judicii dies. natury bardziej duchowej. tysiącolecia trwającą walkę. czegoś o w i e l e s i l n i e j s z e g o. z ust tryumfującego ojca kościoła.. quibus animas aut nullas aut non in pristina corpora redituras affirmabant! Etiam poetas non ad Rhadamanti nec ad Minois. wedle innych. której lekceważyć nie można. c.

każdy szczątek po nich. przed czem kłaniają się dzisiaj nawet w Rzymie. któremu »d o w i e d z i o n o nienawiści do całego rodu ludzkiego«: słusznie. Nigdy nie słyszano na ziemi większego okrzyku radości. z Żydami. Jużci zdarzyło się za Odrodzenia wspaniałe. Żydzi. ma się rozumieć. co to za problemat: Napoleon. a w nim ucieleśniony problemat d o s t o j n e g o i d e a ł u s a m e g o w s o b i e – rozważcie. wrzaskliwszego zapału! Wprawdzie zdarzyła się wśród tego rzecz najpotworniejsza. tkaczem kobierców Pawłem i matką owego. niż kiedykolwiek. przeciwko żądzy zniżania. jaki istniał kiedykolwiek. jeżeli się odgadnie. jaka była w Europie. zwie się »Rzym przeciw Judei. wszędzie. lecz prawie na przestrzeni pół ziemi. początkowo zwanego Jezusem. o ile ma się słuszne prawo rozkwit i przyszłość rodzaju ludzkiego nawiązywać do bezwzględnego panowania wartości arystokratycznych. skoro właśnie tę książkę nienawiści opatrzył imieniem apostoła miłości. – i raz jeszcze silniej. nazwaną Marya). gdzie się tylko człowiek obłaskawił lub obłaskawić się pragnie – . któremu ową miłośnie-marzycielską Ewangelię przypisuje – : tkwi w tem część prawdy. rozbrzmiało przeciwko starym łgarczym hasłom uczucia ressentiment o p i e r w s z e ń s t w i e n a j l i c z n i e j s z y c h. jako przed wcieleniem wszystkich najwyższych wartości – i nietylko w Rzymie. opanowanym przez ressentiment par excellence. co się tam pisze. że silniejszych i dostojniejszych dotąd jeszcze na ziemi nie było. Rzym odczuwał w Żydzie coś sprzecznego z samą naturą. przeciwnie. doszła Judea raz jeszcze z Rewolucyą francuską do zwycięstwa nad ideałem klasycznym: ostatnia polityczna dostojność. niejako swe antypodyczne monstrum. zbudowanego na nim zżydziałego Rzymu. ta synteza n i e c z ł o w i e k a i n a d c z ł o w i e k a. niepokojące przebudzenie ideału klasycznego. W pewnem nawet bardziej decydującem i głębszem znaczeniu. przed t r z e m a Ż y d a m i.. natarczywiej. ten najbardziej odosobniony i najpóźniejszy z późno zrodzonych. Lecz wystarczy przywieść sobie tylko na pamięć Apokalipsę Janową. a co piątorzędne. dzięki owemu zasadniczo gminnemu (niemieckiemu i angielskiemu) ruchowi ressentiment który nazywają Reformacyą. Chińczyków lub Niemców. nad t o postawienie zagadnienia. o takich nie śniono nawet nigdy. jak wiadomo. jak przebudzony z letargu. przed rybakiem Piotrem. to śmiertelnie wrogie przeciwieństwo. niż wówczas.) Rzymianie byli przecie tak silni i dostojni. dostojnej oceny wartości wszystkich rzeczy: nawet Rzym poruszał się. co jest pierwsze. i j e d n ą Ż y d ó w k ą (przed Jezusem z Nazaretu. które nienawiść ma na sumieniu.. To podziwu godne: Rzym uległ bezsprzecznie. Kto na razie z w y c i ę ż y ł. prościej. ten najdzikszy z wszystkich pisanych wybuchów. Rzym czy Judea? Ależ tu niema wątpliwości: zważmy tylko. zrównania. aczkolwiek wiele fałszerstwa literackiego potrzeba było do tego celu. co jej wynikiem być musiało. dostojność siedmnastego i ośmnastego stulecia f r a n c u s k i e g o padła pod gminnymi instynktami uczucia ressentiment. 23 . który przedstawiał widok ekumenicznej synagogi i zwał się »Kościołem«: lecz natychmiast zatryumfowała znowu Judea. Cóż natomiast odczuwali Żydzi względem Rzymu? Zgadujemy to z tysiącznych znaków. Judea przeciw Rzymowi«: – nie było dotąd większego zdarzenia nad t ę walkę. byli owym narodem kapłańskim. pod ciśnieniem nowego. rozbrzmiało straszliwie i porywająco przeciwne hasło p i e r w s z e ń s t w a n a j m n i e j l i c z n y c h! Jako ostatni drogowskaz k u i n n e j drodze zjawił się Napoleon. każdy napis zachwyca. by wyczuć. wraz z tem. staczania się wstecz i w zamierzch człowieka. poniżania. wartości rzymskich. najnieoczekiwańsza: starożytny ideał wystąpił c i e l e ś n i e z niesłychanym przepychem przed oczy i sumienia ludzkości. z przywróceniem Kościoła – zarazem przywróceniem dawnego mogilnego spokoju klasycznemu Rzymowi. (Nie należy zresztą niedoceniać głębokiej konsekwencyi chrześcijańskiego instynktu.telnem. posiadającym nie mającą sobie równej gminnie-moralną genialność: porównajmy jeno pokrewnie uposażone ludy. W Rzymie uważano Żyda za tego.

czego c h c ę. w każdym razie prędzej niż psychologicznego. które ostatnia ma książka nosi na grzbiecie: »P o z a d o b r e m i z ł e m«. Korzystam ze sposobności. w s z c z e g ó l n o ś c i b a d a n i a e t y m o l o g i c z n e. rozmyślać. które zasługuje na uwagę zarówno filologów i historyków. by wyrazić publicznie i formalnie życzenie.. gdy im się na ogół udało przekształcić owe tak zaostrzone początkowo i nieufne stosunki pomiędzy filozofią. tak pojętemu. do czego zmierzam właśnie przez to niebezpieczne hasło. W s z y s t k i e umiejętności winny teraz torować drogę zadaniu filozofów.. To bynajmniej n i e znaczy »Poza dobrem i lichem«. »J a k i e w s k a z ó w k i d a j e j ę z y k o z n a w s t w o..17. Pytanie: j a k ą w a r t o ś ć ma ta lub owa tablica dóbr czyli »moralność«? należy stawiać w najrozmaitszych perspektywach. W rzeczy samej wszystkie tablice wartości. stawiam następujące zagadnienie. gdyby chodziło o wytworzenie silniejszego typu. że filozof ma rozwiązać p r o b l e m a t w a r t o ś c i. U w a g a. Dobro najliczniejszych i dobro najmniej licznych to dwa przeciwległe punkty zapatrywania na wartość. że oddawna stało się dość jasne. – 24 . na długo odroczone ?. wyjawiane dotąd przeze mnie tylko okolicznościowo w rozmowach z uczonymi: mianowicie. którą nastręcza mi ta rozprawa. znane historyi lub badaniom etnologicznym.. myśl rozwijać. – Czy na tem koniec? Czy to największe ze wszystkich przeciwstawień ideału zostało tem samem na wieczne czasy złożone ad acta? Czy tylko odroczone. wymagają przedewszystkiem f i z y o l o g i c z n e g o oświetlenia i wytłumaczenia. d o d z i e j ó w r o z w o j u p o j ę ć m o r a l n y c h?« – Z drugiej strony oczywiście należy pozyskać dla tych problematów (o w a r t o ś c i dotychczasowych ocen wartości) wspóudział fizyologów i medyków: przyczem niechaj zawodowym filozofom pozostawiona będzie i w tym poszczególnym wypadku rola obrońców i pośredników. pozostawiamy naiwności angielskich biologów. wszystkie »powinieneś«. abym sam doszedł do końca.. Czy znów kiedyś nie będzie musiał nastąpić jeszcze straszniejszy. zadaniu przyszłości. – a to powód wystarczający. aby któryś z fakultetów filozoficznych przez rozpisanie szeregu nagród akademickich zechciał się zasłużyć około popierania studyów nad h i s t o r y ą m o r a l n o ś c i – może ta książka posłuży jako bodziec w tym kierunku. nie miałoby wcale tej samej wartości.. jak moi czytelnicy. jeszcze dłużej przygotowywany wybuch starego pożaru? Więcej jeszcze: czy właśnie t e g o nie należy sobie ze wszystkich sił życzyć? nawet chcieć? nawet żądać?. Co się tyczy możliwości tego rodzaju. ma u s t a n a w i a ć s t o p n i e w a r t o ś c i.. nie można mianowicie rozbierać dość subtelnie kwestyi »wart d l a j a k i e g o c e l u?« Naprzykład coś. temu trudno będzie dojść z tem prędko do końca. przypuściwszy. fizyologią i medycyną w najprzyjaźniejszą i najowocniejszą wzajemną wymianę. Uważanie pierwszego za więcej wartościowy już s a m w s o b i e. tak samo wszystkie czekają krytyki ze strony wiedzy medycznej. jak i właściwych uczonych filozofów z powołania.. coby miało widoczną wartość ze względu na najwyższą niespożytość rasy (lub spotęgowanie jej siły przystosowawczej do pewnego klimatu lub na osiągnięcie największej liczby).Kto w miejscu tem zacznie.

25 . „Nieczyste Sumienie” i tym podobne.ROZPRAWA DRUGA: „Wina”.

jednolitym. co odległe. żadnego t e r a z – bez zapominawczości. na to. właściwa p a m i ę ć w o l i: tak. pamięć. pewna tabula rasa świadomości.I. I tu natychmiast rozważyć należy. podległym k o n i e c z n o ś c i. lecz czynne n i e c h c e n i e pozbycia się. jest ona raczej czynną. kto przeciwdziałającej sile. nietylko niestrawność raz w zastaw danego słowa. przedłużane chcenie raz chcianego. 15. tępoty i idyotyzmu. etykiety. Zapominawczość nie jest jedynie jakąś vis inertiae. Zadanie wyhodowania zwierzęcia. wiązać myśli przyczynowo. nie być napastowanym przez wrzawę i walkę. by w ten sposób rozporządzać swoją przyszłością. tyraństwa. w którem zapomnienie stanowi silę. które postawiła sobie natura w stosunku do człowieka? Czy nie to jest właściwym problematem człowieka?. przedewszystkiem dla dostojniejszych funkcyi i funkcyonaryuszów. Wyhodować zwierzę. Olbrzymia praca tego. Chwilowo zamknąć drzwi i okna świadomości. niż ów cały tysiącoraki proces. jakby dalece nie było żadnego szczęścia. przyswoiło sobie zdolność przeciwną. by móc obliczać też siebie samego w stosunku do swego własnego wyobrażenia. co zwę »obyczajnością obyczaju« (por. co przeżywamy. Że problemat ten jest do pewnego wysokiego stopnia rozwiązany.. wchłaniamy. że obyczajność obyczaju i społeczny kaftan bezpieczeństwa u c z y n i ł y człowieka 26 . które śmie przyrzekać – jak wam to już jasne zapewne – zawiera w sobie. swe wielkie usprawiedliwienie. spokoju. szczegółów. jak się rzekło. że między pierwotne »chcę«.. równym wśród równych. doświadczamy. z którem nie można się uporać. p r a w i d ł o w y m. Właśnie to z konieczności zapominawcze zwierzę. można śmiało wstawić świat nowych rzeczy. wśród której podziemny świat naszych służebnych organów pracuje dla siebie i przeciw sobie wzajem. strażniczki duchowego ładu. »uczynię«. ilekolwiekby w niej tkwiło srogości. Lecz czegóż to wszystko wymaga! Jakżeż to człowiek. jej a k t. odźwiernej niejako. – w tych mianowicie wypadkach. zadanie bliższe: u c z y n i ć wprzód człowieka do pewnego stopnia podległym konieczności. aż wkońcu w sposób. 24) – właściwa praca człowieka nad samym sobą w najdłuższym okresie rodzaju ludzkiego. nieco ciszy. wogóle umieć liczyć. w jaki to czyni przyrzekający. bez obawy. patrzeć jak na obecne i umieć je przewidywać.. formę t ę g i e g o zdrowia. żadnej dumy. podobny jest do dyspeptyka (a nietylko podobny) – który nie może się z niczem »uporać«. obliczać! Jakże człowiek wprzód sam musiał się stać o b l i c z a l n y m. której przypisać należy. musiał wyuczyć się odróżniać zdarzenia konieczne od przypadkowych. tak zwane »wcielanie«. oznaczać pewnie cel i środki ku niemu. że wszystko to. nast. a właściwe wyładowanie woli. żadnego wesela. Jutrzenka str. Człowiek. j a k o z a p r z y s z ł o ś ć! 2. przewidywania. kiedy się ma przyrzekać: nie jest to więc wcale tylko bierna niemożność pozbycia się raz wyrytego wrażenia. w którym ten hamujący aparat uległ uszkodzeniu i źle działa. aby znów znalazło się miejsce dla czegoś nowego. żadnej nadziei. to dziwić musi tem bardziej tego. w jakim odbywa się nasze cielesne odżywianie. dla rządzenia. z a p o m i n a w c z o ś ć i. – Oto są właśnie długie dzieje powstania o d p o w i e d z i a l n o ś c i. w najściślejszem znaczeniu pozytywną zdolnością hamującą. jego cała p r z e d h i s t o r y c z n a praca. jak ludzie powierzchowni sądzą.. czynnej zapominawczości. przeznaczania z góry (bo nasz organizm urządzony jest oligarchicznie) – oto korzyść. zaręczyć za siebie. z której pomocą zawiesza w pewnych wypadkach zapominawczość w jej czynności. dostateczne przypisuje znaczenie. jako warunek i przygotowanie. ma w tem swe głębokie znaczenie. nawet aktów woli. że długi ten łańcuch woli pęknie. uświadamia nam się w stanie trawienia (możnaby go nazwać »wduchawianiem«) nie więcej. prawidłowym i przeto obliczalnym. 21. które może p r z y r z e k a ć – czy nie to właśnie jest owem paradoksalnem zadaniem.

jako coś. najdłuższa. które przyrzekają. jaką tem samem osiągnął wyższość nad wszystkiem. Śmieć ręczyć za siebie i z dumą. dojrzały owoc. jak się rzekło. posiadacz długotrwałej i niezłomnej woli. choć nie śmieją. świadomość tej rzadkiej wolności. nawet »wbrew losowi« – : z tą samą koniecznością będzie miał w pogotowiu kopnięcie dla głodnych psów gończych. słowem człowieka z własną. aby pozostało obecne?« . który rzeczywiście ś m i e przyrzekać. bez ofiar. że gdziekolwiek dziś jeszcze na ziemi istnieje uroczystość. nadobyczajne indywiduum (bo »samorządny« i »obyczajny« wykluczają się wzajem).. poręczano. A jakże nazwie on ten instynkt dominujący. silnych. tej mocy nad sobą samym i losem. co ma zostać w pamięci: tylko to. Dumna świadomość nadzwyczajnego przywileju o d p o w i e d z i a l n o ś c i. na co się spuścić można. najgłębsza. z tem panowaniem nad sobą. Jakże długo musiał ten owoc w i s i e ć na drzewie. obawy. dane jest koniecznie w dłoń i panowanie nad okolicznościami. niechętnie. który w y r ó ż n i a. i rózgę dla łgarza.. 3. które spotykamy tu w jego najwyższem.. gdy człowiek widział potrzebę stworzenia sobie pamięci. uczucie dopełnienia człowieka wogóle. co nie przestaje b o l e ć. czci lub gardzi. niktby nie śmiał był go obiecywać. jakżeby nie miał wiedzieć. ile wzbudza on zaufania. samemu sobie tylko równe. jak samowładca. częścią bezmyślny rozum chwili. – więc każdego. ma w tem posiadaniu i swoją m i a r ę w a r t o ś c i: ze swego patrząc stanowiska na innych.rzeczywiście obliczalnym. co tu ostatecznie zdobyte zostało i w niego wcielone. który przyrzeka. tam gdzie dojrzewają ostatecznie owoce drzewa. ten pan w o l n e j woli. jakkolwiek wszystko w tem drzewie przygotowane było i właśnie do wydania go dążyło – »W jaki sposób stwarza się człowiekowi-zwierzęciu pamięć? Jak w ten częścią tępy. z jaką ongiś wszędzie na ziemi przyrzekano. zostaje w pamięci« – oto naczelna zasada najstarszej (niestety i najdłużej trwającej) psychologii na ziemi. że to pojęcie »sumienie«. ślubowano: przeszłość. posępne barwy w życiu ludzi i ludów. że ten samowładny człowiek zwie go swem s u m i e n i e m. jak to sobie wyobrazić można. Nie obeszło się nigdy bez krwi. w każdym mięśniu drgającą świadomość tego. który łamie swe słowo już w chwili. Najstraszliwsze ofiary i za27 . w głąb jego najskrytszą i stała się instynktem. by dotrzymać go nawet wbrew złym przypadkom. z jaką czci sobie równych. który ś m i e p r z y r z e k a ć – a w nim dumną. owiewa nas i wzbiera w nas. instynktem dominującym. Można odgadnąć z góry. Ten wyzwolony. może nawet niema nic straszliwszego i niesamowitszego w całych przeddziejach człowieka nad jego m n e m o t e c h n i k ę. – Swem sumieniem?. dających porękę (którym w o l n o przyrzekać). darząc zaufaniem. że uczuje w sobie potrzebę słowa na to? Ależ nie ulega wątpliwości. powoli. bo czuje się dość silny. nie rozwiązano wcale subtelnymi odpowiedziami i środkami. który skąpi zaufania. gdzie społeczeństwo i obyczajny jego obyczaj wyjawiają nareszcie. ilekroć stajemy się »poważni«. ma za sobą długie dzieje i przemiany. cierpki i kwaśny! A przez czas jeszcze dłuższy wcale nie było nic widać z tego owocu. czemu nie wolno przyrzekać i poręczać za siebie. który daje swe słowo. niezawisłą. długotrwałą wolą. powaga. prawie podziw budzącem ukształtowaniu. jako najdojrzalszy na tem drzewie owoc s a m o w ł a d n e i n d y w i d u u m. d o c z e g o były tylko środkiem: a znajdziemy. tajemnica. rzadko. najtwardsza przeszłość. bez mąk.. Chciałoby się nawet rzec. Tego prastarego problematu. i z tą samą koniecznością. lecz i p ó ź n y owoc. gdy je ma na języku. właściwą świadomość mocy i wolności. czci – »zasługuje« na wszystko troje – i jak mu. wszędzie tam o d b i j a s i ę jeszcze coś z owej straszliwości. a więc ś m i e ć r z e c »tak« o sobie także – to. Stańmy natomiast na końcu olbrzymiego procesu. ten samowładca... przypuściwszy. wsiąkła w niego. samorządne. w tę wcieloną zapominawczość wtłacza się coś tak.»Wypala się ogniem. które znowu uwolniło się od obyczajności obyczaju. nad przyrodą i wszelkiem ukróconem w swej woli i nie dającem poręki stworzeniem? Człowiek »wolny«.

ile trudu kosztuje na ziemi wyhodowanie »narodu myślicieli« (to znaczy: t e g o narodu Europy. sześć takich »nie chcę«. »poczytalnie«. Posiadać pięć piędzi długie. że naprzykład owo moralne. świadomość winy. Czyż tym dotychczasowym genealogom moralności śniło się choćby tylko w przybliżeniu. My Niemcy nie uważamy się stanowczo za jakiś szczególnie okrutny i twardego serca naród. jeszcze mniej instynktu historycznego. wszechobecną. Owa dziś tak tania i pozornie tak naturalna.. jakie daje społeczność. aby stać się panami swych gminnych podstawowych instynktów i ich brutalnego nieokrzesania: przypomnijmy sobie dawne niemieckie kary. które do prawdy nietylko w kruchym pozostają stosunku. »przypadkowo«. dłużnym«? Lub że kara jako o d p ł a t a rozwinęła -się zupełnie na uboczu od wszelkiego założenia wolności i niewolności woli? – i to do tego stopnia. własne. Ci Niemcy straszliwymi środkami stworzyli sobie pamięć. zarówno też smarowanie złoczyńcy miodem i rzucanie na pastwę muchom w skwarze słonecznym. że owszem trzeba zawsze dopiero w y s o k i e g o szczebla uczłowieczenia. ulubione łupienie ze skóry (»darcie pasów«). a ascetyczne procedury i formy życiowe są środkiem do tego. by żyć wśród korzyści. by je »niezapominalnemi« uczynić. tem straszliwszy zawsze widok jej zwyczajów: srogość ustaw karnych daje w szczególności miarę tego. jeszcze mniej za szczególnie płochy i żyjący z dnia na dzień. który w bólu odgadł najmożniejszy pomocniczy środek mnemoniczny. powaga. tak nieunikniona myśl. cała ta posępna sprawa. jedynie »nowoczesne« doświadczenie. odrażające okaleczenia (naprzykład kastracye). Z pomocą takich obrazów i przykładów narzuci się wkońcu pamięci pięć. zwana rozwagą. niezapominalną. wśród którego i dziś jeszcze znaleźć można maximum zaufania. co do których dało się p r z y r z e c z e n i e. zasadnicze pojęcie »winy« wzięło początek swój z bardzo materyalnego pojęcia »być winnym. aby się dopatrzeć. tu właśnie potrzebnego »drugiego wzroku« – a jednak uprawiać dzieje morału: to musi się wedle wszelkiej słuszności skończyć na wynikach. wszystkie te przywileje i błyskotki człowieka: jakże drogo trzeba je było opłacić! Ileż krwi i zgrozy leży na dnie wszystkich »dobrych rzeczy«!. powagi. wraz z ich przeciwieństwami i uwzględniać je przy wymiarze kary. nie mieć żadnej wiedzy. I w pewnym sensie zaliczyć tu trzeba całą ascetykę: pewna ilość idei ma pozostać niezatartą. lecz wystarczy przypatrzeć się tylko naszemu dawnemu postępowaniu karnemu. rozdzieranie i tratowanie końmi (»ćwiartowanie«). która mo28 .stawy (do których należały ofiary z pierworodów). wbijanie na pal. »niedbale«. Jeszcze raz powtarzam – lub nie powiedziałemże jeszcze tego wcale? – nie są nic warci. panowanie nad uczuciami. ile trudów kosztowało osiągnięcie zwycięstwa nad zapominawczością i u p r z y t o m n i e n i e na stałe tym niewolnikom chwilowego uczucia i żądzy kilku prymitywnych wymogów społecznego współżycia. wykrawanie mięsa z piersi.. łamanie kołem (najsłynniejszy wynalazek i specyalność niemieckiego geniuszu w państwie kary!). w celu zahipnotyzowania całego nerwowego i intelektualnego systemu temi »idées fixes«. I prawdziwie! z pomocą takiej pamięci doszło się ostatecznie do »rozumu «! – Ach! rozum. to całe »nieczyste sumienie«? – I oto powracamy do naszych genealogów moralności. – Lecz jakże przyszła na świat ta druga »posępna sprawa«. by owe idee uwolnić od współzawodnictwa wszelkich innych idei. żadnej chęci wiedzy rzeczy przeszłych. 4. Im gorszy był »stan pamięci«: ludzkości. braku smaku i rzeczowości i który z temi właściwościami ma prawo do wyhodowania wszelkich rodzajów mandarynów Europy). zanim zwierzę »człowiek« zacznie tworzyć owe o wiele prymitywniejsze rozróżnienia »umyślnie«. gotowanie zbrodniarza w oliwie lub winie (jeszcze w czternastem i piętnastem stuleciu). »ustaloną«. najokrutniejsze formy rytualne lub kulty religijne (a wszystkie religie są w najgłębszej istocie systemami okrucieństw) – wszystko to ma swe źródło w owym instynkcie. naprzykład kamienowanie (– już podanie ciska kamień młyński na głowę winnego).

że jest rzeczą obojętną. szukającego sobie upustu na szkodniku. wkońcu nawet swój spokój w grobie. jak pogardzają i znęcają się nad nią. przedsmakiem wyższego stopnia społecznego. czem nadto może rozporządzać. chcąc wzbudzić zaufanie w swe przyrzeczenie zwrotu. gniewu. Przez »karę«. naprzykład swe ciało lub swą żonę. nawet wyrafinowaną formą ludzkiego sądu i wnioskowania. że każda szkoda może mieć w czemciś r ó w n o w a ż n i k i rzeczywiście może być powetowana. Tu właśnie p r z y r z e k a s i ę. 5. tu właśnie. Wierzyciel mógł bowiem ciału dłużnika zadawać wszelkie rodzaje hańby i męczarni. coś co jeszcze nadto »posiada«. przyjemność «de faire le mal pour le plaisir de le faire«. że może bez skrupułu wywrzeć moc swoją na bezsilnym. jeżeli nie zapłaci. ziemi. czy więcej lub mniej wierzyciel zetnie w takim wypadku. Rozjaśnijmy sobie logikę całej tej formy wyrównania: jest ona dość dziwna. im głębiej i niżej stoi wierzyciel w porządku społecznym i im łatwiej zdawać mu się ona może najwyborniejszym kąskiem. rozkosz używania przemocy. daje mocą umowy wierzycielowi w zastaw. lub swą wolność lub też swe życie (lub wśród pewnych określonych religijnych warunków. oczekiwać można srogości. ile odpowiadało wielkości długu: – bardzo wcześnie i wszędzie istniały z tego punktu widzenia dokładne. naprzykład w Egipcie. p o n i e w a ż b y mógł był postąpić inaczej«: jest faktycznie nadzwyczaj późno osiągniętą. jeśli rzymskie prawodawstwo Dwunastu Tablic wyrokuje. wymiar kary przeszły już na »zwierzchność«. lecz raczej. Dłużnik. p o n i e w a ż czyniono złoczyńcę za czyn jego odpowiedzialnym. o szerszych poglądach. ne fraude esto«. ba. a właśnie u Egipcyan miał jużci spokój ten pewne swoje znaczenie). zobowiązanie. tu właśnie chodzi o to. musiała podsunąć mniemanie »zbrodniarz zasługuje na karę. naprzykład wyciąć z niego tyle. choćby samym b o l e m szkodnika. która je stworzyła lub na nie pozwalała. jak po poprzedniej uwadze z góry tego oczekiwać można. okrucieństwa. w jaki powstało na ziemi poczucie sprawiedliwości. idea równoważności szkody i bólu? Napomknąłem już coś o tem: w stosunku umownym w i e r z y c i e l a i d ł u ż n i k a. że winny ma być ukarany. niejedno podejrzenie i opór przeciw dawniejszej ludzkości.że nawet dla objaśnienia sposobu. gdzie trup dłużnika nawet i w grobie nie mógł znaleźć spokoju przed wierzycielem. że zamiast zysku pokrywającego wprost szkodę (więc zamiast wyrównania w złocie. r z y m s k i e g o pojęcia prawa. że śmie pogardzać i znęcać się nad jakąś istotą. Gniew ten jednak trzyma na wodzy i modyfikuje myśl. posiadłościach wszelkiego rodzaju) przyznana jest wierzycielowi pewnego rodzaju p r z y j e m n o ś ć jako odpłata i wyrównanie. swe zbawienie duszne. kto dopatruje się jej w początkach. na wypadek. więc n i e z powodu założenia. »si plus minusve secuerunt. własnemu sumieniu swemu przykazać zwrot jako obowiązek. chcąc zaręczyć za powagę i świętość swego przyrzeczenia. wymiany. Rozkosz ta w tem większej jest cenie. po części przerażająco drobiazgowe oszacowania. co »pod nim« – lub przynajmniej w razie. uczestniczy wierzyciel w p r a w i e p a ń s k i e m: wreszcie i on osiąga raz podnoszące uczucie. z gniewu za poniesioną szkodę. bierze się do psychologii dawniejszej ludzkości niezgrabnymi palcami. Równoważnik dany jest w tem. tak starym. nawet swą szczęśliwość. może teraz już nie dająca się wytępić idea wzięła moc swoją. kramarstwa. Wyrównanie polega więc na przekazie i prawie do okrucieństwa. za dowód wolniejszego. Uprzytomnienie sobie tych stosunków umownych jużci budzi. – Skąd ta prastara. w i d z i e ć. p r a w e m ustalone oszacowania poszczególnych członków i miejsc na c i e l e. wywartą na dłużniku. jak istnienie wogóle »osób prawnych« i wskazującym znowu ze swej strony na podstawowe formy kupna. męczarni. tak śmiemy podejrzywać. głęboko wkorzeniona. jako nad czemś. – 29 . przyjemność. jeśli moc karania. jak dziś jeszcze rodzice karzą dzieci. by s t w o r z y ć przyrzekającemu pamięć. Przez najdłuższy okres dziejów ludzkich wcale n i e karano d l a t e g o. Uważam to już za postęp. sprzedaży.

76. prawie z udręką. i m bardziej nie przystawało do stopnia i społecznego stanowiska wierzyciela. w prawie o zobowiązaniach. Prawdziwe ś w i ę t o.6. jak niewinnie występuje ich potrzeba okrucieństwa.) wskazałem przezornym palcem na coraz bardziej rosnące przeduchawianie i »przebóstwianie« okrucieństwa. To wszystko przypuszczalnie: bo trudno jest sięgnąć dna takich podziemnych rzeczy. – Początek jego. to znaczy nas) przedstawić sobie w całej pełni. Przypatrywanie się cierpieniu sprawia przyjemność. jako najweselszą z książek. gdy ludzkość nie wstydziła się jeszcze swych okrucieństw. coś. tortur lub jakiegoś autodafé. nie mam wcale zamiaru. 25. nabywał nadzwyczajną odpłatną rozkosz: m o ż n o ś ć z a d a w a n i a cierpienia. gdy istnieją pesymiści. że zapowiadają już dostatecznie człowieka wymyślaniem dziwacznych okrucieństw i są w tem jakby »przygrywką« do niego. nietylko wniknięcie sobie utrudni. że sprzeciwia się delikatności. o ile z a d a w a n i e cierpienia sprawiało w najwyższym stopniu przyjemność. »świętość obowiązku«. na którychby nie można wywierać swej złości i dopuszczać się okrutnych igraszek (– należy sobie przypomnieć choćby Don Kichota na dworze księżnej: czytamy dziś całego Don Kichota z gorzkim na języku posmakiem. bardziej jeszcze świętoszkostwu oswojonych zwierząt domowych (to znaczy ludzi współczesnych. do jakiego stopnia o k r u c i e ń s t w o tworzyło wielką radość odświętną dawniejszej ludzkości. jest ognisko powstania świata pojęć moralnych: »wina«. myślami temi napędzać pesymistom naszym świeżą wodę na ich rozstrojone skrzypiące młyny. jak naiwnie z drugiej strony. życie pogodniejsze było na ziemi.. Sposępnienie 30 . potężne. W t e j więc dziedzinie. niż teraz. jak początek wszystkiego wielkiego na ziemi. I czyżby nie należało dodać. 110 i nast. co. które ciągnie się przez całe dzieje wyższej kultury (i jeżeli się na nią patrzy w pewnem znaczeniu. jak zasadniczo uważają właśnie »bezinteresowną złość« (lub. – Mówiąc nawiasem. (przedtem już w »Jutrzence« na str. w tem wyższej było cenie. o ile poszkodowany wzamian za uszczerbek wraz z przykrością z powodu uszczerbku. zadawanie cierpienia jeszcze większą – jest to zdanie srogie. a kto tu wetknie niezgrabnie pojęcie »zemsty«. w »Poza dobrem i złem« na str. »obowiązek«. Zdaje mi się. gdy nie umiano sobie wyobrazić książęcego wesela i święta ludowego w większym stylu bez egzekucyi. do jakiego stopnia jest składnikiem i przymieszką prawie każdej ich radości. nie mówiąc. 127 i nast. przeciwnie. zniechęcone do życia. jak rzeczone. zaśmiewali się nad nim prawie na śmierć). Jeszcze raz pytam: o ile cierpienie może być wyrównaniem »długu«? O tyle. lecz i zaciemni zamiast wyjaśnić (– zemsta sama prowadzi przecie do takiego samego problematu: »jakże zadawanie cierpienia może być zadośćuczynieniem?«). lecz stare.) Tu również zadzierzgnęło się nasamprzód to tajemnicze i może nierozwiązalne zahaczenie pojęć »winy i cierpienia«. i że wówczas. był obficie i długo zlewany krwią. niechaj zaznaczę wyraźnie. składa się na nią). że świat ten w gruncie rzeczy nigdy już nie postradał całkiem zapachu krwi i katowni? (nawet w starym Kancie nie: imperatyw kategoryczny czuć okrucieństwem. W każdym razie nie zbyt to jeszcze dawno. sympathia malevolens) za n o r m a l n ą właściwość człowieka – : zatem za coś. najdłuższe dzieje ludzkie – a i w karze jest tyle u r o c z y s t e g o! – 7. czemu sumienie serdecznie p r z y t a k u j e! Głębsze oko doszukałoby się może i w życiu dzisiejszem niemało tej najstarszej i najgłębszej radości odświętnej człowieka. że jest boleśnie. któreby zresztą już małpy może były podpisały: bo mówią. ludzkie – arcyludzkie zdanie. Bez okrucieństwa niema uroczystości: tak uczą najstarsze. »sumienie«. mówiąc ze Spinozą. i bylibyśmy z tego powodu dziwem i zagadką dla jego twórcy i tegoż współcześników – oni czytali go z najczystszem sumieniem.. tak samo żadnego dostojnego domu bez istot.

Może wówczas – aby pocieszyć przeczuleńców – ból nie bolał tak jeszcze. jak bardzo to prastare wyobrażenie sięga nawet jeszcze w nasze europejskie uczłowieczenie! należałoby się zastanowić nad tem może z Kalwinem i z Lutrem. sporządza katalog swoich obrzydliwości (»nieczyste spłodzenie. nieufność ku zagadce życia. lodowe »nie« wstrętu do życia – to nie są cechy n a j g o r s z e g o okresu rodzaju ludzkiego: wychodzą one raczej na światło dzienne w postaci roślin bagiennych. Znużone. że w porównaniu z jedną nocą bólu jednej jedynej histerycznej wykształconej samicy. to nie cierpienie samo w sobie. o ile bardziej ból dzisiaj boli. usprawiedliwienia siebie samego. lecz niedorzeczność cierpienia: atoli ani dla chrześcijanina. jak dziś. jak rosło w człowieku wstydzenie się c z ł o w i e k a. że i owa uciecha z okrucieństwa właściwie nie koniecznie wymrzeć musiała: potrzebowała tylko o tyle. »Usprawiedliwione jest każde zło. Aby móc usunąć ze świata i uczciwie zanegować utajone. było się wówczas prawie zmuszonym wynaleźć bogów i duchów pośrednich wszelkiej wyży i głębi. Na drodze do »anioła« (aby twardszego nie użyć tu słowa) wyhodował sobie człowiek ów zepsuty żołądek i ów obłożony język. który leczył Murzynów (jako przedstawicieli przeddziejowego człowieka) w ciężkich wypadkach wewnętrznego zapalenia. oczami kazał Homer bogom swoim spoglądać na losy człowiecze? Jakież w gruncie rzeczy ostateczne miały znaczenie wojny trojańskie i tym podobne tragiczne straszliwości? Nie ulega zgoła wątpliwo- 31 . inne brzmi »les nostalgies de la croix«). Co właściwie oburza przeciw cierpieniu. moczu i kału«). kiedy wyrokowano odwrotnie. (naprzykład. które dotąd w celu naukowych odpowiedzi wypytywano nożem. a ja co do siebie nie wątpię. cierpienia wszystkich razem zwierząt. okropny smród. wydzielanie śliny. gdy cierpienie zmuszone jest występować zawsze.nieba nad człowiekiem wzmagało się zawsze w miarę. Może nawet wolno przypuścić możliwość. dopiero gdy się zjawi bagno. co i w ukryciu unosi się nad nami. który umiał sobie wyłożyć wszelkie cierpienie z myślą o widzach i zadających cierpienie. że czasem zatyka nos przed samym sobą i za papieżem Innocentym Trzecim. nie istniało wogóle cierpienie n i e d o r z e c z n e. skoro pozostawimy za sobą wyższe dziesięć tysięcy lub dziesięć milionów. pesymistyczne spojrzenie. pełen nagany. usprawiedliwienia swego zła. nie wchodzą poprostu w rachubę). sądzicie. W każdym razie pewna jest. ani dla naiwnego człowieka czasów dawniejszych. krótko. niewykryte. że jeszcze G r e c y nie umieli bogom swoim przyjemniejszej przydać do szczęścia przyprawy nad radowanie się z okrucieństwa. z których powodu nietylko wstrętną mu się stała radość i niewinność zwierzęcia. życie jako zagadka. jako najgorszy jego znak pytania. co i w ciemności widzi i nie daje żadnemu zajmującemu bolesnemu widowisku ujść swej uwadze. przynajmniej wniosek ten będzie mógł wyciągnąć lekarz. bezświadkowe cierpienie. Jakiemiż. życie jako problemat poznania). właściwą przynętę uwodną ku życiu. i ustrojona samemi tak niewinnemi mianami. by nie wzbudzić nawet w najczulszem hipokrytycznem sumieniu żadnego podejrzenia (»litość tragiczna« jest takiem mianem. dobrze jest przypomnieć sobie czasy. należące do nadkultury. jako pierwszy z argumentów p r z e c i w istnieniu. którego widokiem Bóg się buduje«: tak brzmiała przeddziejowa logika uczucia – i zaprawdę. Dzisiaj. który wmówił w cierpienie całą tajemną maszyneryę zbawienia. (Krzywa ludzkiej zdolności cierpienia zdaje się rzeczywiście niezwykle i prawie nagle opadać. do którego należą. – na Murzynów nie działają one tak. wstrętne odżywianie w łonie matki. coś. – mam na myśli chorobliwe przeczulenie i przemoralnienie. czy tylko przeddziejowa? Bogowie pojęci jako miłośnicy o k r u t n y c h widowisk – och. na których zawsze się znało. Z pomocą takich to wynalazków znało się wówczas życie na sztuczkach. doprowadzających najlepiej nawet uorganizowanego Europejczyka prawie do rozpaczy. z których powodu zwierz »człowiek« ostatecznie uczy się wstydzić wszystkich swych instynktów. to jest musiała wystąpić w przeszczepieniu na grunt wyobrażeniowy i duchowy. pewnego wydelikacenia i wysubtelnienia. któremi są. lecz i życie samo pełnem niesmaku – tak. z którego się człowiek rozwija. ohyda tworzywa. terazby potrzebowało może do tego celu innych pomocniczych wynalazków. bo nie umiano obejść się bez z a d a w a n i a cierpienia i widziano w niem czar pierwszorzędny.

przeprowadzać zamianę – wszystko to w takim stopniu zajmowało najpierwotniejsze myślenie człowieka. z m u s z e n i a ich do wyrównania pomiędzy sobą.. wierzyciela i dłużnika: tutaj występowała po raz pierwszy osoba przeciw osobie. Nie inaczej potem jeszcze greccy filozofowie moralności pojmowali oczy boga. wszelkiej »słuszności«. spoglądające na zapasy moralne. postępowania ku wzajemnemu zadowoleniu.. długu. Kupno i sprzedaż. cnotą człowieczą. prawa. przedewszystkiem po to. ocenia i mierzy. wraz z przyzwyczajeniem porównywania. z pomocą wielkiego uogólnienia do tego. także za świąteczne zabawy dla poetów. jako świat zasadniczo publiczny. tak fatalnego filozoficznego wynalazku. Nie uczynionoż owego tak zuchwałego. wszelkiej »dobrej woli«.ści: uważał je za ś w i ą t e c z n e z a b a w y dla bogów: a. o ile poeta jest pod tym względem bardziej. by stworzyć sobie prawo do wyobrażenia. że »każda rzecz ma swą cenę. stosunku kupca i sprzedawcy. Poczucie winy. bezwzględnej spontaniczności człowieka w złem i dobrem. stosunku osób. jak się już rzekło. początek swój z najstarszego i najpierwotniejszego. odmierzać wartości. filozofów. jak widzieliśmy. która odmierza wartości. Nie odnaleziono jeszcze tak nizkiego stopnia cywilizacyi. gdzieby śladów tego stosunku nie dało się już zauważyć. Sprawiedliwością na tym pierwszym szczeblu jest dobra wola pośród mniej więcej równie możnych. 8. który wtedy po raz pierwszy dla Europy zrobiono. początek wszelkiej »dobroduszności«. by bogom swym takiego deterministycznego nie przypisywać świata! Cała ludzkość starożytna pełna jest delikatnych względów »dla widza«. lecz później nieubłaganie w tym samym kierunku toczącemu się dalej myśleniu dawniejszej ludzkości. wszelkiej »objektywności« na ziemi. prawdziwie niesłychanych napięć. – A. obliczania mocy mocą. umowy. który nie umiał pomyśleć sobie szczęścia bez widowisk i uroczystości. są starsze nawet od początków wszelkich społecznych form organizacyjnych i związków: z zaczątkowych raczej form prawa osobowego p r z e n i o s ł o się dopiero kiełkujące poczucie wymiany. jako istotę. mierzenia. »porozumienia się« drogą wyrównania – a w stosunku do mniej możnych. Oko przystosowało się już teraz do tej perspektywy: i z ową niezdarną konsekwencyą. właściwą ociężałemu. zobowiązania osobistego – by podjąć nić naszego badania – wywodzi. poczucia pierwszeństwa swego w stosunku do reszty zwierząt. niż inni ludzie.. wyrównania na najgrubsze i najpierwotniejsze kompleksy społeczne (w ich stosunku do podobnych kompleksów). tuby również upatrywać można pierwszy zawiązek ludzkiej dumy. doszło się niebawem. na heroizm i samoudrękę cnotliwych: »Herakles obowiązku« znajdował się na scenie i czuł się też na niej. w y c z e r p a ć s i ę n i g d y n i e m o ż e? Na ziemskiej tej scenie nie miało nigdy braknąć prawdziwej nowości. wynalazku »wolnej woli«. katastrof: świat zgoła determistycznie pojęty byłby dla bogów do odgadnięcia i wskutek tego znużyłby ich wkrótce. Stanowić ceny. tu po raz pierwszy m i e r z y ł a s i ę osoba osobą. w s z y s t k o może być odpłacone«. Jest to najstarszy i najnaiwniejszy moralny kanon s p r a w i e d l i w o ś c i. wymyślać równoważniki. jaki istnieje.. 32 . stworzony »na podobieństwo boskie«. Może niemiecki wyraz »Mensch« (manas) wyraża właśnie coś z t e g o samopoczucia: człowiek określał siebie. zobowiązania. że zainteresowanie się bogów człowiekiem. zasadniczo naoczny. cnota bez świadków była dla tego narodu aktorów czemś nie do pomyślenia. zawikłań. – dostateczny powód dla tych p r z y j a c i ó ł b o g ó w. jako »oceniające wartości zwierzę samo w sobie«. że w pewnem znaczeniu było s a m e m m y ś l e n i e m: tu wyhodował się najstarszy rodzaj bystrości umysłowej. wraz z swemi psychologicznemi przynależnościami. i wielka k a r a ma w sobie tyle uroczystego!.

wyjętego z pod prawa stanu. przynajmniej do pewnego stopnia. – puścić b e z k a r n i e szkodnika. znajdzie sobie w miarę swej mocy zapłatę.. lecz jeszcze przywiedzie mu się na pamięć. przy którejby mogło sobie ono pozwolić na najdostojniejszy zbytek. co za korzyści! niedoceniamy ich dziś czasami) mieszka się pod opieką i ochroną. korzysta się z dobrodziejstw z niej wypływających (och. rozbrojonym. i z o l o w a n i e od siebie przestępcy i jego czynu: oto cechy. Chodzi tu najmniej o bezpośrednią szkodę. jak się człowiek ze względu na te szkody i wrogości gminie zaprzedał i zobowiązał. w tej mierze co dawniej. nietylko wszystkie te dobra i korzyści. – owszem całość bierze odtąd złoczyńcę przezornie w obronę i opiekę. jest przestępcą. 10. łagodnieje zawsze i prawo karne. każde osłabienie i głębsze niebezpieczeństwo społeczeństwa wywodzi na światło surowsze tego prawa formy. więc. który użyczonych sobie korzyści i zadatków nietylko nie spłaca. bo nie może ich już. »Wierzyciel« stawał się zawsze bardziej ludzki w miarę. uważać za niebezpieczne i zagrażające bytowi całości. społeczności. Możne wyobrazić sobie w społeczeństwie ś w i a d o m o ś ć m o c y.. łamiącym umowę i słowo względem c a ł o ś c i. ani nie skazuje na banicyę. Sprawiedliwość. na jaki je stać. »pozbawiony pokoju« – Niemiec zrozumie co Elend. by znaleźć równoważniki i rzecz całą załatwić (compositio). jak stawał się bogatszy. spokojnie i ufnie bez troski o pewne szkody i wrogości. – Niechże sobie żyją i tyją: na tom dość jeszcze silne!«. przed którym był dotąd chroniony: odtrąca – i każda wrogość może teraz szukać sobie na nim upustu. Wraz z potężniejącą mocą przestaje społeczność ważyć zbytnio przestępstwa jednostki. w których aż dotąd uczestniczył. więc jest to prawo wojenne i święto zwycięskiego Vae victis! najniemiłosierniejsze i najokrutniejsze – co wyjaśnia. starania. przedewszystkiem coraz dobitniej występująca chęć uważania każdego przestępstwa za o d p ł a c a l n e w jakiemś znaczeniu. wszystko musi być odpłacone«. przedewszystkiem »zdrajcą«. lecz jeszcze targa się na swego wierzyciela: dlatego traci odtąd. j a k i e d o b r a t e m a j ą z n a c z e n i e. Gniew poszkodowanego wierzyciela. jak słuszna. który postradał nietylko wszelkie prawo i opiekę. pod któremi kara występuje w historyi. W miarę wzrostu mocy i świadomości społeczeństwa. którą szkodnik wyrządził: pomijając ją. »Kara« na tym stopniu uobyczajenia to poprostu odbicie. mimus normalnego postępowania ze znienawidzonym. w stosunku do wszystkich dóbr i przyjemności współżycia. przywraca dłużnika do dzikiego. lub znów są możliwe): to i społeczność pozostaje do swych członków w tym ważnym zasadniczym stosunku wierzyciela do dłużnika. Żyje się wśród społeczności. êlend pierwotnie ma oznaczać – wedle tego. Kompromis z gniewem i najbliżej przestępstwem dotkniętych. wierzyciel oszukany. by ograniczyć wypadek i zapobiec szerszemu lub nawet ogólnemu mieszaniu się w sprawę i zaniepokojeniu. lecz i wszelką łaskę. gniew powszechny nie śmie już jak dawniej do tego stopnia niepohamowanie szukać sobie na nim upustu. Cóż stanie się w r a z i e p r z e c i w n y m? Gromada. można liczyć na to. obalonym wrogiem. że »wszystko jest odpłacalne. Złoczyńcy nie »pozbawia się pokoju«. kończy patrzeniem przez palce i puszczaniem niewypłacal33 . Przestępca jest dłużnikiem. »Cóż mnie właściwie obchodzą moje pasorzyty? – mogłoby rzec wówczas. że wojna sama (zalicza się do tego i wojenny kult ofiarniczy) użyczyła wszystkich tych f o r m.9. zwłaszcza przed gniewem bezpośrednio poszkodowanych. usiłowanie. nie cierpiąc na tem. Jeżeli ciągle mierzyć będziemy miarą czasów pierwotnych (które zresztą istnieją każdego czasu. wkońcu staje się nawet m i a r ą jego bogactwa ilość uszczerbków które wytrzymać może. na które wystawiony jest człowiek z p o z a o b r ę b u. które coraz wyraźniej wyciskają się na dalszym rozwoju prawa karnego. która zaczyna tem.

45. Tyle przeciw tendencyi tej wogóle: co się jednak tyczy poszczególnego twierdzenia Dühringa. że właśnie znów z takich kół. umiarkowanym. dostojniejszy miał za wszystkich czasów i w o l n i e j s z e o k o i c z y s t s z e sumienie: naodwrót zgadnąć już łatwo. – nawet coś. jak to już częściej bywało – porównaj powyżej str. jest grunt uczucia reakcyjnego! Jeśli się rzeczywiście zdarzy. żeby mieli ochotę zbadać raz samo ressentiment zblizka: roślina ta kwitnie teraz najpiękniej wśród anarchistów i antysemitów. mianowicie na gruncie. mających. być sprawiedliwym jest zawsze p o z y t y w n e m zachowaniem się). do fałszywego. napadający. podejrzliwości. odważniejszy. zaczepnego. insynuacya. złośliwość. by je naukowo i wysoko cenić: mam na myśli właściwe a k t y w n e uczucia. s ą d z ą c e g o oka. którym jest ressentiment. że ojczyzny sprawiedliwości szukać należy na gruncie uczucia reakcyjnego. spontanicznego. niż owe reakcyjne. czego tu roztropnie jest nie oczekiwać. a wypędzić z oczu wszelkie poczucie słuszności. obcym. »Kurs filozofii«. 11. w co w każdym razie nie należy w i e r z y ć zbyt łatwo. – kończy. w ukryciu. skoro tylko chodzi o inną grupę uczuć. Zwracam tylko uwagę na okoliczność. uprzedzonego oceniania swego przedmiotu. że średnio nawet osobom najuczciwszym wystarcza już drobna zaczepka. że człowiek sprawiedliwy sprawiedliwym zostanie nawet względem swych szkodników (a nietylko zimnym. gwoli prawdzie. Rzeczywiście dlatego człowiek napadający jako silniejszy.nemu płazem. silnego. zemsty). że to z ducha samego ressentiment wyrasta ta nowa nuance naukowej sprawiedliwości (na rzecz nienawiści. w gruncie rzeczy wszędzie). jak wszelka dobra rzecz na ziemi. jak też właściwa potrzeba prawa czuły się na ziemi u siebie? Czyżby w sferze człowieka reakcyjnego? Wcale nie: raczej w sferze aktywnego. jak zawsze kwitła. szorstkiem odwróceniem inne przeciwstawić twierdzenie: o s t a t n i m gruntem. uważałbym to nawet za z a s ł u g ę. obojętnym. Ta »sprawiedliwość naukowa« ustaje zaś natychmiast i ustępuje miejsca akcentom śmiertelnej wrogości i uprzedzenia. zresztą tak. niż reakcyjny. w takim razie jest to cząstka doskonałości i najwyższego mistrzostwa na ziemi. podejrzenia nie zmąci wysoka. Tem ostatniem jabym najmniej się zgorszył: w stosunku do całego biologicznego problematu (ze względu na który wartości tych uczuć dotąd niedoceniano). (E. rancune. – wychodzą usiłowania uświęcenia z e m s t y pod nazwą s p r a w i e d l i w o ś c i. jeśli się nawet pod nawałem osobistej urazy. jak to reakcyjny człowiek czyni. Niewątpliwa. który duch sprawiedliwości zdobyć może. A jak z podobnego koniecznie zawsze podobne powstać musi. zazdrości. Pozostaje ona. jego »pozaprawiem«. kto wogóle ma na sumieniu wynalezienie »nieczystego sumienia« – człowiek opanowany przez ressentiment! Wkońcu rozejrzyjmy się w dziejach: w jakiej sferze wogóle dotąd sprawowanie prawa. – Wiadomo. nieżyczliwości. w sposób. jak żądza władzy. Teraz słowo celem sprzeciwienia się niedawno podjętym usiłowaniom szukania początku sprawiedliwości na zupełnie innym gruncie. równie głęboko jak łagodnie patrząca przedmiotowość sprawiedliwego. jak gdyby sprawiedliwość była w gruncie tylko dalszym rozwojem uczucia urazy – a wraz z zemstą pragnie się wynieść następnie do czci wszystkie wogóle uczucia r e a k c y j n e. tak też nie zdziwi nikogo. czysta. jeszcze daleko wyższą wartość biologiczną. to trzeba mu. chciwość i im podobne. właściwiej jeszcze. u n i c e s t w i e n i e m s i e b i e s a m e j. zda mi się. Psychologom powiem przedtem do ucha. rozumie się samo przez się. i przeto zasługujących tem bardziej. Niech padnie słowo ku zmartwieniu pomienionego agitatora (który sam raz to o sobie złożył zeznanie: »nauka zemsty przewijała się jak czerwona nić sprawiedliwości 34 . by wpędzić im krew w oczy. Aktywny. acz z innym zapachem. przypuszczając. szyderstwa. przywilejem najmocniejszego. jak piękną zwie siebie nazwą ta unicestwiająca się sprawiedliwość: ł a s k ą. fiołkowi podobna. czynić musi. zaczepny człowiek stoi zawsze jeszcze sto kroków bliżej sprawiedliwości. nie jest bowiem wcale zmuszony. Dühringa »Wartość życia«.

to jest jako środków do stworzenia w i ę k s z y c h jedności mocy. Otóż ze stanowiska historycznego przedstawia prawo na ziemi walkę właśnie p r z e c i w uczuciom reakcyjnym. złupienie. od aktu urazy). za niesłuszne. zlepia się je zwykle w jedno. którą najwyższa potęga wywiera i przeprowadza wbrew przewadze uczucia odporu i urazy – czyni to zawsze. pomyślany samowładczo i ogólnie. ukradkowym przesmykiem do nicości. wojnę. która w stosunku do niżej od niej stojących. umieszczają potem dobrodusznie ten cel na początku. Tu jeszcze słowo o pochodzeniu i celu kary – dwa problematy. Traktując po ustanowieniu prawa przestępstwa i akty samowoli jednostek. które z takim trudem zdobyto. Wszędzie. za słuszne. w danych razach narzucając. jak wyżej zauważono). jako występek względem prawa i bunt przeciw najwyższej mocy. lub rozpaść się powinny: niestety. jako częściowe ograniczenia właściwej. by powstrzymać wybujałość reakcyjnego patosu i nakazać mu miarę i wymusić pogodzenie. odwraca ona uczucie podległych sobie od najbliższej szkody takimi występkami wyrządzonej i osiąga w ten sposób odwrotność tego. że wszystko. nie jako środek w walce kompleksów mocy. by bezmyślnie szalejącemu ressentiment kres położyć. jest ustanowienie p r a w a. co wogóle w oczach jej uchodzić ma za dozwolone. naprzykład zemstę lub odstraszenie. widać silniejszą moc. lecz które też w i n n o b y ł o być zdobyte. do mocy dążącej woli życiowej i podporządkowanie sobie jej wspólnych celów jako poszczególnych środków. już to zamiast zemsty wydając ze swej strony bitwę wrogom pokoju i porządku. proponując. Trzeba wyznać jeszcze coś ciekawszego. zamachem na przyszłość człowieka. jak zwykle postępowali – : wynajdują jakiś »cel« w karze.przez wszystkie moje prace i usiłowania«). to jest raniąc. szuka środków. burzycielem i rozprzężeniem człowieka. co jakimkolwiek sposobem doszło do skutku. pogwałcenie. Lecz »cel w prawie« przydać się może historyi powstawania prawa dopiero na samym ostatku: niema raczej dla żadnego rodzaju historyi zgoła ważniejszego twierdzenia nad owo. w nowy pożytek przekształcane i kierowane. słabszych (czy to grup. niszcząc w swych zasadniczych funkcyach. a co za wzbronione. że każda wola winna każdą wolę za równą uważać. że przyczyna powstania jakiejś rzeczy i jej ostateczna użyteczność. skoro tylko jest dość silna ku temu –. gwałcąc. czy jednostek). naturalnie nie może urażenie. wydaną im ze strony aktywnych i zaczepnych potęg. znająca jedynie i uznająca tylko punkt widzenia poszkodowanego – : odtąd ćwiczy się oko w coraz b e z o s o b i t s z e j ocenie czynu. o ile życie funkcyonuje e s e n c y o n a l n i e. i nie da się wcale bez tego charakteru pomyśleć. które rozpadają się. może wedle komunistycznego szablonu Dühringa. jej rzeczywiste zużytkowanie i wciągnięcie w system celów. znakiem znużenia. – Wedle tego »prawo« i »bezprawie« istnieją dopiero od ustanowienia p r a w a (a nie. zniszczenie samo w sobie być czemś »bezprawnem«. że co jest. że z najwyższego biologicznego stanowiska stany prawne mogą być zawsze tylko s t a n a m i w y j ą t k o w y m i. odległe są toto coelo od siebie. rozkazodawcze oświadczenie. Bo jakże postępują w tym wypadku dotychczasowi genealogowie moralności? Naiwnie. czego chce każda zemsta. już to wynajdując wyrównania. gdzie dzieje się i utrzymuje sprawiedliwość. do której odtąd raz na zawsze ressentiment stosować się musi. lecz jako środek p r z e c i w wszelkiej walce wogóle. Najbardziej jednak rozstrzygającą rzeczą. Porządek prawny. bywa przez moc odeń wyższą wykładane ciągle pod kątem nowych zamysłów. na nowo zagarniane. – to jest. już to wydzierając przedmiot tegoż ressentiment z rąk zemsty. łupiąc. Mówić o »prawie« i »bezprawiu« s a m y c h w s o b i e niema zgoła sensu. jak chce Dühring. jako causa fiendi kary – i rzecz gotowa. jak też całych grup. – 12. które swej siły używały po części na to. byłby zasadą w r o g ą ż y c i u. nawet oko samego poszkodowanego (aczkolwiek to na samym ostatku. już to podnosząc pewne równoważniki uszkodzeń do normy. co dzieje się w świecie organicznym 35 .

i wyników udanych przeciwdziałań. co musiało mu być p o ś w i ę c o n e m. jakiegokolwiek zwyczaju mogą być w ten sposób dalszym ciągiem łańcucha znaków. który jawi się zawsze w postaci woli i drogi ku w i ę k s z e j m o c y i osiągany bywa zawsze kosztem licznych mniejszych mocy. raczej w danym razie przypadkowo tylko po sobie następują i zastępują się. śmierć.. lecz »sens« bardziej jeszcze. których działanie dopiero sprowadza »przystosowanie«.jest p r z e m o ż e n i e m. a wszelkie znów przemożenie i opanowanie nowem wytłumaczeniem i przyrządzeniem. niż o »administrowanie«. – gdyż oddawna sądzono. jego w o l i m o c y.. że dzisiaj krok za krokiem wciska się. przy którem dotychczasowy »sens« i »cel« z konieczności zaciemnić się lub zgoła zagasnąć musi. odgrywającej się we wszystkiem. Przypomnijmy sobie. których same przyczyny nie muszą znajdować się nawet między sobą w związku przyczynowym.. usiłowań zmian formy w celu obrony i reakcyi. to znaczy aktywność drugiego rzędu. w o l i m o c y. nowoczesny m i z a r c h i z m (aby ukuć złe słowo na złą rzecz) przemienił i przebrał się z czasem do tak duchowego i najbardziej duchowego stopnia.. Wzamian wysuwa się pod naciskiem owej idyosynkrazyi na pierwszy plan »przystosowanie«. jakiegoś organu. że stał się już panem całej fizyologii i nauki o życiu. że sprzeciwia się właśnie panującemu instynktowi i smakowi czasu. W ten sposób jednak nie rozumie się istoty życia. ku jej szkodzie. niż z teoryą. w których wola życiowa objawia się aktywnie i kształtująco. – w pewnych razach częściowe ich zanikanie. tem mniej logicznym i najkrótszym. mniej lub więcej wzajemnie niezależnych. że oko sporządzone jest d o patrzenia. i całe dzieje jakiejś »rzeczy«. jak się samo przez się rozumie. ba.. obyczaju społecznego. że wola mocy stała się panią czegoś mniej mocnego i wycisnęła sobą na nich znaczenie funkcyi. ciągle nowych tłumaczeń i przystosowań. zaczepnym. z mechaniczną bezmyślnością wszystkiego. co panuje i chce panować. odgrywających się w nim procesów przemagania. Nawet wewnątrz każdego poszczególnego organizmu nie dzieje się inaczej: z każdym istotnym wzrostem całości zmienia się też »sens« poszczególnych organów. jakiegoś organu nie jest w ten sposób bynajmniej postępem (progressus) ku pewnemu celowi. nawet życie samo określono jako zawsze celowe wewnętrzne »przystosowywanie« do zewnętrznych okoliczności (Herbert Spencer). pewnej formy. Forma jest płynna. któryby raczej zgodził się jeszcze z bezwzględną przypadkowością. należą do warunków rzeczywistego progressus. pożyteczność pewnej rzeczy. zdaje mi się. zwyczaju politycznego. Wielkość »postępu«: m i e r z y się nawet ilością tego. ś m i e się wciskać już w najsurowsze.. czystą reaktywność. formy w sztukach lub w kulcie religijnym). »Rozwój« jakiejś rzeczy. niedołężnienie i zwyrodnianie. Lecz wszystkie cele. pozornie najbardziej przedmiotowe umiejętności. ich liczebne zmniejszanie się (naprzykład przez niszczenie członków pośrednich) może być znakiem wzrastającej siły i doskonałości. zatracanie się sensu i celowości. że dający się wykazać cel. w ten sposób przeocza się zasadnicze pierwszeństwo. co zarzucał Huxley Spencerowi – jego »nihilizm administracyjny«: lecz chodzi jeszcze o coś w i ę c e j. ukradłszy jej pojęcie zasadnicze. 36 . wszystkie pożytki są tylko o z n a k a m i tego. jako masa poświęcona udaniu się jednej s i l n i e j s z e j species człowieka – t o b y był postęp. jakiegoś zwyczaju. pewnego urządzenia tłumaczy także powód ich powstania. należne spontanicznym. co się dzieje. kształtującym siłom. ręka d o chwytania. w ten sposób zaprzeczono w organizmie nawet władczej roli najwyższych funkcyonaryuszów. o p a n o w a n i e m. najmniejszym nakładem sił i kosztów osiągnionym postępem. Podnoszę ten główny punkt widzenia metodyki historycznej tem bardziej. że będzie to starszym uszom brzmieć niewygodnie i nieprzyjemnie. jako wynalezioną d o karania. Choćby się najlepiej pojęło p o ż y t e k jakiegoś organu fizyologicznego (lub też instytucyi prawnej. Chciałem rzec: także częściowe b e z u ż y t e c z n i e n i e. pojęcie właściwej a k t y w n o ś c i. Demokratyczna idyosynkrazya do wszystkiego. krótko. co się dzieje. ludzkość. Być może. wykładającym i kierującym w sposób nowy. to jeszcze tem samem nie pojęliśmy nic pod względem jego powstania. Tak też wyobrażano sobie i karę. – jeno kolejnem następstwem głębiej lub płyciej sięgających. ba. przekraczającym. z dodatkiem oporu stosowanego każdym razem.

lecz całą syntezę »sensów«: dotychczasowe dzieje kary wogóle. Przytem przypuszczamy tylko. jako przeszkodzenie dalszemu szkodzeniu. że raz ten. per analogiam. jakie wojna właśnie daje w ręce. wedle wyłuszczonego właśnie zasadniczego punktu widzenia metodyki historycznej. a nawet w pewnych razach jeden pierwiastek (może cel odstraszenia) zdaje się unicestwiać całą resztę składników. Co się tyczy jednak owego drugiego pierwiastku w karze. jeśli się go używa jako niewolnika w kopalniach). Aby dać przynajmniej wyobrażenie. Kara jako izolowanie zakłócenia równowagi. prawa. to znów ów pierwiastek kosztem pozostałych wybija się na czoło i dominuje. tak jak sobie niegdyś wyobrażano rękę wynalezioną celem chwytania. jak wedle prawa chińskiego: więc jako środek do utrzymania czystości rasy i utrzymania tęgości typu społecznego). definiować daje się tylko to. zwierzchności. jako łamiącego umowę. do którego doszedłem na podstawie małego stosunkowo i przypadkowego materyału. czy to temu. trudnej do analizowania i. to w późniejszym stanie kultury (naprzykład w Europie dzisiejszej) pojęcie »kary«: nie przedstawia faktycznie wcale już jednego sensu. Kara jako wpajanie strachu przed tymi. »dramat«. Kara jako rodzaj wyrównania za te korzyści. którzy karę wyznaczają i wykonywają. to jest do k a r y. o ile ten ostatni utrzymuje się jeszcze dzięki możnym rodom i o ile one roszczą sobie doń przywileje. która chroni złoczyńcę przed wybujałością zemsty. a także bardziej podatna zmianie. Kara jako unieszkodliwienie. uchylają się od definicyi. jak nasi naiwni genealogowie moralności i prawa dotąd przypuszczali. jak niepewny. dzieje jej wyzyskiwania do najróżniejszych celów. których przestępca dotychczas używał (naprzykład. Kara jako wypowiedzenie wojny i środek przeciw wrogowi pokoju. Kara jako wyrabianie pamięci. to jest jako pogwałcenie i wyszydzenie obalonego nakoniec wroga. które się łączy z wykonaniem takich procedur. n i e d a j ą c e j s i ę w c a l e z d e f i n i o w a ć. sens. że procedura sama będzie czemś starszem. Kara jako kompromis z naturalnym stanem zemsty. wytłómaczona. że dopiero w ł o ż o n o ją w procedurę i podsunięto jako tej procedury tłumaczenie (dawno istniejącej. jako buntownika. pewną surową kolejność procedur. co w niej płynne. mniemając wszyscy razem. jej »sensu«. – Aby więc wrócić do przedmiotu. co nie ma żadnych dziejów). w których się cały proces semiotycznie streszcza. którego zwalcza się środkami. d l a c z e g o właściwie się karze: wszystkie pojęcia. akt. Kara jako honoraryum. jako niebezpiecznego dla społeczności. płynnego. jak w każdym poszczególnym przypadku pierwiastki syntezy zmieniają swoją wartościowość i wedle tego inaczej się porządkują tak. zdrajcę i pokojołomcę. niż jej zużytkowanie do kary. w jakiejbądź formie (także w uczuciowem wynagrodzeniu). porządku. cel. Kara jako uroczystość. co podnieść trzeba. lecz w innem znaczeniu używanej). czy to świadkom egzekucyi. krystalizują się ostatecznie w pewien rodzaj jedności. że rzecz n i e tak się ma. można zauważyć jeszcze. Kara jako wyłączenie pierwiastka zwyrodniałego (w danych razach całej gałęzi. z drugiej strony to. wcześniejszem. który karę ponosi – tak zwana »poprawa«. 37 . zwyczaj. trudno rozpuszczalnej. Natomiast w pewnem wcześniejszem stadyum okazuje się jeszcze owa synteza »sensów« bardziej do rozwikłania.13. zastrzeżone ze strony władzy. niechaj posłuży tu schemat. słowem. co w niej jest względnie t r w a ł e. należy w niej rozróżniać dwie rzeczy: najpierw to. przykrojona. by zapobiec rozszerzeniu się zakłócenia. jak następczy. że procedurę w y n a l e z i o n o dla celu kary. (N i e m o ż l i w ą jest dziś rzeczą powiedzieć dokładnie. jak przypadkowy jest »sens« kary i jak jedna i ta sama procedura ze względu na zasadniczo różne zamysły może być różnie zużytkowana. Kara jako odpłacenie poszkodowanemu szkody. oczekiwanie. co do jej warunków. wrogowi.

»Nieczyste sumienie«. – w tem zgadzają się wszyscy sumienni postrzegacze. jemu. zastawianie sideł. pogwałcenie. rodzaj swego postępku jako pogardy godny s a m w s o b i e: widzi on bowiem zupełnie ten sam rodzaj postępku spełniany w służbie sprawiedliwości i nazywany wówczas dobrym. ponura powaga. przeciw czemu na nic wszelka walka. przekupstwo. na których sobie przemoc karząca szukała upustu. która zwie się »nieczystem sumieniem«. nie doznawał przytem żadnej innej »wewnętrznej udręki«. I nawet ten. 15. wzmacnia siłę oporu. Jeżeli się zdarzy. Tylko ze szkodnikiem. Lista ta jest niewątpliwie niezupełna. z czystem sumieniem spełniany: więc szpiegostwo. Wiara w karę. coby wyrażało. torturowanie. to śmiało możemy wydać sąd. więzienie. tak jak się w różnych rodzajach kary przebijają. nawet afektem nie uniewinnione grabienie. jak kiedy nastąpiło coś nieobliczalnego. – wszystko to więc jako czynności wcale przez sędziów nie napiętnowane pogardą. znajduje właśnie w niej ciągle najsilniejszą swą podporę. Uświadomiło się to raz w sposób podchwytliwy Spinozie (ku zmartwieniu jego wykładaczy. domy poprawy n i e są wylęgarnią. w której spoczywał przed wynalezieniem nieczystego sumienia: cóż zatem pozostało z morsus conscientiae? 38 . zaostrza poczucie osamotnienia. Tem snadniej odjąć jej można użyteczność d o m n i e m a n ą. lżenie. naprzykład Kuno Fischer). że Bóg czyni wszystko sub ratione boni (»lecz toby znaczyło poddawać Boga przeznaczeniu i byłoby zaiste największą z wszystkich niedorzeczności« –). że się ma do czynienia z »winnym«. utrzymującym. mordowanie. którzy w licznych wypadkach sąd tego rodzaju dość niechętnie i przeciw własnym wydają życzeniom. które charakteryzuje sucha. chwiejąca się dziś z licznych powodów. kto wie. który dobro i zło wygnał między urojenia ludzkie i gniewnie bronił czci swego »wolnego« Boga przeciw bluźniercom. jak dalece właśnie widok sądowych i wykonawczych procedur nawet przeszkadza przestępcy odczuwać czyn swój. Nie ważmy mianowicie lekce tego. Naogół licząc. by go w tem miejscu nie rozumieć. znowu jako część przeznaczenia. zajęty był pytaniem.14. to wypadek taki jest bezsprzecznie jeszcze mniej pokrzepiający. – w rzeczywistości nie istniało przez najdłuższy okres czasu nawet w świadomości sądzących. kara hartuje i ostudza. jego przeddzieje! Prawdziwy wyrzut sumienia jest właśnie wśród zbrodniarzy i skazańców czemś niezmiernie rządkiem. którzy porządnie się w y s i l a j ą. – przynajmniej ze względu na ofiary. że właśnie kara najbardziej p o w s t r z y m a ł a rozwój poczucia winy. Kara posiadać ma tę wartość. kara jest jawnie przeładowana pożytecznościami wszelkiego rodzaju. gdy pewnego popołudnia. z nieodpowiedzialną częścią przeznaczenia. »wyrzutem sumienia«. że budzi p o c z u c i e w i n y w winnym. całą frantowską i szczwaną sztukę policyantów i oskarżycieli. że złamie energię i wywoła nędzne ukorzenie i poniżenie się. na którego później spadała kara. następnie zasadnicze. podejście. w której ta species toczącego robaka najchętniej się udaje. która jużci uchodzi w świadomości ludowej za najistotniejszą. Lecz tem samem wykracza się nawet ze względu na dziś jeszcze przeciw rzeczywistości i psychologii. Gdy zaś pomyślimy jeszcze o owych tysiącoleciach p r z e d dziejami człowieka. o jakie ocierając się wspomnienie. co jemu samemu właściwie pozostało z sławnego morsus conscientiae –. szuka się w niej właściwego instrumentum owej duchowej reakcyi. jakiś straszny wypadek w naturze. koncentruje. Świat cofnął się znowu dla Spinozy do stanu owej niewinności. niż średnie działanie kary. więzienia. n i e wyrósł na tym gruncie. karzących n i c. a cóż dopiero ze względu na najdłuższe dzieje człowieka. oberwanie się miażdżącej skały. lecz tylko w pewnym względzie i pewnem zużytkowaniu. ani potępione s a m e w s o b i e. ten najbardziej niesamowity i zajmujący kwiat naszej ziemskiej roślinności.

gdy zmuszone były albo stać się zwierzętami lądowemi. Wrogość. z w r a c a j ą s i ę w e w n ą t r z – oto co nazywam u w e w n ę t r z n i e n i e m człowieka. kombinowania przyczyn i skutków. połączony z wyobrażeniem rzeczy minionej. schol. nieufniej. Owe straszne obwarowania. gryzł. Straszliwe brzemię ciążyło na nich. by długo ją przemyślać na jawie i we śnie. która wypadła przeciw wszelkiemu oczekiwaniu«. Jak zwierzętom wodnym. okrucieństwo. by własnej swojej hipotezie o początku »nieczystego sumienia« nie dopomóc do pierwszego tymczasowego wyjawu nie łatwo zdobyć dla niej posłuch. przystosowanym szczęśliwie do wojny. włóczęgi i przygód. wysokości. niecierpliwie sam siebie targał.»Przeciwieństwo gaudium. o tyle i złym. w które człowiek wpaść musiał pod naciskiem owej najbardziej zasadniczej z wszystkich przemian. propos. Jeśli istniała wówczas krytyka czynu. jakby wciśnięty między dwa naskórki. Uważam nieczyste sumienie za ciężkie chorzenie. – zostały ograniczone do myślenia. w pewnem polepszeniu samooceny. Cały świat wnętrzny. p r z e c i w c z ł o w i e k o w i s a m e m u. jak się poddaje człowiek chorobie. wolnego. szerzy. najzawodniejszego organu! Zdaje mi się. w woli przystępowania nadal do dzieła ostrożniej. sprawiły. tak dopiero przyrasta do człowieka to. – możnaby z większem prawem jeszcze twierdzić coś przeciwnego. tajemniej. róż rósł się i wyrósł. jakie wogóle przeżył. te nieszczęśniki. że wszystkie owe instynkty starego. – a nadto owe stare instynkty nie przestały odrazu stawiać swych wymagań! Tylko że trudno i rzadko można było czynić po ich woli: naogół musiały szukać sobie nowych i jakby podziemnych zadowoleń. prześladował. co się później jego »duszą« zowie. dzięki któremu naprzykład dziś jeszcze Rosyanie w szafowaniu życiem wyżej stoją od nas. uciecha z prześladowania. N i e i n a c z e j n i ż S p i n o z a przez ciąg tysiącoleci odczuwali popełnione »przestępstwo« złoczyńcy. – nagle instynkty ich pozbawione zostały wartości i »zawieszone«. to czyn poddawała krytyce roztropność: bez wątpienia. 16. zaostrzenie rozsądku. Do najprostszych zatrudnień czuły się niezgrabne. brakło im ich starych przewodników po tym nowym nieznanym świecie. w zrozumieniu. takie ołowiane zniechęcenie. nieświadomie a pewnie wiodących popędów. III. których kara dosięgła: »coś tu wbrew przypuszczeniom poszło źle«. Eth. koczowniczego człowieka zwróciły się wstecz. zakłócał i katował. opanowanie żądz: w ten sposób kara o b ł a s k a w i a człowieka. że dla wielu rzeczy jest się raz na zawsze za słabym. XVIII. W tem tu miejscu nie mogę uniknąć. w miarę. musimy szukać właściwego s k u t k u kary przedewszystkiem w zaostrzeniu roztropności. Miały odtąd chodzić na nogach i »nosić same siebie«. – smutek. albo zginąć. nie czyni go jednak »lepszym«. II. tak samo działo się tym półzwierzom dziczy. to pomnożenie obawy. który z braku zewnętrznych wrogów i oporów. wtłoczony w gniotącą cieśń i prawidłowość obyczaju. Człowiek. regulujących. (»Każdy mądry po szkodzie«. w człowieku i zwierzęciu. rzekł sobie wkońcu. – owej przemiany. gdy dotąd nosiła je woda. Na szczęście czyni dość często głupim). któremi organizacya państwowa broniła się przeciw dawnym instynktom wolności – kary przedewszystkiem należą do tych obwarowań –. nieszczęściu lub śmierci. mówi lud: o ile szkoda czyni mądrym. nabrał głębi. jak z a h a m o w a n e zostało wyładowywanie się człowieka na zewnątrz. nie mogące wyładować się na zewnątrz. o t o początek »nieczystego sumienia«. obliczania. początkowo cienki. wnioskowania. ograniczone do s w e j »świadomości«. do swego najbiedniejszego. z tym odważnym fatalizmem bez buntu. 39 . – chce ona. Wszystkie instynkty. a n i e: »tego nie powinienem był czynić« – poddawali się karze. ze zmiany i zniszczenia – wszystko to. Co naokół osiągnąć można przez karę. w przedłużeniu pamięci. mieszkańców Zachodu. I. gdy znalazł się ostatecznie zamkniętym w żakietem kole społeczeństwa i pokoju. że nigdy nie istniało na świecie podobne poczucie nędzy. z napadania. zwrócone przeciw posiadaczom takich instynktów.

bez względu. lecz także został u f o r m o w a n y. jacy istnieją. tak też samymi gwałtami do końca doprowadzone zostało. przychodzą jak przeznaczenie. przeciw którym nie było żadnej walki. jeszcze koczowniczą. jako miażdżąca i bezwzględna maszynerya. czujący brak i trawiony tęsknotą za pustynią. zjawiają się. niepostrzeżenie na jakiejś śmiesznej gwieździe! Odtąd człowiek należy do najbardziej nieoczekiwanych i wzruszających rzutów szczęścia. twór władczy. Do założenia tej hipotezy początku nieczystego sumienia należy po pierwsze to. zagadkowego. są to najbardziej poniewolni. który z samego siebie stwarzać sobie musiał przygodę. 17. wielką obietnicą. że przystosowanie się nie hamowanej dotąd i nie ukształconej ludności do stałej formy. który patrzy jak spiż i czuje się. ten nędzarz. rozumie się z góry. Kto rozkazywać umie. człowiek rozchorował się n a c z ł o w i e k a. w sprzeczność i p r z y s z ł o ś ć b r z e m i e n n e g o. puszczę niepewną i niebezpieczną – ten szaleniec. Dzieło ich jest instynktownem tworzeniem form. rasę zdobywców i panów. i posiadając moc do organizowania. aby godnie uczcić widowisko. jak gdyby człowiek nie był celem. jak zaczęło się gwałtem. który ż y j e. w którym nie znajdzie miejsca nic wogóle. że owa przemiana nie była wcale stopniowa. zaszło na ziemi coś tak nowego. z której ludzkość po dziś dzień nie ozdrowiała. napięcie uwagi. Dodajmy do tego natychmiast. na których polegała dotąd jego siła. lecz jeszcze bezkształtną. ten stęskniony i zrozpaczony więzień stał się wynalazcą »nieczystego sumienia«. w które gra »wielkie dziecko« Heraklita. rządzi nimi ów straszliwy egoizm twórcy. że z drugiej strony wraz z duszą zwierzęcą. co wzgląd. co wina. które się chce »obłaskawić«. uciecha i straszliwość. wcale dobrowolna i nie przedstawiała się jako organiczne wrastanie w nowe warunki. Gdzie się pojawią. To n i e w n i c h wyrosło nieczyste sumienie. ci urodzeni organizatorowie.. miejsce tortury. aby mogło się odegrać niedorzecznie. wedle tego wystąpiło i dalej działało jako tyrania straszliwa. lecz jako przełom. które kazało mu powstawać drogą »umowy«. jawi się wkrótce coś nowego. trzeba było boskich widzów. pozoru. zbyt »inaczej«. stojącą po stronie przeciwnej sobie samej. ani nawet żadnego ressentiment. niejako skoku i runięcia w nowe położenie i warunki bytu.to o kraty swej klatki raniące się zwierzę. że widok ziemi zmienił się zasadniczo. nieledwo pewność. która. wyciskaniem form. coś przygotowywało. – widowisko zbyt subtelne. zorganizowana na sposób wojenny. Używam wyrazu »państwo«: wiadomo. jak matka przez dziecię swoje. co odpowiedzialność. w którym części i funkcye zostały odgraniczone i uzależnione. zbyt przekonywająco. nieodparta fatalność. zbyt nagle. kładzie bez skrupułu swe straszliwe łapy na ludność może liczebnie nieskończenie wyższą. jak grom się zjawia. Tak przecie poczyna się »państwo« na ziemi: sądzę. Oni nie wiedzą. co przez to rozumiem – jakąś gromadę płowowłosych drapieżców. zbyt paradoksalne. że najstarsze »państwo«. wbrew rozumowi. wskutek wypowiedzenia wojny starym instynktom. bez powodu.. jak gdyby coś się nim zwiastowało. że pozbyto się owego marzenia. które się wówczas zaczęło i którego końca jeszcze dziś wcale przewidzieć nie można. zbyt cudowne. Od niego jednak rozpoczęła się największa i najstraszniejsza choroba. by nawet nienawidzone być mogły. kto jest z natury »panem«. jako skok. nadzieję. niesłychanego. – czy się zwie Zeusem czy Przypadkiem. lecz tylko drogą. – wzbudza dla siebie zajęcie. zbyt strasznie. głębokiego. n a s i e b i e s a m e g o: wskutek gwałtownego odcięcia się od przeszłości zwierzęcej. najnieświadomsi artyści. z góry usprawiedliwionym przez swe »dzieło« na wieki. – aleby 40 . W samej rzeczy. Po drugie jednak i to. ogniwem. zwracającą się przeciw samej sobie. mostem. mus. – cóż ma taki do czynienia z umowami? Takie istoty nie są obliczalne. w co wprzód nie został włożony »sens« odnośnie do całości. kto gwałtem sobie poczyna w każdym ruchu i dziele. aż wreszcie taki surowy materyał ludu i półzwierząt nietylko ugniótł się i stał się podatny.

buduje ideały negatywne. I jedno odtąd wiadomo – nie wątpię –. o f i a r a. mniejsza.. to nie ulega wątpliwości. jaką jest ciąża naprzykład. najoczniejszem zjawisku. jego cała zwierzęca stara jaźń. został raz jeszcze. ta uciecha nadawania kształtu sobie samemu. dopiero wola samodręczenia jest warunkiem w a r t o ś c i pierwiastku nieegoistycznego.. aktora tutaj. – tym wstecz wypartym. Chorobą jest nieczyste sumienie. z którego wartość ta wyrosła: dopiero nieczyste sumienie. wewnętrzna. – Tyle tymczasem co do pochodzenia »nieegoistyczności«. cofniętym. lecz chorobą taką. To tajne gwałcenie siebie. wyraża się ideał. wewnątrz uwięzionym i wkońcu znajdującym ujście i upust jeszcze tylko na sobie samym instynktem wolności: tem i tylko tem jest w swym zaczątku n i e c z y s t e s u m i e n i e. i n n i ludzie. krytyki. samozapierający się. W gruncie rzeczy jest to przecie ta sama siła czynna. całe to a k t y w n e »nieczyste sumienie«. uciecha wypalania na sobie woli. – i przedewszystkiem musimy raz jeszcze wrócić do dawniejszego punktu widzenia. którą odczuwa bezosobowy. Poszukajmy warunków. wobec założycieli rodu. Prywatno-prawny stosunek dłużnika do wierzyciela. wciągnięty jako tłumaczenie w stosunek. że odrazu jest szpetne i bolesne. które urabia kształtująca i gwałcicielska natura owej siły. – a n i e. jest może najniezrozumialszy. gdyby wpierw sprzeczność nie uświadomiła się samej sobie. jak w owem większem. o którym już obszerniej mowa była. cierpiącemu tworzywu. mianowicie w jakim rodzaju od początku jest r o z k o s z. stwarza sobie nieczyste sumienie. ta niesamowita i przerażająco rozkoszna robota dobrowolnie rozdwojonej w sobie duszy. co z tą chwilą właściwie dopiero na świat przyszło. małostkowsza. – 19. która u owych potężnych twórców i organizatorów działa wspanialej i buduje państwa. i n n y człowiek. sprzeczności. na wstecz skierowana. jest właśnie sam człowiek. a może wogóle dopiero po raz pierwszy piękno samo. jak b e z o s o b o w o ś ć. Strzeżmy się pomiatać całem tem zjawiskiem już dlatego.. gdzie dla nas. zaprzeczenia. a w szczególności wobec najdawniejszego. Cóżby bowiem było »pięknem«. o ile w pojęciach zaprzecznych. przynajmniej z widoku i niejako wprowadzone w s t a n u t a j e n i a. Tym wprowadzonym gwałtownie w stan utajenia i n s t y n k t e m w o l n o ś c i – pojęliśmy to już. samoofiarny: rozkosz ta należy do okrucieństwa. ich potęgi twórczej pewne olbrzymie quantum wolności nie zostało usunięte ze świata. ludzi nowoczesnych. która sobie ból zadaje z rozkoszy zadawania bólu. gdyby pod naciskiem ich młotów bijących. brakłoby go. Tylko że tworzywem. wśród których choroba ta doszła do najstraszniejszego i najwyższego szczytu: – zobaczymy. a to w sposób historycznie zupełnie podziwu godny i zastanawiający. mówiąc z Goethym. W łonie pierwotnych związków rodowych – mówimy o praczasach – każde z kolei pokolenie uznaje wobec pokolenia dawniejszego. to okrucieństwo twórcze. 18. to właśnie ów i n s t y n k t w o l n o ś c i (mówiąc moim językiem: wola mocy). pogardy.. i celem wyznaczenia gruntu. pewien obowiązek prawny (nie zaś jedynie zobo41 .nie było wyrosło b e z n i c h to obrzydłe zielsko. Mianowicie w stosunek ludzi t e r a ź n i e j s z y c h do swych p r z o d k ó w. z a p a r c i e s i ę s i e b i e. piękność. jako ciężkiemu. gdyby wpierw brzydota nie powiedziała samej sobie: »jestem brzydka«?. w »labiryncie piersi«. Do tego potrzeba jednak długiego oddechu. Po tej wskazówce przynajmniej będzie mniej zagadkowa zagadka. jako wartości m o r a l n e j. jako macierzyńskie łono idealnych i wyobraźniowych wydarzeń – jak to już zgadnąć można – wywiodło ostatecznie na światło także całą pełnię nowej dziwnej piękności i potwierdzenia. opornemu.

. że należy dodać: »ale i z pobożności!« temuby trudno było zostać przy racyi w stosunku do owego najdłuższego okresu ludzkiego rodzaju. czcią i obawą przejmujący. w jakim pojęcie i poczucie boga rosło na ziemi i wznosiło się w górę. Może tu jest sam początek bogów. jak nauczają dzieje. w jakiej sam ród staje się coraz bardziej zwycięski. niezależny. które przystosowały się do boskiego kultu swych panów. despotyzm z swem pogwałceniem niezależnej szlachty toruje też 42 . Czy aby zadowala się ich kiedykolwiek? Ta obawa pozostaje i rośnie: co pewien czas wymusza ona wielką ryczałtową wypłatę. (Całe dzieje walk etnicznych. nie przestają użyczać rodowi nowych korzyści i nowych zadatków. które tymczasem w nich samych się ujawniły. postęp ku państwom uniwersalnym jest zawsze także postępem ku uniwersalnym bóstwom. co do okresu ś r e d n i e g o. zawierania pokoju. coś potwornego na rzecz »wierzyciela« (osławiona ofiara z pierwocin naprzykład. krew ludzka w każdym wypadku). przedewszystkiem posłuszeństwem – gdyż wszystkie zwyczaje. dzięki wyobraźni rosnącej trwogi. Nie zaś odwrotnie! Każdy krok ku upadkowi rodu. w podaniach o ich walkach. Panuje tu przekonanie. krew. w najgrubszem rozumieniu). oczywiście. Na uszlachcenie i uszlachetnienie bogów (które oczywiście nie jest ich »uświęceniem«) rzucimy później raz jeszcze okiem. kaplicami. a więc początek ze s t r a c h u rodem!. S t r a c h przed praszczurem i jego mocą. są też ich ustawami i rozkazami. otrzymała wraz z dziedzictwem bóstw rodowych i szczepowych także dziedzictwo ucisku niespłaconych jeszcze długów i pragnienie wywiązania się z nich. Czy darmo? Lecz dla owego nieokrzesanego i »ubogiego duchem« okresu nie istnieje żadne »darmo«. Tem samem uznaje się d ł u g. jego praczasów. świadomość długów względem niego wzmaga się koniecznie wedle tego rodzaju logiki zupełnie w tej mierze. oznakami czci. wszystkie nieszczęsne przypadki. który przez to jeszcze ustawicznie narasta. to ostatecznie przodkowie n a j p o t ę ż n i e j s z y c h rodów muszą. co poprzedza w każdej wielkiej syntezie ras ostateczne ustopniowanie wszystkich elementów ludowych. Czemże można im się odpłacić? Ofiarami (z początku dla pożywienia. Świadomość długu względem bóstwa. czy przez uległość i mimicry. Tymczasem wytknijmy jeno do końca drogę tego rodzaju świadomości winy. jako potężne duchy. kiedy powstają rody dostojne. zwycięstw. że ród i s t n i e j e tylko dzięki ofiarom i świadczeniom przodków – i że trzeba im je ofiarami i świadczeniami o d p ł a c a ć. które rzeczywiście swym praszczurom. wszystko. o ile dotyczy najdłuższego okresu rodzaju ludzkiego). odzwierciedla się w genealogicznej gmatwaninie jej bogów. właściwości dostojne. czy to pod przymusem. organizacyjnej formy »gminy«.wiązanie uczuciowe: ostatniego możnaby nawet nie bez powodu wogóle zaprzeczyć. że przodkowie ci w dalszym ciągu swego istnienia. świętami. Jeśli się rzecz przemyśli tym surowym rodzajem logiki do końca. 20. Ludzkość w ten sam sposób. A komuby się wydawało. w jakiej wzrasta moc samego rodu. Uczucie dłużnicze względem Boga nie przestało wzrastać przez kilka tysiącoleci i to ustawicznie w tym samym stosunku. bogom) z odsetkami oddały wszystkie te właściwości. Od nich później przelewa się to dziedzictwo na wszystkie strony). przezorności i obecności jego mocy. sami wyróść do potworności i usunąć się w mrok boskiej tajemniczości i niewyobrażalności: – praszczur przekształca się ostatecznie z konieczności w boga. nie ustala wcale po upadku opartej na związkach krwi. zwycięstwach i pojednaniach.. stapiania się. (Przejście tworzą owe liczne ludy niewolników i poddanych. swym przodkom (bohaterom. jako dzieła przodków. wszystkie oznaki zwyrodnienia i ujawniającego się rozkładu z m n i e j s z a j ą raczej zawsze także strach przed duchem jego założyciela i coraz bardziej wyobrażenie o jego mądrości. Za to tem bardziej. w jaki odziedziczyła pojęcia »dobry i zły« po szlachcie rodowej (wraz z jej psychologiczną zasadniczą skłonnością porządkowania wedle stopni).

przynajmniej zastanowienia jego ruchu: teraz p o w i n n y właśnie widoki ostatecznego wywiązania się zniknąć pesymistycznie raz na zawsze. jakoby pojęcia te z konieczności miały się już ku końcowi. lub o naturze.. stąd też. Widzimy ową chęć samodręczenia. to możnaby też z prawdopodobieństwem wcale nie małem wnosić z niepowstrzymanego upadku wiary w chrześcijańskiego Boga. w Boga. z m i ł o ś c i (mamyż w to wierzyć? –). pożądanie nicości lub pożądanie jego »przeciwieństwa«. który może wyzwolić człowieka. które pozostaje jako »n i c w a r t o s a m o w s o b i e« (nihilistyczne odwrócenie się od niego. jeszcze dokładniej. Ateizm i pewien rodzaj w t ó r ej n i e w i n n o ś c i idą z sobą w parze. o jego praojcu. skoro n a t u r a l n e ujście tej chęci zadawania cierpienia zostało zatamowane. by swoją samoudrękę doprowadzić do najokropniejszej sro43 . Przypomnijmy sobie o causa prima człowieka. Przypuściwszy. »niewolność woli«). poplątanie nieczystego sumienia z pojęciem boga) i mówiłem nawet na końcu poprzedniego rozdziału. z której łona człowiek powstaje i w którą obecnie wkłada się zły pierwiastek (»udyablenie przyrody«). żeśmy właśnie rozpoczęli ruch o d w r o t n y. od czegoby on sam nigdy wyzwolić się nie mógł. że teraz już spełnia się także zasługujący na uwagę upadek ludzkiej świadomości długu. przed genialnym figlem c h r z e ś c i j a ń s t w a: Bóg ofiaruje samego siebie za dług człowieka. który dotąd obciążony jest klątwą (»Adam«.zawsze drogę jakiemuś monoteizmowi). wtłoczenie ich w n i e c z y s te sumienie daje właściwie próbę o d w r ó c e n i a kierunku opisanego dopiero co rozwoju. wkońcu jednak nawet przeciw wierzycielowi. celem obłaskawienia »w państwo« i zamkniętego więźnia. teraz spojrzenie p o w i n n o beznadziejnie odbić się od spiżowej niemożliwości. Istotny stan rzeczy różni się od tego w sposób straszliwy. jak gdyby owo umoralnienie wcale nie istniało. teraz p o w i n n y pojęcia »długu« i »obowiązku« zwrócić się wstecz – przeciw k o m u jednak? Nie można wątpić: najpierw przeciw »dłużnikowi«. wiara w naszego »wierzyciela«. by sobie ból zadawać. że posiada dług wobec swego początku. myśl o jej nieodpłacalności (o »karze w i e c z n e j«) –. wżera. w którym obecnie nieczyste sumienie tak się zagnieżdża. jakiego dotąd osiągnięto. Tyle tymczasem w krótkości i zgrubsza o związku pojęć »długu«. Ten człowiek z sumieniem nieczystem owładnął założeniem religijnem. jako największego Boga. o początku rodzaju ludzkiego. lub o istnieniu wogóle. Dłużnik ofiaruje się za swego wierzyciela. rozpiera i na kształt polipa wszerz i głąb rośnie. 22. 21. c o się przy tem wszystkiem i p o d tem wszystkiem działo. towarzyszyło też na ziemi maximum poczucia długu. »grzech pierworodny«. ba. skoro upadło ich założenie. nie można odrzucać widoków. Umoralnienie pojęć długu i obowiązku. który wynalazł nieczyste sumienie. z miłości dla swego dłużnika!. Bóg tym jedynym. cofnąć się. owo w głąb cofnięte okrucieństwo uwewnętrznionego. Już prawie da się zgadnąć. »obowiązku« z założeniami religijnemi. aż wkońcu z niemożności wywiązania się z długu powstaje koncepcya niemożności wywiązania się z pokuty. swej causa prima. buddyzm i rzeczy pokrewne) – aż naraz znajdujemy się przed paradoksalnym i przerażającym wybiegiem.. innego istnienia. w którym znękana ludzkość czasową znalazła ulgę. Bóg samym sobą płaci samemu sobie. w siebie zapędzonego człowieka-zwierza. Zjawieniu się chrześcijańskiego Boga. Umyślnie pozostawiłem dotąd na uboczu właściwe umoralnienie tych pojęć (wtłoczenie ich w dziedzinę sumienia. iż zupełne i ostateczne zwycięstwo ateizmu mogłoby zgoła uwolnić ludzkość od tego uczucia.

. nie wściekało się na siebie samo! Grecy posługiwali się przez najdłuższy okres czasu swoimi bogami. Ziemia za długo już była domem waryatów!. że biorą to nazbyt lekce.gości i surowości. posępnego. niż chrześcijaństwo swego używało Boga. to szalone. jako niezmierzoność kary i winy. jak wśród tej nocy katuszy i niedorzeczności brzmiał krzyk m i ł o ś c i. jako świętość Boga. Wszystko to jest aż nadmiernie zajmujące. Ujmuje w »Bogu« krańcowe przeciwieństwa.. jakież pogwałcenia natury. . jakież paroksyzmy głupstwa. jako potwierdzenie. wybawienia w m i ł o ś c i. którego uprzytomnienia ani na chwilę nie wolno nam było sobie oszczędzić.. nie mającego bezwzględnie nic sobie równego: w o l a człowieka uważania siebie za winnego i godnego potępienia aż do niemożliwości pokuty. rzeczywistość. że kara winę zrównoważyć może. Wina przeciw B o g u!. by móc cieszyć się z swej wolności duszy: więc w rozumieniu odwrotnem.. I nie mniejszy autorytet jeno sam Zeus homerowski. Tkwi tu c h o r o b a. by właśnie zdaleka od siebie trzymać »nieczyste sumienie«.« Jednak widzi się i słyszy zarazem. natury. ten odwróci się. że tak bardzo śmiertelni skarżą się jednak [na bogów! Z ł o o d n a s t y l k o p o c h o d z i. nie ulega wątpliwości. w czem ostatnie stulecia Europy doszły do mistrzostwa. Jest w tem okrucieństwie duchowem rodzaj szaleństwa woli. przejęty niezwyciężoną grozą. wyrzuca z siebie wszelkie zaprzeczenie siebie samego. rzuconego na b o g ó w g r e c k i c h. b a r d z o złą sprawę – »Dziw. jaka dotychczas w człowieku szalała: – a kto jeszcze usłyszeć zdołał (lecz dziś nie ma się już uszu na to! –). naturalności. n i e rozdzierało zaś samego siebie. jako zaświat. że i ten olimpijski widz i sędzia daleki jest od tego. jakież b e s t y a l s t w o i d e i wystrzela natychmiast. lecz [sami ściągają Na się nieszczęścia przez swój nierozum. by raz na zawsze odciąć sobie odwrót z tego labiryntu -»idee fixe« jego wola wzniesienia ideału – ideału »świętego Boga« – by w obliczności jego być dotykalnie pewnym swej bezwzględnej niegodności! Och. Posuwały się w tem bardzo daleko te przepyszne istoty o lwich sercach a głowach dzieci. jako Boga. że istnieją d o s t o j n i e j s z e sposoby posługiwania się zmyśleniem bogów.. jako piekło.. najstraszniejsza choroba. jako katostwo Boga... niż samokrzyżowanie i samohańbienie człowieka. wbrew [przeznaczeniu. że trzeba przemocą bronić się zbyt długiemu patrzeniu w te bezdnie. – to daje się na szczęście wysnuć z każdego spojrzenia.. jako sędziostwo Boga. jako wieczność. lecz także pełne czarnego. Ta myśl staje się dlań narzędziem tortury. skoro tylko przeszkodzi się mu być b e s t y ą w c z y n i e!.. opór. przeinacza te instynkty zwierzęce w winę przeciw Bogu (jako wrogość. by najgłębsze dno rzeczy zarazić i zatruć problematem kary i winy. krzyk tęskniącego zachwytu. jakie dla swych właściwych i nieodłącznych instynktów zwierzęcych mógł wynaleźć. faktycznej swej istoty. Niech to wystarczy raz na zawsze odnośnie do pochodzenia »świętego Boga«. cielesność. jako byt. smutne zwierzę człowiecze! Jakież nachodzą je pomysły.. bunt przeciw »panu«. wprzęga się w sprzeczność »Boga« i »dyabła«. denerwującego smutku. w których z w i e r z ę ludzkie czuło się ubóstwionem. by gniewać się na nich za to i źle myśleć o nich. jako katuszę bez końca. »Jakże oni g ł u p i!« myśli. patrząc na występki 44 . sądzą. W człowieku jest tyle przerażającego!. – Że pojęcie bogów s a m o w s o b i e nie koniecznie prowadzi do tego pogorszenia fantazyi. »Dziwna! mówi on raz – chodzi o sprawę Egistosa. daje im kiedy niekiedy do zrozumienia. na te odzwierciedlenia ludzi dostojnych i wielmożnych. źródłu i początkowi świata). jego wola c z u ć się skaranym. jego w o l a. 23. bez nadziei. »ojcu«.

co przeciwne zmysłom. by n i e n a t u r a l n e skłonności.. Cóż obraża głębiej. jakże uprzejmym dla nas okazuje się świat cały. my ludzie pochodzenia szlachetnego. ile z »boga« każdym razem w ofierze złożyć? By móc jakąś świętość wznieść. właśnie jest choćby tylko możliwe?. wszystkie owe aspiracye do zaświata.. niż te. w obliczu niezrozumiałej dla siebie zdrożności i występku. naturze. połączyć z nieczystem sumieniem siostrzanym związkiem. nadto. nieco »zaburzenia w głowie«. z jaką traktuje się samego siebie? I znowu – jakże uprzedzającym. co słuszna. w którymby się nie spełniło!.. jak gdyby ona była ucieczką przed rzeczywistością... że się daje coś niecoś do poznania z surowości i wyżynności.. potrząsając głową. Człowiek zbyt długo »złem spojrzeniem obserwował swe przyrodzone skłonności. »brak rozumu«. do zimowych wędrówek. zwierzęciu. tymczasem jest ona tylko jego zanurzeniem się.. jakie m y mamy. marzycieli. ludzie nowocześni. W ten sposób służyli wówczas bogowie jako usprawiedliwienie człowieka do pewnego stopnia nawet w lichem. Lecz kiedyś.. który nas tak samo od dotychczasowego wyzwoli ideału. My. t r z e b a j a k ą ś ś w i ę t o ś ć z b u r z y ć: to jest prawo – pokażcie mi wypadek. które jest właściwe wszelkiemu zdrowiu. Potrzebaby do owego celu i n n e g o rodzaju duchów. którymi splamił się ktoś z jemu równych. swój artyzm może.. znużonych . przez wojny i zwycięstwa wzmocnionych. lecz. jak 45 . próżnych. tak że ostatecznie zawarły w nim siostrzany związek z »nieczystem sumieniem«. którego samotności tłum nie rozumie.. Do kogo zwrócić się dziś z takiemi nadziejami i wymaganiami?. to jest. Jednak nawet to zaburzenie w głowie było problematem. Właśnie d o b r y c h ludzi miałoby się tem samem przeciw sobie. którymby zdobywanie. w każdym razie swe wyrafinowanie. ile kłamstw uświęcić. Ten człowiek przyszłości. Ta konkluzya jest t y p o w o grecka. którego napór sił własnych ciągle wygania z wszelkich uboczy i zaświatów. to tylko p r z y p u s z c z a l i Grecy nawet najtęższych. Głupota. Lecz czyż to dziś. gdy znowu wróci na światło. służyli jako przyczyna zła – wówczas brali na siebie nie karę. Lecz czyście też siebie samych pytali dość. w czasach silniejszych. trzebaby na to pewnego rodzaju wzniosłej złoby. skoro czynimy jak świat cały i folgujemy sobie jak cały świat!.. mógł w y z w o l e n i e przynieść tej rzeczywistości: jej wyzwolenie od przekleństwa. swój smak zepsuty. najlepszego towarzystwa. czy się go obala?« Takie spotka mnie może pytanie.. Usiłowanie odwrotne byłoby s a m o w s o b i e możliwe – lecz któż jest dość silny na to? –. którem obarczył ją dotychczasowy ideał. instynktowi. dotychczasowe ideały. mówił sobie wkońcu. szczęśliwi. jesteśmy spadkobiercami wiwisekcyi sumienia i samodręczenia się zwierząt od tysiącoleci: w tem mamy najdłuższe ćwiczenie. trzebaby. jako powód wiela złego i fatalnego. do lodu i gór w każdem znaczeniu.. jak drogo opłaca się na ziemi wzniesienie k a ż d e g o ideału? Ile rzeczywistości trzeba było na to zawsze oczernić i niezrozumieć. dostojni i cnotliwi?« – Tak pytał siebie przez stulecia dostojny Grek. »Czy właściwie stawia się tu jakiś ideał. które w tym właśnie możliwe są okresie: duchów. 24. krótko. – Kończę trzema znakami pytania. by stamtąd kiedyś. widać to dobrze. które wszystkie razem wrogie są życiu i oczerniają ziemię. właśnie tego w i e l k i e g o z d r o w i a!. zagłębieniem w rzeczywistość. ból nawet potrzebą się stały. przygoda.. »Bo jakżeż to też możliwe? Skądby się wzięło w głowach. samozwątpiała teraźniejszość..śmiertelnych.. cóż rozdziela gruntowniej niż to. do tego. pojednanych... zagrzebaniem.. trzebaby na to nawyknienia do ostrego wysokiego powietrza. ile sumień zburzyć. ostatecznego najpewniejszego siebie zuchwalstwa poznania. winę.. wygodnych. »Musiał go pewno b ó g dotknąć szaleństwem«. duch twórczy. musi nam się zjawić przecie ten w y z w a l a j ą c y człowiek wielkiej miłości i pogardy. najdzielniejszych czasów. niebezpieczeństwo. mówiąc krótko i dość źle.. n i e grzech! Rozumiecie to?. »Głupstwo«. pomyślnie udani.. niż ta zbutwiała. co jest d o s t o j n i e j.

a człowiekowi jego nadzieję. ten antychryst i antynihilista.. 25.. Z a r a t u s t r z e b e z b o ż n i k o w i. ten dzwon bijący południa i wielkiego rozstrzygnięcia. od woli nicości.i od tego. – co wolno jedynie Z a r a t u s t r z e. silniejszemu... od wielkiego wstrętu. który wróci ziemi jej cel. dzwon. c o z e ń w y r ó ś ć m u s i a ł o. Lecz cóż to prawię? Dość! Dość! W miejscu tem godzi mi się jedno tylko. co wolno jeno komuś młodszemu. który wolę znów wolną uczyni. komuś »bardziej przyszłemu«. niż ja jestem. ten zwycięzca Boga i nicości – p r z y j ś ć k i e d y ś m u s i. od nihilizmu. milczeć: targam się bowiem na coś. 46 .

kocha zawsze tylko wojownika. T a k o r z e c z e Z a r a t u s t r a.ROZPRAWA TRZECIA: Co znaczą ideały ascetyczne? Beztroskich. 47 . Jest niewiastą. gwałtowników – takimi chce n a s mieć mądrość. drwiących.

u filozofów i uczonych coś jakby wietrzenie i instynkt co do najbardziej sprzyjających warunków wysokiej duchowości.. jak Goethe. Lecz nawet w wypadku. co do którego dość często pytano mnie o radę. zda mi się. jeśli artysta rzuca się w kierunek wprost przeciwny ?. lub zbyt wiele rzeczy. najmocniejszy.... ta zmiana radykalna skłonności? – bo taką była ona. Co znaczą ideały ascetyczne? – U artystów nic. by poszczególny wziąć przypadek. nie musi to być na szczęście wcale jeszcze przeciwieństwo tragiczne. Wagner. gdyby był tę p r z y j e m n ą faktyczność z pomocą wdzięcznej i dzielnej komedyi Lutrowej wpoił nanowo w swych Niemców. przeciwieństwo unieszczęśliwio- 48 . niż n i e c h c i e ć. jeśli chcemy zatrzymać się nieco przy tem zagadnieniu. się nam wnet najlepszy.I. Kto wie. każde dobre małżeństwo. ich spokojem w nicości (»Bogu«).. »ewangeliczną wolnością«. najradośniejszy. Takie »sprzeczności« właśnie są pokusą istnienia. że jeśli unieszczęśliwione świnie doprowadzone zostały do uwielbienia czystości – a są takie świnie! – to widzą i uwielbiają w niej tylko przeciwieństwo.. i może zasługa Lutra nie jest w niczem tak wielka. u świętych wreszcie pozorem do snu zimowego. przypomina. ich novissima gloriae cupido.. Wagner rzucił się wtedy w kierunek wprost sobie przeciwny. Co znaczy to nawrócenie się. jak Hafis. Jeśli taki artysta. najjaśniejsi. co znaczy naprzykład. Czyście mnie zrozumieli?. anielskość radnego tłustego zwierza. u kapłanów są one właściwą wiarą kapłańską. na swoje stare lata hołd składa czystości? Oczywiście w pewnym sensie czynił to zawsze.. Tutaj przypomina się nam. jaki był w życiu Wagnera: było to wówczas. dość delikatnie. każde prawdziwe kochanie serdeczne stoi ponad tem przeciwieństwem. są świętą formą wybujałości. głównym środkiem w walce z długiem cierpieniem i nudą. Stosuje się to przynajmniej do wszystkich bardziej udanych.. gdzie istnieje naprawdę przeciwieństwo między czystością a zmysłowością. – najwykwintniejsi. – i woli raczej jeszcze chcieć n i c o ś c i. że miał odwagę do swej z m y s ł o w o ś c i (– nazywano ją wówczas. jak właśnie w tem. Z drugiej strony rozumie się aż zbyt dobrze. bo jest i było między Niemcami zawsze wielu oszczerców zmysłowości. n a j o d w a ż n i e j s z y może czas.). jej horror vacui: p o t r z e b u j e o n c e l u. Lecz w każdym razie też o pochwałę zmysłowości: – i właśnie tak wydałoby mi się wszystko w porządku. w najlepszym razie. lecz dopiero na samym końcu w sensie ascetycznym. takby właśnie było też »po wagnerowsku«.. w tem wyraża się zasadniczy fakt człowieczej woli. byłby dobrze zrobił. formą ich obłędu. u fizyologicznie upośledzonych i rozstrojonych (u w i ę k s z o ś c i śmiertelnych) usiłowanie. – Czy mnie rozumiecie?. 2. bardziej ochoczych śmiertelników. pewną morbidezza pięknego ciała.. oczywiście. Co znaczą ideały ascetyczne? – Lub. Że jednak wogóle ideał ascetyczny tak wiele znaczył dla człowieka. Bo między czystością a zmysłowością nie koniecznie musi istnieć przeciwieństwo. jak Ryszard Wagner. jakie to właściwie zrządziły przypadki. jeden powab uwodny w i ę c e j. najlepszem narzędziem mocy. także »najwyższem« zezwoleniem na moc. »B y n a j m n i e j! m ó j p a n i e!« – Zacznijmy więc od początku. że dziś zamiast tej muzyki weselnej posiadamy Majstersingerów? I wiele w nich jeszcze może tamtej podzwania? Lecz nie ulega zgoła wątpliwości. Co znaczy. gdy go wnętrznie i głęboko przejmował pomysł wesela Lutra. by wydawać się »zbyt dobrymi« dla tego świata. że i w tem »Weselu Lutra« chodziłoby tylko o pochwałę czystości. którzy dalecy są. by swą zawodną równowagę między »zwierzęciem i aniołem« uważać zaraz za argument przeciw istnieniu. widzieli w tem nawet jeden powab życia w i ę c e j. u kobiet.

na którem. zaświatowości artystycznej? Chciałoby się. Jest on wkońcu tylko uprzednim warunkiem swego dzieła. średniowiecza i powiedzenia swym uczniom »to nic nie jest! szukajcie zbawienia gdzieindziej!« nawet wzywa raz »krwi Zbawiciela« . w pewnej mierze pognojem i śmieciem. także z sobą. Wypowiadając w takim wypadku. pisaninie jego ostatnich lat znajduje się sto ustępów. tak niemęskie) »niewiniątko wiejskie«. niewyznana wola głoszenia odwrotu. do którego Ryszard Wagner chciał bezsprzecznie na końcu swego życia jeszcze muzykę ułożyć i wprowadzić na scenę. to jest do n a j w y ż s z e g o u d u c h o w i e n i a i u z m y s ł o w i e n i a swej sztuki? A nietylko swej sztuki. równie nieswobodnej jak bezradnej. życzyć tego. którym tragik Wagner. – że wagnerowski Parsyfal pomyślany został pogodnie. jeśli się samem dziełem radować chcemy. jak i innym Niemcom (– nazywali siebie »m ł o d y m i Niemcami«). chciał pożegnać się z nami. który ma w sobie wiele bolesnego. P o c ó ż j e d n a k? jak słusznie zapytać wolno. z którego ono wyrasta. najwyższej wolności artystycznej. byłoby godne wielkiego tragika. przedewszystkiem z t r a g e d y ą. który dotąd całą mocą swej woli parł do czegoś odwrotnego. Przypomnijmy sobie. tryumfem jego zdobytej. by o tem i n a c z e j p o u c z a ć. Jestże »Parsyfal« Wagnera jego tajemnym śmiechem wyższości z samego siebie. ów nieborak i prostaczek Parsyfal. przezwyciężonej nareszcie n a j g r u b s z e j f o r m y sprzeczności ideału ascetycznego z naturą. o czem trzeba zapomnieć. także swego życia. co najmniej zdaje się. Bo cóż go obchodziły.. bo cóż nas obchodzą świnie? – 3. z jakim zapałem szedł Wagner owego czasu śladami filozofa Feuerbacha: wyrażenie Feuerbacha o »zdrowej zmysłowości« brzmiało w trzydziestych i czterdziestych latach Wagnerowi. bo czemżeby był p o w a ż n i e p o m y ś l a n y Parsyfal? Czyż rzeczywiście trzeba widzieć w nim (jak wyrażono się przede mną) wyrodka oszalałej nienawiści poznania ducha i zmysłowości? Przekleństwo na zmysły i ducha. by jego samego nie brać tak poważnie. gdzie zdradza się tajemne życzenie i wola. niby głos zbawienia. że wkońcu miał wolę po temu. – I nie tylko z pomocą parsyfalowych trąb ze sceny: – w mętnej. Nie można przytem oczywiście pominąć owego drugiego pytania. co go właściwie obchodziło to męskie (ach. a to wybrykiem najwyższej i najzuchwalszej parodyi samej tragiczności. wtedy dopiero dosięga ostatecznego szczytu swej wielkości. Wnikanie w p o c h 49 . niepewna. jak rzekłem. że będzie z pewnością najlepiej oddzielić twórcę o tyle od jego dzieła. nawrócenia. gdy umie siebie i sztukę swoją widzieć p o d sobą. ostatecznej. nawet życzyć sobie czegoś odwrotnego. swoje mniemanie – a jest to wypadek t y p o w y –: sądzę. jak się rzekło. To właśnie. łonem matczynem. – a zatem w najliczniejszych wypadkach czemś. gruntem. Czyż ostatecznie przyjął i n n ą o t e m n a u k ę? Bo. ociągliwa. zaprzeczenia chrześcijaństwa. owo bolesne i zbyteczne przeciwieństwo. jak każdy artysta. w jemu właśnie przystojny i jego godny sposób. jak jego dzieło. 4..nej świni (z jakiemż tragicznem rechtaniem i żarliwością! można sobie wyobrazić). parodyi całej przerażającej powagi ziemi i jęku ziemi z onegdaj. który. – gdy umie ś m i a ć s i ę z siebie. rzucone jednym tchem nienawiści? Odstępstwo i nawrót ku chrześciańsko chorobliwym i szerzącym ciemnotę ideałom? I wreszcie zaprzeczenie i przekreślenie samego siebie przez artystę. którego tak podchwytliwymi środkami zrobi! ostatecznie katolikiem – jak to? byłże ten Parsyfal p o w a ż n i e pomyślany? Czułoby się bowiem pokusę przypuszczać. niby finał i dramat satyryczny.

Tak naprzyklad Ryszard Wagner wziął sobie filozofa Schopenhauera. ta sama zachcianka. żeby ich oceny wartości i zmiana tychże zasługiwała w s o b i e na współodczuwanie! Byli oni wszystkich czasów lokajami jakiejś moralności. mniej dwuznacznie w stosunku do całości swych usiłowań. jak Schopenhauer. – I oto dotarliśmy do najpoważniejszego pytania: co znaczy. lub religii. musi się zapomnieć. przez Herwegha). co rzeczywiste... którego mu użyczała filozofia Schopenhauera. – mniej uwodząco na manowiec. jak to sam artysta zbyt łatwo czyni. – Cóż więc znaczą ideały ascetyczne? Jeżeli chodzi o artystę. wyrażać może.. Wreszcie. pomijając już całkiem. cóż zależy na tem? Panom artystom daleko do tego. od rzeczywistości. by móc się dzieckiem radować.o d z e n i e dzieła należy do fizyologów i wiwisektorów ducha: nigdy zaś. gdy »nadszedł czas«. mniej po szopenhauerowsku. dla którego przedewszystkiem Ryszard Wagner przeszedł na stronę Schopenhauera (namówiony do tego przez pewnego poetę. lecz bardziej zwycięsko. oparcia. Należy się wystrzegać i nie mieszać rzeczy. Lecz wkońcu. w to. co nic zgoła. że jest to tyle.. wyrazić. jak mówią Anglicy: jakoby on sam b y ł tem.. co przedstawiać. podobnie jak brzemiennej kobiecie wszystkie obrzydliwości i przedziwności ciąży. który umie stać sam.. jej powodu część najcenniejszych przyjaciół). za przewodnika i opiekuna: – któżby zresztą choćby tylko przypuścili że mógł mieć o d w a g ę do ideału ascetycznego bez poparcia. Faktycznie jest tak. jakiegoś ustalonego autorytetu: artyści nie stoją nigdy o własnej sile. jak tą »nierealnością« i fałszywością swego najwnętrzniejszego istnienia niekiedy aż do rozpaczy znużyć się może – i że usiłuje wówczas wtargnąć w to. mąż i rycerz o spiżowem spojrzeniu. z drugiej strony jest zrozumiałem. 5. co mu właśnie najbardziej wzbronione. i b y ć rzeczywiście. czy w n o w y c h Niemczech był wogóle możliwy artysta bez mleka bogobojnego. Pierwsza naprzykład wyrażona jest w 50 . tak fatalnie odpokutować musiał (– stracił z. bardziej po wagnerowsku. złowrogie stanie na uboczu od wszelkiej wyżyny. artystów! Poecie i twórcy Parsyfala nie zostało oszczędzonem głębokie. że przez to rozwarła się zupełna teoretyczna sprzeczność pomiędzy jego dawniejszą a jego późniejszą wiarą estetyczną. Co najmniej potrzebują zawsze ochrony. siłą konieczności nie mógłby tego przedstawić. mniej nihilistycznie?. gdyby Homer był Achillesem a Goethe Faustem. prawdziwie na sobie samym oparty duch. by i n a c z e j się był pożegnał z nami i swój ą sztuką. wymyślić. i to aż do tego stopnia. o których. wiadomo. lub filozofii.. bez autorytetu Schopenhauera. wymyślać. jak się rzekło. że j e ś l i b y był tem właśnie. stanie o własnej sile sprzeciwia się ich najgłębszym instynktom. nie Parsyfalem. któżby wogóle nie życzył dla samego Wagnera. pomijając tę z a c h c i a n k ę. pojmujemy to właśnie: n i c z g o ł a!. podstawowe. Goethe Fausta. państwowo bogobojnego sposobu myślenia). a nie czeka dopiero na przodowników i skinienia z góry? – Rozważmy tu natychmiast godne uwagi i dla pewnego rodzaju ludzi moc czaru mające stanowisko Schopenhauera w stosunku do s z t u k i: bo ono to było oczywiście powodem. Homer nie byłby stworzył Achillesa. Doskonały i zupełny artysta jest po wszystkie wieki oddzielony od »realności«. który ma odwagę być sobą samym. jeśli prawdziwy filozof hołduje ideałowi ascetycznemu. Lub tak wiele rzeczy. której uległ i postarzały Wagner i którą tak drogo. J e s t t o t y p o w a z a c h c i a n k a twórcy. surowości i karności ducha. by stać dość niezależnie na świecie i p r z e c i w światu. pewien rodzaj intelektualnej p r z e w r o t n o ś c i (jeśli mi się wybaczy to słowo). który w siedmdziesiątych latach osięgnął w Europie p r z e w a g ę (pominąwszy już. nawet straszliwe wżycie się i zejście w średniowieczne kontrasty duszne. z większą pewnością siebie. Z jakiem powodzeniem? Można odgadnąć.. z psychologicznej contiguity. że byli niestety dość często nazbyt gibkimi dworakami swych zwolenników i popleczników i wietrzącymi pochlebcami wobec starych lub właśnie nowowynurzających się potęg. nigdy do ludzi estetycznych.

Wraz z tem nadzwyczajnem podwyższeniem wartości muzyki. co może najbardziej zadziwia.»Operze i Dramacie«. wprost z niej się wywodzące objawienie. pewnego rodzaju trąbą »rzeczy samej w sobie«. ba. raczej jako przemawiająca językiem w o l i bezpośrednio z »bezdni». że Kant. że dotąd czynił z niej środek. jako jej najwłaśniejsze. a w każdym razie Pigmalion n i e koniecznie musiał być »człowiekiem nieestetycznym«. więcej niż kapłanem. tak jak je Schopenhauer pojął. mówi Kant. które u niego należeć musiało do najprawidłowszych. telefonem zaświata. wyrosłem z filozofii szopenhauerowskiej. medium. żądz. niespodzianek. zmienia odtąd bezwzględnie swój sąd o wartości i stanowisku m u z y k i samej: cóż zależało mu na tem. – wypowiadał odtąd nietylko muzykę. poczytajmy naprzykład Kantowi za chlubne to. która odzwierciedla się w takich argumentach. O niewielu rzeczach mówi Schopenhauer z taką pewnością. podniósł się odrazu i sam m u z y k niesłychanie w cenie: stał się odtąd wyrocznią. Bezinteresownie! Porównajmy z tą definicyą tamtą inną. który w zupełnie innej. 6. a jednak nie mógł wydobyć się z zaklętego koła kaniowskiej definicyi: jak to się stało? Okoliczność jest dość dziwna: słowo »bezinteresownie« wykładał sobie w najosobistszy sposób. by się rozwinąć. brak wytworniejszego doświadczenia własnego toczy jak duży robak w miejscu zasadniczej pomyłki. że z szopenhauerowską teoryą i nowinką w i ę c e j zrobić można in maiorem musicae gloriam. »kobietę«. – wypowiadał metafizykę: cóż dziwnego. to nam wolno też pobawić się trochę ich kosztem: – doświadczenia a r t y s t ó w są na tym ślizkim punkcie bardziej »interesujące«. że przeciwdziała ona właśnie »interesowności« p ł c i o w 51 . które są zaszczytem wiedzy: bezosobowość i ważność powszechna. która. ten brzuchomowca boga. nazywający raz piękno une promesse de bonheur. jako pełnia najbardziej własnych silnych wydarzeń życiowych. jeżeli naszym estetykom nie przykrzy się obciążać szali na rzecz Kanta tem. Kto ma słuszność. Kant czy Stendhal? – Oczywiście. mierze był blizki sztukom. Lecz gdyby przynajmniej ten »widz« był dostatecznie znany filozofującym o pięknie! – to jest jako wielka o s o b i s t a oczywistość i doświadczenie. druga w pismach. co się podoba b e z i n t e r e s o w n i e». Muzyka stanęła tu na uboczu od wszystkich pozostałych sztuk. które wydał po roku 1870. Kant spodziewał się.. Schopenhauer zużytkował dla siebie kantowskie ujęcie problematu estetycznego. Czy to nie było w zasadzie błędem. które jak w owej sławnej definicyi Kanta o pięknie. »Piękne jest. Złóżmy tem lepsze świadectwo niewinności naszych estetyków.. podobnie jak wszyscy filozofowie. Jest tu w każdym razie właśnie o d r z u c o n e i wykreślone to. rozmyślał o sztuce i pięknie jedynie ze stanowiska »widza« i przytem wciągnął niepostrzeżenie samego »widza« w pojęcie »piękny«. niż Kant. że pod czarem piękna można n a w e t nieubrane posągi kobiece oglądać »bezinteresownie«. przedstawiające odbicia zjawiskowości. jak o działaniu kontemplacyi estetycznej: pomawia ją. zachwytów w dziedzinie piękna! Lecz rzecz miała się zawsze. co Kant w estetycznym stanie jedynie wyróżnia: le désintéressement. gdy między właściwościami piękna odznaczy i na czoło wysunie te. podkreślić jeno pragnę. przeciwnie: tak więc otrzymujemy od nich zaraz z początku definicye. jako niezawisła w sobie sztuka. którą stworzył prawdziwy »widz« i artysta. potrzebuje koniecznie celu. jak się obawiam. n i e. zamiast patrzeć na problemat estetyczny ze stanowiska doświadczeń artysty. nie tu miejsce do roztrząsania. kapłanem. – Stendhal. jak tamte. mężczyzny – mianowicie dramatu! Pojął on odrazu. W szczególności zmienia Wagner. na podstawie jednego doświadczenia. że wreszcie pewnego dnia zaczął prawić o i d e a ł a c h a s c e t y c z n y c h?. – jakkolwiek z pewnością nie patrzał nań kantowskiemi oczyma. czego o najistotniejszej właściwości zmysłu dotyku uczyć umie z naiwnością wiejskiego proboszcza! – A teraz powracamy do Schopenhauera. że wyświadczy zaszczyt sztuce. – to jest z s a m o w ł a d z t w e m muzyki. najpierwotniejsze.

który w istocie uważał płciowość za osobistego wroga (a obejmował tem uczuciem jej narzędzie.. Nie należy nam niedoceniać mianowicie. nawet najsilniejszego. które pisał na chwalę stanu estetycznego (Świat jako wola i wyobrażenie. gdzie tylko istnieli filozofowie (od Indyi do Anglii. które uspakaja wolę. jego remedium przeciw wstrętowi. lecz i tem.) Posłuchajmy naprzykład jednego z najwyraźniejszych ustępów z pośród tych licznych. I. był nieznużony na punkcie uświetniania t e g o wyzwalania się od woli. jego odwetem. że Schopenhauer ma stokrotnie co do swej osoby słuszność. Strzeżmy się przy słowie »katusza« zasępiać zaraz twarze: w tym właśnie wypadku jest dość do zastrzeżenia. koło Iksyona zatrzymało się«. – i tu dopiero spotykamy się znowu z naszym problematem. bez Hegla. na tę chwilę pozbyliśmy się marnego naporu woli. kobietę. mówiąc nawiasem. byłby stąd uciekł: jego wrogowie jednak trzymali go silnie. by się gniewać. który Epikur sławił jako dobro najwyższe i jako stan bogów. »Jest to stan bezbolesny. że lubił zgryźliwe. podnosi inne działanie piękna: »piękno o b i e c u j e szczęście«. co uczyniono przez to dla lepszego wniknięcia w istotę piękna? Schopenhauer opisał jedno działanie piękna. jego s z c z ę ś c i e m. czarnozielone słowa. wrogowie byli n i e z b ę d n i do zachowania dobrej myśli.e j. że gniewał się. Schopenhauer byłby inaczej t u n i e pozostał. Jemu wydaje się właśnie »p o b u d z e n i e w o l i« (»interesu«) przez piękno rzeczywistym stanem rzeczy. to. jego wrogowie uwodzili go ciągle nanowo ku istnieniu. nie należy nigdy wypuszczać z pod uwagi. bez zmysłowości i całej woli istnienia. Co za dosadność słów. I czyżby nie można wkońcu samemu Schopenhauerowi zarzucić. czy jego myśl. bez kobiety. także najbardziej porywającym i zachwycającym ich wybuchem –. dość do odjęcia. że odkąd istnieją na ziemi filozofowie i wszędzie. że kaniowskiej definicyi piękna wcale a wcale po kantowsku nie rozumiał. że jest ona koncepcyą dwudziestosześcioletniego młodzieńca. to »instrumentum diaboli«). co jest specyficznem w owym okresie życia.. Pewnem jest bezsprzecznie. czy jego zasadnicza koncepcya »woli i wyobrażenia«. pozostania. lecz szczęśliwiej niż Schopenhauer udana. z drugiej strony jest tu jeszcze coś typowego. acz bardzo tego pragnął) bez swych wrogów. który się od swej katuszy uwalnia?. szczęście. najosobistszego interesu z interesu katowanego. I by powrócić do naszego pierwszego zagadnienia. Tyle co do strony najosobistszej w sprawie Schopenhauera. podobnie więc jak lupulina i kamfora. jego pokrzepieniem. – jestże ono jednak prawidłowe? Stendhal. że się pod tym względem bardzo niesłusznie za kantowczyka uważa. że byłby zachorował. zupełnie jak gniew starożytnych cyników. można się o to założyć. 231). w cierpienie. (Przy wszystkich zagadnieniach co do filozofii szopenhauerowskiej. święcimy sabat więziennej pracy chcenia. istnieje również pewne filozoficzne przysposobienie i serdeczność względem całego ideału ascetycznego. jeśli filozof hołduje ideałom ascetycznym?« – to znajdujemy tu przynajmniej pierwszą wskazówkę: c h c e s i ę u w o l n i ć o d k a t u s z y. że więc zabarwiona jest nietylko tem. istnieje też w stosunku do zmysłowości filozoficzna drażliwość i rancune – Schopenhauer jest tylko najwymowniejszym. z któremi te słowa musiały być wymawiane. wdzięczność. Co za patologiczne prawie przeciwstawienie czasu »owej chwili« i pozostałego poza tem »koła Iksyona« »więziennej pracy chcenia« i »marnego naporu woli«! – Lecz przypuściwszy. jako wielkiej korzyści i pożytku stanu estetycznego.. – pozostaje nawet dość do śmiechu. byłby się stał p e s y m i s t ą (– bo nie był nim. natura nie mniej zmysłowa. żółciowe. że Schopenhauerowi. – 7. jego gniew był. jego wypoczynkiem. nie pochodzi z uogólnienia owego doświadczenia płciowego. by wziąć przeciwległe bieguny uzdolnień do filozofii). z pasyi. co jest specyficznem w Schopenhauerze. »cóż znaczy. iż wyzwolenie się z »woli« możliwe jest jedynie przez »wyobrażenie«. i jeśli się ma uszy po temu. jak się rzekło.. czuje się pokusę zapytać. wsłuchajmy się w ton.. Ba. – że i jemu piękno podoba się z »interesu«. jed52 .

ironice. Platon. 53 . do czynu. Wiadomo. pokora. dąży instynktownie do pewnego optimum sprzyjających warunków. fiat philosophus. czem są te trzy błyskotliwe słowa ideału ascetycznego: ubóstwo. Kant. głupi po wszystką wieczność. – cóż ich obchodzi »święty«! Myślą przytem o tem. skoku i locie myśli. jak powietrze wyżynne. jak kołowroty młyńskie. ożenił się. należy do typu. czystość: przypatrzcie się jeszcze raz zblizka życiu wszystkich wielkich. fiat philosophia. lecz dalekie. zaświatowe. niż spoczywa. przypuściwszy nawet. gdy mu oznajmiono urodzenie syna: »Râhula mi się urodził. to jest on – można być tego pewnym – zawsze tylko »tak zwanym«. Dekart. jedynie by t e g o właśnie twierdzenia dowieść. jak rzekł Budda. Któryż wielki filozof byt dotąd żonaty? Heraklit. wszystkie rodzaje wichrzycieli i przeszkód. wraz z tem. jak się rzekło.. razem wziąwszy. – nie zaprzecza przez to »istnienia«. że były to tylko silne osły i zupełne przeciwieństwa silnego ducha. Schopenhauer – nie byli nimi. trosk. Jak widać. Żonaty filozof należy d o k o m e d y i. więcej jeszcze. o spokoju we wszystkich souterrains. Wcale n i e. że filozof nie może bez wnętrznej radości i przyklaśnięcia słuchać historyi tych wszystkich zdecydowanych. obowiązków. wolnem. coby do niego nakłonić mogło. zda się. że miał przedtem bezmyślną. pogrobowe. fiam!. przeszkody. wynalazczych duchów. nie można ich sobie nawet jako żonatych w y o b r a z i ć. Cóż wedle tego znaczy ideał ascetyczny filozofa? Odpowiedź moją odgadliście zapewne dawno: filozof na jego widok uśmiecha się do optimum warunków najwyższej i najśmielszej duchowości. rozumie się samo przez się. przyszłe. myślał w sercu. że nie jest daleki od występnego życzenia: pereat mundus. dla każdego »ducha wolnego« musiałaby nadejść ta pełna namysłu godzina. ci filozofowie! Myślą o s o b i e. potwierdza raczej s w o j e istnienie i t y l k o swoje istnienie i to może aż do tego stopnia. miejscem nieczystości. skromne i poddańcze wnętrzności są pilne. Jedno i drugie. Ideał ascetyczny wskazuje tyle mostów do n i e z a w i s ł o ś c i. jako ich »cnoty« – cóż ma ten rodzaj ludzi do czynienia z cnotami! – lecz jako najistotniejsze i najnaturalniejsze warunki ich n a j l e p s z e g o istnienia. Sokrates – złośliwy Sokrates. jak wszelka »rzecz sama w sobie«. Spinoza. do najmocniejszego działania. pęto mi ukuto« (râhula znaczy tu »mały demon«). suchem. o czem mówię. wśród których może całkowicie sile swej dać ujście i osiąga maximum poczucia mocy. o dobrem powietrzu. którzy pewnego dnia wszelkiej niewoli rzekli n i e i poszli gdzieś na p u s t y n i ę. każde zwierzę odrzuca tak samo instynktownie i z pewną czułością węchu. tem samem także la bête philosophe. przypuściwszy. i w najliczniejszych wypadkach faktycznie jego drogą do nieszczęścia). – małżeństwo jako przeszkodę i fatalność na jego drodze do optimum. Każdy filozof rzekłby. jeśli obojga brak filozofowi. Cóż to z n a c z y? Bo trzeba ten stan rzeczy dopiero interpretować: stoi on tu sam w sobie. co dla n i c h właśnie jest najniezbędniejsze: to jest o wolności od musu. hałasu. lecz jego drogą do mocy. Leibniz. »wyższego niż wszelki rozsądek«. wolność jest w porzuceniu domu«. jest życie w domu. który więcej ponad życiem buja.nak nie należy się co do tego łudzić.. to moje twierdzenie: a ów wyjątek. nie są to wcale nieprzekupni świadkowie i sędziowie w a r t o ś c i ideału ascetycznego. nie jest jego drogą do »szczęścia«. W ten sposób odrzuca filozof m a ł ż e ń s t w o. 8. opuścił dom«. wszystkie psy uwiązane starannie na łańcuchach. czystem. o tańcu. od zajęć. rzadkiem. – odnajdziecie tam zawsze wszystkie trzy do pewnego stopnia. Każde zwierzę. która niegdyś nadeszła dla Buddy: »utrapione. które mu stają lub stanąć mogą na tej drodze do optimum (– to. – myślą. żadne podjadki nie toczą zadraśniętej dumy. o jasności w głowie. rodzajnych. nie słychać szczekania nieprzyjaźni ni rozczochranej rancune. przy ideale ascetycznym o pogodnym ascetyzmie przebóstwionego i uskrzydlonego zwierza. »a że tak myślał. serce obce. wśród którego wszelkie istnienie zwierzęce duchowem się staje i dostaje skrzydeł.

tem większy się staje. że myśli właściwie o s o b i e i o swoich słuchaczach). na którem każda burza daje upust swym gniewom. w tem samem znaczeniu. jakże inaczej wygląda. o czem można mówić. pozwala czekać na siebie. ich kram jarmarczny »dnia dzisiejszego«. niż na światło stawia. gdy mówi. – że nie ma on czasu. każdy duch ma swój dźwięk. lecz nie martwe. potrzebujemy przedewszystkiem spokoju od jednego: od wszelkiego »dzisiaj«. Co się tyczy jego »pokory« to znosi pewną zawisłość i zaćmienie. przy sposobności obcowanie z beztroskim. Posłuchajcie tylko dźwięku ducha. mały urząd. czemu m y dziś z drogi schodzimy: to zgiełk i demokratyczna gadanina Efezyjczyków. dostojne. lecz kto słowami myśli. Ten trzeci tu mówi natarczywie. jest ona dość samotna. w których odjęte mu jest myślenie o s o b i e. że one do niego nie przychodzą. – dla nich nazbyt mało jest ona romantyczna i syryjska. pora między 10-tą a 12-tą). gazetą. ich hasłem jest »kto posiada. a nie jako myśliciel (zdradza to. którego widok pokrzepia. piazza di San Marco. Filozofa poznaje się po tem. dalekie. filozofowie. przyznaję: dlaczego nam brak takich świątyń? (– może nam ich n i e brak: właśnie przypominam sobie swoją najpiękniejszą pracownię. że wszyscy duchowi aktorzy siłą konieczności nie wytrzymaliby w niej. Ten tam naprzykład to z pewnością agitator. nie rzeczowo. usuwanie się z drogi samemu sobie. Tamten mówi prawie zawsze ochryple: czyżby siebie ochryple p o m y ś l a ł? To możliwe – zapytajcie fizyologów –. obciążone echem wielkiej próżni. że w gruncie myśli nie o rzeczach. ci wykształceni. Jego instynkt »macierzyński«. myśli jako mówca. dzień powszedni. to »pustynia« ta była godniejsza. który żądania swe przeprowadzał przed wszystkimi innymi instynktami i czyni to jeszcze. co w nim wzrasta. coś co więcej ukrywa. zimne. jak i przeciw marnotrawnej szczodrocie. chociaż przez książkę mówi do nas: dźwięk jego stylu wyjawia powód tego. góry do towarzystwa. że nas wezmą za kogo innego. i gdzie bezkarnie można mówić z każdym. Lecz co Heraklit wymijał. – coś. boi się zaburzeń od gromów. wszystko wogóle. Zresztą p u s t y n i a. wierzcie mi! Gdy Heraklit wycofywał się w dziedzińce wolne i portyki olbrzymiej świątyni Artemidy. I pewnem jest. gdzie wycofują się i samotnieją silne. w danym razie nawet pokój w przepełnionej wszechświatowej gospodzie. nazbyt przybliżą się do nas. przez co jeszcze nie powiedziano.ich n a j b u j n i e j s z e j płodności Przytem jest zgoła możliwem. przeraża go bezchronność nazbyt wyosobnionego i na pastwę wydanego drzewa. Co więcej. że jest wiosna i przedpołudnie. tajemna miłość ku temu. gdyby tego nie czyniła. jest posiadany« –: i t o n i 54 . co ciche. książętom i kobietom. rozumiecie mnie). góry z o c z a m i (to znaczy z jeziorami). wskazuje mu położenia. kocha swój dźwięk. mówi cicho. jak instynkt m a t k i w kobiecie utrzymywał dotąd zależne stanowisko kobiety wogóle. Dość mało wkońcu żądają ci filozofowie. pogodnym zwierzem i ptastwem. że dziś. Jużci nie brak i w niej wielbłądów: do tego jednak ogranicza się całe podobieństwo. pusty garnek: cokolwiek weń wejdzie. ich nowinki o »państwie« (Persyi. że mało wierzy w samego siebie. – bo my. przeszłe. Czcimy to. Niema więc w tem nic z »cnoty«. wieje nam w twarz swym oddechem. – mimowoli zamykamy usta. gdzie się jest pewnym. że schodzi z drogi trzem błyszczącym i głośnym rzeczom: sławie. nazbyt mało pustynią teatralną. jak znosi ciemność. to znaczy pusta głowa. pod warunkiem. o której właśnie mówiłem. lęk przed wrzawą. Unika zbyt jasnego światła. każdy gniew swej burzy. niż wykształceni ją sobie wyobrażają! – w danych razach bowiem oni nią są. to to samo. że ich dominująca duchowość musiała wprzód wodze nałożyć niepohamowanej i drażliwej dumie lub krnąbrnej zmysłowości. – to jest tu pustynią: och. wychodzi zeń dudniąco i grubo. dlatego unika swego czasu i jego »dnia«. Lecz duch. Własnowolne może ukrycie w ciemności. nie byłaby właśnie dominującą. szuka ukrycia. lecz tylko o stosunku do rzeczy. niezawiśle nastrojone duchy – och. lub nigdy już nie dojdzie do słowa. Lecz czyniła to właśnie jako instynkt d o m i n u j ą c y. na czego widok dusza nie musi się bronić i zasznurowywać. nie mówiąc g ł o ś n o. szacunkiem. W tem jest podobny do cienia: im bardziej mu słońce zachodzi. ich polityka. albo że dość trudno jej było sercem i ręką podtrzymywać swą wolę »pustyni« przeciw skłonności do zbytku i największego wyszukania. który jest pewien samego siebie. wpływem.

Ten rodzaj ludzi nie lubi być niepokojony przez nieprzyjaźń. jak Schopenhauer sądził. najpotężniejszym i pod względem instynktów najpewniejszym pośród nich nie potrzeba dopiero doświadczenia. ta mała. 9. Niesmacznem wydaje mu się grać rolę męczennika. (Do tego punktu widzenia wrócę innym razem. – Wytłumaczmy zresztą wedle tej interpretacyi powyżej omówiony przykład z Schopenhauerem: widok piękna oczywiście działał na niego. z cnoty. jego popęd wyczekujący (»ephektyczny«). tak gotowa do upadku i leżenia na brzuchu. pono nawet słowo »prawda« nie przypada im do smaku: ma brzmieć pyszałkowato. jak ciągle powtarzać muszę. filozofowie. ale już nie jako podnieta płciowa.. że dopiero na pasku tego ideału filozofia wogóle nauczyła się stawiać pierwsze kroki i kroczki na ziemi – ach. Tem samem nie wyklucza się wcale możliwości.e. filozofów dotyczy. sprzyjających najwyższej duchowości. mogłaby właśnie pochodzić z domieszki »zmysłowości« (jak z tego samego źródła pochodzi ów »idealizm«. ich dominujący instynkt. czas. tak samo też do jej najnaturalniejszych skutków: z góry więc nie będzie to żadną dziwotą. jego popęd analityczny. Rzecby można. jako podnieta wyzwalająca (na siłę namysłu i głębokiego wnikania). jeszcze z tak strapioną miną. niż na dzieciach. jego popęd badawczy. może na czem innem też dalsze życie swego imienia. kto ma czas po temu (– oni sami. zapomina lub pogardza łatwo. Niema w tem nic z czystości jakiegoś ascetycznego skrupułu i nienawiści zmysłów. Pewien ascetyzm. ani też przez przyjaźń. to ten rodzaj duchów widocznie płodność swoją zasadza na czem innem. ach. że węzeł między ideałem ascetycznym a filozofią byt jeszcze o wiele ciaśniejszy i surowszy. bojaźliwa niedojda i chuchro z krzywemi nogami! Wiodło się filozofii z początku jak wszystkim dobrym rzeczom. Oszczędnie używają wielkich słów. zarówno jak nie jest czystością. ach. jeśli atleta lub dżokej powstrzymuje się od kobiet: tak chce raczej. swą małą nieśmiertelność (jeszcze nieskromniej wyrażano się w dawnych Indyach między filozofami: »pocóż potomstwo temu. ważący. który jedno tylko rozumie i wszystko. – to pozostawia ambitnym i teatralnym bohaterom duchowym i wogóle komukolwiek. z zasługą będącej woli przestawania na małem i prostoty.. jego popęd zaprzeczający. tak niewyjaśnionej f i z y o l o g i i e s t e t y k i). tak jeszcze niezgrabnie. oglądały się zawsze. pan. Każdy artysta wie. złego doświadczenia. jak szkodliwe jest spółkowanie w stanach wielkiego duchowego napięcia i przygotowania. Policzcie poszczególne popędy i cnoty filozofa po kolei – jego popęd powątpiewający. miłość. czy nikt im z pomocą przyjść nie zechce. pewne twarde i pogodne najdobrowolniejsze wyrzeczenie się należy do warunków. że owa osobliwa słodycz i pełnia. w którym podobają sobie dziewczęta na wydaniu) – że więc – zmysłowość za nadejściem stanu estetycznego nie zostaje zniesiona. lecz przekształca się tylko i uświadamia. Co wreszcie »czystości«. – lecz właśnie ich instynkt »macierzyński« rozporządza bezwiednie na rzecz stającego się dzieła wszelakimi zapasami i naddatkami siły. od jurności zwierzęcego życia począwszy: większa siła z u ż y w a wtedy mniejszą. baty się każdego. którego duszą jest świat?«). szukający. tak że siła ta wybuchała i za jednym zamachem opanowywała świadomość. przynajmniej na czas wielkiej ciąży. właściwa stanowi estetycznemu. »dla prawdy c i e r p i e ć«. mają coś dla prawdy u c z y n i ć). jego popęd porównawczy i wyrównawczy. – nie miały długo odwagi być samemi sobą. lecz ponieważ ich pan najwyższy t e g o od nich wymaga. widzieliśmy to. jego wolę bezstronności i przedmiotowości. co więcej. w związku z jeszcze delikatniejszymi problematami tej dotąd tak nietykanej. kto im się przyglądał. siłę. jeśli właśnie filozofowie nie odnosili się nigdy do ideału ascetycznego bez pewnego dobrego uprzedzenia. n a g ł ó w n ą s i ł ę jego natury. Przy poważnym historycznym obrachunku okazuje się nawet. jego wolę wszelkiego »sine ira et stu55 . interes na to tylko gromadzi i oszczędza. mądrze i nieubłaganie wymaga.

Małżeństwo naprzykład uchodziło długo za grzech przeciwko prawu gromady. natomiast zadowolenie za niebezpieczeństwo. używając przemocy.dio« –: czyście też już pojęli. 25 i nast »Niczego nie okupiono drożej. Wszystkie dobre rzeczy były niegdyś ziemi rzeczami. z tego powodu może godniejsi – życia?. j a k o przemoc. litość za niebezpieczeństwo. jak się rzekło. przychylne. Że filozof. uświadamiać się sobie?. praca za hańbę.. z m i a n a za nieobyczajność i groźbę zagłady!« 56 . lecz mocą i świadomością mocy. m ą d r ą n i e r z ą d n i c ą). pokój za niebezpieczeństwo. – c h o r o b o t w ó r c y zdają nam się dziś nawet potrzebniejsi. Hybris jest nasz stosunek do Boga. że wszystko to razem przez najdłuższy okres czasu nie zgadzało się z elementarnemi żądaniami moralności i sumienia? (nie mówiąc wcale o r o z u m i e wogóle. gdzie cierpienie uchodziło za cnotę. ruch. innem. czystą Hybris i bezbożnością: bo właśnie odwrotność rzeczy. jeśli kto był tak nieskromny. zbrodnią.. jako prawdziwe i rozstrzygające główne dzieje. które ustaliły charakter człowieka. ustępcze. my duchowi wyłuskiwacze orzechów. rzec »je combats l’universelle araignée« –. jak się dziś wstydzą twardości (porównaj »Poza dobrem i złem« str. o ile nie jest słabością. 27. ma się rzecz z wszystkiemi dobremi rzeczami. z jakimż oporem sumienia zrzekały się wszędzie na ziemi szczepy dostojne vendetty i ustępowały przemocy prawa! Prawo było długo vetitum. nasze pogwałcenie natury z pomocą machin i tak beztroskiej wynalazczości techników i inżynierów.) Poddanie się p r a w u: – och. żądza wiedzy za niebezpieczeństwo. nowinką. nie! pochód. udawanie za cnotę.. nad tę odrobinę rozumu ludzkiego i uczucia wolności. to nie ulega wątpliwości. g o d n i e j s i. zemsta za cnotę. niegdyś płacono pokutą. – oświetliłem go w »Jutrzence« na str. jakbyśmy sobie względem żadnych nie pozwolili zwierząt. dla którego nam dziś niemożliwem jest prawie czuć wespół z owymi ogromnymi okresami »obyczajności obyczaju«. rozpruwamy sobie w zadowoleniu i ciekawości duszę w żyjącem ciele: cóż nam zależy jeszcze na »zbawieniu« duszy! Potem uzdrawiamy siebie samych: choroba jest pouczająca. okrucieństwo za cnotę. każdy grzech pierworodny stał się cnotą pierworodną. że są prawie »wartościami w sobie« – miały przez najdłuższy czas właśnie pogardę własną przeciw sobie: wstydzono się łagodności. brzmi nam dziś właśnie tak obco. Nie inaczej.. jak Karol Śmiały w walce z Ludwikiem XI. wzbudzanie litości za hańbę. Hybris jest nasz stosunek do s i e b i e. niż jacykolwiek lekarze i »zbawiciele«. Mierząc nawet jeszcze miarą starych Greków. my pytający i pytania godni. miała przez najdłuższy okres czasu sumienie po swej stronie i Boga swoim strażnikiem. jak gdyby życie nie było niczem. by pytać. że przywłaszczał sobie kobietę (tu należy naprzykład jus primae noctis. bardziej jeszcze pouczająca niż zdrowie. występowało. z których dziś dumni jesteśmy. Każdy najmniejszy krok na ziemi zdobywano niegdyś katuszami ducha i ciała: ten właśnie punkt widzenia: »że nie tylko postęp naprzód. który Luter jeszcze lubił nazywać p a n i ą M ą d r o c h ą. wydaje się całe nasze istnienie nowoczesne. byłby się wprost musiał czuć ucieleśnionem »nitimur in v e t i t u m« – i byłby następnie w y s t r z e g a ł s i ę »czuć siebie«. Gwałcimy teraz siebie samych. nie wątpimy o tem. litośne – właśnie dlatego tak wartością wysokie. to znaczy do jakiegoś przypuszczalnego pająka celu i obyczajności poza wielką pajęczą siecią przyczynowości – możemy. jeno wyłuskiwaniem orzechów. właśnie dlatego musimy koniecznie stawać się codzień bardziej pytania godni. Ta duma jednak jest powodem. napisano tamże na str. bo eksperymentujemy tak na sobie samych. które dziś czcimy. której jedynie ulegano ze wstydem przed sobą samym. j e ś l i b y b y ł się sobie uświadomił. poprzedzającymi »dzieje świata«. zaparcie się rozumu za cnotę. Hybris jest dziś nasz cały stosunek do natury. tych przestrzegaczy »starych dobrych obyczajów«). Uczucia łagodne. 243 i nast. zmiana potrzebowały niezliczonych męczenników«. szaleństwo za boskość. które dziś jeszcze w Kambodży jest przywilejem kapłanów. które są dziś dumą naszą.

przybliżmy się poważnie do naszego problematu: co znaczy ideał ascetyczny? Teraz dopiero staje się on »poważnym«. 47 wyłuszczono. o wyglądzie dwuznacznym. że podjął się n o w e n i e b o zbudować: niesamowity to symbol najstarszej i najmłodszej historyi filozofów na ziemi. został naprawdę dzięki słoneczniejszemu. wynalazcze samoudręczenie – oto był główny środek tych spragnionych mocy pustelników i nowatorów myśli. z powodu których nauczono się ich b a ć: jeśli się rozważy dokładniej. by w jakiejkolwiekbądź mierze m ó c i s t n i e ć przynajmniej. którzy musieli w samych sobie wpierw pogwałcić bogów i wszystko. postawę i tło. odwagi. niewojowniczy w instynktach ludzi kontemplacyjnych roztaczał długo wokół nich głęboką nieufność: przeciw temu nie było innego środka jak tylko wzbudzić stanowczo s t r a c h przed sobą. dzielności. pod którą filozofia jedynie żyć i skradać się mogła. czynili to strasznymi środkami: okrucieństwo względem siebie. że inaczej najdłuższy okres filozofii na ziemi n i e b y ł b y w c a l e m o ż l i w y bez ascetycznej powłoki i przebrania.10. musiał weń w i e r z y ć. w jakiej się go nie bano! Kontemplacya przyszła na samym początku na świat w postaci o zakrytej twarzy. w stosunku do świata zaprzeczne. wogóle osoby duchownej. który na podstawie tysiącletniego samoumartwienia zdobył takie poczucie mocy i ufności w siebie. cieplejszemu. jest przedewszystkiem skutkiem nędzy warunków.. – każdy. odzmysłowione trzymanie się filozofów na uboczu. – pogardzane w tej samej mierze. ów »duch«. czynili to z gruntowniejszej jeszcze potrzeby. Mamy teraz przed sobą właściwego p r z e d s t a w i c i e l a p o w a g i wogóle. wśród jakiej oceny. bardziej rozjaśnionemu światu rozpowity i wypuszczony na światło? Czyż jest już dziś dość dumy.. by nabrać strachu przed samymi sobą i czci dla siebie samych. Jako ludzie strasznych czasów. Streśćmy cały stan rzeczy w krótkich formułach: duch filozoficzny musiał najpierw zawsze przebierać się i przepoczwarczać w d a w n i e j u s t a l o n e typy ludzi kontemplacyjnych. Czy się to rzeczywiście z m i e n i ł o? Czyż ten pstry i niebezpieczny zwierz skrzydlaty. Teraz dopiero. Przypominam sławną historyę króla Viçvamitry. Wyraziwszy się poglądowo i plastycznie: k a p ł a n-a s c e t a aż do najnowszych czasów był jeno wstrętną i posępną formą gąsienicy. czarodzieja. woli odpowiedzialności. 57 . pod jakim n a c i s k i e m oceny musiało żyć najstarsze pokolenie ludzi kontemplacyjnych. zadumany.. które utrzymało się aż do czasów najnowszych i przez to zyskało znaczenie prawie p o s t u r y f i l o z o f i c z n e j w s o b i e. musieli przeciw »filozofowi w sobie« zwalczać wszelkiego rodzaju podejrzenia i opory. zmysłom niewierne.. którego gąsienica owa kryła.. by móc go przedstawiać. by móc być filozofem. woli duchowej. kto kiedykolwiek zbudował jakieś »nowe niebo«. Osobliwe. pewności siebie. i d e a ł a s c e t y c z n y służy przez długi czas filozofowi jako forma zjawiska. by sami w nowości swe w i e r z y ć mogli. z złem sercem i często z zaniepokojoną głową: co do tego niema wątpliwości. jak oto: kapłana. jako warunek istnienia.. Bo znaleźli w sobie wszystkie oceny wartości zwrócone p r z e c i w sobie. co było zwyczajem uświęcone. życiu wrogie. wśród których filozofia wogóle powstała i istniała: to jest. bez ascetycznego samonieporozumienia. Pierwiastek nieczynny. to jest. gdyśmy już obejrzeli k a p ł a n a-a s c e t ę. »Co znaczy wszelka powaga?« – To jeszcze bardziej zasadnicze pytanie wysuwa się tu może już na usta. by odtąd rzeczywiście na ziemi » filozof« – m ó g ł i s t n i e ć ?. 11. w o l n o ś c i w o l i. znajdował moc do tego dopiero w w ł a s n e m p i e k l e. – musiał on go p r z e d s t a w i a ć. wróżbiarza. I na tem znali się naprzykład starzy braminowie! Najstarsi filozofowie umieli swemu istnieniu i zjawieniu nadawać znaczenie. W tej samej książce na str.

zakwita wszędzie. w tym obrazie zachwytu i udręki widział on swoje najjaśniejsze światło. w samowolnym uszczerbku. obok którego jednak tymczasem przekradniemy się jeszcze cichaczem. jego najgłębszych. z wszelkiego życia i zadają sobie. gdzie się zaczyna. s w o j ą ocenę istnienia. że ziemia jest właściwą g w i a z d ą a s c e t y c z n ą. – musi tkwić w tem i n t e r e s s a m e g o ż y c i a. żeby hodował lub rozmnażał swe oceny wartości przez dziedziczenie. wielkiemi literami kreślone. tu zwraca się zielone i jadowite spojrzenie przeciw samemu fizyologicznemu rozkwitowi. który o swoją egzystencyę walczy przeciw oszczercom owego ideału? Z drugiej strony z góry można wątpić. Musi to być jakaś konieczność pierwszorzędna. nux. z ziemi. nie należy on wyłącznie do żadnej rasy. jest o c e n a w a r t o ś c i naszego życia ze strony kapłana-ascety. które c h c e być rozdwojonem. lub za błąd. że natykamy się tu na strasznego przeciwnika (przypuszczając. Rozważmy bowiem. Cóż to oznacza? Takiej potwornej oceny wartości nie wpisano w dzieje człowieka jako wypadku wyjątkowego i curiosum: jest ona jednym z najbardziej rozpowszechnionych i najtrwalszych faktów. samoofierze. jak w każdym czasie prawie pojawia się kapłan-asceta. że zwraca się przeciw sobie samemu. zabrania mu raczej rozmnażania się. 58 . jakie istnieją. z punktu widzenia życia ascetycznego. biorąc ogółem. Asceta uważa życie za manowiec. pragnąc stać się panem – nie czegoś w życiu –. swoje ostateczne zwycięstwo. wyrasta z wszystkich stanów. Bo życie ascetyczne jest sprzecznością w sobie: włada tu bezprzykładnie ressentiment niesytego instynktu i woli mocy. To wszystko jest w najwyższym stopniu paradoksalne: stoimy tu wobec rozdwojenia. najsilniejszych najbardziej zasadniczych warunków. rzecz się ma odwrotnie: głęboki instynkt. wymusza. z tej samej przyczyny. jak słuszna. pismo naszego ziemskiego istnienia doprowadziłoby może do wniosku. w nieszczęściu. uchodzi życie za most do owego innego istnienia. cierpienia dla samej przyjemności zadawania go sobie. kapłanowi ascecie trudno będzie być choćby najszczęśliwszym obrońcą swego ideału. c h y b a. swą moc. jak prawidłowo. radości. na przeciwnika. tymczasem uczuwa się upodobanie i s z u k a s i ę go w tem. zakątem niezadowolonych. pięknu. Nie dlatego. – nie mówiąc już o roli najefektywniejszego oceniciela i sędzi poruszonych tu kontrowersyi. by tego rodzaju interesowny stosunek do naszego problematu przeciwnikowi szczególnie wyszedł na dobre. która tej w r o g i e j ż y c i u species pomaga ustawicznie do wzrostu i rozwoju. lecz samego życia. »przyrodą«. fizyologicznej zdolności życiowej. prawdopodobnie jedynej swej przyjemności. swoje zbawienie. Myślą. którym trzeba ostatecznie wstecz powrócić aż do tego miejsca. »światem«. gdy chce bronić »kobiety samej w sobie«. do którego stoi ono w stosunku sprzecznym i wyłączającym. – zbić n a l e ż y: bo w y m a g a on. Jest tu usiłowanie użycia siły celem zatkania źródlisk siły. który się czynem zbija. Jego p r a w o do istnienia trwa i znika z owym ideałem: cóż za dziw. w tej zagadce uwiedzenia. gdzie może. w szczególności przeciw jego wyrazowi. z a p r z e c z a s i e b i e s a m e g o: w tym wypadku. Raczej więc będziemy musieli mu pomóc – tyle jest już teraz widoczne – by dobrze się przeciw nam bronił.. niż żebyśmy się bać mieli. samobiczowaniu. pysznych i wstrętnych stworzeń. w wyzuciu się z samego siebie. aby z nim iść.pytanie dla fizyologów. z której zwykło się nie udawać kobiecie. że jesteśmy przeciwnikami owego ideału). o którą tu walka się toczy. całą sferą stawania się i znikomości) z pewnem zupełnie innego rodzaju istnieniem. w miarę jak jego własnego założenia. zmarniałe. Czytane z jakiejś dalekiej gwiazdy. w bólu.. »Tryumf w ostatecznej właśnie agonii«: pod tym najwyższym znakiem walczył zdawien dawna ideał ascetyczny. iż zbyt dobrze nas zbijać będzie . u b y w a. które nie mogą się pozbyć kwaśnego niezadowolenia z siebie samych. jak powszechnie. Wiążą oni życie (wraz z tem. które r o z k o s z u j e się w tem cierpieniu samem sobą i staje się nawet coraz pewniejsze siebie i bardziej tryumfujące. w brzydocie. ile tylko mogą. co nieudane. Kapłan-asceta składa w owym ideale nietylko swoją wiarę. by taki typ sprzeczności w sobie nie wymarł. swój interes. do czego ono należy. lux – stanowi dlań jedno. lecz i swą wolę. Crux.

jak to czynili filozofowie Vedânty. któremi duch nazbyt długo pozornie zbrodniczo i bezużytecznie szalał przeciw sobie samemu. tem zupełniejsze staje się nasze »pojęcie« o tej rzeczy. Naprzykład. pogwałcenie i okrucieństwo względem r o z u m u. by pomyśleć sobie oko. »życie p r z e c i w życiu«. całe przeciwieństwo pojęć »podmiot« i »przedmiot« – błędy. poprostu nonsensem. Taka sprzeczność w sobie. musi być pewnego rodzaju tymczasowym wyrazem. wykluczać uczucia wszystkie razem i poszczególnie (przypuściwszy. Ale zawróćmy. jako rzeczywiste: szukać będzie b ł ę d u tam właśnie. wielość. samoszyderstwo rozumu wyrokuje: j e s t królestwo prawdy i istnienia. którego siły czynne i interpretujące mają być podwiązane. nie mogła jeszcze zostać określoną s a m a w s o b i e. Żeby zaś krótko przeciwstawić temu istotny stan rzeczy: i d e a ł a s c e t y c z n y wy59 . W ten sposób raz widzieć inaczej. i m w i ę c e j oczu.. Przypuściwszy. jaka się w ascecie ujawniać zdaje. jak »czysty rozum«. Istnieje t y l k o perspektywiczne widzenie. wciśniętem w starą l u k ę ludzkiego poznania. psychologicznem nieporozumieniem czegoś. sobie samemu własnej zaprzeczyć »realności« – co za tryumf! – już nie tylko nad zmysłami. niewdzięczni takim właśnie rezolutnym odwróceniom zwykłych perspektyw i ocen.. że ascetyczna samopogarda. lecz jako możność d z i e r ż e n i a w s w e j m o c y swego »za« i »przeciw« i dowolnego władania niemi tak. które nie ma mieć żadnego kierunku. odtąd lepiej przed niebezpiecznem starem pojęciowem bajczarstwem. pozostało coś z tego pochutliwego ascetycznego rozdwojenia. bezczasowy podmiot poznający«. że toby było w naszej mocy). »poznanie samo w sobie«: – te rzeczy bowiem wymagają zawsze. »myśmy charakter« bowiem oznacza u Kanta pewną rzeczy właściwość. Może ona być tylko p o z o r n a. – jedynie słowem. przyrządzeniem. że taka ucieleśniona wola przeczenia i wynaturzania doprowadzoną zostanie do f i l o z o f o w a n i a: to na czerni wywrze ona najwnętrzniejszą swą samowolę? Na tem. gdzie właściwy instynkt życiowy najbezwarunkowiej wskazuje prawdę. same tylko błędy! Odmówić swojemu ja wiary. oko. że jest ona dla intelektu – z g o ł a n i e d o p o j ę c i a.12. wyłożeniem. (Mówiąc nawiasem: nawet jeszcze w kantowskiem pojęciu: »myślny charakter rzeczy«. A i m w i ę c e j uczuć dopuszczamy do słowa o jakiejś rzeczy. t y l k o perspektywiczne poznanie. moi panowie filozofowie. formułą. które wymyśliło sobie »czysty.. że można używać właśnie r o z m a i t o ś c i perspektyw i uczuciowych interpretacyi na pożytek poznania. nie zaś psychologicznie. wymaga się tu więc zawsze od oka niedorzeczności i rzeczy nie mających znaczenia.) – Nie bądźmy zresztą. Strzeżmy się bowiem. pojętej nie w znaczeniu »kontemplacyi bezinteresownej« (coby było bez znaczenia i sensu). bezbolesny. z której intelekt właśnie tyle pojmuje. przez które jednak patrzenie staje się dopiero widzeniem czegoś. 13. ma ich być brak. co z największą odczuwa się pewnością jako prawdziwe. jest – leży to już jak na dłoni – biorąc fizyologicznie. które lubi zwracać rozum przeciw rozumowi. »bezwzględna duchowość«. którego zgoła pomyśleć sobie nie można. nasza »przedmiotowość«. nad oczywistością. właśnie jako poznający. strzeżmy się polipowych ramion takich sprzecznych w sobie pojęć. boleść tak samo. rozmaitych oczu dla tej samej rzeczy wstawić sobie umiemy. zniży ona cielesność do złudzenia. Rozkosz ta dochodzi do szczytu przez to. Wykluczyć jednak wogóle wolę. daleko wyższy rodzaj tryumfu. c h c i e ć widzieć inaczej jest niemiłą wprawą i przysposabianiem intelektu do jego przyszłej »przedmiotowości«:. lecz właśnie rozum jest zeń w y k l u c z o n y!. czego właściwa natura nie mogła jeszcze zostać zrozumianą. jakże? nie nazywałożby się to k a s t r o w a n i e m intelektu ?.. bezwolny.

Ogółem biorąc. by być czemś innem. jak tego historya uczy. Kapłan-asceta jest ucieleśnionem życzeniem. atmosfery choroby. to nie ulega wątpliwości. które mówi życiu. ba. wskazuje on na częściowy fizyologiczny zastój i znużenie. w szczególności tam wszędzie. niż jakiekolwiek inne zwierzę. pełnię tkliwszych »t a k«: na światło. – życie zmaga się w nim i walczy przezeń z śmiercią i p r z e c i w śmierci. który o ostateczne panowanie walczy z zwierzęciem. – on. nienaruszone instynkty życia walczą nieustannie nowymi środkami i wynalazkami. Gdyby jedno i drugie.. ideał ascetyczny jest fortelem do u t r z y m a n i a życia. przeciw którym najgłębsze. niezadowolonych. Na czem polega owa chorobliwość ? Bo człowiek jest bardziej chory. by stworzyć ponyślniejsze warunki dla istnienia tutaj i pozostania człowiekiem. dość często. że mu jego przyszłość niezbłaganie. przypuśćmy. bywały całe epidemie takiego dosytu (– naprzykład około roku 1348. Czy wiemy o tem?. rządzić i owładnąć człowiekiem. zawsze jeszcze niezmożony. ten p r z e c z y c i e l. przyrodą i bogami. które wszelkimi środkami stara się podtrzymać siebie i o istnienie swe walczy. wcale nie zmniejszenia się strachu przed człowiekiem powinniśmy sobie życzyć. wszelkiego rodzaju cierpiących z powodu siebie samych. mniej utrwalony. w danym razie straszliwym – on to p o d t r z y m u j e udany typ człowieka. samozniszczenia. Czy to czynimy ?. toby 60 . połączyło się dnia pewnego. wiecznie przyszły.. bo strach ten zmusza silnego. bardziej zmienny. Im normalniejsza jest chorobliwość w człowieku – a nie możemy normalności tej zaprzeczyć – tem wyżej powinniśmy cenić rzadkie wypadki duchowo-cielesnej tężyzny. Jakżeby też tak śmiałe i bogate zwierzę nie miało być najbardziej zagrożone. ów mistrz niszczenia.. Że mógł on w tej mierze. tak samo wielka l i t o ś ć dla człowieka. co działa fatalnie jak żadna fatalność. on. zuchwali! się więcej. p o m y ś l n e o k a z y człowieka. by być gdzieindziej. wielki eksperymentator na sobie samym. przodując im instynktownie jako pasterz. to dowodzi wielkiego faktu: c h o r o b l i w o ś c i dotychczasowego typu człowieka.. z życzeniem sobie »końca«). lecz od najsłabszych. jego właściwą żarliwością i namiętnością: lecz właśnie m o c jego życzenia jest pętem.. niż czciciele tego ideału sądzą. czego należy się obawiać. właśnie przez nią staje się on narzędziem. które go tu przykuwa.. – on właśnie należy do bardzo wielkich z a c h o w u j ą c y c h i p o t w i e r d z e n i e s t w a r z a j ą c y c h potęg życiowych. ten pozorny wróg życia. nie od najsilniejszych grozi silnym choroba. który przed naporem swych własnych sił nie znajduje nigdy spokoju tak. by był silnym. on. bardziej niepewny. wpija się co chwila w ciało teraźniejszości. jeśli się z r a n i. przynajmniej obłaskawionego człowieka. Jego »nie«. nienasyceniec. więcej się rzucał na nowinki. właśnie tą mocą przytrzymuje on silnie przy istnieniu całą trzodę nieudanych.pływa z o c h r o n n e g o i l e c z n i c z e g o i n s t y n k t u w y r a d z a j ą c e g o s i ę ż y c i a. ze znużeniem. jak ostroga. jakby mocą czarów. że natychmiast znowu staje się nowem pętem. gdzie cywilizacya i obłaskawienie człowieka przeparte zostały. niż wszystkie inne zwierzęta razem wzięte... najdłużej i najgłębiej chore ze wszystkich chorych zwierząt ?.. i to najwyższym stopniem tego życzenia. Chorzy są największem niebezpieczeństwem dla zdrowych. że mnie już rozumiecie: ten kapłan-asceta. 14. Sądzę. zawiedzionych rozbitków. niezadowoleniec. jest on z w i e r z ę c i e m c h ó r e m: skąd to pochodzi? Zapewne ważył się też na więcej. To. Człowiek syt jest tego. fizyologicznego zmagania się człowieka z śmiercią (dokładniej z uprzykrzeniem sobie życia. to znużenie.. czasu tańca śmierci): lecz nawet ten wstręt. to sprzykrzenie sobie samego siebie – wszystko występuje w nim tak potężnie. – to potem rana sama zmusza go d o ż y c i a. wyzywał przeznaczenie więcej. tem surowiej strzec szczęśliwie udanych od najgorszej atmosfery. tylko wielki w s t r ę t do człowieka. które musi pracować. wyprowadza. Ideał ascetyczny jest takim środkiem: rzecz ma się więc odwrotnie. to nie wielka obawa.

Wglądnijmy w głąb którejkolwiek rodziny. niekiedy jednak i z owym faryzeizmem chorych. który najchętniej odgrywa »szlachetne oburzenie«. siła. kim jestem: jakżebym mógł wyzbyć się samego siebie? A jednak – j e s t e m syt s i e b i e!«. wszelkie zielsko jadowite. coś jakby atmosferę domu waryatów lub szpitala. sprawiedliwi. mającym uszy. przed tem wstecz zwróconem spojrzeniem dziwoląga z urodzenia. to co się udało. uciskania. duma. którzy już z urodzenia są rozbitkami. który w dzisiejszych Niemczech najnie- 61 . którzy ustawicznie słowo »sprawiedliwość«. obalonymi. tyranizowania. tu n i e n a w i d z i się widoku zwycięzców. oczywiście.. jak taki człowiek mówi do samego siebie o sobie samym: »Czyżbym mógł być czem innem? tak wzdycha ten wzrok. Dokąd ujść przed tem fatalnem spojrzeniem. – mówię. którzy starają się udawać »piękne dusze« i swą na psy zeszłą zmysłowość. na targ wynoszą jako »czystość serca«: tej species moralnych onanistów i »zadowalających się sobą«. rośnie wszelki chwast. odgrzebuje najgłębiej zagrzebane rzeczy (Bogoanie mówią: »kobieta jest hyeną«). poczuje prawie wszędzie. tak nieuczciwe. poczucie mocy były już wogóle czemś występnem. dźwięk cnoty. g ł o ś n y m gestem. za co kiedyś musi się odpokutować. które jest jękiem! – i które zdradza. jego wola nicości. złamanymi – oni to. Na takim gruncie samopogardy. nawet brzęk złoty. wyższość – oto ambicya tych »najniższych«. do siebie samych. Tu roi się od robactwa uczuć zemsty i urazy. co nie patrzy niezadowoleniem i dobrej myśli kroczy swoją drogą. Jestem. jak ślinę w ustach noszą. wiele do tego przygotowano. o wszelkiego rodzaju »Europach«. by nie przyznać się. pokorne poddanie się pływa w ich oczach! Czegóż chcą oni właściwie? Przynajmniej p r z e d s t a w i a ć sprawiedliwość. nihilizm. I rzeczywiście. którejkolwiek korporacyi. ich instynkt dróżek chyłkowych.. podminowują najbardziej życie pod człowiekiem. do człowieka. jak przestrogi dla nas.nieochybnie przyszło natychmiast na świat coś najniesamowitszego. prawdziwie na gruncie bagnistym. mądrość. tu tka się nieustannie sieć najzłośliwszego spisku. Snują się pośród nas. kłamliwych niedorodków. zawsze gotowych opluć wszystko. nic umarłego. z jaką naśladują tu odbitkę cnoty. s ł a b i. tu śmierdzi powietrze od tajności i rzeczy niewyznanych. tak skryte. – cicha walka zazwyczaj z pomocą niepozornych proszków trujących. chytrej gry min cierpliwego znoszenia. a wszystko tak małe. – jakżeby się znaleźć nie miała. Ci słabi i beznadziejnie chorowici wzięli teraz zupełnie cnotę w dzierżawę. jakże oni w gruncie sami gotowi są z a d a w a ć pokutę. szlamiaste. raz jeszcze berlińskiego apostoła zemsty. jakże pragną gorąco być o p r a w c a m i. Kto ma nietylko nos do węszenia. tych chorych! A jak zręcznie poczyna sobie taka ambicya! Podziwu godna ta zręczność fałszerzy. Aż w uświęcone dziedziny wiedzy chciałoby wnikać i być słyszane to zachrypłe szczekanie chorowitych psów. ta kąsająca obłuda i wściekłość takich »szlachetnych« faryzeuszów (– przypominam czytelnikom. miłość.. o krajach zamieszkiwanych przez człowieka cywilizowanego. spowitą w wiersze i inne pieluchy.– ci. ukłuć szpilkowych. A co za obłuda. co za sztuka »rzetelnego« oszczerstwa! Ci nieudani: co za szlachetna wymowa z ust ich płynie! Co za cukrzane. my jedynie jesteśmy h o m i n e s b o n a e v o l u n t a t i s«. jakie tylko istnieją na ziemi. »ostatnia wola« człowieka. Chora kobieta nie oszczędza przytem nic żyjącego. któregokolwiek społeczeństwa: wszędzie walka chorych przeciw zdrowym. ciężko odpokutować: ach. lecz także oczy i uszy. ale tu niema nadziei. – spisku cierpiących przeciw pomyślnie udanym i zwycięskim. – jak gdyby zdrowie. Nie brak też między nimi owego najwstrętniejszego rodzaju próżnych. monet. że nienawiść ta jest nienawiścią! Co za zbytek słów wielkich i postaw przybranych. przed tem spojrzeniem. w ustach zawsze w ciup. które obarcza na drogę smutkiem głębokim. zatruwają i zarażają wątpieniem naszą ufność do życia. tak słodkawe. Eugeniusza Dühringa. tak mówią. Wola chorych wyobrażania j a k i e j k o l w i e k formy wyższości. gdzie tylko dziś stąpi. które wiodą do tyranii nad zdrowymi. ta wola mocy właśnie w najsłabszych! W szczególności chorej kobiety nikt nie prześcignie w raffinements panowania. C h o r o w i c i są wielkiem niebezpieczeństwem dla człowieka: n i e źli. to nie ulega wątpliwości: »my jedynie jesteśmy dobrzy. n i e »zwierzęta drapieżne«. Jest wpośród nich pełno za sędziów przebranych mściwców. jak ucieleśnione wyrzuty.

n i e p o w i n n o zniżać się do roli narzędzia tego. niż gdyby szczęśliwi. jaki obecnie istnieje. karnością. by siebie samych. jego rodzaj szczęścia. strzec nawet od widoku chorych. także przeciwko zazdrości względem zdrowych. a tak samo w maskaradach zemsty. burzliwego.przystojniejszy i najwstrętniejszy użytek czyni z moralnego bum-bum: Dühringa. jakżeby miało im być wolno być lekarzem. aby ich rozumieć. które oby nam właśnie oszczędzane były: przed w i e l k i m w s t r ę t e m d o c z ł o w i e k a! p r z e d w i e l k ą l i t o ś c i ą d l a c z ł o w i e k a!. by z d r o w y c h oddzielić od chorych. to nie ulega wątpliwości. bardziej jeszcze panem samego siebie. antysemitów). co niższe. by zdobyć zaufanie i strach chorych. A przeto czystego powietrza! czystego powietrza! A w każdym razie precz z pobliża wszelkich domów waryatów i szpitalów kultury! A przeto dobrego towarzystwa! s w e go towarzystwa! Lub samotności. Sam on chory być musi. – co wyższe. k t ó r z y s a m i s ą c h o r z y: i oto mamy i trzymamy obu rękami znaczenie kapłana-ascety. całą nędzę wogóle w t ł o c z y ć w s u m i e n i e szczęśliwych tak. pojmowano do głębi – o ile w każdym razie nie może być zadaniem zdrowych pielęgnowanie chorych.. aby siebie za chorych nie brali.. pocieszycielem. oni jedynie są z o b o w i ą z a n i względem przyszłości człowieka. 62 . lecz musi też być silny. C o o n i mogą. 15. jest przecie tysiąckroć większe. pierwszeństwo dzwonu o pełnym dźwięku przed fałszywym. niż innych. jego mistrzostwo. pękniętym. »zbawicielem« chorych?. najprzebieglejszego. gdyby im się udało swą własną nędzę. przyjaciele moi. Precz z tym »przewróconym światem«! Precz z tem haniebnem zmiękczeniem uczucia! Żeby chorzy zdrowych nie uczynili chorymi – a temby było takie zmiękczenie –. nawet wśród jemu równych. pasterza i rzecznika chorego stada: wtedy dopiero zrozumiemy jego ogromne posłannictwo dziejowe. P a n o w a n i e n a d c i e r p i ą c y m i jest jego królestwem. Musimy uważać kapłana-ascetę za przeznaczonego z góry na zbawiciela. bogiem.. oto powinien być najwyższy punkt widzenia na ziemi: – do tego jednak potrzeba przedewszystkiem. co tylko o n i powinni. by tu właśnie s i ę g a n o g ł ę b o k o.. uzdrawianie chorych. Lub czyżby miało być ich zadaniem zostać dozorcami chorych i lekarzami!. – by porozumieć się z nimi. musem. podparciem. te fizyologiczne rozbitki i robaczywce. Musi bronić swego stada – przeciw komu? Przeciwko zdrowym. nienaruszonym mianowicie w swej woli mocy. musi być naturalnym przeciwnikiem i g a r d z i c i e l e m wszelkiego surowego. Jeśli pojęliście w całej głębi – a żądam. w niem tkwi jego najistotniejsza sztuka. ni mieć w powinności: lecz a ż e b y mogli to. w pozorach do zemsty: kiedyżby doszli właściwie do swego ostatecznego. nienasycone w wybuchach przeciw szczęśliwym. Lecz nie mogliby gorzej nie rozumieć i zaprzeczać s w e g o zadania. jeśli tak być musi! Lecz w każdym razie precz od złych wyziewów wewnętrznej zgnilizny i tajemnego robaczywego ścierwa chorych !. musi być z gruntu pokrewny chorym i zawiedzionym. całe to drgające państwo podziemnej zemsty. patos oddalenia p o w i n i e n po całą wieczność utrzymywać przedział w zadaniach! Ich prawo istnienia. niewyczerpane.. ku niemu popycha go instynkt jego.. oni jedynie są p o r ę c z y c i e l a m i przyszłości. oporem.. udani. Wszystko to są ludzie opanowani przez ressentiment. A to dlatego.. tyranem. by mógł im być przystankiem. to pojęliście tem samem i jedną konieczność więcej – konieczność dla chorych takich lekarzy i dozorców. tego nie śmieją nigdy chorzy móc. przynajmniej na chwilę jeszcze obronić przed dwiema najgorszemi zarazami. najwznioślejszego tryumfu zemsty? Wtedy niewątpliwie.. największego pyskacza moralności. że ci pewnego dnia poczęliby się wstydzić swego szczęścia i możeby r z e k l i do siebie »hańbą jest być szczęśliwym! za w i e l e j e s t n ę d z y!«.. Lecz nie mogłoby być większego i fatalniejszego nieporozumienia. co o n i powinni. mocni na ciele i duszy poczęli wątpić o swem p r a w i e d o s z c z ę ś c i a.

nieujarzmionego. zbyt pewny swej sztuki opanowywania c i e r p i ą c y c h każdej chwili. krnąbrności. jego poniewolnie pożądanym narkotykiem przeciw katuszy wszelkiego rodzaju. zwodniczo-rozważny. wrażliwego na cierpienie. możliwie silnego uczucia. które pozwalają im opływać w dręczące domysły i upajać się trucizną własnej złośliwości—rozdzierają najstarsze rany. sprzeczność z sobą. rozkrwawiają oddawna zagojone blizny. gdyby się chciało wartość kapłańskiej egzystencyi ująć w najkrótszą formułę. by pozbyć się żrącego kwasu. na czem uczucia swoje czynnie lub in effigie pod jakimkolwiek pozorem wyładować może: bo wyładowanie uczucia jest największą dla cierpiącego próbą ulgi. co chore – obłaskawionem. twardego. ten czarownik i poskramiacz dzikich zwierząt. co wspólne jest wszystkim cherlakom i chorym. że źle się czuję«. żony i dziecka i z wszystkiego. Wyładowywać ten rozsadzający materyał tak. fizyologiczna przyczyna. ani pasterza. niema wątpliwości! lecz by być lekarzem. ten dziwny pasterz. walczy roztropnie. rozdwojenie. Lecz różnica jest zasadnicza: w jednym wypadku chce się przeszkodzić dalszemu doznawaniu szkody. – broni go także przeciw niemu. gdzie tylko może. Przynosi z sobą maście i balsamy. roztropny. – do tego potrzeba uczucia. niż nienawidzi. oto jego właściwa sztuka i jego najwyższa pożyteczność. w odpornem przeciwdziałaniu. poszukując ciemnych zagadkowych historyi.– ten sposób wnioskowania jest właściwy wszystkim chorowitym. przeciw tlącej w samem stadzie nikczemności. wszystko. złośliwości i wszystkiemu. czcigodny. tajemny. gmeraniem w złościach i krzywdach pozornych. niż przemocy. pomiędzy inne rodzaje zwierząt drapieżnych sam. wojny chytrości (»ducha«) bardziej. uśmierzając następnie ból. bardzo mylnie mojem zdaniem. szperają w wnętrznościach swej przeszłości i teraźniejszości. w której niedźwiedź polarny. a do wzbudzenia go pierwszego lepszego pozoru. zimny. dokładniej jeszcze. a to im bardziej prawdziwa przyczyna tego czucia się źle. czegoś żyjącego. wśród którego ustawicznie gromadzi się i gromadzi ów najniebezpieczniejszy. Każdy cierpiący bowiem szuka instynktownie swego cierpienia przyczyny. mianowicie o g ł u s z e n i a się. lub w zwyrodnieniu jajników i tym podobnych). – będzie musiał w razie potrzeby wytworzyć z siebie prawie pewien nowy typ dzikiego zwierzęcia. dość dobrze swego chorego stada. jeszcze określeniej. jest przed nimi ukryta (– może ona leżeć w chorobie nerwu sympatycznego lub w nadmiernem wydzielaniu żółci. w drugim wypadku chce się przez silniejsze jakiegobądź rodzaju wzruszenie o g ł u s z y ć dręczący. który sprawia rana. w sposób jak to czyni jeszcze żaba bez głowy. Wszyscy cierpiący posiadają przerażającą łatwość wynajdywania pretekstów do bolesnych uczuć. więc w pragnieniu o g ł u s z e n i a b o l u p r z e z u c z u c i e. gwałtowniczo-drapieżnego zdrowia i tężyzny. 63 . w ochronnym jedynie środku reakcyi. Szuka się go zazwyczaj. gibka. – krótko. zemsty i jej krewnych. jak napawającą strachem jedność. występuje niedźwiedzio poważny. przynajmniej o z n a c z a ć go – pewną nową straszliwość zwierzęcą. jak się rozumie samo przez się. które łatwiej jeszcze pogardza. zimna. w »odruchu« w razie nagłego uszkodzenia lub zagrożenia. lub w ucisku na dolną część ciała. prawdziwy fizyologiczny związek przyczynowy uczucia ressentiment. sprawcy. ressentiment. by nie rozsadził ani stada. zdecydowany siać na tym gruncie cierpienie. Kapłan jest pierwszą formą d e l i k a t n i e j s z e g o zwierzęcia. musi wprzód zranić. wedle mego przypuszczenia. w którego okręgu wszystko. lub w niedostatku siarkanu i fosforanu potasu we krwi. rozkoszują się już samem podejrzeniem. co zdrowe. z a t r u w a j e d n o c z e ś n i e r a n ę – na tem bowiem zna się przedewszystkiem. twardo i tajemnie z anarchią i coraz zaczynającym się samorozkładem w stadzie. w i n n e g o sprawcy. hamującym obieg krwi. Tu jedynie znaleźć można. toby trzeba poprostu rzec: kapłan z m i e n i a k i e r u n e k uczucia ressentiment. Nie będzie mu oszczędzone prowadzenie wojny z dzikiemi zwierzętami. Jeżeli zmusza go do tego potrzeba. »Ktoś musi być winien temu. z konieczności chórem się staje. Broni on. czynią złoczyńców z przyjaciela. nieznośny ból i na chwilę przynajmniej usunąć go z świadomości. wyczekująca tygrysica i niemniej lis zdają się być złączone w równie pociągającą. jako herold i narzędzie głosu tajemniejszych potęg. co dla nich najbliższe. rozsadzający i wybuchowy materyał.

z gruba rozumiano.. jak się rzekło: co jeszcze nie zawiera wcale życzenia. – a mimo to nie było tam winy. pewne tymczasowe zabezpieczenie zdrowiej udanych. »grzesznym« c z u j e. co dotychczas nie jest uchwytne i naukowo w związek ujęte. to jeszcze nie dowód. Czy jednak ten kapłan-asceta jest właściwie l e k a r z e m? – Pojęliśmy już. przezwyciężenia siebie. jedynie lecznictwie uczuciowem.. chociaż on sam chętnie uważa się za »zbawiciela«. Jak rozumie się samo przez się. zawsze jeszcze najsurowszym przeciwnikiem wszelkiego materyalizmu. co przeżywa.] 17. »zepsucie«. którego ze względu na czytelników. nawet jeśli twarde połyka kęsy. złoczynami). 16. to ten rodzaj niestrawności jest tak samo fizyologiczny. to było b a r d z o w i e l e!. nie muszę dopiero uzasadniać: że »grzeszność« w człowieku nie jest zgoła stanem rzeczy. szczęśliwie udany człowiek trawi to. które się dotąd nie dały ściśle sformułować: przeto czegoś. jakich mi trzeba. – By założenie to w rozszerzonej wyrazić formie. Pewne stłoczenie i organizacya chorych z jednej strony (– słowo »Kościół« jest na to najpopularniejszą nazwą). najbystrzejsi i najbardziej ludzcy sędziowie nie wątpili wówczas. dość fałszywie. mówiąc z gruba. wykopanie przez to p r z e p a ś c i między zdrowiem a chorobą – to było na długi czas wszystko! A było to wiele. ty sama tylko jesteś winna temu – t y s a m a t y l k o z a w i n i ł a ś w z g l ę d e m s i e b i e!«.) Silny.. z założenia. nieuleczalnych zniszczyć z pomocą nich samych. kaptan-asceta. Zgadniecie już.»Cierpię. jak każdy inny – i wielokrotnie w istocie tylko skutkiem owego innego. z m i e n i o n o przez to kierunek ressentiment. nie można nawet twierdzić. to jest fizyologicznego rozstroju. samostrażowania. żeby nas z gruba słuchano.. »potępienie«: aby uczynić chorych do pewnego stopnia »n i e s z k o d l i w y m i. Lecz jedno przynajmniej osiągnięto przez-to. nie może wcale chodzić o l e c z e n i e chorych w znaczeniu fizyologicznem. wsteczny kierunek ich ressentiment (»jednego trzeba« —) i w ten sposób w y z y s k a ć złe instynkty wszystkich cierpiących dla samokarności. jeno wytłumaczeniem (przyczynowem wytłumaczeniem) stanów rzeczy. że instynkt życiowy ma przy tem leczenie na widoku i w zamiarze. właściwie tylko szumnem słowem.. To dość śmiało. to sam »ból duszny« nie jest według mnie wogóle stanem rzeczy. »grzech«. o co. »czarownice« s a m e n i e w ą t p i ł y o t e m. k u s i ł się przynajmniej życiowy instynkt lekarski przez kapłana-ascetę i do czego musiała mu służyć czasowa tyrania takich paradoksalnych i paralogicznych pojęć jak »wina«. Lecz pasterz. więc ktoś musi być winien temu« – tak myśli każda chorowita owca. łagodnie zachorzałym nadać ścisły kierunek ku sobie samym. prawdopodobniej już w jego brzuchu (mówiąc z gruba. mówiąc między nami. – Że się ktoś »winnym«. jak trawi swój obiad. zamiast skromnego znaku pytania. jak rzekłem. Jeśli ktoś nie może się z »dusznem« cierpieniemc uporać. że się ktoś zdrowym czuje.. przy tego rodzaju lecznictwie. wedle mego wyobrażenia. jak to widać. Przypomnijmy sobie jeno sławne procesy czarownic. to przyczyna tego.. która nas już nie obowiązuje.. pełniej odlanych z drugiej. że ma się w nich do czynienia z winą. że zaledwie wolno go lekarzem nazywać. – Przy takiem ujęciu rzeczy można być. co przeżywa {społem z czynami. że czuje się nim słusznie. nie leży w jego »duszy«. [Wychodzę w tej rozprawie. widzianego w perspektywie moralno-religijnej. »grzeszność«. tak samo nie jest się jeszcze zdrowym jedynie dlatego. mówi jej: Słusznie. raczej tylko interpretacyą stanu rzeczy. każe czcić w 64 . moja owco! Ktoś musi być temu winien: lecz ty sama jesteś tym kimś. Jeśli nie może uporać się z tem.

czego nie szukał i czego nie znalazł. naprzykład gdy rasa pewna znajdzie się w klimacie. pozwalające chwilowo przynajmniej przezwyciężyć to głębokie przygnębienie. że ból zniknąć musi. nie udzielając się właściwie świadomości. ogólnie mówiąc: we wszystkich wielkich religiach chodziło głównie o zwalczenie pewnego epidemicznego znużenia i ociężałości. jest głównie wynikiem niedorzecznie nagłego pomieszania stanów). że co pewien czas. odważono się w tym celu na tyle najniebezpieczniejszych i najzuchwalszych rzeczy: tak przebiegle. którą zna i posiada sam tylko kapłan. »uświęcenie« fizyologicznie się wyrażając. unikać wszystkiego. Albowiem. Można z góry przyjąć jako prawdopodobne. kojącego. z takiem wyrafinowaniem. Że tacy sportsmeni »uświęcenia«.. jak słuszna. pod względem duchowym zasada Pascala »il faut s’abêtir. południowem wyrafinowaniem. o ile można nie znać wcale kobiet. 1850). n i e zaś jego przyczynę. niemieckiej małoduszności). syfilisu i tym podobnych przyczyn (niemieckie przygnębienie po wojnie trzydziestoletniej. przy którem życie właśnie jeszcze tli. to nie będziemy się mogli posiąść z podziwu. nie kochać. w tem naiwnem przypuszczeniu. co się zwie pospolicie »r e l i g i ą«). nie mścić się. (Pomijam tu. czem dla niektórych rodzajów zwierząt s e n z i m o w y.. zbyt z praktycznego punktu widzenia obojętna. lub może być wywołane błędnie skierowaną emigracyą. przejrzyjmy pokrótce jej najgłówniejsze praktyki i formy. Jeśli jednak popatrzymy z perspektywy. prawie wszystkie obfi- 65 . która zwykła istnieć zawsze równocześnie – jest ona dość zajmująca. gdy się ten błąd pozna – aliści nie myśli on zniknąć. niedorzeczność jarstwa. n i e właściwą chorobę. Do tego celu zużyto zdumiewającą ilość energii ludzkiej – czyżby daremnie?. narkotyzującego w niem nagromadzono. W takim wypadku przedsiębierze się każdym razem w wielkim stylu walkę z u c z u c i e m z n i e c h ę c e n i a. lub skutkiem fałszywej dyety (alkoholizm Średniowiecza. co wytwarza »krew« (nie spożywać soli: higiena fakira). »zahipnotyzowanie« – usiłowanie zdobycia dla człowieka w przybliżeniu czegoś takiego. – oto w czem okazuje się jego genialność. nie zbogacać się. »pesymizm« dziewiętnastego stulecia.sobie »zbawiciela«. co wytwarza uczucie.) P o p i e r w s z e zwalcza się owo zniechęcenie środkami. tylko przykre uczucie cierpiącego.. lecz zbyt niedorzeczna. które wogóle zniżają uczucie życia do najniższego punktu. minimum zużycia i przemiany materyi. czego on przy tej pomocy nie widział. gdy się ma niby wykazać. nie pracować. jak wynalazcze zrozumiał swoje zadanie pocieszyciela. psychologiczno-moralnie mówiąc. walkę. jak bez skrupułu i śmiało wybrał środki stosowne! Szczególnie możnaby chrześcijaństwo nazwać wielką skarbnicą najprzemyślniejszych środków pocieszy cielskich. żadnego już życzenia. być obojętnym. że w bólu tkwi błąd. w »pociechach« wszelkiego rodzaju. żebrać. właściwą walkę f i l o z o f ó w przeciw uczuciu zniechęcenia. Zwalcza on tylko samo cierpienie. odgadniono zwłaszcza uczucia podniecające. ten czarny smutek fizyologicznie zahamowanego człowieka. lub może być skutkiem starości i znużenia rasy (pesymizm paryski od r. »wyzbycie się siebie«. Gdzie tylko to możliwe nie dopuszczać wogóle żadnego chcenia. tyle rzeźwiącego. z braku fizyologicznej wiedzy. nie nienawidzieć. malaryi. Rezultat. która połowę Niemiec zaraziła brzydkiemi chorobami i przygotowała tem pole do niemieckiego służalstwa. lub skutkiem zepsucia krwi.. które jednak. lub jak tylko można najmniej kobiet. zbyt pajęczynowa i pokątna. nie uświadamia się jako takie i wskutek tego »przyczyny« jego i zleczenia szuka się i próbuje też tylko na drodze psychologiczno-moralnej (– taka jest mianowicie moja najogólniejsza formuła tego. W ł a g o d z e n i u cierpienia. – to stanowi nasz najbardziej zasadniczy zarzut przeciw lecznictwu kapłańskiemu.. Takie uczucie zahamowania może być najrozmaitszego pochodzenia: następstwem krzyżowania zbyt obcych sobie ras (lub stanów – stany wyrażają zawsze także różnice pochodzenia i rasy: europejski »Weltschmerz«. które naturalnie ma za sobą powagę młodego szlachcica Krzysztofa z Szekspira). na pewnych miejscach ziemi prawie koniecznie opanowywać musi szerokie tłumy u c z u c i e f i z y o l o g i c z n e g o z a h a m o w a n i a. s e n l e t n i dla wielu roślin gorącego klimatu. w których wszystkie czasy. to ołowiane znużenie. do którego jej siła przystosowawcza nie wystarcza (co się zdarzyło z Indami w Indyach).

ponad jednem i drugiem jest pan doskonały«. nad jedno i drugie«. jak wtedy. spokój najgłębszego snu. »Przez d o k ł a d a n i e cnót jedna do drugiej nie nastąpi zbawienie: bo polega ono na jedności z pierwiastkiem braman. które stanom tego rodzaju nadawali ludzie nimi nawiedzeni. a równie mało przez o d r z u c a n i e błędów: bo braman. to rozumie się samo przez się: dosłuchajcie się tylko tonu najprzeświadczeńszej wdzięczności. jest pętem. – przez jaźń poznawczą wchłonięty. że w gruncie rzeczy. już to kobietami. wszelkiego działania. znaleźli w rzeczy samej prawdziwe wyzwolenie od tego. chociaż zawsze w przepychu wschodniej przesady. wiedzmy o tem – odpowiada to zresztą po prostu stanowi rzeczy. nad dobro i zło wzniósł się.tują narody. moralną poprawę. Chcemy więc w czci chować »zbawienie« w wielkich religiach. wyraża to tylko tę samą ocenę. jak u Hesychastów z góry Athos. jest zawsze skrajnie marzycielsko-falszywe. ani cierpienie. i zbyt znużonych. gdy mowa o »zbawieniu«. Mostu tego nie przekracza dzień. Tłumaczenie. żartując i igrając. do rozkosznych wezbrań i zachwytów zmysłowych (dzieje świętej Teresy). by nawet śnić. że prowadzi on. owo osiągnięte ostatecznie ogólne zahipnotyzowanie i cisza są dla nich zawsze tajemnicą samą w sobie. ani noc. ni dzieło dobre.. co zewnątrz jest lub wewnątrz. dojściem i powrotem do sedna rzeczy. Mimo to musimy i tutaj. uwolnieniem od wszelkiej złudy. lub przyjaciółmi. do »świateł wewnętrznych» naprzykład. (Ani indyjski. wstępuje w najwyższą światłość i przez to w własnej swej jawi się postaci: wtedy jest samym duchem najwyższym. o tem wątpić wcale nie można. uważać można za najlepszą część realizmu trzech największych religii. przyjaciela mego Pawła Deussena). grecko-chłodnego. »wiedzą«. samo w y z w o l e n i e. jakkolwiek wysoko cenią hipnotyzującą wartość cnoty. do której wyrażenia nie wystarczają najwyższe nawet symbole. ani wiek. Nie wolno też takiego zamiaru wygłodzenia cielesności i żądzy już samego w sobie zaliczać między symptomaty obłędu (jak to czynić lubi pewien niezgrabny rodzaj pożerających roastbeefy »wolnych duchów« i szlachciców Krzysztofów). który buja. natomiast trudno nam nieco trwać poważnie przy ocenie. krótko. która rozdźwięka właśnie już w w o l i takiego rodzaju interpretacyi. wyzbyciem się wszelkiego celu. – jedno i drugie. »A kiedy już zaśnie zupełnie – mówi o tem najstarsze i najczcigodniejsze »pismo« – i zupełnie w spokoju się pogrąży. nie myśląc już wcale o tym przyczepku ciała. lecz cierpiącego Epikura: hipnotyczne poczucie nicości. jak zwierz pociągowy do wozu«. wejdzie w samego siebie. ani chrześcijański sposób myślenia nie uważa tego wyzwolenia za o s i ą g a l n e przez cnotę. za wartość 66 . wtedy. czyn żaden nie zakłóca jego królestwa. – To może uchodzić dla cierpiących i do dna skwaszonych już za najwyższe dobro. pojęty już jako wsiąknięcie w braman. z którem tworzyć jedność stanowi zbawienie. ani śmierć. – wyzbyli się rzeczywiście w niezliczonych wypadkach owego głębokiego fizyologicznego przygnębienia z pomocą swego systemu środków hipnotycznych: dlatego też metodyka ich zalicza się do najpowszechniejszych faktów etnologicznych. b e z b o l e s n o ś ć. mianowicie głęboki sen. »prawdą« i »bytem«. o drogi! zjednoczy się z bytem. »uczynione i nieuczynione – mówi wyznawca Vedânty – nie sprawia mu żadnego bólu. – więc ogólno-indyjskie ujęcie rzeczy. To. której doznaje już g ł ę b o k i s e n u tych przemęczonych życiem. Najwyższy stan. »Dobro i zło – mówi buddysta. i ciesząc się.. co u jasnego. zarówno bramińskie jak buddyjskie. niezdolnym do żadnego nabytku doskonałości. do halucynacyi dźwiękowych i postaciowych. jest wiecznie czyste» – (te miejsca z komentarza Çankary cytuję wedle największego prawdziwego znawcy filozofii indyjskiej w Europie. jako o s i ą g n i ę t a unio mystica z bogiem. »Dla wiedzącego niemasz obowiązku«. jakiemś »poza dobrem i złem«. że w tym wypadku nie sprzeniewierzono się p r a w d z i e. lub wozami. prowadzić może do wszelakich duchowych zaburzeń. nie będzie miał żadnej już świadomości tego. »W głębokim śnie – mówią tak samo wierni tej najgłębszej z trzech wielkich religii – wydobywa się dusza z ciała. jako mędrzec otrząsa z siebie zło i dobro. ni dzieło złe. wszelkiego życzenia. tak zresztą gruntownie przemoralnionych. chłodnego. mieć w pamięci. tak że już żadnych sennych zjaw nie widzi. do którego prâna (dech żywota) przyprzężon jest. co zwalczają surowym trainingiem. Tem pewniejsze jest.

z pragnienia otrząśnięcia się z głuchej przykrości i uczucia słabości. zachęcanie. wola mocy dojść do nowego i o wiele pełniejszego wybuchu: u t w o r z e n i e s t a d a jest w walce ze zgnębieniem istotnym krokiem naprzód i zwycięstwem. choćby w najmniejszym stopniu. do zapomnienia samego siebie. Ze wzrastaniem gromady potężnieje i dla jednostki nowy interes. odczuwać jako pozytywność samą. do »incuria sui«. względne szczęście: – w każdym razie n i e kapłani wynaleźli niezadowolenie niewolników ze swego losu. pomaganie. oni m u s z ą to oceniać pozytywnie. 18. pogardę opinii. stowarzyszenia chorych. jest najobfitszym środkiem leczniczym. że uwaga cierpiącego zostaje gruntownie odwrócona od cierpienia. do zorganizowania się w stado: kapłan-asceta odgaduje ten instynkt i popiera go. drobną radość wzajemnej dobroczynności – może było to wówczas czemś nowem. stowarzyszenia. Poszukując początków chrześcijaństwa w świecie rzymskim. pomaganie. odznaczanie). które przecież po największej części są jednem i drugiem zarówno. to jest bezwzględną prawidłowość.wartości. znajdujemy stowarzyszenia wzajemnej wspomogi. to wywołał je instynkt słabości. stowarzyszenia pogrzebowe. w której zaleca się radość. z niewolnikami roboczymi lub więźniami (lub z kobietami. ponad odrazę ku sobie (»despectio sui« Guelincza). pewne wprawianie się do »nieosobowości«. Szczęście »najmniejszego poczucia wyższości« które wszelka dobroczynność. zapełnienie czasu. dążą instynktownie. Właśnie gdy miał do czynienia z cierpiącymi niższych stanów. jak przebiegle umiał kapłanasceta w walce z cierpieniem zużytkować tę działalność machinalną i to. nie potrzebował niczego więcej. co w zniechęceniu jej jest najosobistszem. które każe już przypuszczać rzadziej spotykane siły. »błogosławieństwem pracy«. że dobrze są opatrzeni: w przeciwnym razie sprawiają sobie wzajemnie ból. posługują się tem lekarstwem często w połączeniu z powyż omówionem. Najczęstszą formą. Bo nie należy zapominać. pożyteczność. jednostajny raz na zawsze tryb życia. który jest w każdym razie łatwiejszy: m a c h i n a l n e j c z y n n o ś c i. – Jeszcze bardziej cenionym środkiem w walce ze zgnębieniem jest zalecenie d r o b n e j r a d o ś c i. aby w znienawidzonych rzeczach widzieli odtąd dobrodziejstwo. tylko małej sztuki przemieniania nazw i przechrzczenia. »gromady«. ba. jeśli istnieje gdzie stado. (Wedle tej samej logiki uczucia zwie się nicość we wszystkich religiach pesymistycznych b o g i e m). »stoicyzm intelektualny«. Że ułatwia ona w znacznym stopniu cierpiące istnienie. niesienie ulgi. naturalnie z posłuszeństwa dla tego samego zasadniczego instynktu. punktualne bezmyślne posłuszeństwo. »caenaculum« musi znowu owa wzniecona przez to. łatwo dostępnej i dającej się ująć w prawidło. chwalenie. skutkiem czego mało pozostaje czasu na cierpienie: c i a s n a jest bowiem ta komora ludzkiej świadomości! Jakże gruntownie. a zorganizowała roztropność kapłańska. właściwem odkryciem ? W wywołanej w ten sposób »woli wzajemności«. chorowici. potwierdzającego życie popędu. który ją dość często wynosi ponad to. że silni dążą z taką samą naturalną konieczno67 . jakim posługiwać się zwykli zahamowani fizyologicznie. niewolnikiem roboczym i więźniem). – że ustawiczne działanie i ciągle tylko działanie udziela się świadomości. Wszyscy chorzy. pocieszanie. jest radość s p r a w i a n i a radości (jako dobroczynność. niż takiego ogólnego stłumienia wrażliwości. zalecając »miłość bliźniego«. próbuje się przeciw stanom zgnębienia innego trainingu. przedewszystkiem odwagę. Ulga polega na tem. zaleca kapłan-asceta w gruncie. pod warunkiem. to nie ulega żadnej wątpliwości: nazywa się dzisiaj ten fakt. obdarowywanie. Daleko częściej. w których świadomie pielęgnowano ów środek leczniczy przeciw zgnębieniu. trochę nieuczciwie. zdolności cierpienia. wyrosłe na najniższym gruncie ówczesnego społeczeństwa. jako środek leczniczy. tworzenia stada. wzbudzenie najsilniejszego. co się z nią wiąże. aczkolwiek w najprzezorniejszej dawce. pewne przyzwolenie. odznaczanie przynoszą z sobą. stowarzyszenia biednych. w o l i m o c y.

to w tem tkwi d o b r y s m a k psychologa (– inni mogą rzec jego uczciwość). który się chętnie »idealizmem« nazywa. z d r o w s z y m smaku): – służyć będą jako środki wymiotowe.. lecz wcielona n i e w i n n o ś ć w kłamliwości moralnej. jego n i e w i n n e środki w walce z uczuciem przykrości: zwróćmy się teraz do bardziej zajmujących. Lecz po co pieścić zniewieściałe uszy naszych nowoczesnych przeczuleńców? Po co ustępować z n a s z e j s t r o n y choćby na krok ich świętoszkostwu słów? Dla nas psychologów byłoby to już świętoszkostwem w c z y n i e. jest to jedno z n a s z y c h wielkich niebezpieczeństw. za silnem. nowoczesnych książek jest nie kłamstwo. służyć potomności mogą książki nowoczesne. coby wymagało od nich. by ich czcić! Właściwe kłamstwo. pomijając. to dzieje się to tylko w zamiarze agresywnego wspólnego działania i wspólnego zadowolenia swej woli mocy. któreśmy dotąd poznali – ogólne przytłumienie poczucia życia. Mus odkrywania tej »niewinności« ciągle na nowo tworzy może najwstrętniejszą część naszej pracy. Nie mam wątpliwości pod tym względem. Brzmi to twardo: jasnem jest.ścią od siebie. Środki kapłana-ascenty. i w każdym razie za idealizm się uważa. d o c z e g o jedynie służyć będą. którym zamulone jest. rezolutne. szczere. otworzenia oczu na siebie samych. że wzbudzałoby w nas wstręt. byłoby dla nich czemś o wiele za surowem. która może n a s właśnie do wielkiego wiedzie wstrętu. który znał swoich – i samego siebie.. Platon. są zupełnie niezdolni 68 . który tkwi we wszystkich silnych uczuciach«.. wszyscy. czego od nich wymagać nie w o l n o. jak słabi ku sobie. Bo nie należy się łudzić co do tego. że najwłaściwszą cechą nowoczesnych dusz. czemś. jak instynkt urodzonych »panów« (to znaczy samotniczej drapieżnej species człowieka) czuje się w głębi organizacyą podrażniony i zaniepokojony.. gdybym powiedział: »kapłan-asceta korzystał zawsze z z a p a ł u. dzięki swemu najwnętrzniejszemu feminizmowi. którego potrzebuje wśród niej każda jednostka. Na dnie każdej oligarchii kryje się – całe dzieje uczą tego – zawsze t y r a ń s k i popęd. – ich instynkt czuje się przy tem równie zadowolony. umiejętności rozróżniania w sobie samych »prawdy« od »fałszu«. że będzie kiedyś jakaś potomność o surowszym. którzy dziś czują się »dobrymi ludźmi«. »uczciwe« kłamstwo (o którego wartości posłuchajcie tylko Platona). wśród całej tej niebezpiecznej w sobie roboty. z wielkim oporem osobniczego sumienia. przeciw tłumionej obezwładniającej długiej bolesności: skutkiem czego wynalazczość kapłańska okazała się niewyczerpaną. machinalna czynność. lecz to jeszcze n i e wystarcza. organizacya trzody. wymyślając to jedno pytanie: »p r z e z c o osiągnąć można wybujałość uczucia?«.) 19. twardszym. – jest to droga. a również przypuszczając. Bo jeśli w czem. ostatni natomiast skupiają się właśnie z r a d o ś c i ą z powodu tego skupienia się. co nowoczesne (przypuszczając. – a to dzięki swemu moralnemu przesłodzeniu i fałszowi. że brzmiałoby milej i może lepiej wpadało w uszy. wogóle w s z y s t k o. skutkiem czego niezadowolenie jednostki z siebie samej przygłusza się jej uciechą z powodu rozwoju gromady – oto. (Tak było naprzykład w G r e c y i: Platon wykazuje to w stu miejscach. której psycholog dziś podjąć się musi. właśnie całe nowoczesne sądzenie człowieka i rzeczy. Nasi dzisiejsi wykształceni. przedewszystkiem radość.. drobna radość. że mają trwałość. nasi »dobrzy« nie kłamią – to prawda. każda oligarchia drży ustawicznie z powodu wytężenia. Im przystoi jedynie k ł a m s t w o n i e u c z c i w e. by nie przestać nad tym popędem panować. – używaną jako najskuteczniejszy środek ogłuszenia. płynąca z miłości bliźniego. obudzenie gromadnego uczucia mocy. W nich wszystkich chodzi o jedno: o jakąkolwiek w y b u j a ł o ś ć u c z u c i a. mierząc miarą nowoczesną. do »winnych«. że przeciwdziała haniebnie p r z e m o r a l n i o n e m u sposobowi mówienia. jeśli pierwsi łączą się w związek. czego oczywiście nie trzeba się obawiać..

biograf Beethovena. W gruncie rzeczy wszystkie wielkie uczucia. – prawdopodobnie zaraża on jeszcze i nas. Lecz zrozumiecie mnie już zapewne: – biorąc wszystko pod uwagę. skrupułu c a ł ą sforę psów dzikich w człowieku i spuszczał to tego.. rzekł.. Prawdopodobnie i my jeszcze jesteśmy »za dobrzy« do naszego rzemiosła. markotnego rozstrojenia: jakież drogi wiodą do t e g o celu? A które z nich najpewniej ?. mówiąc do sobie równych? »Nie ufajmy przedewszystkiem.odnosić się do jakiejkolwiek rzeczy inaczej. co mam w dalszym ciągu przedstawić.) 20. pod warunkiem. strach. to owego zawsze w tym samym celu. by jak piorunem wyzbyła się wszystkich małości i małostek uczucia przykrości... Gwinner. które wzniecił w Niemczech katolicki kapłan Janssen swym obrazem niemieckiego ruchu reformacyjnego. Kilka przykładów: Lord Syron skreślił najosobistsze o sobie wyznania. Obiecują nam autobiografie Ryszarda Wagnera: któż wątpi.«). chorymi tego przemoralnionego smaku czasu. By duszę wyważyć raz z jej wszystkich spoideł. okrucieństwo mają moc po temu.. modrooko obłudnie. wykonawca ostatniej woli Schopenhauera: bo i Schopenhauer skreślił coś o sobie.. obrazem.. Przypomnijmy sobie jeszcze komiczne przerażenie.. nadzieja. szczególnie pewnej nieufności względem »pierwszych drgnień«.. mrozy. (Niemcy.. nieprawdaż.. gdyby nam ktoś był ruch ten i n a c z e j opowiedział.. I d e a ł a s c e t y c z n y w s ł u ż b i e z a m i e r z o n e j w y b u j a ł o ś c i u c z u c i a: – kto przypomina sobie poprzednią rozprawę.. z głębi s i ł y d u s z y. tryumf. – mogą to sobie poczytywać za własność.. mówiąc nawiasem.. przeczuje już w te kilka słów wtłoczoną zasadniczą treść tego. To samo uczynić miał dr.. zwątpienie.. niż n i e u c z c i w i e. chociażbyśmy się też czuli jego gardzicielami. Ci »dobrzy ludzie« są dziś wszyscy razem aż do gruntu i dna przemoralnieni i w stosunku do uczciwości zhańbieni i ześwinieni po całą wieczność: któżby z nich zniósł jeszcze p r a w d ę »ponad człowiekiem« !. prawdopodobnie jesteśmy i my jeszcze ofiarami. że my psychologowie nie możemy dziś wyzbyć się pewnej nieufności w z g l ę d e m s i e b i e s a m y c h?.. tego najroztropniejszego z wszystkich mędrców »rzeczowych«. zemsta. by zbudzić człowieka z powolnego smutku. i rzeczywiście kapłan-asceta wziął w służbę swą bez. pastwą. gdyby nam raz jakiś prawdziwy psycholog prawdziwego Lutra przedstawił.. lecz Tomasz Moore był »za dobry« na to: spalił papiery swego przyjaciela.. I oto powracamy do naszego problematu. Takby winien mówić dziś każdy psycholog do swych równych. Dzielny Amerykanin Thayer. przygłuszenia.. żary i zachwyty w ten sposób. wytworzyli wcale pięknie klasyczny typ tej ostatniej.. nie mógł wytrzymać go dłużej.. o b ł u d n i e. cóżby dopiero poczęto. lecz niewinnie obłudnie. już nie z moralną prostodusznością wiejskiego księdza.. bezdennie obłudnie.. lecz niejako z nieustraszonością Taine’a. tego urodzonego klasycznego adwokata wszelkiej causa fortior.. zanurzyć ją w przestrach.. stanął nagle w ciągu swej pracy: doszedłszy do pewnego punktu tego czcigodnego i naiwnego żywota... serdecznie obłudnie. rozkosz. dość powodów. swoim pierwszym drgnieniom. że nie będzie to r o z t r o p n a autobiografia. który nad wszelkie pojęcie wypadł niedołężnie i naiwnie... a nie ze stanowiska roztropnej pobłażliwości dla siły?.. moi panowie.. za wyłączną własność: mianowicie Leopolda Rankego. Przed czemże przecie przestrzegał ów dyplomata. gniew. a może nawet na siebie (».... jeśli wyładowują się nagle. Lub mówiąc uchwytniej: ktoby z nich zniósł prawdziwą biografię!. Morał: jakiżby roztropny człowiek napisał dziś jeszcze sumienne o sobie słowo? Musiałby chyba należeć do zakonu świętej śmiałości szału. jego ból 69 . są o n e p r a w i e z a w s z e d o b r e«. już nie z słodkawą i pełną względów wstydliwością protestanckiego historyka. który w samej rzeczy żąda od nas pewnej surowości. cnotliwie obłudnie.

na którą pozwolił sobie kapłan asceta. w gruncie rzeczy nie sprzeciwiają się właściwie ogólnemu celowi tego rodzaju leczenia. tajemnica katowni. ł a k n i ę t o bólu. – i dość często łamiąc się sam pod ciężarem niedoli. p r z e z w y c i ę ż o n o gruntownie tym systemem procedur dawne zgnębienie. wyczerpany. wyzyskane. zachwycało. po nocach bezsenny. zwęglony. I teraz na całe stulecia nie będzie się można pozbyć widoku tego nowego chorego. naradza się ostatecznie z kimś. Z chorego zrobiono »grzesznika«. może nawet duchowe zaburzenia. ostateczna trwoga. Dopiero pod ręką kapłana. którą stworzył. jakiego kształtu! »Grzech« – bo tak brzmi kapłańska przeróbka zwierzęcego »nieczystego sumienia« (wstecz zwróconego okrucieństwa) – był dotąd największem zdarzeniem w dziejach chorej duszy: w nim mamy najniebezpieczniejsze i najfatalniejsze arcydzieło interpretacyi religijnej. wszystko poszło na usługi czarodzieja. wiecznie czujny. w osłupienie wprawiało. zrozumiał: teraz będzie jak kura. wynalazczość piekła nawet – wszystko teraz zostało odkryte. by w duszy ludzkiej rozdzwonić wszelkiego rodzaju rozdzierającą i zachwytną muzykę. że gwałtowne fizyologiczne odwety takich ekscesów. ociężałość i znużenie. wszędzie wzrok hipnotyczny grzesznika. wszystko posłużyło teraz zwycięstwu jego ideału. jak wykazano uprzednio. chorobliwie łakomego sumienia. mniejsza jak. od kapłana-ascety. aby uważał samo cierpienie swoje jako s t a n k a r y. Nie wydostanie się już z tego zakreślonego okręgu. komu nietajne nawet rzeczy ukryte – i oto patrzcie! otrzymuje wskazówkę. niezbędność. zawsze też pod osłoną religijnej interpretacyi i usprawiedliwienia«. Ten stary wielki czarodziej w walce z uczuciem zniechęcenia. w w i n i e. skruszenie. wzywanie »zbawienia«! Rzeczywiście. Wszędzie nieczyste sumienie. Każda wybujałość uczucia. które zamknięto w klatce. Człowiek. nie wiadomo dlaczego. w każdym razie fizyologicznie. jak mówi Luter. nic więcej: poczucie winy ukazało nam się tam niejako w surowym swym stanie. to rozumie się samo przez się – czyni ona chorych jeszcze bardziej chorymi –: i dlatego nie jest ten rodzaj leczenia bólu.. kurcze nieznanego szczęścia. do złagodzenia go. mierząc miarą nowoczesną. wtajemniczony w t e misterya. Nieszczęśliwiec ten usłyszał. wszędzie wplatanie się grzesznika w okrutne koło niespokojnego. dopięta została – każdy to wie – tem. po co? żądne poznania przyczyn – przyczyny sprawiają ulgę –. lecz do zwalczenia przykrego uczucia zgnębienia. miażdżyło.. wierząc najgłębiej w jego użyteczność. kapłan-asceta. ogłuszenia. obalało. otrzymuje od swego czarodzieja. w jakimś urywku przeszłości. życie stało się znowu b a r d z o zajmujące: czujny. jako j e d y n e j przyczyny cierpienia). agonia katowanego serca. a jednak nie znużony – tak wyglądał człowiek. która bolała. należy też zauważyć. który zwraca się zawsze w jednym kierunku (w kierunku »winy«. p i e r w s z ą wskazówkę co do »przvczyny« swego cierpienia: aby jej szukał w s o b i e. że kapłan asceta zalecał go. Mistrzowska sztuczka. »grzesznika«— czy się go kiedy pozbędziemy? – gdzie tylko się spojrzy. tego prawdziwego sztukmistrza w rzeczach. Wszędzie przeszłość przeżuwana. »W i ę c e j bolu! więcej bolu!« tak wołała przez wieki żądza jego uczni i wtajemniczonych. ten »zwierz okropny«. jego ociągliwą nędzę na pewien czas przynajmniej zmusić do ucieczki. że używało się go »w dobrej wierze«. przemienianie go w uczucia winy. kary. ideału ascetycznego. j e g o królestwo nadeszło: już nie skarżono się na ból. W t e m znaczeniu osiągnięto ten cel. skierowane na każdą czynność. które. »Królestwo moje nie jest z t e g o świata« – powtarzał on wciąż potem jak przedtem. obawy. cierpiący na samego siebie. ciało głodem morzone. ponieważ wymaga tego słuszność. rodzajem »niewinnym«. czyn przekręcony. tembardziej kłaść na to nacisk. wszędzie uczyniona treścią życia c h ę ć złego rozumienia cierpienia. »złe oko«. zwyciężył oczywiście. Czy rzeczywiście miał jeszcze prawo tak 70 . odgadnione. ba. nabrało ono kształtu – ach. tyczących się poczucia winy.. żądne też środków i narkotyków. wkoło której zakreślono koło. Trzeba jednak. »grzesznik«. dążyło n i e do zleczenia chorób. wszystko co łamało.. Każdą tego rodzaju wybujałość uczucia trzeba potem o p ł a c i ć. iż posługiwał się on p o c z u c i e m w i n y. wszędzie niema udręka. niejako jak zwierzę. Pochodzenie tego poczucia winy zaznaczyła pokrótce poprzednia rozprawa – jako fragment psychologii zwierzęcej. płonący. włosiennica. wszędzie bicz.głuchy.

krzyk przerywany już to lubieżnemi. la morte! słyszała cała Europa. Jeśli się chce tem wyrazić. Jana w średniowieczu. 21. w jednostce i tłumie. w które w danym razie temperament pewnego ludu czy miasta (Genewa. to taki system. że Goethe n i e był ascetycznym kapłanem. najśmielsze i najniebezpieczniejsze usystematyzowanie wszystkich środków do wybujałości uczucia pod osłoną zamiarów świętobliwych. co bardziej niszczycielsko wpłynęło na z d r o w i e i rasową tężyznę. jakie znają dzieje. zapytajcie tylko lekarzy chorób umysłowych. gdzie nauka ascetyczna o grzechu osiąga znów wielkie powodzenie.. – do tego rodzaju zjawisk należy też histerya czarownic. przypuściwszy nawet. jak i dziś jeszcze zauważyć można podobną przemienność uczuć. jako inną formę jego następstwa znajdujemy straszliwe bezwłady i trwałe zgnębienia. »obrany z męskości« (więc prawie tyle. skruchy i kurczów zbawienia. Co najwyżej możnaby z wpływem jego postawić jeszcze na równi wpływ specyficznie germański: mam na myśli alkoholiczne zatrucie Europy. to nie przeczę: dodam tylko. Jeśli jednak głównie chodzi o chorych. Goethe twierdził. że pod najświętszemi nazwami. jak również przepojoną świętością celu). które szło dotąd ściśle krok w krok z polityczną i rasową przewagą Germanów (– gdzie krew swą wszczepiają. któżby chciał bronić tego rodzaju twierdzenia? Trzebaby przynajmniej porozumieć się co do słowa »korzyść«. W orszaku pokutnego i zbawczego trainingu znajdujemy epidemie epileptyczne. największe. tam wszczepiają i swoje występki). a to w największym i najmniejszym zakresie. Nie umiałbym wskazać nic innego. Na kapłańskie leczenie tego rodzaju. »osłabiony«. »przeczulony«.. (Religijna newroza o b j a w i a s i ę jako forma »złej istoty«: to nie ulega wątpliwości. jakiemuś choremu naprawdę wyjść na korzyść mogła. 1564 a 1605 tylko) –. że czyni chorego »lepszym« czyni go w każdym razie b a r d z i ej c h o r y m. przygnębionych. to najbardziej duchowe. »wyrafinowany«. co już chore było. można go bez przesady nazwać w ł a ś c i w ą f a t a l n o ś c i ą w dziejach zdrowia Europejczyka. »pozbawiony odwagi«. Wita i św.. Bazylea) popada raz na zawsze jako w swoje przeciwieństwo. z podobnymi stanami pośrednimi i przełamaniami. 71 . zapisało się straszliwie i niezapomnianie w całych dziejach człowieczych. – magno sed proximo intervallo. wszędzie. których przerażający krzyk »evvia. Czem zaś jest? Quaeritur. już to szalejącemi zniszczeniem idyosynkrazyami..mówić ?. niż ten ideał. co u s z k o d z o n y). coś podobnego do somnambulizmu (ośm wielkich epidemicznych wybuchów między r. gdzie kapłanowi-ascecie udało się stosować do chorych to postępowanie. gdyby się skądinąd już nie wiedziało.) Ideał ascetyczny. że taki system procedur p o l e p s z y ł człowieka. że istnieje tylko trzydzieści sześć sytuacyi tragicznych: możnaby się już z tego domyślić. »grzesznego« rodzaju. skwaszonych. i jego wzniośle moralny kult. Ten – zna więcej. co sprowadza zawsze z sobą metodyczne stosowanie udręczeń pokutnych. znajdziemy w jego orszaku owe żądne śmierci masowe delirya. biorąc ogółem.. – Jako trzeci w tym rzędzie wymieniaćby należało syfilis. szkoda każdego słowa krytyki. Cóż było zawsze »powodzeniem«? Rozbity system nerwowy w dodatku do tego.. zwłaszcza Europejczyków. co »obłaskawiony«. Tak samo badajcie dzieje! Wszędzie. Że taka wybujałość uczucia. pogłębiała i rozszerzała się zawsze chorowitość z zatrważająca szybkością. że polepszony znaczy według mnie to samo. jaką w tym wypadku zalecać zwykł kapłan-asceta swoim chorym (rozumie się samo przez się. jak naprzykład taniec św. w każdym wypadku. i niestety n i e t y l k o w dziejach.

brakło tu najwidoczniej dobrego wychowania. że po prostu zgodzicie się na to moje przeto. jeszcze mniej 72 . najbardziej upodobany przez niego właśnie w jego rozmowach z Bogiem. przykra gestykulacya. zgadujecie to zapewne. znajduję naród.. Czołem przed Starym Testamentem. która była też świetnością ksiąg. Jedyna wskazówka: tyczy się ona podstawowej książki literatury chrześcijańskiej.22. przypomnijmy sobie przecie Lutra. nieco t a k t u w czci. i wskazywano przytem dumnie na księgi legend. W nowym natomiast nic prócz małej sekciarskiej gospodarki. Kapłan-asceta popsuł zdrowie duchowe.nie nuży się to samego Boga wciągać w najdrobniejsze swe nędze. jak heleńskiej. – lecz Luter. gadulstwo uczucia prawie ogłuszające. Ci nie mieli tu raz na zawsze nic do gadania. było mu niedość p o n i e m i e c k u: chciał przedewszystkiem mówić wprost. n i e p o t r z e b u j e m y G r e k ó w« –. tak jak było. jak to czynią ci pobożni ludkowie! Pies się o to nie troszczy. jak gdyby »rzecz sama w sobie« zobowiązana była kłopotać się tem. wszyscy ci maluczcy ludzie z prowincyi Po co? Na co?—nie można dalej zajść w nieskromności. w obliczu niezmarniałego i nierozbitego jeszcze starożytnego piśmiennictwa. owi nie pozwalają sobie. a zamyka je przed chamami. więcej jeszcze. kąciki. za których posiadanie wymieniłoby się dziś połowę literatur. Jeszcze za grecko-rzymskiej świetności. – psuje go jeszcze ciągle. która śmiech wzbudza: przeżuwa to swoje najosobistsze sprawy. Pokora i pyszałkostwo tuż obok siebie. nie mogę inaczej«. chciał wszystko nawspak koniecznie. tego »najwymowniejszego« i najnieskromniejszego chłopa. wybuchliwość uczucia a nie namiętność. najbardziej przecenionego dzieła jestem z swym smakiem tak bardzo odosobniony (smak dwu tysięcy lat opowiada się p r z e c i w k o mnie): lecz cóż to pomoże! »Tu stoję ja. smutki i pokątne troski. w których tkwi. listy apostołów i traktaciki apologetyczne. – i mam odwagę zdobyć się na swój zły smak S t a r y Testament – tak. nie pomijając okolicznościowego tchnienia sielankowej słodkawości. nieporównaną naiwność s i l n y c h s e r c. to zgoła co innego. Są małe pogardzane »ludy pogańskie« na wschodzie Azyi. gdzie tylko doszedł do panowania. którego drażniła w y t w o r n a e t y k i e t a Kościoła. nic nad rococo duszy. cudowności. właściwej epoce (i prowincyom rzymskim) i nie tak żydowskiej. bohaterski krajobraz i coś najrzadszego na ziemi. odważyła się ograniczoność i próżność chrześcijańskich agitatorów – zwą ich ojcami kościoła – zawyrokować: »i my mamy swoją literaturę klasyczną. a rzecz pewna za delikatnem nie tylko dla »pierwszych« chrześcijan: by odczuć przeciwieństwo. Nie lubię «Nowego Testamentu«. . z pyskiem i łapami!. natręctwo wobec Boga. jej właściwego modelu. »bez żenady« mówić z swym Bogiem. gdy można było czytać jeszcze kilka książek. że w stosunku do tego najbardziej cenionego. »Nieśmiertelny« Piotr! Czyżby podobna go strawić! Mają oni ambicyę. Znajduję w nim wielkich ludzi. atmosferę konwentyklów. która tylko bardziej wtajemniczonych i milczących wpuszcza w święte świętych. którego Niemcy wydały i ton lutrowy. »Przeto?« – Spodziewam się. W dodatku chcą jeszcze nawet »korony żywota wiecznego«. od których ci pierwsi chrześcijanie mogli się byli nauczyć czegoś istotnego.. To wydaje mi się wcale delikatnem. sam mówić. cóż dopiero Bóg. wogóle dotykać ustami imienia Boga swego. I to ustawiczne »na ty« z Bogiem.. Opór Lutra przeciw pośredniczącym świętym Kościoła (szczególnie przeciw »świni dyabelskiej papieżowi«) był niewątpliwie w ostatecznej pobudce oporem chama.. za czasów. jej »księgi samej w sobie«. można się już tego domyślić. nie był nigdy i nigdzie szkolą dobrego smaku. rzecz najgorszego smaku! To żydowskie. nie tylko żydowskie. niepokoi mnie nieledwo.– Ideał ascetyczny. Tak też uczynił. chłop. swoje głupstwa. przeto popsuł też s m a k in artibus et litteris. owa etykieta czci w smaku hieratycznym. jak to poświadczają misyonarze chrześcijańscy. mniej więcej tak. jak dziś angielska »armia zbawienia« z pokrewną literaturą bój wiedzie przeciw Szekspirowi i innym »poganom«. Jak śmie się o małe swe niecnoty tyle krzyku robić. same gmatwaniny. przynajmniej nie chce mi się go dopiero dowodzić.

żadnego innego celu.. on sam jest wcielonem »non plus ultra«. nie mówiąc już o ideale p o n a d sobą – a gdzie wogóle jest jeszcze namiętnością. tyleż bo w niej zdziałać można pożytecznego. t e n c e l nie chcę oszczędzić swym czytelnikom rzutu oka na potworność jego skutków. w swoją bezwarunkową w y ż s z o ś ć r a n g ą od wszelkiej mocy.. niewyraźnym wyrazem. ideał. najmniej mam ochoty psuć tym uczciwym robotnikom uciechę z ich rzemiosła. że tkwi mu samemu pod skórą coś.. Ideał ascetyczny popsuł nietylko zdrowie i dobry smak. jako droga i środek do j e g o celu. c i e r p i e n i e m. żarem. nawet fatalnych skutków: chcę ich bowiem przygotować na ostateczny i najstraszniejszy widok. Właśnie przeciwieństwo tego. żeby nauka jako całość miała dziś cel. co o z n a c z a.. zaświata i cnót zaprzecznych. jawnie posiada odwagę i wolę być sobą i dość dobrze dotąd radziła sobie bez Boga. która. szóstego – nie będę tak nieostrożny. Chcę wydobyć na światło nie to.. w nim. Lecz mówią mi. jako narzędzie do j e g o dzieła. że niema na ziemi żadnej mocy. Gdzież jest i n n y »cel jedyny«?. bo lubię ja tę ich robotę. p o t w o r n o ś ć jego mocy? Dlaczego pozwolono mu rozróść się w tym stopniu? Dlaczego nie opierano mu się skuteczniej ? Ideał ascetyczny wyraża pewną wolę. – wierzy. że im się w nim podoba. I tylko ze względu na. nie dopuszcza żadnego innego pojmowania. Jak się rzekło. że wiodło ono nie tylko długą. wierzy raczej w swoje pierwszeństwo przed wszelką mocą. potwierdza jedynie w myśl s w o j e j interpretacyi (– a czyż istniał kiedy konsekwentniej obmyślany system interpretacyi?). by wszystkie inne interesy ludzkiego istnienia wydały się w porównaniu z nim małostkowymi i ciasnymi: pojmuje on okresy. znakami pytania i nieporozumieniami obarczonym wyrazem. stówo »wiedza« jest w tych pyskach trębackich jedynie nierządem. pod nim. Gdzie jest p r z e c i w i e ń s t w o tego zwartego systemu woli. celu i interpretacyi? Czemu b r a k tego przeciwieństwa. czego jest tymczasowym. nadużyciem.dobrych manier – był w najlepszym razie szkołą manier hieratycznych: to znaczy. swego prawa do istnienia. ludzi nieubłaganie ze stanowiska tego jednego celu. co kryje się za nim. zwłaszcza z nauki. jako właściwa filozofia rzeczywistości. słychać.. wstręt do miary. raczej tylko to. Zapewne jest i pośród dzisiejszych uczonych dość prawych i skromnych robotników. potakuje. że nie brak tego przeciwieństwa. miłością. co twierdzą. nie poddaje się on żadnej mocy. Brzmi wam to dziwnie?. bezwstydem. który tkwi według mnie w badaniu znaczenia tego ideału. która by wyrażała p r z e c i w n i c z y ideał ? Ideał ascetyczny ma c e l – jest dość powszechny. raczej jego n a j m ł o d s z ą i n a j d o s t o j n i e j s z ą formą. popsuł jeszcze coś trzeciego. jawnie wierzy tylko w siebie samą. n i e dowodzi jeszcze koniecznie. zaprzecza. że n i e przemawia z nich bezdeń naukowego sumienia – bo dziś sumienie naukowe jest bezdnią –. co jest śmiertelnie wrogie wszystkim dobrym manierom. odrzuca. – ta wiedza nowoczesna. ludy. wygłaszają czasem cokolwiek nieprzyzwoite żądanie: że w i n n o się dziś wogóle być zadowolonym.. jest prawdą: wiedza z konieczności nie ma dziś wiary w siebie. co ten ideał z d z i a ł a ł. brak miary. że pracuje się dziś w nauce surowo i że istnieją zadowoleni robotnicy. gdzież jest wola przeciwnicza. Nie przeczę. to. którym podoba się ich mały kącik i którzy dla tego. Tymczasem taką wrzawą i agitatorską gadaniną nic się u mnie nie wskóra: ci trębacze rzeczywiści są lichymi muzykantami. czwartego. Cóż więc oznacza moc tego ideału. 23. któraby z niego dopiero nie czerpała swego znaczenia.. Lecz to. żebym chciał wyliczać wszystko (kiedyżbym dotarł do końca!). na co naprowadza. swojej wartości. szczęśliwą walkę z owym ideałem. jedynego celu.. że głosy ich n i e wychodzą z głębi. wolę. że owszem we wszystkich głównych sprawach opanowało ów ideał: cała nasza w i e d z a nowoczesna jest tego świadectwem.. rzecz ma się przeciwnie: gdzie nie jest najnowszą formą pojawiania się 73 .?. piątego. namiętność wielkiej wiary. tam nie jest przeciwieństwem owego ideału ascetycznego.

nieczystego sumienia. które są zaszczytem naszego czasu. wstrzemięźliwe. którzy sami przyznać się nie chcą do tego.. że wiara d o w o d z i.. że to c i e r p i ą c y. najdelikatniejszą. ostatnim idealistom.. gdy się sądzi. Jakże się ma rzecz w tym wypadku? – Ci dzisiejsi przeczyciele. wnioskować o pewnej słabej możności dowodu. dostojne. ci ostatni idealiści w poznaniu. wszyscy ci bladzi ateiści. despectio sui. że wiara »uszczęśliwia«: w ł a ś n i e d l a t e g o przeczymy. niewiary. jego najpodchwytliwszą. nieufność nasza nauczyła nas stopniowo wnioskować przeciwnie. w i e r z ą. ci sceptycy. czego sami widzieć nie mogą. oni sami są dziś przedstawicielami jego i może nikt więcej. że są przeciwnikami tego ideału. te »wolne. I my nie przeczymy. niezadowoleniem z powodu n i e d o b r o w o l n e g o poprzestawania na małem. jakiemu podobnego nie osiągnął żaden zakon mniszy. ażeby mogły wpłynąć na zmianę ogólnego sądu –. z kim się właściwie ma do czynienia. potwierdza nie »prawdę«. oni sami są jego najbardziej przeduchowionymi wyrodkami. że się było za grubiańskim. bo stoją zbyt blizko siebie: ten ideał jest właśnie i i c h ideałem. bezmoraliści. by czegoś nie widzieć! Nauka jako środek samoogłuszenia: z n a c i e t o!. Rani się ich – doświadcza tego każdy. surowe. jest dziś wiedza s c h ó w k i e m dla wszelkiego rodzaju zniechęcenia. w których jedynie mieszka dziś i w których wcieliło się sumienie intelektualne. że się im cześć oddaje. 24. zdaje się być ostatkiem ich wiary. – silna wiara. te twarde. by odgadnąć. to właśnie. ich pilność bez opamiętania. ich gest: – czyż dlatego już ma to być prawdą. wyszukane wypadki. tak poważni są na tym punkcie. czem są. napawa się swoich uczonych przyjaciół goryczą przeciw sobie w chwili.. podjadków toczących. wtedy zdobyli jakimś sposobem wskazówkę.. ephektycy. – jest n i e p o k o j e m braku samego ideału. w co wierzy. nihiliści. – Teraz zaś przypatrzmy się owym rzadszym wypadkom. bo w i e r z ą j e s z c z e w p r a w d ę. Och. którzy istnieją dziś wśród filozofów i uczonych: sąż to może szukani przeciwnicy ideału ascetycznego. i d e a l i ś c i w k i e r u n k u j e m u p r z e c i w n y m? W rzeczy samej. którzy jednego tylko się boją: p o w r o t u d o ś w i a d o m o ś c i. wyprowadza się ich z równowagi dlatego jedynie. Kiedy chrześcijańscy krzyżowcy zetknęli się na Wschodzie z owym niezwyciężonym zakonem Assassynów. nawet o n i e p r a w d o p o d o b i e ń s t w i e rzeczy. gdzie siła wiary bardzo na pierwszy plan występuje. dotyczącą owego symbolu i godła. ci stroniący od dnia dzisiejszego.. b a r d z o wolne duchy«: a jednak pragnę zdradzić przed nimi. h e k t y c y duchowi (ostatnimi są wszyscy razem i każdy zosobna w jakiemś znaczeniu). ci bezwzględni na jednym punkcie. ci »niewierzący« (bo tem są wszyscy bez wyjątku).. najnieuchwytniejszą formą uwodzenia: – jeśli w czemkolwiek jestem odgadywaczem.. chcę nim być w t e m zdaniu!. owym zakonem duchów wolnych par excellence. w co wierzą?. antychryści.. samo ich mistrzostwo rzemieślnicze – jakże często właściwym tego wszystkiego sensem jest. potwierdza pewne prawdopodobieństwo – złudy. która uszczęśliwia. – uważają się rzeczywiście za wyzwolonych w najwyższym stopniu od ideału ascetycznego. w pretensyi do intelektualnej czystości. jego najbardziej wysuniętym szeregiem wojennym i wywiadowczym podjazdem. My »poznający« jesteśmy właśnie nieufni względem wszelkiego rodzaju wierzących. w którą się wierzy. kto obcuje z uczonymi – czasem jednem niewinnem słowem aż do kości. cierpieniem z powodu braku wielkiej miłości. zastrzeżonego tylko 74 . gdzie najniżej stojący stopniem żyli w posłuszeństwie. ogłuszeni i nieprzytomni. tak namiętnem w tym właśnie wypadku ich słowo. że są nimi. ich dniem i nocą dymiące głowy. czegóż nie kryje dziś pod swym płaszczem wiedza! Ileż przynajmniej w i n n a ukrywać! Dzielność naszych najlepszych uczonych. niż wnioskowano dawniej: mianowicie wszędzie. wznieca podejrzenie przeciw temu.. o których mówiłem.ideału ascetycznego – chodzi tu o zbyt rzadkie. bohaterskie duchy. Daleko im jeszcze do w o l n y c h duchów.

To. pod żadnym względem nie są właśnie bardziej spętani: właśnie w wierze w prawdę są. najlepiej całą piątą księgę wymienionego dzieła. Nauka sama p o t r z e b u j e teraz usprawiedliwienia (nie znaczy to wcale. Czy rozumiecie to »nie śmiano«? – Od chwili gdy zaprzeczona została wiara w Boga ideału ascetycznego. jeśli to właśnie coraz mniej wiarogodnem się staje. jak potwierdzania. przed factum brutum. jest ona paralogiczna: zawsze wpierw istnieć musi filozofia. lecz i prawdę p r z e w r ó c i ć d o g ó r y n o g a m i. 75 . Znane mi to wszystko może nazbyt zblizka: owa szacunku godna wstrzemięźliwość filozofów. choćby jako jej nieświadomy imperatyw.. 289 i nast. Myśli o takiej nauce nie można wymyślić. jej piątą księgę str. tak samo przedmowę do »Jutrzenki«). tym t a k z w a n y m »duchom wolnym«. ów fatalizm «des petits faits« (ce petit faitalisme. Czy jaki europejski. – to wiara w m e t a f i z y c z n ą wartość. która była też wiarą Platona. na czem nasza wiara w naukę spoczywa. p o t w i e r d z a w t e n s p o s ó b ś w i a t i n n y.dla najwyżej stopniem stojących. tak jak jedynie w ideale owym jest poręczona i zapieczętowana (trwa ona i przemija z owym ideałem). wymyślania. skracania. w owem zuchwałem i ostatecznem znaczeniu. chyba pomyłka. ślepota. ze względu na to pytanie. kłamstwo. ten musi wpierw nie tylko filozofię. jak jakieś zaprzeczenie zmysłowości (jest to w gruncie tylko modus tego zaprzeczenia). niema żadnej nauki bez a priori. równie dobrze ascetyzm cnoty. Lecz cóż.. jako ich secretum: »Nic nie jest prawdą. jeśli nic już nie okazuje się boskiem. jak to? czyż nie musi właśnie tem samem zaprzeczać jego przeciwieństwa. do której zobowiązuje taka wiara.. owa c h ę ć zatrzymywania się przed tem co faktyczne. niż właśnie wolność i zerwanie pęt w owem znaczeniu. por. wiem coś innego: – nic nie jest bardziej obce tym bezwzględnym w jednem. Surowo sądząc. i my także s w ó j ogień jeszcze czerpiemy z owego pożaru. przykrawania. nie należy się łudzić co do tego. bo nie ś m i a n o uczynić prawdy problematem. a jeżeli ów »inny świat« potwierdza... – »ów prawdziwy.. »wiara«. najgorsza to obraza przyzwoitości. silni i bezwzględni. Otóż to była w o l n o ś ć ducha. który nosi nagłówek: »O ile i my jeszcze bogobojni jesteśmy« str. przekręcania i wszystkiego wogóle co do i s t o t y interpretowania należy) – wszystko to wyraża. przyrody i dziejów. jak go pojmuje wiara w naukę. t e m w y m ó w i o n o wiarę nawet prawdzie. w czem nauka francuska szuka dziś pierwszeństwa moralnego przed niemiecką.– Wola prawdy wymaga krytyki – określmy zatem swoje własne zadanie –. Wątpię o tem. wszystko wolno«. by wiedza mogła z niej wyciągnąć kierunek. który wznieciła tysiące lat licząca wiara.. że Bóg jest prawdą.... (Komu to zdaje się za krótko powiedziane. (Kto to rozumie odwrotnie.. my bezbożni. p r a w o do istnienia. 275 i nast. owa wiara chrześcijańska. Zajrzyjmy. co więcej. na tym punkcie istnieje luka w każdej filozofii – skąd to pochodzi? Bo ideał ascetyczny p a n o w a ł dotąd nad całą filozofią. chrześcijański duch wolny zabłąkał się już kiedy do labiryntu tego zdania i jego labiryntowych k o n s e k w e n c y i? Czy zna z d o ś w i a d c z e n i a minotaura tej jaskini ?.. wypychania. że prawda jest b o s k a. tego świata. jak go nazywam). i s t n i e j e t e ż n o w y p r o b l e m a t: o w a r t o ś c i p r a w d y. jako Boga. – i my dzisiejsi poznający. to w i a r a w s a m i d e a ł a s c e t y c z n y. co jest ową bezwzględną wolą prawdy. nie ulega wątpliwości – i tu dopuszczam do głosu swoją »Wiedzę radosną«. kto naprzykład zamierza oprzeć filozofię na »podstawach czysto naukowych«. to wciąż jeszcze w i a r a m e t a f i z y c z n a. bo przyjmowano prawdę jako byt. trzeba wartość prawdy raz na próbę p o d a ć w w ą t p l i w o ś ć. naszego świata?. w wartość samą w s o b i e p r a w d y. do najstarszych i najmłodszych filozofów: im wszystkim brak świadomości. jeśli Bóg sam okazuje się naszem n a j d ł u ż e j t r w a j ą c e m k ł a m s t w e m?« – W tem miejscu trzeba stanąć i namyślać się długo. ogółem biorąc. ów stoicyzm umysłowy. granicę. temu polecam przeczytać na nowo ów ustęp »Wiedzy radosnej«. metodę. że ono dla niej istnieje). jaka spotkać może dwie tak czcigodne niewiasty!) Tak. który ostatecznie równie surowo zabrania sobie zaprzeczania. opuszczania. że wola prawdy sama dopiero usprawiedliwienia wymaga. sens. nie zaś świat życia.. jako najwyższą nawet instancyę. my antymetafizycy. Co jednak do niego zmusza. owo zrzeczenie się interpretacyi wogóle (gwałcenia. jak nikt inny.

stał się on raczej mocniejszy. niejako jak b o g a c i duchem: – n i e są niem. – ochłodzone uczucia. zaprzeczając tego.) I z fizyologicznego punktu widzenia. Właśnie przez to są sobie z k o n i e c z n o ś c i sprzymierzeńcami. mogą też być tylko wspólnie zwalczane i podawane w wątpliwość. – budzi ona w nim nanowo życie. lecz tylko do jego zewnętrzności. religii litości i wszystkich innych zresztą oznak opadającego życia. równie jak wynurzenie się demokracyi. Jedno i drugie. że są jego przeciwieństwem. Te sławne z w y c i ę s t w a tych ostatnich: niewątpliwie. potrzebuje w każdym względzie dopiero jakiegoś ideału Wartości. że jest najmniej świadomą. pewność życia. przybrania. przeciwstawna ideałowi ascetycznemu: tak odczuwał to instynkt Platona. co w nim egzoteryczne. najtajemniejszą i najpodziemniejszą! W jedną grę grali dotąd »ubodzy duchem« i naukowi przeciwnicy owego ideału (mówiąc nawiasem. Przewaga mandaryna nie oznacza nigdy nic dobrego. to jest nieuchwytniejszy. bo kiedyś wrócę do tego na dłużej. – przelewna siła. rozjemczych sądów pokoju zamiast wojen. upadku. nauka i ideał ascetyczny. jego c h ę ć samozmniejszenia nie postępuje 76 . gdy szukam naturalnego antagonisty ideału ascetycznego. Czy rzeczywiście sądzicie. często zmierzchu. jakoby klęska astronomii teologicznej oznaczała klęskę owego ideału?. Szacowanie ideału ascetycznego pociąga za sobą niechybnie i szacowanie wartości nauki: na to zawczasu przetrzyjcie oczy. Plato p r z e c i w Homerowi: oto cały. ciężej pracującego życia). bardziej duchowy. zwolnione tempo. nie odnosi się wcale do ideału samego. są to zwycięstwa – lecz nad czem? Nie pokonały one wcale ideału ascetycznego. nazwałem ich hektykami duchowymi). a w o l a z ł u d y ma czyste sumienie u boku. Przypatrzmy się okresom któregokolwiek narodu. – ona sama nigdy nie stwarza wartości. tu tego życia poniewolny bóstwiciel. jakiejś stwarzającej wartości mocy. pewność p r z y s z ł o ś c i znikły. zmagającego się. Nie! Niech mi nikt nie przychodzi z wiedzą. Jej sprzeczność i walka. w których na pierwszy plan wysuwa się uczony: są to okresy znużenia. dyalektyka zamiast instynktu. najmniej dobrowolną. jest bardziej zasadniczo.. że to istnienie od tego czasu wydaje się jeszcze dowolniejsze. szczery antagonizm – tam »zaświatowiec« najlepszej woli. niż nauka. – Nie! ta nauka nowoczesna – otwórzcie tylko na nią oczy – jest tymczasem n a j l e p s z ą sprzymierzeńczynią ideału ascetycznego.25. przybudowany doń i w z g r u b i a j ą c y jego wygląd. p o w a g ą nacechowane twarze i gesty (powagą. zdogmatyzowania. że jeśli są zwalczane. gdy pytam: gdzie jest przeciwnicza wola. przedstawia ona głównie nawet popędzającą raczej siłę w jej wewnętrznem ukształtowaniu. niestety i jednem z najpowszedniejszych: bo niema nic bardziej ulegającego zepsuciu nad . że prawda nie da się oceniać. maski. tego największego wroga sztuki. – sztuka. jakiego dotąd Europa wydala. Jej stosunek do ideału ascetycznego nie jest w sobie samym wcale jeszcze antagonistyczny. mówiąc nawiasem. Usłużność artysty w służbie ideału ascetycznego jest przeto najwłaściwszem z e p s u c i e m artystycznem. natura z ł o t a. bardziej podchwytliwy przez to. że zawsze jakiś mur. stoją przecie na jednym gruncie – dałem to już do poznania –: to jest na jednakiem przecenieniu prawdy (właściwiej: na jednakiej wierze. co oznacza? – por. w której właśnie k ł a m s t w o się uświęca. Czy człowiek m n i e j p o t r z e b u j e zaświatowego rozwiązania swej zagadki istnienia przez to. co ideał ascetyczny: pewne z u b o ż e n i e życia jest tu. o tem przedmowę do »Narodzin Tragedyi«). tą najniewątpliwszą oznaką mozolniejszej przemiany materyi. zbędniejsze w w i d o c z n y m porządku rzeczy? Czyż właśnie samozmniejszanie się człowieka. zdrewnienia. stoi nauka na tym samym gruncie. padał bez miłosierdzia. badając przenikliwiej.. (Nauka jako problemat. jak tam. w której wyraża się jej p r z e c i w n i c z y i d e a ł?«: Na to opiera się wiedza nazbyt mało na sobie samej. zaostrzcie słuch! (S z t u k a. jakie tylko być może. tak. i właśnie dlatego. pokątniejsze. wielki potwarca życia. założeniem. do jego czasowego stwardnienia.artystę. ani krytykować). odwalony ciosem nauki. strzeżmy się myśleć. równouprawnienia kobiet. w którejby s ł u ż b i e d o p i e r o ś m i a ł a w i e r z y ć w siebie samą. jakiś szaniec.

wyłączenia i zastrzeżenia. p r z e t o jest Bóg«: co za nowa elegantia syllogismi! co za tryumf ideału ascetycznego!« 26. Od czasu Kopernika dostał się człowiek. sam znak z a p y t a n i a wielbią..). jak n i e n a t u r a l n a – tak nazywam samokrytykę poznania –. jak gdyby szacunek ten nie był niczem.. lubieżnego. zwą się »po co?«. tak naturalna. tu życie oniemiało. najwyżej metapolityka petersburska i »litość« tołstojowska.. własną cierpką formę stoickiej ataraksyi na podtrzymaniu tej mozolnie zdobytej człowieczej s a m o p o g a r d y.. które tu kraczą. i na tem polega jego dobry smak. lecz zdecydowane spojrzenie.. rodzaju używającego. że wszystko. »nieśmiertelność«). wstecz nie pozierać?. lecz w »poznaniu«!.). Wszystko to jest w wysokim stopniu ascetyczne. co do tego nie należy się mylić! Jest to smutne. że starzy obchodzili się bez tego).naprzód niepowstrzymanie od Kopernika? Ach.. – Lub czyż może całe dziejopisarstwo nowoczesne okazuje pewniejszą życia. sprawiło uszczerbek owemu ideałowi? (przyczem niech nas na razie nic nie obchodzi. Tak samo: któżby mógł odtąd mieć za złe agnostykom. dąży dziś do wybicia człowiekowi z głowy jego dotychczasowego szacunku dla siebie. jeśli. Przypuściwszy. »opisuje«. Niema żadnego poznania. który »nie zapomniał czcić«. – potwierdza równie mało. na równię pochylą. «Bóg człowiek«). twarde. jako ostatecznego i najpoważniejszego prawa jego do szacunku w własnych oczach (w samej rzeczy słusznie: bo pogardzający jest zawsze jeszcze kimś. rodzaju może jeszcze »nowocześniejszego«. jako boga? (Ksawery Doudan wspomina les ravages. zda się.. odniesione przez Kanta nad teologiczną dogmatyką pojęć (»bóg«. o której upokarzającem i zniżającem działaniu uczynił Kant zaznaczenia godne wyznanie.. że jest jedyny. lieu de rester tout simplement dans l’inconnu. – człowiek stał się z w i e r z ę c i e m.. jak zaprzecza. – oko. lecz jest równocześnie w jeszcze wyższym stopniu n i h i l i s t y c z n e. W s z e l k a nauka (a wcale nie astronomia tylko. po której mogą odtąd na własną rękę i z największą naukową przyzwoitością iść za pragnieniem swych serc«.. ustala. zarówno z życiem jak z ascetycznym ideałem oczkującego. – wyzwoleni zostali z pod władzy teologów: co za szczęście! – wskazał im on ową dróżkę chyłkową. jak wyziera osamotniały podróżnik po podbiegunowej północy (może.. »wolność«. który w dawniejszej swej wierze był nieledwo bogiem (»dziecię boże«. sądzi on. w to. pewniejszą ideału postawę? Jego najdostojniejszą pretensyą jest teraz: b y ć z w i e r c i a d ł e m. ostatnie wrony. gardzi odgrywaniem roli sędziego. »dusza«.. Czy przez to p r z e c i w d z i a ł a s i ę właściwie ideałowi ascetycznemu? Czy sądzi się jeszcze naprawdę z całą powagą (jak to długi czas wyobrażali sobie teologowie). które sprawiła l’habitude d’admirer l’inintelligible au. że zwycięstwo. »niszczy ona mą ważność«. możnaby nawet rzec.. raczej sprzeczne jest z niemi i przejmuje grozą: co za boski wybieg móc szukać winy tego nie w »pragnieniach«. wszelka nauka.. on. aby nie wzierać. odrzuca ono wszelką teleologię. znikła.. które w y z i e r a. »daremnie!« »nada!« – tu nic już nie wschodzi i nie rośnie. – stacza się odtąd coraz szybciej od punktu środkowego – dokąd? w nicość? w »p r z e w i e r c a j ą c e uczucie swej nicości«?.). Hejże! Toby była właśnie prosta droga – do s t a r e g o ideału?. czy Kant sam coś podobnego choćby tylko miał na widoku). To pewna. że zasadza ona własną swą dumę. jeno dziwaczną zarozumiałością. że wszyscy transcendentaliści od czasu Kanta mają przed sobą znowu grę wygraną. jakąż ci słodcy sprytnisie wzbudzają tęsknotę nawet choćby 77 .. nie chce już wcale »dowodzić«. bez porównania. zwierzęciem. co człowiek »poznaje«. niezastąpiony w hierarchii istot. jako czciciele nieznanego i tajemniczego w sobie. wiara w jego godność. Co się jednak tyczy owego innego rodzaju historyków. Tu śnieg leży. który słowa »artysta« jak rękawiczek używa i chwałę kontemplacyi wziął dziś zupełnie dla siebie w arendę: och. nie zadowala jego pragnień.

rozumiecie mnie)..... Jest to zupełnie oczywiste.. nie krępującej się. wiele ton ocukrzonej wyskokowej litości (firma: la religion de la souffrance).... i że oczywiście można zrobić nowy »interes« na tych bożkach ideału i należących do nich »idealistach« – nie przeoczcie tej wytyczni! Któż ma dość do tego odwagi? – w naszym ręku leży możność »zidealizowania« całej ziemi!. aby powietrze znów czyściej woniało. starają się wzburzyć wszystkie pierwiastki bydlęce tłumu (– że żadnemu rodzajowi duchowego oszustwa nie zbywa w dzisiejszych Niemczech na powodzeniu. szarych. sprawiedliwego świętoszkostwa impotencyi! Jestem z całą czcią dla ideału ascetycznego. których ambicya zasadza się na wywąchiwaniu nieskończoności. którzy noszą czapkę niewidkę na słomianym wiechciu swej głowy. Do stąpania. wraz z tem. zdradzającego już wysokim falsetem swego uznania... ile k o m e d y a n t ó w chrześcijańsko-moralnego ideału należałoby wywieźć dziś z Europy. stąd też wstrętna.. lubieżnego eunuchostwa wobec historyi.. czego mu nie dostaje... nie mogę znieść tych pobielanych grobów. polityką. do zdeptania spróchniałych stolców tchórzliwego oglądania. nieprzewidzianie nachodzi mnie przytem anakreoński humor. pseudoalkoholiczna wszędzie atmosfera. zimnych mgłach! ba.. bohaterskich kostyumów i szczękających blach stów wielkich. które odgrywają rolę życia. na świętego Anakreonta! a nie tylko do uciekania.. cuchnąca. Niemcy ponad wszystko«.. Europa jest dziś bogata i wynalazcza przedewszystkiem na polu środków podniecających. którego dźwiękami oszałamia się w dzisiejszych Niemczech pewna dotąd jeszcze nieśmiała. lwu . nie znoszę ambitnych artystów. 78 . pół satyra.. zdaje się niczego więcej nie potrzebować nad stimulantia i gorące trunki: stąd też olbrzymie fałszowanie ideałów. Lecz cóż mówić o odwadze: tu trzeba tylko jednego.. Natura. Stokroć gorsi są owi »oglądacze«. jeszcze nie chcąca się przyznać species »pięknych duchów«. silną lecz ciasną zasadą »Niemcy. którego przyczyny szukam w nazbyt wyłącznem żywieniu się dziennikami... posturą moralną. oczkowania z ideałem ascetycznym. nie mogę znieść tych znużonych i zużytych. tacy »widzowie« rozgoryczają mnie przeciw widowisku więcej jeszcze niż widowisko (sama historya. właśnie ręki. a w gruncie są tylko tragicznymi błaznami. gdybym wybierać musiał... species anarchistica wśród wykształconego proletaryatu).. a także mą cierpliwość: niech wobec takich widoków zachowuje swą cierpliwość. pocóż mnie dala natura nogę?. którzy owijają się w mądrość i spoglądają objektywnie. oczy chrześcijańsko-aryjsko-dobrodusznym sposobem i wyczerpującem wszelką cierpliwość nadużywaniem najtańszego środka agitacyi. którzyby chcieli uchodzić za ascetów i kapłanów. kłamliwa.. by dać posłuch umysłowi nawet niehistorycznemu.. nie znam nic wstrętniejszego nad taki »objektywny« fotel. która bykowi dala róg.. zgoła nie krępującej się ręki. ile szczudeł »szlachetnego oburzenia« dla wspomogi duchowych płaskonogów... kto nie ma z niej nic do stracenia. g d z i e mu nie dostaje... nad takiego woniejącego gagatka. nie mogę znieść tych na bohaterów wystrojonych agitatorów. piwem i muzyką wagnerowską. rozkoszującego się teatrem historyi. – mnie oburza taki widok. antysemitów. pół klechę.. nie zależałoby mi nic na tem.. g d z i e w tym wypadku okrutne nożyce Parki ach! nazbyt chirurgicznie były w robocie! To drażni mój smak. O ileż chętniej wolę już z owymi historycznymi nihilistami wędrować w najposępniejszych. przeciwhistorycznemu (jak owemu Dühringowi. tych najgorętszych trunków ducha. o i l e o n j e s t u c z c i w y! jak długo wierzy sam w siebie i nie błaznuje! Ale nie mogę znieść wszystkich tych kokietujących pluskiew.... którzy przewracają dziś. następnie zaś paralysis agitans »idei nowoczesnych«). nie znoszę i owych najnowszych spekulantów na polu idealizmu. jest to właśnie w związku z niedającem się zaprzeczyć i prawie dotykalnem z j a ł o w i e n i e m niemieckiego ducha. Radbym wiedzieć.. co stanowi założenie dla tej dyety: po pierwsze z narodowem zacieśnieniem i próżnością. wiele okrętowych ładunków podrobionego idealizmu. że dla tej nadwytwórczości stanęła otworem nowa droga h a n d l o w a. uperfumowanego Renanem. aż wkońcu i nieskończoność pluskwami śmierdzi..za ascetami i krajobrazem zimowym! Nie! niech dyabli biorą ten ludek »oglądaczy«.

badając ściśle. w ten sposób musi teraz chrześcijaństwo zniszczeć też j a k o m o r a l n o ś ć. To jednak stanie się. tchórzostwem.. dokładniej. quam ipse tulisti. 302: »sama moralność chrześcijańska. Wszędzie zresztą. z Buddą. Kiedy chrześcijańskie dążenie do prawdy wyciągnie już jeden wniosek po drugim. jedną z jego ostatnich form wniosku i wnętrznych konsekwencyi. Wszystkie wielkie rzeczy niszczeją same sobą. które przygotowuję: WOLA MOCY.. jak gdyby była dowodem dobroci i opieki jakiegoś boga. obywa się wszędzie bez ideału – popularnym wyrazem na tę wstrzemięźliwość jest »ateizm«–: z w y j ą t k i e m j e g o w o l i p r a w d y. jak gdyby wszystko było zrządzeniem. przez akt unicestwienia samych siebie. decydujący punkt na pięć wieków przed erą europejską. wniosek p r z e c i w k o sobie samemu. tłumaczenie dziejów ku czci rozumu boskiego. w ten sposób zniszczało chrześcijaństwo j a k o d o g m a t własną swą moralnością. prawo k o n i e c z n e g o samoprzezwyciężenia się w istocie życia. już z filozofią Sankhyam. jeśli mi uwierzycie. Chodzi mi tutaj tylko o zaznaczenie jednego: ideał ascetyczny ma także w najbardziej duchowej sferze tymczasem ciągle jeszcze tylko jeden rodzaj rzeczywistych wrogów i s z k o d z i c i e l i: są to komedyanci tego ideału. odsyłam w tym względzie do dzieła. o d n i o s ł o właściwie z w y c i ę s t w o nad Bogiem chrześcijańskim? Odpowiedź jest w mojej »Wiedzy radosnej« str. ta reszta ideału.27. P r ó b a p r z e m i a n y w s z y s t k i c h w a r t o ś c i). łgarstwem. Tem uświadomieniem się sobie woli prawdy n i s z c z e j e – tu niema wątpliwości – moralność: owo wielkie widowisko w stu aktach. najbardziej duchowem sformułowaniu. a więc nie tak jego resztą. wzbudzające zarówno śmiech. – stoimy u progu t e g o wydarzenia. z naszym problematem. nieuczciwością. coraz surowiej brane pojęcie prawdziwości. to dzięki tej surowości jesteśmy właśnie d o b r y m i E u r o p e j c z y k a m i i spadkobiercami najdłuższego i najdzielniejszego samoprzezwyciężenia Europy«. – bo budzą nieufność. Ta wola jednak. ten sam ideał do podobnego wiodący wniosku.. jako ustawiczne świadectwo moralnego porządku świata i moralnych celów ostatecznych. my bardziej duchowi ludzie tego stulecia!) n i e stoi stosownie do tego w sprzeczności z owym ideałem. obranym z wszelkich zewnętrznych dodatków. jak jego jądrem. silnie i nie fałszując monet pracuje. do czystości intelektualnej za wszelką cenę. w jego najściślejszem. – cóż tu znaczy wczoraj i dzisiaj! Sprawami temi zajmę się w związku z czem innem gruntowniej i dosadniej (pod nagłówkiem: »Z dziejów europejskiego nihilizmu«. gdzie dziś duch surowo. na wskroś ezoterycznym. to ma sumienie p r z e c i w sobie. – jeśli przez co. jest on raczej jedną z jego ostatnich faz rozwojowych.. samym owym ideałem. jak to się pozornie wydaje. Bezwzględny uczciwy ateizm (j e g o to powietrzem jedynie oddychamy. – zawsze zwraca się wkońcu do samego prawodawcy wołanie: patere legem. słabością. jest. problemat znaczenia ideału ascetycznego. gdy postawi pytanie: »c o z n a c z y w s z e l k a w o l a p r a w d y?« . aby ta wola prawdy uświadomiła się w nas sobie samej j a k o p r o b l e m a t?.. wszystko znakiem. wszystko ku zbawieniu duszy wymyślonem i zesłanem: to już teraz« m i n ę ł o. – Dość! Dość! Porzućmy te dziwaczności i złożoności najnowocześniejszego ducha. (Ten sam pochód rozwojowy w Indyach. Patrzenie na naturę. zupełnie niezależny i dlatego mogący służyć za dowód. które pozostaje w spadku dwom najbliż79 . wyciągnie wkońcu swój n a j p o t ę ż n i e j s z y wniosek. to wydaje się każdemu wytwomiejszemu sumieniu nieprzyzwoitością.) Co. spowiednicza drobiazgowość sumienia chrześcijańskiego. – jest on nakazującą cześć k a t a s t r o f ą dwutysiącyletniego zaprawiania się do prawdy. przemieniona i wyniesiona do godności sumienia naukowego. n i e z n a n i przyjaciele moi (– bo jeszcze n i e w i e m o żadnym przyjacielu): jakiżby sens miało całe n a s z e istnienie. zniewieściałością. która zabrania sobie wkońcu k ł a m s t w a w i a r y w B o g a.. wykładanie własnych wydarzeń przeżytych. jak płacz: właśnie nasz problemat może się obyć bez nich. którą potem Budda spopularyzował i uczynił religią. jeśli nie ten. I tu schodzę się znowu z swoim problematem. Tak chce prawo życia.

co materyalne. Lecz mimo wszystko – człowiek został tem uratowany. ciążącem dotąd nad ludzkością. z w i e r z ę człowiek nie miał dotąd żadnego sensu. Nie można przed sobą w żaden sposób ukryć. nie cierpienie..szym stuleciom Europy. Objaśnienie – niema wątpliwości – przyniosło z sobą nowe cierpienie. a może i najbogatsze w nadzieje z wszystkich widowisk.. czem: w o l a s a m a z o s t a ł a u r a t o w a n a. głębsze. – obojętne na razie.. 80 . on go c h c e. życzeniem.. wnętrzniejsze. Przekleństwem. par excellence. szuka go sam.– nie umiał on samego siebie usprawiedliwić. tylko to. najgodniejsze pytania. że mu się wskaże s e n s tego. ważmy się pojąć to. jakie dotąd istniało. miał sens. lecz n i e cierpienie samo było jego problematem. dokąd chciał. najstraszliwsze. do samego rozumu. 28. to pożądanie ucieczki przed pozorem. gorzej jeszcze. jadowitsze. postawiło cierpienie w perspektywie w i n y. co właściwie wyrażało całe owo chcenie. I cierpiał napróżno. przeciw temu. lecz jest to i pozostanie zawsze wolą!. mógł odtąd czegoś c h c i e ć. co człowiecze. jakikolwiek sens jest zawsze lepszy. to dzielne i najbardziej do cierpienia przywykłe zwierzę. to człowiek. które otrzymało kierunek swój od ideału ascetycznego: ta nienawiść przeciw temu. ten wstręt do zmysłów. zmianą. poza każdym wielkim losem człowieczym brzmiało jako refren jeszcze większe »napróżno!« Ideał ascetyczny znaczy właśnie to: że czegoś b r a k ł o. niechęć do życia. Żeby zaś jeszcze na końcu rzec. przeciw temu. że olbrzymia l u k a otaczała człowieka. ale pod warunkiem. była bezsensowność cierpienia.. po co. potwierdzić. pożądaniem samem – wszystko to oznacza. człowiekowi i ziemi brakło w o l i. olbrzymia próżnia zapełniła się.. ten strach przed szczęściem i pięknością. Jego istnienie ziemskie nie miało żadnego celu: »po co wogóle człowiek?« – było pytaniem bez odpowiedzi. piłką niedorzeczną. Jeśli nie brać pod uwagę ideału ascetycznego. stawaniem się. bardziej wżerające się w życie.. w o l ę n i c o ś c i. co zwierzęce. śmiercią. gorzej jeszcze. Objaśnił on cierpienie. niż n i e chcieć. był na ogół zwierzęciem c h o r o w i t e m. bunt przeciw najbardziej zasadniczym warunkom życia. »bezsensowną«. że brakło odpowiedzi na okrzyk pytający: »p o c o cierpieć?« Człowiek. c i e r p i a ł z powodu problematu swojego istnienia. co rzekłem na początku: człowiek woli raczej jeszcze chcieć n i c o ś c i. jakiś c e l cierpienia. niż żaden. ideał ascetyczny był pod każdym względem tem »f a u t e de m i e u x«.. – a i d e a ł a s c e t y c z n y n a d a ł m u s e n s! Był to jedyny sens dotąd. wyjaśnić. zamknęły się drzwi przed wszelkim samobójczym nihilizmem. przestał być nadal liściem na wichrze. n i e zaprzecza cierpienia w sobie.

dla kogo mowa takiego optymizmu jest najtchórzliwszą narkozą obezwładnień. psychologa i pisarza. aby dyskredytować życie na uboczu: jako zatracające uczucie i rozumienie społeczności swojej.« I stało się imię tego pustelnika dla współczesnych wprost synonimem bojownika o instynkty życiowe. ponadto korupcyą moralną. który korzyść swą znalazł w trzymaniu się na uboczu. nie potrzebuje chyba zaleceń ponownych. gdyż podrywa wiarę w twórczą silę zaprzeczeń koniecznych. wycisnęły te książki na sobie mimowoli tę datę przełomu. a ukończone teraz oto. bracie.. że się one z dotychczasowego ujęcia wytłumaczyć nie dadzą. kto nic innego dotychczas nie czynił. lecz grupuje je mimowoli tak. aby się każdy po nich krzątał i roił bez ustanku. zdala. swą pogodę czerpie z nadziei. lecz najdalszych«. Dzieło tej powagi i znaczenia. pozwala ogarniać d u c h o w e c z y n n i k i ż y c i a w jak najdalszem ich rozgałęzieniu i splocie wzajemnym.Zapowiedziane przed laty siedmiu polskie wydanie Dzieł Fryderyka Nietzschego zostało doprowadzone do końca i zawarte w t o m a c h t r z y n a s t u o r a z j e d n y m t o m i e S u p l e m e n t u. w kategorye nieomal. I niemi to pod koniec operuje może pustelnik?. I tylko wewnętrzny żar czucia i myślenia stapia je za każdym razem i wprowadza w ruch jako rzeczywistości płynne: rzekłbyś odwrotna hipostaza procesów uczuciowych i myślowych ku realnościom. w opóźnieniu i pozostawaniu w tyle. A oto ktoś.. który z bezwzględnego pessymizmu omiękłości wobec dzisiejszego człowieka pragnie wykrzesać budujący hart dni przyszłych. nie pomija żadnej sposobności. A oto w tych książkach zabiera głos »ktoś.. Rozpoczęte przypadkowo w r. zmienne i zawsze wielolice odbija się w duszy takiej. Niechże pozostaną z nią na przyszłość jednym z tak bardzo nielicznych dowodów odporniejszej żywotności naszych potrzeb duchowych. Przemawia tu myśliciel. Nie życie samo płynne. z rynku w samotnię swą!« Wręcz przeciwnie obwołuje się na naszych rynkach. – Być może jednak.. Sporne wszystkim »wartościom« dzisiejszym. lecz te jego obrazy. a co najważniejsza d o b y w a ć n a j a w n i e s k o ń c z o n y s z e r e g z a g a d n i e ń i p r o b l e m a t ó w. którego każde zdanie dotyka jakiegoś nerwu człowieczego.. i tylko ona. jako działające wręcz na szkodę jej »życiowych instynktów«. Lecz bodaj że ta droga. że w tej perspektywie »z tyłu i oddalenia« nie rzeczywistości stają się w końcu przedmiotem rozważań. w cierpliwości. które pod owym nawarstwieniem zastygły jakby w kryształy.. a otuchę uczy mieć »nie w bliźnich i najbliższych. jak tylko namyślał się: jako filozof i pustelnik instynktowy. w dniach najwyższego obudzenia nadziei żywotnych. że godzi się bodaj tu właśnie podkreślić tę różnicę o głębszem znaczeniu wychowawczem. lecz wraz z ich odbiciem w wyobraźni czy intelekcie nieuniknione nawarstwienia d a w n y c h odczuć i krytycyzmów. które nawołują nieustannie: »Uciekaj.. 81 . stoi ono zarazem w tak jaskrawej sprzeczności do wskazań i wierzeń naszej doby ostatniej. 1905. Aż póki nie wysubtelnią myśli i uwagi ku postrzeganiu w danej dziedzinie zjawisk na tyle odmiennych. Oto książki. Ze wszystkich dachów rozlega się dziś wołanie o pogodę i optymizm dla wykrzesania w ludziach największego ciepła i otuchy. sięgać ku najbardziej ukrytym łącznikom i sprężynom zdarzeń. że się one zaostrzają ku coraz to nowym zagadnieniom. gdy ukończone leży przed czytelnikiem polskim. umiejącej zachować swą ciągłość na zmiennej fali życia. Podobnie każde szersze myślowe ujęcie zjawisk fizycznych wprowadza w chaos faktów nietylko ich rozgląd i łączność przypuszczalną..

w jakich napisana została. odpowiadającym wymaganiom mowy polskiej. (1876––77). Ma ona niepoślednie znaczenie dla dziejów kultury niemieckiej. – Dytyramby dionyzyjskie (1888). w miejscu innem. (1873–74). wydawane przez panią Foerster-Nietzsche. Wiedza radosna (1881– 82). ukazała się właśnie temi laty. Nie mniej dalecy byli jednak i od prozelityzmu. jeśli idzie o filozofie Nietzschego. – Z genealogii moralności (1886). cz.– Jutrzenka. acz wbrew woli rodziny i Muzeum Weimarskiego. że znajdzie się wśród czytelników polskich niejeden może. gdzie sam autor przemawia. ze nie należą one bądź co bądź tam. że przekładem. aby zamiast życiorysu dać jako Suplement autobiografię (Ecce Homo). (1871). zrozumiałych na miejscu. podajemy tu spis polskich tomów XIV w ich układzie chronologicznym: Narodziny tragedyi. – Zmierzch bożyszcz (1888). Nie mamy tu u siebie powodów do drażliwości.Jeśli świat pustelnika Nietzschego nie ostoi się przed »sumieniem intelektualnem« przyszłości. która. Te same względy zdecydowały. – Poza dobrem i złem (1885–86). – Suplement: Ecce homo. jaką oddali Dziełu Fr. arcyludzkie. – Niewczesne rozważania. Tedy od myśli wydania Suplementu. arcyludzkie. oraz czasu i warunków. – Wędrowiec i jego cień (Ludzkie. – Przemiana wszystkich wartości. jak pada wielka hipoteza: postawi ogrom zdobytej wiedzy i wyostrzenia myśli. wypełnili całkowicie obowiązek swój. dla nas obojętniejszą być może.(1880–81). zawierającego rozprawy o Nietzschem. Inne pisma pośmiertne. Aby ułatwić czytelnikowi oryentacyę w czynnikach rozwojowych idei Nietzschego. a następnie przez Muzeum Weimarskie zawierają przeważnie odrębne wersye i stylizacye ustępów. Nietzschego. – Wola mocy (1882—88). II). Pominięcie całej Wagneryady możemy łatwo przeboleć. – Ludzkie.– Tako rzecze Zaratustra (1882—85). który ten brak naszej literatury krytycznej zechce dopełnić – jak to będzie odpowiedniej. w danym wypadku w tej dziedzinie najbardzej fascynującej: życia i duszy ludzkiej. (1888). 82 . w nadziei wreszcie. – Polscy tłumacze dalecy byli od chłodnego obiektywizmu w stosunku do oryginału: świadczy o tem ta niepoślednia cząstka zapału i pracy życiowej. (1888). a zwięzłe przedsłowie tłumacza daje rozważnemu czytelnikowi wskazówkę co do charakteru tej »autobiografii«. przyczem najważniejsze z nich zostały włączone do niemieckiego pośmiertnego układu Woli Mocy. runie on. pominiętych przez autora w układzie tomów za życia ogłoszonych. (1877–78). odstąpili w przekonaniu. mniemając.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful