You are on page 1of 8

2

Oczymmywogólemówimy
„Kiedyś symbolami wolności słowabył LeszekKołakowski
i JacekKaczmarski. Ateraz jest pani Wójciak, któraopapieżu
mówi, żejest ch***. Tobyłoby strasznieśmieszne, gdyby
niebyłotaksmutne...”–rozmowaz dziennikarzemTVN24
i Newsweeka, Marcinem Mellerem
Wiatr zeWschodu
Drużyny z Rosji czy Ukrainy bardzodobrzeradząsobie
wmiędzynarodowychrozgrywkach, agwiazdy futbolu
częstodecydująsięnatransfery doklubówz byłegoZSRR.
Cozatymstoi?
Przedewszystkimogromnezapleczefinansowe
Bezpłatny dwumiesięcznik
Nr 25 z MAJ 2013
5 6
Większość ekspertówds.
bezpieczeństwa zaczyna jednak wątpić
wjego eskalację, a wojenną retorykę
przywódcy Korei Północnej uważają za
próbę maskowania rozbudowy poten-
cjału atomowego i rakiet dalekiego za-
sięgu. Próbując zrozumieć aktualną de-
stabilizację regionu należy cofnąć się do
początku konfliktu.
W 1943 roku podczas konferencji
kairskiej postanowiono, że Korea po
wojnie będzie państwem niepodległym
i zostaną przeprowadzone wolne wybo-
ry. Po kapitulacji Japonii, teren państwa
koreańskiego został podzielony na dwie
strefy okupacyjne: amerykańską i ra-
dziecką. Państwa te w myśl ustalonych
wcześniej zasad miały czuwać nad wy-
borem wspólnego koreańskiego rządu.
Jednak dotychczasowi sojusznicy za-
czeli rywalizować ze sobą czego skut-
kiem było prześladowanie środowisk
politycznych o odmiennych poglądach.
Amerykanie utrudniali życie komunis-
tom, a strona radziecka partiom demo-
kratycznym i prawicowym. Rozbieżne
interesy mocarstw zaowocowały tra-
gicznymi skutkami. Powstały dwa
rządy, a właściwie już państwa wrogo
do siebie nastawione. Premierem ko-
munistycznej Korei został Kim Ir Sen,
dziadek obecnego przywódcy i bohater
narodowy wielbiony niczym bóg.
Wojna1950-53
Bezpośrednią przyczyną wybuchu
konfliktu była chęć „wyzwolenia”
południowej części półwyspu z pod
władzy imperialistów. W tym celu
wysłano na granice ogromną północno-
koreańską armię, która w krótkim cza-
sie dosłownie przelała się przez teryto-
rium wroga, zajmując jego stolicę i
praktycznie cały kraj z wyjątkiem okrę-
gu Pusan. Udana obrona ów miasta
przez wojska USA, które zostały spe-
cjalnie przerzucone z Japonii, oraz woj-
ska Republiki Ludowo-Demokratycz-
nej pozwoliła na kontruderzenie, które
przechyliło szalę zwycięstwa na stronę
Korei Południowej. Wojna mogła by się
zakończyć gdyby nie tak zwani „ochot-
nicy” z Chin i pomoc materialna ZSRR.
Żadne z tych dwóch państw oficjalnie
nie przyłączyło się do wojny, jednak
wsparcie przyczyniło się do powstania
sytuacji patowej, podczas której żadna
ze stron nie była w stanie uzyskać prze-
wagi. Zmęczenie konfliktem, śmierć
Stalina oraz coraz większy zastój na
froncie stały się przyczynami podpisa-
nia rozejmu. Wojna jednak formalnie
trwa nadal, gdyż nigdy nie podpisano
traktatu pokojowego.
Zmianawarty
Po śmierci w lipcu 1994 roku legen-
darnego założyciela komunistycznej
Korei Kim Ir Sena władzę przejął jego
syn Kim Dzong Il. Państwo to stało się
w tym momencie pierwszym i jedynym
komunistycznym reżimem na świecie z
rodzinną sukcesją władzy, która trwa
nadal. Nowy przywódca nie miał łatwe-
go początku. Poparcie dla swojej wład-
zy musiał najpierw ugruntować siłą.
Jego przeciwnicy przestawiali go jako
nie udolnego przywódcę, który dopro-
wadził do kryzysu nuklearnego. Wiąże
się jego osobę też z szeregiem aktów
terroryzmu, którym szeroko sprzyjał.
Do największych zaliczyć można: eks-
plozje ładunku wybuchowego w Bir-
mie, gdzie zginęło 17 wysokich urzęd-
ników południowokoreańskich w tym 4
ministrów, a prezydent cudem uniknął
śmierci. W 1987 ładunek ukryty w sa-
molocie należącym do południowoko-
reańskiej linii lotniczej doprowadza do
śmierci 115 pasażerów. Korea
Południowa również obwinia Kim
Dzonga Ila za złamanie rozejmu w wy-
niku ostrzelania jej archipelagu Yeon-
pyeong oraz okrętu Cheonan. W rezul-
tacie zatonięcia korwety zginęło 46 ma-
rynarzy. Część ekspertów uważa jed-
nak, że za dwa ostatnie incydenty w
rzeczywistości odpowiada jego następ-
ca Kim Dzong Un.
Narastanienapięcia
Jest on już trzecim przywódcą Korei
Północnej z tzw. Dynastii Kimów.
Młody i nieprzewidywalny podobnie
jak jego ojciec, usiłuje umocnić swoją
pozycję w kraju i na arenie międzyna-
rodowej za pomocą gróźb nowej wojny
oraz rozbudowy potencjału atomowe-
go. Obecnie napięcie zaczęło narastać
w wyniku przeprowadzenia pod koniec
stycznia przez Koreę Płn. udanej próby
rakiety dalekiego zasięgu. Zagrożone
poczuły się Stany Zjednoczone, które
znalazły się w ewentualnym polu
rażenia pocisków zdolnych do przeno-
szenia ładunków nuklearnych. ONZ
jednomyślnie potępił koreański reżim.
Nawet Chiny, które są uważane za so-
jusznika Phenianiu wyraziły swoją dez-
aprobatę co do działań władz północy.
Na początku marca odbywały się
wspólne manewry wojsk USAi Korei
Południowej odebrane na północy jako
prowokacja. Reżim zagroził nawet
prewencyjnym uderzeniem atomo-
wym, a 30 marca ogłosił zerwanie ro-
zejmu i zamknął wspólny okręg prze-
mysłowy Kaesong, ostatni symbol od-
prężenia pomiędzy dwoma stronami.
Napięta sytuacja zaczęła przypominać
początek nowego rozdziału konfliktu,
zważywszy na to, że Amerykanie na
ostrą retorykę odpowiadali w podob-
nym tonie i w tym celu rozmieścili
pływającą tarczę antyrakietową, która
ma zapewnić ochronę USAi sojuszni-
kom w regionie. Ostatecznie napięcie
powoli opada, a gróźb ze strony reżimu
ubyło. Korea Północna zdaje sobie
sprawę, że gdyby wybuchła tzw. gorąca
wojna, pozostałaby sama. Sytuacja po-
lityczna na świecie zmieniła się i nie
przypomina tej z czasów wojny koreań-
skiej, od której mija w tym roku już
60 lat.
JacekJÓŹWIAK
Niebezpieczny
półwysep
Doniedawnamedia
wręcz bombardowały
nas informacjami na
temat kolejnegokry-
zysunaPółwyspieKo-
reańskim. Tymrazem
sytuacjastałasięna
tylepoważna, iż może
dojść dootwartego
konfliktu.
Konflikt Korei Południowej i Północnej madługąhistorię
F
o
t
.
f
o
t
e
r
.
c
o
m
2 www.facebook.com/gazeta.fenestra
OPZZ, Grupy sprzeci-
wiające się ACTA, Akcja Katolicka,
Więcej Demokracji, Tiry na Tory,
Obywatele Obywatelom oraz Fo-
rum Związków Zawodowych. To
tylko kilku reprezentantów ruchu,
którzy pojawili się na spotkaniu
„Platformy Oburzonych” 16 marca.
Co połączyło organizacje, stowa-
rzyszenia i związki zawodowe, któ-
re, jeśli przyjrzeć się im bliżej, mają
bardzo różne postulaty? Spoiwem
był rząd, a raczej niechęć do niego i
jego ignorancji. Przykładem ma być
projekt podpisany przez dwa milio-
ny obywateli, dotyczący referen-
dum w sprawie podniesienia wieku
emerytalnego. Wniosek Solidarnoś-
ci w tej sprawie przez Sejm został
odrzucony.
Referendumjest najważniejsze
Nie bez powodu jedną z
głównych twarzy powstającego ru-
chu społecznego jest Paweł Kukiz.
Muzyk od jakiegoś czasu zaan-
gażował się w projekt zmieleni.pl.
Walczy w nim o jednomandatowe
okręgi wyborcze. To, obok postula-
tu nadania referendum większego
znaczenia, najpoważniejsze argu-
menty, jakie padły podczas spotka-
nia. Kukiz to dobry reprezentant
oburzonych. Niektórzy zarzucają
mu radykalizm, a także brak
Wostatnimnumerze Fenestry
wspominałamo zmianach, a raczej o
ich braku wnaszympaństwie. Jak się
jednak okazuje, muszę cofnąć moje
słowa – zmiany następują. Wrządzie
na przykład doszło do kilku od-
wołań, Platforma Obywatelska zdaje
się tracić silną pozycję, a PiS zmie-
nia nieznacznie swój stosunek do
niej. Dlaczego o tymwspominam?
Ponieważ chciałabymWas zachęcić
do regularnego odwiedzania nowej
strony internetowej Fenestry, na któ-
rej piszemy o naszych obserwacjach
dotyczących procesównie tylko w
państwie. Znajdziecie na niej sporą
dawkę polityki, ale nie zabraknie też
ciekawych tekstówdla miłośników
kultury, nauki czy sportu. Po adres
odsyłamna ostatnią stronę.
Aco czeka na Was w tym nume-
rze? Jak przystało na gazetę poli-
tyczną przygotowaliśmy dużo teks-
tów o tej właśnie tematyce. Skupi-
liśmy się nie tylko na sytuacji w
Polsce, ale także na świecie. Tym,
którzy zastanawiają się nad rozpo-
częciem od października studiów na
drugim kierunku, ale nie wiedzą,
czy będą musieli za nie płacić, pole-
cam artykuł Darii Drejzy. Dla miłoś-
ników futbolu ze wschodniej części
Europy Konrad Witkowski przygo-
tował tekst rozprawiający o kulisach
tamtejszej piłki nożnej. Magdalena
Witek z kolei zdecydowała się przy-
bliżyć Wam ideę ustanawiania w
Polsce roku konkretnej postaci.
Postanowiliśmy w tym wydaniu
poświęcić również trochę miejsca
kobietom. Macie więc okazję prze-
czytać teksty o ich miejscu w prze-
strzeni publicznej, rozwoju kobie-
cych postaci w historii kina, a na
deser sprawdzić, co o poznańskim
futbolu myśli prawdziwa kobieta
sukcesu – Izabella Łukomska-
Pyżalska.
Tradycyjnie już czekamy na Wa-
sze komentarze i opinie. Wraz z całą
redakcją życzę udanej lektury!
BeataKAPUSTA
Redaktor naczelna
Od kwietnia wduńskiej telewizji
emitowany jest nowy show, wktó-
rymprowadzący wraz z zaproszo-
nymi mężczyznami na głos oce-
niają ciało stojącej przed nimi na-
giej kobiety. Na programod razu
posypały się gromy, gdyż poniża
kobiety i zachęca do przedmioto-
wego ich traktowania. I nie ma się
co dziwić, gdyż z pewnością kobie-
ty te były łapane na ulicy, a następ-
nie siłą rozbierane i wpychane do
telewizyjnego studia. Ale gdzie
Dania, a gdzie nasze polskie pie-
kiełko? Proszę bardzo, przykład
prosto z kraju: wybory miss SGGW.
Samorządowi, czy może raczej sa-
mej uczelni, zebrało się wmediach
za zorganizowanie seksistowskiej
imprezy. Stało się coś strasznego –
jeszcze niedawno studentki stroniły
od hulaszczych zabaw, a wolne
chwile spędzały na odmawianiu
różańca. Nagle cały ten moralny
porządek został zachwiany przez
warszawskie wszeteczeństwo. I to
wmurach uczelni! Zastanawia
mnie, czy można wogóle zrobić
wybory miss unikając erotycznej
atmosfery i tego typu skojarzeń? Z
tego, co mi wiadomo, takie wybory
wręcz polegają na ocenianiu apary-
cji kandydatek, a aparycja ta ma do
siebie, że wszelkimdojrzałymsam-
comkojarzy się jednoznacznie. Jeś-
li SGGWchce pozostać przy idei
wyborów, ale pozbawić je pier-
wiastkówfizyczności, proponuję
następującą formę: studentki nieza-
dbane, ubrane nie tylko aseksual-
nie, ale wręcz odpychająco, prezen-
tujące na wybiegu... indeksy! Wten
sposób, przy pełnej politycznej po-
prawności, na pierwszy plan wysu-
wamy intelekt. Ajeśli o politycznej
poprawności mowa, to najwyższy
czas pomyśleć nad zmianą okropnie
seksistowskiego tekstu pieśni Gau-
deamus igitur, który głosi: Niechaj
żyją wszystkie dziewczyny, przy-
stępne, piękne. Przystępne? Pięk-
ne? Co to wogóle ma znaczyć?
GracjanJAMROSZCZYK
Wstępniak Polityki nigdyzawiele
Komentator Seksownaprzesada
Wokół tematu płatności za drugi kierunek
narosło wiele mitów. Przez ostatnie dwa lata studenci
tłumnie rekrutowali się na drugi kierunek powtarzając so-
bie: to ostatni rok, gdy mogę to zrobić za darmo. Jednak
okazywało się, że reforma była wciąż przekładana. Osta-
teczna decyzja jest taka, że od nowego roku akademickie-
go 2013/2014 student rozpoczynający drugi kierunek bę-
dzie musiał za niego zapłacić, chyba że dostanie stypen-
diumrektora dla najlepszych studentów. Osoby przyjęte
na drugi kierunek przed dniem1 października 2012 roku
(czyli rozpoczynające naukę na kolejnymkierunku stu-
dióww roku akademickim2012/2013) nie będą płacić za
studia.
Każda osoba studiująca stacjonarnie na uczelni pub-
licznej ma prawo rozpocząć naukę na drugim kierunku.
Jeśli pragnie to zrobić od roku akademickiego 2013/2014
od tego czy dostanie stypendium rektora dla najlepszych
studentów na pierwszym kierunku, będzie zależało, czy
będzie musiała wnieść opłatę za studia na kolejnym.
Jeżeli na pierwszym roku studiów na drugim kierunku
nie spełni wspomnianych kryteriów zobowiązana jest
wnieść opłatę również za pierwszy rok studiów.
Nowelizacja ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym
wprowadziła wiele istotnych zmian, które precyzują nie-
jasną do tej pory sytuację „dwukierunkowców”. Zgodnie
z art. 99 tej ustawy uczelnia publiczna może pobierać
opłaty za świadczone usługi edukacyjne na studiach sta-
cjonarnych, jeżeli jest to drugi lub kolejny kierunek stu-
diów danego studenta. Konstrukcja ta zakłada, że
bezpłatne mogą być studia drugiego stopnia rozpoczęte
po studiach pierwszego stopnia. Jednak przepis ten nie
odnosi się do jednolitych studiów magisterskich rozpo-
czętych po ukończeniu studiów pierwszego stopnia na
danym kierunku, ponieważ zgodnie z art. 2 ust. 1 pkt 9
ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym studia jednolite
magisterskie traktowane są jako odrębna forma kształce-
nia. Wysokość opłat ustali rektor danej uczelni publicz-
nej. Jednak opłaty te nie mogą przekraczać kosztów po-
noszonych w zakresie niezbędnym do uruchomienia i
prowadzenia w danej uczelni studiów.
Sytuacja konkretnego studenta może być o wiele bardziej
skomplikowana, dlatego istnieje możliwość uzyskania od-
powiedzi na nurtujące nas pytania z oficjalnego źródła. Na
stronie internetowej elektronicznej platformy usług admini-
stracji publicznej http://epuap.gov.pl/ po zalogowaniu
można zadać pytania w formie pisma urzędowego, na
które musi być udzielona odpowiedź w ciągu 30 dni.
DariaDREJZA
Ucz się i płać!
Rozpoczynać studiowanienadrugimkierunkuczynie? Będzieonpłatny?
Jeśli tak, toodkiedy? Cozestudentami, którzychcązacząć studiadrugiego
stopnia? Czydasięjakoś zwolnić z obowiązkowychopłat?Tei innepytania
spędzająsenz powiekwielustudentom. Jakjest naprawdę?
Druga
Ponadstoorganizacji, stowarzyszeńi związkówza-
wodowychwjednymmiejscu. Niebył toparlament,
aleniebyłatotakżeulica. Akcjarozegrałasięwsali
BHPStoczni Gdańskiej. Reżyseremniebył Andrzej
Wajda, acelemniebyłarekonstrukcjahistorycznych
wydarzeń. Namiejscuznówpojawił sięNSZZ
„Solidarność”. Powód? Oburzenie, lecz nietylkoich.
Tymrazemcałej platformy.
Każdego miesiąca wpolskich
mediach można znaleźć krytyczną
uwagę wobec Kościoła rzymskokato-
lickiego. Nie tak dawno „Newsweek”
uraczył nasze oczy wymowną
okładką z księdzemobejmującym
głowę chłopca. Chwilę później dy-
rektorka poznańskiego teatru sko-
mentowała nowego papieża. I od razu
podnosi się głos adwokatówdiabła w
imię wolności słowa lub co gorsza,
rzekomego ujawniania prawdy. Praw-
da jest jednak taka, że karmi się od-
biorcówskrajnymi przypadkami
służącymi manipulowaniu emocjami.
Wrezultacie nowoczesny Polak gar-
dzi duchowieństwemoraz Koś-
ciołem, widząc wnimwylęgarnię hi-
pokryzji, pazerności oraz zagrożenie
dla wolności człowieka. Àpropos
wolności! Nie mielibyśmy jej tyle,
gdyby nie ten parszywy Kościół...
Wstydliwy rodowód
W zeszłym miesiącu minęła roczni-
ca przełomowego momentu w dzie-
jach naszego kraju. 14 kwietnia 966
Mieszko I przyjął chrzest, tym samym
zrównał politycznie Państwo Gnie-
źnieńskie z innymi krajami Europy.
Następnie na tereny dzisiejszych ziem
polskich napłynęło duchowieństwo.
To jemu zawdzięczamy rozwój admi-
nistracji, szkolnictwa, gospodarki rol-
nej oraz podwalin polskiej kultury. Od
tego czasu losy Polski były ściśle
związane z chrześcijaństwem, czy się
to komuś podoba czy nie. Wybitne
umysły, zasłużone dla kraju rekruto-
wały się z duchowieństwa. Lista jest
bardzo długa: Piotr Skarga, Jan
Długosz, Stanisław Konarski, Sta-
nisław Staszic, Michał Poniatowski,
Hugo Kołłątaj, etc. Można tu wręcz
mówić machulszczyzną: - Kopernik
też była… duchownym!
MissionImpossible
Inna rzecz to służba Kościoła
rzymskokatolickiego wobec ludzi i
Ojczyzny w PRL-u, o której warto
pamiętać. Nieoczekiwany wybór
Stefana Wyszyńskiego na prymasa
Polski okazał się zaskakująco
dobrym krokiem. Potępiał władzę za
tłumienie protestów robotniczych.
Ekscytujemysię, gdyporaz kolejnywimięto-
lerancji i wolności ludzkiej media„przywalą”
Kościołowi. Aprzecież bez tegoKościołanie
byłobyani Nas, ani tychmediów.
3 maj 2013
politycznego doświadczenia,
ale można to obrócić na jego ko-
rzyść.
Oburzeni Polacy mają dość poli-
tyki, więc osoba, która wyraźnie się
od niej odcina natychmiast zyskuje
poparcie. Dodatkowym plusem jest
jego nieustępliwość. O zmielonych
głośno było w internecie, okazjo-
nalnie wspominało się w mediach, a
politycy po prostu temat przemil-
czeli. Mimo to Kukiz nie poddał się
i zamiast ustąpić, coraz głośniej do-
maga się zmian. Teraz obok Pola-
ków, którzy poczuli się oszukani nie
zrealizowaniem postulatu o jedno-
mandatowych okręgach wybor-
czych, ma obok siebie wszystkich
tych, którzy chcą, by Polska była
drugą Szwajcarią.
Cóż tam, Panie, wpolityce?
Dzięki referendum szereg organi-
zacji, które wystąpiły przeciwko
obecnemu porządkowi polityczne-
mu, mogłyby wywierać większy
wpływ na kształt państwa, a przy-
najmniej miałyby szansę na spraw-
dzenie czy można ich postulaty
wprowadzić w życie. Obecnie naj-
poważniejszą formą sprzeciwu jest
strajk. Tylko on może zmusić
rządzących do zrobienia czegoś
więcej niż wysłuchanie. Piotr Duda
zapowiada kolejne protesty. W pla-
nach ma zorganizowanie kilkudnio-
wej manifestacji we wrześniu w
Warszawie. Na razie jego platforma
ucichła, ale wygląda na to, że to tyl-
ko cisza przed burzą.
Połączone siły wielu organizacji
mogą zyskać poparcie obywateli,
ale ruch nie ma aspiracji politycz-
nych. Bez tych trudno będzie o
wprowadzenie jakichkolwiek
zmian. Obecnie żadna z partii, które
zasiadają w Sejmie nie poprze ich
postulatów. Nie jest to na rękę
rządzącym, ale także opozycji.
Gdyby Ruch Palikota lub SLD po-
parło projekt wprowadzenia jedno-
mandatowych okręgów wybor-
czych, mogłyby skazać się na poli-
tyczną śmierć. W Wielkiej Brytanii
oraz Stanach Zjednoczonych, gdzie
taki system obowiązuje, znaczenie
mają głównie dwie największe par-
tie. U nas obecnie z pewnością
byłoby to PO i PIS. Krótko mó-
wiąc: zmiany są nierealne.
Paweł Kukiz traktuje JOW jako
lek na całe zło. Piotr Duda to samo
sądzi o referendach, dzięki którym
postulat Zmielonych (później także
innych organizacji) łatwiej będzie
wprowadzić w życie. W swoim
podejściu zakładają, że ludzie będą
wybierać tych najlepszych i najucz-
ciwszych, a w referendach podejmą
słuszne decyzje. Tylko, czy teraz
idąc na wybory nie kierujemy się
podobnym tropem? Być może pro-
blem leży w kandydatach i tym, że
nie mamy na kogo głosować, ale,
jak się nie ma, co się lubi, to się
lubi, co się ma.
JarekWIĘCŁAWSKI
Paweł Kukiz traktujeJOWjakoleknacałezło.
Piotr Dudatosamosądzi oreferendach, dzięki
którympostulat Zmielonych(później takżein-
nychorganizacji) łatwiej będziewprowadzić wżycie.
DonKichot
XXIwieku
Unia wie, że nie może pozwolić so-
bie na to, żeby niewielki kraj stanął
na czele politycznej inicjatywy, któ-
rej mogłoby przyświecać motto:
„Popatrzcie, bez Unii da się żyć!”
Budapeszt wWarszawie
– Jestem głęboko przekonany, że
przyjdzie taki dzień, że nam się
uda, że będziemy mieli w Warsza-
wie – Budapeszt – mówił po prze-
granych w 2011 roku wyborach
parlamentarnych lider Prawa i
Sprawiedliwości Jarosław Kaczyń-
ski. Polityczne ambicje największej
partii opozycyjnej w Polsce są póki
co sprawą drugorzędną, gdyż obec-
ny rząd RP w działalności Fideszu
żadnej inicjatywy nie dostrzega.
Reformatorskie zapędy Viktora Or-
bana można zestawić z poczynania-
mi Donalda Tuska tylko na zasa-
dzie antagonizmu. Część Polaków
uzna zapewne, że wzorem Platfor-
my Obywatelskiej lepiej jest robić
niewiele, nie narażając się na burę z
Brukseli.
Taka postawa jest do wytłuma-
czenia w odniesieniu do państwa, w
którym jakość życia jest znacznie
wyższa niż w Polsce i na Węg-
rzech, ponieważ unikając od-
ważnych, często nawet ryzykow-
nych reform stoimy w miejscu, a
stojąc – robimy krok w tył. Śmiem
postawić tezę, że Polska cierpi na
brak polityków przez duże „P”. Ze
świecą szukać u nas postaci nieby-
wale charakterystycznych, które w
imię głoszonych idei są w stanie
przeciwstawić się najmożniejszym
tego Starego Kontynentu.
Oczywistym jest, że żaden polityk
nie porwie za sobą wszystkich, ale
Polska potrzebuje dziś kogoś po-
kroju premiera Węgier zarówno na
prawicy, jak i na lewicy. Kogoś, kto
nie będzie się bał, żeby głośno i
wyraźnie mówić w Europie o tym,
czego potrzebuje kraj nad Wisłą.
Błażej LENDZINSKI
Przewodniczący Komisji
Europejskiej Jose Manuel Barroso
napisał do premiera Węgier list
otwary, w którymgrozi Budapeszto-
wi wszczęciemprocedury o naru-
szenie prawa unijnego wzwiązku z
nowelizacją konstytucji. Czwarta
poprawka zakłada m.in.: prawo par-
lamentu do decydowania, które or-
ganizacje wyznaniowe zostaną
przez państwo węgierskie uznane
jako Kościoły, zdefiniowanie
małżeństwa tylko jako związku ko-
biety i mężczyzny, a także zakaz
prowadzenia kampanii przedwybor-
czych w komercyjnych mediach.
Ten niewielki kraj okazuje się być
najbardziej aktywnymbastionem
działań sprzecznych z interesami
Unii Europejskiej.
Walkaz wiatrakiem
Polemika między rządem Ma-
dziarów a UE zaczyna przypominać
konfrontację Dawida z Goliatem.
W tej sytuacji nie jest łatwo osądzić
kto zyska, a kto straci. Wielu
mogłoby zadać pytanie o istotę spo-
ru z konserwatywnym rządem tego
10-milionowego kraju, który nie
jest postrzegany jako europejski po-
tentat w żadnej dziedzinie.
W czym więc rzecz? Unia wyraź-
nie obawia się niezależności swoich
członków. Kryzys światowy dopro-
wadził do chaotycznej sytuacji nie-
pewności i drastycznego spadku po-
ziomu ufności do unijnych instytu-
cji. Od Lizbony po Tallin Europej-
czycy poddają w wątpliwość, czy
decyzje Brukseli są jedynymi
słusznymi, jedynymi, które wypro-
wadzą Stary Kontynent na prostą.
Nasi bracia znad Dunaju są niczym
mały rycerz, który sam wiele nie
zdziała, ale może zainspirować
swoją postawą silniejszych od niego.
Niepodrodzejest Viktorowi Orbanowi i Unii
Europejskiej. PremierWęgier jest wiernyswoim
przedwyborczymobietnicom– usilnychstarań
doreformowaniakrajuodmówić muniemożna.
CzykluczemdosukcesuwEuropiejest dziś
posiadaniepolitykaniepokornego?
Polskacierpi nabrakpolitykówprzez
duże„P”. Zeświecąszukać unas postaci
niebywalecharakterystycznych, którewimię
głoszonychidei sąwstanieprzeciwstawić sięnajmożnie-
jszymtegoStaregoKontynentu.
Szwajcaria
POLOWANIE NAZAKONNICE
Zaznaczał, że najważniejszym
dobrem człowieka jest wolność. Sta-
rał się wychować Polaków na pat-
riotów miłujących ojczyznę w cza-
sach, gdy system gwarantował
awans najbardziej konformistycz-
nym i nieobliczalnym ludziom. Do-
cenić tę działalność można tylko
znając tamte czasy, gdzie znaczne
grono patriotów zostało „wybite”
kulą w łeb, a ocalała garstka nie
mogła pogodzić się z przegraną Pol-
ski, pozostając w cieniu. Wyszyński
angażował się również w rozwiąza-
nie powojennego konfliktu polsko-
niemieckiego, czego przejawem
było orędzie polskich biskupów do
niemieckich ze słowami: „przeba-
czamy i prosimy o wybaczenie.”
Znany jest wszystkim pontyfikat
Karola Wojtyły. Ale czy ludzie wy-
chowani w wolnej Polsce zastana-
wiali się, czym dla zwykłego
człowieka był wybór Polaka na pa-
pieża? Dla człowieka, którego fi-
zycznie i psychicznie waliły na
przemian czerwony sierp i młot, a
enklawę spokoju i nadziei zapew-
niał właśnie Kościół? Jaką iskrę na-
dziei na wysuszone marzenia o nie-
podległości Polaków rzuciła wizyta
Jana Pawła II w czerwcu 1979?
Niewykluczone, że słowa homilii: -
„Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi
oblicze Ziemi, Tej Ziemi”, przyczy-
niły się do powstania Solidarności.
Również w tym temacie Kościół
stawał na wysokości zadania, czy w
osobie ks. Popiełuszki, czy w chwili
ogłoszenia stanu wojennego, gdzie
internowanym duchowni pomagali
jawnie i w konspiracji.
Pamięć złotej rybki
Dziś, wolni od jarzma sowietów,
„pałujemy” Kościół tymi samymi
sposobami, którymi kiedyś posługi-
wali się nasi oprawcy. Zamiast po-
tępić dane zachowanie, bezrefle-
ksyjnie dajemy się podpuścić lin-
czowi na całej instytucji, zapomi-
nając jak dużo jej zawdzięczamy.
Ekscytujemy się, gdy po raz kolejny
w imię tolerancji i wolności ludz-
kiej media „przywalą” Kościołowi.
Aprzecież bez tego Kościoła nie
byłoby ani Nas, ani tych mediów.
Michał PYCIO Wartozastanowić sięjakiemiejcezajmujeobecnieKościół wPolscei jakjest postrzegany.
Mediastawiająbezdyskusyjnyznakrówności międzyateizmem
ainteligencją. Powołaniemobozulaicyzacji przestałobyć uwol-
nieniespołeczeństwaspodchrześcijańskiegopraniamózgu.
Obecnieobóz tensamformatujeswoichbezrefleksyjnychwy-
znawcówzaszczepiając imnienawiść docałegoKościoła.
Wefekcieprzypominatochemioterapię, gdziechcąc zniszczyć
komórki rakowe, niszczymycałyorganizm.
4 www.facebook.com/gazeta.fenestra
a nie można ich spotkać na naj-
wyższych stanowiskach, oznacza to,
że nie liczą się kompetencje, tylko
inne czynniki – twierdzi pełnomoc-
nik rządu ds. równego traktowania,
Agnieszka Kozłowska-Rajewicz.
Inne, czyli konkretnie, jakie? Nadal
w naszym społeczeństwie pokutuje
przekonanie, że mężczyzna jest bar-
dziej kreatywny i w pełni oddany
pracy. Jak pokazuje praktyka, ciągle
w przypadku zakładania rodziny, to
kobieta „wypada” z zawodowego
obiegu i poświęca się wychowaniu
dzieci. To nie polityka społeczna czy
legislacja są największymi polskimi
problemami, ale właśnie stereotypy i
mentalność. Niezwykle trudno
oprzeć się wrażeniu, że przy zatrud-
nianiu młodych ludzi, pracodawcy
mając przed sobą dwie podobne, co
do zawartości aplikacje – kobiety
oraz mężczyzny, wybiorą raczej
mężczyznę, bo „przecież kobieta po-
tencjalnie równa się w niedalekiej
przyszłości założeniu rodziny, czyli
urodzeniu dzieci i problemom”.
Prawo, apraktyka
Polskie prawo dosyć dobrze chroni
równość obywateli na płaszczyźnie
zawodowej. Zabronione jest na
przykład pytanie na rozmowie kwali-
fikacyjnej o zamiar posiadania w naj-
bliższej przyszłości dzieci. Agnieszka
Kozłowska-Rajewicz podkreśla, że
kłopot stanowi raczej wykonanie tego
prawa. – Zabronione jest także nie-
równe wynagradzanie pracy kobiet i
mężczyzn. Równa praca to równa
płaca, o równej wartości – prawo tego
wymaga. Tak powinno się dziać rów-
nież w praktyce, a często niestety się
nie dzieje. Wówczas należy skiero-
wać się do Inspekcji Pracy, jako orga-
nu nadzorującego. Czy jedna wizyta
inspektora może zmienić podejście
pracodawców do problemu? Oczy-
wiście nie. Dlatego tak ważne jest
edukowanie i debatowanie nad tym,
jak jeszcze można wpłynąć na zmianę
rzeczywistości oraz przełożyć teore-
tyczne zapisy na faktyczne zmiany na
rynku pracy. Na spotkaniu „Partycy-
pacja kobiet w polityce”, które odbyło
się na Wydziale Nauk Politycznych i
Dziennikarstwa UAM 11. kwietnia
posłanka SLD, Krystyna Łybacka
słusznie wspominała, że już w szkole
podstawowej dzieciom wmawia się
pewną prawidłowość – chłopcy są
kreatywni, przebojowi, błyskotliwi, a
dziewczynki sumienne i przykładne.
Efekt? Wystarczy wrócić do wypo-
wiedzi Agnieszki Kozłowskiej-Raje-
wicz.
Szerszespojrzenienaproblem
Dyskusja nad miejscem kobiety w
polskim życiu publicznym nie odnosi
się wyłącznie do kwestii zajmowania
kierowniczych stanowisk. Mgr Joan-
na Kałużna, która wraz z mgr Elizą
Kanią założyła, a teraz także
współprowadzi Koło Naukowe Stu-
diów Genderowych na WNPiD UAM
stwierdza: – Problem dotyczy wielu
płaszczyzn, ale podejście się zmienia.
Pojawiają się śmieszne fanpage’e na
Facebooku, np. „Nie chodzę na pane-
le, w których występują tylko
mężczyźni”. Jest to interesujące zja-
wisko, które nie tylko trafnie wyłapu-
je absurdy rzeczywistości, ale i je wy-
śmiewa. Osobiście bowiem nie wie-
rzę, że w danym zakładzie organi-
zującym konferencję, czy zespole ba-
dającym konkretne zagadnienie, nie
ma żadnej kobiety. Podobnie rzecz
wygląda w przekazach medialnych –
przykładowo, na temat bezpieczeń-
stwa na drodze wypowiadają się za-
zwyczaj mężczyźni, tak jakby kobiety
w ogóle nie kierowały pojazdami, czy
nie były pieszymi.
Warto zwrócić również uwagę na
jeszcze jedną kwestię – prawa kobiet,
bez których nie byłoby całej dyskusji.
Nawet, jeśli pewne kwestie są uregu-
lowane w konstytucji i ustawach, nie
oznacza to, że będą wykonywane w
praktyce, tak jak należałoby tego
oczekiwać i po to właśnie trzeba an-
gażować ludzi i zmieniać ich postawy.
Przykładem mogą tu być tegoroczne
Walentynki, podczas których na poz-
nańskim dworcu PKP kilkadziesiąt
XXI wiektoczas, wktórym
teoretyczniewszyscyjes-
teśmysobierówni i mamy
prawodozajmowania
różnychmiejscwżyciu
publicznymorazprywat-
nym.
Płeć, orientacja seksualna, po-
glądy czy rodzinne plany nie powinny
mieć najmniejszego wpływu na nasze
życie zawodowe i rozwój ścieżki ka-
riery. Wpraktyce nie mają, ale tylko
pozornie. Dlaczego? Można przecież
powiedzieć, że podział ról z
mężczyzną jako żywicielemrodziny i
kobietą – strażniczką domowego
ogniska już dawno stracił rację bytu i
odszedł wniepamięć. Mimo wszystko
płeć piękna nadal musi walczyć o po-
ważne traktowanie na rynku pracy
oraz możliwości samorealizacji takie,
jakie posiadają mężczyźni.
Około 60% absolwentów szkół
wyższych w Polsce, 40% pracodaw-
ców i 35% osób prowadzących jed-
noosobową działalność to kobiety.
Niestety stanowią one tylko 12%
osób zasiadających w radach nadzor-
czych i zarządach spółek. Jeżeli ko-
biety są wykształcone, doświadczone
i przygotowane do pracy w biznesie,
Złośliwi mówią, że jeśli
chcesz zarobić na Facebooku, to wej-
dź wustawienia swojego konta, klik-
nij „dezaktywuj” i wyjdź do pracy.
Prawda jest jednak zupełnie inna.
Żyjemy w czasach rozwoju me-
diów społecznościowych. Evan Bai-
lyn, autor książki „Przechytrzyć so-
cial media”, nazywa je „Dzikim Za-
chodem” i trudno się z tym porów-
naniem nie zgodzić. Internet idzie do
przodu, a informacje społeczne zna-
lazły się w centrum zainteresowania.
Kiedyś najważniejsza w marketingu
internetowym była wysoka pozycja
w wyszukiwarce, obecnie popular-
ność mierzy się liczbą „polubień” i
komentarzy na fanpage. Dlaczego?
WieoTobiewszystko
Gdy 20-letni Mark Zuckerberg
zakładał portal Facebook, prawdopo-
dobnie nie przypuszczał, w jakim
kierunku się to wszystko potoczy. Po
9 latach serwis ma ponad miliard
użytkowników i wyraźne aspiracje,
aby wpływać na świat.
Nie każdy wie, że ten portal od
2010 roku ma wbudowany tzw.
„otwarty socjogram”. Jest to gigan-
tyczna mapa powiązań między użyt-
kownikami, ich zainteresowaniami,
ulubionymi miejscami itp. Zbiera in-
formacje o znajomościach, ale co
najważniejsze - zapisuje odwiedzane
strony internetowe. Właśnie dzięki
temu portal może tak skutecznie wy-
świetlać reklamy dostosowane indy-
widualnie do Ciebie. Daje to ogrom-
ne, nieuchwytne wcześniej możli-
wości dla reklamodawców. Dzięki
temu można stwierdzić, że Facebo-
ok jest już czymś więcej niż porta-
lem społecznościowym. Jest obo-
wiązkowym elementem każdej stro-
ny internetowej. Media społecznoś-
ciowe nie sprzedają produktów czy
usług, ich jedynym biznesowym za-
stosowaniem jest ułatwienie tej
sprzedaży.
Reklamadźwigniąhandlu
Podstawą kampanii reklamowej
na Facebooku jest fanpage. W inter-
necie można znaleźć wiele „złotych
zasad” prowadzenia fanpage'a, wś-
ród których są m.in. bycie natural-
nym, urządzenie konkursów i
dołączanie elementów graficznych
do każdego posta. Prowadzenie fan-
page'a pozwoli tworzyć reklamy,
które będą wyświetlać się wskazanej
grupie odbiorców. Korzystając z Fa-
cebooka ludzie mają wrażenie, że
nie ma na nim nachalnej promocji.
„Lubiąc” jakiś fanpage czują się
częścią mini-społeczności osób o po-
dobnych poglądach czy upodoba-
niach. Nawet profile firmowe nie
nakłaniają wprost do zakupu. Tak
samo jest z reklamami - jeśli ten
mały tekst u boku strony brzmi przy-
jaźnie, przyniesie ci więcej kliknięć.
To bardzo uproszczony schemat
działania tego zjawiska. Pojawia się
jednak pytania: kto się tym zajmuje?
Tajemnicefanpage'a
Nie jest sekretem, że mało która
duża firma prowadzi swój fanpage
sama. Zazwyczaj robią to agencje re-
klamowe. Istnieją nawet agencje so-
cial media, wyspecjalizowane właś-
nie w kreowaniu wizerunku na por-
talach społecznościowych. Pojawia
się nowy zawód - osoby wyspecjali-
zowanej w tych portalach. Coraz
częściej można zobaczyć ogłoszenia
o wakatach dla managera ds.
społeczności serwisu, specjalisty ds.
social media, czy social media con-
tent designera. Taka osoba musi po-
siadać nie tylko znajomość trendów
w PR i marketingu, ale także (w za-
leżności od wymagań pracodawcy)
umieć tworzyć strony internetowe,
aplikacje i grafikę komputerową.
Ważna jest zdolność komunikacji z
każdą grupą i dostosowanie swojego
stylu wypowiedzi do tego prezento-
wanego przez obiorcę treści. W Pol-
sce odbywają się nawet szkolenia z
„Facebook marketing”. Podczas nich
uczestnicy poznają system reklamo-
wy FacebookAd. Uczą się, jak ra-
dzić sobie z firmową stroną na Face-
booku, tworzyć aplikacje, a także
dowiadują się, czym są „black&whi-
te hat social media”.
Siłalajków
Jednak media społecznościowe
mogą działać także w drugą stronę –
przeciwko firmie czy instytucji.
Świadczy o tym niedawna sprawa
ANTYNC+, profilu założonego
przez poznańskiego studenta. Po
pewnym czasie niezadowolonych
„lubiących” było tak wielu, że zmu-
Kobietapo polsku
Zawód Facebook
F
o
t
.
E
l
i
z
a
K
a
n
i
a
F
o
t
.
f
o
t
e
r
.
c
o
m
Spotkanie„Partycypacjakobiet wpolityce”naWydzialeNaukPolitycznychi DziennikarstwaUAM
Facebookdajecoraz więcej możliwości
5 maj 2013
Wielcy i (nie)zapomniani
Patroni danego roku ustana-
wiani są uchwałą Sejmu. Obchodzi-
liśmy już lata m.in. Fryderyka Cho-
pina, Czesława Miłosza, Marii
Skłodowskiej-Curie, Janusza Kor-
czaka, Juliusza Słowackiego, Zbig-
niewa Herberta. Wybór konkretnej
osoby wiąże się zawsze z jakąś rocz-
nicą przypadającą wdanymroku, np.
rok 2013 to sześćdziesiąta rocznica
śmierci i stulecie debiutu poetyckie-
go Juliana Tuwima. Zastanawiające
jest jednak, co z tych rocznic wyni-
ka, jaki jest cel ich upamiętniania w
taki sposób, i przede wszystkim–
czy cel udaje się osiągnąć?
Garść formalności
W art. 33a Regulaminu Sejmu
czytamy, że aby dany rok mógł zos-
tać ustanowiony rokiem konkretnej
osoby, należy do 31. października
poprzedniego roku złożyć stosowny
projekt uchwały. Projekty trafiają
przed sejmową Komisję Kultury i
Środków Przekazu. Zadaniem ko-
misji jest wybór maksymalnie trzech
osób lub wydarzeń historycznych,
które należy uczcić. Wokół postaci
czy rocznicy w danym roku muszą
mieć miejsce upamiętniające je wy-
darzenia. Ideą, jaka przyświeca licz-
nym wystawom, koncertom, kon-
kursom, publikacjom, jest oddanie
hołdu wybitnym Polakom oraz prze-
de wszystkim edukowanie o ich do-
konaniach i twórczości, bo jeśli cho-
dzi o tę wiedzę, to mamy jako naród
powody do wstydu. Jak podało
TVN24 przy okazji Roku Chopi-
nowskiego w 2010 roku – tylko 7%
Polaków wie, w jakim stylu tworzył
Chopin. Są to wyniki badań sprzed
trzech lat, jednak nie sądzę, by od
tamtego czasu zaszła jakaś diamet-
ralna zmiana w wiedzy rodaków.
Chopingórą
Zostając przy temacie Roku Cho-
pina, nie sposób nie zauważyć, że
wyróżniał się na tle innych. Towa-
rzyszyła mu znacznie większa liczba
wydarzeń kulturalnych, częstsze po-
jawianie się w mediach i przede
wszystkim nieporównywalnie więk-
sza skala niż na przykład podczas
Roku Miłosza czy Słowackiego. W
2010 roku prawdopodobnie każdy
wiedział, kto jest jego patronem, cze-
go raczej nie można powiedzieć o in-
nych latach. Dlaczego akurat Cho-
pin? Jednym z powodów mógł być
szeroki przekrój środków promocji
Roku Chopinowskiego skierowanych
do każdego typu odbiorców – od nie-
zliczonej ilości koncertów w filhar-
moniach, operach i teatrach, przez
otwarcie Muzeum Fryderyka Chopi-
na, organizowanie zajęć, warsztatów
i konkursów dla dzieci, wydawanie
książek, albumów oraz płyt z różnym
aranżacjami muzyki Chopina, aż do
pojawienia się jego muzyki na festi-
walach takich jak Woodstock czy
Open’er. Skala „chopinomanii” prze-
kroczyła również granice Polski.
Fryderyk Chopin jest bowiem wy-
mieniany przez obcokrajowców jako
najbardziej znany Polak, obok Jana
Pawła II i Lecha Wałęsy.
Jednak to wciąż nie jest dostatecz-
ne wytłumaczenie, dlaczego obcho-
dom lat innych osobistości nie towa-
rzyszył taki rozmach. Ajak nie wia-
domo o co chodzi, to chodzi o pie-
niądze. W promocji wydarzeń Roku
Chopina z pewnością pomogło dofi-
nansowanie tego celu przez Minis-
terstwo Kultury i Dziedzictwa Naro-
dowego kwotą 50 mln zł. Dla po-
równania – program Roku Miłosza
dysponował budżetem w wysokości
7 mln zł, a na Rok Tuwima przezna-
czono 800 tys. zł.
Za, anawet przeciw
Opinie dotyczące akcji ustanawia-
nia patronów roku są zróżnicowane.
Nie do podważenia jest fakt, że
żenująca niewiedza Polaków o his-
torii i kulturze wymaga podejmowa-
nia inicjatyw dążących do zmiany
tego stanu rzeczy. Dlatego wydarze-
nia i uroczystości oddające hołd
konkretnym osobom w danym roku
są potrzebną i dość ciekawą formą
edukowania narodu. Jednak biorąc
pod uwagę skuteczność tych
działań, jak dotąd za sukces można
uznać jedynie Rok Chopinowski.
Chociaż jest to raczej pośredni suk-
ces, bo choć głośny w swoim czasie,
nie wydaje się by był on długofalo-
wy w skutkach, a wymagał nie-
małych nakładów finansowych.
Więc skoro efekt jest raczej marny –
czy stać na to nasze państwo i pol-
skich podatników?
MagdalenaWITEK
Oczymmy wogóle mówimy
OmodzienaŻydów, radykalnej prawicyi wolności słowanauniwersytetachrozmawiamy
z dziennikarzemTVN24i Newsweeka, byłymredaktoremnaczelnymPlayboya, MARCINEMMELLEREM
Jak wygląda stosunek Polaków
doŻydów?Nałamach„Newswee-
ka” rozmawiał Panz Andrzejem
Morozowskim, który opowiadał
o swoim żydowskim pochodze-
niu. Ostatnio we Wprost ukazał
sięartykuł omodzienakoszerne
jedzenie, żydowskie pochodze-
nie. Czytotylkopowierzchowna
fascynacja, czy głębsza zmiana
mentalności Polaków?
Wydawało mi się, że jest coraz nor-
malniej. W niektórych kręgach moda
na Żydów pojawiła się parę lat temu.
W Krakowie jest festiwal muzyki
żydowskiej. Ale niedawno
przeczytałem wyniki badań wśród
warszawskich licealistów. Są szo-
kujące. 40% z nich nie chciałoby
mieć sąsiada Żyda, 60% chłopaka
Żyda, czy dziewczyny Żydówki. To
strasznie dużo. Tu wychodzi podskór-
ny antysemityzm.
Aczy jest tzw. poprawność poli-
tyczna, która polega na tym, że
mówi sięcoinnegoniżmyśli?
Nie, właśnie odwrotnie. Często
młodzi ludzie mówią otwarcie, że nie
lubią Żydów.
Dużo mówiło się również o
wzrastającej sile radykalnej
prawicy. CzyobawiasięPanra-
dykalizmów, czy mają szansę
nawejściedomainstreamu?
Jak radykalne partie wchodzą do
mainstreamu to nie jest nic złego.
Wtedy łagodnieją, szczególnie, jak
wejdą do Sejmu. Ich przywódcy
jeżdżą po Polsce, ale bardzo się pil-
nują w tym, co mówią. Oni trochę
dorośli, latek przybyło, oleju w
głowie też. Są radykałowie, którzy
przechodzą bardziej do środka –
przykład Roman Giertycha. Cho-
dziły nawet plotki, że ma zostać mi-
nistrem sprawiedliwości po Gowi-
nie. Jest spora liczba osób, które
wyznają poglądy narodowe, nacjo-
nalistyczne. Wolę mieć ich w Sej-
mie, niż na ulicach. Nie będę rwać
szat, włosów i czegoś jeszcze, gdy
narodowcy znajdą się na Wiejskiej.
Ostatnio środowiska akade-
mickie są bardzo głośne i ak-
tywne. Debata na naszej poz-
nańskiej uczelni rozniosła się
nacałykraj. Byławojnanalisty:
jedni w obronie profesor
Pawłowicz, drudzy przeciwko
niej, jedni wobronie dyrektor
TeatruÓsmegoDnia, drudzyza
jej odwołaniem. JakPanocenia
to, że profesorowie zabierają
zdecydowany głos wsprawach
politycznych?
Ja się bronię śmiechem. Nie jes-
tem w stanie tego na poważnie
ogarnąć. Nawet jak zabierałem się
do napisania czegoś na poważnie,
to klawiatura od razu skręcała mnie
w stronę robienia sobie jaj. Gdy wi-
dzę, że pojawiają się poważne listy,
które robią z dyrektor Wójciak
symbol wolności słowa – to mi ręce
opadają. Również list w sprawie
prof. Pawłowicz. To jest jakieś ro-
zedrganie. To jest kabaret, który
funkcjonuje na prawach powagi, na
uniwersytetach. Gdy ja dorastałem,
gdy była walka z cenzurą, to sym-
bolami wolności słowa był Ale-
ksander Sołżenicyn, Leszek
Kołakowski, Jacek Kaczmarski. A
teraz jest pani Wójciak, która o pa-
pieżu mówi, że jest ch***. O czym
my w ogóle mówimy. To byłoby
strasznie śmieszne, gdyby nie było
tak smutne...
Poznańscy naukowcy oburzyli
sięnalist minister nauki, która
zabraniałaprofesoromzarażać
studentów swoim świato-
poglądem. Czytopoważnypo-
stulat? Czy da się go w ogóle
spełnić?
Nie da się. To tak samo jak w
przypadku obiektywizmu dzienni-
karskiego. Tak jak dziennikarze
mają poglądy, tak samo profesoro-
wie je mają. Studiowałem historię
na końcówce komuny. Wiedzieliś-
my o profesorach, że ten należy do
partii, ten nie, ten ma takie poglądy,
a ten inne. Przekonywali do jednych
racji, albo innych.
Czyli uniwersytet powinienbyć
polem do starcia wszystkich
poglądów?
Powinien być konsensus co do
granicy, tego co dozwolone. Ale po-
winno być miejsce i dla prof. Mag-
daleny Środy i prof. Krystyny
Pawłowicz. Tak zawsze było na
uczelniach.
Rozmawiał Maciej KLUCZKA
Cołączypoetę, kompozytorai chemika? Aktualnie
wiele- trwawłaśnieroktrzechwybitnychpostaci
z tychwłaśniedziedzin. Rok2013jest Rokiem
JulianaTuwima, WitoldaLutosławskiego
i JanaCzochralskiego.
kobiet zatańczyło manifestując walkę
z przemocą wobec kobiet. – Ktoś
może powiedzieć – to głupie. Ja po-
wiem – świetnie, że duża grupa kobiet
potrafi się skrzyknąć i coś zorganizo-
wać. To pozwoli im nawiązać między
sobą więzi, które miejmy nadzieję pó-
źniej zaowocują kolejnymi inicjaty-
wami. Pamiętajmy, że społeczeństwo
obywatelskie w Polsce dopiero racz-
kuje – podsumowuje mgr Kałużna.
Jak zatem można zreasumować sy-
tuację oraz miejsce Polek w życiu
prywatnym i publicznym? Od pewne-
go czasu zauważamy wyraźny postęp.
Coraz większa część z nas porzuca
myślenie kierowane przestarzałymi
stereotypami. Dużo jest jeszcze jed-
nak do zrobienia. Jak wynika z bada-
nia „Kobieta w życiu publicznym”,
opublikowanego przez CBOS w mar-
cu tego roku, spora część naszych ro-
daków, bo aż 47% badanych,
chciałoby zwiększenia liczby kobiet
na kierowniczych stanowiskach w
rządzie, a także w fundacjach i orga-
nizacjach społecznych. Jednocześnie
aż 59%, jako powód braku widocz-
ności kobiet w życiu publicznym,
wskazuje większe zaangażowanie w
obowiązki domowe, a 43% – zdomi-
nowanie przestrzeni publicznej przez
mężczyzn. Warto więc wyciągnąć
wnioski i zastanowić się nie nad tym,
czy kobieta wypełniałaby odpowied-
nio obowiązki na wysokim stanowis-
ku, ale nad tym, jak wiele może
wnieść do swojego przyszłego, poten-
cjalnego miejsca pracy. Podobnie
kwestia ta odnosi się do poszukiwania
wzorców i ekspertów w życiu pub-
licznym – żeńska część społeczeń-
stwa, jak pokazują badania, jest rów-
nie wykształcona i doświadczona, co
mężczyźni. Czasami nawet bardziej.
BeataKAPUSTA
siło to do reakcji, wcześniej nie-
wzruszonego narzekaniami klientów,
prezesa nc+.
- W tym upatruję nowe możliwoś-
ci Facebooka. We wpływaniu na za-
chowanie różnych grup związanych
z ośrodkami władzy oraz na centra
biznesowe. Rzecz w tym, czy poja-
wią się liderzy, którzy potrafią sku-
pić wokół siebie dużą grupę użyt-
kowników. Jeśli tak, to Facebook z
każdym miesiącem będzie przybierał
na znaczeniu - mówi Andrzej Pie-
chocki, wykładowca na Wydziale
Nauk Politycznych i Dziennikarstwa
UAM.
Ciągledoprzodu
Niemal z każdym dniem poja-
wiają się informacje na temat nowo-
ści w mediach społecznościowym.
Przykładowo w połowie kwietnia
pojawiło się nowe narzędzie do mo-
nitorowania mediów społecznościo-
wych - Wisetrends. Dzięki niemu
można m.in. obserwować ruch wo-
kół polskich fanpage'y. Niewątpliwie
media społecznościowe są w stanie
intensywnego rozwoju i wszystko
wskazuje na to, że nie zamierzają się
zatrzymać. Czy za nimi nadążymy?
AleksandraLAPS
6 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Kino po przełomie dźwięko-
wymzafascynowało się filmemgang-
sterskim. Historie opowiadające o
śmiałych poczynaniach przestępców
święciły ogromne triumfy, a gangste-
rzy stali się wręcz bohaterami ludo-
wymi. Wopozycji do okrutnych
przedstawicieli mafii stawał g-men -
policjant reprezentujący rządy prawa.
Wtymjakże prostymi współcześnie
po wielokroć powielanymschemacie
nie było jednak bohaterek kobiecych,
a jeśli się pojawiały to stanowiły jedy-
nie wątłe tło serwowanych przez sce-
narzystówhistorii.
Zrobionenaczarno
Dopiero lata 40. i film noir nobili-
tował kobiece bohaterki do ról
zmysłowych famme fatale. Szansa
filmu noir na zmianę dotychczaso-
wych konwenansów wyrosła w mo-
mencie przystąpienia Stanów Zjedno-
czonych Ameryki Północnej do II
wojny światowej. Większość dobrych
reżyserów oraz pierwszoplanowych
aktorów zaangażowała się w akcje
charytatywne oraz filmowanie
działań na froncie. Sytuacja ta była
ogromną szansą dla osób grających
wówczas tylko role drugoplanowe.
Kino noir skupiło się głównie na psy-
chologii bohaterów, nakreśleniu sta-
nów, w których działają oni prowo-
kowani popędem, a nie racjonalnym
myśleniem. Idealnie w te ramy wpa-
sowały się trudne relacje damsko-mę-
skie. Fabuła Sokoła maltańskiego -
jednego z najsłynniejszych obrazów
noir opleciona była wokół relacji de-
tektywa odgrywanego przez legen-
darnego Humphrey’a Bogarta z
klientką graną przez Mary Astor.
Ona, jak przystało na rasową famme
fatale, prowadzi zawiłą intrygę, która
nie kończy się dla niej najlepiej. Inną
fatalną bohaterką kobiecą jest odgry-
wana przez Barbarę Stanwyck w Po-
dwójnym ubezpieczeniu Phyllis Diet-
richson, która umiejętną kokieteryjną
grą wywołuje w mężczyźnie instynkt
zbrodni. Kino noir pełne jest kulto-
wych obrazów, takich jak np. Casab-
lanca. Film, którego sekret tkwił w
tym, że scenariusz pomimo bazowa-
nia na sztuce Everybody Comes to
Rick's pisany był na bieżąco, a akto-
rzy nie wiedzieli, jak historia się
skończy, sprawił, że fani pokochali
błądzący wzrok Ingrid Bergman. Ak-
torka nie wiedząc, z którym bohate-
rem zwiąże się jej postać na końcu
filmu obdarzała urokiem każdego z
nich. Grana przez Bergman Ilsa nie
była typową famme fatale, jednak re-
lacje, które łączyły ją z Rickiem były
zawikłane i niezwykle trudne.
Kobietapowłosku
Nieco inaczej bohaterki kobiece
potraktował neorealizm włoski, który
stawiał na naturalne krajobrazy, fil-
mowanie ulicy oraz pokazywanie co-
dziennych ludzkich tragedii. Takim
właśnie filmem jest Najpiękniejsza z
wybitną włoską aktorką Anną Mag-
nani. Bellissima to pewnego rodzaju
satyra na show-biznes. Żona ubogie-
go robotnika zafascynowana światem
filmowym marzy, aby jej córka zos-
tała gwiazdą. Niestety mała Maria nie
ma talentu mogącego sprawić, że zo-
stanie pokochana przez miliony. Ob-
raz kończy się upokorzeniem matki,
która słyszy, jak filmowcy naśmie-
wają się z jej dziecka. Ostatecznie
chcą oni zatrudnić Marię tylko ze
względu na jej naturalny komizm.
Oburzona matka odmawia stanowczo
i wraca do domu pozbawiona marzeń
o karierze córki. Kolejny kultowy
neorealistyczny film Rzym godzina
11 inspirowany był prawdziwą histo-
rią mającą miejsce we Włoszech. Pod
ciężarem poszukujących pracy ma-
szynistek zawaliły się schody. Obraz
opowiada historię nieszczęsnych ko-
biet, które po złożeniu doniesienia na
policję dowiadują się, że nikt nie jest
winny katastrofie, gdyż nie można
było przewidzieć, że na jedno miejsce
zgłosi się aż tyle kandydatek bez pra-
cy. Poszczególne epizody zagrane
przez plejadę włoskich aktorek stwo-
rzyły dzieło doceniane do dzisiaj. O
tym filmie mówi się także jako o ob-
razie, który wylansował modę.
Włoscy filmowcy lubili również fan-
tazjować na punkcie sensualności ko-
biet. W Gorzkim ryżu na ekranie po-
jawiają się zmysłowe robotnice ob-
serwowane przy pracy. De Santis,
reżyser obrazu, w wyjątkowo ero-
tyczny sposób pokazał m.in. pra-
cujące w wodzie kobiety.
Niemablondynka
Jako dumb blond zaczynała Mari-
lyn Monroe. Kim była dumb blond?
Odpowiedzią amerykańskich scena-
rzystów na inwazję sex bomb w ki-
nie, które sprawiały, że widzowie tra-
cili wiarę w siebie. Niema blondynka,
miała być po prostu piękną, ale
głupią bohaterką, sprawiającą, że
każdy mężczyzna obok niej poczuje
się dowartościowany i interesujący, a
każda Amerykanka choć brzydsza, to
przynajmniej inteligentniejsza. Dumb
blond pojawiała się na ekranie by wy-
glądać i milczeć, bądź wypowiadać
jedynie pojedyncze frazy tak jak
Monroe w filmie Scudda Hoo, Scud-
da Ha, która pojawia się na ekranie,
by powiedzieć jedynie „hallo!” Mar-
lin po pewnym czasie porzuciła jed-
nak rolę zabawnych, niemych blon-
dynek, na rzecz ambitniejszych
postaci. Przez znaczą część czasu ko-
jarzona była jednak krzywdząco z
głupiutką, naiwną blondynką, będącą
jedynie bezwolnym narzędziem w rę-
kach filmowców.
Girl power
Przez lata kobiece bohaterki wy-
pracowały sobie miejsce równorzęd-
ne przy bohaterach płci przeciwnej.
Co więcej często to one, w sposób
zupełnie niezamierzony królują na
ekranie. Po ostatniej ceremonii Osca-
rów świat oszalał na punkcie aktorki
Jenifer Lawrence, która w nieprzy-
muszony, naturalny sposób, podbiła
serca widzów nieco mdłego jak na
nominację do Oscara Poradnika po-
zytywnego myślenia. Niewątpliwie to
ona uniosła film i to przede wszyst-
kim jej roli zawdzięcza on nominację
do Oscara dla najlepszego filmu.
Partnerujący jej Bradley Cooper był
wręcz przyćmiony blaskiem bijącym
od Lawrence. Co ciekawe coraz częś-
ciej na ekranie mężczyźni są słabi,
pełni wad, natręctw, problemów. Wy-
starczy przytoczyć głośne obrazy ta-
kie jak Wstyd, czy choćby na gruncie
polskim Lęk wysokości. Nawet ostat-
ni film o Jamesie Bondzie pokazał, że
nawet najlepszy agent Jej Królew-
skiej Mości nie jest ideałem. Obser-
wujemy więc pewnego rodzaju zwrot
w kinematografii, w której zapewne
jeszcze nie raz role się odwrócą.
JoannaDZIEL
Kobietamovie
Whistorii filmumiałomiejscekilkaprzełomowych
wydarzeń: wprowadzeniemontażu, rewolucjadź-
więkowaczyobraz wkolorze. Małoktojednakwie,
wktórymmomenciebohaterki kobiecestałysiępo-
staciami z krwi i kości – takimi, jakieznamydzisiaj.
Wostatnich latach coraz
większą rolę weuropejskiej piłce
nożnej odgrywają zespoły ze wscho-
du kontynentu. Drużyny z Rosji czy
Ukrainy bardzo dobrze radzą sobie
w międzynarodowych rozgrywkach,
a gwiazdy futbolu często decydują
się na transfery do klubówz byłego
ZSRR. Co za tymstoi? Przede
wszystkimogromne zaplecze finan-
sowe.
Drużyna CSKAMoskwa trium-
fowała w Pucharze UEFA
2004/2005, Zenit Sankt Petersburg
zwyciężył w tych rozgrywkach w
sezonie 2007/2008, a Szachtar Do-
nieck powtórzył te wyczyny w edy-
cji 2008/2009. Do fazy grupowej te-
gorocznej Ligi Mistrzów awanso-
wało 5 zespołów zza naszej
wschodniej granicy. Wśród 32 ekip
rywalizujących w 1/16 finału ak-
tualnej edycji Ligi Europy znalazło
się miejsce dla 7 przedstawicieli
tego regionu. Przypadki? Absolut-
nie nie. Wschodnioeuropejski futbol
zaczął na poważnie liczyć się na
arenie międzynarodowej i jest bar-
dzo prawdopodobne, że będzie
osiągał coraz większe sukcesy.
Futbolowaoligarchia
W takich państwach jak Rosja i
Ukraina w społeczeństwie nie funk-
cjonuje pojęcie klasy średniej. Są
biedni i bogaci. Ci drudzy coraz
częściej decydują się na finansowa-
nie klubów piłkarskich. W 2011
roku Sulejman Kerimow, jeden z
najbardziej majętnych ludzi w Eu-
ropie Środkowo-Wschodniej, kupił
drużynę Anży Machaczkała. Dla
przedsiębiorcy, którego majątek
szacuje się na ponad 7 miliardów
dolarów, nie stanowiło problemu
Na kadrę przychodzą ci,
którzy jedzą kanapki z krewetkami.
Ci z krewetkowymi kanapkami przy-
szli jak do teatru, a że w teatrze było
słabo, to się poddali i tylko zagwiz-
dali na koniec meczu – tak były pre-
mier Jan Krzysztof Bielecki po me-
czu Polski z Ukrainą krytykował
polskich kibiców za brak dopingu.
Jednak jego słowa można odnieść
nie tylko do przegranego pojedynku
z Ukraińcami. Na meczach repre-
zentacji Polski piłkarzomod ponad
dwóch lat brakuje wsparcia, jakie
można spotkać na spotkaniach ligo-
wych.
Opinia Jana Krzysztofa Bielec-
kiego nie była odosobniona. Jeszcze
przed Euro 2012, po towarzyskim
meczu Polski z Włochami we
Wrocławiu, Adrian Mierzejewski
wypowiadał się następująco: – To
jest kolejne spotkanie, gdzie ten do-
ping jest, jaki jest. Chcielibyśmy,
żeby był cały czas, ale wiadomo,
jaka jest sytuacja na stadionach. –
Ich doping i wsparcie przydałoby
się w ciężkich chwilach. Myślę, że
jeżeli kibice nam nie pomogą może
być ciężko – to z kolei opinia Mar-
cina Wasilewskiego po pojedynku
Polaków i Węgrów w Poznaniu w
listopadzie 2011 roku.
Oprawy, gromkie okrzyki, fana-
tyczny śpiew i wspaniała atmosfera
– tak wygląda większość meczów
ligowych polskiej ekstraklasy. Cisza
jak makiem zasiał, gwizdy na piłka-
rzy schodzących z boiska, brak zor-
ganizowanego dopingu i opraw –
tak z kolei od 2011 roku prezentują
się trybuny na prawie każdym spot-
kaniu reprezentacji Polski. Przy-
czyną takiego stanu rzeczy jest
przede wszystkim rezygnacja fana-
tyków (z których większość to kibi-
ce regularnie chodzący na mecze li-
gowe) z reprezentacyjnych poje-
dynków. Bez zorganizowanych
grup kibicowskich oraz odpowied-
niego gniazdowego (osoba pro-
wadząca doping), niemożliwe jest
stworzenie niesamowitej atmosfery
na trybunach. Ostatnim spotkaniem,
na którym prowadzony był regular-
ny doping była potyczka Polaków z
Wybrzeżem Kości Słoniowej w lis-
topadzie 2010 roku.
Kluczowe wydarzenie, które za-
ważyło na dalszych miesiącach, a
być może i latach, miało miejsce w
maju 2011 roku. Po zamieszkach w
finale Pucharu Polski Donald Tusk
wypowiedział wojnę kibolom. Woj-
nę, która szybko przemieniła się w
akcje skierowane przeciwko kibi-
com i przyjęła nieodpowiedni kieru-
nek. Kierunek, który spowodował,
że już od spotkań z Argentyną i
Francją w czerwcu 2011 roku
możemy obserwować, tak popular-
ny i początkowo chwalony przez
wielu, zachodni model dopingu.
Dopingu, który ogranicza się do kil-
ku okrzyków przez 90 minut gry.
Dopingu, w którym „kibic” ograni-
Wiatr
–Żenującebyło, że57tysięcyludzi zostało
przekrzyczanychprzez 2tysiąceUkraińców–
słowaJanaKrzysztofaBieleckiegonajlepiej
podsumowująatmosferę, jakaobecniepanujewtrakcie
meczówreprezentacji Polski i nic niewskazuje, byuległa
onazmianie.
h
t
t
p
:
/
/
t
v
-
f
a
c
t
s
.
n
e
t
/
m
o
v
i
e
-
r
e
v
i
e
w
/
c
a
s
a
b
l
a
n
c
a
/
Wprzemyślefilmowymniezawszebyło
miejscedlapostaci kobiecych.
7 maj 2013
Jednak wtymsezonie karuze-
la trenerska wyraźnie zwolniła.
Zwolnień szkoleniowcówmamy
mniej. Prezesi poszli po rozumdo
głowy, ale to także kryzys spowo-
dował, że lepiej nie zrywać
gwałtownie kontraktówi nie na-
rażać się tymsamymna duże od-
prawy.
Rekordzistą w ilości zmian
szkoleniowców swojej drużyny
jest oczywiście Józef Wojciechow-
ski. Specjalnie nie określiłem
szczebla, na którym specyficzny
Prezes dominuje. Rekordzistą Pol-
ski jest na pewno, a i w Europie
byłby w ścisłej czołówce. Niestety
zerwał z futbolem i w zupełnie in-
nych branżach dręczy swoich no-
wych pracowników. W annałach
polskiej piłki na zawsze zapisze się
zwolnienie Bogusława Kaczmarka
z Polonii Warszawa w 2009 roku.
Popularny „Bobo” poprowadził
Polonię w czterech spotkaniach.
Trzy z nich wygrał, a jeden zremi-
sował. Tym haniebnym remisem
rozsierdził chlebodawcę i na chleb
zarabiać musiał już gdzie indziej.
Fenomenem w T-Mobile Ekstra-
klasie (wtedy Orange Ekstraklasie)
był Jose Mari Bakero. Hiszpan
piłkarzem był bardzo dobrym. Tre-
nerem jest beznadziejnym. Jedyny
w swoim rodzaju coach-demolka.
Gdy przejmował po Dusanie Ra-
dolskim drużynę z ulicy Konwik-
torskiej dziennikarze mówili o ba-
jecznej katalońskiej technice.
Wówczas chodziło im o przy-
szłość. To Czarne Koszule miały
prezentować taki styl. Skończyło
się na chaotycznej kopaninie, a je-
dynym bajecznym elementem tej
historii były zarobki Bakero. 125
000 złotych. Nowych polskich
złotych. Miesięcznie.
Swoimi sukcesami w Polonii
Bakero przekonał do siebie
działaczy Lecha Poznań. Ówczes-
ny Prezes Kolejorza, Andrzej Ka-
dziński, zatrudnił Hiszpana 3 listo-
pada 2010 roku, czyli dzień przed
„meczem życia” zarówno dla
piłkarzy jak i kibiców Lecha.
Zwolnienie z pracy Jacka Zieliń-
skiego w takich okolicznościach i
zatrudnienie takiego „fachowca”
na jego miejsce, to coś znacznie
więcej niż nietakt. Warto przypo-
mnieć, że kilka miesięcy wcześniej
drużyna prowadzona przez Zieliń-
skiego zdobyła po 17-stu latach
Mistrzostwo Polski. 4 listopada
2010 roku Lechici po niesamowi-
tym meczu pokonali Manchester
City 3-1. Na pomeczowej konfe-
rencji prasowej Bakero słusznie
stwierdził, że ten mecz wygrała
drużyna Jacka Zielińskiego.
Potem dzielny Hiszpan zaczął ro-
bić to, co potrafi najlepiej, czyli
niszczyć. Oczywiście za duże pie-
niądze.
Są jednak w Polsce trenerzy i to
w dodatku polscy, którzy na swojej
profesji się znają. Zwłaszcza jedna
postać zasługuje na szczególne
uznanie. To Orest Lenczyk, czyli
„Oro Profesoro”, bo tak nazywają
go koledzy po fachu. Postać nietu-
zinkowa i nieprzeciętna. W sezo-
nie 1977/78 jako „trenerski gów-
niarz”, bo tak dziś sam siebie na-
zywa, poprowadził Wisłę Kraków
do Mistrzostwa. W następnym se-
zonie doprowadził Wisłę do 1/4 fi-
nału Pucharu Mistrzów Krajo-
wych, czyli obecnej Ligi Mist-
rzów. Potem prowadził jeszcze
m.in. Ruch Chorzów, Widzew
Łódź, GKS Katowice, czy Pogoń
Szczecin. W sezonie 2006/07 zdo-
był z GKS-em Bełchatów Wice-
mistrzostwo Polski. We wrześniu
2010 roku objął drużynę Śląska
Wrocław. W momencie, gdy został
szkoleniowcem Śląska, drużyna
dryfowała nad strefą spadkową.
Jeszcze w tym samym sezonie
Śląsk zajął drugie miejsce, a rok
później został Mistrzem. Trzeba
podkreślić, że Lenczyk nie miał
wielkich funduszy, ani wirtuozów
w szatni. Swoim spokojem i doś-
wiadczeniem zbudował bardzo cie-
kawy zespół. Ze Śląskiem pożeg-
nał się w dziwnych okolicznoś-
ciach. Przed meczem z Koroną
Kielce Christian Diaz nazwał go
ostentacyjnie słowem zaczy-
nającym się na "ch" i nie mam tu
na myśli wyrazu „cham”. Argen-
tyńczyk nie poniósł żadnych kon-
sekwencji, a Lenczyka tydzień pó-
źniej zwolniono. Nie zareagował
zarząd, ale dlaczego nie zareago-
wali pozostali piłkarze?
Narzekamy, że mamy słabych
piłkarzy. Trzeba zwrócić uwagę, że
mamy słabych trenerów. W zasa-
dzie mamy za mało trenerów. W
Ekstraklasie można wymienić 3-4
młodych obiecujących szkole-
niowców. Reszta to zagraniczne
przybłędy pokroju Bakero albo
przepłacani przeciętniacy bez suk-
cesów. Kryzys sprawił, że trenerzy
pracują dłużej, ale czy lepiej? Po-
zytywnym zaskoczeniem jest dla
mnie Górnik Zabrze. Adam Na-
wałka pracuje tam od grudnia 2009
roku i zbudował solidną jak na
polskie warunki drużynę. Czy śla-
dem włodarzy Górnika pójdą inni?
Mam nadzieję, że już nikt nie za-
trudni ludzi pokroju Bakero.
Mikołaj ZAJĄCZKOWSKI
Szanuj treneraswego
WT-MobileEkstraklasiei wpolskiej piłcewogóle, za-
wódtreneradołatwychi przyjemnychnienależy.
Wostatnichlatachniektórekluby, awzasadzieich
prezesi, przyzwyczaili kibicówdozmiantrenerów
takczęstych, jakzmianapieluchuniemowlaka.
ściągnięcie do zespołu ze stolicy
Dagestanu piłkarzy pokroju Samu-
ela Eto'o i Roberto Carlosa, a także
trenera Guusa Hiddinka. Zenit
Sankt Petersburg, najbogatszy klub
w Rosji, ma w składzie najlepszych
piłkarzy i cieszy największym po-
parciem politycznym. Kibicami
drużyny z dawnego Piotrogrodu są
prezydent Federacji Rosyjskiej
Władimir Putin oraz premier Dmit-
rij Miedwiediew. Sponsorem mist-
rzów Rosji z sezonu 2011/2012 jest
Gazprom - światowy potentat w
branży gazowej. Prezes koncernu
Aleksiej Miller, który jest jedno-
cześnie właścicielem Zenitu, marzy
o międzynarodowych sukcesach
swojego klubu. Wielkie triumfy w
europejskich pucharach mogą w
niedalekiej przyszłości stać się fak-
tem, bo klub mający budżet na po-
ziomie 100 milionów dolarów stać
na transfery zawodników z naj-
wyższej półki.
Pomarańczowo-czarnarewolucja
W czasach istnienia Związku Ra-
dzieckiego drużyna Szachtara Do-
nieck nigdy nie zdobyła mistrzo-
stwa swojego kraju. W połowie lat
90. prezesem klubu z górniczego
miasta został Rinat Achmetow.
Ukraiński biznesmen i polityk z so-
lidnej drużyny uczynił giganta
wschodnioeuropejskiej piłki. Od
1997 roku zespół grający w poma-
rańczowo-czarnych trykotach nigdy
nie zajął w lidze ukraińskiej gorsze-
go miejsca niż drugie. W tym czasie
zdobył 7 tytułów mistrzowskich, a
w obecnych rozgrywkach pewnie
zmierza po kolejny. W sezonie
2010/2011 Szachtar wywalczył
awans do grona ośmiu najlepszych
drużyn Ligi Mistrzów. Tych sukce-
sów nie byłoby, gdyby nie pie-
niądze Achmetowa. O potencjale fi-
nansowym ukraińskiego oligarchy
świadczy fakt, że za około 300 mi-
lionów euro ufundował on swojemu
rodzinnemu Donieckowi jeden z
najnowocześniejszych stadionów na
Starym Kontynencie.
Lukratywnaprzyszłość
Jak widać, kiedy świat zmaga się
z kryzysem, magnaci z byłych re-
publik radzieckich nie żałują kolej-
nych milionów wydawanych na fut-
bol. To dobrze, bo rozwój tej dyscy-
pliny w Europie Wschodniej przy-
czyni się do podobnego progresu
także na Zachodzie. Wszak teore-
tycznie lepiej rozwinięte państwa
zachodnie nie zwykły przegrywać z
„zacofanym” Wschodem. W żadnej
dziedzinie, a już na pewno nie w
piłce nożnej.
KonradWITKOWSKI
cza się do przyjścia na mecz, zje-
dzenia hamburgera lub popcornu i
siedzenia przez cały mecz. Dopin-
gu, który wśród środowisk kibicow-
skich przyjmowany jest z politowa-
niem, a jednocześnie śmiechem,
gdyż przez to spotkania reprezenta-
cji odbywają się w atmosferze ro-
dzinnego pikniku, a nie piłkarskie-
go pojedynku.
Hymn Polski – jedna z naj-
ważniejszych, jeśli nie najważnie-
jsza pieśń w kraju. Pieśń, której
każdy Polak powinien okazać mini-
mum szacunku, między innymi po-
przez zdjęcie nakrycia głowy w
trakcie jej śpiewania. Takich pro-
stych aktów szacunku i patriotyzmu
obecnie brakuje na trybunach w
trakcie meczów reprezentacji. Tak
było między innymi podczas poje-
dynku Polski z Ukrainą i San Mari-
no w marcu tego roku, gdy więk-
szość ludzi, którzy stali koło mnie,
nie raczyła nawet zdjąć czapki z
głowy. Wśród fanatyków takie za-
chowanie byłoby niedopuszczalne.
Podobnie jak gwizdy na piłkarzy,
gdy przegrywają lub rezygnacja z
dopingu z powodu złego wyniku.
– Żenujące było, że 57 tysięcy lu-
dzi zostało przekrzyczanych przez 2
tysiące Ukraińców – słowa Jana
Krzysztofa Bieleckiego najlepiej
podsumowują atmosferę, jaka obec-
nie panuje w trakcie meczów repre-
zentacji Polski i nic nie wskazuje,
by uległa ona zmianie. Widok kil-
kudziesięciu tysięcy ludzi, którzy
siedzą na trybunach i gwiżdżą na
piłkarzy jest szczególnie bolesny,
kiedy przypomnimy sobie, jaka at-
mosfera była jeszcze trzy lata temu.
I jaka mogłaby być obecnie.
Mogłaby, pod warunkiem, że na
obiekcie będą fanatycy, a nie osoby,
które idą na mecz zjeść popcorn i
kiełbasę. Mogłaby, pod warunkiem,
że doping poprowadzą zorganizo-
wani fani z danego miasta.
Mogłaby, lecz w kolejnych mie-
siącach to prawdopodobnie nie na-
stąpi.
Norbert KOWALSKI
zeWschodu
piknik
Narodowy
F
o
t
.
f
o
r
u
m
.
l
e
c
h
i
a
.
n
e
t
Jakwyglądakibicowaniepopolsku?
8 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Zielona rewolucja
sięcy ludzi. W Niemczech również
ten sport jest popularniejszy.
Wcześniej działała Pani w zu-
pełnieinnychdziedzinach. Skąd
zainteresowaniepiłkąnożną?
Wszystko zaczęło się od Warty.
Zainteresowałam się jej problemami.
Od dawna klub nie mógł liczyć na
pomoc miasta. Do tej pory nic się nie
zmieniło. Od dwóch lat inwestuję w
zespół. Stworzyłam Warcie infra-
strukturę. Teraz szukam wsparcia we
władzach miasta, a także próbuję po-
zyskać innych sponsorów, bo ile cza-
su moja firma może to sama finanso-
wać?
Teraz wygląda to bardzo kiepsko.
Dofinansowanie sportu w Poznaniu
jest równe praktycznie zeru. Oba-
wiam się, że Warty niedługo na
pierwszoligowych boiskach już nie
będzie. Tak samo dzieje się w wielu
innych poznańskich klubach, które w
ostatnim czasie ogłosiły upadłość, za-
mknęły działalność czy musiały zre-
zygnować z gry na wyższym szczeb-
lu. Przykładem mogą być zespoły ko-
szykarskie czy siatkarskie. Obawiam
się, że przy braku stałych środków,
takiej stabilizacji, którą dają fundusze
z miasta, sportu w Poznaniu nie bę-
dzie.
W grudniu Family House
ogłosiła, iż ograniczy finanso-
wanie klubu. Wspecjalnymko-
munikacienapisałaPani, iżśrod-
ki, którespółkaprzeznaczałana
rzeczWarty, wżadensposóbnie
przekładałysięnapromocjęfir-
my. Czy taka sama decyzja
byłaby podjęta, gdyby Warta
zostaławspartawiększymi środ-
kami finansowymi przezmiasto?
Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdy-
by ciężar finansowy nie spoczywał na
jednej firmie. Z taką sytuacją, nikt by
sobie nie poradził. Dlatego też poja-
wiają się sponsorzy strategiczni, któ-
rzy swoje zadanie wykonują przez
rok, może dwa. Gdy firma osiąga
swój cel, przestaje być sponsorem. To
naturalna kolej rzeczy.
W Polsce bardzo ciężko znaleźć
sponsorów. Zespoły, które nie mają
wsparcia z miasta to najczęściej ze-
społy amatorskie lub występujące na
niskim szczeblu rozgrywkowym. Nie
znam żadnego klubu, który nie
miałby żadnych środków finanso-
wych z samorządu, a jednocześnie
byłby w czołówce. Nie mam tutaj na
myśli tylko piłki nożnej.
Jakiesąobecniestosunki nalinii
klub-miasto? Czy sprawabudo-
wystadionuprzyDrodzeDębiń-
skiej w choćby minimalnym
stopniuruszyładoprzodu?
Miasto nie ma pieniędzy na zawo-
dowy sport. Na Wartę przeznacza 40
tys. zł na rundę. Jeśli ktoś nie wie, ja-
kie są realia, to dodam, iż to nie wy-
starcza nawet na miesiąc, zakładając,
że jest to minimalny budżet, a nie ty-
powo pierwszoligowy.
Sytuacja się nie zmieniła. Miasto
nie chce wspierać Warty. Nie mamy
stadionu. Nie mamy też, gdzie grać,
choć Poznań było stać na wybudowa-
nie areny za prawie miliard złotych.
Moja drużyna nie może tam występo-
wać z przyczyn stricte finansowych.
Nasz obecny stadion nie spełnia wy-
mogów licencyjnych. Prace, które
wykonałam w zeszłym roku nadal nie
są wystarczające. Brakuje nam oś-
wietlenia i zadaszania trybun na wa-
runki pierwszoligowe.
Jestem bardzo rozczarowana
postawą miasta. Istnieje szansa, że
Stowarzyszenie Warta otrzyma użyt-
kowanie wieczyste. Jeśli tak się sta-
Właścicielkaagencji Perfect Model oraz współwłaścicielkafirmy
deweloperskiej FamilyHouse. Cołączyjązesportem? Odstycznia2011
IzabellaŁukomska-Pyżalskajest takżepaniąprezes poznańskiego
pierwszoligowca. WwywiadzieudzielonymFenestrzeopowiedziałam.in.
oobecnej sytuacji finansowej DumyWildy.
Spotykamy się przy okazji wy-
kładuzatytułowanego„Kobiety
sukcesu”. Wstyczniu 2011 roku
objęłaPani funkcjęprezesklubu
Warty Poznań. Które ze swoich
działań w tej dziedzinie uważa
Pani zaswój największydotych-
czasowysukces?
Największym sukcesem była wios-
na 2011, czyli pierwsze pół roku.
Klubowi groził kompletny upadek,
ale nastąpiła tzw. zielona rewolucja.
Wtedy kibice mogli przyjść na sta-
dion za darmo. To była rekordowa
ilość w całej historii polskiej pierw-
szej ligi. Na każdy z meczów przy-
chodziło po 20-25 tys. ludzi. Udało
nam się utrzymać w rozgrywkach, a
także zająć drugie miejsce w klasyfi-
kacji rundy wiosennej. Ten okres pod
względem sportowym i medialnym
był moim największym sukcesem.
Czy gdy obejmowałaPani funk-
cję prezes klubu były obawy, iż
zostaniePani źleprzyjętawśro-
dowisku?
Nie. Traktowałam to jako ekspery-
ment. Chciałam przekonać się, jak
wygląda funkcjonowanie klubu
piłkarskiego, w tym, jak wygląda
przygotowanie sportowców. Dla
mnie było to nowe doświadczenie,
pewnego rodzaju wyzwanie. Zainte-
resowanie medialne Wartą, a także
moją osobą przerosło moje najśmiel-
sze oczekiwania. Nie miałam czasu
na pracę, bo ciągle udzielałam wy-
wiadów.
Parę dni temu zorganizowała
Pani spotkanie reprezentacji
Polski kobiet z Wartą. Wynik
tego meczu nie ma oczywiście
żadnego znaczenia, ale
chciałbym się dowiedzieć, jaki
był jegogłównycel?
Głównym celem była promocja
piłki nożnej kobiecej. Nie chodziło o
Wartę, gdyż zawodnicy w tym spot-
kaniu nie mogli nawet grać na pełen
gwizdek. Musieli uważać na Panie,
co im trochę doskwierało. Nie był to
dla nich zwyczajny sparing, taki, jak
spotkanie przeciwko innym męskim
drużynom. Natomiast dla pań było to
cenne doświadczenie. Zawodniczki
mogły zmierzyć się z silniejszym
przeciwnikiem. Na co dzień nie mają
z kim trenować, a przecież zajmują w
rankingu FIFA31. miejsce. Przypo-
minam, że panowie zajmują 63.
Myślę, że szybciej doczekamy się
sukcesów piłkarek niż naszych piłka-
rzy. Po EURO 2012 i ostatnich me-
czach chyba nikt nie ma wątpliwości.
Mam nadzieję, że piłka nożna kobiet
będzie u nas bardziej popularna. Tak
jest na zachodzie, np. w Kanadzie,
gdzie na mecze przychodzi po 60 ty-
nie, będziemy mogli zacząć myśleć o
rozbudowie i poprawieniu infrastruk-
tury. Sprawa jest w toku. To mały
plus. Może kiedyś Warta będzie
mogła zainwestować we wspomniane
dziedziny: sama, przez wzięcie kre-
dytu lub znalezienie inwestora. Obec-
nie sekcja piłkarska nie ma środków
na występy w pierwszej lidze.
Wewspomnianymoświadczeniu
nazwałaPani drużynęnieudolną
i stwierdziła, iż piłkarzom nie
chcesiępoprostugrać. Tenpro-
blemdotyczył piłkarzyWartyczy
może jest to powszechny pro-
blemwśródpolskichgraczy?
To ogólny problem. Według mnie
jest wielu piłkarzy, którzy nie dążą do
perfekcji. Często nie dają z siebie
wszystkiego. Są oni na przeczekaniu.
Wcześniej grali w Ekstraklasie, teraz
się do niej nie potrafią dostać, więc
szukają klubów w pierwszej lidze,
które zapewnią im stałą pensję. Nie
ma w nich zacięcia, aby piąć się da-
lej. Jak przychodziłam do klubu wy-
dawało mi się, iż dominuje myślenie:
„jestem dwudziestoletnim piłkarzem,
będę grał w pierwszej lidze, zarabiam
pięć tysięcy. Będę dobrze grał, to
wezmą mnie do Ekstraklasy i wtedy
będę zarabiał dwadzieścia czy trzy-
dzieści tysięcy. Jak tam będę super
grał, dam z siebie wszystko, to za-
uważy mnie klub zagraniczny, w któ-
rym będę zarabiał X razy tyle”. Nie-
stety, tak nie jest.
Piłkarze nie przestrzegają diety, za
mało trenują, za mało czasu i energii
poświęcają na samodoskonalenie.
Treningi z całą drużyną to jedno, ale
poza tym można chodzić na treningi
indywidualne i cały czas dążyć do
tego, aby być jeszcze lepszym. Zda-
rzają się wyjątki, które to robią, ale
przeważnie jest inaczej.
Czy dzisiaj sport bez pieniędzy
majeszczeracjębytu?
Nie. Aby znaczyć coś na arenie
międzynarodowej, potrzebne są pie-
niądze. Nie dogonimy europejskiej
czy światowej czołówki wyłącznie
dzięki determinacji czy woli walki.
Kondycję naszego sportu można ze-
stawić z przykładem stosowania su-
plementacji – podczas gdy inni dbają
o to, by dostarczać organizmowi nie-
zbędnych witamin i minerałów, my
nierzadko poprzestajemy na piciu
wody.
Rozmawiał JarekWIĘCŁAWSKI
Redaktor naczelna
Beata Kapusta
Zastępca
redaktor naczelnej
Mikołaj Zajączkowski
Redaktor działuPolityka
Maciej Kluczka
Redaktor działuSport
Mikołaj Zajączkowski
Redakcja
Daria Drejza
Joanna Dziel
Gracjan Jamroszczyk
Jacek Jóźwiak
Norbert Kowalski
Aleksandra Laps
Błażej Lendzinski
Michał Pycio
JarekWięcławski
MagdalenaWitek
KonradWitkowski
Korekta
Katarzyna Banasiak
Specjalistka ds. promocji
Aneta Lis
Skład
Tomasz Szukała
Opieka nadredakcją
red. LesławCiesiółka
Strona internetowa
www.gazetafenestra.pl
Facebook
www.facebook.com/gaze-
ta.fenestra
Twitter
/twitter.com/FenestraGazeta
Druk
Drukarnia Prasowa
ul. Malwowa 158, Skórzewo
Redakcja zastrzega sobie prawo do
redagowania i skracania
nadesłanych tekstów.
Redakcja nie ponosi odpowiedzial-
ności za treść zamieszczanych re-
klam.
Wydawca: Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM, ul. Umultowska 89a, 61-614 Poznań.
Redakcja: Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa, ul. Umultowska 89a, pokój 144, 61-614 Poznań
email: fenestra.uam@gmail.com, facebook: www.facebook.com/gazeta.fenestra
IzabellaŁukomska-Pyżalskaopowiadam. in.
ofinansowaniupoznańskiegosportuprzez miasto.
F
o
t
.
F
a
m
i
l
y
H
o
u
s
e