You are on page 1of 8

f

o
t
.
_
M
.
_
M
u
r
a
w
s
k
i
_
A
l
t
e
r
_
A
r
t
5
Prawdanagwałt potrzebna
Niewieledziś potrzebadowywołaniamiędzynarodowej histerii.
Studentowi ASPwGdańskuwystarczyłotrochęgipsui trudny,
bobolesny temat. Sprawazapewneniebawemcałkiem
ucichnie, alez pewnościąniedługoznówusłyszymy
opolskichzmaganiachz historią.
Bezpłatny dwumiesięcznik
Nr 26 z GRUDZIEN2013
2
Niedawnewydarzenia
skłaniająnas dorefleksji,
wktórąstronęzmierza
Ameryka. Potęgaokazu-
jesięczymś naprawdę
kruchym, kiedymamydo
czynieniaz politykąza
wszelkącenę.
S
tany Zjednoczone praktycz-
nie na całymświecie
utożsamiane są z pojęciem
sukcesu. Aż trudno uwierzyć, że
krainie, wktórej narodziły się wiel-
kie potęgi gospodarcze jak Exxon
Mobil, IBM, Apple czy Microsoft,
może grozić utrata płynności finan-
sowej, co jest równoznaczne z ban-
kructwem. Do takiego stanu rzeczy
doprowadziło nie tylko gigantyczne,
liczone na ponad 14 bilionówdola-
rówzadłużenie, lecz także skompli-
kowana sytuacja polityczna między
dwiema konkurencyjnymi partiami
– Demokratów(Partia Demokra-
tyczna) i Republikanów(Partia Re-
publikańska). Sytuacja ta ściśle
wiąże się z funkcjonującą od 1 paź-
dziernika, ustawą o systemie ubez-
pieczeń społecznych ObamaCare,
którą to Republikanie usilnie chcieli
zablokować, nie zgadzając się tym
samymna podniesienie limitu
zadłużenia. Miałoby to katastrofalne
skutki nie tylko dla gospodarki Sta-
nówZjednoczonych, ale także
całego globu. Gdyby nie silne lobby
gigantówz Wall Street, koniec świa-
towego mocarstwa byłby niezwykle
spektakularny. Większość specjalis-
tów(m.in. Paul Krugman) twierdzi,
że kryzys spowodowany upadkiem
banku Lehman Brothers, byłby przy
tymzwykłympotknięciem. Warto
zatemodpowiedzieć sobie na pyta-
nie, jak daleko są wstanie posunąć
się politycy wcelu osiągnięcia swo-
ich korzyści.
Taktosięzaczęło
Początek istnienia obydwu partii
przypada na okres jeszcze sprzed woj-
ny secesyjnej (1861-1865). Środowis-
ka skupione wokół Republikanów z
północy sprzeciwiały się niewolnic-
twu, narażając się tymsamymDemo-
kratomz południa. Ma to związek z
bardzo dużymzróżnicowaniemgos-
podarczympomiędzy tymi regionami.
Na południu kwitły plantacje ba-
wełny, tytoniu, cukru, konopi i ryżu,
których uprawa nie wymagała specja-
listycznych umiejętności. Mogli ją
więc prawie za darmo wykonywać
czarnoskórzy niewolnicy. Natomiast
na północy w bardzo szybkimtempie
rozwijał się przemysł, w którympraca
wymagała wysoko wykwalifikowa-
nych robotników, imigrujących często
ze Starego Kontynentu. Stanowiło to
podłoże do ogłoszenia secesji stanów
południowych, które po wybraniu na
prezydenta Abrahama Lincolna, wy-
wodzącego się z ramienia Partii Re-
publikańskiej, obawiały się, że jego
priorytetembędzie walka z niewol-
nictwem. Wefekcie doprowadziło to
do wojny secesyjnej, która pochłonęła
620 tys. ofiar i spowodowała znisz-
czenie mienia wynoszące 5 mld dola-
rów. Po zakończeniu konfliktu władzę
przejęła Partia Republikańska, utrzy-
mując ją aż do końca XIX wieku.
Trwały podział
Podobny stan utrzymywał się
przez cały XX wiek i wpływy partii
na poszczególne obszary były tak
silne, że w niektórych południo-
wych stanach jak Wirginia czy Te-
ksas wszyscy urzędnicy stanowi po-
chodzili z ramienia Partii Demokra-
tycznej, podczas gdy Republikanie
nie wystawiali nawet swojego
kontrkandydata.
Z założenia Demokraci tworzyli
partię lewicową i centrolewicową,
opartą na konserwatyzmie, nato-
miast Republikanie centroprawi-
cową i bardziej liberalną. Dopiero
po tym jak zarząd Grand Old Party
(Demokraci) odszedł od segregacji
rasowej, część jej członków zasi-
liła szeregi Republikanów. Na-
stąpiło wtedy swoiste przebieguno-
wanie wartości, tak, że dziś mó-
wiąc o konserwatystach mamy na
myśli właśnie Republikanów. Jest
to konserwatyzm czysto społeczny,
oparty na wartościach chrześcijań-
skich.
Trzeba przede wszystkim pamię-
tać o tym, że pojęcie lewicy i prawi-
cy za oceanem ma zupełnie inne
znaczenie i nie należy go porówny-
wać w odniesieniu do państw euro-
pejskich. Poglądy uważane za libe-
ralne w Europie, w Stanach
mogłyby zostać uznane za co naj-
mniej centrolewicowe. Nie należy
jednak sądzić, że obydwie partie
stanowią wewnętrzny monolit. Za-
równo w Partii Republikańskiej jak
i Demokratycznej możemy spotkać
odpowiednio Republikanów tylko z
nazwy czy Demokratów Tylko z
Nazwy. Mają nieco odmienne po-
glądy od kierownictwa swoich par-
tii, zasadniczo nie stanowiąc
głównych zarzewi konfliktów. Jed-
nak tym razem nie tylko działania
najbardziej radykalnego ruchu o na-
zwie Tea Party, mogły doprowadzić
do blokady wydatków rządu i w
konsekwencji do bankructwa USA.
Była to cała 231 osobowa grupa Re-
publikanów, zasiadających w Izbie
Reprezentantów, dla których
ważniejsze od utrzymania funkcjo-
nującego rządu, było sparaliżowa-
nie systemu opieki zdrowotnej.
Walka
Od 2010 roku, po tym jak Kon-
gres przegłosował ustawę Obamaca-
re, czyli Patient Protection and Af-
fordable Care Act (Ustawa o Do-
stępności Opieki Medycznej i
Ochronie Praw Pacjenta), podpisaną
następnie przez prezydenta Baracka
Obamę, Republikanie ponad 40 razy
starali się storpedować to przed-
sięwzięcie. Doprowadziło to w koń-
cu do blokady uchwalenia nowej
ustawy budżetowej, a tym samym
uniemożliwiło podniesienie limitu
zadłużenia Stanów Zjednoczonych.
Konsekwencją tego było zamknięcie
wszystkich instytucji państwowych,
których działalność nie była ko-
nieczna do normalnego funkcjono-
wania państwa. Wten sposób gos-
podarka światowego kolosa, zależna
była od kaprysu grupy rozwścieczo-
nych Republikanów, którzy za
wszelką cenę chcieli pokrzyżować
plany ekipie Baracka Obamy.
Pojawiło się także wiele zarzutów
skierowanych pod adresem obecnie
rządzących, m.in. o to, że chcą oni
regulować każdy aspekt życia oby-
watela. Oczywiście ocena ta nie ma
na tyle racjonalnego oparcia, aby
można ją było umieścić w encyklo-
pedii, lecz taki, a nie inny pogląd
wynikał z bardzo prostego faktu.
USA– państwo, wktórym
kończąsięsentymenty
h
t
t
p
:
/
/
h
d
w
a
llp
a
p
e
r
s
z
o
n
.
c
o
m
/
b
a
r
a
c
k
-
o
b
a
m
a
-
w
a
llp
a
p
e
r
s
.
h
t
m
l/
b
a
r
a
c
k
-
o
b
a
m
a
-
w
a
llp
a
p
e
r
s
-
1
0
Od2010roku, potymjakKongres przegłoso-
wał ustawęObamacare, czyli Patient Protec-
tionandAffordableCareAct (UstawaoDo-
stępności Opieki Medycznej i OchroniePrawPacjenta),
podpisanąnastępnieprzez prezydentaBarackaObamę, Re-
publikanieponad40razystarali sięstorpedować toprzed-
sięwzięcie.
dokończenie na str. 3
Drodzy Czytelnicy, życzymy Wam
zdrowych, spokojnych i rodzinnych
Świąt Bożego Narodzenia
oraz szampańskiej sylwestrowej zabawy.
Niech przyszły rok przyniesie Wam
wiele wspaniałych chwil
i powodów do radości.
Redakcja Fenestry
2 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Usłyszałam ostatnio na jednym z
wykładów, że demokracja to dyktat
większości. W idealnej sytuacji po-
winna ona ochraniać przed więk-
szością mniejszość i jej prawa. W
rzeczywistości spycha jej racje na
margines. Trudno się z tym nie zgo-
dzić. Chociażby jedno z podstawo-
wych założeń demokracji w naszym
państwie – powszechne wybory,
mające na celu wyłonienie przedsta-
wicieli narodu – wcale nie skutkuje
zasiadaniem w Sejmie reprezenta-
tywnego grona posłów. Brakuje
grupy, która przedstawiałaby intere-
sy wszystkich wyborców i miała
wystarczająco dużą siłę przebicia w
przypadku konieczności zaznacze-
nia praw pomijanych, a często na-
wet dyskryminowanych społecz-
ności. Co za tym idzie, często wiele
ustaw niezwykle ważnych dla pew-
nych środowisk nie ujrzy światła
dziennego.
Weźmy pod lupę ostatnie wybory
parlamentarne z 2011 roku. Skoro
frekwencja wyniosła 48,92%, a na
Platformę Obywatelską zagłoso-
wało 39,18%, łatwo obliczyć, że
tak naprawdę ta zwycięska partia
prawo do współudziału w sprawo-
waniu władzy otrzymała zaledwie
od 19,17% uprawnionych obywate-
li. W tym momencie pojawia się
dosyć niełatwa, niestety, kwestia,
mianowicie funkcjonowanie (a
właściwie po części brak)
społeczeństwa obywatelskiego w
Polsce. Wyobraźmy sobie sytuację,
że głos w wyborach oddałoby 90%
Polaków. Jakie przyniosłoby to
skutki? Przede wszystkim –
zakładając, że głosowano by zgod-
nie z osobistymi preferencjami, a
nie według podejścia „głosuję na
mniejsze zło wybierając jedną z
dwóch partii o największych szan-
sach, bo przecież ugrupowanie, z
którym sympatyzuję i tak nie wy-
gra” – polska scena polityczna au-
tomatycznie byłaby faktyczną re-
prezentacją narodu. Istotne jest
również to, jakie nastroje pano-
wałyby w społeczeństwie. Naresz-
cie ludzie zaczęliby postrzegać po-
lityków, jako tych, których sami
wybrali. Dzięki takiemu poczuciu
współodpowiedzialności skoń-
czyłoby się być może narzekanie na
poziom władzy i podejmowanych
przez nią decyzji. Część z Was po-
wie, że moje rozważania to czysty
populizm, albo – a może przede
wszystkim – naiwny idealizm. Być
może tak jest. Uważam to jednak za
wiarę w zmienianie świata rozpo-
częte od szukania niedoskonałości
w sobie i poprawianie ich.
Pierwszy przykład z brzegu, któ-
ry mógł poskutkować taką po-
prawą? Warszawskie referendum
ws. odwołania prezydent Hanny
Gronkiewicz-Waltz. Nie będę roz-
wodzić się nad kwestią namawiania
przez polityków do wzięcia udziału
w referendum lub jego bojkotu.
Myślę, że każdy, kto rozumie istotę
zasad państwa demokartycznego,
jednoznacznie ocenia każde z po-
wyższych zachowań. Interesuje
mnie natomiast jedno – dlaczego
Warszawiacy rzeczywiście nie od-
dali głosu? Mała liczba komisji ob-
wodowych, zbyt krótki czas ich
otwarcia, problemy z dojazdem do
lokali? Żaden z tych argumentów
nie ma racji bytu. Najbardziej lo-
gicznym wytłumaczeniem wydaje
się zwykły brak zainteresowania lo-
sami kraju, a nawet gorzej – swoje-
go najbliższego otoczenia, połączo-
ny z lenistwem. Nawet jeśli miesz-
kańcy stolicy nie chcieli odwołania
Pani prezydent, mogli przecież wy-
razić to właśnie w głosowaniu,
dzięki czemu poznalibyśmy ich
rzeczywiste zdanie. Niestety, tak
się nie stało.
Pozostawiając temat polityki
wróćmy do społeczeństwa obywa-
telskiego. Chodzi w nim przede
wszystkim o zdolność do samoor-
ganizacji i podejmowania działania.
Przyglądając się uważniej ilości
różnorodnych inicjatyw, jakie po-
wstają w naszym państwie, można
szybko orzec, że nie jest wcale tak
źle, jak można by przypuszczać.
Problem tkwi jednak nie w ilości
przedsięwzięć tworzonych przez
obywateli, ale w niewielkiej liczbie
osób, biorącej w nich udział. Nie-
korzystny jest też powszechny
sceptycyzm wobec wszelkich od-
dolnych projektów i natychmiasto-
wa chęć niszczenia inicjatyw przez
grupy, które się z nimi nie utożsa-
miają. Z czego wynika bierność i
negatywne nastawienie? Często z
braku dobrego poinformowania i
rozumienia tematu. Aby wyrobić
sobie zdanie i świadomie działać,
trzeba najpierw posiadać określoną
wiedzę, a nierzadko również za-
sięgnąć opinii u fachowców czy au-
torytetów. Dlatego też warto czer-
pać ze źródeł mniej popoularnych,
otworzyć się na alternatywy. Nie
przyjmować za jedyną prawdę tego,
co podają nam mainstreamowe me-
dia, a już na pewno nie media z naj-
większymi wskaźnikami sprzedaży.
Pamiętajmy, że często to, co wyda-
je nam się białe, po głębszym zba-
daniu, okazuje się wielobarwne.
Dobrze jest więc budować oso-
bistą opinię na podstawie różnych,
łatwiejszych i trudniejszych w od-
biorze źródeł, a zdobytymi infor-
macjami dzielić się na publicznym
forum. Jako przedstawicielka grupy
aspirujących dziennikarzy wierzę,
że każda opinia może być słuszna.
Musi być jednak oparta na moc-
nych argumentach i konstruktywnej
dyskusji. Dlatego też, jeśli nie zga-
dzacie się ze sposobem, w jaki pre-
zentujemy różne kwestie i proble-
my lub alternatywnie patrzycie na
rzeczywistość, napiszcie do nas.
Chętnie podejmiemy z Wami pole-
mikę i poznamy Wasze zdanie.
Beata KAPUSTA
Redaktor naczelna
Wstępniak Demokracja to dyktat większości
Afery, wewnętrzne kon-
flikty i kryzys zaufania
społecznego. Platforma
miała przestać zajmować
się sama sobą, teraz my
zajmiemy się Platformą.
T
o słowa premiera jeszcze
sprzed kilku lat. Tymczasem?
Największa (przynajmniej
według CBA) afera korupcyjna III
RP. Co prawda dotyczy raczej urzęd-
ników niższego szczebla niż polity-
ków, ale za to opiewa w wielkie pie-
niądze. Chodzi m.in. o przetargi in-
formatyczne. Zatrzymani są urzędni-
cy GUS, MSW i MSZ. Do tego
generał Skrzypczak (wiceszef MON),
który jeszcze przed przetargiem
(według doniesień Wyborczej) wska-
zał izraelską firmę jako dostawcę dro-
nów do Polski. Co ważne Minister-
stwo Obrony Narodowej na naj-
bliższe lata ma naprawdę wielkie pie-
niądze do wydania na modernizację
polskiej armii. Na dokładkę nagrania
dowodzące korupcji politycznej pod-
czas partyjnych wyborów na Dolnym
Śląsku. Akcja „praca za głos” miała
pomóc Jackowi Protasiewiczowi
zdetronizować Grzegorza Schetynę.
Można powiedzieć – „biedny Grze-
siu”. Jednak w ostatnich dniach
można było przeczytać, że był na
swoim terenie niepodzielnym władcą.
Władcą okrutnym, którym często kie-
rowały motywy mało merytoryczne.
Ale Dolny Śląsk to nie jest jedyne
Platforma ma dwa lata. Dobrze by było, gdyby
przestała zajmować się sama sobą, kupiła
dobre żelazko (do wypalania korupcji) i wzięła
się do naprawdę ciężkiej pracy. Polska czeka! Polacy mogą
wybaczyć błędy przy pracy, drobne potknięcia, ale nie wy-
baczą korupcji ani cynizmu. I nawet straszenie PiS-em i Ma-
cierewiczem wtedy nie pomoże. Nie pomoże nikt i nic.
CZEGO POLACY
NIE WYBACZĄ
Prawda na gwałt potrzebna
Zdumiewające, jak nie-
wiele dziś potrzeba do
wywołania międzynaro-
dowej histerii. Studento-
wi ASP w Gdańsku wy-
starczyło trochę gipsu i
trudny, bo bolesny te-
mat. Sprawa zapewne
niebawem całkiem ucich-
nie, ale z pewnością
niedługo znów usłyszy-
my o polskich zmaga-
niach z historią.
R
zeźba Jerzego Szumczyka,
przedstawiająca drastyczną
scenę gwałtu dokonanego
przez radzieckiego żołnierza na
ciężarnej kobiecie, stała w miejscu
publicznym zaledwie kilka godzin.
Usunięto ją bardzo szybko po zawia-
domieniu policji przez mieszkań-
ców. Miejsce autor wybrał nieprzy-
padkowo – ustawił pomnik na Alei
Zwycięstwa w Gdańsku, tuż obok
rosyjskiego czołgu T-34, który służył
Armii Czerwonej między innymi w
walce o zdobycie Gdańska. Student
chciał w ten sposób przypomnieć o
gwałtach dokonanych w mieście
przez Rosjan. Prokuratura niemal
natychmiast umorzyła sprawę nie
doszukując się znamion przestęp-
stwa, ale fala skrajnych opinii zalała
opinię publiczną niczym tsunami.
Antyradziecka pseudo sztuka
Osobą najostrzej krytykującą
działanie studenta był chyba rosyj-
ski ambasador w Polsce, Aleksan-
der Alekseev. Na stronie interneto-
wej placówki nazwał zachowanie
artysty chuligaństwem o charakte-
rze bluźnierczym. Dodał również: –
Wulgarna rzeźba na jednej z
głównych ulic miasta uraża uczucia
nie tylko Rosjan, ale również
wszystkich rozsądnych ludzi, pamię-
tających, komu oni zawdzięczają
wyzwolenie spod okupacji nazistow-
skiej. Według niego incydent był
elementem trwającej od pewnego
czasu kampanii dążącej do
zniesławienia pamięci 600 tysięcy
żołnierzy rosyjskich poległych w
walce o niepodległość Polski. Wy-
raził też nadzieję, że ten konkretny
przypadek spotka się z potępieniem
władz polskich i ogółu społeczeń-
stwa. Do głosu ambasadora
dołączył się rosyjski deputowany do
Dumy Państwowej, Franc Klince-
wicz. Zażądał oficjalnych przepro-
sin od polskiego parlamentu.
Sprawcę zamieszania nazwał
chłopcem, który nasłuchał się cze-
goś i próbował wywołać skandal.
Taka jest historia
Jerzy Bohdan Szumczyk broni
się, tłumacząc: – Wyrzeźbiłem to, co
dla mnie ważne. Zarówno rzeźba,
jak i cała akcja są poświęcone
prawdzie historycznej oraz losowi
kobiet podczas wojny. Jednocześnie
zdaje on sobie sprawę z drastycznej
formy pracy: – Ale taka jest właśnie
historia – dodaje.
Pośród opinii na forach interneto-
wych dominują wypowiedzi popie-
rające zachowanie studenta. Zdaje
się, że większości nie przeszkadza
dosadny charakter rzeźby, a bar-
dziej oburzająca wydaje się im
obecność czołgu, będącego elemen-
tem proradzieckiej propagandy.
Tych zresztą jest więcej – w pol-
skich miastach nie trudno znaleźć
chociażby nazwy ulic upamięt-
niających radzieckich bohaterów
i idee. Zostały one nadane w PRL
i utrzymały się w dużej części do
dziś, z czym stara się walczyć m.in.
Instytut Pamięci Narodowej.
Popyt na prawdę
Tego typu incydentów budzących
wiele emocji należy się spodziewać
coraz częściej. Społeczeństwo pol-
skie powoli otrzepuje się z komu-
nistycznych przesądów, którymi
machina propagandowa karmiła ich
przez dziesięciolecia. Ponadto wy-
rasta pokolenie urodzone już po 89.
roku; co więcej – dochodzi ono do
głosu i wyraża swój sprzeciw wo-
bec gloryfikowania Rosji jako wy-
zwoliciela. Domaga się rzetelnej
wiedzy historycznej, nieskażonej
polityczną poprawnością. Nawet
kosztem urażenia uczuć rosyjskich
urzędników.
Ukarać za wszelką cenę
Minął miesiąc od ustawienia kon-
trowersyjnej rzeźby na Alei Zwy-
cięstwa w Gdańsku. Gdy wydawało
się, że w tej sprawie już nic
znaczącego się nie wydarzy, kolej-
ny rozdział historii napisała policja.
W pierwszych dniach po incyden-
cie prokuratura nie dopatrzyła się
znamion przestępstwa, jednak prze-
kazała sprawę policji. Ta miała zba-
dać ją pod kątem zgodności z kode-
ksem wykroczeń.
Jak podaje Lucyna Rekowska,
rzeczniczka prasowa gdańskiej poli-
cji, Jerzemu Szumczykowi posta-
wiono zarzut zachowania nieoby-
czajnego, mogącego wywołać nega-
tywne odczucia.
Początkowo zastanawiano się nad
oskarżeniem studenta o wykorzys-
tanie cudzego dzieła bez zgody
właściciela. Rzeźba została bowiem
stworzona na zajęciach w gdańskiej
ASP, więc formalnie należy do
uczelni. Jednak nikt z ich władz nie
złożył wniosku o ściganie.
W rozmowie z radiem RMF w
obronie studenta stanął wykładowca
gdańskiej uczelni, prof. Wojciech
Zamiara: – Wolę rzeźbę niż rzucanie
rac – powiedział, odnosząc się do
wydarzeń z obchodów Święta Nie-
podległości. Sam zarzut uważa za
mocno przesadzony: – ieobyczaj-
ności tam w ogóle nie ma. Tam nie
ma elementów nagości. Można
oczywiście domyślić się, co gesty
znaczą, ale nie widzę tam ani goliz-
ny, ani niczego co mogłoby urazić
kogoś. Chociaż mogę sobie wyobra-
zić, że jakieś działania tego młode-
go człowieka kogoś uraziły. Mogę
wyobrazić sobie, że policja taki za-
rzut w tej chwili stawia. Trudno mi
jednak wyobrazić sobie, żeby sąd
potwierdził ten zarzut. Trudno mi
wyobrazić sobie, żeby zamykać usta
na temat rozmów historycznych, bo
wtedy zaczniemy dyskutować o tym,
czy ten czołg powinien tam stać...
Za nieobyczajność swojego wy-
bryku Szumczykowi grozi nagana,
grzywna, a nawet areszt i ograni-
czenie wolności. Materiały do-
tyczące sprawy na dniach trafią do
sądu rejonowego.
Michał RADZIMIŃSKI
3 listopad 2013
miejsce ostrej politycznej walki. Nie-
którzy pewnie zapomnieli już o liście
działaczki PO z lubuskiego, w którym
oskarżała swoją partyjną koleżankę o
przekupywanie działaczy. Ludzie z
jednej partii wzajemnie siebie
oskarżają, a nawet składają zawiado-
mienia do prokuratury (jak europoseł
Borys na Dolnym Śląsku). Dość nie-
smaczny był widok Sławomira No-
waka zdymisjowanego po doniesie-
niu CBA ws. jego oświadczenia
majątkowego i niewpisanego zegarka
w drugim rzędzie, tuż za premierem,
podczas Konwencji Krajowej Platfor-
my. W tym przypadku Platforma stan-
dardów uczyć może się od PiS-u.
Adam Hofman po wszczęciu wobec
niego podobnego postępowania, zre-
zygnował ze wszystkich funkcji par-
tyjnych i usunął się w cień do czasu
wyjaśnienia sprawy.
Młodzi naciągacze
Jakby tego było mało, „Newswe-
ek” donosi, że Stowarzyszenie
„Młodzi Demokraci”, młod-
zieżówka partii rządzącej, w
założeniu miało być szkołą obywa-
telskości i kształtowania prospołecz-
nych postaw. Tymczasem okazało
się uniwersytetem bezkarnego omi-
jania prawa i naciągania państwa.
Od 11 lat, a więc od momentu wpi-
sania do rejestru sądowego, Młodzi
nie złożyli w Krajowym Rejestrze
Sądowym sprawozdania finansowe-
go ze swojej działalności. A jako
stowarzyszenie prowadzące działal-
ność gospodarczą (a taka jest zapi-
sana w statucie SMD) musi takie
dokumenty składać co roku w urzę-
dzie skarbowym i właśnie w KRS.
Jak sprawa się skończy? Może być
różnie. Organem nadzorującym w
tym przypadku jest prezydent War-
szawy i wiceprzewodnicząca Plat-
formy, Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Sąd nad emerytami
Platforma ma też problem z sys-
temem emerytalnym. Nie dość, że
się nie dopina, wielu ekspertów ra-
dzi młodym Polakom, by na emery-
turę z ZUS-u za bardzo nie liczyli
(a jak już to głodową), to przeciw-
ników ograniczania OFE można
znaleźć też w samej Platformie
(chociażby Jerzy Buzek – lider plat-
formerskiej listy do Parlamentu Eu-
ropejskiego). Były już minister
Platformy, Jarosław Gowin, mówi
wręcz o nacjonalizacji prywatnych
oszczędności Polaków. Krytykuje
też Leszek Balcerowicz.
Nowy zespół – nowe zadania?
Rekonstrukcja rządu – trochę wy-
muszona (przez prokuratorskie za-
rzuty wobec ministra Nowaka),
była ciekawa. Nowe zadania dla
Elżbiety Bieńkowskiej wymagają
tytanicznej pracy, ale w jej przypad-
ku można mieć przeczucie gra-
niczące z pewnością, że da sobie
radę, a unijne pieniądze są w
dobrych rękach. Jednak inne ruchy
budzą dużo wątpliwości. Skupię się
na dwóch. Dymisja minister sportu
wydaje się bardzo dziwna. Początki
jej urzędowania były trudne, ale czy
teraz zaliczyła jakąś wpadkę? W
komentarzach po jej dymisji
słyszałem większość tych, które
broniły Joannę Muchę i wyliczały
sukcesy: m.in. upowszechnienie
sportu, dobry rozdział funduszy.
Odwołanie minister wydaje się
słabo uzasadnione. Uzasadniona na-
tomiast byłaby dymisja Bartosza
Arłukowicza. Instytut Ochrony
Zdrowia wydał raport, który poka-
zuje smutny (i to bardzo) obraz pol-
skiej służby zdrowia.
Platforma „Obywatelska”
Niepokoić musi też sprzeciw
Platformy, nomen omen Obywatel-
skiej, wobec wszelkich inicjatyw
obywateli. Oczywiście, mamy de-
mokrację przedstawicielską, a nie
bezpośrednią. Jednak jeśli wniosku
o referendum nie przesyła się nawet
do pierwszego czytania, to musi to
niepokoić. Zapis o referendum w
konstytucji po coś jest.
Wszystko na „nie”?
Stefan Niesiołowski oburzał się,
że trwa zmasowany atak na Platfor-
mę, że codziennie w mediach tylko
się ich krytykuje. Pan poseł chyba
zapomniał, od czego są media i że
partia rządząca ma więcej obo-
wiązków niż przywilejów. Oczywiś-
cie, trzeba dostrzegać też plusy. To
niewątpliwie budżet europejski, któ-
ry w listopadzie przyjął Parlament
Europejski. Niektórzy powiedzą: te
pieniądze należały się nam jak psu
zupa. Nasz awans w raporcie Doing
Buissness też musi cieszyć. Wskaź-
niki gospodarcze również się popra-
wiają, choć to pewnie bardziej
zasługa tego, że rząd przynajmniej
nie przeszkadza przedsiębiorcom,
niż im pomaga. Minister pracy
wprowadza (oby skuteczną) reformę
urzędów pracy. Urzędnicy mają być
doradcami dla tych, którzy pracy
szukają i powinni być regularnie
rozliczani z efektów swojej pracy.
Oby dobrych. Plusy więc są, ale nie
wyrównują bilansu nawet na zero.
Platforma ma dwa lata. Dobrze
by było, gdyby przestała zajmować
się sama sobą, kupiła dobre żelazko
(do wypalania korupcji) i wzięła się
do naprawdę ciężkiej pracy. Polska
czeka! Polacy mogą wybaczyć
błędy przy pracy, drobne potknię-
cia, ale nie wybaczą korupcji ani
cynizmu. I nawet straszenie PiS-em
i Macierewiczem wtedy nie po-
może. Nie pomoże nikt i nic.
Maciej KLUCZKA
Prawda na gwałt potrzebna
n
a
t
e
m
a
t
.
p
l
Jerzy Bohdan Szumczyk broni się, tłumacząc:
– Wyrzeźbiłem to, co dla mnie ważne. Zarówno
rzeźba, jak i cała akcja są poświęcone prawdzie
historycznej oraz losowi kobiet podczas wojny. Jednocześnie
zdaje on sobie sprawę z drastycznej formy pracy: – Ale taka
jest właśnie historia– dodaje.
Otóż Republikanie w przeciwień-
stwie do Demokratów opowiadają
się za jak najmniejszą ingerencją
państwa, w życie obywateli, a Oba-
maCare po prostu im tę wolność
ogranicza, zmuszając wszystkich do
obowiązkowych ubezpieczeń.
Triumf Baracka Obamy
Od 1965 roku, czyli od wprowa-
dzenia przez prezydenta Lyndona B.
Johnsona Medicaid i Medicare
(ubezpieczeń zdrowotnych dla ludzi
z niskimi dochodami i dla emery-
tów), ObamaCare ma stanowić
prawdziwą rewolucję. Stany Zjed-
noczone są jedynym rozwiniętym
krajem, którego nie wszyscy obywa-
tele są objęci ubezpieczeniem zdro-
wotnym. A jest to aż 15%
społeczeństwa. Tym 50 milionom
obywateli pracodawcy nie zapew-
niali polis ubezpieczeniowych, a na
osobisty wykup po prostu nie było
ich stać. Reforma ma położyć kres
wyzyskowi i nieuczciwości firm
ubezpieczeniowych, które do tej
pory skupiały się tylko na osiąganiu
jak największego zysku. W sposób
niezwykle wyrachowany odmawiały
one ubezpieczenia osobom chorym
lub w podeszłym wieku. Wykorzy-
stywały najrozmaitsze luki prawne.
Teraz każdy pracodawca będzie
miał obowiązek ubezpieczyć swoje-
go pracownika, a w przypadku
ubezpieczeń indywidualnych, koszt
polisy wynosiłby zaledwie niecałe
100 dolarów. Niestety już 1 paź-
dziernika, czyli w dniu startu syste-
mu, zaczęły pojawiać się problemy
techniczne dotyczące strony health-
care.gov. Nielicznym udało się
przebrnąć przez wszystkie fazy re-
jestracji. Jak podaje administracja
rządowa, jest to spowodowane
ogromną liczbą wejść, nawet 15
mln przez pierwsze 10 dni i prawie
20 mln w ciągu 3 tygodni. Spotyka
się to z coraz większą krytyką ze
strony społeczeństwa, ponieważ
cały system został sfinansowany
dzięki pieniądzom podatników
i kosztował ich do tej pory ok. 400
milionów dolarów. Na domiar złego
całą sytuację komplikują Republi-
kanie, którzy jeszcze bardziej utrud-
niają dostęp do systemu.
Przykładem może być Teksas, gdzie
podobnie jak w 26 innych stanach,
nie otworzono stanowych giełd
ubezpieczeń, zmuszając tym samym
mieszkańców do korzystania z nie
do końca sprawnego portalu inter-
netowego. Powodem tak niebywałej
niechęci do reformy jest fakt, że
uderza ona w firmy ubezpieczenio-
we, które są głównymi sponsorami
Partii Republikańskiej. Oprócz sil-
nego lobby jest jeszcze jedna rzecz,
która ma istotny wpływ na tak złe
nastroje Republikanów. Jest to nie-
nawiść do samego Baracka Obamy,
który przez wielu z nich uważany
jest za socjalistę i ukrytego mu-
zułmanina, który nie rozumie pro-
blemów Ameryki.
Przez to całe zamieszanie, najbar-
dziej sfrustrowaną osobą jest za-
pewne sam prezydent USA. Oba-
maCare miało być w końcu swoistą
wisienką na torcie jego pierwszej
kadencji.
Grzegorz IWASIUTA
dokończenie ze str. 1
USA – państwo, w którym
kończą się sentymenty
4 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Przed takim zadaniem stanął
Andrzej Wajda. Od początku paź-
dziernika polscy widzowie mogą
oglądać w kinach film „Wałęsa,
człowiek z nadziei”. 18 września
PISF poinformował, że najnowsze
dzieło Wajdy będzie polskim kandy-
datem do Oscara w kategorii Najlep-
szy film nieanglojęzyczny.
Jest to kolejny z polskich filmów
historycznych lub biograficznych,
które pojawiają się na ekranie. Nic
dziwnego. Historia Polski jest ideal-
nym scenariuszem filmowym. Pełna
tak samo wielkich, jak i kontrower-
syjnych wydarzeń oraz postaci.
Mimo to, wiele tego typu filmów
zaraz po premierze jest miażdżona
ocenami krytyków filmowych. War-
to przypomnieć dwie skrajne i naj-
bardziej komentowane produkcje
historyczne w ostatnich latach.
Nie tylko guziki
Zanim Wajda wyreżyserował bio-
grafię lidera Solidarności, zajął się te-
matem zbrodni katyńskiej. Po premie-
rze w 2007 roku pojawiły się głosy, że
jest to polski film wszechczasów. Bez-
dyskusyjnie jest to jednak film ważny
i potrzebny, a przy tym przepełniony
emocjami. Po obejrzeniu go długo nie
można zapomnieć ostatniej sceny –
egzekucji polskich oficerów. „Katyń”
zdobył wiele nagród, w tym Orła 2008
dla najlepszego filmu, był także nomi-
nowany do Oscara jako najlepszy film
nieanglojęzyczny. Dystrybuowany do
wielu państw świata na niemal
wszystkich kontynentach. Został wy-
emitowany nawet w rosyjskiej tele-
wizji, gromadząc przed telewizorami
około 2,8 mln widzów. Mało który
polski film miał aż taki zasięg odbior-
ców. Z budżetem wynoszącym około
16 milionów złotych jest na 10 miej-
scu najdroższych polskich filmów po
1989 roku. Wajda pokazuje, że równie
okropne jak sama zbrodnia, jest kłam-
stwo katyńskie, w którym musieli żyć
Polacy w czasach komunizmu. W jed-
nej ze scen porucznik Jerzy przepo-
wiada, że po wywiezionych oficerach
zostaną tylko guziki. Dzięki przypomi-
naniu o tamtych wydarzeniach zosta-
nie coś więcej – pamięć.
Wiedeńska maszkara
Drugi najbardziej kasowy film w
III RP. „Bitwa pod Wiedniem” to za-
prezentowana w zeszłym roku pro-
dukcja polsko-włoska. Kompletnie
zmiażdżona przez krytyków, którzy
zarzucali jej nieudane komputerowe
efekty, groteskowość i tandetę. To po-
liczek, wymierzony każdemu widzowi
z choćby ułamkiem procenta wrażli-
wości estetycznej (Sobczyński, „Głos
Wielkopolski”), pseudofilmowa masz-
kara (P.Felis, „Co jest grane”), religij-
no-militarna bajka klasy C (J.Szczer-
ba „Gazeta Wyborcza”) – to tylko
niektóre z określeń padających w re-
cenzjach pod adresem tego filmu. Co
ważne, obraz promowano jako pol-
skie zwycięstwo, które zmieniło losy
świata. I tu niespodzianka, bo w fil-
mie jest zaskakująco mało Polaków.
Król Jan III Sobieski odgrywa rolę
wręcz drugoplanową. Co do oceny
filmu, rzadko krytycy i widzowie są
aż tak zgodni. Nawet sam producent
powiedział przed premierą, że ten film
nie powinien być określany jako his-
Historia jak z filmu
h
t
t
p
:
/
/
f
r
a
n
k
t
a
l
k
e
r
5
.
b
l
o
g
s
p
o
t
.
c
o
m
Białoruska uczelnia
na wygnaniu
Europejski Uniwersytet Hu-
manistyczny to prywatna instytucja
powstała w 1992 roku w Mińsku.
Uniwersytet miał osiem wydziałów:
prawa, filozofii, literatury, sztuki,
psychologii, ekonomii, francusko-
białoruski wydział, wydział nauk
politycznych i integracji europej-
skiej, wydział teologii im. Św. Cyry-
la i Metodego. Ogólnie EHU propo-
nował program studiów licencjac-
kich, składający się z 13 specjalnoś-
ci. Ponadto aktywnie rozwijały się
programy studiów magisterskich,
doktoranckich i podyplomowych. W
uniwersyteckiej bibliotece znajdo-
wał się wyjątkowy zbiór nowoczes-
nych i klasycznych książek z wielu
obszarów nauk humanistycznych i
społecznych oraz zbiór współczes-
nej literatury francuskiej i niemiec-
kiej, który był bezkonkurencyjny na
Białorusi.
EHU był jedyną uczelnią w his-
torii białoruskiego szkolnictwa
wyższego, która osiągnęła praw-
dziwą uniwersytecką autonomię i
utrzymała ją, mimo silnej presji ze
strony władz. To cud, że w kraju, w
którym nie było historycznej, poli-
tycznej, socjalno-kulturowej at-
mosfery dla europejskiej kultury
akademickiej powstał uniwersytet.
Praktycznie nie różnił się on od
znanych uczelni z Europy czy
Ameryki.
Przez wszystkie lata swojego ist-
nienia Europejski Uniwersytet był
szansą na wprowadzenie międzyna-
rodowych standardów i liberalizacji
szkolnictwa wyższego na Białorusi.
Proces boloński, który zjednoczył
40 krajów dawał nadzieję na to, że
Białoruś też rozpocznie proces inte-
gracji europejskiej edukacji. To doś-
wiadczenie miało pomóc innym
uczelniom na Białorusi. Krótki
okres nadziei na przyszłość europej-
skiego szkolnictwa wyższego na
Białorusi skończył się atakiem poli-
tyki rządowej na akademickie pra-
wo i wolność. Cel był jeden – izola-
cja Białorusi od Europy i przywró-
cenie systemu sowieckiego szkol-
nictwa wyższego jako instrumentu
kontroli politycznej nad studentami.
Od stycznia 2004 r. Ministerstwo
Edukacji próbowało zmusić Rekto-
ra do dymisji, ale przy dużym
wsparciu wyrażonym przez pracow-
ników uniwersytetu, a także po kon-
sultacjach z partnerami międzyna-
rodowymi, oferta rezygnacji została
odrzucona.
Aktywny nacisk rządu i jego
przywódcy na EHU spowodował
liczne protesty, w których grupa
wykładowców, pracowników i stu-
dentów nie tylko broniła swojego
rektora, ale także całą misję i war-
tości uczelni. Ze względu na odpor-
ność korporacyjnego uniwersytetu,
władza wybrała nową metodę –
presję administracyjną. W ciągu
ostatniego roku istnienia uniwersy-
tet w Mińsku stał się przedmiotem
ciągłego monitorowania przez
różne organy regulacyjne, ale żadna
komisja nie mogła znaleźć nawet
kilku poważnych nieprawidłowości
w pracy uczelni. W maju 2004 r.
Ministerstwo Edukacji bezzasadnie
zatrzymało proces wydania decyzji
o nowej licencji, co doprowadziło
do tygodniowego zawieszenia
uczelni. Potem jednak, poprzez ak-
tywne wsparcie wspólnoty między-
narodowej, EHU udało się uzyskać
licencję.
W lipcu 2004 r., po kolejnym nie-
powodzeniu z dymisją rektora,
Urząd Prezydenta poprosił o opusz-
czenie budynku, w którym mieściła
się większość akademickich i ba-
dawczych jednostek EHU. Kilka
dni później, na podstawie braku wy-
maganej liczby edukacyjnych i ad-
ministracyjnych pomieszczeń, Mi-
nisterstwo Edukacji odmówiło
Ekscytujemy się, gdy po raz kolejny w imię to-
lerancji i wolności ludzkiej media „przywalą”
Kościołowi. A przecież bez tego Kościoła nie
byłoby ani Nas, ani tych mediów.
Europejski Uniwersytet Humanistyczny jest unikatową uczelnią
w Europie Wschodniej. Jest to tak zwany uniwersytet na wygna-
niu. To białoruska uczelnia, która znajduje się poza granicami
kraju na terenie Unii Europejskiej i zarazem jedyny białoruski
uniwersytet, będący uczestnikiem procesu bolońskiego.
Komentarz Aleny
studentki EHU:
Obecnie Europejski Uniwersytet Humanistyczny przeżywa znaczące
zmiany, które wpływają zarówno na wykładowców, jak i uczniów. Uczelnia
rozwija się, ale są też pewne negatywne zmiany. W dużym stopniu dotyczy
to stałych podwyżek kosztów edukacji, coraz bardziej ograniczonej liczby
bezpłatnych miejsc i stypendiów. Prowadzi to do tego, że edukacja na uni-
wersytecie staje się ograniczona dla większości Białorusinów. Równocześ-
nie niemal wszyscy studenci mogą powiedzieć, że EHU zapewnia bardziej
aktywne uczestnictwo w różnych projektach i praktykach niż jakakolwiek
uczelnia na Białorusi. Co więcej, jesteśmy dumni z naszych wysoko wykwa-
lifikowanych wykładowców, którzy przyjeżdżają do Wilna i dzielą się swoją
wiedzą i doświadczeniem.
O tym filmie dyskutowano od kiedy tylko pojawił się
pomysł jego realizacji. Niezwykle trudno jest nakręcić
film biograficzny o człowieku, który wciąż żyje i ma się
całkiem dobrze.
Już na samym początku roku na
polskiej scenie muzycznej pojawiła się
postać, którą warto zapamiętać. Pat-
rick the Pan nagrał płytę Something of
an End w zaaranżowanym przez siebie
domowym studiu. Krążek zebrał nie-
zwykle pochlebne opinie, jak na wy-
dawnictwo chłopaka, o którym Inter-
net milczał. Zapewne niejeden
słuchacz zachodził w głowę, czy aby
na pewno Patrick the Pan jest produk-
tem krajowym. Muzyka 24-latka z
Krakowa obroniła się sama, bo płyta
Something of an End urzeka smaczka-
mi w postaci wkomponowanego mru-
czenia kota w utworze Slowly, śpiewu
ptaków wBubbles oraz genialną partią
klawiszową w Moon and The Crane.
Kolejnym wartym uwagi debiutan-
tem jest duet Lilly Hates Roses, który
nagrał swój debiutancki longplay pod
skrzydłami Macieja Cieślaka. W
płycie wydawanej przez Sony palce
maczał także Smolik, więc Lilly już
na samym początku drogi mieli okaz-
ję współpracować z czołowymi pol-
skimi producentami. Spotkanie to za-
owocowało niezwykle wrażliwym i
niebanalnym muzycznie materiałem.
Zupełnie niespodziewanie na polskiej
scenie muzycznej zaczął dominować
folk, w mniej lub bardziej czystej
postaci. Docenić należy również za-
uważonego przez samą Kasię No-
sowską Fismolla oraz Tobiasza Biliń-
skiego wydającego jako Coldair.
Ponowni debiutanci,
niewdzięczne powroty
Mianem ponownego debiutanta na-
zwać można Tomka Makowieckiego,
którego kawałek Holidays in Rome za-
powiedział wyraźną zmianę stylistyczną.
Nie obyło się bez porównań do Kamp!
oraz Cut Copy, które ukróciło wydanie
longplaya Moizm. Nowe wydawnictwo
Makowieckiego okazało się nudne
i mniej energetyczne niż sam singiel.
Powroty po latach są tym, czego
w 2013 roku nie brakowało. Żywa le-
genda, czyli David Bowie wydał ext
Day, udowadniając, że nie wybiera
się jeszcze na muzyczną emeryturę.
Bowie świadomie odnosi się do prze-
szłości, o czym świadczyć może
okładka wydawnictwa, będąca prze-
róbką obwoluty Heroes z 1977 roku.
Muzyk nie spogląda jednak z roz-
rzewnieniem wstecz, lecz wyciąga ze
swojej twórczości to, co najlepsze,
odnosząc ją do współczesności.
Niewdzięcznym powrotem okazał
się album The Knife Shaking the Habi-
tual. Nazwa krążka zaczerpnięta od
francuskiego filozofa Michela Foucault
sygnalizowała, że wydawnictwo nie
będzie zwykłą płytą, lecz muzycznym
manifestem. Szwedzkie rodzeństwo
bierze na warsztat tematy dotyczące
niesprawiedliwości, seksualności i po-
żądania, a warstwa muzyczna wprowa-
dza słuchacza w hipnotyczną senność,
po to by za chwilę potraktować go ka-
kofonicznymi dźwiękami. Płyta na-
jeżona jest pułapkami, numery są
wyjątkowo długie, co sprawić może, że
przyciągnięci słynnym Pass This On
słuchacze odwrócą się od Szwedów na
dobre. Karen i Olof udowodnili jednak,
że zadaniem muzyki nie jest tylko i
wyłącznie sprawianie przyjemności.
Longplay Skandynawów otworzył
przed nimi nowy, fascynujący rozdział
pełen podskórnych emocji. Podobne
uczucia towarzyszyły premierze Ran-
dom Access Memories Daft Punk. Tu
też, podobnie jak u The Knife, zespół
zszedł nieco z wcześniej wytyczonej
muzycznie ścieżki i uciekł od klimatu
electrouderzenia. Na longplayu Francu-
zów królują syntezatory i vocoder,
a także gitary, perkusja oraz bas. Instru-
mentarium oraz wyjątkowi goście po-
zwolili obudować utwory w ciekawe
konstrukcje, czerpiące zarówno z este-
tyki lat 70. jak i z współczesności.
W 2013 roku w dobrym stylu po-
wrócili Depeche Mode krążkiem Delta
Machine oraz Moderat albumem II.
Na żywo
Festiwalowa mapa Polski również
prezentowała się wyjątkowo dobrze.
Na Openerze wystąpili Arctic Mon-
keys, którzy genialnym koncertem za-
tarli wspomnienia o występie z 2009
roku przerwanym problemami tech-
nicznymi. Czwórka z Shieffield pod
wodzą Alexa Turnera nabrała wiatru w
skrzydła, o czym świadczą nie tylko
występy na żywo, ale także doskonała
płyta AM. Kolejnym ciekawym mo-
mentem festiwalu w Gdyni był występ
Alt-J, ubiegłorocznych zwycięzców
prestiżowej Mercury Prize. Choć młod-
zi Brytyjczycy wydawać się mogli nie-
co wycofani, to dali jeden z ciekaw-
szych występów. Głos wokalisty Joe
Newmana brzmiał lepiej niż na płycie,
co nie często zdarza się podczas wystę-
pów na żywo. Wydarzeniem nie do po-
minięcia był również występ ru-
dowłosej Florence Welch podczas
Coke Live Music Festival. Nastrojowe
dźwięki harfy, szalona Flo biegająca po
scenie, wzruszające do granic możli-
wości Cosmic Love było tym, na co re-
kordowa liczba festiwalowiczów cze-
kała. Na OFFie genialnie sprawdził się
Zbigniew Wodecki i Mitch&Mitch. Po
zakończonym sezonie festiwalowym
koncerty przeniosły się do klubów.
Zwłaszcza stolica nie mogła narzekać,
gdyż w tym roku odwiedzili ją m.in.
Foals, Editors, Austra oraz Karin Park.
Równie interesująco pod względem
koncertów zapowiada się kolejny rok.
Zapowiedzieli się już Moderat, Disclo-
sure oraz Ellie Goulding. Czy będzie
równie smacznie jak w mijającym
2013 roku? To dopiero się okaże.
Joanna DZIEL
5 listopad 2013
365 dni muzyki
Fantastyka, horror i za-
gadki psychologiczne nie
są mu obce. Odnosi suk-
cesy, jest bardzo poczyt-
nym pisarzem. Wciąż jed-
nak pamięta czasy, kiedy
zarzucano mu tworzenie
niezrozumiałej mieszani-
ny gatunków, której nikt
nie chciał wydawać.
Mowa o amerykańskim
literacie i wykładowcy akademic-
kim – Jonathanie Carrollu. Jest on
nazywany mistrzem realizmu ma-
gicznego, a swoim piórem zręcznie
łączy różne światy. Rzeczywistość
jest dla niego przestrzenią otwartą
i niczym nieograniczoną, dlatego nie
lubi, gdy jego książki przypisuje się
do określonego, zamkniętego
w pewne ramy gatunku.
Typ niepokorny
Ten wykształcony i znany
mężczyzna był kiedyś niepokornym
młodzieńcem. Miał problemy z pra-
wem, obracał się w niewłaściwym
towarzystwie. Przede wszystkim
nigdy nie był molem książkowym.
Nieobce było mu jednak środowi-
sko artystyczne, do którego należeli
jego rodzice. Mimo wszystko
młody Carroll nie chciał podążać za
nimi. Co ciekawe, do przeczytania
pierwszej książki skłoniły go
wyłącznie pieniądze, które otrzymał
w zamian za lekturę. To dość niety-
powe początki jak na znanego dziś
twórcę literatury.
Polska drugim domem
Pisarz wielokrotnie pojawiał się
w naszym kraju. 23 października
2013 r. gościł w C.K. Zamek w
Poznaniu. Z czytelnikami spotkał
się również w Warszawie i Krako-
wie. Okazją do odwiedzenia Polski
była premiera najnowszej książki
Kąpiąc lwa, zyskującej pozytywne
recenzje i cieszącej się wśród od-
biorców dużą sympatią. Ameryka-
nin ma więcej wspólnego z naszym
krajem, niż mogłoby się wydawać.
Jego talent odkrył Polak – Sta-
nisław Lem, którego syn był
uczniem Carrolla w Wiedniu. Pisarz
wciąż podkreśla, że chętnie przyla-
tuje do Polski, bo czuje się tu
całkiem swobodnie, nic jednak nie
zastąpi mu ukochanej i osobliwej
stolicy Austrii. Mimo, że urodził się
w USA woli w mieszkać w pań-
stwie, które zapewnia mu spokój.
Cel – zaczarować czytelnika
– Każda z jego książek zachwyca,
zdumiewa w większym lub mniej-
szym stopniu, ale żadna nie przecho-
dzi bez echa. Potrafi zachęcić czy-
telnika już pierwszym zdaniem, a
kiedy ten nieświadomie wpada w tę
słowną pułapkę, wciąga go coraz
głębiej i głębiej, nie dając możliwoś-
ci ucieczki – mówi Jagoda, miłoś-
niczka twórczości Carrolla, student-
ka II roku dziennikarstwa i komuni-
kacji społecznej. Wspomina też nie-
dawną wizytę pisarza w Poznaniu.
Mówi, że było to jej pierwsze spot-
kanie z literatem, ale obiecuje sobie,
że z pewnością nie ostatnie.
– Odniosłam wrażenie, że rozmowa
z fanami dawała mu wiele przyjem-
ności. Ludzie chętnie zasypywali Car-
rolla kolejnymi pytaniami, a on nie-
zrażony bezmyślnością niektórych,
cierpliwie na nie odpowiadał. Zasko-
czyło mnie jego poczucie humoru i
dystans, choć prawdę mówiąc trochę
się tego spodziewałam. Słuchając nie-
których jego słów, nie można było
czasem opanować śmiechu, zwłaszcza
wtedy, kiedy ze śmiertelną powagą
opowiadał o okolicznościach, jakie
podobno towarzyszą mu przy pisaniu
albo też o swoich początkach – opo-
wiada Jagoda.
Widać, że pisarz potrafi znosić
bariery nie tylko na kartach swoich
książek, ale i w życiu, wśród ludzi.
Myślę, że właśnie to go wyróżnia.
W jego powieściach pojawia się
magia, która nie pozwala oderwać
się od książki. Nie każdy ma dar,
by taką magią zarażać czytelników
i przekładać ją na słowa.
Ewa NOWAK
Nawet najwięksi muzyczni malkontenci nie mogli narzekać w 2013 roku. Zarów-
no światowa, jak i polska scena muzyczna wzbogaciła się o najlepszej klasy de-
biutantów. Z płytami powrócili David Bowie, The Knife, Daft Punk, a koncertowe
wydarzania w Polsce stały na najwyższym poziomi dzięki Arctic Monkeys, Floren-
ce and The Machine oraz Alt-J.
toryczny, lecz jako „przygodowy, na-
kierowany na dużą oglądalność, na
podstawie faktów historycznych”
(wprost.pl).
Lekcja historii
Oczywiście po 1989 roku ukazało
się wiele więcej filmów historycz-
nych, np.: „Generał Nil”, „Po-
piełuszko. Wolność jest w nas”, „Ta-
jemnica Westerplatte” czy „Czarny
czwartek”. Produkcje dotyczące
różnych okresów historycznych z in-
nymi sposobami ich przedstawienia.
Mimo wszystko młodzież, która ma
znikomą wiedzę historyczną, chęt-
niej dowie się historii z filmu, niż
sięgnie po książkę. I chociażby dlate-
go należy je tworzyć. Jednak pozos-
taje pewien niedosyt. Jak napisała
Maja Katz w recenzji „1920. Bitwy
Warszawskiej” na portalu
filmweb.pl: Ja osobiście czekam na
film, który nie będzie laurką histo-
ryczną wystawioną samemu sobie,
ale w sposób inteligentny będzie za-
dawał trudne pytania o naszą tożsa-
mość. W moim przekonaniu, tylko
kino opowiadające lokalną historię
w sposób niebanalny i niedający łat-
wych odpowiedzi ma, paradoksal-
nie, szansę zostać zrozumiane i do-
cenione na świecie.
A czy film o Wałęsie zostanie do-
ceniony nominacją do Oscara? Do-
wiemy się już 16 stycznia.
Aleksandra LAPS
Odrobina magii
przedłużania licencji na działalność
edukacyjną uczelni. Po zlikwidowa-
niu placówki w Mińsku w 2004 r.,
Europejski Humanistyczny Uniwer-
sytet udało się wznowić na Litwie i
już od 2005 r. rozpoczął program
studiów licencjackich i magister-
skich dla studentów z Białorusi. W
lutym 2006 r. rząd litewski ogłosił
wprowadzenie Litewskiego EHU.
Europejski Uniwersytet Humanis-
tyczny jest miejscem ważnych wy-
darzeń kulturalnych, konferencji,
warsztatów i seminariów o znacze-
niu międzynarodowym. Przyciąga
najwybitniejsze postaci nauki, kul-
tury i polityki z kraju i zagranicy. W
ramach współpracy międzynarodo-
wej na uczelni aktywnie działają oś-
rodki badawcze, instytuty i progra-
my, które stanowią podstawę badań
w różnych dziedzinach wiedzy hu-
manistycznej. Studenci mogą brać
udział w programach Erasmus,
Erasmus Mundus oraz Campus Eu-
ropa.
W dalszym ciągu na Europejski
Uniwersytet Humanistyczny co
roku przybywa dużo Białorusinów,
którzy chcą słyszeć, rozumieć, roz-
wijać język ojczysty oraz posługi-
wać się nim. Od dawna w kraju
przez wpływy rosyjskie obecne są
dwa języki urzędowe – białoruski i
rosyjski, ale z coraz większym
wpływem Rosji, język białoruski
umiera na Białorusi, a razem z nim
umierają tradycje i kultura kraju.
Alex MIL
6 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Tu grają maniacy koszykówki
Początek rozgrywek w Waszym
wykonaniu nie jest najlepszy.
Odnieśliście jedno zwycięstwo
w siedmiu meczach i zajmujecie
trzynastą pozycję w tabeli I ligi
(stan na 12.11.2013). Czym
spowodowany jest ten słaby
start?
– Na razie szukamy optymalnej
formy, która z czasem na pewno
przyjdzie. Fizycznie jesteśmy bar-
dzo dobrze przygotowani do roz-
grywek – w okresie przygotowaw-
czym każdy z nas nie tylko treno-
wał z całym zespołem, ale też pra-
cował indywidualnie. Musimy jed-
nak poprawić takie elementy, jak
przygotowanie psychiczne oraz sfe-
ra rzutowa. Trochę zmienił się także
nasz zespół. Trzech koszykarzy od
nas odeszło, w ich miejsce pojawili
się nowi, młodsi zawodnicy. W ro-
zegranych do tej pory meczach wi-
dać było, że jeszcze brakuje nam
wzajemnego zrozumienia.
Obecna sytuacja przypomina
początek poprzedniego sezonu
– wówczas na pierwsze zwycię-
stwo czekaliście aż do 7. kolej-
ki. Druga część rozgrywek była
jednak w Waszym wykonaniu
bardzo dobra. Dlaczego spisu-
jecie się zdecydowanie lepiej w
końcówce sezonu niż na jego
starcie?
– Teoretycznie drużyna ma być w
pełni gotowa na Akademickie Mist-
rzostwa Polski rozgrywane w maju.
W związku z tym, tę najwyższą
dyspozycję zaczynamy łapać od lu-
tego i w kolejnych miesiącach spi-
sujemy się bardzo dobrze. Ważne
jest także to, że trenujemy 4 razy w
tygodniu, podczas gdy inne zespoły
robią to po 7-8 razy w tygodniu. W
końcówce rozgrywek, kiedy pozos-
tałe drużyny odczuwają już trudy
sezonu, to my dzięki mniejszej
dawce treningowej zaczynamy
łapać świeżość. Musimy być cier-
pliwi, chociaż nie ukrywamy, że
chcielibyśmy, aby dobra forma
przyszła już teraz.
Jakie są cele AZS Politechniki
Poznań na ten sezon?
– Bardzo chcemy zagrać w run-
dzie play-off. W ubiegłym sezonie
walczyliśmy o utrzymanie, a teraz
postawiliśmy sobie ambitniejszy
cel. Nie zapominajmy także o Aka-
demickich Mistrzostwach Polski, w
których chcemy wreszcie sięgnąć
po złoty medal.
Jak wypada porównanie Twojej
obecnej drużyny z poprzednim
klubem, czyli Spójnią Stargard
Szczeciński?
– To są dwie zupełnie inne bajki.
Spójnia to klub profesjonalny, który
ma zdecydowanie odmienne ambi-
cje. Tam płacone są większe pie-
niądze, a koszykarze mają podpisa-
ne kontrakty z klubem. Natomiast
AZS Politechnika jest zespołem
akademickim, złożonym ze studen-
tów. My gramy właściwie za sty-
pendia. W tym klubie występują
maniacy koszykówki. Zawodnicy
cieszą się grą, bo robią to, co ko-
chają i to na poziomie pierwszej
ligi. Jednocześnie mogą studiować.
Uważam to za bardzo dobre roz-
wiązanie.
Czy koszykówka w Poznaniu
cieszy się dużym zainteresowa-
niem?
– Ostatni rok pokazał, że koszy-
kówka w tym mieście funkcjonuje
coraz lepiej. Widać to chociażby po
stale rosnącej liczbie widzów przy-
chodzących na nasze mecze. Mamy
kolegę, który bardzo stara się pro-
mować tę dyscyplinę sportu w Poz-
naniu. Między innymi zaprosił na
nasz mecz rapera Donguralesko,
Występują w I lidze i są najlepszym koszykarskim zespołem w stolicy Wielkopol-
ski, chociaż ich kadra składa się prawie wyłącznie ze studentów. O tym, jak funk-
cjonuje koszykówka w mieście zapatrzonym w piłkę nożną opowiedział Fenest-
rze zawodnik AZS Politechniki Poznań, Łukasz Ulchurski.
Z nieba do piekła i z powrotem?
Zaledwie dwa i pół roku
po katastrofalnym wy-
padku Robert Kubica
znów wspiął się na szczyt.
Polak zdobył mistrzostwo
świata w kategorii WRC-2,
ale jak sam mówi, to do-
piero przedsmak tego, co
może osiągnąć.
Zkraju wyjechał już w wieku
7 lat. Jego rodzice zaryzykowali,
wpakowali fortunę w rozwój syna, by
ten mógł szkolić się w kartingu od
najmłodszych lat. Kiedy w Polsce był
jeszcze postacią anonimową szlifo-
wał talent w World Series by Renault,
gdzie w 2005 roku został Mistrzem
Świata. Rok później został kierowcą
testowym w BMW Sauber i był o
krok od spełnienia marzeń. Debiut w
Formule 1 nadszedł jeszcze w tym sa-
mym roku. 6 sierpnia 2006 roku Ku-
bica zastąpił na starcie mistrza świata
Jacquesa Villeneuve'a na węgierskim
torze Hungaroring, zajmując osta-
tecznie siódme miejsce. W Polsce
mało kto wiedział o istnieniu Kubicy,
a świat Formuły 1 dziwił się, jakim
sposobem człowiek znikąd zajmuje
tak wysokie miejsce w debiucie. W
swoim trzecim starcie zdobył wresz-
cie pierwsze punkty, gdyż na Węg-
rzech został ostatecznie zdyskwalifi-
kowany za zbyt lekki bolid. Na legen-
darnym włoskim torze Monza Kubica
zajął trzecie miejsce. Kibice i media
zachwyciły się młodym krakowiani-
nem, który z roku na rok był co raz
lepszy. – On nas zaprowadzi do Mist-
rzostwa, jego talent przyćmiewa in-
nych – twierdził Mario Theissen, szef
teamu Polaka. W 2008 roku wygrał
wyścig o Grand Prix Kanady w bar-
wach niemiecko-szwajcarskiego ze-
społu, a w Polsce narodziło się zjawi-
sko kubicomanii. W świecie sportów
motorowych Robert Kubica stał się
osobą niezwykle popularną i podzi-
wianą.
Ugruntowana pozycja
Po czwartym miejscu w klasyfika-
cji generalnej sezonu 2008, Kubica
zaczął być postrzegany jako kierow-
ca, którego talent zasługuje na coś
lepszego niż mogło mu zaoferować
BMW. Zarówno eksperci, jak i kibi-
ce uważali, że jego potencjał marnu-
je się w stajni dr Mario Theissena.
Kubica został jednak w BMW, ale
następny sezon okazał się dużym
rozczarowaniem. Odległa 14. pozy-
cja w generalce sprawiła, że Polak
zaczął chętnie mówić o przenosinach
do innego zespołu. Jego umiejętności
przerastały innych kierowców, jed-
nak bolid przygotowany przez ekipę
Sauber Teamu nie dawał szans na
ściganie się o najwyższe pozycje.
Przyjaźń z Hiszpanem Fernando
Alonso przybliżała go do wielkiego
Ferrari. Jednak Kubica ostatecznie
wylądował w swojej macierzystej
stajni Lotus Renault. Polak miał
ugruntowaną pozycję w Formule 1,
ale ósme miejsce w sezonie 2010,
także pozostawiło niedosyt. Dopiero
sezon 2011 miał spełnić ogromne
oczekiwania Kubicy, bo Lotus
wreszcie wymieniany był w gronie
faworytów do walki o tytuł. Jednak
marzenia o powrocie do absolutnej
czołówki trwały bardzo krótko, a
właściwie zakończyły się jeszcze
przed startem sezonu.
Dramatyczny wypadek
Los nie był aż tak piękny dla kra-
kowianina jak mogłoby się wydawać
– wypadki nigdy go nie omijały –
wystarczy przypomnieć sobie kraksę
podczas GP Kanady w 2007 roku,
kiedy to z wraku swojego bolidu cu-
dem wyszedł tylko z niegroźnym
skręceniem kostki. Kubica, który za-
wsze traktował rajdy jako element
dobrej zabawy, postanowił wystarto-
wać w kameralnym rajdzie Ronde di
Andora. 6 lutego 2011 roku, Polak
jadący Skodą Fabią S2000 wraz ze
swoim pilotem Jakubem Gerberem
uderzył w barierkę przy jednym z za-
krętów. Owa barierka zamiast
przyjąć uderzenie auta, wbiła się w
przód samochodu. Pilotowi nic się
nie stało, ale by wyciągnąć kierowcę
F1 z wraku samochodu trzeba było
rozcinać karoserię. Kubicę przetran-
sportowano helikopterem do pobli-
skiego szpitala w Pietra Ligule, gdzie
poddano go ośmiogodzinnej opera-
cji, która miała uratować złamaną
rękę i nogę oraz zmiażdżoną dłoń.
Kubica po wielu zabiegach wyszedł
ze szpitala dopiero 23 kwietnia 2011
roku, ale jego rehabilitacja miała po-
trwać łącznie około ośmiu miesięcy.
Pytania o powrót do ścigania w For-
mule 1 były nie na miejscu.
Mozolne postępy
Wydawało się, że dla Kubicy, któ-
ry wielokrotnie słyszał o tym, że
musi zakończyć sportową karierę
świat się skończył. Długo nie rozma-
wiał z mediami, zasłaniał się odpo-
wiedziami dotyczącymi przebiegu
rehabilitacji i zaniedbał swoich fa-
nów. Świat jednak ciągle o nim pa-
miętał. Kardynał Stanisław Dziwisz
jeszcze w Pietra Ligure przekazał mu
relikwie Jana Pawła II – kroplę krwi
i kawałek szaty zmarłego Papieża.
Media czekały na odpowiedź, ale
życie Kubicy stało się ogromną ta-
jemnicą. Rehabilitacja przedłużała
się, postępy były mozolne, a kibice
ekscytowali się nawet przypadko-
wym zdjęciem, które trafiło do Inter-
netu, ukazującym pokracznego dwu-
dziestosiedmiolatka o kulach.
Nadzieja w rajdach
Kubica po długiej przerwie od raj-
dów postanowił wrócić do ścigania.
9 września 2012, stanął na starcie
Ronde Gomitolo di Lana i był to jego
pierwszy występ po długiej rehabili-
tacji. Polak wygrał cały rajd w cug-
lach, a jego nazwisko powoli znów
zaczęło poruszać tłumy. Po kilku
startach w kameralnych rajdach, Ku-
bica zdecydował się wystartować na
zapleczu rajdowej ekstraklasy – serii
WRC-2, mimo oferty Mercedesa z
WRC. – Kubica może liczyć na suk-
cesy w swoich startach, posiada
wielkie umiejętności i łatwość do
przystosowywania się – stwierdził
Petter Solberg, ikona rajdów samo-
chodowych. Polak zadebiutował w
rajdowej drugiej lidze w Rajdzie
Wysp Kanaryjskich. Wraz z pilotem
Maciejem Baranem długo prowadzili
w klasyfikacji, ale ostatecznie wy-
padli z trasy na ostatnim odcinku
specjalnym i nie ukończyli zawodów.
Podobnie wyglądał Rajd Portugalii.
Kubica od początku dzielnie walczył
będąc najlepszym w swojej kategorii,
ale awarie samochodu i wypadnięcie
h
t
t
p
:
/
/
c
d
n
7
.
s
e
.
s
m
c
l
o
u
d
.
n
e
t
/
w
w
w
.
p
z
k
o
s
z
.
p
l
Dla wielu miast Poznań jest
wzorem. Na tle Polski wyróżnia się
niskim poziomem bezrobocia, piękną
infrastrukturą czy dobrą organizacją
transportu miejskiego. Jest też dosko-
nałym ośrodkiem dla studentów. Nie-
stety pod względem sportowym ta-
kim wzorem już nie jest.
Niedobór siatkówki
Wspomniana potęga Lecha
zasłania resztę dyscyplin. Pociesze-
niem dla kibiców siatkówki było
zorganizowanie meczu o Super Pu-
char Polski, w którym zmierzyły się
drużyny Asseco Resovii Rzeszów
oraz ZAKSY Kędzierzyn-Koźle.
Wielka siatkówka zawitała do Poz-
nania. Szkoda tylko, że błyskawicz-
nie znikła. Czy naprawdę w Pozna-
niu nie ma już miejsca na nic inne-
go niż Kolejorz i piłka nożna w
ogóle? – iestety… też nad tym
ubolewam, choć równocześnie jes-
tem sympatykiem Lecha. Popatrzmy
na inne miasta, mniej prężne niż
Poznań, gdzie na najwyższym po-
ziomie rozgrywek rywalizują ze-
społy z tego miasta w kilku dyscy-
plinach sportowych, np. Kielce. W
Poznaniu nie ma niestety tradycji
siatkarskich i to główny tego powód
– podsumował dr Adam Barabasz.
Zapytałam o to również przedstawi-
cieli Klubu Kibica UAM – Martynę
Kamińską, Kacpra Antkowiaka i
Karola Sołtysa: – Siatkówka nie jest
popularna w Poznaniu. Tylko praw-
dziwi kibice tej dyscypliny wykazują
zainteresowanie i wiedzą, że jest u
nas coś takiego jak drużyna UAM.
Szczęśliwe losowanie
Szanse na większe rozpropagowa-
nie siatkówki pojawiły się wraz ze
szczęśliwym losowaniem. Drużyna
UAM została wytypowana do roz-
grywek w I lidze. Niestety nikt się
tego nie spodziewał, a zespół przy-
gotowywany był na walkę w II lidze.
W rezultacie ekipie z Poznania nie
udało się utrzymać na zapleczu Plus
Ligi. – Zespół miał szanse na utrzy-
manie. Jednak w decydujących mo-
mentach brakowało dwóch, trzech
punktów, jednego seta itp. Zabrakło
trochę jakości, trochę szczęścia, a na
pewno doświadczenia w tych kluczo-
wych momentach, kiedy kończy się
ostatnią piłkę z wyrachowaniem i
„chłodną głową”. Zespół przegrał
sporo meczów w stosunku 2-3 i tego
szkoda. Jednak w moim przekonaniu
polityka kadrowa prowadzona przez
trenera Lisieckiego była słuszna.
Otoczył się młodymi perspektywicz-
nymi zawodnikami, którzy na pozio-
mie I ligi ogrywali się, a ponadto
promowali UAM przez grę – uważa
dr Adam Barabasz.
Podwójny spadek
Wraz ze spadkiem drużyny do II
ligi spadła też motywacja. Nie cho-
7 listopad 2013
Siatkarski dołek
Stolica Wielkopolski nieodzownie kojarzy się z piłką nożną. Potęga Lecha jest
niewątpliwie miażdżąca i nic dziwnego, że życie sportowe miasta kręci się wokół
Kolejorza. Nie da się ukryć, że przez to inne sporty nie mają siły przebicia. Wśród
nich znajduje się siatkówka.
f
o
t
.
Z
u
z
a
n
n
a
P
i
e
t
r
z
a
k
dzi tu oczywiście o oddanych kibi-
ców, czy samych zawodników, bo ta
wręcz wzrosła. W obecnym sezonie
ze strony zarządu nie można liczyć
na jakąkolwiek inicjatywę. Klub
Kibica proponował rozmaite roz-
wiązania, jak polepszyć oprawę me-
czów czy też bardziej reklamować i
promować zespół. Po wstępnych
obietnicach wszystkie pomysły zos-
tały odrzucone.
– Jeśli ktoś chce coś zrobić do-
browolnie to krzywo się na to pat-
rzy. Zrobiliśmy klubowe wlepki, pla-
katy. Odpowiedź była taka, że są
mało profesjonalne, a przecież pro-
fesjonalnego grafika nikt nam nie
opłaci. Dodatkowo wszystko było w
kolorze biało-niebieskim, zdaniem
zarządu zbyt podobnym do barw
Lecha – mówią zgodnie przedstawi-
ciele Klubu Kibica.
Współpraca pomiędzy obiema
stronami jest niezbędna, by poznań-
ska siatkówka zaczęła istnieć w
pełni. W poprzednim sezonie poja-
wiła się już na to nadzieja – zarząd
klubu sfinansował zakup bębna, za
co Klub Kibica jest niezmiernie
wdzięczny, gdyż był to dla nich
koszt nie do przejścia.
Światełko w tunelu
Jedynym, ale jednocześnie bardzo
ważnym pozytywem w całej sytua-
cji jest podejście do sprawy kibiców
i zawodników. Drużyna na każdym
meczu jest wspierana przez
skromną, ale bardzo zaangażowaną
grupkę Klubu Kibica. Niestety poz-
nańscy siatkarze na wsparcie mogą
liczyć jedynie podczas spotkań roz-
grywanych u siebie. Pomimo obiet-
nic na zorganizowanie kibicom wy-
jazdu nadal nie ma na to jakichkol-
wiek środków. – W zeszłym sezonie
dostaliśmy pozwolenie od zarządu
na wyjazdy z zawodnikami, za ich
zgodą. W tym sezonie już nie
możemy, pomimo dalszej zgody siat-
karzy, bo mamy za małego busa.
Zdaniem zarządu nie pomieścilibyś-
my się – przyznają Kibice.
Oprócz kibiców doskonałą
postawę prezentują sami zawodni-
cy. Jest to grupa młodych ludzi, stu-
dentów, którzy z determinacją
walczą o swoje marzenia. Na bois-
ku dają z siebie wszystko. Potrafią
też należycie podziękować za
wsparcie. Kontakt między zawodni-
kami a Klubem Kibica jest bardzo
dobry: – Zawodnikom bardzo przy-
daje się nasz doping. Po każdym
meczu podchodzą do nas i dziękują.
Do tego chce im się grać, by poka-
zać się z jak najlepszej strony. Jed-
nak byłoby nam szkoda, gdyby jakiś
łowca talentów by nam ich zabrał.
Wielkie nadzieje
Pomimo trudnej sytuacji siatków-
ki w Poznaniu, prawdziwi konese-
rzy tego sportu są dobrej myśli. –
Trzeba jednak od czegoś zacząć i
myślę, że AZS UAM, wspinając się
na szczeblach siatkarskiej drabiny
UAM pokazuje, że na siatkówkę też
jest popyt – twierdzi dr Barabasz.
Podobnego zdania są przedstawicie-
le Klubu Kibica: – Mamy nadzieję,
że to się rozkręci i zarząd klubu
posłucha naszych podpowiedzi, że
pojawi się jakiś solidny sponsor i
będziemy trzymać się I ligi.
Widać, że rozwój siatkówki w
Poznaniu to bardzo trudna i z pew-
nością czasochłonna sprawa. Składa
się na to wiele czynników, które są
nieodzowne dla sukcesu tego pro-
jektu. Pozostaje mieć nadzieję, że
tak właśnie się stanie. Może docze-
kamy się popularności siatkówki w
Poznaniu?
Natalia PAWLAK
–Trzeba jednak od czegoś zacząć i myślę, że AZS
UAM, wspinając się na szczeblach siatkarskiej
drabiny UAM pokazuje, że na siatkówkę też jest
popyt – twierdzi dr Barabasz.
roznosi po mieście ulotki rekla-
mujące zespół. Można już kupować
nasze szaliki, zaczynają też poja-
wiać się koszulki. To zainteresowa-
nie jeszcze wzrośnie jeżeli będzie-
my wygrywać i wejdziemy do fazy
play-off. W tym momencie nie daje-
my kibicom zbyt dużo radości, ale
wiemy, że lepsza forma i zwycię-
stwa przyjdą. Jestem o tym przeko-
nany w stu procentach.
Jesteście w tej chwili właściwie
jedynym poważnym zespołem
koszykarskim w stolicy Wielko-
polski. Miasto zdecydowanie
stawia jednak na piłkę nożną.
Czy czujecie się przez to w jakiś
sposób pokrzywdzeni?
– Od wielu lat w Poznaniu rządzi
piłka nożna. Zdajemy sobie sprawę,
że Lech jest tutaj wręcz religią i
wszyscy żyją futbolem. Nie czuje-
my się z tego powodu pokrzywdze-
ni. Otrzymujemy pewną pomoc ze
strony miasta. Oczywiście chcieli-
byśmy, żeby wsparcie finansowe
było większe, ale jest o to bardzo
ciężko.
Rozmawiał
Konrad WITKOWSKI
z trasy zepchnęło go ostatecznie na
szóstą pozycję. Wyniki miały przyjść
z czasem.
Powrót Mistrza
Rajd Korsyki również przyniósł
niepowodzenie, ale już w Grecji Ku-
bica pokazał wielką klasę. Zwyciężył
w klasyfikacji generalnej zawodów i
rozpoczął marsz w kierunku tytułu. –
Cały czas się uczę, nie myślę o mist-
rzostwie, tylko o tym by zdobywać
doświadczenie – nie zapeszał Polak,
w którego oczach było jednak widać
głód zwycięstw. W klasyfikacji gene-
ralnej Mistrzostw zajmował wtedy
jedenastą pozycję. Rajdy Sardynii i
Niemiec przyniosły zwycięstwa, na-
tomiast w Rajdzie Finlandii był dru-
gi. Te sukcesy, wyniosły go na szczyt
klasyfikacji generalnej. Krakowianin
odpuścił występ w Rajdzie Nowej
Zelandii, ale odrobił straty we Fran-
cji i Hiszpanii, gdzie 27 września
przypieczętował tryumf w klasyfika-
cji generalnej, stając się Mistrzem
Świata w kategorii WRC-2.
Elita coraz bliżej
Niemal pewne jest, że w przy-
szłym sezonie Kubica wystartuje w
kategorii WRC, z najlepszymi kie-
rowcami rajdowymi na świecie, czyli
Sebastianem Loebem czy Sebastia-
nem Ogierem. Tytuły Najlepszego
Sportowca roku 2008 w Polsce oraz
Człowieka roku magazynu „Top
Gear” tylko pokazują jak bardzo do-
ceniany jest zarówno przez eksper-
tów, jak i kibiców, którzy wspierali
go w trudnych chwilach. Kubica
mówi o powrocie do Formuły 1, jed-
nak ciągle w kategoriach marzeń.
Raz już je spełnił. Teraz do motoro-
wego nieba daleko, ale kto jak nie on
miałby wrócić w wielkim stylu?
Michał LEŚNICZAK
8 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Absurd goni absurd,
czyli ustawa w pełnej krasie
kary. Uznano, że podburzał fanów
Polonii. Sam piłkarz zapewnia, że
jego celem było tylko pozdrowienie
kibiców swojej drużyny. – Przecież
nie biegałem dookoła stadionu –
mówił dla WP. Taki sam gest w kie-
runku fanów Legii wykonał także
Jakub Kosecki, w październikowym
pojedynku z Lechem w Poznaniu.
Jego jednak nikt nie aresztował i nie
skazał.
Co piłkarz może
Podwójne standardy w stosunku
do kibiców i piłkarzy stosowane są
także w przypadku wspominanych
już wcześniej rac. Za odpalenie pi-
rotechniki kibice zwykle otrzymują
dwa lata zakazu stadionowego oraz
grzywnę w wysokości kilku tysięcy
złotych. Takiego zaszczytu nie do-
stąpią jednak piłkarze. Piotr Reiss i
Ivan Djurdjevic na ostatnim meczu
poprzedniego sezonu trzymali w
„Kotle” odpalone race. Jakież było
ich zaskoczenie, gdy przeciwko nim
zostało wszczęte postępowanie z
powodu złamania ustawy o bezpie-
czeństwie imprez masowych. Za-
skoczenie było jeszcze większe,
gdy prokuratura umorzyła postępo-
wanie ze względu na niewielką
szkodliwość społeczną czynu. De-
cyzja słuszna, lecz przecież piłkarze
zrobili dokładnie to samo, co kibice
bawiący się racami. Tych jednak
karze się zakazami stadionowymi...
Zdrowy rozsądek
„Drogi życia”, jak mówi o nich
wojewoda wielkopolski Piotr Flo-
rek, a tak naprawdę zwyczajne
schody na trybunach. O ich wielkim
znaczeniu mogli przekonać się fani
Lecha Poznań na meczach z Koroną
Kielce czy Zawiszą Bydgoszcz.
Piotr Florek kilkakrotnie groził za-
mknięciem stadionu i zakazami sta-
dionowymi dla fanów, którzy stali-
by w przejściach. – ie może być
tak, że kibice blokują przejście dla
służb medycznych w razie jakiegoś
wypadku – wyjaśniał Piotr Florek.
Wojewoda zapomniał jednak, że ki-
bice potrafią się rozstąpić w ciągu
kilku sekund, o czym przekonać
może się każdy, kto chodzi na me-
cze Lecha. Wystarczy tylko spoj-
rzeć w stronę „Kotła”, gdy fani
śpiewają „Dumą Polski jesteśmy od
lat”. Tego jednak przecież lepiej nie
zauważać. Łatwiej pogrozić palcem
i udawać, że walczy się z proble-
mem, który w rzeczywistości jest
niewielki.
Obecna ustawa o bezpieczeństwie
imprez masowych ulegnie zmianie
od przyszłego roku. Wtedy wejdą w
życie jeszcze ostrzejsze przepisy
zobowiązujące kluby od pierwszej
do czwartej ligi do zamontowania
monitoringu takiego, jaki jest stoso-
wany w ekstraklasie. Pytanie tylko,
po co na przykład w Niecieczy lub
Niepołomicach monitoring rodem z
ekstraklasy? Zmianie może ulec
także liczba osób, od których ko-
nieczna będzie zgoda na organiza-
cję imprezy masowej. Obecnie wy-
nosi ona 1000 w przypadku meczu
piłkarskiego. Policja i Ministerstwo
Spraw Wewnętrznych postulują o
jej zmniejszenie do 300. – Liczba
osób, od których zaczyna się impre-
za masowa powinna być o wiele
mniejsza – uważa Bartłomiej Sien-
kiewicz, Minister Spraw Wewnętrz-
nych. Nie zauważa jednak, że taka
zmiana
może być gwoździem do trumny
dla klubów z niższych lig. Dla nich
to będzie oznaczało przede wszyst-
kim ogromne koszty organizacji
meczu. – Przy całym szacunku dla
policji, ale to cios w polską piłkę –
mówił portalowi Interia Zbigniew
Boniek, prezes PZPN. Jednak o tym
i wielu innych aspektach związa-
nych z ustawą mało kto myśli. I dla-
tego nic dziwnego, że w wielu przy-
padkach absurd goni absurd.
Norbert KOWALSKI
Zamykanie stadionów w ligach okręgowych, bezsensowne wyroki, szukanie niebezpieczeństwa tam,
gdzie przeważnie go nie ma – tak obecnie w praktyce wygląda funkcjonowanie ustawy o bezpieczeństwie
imprez masowych. W kolejnych miesiącach może być jeszcze gorzej. Od pierwszego stycznia przyszłego
roku przepisy zostaną zaostrzone, co dla wielu klubów może okazać się prostą drogą do ruiny finansowej,
a dla kibiców drogą przez mękę.
19października 2013
roku w Janowcu Wielkopolskim
miejscowa Sparta w 14. kolejce ku-
jawsko-pomorskiej klasy okręgowej
podejmuje Kujawy Markowice. Po
90 minutach gospodarze cieszą się
ze zwycięstwa. Nie mogą go jednak
świętować ze swoimi kibicami. Nie
mogą, gdyż kilka dni wcześniej Ku-
jawsko-Pomorski Związek Piłki
Nożnej podjął decyzję o zamknięciu
stadionu na dwa mecze. Powód?
Odpalenie dwóch świec dymnych.
W tym samym dniu w Okonku
tamtejszy Włókniarz w ramach 14.
kolejki wielkopolskiej klasy okręgo-
wej podejmował Spartę Złotów. Po-
dobnie jak w Janowcu Wielkopol-
skim mecz odbył się bez udziału ki-
biców obu klubów. Włókniarz ob-
ciążony był karą dwóch meczów
przy zamkniętym stadionie, gdyż po
zakończeniu poprzedniego spotkania
jego fani wbiegli na boisko. Drob-
nostka? Jak widać niekoniecznie,
zwłaszcza na szóstym poziomie roz-
grywek piłkarskich w Polsce. O bez-
pieczeństwo kibiców, zwłaszcza tych
kilkudziesięciu, trzeba bowiem dbać.
Zakazany owoc
Race – niezwykle popularne wś-
ród kibiców i równie niechętnie wi-
dziane przez przedstawicieli wład-
zy. Tylko w tym roku w Polsce z
powodu odpalenia pirotechniki za-
mknięto kilkanaście stadionów. W
tym czasie nie zatrzaśnięto bram ani
jednego obiektu w Anglii, Nie-
mczech, Szkocji, Danii, Szwecji
czy na Ukrainie, gdzie w ostatnich
miesiącach pirotechnika na trybu-
nach pojawia się coraz częściej. W
Polsce dochodzi do sytuacji, w któ-
rych wojewodowie zamykają trybu-
ny za odpalenie zaledwie jednej
racy. Jednak skoro większość me-
diów oraz przedstawiciele władzy
nawołują do naśladowania krajów
zachodnich w kontekście sytuacji
na trybunach, może warto zacząć
właśnie od sprawy pirotechniki. W
tych państwach, z których podobno
mamy brać przykład, nikt nie zamy-
ka stadionów za użycie rac.
W październiku głośnym echem
w środowisku piłkarskim odbiła się
sprawa Rafała R., piłkarza Ostrovii
Ostrów Mazowiecka. W Warszawie
po wyjazdowym meczu z Polonią w
ramach rozgrywek mazowieckiej IV
ligi pokazał popularną wśród fanów
Legii „eLkę” w kierunku kibiców
Ostrovii. Za ten gest został skazany
przez sąd i musiał zapłacić 1560 zł
Redaktor naczelna
Beata Kapusta
Zastępca redaktor
naczelnej
Mikołaj Zajączkowski
Redaktor działu Polityka
Maciej Kluczka
Redaktor działu Sport
Mikołaj Zajączkowski
Redakcja
Joanna Dziel
Grzegorz Iwasiuta
Norbert Kowalski
Aleksandra Laps
Michał Leśniczak
Alex Mil
Ewa Nowak
Natalia Pawlak
Michał Radzimiński
KonradWitkowski
Korekta
Małgorzata Adamczewska
Skład
Tomasz Szukała
Opieka nadredakcją
red. Lesław Ciesiółka
Strona internetowa
www.gazetafenestra.pl
Facebook
www.facebook.com/gaze-
ta.fenestra
Twitter
/twitter.com/FenestraGazeta
Druk
Dru karnia Pra so wa
ul. Mal wo wa 158, Skó rzewo
Redakcja za strzega so bie pra wo do
reda go wa nia i skra ca nia
na desła nych tekstów.
Redakcja nie po no si odpo wiedzial -
no ści za treść za mieszcza nych re-
klam.
Wydawca: Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM, ul. Umultowska 89a, 61-614 Poznań.
Re dak cja: Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa, ul. Umultowska 89a, pokój 144, 61-614 Poznań
email: fenestra.uam@gmail.com, facebook: www.facebook.com/gazeta.fenestra
l
e
c
h
p
o
z
n
a
n
.
n
e
t
,
l
e
g
i
a
.
c
o
m
,
f
o
t
o
f
a
n
a
t
i
c
s
.
e
u
i
p
a
w
e
l
f
m
a
t
y
s
i
a
k
.
p
l